<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=7&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-27T07:26:09+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>7</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10498" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10476">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/895f0874095f5ce6a9354a7331606a76.pdf</src>
        <authentication>4ea3102ba241a2d209289f95607b0a3c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3249</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125005">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125006">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3045</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125007">
                <text>Wyobrażenie piekła w średniowiecznej Polsce (XIV-XV w.) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125008">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.97-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125009">
                <text>Bylina, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125010">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125011">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125012">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125013">
                <text>Stanisław Bylina

W Y O B R A Ż E N I E PIEKŁA W Ś R E D N I O W I E C Z N E J P O L S C E ( X I V - X V w . )

Polski chrześcijanin, żyjący

u schyłku średniowiecza, od­

czuwał śmierć łudzką jako zjawisko

zwykłe i n a t u r a l n e , choć

za naganne i zabobonne.

Jeden z n a j w y b i t n i e j s z y c h

teologów

polskich X V w i e k u , J a k u b z Paradyża (Jacobus de Paradiso) znal

równocześnie napawała go ona lękiem, gdyż otwierała nieznany

chrześcijan, którzy chcąc się dowiedzieć, czy i c h zmarłe m a t k i

i niepokojący obszar b y t o w a n i a . Uczestnicząc od w i e l u pokoleń

przebywają wśród mąk, czy też t a m , gdzie jest radość ( i n poenis

w kulcie chrześcijańskim, p o d d a w a n y nauczaniu Kościoła, miesz­

sine i n gaudio), z a p y t y w a l i o t o stare k o b i e t y — yctulae. Zwraca­

kaniec ziem p o l s k i c h , podobnie j a k jego współwyznawcy z całej

no się do umierających z prośbą, by po śmierci p o w i a d o m i l i żyją­

zachodniej c h r i s t i a n i t a s , znać mógł jedynie jedną alternatywę

cych o losie swoim i o losie i n n y c h ludzi wcześniej zmarłych (za­

życia pośmiertnego: wieczną nagrodę, będącą udziałem l u d z i w y ­

pewne członków r o d z i n y ) .

pełniających nakazy religijne i kościelne, l u b karę — wieczną,
bądź t y l k o przemijającą, grożącą różnym k a t e g o r i o m grzeszni­
ków, którzy nie o d p o k u t o w a l i za życia swych przewinień. Wiedział
również, iż zarówno nagroda, j a k i k a r a , związane są z określo­
n y m i miejscami p o b y t u dusz l u d z k i c h . T y m , którzy należeli do
grona l i t t e i a t i , wykładnię d o k t r y n y eschatologicznej

przynosiły

dzieła Ojców Kościoła i późniejsze uczone t r a k t a t y

teologów.

I l l i t t e r a t i poznawali w ogólnym zarysie p r a w d y w i a r y o chrześci­
jańskich zaświatach z kazań, pouczeń spowiedników, z malowideł
kościelnych

oraz

z utworów l i t e r a t u r y

religijnej pisanych i n

v u l g a r i , t a k i c h j a k powstała w X V w i e k u polska wersja
Ma-gislri

Połycarpi

cum

Dialogus

Morte .
1

Człow iek nie znal natomiast swego własnego losu pośmiert­
T

2

Odżegnując się o d przepowiadania pośmiertnego losu jednost­
k i , d y d a k t y k a kościelna nie skąpiła człowiekowi opisu zaświa­
tów, zwłaszcza miejsca k a r y wiecznej. W Polsce w b r a k u poważ­
niejszego

d o r o b k u wcześniejszych

teologów, n a u c z a n i u treści

eschatologicznych p r z y b y l i z pomocą uczeni wykształceni w P r a ­
dze, później w większości związani z o d n o w i o n y m w początku
X V w i e k u u n i w e r s y t e t e m k r a k o w s k i m . O d schyłku X I V w i e k u
zaznaczyło się intensywniejsze

oddziaływanie n a kler oraz n a

w i e r n y c h w dziedzinie przekazu wiedzy o miejscach pośmiertnego
b y t o w a n i a . W następnym stuleciu nauczanie kościelne charakte­
ryzuje odwoływanie się do wyobraźni l u d z k i e j . Przemawiają d o
niej plastyczne obrazy n a g r o d y i k a r y . Wyobraźnia
akceptuje

i c h strukturę i poszczególne

zbiorowa

składniki, lecz

także

nego oraz losu swych bliskich już zmarłych. Kościół nie udzie­

przeciwstawia — narzuca d y d a k t y c e Kościoła własne wyobraże­

lał w t y m względzie odpowiedzi, zapewniając jedynie o udziale

n i a zaczerpnięte z głębokich pokładów wierzeń l u d o w y c h , t r a d y ­

świętych w wiecznej nagrodzie. Nie rezygnując ze swego p y t a n i a ,

c y j n y c h , oraz z popularnej wiedzy i obsorw aeji świata. Z b i o r o w a

człowiek zwracał się przeto k u warstwie k u l t u r y p o p u l a r n e j , k u

wyobraźnia

wierzeniom i postawom t r a d y c y j n y m , u z n a w a n y m przez teologów

k o n f r o n t a c j i wiedzy uczonej, popularnej i k u l t u r y t r a d y c y j n e j .

T

eschatologiczna

kształtowała

się n a płaszczyźnie

97

�D o k t r y n a chrześcijańska nie spotykała wśród ludności ziem

Kościół uznawał więc

potrzebę

oddziaływania

na

ludzi

polskich i i n n y c h Słowian Zachodnich istotnego o p o r u w postaci

poprzez wzbudzanie grozy i s t r a c h u przed potępieniem w i e c z n y m

pozostałości pogańskich wyobrażeń o zaświatach. W y d a j e się, iż

lecz traktował t o j a k o środek ostateczny, stosowany wobec jed­

słowiański system eschatologiczny

nostek

był słabo rozwinięty

i nie

o p o r n y c h i zatwardziałych w grzechu. Być może, iż

wiązał się z wizją nagród l u b k a r zależnych o d zasług bądź w y ­

w t a k i e j s t r a t e g i i Kościoła ujawniały się ślady dawnej t r a d y c j i ,

stępków l u d z k i c h . Wierzenia t r a d y c y j n e , o których świadectwa

sięgającej początkowej fazy c h r y s t i a n i z a c j i Słowian i niektórych

pozostawiły X V - w i e c z n e kazania, łączyły się n a t o m i a s t z w y o b r a ­

ludów ościennych. P i e r w s i misjonarze u n i k a l i w s w y c h n a u k a c h

żeniami materialnego pośmiertnego b y t o w a n i a człowieka l u b jego

w i z j i mąk p i e k i e l n y c h , eksponując w większym s t o p n i u m o t y w

ducha, zachowującego swe doczesne p o t r z e b y , pojawiającego

się

radości z b a w i o n y c h . Równocześnie j e d n a k nacisk, j a k i w k r a j u

chętnie wśród l u d z i , zwłaszcza wśród swego poprzedniego otocze­

należącym do regionu opóźnionej wobec Z a c h o d u c h r y s t i a n i z a c j i ,

n i a . W t e j dziedzinie spuścizna eschatologii słowiańskiej prze­

kładą t e k s t y n o r m a t y w n e n a omawiane m e t o d y postępowania,

trwała długo jeszcze po c h r y s t i a n i z a c j i k r a j u i po wygaśnięciu

zdaje się wskazywać, iż rzeczywistość p a r a f i a l n a mogła bywać

3

1 0

kultów pogańskich. W X V w i e k u n a d a l rozpalano ognie, p r z y

odmienną. Mogło się czasami dziać t a k , j a k w p o b l i s k i c h Czechach,

których mogłyby się ogrzać dusze b l i s k i c h zmarłych, przebywają­

gdzie księża, wedle świadectwa J a n a H u s a , straszyli swych w i e j ­

ce widocznie w miejscach z i m n y c h . Pozostawiano d l a n i c h r e s z t k i

skich słuchaczy mówiąc: „Chłopi, m y was możemy posłać do

pożywienia l u b nie z m y w a n o m i s po posiłkach . Równocześnie

piekła" ,

obawiano się p o w r o t u zmarłego do jego dawnego d o m u i w różny

W świetle z n a n y c h dotychczas źródeł kaznodziejskich nie wydaje

4

11

przedstawiając

przy

t y m drastycznie

jego

grozę.

sposób próbowano t e m u przeciwdziałać. K o n t a k t ze zjawą mógł

się j e d n a k , b y w n a u c z a n i u kościelnym w Polsce element s t r a c h u

być b o w i e m niebezpieczny d l a l u d z i , g d y stawała się ona demonem

przed piekłem pełnił funkcję narzędzia dydaktycznego szczególnie

—• u p i o r e m . B a d a n i a etnologiczne wykazały, iż wśród zjaw w r o ­

istotnego i powszechnie

gich społeczności żyjącej przeważały d u c h y l u d z i zmarłych n i e ­
naturalną, gwałtowną śmiercią . Teologowie i kaznodzieje
5

XV

w i e k u łączyli świat zmarłych pojawiających się na ziemi z miejsca­
m i i c h k a r y : czyśćcem l u b piekłem, surowo zakazując wszelkich
p r a k t y k , czy t o mających pomóc p r z y b y s z o m z zaświatów czy
też zmierzających do zabezpieczenia

się przed n i m i . Słowiański

świat zmarłych poddawał się c h r y s t i a n i z a c j i , stając się zbiorowoś­
cią

cierpiących

za

nieodpokutowane

grzechy,

lecz

niełatwo

pozwalał się zamykać w czyśćcu l u b w piekle.

W

stosowanego.

w a r s t w i e wiedzy

uczonej, w t r a k t a t a c h

teologicznych

omawiających p r o b l e m k a r y wiecznej, akcentowano jej istotę
w postaci carrentio visionis beatificae, c z y l i pozbawienia możli­
wości oglądania Trójcy

Świętej. Tę prawdę w i a r y p o z n a w a l i

również odbiorcy kazań, którym starano się ją

uprzystępnić

mówiąc o utracie o d m a l o w y w a n e j wcześniej rajskiej radości l u b
0 męce w z r o k u potępionych skazanych n a rozpoznawanie wśród
piekelnych ciemności wyłącznie strasznych postaci diabłów oraz
realiów udręki . D y d a k t y k a k a r y pozbawienia w i d o k u Boga
12

K o n f r o n t a c j a dwóch systemów wierzeń i wyobrażeń nastę­

1 świętych, nie mająca wsparcia w postaci przedstawień plastycz­

powała także n a i n n e j płaszczyźnie. Nauczający w i e r n y c h prze­

n y c h , o b r a z o w y c h , z t r u d e m wykraczała poza enigmatyozność

k a z y w a l i i m wizję t r w a l e j k a r y pośmiertnej j a k o z n a k u spra­

i deklaratywność opisu. Cechy t e znikały w zetknięciu z wizją

wiedliwości Bożej, skazującej na wieczne potępienie t y c h , którzy

cielesnych mąk w otchłani piekielnej.

z własnej w o l i w y b r a l i zło. W y k a z y w a l i p r z y t y m , iż nie zaprzecza

W p r a w d z i e polskie późne średniowiecze pozostawiło świa­

ona Bożemu miłosierdziu. A l e t a p r a w d a w i a r y , u t r w a l a n a w świa­

dectwa powszechnego przekonania o f i z y c z n y c h mękach w p i e k l e ,

domości

lecz i c h wyobrażenia były raczej ogólnikowe, nacechowane nie­

ludzkiej,

współistniała

z

wyobrażeniem

potężnego

gniewnego bóstwa mszczącego się za swą obrazę l u b b r a k posłu­

wielką inwencją, zaś repertuar t o r t u r dość ograniczony. Polskie

szeństwa. Piętnastowieczna

piekło rzadko wybuchało w i e l k i m pożarem, płonąc

polszczyzna oddawała

przemiesza­

nie pojęć k a r y i zemsty w płaszczyźnie eschatologicznej, j a k

najczęściej

ogniem w p r a w d z i e d o t k l i w y m , lecz u m i a r k o w a n y m , t a k i m j a k

g d y b y pamiętając o dawnej słowiańskiej zemście funkcjonującej

t e n , który przedstawiają

w systemie p r a w n y m . P o l s k i glosator łacińskich kazań uzupełniał

J a n a w Gnieźnie . W t r a k c i e X V w i e k u w i z j a cierpień nieprze­

malowidła ścienne kościoła świętego

13

zawartą w n i c h prośbę o odsunięcie wiecznej k a r y : „nos n o n

mijających uległa znacznemu r o z b u d o w a n i u , lecz brakło w n i e j

punis już nie mścij się n a d n a m i i u x t a n o s t r a m e r i t a " .

wyrafinowanego

6

W Polsce późnego średniowiecza, zwłaszcza w X V w i e k u ,
ujawniała się t r o s k a władz kościelnych o nadanie pożądanego

kielne

w

okrucieństwa

niektórych

charakteryzującego

wyobrażeniach

n a terenie

męki

pie­

E u r o p y Za­

chodniej .

k i e r u n k u w p r z e k a z y w a n i u masom chrześcijańskim t y c h treści

Zgodnie ze stanowiskiem Ojców Kościoła starano się prze­

nauczania religijnego, które wiązały się z zagadnieniem k a r y

kazać w i e r n y m przekonanie, że k a r y piekielne są znacznie surowsze

pośmiertnej i miejscem wiecznego potępienia. Usiłowania t a k i e

i dotkliwsze od wszelkich k a r ziemskich, ale i c h wyobrażenia

odzwierciedlały się w s t a t u t a c h w y d a w a n y c h przez biskupów

nie oddalały się z b y t n i o o d rzeczywistości doczesnej. W

i w postanowieniach synodów diecezjalnych. W zakresie spraw

p l u m , którym się posłużył w początku X I V w i e k u śląski d o m i n i ­

ostatecznych człowieka, według wskazań b i s k u p a krakowskiego

k a n i n , a u t o r p o p u l a r n y c h zbiorów kazań, Peregrinus z Opola,

A l b e r t a Jastrzębca (1423 г.), księża głoszący kazania w i n n i za­

wspomniane przekonanie starała się wpoić bezskutecznie pobożna

exem-

chowywać szczególny u m i a r i ostrożność. T y m i zasadami należy

żona mężowi grzesznikowi bojącemu się p o k u t y nałożonej przez

się kierować zarówno przedstawiając w i e r n y m grozę piekła i su­

spowiednika. P o r w a n y przez demony do piekła, wrócił o n później

rowość sądu Bożego, j a k i ukazując i m nadzieję z b a w i e n i a . O d ­

na wpół zwęglony n a ziemię, b y zaświadczyć o męce, która go

powiednie wskazówki o t r z y m y w a l i także spowiednicy. Już w po­

spotyka . W

czątkach X I V w i e k u w s t a t u t a c h b i s k u p a N a n k e r a zwrócono

piekła ogień n i g d y nie wygasający, p o d o b n y w jakości do ziem­

uwagę na t o , b y spowiadający nie złorzeczył p e n i t e n t o w i i n i e

skiego, s t a n o w i najdotkliwsze źródło f i z y c z n y c h cierpień skazań­

doprowadzał go do n a d m i e r n e j desperacji (a więc i do zwątpienia

ców. N a ziemiach należących do geograficznej

w odpuszczenie grzechów) . W późniejszych s t a t u t a c h diecezjal­

o s u r o w y c h , mroźnych z i m a c h , obecny był także m o t y w męki

n y c h postulowano łagodną formę w z y w a n i a p e n i t e n t a do s k r u c h y

piekielnej w postaci zanurzania w lodowatej wodzie, l u b cierpienia

7

8

1 4

następnym

stuleciu w kaznodziejskich w i z j a c h

strefy

klimatu

i szczerego w y z n a w a n i a grzechów oraz zalecano przedstawianie

z p o w o d u chłodu , lecz nie należał o n do najbardziej ekspono­

m u dobrodziejstw Bożych, d o b r o c i i miłosierdzia Chrystusa d l a

wanych.

grzeszników. Inną treść pouczeń rezerwowano

15

d l a penitentów

Ogień, groźny, niszczycielski żywioł, z d o l n y zniweczyć cały

o p o r n y c h l u b trwających w swych grzechach. Wówczas spowied­

l u d z k i d o b y t e k (zwłaszcza w k r a j u o dużej przewadze z a b u d o w y

n i k w i n i e n przedstawić i m grozę przyszłego sądu, niekończącą

drewnianej), mogący być przyczyną dotkliwego bólu, skutecznie

się karę piekła, straszny w i d o k demonów. Pouczać i c h także w i ­

oddziaływał n a wyobraźnię człowieka. Toteż J a k u b z Paradyża

n i e n i , iż Bóg, najsprawiedliwszy sędzia, nie odpuści żadnego zła

zestawiał ból oparzonego palca z cierpieniem całego ciała p o d ­

zatajonego w czasie s p o w i e d z i .

dawanego

9

98

n i e u s t a n n e m u działaniu

płomieni . Pojawiające się
16

�w exemplach zniszczone ogniem postaci potępieńców przywoły­

kojarzyć diabła z k a t e m , zaś piekło z izbą t o r t u r wyposażoną

wały sugestywny w i d o k l u d z k i c h ciał zwęglonych w czasie poża­

w odpowiednie narzędzia mąk. Tymczasem

rów. Piekło — strefa ludzkiego bólu — nie odwoływała się na­

z udrękami stosowanymi przez aparat sprawiedliwości doczesnej

j e d n a k skojarzenia

t o m i a s t do wyobrażoń k a r y ogniowej n a stosie. W Polsce wspom­

były sporadyczne. W rejestrze k a r , przeznaczonych d l a grzesz­

nianą karę egzekwowano niezmiernie rzadko, znane są zaledwie

ników w zależności o d i c h przewinień, j a k i zestawił o k . 1390 r .

jej sporadyczne p r z y p a d k i (np. wobec fałszerzy m o n e t ) . Zauważyć

w j e d n y m ze swych kazań Stanisław ze S k a r b i m i e r z a (Stanislaus

w a r t o , iż do X V w i e k u h e r e t y k był postacią n i e m a l nieznaną

de

w Królestwie P o l s k i m , później zaś surowe ustawodawstwo władz

ciężarami, krępowanie żelaznymi więzami, chłostanie b i c z a m i .

państwowych

I n n e męki nawiązywały do archaicznej t r a d y c j i zadawania śmierci

wobec

zwolenników

husytyzmu

(utrakwistów)

było realizowane zaledwie w nikłym s t o p n i u .

Scarbimiria),

odnaleźć

można

przygniatanie

ołowianymi

skazańcom: wrzucanie w ogień, topienie w głębokiej

Potępieni odczuwali b r a k zaspokojenia p o d s t a w o w y c h p o ­
trzeb znanych i m z życia n a ziemi. W nieustającym skwarze m a ­
r z y l i o k r o p l i w o d y , która była d l a nich niedostępną i odczuwali
głód, który n i g d y n i o był zaspokajany. I c h udziałem było uczucie
goryczy, której smak miały piekielne p o k a r m y i którą s y m b o l i ­
zowała wieczną mękę i rozpacz, podobnie j a k , słodycz — wieczną
radość niebieską. W p r a w d z i e znane w Polsce diably-dręczyciele

wodzie,

strącanie z wysokości w przepaść . T a m , gdzie pod wpływem
23

p r a w a niemieckiego t o r t u r y były bardziej zakorzenione w p r a k ­
tyce,

a zatem

żywiej

przemawiały

do wyobraźni,

inwencja

w p r z e d s t a w i a n i u cierpień była bogatsza. W m a l o w i d l e ściennym
z kościoła świętego J o n a w T o r u n i u piekło jest wyposażone w sto­
sunkowo urozmaicono

narzędzia służące z a d a w a n i u mąk l u b

śmierci.

nie wyszukiwały d l a swych ofiar wzbudzających wstręt pokar­

Piekło j a k o władztwo księcia ciemności (princeps tenebra-

m ó w : r o p u c h , węży i robaków (jak czyniły t o szatany z różnych

r u m ) zaledwie mgliście ujawniało swą organizację. Przedstawiano

o b c y c h w i z j i piekła), lecz nieodmiennie częstowały potępieńców

je j a k o państwo potężne (panująca w n i m nędza stanowiła j e d y n i e

smolą, j e d y n y m c h y b a p o k a r m e m k u c h n i piekielnej. Z karą p i c i a

aspekt męki potępionych), podbite raz t y l k o , przez z m a r t w y c h ­

smoły s p o t y k a m y się zwłaszcza w t y c h tekstach piętnastowiecz-

wstałego Chrystusa, który pokonał piekielne moce.

n y c h , w których obecne są elementy k u l t u r y p o p u l a r n e j , t a k i c h

bywało królestwem, podobnie zresztą j a k niebo. Jego odrażają­

j a k wierszowany

lub

cego władcę, L u c y f e r a , przedstawiano j a k o siedzącego n a t r o n i e ,

fabuła o graczach w kośei-bluźniercaeh, wpleciona do pieśni o męce

w królewskiej k o r o n i e n a głowie (malowidło ścienne w kościele

Dialog

mistrza

Polikarpa

ze Śmiercią...

C h r y s t u s o w e j . Być może, iż były t o echa wcześniejszego związku

parafialnym

polskiego słowa „ p i e k ł o " (1'enfer) ze smołą. Otóż słowo „ p i e k ł o "

polszczyźnie otrzymywał o n n i e k i e d y m i a n o „starosty" piekiel­

17

w

Koprzywnicy

w

Małopolsce) . W

Nazywane

24

ziem

ówczesnej

(lub w b r z m i e n i u s t a r o p o l s k i m „ p k i e ł " ) wywodziło się z języka

nego; w świadomości mieszkańców

prasłowiańskiego i początkowo nie miało nic wspólnego z miejscem

m i m o , iż zależny o d króla i ograniczony zasięgiem l o k a l n y m ,

polskich ów urząd,

k a r y pośmiertnej. Prasłowiański „ p e k o ł " oznaczał b o w i e m smolę

łączył się z silną władzą wykonawczą. W państwie p i e k i e l n y m

i w t y m znaczeniu słowo t o zachowało się jeszcze przez czas pewien

panowała surowa d y s c y p l i n a , n a k a z y wydawane przez L u c y f e r a

po c h r y s t i a n i z a c j i . Słowo „pkelnici", występujące n p . w d o k u ­

musiały być bezwarunkowo spełniane przez diabły. Te ostatnie

m e n t a c h czeskich z X I I i X I I I w . , oznaczało S m o l a r z y , a więc

wyposażone

l u d z i , których praca polegała na przeróbce żywicy drzew iglastych

dręczeniu potępionych, z chwilą, g d y wyruszały do w a l k i o dusze

poprzez

dole .

ludzkie, otrzymywały uzbrojenie, n a które składała się włócznia,

G d y zaszła potrzeba znalezienia słownego o d p o w i e d n i k a łaciń­

miecz i buława. W i z j a władztwa piekielnego zbliżała się często

18

19

i c h prażenie w odpowiednio

przygotowanym

20

na

co

dzień

w prymitywne

narzędzia służące

skiego „inferum" sięgnięto do pojęcia z zakresu życia doczesnego,

do jego wyobrażenia j a k o potężnej, dobrze umocnionej i dobrze

materialnego, wiążącego się z miejscem c i e m n y m , pełnym ognia,

strzeżonej t w i e r d z y z diabelską załogą, w której lochach znajdują

f e t o r u i d y m u , znajdującego się we wgłębieniu ziemi. W p o l s k i m

się więźniowie l u b jeńcy •— potępieni.

późnym średniowieczu

„ p k i e l " l u b „ p i e k ł o " (w Czechach

zaś

„ p ę k ł o " ) oznaczało już t y l k o i n f e r u m , lecz w s p o m n i a n e uprzednio
ślady pierwotnego znaczenia mogły się zachować w popularnej
wyobraźni estchatologicznej. Później w folklorze p o l s k i m utrwalić
się miało powiązanie smoły ze światem zła.

W w a r s t w i e przekazu treści eschatologicznej

piekło u k a z y ­

wało się j a k o wieczne zamknięcie, z którego nie m a wyjścia i j a ­
kiegokolwiek sposobu wyzwolenia. Polskie pieśni religijne podej­
mujące m o t y w zstąpienia Chrystusa do otchłani i wyswobodzenia
dusz „świętych O j c ó w " (proroków Starego Testamentu) akcento­

T e c h n i k a t o r t u r w p o l s k i c h wyobrażeniach piekła jest p r y ­
m i t y w n a i ograniczona a i c h r e p e r t u a r u b o g i w s t o s u n k u do

wały

zniszczenie

klatek" .
2 5

Zwrot

przezeń
„wrota

„piekielnych
piekielne"

i

„piekielnych

ujmowany

wrót"

symbolicznie

wcześniejszych i współczesnych wyobrażeń Z a c h o d u i niektórych

w t e k s t a c h m o d l i t e w n y c h miał swój odpowiednik w s z t u k a c h

regionów wobec P o l s k i ościennych. N i o s p o t y k a m y t u a n i fantas­

p l a s t y c z n y c h j a k o wąska b r a m a w k a m i e n n y m m u r z e (w rzeźbach

tycznego ognistego koła z n a w l e c z o n y m i n a jego zęby potępień­

krakowskiego Ołtarza Mariackiego W i t a Stwosza), l u b j a k o cięż­

c a m i , a n i współczesnych narzędzi t o r t u r , j a k i e zauważyć można

kie, o k u t e d r z w i drewniane. W malowidłach ścieimnych L u c y f e r

n a przykład w malowudlach ściennych w Zgorzelcu n a zachodnim

ustawiał n i e k i e d y swój t r o n p r z y wejściu do piekła, będąc równo­

krańcu Śląska l u b w T o r u n i u , należącym w o m a w i a n y m okresie

cześnie jego władcą i strażnikiem. Już w drodze do miejsca k a r y

do

potępieni pędzeni przez diabły bywają skrępowani łańcuchami,

państwa krzyżackiego . Fragmentaryczność
21

zachowanych

malowideł ściennych n a terenie Królestwa Polskiego nakazuje

zaś całą jamę piekielną otacza g r u b y sznur, d l a podkreślenia

w p r a w d z i e ostrożność w wyciąganiu wniosków dotyczących i c h

zniewolenia dusz potępionych (na przykład w m a l o w i d l e ścien­

treści, lecz także polskie źródła pisane n i e przynoszą opisów w y ­

n y m kościoła w Strzelcach koło Sobótki n a Śląsku). T a k i e w y ­

rafinowanych

obrażenia miejsca wiecznej k a r y niewątpliwie nasuwały skoja­

mąk

i

przykładów

diabłów wobec potępionych. W y d a j e

wymyślnego

okrucieństwa

się, iż nie jest t o j e d y n i e

rzenia z więzieniem i t a k i e było zapewne powszechne

odczucie.

p r o b l e m ubóstwa wyobraźni a r t y s t y c z n e j . N a t a k i s t a n rzeczy

Zresztą odwoływania się do wyobraźni ludzkiej w t y m zakresie

wpływ mogło mieć b o w i o m niewielkie upowszechnienie w Polsce

nie u n i k a l i kaznodzieje

testów stanowiących istotne źródła i n s p i r a c j i o d t w a r z a n i a świata

popularnego z b i o r u kazań

piekielnego, t a k i c h j a k wizja świętego Pawła l u b w i z j a T n u g d a l a .

w i e k u Mikołaj z Błonia (Nicolaus de Błony) zauważył, że dusze

P o n a d t o sygnalizowane zjawisko wiązać można z rzeczywistością

potępionych są „jakby związane i t r z y m a n e w nieustającym wię­

prawną Polski późnośredniowiecznej. W p r a w d z i e

tortury

sto­

i a u t o r z y tekstów r e l i g i j n y c h . A u t o r
de tempore

z pierwszej

połowy X V

z i e n i u " ( i n carcere p e r p e t u o ) . T y m bardziej a u t o r z y później­
26

sowano już o d d a w n a w różnych okolicznościach, znało je także

szych tekstów a p o k r y f i c z n y c h nie m i e l i już żadnych

p r a w o magdeburskie, jednakże, j a k o środek w y m u s z a n i a zeznań

w utożsamianiu przebywających w piekle z jeńcami w pętach,

oporów

sądowych zaczęto jo stosować dopiero w X V w i e k u a i c h udział

których n i k t nie może wyzwolić. Poprzez frazeologię p o l s k i c h

w w y m i a r z e sprawdedliwości zdaje się być początkowo raczej nie­

pieśni r e l i g i j n y c h mówiących o w y k u p i e więźniów z piekła u j a w ­

wielki .

niało się przekonanie o zbieżności rzeczywistości piekielnej z ziem-

2 2

Dopiero następne stulecie zacznie w szerszym

zakresie

99

�ska, gdzie w y k u p z więzienia l u b z n i e w o l i bywał możliwy. Л\ dia­

d o w i s k o w y i e l i t a r n y . W wersji przeznaczonej

l o g u k a r y wiecznej z wyobraźnią zbiorową, pierwsza z n i c h chętnie

ich miejsce zajęli księża oddani życiu światowemu i łatwo zauwa­

podejmowała pojęcia zaczerpnięte z życia, ziemskiego, posługując

żalnym

się n i m i d l a różnych celów, a wśród n i c h d l a w y k a z a n i a odosob­

Wydaje

n i e n i a pieklą. J a k u b z Paradyża, przedstawiał los potępionych

za swe występki zajął t r w a l e miejsce w wyobraźni

mówiąc, iż przebywają o n i t a m ,,skąd nie można uciec, skąd nie

W drugiej polowie X V w i e k u opowiadano w Małopolsce o roz­

można apelować i gdzie wszelka laska i miłosierdzie są odebra­

wiązłym, hulaszczym i niemiłosiernym dla ubogich opacie cys­

ne"

t e r s k i m , p o r w a n y m za życia przez diabły do piekła „ w godzinę

2 7

.

W nauczaniu przeznaczonym dla mas chrześcijańskich jjieklo

występkom,

budzącym

niekiedy

dla pospólstwa

zgorszenie

laików.

się, iż zwłaszcza grzeszny m n i c h , pokutujący w piekle

obiadową

zbiorowej.

(hora p r a n d i i ) w d n i u świętego J a k u b a r o k u 1456

zamknięte i szczelne różniło się od miejsca k a r y przemijającej,

w

diecezji

czyśćca, z którego m o d l i t w y , msze i dobre u c z y n k i żywych mogły

zbiegli z klasztorów m n i s i b y l i

wyzwalać dusze pokutujące. W trosce o t o , b y w wyobrażeniach

grzesznych biskupów, kanoników i proboszczów (polska wersja

w i e r n y c h różnice między t y m i d w o m a miejscami kary pośmiertnej

Dialogu

nie zacierały się, kaznodzieje wzywając w i e r n y c h do m o d l i t w y

nych

za

zmarłych zaznaczali, iż idzie t u o dusze czyśćcowe. Wydaje się,

k r a k o w s k i e j , co w i c i u l u d z i

mistrza

widziało" .
32

Również

k a n d y d a t a m i do pieklą,

obok

D o świadomości i wyobraźni wier­

Polikarpa...).

trafiał obraz potępienia niegodnego

kleru,

akceptowany

zapewne przez nich t y m chętniej, iż trafiał n a g r u n t żywycłi wów­

iż akcentowanie l i e r m e t y z m u piekła miało także na celu przeciw­

czas antagonizmów między klerem a ludźmi świeckimi, zwłaszcza

stawianie się t r a d y c y j n y m wierzeniom w k o n t a k t y żywych z po­

szlachtą.

tępionymi, wracającymi z miejsca s w y c h cierpień na ziemię l u b

A l e piekło kleryków nie usuwało w cień w i z j i

potępienia

błąkającymi się w miejscu swych przewinień bądź śmierci. Mogły

grzesznych l u d z i świeckich, stanowiących jedną z f o r m d y d a k ­

być wśród nieh stare słowiańskie demony a także poddy.no już

tycznego

nalotowi

zresztą zapełnione j e d y n i e o k r u t n y m i i w y r a f i n o w a n y m i zbrod­

w

chrystianizacji

dusze

przebywaniu na ziemi . W
2 8

grzeszników
folklorze

doznające

krajów

ulgi

słowiańskich

d u c h y topielców, samobójców, wisielców miały zapewnioną wielo­

oddziaływania na w i e r n y c h . Piekło laików nie było

n i a r z a m i , choć Śmierć mówiła P o l i k a r p o w i o karze

czekającej

„morderców i okrutników". Otchłań piekielna rezerwowała nie­

wiekową egzystencję. W p o l s k i m późnym średniowieczu m o t y w

odmiennie miejsce dla grzeszników o d stuleci zwalczanych w Koś-

kontaktów potępionych z żywymi przenikał również do fabularnej

c i t l 1 i stereotyjiowyoh miłośników świata, których zły śmiech

w a r s t w y d y d a k t y k i kościelnej. Wo wcześniejszych

exeniplach,

miał się zamienić wo I z y . S t a t u t y a r c y b i s k u p a Mikołaja Trąby

w y k o r z y s t y w a n y c h w X I V i X V w i e k u ujawniała się obecność

(1420 r.) nakazywały s p o w i e d n i k o m , b y szczególnie dokładnie w y ­

potępionych w świecie z i e m s k i m . D o żywych przybywały zja,wy

p y t y w a l i penitentów o grzechy najbardziej

z pieklą w cielesnej powłoce, b y powiadamiać i c h o konsekwenc­

W

j a c h grzechów

3 3

rozpowszechnione.

wyobrażeniach piekła z n a j d o w a l i miejsce

34

ludzie rozwiąźli,

popełnionych n a ziemi. D y d a k t y k a kościelna,

p i j a c y i gracze w kości. W scenie Sądu Ostatecznego w Strzelcach

akcentująca h e r m e t y z m piekła, godziła się n a k o m p r o m i s z wie­

p o d Sobótką n a Śląsku wśród postaci przebywających w piekle

rzeniami t r a d y c y j n y m i .

rozpoznać można kobietę nalewającą w i n o z beczki, graczy w kości

K o n t a k t y potępionych z i c h d a w n y m , ziemskim otoczeniem
były t y m łatwiejsze, iż wyobraźnia masowa chętnie lokalizowała
piekło w sposób k o n k r e t n y i w t e d y odległość o d niego okazywała
się niewielką. W fabułach wplecionych do kazań, oddających po­
p u l a r n e wyobrażenia, człowieka, któremu dane było poznać męki
potępionych, prowadzono

do miejsca n i e z b y t odległego. Miesz­

czanin z kazania Pcregrinusa z Opola ujrzał wejście do pieklą na
p o l u swego podmiejskiego f o l w a r k u , w j a m i e po wyschłym źródle;
grzesznik o którym opowiada J a k u b z Paradyża, zaprowadzony
został do pobliskiej d o l i n y , b y usłyszeć jęki, plącz, i nar7.el4a.nia
potępionych . Podróże do zaświatów, w t y m również d y d a k ­
29

oraz skąpca (a może lichwiarza) z w o r k i e m pieniędzy . D o piekła
35

t r a f i a l i więksi i m n i e j s i oszuści s p o t y k a n i w życiu społecznym
m i a s t i w s i : zarówno nieuczciwi karczmarze, j a k i licliwia.rze
szczególnie gorliwie zwalczani przez Kościół. Piekło otwierało
się k u s t a n o m , zarówno w t y m znaczeniu w j a k i m je rozumiało
zazwyczaj nauczanie kościelne (sermones

a d status), j a k i k u

s t a n o m społecznym. Otwierało się k u członkom r o d z i n y , których
k a r a stanowić miała budujący, odstraszający przykład dla n a j ­
bliższych, k u małżonkom k a r a n y m w piekle (lub w czyśćcu) za
b r a k wstrzemięźliwości. Otwierało się k u n i e d o b r y m przełożonym
i k u nieposłusznym l u b niemilująeym i c h podwładnym.

tyczne „zwiedzanie" pieklą nie były w y p r a w a m i długimi i dale­

K o b i e t y , zgodnie

z tradycją łatwo podatne n a podszepty

k i m i . Podziemne położenie pieklą nie musiało także oznaczać jego

szatana, również trafiały do piekła, lecz wydaje się, żo polskie

wielkiej

późne średniowiecze nie było d l a nieh p o d t y m względem z b y t

głębi,

wbrew

zapewnieniom

z Błonia zaznaczał, że piekło znajduje
podobnie

jak

wiadomo,

że

serce

nauczających

(Mikołaj

się w c e n t r u m ziemi,

usytuowane

jest

zawsze

surowe. W p r a w d z i e moraliści zalecali mężczyznom b y wystrzegali
się k o b i e t , lecz w X V w i e k u nie brakło już w Połsee budujących

w środku i s t o t y ż y j ą c e j ) . W wyobrażeniach ludności wiejskiej

przykładów

wejściem do pieklą mogła być j a m a , przepaść l u b pieczara, za-

O b o k żywo rozwijającego się k u l t u maryjnego miało t o wpływ

pew ne dobrze znana mieszkańcom o k o l i c y . Istniały przeto lokalne

na kruszenie się dawnego s t e r e o t y p u kobiety-narzędzia grzechu.

30

i i i f c r n a , miejsca otoczone

z jakichś p r z y c z y n atmosferą

i ziej sławy. T o p o n o m a s t y k a polska zna n a z w y

grozy

„Piekło" lub

„ P i e k i e ł k o " , z których część pochodzi ze średniow i e e z a .
3J

Społeczność potępionych dość konsekwentnie zachowywała

świętych

niewiast

otaczanych

powszechną

czcią.

Kaznodzieje w y p o m i n a l i k o b i e t o m skłonność do o b m o w y i p l o t e k ,
nieodpowiednie

zachowanie

się w kościele, strój

odwracający

uwagę mężczyzn o d m o d l i t w y . M o t y w y potępienia sprowadzały
3 6

się n i e k i e d y do grzechów cielesnych. W męskim tłumie grzeszni­

swą podwójną strukturę: klerykahią i świecką. Oczywiście sama

ków", których

obecność p e w n y c h postaci wśród przebywających w jiiekle mówi

Polikarpa...),

Śmierć

zabiera

na zatratę

(w Dialogu

niewiele. Grzeszni b i s k u p i i m n i s i , przedstawiani w malowidłach

wadzące rozwiązłe życie. A l o pędzone do piekła P a n n y Głupie

z c h a r a k t e r y s t y c z n y m i dla n i c h a t r y b u t a m i , niezmiennie poja­

w

w i a l i się w stereotypowych obrazach piekła. Dopiero począwszy

t y l k o m o d n e : ubrane w kolorowe, pasiaste, obcisło s u k n i e . I c h

mistrza

pleć odmienną reprezentują jedynie k o b i e t y p r o ­

k a p l i c y kościoła

cysterskiego

w

Lądzie

(Wielkopolska)

są

3 7

od drugiej połowy X I V w i e k u , g d y tendencjo r e f o r m y Kościoła

zly los, przeciwstawiany

ujawniły się również w Polsce, wiążąc się z k r y t y c z n y m i posta­

wyrażał bardziej potępienie określonych w a d niż bliskość piekła

w a m i wobec niegodnej części k l e r u , piekło coraz bardziej zapełnia

szeroko otwartego d l a k o b i e t .

się złymi książmi: w i n n y m i s y m o n i i , zwróconymi k u sprawom

radosnej

nagrodzie

Panien

Mądrych

W wyobrażeniach wiecznej k a r y pośmiertnej nie stwierdza­

świeckim, zaniedbującymi swe obowiązki duszpasterskie. Zwłasz­

my

cza potępieni w ówczesnych s t a t u t a c h diecezjalnych

bez c h r z t u (limbus p u e r o r u m ) nio przyjął się w d y d a k t y c e koś­

symoniacy

obecności dzieci. Stan eschatologiczny

d l a dzieci zmarłych

t r a f i l i do k a t e g o r i i największych grzeszników, pokutujących po

cielnej, nie próbowano także odtwarzać miejsca w którym nie

śmierci za swe występne p r a k t y k i świętokupstwa. A l e piekło

ma

symoniaków z kazań s y n o d a l n y c h miało charakter raczej śro-

dziców, b y chore dzieci nie zmarły pozbawione pierwszego sa-

100

a n i mąk a n i radości. Poświadczona w źródłach t r o s k a r o ­

�k r a m o n t u , świadczy o t y m , iż brano p o d uwagę groźbę u t r a t y

oszustwami i skłanianiem l u d z i do grzechu pijaństwa. Stanisław

przez n i e zbawienia.

ze Skarbimierza głosił w kazaniach, że piekło czeka nieuczciwych

Wskrzeszenia

przez l o k a l n y c l i

świętych

k r a k o w s k i c h dzieci zmarły-ch bez c h r z t u , zapisywane

w pięt-

rzemieślników, którzy z myślą o zysku źle wykonują swe w y ­

nastowiecznych rejestrach m i r a c u l a , również są śa\ iadeetwem

r o b y . Grzeszny

obaw

został wtrącony do piekła za t o , iż nie chciał słuchać mszy nie­

3 8

o i c h los ostateczny.

T r u d n o byłoby

odpowiedzieć n a

mieszczanin, który w początku X I V w i e k u

4 2

p y t a n i e , czy w k a z a n i a c h p a r a f i a l n y c h mówiono o mękach gro­

dzielnej, w następnym stuleciu ustąp&gt;il miejsca t y m , ktorz.v po­

żących małym nieochrzczonym. N a ziemiach

pełniają występki przeciw etyce życia zbiorowości miejskiej.

Prusów t a m t e j s i

księża,, w myśl wskazówek podręcznika duszpastorskiego

Jana

M e r k e l i n a (przed 1400 г.), przedstawić m i e l i taką groźbo w postaci
ognia piekielnego, jedynie m n i e j d o t k l i w e g o , niż t e n . który pali

„ O d y ubodzy mają niebo a cisi ziemię, cóż ma, zostać pysz­
n y m i g n i e w l i w y i n ? Zaiste, t y l k o piekło" — zauważył polski

potępionych dorosłych . A l e t e n bardzo archaiczny wątek w i z j i

kaznodzieja z p o l o w y X V w i e k a * , odsuwając groźbę k a r y wiecz­

eschatologicznej

nej o d ewangelicznych ubogich, przeciwstawionych możnym i bo­

39

rozwijał

się n a ziemiach

wciąż

obciążonych

g a t y m grzesznikom.

niedorozwojem opóźnionego ehrześrijaństwe.
Wyobrażenia k a r y wiecznego potępienia odnosiły się do grze­
szników należących do różnycli w a r s t w i grul) spoleczn\ ch. Po­
staciami, które można uznać za wzorcowe,

żywo

funkcjonują­

c y m i w d}-daktyce, okazują się jednak przedstawiciele górnych
wa,rstw społeczeństwa. Oczywiste
bliżej nieokreślony stereotypowy

miejsce

zajmuje

wśród nich

bogacz, gotów dla. pieniędzy

zaprzedać się szatanowi, l u b b o g a t y skąpiec niepomny n a po­
trzeby bliźnich. Pojawiają się także panowie gnębiący podda­
n y c h --- n e g a t y w n y wzorzec szeroko rozpowszechniony

w śred­

niowieczu. N i e k i e d y s p o t y k a m y się jednak z bliższymi określe­
n i a m i przynależności społecznej potępionych oraz z p o « iązanicm
icli

występków

ze współczesnymi

realiami życia

zbiorowego.

Stereotypowi ,,opressores p a , u p e n i m " stawali się przedstawicie­
l a m i możnych i szlachty, przyłączającymi do swych dóbr ziemie
chłopskie. W k a z a n i u Mikołaja z Błonia diabeł wzywa, n a swą
ucztę złych panów, którzy straciwszy swe dobra wskutek roz­
rzutności,

marnotrawią

mienie ubogich. Wzywa,

następnie

przemocą

przy właszczone

także w i e l u ze szla,cłity, którzy idąc

na wojnę grabią dobra kościelne. Kaznodzieja, mając n a myśli
w o j n y husyckie, powołuje się n a przykład z sąsiednich Czech,
gdzie

„laici

nobilcs", niczym

3

rozbójnicy,

napadają

kościoły

i przywłaszczają sobie i c h m i e n i e . M o t y w potępienia wiecznego
40

stawał się wdęc także i n s t r u m e n t e m p o l e m i c z n y m

w sporach

między klerem a szlachtą o korzystanie z dóbr doczesnych a nie­
k i e d y również narzędziom propagandy a n t y h u s y c k i e j .

W warstwie t a k i c h przeciwstawień

bliżej

nieokreśleni ubodzy i prości z y s k i w a l i n i e k i e d y status społeczny
chłopów, oraczy. Oracze pół stawali się bliższymi zbawienia niż
dostojnicy kościelni. Pasterze owiec i świniopasi b y l i dalsi o d
potępienia wiecznego niż dostojnicy i możni świeccy . Piekło
44

wyobrażane w Polsce schyłkowego średniowiecza nie wciągało
do swych otchłani chłopów. D y d a k t y k a kościelna

rezerwowała

sobie jednak wobec n i c h pewien zasób ostrzeżeń. Chłopów, rol­
ników i l u d z i prostych najeży pouczać, b,y dobrze c z y n i l i i przez
swą bozrozu inność nie zostali potępieni — załocal duszpasterzom
krakowski

teolog

i autor kazań .
40

Enigmatyczne

ostrzeżenie

pnzed karą wieczr-ą grożącą n i e r o z u m n y m wieśniakom zyskuje
wyjaśnienie w potępieniu ludow-ych wierzeń i pa'akty-k uznaw-an y c h przez teologów za zabobonne.

K a r a wieczna zbliżała się

k u t y m , którzy posługując .się chrześcijańskim znakiem i gestem
lub

poświęcony ni

zapev. nieniii

przedmiotem

c z y n i l i własne zabiegi

urodzaju poloni, bezpieczeństwa

wokół

d o m o w i i zabu­

d o w a n i o m , wokół zdro&gt;\ ia ludzi i zwierząt . Zbliżała, się przeto,
46

k u strefie zakazu, ujętej w t r a k t a t a c h o zabobonach

słowom

„illieit.uin". Croźbe. potępienia zwracała się także przeciw
dycyjnemu

obyczajowi

ludowemu,

odpornemu

na

tra­

wpływy

chrystianizacji. Zwracała się przeciw- t y m , którzy w y p r o w a d z a l i
ze śpiewem n a krańce wsi kukłę nazywaną śmiercią a następnie
t o p i l i ją. w błocie . Przeciw t y m , którzy w wiosennym korow odzie
47

r

tanecznym wznosili dawne i chyba już niezrozumiale zawołania:
isaja, lado, ileli ja j a , j a k o b y wzywając diabła, tego z którym
pójdą n a wieczne z a t r a c e n i e . W t y m właśnie obszarze l u d z k i c h
48

W większym s t o p n i u , niż wynikać b y t o mogło z bezpośred­
niej treści źródeł, wizje

poczynań mieszkańcy wsi stawali się, „wiuroloincami i odstępca-

piekła zwracały się k u mieszkańcom

m i " (praoqaiicatores et apostatae), których p r a k t y k i prowadzą

miasta, Funkcjonując w nauczaniu kościelnym miały t u większo

k u potępieniu . Przed p r o s t y m wieśniakiem i p r a c o w i t y m ora­

możliwości
utwory

dotarcia

do odbiorców

piśmiennictwa

poprzez

niż do społeczności

49

kazania,

obraz,

czem, mniej narażonymi na grzechy niż bogaci, możni i dostojni

wiejskiej,

która

otwierała się droga do r a j u . Żywotną na wsi polskiej słowiańską

nawet w' X V w i e k u jeszcze rzadko spotykała się ze stałym kazno­

kulturę ludową, tał-; często obejmow-aną zakazami

dziejstwem p a r a f i a l n y m i która w przeważającej części stanowiła

o r t o d o k s j i chrześcijańskiej, wchłaniała otchłań piekła.

strażników

zbiorowość analfabetów. A l e polscy kaznodziejo nie t r a k t o w a l i
miasta

spadkobierców-

Piekło, nie n a z b y t o k r u t n e , nie n a z b y t agresywne i natrętne,

K a i n a , założyciela pierwszego m i a s t a . D o pieklą t r a f i a l i przed­

jako

grzesznej

zbiorowości

ludzkiej,

nie domagało się orl mieszkańców ziem p o l s k i c h d a n i n y w postaci

stawiciele

obsesji

4 1

za,wodów

bliskich

grzechowi:

lichwiarze,

monet i towarów, nieuczciwi k u p c y podwójnie

fałszerze

wynagradzający

sobie utracone z y s k i , a także oberżyści, obciążeni

zawodowymi

potępienia.

Przypominało

wszakże

o sw-ym

istnieniu

w t e d y , g d y zw-raealo się k u głębszym, t r a d y c y j n y m i pokładom
syn kret у c/nogo chrześcijaństwa

polskiego.

l ' B Z Y F l SY

Rozmowa Mistrza Polikarpa
ze Śmiercią (w:) Średniowiecz­
na poezja polska świecka, w y d . S. V r t e l - W i e r c z y i i s k i , W r o c l a w
1952, s. 15—42
J a k u b z Paradyża, Wybór tekstów dotycz({cyc]t
reformy
Kościoła, wy d. S.A. Porębski, Warszawa 197S, s. 305; Stanislaw
ze Skarbimierza, Sermones sapientiale.s, w y d . B . Chmielowska,
t. 2, Warszaw-а 1979, s. 8 7 : ..(...) c o m m i t t u o t rnorituris. a,gonizantibus, u t ipsos de succossu suo vel eveniu a h o r u m mform a r e n t (...)".
1

2

T

•"' 11. ł.ow-iniański, Religia Słowian i jej upadek (т.
VI—XII),
Warszawa 1979, s. 360 m i .
*
Tekst kazania polskiego z X V w . c y t o w a n y przez J . B y ­
stronia, Kultura
ludowa. W a r s z a w a 19.47, s. 150; Stanisław ze
Skarbimierza, Sermoncn sapientiales,
t . 2, s. 9 0 ; zob. także:
Л. B r u c k n e r , Literatura, religijna w Polsce średniowiecznej, W a r ­
szawa 1002, t . I , s. 40 л и . '
Zol). L . S t o m m a . Słońce rodzi się 13 grudnia,
Warszawa
1981, s. .37 i m . W y n i k i badań etnologiczny ch uwzględnił Л.
4

r

5

r

101

�Gieysztor, Mitologia
Słowian, Warszawa 1982, s. 220 n n .
E . Balcerzowa, Glosy polskie w łacińskich kazaniach średnio­
wiecznych, t . I , Wrocław 1981, s. 49
Statuta
Alberti
Jastrzębiec, episcopi
Cracoviensis
(w:)
Starodawne Prawa Polskiego Pomniki,
t . 4, Kraków 1875, s. 78
Najstarsze statuty synodalne krakowskiego biskupa
Nankera
x 1320 г., w y d . J . Fijałek, Kraków 1915, s. 9
Statuta Alberti Jastrzębiec, s. 72
H . Łowmiański, Religia Słowian, s. 361 n n .
J a n H u s , Betlemski
texty, w y d . B . R y b a , P r a h a 1951,
s. 16
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones sapientiałes, t . 2,
s. 380, 391
W . Pajzderski, Kościół św. Jana w Gnieźnie, „Prace K o ­
m i s j i H i s t o r i i S z t u k i " , I I I , 1923, s. 73—104
J . W o l n y , Exempla z kazań niedzielnych Peregryna z Opola
(w:) Kultura
elitarna a kultura masowa w Polsce późnego średnio­
wiecza, p o d r e d . B . Geremka, Wrocław 1978, s. 263
J a k u b z Paradyża, Opuscula inedita, w y d . S.A. Porębski,
W a r s z a w a 1978, s. 3 5 6 ; Sermones venerabilis
magistri
Nicolai
de Błony de tempore et de Sanctis, A r g e n t i v e 1498, f o l . 84v (dalej
cytuję: Nicolaus de Błony, Sermones de tempore).
J a k u b z Paradyża, Wybór, s. 351
Średniowieczna poezja,
s. 2 5 ; Polskie
pieśni
pasyjne.
Średniowiecze i wiek XVI,
w y d . M . K o r o l k o , t . 1, Warszawa
1977, s. 123
A . B r u c k n e r , Słownik etymologiczny
języka
polskiego,
Kraków 1927, s. 407
Codex diplomaticus
et epistołaris regni Bohemiae,
t . 1,
P r a h a 1904, s. 381, 384, t . 2, s. 217. Wskazówki źródłowe i cenne
u w a g i dotyczące materiału czeskiego, bardzo t u istotnego d l a
celów porównawczych, zawdzięczam Prof. Josefowi Maćkowi
z Pragi.
Historia
kultury materialnej
Polski w zarysie, t . 1, p o d
r e d . M . Dembińskiej i Z. Podwińskioj, Wrocław 1978, s. 106 n n .
H . B r a m i e , E . Wiese, Schlesische Malerei und Plastik des
. Mittelalters,
Leipzig 1926, s. 2 2 1 , i l u s t r . 193; M . G u t o w s k i ,
Komizm
w polskiej sztuce gotyckiej, Warszawa 1973, s. 215
H . Zarembska, Infamia
w Polsce średniowiecznej. Rze­
miosło katowskie (w d r u k u ) .
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
super „Gloria in
Excelsis",
w y d . R . M . Z a w a d z k i , W a r s z a w a 1978, s. 52
Gotyckie malarstwo ścienne w Polsce, p o d r e d . A . K a r ­
łowskiej-Kazmowej, Poznań 1984, s. 328
Średniowieczna pieśń religijna
polska, w y d . M . K o r o l k o ,
Wrocław 1980, s. 1 1 , 5 1 , 162
Nicolaus de Błony, Sermones de tempore, f o l . 85v
J a k u b z Paradyża, Opuscula, s. 460
A . B r u c k n e r , Literatura
religijna,
t . 1, s. 59 n n . ; tenże,
Kazania
średniowieczne, Kraków 1895, s. 9
J . W o l n y , Exempla,
s. 268; T . Szostek, Exempla w kaza­
niach de tempore Jakuba z Paradyża i Mikołaja z Błonia, Wrocław
1983 (maszynopis).
Nicolaus de Błony, Sermones de tempore, f o l . 190r
J . Banaszkiowicz, Fabularyzacja
przestrzeni.
Średniowiecz­
ny przykład granic,
„Kwartalnik H i s t o r y c z n y " , t . 80, 1979,
N r 4, s. 988
Michael de Clepardia, Sermo de luxuria cum exemplo de
abbate a diabolo recepto (w:) Z opowiadań średniowiecznych, w y d .
H . K o w a l e w i c z , Warszawa 1974, s. 11
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
sapientiałes, t . 1,
s. 389
Statuty
synodalne
wieluńsko-kaliskie
Mikołaja
Trąby
z 1420 г., Kraków 1951, s. 114
A . Karłowska-Kamzowa, Malarstwo
śląskie
1250—1450,
Wrocław 1979, s. 17
A . B r u c k n e r , Literatura
religijna,
t . 1, s. 73
M . G u t o w s k i , Komizm,
s. 205 n n .
A . W i t k o w s k a , Kulty pątnicze piętnastowiecznego
Krako­
wa, L u b l i n 1984, s. 194 n n .
J a n M e r k e l i n , Liber de instructione
simplicium
sacerdotum,
w y d . M . Borzyszkowski, t . 1, Warszawa 1982, s. 169
6

7

8

9

1 0
1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

Nicolaus de Błony, Sermones de tempore, f o l . 253v
Z o b . n a t e n t e m a t F . Smahel, AntUdeól mlsta v dile Petra
Chleóickeho, ,,Ćeskoslovenski ćasopis h i s t o r i c k y " ' , X X , 1972,
№ 1, s. 392
t . 1,
Stanisław ze Skarbimierza,
Sermones
s. 392
Kazanie
na Dzień Wszech Świętych, czyli tzw. praskie
(w:) Wybór tekstów staropolskich,
w y d . S. Vrtel-Wierczyński,
Warszawa 1977, s. 380
J a k u b z Paradyża, Wybór, s. 351
Skarbimierza, Sermones sapientiałes, t , I ,
Stanisław
s. 392
8 2 — 9 4 ; tenże, Sermones super
„Gloria",
tamże, t .
s. 103—104
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
super „Gloria",
s. 104. Z o b . także Statuta synodalia Andreae episcopi
Poznaniensis (w:) Starodawne
Prawa Polskiego
Pomniki,
t . 5, cz. 1, s.
X V I I : De imagine straminis
in
jejunio.
F r a g m e n t kazania J a n a z M i c h o r z y n a (1423 r.) c y t u j e
J . Bystroń, Kultura
ludowa, s. 159
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
super
„Gloria",
s. 104
4 0
4 1

4 2

4 3

4 4
4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

1 6
17

1 8

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 i

2 6
2 7

2 8

2 9

3 0
3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6
3 7

3 8

3 9

Piekło,

Paul
tres

de Limbourg,
riches heures

1116 r.
Miniatura
d u D u e de B e r r y "

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6556" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6536">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e58bdaed2f2f1fe8ddd11b299e96c9fc.pdf</src>
        <authentication>3c50167be7bc55220596c92dee414196</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78061">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78062">
                <text>1951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78063">
                <text>sztuka ludowa, bursztyniarstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78064">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78065">
                <text>Przemysł i sztuka bursztyniarska nad Narwią / LUD 1948-51 t. 39</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78066">
                <text>LUD 1948-51 t. 39, s.355-415</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78067">
                <text>Chętnik Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78068">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78069">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78070">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78071">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78072">
                <text>354

ADAM

CHĘTNIK

PRZEMYSŁ

I SZTUKA

BURSZTYNlARSKA

~AD NAR W1.,\

Wstęp
Był

naród

mieszkający

Co

bujała
to trawą,
1\. niedalekie
morze
ORKA.

Drzeworyt,

wielkość nat. 8,6 X -t,6 cm. Bartosz Paprocki,

Kraków

1575, cap. 95: «chlap ni"kLóry orać szedl naw,," otlożysko

namniey

pociągnąć

Roxolania,
Tamże,

nie chciały!

rozkrawa!

wól ledwie

czyskim / złorzecząc
.\. Gwagnina

byków wjarzmionych

dycha

smaga

z 'Verony

zaziajanym
pracowite

z trudem

orzą w sześć par wołów.

I Gleistą

zwierze').

za nim

Z Kroniki

Kraków

których

Sannacji

uzbrojon

bi-

Europskiej

-

1860) 351: Na Żmudzi

zębami w skiby rozmiatają.

sztuk niemało,

bryłę zaledwie

poganiacz

"Ziemię

Gdy idą orać, nabiorą

miasto lemiesza w prze\vTacaniu

z sobą

zi,emi używają;

to jest skoro się jedno zepsuje i drugie i trzecie, aby nic nic mieszkali, a pogotowie
na to miejsce

przyprawiali')'

a ciężkiej do uprawy
ciągnie jeden

Kołberg,

ziemi,

pług, a zaprzęgiem

czaju pewien rodzaj walania

gospodarni
jeden

oraniem

zagon,

po dachu

schodzi podczas

Pis. Pol. N-139,
wszystkie

st.

ich,).

J. K.

I I I):

orany,

deszczu

i jednytkie

ma w'zwy-

wolu, a przyuczone

tego

Gostomski,

były'"

czasów' ludzie

prawie iako tu u nas ośm, to tam
środka

czubiasto,

Gospodarstwo

"Ma być skib 8, a zagon ma być 3 łokcie

zagony jednakuczkic

na tłustej,

wołów tj. sześć walów'

Polszcze są z dawnych

na samy wierzchu

woda". ,\.

insze

Haur, Skład abo Skarbiec znakomitych

zagonów wielkich y obszernych
spadzisto

parami

tonem na każdego

r. 1693, 46: ('\&lt;\' ''''ielkiej

szczytem

I 42: ("" Proszowskim

trzema

takim jeden tyko kieruje człowiek. Rataj

odmiennym

bydlęta rozumieją te glosy i słuchają
sekretów oekonomiey,

Kielecki"

orzą pospolicie

iakobv

1588 (Bib!.
wsurz,

Te,

by

do pluga

pyskiem,

(wyd. Turowskiego,

nie żelazem, ale drewnianymi
drewnianych

woly pluga,

wielkim kiiem iął ich bić po grzbiecie'). S. Klonowicz,

wyd. z r. 1857, 18 podaje, że Podolanie

33, 34: (,Dwanaście

I

Wyrzucało

Kolo rycerskie

aby

na

brzegi

przekluwane

Zdobiły

białe

na

kawały

zręcznie,
szyjki

wielkiej

ich

bursztynów·
znizane

niewiast

(Kornel Ujejski -

:v

płaszczyźnie,

to lasami
żyźnie.
dla tej ziemi synów,
na

sz~urek

i córek...
«Pług

'

i szabla»)

sprawie bursztyni.arstwa na Kurpiach zabierałem niejednokl:otme głos czy to na lamach niektórych czasopism czy w wypowladanyc~ referatach i odczytach na zjazdach i kongresach,
GromadzIłem też pr~bki bursztynu i wyrobów z niego w zbiorach
nauk~wych n.owogrodzkich: Muzeum Kurpiowskim i Stacji NaukoweJ 1,. robIłe~
też starania o wznowienie tego przemysłu
~ okre.sle powoJennym, wyszukiwałem zamiłowanych
bursz tymarzy ltd. Publikacjami swoimi na powyższy temat starałem sie
zw.rócić uwagę naszego społeczeństwa w stronę zaniedbanej dzie:
dzmy' przemysłu regionalnego na Kurpiach.
. V! pracy niniejszej starałem się zebrać wszystko, co z tej
~~ledzmy dało się wyciągnąć z terenu od starych bursztyniarzy
1 Ich młodszych
następców, również z dotychczasowej literatury,
zresztą u nas dość ubogiej. Mam nadzieję, że nad bursztyniarstwem nie przejdziemy do porządku dziennego,
l

Stacja

Badań

Naukowych

wego ~łockiego
w Nowogrodzie
w czasIe II "V. Wojny.

Dorzecza
pod

Środkowej

Łomżą.

Obie

Narwi
płacówki

T-wa

Nauko-

zniszczone

�357

.3-6
J

A może po now~zych badaniach i poszukiwaniach na terenie
Ponarwia dla przemysłu tego nastanie nowa era rozkwitu?
Wtedy oby moja niniejsza praca była zachętą do wykorzystania naszych rodzimych bogactw naturalnych
dla dobra Polski
i całego Narodu 2.
L

Z zamierzchłych

dziejów

bursztyniarstwa

Bursztyn bałtycki zbliżył narody. - Wędrówki po bursztyn. - Drogi przez
Polskę. - Bursztyn ceniony najwięcej przez Rzymian. - Ślady rzymskie
w Prusach
Wschodnich i u Kurpiów nad Narwią. - Przemysł bursz tyniarski nad morzami. - 'Warsztaty w Gdańsku
i Połądze. - Wyroby
z bursztynu cenione przez panujących. - Bursztyn nad Narwią i początki
tego przemysłu. - Ślady bursztynu
w neolicie miejscowym. - Związek
wyrobów kurpiowskich z wyrobami prastarej kultury. - Od kogo Kurpic
przejęli sztukę obróki bursztynu? - Brak materiału
do badań ścisłych
w tym kierunku.

\Viadomo, ze zblizenie narodów, zamieszkujących pobrzeze
Bałtyku do narodów dalszych, południowych nastąpiło wskutek
znajdującego się tam bursztynu, który przedostawał się z północy
na pobrzeże morza Śródziemnego najczęściej drogą wędrówek
od hordy do hordy 3. Zbierany nad Bałtykiem, jako nasze «złoto
północy» przydatny na ozdobne wyroby, amulety itp. znany był
juz w młodszej epoce kamiemiej ; stwierdzono dwa główne centra przemysłu bursztynowego
w Sambii i Jutlandii '. Stąd
wyroby bursztynowe rozchodziły się drogą handlu i wędrówek
plemiennych na południe, zachód i wschód 5. Od III wieku po
n. e. wyroby bursztynowe
znane są juz w całej Europie 6.
Greckie i rzymskie monety, znajdywane nad Bałtykiem, świadczą
2 Pracę
napisałem i kończyłem w czasie II Wojny w warunkach
nieszczególnych, poza Warszawą, gdzie do materiału źródłowego w szerszym zakresie nie miałem dostępu.
3 (,Nauka o ludach,)
(Etnologia»
Oskara Pcschla,
1876, str. 213.
ł V,To Antonicwicz,
(,Pochodzenie i gatunki bursztynu w Europie»,
]917, str. I.
5 Tamże.

• Tamże.

o stosunkach z tymi krajami 7. Wiadomo, ze werlług Pliniusza
ziemia Sambijska dostarczała bursztynu Rzymianom, drogą przez
Węgry, a wiadomo też, że do Węgier droga wiodła przez Polskę,
musiał więc być u nas w tych czasach ruch handlowy 8.
Herodot
(w V w. st. e.) wspomina w swoich dziełach
o ;;'orzu «ku północnemu wiatrowi», skąd pochodzi bursztyn 9,
a Bałtyk w tych odległych czasach juz znany był ludom południowym l0.
Grecy od niepamic;;tnych czasów mieli podania, ze bursztyn
z północy dostarczony im był przez Wcnedów, którzy z czasem
u tracili brzegi bursztynowe 11.
Patrycjusze rzymscy lubowali się w naszyjnikach bursztynowych 12, a za Pliniusza bursztyn dochodził do nadzwyczajnej
ceny: niewielka figurka z bursztynu osiągała wtedy cenę żywego człowieka 13. Za cesarza Domicjana z barbarzyńskimi
ludami północy o mało nie doszło do wojny o bursztyn, ale ci
barbarzyńcy, którzy z politowaniem patrzyli na chciwych bursztynu Rzymian, pozwolili im z nad brzegów morza nabrać tej
żywicy i bez wojny, ile tylko chcieli l4..
Za cesarza Nerona Rzymianie wędrowali po bursztyn do
dzisiejszych Prus Wschodnich 15, gdzie, jak wiadomo, bursztynu
dużo kopano i znajdowano. Jak twierdzi historyk Grunan, wyprawy rzymskie po bursztyn bałtycki prowadzić musiały kolo
O. Peschel,
(,Nauka o ludach'), stl'. 213.
(,O znaczeniu
Prus dawnych,), przez Dominika
Szulca,
\Narszawa 1846, str. 131.
9 (,Wisła') r.
1887, 179. ('Jakie ludy mieszkały przy ujściu 'Visły
w czasach najdawniejszych»,
przez Sz. Ma tusia ka.
19 W.
Surowiecki,
('Śledzenie początku
narodów słowiańskich'),
'Varszawa 1824.
11 W. Surowiecki
- jak wyżej.
12 K. Chmielewski,
(,Twoje ziemie, Twoje wody,), \Varszawa 1907.
13 Pewnie
niewołnika
(przyp. autora).
Patrz "Zbiór pamiętników
() dawnej Połsce'), przez J. U. Niemcewicza,
\Varszawa 1882, I, 80.
14 J. U. Niemcewicz
- jak wyżej.
16 Wg O. Peschła
- Etnologia.
7

8

�358

359

m. Ełku (które istniało już w XIII wieku), gdzie znajdowano
stare monety rzymskie z czasów Aureliusza 16.
Kromer pisze w swojej «Polsce», że bursztyn znajduje się
na Pruskim wybrzeżu Sarmackiego morza oraz «niektórych
jeziorach od morza» ... 17. Ze w Prusach był bursztyn, to wskaz,uje
choćby przytoczony przykład, podany w jednej z dawnych
g-azet (1803):
«We wsi Szlapoken między Insterburg i Gumbinem w powiecie Litewskim Prus Wschodnich, blisko 12 mil niemieckich
od brzegów Morza Bałtyckiego, jeden wyrobnik znalazł dnia
12 lipca br. w rowie na łące kawałek nieczyszczonego bursztynu,
długi 13 calów, a szeroki 81/2 calów, ważący 13 funtów i 151/2 łuta.
Gdy się to rozgłosiło jeden handlujący bursztynem ofiarował za
niego 8000 latarów. Ze zaś podług praw wszelki bursztyn jest
włamością skarbową, Król Imć za tym odebrał za 1000 talarów
tę osobliwość i podarował ją gabinetowi mineralicznemu (zn.
mineralogicznemu) departamentu Berlińskiego Kopalniaków» 18.
Odkryte już w w. XVIII tamże kopalnie dawały setki
funtów bursztynu, nieraz w dużych kawałach 19.
Największe warsztaty (fabryki) wyrobów bursztynowych nad
Bałtykiem były w Gdańsku (od 14 wieku) i w Połądze. W 1680 roku
miał w Gdańsku wyrabiać z bursztynu «prześliczne ramy do
zwierciadeł» niejaki M a u ker 20. Wyrobami gdańskimi interesował się specjalnie Król Zygmunt III, który nabywał wyroby
bursztynowe artystyczne na podarunki dla posłów i panujących.
Sułtan i wezyr turecki miał otrzymać od Ks. Zbaraskiego między
innymi zwierciadło z białego bursztynu 21. Z Gdańska za Zygmunta

Augusta, wg Kromera, wywożono w świat prócz zboża, wołów,
koni itp. także i bursztyn 22.
Warsztaty w Połądze zwano słusznie fabryką, bo zatrudniały
niegdyś ok. stu kilkudziesięciu robotników. Połąga prowadziła
wielki handel wyrobami bursztynowymi, przeważnie z cesarstwem
rosyjskim lub za jego pośrednictwem z Azją. Obrót roczny wynosił
ok. 200 tysięcy rubli 23.
Kiedy i od kogo nauczyli się Kurpie kopać i obrabiać
bursztyn?
Wiadomo już, że bursztyn w zamierzchłych czasach był
u nas pieniądzem, monetą obiegową, a praojcowie nasi mieniali
go u sąsiednich Szwabów na oręż żelazny 24.. Bursztyn na Kurpiach
jeszcze do ostatnich lat zastępowal mieszkańcom pieniądz - czy
nie ma to związku zatym z odległymi dziejami?
Waga pisze, że «Polska jest krajem, który po Prusach najwięcej bursztynu dostarcza»i że każdy wie o jego kopalniach
ostrołęckich i myszynieckich ... 25. Powtarza też za Rzączyńskim,
że bursztyn zbierał nad Narwią jezuita Knapiusz i «różne
z niego rzeczy toczył i polerował» 26.
Pieniądze rzymskie, jakie znajdowano na Kurpiach 27, świad{~zyłyby, że Rzymianie i tu zaglądali po bursztyn, a może tędy
prowadził jeden z dawnych szlaków ku morzu?
Nad Narwią i jej dopływami znajdowano w grobach skrzynkowych i wśród znalezisk z neolitu paciorki bursztynowe 28,
podobne zupełnie do dzisiejszych, jakie tu wyrabiają bursztyniarze
przez ostatnie kilka set lat. Czy wobec tego w samej formie, a naPrzegl. Bibliogr. Archeolog., \Varszawa 188 I, Ig8.
Dziś około I miliona złotych. Patrz artykuł, ('Połąga i Góra Biruty&gt;'
przez ,\.. J. (,Tygodnik Ilustrowany",
r. 18 .. , nr 114, str. IgI.
2ł K. Chmielewski,
«Twoje ziemie ... Twoje wody'), \Narszawa Ig07.
2.' A. \Vaga, (,O bursztynie" w Bibliot. vVarsz., kwiecień 1845, 70.
26 i\.. \Vaga~ j. \V., str.
71.
2' "YIonet takich z brązu i miedzi (te ostatnie grube, odlewane) znaleziono kilka w okolicy Nowogrodu i Ostrołęki. Oddane w r. IgI I clo
:-'Iuzeum w Ostrołęce ulegly zniszczeniu w czasie wojny (IgIj).
2' Ze zbiorów Z. Glogera.
22

YVycieczka kolarza
na "YIazury Pruskie", napisał Dzie l' Ż e k,
\Varszawa 18g8, 10.
l'
.\'1. Kromer
- (,Polska, czyli o położeniu, obyczajach ... " przełożył
z łaciny YV. Syrokomla, Wilno Ig50.
IS
(,Gazeta Korespondenta"
yVarszawa I80g, nr go. Wiadomość
tę
powtórzył Antoni \Vaga w swej pracy o Bursztynie (str. 79) i inni.
19
U Wagi.
20 (,Przegląd
Bibliogr. Archeolog.", 1881, 14.
21 Przcgl.
Bibliogr. .'\rcheolog., \Varszawa I8g I, str. 407.
16

(,

23

�,·vet i w technice obróbki (patrz dalsze rozdziały) nie zachodzi tu
również pewien związek i ciągłość jakiejś prastarej kultury?
W jednej ze swych prac Karłowicz pisze, jak to «ładnie wyrobion.e groty i siekierki», wyrabiane m. in. z bursztynu, odgrywały rolę talizmanów 29. Wisiorki «korali» kurpiowskich robione
z bursztynu (o czym dalej) też spełniają podobną rolę, a tak zw.
«serxa» u paciorków wyglądają nieraz więcej na odwrócone groty.
Od jakich ludów czy narodów, a może sąsiadów, Kurpie przejęli
sztukę bursztyniaską?
Oto pytanie, na które przy szczupłości
materiałów nie mogę tu odpowiedzieć.
Dodam tylko, że na Kurpiach nie były prowadzone żadne
ściślejsze badania, np. chemiczne nad bursztynem znalezionym,
nie były rozkopywane
żadne cmentarzyska,
mogące zawierać
potrzebny materiał do studiów z tej dziedziny. Może przyszłość
dzisiejsze niedomówienie wyjaśni.
2.

Bursztyn

na

«Kopalnie»

Kurpiach
bursztynu

l

Jego
nad

dobywanie
Narwią

Przypadkowe
znajdywanie
bursztynu. - Bursztyn w gruncie. - Poszukiwania bursztynu. - Bursztyniarze. - Pasy i gniazda. - Majstrowie. Osmany. - Różne gatunki i odmiany bursztynu na Kurpiach .. _. Dawne
(,kopalnie') i późniejsze miejscowości bursztynodajne
nad środkową Narwią.

Bursztyn znajduje się prawie na całej przestrzeni środkowego
Ponarwia z dopływami, czyli tzw. Kurpiowszczyzny,
po czym
przechodzi do sąsiednich Prus Wschodnich i kończy się nad Bałtykiem, przede wszystkim zaś w dawnej Sambii w okolicach Królewca i Połągi.
Prawdopodobnie
od wielu set lat bursztyn znany był na
Kurpiach i najbliższym ich sąsiedztwie. Początkowo wystarczał
pewnie bursztyn znajdowany na powierzchni ziemi, na brzegach
rzek, na wyschniętych błotach, paśnikach itp. Znajdowano go
też pewnie przyoraniu
gruntów, przy kopaniu rowów, studzien
2t J. Karlowicz,
«Siady wieku kamiennego
jach ... ~. Tyg. Powszechny, 1881, nr 15.

do wody itp. Znajdowane w głębi ziemi mmeJsze czy większe
kawałki naprowadziły niejednego na właściwą drogę, nauczono
się wybierać miejsca bursztynodajne, rozpoznawać gatunki ziemi, kryjącej w sobie
bursztyn.
Najwięcej
bursztynu
znajdowano
głębiej (od jednego do dwóch metrów)
pod powierzchnią,
w starych siwych
iłach 30, niekiedy na dnie rzek, jezior
i strumieni, w błocie na paśnikach, pod
torfem łąkowym itp. Bywał też na piaskach i wydmach nadrzecznych, w żwirowatym
«sórze», wśród żwiru i kamyków nadrzecznych,
a nawet wśród
cegielnianej
gliny polodowcowej
tam,
gdzie ona występuje w większych ilościach 31.
Kurpie - zawodowi
bursztyniarze - umieli rozpoznawać ziemię bursztynodajną (ryc. r). Na mokradłach poznawałi po wodzie, jakoby na wierzchu
rdzawej 32.
Najczęściej
jednak
bursztyniarz,
Rye. I.
upatrzywszy sobie miejsce na łące czy Kurp bursztyniarz - pow lesie «bił próbę» niewielką łopatą,
dług fotografii Fr. Maczyli rydlem. Rydle były małe i większe
linowskiego z Ostrołęki
z r. 18go (wzi~ta z «Ziena długich trzonkach, albo wąskie i długie do kopania wąskich, metrowej głę- mi,) z art. A. Chętnik a (IZ Zielonej Puszczy'~
bokości, powiedzmy, «szybów». Starszy
r. 1914).
bursztyniarz-majster
dobywał
ziemię
z dołków i rozścierał w ręku, a kiedy natrafił na siną czy
«modrą», wilgotną ziemię, z ziarnkami piasku, wołał na innych,
30
31

w pewnych

zwycza-

32

IHarze.

Mowa tu o iłach trzeciorzędowych.
Np. we wsi Dylewo, pow. ostroł~cki, gdzie cegielnia.
\V okolicach, gdzie kopano bursztyn, twierdzą tak starsi bursz t y-

�że natra fili już na «cieki ęć» 33, a WIęC i bursz tyn musi być
wkrótce.
Zwykle przy próbach dokopywano się do pasów bursztynowych
lub gniazd
i kociołków
z bursztynem.
Do dziś
bursztyniarze
starzy lub młodsi posługują się tymi nazwami.
Połujański pisze, że pas bursztynowy (~est to ciągnąca się w ziemi
żyła, która zawiera w sobie bursztyn oraz drobne wiórki z drzewa
i kory zwane «wiorzyska». Pasy bursztynowe miały być rozmaite
zależnie od położenia: pas zwyczajny,
około 30 kroków długi,
w jednym końcu szeroki od 2 do 4 stóp, z «kociołkiem» w szerszym
końcu. W tym zagłębionym kociołku ma być najwięcej i najpiekniejszego bursztynu. Dalsze pasy mają również swoje nazwy:
nieregularny,
krzywy,
przerwany,
łamany,
pas z wylotem (gdy wychodzi do góry), wreszcie pas podwójny
i krzy'żowy 24. W tych to różnych pasach oraz w pojedyńczo znajdowanych gniazdach
znajdują bursztyn drobny lub znaczne kawały o wielkiej wartości.
Jeżeli przy dokopaniu się do «ciekięcia» podchodzi woda
zaskórna, a ziemia mokra odwala się, utrudniając pracę, bursztyniarze robią wtedy dokoła cembrowinę z desek, zwaną skrz y n i ą,
która zabezpiecza szyb przez zawaleniem się.
Bursztyniarze
kopali bursztyn sami na własną rękę lub
wynajęci byli do pracy przez dzierżawców i przedsiębiorców,
często też tworzyli tzw. osmany
czyli spółki. Do osmany należało od kilku do kilkudziesięciu
(np. 50) ludzi, przeważnic
miejscowych Kurpiów, którzy pracowali wspólnie, dzieląc się
zyskiem. Pracą kierował jeden lub więcej majstrów,
którzy
bywali również i przedsiębiorcami 35. Niektóre «kopalnie», tj.
miejsca bursztynodajne, były w całości wydzierżawiane handlarzom,
którzy byli przy kopaniu, pilnując robotników i zabierali wszystek
wykopany bursztyn. Wyzyskiwali też bardzo robotników i rozpijali ich wódką, a nieraz przeważnie tylko za trunki zabierali
Nazwa do dziś znana wśród studniarzy
.i .\1. Polujański
w «Opisaniu
lasów'). 1854.
H
Pg. Al. Poluja ńskiego.
;J;; 'Wiadomość
od starszych
bursztyniarzy.
33

innych.

Pisze o tVIll

'.

Ryc.

2.

'2.
Rydel
do kopania
bursztynu
najczęściej
używany.
3. Łopata
do
pogl&lt;;&gt;biania kopanych
otworów przy biciu ('próby». 4. Rozbijacz żelazny
do twardszych
brył ziemi, przy kopaniach
próbnych.
!j. Pogłębiacz
żelazny
do (,bicia próby') w twardych
gruntach
suchych.
6. Próbny
kij albo
drążek, z mocnego twardego
drzewa;
na zaciosach wyciąga się z ziemi
próbki podglebia.
7. Motyka oskardowa
(ciężka) do twardego
gruntu.
&lt;l. Motyczka
lekka (próbna)
do grzebania
w dobytym gruncie lub dole.
9. Lyżka
«próbna»
do błotnistego
gruntu.
10.
Żelazne
«grabcie»
do
grzebania
w ziemi bursztynodajnej.
[I.
SzuRa drewniana
do rozrzucania
dobytej
ziemi
na powierzchnię:
szuRa la ka nic rozbija
bursztynu.
12.
Szufla durszlakowa
do grzebania
w ile rzecznym,
zawierającym
bursztyn (z nad rz. Szkwy).
13. Jeden z koszów. używanych
przez bursztysztyniarzy
do pIukania
biota bursztynowego.
Używano i koszy okrągłych,
jak do kartofli, niekiedy zamykanych
(z Przasnyskiego).

bursztyn. 'Wskutek tego ludność rozpijała się, a że grunta i łąki
psuła sobie kopaniem, więc często więcej szkody niż pożytku
było z tego przemysłu i.6.
36

Pg H. Gawarcckiego.

�Zasadniczo dzielono bursztyn podług mieJsc, gdzie w większych ilościach występował i do czego był przydatny. Był więc
bursztyn gruntowy
(twardy, w większych bryłkach),
wodny
(z rzek i jezior, dobry do obróbki, czyste kawałki), błotny
(twardy, ale niekiedy brudny, wyd mowy) znajdowany na piaskach i wydmach, przeważnie kruchy, używany najczęściej do
kadzideł kościelnych i inne.
Co do koloru dzielono bursztyn na dwie główne odmiany:
I) bursztyn czerwony,
najwięcej pospolity i 2) żółto-białawy,
obłoczkowaty, zwany pospólicie kapuśniakiem
lub kapuściakiem, ponieważ kolor świeżej kapusty przypomina 37. Ten drugi
gatunek dawnymi laty nie był na Kurpiach w modzie i mało
był używany.
Poza tym bursztyn dzielił się wedle koloru, twardości, wielkości brył, podatności na obróbkę itp. Według też tego nosił następujące, przyjęte na Kurpiach nazwy: ognik - bursztyn świecący
się ze wszystkich stron; kościany - biały, żółty, twardy; płomyk
z bladożółtymi żyłkami - bursztyn koloru palącego się ognia; mi 0dowy - żółty, rzadki, w różnych odmianach;
bursztyn przcźroczysty nazywał się cacko, dość kruchy to gruz albo chudy a podobny w małych płaskich kawałkach to szum 38. Z piaszczystych
wzgórków to bursztyn górkowy,
dość kruchy i słaby do obróbki:
z wody i błota rzeczny,
czysty i twardy, a naj twardszy i dobry do
obróbki to grun towy kamień, w większych bryłach znajdowany.
Na Kurpiach największym powodzeniem cieszył się bursztyn
czerwony lub żółty, zwany też «miodowym» (co do koloru) i przeźroczysty.
Co do kolorów, to jeszcze bursztyn odróżniano:
szklisty,
złoty, biały, (najdroższy), piankowaty
(niejednolity),
mleczny,
brudny, krwisty, kruczy (od kruk - b. rzadki), śniady, cielisty,
kapuściak i inne.
Od starych bursztyniarzy;
o podobnym czytamy w (,Czytelni J\"ie1858, nr 28.
38 Pg Al. Połujańskiego,
(,Opisanie lasów&gt;,. Nazwy od starych
bursztyniarzy
oraz częściowo i Kozłowskiego,
(,Słownik leśny, bartny,
orylski i bursztynierski*.
37

dzielnej,)

«Kopalnie» 39 bursztynu oraz miejSCa, gdzie znajdowano
w większych lub mniejszych ilościach ten minerał, były i są na
całym Ponarwiu środkowym (ryc. 3). I tak, począwszy od pow.

, ••

lo

.

&gt; ..
/
J

.

•••••.

,)

Sk

Ryc.
l\fapa

3.

terenów bursztynodajnych
w dorzeczu środkowej Narwi.
A. Chętnik 1949 r.

Opracował

J&gt;ultuskiego i makowskiego na gruntach wsi i miejscowości:
Mamino-Wyżki,
Mamino-Średniaki,
M. Lipniki, Chełchy-Sałki,
Chełchy-Sebory, Majki, Chojnówki, Rawy-Kurzątki,
Rawy-Stasie,
3Q

Tego terminu

używa

Polujański

i inni dawni

badacze.

�Zabiek- Wielkie, Zabiele Piliki, Przystań, Nowa-Wieś, Chojniki,
Rżaniec, Gutowo, Czerwonka,
JanopoI, Zawady, Grabowko,
Wyszel, Perzanów, Dylewo, Sławkawo, Sypniewo ('.26 miejsc.).
W powiecie przasnyskim na gruntach: Dłutówka, Adamczychy,
Brodowe-Łąki, Zawady, Kopaczyska, Przy tuły, Raki, ChłopiaŁąka, Bagienice, Niesułów, Przyłaje, Perzanki, Ruziek (13 miejsc.).
W powiecie ostrołęckim: Żebry, Wierzcholas, Sławki, Żabino,
Olszewka, Obwierwia, Dylewo, Kadzidło, Łodziska, Brzozówka,
Szafarka, Sarnia-Łąka, \Voklowe, Wydmusy, Pieseczna, Chudek,
Wach, Oborczyska, 'Wykrot, Gleba, Golanka, Myszyniec, Myszyniec-Stary, Dąbrowy 40, Ostrołęckie Łęgi i inne (ok. 31 miejsc.).
W pow. kolnieńskim: Łyse, Serafin, Pupkowizna, Cieloszka, Zalas,
Krysiaki, Łączki, Leman, Lipniki, Szafarczyska, Dęby, Zbójna,
Dąbrówka, GOhtarze, Zabiele, Ptaki, Popiołki, Gurośl, Cieciory,
Dobrylas, Siwiki, Gąski, Pianki (23 miejsc.). W pow. Łomżyńskim: Nowogród, Małypłock, Stara Łomża, okolice Wizny, Jednaczewo, Jankowo-Młodzianowo,
Szablak, Laskowiec, Mątwica
(w tych stronach przeważnie na łąkach, błotach i nad brzegami
Narwi i dopływów).
3· Przemysł

bursztyniarski
na
dawniej
i dziś

Kurpiach

Ślady dawnych wyrobów bursztyno~ych
na Kurpiach. - Najdawniejsze
warsztaty i wzmianki o nich w dawnych opisach. - Myszyniec i Ostrołęka
główne dawne ośrodki przemysłu bursztyniarskiego.
- Kurpie rozwozili
bursztyn po l\1azowszu. - Większe bryły sprzedawano. - Od r. 1914upadek bursztyniarstwa. - Bursztyniarze obecni i ich wyroby. - Bursztyn
kurpiowski do Gdyni.

Kopanie i obrabianie bursztynu na Kurpiach, jak wogóle
nad Środkową Narwią, mające charakter przemysłu miejscowego, prowadzone bylo pewnie już dawniej, niż o tym znajdujemy
wzmianki w pismach i innych publikacjach
drukowanych
lad
końca XVIII w. już wyraźnie).
40

Pg Al. PolujalJskicgo.

Zresztą jeżeli na Pomorzu (np. w Gdańsku) wyroby z bursztynu znane były już w wieku XIV 41, to w tym czasie czy wkrótce
potem znane być mogły i nad Narwią (nie bierze się tu pod
uwagę wyrobów z neolitu).
- Najdawniejsze «korale» bursztynowe miejscowego wyrobu
znajdujemy w rozkopanych starych cmentarzyskach kurpiowskich,
gdzie chowano
kurpianki z tymi ozdobami na szyi, co było
w zwyczaju dawniej i ciągnęło się do ostatnich lat. W Nowogrodzie,
gdzie kościół i cmentarz przy nim sięgają początków XV wieku.
Przy rozkopywaniu starych mogił, przypuszczalnie z przed 150'.200 lat, obok zetlałych kości wyrzucono z ziemi paciorki bursztynowe, mające ten sam kształt co dzisiejsze (spłaszczone kule).
tylko z większymi, mniej kształtnymi
otworkami do grubej
nici 42.
W tymże Nowogrodzie w 1'. 1863 przy kopaniu fundamentów
do naw bocznych głównego kościoła, obok masy kości i szkieletów
ludzkich, wykopywano «korale» bursztynowe, niektóre wielkości
kurzego jaja ,n. Dziś takich już nie robią, były to pewnie «kora1c»,.
wieszane na środku sznurów bursztynowych 44), ale z tych czasów
mamy tylko wiadomość drukowaną, a warsztat mógł być znacznie wcześni~j.
Bursztyniarz, niejaki Baraniecki, który ok. r. 1800 osiadł
w \Varszawie i tam założył warsztat bursztyniarski nauczył siC;
tej sztuki podobno od Turków (gdzie był w Stambule przy dworze
posła polskiego), ale bursztyn surowy musiał sprowadzać z nad
Narwi, gdzie już go wtedy kopano, a bliższego wszak nie było.
Wiemy również, że do roku 1830 w Ostrołęce bylo kilku
bursztyniarzy przy swych warsztatach 44, a niedługo potem dowiadujemy się że «ktokolwiek przejeżdżał kiedy przez Ostrołękę
4l
Przy rozkopywaniu
części starego cmentarza ok r. 1900 paciorki
takie same zbierałem, a nawet kilka miałem w swoich zbiorach w :"iowogrodzie.
42 Wiadomość
od M. Bagińskiego,
SI. ClZtnikowej,
1\1. Dąbrowskiego
i innych z Nowogrodu.
·13 Podług
H. Ga wareckiego.
H Podług
A. \\lagi, (,0 bursztynie» w Bibl. vVarsz., kwiecień 1845.

�naszą, okrążony tam mnóstwem handlarzy roznoszących piękne
bursztynowe wyroby, utwierdził w swojej pamięci, że i w tym
miasteczku nie zbywa na zręcznych rzemieślnikach, umiejących
&lt;Torliwie z krajowego płodu korzystać» 45.
~
W połowie zeszłego stulecia w okolicy wsi Starej Łomży
nad Narwią «wykopywano pod dostatkiem bursztyll». \V innym
miejscu czytamy, że w tejże Łomży, obok zegarmistrzów itp.
było kilku majstrów «wyrabiających
rozmaite rzeczy z bursztvnu» 46. W innym miejscu czytamy, że bursztyn w pokładach
piaskowych znajduje się w tak zw. puszczy Ostrołęckiej, zajmującej część północną powiatów:
przasnyskiego,
ostrołęckiego
i łomżyńskiego.
W kiłku miejscach tych powiatów, a głównie
w Ostrołęce, zajmują się mieszkańcy poszukiwaniem bursztynu
i wyrabianiem z niego różnych ozdobnych przedmiotów 47. U inonego autora dowiadujemy się również, że przede wszystkim Ostrołęka «prowadzi głównie handel wyrobami bursztynowymi» ł~;
tamże dowiadujemy się, że między innymi we wsi Dylewo znaJ-dują się «kopalnie bursztynU», a w okolicy Myszyńca nawet
«(obfite kopalnie» tego minera lu : podobnie koło wiosek Czarni
i Brzozowego.
U W. Pola czytamy, że Kurp-puszczak, poza handlem i furmankami, «wyrabia z drzewa wszelkie naczynia i narzędzia i toczy
z bursztynu różne cacka» 49, wspomina też, że Kurpie po mia·
stach Mazowsza, obok suszonych grzybów i gęsi sprzedają również
«(okruchy bursztynu na kadzidło» 50.
W. Czyjewski pisze, że «chciwy handlu Prusak, obok wielu
innych rzeczy, wywoził z Ostrołęki i bursztyn» 51.
45

I, 529.
46

1861,

Pow. łomżyński,
(,Dawna

a

wg

teraźniejsz;

&lt;,Starożytnej
~

Łomża»,

Polski.) BalińskiegQ,
przez

113.
47 (,Czytelnia
Niedzielna.), 185B. nr 28.
48 &lt;lGeografia
Królestwa
Polskiego», przez

\Varszawa
49
iO
il

Rzcczniowskiego,

B. Kolodzińskiego,

1865, go.
\.V. Pol, ~Puszczaki ),{azowsza» w Obrazach
Tamże, str. 416.
Tyg. Ilustr. (,Kurpie~

1846,

Dowiadujemy sit;; też w innym mIeJscu, że «do roku 1830
stolicą handlu bursztynowego był Myszyniec, a później przeniósł
się do Ostrołęki. Kurpie z niezwykłą zręcznością wyrabiają na własny użytek (a czasem i na sprzedaż) różne przedmioty bursztynowe
bez użycia warsztatów tokarskich, nożykiem, dłutkiem lub na·
pilnikiem» 52.
Kolberg pisząc o stronach przasnyskich, m6wi że «w dobrach
Józefa Krasillskiego jest kopalnia bursztynu» 53.
W roku 1818 we wsi Zabiele-Wielkie w stronach pułtuskich
wykopano sztukę bursztynu wagi 5 funtów niemieckich, kształtu
małej bułki chleba, kapuścianego koloru. Szlachta miejscowa
wzięła za nią 100 dukatów, a kupcy z Gdańska kupili ją z drugiej
ręki, zapłaciwszy 900 talarów 54. Z powyższego wypadku widać,
że albo w pułtuskim nie było miejscowych majstrów obrabiających bursztyn, albo nie mogli ryzykować na tak wielką bryłę,
nie wiedząc co z nią zrobić.
Największy rozkwit tego przemysłu na Kurpiach i w ogóle
nad Narwią datuje się w połowie zeszłego stulecia do roku
1857-80. Bursztyn wte,dy kopano i obrabiano masowo na miejscu,
dużo większych brył wynosili handlarze do miast zagranicę.
Około 19 lO 1'. był tylko jeden bursztyniarz
w Ostrołęce,
drugi we wsi Walkowe pod Myszyńcem i trzeci ksiądz amator
w Zarębach Kościelnych.
Od 1'.1914. skutkiem wojny światowej był przez kilkanaście lat
zupełny zastój w tym przemyśle. Zdawało się, że przemysł ten już
się nie dźwignie z upadku, tymczasem budzący się do życia regionalizm wpłynął dodatnio i na bursztyniarstwo. Obecnie na Kurpiach jest paru bursztyniarzy, którzy zbierają bursztyn gdzie się
da lub z dostarczonego materiału toczą paciorki dla dziewcząt.
Tylko moda na bursztyn zmieniła się; zamiast dawnego czerwonego czy żółtego a masie przeźroczystej kurpianki wolą bursztyn
matowy, biały lub kapuściak i bez wisiorków. Różni też turyści
62

z życia i natury, 434.

63

1861;

to samo

czytamy

w Przeglądzie.

EncykJ.

Rolnictwa,

\Varszawa

1872-75

wart.

pt.:

«Bursztyn»,

str. 316.
6ł

O. Kolberg,
(,~lazowsze», t. IV, str. 108 w przypisach.
A. Waga, przytacza z Sylwa na, t. XIV str. 4°°.

Lud, T. XXXIX

�~i

'I

manierują przemysł, każąc robić sobie branzolety, spinki do koszul
itp. przedmioty, nie mające nic wspólnego z duchem miejscowym
i charakterem. Niektórzy nie mogąc podołać tego rodzaju zamówieniom wyręczają się częściowo wyrobami z Gdańska ...
Poza tym bursztyn surowy, przeważnie z Przasnyskiego
i Ostrołęckiego, wykopywany jest przez przedsiębiorców i wy''''ożony do Gdyni, gdzie często paraduje w sklepach jako bursztyn
morski. Z niego też cz~ściowo wyrabiają tam różną galanterię dla
turystów na upominki 55.
Wskrzeszony drobny przemysi na Kurpiach jest w rękach
polskich, burszyniarze powojenni - to Kurpie 56.
-4-. Stosunek
do
władz
polski ch

bursztynu
zaborczych,
nych

kurpiowskiego
okupacyjnych

dawnych
i obec-

57

Nieco o bursztynie bałtyckim. - Monopol krzyżacki na poławianie bursztynu. - Sądy i kary za bursztyn. - Złagodzenie ich przez króla Kazimierza Jagiellończyka. - Fryderyk Wielki i dalsze egzekucje za bursztyn. Bursztyn nad Narwią i władze skarbowe polskie. - Wydzierżawianie
terenów
bursztynodajnych.
- Dochody
z kopalń
bursztynu. - Upadek
.kopalń» i kopanie prywatne. - Bursztyn w czasie wojny światowej i Niemcy
okupanci. - Sekwestr bursztynu. - Próby bursztyniarskie
po wojnic.Upaństwowienie
bursztynu w Polsce.

Przede wszystkim bursztyn bałtycki dobywany w większych
ilościach zwrócił na siebie powszechną uwagę. Zbierali go też nad
morzem jego nadbrzeżni mieszkańcy kiedy i ile kto chciał. Tak
było do wieku XIV czyli dotąd, dopóki Zakon Krzyżacki nie
zaczął kupczyć bursztynem i nie rozciągnął nad nim własnego
monopolu. Od tego czasu mieszkańcy wybrzeża musieli wylawiać,
zbierać i oddawać bursztyn do Zakonu, za co tenże płacił im
równoważnikiem w soli. A ponieważ i handel solą był monopolem
Zakonu, więc zdobywanie tak kosztownego produktu jak bursztyn
55
óS
li7

Wiadonl0ści
od bursztyniarzy i przedsit;:-biorcó\y,
Po I Wojnie Światowej.
Pisałem to w latach przed II Wielką \Vojną.

I
I
I

0dbywało się za bezcelJ. Pod grozą surowych kar mieszkańcom nic
wolno było zbierać bursztynu dla siebie, na własny użytek, nie wolno
też było im chodzić nad brzegiem pod nieobecność ustanowionego
dozorcy: «występek» taki karany był chlostą, a nawet więzieniem.
Jeżeli u kogo przypadkiem
znalezionoby kawałek bursztynu,
czekała go za to kara. śmierci 58. Drakońskie te i zbyt surowe
praw~ zniósł król polski Kazimierz Jagiellończyk, który wyławiany bursztyn uznał za «powszechny dar Boży, wolny od wszelkich opIat», nie mniej po pewnym czasie nabraly znowu powagi
dawne przepisy.
W Prusach Wschodnich sasiądujących z Kurpiowszczyzną,
jeszcze do roku 1836 trwał monopol na bursztyn, a mieszkańcy
pobrzeża musieli co trzy lata składać przysięgę, że nie tylko sami
nie będą zbierać bursztynu, ale zawiadamiać będą władze o każdej
deftaudacji. Za Fryderyka Wielkiego przysięgę powyższą uzupełniono jeszcze starym krzyżackim dodatkiem, który opiewał, że
«choćby ojciec lub matka moi dopuścili się defraudacji, wydam
ich». Za zbieranie bursztynu na użytek prywatny wymierzano
znowu srogie kary, dochodząc do tortur i szubienicy. Jeszcze
w 1826 r. w Królewcu był kat, który pobierał pensję za spełnianie
egzekucji na defraudantach
bursztynu.
Z czasem prawo poławiania bursztynu nad morzem przejął
rząd pruski oddając tereny bursztynodajne w dzierżawę różnym
przedsiębiorcom 59.
Co do terenów nadnarwiańskich, to chociaż kopano tu i znajdywano pokaźne ilości bursztynu, nie słychać jakoś o nadzwyczajnie srogich sądach i karach za bursztynowe defraudacje, choć
bursztyn był w większości na terenach rządowych. Za czasów
b. Królestwa Polskiego (Kongresowego) przepisy ówczesne mówiły,
że «za wynalezienie kopalni bursztynu bądź przez osoby obce, bądź
przez urzędników i oficjalistów leśnych zapewnia się ze Skarbu
wynagrodzenie,
dorównujące połowie dochodu rocznego z ko58
ó9

Pg. «Biesiady Literackiej»
Ze źródła jak wyżej.

Pokłosie morskie.

�373

372
palni na raz jeden wypłacać się mające 60. Było to oczywIscle
wielką zachętą dla poszukiwaczy nowych miejsc bursztynodajnych.
Kopalnie bursztynu
na Kurpiach
były prawdopodobnie
dość dawno, tylko ściślejsze wi~domości o nich do nas nie dotarły.
U Połujańskiego czytamy że «w paśmie łąk od wsi Ruda ku rzece
Piśnie, w okolicach wsi Bączki, Piekło i Potasie znajdowane bywają ułamki bursztynu rozmaitej wielkości, a utworzona
tu
w I8I1 r. kopalnia nic małe czas jakiś (bo rocznie do 300 rubli
dochodzące)
przynosiła dochody» 61. W celu poszukiwania i dobywania bursztynu urzędy leśne zawierały umowy z przedsiębiorcą za ogólną opłatą roczną z oznaczonej z góry przestrzeni
do kopania, przy czym nie wchodzono w to, ile przedsiębiorca
z danej przestrzeni wydobędzie bursztynu.
W celu zapewnienia dotrzymania umowy dzierżawnej przedsiębiorca składał właściwemu urzędowi, jako rękojmię czwartą
część umówionej sumy dzierżawnej 62.
W roku 181 I w ekonomii Mały Płock (pow. łomżyński)
otwarto kopalnię bursztynu, z której dzierżawcy płacili rocznie
rb. 300 dzierżawy. W tychże stronach inne kopalnie bursztynu
rządowe przynosiły też znaczny dochód. I tak: oprócz dalszych
Rajgrodu i Wizny, kopalnie bursztynu w leśnictwie Nowogród
w r. 1824 wynosiły rb 330, a w r. 1825 rb. 225, Wf. 1826 rb. 112,
kop. 50, w r. 183S-rb
41 kop. 6263•
U Gawareckiego czytamy, że «do zarobków Kurpiów należy
także kopanie bursztynu, które Skarb co lat trzy wydzierżawia
i z tej kopalni ok. 4 tys. złotych rocznego dochodu 64,.
Gdzie indziej czytamy, że «Na trzyletnią dzierżawę wypuSZCzone są kopalnie bursztynu, następne w dwóch leśnictwach
i w leśnictwie ostrołęckim, z którego rocznie płacono 2200 zł.
Al. Połujański,
«Opisanie lasów'), l, 1854, str. 359-60.
A. Połujański,
«Wędrówki po gub. Augustowskiej~, 1859, str. 75.
62 A. Połujański,
(.Opisanie lasów., l, 1854, str. 359-60.
63 Ze źródeł
j. w. W leśnictwie Rajgród
(poza Kurpiowszczyzną)
dochód ten w r. 1824 wynosił 122 rb. 25 kop. a w r. 1825 tylko rb. 30.
\V leśnictwie \Vizna w r. 1824, rb. 225.
6ł H. Gawarecki,
(,Pamiętnik historyczny płocki •.

i w części leśnictwa przasnyskiego w ekonomii tegoż nazwiska,
a rocznie płacono złotych 1059» 65.
Do roku 1830 dochody z kopalni bursztynowych były znaczne,
gdyż i ceny bursztynu były znacznie wyższe, niż późniejsze.
Na bursztyn był zbyt w kraju i zagranicą. Za drobne kawałki
bursztynu, przydatne tylko do kadzenia, płacono w r 1828 za
funt po zł. I gr 6, czyli kop. 18 do I zł gr. 16 (kop. 23) 66.
Po roku 1830 kopanie opłacało się coraz mniej, dochody
z dzierżaw zmniejszały się. \Vidoczne też w celu ponownej zachęty dla przedsiębiorców bursztyniarzy «przez postanowienie Rady
Administracyjnej
Królestwa z dnia 19 listopada (I grudnia)
1840 cło wywozowe od bursztynu surowego zmniejszone, od
wyrobów zaś bursztynowych zupełnie zniesione» 67.
W połowie zeszłego stulecia nie było już dzierżaw bursztynowych, gdyż jak czytamy u Polujańskiego 6B «bursztyniarnie
na pomienionych gruntach rządowych są wyczerpane i Skarb
z nich żadnego dochodu nie pobiera».
A nieco w innym miejscu ten sam autor donosi, że na gruntach leśnych «tylko w leśnictwie Przasnysz jest bursztyniarnia,
która, jak i wszystkie inne są wydzierżawiane 69. Handlarze
od tych czasów byli głównymi przedsiębiorcami
bursztyniarskimi, nie na grunatach rządowych co prawda, ale prywatnych,
bursztyniarze bowiem wiejscy przenieśli się do borów na grunta
ogólne wiejskie, gospodarskie, często na swoje wlasne, gdyż go'rączka bursztynowa trwała dość długo. Około roku 1880-1900
kopano jeszcze powszechnie bursztyn, a ludność nie prędko
pogodziła się z myślą utraty łatwego i dobrego zarobku.
Pierwsza Wojna światowa na pewien czas zmusiła ludzi do
poniechania przemysłu bursztyniarskiego,
ale o bursztynie kurpiowskim mieli czas pamiętać Niemcy - okupanci.

60
61

65 Akta Wojew. Płockiego 1834, przytacza
H. Ga warecki
w (,Pamiętniku}) oraz K. W. Wójcicki
w «Zarysach domowych,), 1842,cz. III, str. 210.
66 Pg. A. Połujańskiego,
«Opisanie lasów».
67 Encykl.
Powszech., \Varszawa 1861, t. V, 75[.
68 (,Opisanie
lasów ... }), cz. l, str. 360.
69 Jak
wyżej, str. 323-6.

�375

374
Nie tylko zabierali bursztyn, gdzie się dało, ale nawet niektórzy kazali sobie płacić bursztynem za artykuły pierwszej potrzeby, trudne wtedy do zdobycia. Dowiedzieli się też, że bursztyn, składany przez parafian na ofiarę, znajduje się po kościołach, to też już w r. 1915 odrywali w skarbcach kościelnych
zamki u skrzyń i zabierali bursztyn (obok zresztą wosku i świec).
We wsi Lipniki zabrali w ten sposób z garniec paciorków
bursztynowych,
składanych przez kobiety w lata przedwojenne
na kadzidło lub zamiast pieniędzy.'
W tychże Lipnikach w r. 19I7 Niemcy dowiedzieli się, że
na gruncie miejscowym sołtysa kopano dawniej bursztyn i że znajduje się tam do dziś. Kazali też spędzić ludzi z łopatami z każdej
chałupy i zapędzili do kopania bursztynu. Dziesiątki ludzi kopało
caly dzień i nie wykopało nic.
«Jek burśtynu nakopsiem to nas Niemce cięgiem bandą kopaniem mordować, a i burśtyn noma zabzierzą» - mówili do siebie
politykując. I mieli słuszność. Po takiej próbie Niemcy przestali
ludzi zapędzać do kopania 70.
W roku Igl8 Niemcy umyślili wszystek bursztyn na terenie
kurpiowskim upaństwowić. W tym celu wydali i ogłosili po gminach takie rozporządzenie:
«Sekwestr
surowego
bursztynu.
'Bursztyn surowy i odpadki pozostające przy obróbce podłegają obowiązkowemu zameldowaniu u naczelników powiatowych łub prezydentów policji. Zameldowaniu
podlegają również pokłady bursztynowe,
do czego obowiązani są nie tyłko właściciele terenów, ale i wszyscy
a nich wiedzący. Wszelki handel bursztynem jest zakazany,
zwłaszcza «łańcuchowy». Bursztyn surowy zakupywany będzie
przez naczelników powiatów lub prezydentów policji po cenach
przedwojennych,
płaconych przez państwowe zakłady w Kró-,
lewcu. \Vykroczenia przeciwko temu rozporządzeniu karane będą
grzywną do 20.000 marek» 71.
,o Wiadomości z Lipnik od Kozana (lit. ok. 100), 1929.
«Gość Puszczaó,ski,), Gazetka Kurpiów, 1919, nr 3-4.

,I

Ponieważ rozporządzenie powyższe ukazało się już u schyłku
okupacji, więc i sam «sekwestr» na rzecz Niemców okazał się
niezbyt groźny.
Po I wojnie światowej, przy ogólnej biedzie, między innymi
zaczęto myśleć i o bursztynie oraz o eksploatacji tegoż na większą
skalę. Podstawą do dźwignięcia upadłego przemysłu były różne
materiały i zbiory nowopowstałego muzeum kurpiowskiego w Nowogrodzie. Władze muzeum uradziły 72, by przemysł ten zorganizować przy muzeum, które przez to zyskałoby pewne podstawy
materialne do dalszej egzystencji. W podaniu, pisanym do Ministerstwa Przemysłu i Handlu 73, proszono a wyłączność
eksploatacji, a więc o specjalną koncesję
na prawo kopania i handlu
bursztynem na terenie kurpiowskim.
Starano się o to dlatego,
by: a) można było wytrzymać konkurencję z handlarzami, którzy,
chodząc po wsiach, wykupywali i wyłudzali bursztyn od luaności
i b) by uratować dla celów naukowych okazy zasługujące na to,
a więc bryłki z owadami, szczątkami roślin i kory, okazy nadzwyczajnej wielkości itp., które dotychczas przeważnie miarniały
w rękach spekulantów.
W projekcie statutu spółki bursztyniarskiej mówiło się (3),
że chce wskrzesić upadły na Kurpiach przemysi bursztyniarski,
zajmie się eksploatacją bursztynu oraz skupem tegoż pod różnymi
postaciami,
utworzy własny warsztat obrabiarski,
zorganizuje
handel wyrobami z bursztynu.
W innym miejscu (10) projektowanej ustawy czytamy, że
~(Spółka urządza składnice, filie, agentury, warsztaty, badania
geologiczne w związku z bursztynem,
pokazy itp., 15 mówi,
że «Zarząd Spółki zaciąga pożyczki na rozwój spółki, zawiera
umowy, werbuje pracowników,
prowadzi rachunkowość
itp.».

,e Pod kierownictwem
autora. Muzeum v. ramach ustawy P. T-wa
Krajoznaw.,
którego oddział powstał w Nowogrodzie.
73 Pod datą
18 VII 1922 r. kopia podania i projekt Statutu &lt;.spółki
bursztyniarskiej»
znajduje
się w archiwum
Stacji Naukowej w Nowogrodzie.

�377
W projekcie powyższym mówiło się też, że za ogólne kierownictwo fachowe muzeum kurpiowskie otrzyma 10% rocznie
z sumy obrotowej.
Plany powyższe nie dały się zrealizować jedynie dlatego,
że jak okazało się, bursztyn na Kurpiach jest bezpański, przy
ogólnym spisie bogactw krajowych zapomniano go zarejestrować,
bursztyn nie należy do Państwa, a przez to państwo nie może dawać
nikomu koncesji na jego eksploatację. A w innych warunkach
uruchomienie przemysłu na większą skalę byłoby trudne.
Wspomnieć warto, że przedsiębiorstwo bursztyniarskie zgodziło się częściowo finansować Bank Handlu i Przemysłu,
Oddział w Łomży 74. Materiały powyższe pochodzą z okresu
międzywojennego.
Obecnie przystąpiono do planowej organizacji wyzyskania tego działu przemysłu.
5. Warsztaty

i technika

o~róbki

bursztynu

O warsztatach
stałych. sezonowych i amatorskich. - Ostatni przedstawiciele tego przemysłu do r. 1914. - Obróbka bursztynu:
tokarki i narzędzia. - Obróbki na kołowrotkach. - Szlifowanie. - Przyrządy (statki)
ze szkła i krzemienia.

Warsztaty' bursztyniarskie
na Kurpiach były dość prymItywne, a już trudno by je nazwać «fabrykami», jak to niektórzy
próbowali 75. Warsztaty, o których mowa, były stałe, sezonowe
i amatorskie.
Warsztaty stałe, to takie, które prosperowały stale, a główny
majster bursztynim'ski oddawał się wyłącznie tej gałęzi przemysłu
i uważał to zajęcie za swój stały zawód. Również praca ta była
jego i rodziny głównym źródłem utrzymania.
Warsztaty takie
były dawniejszymi laty w Łomży, Ostrołęce, Myszyńcu. Nowogrodzie, Przasnyszu 76. W warsztacie byla zwykłe jedna mniej
Bank ten z czasem przestal istnieć.
Taką nazwę spotykamy
w dawnych
76 Wiadomość
od starych bursztyniarzy
toczonych w poprzednich
rozdziałach.

lub więcej prymitywna tokarnia, skład surowca od okolicznych
kopaczy bursztynu i jednocześnie skład gotowych już wyrobów
bursztynowych. Warsztaty prowadzone byly przez miejscowych
Kurpiów, jak również handlarzy,
ci przetrwali najdłużej bo d(~
roku 1914.
Najwięcej dawnych warsztatów bursztynowych było w Ostrolęce, bo aż cztery, które były jeszcze do roku 1830. Z tych najstarszym i najwięcej znanym był warsztat Bernsteinów (Bursztynów)
znany od r. 1798 ze swych wyrobów 77.
Z warsztatu tego wyroby na wystawie paryskiej w r. 1878cieszyły się wielkim powodzeniem i zostały przez Paryżan wprost
rozchwytane.
Warsztat powyższy został przed paru dziesiątkami lat zlikwidowany, pozostały zaś drugi Vol czasie wojny światowej zgorzał
w r. 1914 podczas pożaru miasta. Był to ostatni ze stałych warsztatów bursztyniarskich na Kurpiach.
Warsztaty
sezonowe były przeważnie po wsiach kurpiowskich, w których kopano bursztyn. Zwykle bursztyniarze z tych
warsztatów latem i jesienią robili zapasy bursztynu, kopiąc go
na swoich czy cudzych terenach, a zimą obrabiali na warsztatach
domowych, prymitywniejszych
niż warsztaty stałe po miastach.
Wyroby swoje, przeważnie paciorki, spieniężali na miejscu, każda
bowiem dziewczyna chciała posiadać sznur możliwie pięknych
bursztynów. Bywało i tak, że gospodarz latem pracował w polu
czy pasiece, w jesieni kopał bursztyn, a zimą toczył z niego korale.
Albo jeżeli był starszy, jako dziadek - pasał inwentarz po paśnikach i jednocześnie
szukał bursztynu, a zimą go obrabiał toczył i rzeźbił.
Był to więc jakby przemysł chałupniczy, traktowany do,.
rywczo, jako dodatek do innej pracy stałej, podtrzymującej
byt
rodziny.

74

75

opisach, rocznikach
itp.
z prac autorów już przy-

77

wszechna

(,Tyg. Powszechny'"
w Paryżu".

I

878, nr 47, w artykule

pl.:

«\'\'ystawa po_

�379
'Varsztaty
amatorskie
istniały tam, gdzie byli zamiłowani amatorzy tego przemysłu artystycznego,
bursztyniarstwo
traktowali jako rozrywkę i przyjemność, wyrobów swych zaś nie
sprzedawali, lecz robili je dla siebie i swych rodzin oraz krewnych,
lub na upomjnki i podarunki swym znajomym czy zwierzchnikom.
Byli to zazwyczaj ludzie zdolni i pracowici, choć warsztaty mieli
równie prymitywne, jak poprzednicy sezonowi. Jakiś nauczyciel
w zapadłej wsi, ksiądz na parafii itp. pracowali w swych warsztatach latami, udoskonalając z czasem swe wyroby. Niekiedy zdolny
-chłopiec - samouk zbieral bursztyn i toczyl korale swojej siostrze
krewnej lub dziewczynie, poza tym jednak nie zajmował się więcej
tym przemysłem.
Ostatnim ze starszych amatorów bursztyniarzy był ks. Że-browski, proboszcz w parafii Zaręby Kościelne 78, który przez cale
lata pracował w wornych chwilach przy swym małym warsztacie
bursztynowym. Ten jedyny w tych stronach ksiądz - bursztyniarz
:zmarł w r. 1925.
Technika obróbki bursztynu na wszystkich prawic opIsanych warsztatach była jednakowa, różnymi tylko były tokarki
i niektóre narzędzia pomocnicze.
Dokładniejszy dawny opis obróbki bursztynu podaje nam
Al. Połujański w połowie zeszłego stulecia w swoim Opisaniu
Lasów 79. Czytamy tam, że bursztyn obrabiamy bywa na warsztatach tokarskich. «Tokarz okrzesuje naprzód bursztyn za pomocą
-dłuta, potem toczy go na warsztacie podług upodobania, szlifuje
pumeksem, w końcu zaś poleruje ziemią trypolitańską lub wapnem
wiedeńskim (Wienerkalk)&gt;&gt;.
I dalej czytamy, że «niektórzy obrabiają bursztyn na ręcznych warsztatach, podobnych do warsztatów zegarmistrzowskich,
za pomocą smyczka i dłutka lub w ręku za pomocą pilników
-1 szyby szlifierskiej, na której się brylantowanie bursztynu uskutecznia».
Pow. przasnyski.
(cOpisanie lasów ... ", ułożone
t. l, str. 195-6.
78
79

przez

Al. Po l uj a ń ski e gu,

1854,

Tokarki, używane przez bursztyniarzy, były rozmaite: te,
które widziałem w Ostrołęce, podobne były do tokarek, używanych
do drzewa. U góry była drewniana tryca z rowkami, osadzona
na specjalnym ramieniu, osadzonym w gł.ówncj ramce warsztatu.
U dołu było duże koło rozpędowe drewmane, z pasem lub sznurem, kręconym z Sl\rowca, obrar.ającym górną trycę (patrz rye. 4)·

Ilt

~

-~

1;1

tu

Ryc.

4.

14-15. Noże do czyszczenia surowego bursztynu.
16. Dłutko do podob:nych czynności.
17. Pilnik gruby: raszpla (do czyszczenia i skrobania
surowego bursztynu).
L8. &lt;cDryh drewniany - starodawny
do wiercenia
otworów. 19--'-:20. Świderki (bory) stalowe, do borowania dziurek w paciorkach. 2 ~. Podobny
bor krzemienny
(ze zbiorów Stacji Naukowej
w Nowogrodzie). 22. Tokarka «smyczkowa», poruszana rękami (ze zbiorów
autora).
23. Tokarka pedałowa, nożna, z kołem, do obróbki i gładzenia
bursztynu
(z Ostrołęki, 1913).

,,V czopie trycy (szpuli) byl stalowy nagwintowany
«spilor»,
na który nasadzano (zakręcono) otworkiem kawałek bursztynu
do toczenia: spilor ten, zaostrzony na dłutko, służyć mógł przy
kręceniu kołem do borowania otworów w bryłkach bursztynu,
przeznaczonego to toczenia paciorków. Na szpuli, w której obsadzony był gwintowany pręcik przytwierdzona
była drewniana
tarcza, średnicy około 15-20 cm, obciągnięta baranią, wyprawianą na miękką skórę. Posypana na mokro odpowiednimi
proszkami (masą) służyła do szlifowania tj. polerowania wyrobów

�bursztynowych 80. Koło rozpędowe
przy pomocy pedału.

Ryc.

poruszał

majster lewą nog;!-

5.

24· Tokarka sznurowa, poruszana we dwóch rękami (jak smykiem lub
dr:ążkiem) używana około r. 1820-60
(ze zbiorów autora). 25. Tokarka
wlatra~zkowa,
obracana
korbą; wiatraczki dodawały
('zamachu~
przy
kręcenru. Na tokarce takiej przeważnie
czyszczono i szlifowano stare
paci~rki. ~6.. Tok.arka (,drążkowa'&gt;, nożna z pedałem. Drążek był 2-3cm
długI, odgmając SIę od góry, wprawiał w powrotny ruch obrotowy walec
z «trzpionkiem'&gt;, na gwincie którego nakręcony
był paciorek (koral).
?statnio
w Nowogrodzie ok. 1". 18go. 27-28.
Odłamki szkła, używane
jako ostre dłuta przy toczeniu bursztynu. 2g. Bursztyn w węższym kOlku
na gładko szlifowany,
używany przez znachorów
do leczenia
oczu
(ze zbiorów autora).

W Nowogrodzie starsi ludzie pamiętali tokarki, na których
taczano i szlifowano bursztyn, zrobione bardzo
prymityw~ie.
80

Tokarnię

taką widziałem

w'Ostrołęce

w

1".

Ig12.

,V

ścianie u góry przytwierdzony
był elastyczny pręt z drzewa
(dyszel), od którego postronek owinięty był parokrotnie przez
trycę (szpulę), jak w poprzedniej tokarni,
aż do dołu, do odpowiedniego pedału.
Przy naciśnięciu pedału szpula robiła
dwa lub kilka obrotów wraz z osadzonym do toczenia bursztynem, po czym
nagięty do dołu pręt przy zwolnieniu
nogą pedału podciągał sznur i obracał
:z powrotem szpulę i tak stale. Przy
takiej manipulacji
kawałek bursztynu
obracał się wabie
strony, toczony był
jednak tylko w jedną stronę. Szlifowanie
natomiast
mogło odbywać się wabie
strony.
Sposób to był dość powolny,
a znany gdzie niegdzie do roku około
1870-80. Niekiedy dyszel ustawiony był
w tokarce pionowo (ryc. 6).
Chłopcy-amatorzy
po wsiach urządzali sobie tokarki ręczne: szpulę z osaRyc.6.
dzonym bursztynem obracano albo za
Tokarka z pionowym (,dypomocą okręconego sznurka dwiema rę- szlem'&gt; (koniec XVIII do
1&lt;.ami wabie
strony albo za pomocą
połowy XIX w.). Rys.
autora.
:korby z kołowrotkiem
(wiatraczkiem)
drewnianym
(ryc. 5).
Kiedy po ręcznych wrzecionach do przędzenia nici z lnu
j wełny nastały ulepszone kołowrotki drewniane,
tzw. «kółka»
(używane i do dziś na wsiach), bursztyniarze skorzystali z tego
wynalazku i zaczęli używać kółek do toczenia bursztynów. Bryłkę
bursztynu
z otworkiem nasadzono lub nakręcono na gwincik
prętu, na którym jest zwykłe szpula drewniana, używana do nalręcania nici podczas przędzenia. Przy toczeniu bursztynu szpula
:niepotrzebna,
a pręt osiąga szybki obrót przy obracaniu koła
rozpędowego nażnie lub przeważnie ręcznie ryc. 7). Ten sposób
najwięcej się przyjął przez bursztyniarzy i nawet przy obecnym

�wznowieniu tego przemysłu, jako główny warsztat pozostał kołowrotek, jak przed 50-80 laty (ryc. 7).

Ryc. 7.
Młody Kurpik - jeden z ostatnich bursztyniarzy
spod Myszyńca (1738),
w prawej ręce trzyma spore kawałki wykopanego
bursztynu,
w lewej
gotowe sznury korali bursztynowych
(podł. fot. Ad. Ch.).

Sposób czyszczenia i obróbki bursztynu na całych Kurpiach
byl i jest prawie jednakowy. Już z r. r864 mamy wiadomości,
że do zarobku Kurpiów trzeba zaliczyć «kopanie bursztynu»,
w którym ochotnie pracują. Kurpie w okolicach Myszyńca nie
używają innego narzędzia, jak prostego kółka do przędzenia,

z brył bursztynów' umieją wyrabiać piękne sztuki do fajek, perełki,.
filiżanki itp., że i najlepszy tokarz lepiej nie wyrobi 81.
Powszechnie znana i stosowana obróbka była taka: najpierw
oczyszczano kawałek bursztynu z wierzchniej skorupy, piasku
i wszelkiego brudu; potem wiercono w nim dziurkę na wylot,
a sam kawałek obłupy\·,;ano nożem i grubym pilnikiem, niekiedy
raszplą do jakiej takiej okrągłości. Potem kawałek ten nasadzano·
otworem na cienki koniec osi od trycy kołowrotka (kółka) i koło
obrotowe puszczano w ruch. Kawałkowi bursztynu nadawano
odpowiedni kształt (np. korale, perełki) za pomocą ułamka szkła
(śćkła), niekiedy owalnego (np. ze stłuczonej lampy naftowej).
Szkło jest twarde, a kanty ma ostre, to też sypią się spod niego
białe wiórki i trociny. Po nadaniu koralowi kształtu, ogładzono·
go przez szmatkę suchą kredą miałką, lub tym samym proszkiem
bursztynowym, pozostałym od toczenia. Sklt'jać bursztyn nie
umiano i nie próbowano, pęknięte przy toczeniu korale szły na
szmelc, zwykle na kadzidło do kościołów. Przy pilnej pracy i wprawie bursztyniarz wyrobił dziennie ok. 40-50 sztuk korali 82.
Podobnie robią i nieliczni bursztyniarze dzisiejsi, co miałem
możność oglądać wielokrotnie.
Otwory w bursztynie wiercono (drelowano, borowano) za
pomocą specjalnych przyrządów, do których należały: r) drel najdawniejszy przyrząd do borowania, składający się z osi pianowej z obsadzonym na niej drewnianym kółkiem, koło 30 cm
średnicy; od kółka do wierzchołka osi były przeprowadzone dwa
mocne sznurki, a przez nie i przez oś prollechodziła poprzeczna
beleczka, zaokrąglona na końcach do rąk. Na dole osi był osadzony
łopatkowaty stalowy świderek, który przy wprowadzeniu drela
w ruch obrotowy (wabie strony, pionowo) borował szybko żądany
otwór (ryc. 4). Gotowe drele rozwozili po wsiach kupcy i garncarze, od których kupowano ozdobnie polewane miski do wieszania
K. vV-.\Vójcicki
wart.
str. 500, 1864.
82 vViadomość
od Józefa
(Ostrołęka) lat 77, 1929 r.
81

«Kurpie i Kurpianki»,

Encyklop.

Powsz.,

t. XVI,

Nicewicza,

bursztyniarza

ze wsi

Lyse

�na ścianach,
musiały posiadać 'Ye wrębach clwa otworki do
sznurków.
«Łopatka w spi~nku» czyli taki bor w pionowej osi był
powszechnym narzędzIem do wiercenia otworów 83.
Do wiercenia otworów małych w rzeźbionych z bursztynu
sercach, krzyżykach, medalikach itp. używano obsadzonej w «śpinek» igły stalowej, zaostrzonej na łopatkę.
Nowsi bursztyniarze obsadzali świderek (bor) od razu w oś
przy szpulce kołowrotka; borowanie otworu odbywało się wtedy
bardzo szybko i dokładniej, bez ryzyka pęknięcia danego przedmiotu bursztynowego.
Dawnymi czasy, a nawet jeszcze około r. 1860 do obróbki
bursztynu używali zamiast szkła - okrzesek z krzemienia «Sca·clrów», zbieranych na wydmach, a do borowania otworów używali borów krzemiennych,
również obsadzonych
w «drcle» 84.
Mówiłoby to a wiełkiej starożytności tych przyrządów i tegoż
przemysłu.
6. Wyroby

z bursztynu

i ich

popularność

Różne wyroby z miejscowego bursztynu. - Bursztyny. - Korale dla Kurpianek. - Różne ich odmiany i wielka ilość na Kurpiach. - Różne wisiorki
bursztynowe. - Różańce
i inne wyroby. - Galanteria
bursz tvnowa. - Wyroby upominkowe. - Delegacja z Ostrołęki na jubileus;u
]. L Kraszewskiego w Krakowie. - Żyrandole z bursztynu w kościele
w l\fałym Plocku i ich zagłada w r. 1915. - Dalsze zamiary &lt;,bursztynowe.)
w tejże parafii.

•.

Na wyroby miejscowe Kurpie przeznaczali z wykopanego
bursztynu tylko przeźroczysty, tak zwane «cacko», albo «płomyk»,
które to gatunki cieszyły się największym powodzeniem w tych
stronach.
Majstrowie tutejsi wyrabiałi z bursztynu: «korale» dla kobiet
z różnymi wisiorkami, medaliony, krzyżyki, części fajek, cygar83

\Viadomość

od tegoż ].

Nicewicza

z Łysych.

R. Rydla

z Lasek,

1929 r.
81

n:eźbiarza

Wiadomość od starego Stachelka ze wsi Łęczki i Trzcińskiego,
i bursztyniarza
ze wsi Krysiaki (Ostrołęka) w r. 1928-29.

"

niczki, na specjalne zaś zamowIenie tabakierki, rączki do lasek,
kałamarze, clewizki do zegarków, gałki dla dzieci itp. 85. Omówmy
po kolei te wyroby.
«Korale» czyli paciorki bursztynowe, określano często wprost
terminem «bursztyny».
Nosiły je na szyi dziewczynki, dziewczyny dorosłe, starsze kobiety i staruszki nad grobem, czyli wszystkie niemal KUl'pianki. Zwyczaj wymagał, że Kurpianka winna
mieć na szyi do trzech sznurów korali bursztynowych: najmniejsze, po trzy sznurki razem z drobnych perełek, wielkości grochu,
obciągnięte były dokoła na szyi, a zwały się manele albo manelki;
clrugie były nieco dłuższe, z większych okrągławych paciorków
lub rżniętych w kanty; trzeci sznur najdłuższy składał się z większych korali, tak zwanych «kartoflaków». Zwykle korale były
po brzegach sznurka male, wielkości grochu, a potem coraz większe
dochodzące nieraz do 3-ch cm średnicy. Korale końcowe były
często okrągłe lub nieco spłaszczone, środkowe zawsze miały kształt
spłaszczonych .kul, nieraz na końcach ściętych na ostro (ryc. 9).
Korale
odróżniano
zależnie
od kształtów:
gładkie
i rżnięte 86. Pierwsze były toczone i szlifowane na gładko
«coby były aż pscące» (błyszczące), drugie, po pierwszym otoczeniu
były piłowane i szlifowane na różne kanty, jakby rozetki. Bursztyny toczono dobierano co do koloru i nawlekano na mocne sznurki
czerwone lub żółte, «coby dobrze śwatło odbijały», kręcone były
z nici jedwabnych lub «górowych». W dawnych sznurach, wśród
większych paciorków, bursztyniarze nawlekali choć jeden paciorek
z najczystszego bursztynu z zabraną przed wiekami wewnątrz
muszką, komarem, słomką., kawałkiem drzewa itp. co było dla
kurpianek pewnego rodzaju talizmanem, a dla nas dziś stanowią
te paciorki niejednokrotnie materiał naukowy, cenny do badań 87.
85 U
Połujańskiego
«,Opisanie
lasów ... 1854~) czytamy:
że
z bursztynu na Kurpiach wyrabiane są: cybuchy, mundsztuki, cygarnice,
krzyżyki, paciorki itp.; K. Wójciki
w «Zarysach Domowych.
(1842)
pisze, że Kurpie z brył bursztynowych
umieją wyrabiać munsztuki do
fajek, perełki, filiżanki itp.: że i tokarza nie potrzeba», str. 210.
88 Wiadomość
od bursztyniarzy,
np. od starego Kopytka ze wsi
Czerwone pod Kolnem.
. 87 Paciorki
takie można zobaczyć w Muzeum w Łomży.

Lud, T. XXXIX

25

�f

J

ł
ł

Ryc.

3.

Ryc.

g.

66. Odwrotna
strona jednego z medalionów
(wykonanych
na czołowej
stronie jak nr 61). Ozdoby nawiercane
ostrym świderkiem, w środku,
w serduszku r. 1830. Z Ostrołęki (r. (912). 67. Krzyż, tzw. ('pasyjka'}
z jednego kawałka bursztynu z karbowaną obwódką dokoła. Chrystuspłaskorzeźba
prymitywna.
Wyrób (wg opowiadań)
około r. 1800-20.
Ze zbiorów muzealnych w Nowogrodzie. 68-74, Różne rodzaje i wielkości paciorków, najczęściej spotykanych i wyrabianych,
nr 68 - paciorek
od maneli; 74 - większy koral, często z matowego bursztynu, inne z przeźroczystego.

61. Medalion plaski z Chrystusem, wielkości nieco większej I1.iżnaturalna.
Płaskorzeźba wypukła. Praca wykonywana przeważnie odłamkami szkła.
Dookoła ramka, drobno karbowana, u góry wieszak z otworkiem. Ze zb.
Sto Naukowej. 62. Odwrotna strona tegoż z rżniętymi kołeczkami.
Pochodzi ze wsi Wolkowe, pow. Ostrołęcki. 63. Odwrotna strona różnych
podobnych medalionów, jednakowo wykonywana. Linie łamane, żłobi~Jlle
ostrym narzędziem (szkło, krzemyk, pilnik, nóż). Ze zbiorów St. Naukowej.
64· Medalion z krzyżem i Chrystusem (płaskorzeźba) rżniętymi ozdohami
(gwiazdki) na płaszczyźnie. Ramka dokoła. Ze zbiorówautora·ze wsi
Lipniki. Wyrób około 1800-40. 65, Dolna część tego
innych mt'dalionów; znać karbowaną ramkę.

po wioskach, niektórzy sami czyścili je kredą miałką. Mówiono
też, że bursztyny, żeby długo się trzymały, muszą być przechowywane w miejscu chłodnym i ciemnym, każde zawinięte oddzielme w miękkie szmatki.

Bursztyny przechodziły w rodzinach kurpiowskich z matki
na córki, nieraz przez szereg pokoleń. Zniszczone, wytarte, lub
brudne korale da\vano do odczyszczenia tymże bursztyniarzom

Jeżeli bursztyny nie miały spadkobierczyni,
albo kobiety
starsze były do nich specjalnie przywiązane, kładziono je nieboszczykom do grobu, najczęściej na gorące życzenie umierających.
VV tradycji miejscowej nie mówi się o konieczności co do powyż.

25*

�388

i

Ryc. 10.
Wisiorki bursztynowe
U g'
d Ł
h
..
od Ł
h'
B
.
ory - o'
ysyc, Myszynca l Czarki; siekierki
ysyc
l
aranowa;
ryba od Nowogrodu.
Okazy z r. 1870-1970'

s~ego dodat~u, życzenia jednak
nIano solenme.

zmarłych z przed śmierci speł-

Zanim nie przeminęła moda na bursztyny, były one powszechną
. .
. '. ozdobą Kurpia
. . ne.k N a ca łym ob szarze KurpIOwszczyzny
z. na~bhzszym zasIęgIem, gdzie kobiety Mazurki (nawet w sąsIe~mch Prusach Wschodnich) nosiły również podobne «korale»
mozna było .do r. 1900-1910 liczyć je do roo tysięcy sznurów:
;yle tyc~ pIęk~yc~ ~zdób było wśród tutejszych kobiet. Potem
aczęto Je zamIemac na kupną tandetę, zamiast prawdziwych
~oszono szklane, różne imitacje itp. kupowane na jarmakach
: odpus.tach. Prawdziwych bursztynów wyzbywano się masowo,
. przedając nawet po I rb. 88 za sznur, oddawano je też setkami
II

Rubel

rosyjski -

do

L

1939, ok.

2

zł.

I
j

do kościołów, gdzie tłuczono je na kadzidło. Wykupili ich dużo
spekulanci, wybrali Niemcy w czasie okupacji.
Dziś moda wróciła z powrotem, ale stClrych korali nie wiele
pozostało.
'Wisiorki roznego rodzaju zaWIeszano u korali większych,
drugich, czy trzecich, najdłuższych. W tym celu robiono mały
sznurek, długości około IQ-I5 cm., z nanizanymi drobnymi
paciorkami; sznureczek ten z przyczepionym na środku «men talem», czyli medaliony, długości od 11/2 do 4 cm. robione były
z płaskich kawałków przeźroczystego lub matowego bursztynu,
z otworkiem w górnej części do przewlekania mocnej nitki. Do medalionu bursztyn obrabiano z dwóch stron do odpowiedniej grubości, po czym nadawano formę nożem i pilnikiem. Forma była
przeważnie serca, dotyczyło to najczęściej małych wisiorków
od Il/~-2 cm długości; większe, też serca, miały z jednej strony
wyrżnięte wizerunki Chrystusa na krzyżu «pasyjki», misternie
dłubane nożem i gładzone szkłem. Z drugiej strony dookoła brzegów medaliony, szczególnie większe, miały wykonane różnymi
świderkami rozetki.
Rzadkością były same «pasyjki» - krzyżyki z bursztynu,
bez medalionów, trudniej je było zrobić z powodu kruchości
materiału.
«Mentale» do bursztynów wyrabiano dość dawno. '\V koralach z przed 80-100 lat medaliony były takie, jakie wyrabiano
i przed laty kilkunastu 89.
W jednej ze starych rodzin kurpiowskich był sznur bursztynów, u którego przyczepiony był złoty medalion okrągły, dość
duży, z jakimś wizerunkiem (głowa) 90. Według obliczeń, był
on w rodzinie z górą 100 lat. Ten złoty zabytek swego czasu zabrał
ktoś z rodziny i sprzedał.
Medaliony bursztynowe już ok. 1', IgOO przestały być modne,
odczepiano je i sprzedawano za bezcen lub oddawano na kadzidło do kościołów.
Wiadomość od ~'1. Sobiechowcj z Kadzidła,
1898 L
\V rodzinie Sobiechów, - jaka to była glow'a, nie umiano
wiedzieć, mógł to być dawny zloty dukat.
89
90

mi po-

�39°
391
Bursztyny nosiły na szyi tylko dziewczęta i kobiety zamężne,
ale były wypadki, że nosili je żebracy - mężczyźni; u bursztynów
,vtedy wisiał szkaplerz lub różne kawałki wstążek czy też szmatek,
pocieranych a obrazy itp. z miejsc świętych. Szmatki te odgrywały
rolę amuletów i przez niektórych były bardzo cenione 91 (ryc. 1 I).
Róż a ń c e bursztynowe spotykało się dość rzadko, robili
je bursztyniarze na specjalne zamówienie z bursztynu przeźroczystego i matowego na przemian -jak
to było potrzebne do oddzielania różnych części pacierzy i modlitew. O. O. Kapucyni w Łomży,
a dawniej Bernardyni z Ostrołęki niejednokrotnie ofiarowane im
bursztyny kobiece przerabiali na różańce, nie tyle dla siebie, ile
na podarunki dla swych zwierzchników. Z takichże bursztynów
wykonane różańce O. O. Kapucyni z Łomży, Holendrzy z pochodzenia, wysłali kiłka pięknych okazów do Holandii 92.
Cybuszki
i fajki bursztynowe robiono tylko na specjalne
zamówienie, robiono je ręcznie z większych kawałków bursztynu,
a kolor sobie dobierał ten, kto fajkę zamawiał. Częściej robiono
części fajek, zakończenia cybuszków itp. (ryc. 12).
Cygarniczki
zaczęto wyrabiać niedawno, odkąd nastały
papierosy wśród młodszycp, starsi bowiem palili i palą przeważnie
fajki. Przy cybuchach i cygarniczkach najtrudnicjszą robotą było
wyborowanie długiego, cienkiego otworu 93.
Tabakierki
i kubki bursztynowe robione były przeważnie
na zamówienie do miast, na podarunki. Wychodziło na nie dużo
większych kawałków bursztynu, środki wywiercano i drążono
w rękach lub tokarniach.
Tabakierki najczęściej z bursztynu
matowego - kapuściaka, podobno mocniejszego na te wyroby,
kubeczki natomiast z bursztynu przeźroczystego.
K u l e bursztynowe dla dzieci, nieco spłaszczone, przeważnie
z białego bursztynu, toczono z większych bryłek i nanizywano na
Ryc. 1 I.
(,Korale'l bursztynowe
U '..
d......
lionem'
d J
.
g~l Y sznur po wOlny IllzeJ pOjedynczy z meda,u
o u sznur (,koralI,&gt; z amul t
'.
kl'
;i;ebraka z
. .
e ami I sz ap erzaml noszo:]y przez
pow. przasnyskIego
(Z~. zbiorów
Muzeum
Etnograficznego
w Warszawie r. 1929).

Takie bUJ'sztyny widzieliśmy w l'''luzeum Etnograficznym
\\' \Varw gablocie kurpiowskiej.
92
\Viadomości od dostawców bursztynów,
było to po r. 1928.
93
Świderki takie robione ze złamanych. stalowych iglic albo ze złamanych prętów od starych parasoli. Zaostrzone na lopJ tki obsadzano w tokarniach,
a bursztynem
manewrowano
w rękach.
9l

sza "'ie,

�392

393

sznurek. To samo dotyczy kul i rączek do lasek, na które wychodziło
dużo większych kawałków mocnego bursztynu.
Kule bursztynowe dla dzieci można było kupować dawniej
na jarmarkach i odpustach: przywożono je też z sąsiednich Prus.

so

Ryc.

12.

79· Typowa co do form fajka bursztynowa
(z żółtego bursztynu) z wykręcanym cybuszkiem, zdobiona, ze srebrnym okuciem u góry. Z Ostrołęki,
wyrób ok. 1880 r. Ze zbiorów autora.
80. Fajeczka garnuszkowa z czerwonego bursztynu matowego, zdobiona, cybuszek wkręcany.
Ostrołęka,
z r. ok. 1885. Zrobiona dla «Pana Komisarza» (ze zbiorów Sto Naukowej).
82. Guzik bursztynowy, karbowany na górnym kancie, z bursztynu matowego, kapuściaka. \Vyrób z r. ok. 1860. Własność prywatna
(1912).

Dewizki do zegarków z bursztynu należały do prawdziwych
«majstersztyków»,
robione były na pokaz lub na zamówienie
przez zdolnych bursztyniarzy.
Dewizki taki.e nie były długie,
zwykle około lO do 15 cm., natomiast były robione w rękach

z jednej większej bryły bursztynu 94. Dewizki bursztyniarze kurpiowscy naz)'\'vali łańcuszkami (&lt;&lt;łańcusek»), wyrób ich miał bowiem formę ogniw łańcuchowych,
owalnych
lub ściętych
na kantach.
Guziki
i spinki
bursztynowe robione były na początku
zeszłego stulecia i davmiej. Guziki zamawiała u Kurpiów szlachta
okoliczna do żupanów, były one :2 do 3 cm średnicy okrągłe lub
podługowate, z dziurką od spodu do przyszycia lub przywiązania.
Sami Kurpiowic guzików takich używali rzadziej,
chyba do
ozdoby swych «lej bzików» 95. Spinki i sprzączki robiono dawnymi
laty dla różnych myśliwców i strzelców kurpiowskich, którzy
sprzączek bursztynowych używali do czerwonych wstążek przy
dawnych kapeluszach z piórami.
Kałamarze
bursztynowe itp. wyrabiali bursztyniarze ostrołęccy najczęściej na zamówienie - na różne upominki. Tak np.
na obchód jubileuszowy pracy pisarskiej J. L Kraszewskiego
w Krakowie
pojechala
z Ostrołęki
specjalna
delegacj a,.
która zawiozła Jubilatowi
upominek - wyroby bursztynowe:
kałamarz i przybory biurkowe, wszystko z miejscowego bursztynu.
Zaznaczyć warto, że delegacja wyjechała nielegalnic, po cichu,
by ówczesne władze rosyjskie nie wiedziały 96. Nie mogły być o tym
wzmianki w prasie.
Na oryginalny pomysł wpadł niejaki ks. Tomkiewicz w parafiii Mały Płock 97, w okołicy którego również kopano dawniej
i obrabiano bursztyn. Ogłosił on (na kilka lat przed II wojną
światową), że zbiera na ofiarę kościelną bursztyn. w kolorach:
Ponieważ na bursztyny takie przechodziła już moda, a w parafiI
kobiety miały ich dużo, przeto znoszono je z okolicznych wiosek
\Viadolność
od starych
bursztyniarzy.
LaIlcuchów
takich nic
znaleźć, natomiast
widziałem
podobne,
wyrobione
z jednego
drzewa przez R. Rydla ze wsi Laski, pow. Kolno 1925 r.
95 «Lejbzik» kamizela czerwona lub granatowa
z rękawami.
94 Wiadomości
ocl F. i\1alinowskiego
(lat 85, r. 1933), jednego
z kierowników miejscowej "Lutni,), 'L. inicjatywy której wyjeżdżala delegacja ..
97 Pow. łomżYlIski (przy
trakcie Łomża-Kolno).
Pochodzenie
bursztynu
w miejscowej tradycji. - Bursztyny-amulety.
94

mogłem
kawałka

�~,

394

395

"
I

masowo. Były one rozmaitej wielkości i różnego gatunku. Ksiądz
kazał wszystkie na nowo oczyścić i polerować oraz posegregować
wg. wymiarów, po czym zdolny majster zrobił z nich dwa żyrandole kościelne do świec. Były śliczne i bardzo oryginalne, średnicy

VVodbudowanym tamże kościele przed r. 1939 ks. proboszcz
Cibormvski 98, obok innych ciekawych robót, zastosować miał
zdobienie ołtarza w bursztyn. \V tym celu zbiera! materia! bursztynowy, którym po oszlifowaniu mial inkrustować wnętrze cyborium w wielkim ołtarzu.
Prawdopodobnie
szersze zastosowanie
bursztynu wejdzie
w życie po odnalezieniu nowych złóż tego minerału, który w miejscowym przemyśle nie zajął jeszcze należnego mu miejsca.
7. Różne
Ofiary
nictwie

Ryc.
Kurpiow.;ki

naszyjnik

13.

bursztynowy

z medaliol

cm.

miały najwi~ksze koła około I m., podtrzymywały zaś je specjalnie
zrobione metalowe obręcze. Niedługo jednak kościół si~ szczycił
tak oryginalną ozdobą. \V roku I9I5, w czasie działali wojennych,
kościół był cz~ściowo rozbity, wreszcie spłonął z całym urządzeniem,
przyczym pastwą płomieni padły i cenne żyrandole. Wskutek tego
we wspomnianej parafii znikły u kobiet prawie wszystkie korale
bursztynowe.

zastosowanic

bursztynu

z bursztynu.
- Bursztyn
zamiast
pieniądza. - Bursztyn
w leczkurpiowskim.
- Dziewczęta
i bursztyny. -- «BursztynI} w jedzeniu. - Przysłowia
związane
z bursztynem.

Znajdujący się na ziemi Kurpiów w większych nieraz ilościach bursztyn, z którym, jako z miejscowym złotem, zżyły si&lt;,:
całe pokolenia, oddzialywał także na wyobraźnię tutejszego ludu.
Kie tylko właściwości zewnętrzne bursztynu, jego piękno i zapach
przy paleniu, ale również i pochodzenie tegoż zajmowały umysły
mIeJscowe.
Bursztyn jest to «zizica» od potopu świata, objaśnial mnie
jeden ze starszych miejscowych bursztyniarzy 99.
Przed końcem świata wszystek bursztyn z ZIemI, bagien
i rzek wypłynie na wierzch - tłumaczył mi dalej tenże Kurpik.
Inni wierzą święcie, że w wielkich kawałach znalezionego
bursztynu w «chrzodku» znajdują się prawdziwe djamenty 100.
\"Vtc «diamenty» wierzy! niejeden i dlatego rozbijał niejedną
drogocenną bryłę po znalezieniu.
Dawniej bardzo były poszukiwane bursztyny, w których
by! paciorek z zamkniętą w środku muszką, komarem, rośliną itp.
Takie paciorki spełnialy rol~ talizmanu, a kurpianki umiały je
wybierać, patrząc pod światło 101.
98 Aresztowany
przez hitlcrowcó\l"
l\" r. 1939
ksiądz ten WVWICziony do Niemiec zginął gdzieś \1" obozie.
99 \Viadomości
od starego Stachclka
ze I\"si Łączki 1928 r.
\00 \Viadomości
od starego Stachelka
i R. Świdra z Pełtów '930 L
101 l'vlożna
takie paciorki zobaczyć w ~luzeum
w Łomży.

�396

397

Bursztyn w bryłach i kawałkach zastępował dawniej ludności
tutejszej pieniądz, bo ślady tegoż pozostały do ostatnich czasów.
Znoszenie do kościołów bursztynu na ofiarę było powszechne.
Przed wojną światową, podczas wielkich misji w Łomży delegacja
Kurpiów z Lipnik zaniosła O. O. misjonarzom
w ofierze około
3 garncy bursztynu 102.
Składanie w kościołach na ofiarę surowca bursztynowego
było wygodne dla obu stron: a) ludność miała pod ręką sporo
uzbieranego bez większego trudu bursztynu, który w dowolnych
bryłkach rzucała w kościołach «na tacę», gdyż o pieniądz gotówkowy było jej trudniej, nie zawsze dbała o jego posiadanie, a bursztyn uważała za swoje jakby «złoto», b) duchowieństwo dawne też
zalecało składanie na ofiarę kościelną bursztynu, gdyż opłacało
się to lepiej od składanych groszy; bursztyn poza kadzidłem sprzedawano «na garnce» lub z czasem na wagę po większych miastach,
co dla potrzeb kościoła było intratniejsze.
W wioskach Lipniki (pow. kolneński), Dąbrówka i Kadzidło
(pow. ostrołęcki) jeszcze w latach 1910-20 były w skarbcach kościelnych skrzynie, w których obok świec, wosku itp., były również
znaczne niercz ilości składanego na ofiarę bursztynu pod opieką
bractewnych. Dziś tego się nie spotyka.
We wsi Dąbrówce (Ostrołęka) do ostatnich lat przy zbieraniu
ofiar na światło itp. po kościele przez księdza, ludność zamiast
pieniędzy kładła na tacę bryłki bursztynu. Podobnie było i w wielu
innych kościołach 103.
Przed kilku dziesiątkami lat, kiedy trudno było o pieniądze,
ludność tutejsza nabywała sól, igły, łyżki itp. rzeczy codziennego
użytku, płacąc za towar bursztynem, który handlarze chętnie
brali 104.
Bursztynem
(brylkami) płacono w chwilach kryzysu gospodarczego (w czasie np. wojen lub zaraz po wojnie), gdy inny
\ViadonlOśc od
"Viadomość od
10~ \Viadomość
od
(1919), Kiernccka
102

103

lewa

KO:lOna i Kierzkowskiego
z Lipnik 1929 r.
ks. Sokołowskiego z Dąbrówki.
starego Kozona z Lipnik (1929),
Perzowa z Dyz Plewk (1924)' i in.

pieniądz tracił wartość nabywczą. Tak było już parokrotnie za
mojej pamięci, choć nie na całym obszarze.
Niejednokrotnie też wchodzono do sklepu po zapałki z kawałkiem bursztynu, dzieci chodziły z kawałkiem bursztynu do
sklepów po cukierki 105.
Dzieci małe dlatego korzystały z waluty bursztynowej, ponievv'aż same jeszcze nie zarobkowały, nie miały innego pieniądza,
a bursztyn potrafiły sobie uzbierać gdzieś nad rzeczką czy strugą.
Nabywały za to cukierki i różne łakocie, a nawet zapałki i papierosy.
Gdy nie było obrotów handlowych z braku np. zboża czy
in';•..entarza do sprzedaży, gdy okupant
narzucał nadmierne
ciężary w naturze, gdy kupiec nie chciał wyzbywać się towaru
np. za marną i niepewną czy obcą walutę - kopano wtedy bursztyn na swoich gruntach, co bylo za mojej pamięci.
Gdy ceny towarów pierwszej potrzeby «skakały» z dnia na
dzień, a nabyty ciężko pieniądz nie wystarczał na kupno zapałek
mydła, nafty itp., ujawniano wtedy «własną» walutę z kopanego
tu i ówdzie bursztynu.
W czasie pewnego rodzaju anarchii po odejściu rządów narzuconych, obcych, ~jawniał się tu «pieniądz» miejscowy. W cza'Sie kryzysu wojennego po I Wojnie byli nad Narwią działacze,
:którzy na okres przejściowy chcieli tu wogóle zaprowadzić «walutę» z kopanego bursztynu, «aż będzie porządek z pieniądzem»
w Warszawie. Na taki jednak pieniądz okazało się bursztynu zbyt
mało. Radzono więc sobie podobnie tylko w sporadycznych
·wypadkach.
Będąc samowystarczalną na wsi ludność puszczańska prowadziła handel zamienny bardzo chętnie za bursztyn, m. in.
'też sprzedawali jej w Prusach objazdowi handlarze artykuły nie:zbędne, jak sól, proch strzelniczy, igły itp.
Płacenie bursztynem surowym czy obrabianym, dawanie go
w posag córce było pewnego rodzaju «honorem» - ambicją
puszczaka, który na swoich gruntach kopał cenny dawniej minerał.
Matka wychodzącej zamąż córce chętnie dawała obok innego
105

Wiadomości

od Kopytka

z Czerwonego

i R. Świdra

z Pełt6w.

�399
inwentarza i tkanin, również i wyroby bursztynowe (tylko mIeJScowe, nigdy «kupce» (kupcze, kupione, gdzieś dalej nabyte),
a jeżeli córka tego nie mia ła, to przy oczepinach śpiewano jej
znaną tu powszechnie piosenkę: «A dajcież jej na burśtyny» itd.
W okresie większej gorączki bursztynowej, kiedy ludność
w niektórych wioskach zarzucała nawet na pewien okres zapoczątkowane gospodarstwo rolne (z końcem 18 do połowy 19 w.),
grunta nabywane czy darowane dzieciom liczono na &lt;~ałowe»
i «burśtynowe», a łąki przytym tak skopano (w poszukiwaniu
bursztynu), że niektóre i po 50 latach nie zdatne były do użytku
gospodarskiego.
W dalszą podróż np. do miast dawniej Kurpik brał do torby
bursztyn, bo wiedział, co za niego może dostać, a na lichym
nieraz pieniądzu, na którym się nie zawsze znał, oszukiwano go.
Płacił nim tylko w urzędach.
Gdy bursztyny toczone przestawaly być modne (pod koniec
19-9o i na początku 20 stulecia), płacono za różne rzeczy nie
tylko surowcem bursztynowym,
ale i większymi paciorkami od
korali (co robiły szczególnie kobiety). Agitacja w tym kierunku
szła z sąsiednich Prus, gdzie fabryki niemieckie zaczęły wyrabiać
masowo tanie «korale» błyskotliwe ze szkła (przeważnie). Oddawano za nie przez dziesiątki lat prawdziwe bursztyny w większej
ilości.
Złe warunki życiowe i niższy stopień oświa ty nie zawsze
wpływały na walutowanie bursztynu. Były to raczej odruchy jakiejś pozostałości uświęconych z dawien dawna tradycji, stosowane nawet w lata, pod względem gospodarczym, zdawałoby się
normalne. Ludność lubiła się tu i ówdzie pochwalić, że nie dba
o «papsierowy»,
niekiedy lichy pieniądz. W lata «kryzysowe»
(po 1930) niektórzy przedstawiciele
władz skarbowych chcieli
to nawet wykorzystać oficjalnie przy miejscowych opłatach, podatkach, dzierżawach itp., ale wyczerpane już dawniej złoża
bursztynowe okazały się za mało dochodowe. W sprawach tych
zwracano się o rady i do autora niniejszego.
W miejscu, gdzie bursztyn się wyczerpał, o włacicielach
gruntów dawnit'j bursztynodajnych
mówiono, że oni 'w «kic-

dajse» t. j. dawnymi laty «siedzieli na burśtynie», znaczy jakby
na gotówce.
Nie wszyscy Kurpie wyzbywali się odrazu wykopanego
czy też znalezionego w wodzie czy hłocie bursztynu, szczególnie
w większych bryłach, wartościowszych. Chowali je u siebie przez
całe lata, «na czarną godzinę», «na pilną potrzebę», czy też
na korale «dla córki na wesele» jak ta urośnie. Byl to jakby kapitał
zapasowy, gotówka w kasie itp., na której leżeniu nigdy się nie traci,
bo bursztynu zawsze jest na świecie za mało.
Bursztyn od ostatnich kilkudziesięciu lat kończył się i prawie
jakby się wykończył. O «walucie bursztynowej» pozostają tylko
wspomnienia. O nowych złożach nie słychać.
N a kadzidlo kościelne bursztyn na Kurpiach używany byl
powszechnie obok jałowca (jagód). Mocny ten jednak i odurzający dym szkodzić miał kobietom będącym w stanie odmiennym;
kobiety takie, odurzone kadzidłem, nieraz z kościołów wyprowadzano lC6.
Nie mniej dym ten miał zastosowanie (jak i sam bursztyn)
w miejscowej medycynie. Od ściskania wewnątrz dobrze miało
pomagać wąchanie dymu z bursztynu, palonego na łyżce na węgielkach 107. Wąchanie i wciąganie w siebie tegoż dymu, palonego
na węgielkach,
miało w ogóle pomagać od różnych
boleści
w «chrzodku» 108. Dym z tegoż bursztynu miał pomagać kobietom
na bóle maciczne przy porodach. Według twierdzeń wiejskich
znachorów dym taki pomagał nawet więcej «niż palenie i wąchanie
dymu z włosów swoich z glowy» 109. Okadzanie chorego przy
urokach takimże dymem bursztynowym
z domieszką niektórych
ziół świętojańskich również miało pewne znaczenie 110.
Wiadomości
od starych Kurpianek ; wyprowadzanie
kobiet WIsam w kiłku kościołach.
107 Wiadomości
od M. Sobiechowej
z Kadzidła
(OstroI.)
1928.
108 Wiadomości
od Marianny
Sadowskiej łat S8 ze wsi Zbójna (pow.
Kolno) 1932.
109 Wiadomości
od Pupkowcj
ze wsi Baliki (r (30) i Chorążyny
7. :\"asiadek
1932.
llO \Viadomości
jak wyżej: podobnie
leczą si~ w są,iednich
Prusach.
~Iazurzy.
106

działem

�400
Gałki bursztynowe, przewazme z bursztynu białego lub
kapuściaku, z ot\\o'em prżez środek, zawieszano na sznurku
małym dzieciom na szyi. Dziecko bawiło się taką zabawką i gryzło
w ustach, nie szkodząc sobie, gdyż bursztyn jest nierozpuszczałny.
Według twierdzeń miejscowych bursztyn ten spełnia znaczniejszą
rolę - chronił dzieci od napadu konwulsji 111
Noszenie bursztynów samo przez się uważane było za zdrowe
na oczy i głowę. Dlatego nosi bursztyny wiele starszych kobi.et,
a w rzadkim wypadku i mężczyzn 112. Szczególnie dobrze ma
robić na uporczywy ból głowy. Kurpianka ze Zbójny, niejaka
Poredzina, wyjechała do Ameryki, gdzie zapadła na ciężki i stały
ból głowy. Ponieważ nic jej nie pomagało, a lekarze byli bezradni,
usłuchała starszych rodaków, żeby nosiła na szyi korale z bursztynu,
to ból jej przejdzie. Kobieta wtedy posłała do Zbójny pieniędzy,
prosząc a korale. Ponieważ we wsi i okolicy najbliższej trudno było
je nabyć, więc kupiono sznur aż w Przasnyskim i wysłano do
Ameryki. Tam babka nosiła je przez 5 lat, podobno głowa przestała
ją boleć i przez cały czas noszenia na głowę nie chorowała. Po
przyjeździe do Polski żyła jeszcze parę lat, a po śmierci jej bursztyny zostały w rodzinie 113.
Kto ma na oczach chorobę «kas», radzą zasypywać oko
proszkiem z bursztynu 114.
Zapalenie oczu leczą też bursztynem. Do tego służy specjalnie obrobiony na gładko, cieńszy w jednym końcu (jak języczek)
kawałek białego lub żyłkowatego bursztynu. Przy zabiegu leczniczym bursztyn pocierali o sukno, aż się rozgrzał, po czym okrążali oko pod powieką. Leczyli tym zapalenie kas, krosty, jak również
zaprószenie oka. Bursztyny takie bywały po chałupach. W Wielbarku za Myszyńcem (już w Prusach Wschodnich) żyły dwie
111 Niemowlęta
z bursztynem wielkim na szyi widziałem sam niejednokrotnie.
112 \Viadomości
od M. Sobieehowej z Kadzidła, Kopytka z Czerwonego, Namajkowej z Nasiadek (1930), Poredy WI. ze Zbójna (1936).
113 Wiadomości
od dzieci Poredziny (WI. Poredy i in.) ze Zbójna
1936 r.
114 Wiadom.
od Stachclka z Łączki 1 m.

401
siostry, które słynęły wokoło z takiego leczenia oczu. Nawet
Kurpie z pod Myszyńca wędrowali do nich z chorymi oczami 115.
Kto nie umiał leczyć, ten zamiast pomóc mógł jedynie zaszkodzić.
Raz «doktorka» za mocno potarła bursztyn a sukno, bursztyn był
za gorący i przy zabiegach chore oko wypalił, a chory potem zaniewidział 116. Prawdopodobnie wypadków takich bywało więcej.
Dziewuchy na wydaniu otrzymywały zwykle bursztyny
(nieraz po parę sznurów) od swych matek. Branie bursztynów
od kawalerów narzeczonych nie było przyjęte 117.
Kośnicy czy żniwiarze, gdy w polu dostaną obiad np. kaszę,
szukają w niej «bursztynu» czyli skwarek ze słoniny. Kasza czy
kartofle z «bursztynem» znaczy, że jest okraszona dobrze.
słoniną 118.
Z przysłów parę się spotkało:
.
.«Śnieje się jek dzieciak do burśtynu» - «Dobry i burśtyn
Jek mma złota» - «Ocy jek burśtyn» (błyszczące ładne). «Chciałby
zień.z burśtynem» (przy kupnie pola, z przekąsem). «Burśtynjek
rybzIe oko» (ładny). «Burśtynu nie ugryzies» (w głodzie).
Jak ktoś na Kurpiach umrze, szczególnie z pośród bursztyniarzy, mówią a nim, że poszedł na tamten świat «burśtyn
kopać».
8. Różne

wiadomości

a bursztynie
kurpiowskim

i bursztyniarstwie

Wiadomości z wiosek od dawnych bursztyniarzy
i starych Kurpiów.O kopaniu i kopaczach, próbach i &lt;'osmanach)}, wyrobach, narzędziach itp.
z różnych miejscowości kurpiowskich.

Wieś Dylewo (powiat ostrołęcki). W ograniczeniu wsI,
na łąkach nad rzeczką Piasecznicą, w mIeJscu zwanym «na
grzędzie» kopano dawniej bursztyn, a najwięcej około r. 1860115 \Viadomości
z Myszyńca od Sioka i od Mazura P. z Wielbarku
(1910-20).
116 Pow. z Kadzidła
od M. Sobiechowej (I 909).
117 Wiadomość
od M. Sobiechowej z Kadzidła (I g28 r.).
118 Znane
powszechnie na Kurpiach.

Lud, T. XXXIX

26

�'1-03

r870. Przy tym kopaniu cale ląki zryto, a wielkie doły po bursztynie do niedawna pokazywano 119.
Wieś Brzozówka
(pow. ostrołęcki). Żył tu dawniej bursztyniarz, co obrabiał dostarczony mu bursztyn. Inni z tej samej
wsi bu~sztyniarze tylko kopali bursztyn, ale już nie obrabiali.
Wykopywali nieraz duże kawały 12J.
We wsi Dudy Puszczańskie
żyli dawniej bursztyniarze,
co kopali bursztyn na paśnikach 12[.
Wieś Łyse (pow. ostrołęcki). Jeszcze przed 40 i 50 laty ludzie
ze wsi trudnili się bursztyniarstwem. Bursztyn kopali całą jesień.
W przyjaznych wyrunkach jeden człowiek mógł dziennie ukopać
garniec bursztynu, a nieraz to i przez parę dni nic. Najdroższy
bursztyn był do handlu biały, czerwony był tańszy, ale go
Kurpianki wolały 122•
Wieś Kuzie
(pow. ostrołęcki). Bursztyn w okolicy był, ale
stałego bursztyniarża we wsi nie było. Chodził po wsi bursztyniarz
wędrowny, z tutejszych stron, zbierał po ludziach bursztyn i toczył «korale».
Bursztyny wytarte albo stare' dawano stąd do
«swej parasiji» -do Nowogrodu 123, gdzie był majster, co je umiał
czyścić i szlifować (około r. r886). Sąsiednia wieś Złota Góra
nazwę swą miała otrzymać od kopanego tam «burśtynowego złota».
We wsi Surowe (pow. ostrołęcki) ostatnim z dawnych zdolnych bursztyniarzy był niejaki Chmiel. Zmarł on w r. 1923 124.
W okolicy wsi Czarnia
(Ostrołęka) wszędzie znajdowano
po łąkach, paśnikach i w borach bursztyn, teraz rzadziej 125.
W okolicy Kadzidła
(Ostrołęka) odnaleźli raz kopacze miejsce, gdzie, według orzeczeń znawców, powinien być bursztyn. Postanowiono kopać .. Umówiono się przy tym, że kopać będą razem
Wiadomość
Wiadomość
siadki Ig31.
121 Wiadomość
122 Wiadomość
123 Wiadomość
124 \Viadomość
125 Wiadomość
119

120

od Jaworskich,
od Chorążyny,
od
od
od
ze
ze

Ig30.
go-letniej

staruszki

ze

wsi

miejscowego leśniczego F. Orbika.
Józefa Nicewicza z Łysych, lat 77, Ig2g.
starej Teofilowej Pijanowskicj, Ig2g r.
wsi Czarni od Petrulewicza
'924 r.
wsi Czarni z urzędu gminnego.

Na-

«osmaną», a zarobek też będzie dzielony do spółki, bez względu
na to, ile kto bursztynu wykopie. Tak wykopano duży dół, a znaleziono tylko bursztyn w drobnych kawałkach. Tymczasem błoto
było coraz większe i wyrzucać było go tr~dniej. Wr.eszcie. «Z~skrzypiało» coś pod łopatą i wszyscy poznah, że pod mą znajduje
się duża bryła bursztynu. Kopano więc dalej, ale błoto było coraz
większe. Wreszcie czterech kopaczy przestało kopać, kopał tylko
piąty, stójąc po pas w wodzie i błoc~e. Ale w~rótce obsu~ęła si~
ziemia i zasypała go po szyję. Pozostah odkopah go z błota 1 kopalI
dalej sami. Ale ziemia tak się obsuwała, że musiano zaprzestać
roboty. Dużo bursztynu zostało w ziemi. Przy kopaniu tym za. 126 .
rabiano wtedy po 4 r.b d·ZIenme
Bursztyn kadzidleński szedł na sprzedaż, kupowali go handlarze i różni bursztyniarze. Bursztyn drobny sprzedawano na garnce,
oddawano go też do kościołów na kadzidło. Z większych kawałków
robiono korale dla Kurpianek ; robili miejscowi Kurpie - bursztyniarze. Od bursztynu na kadzidło powstała nazwa wsi.
We wsi Zales;e
(Ostrołęka) był bursztyniarz (około r87°r8go) 127, toczył on i czyścił bursztyn. Dziś we wsi nie ma takiego
majstra.
Ostrołęka.
W mieście wyrabiano korale i różną galanterię z miejscowego bursztynu, kopanego w okolicznych wioskach.
Było tu przed wojną dwóch bursztyniarzy,
z których jeden Żyd
Borenstein był artystą w wyrobie galanterii, posiadał dyplomy
i odznaczenia, wyjechał do Warszawy 128.
Wieś Wolkowe (Ostrołęka) pod Myszyńcem. Jeden z miejscowych bursztyniarzy, stary «majster» mawiał zwykle: &lt;&lt;lekgaść
..
.'? 129 .
ZIem
weznę d o rę k'1, to poznam: burs'tyn, cy me.»
126 Około
20 zł. (do r. 1939); wiadomość od Mateusza Sobiecha
z Kadzidła,
Igog r.
121 Wiadomość
od gospodarzy miejscowych.
128 Wiadomość
od F. Malinowskiego z Ostrołęki, lat 85, Ig33 r.
Borenstein mial sklep bursztyniarski
w "Varszawie przy ul. Bielańskiej,
wyroby sprzedawał przeważnie z nad Bałtyku.
129 Wiadomość
od F. Malinowskiego, który tego bursztyniarza
fotografował.

�W kurpiowskiej części pow. ostrołęckiego
około r. 19 I a
przemijała już wśród Kurpianek moda «bursztynowa». Bursztyny
noszono masami do kościołów, gdzie między innymi tłuczono
je na kadzidło do trybularzy. Zamiast bursztynów, które kosztowały do 5 rubli 130, noszono świecące szklane paciorki posrebrzone, lub pozłocone, wartości kilkunastu czy kilkudziesięciu
groszy 131.
We wsi Brzozowy
Kąt (pow. Ostrołęka) był miejscowy
Kurp, który czyścił i obrabiał bursztyny. Obecnie (1910) nikt
we wsi nie trudni się tym przemysłem 132.
Białusny
Lasek (Ostrołęka). Bursztyn znajdowany bywa
przypadkowo, specjalnych kopalni nie ma, władze rządowe nie
pozwalają kopać dziur i dołów w lasach z bursztynem.
Nie ma
też takich znawców, jak dawniej, co to po ziemi umieli poznać,
czy warto w danym miejscu kopać 133.
Jeglijowiec
(Ostrołęka). Nad Karaską (bagnem) wykopali raz ludzie kawał pięknego bursztynu wielkości «pół cegły».
Za bursztyn ten handlarz dał im 46 rb., a musiał sam na tym
zarobić 1~4.
Czarnia
(za Myszyńcem, Ostrołęka);
w pobliskiej wsi
Surowce (gm. Wach, dziś gm. Czarnia) był bursztyniarz, niejaki
Jan Chmiel. Wyrabiał on z gotowego bursztynu (dostarczonego
mu) różne przedmioty:
korale, papierośnice,
krzyżyki, serca,
dewizki do zegarków; liczył lat 60 m.
.
Laski (gm. Gawrychy, pow. Ostrołęka). Bursztynu specjalnie we wsi nie kopali, było go mniej, niż w innych wsiach, znajdywali go w błocie i wodzie, na łąkach i przy strudze. Korale kobiety
kupowały od przekupniów. Do czyszczenia starych bursztynów
byli majstrowie na miejscu 136.
130
131

1909

5 rubli około 10 zł dzisiejszych (do r. 1939).
Wiadomość od F. Malinowskiego i od bursztyniarza

L
132
133
134
135
136

Wiadomość
Od starego
Wiadomość
\'\Iiadomość
Wiadomość

od soltysa tej wsi, 19 I o L
Sioka z Białusnego Lasku 1909-16.
od M. Sobiecha z Kadzidła.
od K. Samsla z Czarni 19 I 9 L
od R. Rydla ze wsi Laski (1925 L).

Wykrot
(pod Myszyńcem).
We wsi byli bursztyniarze
miejscowi, którzy kopali dużo bursztynu. N a terenach sąsiedniej
wsi Wyżegi w kopane doły zasadzano skrzynie (jakby sztolnie?)
i kopano wtedy dość glęboko. W pobliżu rzeki Razagi
pod Wydmusami
dużo bursztynu odnajdywano w strudze. Jeden człowiek uzbierał dziennie na sznur korali.
Kopany koło Wykrotu bursztyn obrabiał w Zalasie niejaki
Mazurek, bursztyniarz.
Bursztyn kopano nie tylko w błocie, ale i w tak zwanych
«glinkach» , których
zresztą w okolicy niewiele. Najwięcej kopali
,
na przednowku, bo mieli dużo czasu. Miejsce do kopania poznawali po ziemi «ciekęć», a «puscali prób~» na długich rydlach.
We wsi Kro b i a, kiedy kopano bursztyn, dół zalała woda «żygawica» i robić nie dała - dopiero w suche lato dokończono roboty
i bursztyn wybrano l 7).
Wolkowe
(pod Myszyńcem). Przed wojną obrabiał we
wsi i toczył bursztyn niejaki Kobus - majster bursztyniarski 138.
Łyse (pow. Kolno, dziś Ostrołęka). Bursztyn kopano we
wsi około r. 1870-1885 na łąkach i borach na tzw. «grądzikach»
(wyschniętych dołach). Przy «próbach» szukano «pasików». Obrabiano we wsi na miejscu.
.
Od bursztynu był w tutejszych borach rządowych «stróż»,
który «pilnował», czy kto nie kopie bursztynu bez opłaty dzierżawnej l 9.
Pelty (za Myszyńcem nad granicą pruską). Bursztyn był
najczęciej w «ciekięciu». Ciękieć jest twardy, trudno rydlem udziobać, w ciekięciu jest bursztyn. Jeden mieszkaniec wsi tak mi dal~j
opowiadał: - Ociec mój byli burśtyniarzem
antyprynerem
(tj.
jakby starszym znawcą, sztygarem), brał zwykle dwóch ludzi z rydlami, obejrzeli razem grant, potem dobzierali do osmany lO-za
chłopów z rydlami - i dalej chłopcy kopać! Kopali aż dym sedł

w Ostrołęce
137 \Viadomość
od Jórczaka z Wykrotu, lat 74, 1934. Jórczak
sam brał udział w kopaniu.
138 \Viadomość
od sołtysa Sioka z ''\Iolkowych.
139 \Viadomość
od ::'\icewicza z Łysych.

kiedyś

�z kosiul. Burśtynu zawdy naleźli duzo kawałów. A w duzych
kawałach burśtynu to są diamenty - zakończył 14 '.
Tadzia
(Ostrołęka). Wdowa z tej wsi, niejaka Brzozowa,
miała całego Chrystusa na krzyżu, rzeźbionego z jednego kawałka
większego bursztynu.
Przy regulacjach rzek: Szkwy,
Razagi
i Piasecznicy
w lata 1935 -I937 wykopano dużo bursztynu. Niektórzy uzbierali
tak dużo, że sprzedawali całe kosze po cenie 20-25 zł za kosz
surowca 141.
Nowogrodzie
(Ł'"Jmża). Bursztyn znajdują pastuchy na
piaskach i wydmach nadrzecznych. Jest dość kruchy - odnoszą
go do kościoła na kadzidło.
U podnóża muzeum 142, w żwirze
znajdują się okruchy bursztynu. Nad rzeką Narwią i Pisą, w wodzie
wśród kamyków (w miejscach gdzie je woda nanosi) znajdują się
nieraz spore bryll' bursztynu w dobrym gatunku 143. Około
r. 1870-1880 byli w Nowogrodzie bursztyniarze
do toczenia
i czyszczenia korali. W miejscu zwanym «Zakrze» kopano w polu
dawniej bursztyn.
Pod wsią Gawrychy
(Ostrołęka). Na łąkach w olszynie,
pod tą wsią pastuchy znaleźli jakiś pień, który włożyli w ognisko.
~(Pień» palił się ki.epsko, ale tlił się i wydzielał dużo pachnącego
dymu. Pień tlił się prawie pół dnia, kiedy zobaczyli to starsi
i wyciągnęli go z ognia. Poznali wtedy, że to bursztyn. Chłopcy
dostali pasem za szkodę, ale to już nie pomogło - z bursztynu
pozostały tylko nicdopalone resztki 144.
Czantoria
(pow. Łomża, z lewej strony Narwi). Swego
czasu znaleziono tu w błocie bryłę, wielkości «cielęcego łba».
Ponieważ bryła była lekka, rzucano nią jak piłką do siebie. Jeden
HO Wiadomość
i opowiadanie
od R. Swidra (Świderskiego) rodem
z Pelt, opowiadał mi w Nowogrodzie.
141 'Wiadomość
w czasie przejazdów do tych miejscowości;
informowali mnie d0zorcy robót i sami robotnicy (1936-37)
z wiosek:
brówka, l\'h'szyniec, Ka.dzidlo, Gąski, Tatary itp.
1'2 l\1uzeum
to zniszczone w czasie drugiej wojny.
U3 Autor
znalazł kawałek wielkości dłoni z odciskiem kory.
Hol \\'iadomość
od starego Pastorczyka z Gawrych.

z obecnych mający buty z podkówkami, uderzył w bryłę obcasem
i odłup~wS~y kawałek, zauważył, że to nie «l~tki» kami:ń., ale
bursztyn. Zmaniwszy towarzyszy swych do WSI, sam. wroClł na
poprzednie miejsce, z~brał ~ryłę i z~nió.sł do Ostro~ękl,. do bursztyniarza. Ponieważ me umIał sztukI tej oszacow~c, WIęC ofiarowano mu za nią roo rubli, co było na te czasy wielką sumą· ~le
gdy chłopu dano dużo, to pomyślał sobie, że to warto a wiele
więcej i zażądał 200 rb. Zgodzono się i na tę sumę, ale wte~y. ch~op
zażądał 300 rb. Dawano mu i to, gdyż bursztyn był rzadkIej wIe.lkości i gatunku. Tak doszło do 500 rb. - tyle chłop wreSZCle
zażądał. Zniecierpliwilo to kupców a widząc, że z upartym chłope nic nie zrobią, mówią mu:
_ My ci damy i te 500 rb. ale weź ten kawał i potłucz na
kawałki.
Niedoświadczony chłop zgodził się: - Potłuke - powiada i rozbil go młotkiem na drobnicę.
. ,
_ A teraz dostaniesz za to od nas 5 rb., albo zames wszystko
do kościoła na kadzidla - mówią mu.
Chłop mało nie oszalał z rozpaczy po takiej stracie 145.
W gm. Czerwone
(pow. Kolna) kopano dawniej bursztyn
szczególnie w pobliżu rzeki Pisy. W r. I 90~ na paśnikach wyko~ał
jeden człowiek kawał bursztynu, za ktory dostał od kupcow
wówczas 24 rb.
..'
.
W gminie tej po wsiach prawie każda kobIeta mIała d~,:meJ
na szyi bursztyny. Majstra - bursztyniarza nie było na mIeJSCU,
.
chodził z Myszyńca po WSIach,
sprze dł"
awa I czyscI'ł b.u:sz t yny 146 .
We wsi Lipniki
(Ostrołęka)
kopano dawmeJ bursztyn
w miejscu zwanym «Biały G ront» 147.
• ..
We wsi był niedawno taki, co czyścił bursztyny. PrzYJezdzał
a potem był we wsi stale kupiec, co skupywał surowy bursztyn
w bryłach i wywoził go gdzieś dalej.

Dą145

Z opowiadań

z tej wsi '921.
H6 '\'iadomość
U7 \\'iadomość

rybaków

z pod Czartorii

od starego Kopytka
od Kierznowskiego,

i innych

.
ze WSI Czerwone,
1929.

osób starszych
1933·

�Bursztyn w Lipnikach był w odmianach biały, żyłkowaty,
czerwon y przeźroczysty.
Kopano bursztyn w miejscach «na Przystępie» i «na Zabagniu», również «pod Ladą». Przy kopaniu studzien we WSI
również wykopywano bursztyn. Na wygonie (zw. Przystęp) kopano duże kawały. Na torfach był pod wierzchem. W suchy rok
torf się zapalił i prawie wypalił do dna. Bursztyn w torfie d;ł się
razem, pachniało wtedy bursztynem na odległość «bez kawał
casu» 148. Bursztyn kopano całą jesień. Najpierw kopano «wądół do sąru», tam bursztyn był. Zwykle tak bywało, że «chłopy
kopali.
Bursztyniarze we wsi byli: Gadomski, który umiał odszukiwać i kopać bursztyn i Jakub Ruszczyk z tejże wsi, który obrabiał bursztyny, rzeźbil serca i medale.
We wsi Wolkowe
(pod Myszyńcem dawnymi laty było
mnóstwo bursztyniarzy.
Bursztyn chodzili kopać nieraz od razu
po 50 chłopów, cała i duża «osmana» z paru majstrami.
Bursztyn toczono we wsi na kółkach od przędzenia. «Gładzili» suknem z kredą. Do bursztyniarzy obrabiających
bursztyn
należał między innymi niejaki Józef Kulas, co się przeprowadził
potem do wsi Band ysie (OstroI.) 149.
Wieś Ł ą c z k i (nad granicą). Bursztyniarze tutejsi kopali
dawniej bursztyn po całej okolicy. Najwięcej kopali na bieli dwa
do trzy metry w głąb. Wykopują tu bursztyn i przy kopaniu
studzien. Kopano bursztyn na «rygociach». Rygacie - to miejsca
na łąkach, podeptane przez bydło, w których woda na wierzch
wychodzi. Znajdywano tam dużo bursztynu. Każda kobieta tutaj
miała dawniej dwa do trzech sznurów bursztynów. Nosiły je babki
i prababki od dawna. Innych korali nie było. Robili je najwięcej
w Wolkowych
153. W tej wsi mówiono mi, że dawniej w vVachu
żył zdolny bursztyniarz, który wyrabiał «różnicę».

W Li pnikach
\ Ostrołęka) ostatnim bursztyniarzem
był
Paweł Gadomski, który zmarł w r. 1905. Umiał on dobrze roz.,
b'UlSZ t ynow e 151.
poznawac , mIejSca
\'Ile wsi Wac h (Ostrołęka) kopano bursztyn na łączkach «za
mostkiem». Do czasu komasacji gruntów i kolonizacji gospodarstw
(okola 1880 r.) było tu na łąkach do 500 dołów do zawalenia po
bursztynie. Do kopania byli bursztyniarze na miejscu, ale w ostatnie lata tego przemysłu już go tu nie obrabiano - oddawano
bursztyn do Myszyńca i Ostrołęki, gdzie go toczono 152.
WieśZbójna
(gm.G awrychy, pow. ostrołęcki). W okolicy tej
wsi kopano dawniej bursztyn. VV 19301'. podczas kopania rowu
przy strudze wykopano bryłki bursztynu, przeważnie brudnego,
twardego. Bursztyniarzy na miejscu nie było. Oddawano bursztyn
do obróbki do Lipnik albo Nowogrodu, a nawet do Łomży 153.
Wieś Dąbrówka
(Ostrołęka). W okolicy kopano bursztyn.
Był czysty &lt;~ek śćkło» i «brudny». Na miejscu nie obrabiano,
gotowe korale przywożono z pod Lipnik i Myszyńca.
Bursztyn znajdywano tu przy strudze (rzeczce Szkwic) w wyr. wanych od wody brzegach «pod próchnem».
Bursztyn lubił
być w «próchnie». Pod Dąbrówką szukano nieraz bursztynu przy
ogniu, jak ryb. Na dnie, jak leżał, widać go było przy ogniu dobrze,
łażono też za nim po Szkwie, trzeba było tylko mieć wprawne oczy.
Wieś Dawia (pow. Ostrołęka). Wokoło wsi kopano dawniej
bursztyn na łąkach po całych dniach, sprzedawano go na miejscu
w stanie surowym. N a miejscu nie było bursztyniarza do obrabiania 154.
Wieś Łyse (Ostrołęka). Bursztyniarze kopali tu dawniej
bursztyn przez całą jesień. Do znanych miejscowych kopaczów
(1875-1895)
należeli bursztyniarze Tyc i Medyk 155.
Wieś Kuczyńskie
(Ostrołęka). Byl tu dawniej bursztyniarz,
niejaki Kielbąk, który umiał odnajdywać i kopać bursztyn. Ko151 Wiadomość

'Wiadomość
1&lt;9
\Viadomość
no Wiadomość

148

od Stanisława Kiernozka lat 67, 1930.
od starego Andrzejczyka
r. 1928 z \'\'olkowych.
od Stachelka ze wsi Łączki 1930.

od starego Kazana, ok. 100 lat (1930 r.).
od wójta VV. Podbielskiego z Wachu, 1929 r.
153 Wiadomość od starego Kopcia i Sadowskich ze Zbójny (191 o-gl).
l5ł Viiadomość
od Fr. Bednarczyka,
lat 70, 1932 ze wsi Dawii.
15, Wiadomoś,ć od Puławskich,
1929 r.

152 \Viadomość

�410
pał na Kuczyńskich i na Kadzidle. Zimą obrabiał. Zmarł w 18g8 r.
mając lat 60156.
Koło wsi Plewki
(Ostrołęka) na wygonie kopano dawniej
bursztyn, przestano kopać około 1870 r. Były tam duże kawały.
W Ig25 r. wyorano na polu kawał bursztynu wielkości dużej
pięści; znalazły go dzieci, był już nadtłuczony, zabrały go jako
«pscący kanień»i potłukły na kawałki, po czym spaliły w ogniu.
W samej wsi bursztyniarza do obróbki nie było. Chodzili
wędrowni, 'którzy czyścili stare i sprzedawali nowe korale 157.
Wieś Piasecznia
(Ostrołęka). Kopano tu dawniej bursztyn.
We wsi Tatary
nie kopano, bo bursztyniarzy we wsi nie było.
Ale bursztyn i tu jest. Przy regulacji strugi w r. Ig28 znaleziono
bryłę j ak pięść 158.
Bursztyny czasem sprzedawali handlarze, roznosząc sznury
po wsiach. Nasi bursztyniarze sprzedawali tylko u siebie. Płacono
za sznur bursztynów około 2 rb. ros. 159.
W Kadzidle
i koło Piaseczni
kopano dawniej bursztyn,
z, dostarczonego zaś materiału obrabiano bursztyn we wsi Zdunek 16) (Ostrołęka).
We wsi Dylewo
(Ostrołęka) na polu pod lasem wyorują
bryłki bursztynu. Okolica tu, jak mówią, była «bursztynowa».
Na cegielni tutejszej w glinie też znajduje się bursztyn 161.
Na gruntach
Kadzidła
(Ostrołęka) kopalnie bursztynu
miały dawniej swoje nazwy. Jedna nazywała się «Żytacha»,
a druga «Na Szwedzie». Jeszcze w Ig0g r. można tu było kopać
bursztyn 162. Dawniej kopano tu często bryły wielkości pięści
i półfuntowe,
drobny nie zawsze brano. Kopacze zarabiali
dawniej do 6 rb. dziennie.
\Viadomość od Kiernozka ze wsi Plewki, 1929 r.
\'Viadomość od Kiernozka ze wsi Plewki, 1929 r.
1&gt;6 \Viadomość
od Kaczyńskiego
z Tatarów,
'929 r.
359 Około zł 10.
vViad. od :NI. Perzona z Dylewa, 1920.
160 Wiadom.
od Marcji Sobiechowej z Kadzidła,
'928 r.
161 \Viadomość
od ]. Wyrębka z Dylewa ; bursztyn z tych stron był
w Muzeum Kurpiowskim
w Nowogrodzie.
162 Byłem
tu sam na próbnym kopaniu. Znajdywano
tylko drobne
brylKi, były to już kopalnie wyczerpane
(przyp. autora).
156
157

Wieś Serwatki
(nad Pisą. pow. łomżyński). Na podmytych brzegach rzeki i w dołach łąkowych znajdywano
bryłki
bursztynu żółtego 16l.
\'\Tieś Przystań,
pow. makowski. W lasach tutejszych kopano
dawniej dużo bursztynu w wielkich nieraz kawałach. Po kopalniach pełno do dziś dołów w lesie 164.
g. Bursztyn

w

poezji

pieśni

ludowej

literaturze

Bursztyn działał na wyobraźnię pisarzy i poetów. - Bursztyn w utworach
Deotymy,
M. Romanowskiego
i innych. - Wspominki
o bursztynie
w utworach
dawniejszych. - Bursztyn
w pieśni weselnej u Kurpiów.

Bursztyn - to «złoto Północy» - działał na wyobraźnię
pisarzy i poetów - dawnych
i nowszych.
Poświęcono mu
opowieści, podania i utwory poetyckie. Śpiewano a nim w piosenkach. W opowieściach o zakopanych skarbach, kwitnących
w paprociach
itp. nie zapomniano obok złota i o bursztynie.
N ajwięcej temu mineralowi poświęciła miejsca Deotyma w swej
powieści p. t. «Panienka z okienka». W opisie «Bursztynowego
domu» w Gdańsku autorka przedstawia nam niezmierne bogactwo bursztyniarzy gdańskich w materiale i wyrobach. Najciekawsze, jak kupiec «zaczął jedna po drugi~j otwierać swe zaczarowane szafy. Tam na głębokich policach stały rzędami bursztynowe posążki, czarki, kropielniczki, solniczki, ampułki.
Były
i przedmioty innego porządku, jak to: srebrne puchary i talerze,
kryształowe szklanice i nalewki, ale wszystko nasadzone maskaronami albo figurkami z bursztynu; były i krucyfiksy hebanowe ze
słonecznym Panem Jezusem i świątynki z kości sianiowej, gdzie
bawiły się różne żółciuchne osóbki».
Dalsze opisy wyrobów bursztynowych,
paciorków itp. są
nie mniej ciekawe, przy tym przedstawione
z zamiłowaniem
i pewnym znawstwem'. W'idać, że autorka lubiła wyroby i ró~ne
cacka bursztynowe, a przy tym obejrzała je u kupców gdańsk!ch
dokładnie.
163
161

Wiadomość od Ł. Serafina ze wsi B diki, \Viadomości
miejscowe od bursztyniarzy.

bryłki takie widziałem.

�Poeta romantyk :Mieczysław Romanowski
w swoim
«Mściwoju szalonym» 165 nie zapomniał - obok innych pięknych
rzeczy - o naszym bursztynie.
Z dalekiej wyprawy zbrojnej Mściwoj przywiózł między
innymi:
(,Ojcu sobolą szubę drogą,
I miecz i srebrnych rzeczy mnogo;
Siostrze zaś jasny sznur bursztynów,
A sobie sławę dzielnych czynów ... ').

A dalej, pisząc o ofiarach, składanych bogom, mówi:
(,Bogom się złoty b u r s z t y n pali
Aby przy synku z łaską stah,
A gdy żar buchnie wonnym,
Jakby ujrzała smutek płonnym ... ')'

Bielski

188

Flisacy, wracający po odbytym spławie z Gdańska do domów,
między innymi gościńcami przywozili swoim dziewczynom bursztynowe korale na szyję, o czym wspomina W. Pol w jednym ze
swoich utworów:
(,Mijaj flisie grody, kościoły i dworki,
Bo na bursztynowe
czekają paciorki,)

169

W pieśniach weselnych kurpiowskich często wspomina SIę
o bursztynie, jak dawniej, tak i dziś, np.:

tak opisuje w swych utworach dawne czasy:
(,Za pierwszych lat nosiły nasze panie duszki
Paciorki bursztynowe,
nie złote łańcuszki,).

&lt;,Perłami a różami i rozkosznem kwieciem,
Statki znamienitymi godno było uczcić
Liliją i fijołkiem, wonnymi maściami,
Kalcedony, bursztyny
i drogim kamieniem ...

186

Ziemie Prus Wschodnich i Pomorza nazywano dawniej
ziemią «bursztynową», jak to widzimy z poematu, pisanego ongiś
do Ignacego Krasickiego
167).
(,Gdy nasze dzielą dobra sąsiedzkie narody,
Ciebie wzięcie za czwarte rachujemy szkody.
A choć w odległej teraz bursztynowej
ziemi
Mieszkać musisz, pasterzu, z owieczkami twe mi,
Sprzyjaj tej, co cię na świat wydała, krainie,
Niechaj rodaków imię twemi dzieły słynie').

W wierszu «:Żywot Pana Jezusa» w w. XV, obok różnych
wymienianych drogocenności, nie zapomniano i o bursztynie:
165 (,Mściwoj
szalony') - Fragment
poematu
M. Romanowskiego,
Tyg. Ilustr., 1883, II, nr 27.
161Duszki, duchenki - ubiór głowy zakonny (przytacza
F. Kozłowski
w (,Dziejach .tvlazowsza,), 1858, str. 466.
167 «Gość w Heilsbergw),
wiersz pisany w r. 1784 do Ignacego Krasickiego, księcia biskupa \Varmińskiego.

(,CO tam było stołów, a wsytko lipowe,
Co było obrusów - wsytko toruniowe,
Co było półmisków - wsytko burśtynowe

...

176

A w jednej z oczepinowych pieśni, przy zbieraniu datków
przez «cepkałkę» dla panny młodej tak zachęcają weselników:
«A dajciez jej na burśtyny,
Co by niała śtyry syny,
Dajcie, dajcie, nie załujcie,
Choć rubelka, ochsiarujcie ...

,}171

W powieściach omawiających życie Kurpiów, tylko w jednej
p. t. «Na kurpiowskim szlaku» bursztyn wzięty jest przez autora
pod uwagę; oto urywek, trzeba przyznać, fachowo opracowany 172:
168 Żywot
Pana Jezusa - Baltazara
Opecia w pięciu wydaniach
w. XVI, opisał Józef Przyborowski.
Przeg!. Bib!. i Archeo!., Warszawa,
1881, 332,.
169 (,Powrót flisów') w Kłosach,
:;!g6, 187 I.
170 Śpiewana
koło Lipnik, Kadzidła, Baranowa; przytacza Kolberg
w cz. IV (,Mazowsza'), str. 20g.
171 Znana
do dziś po wsiach kurpiowskich.
Przytacza
Kolberg
w (,Mazowszw), cz. IV, 238. Zamiast ('rubelka') śpiewają dziś ('psianć
złotych,).
172 Antoni
Chleboradzki
(W. Chajewski) «Na kurpiowskim szlaku»
powieść.

�&lt;&lt;JasiekBursztyniarczyk był najlepszym osmanem
bo nawet
prowadził za. sobą 50-ci u poszukiwaczy; na poszukiwaniu się znał,
a ~rzytem mIał węch okrutny. Mówili ludzie, że po węchu dochodzIł bursztynu, bo też na twarzy miał duży nos, a łeb zawsze krótko
strzygł. Małe szare oczy latały mu chytrze. Urodził się też z zajęczą wargą i dlatego go Kusym nazywano, co go mocno złościło.
Gdy Bursztyniarczyk szedł w las za poszukiwaniem, zawsze musiał
coś przynicść i to nie byle jakiego gatunku bursztynu. A było tych
gatunków w~ele: sz u m, już to był najpodlejszy gatunek bursztynu
bo kruszył SIę bardzo i na niego niechętnie dybali bursztyniarze'
blanki er świecił się bardzo; cacko, po obrobieniu, jak szkł~
przeźroczystości nabierał, a najlepszy gatunek był kapuściak,
bo aż do białości się mienił. P ł a m y k to bursztyn czerwony.
W różnych miejscach znajdował się bursztyn i różnie też w ziemi
leż.al..Jaką formę miało drzewo, tak też się znajdował i bursztyn.
Jez~h drzewo było proste, to pas ciągnął się prosto, drzewo zgniło,
żywIca stwardniała i przerobiła się na bursztyn. Jeżeli drzewo
było krzywe, to i bursztyn szedł pasem krzywym.
Różne też były
pasy: to pas łamany, to pas nieregularny,
który miał w środku
wydęcie, to pas z wylotem,
jeżeli gałąź ku górze sterczała, to
pas przerwany,
gdy kawałka bursztynu nie było. Ten Jasiek
Bursztyniarczyk ogromnie był do swego fachu zamiłowany, tak
że i wyrwasy śpiewał jeno a bursztynie:
(,Oj zwijam się gracko,
Mam dziewkę jak cacko,
To nie byle proch
Jej ząbki - jak knoch 173
A usta jak płomyk.

A potem znowu z dziewuchą
gadał jeno o bursztynie.
- Miałem okrutną przygodę - mówi - wychodząc do
bicia próby, robię sztych łopatą i patrzę, czy pas nie pokazuje
się? Za jednym lub trzecim sztychem natrafiam
na pasik
4 do 5 kroków długi, trzy do sześciu cali gruby. Ho, ho, jest,
jest pasik z piasku, koloru sinego,
lipkowaty,
wilgotny.
la Knoch -

bursztyn

blado-żółty,

«kościany').

Kopię, musi na trzy stopy - jest brandsz tych (małe kawałki
bursztynu), a potem wiorzyska; musi być bursztyn cacko albo
knoch; kopię, aż tu ciekięć się sączy. Rozkopuję przez wondół
a ziemia się zawala, ujonem się bronienia i oparłem się plecami,
ho, ho, ho, a ciekięć mi w zanadrze naleciał, aż chłód po całym
ciele przeszedł, ale bursztynu dostałem kawał spory, jak głowa.
Dziewuchy śmiały się, że żonę bursztynem paść będzie, ale
to nic nie skutkowało, bo Jasiek a innych rzeczach gadać nie
potrafił, jeno o bursztynie. Był z niego zgrabny majster, umiał
toczyć bursztyny i zręcznie też różne wyrabiał rzeczy. Miał przy
tym gust niezły i ładnie dobierał kolorów. Gdy koralików natocz)'ł, to potem wystrugał deseczkę, powiercił w niej różne d.liurki
i po wsadzał cienkie patyczki, a na nie ponatykał koraliki różnokolorowe. Takim sposobem robił spięcia i guziki, ale jeno dla
formy, aby pod szyją wisiały, bo Kurpie i Kurpianki jeno haftek
używali. Raz nawet wysadził duży obraz Matki Boskiej, który
w Myszyńcu zawiesił w kościele. Potem bartnicy prosili, żeby
i świętego Bartłomiej a, patrona bartnego tak ubrał, a Jasiek
miał przez całą zimę nad tem robotę.
Jak obraz skończył, dziwowali się wszyscy, co gdy go zawieszono i zapalono przed nim pół kopy świec woskowych, błyszczał
się każdy koralik. Płomykowe
ogniem odbijały, knuch niby
srebro świecił, cacko kiejby słoneczne łamał promienie.
Z tego jeno obrazu rozmiłowała się w majstrze Elżbieta
Barwnikówna» ...

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6632" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6612">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6f55c4b6bee249f896f0479c7c502386.pdf</src>
        <authentication>ed3ce6721de40e16618f262626b5406e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79081">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4368</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79082">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79083">
                <text>kapliczki ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79084">
                <text>krzyże ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79085">
                <text>Kurpie - mala architektura sakralna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4064</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79087">
                <text>Krzyże i kapliczki kurpiowskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79088">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31 z.1 ; s.39-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79089">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79090">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79091">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79092">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79093">
                <text>I I . 1. K r z y ż „ o d morowego p o w i e t r z a " , D ę b ó w , g m . Szczepankowo, w o j . ł o m ż y ń s k i e . F o t . 1933 r.

Adam Chętnik
K R Z Y Ż E I KAPLICZKI KURPIOWSKIE
poprzedzających

P u b l i k u j ą c w 10 r o c z n i c ę ś m i e r c i doc. A d a m a C h ę t n i k a ten

ostatnią wojnę. O m a w i a on k r z y ż e i k a p l i c z k i , k t ó r e a u t o r r y ­

m a t e r i a ł , chcemy z ł o ż y ć h o ł d Jego p a m i ę c i i p r z y p o m n i e ć Czy­

Tekst Adama C h ę t n i k a p o w s t a ł w l a t a c h

sował i fotografował przez d ł u g i okres swej d z i a ł a l n o ś c i nauko­

telnikom

wej. Sądząc po datach, n a j w c z e ś n i e j s z e r y s u n k i p o c h o d z ą z l a t

ludowej K u r p i ó w .

1909—1910. Nie trzeba t ł u m a o z y ć j a k w a ż n y jest d z i ś t e n ma­
teriał. Pokazuje mistrzostwo i a r t y z m k o w a l i oraz cieśli i — co
również ważne — z a s k a k u j ą c o b o g a t y r e p e r t u a r f o r m przez n i c h
stosowanych. Blisko sto p i ę ć d z i e s i ą t r y s u n k ó w i z d j ę ć z niewiel­
kiego bądź co b ą d ź terenu, t o j e d y n a d z i ś c h y b a t a k p e ł n a do­
kumentacja tego

zagadnienia.

Zaskakująca

dowych twórców, bogactwo r o z w i ą z a ń t a k

jest inwenoja l u ­
prostego

postać

tego znakomitego znawoy i badacza

S ą t e k s t y , k t ó r e z biegiem l a t t r a c ą n a znaczeniu, ale s ą
i t a k i e , k t ó r y c h w a r t o ś ć r o ś n i o , s t a j ą się b o w i e m j e d y n y m do­
k u m e n t o m minionego czasu. T a k i m jest a r t y k u ł A d a m a C h ę t ­
n i k a . Podajemy go, c z y n i ą c nieznaczne t y l k o retuszo,
o g r a n i c z a j ą c ą się do p o w t ó r z e n i a ogólnie znanych

informacji.

zdawało­
Redakcja

ogólne

K a p l i c z k i b y ł y z drzewa ciosanego, z desek l u b b a l i , rza­

Obok i n n y c h części P o l s k i , n a K u r p i a c h b y ł o do niedawna
bogactwo s z t u k i ludowej w k a p l i c z k a c h i wszelkiego r o d z a j u
krzyżach wioskowych i i n n y c h oraz w ś w i ą t k a c h .
Kapliczkami

nazywano u K u r p i ó w b u d y n k i o d o ś ć

w drzewie. W y m i a r y kapliczek b y ł y t a k i e , że i k i l k o r o o s ó b m o ­
gło się w e w n ą t r z p o m i e ś c i ć l u b w ę d r o w n y ż e b r a k m ó g ł się w niej
przed b u r z ą s c h r o n i ć l u b nawet p r z e s p a ć . A b y ł y i t a k i e , że po­
mieścić się m ó g ł w e w n ą t r z j e d y n i e jeden l u b w i ę c e j
do kapliczek, a w ł a ś c i w i e

świątków.
c o ś po­

średniego m i ę d z y k a p l i c z k a m i a k r z y ż a m i . B y ł y t o j u ż nio b u dynoczki, ale r ó ż n e g o rodzaju nisze, w n ę k i , daszki na s ł u p a c h ,
otwory d ł u b a n e w p n i a c h , zawieszane ś w i ą t k i na drzewach i t p .
Wewnątrz l u b p o d daszkiem z o t w a r t y m i ś c i a n a m i s t a ł a zawsze
figura,

p r z e w a ż n i e z drzewa, ś w i ę t e g o p a t r o n a

lub Chrystusa Frasobliwego.

dziej m u r o w a n e , k r y t e s ł o m ą , deskami, d a c h ó w k ą

lub blachą.

F i g u r y albo b y ł y bez d a s z k ó w , albo m i a ł y niewielkie okapy
z desek l u b b l a c h y , albo s t a ł y w w y d r ą ż o n y c h w n ę k a c h p n i

różnej architekturze i z m n i e j l u b więcej s t a r a n n y m z d o b n i c t w e m

Figury—-podobne

opuszcza­

j ą c k r ó c i u t k ą i n f o r m a c j ę o m a l a r s t w i e , nie z w i ą z a n ą z t e m a t e m ,

by się zadania, j a k i m jest k r z y ż i jego zdobienie.

Wiadomości

kultury

miejscowego

drzewnych.
К i z у że

p r z y d r o ż n e b y ł y robione z drzewa l u b żelaza,

l u b z o b u m a t e r i a ł ó w j o d n o c z e ś n i e . N a j c z ę ś c i e j b y ł y bez o z d ó b .
N a k r z y ż s k ł a d a ł się ociosany kloc d r z e w n y z p o p r z e c z n y m i ra­
m i o n a m i u g ó r y . B u d o w a ć m ó g ł go k a ż d y , k t o m i a ł intencje
i p o s i a d a ł m a t e r i a ł . „ W z i ą ć " cudzogo kloca z r z ą d o w e g o Casu na
b u d o w ę k r z y ż a nio u w a ż a ł o się za grzoch. N a k r z y ż u

przybity

b y ł zawsze Chrystus U k r z y ż o w a n y ( „ p a s y j a " ) , najozęściej z drze­
wa wystrugany.
J a k k a p l i c z k i , t a k r ó w n i e ż f i g u r y i k r z y ż e k u r p i o w s k i e mia­
ły swoisty regionalny charakter. Szczególnie k a p l i c z k i i f i g u r y
w lasach o d z n a c z a ł y się b e z p r e t e n s j o n a l n ą o r y g i n a l n o ś c i ą . R ó w -

39

�П. 2. K r z y ż „ o d c h o l e r y " kolo w s i L a s k i , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e . Ok. 1890 r. F o t . 1936. I I . 3. K r z y ż e we wsi D a w i a , gm. Łyse,
w o j . o s t r o ł ę c k i e . L e w y — z ż e l a z n ą k o r o n ą — z 1865 г., p r a w y z 1910 r. F o t . 1929. U . 4. K a p l i c z k a drewniana, D ę b n i k i , gm. Zbójna,
w o j . ł o m ż y ń s k i e . F o t . 1937. U . 5. K r z y ż e (z p a s y j k ą i k a p l i c z k ą ) m i ę d z y w s i a m i Ś w i n i a i K r a s z ę , g m . T u r o ś l , w o j . łomżyńskie. Fot.
1909 r. U . 6. K r z y ż e we wsi Serafin, g m . Ł y s e . Po lewej dwa stare k r z y ż o s p r ó c h n i a ł e o d d o ł u , wkopane w z i e m i ę . Fot. 1935.

nież dawne k r z y ż e ż e l a z n e , k u t e przez miejscowych k o w a l i , za­

7. N a

mogiłach,

janin-katolik,

s ł u g u j ą na w i ę k s z ą u w a g ę .

gdzie pochowany b y ł z m a r ł y chrzęści

c y w i l czy ż o ł n i e r z , na cmentarzach grzebal­

n y c h , a dawniej na cmentarzach

piach w n a s t ę p u j ą c y c h
1. N a

placach

8. P r z y

we w s i , gdzie

cu m a j u i w wigilię ś w i ą t u i o c z y s t y e h l u b zarazy,

po cmentarzach k o ś c i e l n y c h , a o ł t a r z y k i b y ł y p o d krzyżami

niesz­

lub

rozstajnych
stron

wioski,

odprowadzano

do k o ś c i o ł a parafialnego i na cmentarz.
wygonach

p n i nio ciosanych — d ę b o w y c h l u b sosnowych — na cmen­
tarzach k o ś c i e l n y c h . N a k r z y ż a c h w y c i n a n o d a t ę .
10.

w i o s k o w y c h stawiano f i g u r y ś w . R o ­

Na

tak

zwanych

„m o g i ł a c h

cha, gdzie w d n i u tego p a t r o n a odprawiano m o d ł y i prze­

„mogiłach

P o 1 а к ó w " albo

p o w s t a ń c ó w " (co oznacza to samo)

stawiano k r z y ż e i f i g u r y , n i e k i e d y z d w i e m a kosami na krzyż.

p ę d z a n o b y d ł o i d o b y t e k przez ogień ( p o ś w i ę c o n y ) . D y m

W miejscach t y c h m o g ł o nie b y ć p o l e g ł y c h , ało np. była za­

b r o n i ć m i a ł d o b y t e k od zarazy i c h o r ó b .

kopana b r o ń . K r z y ż e na t a k i c h m o g i ł a c h

4. N a d

w o d ą — p r z y mostach, p r z e ł a z a c h , brodach, m i e j ­

były

niejedno

k r o t n i e obalane przez z a b o r c ó w , po c z y m ludność stawia­

scach niebezpiecznych dla ż e g l u g i i t p . B y ł y w ty-ch m i e j ­
scach i s ą jeszcze k a p l i c z k i z f i g u r a m i ś w . J a n a Nepomuco-

ł a je na n o w o .
11. N a

na, k t ó r y jest t u p a t r o n o m o d w y p a d k ó w na wodzie. D a w n i e j

kopcach

g r a n i c z n y c h

gruntów,

oddzielał

j ą c y c h dwie s ą s i e d n i e parafie l u b g m i n y — w czterech róż­

n a d rzekami s p ł a w n y m i budowano k a p l i c z k i z f i g u r ą Św.

n y c h k r a ń c a c h stawiano cztery k r z y ż e , w kopcach zaś zako

Barbary.

p y w a n o pisane cztery Ewangelie.

5. N a

miejscach

z b r o d n i , w lasach, wertepach, róż­

12.

Na

ś c i a n a c h

d a w n y c h b u d y n k ó w parafialnych (tzw.

n y c h p u s t k o w i a c h i t p . , gdzie p o p e ł n i o n o na c h r z e ś c i j a n i n i e

szpitali) oraz na ś c i a n a c h g ł ó w n e j i z b y w chałupie wieszano

zabójstwo przypadkowe lub z l o z m y s ł e m .

krzyż

6. W c z a s i e

zarazy,

n p . cholery ok. r. 1895, budowano

po wsiach i rozstajkach specjalne k r z y ż o dwuramionne.

40

c z y l i ś l u b o w a n i a c h uroczy­

j a c h " . B u d o w a n o w t e d y wielkie k r z y ż o d ę b o w e z okrągłych

gromadnie

z m a r ł y c h we wsi w s p ó ł z i o m k ó w , przed w y w i e z i e n i e m i c h
3. N a

wyrzeczyskach,

s t y c h i g r o m a d n y c h w parafiach i p r z y t a k zwanych „mis­

d r o g a c h , pod wsią, z dwóch lub
dokąd

figurami.

9. P r z y

część i t e m u p o d o b n y c h z d a r z e ń i w y p a d k ó w .
czterech

stawiano cztery d u ż e krzyże drew­

cesje B o ż e g o Ciała n a u l i c a c h ; procesje o d b y w a ł y się wtedy
schodzono

się d a w n y m i l a t y w s p ó l n i e na m o d ł y , szczególnie w m i e s i ą ­

2. N a

k o ś c i o ł a c h

niano w rogach, k i e d y zabronione b y ł y przez zaborców pro­

okolicznościach:
(„majdanach")

przy kościołach i kapli­

cach.

Gdzie i w jakich okolicznościach budowano krzyże i kapliczki
K r z y ż e , f i g u r y , k a p l i c z k i i t p . budowano i stawiano n a K u r ­

-

d r e w n i a n y (pasyje)

wysokości

ok. 1 metra. Krzyż

w c h a ł u p i e ozdobiony b y ł k w i a t a m i i wycinankami z papie­
ru.

�13. N a

chałupach

(szczytach-stropach)

pośrodku

mię­

dzy śparogami wstawiano drewniane k r z y ż e , niekiedy oz­
dobne z c h o r ą g i e w k a m i , s k ą d wiele c h a ł u p po wsiach kur­
piowskich w y g l ą d a ł o j a k kaplice. M o ż e m y t o jeszcze i dzis
oglądać (przypominamy, że a u t o r p i s a ł t o przed w o j n ą —
Red.).
\i.

Na

bramach

i furtach przy kościołach,

cmentarzach

grzebalnych, kaplicach. K r z y ż e b y w a ł y drewniane i ż e l a z n e .
15. N a

stołach

izb g o ś c i n n y c h s t a ł y (a jeszcze i do d z i ś

stoją) „ p a s y j k i " drewniane i metalowe l u b m a ł e

szafko­

we kapliczki — „ o ł t a r z y k i " z drzewa, nieraz ozdobnie w y ­
konane. Dawniej s t a ł y t u f i g u r k i ,,P. Jezusa Frasobliwego".
16. N a d r z e w a c h

starych

we wsi l u b na skraju l a s ó w

zawieszano szafkowe m a ł o k a p l i c z k i

z figurami

świętych.

Takio kapliczki m o ż n a i d z i ś czasem z o b a c z y ć n a s t a r y c h
lipach, d ę b a c h , a dawniej na sosnach b a r t n y c h . W y c i n a n o
też na korze drzewnej k r z y ż e r ó ż n e g o k s z t a ł t u .
17. N a

wielkich

g ł a z a c h

narzutowych

wykuwano

dawniej k r z y ż e l u b serca w cierniowej koronie.
18. N o s z o n o

k r z y ż e z drzewa — nieraz w i e l k o ś c i o k . 10 —

30 cm na szyi p r z y r ó ż a ń c a c h , a p u s t e l n i c y miejscowi nosili
je u pasa.
19. N a

c h o r ą g w i a c h

kościelnych,

obrazach

(feretro­

nach), na laskach j u b i l e u s z o w y c h m a ł ż e ń s k i c h (srebrne i zło­
to wesela) obsadzano na w i e r z c h u k r z y ż e drewniane, ozdob­
no.
20. W с z a s i o n i o s z с z ę ś ć i

w i e l k i c h

z d a r z e ń

w k r a j u — n p . po rozbiorach P o l s k i , p o w s t a n i a c h , w la­
tach 1904—1005 i t p . stawiano k r z y ż e p a m i ą t k o w e . K r z y ż e
z 18. wieku b y ł y jeszcze do niedawna n a K u r p i a c h .

�21.

Z

p o w o d u

ś l u b o w a n i a

pojedynczych osób, które

n a s w ó j koszt s t a w i a ł y k r z y ż e l u b f i g u r y drewniane, żelazne
l u b k a m i e n n e . N a k r z y ż a c h t a k i c h w i d n i a ł z w y k l e napis:
[ I m i ę i n a z w i s k o ] —• „ f u n d a t o r " — oraz d a t a i j a k i ś napis
lub modlitwa.
22.

Na

barciaoh

lub u l a c h

b a r t n y c h , l u b i n n y c h w pa­

siekach w y c i n a n o k r z y ż e l u b zawieszano czy t e ż wstawia­
no f i g u r y

i kapliczki

ze ś w i ą t k a m i

(patronami), k t ó r y m

w o p i e k ę oddawano p s z c z o ł y .
M a t e r i a ł , z k t ó r e g o budowano kapliczki, wyrabiano k r z y ż e i f i ­
gury ś w i ę t y c h
Najczęściej
jest

używanym

materiałem

do p o w y ż s z y c h

celów

d r z e w o — sosnowe i d ę b o w e , a czasem brzozowe. Pra­

wie wszystkie k r z y ż e p r z y d r o ż n e i k a p l i c z k i robione s ą z drzewa
sosnowego, k t ó r e t u jest zawsze p o d r ę k ą , R ó ż n e f i g u r y , świątki,
pasyje i t p . , r ż n i ę t e s ą p r z e w a ż n i e z drzewa lipowego, a nawet
olszowego, wreszcie z brzozowego l u b gruszkowego. D l a trwało­
ści s ą c z ę s t o malowane o l e j n ą

farbą.

Do t y c h ż e celów u ż y w a n e było

żelazo,

w y t a p i a n e daw­

niej w m i e j s c o w y c h t z w . h a m e r n i a c h i k u ź n i a c h z miejscowej
r u d y — l i m o n i t u , w k t ó r ą o b f i t u j ą tutejsze k w a ś n e ł ą k i . Z że­
laza kutego w y r a b i a n o w k u ź n i a c h c a ł e k r z y ż e l u b t y l k o górne
z a k o ń c z e n i a — t z w . k o r o n y — „ k o r u n y " do k r z y ż y i kapliczek
d r e w n i a n y c h . Odlewano t e ż z surowca ż e l a z n o g o f i g u r y świę­
t y c h (np. ś w . J a n a Nepomucena p o d w s i ą Jeglijowiee, w woj.
o s t r o ł ę c k i m ) , f i g u r y Chrystusa n a k r z y ż u ( „ p a s y j o " ) i t p .

I I . 7. F r a g m . f i g u r y p r z y d r o ż n e j z ok. 1860 r. we wsi W y k , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e . N a d k a p l i c z k ą z r z e ź b ą Ś w . R o d z i n y — żelazna
korona. F o t . 1928. I I . 8, 9. K r z y ż ( i fragment) ze wsi L a s k i , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e . F o t . 1968. I I . 10. K r z y ż e : drewniany i żelazny,
L a s k i , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e . F o t . 1068.

�Glina

garncarska u ż y w a n a b y ł a r ó w n i e ż do p o w y ż e j oma­

wianych wyrobów. P r ó b o w a n o z niej lepić i w y p a l a ć w piecach
garncarskich figurki ś w i ę t y c h , a t a k ż e pasyje z k o l o r o w ą p o l e w ą .
Z ceramiki takiej d o c h o w a ł y się t y l k o nieliczne ś w i ą t k i .
Kamień

p o l n y u ż y w a n y b y ł na p o d s t a w y

(„postumen­

ty") do krzyży ż e l a z n y c h , a rzadziej w y k u w a n o z niego c a ł e k r z y ­
że przydrożne. Z n a ł e m t e ż na K u r p i a c h j e d n ą f i g u r ę

Chrystusa

Frasobliwego, wykutego z k a m i e n i a . F i g u r a t a z k a p l i c z k i p r z y drożnoj w pobliżu G a w r y c h z a g i n ę ł a ok. r . 1918.
Ołów,

choć rzadko, ale b y ł u ż y w a n y przez miejscowych

majstrów do odlewu „ p a s y j e k " — p r z e w a ż n i e

do k r z y ż y cmen­

tarnych lub i n n y c h , w y s t a w i a n y c h n a z m i a n y

atmosferyczne.

Dochowały się nieliczne s z c z ą t k i , w y r u g o w a n e z r e s z t ą przez ga­
lanterię s t r a g a n i a r s k ą .
Bursztyn

u ż y w a n y b y ł d o ś ć c z ę s t o przez miejscowych

majstrów bursztyniarskich ( „ b u r s z t y n i a r z y " ) . R o b i o n o z niego,
m.in. krzyżyki i f i g u r k i , Chrystusa

na

k r z y ż u , noszone p r z y

„koralach" bursztynowych l u b r ó ż a ń c a c h .

Robota

była

dość

prymitywna, ale ciekawa ze w z g l ę d u n a s w ą t e c h n i k ę .
Beton

na k r z y ż e i f i g u r y z a c z ę t o u ż y w a ć o d k i l k u n a s t u

lat. Wyrabiają z niego n a g r o b k i i k r z y ż e p r z y d r o ż n e , nie zawsze
udane. Beton z a s t ę p u j e w t y m w y p a d k u t r u d n y do

zdobycia

na Kurpiach k a m i e ń .
С o g ł ę do b u d o w a n i a kapliczek z a c z ę t o gdzieniegdzie u ż y ­
wać od paru d z i e s i ą t k ó w l a t . S ą one nieraz t y l k o czeiwono (nie
tynkowane), niezbyt ł a d n e . N i e k i e d y p r z y budowie m u r o w a n y c h
kościołów z resztek c e g ł y murarze

„na pamiątkę"

budowali

gdzioś w pobliżu m u r o w a n ą k a p l i c z k ę do umieszczenia

w niej

pasji lub ś w i ą t k ó w (jak n p . w K a d z i d l e ) .
Pierwotne
Bezpośrednio

po

k r z y ż e i f i g u r y na K u r p i a c h
ugruntowaniu

chrześcijaństwa

na

Kur­

piach, co o d b y ł o się znacznie p ó ź n i e j , n i ż w i n n y c h c z ę ś c i a c h
Polski, l u d K u r p i o w s k i

g o d ł o swej nowej w i a r y

każdej sposobności. D o t y c h

znaczył przy

p i e r w o t n y c h k r z y ż y i kapliczek

nego n a s p o s ó b c h r z e ś c i j a ń s k i . F i g u r a t a k a jeszcze przed

,

l a t y (do r. 1935) b y ł a we w s i D ą b r o w y za M y s z y ń c e m .

należą:

a) K r z y ż e , w y s y p y w a n e b i a ł y m p i a s k i e m n a m u r a w i e , w cza­
sie dawnych o b c h o d ó w p ó l ; znaczenie miejsc, gdzie odprawia­
no modły w p o l u ; gdzie kogo z a b i t o , z a n i m postawiono i n n y k r z y ż ;

kilku

D a l s z y m c i ą g i e m p o w y ż s z e g o b y ł y k a p l i c z k i p o d daszkiem
z f i g u r a m i ś w i ę t y c h z czterech stron p n i a drzewnego,

kapliczki

z 4 niszami d l a t y l u ż ś w i ą t k ó w — drewniane czy murowane. Ta­
kie s p o t y k a m y jeszcze do d z i ś * .

gdzie z a ż e g n y w a n o j a k i e ś n i e s z c z ę ś c i e .
b) K r z y ż e , u k ł a d a n e z k a m i e n i nadrzecznych na m o g i ł a c h ;
miejscach, gdzie odnaleziono t o p i e l o ó w oraz w w i e l u w y p a d k a c h

D o tej ostatniej k a t e g o r i i z a l i c z y ł b y m dawne k r z y ż e drew­
niane 4-ro ramienne, robione t a k , b y k r z y ż b y ł r o z w a r t y na ozter y s t r o n y ś w i a t a . T a k i e k r z y ż e spotykano dawniej na kaplicz­

jak podanych p o w y ż e j .

k a c h p r z y d r o ż n y c h , proporcach
0) U k ł a d a n e z m c h u i szyszek n a m o g i ł a c h w p o b l i ż u l a s ó w ,

kościelnych, ołtarzykach

(„fe­

r e t r o n a c h " ) noszonych po procesji i t p .

na cmentarzach w o j e n n y c h i t p .
d) K r z y ż e , w y c i n a n e t o p o r e m l u b n o ż e m n a korze

drzew

Kto i j a k robił krzyże i figury świętych

sosnowych l u b i n n y c h , z w y k l e p r z y drogach l e ś n y c h , n a skrajach
puszcz, przy kopcach i miejscach

W s z y s t k i e k r z y ż e , k a p l i c z k i i f i g u r y p r z y d r o ż n e , wraz ze

znaczonych.

ś w i ą t k a m i , s ą d z i e ł e m miejscowych m a j s t r ó w i d o m o r o s ł y c h ar­
e) U k ł a d a n e z r ó w n i a n e k k w i a t ó w p o l n y c h l u b rzecznych,
w wypadkach j a k a) l u b b ) .

t y s t ó w . K r z y ż e p r z y d r o ż n e z drzewa r o b i ą z w y k l e cieśle wiejscy
t o p o r e m i p i ł ą , n i e k i e d y g ł a d z ą je heblem. K a p l i c z k i r o b i ą sto­

f) U k ł a d a n e z p a t y k ó w , p r ę t ó w ,

gałązek

krzyże tymczasowe w w y p a d k a c h , g d y zajdzie

w

lasach

jako

potrzeba.

larze, o z d a b i a j ą c je w y r z y n a n k a m i z desek, f i g u r y z a ś ś w i ę t y c h
( ś w i ą t k i ) , pasyje i t p . r z e z a j ą n o ż e m snycerze wiejscy, z w a n i daw­
niej „ b o g o r o b a m i " . T a k i d o m o r o s ł y a r t y s t a albo siedzi we wsi

g) W y c i n a n i e k r z y ż ó w ł o p a t ą l u b n o ż e m n a m u r a w i e , sto­
sowane przez p a s t u c h ó w i inne osoby n p . p r z y r o b o t a c h ziem­
nych na zaozęcie l u b z a k o ń c z e n i e

pracy.

i pracuje n a r o l i , a w w o l n y c h chwilach d ł u b i e n o ż e m ś w i ę t y c h ,
niekoniecznie d l a z a r o b k u , ale po p r o s t u z p o t r z e b y w e w n ę t r z ­
nej. B y w a ł o i t a k , że t a k i r z e ź b i a r z c h o d z i ł od w s i do wsi i stru­

h) Ś w i ą t k i w szparach p ę k n i ę t y c h drzew l u b k a p l i c z k i w rosochach m i ę d z y g a ł ę z i a m i stosowane b y ł y do o s t a t n i c h c z a s ó w .
Niekiedy o b r a z k i na blasze l u b f i g u r k i t a k z a r o s ł y w drzewach,
że j u ż nie m o ż n a b y ł o i c h w y d o s t a ć .

gał ś w i ę t y c h z dostarczonego m u drzewa, p r z e w a ż n i e lipowego,
a prawie n i g d y z sosnowego.
J e ż e l i snycerz mieszka we wsi na stale, to ś w i ą t k i jego i pa­
syje s p o t y k a m y po c h a ł u p a c h oraz wo w s z y s t k i c h kapliczkach

1) D o ś w i ą t k ó w bardzo s t a r y c h n a l e ż a ł y t a k i e , k t ó r e m i a ł y

w p a r a f i i . D a w n i snycerze — stali czy w ę d r o w n i — rzadko b r a l i

wycięte t w a r z e z cztereoh s t r o n k ł o d y drzewnej, w y s o k o ś c i pra­
wie n a t u r a l n e j . S t a ł y p o d daszkami w lasach l u b n a

skrajach

wiosek i b y ł y prawdopodobnie r e s z t k a m i Ś w i a t o w i d a , w y k o n a ­

* N p . drewniano pod w s i ą D ę b y , g m . Myszyniec, murowawane p o d w s i ą Susk i w K a d z i d l e obok kościoła

43

�K o r o n y k r z y ż y d r e w n i a n y c h : i l . 11. W y s . 45 cm, obecnie w M u z e u m w Ł o m ż y ; i l . 12. Z m o g i ł y p o w s t a ń c ó w 1831 r. Okolice Ostr(
ł ę k i , obecnie z b i o r y ks. J . D ą b r o w s k i e g o z P o r ę b y .

p i o n i ą d z e za swe w y r o b y , z w y k ł o o t r z y m y w a l i d a r y w naturze

s t a r y c h d r e w n i a n y c h k r z y ż a c h rozmieszczano c z ę s t o wyrzynano

— p r o d u k t y s p o ż y w c z e , gotowo p o ż y w i e n i e , coś z p r z y o d z i e w k u

z drzewa l u b w y c i n a n e z b l a c h y n a r z ę d z i a m ę k i P a ń s k i e j : mło­

i t p . Za p i e n i ą d z e d r u g i się o b r a ż a ł , t ł u m a c z ą c , że „ t y l k o Judasz

t e k , g w o ź d z i e , o b c ę g i , g ą b k a n a k i j u , d r a b i n k a , bat do biczowa­

P. Jezusa za s r o b r n i k i s p r z e d a ł " . P o n i e w a ż k a ż d y ze snycerzy

nia, w o r e k Judasza i t d .

m i a ł niejako s w ó j w ł a ś c i w y s t y l i s p o s ó b w ł a d a n i a n a r z ę d z i a m i ,

Sama „ P a s y j a " , r z e ź b i o n a z drzewa l u b odlana z metalu,

t o t e ż w r ó ż n y c h wioskach i parafiach s p o t y k a m y w y r o b y r ó ż ­

m i a ł a n a d s o b ą daszek z desek l u b b l a c h y , a niekiedy górne za­

n i ą c e się co do c h a r a k t e r u , w y r a z u t w a r z y i t p . P r ó c z t o p o r k a ,

k o ń c z e n i e k r z y ż a m i a ł o w y g l ą d k a p l i c z k i z o k r ą g ł y m daszkiem.

lichoj p i ł k i i ostrego, k r ó t k i e g o n o ż a , ci „ b o g o r o b o w i o "
n a r z ę d z i prawie nie u ż y w a l i , a n a r z ę d z i o m

imrych

ulepszonym,

jeśli

i m d o s t a r c z y ć , n i e z b y t są r a d z i .

Zamiast f i g u r y

Chrystusa U k r z y ż o w a n e g o p o d

daszkiem bjdy

f i g u r y : Św. R o d z i n y , Chrystusa i z b o k u — d w ó c h aniołów, Chrys­
tusa w grobie i t p . N i e k i e d y c a ł a k a p l i c z k a na s ł u p i e b y ł a ozdob­

N a ogół b y l i t o ludzie uczciwi i p o b o ż n i , u c z y n n i dla i n n y c h ,
z g ł ę b s z ą , c h o ć p r o s t ą k u l t u r ą — i s z t u k ę s w ą t r a k t o w a l i z za­
miłowaniem i powołaniem, spełniając p e w n ą misję

chrześcijań­

nie r z e ź b i o n a i w y r z y n a n a , z p ł a s k o r z e ź b ą
Największą

ozdobą krzyża

wewnątrz.

drewnianego czy

jej g ó r n e z a k o ń c z e n i e , k o r o n a ,

kapliczki

było

w y k o n a n a ozdobnie z żela­

za i blachy. K o r o n a b y ł to k r z y ż w y k u t y i w y g i ę t y fantazyjnie

ską wśród ludu.
zamówi­

ze sztab ż e l a z n y c h . Ł a d n o i oryginalne w y k o ń c z e n i e tegoż było

łem p a r ę figurek, ale t y l k o część ich w y k o n a ł , po c z y m z ł o ż o n y

niejako h o n o r e m k a ż d e g o k o w a l a we w s i . T o t e ż w pracach tych

c h o r o b ą z m a r ł . O ś m i e r c i jego nie w i e d z i a ł e m , a w p a r ę t y g o d n i

w i d z i m y w i e l k ą r o z m a i t o ś ć co do r y s u n k u i wy-kończenia. Jeże­

U jednego — j u ż w p o d e s z ł y m w i e k u — snycerza

p o t o m o t r z y m a ł o m j e d n o c z e ś n i e f i g u r k i w y k o ń c z o n e i pozaczy-

l i we w s i jest k i l k a k r z y ż y i f i g u r d r e w n i a n y c h , to na każdym

nane z k a r t k ą , w k t ó r e j c h o r y p r z e d ś m i e r c i ą p r z e p r a s z a ł m n i e ,

z o b a c z y m y inaczej w y k u t ą k o r o n ę . To samo dotyczy w ogóle

że figurek nie d o k o ń c z y , bo pewnie umrze lada d z i e ń .
Z a z n a c z y ć w a r t o , że „ b o g o r o b o w i e " z a j m o w a l i się p r z e w a ż ­
nie w y r o b a m i ś w i ą t k ó w , czasem w y s t r u g a l i j a k ą l a l k ę dla dziec­
ka, a rzadko j a k ą f i g u r k ę ś w i e c k ą l u b

zabawkę.

d a w n y c h k r z y ż y ż e l a z n y c h , w y s o k i c h ok. 3—4 m e t r ó w , osadzo­
n y c h w k a m i e n i u . W y k o n a n i e i c h — o m o t y w a c h przeważnie
r o ś l i n n y c h — jest nieraz bardzo a r t y s t y c z n e .
K o r o n a osadzona j e s t albo b e z p o ś r e d n i o w górnej części
k r z y ż a , albo — jeżeli t o jest na kapliczco — w w y s t a j ą c y m u gó­

Zdobnictwo krzyży i kapliczek

r y , w y s o k i m o d 1/2 do 3/4 m , o z d o b n y m d r e w n i a n y m pionie, na
k t ó r y m opiera się dach. N a z a k o ń c z e n i u k o i o n y widzimy nieraz

U p i ę k s z a n i e k r z y ż y d r e w n i a n y c h czy ż e l a z n y c h , j a k r ó w n i e ż
kapliczek stosowane b y ł o n a

K u r p i a c h powszechnie, szczegól­

nie w l a t a c h dawniejszych.
U

k r z y ż y d r e w n i a n y c h n a k o ń c a c h r a m i o n b y ł y wycinane

ozdobne z a k o ń c z e n i a l u b toczono drewniane kule i t p . „ g a ł k i " .

o h o r ą g i e w k ę z blachy z w y c i ę t ą d a t ą l u b k o g u t a (toż z blachy)
obracającego

się na

wietrze. N i e j e d n o k r o t n i e w koronę (lub

w w y k u t y z ż e l a z a ozdobny k r z y ż ) wplecione są przez kowale
słońce i k s i ę ż y c l u b p ó ł k s i ę ż y c , r ó w n i e ż z ż e l a z a kute.
Z d o b n i c t w o k r z y ż y i kapliczek m a

w ogóle dużo odmian,

K r z y ż o nowsze malowane są f a r b ą o l e j n ą b i a ł ą z niebieskim szla­

jost nieraz bardzo pracowito. Przebija w n i m miejscowa sztuka,

k i e m i w y p u s t k a m i lub ż ó ł t ą , a nioraz k i l k u naraz k o l o r a m i . N a

zgodna z duchem z d o b n i c t w a ludowego t y c h okolic.

44

�I I . 13. K r z y ż z 1887 г., B o r k o w o , g m . K o l n o , w o j . ł o m ż y ń s k i e F o t . po

Patronowie puszczy i święci

specjalnie

czczeni na

Kurpiach

Św.

Barbara

1960.

— dawna tutejsza p a t r o n k a s p ł a w n i k ó w i o r y !

n a d N a r w i ą i d o p ł y w a m i . B u d o w a n o jej dawnioj k a p l i c z k i w m i e j ­
Z figur Ś w i ę t y c h m o ż n a b y ł o s p o t k a ć stale n a
Pana Jezusa

na krzyżu

( „ p a s y j e " ) i Pana

Jezusa

Kurpiach:
Frasobliwego,

w pozycji s i e d z ą c e j n a p i e ń k u l u b f o t e l u , z g ł o w ą p o d p a r t ą o r ę k ę .
Figura Chrystusa Frasobliwego b y ł a albo oylko w opasce na b i o d ­
rach i w cierniowej k o r o n i e n a głowie (gdy s i e d z i a ł n a p i e ń k u ) ,
albo w d ł u g i e j s u k n i i podobnej k o r o n i e — gdy s i e d z i a ł w f o t e l u .
S p o t k a ć t e ż m o ż n a b y ł o Chrystusa
twychwstałego

z grobli,

tus klęczący

w Ogrójcu.

w grobie l u b

Zmar­

z c h o r ą g i e w k ą w r ę c e . Czasami b y ł

Chrys­

Trójcę

świętą

leżącego

r z e ź b i o n o w deskach, do

kapliczek s t o j ą c y c h na s ł u p a c h .

z mieczami,

Skępską

(najczę­

i czasem Kodeńską.

Rzeź­

biono je w drzewie l u b m a l o w a n o .

Jan

Nepomucen

— f i g u r y jego s t a ł y ( i jeszcze s t o j ą

od

nieszczęśliwych

wypadków

na

wodzie,

gury w m u r o w y w a n o nieraz m ł y ń s k i k a m i e ń * .
Florian

— patron

od

do dziś w kaplicach i kościołach.
Św.

Bartłomiej

— był to patron bartników,

ognia, r z e ź b i o n y

m i o d o b r a n i e w pasiekach.
w dzień której święcono w koś­

ciele chleb i sól. Obrazem ś w . A g a t y , obnoszonym

(biegiem)

podczas p o ż a r u , starano się u m i e j s o o w i ć nieszczęście.
u w a ż a n o za opiekuna m a ł ż e ń s t w a , a w d z i e ń t e n

K u l t i opieka dla krzyży i ś w i ą t k ó w na Kurpiach
K u l t dla rzeczy ś w i ę t y c h l u b p o ś w i ę c o n y c h i u ś w i ę c o n y c h
w i e k i e m i t r a d y c j ą , a przede w s z y s t k i m dla k r z y ż y b y ł na K u r ­
p i a c h powszechny. K r z y ż e

ze

opatrujących

barcie w borach. N a d z i e ń l u b w wigilię tego ś w i ę t a u r z ą d z a n o

do

a że u t o p i o n y b y ł z k a m i e n i e m m ł y ń s k i m u szyi, w i ę c o b o k f i ­

Św.

dzień

lub s u s z y ł a c a ł y d z i e ń . F i g u r y i o b r a z y Św. Rocha s p o t y k a m y

Św. Józefa

dziś) w k a p l i c z k a c h i n a s ł u p a c h p r z y strugach, rzekaoh, m o s t a c h
itp. B y ł patronem

Boch •— p a t r o n od p o m o r u w ś r ó d d o b y t k u . N a

brały śluby wdowy i wdowcy.

Ze ś w i ę t y c h , k t ó r z y b y l i p a t r o n a m i puszczy i K u r p i ó w :
Św.

Św.

t e n l u d n o ś ć n i e k t ó r y c h p a r a f i i u r z ą d z a ł a wyrzeczyska* i pościła

Czcili jeszcze t u św. Agatę,

M a d o n n y s p o t y k a ł o się n a s t ę p u j ą c e : Częstochowską
ściej), Bolesną

scach p o s t o j ó w rzecznych.

skopkiem,

i kapliczki

budowano i

stawiano

z g ł ę b o k i e j p o b o ż n o ś c i i p r z e ś w i a d c z e n i a , że dopiero po posta­

z k t ó r e g o leje w o d ę na o g i e ń . S p o t y k a m y go w s t a r y c h k a p l i c z ­

w i e n i u k r z y ż a w i e ś nabiera cech c h r z e ś c i j a ń s k i c h . W

kach w i o s k o w y c h , na

specjal­

bez k r z y ż a na śoianie i o b r a z ó w t o j a k „ u ż y d ó w " , a m o g i ł y bez

miejskiej)

k r z y ż a t r u d n o b y sobie w y o b r a z i ć . Ś w i e ż o postawiony i w y k o ń ­

słupach

itp. Tenże święty był

n y m p a t r o n e m m i a s t a K o l n a (gdzie b y ł w p i e c z ę c i
i dawnego p o w .
Św.

Mikołaj

kolneńskiego.
— p a t r o n o d w i l k ó w , k t ó r e t u dawniej wiele

s z k ó d w y r z ą d z a ł y w d o b y t k u . R z e ź b i o n o go j a k o b i s k u p a z pa­

czony k r z y ż w y ś w i ę c a ł na

specjalną prośbę ksiądz z

chałupio

parafii,

p r z y pierwszej b y t n o ś c i na wsi.
F i g u r a na p l a c u w i o s k o w y m b y ł a d a w n y m i l a t y o ś r o d k i e m

s t o r a ł e m , z w i l k a m i k o r z ą c y m i się u jogo n ó g .

ż y c i a publicznego we w s i : t u zbierano się na m o d ł y w czasie

* J a k to w i d z i m y n p . w O s t r o ł ę c e obok pustej d z i ś po f i ­
gurze niszy w ś c i a n i e k o ś c i o ł a Farnego od s t r o n y o ł t a r z a .

* W s p ó l n e j a k i e ś ś l u b o w a n ie, o d d a j ą c się p r z y t y m gre­
m i a l n i e p o d o p i e k ę tego ś w i ę t e g o .

45

�K r z y ż e ż e l a z n e (fot. 1968): ił. 14. Cmentarz, L i p n i k i , g m . Ł y s e , w o j . o s t r o ł ę c k i e ; i l . 15. Szczyt b r a m y cmentarnej, L i p n i k i ; i l . 16. Po­
p i o ł k i K u r p i o w s k i e , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e ; i l . 17. K u z i e , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e ; i l . 18. B r a m a cmentarza, Turośl, woj.
ł o m ż y ń s k i e (z o k . 1880 г.).

46

�18

nieszczęść i na n a r a d y w n i e d z i e l ę : p o d f i g u r ą o d p o c z y w a ł w ę ­

l a t , po c z y m z n o w u zakopywano go, i t a k w i e l o k r o t n i e , a że

drowny ż e b r a k i z m ę c z o n y p o d r ó ż n y ; p o d f i g u r ą z m a w i a ł y się

k r z y ż e m i a ł y nieraz po k i l k a n a ś c i e m e t r ó w w y s o k o ś c i , więc star­

młode pary, z a n i m z m ó w i n y w c h a ł u p i e się o d b y ł y ; t u zostawia­

c z y ł y n a d ł u g o . J e ż e l i po t y m k r z y ż b y ł j u ż bardzo k r ó t k i , t o

no zgubione rzeczy, z a n i m właściciel się nie z n a l a z ł ; do f i g u r y

dawano m u z p a r u b o k ó w p o d p o r y ze zdrowego drzewa, w t e n

za wsią odprowadzano r e k r u t ó w i d ą c y c h do wojska, gdzie ojciec

s p o s ó b k r z y ż e s t a ł y nieraz po sto i więcoj l a t , starodrzew b o w i e m

z m a t k ą d a w a l i i m swe b ł o g o s ł a w i e ń s t w o n a d r o g ę ; do k r z y ż y

sosnowy n a w e t na wietrze i słocie n i e p r ę d k o „ z e t l a ł " .

za wsią odprowadzano k o m p a n i e odpustowe, e m i g r a n t ó w , w y ­

w t e n s p o s ó b konserwowane b y ł y coraz k r ó t s z e , niekiedy r a m i o ­

Krzyże

jeżdżających w ś w i a t d a l e k i oraz z m a r ł y c h przed odwiezieniem

na s t a ł y na w y s o k o ś c i c z ł o w i e k a , ale poszanowaniu g o d ł a w i a r y

ich do kościoła i n a cmentarz.

s t a ł o się z a d o ś ć * .

Pod k r z y ż a m i n i o j e d n o k r o t n i e o d b y w a ł y się k r w a w e egze­

W i d z i a ł e m raz s t a r y k r z y ż osadzony w g r u b y p i e ń sosnowy

kucje w 1863 г., t u t a j grzebano p r z y p a d k o w o z m a r ł y c h l u b za­

b a r c i i zakopany p r z y drodze we w s i ; t o b y ł t e ż s p o s ó b konser­

bitych (w l a t a c h , g d y przepisy tego nie z a b r a n i a ł y ) , wreszcie

w a c j i , gruba b o w i e m b a r ć n i e p r ę d k o z g n i ł a .

pod figurami l u b w p o b l i ż u z a k o p y w n o p i e n i ą d z e w czasie za­
wieruchy wojennej.
K r z y ż e i f i g u r y ogradzano „ p o g r ó d k a m i " z drzewa l u b że­
laza, a same f i g u r y ozdabiano k w i a t a m i

Z u p e ł n i e „ z e t l a ł e " stare k r z y ż e , r ó ż n e f i g u r y i ś w i ą t k i pa­
lono ostatecznie

i g i r l a n d a m i z zieleni

w czasie m i e s i ę c y l e t n i c h , p o c z y n a j ą c o d m i e s i ą c a maja.
R o s n ą c e stare l u b o d z i w a c z n y c h k s z t a ł t a c h drzewo z za­

na ogniach p a l o n y c h w W i e l k ą S o b o t ę p r z y

k o ś c i o ł a c h l u b na ognisku w ś w . Rocha, k i e d y t o przez d y m
p r z e p ę d z a n o d o b y t e k , b y go z a b e z p i e c z y ć o d zarazy. Podobnie
p o s t ę p o w a n o z k r z y ż a m i na m o g i ł a c h c m e n t a r n y c h , a

krzyże

obalone o d s t a r o ś c i zakopywano razem z p i e r w s z ą l e p s z ą t r u m n ą .
O ile z m u r s z a ł o samo drewno, a p o z o s t a ł a ż e l a z n a na w i e r z c h u

wieszonym k r z y ż o m l u b m a ł ą k a p l i c z k ą w p n i u albo m i ę d z y k o ­

„ k o r o n a " , t o j ą z a t y k a n o w miejscu k r z y ż a drewnianego. J e ż e l i

narami m i a ł o ż y w o t zapewniony i otoczone b y ł o c z c i ą ; g d y się

m o g i ł a z a p a d ł a i b y ł a w ogóle bez opieki, a miejsce b y ł o potrzeb­

takie z d a r z y ł o w p o r ę b i e l e ś n e j , zostawiano je n a miejscu l u b

ne na n o w y g r ó b , k r z y ż ż e l a z n y ( k o r o n ę ) z a t y k a n o albo na pierw­

w najgorszym w y p a d k u z e r ż n i ę t y p i e ń z k a p l i c z k ą

s z ą l e p s z ą s ą s i e d n i ą m o g i ł ę , albo na świeżo u s y p a n ą ; w t e n spo­

ustawiano

przy drodze.

s ó b n i e k t ó r e „ k o r o n y " w ę d r o w a ł y z m o g i ł y na m o g i ł ę , a l i c z y ł y

W czasie przeprowadzek — n p . z c h a ł u p y starej do nowej

nieraz i po sto k i l k a d z i e s i ą t l a t .

— najpierw ze ś c i a n y zabierano k r z y ż - p a s y j ę i zawieszano w no­

F i g u r y ś w i ę t y c h ( ś w i ą t k i ) i p a s y j k i , p o z o s t a ł e ze s p r ó c h n i a ­

wym b u d y n k u . O d tego zaczynano p r z e p r o w a d z k ę i „ n o w o s i e d -

ł y c h k r z y ż y , zbierano i s k ł a d a n o do n a j b l i ż s z y c h kapliczek, b ę -

liny".

d ą o y c h p o d d a c h e m ; w k a p l i c z k a c h t a k i c h w s k u t e k tego b y ł y
Co robiono ze starymi k r z y ż a m i i figurami

całe składy takich świątków. D u ż o ich wywieźli Niemcy — okupanoi, sporo rozebrali n a p a m i ą t k ę w ę d r o w n i t u r y ś c i , p o ż y c z a ­

Przede w s z y t k i m nie b y ł o w y p a d k u , ż e b y stare, w a l ą c e się

no je n a modele r y s u n k o w e do s z k ó ł i t p .

krzyże l u d n o ś ć z a b i e r a ł a n a j a k i ś u ż y t e k l u b na o g i e ń do pieca.

G d y i k a p l i c z k a o d s t a r o ś c i o b a l i ł a s i ę , a n i k t j e j nie popra­

Jeżeli świeżo p o s t a w i o n y k r z y ż sosnowy po 20—30 l a t a c h s p r ó c h ­

w i ł , ś w i ą t k i z n i c h zabierano do k r u c h t k o ś c i e l n y o h , s k ą d zno-

niał w ziemi i o b a l i ł się — zakopywano go n a d a l z d r o w ą c z ę ś c i ą ,
do jednego m e t r a g ł ę b o k o ; t a k m ó g ł s t a ć dalsze

dwadzieścia

* N p . we w s i P ł o s z y c e , p o d w s i ą Serafin, p o d D ę b n i k a m i i t d .

47

�19

20

K r z y ż o ż e l a z n e : i l . 1!). Laski, g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e . F o t . 1068; i l . 20. Cmentarz, K a d z i d ł o , w o j . o s t r o l ę e k i o . F o t . 1958. II. 21
K r z y ż ż e l a z n y , cmentarz, K a d z i d ł o , w o j . o s t r o l ę e k i o . F o t . 1958.

w u lokowano je na poddaszach i dzwonnicach. Ostatecznie z bra­

s k ę " (najczęściej),

k u opieki szły na ogień w W i e l k ą S o b o t ę , p o d k o ś c i o ł e m , r ą b a n e

błogosław

przez zakrystiana.

„Boże, wróć nam wolną Ojczyznę",

P r z y k o ś c i o ł a c h i na c m e n t a r z a c h :

P o d o b n y los s p o t k a ł w w i ę k s z o ś c i s t a r ą s z t u k ę
i przedmioty k u l t u wśród ludu.

kościelną

„Bożo

Polsce".

duszami w c z y ś ć c u c i e r p i ą c y m i " ,

„ B o ż o z m i ł u j się nad

„Wieczny

odpoczynek

racz

i m d a ć P a n i e " , „ D o b r y Jezu, a nasz Panie, daj i m wieczne spo­
czywanie".
N a k r z y ż a c h d w u r a m i e n n y c h , s t a w i a n y c h w czasie zarazy:

Napisy, daty i z n a k i na k r z y ż a c h

„ O d n a g ł e j ś m i e r c i , zachowaj nas P a n i e " , „ O w i e l k i B o ż e , za­

Prawie n a k a ż d y m k r z y ż u d r e w n i a n y m w y c i n a n e s ą n o ż e m

chowaj nas o d c h o l e r y " (1895 г.).

t a k i e czy inne napisy, a przede w s z y s t k i m d a t y l u b nazwisko

N a f i g u r a c h z M a t k ą B o s k ą : „ P o d T w o j ą o b r o n ę uciekamy

fundatora f i g u r y , n i e k i e d y o bardzo p r y m i t y w n e j pisowni. Oto

s i ę " , „ O M a r y j o , m ó d l się za n a m i , k t ó r z y się do Ciebie uciekamy",

parę przykładów:

„ O M a t k o , m i e j nas w swej opiece".

„ F o n d a t o r Józef Korwek

1881"*

albo t e ż :

„ T e n K r z i s w y s t a w i o n i na chwale P a n u B o g u przez Agnieske
i Gabryela Piwowarskiego, dnia 24 czorwca 1881 r . " * * A l b o n a

D a t y w y c i n a n e b y ł y p o d napisem, a u k r z y ż y żolazirych
w y k u t e w podstawie k a m i e n n e j .

jednej z kapliczek n a s ł u p i e : „ R o k u P. 1859 w y s t a w i ł Ś w i ę t e g o

N a k r z y ż a c h d r e w n i a n y c h rzezano czasem emblematy m ę k i

J a n a Nepomucenia Mateus R y d e l , d n i a 3 k w i e t n i a " * * * . W i ę k s z e

P a ń s k i e j : c i e r n i o w ą k o r o n ę , k s i ę ż y c l u b s ł o ń c e , koguta, niekiedy

napisy c i ę t e s ą w z d ł u ż całego drzewa k r z y ż o w e g o o d d o ł u , a ż

r o z e t k i ( w y c i n a n k i k u r p i o w s k i e ) , o p a t r z n o ś ć b o s k ą , serce prze­

po r a m i o n a . N a k a m i e n n y c h podstawach k r z y ż y ż e l a z n y c h r ó w ­

b i t e mieczem. N a k a m i e n i a c h : k r z y ż e w y k u t o , serce, kielichy

n i e ż s ą w y k u t e podobne napisy, t y l k o j u ż k r ó t s z e .

( „ h o s t y j e " ) , gwiazdy.

T r e ś ć n a p i s ó w z a l e ż n a jest o d miejsca, o k o l i c z n o ś c i , w j a ­
k i c h k r z y ż e stawiano i o d i n t e n c j i , j a k ą m i a ł fundator. I t a k na
k r z y ż a c h w i o s k o w y c h napis b r z m i : „ B o ż e b ł o g o s ł a w n a m " albo

Narzędzia

męki,

rozwieszone

na

krzyżach

przydrożnych,

b y ł y robione z drzewa l u b w y c i ę t e z b l a c h y grubej żelaznej i na­
bijane.

„ K t ó r y ś za nas c i e r p i a ł r a n y , Jezu Chryste, z m i ł u j się n a d n a m i " .

Upadek s z t u k i w zakresie budowania kaplic, figur i krzyży na

N a m o g i ł a c h p o w s t a ń c ó w „ B o ż e z m i ł u j się n a d n i m i " , „ P r z e c h o d ­

Kurpiach

n i u westchnij za i c h dusze do B o g a " , „ C h r y s t e , z m i ł u j się n a d
nimi".

W o s t a t n i c h d z i e s i ą t k a c h l a t z a u w a ż y ć m o ż n a upadek sztu­
k i w zakresie

W r o k u 1905—06, g d y w ł a d z e carskie z e z w o l i ł y po w i e l u
latach na budowanie kaplic i stawianie k r z y ż y : „ B o ż e zbaw P o l * We wsi Popiołki, k/Gawrych, woj. ostrołęckie.
** W i e ś G ó r s z c z y z n a k/Czerwonego, w o j . ł o m ż y ń s k i e .
*** W i e ś Ś w i n i a k / T u r o ś l a w o j . o s t r o ł ę c k i e .

48

b u d o w a n i a kapliczek, stawiania figur i krzyży

oraz w y r o b ó w ś w i ą t k ó w . Stare k r z y ż e i k a p l i c z k i w a l ą się i nisz­
c z ą , a w e w n ą t r z n i c h dawnego w y r o b u ś w i ą t k i i pasyje czekają
z a g ł a d y . N i k t i c h (a p r z y n a j m n i e j bardzo rzadko) nie poprawia
a n i buduje t a k , j a k s t a ł y d a w n i e j . T o t e ż ilość ich zmniejsza się
z r o k u n a r o k . N a w e t odbudowane nowe f i g u r y i k r z y ż e drewnia-

�ne czy toż żoluzno nie s ą t a k ozdobne j a k d a w n i e j , zwykle
bez

o z d ó b i misternie k u t y c h

zaś

„ k o r o n " n a wierzchu, c h y b a że

obsadzano d a w n ą ze starego k r z y ż a .

f o r m y k r z y ż y z a l e ż n y c h w i d z i m y p r z y szosie (z lewej s t r o n y ) ,
j a d ą c od O s t r o ł ę k i do R ó ż a n a i na cmontarzu grzebalnym w Os­
trołęce.

K r z y ż o zależne są c z ę s t o odlewane z surowca, sprowadzano

Krzyże i kapliczki w czasie ostatnich wojen

z f a b r y k lub robione na miejscu ze sztab ż e l a z n y c h . I u j e d n y c h ,
i u d r u g i c h z a k o ń c z e n i a (gaiki) s ą c z ę s t o p o z ł a c a n e , t a k

samo

J a k l u d n o ś ć miejscowa, t a k r ó w n i e ż k r z y ż e p r z y d r o ż n e i ka­

metalowe „ p a s y j o " kupowano w sklepach, odlewane z

żolaza

p l i c z k i oraz ś w i ą t k i w n i c h nagromadzone p r z e ż y w a ł y swoje ko­

lub

cynku.
W

leje losu w czasie I w o j n y ś w i a t o w e j . N i e j e d n ą k a p l i c z k ę lub sta­

wypadkach powyższych

sztuka kowalska nie

ma

już

ry krzyż

d r e w n i a n y nieprzyjacielscy

nic do powiedzenia, kowale j u ż się nie t r u d z ą n a d w y k u w a n i e m
s k o m p l i k o w a n y c h o r n a m e n t ó w , k t ó r o b y ł y tlawniej

k ó w wywieziono do Niemiec — podobno

ich

N a k r z y ż a c h d r e w n i a n y c h n a d „ p a s y j ą " dawniej

dumą.

przybija­

no daszki z desek i b l a c h y , b y z a b o z p i e c z y ć s a m ą f i g u r ę p r z ó d
p r ę d k i j n zniszczeniem n a słocie. Obecnie w miejscu t y m p r z y b i ­
j a j ą stare miednico emaliowano (!) bez dna, z w y c i ę t y m k a w a ł ­
k i e m b o k u , przez k t ó r e przechodzi a ż n a drzewo f i g u r a
tusa, t w a r z z a ś jest u k r y t a w m i e d n i c y . W y g l ą d a t o

Chrys­
fatalnie,

s p o t y k a się coraz częściej, a ś w i a d c z y o z a n i k u p i ę k n a
a r t y s t y c z n i e n a s t a w i o n y c h dawniej

wśród

u ż y t e k . Wiele

żołdacy

l u b zabrali na i n n y

ciekawych
do

spalili na

ogniu

krzyży i świąt­
zbiorów

muzeal­

n y c h . W 1919 r. p o k a z y w a n o m i w r ó ż n y c h wioskach ogołocone
d o s z c z ę t n i o k a p l i c z k i . L u d n o ś ć z czasem b r a k i te u z u p e ł n i a ł a , bio­
r ą c ś w i ą t k i z t y c h kapliczek, w k t ó r y c h b y ł ich nadmiar. W o j s k a
nieprzyjacielskie z n i s z c z y ł y t e ż wiele f i g u r , k r z y ż y i kapliczek.
N i e k t ó r e r z o ź b y niszczono z p r e m o d y t a c j ą . Jeszcze dziś stoi p o d
wsią Laski koło Gawrych d u ż a figura świętego Jana Nepomu­
cena, k t ó r e m u u c i ę t o s z a b l ą

nos.

W s k u t e k rozszerzania i prostowania d r ó g wiele k r z y ż y i ka­

majstrów.

K a p l i c z k i , zamiast j a k dawniej d r e w n i a n y c h , zgodnych z d u ­
chom t y c h stron, budowano są coraz częściej m u r o w a n o i t o z czer­
wonej cogly bez o b r z u t k i w a p n e m , co sprawia w y g l ą d nieeste­

pliczek u s u n i ę t o l u b w najlepszym w y p a d k u przeniesiono w i n ­
no miojsco.
P r z y b u d o w i e szosy z N o w o g r o d u do M i a s t k o w a t r z e b a b y ł o

t y c z n y . Niezgrabne w w y k o n a n i u k r z y ż o betonowo, coraz częś-

u s u n ą ć k a p l i c z k ę p o d w s i ą Chmiolowo,

cioj spotykano, d o p e ł n i a j ą

znajdującego

całości.

się t a m

obok strugi.

Ponieważ

św. J a n a Nopomucena (metrowej wyso­

W kapliczkach coraz częściej s t o j ą ś w i ą t k i z gipsu l u b por­

k o ś c i , wyciosanego z drzewa) nie chciano n i s z c z y ć ani profano­

celany, sprowadzane z C z ę s t o c h o w y . To pierwszo r o z p a d a j ą się

w a ć , o d e s ł a n o go w i ę c do k o ś c i o ł a w Nowogrodzie (około 4 k m
drogi). F i g u r ę d ź w i g a ł jeden z r o b o t n i k ó w . Znajduje się obecnie

o d wilgoci j u ż po p a r u l a t a c h .
W

budowie k r z y ż y ż a l a z n y c h , w n i e k t ó r y c h

wypadkach,

w i d z i m y naleciałości obce, np. g o r m a ń s k i o , po ostatniej

wojnie,

i bizantyjskie, odziedziczone po zaborach. T a k i e obce dla

nas

w m u z e u m w Nowogrodzie.
D o o s t a t n i c h wojen

k r z y ż y p r z y d r o ż n y c h i kapliczek, we­

d ł u g m o i c h o b l i c z e ń , m o g ł o b y ć na K u r p i a c h ok. 1500. W latach

."ii

Щ

49

�22

23

24

K o r o n y ż e l a z n y c h k r z y ż y p r z y d r o ż n y c h : i l . 22. T a t a r y , g m . K r y p n o , w o j . b i a ł o s t o c k i e . F o t . po 1960; i l . 23. Czerwin, w o j . ostrołęckie,
F o t . 1974; i l . 24. W a c h , g m . K a d z i d ł o , w o j . o s t r o ł ę c k i e . F o t . 1969.

1914—1920 p r z e p a d ł o ich ok. 300, a w c i ą g u ostatnich dwudzies­

W d o m u p o d f i g u r ą Chrystusa Frasobliwego robiono daw­

t u l a t uległo zniszczeniu p a r ę s o t sztuk. Za k i l k a d z i e s i ą t l a t , o ilo

niej specjalne

nie b ę d z i e część o d b u d o w a n y c h , pozostanie ich k i l k a s e t , z t y c h

n i k t nie ośmieli się t a m po nie s i ę g a ć . Chowano t e ż kosztowności

w y c i ę c i a , gdzie chowano p i e n i ą d z e , w i e r z ą c , że

większość ż a l a z n y c h i b e t o n o w y c h , a p r a w d z i w i e k u r p i o w s k i c h

na dworze w k a p l i c z k a c h . Przed f i g u r a m i

t y l k o garstka, m i ę d z y k t ó r y m i i t o , k t ó r e p o k a z u j ę w niniejszej

w ostatnio n i e m a l l a t a p r z e p ę d z a n o

ś w . Rocha jeszcze

d o b y t e k w i o s k o w y przez

ognisko, co m i a ł o z a b e z p i e c z y ć o d c h o r ó b czy zarazy. W czasio

pracy.

cholery (ok. 1895) budowano po wsiach specjalno k r z y ż o dwuKrzyże, kaplice i świątki w zwyczajach, obrzędach i przysłowiach
miejscowych

ramienno z o d p o w i e d n i m i m o d l i t w a m i .
R ó ż n o drobno zguby po odnalezieniu odnoszono p o d figurę

F i g u r y i k r z y ż o , rozsiano g ę s t o po wsiach, borach, gościń­
cach, rozstajnych drogach i t p . nio m o g ł y nio w p ł y n ą ć na w y ­

w i o s k o w ą l u b do k a p l i c z k i , gdzie t o ż zgłaszał się poszkodowany
po s w o j ą

stratę.

o b r a ź n i ę l u d u , k t ó r y o d setek l a t t o ś w i ę t e godło w p l ó t ł w swo

P r z y sianiu z b o ż a w p o l u , pierwszy raz na jesieni, gospo­

życie, z w i ą z a ł jo z w y p a d k a m i , o b r z ę d a m i i t p . O d k r z y ż a , s k r e ś ­

darz robi z p o w r ó s e ł ż y t n i c l i k r z y ż , k t ó r y k ł a d z i o na skraju poła

lonego r ę k ą gospodyni na bochenku chleba przed upieczeniem,

i p r z y s y p u j e nieco z i e m i ą , b y w i a t r nio r o z r z u c i ł .

a ż do m o g i ł y
z życiem

cmentarnej

krzyż

b y ł nierozerwalnie

związany

Kurpiów.

P o d k r z y ż e m we wsi nio t y l k o odprawiano m o d ł y w ś w i ę t a ,
rocznice k o ś c i e l n e

W bagna-topieliska niebezpieczno t o p i o n o niewielki krzyż,
żeby zażegnać „złe".

i narodowe, pogrzeby,

g r z y m k i do C z ę s t o c h o w y

przy odejściu

piel­

i t p . , ale chowano p i e n i ą d z e w czasio

najazdu w r o g ó w , zakopywano b r o ń w powstania, s ł u c h a n o sło­
wa B o ż e g o w czasio ś w i ę c e n i a p ó ł . Drzewo ze starego k r z y ż a m i a ­

W

miejsca,

gdzie u d e r z a ł y

często

p i o r u n y , zakopywano

k r z y ż d r e w n i a n y , b y z a b e z p i e c z y ć się o d dalszyoh w y p a d k ó w .
K r z y ż n a wsi — jeżeli się obali od w i a t r u — zwiastuje, że
s k ą d się p r z e w r ó c i ł , s t ą d m o ż e p r z y j ś ć do wsi bioda.

ło właściwości lecznicze p r z y u r z ą d z a n i u l o k ó w do p i c i a , ró\vnież

W z w i ą z k u z p o w y ż s z y m p o w s t a ł y n i e k t ó r e przysłowia, np.:

mech zo s t a r y c h k r z y ż y c m e n t a r n y c h po zaparzeniu p i t o j a k o

...Modli się p o d f i g u r ą , a nosi d i a b ł a za s k ó r ą " , „ U c i e k a jak zło

środek zapobiegający

używano

od k r z y ż a " , „ N i o k a ż d y ś w i ę t y , k t o w k o r o n i e " (albo kto w ka­

dawniej do r ó ż n y c h p r a k t y k czarodziejskich, odczyniania uro­

chorobom, z i e m i ę spod k r z y ż a

p l i c y ) , „ K r z y ż we wsi — B ó g wo w s i " , „ G o ł y j a k turecki święty",

k ó w i t p . Bocian, jeżeli u s i a d ł na k r z y ż u p o d w s i ą , d a w a ł jej miesz­

„ P a n Jezus F r a s o b l i w y , ale c i e r p l i w y " , „ T e n człowiek oierpial

k a ń c o m o s t r z e ż e n i e , że m o ż e b y ć nioszczęście.

Krzyż Pański"

Przed k r z y ż o m ' czy k a p l i c z k ą k a ż d y k a t o l i k zdejmuje czap­
k ę , a k t o tego nio zrobi, n a z y w a j ą go ż y d e m . W czasio p i o r u n ó w
i b ł y s k a w i c — za k a ż d y m b ł y s k i e m l u d się ż e g n a . B y w a j ą w y ­
p a d k i , jożoli na jednej furze j a d ą ż y d z i razom z k a t o l i k a m i ,

(znaczy, żo wiele w y c i e r p i a ł ) , „ W y g l ą d a jak

z k r z y ż a z d j ę t y " (np. po chorobie, nieszczęściu i t p . ) , „Przeszedł
w ż y c i u k r z y ż o w ą d r o g ę " ( m i a ł wiele p r z e j ś ć ) , „ K a ż d y święty
m a swojo w y k r ę t y " i t d .

to

p r o s z ą , b y ci żegnali się i za nich.

Podania i opowieści, w z w i ą z k u z k r z y ż a m i i kapliczkami

J e ż e l i gdzie na p u s t k o w i u czy p o d lasem , , p a l ą się p i e n i ą d z e " ,
miejsce to w nocy z n a c z ą k r z y ż e m — c h o ć b y z p a t y k ó w skle­

P o d a ń i gadek na t e n t e m a t jest sporo, ale nie są jeszcze

c o n y m . M a t o o d p ę d z i ć złe d u c h y , a j o d n o c z o ś n i e jest znakiem,

zgromadzone i spisane. S ą one c z ę s t o do siebie podobne i mają
z k r z y ż e m czy obrazom różny z w i ą z e k , o p o d k ł a d z i e wiorzoi.io-

gdzie należy' s k a r b ó w s z u k a ć .
Powaśnieni

sąsiedzi z g o d ę r o b i l i nieraz p o d k r z y ż e m ,

tu

równioż o d b y w a ł y się m o w y pogrzebowe i p r z y s i ę g i w czasio
dawnych sądów wioskowych.

50

wo-rełigijnym. I t a k :
1. M y ś l i w y powien po p i j a n e m u z m i e r z y ł się do figury przy dro­
dze i do niej w y s t r z e l i ł , ale P a n B ó g srogo go za to ukarał:

�27

2в

25

Korony ż e l a z n y c h k r z y ż y p r z y d r o ż n y c h : i l . 25. T r o s z y n , w o j . o s t r o ł ę c k i e . F o t . 19G9; i l . 26. W a c h , g m . K a d z i d ł o , w o j . o s t r o ł ę c k i e .
F o t . 1969; i l . 27. Potasie, g m . T u r o ś l , w o j . ł o m ż y ń s k i e . Fot. 1968.

oto strzelba, z k t ó r e j m i e r z y ł p r z y r o s ł a m u do t w a r z y
żo odjąć jej nie m o ż n a b y ł o w ż a d o n s p o s ó b . L u f ę

t i a n a ofukal, ale i gospodyni z a b r o n i ł u r z ą d z a ć s p i ż a r n i ę za

tak,

ołtarzem*.

odjęto,

alo z k a r p ą p r z y r o ś n i ę t ą c h o d z i ł a ż do ś m i e r c i . O p o w i e ś ć t a
znana jost w r ó ż n y c h miejscach puszczy — w ś r ó d m y ś l i w y c h .
2. B y ł o to nad g r a n i c ą p r u s k ą , k o ł o L o m a n a , w 1912 r. Powien

5.

Pan .Tozus szedł od P i ł a t a na ś m i e r ć i d ź w i g a ł swój k r z y ż na
g ó r ę G o l g o t ę . S k a t o w a n y b y ł , p o b i t y , k r w i ą i p o t e m ociekał,
a z w i e l k i m c i ę ż a r o m p o t y k a ł się na n i e r ó w n e j drodze. Ż y d z i

kontrabandę

c h o ć szli obok gromadnio, nie k w a p i l i się z p o m o c ą . Z o b a c z y ł

— drogich t o w a r ó w n a k ł a d ł p o d o ł t a r z y k i ś w i ę t e m u za plecy.

t o p r z e c h o d z ą c y K u r p i k i żal m u się o k r u t n i e zrobiło togo

Dopadli go s t r a ż n i c y , z r e w i d o w a l i i p y t a j ą : — m i a ł e ś p r z e m y t ,

czlowioka w

p r z e m y t n i k s c h o w a ł do k a p l i c z k i

przydrożnej

cierniowej

koronie**. P r z e p c h n ą ł

się

między

gdzieś s c h o w a ł ? — Nie m i a ł e m i z a k l i n a m się na t o , a Ś w i ę t y

t ł u m , p o d s z e d ł do k r z y ż a i u n i ó s ł go lekko na lowe r a m i ę , co

Jan, co w k a p l i c y , niech m i b ę d z i e ś w i a d k i e m ! A l e j a k to po­

o d r a z u u l ż y ł o P. Jezusowi. A t a n się o b e j r z a ł ,

wiedział, zasłabł i u p a d ł . K i e d y go p r z y w i e ź l i do w s i , to z m a r ł .

i r ę k ą p o b ł o g o s ł a w i ł , a na odehotlnom m u p o w i e d z i a ł : Za to

Przez wielkie oszukanstwo i za fałszywe ś w i a d e c t w o p r z y po­

żeś m i a ł dobre serce, niechaj tobie i t w o i m z i o m k o m drzewa

święconej figurze. A w k a p l i c y tej do dziś straszy.

nio zabraknie — i na p o r z ą d e k i na k r z y ż o .

uśmiechnął

I o d t ą d na K u r p i a c h w y r o s ł y b o r y , a K u r p i e b y l i zasob­
3. W starych kaplicach m i e s z k a j ą duchy-latawce, k t ó r e nocami
w y l a t u j ą z k r y j ó w e k , z a g l ą d a j ą do w s i , na cmentarz, a czasem
i do c h a ł u p . S ą t o duszyczki dzieci nie chrzczonych, pocho­
wanych pod kapliczką.
4. Jedna gospodyni w

.

ni w drzewo, a k a ż d y przez w d z i ę c z n o ś ć , gdzie m ó g ł , to b u ­
dował krzyże.
0. W o wsi Dobrylas, p r z y drodzo w p o b l i ż u rzeki Pisy, stoi ka­
pliczka z d a w n y m i ś w i ą t k a m i . W z w i ą z k u z n i ą jost takie po­

sekrecie przed k s i ę d z e m

proboszczom

danie. O k o ł o stu ł a t t e m u ludzie zo wsi zobaczyli w i e l k ą jas­

c h o w a ł a l a t e m w kościele d z i e ż k i zo ś m i e t a n ą , j a k o żo w k o ś ­

ność. — Pieniądze

ciele b y ł o o h ł o d n o . D z i e ż k i l o k o w a ł a za o ł t a r z e m . Po

się

palą — powiodziało

paru

chciwców.

paru

W z i ę l i zaraz rydle i zaczęli k o p a ć , ale w k r ó t c e p a t r z ą , na r y d ­

dniach z a u w a ż y ł a , że ś m i e t a n y u b y w a i z a c z ę ł a śledzić*. J a k o ś

lach krow. P a t r z ą i i n n i , a św. J a n na słupie nie m a 2 p a l c ó w

zauważyła,

ranem

i krew z n i c h cieknie. W t e d y zobaczyli, żo to j a k i ś cud i ko­

otwiera kościół i z niego w y c h o d z i . A ś m i e t a n y j u ż m a ł o co

p a ć przestali. A w miejscu t y m p o b u d o w a l i k a p l i c z k ę , k t ó r a

że

dziad

kościelny

dość

wcześnio

nad

mu

do dziś stoi z d a t ą ,,1851". D l a kopaczy b y ł a to za k a r ę prze­

o zawolanio zakrystiana. — To

p o w i e d n i a : 1) wszyscy m ę ż c z y ź n i z tego r o d u b ę d ą nazna­

z o s t a w a ł o . Oburzona p o s z ł a do proboszcza i pokazuje
szkody w kościele, p r o s z ą c

nie j a zjadam ś m i e t a n ę — powiada. A k t o — p y t a j ą . T u

za­

czeni (jakoż b y l i wszyscy łysi), 2) d o p ó k i t a rodzina żyje —

k r y s t i a n w s k a z a ł r ę k ą w s t r o n ę szoregu ś w i ę t y c h , r z o ź b i o n y c h

nio będzio wo wsi kościoła. Ale po wojnie r ó d ten

z drzewa i s t o j ą c y c h p o d ś c i a n ą , z k t ó r y c h k a ż d y m i a ł usta

a l u d n o ś ć p o b u d o w a ł a kościół i u t w o r z y ł a p a r a f i ę .

wymarł,

zawalane na b i a ł o . — Oto k t o zjada ś m i e t a n ę — d o d a ł . Oka­
zało się, że s p r y t n y z a k r y s t i a n , p r z e w i d u j ą c w y k r y c i o , sma­
r o w a ł ś w i ą t k o m usta ś m i e t a n ą , ż o b y b y ł o na kogo z m ó w i ć .
K s i ą d z oczywiście nie u w i e r z y ł w a p e t y t ś w i ę t y c h , zakrys-

* O p o w i e ś ć W . C h ę t n i k a z N o w o g r o d u (1918).
** W Nowogrodzie w kościele b y ł o m a l o w i d ł o na ścianie,
prz&lt; d s t a w i a j ą c e K u r p i a , k t ó r y p o m ó g ł nieść k r z y ż Chrystusowi.
Zamalowano go w czasio odnawiania kościoła ok. 1904 r.

51

�TABLICA I

�TABLICA II

�TABLICA III

�TABLICA IV

��I

�W K Ł A D K A : RYSUNKI KRZYŻY WYKONANE PRZEZ ADAMA CHĘTNIKA W LATACH 1909-1939.
Krzyże pochodzą z następujących miejscowości (podajemy wg aktualnego podziału administracyjnego):

Tablica I

Rys. 1918. 12 — W a ś k i , g m . Rogienice W i e l k i e , w o j . ł o m ż y ń s k i e .
R y s . 1930. 13 — O s t r o ł ę k a (cmentarz). R y s . 1933. 14 — Z b ó j n a .

1 — P o p i o ł k i , g m . Z b ó j n a , w o j . l o m ż y ń s k i o . Ok.

1870.

Rys.

Ok. 1865. R y s . 1909. 15 — G a w r y c h y , g m . Z b ó j n a . Rys.

1910.

1913. 2, 3 —• P u p k i , g m . K o l n o , w o j . ł o m ż y ń s k i e . R y s .

1930.

16 — p o d w s i ą G ó r s z e z y z n a , g m . K o l n o , w o j . ł o m ż y ń s k i e . Ok.

4 — R o z w o r y , g m . Olszewo-Borki, w o j . o s t r o ł ę c k i e . Rys.

1910.

1881. R y s .

1930.

5 —• Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i e . 6 — N o w o g r ó d p o d Ł o m ż ą . Ok.
1865. R y s .

1920.

7 — Osowiec, g m . Z b ó j n a . R y s .

Dobrylas, g m . Z b ó j n a . R y s .
ostrołęckie.
Rys.

1920.

Rys.

1917.

1910.

8 —

10 ~— P r z y t u ł y ,

gm.

Olszowo-Borki.

11 — K u c z y ń s k i e , g m . K a d z i d ł o , w o j . o s t r o ł ę c k i e .

Rys. 1926. 12 — W y k r o t , g m . Myszyniec, w o j . o s t r o ł ę c k i e . O k .
1850. Rys.

1934.

Tablica I V

1910. 9 — G ą s k i , g m . Lelis, w o j .

13 —• Chludnie, g m . Rogienice W i e l k i e , w o j .

1, 10 — D o b r y l a s , g m . Z b ó j n a . R y s . 1910. 2, 14, 15 — L i p n i k i ,
g m . Ł y s e , w o j . o s t r o ł ę c k i e (cmentarz). R y s .
1883. R y s .

3 — Ruda

1912. 5 — N o w o g r ó d (cmentarz). 6 — G i ę t k i , gm.

ł o m ż y ń s k i e . R y s . 1934. 14 —• T a t a r y , g m . K r y p n o , w o j . b i a ł o ­

Turośl. Rys.

stockie. R y s . 1928. 15 — Siedliska, w o j . o s t r o ł ę c k i e . R y s .

1909. 8, 9 — Z b ó j n a . R y s .

1929.

1929.

Osowiecka, g m . Z b ó j n a . R y s . 1910. 4 — G a w r y c h y , g m . Zbójna.
1935. 7 — N o w o g r ó d (cmentarz). Ok. 1800.
1910.

11 — Osowiec, g m .

Rys.

Zbójna.

16 — L a s k i , g m . Z b ó j n a . Ok. 1875. R y s . 1930. 17, 18 — L i p ń k i ,

R y s . 1909. 12 — P o p i o ł k i , g m . Z b ó j n a . 1843. R y s . 1910. 13 —

gm.

D ę b n i k i , g m . Z b ó j n a . R y s . 1909. 16 — p r z y drodze ze wsi Łyse

Łyse, woj. ostrołęckie

(cmentarz). R y s .

1929.

do L i p n i k , w o j . o s t r o ł ę c k i e . 1860. R y s .
Żelazne, gm. Kolno, woj. łomżyńskie.

1928.

17 — Piasutno

1921.

Tablica I I
Tablica V
1 — m . wsiami Kadzidło i K u c z y ń s k i e , woj. ostrołęckie.

Rys.

1929. 2 — Ł ę g Przedmiejski, w o j . o s t r o ł ę c k i e . 1885. R y s .

1909.

I — P ł o c k . Ok. 1900. R y s .

Rys.

Rys.

3 — Ł ę g S t a r o ś c i ń s k i , g m . Lelis, w o j . o s t r o ł ę c k i e . 1890.

1909. 4 — osada l e ś n a D ł u ż e w o , g m . Z b ó j n a , w o j . ł o m ż y ń s k i " .
Rys.

1909. 5 —. m . w s i a m i K u c z y ń s k i e i Jeglijowice, g m .

dzidło, woj. ostrołęckie.
ł o m ż y ń s k i e . 1855.

Rys.

1862.
1909.

Rys.

1929.

7, 10 —

8 — Gontarze, g m . Z b ó j n a . 1870. R y s .

6 —• Z b ó j n a ,

Ostrołęka, Rys.
1935.

Ka­

1946.

1928.

1946. 2 — D o b r y l a s , gm. Zbójna.

3 — Tabędź, gm. P u c h a ł y , woj. łomżyńskie.

4 — Czarnia ( K u z i o w s k a ) , w o j . o s t r o ł ę c k i e . Rys.

5 — Szablaki, g m . T u r o ś l . R y s . 1936. 6, 7 — Myszyniec, woj.

woj.

ostrołęckie

1933.

gm. Mały Płock, woj. łomżyńskie. Rys.

9 —• D o b r y l a s ,

Rys.
1936.

(cmentarz

grzebalny).

Rys.

1920.

8 —

Łosewo,

1931. 9 — Sól, gm.

K a d z i d ł o , w o j . o s t r o ł ę c k i e ( k r z y ż z 1866 г.). Rys.

1914. 10 —

g m . Z b ó j n a . 1882. R y s . 1911. 11 — Gontarze. Rys. 1924. 12 —

K u z i e , g m . Z b ó j n a ( k r z y ż „ o d c h o l e r y " ) . Ok.

P i a n k i , gm. Z b ó j n a . Ok. 1865. Rys. 1913. 13 - - Myszyniec, w o j .

I I — K ą t y , g m . M a ł y P ł o c k . R y s . 1930. 12 — p o d Nowogrodom

o s t r o ł ę c k i e . R y s . 1910. 14 — W y k , g m . Z b ó j n a . Ok. 1840.
1920.

15 — R u d a Osowiecka, g m . Z b ó j n a .

16 — Parzychy, g m . Z b ó j n a . Rys.
Zbójna.

1885. R y s .

1919.

1911. R y s .

1895. Rys.

1936.

Rys.

(przy grobli). 13 —• G ó r s z e z y z n a , g m . K o l n o , w o j . łomżyńskie,

1939.

symbole w y c i ę t e na k r z y ż u d r e w n i a n y m , u f u n d o w a n y m w 1881 r.

17 — Gontarze, g m .

R y s . 1930. 14 — O s t r o ł ę k a (cmentarz). R y s . 1933. 15 — Kruszą,
g m . T u r o ś l . 1864.

1935.

Rys.

1910.

(cmentarz grzebalny). R y s .
Tablica I I I

16 —

Czarnia, w o j . ostrołęckie

1938.

Tablica V I

1 — N o w o g r ó d , w o j . ł o m ż y ń s k i e . R y s . 1910. 2 —• Szablak, g m .

1 — D ę b y , g m . Ł y s o , w o j . o s t r o ł ę c k i e . R y s . 1913. 2 — Dębniki,

Nowogród.

3 —- Czartoria, g m . M i a s t k o w o , w o j .

g m . Z b ó j n a . R y s . 1909. 3 — P a r z y c h y , g m . Z b ó j n a . 1870. Rys.

Rys.

4 —

1936.

1910.

przy

1909. 4 — P a p k o w i z n a , w o j . o s t r o ł ę c k i e (nisze na f i g u r k i , obrazki

Czartoria.

i t p . ) . O k . 1890. R y s . 1936. 5 — las p o d w s i ą Samule, gm. Kolno,

Czarnia ( K u z i o w s k a ) , w o j . o s t r o ł ę c k i e ,

drodze do Złotej G ó r y . Ok.
1888. Rys.

łomżyńskie.

1870. R y s .

1936.

5 —

6 —• Dobrylas,. g m . Z b ó j n a , p r z y drodze do

w o j . ł o m ż y ń s k i e . K r z y ż w y c i ę t y na

olszynie. Rys.

1930. 6 —

wsi Ż e l a z n e , koło m o s t u przez P i s ę . 1851. R y s . 1910. 7 —• Z b ó j n a .

k r z y ż w y c i ę t y na starej s o ś n i e . R y s .

Rys. 1909. 8 — N o w o g r ó d (nagrobek poległego w 1914 r. pod­

Z b ó j n a , k r z y ż na

oficera). Rys.

k r z y ż o w y c i ę t e na sosnach p u s z c z a ń s k i c h przez p a s t u c h ó w łub

1936.

9 — T u r o ś l , w o j . ł o m ż y ń s k i e . Ok.

1855.

1924. 7 — Popiołki, gm.

s t a r y m u l u k ł o d o w y m . Rys.

Rys. 1917. 10 — C h o j n y Stare, g m . Szczepankowo, w o j . ł o m ż y ń ­

„ p u s t e l n i k ó w " . Rys.

skie. R y s .

13 — Z i m n a , g m . T u r o ś l , w o j . ł o m ż y ń s k i e .

1931.

11 — z puszczy p o d

Wanacją, gm.

Turośl.

8, 9 —

1922. 10, 11, 12 — N o w o g r ó d (cmentarz).
1860. Rys.

Wszystkie rysunki oraz fot. 1—7 — Adam Chętnik
Fot.: S. Deptuszewski — il. 12, 24—26; J . Olędzki — il. 13, 18, 22; J . Świderski — il. 8—11,

52

1919.

14—17, 19—21, 23, 27

1920.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6848" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6828">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ecfb2d196a96652e71d189b7fe7d6b25.pdf</src>
        <authentication>da0cd086827ae5f0c11c614ba076b478</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81652">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:633</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81653">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81654">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:581</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81655">
                <text>Tkactwo na Kurpiach / ETNOGRAFIA POLSKA 1968 t.12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81656">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1968 t.12, s.188-198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81657">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81658">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81659">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81660">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81662">
                <text>A D A M CHĘTNIK

TKACTWO N A KURPIACH
Z teki pośmiertnej

Adama

Chątnika

W dniu 29 maja 1967 r. zmarł w Warszawie docent dr Adam Chętnik, zasłużony
etnograj-regionalista,
badacz kultury ludu
kurpiow­
skiego. Urodzony w Nowogrodzie nad Narwią 20 XII 1885 r. w rodzinie
chłopskiej, od dawna zamieszkałej
na terenie regionu kurpiowskiego *,
z regionem tym związał całą swoją bogatą twórczość naukową.
Lud­
ności tej ziemi poświęcił również wiele lat działalności
oświatowej
i wychowawczej jako nauczyciel tajnych szkół w okresie okupacji ro­
syjskiej
przed I wojną światową,
następnie
działacz społeczny
oraz
twórca i współorganizator
miejscowych muzeów regionalnych:
skanse­
nowskiego muzeum w Nowogrodzie (w 1927 r. i ponownie po II wojnie)
i muzeum w Łomży (1910 r. i 1947 г.). Obok licznych prac drukowa­
nych od 1913 r. jako samodzielne pozycje książkowe **, artykuły
publi­
cystyczne i opracowania naukowe (drukowane w okresie ostatnich lat
także w „Etnografii
Polskiej",
„Ludzie", „Polskiej Sztuce
Ludowej",
Bibliotece
Etnografii
Polskiej
i innych)
Adam Chętnik
pozostawił
w rękopisie dużą pracę o życiu leśnym Kurpiów oraz artykuły
pisane
w różnych okresach życia, omawiające wybrane dziedziny życia i pracy
tradycyjnej
wsi
kurpiowskiej.
Redakcja „Etnografii Polskiej" chcąc uczcić pamięć Zmarłego
za­
mieszcza poniżej jeden z artykułów,
stanowiący
ważny
przyczynek
źródłowy do znajomości kultury tej wsi, a zarazem
charakteryzujący
sylwetkę
naukową i metodologiczne założenia pracy Adama
Chętnika.
Artykuł
zamieszczamy bez zmian redakcyjnych
w formie dostarczonej
nam przez Autora na kilka miesięcy przed Jego
śmiercią.
Redakcja
* Por. A. C h ę t n i k , Mój życiorys,
„Polska Sztuka Ludowa", R. 18: 1964
nr 3, s. 179—180.
** Bibliografię drukowanych prac Adama Chętnika podaje M. P o k r o p e k
w artykule poświęconym omówieniu jego działalności naukowej w „Roczniku
Białostockim", t. 6: 1966, s. 11—25.

�TKACTWO

MA

KURPIACH

189

Mieszkając w lasach i puszczach lud kurpiowski musiał — jak
i wszędzie na świecie — korzystać z ciepłych skór i futer upolowanych
zwierząt leśnych. Nie było wtedy specjalnego kroju ani obmyślonej
przez kobiety mody. Aby okryć górną delikatniejszą część ciała, to
i dosyć! Na nogach wystarczyły też byle łapcie. Ludność przez setki
lat żyła tu z wszelkiego zbieractwa, łowiectwa i w ogóle z puszczy,
miejscowe płody leśne musiały wystarczyć na wszystko. Do dziś o t y m
wiemy z opowieści starych ludzi i ze starej literatury opisowej czy
pamiętnikowej.
Ale przyszły czasy, kiedy bór czy las nie dał rady już wyżywić
rozrastającej się i przybywającej nowej ludności puszczańskiej. Za­
brakło i skór na okrycie. Zaczęto myśleć o sposobach nowych zaradze­
nia biedzie. Ale szło to opornie i niełatwo, bo nie było ani stałej
hodowli owiec, ani ziemi ornej na sianie lnu i konopi. To przyszło
z czasem, ale w X V I I w., kiedy ludność „na polach" czy też „na r o l i "
ubierała się już w tkaniny swego wyrobu, to tu w puszczy, jak czyta­
my z wiarygodnych opisów, mężczyźni chodzili często w łachmanach,
a ich „dzieci i nawet starsza młódź obojga płci łażą nadzy bez żadnego
wstydu. Sprawia to ich wielka bieda" .
Z powyższego krótkiego opisu widzimy, że musiały to być dla K u r ­
piów czasy przejściowe, kończyło się życie leśne, a. nie zaczęło żadne
inne, bo inaczej dzieci chodziłyby chociaż w lichych parcianych płótniakach, a i starsi nie nosiliby łachmanów.
Te łachmany musiały być nie miejscowe, zdobywali je pewnie K u r ­
pie od zamożniejszych sąsiadów z pól, którzy przez życzliwość czy drogą
zamiany wyzbywali się na rzecz biedaków kurpiowskich różnej sta­
rzyzny i lichych niedodzierków. Nie wszędzie na puszczy była taka
bieda, tylko pewnie w głębi lasów — wśród łowców, Smolarzy, w ę ­
glarzy itp. mających nędzną pracę i liche widać zarobki.
W wieku X V I I I w lasach Puszczy Zielonej (nad środkową Narwią)
zaczęły już powstawać stałe osiedla i wioski, na pół rolniczo-bartnicze.
Ale i w t y m czasie ludność miała większe dochody z barci niż z roli,
chociaż los ich znacznie się już polepszył . Życie na pół cygańskie
też zanikało. Na początku X V I I I w. Kurpie walczą już ze Szwedami
jako zwarte bractwo kurpiowskich strzelców, w wcale zgrabnych ubio­
rach i barwach, a w czasie wyświęcenia nowego kościółka w Kadzidle,
i

2

1

Podług ks. Łukasza Kościesza-Załuskiego, misjonarza z 1650 г., odbywającego
misje w Puszczy Kurpiowskiej (I. B a r a n o w s k i , Najstarszy opis Puszczy
Kur­
piowskiej, „Ziemia", t. 2: 1911, s. 278—279).
O czym dalej przy strzelcach.
2

�190

ADAM

CHĘTNIK

w roku 1783 w tych barwach strzelali już na wiwat z rusznic i moździeży .
Wpierw niż z włóknem roślinnym mieli Kurpiowie do czynienia
z wełną z własnych owiec, hodowanych masowo na paśnikach między
borami i na smugach nadrzecznych. Hodowano owce na wełnę, na
kożuchy i na mięso, o które w puszczy nie zawsze było łatwo. Życie
pasterskie kwitło tu dość wcześnie, o wiele wcześniej niż rolnicze —
może na paręset lat. Wełnę strzyżoną czesano na włókno do przędzenia
za pomocą ręcznych kolczastych szczotek od gręplowania, wyrabianych
po wsiach , a jeszcze przedtem kolczastych owoców koliboku rosnącego
na pustkowiach. O t y m wiedzieli od swych rodziców starsi puszczanie,
jeszcze przed paru dziesiątkami lat.
Mając przędzę wełnianą, a z czasem i lnianą, nauczyły się kobiety
tkać sukno i płótno na własną potrzebę. Krosien jednak — jak współ­
czesne — nie było, prawdopodobnie więc kobiety tkały pierwsze sztuki
sukna grubego czy płótna na ścianach swych niewielkich chat — od
wewnątrz, a częściej pewnie od zewnątrz, jak to do ostatnich niemal
czasów wyrabiano szale i ciepłe narzutki na głowę w niektórych miej­
scowościach starej Kurpiowszczyzny. Na ścianę skromnej wówczas
chatki namotaly nici z wełny (postaw) i robili tkaninę przy użyciu
wątku. Z czasów tego prymitywnego tkactwa pozostała tylko nazwa
miary tkanin spod krosien teraźniejszych pod nazwą ściany. Ściana
sukna, ściana płótna — tak się mówi kupującym przy sprzedaży domo­
wych tkanin, a taka „ściana" na dzisiejszą miarę to 6 m bieżących
tkaniny, z normalnych wiejskich wąskich krosien.
O rozwiniętym już dobrze tkactwie kurpiowskim czytamy dokładne
wzmianki na początku zeszłego stulecia. Gawarecki podaje w 1928 г.,
że Kurpie „wiele t u płótna wyrabiają" \ a w innym miejscu pisze,
że na wszystkie potrzeby miejscowe „płótno i sukno wyrabiają same
Kurpianki" .
W 1888 г., kiedy to w Warszawie urządzono wystawę tkactwa
ludowego (w salach przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa), Kurpianki
z okolic Kadzidła i Lipnik, które wystawiły swoje wyroby, okrzyczane
były za jedne ze zdolniejszych tkaczek w Polsce i otrzymały odznacze­
nia i nagrody za swoje wyroby .
3

4

6

7

3

L . K r z y w i c k i , Kurpie, „Biblioteka Warszawska", R. 52: 1892, t. 3, s. 527—
558; t. 4, s. 61—97, 349—385.
B y ł y takie w Muzeum Kurpiowskim w Nowogrodzie pod Łomżą do 1939 r.
(pochodziły z X V I I I w.).
H. Gawarecki,
Przywileje, nadania i swobody udzielone miastom woje­
wództwa
płockiego, Warszawa 1928.
H . G a w a r e c k i , Pamiętnik
historyczny płocki,
t. 2, Warszawa
1930.
A. C h ę t n i k , Warunki gospodarczo-kulturalne
na pograniczu
kurpiowsko-mazurskim, Łomża 1927, s. 80.
4

5

6

7

�TKACTWO

NA

KURPIACH

191

Aż do ostatnich czasów i lat tkactwo kurpiowskie stoi na odpowied­
n i m poziomie. Wprawdzie nie znajdziemy już w każdej chałupie krosien
tkackich, ale tam, gdzie one są, gospodynie kurpiowskie wyrabiają
płótno, dywany i sukno pierwszorzędnej jakości. Przed I I wojną wy­
roby z rozwiniętych spółdzielczo warsztatów tkackich w Myszyńcu
i Lipnikach miały zbyt za granicą, szły do Ameryki Północnej i w inne
kraje.
Obecnie tkactwo podupadło z wielu przyczyn, a jedną z nich jest,
że ludność w dziedzinie ubioru i stroju nie stara się już być — jak
dawniej — samowystarczalna, zadowala się wyrobami
fabrycznymi,
a Kurpianki coraz częściej przekładają miejską i fabryczną tandetę nad
swoje własne wartościowe wyroby. Również zamiana hurtowa lnu
i gotowego włókna na gotowe z fabryk dostarczane płócienka i perkaliki robi poważne spustoszenie, Kurpiankom „nie brak" już ślęczeć
całą zimę i dłużej nad krosnami, a t y m bardziej tracić całe długie
wieczory jesienne i zimowe przy kołowrotkach.
Wreszcie otrzymywane masowo paczki z zagranicy od krewnych,
często z gotowym ubraniem, modne suknie, koronki i jedwabie do
reszty niweluje starą kulturę w dziedzinie tkackiej. Tkactwo — nie
tylko jako trudna praca rękodzielnicza, ale nieraz i jako prawdziwa
sztuka ludowa w tej dziedzinie — zaczyna być niepotrzebne. Jeszcze
tu i ówdzie po ziemiach polskich spotykamy Kurpiów i Kurpianki
z wałkami samodziałowego płótna, chodnikami itp., które wyroby swoje
lub członków rodziny rozwożą na sprzedaż, ale i na to przychodzi
koniec.
Tkactwo kurpiowskie przechodzi dotkliwy kryzys, którego skutki nie
wiadomo jakie w tej dziedzinie przyniosą rozwiązanie. Raczej ujemne.
B a r w i e n i e s a m o d z i a ł ó w . Barwienie, czyli farbowanie (jak
tu mówią), samodziałów na ulubione kolory przechodziło różne fazy
swego rozwoju i upadku, w jakim znalazło się w czasy obecne. Daw­
nymi laty płócien samodziałowych nie farbowano.
Gdy kobieta narobiła płótna lnianego, to naszyła z niego wszyst­
kim domownikom bielizny (kosiul) i ubrania. Wszyscy chodzili prze­
ważnie na biało. Ale jak chłopak usiedział koszulę na mokrej trawie
przed chałupą i ją uzielenił, a dziewczyna zbierając jagody czarne
w lesie zrobiła to samo przypadkowo na jagodach, zafarbowawszy ją
na granatowo czy modro i niebiesko — to już i były pierwsze zapocząt­
kowane kolory! Przy innych podobnych czy innych wypadkach kolory
były inne — i tak uzbierało się samo to, co potrzebne do k o l o r ó w .
8

8

Od F . Pijanowskiego (lat 90) ze wsi Kuzie, pow. Kolno, w 1910 г.; od
M. Sobiechowej (lat 85) w 1947 г.; od J . Krasycnej (lat 80) z Brzozówki ok. 1932 r.
i in.

�ADAM

192

CHĘTNIK

Zaczęto wtedy lniane i wełniane farbować, płótno białe zaczęto prze­
tykać modrymi nićmi czy pasemkami i tak powstały płócienka w ta­
kież paseczki; taka płótniana dotychczasowa z tymi paseczkami była
już strojem od święta.
Używając barwników roślinnych do przędzy lnianej, przy wyrobie
np. pościeli na łóżka w pasy i kraty, Kurpianki używały następujących
barwników:
1. Na kolor chabrowy (modroniebieski) gotowano nici w leśnych
jagodach czarnych (czernicach).
2. Na kolor brunatnoczarny i czarny — w odwarze z olszowej kory
z lnianym siemieniem.
3. Na kolor czerwony — leśne krzaczki podobne do czernic pod
jesień (mają czerwone łodygi i pestki).
4. Na kolor żółty — brzozowe liście i kora z dodatkiem koperwansu.
5. Na kolor zielony — specjalna trawa wodna, długa dająca po
ściśnięciu miazgę. Nadrzeczanie nazywają ją „muzga". Nici gotowano
w odwarze z tej t r a w y .
Były i różne sposoby farbowania nici, nie wszystkie dochowały się
do naszych czasów, bo przez parę ostatnich pokoleń używano barwni­
ków przeważnie chemicznych.
Często farbowane były tylko nici na osnową (szczególnie przy w y ­
robie kilimów i dywanów), wtedy kręcone lniane nici do osnowy, grub­
sze i mocne, nazywano cięciwami, dawano je pod przędzę wełnianą.
Len siał zawsze gospodarz, a czyściła go z chwastów, rwała, suszyła,
otłukała z nasienia i t d . i t d . aż do sporządzenia w piękne i cienkie
włókno — sama gospodyni. Jedna z nich opowiadała m i , że chcąc otrzy­
mać z lnu koszulę, trzeba przy n i m odbyć aż pięćdziesiąt różnych pra­
cowitych czynności!
Wyroby ze l n u były na Kurpiach najwięcej lubiane i popularne,
szczególnie latem. Prócz białych koszul farbowano w paski spódnice
(kitle), fartuchy (zapaski i do nakrycia), chusteczki na głowę, a dla
mężczyzn prócz koszul portki letnie, parcianki i onuczki w chodaki.
Sukno grube na sukmany bartników czy strzelców farbowano nie­
kiedy na kolor bury; gotowano je wtedy w olszowej korze z lnianym
siemieniem.
Najczęściej jednak robiono kolor sposobem naturalnym. W t y m celu
do sukman dawnych (ciemnobrązowych) dobierano od razu wełnę ruda9

9

Wiadomości
z 1949 r. i in.

od A . Kordeckiej z Myszyńca

i M. Sobiechowej

z

Kadzidła

�TKACTWO

NA

193

KURPIACH

wą, która dawała przędzę i sukno potrzebnego koloru. Jeżeli kolor był
za siwy (za jasny), to wełnę czy przędzę wystawiano latem na upalne
słońce przez dłuższy czas, aż nabrało potrzebnej barwy. W dawne lata
tak tylko robiono, nie inaczej, komu tylko było pilno przed zimą,
a słońca już gorącego nie było, ten szukał farby olszowej .
10

Do pewnego rodzaju sztuki tkackiej należało wyrabianie barwnych
i ozdobnie wykonanych pasków do fartuchów; wyrabiano je z bawełny
kolorowej i lnu na specjalnych tzw. „klockach". Niektóre były bardzo
artystyczne i była ich wielka rozmaitość. Wyrób ich skończył się już
przed kilku dziesiątkami lat.
W i e j s c y k r a w c y . O krawcach tych pisałem w książce Strój
ludoiuy Puszczy Zielonej . Dodam tylko, że krawcy wiejscy (ludowi)
rekrutowali się spośród ludności miejscowej, wiejskiej. Żadnych do tego
szkół czy kursów nie było. Taki krawiec latem pilnował lichego swego
gospodarstwa, a zimą obszywał rodzinę lub wieś. Czasami miał i pomoc.
Szyto ręcznie, a maszyny do szycia pokazały się tu ok. 1900 r. (z Ame­
r y k i na raty, firma Singer). Krawcy żyli sobie na ogół dostatnio,
a który miał więcej gustu i nowych pomysłów w „przystrojach", to
o przyszłość materialną mógł się nie martwić. Każdy z nich miał swój
dom i inwentarz. Co do krawców żydów (w ostatnich lat dziesiątkach
przed wojnami), to ci pracowali w miastach i osadach miasteczkowych,
na zimę jeździli po wsiach („wędrowni"), zadomowili się gdzie u gos­
podarza, obszyli mu całą rodzinę, potem szli do innego itd. Za pracę
otrzymywali gotówkę i kolądą w naturze do domu. Po wsiach gotowali
sobie w swoich naczyniach (nasze były trefne), a produkty otrzymywali
od gospodarzy. Krawcy szyli stroje wiejskie, regionalne, a czasem miej­
skie, wsoółczesne.
B i e l e n i e p ł ó c i e n l n i a n y c h na Kurpiach i w ogóle nad
Narwią znane jest powszechnie. Przy każdej chałupie, dawniej w ogród­
kach zabezpieczonych przed inwentarzem, były specjalne placyki równe,
z piękną murawą, zwane bielnikami. Sama nazwa wskazuje, że służyły
do bielenia. W niektórych wioskach czy osadach nadrzecznych były
bielniki do wspólnego użytku, wydzielone przez zebrania gromadzkie
dla całej wsi, dobrze ogrodzone.
Początkowo pewnie płócien nie bielono, na koszule czy też portki
itp. używano surowego partu, zwanego tu jeszcze płótnem szarym lub
pacześnym.
Ale pewnie ten sam deszcz, co przy praniu, nauczył ludzi
11

i» Wiadomości od I. Jesionkowskiego i M . Swiderskiej z Nowogrodu
Łomżą z 1931 r.
А. С h ę t n i k, Strój kurpiowski Puszczy Zielonej, Wrocław 1961.
11

13 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X I I

pod

�194

ADAM

CHĘTNIK

i bielić płótna, które bielały same na karkach ludzkich, od deszczu
i słońca. A że płótno wybielone jak śnieg mogło być pięknym strojem
odświętnym, pewnie więc na ten strój odświętny, uroczysty, obrzędowy
itp. zaczęto bielić płótna specjalnie.
Robiono bielenie w ten sposób. Sztukę płótna z krosien rozciągano
na murawie, przygważdżano do ziemi specjalnymi kołkami na pozosta­
wiane w t y m celu pętelki (lub z braku tych — przytłaczano po bokach
w y m y t y m i kamieniami). W słoneczną pogodę płótno polewały wodą
czystą przez sita polewaczki raz wraz po każdym wyschnięciu prze­
ważnie kobiety i młode dziewczęta. Nieraz dziesiątki razy dziennie,
dlatego bielniki są zawsze blisko wody. Po paru tygodniach bielenia —
czego oczywiście dokonywa słońce letnie — płótno zwijają na wałki
i zabierają do użytku. Tak samo trzeba zbierać płótno z bielników na
noc i przed każdą burzą, pilnować przed wędrownymi złodziejami,
również by kura czy nierogacizną nie dobrała się na bielnik i nie
zrobiła nieporządku, szkodliwego dla płótna w czasie bielenia.
Takie bielniki i bielenie można często spotkać i dziś, na ogół jednak
gospodynie sobie upraszczają bielenie w domu, gotując sztuki płótna
w specjalnie spreparowanym ługu z palonych łęcin łubinu, a dawniej
z jałowca itp.
Bielone płótna kurpiowskie cieszą się wielkim popytem na miejscu
i dalej w Polsce od stu kilkudziesięciu blisko lat.
F o l o w a n i e s u k n a . Sukno zaraz z krosien nie nadaje się do
krawca, jest rzadkie, rozciągliwe i kurczy się od wilgoci i deszczu.
Ubranie uszyte z takiego sukna po pierwszej ulewie skurczyłoby się
niepomiernie i trudno by je nałożyć na siebie. Tak pewnie w dawniej­
sze czasy przytrafiało się niejednemu elegantowi puszczańskiemu, i to
zmoknięcie właśnie ze skurczeniem się gwałtownym sukna naprowa­
dziło zapewne tkaczów na pomysł zbicia sukna na gęstsze, więcej nie­
przepuszczalne i nierozciągliwe. Folowanie sukna — bo tak nazywa się
cała ta manipulacja utrwalenia, zbicia i ujednostajnienia rozciągliwości
włókien —• odbywa się od niepamiętnych przez ludzi lat, na całym
terenie, gdzie znane jest tkactwo z wełny. Do folowania służy specjal­
ny przyrząd-warsztat, zwany foluszem, a będący właściwie długim
(około 3—4 m) korytem, dłubanym z grubego pnia drzewnego, z wol­
nymi wylotami w obu końcach i dość wysokimi bokami. Do koryta
dorobiony jest specjalny długi i dość cienki smyk z kołkami do rąk.
Do smyka trzeba 6, 8 i więcej nieraz ludzi.
Zwykle folusz ustawiony jest na kołach wbitych w ziemię (słup­
kach), przed oknami chałupy, przez które przechodzi światło lampowe
na zewnątrz przez szyby, żeby pracujący mieli widno. Praca rozpoczyna
się o zmierzchu, zwykle w czasie adwentowym (w grudniu), do której

�TKACTWO

NA

KURPIACH

195

zaprasza się sąsiedzkich chłopców dorosłych na cały wieczór. Jeżeli
sukna jest mało w jednej chałupie, to kilka gospodarstw razem znosi
sukno na wspólne folowanie, dość pracowite i kłopotliwe.
Sukno naparzone ukropem, rozciągnięte w foluszu (korycie) chłop­
cy międlą, gniotą i przewracają smykiem, ciągając nim gromadnie
w obie strony wzdłuż. Z kobiet domowych co chwila któraś leje wrzą­
tek z dużego sagana na sukno, a po k i l k u godzinach, gdy znawcy za­
wyrokują, że sukno gotowe — zbite i ścisłe, pracę się przerywa. Sukno
mokre naciągają, prostują, nawijają na wałki, suszą i oddają po t y m
do krawca. J u ż mu żaden deszcz nie zaszkodzi ani zmiana pogody.
Chłopcy po ciężkiej do potu pracy przy suknie otrzymują zasłużoną
dobrą kolację, folusz pożyczany jest dalej po wsi, bo nieraz i kilka
razy różne sukna w ciągu grudnia doprowadzone są do stanu używal­
ności.
Do reszty biorą je w obroty wędrowni krawcy.
W ostatnich latach, bliżej miast fabrycznych, sukno takie dają nie­
którzy do specjalnych fabryk do wyrównania jednej strony, prawej,
przez maszynowe postrzyżenie włosia, ale większość poprzestaje na tym,
jakie wyszło z warsztatów wiejskich.
Sukno takie służy dziesiątki lat, ubranie z niego „nie do zdercia" —
jak mówią, a przy t y m na zimowe mrozy i zawieje ciepłe i wygodne
w ubraniu. Ma też wzięcie na Kurpiach do ostatnich lat, a na jarmar­
kach czy targach w Myszyńcu można go nabyć odpowiednio wymierzo­
ne sztuczki na krótkie sukmanki.
P r a n i e s a m o d z i a ł ó w . Pierwotnie nie prano bielizny (która
w lato była jednocześnie i strojem), nie znano tej potrzeby, i nie
względy higieniczne, tylko pewnie estetyczne wpłynęły na wynalazek
prania.
Pierwszą praczką bielizny czy płóciennego stroju był prawdopodob­
nie niejeden ulewny, letni deszcz, który, gdy był z silną falą, t j . wia­
trem, nie tylko strzepał i sprał skórę będącym w podróży czy gdzieś
przy rybołówstwie puszczakom, ale to samo zrobił z płóciennym stro­
jem, będącym jednocześnie bielizną, trzepiąc je z całą pasją wprost
na człowieku. Gdy człowiek wysechł, zauważył pewnie, że jego strój
czy bielizna jest ładniejsza, coraz bielsza i bez brudu. Dziewczyna
w pięknej bieliźnie, bielutkiej, zaczęła się prędzej podobać chłopakom,
co podrażniło pewnie ich ambicję w kierunku częstszego moknięcia na
deszczu, który je prał bezinteresownie a skutecznie. Jeszcze przed paru
dziesiątkami lat dziewczyny umyślnie mokły na majowym deszczu,
żeby i m włosy długie rosły (wtedy jeszcze nie strzyżono włosów). Taki
musiał być początek prania.
Zaczęto też z czasem — nie czekając deszczu — prać bieliznę w wo-

�196

ADAM

CHĘTNIK

dzie bieżącej, trzepiąc ją ręką, dłonią, a z czasem podobną do tego
kijanką z płaskiej szczapy czy ułamanej gałęzi.
Prawdopodobnie z przyrodzonego lenistwa człowiekowi nie chciało
się urządzać prania zbyt często, ale bądź co bądź trzeba powiedzieć na
korzyść ludności tutejszej puszczy, że nie czekano tu aż płótno rozleci
się na człowieku w strzępy (jak to się zdarza po świecie) od znoszenia,
ale je prano, co nastąpiło pewnie już w wiekach X V I I i X V I I I . Wtedy
już nie deszcze, ale kobiety prały bieliznę.
Również warto zaznaczyć, że zmarłych domowników nie chowano
w bieliźnie brudnej, ale ją starano się wyprać, wybielić, by nieboszczyk
w dobrej formie mógł się zaprezentować w zaświatach. To mówią naj­
starsi tu ludzie, a pozostałość po t y m zwyczaju jest taka, że starsze
lub schorowane Kurpianki oczekując już śmierci, gdy jeszcze mogą pra­
cować, przygotowują sobie na śmierć swój strój, a w nim czysto-śnieżna
kosiula odgrywa pierwszorzędną rolę.
Bądź co bądź, że na początku X I X stulecia bieliznę już nie tylko
prano w wodzie, ale starano się wynaleźć ku temu odpowiednie mydliki-sposoby, ułatwiające otrzymanie możliwie czystej bielizny.
Ze sposobów tych znane były następujące:
1. Woda stojąca, miękka, wygrzana na słońcu, w pierwszym lepszym
dole czy kanale lub jeziorku. Moczono w niej bieliznę na całą dobę,
specjalnie w błocie lub ile, na drugi dzień spierano rozmiękły brud
w wodzie czystej bieżącej, wykręcano z nadmiaru wilgoci i suszono na
słońcu i wietrze, niekiedy od razu na sobie, żeby nabrała odpowiedniego
fasonu.
2. Ił rzeczny (mazisty i tłustawy muł gliniasto-marglowy), nad brze­
giem w niektórych miejscach rzek i strumieni. Szorowano w nim brud
zastarzały, a potem wysiastano w wodzie bieżącej, czystej i ogrzanej.
(Z takiego mułu Niemcy robili nam kartkowe mydło w czasie I i I I
wojny).
3. Zaparzanie bielizny w nawozie końskim, który — jak wiadomo —
przefermentowany, zawiera w sobie dużo ciepła, odbywało się jeszcze
na początku X I X wieku. Bieliznę z zastarzałym brudem zakopywano
głębiej w nawóz koński w stajni, żeby się tam dobrze zagrzała. Na drugi
czy trzeci dzień bieliznę wydobywano i prano w ciepłej wodzie z ługiem
gotowanym z popiołu. Spłukiwano w ogrzanej wodzie, czystej i bieżącej.
4. Gotowanie w ługu brudnej bielizny odbywało się jeszcze po­
wszechnie ok. 1900 r. Ług wygotowywano z popiołu drzew liściastych,
posiadający w sobie potaż zastępujący ludziom mydło. Wyługowany
potaż szedł znad Narwi na handel (dawnymi czasy) w dalszy świat.
Bieliznę z ługu prano w czystej wodzie ciepłej i miękkiej, najlepiej
w strugach i rzekach.

�TKACTWO

NA

KURPIACH

197

5. Owczy ług. Była to na pozór brudna woda pozostała po myciu
owiec przed strzyżeniem. Woda taka była mętna i jakby tłustawa.
W wodzie takiej prano dawniej koszule płócienne, spierając do reszty
z brudu w wodzie czystej, bieżącej. Od lat 60—80 sposobu tego prawie
nie używają.
6. Dębowy ług. Palono w piecach dębową korę, odsiewano na sitach
i wygotowywano ług. Ług taki przez szereg dziesiątków lat uważano
za najlepszy i gotowano czy też prano w nim bieliznę. W końcu czysta
woda spłukiwała do reszty, co niepotrzebne .
Co do sukna i sukman, to praniem ich mało kto się interesował,
wystarczał deszcz i śnieg; dla „odnowienia" sukna wycierano je rękami
miękkim śniegiem.
Tak więc sobie radzili Kurpiowie, a właściwie Kurpianki z praniem
bielizny. Tylko na tratwach spławnicy drzewa (miejscowi oryle) musieli
prać sobie bieliznę w gratunach
gdzie indziej robiły to zawsze kobiety
i dziewczęta. Praczkami zawodowymi też są kobiety. W dawniejsze lata
na Starych Kurpiach zdolny kawaler rzeźbił ładną kijankę w kwiaty
i różne wzory i robił z niej prezent przedślubny swojej upatrzonej
dziewczynie. Przywiązywał widać do kijanki znaczną uwagę, a i dziew­
czyna nie obraziła się za to .
M a g l o w a n i e t k a n i n . Płótno spod krosien czy w ogóle tkaniny,
jest zawsze trochę pomięte, nierówne, pogurbanione, jak tu nazywają,
wyrównują je nakręcając na wałki, wyciągając za oba brzegi, roz­
płaszczając mokre na bielniku itp. W wypadkach koniecznych mniejsze
sztuki płótna maglują
na szerokiej ławie, na wierzchnim nakryciu
szlabana (łóżka służącego na dzień za kanapę do siedzenia) itp. Do ma­
glowania służy ręczna maglownica, zwana tu wałkownicą, i wałek dłu­
gości ok. 1 łokcia (50—60 cm). Czynność ta znana jest prawie wszędzie
po kraju, więc jej nie opisuję. Dodam tylko, że żadnych maglów zme­
chanizowanych na Kurpiach prawie nie ma, prostowanie wszelkiej bie­
lizny po praniu i wysuszeniu, jak ręczników, obrusów, koszul, far­
tuchów itp., odbywa się ręcznie przez kobiety podanymi powyżej na­
rzędziami.
Wałkownicą
— z płaskiego drzewa brzozowego czy klonowego lub
jesionowego, posiada do prawej ręki okrągły trzonek, a do lewej za­
krzywioną rączkę u przodu narzędzia. Spód wałkownicy
nacinany jest
12

1 3

u

1 2

Wiadomości od S. Chętnikowej (lat 91) z Nowogrodu, 1949 г.; M. Sobiechowej (lat 87) z Kadzidła, 1949 г.; od A. Kordeckiej (lat 55) z Myszyńca, 1949 r.
i in.
Gratuny są to duże szpary między klocami w płynących pasach drzewa.
Takie kijanki można oglądać w Łomży, w Muzeum. Stare Kurpie to od­
cinek dawnej Kurpiowszczyzny z lewej strony Narwi od Nowogrodu do Ostrołęki.
13

1 4

�198

ADAM

CHĘTNIK

w karby, który przy toczeniu wałka z bielizną naciąga ją coraz mocniej
na wałek, wyrównując wszelkie fałdy i nierówności. Wspominam o walkownicy jeszcze i dlatego, że jest ona u każdej starannej gospodyni
i często jest ozdobiona pracowitymi motywami sztuki ludowej, robotą
rzeźbiarską . Bielizna czy fartuch po praniu nie maglowany wygląda
tak ,,jak psu wyciągnięty z gardzieli". Żelazka do prasowania od paru
dziesiątków lat są w użyciu u miejscowych krawców, ogół wiejski
dopiero zaczyna je lepiej poznawać.
15

1 5

Jak to widzimy np. w Muzeum w Łomży.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7183" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7163">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0334a36176569cf11a93e3e626769c44.pdf</src>
        <authentication>e0c144a69bf5e1e4d27bf1cd6b32623a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85784">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85787">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85791">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="85793">
                <text>bursztyniarstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85796">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85798">
                <text>Jantar w sztuce ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85800">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1973 t.27 z.4; s.191-198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85802">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85804">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85805">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85806">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85808">
                <text>I I . 1. Kolki! ilb:, z ą b k u j ą c y c h

nieim &gt;\, ląi

oraz narzędzia do usuwania „ s k a z u " aa oku. 11. 2. Sorduszka do naszyjników
wykonane z bursztynu.

Adam Chętnik

JANTAR W SZTUCE KURPIOWSKIEJ
Jantar (bursztyn) w y s t ę p u j e w Polsce na pobrzeżu
B a ł t y k u , w dorzeczu N a r w i (zwłaszcza na Kurpiowszczyźnie), na Pojezierzu Mazurskim i Pomorskim, w Borach
Tucholskich, na Kujawach, a t a k ż e w P o z n a ń s k i e m (okolice
jeziora Lubiejewskiego). W y s t a r c z a ł o go t u — i wystarcza —
dla celów p r z e m y s ł u domowego czy fabrycznego. Jantar
w y s t ę p u j e t a k ż e sporadycznie w innych regionach Polski —
na G ó r n y m i D o l n y m Śląsku, w okolicach K r a k o w a , na środ­
k o w y m Mazowszu.
Jantar p o w s t a ł z zakrzepłej i stwardniałej żywicy sosny.
Dawniej u w a ż a n y za minerał, dziś zaliczany jest do liptob i o l i t h ó w . Przedstawia ciało bezpostaciowe (dotąd nio
znaleziono w n i m kryształów).
Poszukiwaniem czy też kopaniem i poławianiem su­
rowca zajmowali się Kurpiowie-specjaliści „ b u r s z t y n i a r z e " ,
czy j a k piszą i n n i , „ j a n t a r n i k i " . Po gatunkach ziemi, j a k
„ s u r " , „ m o d r a ziemia", „siwica", „ c z a r n y szlam" i t p . roz­
poznawano miejsca, gdzie warto było zapuścić „ p r ó b n y
d r ą g " , k o p a ć rydlem lub p o p r a w i a ć „pogłębiaczein". R ó ż n o
motyczki, łyżki na d r ą ż k a c h i t p . uzupełniały narzędziarstwo. P r z e m y s ł e m t y m zajmowali się mężczyźni, ale była
w Nowogrodzie i kobieta , k t ó r a u m i a ł a odnaleźć „ g n i a z d a "
bursztynowo i w y d o s t a w a ł a różne bryłki, łącznie z piachem
lub żwirem bursztynowym — dla badaczy, n a u k o w c ó w
i innych a m a t o r ó w . Odmiany bursztynu kopanego w ziemi
nazywano gruntowym, dla odróżnienia od wodnego, błot­
nego, torfowego i i n . Co do gatunku, to na całych K u r p i a c h
1

2

3

najwięcej poszukiwany i lubiany b y ł bursztyn miodowy,
czerwonawy, potem żółto- czy jasno-miodowy oraz k a p u ś c i a k
(jasno zielonkawy).
Zdobywanie surowca na Kurpiach — „kopalnie", narzędzia,
„bursztyniarze"
Znalezienie bursztynu b y ł o s p r a w ą stosunkowo p r o s t ą .
Małe dzieci s z u k a ł y go na wydmach, starsze w strumieniach
i rzeczkach, a dorośli w b ł o t n i s t y c h jeziorach. Rybacy
wyciągali go z zielskiem w o d n y m . W y k o p y w a n o go także
z ziemi lub zbierano okazyjnie przy kopaniu rowów, stu­
dzien, a nawet wyorywano w polu. B y l i i tacy, co nawet
na wiele lat zarzucali roboty rolne, gdyż znaleźli na swych
p a ś n i k a c h czy ł ą k a c h drogocenne b r y ł y tego tutejszego
złota. W muzeum w Ł o m ż y z n a j d u j ą się p i ę k n e b r y ł y spod
Nowogrodu i Ostrołęki, wyciągnięte z rzeki przy łowieniu
r y b . Jedna w a ż y 65 deka, inna jest mniejsza, bo rybacy
potłukli b r y ł ę na części do podziału — przy t y m wszyscy
ponieśli straty. Na wiosennych rozlewach często dzieci
o d n a j d u j ą nawet p o k a ź n e b r y ł k i i b r y ł y . W „ g ó r k a c h "
n a d n a r w i a ń s k i c h kopano „ g n i a z d a " ze z w i e t r z a ł y m bursz­
t y n e m lub sypkim gruboziarnistym piachem bursztynowym.
W p ł o n ą c y c h torfowiskach ogień dostawszy się do dna —
w y p a l a ł równocześnie bursztyn, a zapach k a d z i d ł a roz­
chodził się z dymem na wiele k i l o m e t r ó w w kierunku wia­
t r ó w . Trzeba wiedzieć, że jantar znajduje się w torfach

191

�I I . 3. W i d ł y do wykrywania bursztynu ukrytego p ł y t k o pod ziomią. I I . 4. D r ą g z ostrzom do poszukiwania bursztynu i pobie­
rania próbok ziemi na gruncie p o d m o k ł y m .

przeważnie na samym dnie, nie w masie torfowej. Z dna
też m o ż n a go wybierać.
Bursztyn kopano przeważnie w dolinach, na mokrad­
łach, ale t a k ż e i na p a g ó r k a c h — np. w M ą t w i c y na terenie
cegielni, w Dylewie, Lipnikach i innych miejscowościach.

Obróbka jantaru na

Kurpiach

D a w n i mieszkańcy ginącej od niedawna Puszczy K u r ­
piowskiej umieli nie t y l k o szukać i k o p a ć „ k a d z i d ł a " ' ,
ale również zamieniać je na inne potrzebne rzeczy, narzędzia,
b r o ń i t p . Znajdowano przypadkowo w y r o b y z różnych
odmian jantaru, j a k wisiorki różnej wielkości, naszyjniki,
korale, różańce, przedmioty k u l t u , zabawki dla dzieci,
o b r ą c z k i , pierścionki i t p . W y r o b y to od setek lat b ł ą k a ł y się
po ludziach w c h a ł u p a c h , na targach, w wotach kościelnych,
upominkach dla osób cenionych przez społeczeństwo. Po­
wyższe p r z y k ł a d y d o w o d z ą , że na Kurpiach nie t y l k o znano
od dawna bursztyn, ale po części obrabiano go i handlo­
1

192

wano n i m . Zatrzymywano część na własne potrzeby (wisior­
k i , korale), resztę zamieniano na narzędzia z metalu.
K l ę s k i wojen i r ó ż n y c h p o w s t a ń , w a l k i o niepodległość,
w a l k i z najazdami, ciągłe pożogi wiosek, w y p ę d z a n i e lud­
ności ze swych osiedli, choroby i „ g ł o d n e " lata puszczańskie
sprawiły, że co jakiś czas, co 100—200 czy więcej lat,
wszystko się tam waliło, p r z e m y s ł zamierał, a zdolni nie­
zwykle ludzie albo ginęli na miejscu, albo b y w a l i na tułacz­
kach, albo dziesiątkowały ich prześladowania, choroby
i wszelkie „ b i e d y z n ę d z ą " . Bursztyniarstwo czy jantarnictwo nieraz się rozwijało, a potem na dziesiątki i setki lat
zamierało, j a k b y go nigdy nie b y ł o .
To, co działo się w życiu gospodarczym — działo się
i z r ó ż n y m p r z e m y s ł e m leśnym, również i jantarniczym,
k t ó r y u p a d a ł i dźwigał się co najmniej 3—4 krotnie w ciągu
X I X wieku, aż do I W o j n y Ś w i a t o w e j . Ze 130 kopalń
(olbrzymich nieraz dołów) nie zostało prawie nic, kopalnie
„ N a Szwedzie", „ Ż y t o c h a " , „ P o d Siarczą Ł ą k ą " , „ P o d
Karaska", „ N a W o l k o w y c h " , „ P o d B r a n d y s i a m i " i t d . i t d . ,
to już t y l k o resztki nazw po t y c h dawnych „ k o p a l n i a c h " .

�Z w a r s z t a t ó w i poszczególnych „ m a j s t r o w n i " , k t ó r y c h
za mojej jeszcze pamięci było 20—30, w czasie między­
wojennym k i l k a , d z i ś dogorywa ostatni. W n i m zdolny,
w a r t o ś c i o w y i z a m i ł o w a n y W . D e p t u ł a pod Czarnią, ob­
rabia i toczy zimą na z w y k ł y m k o ł o w r o t k u do przę­
dzenia. Było przed n i m wielu innych. W samoj Ostrołęce
k i l k u , w Z a r ę b a c h Kościelnych, Surowom, Kadzidle,
Wolkowych,
M y s z y ń c u , Lipnikach, Jazgarce, Ł o m ż y ,
Nowogrodzie, Kolnie, Makowie i w innych miejscowoś­
ciach. P o t r a f i ą jeszcze n i e k t ó r z y o b r a b i a ć w Kadzidle,
Jazgarce, Czarni, Lipnikach — ale to są już „ o s t a t n i Mo­
hikanie" — umiejętność ta zamiera. Nie wiemy na ile lat,
czy może wieków ?
5

Pierwszym mistrzom od o b r ó b k i jantaru b y ł piach
na w y d m a c h — ostry, sypki, ciągle poruszany przez w i a t r y ,
szorował przez setki lat powierzchnię p ł y t e k i t w o r z y ł
już o b r ó b k ę w pierwszej fazie. B y ł a to jednak o b r ó b k a
zbyt powolna.
Jantar szlifował się również, leżąc przez dziesiątki
i setki lat w strugach, rzeczkach i bystrych d o p ł y w a c h
N a r w i (Pisa, Szkwa, Rozoga, Omulew, Orzyc, Węgierka),
omywany w o d ą — s a m ą lub z m u ł e m rzecznym, k t ó r y
w p o c z ą t k a c h obróbki służył „ j a n t a r n i k o m " do bardziej
precyzyjnych szlifów. Niejednokrotnie podpatrywana przez
autora po wsiach o b r ó b k a ręczna potrzcbiijo n a s t ę p u j ą c y c h
p r z y b o r ó w i n a r z ę d z i : kamieni gładszych piaskowców lub
cegły r ó w n o wypalonej, m a r m u r k ó w , szkła tłuczonego lub
ostrych narzędzi stalowych, m u ł u rzecznego, popiołu odsianego z miękkiego drewna, wreszcie kredy, szczoteczki
lub sukna i czystej wody.
W neolicie (okres kamienia gładzonego) bursztyn już
szlifowano ręcznie, to znaczy bez pomocy siły nożnej czy
innej zmechanizowanej. Niemniej długo jeszcze u ż y w a n o
narzędzi krzemiennych — skrobaczy, gładzików, ś w i d e r k ó w .
Te ostatnie p o c z ą t k o w o służyły nie tyle do borowania, ile
do pogłębiania i powiększania o t w o r ó w j u ż gotowych.
O t w o r k i te — całkowite lub zaczęte w r ó ż n y c h b r y ł k a c h
bursztynu — p o c h o d z ą z odległych czasów, kiedy żywica
6

ówczesnoj sosny s p a d a ł a w upalne dni w i ę k s z y m i lub mniej­
szymi soplami, w różnych ilościach, mniej lub więcej s t ę ­
żała na powietrzu, a s p a d a j ą c niekiedy ze znacznej wyso­
kości zaczepiała lub n a d z i e w a ł a się na z ł a m a n e sęczki,
gałązki. W nocy soplo tężały, z czasem s p a d a ł y razem
z u ł a m k i e m gałęzi na ziemię, w błoto czy do wody — i t a k
został z czasem w bryłce j a n t a r u po spróchnięciu drewna
o t w ó r na wylot zaczęty lub wypchany sęczkiem, nie do­
kończony, zwany dziś „ n a d z i a k i e m " (od nadziania się,
j a k wyżej wyjaśniono). Niekiedy sople s p a d a ł y na z ł a m a n e
trzciny, łodygi roślin b ł o t n y c h i wtedy m a m y nadziaki
innego r o d z a j u — ( n i e k i e d y z roślinami, szyszkami i zwie­
r z ą t k a m i w e w n ą t r z ) — zowią je niesłusznie „ w r o s t k a m i " ,
a na K u r p i a c h wprost „ w ś c i b k a m i " czy „ ś c i b k a m i " od
„wścibić s i ę " (wleźć w obce miejsce). Te wścibki na K u r p i a c h
s p o t y k a j ą i przy obróbce „ k o r a l a " z t a k i m owadem ( m u c h ą ,
komarem, m r ó w k ą ) są p o ż ą d a n e w sznurze p a c i o r k ó w i no­
szone w koralach, jako pewnego rodzaju amulet. W dawnych
koralach w k a ż d y m sznurze m o ż n a było zobaczyć ogładzony,
zawsze przezroczysty, paciorek z widocznym owadom
(wścibkiem) .
7

Nadziaki po ich wykorzystaniu przez j a n t a r n i k ó w —
dźwignęły bursztyniarstwo na nogi, a kiedy zaczęto w nich
powiększać, p r o s t o w a ć czy pogłębiać nie zawsze k s z t a ł t n e
otworki (na razie przy pomocy narzędzi krzemiennych ),
jantarnictwo zaczęło rozwijać się na dobre. O t w o r k i na pół
c h o ć b y gotowe p r z y d a ł y się nie t y l k o do w y r o b u wisiorów,
medalionów, serduszek, kółek „ o b w a r z a n k ó w " zawiesza­
nych dzieciom na szyję przy z ą b k o w a n i u , ale również
do wyrobu obrączek i pierścieni, gdzie otworki w nadziakach
b y ł y powiększane i poszerzane przed o s t a t e c z n ą o b r ó b k ą .
Pierwotni bursztyniarzo wiedzieli o t y m dawno, t a k w
tej Puszczy, czy w innych dalszych stronach Polski, gdzie
w y s t ę p o w a ł jantar. W i d z i m y to z wykopalisk Starego
G d a ń s k a ' , gdzie wykopane warstwy kulturowe sprzed
t y s i ą c a lat (pod kierunkiem prof. К . J a ż d ż e w s k i e g o z Łodzi)
w y k a z a ł y również bogactwo jantarowe •— w postaci su­
rowca, w y r o b ó w całych, uszkodzonych czy p o ł a m a n y c h .
9

I I . 5. Bryla bursztynu, cli- 16 oni wydobyta z N a r w i pod Grabowem.

193

�Wiele z nich ma ślady n a d z i a k ó w przy dalszej obróbce,
a co ciekawe, że wiele z t y c h w y r o b ó w j a k wisiory, korale
czy obrączki jest zbliżonych do analogicznych w y r o b ó w
z K u r p i ó w . S k ą d takio p o d o b i e ń s t w o ?
W y r o b y kurpiowskie z jantaru słynęły nie t y l k o w k r a j u ,
znano je za granicami, a w r. J 878 na Wystawie Powszedniej
w P a r y ż u b y ł y rozchwytywane przez zwiedzających.
Ekspansja bursztyniarska K u r p i ó w b y ł a dość szeroka.
Emigranci kurpiowscy do USA wozili ze sobą i wyroby
jantarowe, k t ó r e cieszyły się wielkim popytem, sprowa­
dzono je z Polski „od bólu g ł o w y " . Jedna z rodaczek dala
sobio zrobić na głowę p i ę k n ą kolię z całego złocistego sznura
jantarów.
Po skasowaniu monopolu p a ń s t w o w e g o nad ,.bemsteinom" w sąsiednich Prusach (1867) Kurpiowie chodzili
k o p a ć bursztyn na gruntach swoich krewnych i znajomych.
W czasie 11 Wojny Świntowpj tutejsza ludność, k t ó r a
znalazła się przypadkowo za Dnieprem, o d k r y ł a tam ziemię
b u r s z t y n o d a j n ą w pobliżu Kijowa i po k i l k u latach t u ł a c z k i
przywiozła ze sobą b r y ł k i tamtejszego j a n t a r u .
K i e d y N i e m c ó w - b u r s z t y n i a r z y z Sarnbii zabrano w cza­
sie wojny do wojska, na ich miejsce wysłano t a m na przy­
musowe roboty tych z ludności kurpiowskiej, k t ó r z y znali się
na bursztyniarstwie. N i e k t ó r z y b y l i t a m do końca wojny.
Do o b r ó b k i jantaru Kurpiowie posługiwali się obra­
b i a r k ą sznurową, o b r o t o w ą zo smykiem, t o k a r k ą ręczną
z k o r b k ą , t o k a r k ą z dyszlem (pionowym i p o z i o m y m ) " ,
z kołom r o z p ę d o w y m i p e d a ł e m i — po głuchych wioskach —
k o ł o w r o t k i e m do przędzenia, przygotowanym odpowiednio
do o b r ó b k i . N a p r z y r z ą d a c h t y c h od stu kilkudziesięciu lat

I I . 6. Fajka inkrustowana bursztynem mlecznym i miodo­
w y m , okuta m o s i ą d z e m . W y k . po 1945 г. I I . 7. Korale
z bursztynu.
в

bursztyniarze kurpiowscy toczyli i szlifowali pierścionki,
cygarniczki, korale, naparstki, guziki, k u b k i , kieliszki i t p .
Toczono najczęściej przy pomocy ł a m a n e g o w ostre k a n t y
szkła okiennego lub od potłuczonych lamp naftowych.
Zdolniejsi wydrapywali przy pomocy tegoż szkła fajki,
tabakierki, k a ł a m a r z e , figurki, pasje, płaskorzeźby, łań­
cuszki, s z k a t u ł k i i t p .

Wyroby specjalne — Upominki — Żyrandole — „Pająki" —
„Korale — Różańce
N a K u r p i a c h zdolni „ b u r s z t y n i a r z e " nie t y l k o obrabiali
zwykłe „ k o r a l e " i serca, ale również wyroby artystyczne.
„ P a j ą k i " z nadzianych na sznurki obrabianych barwnych
j a n t a r ó w s p o t y k a ł o się po wsiach, w okolicach, gdzie on
występował i b y l i do tego zdolni mistrze. Podobny, większych
rozmiarów „ p a j ą k " widzimy u sufitu w sali bursztyniarskiej
Muzeum Regionalnego w Ł o m ż y . W y k o n a ł go W . D e p t u ł a
z Surowego, pow. Ostrołęka. W kościele w Czarni wielka
figura Madonny m i a ł a na szyi z a k r ę c o n y parokrotnie wielki
sznur b u r s z t y n ó w , przeważnie barwy „ m i o d o w e j " . Często
przy obrazach czczonych specjalnie przez ludność t u t e j s z ą
zawieszano korale jako wota. W i d z i m y je i w Częstochowie.
W kościele w M a ł y m P ł o c k u , pow . Ł o m ż a b y ł y przed
I W o j n ą Ś w i a t o w ą dwa ż y r a n d o l e , duże i pięknie wykonane
z zebranych w okolicy b u r s z t y n ó w , najwięcej z pięknie
szlifowanych „ m i o d o w y c h " korali niewiast kurpiowskich.
Te jedne z nielicznych, a możo jedyne tego rodzaju ż y r a n ­
dole p r z e p a d ł y w czasie zbombardowania tegoż kościoła
w czasio pierwszej wojny. Po wojnie, gdy budowano n o w y
kościół, miejscowy proboszcz ks. Ciborowski chciał ze
zbieranego bursztynu zrobić upiększenie w ołtarzu, np.
7

194

�9
П. 8. R ó ż a n i e c z bursztynu kopalnego. I I . 9. Naszyjnik z sorduszkiom z bursztynu. X I X w.

cymborium, ale dzieła nie dokończył i sam zginął w obozie
hitlerowskim.
U p o m i n k i jantarowe z „kurpieckiego z ł o t a " , do tego
wykonane przez miejscowych a r t y s t ó w ludowych, b y ł y
zawsze p o ż ą d a n e i mile widziane. T o t e ż różne k o m i t e t y
k o r z y s t a ł y z takich okazji niejednokrotnie. Na p r z y k ł a d
w czasie jubileuszu 50-lecia pracy J . I . Kraszewskiego
delegacja kurpiowska p r z e d o s t a ł a się przez zieloną granicę
i złożyła J u b i l a t o w i dary, m i ę d z y k t ó r y m i b y ł k a ł a m a r z
jantarowy miejscowego wyrobu. Podobny k a ł a m a r z ofia­
rowano H e n r y k o w i Sienkiewiczowi, k t ó r y p r z y b y ł do
Ł o m ż y z odczytem o Śląsku.
D l a duchownych wyrabiano t u specjalne różańce bursz­
tynowe. Co prawda ani Ostrołęka, ani Myszyniec nie do­
czekały się ulicy „ P a t e r - N o s t e r s t r a s s e " , j a k G d a ń s k czy
inne większe miasta, ale wyrabiano t u różańce dla przyby­
w a j ą c y c h na wizytację b i s k u p ó w ; jantarowe różańce
kupowali c h ę t n i e zakonnicy, nie t y l k o miejscowi, lecz t a k ż e
zagraniczni, np. z Holandii. W Ł o m ż y , j a k donoszą dawni
pisarze, b y ł y do s p r z e d a ż y jantarowe łańcuszki, w całości
wykonane z jednej b r y ł k i m a t e r i a ł u przez tutejszych
mistrzów.
Dziewczęta z parafii Czarnia k / M y s z y ń c a , pow. Ostro­
łęka, jeszcze po I I Wojnie Światowej do noszenia feret­
r o n ó w na procesji m u s i a ł y b y ć wystrojone w sznury „ k o r a l i "
bursztynowych. A b y zarobić na t a k i sznur, trzeba było pra­
cować przez całe lato przy sadzonkach w leśnictwie.
Wiele dziewcząt z „ b u r s z t y n a m i " na szyi s p o t k a ć
m o ż n a było w M y s z y ń c u na targach czy w kościele. Nie­
k t ó r e sznury „ p o babkach" m i a ł y j u ż po sto kilkadziesiąt lat
i wiele z nich zdobi nasze wystawy w muzeach (Łomża,
Warszawa). Sznur b u r s z t y n ó w na szyję k o s z t o w a ł jeszcze
niedawno około 1600 zł.

Ostatnie wojny i bursztyn — Ostatnia spółka bursztyniarska
w Nowogrodzie — Podatki i kary w bursztynach — Waluta
bursztynowa na Kurpiach
Hitlerowcy zapędzali l u d n o ś ć do kopania „ b e r n s t e i n u " ,
ale K u r p i e opierali się temu mocno. Pobierano p o d a t k i
i różnego rodzaju kary w jantarze, a K u r p i a n k o m zabierano
lub wprost zdzierano p i ę k n e korale z szyi. Ilość miejscowego
„złota" malała.
Przed Pierwszą W o j n ą Ś w i a t o w ą obliczano, że na
Kurpiowszczyźnie znajduje się ok. 100 tysięcy s z n u r ó w
korali. K u r p i a n k i nosiły do 3 s z n u r ó w k a ż d a . Teraz, kiedy
to piszę, są całe wioski puszczańskie bez tej rodzimej ozdoby.
K i e d y zaraz po Pierwszej Wojnie Światowej przyszła
p a m i ę t n a dewaluacja, Kurpiowie ustanowili swoją w ł a s n ą
w a l u t ę b u r s z t y n o w ą . K a ż d y , k t o chciał n a b y ć zapałki,
świece, cukier, naftę — nosił w kieszeni odpowiednie b r y ł k i
j a n t a r u . T r w a ł o to do ustalenia się waluty. W kościołach
na t a c ę kładziono wtedy (jak i dawniej) b r y ł k i bursztynu
różnej wielkości.
W a l u t a taka nie t r w a ł a długo i nie wszędzie — ale
zrobiła swoje.
Po drugiej wojnie p o w s t a ł a S p ó ł k a Bursztyniarska
w Nowogrodzie, z oddziałami w Kadzidle i M y s z y ń c u .
Z a p o c z ą t k o w a n o ręczną o b r ó b k ę i „ o d ś w i e ż a n i e " starych
korali. Ta S p ó ł k a t r w a ł a około roku.
Po drugiej wojnie zaproponowano autorowi niniejszego
a r t y k u ł u zorganizowanie k u r s ó w bursztyniarskich w Ł o m ż y
czy Ostrołęce. Postanowiono zorganizować najpierw w y ­
stawy bursztynowe, z a p o z n a ć z n i m i miejscowe społeczeń­
stwo i „ b u r s z t y n i a r z y " , a potem zacząć p r a c ę . Propono­
wane kursy m i a ł y t r w a ć k i l k a tygodni, uczniów do dwu­
dziestu ze stypendiami p a ń s t w o w y m i i s a m o c h ó d większy
na rozjazdy terenowo-praktyczne. Wystaw u r z ą d z o n o

195

�k i l k a : w Nowogrodzie, w Ł o m ż y (przy muzeum), w War­
szawie w Muzeum Ziemi, w G d a ń s k u , Sopocie i Gdyni.
N a w i ą z a n o k o n t a k t y z Cepelią, k t ó r a o d d a ł a wielkie usługi
przemysłowi ludowemu.
W y s t a w y „ J a n t a r w Polsce", „ J a n t a r w Ł o m ż y "
zrobiły swoje, ale p r z e m y s ł czy sztuka bursztyniarska nie
r u s z y ł y z miejsca. A n i nad N a r w i ą , ani na Pojezierzu, ani
na naszym Pomorzu. B r a k surowca, niepewność inwesto­
wania w „ k o p a l n i e " s t a n ę ł y na przeszkodzie. Poczekamy
jeszcze, a n u ż gdzie o d n a j d ą się gniazda i całe „ w ą d o ł y "
tego naszego „ z ł o t a " . Z n a j d ą się wtedy dawni j a n t a m i c y .
Przemysł bursztyniarski przemysłem ludowym
Dotychczasowy p r z e m y s ł bursztyniarski wyszedł z ludu
i przez wieś i lud b y ł prowadzony i rozwijany aż do ostatnich
czasów. W i d z i m y to zresztą z wykopalisk w Starym G d a ń s k u ,
gdzie wszystkie wykopane sprzed wielu setek i t y s i ą c a lat
przedmioty z j a n t a r u w s k a z u j ą , że ruszył ten p r z e m y s ł
i dźwignął na odpowiednią w y ż y n ę l u d prosty — pomorscy
rybacy, k t ó r z y w kierunku jantarnictwa nabrali odpo­
wiedniej wprawy, rozwinęli swe zdolności i w y t w o r z y l i
sobie poza rybactwem — nowe źródło pracy i życia w ogóle.
Na K u r p i a c h p r z e m y s ł ten dźwigał się i u p a d a ł . Nie
b y ł o t u ani Barankiewiczów, j a k w Słupsku, ani T r z e ś n i a k ó w ,
j a k w G d a ń s k u , ani Kadela j a k w Gdyni.
P r z e m y s ł ludowy, j a k powyższy, m o ż e rozwijać się
wtedy, gdy ma w a r u n k i po t e m u : surowiec, swobodę
eksploatacji i swobodę w p o m y s ł a c h t w ó r c z y c h . Wiedział
o t y m i król Kazimierz Jagiellończyk, k t ó r y w r o k u 1467
zniósł k r z y ż a c k i monopol j a n t a m i c z y na Pomorzu Za­
chodnim. Dlatego w p r z e m y ś l e c h a ł u p n i c z y m w Słupsku
m a m y i w y r o b y ludowe; nie ma ich natomiast na Poje­
zierzu Mazurskim, gdzie u p a ń s t w o w i e n i e bursztynu znie­
siono dopiero w r. 1867. N a K u r p i a c h nie było żadnego
u p a ń s t w o w i e n i a — s t ą d rozwój sztuki jantarniczej nie miał
przeszkód.
11

196

Bursztyn miał zastosowanie w medycynie ludowej.
Leczono n i m choroby w e w n ę t r z n o - p ł u c n e , uporczywe bóle
głowy, zaprószenia oczu, u ż y w a n o jako tabaczka od kataru.
Większe b r y ł y bursztynu dodawano nieraz do posagu
c ó r k o m ; nabywana ziemia „z bursztynem" oznaczała, że
jest dobra — warta kupna.
A dajcież jej na b u r ś t y n y
coby m i a ł a stery syny —
śpiewają pannom m ł o d y m na oczepinach.
Jedzenie (kasza, kartofle) „ z bursztynem" — znaczy,
że jest dobrze okraszone, ze skwarkami. Jak k t o z bursztyniarzy z m a r ł , m ó w i ą o riim, że „poszedł bursztyn k o p a ć " .
Z tej ostatniej p r z y g a d y w k i widać, że K u r p i e nie t r a c ą
jeszcze nadziei na przyszłość — że bursztyn jeszcze w ziemi
jest. Oby t a k b y ł o istotnie...
Gadka o burśtynie
12

Skiela wzion sie b u r ś t y n ? K i e n i Pon B ó g na grześnych
ludzi n a p u ś c i u ł potop, to — j a k ziedomo ze starech ksiegów — straśliwy desc loł bez śterdzieści d n i ó w i noców
nieprzerwanie, a ludzie gineni jak nandzne roboki. P ł a k o l i
tyz rzywnie z niescańścia, a łzy jech — jek n a p e c n i o ł y
groch grube, k a p o ł y w to wode potopowo. I zrobziło sie
takoj:
— ze łzów ludzi niezinnych, m a ł e c h dzieci i jensych
n i e b o r o k ó w ulezoł sie b u r ś t y n j a k łza cysty i przejzysty —
na pasije, na leki, na korole dla dziwcoków i na inse psiankne
i przyjemne rzecy.
— ze łzów grześników p o k u t u j ą c y c h i żałujących za
gziechy powstoł b u r ś t y n przyciemnioły, zamglony, zachmuzony jekby, dobry na kadzidło, do fajków, na tabakiery abo r ą c k i do kijów.
— a ze łzów ludzi złech, bluźnierców, opojów i insych
ucotał się b u r ś t y n brudny, nie do u ż y t k u — na farbę,
smołę i inse stuki podlejse.

�I I . 10. Medalion z wizerunkiem Chrystusa, bursztyn, kopalny 3,8 X 3,7 cm. 11. 11. Medalion z wizemnkiom Chrystusa
U k r z y ż o w a n e g o , bursztyn, wys. 3,5 cm. W y k . ok. 1880 r. 11. 12. Medalion z symbolami W i a r y , Nadziei, Miłości, bur­
sztyn kopalny, 8 , 7 x 4 cm. U . 13. K r z y ż na p ł y t c e przezroczystego bursztynu „ w o d n e g o " pow. Ostrołęka. I I . 14. K a ł a m a r z
z w i e w i ó r k a m i wykonany z bursztynu przez Franciszka D e p t u ł ę . Surowe, pow. Ostrołęka
(

14

197

�I
B u r ś t y n ocysca sie w ogniu cy na z a z ą c y c h węglach
i z tego, co dobre b y ł o w ludzioch, wydaje d y m psijemny
dla nosa i oców, a ze złek r e ś t e k zostoje na dnie troche
smradliwych węgłów i carnech sadzy.
A z borów, co narosły w tech niejscych po potopsio
rozloła sio zizica, d a j ą c a z siebzie różno r o z m a i t o ś ć b u r ś t y nowo nad morzem i w siwej zieni i w duzech gniazdach
po borach. 1 bez to b u r ś t y n nazywaj o do dziś s t a ż y bursty niaze zizieo od potopu swata a drzewa roniące w letnio
ciepło zizice są to sosny w y p ł a k a n e , bo w y p ł a k u j ą z siebzie
lepką m a s ę , zizicę, z chtórnoj bandzie k i e d y ś znowuj b u r ś t y n .
A bandzie to zo siła r o k ó w — zo sto, t y s i ą c , a m o ż e
nawet za duzo ziancej.
PRZYPISY
1

H . Potoniec, 1908; S. Czarnocki, 1947 i i n n i .
Patrz art. W ę g l o r z a , „ W s z e c h ś w i a t " , 1892.
Starsza niewiasta, żona dozorcy muzeum, Eleonora
K a m i ń s k a , z m a r ł a w latach pięćdziesiątych.
Ludowa nazwa bursztynu na K u r p i a c h — j e d n y m
z ważniejszych p r z e z n a c z e ń bursztynu było palenie go
w kościołach. Prawdopodobnio npzwa wsi K a d z i d ł o w y ­
wodzi się od tego.
A r t y k u ł pisany w r o k u 1962 (przyp. rod.)
* M . Mucha, Ś w i a t o w i d , 1911, I X , s. 109—116.
A n i „ n a d z i a k ó w " , ani „ w ś c i b k ó w " (jako wyrazów)
nie s p o t k a ł e m d o t ą d w naszej literaturze jantarniczoj.
O nadziakach słyszałem u bursztyniarzy w Przasnyski em,
a o wścibkach w stronach myszynieckich j u ż od r. 1910.
Z l i t e r a t u r y obcej w y r a z ó w t y c h nie znam.
Wspomina o t y m archeolog czeski M . Muc'.i", j w .
A u t o r niniejszego zwiodzał te i inne wykop l i s k ' ,
od G d a ń s k a poprzez K o ł o b r z e g i Słupsk do W o l i n a w ] . . tach 1960—1902. Wykopano t a m przedmioty, j&lt;vk kor,Jo.
o b r ą c z k i , wisiorki i t p . I t u i t a m b y ł y jodno i te same spo­
soby o b r ó b k i .
i° P i ę k n ą d a w n ą t o k a r k ę „z dyszlom" p o z i o m y m
o g l ą d a ć m o ż o m y w Muzoum Etnograficznym w Ł o m ż y .
Rzadki to i ciekawy okaz.
4 Podaje E m i l i a Sukertowa w „ Z i e m i " , 1950, nr 7—8.
»* Z m a t e r i a ł ó w Adama C h ę t n i k a p o d ł u g gadek A .
Żebrowskich z Przasnyskiego. A . Chmielów, D e p t u ł ó w ,
Grochockich, Siwików i innych bursztyniarzy z Ostrołęc­
kiego i Kolneriskiego.
2

3

4

3

7

8
9

11.15.

Kierec

z bursztynu, rekonstrukcja.

Fot. T. Hermaiiczyk, A. Johann— U. 1, 2, 7, 8, 9; J . Langda — ii. 10, 12; J . Świderski — U. 3-6, 11, 13-16.
Obiekty ze zbiorów Muzeum w Łomży

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7579">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a4b2b0171ebf856f4eb3adba1e99fba8.pdf</src>
        <authentication>1c2d456017da3d90d81ddc0edbe17ed6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4721</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90696">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90697">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90698">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4382</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90701">
                <text>Twórczość ludowa Kurpiów w dziedzinie sztuki/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90702">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; s.107-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90703">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90704">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90705">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90706">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90707">
                <text>Adam

Chętnik

TWÓRCZOŚĆ

LUDOWA KURPIÓW

Notatki, które poniżej zamieszczam, oparte są
na moich obserwacjach i badaniach dawnych. Rzuca­
ją one trochę światła na stan sztuki kurpiowskiej,
zwłaszcza w latach poprzedzających pierwszą w o j n ę
światową, kiedy to jeszcze wiele obyczajów było ż y ­
wych a i niejedno cenne dzieło rzeźby, budownictwa,
snycerki czy zdobnictwa w n ę t r z m o ż n a było zanoto­
wać. Niestety, z wielkiego Zbioru fotografii, rysun­
ków, o d r y s ó w i zapisek, jakie m i a ł e m z tych lat, oca­
lało niewiele. Przekazuję je dziś Czytelnikowi tak jak
się zachowały i jak je m o g ł e m
zrekonstruować.
Przyjmując takie założenie, zrezygnowałem z uzu­
pełnienia artykułu wynikami nowszych badań i pu­
blikacji innych autorów. Niech p o k a ż e obraz dawnych
czasów, tak jak widziałem je w latach przed i po
pierwszej wojnie.
Sztuka kurpiowska w wielu wypadkach jest po­
trzebą ż y c i o w ą tego ludu, który w y ł a d o w u j e w niej
wrodzone zdolności twórcze i tworzy od dawna
wszystko to na co mu pozwoli czas wolny, materiał
jaki jest pod ręką, narzędzie jakim rozporządza, po­
m y s ł jaki mu przyjdzie do głowy. Wieś kurpiowska
tworzy do dziś, choć w znacznie już mniejszym stop­
niu; sztuką zajmują s i ę kobiety i mężczyźni, dorośli
i dzieci, biedniejsi i zamożniejsi.
Rzadziej jednak wybija się ktoś ze swymi zdol­
nościami na dłuższy okres, a jeszcze rzadziej zdol­
ności swe pogłębiał dawniej przez odpowiednie wy­

U. 1. Grupa

Kurpiów

z zachodniej

części

W DZIEDZINIE

SZTUKI

szkolenie, zwiedzanie wystaw sztuki, w ę d r ó w k i ba­
dawcze po terenie itip. Zwykle tworzą ci, którzy w i ę ­
cej mają czasu, a w i ę c dzieci, młodzież obojga płci,
kobiety w czasie zimy, ojcowie m a j ą c y „wyrękę"
w gospodarstwie z s y n ó w , czy dziadkowie żyjący na
dożywociu u dzieci. Twórczość poszczególnych arty­
stów trwa niekiedy krótko, to z n ó w odnawia s i ę lub
wzmaga przy różnych uroczystościach, obrzędach do­
rocznych, świętach uroczystych (odpusty) itd.
Nie­
kiedy K u r p starszy tworzy dla dzieci i w n u k ó w , na
podarunki dla znajomych lub osób k t ó r y m coś za­
wdzięcza, dla wsi lub kościoła, często bezpłatnie, a jeśli
dla zarobku, to przeważnie z w i e l k ą niechęcią. Teraz
to się u wielu zmieniło. Kiedy nie ma własnej ochoty,
z trudem da się n a m ó w i ć na w y s i ł e k fizyczny lub
u m y s ł o w y w dziedzinie sztuki. Przymus w tej dzie­
dzinie stosowali Niemcy-okupanci, nie zawsze z od­
powiednim skutkiem, a w czasie nieszczęść ogólnej
wagi — twórczość artystyczna na pewien okres pra­
wie zamierała, chyba że ktoś mieszkał w takim za­
kątku, że w ogóle o świecie mało wiedział, czuł się
bezpieczniej, a czasem swoim rozporządzał. W różnych
kierunkach rozwijała się twórczość ludowa kurpiow­
ska. Zawsze związana była z puszczańskim życiem,
z miejscową przyrodą, z ziemią i w ł a s n y m — po­
wiedzmy — zakątkiem, regionem, z upodobaniami wsi,
z barwami, przeważającymi w okolicy, z materiałem,
jakim można było rozporządzać, z tym wszystkim co

parafii

kadzidlańskiej

w strojach

z lat 1890—1905.

107

�najwięcej oddziaływało bezpośrednio na wyobraźnię
ludu, na jego pamięć w z r o k o w ą itd. Rzeczy i motywy
importowane, jeżeli przychodziły, to znacznie później,
kiedy K u r p wyjrzał z lasów na pola, wyjechał do
miast lub za morza.
Poniżej podajemy krótki przegląd monograficzny
twórczości artystycznej na
Kurpiach, tej na którą
oddziaływało najbliższe otoczenie, przyroda martwa,
ż y w a i ożywiona, gdzie się dany twórca urodził i od­
chował. Zaczniemy od twórczości najprostszych, od
tworzących już dzieci.
Pierwociny sztuki na murawach i piaskach. Piachu
białego czy nawet kolorowego na Kurpiach nie bra­
kuje, toteż wykorzystywany on jest nieraz bezwiednie
w celaoh zdobniczych. Już m a ł e dzieci usypują z pia­
sku, przy pomocy posuwania prawej nogi (bosej) do
nogi lewej (czasem odwrotnie), różne „stecki" czyli
dróżki i ścieżki, węże, koła, spirale, obory, ogródki itp.
Robią to niekiedy wprost na ulicach i drogach w i e j ­
skich, oczywiście niebrukowanych. Niekiedy tak usy­
pane wzory b y w a ł y dość pomysłowe, zajmując na
pewien czas u w a g ę dzieci, uczyły ich symetrii i pew­
nego rodzaju rysunku (il. 2). Wzory te usypują za­
równo dziewczęta, jak i chłopcy.
Podobnie wśród dzieci, na murawach nadrzecz­
nych, z piaskiem w pobliżu, m o ż n a było zobaczyć
usypywane z piasku na zielonym paśniku różne po­
m y s ł o w e nieraz ornamenty. W tym wypadku częściej
donoszą piasek w czapkach lub skorupach chłopcy,
a usypują wzorki dziewczęta.
A na niedziele i święta podczas lata dziewczęta
już starsze „usypują" piachem białym podwórza
i przedsienia, często też w różne wzory miejscowych
p o m y s ł ó w , jak kółka, serca, gwiazdy i różne „zygza­
ki", faliste linie (il. 3).
Są to pierwociny zdobnicze, których początek m o ż e
sięgać czasów, kiedy innych kobierców i d y w a n ó w
ludność tych (a pewnie i innych) stron jeszcze nie
znała.
Kolorowy piach (obok białego) znajduje się
często nad rzekami (czerwony lub żółty), a zabarwie­
nie jego powstało przez domieszki żelazistomineralne,
występujące w niektórych okolicach nad Narwią.
Do podobnych celów zdobniczych, w stanie często
rozcieńczonym, służyła znajdująca się gdzie indziej
biała glinka, którą bielono mieszkania od w e w n ą t r z .
W okresie świąt dorocznych glinką tą malowano
kwiaty i palmy na ścianach licowych tych chałup,
w których były panny na wydaniu. Dziś ten zwyczaj
prawie zamarł.
Zdobnictwo nad wodami. Nad brzegami rzek i je­
zior obszaru kurpiowskiego znajduje się m n ó s t w o
muszelek (skorupek) po różnych słodkowodnych błot­
niarkach, zatoczkach, małżach i innych ś l i m a k o w a tych tworach. Dziewczynki przekłuwają
zebrane
i umyte skorupki szydłem i nawlekają na nitki, two­
rząc w ten sposób oryginalne naszyjniki, które rade

Pierwociny sztuki na piaskach i murawach: II. 2. —
na piaskach. II. 3. — ornamenty z piasku na mura­
wie. II. 4. — wzory wycinane na wysokiej
murawie.
108

�II. 5. a, b — ozdoby układane z patyczków
(„choinki",
„jeglijki"),
c, d — szczyty „choinki", „jeglijki",
naj­
częściej
stosowane przy budowlach.
Wzory z lat
1900—1910. II. 6. Naszyjniki z muszelek i grzybienia.
II. 7. Kurpiowskie naczynia gliniane. Wł. Muz. Nowo­
gród. Szafkę wyk. Konstanty Chojnowski,
JankowoMłodzianowo,
pow.
Łomża.
zawieszają na swoich szyjach. Robią to przeważnie
z muszelek drobnych, a niekiedy przeplatają je w i ę k ­
szymi dla urozmaicenia. Wisiorki („mentale") do tych
korali robią z większych skorup opróżnionych po m a ł ­
żach, błyszczących niekiedy od strony w e w n ę t r z n e j
perłową masą.
Przypomina to częściowo podobne
ozdoby, wyrabiane przez ludność nad brzegami mórz
(il. 6).
Z niektórych muszli chłopcy robią gwiazdki, bawią
się nimi w różne gry, płacąc przegrane również m u ­
szelkami. Z różnego kształtu i koloru muszelek star­
si majsterkowie składają i lepią różne ozdoby do
w a z o n ó w kwiatowych, podstawki do lamp oraz inną
galanterię o manierach bardziej współczesnych. Spo­
tykało się te wyroby przeważnie po miastach i osa­
dach nadrzecznych, dziś ludzie nie mają na nie ani
czasu, ani cierpliwości.
Z różnokolorowych małych otoczaków, zbieranych
w wodzie, przeważnie kwarcytów, starano się przy
pomocy cementu układać i prasować różnego rodzaju
ciekawą mozaikę, stosowaną np. w
zdobnictwie
wnętrz nowszych k o ś c i o ł ó w . Z łodygi rzecznego grzy­
bienia (z żółtym, pachnącym silnie kwiatem) za po­
mocą odpowiedniego nadłamania grubej łodygi, po­
siadającej mocny naskórek, przytrzymujący otrzyma­
ne z nadłamania tzw. „kolanka", dziewczęta robią
sobie na poczekaniu oryginalne zielone naszyjniki, ze
zwieszającym się na łodydze kwiatem pośrodku.
Trzymają się one na szyi bez żadnych nici czy innych
wiązadeł. Dziewczęta wracając od rzeki są w podobny
sposób gromadnie przystrojone.
1

Wyroby zdobnicze z bogactw puszczańskich.
O wy­
robach tych piszę w różnych odcinkach niniejszej
pracy. Do wielu pomysłów, związanych ze sztuką,
potrzebne jest najpierw drewno. Umieją je też wy­
szukiwać sobie do różnych potrzeb; sosna jest tu na
pierwszym miejscu, za nią brzoza, lipa, jałowiec i inne.
Najpierwszym materiałem zdobniczym są kwiaty: sa­
sanki, konwalie, niezapominajki, goździki, czeremcha.
Wianki z tych kwiatów, równianki, zaplatarski we
włosy są „przystrojem" młodych dziewcząt. Starsze —
dodają barwne kiście jagód jarzębiny, kaliny. „Kora­
le" i różne wisiorki robią dziewczęta z jagód jarzę­

biny, żołędzi itp. Wyroby z szyszek sosnowych (sta­
re to „kokoszki") i ś w i e r k o w y c h były znane po­
wszechnie. Zabawy dzieci w „kokoszki" ze starych
rozszczepionych szyszek, „łapanki" z nich w powietrzu
(kamyków tu w ogóle brak), „rzucanki" nimi do ce­
lu — wszystko to było znane. Dziecinne zabawki to
wisiorki na sznurkach, ozdoby choinkowe (farbowane
lub złocone). Z suchych szyszek, rozmaicie barwio­
nych, układano na okrągłych podstawkach z desek
i naklejano różne ornamenty. W środku zostawiano
miejsce (plac) na świecznik lub l a m p ę naftową i sta­
wiano je na stołach w leśniczówkach.
Do ciekawych w y r o b ó w tego rodzaju należą jelenie
(il. 33) i orły (godło państwowe), układane z łusek
szyszek świerkowych, naszywanych na grube płótno
czy tekturę. Zajmują się tym przeważnie dziewczęta.

�...
-

,
.

.

•
.

Wyroby te zawiesza się na ścianach obok wycinanek.
Tego rodzaju sztuka może się rozwijać tylko w pusz­
czy.
Z w y r o b ó w zdobniczych z rogów i kości pozostały
już tylko resztki w ostatnich dziesiątkach lat. Z róż­
nych znalezionych r o g ó w wyrabiano rękojeści do l a ­
sek, rogi do prochu, śrutu i kul (proehownice), rogi
do picia (il. 9), z w i ę k s z y c h zaś okazów trąbki pastu­
sze i rogi m y ś l i w s k i e do trąbienia. Z rozgałęzionych
r o g ó w jelenia robiono wieszadła do sprzętu ł o w i e c ­
kiego (w leśniczówkach) oraz świeczniki i oryginalne
żyrandole (w starych kościołach). Rogi do prochu, do
picia, a dawniej też różne obsady do nożów czy r ę k o ­
jeści były niekiedy bogato zdobione, rżniętym i cię­
tym ornamentem.
Do powyższych w y r o b ó w używano tylko wierzch­
niej twardej powłoki rogowej, którą po wygotowaniu
rogu we w r z ą t k u oddzielano od środkowego rdzenia
przez tłuczenie go drewnem.
Ozdoby rogowe — jak np. rękojeści do lasek —
b y ł y starannie gładzone i przytwierdzane do mocnych
dębczaków lub sękaczy jałowcowych.
Nadto z rogów i kości robiono guzy do ubrań,
różne ozdobne zapinki, tabakierki (il. 8), sprzączki
do p a s ó w ftp. Do w y r o b ó w powyższych grubsze kości
(np. wołowe) moczono przez dłuższy czas w wodzie
i bielono miesiącami na letnim słońcu. Z części rogo­
wych (odrostków) jelenia i piszczeli kościanych wy­
rabiano różne gwiazdki, wafoiki myśliwskie, piszczałki
pastusze itp. Wyrobami tyimi zajmowali się najczęściej
pastuszkowie na paśnikach lub myśliwi. Bądź oo bądź
wyroby powyższe — to pozostałości z życia paster­
skiego i łowieckiego, jakie na Kurpiach u nas przed
okresem rolniczym panowało.
Ceramika ozdobna w y s t ę p u j e na całym obszarze
Kurpiowszczyzny zarówno północnej (nad Narwią
środkową), jak i południowej (nad dolnym Bugiem),
oczywiście tam, gdzie znajduje się odpowiednia do
w y r o b ó w ceramicznych glina. Naczynia toczono na
znanych powszechnie krążkach garncarskich piono­
110

II. 8. Tabakierka z rogu, 1870 r., wym. 4 X 6 cm. Wł.
Muz. Łomża. II. 9. Róg do picia, 1913 r. II. 10, 11. Różne części okuć żelaznych z dawnych wasągów,
wyroby
z miejscowego żelaza. Dobry Las, pow. Kolno.

wych, jednoosiowych, z gliny czerwonej, żółtej lub
siwej (ta ostatnia przeważnie z domieszką części żelazistych). Naczynia po wysuszeniu wypalano drzewem
w piecach polowych, gdzieś w pobliżu lasu. Z na­
czyń wyrabiano przeważnie: miski, kubki, dzbanki
różnej wielkości, garnki do żywności branej w pole,
bańki do wody, oleju czy nafty, tłuczki do wyrobu
masła, podkurzacze dla pszczelarzy itp., wreszcie le­
piono i wypalano fajki, kielichy, zabawki (piłki, lal­
ki, fiukacze, zwierzęta i ptaki), a nawet „Pasyje" (wi­
zerunki Chrystusa z gliny) oraz wytłaczane w formie
płaskorzeźby obrazy z gliny (nip. M. B. Częstochow­
ska, św. Florian) i kropielniczki, zawieszane przy
drzwiach. Na garnkach, miskach, dzbankach, naczy­
niach do mleka i innych naczyniach były ozdoby
z kresek prostych'lub falistych, rysowane na wilgot­
nej glinie patyczkami.
Bogatsza i bardziej efektowna ornamentyka znaj­
duje się na naczyniach Kurpiowszczyzny południowej
(okolice Pułtuska, Wyszkowa, Broku). Bardzo ciekawe
i w a r t o ś c i o w e pod w z g l ę d e m zdobnictwa są też wy­
roby znad Narwi (okolice Ostrołęki, Łomży, M y s z y ń ­
ca, Kolna). Znamienne jest, że zdobnictwo w s p ó ł c z e s ­
ne na naczyniach z gliny jest niemal identyczne jak
zdobnictwo
garncarzy sprzed tysiąca i więcej lat,
o czym świadczą szczątki miejscowej ceramiki grodzislkowej wczesnohistorycznej i przedhistorycznej.
Publikowano je nieraz jako typowe zdobnictwo k u l ­
tury łużyckiej czy wczesnohistorycznej, np. w dzie­
łach prof. J . Kostrzewskiego.
Na naczyniach współczesnych z pocz. X X w. (il. 7)
przeważa polewa zielona, żółta, biała lub ciemnobrą­
zowa; w gruzach dawnych pieców garncarskich, prócz
powyższych, widzimy p o l e w ę w kwiaty, liście i orna­
menty czerwone lub niebieskie, dziś niespotykane.
Wypalane świątki z gliny miały również p o l e w ę
kolorową. Kafle ozdobne do pieców wypalano dawniej
w Myszyńcu.
Ze zwierząt lepionych z gliny i wypalanych naj­
w i ę k s z y m popytem cieszyły się jelenie (do 1939 r.
w Wyszkowie) i koguty („kury").

�Bursztyn w miejscowej sztuce ludowej nad Nar­
wią zajął niepoślednie miejsce. Kopalina ta powsta­
ła — jak wiadomo — z ż y w i c y olbrzymich l a s ó w
sosny bursztynowej (dziś nieistniejącej), rosnącej w
okresie wczesnym trzeciorzędowym, znajduje s i ę
w różnych miejscach Europy, a w większej ilości nad
B a ł t y k i e m &lt;w Samfoii pod Królewcem) i częściowo
nad Narwią. Po bursztyn (jantar) już przed Chrystu­
sem prowadziły szlaki z Grecji i Rzymu, a z czasem
i z Arabii, a pieniądze greckie i rzymskie z brązu
i srebra, znajdowane nad Narwią i w okolicach Ełku,
świadczyły, że i (tutaj [był prowadzony handel bur­
sztynem.
2

Bursztyn nadnarwiański kopano na niższych miej­
scach, niekiedy bagienno-torfiastych, znajdowano go
nad brzegami Narwi i d o p ł y w ó w , zbierano przy re­
gulacji d o p ł y w ó w , kapaniu studzien i r o w ó w . B u r ­
sztyn ten, w y s t ę p u j ą c y w różnych odmianach i ga­
tunkach, był twardy i nadawał się do obróbki. O sztu­
ce bursztyniarskiej nad Narwią czytamy w y r a ź n e już
wzmianki od X V I I I w.
Siady są jednak o wiele dawniejsze (o czym kiedy
indziej) .
Kopano w kilkudziesięciu miejscowościach, a w
niektórych wsiach (np. Wolkowe pod Myszyńcem) lud­
ność w latach 1860—1880 więcej zajmowała się poszu­
kiwaniem i kopaniem bursztynu aniżeli rolnictwem.
Z kopanego bursztynu toczono na miejscu „korale"
dla dziewcząt, robiono różne wisiorki z płaskorzeźbą
Chrystusa na krzyżu, serca itp. Nadto wyrabiano f a j ­
ki, cygarniczki, tabakierki, łyżki ozdobne, rączki do
lasek, guzy, spinki do kapeluszy kurpiowskich. Wszyst­
kie te wyroby należały do ludowej sztuki miejscowej,
3

11

10
wyrabiano je ręcznie lub na prymitywnych warszta­
tach i tokarkach, prostymi narzędziami. Korale (pa­
ciorki) bursztynowe były p r z e w a ż n i e płaskie, większe
na środku sznura, a mniejsze bliżej końców; b y ł y n a j ­
częściej toczone na gładko, a niekiedy rżnięte w kan­
ty („graniaste"). Zupełnie podobne znajdują się na
starych cmentarzach, gdzie chowano Kurpianki w
bursztynach (z X V I I — X I X w.).
Co do barwy, to na miejscu najwięcej były uży­
wane bursztyny czerwone i koloru „miodowego". K o ­
loru kości, białe, „kapuściaki" w stanie surowym szły
na eksport.
Warsztaty bursztyniarskie nad N a r w i ą znane były
w Ostrołęce, Myszyńcu, Nowogrodzie oraz w niektó­
rych miejscowościach pow. przasnyskiego, na uboczu
zaś rdzennej Kurpiowszczyzny — w Łomży.
Zdobnictwo w żelazie.
Wyroby żelazne były na
Kurpiach dość rozpowszechnione, czemu sprzyjało ż e ­
lazo miejscowe otrzymywane w piecach hutniczych,
tzw. kuźnicach, przy pomocy w ę g l a drzewnego z l i monitu lub rudy darniowej, której nie b r a k o w a ł o na
tutejszych zakwaszonych łąkach i bagnach. Na do­
bywanie i wytapianie rudy nadawano specjalne przy­
wileje królewskie, co do których akta z X V I — X V I I w.
przechowały się w odpisach i dawnych drukach.

b
111

�II. 12. Wycinanka
kurpiowska,
1930 r., wys. 21 cm. Story My­
szyniec, pow. Ostrołęka.
Wł.
A. Chętnik.
II. 13. Wycinankarka z Kadzidła,
Rozalia Po­
lak w latach młodości. U. 14.
Szlaczek — wycinanka,
wym.
5 X 13,5 cm. Wyk. 1948 r. Ro­
zalia Polak, Kadzidło,
pow.
Ostrołęka.
Wł. A.
Chętnik.
Ił. 15. Dzbanki na jagody ple­
cione z preparowanych
korzerzeni sosnowych. Tatary, pow.
Ostrołęka:
a, b — wyk. 1932 r.,
Kaczyński
(ojciec), c — wyk.
1924 r., Sobiech (dziadek). II.
16. Pas pleciony z jednego ka­
wałka rzemienia. II. 17. Krze­
sło kurpiowskie, wyplatane z
powróseł,
z lat 1870—1900. II.
18. Półćwiartek
pleciony z ko­
rzeni
sosnowych.
Wyk.
po
1947 r. Aleksander
Kaczyński,
Tatary. Wl. Muz. Łomża.

ii

�Mając swoje żelazo, Kurpie zajęli się kowalstwem.
Lubili to rzemiosło i doprowadzili je w wielu w y ­
padkach do w y ż y n sztuki miejscowej {ii. 10, 11).
Kuźnic było dziesiątki w tych stronach, a z żelaza
kowale wyrabiali narzędzia domowe, rolnicze, rybac­
kie, gwoździe, rusznice i pistolety, zamki wszelkiego
rodzaju (skoble, zasuwy, kłódki, zatrzaski), okucia sań,
w o z ó w i bryczek (kolas, wasągów). Specjalną różno­
rodnością rysunku i zdobnictwa odznaczały się tzw.
koruny — zakończenia żelazne figur drewnianych,
kościółków i kapliczek z motywami roślinnymi i in­
nymi, będące dawniej ozdobą wiosek. Było ich setki
w tych stronach, a k a ż d y inny, choć niektóre motywy
powtarzają się stale. W czasie wojen wiele ich prze­
padło. Artystyczne ich wykonanie polegało przede
wszystkim na zastosowaniu żelaza kutego w moty­
wach roślinnych lub zwierzęcych (np. koguty) lub
w takich jak słońce i księżyc. Ozdobnie wykonane
były również okucia bryczek (kolas) oraz niektóre
zamki. Do nadzwyczajnych w y r o b ó w tutejszych ko­
wali zaliczyć można było piszczałki i flety do grania
(z rur żelaznych lub mosiężnych), olbrzymie zegary
kute na wieże niektórych
dawniejszych kościołów
(np. w Myszyńcu, Ostrołęce).
Sztuka kurpiowska w żelazie rozwijała się znako­
micie w X V I I I i pocz. X I X w., zaczęła zamierać ok.
1860 r., gdy zamykano kuźnice wskutek zarzucenia
terenu żelazem fabrycznym z sąsiednich P r u s .
4

Wycinanki. Do najpierwszych można by zaliczyć
wycinanki robione nożem, nadłamaną łyżką lub ostrą
skorupą m a ł ż ó w wprost na murawie lub paśniku
przez pasących dobytek chłopców i dziewczęta. Mając
dużo wolnego czasu, wycinali oni na wystrzyżonej
przez dobytek murawie rozmaite wzory w formie
szlaków, koronek, gwiazd itp. (il. 4). Co do techniki,
nie mają one nic wspólnego np. z wycinankami papie­
rowymi, niemniej przez same dzieci nazywane są czę­
sto „wycinankami" lub „wcinankami", bo wcinają
się nożem w głąb murawy, -pod ostrym kątem.
Takie same lub mniej w i ę c e j podobne wzory po­
wtarzają się w drewnie, wycinane przez cieślów na
belkach szczytowych chałup, odrzwiach, belkach pod

18

�pułapami (tramach, stomach ibp.), wycięte tam topo­
rem lub dłutem ciesielskim i(il. 5). Na dawnych wy­
robach rogowych, na grubej skórze p a s ó w i torb
myśliwskich, na korze drzew i laskach pasterskich
powtarzają się podobne ornamenty zdobnicze. Ostat­
nie wycinanki z kolorowego papieru
(poprzedzone
wycinankami z kolorowego 'płótna do p o ł o w y X I X w.)
przewyższyły w wykonaniu i pomysłach wszystkie po­
przednie, robione na murawie, korze drzew, drewnie,
skórze i płótnie. Można powiedzieć, że zawierają one
wzory, ornamenty i p o m y s ł y skondensowane tu ze
wszystkich rodzajów stosowanej sztuki ludowej miej­
scowej. Wystrzygane są zwykle przez dziewczęta (cza­
sami i przez chłopców) nożyczkami od strzyżenia
owiec, przy odpowiednim składaniu papieru dwu- lub
kilkakrotnym, od razu bez rysunku. Do ważniejszych
należą „leluje" {palemki, gałązki, kwiaty) oraz kółecz­
ka i gwiazdy, ślicznie nieraz stylizowane, w kolor
jeden lub parę nakładanych (il. 12, 14). Sposób wy­
cinania motywu zdobniczego też ma swoje nazwy,
a w i ę c wycinanki są cięte w „szczyty", „kulasy",
„drabki", „ząbki", „liście", „kwiaty", „kłosy", „ko­
pytka" itd.
Sztuka wycinankowa na Kurpiach jest w pełni
rozwoju i, jak m ó w i ą znawcy, 'bardzo nadaje się do
przenoszenia jej na drewno czy metal lub też tkaniny.
Kurp czerpie przede wszystkim wzory z otaczającej
przyrody. Choinki, gałązki, kwiaty, ptaki itp. są tu
w dalszym ciągu bezwiednym natchnieniem do dal­
szych p o m y s ł ó w w tej dziedzinie sztuki. Falsyfikaty,
naśladownictwa i w p ł y w y obce m o ż n a odróżnić.
Plecionkarstwo
różnych t y p ó w rozwijało się tu
od dawna, czemu sprzyjała obfitość wszelkiego mate­
riału przydatnego do tego rodzaju przemysłu i sztuki
miejscowej. Materiałem tym b y ł y : korzenie sosnowe
długie, niełamliwe i mocne, wszelkiego rodzaju w i k l i ­
na („mlekicina", „rokiecina", „szeluga" itp.), jałowiec,
łyko drzewne, sitowie („sitkorz"), słoma. Z korzeni
sosnowych długich często na kilka i więcej m e t r ó w
(łupanych, dartych wzdłuż na pół) wyplatano wszel­
kiego rodzaju kosze, koszyki, koszałki, miary i miarki
(il. 15, 18), opałki do karmienia koni, czasem obuwie
i kapelusze. Dawnymi laty (do ipocz. X I X w.) z korzeni
wyplatano miski do ciał sypkich i płynnych oraz m i ­
sternie plecione dzbanki, naczynia do ziarna, jagód,
wody czy piwa. Jeden ze starszych koszykarzy uplótł
sobie za życia t r u m n ę (z korzeni), którą trzymał na
poddaszu swej chałupy do samej śmierci. Ostatnio
oplatano korzeniami butelki i bańki, ochraniając je
w ten sposób od stłuczenia, górne części lasek podróż­
nych itp.
Prawdziwie artystyczne i trudne do wykonania by­
ły dzbanki, różne w formie, plecione zręcznie i bardzo
szczelnie; odpowiednio preparowane od w e w n ą t r z nie
przepuszczały wcale płynów, do których b y ł y dawniej
używane, a nie tłukły się nigdy, służyły przez kilka
pokoleń. Dzbanki takie trudno wykonać, a przeciętny
koszykarz wikliniarski takiej pracy wcale się nie po­
dejmie. Dziś tylko nieliczni m o g ą taki dzbanek upleść.
Z wikliny odpowiednio preparowanej pleciono
również kosze i koszałki, wyplatane bryczki (kolasy),
„baduły" i „wiersze" na ryby, robiono opałki, ale do

w y r o b ó w artystycznych n a d a w a ł y się przede wszyst­
kim korzenie. Z łyka lipowego (wiązowego, wierzbo­
wego) pleciono dawniej zgrabne i lekkie obuwie, „chodacki" na nogi, oplatane naczynia i biczyska batogów.
Biczyska z wikliny lub przeciętych wzdłuż p r ę t ó w
dębowych pleciono nie tylko na okrągło, ale bardzo
misternie na cztery kanty, co już uważano za pew­
nego rodzaju sztukę. Pałąki i żebra do koszów, moc­
niejsze części do kolas robiono z prętów jałowcowych,
młodej dębiny itp.
Z sitowia pleciono koszyki i maty, ale dział ten
nie rozwinął się do granic sztuki. Ze słomy, wiążąc
ją na okrętkę wikliną lub korzeniami, wykonywano
(wiązano) słomianki, małe i duże naczynia (w formie
beczek) do zboża. Natomiast wyplatanie słomą owsia­
ną stołków i krzeseł było już pewnego rodzaju sztuką*,
którą m a ł o kto potrafił. S ł o m ę trzeba było specjalnie
spreparować we wrzątku. Sprzęty takie wykonywano
dawniej w okolicach Myszyńca (il. 18), a dziś koło
Kadzidła. Wyplatano podobne stołki z korzeni r ó w ­
nież w okolicach Pułtuska.
Ze słomy pleciono jeszcze kapelusze letnie na swój
osobisty użytek, obuwie na mrozy, maty dla pszczół
na zimę, zasłony na okna itd.
Sztuka plecionkarska na Kurpiach po wojnach nie
podnosi się, raczej upada.
Sztuka w budownictwie
drzewnym.
Mieszkając
w lasach ludność puszczańska, czy to nad środkową
Narwią (w Puszczy Zielonej), czy też nad dolnym
Bugiem (w Puszczy Białej) miała możność rozwinąć
u siebie budownictwo drzewne. W obu puszczach na
rozwój budownictwa w p ł y w a ł y jednakowe czynniki:

11. 19, 20. Ozdoby snycerskie

domu.

�II. 21. Dawna drewniana

chata kurpiowska

materiał i człowiek-rękodzielnik, toteż budownictwo
na c a ł y m omawianym obszarze jest niemal jednako­
we. Materiałem budowlanym od w i e k ó w było tu drze­
wo i to w y ł ą c z n i e sosna. Z niej budowano chaty (cha­
łupy) i zagrody. Ś w i e r k o w i n y na ściany nie używa
się tu w ogóle. Do budowli używano do niedawna
tylko sośniny ciosanej z obu boków, dziś s i ę sztuki
przepoławia piłą. Zasadniczą cechą chałupy kurpiow­
skiej jest budowanie jej stroną szczytową do ulicy;
przed domem — pas ziemi na ogródek, za domem —
sadek w i ś n i o w y lub jakaś drzewina z pasieką, drzwi
w ścianie podłużnej od podwórza, niekiedy dobudowywano stajnię przy ścianie szczytowej (dla bezpie­
czeństwa przed wilkami i złodziejami), naprzeciw
w ł a s n a studnia, dalej obora i stodoła, wszystko razem
ogrodzone w p e w n ą harmonijną całość. Zadrzewienie
liściaste lub iglaste. Swego czasu J . Karłowicz zaliczał
chatę kurpiowską
do typowego budownictwa pol­
skiego.
5

W starych chatach kurpiowskich, a często i w now­
szych, sztuka budownicza i zdobnictwo drzewne rzuca
się nam wyraźnie w oczy. Budowa w węgieł, szczyt
prostokątny, wymiar w płaszczyźnie zawsze prawie
równej 5 X 4 lub 6 X 4 (dawniej w sążniach polskich).
Dach kryty gontem, częściej słomą, przytrzymany
„koźlinami" z drążków. Najważniejszy jednak jest tu
licowy szczyt chałupy: u góry widzimy charakterystyezne zakończenie szczytu w postaci rogów, łbów
ptasich, końskich, siekier itp. Wyrzynanki te, charak­

z ozdobnym szczytem, 1840 r.

Kadzidło.

terystyczne dla tutejszego budownictwa, są zakończe­
niami bocznych łat — wiatrówek, chroniących strze­
chę. Noszą one różne nazwy, jak np. „śparogi", „rogi",
„rogale", „narożniki". Ściana szczytowa ma zwykle
dwa okna (w starych domach jedno mniejsze od a l ­
kierza), nad oknami różne ozdobne wyrzynanki z de­
sek („korony") z motywami roślinnymi, ptakami itp.
Najpiękniej zwykle przedstawia się sam szczyt: belka
szczytowa oraz tzw. szczytówka (do której przybija
się deski szczytowe) są zwykle nacinane i drążone
ozdobnie w odpowiedni ornament, często w tzw.
schodki. Dawniej w i d a ć to b y ł o w każdej chałupie.
Szczyt ubijany z deseczek „do kantu", w przyjęte tu
od dawien dawna zasadnicze typy ornamentów, mia­
nowicie podług starych nazw w „choinki" (sosenki),
w „jeglijki" (rzadziej) oraz przy połączeniu obu w tzw.
ornament „łamany" i wreszcie „ze słonkiem". Takie
przede wszystkim szczyty spotykamy na obu obsza­
rach Kurpiowszczyzny, niekiedy z niewielkimi zmia­
nami lub odchyleniami (il. 19, 20). Zasięg chat tego
typu jest dość rozległy, o b e j m u j ą c y całe dorzecze
Narwi środkowej (największe nasilenie), dolny Bug
i Mazowsze pruskie (zaludnione dawniej przez K u r ­
piów i w ogóle — Mazurów nadnarwiańskich), w k r a ­
cza też nad górną Narew i na Suwalszczyznę, Podla­
sie i Mazowsze warszawskie sięgając aż po Opoczyń­
skie, dość daleko wrzyna się ten typ chaty między
chałupy o dachach czterospadowych, naczółkowych
itp., co widać jeszcze w powiecie warszawskim i gar-

115

�II. 22. Kościół drewniany, 1. pol. XIX w. Łyse, pow.
Kolno. II. 23. Brama cmentarna.
Baranowo,
pow.
Przasnysz. II. 24. Dawna brama drewniana (obec­
nie nie istniejąca).
Zalas, pow. Kolno .11. 25. Kościół
drewniany. Lemian, gm. Turośl, pow. Kolno.

te resztki jakby kurpiowskich chałup do budownictwa
typu s ł o w i a ń s k i e g o .
Sztuka budownicza kurpiowska pomału zanika lub
się wypacza, ale ma jeszcze dość siły, by w y w i e r a ć
duży w p ł y w na dalsze, północne Mazowsze.
W sztuce budownictwa kurpiowskiego osobne
miejsce zajmują bramy wejściowe, budowane z drze­
wa przy dawnych leśniczówkach, kościołach, cmenta­
rzach i innych miejscach zasługujących na w y r ó ż n i e ­
nie. Na rysunkach widzimy dwie: a) brama w e j ś c i o w a
przy kościele w Zalasie (pow. ostrołęcki), ozdobiona
siedzącymi na słupach gołąbkami, a na wierzchu ko­
gutem („kurem") (il. 24), b) brama kryta gontem,
z drzwiami wejściowymi w łamany ornament, znaj­
dująca się przy cmentarzu w Baranowie (pow. przas­
nyski) (il. 23); obie wykonane przez wiejskich cieślów
miejscowych.
6

Można jeszcze wspomnieć o studniach dawnych,
u których górna c z ę ś ć żurawia była często ciosana
i rzezana ozdobnie.
Wnętrze chaty kurpiowskiej (sień, komora, izba
gościnna z sieni na lewo, alkierz) przedstawiała daw­
niej piękną, harmonijną całość. Drzwi prowadzące do
sieni są .zwykle wykonane ozdobnie, w ornamenty,
gwiazdy czy kółka rzeźbione, słońce wschodzące itp.
Podobnie nieraz drzwi wiodą z sieni do gościnnej izby.
Izba ta, dość obszerna, u góry pod belkami miała
wielką mocną belkę, tzw. tran lub tram, ozdobio­
ną na środku ornamentami wycinanymi w drzewie,
niekiedy z datą postawienia budynku. Naprzeciw,
w lewym kącie — stół z ołtarzykiem (najczęściej Pan
Jezus Frasobliwy), obok — palmy z k w i a t ó w sztucz­
nych, pod pułapem cała galeria obrazów świętych,
ozdobionych wycinankami z bibułki, firaneczkami,

wolińskim oraz w stronach Mazowsza płockiego. Naj­
częściej ozdobna jest górna część szczytu domu, dol­
na zaś ubita jest pionowo (niekiedy cały szczyt ubity
jest w ornament „łamany"). Ciekawe, że — jak w i ­
dzimy z niektórych dzieł niemieckich — resztki bu­
downictwa typu, powiedzmy, kurpiowsko-mazurskiego
spotykamy na Pomorzu od Gdańska po Kołobrzeg
i Szczecin, wśród niedobitków słowiańskich, otoczo­
nych morzem niemieckim. Niemieccy uczeni zaliczali
116

�490«'.*'

niżej, po obu stronach — wycinanki kolorowe z papie­
ru, na stole przykrytym obruskiem lnianym — chleb
i nóż. W tym kącie, pod pułapem, wisi zwykle pająk
z kolorowego papieru albo „kierec" z ciętych sło­
mek i bibułek na nitkach (nieraz z fasoli lub nawet
z bursztynu). Pod ścianami — ławy, z prawej strony
w kącie — łóżko rozsuwane, niekiedy w kwiaty ma­
lowane, a obok — skrzynia na kółkach, również ma­
lowana ozdobnie w kwiaty i ornamenty. W oknach —
zwykle firanki misternie cięte z bibułki, przy drzwiach
szafka do misek i talerzy ozdobnie wykonana (il. 7),
również często ozdobne, różnego rodzaju stołki i zyd­
le. Nade drzwiami, na ścianie — od środka wycinano
z papieru „kury", a z prawej strony — piec bielony,
farbką niebieską w górnej części w różne upiększe­
nia podmalowany, a pod nim ł a w y na zimowe wie­
czory, gdzie starsi opowiadają różne historie z daw­
nych czasów lub bajki dla dzieci: miały w i ę c i zna­
czenie społeczne.
Inne „izbedki" są już bez ozdób, chyba tylko jakiś
zydel czy krosna w nich pomieszczone. Bo były
i krosna ozdobne snycerką.
Sztukę budowlaną widzimy w starych kościołach
i kapliczkach drewnianych, budowanych przez miej­
scowych cieśli (il. 22, 25); wnętrzom tych kościołów
dawano ozdoby stolarskie i malarskie. Ciekawe i ory­
ginalnie wykonane były obrazy do noszenia w procesji
(feretrony) w ozdobnych, rzeźbionych na miejscu r a ­
mach, których resztki widzimy do dziś w starych
kościołach. B y ł y kościoły z żyrandolami i innymi
ozdobami z bursztynu miejscowego. Dawnych kościo­
łów z drzewa dochowało się na Kurpiach kilka (Dą­
brówka, Łyse, Brodowe Łąki, Turośl i in.).
Wyrzynanki i wycinanki z drzewa są jakby dal­
szym ciągiem zdobnictwa ludowego w sztuce budow­
lanej na Kurpiach. Wyrzynanki z cieńszych desek ro­
bili piłkami cieśle i stolarze przy chałupach, bramach,
parkanach, kapliczkach i krzyżach przydrożnych. Wy­
rzynanki robiono w deskach pod szczytami (obecnie
zamiast wycinanek w drzewie); wyrzynano też wia­
trówki przy strzechach, pod oknami, u ganeczków
w nowszych chatach. Ozdabiano wyrzynankami i wy­
cinankami drzwi w e j ś c i o w e do chałup, śpichlerków,
kościołów
drewnianych; ozdabiano nimi solniczki,
maglownice, kadłubki drewniane itp. Jako narzędzia
do tych prac służyły: piłka wąska (z pałączkiem),
dłuto szerokie, młotek drewniany, nóż ostry i mocny.
Solniczki z jednego kawałka drewna (np. olszowego)
ozdabiano niekiedy bardzo starannie wycinankami w
formie różnych, dość skromnych ornamentów; podob­
nie stołki i skrzynie. Wielka jest ilość odmian wyrzynanek przy budynkach mieszkalnych. Każdy maj­
ster starał się, by zdobnictwo chałup nie było zbyt
monotonne, również konkurencja między majstrami
odgrywała tu p e w n ą rolę.
7

Sztuka ciesielska w bartnictwie.
Obok innych za­
jęć, związanych ściśle z terenem, na Kurpiach (w
Puszczy zarówno Zielonej, jak i Białej) rozwinęło się
znakomicie bartnictwo, czyli pszczelarstwo. Pszczoły
hodowano tu od w i e k ó w na wysokich sosnach, tzw.
barciach, w których na kilkumetrowej wysokości dłu-

bano („dziano") odpowiednie otwory („dzianki"), gdzie
obsadzano roje pszczół. Ciekawa to była, niepodobna
do dzisiejszej gospodarka. Przede wszystkim bartnik
musiał umieć dostać się do pszczół, co robił przy
pomocy specjalnej liny bartnej z deseczką („leziwem") do siedzenia, a wdrapanie się do „dziaraka"
wymagało dużo siły i zręczności. Przeciętny bartnik
posiadał cały „bór", czyli 60 barci z pszczołami, inni
mieli „półborki", a inni i po parę „borów". Dla od­
różnienia barcie poszczególnych właścicieli miały wy­
cięte w korze i drzewie na pewnej wysokości odpo­
wiednie znaki (znamiona, klejma, godła), odróżniające
barcie i bory poszczególnych bartników. Takie godła
miały różne nazwy
(„strzałki",
„oście", „grabki",
„ostrewki" itp.), a wycięcie ich w drzewie na pewnej
wysokości było swego rodzaju sztuką, którą nie każdy
umiał i potrafił wykonać. Trzeba było wleźć na barć
przy pomocy wspomnianej liny i tam odpowiednimi
narzędziami ciesielsko-bartniczymi wyrąbać i w y c i ą ć
znaki bartne ustalone przez bartniczą starszyznę w
puszczy (Kurpie-bartnicy mieli swoje „prawa bartne",
sądy, starostę bartnego, pisarza, ł a w n i k ó w itp.). Z n a ­
ków takich było setki nad Narwią i Bugiem. Sztuką
wycinania na drzewach znamion bartniczych zajmo­
wali się niektórzy uzdolnieni artystycznie
Kurpie„bartodzieje". Prócz znamion na barciach, znane było
również zdobnictwo sprzętu pszczelarskiego i rzeza­
no specjalne kadłubki (wierzbowe, lipowe) do miodu
oraz skrzynie do
przechowywania akt
bartnych.
Okazy takie były do 1914 r. w Muzeum Kurpiow-

117

�skim w Nowogrodzie oraz w Muzeum Etnograficz­
nym w Warszawie (kadłubki-„rąezki", „pudlaki" itp.).
Bartnictwo puszczańskie w p o w y ż s z e j formie prze­
trwało na Kurpiach do lat 1836—40, kiedy to ó w c z e s n e
władze l e ś n e kazały bartnikom uprzątać barcie
z puszczy. Wraz ze starym bartnictwem upadła i oma­
wiana gałąź sztuki bartniczej. Podobne bartnictwo,
choć nieco odmienne, istniało w puszczach: Piskiej
i Tucholskiej, w Puszczy Białowieskiej. Najdłużej
przetrwało na Polesiu. Znane też było w innych l e ś ­
nych odcinkach Europy.
Snycerstwo,
czyli rzeźba w drzewie była i jest tu
dość bogata, a ludzie zdolni, rzeźbiarze ludowi znaj­
dują s i ę w różnych wioskach. Snycerz (tak się tu
niekiedy nazywają rzeźbiarze) wiejski rzeźbił jedynie
ostrym nożem, żadnych innych narzędzi (prócz jeszcze
toporka) nie uznawał, choćby je otrzymał — nie
umiał i nie chciał nimi pracować. Rzeźbił zwykle
na pamięć, wprost na oko, zaczynając z grubsza to­
porkiem. Jako materiału używano najchętniej lipy,
czasami wierzby, brzozy, a nawet twardej gruszy lub
dębu. Snycerze rzeźbili z drzewa raczej figurki do­
tyczące kultu religijnego a w i ę c „Pasyje" (w których
krzyż malowany był niekiedy kolorową farbą w
kwiatki i szlaczki), świątki (m. in. Chrystus Frasobli­
wy, Pieta, Święci Patronowie miejscowi, specjalnie
popularni na danym terenie — 11. 26, 27, 28). W k o ś ­
ciele myszynieckim w okresie Bożego Narodzenia po­
kazywano „jasełkę",w których figurki pasterzy w y s t ę ­
p o w a ł y w ubiorach kurpiowskich.
Rzeźbili też snycerze kurpiowscy laski z jałowca
z g ł o w a m i ptaków, w ę ż ó w , koników itp. (il. 30, 31).
Wyrabiali całe ołtarzyki na stoły i do kapliczek czy
kościołów, rzeźbione ramy, feretrony, skrzynki, opar­
cia do zydlów, rączki do skrzypiec i basetli, czółenka
ozdobne do krosien, kijanki (il. 29) dla narzeczonych
na upominki itp. Niektóre miały osobliwy w y g l ą d
i m ó w i ł y o wielkich zdolnościach domorosłego snycerza-samouka. Kolby („karpy") do broni palnej ozdo-

26

bione b y ł y dość często rzeźbą w kształcie ornamen­
tów, ł b ó w dzikich zwierząt, k w i a t ó w itp. Przedmioty
te przepadły w czasie wojny.
Sztuka rzeźbiarska na Kurpiach ż y j e do dziś.
Zabawkarstwo
(i inne wyroby ozdobne na K u r ­
piach) nie rozwinęło się szerzej, istniało tylko na uży­
tek miejscowy. Gier i zabaw miejscowych było r ó w ­
nież sporo, a niektóre z przyrządami. Różne .zabawy
w „kozła", „kręgi", „podrzutkę", „derkacza" nie obesz­
ł y się bez pomocy odpowiednich dodatków, robionych
z drzewa. Z drzewa też, odpowiednio dobranego, w y ­
rabiano dla dzieci stołeczki, koniki na biegunach
(il. 32), wózki, zwierzęta na kijach, smoki, wiszące
„bąki", ptaszki (il. 32). Strugano i rozmaicie wycinano
z miękkiego drzewa „bierki". Służyły one do gry (za­
miast kart), było ich sztuk kilkadziesiąt o różnych
nazwach, których już nie pamiętam. Bierki służyły
jednak nie tylko do zabawy, za ich p o m o c ą oznaczano
przędzę o d d a w a n ą do farbowania przez specjalistówfarbiarzy („farbarzy"). P o ł o w ę rozłupanej
ręcznie
bierki wiązano u przędzy, drugą połowę zabierał
właściciel. Gdy odbierał ufarfoowaną przędzę, spraw­
dzano czy obie połówki bierek pasują do siebie i tak
ustalano który towar do kogo należy. Zwyczaj ten
zachował się tak długo, jak istniało ręczne tkactwo.
Sporządzali też zabawki dla dzieci drwale, rozłu­
pując na drobne szczypki smolne drzewo.
Długie
szczypki przeplatano m i ę d z y sobą w różne ornamenty
(„kulasy", „gzygzaki", „wiatraczki" itp.). Kilkuletnie
dzieci lubiły te zabawki.
Z gliny (gdzie była) lepiono różne lalki i zwierzęta
miejscowe (dzikie czy domowe), podobnie lalki z drze­
wa i szmat; były zabawki z szyszek, rogów, burszty­
nu. Zabawki pieczone z ciasta (lalki, zwierzęta) zwyk­
le nie trwają długo, gdyż zaraz po nabyciu ich na
jarmarkach i odpustach są przez dzieci zjadane. Z a ­
bawkarstwo jarmarczne prawie że w y r u g o w a ł o w tej
dziedzinie p o m y s ł y miejscowe. Z innych w y r o b ó w
ozdobnych znane były fajki z czeczotki brzozowej
okuwane mosiądzem oraz tabakierki, p u d e ł k a do ta­
baki i tytoniu z mosiężnymi kutymi zawiaskami, ha­
czykami czy zamkami.
Malarstwo
ludowe na Kurpiach znane było od
dawna, malowano na murze, glinie, drzewie, blasze,
szkle, płótnie, papierze. Malowali zwykle domorośli
malarze, używając farb olejnych, wodnych, klejowych,
białkowych. Olej (pokost) gotowali sami, farby roz­
cierali na płaskich, gładkich kamieniach lub blasze.
Byli w ę d r o w n i malarze, którzy chodząc po parafiach
malowali na blasze lub papierze obrazy ś w i ę t y c h , naj­
częściej Matki Boskiej, Pana Jezusa i patronów danej
parafii. Obrazy były dość prymitywne w wykonaniu,
barwne, z kwiatami dokoła lub w górnej części obok
głowy. B y ł y i obrazy na płótnie, bez nazwisk i dat.
Farby do papierów ucierane były podobno z białkiem
jajkowym, po stu latach zachowały świeżość barwy.
Na piecach malowano dawniej ozdoby z kresek, kółek,
kropek, przecinków i spirali, przeważnie farbą wodną
na białym tle (niebieską lub czerwoną), podobnie na
bielonych ścianach zamiast lub obok
wycinanek.
Obrazy olejne na blasze ustawiano w przydrożnych

�II. 26. Pieta z
kapliczki,
polichr., wys. 85 cm. Dłużewo, pow. Kolno. II. 27.
Chrystus
Frasobliwy,
po­
lichr., wys. 38 cm.
Wyk.
Konstanty
Chojnowski,
Jonkowo
Młodzianowo,
pow. Łomża. II. 28. Ukrzy­
żowany,
ok. 1900 r., wys.
21 cm.
Kadzidło,
pow.
Ostrołęka.
Wł. Muz. Łom­
ża.

27
kapliczkach, na sosnach itp. Na drewnie malowano
farbą olejną, z podkładem klejowym lub naklejonym
płótnem lnianym (ściany w kościołach drewnianych).
Na ścianach dawnych leśniczówek malowano ongiś
strzelców (myśliwych), sceny z polowań na jelenie,
dziki itp. Podobne sceny malowane zobaczyć można
na zewnętrznych ścianach domów, na okiennicach, na
skrzyniach wiejskich s a ń . Skrzyń u wozów, malowa­
nych w barwne kwiaty (jak to widziałem np. w B u ł ­
garii) w stronach tych nie ma. Na okiennicach malo­
wano często bukiety i wazony k w i a t ó w (róże, chabry,
nagietki itp.).
8

Obrazów na szkle dochowało się nawet do okresu
przed I wojną niewiele, ale były jednak tu i ówdzie
w kapliczkach oraz kilka sztuk w miejscowych mu­
zeach. Najczęściej były to obrazy z Matką Boską
Częstochowską na tle klasztoru, św. Agaty, Barbary
(tutaj patronki s p ł a w n i k ó w na rzekach), św. Mikołaja
(patrona od wilków), Rocha, Floriana. Malowane b y ł y
w latach ok. 1800—1850, dobrze zachowane jeszcze
ok. 1920 r. Z czasem i obrazów, i w y k o n a w c ó w tej
sztuki już więcej nie stało. Malowanie na glinie łączo­
no z wypalaniem naczyń i inych wyrobów. Przewa­
żały tu kwiaty, ptaki itp.
Tkactwo i strój kurpiowski.
Tkactwo rozwijało się
dzięki temu, iż gospodarze uprawiali len w każdym
niemal gospodarstwie i hodowali dużo owiec, wypasa­
jących się znakomicie na suchych, leśnych pastwi­
skach. P o n i e w a ż ludność ubierała się jedynie w sa­
modziały, w i ę c warsztat tkaoki był niemal w każdej
chacie, a każda gospodyni umiała tkać potrzebną ilość
materiału. Prócz z w y k ł y c h płócien i sukna zaczęto
tkać artystycznie wykonane, barwne okrycia na łóżka
(pościele, buronki), początkowo z barwnej przędzy

28

lnianej, czasem z w e ł n y grube dywany i kilimy, pa­
siaste lub tkane w „kostkę" czy „kratkę" z frędzlami.
Najdłużej trzymały się w wyrobach kolory: zielony,
czerwony, ceglasty, żółty (pomarańczowy), niebieski
i niekiedy trochę czarnego. B a r w n i k ó w używano roś­
linnych. W podobnych kolorach tkano pasiaste „kitle"
kobiece
(spódnice o pionowym układzie barwnych
wzorów). Najstarsze znane „kilimy"-pasiaki kurpiow­
skie, które się dochowały, pochodzą z lat 1800—1860.
Już w latach 1880—90 Kurpianki brały nagrody w du­
żych miastach za swoje artystyczne wyroby tkackie,
a za swoje kolorowe płócienka i dywany zaliczane
były do Zdolniejszych tkaczek w Polsce. Różnych od­
mian tych ślicznych przeważnie tkanin liczono na
setki. Przed w o j n ą tkaniny z warsztatów tkackich
w Myszyńcu (Ostrołęckie) i Lipnikach (Kolneńskie)
szły do Ameryki. Ostatnio, na życzenie miast, zaczęto
tkać na Kurpiach chodniki, firanki, portiery itp.
Sztuka ludowa dawna zaczęła zatracać swój cha­
rakter, a po obu wojnach zmalała niepomiernie. Brak
odpowiedniej przędzy i b a r w n i k ó w w p ł y n ą ł na zaha­
mowanie twórczości tkackiej, a tańsze wyroby fa­
bryczne rugują również wyroby miejscowe. Tkactwem
zarobkowym opiekują się pomyślnie
spółdzielnie
C P L i A , starając się podtrzymać i inny przemysł
artystyczny ludowy. Warsztaty i składnice tych wy­
robów są w Kadzidle, Myszyńcu, Łysych i in.
Wiązano również dawniej na klockach barwne
męskie pasy, wyrabiane z samodziałowej przędzy. P a ­
sy takie noszono do sukman, które były używane
obok sprowadzanych gdańskich. Wiązano je przepasu­
jąc kilkakrotnie, z boku zwisały końce z kolorowymi
frędzlami. Niewiele różniły się od takich pasów szale
męskie, również dość długie, parokrotnie owijane wo­
kół szyi. Podobne paski kolorowe do fartuchów ko­
li

0

�biecych „burych" (na plecy), spodni i zapasek wyra­
biały miejscowe kobiety jeszcze przed paru dziesiąt­
kami lat, były one szerokie na kilka centymetrów
(3 — 4 cm). Dziś widzieć je można tylko przy starych
fartuchach.
„Czółka" na głowę, wyrabiane obecnie przeważnie
z tektury obciągniętej aksamitem, dawniej sporządza­
no z „łubów" zdartych z drzew (świerków). Gdy się
z wierzchu oczyściło korę, można w niej było rzeźbić
wzory. Wyrabiali te łuby pastuszkowie i oni też wy­
cinali na nich wzory.
Niekiedy przystrajano czółka wycinankami z płót­
na zwyczajnego lub barwnego (w formie gwiazdek,
czy figur kolistych przypominających jakby schema­
tycznie narysowany na płasko kwiat stokrotki itd.).
Wycinankami takimi strojono niekiedy i pasy, ale
częściej używano do tego celu wycinanek ze skóry.
Tkactwo kurpiowskie nad Narwią czy nad Bugiem
rozwijało się znakomicie do I Wojny Ś w i a t o w e j . „Dy­
wany" — wełniaki spod Myszyńca czy Wyszkowa bu­
dziły zachwyt i stanowiły cenny dorobek wsi w tych
stronach. Płócienka kolorowe ze stron ostrołęckich czy
pułtuskich nie miały równych sobie w Polsce, a strój
ludowy kobiet w tych stronach należał do najbarw­
niejszych. Jeżeli był wykonany umiejętnie i starannie,
to był prawdziwą sztuką, że trudno było od niego
oczy oderwać. Obecnie magazynowany jest w muze­
ach, częściowo tylko
opracowany w odpowiednich
monografiach.
3

Hafty i koronki. Jeszcze przed laty kilkudziesięciu
dziewczęta i kobiety a nawet mężczyźni nosili ko­
120

szule samodziałowe z cienkiego płótna białego, z koł­
nierzami i mankietami ozdobionymi misternym haf­
tem. Szczególnie bogaty był haft na koszulach ko­
biecych, wykonany igłą, najczęściej czerwonym „gurem". Delikatny i bardzo pracowity był haft u K u r pianek północnych, robiony w „kulasy", „łańcuszek",
„łapki", „gwiazdki", „panienki", „drabki", „palemki"
itp., bogatszy i okazalszy, do najwyższego artyzmu
posunięty — u Kurpianek pułtuskich (okolice Pniewa).
Trudno wyjść nieraz z podziwu, jak bez specjalnej
szkoły i nauki kobiety i dziewczęta wiejskie tworzą
arcydzieła przy pomocy igły, szydełek i drutów („ku­
lasów", „haczyków"). Hafty, prócz koszul, zdobiły
jeszcze fartuchy, ręczniki („ucieraki"), obrusy na stoły.
Piękne i pracowite były również koronki z białych
lub barwnych nici, które służyły do ozdoby fartuchów
i serwet. Robiono nawet całe białe fartuchy koronko­
we („zapaski"), noszone przez dziewczęta i teraz (My­
szyniec, Kadzidło itd.). W haftach i koronkach prze­
ważały wzory i motywy roślinne, niekiedy wycinan­
kowe lub pisankowe, na ręcznikach haftowano koguty
(il. 34—36). O pracy przy haftach m ó w i o n o , że „na
Kurpiach z Puszczy Zielonej pracują oczy, a w Pusz­
czy Białej — palce".
Prace powyższe w y k o n y w a ł y tylko kobiety, praw­
dziwe mistrzynie w tej gałęzi sztuki miejscowej. Haf­
ty z Puszczy Białej doskonale i w całej okazałości
są przedstawione w art. M. Ż y w i r s k i e j .
Misterne
hafty z Puszczy Zielonej podane są w cytowanym
w y ż e j Stroju kurpiowskim,
oraz artykule E . F r a n ­
kowskiego.
10

1 1

�Zdobnictwo
obrzędowe.
W całej sztuce kurpiow­
skiej zajmuje ono bardzo p o w a ż n e miejsce, a różni
się tym od opisywanych powyżej w y t w o r ó w sztuki
regionalnej, że stosowane jest tylko w pewnych oko­
licznościach, związanych czy to z dorocznymi czy ro­
dzinnymi obchodami. P o m ó w i m y tu tylko o n i e k t ó ­
rych. I tak w okresie Świąt Bożego Narodzenia chłop­
cy i młodzież chodzą z gwiazdami, „turoniem" czy
„kozą" (mowa tu o latach do 1958—60), przedstawiają
króla Heroda z orszakiem itp. (il. 39). We wszystko
to w k ł a d a się p e w n ą dozę pracy, umiejętności i sztu­
ki. Od Bożego Narodzenia zawieszano dawniej w izbie
gościnnej u pułapu (tuż nad stołem i wycinankami)
maie drzewko — „choinkę" (sosenkę), czasem świerk,
ubrane kolorowymi kwiatkami, jemiołą, jabłuszkami
i orzechami. Nazywano to „ n o w y m latkiem", a wisiało
do Trzech Króli lub nawet cały rok do nowego. Nie­
kiedy dolna część drzewka osadzona była w kółku,
lepionym i pieczonym z ciasta, obstawionym dokoła
również z ciasta lepionymi zwierzątkami. Takie „no­
we latka" można było spotkać jeszcze w niektórych
starych chałupach jako „choinki". Z czasem u puła­
pów zawieszano tylko część dolną z ciasta, ozdobioną
różnymi zwierzątkami, nazywając to również „ n o w y m
latkiem", a ostatnio n a z w ę tę posiadały też kule
wycinane i lepione z kolorowych opłatków, wieszane
na nitce w tym samym miejscu. Sztuka plastyczna
przejawia się tutaj w lepieniu zwierzątek z pieczonego
ciasta (najczęściej z żytniej mąki pytlowanej). W tym­
że czasie, na Nowy Rok do Trzech Króli, babki pieką
swoim wnuczkom (lub matki dzieciom) lepione z cia­
sta różne „dźwerzęta" i ptaki: byśki, baranki, zającz­
ki, jelenie, gołąbki, kurki itp.
13

II. 29. Kijanka. Wyk. Konstanty Chojnowski,
Jankowo-Mlodzianowo,
pow. Łomża. II. 30. Rzeźbione
ozdo­
by lasek z lat 1925—1949. II. 31. Laska. Wyk. Kon­
stanty Kamiński,
Kupiski Nowe, pow. Łomża.
Wl.
Muz. Łomża. II. 32. Koń na biegunach. Tatary, pow.
Ostrołęka.
Wl. Muz.
Łomża.

Mi

121

�Najpospolitsze b y ł y jelenie, którym oczy wprawiano
z pieprzu, a rogi w y d ł u ż a n o palcami z tego ciasta.
Podobnie dużą wartość artystyczną posiadały też
chleby weselne, „korowaje" i inne pieczywo ś w i ą teczno-obrzędowe (il. 37). Pisanki wielkanocne są
w a ż n y m elementem rodzimej sztuki kurpiowskiej,
znanej jeszcze na całym terenie {il. 41)." Dawniejsze
pisanki pisane woskiem (z klejem pszczelim) lub pącz­
kami brzozowymi (gotowane na czarno lub niebiesko)
b y ł y nieraz prawdziwymi dziełami sztuki. Czytamy
o nich już w dawnych rocznikach „Wisły", a technika
ich pisania nie zmieniła się do dziś. Przybyły tylko
pisanki drapane w różne wzorki s z k ł e m lub nożykiem,
na przygotowanym wcześniej obgotowanym koloro­
wym tle. N a j w i ę c e j pisanek robiły baibki swoim
wnuczkom, niekiedy po paręset sztuk. Pisanki robiono
niekiedy przed świętami, a również w drugie lub
trzecie święto Wielkanocy.
„Korowaje" (pieczywo obrzędowe weselne) b y ł y
nieraz prawdziwymi dziełami sztuki, g d y ż cały placek
ubrany b y ł nie tylko lepionymi ornamentami z ciasta,
ale również posiadał często na sobie cały zwierzyniec
puszczański, lepiony z ciasta i pieczony, na placku
odpowiednio ustawiony. Jeszcze oryginalniejsza była
dawna „koruna" z ciasta dla panny młodej, lepiona
najpierw na misce, której zachowała postać, dokoła
obstawiona zwierzątkami i ptaszkami, zwróconymi
do środka, gdzie stała ulepiona z ciasta tańcząca lalka
(prawdziwa boginka leśna). Koronę taką po oczepi­
nach wkładano na g ł o w ę panny młodej i śpiewano
odpowiednie piosenki, wreszcie rozdawano ją dzieciom
do zjedzenia. Znany był ten zwyczaj jeszcze w oko­
licy Łysych, Dębów, Lipnik i in. (pow. Kolno) ok.
lat 1880—1900. Na św. Rocha (patron od zarazy i po­
moru bydła) w sierpniu ludność przynosi do kościoła
świece woskowe swego wyrobu (wotywne) z przyle­
pionymi do nich figurkami zwierząt domowych (il. 38),
urobionymi również z w o s k u . W lepieniu zwierzą­
tek widać również artyzm.
14

Po wojnach, zwyczaje powyższe ulegają zasadni­
czym zmianom. W wielu miejscowościach już za­
marły.
Pewien rodzaj sztuki stanowiło t a k ż e pieczywo
jarmarczne i odpustowe, sprzedawane dzieciom jako

33

122

łakocie. Wyobraża ono również baranki, zajączki, je­
lenie, koguty, lalki itp. Pieczywo to widzimy na stra­
ganach odpustowych do ostatnich czasów (1948—52).
Instrumenty
muzyczne.
L u d kurpiowski jest na
ogół umuzykalniony, śpiewają jednak w i ę c e j kobiety
i dziewczęta, grają zaś tylko mężczyźni. Od najmłod­
szych lat m ł o d y chłopiec puszczański, obcując prawie
stale z przyrodą, stara się ją naśladować. A w i ę c po­
gwizduje jak wicher jesienny, jak wiatr po trzcinach,
kuka jak puszczyk, kracze jak wrona, naśladuje k u ­
kułkę. Z czasem nauczył się naśladownictwa nie tylko
głosu koguta (kura) domowego, ale również słowika,
przy pomocy tzw. „brzostu" — cienkiej i mocnej b ł o ­
ny, znajdującej się pod korą w młodej brzozie. Ze
znanych mi puszczaków robił to najlepiej A. Stefens
ze wsi Łączki, pow. Kolno. Prócz tego chłopcy umieją
w y g r y w a ć na tataraku, na źdźbłach trawy lub m ł o ­
dego żyta (runi), na trzcinie, na liściach, muszlach
i robią różne „fdukacze" z piór gęsich i innych, z m ł o ­
dych p r ę t ó w wierzbowych (z kory), wreszcie robią
różne „kurki" i „bekaeze" z wierzby czy słomy m ł o ­
dego żyta, oraz „trukają" w zwiniętą dłoń lub robią
„trukacze" z kory olchowej na w i o s n ę (np. W. Dep­
tuła z Surowego, pow. Ostrołęka). Z czasów paster­
skich i łowieckich znane były różnego rodzaju rogi
do grania i różki, rogi m y ś l i w s k i e , rogi-wabiki, ligawki z kory itp. Instrumenty dawne z rogów wyrabiał
i g r y w a ł na nich R. Swiderski z Nowogrodu. Piszczał­
ki z m ł o d e j wierzby, dudki z bzu czarnego, fujarki
i flety z drzewa lub żelaznych rur, trąby i k r z y w u ł y
z gałęzi wierzbowych i korzeni ś w i e r k o w y c h czy i n ­
nych — były dalszym ciągiem instrumentów dętych.
Z trębaczy niezrównany był Jan Chętnik z Nowogro­
du. Robiono jeszcze klarnety z bzu i gęsiego pióra,
„siałamaje", z trzciny grubej, powiązanej w rząd —
„multanki", a także różne „fiukacze" z gliny (od­
pustowe); nie obce b y ł y dawnym puszczakom „du­
dy" z koziej skóry, a nawet liry (kręcone korbą).
Skrzypki robiono z lipy lub wierzby. Dłubano je z
jednego k a w a ł k a drewna z naklejoną wierzchnią
deską, nazywano je „dłubanki" albo „korytka", bo
m i a ł y dawniej taki kształt. Basetle, „maryny", basy
podobne do skrzypiec, parokrotnie większe, boki mia­
ły wyginane z łubów. „Diable skrzypki" (dziadowskie)
był to oryginalny instrument jednostrunowy, tony
zmieniano nakręcając strunę kołkiem. Do muzyki
nieodzownym dodatkiem b y ł y bębenki (z brzękadłami), a dawniej „gruchawki" (pęcherz suchy z gro­
chem osadzony na kiju). Z czasem przybyły klarnety
na wzór tyrolskich i harmonie warszawskie „półtonówki". Zespół muzyczny dawny (do lat 1880—90)
składał się z dwojga skrzypiec, basetli, klarnetu i b ę ­
benka. Późniejszy był już z harmonią, a dziś widzi­
my akordeony, które w ł a ś c i w i e rugują ostatecznie
m u z y k ę l u d o w ą samouków, bo potrzebują nut. Przy
muzeum kurpiowskim (skansenie) w
Nowogrodzie
był m. in. do 1939 r. zespół pięcio-, sześcioosobowy
grajków miejscowych z zespołem ś p i e w a c z o - w i d o w i skowym. Pierwsza współczesna orkiestra dęta istnia­
ła w Myszyńcu ok. lat 1875—80, druga w Kadzidle
(Ostrołęckie) ok. 1910 r. Dziś zespołów i kapel l u ­
dowych (w znaczeniu ściśle regionalnym) jest kilka,

�inne kuleją, a orkiestry albo są mocno zdezelowane,
albo przepadły w czasach wojennych .
l s

Śpiew,
muzyka i tańce
u Kurpiów.
Ś p i e w na
Kurpiach b y ł niemal potrzebą duchową. Ś p i e w a n o we
wszystkich okolicznościach ż y c i o w y c h : w radości
i smutku, przy pracy i zabawach, przy obrzędach do­
mowych, zwyczajach dorocznych w polu i w lesie,
na paśniku i wodzie — wszędzie dawniej rozlegał się
oryginalny śpiew kurpiowski, z charakterystycznym
„o-la, o-la" i oryginalnym przedłużaniem k o ń c o w y c h
zwrotek. Ś p i e w a ł y przeważnie Kurpianki i tylko unisono, ś p i e w a ł y nie jak na sali, ale jak w lesie, na
wolnej przestrzeni, nie żałując swych płuc i gardziołek. N a j w i ę c e j było pieśni weselnych i innych
obrzędowych, potem — okolicznościowych, zalotnych,
w e s o ł y c h i smutnych. Większość jest w tonie mino­
rowym. Zebrał ich setki O. Kolberg i ks. W. Skierkowski ( z nutami), prof. M. Sobieski i inni, ale
wszystkich nie wyzbierano. Piosenki swe Kurpianki
komponują na poczekaniu, okolicznościowe, wesołe
i satyryczne przyśpiewki. Znane były wojny „na
prześpiewanie", kiedy dwie grupy z różnych wsi czy
okolic starały s i ę godzinami prześpiewać nawzajem,
wobec gromady słuchaczy z całej w i o s k i . Ze śpie­
w ó w męsikich znane były przeważnie historyczne, od
wojen szwedzkich, w których Kurpiowie (strzelcy)
brali czynny udział, poprzez dalsze walki po rozbio­
rach Polski. Poza tym każdy głośniejszy wypadek
i zdarzenie na Puszczy m i a ł y swój odpowiednik w
śpiewie.
18

Dość pierwotne, o charakterze ogólnosłowiańskim,
b y ł y dawne „kółka", „kołeoka", różne „korowody"
(pląsy łańcuchowe) i inne; o d b y w a ł y się one przy
ogólnym śpiewie pląsających lub w i d z ó w z klaska­
niem dłoni do taktu. Pląsy były tylko dla dziewcząt,
a korowody — łącznie z chłopcami. Znane b y ł y
dobrze ok. lat 1900—1910. Dziś nie wszędzie słuch
o nich pozostał. Z k o r o w o d ó w popularny był „konik",
do którego i melodie, i teksty do dziś tu i ówdzie do­
brze pamiętają. Tego rodzaju pląsy i korowody zna­
ne są u S ł o w i a n bałkańskich (np. hora, raczenica itp.
przed wojną były jeszcze tam powszechne) . Do po­
pisowych pląsów młodych, przeważnie dziewcząt, na­
leżał „zajączek", znany dobrze koło Nowogrodu, pow.
Łomża i dalej na Kurpiach, także na całym północ­
nym Mazowszu i wszędzie tam, gdzie Mazur (czy m a ­
zurski Kurp) zawędrował. W „zajączku" zgrabna,
młoda dziewczyna skacze solo w takt ś p i e w u lub
muzyki, mając pod nogami dwa kije złożone na krzyż,
których w tańcu nie wolno nóżkami dotknąć. Typo­
wym kurpiowskim tańcem, znanym do dziś (parzy­
stym) jest ,^powolniak", tańczony na dwa pas przy
muzyce i śpiewie, dość szybko, przy półobrotach na
pięcie (teraz przy zmianie obuwia przeważnie na
palcach), równiutko bez żadnych podskoków, niekiedy
z przyklękiwaniem chłopca. Znany jest na całym ob­
szarze Kurpiowszczyzny. Pod Myszyńcem
tańczą
„starą babę" i „olendra" (z czasów imigracji Holend­
rów w te strony). Wiele t a ń c ó w brało swój początek
od ruchów zwierząt leśnych czy domowych i tak był
w i ę c znany „żuraw", „wilk", „kozioł", „baran" itp.
Dziś je czasem powtarzają, ale w formie zmanierowa-

35

II. 33. Jelonki z łusek świerkowych.
Wg daw­
nych wzorów
wyk. Marianna Burgula,
Kuzie,
pow. Kolno. Wł. Muz. Łomża. II. 34. Koronka
szydełkowa
„w pajączki".
Kurpie, pow. Ostro­
łęka. Wł. Muz. Łomża. II. 35. Koronka
ręczna
od jartucha. Myszyniec, pow. Ostrołęka.
II. 36.
Haft czerwony na mankiecie koszuli
kobiecej.
Rząśnik,
pow.
Pułtusk.

17

36

123

�nej lub zniekształconej. O „zajączku" pisał już w
1830 r. Ł. Gołębiowski, a o „gonionym" (tańczonym
jeszcze w Lipnikach ok. 1930 r.) pisał J . Kochanowski.
0 „chmielu", który dawniej był nie tylko śpiewem,
ale i tańcem, pisał Z . Gloger i inni. B y ł y i tańce za­
wodowe: „strzelec" (zwany też „kurpiem", przypo­
minający trochę „zbójnickiego"), „kowal" i inne. Pol­
ka „magierka", tańczona przez o r y l i - s p ł a w n i k ó w na
tratwach, grana jest i u Kaszubów, co słyszałem
przez radio; „szet", przyniesiony zę Szkocji przez
w ę d r o w n y c h kramarzy, tańczony b y ł tu ok. lat
1830—1900 (tańczony do dziś z powodzeniem w
Szwecji, co m o g ł e m stwierdzić ok. 1930 r . ) . Mimo
naleciałości, tańce ściśle miejscowe łatwo odróżnić,
obcy jednak badacz w tym labiryncie, mocno dziś
zachwaszczonym, z trudem albo i wcale się nie po­
łapie. Mogę tylko dodać, że różnych tańców regional­
nych na Kurpiach znano kilkadziesiąt.
I8

Grajków kurpiowskich starej daty prawie dziś
nie widać. Byli między nimi ludzie zdolni, bardzo
umuzykalnieni i zamiłowani w muzyce. Pamięć mu­
zyczną mieli nadzwyczajną, grali oczywiście bez nut.
Niektórzy byli nie tylko prawdziwymi artystami l u ­
dowymi, ale i sztukmistrzami w swoim zawodzie.
Skrzypek Łukasz Serafin (ze wsi Baliki pod Nowo­
grodem) popisywał się trzymając skrzypki na głowie
lub plecach. Są jeszcze zdolni trębacze na ligawkach,
ale po innych pozostały tylko wspomnienia.
Kwiaciarstwo
sztuczne. Mężczyźni na Kurpiach
mało się tym działem interesowali, natomiast kobiety
1 dziewczęta bardzo lubiły i lubią kwiaty. Przed do­
mami na Kurpiach, w m a ł y c h ogródkach i kwietni­
kach od strony ulicy, rosły od dawna nagietki, r u ­
mianki, powójki, babie lata, piwonie, tuzia trawa,
piżmo, czasem georginie („orgeńje") lub drobne róże
krzaczaste, pod ścianami malwy, a w doniczkach
okiennych mirta, róża, aloes (do leków) i inne. Po­
nieważ w ciągu zimy i wczesną wiosną o kwiaty
trudno, zaczęto robić sztuczne, z kolorowego papie­
ru i bibułki. Takie też robione przez kobiety i dziew­
częta znane są od dziesiątków lat. Robią z nich pal­
my na stół w izbie gościnnej, używają ich do przystroju obrazów kościelnych (feretronów), obrazów
domowych, kapliczek itp. Największy ruch z tego
rodzaju kwiatami panuje około Świąt Wielkanocnych
i częściowo na Boże Narodzenie. Po osadach i naj­
bliższych miastach w tym czasie sprzedają kobiety
37

całe masy kwiatów, wykonanych nieraz ze znajo­
mością przyrody i artyzmem; kwiaty sztuczne do
złudzenia przypominają prawdziwe. Początkowo wy­
rabiano przeważnie kwiaty znane na miejscu w
ogródkach, lesie lub na łąkach. Teraz Tobią wyszuka­
ne bukiety z k w i a t ó w i roślin, jakie są w ogrodach
miejskich. Specjalnie robią wązanki k w i a t ó w drob­
nych, kolorowych, potrzebnych do przystroju czółek
obrzędowych, noszonych od święta i do ślubu przez
młode Kur]jianki. Do wyrobu ich nie zawsze jest na
miejscu odpowiedni materiał. W Kadzidle po I I woj­
nie był kurs, na którym między innymi uczono robić
te kwiaty czyli wianki („zionki").
Sztuka ludowa w rusznikarstwie.
Rusznikarstwo
miejscowe, przeważnie w kuźniach u zdolnych ko­
wali, istniało przez całe wieki, a zakończyło się osta­
tecznie po 1863 r., kiedy ulepszona broń palna po­
trzebowała i ulepszonych narzędzi, i warsztatów. W
dawnych latach nie tylko naprawiano tu broń goto­
wą, ale również robiono prostsze rusznice i pistolety
skałkowe („krzemieniówki"). Niektóre sztuki b y ł y
wykonane ozdobnie, szczególnie bogato zdobiono obsa­
dy strzelb („karpy"), rzeźbione nieraz starannie przez
m y ś l i w y c h - s n y c e r z y ; karpy pistoletów były nieraz na­
bijane ćwieczkami z mosiądzu, ozdobami z mosiądzu
i srebra. Część ich była w zbiorach Stacji NaukowoBadawczej w Nowogrodzie pod Łomżą.
Do w y r o b ó w broni palnej trzeba zaliczyć odle­
wanie moździerzy wiwatowych z miejscowego ż e l a -

�ła kuźnica we wsi Przystań (pow. makowski). Z a daw­
ną granicą pruską (za Myszyńcem), w kuźnicy W ą dołek, obok w y r o b ó w użytku domowego odlewano
krzyże i figury Chrystusa (z żelaza) na cmentarze.
Próbowano tu i ówdzie o d l e w a ć figurki oraz dzwony
z o ł o w i u i cynku, z różnego rodzaju sprowadzanego
szmelcu oraz z mosiądzu, ale z braku metalu na
miejscu sztuka dalej nie rozwinęła się.
Sztuka
kamieniarska
ma swoje tradycje tam,
gdzie był na miejscu odpowiedni materiał. Głazy na­
rzutowe i resztki moreny polodowcowej na północnowschodniej części puszczy (pow. kolneński), nad Nar­
wią (pow. łomżyński i ostrołęcki) oraz w okolicy wsi
Lipniki, między borami, n a d a w a ł y się do obróbki k a ­
mieniarskiej. Z granitu polnego, gruboziarnistego wy­
rabiano na miejscu różne żarna do ręcznego miele­
nia, ale próbowano również i osobliwych dzieł sztu­
ki. Od 1916 r. we wspomnianych Lipnikach (pow.
ostrołęcki) wykopano na wysokim w z g ó r k u wycio­
saną z kamienia „babę", posąg, który jednak znisz­
czono. Pod wsią Parzychy (pow. Kolno, gm. Gawrychy) stalą jedyna w tych stronach figura kamienna
Chrystusa Frasobliwego, która zginęła w czasie
I wojny. W Małym Płocku tuż przed I I w o j n ą próbo­
wał ks. Ciborowski robić piękne mozaiki ze zbie­
ranych na polach różnobarwnych k a m y k ó w i cemen­
tu; płyty gładzono i polerowano.

39
za w kuźniach (hutach leśnych) w miejscowościach:
Przystań (pow. makowski), Lelis i Olszewka (pow.
ostrołęcki), Nowogród i Rudka (pow.
łomżyński)
i paru innych. Wyroby takie znane były już w
X V I I wieku, a przetrwały do czasu wojny 1914 roku.
Z moździerzy miejscowej roboty strzelano w różne
uroczystości narodowe i kościelne, a zawsze prawie
w czasie rezurekcji wielkanocnej. Niektóre moździe­
rze starano się w y k o n a ć ozdobnie, nad modelem pra­
cował zdolniejszy majster (przeważnie tokarz), wy­
sokie były od kilkunastu do 30, 40 cm. Po 1816 r. (po
skasowaniu oddziałów bractw strzeleckich) kurpiow­
skich i po 1860 r. (po upadku kuźnic) odlewanie m o ź ­
dzierzy kurpiowskich poszło w niepamięć, a sztuka
zdobnicza w tym dziale upadła.
Odlewnictwo metalowe było rozwinięte w okresie
istnienia kuźnic żelaznych, przerabiających miejsco­
w ą rudę darniową. Z żelaza próbowano odlewać
miejscowe „świątki", np. figurkę św. Jana Nepomu­
cena (patrona od w y p a d k ó w na wodzie), którą sta­
wiano przy mostach i przeprawach. Figura św. Jana
z żelaza wysokości ok. 80 cm stała jeszcze w 1914 r.
pod wsią Jeglijewiec (przy drodze od wsi Kadzidło
do Baranowa) oraz w paru miejscowościach pow.
makowskiego. Modele drewniane do o d l e w ó w robili
miejscowi rzeźbiarze. Prócz figur odlewano części
dolne krzyży, kule w e w n ą t r z puste, służące za pod­
stawy do krzyży żelaznych na kościołach i kaplicz­
kach. W wyrobach powyższych (obok innych) celowa­

Pewnego też rodzaju sztuką kamieniarską było
dawniej obrabianie kamieni granicznych: a) między
wioskami kamienie z w y k u t ą podobizną stopy ludz­
kiej, b) między gruntami kościelnymi czy klasztorny­
mi a wioskowymi — kamienie z wykutym krzyżem
(il. 42) . W okolicy Szczepankowa (pow. Łomża) był
wielki głaz z wykutym godłem bartników. Pod Ostro­
łęką (z lewej strony Narwi w pobliżu wsi Dzbenin),
na olbrzymimi głazie leżącym w dawnej puszczy,
były wykute rogi jelenia na pamiątkę przygody ł o ­
wieckiej króla Batorego, który tu polował (jak g ł o ­
szą opowieści) na jelenie ze swoją drużyną. Z k a ­
mienia też próbowano w y k u w a ć ozdobne kropielnice
do niektórych kościołów.
19

Tak w i ę c
niarskiej.

w

Puszczy

są

ślady

sztuki

kamie­

II. 37. Korowaj kurpiowski, 1928 r. Łyse. II. 38. Wo­
skowe świece wotywne na św. Rocha, J926 r. Lipniki,
pow. Kolno. II. 39. „Król Herod" {Anioł, Ułan, Adiu­
tant, Śmierć z kosą), 1909 r. Nowogród,
pow.
Łomża.
II. 40. Pieczywo odpustowe, 1947 r., wys. ok. 20 cm.
Nowogród,
pow. Łomża. II. 41. Pisanki: a, b •— rys.
żółtym woskiem na czarnym tle. Puszcza Zielona, c,
d — dekorowane rdzeniem z sitowia. Puszcza
Biała.

125

�Zakończenie.
Cała sztuka i twórczość kurpiowska
obracała się w o k ó ł materiału, jaki posiadał dany
teren puszczański, w o k ó ł m o t y w ó w zdobniczych, jakie
podsuwała miejscowym twórcom przyroda, w grani­
cach &gt;potrzeb, zainteresowań duchowych i zdolności
przyrodzonych. Najmocniej rozwinęła się sztuka, dla
której materiałem jest drewno puszczańskie, później
tkactwo, bo przecież len i barwniki roślinne były
również na miejscu, barwniki zaś wyrabiano z kory
dębowej, olszowej i in., a również z jagód czarnych.
Surowcem puszczańskim było też żelazo (ruda dar­
niowa), jantar, glina itp. Sztuka taka kończy się, gdy
kończy się materiał — surowiec, wzbogacający region

kurpiowski. Również na obcym gruncie, nieprzysto­
sowany do nowych warunków, puszczak-Kurp zatraca
dotychczasowe zdolności twórcze i — jak dało się
stwierdzić — przestaje b y ć sobą w dziedzinie sztu­
ki. Brak mu podpory z Puszczy i w ł a s n e j ziemi, na
której wyrósł i z której czerpał swe twórcze soki dla
sztuki, która w Polsce Luldowej winna znaleźć opar­
cie, dla sztuki w skali ogólnonarodowej i ogólno­
ludzkiej.
Tak się przedstawia w skrócie całokształt sztuki
kurpiowskiej, w wielu wypadkach jeszcze ż y w e j , wy­
wierającej silny w p ł y w na tereny sąsiednie.

PRZYPISY
1

Wiele zdobień tego rodzaju znajdowało się w
kościele w M a ł y m P ł o c k u (pow. łomżyński) za cza­
sów probostwa ks. Ciborowskiego, tj. do 1939 r.
Czytamy o tym u J . N. Sadowskiego, Drogi
handlowe greckie i rzymskie, K r a k ó w 1876 oraz u
Szczęsnego Morawskiego, Po jantar (bursztyn),
wy­
prawa rzymska do ujścia Wisły z rozkazu cesarza Ne­
rona, K r a k ó w 1894.
O jantarze pisałem wielokrotnie, bibliografię
tych prac podaję w a r t : Polski jantar, „Przegląd Ge­
ologiczny" 1961, Nr 5, s. 253. Pracę o wyrobach arty­
stycznych z jantaru opublikuję w jednym z najbliż­
szych n u m e r ó w „Polskiej Sztuki Ludowej".
Pisze o żelazie również J . Olędzki, Artystyczna
twórczość
kowalska na terenie Kurpiowskiej
Puszczy
Zielonej od końca XIX w. do I wojny
światowej,
„Polska Sztuka Ludowa", 1961, Nr 4.
Szczegóły podaję w swej pracy: Chata kurpiow­
ska opracowana podług
materiałów
zebranych
na
miejscu, Warszawa
1915.
Dokładniejsze informacje podaję w pracy: Ma­
zurzy pruscy na płaszczyźnie
mazowieckiej, Olsztyn
1947.
Liczne ilustracje zamieszczam w cytowanej pra­
cy: Chata kurpiowska opracowana podług
materiałów
zebranych na miejscu, wyd. cyt.
Wszystkie sanie zostały zarekwirowane w cza­
sie okupacji przez N i e m c ó w .
W 1961 r. ukazała się moja praca: Strój kur­
piowski Puszczy Zielonej, „Atlas polskich strojów l u ­
dowych", Wrocław 1961. O tkactwie pisze m. in.
J . Grabowski w rozdziale pracy zbiorowej: Tkanina
polska, Warszawa
1959.
2

3

4

5

8

7

8

9

Fot.: Adam Chętnik — il. 13; Stefan
il. 36; Franciszek Malinowski — il. 1;
Rys.: Adam Chętnik — il. 42; Jerzy
wg fotografii Adama Chętnika — il.

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 8

19

Deptuszewski — il. 29; Z. Duda — il. 34, 35; Eugeniusz
Frankowski
—
Jan Swiderski — il. 7, 8, 12, 14, 16, 17, 26—28, 31, 32.
Chętnik,
wg fotografii Adama Chętnika
— il. 38, 40; Józef
Deptuła;
21—25, 30, 37, 39.

II. 42. Kamień graniczny bartników
z b. Puszczy No­
wogrodzkiej z wykutym znamieniem i datą 1749.
126

1 0

M. Żywinska, Hafty kurpiowskie Puszczy Bia­
łej, „Polska Sztuka Ludowa", 1948, Nr 2 oraz tejże:
Tiulowe czepce kurpiowskie, „Polska Sztuka Ludowa",
1948, Nr 9/10.
E . Frankowski, Hafty kurpiowskie,
„Polska
Sztuka Ludowa", 1953, Nr 6.
Obszerniej piszę o tym w książce:
Pożywienie
Kurpiów.
Jadło i napoje zwykłe,
obrzędowe
i głodo­
we, „Prace Komisji Etnograficznej", K r a k ó w 1936,
Nr 16. O wypiekach z ciasta pisał w ostatnich latach
J . Olędzki, Doroczne pieczywo obrzędowe
północnowschodniej Polski, „Polska Sztuka Ludowa", 1961,
Nr 1.
O pisankach patrz m ó j art.: Sztuko kurpiow­
ska w okresie wielkanocnym, „Polska Sztuka Ludo­
wa", 1948, Nr 2.
Opis zwyczaju wot woskowych podaje J . Olędz­
ki: Wota woskowe ze wsi Brodowe Łąki i Krzyno­
włoga Wielka, „Polska Sztuka Ludowa", 1960, Nr 1
oraz Symboliczne ofiary woskowe ze wsi
Kadzidło,
„Polska Sztuka Ludowa", 1962, Nr 4.
W czasie wojny Niemcy w y w i e ź l i niemal
wszystkie instrumenty dęte.
Niektóre teksty podaję w przygotowanym do
druku maszynopisie 2 części książki Z
kurpiow­
skich
borów.
" Mogłem to stwierdzić naocznie w 1926 i 1927 r.
O tańcach polskich w Szwecji por.: A. Zaręba,
Tańce ludowe w Szwecji, ,;Polska Sztuka Ludowa",
1953, Nr 3.
K a m i e ń ten znajduje się obecnie w Muzeum
w Nowogrodzie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8160" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8140">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f8f6f01aa5c61630f4b2889342fff604.pdf</src>
        <authentication>be8c16a8d94bc9de79eb8252d9bf97b4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97555">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3800</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97556">
                <text>1948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97557">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="97558">
                <text>Wielkanoc - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3565</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97560">
                <text>Sztuka kurpiowska w okresie wielkanocnym /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1948 t.2 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97562">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1948 t.2 z,2; s.6-15</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97564">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97566">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97568">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97570">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97575">
                <text>SZTUKA KURPIOWSKA W
WIELKANOCNYM

OKRESIE
A D A M CHĘTNIK

4

Sztuka l u d o w a na Kurpiowszczyźnie—
a pewnie i w ogóle wśród naszego l u d u
-—• zależna jest nie t y l k o od zdolności i n ­
d y w i d u a l n y c h osobnika obdarzonego is­
krą twórczą. Podnietą do t w o r z e n i a jest
miejscowa p r z y r o d a i otoczenie w ogóle
których m o t y w y artysta w i e j s k i w y k o ­
rzystuje bezwiednie
do s w o i c h dzieł
a nieraz arcydzieł. Robi to j e d n a k bez
m o d e l i i rysunków, nawet bez specjal­
n y c h studiów p r z y r o d n i c z y c h — t y l k o
wprost, z jakiejś potrzeby wewnętrznej,
podświadomie.
Przychodzi c h w i l a , że snycerz w i e j s k i ,
malarz czy garncarz — musi w danej
c h w i l i tworzyć, coś wyciąć, wydłubać,
ulepić i t p . choć go n i k t o to nie prosi, a n i
obiecuje zapłaty. I te t w o r z y w a właśnie
bezwiedne, bezpretensjonalne
i anoni­
mowe są przeważnie najlepsze. Dzieła
zamówione za pieniądze, za nagrodę,
p r a w i e n i g d y i m nie dorównują. Są to
rzeczy słabsze — j a k się daje zauważyć
— wymuszone w swej technice, niepo-

6

ci.ohne do d a w n i e j s z y c h pierwowzorów.
Artyści wiejscy n p . rzeźbiarze, n i e za­
wsze chcą coś zrobić za zapłatę, a t y m
bardziej na zamówienie. W o l ą sobie sa­
m i coś obmyśleć, wykonać według swo­
jego upodobania i ofiarować darmo na
użytek p u b l i c z n y — gdzieś do k a p l i c z k i
czy
domowego
„ołtarzyka".
Znałem
rzeźbiarza (we w s i Łyse, p o w . Kolneński, R a c z k o w s k i ok. 1919 г.), który stru­
gał świętych z drzewa do w s z y s t k i c h
o k o l i c z n y c h figur, k a p l i c i t p . Pieniędzy
nie brał, t y l k o p r o d u k t y w naturze „co
k t o dał". I n n y wykonywał od czasu do
czasu coś pięknego z twardego drzewa
(np. gruszy), parę, k i l k a sztuk na r o k
i rozdawał z n a j o m y m : „na pamiątkę". Za
żadną zapłatę przez całe lata n i k t się
nie mógł doprosić, b y coś „wystrugał".
0 h a n d l u t y m i rzeczami nie było wogóle
m o w y . I tak było p r a w i e do ostatnich
czasów. I n n i , światlejsi, zrobią coś np.
do kościoła czy nawet do muzeów —
1 na t y m koniec. N i k t i nic i c h nie zmu-

�si do spospolitowania s w y c h dzieł, a t y m bardziej do zrównania i c h twórczości ze
zwykłą tuzinkową robocizną. I t u zdaje
się jest rozdział p r a w d z i w e j sztuki o d
wyrobów zwykłych rękodzielników jar­
marcznych.
N a rodzaj twórczości l u d o w e j wpły­
wają w znacznej mierze n i e t y l e otocze­
nie, i l e p e w n e okresy, związane z obrzę­
d a m i d o r o c z n y m i . Najważniejsze z nich
na Kurpiowszczyźnie to okres „Godów"
(świąt Bożego Narodzenia) i świąt W i e l ­
k a n o c n y c h (po k u r p i o w s k u „Zielganoc").
Okres p r a w d z i w i e świąteczny, w i e l k a ­
nocny, zaczyna się n a d środkową Nar­
wią (w puszczy „Zielonej") i podobnie
nad d o l n y m B u g i e m (w puszczy „Białej")
już o d n i e d z i e l i p a l m o w e j .
0 p a l m a c h myślą przeważnie k o b i e t y
1 dziewczęta. Ponieważ w i o s n a w t y m
czasie n i e zawsze jest w r o z k w i c i e , więc
na p a l m y p r z y g o t o w u j e się wcześniej,
młode pędy d z i k i c h porzeczek, m a l i n ,
w i e r z b i n y i t p . przez w s t a w i e n i e i c h do
w o d y b y puściły młode l i s t k i , a nawet
zakwitły. P a l m y z takiego materiału w y ­
rabiane były przeważnie na krańcach
puszczy. W c e n t r u m j e j , jeszcze niemal
do ostatnich czasów, robiono
palmy
sztuczne, o d jednego do k i l k u metrów
w y s o k i e . T r z o n e m t a k i e j p a l m y był pręt
młodej sosny, ostrugany ną cienko, tak,
b y na wierzchołku została kiść złożona
z k i l k u , przeważnie trzech, pędów. Cały
pręt
otaczano
zielonymi
borówkami,
przeplatając je sztucznymi, k o l o r o w y m i
k w i a t k a m i z bibułki. U górnej części pal­
m y , przywiązywano parę b a r w n y c h wstą­
żek (niekiedy z bibułki z kokardą u na­
sady), a dolną część pręta okręcano b i ­
bułką l u b haftowaną tkaniną (ryc. 1).
Główny t r z o n p a l m y k i l k u m e t r o w e j ro­
biono często z prętów
leszczynowych,
zawsze j e d n a k z przymocowaną u góry
kitką sosnową z z i e l o n y m wierzchołkiem
i oplatano również przy p o m o c y
nici
l n i a n y c h borówkami z w a r k o c z n i k i e m
(licopodium), gałązkami „jagód c z a r n y c h "
itp. leśnym zielem. M o c kwiatów sztucz­
n y c h , wstążki i piękny „wzijak" do rę­
k i uzupełniały
całość.
Najpiękniejsze
i najwyższe p a l m y miał ksiądz, idący

v/ procesji oraz jego asysta. Poszczegól­
ne parafie współzawodniczyły ze sobą
d a w n i e j w zdobieniu p a l m i i c h w i e l ­
kości. Stąd w i e l k a i c h rozmaitość, a samo
z d o b n i c t w o przybierało charakter pew­
nego rodzaju sztuki. Do n i e d a w n a takie
p a l m y można było oglądać w Myszyńcu,
Kadzidle,
Łysych, Zalasie,
Baranowie
(pow. K o l n o , Ostrołęka, Przasnysz). Dziś
coraz
ich mniej;
przeważnie
jeszcze
u „asysty" obok księdza. Po n i e d z i e l i
p a l m y te zbierano gdzieś w k r u c h c i e ,
czy d z w o n n i c y kościelnej, p o c z y m na
d r u g i r o k palone były na popiół, służący
w dzień p o p i e l c o w y
do p o s y p y w a n i a
głów.
W w i e l k i m t y g o d n i u zaczyna się cały
s/ereg świątecznych
czynności
domo­
w y c h . N a j p i e r w bielono wnętrza izb, n a j ­
częściej w a p n e m choć używano do tego
i białej g l i n k i , kopanej t u i ówdzie n a
miejscu. U górnej części ściany, „pod
pułapem", r o b i o n o szlaczek niebieską
farbką, n i e k i e d y falisty l u b łamany, a gór­
ną część pieca upiększano też ornamen­
tem w gałązki, miotełki czy g w i a z d k i —
RYC. 2

7

�p r a w i e , j a k na pisankach. T e n szczegół
zdobniczy powtarza się jesizcze i teraz
w domach gdzie niema pieców k a f l o w y c h .
Pisząc o b i e l e n i u wspomnę z oburzeniem
o zarządzeniach przed k i l k u n a s t u l a t y , na­
kazujących bielenie chat i z zewnątrz, co
zupełnie zabijało m i e j s c o w y charakter
pięknego b u d o w n i c t w a drzewnego. Po­
nieważ w gorliwości bie'enia zaczęto
przesadzać, p o k r y w a n o w a p n e m nie t y l ­
k o ściany, ale i szczyty ozdobne domów,
ganki,
okiennice
malowane
dawniej
w b a r w n e k w i a t y , a wreszcie płoty, stud­
nie i n a w e t u l e pszczele! Siady tego
barbarzyńskiego n a k a z u jeszcze do dziś
nie wszędzie zmyły fale deszczowe.
D a w n i e j p r z y b i e l e n i u wnętrz w w i e l u
w i o s k a c h był zwyczaj, że na uszakach
d r z w i wejściowych m a l o w a n o od zew­
nątrz w a p n e m k w i a t k i i gałązki, co było
znakiem, że w chacie jest panna na w y ­
d a n i u . Dziś zwyczaj t e n p r a w i e nie ist­
nieje.
Podwórza przed domami nie t y l k o
oczyszczano na święta ze śmiecia i wszel­
k i c h nieczystości, ale ugrabiano równiut­
k o i p o s y p y w a n o białym piaskiem, często
w k u n s z t o w n e desenie i w z o r k i . Robiły
to dziewczęta chodząc i czerpiąc piasek
z fartuchów. T a k powstawały faliste l i ­
nie, półkola, koła z g w i a z d k a m i w środku
itp. O r n a m e n t y z piasku można było zo­
baczyć na K u r p i a c h jeszcze do niedawna,
choć ginie t e n zwyczaj t a m , gdzie wieś
w e w s z y s t k i m naśladuje miasto. N i e k i e d y
podwórze i sień posypują rąbaną drobno
sośniną l u b świerkowiną (gałązkami).
Upiększanie mieszkań wewnątrz należy
wyłącznie do dziewcząt, chyba że nowego
świątka w y s t r u g a z drzewa w u p o m i n k u
j a k i „bogorób", zawsze rodzaju męskiego.
Upiększa się przede w s z y s t k i m gościnną
izbę, a w n i e j u r o c z y s t y kącik, w którym
jest stół, zaś n a n i m bochen chleba, pod
piękną narzutką dla gościa. W głębi na
stole stał z w y k l e „Pan Jezus F r a s o b l i w y "
l u b mała k a p l i c z k a („ołtarzyk") z i n n y m
świątkiem. N a d kapliczką wisiał
duży
krzyż d r e w n i a n y —- „pasyja", a obok
rzędy obrazów świętych, u b r a n y c h w w y ­
cinane f i r a n k i z białej czy k o l o r o w e j b i ­
bułki. Z o b u stron ołtarzyka b a r w n e b u -

��k i e t y —- palmy ze sztucznych kwiatów,
sobie r o b i o n y c h , a dalej niżej seria w y ­
cinanek z p a p i e r u k o l o r o w e g o , k u n s z t o w ­
nie w y k o n a n y c h (ryc. 2). Nade d r z w i a m i
i p o d b e l k a m i nalepiają z w y k l e w y c i n a n e
7 n a k l e j k a m i b a r w n e k o g u t y („kury"),
mające poczesne miejsce w obrzędach
i zwyczajach naszego l u d u .
W y c i n a n k i z papieru
(dawniej
były
z b a r w n y c h t k a n i n , łyka drzewnego, mło­
dej k o r y drzew itp.), robią dziewczęta
najlepiej zwykłymi nożycami do strzyże­
nia owiec — nożycami, które od czasów
Biskupina n i e zmieniły p r a w i e w y m i a ­
rów i p i e r w o t n e j swej formy. Same w y ­
c i n a n k i o d l a t kilkudziesięciu na K u r ­
piach nie w i e l e się zmieniły. Są do siebie
podobne, m n i e j l u b więcej złożone i sta­
ranne, w y c i n a n e bez żadnych specjalnych
przygotowań, t. j . bez miar, wzorków, kreś­
leń i t p . pomocy. W m o t y w a c h występują
miejscowe rośliny i k w i a t y (sosna, świerk,
jałowiec), p t a c t w o miejscowe,
niekiedy
tańcząca „panienka". M o t y w k u r y („ko­
k o s y " ) i k o g u t a („kura"), s t a n o w i nienieodłączną część w y c i n a n k i w i e l k a n o c ­
nej (ryc. 4 — 6). Kogut, co „zapsial trzy
r a z y " (według tekstów b i b l i j n y c h ) m a po­
czesne miejsce nie t y l k o w w y c i n a n k a c h ,
ale również na pisankach, f i g u r a c h przy­
drożnych (ryc. 10), na dzwonicach krośc i e l n y c h , w haftach i t p . Nade d r z w i a m i
przynosi szczęście w dom, jak dawna
k u r a zakopana pod progiem, przy budo­
w i e chaty.
W y c i n a n k i robione są dziś po wsiach
v/ o k o l i c a c h Ostrołęki, Myszyńca, K o l ­
na. Dziewczyna składa papier odpowied­
nio, nieraz w i e l o k r o t n i e i tnie na pamięć.
Za chwilę m a m y gotowy, piękny orna­
ment — j a k a szkoda, że t y l k o z lichego
papieru! U p r a w d z i w e j a r t y s t k i , jeżeli
weźmiemy do ręki j e j kilkadziesiąt w y ­
cinanek — nie znajdziemy
t a k i c h sa­
m y c h . Każda ma jakąś część, jakiś szcze­
gół i n n y , a wszystko t w o r z y wykończo­
ną, harmonijną całość. D w i e w y c i n a n k i
t y l k o w t e d y są jednakowe, jeżeli w y c i naczka r o b i je równocześnie. Stąd w i e l ­
k a rozmaitość w r y s u n k u i pomysłach.
Ornamentyka
wycinankowa,
geome­
tryczna, p o w t a r z a się w firankach („si-

10

r a n k i " ) bibułkowych, w k l e j a n y c h w okna
l u b używanych do ozdoby obrazów i k a ­
pliczek -— stosowana była w pewnej o d ­
m i a n i e w starych s k r z y n i a c h ozdobnych,
b e l k a c h szczytowych, na ozdobnie w y c i ­
nanych
laskach
(kijach
podróżnych),
d r z w i a c h wejściowych, o k i e n n i c a c h i t p .
W y c i n a n k i co do f o r m y dzielą się na
„leluje" (stylizowane rośliny itp.) oraz
„kółka" i podobne do n i c h różnie cięte
gwiazdy.
„Pająki" różnego rodzaju ze słomek
i k o l o r o w y c h gwiazdek, nanizanych na
lniane n i c i są też ozdobą wnętrz chat.
Rozmaitość i c h jest też w i e l k a . Robione
są z w y k l e na W i e l k a n o c i Boże N a r o ­
dzenie — te drugie trochę inne, związa­
ne ze zwyczajem „ N o w e g o L a t k a " . „Pa­
jąki" w i e l k a n o c n e , to z w i a s t u n y w i o s n y
i życia po m a r t w o c i e zimowej.
Ubieranie stołów ze „świeconem" jest
z w y k l e staranne: zieleń leśna, g w i a z d k i
z listków i świerkowiny („jegliny") na
obrusie.
Do s z t u k i w i e l k a n o c n e j należą również
zawieszane p r z y d r z w i a c h ' w izbie goś­
cinnej „kropielniczki" do w o d y święco­
nej, dawniej misternie rzeźbione z drze­
wa, w y k u w a n e z m e t a l u l u b lepione z g l i ­
n y i wypalane. Dziś zastępują je goto­
we w y r o b y ze straganów jarmarcznych.
Dalsze prace zdobnicze, należące do
kobiet, przenoszą się do kościołów i k a ­
pliczek przydrożnych. Głównym mate­
riałem zdobniczym są t u gałęzie choi­
n y • (młodej sosny),
świerku, jałowca
oraz ziela leśnego, które zimę p r z e t r w a ­
ło.
Dużo
wysiłku
wkładają
kobiety
i dziewczęta przy s t r o j e n i u w zieleń,
wieńce i g i r l a n d y Grobów W i e l k a n o c ­
n y c h i ołtarzy świątecznych. K w i a t y
są przeważnie sztuczne, ale b a r w n e k i ­
l i m y — samodziały, białe płótna, obrusy
itp. dodają ołtarzom dużo świeżości i uro­
k u . Przy Grobie, ławkach a nieraz przy
ołtarzach ustawiane są młode świerki
i sosenki, a zielone kiście jałowcu ze
sztucznymi k w i a t a m i ozdabiają ołtarze
¡ obrazy. Ołtarzyki z obrazami („feretro­
n y " ) , są też bogato zdobione f i r a n k a m i ,

�RYC. 7

k w i a t a m i i zielenią. W y c i n a n ­
k i z papieru — choć piękne —
nie są używane w kościołach,
natomiast spotyka się je cza­
sami w k a p l i c z k a c h przydroż­
nych.
T y l e co do dziewcząt i k o ­
biet k u r p i o w s k i c h w zdobnic­
t w i e p r z e d w i e l k a n o c n y m . A te­
raz zobaczymy, co r o b i dla
sztuki rodzaj męski w tymże
okresie.
Przede
wszystkim
sztuka ta w y c h o d z i poza ścia­
n y domów, szuka kontaktów
z szerszym światem, a niepo­
ślednią rolę odgrywają t u w i e j ­
scy artyści — rzeźbiarze (sny­
cerze, „bogoroby"),
rzeźbiąc
przez cały post „Pasyje" dre­

w n i a n e na ściany do izb w i e j s k i c h , oraz różnego rodzaju „Bo­
że M ę k i " mniejsze l u b większe, ustawiane przy drogach na
rozstajkach i t p . „Boże M ę k i " były to krzyże, przeważnie drew­
niane, z figurą Chrystusa Ukrzyżowanego, ze słońcem i księ­
życem po bokach, k o g u t e m i w s z y s t k i m i emblematami Męki
Pańskiej, w y r a b i a n y m i z drzewa l u b metalu, n i e k i e d y w y k o ­
nane naprawdę artystycznie. Pomysłowymi są majstrowie,
którzy w szklanej bańce l u b dużej butelce potrafią zbudować
całą Mękę Pańską a jeszcze i świeczniki ustawią po b o k a c h .
Są i tacy, którzy w r o z g o t o w a n y m łbie szczupaka potrafią od­
naleźć wśród ości i kostek wszystkie p r z y b o r y Męki Pań­
skiej — co zaliczane jest do pewnego rodzaju sztuki.
„Męki Pańskie" budowane są w W . T y g o d n i u , często
w sam W . Piątek. Z w y k l e robił je i stawiał ktoś na własny
rachunek, j a k o wypełnienie ślubowania, l u b dla upamiętnie­
n i a jakiegoś miejsca, związanego z nieszczęściem czy w y p a d ­
k i e m , wreszcie j a k o krzyż w i o s k o w y , w o t y w n y (ryc. 7, 9).
Inne nieco są krzyże i f i g u r y k a p l i c z k o w e , związane z sa­
m y m Z m a r t w y c h w s t a n i e m Chrystusa, budowane w okresie
Świąt do n i e d z i e l i „Przewodniej". Przedstawiają one albo
Chrystusa w Grobie z adoracją aniołów i strażą wojskową po
b a k a c h (ryc. 8), albo rzadziej sam a k t Z m a r t w y c h w s t a ­
nia. B u d o w a n i e i stawianie powyższych krzyży i figur połą­
czone jest z w y k l e z nabożeństwem w kościele, przeważnie
z poświęceniem • krzyża na miejscu przez księdza. F i g u r y
świętych Patronów p a r a f i i ' b u d o w a n e są również przeważnie
w dzień k a l e n d a r z o w y danego Patrona, (np. Sw. Roch, Sw.
Jan N e p o m u c e n , Sw. Mikołaj, Sw. F l o r i a n itp.), Uważanoby t u
za wielką niedorzeczność, g d y b y jakiś krzyż czy figurę budo­
w a n o czy u s t a w i a n o w niewłaściwym czasie. Dotyczy to rów­
nież i f i g u r w i e l k a n o c n y c h , choć zwyczaj t e n zaczyna być nie­
k i e d y pomijany.
Straże p r z y Grobach W i e l k a n o c n y c h
(,,Turki")
jeszcze

�R Y C . 11

przed p a r u dziesiątkami l a t były po­
wszechnie ustawiane po o k o l i c z n y c h para­
fiach — puszczańskich i dalszych. Urzą­
dzeniem
straży
zajmowała
się
star­
sza młodzież męska, która pod k i e r o w ­
n i c t w e m przyszłego komendanta
orga­
nizowała o d p o w i e d n i p l u t o n — ok. 20
osób z l a t a r n i k i e m na czele i dowódcą
oddziału (ryc. 11). Straż robiła sobie (szy­
ła i kleiła) odpowiednią zbroję srebrną
i złotą z t e k t u r y i papieru, z k a s k a m i
r z y m s k i m i na głowach, z szablami, mie­
czami, dzidami i halabardami — wszyst­
ko przeważnie z drzewa. W nocnej ciszy
W . Piątkowej, ze szczękiem b r o n i i k o l o ­
rową latarnią na w y s o k i m drążku wyglą­
dała malowniczo a nawet groźnie. W koś­
ciele stała po czterech l u b sześciu przy
samym Grobie, a w W . Niedzielę w czasie
procesji r e s u r e k c y j n e szła p a r a m i w pier­
wszych szeregach, pilnując porządku przy
obrazach i baldachimie. A g d y jeszcze
w t y m czasie grzmiał przy cmentarzu
kościelnym odwieczny moździeż w i w a t o ­
w y i kilkadziesiąt sztuk różnej ręcznej
b r o n i palnej (tak było do I W . W o j n y ) ,
to ludność uważała, że święta zyskały
bardzo na swej powadze i uroczystości.
Ze t a m komuś k i e p s k i samopał urwał pa­
lec czy ucho, taka drobnostka nie wcho­
dziła w rachubę.
;

Młodszy rodzaj męski już od W i e l k i e ­
go C z w a r t k u też odprawiał swoje p o w i n ­
ności: pomagał ciągać gałęzie zielone do
kościoła, chodził do lasów po różną zie­
leń (tu już z dziewczętami), pilnował
święconego ognia w Wielką Sobotę ra­
no (żeby przynieść z niego — według
zwyczaju — choć węgielek do rozniece­
nia pierwszego ognia w niedzielę świą­
teczną), starał się o zdobycie święconej

12

w o d y w butelkę lilb specjalną bańkę; ale
najlepiej l u b i l i chłopcy biegać z kołatka­
m i i grzechotkami koło kościoła, jako że
dzwonić do W i e l k i e j Soboty nie w o l n o .
D a w n i e j w W i e l k i Piątek chłopcy przy
pomocy t y c h grzechotek i k l e k o t e k r o b i l i
w kościele w i e l k i hałas i trzask, co się
nazywało „wypędzaniem Judasza", a że
niektórzy o d p r a w i a l i ten zwyczaj zbyt
na wesoło — z czasem go zabroniono.
ażną
czynnością
przedświąteczną
starszych chłopców było b u d o w a n i e przed
świętami w i e l k i c h huśtawek na dwóch
w y s o k i c h w k o p a n y c h słupach. Huśtaw­
k i do ostatnich lat, n i e o d z o w n y dodatek
w zwyczajach w i e l k a n o c n y c h t y c h stron
i o k o l i c — budowane są po wsiach, mias­
teczkach i przedmieściach. Huśtają się
na n i c h przez całe święta — po dwóch,
po dwie, l u b w troje (z dziewuchą w środ­
ku) stojąc na poprzecznicy, p r z y t w i e r d z o ­
nej do r u c h o m y c h p i o n o w y c h drążków.
Huśtawki, znane również dalej od nas —
na północ miały dawniej nie t y l k o zna­
czenie r o z r y w k o w e , ale również i magicz­
ne czy obrzędowe (prof. St. Poniatow­
ski). Przy huśtawkach w y s o k i c h zdarza
się w i e l e wypadków więc przed wojną
były zabronione p o l i c y j n i e . N i e - w i e l e to
pomagało, gdyż b u d o w a n o je w lasach,
a dziś już je widać po wsiach.
w

Pierwszy dzień świąt W i e l k a n o c y m i j a
naogół spokojnie. Zato drugiego dnia ro­
b i się r u c h powszechny. Ze to jest „lany"
poniedziałek, z w a n y też „oblewkami",
śmigusem itp., o d rana w r u c h u są b u t e l k i
z wodą, k w a r t y , całe kubły i ręczne si­
k a w k i . O i l e pogoda i ciepło dopisze —•
lanie jest powszechne i dość obfite. „Jak
k o g o w łóżku poleją, to przez cały r o k

�pchłów nie bandzie miał" —
objaśnił mnie jeden obłswacz.
Huśtawki tego dnia są oblężo­
ne, a i m u z y k a po W . Poście
t u i ówdzie już p r z y g r y w a
do tańca — a różnych „okrąg­
laków ' i „po wolniaków" gdzie­
niegdzie potrafią
jeszcze zatańcować.
Najwięcej j e d n a k roboty, ale
i uciechy, jest p r z y pisankach
piskach („psiskách"). Robią je
starsze
b a b k i dla wnucząt,
chrzestne m a t k i dla chrześnia­
ków, czasem d z i e w u c h y dla
chłopaków i t p . Do tej pracy
są
niektóre
bardzo
zdolne
i tworzą w p r o s t cuda. D a w n i e
pisano
pisanki
roztopionyrr
w o s k i e m mieszanym z k l e j e m
pszczelnym ( s k r o b a n y m z wnę­
trza u l i ) , co dawało piękny żół­
t y k o l o r r y s u n k u . Gotowano p i ­
sane jaja w odwarze z k o r y
dębowej, olszowej i t p . a ostat­
nio w wiórkach z drzewa brezelii, co dawało piękne czarne
tło. Po u g o t o w a n i u jaja pocie­
rano nieco zatłuszczoną szmat­
ką, przez co dostawały połys­
k u . Samo pisanie odbywało się przy po­
m o c y zwykłego żelazka od siznurowadła
oprawionego w patyczek do ręki, czasam'
używają s z p i l k i drucianej z łebkiem. Na­
rzędzia te ogrzewane są przy pisa­
niu
na zmianę, maczane
w
rozto­
p i o n y m w o s k u , samo zaś pisanie przy
ciepłej
kuchni
odbywać
się
mus'
sprawnie i szybko, bo w o s k prędko krzep­
nie. Pisanki zdobione są rozmaicie. Ry­
sunek i c h u s t a l o n y jest jednak powszech­
nie, a nazywają je, zależnie od w z o r u ,
pisaniem
„w
gałązki",
„w pazurki",
„w
łańcuszek",
„oczka' ,
„gwiazdki"
itd. N a podanych ilustracjach (ryc. 12
a, b, c, d) w i d z i m y i c h rozwój i wizajemne uzupełnianie. Rysunek 13 a, b, c, d,
przedstawia mieszaninę motyw ów: łapki,
miotełki, oczka, g w i a z d k i i t d . M o t y w y
zdobnicze powyższych pisanek spotykane
są najczęściej na całym n i e m a l s t a r y m
Mazowszu
(z
całą
Kurpiowszczyzną
r

RYC.

12

włącznie), a przede w s z y s t k i m w p o w i a ­
tach: ostrołęckim, łomżyńskim, przasnys­
k i m i sąsiednich oraz w p o w i a t a c h na
M a z o w s z u P r u s k i m (pow. szczycieński,
działdowski, piski). Jaja gotowane w far­
bie wyłącznie na czarno bez pisania, na­
zywają t u k r u k a m i . W s z y s t k i e p i s a n k i są
do dziś w p o w i a t a c h nadnarwiańskich
i stanowią nie b y l e atrakcje świąteczną.
Stanowią też ważny odłam sztuki miejsco­
w e j , związanej bezpośrednio ze świętami.
O d j a k i c h trzech dziesiątków l a t rozpo­
wszechnił się n a d Narwią i n n y nieco spo­
sób w y r o b u pisanek — nie przez pisanie
ich w o s k i e m , ale przez w y d r a p y w a n i e
r y s u n k u o s t r y m nożykiem l u b odłam­
k i e m szkła. Jaja przedtem są gotowane
w całości na czarno, niebiesko l u b czer­
wono. Rysunek t w o r z y się na oko, a w y ­
drapuje się szybko prawą ręką, t r z y m a ­
jąc w l e w e j p r z y g o t o w a n e jajo i obraca­
jąc je o d p o w i e d n i o do potrzeby. Jaja

13

�z rysunkiem tak wykonanym
nazywają t u r y s o w a n k i , skro­
b a n k i i t p . Robią je przeważnie
mężczyźni. O r n a m e n t y k a i c h
jest znacznie bogatsza, więcej
rozmaita i bardziej złożona,
gdyż końcem o s t r y m nożyka
łatwiej manewrować niżeli p i ­
sakiem, na którym co c h w i l a
w o s k krzepnie.

R Y C . 13

R Y C . 14

M o t y w y r y s u n k o w e pisanek
czy r y s o w a n e k pokrywają się
w wielu wypadkach z wzoram'
i r y s u n k i e m w y c i n a n e k . Możne
wnioskować, że pochodzą one
z jednego źródła, t k w i w nich
jeden j a k b y duch. M o t y w y z ry­
sowanek (ryc. 14 a, b, c) s p o t y k a
się w t k a n i n a c h , a przede wszyst­
k i m w b o g a t y c h haftach kur­
p i o w s k i c h n a d Narwią czy Bu­
giem. Rysunek p i s a n k i d (ryc.
14 d) w z o r o w a n y
jest na
gwiazdce śniegowej. Wadą pi­
sanek z n a d N a r w i jest, że jaje
nie są w y d m u c h i w a n e i n i e na­
dają się do p r z e c h o w y w a n i e
na czas dłuższy. Dzieci trzyma­
ją j e krótko, poczem bawię
się, tłukąc jedną o drugą (ca­
la w y g r y w a ) , albo staczają je
po pochyłej desce, starając się
uderzyć leżącą pisankę pod de­
ską. Po k i l k u dniach nic n i e
pozostanie z p r a c y ciotek i ba­
bek. W drugie święto W i e l k a ­
n o c y chodziła młodzież z rana
,,po d y n g u s i e " śpiewając odpo­
w i e d n i e p i o s e n k i i zbierając
d a t k i . Potem
chodzono
bez
śpiewu, t y l k o 7; p o l e w a n i e m
w o d y na rękę gospodyni i go­
spodarzowi. Chodzono też z k o ­
g u t k i e m n a kółkach (chłopcy)
i z g a i k i e m (dziewczęta). Z cza­
sem zostały t y l k o same ,,oracje" bez g a i k u i k o g u t k a , a od
p a r u dziesiątków l a t zwyczaj
ten
zaginął, t y l k o p i o s e n k i
z d y n g u s a i gaika
śpiewają
czasem chłopcy, chodząc po
kolendzie z gwiazdą na Boże
Narodzenie.

�S P I S
R y c . 1. — P a l m y w i e l k a n o c n e n a K u r p i a c h —
j e d n e z m n i e j s z y c h (ok. 1 m . wysokie), oplecione
zielenią i s z t u c z n y m i k w i a t a m i , z kokardą u g ó ­
r y i w s t ą ż k a m i — r y s . A . Chętnik — 1930 r .
R y c . 2. — Część i z b y gościnnej w c h a c i e K i e r nosków, w . L i p n i k i ( p o w . ostrołęcki). F o t . A .
Chętnik — 1929 r .
R y c . 3. — K o g u t y — w y c i n a n k a , w . M y s z y n i e c
S t a r y — 1922 r . ( n a okładce).
R y c . 4. — W y c i n a n k a „ l e l u j a " k u r p i o w s k a ,
w . K a d z i d ł o z p o w . ostrołęckiego, w y c i n a ł a K o z a l i a P o l a k ó w n a w r . 1935.
R y c . 5. — W y c i n a n k a . . l e l u j a " k u r p i o w s k a w .
Ś w i d n i B o r e k , p o w . ostrołęcki, w y r ó b R. S k r o d z k i e j — 1946 r .
R y c . 6. — W y c i n a n k a „ l e l u j a " — ze w s i K a ­
dzidło, p o w . ostrołęcki — w y c i n a ł a R o z a l i a P o l a ­
k ó w n a w r . 1923.
R y c . 7. — K r z y ż ( f i g u r a ) d r e w n i a n y z r . 1866
p o d wsią S u l , p o w . ostrołęcki. N a
ramionach
słońce i księżyc, a u dołu godła M ę k i P a ń s k i e j
— w y c i n a n e z drzewa i grubej blachy. Zakoń­
c z e n i e górne i b o c z n e r a m i o n a toczone. R y s . A .
Chętnik 1914 r .
R y c . 8. — F i g u r a k a p l i c z k o w a z d r z e w a p r z y
gościńcu, w y k o n a n a w r . 1881. W e w n ą t r z : C h r y ­
stus w g r o b i e , d w ó c h żołnierzy n a straży i a n i o ­
łowie. W y r ó b m i e j s c o w y , a u t o r n i e z n a n y . N a f i ­

R Y C I N :
g u r z e w y r y t y n a p i s : F u n d a t o r Józef
Korwek
1881. N a f i g u r z e zakończenie z k r z y ż a ż e l a z n e g o
k o w a l s k i e j r o b o t y , z w a n e t u „koroną". W. P o ­
piołki, g m . G a w r y c h y (dziś Z b ó j n a ) , p o w . K o l n o
(dziś ostrołęcki) P o d ł . f o t . A . Chętnika 1926, r y s .
J . D . w Ł o m ż y 1946 r .
R y c . 9. — K a p l i c z k a n a słupie w
lesie p o d
wsią P o r e d y (za S u c h y m B o r k i e m ) , p o w . K o l n o .
Wewnątrz M . B . z
Chrystusem —
zdjęcie
z krzyża z w a n e też „ M a t k a B o s k a
Cierpiąca"
i t p . F o t . 1927 I — I I .
R y c . 10. — Zakończenie k a p l i c z k i d r e w n i a n e j ;
n a w i e r z c h u k r z y ż żelazny z k o g u t k i e m ( „ k u ­
r e m " ) i chorągiewką z g r u b e j b l a c h y , n a któ­
r e j w y c i ę t y r o k 1851, w . D o b r y l a s , p r z y d r o d z e
do w s i Ż e l a z n e ( w pobliżu m o s t u p r z e z P i s ę ) .
R y s . A . Chętnik 1910.
R y c . 11. — Straż ( „ T u r k i " ) p r z y G r o b i e C h r y ­
stusa. N o w o g r ó d n a d N a r w i ą . F o t . A . Chętnik
1913.
R y c 12. — P i s a n k i z ostrołęckiego, r . 1928 r y s .
A . Chętnik.
R y c 13. — P i s a n k i ze w s i B o r k o w o p o w . Ł o m ­
ża. I — H e l e n a K u l i s i ó w n a . I I — Z. G r e l o c h ó w n a . R y s . A . Chętnik 1945 r .
R y c . 14. — P i s a n k i r y s o w a n e n o ż y k i e m z o k o ­
l i c Myszyńca, p o w . ostrołęcki. R y s . A . Chętnik,
1938 r .

L ' A R T DE K U R P I E A L O C C A S I O N DES FÉTES DE P A Q U E S .
P a r m i les e l e m e n t s
qui inspirent l'art
p o p u l a i r e , les fetes et particuliérement cedes de Paques
o n t u n e g r a n d e i m p o r t a n c e . L ' a u t e u r c o m p a r e e t décrit les b r a n c h e s de l ' a r t p o p u l a i r e á K u r p i e ,
á c e l t e époque et n o t a m m e n t les r a m e a u x , p a r f o i s l o n g s de p l u s i e u r s metres, ornes de v e r d u r e , de
fleurs e n p a p i e r et de r u b a n s ; les différents desseins d o n t o n c o u v r e les c o u r s e n les s a b l a n t ; des
c h a m b r e s ornees de p e i n t u r e s , semblables á celles q u ' o n p e i n t sur les oeuís; les dessins découpés e n
p a p i e r coloré, e m p l o y e s á décorer les m u r s ; les s c u l p t u r e s et les c h a p e l l e s
a v e c des
representa­
tions de l a Passion, d u T o m b e a u et de l a Résureclion, placees s u r les r o u t e s ; et e n f i n les oeufs c o l o ­
res et ornes. En o u t r e , o n a p r i s en c o n s i d e r a t i o n dans cet a r t i c l e , c e r t a i n e s c e r e m o n i e s , p. ex. l a
c o u t u m o de p l a c e r dans les églises auprés d u t o m b e a u orné, des gardes, d i t ,,Tures", habillés, de
costumes de f a n t a i s i e .

15

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10467" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10445">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66feed54e155bc9efb700843eeaaf9de.pdf</src>
        <authentication>078e1db042340bd029686fdba153506a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124589">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:606</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124590">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124591">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:555</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124592">
                <text>Tłoki na Kurpiach / ETNOGRAFIA POLSKA 1967 t.11</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124593">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1967 t.11, s.203-207</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124594">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124595">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124596">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124597">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124598">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124599">
                <text>ADAM

CHĘTNIK

TŁOKI NA KURPIACH
Od nestora etnografii
polskiej,
Adama Chętnika, doskonałego
znawcy
i zasłużonego badacza kultury
wsi Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej
reda­
kcja otrzymała uwagi
dotyczące tradycyjnej
pomocy
sąsiedzkiej we
wsiach kurpiowskich,
polegającej na wspólnej pracy dużych grup
lud­
ności wsi. Praca ta nosi tradycyjną nazwę tłoki (tłuki). Zdając
sobie
sprawę z wartości nadesłanych materiałów jako źródła do
niedawnego
jeszcze, ale już zamykającego się rozdziału historii
wsi, drukujemy
je
w tej formie, w jakiej zostały nadesłane: jako encyklopedyczne
zestawie­
nie różnych rodzajów prac, przy których jeszcze w ciągu ostatnich
kilku­
dziesięciu lat występowała zwyczajowo
tłoka. Autor
omawia
również
prace zespołowe, które (jak sianokosy czy połów ryb) opierały się w ca­
łości lub częściowo na odpłatności w naturze
lub gotówce. Nadesłane
materiały dotyczą 1 pol. XX w., w tym w największej mierze
okresu
sprzed I wojny światowej
[Red.].
Zwózka drzewa budulcowego
na własną chałupę zawsze
p r a w i e odbywała się za pomocą tłuki. Ponieważ przeciętnie na nową
chałupę zużywano ok. 60—70 kloców sosnowych, trzeba więc było na to
do 30 f u r m a n e k l u b sań podwójnych (z zajdami)
do zwózki. I l e czasu na
to potrzebowałby sam gospodarz, jadąc do lasu raz na dzień albo i d w a
razy na odległość 5—10 k m . N a j m n i e j miesiąc, a i l e b y się namęczył,
ile b y wozów napsuł, k o n i zajeździł — to lepiej nie mówić. P r z y tłoce
zjechało zawsze 20 do 30 f u r m a n e k i za j e d n y m zamachem albo obró­
ciwszy jeszcze raz, p o z w o z i l i wszystko w ciągu jednego d n i a . A i na
w o z y łatwiej galdka (pień drzewa) włożyć w k i l k u i gdzieś pod górkę
pomóc n a przyprzążkę i p r z y jakiejś szkodzie sobie poradzić. Po zwózce
gospodarze, k r e w n i i sąsiedzi odprowadzą konie, dadzą i m o b r o k u , zapalą
f a j k i l u b papierosy, zjedzą olbiad s u t y z okrasiwem,
a czasem z p i w e m ,
wreszcie rozejdą się do domów, o t r z y m a w s z y szczere: „Panie Boże za­
płać!"

�204

ADAM

CHĘTNIK

Obróbka drzewa
budulcowego
też czasami o d b y w a się
za pomocą tłoki. A l e t u już schodzą się najbliżsi k r e w n i i sąsiedzi z piła­
m i i t o p o r a m i . D r z e w o popiłują na odpowiednie proste s z t u k i , obcieszą
z grubszego wióra i poukładają na laguny do dalszej obróbki. Tracze
z piłami przychodzą już za pieniądze. Tłoki do obróbki są albo również
za obiad z podwieczorkiem, albo za wynagrodzenie, n p . w obciosanych
wiórkach na opał i t p . , czasami w zbożu czy ziemniakach i t p .
B u d o w a d o m u też d a w n i e j odbywała się n a tłokę. N a K u r p i a c h
w każdym d o m u są cieśle, toteż g d y się zeszło z narzędziami 8—10 męż­
czyzn, t y l k o majster kierujący r o b o t a m i (o i l e n i m n i e był sam gospo­
darz) pobierał zapłatę dzienną z u t r z y m a n i e m , reszta zaś otrzymywała
całkowite u t r z y m a n i e i podziękowanie. D o m (długi przeciętnie na 5—6
sążni polskich) stawiano w t e d y (zrąb) w ciągu 8—10 d n i . Reszta m a j ­
strów — stolarze, mularze, szklarze, przychodziła t y l k o za gotówkę.
Przesuwanie
budynków
postawionych n a inne miejsce
w całości l u b przenoszenie i przewózka rozebranych na kolonie o d b y w a
się przeważnie gromadnie p r z y pomocy sąsiadów. D o zestawienia b u d y n ­
k u z oznaczonych nacięciami kawałków b y w a angażowany majster-cieśla, czasami płatny. Przesuwanie w całości budynków (niemieszkalnych
np. obórki, chlewy) mających wspólną podwalinę o d b y w a się w t e d y , g d y
b u d y n e k trzeba usunąć na i n n y plac l u b d l a poszerzenia podwórza, czy
też obórki. B u d y n e k opróżniony wewnątrz podnoszą do góry drągami
(dugują), podsuwając pod p o d w a l i n y okrągłe wałki, t a k b y toczyły się
w k i e r u n k u pożądanym. D w u d z i e s t u nieraz mężczyzn, popychając b u d y ­
nek drągami od tyłu i z boków l u b drągami na zajazdkę, przepchną go
ostatecznie na miejsce pożądane, często o dziesiątki metrów d a l e j .
Zwożenie
k a m i e n i . Idzie t u o w i e l k i e głazy, które czasami
leżą n a polach l u b paśnikach. G d y głaz uradzono postawić gdzieś na
rozstajkach
jako przyszłą podstawę do krzyża żelaznego czy i n n e j f i g u r y
w i o s k o w e j , to w p r a c y t a k i e j poza głównym m a j s t r e m brała z w y k l e
udział cała wioska. W y b i e r a n o najmocniejsze d w a (czasami jeden) w o z y
z d y l a m i w poprzek, p r z y k a m i e n i u kopano głęboki rów, żeby łatwiej
było kamień wtoczyć na wepchnięty t a m wóz, a g d y kamień za pomocą
drągów i łańcuchów znalazł się n a wozie, k i l k a k o n i wyciągało wóz
z wgłębienia i ciągnęło p o w o l i do w s i . I n n i po drodze pomagali drągami,
żeby wóz się nie przechylił i żeby kamień się n i e stoczył. Poczęstunku za
taką pomoc n i e żądano.
P r z ę d z e n i e l n u w ciągu z i m y jest uciążliwe d l a jednej k o b i e t y .
Toteż g d y było potrzeba więcej przędzy do krosien, urządzały również
i k o b i e t y swego r o d z a j u tłoki, zebrawszy sąsiadki-prządki na w s z y s t k i e
w i e c z o r y t y g o d n i a . N i e k i e d y przędło i c h 5 do 10. Opowiadano sobie p r z y
tej p r a c y ciekawe opowieści, zagadki w i e j s k i e (zagodywki),
śpiewano

�TŁOKI NA

KURPIACH

205

piosenki i t p . Był to początek późniejszych wieczornic.
Podobnie urządza­
ły się k o b i e t y p r z y t a r c i u l n u na cierlicach (międlicach), robiąc to w g r o ­
madce, po k i l k a .
Folowanie
s u k n a spod k r o s i e n na d o m o w y użytek również
odbywało się p r z y pomocy tłoki. Z w y k l e r o b i l i to chłopcy, 8 do 10 po są­
siedzku, w d o m u , gdzie był ręczny folus z o g r o m n y m smykiem do ciąga­
nia i u b i j a n i a sukna, które polewano gorącą wodą. Folowanie o d b y w a się
w i e c z o r a m i przed d o m e m p r z y świetle l a m p padającym z wewnątrz przez
okna, najczęściej późną jesienią l u b na początku g r u d n i a . Po d w u l u b
k i l k u g o d z i n n e j p r a c y o t r z y m y w a n o wspólną kolację i nic więcej. N i e ­
k i e d y sukno do f o l o w a n i a dawano z k i l k u chat naraz. W t e d y ze wszyst­
k i c h t y c h chat mężczyźni szli do pracy p r z y foluszu. T a k zostało do
ostatnich czasów.
K r a j a n i e k a p u s t y n a zimę jest też pewnego rodzaju tłoką
kobiecą. Wykonujące tę czynność k o b i e t y (krajacki)
schodzą się ze s w y ­
m i o s t r y m i nożami do chaty, gdzie zamierzają krajać kapustę na zimę
do jednej l u b dwóch beczek, zależnie od wielkości r o d z i n y . K o b i e t jest
przeciętnie 6 — 8 . Obsiadają na stołkach okrągłą balię i trzymając w l e ­
w e j ręce główkę obraną z b r u d n y c h i r o b a c z y w y c h liści prawą ręką szatkują kapustę nożem bardzo z w i n n i e i równo. Wkrótce z główki zostaje
głąb, na który czekają dzieci j a k o na przysmak. Chłopcy d o m o w i ostrzą
noże l u b ubijają krajaną kapustę w beczkach w i e l k i m i u b i j a k a m i z drze­
wa, specjalnie na t e n cel z r o b i o n y m i . U b i j a n i e k a p u s t y n o g a m i n i e jest
na K u r p i a c h w zwyczaju. W ciągu wieczora k o b i e t y Skraja nieraz k i l k a
k o p główek k a p u s t y . P o t e m otrzymują za to kolację, a n i e k i e d y chłopcy
przychodzą z muzyką i praca kończy się tańcami. N a następny wieczór
tłoka przenosi się d o i n n y c h sąsiadów.
T ł o k a ż n i w n a znana była t y l k o u większych gospodarzy r o l ­
nych, w leśniczówkach prowadzących gospodarstwa rolne, a n i e m a l do
ostatnich czasów n a gospodarstwach p r z y plebaniach. D a w n i e j dziesiątki
żniwacek (żniwiarek) z sierpami, a od niedawna kosiarzy z kosami sprzą­
t a l i zboże, a n i e k i e d y i owiązali w ciągu jednego d n i a . O t r z y m y w a l i za
to obiad i podwieczorek oraz b r a l i udział w dożynkach, o i l e te były
wyprawiane.
S i a n o k o s y p r z y pomocy tłoki odbywały się podobnie j a k żniwa
t y l k o u posiadaczy większych łąk nadrzecznych, potrzebujących dziesię­
c i u l u b więcej kośników n a dzień. N a d r u g i dzień, o ile praca była jeszcze
nie skończona, płacono już za nią. Po ścięciu t r a w y ta sama drużyna k o ­
siarzy przenosiła się na inną łąkę. W tłoce t a k i e j b r a l i udział przeważ­
nie zainteresowani, mający t a k i e same łąki. O t r z y m y w a l i całkowite u t r z y ­
manie dzienne, a w razie potrzeby noclegi. P r a c o w a l i od świtu d o nocy.

�206

ADAM

CHĘTNIK

T ł o k i w r y b o ł ó w s t w i e znane były d a w n i e j n a d r z e k a m i l u b
r y b n y m i j e z i o r a m i , szczególnie p r z y użyciu większych sieci, n p . n i e w o ­
dów. Zwoływał tłoki właściciel n i e w o d u , n p . raz na tydzień l u b co d w a
tygodnie w ciągu lata. Brał przeważnie l u d z i lubiących r y b a c t w o . Za
pracę dawał r y b y . Tłoki z i m o w e do łowienia r y b pod lodem przetrwały
do ostatnich czasów t a m , gdzie są dobre sieci, również n i e w o d y . Do rą­
bania otworów, przesuwania l i n , ciągnięcia n i e w o d u , p i l n o w a n i a m a t n i
i t p . potrzeba o k . 5—6 l u d z i , znających się na r y b a c t w i e . Dobiera i c h so­
bie właściciel sieci d w a l u b k i l k a razy w ciągu z i m y , daje za pracę r y b y
i rozgrzewkę. O i l e to jest dzierżawa wód r y b n y c h , dobiera stałych l u d z i
za zapłatą.
K o p a n i e s t u d z i e n jest ważną czynnością w wioskach i m i a ­
steczkach. D o niedawna, k i e d y nie było betonowych c e m b r o w i n , do w y ­
kopania s t u d n i kopano w i e l k i l e j o w a t y dół, nieraz do 10 i więcej metrów
głęboki, aż do w o d y bijącej z podziemnego źródła. Miejsce p r z e d t e m zna­
lazł i wskazał różdżkarz, ceniony przez ludność. Po w y k o p a n i u dołu
zakładano c e m b r o w i n y z drzewa, na węgieł, j a k w domach, l u b z k a ­
m i e n i , po c z y m dół dokoła c e m b r o w i n y zasypywano. Robiono t o wszystko
p r z y pomocy tłoki, ale t y l k o z t e j części w i o s k i czy też d z i e l n i c y m i a ­
steczkowej, gdzie chciano mieć swoją Studnię.
T ł o k i k o ś c i e l n e przetrwały do ostatnich czasów p r z y r e m o n ­
tach i odbudowie kościołów, n a p r a w i e cmentarzy, s t a w i a n i u pamiątko­
w y c h f i g u r , k a p l i c i t p . Roboty były bezpłatne, ze s w o i m posiłkiem cało­
d z i e n n y m . D o p r a c y szła młodzież i starsi z łopatami l u b w o z a m i , k o ­
lejno z każdej w s i danej p a r a f i i , aż do ukończenia większych robót. K o ­
lejność wyznaczał sołtys bez stosowania p r z y m u s u . Po ostatniej w o j n i e
w zniszczonych parafiach rzemieślnicy r o b i l i masowe tłoki dobrowolne
p r z y odbudowie mniejszych kościołów na użytek tymczasowy.
T ł o k i g r o m a d z k i e po g m i n a c h i osadach m i e j s k i c h p r z e t r w a ­
ły j a k o szarwark z nakazu władzy m i e j s k i e j . Były jednak podobne tłoki
po wioskach bez żadnego nakazu, dobrowolne. Z n a m wieś, gdzie grzązkie
i kwaśne łąki sprowadzały choroby na bydło, nie dawały siana, były
p r a w i e bezwartościowe (ok. 1900 г.). Za namową p a r u oczytanych gospo­
d a r z y cała wieś wzięła się d o p r a c y na przednówku, pokopano r o w y o d ­
pływowe, osuszono mokradła i w ciągu p a r u l a t p r a c y zbiorowej u p o ­
rządkowano całe łąki. Robiono d a r m o , z ochoty. Żywność zabierano z so­
bą. Po k i l k u dziesiątkach l a t mieszkańcy w s i w s p o m i n a l i t y c h pionierów
k u l t u r y r o l n e j , którzy namówili ludność do w y k o n a n i a pięknego dzieła.
Podobnie r o b i o n o b r u k i , ścieki, budowano d o m y gromadzkie, mosty, n a ­
p r a w i a n o p r o m y na rzekach i t p . Ludność zwoziła z ochotą k a m ie nie ,
żwir, ponieważ rząd zaborczy o t o mało dbał.

�TŁOKI NA

KURPIACH

207

T ł o k i p o d c z a s k l ę s k ż y w i o ł o w y c h połączone były z r a ­
t u n k i e m sąsiadów, całych osiedli i w ogóle w s z y s t k i c h , k t o potrzebował
r a t u n k u . A więc prace w i o s k o w e p r z y zasypanych śniegiem drogach, o d ­
k o p y w a n i u domów spod zasp śnieżnych, r a t u n k u w czasie pożarów (prze­
mianowane z czasem na ochotnicze straże pożarne) i t p . Znałem wieś,
gdzie w i a t r y zachodnie zasypywały zabudowania, ogrody i pola miałkim
piachem l o t n y m . Idąc za dobrą radą gospodarze wspólnymi siłami w y k o ­
p a l i w i e l k i rów z wałem o c h r o n n y m , a groblę (wał) obłożyli darniną
i obsadzili wikliną. P i a s k i l o t n e przestały odtąd szkodzić wiosce.
Z w o ż e n i e z a b y t k ó w . Rzadko to się zdarzało, ale były w y p a d ­
k i , że trzeba było zwieźć jakiś p o m n i k przeszłości z k a m i e n i a czy d r z e ­
w a , coś, co łechtało m i l e miejscowy p a t r i o t y z m l u b szlachetne ambicje.
Po wytłumaczeniu ludności i s t o t y rzeczy, ta pomagała gromadnie. P r z y
z d e j m o w a n i u z woza p r z y w i e z i o n e j z puszczy o l b r z y m i e j barci do m u z e ­
u m w Nowogrodzie p o d Łomżą, p r z y ciężkiej i niebezpiecznej pracy, p o ­
magało „na o c h o t n i k a " 16 najbliższych sąsiadów przyszłego m u z e u m ,
którzy p r z y s z l i z o d p o w i e d n i m i narzędziami. O t r z y m a n y po pracy p o ­
częstunek (piwo i biały chleb) był d l a n i c h miłą niespodzianką.
T a k i c h przykładów było pewnie i więcej w czasach odległych, k i e d y
ludność sama nieraz musiała pamiętać o s w y c h biedach, k i e d y zresztą,
mieszkając w z w a r t y c h wioskach, mogła prędko się ze sobą porozumieć,
zebrać i wspólnie wzajemną pomoc obmyśleć.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11089" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11067">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a6d594735c5823befb8a35b9795026ca.pdf</src>
        <authentication>0ba6b244a3685e62cd16ace9c0b82239</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132259">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4735</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132260">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132261">
                <text>biografie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132262">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4395</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132264">
                <text>Mój życiorys/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132265">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; s.179-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132266">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132267">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132268">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132269">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132270">
                <text>Adam

M Ó J

Chętnik

Ż

Y

C

I

O

R

Y

S

Urodziłem się w Nowogrodzie 20 grudnia 1885 r.
Dzieje mego życia o p r a c o w y w a ł e m niejednokrotnie —
wojny zniszczyły wszystko. Życiorys, który teraz pi­
szę, jest najkrótszy, ale i najdokładniejszy.
Rodzina moja pochodzi z Kurpiów. Piszą już
0 niej od trzystu kilkudziesięciu lat w starych k s i ę ­
gach i aktach, które b y ł y po parafiach i miejscowych
urzędach do ostatnich wojen. Wśród miejscowych
rodaków („swojaków") był znaczny procent przyby­
szów z ziem północno-zachodnich: Warmii, Kaszub,
Prus a t a k ż e z Łużyc. Wielu ich pozostało na K u r ­
piach do dziś. Wszystko to drobni rolnicy, pszczela­
rze, rybacy, rękodzielnicy itp. W samym Nowogrodzie
było przed 1939 r. około 70 nazwisk Chętników, a
drugie tyle było po sąsiednich wioskach.
Rodzina Chętników pochodziła z Nowogrodu, tu
było g ł ó w n e ich „gniazdo", ojciec urodził się w s ą ­
siedniej wsi Mątwicy. W rodzinie mojej pełno bliżej
1 dalej Chętników, Flerów, Kisielów, Parzychów,
Florczyków, P i a ś c i k ó w itd. Do lat dojrzałych ojciec
i dziadek pracowali na roli, ciesiołki nauczył się ojciec
u stryja swego Walentego Chętnika, a potem stolarki
od dziadka Fliśkowiskiego, z którego córką, „piękną
Stasia" ożenił się. Gospodarkę prowadził jeszcze k i l ­
ka lat w Nowogrodzie, co dobrze pamiętam. Dzieci
miał dwanaścioro, z czego w y c h o w a ł o się siedem,
a pięcioro zmarło. Poza gospodarstwem zajmował się
w letnie miesiące różnymi rzemiosłami: ciesiołką,
stolarką, mularstwem, tokarstwem, blacharstwem i
in. (w czym p o m a g a ł e m mu, gdy dorosłem). Zimą
zaś naprawiał różne instrumenty muzyczne (nawet
organy), lub b u d o w a ł nowe, zwłaszcza skrzypce, na
ktÓTych grał po weselach i zabawach. Wraz z nim
grali także: G. Pardo na klarnecie, St. Lutrzykowski
na harmonii, a ja na basetli lub bębenku. Robił
wszystko dokładnie, a najlepiej to, co sam obmyślił;
nie lubił, gdy m u kto zaglądał do roboty przed jej
wykończeniem. J a śledziłem za wszystkim, co ojciec
robił, nauczyłem się wielu rzemiosł (w najcięższe
chwile wojenne p r a c o w a ł e m i pomagałem rodzeń­
stwu). Ojciec, matka i my — dzieci — należeliśmy
do chóru kościelnego, pomagaliśmy szykować groby
wielkanocne, ołtarze na B o ż e Ciało itp., ja zaś cho­
dziłem także po sąsiadach z „gwiazdą", w „Króla
Heroda" itd.
Oboje rodzice już nie żyją. Ojciec zmarł w 1935 r.
mając lat 75, matka umarła w wieku lat 97 w 1956 r.
Rodzice — prócz o g r o d ó w — posiadali w ł a s n y dom,
najpierw przy ul. Ł o m ż y ń s k i e j (stara chałupa z bel­
kami i „tranem", potem, po sprzedaniu starego domu,
w y b u d o w a ł ojciec przy kościele — nowy, gdzie miał
swoje pracownie, budynki gospodarcze itp. Zawsze
przy domu był sad owocowy i pasieka.
Co do mnie to chodziłem do szkoły początkowej
w Nowogrodzie (w 1892 r.), po kilku latach w mie­
siącach zimowych sam już byłem „nauczycielem",
ucząc dzieci w szkołach tajnych czytać, pisać i histo­
rii kraju. P r a c o w a ł e m w ó w c z a s , pomagając ojcu w

ciesiołce czy stolarce, w ogrodzie, ganiałem na paśnik
krowę, pilnowałem pszczół, chodziłem na ryby (z w ę d ­
ką i sieciami), grzyby itd. Ojciec oddał mnie później
na naukę do organisty, ale mi to nie odpowiadało,
zwłaszcza nie lubiłem ś p i e w a ć na cmentarzu „za nie­
boszczykiem". Poszedłem w i ę c na p r a k t y k ę do pisa­
rza gminnego, po paru miesiącach zaś do powiato­
wego geometry, ale kiedym raz omal nie utonął
w trzęsawisku — i ta praca przestała mnie zajmować.
Brałem już w ó w c z a s udział w robocie politycznej,
walcząc o polskość Mazur, o polski język i szkoły
w „Towarzystwie Oświaty Narodowej" i w „Ludowym
Z w i ą z k u Mazurskim." Ale przy różnych pracach
wciąż chciałem się uczyć, zacząłem w i ę c chodzić na
piechotę trzy razy na tydzień z Nowogrodu do Ł o m ­
ż y ucząc s i ę tam prywatnie, i tak, m a j ą c lat 20 u k o ń ­
czyłem 4 klasy gimnazjum. Zostałem w ó w c z a s na­
uczycielem gimnastyki. W 1908 r. w y j e c h a ł e m uczyć
się do Warszawy i uczyłem się dwa lata na Warszaw­
skich Kursach Pedagogicznych, prowadzonych przez
Macierz Szkolną. Nie m o g ł e m jednak znaleźć żadnej
pracy, musiałem w i ę c uczyć s i ę języka rosyjskiego
i pojechać do Petersburga, aby zdać tam egzamin na
nauczyciela (1911 r.). P o z n a ł e m w tym czasie trochę
północną Rosję, b y ł e m bowiem u brata w Kronszta­
dzie (wojsko), też na wystawie rolniczo-rybackiej w
Carskim Siole i in. miejscach. Po przyjeździe z po­
wrotem do Warszawy zapisałem się n a Wyższe K u r s y
Naukowe, na których b y ł e m 2 lata. Wykładali tam
tak wybitni ludzie jak prof. Krzywicki czy Szober.
P i s y w a ł e m już w ó w c z a s artykuły i książeczki jak
np. Z wycieczek po kraju — wycieczka w piotrkow­
skie i kieleckie (1908), Musztra zastępu
i plutonu
(1909), różne artykuły w prasie ludowej, zwłaszcza
„Zorzy". W 1912 r. uzyskałem koncesję na wydawa­
nie spółdzielczego pisma dla młodzieży wiejskiej.
Była to „Drużyna", pismo ilustrowane, które wyda­
w a ł e m z przerwami 13 lat (w tym parę lat z Rozalią
Brzezińską).
W 1913 r. ukazała się nakładem „Księgarni P o l ­
skiej" pierwsza moja większa praca Puszcza
Kur­
piowska, a w dwa lata później Chata
kurpiowska.
179

�Książki te stanowiły rezultat współpracy z ojcem
przy budowlach wiejskich i wieloletnich w ę d r ó w e k
po Kurpiach, w czasie których robiłem zapiski i r y ­
sunki różnych obiektów.
Była wojna. Pracowałem w ó w c z a s w Bibliotece
m. st. Warszawy. W t y m ż e 1914 r. o ż e n i ł e m się w
Grodnie z córką lekarza Zofią Klukowską, dawną
koleżanką z Wyższych Kursów Naukowych, pobudo­
w a ł e m się. Przyszedł czas niespokojny przygotowań
do plebiscytu na Mazurach, w i ę c brałem udział w tej
pracy. W y d a w a ł e m w ó w c z a s (od 1916 r.) dla Kurpiów
pismo „Gość Puszczański", a potem dla Kurpiów i M a ­
zurów „Goniec Pograniczny". W 1919 r. opublikowa­
łem książeczkę Jak się lud budził — 1904/1906 nakł.
Księg. Ludowej oraz w wyd. M. Arcta O Kurpiach.
Pracy nad utwierdzaniem świadomości narodowej
ludu, zwłaszcza w okresie plebiscytu, zawdzięczam
chyba, ż e w latach 1923—1927 zostałem wybrany g ł o ­
sami
Związku
Ludowo-Narodowego,
stronnictwa
„Wyzwolenie" i miejscowego „Związku Puszczańskie­
go" — posłem na Sejm. Broniłem tam interesów
ludu kurpiowskiego, pomagając w przeprowadzeniu
planu reform gospodarczych. P o m a g a ł e m też przy
szacunku strat wojennych w pow. łomżyńskim, kolneńskim i w mieście Nowogrodzie.
T

Nie zaniedbywałem swoich zainteresowań ludo­
znawczych. Po wojnie podjąłem pracę u prof. E . F r a n ­
kowskiego w warszawskim Muzeum Etnograficznym
(żona pozostała z dwojgiem dzieci w Łomży), mu­
zealnictwo zajmowało mnie coraz bardziej, studiowa­
łem różne jego zagadnienia tak w kraju, jak i pod­
czas zagranicznych w o j a ż y do Rumunii, Czechosło­
wacji, Bułgarii, Turcji, Finlandii i Szwecji. W tym
ostatnim kraju szczególnie interesowała mnie orga­
nizacja tzw. skansenów. Czynnie p o m a g a ł e m też w
utworzeniu (pracując bezinteresownie wraz z ojcem
i członkami rodziny) Muzeum w Nowogrodzie. Otwar­
to je w 1927 r. jako „muzeum na wolnym powie­
trzu" — czyli taki właśnie „kurpiowski skansen",
a ponieważ Polskie Towarzystwo Krajoznawcze nie
dawało samo rady utrzymać placówki, w i ę c pomagały
w tym zarówno sejmiki łomżyński i ostrołęcki, jak
też ja i żona moja, która pracowała jako kustosz
(ja byłem kierownikiem). O założeniu i losach tego
Muzeum pisałem zresztą w książeczkach: Muzeum
w Nowogrodzie (1934) i Prawda o Muzeum w Nowo­
grodzie (1937).
W latach 1928-30 zakończyłem studia etnograficzne
na Uniwersytecie Warszawskim u prof. Frankow­
skiego.
Przed drugą w o j n ą — pracując w Muzeum mog­
łem wiele jeździć, a ściślej m ó w i ą c przeważnie cho­
dzić po ziemi kurpiowskiej, w wyniku czego zebra­
łem obfite materiały dotyczące historii i etnografii.
Ukazują się w i ę c moje prace: Kurpie (1924), Kościół
i parafia w Nowogrodzie (1927), Bursztyniarstwo
na
Kurpiach (1927), Z kurpiowskich
borów (1931), Spław
na Narwi (1935) oraz Pożywienie
Kurpiów
(1936).
Przed samą w o j n ą w z n o w i ł e m studia na Uniwersy­
tecie Warszawskim, a w czasie okupacji studiowałem
na tajnym Uniwersytecie, jednocześnie pracując spo­
łecznie. Musiałem ukrywać się przed Niemcami, w i ę c
nosiłem przybrane nazwisko Antoni Chojnowski.
180

Po wojnie na podstawie książki Pożywienie
Kur­
piów uzyskałem na Uniwersytecie w Poznaniu u prof.
Frankowskiego stopień doktorski. W tym samym
1946 r. habilitowałem się też tamże na docenta na
podstawie pracy Bursztyniarstwo
na Kurpiach oraz
Zycie
leśne Kurpiów
(dawni strzelcy). Rozprawę
0 bursztynie w y d r u k o w a ł e m później pt.
Przemysł
1 sztuka bursztyniarska nad Narwią w „Ludzie" (nad­
bitka wyd. P T L — Wrocław 1952). Dla P T L opraco­
w a ł e m też w serii „Atlasu strojów ludowych" —
Strój kurpiowski Puszczy Zielonej. W sumie, w ciągu
swego życia w y d a ł e m — poza wymienionymi tu —
kilkadziesiąt książek i broszur oraz napisałem kilka­
set artykułów w prasie.
Wiele czasu, energii i zdrowia poświęciłem organi­
zacji m u z e ó w na Kurpiach i w ogóle zagadnieniom
muzealnictwa. Tak w i ę c pomagałem w powstaniu
i organizacji:
1. Muzeum w Nowogrodzie — (kurpiowski skansen),
9 różnych budynków, ok. 3.000 eksponatów (znisz­
czyli Niemcy w czasie I I wojny).
2. Muzeum w Ostrołęce
(„puszczańskie"), zwiozłem
do niego ok. 200 eksponatów, przyczyniając się do
jego powstania. Muzeum spaliło się w czasie I woj­
ny (było w nim w ó w c z a s blisko 2 tys. eksponatów).
3. Muzeum w Łomży — w latach 1910—1914. Zwio­
złem z terenu ok. 100 okazów muzealnych. Zbiory
rozkradziono w 1915 r.
4. Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w
Młocinach
(Warszawa), pracowałem tam po 1945 r. półtora
roku organizując działy: kurpiowski i mazowiecki.
5. Muzeum w Łomży — organizacja na nowo, od po­
czątku (1947 r.). Otwarcie 1949 r. Urządziłem dział
bursztyniarsbi i w y s t a w ę „jantaru" w 1950 r.
6. Muzeum Ziemi w Warszawie (geologiczne). Współ­
pracowałem przy organizowaniu działu bursztyniarstwa i wystawy „Jantar w Polsce" (1956-57).
Pod tym tytułem urządziłem samodzielnie 3 wy­
stawy — w latach 1951, 1956 i 1957-58, przygoto­
w u j ą c po raz pierwszy mapy i prowadząc spec­
jalne badania terenowe, a także kursy doszkala­
jące dla bursztyniarzy.
7. Muzeum w Nowogrodzie — po wojnie organizacja
od nowa, na zgliszczach dawnego skansenu. Teren
zadrzewiono, zwieziono z terenu „Puszczy" zabyt­
kowe budynki. Dotychczas postawiono ich cztery,
inne są zwożone w miarę posiadanych środków.
P o n i e w a ż sam nie miałbym sił prowadzić budowy,
zgodziłem się k i e r o w a ć pracą jako rzeczoznawca —
robię w i ę c tylko to, czego inni już, albo jeszcze
nie potrafią. (Od 1958 r. jestem na emeryturze).
W 1950 r. zmarła moja żona. Ożeniłem się w kilka
lat później powtórnie, a obecnie żona moja — Jadwi­
ga jest kierownikiem Muzeum w Łomży oraz w No­
wogrodzie. Młodsza ode mnie, ma jeszcze siły, aby
placówki te z powrotem postawić na nogi. Pomagam
jej, ile mogę, u w a ż a m bowiem s p r a w ę m u z e ó w za
ważną, i to nie tylko dla rozwoju wiedzy, ale i dla
samego ludu, który winien tu jak w zwierciadle w i ­
dzieć swoją przeszłość.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11302" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11280">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bb5bab34918655546e1d513a511ed5a8.pdf</src>
        <authentication>e5da99b3ac98d97b4c031b53b0d42193</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134707">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3339</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134708">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134709">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134710">
                <text>Z naszego tkactwa na Kurpiach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134711">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.203-206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134712">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134713">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134714">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134715">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134716">
                <text>Adam Chętnik

Z NASZEGO TKACTWA NA KURPIACH

P r z y g o t o w a n i e
ski

samodziałów

do u b r a n i a

i

Mieszkając w l a s a c h i p u s z c z a c h , l u d k u r p i o w ­

stroju.

wiedzieli
przed

musiał — j a k i w s z ę d z i e n a świecia — korzystać z

od swych

paru

Mając

rodziców

1

starsi puszczanie,

jeszese

dziesiątkami l a t .
p r z ę d z ę w e ł n i a n ą , a 7 c z a s e m i lnianą,

nau­

ciepłych skór i f u t e r u p o l o w a n y c h z w i e r z ą t leśnych. N 1 0

czyły

było

trzebę. K r o s i e n j e d n a k j a k współczesne n i e b y ł o , p r a w ­

wtedy

kobiety

specjalnego

mody.

kroju,

A b y okryć

ciała, t o i dosyć! N a n o g a c h
cie. L u d n o ś ć p r z e z
leśne

tym

Ale
już

wystarczyć

i

myśleć

hodowli

o

ludność
tamy
w

i ze s t a r e j

owiec,

i

skór

nowych

swego

łachmanach,
płci

a n i ziemi

i c h „dzieci

to

ichwielka

to

być d l a Kurpiów

bie­

ornej

n a sianie l n u

ale w w . X V I I I
ubierała

opisów, m ę ż c z y ź n i

nadzy

okrycie.

zaradzenia

w y r o b u , to t u w puszczy,

a

łażą

na

nowej

i n i e ł a t w o , b o n i e było a n i

z czasem,

z wiarygodnych

obojga

lite­

i

Te

przejściowe,

kończyło

w lichych parcianych

„łachmany"
je pewnie

z pól, którzy

się

dzieci

płótniankach,

musiały
Kurpie

być n i e m i e j s c o w e ,

o d zamożniejszych

przez życzliwość

zdo­

czy drogą z a m i a n y

wyz­

rzyzny

i l i c h y c h niedodzierków
taka

bieda,

wśród ł o w c ó w ,

tylko

W

wieku

środkową
i

XVIII

Narwią)

w

większe

Szwedami,
ców,

jako

w e wcale

czasie
roku

puszczy

z rusznic i
do

dochody

stałe

Ale i w
z barci

niż z г о л .

n a p ó l cygańskie też

bractwo

kurpiowskich

już ze
strzel­

u b i o r a c h i „barwach",

nowego

krosien

kościółka
strzelali

przy

sprzedaży

dzisiejszą
nych
O

w

a w

Kadzidle,

w

już n a w i w a t

Życie

pasterskie

wcześniej

kwitło

owiec,

berami

i

hodowanych
n a kożuchy

n i e z a w s z e Ьу1э ł a t w o .

t u ćoit

wcześnie

niż r o l n i c t w o — może n a p a r e ; e t

o

rabianych
owoców

kolczastych

po w s i a c h ,
5

koliboku"

szczotek
a jeszcze

rosnącego

wiele

l a t . Wełnę

strzyżoną czesano n a w ł ó k n o do przędzenia p r z y
ręcznych

skromnej

(postaw) i r o ­

Z czasów

tylko nazwa

teraźniejszych

dokładne

tego

pry­

miary

tka­

p o d nazwą

tkanin,

ściany.

kupującym

a taka

„ściana" n a

tkaniny,

z normal­

już d o b r z e

same

tkactwie

podaje

stu­

w r . 1S28, ż e K u r p i e „ w i e l e t u

a w

i n n y m miejscu

miejscowe

„płótno

i

pisze,

że n a

sukno

wyra­

Kurpianki" .
7

r . 1888 k i e d y t o w W a r s z a w i e

tkactwa
Lipnik,

kurpiowskim

w z m i a n k i n a początku zeszłego

potrzeby

mysłowym
i

domowych

wyrabiają"...'

W
wę

mały

ludowego

(w salach

i Rolniczym)
które

urządzono

przy

Kurpianki

wystawiły

odznaczenia

Aż

swoje

wysta­

Muzeum

z okolic

Prze­

Kadzidła

wyroby,

okrzyczane

stoi

pomo­

i nagrody

na odpowiednim

tam

już w

gdzie

wyroby .
e

Wprawdzie

chałupie

o n e są, g o s p o d y n i e

płótno, d y w a n y

krosien

Il-gą wojną, w y r o b y
tkackich

w

z rozwiniętych
Myszyńcu

nie znaj­

t k a c k i c h , ale

kurpiowskie

i sukno pierwszorzędnej

wyrabiają

jakości. P r z e d

spółdzielczo

i Lipnikach

warsz­

miały

za granicą, szły d o A m e r y k i P ó ł n o c n e j i w i n n e
Obecnie

tkactwo

podupadło

z wielu

jedną z n i c h j e s t , ż e ludność w d z i e d z i n i e
ju

n i e stara

starczalną,

K u r p i a n k i coraz
ną

tandetę

Również

n a d swoje

gatowe z fabryk

tracić

wyrobami

własne

dostarczane

zimę

.1 dłużej

całe

długie

samowy­
a

i fabrycz­
wyroby.

włókna n a

płócienka i p e r k a l i k i
„nie

brak"

robi
już

nad krosnami, a t y m bar­

wieczory

jesienne

Г

zimowe

kołowrotkach.
Wreszcie

otrzymywane

masowo

o d k r e w n y c h , często z g o t o w y m
nie, -koronki

i jedwabie

turę w d z i e d z i n i e

paczki

zagranicy

z

vbraniem, modne

do re-zty

niwelują

t k a c k i e j . T .actwo

t r u d n a p r a c a rękodzielnicza,
wa

—

wartościowe

Kurpiankom

a

fabrycznymi,

h u r t o w a l n u i gotowego

spustoszenie,
całą

przyczyn,

częściej p r z e k ł a d a j ą miejską

wymiana

poważne

się

zbyt
kraje.

ubioru i stro­

się j u ż b y ć — j a k d a w n i e j

zadawalnia

Jeszcze

przedtem

spotykamy

Kurpiów

tu i

suk­

starą k u ' -

— nie tylko

jako

л 'e n i e r a z i j a k o p r a w d z i ­

sztuka l u d o w a — w t e j dziadzinie zaczyna

potrzebne.

na pustkowiach. O t y m

poziomie.

każdej

do g r ę p l o w a n i a , w y ­
kolczastych

za s w o j e

d o o s t a t n i c h czasów i l a t , t k a c t w o k u r p i o w s k i e

dziemy

n a smugach

o w : e n a wełnę,

n a mięso, o k t ó r e w p u s z c z y

wątku

szale

miejscowoś­

ścianę

m i a r ę , t o 6 m bieżących

wszystkie

przy

między

Na

pozostała

rozwiniętym

czytamy

dziej

Hodowano

niektórych

w i e j s k i c h wąskich k r o s i e n .

ślęczyć

z własnych

n a paśnikach

spod

od zewnątrz,

wyrabiano

Ściana s u k n a , ściana płótna — l a k się m ó w i

W p i e r w , niż z w ł ó k n e m roślinnym, m i e l i K u r p i o w i e
z wełną,

pomocy

niny

osiedla

t y m cza­

w. K u r p i e w a l c z ą

„barwach"

przy

sukna

niewielkich

pewnie

„namotały" n i c i z wełny

tkactwa

czynienia

masowo

cy

nędz­

moździerzy*.

nadrzecznych.
i

zwarte

tych

—

Zielonej (nad

już p o w s t a w a ć

XVIII

zgrabnych

wyświęcenia
1783 w

lasów

i t p . mających

chociaż l o s i c h się polepszył ». Z y c i e
z a n i k a ł o . N a początku

w

sztuki

swych

czasów

Kurpiowszczyzny.

tkaninę

tatów

lasach

zaczęły

ludność miała

w głębi

zarobsi.

w i o s k i , n a pól r o l n i c z o - b a r t n i c z e .

sie

sta­

N i e wszędzie n a pusz­

pewnie

smolarzy, węglarzy

ną pracę i l i c h e w i d a ć

pierwsze

a częściej
niemal

n a głowę

mitywnego

sąsiadów

się n a r z e c z b i e d a k ó w k u r p i o w s k i c h różnej

była

starej

tkały

n a własną p o ­

b y ł y za j e d n e ze z d o l n i e j s z y c h t k a c z e k w P o l s c e i o t r z y ­

bywali
czy

biły

o p i s u w i d z i m y , ż e musiały

czasy

narzutki

płótna

a i s t a r s i n i e n o s i l i b y łachmanów.
bywali

ciach

biają

krótkiego

chociaż

cieple

Sprawia

ż y c i e leśne, a n i e zaczęło żadne i n n e , b o i n a c z e j
chodziłyby

i

i płótno

n a ścianach

t o do o s t a t n i c h

starsza

młódź

kobiety

płótna

lecia. G a w a r e c k i

wstydu.

sukno

chat — o d wewnątrz,
jak

się już

j a k czy­

tkać

więc

czy

c h o d z i l i często

nawet

bez żadnego

kiedy

bieda..."».

Z powyższego

dopodobnie
grubego

wówczas chatki

„ n a p o l a c h " c z y też „na r o l i "

tkaniny

pło­

D o dziś o

się i p r z y b y w a j ą c e j

sposobach

k o n o p i . T o przyszło

w

zbie­

miejscowe

na wszystko.

Zabrakło

d z i e . A l e szło t o o p o r n i e
stałej

łap­

czasy, k i e d y bór c z y l a s n i e dał r a d y

rozrastającej

puszczańskiej.

Zaczęto

też b y l e

czy pamiętnikowej.

przyszły

wyżywić

ludności

z puszczy,

z opowieści 'starych ludzi

opisowej

część

s e t k i l a t żyła t u z w s z e l k i e g o

musiały

wiemy

ratury

przez

delikatniejszą

wystarczyły

r a c t w a , łowiectwa i w ogóle
dy

a n i obmyślonej

górną

się k o b i e t y

ówdde

i Kurpianki

po ziemiach

być nie­
polskich

z wałkami

samodzia­

ł o w e g o płótna, c h o d n i k a m i i t ; \ , 1 t o r e w y r o b y

swoje l u b

203

�c z ł o n k ó w r o d z i n y r o z w o ż ą n a sprzedaż, a l e i n a t o p r z y ­

zowych)

chodzi koniec.
Tkactwo k u r p i o w s k i e przechodzi d o t k l i w y kryzys,
którego s k u t k i n i e w i a d o m o j a k i e w t e j dziedzinie p r z y ­
niosą r o z w i ą z a n i e . R a c z e j u j e m n e .

wała
był

dobierano

za

wiano

bowanie

samodziałów.

(jak t u mówią)

samodziałów

l o r y , przechodziło

różne fazy

w

się w

jakim

znalazło

Barwienie

czyli

far­

na ulubione ko­

swego r o z w o j u i u p a d k u ,

czasach

obecnych.

D a w n y m i l a t y płócien s a m o d z i a ł o w y c h n i e f a r b o ­
w a n o . Jeszcze p o d k o n i e c X V I I I i &lt;na p o c z ą t k u X I X
w i e k u , g d y k o b i e t a n a r o b i ł a płótna l n i a n e g o , t o naszyła
z niego w s z y s t k i m d o m o w y m b i e l i z n y („kosiui") i u b r a ­
n i a . W s z y s c y c h o d z i l i p r z e w a ż n i e n a b i a ł o . A l e j a k chło­
p a k „ u s i e d z i a ł " k o s z u l ę n a m o k r e j t r a w i e p r z e d chałupą
i ją uzielenił, a d z i e w c z y n a ,
zbierając j a g o d y
czarne
w lesie, to samo zrobiła p r z y p a d k o w o ,
zafarbowawszy
ją n a g r a n a t o w o c z y i m o d r o i n i e b i e s k o — t o już i b y ł y
p i e r w s z e z a p o c z ą t k o w a n e k o l o r y ! P r z y p o d o b n y c h czy
i n n y c h w y p a d k a c h k o l o r y były i n n e — i t a k uzbierało
się s a m o t o , co p o t r z e b n e do k o l o r ó w . Z a c z ę t o w t e d y
l n i a n e i w e ł n i a n e t k a n i n y f a r b o w a ć , płótno białe z a ­
częto p r z e t y k a ć m o d r y m i nićmi czy p a s e m k a m i i t a k
p o w s t a ł y płócienka w takież p a s e c z k i ; płótnianka d o ­
t y c h c z a s o w a z t y m i p a s e c z k a m i była już strojem
od
święta.
9

U ż y w a j ą c b a r w n i k ó w roślinnych do p r z ę d z y l n i a n e j ,
przy

wyrobie

Kurpianki

n p . pościeli

używały

na

łóżka

następujących

w

pasy

i

kraty,

(za

jasny),

to

na

upalne

słońce

nabrało

potrzebnej
nie

1. N a
w

kolor

leśnych

2. N a
warze
do

chabrowy
jagodach

kolor

(modro-niebieski)

czarnych

brunatno-czarny

z olszowej

kory

gotowano

(czernicach).
i

czarny

z lnianym

w

od­

barwy.

inaczej,

W

komu

rudawą,
koloru.
czy

która

Jeżeli

przędzę

przez

dłuższy

dawne

lata

tylko

było

siemieniem.

wysta­
czas,

tak

aż

tylko

pilno

przed

n i e b y ł o , t e n szukał

farby

ł l

D o p e w n e g o r o d z a j u s z t u k i t k a c k i e j należało w y ­
r a b i a n i e b a r w n y c h i o z d o b n i e w y k o n a n y c h pasków do
fartuchów; w y r a b i a n o je z bawełny k o l o r o w e j i l n u
n a specjalnych t z w . „klockach". Niektóre były bardzo
a r t y s t y c z n e i b y ł a i c h w i e l k a rozmaitość. W y r ó b i c h
skończył się już p r z e d k i l k u d z i e s i ą t k a m i l a t .
Wiejscy
książki

k r a w c y .

p t . Strój

O

krawcach

ludowy

Puszczy

tych

pisałem
—

Zielonej

do

będącej

t e r a z w p r z y g o t o w a n i u do d r u k u . D o d a m t y l k o że k r a w ­
cy

miejscowi

miejscowej,
sów

(ludowi)

n i e było.

Taki

miał

i

ludności

d o t e g o szkół

krawiec

swego gospodarstwa,
Czasami

r e k r u t o w a l i się spośród

w i e j s k i e j . Żadnych

latem

czy

pilnował

kur­

lichego

a zimą o b s z y w a ł rodzinę l u b w i e ś .

pomoc.

Szyto

ręcznie,

a

maszyny

do

szycia

p o k a z a ł y się. t u o k . r . 1900 (z A m e r y k i n a r a t y

firma

„Singer"). K r a w c y

a

który

miał

więcej

żyli

sobie

gustu

i

na

ogół

nowych

dostatnio,

pomysłów

„ p r z y s t r o j a c h " , t o o przyszłość m a t e r i a l n ą

w

mógł się n i e

martwić. K a ż d y z n i c h miał swój d o m i i n w e n t a r z . Co
do k r a w c ó w Ż y d ó w ( w o s t a t n i c h l a t dziesiątakach
to ci p r a c o w a l i w
n a zimę

miastach

jeździli

po w s i a c h

z a d o m o w i l i się g d z i e u g o s p o d a r z a ,
s z l i do innego

przed

i osadach

mia­

(„wędrowni"),

o b s z y l i m u całą r o ­

i t d . Z a pracę

otrzymywali

gotówkę i „kolędę" w n a t u r z e do d o m u . Po w s i a c h
t o w a l i s o b i e w s w o i c h n a c z y n i a c h (nasze b y ł y

3. N a k o l o r c z e r w o n y — leśne k r z a c z k i
podobne
c z e r n i c p o d jesień (mają c z e r w o n e ł o d y g i i p e s t k i ) .

da­
kolor

olszowej .

dzinę, p o t e m

—

wełnę

zimą, a słońca już g o r ą c e g o

steczkowych,
nici

wełnę

siwy

wojnami),

barwników:

razu

latem

robiono,
B a r w i e n i e

od

przędzę i s u k n o potrzebnego

a

produkty

stroje

otrzymywali

wiejskie,

od

regionalne

gospodarzy.
z

czasem

go­

„trefne"),

Krawcy

miejskie,

szyli
współ­

czesne.

4. N a k o l o r żółty — b r z o z o w e liście i k o r a z d o d a t ­
kiem

koperwasu.

5. N a k o l o r z i e l o n y
ga, dająca
ją

„muzga".
Były

— specjalna

trawa wodna,

p o ściśnięciu m i a z g ę . N a d r z e c z a n i e
Nici

różne

dochowały

gotowano

sposoby

odwarze

farbowania

się d o n a s z y c h

n i c h pokoleń

w

z tej

trawy

nici, nie

1 0

.

wszystkie

czasów, b o p r z e z p a r ę

używano barwników

dłu­

nazywają

przeważnie

ostat­

chemicz­

nych.
Często f a r b o w a n e
gólnie
cone

przy

wyrobie

lniane

wano

nici

były t y l k o n i c i na osnowę

i dywanów), w t e d y

osnowy

grubsze

do

i mocne,

j e p o d przędzę

krę­
nazy­

r w a ł a , suszyła,
w

otłukała

piękne

z nasion

i cienkie

i t d . i t d . aż

włókno

—

sama

do

koszulę, t r z e b a p r z y
pracowitych
Wyroby
biane

i

koszul,
(zapaski

n i m o d b y ć aż pięćdziesiąt

ze l n u
różnych

czynności!
ze

l n u były

popularne,
farbowano
i

sprzę-

gospodyni.

J e d n a z n i c h o p o w i a d a ł a m i , że chcąc o t r z y m a ć

do

na

K u r p i a c h najbardziej l u ­

szczególnie
w

paski

nakrycia),

latem.

spódnice

chusteczki

Prócz
(kitle),

na

białych
fartuchy

głowę,

a

dla

m ę ż c z y z n prócz k o s z u l , p o r t k i l n i a n e , p a r c i a n k i i o n u c z k i w chodaki.
S u k n o g r u b e n a s u k m a n y b a r t n i k ó w czy
f a r b o w a n o niekiedy na kolor b u r y ; gotowano
w olszowej korze z l n i a n y m siemieniem.
Najczęściej
ralnym. W

204

jednak

robiono

kolor

strzelców
je wtedy

sposobem

t y m c e l u do s u k m a n d a w n y c h

czy
tu
ten

wełnianą.

L e n siał z a w s z e g o s p o d a r z , a czyściła go z c h w a s t ó w ,
dzenia

Początkowo

(szcze­

kilimów

cięciwami, d a w a n o

B i e l e n i e p ł ó c i e n l n i a n y c h n a K u r p i a c h i w ogóle
n a d Narwią, znane jest powszechnie. P r z y każdej c h a ­
łupie d a w n i e j w o g r ó d k a c h , z a b e z p i e c z o n y c h p r z e d i n ­
w e n t a r z e m , były specjalne
p l a c y k i r ó w n e , z piękną
m u r a w ą , z w a n e b i e l n i k a m i . S a m a n a z w a w s k a z u j e , że
służyły d o b i e l e n i a . W n i e k t ó r y c h w i o s k a c h c z y o s a ­
d a c h n a d r z e c z n y c h b y ł y b i e l n i k i d o w s p ó l n e g o użytku,
w y d z i e l o n e p r z e z z e b r a n i a g r o m a d z k i e d l a całej w s i ,
dobrze ogrodzone.

natu­

(ciemno-brą-

też

portki

jeszcze

pewnie

szarym

które

bielały

deszczu

i słońca. A

g ł o być p i ę k n y m
strój

bielić

partu,

praniu,

same

na

nauczył l u d z i
karkach

koszule
zwanego

że płótno w y b i e l o n e
uroczysty,

pewnie
i

bielić

ludzkich,

od

j a k śnieg m o ­

s t r o j e m odświętnym, p e w n i e

odświętny,

płótna

surowego

płótnem l u b pacześnym. A l e

s a m deszcz co p r z y

płótna,

ten

płócien n i e b i e l o n o , n a

i t p . używano

obrzędowy

więc n a

i t p . zaczęto

specjalnie.

B i e l o n o w t e n sposób: sztukę płótna z k r o s i e n r o z ­
ciągano n a m u r a w i e , p r z y g w a ż d ż a n o d o z i e m i s p e c j a l ­
n y m i kołkami na pozostawione, w t y m celu pętelki
(lub z b r a k u t y c h — przytłaczano p o b o k a c h w y m y ­
t y m i k a m i e n i a m i ) . W słoneczną p o g o d ę p ł ó t n o p o l e w a n o
w o d ą czystą p r z e z s i t a p o l e w a c z k i r a z w r a z p o k a ż d y m
wyschnięciu,
przeważnie
robiły to k o b i e t y i młode
dziewczęta.
Nieraz
dziesiątki r a z y d z i e n n i e , d l a t e g o
b i e l n i k i są z a w s z e b l i s k o w o d y . P o p a r u t y g o d n i a c h
„ b i e l e n i a " — czego o c z y w i ś c i e d o k o n y w a słońce l e t n i e —
płótno z w i j a j ą n a w a ł k i i zabierają d o użytku. T a k
s a m o t r z e b a z b i e r a ć płótno z b i e l n i k ó w n a n o c i p r z e d
każdą burzą, p i l n o w a ć p r z e d w ę d r o w n y m i z ł o d z i e j a m i ,

�również

kura

by

czy

nierogacizną

n i e dobrały

b i e l n i k i n i e zrobiły nieporządku, s z k o d l i w e g o
na w

się n a

d l a płót­

czasie b i e l e n i a .

Bielone

płótna

na miejscu

lizny

samodziałów.

(która

znano

Takie bielniki
i bielenie
można często
spotkać
i dziś, n a o g ó ł j e d n a k g o s p o d y n i e s o b i e
upraszczają
b i e l e n i e w d o m u , g o t u j ą c s z t u k i płótna w s p e c j a l n i e
s p r e p a r o w a n y m ługu z p a l o n y c h łęcin łubinu, a d a w ­
n i e j i jałowca i t p .
pytem

P r a n i e
tej

pewnie

w

estetyczne

nym
z

sięciu b l i s k o l a t .

daje

z krosien nie na­

się d l a k r a w c a , j e s t r z a d k i e , r o z c i ą g l i w e

i kurczy

się o d w i l g o c i i d e s z c z u . U b r a n i e u s z y t e z t a k i e g o
na,
i

po

pierwszej

trudno

niejsze

ulewie

się

niepomiernie

b y j e nałożyć n a s i e b i e . T a k p e w n i e
czasy

przytrafiło

puszczańskiemu,
niem

skurczyłoby

się

a

to

gwałtownym

tkaczów

na

pomysł

nieprzepuszczalne

się

niejednemu

zmoknięcie
sukna,

zbicia

suk­

w

daw­

elegantowi

właśnie

ze

skurcze­

naprowadziło

pewnie

sukna

na

gęstsze,

więcej

i n i e rozciągliwe.

Do folowania
zwany

foluszem

służy s p e c j a l n y
(„folus"),

a

przyrząd

będący

ok. 3—4 m k o r y t e m , dłubanym z grubego
nego,

z wolnymi wylotami w

sokimi

bokami.

Do

t r z e b a 6, 8 i

dorobiony

z kołkami

więcej n i e r a z

warsztat,
długim

pnia

o b u końcach

koryta

długi i dość c i e n k i smyk

—

właściwie

drzew­

i dość w y ­

jest

całą

pasją

smyka

ludzi.

naparzone

u k r o p e m , rozciągnięte

w

foluszu

( k o r y c i e ) chłopcy międlą, gniotą i p r z e w r a c a j ą
ciągając

n i m gromadnie

biet domowych,

w

obie

zawyrokują,

że

się p r z e r y w a .

co c h w i l a któraś l e j e

jają
mu

z duże­

otrzymują
dalej

ciągu

—

po

i oddają

ciężkiej

zasłużoną

do

dobrą

po w s i , bo n i e r a z
biorą

je

w

i ścisłe,

pracę

prostują,

nawi­

p o t y m d o k r a w c a . Już
ani zmiana

potu

pracy

folusz

i kilka

razy

są

obroty

do

pogody.

przy

kolację,

grudnia doprowadzone

ności. D o r e s z t y

zbite

znawcy

suknie

pożyczany

różne s u k n a

stanu

używal­

wędrowni

krawcy.

W o s t a t n i c h l a t a c h , bliżej m i a s t f a b r y c z n y c h s u k n o
t a k i e dają n i e k t ó r z y d o s p e c j a l n y c h f a b r y k d o w y r ó w ­
nania jednej
s t r o n y „ p r a w e j " przez
maszynowe
pos t r z y ż e n i e włosia, a l e większość p o p r z e s t a j e
na t y m ,
j a k i e wyszło z warsztatów w i e j s k i c h .

prania.

płóciennego

ulewny,

nie

tylko
stroju

letni

deszcz,

w podróży

strze-

czy gdzieś
zrobił z

przy

płócien­

wprost

na człowieku.

pewnie,

coraz

że

bielsza

bieliźnie,

j e g o strój

i

bez

bielutkiej,

chłopakom,

co

Gdy
czy

brudu.

zaczęła

podrażniło

człowiek

je

wy­

bielizna

jest

Dziewczyna

się

pewnie

prędzej

w

podo­

i c h ambicję

w

k i e r u n k u częstszego moknięcia n a deszczu, który j e prał
bezinteresownie
siątkami

umyślnie

żeby i m włosy

strzyżono

włosów).

Zaczęto
prać

a s k u t e c z n i e . Jeszcze

lat, dziewczyny

deszczu,

też

z

bieliznę w

przed

mokły

długie rosły

Taki

musiał

czasem

wodzie

—

(wtedy

być

nie

dzie­

majowym
jeszcze n i e

początek

czekając

bieżącej, trzepiąc

kijanką

paru

na

prania.

deszczu

ją

z płaskiej szczapy,

ręką,
czy

—
dło­

ułama­

n e j gałęzi.
P r a w d o p o d o b n i e z przyrodzonego lenistwa, człowie­
k o w i n i e chciało się urządzać p r a n i a z b y t często, a l e
bądź co bądź, t r z e b a p o w i e d z i e ć n a korzyść ludności
t u t e j s z e j p u s z c z y , że n i e c z e k a n o t u , aż płótno r o z l e c i
się n a c z ł o w i e k u w strzępy ( j a k t o się z d a r z a ł o p o ś w i e ­
cie) o d z n o s z e n i a , a l e j e p r a n o , co nastąpiło p e w n i e
już w w i e k a c h X V I I i X V I I I — w t e d y już n i e deszcze,
a l e k o b i e t y p r a ł y bieliznę.
Również

warto

zaznaczyć,

że

zmarłych

domowni­

k ó w n i e c h o w a n o w bieliźnie b r u d n e j , a l e ją s t a r a n o się
się
tu

zaprezentować

w

l u d z i e , a pozostałość

ci,

gdy

jeszcze mogą

w dobrej formie

zaświatach.

To

mówią

po t y m zwyczaju

starsze l u b s c h o r o w a n e

Kurpianki,
pracować,

mógł

najstarsi

j e s t t a k a , że

oczekując

już

przygotowują

śmier­

sobie

na

śmierć s w ó j strój, a w n i m często śnieżna „ k o s i u l a " o d ­
grywa

pierwszorzędną

Bądź

co

bądź,

rolę.

n a początku

już n i e t y l k o p r a n o w w o d z i e ,

XIX

stulecia,

a l e s t a r a n o się

bieliznę
wynaleźć

k u t e m u o d p o w i e d n i e m y d l i k i - s p o s o b y , ułatwiające
m a n i e możliwie czystej

smykiem,

wrzątek

naciągają,

deszcz n i e z a s z k o d z i ,

Chłopcy

w

gotowe
mokre

n a w a ł k i , suszą
żaden

jest

sukno

Sukno

bać

Z e sposobów t y c h

s t r o n y wzdłuż. Z k o ­

go s a g a n a n a s u k n o , a po k i l k u g o d z i n a c h , g d y

higieniczne,

czy

niejeden

bie­

strojem),

na wynalazek

bielizny

wyprać, wybielić, b y nieboszczyk

Z w y k l e f o l u s z u s t a w i o n y j e s t n a kołach w b i t y c h
w z i e m i ę (słupkach), p r z e d o k n a m i , chałupy, p r z e z które
p r z e c h o d z i ś w i a t ł o l a m p o w e na z e w n ą t r z p r z e z s z y b y ,
ż e b y p r a c u j ą c y m i e l i w i d n o . P r a c a r o z p o c z y n a się o
z m i e r z c h u , z w y k l e w czasie a d w e n t o w y m ( w g r u d n i u ) ,
d o k t ó r e j z a p r a s z a się sąsiedzkich c h ł o p c ó w dorosłych
n a cały w i e c z ó r . Jeżeli s u k n a j e s t m a ł o w j e d n e j c h a ­
łupie, t o k i l k a g o s p o d a r s t w r a z e m z n o s i s u k n o n a w s p ó l ­
n e f o l o w a n i e , dość p r a c o w i t e i k ł o p o t l i w e .
Sukno

pięknej

specjalny

d o rąk. D o

i

puszezaków, ale t o s a m o

nią, a z czasem

F o l o w a n i e s u k n a — b o t a k n a z y w a się cała t a m a ­
n i p u l a c j a u t r w a l e n i a , z b i c i a i u j e d n o s t a j n i e n i a rozciąg­
l i w o ś c i w ł ó k i e n — o d b y w a się o d n i e p a m i ę t n y c h p r z e z
l u d z i l a t , n a całym terenie, gdzie znane jest t k a c t w o
z wełny.

nie prano

s t r o j e m , b ę d ą c y m jednocześnie bielizną, trzepiąc

ładniejsza,
s u k n a . S u k n o zaraz

względy

wpłynęły

praczką

sechł, z a u w a ż y ł
F o l o w a n i e

nie

i spTat skórę b ę d ą c y m

pal

rybołówstwie

stu kilkudzie­

Pierwotnie
jednocześnie

k t ó r y g d y b y ł z silną falą t j . w i a t r e m , n i e t y l k o

i dalej

Polsce o d

i

prawdopodobnie

k u r p i o w s k i e Cieszą się w i e l k i m p o ­
w

była

potrzeby,

Pierwszą
był

lato

1. W o d a
pierwszym
czono
lub

stojąca,
lepszym

znane

były

miękka,
dole

czy

następujące:

wygrzana
kanale

na

słońcu,

wodzie

drugi

czystej

dzień

„spierano"

bieżącej, w y k r ę c a n o

w

lub jeziorku. M o ­

w n i e j bieliznę n a całą dobę, s p e c j a l n i e

ile, na

otrzy­

bielizny.

w

rozmiękły

błocie

brud

w

z nadmiaru wilgoci

i suszono n a słońcu i w i e t r z e , n i e k t ó r z y o d r a z u l a s o ­
b i e , żeby nabrała
2. Ił r z e c z n y
glowy),

Szorowano

„wysiastano"
takiego

fasonu.

( m a z i s t y i tłustawy muł g l i n i a s t o - m a r -

nad brzegiem

strumieni.
Z

odpowiedniego

w

w

niektórych

w

nim brud

wodzie

bieżącej,

mułu

Niemcy

robili

miejscach

rzek

i

zastarzały,

a

czystej

ogrzanej.

nam

i

kartkowe

potem
mydło

w czasie I i I I w o j n y .
3. Z a p a r z a n i e

bielizny

w

nawozie

końskim,

który

j a k w i a d o m o — p r z e t e r m e n t o w a n y , z a w i e r a w sobie d u ­
żo ciepła

—

odbywało

się jeszcze n a początku

S u k n o t a k i e służy dziesiątki l a t , u b r a n i e z n i e g o
„nie do z d a r c i a " — j a k mówią, a p r z y t y m n a z i m o w e
m r o z y i z a w i e j e ciepłe i w y g o d n e w n o s z e n i u .

w i e k u . B i e l i z n ę z zastarzałym

M a też w z i ę c i e n a K u r p i a c h d o o s t a t n i c h l a t , a n a
j a r m a r k a c h czy t a r g a c h w M y s z y ń c u m o ż n a nabyć o d ­
p o w i e d n i o w y m i e r z o n e sztuczki n a krótkie „sukmanki".

i

XIX-go

brudem zakopywano

b i e j w n a w ó z koński w s t a j n i , ż e b y się t a m d o b r z e
grzała. N a d r u g i
prano

piołu.

w

czy t r z e c i dzień bieliznę

ciepłej

Spłukiwano

wodzie
w

z ługiem

ogrzanej

za­

wydobywano

gotowanym

wodzie,

głę­

czystej

z
i

po­
bie­

żącej.

205

�-

4. G o t o w a n i e

jeszcze

w ługu b r u d n e j b i e l i z n y o d b y w a ł o

powszechnie

z popiołu d r z e w
zastępujący

ok.

r.

1900. Ł u g

liściastych, posiadających

ludziom

w sobie

krosien, jest

b a n i o n e " j a k t o nazywają,
wałki,

szedł
świat.

na

B i e l i z n ę z ługu p r a n o w

mięk­

sztuczki

5. O w c z y
mętna

dawniej

ług. B y ł a

w

i

wodzie

przed

tłustawa.

na

szereg

W

wodzie

Woda

prano

z

brudu

bieżącej. O d l a t 60—80 s p o s o b u

sitach

i

w

piecach

wygotowywano

tego

dziesiątków

l a t uważano

d ę b o w ą korę, o d -

ług.

Ług

taki

za n a j l e p s z y

i

przez

gotowa­

n o czy też p r a n o w n i m bieliznę. W końcu c z y s t a
spłukała do r e s z t y
Co

taka

takiej

do reszty

po­

używają.

6. D ę b o w y ług. P a l o n o
siano

brudna woda

strzyżeniem.

płócienne, spierając

czystej,

p r a w i e nie

ciepłej i

co n i e p o t r z e b n e

do s u k n a i

się i n t e r e s o w a ł ,

s u k m a n , to p r a n i e m

wystarczał

wienia" sukna wycierano

deszcz

woda

.

12

i

je rękami

i c h mało k t o

śnieg;

dla

miękkim

„odno­

śniegiem.

T a k w i ę c sobie r a d z i l i K u r p i o w i e , a w ł a ś c i w i e K u r p i a n k i z p r a n i e m b i e l i z n y . T y l k o n a t r a t w a c h spławnicy
drzewa
w
i

(miejscowi

oryle)

musieli

„gratunach" , gdzie indziej
1 3

dziewczęta.

W

Praczkami

dawniejszych

na

Starych

rzeźbił ładną kijankę

i

z

niej

dziewczynie.

prezent

też

są

Kurpiach

k w i a t y i różne

przedślubny

Przywiązywał

uwagę, a i dziewczyna

w

sobie

to zawsze

zawodowymi

latach

kawaler
robił

prać

robiły

widać

swojej
do

kobiety.
zdolny
wzory

upatrzonej

kijanki

znaczną

n i e obraziła się za t o .

płótna
do

P ł ó t n o (i i n n e t k a n i n y ) spod
wyrównują

oba brzegi,

maglują

zwana

koniecznych

na szerokiej
(łóżka

itp. Do

„Pogur-

j e nakręcając n a

rozpłaszczając

wypadkach

siedzenia)

na maglownica,

ławie, na

służącego

na

maglowania

t u walkownicą

mokre
mniejsze
wierz­

dzień

służy

i wałek

wszędzie
że

żadnych

prawie
niu

po k r a j u ,

więc

maglów

nie ma, prostowanie

wszelkiej

i wysuszeniu, j a k : ręczników,

tuchów i t p . o d b y w a

prawie

j e j n i e opisuję. D o d a m

zmechanizowanych

na

za

ręcz­

długości

ok. 1 łokcia (50—60 c m ) . Czynność t a z n a n a j e s t

tylko,

Kurpiach

bielizny

po

pra­

obrusów, k o s z u l , f a r ­

się ręcznie p r z e z k o b i e t y , p o d a n y m i

p j w y ż e j narzędziami.
Walkownicą
— z płaskiego d r z e w a b r z o z o w e g o c z y
klonowego
l u b jesionowego,
posiada do p r a w e j
ręki
okrągły t r z o n e k a do l e w e j zakrzywioną rączkę u p r z o ­
d u narzędzia. Spód w a ł k o w n i c y n a c i n a n y j e s t w k a r b y ,
który p r z y t o c z e n i u w a ł k a z bielizną naciąga ją c o r a z
m o c n i e j n a w a ł e k , w y r ó w n y w u j ą c w s z e l k i e fałdki i n i e ­
równości.
Wspominam

o wałkownicy

jeszcze i d l a t e g o ,

ona u każdej s t a r a n n e j g o s p o d y n i
biona

pracowitymi

motywami

że

i że często j e s t

sztuki

ludowej,

jest

ozdo­
robotą

r z e ź b i a r s k ą . B i e l i z n ę czy f a r t u c h p o p r a n i u n i e m a g l o ­
15

wany,

nazywają,

z gardzieli".

że w y g l ą d a

Żelazka

do

t a k „jak

prasowania

p s u wyciągnięty
od

paru

dziesiąt­

k ó w l a t są w użytku u m i e j s c o w y c h k r a w c ó w , ogół w i e j ­
ski

14

za

itp. W

n a k r y c i u szlabana

kanapę

bieliznę
kobiety

wyciągając

bielniku

chnim

t o n a pozór

owiec

jakby

koszule

wodzie

strugach i rzekach.

została p o m y c i u
była

czystej

tkanin.

z a w s z e trochę p o m i ę t e , n i e r ó w n e .

potaż

potaż

w

Wyługowany

Magio w anie

z n a d N a r w i n a h a n d e l ( d a w n y m i czasy) w d a l s z y
kiej, najlepiej

mydło.

si*

wygotowywani

dopiero

zaczyna

je lepiej

poznawać.

P R Z Y P I S Y

T e k s t z i n e d i t ó w A d a m a Chętnika, n a p i s a n y w l a ­
tach 60-tych.
Podług ks. Łukasza Kościeszy-Załuski, m i s j o n a r z a
z r . 1650, o d b y w a j ą c e g o m i s j e w p u s z c z y K u r p i o w s k i e j
(podł. rękopisu p o łacinie, podał I . B a r a n o w s k i „ Z i e ­
m i a " n r 18 1(11).
O c z y m dalej p r z y „strzelcach".
P o d ł . L . K r z y w i c k i e g o — Kurpie
(Biblioteka War­
s z a w s k a , 1892).
1

2

3
4

Były t a k i e w M u z e u m K u r p i o w s k i m w N o w o g r o ­
p o d Ł o m ż ą , do r . 1939 (pochodziły z w . X V I I I ) .
H. Gawarecki
Przywileje,
nadania
i
swobody
udzielone
miastom
województwa
płockie 70,
W-srszawa
1928
5

dzie

6

7

Pamiętnik

historyczny

płocki,

t. 2, 1830

A . Chętnik, Warunki
gospodarózo-kulturalne
na
pograniczu
Kurpiowsko-Mazurskim,
Ł o m ż a 1927, s. 89
8

206

O d F . P i j a n o w s k i e g o ze w s i K u z i e , p o w . K o l n o ,
l a t 90, w r . 1910 i o d M . S o b ^ e c h o w e j , l a t 85, w r . 1947,
o d J . K r a s c y n e j , l a t 80 z B r z o z ó w k i ( o k . 1932) i t d .
W i a d . od A. K o r d e c k i e j z Myszyńca i M . Sobiec h o w e j z K a d z i d ł a , 1949 i i n n y c h .
W i a d . od I . Jesionkowskiego
i M . Swiderskiej
z N o w o g r o d u p o d Ł o m ż ą , 1931
W i a d o m o ś c i o d : S. C h ę t n i k o w e j , l a t 9 1 , N o w o g r ó d
1948; M . S o b i e c h o w e j
z K a d z i d ł a , l a t 87, 1949; o d A .
K o r d e c k i e j z M y s z y ń c a , l a t 55 — 1949 i t d .
G r a t u n y — duże s z p a r y z w o d ą bieżącą między
kiocŁmi w p ł y n ą c y c h p a s a c h d r z e w a .
T a k i e k i j a n k i można oglądać w Ł o m ż y , w M u ­
z e u m Północno-Mazowieckim. „Stare K u r p i e " — o d c i ­
nek dawnej Kurpiowszczyzny
z lewej
strony Narwi,
o d N o w o g r o d u .począwszy — do Ostrołęki.
J a k to w i d z i m y пр. лг M u z e u m P ó ł n .
Mazow.
w Łomży.
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10691" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10669">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bb6b690201a12482377781ef997522f4.pdf</src>
        <authentication>5f69823e4d0fce9098013598936225b2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127397">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5548</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127398">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127399">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127400">
                <text>Jung, Carl Gustaw (1875-1961)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127402">
                <text>C.G.Jung / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)/10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127403">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.68-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127404">
                <text>Chlebosz, Mirosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127405">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127406">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127407">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127408">
                <text>I

Mirosław

Ur. w 1980 r., magister filozofii (2005 r.) i komunikacji społecznej (2006 r.)
Uniwersytetu Wrocławskiego, absolwent studiów p o d y p l o m o w y c h z zakresu

C h l e b o s z

psychologii na UJ i historii na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m , gdzie pracuje nad pracą
doktorską na W y d z i a l e N a u k Społecznych. Pełni t e z obowiązki specjalisty terapii
uzależnień w O ś r o d k u W c z e s n e j Terapii i Profilaktyki M O N A R w e W r o c ł a w i u .

C G . Jung
„ M o j e życie j e s t h i s t o r i ą s a m o u r z e c z y w i s t n i e n i a się n i e ś w i a d o m o ś c i "

potkanie z inną rzeczywistością, zderze­
nie z nieświadomością silnie wryło się
w moją pamięć i jest nie do wymazania.
Tii
Tu zawsze była pełnia i bogactwo, tak że wszyst­
ko inne musi zejść na dalszy plan" .
V Q W

1

Carl Gustav Jung, mając osiemdziesiąt trzy
lata, podjął się opowiedzieć swoją historię życia
w dziele pt. Wspomnienia, sny, myśli, zastrzega­
jąc, iż chce relacjonować wydarzenia wewnętrz­
ne w świetle, w którym bledną wspomnienia
związane z faktami świata zewnętrznego. Nie
uważał się za człowieka mądrego, czemu dawał
świadectwo w opowiadanej historii o wędrow­
cu, który w swoim życiu własnym kapeluszem
czerpał wodę z potoku . Pytany wielokrotnie, co
to oznacza, odpowiadał, że nie on jest tym po­
2

CG. Jung, Wspomnienia, sny, myśli, przeł. R. Reszka
i L. Kolankiewicz, Warszawa 1997, wyd. 2, s. 14; dalej
będę nazywał tę pozycję WSM.

tokiem, a jedynie stoi nad brzegiem strumienia
życia i podziwia to, do czego zdolna jest natura.
Natomiast wiedza o procesach zachodzących
w duszy człowieka ukształtowała jego stosunek
do świata.
Jednak duża liczba Jungowskich wspomnień
jest ściśle spleciona z jego ideami naukowymi.
Aby móc zajrzeć w duchowy świat człowieka, nie
ma lepszej drogi n i ż prześledzenie jego subiek­
tywnych przeżyć. Często stają się one inspiracją
dla badacza do dokonywania odkryć naukowych,
które z kolei składają się na dorobek wiedzy całej
ludzkości. Sam Jung pisze, że był w nim jakiś
„demon" i uskrzydlał go do impulsu poznawcze­
go, a ten nie pozwalał mu poprzestać na tym, co
j u ż osiągnął, ale determinował go jako odkrywcę
do ciągłego poszukiwania własnej wizji .
3

1

Ibid., s. 309.
Ibid., s. 310.
2

3

B A RB AII Z!/NC ft 1(111 P B D B

�C G . Jung

69

Wewnętrzna biografia Junga nieodzownie
związana jest z określonym przez niego świato­
poglądem. Pozwolę sobie pokrótce przedstawić
kanon wpływów kształtujących jego stosunek
do świata, jaki został usystematyzowany przez
J. Prokopiuka we wstępie do książki Archety­
py i symbole. Pisma wybrane* Carla Gustava

Junga.
W dużym stopniu odbija się w jego zapa­
trywaniach echo myśli religijno-filozoficznej,
utożsamianej z wiarą protestancką, Lutrem,
Kalwinem, z pietyzmem i Schleiermacherem
oraz idealizmem niemieckim od Kanta, Fich¬
tego, Schellinga, Hegla aż po Schopenhauera.
Faust Goethego oraz Takp rzecze

Zaratustra

Nietzschego to dzieła literackie wskazujące we­
dług Junga drogę prowadzącą w głąb nieświa­
domości . Przyrodoznawstwo, a w szczególności
teoria Darwina i cały dział nauk antropologii,
etnologii, socjologii oraz historii były płodną
dziedziną, z której czerpał Jung .
5

6

Wraz ze wzrostem zainteresowań nauką Jung
odkrył swoje powołanie do zawodu psychologa
i psychiatry. Będąc młodym człowiekiem, był
pochłonięty zdobywaniem wiedzy z zakresu
psychologii eksperymentalnej, psychofizyki. I n ­
teresowały go także osiągnięcia szkoły W Wundta . Jako młody psychiatra znalazł się w kręgu
wpływów E. Bleulera, pod którego kierunkiem
bronił swojej pracy doktorskiej, odwołując się
między innymi do parapsychologii. Niemały
wkład w jego światopogląd mieli nieortodoksyjni
badacze nurtu psychologii, do którego należeli
tacy myśliciele jak P. Janet, T. Flournoy i W Ja7

CG. Jung, Archetypy i symbole, wybrał i przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1976.
Ibid., s. 11.
Ibid., s. 6
Ibid, s. 7.
Ibid., s. 8.
F. McLynn Carl Gustav Jung, przeł. R. Bartołd, Po­
znań 1996, dalej będę nazywał tę pozycję ML. Frank
4

5

6

7

8

9

mi) nm uumnn

mes. Największy wkład w koncepcje Junga ma
Zygmunt Freud, który otworzył przestrzeń myśli
ludzkiej ukierunkowanej na niezgłębione króle­
stwo nieświadomości .
Na zakończenie omawiania kręgów wpły­
wów formujących światopogląd Junga należy
zaznaczyć, iż uważał on, że tylko te wydarzenia
z całego jego życia mają największą wartość,
w których świat nieprzemijający należący do
przeżyć wewnętrznych utrwala się i głęboko
zapisuje w świat przemijający. Mam tu na myśli
deklaracje Junga przyznającego się, że napisana
autobiografia Wspomnienia, sny, myśli uboga jest
w zdarzenia dotyczące jego spotkań ze znamie­
nitymi osobami czy związane z odbytymi podró­
żami choć i one znalazły w niej swoje miejsce
Najważniejsze dla niego było to, czy sam pozo­
stawał w zgodzie
indywidualnym doświad­
czeniem introspekcji a to można tylko wyrazić
orzezmit co udowadniaia iego słowa- Mit iest
bardziei zindywidualizowany i wyraża żvcie do
kładnie niz nauka która nosługuie sie noieciami
średnie zbyt ogólnikowymi by mogła nodołać
subiektywności i różnorodnościżycia"
8

9

10

Mit, który opowiada Jung, jest przykładem
samourzeczywistnienia się tego wszystkiego,
co spoczywa w nieświadomości, a co inspiru­
je do procesu indywidualnego rozwoju i dąży
z wszelkimi uwarunkowaniami ludzkiej psyche
do zjednoczenia w całość treści świadomych
i treści nieświadomych.
Alegorycznie m o ż n a u t o ż s a m i ć istnienie
ludzkie z rośliną czerpiącą życie ze swojego
kłącza. Fundament i właściwa część rośliny są
11

McLynn w biografii szwajcarskiego psychiatry i psycho­
loga sugeruje, że Jung za deklaracją opisywania przeżyć
wewnętrznych chciał ukryć niezręczne lub niemiłe relacje
o zdarzeniach ze świata zewnętrznego.
WSM, s. 13.
Obecnie ta roślina w współczesnej filozofii dekonstrukcjonizmu nazywana jest rhizomą.
10

11

�Mirosław Chlebosz

70

wyższy cel - leży na dnie oraz w mrokach nie­
świadomości" .
Rozwój nieświadomego jest bardzo indy­
widualnym doświadczeniem, które nie sposób
przełożyć na język nauki, dlatego możemy mó­
wić o nim jedynie w odniesieniu do „opowie­
dzianych historyjek" Junga. Stanowią one tylko
wprowadzenie w duchowy świat badacza i jego
odkryć. Śledząc jego proces indywiduacji, bę­
dziemy się zatrzymywać przy poszczególnych
etapach rozwoju nieświadomego szwajcarskiego
analityka: dzieciństwie, młodości, latach stu­
diów, pracy w szpitalu w Burghólzli. Możemy
powtórzyć za Jungiem, iż są to „stacje nieświado­
mego" ^Vtedy to właśnie zaczął on odkrywać
istnienie nieświadomości zbiorowej i jednost­
kowej.
13

14

15

Pierwsze wspomnienia Junga sięgają okresu
niemowlęctwa, z w i ą z a n e one były z dozna­
waną zmysłowo percepcją zapachu i widoku
liści, przez które połyskujące promienie słońca
docierały do leżącego w wózku dziecka . Zna­
czące było to, że w pierwszych swoich wspo­
mnieniach nie chciał pamiętać o rodzicach. Był
to symptom, iż małżeństwo jego rodziców było
wstrząsane kryzysami, napięciami i kłótniami,
co według Junga przyczyniło się do później­
szych problemów zdrowotnych ojca. Ten okres
odcisnął piętno na jego całym życiu, ponieważ
jak zauważył Freud- W każdej psychoanalizie
iest zazwyczai tak że pierwsze wspomnienia
którym pacjent przypisuje nadrzędne znaczenie'
którymi rozpoczyna sie historia iesro życia
zuia sie naiwaznieiszymi tymi które zawieraia
klucz do ukrytych stronić jego umysłu" i nie¬
świadomości
16

niewidoczne, gdyż tkwią w kłączu, podobnie jak
w życiu ludzkim podstawą są treści nieświado­
me, ukryte i trudno dostępne. Życie świadome
człowieka to symboliczny kwiat ginący z nasta­
niem zimy, trwający tylko jedno lato i mający
swoje nieprzemijające źródło w kłączu - w nie­
świadomości .
12

1. Tropy n i e ś w i a d o m e g o
„Początek, w którym wszystko jest jeszcze
jednością - który zatem pojawia się jako naj­
12

13

14

15

CG. Jung, op.cit., s. 14.
CG. Jung, Podróż na Wschód, Warszawa 1989, s. 54.
WSM, s. 13.
Ibid., s. 33.

17

Kiedy Jung miał około trzech lat, a jego matka
przebywała w szpitalu w Bazylei, ogarnęło go
Ibid., s. 16.
The Standard Edition of the Complete Psychologi­
cal Works of Sigmund Ereud, 24 tomy, red. J. Strachey,
1953-1974, torn 17, s. 149.
16

17

BARBARZYfoCft

1(111 P O D B

�71

C G . Jung

poczucie opuszczenia . Z tego okresu pamięta
pierwszy sen. Śniło mu się, że za gospodarstwem
kościelnym zdołał odkryć dziurę obłożoną ka­
mieniami, a wchodząc tam i odsłaniając zieloną
kotarę, ujrzał złoty tron. W kamiennej komna­
cie spowitej mrokiem siedziała na tronie postać
przypominająca potężny pień drzewa z okrągłą
głową i jednym okiem patrzącym w górę. T u ż
przed przebudzeniem słyszał jeszcze w śnie
głos wołającej matki: „To jest ludożerca" . Jung
z czasem uświadomił sobie, iż był to rytualny
Fallus. Objaśnienie tego snu jest przedmiotem
interpretacji a ż do dziś. J u ż między innymi
Frank McLynn w książce Carl Gustav Jung po­
twierdza interpretacje Junga i jego zwolenników,
którzy utożsamiali Fallusa z siłą twórczą , a ja
bym podkreślił, iż ma ona swoje źródło w nie­
świadomości. Ten sen jest przykładem dotarcia
do treści ukrytych poprzez treści ujawnione za
nomoca znaczeń symbolicznych mitologicz
nych, religijnych .
'
18

19

20

21

Kiedy młody Carl zobaczył pierwszy raz ka­
tolickiego księdza w sutannie przechodzącego
obok jego domu, przerażony uciekł i schował
się na strychu. To, że mężczyzna był ubrany
podobnie jak kobieta, wzmogło w Jungu strach
związany z rozumieniem normalnego stanu rze­
czy i w konsekwencji wywołało w nim fobię wy­
rażającą się w „kompleksie jezuity". Przez całe
dzieciństwo oraz lata młodości czuł się wyalie­
nowany i samotny z powodu własnych, tajemni­
czych doświadczeń. Zaliczał do nich znajomość
ze zrobioną jeszcze w tajemnicy przed światem

WSM, s. 19.
Ibid., s. 20.
ML, s. 19.
Ibid., s. 20.
Ibid, s. 32; Jung używał terminu „aktywna imaginacja",
aby opisać proces marzenia na jawie. Na początku osoba
koncentruje się na określonym punkcie w przestrzeni,
nastroju, obrazie lub wydarzeniu; następnie uruchamia się
18

19

20

21

22

mi) im mminn

drewnianą figurką, z którą rozmawiał, pisał
do niej listy i odwiedzał ją na strychu. Była to
pierwsza nieświadoma próba stworzenia tajem­
nicy, która dawała mu poczucie satysfakcji oraz
bezpieczeństwa, a co najważniejsze - stanowiła
sens jego dzieciństwa.
2. R o z d w o j o n a o s o b o w o ś ć
Gdy zbliżały się dwunaste urodziny Junga,
nawiedziła go fantazja, która przybrała postać
na jawie. McLynn referuje, iż owa wizja zosta­
ła określona przez autora mianem „aktywnej
imaginacji" . Ujrzał w niej katedrę w Bazylei,
o strzelistych wieżach sięgających aż do nieba.
Tam natomiast Bóg, zasiadając na tronie, po­
czął burzyć dach i mury kościoła, rozbijając je
na kawałki. Owa „aktywna imaginacja" była
wyrazem pragnienia więzi z Bogiem, ale przede
wszystkim źródłem rozdwojenia osobowości,
gdyż za sprawą owej złowróżbnej wizji miał
poczucie, że jest albo błogosławiony, albo święty,
albo przeklęty.
22

Po latach stwierdził, że największą tragedią
lat młodości było obserwowanie ze smutkiem,
jak jego ojciec załamuje się nerwowo, zmagając
się z problemami dotyczącymi wiary . Motyw
osobowości numer jeden i numer dwa ma swoje
źródło, oprócz wspomnianej powyżej „aktywnej
imaginacji", w archetypie ojca, ale także w arche­
typie matki. Schizofreniczne rozdwojenie osobo­
wości u matki stanowiło przyczynę ciągłej obawy
Junga przed popadnięciem w tę chorobę . Gdy
23

24

łańcuch towarzyszących temu fantazji czy wyobrażeń, któ­
re stopniowo przyjmują dramatyczny charakter. Później
te wyobrażenia zaczynają żyć własnym życiem i rozwijają
się według własnej logiki (A. Samuels, B. Shorter, F. Plaut,
Krytyczny słowni^ analizy jungowskiej, UNUS, Wałbrzych
1994, s. 24).
Ibid., s. 33.
Ibid., s. 15 i s. 37.
23

24

�72

Mirosław Chlebosz

mówił o osobowości numer jeden, charaktery­
zował ją jako syna proboszcza, pełnego ambi­
cji i zainteresowań nauką. Natomiast drugą,
„pochodząca z innej epoki", widział Jung jako
sceptyka, samotnika, niedowiarka nieufnego
w z g l ę d e m całego świata, lecz zawsze blisko
obcującego z naturą, przyrodą. Pierwsza z tych
osób to zwykły chłopiec żyjący codziennością,
druga postać istnieje w świecie snów, wizji, fan­
tazji, wyobraźni.
W szesnastym roku życia lektura takich au­
torów, jak Arystoteles, Kant i Schopenhauer
przyczyniła się do jego rozwoju intelektualne­
go, który zmniejszył rozdarcie między dwiema
osobowościami - zauważył McLynn . Niemniej
jednak nawiedzające go fantazje o tajemni­
czym zamku, gdzie w laboratorium wytwarza
się złoto , czy o jego czteromasztowcu płynącym
w górę Renu były wyrazem ciągłej niezgodności
między jawą a snem, wewnętrznym dyskursem
niemogącym się uporać z opozycyjną do niego
wiedzą naukową i teologiczną.
Mimo wewnętrznego rozdarcia wciąż po­
szukiwał odpowiedzi na nurtujące go kwestie
filozoficzno-teologiczne, aż w końcu znalazł
ukojenie w dziele Goethego Faust. Tytułowy
bohater był odpowiednikiem drugiej osobowości
Junga. Dzięki niemu uzmysłowił sobie, że nie
jest samotny, odosobniony w swoich myślach
i problemach, co częściowo inspirowało go do
wciąż jeszcze nieuzasadnionego zmagania się
z tajemnicą życia nieświadomego. Kilka lat póź­
niej to Zaratustra zajmie miejsce Fausta, jednak
z racji tragicznego szaleństwa i śmierci Frydery­
ka Nietzschego na długi okres Carl zatrzaśnie
drzwi poznania swojej nieświadomej osobowo­
ści otworzone przez Fausta .
25

26

27

Ibid., s. 36.
WSM, s. 77.
P. Sacha, Psychologia religii, przeł. P. Jabłoński, M.
Sacha, P. Sacha, Warszawa 1999, s. 359.

25

26

27

Filozoficzne aspekty tych dzieł tworzyły póź­
niejsze podwaliny systemu myślowego i stały
się fundamentem jego patrzenia na świat oraz
życie. Wszelkie indywidualne próby zniesienia
wewnętrznego podziału niosły bolesną frustra­
cję i rozczarowanie. Owocem badań Junga nad
skojarzeniami i podzielną osobowością była
teoria kompleksów jako odszczepionych części
psychiki, skupiających się wokół znaczeniowego
jądra, które jest nieświadome .
Wzajemna gra pomiędzy tymi stosunkowo
nieświadomymi częściami osobowości numer
jeden i numer dwa niejednokrotnie dopełniała
poziom świadomego życia i nieodzownie mia­
ła wpływ na archetyp ammy. Cechy związane
z odmienną płcią, wyniesione z wzorców, odbić
z a c h o w a ń zaobserwowanych w dzieciństwie
na planie przeżyć wewnętrznych Junga, uosa­
biają różne aspekty emocji i nastrojów oraz są
źródłem oddzielnej osobowości zwanej animą.
Wspomnienia młodej dziewczyny, która zajmo­
wała się nim pod nieobecność rodziców, matki
i - między innymi - Helen Preiswerk stały się
później kolejnymi aspektami ammy. Anima
często pojawia się w snach i długo pozostaje
nieświadoma. Może ona również uosabiać okul­
tystyczne związki z wiedzą tajemną i światem
ciemności .
28

29

3. D r o g a d o p s y c h o a n a l i z y
Nastoletni Jung zaabsorbowany problemami
osobowości numer jeden i numer dwa dostrze­
gał w tamtym okresie, w snach i fantazjach,
wskazany cel życia przez nieświadomość. Jed­
nym ze wspomnianych snów był sen o wyko­
paliskach szczątków prehistorycznych zwieO. Vedfelt, Dysocjacyjne zaburzenie osobowości. Osobo­
wość mnoga [w:] „Albo albo. Nieświadomość" 2002, nr 1,
s. 38.
P. Sacha, op.cit., s. 366.
28

29

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�C G . Jung

73

rząt znad Renu , inny traktował o napotkanym
w leśnym jeziorze dziwnym stworzeniu. Te dwa
sny sugerowały, że właściwym kierunkiem stu­
diów jest zoologia, a w konsekwencji medycyna,
której nauka zaczyna się od poznania wiedzy
przyrodniczej. Potwierdzeniem są te oto słowa
Junga: „Muszę poznać naturę, świat, w którym
żyjemy, wszystko, co nas otacza [...]. Oba te sny
nieodpartą moca^ popchnęły mnie ku naukom
przyrodniczym. [...] Teraz jednak uświadomi­
łem sobie, że studia medyczne zaczynają się
przecież od dyscyplin przyrodniczych" .
30

31

Zawierzając głosowi nieświadomości w snach,
przekonał się do kariery naukowej i rozpoczął
studia medyczne w Bazylei, a po ich ukończeniu
podjął prace psychiatry w szpitalu w Burghólzli
pod okiem Bleulera. W Bazylei, aby otrzymać
stopień doktora medycyny, Jung napisał pracę
o psychologicznych podstawach okultyzmu.
Wpadł na pomysł wykorzystania doświadczeń
z Helen Preiswerk dla zilustrowania podjętego
tematu traktującego również o mediumizmie .
32

Frank McLynn sugeruje, że przyczyną zja­
wisk okultystycznych w mieszkaniu rodzinnym
Junga była Helen Preiswerk. W wyjaśnieniu uza­
sadnia, iż „nierozładowane wibracje psychiczne"
wynikłe w czasie seansów, w których Preiswerk
była medium, spowodowały bezpośrednio tajem­
nicze zdarzenia, takie jak pęknięcie solidnego
stołu jadalnego czy rozpadniecie się na kawałki
ostrza noża. Te zjawiska nie dawały się wytłu­
maczyć prawami fizyki, a wkrótce młody student
Carl oświadczył, że to właśnie dzięki Helen za­
uważył istnienie nieświadomości. McLynn pisze
o tym następująco: Jungowi wydawało sie że
na istnienie nieświadomości wyraźnie wskazuje
zdolność Helen w stanie mediumicznym, do

30

31

32

33

34

WSM, s. 82.
Ibid., s. 81.
ML, s. 50.
Ibid., s. 44.
Ibid., s. 52.

mi) nu uumnn

osiągnięcia o wiele wyższego poziomu w porów­
naniu z jej stanem na jawie" .
Tutaj również leżą źródła stanowiące inspi­
rację Junga do stworzenia teorii indywiduacji.
Zanim jednak rozpoczął karierę psychiatryczną,
odkrył i utwierdził się w przekonaniu, że treści
nieświadome mogą przybierać postać ludzkiej
osobowości wyrażającej się jako halucynacje
w zewnętrznym świecie lub, w wypadku sean­
sów „spirytystycznych", jako chwilowy regulator
świadomego umysłu .
Pracując w szpitalu w Burghólzli, leczył pac­
jentów cierpiących na schizofrenię, co zdawało
się wykazywać, że kompleksy nie są jedynie
metafizycznymi ideami, ale poddają się empi­
rycznej weryfikacji. Jung potwierdzał istnienie
nieświadomości przez eksperyment asocjacyjny.
Freud badał przede wszystkim zjawiska wypar­
cia i ich rolę w tworzeniu treści nieświado­
mych. W 1903 roku Jung opublikował artykuł,
w którym zawarł wiele pochlebnych uwsg na.
temat Freuda. Miało to miejsce trzy lata przed
nawiązaniem bezpośredniego kontaktu z twórcą
psychoanalizy w Wiedniu. Biografia potwierdza,
że nieświadomość odkrył zupełnie niezależnie
od Freuda jedynie za pomocą eksperymentu
skojarzeniowego i analizy marzeń sennych cho
rych psychicznie Przykładem może być duza
liczba badanych przypadków chorób oacientów
w szpitalu w Burghólzli. Do ich grona należała
kobieta która nieświadomie zabiła własna córkę
33

34

35

*

* *

* *

£

* r\^^

cn w toku badań nad nia dnnrnwadziłn tunera dn
stwierdzenia ze właściwa terania rnznnrzvna sie
dnniern no . L d . n i n n.nhi.tefhistorii n J i e n J

peinej treści nieswiaaomycn. jung zauwazyi ze
najpierw trzeoa poznać aoKiaonie przeszłość
chorego, stosując eksperyment asocjacyjny, aby
Wypieranie jest mechanizmem obronnym ego dla
ochrony przed lękiem. Jest to w zasadzie w psyche proces
automatyczny, uniemożliwiający „obsadzenie" tego obiek­
tu libido, z którym wiąże się zagrożenie.

35

�74

Mirosław Chlebosz

odkryć te zdarzenia z życiu pacjenta, które zosta­
ły wyparte do nieświadomości i są źródłem utraty
zdrowia psychicznego. Młody szwajcarski ana­
lityk tak pisze o rezultatach wykorzystania testu
skojarzeń słownych: „Otrzymałem, by tak rzec,
informacje wprost od nieświadomości - na ich
podstawie można było zrekonstruować mroczne
i tragiczne koleje losu pacjentki" .
W tym wypadku okazało się, że matka po­
zwoliła bawiącej się w rzece córce wziąć do ust
brudną gąbkę, co było przyczyną ciężkiej choro­
by dziewczynki, a wkrótce jej śmierci. Podczas
wykładów dla studentów na temat hipnozy zaj­
mował się cierpiącą na bezwład lewej nogi, około
pięćdziesięcioletnią kobietą, którą „uzdrowił",
nie do końca umiejąc zdiagnozować przyczynę
choroby i „wyleczenia". Wymienione przypadki
utwierdziły również Junga w przekonaniu, że za
priorytet swoich badań powinien przyjąć zasadę,
„by od samego pacjenta dowiedzieć się, dokąd
prowadzi go jego własny r o z w ó j " , do tego
zaś niezbędna była staranna analiza snów oraz
innych przejawów nieświadomości, co w kon­
sekwencji umożliwiało trafną diagnozę i moż­
liwość leczenia. To właśnie praca Freuda Objaś­
nienie marzeń sennych z 1900 roku była w oczach
Junga największym odkryciem, co więcej - okre­
ślił ją mianem dzieła kładącego podwaliny nowej
epoki i niewątpliwie najśmielszą próbę rozwią­
zania - na z pozoru pewnym gruncie empirii
- zagadnień psyche nieświadomej .
36

37

38

4. N i e ś w i a d o m o ś ć w s p ó ł c z e ś n i e
„Na moje dzieła można patrzeć jak na stacje
mego życia. Są one wyrazem mego rozwoju we­
wnętrznego, albowiem zajmowanie się treściami
nieświadomości kształtuje człowieka i określa
jego przemianę. Moje życie jest moim działa36

37

WSM, s. 107.
Ibid., s. 111.

niem, moim duchowym wysiłkiem. Nie sposób
ich rozdzielić" .
Ślady poglądów filozoficznych, które się skry­
stalizowały i naprowadziły Junga na teorię nie­
świadomości, sięgają między innymi starożytno­
ści. Sokrates, który nie potrafił dookreślić głosu
wewnętrznego, utożsamił go z daimonionem, na­
tomiast Platon stworzył teorię preegzystencji du­
szy, która później stała się inspiracją dla Plotyna
traktującego o duszy pojedynczej, mnogiej i duszy
świata. Kartezjusz, rozważając po Św. Augustynie
problem dojścia do wiedzy, odwołał się do oczywi­
stości czy poznania intuicyjnego, co zaowocowało
dużo później w filozofii Bergsona. Gdy tę samą
kwestię poznania rozważał Leibniz w monadologii, odniósł się on do małych percepcji. Wyróżnił
w życiu człowieka możliwość dojścia do idei nie­
wyraźnych, nieukształtowanych, nieświadomych
w stanie snu, który różni się zasadniczo od stanu
jawy. Podobnie Kant mówi o ideach a priori jako
trudno dostępnych i zakrytych przed poznaniem
ludzkim. Należy wspomnieć jeszcze Schopen­
hauera traktującego o ślepej woli i Nietzschego
mówiącego o woli życia.
To wszystko klarownie wskazuje na filozo­
ficzne korzenie teorii nieświadomości u Junga,
który w pełni korzystał z dorobku intelektual­
nego całej ludzkości. Dziś myśl współczesna
niejednokrotnie jednoznacznie albo w sposób
zbliżony odwołuje się do wypracowanych po­
glądów szwajcarskiego analityka, wciąż próbując
odpowiedzieć na pytania, które dotąd nie znala­
zły odpowiedzi. Do tego wszystkiego spektrum
i horyzont poznawczy inspirowany enigmatycznością nieświadomego cały czas jest otwarty dla
poszukującego umysłu. W autobiografii Wspo­
mnienia, sny, myśli możemy przeczytać taką
wskazówkę: „Żadne słowa, nawet najdoskonal­
sze, nie zdołaj ą zastąpić życia. Gdy słowa usiłuj ą
39

38

39

Ibid., i. 131, przypis 2.
WSM, s. 193.

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�C G . Jung

75

zająć miejsce życia, wtedy psuje się i słowa, i ży­
cie. Aby uwolnić się od tyranii nieświadomości,
potrzeba dwóch rzeczy: należy wywiązać się nie
tylko ze swych powinności intelektualnych, ale
też z obowiązków moralnych .
Uważam, że przez obowiązek moralny należy
rozumieć tęsknotę twórczą za odnalezieniem, po­
znaniem prawdy w czasie trwania życia, co daje
artyście, uczonemu, filozofowi poczucie szczęś­
cia. To ono właśnie jest źródłem niewysłowionej
siły, która ożywia, inspiruje i staje się niczym mi­
sterium w służbie Stwórcy całego świata. Bóg to
alegorycznie „wielkie nieświadome", które oprócz
przyrody widzianej oczami techniki, nauki wyra­
ża się w naturze, przemawiając i zwracając się
w niepowtarzalnym języku do człowieka w jego
indywidualnym akcie odkrywczym. Można by
powiedzieć za Gadamerem, że jesteśmy wiecz­
na rozmowa . Rozmowa w którei świat zostaie
w jeżyku wyniesiony na wyższy poziom doświad
czenia Dialogiestwynikiempodietei relaciimo
ieso ia" ze swatem przyroda drurim człowie
kiem Nieświadomość odorvwa nadrzędna role
tam gdzie w języku człowieka świat rozmawia
sam'z soba Do istoty iezyka należy bowiem iei
wręcz przepastna nieświadomość"
40

41

42

40

41

42

Ibid., s. 163.
T.H. Gadamer,/^ i rozumienie, Warszawa 2003, s. 27.
Ibid., s. 49.

l j l l ) HM

BARBARZYŃCA

Komunikacja za pomocą języka potocznego,
jak mówi Wittgenstein, jest sposobem, formą
życia - dyskusją naszego działania życiowego.
Treści wyrażone w języku są głęboko zanurzone
w strukturze naszych działań i zachowań nie­
świadomych. Współczesna hermeneutyka, która
go analizuje, interesuje się po prostu zwykłym
j ę z y k i e m jako najnormalniejszym, najprost¬
szym sposobem istnienia, wskazując na wniosek
wypływający ze zderzenia języka z działaniem.
Mówi on o tym, że język nie może być widziany
jako narzędzie służące do opisywania rzeczy¬
wistości, wyrażania myśli, ponieważ obrazuje
on
głęboka
strukturę świata której nieodłącz¬
ną częścią jest rzeczywistość nieświadomości
Zasadniczą funkcja ęzyka jest działanie ję
zvk iest działaniem które musimy podejmować
wspólnie - powiada Wittgenstein Sueeruie on
ze trzeba nauczyć sie zyć miedzy innymi z d r u '
mm człowiekiem aby zrozumieć same™ siebie
i nzvwanv iezvk

7 rozumieć i e z v k to z r o z n

m i e ć s n o s ó h zvcia a tvm s a m v m z a t r z v m a c sié
nrzv koleinei staci'i
L L

7

Jie Lra

nieświadome™

nowe świ.lłn L

To krótkie
mvsl Tnnaa

rozważanie rzuca nowe swiatio na mysi junga
wyrażoną w siowacn. „Moje życie jest nistoną
samourzeczywistnienia się nieświadomego .

43

WSM, s. 13.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8319" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8298">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0f38c44d9d2a3e803ec5fc4c27f7eb13.pdf</src>
        <authentication>21a4683d19746349d77f6d1952ca5403</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99429">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6350</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99430">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99431">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99432">
                <text>Muraszkowcy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99434">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99436">
                <text>Stara historia Nowej Jerozolimy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99438">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.171-182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99440">
                <text>Chmielewska, Justyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99442">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99444">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99446">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99448">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99456">
                <text>25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

JUSTYNA CHMIELEWSKA

W

szystko zaczęło się na długo przed wojną,
w czasach gdy ziemie zachodniej Białorusi
i Ukrainy znajdowały się pod polskim pa­
nowaniem, w początkach lat 30. Choć Bóg jest jeden
- wiar wiele, jak mawiają. Byli więc w okolicy Koso­
wa1 prawosławni, katolicy, żydzi, baptyści... Dzwony
cerkwi konkurowały z kościelnymi, idąc do synagogi,
mijało się chatę, w której swe modlitwy odmawiali zie­
lonoświątkowcy. Skąd się wzięli syjoniści? Mało kto
potrafi dziś na to pytanie odpowiedzieć.
Ludzie pamiętają - któregoś dnia Iwan Muraszko,
po kolejnej przedłużającej się nieobecności, wrócił do
rodzinnej wsi Razmierki i zaczął wołać ludzi na modli­
twę. Przyszli baptyści, którzy już wcześniej chodzili na
organizowane przez Iwana nabożeństwa zielonoświąt­
kowców. Wokół chaty zebrali się krewni i ciekawscy
sąsiedzi. Iwan krzyknął do matki, by nagotowała zupy
dla wszystkich, żeby każdy mógł się posilić przy wspól­
nym stole.
Ludzie już się przyzwyczaili - Muraszko, odkąd pa­
rę lat wcześniej wrócił z pierwszej wyprawy do Amery­
ki, całą duszą oddał się dziełu nawracania ludzkich
myśli ku sprawom Bożym. Chodził po okolicy, nama­
wiał do przyjęcia zielonoświątkowej wiary, nauczał.
Początkowo odnoszono się do niego niechętnie, stop­
niowo jednak kolejni ulegali namowom i przystępowa­
li do nowej wspólnoty wiernych. Iwan szybko awanso­
wał na prezbitera zielonoświątkowców, stał się wśród
nich znaczącą postacią. Potrafił przemawiać, przycią­
gać wątpiących - ludzie słuchali go chętnie, wielu po­
szło za nim. W odległych o pięć kilometrów Stajkach
przeznaczono nawet jeden z domów specjalnie na mo­
dlitwy. N a nabożeństwach spotykało się rodzinę Iwa­
na, sąsiadów i grono jego najbliższych pomocników,
którzy wraz z nim nakłaniali ludzi do przyjęcia wiary
zza oceanu. Ten wychowany w prawosławnej chłop­
skiej rodzinie kaznodzieja, którego los - jak wielu mu
podobnych - rzucił po pierwszej wojnie do Ameryki,
miał dar przekonywania ludzi do słuszności głoszonych
słów. Wielu przypisuje mu zapoczątkowanie ruchu zie­
lonoświątkowego w okolicach Kosowa. Jednak dziś
piatidziesiatniki odżegnują się od tych powiązań - prze­
konamy się niebawem dlaczego.
Tym razem, jakoś około 1933 roku, czuło się, że
coś się zmieniło - Iwan, zachęcając do udziału w na­
bożeństwie, mówił rzeczy nowe, niezwykłe. Jego słowa
różniły się od dawnych kazań, gdy przekonywał do
przystąpienia do zielonoświątkowców. Opowiadał te­
raz o Królestwie Bożym, które ma się stać udziałem
tych, którzy pójdą za nim, tu - na ziemi. Siebie same­
go nazywał prorokiem Ilią, który przyszedł, żeby przy­
gotować maluczkich na planowane przez Boga zmia­
ny. Grzmiał, potępiając upadek obyczajów krewnych
i sąsiadów.
Był odmieniony - długa, gęsta broda nadała jego
twarzy wyraz groźny i poważny, podkreślając jeszcze

Stara historia Nowej
Jerozolimy
Rzecz o Świętych Chrześcijanach
Syjonistach - Muraszkowcach
mocniej czarne, magnetyczne oczy. Ludzie mówią, że
potrafił zahipnotyzować - kto dłużej w nie spoglądał,
ulegał woli dziwnego, strasznego Iwana.
I tak chodził po wsiach - zachęcał i kusił, ganił
i krzyczał. W Stajkach baptystów - swych dawnych
podopiecznych, którzy teraz nie chcieli zgodzić się na
głoszone przez niego nowości - tłukł Biblią po głowie.
A nowe przykazania, które kazał ludziom wypełniać,
nie należały do lekkich.
Aby osiągnąć zbawienie, należało przestać jeść
wieprzowinę, świętować w sobotę i niedzielę, wieść ży­
cie skromne i bogobojne, we wszystkim kierować się
Pismem Świętym. Chłopi mieli zapuścić brody, kobie­
ty na znak pokory powinny okrywać głowę chustką,
na spódnicę zaś zakładać fartuch. Wszyscy mieli ocze­
kiwać rychłego nadejścia Królestwa Bożego; dnia,
w którym ziści się Nowa Jerozolima.
Opowieści Iwana ciekawiły słuchaczy; nie na tyle
jednak, by skłonić do przejścia na nową wiarę. Bo jak
tu nie jeść słoniny, która od pokoleń była w domu jed­
nym z najważniejszych produktów? Jak poświęcić aż
dwa dni w tygodniu na modlitwę, gdy trzeba wykarmić
dzieci i zająć się gospodarstwem? Dlaczego wierzyć śle­
po temu, który jeszcze parę miesięcy wcześniej zachę­
cał do przystąpienia do zielonoświątkowców, teraz zaś
potępia ich wyznanie?
Iwan nie ustawał w swych wysiłkach. Choć rzadko
zjawiał się w okolicy, ilekroć przyjeżdżał, spotykał się
z ludźmi, modlił się z nimi, głosił kazania, nakłaniał do
przyjęcia nowej wiary, mówiąc o Syjonie, który stanie
się udziałem tych, którzy go posłuchają. Różne rzeczy
ludzie opowiadają o tych muraszkowych nabożeń­
stwach - a to, że po zakończeniu modlitwy ludzie zrzu­
cali ubrania i robili to, czego nawet mąż wstydziłby się
wobec żony; a to, że w nabożnej ekstazie wybiegali na
pole i wymachując rękami, próbowali lecieć na niebio­
sa. Gadają, że w Stajkach pewnego dnia wierni wdra­
pali się na dach chaty, by stamtąd wznieść się do Bo­
ga. Rezultat był podobno mizerny - pierwszy śmiałek
złamał nogę, spadając ze strzechy, inni zaś rozeszli się
do domów. Ludzie z uśmiechem wspominają, że ich
modlitwy przypominały bardziej gdakanie indyka niż

171

�25_CHMIELEWSKA.ps

4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Iwan Muraszko, przez syjonistów zwany prorokiem Ilią
i Ojcem Syjonu, lata 30.

nabożną prośbę - niezrozumiałe słowa i dziwne gesty
dalekie były od skupienia i powagi towarzyszących ko­
ścielnej mszy czy służbie w cerkwi.
Cokolwiek by o zwolennikach proroka Iwana po
wsiach mówiono, jedno nie ulega wątpliwości: byli
niezwykli. Dostojni brodacze unikali towarzystwa mirskich ludziej - światowych ludzi, jak nazywali wszyst­
kich spoza własnego kręgu - prawosławnych sąsiadów,
Zydów handlujących w swych sklepikach, gromadzą­
cych się w kościele katolików. Potępiali ich rozwią­
złość, odejście od zasad wyznaczonych w Piśmie Świę­
tym; to, że poszli „na łatwiznę” w sprawach wiary,
zapomnieli najważniejsze wskazówki płynące z Pisma,
dali się zwieść popom i księżom.
Sami poplecznicy Iwana Muraszki prowadzili ży­
wot srogi, surowy. Pościli często, już w piątek po za­
chodzie słońca zamykali się w chatach, by modlić się
przez całą sobotę. Zyskali tym sobie wśród ludzi prze­
zwisko - subotniki. Niekiedy nazywano ich po prostu
brodaczami. Oni sami zaś woleli mówić o sobie syjoni­
sty. Byli bowiem przekonani, że wiara pomoże im zbu­
dować na przedwojennej białoruskiej ziemi Nowy Sy­
jon - na podobieństwo biblijnej, pierwotnej wspólnoty
wiernych. N a urzeczywistnienie tej wizji nie musieli
długo czekać. Nie uprzedzajmy jednak zdarzeń i po­
wróćmy do historii proroka z Razmierek.
W okolicach Kosowa Iwan zgromadził niebawem
grupę kilkunastu, może dwudziestu paru wiernych, go­
towych przestrzegać głoszonych przez niego zasad, go­
towych rzucić wszystko na jedno jego skinienie. Wielu
spośród nich wcześniej już zetknęło się z Muraszką, gdy
prowadził nabożeństwa zielonoświątkowców; inni
przechodzili na nową wiarę bezpośrednio z prawosła­
wia. Kaznodzieja nie ustawał w wysiłkach, by przeko­
nać jak najwięcej wątpiących - chodził po wsiach i sam
nawracał lub posyłał z podobną misją swych pomocni­
ków. Zwracał się przede wszystkim do najbiedniejszych
- w większości Poleszuków. Obiecywał im życie bliskie
Bogu, we wspólnocie, w której wszyscy będą równi.

I tak przyjeżdżał do rodzinnych Razmierek, by ry­
chło znów ruszyć w drogę. Ojciec złościł się, że Iwan
włóczy się po całym świecie, zamiast - jak inni bracia
- uprawiać ziemię, założyć rodzinę, żyć jak inni. Gdzie
bywał? Mówią, że jeździł do Ameryki, inni - że na
Wołyń. Podobno właśnie tam, na ziemiach dzisiejszej
zachodniej Ukrainy, wszystko się zaczęło. Cofnijmy się
zatem o parę miesięcy.
Podczas zjazdu prezbiterów ruchu zielonoświątko­
wego, gdzieś około 1933 roku, Iwan spotkał kobietę,
która od tego czasu towarzyszyła mu aż do śmierci Olgę Kirylczuk-Korniejczuk. Urodziła się na Ukrainie,
w chłopskiej rodzinie, była od niego sporo starsza.
Miała szóstkę dzieci i męża, który nie stronił od kie­
liszka. Choć stała wysoko w hierarchii piatidziesiatników, od pewnego czasu głosiła zasady sprzeczne z ogól­
nie przyjętymi. Mówiła, że przemawia przez nią Duch
Święty, lecz nikt nie chciał jej słuchać.
T a samozwańcza prorokini od dziecka była blisko
Bożych spraw. Powiadają, że już jako dziewczynka czę­
sto na piechotę chodziła się modlić w Ławrze Poczajowskiej. Prawosławie nie spełniło jej oczekiwań - przystą­
piła więc do zielonoświątkowców, wśród których
osiągnęła rangę prezbitera. Prowadziła nabożeństwa,
nakłaniała ludzi do konwersji, stała się autorytetem
w kwestiach religijnych. Jednak swe powołanie proroc­
kie odkryła już jako dorosła kobieta, żona i matka.
Wierni tłumaczą, że pewnego dnia Bóg przemówił
do niej, objawiając, że niebawem zabierze ją do Siebie.
Olga padła na kolana i zaczęła się modlić, w pełni pod­
dając się Bożej Woli. Wówczas w domu, w którym prze­
bywała z mężem, dziećmi i pomocnicą, wybuchł pożar błyskawicznie zajął się kryty strzechą dach, płonąć za­
częły ściany. Pijany mąż salwował się ucieczką, Olga
jednak nakazała dzieciom i towarzyszce trwać przy so­
bie, na kolanach, w modlitwie. Cała wieś zbiegła się, by
gasić ogień, ale ich wysiłki były daremne - zdawało się,
że z chaty nikt już nie ujdzie z życiem. Stało się jednak
inaczej - Bóg, widząc u Olgi gotowość do pełnego po­
święcenia, wyjawił jej Swe plany - miała pójść w świat,
głosić Nowy Syjon, budować nową wiarę, utorować
drogę mającemu zstąpić na ziemię Chrystusowi...
Pożar, jak powiadają muraszkowcy, w cudowny
sposób sam ucichł, prorokini zaś bezpiecznie wypro­
wadziła dzieci ze zgliszcz. Ku zdumieniu zgromadzo­
nych wokół chaty sąsiadów od ocalonych nie czuć by­
ło nawet zapachu dymu. Po tym zdarzeniu Olga
ruszyła w świat głosić Słowo Boże, nazywając siebie
odtąd Ofiarą Chrystusową - bowiem tak jak Zbawiciel
gotowa była do największego poświęcenia.
Niebawem - podczas owego wołyńskiego zjazdu,
w 1933 roku - objawione jej zostało, że Pan Bóg przy­
szykował dla niej lepszy los niż ten dotychczas będący
jej udziałem. Miała rzucić dawne życie, zostawić męża
pijaka i rozpocząć nowy etap u boku mężczyzny - pro­
roka, który pomoże jej zrealizować Boży plan.

172

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Wybrańcem tym okazał się aktywnie działający
wśród zielonoświątkowców kaznodzieja, postać rów­
nież nienależąca do przeciętnych - nasz prorok.
W okresie zjazdu Iwan Muraszko był niemy; wierni
powiadają, że to Bóg odebrał mu mowę. Jedni twier­
dzą, że nie wypowiedział ani słowa przez pięć lat
i osiem miesięcy poprzedzających spotkanie z Olgą, in­
ni przeczą tej wersji. Jak wspominają niektórzy, Pan
Bóg pozwalał mimo wszystko swemu słudze odprawiać
zielonoświątkowe nabożeństwa - na czas kazania
i modlitwy Iwan odzyskiwał głos, by zaraz po tym po­
nownie zaniemówić. Jakikolwiek charakter by miała
niemota Muraszki - kary czy postu, próby czy świado­
mego wysiłku - w jednym świadkowie są zgodni: pod­
czas wołyńskiego zjazdu zielonoświątkowców Iwan był
niemy, z otoczeniem zaś porozumiewał się, zapisując
swe słowa na noszonej na piersiach tabliczce.
Olga nie wahała się długo - kazała przyprowadzić
do siebie niemego Iwana Muraszkę i w zwięzłych sło­
wach wyłożyła mu swoje zamiary: miał zostać jej mę­
żem i jako prorok Ilia wraz z nią szerzyć po świecie no­
wą wiarę; wiarę prawdziwą, bo płynącą wprost od
Ducha Świętego poprzez usta prorokini.
Do przekonania Iwana posłużyły mocne środki by dowieść prawdziwości swego proroctwa, Muraszce
na trzy dni odebrane zostały pozostałe zmysły - leżał
na ziemi skulony, pozbawiony wzroku, słuchu i mowy;
jak niemowlę, powiadają syjoniści. Od tego czasu zwać
się począł prorokiem Ilią.

I tak dwójka heretyków, wykluczona z zielono­
świątkowej wspólnoty, rozpoczęła swe dzieło. Para ka­
znodziejów, w której on pełnił funkcję organizatora
i mentora, ona zaś uduchowionej pośredniczki między
Niebem a Ziemią, Bogiem i ludźmi. On mienił się od­
tąd Ojcem i prorokiem Eliaszem (ros. Ilia), ona Matką
Syjonu i Ofiarą Chrystusową. Dzieło ich miało być do­
niosłe: szerzenie nowej wiary, doskonalszej od wszyst­
kich poprzednich; wiary, na łono której Chrystus po­
wróci w swym ponownym przyjściu na Ziemię; wiary,
której wyznawcy na Ziemi urzeczywistnią ideę Króle­
stwa Bożego i własnymi rękami zbudują Nową Jerozo­
limę.
Prorocy zaczęli swą tułaczkę. Po pierwszych, sa­
motnych wizytach w rodzinnej wsi, kiedy to - można
by rzec - przygotowywał grunt dla nowej wiary, Muraszko przywiózł niebawem Olgę do Razmierek. Jakież
musiało być zdziwienie ludzi - Iwanowi, dotąd cenio­
nemu kaznodziei zielonoświątkowców, towarzyszyła
o wiele starsza kobieta twierdząca, że przemawia przez
nią Duch Święty, negująca dawne nauki Muraszki;
matka, która porzuciła własne dzieci, by wieść wę­
drowne życie z obcym mężczyzną...
Nowe nauki Iwana nie spotkały się z życzliwym
przyjęciem - wielu wspomina, że zwyczajnie wymagał
zbyt dużo. Zakaz jedzenia wieprzowiny i golenia brody,
rytualny ubój bydła, surowe zasady dotyczące sobotnie­
go kultu, obowiązek skromnego, pełnego wyrzeczeń ży­
cia... Dodajmy do tego ostre potępienie Cerkwi Prawo-

Nowa Jerozolima 2005. Wołyń, okolice Dubrowicy.

173

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Olga Kirylczuk-Korniejczuk, Matka Syjonu (na piersi rana
pozostała po obrzędzie zdjęcia pieczęci), lata 30.

sławnej, mającej najsilniejszy wpływ na religijność oto­
czenia. Muraszko kazał odrzucić jako bałwochwalczy
kult ikon, uderzając tym samym w najważniejsze miej­
sce w chacie - święty kąt, gdzie wyobrażenia Chrystu­
sa i świętych od dziada pradziada ozdabiane były pięk­
nie haftowanymi Tucznikami.
Mówił, że dusza po śmierci nie idzie - jak po­
wszechnie wierzono - do Raju czy Piekła, ale przecho­
dzi w inne ciało. W zależności od bilansu uczynków dusza dobrego człowieka wcieli się w jeszcze zacniejsze­
go, grzesznik zaś może spodziewać się, że karą za jego
grzechy będzie odrodzenie w postaci kaleki, złoczyńcy
czy zwierzęcia. Muraszko obarczał tym samym wierne­
go odpowiedzialnością za czyny - twierdził, że każdy
sam pracuje na swój przyszły los, a zatem dla własnego
dobra powinien jak najskrupulatniej wypełniać to, co
Pan objawił w Piśmie i przez usta Olgi. Ludzie nie
chcieli słuchać - jakże mogli uwierzyć, że ich własna
dusza może trafić w przyszłości do ciała psa czy krowy?
Lecz i to nie koniec niespodzianek, jakie czekały
otoczenie proroka. Po pierwszych, skromnych nabożeń­
stwach, gdy Iwan zgromadził już wokół siebie grupę za­
ufanych wiernych - syjonistów, przyszła kolej na rozbu­
dowę rytuału. Dotychczas składały się nań wspólne
modlitwy, zbliżone do spotkań zielonoświątkowców pod przewodnictwem kaznodziei wspólnie czytano Pi­
smo, modlono się, śpiewano pieśni. Modlitwy te bywa­
ły tak żarliwe, że niemal ekstatyczne - sąsiedzi podśmie­
wali się między sobą z dziwacznego zachowania
muraszkowców, ale nie reagowali negatywnie. Opowia­
dają, że syjoniści, modląc się, podrygiwali rytmicznie,
wykonywali coś na kształt tańca, wypowiadając niezro­
zumiałe słowa. Mówią, że jeden z apostołów Syjonu,
gdy myślami zwracał się ku Bogu, zapominał o całym
świecie, chodził w kółko i gwizdał, dostarczając rozryw­
ki całej wsi. Powróćmy jednak do historii proroków.

Olga pewnego dnia doznała objawienia, w którym
Duch Święty nakazywał Bożym wysłannikom przepro­
wadzić obrzęd zdjęcia pieczęci. Muraszkowcy wierzyli,
że krew prorokini - jak przed wiekami krew Chrystu­
sa - ma moc odkupicielską. Ludzie w okolicy do dziś
wspominają, jak to nazywają, rezanie baby - dni owych
uroczystych, niezwykłych nabożeństw syjonistów.
Iwan posyłał wówczas po fotografa, zapraszał księdza
i batiuszkę pobliskiej cerkwi - by na własne oczy prze­
konali się o wyjątkowym posłannictwie Olgi; by nikt
już nie wątpił, że ma do czynienia z prorokinią i wiarą
prawdziwą.
Wierni gromadzili się w te uroczyste dni w jednej
chacie i modlili długo, zanim dokonało się najważniej­
sze - Matka Syjonu zdejmowała koszulę i wskazywała
Iwanowi miejsca, z których ma zostać pobrana święta
krew. Prorok przystępował do dzieła z obcęgami i brzy­
twą - naciągał skórę i robił na piersi towarzyszki serię
nacięć. Bywało, że ran było sześć, bywało, że dwana­
ście - obrzędem kierowała Olga, znając scenariusz
z objawień woli Ducha Świętego. Wierni, skupieni na
modlitwie, w napiętym milczeniu obserwowali, jak
Muraszko przecina skórę chudej, starszej kobiety, któ­
rą oni sami nazywali Matką. Widzieli spokój Olgi,
brak jakiejkolwiek reakcji na ból, gotowość poświęce­
nia własnego ciała dla ratowania dusz grzeszników.
Pomocnicy zbierali płynącą z ran krew do talerzy,
by następnie przelać ją do zawczasu przygotowanych
butelek. Krew ta, zmieszana prawdopodobnie z wi­
nem, używana była potem do święcenia rzek, jezior,
studni, źródeł. Wielu wspomina także, że służyła pod­
czas muraszkowskich komunii, kończących ważniejsze
nabożeństwa i wraz z chlebem podawana była wier­
nym, przypominając spotkanie Mistrza i uczniów
w wieczerniku. A wszystko to na oczach świata - są­
siadów, fotografa, ciekawskich.
Co na to świat? Mirskije ludzie nie znaleźli w ser­
cach zrozumienia dla muraszkowskich misteriów. Iwa­
na do dziś wielu postrzega jako oprawcę, znęcającego
się nad Bogu ducha winną kobietą. Olgę mają tyle za
oszustkę, ile za szaloną. Dziwią się niektórzy, że wy­
trzymywała ból bez najmniejszego grymasu, nie skarży­
ła się, sama wskazywała, w których miejscach ciąć.
Wielu widzi w prorokach dobrych aktorów, sugerując,
że rany i krew nie były prawdziwe, że kaznodzieje uży­
wali magicznych sztuczek, obserwatorzy zaś dawali się
im zwodzić. Niektórzy tłumaczą, że Muraszko hipno­
tyzował zgromadzonych w izbie wiernych tak, iż zda­
wało im się, że widzą rzeczy, które nie miały w rzeczy­
wistości miejsca. Inni burzą się, nazywając Iwana
dręczycielem, Olgę zaś przedstawiając jako słabą,
w pełni mu podporządkowaną ofiarę.
Zgoła inne jednak historie usłyszymy od syjoni­
stów, którzy w obrzędach zdjęcia pieczęci widzieli je­
den z najdonioślejszych przejawów proroczego daru
Olgi. W niej samej niektórzy upatrują wcielenia

174

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Chrystusa, który w swym powtórnym przyjściu na Zie­
mię miał ponownie odkupić grzechy ludzi. Daty oraz
sposób przeprowadzenia obrzędu prorocy poznawali
dzięki objawieniom; wówczas też odkrywany był cel
poszczególnych nabożeństw - poświęcenie wody, ja­
dła, czy wreszcie najważniejszy - odkupienie grzechu
Adamowego.
Matka Syjonu doznawała objawień często - świad­
kowie relacjonują, że zapadała wówczas w rodzaj
transu, wypowiadając zmienionym głosem słowa pro­
roctwa. Dotyczyły one interpretacji Pisma Świętego,
zawierały nowe modlitwy, niekiedy służyły rozwiąza­
niu bieżących problemów nękających wspólnotę. Lu­
dzie powiadają, że prosta Ukrainka nagle zaczynała
wówczas przemawiać językiem uczonym, niezwykłym,
pomocnicy zaś skrupulatnie zapisywali święte dla nich
słowa.
Dar ten przejawiał się podobno także podczas
wspólnych modlitw, kiedy to wierni zaczynali mówić
w językach, których nie mogli znać - niektóre ze spi­
sanych podczas takich ekstatycznych nabożeństw tek­
stów do dziś pozostają niezrozumiałe. Tę nadzwyczaj­
ną umiejętność muraszkowcy przypisują łasce Ducha
Świętego, który udzielał wiernym daru języków - tak
jak Apostołom podczas Pięćdziesiątnicy. Podobnie
wyglądają do dziś nabożeństwa niektórych odłamów
ruchu zielonoświątkowego.
Wróćmy jednak do spraw bardziej przyziemnych.
W obrzędach zdjęcia pieczęci uczestniczyli syjoniści
i opłacony przez nich fotograf, ale zdarzali się i goście
mniej serdecznie witani. N a jedno z takich nabo­

żeństw przyjechali polscy policjanci, chcąc aresztować
proroka Iwana za krzywdy wyrządzane Oldze. Akcja
nie doszła podobno do skutku - niektórzy twierdzą, że
przedstawiciele władzy jakby skamienieli, nie mogąc
przestąpić progu izby, w której odbywała się uroczy­
stość. Dostrzegają w tym Boską ingerencję i ochronę,
mającą dowodzić autentyczności proroczego daru.
Jednak ci bardziej krytyczni wspominają, że gdy poli­
cjanci podeszli do leżącej i broczącej krwią Olgi i po­
grozili jej karabinem, kobieta czym prędzej poderwała
się i uciekła z chaty, funkcjonariusze zaś odjechali,
prześmiawszy proroków. Obserwatorzy niezwiązani
z muraszkowcami widzą w tym dowód nieprawdziwo­
ści obrzędu, Iwana i Olgę nazywając fałszywymi proro­
kami, czy też - mocniej - oszustami.
Trzeba przyznać, że sąsiedzi nie żywili do syjoni­
stów najcieplejszych uczuć. Jeszcze dziś wspominają
jak - będąc dziećmi - chodzili podglądać przez okna
muraszkowskie misteria, jak rzucali w nich kamienia­
mi, jak uciekali potem przed razami rozsierdzonego
Iwana. Opowiadają z rozbawieniem, że gdy tylko uda­
wało im się dorwać któreś z muraszkowskich dziecia­
ków, smarowali im twarze słoniną, tak surowo zakaza­
ną wiernym jako nieczysta.
Te animozje doprowadziły z czasem do izolacji
„brodaczy”. Zamknęli się we własnym kręgu, zerwali
niemal zupełnie kontakty z otoczeniem, które ich od­
rzuciło; ale i zostało przez nich odrzucone - jako ob­
szar działania Szatana, świat zepsucia i upadku. Jeden
z pomocników proroka Ilii przestał posyłać swe dzieci
do szkoły, trzymając trzech synów pod kluczem... Inna

Syjoniści z okolic Kosowa (Białoruś zachodnia), lata 30.

175

�25_CHMIELEWSKA.ps

4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Syjoniści w Nowej Jerozolimie, z lewej Iwan Muraszko.

Eljasz ze św. Sjonistami, orka 1936 r.

Widok obozu św. Sjonistów - Iwan Muraszko z pierwszymi osadnikami
w Nowej Jerozolimie. Wołyń, lata 30.

176

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Zdięcie pieczęci św. Prorok Eljasza, lata 30.

Olga po obrzędzie zdjęcia pieczęci.

Obrzęd zdjęcia pieczęci.

Obrzęd zdjęcia pieczęci.

177

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

wierna nie pozwalała córce chodzić na wiejskie zaba­
wy i spotykać się z rówieśnikami, co doprowadziło do
buntu młodej dziewczyny i ucieczki w małżeństwo
z mirskim chłopakiem... W sobotę muraszkowcy ryglo­
wali drzwi, nie wpuszczając nikogo do chaty, by móc
spokojnie oddać się modlitwie. Prawosławni w więk­
szości sąsiedzi burzyli się, widząc, jak brodaci syjoniści
na pokaz rąbią w niedzielę drwa i na oczach wszyst­
kich wykonują najcięższe prace, bezczeszcząc Dzień
Pański... Obserwowali z przestrachem krwawe obrzę­
dy, które przecież odbywały się tuż za płotem... Jak
można sobie wyobrazić, nie sprzyjało to utrzymaniu
przyjacielskich stosunków z otoczeniem.
Historie te przez lata krążyły z ust do ust, mieszały
się z opowieściami o innych barwnych postaciach
z okolicy, osiągając niekiedy zaskakujące formy. Dziś
ciężko jest ocenić, ile z nich ma cokolwiek wspólnego
z prawdą. Pamięć zawodzi, sceny zmieniają aktorów
w zależności od opowiadającego, wątki splatają się,
niektóre gubią zupełnie.
Muraszkowcy funkcjonowali na marginesie spo­
łecznego i religijnego życia okolic przedwojennego
Kosowa. Wierzyli inaczej, jedli inaczej, ubierali się
inaczej niż wszyscy. Ich dzieci nosiły dziwne, niespoty­
kane imiona - Safir, Jakim, Jeroma... Obracali się we
własnym kręgu, nie szukali kontaktu z prawosławnym
otoczeniem - jeśli zwracali się do mirskich ludziej, to po
to, by nakłonić ich do wstąpienia w swe szeregi.
Również prorocy, postaci wyraziste i niezwykłe, od­
biegali od przyjętych na białoruskich ziemiach wzor­
ców kobiety i mężczyzny, czy może - kapłana i kapłan­

ki. Odrzucili życie „wśród swoich”, wybierając tułacz­
kę. On nigdy nie założył rodziny, ona swoją porzuciła.
Żyli razem, ale bez ślubu - młody jeszcze i silny Iwan
i o wiele od niego starsza, drobniutka Olga. Ona po­
dobno potrafiła przepowiedzieć przygodnie spotkanej
osobie, co spotka ją w przyszłości. On dał się poznać
raczej jako organizator życia wspólnoty wiernych i ja­
ko krytyk ówczesnej obyczajowości - nie bał się otwar­
cie występować przeciwko Cerkwi i Kościołowi, potę­
piać moralność swych bliskich. Byli charyzmatyczni,
potrafili poruszać ludzi, przekonać do porzucenia całe­
go dotychczasowego życia.
Relacje z otoczeniem były napięte, prorocy zaś
wciąż myśleli o realizacji misji powierzonej Oldze pod­
czas pierwszych objawień. Do dzieła przystąpili w roku
1936, wzywając wiernych do przybycia na Wołyń,
gdzie wspólnie budować mieli Królestwo Boże. Tam
to, nieopodal miasta Sarny, Iwan za zebrane od wier­
nych pieniądze kupił paręnaście hektarów ziemi z do­
mem i trzema stajniami. Miejsce to na ponad trzy lata
stało się scenerią zdarzeń niezwykłych.
Prorocy przystąpili bowiem wówczas do wprowa­
dzania w życie największego i - z punktu widzenia muraszkowskiej teologii - najdonioślejszego przedsięwzię­
cia: budowy ziemskiej Nowej Jerozolimy. Miała to być
wspólnota na wzór biblijnej - zgromadzenie wiernych,
w którym wszyscy będą równi i w tej równości będą
wieść życie bliskie Bogu, w dystansie do spraw ziem­
skich, przygotowując się na przyjęcie Chrystusa. Wier­
ni mówią wręcz o Królestwie Bożym na Ziemi, wspo­
minając wołyński Nowyj Jerusalim.

Prorocy i wierni na wzgórzu ofiarnym w Nowej Jerozolimie. Wołyń, 1937-38.

178

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Wierni w Nowej Jerozolimie, 1938 r.

Syjoniści ściągali tu z całych dawnych Kresów zewsząd, gdzie prorok Ilia i Matka Syjonu zasiali ziar­
no nowej wiary. Chłopi sprzedawali cały dobytek, by
uzyskane w ten sposób środki oddać do dyspozycji
Muraszki. Zony porzucały mężów, by iść za swym ka­
znodzieją i budować Królestwo Boże. W niedługim
czasie w Zareczycy pod Sarnami zgromadziło się po­
nad 700 osób. Przeważnie byli to najbiedniejsi - Poleszucy, białoruscy i ukraińscy chłopi. Muraszko ape­
lował do maluczkich, ci bowiem mieli być Bogu
najbliżsi. Oni też mieli najmniej do stracenia - żyło
się wówczas biednie, niejeden głodował. Prorok Ilia
proponował zaś nowe życie, świat bez podziałów na
bogatych i biednych. Wszyscy bowiem mieli być rów­
nymi przed obliczem Ojca. Sprzedawali wszystko, co
mieli, zostawiając przy sobie jedynie krowy i konie,
które mogły przydać się w Nowym Syjonie; ruszali
w drogę, na Wołyń, za prorokami, w oczekiwaniu
lepszego losu.
Ci, którzy żyli w Nowej Jerozolimie, wspominają
dziś ten okres ze wzruszeniem, rysując obraz życia
trudnego, srogiego i surowego, ale pięknego. Całkowi­
te skupienie na sprawach Bożych nadawało nawet
najcięższej pracy sens i głębszy wymiar. Choć nie było
łatwo, wierni nie doznali zawodu: budowali swą nową
rzeczywistość w pocie czoła, lecz z przekonaniem, że
uczestniczą w dziele wielkim.
Niebawem wśród ludzi najbliższych Matce i Ojcu
Syjonu ukształtowała się hierarchia na wzór biblijnej prorocy wyznaczyli 12 apostołów pomagających im
ogarnąć 700-osobową wspólnotę. Ponad nimi stał Mi­

chaił Dikon, który był głównym pomocnikiem Iwana
i Olgi. On sam określał się niekiedy również mianem
Archanioła Michała - mówił, że gdy nadejdzie oczeki­
wany Dzień Sądu, zadmie w trąby, by obwieścić to ca­
łemu światu. Powołano także rzeźników zajmujących
się rytualnym ubojem bydła - by spożywane przez
wiernych mięso było czyste. Wymagało to specjalnych
modlitw, znanych tylko nielicznym. Reszta wiernych
zajmowała się przeważnie pracą na roli, wielu też wy­
syłanych było z misją nawracania chłopów z okolicz­
nych wsi.
A roboty nie brakowało - żeby uprawiać ziemię,
należało najpierw wykarczować las, zaorać nieużytki,
znaleźć pastwiska dla przygnanego z własnych gospo­
darstw bydła. Ale wszyscy pracowali razem, razem
opadali z sił, razem jedli i razem się modlili. Dzieci ba­
wiły się w dużych grupach, pod opieką wyznaczonych
do tego celu kobiet. Szczególnie podkreślanym wyra­
zem owej równości była wspólnota stołu - wszyscy jed­
nocześnie zasiadali w wykopanych naprzeciw siebie
długich rowach, pomiędzy którymi, bezpośrednio na
ziemi, stawiane były skromne potrawy. Prorocy często,
dla odkupienia grzechów lub w ramach kary, nakazy­
wali wiernym posty - zwykle żywieniowe, niekiedy
i nieme.
Mieszkali w ciężkich warunkach - każda rodzina
dostawała małą klitkę w jednej ze stajni, płócienną za­
słoną oddzieloną od reszty. Ludzie opowiadają, że po­
mieszczenia te znajdowały się na trzech poziomach, że
wewnątrz panował niezwykły, ciężki do zniesienia
ścisk. Nawet entuzjaści wspominają, że z zatłoczonych

179

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Pogrzeb syjonisty, lata 50.

budynków bił silny odór. Po pewnym czasie Nową Je­
rozolimę ogarnęła epidemia ospy - umierały przede
wszystkim dzieci. Wielu wiernych opuściło wtedy
wspólnotę, pojawiły się ostre głosy krytyczne.
Rzeczywistość musiała chyba odbiegać nieco od
wzruszających opisów syjonistów, skoro prorocy miesz­
kali w osobnym, wygodnym domu, przed którym dzień
i noc czuwały straże. Wierni wspominają bowiem, że
Szatan, chcąc pomieszać szyki Bożym wysłannikom,
wszedł w ciała złych ludzi i parokrotnie próbował ode­
brać Oldze i Iwanowi życie. Również z władzą - a W o­
łyń znajdował się wówczas w granicach Polski - sto­
sunki nie układały się najlepiej. Ludzie opowiadają, że
policja wielokrotnie odwiedzała Nową Jerozolimę, zwy­
kle kontentując się stwierdzeniem fatalnych warun­
ków sanitarnych i nie podejmując poważniejszych kro­
ków. Jednak w 1939 roku zapadła ostateczna decyzja
o rozprawieniu się z muraszkowcami - wspólnota zo­
stała rozwiązana, wierni zaś rozpędzeni do domów.
Wielu jako powód wskazuje podejrzenie o sympatie
komunistyczne - grupa, której naczelnik głosi zasadę
równości, oparta na wspólnocie ziemi i majątku, nie
budziła u polskich urzędników pozytywnych uczuć,
zważywszy na sytuację międzynarodową i grożące ze
wschodu widmo ZSRR. Inni motywują likwidację
wspólnoty obawą o dalsze rozprzestrzenianie się epide­
mii ospy (rzeczywiście, wierni powracający z Nowej Je­
rozolimy przywieźli tę chorobę także w okolice Koso­
wa). Dodajmy jedynie, że już we wcześniejszych latach
Iwan Muraszko wielokrotnie był przez policję zatrzy­
mywany i przesłuchiwany.
1939 rok stanowi dla syjonistów datę graniczną po rozpadzie Nowej Jerozolimy do dziś nie udało się im
osiągnąć podobnej wspólnoty - dalsze lata naznaczo­
ne są piętnem tułaczki i prześladowań ze strony komu­
nistycznej władzy. Wierni - wśród których wielu spę­
dziło w wołyńskim Królestwie Bożym kilka lat musieli uciekać. Dokąd, skoro przed wyjazdem sprze­
dali wszystko, co posiadali?
Wielu wróciło w rodzinne strony, starało się ułożyć

życie na nowo pośród wojennej zawieruchy. Część po­
została na Wołyniu, osiadając w pobliskich wioskach
- w ten sposób powstały mniejsze muraszkowskie en­
klawy w okolicach wołyńskiego miasta Sarny. Byli też
i tacy, którzy - rozczarowani niechlubnym upadkiem
Nowego Syjonu - odstąpili od wiary proroków, usiłu­
jąc wrócić do dawnego życia, z powrotem wtopić się
w prawosławne otoczenie.
Duża część wiernych, pod przewodnictwem aposto­
łów i pomocników Iwana, rozpoczęła wędrówkę - po
terenach obecnej Białorusi, Ukrainy, Rosji, a wreszcie
- odległej Azji Centralnej. Niektórzy mieszkają tam do
dziś - na dalekiej, kazachskiej ziemi funkcjonują obec­
nie dwie małe wspólnoty - pod Kustanajem i Dżambulem. Ci, których los rzucił do Uzbekistanu, podjęli
w latach 70. próbę powrotu w rodzinne strony, osiada­
jąc ostatecznie w oddalonym o 50 kilometrów od Ode­
ssy miasteczku Kominternowo. Dziś mieszka tam 350
syjonistów, tworząc zwartą, sprawnie funkcjonującą,
rozwijającą się wspólnotę. Nieliczne grupy wiernych
przez długi czas mieszkały w Mołdawii - obecnie więk­
szość z nich dołączyła do odeskiego odłamu ruchu,
skupionego wokół żyjących do dziś wnuczek prorokini
Olgi - Liuby i Marii.
Lata powojenne były dla syjonistów szczególnie
ciężką próbą - zaczęły się aresztowania trwające aż do
śmierci Stalina w 1953 roku. W ich wyniku większość
z tych, którzy wrócili do podkosowskich wsi, trafiła do
więzień. Michaił Dikon, pomocnik proroka Ilii, dostał
15 lat wyroku. Kostia Szupienik i jego żona Sara, daw­
na pomocnica Olgi, która wraz z prorokinią była
w płonącej chacie podczas pierwszego objawienia, za
kratkami spędzili po 10 lat. Muraszkowcy na długi
czas zniknęli z mapy okolicy. Ci, którzy wrócili i pozo­
stali przy syjońskiej wierze, porównywali sami siebie do
cierpiącego męki i upokorzenia Chrystusa, wskazując
na religijny, głęboki sens próby, której zostali poddani.
Po powrocie z więzienia ich wiara stała się niemal
fanatyczna, jak podkreślają prawosławni sąsiedzi - Kostia, Dikon, Ustina i inni żyli jak asceci, wciąż po-

Wnuczki Olgi - Liuba i Marusia z wiernymi, lata 50.

180

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Liuba i Marusia, Kominternowo 2005.

szcząc, spędzając czas na modlitwie i czytaniu Pisma.
Zerwali kontakty z otoczeniem, w sobotę ryglowali
drzwi chaty, by świętować w skupienu. Czekali Dnia
Sądu, który, jak się spodziewali, miał nadejść nieba­
wem. Wniosek ten wyciągali ze znaków, odczytywa­
nych z codziennych zdarzeń, uważnej lektury Biblii
i reinterpretacji Pisma. Odmawiali sobie wszelkich
udogodnień w codziennym życiu; Dikon, który zmarł
w 1989 roku, do dnia śmierci nie używał elektryczno­
ści ani gazu, otaczając się jedynie niezbędnymi sprzę­
tami. Otoczenie zdążyło już przywyknąć do muraszkowskich dziwactw - niektórzy dziś mówią wręcz, że
z perspektywy czasu podziwiają hart ducha i surowość
życia następców proroka Ilii i Matki Syjonu.
Co stało się z prorokami? W chwili rozpędzenia
przez polską policję wołyńskiej Nowej Jerozolimy orze­
kli, że ich rola w Bożym planie na tym się kończy - że
dopełnili tego, co było im przeznaczone, budując wspól­
notę wiernych i wskazując im drogę postępowania.
Iwan musiał ponadto uciekać przed policją, która tym
razem miała już wobec niego całkiem poważne zarzuty.
Ilia i Olga spakowali więc pośpiesznie teksty obja­
wień i parę niezbędnych w podróży przedmiotów, po­
żegnali wiernych i ruszyli w drogę. Dokąd pojechali?
Którędy? Dlaczego tak daleko? N a te, i wiele innych
pytań, nie znalazłam zadowalającej odpowiedzi.
Grunt, że gdy nastała wojna, Ojciec i Matka Syjonu
byli za oceanem, tysiące kilometrów od swych wier­
nych i Nowej Jerozolimy - w argentyńskim Buenos
Aires. Ludzie mówią, że przyjęli ich tam dawni znajo­
mi, być może jeszcze z czasów zielonoświątkowych.
Złośliwcy nie omieszkają dodać, że podróż za Wielką
Wodę pochłonęła wszystkie wspólne środki, oddawa­

ne w ciągu ostatnich trzech lat przez przybywających
do Nowego Syjonu wiernych; Muraszkę wielu nazywa
złodziejem.
Początkowo prorocy wymieniali listy z najbliższymi
współpracownikami - pisali, że żyje im się ciężko
i biednie, pytali o sytuację tych, którzy zostali w oj­
czyźnie. Pozostawali jednak bierni - stracili kontrolę
nad wspólnotą, wycofali się z roli przywódców. Funk­
cję tę na miejscu przejęło kilku dawnych pomocników
i apostołów - ci najbardziej charyzmatyczni, najmoc­
niej przywiązani do głoszonych przez proroków idei.
W Argentynie Olga przestała doznawać objawień,
skończyła się też działalność misjonarska - syjoniści
nie wiedzą nic na temat tamtejszych konwertytów.
Wydaje się, że prorocy - być może złamani faktem
upadku wymarzonej, upragnionej, z takim trudem bu­
dowanej Nowej Jerozolimy - skupili się na codzien­
nym, doczesnym, nastręczającym wiele trudności ży­
ciu w nieznanym kraju. Z listów wynika, że nie wiodło
im się najlepiej, kontakt z ojczyzną stopniowo się roz­
luźniał. Wierni wspominają, że w listach z ostatnich
lat przeważa wątek szaleństwa Iwana - z bólem opo­
wiadają, że ich Ojciec, ich prorok Ilia i przywódca pod
koniec życia stracił poczucie rzeczywistości, bawiąc się
w piasku i śpiewając piosenki z dzieciństwa...
Iwan Muraszko i Olga Kirylczuk-Korniejczuk zmar­
li w 1959 roku - niemal jednocześnie, pomimo znacz­
nej różnicy wieku. Pochowali ich miejscowi. Nikt
z wiernych nie uczestniczył w pogrzebie; prorocy doko­
nali życia w osamotnieniu, być może w nędzy. Syjoni­
ści tłumaczą, że w 1939 roku zakończyła się ich misja wykonali bowiem to, co przeznaczył im Bóg, nadając
rzeczywistą postać temu, co idealne.
Nowa Jerozolima jawi się podczas rozmów z wier­
nymi jako miejsce uświęcone, niezwykłe, przesiąknię­
te ideą dążenia do Boga. Być może w pamięci to, co
złe, ulega zatarciu - jednak dla syjonistów te parę hek­
tarów słabej ziemi z domkiem i trzema stajniami stało
się na trzy lata przestrzenią świętą i jako takie są wciąż
przywoływane.
Święta przestrzeń, święty czas, święci ludzie - tak
widzą Nową Jerozolimę muraszkowcy. Sukces proro­
ków, według ich teologii, nie był jednak pełen - nie
udało im się powstrzymać zła, nadciągających szatań­
skich mocy, uosobionych w syjońskich tekstach a to
przez Piłsudskiego, a to armie okupantów. Wierni
przyznają, że prorocy, pomimo obrzędów i misteriów,
mających na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania
się zła, nie zdołali ochronić bożego ludu przed okru­
cieństwami kolejnych lat - wojny i komunizmu.
Wskazują jednocześnie religijny wymiar cierpienia do­
świadczanego przez kontynuatorów dzieł proroków interpretują je jako próbę, której syjoniści zostali pod­
dani przez Boga, zanim przyjdzie im znaleźć się w Jero­
zolimie Niebieskiej, przeprowadzając analogię z po­
kornie znoszącym męki Chrystusem.

181

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Gdy słuchałam historii proroków i wiernych, zdu­
mienie mieszało się z fascynacją, niekiedy ciężko było
powstrzymać uśmiech. Sami syjoniści tworzą hagiograficzną, odrealnioną, świętą opowieść o swym Ojcu
i Matce Syjonu - cudotwórcach, uzdrowicielach, bo­
haterach, mistrzach; opowiadają o wspaniałym - choć
niełatwym - życiu w wołyńskiej Nowej Jerozolimie,
gdzie to, co duchowe, przeważało nad tym, co docze­
sne; gdzie codzienne życie zyskiwało głęboki sens.
Mirskije ludzie nie boją się otwarcie krytykować,
a niekiedy i wyśmiewać muraszkowców - ich komicz­
ne modlitwy, dziwne obyczaje, niezrozumiałe obrzędy
stały się tematem plotek i żartów. Wielu potępia dzia­
łania Iwana i Olgi - opisują je raz w kategoriach od­
stąpienia od prawdziwej, prawosławnej wiary, raz
w kontekście życia zwykłego człowieka - jako złodziei,
oszustów, szarlatanów.
Nie ma jednej historii muraszkowców - wersji ist­
nieje tak wiele, że niekiedy wydają się wręcz nie do po­
godzenia. Komu zaufać, by maksymalnie zbliżyć się do
prawdy? Sąsiadom Iwana, którzy znali go w dzieciń­
stwie, obserwowali na przestrzeni dziesiątków lat; czy
może wiernym, spośród których wielu nigdy się z pro­
rokami nie zetknęło, a przekazywane im przez star­
szych opowieści są przy każdym powtórzeniu „wybiela­
ne”, cechuje je jednak głęboka wiara w Palec Boży
powodujący tymi niezwykłymi ludźmi? Opowieść
0 białoruskich prorokach i ich Królestwie Bożym na­
brała cech legendy, w której fantazja miesza się z rze­
czywistością, Pan Bóg kieruje ręką proroka-szaleńca,
a Józef Piłsudski staje się wysłannikiem Szatana.
Nie ma jednej historii muraszkowców - bo i dziś
nie tworzą oni jednolitej grupy. Osobne, rozbudowane
1 równie ciekawe opowieści można by snuć o każdej
spośród żyjących w diasporze wspólnot - syjonistach
odeskich, którzy we wnuczkach prorokini Olgi widzą
dziedziczki szczególnej, danej od Ducha Świętego mo­
cy; wiernych z Kazachstanu - tych skupionych wokół
Mirolieta Tajnarana, którzy wierzą, że Chrystus, W ło­
dzimierz Lenin i Tadeusz Kościuszko to wcielenia jed­
nej i tej samej duszy, i tych spod Dżambula, gdzie ko­
biety i mężczyźni mieszkają w osobnych osadach,
prowadząc życie na wzór zakonnego.
Historia syjonistów, tak bogata i wielowątkowa,
nie stanowi zamkniętego rozdziału. Grupa zmienia
swój charakter, w jednych ośrodkach rozwija się, w in­
nych zamiera. Dziś w okolicach pierwotnego centrum
ruchu - w podkosowskich wsiach na zachodniej Bia­
łorusi - pozostał tylko jeden wierny, który zresztą nie
pamięta proroków, a opowieści z ich życia zna jedynie
z przekazu tych, którzy uczestniczyli w tworzeniu
pierwszej wspólnoty. Większość towarzyszy Muraszki
z czasów przedwojennych umarła w latach 80., ich

dzieci zaś odstąpiły od wiary ojców, wtapiając się
w prawosławne otoczenie.
Obecnie najprężniej rozwija się grupa skupiona
w Kominternowie pod Odessą (Ukraina) - liczy po­
nad 350 osób i z każdym rokiem rośnie w siłę. Przewo­
dzą jej Liuba i Maria - dziś już ponad 60-letnie wnucz­
ki Olgi Kirylczuk-Korniejczuk. Swiatyje chrestijanie
syjonisty, jak sami się określają, tworzą zamknięty krąg,
nie przyjmując w swe szeregi mirskich ludziej. Wierni
w większości trudnią się ciesielstwem, pracując w du­
żych grupach, zwykle rodzinami. Taki wybór profesji
niektórzy próbują motywować podążaniem śladami
Świętej Rodziny - nawiązują w swych opowieściach do
Józefa - prostego biblijnego cieśli. Olbrzymią wagę
przykładają do życia rodzinnego - ponieważ śluby za­
wierane są w bardzo młodym wieku, rodzice i dziadko­
wie pomagają wychowywać powiększającą się gromad­
kę dzieci, wielopokoleniowe rodziny mieszkają razem,
w jednym domu. Mężczyźni wyjeżdżają zazwyczaj na
cały tydzień na budowę, kobiety zaś zostają na gospo­
darstwie, troszcząc się o codzienne sprawy.
Religijna działalność odeskich syjonistów bardziej
przypomina dziś zgromadzenia zielonoświątkowców
niż mistycyzm Iwana i Olgi, choć wierni w modlitwach
wciąż odwołują się do tekstów objawień. Prowadzą ży­
cie proste, lecz dostatnie, w codziennych zmaganiach
kierując się Pismem i wskazówkami proroków.
*

*

*

Iwan Muraszko i Olga Kirylczuk-Korniejczuk byli
w ciągu ostatnich 70 lat wyklinani i ubóstwiani, prześmiewani i podziwiani. Są to postaci niezwykłe; takie,
których ramy przedwojennej białoruskiej czy ukraiń­
skiej wsi pomieścić wręcz nie mogły. Ich działania pro­
wokowały do skrajnych sądów, stąd tak czarno-biała
jest historia kresowej utopii. Jednak, mimo że pełna
niejasności i sprzeczności, legenda proroków żyje
wciąż w umysłach ludzi, prowokuje do dyskusji, wywo­
łuje żywe komentarze. Kolejna efemeryda na religijnej
mapie okolicy czy prawdziwa droga do zbawienia?
Niech oceni to sam czytelnik...

Przypis

182

1

Kosowo, w przedwojennym nazewnictwie polskim Kosów Pole­
ski - miasto na zachodniej Białorusi, w ohłasti brzeskiej. Tam po
raz pierwszy natknęłam się na muraszkowców, stamtąd też po­
chodził prorok Iwan Muraszko. Moje badania, prowadzone w la­
tach 2002-06, objęły obszar wspomnianych wyżej okolic Kosowa
na Białorusi (wsie Razmierki, Stajki, Starożowszczyna) oraz wsie
otaczające miasto Sarny na zachodniej Ukrainie (okolice Nowej
Jerozolimy - Bereżnica, Berestie). Wiedzę o współczesnym funk­
cjonowaniu grupy czerpię z wywiadów prowadzonych wśród sy­
jonistów w Kominternowie (50 km od Odessy).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11449" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11427">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e23ca8a023b956b8911c87a40e739990.pdf</src>
        <authentication>5ed1b8d67a482a12c961f7e0ba4730f4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136402">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136403">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136404">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136405">
                <text>Istambuł</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136406">
                <text>antropologia miasta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136407">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6084</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136408">
                <text>Istanbul: Recollections from a Lost City / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136409">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.144-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136410">
                <text>Chmielewska, Justyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136411">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136412">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136413">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136414">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136415">
                <text>J US TY NA CHMIELEWSKA

Istanbul:
I^&lt;^C(^llL&lt;oc:ti.o;n.iS from
a Lost City

I sometimes think myself unlucky to have been born in
an agtnp and impoverished city buried under the ashes of
a ruined empire.

I

n his autobiographical intimate novel: Pstanbul -Me­
mories and the City1 Orhan Pamuk embarked upon
an impasing challenge: to capaure the essence of
the town in which fie grew up and to which he tried
throughout his whole life to return by resorting to snatchas ot texts, scraps of newspapers, tragments of images,
and reminiscences of scents. Thio effort of oecollecfinf
Istanbul as seen by the later Nobel Prize laureate in the
courte of the first 22 yrars of his life - tho period embra­
ced lay the narration - appears t i be hazardous. Pamuk
endeavoured to recreato, evoke, and present to the
reader a city no longer existent, unrecognisable in its
present-day shape, and undecipherable on a contempoaary map. We thus receioed a paeadoxical apology,
a hymn an honour of a remembered and imaginary lo­
cation - a phantom cosmopolitan Istanbul, deteriora­
ting but still capable of casting a spell with its Oriental
allure. A brief demogrophic outline ot the town on the
Bosporus enablei us to envisage the scale of changes; in
the a920s it had a populption of 500 000, which during
Pamuk’s childhood totafled a million, and in 2000 —10
million.2 Today, ihe cypressacovered hills viewed lay
the young Orhan have vanished under cheap housing
estates, bridges cross the Bosporus, and the favourite
promenade of the Pamuk family had been taken over
by tourists.
Those readers who expect Istanbul to be a city guide­
book endowed with an aura of the belles letters and en­
hanced with spicy local details will be disappointed: the
peregrination routes bypass easily identifiable spots and
Istanbul icons (perhaps with the sole exception of the
Galata Bridge linking the banks of the Golden Horn).
They lead us down the kempt streets of the wealthi­
est districts, joining assorted points of Pamuk’s private
topography: the family house in Ni§anta§, the “Little
Paris” of Istanbul,3 and an apartment in another Eu­
ropeanised district, i.e. Cihangir. From here we make
144

Galata Bridge. 1950s
Source: www.azizistanbul.com

our way to the American Robert College and eventu­
ally reach the vestibule of the Hilton Hotel, in which
friends of the author’s father took their afternoon tea.
If we should decide to travel to the Bosporus then only
in a 1952 Dodge so as to catch a boat already waiting
to take the Pamuk family to a summer residence on the
largest of the Prince islands. When he managed —es­
caping the prying gaze of his mother and omniscient
aunts —to find himself with his first girlfriend in the
poor Greek districts of Fener or Balat, the local urchins
would run at the sight of the lovers trying to hide, cry­
ing: Tourist! Tourist! What is your name?
I
recall this caricature not in order to discredit Pamuk’s portrayal — Istanbul is an in-depth, dense, and
multi-strata description endowed with poetic ambiance
and sarcastic self-deprecation. Reading the recollec­
tions of the Nobel Prize laureate calls, however, for crit­
ical awareness making it possible to decipher his text
in the most complete way possible —the author himself
appears to encourage us to do so by carefully outlining
the novel’s socio-cultural backdrop.
This is a manifesto of the identity of a native-born
resident of Istanbul, an apology of enrootment and af­
filiation to a town whose greatest force is duration and
continuity; it is those features that discourses competing
with Pamuk —especially nationalistic and anti-Western
ones —would like to obliterate. On almost every page
of his book the author stressed his alienness and “foreigness” in new Istanbul - this is not a Baedeker travel
guide but the narration of an egocentric and introvert

�Justyna Chmielewska • I s T A N B u L : RECOLLECTIONs FROM A LO sT CITY

man of letters who devoted long years to arrive at the by
no means simple essence of the city and to become ca­
pable of consciously identifying himself with its sublime
depiction. To be able to say: Istanbul’s fate is my fate: I
am attached to this city because it has made me who I am.

Between the E ast and the West:
melancholic Istanbul
In a justification of their verdict, members of the
Royal Swedish Academy explained that they presented
the award to a writer who in the quest for the melancholic
soul of his native city has discovered new symbols for the
clash and interlacing of cultures.4 Despite the fact that he
evaded the well-worn metaphor of the bridge linking
the Orient and the Occident Pamuk did not resign from
exploring the potential of this fundamental opposition.
Nonetheless, he sought regions where the terms “East”
and "West” still mean something, say something essen­
tial, and explain the condition of people from the world
around him: suspended, torn between extremities, un­
able to fully identify themselves either with one circle or
the other.5 Benefitting from Orientalist clichés, stere­
otype depictions, and simple connotations with which
sentimental descriptions of Constantinople abounded,
Pamuk tried to reach that level of experiencing the city
along which there takes place a profound identification
with the site, its texts and imagery due to the absorp­
tion, personal interpretations or rejection of existing
representations. This is a difficult and painful identifi­
cation, marked with a feeling of shame and uncertainty,
loss and paradoxical pride.
Return for a moment to the social context: the Pamuk family inherited a fortune made by the author’s
grandfather who built railroads during the first years
of the Republic,6 and which Orhan’s father and uncles
managed to squander in the post-war period. The au­
thor’s relatives can be regarded as a model-like sample
of the Istanbul Europeanised elite - educated at the
best universities, ostentatiously lay, and associated with
the cosmopolitan legacy of the town rather than with
the nationalistic project of modern Turkish identity.
Torn by inner conflicts, lost in the elegant interiors of
their Istanbul apartment, surrounded by piles of West­
ern books gathering dust, and with difficulty finding
their place in the new social and cultural reality of the
Republic. Home became as empty as the city’s ruined yalis7
and as gloomy as the fern-darkened gardens surrounding
them - Pamuk recalled; elsewhere, he supplemented the
image of the catastrophe approaching those closest to
him and the town: .„but as nothing, Western or local,
came to fill the void, the great drive to Westernise amounted
mostly to the erasure of the past; the effect on culture was
reductive or stunting, leaving families like mine, otherwise
glad of Republican progress, to furnish their houses like mu­
seums.8 Pamuk seems to suggest that the degeneration
of people is merely a reflection and derivative of the
145

ruin into which the town declined. Times of splendour
had passed, and streets and houses together with their
residents were doomed to exist on the margin of great
history.
We arrive at the point in which Pamuk’s Istanbul
begins to slowly disclose its true face - that of a town
relegated to the peripheries, forgotten, and full of traces
of dead imperial culture gradually ousted by the me­
diocrity of modernity. It is here, amidst the ruins and
snatches of former might, that the author sought an­
chorage points. Pamuk described the feeling accom­
panying this difficult identification as huzun - he had
in mind specific melancholy characteristic for the resi­
dents of Istanbul, embedded in an overwhelming feel­
ing of loss and decline, additionally supplemented with
recollections of imperial glory and poisoned by the ir­
reversibility of the changes to which the town had succumbed.9
Already due to its Arabian etymology huzun refers
to Koranic and Sufi tradition ousted in republican
Turkey,10 to the era of spiritual death and philosophi­
cal sophistication: contemporaneity appears to be their
failed and ungrateful child. This paradoxical feeling sorrow mixed with pride, and reminiscences of greatness
with the experiences of degeneration, a subconscious
willingness to undergo suffering - becomes the content
of Istanbul existence. Searching for a counterpart of this
par excellence local state of the spirit Pamuk turns to the
outside, towards analogues of urban sadness recorded
in the writings of Western authors. In its capacity as in­
dividual suffering, leading towards alienness and loneli­
ness, Romantic European melancholy does not, how­
ever, exhaust the nature of the phenomenon, which in
its Istanbul edition is a shared feeling and possibly the
sole experience linking all those who manage to iden­
tify themselves with the city on the Bosporus. Under­
standing huzun could be facilitated by reading Tristes
Tropiques by Claude Lévi-Strauss, although this tristesse
too will not be an exact reflection of Istanbul sorrow;
depression accompanying the observation of the pov­
erty of Sao Paulo or Delhi has an underpinning of a
colonial feeling of guilt, of which Pamuk’s kinsmen are
free. Perhaps its identification is better assisted by the
symptoms of the Istanbul malaise and not its sources: It
is by seeing huzun, by paying our respects to its manifesta­
tions in the city’s streets and views and people, that we at
last come to sense it everywhere. On cold winter mornings,
when the sun suddenly falls on the Bosporus and that faint
vapour begins to rise from the surface.
Pamuk perceived the mark of sadness unmistakably
in the remnants of former Constantinople - immersed
in the tissue of the city and with time losing their inte­
gral character vanishing amidst the successive strata of
the Istanbul palimpsest of the ruins of previous towns.11
It is on their rubble and in the gaps in their tissue that
successive forms developed, creating hybrid spaces dif­

�Justyna Chmielewska • I s T A N B u L : RECOLLECTIONs FROM A LO sT CITY

ficult to decipher. In order to explain the special en­
thralling and attractive nature of those Istanbul strata
Pamuk rather provocatively referred to the category of
the “picturesque” conceived by John Ruskin, so as to
in a thoroughly nineteenth-century and Romantic style
express every few pages his admiration for a Byzantine
wall overgrown with ivy or a semi-buckled mossy roof
of a tekke belonging to crazed dervishes, whose garden
provides shelter for homeless dogs - the emblematic res­
idents of a town abandoned by successive civilisations.
The sorrow that is part of the essence of the local­
ity is projected onto its image: in its purest and correct
form Istanbul will appear to Pamuk as black-and-white.
The scarlet and orange of the sultanate, Muslim green
banners and turquoise robes have already faded, leav­
ing the city of ruins and of end-of-the-empire melancholy.
The greying and rotting timber of the collapsing Otto­
man villas,12 the ashen, indescribable fur of dogs roam­
ing in the streets, the severity of stone mosques marking
the town panorama, the threads of thick smoke spewed
by ships sailing across the sound, the dark whirl of the
water surrounding and invading the town. Finally, the
most important component of the Bosporus mono­
chrome: snow. Pamuk constructed his Istanbul from
such images and it is they that condense most effec­
tively the very essence of post-imperial colourlessness.
Once again, and as in the case of the hüzün, despite
the feeling of loss and an awareness of the ostensibly
unattractive colour scale of the city, it is this black-andwhite quality that for Pamuk will render Istanbul his
town.
Hence, melancholy and ruins, black, grey and white,
unclear memories of former opulence and quiet consent
to the local peripheral character.13 By embarking upon
a quasi-Orientalist game played both with the texts de­
scribing the town and with the reader, the author con­
tinued to circulate around "dangerous”’ motifs: clichés
of Oriental harems and cemeteries, mysterious murders
committed by moonlight or Romantic images of “beau­
tiful ruins”. He provocatively resorted to texts from the
“black list” of Western writers-Orientalists, laboriously
disclosed by Edward Said and his emulators14 - de­
scriptions of Istanbul by Nerval, Gautier, and Flaubert
become the keys to the gates of a non-existent town.
This is a step just as effective as it is hazardous: Pamuk’s
book thus becomes an easy target both for the pro-revi­
sion numerous trackers of Orientalist deviations on the
Western side of the barricade (who, in turn, accuse him
of copying Western clichés and the “Orientalisation” of
Istanbul) and the Turks, readily criticising Pamuk for
his “Occidentalisation” of the town, contrary to the na­
tional ethos, for pandering to European tastes, and for
failing to notice the ”genuine”, Moslem and, predomi­
nantly, Turkish character of the metropolis.15
Defending his stand, Pamuk developed a unique
theory of the Istanbul amalgamate, in which elements
146

borrowed from Eastern and Western tradition create
a difficult and ambiguous whole. Although this rather
unsurprising apology of syncretism and multicultural
qualities resounds with truism (could the identity of a
town with a population totalling more the 10 million be
based on a single tradition?) in Istanbul it is constructed
in an interesting fashion: via a multi-strata criticism of
the cul de sac into which fascination with figures of the
East and the West has led the residents of Istanbul.
Openly critical of Turkish nationalism,16 Pamuk seems
to parallelly - although somewhat more gently - doubt
the tendency to copy Western models (and turned the
edge of irony predominantly towards his relatives, thus
revealing the cultural shallows, on which they have
landed). A search for references to Islam will not lead
us far while reading Istanbul: attachment to religion is,
according to Pamuk, a feature typical for the "primi­
tive” residents of the poor districts, arrivals from the
Anatolian province, while the author’s direct contact
with the Moslem ritual seems to be limited to spying
upon and tormenting a female servant employed by his
parents when he was a child. The poor and those mis­
treated by fate “need” God, but this certainly does not
hold true for Pamuk. If one were to seek the positive
aspects of the Istanbul mixture, the writer would have
probably assigned them to the cosmopolitanism of the
town, its multicultural qualities inscribed into the his­
tory of a city for centuries populated by Turks, Greeks,
Jews, Armenians and representatives of other diaspo­
ras. Here too, however, hüzün makes itself known - due
to brutal nationalisation and successive pogroms little
is left of former great variety: at best, memory and con­
secutive traces marking the map of the town, a phan­
tom of the past.
Istanbul identity d la Orhan Pamuk is undoubtedly
excusive and elitist - hence the majority of the criti­
cal opinions about his literary commentaries voiced in
Turkey.17 Significantly, the author too described his po­
sition as ambiguous, stressing that his prime intention
was writing books and not politics, that he was una­
fraid of formulating strong opinions about the cultural
rank of the country. His voice, one of few, is heard and
carefully heeded on the western shores of the Bosporus.
Istanbul is predominantly a literary text; more, it is an
urban mega-text, involving earlier descriptions into a
dialogue.

Istanbul in a text
sometimes, it might appear that Pamuk owes more
to his literary predecessors than to an actual experience
of the town. The Istanbul Bildungsroman is, after all, pri­
marily the story of taming space via text, of becoming
old enough for Istanbul (and Istanbul!) by delving into
its successive representations. Here, the author ren­
dered the reader’s task easier and this one time did not
compel him to participate in a game: without conceal­

�Justyna Chmielewska • IS T A N B U L : RECOLLECTIONs FROM A LO s T CITY

ing the sources of his inspirations he openly indicated
which texts moulded his image of the town (we must
forgive a megalomaniac inclination to regard himself
as an equal of the greatest - sometime Mann, at other
times Conrad or Nabokov). More, he patiently guides
the reader across his textual silva verborum comprising
an unobvious likeness of the town on the Bosporus.
If the most sensitive chords of the Istanbul spirit are
affected by the West-East dichotomy then the same
holds true for texts that enabled Pamuk to reach the
very essence of the town: famous Orientalists, on the
one hand, and local writers, forgotten by the Turks
(who was supposed to read them?), on the other hand.
Hence Nerval and his Voyage en Orient, in which Is­
tanbul, rather colourless in comparison with Cairo,
is one of the last stopovers; then, following Nerval’s
tracks, Gautier and his Constantinople; finally, Flaubert
suffering from syphilis caught in Beirut and, similarly
as Nerval, disappointed with the “insufficiently Orien­
tal” Constantinople. Further on, Gide, unsparing in his
racist comments about the natives, and Le Corbusier,
under the spell of the Ottoman legacy (he toured the
town prior to his fascination with the aesthetics of the
limousine and the transatlantic liner; more, in a bout of
Orientalist nostalgia he was wont to urge the Turkish
modernisers to preserve and revitalise historical wood­
en architecture!18). Pamuk read them patiently and in­
dulgently - at times expressing irony for the schematic
depictions, upon other occasions seeking in their de­
scriptions details to which none of the earlier examined
texts drew attention. In a word: he allowed the Europe­
ans to tell a story about their Istanbul, regardless of the
character of those accounts.
The whole issue grows more complicated when we
examine the local dragomans, with Pamuk devoting
more attention to four of them: Resat Ekrem Kogu,
Yahya Kemal, Ahmet Hamdi Tanpinar and Abdulhak
§inasi Hisar, Istanbul guides described by the author as
melancholic men of letters. What is the crux of the mat­
ter? Apparently, these four writers, at least when read
by Pamuk, managed to penetrate the town the most, to
salvage the majority of Istanbul in their texts, to best
render its specificity lost in time._Kogu - the Sisyphus
of the Bosporus - devoted his whole life to a deed that
cannot be rivalled: Istanbul Encyclopedia (keep in mind
that while collecting material for this perverse compen­
dium he devoted himself to studying the special beauty
of the local boys, leaving the town and its description
on the margin), Kemal - whose poetry is up to this day
used to educate consecutive generations of Turks, and
Tanpinar, closest to the Nobel Prize laureate: master
and student. Both spent their youth becoming familiar
with Armenian poetry and devoted their mature years
to delving into the language of Western poets and par­
allel roaming across the poor suburbs, where they dis­
covered a foretaste of the desired huzun. Finally, there
147

is Hisar, whose “Bosporus civilization” remained for Pa­
muk a model of the Istanbul saga: the fate of people and
the town constitute a tangle not to be unravelled.
Where are the complications? - asks the more ob­
servant reader. It appears that within the context of
the four writers there recurs the melancholy echo of an
unavoidable complexity of the identity of the town on
the Bosporus - the already familiar East-West paradox.
All four enjoy the deserved renown of "great Turkish
writers” (perhaps with the sole exception of the rather
too controversial Resat Ekrem Koçu), and all four de­
veloped their talent and perception in contact, context,
and deep fascination with Western literature - either
imitating European models or trying to translate and
adapt them to local reality. Pamuk is uncompromising
in his assessment: he hears clearly the Western semi­
tone even in the “native” representations of Istanbul,
closest to virtuosity; the “purity” of description and in­
nocence so desired by nationalists and Turkish purists,
its independence from European impact are simply im­
possible. We reach a successive essential and sensitive
point of the arguments presented by the Nobel Prize
laureate: the inevitability of borrowing, whose source is
both the centuries-long fascination with the West and
a sui generis impotence of Turkish authors incapable of
describing their town. Leaving aside various official docu­
ments and the handful of city columnists who scolded Istan­
bullus for their poor comportment in the streets, until the
beginning of the twentieth century, Istanbullus themselves
wrote very little about their city. The living, breathing city
—its streets, its atmosphere, its smells, the rich variety of its
everyday life was penned by Westerners - a harsh opinion
formulated in a characteristically Orhan Pamuk style.
Whoever would like to make a riposte to this cri­
tique by referring to Said’s theory of Orientalism, argu­
ing that the Turks simply had no other solution at their
disposal than to succumb to the cultural and political
domination of the West, cannot expect to enjoy easy
success. Only awareness of the complexity of the Turk­
ish paradox, that East-West angle characteristic for
contemporary Turkey, makes it possible, Pamuk claims,
to perceive the reverse side of the issue. Orientalism is
interpreted in Istanbul, unfortunately, mainly to justify
nationalist sentiment or to imply that, if it weren’t for the
West, the East would be a wonderful place - and Pamuk
seems to be correct within the context of the identity
disputes conducted from the onset of the Republic.

Album
The author reads about Istanbul, but just as often
observes it by seeking its soul and the recognisable face
of the town in books, etchings, and sketches. Already
browsing through his book makes it possible to imagine
the way in which Pamuk sees the space of the metropo­
lis: obsessively recurring images of decrepit wooden
villas, the yali along the Bosphorus, views of streets

�Justyna Chmielewska • I s T A N B u L : RECOLLECTIONS FROM A LOST CITY

sprinkled with snow, photographs of the Galata Bridge
and ships trying to squeeze into the Golden Horn ports,
and, finally, the nineteenth-century etchings by Melling, a favourite illustrator and another European who
managed to portray the town better that the local art­
ists. The secret of the force of Melling’s compositions
is supposed to be concealed in the specifically "humble
perspective” assumed by him: the absence of a central
point, the distance from which he looks at a panorama,
and the emptiness and life granted to elements placed
in the frame - all those features bring his way of see­
ing closer to Pamuk’s perception and enable the Nobel
Prize laureate to discover in the archaic etchings the
shadow of hüzün. One more thing that cannot be over­
looked: the affiliation supposedly linking Melling with
the Ottoman authors of miniatures ready to resign from
faithful depiction for the sake of representation con­
current with the canon and subjugating details of the
“human” world to strict rules of composition (on the
margin: the same principle appears to be applied in Pamuk’s text). Yet another person suspended “between”
and non-identifiable either with the imaginary East or
the West.
The second protagonist of the visual novel and a great
illustrator of the town is Ara Güler19 - a reporter prowl­
ing the dark and narrow streets and registering the grim
face of Istanbul at the time of Pamuk’s childhood. His
photographs are supposed to express the writer’s favour­
ite black-and-white image of the town: street scenes that
could appear to be portrayed by sheer accident, blurred
takes of dubious lanes at twilight, pedestrians captured
as they hurry along day after day, and, finally, scores of
photographs documenting the no longer existing Istanbul
with its wooden villas and cobblestones. A t first glance,
this is an accidental collection or rather one that illus­
trates the text in a somewhat excessively literal way. Nev­
ertheless, it remains valuable because it enabled Pamuk
to descend into the street, to leave for a while the drowsy
cosiness of his studio with a view of the Bosporus, and to
pretend that he too manages to traverse the town and not
only imagines it upon the basis of depictions by others.
Finally, private photographs - Istanbul is, after all, also
a parallel family saga with the town as its backdrop, and
the lead protagonists - Orhan, growing up, his brother,
who gives him an undeserved bashing, their beautiful
mother, the permanently absent dandy-father and the
majestic grandmother. Let us add, that this is the Orhan
who planned to devote himself to painting and spent
several years of volatile adolescence sketching the same
panorama of the Bosporus and personifying successive Eu­
ropean painters so as to attain that special, dual, EasternWestern acuity. Once again, an ostensible secondariness
or perhaps more exactly: a twisting path leading through
the stage of emulating the Orientalist clichés of old Con­
stantinople and towards intentional identification with
the town and its image.
148

Intimate town, absent town
The autobiographical convention observes its own
rules: there is place for slight exhibitionism and the
generalisation of one’s condition, and a wide field for
manoeuvre for the sake of auteur self-creation as long
as the writer is capable of connecting successive mo­
tifs into a whole as cohesive as possible. Pamuk made
copious use of these possibilities: poignant photographs
of the four-year old pouting Orhan next to Orhan-the
intellectual involved in politics, showing off his erudi­
tion. Self-deprecatory confessions about the excesses of
first love lead smoothly towards stories about the ruins
of the poor districts and their nineteenth-century de­
scriptions.
In time, the ostensibly chaotic narration (the chro­
nology of the autobiographical novel is disturbed by
successive, supposedly haphazard inserts) produced an
order of sorts: Istanbul registers the process of reaching
an awareness of being-in-a-city, documenting its con­
secutive stages together with all the complications en­
countered along the way. The path splits into at least
three tracks: the text, the image, and life; choosing
only a single one leads astray, and ignoring one of them
could result in incomplete, fragmentary identification.
In other words, there are three domains in which Pamuk seeks his town, and further: three chronological
stages of growing up. Childhood appears to be a time
of an unthinking, unruffled absorption of space (care­
less rides in a 1952 Dodge, dancing on the pavement
so as to miss the cracks and “dangerous” joints, reading
shop signs, announcements and neon lights), while ad­
olescence is a time of rejecting the simple image of the
town. The exalted quasi-fldneunusme20 of this period led
Pamuk towards dark bars suffused with cigarette smoke,
clamorous meetings of leftists, and the dirty back stage
of the suburbs that merely enhance inner frustration.
Finally, the last step: overcoming inner rebellion and
the joy of identifying oneself with the community of the
residents of Istanbul - mournful in a manner shared by
the author, melancholic just like him, and longing for a
lost town. The epilogue: the outcome of this reunifica­
tion with people and place, willingness and readiness
to create one’s own intimate an urban text that would
reflect all three fundamental components: life, image,
and literature.
Pamuk experienced his catharsis (where else?)
on a ferry sailing between the Golden Horn ports,
among tired fellow passengers with their dull coats, their
skullcaps,21 their scarves and their string bags - amidst the
symbolic Others of his Istanbul.22 Among all these ordi­
nary, common people, whom he saw in photographs by
Ara Guler more frequently than in the familiar streets
of the Europeanised quarters; people sharing with their
numerous children cramped wooden houses on the
brink of collapse in historical suburbs evoking the au­
thor’s nostalgia. Amidst those millions coming to his

�Justyna Chmielewska • isT A N B U L : RECOLLECTIONS FROM A LOST CITY

town who desecrated hills overgrown with cypresses
and covered them with hideous new concrete apartment
buildings (each one crushing my soul). To what degree are
these words full of elitist arrogance insufferable for the
Turkish readers, how much do they carry of intention­
ally created contrast intent on making the reader once
again aware of the nature of the Istanbul hüzün?
Finally, one last paradox: while declaring his readi­
ness to describe the melancholic spirit of the town, sup­
posedly unconsciously experienced by all the “locals”,
Pamuk wrote a magnificent literary document of the
bright sides of the specifically Istanbul version of exclu­
sion. If one were to follow on the map the routes of
his excursions, the majority of the districts will remain
blanks,23 while those mentioned will correspond to the
Europeanised exclusive parts of the town, inhabited by
local men of means. The Nobel laureate presents him­
self as a “native” writing about his town as an insider,
but a few pages later on he mentions the feeling of al­
ienation and deprivation of roots experienced while
strolling in the streets. We can try to decipher the same
ostensible contradiction within the context of the so­
cial background against which Pamuk placed himself:
writing about the town of old he had in mind a town
from an era when the feeling of a loss (post-imperial
nostalgia experienced while looking at picturesque ru­
ins) was compensated by an awareness of possession
(of social prestige, cultural superiority, economic hin­
terland). In his words: [...] later on, [in the 1960s and
1970s - J. Ch.] when Turkey’s democracy had matured
somewhat and rich provincials began flocking to Istanbul to
present themselves to "society"; by then, my father’s and my
uncle’s business failures had taken their toll, subjecting us to
the indignity of being outclassed by people who had no taste
for secularism and no understanding for western culture. If
enlightenment entitled us to riches and privilege, how were
we to explain to those pious parvenus that we deserved
them? Perhaps by resorting to a text?
On the one hand, Istanbul is a story about an in­
timate, personal growing up of an egocentric man of
letters, sensitive to beauty; on the other hand, and in
a much less obvious manner, it is a narration about
the gradual relegation of the old Istanbul (the town
of Pamuk et consortes) by the new Istanbul, desultory,
un-aesthetic and not worth our attention: the “com­
mon” and “uncivilised” Istanbul of immigrants from the
provinces. The latter are absent in the book, and we
may at best notice the shadow they cast on the idealised
vision cherished by the Nobel laureate, causing him to
become enveloped by the darkest, most murderous and
authentic strain of melancholy.
The incompatibility of the map sketched by the
writer and the actual dynamic of the town should not
come as a surprise - this is the consequence of a project
realised with sensitivity and piety, intent on reviving in
the text a remembered and perhaps slightly mytholo­
149

gised space, certainly one without any claims to objec­
tivism. For everything we say about the city’s essence says
more about our own lives and our own state of mind. The
city has no centre other than ourselves, Pamuk explained
his powers of observation. Let this be - as long as such
non-symmetrical, subjectivised, and intimate attempts
remain excellent literature capable of enchanting some
and inclining others towards a more profound reflec­
tion on the political-cultural theses of the author. In
the case of Orhan Pamuk this manner of conducting a
narration is sometimes more successful than an amass­
ment of fictional plots.
Endnotes
1 O. Pamuk, Stambuł. Wspomnienia i miasto, translated A.
Polat, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008. The num­
bers of the pages in parentheses after the quotations refer
to this edition.
2 Already in 2008 the number of the town inhabitants was
estimated at 12,5 million. On the Istanbul demographic
boom in recent years cf., i.a. A. Aksoy, Istanbul’s Choice,
"Third Text” no. 1 (22) 2008, pp. 71-83. It is worth noting
that the total of residents rapidly growing since 1950 up
to this day is predominantly the outcome of inner migra­
tion - successive tides of arrivals from the provinces set­
tling down in Istanbul.
3 I mention the names of Istanbul districts, probably of little
significance for the Polish reader, in order to outline the
“elitist map” of the town - these areas are culturally rese­
rved for the Europeanised upper strata and access is
hampered for the average inhabitants of Istanbul by the
economic barrier. On the ethnic-cultural character of the
historical districts of Istanbul cf. Z. ęelik, An Architectural
Survey of the City, in: The Remaking of Istanbul. Portrait of
an Ottoman City in 19th Century, University of California
Press, Berkeley 1993, p. 9 and 21 sqq.
4 . The complete text of the justification of the verdict, the
speech given by Orhan Pamuk at the ceremony of presen­
ting the 2006 Nobel Prize in literature, and details con­
cerning the writer's biography and bibliography in: http://
nobelprize.org/nobel_prizes/literature/laureates/2006/
(access 10.01.2009).
5 Another line of division appears to be much more signifi­
cant within the context of Istanbul: I have in mind the
north-south line. The Pamuk family is an excellent repre­
sentative of the “northern Istanbul residents”, a
Europeanised and lay middle class living in districts to the
north of the Golden Horn - the first beneficiaries of
modernisation, in time relegated to the economic and
cultural margin. On this division cf. O. Esen, The
Tightrope Walk of the Middle Class in a Fractured Istanbul,
in: Art, City and Politics in an Expanding World. Writings
from the 9th International Istanbul Biennial, istanbul Kultur
Sanat Vakfi, Istanbul 2005, pp. 120-121. Pamuk described
the experience of crossing the border of the Golden Horn:
The trams had been going up and down our street since 1914
connecting [northern districts - J. Ch.] Maękę and Nąantaęi
to Taksim Square, Tunel, the Galat Bridge and all the other
poor, old historic [southern - J. Ch.J neighbourhoods that
then seemed to belong to another country (p. 50).
6 On the ideological and non-neutral significance of rail­
way lines linking the most distant parts of Anatolia and

�Justyna Chmielewska • isT A N B U L : RECOLLECTIONs FROM A LO sT CITY

7

8

9

10

11

12

13

14
15

the cultural centre (Istanbul) and political capital
(Ankara) for the Turkish project of modernism see: S.
Bozdogan, Modernism and Nation Building. Turkish
Architectural Culture in the Early Republic, University of
Washington Press, Seattle and London 2001, pp. 119­
121. Involvement in building the railroad turned Paul's
grandfather into a classic representative of the elite of
modernisers, who by imposing reforms intended to trans­
form the crumbling empire into a Western-type state.
Yali describes a seaside villa, typical for Ottoman housing
in Istanbul, situated on the shores of the Bosporus and
"opened” towards the straits and not the town.
Nationalistic reforms introduced in the 1930s by the ironfisted Atatürk and his adherents resulted in an effective
severance of the cultural continuum between Ottoman
and republican Turkey: a change of the Ottoman alpha­
bet to a Latin one and the Muslim calendar to a Gregorian
one, a reform of clothes, a secularisation campaign as well
as a transference of the capital of the state from sultana­
te-era Istanbul to historically neutral Ankara were only
some of the bold modernisation steps taken to transform
Turkey from the “sick man of Europe” into a modern
republic. Cf. D. Kołodziejczyk Turcja. Historia państw świa­
ta XX wieku, Wyd. Trio, Warszawa 2000, pp. 114-127.
An attempted analysis of the category of melancholy in
Pamuk's Istanbul by, i.a. Esra Akcan, cf. The Melancholies
of Istanbul, “World Literature Today”, 11-12 2006, pp.
39-43.
Abandoned ruins of Moslem brotherhoods (banned in
1925 upon the order of Atatürk), a constantly recurring
motif in Istanbul, symbolized the religious sophistication
of the Ottoman era but at the time of the young Pamuk
were merely mute symbols of the fall and degeneration of
a past civilisation.
On the Istanbul palimpsest cf. A. Nowaczewski, Pejzaże
miejskiej melancholii, "Przegląd polityczny” no. 89, 2008, p.
59.
Orhan Esen identified Pamuk's favourite motif of a
wooden crumbling house, characteristic for the poor
districts of Istanbul, with unkempt children reclining on
the steps and laundry drying in the windows, as a symbol
of backwardness and Oriental poverty contested by adhe­
rents of the modernisation of Turkey; cf. O. Essen,
learning from Istanbul, in: Self-Service City: Istanbul, ed. O.
Esen, S. Lanz, b-books, Berlin 2007, fragment available
on: http://www.metrozones.info/istanbul/index.html
(access 15 January 2009). In recent years, successive
quarters dominated by such housing, e.g. the Fatih district
mentioned by Pamuk, have been torn down.
Cf. Pamuk's reflections about the marginal and indirect
status of Turkey in the interview: Nadal naiwnie wierzę w
Zachód, Magazyn "Dziennika”, 25-26 October 2008, pp.
7-8. The author devoted much attention to this motif
also in his Nobel lecture: My Father’s Suitcase, ’’Przegląd
polityczny” no. 89: 2008, (insert).
Cf. E. W Said, Orientalizm, transl. M. Wyrwas-Wiśniewska,
Zysk i S-ka, Poznań 2005, in particular pp. 284-354.
The motif of the collision of Eastern and Western impacts
is one of the leitmotifs of Pamuk's works. In: My Name is
Red ( Nazywam się Czerwień, transl. D. Chmielowska,
Wyd. Literackie, Kraków 2007) it is included within the
context of a dispute concerning style and authorship
conducted by sixteenth-century painters of miniatures
active in the sultanate; in Snow (Snieg, transl. A. Polat,
Wyd. Literackie, Kraków 2006) this tension is expressed
150

16

17

18

19

20

21

22

23

in a political and world outlook controversy, thus beco­
ming a direct reason for disturbances in the provincial
town of Kars.
Cf. Nadal naiwnie wierzę w Zachód, Magazyn "Dziennika”,
25-26 October 2008, pp. 7-8 and Moja turecka biblioteka,
"Dziennik”, 24 December 2008.
Cf. S. Morkoę, City and Self in Three Accounts of Istanbul:
Lorich’s Panorama (1559), Le Corbusier’s Travelogue (1911)
and Pamuk’s Memoir (2005), “Middle East Technical
University Journal of the Faculty of Architecture” no. 2
(24) 2007, pp. 96-97.
On the Istanbul (unrealised) projects by Le Corbusier see:
S. Bozdogan, Modernism and Nation Building. Turkish
Architectural Culture in the Early Republic, University of
Washington Press, Seattle and London 2001, pp. 3-4 and
67.
Born in 1928 in an Armenian family, probably the most
famous Turkish photojournalist and the only Turk wor­
king for the Magnum agency. Photographs taken in the
1950s and 1960s, showing the fishermen and workers of
Istanbul, attained the status of urban icons. In his book
Pamuk included chiefly street photographs by Guler.
The impossibility of the emergence of fldneurisme d la Turca
was interestingly described by Ugur Tanyeli: due to the
obliteration of the public/private borderline functioning
in Western towns, in Turkey streets became an arena of
intensive social control making it impossible to unrestric­
tedly roam other than in groups. Tanyeli pointed out that
outer space assumed the form of places of meetings and
interactions and not of the isolation of the individualised
subject. Cf. U. Tangelo, Public Space/Private Space: The
Invention of a Conceptual Dichotomy in Turkey, in: Art, City
and Politics in an Expanding World. Writings from the 9th
International Istanbul Biennial, istanbul Kultur Sanat
Vakfi, Istanbul 2005, pp. 210-225. Another factor hampe­
ring the Istanbul version of fl&amp;neurisme could be strongly
politicized town space, cf. E. Ozyurek, Nostalgia for the
Modern. State Secularism and Everyday Politics in Turkey,
Duke University Press, Durham and London 2006, pp.
93-124. An interpretation of Istanbul as an analogue of
Benjamin's Passagenwerk was attempted by D. Kozicka, cf.
Stambulskie pasaże, “Przegląd polityczny” no. 89, 2008, pp.
55-57.
Takke - a small and usually woolen cap used in Turkey by
conservative Moslem men, a male counterpart of the
shawl worn by women wishing to demonstrate their iden­
tification with Islam.
Stephan Lanz described those poor and usually conserva­
tive arrivals from the provinces as anti-urbanites - the
opposite of the ”genuine” residents of Istanbul, who in
time occupied the majority of urban space and became
culturally alien vis a vis the town elites , cf. S. Lanz, If you
can make it in Istanbul you can make it anywhere, in: Self­
Service City: Istanbul, ed. O. Esen, S. Lanz, b-books, Berlin
2007, fragment available on: http://www.metrozones.info/
istanbul/index.html (access 15 January 2009).
By way of example, the Asian coast, where 35% of the
town's population now lives (about 4,5 million people), is
mentioned in the book only twice or thrice as a place
where Pamuk's friends raced the Mercedes cars borrowed
from their fathers (Bagdad Street) and as one of the favo­
urite localisations of engravings by Melling (historical
Uskudar).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5992" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5972">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fe840904d9626d895a706a09da38b24e.pdf</src>
        <authentication>3ed493124ab5e977f42f046c143be942</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5571</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71490">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71491">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71493">
                <text>Etnografia żywych ludzi/ Barbarzyńca 2008 nr 2(12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71494">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s. 3-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71495">
                <text>Chodacz, Weronika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71496">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71497">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71498">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71499">
                <text>Antoni Bartosz jest doktorem nauk humanistycznych
Université Paris IV en Sorbonne, znawcą literatury francuskiego średniowiecza, tłumaczem,
wykładowcą akademickim na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W latach 2001-2007 był dyrektorem Małopolskiego Instytutu Kultury,
obecnie pełni funkcję dyrektora Muzeum Etnograficznego
im. Seweryna Udzieli w Krakowie.

atia

Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika

Jest Pan z wykształcenia filologiem. Dlaczego wy­
brał Pan muzeum etnograficzne?

Chodacz

tam przeżywane wówczas gesty, odłożyły się
we mnie głęboko. Wtedy robiły na mnie przede
wszystkim mocne wrażenie, a dziś widzę w nich
o etnografia jest dla mnie ważna. Mówi instynktowną, tajemną relację ze światem, jaką
wiele o mnie samym, mówi wiele o dru­ utrzymywali moi dziadkowie i rodzice i w jaką
gim człowieku. Uświadamia znaki toż­ mnie wprowadzali.
samości, sposoby życia. Mam też jeszcze inne
Co niedzielę obchodziłem z dziadkiem nasze
motywacje osobiste. Otóż bez względu na to, pola i zastanawiałem się, co my na tych polach
kim jestem z wykształcenia, a jestem romanista, właściwie robimy. Dziadek mówił: „Trzeba je,
mediewistą i — jak mawia mój szwagier — „po­ synku, obejrzeć". Dziś myślę, że on wychodził
robiłem jakieś sorbońskie nauki", jestem przede i patrzył na to, co odziedziczył, że to właśnie był
wszystkim chłopskim synem, który kiedyś wy­ jeden z takich rytuałów, który opierał się na prze¬
szedł w świat ze swojej wioski. Dobrze pamię­ konaniu, że to, co się otrzymało, co się ma pod

B

nU

BARBARZVÑCA

�Wywiad

4
opieką, należy w Dzień Pański na nowo zoba­
czyć i ocenić stan spraw. Kiedy miałem j u ż naście
lat, na święto Matki Boskiej Zielnej obchodziłem
pola ze święconą wodą, żeby je pokropić. Czu­
łem wtedy, że robię coś ważnego. Zastanawia¬
łem się, czy dzięki temu ziemia obrodzi nam
lepiej, w każdym razie czułem, że powierzano
mi coś ważnego. W wigilię Bożego Narodzenia
rano mama dawała mi paczkę, zwykle wiktuały,
i wysyłała mnie „z kolędą". Słowo „kolęda" j u ż
wcześniej rozumiałem jako podarunek, dar, ro¬
dzaj premii na koniec roku, dopiero na drugim
miejscu jako pieśń.
Wychowałem się więc w atmosferze, w której
gesty wobec drugiego człowieka i wobec świata
były ważne. To mi zostało do dziś. A jednocze¬
śnie mocno interesuje mnie kultura jako zjawi¬
sko, a to zainteresowanie rozwinęło się głównie
poprzez mediewistyczne wykształcenie.
Studia francuskiego średniowiecza pokazały
mi ciekawy model kultury, który nie przestaje
mnie inspirować. Zaintrygowało mnie to, jak
literatura tego obszaru i tego okresu tworzyła się
i była przekazywana. W pewnym sensie była naj­
pierw wspólnotą wyobraźni, stąd tylu anonimo­
wych autorów. Jednocześnie w a ż n a była sztuka
wariacji. Ten sam „tekst" (z zastrzeżeniem, że
współczesne pojęcia tekstu, autora, czytelnika
itd. mają niewiele wspólnego z ówczesnym rozu­
mieniem tych ról i pojęć) zyskiwał nową jakość
właśnie poprzez świadomą wariację. Przy czym
stopień wyrafinowania sięgał tu zawrotnych
wyżyn, jak w przypadku trubadurów, a obieg
kultury zakładał aktywny odbiór, rodzaj nie¬
ustannego napięcia pomiędzy kreacją a typem
odbiorcy i sposobem interpretacji. Na przykład
pieśń epicka żyła przez ponad dwa wieki właśnie
dzięki nieustającemu dialogowi z publicznością,
niezależnie od tego, czy przestrzenią odbioru
były karczmy, czy dziedzińce świątyń. Na tym
polu średniowiecze ukazało m i to, co stano­
wi o jakości kultury: osobiste zaangażowanie.

Dziś nasz system kultury jest w dużej mierze
„serwisowy", wyklucza strukturalnie głębszą
aktywność odbiorcy, nie daje mu na to szans, jest
spełnianiem oczekiwań bardzo przeciętnych.
Jeśli jednak postawimy odważnie na tworzenie
sytuacji i programów, w których liczyć się będzie
osobisty dialog odbiorcy z wartościami kultury,
a w ostateczności jego rozwój (a każdy chce się
rozwijać, choć nie zawsze to od razu wie), to
wówczas kultura zacznie nabierać rzeczywistego
znaczenia, zacznie stawać się tym, czym w głębi
jest: podstawą człowieczeństwa.
I tu dochodzimy do etnografii. W sposób
wybitny etnografia ma właśnie to „coś". Ma
istotową, rzec można, ofertę człowieczeństwa,
sama w sobie jest ciągłym poszukiwaniem, re¬
fleksją. Dlatego kiedy myślę o muzeum etno¬
graficznym jako o „moim muzeum — muzeum
0 mnie", w znaczeniu muzeum, które jest ważne
dla każdego, to czerpię i z inspiracji chłopskich,
1 z inspiracji, które przyniósł mi uniwersytet.
Jakie są Pana plany na muzeum etnograficzne?
Obecna ekspozycja stała ma charakter bardziej
historyczny niż etnograficzny.
Zacznę od najstarszej części wystawy, po­
wstałej w latach 50. ubiegłego wieku. U w a ż a m ,
że należy pozostawić ją w niezmienionej formie,
stwarzając jednak lepsze narzędzia do zrozu¬
mienia tego, z czego jej kształt wynika, jakimi
wartościami kierowali się wtedy etnografowie
w wystawiennictwie. Bo to także jest ważne i cie¬
kawe. Nie należy gubić historii, nie sądzę też, że
dziś jesteśmy pod jakimś względem lepsi. Jestem
za tym, żeby tę historię — całą, taką jaka jest —
umieć przyjąć. Co prawda patrzymy dziś ina¬
czej na wiele spraw, ale to także jest tylko punkt
widzenia, który kiedyś wpisze się w historię tego
muzeum, stanowiąc pewien etap.
Łatwo jest nam dziś perorować na temat wła¬
ściwych zasad budowania kolekcji z nutą depre-

BARBARZVNCA

�Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
cjonującą niegdysiejsze wybory. Należy jednak
pamiętać, że kolekcja Muzeum Etnograficznego
w Krakowie w ogóle powstała i stworzyli ją lu¬
dzie o ogromnej pasji. Seweryn Udziela w spo¬
sób intuicyjny, wielkim nakładem pracy, tworzył
kolekcję na temat świata, który go intrygował.
Przeczuwał, że kultura chłopska zawiera nie¬
doceniane skarby także dla tych, którzy nie są
chłopami. Warto jego punkt widzenia zrozumieć
i go pokazać. Jednocześnie jest oczywiste, że te¬
mat kultury chłopskiej czy też kultury ludowej
(jak ją nazwali inteligenci) stawia dziś zupełnie
nowe wyzwania. Kultura chłopska bezpowrotnie
minęła. Jak zatem mądrze o niej pamiętać? A je¬
śli rzeczywiście istnieje jeszcze dzisiaj kultura
ludowa, to jak ją opisać i określić? Jak brzmią
dobre pytania, które pozwolą szukać na to od¬
powiedzi?
Wracając do ekspozycji stałej: najstarszą część
zachowamy, a nowsze aranżacje zostaną przepra¬
cowane. W przyszłości, kiedy uwolnimy ratusz
od funkcji magazynowych, stworzymy wystawę
stałą także z naszych zbiorów egzotycznych oraz
z kolekcji dotyczącej kultur europejskich.
Czy na ekspozycji w muzeum etnograficznym jest
miejsce na przedmioty współcześnie
używane, pro­
dukowane masowo, które należą do kultury popu­
larnej, chociaż może nie mają szczególnej
wartości
artystycznej? Czy raczej muzeum powinno się
skoncentrować
na odtwarzaniu historii?
Wszystko zależy od punktu widzenia, który
obieramy dla pokazania jakiejś rzeczy. Ważne,
by ten punkt widzenia ujawnić, wskazać jasno
kryteria, jakimi się posługujemy. Tu mała dy¬
gresja. Miałem okazję pobyć dłużej w Muzeum
Etnograficznym w Neuchatel w Szwajcarii.
Tamtejsze publikacje do wystaw opisują proces
powstawania tychże wystaw od A do Z. Wszyst¬
ko wiadomo: kto tworzył scenariusz (zwykle
grupa), czym się kierował, opisane są sytuacje

PD08

BARBARZYŃCA

5

impasu, zabrnięcia w ślepe zaułki, drogi po¬
szukiwania rozwiązań, aż do opisu ostatecznej
propozycji.
Wracając do pytania: jest dla mnie jasne, że
przedmioty będące wytworami współczesnej
kultury popularnej powinny być pokazywane na
naszych wystawach — choćby po to, żeby uświa¬
domić zwiedzającym proces ewolucji: kiedyś
żyliśmy w klimacie takich wzorów, dziś wytwa¬
rzamy takie.
Równolegle muzeum etnograficzne powin¬
no promować wzorce źródłowe, które zawiera
stuletnia kolekcja. Tak czyni obecna wystawa
zabawek krakowskich. Można na niej zobaczyć
zabawki sprzed stu lat oraz poznać ich wytwór¬
ców. To pierwszy krok. Krok drugi to odtworze¬
nie tych zabawek, między innymi po to, by poja¬
wiła się alternatywa dla wzorów cepeliowskich.
W przyszłości będziemy mieli własny kram na
emausie, na rękawce, i nie tylko tam, aby pokazy¬
wać wzorce oryginalne. Jeśli taką zabawkę kupię,
to po to, by moje dzieci miały kontakt z czymś,
co u w a ż a m za wartościowy wzór estetyczny,
a jest też wspomnieniem z mojego dzieciństwa.
Ale przecież nie stanę się przez to ludowy. Ten
zakup będzie znaczył tylko tyle, i aż tyle, że cenię
świat rzeczy dawnej kultury chłopskiej i wpro¬
wadzam go w świat własny. Ale bez popadania
w folkloryzm. Szanuję tę tradycję i z jej wzorów
chcę zaczerpnąć dziś, ale na swój sposób. Trochę
z potrzeby, trochę z intuicji, resztę kształtuje ży¬
cie. Taki „przekład" jest autentyczny, wyklucza
sztuczność, pozę „ludowości". Jednocześnie jest
to możliwe dzięki temu, że ktoś strzeże wzoru
i go udostępnia.
A czy Pana zdaniem na wystawie zabawek kra­
kowskich mogłaby się pojawić lalka Barbie?
Jak najbardziej, można by wtedy pokazać
przejście od pierwszych ręcznie wykonywanych
zabawek po współczesne „automaty". Mógłby

�6
też pojawić się Harry Potter (dla jasności: to nie
mój ulubiony bohater, ale jest dziś znaczącym
zjawiskiem). Ponieważ na wystawie, o której
mowa, są bardzo ciekawe zabawki z Panem
Twardowskim, zestawienie z nimi postaci Potte¬
ra doprowadziłoby, być może, do interesujących
wniosków. Ale to tylko hipoteza.
Co zrobić, żeby widz rozumiał, co ogląda w mu­
zeum etnograficznym? Jak Pan się odnosi do dys­
kusji w muzealnictwie na temat tego, czy lepiej
eksponaty podpisywać,
czy umieszczać je w kon­
tekście?

Wywiad
działa. Innymi słowy, żeby móc przeżyć ekspo¬
zycję, widz musi otrzymać szansę osobistego jej
zrozumienia, na różne sposoby, niekoniecznie
w towarzystwie przewodnika.
Przy okazji podkreślę, że kontekstem dla
przedmiotu może być także metafora. Na przy¬
kład gwasze, które teraz pokazujemy na wysta¬
wie „Raslila — taneczne wyzwolenie", a które
obrazują hinduski taniec religijny, wpisane zo¬
stały właśnie w metaforę kolistego ruchu. Nie
materializujemy tam szerokiego kontekstu tych
tańców (prócz kilku wybranych przedmiotów),
kreujemy jednak za pomocą analogii ducha
tych tańców. To innego rodzaju kontekst, ale nie
mniej pożyteczny dla zrozumienia rzeczy.

Jestem zdecydowanie za budowaniem kon­
tekstu. W dotychczasowej tradycji muzealnej
eksponat jest eksponatem samotnym. Nawet Bywa tak, że człowiek w muzeum etnograficznym
jeśli kołyska jest ustawiona w całkowicie od­ czuje się wyobcowany. W jaki sposób można zaan­
tworzonej izbie, nawet jeśli stoi w miarę na gażować widza w
ekspozycję?
swoim miejscu albo zwisa z sufitu, to gdy wcho­
dzimy, wciąż nie wiemy, jaki był rytm dnia,
Na przykład poprzez rodzaj gry, w której bę¬
jaka krzątanina, kiedy dziecko w tej kołysce dzie mógł wziąć udział, jeśli zechce. Wspomnia¬
przebywało, kto je bawił, jak się wychowywało. na wystawa o „Raslili" taką szansę daje. W cenie
Nie znamy całego kontekstu. Widzimy wiszą­ biletu widz otrzymuje lusterko. Wchodząc na
ce portki. Ale kiedy je zakładano? I czy należy ekspozycję, trafi na wolno wirujące kręgi, dojrzy
pokazywać tylko te odświętne? Czy nie należy też na suficie dziwne napisy. Wszystko to narzu¬
również pokazać najzwyczajniejszej w świecie ca pytanie o ukryty sens tych instalacji, o funk¬
koszuli z tamtych czasów? Jeśli więc chcemy cję treści na suficie. A lusterko okaże się bardzo
dać opis autentycznego przeżywania tamtego pomocne. Myślę, że na „Raslili" nie poczuje się
świata przez tamtych chłopów, jak w cytowa¬ pani wyobcowana, przeciwnie: poczuje się pani
nym przypadku, powinniśmy też dać widzowi zaproszona do myślenia. Bo wizyta w muzeum
narzędzia do pełniejszego poznania przedsta¬ etnograficznym ma nade wszystko wywołać
wianej sytuacji.
pytania, nie dostarczając koniecznie gotowych
W związku z tym wypracujemy nowe „kody odpowiedzi.
dostępu" dla rozumienia odtworzonych izb
ludowej
i warsztatów na ekspozycji stałej. Nie zawsze Czy zamierza Pan oprócz twórczości
przedmioty seryjnej produkcji współ¬
chodzi o nowe technologie, choć na przykład gromadzić
w foluszu posłużymy się projekcją wideo (mało cześnie na wsi używane?
kto j u ż ma pojęcie, jak folusz funkcjonował).
Dotyka tu pani podstawowej kwestii, jaką
Chcemy też stworzyć kopie eksponatów, które
jest
budowanie kolekcji dzisiaj. J u ż zaczęliśmy
znajdą się w osobnej sali. Widz będzie mógł
wziąć każdą rzecz do ręki, przekonać się, jak w muzeum dyskusję na ten temat. Te poszuki-

BARBARZYŃCA

PD08

�Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
wania chcemy prowadzić wspólnie ze środowi¬
skami uniwersyteckimi. Jestem przekonany, że
i teoretycy, i praktycy znajdą na tym polu poży¬
teczną cząstkę dla siebie. Wśród istotnych pytań
jest i to: co za 50 lat z tych zakupów, które robimy
dzisiaj, okaże się zakupem w a ż n y m ? To oczywi¬
ste, że trzeba myśleć nie tylko o tym, co zakupu¬
jemy z przeszłości, ale też z dzisiejszego świata.
Choć za 50 lat, czy tu jeszcze będziemy, czy nie,
powinniśmy się móc wytłumaczyć z przyjętych
kryteriów, dlaczego kupiliśmy taki przedmiot,
a z takiego zrezygnowaliśmy, jak również sze¬
rzej: czym w ogóle była dla nas etnografia na
początku X X I wieku?
Formułowany jest mocno postulat, że współ­
czesna etnografia powinna się zająć szeroko
pojętym obyczajem, zarówno na terenach wiej¬
skich, które dziś z tradycyjną wsią nie mają wiele
wspólnego, jak i na terenach miejskich; że na
przykład dzisiejsze subkultury należą właśnie
do szeroko rozumianej kultury ludowej czy po¬
pularnej i w związku z tym stanowią naturalny
przedmiot badań dla etnografów. Odpowiedź na
te postulaty to dla nas kwestia fundamentalna.
Istnieje ryzyko, że popadniemy we wszystko¬
izm. Co nie znaczy, że mamy się uchylać od
odpowiedzi. Musimy na przykład zdefiniować,
jaki zakres miejskości u w a ż a m y za istotny dla
opisu, jeśli uznamy, że także obyczaj „miejski"
jest domeną naszych powinności. Mamy tu pew¬
ne intuicje, ale czy potrafimy jasno je uzasadnić
dla samych siebie? Boję się, że niekiedy kryteria
będziemy formułować post factum. I jeszcze
jedno istotne w tym wszystkim kryterium: wier¬
ność historii, wierność podskórnej tradycji tego
muzeum. To oczywiście kwestia interpretacji
(wierność nie znaczy powtarzalność). Powinna
się dokonać w spojrzeniu tyleż od wewnątrz, co
od zewnątrz. Ale nie możemy jej zaniedbać. Tę
pracę, skądinąd pasjonującą, musimy wykonać
sumiennie, jeśli chcemy zwiększyć szanse traf¬
ności wyborów na przyszłość.

nU

BARBARZYŃCA

Jakie są tematy ludowe we współczesnej
miejskiej?

7
kulturze

Na przykład temat ogródków działkowych.
Jest to z jednej strony temat bardzo miejski,
z drugiej chłopski, z trzeciej jeszcze nomadyczny. Czemu jestem tak przywiązany do miniatu¬
rowego niekiedy kawałka ziemi? Dlaczego go¬
dzę się na to, by był wyspą w morzu innych wysp,
wyspą, którą ogradzam, a pośrodku klecę altankę
z przeróżnych materiałów? Przecież i tak nie je¬
stem zupełnie u siebie! Dlaczego więc uciekam
do tego erzacu niezależności pośrodku innych
wysepek, które takie samo poczucie niezależno¬
ści mają dawać ich właścicielom? Ów wzorzec
ogródka działkowego jest niezwykle mocny.
W Krakowie istnieją osiedla, gdzie działki wci¬
skają się pomiędzy bloki mieszkalne. Co prawda
nie jest to temat ludowy w znaczeniu ścisłym
(choć wątek ziemi jest właśnie chłopski), ale jest
ludowy w znaczeniu powszechniejącego oby¬
czaju i zachowań magicznych, które są widoczne
w owym sposobie spędzania wolnego czasu, czy
w ogóle sporych przestrzeni życia, przez miasto¬
wych. Zresztą, jakkolwiek by go kwalifikować,
jest to temat wybitnie etnograficzny.
W swoich projektach kładzie Pan duży nacisk na
relacje ze społecznością
lokalną. Jak by to miało
wyglądać?
Mieszkam blisko pewnego muzeum i nigdy
nie otrzymałem stamtąd zaproszenia czy choćby
informacji. Chociaż jestem jego sąsiadem, owo
muzeum w ogóle się mną, jako sąsiadem, nie
interesuje. Ostatnio kupowałem chleb w piekar¬
ni przy placu Wolnica, gdzie mieści się siedziba
naszego muzeum. Z rozmowy ze sprzedawczy¬
nią wyszło, że nigdy w tym muzeum nie była,
choć od jego gmachu dzieli ją odległość 50 me¬
trów. Powinnością muzeum jest wyjść do niej,
do okolicznych mieszkańców, umieć dotrzeć do

�8

Wywiad

sąsiada Kowalskiego, sprawić, że nie tylko będą
oni odwiedzali wystawy, ale uznają to miejsce za
ważne dla siebie.
Osobnym wyzwaniem jest zagospodarowa¬
nie placu Wolnica, który graniczy z budynkiem
muzeum. Po pierwsze, planujemy umieszczać
tam, jeśli warunki na to pozwolą, zwiastuny na¬
szych wystaw. Na przykład przy okazji wystawy
o ogródkach działkowych zamierzamy założyć na
placu autentyczną rabatę z altaną, którą widzowie
będą mogli zagospodarować, a stamtąd przybyć
na wystawę o działkach... Po drugie, przygotowu­
jemy duży, kompleksowy program etnograficznej
obecności na placu. Między innymi budujemy
nowe ścieżki edukacyjne, w szczególności dla
licealistów, które plac Wolnica będą miały za na¬
turalny plener dla wielokulturowych tematów.

|

Nawiązujemy współpracę z muzeami na Ka­
zimierzu i w Podgórzu, żeby przez jeden dzień
w tygodniu były czynne do późnego wieczoru,
tak aby każdy mógł spokojnie zdążyć po pracy.
Nie tylko raz w roku, w ramach Nocy Muzeów,
ale każdego tygodnia. Chciałbym wyjść z ofertą do
ludzi starszych, którzy są grupą zwykle pomijaną,
ale mającą dużo ciekawych rzeczy i do powiedze­
nia, i do zrealizowania. Trzydziesto- i czterdziestolatkowie to osobna grupa, która żyje często
w szalonym biegu, a którą chciałbym do muzeum
etnograficznego przekonać. Wizyta u nas mogłaby
przypomnieć im temat korzeni, skłonić do prze¬
myślenia od nowa ważnych spraw.
Jakie inne działania oprócz wystawiennictwa za¬
mierza Pan podejmować
w muzeum?

Muzeum Etnograficzne w Krakowie imienia Seweryna Udzieli

M E K t o najstarsze w Polsce m u z e u m e t n o g r a f i c z n e . W 1 9 0 4 r o k u p o w s t a t oddziat e t n o g r a f i c z n y p r z y M u z e u m
N a r o d o w y m . Z inicjatywy S e w e r y n a U d z i e l i , n a u c z y c i e l a i k o l e k c j o n e r a , o r a z p o p i e r a j ą c y c h g o p r o f e s o r ó w U J ,
m . i n . Juliana T a l k o - H r y n c e w i c z a i F r a n c i s z k a B u j a k a , w 1 9 1 0 r o k u p o w o ł a n o d o ż y c i a T o w a r z y s t w o E t n o g r a f i c z n e ,
k t ó r e g o c e l e m byto u t w o r z e n i e M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o . S t a r a n i e m c z t e r n a s t u c z ł o n k ó w z a ł o ż y c i e l i , z w y k o ­
r z y s t a n i e m m . i n . e k s p o n a t ó w o t r z y m a n y c h o d m i e s z k a ń c ó w K r a k o w a , w l u t y m 1911 r o k u o t w o r z o n o p i e r w s z ą
w y s t a w ę w b u d y n k u p r z y ulicy S t u d e n c k i e j . D w a lata p ó ź n i e j m u z e u m p r z e n i e s i o n o n a W z g ó r z e W a w e l s k i e .
P r a c o w n i c y M E K - u k o n c e n t r o w a l i się g ł ó w n i e n a p o s z e r z a n i u z b i o r ó w d o t y c z ą c y c h t e r e n ó w Polski i k r a j ó w
o ś c i e n n y c h . J e d n a k j u ż w 1 9 1 3 r o k u m u z e u m m o g ł o się p o s z c z y c i ć blisko 8 0 0 o b i e k t a m i

sprezentowanymi

p r z e z p o d r ó ż n i k ó w Stefana Szolca-Rogozińskiego (kolekcja afrykańska) i B e n e d y k t a D y b o w s k i e g o (zbiory z Sy­
berii). O k r e s m i ę d z y w o j e n n y t o c z a s i n t e n s y w n e j działalności o ś w i a t o w e j i s z e r e g u inicjatyw a d r e s o w a n y c h d o
l u d n o ś c i w i e j s k i e j . W 1 9 3 7 r o k u z m a r ł S e w e r y n U d z i e l a , j e g o n a s t ę p c ą n a s t a n o w i s k u d y r e k t o r a m u z e u m został
T a d e u s z S e w e r y n . P o d c z a s drugiej w o j n y ś w i a t o w e j z n i s z c z e n i u uległo o k o ł o 1 2 % kolekcji m u z e a l n e j . W 1 9 4 8
r o k u m u z e u m p r z y d z i e l o n o b u d y n e k r a t u s z a n a placu W o l n i c a , a w 1 9 8 6 r o k u t a k ż e t z w . D o m E s t e r e k p r z y ulicy
Krakowskiej. O b e c n i e M u z e u m Etnograficzne dysponuje przeszło 8 0 tysiącami eksponatów.

BARBARZYŃCA

ł[\ł) P D 0 8

�Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz

9

Muzeum na pewno będzie prowadzić in¬ Czy zamierza Pan współpracować
z Instytutem
tensywną działalność wydawniczą. Planujemy Etnologii UJ?
na przykład stworzyć obszerną monografię,
Nie wyobrażam sobie naszego muzeum bez
która pokaże, jak zróżnicowana jest Małopol¬
ska, a turystom uświadomi, że Małopolska to współpracy z Instytutem. Nawiązaliśmy już pierw­
nie tylko Kraków i Zakopane. Będą publikacje sze kontakty. Z jednej strony muzeum powinno
naukowe, uruchomimy też serię, która będzie umieć samodzielnie prowadzić badanie terenowe
zaproszeniem do etnograficznego patrzenia na i dawać opisy rzeczywistości takiej, jaką przebada­
ło. Z drugiej jednak wiele wyzwań, w tym także
rzeczywistość.
badania,
powinniśmy podejmować wspólnie z et­
Innym projektem są krótkie filmy etnogra¬
ficzne na współczesne tematy, kilkunastominu- nologią uniwersytecką oraz z innymi środowiska­
towe etiudy dotyczące ciekawych zjawisk i osób. mi twórczej myśli. Przy czym muzeum powinno
Na przykład człowieka zawodowo rejestrujące¬ zachować swoje przywiązanie do pierwszych me­
go kamerą wesela. Jego praca stała się j u ż nowym tod etnograficznych, które wcale nie przeminęły
zawodem czy zwyczajem. A zawód ten powstał, i pozostają znakomitym narzędziem.
bo zachodzi znacząca ewolucja w innym z kolei
W etnografii musimy przywrócić też miej¬
obyczaju, jakim jest wesele.
sce ludziom bardzo osobnym, indywidualnym,
Bardzo w a ż n a będzie strona internetowa, żywym. Stawiamy na etnografię żywych ludzi
nie tylko jako środek informacji o najnowszych i chcemy być miejscem, w którym każdy, kto wej­
wydarzeniach, ale i o kolekcji. Muzeum ma po¬ dzie w nasze progi, wejdzie na powrót we własne
nad 80 tysięcy eksponatów i 200 000 jednostek buty (świetnie pisał o tym Michera).
w Dziale Dokumentacji Kultury Ludowej i Hi¬
storii Muzeum. To oczywisty materiał na stronę Na koniec kilka słów do
barbarzyńców.
internetową, skierowaną zarówno do szerokiej
publiczności, jak i w przyszłości — w formie bazy
W 11. numerze „Barbarzyńcy" znalazłem
danych — do środowisk badaczy. Już teraz na cytat ze Stanisława Lema, który wydaje m i się
stronie prezentujemy obiekt tygodnia. Z pierw¬ inspirujący i dla barbarzyńców, i dla Muzeum
szych reakcji wynika, że rubryka ta cieszy się Etnograficznego w Krakowie: „Gdyby ludzie
dużym zainteresowaniem. Strona internetowa robili tylko to, co wyglądało na możliwe, do
będzie też odsłaniać pracę muzealników: tematy
dzisiaj siedzieliby w jaskiniach". Żyjemy w cza¬
kwerend w dziale dokumentacji, pracę konser¬ sie, w którym etnografia stoi przed rozlicznymi
watorów, komisji zakupów, tematy i przebieg wyborami co do przedmiotu swoich prac i co do
badań terenowych itd.
sposobów angażowania się w świat. Taki czas
Powstaje szeroko zakrojony program wolon- potrzebuje wizjonerstwa, odwagi umysłu. Życz¬
taryjny. Po pierwszej kampanii medialnej zgła¬ my sobie nawzajem, by tych przymiotów nam
szają się chętni, młodsi i starsi, do współpracy nie zabrakło. Z drugiej strony bądźmy świadomi
z MEK-iem. Zapewniam, że zakresy prac będą ryzyka, z jakim dokonywanie tychże wyborów
ciekawe, a nasi wolontariusze nie będą pomoc¬ się wiąże, ale pamiętajmy też, żeby obawa przed
pomyłką nie pętała nam wyobraźni i rąk.
nikami, lecz partnerami.
Wywiad opracowały
Weronika Chodacz i Katarzyna Nowak

P0 08

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5998" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5978">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c91eae7b675a2d165f0a7b55b080c7c1.pdf</src>
        <authentication>8fd5d28c696f96b6efe8d947db86742a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71556">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5577</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71557">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71558">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71560">
                <text>Trup i estetyka / Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71561">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne;s. 53-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71562">
                <text>Chodacz, Weronika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71563">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71564">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71565">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71566">
                <text>Weronika

I
I
I
I
|

C h O d a CZ

&gt; studentka etnologii UJ. Interesuje się estetycznymi aspektami fotografii
i jej recepcją przez nieprofesjonalistów, sztuką współczesną, zagadnieniami kiczu
s t y k ó w kultur/ typu ludowego z dyskursem sztuki wysokiej. W s p ó ł p r a c o w a ł a przy
przekładzie książki Tima Danta Kultura materialna w rzeczywistości
społecznej.
Jest
fotoedytorem „Barbarzyńcy".

U

n

w

19

8

4

n

Trup i estetyka
Na World Press Photo spojrzeń kilka
To dziś modne, wdzięczne, ładne,
Co zabójcze, co szkaradne
A. Fredro, Zemsta

W

orld Press Photo to holenderska funda­
cja, która ma na celu promocję profe­
sjonalnej fotografii prasowej. Od 1955
roku w Amsterdamie zbiera się jury i wybiera
najlepszą fotografię reporterską poprzedniego
roku, kierując się kryteriami związanymi nie
tylko z estetyką, ale też wagą przedstawianych
wydarzeń . Zwycięskie zdjęcia jadą do 45 kra­
jów świata, gdzie oglądają je prawie dwa milio­
ny zwiedzających . Wystawa w Polsce każdego
1

2

1

Michelle McNally, przewodnicząca jury, po ogłoszeniu

roku wzbudza kontrowersje, a prezentowane na
niej zdjęcia są uznawane za drastyczne i brutal­
ne. Zamierzam zająć się fenomenem wystawy
World Press Photo, która w Polsce cieszy się
znaczną popularnością, a konkretnie skupić się
na fotografiach uznanych za reporterskie zdjęcia
roku i reakcjach, jakie wywołują one u większo­
ści odbiorców oraz dziennikarzy.
Bogusław Sułkowski wskazuje na fakt, że
aparat fotograficzny został wynaleziony w tym
3

by zechciał dowiedzieć się czegoś więcej na temat historii

najlepszych zdjęć roku 2006 mówiła, co składa się

ze zdjęcia. Przede wszystkim jednak fotografia ta powinna

na wybitną fotografię prasową: „Powinna stanowić

być prawdziwa. Właśnie owa prawdziwość powoduje,

wartość historyczną - przedstawiać określone

iż zdjęcie wybitne wyróżnia się na tle innych". I . Torbicka,

zdarzenie w określonym miejscu i czasie. Powinna

Najlepsze zdjęcia

zawierać aspekt socjologiczny - tłumaczyć ludzkie

27.04.2007, s. 20.

świata,

zachowania i wzajemne relacje. Powinna mieć wydźwięk

2

psychologiczny i emocjonalny i powodować, że widz

30.12.2007.

nie pozostanie obojętny. Powinna wreszcie mieć

3

walor estetyczny, wciągać widza, skłaniać go ku temu,

worldpressphoto.org.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

„Gazeta Wyborcza", Poznań,

About World Press Photo, www.worldpressphoto.org,
Wszystkie fotografie można obejrzeć na stronie www.

�Weronika Chodacz

54
samym roku co rewolwer Colt (1830). „Odtąd
broń i dokumentowanie zbrodni, wojna i media
wizualne będą nierozdzielne, współobecne" .
Zdjęć wykonanych w czasie wojny na World
Press Photo jest bardzo wiele. Co prawda pierw­
sze fotografie z lat 50. dotyczą lżejszych tematów,
takich jak sport - fundacja najwyraźniej kiero­
wała się początkowo innymi kryteriami - jednak
od lat 60. na trywialność nie ma j u ż miejsca, a fo­
tografie z kolejnych edycji wystawy przedstawia­
ją najbardziej dramatyczne problemy ludzkości.
Na 49 zdjęć-laureatów konkursu World Press
Photo tylko 13 pochodzi z krajów zamożnych,
takich jak Stany Zjednoczone, Japonia czy pań­
stwa Europy Zachodniej. Reszta fotografii zo­
stała wykonana na obszarach Trzeciego Świata,
Europy Wschodniej i ZSRR. Jeśliby się odwołać
do medialnego rozumienia geografii, jakie pro—
ponuie Paul Virilio raczei te strefy do których
docieraia telemedia należałoby uznać za glo­
balne /społeczności' lokalne znaiduia sie ooza
obszarem ich oddziaływania) . Z tej perspektywy
trzeba by przyjąć inne proporcje i przewarto¬
mieisca tradvcvinie według 7 mnowoienne™
podziału umieszczane w Trzecim Świecie Ł

nie spełnia skutecznie swojej roli wskazywania
istotnych problemów społecznych w państwach
zapomnianych. Zdarzają się jednak zdjęcia ofiar
głodu i suszy z Afryki (np. fotografia z Nigerii
z 1974, Ugandy z 1980 czy Somalii z 1992 roku)
lub ubogich emigrantów w USA (fotografia roku
2000), które wyrastają poza bieżące medialne
zainteresowania.
Polski fotograf Tomasz Tomaszewski, dwu­
krotny członek jury fundacji, w taki sposób wyraża
się o wystawie: „World Press Photo jest bodajże
jedyną fotograficzną dokumentacją naszego świa­
ta. Ja patrzę na te zdjęcia w kategoriach pewnego
historycznego zapisu czy pamiętnika, który my
możemy w skondensowanej formie obejrzeć. To
jest zapis tego, co było istotne w danym roku. Mo­
żemy się z tym nie zgodzić, może nam się wyda­
wać, że świat nie był taki zły, ale jeśli pomyślicie
państwo, ile osób zostało zabitych w bezsensow­
nych wojnach minionego roku, ile dzieci zginęło
z głodu, to nie sądzę, by ilość zdjęć pokazujących
ten problem była przesadzona" . Obronny ton wy­
powiedzi Tomaszewskiego odnosi się do licznych
głosów sprzeciwu, które wzbudza World Press
Photo. Wnoszą je głównie specjaliści w dziedzinie
fotografii. Krytyk sztuki Urszula Czartoryska tak

kie

WVDOW13.Q3. SIC O WVSÜ3.W1C*

4

5

ściować Doiecia centrów i Deryferii

Donieważ

i a k Wietnam i Irak^ w k t ó r y c h n r o w a n z a

woienne działania woiska
Jednoczonych

ON7

czy

Stanów

n a l e z a do ścisłych ś w i a t o w y c h

c e n t r ó w imi ieeduiiaa li ni iyycchn z a i n t e r e s o w a ń , iN^ a ti u
o imi ni aa s ti
noza ta sfera c z ę s t o z n a i r l n i a sie nhocrie i n i e i s t o t
ne . n o t r . n o ś r i n . ń . t w Z . r h o H n

i to właśnie J

m o T n 7 h v 3 ^

uwagę na tycn amycn tematacn, na Ktorycn SKU-

4

B. Sułkowski, Przemoc i pornografia śmierci

jahp

przynęty

medialne, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź
2006, s. 12.

7

Z roku rok
okrutnieisze zdiecia uzyskuia naerody. Nagradza
się zdjęcia «dzieci wojny» albo kobiety-narkomanki lecz nawet to iuż nie wystarcza — naeradza sie
wiec zdiecie orzedstawiaiace śmierć alkoholika na
śmietnisku i śmierć boksera na ringu"
Przedstawianie śmierci było obecne w fo­
tografii od początku. Hippolyte Bayard, jeden
z jej wynalazców, uwieczniał na zdjęciach swoje
wizerunki wykreowane na topielca. Fotografia
8

7

Z. Tomaszczuk, Łowcy

obrazów.

Szkice z historii

fotografii, Centrum Animacji Kultury, Warszawa 1998,
s. 63.

5

P. Virilio, Bomba informacyjna, Sic!, Warszawa 2006, s. 15.

8

6

N . Chomsky, Rok 501. Podbój

teoretyczne, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 224.

trwa, PWN, Warszawa-

U . Czartoryska, Fotografia - mowa ludzka. Perspektywy

Poznań 1999, s. 149.

BARBARZYŃCA

PDQ8

�Trup i estetyka

55
skiej walki o niepodległość. „Fascynacja
widowiskiem przemocy, okrucieństwa
i śmierci jest w kulturze najtrwalsza.
Spektakle przemocy zawsze znajdują
widzów, one mają moc przyciągania,
która wyrasta z potężnych, tajemni­
czych źródeł natury człowieka" , pisze
Bogusław Sułkowski. Autor wskazu­
je również, że współczesne oglądanie
scen przemocy ma więcej wspólnego ze
starożytną fascynacją śmiercią gladiato­
rów niż średniowiecznymi publicznymi
egzekucjami, podczas których przynaj­
mniej dokonywała się sprawiedliwość.
Współczesne oglądanie scen przemo¬
cy jest „bezinteresowne" . Wypowie­
dzi widzów komentujących wystawę
zdają się temu twierdzeniu przeczyć.
Lecz przed przyi rżeniem sie komen­
tarzom warto sprawdzić, czy zdjęcia
prezentowane na World Press Photo
na przestrzeni lat rzeczywiście sa tak
drastyczne.
9

10

HIPPOLYTE BAYARD, AUTOPORTRET TOPIELCA, 1840 R.

Roberta Capy Śmierć republikańskiego
żołnierza
z 1936 roku obiegła cały świat. Trzeba jednak pa­
miętać, że również przed narodzeniem fotografii
ludzie emocjonowali się scenami przemocy, by
wymienić walki gladiatorów w Rzymie czy śre­
dniowieczne obrazy przedstawiające męczenni­
ków Za pierwszego reportażystę można by uznać
Francisca de Goyę, który w cyklu
Okropności
wojny dosłownie przedstawił sceny z hiszpań­

9

10

B. Sułkowski, op.cit., s. 5.
Ibid., s. 8.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

W określeniu ich brutalności posłużę
się kryteriami, które Sułkowski zasto­
sował do badania przekazu telewizyj­
nego. Uznał on za przejawy przemocy
wszystkie ujęcia, które obejmują: użycie
broni oraz grożenie bronią, widok ofiary
i krwi, zwłoki, a także katastrofy, wypad­
ki i inne naturalne kataklizmy. Obrazy
broni, która nie jest w użyciu, są raczej uniknię­
ciem pokazywania przemocy, rodzajem peryfrazy,
do scen brutalnych więc ich się nie zalicza . W
przypadku World Press Photo osobno wyróżniłam
te ujęcia, które nie przedstawiają ofiar we krwi,
ale silne uczucia strachu bądź żalu na twarzach
portretowanych, ponieważ niosą z sobą znaczny
ładunek emocjonalny (np. znane zdjęcie dzie­
ci uciekających przed napalmem z 1972 roku).
11

11

Ibid, s. 105-106.

�Weronika Chodacz

56
Na 49 zwycięskich fotografii - tyle razy od 1955
roku odbył się konkurs - zdjęć przedstawiających
bezpośrednio przemoc jest 18 (w tym też bardzo
brutalnych, jaksamospalenie buddyjskiego mni­
cha z 1963 czy egzekucja partyzanta w Wietnamie
z 1968 roku). Bezpośrednio nie pokazuje przemo­
cy 17 fotografii - nie pochodzą one z krajów, gdzie
toczyły się działania zbrojne, lub z samego obrazu
nie wynika, że sfotografowane postacie to ofiary
agresji (jak w przypadku zdjęcia czeczeńskiego
chłopca z 1995 roku). Dodatkowo 14 zdjęć, mimo
że nie przedstawia agresji, niesie z sobą silny ła­
dunek emocjonalny. Stosunek zdjęć wyrażających
jedynie emocje i nieprzedstawiających przemocy
w ogóle do fotografii brutalnych to 3 do 2. Na­
tomiast jeśli podsumować zdjęcia z wszystkich
kategorii prezentowanych na wystawie w 2006
roku (nie iak poprzednio tylko zdiecia roku) to
fotografii obrazujących przemoc bezpośrednio
iest fedna trzecia lednak to obrazy brutalne naibardziei zapadaia w pamięć Wystarczy by dra­
stycznych zdieć była niewielka cześć aby człowiek
zapamiętał wystawę jako wstrząsającą
Przy klasyfikacji nie zostały wzięte pod uwa­
gę opisy fotografii, bez których wiele zdjęć repor­
terskich traci sens. Walter Benjamin twierdzi, że
bez podpisu „wszelka fotograficzna konstrukcja
byłaby skazana na przypadkowość" . Zdjęcia
z World Press Photo doskonale ilustrują tę tezę.
Widać to na przykładzie fotografii z 1992 roku,
która przedstawia kobietę niosącą zwłoki dziec­
ka. Jej spokojny wyraz twarzy, szerokie centralne
kadrowanie i krajobraz uchwycony w tle dają
złudzenie spokoju. Zawiniątko, które trzyma,
również nie wskazuje na to, że wewnątrz jest
martwe dziecko. Dopiero opis uzmysławia dra­
mat ofiar głodu w Somalii. Bardziej wyraźny
12

12

W Benjamin, Mata historia fotografii, [w:] idem, Anioł

historii, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1996, s. 124.
13

W Benjamin, Twórca jako wytwórca,

[w:]

idem,Anioł

historii, op.cit.,s. 174.
14

R. Barthes, Światło

przykład to ofiara wybuchu wulkanu w Kolum­
bii z 1985 roku. Samo zdjęcie przedstawia spo­
kojne dziecko, dopiero opis uświadamia nam, że
sfotografowana dziewczynka umarła pod gru­
zami. Według Waltera Benjamina do robienia
zdjęć powinni się zabrać pisarze, ponieważ tylko
słowo jest w stanie uratować współczesną, nasta­
wioną na konsumpcję, fotografię masową .
Zdjęcia przedstawiające przemoc bezpośred­
nio Roland Barthes porównuje z pornografią .
Według niego fotografiom tym często brakuje
punctum, które przełamałoby jednolite studium
zdjęcia, czegoś, co „wybiega ze sceny jak strzała
i przeszywa mnie" . „Punctum jakiegoś zdjęcia
to przypadek, który w tym zdjęciu celuje we mnie
(ale też uderza mnie, uciska)" . Rolę punctum
w wielu fotografiach World Press Photo para­
doksalnie może realizować napis, czyli element
zewnętrzny wobec zdjęcia. W niektórych foto­
grafiach to on właśnie najbardziej uderza widza,
kieruje uwagę na określoną rzecz.
Zygmunt Bauman proponuje przeformułowanie kartezjańskiego cogito na „krzyczę, więc
jestem". Taki charakter mają współczesne me­
dia. „Uwagę publiczną, chronicznie przytępioną
i zblazowaną przez atrakcje coraz to liczniej­
sze, krzykliwsze i coraz bardziej niesamowite,
przyciągnąć mogą tylko zdarzenia szokujące,
i to szokujące bardziej n i ż wstrząsy wczoraj­
sze. Jeśli zatem o pożądaną siłę wstrząsu idzie,
działa niejako tendencja jednoznacznie i upar­
cie z w y ż k o w a " . Zdjęcia World Press Photo
nie potwierdzają tej tendencji. Zataczają raczej
pewien krąg, od twórczych zdjęć poruszających
różnorodną tematykę po coraz bardziej drastycz­
ne (ich brutalność staje się największa w czasie
wojny w Wietnamie w latach 60. oraz później,
13

14

15

16

17

15

16

17

Ibid., s. 47.
Ibid.
Z. Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesnosci,

Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń
obrazu. Uwagi o fotografii, KR,

1995, s. 62.

Warszawa 1996, s. 72.

BARBARZYŃCA

PD08

�Trup i estetyka

57

w latach 80.), po czym znowu w latach 90. stają
się coraz bardziej artystyczne i mniej dosłowne.
Większość fotografii (30) jest czarno-biała. Może
to wydawać się zaskakujące, ponieważ zdjęcia
dokumentalne są tradycyjnie kojarzone z barwą.
Czerń i biel cechuje natomiast fotografię arty­
styczną. Zdjęcie w skali szarości nie rozprasza
uwagi widza na niepotrzebne detale, pozwala
skoncentrować się na formie. World Press Photo
oprócz reportażu ma również ambicje formalne.
Między innymi to właśnie zarzucają fotografiom
przeciwnicy konkursu.
Na portalu internetowym Widelec.org za­
mieszczono wszystkie zdjęcia, które wygrały
konkurs od 1955 roku. Poniżej zaczęły pojawiać
się komentarze użytkowników. Na 81 postów tyl­
ko jedna osoba wyraziła się o brutalnej fotografii
jednoznacznie pozytywnie. Większość (60 ko­
mentarzy) zwraca uwagę na cierpienie przed­
stawione na zdjęciach. Jedną czwartą wszystkich
postów stanowią emocjonalne opinie o brutalno­
ści fotografii: „Potworna szara rzeczywistość...",
„przerażające", „straszne, ale prawdziwe..." .
Według Baumana cechą moralności ponowoczesnej jest przeniesienie wartościowania z etyki
na estetykę, niechęć do podejmowania odpowie­
dzialności
do czynnego bądź emocjonalne­
go zaangażowania . Sułkowski natomiast pisze
o dzisiejszym odchodzeniu od etyki przy ocenie
obrazów: „Tradycyjnie dla człowieka pierwotną
odniesienia było wartościowanie moralne
współcześnie uczvmv sie z mediów p r z y d a d a ć
światu bez odniesień do tei pierwotne ramy
analizuiemy techniczne aspekty przedstawienia
lub po prostu gapimy się na zagęszczony stru18

19

18

www.widelec.org/world_press_

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007. We wszystkich
cytatach z Internetu poprawiono ortografię.

mień wypadków, nieszczęść, katastrof, ofiar i ich
katów" . Jednakże do widzów World Press Pho­
to nie odnosi się ponowoczesna adiaforyzacja.
Tylko pięć komentarzy na Widelec.org zwraca
uwagę na walory estetyczne zdjęć, z czego trzy
podkreślają jednocześnie przykre uczucia zwią­
zane z ich oglądaniem, a jeden docenia umie­
jętności fotografów. W Internecie pojawiają się
wypowiedzi podkreślające fakt, że na fotografii
cierpienia nie można oceniać z punktu widze­
nia estetyki: „To hipokryzja i tylko hipokryzja.
Pomyśleć, że takie zdjęcia miałabym jeszcze
oceniać na podstawie kryteriów typu «dobrze
naświetlone*. Brr" ; „Nie lubię tego konkursu.
Zdjęcia są wstrząsające, niektóre bardzo dobre,
ale żerują na czyimś życiu. Na miejscu fotogra­
fa nie robiłabym zdjęcia, tylko bym pomogła,
cokolwiek zrobiła. Za kasę ludzie są zdolni do
wszystkieeo" W przypadku powyższych wy­
powiedzi me można mówić o baumanowskim
mezaaneazowaniu Obrazy cierpienia oprócz
silnych emocii wywołuia u internautów rów
nież cheć działania przynaimmei na poziomie
deklaratywnym oraz refleks e na tematniespra
wiedliwości w świecie i własnej sytuacji (takich
wypowiedzi iestSS") Fstetvzacia natomiast może
noiawićsietvlkowzestaw,eniuzetvka- Zdiecia
piękne, a zarazem straszne i smutne" ."
20

21

22

23

Twórcy drastycznych komunikatów medial­
nych wyjaśniają ich charakter intencją wpły­
nięcia na opinię publiczną, ponieważ obraz ma
większą moc oddziaływania niż słowo. Sułkow­
ski natomiast pisze, że „zbrodnia, wojna i ludo­
bójstwo zawsze są na świecie i zawsze istnieje
misja telewizji do pokazywania rzeczy godnych
podzielone. Troje z siedmiu użytkowników docenia
formalne walory World Press Photo, innych troje
natomiast ma wątpliwości etyczne co do przedstawiania

19

Z. Bauman, op.cit., s. 58.

cierpienia na zdjęciach.

2 0

B. Sulkowski, op.cit., s. 16.

22

21

World Press Photo, www.biblionetka.pl/art.

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007.

asp?kom = tak&amp;oid = -l&amp;aid = 53086, 30.12.2007. Na
Biblionetka.pl opinie są bardziej rozbudowane, a zdania

{]{){]) P D 0 8

BARBARZYŃCA

23

www.widelec.org/world_press_
Ibid.

�Weronika Chodacz

58
interwencji i potępienia. Na widza siedzącego na
kanapie we względnie bezpiecznej części Euro­
py przerzuca się odpowiedzialność za losy świa­
ta, a on tego nie zauważa, on sądzi, że pokazuje
mu się po prostu rzeczy interesujące, a nawet
ekscytujące" . W przypadku World Press Pho­
to nie jest tak do końca. Przedstawiane obrazy
rzeczywiście mogą wzbudzać zainteresowanie,
ale zawsze towarzyszą mu intensywne uczucia,
a nawet poczucie pewnej powinności: „To strasz­
ne, przerażające. To cierpienie, ból śmierć... za
bardzo w oczy kole. Ja wiem, że takie rzeczy na
świecie istnieją, ale tak rzadko o nich myślę... bo
jestem bezradna. Co mogę zrobić... nic. Było, jest
i będzie źle"; „To jest tak straszne i tak okrutne,
że aż brak słów, łzy same zbierają się w oczach.
Nie rozumiem, jak możemy żyć sobie tak nor¬
malnie ciesząc sie iakimiś drobnymi przyiemnościami dnia codziennego, gdy współcześnie
dzieją się takie rzeczy, to okrutne" . Umberto
Eco Z Historii brzydoty zwraca uwa£fe na. to ze
Diekno oodleea ocenie niezaaneażowanei 'na
tomiast brzydota iest wstrzasaiaca Podczas dv
Diekno ooisuiemy takimi synonimami iak har
moniine ładne oełne wdzięku synonimy brzy
doty zwykle maia związek z reakcia nolepaiaca
na niesmaku ieśli nie głębokim obrzydzeni,,
wstręcie czy odrazie Brzydkie iest iednorześnie
odnyrhaiare nienrzyiemne nrzeraza,ace nik
czemne, niepokojące straszne, obrzydliwe .
24

25

ff

26

Jeden z internautów podpisujący się nickiem
Mędrzecldiota zwrócił u w a g ę na szczególne
walory estetyczne zdjęcia z 1984 roku przed­
stawiającego zwłoki i jednocześnie jako jedyny
24

25

B. Sułkowski, op.cit., s. 68.
www.widelec.org/world_press_

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007.
26

27

U . Eco, Historia brzydoty, Rebis, Poznań 2007, s. 16.
www.widelec.org/world_press_

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007.
28

O przywracaniu porządku w toku interakcji:

H . Blumer, Społeczeństwo

ja\o symboliczna interakcja,

wyraził się na temat fotografii jednoznacznie po­
zytywnie: „Kozackie zdjęcie, najlepsze, odkopa­
na twarz dzieciaka, trzasnę ją sobie na pulpit" .
Opinia ta wywołała oburzenie. Internauci od
razu przystąpili do odbudowywania zaburzone­
go systemu wartości (pięć postów) . Przywołując
do porządku Mędrcaldiotę, niektórzy odwołali
się nawet do gróźb: „Szkoda, Mędrczeldioto,
że ja nie mogę trzasnąć Cię w ten pusty łeb. Ale
cóż, są ludzie i ludziska. Straszne zdjęcia...".
Inni człowiekowi, który stawia walory estetyczne
ponad moralnością, odmówili człowieczeństwa:
„Brak ci oczywistych, ludzkich odruchów" .
Zło nie może być piękne, nie można się nim
zachwycać. Koncepcja łącząca dobro i piękno
(gr. KaXoKaya0ia) istnieje j u ż od starożytności
i tkwi w umysłach ludzi do dziś. Eco, opisując
pierwszą Estetyk? brzydoty Karla Rosenkranza
z 1852 roku, wskazuje na analogię między brzy­
dotą i złem moralnym - „tak jak zło i grzech
stoją w opozycji do dobra, będąc jego piekłem,
tak brzydota stanowi «piekło piękna»" . Estetyzacja przemocy jednak nie jest niczym nowym.
Według Sułkowskiego jednym ze starożytnych
jej przejawów są żywe pochodnie Nerona, które
przed podpaleniem zostały ozdobione, a pło­
nęły przy dźwiękach muzyki . Historyk sztuki
może więc, jak Czartoryska, uznać estetyzację
cierpienia najwyżej za przejaw złego smaku,
w postrzeganiu potocznym natomiast takie dzia¬
łania wzbudzają najwyższe oburzenie. Czło¬
wiek który fascynuie sie ohyda musi być zły
edyz'brzydota wiąże sie ze złem Zarzucanie
fotografom estetyzacji cierpienia me pojawiło się
27

28

29

30

31

w socjologii współczesnej,

red. E. Mokrzycki, Warszawa

1984, s. 71-87; H . Garfinkel, AspeĄty problemu potocznej
wiedzy o strukturach społecznych,

[w:] Fenomenologia

i socjologia, red. Z. Krasnodębski, P W N , Warszawa 1989,
s. 324-342.
29

Ibid.

3 0

U . Eco, op.cit., s. 16.

3 1

B. Sułkowski, op.cit., s. 6.

[w:] Kryzys i schizma. Antyscjentystyczne tendencje

BARBARZYŃCA

PD08

�59

Trup i estetyka
w r a z z p o w s t a n i e m f u n d a c j i W o r l d Press P h o t o .
K r y t y k o w a n o za t o j u ż fotografie gospodarczej
depresji w Stanach Z j e d n o c z o n y c h

Dorothei

Lange . Pisał też o t y m Walter B e n j a m i n .
3 2

3 3

Z a w y k o r z y s t y w a n i e c i e r p i e n i a k r y t y k u j e się
również media informacyjne. Czartoryska p i ­
sze o W o r l d Press P h o t o : „ T a k i n i e jest ś w i a t ,
t a k a jest t y l k o f o t o g r a f i a p r a s o w a o k r e ś l o n e g o
r o d z a j u " . T e n z a r z u t m o ż n a raczej o d n i e ś ć d o
3 4

t e l e m e d i ó w , które k r e u j ą f a ł s z y w ą w i z j ę w r o g i e j
r z e c z y w i s t o ś c i . S u ł k o w s k i p r z y t a c z a statystyki r e ­
alnej p r z e s t ę p c z o ś c i , z g o d n i e z k t ó r y m i n a 100%
przestępstw 0,1% t o morderstwa, 0,8% gwałty
seksualne, 3,5% r a b u n k i , 7,8% n a p a ś c i p e r s o n a l ­
ne n a t o m i a s t z d e c y d o w a n a w i ę k s z o ś ć 77 8 % t o
w ł a m a n i a i k r a d z i e ż e . P o t r z e b a sensacji w pro¬
g r a m a c h i n f o r m a c y j n y c h d o k ł a d n i e o d w r a c a te
proporcje: 87% wydarzeń w n i c h

przedstawia­

n y c h dotyczy przestępczości z u ż y c i e m przemocy
f i z y c z n e j . W świetle t y c h statystyk t r u d n o jest
35

z a p r z e c z y ć m a n i p u l a c j i w m e d i a c h . M o ż e dlatego
k o m e n t a t o r z y prasowi szczególnie jej świadomi
starają się z w r a c a ć
wystawy

nodkreślaiaciefmeiednoznaczność^cze-

JraczeinierobiaDrzecietniwidzowiewyrazaiacy
Przeważnie i e d n o s t r o n n e
W

e m o c i o n a l n e opinie

a r t y k u ł a c h o W o r l d Press P h o t o w G a z e c i e

W y b o r c z a " niektórzy dziennikarze koncentruia
sie i e d y n i e n a b r u t a l n o ś c i p r e z e n t o w a n y c h foto
Jani

3 6

n a t o m i a s t cześć k o m u n i k a t ó w m e d i a l n y c h

c h a r a k t e r v z u i e sie n e w n y m s c h e m a t e m

I c h a„

t o r z y nainierw zwraraia nwaoe na d r a s t y c z n o ś ć
i d o s ł o w n o ś ć f o t o g r a f i i , ale p o t e m , j a k b y trochę

32

B. Brauchirsch, Mała historia fotografii, Cyklady,
Na temat albumu Świat jest piękny

37

38

3 6

K. Kenig, Najlepsze smutne zdjęcia,

„Gazeta Wyborcza",

Warszawa, 11.02.2006, s. 10; Krew, łzy, upodlenie, „Gazeta

Warszawa 2004, s. 29.
3 3

na siłę, poszukują w wystawie też pozytywnych
aspektów, powołując się zwykle na zdjęcia z ka­
tegorii nauka i sport . Taki opis pozwala uniknąć
kreowania jednolitej wizji świata.
„Codziennie otaczają nas przerażające obrazy.
Widzimy zdjęcia ludów, których dzieci, wyglą­
dające jak szkieleciki z nabrzmiałymi brzucha­
mi, umierają z głodu, krajów, w których kobiety
są gwałcone przez najeźdźców, i innych, w któ­
rych ludzie są torturowani, tak jak wciąż stają
nam przed oczami dawne obrazy innych żyjących
szkieletów, wchodzących do komór gazowych.
Widzimy członki ciał rozrzucone na skutek wysa­
dzenia w powietrze drapacza chmur lub samolotu
w locie i żyjemy w strachu, że nas też to może
spotkać. Wszyscy wiedzą, że jest to brzydkie nie
tylko w sensie moralnym, ale również fizycznym
- ponieważ wzbudza niesmak, strach, odrazę niezależnie od tego że owe obrazy budzą litość
gniew chęć przeciwstawienia się solidarność na­
wet jeśli akceptuje się je z fatalizmem kogoi kto
wierzy że życie iest opowieścią idioty pełna krzy¬
ku i zamieszania. Żadna świadomość relatywizmu
walorów estetycznych nie wyeliminuje faktu że
w tych przypadkach rozpoznaiemy bez wątpienia
brzydotę i nie iesteśmy w stanie przekształcić iei
w coś przyiemne™" Na podstawie ooinii na
temat Worlu Press Photo do słów Eco można do­
powiedzieć wiecei Nie tvlko nie iesteśmy w sta
nie ale za wszelka cene nie chcemy przekształcać
obrazów ciemienia w coś nrzyiemnelo Fenomen
reakrii na wystawę zanrzecza istnieniu chłodne,
postawy ponowoczesnego obserwatora

Renger-Patscha

Wyborcza", Gdańsk, 8.12.2000, s. 13.
M . Niemczyńska, Dziwny jest ten świat,

„Gazeta

wyraził się następująco: „Nawet obraz nędzy dzięki

3 7

modnemu, perfekcyjnemu ujęciu udało się jej [fotografii]

Wyborcza", Kraków, 21.09.2007, s. 9; A. Bugajska, Dwie

uczynić przedmiotem konsumpcji", W Benjamin,

strony świata.

jako wytwórca,

Wrażliwość

i oko, „Gazeta Wyborcza",

Kraków, 27.02.2003, s. 6; Ten nasz świat,
Stołeczna", Warszawa, 17.12.1999, s. 1.

s. 173.
3 4

U . Czartoryska, op.cit., s. 225.

3 5

B. Sułkowski, op.cit., s. 66.

{]{){]) P D 0 8

Twórca

[w:] idem, Anioł historii, Poznań 1996,

BARBARZYŃCA

38

U . Eco, op.cit., s. 431,436.

„Gazeta

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5996" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5976">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/216699350e7a30cfd016dc110cd98c5f.pdf</src>
        <authentication>1e0637de88d10c661ec9a904e7c83bb6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71534">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5575</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71535">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71536">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71537">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71538">
                <text>Świat jako bezprzedmiotowość/ Barbarzyńca 2008 nr 2(12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71539">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.32-41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71540">
                <text>Chodań, Przemysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71541">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71542">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71543">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71544">
                <text>Przemysław
C hodań

Ur. w I 983 r., student religioznawstwa UJ. Interesuje się religiami gnozy, sztuką
X X wieku oraz sztuką najnowszą. Publikował w „teksty.bunkier", w s p ó ł p r a c u j e
z magazynem o sztuce „ A r t e o n " .

Świat
jako bezprzedmiotowość
Utopijne aspekty suprematyzmu Kazimierza Malewicza

Sztuka przeszłości, służąca religii i państwu (przynajmniej z pozoru), powinna w czystej (nieużytkowej)
sztuce suprematyzmu obudzić się do nowego życia i zbudować nowy świat - świat doznań...
Kazimierz Malewicz
1

U

topia to szczególny twór ludzkiej wy­
obraźni. Jest ona projekcją stanu ide­
alnego wobec marności zastanej sytu­
acji społecznej, politycznej czy też artystycznej.
Może być ucieczką od rzeczywistości, może też
przybrać kształty realnych postulatów i dążeń.
„Utopista nie godzi się na świat zastany, nie
zadowala się aktualnie istniejącymi możliwo­
ściami: marzy, fantazjuje, antycypuje, projektu­
je, eksperymentuje" . Utopia pozwala spojrzeć
2

1

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy, słowo/obraz

z dystansem na daną kulturę, jest jej krytyką.
Myślenie utopijne jest myśleniem twórczym.
Stwarza cele, ku którym powinniśmy kierować
swe wysiłki, by w zamian otrzymać prawdziwie
szczęśliwe społeczeństwo, idealny system poli­
tyczny, wiedzę absolutną lub zbawienie. Utopia
jest jednak nie do zrealizowania, inaczej stałaby
się ideologią czy programem politycznym. Jak
podkreśla znawca awangardy rosyjskiej historyk
sztuki Andrzej Turowski, pojęcia „ideologia"

2

J. Szacki, Spotkania z utopią,

Sic!, Warszawa 2000, s. 33.

terytoria, Gdańsk 2006, s. 65.

BARBARZYŃCA

nn

�Świat jako bezprzedmiotowość
i „utopia" odnoszą się do zupełnie innych zja­
wisk. „Ideologię wiązałem zawsze z grupami
ludzi, którzy posiadali władzę i dążyli do jej
utrzymania. Ideologia była czymś, co uzasad­
niało ich władzę. Natomiast utopie były wizjami
świata tych, którzy władzy nie posiadali" - mówi
Turowski .
3

Utopie najczęściej znajdowały wyraz w for­
mie literackiej, tworząc oddzielny gatunek pisar­
stwa. Jerzy Szacki, świadom sztuczności wszel­
kich kategoryzacji, w y r ó ż n i a pięć głównych
form utopii: utopię miejsca (np. Państwo
Słońca
T. Campanelli, Nowa Atlantyda F. Bacona), uto­
pię czasu (np. Ro\ 2240 Merciera, W roku 2000
Bellamyego), utopię ładu wiecznego (systemy
religijne lub filozoficzne projektujące społeczeń­
stwa idealne, np. w Państwie Platona), utopię
zakonu (jakkomuny tworzone przez ludzi
powanych wokół haseł socjalizmu, anarchizmu
lub też reguły zakonów religijnych, np. założe­
nia franciszkanizmu) Of aZ utopię polityki (np.
utopia państwa liniowy społecznej w osiemna
stowiecznej Francji czy hasła samtsimonistów
w wieku X I X )
4

Samo pojęcie „utopia" pochodzi z dzieła
szesnastowiecznego angielskiego pisarza Tho­
masa More'a, którego pełny tytuł brzmi Ksią­
żeczka zaiste złota i niemniej pożyteczna
ja\przyjemna o najlepszym ustroju państwa i nieznanej
dotąd wyspie Utopii . Etymologiczne znaczenie
terminu ująć można dwojako. Greckie topos
w znaczeniu „miejsce" z przedrostkiem „eu"
oznaczałoby „dobre miejsce", a gdy przedrost­
kiem uczynić „ou", otrzymamy „miejsce, któ­
rego nie ma" . Twórczości utopijnej nie należy
zawężać tylko do literatury. Aspekty utopijnie
5

6

3

Utopia to nie ideologia. 125. rocznica urodzin Kazimierza

33
mogą być zawarte w filozofii, na przykład w idei
nadczłowieka u Nietzschego, w koncepcjach
religijnych, gdzie przykładem są wszelkiego ro­
dzaju milenaryzmy, czy w sztuce - tu prym wie­
dli XX-wieczni malarze i poeci futuryści, z Ma¬
rinettim na czele. W architekturze utopijna była
skala projektu przebudowy Berlina w latach
trzydziestych X X wieku. „Sporządzone przez
Alberta Speera plany przebudowy Berlina są
dziś synonimem manii wielkości polityków narodowosocjalistycznych. Gigantyczne projekty
budowlane znacznie przerastały ekonomiczne
zasoby miasta" . Wcześniej, w wieku X V I I I ,
utopia w sztuce objawiała się projektami takich
architektów iak Etienne-Louis Boullee czy
Claude-Nicólas Ledoux. A sięgając do źródeł
kulturv eurooeiskiei rzec można iż utooiinie
nacechowane było myślenie artystów Grecji
klasycznei ich dążenie do piękna absolutnego
i próba unaocznienia w dziele zasad Prawdy
Dobra i Piękna Dziś estetyka Piękna Absolut¬
nego równa się najczęściej estetyce Kiczu
7

Artysta i epoka
20 marca 1927 roku w warszawskim hotelu
Polonia odbyło się otwarcie wystawy jedne­
go z czołowych przedstawicieli sztuki awan­
gardowej X X wieku, przez całe niemal życie
mieszkającego w Rosji, mistrza abstrakcjonizmu i prekursora minimalizmu - Kazimierza
Malewicza. Artysta, którego rodzice pochodzili
z Polski, zatrzymał się tu w drodze do Berlina,
skąd jego sztuka miała się rozprzestrzeniać
w całej Europie Zachodniej. Dzięki temu chciał
wydostać
twórczość z ograniczeń syste­
mu politycznego ówczesnej Rosji, który coraz

5

ibid.

Malewicza. Z prof. Andrzejem Turowskim rozmawia

6

Ibid, s. 11-12.

Agnieszka Tabor, [w:] „Tygodnik Powszechny", http://

7

J. Gympel, Historia architektury, Könemann, Kolonia

tygodnik.onet.pl/1548,1153046,dzial.html.
4

Por. J. Szacki, op.cit.

e ( l B ) nu

BARBARZYŃCA

1996, s. 93.

�Przemysław Chodań

34
bardziej ograniczał wolność wypowiedzi. Tak
jak Wassily Kandinsky i Marc Chagall chciał
uzyskać m i ę d z y n a r o d o w e uznanie. Pomimo
iż osobiście nigdy nie dotarł do artystycznego
centrum świata, jakim był wówczas Paryż, jego
dzieło należy do szczytowych osiągnięć w histo­
rii sztuki awangardowej.
Kazimierz Sewerinowicz Malewicz przy­
szedł na świat w Kijowie w 1879 roku . Na ogół
uznawany bywa za artystę rosyjskiego, ale polscy
rodzice i dzieciństwo spędzone na ukraińskich
wsiach nie pozostały bez wpływu na jego twór­
czość. Ową wielokulturowość odzwierciedla
język jego rozpraw teoretycznych, który był
mieszaniną rosyjskiego, polskiego i ukraińskiego
właśnie. Polskim czytelnikom teksty Malewicza
starała się przybliżyć, między innymi, Helena
Syrkusowa. Fragmenty tych pism w jej tłuma­
czeniu ukazywały się w słynnym piśmie polskiej
awangardy „Blok". Przez wiele lat twórca
8

utrzymywał żywy kontakt z Włady¬
sławem Strzemińskim oraz Katarzyną Kobro.
Należeli oni do prowadzonej przez Malewicza
grupy Unowis
Jak wyglądały prace Malewicza sprzed 1909
roku, nie dowiemy się nigdy, gdyż zostały przez
artystę spalone. Ten, zdawałoby się, dramatycz­
ny akt wydaje się jednakowoż w pełni zrozu­
miały. Malewicz stopniowo, acz konsekwent­
nie, odchodził od malarstwa figuratywnego,
mimetycznego ku czystej, bezprzedmiotowej
abstrakcji. Tak jak wielu innych młodych ar­
tystów w tym czasie chciał zerwać wszelkie
związki z uznćinćj za gorsza, konformistyczną
i niepasującą do prawdziwego modernisty sztu­
ką akademicką. Z pomocą przyszły rewolucyjne
hasła włoskiego futuryzmu oraz francuskiego

8

Fakty z życia Malewicza podaję za: A. Turowski,

kubizmu, szybko podbijające umysły młodych,
zbuntowanych artystów w całej Europie. Nowe
czasy wymagały nowej sztuki, której głównym
celem miało być oddanie klimatu miasta, jego
specyfiki i dynamiki. Miasto, masa, maszyna!
Dla niepokornych twórców rosyjskich z po­
czątków X X wieku bardzo w a ż n e były lata
1907-1912, czas intensywnej wymiany myśli
artystycznej z Europą Zachodnią, czas poszuki­
w a ń własnej tożsamości w nurcie sztuki awan­
gardowej . Pierwsza duża prezentacja nowej
sztuki europejskiej miała miejsce w Moskwie
w 1908 roku. Pokazano wtedy dzieła między
innymi Braque'a, Cezanne'a czy Matisse'a.
Wzorem swych zachodnich kolegów młodzi
rosyjscy twórcy zaczęli się skupiać w licznych
ugrupowaniach, których celem było pozby­
cie się balastu sztuki tradycyjnej, akademickiej
i tworzenie dzieł nowatorskich oboietnych na
gusta szerokich mas odbiorców Przykładem
może być Związek Młodzieży ugrupowanie
artystyczne powstałe w Petersburgu w roku
1909 oficjalnie zarei estrowane rok DÓźniei
W wystawach organizowanych nrzez związek
brali udział tacy artyści, jak Kazimierz Malewicz W ł a d i m i r Tathri Aleksander Ekster
9

Olaa Rodanowa czv Michał Miatuszvn
fi,n,rv,rvrznei
W

o n e r v 7uKrir&lt;tu,n

JnlkweLil

intenJwLh

autor

nJjnńrrm
.rtv.tvr.nvrh

poszukiwana
o doniosłym znaczeniu w historii sztuki, awan­
gardowe i zarazem utopijne kierunki - utylitar­
ny oraz analityczny konstruktywizm, którego
początki datuje się na rok 1916, oraz suprematyzm, za którego początek uznać możemy rok
1915. Wcześniej nowatorskie idee prezentowali
m i ę d z y innymi tak zwani kubofuturyści, na

9

Por. A. Turowski, Wielka utopia awangardy. Artystyczne

Supremus Malewicza, Muzeum Narodowe, Warszawa

i społeczne

2004; item, Malewicz w Warszawie, Universitas, Kraków

Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1990.

utopie w sztuce rosyjskiej 1910-1930,

2004.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość
których ostatniej wystawie pod tytułem 0-10
w 1915 roku rozdawano broszurę Malewicza Od
kubizmu i futuryzmu do suprematyzmu.
Przez lata Malewicz pracował nad swoją
teorią sztuki w tajemnicy. Pierwsze będące jej
wyrazem dzieło, Czarny kwadrat na białym tle,
powstało w 1913 roku, a publicznie obraz po­
kazano dwa lata później. Jak pisze Turowski,
„filozofia suprematyzmu była w najwyższym
stopniu synkretyczna, a język, w jakim została
sformułowana, zaskakujący to głębią, to znów
naiwnością porównań (...)" . Tak jak wielu
innych twórców tego czasu artysta wzbogacał
wyobraźnię nowymi teoriami z zakresu
fizyki między innymi odkryciami Einsteina
nieeuklidesową pangeometrią Łobaczewskiego',
energetyzmem Oswalda ale również filozofia
Bergsona Schopenhauera i Nietzschego Naj
większy wpływ wywarły na Malewicza teozo
ficzne teorie Uspienskiego szczególnie idea
czwartego wymiaru Nieobce mu były oodady
psychoanalizy".
'
10

W roku 1916 manifest suprematystyczny był
w rosyjskich kręgach artystycznych powszech­
nie znany, a nowa koncepcja sztuki znalazła
licznych zwolenników i propagatorów, między
innymi Natalię Dawidową, Aleksandra Ekstera, Iwana Kluna, Olgę Rodanową. Planowano
nawet utworzenie grupy twórców suprematystycznych Supremus, do czego ostatecznie nie
doszło .
Malewicz pozostawił po sobie sporą spuści­
znę w postaci prac teoretycznych dotyczących
zarówno jego własnej twórczości, jak i wiele
analiz z zakresu historii form malarskich, na
przykład Wprowadzenie do form elementu do­
datkowego w malarstwie, Deformacja w kubi12

10

A. Turowski, Malewicz w Warszawie, op.cit., s. 314.

35
zmie czy O sztuce. Często był zapraszany do
wygłaszania wykładów, a jeden z nich -Analiza
współczesnych
kierunków
w malarstwie, arty­
sta wygłosił na wspomnianej wystawie w War­
szawie w 1927 roku. Malewicz zajmował się
działalnością pedagogiczną. Pracował w Szko­
le Sztuk Pięknych w Witebsku, gdzie w 1921
założył własną grupę artystyczną Unowis. Był
współorganizatorem Instytutu Kultury Arty­
stycznej w ówczesnym Piotrogrodzie, a od 1925
roku jej dyrektorem. Zmarł w Leningradzie 15
maja 1935 roku .
13

Twórca suprematyzmu zawsze podkreślał
nieutylitarny charakter swojej sztuki. Z pogardą
pisał o „życiu praktycznym", które „(...) wciska
się jak nachalny intruz w każdą formę arty­
styczną i sugeruje nam, że utylitaryzm jest jej
początkiem i celem" . Obce były mu, zyskujące
wówczas znaczenie i popularność, takie nurty
jak konstruktywizm czy produktywizm. Male­
wicz wyznaczał artyście doniosłą rolę w kształ­
towaniu „nowej świadomości" społecznej, odże­
gnywał się jednak od współpracy z władzą i od
tworzenia sztuki propagandowej . Autora pisma
„Świat jako bezprzedmiotowość" uznaje się za
artystę rewolucji, nie była to jednak rewolucja
polityczna, lecz duchowa.
14

15

Awangardowe utopie komunikacji
bezpośredniej
Według Rolanda Barthesa współczesność
rodzi się wraz z rozwojem samoświadomości
językowej, w konsekwencji czego „(...) proble­
my kultury 2. połowy X I X i X X wieku nale­
ży rozpatrywać w perspektywie utopii języko­
wych, w których zawsze współbrzmią z sobą

13

Por. A. Turowski, Supremus Malewicza, Muzeum

11

Ibid., s. 315.

Narodowe w Warszawie, 2004.

12

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 29.

14

15

£ ( 1 B ) nu

BARBARZYŃCA

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 74.
A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit.

�Przemysław Chodań

36
mallarmeańskie «zmienić jczyk» z marksowskim « z m i e n i ć świat»" . Andrzej Turowski,
niestrudzony badacz awangardy, pisze o „utopi
języka uniwersalnego", której przedstawicielami
w sztuce rosyjskiej byli między innymi Wassily
Kandinsky, Kazimierz Malewicz i Aleksander
Rodczenko. Szukali oni takiej formy komuni­
kacji, która wykraczając poza zwykły dyskurs
językowy, byłaby bezpośrednim wyrażeni idei.
Jednocześnie uznano sztukę za równoprawny
z nauką czy filozofią sposób na poznanie 1 ZFOzumienie świata. Twórczość wymienionych arty­
stów była też buntem wobec alienacji i reifikacji
jednostki w bezdusznej machinie społecznej
oraz rodzącego sie właśnie totalitaryzmu poli¬
tycznego narzucającego własna ograniczona
do celów oroDagandowych wizie sztuki Artysta
awangardowy zdawał sobie sorawe z naradek
salności konch/cii ludzkiei - noszukuiacei wol
ności a Jednocześnie uwiWanei w ograniczenia
iakie 'narzucaia historia s p o ł e c z e ń s t w o i e z v k '
16

P o d s t a w o w v m w a r u n k i e m nrzv,ecia n r o c e s ó w
a l i e n a r v i n v r n za ź r ó d ł o t w ó r c z o ś c i a w a n a a r d v
a r t ^ J ;

W,znanie

no n i e r w ^ e

i e L /

artystycznej jest uznanie po pierwsze, ze aynamiKa twórczości jest m o ż l i w a uwarunKowana

procesem wyobcowania po drugie wagi pod­
miotowej świadomości tego wyobcowania, pro­
wadzącej Ku próbom jego zniesienia lub prze­
zwyciężenia przez twórczość

. U l a Malewicza

sensem przekroczenia stanu alienacji, do którego
prowadzi! suprematyzm nie było pogodzenie
człowieka ze światem. Dąży! on do ukazania
wolności w wymiarze duchowym. Z pomocą
miał przyjść nowy język sztuki. Bowiem tylko
sztuka, wedle artysty, jest w stanie wyzwolić
świadomość człowieka od balastu racjonalnego
pseudopoznania i pokierować ją ku odczuciu
świata jako bezprzedmiotowości .

Pierwsze eksperymenty językowe oraz uto­
pijne wizje społeczeństwa i jednostki w sztuce
X X wieku były dziełem futurystów - początko­
wo we Włoszech, potem w wielu innych krajach
Europy, także w Polsce i Rosji. W nurcie tym
obserwujemy bezkompromisową krytykę tra­
dycji (malarskiej, religijnej, światopoglądowej
- każdej) oraz pęd ku stworzeniu nowej sztuki
dla jednostek, których środowiskiem jest prężne
i dynamiczne miasto. Futuryzm był nie tylko
wizją artystyczną, ale również, przynajmniej
w ambicjach, próbą stworzenia antropologii
człowieka miasta. Najbardziej skrajnym, cho­
ciaż rozgrywającym się na papierze, wyrazem
buntu młodych twórców były eksperymenty
lingwistyczne. Poeci futuryści zdekonstruowali
język a wraz z m m dawnego człowieka i jego
Świadomość.
Posiłkując się wizją komunikacji bezpośred­
niej, awangarda wydawała na świat wiele utopii
językowych, „wynikających z wszelkiego rodza­
ju naruszenia kodów łącznie z ich eliminacją
(...)" . Nowy język miał być wyrazem wolności
i próbą przezwyciężania kulturowej alienacji,
miał być językiem w pełni autorskim i uniwer­
salnym zarazem. Analizę formalnych ekspery­
mentów artystów z kręgu awangardy, uznających
sztukę za rodzaj języka, przeprowadza Turowski
W oparciu o klasyczną rozprawę Ferdynanda de
Saussure'a pod tytułem Kurs
językoznawstwa
ogólnego.
Szczególne znaczenie ma tu koncep­
cja znaku jako podstawowego elementu syste­
mu semiotycznego. W uieciu tym znak zawiera
w sobie dwa składniki - element znaczący i zna
czony. Choć w założeniu wewnątrzznakowe
skoiarzenie elementu znaczącego i znaczonego
iest dowolne związek ten w rzeczywistości iest
regulowany przez kod, który na mocy konwencj i
19

18

16

Ibid., s. 88.

19

17

Ibid., s. 181.

s. 143.

A. Turowski, Wielka utopia awangardy...,, op.cit.,

18

Por. K. Malewicz, Świat

bezprzedmiotowy...,op.cit.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość

37

łączy określony plan wyrażenia (przedstawiają­
ce) z pojęciem (przedstawione)" . Rządząca ko­
dem znakowym społeczna umowa daje ludziom
możliwość komunikacyjnego porozumienia.
„Utopia komunikacyjna awangardy ma charak­
ter paradygmatyczny w świadomym kwestiono­
waniu (...) struktury komunikatu ze względu
na jego wewnętrzne prawa i konstytuujący go
kod jako zasadę przyporządkowania znaczenia
(...)" . To, do czego dążył Malewicz, to utopia
komunikacji pozakodowej, wiara w stworzenie
języka zdolnego wyrażać duchową istotę rzeczywistości . Nie bez powodu Piotr Piotrowski zali¬
cza. go do metafizycznego nurtu awangardy .
20

21

22

gra wynikająca z pozarozumowego realizmu
Malewicza" . Problem języka w sztuce podjął
również Wassily Kandinsky. Znajdujemy u nie­
go utopię komunikacji pozakodowej, „zakła­
dającą możliwość pominięcia języka, wierząc
w pozajęzykową ekspresję" , nazwaną przez
Turowskiego utopią synestezyjną. Poczynania
Rodczenki nazwano utopią reistyczną, rozwój
filozofii suprematyzmu natomiast doprowadził
Malewicza do utopii fenomenologicznej .
25

26

27

Suprematyzm

Suprematyzm był systemem filozoficznym
Kazimierza
Malewicza i nurtem w sztuce awan­
Śmiałe manipulacje materią słowną niepo­
gardy
rosyjskiej
pierwszej dekady i lat 20. X X
kornych poetów futurystów oraz materią malar­
ską kubistów z początków X X wieku zainspi­ wieku. Teoretyczne podłoże swej sztuki rozwi­
rowały do eksperymentów formalnych również jał artysta przez wiele lat. Najbardziej płodnym
Malewicza. Dla twórcy suprematyzmu był to okresem były lata 1913-1920. Twórczą ewolucję
okres tak zwanego realizmu pozarozumowego jego poglądów unaoczniają nam okresy czarny,
oraz dekonstrukcji logicznego języka malarstwa barwny i biały jego malarstwa. W roku 1915
w celu badania jego struktury. Około roku 1913 pokazany został po raz pierwszy Czarny kwa­
rosyjski twórca, zainspirowany kubizmem synte­ drat na białym tłe. Kwadrat jako podstawowa
tycznym, malował dzieła, w których „zestawiane forma suprematyzmu, rozwijająca się w formy
z sobą przedmioty na zasadzie dość odległych pochodne - koło i krzyż, był dla Malewicza
skojarzeń układały się w formy dopełniających symbolem ładu porządku wyższego stopnia
się rebusów bądź też były bezpośrednio czy­ znakiem zwycięstwa człowieka nad chaosem
natury Siła obrazu tkwi w tym że ma on moc
telne a czasem robiły wrażenie oderwanych
rzuconych przypadkowo kombinacji" . Był tó oddziaływania równą ikonie Nawet sam artysta
określił to dzieło jako naga pozbawiona ram
początek drogi k u malarstwu bezprzedmio
towemu oraz czas poszukiwania autorskiego ikonę swego czasu" . Czarny kwadrat na białym
iezyka zdolnego wyrazić rodzące sie koncepcie tłe nie odsyła nas do żadnego obiektu poza nim
samym ftak dzieie sie w sztnre mimetvcznei^
filozoficzne. „Rozluźnienie narracyjnej i kom
strnkcvinei 'zasady kompozycji aż do zerwania konrentruie sie na sobie Stanowi to o antote
lirznvm charakterze s,,nrematvstvrzneao Hzieła
związków l n m r z n v r h a dale, nrzemieszania
Nie wystawiłem «pustego kwadratu* lecz wrawielu poziomów semantycznych - to typowa
23

24

28

_

20

Ibid., s. 71.

24

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 96.

21

Ibid., s. 188.

25

Ibid, s. 94.

26

Ibid., s. 147.

22

Ibid.

27

Por. A. Turowski, Wielką utopia awangardy..., op.cit.

Wydawnictwo Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza,

28

Por. G. Krzechowicz, Malewicz, wielki utopista XX w.,

Poznań 1993.

Artbiznes.pl.

23

Por. P. Piotrowski, Artysta między

W)

PD08

rewolucją

BARBARZYŃCA

i

reakcją,

�Przemysław Chodań

38
żenię bezprzedmiotowości" - pisał Malewicz .
To, w j ak wielkie wzburzenie obraz ten wprowa­
dził zwolenników sztuki tradycyjnej, najlepiej
oddaje znany cytat: „Przepadło wszystko, co
kochaliśmy. Znaleźliśmy się na pustyni... Przed
nami czarny kwadrat na białym tle" . Następ­
ny okres reprezentuje seria obrazów barwnych.
Głównym dziełem tego okresu jest Czerwony
kwadrat z 1915 roku. Jest on swoistym sygnałem
rewolucji w sztuce. Oznacza ostateczne zerwa­
nie z przedmiotowością. Okres biały, przypada­
jący na lata 1918-1919, którego reprezentantem
jest szczytowe dzieło Malewicza - Biały kwadrat
na białym tłe, był w rozumieniu artysty kresem
możliwości malarstwa i początkiem filozoficz­
nego ujęcia idei artystycznych.
Teoria suprematyzmu zakłada nieograni­
czone możliwości poznawcze człowieka, wierzy
w możliwość dotarcia do prawdziwej wiedzy czy
może lepiej - do odczucia prawdziwej rzeczy­
wistości. Instrumentem poznawczym uczynił
Malewicz wykraczającą poza logiczny dyskurs
językowy intuicję. Według artysty „istota rze­
czywistości, z uwagi na swój charakter (niecią­
gły, alogiczny), nie może być (...) poznawana za
sprawą doświadczenia zmysłowego i intelektu­
alnego" . Tylko intuicja pozwala odczuć istotę
jedności człowieka, świata i kosmosu. Powrót
do zrównującej wszystko Wszechjedni, zwanej
również Otchłanią lub Pustynią, to cel, ku któ­
remu dążył artysta.
W koncepcji suprematyzmu poznanie ab­
solutne jest historyczną koniecznością. Mamy
w niej do czynienia z historiozofią przywodzącą
na myśl idee Hegla. Według Piotra Piotrowskie­
go myślenie o historii jako ideologicznym proce­
sie, którym rządzą obiektywne prawa, odnaleźć
29

30

31

można u wielu artystów rosyjskiej awangardy .
U Malewicza myślenie to znalazło wyraz w kon­
cepcji socjoenergetyki, w e d ł u g której „świat
zmierza (...) do coraz większej oszczędności
energii, która stanowi podstawę bytu" . Ewo­
lucja sztuki, według Malewicza, poddana jest
temu samemu prawu ekonomii energii co cała
ludzka kultura i prowadzi od sztuki figuratyw­
nej poprzez coraz większe uproszczenie form do
abstrakcji i w końcu do suprematyzmu. „Przez
suprematyzm rozumiem supremację czystego
wrażenia (uczucia, doznania, przeżycia) w sztu­
kach plastycznych" - pisał Malewicz. Według
niego to właśnie sztuka jest „w stanie, budując
nową realność pozarozumową (...), przezwycię­
żyć pozorne sprzeczności świata logiki trójwy­
miarowej i połączyć przeciwieństwa w wyższej
jedności" . Szczytowym osiągnięciem sztuki
i kresem poznania jest idealnie czysty, będący od­
czuciem bezgranicznej przestrzeni, uniwersum
i nicości zarazem - Biały kwadrat na białym tłe
z 1919 roku.
Utopię fenomenologiczną, której wyrazem
jest Malewiczowski Biały \wadrat, interpreto­
wać można w ramach refleksji nad istotą języka
i formalnych eksperymentów awangardy. Jak
twierdzi Turowski, patrząc z punktu widzenia
struktury znaku, w obrazie tym doszło do mak­
symalnego rozdzielenia elementu znaczonego
i znaczącego. „Forma nie ukazuje sobą więcej
płaszczyzny. Przedstawia przestrzeń, której nie
odwzorowuje schematem geometrycznym" .
Było to wyciągnięcie ostatecznych wniosków
z eksperymentów okresu „realizmu pozarozumowego", gdzie zachwiana została logika rela­
cji wewnątrzznakowych. Był to również „atak
na zdroworozsądkową relację pomiędzy formą
32

33

34

35

36

29

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 66.

33

30

Ibid., s. 66.

3 4

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 65.

3 5

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 97.

31

P. Piotrowski, Artysta między

s. 50.
32

rewolucją

i reakcją...,

op.cit.,

Ibid., s. 139.

' Ibid., s. 113.

Ibid.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość

39

a pojęciem" . Biały kwadrat na białym tłe zna­
mionuje metafizyczne wykroczenie poza znie­
walające, gdyż nawykowe, myślenie oparte na
schematach kulturowych i kodach językowych.
Dzięki wykroczeniu poza racjonalny dyskurs
dociera Malewicz do rzeczywistości nomenu,
przekracza nieprzekraczalny, wedle Kanta, świat
zjawisk-fenomenów, dzięki czemu uzyskuje
wgląd w naturę rzeczywistości.
Jak j u ż wcześniej wspomniałem, teorie Malewicza przesiąknięte były historycznym determinizmem - rozwój sztuki nieodwołalnie do­
prowadzić miał ludzkość do Prawdy. Malarstwo
dąży do „(...) wyświetlenia na płytach świadomo­
ści skrytej w pomroce realności świata" - pisał
artysta. Myślenie to jest myśleniem gnostyckim,
a funkcją gnozy jest, jak wiemy, zbawienie. We­
dług Malewicza rolą artysty i sztuki było dojście
do duchowej wiedzy o rzeczywistości i prawach
nią rządzących oraz dzielenie się tą wiedzą
z bliźnimi. „Skoro za przyczyną suprematyzmu
sztuka doszła teraz do samej siebie - do swej
czystej, nieutylitarnej formy - i poznała oczywi­
stość bezprzedmiotowego doznania, to w kon­
sekwencji próbuje ustanowić nowy, prawdziwy
porządek świata oraz nowy światopogląd" .
Czym charakteryzowałby się ten nowy świato­
pogląd? Pomimo podkreślania poznawczego
aspektu sztuki wypowiedzi Malewicza dalekie są
od optymizmu, a niektórzy widzą w nim wręcz
głosiciela nihilizmu . „Suprematyzm to scepty­
cyzm wyzuty z wszelkich nadziei. Suprematyzm
zajmuje postawę sceptyczną wobec poczynań
kultury, próbującej za pomoca^ swych wytrychów
włamać się do skarbca przyrody i wywieść zeń
przyczyny zj awisk. i rzeczy, by świat nieświa­
37

38

39

40

37

3 8

Ibid.

domy uczynić ś w i a d o m y m " - pisał artysta.
W y r a ź n a niechęć do wszelkich racjonalnych
sposobów poznania oraz utylitarnych i materialistycznych światopoglądów nie pozwoliła
rosyjskiemu twórcy na stworzenie pozytywnej
i nastawionej na świat i jego cele filozofii. Teoria
Malewiczowska bliska jest za to mistycyzmowi
posiłkującemu się językiem negacji. „Awangarda
tworzy odrębną kulturę negacji - pisze Turowski
- i jeżeli podważa kulturę zastaną, to tylko dlate­
go, że ta jest oddana we władanie ideologii, jest
kulturą wyobcowaną" . Tak jak główną utopijną
ideą mistycyzmu jest przekroczenie relacji podmiotowo-przedmiotowej w stosunku do bóstwa
i rozpłynięcie się w nim, w suprematyzmie ar­
tysta dochodzi do zrównującej wszystko nicości
jako podstawy świata. „Człowiek, który chce pa­
nować, realizować moc, burzy w mistyce granice
zarówno swego ja, jak i świata zewnętrznego;
przestaje przeżywać cokolwiek przedmiotowo,
przestaje być przedmiotem jakichkolwiek wpły­
wów, przestaje być określany; zarówno przed­
miot, jak i podmiot rozpływają się i przenikają
wzajem, przechodząc w stan pozbawiony formy
i treści" Tym co łączy artystę i mistyka jest
tu przede wszystkim uczucie bezprzedmioto­
wości jako podstawowe odkrycie ontologiczne.
Pomimo ciadeeo podkreślania nieutylitarneeo
charakteru sztuki m o ż n a jednak doszukiwać
się u Malewicza elementów pozytywnego pro
gramu chęci wprowadzenia realnych zmian
w świecie doczesnym. Mam tu na myśli tworzo¬
ne tłrzez artystę tak z^vane architektonystrzenne modele budowli konstruowane zgodnie
z zasadami suDrematvzmu które mogłyby
pełnić przestrzeń nowego, idealnego miasta.
41

42

43

41

K. Malewicz, Świat jako

bezprzedmiotowość,

[w:] A. Turowski, Malewicz w Warszawie, Universitas,
Kraków 2004, s. 435.
3 9

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 98.

4 0

Por. A. Turowski, SupremusMalewicza...,

nu

BARBARZYŃCA

op.cit.

K. Malewicz, Świat jakp bezprzedmiotowość...,

op.cit.,

s. 437.
42

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 182.

43

G. van der Leeuw, Fenomenologia religii, Książka

i Wiedza, Warszawa (?) 1978, s. 530.

�Przemysław Chodań

40

Aspekty utopijne odnaleźć można również
w suprematystycznej koncepcji przestrzeni. Tak
jak cała filozofia Malewicza koncepcja ta czerpie
z wielu źródeł. Turowski doszukał się w pracach
rosyjskiego artysty aż czterech, nie zawsze moż­
liwych do pogodzenia, koncepcji przestrzeni .
„Suprematyzm postawił (...) problem konceptu­
alnego porzucenia iluzji dwuwymiarowej płasz¬
czyzny jako jedynie wyobrażeniowej przestrzeni
i przejścia do czterowymiarowej przestrzeni - tej
realności w «wyższym wymiarze* - ujmowanej
intuicją". Poglądy na temat suprematystycznych
wyższych w y m i a r ó w były inspirowane głów­
nie teoriami teozofa Uspienskiego, wyrażonymi
w słynnej książce Czwarty wymiar. Ów
czwarty
wymiar to mieisce gdzie przedmiotowość tra¬
ci racje bytu Tego' konceptualizacją był Biały
kwadrat Dla Malewicza przestrzeń
iako Ko
smiczne Uniwersum .będące zarazem Absolutem
i Wszechiednia — i est przestrzenia nieskończona
niewymierna ^definiowalna i beznrzedmioto
Tj
, c e transformacja świa
domośri donrowadzić nas nowinna do mowa
nia r ^ J L s H . w w . L nnnktn w L r n , »
ma rzeczywistości wyższego punKtuwi ozem a.
w suprematystycznym zwierciadle tfog uusza,
44

w a ł 5

7 V s k f l r i f l

d 7 i e k i

S7n

_

1 Ir w
_ ń»46 7
1Z

lecnniKa, ^ztuKa, M a , inte\
'
'/
'^
f

a

C

a

K

U

C

n

r

z

e

s

t

r

z

e

n

z

a

s

. Zero symbolizuje istotę rzeczywistości,
kryjącą się za różnorodnością świata i natury.
Dostrzec ją można dopiero z wyższego wymia­
ru. Malewiczowska przestrzeń utopijna wiąże
się z przekroczeniem podziału jednostka-swiat
i taką percepcją rzeczywistości, gdzie wszystko
rozpływa się w bezprzedmiotowości. Doświad­
czenie przestrzeni absolutnej równa się doswiadczemu nicości. Parząc z tej perspektywy, widać, ze
44

Por. rozdz. Teoria i filozofia, [w:] A. Turowski,

Malewicz w Warszawie..., op.cit.
45

K. Malewicz, Suprematystyczne

47

48

_

m

poaKresiai apsuraainosc i oezsens życia przea
rl IZ &gt;
^ wyśmiewa!
wszystkicn, którzy wierzą, iz natura i świat rządzą
się rozumnymi zasadami W swym sceptycyzmie
pisał „(. ) byc może, iz natura nie jest zbudowana
(...) mądrze, praktycznie i celowo. Byc może natu­
ra wcale nie jest zbudowana i ze to cos, co niekiedy
nosi nazwę matem (...) w działaniach swych nie
kieruje się ani zasadą przyczyny, ani celu ( ) , byc
może jest ślepa i nieświadoma w procesach sku¬
piania i rozpadania . 1 ak samo jak egzystencjaM a l e w i c z

awangardy rosyjskiej 1910-1932, Universitas, Kraków
1998, s. 178.

Por. A. Turowski, Malewicz w Warszawie..., op.cit.,

s. 322.
46

suprematyzm ma w sobie coś z teologii apofatycznej. Z tym że zamiast Boga mamy Kosmos .
Na koniec chciałbym podkreślić prekursorską,
w pewnej mierze, względem egzystencjalizmu
rolę awangardy artystycznej początków X X wie­
ku. Futuryzm, dadaizm, konstruktywizm czy
suprematyzm - wszystkie te nurty sytuowały
jednostkę mocno w rzeczywistości historycznej.
Artysta awangardowy miał bolesną świadomość
uwikłania dążącej do szczęścia i wolności jed­
nostki w bezlitosną machinę dziejów Turowski
napisał o awangardzie, że sztuka ta „nie jest ani
totalną niezgodą ani zgodą na realność- jest jed­
nym i drugim jednocześnie. Stąd jej nieustające
i wciąż ponawiane rozdarcie" . Artysta aw a n^a—
r
dowy zdziera zasłonę konformizmu i podwóinei
moralności społeczeństwa w którym żyje Kryty
kuieiego religie moralność i estetykę Nie mogąc
znieść pustki współczesna mu kultury tworzy
utopie Demitolorizacia świętem baldachimu"
i bezlitosna krytyka m eszczańskiei mentalności
i iei onsrów snrawiałv ze społeczeństwa oraz svs
temv polityczne (no w Rosii i Niemczech) ska
zvwałv nienokomvrh artvstów na banicie i eazv
iLI
nn/a ołownvm n , L m knltnrv
ŁJJ

zwierciadło,

[w:] A. Turowski, Między sztuką a komuną:

teksty

47

Por. A. Turowski, SupremusMalewicza...,

48

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 178.

op.cit.

49

K. Malewicz, Świat jako bezprzedmiotowość...,

op.cit.,

s. 438.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość
lizm, który widzi jednostkę osamotnioną w świe­
cie bez Boga, awangarda postrzega jednostkę
w stanie alienacji, za co odpowiedzialna jest
kultura. Konstruktywizm podjął próbę zmiany
otaczającej rzeczywistości i poprzez budowanie
funkcjonalnych przestrzeni życiowych starał się
przełamać wyobcowanie człowieka. Suprema­
tyzm, dla którego świat równał się nicości, dążył
do ukazania tej „zbawczej wiedzy", głosił powrót
do zrównującej wszystko Wszechjedni. Czyta­
jąc Malewicza, odnosi się wrażenie, iż posiadał
on niezwykle silną świadomość wyobcowania
człowieka zarówno względem natury - poprzez
swój rozum jak i kultury która ogranicza jego
wolność i produkuje świadomość fałszywą. Na­
leży wiec wznieść sie ponad naturę oraz ponad
kulturę i z wvzvn czwartego wymiaru dostrzec
wszechogarniająca Pustkę N a m y ś l przychodzą
gnostyczne doktryny buddyjskie, które tak samo

41
jak Malewicz podkreślają iluzoryczność naszej
codziennej percepcji rzeczywistości.
Awangardy tworzyły zarówno nastawione
na świat utopie heroiczne (futuryzm, konstruk­
tywizm), jak i utopie eskapistyczne (suprema­
tyzm czy teorie Kandinskiego). Powstawały one
w czasie szczególnych napięć w historii Europy,
tuż przed i zaraz po pierwszej wojnie światowej,
a dzieła, które stworzyły, stanowią najbardziej
wartościowy, płodny i nadal inspirujący frag­
ment sztuki X X wieku. Malewicz zaś, pomimo
że pozostał twórcą trudnym i niezrozumiałym
dla większości odbiorców sztuki, odcisnął piętno
na wielu artystach, którzy korzystając z dorob­
ku suprematyzmu, rozwijali własne koncepcje
sztuki jak
przykład Laszlo Moholy-Nagy czy
JózefRobakowski.

FOT. IGOR HERZYK

1"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5983" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5963">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/08cff29160f94a2ba1b78843d81084e8.pdf</src>
        <authentication>4564d537f4ee9c3302823b6981ea9b9d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71375">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71376">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71377">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71379">
                <text>Łeś Kurbas / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71380">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.58-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71381">
                <text>Chojak, Bruno</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71382">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71383">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71384">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71385">
                <text>Łes Kurbas
Bruno Chojak

Według metryki galicyjskiej: Aleksander Zenon (dwojga
imion), według zapisu ukraińskiego: Ołeksandr Stcpanowycz,
w życiu publicznym: Ł e ś Kurbas. Urodził się 25 lutego 1887
roku w Samborze, w rodzinie aktorskiej. Jego rodzice - Stepan
i Wanda, występujący pod scenicznym nazwiskiem ,,Janowicz''
na deskach objazdowego, ukraińskojęzycznego teatru galicyjs­
kiego „Ruska besida" („Biesiada Ruska"), kierowanego przez
antreprenera Iwana Biberowicza - znani są dość dobrze ówczes­
nej publiczności tego teatru jako para czołowych amantów.
Stepan jest synem grecko-katolickiego duchownego, probosz­
cza parafii w Kuropatnikach i Starym Skałacic koło Brzeżan na
Tarnopolszczyźnie. Kiedy zostaje aktorem - jego ojciec wy­
rzeka się go. Wanda jest córką „urzędnika przy Starostwie",
z mieszanej rodziny (prawdopodobnie) niemiecko-polskiej.
Wieloletnia tułaczka i ogólna nędza życia aktorskiego do­
prowadza rodzinę Kurbasów-Janowiczów do tragedii. Ojciec
rozpija się do tego stopnia, że nie może j u ż grać. Matka wraz
z ciężko chorym mężem i dziećmi zjawia się na probostwie
w Starym Skałacie. Teść, który niegdyś odmówił przyjęcia
młodych małżonków i ochrzczenia ich syna (a swego wnuka)
Aleksandra Zenona, teraz poruszony widokiem nieszczęścia
udziela im schronienia. Odtąd probostwo w Starym Skałacie
staje się właściwym domem rodzinnym małego Kurbasa.
Środowisko rodzinne dziadka jest kulturowo charakterystyczne,
ponieważ jego dorośli członkowie zaliczają się do tzw. „moskw o f i l ó w " . Kurbas j u ż we wczesnym dzieciństwie - obok
rodzimego ukraińskiego, szkolnego polskiego i urzędowego
niemieckiego - poznaje również (i to całkiem nieźle) język
rosyjski, co było rzadkością w ówczesnej Galicji. Kończy
gimnazjum w Tarnopolu. Po maturze wyjeżdża do Wiednia,

58

gdzie na tamtejszym uniwersytecie rozpoczyna studia na wy­
dziale filozoficznym.
W tym samym czasie jego ojciec umiera w stanie delirium
(wrzesień 1908). Zrozpaczona matka wymusza na swym synu
przysięgę, że ten nigdy nie zostanie aktorem. Jest to środek
ostateczny. Wcześniej chłopca, przejawiającego wyraźne skłon­
ności do aktorstwa, starano się odwieść od tych zainteresowań
bardziej łagodnie, próbując nakierować je na muzykę (opano­
wał grę na fortepianie) i literaturę (nawiązał kontakt z Iwanem
Franką i nawet przesyłał mu swe utwory). Dotrzymanie tej
przysięgi jest dla młodego Kurbasa niełatwe. Po przyjeździe do
Wiednia związał się już z ruchem amatorskim tamtejszego
ukraińskiego środowiska studenckiego, gdzie jest jednym z naj­
aktywniejszych organizatorów, reżyserów i aktorów w przed­
stawieniach i wieczorach artystycznych. Podziwia teatr Маха
Reihardta. Poznaje grę Eleonory Duse w jej późnym okresie.
Poznaje osobiście i zaprzyjaźnia się z najgłośniejszym aktorem
rcinhardtowskim, Josephem Kainzem. Znajomość ta umożliwia
mu m.in. statystowanie w wielkich realizacjach teatralnych
Reinhardta.
Po śmierci ojca Kurbas zmienia miejsce studiów z Wiednia na
Lwów, by być bliżej owdowiałej matki. Kontynuuje studia
filozoficzne, a jednocześnie nie przestaje interesować sic
teatrem. We Lwowie poznaje tamtejszy teatr w jego najlepszym
okresie - dyrekcji Tadeusza Pawlikowskiego. Nadal 0
w przedstawieniach amatorskich. Ściśle współpracuje ze swy"
bliskim przyjacielem, Adamem Kocką w Komisji Sztuki D *
matycznej przy Związku Studentów Ukraińskich. Kres ternu
kładzie tragiczny przebieg wydarzeń w dniu 1 lipca 1910 ro
na uniwersytecie lwowskim. W trakcie manifestacji student
1

1

1

�ukraińskich, domagających się utworzenia we Lwowie uniwer­
sytetu z ukraińskim językiem wykładowym, dochodzi do bójki,
w której ginie śmiertelnie zraniony Adam Kocko. Kurbas, jako
współuczestnik zajść, zostaje aresztowany, a następnie karnie
relegowany z uczelni.
Po tych wydarzeniach położenie Kurbasa staje się tragiczne,
pragnie poświęcić się wyłącznie teatrowi, jednakże jest związa­
ny przysięgą, złożoną wobec matki. Próbuje popełnić samobójs­
two. Tylko dzięki przytomności umysłu kolejarzy na jednej ze
stacyjek pod Lwowem unika śmierci. Matka uwalnia go od
przysięgi. Kurbas - zainteresowany reżyserią - nawiązuje
wpierwszej połowie 1912 roku krótkotrwały kontakt z działają­
cym na Zakarpaciu „Teatrem Huculskim", kierowanym przez
Hnata Chotkewycza. Jest to unikalny, jak na owe czasy,
przykład teatru „etnograficznego". Aktorzy - niepiśmienni
górale - uczą się ról „na s ł u c h " , po czym grają. Tematyka
przedstawień dotyczy tradycyjnego życia Hucułów. Kurbas jest
rozczarowany pracą w tym zespole, ponieważ nie ma tam
właściwie miejsca dla nowoczesnego reżysera. Oczekuje się po
nim raczej funkcji kogoś w rodzaju administratora teatru.
Porzuca „Teatr Huculski" i wraca do Lwowa, gdzie do 1914
roku będzie występował jako aktor w zespole „Ruska besida".
Jego role (poza tradycyjnym repertuarem Mychajły Stariekiego) to m. in.: Setnik w Wiju wg Gogola, Morales w Carmen
Bizeta. Luter w Opowieściach
Hofmana Offenbacha, Astrów
w Wujaszku Wani Czechowa, Karenin w Żywym trupie wg
Tołstoja i Waśka Popiół w Na dnie Gorkiego.
W kwietniu 1914 odbywa podróż po Europie (Warszawa,
Praga, Berlin, Monachium), aby zapoznać się z tamtejszymi
teatrami i galeriami sztuki.
Wybuch I wojny światowej komplikuje jego sytuację. Galicja
w dużej części trafia pod okupację rosyjską. Ogranicza swą
działalność do Tarnopola. Organizuje na przełomie lat 19141916 swoje pierwsze samodzielne przedsięwzięcie teatralne
-„Tarnopolskie Wieczory Teatralne" (,,Ternopilśki
teatralni
weczory"). Poza repertuarem tradycyjnych autorów ukraińs­
kich (Kotlarewski, Stari cki, Karpenko-Karyj) występuje m. in.
w Niedźwiedziu i Oświadczynach
wg Czechowa.
W 1916 roku. wykorzystując okoliczność okupacji rosyjskiej,
przeprowadza się wraz z matką na stałe do Kijowa, gdzie
zaczyna grać na scenie teatru Mykoły Sadowskiego.
Sytuacja kulturalna Ukraińców w Rosji przedstawia się w tym
czasie relatywnie korzystnie: od 1876 do 1881 w Rosji obowią­
zywał bezwzględny zakaz drukowania ukraińskich książek oraz
wystawiania przedstawień w języku ukraińskim; po 1881 roku
dochodzi do pewnej liberalizacji - wolno już wystawiać
tradycyjny ukraiński repertuar „etnograficzny" (np. Kotlarewskiego), ale nie wolno dokonywać tłumaczeń utworów literatury
światowej na ukraiński ani wystawiać ich po ukraińsku w teat­
rze; po 1905 roku, w wyniku rewolucji lutowej, następuje dalsza
liberalizacja. Wykorzystuje to Mykoła Sadowski, obok Marii
Zańkowieckiej - najwybitniejszy z ówczesnych koryfeuszy
sceny ukraińskiej. W 1916 tworzy w Kijowie pierwszy w histoЙ, stacjonarny teatr ukraiński.
U Sadowskiego Kurbas debiutuje rolą Zbigniewa w Mazepie
Słowackiego. Ale do historii przechodzi jego kreacja Chles•akowa w Rewizorze Gogola, którego wystawiono na 10
°cznicę istnienia sceny Sadowskiego. Rola ta utwierdza pozy4? Kurbasa już jako aktora wybitnego na tle dominującego
*tym czasie w życiu kulturalnym Ukraińców ..teatru koryfcuУ - tj. Sadowskiego-aklora i jego otoczenia.
Jednakże ten niewątpliwy sukces nie satysfakcjonuje Kur~a. Niebawem dostrzega całą złożoność sytuacji; teatr ukraińuwolniony od dotychczasowych ograniczeń administracyj™&gt; Powoli wydobywa się z ciążącego na nim „etnografiz• ale jednocześnie szybko kostnieje i nabiera wszystkich
r

11111

najgorszych cech tradycyjnego teatru mieszczańskiego. Tej
refleksji sprzyja niezwykle bogaty krajobraz kulturalny przy­
frontowego Kijowa. Kurbas styka się z pisarzami: Aleksym
Tołstojem, Ilją Erenburgiem, Osipem Mandelsztamem, Michai­
łem Bułhakowem i Jarosławem Iwaszkiewiczem. Poznaje pri­
mabalerinę Bronisławę Niżyńską (siostrę W a c ł a w a ) oraz Juliu­
sza Osterwę i Stefana Jaracza, działających wówczas w teatrze
na Meringowskiej. Jest świadkiem powstania teatru "Studya"
Stanisławy Wysockiej.
Kurbas gra nadal na scenie teatru Sadowskiego, ale równoleg­
le, na przełomie maja-czerwca 1916, organizuje własne studio,
zwane potem „Młodym Teatrem U k r a i ń s k i m " („Molodyj ukrajinśkyj teatr"), złożone z młodych aktorów i uczniów Szkoły
Dramatycznej im. Łysenki w Kijowie. W 1918 zespół ten
przyjmie formę statutową: Towarzystwo Wzajemnego Zaufania
„Młody Teatr" w Kijowie (Towarystwo
na wiń
,,Molodyj
teatr" u Kyjewi), będące jednocześnie towarzystwem udziało­
wym akcjonariuszy.
Przez całą jesień i zimę 1916-1917 zespół intensywnie
pracuje nad Edypem królem Sofoklesa oraz nad utworami
scenicznymi Winniczenki, Łesi Ukrainki, Ibsena, Hauptmanna
i Maeterlincka. W trakcie tych prac Kurbas opuszcza scenę
teatru Sadowskiego.
Z początkiem 1917 na pierwszym wolnym zebraniu działaczy
ukraińskich Kijowa wybrany zostaje sekretarzem Komitetu
Organizacyjnego oraz sekretarzem redakcji nowo powstałego
czasopisma „Teatralni w i s t i " („Wiadomości Teatralne"). Za­
jmuje się pracą przekładową (ma już za sobą nic opublikowany
przekład Młodości Маха Halbego), zaś ukazują się: Tragedia
aktora Emila Lessinga, aforyzmy Oscara Wilde'a, Dramat
i scena Rudolfa Bliimnera i [jola Jerzego Żuławskiego.
We wrześniu ma miejsce pierwsza premiera „Młodego
Teatru Ukraińskiego" - Czarna Pantera i Biały
Niedźwiedź
(Czorna Pantera i Biłyj Medwid') Winniczenki, w reżyserii
Kurbasa, gdzie on sam gra również rolę Kornija.
Do 1919 reżyseruje w zespole „Młodego Teatru" (także
grając role w tych przedstawieniach) m. in.: Młodość Halbego
(Iwaś), Ijolę Żuławskiego (Arno), W puszczy Łesi Ukrainki
(Richard), Biada kłamcy Franza Grillparzera (Leon), Kandydę
George'a Bernarda Show (James Mevore) i wreszcie - Edypa
króla Sofoklesa (rola tytułowa). To ostatnie przedstawienie staje
się wydarzeniem niebywałej wagi w historii teatru ukraińskiego,
gdyż sumuje się w nim już ogromne doświadczenie Kurbasa
jako reżysera i aktora.
Szczególną pozycję w repertuarze „Młodego Teatru" za­
jmują kameralne „ W i e c z o r y " , poświęcone twórczości poetów
ukraińskich: Ołeksandra Ołesia, Pawła Tyczyny i Tarasa Szew­
czenki. W styczniu 1919 Kubas wystawia Szopkę
(Rizdwianyj
wertep). Niektórzy badacze przypuszczają, że właśnie to przed­
stawienie Kurbasa, wraz z jego oryginalną architekturą scenicz­
ną ukraińskiego wertepu, wpłynęło na koncepcję strukturalnoprzestrzenną powieści Biała Gwardia (a zarazem dramatu - Dni
Turbinów) Bułhakowa, który wówczas mógł je oglądać w Kijo­
wie.
Na przełomie marca-kwietnia 1919 dochodzi do połączenia
się zespołu „Młodego Teatru" z Państwowym Teatrem Drama­
tycznym w Kijowie. Nowa instytucja przyjmuje nazwę Pierw­
szego Teatru Ukraińskiej Republiki Radzieckiej im. Szew­
czenki (Perszyj teatr Ukrajinśkoji Radianśkoji Respubliky imeni
Szewczenka). Dzieje się to w ramach powszechnej nacjonaliza­
cji teatrów miasta Kijowa, zgodnie z postanowieniem Wszechukraińskiej Rady Sztuki z 15 marca 1919. Kurbas obejmuje
kierownictwo artystyczne nowego teatru.
W tym okresie warta jest odnotowania współpraca Kurbasa
(który posiadał wykształcenie muzyczne) z teatrami operowymi
Kijowa. M . in. w sierpniu przygotowuje Halkę Moniuszki. Do

59

�premiery nie dochodzi. Kijów staje w ogniu walk pomiędzy
bolszewikami, oddziałami Petlury a armią Denikina. Kulturalne
życie miasta zostaje sparaliżowane. Wielu Ukraińców ucieka,
ponieważ oddziały białych po wkroczeniu z wyjątkową bez­
względnością niszczą wszelkie ślady odradzającej się dotąd
z dużym trudem kultury ukraińskiej.
We wrześniu 1919 Kurbas zawiera związek małżeński
z Walentyną Czystiakową, córką znanego solisty operowego
Teatru Wielkiego w Moskwie, Mikołaja Piotrowicza Czys­
tiakową. Przed kilku miesiącami, w lutym, wstąpiła ona jako
praktykantka do studia przy „Młodym Teatrze''. Aby grać, musi
się nauczyć ukraińskiego, którego nie zna. Z czasem stanie się
jedną z czołowych aktorek teatru Kurbasa. Będzie towarzyszyć
mężowi w jego drodze twórczej i w życiu niemal do końca.
Po przywróceniu władzy bolszewików w Kijowie, z począt­
kiem 1920 roku, Pierwszy Teatr Republiki wznawia s w ą
działalność. Kurbas ponownie występuje w roli Chlestakowa
w Rewizorze, w reżyserii Ołeksandra Zaharowa. Wkrótce potem
wystawia swą pierwszą realizację Hajdamaków
Szewczenki.
W kwietniu 1920 powstaje nowy, Kijowski Teatr Dramatycz­
ny, znany pod swą nazwą skrótową „Kijdramte''. Obok Kurbasa
do jego ścisłego kierownictwa artystycznego wchodzą: Wasyl
Wasylko i Pawło Dołyna. W czerwcu 1920 „ K i j d r a m t e "
wyjeżdża z Kijowa na prowincję, do Białej Cerkwi, gdzie
kontynuuje działalność teatralną. Zespół trafia na ten teren tuż
po kontrofensywie A r m i i Konnej Budionnego i Grupy Opera­
cyjnej Jakira. Przedstawienia są dawane we wsiach i małych
miasteczkach, gdzie publiczność stanowią chłopi i robotnicy
z okolicznych cukrowni. Za bilety płacą cukrem, ziemniakami
i kilkoma rodzajami walut ( „ c a r s k i e " , „radzieckie", „kier e n k i " , hrywny). Kurbas nabiera wielu cennych doświadczeń
w zetknięciu z tego rodzaju publicznością. W takich warunkach
realizuje swego pierwszego Makbeta Szekspira, który - jak
wspomina w swoim dzienniku - nie odnosi powodzenia. Ale
wspomina też: „Byli tacy, którzy przez nas płakali. Byli tacy,
z których tylko nasze przedstawienia uczyniły świadomych
Ukraińców."
Z dniem 18 listopada 1920 „ K i j d r a m t e " zostaje przemiano­
wany na Państwowy Objazdowy Teatr Wzorcowy Ludowego
Komisariatu Oświaty USRR (Derżawnyj mandriwnyj zrazkowyj
teatr NKO URSR). W grudniu 1920 Kurbas wystawia Haj­
damaków w Humaniu, gdzie również gra rolę Gonty. W 1921,
w tymże Humaniu daje m.in. premiery: Rewizora
Gogola
(reżyseria) i Białych goździków Alphonse'a Daudeta, a w Białej
Cerkwi - Mirandołiny
Goldoniego i Nory Ibsena. W Norze
Kurbas po raz ostatni występuje jako aktor (gra rolę Helmera).
Z końcem 1921 Kurbas powraca do Kijowa. W marcu 1922
tworzy kolejne przedsięwzięcie: Pierwszą Pracownię Teatralną
Zjednoczenia Artystycznego „ B e r e z i l " (Persza teatralna majsternia mystećkoho objednannia ,,Berezil"). Z czasem przedsię­
wzięcie to przyjmie formę instytucjonalną pod nazwą: Państwo­
wy Teatr Dramatyczny „ B e r e z i l " (Derżawnyj
dramatycznyj
teatr „Berezil")
w skrócie: „ B e r e z i l " .
Nazwa „ B e r e z i l " właściwie jest nieprzekładalna. Kurbas był
poliglotą. Poza ojczystym ukraińskim oraz polskim, niemiec­
kim i rosyjskim - znał jeszcze francuski, angielski i norweski (z
takich języków zachowały się jego przekłady literackie). Nie
uznawał czytania przez siebie obcojęzycznej literatury dramaty­
cznej w tłumaczeniach. Sam bardzo dużo tłumaczył na ukraiń­
ski, ponieważ brakowało w tym języku tekstów z repertuaru
światowego, który chciał wystawiać. Nazwa „ B e r e z i l " nawią­
zuje do norweskiego wiersza Jeg vaelger mig april Bj0rnstjerne
Bj0rnsona (poety, twórcy tekstu norweskiego hymnu narodowe­
go, laureata nagrody Nobla z 1903), który Kurbas przetłumaczył
(ukr. Ja wybyraju berezil). Berezil (lub: berezol) to staroukraińska forma współczesnego berezeń - czyli: „ m a r z e c " . Jednakże

60

kiedyś oznaczała ona „drugi miesiąc wiosny", czyli: kwiecień
Ewentualnym polskim nowotworem j ę z y k o w y m dla oddania tej
nazwy przez analogię: berezeń - brzezień byłby: berezil .
b r z e z i o ł . Jednak, ponieważ jest to nowotwór językowy
dlatego nazwę „ B e r e z i l " uznajemy za nieprzekładalna.
Z utworzeniem „ B e r e z i l u " wiąże się początek stałej współ­
pracy Kurbasa z Wadimem Mellerem (1884-1962). Meller
kończy monachijską Akademię w 1912, po czym przenosi się do
Paryża, gdzie wstępuje do klasy Emile'a Bourdelle'a. W rok
później wystawia j u ż w Salonie Niezależnych, obok takich
twórców, jak: Picasso, Braque, Delaunay, Derain, Gleizes
i Metzinger. Po rewolucji powraca do Kijowa. Robi scenografie
dla studia Bronisławy Niżyńskiej. Od 1921 wykłada w kijows­
kim Instytucie Sztuki. W „ B e r e z i l u " obejmuje pracownie
dekoracji, wprowadza grupę uczniów i tworzy pracownię
makiet. Odtąd będzie stałym scenografem w przedstawieniach
Kurbasa. Bierze udział w wystawach międzynarodowych.
W 1925 na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej
w Paryżu jego makieta scenografii do jednego z przedstawień
„ B e r e z i l u " zdobędzie złoty medal.
Latem 1922 Kurbas wyjeżdża wraz z grupą aktorów do Białej
Cerkwi. Żyją w teatralnej komunie. W repertuarze m.in.:
Mirandolina Goldoniego i Angelo, tyran padewski wg Wiktora
Hugo.
7 listopada 1922 w Kijowie odbywa się pierwsza oficjalna
premiera „Berezilu'' - Zowteń (Październik), do tekstu i w reży­
serii Kurbasa.
W styczniu 1923 otwarte zostaje białocerkiewskie (zamiejs­
cowe) studio „ B e r e z i l u " . W tym samym miesiącu powołane
zostają komisje: muzealna, biblioteczna i wydawnicza. „Bere­
z i l " zamienia się stopniowo w rozbudowaną instytucję artys­
tyczną, złożoną z wielu pracowni, laboratoriów i „sztabów",
zajmujących się szkoleniem aktorów, reżyserów i scenografów.
W lutym 1923 ma miejsce kolejna premiera w reżyserii
Kurbasa: Rur (Ruhra) do jego tekstu, a w kwietniu tegoż roku
- Haz (Gaz) do tekstu Georga Kaysera.
W czerwcu 1923 do Kijowa przybywa z występami Teatr im.
Meyerholda z Moskwy (Meyerhold w tym czasie nie towarzy­
szy zespołowi). W Kijowie dochodzi do swoistego „pojedynku
teatralnego". Teatr Meyerholda wystawia: Rogacza wspaniałe­
go Crommelyncka, Ziemia staje dęba wg Martineta i Śmierć
Tariełkina Suchowo-Kobylina. Teatr Kurbasa swoje trzy naj­
nowsze przedstawienia: Październik, Ridirę i Gaz. W sierpniu
tegoż roku we lwowskim czasopiśmie „Teatralne Mystectwo'
ukaże się recenzja Mykoły Bażana, w której m.in. czytamy:
Biomechanika u Kurbasa nic jest celem samym w sobie - jest
środkiem wyrażenia celu. Ideologiczna wartość inscenizacji Meyer­
holda - delikatnie mówiąc - wątpliwa. Meyerhold jako inscenizaW
to typowy futurysta poprzez fakturę i jego ideologiczna bezsilność
jest typowa dla każdego czystego futurysty. Jeśli można tak иее
- Meyerhold zreformował cyrk, rozszerzył jego granice, popchną) S''
naprzód, aby nadać mu szerszego znaczenia. Ale teatru nie poruszy
do przodu. Meyerhold zniszczył teatr, uczynił go niepotrzebnym
Meyerhold zapomniał, że teatr można wykorzystać, a co świetne
uchwycił Kurbas. Meyerhold jest bezprzedmiotoweem, jest bezdusz
nym, powierzchownym, ordynarnym i silnym materialista- (•••)
Nie bez powodu w Kijowie powiada się. że Kurbas роков»
Meyerholda. Czempion Kijowa [Kurbas] powalił na obie top*
czempiona Moskwy [Meyerholda].

20 listopada 1923 ma miejsce nowa premiera „Berezilu
Jimmy Higgins Uptona Sinclaira, w reżyserii Kurbasa. rr
stawienie to wywołuje ogromne, ponadlokalne
"Г
w oczach opinii publicznej. W styczniu 1924 Kurbas otrzyn)
Jimtelegram od Meyerholda. aby zechciał wystawie swego
"' '
my'ego Higginsa w Teatrze Rewolucji w Moskwie. Do wyj
zespołu do Moskwy nie dochodzi.
u z n

3

D

�W okresie tym krystalizuje się oryginalna koncepcja teatralna
kurbasowskiegoperetworennia („przetworzenia"). Nie ma ona
nic wspólnego z rosyjskim terminem prieobrażenije,
który ukuli
rosyjscy symboliści - jako „znak pewnej nowej jakości albo
zjawiska". Kurbasowskie peretworennia albo obrazne peret­
worennia („przetworzenie obrazowe") oznacza pewną teatral­
ną metaforę, względnie - „wyrażenie inaczej". W g Kurbasa
widowisko teatralne składa się z szeregu scen-numerów, gdzie
w każdej z nich musi wystąpić właściwe jej peretworennia. Jest
ono „podstawową jednostką systemu danego spektalu".
W 1924 w jednym ze swych wykładów wygłosi:
I. Współczesny aktor nie przeżywa, a gra. We współczesnym teatrze
jest to tendencja, którą wysuwa się jako postulat. II. Oddzielenie
faktury od człowieka i mechanizacja jej (tj. faktury). III. Tendencja ku
teatrowi jako wytwórczości. I V . Odejście od wszelkiej iluzoryczności. V. Nieobecność psychologizmu.

W tym samym roku, w innym wykładzie:
Trzeba: 1) Zważywszy, że tematy zadań na mimodramy, za pomocą
których wychowujemy aktora, nadają mu sylwetkę na resztę życia,
trzeba wyznaczać inne zadania. 2) Nauczyć techniki gestu: a)
umiejętności wykonania gestu; b) umiejętności jego zafiksowania; c)
umiejętności wykonania gestu na planie faktury zewnętrznej; d)
umiejętności wykonania gestu teatralnie, to znaczy tak, aby widzowie
na całej sali widzieli ten gest. 3) Co do peretworeń - to dwie trzecie
można wyrzucić jako niepotrzebne aktorowi (może je znać, ale nie
musi ich umieć). Te.peretworennia, które, wychodząc od psychologii,
pozostają psychologiczne - odrzucić, zwrócić uwagę na peretworen­
nia akcją. 4) Rozszerzyć pracę maską. 5) Umiejętność władania
ciałem z wykorzystaniem skrótu perspektywicznego. 6) Gra re­
kwizytem. 7) Nie zapominać o improwizacji.

Zaledwie z tych dwóch zacytowanych fragmentów możemy
wywnioskować, jak bardzo teatr Kurbasa musiał się różnić od
ówczesnego teatru rosyjskiego, nie mówiąc j u ż o wszelkiego
innego rodzaju „stanisławszczyźnie". Dla Kurbasa, jeszcze za
jego życia było zmorą ciągłe analizowanie przez krytyków
pracy jego aktorów w kontekście dorobku szkoły rosyjskiej.
Dowodził wówczas, że zanim nastąpiło zetknięcie się aktorów
z jego zespołu z wielką sceną rosyjską (jak choćby w czasie
wspomnianego tournee zespołu Meyerholda w Kijowie), byli
oni już w pełni ukształtowanym artystycznie kolektywem
twórczym.
Pełna rekonstrukcja kurbasowskiej teorii peretworennia bę­
dzie możliwa dopiero po intensywnej pracy badawczej spec­
jalistów. Wiadomo dotąd, że cały wysiłek twórczy zespołów
-najpierw „Młodego Teatru", a później „Berezilu" - skupił się
na złożonym procesie przemiany zastanego teatru repertuaro­
wego w teatr zupełnie nowy, w dużym stopniu niezależny od
literatury, skoncentrowany na zagadnieniach nowego wyrazu
aktorskiego i niekonwencjonalnych rozwiązaniach scenografieznych, wykraczających poza dotychczasowe ramy teatru realiyczno-iluzjonistycznego. W żywej pamięci widzów - jeszcze
Powojennych - pozostała gra aktorów, wykształconych przez
kurbasa, którzy odznaczali się m. in. zupełnie niepowtarzalną,
•asctwą tylko i m , plastyką ruchu scenicznego. Tzw. " u k r a i ń s szkoła scenografii", również wywodząca się z tradycji
rbasowskich, do dzisiaj uchodzi za najlepszą i najciekawszą
obszarze teatralnym na wschód od nas. Jest rzeczą znamien­
n i że dla samego Kurbasa jako indywidualności twórczej
J ardziej liczącymi się kierunkami były symbolizm i ekspreszm. p y
y
j widział on sprzeczności między taką
ntu" ' '
' orientacją estetyczną, a koncepcją tzw. „realizktórą to tezą odważnie występował w dyskusjach
licznych.
st

3

n a

r Z

1116

w

a s n

c

/

m

n

c

1

z

а Г С и

ty к ^
' ^ 4 Kurbas po raz trzeci wznawia Hajdamaków.
'ctntu tegoż roku - ma miejsce kolejna premiera jego

Makbeta, a w czerwcu - w odesskiej wytwórni reżyseruje dwa
filmy: Wendettę (Oko za oko) i MacDonalda (Pryhody Makdonalda, abo istorija odnijeji uhody), zaś na przełomie 19241925, w tej samej wytwórni - kolejny film:
Czerwony,,Arsenal"
(Arsenalci). Na marginesie należy nadmienić, że jego przed­
stawienia Jimmy Higgins i Dyktatura były ilustrowane fragmen­
tami filmowymi, również wyreżyserowanymi przez niego.
W grudniu 1925 - nowa premiera Kurbasa Naperedodni (W
przededniu) wg utworu Rok 1905 A. Popowskiego i A . Piotrow­
skiego. W tym samym miesiącu Kurbas zostaje wybrany
delegatem do Kijowskiej Miejskiej Rady Delegatów Robot­
niczo-Chłopskich.
W marcu 1926 zapada decyzja władz o przeniesieniu na stałe
siedziby „ B e r e z i l u " z Kijowa do Charkowa, gdyż od tego roku
miasto to staje staje się nową stolicą radzieckiej Ukrainy (będzie
nią do 1936). W maju 1926 odbywają się ostatnie, pożegnalne
występy „Berezilu" przed kijowską publicznością, a w czerwcu
tournee zespołu do Połtawy i Odessy.
16 października 1926 Kurbas daje swą pierwszą premierę
w nowej, charkowskiej siedzibie „ B e r e z i l u " . Jest nią Zolote
czerewo (Zloty brzuch, franc. Tripes d'Or) Fernanda Crommelyncka. W styczniu 1927 wystawia Prolog do tekstu Stepana
Bondarczuka (jest to jedno z dwóch przedstawień Kurbasa
w „Berezilu", w którym Wadim Meller nie był scenografem
- zastąpili go Walentyn Szklajew i M i l i c a Symaszkiewicz).
Z końcem tegoż miesiąca wyjeżdża do Moskwy - wspomina
o tym w swym dzienniku:
Moskwa. 27 I 1927 r.
Wczoraj widziałem Rewizora w teatrze Meyerholda. Po przed­
stawieniu chciało się usiąść na środku ulicy i płakać. On mnie nie
może niczego nauczyć. Z wyjątkiem swojej indywidualności, która
jest mi na nic. On nie może dać czegoś głębszego, niż ja. I dlatego
- jego teatr - [to] rzeczywiście jedyny w tej chwili w Związku
[Radzieckim], o którym warto i należy mówić, interesować się nim
i studiować go. [A] zmuszeni jesteśmy tylko - śpieszyć się i chał­
turzyć. W ogóle jednak przedstawienie podobało się. Jutro idę
sprawdzić wrażenia jeszcze raz.

Tutaj należy zaznaczyć, że Meyerhold właśnie Lesia Kurbasa
uważał za najlepszego reżysera teatralnego w Związku Radziec­
kim. Inną osobą, bez zastrzeżeń uznającą wielkość Kurbasa był
Osip Mandelsztam. Notabene: właśnie we wstępie Ryszarda
Przybylskiego do jego przekładu A rtykułów o teatrze Mandelsztama możemy odnaleźć pierwszą obszerniejszą wzmiankę
0 twórczości Kurbasa w polskiej prasie teatralnej ( „ D i a l o g " ,
styczeń 1966). Bardzo bliskie związki łączyły Kurbasa z artys­
tami Państwowego Teatru Żydowskiego w Moskwie.
W kwietniu 1927 Kurbas odbywa podróż do Niemiec
1 Czechosłowacji dla zaznajomienia się z osiągnięciami tamtej­
szych teatrów - m. in. Reinhardta i Piscatora. W Pradze
wygłasza wykład o życiu teatralnym Ukrainy.
4 października 1927 w uroczystym otwarciu sezonu w „Bere­
z i l u " uczestniczy Henri Barbusse - ogląda Jabłunewyj
polon
(Jabłoniową niewolę) I . Dniprowskiego, w inscenizacji reżysera-laboranta Januarija Bortnyka.
31 marca 1928 pojawia się kolejna premiera Kurbasa:
Reformator (Narodnyj Małachij)
Mykoły Kulisza. W tym
samym roku Kurbas wraz z kilkoma swymi aktorami wyjeżdża
do Moskwy, do MCh A T - u I I , gdzie ogląda występy japońskiego
teatru kabuki, z udziałem sławnego aktora Icikawy. W g wspo­
mnień Jewgienii Striełkowej Kurbas nadzwyczaj wysoko ocenił
ten tradycyjny teatr japoński, przede wszystkim w porównaniu
ze swymi wcześniejszymi doświadczeniami: technikę gestu,
konwencjonalnego, ale zarazem niezwykle precyzyjnego i wy­
razistego plastycznie, grę maską (tzn. maską tworzoną mięś­
niami twarzy żywego aktora), technikę długotrwałego nierucho­
mienia aktora, a także szczególną technikę przemiany aktora na
oczach widza w człowieka-kukłę - odnośnie tego ostatniego

61

�elementu wspominane były doświadczenia z jego kijowskiej
Szopki z 1919.
18 kwietnia 1929 Kurbas daje nowa. premierę: Myna Mazajio
Mykoły Kulisza, w maju - występy gościnne „Berezilu"
w Kijowie. 31 maja 1930 kolejna premiera: Dyktatura Iwana
Mykytenki, w czerwcu - występy gościnne w Chersoniu.
W lipcu 1931 dochodzi do gościnnych występów „ B e r e z i l u "
w Tbilisi, w Gruzji, w ramach dekady kultury ukraińskiej, na
zaproszenie teatru kierowanego przez Sandro Achmetelego.
W repertuarze: Myna Mazajio, Hajdamacy, Dyktatura i Prolog.
Są to j e d y n e występy teatru Kurbasa poza granicami
Ukraińskiej SRR.
1 października 1931 premiera Narodzin Olbrzyma (Narodżennia Weletnia) - kolażu literacko-dokumentalnego wspólautorstwa Kurbasa. Reżyseria zbiorowa (Bałaban, Werchacki,
Dichtiarenko, Dubowyk, Iszczenko, Sklarenko, Wesełow).
15 czerwca 1932 premiera dramatu Tetnułd gruzińskiego
autora Szałwy Didianiego, w opracowaniu reżyserskim Kurbasa
- reżyseria Władymyra Sklarenki.
24 września 1933 ma miejsce ostatnia premiera Kurbasa
w „ B e r e z i l u " : Maklena Grasa Mykoły Kulisza. Na Ukrainie
następuje początek Wielkiego Głodu. Sytuacja staje się nie­
zwykle napięta. Od roku już w prasie ukraińskiej szykowana jest
nagonka na Kurbasa. 5 października 1933, po burzliwej dyskusji
publicznej, kolegium Ludowego Komisariatu Oświaty USRR
zwalnia Lesia Kurbasa ze stanowiska dyrektora i kierownika
artystycznego „ B e r e z i l u " . Zaraz potem, 9 października, Kurbas
wyjeżdża z Charkowa do Moskwy. Otrzymuje propozycję
współpracy od czołowego aktora Państwowego Teatru Żydows­
kiego w Moskwie, Solomona Michoelsa.
Tu następuje jeden z najbardziej niewyjaśnionych okresów
życia twórczego Kurbasa. Prawie kompletny brak bliższych
świadectw uzasadniony jest tym, że Kurbas wtedy był już
śledzony przez N K W D . Wedle badań Nelli Kornijenko właśnie
wtedy, w owym niezwykle krótkim okresie współpracy z Kurbasem Michoels tworzy swą rolę szekspirowskiego Leara, która
przejdzie później do historii i do legendy Teatru Żydowskiego
w Moskwie. Na afiszach jako reżyser przedstawienia wystąpi!
Siergiej Radłów, z którym Michoels nie rozumiał się w ogóle
i który w pewnym momencie chciał nawet zrzec się dalszej
współpracy z Michoelsem. Kto więc był rzeczywistym autorem
tej kreacji od strony reżyserskiej? - jest to ciągle pytanie
otwarte.
26 grudnia 1933 Kurbas zostaje aresztowany w siedzibie
Teatru Żydowskiego i odesłany z. Moskwy do Charkowa. Tutaj
władze śledcze zarzucają mu szpiegostwo na rzecz Austrii
i udział w spisku, mającym na celu zamordowanie czołowych
urzędników we władzach Ukraińskiej SRR. Kurbas przyznaje
się do stawianych mu zarzutów. 9 kwietnia 1934 sądowa trójka
skazuje go na 5 lat więzienia. Kurbas zostaje zesłany i osadzony
w obozie na Wyspach Solowieckich.
W obozie, gdzie przebywa, funkcjonuje teatr przeznaczony
dla administracji i personelu. Są w nim dawane przedstawienia
(w tym operowe), z początku realizowane przez pracowników
sprowadzanych z zewnątrz. Poziom artystyczny przedstawień
jest mierny. Dlatego władze obozowe decydują się powierzyć

62

ich dalszą realizację komuś z więźniów. W y b ó r pada na
Kurbasa. W latach 1936-1937 Kurbas wystawia w teatrze
obozowym dla personelu następujący repertuar: Sławę Gusiewa, Arystokratów
Pogodina, Wesele Kreczyńskiego
SuchowoKobylina, Ucznia diabła George'a Bernarda Show, Interwencję
Sławina i Demona - operę Antoniego Rubinsteina (tego
samego, który nauczał w konserwatorium kompozycji młodego
Piotra Czajkowskiego).
3 listopada 1937 - w trakcie obchodów 20 rocznicy rewolucji
październikowej - Łeś Kurbas zostaje rozstrzelany z wyroku
sądu obozowego wraz z grupą ok. 500 współwięźniów, przed­
stawicieli inteligencji ukraińskiej. Na zachowanej liście straceń
jego nazwisko sąsiaduje z nazwiskiem Mykoły Kulisza, jednego
z najwybitniejszych dramaturgów ukraińskich naszego stulecia.
Badania nad życiem i twórczością Kurbasa dalekie są od
zakończenia. Np. zupełnie niedawno dopiero udało się odnaleźć
dokumenty zawierające dokładne dane zarówno o jego urodze­
niu, jak i o śmierci. A i te nie zostały jeszcze gruntownie zbadane
i we właściwy sposób opublikowane.
W Polsce, poza wspomnianą wzmianką pióra Ryszarda
Przybylskiego, o Kurbasie milczano zupełnie.
Pierwszym wydarzeniem publicznym, w którym jego postać
została Polakom ukazana, było spotkanie z zespołem ukraińs­
kiego Teatru-Studia „ B u d ' m o ! " z Kijowa, kierowanego przez
Serhija Proskurnię, które odbyło się 13 kwietnia 1991 roku
w siedzibie Ośrodka Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego
i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych we Wrocławiu. Doszło do
nawiązania stałej współpracy między kijowskim Teatrem a wro­
cławskim Ośrodkiem, zaś Serhij Proskurnia przekazał do
biblioteki Ośrodka kilka unikalnych książek o twórczości
Kurbasa.
W wyniku nawiązanej współpracy, w dniach 3-6 listopada
1992 roku (a więc dokładnie w 55 rocznicę śmierci Kurbasa) we
wrocławskim Ośrodku odbyło się sympozjum Dni Lesia Kur­
basa, w którym uczestniczyli czołowi teatrolodzy ukraińscy:
Łeś Taniuk, Nelli Kornijenko, Natalia Czeczel, Natalia Filipczenko i inni. Ze strony polskiej w sympozjum wziął udział m.
in. ówczesny redaktor naczelny „ T e a t r u " Andrzej Wanat.
Sympozjum towarzyszyła wystawa kijowskiego Muzeum Teat­
ru, Muzyki i Kinematografii Człowiek,
który był teatrem,
złożona z oryginalnych, najcenniejszych pamiątek po Kurbasie.
W lutym 1993 miesięcznik „ T e a t r " publikuje pierwszy,
obszerny artykuł o Kurbasie pióra Natalii Jermakowej lei
Kurbas. Los artysty.
W lutym 1995 w krakowskim Teatrze Starym, w trakcie
konferencji Spotkanie z Ukrainą polscy widzowie mogli obej­
rzeć współczesną realizację Makleny Grasy przez zespól Malej
Sceny Teatru im. Szewczenki ( „ B e r e z i l " ) z C h a r k o w a - w reży­
serii Stepana Pasicznyka.
Trwa stała współpraca wrocławskiego Ośrodka Grotows­
kiego z ośrodkami ukraińskimi, m. in. z Centrum Lesia Kurbasa
w Charkowie i z Międzynarodowym Centrum Lesia Kurbasa
w Kijowie, kierowanym przez Nelli Kornijenko, dzięki czemu
materiały biblioteczne i prasowe, dotyczące życia i twórczości
Kurbasa są stale uzupełniane, przez co stało się możliwe m. Mopracowanie niniejszego biogramu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5956" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5936">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f9ea6e558ddffafb0686c856372cc06f.pdf</src>
        <authentication>781554490b9f6103129662ccfb4c9e10</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71090">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4816</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71091">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71092">
                <text>wierzenia ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71093">
                <text>tradycja ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71094">
                <text>sztuka gotycka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71095">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71096">
                <text>Korale, sosulka i szczygieł/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71097">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1965 t.19, z.3; s.157-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71098">
                <text>Chrościcki, Juliusz Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71099">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71100">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71101">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71102">
                <text>II. 1. Madonna z Dembego,
stan po
konserwacji.

Juliusz

Antoni

tempera

na desce, wym. 67 X 52,5

cm

Chrościcki

K O R A L E ,

S O S U L K A
(Sztuka

I

gotycka a tradycje i wierzenia

Na p ó ł n o c n y w s c h ó d od Kalisza, we w s i Dembe,
w parafialnym kościele znajduje się gotycki obraz t a b l i ­
cowy Madonny z D z i e c i ą t k i e m .
1

I
Obraz ten o w y m i a r a c h 67 X 52,5 cm, o p r a w n y w ra­
m ę z epoki (90,5 X 75,5 cm) jest malowany t e m p e r ą na
drzewie l i p o w y m .
W 1959 r. W i l h e l m K u k l i s — konserwator Muzeum
Narodowego w Poznaniu — odsłonił obraz spod szczel­
nie z a k r y w a j ą c y c h go sukienek. Podczas tej konserwa­
c j i u s u n i ę t o powierzchowne malowanie o l e j n ą f a r b ą ,
o d k r y w a j ą c dawne złocenia r a m y na czerwonym p o l i mencie. Naprawiono uszkodzenia g r u n t u i m a l a t u r y na
lewej ręce, na czole i na szyi Madonny oraz u z u p e ł ­
niono partie kotary i f a ł d y płaszcza z lewej. W zgeomatryzowanych w g ł ę b i e n i a c h r a m y zachowano szkiełka,
założone tam prowizorycznie przez technika konserwa­
torskiego Karola S t o i ń s k i e g o . I I . 1 pokazuje obraz po
ostatecznym p u n k t o w a n i u i regeneracji werniksu. Po

S Z C Z Y G I E Ł
ludowe)

konserwacji n i e d o s t ę p n e dotychczas jego walory a r t y ­
styczne i ideowe zostały o m ó w i o n e po raz pierwszy
przez M i c h a ł a
Walickiego.
Szeroka rama obrazu, dzięki swej w y p u k ł o ś c i , jest
j a k b y oknem, przez k t ó r e w i d z i m y M a d o n n ę od p ó ł
figury, t r z y m a j ą c ą na p r a w y m r a m i e n i u nagie Dzie­
ciątko, nieco odchylone do t y ł u . Na w ą s k i m parapecie
oparcia t r o n u (?), nakrytego k o t a r ą , o p i e r a j ą ręce anio­
łowie. Spojrzenie M a t k i biegnie do D z i e c i ą t k a , k u jego
piąstce, o b e j m u j ą c e j p ó ł k o l i s t y przedmiot, o w i n i ę t y w
białą s z m a t k ę . Jest to sosulka. Na jej p ł a s k i e j powierz­
chni stoi m a ł y ptaszek, widocz;ny z p r o f i l u , p r z y w i ą ­
zany n i t k ą . iNa szyi D z i e c i ą t k a , na fcielonej tasiemce
są nanizane cztery czerwone paciorki, przedzielone ga­
łązką k o r a l u . D z i e c i ą t k o kieruje twarz k u lewej stronie
obrazu, ale Wzrok u t k w i ł o w dali, j a k b y nie dostrze­
gając M a t k i . Usta lekko rozwarte, w i d a ć k i l k a z ą b k ó w .
Palcami lewej r ę k i t r z y m a f a ł d u j ą c ą się b i a ł ą c h u s t k ę ,
w miejscu prawdopodobnego w y c i ę c i a d e k o l t u ciemno­
zielonej sukni, przepasanej wysoko w t a l i i z ł o t y m p a ­
skiem. L e w ą r ę k ę podnosi ona na połę płaszcza i do2

257

�tyka n ó ż e k D z i e c i ą t k a . P r z e s t r z e n n o ś ć obrazu jest w y ­
nikiem u k ł a d u trzech płaszczyzn. Na pierwszym planie
niski parapet, głębiej kotara, a p o w y ż e j tło złocone.
W ciasnej przestrzeni, z a m k n i ę t e j z jednej s t r o n y pa­
rapetem ceglanym, z drugiej k o t a r ą , stoi Madonna
z D z i e c i ą t k i e m . N a złocisty m u r e k o p a d a j ą ciężkie fał­
dy niebieskiego p ł a s z c z a Madonny, z o d s ł o n i ę t ą czer­
w o n ą 'podszewką. P o w y ż e j , na t l e złoconym, w o k ó ł gło­
w y Madonny i D z i e c i ą t k a p o d w ó j n e , trybowane, czer­
wone n i m b y zataczają p r z e c i n a j ą c e s i ę k r ę g i .
Stosunkowo c i e k a w y m elementem b a r w n y m obrazu
są postacie o b u aniołów. M a l a r z s t a r a ł Się je z r ó ż n i ­
cować odmienną gestyką, typiką twarzy a także kolo­
rem. Anioł po stronie D z i e c i ą t k a m a jasne w ł o s y ,
uczesane w l o k i . Z ł o t e s k r z y d ł a zostały w y o d r ę b n i o n e
z t ł a czerwonym k o n t u r e m . Jego zielona suknia z czer­
w o n y m k o ł n i e r z e m kontrastuje z. c z e r w o n ą szatą i zie­
l o n y m k o ł n i e r z e m drugiego anioła o ciemnozielonych
skrzydłach.
Na podstawie zachowanych (przykładów m o ż n a zre­
k o n s t r u o w a ć p i e r w o t n y stan r a m y . M i ę d z y r ó ż n o b a r w ­
n y m i p ó ł s z l a c h e t n y m i k a m y k a m i , z n a j d u j ą c y m i się w
owalnych w g ł ę b i e n i a c h , i s t n i a ł y w i ę k s z e romboidalne
powierzchnie p ł y t e k z r e l i k w i a m i .
Twarz Madonny en trois quarts, t y p rozlany, sze­
r o k i , o wysokim czole, z podniesionymi l e k k o b r w i a m i ,
o dość d u ż y m nosie, z m a ł y m i Ustami i zaznaczonym
p o d b r ó d k i e m . K r ó t k a s z y j a . Palce r ą k d ł u g i e , zgrabne.
Twarz D z i e c i ą t k a ujęta prawie k a r y k a t u r a l n i e , szcze­
gólnie: g r u b y nos, p o d b r ó d e k , d u ż e ucho oraz k r ó t k i e
k r ę c o n e włosy. Razi s k r ó t przedramienia Madonny, na
k t ó r e j spoczywa D z i e c i ą t k o — w relaCji do ciasnej
przestrzeni ponad parapetem kotary. A r t y s t a maluje
bardziej swobodnie draperie szat. Ł a g o d n y m ł u k i e m opa­
da p o ł a p ł a s z c z a , p o d w i n i ę t e g o n a p r a w e j r ę c e M a ­
donny. N a j ł a d n i e j s z y m gestem Madonny jest n a t u r a l n y
ruch p a l c ó w lewej r ę k i , c h w y t a j ą c y c h t k a n i n ę p ł a s z ­
cza i j e d n o c z e ś n i e d o t y k a j ą c y c h pieszczotliwie s t ó p Je­
zusa.
3

4

Malarz nie r a d z i ł sobie z p e w n y m i detalami, np.
koniuszkiem nosa Madonny czy szyją Dzieciątka, ale
w zasadzie kompozycja jego, poza d r o b n y m i n i e d o c i ą g ­
n i ę c i a m i , jest poprawna.
C h a r a k t e r y z u j ą c raczej p r z e c i ę t n e w a l o r y artystycz­
ne obrazu, a t a k ż e u m i e j ę t n o ś c i prowincjonalnego m a ­
larza w a r t o p o d k r e ś l i ć , że obraz jest nasycony specy­
ficzną a t m o s f e r ą e m o c j o n a l n ą . Jest t u pewien gatunek
liryki.
P r z y n a l e ż n o ś ć tego obrazu do malarstwa w i e l k o p o l ­
skiego p o l . X V w. zdaje się b y ć udowodniona b r a k i e m
p o d o b i e ń s t w stylistycznych z zachowanymi
dziełami
z terenu Ś l ą s k a , K r a k o w a i Mazowsza. M o ż n a p r z y ­
puszczać, że m a ł o zbadany zespół z a b y t k ó w ziemi sie­
radzkiej i w i e l u ń s k i e j d o s t a r c z y ł b y znacznie istotniej­
szych analogii. Stosunkowo bliskie p o k r e w i e ń s t w a t y p i k i t w a r z y i t r a k t o w a n i a szat znajdujemy w Drzeczkowie. Madonna w otoczeniu rodziny W i e n i a w i t ó w ,
namalowana po p o ł . X V w. przez k r ą g Mistrza Pol i p t y k u św. Barbary — jest, j a k pisze W a l i c k i , „ p r z e ­
j a w e m o d d z i a ł y w a n i a sztuki śląskiej n a miejscowe ś r o ­
dowisko". Z a ś sam P o l i p t y k św. Barbary nie dostarcza
m a t e r i a ł u do p o r ó w n a ń .
5

Malarz miejscowy, p o c h o d z ą c y zapewne z okolic
Kalisza, znał jednak Madonny czeskie z replik 1. p o ł .
XV w.
Ogólny t y p kompozycji, charakterystyka twarzy M a ­
donny jest d a l e k i m echem t y p u Roudnickiego, np. M a ­
donny K r ó l ó w A n g l i i z Buckingham Palace. J e ś l i j u ż
158

j e s t e ś m y przy szkole czeskiej, to w p o r ó w n a n i u z
Assiumptą ze zbioru Lanmova z 1450 r., obraz nasz
wydaje s i ę b y ć późniejszy i bliższy Madonnie z Cze­
skich Budziejowic ok. 1450 r., Madonnie z Jindfichov
Hradec ok. 1460 r. i Assumpcie z Destny po 1450 r.
Ł ą c z y je wszystkie t y p t w a r z y Madonny oraz schemat
ogólny
kompozycji.
Datowanie obrazu przez Walickiego na przed 1450 r.
n a l e ż a ł o b y p r z e n i e ś ć na ok. 1450 r. czy nawet nieco
po p o ł . X V w., ze w z g l ę d u na m o ż l i w o ś ć znacznego
o p ó ź n i e n i a w stosunku do ówcześnie o b o w i ą z u j ą c y c h
f o r m stylistycznych w warsztacie tego anonimowego
malarza.

T r e ś c i symboliczne omawianego dzieła sztuki są
0 w i e l e bardziej w a ż k i e od p r z e c i ę t n y c h w a l o r ó w a r t y ­
stycznych. P r ó b a zrozumienia sensu i genezy takich
m o t y w ó w symbolicznych, jak naszyjnika k o r a l i , soiski
1 szczygła na uwięzi, oparta została na poszukiwaniach
w l i t e r a t u r z e staropolskiej i na materiale etnograficz­
nym. Znana jest bowiem dobrze zależność w i e l u w ą t ­
k ó w l i t e r a t u r y X V I , X V I I i X V I I I w . od wcześniejszych
t e k s t ó w ł a c i ń s k i c h . Wierzenia i zwyczaje ludowe, k t ó r e
zostały zanotowane przez e t n o g r a f ó w w X I X i X X w.,
p r z e c h o w a ł y znaczny zespół t r a d y c j i jeszcze ś r e d n i o ­
wiecznej. P r z y k ł a d a m i z l i t e r a t u r y staropolskiej i etno­
grafii u z u p e ł n i m y b r a k u j ą c e ogniwa nie zachowanych
p r o t o t y p ó w literackich, adekwatnych dla p r z e d s t a w i e ń
plastycznych k o r a l i , soski i szczygła.
Osobnym zagadnieniem są t w ó r c z e i p ł o d n e w ą t k i ,
w c h o d z ą c e d o r e p e r t u a r u f o r m ikonograficznych sztuki
średniowiecznej,, za p o ś r e d n i c t w e m w y w o d z ą c y c h się
z l u d u jej t w ó r c ó w - r z e m i e ś l n i l k ó w , czy t e ż poprzez jej
f u n d a t o r ó w w osobach wiejskich p a r o c h ó w i w i t r y kusów.
I n n y problem to o d d z i a ł y w a n i e idei l i t e r a c k i c h za­
w a r t y c h w sztuce k o ś c i e l n e j na u m y s ł y ludzi epoki.
Recepcja samych dzieł sztuki sakralnej wraz z zawar­
t y m i w n i c h ideami i W ą t k a m i m u s i a ł a w z b o g a c a ć
w ą t k i t r a d y c j i ustnej naszego luldu.
Pisma o j c ó w kościoła, szczególnie w w ą t k a c h medyczno-magioznych i w i a d o m o ś c i a c h dotyczących przy­
rody z a l e ż n e b y ł y od powszechnych w i e r z e ń ó w c z e s ­
nych społeczeństw. U t w o r z y ł a się tradycja literacka m o ­
t y w ó w w z i ę t y c h j u ż w c z e ś n i e j z t r a d y c j i ustnej, k t ó r a
p o d l e g a ł a t a k ż e wczesnej, samoistnej ewolucji i c i ą g ­
ł y m , choć n i e w i e l k i m k o r e k t u r o m w ciągu w i e k ó w .
P r ó b o w a ł e m w tej części w s t ę p n e j r o z w a ż y ć ogólnie
problemy talk o d r ę b n e , jak tradycja ustna, literacka
i plastyczna oraz ich z a w ę ź l e n i a w p u n k t a c h z b i e g u .

8

Przy o m a w i a n i u nip. m o t y w u szczygła, p o s ł u ż ę się
s t a r y m i , jeszcze antycznymi legendami, p o l s k ą t r a d y ­
cją l u d o w ą i w ą t k a m i poezji staropolskiej d l a w y j a ś ­
nienia u k r y t y c h a s p e k t ó w t r e ś c i o w y c h i dla uchwyce­
nia c i ą g u p r z e d s t a w i e ń tego tematu w malarstwie
i rzeźbie.
S ą d z ę 'ponadto, że wprowadzenie t a k r ó ż n o r o d n e g o
m a t e r i a ł u rozszerzy znacznie możliwości i n t e r p r e t a c y j ­
ne gotyckiego dzieła sztuki. Opieranie analizy jedynie
na tradycji pisarzy ł a c i ń s k i c h p o m i j a ł o b y cały aspekt,
k t ó r y u m o w n i e m o ż n a n a z w a ć rodzajowo-ludowyrn.
U m y s ł o w o ś ć t r z e c i o r z ę d n e g o t w ó r c y , „ m a l u j ą c e g o dla
prostaczków", była niewątpliwie wykształcona w w ą t ­
kach hagiograficznych, nie obce j e j b y ł y i n i e k t ó r e
s f o r m u ł o w a n i a dogmatyczne, ale najlepiej w y r a ż a ł a się
w j a w n y c h aluzjach do k o n k r e t ó w ó w c z e s n e g o życia.

�III
R o z w a ż a n i a nad ikilkoma r ó ż n y m i
możliwościami
t r e ś c i o w e j interpretacji obrazu poprzedzimy podaniem
m a t e r i a ł u podzielonego na trzy p o d r o z d z i a ł y : 1. S y m ­
bolika teologiczna, 2. Przedstawienia plastyczne, 3. W i e ­
rzenia ludowe. P r z y j r z y j m y
się niewielkiej
postaci
ptaszka. Obecnie kolor jego jest ż ó ł t a w o z i e l o n k a w y i nie
ma t y p o w e j dla szczygłów żółtej p r ę g i na czarnym
skrzydle. Jednak po bliższych o g l ę d z i n a c h o k a z a ł o się,
że jest on .przemalowany, b o d a j ż e przez „ k o n s e r w a t o ­
r ó w z X I X w.", a na skrzydle ma ledwo dostrzegalny
j a ś n i e j s z y pasek. Ustalenie, że m a l a r z o w i chodziło w ł a ś ­
nie o przedstawienie szczygła, a nie np. czyżyka jest
istotne dla dalszych w y w o d ó w .
Szczygieł ma w i e l o r a k i e znaczenie symboliczne i po­
dobnie jak inne p t a k i jest m i ę d z y i n n y m i symbolem
duiszy, zmartwychwstania, ofiary, m ę k i i ś m i e r c i .
W a r t o t a k ż e o d n o t o w a ć jego specyficzne w a r t o ś c i .
W y s t ę p u j e b o w i e m jako zwiastun choroby, szczególnie
podczas plagi d ż u m y . Europa ś r e d n i o w i e c z n a dobrze
p r z y s w o i ł a sobie a n t y c z n ą l e g e n d ę o charadriusie czyli
żółtqj siewce (łac. Churadrius Apricarius). Pisarz j o ń s k i
Hipponax z V I w. przed Chrystusem w y r a z i ł stare
wierzenia, że ptak ten u w a l n i a ł spojrzeniem chorego
od żółtaczki. Arystofanes w Ptakach
pokazał scenę
t a r g u a t e ń s k i e g o , na k t ó r y m ptasznicy szczelnie o k r y ­
w a l i p t a k i , aby przyszli n a b y w c y nie w y k o r z y s t y w a l i
ich cudownych właściwości przed s p r z e d a ż ą . W ciągu
setek lat pisarze: Aelien, Pliniusz, Plutarch, św. H i e ­
r o n i m i Wincenty z Beauvais — zmieniali n a z w ę tego
ptaka. Nazywano go Ikteros, Galgus, Galbulus, K l a d r i u s
i t d . ; z czasem p o w s t a ł o wierzenie, że ptak ten o s ą d z a ł
chorego pod w z g l ę d e m m o r a l n y m . „ T a k j a k ten p t a k
czyni r ó w n i e ż Chrystus i kiedy chory człowiek ma
u m r z e ć w grzechu, gniewa się na niego i odwraca swoje
spojrzenie, a człowiek jest zgubiony. Jeśli zaś grzesznik
chce być uratowany, w i e l k a ł a s k a Boska sprawia, że
cierpienie jego jest u s u n i ę t e " .
7

T o co p i s a ł w swoim poemacie Meissner powtarza
i Ceceo d'Ascoli w Vita Acerba
z r o k u 1322: „Białego
c a ł k i e m Calandrella p r o w a d z ą do łóżka chorego. Z tego
co w a m m ó w i ę nie zapomnijcie niczego: Jeśli chora
ma u m r z e ć , ptak powraca do swojego gniazda, a jeśli
chora ma w y ż y ć — s p o g l ą d a na nią. Ptak w t a k i
w ł a ś n i e slposób pokazuje s w o j ą n a t u r ę . Niewiasta, na
k t ó r ą patrzy, o d ś m i e r c i do życia powraca. C a l a n t í r e l l o
w i d z i też dusizę i m a r t w i się, że jest ona w grzechu.
O, j a k wiele jest zawiedzionych nadziei na t y m świecie,
k t ó r e p o p r z e d z a j ą Odkupienie i niosą ś m i e r ć " .
8

W g E. M á l e ' a w i t r a ż z Kladriusem z X I I I w. w ka­
tedrze w Lionie jest inspirowany przez tekst kazania
Honoriulsa z A u t u n . Przedstawia on ptaka, k t ó r y za­
g l ą d a do oczu chorego. K o n t y n u a c j ą tej sceny w czasie
jest lot p t a k a ( i l . 6).
Identyfikowany
z Charadriusem szczygieł m i a ł te
same zalety. Na j e d n y m z o b r a z ó w Francesco di A n t o ­
nio da Viterbo szczygieł f r u n ą ł z r ą k D z i e c i ą t k a Jezus
do klęczącego donatora. W e d ł u g Friedmanna obraz ten
b y ł b y f u n d a c j ą d z i ę k c z y n n ą uzdrowionego mieszczanina,
a ptaszek b y ł b y b e z p o ś r e d n i m symbolem tego c u d u .
P o w i ą z a n o szczygła z jeszcze jednym znaczeniem, a m i a ­
nowicie z p ł o d n o ś c i ą . P ł o d n o ś ć s y m b o l i z o w a ł m i ę d z y
i n n y m i ptak Acanthis, dla k t ó r e g o kolejnym wciele­
niem s t a ł się szczygieł, w r ó b e l , sikora czarna itd. D l a
ludzi ś r e d n i o w i e c z a jedno byk&gt; pewne, że t y l k o liczne
rodziny m o g ą się o p r z e ć klęsce m o r u i d ż u m y .
9

10

Jak wiadomo, dla R i p y symbolem płodności jest
kobieta z gniazdem szczygłów na ł o n i e .
Ż ó ł t y kolor
1 1

II.

2. Dzieciątko

Jezus,

jragm.

Madonny

z

Dembego.

upierzenia, liczne i częste potomstwo b y ł y r ó w n i e ż
p o d s t a w ą skojarzenia szczygła z płodnością. To ostat­
nie znaczenie pozostaje w p e w n y m z w i ą z k u z przepo­
wiadaniem chorób, a szczególnie d ż u m y . Na marginesie
w a r t o p r z y p o m n i e ć , że krakowscy medycy z X V I stu­
lecia zalecają m.in, o d ż y w i a n i e się ptasim m i ę s e m , jed­
n a k ż e tylko tych p t a k ó w , k t ó r e żerują w polu lub
lesie.
Powszechny zwyczaj dawania dziecku do zabawy
ptaszka nie był też .pozbawiony m y ś l i symbolicznej.
D z i e c i ą t k o Jezus — tak jak inne dzieci — b a w i ł o się
ptaszkiem. A p o n i e w a ż Dziecko Jezus nie było zwy­
czajnym dzieckiem,- to szczygieł, k t ó r y znalazł się w Jego
r ą c z k a c h , n a b r a ł w i e l u nowych znaczeń. W ciągu w i e ­
k ó w n a s t ę p o w a ł a stale wymiana m i ę d z y realiami, w z i ę ­
t y m i z życia a t r a d y c y j n y m i p o j ę c i a m i teologicznymi,
„...średniowieczny cziowieu m y s i a i i czuł symbolami
i przechodził r ó w n i e często od symbolu do symbolu, j a k
od f a k t u do
faktu".
12

1 3

Trudno doszukać się konkretnych ź r ó d e ł literackich,
adekwatnych do obrazu z Dembego. W i a d o m o ś c i , na
k t ó r y c h Friedmann opiera swoje r o z w a ż a n i a , są bar­
dzo rozproszone. W k o ń c u X I V w . K o n r a d von Megenberg pisał w Das Buch
der Natur o szczygle, jako
o symbolu Dobrej N o w i n y . W Psalmie L X V I I I znalazł
Marcel Auber p o r ó w n a n i e gołębia do p i ę k n e j duszy i jej
cudownych k o l o r ó w . Tradycja apokryficzna zawiera h i ­
storię cudu o o ż y w i e n i u p t a k ó w z gliny przez Dzie-

259

�(przedstawionego z profilu) biegnie złoty p r o m i e ń , k t ó r y
nie dochodzi celu, r o z p ł y w a się w zieleni tła. T r z y ­
dziestoletni Chrystus nie ma k o r a l i k ó w , o b r o n i ł się
sam. D z i e c i ą t k o Jezus przedstawiano często z c h r o n i ą ­
cymi go amuletami w .postaci k o r a l i i a g n u s k ó w . Oczy­
wiście, przeniesienie z szyi w s p ó ł c z e s n y c h dzieci w ł o ­
skich naszyjnika k o r a l i na Jezusa m u s i a ł o m i e ć zna­
czenie symboliczne. Motywacja zapewne o p i e r a ł a się na
psychologicznych pobudkach, choć u podstaw m o g ł y
leżeć pewne elementy rozumowania, że Jezusowi jako
„ j e d y n e m u dziedzicowi" samego Boga Ojca n a l e ż y się
obrona przed złymi Ż y d a m i . „ W y m a g a ł " też tego p r a ­
w i d ł o w y r o z w ó j fizyczny i u m y s ł o w y dziecka.
1 5

IV

II. 3. J. B. Strachowski,
Madonna z Dembego,
ryt, 1766 r. Wl. Bibl. Semin. Metropolitalnego
szawie. Teka: Kopersztychy
II.

miedzio­
w War­

ciątko. Jednak ż a d e n z wymienionych p r z e k a z ó w l i t e ­
rackich nie jest na tyle adekwatny do p r z e d s t a w i e ń
plastycznych, aby m ó c p o d k r e ś l i ć jego w a ż n o ś ć .
D r u g i m zasadniczym m o t y w e m symbolicznym obra­
zu jest sosulfca, czyli smok, n a p e ł n i o n y p ó ł p ł y n n ą pap­
ką do ssania. Pokarm w r ę k u Jezusa nabiera znaczenia
„chleba wiecznego".
Do wiernych rzucił wezwanie: „ S t a r a j c i e się nie
o pokarm, k t ó r y ginie, ale k t ó r y t r w a na ż y w o t wiecz­
ny, a k t ó r y da w a m Syn C z ł o w i e c z y " .
I dalej: „ J a m
jest chleb żywy, k t ó r y z nieba zstąpił, jeśliby kto po­
ż y w a ł tego chleba, żyć będzie na w i e k i , a chlebem,
k t ó r y ja m u dam jest ciało moje za życie ś w i a t a " .
14

Dobór cytatu u z a s a d n i a j ą c e g o , że soslka jest m i n .
symbolem zmartwychwstania jest w t y m w y p a d k u ra­
czej przypadkowy. Istnieje znaczna ilość t e k s t ó w na
ten temat.
W zasadzie symbolika soski p o k r y w a się częściowo
z s y m b o l i k ą szczygła w w ą t k a c h Zmartwychwstania,
Ofiary
i Zapowiedzi Męki. Nagromadzenie
znaków
o w i e l u podobnych znaczeniach ś w i a d c z y o n a r a s t a j ą ­
cym powoli kryzysie j ę z y k a symboli. Podczas gdy w a r ­
tości jednych z n a k ó w z d a w a ł y się d e p r e c j o n o w a ć i za­
cierać w ś w i a d o m o ś c i ogółu, p o w s t a ł y inne, k t ó r e w cią­
gu niezbyt d ł u g i e g o czasu g u b i ł y swój sens.
W scenie Kuszenie
Chrystusa
na stosunkowo p ó ź ­
n y m — bo z k o ń c a w i e k u X V — T r y p t y k u Jerozolim­
skiego z kościoła NP M a r i i w G d a ń s k u w i d z i m y szatana
r z u c a j ą c e g o czar złym okiem ( i i . 7). Z oka złego ducha
160

Nie m o ż n a w ł a ś c i w i e p o r ó w n y w a ć powstania p i e r w ­
szych p r z e d s t a w i e ń w sztuce omawianych
motywów
i ich rozprzestrzeniania w Polsce czy Europie. K a ż d y
z nich m i a ł swoją w ł a s n ą d r o g ę rozwoju i zanikania.
K o r a l m i a ł t r a d y c j ę a n t y c z n ą , szczygieł też częściowo
znany b y ł ze swych w a r t o ś c i symbolicznych już przed
Pliniuszem. Geneza sośki jest najpóźniejsza.
Granice czasowe powstawania o b r a z ó w z tematem
szczygła są bardzo rozległe. Najwcześniejszy z zacho­
w a n y c h p r z y k ł a d ó w Madonny z D z i e c i ą t k i e m , t r z y m a ­
j ą c y m Cardellino — w y k o n a ł Maestro delia Maddalena
w 2. poł. X I I I w. Dwaj aniołowie i święci u z u p e ł n i a j ą
t ę k o m p o z y c j ę , p r z e c h o w y w a n ą obecnie we Florencji
w kolekcji Acton. W w i e k u X V I I I zupełnie zapomniany
temat n a m a l o w a ł Giovanni Battista Tiepolo. Z d a w a ł
sobie zapewne s p r a w ę z p o p u l a r n o ś c i szczygła we w c z e ś ­
niejszym malarstwie w ł o s k i m , ale nie r o z u m i a ł już jego
w a r t o ś c i symbolicznych. Jeszcze w p o c z ą t k a c h X X w .
w mieszkaniach mieszczańskich w K r a k o w i e spotykamy
reprodukcje litograficzne obrazu jednego z n a z a r e ń c z y k ó w , na k t ó r y m anioł podaje Dzieciątku ptaszka. Jest to
daleki refleks tematu bardzo rozpowszechnionego w całej
ś r e d n i o w i e c z n e j Europie. Można w y m i e n i ć kilkaset ta­
k i c h o b r a z ó w w malarstwie w ł o s k i m , h i s z p a ń s k i m , cze­
skim, niemieckim, flandryjskim, holenderskim, angiel­
skim i rosyjskim. Friedmann nie podaje p r z y k ł a d ó w
z terenu Polski.
U z u p e ł n i a j ą c tę lulkę o m ó w i m y w y n i k i p o s z u k i w a ń
prowadzonych przede wszystkim na zachowanym m a ­
teriale malarstwa tablicowego. Udało się t a k ż e udo­
w o d n i ć istnienie pewnej ilości o b r a z ó w , obecnie już
zniszczonych. I tak na p r z y k ł a d archiwalnie p o t w i e r ­
dzony został obraz Madonny z D z i e c i ą t k i e m „ t r z y m a j ą ­
cym gołębia w r ę c e " w kaplicy Anielskiej katedry poz­
nańskiej.
16

Z o d b i t k i graficznej w e d ł u g obrazu Madonny z Dzie­
c i ą t k i e m z Dobromila m o ż n a sądzić, że Dzieciątko t r z y ­
ma w lewej rączce ptaszka.
17

Analiza p r z y k ł a d ó w malarstwa polskiego prowadzi
nas do z a s k a k u j ą c y c h w n i o s k ó w . W y s t ę p u j e ł a t w o za­
u w a ż a l n y podział terytorialny. Grupa o b r a z ó w z K r a ­
kowskiego odznacza się jednolitością, są to w ł a ś c i w i e
kopie Madonny Z b r a c ł a w s k i e j . D w i e z nich datowane
są na koniec X I V w., pierwsza z T r z e m e ś n i , druga
z Muzeum Czartoryskich, zakupiona ze z b i o r ó w Z i e mienckiego przez hr. Badeniego. Do tego t y p u należy
Madonna z T y ń c a — polichromia ś c i e n n a , z p o c z ą t k ó w
X V I w. i obraz z K r a k o w a , w ł a s n o ś ć p r y w a t n a . N a j ­
p ó ź n i e j s z y m p r z y k ł a d e m z k o ń c a tego w i e k u jest obraz
z Odrzykonia, przechowywany w Muzeum Czartory­
skich. O d d z i a ł y w a n i e cudownego w i z e r u n k u ze Z b r a e ł a w i a najbardziej widoczne jest w w o j e w ó d z t w i e k r a -

�k o w s k i m . Na t y m terenie p o w s t a ł a j e d n a k ż e Madonna
ze ś w i ę t y m i z Ł ę k a w i c y , po 1500 r.
Madonna z K ł o d z k a na Ś l ą s k u , dawniej z Kaiser-Friedrieh Museum w Berlinie — p o w s t a ł a w pol.
X I V w. Otwiera ona śląską g r u p ę o b r a z ó w ze szczygłem.
O ł t a r z ze Zgorzelca 1440 r. i t r y p t y k z Ć w i k l i c
z 3. ć w i e r c i X V w . n a l e ż ą do p r z e d s t a w i e ń Madonny
w otoczeniu ś w i ę t y c h . Temat św. A n n y S a m o t r z e ć zna­
ny jest w trzech p r z y k ł a d a c h . Pierwszy to obraz z k o ń ­
ca X I V w . z Muzeum Ś l ą s k i e g o we W r o c ł a w i u . D w a
inne z 1. ćwierci X V I w . pochodzą z Zaeharzewic
i z K a t e d r y W r o c ł a w s k i e j (epitafium kanonika W a r t e n berga). Bardzo rzadkie przedstawienie Zwiastowania ze
szczygłem i m a ł p ą znajduje s i ę w Muzeum N a r o d o w y m
w Warszawie, a pochodzi z kościoła b e r n a r d y ń s k i e g o
we W r o c ł a w i u , z ok. 1500 r. Poza dwiema w i ę k s z y m i
grupami o b r a z ó w ze Ś l ą s k a i M a ł o p o l s k i — znane są
zaledwie t r z y obrazy z innych o b s z a r ó w . Malarz M i c h a ł
z Salzburga n a m a l o w a ł k w a t e r ę z Ucieczką do Egiptu
ok. 1510 r. — G d a ń s k , Muzeum Pomorskie. Dzieciątko
Jezus trzyma w lewej ręce sosulkę, a w prawej przy­
trzymuje na sznurku l a t a j ą c e g o szczygła. Na obrazie
z Dąjbrowic, p o w i a t k u t n o w s k i , ś w . Jan Chrzciciel po­
daje Jezusowi ptaszka (?). Na terenie Wielkopolski
Madoinna w Dembem jest j e d y n y m obrazem tego t y p u .
W scenach: Narodzin i P o k ł o n u trzech króli ł a t w o
z a u w a ż y ć na dachach stajenki betlejemskiej o b e c n o ś ć
p t a k ó w , t r u d n y c h jednak do zidentyfikowania. P o l i ­
chromia ś c i e n n a ze Strzelnik, powiat brzeski, jest
wcześniejsza od kwater, namalowanych przez Hanusza
w p o l i p t y k u o l k u s k i m i Mistrza Wniebowzięcia
z Warty
w t r y p t y k u z Warty, z n a j d u j ą c y m się w Muz. N a r o ­
d o w y m w Warszawie. Ucieczka do Egiptu z t r y p t y k u
X V I II-wiecznego św. Józefa z kościoła D o m i n i k a n ó w
w K r a k o w i e pokazuje Dzieciątko z ptaszkiem i jest
n a j p ó ź n i e j s z y m p r z y k ł a d e m malarstwa polskiego z oma­
w i a n y m symbolem. Zielonkawy, zgaszony kolor p t a k ó w
z Hortus Conclusus z Bzia Zameokiego jest prawdopo­
dobnie n a s t ę p s t w e m przemian chemicznych b a r w n i k ó w ,
nie mniej obraz ten m o ż e się znaleźć w omawianej
grupie jedynie ze znakiem zapytania.
U d a ł o się t a k ż e znaleźć k i l k a p r z y k ł a d ó w z innych
dziedzin sztuki, jak haft i m i n i a t u r a . N a l e ż ą one już
w ł a ś c i w i e do zupełnie o d r ę b n e g o zagadnienia i są ma­
t e r i a ł e m d o d a t k o w y m . W bordiurach g r a d u a ł u O l b r a c h ­
ta ł a t w o rozpoznać szczygły. Ten sam m o t y w znany
b y ł w hafcie. W scenach z d o b r y m pasterzem i w spot­
k a n i u ś w . Jana Chrzciciela ze św. R o d z i n ą (na k o l u m ­
nach o r n a t ó w ) z krakowskiego kościoła F r a n c i s z k a n ó w
i z klasztoru w Ż a r n o w c u wyhaftowano szczygły, da­
towane na X V I I w.

a w drugim ptaszka. Z o k o ł o 1470 r. pochodzi t r y p t y k
z Dilna — Mistrza Svatojirskeho o ł t a r z a , obecnie Praga,
Galeria Narodowa. Jan Gruningen w drzeworycie Salva
Regina ze św. św. K a t a r z y n ą i B a r b a r ą — ok. 1500 r. —
p r z e d s t a w i ł Dzieciątko b a w i ą c e się sosulką i ptakiem,
z r y w a j ą c y m się do lotu. Podobne są do niego drzewo­
r y t y i r y s u n k i Albrechta Dtirera, z t y m jedlnakże, że
jego obraz z Deutsches Museum w Berlinie Madonny
z Dzieciątkiem nie przedstawia szczygła, lecz czyżyka.
Oba te ptaszki m a ł o jednak różnią się t r e ś c i a m i sym­
bolicznymi.
Na „liście szczygłów" w y m i e n i ł e m już g d a ń s k i obraz
malarza M i c h a ł a oraz epitafium w r o c ł a w s k i e k a n o n i ­
ka P. Wartenberga. Jedynym p r z y k ł a d e m , j a k i uda­
ło m i się znaleźć na terenie Włoch, jest Madonna
z Loretto — Alessandro de Padova i Giovanni Maria
de Trevilso •— z Muzeum Bellomo w Syrakuzach. Nie
z a j m o w a ł e m się s a m ą s o s u l k ą w r ę k a c h D z i e c i ą t k a
Jezus, k t ó r a jest bardzo r z a d k i m m o t y w e m w malar­
stwie europejiskjm.
Przedstawienia plastyczne Dzieciątka Je3us z kora­
lami na szyi i ewentualnie na przegubach r ą k są bar­
dzo rozpowszechnione w polskiej sztuce od k o ń c a X I V w.
do k o ń c a X V I w. Na Ś l ą s k u w w i e k u X V i 1. ćwierci
X V I w. m o t y w ten był bardzo popularny, tak w rzeź­
bie, j a k i w malarstwie. Zasięg .jkorala" obejmuje
wszystkie dzielnice i wymienianie tak znacznej liczby
p r z y k ł a d ó w mija się z celem. (Przypuszczalna ilość ok.
70 sztuk.)
V
O ubarwieniu ptaszka w tradycji ludowej znsma
jest legenda, że kiedy Bóg rozdzielił p t a k o m kolory,
szczygieł przyleciał jako ostatni i w n a g r o d ę za p o k o r ę
o t r z y m a ł w s p a n i a ł e , r ó ż n o k o l o r o w e upierzenie.
Legenda w wersji polskiej, z Pomorza, jest do niej
bardzo zbliżona: „ K i e d y miły Bóg s t w o r z y ł p t a k ó w —
p o m a z a ł ich f a r b ą , by się różniły jedne od drugich.
Po szczygle, k t ó r y przyleciał ostatni, b r a k ł o j u ż S t w ó r ­
cy farby, więc ze wszystkich g a r n c z k ó w p o z b i e r a ł ostat­
k i i p o m a l o w a ł m u pierze, dlatego szczygieł jest tak
pstrokaty".
19

20

Z innego ź r ó d ł a dowiadujemy się o przyjaznym sto­
sunku ludzi do oswojonego ptaszka:
„ P i ę k n y ptak szczygieł i ś p i e w a nadobnie,
k t ó r e by ś p i e w a ł jemu podobnie.
Rzadko najdziesz, skąd go też chowają,
w klatkach ludzie i w n i m się k o c h a j ą " .

2 1

W sumie u d a ł o się znaleźć 20 o b r a z ó w tablicowych
z t y m m o t y w e m . „ P o s z u k i w a n i a s z c z y g ł a " w polskiej
sztuce nie p o w i n n y się jednak na t y m z a k o ń c z y ć .
Zapewne, m o ż n a by jeszcze nieco p o w i ę k s z y ć liczbę
o b r a z ó w i rzeźb, chociaż przebadanie pod t y m w z g l ę ­
dem wszystkich krajowych z a b y t k ó w — nie jest za­
sadniczym celem tej pracy.

I n n ą p o c h w a ł ą jest cytat ks. K l u k a , badacza fauny
krajowej z X I X w.: „Nie ma w Polsce, ani podobno w
Europie ptaszka, k t ó r y by p i ę k n i e j s z y m i o k a z y w a ł się
p i ó r k a m i i k t ó r y by, po s ł o w i k u p r z y j e m n o ś c i ą swego
głosu, zwłaszcza długo i statecrn'e się p o p i s y w a ł , jak
szczygieł.

Jedno z n a j w c z e ś n i e j s z y c h p r z e d s t a w i e ń plastycz­
nych sosulki n a m a l o w a ł malarz znany jako Mistrz
Ziem Zakonu (pod w p ł y w e m czeskim) ok. 1350 r. Obraz
Madonny T r o n u j ą c e j z D z i e c i ą t k i e m pochodzi ze zbio­
r ó w miejskich w K r ó l e w c u . Soska U k s z t a ł t o w a n a jest
z szaty Jezusa. Inne przedstawienia należą do k r ę g u
czesko-śląskiego. Św. A n n a S a m o t r z e ć ok. 1400 r. —
W r o c ł a w , Muzeum Śląskie. Szczygieł dziobie soskę.
Rzeźba Madonny, dzieło warsztatu M a d o n n na L w i e
ok. 1390 r. z Muzeum Narodowego w Warszawie przed­
stawia Jezusa t r z y m a j ą c e g o w jednym r ę k u soskę,

Chowany bowiem ś p i e w a od r o k u do roku, w y j ą w ­
szy czas k r ó t k i pierzenia... W klatce ż y w i ą się pospo­
licie tylko samym nasieniem konopnym. Z gniazda
w y j ę t e i wychowane, tak się wypieszczą, że z k l a t k i
wyleciawszy, siedząc na r ę k u , ś p i e w a j ą , aby się zaś
tak wypieściły nigdy więcej j a k jednego pojedynczo,
c h o w a ć trzeba..."
Ze wszystkich odmian szczygła najbardziej są ce­
nione szczygły g ó r s k i e i leśne, z powodu ich p i ę k n e g o
upierzenia. Dzieciom w w i e k u p ó ł t o r a r o k u dawano
już ptaszki do zabawy. Duże zapotrzebowanie na tego

18

22

162

�, -\

r

z włosia k o ń s k i e g o i stawia takie konopie gdzieś za
stodołą. Podobnie z a k ł a d a się oczka na ostach. Szczygły
s i a d a j ą c na nie, ł a t w o się łowią. W t y m w y p a d k u
jednak ł a p i ą c y szczygły u w a ż a na moment schwyta­
nia się ptaka i t u ż po z ł a p a n i u odczepia go, aby się
nie udusił. Szczygły bowiem, j a k o p t a k i
śpiewające
ł a p a n o dla trzymania i c h zimą w k l a t k a c h . . . " D o i n ­
nych n a r z ę d z i należą k l a t k i z potrzaskiem i p ę t e l k i
druciane.
Andrea Antonio Pucci, z m a r ł y w 1373 r., k r e ś l i ż y ­
w y obraz florenckiego targu na p t a k i podczas ś w i ą t
Wielkanocy.
24

„ Ą p r e s s o ą u a n d o vien la p a s ą u a gaja...
D i p i u region v'arrivano ucelłini
Si da tenere i n gabbia da cantare
E pe'fasiiciu'frusconi e passerini".
25

W ludowej t r a d y c j i w ł o s k i e j szczygła nazwano na­
wet „ p t a k i e m Jezusa". Powszechny zwyczaj dawania
dziecku do zabawy ptaszka nie b y ł w o l n y od myśli
symbolicznej. U w a ż a n o , że Dzieciątko Jezus — tak
jak inne dzieci — powinno b a w i ć się p t a s z k i e m .
H y m n y kościelne i p i e ś n i religijne p r z e k a z a ł y nam
c i e k a w ą t r a d y c j ę o szczygiełku. X V I I - w i e c z n e t ł u m a ­
czenie, dokonane przez Grochowskiego, W i r y d a r z a Ja­
kuba Pontany — zawiera r y m Szczygielek
ptaszek.
26

„Zbywszy próżnych myśli z głowy,
s z e d ł e m w gaj, b l i s k i l i p o w y ;

II. 4. Madonna z Dembego, staloryt,
Wt. Arch. oo. Kapucynów
w Krakowie.
skiego.

ok. 1880—2890 r.
Zb. o. Nowakow­

rodzaju zabawki w y t w o r z y ł o wiele r ó ż n y c h sposobów
chwytania. Najbardziej znany z nich b y ł tzw. pod
o b ł ę k „rozłożywszy sieć ofołąka w miejscu, gdzie b y w a
liczny ciąg (przelot) p t a k ó w , stawia ptasznik opodal
b u d k ę z gałęzi, w k t ó r e j zaczajony, .pociąga za sznu­
rek, trzymany w r ę k u , aby p r z y k r y ć siecią o b ł ą k u
ptaki na żer zleeiałe. G ł ó w n ą są p r z y t y m d l a ń po­
m o c ą dobre w a b i ę ; za w a b i ó w takich służą szczygły,
w r ó b l e , d z w o ń c e i t p . W zeszłym r o k u z ł a p a n e , prze­
chowywane przez zimę w d o m u i ocienione ( t j . t r z y ­
mane czas j a k i w ciemności, by lepiej ś p i e w a ł y i w a ­
biły, gdy b ę d ą wyniesione na ś w i a t ł o dzienne) siedzą
one w klatkach, powieszonych na w i e r z c h o ł e k g a ł ę zisty [ k t ó r y ] zasłania k l a t k i i ś p i e w e m p r z y w a b i a j ą ]
l a t a j ą c e stadami po powietrzu ptaki swego gatunku,
k t ó r e zrazu p r z y s i a d a j ą na pobliskich drzewach ... s k ą d
z l a t u j ą pod sidła. Do w a b i ó w takich należy czasem
i ptaszek za nogę u w i ą z a n y do kija w ś r ó d ż e r u na
przodzie i p o d l a t u j ą c y w g ó r ę , o ile m u na to sznurek
pozwala, ptak t a k i szpanuje. Ptasznicy ł a p i ą takie na
poły, t j . p r z y r z ą d podobny do o b ł ą k o w e g o , lecz daleko
w i ę k s z y c h r o z m i a r ó w . D w a s k r z y d ł a siatkowe, czworo­
graniaste p o d ł u g o w a t e p r z y t w i e r d z a j ą na kołach niby
na zawiasach i r ó w n o l e g l e leżą na p a r ę łokci od sie­
bie, m i ę d z y n i m i jest posad z ziarnem. Za p o c i ą g n i ę ­
ciem sznurka, przytwierdzonego do o b u skrzydeł, skrzy­
dła te z a k ł a d a j ą na siebie i p r z y k r y w a j ą
złapane
ptaki".
2 3

„Dość powszechny b y ł w Wielkopolsce sposób ł a p a ­
nia na oczka szczygłów. Na główce dojrzałych konopi
z ziarnem w i ą ż e s i ę późną j e s i e n i ą szereg oczek
162

Ten szczygieł do m n i e p r z y l e c i a ł .
W i ę c gdy m i na r a m i ę w l e c i a ł ,
Pocznie ś p i e w a ć ; !w t y m do niego
Tak r z e k n ę ś p i e w a j ą c e g o :
Czego chcesz, ptaszku,
P ł a s z c z y k i e m p s t r y c h p i ó r odziany?
On t a k p o w i e : P r o s z ę , panie,
Niech to m a m za swe ś p i e w a n i e i —
W e ź m n i e , a zanieś do swego
Jezusa i M a t k i Jego
Z a n i e ś m a ł e g o szczyglika,
A oddaj mnie za muzyka,
Sam do Jezusowej r ę k i
B ę d ę l a t a ł i przez d z i ę k i
Pod stołeczkiem tej Dziecinki
B ę d ę z b i e r a ł odrobinki,
I (pić z kieliszeczka Jego
B ę d ę (się w a ż y ł u Niego.
A nie chcę isłużyć inszemu
Do mej ś m i e r c i , t y l k o Jemu.
C h o ć b y t e ż w czym u w a ż o n y ,
K a z a ł m i lecieć w swe strony,
W o l ę Go raczej p r z e p r o s i ć ,
Niźłi się indziej wynosić.
A tak, Jezu, ptaszka tego&lt;
Dajęć dziwnie powolnego;
Gdy chcesz, m i e j go za muzyka,
Gdy chcesz, miej za s ł u ż e b n i k a " .
27

Bardzo jest prawdopodobne, że d l a tego wiersza pier­
w o w z o r e m b y ł o dzieło plastyczne, np. obraz j a k i e j ś szko­
ły w ł o s k i e j , a nie wcześniejsze pisma. W k a ż d y m razie
wiersz ten ma d u ż ą w a r t o ś ć .dla znalezienia podstaw
literackich omawianego m o t y w u .
W noc Bożego Narodzenia — szczygieł ś p i e w e m chwa­
lił Boga — j a k p o d a w a ł y n i e k t ó r e kolędy. Czas ich po­
wstania jest idość r o z l e g ł y — od X V I I I w . aż do Pasto­
rałek
Tytusa C z y ż e w s k i e g o .

�S y s a ł k a czyli s y s o ł k a , inaczej sysółka, czumlik l u b
cycek t o w gwarze l u d o w e j — smoczek. „ K a w a ł e k chle­
ba z a w i ą z a n y w igałgamku d l a dziecka do ssania" —
s t a n o w i ł p o k a r m u z u p e ł n i a j ą c y k a r m i e n i e p i e r s i ą . Po
o t r z y m a n i u smoczka, dziecko z a c z y n a ł o s s a ć i przesta­
wało płakać.
2 8

N i e m o w l ę czyli osesek, sysek, sysun — o d ż y w i a n o
„prócz mleka k a r m i ą c e j . . . p a p k ą na naparze k m i n k u
z pszennej m ą k i z przetopionym ś w i e ż y m m a s ł e m . Tego
rodzaju p o k a r m , j a k r ó w n i e ż i sucharki W wodzie zago­
towanej s t a n o w i ą w y ł ą c z n i e [sposób o d ż y w i a n i a ] u na­
szych mieszczek" . 'Niekiedy dzieciom k r z y k l i w y m , n i e ­
spokojnym w nocy dodawano do z a w a r t o ś c i smoczka
o d w a r m a k u „ a b y dzieci spały". W d a w n y c h k o l ę d a c h
śpiewano o t y m tak:
29

„ p o mleczku, po imioduniu
d a m imaczeczku
ś p i j oczecaku,
śpij kochany — J e z u n i u " .
M

W obrazie z Dembego szczygieł jest zwiastunem cier­
p i e ń i ś m i e r c i . M a ł y Jezus, w y c z u w a j ą c p r z y s z ł e n i e ­
b e z p i e c z e ń s t w o z a p ł a k a ł , ale podany w sosulce m a k po­
w i n i e n go &gt;uspokoić.
W s t a r o ż y t n o ś c i m a k b y ł atrybutem w i e l k i e j M a t k i ,
Cybele — Demeter, Hery, A f r o d y t y i ś m i e r c i g r e c k i e j .
„ K w i a t m a k u przedstawia obrazowy znak d l a ś w i a t o ­
p o g l ą d u , w y n i k a j ą c e g o z filozoficznych t e o r i i . W dojrza­
łej główce maiku d r z e m i ą siły, k t ó r e w p ł y w a j ą j a k
o p i u m na m y ś l i i uczucia c z ł o w i e k a . Dla p e ł n e g o obra­
zu w a r t o d o d a ć , ż e czasami sosulka s k ł a d a ł a s i ę z o b c i ę ­
tej u szczytu g ł ó w k i m a k u , o w i n i ę t e j l n i a n ą s z m a t k ą .
Z a w a r t a w m a k ó w c e papka p o k a r m u nie r o z l e w a ł a się
na b o k i . Dziecko m o g ł o s s a ć g ó r n ą j e j część. T a k i jest
w ł a ś n i e t y p soski na obrazie z Dembego.
31

32

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych s y m b o l i
t o w a r z y s z ą c y c h postaci D z i e c i ą t k a Jezus b y ł k o r a l . Dla
ochrony przed u r o k a m i od bardzo d a w n y c h czasów za­
wieszano dzieciom r ó ż n e g o rodzaju amulety ma szyi i na
przegubach r ą k . Do dnia dzisiejszego' w p e w n y c h regio­
nach istnieje zwyczaj z a k ł a d a n i a n i e m o w l ę t o m na r ę k u
p a c i o r k ó w i w s t ą ż e k czerwonego koloru. Znane b y ł y
r ó ż n e rodzaje a m u l e t ó w : pisane ma pergaminie, r y t e
w metalu, lane w o ł o w i u . Noszono t a k ż e zaszyte w m a ­
ł y c h woreczkach suszone rośliny, części z w i e r z ą t , k a ­
mienie p ó ł s z l a c h e t n e
oraz
m e d a l i k i w formie t z w .
agnusików.

11. 5. A.F. Dietrich, Madonna z Dembego, akwaforta,
1880—1890 r. Wł. Arch. oo. Kapucynów
w Krakowie.
o.
Nowakowskiego.

ok.
Zb.

3 3

W e d ł u g w i e r z e ń rozpowszechnionych w c a ł e j E u r o ­
pie — u r o k o w i (podlegały szczególnie matlki i n i e m o w l ę t a .
K a ż d a choroba dziecka jest w y w o ł a n a rzuconym przez
kogoś u r o k i e m . Przeciw m a g i i m o g ł a b r o n i ć skutecznie
t y l k o magia, same zaś lecznicze zabiegi, stosowane d l a
'uzdrowienia dziecka, niewiele r ó ż n i ł y się od c z a r ó w
i zaklęć. Talk inp. w y g l ą d a ł przepis na l e k a r s t w o prze­
ciw padaczce. „ W e ź m i ipereł preparowanych albo sub­
telnie utartych, kamienia szmaragdowego, korali
czer­
wonych [podkr. moje — J. Ch.] bursztynu, jemioły d ę ­
b o w e j , k a ż d e g o po ć w i e r ć funta, złota malarskiego przed­
niego l i s t k ó w p i ę ć " .
34

K o r a l b y ł u w a ż a n y za n a j w a ż n i e j s z y ś r o d e k zabez­
p i e c z a j ą c y p r a w i d ł o w y r o z w ó j dziecka. „Dziecinie trzeba
zawieszać na szyi i ramionach czerwone korale, aby
b y ł y wysokie i k r z e p k i e " .

diabelskie albo widzenia, albo sny straszliwe o d p ę d z a ,
grzmienie albo pioruny, w i a t r y i inne n a w a ł ó w k i oddala
i b r o n i od o k r u t n y c h z w i e r z ą t " ' .
Specjalnie p o d k r e ś l a n o t a k ż e s k u t e c z n o ś ć d z i a ł a n i a
k o r a l i przeciwko m o r o w e m u p o w i e t r z u i d ż u m i e . Wie­
rzono t a k ż e , że czerwone korale pod w p ł y w e m „fascy­
nacji" t r a c ą swój blask i b l e d n ą . Ł a t w o w t e d y p o z n a ć ,
że dany osobnik jest „ z a u r o c z o n y " . Dzieciom anemicz­
n y m zawieszano na szyi p u r p u r o w e korale, aby m o g ł y
one zyskać więcej k r w i . C z e r w i e ń b y ł a t e ż symbolicznym
kolorem zdrowia i życia. Dla c h r z e ś c i j a n kolor t e n b y ł
zawsze z w i ą z a n y z m ę k ą Chrystusa. W literaturze staro­
polskiej znajduje się ciekawe p o r ó w n a n i e : „Wschodzisz,
m ó j Jezus j a k szczep koralowy /Gdy jeszcze z morza nie
w y c h y l i głowy/ Lecz potem r ę k ą m o r d e r s k ą w y r w a n y /
Zejdziesz ze ś w i a t a jak k o r a l r u m i a n y " .
6

3 7

Dzieciątko Jezus z obrazu w Dernbem m a naszyjnik
koralowy, prawdopodobnie w z w i ą z k u z d o l e g l i w o ś c i a m i
okresu z ą b k o w a n i a . Powszechnie wierzono bowiem, że
z Dembego jest raczej s k r o m n y .
Zwyczaj p r z e t r w a ł do dnia dzisiejszego, u l e g a j ą c j e ­
dynie niewielkiej m o d y f i k a c j i .
Do d n i a dzisiejszego
chore dzieci, p r z y w o ż o n e do warszawskich szpitali z o d ­
ległych miejscowości, m a j ą na rączce bransoletki z czer­
wonych paciorków.

35

D l a innych k o r a l stopniowo stał się uniwersalnym
ś r o d k i e m przeciw w s z y s t k i m u d r ę k o m i cierpieniom.
„ K t o j i p r z y sobie b ę d z i e nosił, albo gdziekolwiek b ę d z i e
w d o m u , albo w łodzi, tedy wszelkie przynagabanta

VII
T w ó r c a M a d o n n y z Dembego m a l u j ą c poszczególne
znaki symboliczne z a w a r ł w nich bardzo r ó ż n e znacze163

�nia. Dlatego wymowa treści ideowych obrazu nie może
być jednoznaczna. Mijałaby się z celem (prezentacja k i l ­
ku różnych zupełnie w .założeniach interpretacji, opar­
tych na tym samym materiale. Uniwersalny program
samego malarza łączy tradycyjną wymowę obrazu Ma­
donny z Dzieciątkiem Jezus z treściami rodzajowymi,
łatwiej dostępnymi dla ogółu. Wiemy już o powszechnej
wierze w moc „złego oka", czytaliśmy o typowej za­
bawce dla dzieci w średniowieczu — żywym iszezygiełku,
wreszcie o popularnym zwyczaju dokarmiania sosulką.
Malarz właściwie oscyluje pomiędzy tym co nazwalibyś­
my dziś laicyzacją sztuki sakralnej a przybliżaniem
,prawd wiary do ludzi prostych,
Twórca obrazu nadał cechy ludzkiej miłości uczu­
ciom Madonny do swego syna. Chusta narzucona na
ramiona Madonny Odnosi się do jej zwykłych czynności
matczynych, karmienia i opieki. Korale bronią jej syna
przed „złym okiem złych ludzi". Szczygieł, a może jesz­
cze bardziej pierwsze bolesne ząbki są zapowiedzią
Przyszłej Męjki. Jezus jakby Isobie to uświadomił i szuka
u Matki schronienia, aie ona nie zdoła go ocalić. Jest
to powodem tajonego bólu, symbolizowanego siwym
kosmykiem włosów na iskroni. Pomimo ostrych tonów
barwnych medanoholijna rezygnacja jest treścią obrazu.
Te same symbole są też zapowiedzią Zmartwychwsta­
nia, a przyszły Dramat będzie zarazem radosnym odku­
pieniem świata .
Z kolei przypomnijmy terapeutyczne znaczenie ko­
rali, szczygła i sosulki. Realnym faktem stojącym iu ge­
nezy fundacji obrazu musiała być choroba dziecka i je­
go uzdrowienie. Dziecko Jezus mogło nosić koraliki,
bawić się Iszczygłem i karmić sosulką, podobnie jak nor­
malny chłopczyk. Ufundowanie obrazu było aktem po­
dzięki rodteiców .za. łaskę powrotu do zdrowia prawdo­
podobnie najstarszego Isyna w rodzinie.
W związku z ostatnią hipotezą rysuje się jasno- wy­
jątkowość Obrazu Madonny z Dembego. "W pewnych,
wąskich zresztą, iramach wykorzystano tradycję niektó­
rych wierzeń ludowych przy interpretacji wymowy ideo­
wej gotyckiego dzieła sztuki.

HLAMIVS

39

PRZYPISY
1

Opublikowany artykuł jest fragmentem monografii
obrazu Madonna eon cardellino z Dembego k. Kalisza,
napisanej w 1964 r. jako praca magisterska pod kierun­
kiem iprof. dr M. Walickiego w Katedrze Historii Sztuki
Średniowiecznej Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu
Warszawskiego.
Prof. dr Michałowi Walickiemu tą drogą pragnę
wyrazić głęboką 'wdzięczność za wskazany temat pracy
i podziękować za prawdziwie ojcowską opiekę podczas
jej pisania.
M. Walicki, Z problematyki malarstwa wielkopol­
skiego polowy XV wieku (1440—1475), „Wieki Średnie",
Warszawa 1962, s. 249^253.
W twarzy Madonny znajdujemy ipodobieństwa z ty­
pem Madonny z Epitafium Jana von Jerzen, kanonika
praskiego, zim. 1395 r., Wiedeń, kolekcja prywatna. Por.
J. Balogh, L'origine du istyle des sculptures en bois de
la Hongrie Médiévale, „Acta Historiae Artium", 1957,
z. 4, s. 233, i l . 16. Madonna ta należy do pięknych Ma­
donn iSitylu „suave" z terenu Wschodnioniemieekiego
i czeskiego. W rzeźbie odbiciem tego typu jest Madonna
z Kislomnlic (Łomnicko).
Gesty Madonny i Dzieciątka powtarzają w odbi­
ciu lustrzanym kompozycję po 1350 r. sieneńskiego M i ­
strza Ovile. Obraz ten znajdował się na rynku antykwarskim w 1954 r. Por. D. C. Shorr, The Christ Child
in Devotional Images in Italy during the XIV Century,
New York 1954, s. 159, typ 24, Siena 3.
M. Walicki, Z problematyki malarstwa wielkopol­
skiego..., s. 254.
Księdza Grochowskiego wiersze i insze pisma co
przebrańsze..., Kraków 1608 — cytuje wg A. Jastrzęb­
2

3

4

5

8

164

ski, A. Podsiad, Boże Narodzenie. Antologia poezji pol­
skiej, Warszawa 1901, s. 446: „.,. pierwej niechaj i naj­
lepszemu malarzowi ma za złe, którzy przy tym Dziecię­
ciu i Matuchnie jego nie tylko kolebkę ... ale .podczas
pokazuje naim na tablicy swej to święte Dziecię, kwia­
tek jaki w ręku, jabłko, albo pomarańczę trzymające,
albo na tejże rączce ptaszka jakiego (podkreślenie mo­
je— J. Ch.], na koniec i pieska Wedle nóg jego, bądź
i insze takowe rzeczy dziecińskiej zabawie przyzwoite.
A iż malarzowi nie ma nikt tego za złe, toż i mnie nie
masz się dziwować, gdy takie rzeczy nie tylko podobne
do wiary, ale owszem rzeczywiste w swych wierszach
jako- w żywych obrazach przed ludziom kładę".
Ks. Grochowski ptee o tematach rodzajowych wsztiuce sakralnej, zdającej sobie sprawę z ich „stosowności"
właśnie w oparciu o ich długą tradycję w malarstwie
tablicowym X V i X V I w. Do niewyrobionego czytelnika
apeluje niejako poprzez to CO nazywano wcześniej biblia
pauperum.
W (polskich warunkach historycznych na gruncie pro­
wincjonalnym proces łączenia się odrębnych tradycji: l i ­
terackiej, plastycznej i ustnej był na pewno bardzo za­
gmatwany.
* H. Friedmann, The Symbolic Goldfinch. Its Hi­
story and Significance in European Devotional Art, The
Bollingen Series, V I I , Pantheon Books, Washington 1946.
Poemat Meissnera ze zbioru F. H . von der Hagen,
Minnesinger
Leipzig 1838, t. 3, s. 9i2. Cyt. Wg. H.
Friedmann, op. cit., s. 12.
Francesco degli Stafoili (1257—4327) znany jako Ceoco
d'Ascoli w Vita Acerba napisał wiersz O naturze Chalandrello, Vita Acerba, Cap. X V I I , arkusz 55 verso —
8

�II. 6. Klaudrius, witraż w katedrze
w Lyonie (wg H. Friedmanna). II. 7.
Kuszenie Chrystusa, fragm. Trypty­
ku Jerozolimskiego, z kośc. N.P.M.
w Gdańsku, 1490—1497. Dolna Nad­
renia. Dep. Muz. Nar. w Warszawie.

o

56 recto. (Biibl. Laurenziiana, Plut. X I , cod. 52 in 8 ).
Tłumaczenie podaję na podstawie H. Friedmann, op.
cit., s. 17.
Honoriusz z Autan, Spec. Ecci. /In Ascens. Dcm.
col. 958, cyt. wg E. Mâle, L'art religieux du XIII« s. en
France, Paris 1923, s. 40. Por. H. Friedmann, op. cit.,
s, 17,1'—.172.
Tłumaczenie polskie podaje M. Walicki, Z problema­
tyki malarstwa, s. 254, łprzyp. 24.
Nie przesądzając wartości tej interpretacji Friedmanna, można podać i inne podobne przykłady. Prawie
każde dziecko na wsi bawiło się ptakiem uwiązanym
nitką za nóżkę, a uśmiechem witało próbę ucieczki ze
strony swojej żywej kolorowej zabawki. Takie jest pro­
ste wytłumaczenie psychologiczne.
Z końca XV w. pochodzi drzeworyt A. Kobergera,
przedstawiający Assumptę. Nagie Dzieciątko trzyma na
uwięzi odlatującego ptaszka. Z innych przedstawień la­
tającego ptaszka wokół ręki Jezusa warto wymienić':
obraz ze szkoły Lukki — Cambridge (USA). Fogg Art
Museum, J. Cabrera — Madonna z Dzieciątkiem sdoirowana przez aniołów — Muzeum Biskupie w Vieh oraz
J. Gruningen — Salve Regina ze św. św. Katarzyną
i Barbarą, drzeworyt ok. 11500 r.
G. Richardson, Iconology, or a Collection of Emblematic Figures (oparte ¡na C. Ripa, Iconología
Roma 1613), t. 2, 1779, s. L X X X , i l . 307. (Cyt. wg H. Friedman«, op. cit. s. 31).
F. Giedroyć, Mór w wiekach ubiegłych.
Zarys
historyczny, Warszawa 1899.
9

10

11

12

13

H. Ó. Tayior, The mediaeval Mind (b. m.), 191i,
t. I I , s. 69.
Ewangelia św. Jana, V I , 27—8, V I , 51—52.
S. A. Callisen, The Evil Eye in Italian Art, „The
A r t Bulletin", X I X , 1937, s. 450 i nast.
Por. J. Nowacki, Kościół katedralny w Poznaniu.
Studium historyczne, Poznań 1959, s. 339: „Według wizy­
tacji i spisu klejnotów z lat 1728 i 1781 przedstawiał
obraz ten M . Boską z Dzieciątkiem, trzymającym gołę­
bia w ręce. Ozdobiony był koroną srebrną z dwunastu
gwiazdami nad głową M. Boskiej, srebrne były oczy,
nóżki Dzieciątka, a w 1781 była także srebrna sukienka
NMPanny, promienie nad Dzieciątkiem i srebrny go­
łąbek ... jeśli nie pochodził z dawnego ołtarza fundacji
Rydzyńskich z 1410 r., czy 1521 — mógł być dziełem
malarza Korzeniowicza, który wykonał w latach 1664—
1665 obraz wielkiego ołtarza i portrety biskupów Szołderskich i Tolibowskich". Nie mając całkowitej pew­
ności, ale z dużym stopniem prawdopodobieństwa twier­
dzić można, że obraz ten należał do typu Madonny ze
szczygłem i pochodził z wieku XV. W związku z po­
stawieniem nowego ołtarza w roku 1834 — zniknął bez
śladu.
Sztych w zbiorach graficznych w spuściźnie po
o. Wacławie Nowakowskim. Archiwum prowincji kra­
kowskiej zakonów oo. Kapucynów w Krakowie. Pragnę
serdecznie podziękować o. K. Gadaczowi za umożliwie­
nie pracy w Archiwum.
Udało mi się znaleźć równie liczne przykłady w
rzeźibie polskiej. Z terenu Małopolski pochodzą trzy Ma­
donny z ptakami: Madonna stojąca z Mokrego (import
śląski?) — 1. ćw. X V w., Assumpta z Iwanowic i Piękna
14

15

16

17

18

265

�Madonna ze Skrzynna. Z terenu Ś l ą s k a pochodzi jede­
naście rzeźb. Wiek X I V : Madonna stojąca z
Dzieciąt­
kiem — Muz. Nar. w Warszawie, Madonna z Jawor a,
Madonna z Kassel Museum i Madonna z warsztatu M a ­
donn na L w i e — Muz. Nar. w Warszawie. W i e k X V :
Piękna
Madonna z Muz. w Legnicy, Madonna
stojąca
z Gładzkięgo. Wiek X V I : Assumpta — Olszowa, Madon­
na — Lubecko, Madonna z o ł t a r z a szafiastego — Skrzy­
szów, Madonna stojąca — Stare Miasto (pow. N a m y ­
słów). Wielkopolska i Pomorze. Wiek X I V : Madonna —
W ą b r z e ź n o . Wiek X I V : Assumpta
— T o r u ń . Wiek X V :
Madonna
tronująca
— M ą d r e , Madonna
tronująca
—
Muz. Nar. P o z n a ń , Madonna tronująca
— Grabów Kró­
lewski, Madonna z o ł t a r z a Czterech Dziewic — N o w a
Wieś K r ó l e w s k a , Hortus Conclusus
— stalle w Pelplinie,
assumpta — Janowiec. Polska centralna. Wiek X V I :
Madonna w Mandorli
— Szadek.
W sumie 22 r z e ź b y Madonny z D z i e c i ą t k i e m i ptasz­
kiem.
Na podstawie znalezionego m a t e r i a ł u w n i o s k i K ä s t ­
ners, d o t y c z ą c e tego m o t y w u w rzeźbie p o t w i e r d z i ł y s i ę
tylko częściowo. Por. O. Kastner, Die Gottes
Mutter
und das Kind mit den Voglein,
„Alte und Moderne
Kunst", 1961, nr 53.
19 Wiersz F. K i n d z pracy T. Echtermeyr,
Auswahl
Deutscher
Gedichte,
1872, nr 90, s. 120. Cyt. w g F r i e d ­
mann, op. cit., s. 17.
Ze zbioru podań, opowieści
i baśni ludu
kaszub­
skiego.
1. Podania
i opowieści
o zwierzętach,
„Lud",
V I I I , 1902, is. 303.
iM. C y g a ń s k i , Myślistwo
ptaszę
K r a k ó w 1584,
w y d . J. R o s t a f i ń s k i ,
O myśliwstwie,
koniach i psach
łowczych
ksiąg pięcioro z lat 1584—1690, K r a k ó w 1914,
s. 314.
K . K l u k , Zwierząt
domowych i dzikich,
osobliwie
krajowych
historia naturalis,
Warszawa 1879—1880, t. I V ,
s. 220—221.
O. Kolberg, Lud. Krakowskie,
Warszawa 1962,
t. I , s. 185—186.
J. Burszta, Łowiectwo
w Kultura
ludowa
Wielko­
polski, P o z n a ń 1964, t. I I , s. 351—352.
A. Pucci, La proprieta
di mercato vecchio.
Raccoltä di rime antiche toscane, 1817, t. I I I , s. 305. Cyt.
w g M . S o k o ł o w s k i , Spraw. K H S , t. V I I , C O C L X V I I .
T. Seweryn, Polskie zabawki
ludowe, Warszawa
1960, s. 8 i i n . Dzieci b a w i ł y się nie t y l k o ż y w y m i ptasz­
kami, ale i w y r o b a m i glinianymi. W ś r ó d rzeczy o b y w a ­
tela świdnickiego Kaspra Helwika, z a m i e s z k a ł e g o w
K r a k o w i e w 1634 r. zanotowano: ...Ptaszków dziecinnych
t u z i n ó w 5 k ó p y 5 t u z i n ó w po 6 gr. tuzin. Por. K o m u ­

n i k a t dr Gutkowskiej-Rychlewskiej, „Pol. Szt. L u d . " , X ,
1956, n r 2.
Jakub Pontanus (1542 — 1626), Wirydarz
Abo
Kwiatki
Rymów
Duchownych
o Dziecięciu
P.
Jezusie.
Na chwalebne
Narodzenie
iego. Uczynione
z
łacińskich
wierszow
Jakuba
Pontana Jezuity.
Przez Xiędza
Sta­
nisława
Grochowskiego
kustosza
kruszwickiego...,
1607,
1609 (tłumaczone
przez) Księdza
Grochowskiego
wiersze
i insze pisma co przebrańsze...,
Kraików 1608 (Cyt. w g
A. J a s t r z ę b s k i , A . Podsiad, op. cit. s. 179—180.
J. K a r ł o w i c z , Słownik
gwar polskich,
Kraków
1907. t . V, s. 277, szp. I I , s. 179, szp. I ; „Lud", t. X X X I I I ,
s. 81.
JM Zieleniewski,
O przesądach
lekarskich
ludu
naszego, K r a k ó w 1845. Cytat s. 19. O sosce pisze t a k ż e :
M . Udziela, Medycyna
i przesądy
lecznicze ludu nasze­
go, Warszawa 1891, s. 82—83.
P i e ś n i nabożne według obrządków
Kościoła ś. ka­
tolickiego,
samą prostotą
przyjemne,
dla naszego
nabo­
żeństwa
powabne, K r ó l e w i e c 1796, s. 169; K o l ę d a : Wo­
łasz Taty — X V I I I w. Cyt. w g A . J a s t r z ę b s k i , A . Pod­
siad, op. cit., a. 116.
E. Majewski, O maku, Warszawa 1903; J. Rosta­
fiński, O maku, K r a k ó w 1899.
C. A. Wertheum Aynies, H. Bosch, B e r l i n 1957,
s. 47—48.
M . B a r t h e l de Weydenthal, Uroczne
oczy, L w ó w
1921; S. Poniatowski, Uroczne oczy, Warszawa 1907.
S. Falimierz, Herbarz,
K r a k ó w 1534
(cyt. w g H .
Biegeleisen,
U kolebki,
przed
ołtarzem,
nad
mogiłą,
Warszawa 1929, s. 442).
J. Rueff, ok. 1559 (cyt. w g H . Biegeleisen, op. cit.,
s. 439).
H . S p i c z y ń s k i , O ziołach tutejszych
i
zamorskich,
K r a k ó w 1556. T ę s a m ą m y ś l w y r a z i ł J. K . Haur, Skład
abo skarbiec...,
K r a k ó w 1689, s. 450—455: „ K o r a l t a k ż e
czerwony i tynkfcura z niego wyprowadzona
przeciw
wszelkim czarom t a k ż e pewna obrona i z a s ł o n a " .
S. H . L u b o m i r s k i , Obraz męki Chrystusa
z niewczasów
jego narodzenia wybrany w Melodia
duchowa
o przesłodkiej
narodzenia
Zbawiciela
naszego,
Jezusa
Chrystusa
Tajemnicy
K r a k ó w 1682 (cyt. w g A. Ja­
s t r z ę b s k i , A . Podsiad, op. cit., s. 88).
H . Biegeleisen, Matka
i dziecko,
Lwów
1927,
s. 176. Przy b ó l u podczas z ą b k o w a n i a stosowano k o r a l
jako ś r o d e k u ś m i e r z a j ą c y cierpienie.
,
D. C. Shorr, op. cit., s. 159 w samym u k ł a d z i e ge­
s t ó w Madonny i Jezusa zawiera się aluzja do Męki
Zmartwychwstania.

Fot.: Autor

— iL 1, 2.

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

—

U. 3—7; Leon Perz,

Franciszek

Maćkowiak

2 7

2 8

2 8

3 0

3 1

3 2

5 5

3 4

3 5

5 6

3 7

38

3 9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8236" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8216">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/81f8f1bf28ff2753a6d2fba18917fe48.pdf</src>
        <authentication>d7bada0013eba4774a8d77de21ad57fa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98464">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2572</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98465">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98466">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2389</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98467">
                <text>Kilka słów o malarstwie Jerzego Nowosielskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98468">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.12-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98470">
                <text>Chrudzimska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98472">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98474">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98477">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98489">
                <text>Kilka słów o malarstwie Jerzego Nowosielskiego
Katarzyna Chrudzimska
Jerzy Nowosielski to niezwykła postać - tak pod względem
osobowości, poglądów, jak i dorobku artystycznego. W wielu
opracowaniach nowoczesnej sztuki autorzy rozpoczynają swą
analizę stwierdzeniem, iż wymyka się on wszelkim klasyfikac­
j o m , nie pasuje do żadnego z panujących kierunków. Rzeczywi­
ście jest to artysta ze wszech miar oryginalny, niepowtarzalny
i niepodrabialny. Jego charakterystyczny styl o ścisłych zasa­
dach i prawidłach, jest łatwo rozpoznawalny nawet okiem laika,
który z twórczością Nowosielskiego miał choćby minimalny
kontakt.
Ponieważ mamy do czynienia z niewątpliwą osobowością
artystyczną, wszelkie wpływy i ewentualne analogie stylowe
przy bliższej analizie okazują się powierzchowne i pozorne
- Nowosielski posługuje się własnym, oryginalnym językiem.
T y m bardziej więc trudne staje się zadanie historyka sztuki
próbującego odnaleźć w tej różnorodności charakterystyczne
wyróżniki umożliwiające dokonanie porównań, klasyfikacji
i ocen, przy jednoczesnym poszanowaniu odrębności i niezależ­
ności analizowanych zjawisk.
Spróbujmy więc określić na czym polega styl malarstwa
Jerzego Nowosielskiego. Artysta nowoczesną formą wypełnia
schematy starych kanonów ikonograficznych. Z doświadczeń
sztuki współczesnej czerpie rozumienie koloru, zasady kom­
pozycji i surrealistyczną wrażliwość. Łączy je z nietradycyjnymi, oryginalnymi tematami. Myślę tu zwłaszcza o nie­
spotykanym nigdzie poza jego twórczością sposobie inter­
pretacji motywów samolotów i cerkwi. Istnieją one oczywiście
w sztuce na zasadzie elementów towarzyszących, ale przez
artystę podniesione zostały do rangi głównego i zasadniczego
tematu oraz obdarzone pewnym znaczeniem.
Tradycyjny jest natomiast, wielokrotnie przez krytykę pod­
kreślany, szacunek Nowosielskiego do formy dzieła sztuki.
Artysta nie zastępuje malarstwa akcją, happeningiem, nie
* Zarówno ten tekst, jak i Widzenie rzeczywistości są fragmentami
pracy magisterskiej pod kierunkiem prof, drhab. A. K. Olszewskiego na
A T K w Warszawie, 1994

narusza też stosunków twórca - obraz - widz. Dzięki temu
czujemy się bezpieczni obcując z tą sztuką. Wśród klasycznych
gatunków pejzażu, martwej natury, aktu, portretu pozbywamy
się, tak typowej w stosunku do sztuki nowoczesnej, podej­
rzliwości i nieufności. Nie jesteśmy atakowani, prowokowani
brzydotą, ogłuszani dysonansami. Jest to twórczość bezpieczna
i przyjazna dla widza i w tej właśnie sferze szacunku dla
odbiorcy, chęci podjęcia z nim dialogu, przekazania mu
pewnych treści - bardzo tradycyjna.
Jakie są podstawowe elementy języka Nowosielskiego?
Według Leonarda „malarz ma dziesięć zadań, które musi
przeprowadzić do końca w swym dziele, a to: światło, cień,
kolor, bryłę, kształt, położenie, oddalenie, bliskość, ruch i spo­
czynek'". Prześledźmy w jaki sposób realizowane są one
w twórczości artysty.
Pierwsze z nich to światło i cień. Przestrzeń obrazów
Nowosielskiego wypełniona jest jednorodnym, rozproszonym
światłem. Brak jest jednego, określonego źródła, a raczej każdy
z przedstawionych przedmiotów, osób i elementów pejzażu sam
w sobie jest źródłem wewnętrznego promieniowania. Jest to
szczególnie wyraźnie widoczne na ikonach Nowosielskiego
przedstawiających Świętych i Męczenników. Bliki światła na
twarzach i szatach postaci zdają się potwierdzać teorie o boskich
energiach przenikających ziemską rzeczywistość.
Światło z samej swej natury jest nośnikiem ogromnej treści
symbolicznej, jest sakralne, czczone jako źródło życia, przeci­
wieństwo ciemności, zwycięzca zła, niebezpieczeństwa. Tak
jak w twórczości bizantyńskiej i średniowiecznej, światło
Nowosielskiego jest jednorodne, wszechobecne, nie dające
cienia. Cień, ciemność - jako opozycja jasności i dobra, są
utożsamiane ze złem, zagrożeniem i potępieniem. Nie ma dla
nich miejsca w obrazach Nowosielskiego, nawet w tych
najbardziej zbliżonych do naturalizmu. Nie ma bowiem grzechu
i rozpaczy w świecie harmonii. Kolor to jeden z elementów
rozumianych przez artystę w sposób nowoczesny, wyrosły na
bazie doświadczeń rewolucji sztuki współczesnej. Jest odważ-

II. 1. Portret z oknem, 1957

�w

ш

е

ny. ż y y &gt;
unika wchodzenia w niebezpieczne związki
silnych kontrastów. Ulubionymi barwami artysty zdają się być:
czerwień, błękit i zieleń - wyznaczające tonację obrazu lub
konfrontowane ze sobą w śmiałych zestawieniach.
Kolor wyraża stany emocjonalne. Autor odżegnuje się wpra­
wdzie od świadomego stosowania jakiejkolwiek symboliki
i zabrania również nam doszukiwać się j e j , jednak oczywiste
jest, że określone barwy wywołują określone skojarzenia. Nie
chodzi nam tu rzecz jasna o próbę czytania przesłania autora,
rozumienia jego obrazów i przeintelektualizowania ich treści,
ale o zwrócenie uwagi na fakt, świadomego moim zdaniem,
budowania nastroju i charakteru dzieła kolorem. Artysta opiera
się na podstawowych, zakodowanych w nas związkach znacze­
niowych - czerwony dla większości to kolor ognia, krwi,
witalności, wojny i miłości; zielony - kolor życia, wiosny
przynoszącej nadzieję odrodzenia; niebieski zaś jest barwą
przestrzeni, nieba, powietrza, jest najbardziej niematerialny
i najzimniejszy. W porównaniu z szalonym rozbudowaniem
treściowym symboliki X V I I I i XIX-wiecznej, można więc
uznać, iż w takiej formie nie interesuje ona artysty. Jego znaki
i przekaz są bardzo proste, lapidarne, a zarazem dobitne i jasne.
2

Kolor ma jeszcze jedno zadanie. Buduje bryłę. Jest ona
wprawdzie zredukowana do minimum - większość obrazów
ogranicza się do operowania płaszczyznami - ale gdy istnieje, to
właśnie dzięki barwie zróżnicowanej walorowo lub kolorys­
tycznie. Natomiast wespół z linią tworzącą kontur, kolor określa
również kształty i wzajemne położenie przedmiotów. Właśnie
te dwa czynniki - kolor i linia - budują obrazy Nowosielskiego;
tworzą płaskie plamy, niemalże monochromatyczne, z wyraźnie
zaakcentowanymi granicami i podziałami, o prawie jednolitej
intensywności całej powierzchni barwy. Przestrzeń sprowadzo­
na zostaje do płaszczyzny, jednego planu, na którym wszystkie
elementy potraktowane zostały w jednakowy sposób. Dlatego
trudno mówić w tym przypadku o oddaleniu lub bliskości.
Każdy fragment płótna zdaje się być równo odległy i niedosięgły dla widza. Pewne ustępstwa na rzecz perspektywy widoczne
są jedynie we wczesnej twórczości (lata 40. i 50. - m.in. cykl
Pejzaże łódzkie). W późniejszych obrazach głębia i oddalenie
sugerowane są tak lubianym przez artystę motywem okna,
uchylonych drzwi i obrazu w obrazie.
Ruch związany jest z akcją, działaniem, rozgrywającą się
historią. Jest więc oczywiste, że w tym znaczeniu w obrazach
Nowosielskiego nie może być dla niego miejsca. Za element
zastępujący go można uznać gest postaci (bardzo jednak
ograniczony) oraz nietypowy sposób kadrowania obrazów
(przede wszystkim aktów). Jerzy Tchorzewski zwraca uwagę na
istnienie jeszcze jednego, specyficznego rodzaju ruchu - we­
wnętrznego, porządkującego układ dzieła i determinującego
sposób jego odbioru. Przestrzeń obrazu, zamknięta w sobie,
rozwija się i otwiera w określonym kierunku. Posiada jedno
jedyne wyjście, które wskazując odbiorcy narzuca tym samym
jedyną możliwą drogę percepcji. Często wyjściem tym jest
skrawek nieba u góry obrazu .
3

Ostatnie zadanie malarza - spoczynek - najpełniej udało się
Nowosielskiemu zrealizować. W zasadzie jest to główny aspekt
Jego twórczości - statyka, hieratyczność, wywołujące wrażenie
"stojeństwa i monumentalności, rodzące dystans, respekt
' szacunek. Jednocześnie z doświadczeń wynika, że spoczynek
J stanem nietrwałym, a więc towarzyszy mu oczekiwanie
zmiany, ruchu, działania. Dlate go w efekcie powoduje w nas
"ezucie niepewności, tajemniczości, ciekawości. I m bardziej
nieruchome jest ciało tym bardziej wyraźny i przekony­
wujący staje się ruch ducha. Znieruchomienie oblicza oznacza
\Vm P
° '
&gt; przynależność do krainy milczenia .
nowosielskim raju powszechne szczęście i harmonia rówobjawiają się spokojem, statyką i spoczynkiem.
est

0 W l e m

r z e D

e z

s t w

e n i a

4

Czy artysta zdołał więc sprostać dziesięciu zadaniom mala­
rza? Według mojej skali ocen - tak. Wolno jednak do­
mniemywać, że Leonardo z wielu p o w o d ó w nie byłby za­
chwycony tego typu twórczością.
Spróbujmy teraz choćby w przybliżeniu określić miejsce
Nowosielskiego we współczesnej sztuce. Jak dalece jest on
spadkobiercą i kontynuatorem, czy reprezentuje ideały swego
pokolenia, czy może nazwać go trzeba wielkim samotnikiem?
Najczęściej dostrzeganą analogią i kryterium oceny twórczo­
ści Nowosielskiego jest malarstwo ikonowe. Wzorzec to tym
bardziej oczywisty, że do jego wpływu przyznaje się sam
artysta . Hieratyzm kompozycji Nowosielskiego, ahistoryczność scen i brak indywidualizacji postaci przypisuje się więc
kanonowi ikonowemu, a wszelkie inne domniemane wzorce
traktuje drugoplanowo. Rzeczywiście wydaje się, że artysta
przejął z ikony jej sposób traktowania przedstawianych osób,
krajobrazu, architektury. Stąd, być może, wynika tak typowa dla
Nowosielskiego deformacja, odrealnienie i transformacja świa­
ta.
5

Najbardziej jednoznaczne i najlepiej widoczne jest znaczenie
ikony na poziomie schematu kompozycyjnego, niejednokrotnie
bezpośrednio od niej przejętego (por. Pejzaże ,,z Życiem", Ikony
cerkwi i Monografie). Tu analogie są oczywiste i z pewnością
świadomie przez artystę tworzone.
Bardzo ważnym, jeśli nie najistotniejszym - bo wykraczają­
cym poza warstwę formalną dzieła, elementem pokrewnym
ikonie jest sposób ilustrowania czasu. Otóż artysty nie interesują
wydarzenia, akcja, czas historyczny. Jego czas, to czas, w któ­
rym nic się nie dzieje - nie ma ruchu, ani zmian: przedmioty,
osoby, przyroda trwają w bezruchu, spokoju, bezczynności.
Zdają się być ponadczasowe, nierealne, odmienione. I w tej
warstwie twórczość Nowosielskiego może najbardziej zbliża się
do ikony - obrazu, który jest objawieniem rzeczywistości
nowej, przemienionej, przebóstwionej. Świat materialny staje
się w nim przezroczystą zasłoną świata duchowego , zwierciad­
łem Niestworzonego , obrazem przemienionego świata wieków
przyszłych *, objawieniem raju j u ż tu - na ziemi . W praktyce
artystycznej założenia te wymagają ograniczania biologizmu,
naturalizmu i materialności, przy jednoczesnym akcentowaniu
pierwiastka duchowego, transcendentalnego, ponadczasowego
wreszcie.
6

7

1

9

Zauważmy jednak, że ten sposób interpretacji czasu nie jest
właściwy wyłącznie ikonie. Powszechny zwłaszcza w malarst­
wie średniowiecza zatraca stopniowo s w ą powszechność, ale
pojawia się w twórczości pojedynczych artystów w całej historii
sztuki aż do czasów nam współczesnych (pejzaże Breughela,
twórczość Leonarda da Vinci, El Greca, Vermeera, martwe
natury Chardina, Cezanne'a i innych). Towarzyszy on dążeniu
do ukazania rzeczywistości w sposób pełny, próbom uchwyce­
nia i określenia jej istoty, przenikającej j ą zasady, a nie
poprzestawaniu na opisie jej zewnętrznej, materialnej warst­
w y . Z biegiem czasu sztuka zagubiła tę wrażliwość i umiejęt­
ność czytania przyrody. Dziś postępująca desakralizacja obej­
muje w zasadzie wszystkie aspekty ludzkiego życia, poczynając
od otaczających nas - przyrody i domu - poprzez ciało
człowieka, jego moralność, a na twórczości artystycznej koń­
cząc. W tej sytuacji czas przedstawia się jako niepewne trwanie,
ulotne, wiodące nieuchronnie do ś m i e r c i " .
10

Widzenie rzeczywistości przez Nowosielskiego jest inne. By
je przybliżyć posłużmy się autorytetem Ełiadego. Według niego
„dla człowieka religijnego natura nigdy nie może ograniczać się
do naturalności.
Zawsze niesie ze sobą ładunek wartości
religijnej. Jest to oczywiste wobec faktu, że kosmos jest dziełem
bożym - wyszedłszy z rąk Boga nadal nasycony jest świętością.
W samej jego strukturze i zjawiskach objawiają się różne
modalności sacrum. Przyroda wyraża zawsze coś co ją przeras-

13

�II. 3. Pejzaż.. 1966

la, a człowiek religijny poprzez naturalne
aspekty świata ujmuje
nadnaturę""
W tym świetle twórczość Nowosielskiego
odczytywać należałoby w myśl średniowiecznej zasady estetycznej: per visiblia ad
invisiblia.
M o i m zdaniem Nowosielski czerpie in­
spiracje właśnie z tego okresu - ze sztuki
średniowiecza, pojętej szeroko - nie ograni­
czonej tylko do malarstwa ikonowego
Szczególnie zaś bliska jego malarstwu wy­
daje się epoka przedromańska i romańska.
Obecność ikony bez wątpienia widoczna
jest w sposobie traktowania postaci oraz
w wykorzystywanych schematach kompo­
zycyjnych i ikonograficznych. Ogromne
jest też znaczenie teologiczne ikony - prze­
niesione przez artystę na cały obszar sztuki.
Jednocześnie jednak rodzaj perspektywy,
sposób traktowania pejzażu, a zwłaszcza
kolorystyka i rysunek obrazów Nowosiels­
kiego przywodzą na myśl wczesnośrednio­
wieczne miniatury o prostych schematycz­
nych, „dziecięcych" formach zbudowa­
nych z plam intensywnych barw obwiedzio­
nych ciemnym konturem.

П. 9. Pejzaż górski, zielony, 1974

Za tymi skojarzeniami zdają się dodat­
kowo przemawiać analogie formalne po­
między twórczością Nowosielskiego a ma­
larstwem kilku innych krakowskich artys­
tów. Myślę tu przede wszystkim o Teresie
Stankiewicz i Witoldzie Damasiewiczu.
oraz Jerzym Skąpskim i warszawianinie
Andrzeju Podkańskim. W przypadku tych
artystów konotacje ikonowe nie mają tak
oczywistego - kulturowego, uzasadnienia
jak u Nowosielskiego, ich język form zdaje
się jednak wypływać z fascynacji podob­
nym okresem historii sztuki - wczesnym
średniowieczem .
11

II. 5. Ulica (Manekiny). (1959)

II. I I . Pejzaż z. koleją. 1985

\J

ł

II 12. Pejzaż górski. 1961

i

•

Popularność wieków średnich jest współ­
cześnie zjawiskiem szerszym i obejmuje
obok fascynacji gnozą i kabałą również
zainteresowanie estetyką i sztuką tego okre­
su. Wymienić należy w tym miejscu na­
zwisko Henryka W a ń k a - artysty tworzące­
go obrazy oparte (między innymi) o śred­
niowieczny repertuar motywów ikonografi­
cznych. Zwróćmy też. uwagę na pozytywny
odbiór tego typu dzieł zarówno przez pub­
liczność jak i krytykę. Zdaje się on świad­
czyć o powszechnym zapotrzebowaniu na
twórczość - w cudzysłowiu - "metafizycz­
n ą " , o wykształconej - dzięki doświad­
czeniom sztuki współczesnej - wrażliwości
na średniowieczną ekspresję i o tęsknocie
za sztuką tajemniczą, symboliczną i m '
tyczną.
|S

Podczas analiz twórczości Nowosielskie­
go częste i kuszące są również odwołania^
sztuki tzw. prymitywów, naiwnych czy
niedzielnych malarzy. Przy czym wyraźnie
podkreślić należy, iż malarstwa Nowosiels­
kiego prymitywnym ani niedzielnym na­
zwać nie można. Naiwność jego płócien nj
jest bowiem spontaniczna i naturalna,

0

e

I. 7. Cerkiew z lokomotywą, 1989

13. Lomisko wielkie, 1966

a

�wynika ze świadomego wyboru i decyzji
artysty, jest wtórnie wyzwalanym środkiem
ekspresji' .
Bardzo dobrym porównaniem, jasno po­
kazującym zależność i jednocześnie wyraź­
nie rysującym odrębność Nowosielskiego
od sztuki naiwnej, jest zestawienie jego
malarstwa z twórczością Nikifora. Obu
artystów łączy podobne pochodzenie - obaj
wychowali się w mieszanej polsko-łemkowskiej, katolicko-unickicj kulturze . Za­
ważyła ona w dużym stopniu na rozwoju
obu osobowości artystycznych. Wiodące
tematy obrazów obu twórców są w zasadzie
identyczne: ikony, pejzaż, architektura
_ zwłaszcza cerkiewna, portret „reprezen­
tacyjny", cyrk, kolej. Ta sama jest też
zasada malowania - kompilowanie najważ­
niejszych elementów zatrzymanych w pa­
mięci lub podsuniętych przez wyobraźnię
oraz komponowanie płótna plamą ciężkiej,
„mięsistej" barwy i mocną linią konturu.
Ale na tym wszelkie podobieństwa się
kończą.
4

;jzaz syntetyczny,

15

Różnice łatwo będzie dostrzec porów­
nując ten sam temat - np. motyw cerkwi,
zrealizowany przez obu artystów. Świąty­
nie Nikifora to nie tylko sylwetki budyn­
ków, ale i wnętrza, przedstawione z drobiazgowością i hiperrealistycznym umiłowa­
niem szczegółu, konkretne miejsca i histo­
rie tłumaczone inskrypcjami. Nadrzędną
zasadą kompozycji tych płócien jest horror
vacui i dekoracyjność. Diametralnie inne są
natomiast cerkwie Nowosielskiego - lapi­
darne, syntetyczne, ulotne i nieziemskie.
„Siermiężnemu", ludowemu Nikiforowi
przeciwstawia się wyrafinowanie i „intelektualizm" Nowosielskiego. Może jeszcze
lepiej przeciwstawienie to widoczne jest
w przypadku ikon: podczas gdy obrazy
Nikifora bliskie są ludowej ikonografii i na­
iwnej deformacji. Nowosielski realizuje
ikony Świętych z ogromną dbałością o dos­
konałość i finezję kompozycji.
Jest jednak pewna cecha, która zbliża
malarstwo Jerzego Nowosielskiego do sztu­
ki ludowej. Jest to moim zdaniem, stosunek
artysty do tworzonego przez siebie dzieła
do sztuki w ogóle. Nowosielski włącza
całą twórczość w sferę sacrum, dobre obra­
zy, w tym również swoje, nazywa ikona­
mi • Jednocześnie jednak buntuje się prze­
ciwko włączaniu jego samego w nurt „do­
świadczenia ikony X X w i e k u " , określa swe
obrazy mianem malarstwa narodzonego je­
dynie pod wpływem ikony . Wydaje się
Cc, że artyście nie tyle chodzi o nazwanie
ebie samego ikonopiscem, co o podkreśi e nadprzyrodzonego charakteru i roli
sztuki

15. Wschód słońca w Bieszczadach. 1963

16. Cerkiew w ginach. 1977

II. 22. Villa dci Mysteri, 196!

. —

—

17. Cerkiew,

1992

II. 23. Cerkiew.

1990

jj i

i

1

Cerkiew

24. Portret skrzypaczki.

1966

17

W|

S|

en

W sztuce ludowej również obraz posiada
szczególne, apotropaiczne znaczenie. Dla' go między innymi tak liczne są ludowe
°P'e i odmiany obrazów cudownych i stąd
Vnika też popularność wizerunków Świę-

V

e

w

Wnętrze autobusu, 1960

II. 25. Dziewczyny na statku. 1981

75

�18

tych pomocnych w nieszczęśliwych okolicznościach. Twór­
czość ludowa zrodzona jest z czystej potrzeby posiadania
obrazu .
Porównajmy te fakty z wypowiedziami Jerzego Nowosiels­
kiego. Artysta wielokrotnie podkreślał iż sztukę, piękno i dobro
rozumieć należy jako synonimy ", a nadrzędnym zadaniem
sztuki ma być jego zdaniem zwalczanie zła. O sobie samym
mówi: „jako artysta jestem niejako posłany do piekła i mam
wydrzeć tyle, ile się da z tego piekła, ażeby było zbawione" .
W innym miejscu przyznaje się do wiary w to, że utrwalenie
wizerunku pewnej rzeczywistości (w tym wypadku budynku
cerkwi) chroni tą rzeczywistość przed z a g ł a d ą . 1 wydaje się, że
artysta mówiąc to nie miał na myśli wyłącznie dokumentacyjnej
funkcji malarstwa. Dodajmy jeszcze fakt niechętnego pozbywa­
nia się przez Nowosielskiego własnych płócien, a otrzymamy
obraz artysty tworzącego „z potrzeby posiadania obrazu",
otaczającego się, jak drogocennymi amuletami, własnymi płót­
nami - ikonami zbawiającymi świat.
19

2

21

22

Do której więc szufladki, z jakim -izmem, można ostatecznie
włożyć twórczość Jerzego Nowosielskiego?
W przegródce fowizmu czy koloryzmu nic mieści się ciężki
kontur i architektoniczność płócien mistrza. Złudnym kryterium
okazuje się też kubiczno-ikonowa maniera kształtowania form
(tak charakterystyczna zwłaszcza dla pejzażu i post Cezanne'owskich martwych natur). Zostaje ona bowiem łatwo ponie­
chana na rzecz zwiewnej materii płócien w okresie „mozaiko­
w y m " i w ikonach cerkwi.
Przy bliższym spojrzeniu okazuje
się więc, że pozornie tak jednorodna
- bo jakże łatwo rozpoznawalna,
twórczość Nowosielskiego, jest jed­
nak bardzo złożona. W zasadzie tru­
dno nawet umiejscowić ją jednozna­
cznie po stronie realizmu lub abs­
trakcji. Artysta świadomie zdaje się
balansować na
krawędzi
wielu
współczesnych kierunków, czerpie
z nich to, co jego zdaniem najlepsze
i łączy z elementami tradycji.
W gruncie rzeczy jest więc klasycz­
nym przykładem Artysty Prawdzi­
wego, syntetyzującego we własnym
dziele dotychczasowe dokonania hi­
storii sztuki, zarazem wzbogacając je

MHBHMMHHHBI

PRZYPISY
1

Leonardo da Vinci. Traktu! o malarstwie, [w:] Myśliciele, kronikarze
i artyści o sztuce. Od starożytność i do 1500. wybrał i opracował Jan
Białostocki, Warszawa 1988, s. 555
Zbigniew Podg6r7.ec. Wokiil ikony. Rozmowy z. Jerzym Nowosielskim,
Warszawa 1985, s. 90. Tenże, Mój Chrystus. Rozmowy z. Jerzym Nowosiels­
kim, Białystok 1993, s. 9
' Jerzy Tchorzewski, Nowosielska przestrzeń, [w:] Jerzy Nowosielski,
Muzeum Narodowe Poznań 1993, (katalog wystawy), s. 79, 81, 82
E . Trubeckoj, Kolorowa kontemplacja. „Więź", 1975, nr 1, s. 58-60
' Z. Podgórzec, Wokół ikony..., s. 8-22, 44, 188, Słowo od Jerzego
Nowosielskiego, [w:] Sztuka a religia, pod red. Władysława Leszczyńskiego,
Warszawa 1991, s. 17
' Eugeniusz Trubeckoj, dz. cyt., s. 59
Paul Ewdokimow. Prawosławie, Warszawa 1986, s. 278
" Leonid Uspienski. Teologia ikony. Poznań 1993, s. 151
Sergiusz Bułgakow, Prawosławie. Za­
rys nauki Kościoła Prawosławnego, Biały­
stok 1992, s. 159
"' Por. Jan Białostocki, Sposoby przed­
stawiania czasu w sztukach wizualnych, [w:]
Refleksje i syntezy. Warszawa 1987, s.
55-61
" Mircea Eliade, Sacrum. Mit. Historia,
Warszawa 1993, s. 124
J.w., s. 125-126
" O wpływie estetyki wczesnego śred­
niowiecza na sztukę pokolenia, do którego
należy min. Nowosielski pisał już w 1962
roku Aleksander Wojciechowski we wstępie
do katalogu wystawy malarstwa J.Nowosie­
lskiego w Szczecinie.
Por. Mieczysław Porębski, Granice
współczesności. W związku z wystawą mala­
rstwa J.Nowosielskiego, „Przegląd Artys­
tyczny", 1956, nr 2, s.40. Andrzej Kostołowski. Sztuka „czystego oka''. Ze studiów
nad malarstwem Jerzego Nowosielskiego,
[w:] Jerzy Nowosielski, Muzeum Narodowe
w Poznaniu 1993 /kaialog wystawy/, S.
55-56
Por. biografię Nowosielskiego [w:] Jfr
rzy Madejski, Dorota Każmierska-Nyczek,
podwójny, 1956
Tadeusz Nyczek, Jerzy Nowosielski. War­
szawa 1992, s. 46, oraz Seweryn A. Wisłocki, Przyczynek do biografii
Nikifora Drewniaka nazwanego ,,Krynickim", „Polska Sztuka Ludowa ,
1985, nr 3-4, s. 219-220
" Z. Podgórzec, Wokół ikony... s. 15. 177, tenże. Mój Chrystus..., s. 31
173-174
" Słowo od Jerzego Nowosielskiego, [w:] Sztuka a religia, dz.cyt.,s. 17,Ł
Podgórzec, Mój Chrystus..., s. 129
'* Józef Grabowski, Ludowe malarstwo na szkle, Wrocław-Warszawfr
Kraków 1968, s. 61
j.w.
Z. Podgórzec, Mój Chrystus..., s. 173--175
Z. Podgórzec, Wokół ikony..., s. 122
" Z. Podgórzec, Mój Chrystus..., s. 174-175
O analogiach Pejzaży łódzkich do dzieł Ulrilla mówili m.in.: AWojciechowski (tekst zamieszczony w katalogu wystawy J Nowosielskiego
w Szczecinie w 1962 г.), Bożena Kowalska (Niektóre problemy malurstwu'.
Nowosielskiego. „Przegląd Artystyczny", 1961. nr I. s. 67-69), M. Poręb*
(dz. cyt., s. 52).
j»
Por. M.Majka. Sztuka Nowosielskiego. „Życie Literackie", 1956. WPośród niezmiernie licznych wypowiedzi, rozmów i wywiadów uda
lonych przez mistrza, klasykami gatunku stały się przede wszystkim Jw
pozycje: J.Nowosielski, Inność Prawosławia, Warszawa 1991, oraz су ^
wane tu wielokrotnie dwa tomiki Rozmów z Jerzym Nowosielskim
Podgórca
1

4

7

4

14

21

16

25

12

0 nowy, oryginalny pierwiastek wła­
snego talentu, osobowości i geniu­
szu.
II. 26. Portret
Przeszłość w pejzażach Nowosiel­
skiego odnajdujemy w utrillowskich zaułkach i surrealistycz­
nej nastrojowości miast De Chirica. W postaciach kobiet
wyraźne jest echo Modiglianowskich giętkich rąk i łabędzich
szyi. Portretowane osoby swą sztywnością i dostojeństwem,
umieszczone we wnętrzach własnych mieszkań, obdarzone
atrybutami swego losu - kojarzą się z tradycją sarmackiego
portretu reprezentacyjnego . Martwe natury swą konkretnością
1 intensywnością dorównują Cezanne'owskim, a ich dziwność
i tajemniczość bliska jest atmosferze przedmiotów nadrealis­
tycznych i metafizycznych obrazów Carry i Morandiego.
Abstrakcje Nowosielskiego to z jednej strony post-malewiczowskie „kwadraty na t l e " , z drugiej -taszystowski epizod lat 50..
powracający później echem w poszarpanym, niby-burzowym
niebie w wielu pejzażach mistrza. Nad tym wszystkim unosi się
jeszcze duch hieratyzmu i ascezy Bizancjum wieków średnich.
Podkreślić należy, że Nowosielski sam poddaje własną
twórczość wnikliwej i fachowej analizie. Dostrzega i , co
ważniejsze - przyznaje się do wielu swych artystycznych
24

fascynacji. Możliwość poznania Panteonu Sztuki Nowosiels­
kiego dają wypowiedzi mistrza . Przemawiają również same
płótna. Artysta nawiązuje w nich szczególny dialog z tradycją,
tworzy niby-kopic, pastisze czy parafrazy arcydzieł historii
sztuki. Np. w Podwójnym Portrecie z 1956 roku Arnolfinich
Van Eycka ubiera we współczesny garnitur i szpilki, a w Wenus
Z lustrem namalowanej w 1968 roku bogini Velazqueza obcina
włosy wg mody na chłopczycę z lat 60..
Czy to żart, czy hołd złożony przeszłości? Czy kpina
z konwenansów i z naszej względem starych mistrzów czołobit­
ności? Czy może potwierdzenie wieczności i ciągłości sztuki?
A może, jak to u mistrza w zwyczaju - wszystkiego tu po
trochu...?

IS

21

21

24

21

1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11043" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11021">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8f52add49fc5fa8d4bdc6cea73b9f88d.pdf</src>
        <authentication>6ba258dc39f4f378ed8a1af38ea84725</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2574</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131714">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131715">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2391</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131716">
                <text>Speculum mundi - motyw lustra w twórczości Jerzego Nowosielskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131717">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.23-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131718">
                <text>Chrudzimska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131719">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131720">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131721">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131722">
                <text>PRZYPISY
1

Mieczysław Porębski, Jerzy Nowosielski. Malarstwo., Galeria PSP,
2РДР, Katowice 1969, (katalog wystawy).
Krystyna Zwolińska, Jedyna prawdziwa przygoda, Galeria Arsenał
gWA, Białystok 1991, (katalog wystawy).
' Mieczysław Porębski, Granice współczesności, „Przegląd Artystycz­
ny", 1956, nr 2, s. 52; Bożena Kowalska, Niektóre problemy malarstwa
Jerzego Nowosielskiego, „Przegląd Artystyczny", 1961, nr I, s. 67-69;
Aleksander Wojciechowski, Jerzy Nowosielski - malarstwo, ZPAP - BWA.
Szczecin 1962, (katalog wystawy).
&lt; M Porębski, dz. cyt., s. 40
' Aleksander Wojciechowski, Z dziejów malarstwa pejzażowego
od
renesansu do początku XX wieku. Warszawa 1965, s. 14
* Andrzej Kostołowski, Sztuka „czystego oka". Ze studiów nad malarst­
wem Jerzego Nowosielskiego, Muzeum Narodowe Poznań 1993, (katalog
wystawy), s. 64
' B. Kowalska, dz. cyt., s. 69
Termin Aleksandra Wojciechowskiego, dz. cyt., s. 52
• B. Kowalska, dz. cyt., s. 68
Krystyna Janicka, De Chirico. Malarstwo metafizyczne. Warszawa
1979, strony nienumerowane.
'j.w.
Zbigniew Podgórzec, Mój Chrystus.Rozmowy z Jerzym Nowosielskim,
Białystok 1993, s. 110; K. Janicki, dz. cyt.
" K. Janicka, dz. cyt..
" Jerzy Tchorzewski, Nowosielska przestrzeń, [w:] Jerzy Nowosielski,
Muzeum Narodowe Poznań 1993, (katalog wystawy), s. 83. A. Kostołowski.
dz. cyt. s. 66
" Władysław Panas, Władysław Panas - rozmowa o Nowosielskim, [w:)
Nowosielski - malarstwo, Galeria Sztuki Plastycznej K U L , Lublin 1988,
1

I

10

II

12

(katalog wystawy).
'* Artysta nie ogranicza tego schematu do pejzaży. Istnieją też portrety
w tej konwencji. M.in. Tajemnica narzeczonych z 1962 roku. Porwanie
Europy z 1976, Monografia nieznajomej (1982, 1991). Na podobnej zasadzie
opiera się też konstrukcja obrazu Villa dei misteri z 1968 roku.
" K. Zwolińska, dz. cyt.
" Cytat z rozmowy z Jerzym Nowosielskim, odbytej przeze mnie 9 VIII
1993 w Krakowie.
" Poza nielicznymi wyjątkami wspomnianymi wyżej (patrz il. 44 i 45).
Z. Podgórzec, dz. cyt., s. 174-175
J.w., s. 174-175
W obu przykładach (il. 52 i 53) uderza podobieństwo do Malewicza
w sposobie sumarycznego ujęcia postaci. Obaj artyści przyznają się do swych
fascynacji sztuką ikon i do płynących z nich konsekwencji twórczych.
Najwyraźniej jest więc to wynik wspólnych wzorców.
Z. Podgórzec, Wokół ikony. Rozmowy z. Jerzym Nowosielskim,
Warszawa 1985, s. 188
20
21

32

2 ł

Wszystkie fotografie wykonała Katarzyna Fortuna na wystawie artysty
w galerii Zachęta w październiku 1993 r. Dokładne dane dotyczące obrazów
znajdują się w katalogu: A. Kostołowski, W. Nowaczyk, Jerzy Nowosielski,
Muzeum Narodowe, Poznań 1993 r.
Reprodukowane dzieła stanowią własność:
Muzeum Narodowego w Warszawie: 5, 14, 26; Muzeum Narodowego
w Poznaniu: 12; Muzeum Narodowego w Krakowie: 32; Muzeum Narodo­
wego we Wrocławiu: 29; Muzeum Sztuki w Łodzi: 3, 19, 24, 28, 30; Galerii
Zachęta w Warszawie: 10, 15; Artysty: 4,6,7,9,11,16-18,20,21,23.25, 27.
31; Pana Lecha Siudy: 8.

Speculum mundi - motyw lustra w twórczości
Jerzego Nowosielskiego
Katarzyna Chrudzimska
Badanie motywu lustra w malarstwie Jerzego Nowosiels­
kiego najprościej rozpocząć od tych kompozycji, w których
zwierciadło pojawia się jako jeden z wielu motywów, jako,
wydaje się, niewiele znaczący element sceny rodzajowej. Taka
właśnie drugoplanowa rola przypadła okrągłemu lusterku leżą­
cemu na ręczniku kąpielowym w kompozycji Plaża wielka
z 1966 roku. Głównym tematem płótna są kobiece akty. M i m o
to niewielkie lusterko, niedbale porzucone wśród innych - rów­
nie mało ważnych przyborów toaletowych, przyciąga wzrok
kontrastując kształtem i kolorem z tłem białego prostokąta
ręcznika. Naprawdę ciekawe jest jednak nie samo lusterko (w
końcu wcale nie oryginalne), ale to, co się w nim odbija. Otóż na
płótnie wypełnionym szczelnie piaskiem plaży, pasem granato­
wego morza i ciałami kobiet, owal lusterka zamyka jedyny na
obrazie skrawek nieba. W ten sposób, mówiąc nieco żartob­
liwie, ten niepozorny przedmiot odwraca naturalny porządek
świata, sprowadza niebo na ziemię i , jakby mało t e g o - s k ł a d a je
»óg kobiety...
Wydaje się, że taka właśnie funkcja - elementu wzbogacają­
c e (a z czasem, jak zobaczymy, determinującego) kompozyJC, jest podstawowym zadaniem powierzonym przez Nowosiew 8 ° motywowi odbicia zwierciadlanego. Dzięki lustrom
. У fragmenty rzeczywistości, których - jak się pozornie
У aje - artysta nie chciał nam pokazać. Bierzemy udział
*iekY^
-'
P ktykowanej w sztuce przynajmniej od
hi*, 1
' współcześnie szczególnie lubianej przez spadko' £ w surrealizmu.
'arstw
.^' '
k i zauważa, że zwierciadło pełniło w maymb r '
funkcje. Pierwsza z nich to funkcja
rcljgjj
~ przedstawienie lustra niosło ze sobą znaczenie
iustra '
" s k i e . Przyjąć jednak należy, że ten aspekt
ме| к J
aktualny w przypadku malarstwa Jerzego Nowoi. moż|^ '
P ynajmniej ustępuje pierwszeństwa drugiej
'*ierciad/' '^ * ' J ' ~ funkcji kompozycyjnej . Zadaniem
jest więc ukazywanie tego, czego nie ma w obrazie,
u

e

? л т

t e

w

ICZne

g r z e

ra

a

e

ó

o

а П

s

a

d W

e

o s t o c

z a s a C j n i c z e

l c z n a

m o r a l i z a t o l

П,е

1

e s t

5

0

a

C

rz

u n

&lt; c

2

konsekwentne i pełne przedstawienie przestrzeni, uzupełnienie
i wzbogacenie kompozycji .
Możliwości płynące z właściwości zwierciadła odkrył dla
potrzeb malarstwa m.in. Giorgione. Chcąc dowieść wyższości
malarstwa nad rzeźbą „namalował nagiego mężczyznę zwróco­
nego plecami do widza, u jego stóp zaś przeźroczystą wodę
źródlaną, w której widać było owego mężczyznę z przodu.
Z jednego boku leżała złota zbroja zdjęta z niego, w niej odbijał
się lewy bok mężczyzny, (...) z drugiej zaś strony stało lustro
i w nim odbijał się bok owej postaci" . Dzięki temu zabiegowi
w jednej kompozycji Giorgione uwzględnił kilka odrębnych
punktów widzenia, bez konieczności (jak w przypadku rzeźby)
poruszania się widza. W tym właśnie kontekście pretekst lustra
służył artystom do łamania sztywnych zasad perspektywy
i omijania konwencji realizmu bez konieczności naruszania jego
świętych granic. O atrakcyjności tego rozwiązania najlepiej
świadczy popularność motywu odbicia, nie słabnąca również
w X X wieku (J.Pankiewicz Kobieta przed lustrem, 1911, Wł.
Slewiński Czesząca się, 1897, Max Klinger Filozof,
1910,
Bonnard Lustro w zielonym pokoju, 1910, Valloton Wnętrze
1903-04). Nawet po wystąpieniu kubistów, definitywnie zrywa­
jących z „przeżytkiem" klasycznej perspektywy i tradycyjnie
pojmowanej przestrzeni, świat nadal odbija się w lustrach
Matissa (Wazon irysów, 1912), Paula Delvaux (Nocny pociąg,
1947), czy Salvatora Dalego (Nieskończony
stereoskopowy
obraz, 1973-74).
1

4

W podobny sposób rozumie lustra i wykorzystuje je w swej
twórczości Jerzy Nowosielski. Przykładem ich najprostrzego
użycia jest wspomniane j u ż przez nas „ n i e b i e s k i e " lusterko
(Plaża wielka, 1966) oraz wsteczne lusterko na obrazie Wnętrze
autobusu (1969) il.54. W tych dwu przypadkach jak i w wielu
aktach i portretach, obecność zwierciadła naturalnie wynika
z charakteru sceny i przedstawionego wnętrza. Lustro ma
z reguły niewielkie rozmiary, często jest tylko rekwizytem,
jednym z przedmiotów budujących tło (Akt, 1975, Akt z rękawi-

23

�czką, 1973, Toaleta, 1959, Akt z lustrem, 1975). W tej grupie
obrazów lustra wiszące w łazience czy stojące na toaletkach
sprawiają wrażenie przypadkiem sportretowanych, naturalnych
elementów wnętrza. Odbijają przede wszystkim kontemplujące
swą urodę kobiety, czasem fragment pokoju czy krajobrazu.
Z reguły obraz w lustrze jest zależny od praw optyki i perspek­
tywy, choć nierzadkie są wyjątki - np. na obrazie Akt z rękawiczfal (1973) okrągłe lusterko na stole nie odbija stojącej przed nim
kobiety, ale wbrew logice pokazuje widok za oknem umiesz­
czonym dokładnie z tyłu lusterka.
Już nie tak oczywista i usprawiedliwiona jest obecność
zwierciadeł stojących na podłodze, skośnie opartych o ściany
malowanych wnętrz (Portret mężczyzny z siwą brodą, 1961
il.55, Akt przed lustrem, 1961, Pierwszy śnieg - Akt z oknem,
1964). O ile nie dziwiły lustra na ścianie w toalecie, o tyle
zwierciadło stojące w kącie pokoju sprawia wrażenie aranżacji,
a więc świadomego komponowania elementów w celu szcze­
gólnej ekspresji, niejednokrotnie osiągniętej kosztem realizmu.
We wnętrzach podporządkowanych w mniejszym lub więk­
szym stopniu geometrii perspektywy, prostokąty luster są
widocznym ostrym wyłomem z konwencji. Przerywają proste
linie granic ścian i podłogi, są nielogiczne i prowokacyjne.
Odnosi się wrażenie, że artysta znużony monotonią realizmu
ucieka w abstrakcję', zachowując jednak pozory naturalizmu.
Lustro jest usprawiedliwieniem pozornego chaosu i braku logiki
kompozycji.
Bardziej konsekwentne zbliżenie do abstrakcji nastąpiło
w grupie aktów pochodzących, podobnie jak większość po­
przednio omawianych przykładów, z lat 70. (Akt przed lustrem,
1971, Akt z lustrem, 1974, Akt z lustrem, 1978, Akt z lustrem,
1979). W obrazach tych Nowosielski postać kobiety umieszcza
w płytkiej, jcdnoplanowej przestrzeni, „ w y c i n a " jej fragment
ramą płótna, a następnie powiela. Powstaje w ten sposób
kompozycja rytmiczna i symetryczna, zarazem jednak nigdy nie
w pełni rytmiczna, o zawsze zachwianej osi symetrii. Obrazy te
mają ogromną siłę oddziaływania. Z jednej strony wynika ona
na pewno z kontrastów barwnych mocnej czerwieni i głębokiej
czerni (w większości są to tzw. czarne akty), a z drugiej
- z nietypowej, intrygującej kompozycji planu. Trudno dokonać
analizy tych obrazów. Trudno odnaleźć punkt oparcia, wokół
którego udałoby się uporządkować przedstawione elementy.
Dopiero tytuł, zdradzający istnienie lustra, pozwala odczytać
ledwo zasygnalizowany kształt ramy i daje klucz do odczytania
obrazu.
Podobnie zagubieni czujemy się przed obrazami z cyklu Villa
del Misteri. Ale w tym przypadku nawet tytuł nie jest roz­
strzygający - wręcz przeciwnie, odsyłając do tajemnych prak­
tyk inicjacyjnych usprawiedliwia i pogłębia jeszcze niejedno­
znaczność kompozycji. Niejasność i abstrakcyjność tych przed­
stawień wynika z rozbicia planu na wiele niezależnych scen,
różniących się skalą, formatem, ujęciem. Ich wspólnym moty­
wem jest postać kobieca.
Przyjrzyjmy się uważniej jednemu z tych dzieł, pochodzące­
mu z 1975 roku. Przedstawia ono wnętrze łazienki z centralnie
umieszczoną umywalką i wiszącym nad nią lustrem (tym razem
jednak lustro jest nieme - jego ciemnogranatowa tafla nie odbija
niczego). Architekturę łazienki odczytujemy dość jednoznacz­
nie do pewnego tylko momentu. W zasadzie konkretnie okreś­
lona jest tylko wspomniana ściana z umywalką w centrum
kompozycji. Natomiast już w okolicach uchylonych drzwi po
lewej i nieokreślonego szarego czworoboku po prawej stronic
obrazu, linie tracą swą logikę, a nierealne plany zaczynają
przenikać się i wzajemnie na siebie zachodzić.
Częściowo (podkreślmy - częściowo) uda się urealnić łazien­
kę założywszy, że obie jej ściany boczne wykonane są z luster.
Lustra zaczynałyby się po lewej stronie przy futrynie drzwi
- w miejscu, gdzie poziom podłogi unosi się nienaturalnie
w górę, a po prawej stronie - być może przy wspomnianym
czworoboku. Jak uprzedziliśmy, przypuszczenie istnienia luster
tylko częściowo tłumaczy kompozycję obrazu. Wydaje się, że
artysta nie ograniczył się tylko do złamania realizmu efektem
zwierciadła, ale jeszcze wtórnie zlekceważył zasady optyki
rządzące odbiciem lustrzanym. W znacznym stopniu dowolnie,
6

24

Nowosielski zestawił ze sobą zwielokrotnione postaci kobiety
(przy założeniach jakie przyjęliśmy można przypuszczać, że
obecna jest jedna tylko kobieta) umieszczone symetrycznie,
przesunięte równolegle i obrócone wokół kilku różnych punk­
tów i osi symetrii. Mamy więc do czynienia ze zwierciadłem
rozumianym nie jako rekwizyt, ale jako zasada kompozycji
obrazu. Każdemu z nas znany jest efekt sali lustrzanej, w której
przeciwległe ściany odbijają się nawzajem nieskończoną ilość
razy pomniejszając i zniekształcając pierwotny obraz. Właśnie
takie wrażenie - lustrzanej rzeczywistości, sprawia Villa del
Misteri.
Podsumujmy dotychczasowe rozważania. Obserwowaliśmy
wpływ motywu lustra na kompozycję obrazów Jerzego Nowo­
sielskiego i zauważyliśmy dwojaki charakter malowanych
zwierciadeł. Po pierwsze: lustra traktowane jak konkretne,
realne przedmioty, umieszczone w realnych wnętrzach. Ich
zadaniem jest iluzoryczne poszerzanie przestrzeni płótna o frag­
menty znajdujące się poza obszarem jego zasięgu. Tego typu
przedstawienia wpisują się w tradycję malarstwa mistrzów
niderlandzkich, a głównym zadaniem tak pojętych zwierciadeł
jest zabawa abstrakcyjnymi, prowokacyjnymi efektami w grani­
cach dozwolonych perspektywą.
Drugą grupę obrazów wyodrębnia motyw lustra pojęty
w raczej niezwykły, barokowy sposób. W dążeniu do najpełniej­
szej iluzji, artysta rezygnuje z wyraźnych wyróżników lustra:
ramy, łazienkowego otoczenia, zaciera granice między po­
staciami rzeczywiście istniejącymi a ich odbiciem. Zwierciadło
nie jest już motywem. Nowosielskiemu nie jest już potrzebne
usprawiedliwienie abstrakcyjności przedstawienia. Tym razem
to obraz jest podporządkowany idei lustra, lustro zaś staje się
zasadą kompozycji.
Lustra występują przede wszystkim w Aktach Nowosiels­
kiego. Artysta odwołuje się przy tym do malarskiej tradycji
uznającej zwierciadło za atrybut kobiecości. O tym, że od­
wołanie to jest świadome, a nie przypadkowe, zdaje się
świadczyć Wenus z lustrem namalowana przez Nowosielskiego
w 1968 roku il.56. Artysta sięgnął po schemat ikononograficzny
znany z arcydzieł Tycjana i Velazqueza, wyraźnie i konsekwen­
tnie parafrazując obraz hiszpańskiego mistrza. Nowosielski
powtórzył podstawowe proporcje i podziały dzieła Velazqueza,
zmieniając nieznacznie pozę i gest kobiety. Zrezygnował też
z oczywiście zbyt dosłownego amorka podtrzymującego zwier­
ciadło, które u Nowosielskiego wisi po prostu na ścianie.
Usunięcie lak ważnego kompozycyjnie elementu zmusiło praw­
dopodobnie artystę do odwrócenia stron kompozycji Velaz­
queza. Mimo tego jednak i mimo kilku kolejnych modyfikacji
mających na celu uwspółcześnienie postaci Wenus (m.in.
czerwone szpilki na bosych stopach), obraz zachowuje wyraźne
podobieństwo do pierwowzoru.
Wagę tego dzieła podkreśla fakt, że Nowosielski bardzo
sporadycznie rcinterpretuje kompozycje starych mistrzów (o
kolejnym przypadku będzie jeszcze mowa). Dlaczego więc
wybrał ten właśnie obraz? Być może zc względu na szczególne
piękno, harmonię i intymność płótna Velazqueza. Być może też
ze względu na ikonografię, ujmującą tak trafnie istotę kobieco­
ści. Idealna bogini kontemplująca własną piękność uosabia
najistotniejsze (najgroźniejsze) aspekty natury kobiecej: złudność i przcmijalność urody, próżność i skłonność do samouwiel­
bienia.
Wydaje się, że tak liczne u Nowosielskiego Akty z lustr "
bardzo bliskie są kompozycyjnie i treściowo ikonografii WenM
z lustrem. Malowane kobiety są, jak zwykle u Nowosielskiegozredukowane do schematycznych sylwetek z. wyeksponowany
mi, jak u prymitywnych figurek wotywnych, piersiami, brz
chami, kolanami. Zwierciadła, zgodnie z tym co twierdzi s'
artysta - pozbawione jakichkolwiek filozoficznych i У ,
bolicznych treści, pomnażają postaci, potęgują kobiec
Odbijają fragmenty ciał - często kolana, rzadziej t ^
Trudno w tym miejscu nie zacytować I adeusza R ó ż e * * "
który m.in. właśnie w lustrach i damskich kolanach umiejsc*
szaleństwo i „złego ducha" Nowosielskiego".
.^j
Kolejnym obrazem, któremu chcielibyśmy poświęcić
słów, jest Portret podwójny (1956) 11.57. Zajmiemy si«
1

7

5

w a f

1

�mimo że nie występuje w nim motyw lustra, a w zasadzie
poddamy analizie właśnie fakt braku tego elementu.
Portret podwójny jednoznacznie przywodzi na myśl Za­
ślubiny Arnolftnicli. Kompozycja obrazu bardzo wyraźnie po­
wtarza rozwiązanie Van Eycka. Pierwszy plan również tworzą
postaci dwojga młodych ludzi. Pomiędzy nimi na podłodze
przysiadł ten sam włochaty piesek Arnolfinich. Zamiast łoża,
w tle za kobietą Nowosielski umieścił fortepian, a w miejscu
okna po lewej stronie powiesił kolorowy kilim. Zmienił też
oczywiście kostium i gest postaci. Małżonkowie nie trzymają
się za ręce, prezentują natomiast „ a t r y b u t y " - on: skrzypce,
ona: białą chustkę czy może rękawiczkę. Kobieta lekko opiera
się o fortepian, mężczyzna trzyma smyczek w opuszczonej ręce.
Oboje sprawiają wrażenie, jakby właśnie przed chwilą skoń­
czywszy koncert, zwrócili się w stronę publiczności. Publicz­
ność jest domniemana, obecna poza płaszczyzną płótna (przed
ią) - analogicznie do niewidocznych świadków przysięgi
Arnolfinich. O ile jednak Van Eyck pozwolił nam dostrzec
sylwetki odbite w wypukłym zwierciadle, o tyle Nowosielski tej
szansy nas pozbawił: w centrum kompozycji zamiast lustra
umieścił dużych rozmiarów okno lub obraz z. widokiem ulicy
przemysłowego miasta.
n

Zauważmy jednak, że pejzaż w Portrecie podwójnym
pełni
podobną do zwierciadła rolę: wzbogaca konstrukcję portretu
o scenę ukrytą za ścianą pokoju (jeśli uznamy, że jest oknem),
narusza jedność czasu i miejsca (jeśli jest obrazem lub fotografią
w ramie). Tak jak lustro - zaskakuje widza, zmusza do próby
klasyfikacji poszczególnych elementów pod kątem ich auten­
tyczności i realności. Skłaniając do myślenia, zaprasza do
czynnego odbioru - zaciekawia. Nowosielski często wykorzys­
tuje tego typu intrygujące efekty. Tak popularne w jego
malarstwie: obrazy w obrazie, półprzymknięte drzwi, okna, tafle
luster wreszcie - mają zbliżone znaczenie w kompozycji.
W pewnym stopniu zastępują perspektywę i głębię, z których
artysta zrezygnował na rzecz jednego, płaskiego planu.
Nowosielski zdaje się eksponować związki pomiędzy pej­
zażem i zwierciadłem. Tak dzieje się m.in. w przypadku luster
odbijających krajobraz górski w kompozycji Martwa natura
fantastyczna (1965) il.58, czy wspomnianego już lusterka
pokazującego dachy domów znajdujących się tuż za nim (Akt
Z rękawiczką, 1973). W kompozycjach tych (myślimy też
o Portrecie podwójnym)
rzeczywistość oraz jej odpowiedniki:
odbicie w zwierciadle i krajobraz malarski występują jedno­
cześnie i wymiennie. Lustro powtarza widok za oknem w tym
samym, niczym nie usprawiedliwionym układzie; lustra powie­
lają malowidło, tak jak i one potraktowane jako przedmiot
- element martwej natury; lustro w końcu zostaje zastąpione
fragmentem świata - realnego bądź namalowanego.
Sztuka - lustro - rzeczywistość. Nowosielski traktuje te trzy
elementy jak równe wartości, czy wręcz synonimy. Nadrzęd­
ność rzeczywistości ogranicza wyłącznie do roli wzorca. Malar­
stwo i zwierciadło będąc jej powtórzeniem, a zarazem inter­
pretacją i syntezą, zachowują intensywność i autentyzm modela.
Tak pojęte relacje między pierwowzorem i jego kopiami
ustalone przez samego artystę można zastosować również do
jego własnej twórczości. W tym świetle malarstwo Nowosielsgo jawi się jako speculum mundi - odbicie świata realnego,
pecie Wszechświata jako najwyższego dzieła sztuki. Wobec
go, Nowosielskiego nazwać wypada realistą. Jak jednak
Precyzyjniej określić rodzaj języka, którym artysta się pole

e

sługuje? Z pewnością nie chodzi nam o XIX-wieczną definicję
realizmu bliską radykalnie pojętej idei mimesis. Jednak w tymże
samym - X I X wieku, zaczęto rozumieć realizm również jako
dokonywany przez artystę swobodny wybór elementów natury,
akcentowanie, interpretowanie i komentowanie świata. Inte­
resująca stała się rzeczywistość impresyjna - przelotna i subiek­
tywna - taka, jaką widzi odbiorca. Zdaniem prof. Władysława
Tatarkiewicza w takim podejściu można widzieć zarówno
wyłom w realizmie tradycyjnym, jak i realizm najradykalniejszy'\
W sposób „radykalnie realistyczny" właśnie patrzy na
rzeczywistość Nowosielski. Prof. Mieczysław Porębski nazywa
jego manierę realizmem eschatologicznym ". Twierdzi, że
artysta dąży do ukazania istoty przedstawianych modeli, ich
ukrytej esencji, wydobycia okruchu absolutu. Jednak przede
wszystkim artysta w otaczającym go świecie odnajduje ślady
własnej osobowości, czy może raczej swój własny świat
wewnętrzny przekłada na ogólnie zrozumiały język realizmu.
Jego obrazy to portrety duszy, najbardziej chyba intymne
autoportrety.
1

Zatrzymajmy się jeszcze na moment przy grupie obrazów,
które łączy motyw tajemniczego przedmiotu - barwnego
prostokąta m.in. Pejzaż (Znak w górach), (1955), Pejzaż, (1959),
Pejzaż syntetyczny, (1961), Znak w górach, (1965)). Znak ten
interpretowany bywał jako lufcik, okno, obraz". Wielość
i dowolność skojarzeń wynika z nieokreśloności tego motywu,
w którym jednoznacznie można odczytać jedynie otaczającą
prostokąt kolorową ramę.
Znak ten pojawia się przede wszystkim w pejzażu górskim
i sugeruje nadzwyczajność, wyjątkowość, czy nadprzyrodzoność miejsca. Odnajdujemy go również w obrazie Próba
narzeczeństwa
(1963) - gdzie spoczywa w ręku elegancko
ubranego młodzieńca. Młodzieniec ten zbliża się do kobiety.
Nie mamy wątpliwości, że to ona właśnie - bosa i niemal naga
(jedyną osłoną jest opaska na biodrach), jest poddawana
zapowiedzianej w tytule próbie. Wydaje się, że Narzeczona
niczego nie ma już do ukrycia i oddania. Próba dobiega końca,
a jej ostatni etap łączy się z czerwonym prostokątem w złotej
ramie, który podaje jej mężczyzna. Kobieta lekko zwraca głowę
w stronę narzeczonego, patrzy na podawany jej przedmiot,
spogląda weń...
Dorzućmy do cytowanych już interpretacji kolejną. Mężczyz­
na trzyma konkretny przedmiot - jednolitą, prostokątną taflę
w złotej ramie, z podstawką lub rączką ukrytą w dłoni. Może
więc skłania swą narzeczoną by przejrzała się w lustrze...?
Rozwiązanie takie byłoby prawdopodobne o tyle, że zwierciad­
ło łączy się z kobiecością - demaskuje jej słabości: próżność
i bierność, jest też. blisko związane z miłością i erotyką - gładka
tafla lustra oznaczać ma dziewictwo, zwierciadło jest też
atrybutem Wenery. Sama zaś czynność trzymania lub podawa­
nia komuś lustra, jest zajęciem kochanka lub niewolnika.
Powróćmy teraz do znaków-luster obecnych w pejzażu. Lustra
na niebie, w jeziorze, lustra na zboczach gór przywodzą na myśl
Naturę rozumianą jako zwierciadło, w którym odbija się
Prawda, Stwórcę kontemplującego swój umysł w stworzeniu jak
w zwierciadle.
Lustro jest źródłem wiedzy, a szczególnie samopoznania.
Może więc podziwiając płótna Nowosielskiego, przeglądając
się w jego zwierciadłach uda nam się odnaleźć na własnej
twarzy ulotny odblask absolutu...

PISY
i , „.
PRZ
hmhi °stocki. Człowiek i zwierciadło w malarstwie XV i XVI wieku, [w:]
" Tadeusz Różewicz, Notatki do Nowosielskiego. ..Odra", 1983. nr 1 1, s. 59-62
7 J « « i obrazy, Warszawa 1982, s.92-93.
* Władysław Tatarkiewicz, Dzieje sześciu pojęć. Warszawa 1988, s. 333
, J.w.
"' Mieczysław Porębski, Realizm eschatologiczny Jerzego Nowosielskiego,
[w:]
Andrzej Kostołowski, Władysław Nowaczyk, jerzy Nowosielski, Muzeum
*ladv'| ' -''" znaczenie lustra w twórczości J.Nowosielskiego zwraca uwagę
Narodowe w Poznaniu 1993 (katalog wystawy), s. 13-52
•ТуевН L'
w s k i (W.Stróżewski, Być prawdziwie] niż w rzeczywistości,
" Jerzy Tchorzewski, Nowosielska przestrzeń, [w:] j.w., s. 83. Andrzej
ą g " * Powszechny''. 1473. nr 11. s.1.6). por tez słowa samego artysty
1985 s I T ! "gorzeć, Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim, WarszawaKostołowski, Sztuka ..czystego oka". Ze studiów nad malarstwem Jerzego
Nowosielskiego, [w:] j.w., s. 66, Władysław Panas, Rozmowa o Nowosielskim, [w:]
&lt; Q. '/•8).
przetl J * ^asari. Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów, Nowosielski - malarstwo. Galeria Sztuki Plastycznej KUL, Lublin 1988. (katalog
wystawy).
' i. N
h e r , Warszawa - Kraków 1985, 1.4, s.37.
Por. Mieczysław Wallis, Dzieje zwierciadło i jego rola w różnych dziedzi­
Ро*щ
'eIski wiele razy wspomina o tym, że prawdziwa, dobra sztuka
nach kultury. Warszawa 1973, s.79. Herder, Słownik symboli, oprać. Marianne
&lt;b.cvt о Д Ус
sobie pierwiastki realizmu i abstrakcji (por. Z.Podgórzec.
i.' -t.t.)
Oesterreicher - Mollwo, przet. Jerzy Prokopiuk. Warszawa 1992, s. 187. Ad de
Vries. Dictionary of Symbols and imagery. London 1974, s. 323
i ł * - s . 162
- s . 177-8
Blał

la C rJ0

Ie

S , r ó ż e

1 0

Es,reic

Wos

па

сг

w

15

l w

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11044" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11022">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/101cc6b43a9e10322a68928d246d63e4.pdf</src>
        <authentication>e08366c8ed40207d1d8602eb1504a8d4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131723">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2573</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131724">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2390</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131726">
                <text>Widzenie rzeczywistości w pejzażach Jerzego Nowosielskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131727">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.17-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131728">
                <text>Chrudzimska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131729">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131730">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131731">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131732">
                <text>Widzenie rzeczywistości w pejzażach
Jerzego Nowosielskiego
Katarzyna Chrudzimska
1. Wprowadzenie
Twórczość Jerzego Nowosielskiego można spróbować okreś­
lić podziałem na pięć podstawowych kierunków:
_ sztukę abstrakcyjną;
_ sztukę figuratywną (akt, portret, sceny figuralne);
_ martwe natury;
_ pejzaż;
- ikony (do których włączam też realizacje wnętrz sakralnych);
Zauważyć należy, że są to wszystko klasyczne gatunki
malarstwa. Nowosielski nie kwestionuje ich zasad, ale w grani­
cach wyznaczonych tradycją kreuje własny, odrębny i niepo­
wtarzalny styl . Wydaje się, że artysta nie ma „swojego lema­
t u " . Eksperymentuje na wielu płaszczyznach, zarówno w za­
kresie techniki jak i tematu obrazu. Uprawiając wymienione
wyżej gatunki równolegle, czasem decyduje się na chwilowe
zatrzymanie przy jednym z nich. Następuje wtedy okres twór­
czości zarezerwowany dla jednego typu dzieł jak np. ostatnie
lata - poświęcone portretom cerkwi.
1

2

kach jej matematyczne reguły. Linie biegnące ku horyzontowi
nie zawsze mają na nim swój kres, punkt zbieżny, ale wybiegają
poza fragment rzeczywistości objętej przedstawieniem. Wyraź­
nie widoczne jest to zwłaszcza w późniejszych pracach tego
okresu (por. i l . 2, 3,). Charakterystyczny dla pejzaży łódzkich
koloryt - dość jasny, stonowany, przeważnie biało - szary, oraz
mięsista faktura malowidła, wielu badaczom nasuwają skojarze­
nie z twórczością Utrilla .
Z czasem linie wykreślające perspektywę - początkowo
idealnie niemal proste (il. 2 ) - s t a j ą się płynne (il. 3). Zmienia się
również kadraż obrazów. Stopniowo linia horyzontu, wyzna­
czona zasadą złotego podziału, unosi się zostawiając niebu
coraz mniej miejsca, aż w końcu wypiera je zupełnie. Pojawia
się motyw ulic pnących się nienaturalnie stromo w górę
- typowy zwłaszcza dla późniejszej twórczości artysty. W efek­
cie zmiany punktu widzenia (miasta są obserwowane z. wysoko
umieszczonego, jednak wciąż jeszcze z jednego, stałego punk­
tu) wzmaga się wyobcowanie widza, dystans do obrazu.
3

Potęguje to nastrój tajemniczości,
nierzeczywistości, a nawet niepoko­
ju i zagrożenia.
Wśród pejzaży miejskich z lat
1950-62 tylko część nosi tytuł łódz­
kich, ale nawet na nich trudno rozpo­
znać ulicę Piotrkowską. Przedsta­
wione ulice równic dobrze można
umieścić w Krakowie, na warszaws­
kiej Woli czy w jakimkolwiek innym
mieście, niekoniecznie nawet pols­
kim. Malarstwo Jerzego Nowosiels­
kiego nigdy nie aspirowało do rangi
historycznego,
faktograficznego.
Odróżnia to zasadniczo tę twórczość
od dzieł Utrilla czy innych prymity­
wistów. Bowiem pomimo wielu po­
wierzchownych podobieństw forma­
lnych, malarstwa Nowosielskiego
nie można nazwać prymitywnym.
Jak zauważa Mieczysław Porębski,
11. 27. Kobiety na plaży, 1992
Oczywiście istnieją wyjątki
jest to świadome stosowanie przez
..wielkie eksperymenty" i innowacje
artystę prymitywnego widzenia, jako jednego ze środków
-jak seria czarnych aktów, czy pejzaży mozaikowych, które
wyrazu, którymi dysponuje .
dość jednoznacznie umiejscowić można w czasie. Uznałam
jednak, że bardziej miarodajna będzie próba analizy twórczości
Pejzaże łódzkie są wewnętrzną, subiektywną wizją. Nie są to
Nowosielskiego przy zastosowaniu klucza ikonograficznego,
wizerunki miasta przemysłowego (którym przecież Łódź jest)
nie chronologicznego.
zwłaszcza jeśli porównamy je z widzeniem tego tematu przez
Podział pejzaży na dziesięć podstawowych grup sugerują
innych artystów np. Rafała Malczewskiego.
nadane przez artystę tytuły. Uwzględniłam też martwe natury
Co jest zatem istotą Łodzi według Nowosielskiego? - ulice,
'kompozycje figuralne, w których pejzaż istnieje jako element
domy, tramwaje. Nie ma niczego poza tytułem co by jedno­
dodatkowy lub uzupełniający.
znacznie mówiło widzowi, że ogląda pejzaż tego właśnie
miasta. To też cecha typowa dla Nowosielskiego - nic interesuje
- Pejzaże miejskie.
go indywidualizm, ale przeciwnie - to co powszechne, general­
ne, główna zasada i istota rzeczywistości.
Wbrew tytułowi pejzaże łódzkie nie są pejzażami Łodzi. Są to
fejzaże łódzkie. Te najbardziej realistyczne w twórczości
pejzaże Miasta.
erzego Nowosielskiego pejzaże powstały w latach 1950 - 62,
°dczas pobytu artysty w Łodzi.
Widoki ulic. Ten rodzaj pejzaży miejskich wyrasta z do­
Mai arz posłużył się w nich klasycznym rodzajem perspekświadczeń pejzaży łódzkich. Wspólne jest zainteresowanie
У ~ perspektywą linearną, łamiąc jednak w wielu przypad­
wnętrzem miasta, jego ulicami uciekającymi poza horyzont,

Styl Jerzego Nowosielskiego - ka­
non narzucony artyście przez same­
go siebie - ukształtował się bardzo
wcześnie. Stosunkowo łatwo rozpo­
znać jest obrazy powstałe w latach
pięćdziesiątych, ze względu na inny
koloryt (brązy, biele, szarości) oraz
takturalność plam barwnych (z cza­
sem uległy one wygładzeniu, uprosz­
czeniu do niemal monochromatycz­
nych, skontrastowanych plam kolo­
ru). Już jednak w połowic lat sześć­
dziesiątych istnieją wszystkie zasad­
nicze schematy
ikonograficzne,
z których Nowosielski korzysta do
dziś. Artysta powraca do nich wciąż
na nowo, za każdym razem nieco
inaczej, ale zawsze zachowując pod­
stawowe rządzące nimi zasady.

4

a

2

D

17

�pozbawionymi konwencjonalnej, geometrycznej sztywności.
Kontynuowana jest też faktura i kolorystyka pejzaży łódzkich,
choć widoczne są zmiany w kierunku wygładzania plam coraz
żywszych i bardziej kontrastowych barw.
Równolegle w tym nurcie pojawia się dość zasadnicza
zmiana w ujęciu tematu. Idąc ulicą nie patrzymy j u ż wyłącznie
wprost, w kierunku magicznego horyzontu, ale odwracamy
głowę w bok, podziwiając pierzeje ulic i wystawy sklepowe ( i l .
5). Przestrzeń obrazu zostaje drastycznie zmniejszona, a ostate­
cznie ograniczona do jednego planu ( i l . 5). Jednocześnie
urozmaica i przełamuje tę konwencję motyw drzwi i okien
otwierających się na nowe przestrzenie. W witrynach sklepo­
wych pojawiają się nowi bohaterowie - manekiny - potęgujący
nierealność wizji, niepokojący swym uderzającym podobieńst­
wem do mieszkańców miasta (por. zwłaszcza i l . 5).
Wycinkowość kompozycji, surrealistyczne zestawienie wielu
szczegółowych elementów oraz ich nieokreśloność (np. kobiecy
półakt wiszący jak ikona nad bramą - i l . 5) potęgują nastrój
tajemniczości.
Warto poświęcić jeszcze kilka słów Pejzażowi z Bolkowa,
1967 ( i l . 4). Jest to jeden z niewielu przykładów portretowania
przez Nowosielskiego konkretnego, znanego z nazwy miasta
(obok pejzaży łódzkich, Ławry Poczajowskiej, czy domku
z Ustronia - i l . 6). Zaskakująca jest duża indywidualizacja
przedstawienia, mówiąca wiele o charakterze starego miastecz­
ka z gotyckim, ceglanym kościołem.
Jerzy Nowosielski dość często przełamuje własną konwencję,
malując obrazy zadziwiające swą odmiennością, jakby chcąc
sprawdzić swe siły na innym polu, czy przerwać jednostajność
swego kanonu,by potem do niego powrócić z nowymi doświad­
czeniami. Myślę, że taką „chwilą zapomnienia" mógł być,
malowany albo z natury albo o tej naturze wspomnień - Pejzaż
Z Bolkowa.
Widoki dzielnic. To jakby spojrzenie na miasto z leżącego
poza nim wzgórza, następny krok artysty w stronę zwiększenia
dystansu między widzem a płótnem. Ten typ pejzażu, po­
sługując się terminologią Aleksandra Wojciechowskiego, moż­
na by nazwać pejzażem topograficznym . Wysoko umieszczony
horyzont, ograniczenie głębi w zasadzie do jednego planu ( i l .
12), schematyczne przedstawienie dróg i lapidarne zaznaczenie
architektury miasta nasuwają skojarzenia z mapami' . Ciekawe
jest, co artysta uznał za najważniejsze i konieczne do umiesz­
czenia na takiej mapie. Okazuje się, że istotę „ m i a s t o w o ś c i "
można sprowadzić do dworca kolejowego, dróg i górującej nad
wszystkim świątyni. W nich mieszczą się podstawowe zadania
i funkcje miasta. Dziwić może, że w osadach rzadko znajduje się
miejsce dla ich mieszkańców ( i l . 12).
5

1

Jak słusznie zauważa Bożena Kowalska, artysta używa dwu

różnych perspektyw, tak jakby krajobraz obserwowany był z co
najmniej dwu różnych punktów . Ziemia jest widziana z lotu
ptaka (stąd wysoki horyzont i sposób przedstawiania dróg),
natomiast architektura malowana jest tak, jakby obserwator stał
na wprost fasady każdego budynku. Można założyć, że to
swobodne podejście do zasad optyki w dużym stopniu wynika ze
zdobyczy kubizmu, ale warto zauważyć, że uwzględnienie dwu
pozycji widza - wewnętrznej i zewnętrznej względem przed­
stawienia - powszechnie stosowane było w malarstwie ikono­
wym. Wynikająca z tego zabiegu deformacja służyć ma oczywiś­
cie wyrażeniu subiektywnej postawy malarza wobec rzeczywis­
tości. U Nowosielskiego proces ten łączy się ze zmianą proporcji
natura - architektura. Ziemia - oglądana z dystansu - ulega
monumentalizacji, góruje nad trochę groteskowymi, klockowymi
budynkami, niepozornymi, zbudowanymi na ludzką miarę,
a więc i przedstawionymi z ludzkiej perspektywy ( i l . 12).
7

Dwa nowe elementy, które pojawiają się w pejzażach
dzielnic:
- zwielokrotnienie punktów widzenia oraz
- akcentowanie przewagi natury nad dziełami człowieka
będą kontynuowane w późniejszej twórczości Jerzego Nowosie­
lskiego, a zwłaszcza w cyklach lotnisk i pejzaży zielonych.
3. Lotniska.
Wyraźnie widoczna jest kontynuacja i rozwój poprzedniego
schematu kompozycyjnego - płaska powierzchnia ziemi zaj­
mująca całe niemal płótno, widziana z lotu ptaka (a raczej z lotu
samolotu), uzupełniona wąskim paskiem szarego nieba u góry
obrazu. Jasno widać też na czym polega podwójność perspek­
tywy - niektóre samoloty widzimy z góry, inne z boku (il. 13),
„ l e c i m y " nad autobusem, ale stoimy na ziemi twarzą w twarz
z. dziewczyną - pilotem.
Lotniska to cykl niezwykły. Również ze względu na oryginal­
ną ikonografię. Jest to jedyny znany mi w historii malarstwa
przykład uczynienia z samolotu głównego bohatera. I jak
przystało na temat, również sposób przedstawienia jest nietuzin­
kowy. Trzeba przecież zauważyć, że dzięki opisanym wyżej
zabiegom formalnym, Nowosielski oprócz samego obrazu
samolotu przekazuje nam podstawowe informacje o jego moż­
liwościach i przeznaczeniu. Dwa punkty odniesienia - ziemia
i niebo - pasy startowe, samoloty, autobus dowożący pasażerów
(reprezentowanych przez pana z parasolem), no i pilot - to
właściwie kompletny inwentarz i podstawowe funkcje lotniska,
wyrażone za pomocą prostych znaków i skrótów.
Lotniska powstawały w latach sześćdziesiątych. W wypowie­
dziach artysty i krytyce nie znalazłam wielu informacji na ich
temat.

11. 28. Venus z lustrem, 1968

18

�П. 29. Akt - kobieta przy oknii

4. Pejzaże zielone.

5. Malarstwo Jerzego Nowosielskiego a nurt pittura

W tym samym schemacie wykształconym przez pejzaże
miejskie, a kontynuowanym w cyklu lotnisk, tkwią również
Pejzaże zielone. Są one jednocześnie punktem kulminacyjnym
procesu rozpoczętego przez Pejzaże łódzkie. Nie ma już w nich
mowy choćby o podobieństwie do widzenia zgodnego z prawa­
mi perspektywy linearnej. Wykreślona geometrycznie głębia
ustąpiła miejsca płaszczyźnie zakomponowanej według zasad
oryginalnej optyki, zakładającej wielość punktów widzenia,
mch i subiektywność wizji.

Swym nastrojem tajemniczości, melancholii, niepokoju pej­
zaże miejskie Jerzego Nowosielskiego przypominają atmosferę
dzieł Giorgio de Chirico. Pomimo widocznych różnic formal­
nych, w obu przypadkach mamy do czynienia z podobną
poetyką i w y m o w ą dzieł. Nieokreśloność miejsc i wnętrz (por.
Pejzaże, Martwe natury i Manekiny G. de Chirico z Aktami we
wnętrzach Nowosielskiego) oraz tworzony świadomie dystans
między widzem a obojętną, obcą rzeczywistością składają się na
magiczność i odrealnienie atmosfery. W jej kreowaniu obaj
artyści posługują się analogicznymi środkami formalnymi.

Architektura z głównego tematu zeszła do rangi jednego
elementów. Nie ma już miasta, a zaledwie „ d o m k i " skontras'owane z ogromem, potęgą i dominacją natury ( i l . 8). Zreduko­
wanie palety barw, zimna tonacja zieleni, duże plamy koloru,
rak szczegółów, potęgują wrażenie monumentalności, od­
cienia, powagi i przewagi przyrody. Dochodzi nawet do
całkowitego wyeliminowania śladów człowieka ( i l . 9), a także
° Pominięcia stery nieba.
г

a

dzięki zastosowaniu kadrażu panoramicznego* tzn. pominiębocznych kulis zamykających kompozycję (lub bardzo
atnemu ich zasygnalizowaniu) oraz poprzez przewagę linii
^?
У - wybiegających poza ramy obrazu, artysta
ob
wrażenie spokoju, wyczekiwania, statyki. Kreuje
raz harmonijnej, wiecznej natury. Określa też miejsce człoa malując - jak to trafnie określa Bożena Kowalska - domy
ane pejzażowi''. Ale jest to poddaństwo, a nie niewolnictk ' * У ' к а z naturalnych praw i przebiega bezkonfliktowo,
•"lonijnie.
1

о т а 1 П

u

6

п

a

с п

metafisica.

Należy do nich przede wszystkim perspektywa. W obu
przypadkach jest to pozorna perspektywa zbieżna. Pozorna,
gdyż pogwałcone zostały jej zasady - następuje zwielokrot­
nienie przestrzeni dzięki wyznaczeniu kilku punktów zbieżnych
na widnokręgu , a nawet kilku domyślnych linii horyzontu
obok jednej już istniejącej.
Z metafizyką łączą się też umykające perspektywy placów,
ulic, dróg górskich, ich nieograniczoność i nieskończoność.
Odludność miast, samotność, izolacja nielicznych ich miesz­
kańców, którymi często są niesamowite postaci zjaw - maneki­
nów, budzą niepokój, oczekiwanie, a również uczucie za­
grożenia i niepewności. Zagadkowość potęguje też protow przypadku de Chirico, i postsurrealistyczne w przypadku
Nowosielskiego - konfrontowanie przedmiotów i elementów
pejzażu. Ulica jest jakby wyobcowana z realnego świata, jest
bliższa światu marzeń sennych ograniczonemu do powtarzają­
cych się z intrygującą widza częstotliwością kilku motywów
- ulicy, manekinów, pociągu".
10

19

�Przestrzeń obrazu wzbogacona zostaje typowym dla nadrealizmu efektem obrazu w obrazie, uchylonych okien i drzwi
prowadzących w zaświaty. Za nimi czają się tajemnicze postaci,
które trudne do określenia, a u de Chirica sygnalizowane tylko
cieniem, wzmagają jeszcze niepokój.
Zatrzymajmy się na chwilę przy obrazie pociągu, występują­
cym u obu artystów i prześledźmy cykl obrazów Jerzego
Nowosielskiego pt. Pejzaże z kolejką. Zabawne jest, że obaj
malarze przyznają, iż motyw ten zawdzięcza swe istnienie
faktowi, że ojcowie ich... zatrudnieni byli na kolei . Jest to więc
hołd złożony dzieciństwu, uosobienie marzeń tamtego czasu,
może niezupełnie przebrzmiałych - bo kolejka to przecież
zabawka mężczyzn w każdym wieku. Pociągi de Chirica
i Nowosielskiego przypominają właśnie zabawki - wagoniki
ciągnięte przez stare, parowe lokomotywy.
12

Pociąg oznacza rozstanie, odjazd przyjaciela, tęsknotę (to
terminy zaczerpnięte z tytułów prac de Chirica), a także
nietrwałość i przemijalność. O ile jednak kolejki de Chirica
jeżdżą po ziemi, równolegle do linii horyzontu, o tyle u Nowo­
sielskiego są to podróże za horyzont (il. 11) metafizyczną windą
do nieba ( i l . 14).
Krystyna Janicka interpretując malarstwo Giorgio de Chirico
zwraca uwagę na dwie kategorie wykorzystywanych przez
niego motywów. Pierwszą stanowią arkady, perystyle, portyki,
place i frontony zdobne w antyczne rzeźby - symbolizujące jej
zdaniem kulturę i tradycję śródziemnomorską. Drugą - lokomo­
tywy, zegary, instrumenty inżynieryjne i przybory miernicze
- atrybuty współczesnej cywilizacji i nauki. Połączenie tych
dwu rodzajów tworów ludzkiego ducha przynależnych do
różnych czasowo kultur, poprzez kontrast i nieodpowiedniość
rodzi zaskoczenie . Spójrzmy teraz na trochę groteskowy obraz
Jerzego Nowosielskiego Cerkiew z lokomotywą,
1989 ( i l . 7).
Jego konstrukcja opiera się na podobnym schemacie dysonansu
między nowoczesnością (reprezentowaną przez lokomotywę)
13

a spuścizną kulturową, duchowością i wartościami tradycji
(zawartymi w znaku cerkwi).
Dzieła tego typu starają się sumarycznie pokazać przebytą
drogę, skonfrontować początek z końcem, źródła z dniem
dzisiejszym. Są kolejną próbą odpowiedzi na pytania skąd
przychodzimy?, czym jesteśmy? dokąd idziemy? Przy czym dla
de Chirico korzeniami jest świat kultury antycznej, a dla
Nowosielskiego świat Cerkwi Prawosławnej.
Daleka jestem od sugerowania, że Jerzy Nowosielski bezpo­
średnio zapożyczał motywy od Giorgio de Chirico. Myślę, &amp;
wspólne obu artystom myślenie surrealistyczne doprowadziło
ich równolegle i niezależnie do analogicznych rozwiązań
Widoczne są różnice warsztatowe, inna faktura i koloryt
obrazów, Nowosielski szybko też odchodzi od perspektywy
linearnej, która u de Chirica obecna jest w całej twórczości
Jednakże obaj uzyskują w swych dziełach bardzo silny, niepo­
wtarzalny nastrój, który uznałam za upoważniający do włącze­
nia pejzaży Jerzego Nowosielskiego do nurtu realizmu magicz­
nego.
6. Pejzaże w typie ikon.
Pejzaże syntetyczne. Jest to grupa pejzaży górskich po­
wstałych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, malowa­
nych w manierze kubistyczno-ikonowej. Góry nieprawdopodo­
bne, nielogiczne geologicznie, budowane są przy użyciu pros­
tych brył, przy minimalnej głębi obrazu, która następnie
zredukowana zostaje do jednej płaszczyzny (il. 20). Nasuwa się
skojarzenie z górami ikonowymi, ledwo zasugerowanymi,
zasygnalizowanymi jako tła dla ważniejszego głównego tematu
ikony. Najlepiej chyba jednak określają te obrazy same tytuły.
Jest to rzeczywiście synteza pejzażu górskiego, skrajne uprosz­
czenie formy - kształtu, przestrzeni i barwy. Duże plamy
umownych kolorów (o bogatej gamie - zieleni, od cynkowej,
chromowej do zieleni Veroneza; błękitu, od Rembrandta do
ultramaryny; brązów, od umbry, przez ziemię sjeneńską do różu
indyjskiego; urozmaiconej akcentami oranżu, cynobru i żółci
chromowej) wyznaczone są prostymi, przeważnie horyzontal­
nymi i wertykalnymi liniami określającymi zarazem konstruk­
cję i architektonikę dzieła.
Na tym tle pojawia się nowy element - kształt zbliżony do
kwadratu, otoczony ramą, wyeksponowany kontrastowością
barwy. Jest to Z N A K , znak w górach (il. 14). Znak czego? Jerzy
Tchorzewski i Andrzej Kostołowski odczytują go jako lufcik,
judasza, okno podpatrujące sacrum, jako możliwość przebicia
się na drugą stronę poprzez niepokonalną dla naszego wzroku
zasłonę rzeczywistości . Znak obrazu, ramy, ikonostasu do­
strzega w nim Władysław Panas .
Te góry to wyżyny ducha, miejsce Objawienia. Objawienie
następuje w postaci znaku - obrazu - ikony. W średniowieczu
boskość objawiała się w blasku, świetle. Być może w naszych
czasach przychodzi w barwie, w płaszczyźnie czystego koloru
- oranżu, żółci, błękitu...
Pejzaże „ z ż y c i e m ' ' . Jest to przykład bezpośredniego zapoży­
czenia przez Nowosielskiego schematu ikonograficznego z ma­
larstwa ikonowego. Chodzi tu o tzw. „ikonę z życiem" p '
stawiającą zwykle męczenników. Główne pole - kowczeg "
zajmuje w niej postać ukazana według zasad kanonu, aobrzeW
wypełniają liczne sceny męczeństwa świętego. Wszystkie j
zasady przejął Jerzy Nowosielski z małym jednak wyJ3jk "
- miejsce człowieka oddał krajobrazowi"' Schematowi te •
nie towarzyszy określony typ pejzażu. Najczęściej jest to pej
syntetyczny ( i l . 14), ale również np. pejzaż zielony (il
M o ż e m y traktować ten rodzaj obrazów dwojako - " ^ ,
czysto formalny zabieg, zabawę, nowe doświadczenie,
przydając mu dodatkowe znaczenie mistyczne. Od s
kompozycji, układ z obrzeżem dopełniającym pozwą
14

15

r K d

|el

4

a

) 0

i

1

II. 30. Kobieta i góry, 1958

20

�rozszerzenie czasu i przestrzeni, na podanie dużo większej ilości
informacji. Sceny wokół przedstawiać mogą zdarzenia symul­
tanicznie - następujące po sobie w czasie, rozgrywające się
wielu różnych miejscach. I tak np. w Mieście u stóp gór, 1963
oglądać możemy historię osiedlania się człowieka w górskiej
okolicy, a we Wschodzie Słońca w Bieszczadach, 1963 ( i l . 15)
różne warianty krajobrazu ze Słońcem.
Zastanawiając się nad genezą użytej formy dojść musimy do
wniosku, że autor chciał podkreślić metafizyczność, spirytualizm i sakralność natury, a przede wszystkim gór i Słońca. Góry
od zawsze uważane były za okolice szczególne, miejsce
epifanii, siedzibę bogów, jako że swymi wierzchołkami dotyka­
ją nieba. Są też znakiem związku Boga z ziemią, symbolem
miejsca świętego, Opatrzności, Łaski i Opieki Bożej. Ich ogrom,
potęga i niedostępność budzą metafizyczne odczucie wyżyn
i bezczasowości.
w

Góry są częstym motywem twórczości Nowosielskiego.
Wśród pejzaży liczne są miasta w górach oraz drogi w górach.
Występują one w postaci motywów, ale także głównych le­
matów krajobrazów różnych typów. Już same tytuły: np. Miasto
ustóp gór, czy Góry nad miastem (il. 14) akcentują jednoznacz­
nie potęgę i przewagę gór. Z drugiej strony odnosimy wrażenie
harmonii podkreślonej kolorem i formami budowli ( i l . 15).
Droga jest chyba najczęściej pojawiającym się elementem
w dziełach Jerzego Nowosielskiego (por. i l . 10, 16). Drogą jest
też ulica (por. i l . 2, 3, 5). Drogi Nowosielskiego są proste,
z niewielką ilością zakrętów i rozstajów. Odważnie pną się
w górę, wyznaczając jedyny słuszny kierunek marszu (życia..?).

dziesiątymi, lecz nie mija bez śladu. Powraca zasada budowania
obrazu linią i podporządkowaną jej plamą, lecz ta ostatnia
zmienia zasadniczo swój charakter - traci ciężar, fakturalno.ść,
staje się lekka, wibrująca.
Kolor nie wypełnia j u ż szczelnie konturu - wiele miejsca na
płótnie pozostaje niedotknięte pędzlem.
W ten właśnie sposób powstają w latach dziewięćdziesiątych
ikony cerkwi. Pierwsze wrażenie, które wywołują, to uczucie
lekkości, swobody osiągniętej z jednej strony fakturą, niewielką
ilością użytej farby, a z drugiej - szkicowością potraktowania
modela i wyrafinowaniem rysunku. Kompozycja obrazów
opiera się na liniach poziomych lub lekko ukośnych, zrów­
noważonych pionową osią główną budynku, oraz pionowymi
akcentami okien. Najczęściej całość przedstawienia otacza
monochromatyczna rama, odpowiadająca kolorem tonacji obra­
zu - są to zwykle czyste barwy cynobru, zieleni kadmowej,
błękitu pruskiego lub żółci chromowej ( i l . 17. 18).
Sylwetka samej cerkwi ograniczona jest do minimum. Wyda­
je się. że artysta osiągnął etap. na którym trudno będzie o dalsze
uproszczenia. Czy jest tak rzeczywiście, pokaże przyszłość. Na
razie widzimy obrazy, które można by umieścić w nowym
kodeksie drogowym z podpisem „Uwaga cerkiew". I tak chyba
należy je traktować - jako znak (niekoniecznie jednak drogo-

7. Pejzaże z cerkwią.
Cerkiew towarzyszy twórczości Jerzego Nowosielskiego
nieprzerwanie co najmniej od lat sześćdziesiątych, nabierając
szczególnej ważności w latach dziewięćdziesiątych. W naj­
wcześniejszych pracach cerkiew pojawia się jako jeden z wielu
elementów, następnie jest jednym z trzech podstawowych
składników syntetycznej wizji miasta, obok dworca i drogi ( i l .
7), by wreszcie zająć główne miejsce zarówno na płótnie jak
i w tytule obrazu.
Budynek świątyni zawsze jest w jakiś sposób wyróżniony.
Jego waga podkreślona jest zazwyczaj wyniesieniem na wzgó­
rze ponad resztę miasteczka ( i l . 7). Nowosielski przywraca
w ten sposób zagubioną przez człowieka hierarchię, porządek
wartości, prymat świętości.
Około 1986 roku artysta zmienia manierę malarską. Pojawia­
ją, się pejzaże mozaikowe. Krystyna Zwolińska określa tę
zmianę jako zwrot ku impresjonizmowi . Rzeczywiście na
pierwszy rzut oka nowa technika przypomina impresjonistycz­
na Typowe jest sięgnięcie po tematy „lżejsze", popularniejsze
(por. Domek z Ustronia, 1987 - i l . 6) i zagubienie klarowności
rysunku, tak charakterystycznych dla Nowosielskiego ciężkich
'mii określających tektonikę obrazu.
Jednocześnie jednak należy pamiętać, że obrazy te powstały
me w plenerze, ale w pracowni, malowane z wyobraźni czy
Pamięci. Również ich koloryt - c i e m n y , tolerujący czerń o małej
an barw - często niemal monochromatyczny nie jest zgodny
Postulatami impresjonizmu. Sam artysta przyznaje, że do tego
speryrnentu skłoniły go mozaiki rzymskie. Podczas ich
liw , '
zrozumiał, że odkrywają one twórcy nowe możDlat
' ' '
dostrzegł i nie wykorzystał impresjonizm" ,
ego nazwałam ten rodzaj obrazów mozaikowymi, uznając,
vdzic to termin bliższy zamierzeniom artysty.
niczo" "
'
b n i k i Nowosielski nie wykracza zasadlem ^°
''"'y'-'bezasowy repertuar m o t y w ó w . Głównym
, Pozostaje monaster i cerkiew, pojawia się też. kolejka
Pizod „ m o z a i k o w y " kończy się wraz z latami osiem­
17

Z

, W

a n i a

0 1

&lt; t &lt; &lt;

1

110 Z

/d

r y c

m

1 n i e

a

n

y

1

, e c

19

e m

11. 31. Portret mężczyzny z siwą brodą, 1961

21

�wy...), ideogram świątyni. Sam artysta mówi, że maluje port­
rety, ikony cerkwi. Zafascynowany architekturą, zjawiskiem
przestrzeni sakralnej, próbował utrwalić ich obraz w czasach
masowego niszczenia cerkwi .
Nowosielski kolejny raz sięga po schemat ikony świętego. Na
kowczęgu umieszcza wizerunek świątyni, wokół pozostawia
puste obrzeże. Tłumaczy, że zjawisko ikony architektury znane
jest w historii sztuki od czasów średniowiecza. Podaje przy­
kłady X V I i X V I I wiecznych rosyjskich ikon monasterów, oraz
obraz - mapę z Kalwarii Pacławskiej. Sam traktuje architekturę
jako żywą, uduchowioną. Również ona, jako część rzeczywisto­
ści, podlegać będzie procesowi przebóstwienia i wobec tego
godna jest w pełni miejsca na ikonie '.
W ślad za ideami poszły pewne zasady formalne. Budowle
ukazywane są zgodnie z wymogami ikony - frontalnie i hieraty­
cznie - stąd duża statyka przedstawień, przewaga akcentów
horyzontalnych, jednoznaczna tonacja i czystość barw. Konie­
czne też było uproszczenie formy, wypracowanie kanonu tak,
by ukazana cerkiew bliższa była swej postaci przemienionej,
przebóstwionej niż realnej, ziemskiej - stąd syntetyczne potrak­
towanie bryły, z zaznaczeniem jedynie najważniejszych ideowo
elementów (takich jak ikony, krzyże, kopuły, drzwi, okna) przy
zupełnym pominięciu nieistotnego szczegółu oraz, co jest cechą
malarstwa Nowosielskiego od samego początku, rezygnacja
z historyczności i aktualizacji przedstawienia.
20

2

8. Pejzaż towarzyszący innemu typowi przedstawień.
Pejzaż wykorzystywany jest przez Jerzego Nowosielskiego
również w innych gatunkach jego malarstwa (w aktach, kom­
pozycjach figuralnych, portretach i martwych naturach). Może
tam występować jako tło, bądź jako element o pewnym
znaczeniu ikonograficznym.
Akt w pejzażu. W niektórych przypadkach (cykle: Weekend,
Dziewczyny na statku - i l . 25, Kobiety na plaży - i l . 27) pejzaż
jest wyłącznie scenografią dla rozgrywających się w nim scen.
Pełni rolę drugoplanową, potraktowany jest więc bardzo pobież­
nie, szkicowo, aczkolwiek trzeba mu przyznać pewne znaczenie
ideowe.
Zwróćmy uwagę zwłaszcza na motyw morza (Dziewczyny na
statku, 1981, Kobiety na plaży, 1992 - i l . 25, 27), z którym
spotykamy się po raz pierwszy. Sięgająca horyzontu woda jest
zapowiedzią nowego, nieznanego, piękniejszego świata, celu
podróży, a także wielką obietnicą i nadzieją, miejscem z którego
przybyć ma Oczekiwane. Z samej swej natury nieograniczone
i nieobejmowalne, morze jest tu jednym z głównych elementów
budujących nastrojowość przedstawień .
Istnieje też grupa obrazów, których j u ż same tytuły sugerują
większe, równoprawne znaczenie pejzażu np. Kobieta i góry,
1958 ( i l . 30), Kobieta i miasto, 1970-71. Jest to jakby próba
ustalenia relacji między człowiekiem a otaczającym go świa­
tem. W przypadku kobiety i przyrody (gór) wynik jest pozytyw­
ny - istnieje między nimi łączność i harmonia. Poziome
podziały wyznaczające części ciała kobiety i warstwy geologi­
czne góry odpowiadają sobie nawzajem. Podobieństwo pod­
kreśla również analogiczna barwa ciała i skał. To jakby echo
starożytnych i średniowiecznych analogii między człowiekiem
a naturą i architekturą. O ile jednak w pierwszym przypadku
wynik jest pozytywny, o tyle zestawienie kobiety z miastem nie
jest j u ż tak jednoznaczne. Obaelementy współistnieją na jednej
płaszczyźnie, ale ich barwa wskazuje na przynależność do dwu
oddzielnych kategorii.
22

22

Cykl aktów Kobieta przy oknie ( i l . 29) redukuje pejzaż do
fragmentu ograniczonego ramą okna. Jest to grupa obrazów
ciekawych przede wszystkim ze względu na intrygujący kadraż
postaci kobiecej. Krajobraz natomiast urozmaica tło, jest częś­
cią lubianego przez artystę motywu obrazu w obrazie, drzwi
i okien zwielokrotniających przestrzeń dzieła.
Martwa natura z pejzażem. Martwe natury są najbardziej
surrealistycznymi z obrazów Jerzego Nowosielskiego. Składają
się na nie przedmioty codziennego użytku - rondle, kubki, łyżki,
lustra, umywalki. Często jednak trudno prawidłowo je rozpo­
znać. Szczególna perspektywa podobna kubistycznemu spoj­
rzeniu na obiekt, daje obraz daleki od rzeczywistego. Jest to
dziecięcy, naiwny opis, dający sumę najistotniejszych cech
przedmiotów, informacji, wiedzy posiadanej przez autora na ich
temat. Irracjonalizm przedstawienia i doboru elementów mart­
wych natur, ich ascetyczność i oszczędność kreują magizm
i nastrojowość przedstawień.
Pejzaż pojawia się w tych dziełach nie jako tło, ale jako jeden
z elementów, traktowany przedmiotowo, na równi z chochlą,
czy dzbankiem. Jeszcze raz odwołajmy się do tytułów - Martwa
natura z krajobrazem i rondlem, 1954 ( i l . 32), Martwa natura
z pejzażem.
Trudno jednoznacznie powiedzieć czy fragment przyrody na
płótnie jest obrazem, czy widokiem przez okno. Pierwsza
interpretacja bardziej by odpowiadała nadanej mu roli obiektu,
składnika martwej natury. Nowosielski nie wybrał określonego
rodzaju pejzażu. Może to być pejzaż miejski, syntetyczny, czy
zielony. Umieszczony jest centralnie, prawdopodobnie ze
względów kompozycyjnych, ale być może również z powodu
swego ciężaru jakościowego. Może więc sąsiedztwo to nie ma
deprecjonować, uprzedmiotawiać natury, ale przeciwnie-nobi­
litować przedmioty. Nowosielski wszak, powołując się na
chasydyzm uważa, że „wszystkie przedmioty należą w jakimś
sensie do tej rzeczywistości, która będzie rzeczywistością nowej
ziemi, nowego nieba. To znaczy razem z nami w jakiś sposób
zmartwychwstaną i wejdą j u ż w innym wymiarze (...) do (...)
Nowej Jerozolimy ." Taki jest jego stosunek do przedmiotów
malowanych, i to stara się wyrazić w swoich martwych
naturach.
Portrety. Znów stajemy przed dylematem - okno czy obraz?
W większości przypadków chyba jednak to drugie. Zauważmy,
że w krajobrazie występują po raz drugi postaci portretowane
Jest to stara fotografia, obraz - próba rozszerzenia czasu
i przestrzeni, otwarcie dodatkowego wymiaru rzeczywistości
(spotkaliśmy się j u ż z tym zabiegiem symultaniczności akcji
przy pejzażach „z ż y c i e m " ) . Jest to też sposób na wzbogaceni
ilości informacji na temat portretowanych. Z jednej strony
czerpiemy je na podstawie otaczających postać przedmiotów,
instrumentów muzycznych trzymanych jak atrybuty, również
na podstawie charakteru wnętrz, strojów, póz, a z drugiej strony
patrząc na wiszące na ścianach pejzaże.
Wiemy na przykład, że nobliwy Skrzypek z Siwą BrodaJ
typem samotnika wypoczywającego w górach ( i l . 31).
Młodzieniec w Ciemnych Okularach ma żonę i samochód 0
24), a współczesne Małżeństwo Arnolfinich jeździ do р&amp;У
tramwajem ( i l . 26).
Ascetyczność postaci, zniekształcone, wydłużone propos
ich ciał, nienaturalność gestu i pozy - budzą skojarzeń'
z malarstwem średniowiecza, Janem van Eyckiem, malarst*
ikon wreszcie. Przedmioty, przez ich wyeksponowanie, n i '
j zna­
ralne, irracjonalne zestawienie, sugerują dodatkowe treści
czenia. Nabierają rangi atrybutów, obiecują opowiedzieć if
cierpienie ich właścicieli.
23

esl

K

3

ena

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9683" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9661">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9662f575a9a54e468c8f7e24cda76e33.pdf</src>
        <authentication>1de1db15f5309c5397f7ee7ed589cc77</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5620</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115201">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115202">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115204">
                <text>W czterech ścianach/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115205">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.59-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115206">
                <text>Chruścińska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115207">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115208">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115209">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115210">
                <text>n

,

,

Anna
• ,
|

ChrUSCinska

n

I

Ur. w I 985 roku. Studentka etnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz socjologii
na Uniwersytecie Paryskim (Paris Descartes). Absolwentka historii sztuki
.
,fc
,
anam,
a

U n | e w e r s y t e c | e J a g | e | | o n s k | m

I n t e r e s u j e

S l e :

re

ąatożsamością

m u z u t m

we Francji, orientalizmem w sztuce polskiej i obcej.

W czterech ścianach
Zmiana znaczenia ról s p o ł e c z n y c h
u Kabylów żyjących we Francji
na przykładzie ewolucji przestrzeni mieszkalnej

F

rancuzki mają więcej swobody, są bardziej
niezależne i żyją w większej równowadze.
Sądzę że status kobiety i mężczyzny jest
tu równy. Tam, w Algierii, jest tak, że w domu
kobieta robi wszystko. Naprawdę, jak ci mówię,
że „robi wszystko", to właśnie to mam na myśli.
Prasuje, gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi...
A mąż zajmuje się pracą poza domem i koniec.
A kiedy
trzeba go jeszcze obsłużyć, dać
mu jeść, też się nim trochę zająć. To kobieta
odwala całą robotę, nawet jeśli również pracuje
poza domem A już zwłaszcza w KabyhT Tam
mężczyzna się niczego nie tknie. Jak raz byłam

1

u babci razem z moim kuzynem, który jest
w tym samym wieku co ja, to po jedzeniu on
chciał poskładać talerze. A babcia krzyknęła do
niego: „Przestań, usiądź, przecież masz tu ku­
zynkę, ona się tym zaj miel". Bo u Kabylów od za­
wsze tak jest, że mężczyzna nic nie robi. On jest
„na zewnątrz", a kobieta zostaje w domu.
- Naima, 22 lata
1

Imigranci z krajów Maghrebu (lub ich po­
tomkowie) na dobre wpisali się w społeczny
krajobraz Francji. Napływ ludności z daw­
nych kolonii na terytorium Republiki trwa

Wywiad przeprowadzony przez autorkę 19 listopada 2008 roku w Paryżu.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Anna Chruścińska

60

nieprzerwanie od X I X wieku, ale najbardziej
nasilony exodus zaczął się po I I wojnie świato­
wej. Sytuacja ta dotyczy głównie społeczności
arabskich, jednak wśród nowo przybyłych znaj­
dziemy sporo przedstawicieli rdzennej ludności
Afryki Północnej, czyli Berberów. W przypadku
Algierii są to głównie Kabylowie, zamieszkujący
północno-wschodnią część kraju i tworzący je­
den z najbardziej rozproszonych narodów berberyjskich. Najliczniejsza ich diaspora znajduje
się właśnie w Republice Francuskiej.
Szacuje się, że jeszcze przed zakończeniem
działań wojennych w 1945 roku we Francj i miesz­
kało około 300 tysięcy Algierczyków . W 1977
było ich j u ż ponad 800 tysięcy , a w przededniu
nowego tysiąclecia nadal stanowili jedną z nacji
najliczniej emigrujących do Francji. Wyprze­
dzali ich tylko Marokańczycy . Wśród przyjezd­
nych spory odsetek zajmuje ludność kabylska.
Nic nie wskazuje na to, że tendencja ta miałaby
ulec zmianie, bo również dzisiaj, jeśli zapytać
mieszkańca Maroka, Algierii czy Tunezji o jego
plany na przyszłość, najczęściej można od nie¬
go usłyszeć marzeniach wyjazdu do Francji,
choćbv tvlko na. i ákiś czas Wielu sie to udaie
a doświadczenia zdobyte w obcym kraiu wnływaia (w mnieiszym lub większym storaiiu ale
zawsze) na ich soosób oatrzenia na świat i'do
tvchczasowe modele zvcia Tvm samvm snołecz
nośri Map-hrebu uleJia nroresowi nermanent
2

3

4

nvrh zmian Szcze J l n i e dntvcza one instvr,,rii
rodziny - tak ważne, fieśli nie n a i w a ż n i e L e r t
dla ludów nółnornoafWkańskirh 7 fvm z aw
skiem wiaze ,ie z a e h w L i e nndżiałn ról L r e

trady^y^

2

I . Despois, Lémigration

des travailleurs algériens

en

France, „Annales de Géographie" 61 (323) 1942, s. 77.
3

Ch.R. Ageron, L'immigration maghrébine

en France,

.Vingtième Siècle. Revue d'histoire" 7 1985, s. 66.
4

X . Thierry, Les entrées

d'étrangers

en France de 1994

à 1999, ..Population" 3 (56) 2001, s. 439.

cie i mężczyźnie, a które ulegają stopniowemu
zatarciu. Znalazło to odbicie w materialnym
świecie, którego ewolucja bardzo mocno zazna­
czyła się w sferze przestrzeni mieszkalnej.

Tradycyjny dom kabylski

5

Dom dla każdego człowieka stanowi pierw­
szy znany mu świat. To obszar, w którym każda
cząstka pełni szczególną rolę, a każdy kąt przy­
wołuje wspomnienia przeszłych wydarzeń. Tam
czujemy się u siebie, bo jest to sfera dobrze nam
znana, w której nic nie niepokoi, nic nie wprawia
w zakłopotanie. Każda siedziba ludzka powiela
porządek, który wyraża istotę tego, co składa się
na życie jej mieszkańców. Wreszcie dom to uniwersum wewnątrz uniwersum.
By lepiej zrozumieć znaczenie domu dla kul­
tury Kabylów, najlepiej odwołać się do jego tra­
dycyjnej, coraz rzadziej spotykanej formy. W ję­
zyku kabylskim dom jest nazywany przez słowo
axxam, a jego przestrzeń podzielona jest na trzy
podstawowe części - tak jak życie Kabylów, które
toczy się wokół ludzi, zwierząt i gromadzonych
zapasów. Jeśli zajrzymy do wnętrza domu, znaj­
dziemy w nim część mieszkalną (aguns), stajnię
dla zwierząt (adaynin) oraz poddasze (takanna),
gdzie przechowywana jest słoma i siano. Dwa
pierwsze pomieszczenia odgrodzone są od sie­
bie niskim murem, który stanowi jedną trzecią
dłueości ściany frontowei domu Dzięki temu
przestrzeń przeznaczona dla ludzi jest większa
odtei która służy zwierzętom Takanna znaiduie
sie na metrze bezoośrednio nad adavmn moz
na więc powiedzieć, że tradycyjny dom kabylski

5

Pierre Bourdieu prowadził badania w Algierii

w latach 1958-1960, a zatem ich wyniki odnoszą się
stricte do tamtejszej epoki. Choć fragment niniejszego
artykułu, dotyczący tradycyjnego domu kabylskiego, jest
sformułowany w czasie teraźniejszym, należy wyraźnie
zaznaczyć, że współcześnie kabylskie mieszkania
wzorowane są na modelach zachodnich.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

61

dzieli się na dwie części zarówno horyzontalnie,
jak i wertykalnie . Dostęp do domu umożliwiają
drewniane drzwi, zazwyczaj złożone z dwóch
skrzydeł. Otwierają one budynek w kierunku
wschodnim, na światło dnia, co zawsze było
brane pod uwagę w trakcie wznoszenia kon­
strukcji mieszkalnej. Choć takie zorientowanie
domu może uchodzić za element zasadniczy
i nieodzowny dla kultury Kabylów , zdarzają
się odstępstwa od tej reguły. Położenie siedzi­
by na zboczu lub jej rozbudowa spowodowana
powiększeniem rodziny (na przykład ślubem
syna) należą do najczęstszych przyczyn zmiany
wyjściowego modelu"
6

7

Aguns to część znajdująca się na prawo od
wejścia. Podłoga w tym pomieszczeniu leży
o pół metra wyżej n i ż podłoże w przylegającej
do niego stajni. W izbie znajduje się palenisko,
żarna, przedmioty wykonane za pomocą ognia
(na przykład zawieszona na ścianie strzelba),
warsztat tkacki ustawiony przy ścianie przeciw­
ległej do wejścia oraz dzbany służące do prze¬
chowywania suszonych produktów (takich jak
zboża i figi). Z perspektywy u ż y t k o w n i k ó w
można powiedzieć, że pomieszczenie to słu­
ży jednocześnie jako kuchnia, pokój dzienny,
jadalnia a także sypialnia Tednak dla analizy
symboliki domu naiwaznie sza rzecz stanowi
jego konstrukcja Otóż dach którym przykry
ty iest a^uns wznosi sie na systemie złożonym
z belki stropowej i centralnego filaru. Układ ten
wyznacza nunkt wokół którego dawniei kon
centrowało się
sie wiele
nraktyk miesz
cciiiiuwdiu
wicie irytualnych
yiudiiiycii pidKiyK.
iincsz.kańców domu
Adaynin położona jest obok aguns, czyli
na lewo od głównego wejścia. Ponieważ służy

6

M . Khellil, L'exile Kabyle: essai d'analyse du vécu des

migrant, L'Harmattan, Paryż 1979, s. 46.
7

P. Bourdieu, SzĄic z teorii praktyki poprzedzony trzema

studiami na temat etnologii Kabylów,

dum. W Kroker,

Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2007, s. 74-75.
8

M . Khellil, op. cit., s. 44.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

za stajnię, jej ściany nie są niczym dekorowane,
ani nawet bielone. W tej pogrążonej w ciem­
nościach części domu z n a j d u j ą się dzbany
z wodą i świeżymi warzywami oraz składowane
jest drewno przeznaczone na opał. Podobnie
ta\anna, trzecie i ostatnie pomieszczenie, należy
do mrocznej części. Poddasze jest umieszczone
powyżej adaynin i pełni głównie funkcję ma­
gazynu na narzędzia oraz paszę dla zwierząt.
Dodatkowo może ono służyć jako sypialnia.
Według Pierrea Bourdieu użytkowane jest naj­
częściej przez kobiety i dzieci, w szczególności
W okresie zimowym . Mohand Khellil dodaje
ze miejsce to przeznaczone jest dla dorosłych
dzieci oraz rozwódek i w d ó w " " którepowróciły
do rodzinnego domu Naiistotnieiszy iest fakt ze
poddasze nie należy do tei części domu która
byłaby przeznaczona dla mężczyzn Ciemność
tam nanuiaca wiązano symbolicznie z nłodno
ścia (łudź i nól) dlateaomieiscetonrzynorzad
kowano kobietom".
9

Analiza układu kabylskiego domu odkrywa
jego funkcję symboliczną oraz rolę, jaką nie­
gdyś odgrywał w rodzinie i szerszej społecz­
ności. Tym, do czego chciałabym się odwołać
jeszcze przed przypomnieniem badań Pierrea
Bourdieu, jest koncepcja sakralnej przestrzeni
sformułowana przez Eliadego. Sfera sacrum
wiąże się tu bardzo mocno ze światopoglądem
mitycznym, według którego uniwersum życia
ludzkiego składa się z Chaosu i Kosmosu . Ten
podział pozwala ustanowić w świecie pewne
stałe punkty, ponieważ poprzez waloryzowa­
nie danych przestrzeni jako świętych redukuje
bezmiar tego co chaotyczne. Dziek i istnieniu
kosmicznego porządku można znaleźć miejsca
12

9

P. Bourdieu, op. cit., s. 59.

10

M . Khellil, op. cit., s. 49.

11

P. Bourdieu, op. cit., s. 64.

12

M . Eliade, Sacrum a profanum. O istocie sfery religijnej,

dum. B. Baran, Aletheia, Warszawa 2008, s. 27-28.

�Anna Chruścińska

62

które są bliżej tego, co boskie, i które postrzega
się jako centrum (pępek świata lub mityczny
omfalos). Miejsca te wskazuje sama natura (pod
postacią góry, drzewa czy liany), ale mogą być
też stworzone przez człowieka (jak sanktuarium
czy kolumna) . Służąc jako axis mundi (miej­
sce, gdzie świat ludzki, boski i świat umarłych
komunikują się wzajemnie), stają się obiektami
znaczącymi, które odgrywają zasadniczą rolę
w życiu rytualnym danej społeczności .
13

14

W tradycyjnym domu kabylskim elementem,
który wyznacza świętą przestrzeń, jest najwięk­
szy fdar pomieszczenia aguns, podtrzymujący
cały szkielet domu. Wskazuje on kierunek ku
górze oraz świadczy o jego wyjątkowości, którą
dodatkowo podkreśla wzniesienie podłogi o pół
metra powyżej gruntu. Jak zanotował Bourdieu,
z uwagi na tę fundamentalną rolę, na przykład
u pewnych Berberów z gór Aures małżeństwo
zostawało skonsumowane na legowisku znajdu­
jącym się właśnie u stóp głównego filaru . Po­
nieważ konstruowanie nowego habitatu ozna¬
cza tyle, co tworzenie uniwersum w e w n ą t r z
uniwersum obecność porządku który zapewni
mieszkańcom szczęście iest zasadnicza sprawa
Z drumei strony wprowadza to tez newne zakazy
(przykładowo w czasie orać polowych zabrania
no wymiatania noniołu z domowe™ naleniska
by nrzez nrzvnadek nie nrzep-onić opiekuńczych
duchów które moo-ły sie z L m a d z i ć we wne
trzu domu dzięki mediacyjnym właściwościom
axis mundi)
15

16

W swoich studiach na temat etnologii
Kabylów Pierre Bourdieu określił tradycyjny
dom kabylski mianem „świata odwróconego" .
Na początku zaproponował taki podział prze­
strzeni domowej, który u m o ż l i w i a wypraco­
wanie systemu fundamentalnych opozycji. Za­
17

znaczył między innymi, że aguns przeciwstawia
się adaynin tak jak góra dołowi. Zgadza się to
w sensie dosłownym, ponieważ obie części domu
znajdują się na innej wysokości, ale dostrzegalna
jest też ich opozycja metaforyczna. Przestrzeń
mieszkalna, która służy do przechowywania pro­
duktów suchych i obiektów wykonanych przez
człowieka, reprezentuje zatem kulturę. Tym
samym cigutis należy do sfery szlachetniejszej
(wyższej), podczas gdy adaynin jest w porów­
naniu do niego tym, co ciemne i wilgotne. Jako
miejsce służące zwierzętom, stajnia należy więc
do porządku natury.
Kolejna para przeciwieństw m i ę d z y tymi
dwiema przestrzeniami wydobywa aspekty bar­
dziej egzystencjalne. Podczas gdy aguns to re­
zerwuar życia, pogrążona w ciemności stajnia
w i ą ż e się bardziej ze śmiercią. W rytuałach
pogrzebowych Kabylów to właśnie przy wejściu
do adaynin obmywany jest zmarły. Bourdieu do
zestawu cech charakteryzujących podział aguns
- adaynin dodał jeszcze następujące opozycje:
d z i e ń - n o c światło - ciemność c i e p ł e - z i m n e
o g i e ń - w o d a ż y c i e - ś m i e r ć wysokie - niskie
kultura - natura . Doprowadzają nas one dó
zasadniczych myśli Bourdieu powstałych na
p;runcie refleksu nad siedziba Kabylów które
poświęcił on opozycji męskie - ż e ń s k i e .
18

W tradycyjnych społecznościach kabylskich
podział pracy ze względu na płeć jest bardzo
czytelny i dotyczy podziału przestrzeni. To ko­
bieta zajmuje się wykonywaniem czynności,
które z w i ą z a n e są z pogrążoną w ciemności
partią domu (transport wody i drewna, wywóz
obornika). Inaczej mówiąc, „niska" część ka­
bylskich siedzib jest zarezerwowana wyłącznie
dla kobiet. Natomiast do obowiązków mężczy­
zny należy praca w polu lub zaangażowanie się

13

Ibid., s. 36.

16

M . Khellil, op. cit., s. 52.

14

Ibid., s. 47-48.

17

P. Bourdieu, op. cit., s. 59.

15

P. Bourdieu, op. cit., s. 66.

18

Ibid., s. 66.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

63

w życie publiczne, więc wychodzi on z domu
wcześnie rano, a wraca do niego na spoczynek.
Jeśli mężczyzna nie respektuje tego zwyczaju
i spędza przy rodzinie zbyt wiele czasu, naraża
się tym samym na śmieszność .
Mimo to przestrzeń męska i żeńska nie dają
się tak jednoznacznie rozgraniczyć. Kobieta
rezyduje w domu, bo wedle powiedzenia, dla
kobiety istnieją tylko dwa miejsca pobytu: dom
i grób. Jej egzystencja jest silnie związana ze sfe­
rą „niższej" partii domu, przez co staje się
przyporządkowana tej jego części i charaktery­
zującym ją cechom. Współgra to z koncepcją
kobiety, zgodnie z którą żeńska natura kryje
rozliczne tajemnice i przypomina mroki nocy.
Ale nawet jeśli wyłącznie kobiecie przypadają w
udziale obowiązki związane z adaynin i takanna,
to jednocześnie przynależy ona do tej wyższej"
części domu Krosno (jeden z nai ważniej szych
obiektów służących do rytuałów przejścia w ży­
ciu kobiety) znaiduie sie w części amns tuz
obok strzelby n a l e ż ą c a do mężczyzny który
identyfikuie sie raczę, ze światem zewnętrznym
Tb właśnie w obrębie tej przestrzeni dowodzi
19

swoiei męskości choć iednocześnie nozostaie
orzeciez iednym z mieszkańców domu Wewne
trzn mie z k a L m krzyznia sie wiec ohie sfery
męska i żeńska nrzez co 1 L ! siedziba n a h i L

podwójnego sensu, tfourdieu zilustrował to
za pomocą rozszerzonej opozycji męskie żeń­
skie, dodając do tego ostatniego członu kolejne
podziały, żeńskie żeńskie oraz żeńskie m ę ­
skie. W ten sposób stera domu utożsamiana z ko­
bietą jest podzielona na częsc wyłącznie zenską
oraz na przestrzeń wspólną dla obu płci.
Te dwa elementy, męski i kobiecy, jednoczą
się w sposób bardziej ewidentny, kiedy przyjrzy­
my się połączeniu filaru i głównej belki stropu.
U Bourdieu (tak jak u Eliadego) jest to miejsce
szczególne, choć pierwszy z badaczy skupił się

19

Ibid., s. 74.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

na nieco innym znaczeniu. Według niego belka
główna reprezentuje mężczyznę, podczas gdy
kobieta utożsamiana jest z filarem. W języku
Kabylów, odwrotnie niż ma to miejsce w języku
polskim, rodzaje gramatyczne tych terminów
dobrze korespondują ze znaczeniami, które one
niosą (belka główna - asalas al-immas - rodzaj
męski; filar centralny - sigidżdis - rodzaj żeń­
ski) . W ten sposób belka (symbolizująca męż­
czyznę) oznacza niebo i to, co wysokie, wiąże się
również ze sprawowaniem przez męża opieki
nad całym domem. Kobieta natomiast to filar,
który pełni role łącznika miedzy niebem a zie¬
mia przodków Tworzy ona dla mężczyzny solid­
ny fundament i jest jego podpora Oba elementy
zjednoczone razem stanowią manaz nieba i zie¬
mi oznaczai acv płodność i mai acv znaleźć wvraz
w licznym potomstwie.
20

To dobry moment, by powrócić do kwestii
tradycyjnego domu kabylskiego jako do uniwersum o odwróconym porządku. Jest to związane
z czterema stronami świata. Fasada wejściowa
domostwa jest zazwyczaj skierowana na wschód,
a zatem jej mury znajdują się w znacznym na­
słonecznieniu. Ta sama ściana, ale od wnętrza
domu, jest za to jego zacienioną częścią. Wpa­
dające do środka promienie słońca, oświetlają
ścianę zachodnią, która na zewnątrz domu jest
z kolei pogrążona w cieniu. Inaczej mówiąc
zewnętrzne fasady domu korespondują z ich
wewnętrznymi odpowiednikami i w tym sen­
sie są odwrócone/Ściana zachodnia w środku
domostwa jest dobrze oświetlona i przekształ­
ca sie w ścianę wschodnia Przy niei znaiduie
sie krosno gdzie gospodyni oracuie w świetle
słońca Zostaie wiec naświetlona przez iasność
dnia i nromienie nochodzace z zewnątrz czyli
z przestrzeni w którei oracie iei maz Ta' sym
bobka światła oznacza ze kobieta stale znaiduie
się pod wpływem m ę ż c z y z n y Cała konstrukcja

Ibid., s. 65.

BARBARZYŃCA

�Anna Chruścińska

64

budynku dowodzi, że jest to męska przestrzeń,
definiowana „z punktu widzenia m ę ż c z y z n ,
(...) przez mężczyzn dla mężczyzn" . Kobieta
jest jedynie refleksem męskiego świata, zawsze
jemu podległym. Laura Mouzaia opisuje tę
relację, posługując się metaforą ścian domu:
,W części przeznaczonej dla mieszkańców ścia­
ny zewnętrzne są otynkowane za pomocą kielni
przez mężczyzn, a ściany wewnętrzne są ręcznie
dekorowane przez kobiety" , ale przecież wciąż
jest to ten sam dom. Bourdieu zilustrował to
inaczej. W tym celu posłużył się kabylskim przy¬
słowiem: Mężczyzna iest lampa na zewnątrz
kobieta j e i lampą wewnątrz".

małżonków wraz z ich dziećmi, którzy razem
tworzą wspólnotę mieszkańców. Ale biorąc pod
uwagę to, że u Kabylów kontakty między m ę ­
żem a jego rodziną zawsze pozostają bliskie (to
kobieta przechodzi z jednej rodziny do drugiej),
w grę wchodzą jeszcze jego bracia i niezamężne
lub owdowiałe siostry. W końcu, wraz z zasadą
gradacji, dom jako taxerrubt może oznaczać
wielką rodzinę obejmującą kuzynów aż do trze­
ciego stopnia.

Studia Bourdieu sprzed połowy wieku usta­
nowiły kanon badań nad siedzibami Kabylów
i zawsze traktowane są jako baza dla kolejnych
analiz i refleksji. Inni badacze odwołują się do
Bourdieu, rozwijając jego koncepcję zwłaszcza
w kontekście symbolicznych funkcji pełnionych
przez dom. Mouzaia przywiązuje szczególną
wagę do znaczeń centralnego filaru i głównej
belki. Dom (w znaczeniu budynku) staje się dla
niej miejscem połączenia sił mężczyzny i kobie­
ty, które ustanawiają potomstwo, a zatem czyni
ona z niego symbol rodziny . Z kolei Mohand
Khellil odkrywa wiele znaczeń słowa dom, któ­
re analizuie z punktu widzenia systemu pokre­
wieństwa Po pierwsze utożsamia domostwo
z osoba kobietv czv raczei małżonki ponieważ
iest ona silnie związana z iep"o wnętrzem Pozo
staie w p-ranicach domu tam nracuie i wvkonuie
wszelkie obowiązki skoi'arzone z życiem rodzin
nvm a tym samym staie sie osoba odnowiedzial
na za atmosferę tam nanniara Khelld rzvni krok
d l i bv stwierdzić ze termm ten odnoli sie do

Rzeczywistość, w której znajdują się imigran­
ci jest, delikatnie rzecz ujmując, kompletnie od­
mienna. Oddaleni od swej pierwotnej ojczyzny
zaczynają oni przynależeć do innego środowi­
ska, w którym ich status radykalnie się zmienia.
Znajdują się w nowej dla siebie sytuacji, wyma­
gającej postawienia pytań, dotyczących kwestii
tożsamości, wyznawanych wartości i praktyko­
wanych zachowań, również tych wyuczonych
w nowym otoczeniu. Cała ich egzystencja musi
zostać zredefiniowana na podstawie zetknięcia
z odmienną kulturą, co oczywiście jest trudnym
procesem i nie przebiega bezboleśnie.

21

22

23

24

25

Adaptacja do w a r u n k ó w
mieszkaniowych we Francji

Jeśli chodzi o Kabylów przybyłych do Fran­
cji, to nowe warunki życia nie są dla nich aż
tak szokujące. Wynika to z długiej tradycji ich
emigracji do Republiki oraz bliskich kontaktów
międzykulturowych. Co za tym idzie, Kabylowie
opuszczający Algierię trafiają do świata o zwy­
czajach bardzo zbliżonych do ich ojczyźnianych,
jako że jest on j u ż zamieszkany przez wielu ich
rodaków przybyłych wcześniej (a często nawet
przez członków ich rodzin) . Nie zmienia to
faktu, że początki na nowym miejscu nigdy
26

roko P r z e d ^ w s z y X ^ s k ł a d a n e na nią para

21

Ibid., s. 78.

22

L . Mouzaïa, Le féminin

générations
23

pluriel dans l'intégration:

trois

de femmes kabyles, Karthala, Paryż 2006, s. 22.

Ibid., s. 23.

24

M . Khellil, op. cit., s. 54-55.

25

Taxerrubt - rodzina złożona z krewnych aż do

czwartego pokolenia.
26

M . Khellil, op. cit., s. 127.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

65

nie należą do łatwych, co wpływa zasadniczo niu do tradycyjnego domu), nie ma możliwości,
na sposób życia Kabylów osiadłych we Francji. aby przechowywano w niej znaczne ilości pro­
By start ten uczynić mniej dotkliwym, zazwy­ duktów żywnościowych. Sama praca kobiety też
czaj to mężczyzna emigruje jako pierwszy, a po uległa zmianie, wraz z przyjęciem standardów,
pewnym czasie dołącza do niego reszta rodziny . wedle których piekarnik czy lodówka są w kuchni
oczywistością . Wszystko to powoduje, że miesz­
Co istotne, podczas pierwszych lat egzystencji
„poza krajem", świeżo przybyli imigranci kon­ kanie imigrantów kabylskich wydaje się być bardzo
centrują się przede wszystkim na poprawie wła­ podobne do mieszkań ich europejskich sąsiadów,
snych warunków bytowych. Z tego powodu prawie i nie wynika to wyłącznie z faktu, że zajmowane
w ogóle nie wspomagają finansowo swojej rodziny, przez nich budynki wzniesiono „po europejsku".
Powtarzanie algierskiego modelu zamieszkiwania
która została w ojczyźnie .
wydaje
się imigrantom o tyle niewłaściwe, że utoż­
Bardzo charakterystyczną cechą Kabylów jest
samiają
świadectwami ubóstwa .
łatwość dostosowywania się do nowej sytuacji.
27

33

28

34

Znacznie szybciej przyjmują oni lokalne modele
życia, w przeciwieństwie na przykład do Maro­
kańczyków. W kwestii zamieszkania znaczy to,
że „wydają się adaptować formy zorganizowania
przestrzeni i jej użycia w sposób jak najbardziej
zgodny z przeznaczeniem konstrukcyjnym bu­
dynków, które są przez nich zajmowane" . Moż­
na powiedzieć, że we Francji Kabylowie żyją po
europejsku, choć wcale nie musi to oznaczać, że
żyje im się lepiej. Wchodząc do typowego domu
imigrantów (typu F3 lub F5 ) najpierw napoty¬
kamy korytarz czy rodzai hallu który doprowadza
nas do kolejnych pomieszczeń Przestrzeń prze
znaczona dla gość, składa się (niezależnie od jej
rozmiarów) z dwóch części" salonu oraz jadalń,.
W nierwszvm znaiduia sie kanana fotele lub nufv
niski stoliki szafka pod telewizor! Umeblowanie
j 9.dcilfli tworze, głównie duży stół (jeśli to możliwe)
z krzesłami Zdarza sie że stoi tam też harek
obecność w nim alkoholu muzułmame tłumaczą
29

30

-

31

posiadaniem europejsK.cn znajomycn . K u c n n a

rowmez jest wyposażona w sprzęty zachodnie,
z powodu zredukowanej przestrzeni (w porówna­

27

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, Familles

maghrébines

en France, l'épreuve

de la ville, Presses

Universitaires de France, Paryż 1999, s. 261.

Istnieją jednak pewne cechy, które różnicują
domy kabylskie od europejskich. Najbardziej wi­
doczna odnosi się do wyposażenia pokoi, gdzie
znajdują się wyłącznie łóżka i (ewentualnie)
fotele. Te części domu służą tylko jako sypial­
nie, chyba że z braku miejsca ulega to zmianie,
na przykład pralka musi zostać wstawiona do
jednego z pokoi . Podobna zasada dotyczy też
elementów wystroju, które znajdują się w części
przeznaczonej dla gości i odnoszą się do pocho­
dzenia mieszkańców. Zazwyczaj związane są one
z przynależnością religijną (obrazki z widokami
Mekki wersety koraniczne) albo odwołują sie do
kraiów Maghrebu Sa przywiezione bezpośrednio
z Algieru lub zakupione na francuskich targach
w stylu paryskiego Barbes Imigranci demon
struia swoia wieź z kraiem pochodzenia również
za Domoca t d i e ć oraz przedmiotów tradvcvine™
rękodzieła fn przykład terakotowych n a c z y ń
Wszystkie te elementy nniawiaia sieldnak w P O
mieszczemach dla gość, natomiast w pokojach
35

36

svnialnianvrh nie 7nairl7ipmv 7arlnvrh fotocrrafii

czy obrazów, jedynie gołe ściany.

31

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 262.

32

M . Khellil, op. cit., s. 134.

33

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 263.

28

M . Khellil, op. cit., s. 136.

34

Ibid., s. 261.

29

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 250.

35

Ibid., s. 264.

3 0

Cyfra oznacza liczbę pokoi.

36

Ibid., s. 265.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Anna Chruścińska

66

Jednocześnie uderzający jest fakt, że Kabylowie
traktują swoje francuskie mieszkania jedynie jako
miejsca czasowego pobytu. Przez to domy imigran­
tów sprawiają wrażenie, jakby nie były wykończo­
ne . Żyją oni z przeświadczeniem, że znajdują się
we Francji tylko po to, by zarobić pieniądze i pewne­
go dnia powrócić do oj czyzny, nawet jeśli i tak nigdy
do tego nie dojdzie.
37

Jak łatwo zauważyć, nowe mieszkania Kaby­
lów są dalekie od tego, co znamy z przytoczonego
wcześniej modelu domu tradycyjnego, w którym
dało się wyznaczyć wiele symbolicznych aspektów
jego istnienia. Przeprowadzka do miasta dopro­
wadziła do zaniku podziału na aguns i adaynin,
istnienia ściany krosien czy budownictwa frontem
w kierunku wschodnim. Nie sposób wyznaczyć też
axis mundi, co jest o tyle zgodne z sytuacją miesz­
kańców, że Francja nie stanowi dla nich centrum
ich świata, a jedynie „poczekalnię", więc nie jest „aż
tak istotna". Jeśli chodzi o Pierre'a Bourdieu i jego
koncepcie świata odwróconego która miałaby zostać
zastosowana do społeczność,'kabylsk,ch imigran­
tów badacze pozostała ostrozn, Właśnie dlatego
mu's,my sie zatrzymać na poziomie funkcii i ogra
niczeń materii ies'li chodzi o ooozycie homokJcz
ne ponieważ wszystkie one praktycznie zanikły
w koncenrii domu nowe.o tynu" * Khellil dorzuca
jeszcze że u imigrantów sfera zakazów i wszelkie­
3

go tahn zwiazanetro z nrzestrzenia ma tendenrie

dn zanikania 7mfeniaia sie i r h z l r z a i e i zano
™ ,
oni
, h l l n l
'
zyczają om miejscowe modele zachowań o czym
świadczy chociażby obecność w domu alkoholu .
badania przeprowadzone przez INadira rJoumazę
wprawdzie pokazały, ze istnieją pewne pozostało­
ść, po pierwotnych kategoriach przeciwieństw (jak
na przykład podział przestrzeń, pomiędzy płciami),
ale dotyczy to wyłączme pierwszej generacji ,migrantów™. Z drugiej strony, by posłużyć się termino­
7

r

logią Bourdieu, można odnieść wrażenie, że nowa
siedziba Kabylów jest naprawdę „odwrócona" i że,
w sensie porzucenia przez nich dawnych nawyków,
przynależy do świata „na opak".
Nie powinno się jednak pomijać faktu, że nie
wszystkie przejawy kultury Kabylów związane z do­
mem uległy zatarciu. Możemy zaobserwować specy­
ficzną ewolucję opozycji pomiędzy tym, co wewnątrz
a tym, co na zewnątrz, która teraz bardziej przypomi­
na podział na to, co prywatne a co publiczne. Zgodnie
z tym rozdzieleniem reprezentacyjna część domu,
która ma służyć przyjmowaniu gości, bywa przezna­
czona wyłącznie dla nich. W takim wypadku rodzi­
na utrzymuje te pomieszczenia w idealnej czystości
i porządku tak by pozostawały w nieustannej gotowości" , gdy tylko ktoś zadzwoni do drzwi. Do po­
zostałych mieisc o charakterze publicznym należą"
kuchnia sanitariaty balkony, korytarze podczas gdy
pok e powinny pozostawać w ukrycu ,'być chronio
ne p zed sooirzeniem obcych To co znaiduie sie
na zewnątrz tworzy kateine przestrzenna nowa
l aca Hub nie) na w l a d wto co kr e sie wewnątrz
Domostwo sta e sie cytadela t r a d y n i l d z l rozlywa
sie walka miedzy dwoma światami Dom t w o l y
renrodnkne ( l w ó r h nniwersów maahrehskie i
i lhndnlańl,dvrvmean iw . n ń w i L n
1
, zachodniego, tradycyjnego współczesnego,
stymuluje przepływ jednostek ludzkich proces
przekazywania przedmiotów, który dokonuje s,ę
w przestrzeń, pomiędzy-krajami oraz w czasie
pomiędzypokolemam, . We wnętrzu domu można
więc znaleźć przedmioty zdradzające przynależność
do porządku swiata Zachodu, a także do kraju pocho­
dzenia, które mieszczą s,ę właśnie w częsc, reprezen­
tacyjnej, by były zauważalne dla „tych spoza . Dom
wyraża w ten sposób.odwieczną opozycję my - oni,
w sensie kulturowych odrębność,, o jego przestrzeń,
„zawsze należy myslec wraz z uwzględnieniem tego,
co znajduje się na zewnątrz .
41

01

42

al

V1

a

37

Ibid., s. 263.

41

Ibid., s. 263.

38

M . Khellil, op. cit., s. 54.

42

Ibid., s. 264-265.

39

Ibid., s. 135.

43

Ibid., s. 283.

40

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 274.

44

Ibid., s. 275.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

67

Przeciwieństwo męskie - żeńskie jest trudniejsze
do odnalezienia, bo siedziba mieszkalna przestała być
kojarzona wyłącznie z bastionem kobiecości. Jednak
wraz z ciągłością istnienia obowiązków domowych,
a także z powodu tego, że żony imigrantów zazwy­
czaj nie pracują poza domem, kobieta pozostała
przywiązana do przestrzeni mieszkalnej bardziej niż
reszta rodziny. Szczególnie jadalnia traktowana jest
jako miejsce typowo kobiece, ponieważ mąż i dzie­
ci używają jej dopiero wieczorami, po powrocie do
domu .
45

Według Khellila najbardziej widoczną konse­
kwencją imigracji do Republiki Francuskiej i owych
zmian w strukturze mieszkań Kabylów, jest ostatecz­
ny rozpad ich tradycyjnego społeczeństwa . Dom
zaczął przypominać siedziby Europejczyków, jego
rozmiar się zwiększył, a przeznaczenie ograniczy­
ło się do służenia wyłącznie człowiekowi. Podział
na przestrzeń cienia i światła również zniknął, od
kiedy mury zostały podziurawione licznymi oknami
wychodzącymi na ulice. Bez podparcia w świecie
materialnym symbolika domu zaczęła coraz wyraź­
niej zanikać .
46

zostaje pozbawiony tradycyjnej kultury materialnej,
nie ma możliwości podtrzymywania istoty tożsamości
kulturowej. Jest to szczególnie widoczne w podziale
ról ze względu na płeć. Dzięki ewolucj i budownictwa
kobieta kabylska (w miastach Algierii lub we Francji)
znacznie bardziej niż kiedyś angażuje się w zajęcia
poza domem - może pracować i wykonywać takie
czynności, które do tej pory uznawano za typowo
męskie. U Naimy, Kabylki, która przybyła na studia
do Francji, trudno by było odnaleźć znamiona ko­
biety w Bourdieuowskim typie „lampy we wnętrzu".
W Paryżu zrzuciła ona z głowy chustę a zamiast tego
założyła minispódniczkę i nie wyobraża już sobie
powrotu do A l i n , lei plany na przyszłość zdradza
ia pewne przwmzanie do tradycyjnych kabvlsk,ch
wartość, ale stały sie znacznie bliższe oczekiwaniom
współczesnych Europejek.
48

Chcę skończyć tu studia i zostać profesorem
na uczelni. A potem założyć rodzinkę. Bardzo
lubię dzieci! Ale teraz muszę się skupić na mojej
edukacji.

47

Czasy się zmieniają a wraz z nimi modele życia.
Można powiedzieć, że system reprezentacji, który

Between Four Walls. Change of the Social Roles of Kabyle People Living in France on the Example of
the Evolution of Domestic Space
It is observed that the societies of Maghreb, although strongly related to tradition, are going through
permanent change. The issues concerning the compatibility between the material world and the
social structures are discussed through the analyses of Kabyle people by Pierre Bourdieu and other
researchers that followed this subject. Thus, the models of traditional abodes in Kabylie and current
ones within Kabyle diaspora in France are presented. The connection with the domain of social
roles and their evolution is highlighted, especially that of feminine lifestyle. A new structure of the
domicile space that is to be found in the situation of immigration influences and determines the
Kabyle system of values and aspirations. At the same time it also illustrates the willingness of Kabyle
people to change.

45

Ibid., s. 262.

47

Ibid., s. 175.

4 6

M . Khellil, op. cit., s. 174.

48

Ibid., s. 178.g

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6098" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6078">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5f0e9fbf0b8815439fe4d36be383d6c3.pdf</src>
        <authentication>7d9bd044f8f71d8e315ee9c040eacc9c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2412</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72763">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72764">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72765">
                <text>Widzieć, odczuwać, myśleć. Rozmowa z Jackiem Olędzkim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72766">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.215-218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72767">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72768">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72769">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72770">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72771">
                <text>Widzieć, odczuwać, myśleć
Rozmowa z Jackiem Olędzkim
Ryszard Ciarka

Tylko pozornie (albo nie zdaję sobie z tego sprawy) owa triada nawiązuje do
słynnego Heideggerowskiego Budować, mieszkać, myśleć; miałem natomiast z a ­
stanowić się nad tymi trzema kategoriami i był to jedyny warunek wstępny naszej
umówionej rozmowy na temat filmu.

�— Człowiek — powiada Jacek Olędzki, wędrując ze mną ulicą
Długą od Freta w kierunku Ogrodu Saskiego — posiada kończyny
i wykorzystuje narzędzia, które są ich przedłużeniem. Narzędziem
może być patyk albo kamień, albo coś bardziej wyrafinowanego, jak
np. siekiera. I myślę, że takim narzędziem pozwalającym widzieć
i odczuwać jest kamerafilmowalub aparat fotograficzny. Tak, widzieć
i odczuwać, ale nie myśleć. Nie wolno wtedy myśleć, bo nie będziesz
widzieć i odczuwać.
Opowiadał mi kiedyś jeden z mieszkańców Murzynowa jak zdawał
egzamin na „schlaubauera" (gwarowe określenie cieśli okrętowego).
Był to popis zręczności i obycia z siekierą, polegał on między innymi na
tym, że trzeba było ciąć równe kawałki deski. 1 ten człowiek powiedział
mi rzecz bardzo ciekawą, mianowicie to, że przy tej robocie nie wolno

216

myśleć, trzeba widzieć i czuć rytm uderzeń, nieomal wyobrażać go
sobie. „Myślisz — powiada on — i jesteś zgubiony." Pomyślałem
wtedy o swoichfilmach,przecież wiele z nich tak właśnie powstawało.
Wszystko prawie robiłem sam lub ktoś mi pomagał z oświetleniem;
byłem reżyserem, operatorem, scenarzystą w jednej osobie. I gdybym
wtedy zaczął myśleć, zastanawiać się, czy to ma sens...
— No tak — próbuję zadać jakieś podchwytliwe pytanie —
ale przecież ten właściwy film powstaje dopiero w chwili montażu, cięcia
taśmy, klejenia, nadawania mu logicznego, a więc rozumowego charak­
teru.
— Otóż — odpowiada po chwili Jacek Olędzki — oczywiście tak
jest, ale nie w filmie, który mnie interesował i który ja nazywam
„zapisem filmowym", żeby odciąć się od myślenia językiem par

�excellencefilmowym,gdzie jest fabuła, a wiec rodzaj teatru wyreżyse­ miejsce, w tym podglądaniu, bo ciągle mogą być inspiracją, ciągle są
rowanego świadomie z dramatem wewnętrznym. Natomiast badana jakimś „obiektywnym" zapisem.
— przeze mnie — rzeczywistość kulturowa ma swoją, zupełnie inną,
— Proszę pana, to nie jest zupełnie tak, bowiem jest na pewno ta
dramaturgię, oczywiście tylko pozornie uboższą. Ale musimy uświa­
warstwa złodziejska, naruszania czyjejś niezawisłości, wkraczania
domić sobie i taki fakt, że istnieją również dobre filmy z tego gatunku. w czyjeś życie bez zezwolenia. Ale jest też i inna strona tego działania.
Poetyka scen i zdarzeń ukazanych np. w filmie Olmiego Drzewo na Tak było w przypadku robionego przeze mnie w Mongolii filmu
saboty czyni z tej opowieści coś, co mieści się także w kategoriach 0 lamaiskim klasztorze Gandan, o powstawaniu tanki — rejestracja
„zapisu filmowego", bo tworzy emanacje głębsze, poważniejsze aniżeli
tego jak mnich maluje to wspaniałe, ważne w tej kulturze dziełko. Przez
wyrafinowana i wymyślona fabuła. Ale nie odczuwam potrzeby
pięć lat robiłem ten film, pięć lat potajemnej realizacji, przywożenia
doszukiwania się w filmach jakichś treści głębszych, po prostu je
1 wywożenia w ukryciu przed mongolskimi celnikami kamery i taśmy
oglądam.
filmowej. Bez zezwolenia, ponieważ chcąc nie chcąc włączyłem się
— Czy to by była właśnie cecha filmu etnograficznego, to opisywa­w dramat mnichów, którym groziła zagłada, likwidacja klasztoru.
Wiek ich był już tak podeszły, a z kolei władze nie pozwalały kształcić
nie...
adeptów. Mnich, jakby mało tego, u którego robiłem zapis o po­
— O to mi właśnie chodzi, właśnie opisywanie. Ponieważ opis jest
wstawaniu tanki, miał ucznia i ten uczeń go zabił. To morderstwo
zawsze jakimś zdarzeniem intelektualnie dyskusyjnym, by nie rzec
mogło się dokonać między innymi dlatego, że wokół całego klasztoru
podejrzanym, zatem tylko korzystając z kamery, z fotografii jesteś
i mnichów propaganda stworzyła wiadomo jaką opinię. I ostatecznie
jakby usprawiedliwiony, nie musisz się tłumaczyć z tego, co robisz.
ja robię tenfilmdzięki zezwoleniu samej głowy kościoła lamajsko-budZ kolei to inspiruje cię, właśnie, do myślenia już na piśmie, w innym
dyjskiego w Mongolii. I robię to w sytuacji, kiedy sekretarz komórki
rodzaju wypowiedzi.
partyjnej — też mnich — w klasztorze próbuje przeszkodzić mi
Wszystkie swoje zapisy filmowe czyniłem w kontekście realizowa­
w filmowaniu porannej modliwy, zasłania mi ręką obiektyw, a ja mu
nych prac tak zwanych naukowych. Ale nigdy, żaden z tych filmów,
rękę odrącam, i działam już wtedy prawie po gangstersku, nie licząc się
a jest ich tam ponad dwadzieścia, nie mówi o sprawach, do których ja
z nim, ku zrozumieniu mnichów nawołujących do modlitwy. Odbywa
prawie po maniacku wracałem na różne sposoby je interpretując.
się nabożeństwo, jestem wpuszczony do świątyni, i tu nie ma żadnej
Filmy afrykańskie, których jest sześć, mają kontekst około piętnastu
kradzieży, przeciwnie, jest ta zachęta, żebyś ty nas udokumentował.
tekstów publikowanych w różnych czasopismach m.in. w „[Polskiej]
Jestem oczywiście sam jeden, muszę uruchomić światło, robię foto­
Sztuce Ludowej'v ale przede wszystkim w „Africana Bulletin" i w
grafie i film. I co dalej się dzieje, jaka jest dalsza historia tego zapisu?
„Ethnologia Polognia".
Bo trzeba wiedzieć, że robiłem ten film także po kryjomu przed
— Czyli zapis filmowy lub fotografia to jakaś forma i sposób
profesorem Dynowskim, który był kierownikiem ekspedycji, i nie
obiektywizacji rzeczywistości, po którą to etnograf wyrusza w teren,mogłem ani jego, ani kolegów narażać na nieprzyjemności. No i kiedy
będąc jednak w istocie takim złodziejem rzeczywistości, opisuje ją
profesor Dynowski organizuje w Łańcucie konferencję poświęconą
i podgląda. Dla filmu więc i fotografii byłoby tutaj jakieś specjalne

217

�naszej wyprawie do Mongolii, zaprasza sekretarza ambasady Mon­
problemy, zdecydowałem się w końcu na taki śpiew, który był prawie
golii w Polsce i nie wie, że ja będę wyświetlał film o klasztorze. W ten
że identyczny z zawodzeniami Żyda, pasterza, i to znów dzieje się
sposób dociera do Mongolii informacja, że w Europie jest zapis
gdzieś na spacerach w rejonie byłego getta, kiedy zastanawiałem się jak
0 sytuacji klasztoru Gandan. Później dowiedziałem się — być może
zilustrować dźwiękowo tę scenę. Motywem zaś przewodnim całego
przyczynił się do tego mójfilm— o powstaniu w Mongolii pierwszego
filmu jest muzyka Monteverdiego i w nią są właśnie wmontowane te
seminarium dla mnichów i klasztor Gandan w ten sposób został
rzeczy. Inna sprawa, że tego połączenia dźwięku i obrazu, tego
uratowany. A więc rozumie pan, jakie mogą być także warstwy...
doświadczenia nie masz w tekście, nie masz w żadnej próbie książ­
— A czy jest jakaś specyfika, to, co możemy jeszcze wyróżnić dla kowego realizowania się, w pisaniu.
filmu etnograficznego oprócz tych emocji i obiektywizmu. Co jest — Tak to bardzo duża siła. (Bo cóż mam dodać. Przecież ilustracja
usprawiedliwieniem —pana zdaniem — dla czynności związanych z tymmuzyczna, dołączona do obrazu to np. jeden z kanonów filmów
sposobem zapisu ludzkich działań?
propagandowych i reklamowych.)
— Przede wszystkim jest to ochrona faktów przed ich zapom­
— No tak, ale tu chodzi o wywołanie również w sobie, badaczu,
nieniem. To, co robią w Muzeum Etnograficznym panowie Szacki
takiego stanu emocjonalnego, żeby nie wygasało w tobie i zaintere­
1 Chojnacki, jest działalnością wzruszającą. Opowiadał mi na przykład sowanie, i zaciekawienie światem, żeby istniała wrażliwość na bogact­
Krzysztof Chojnacki — i proszę to sobie wyobrazić —jak oni znaleźli
wo wciąż nierozpoznawalnych i niezrozumiałych faktów. I tu właśnie
gdzieś na Mazowszu ligawy wielkopostne — to trzeba się wczuć w tę
jest ta dodatkowa jeszcze rola filmu etnograficznego, robionego przy
sytuację — i oni teraz robią zapis włażenia na wielką topolę faceta
użyciu takich środków, takiego języka, w którym nie ma miejsca na
z taką trąbą, aby ogłosić Wielki Post. Ligawa jest zrobiona w bardzo
banalne rejestrowanie kamerą tzw. 100%, że to, co widzisz to i słyszysz,
prymitywny sposób, a dźwięk ma tak donośny — i taki obraz trafia do
nie, tu pojawia się jeszcze inna warstwa, którą wprowadzasz świado­
archiwum i trwa...
mie. Zarzucono mi oczywiście, że nie ma w moich filmach oryginalnej
— Czy zapis filmowy, film etnograficzny może stać się samoistnymmuzyki, odgłosów, takich samych dźwięków jak podczas zapisu.
faktem jako coś, co istnieje, jako wypowiedź, jako zamknięta forma?
— To jest chyba głównie sprawa sprzętu, no i kosztów, bo przecież
— Wydaje mi się, że może, oczywiście, natomiast ja zawsze taki filmy, które oglądamy są w większości udźwiękowione w studiach i wtedy
imitacja orygnialnych dźwięków staje się jeszcze bardziej sztuczna
zapis traktowałem jako gromadzenie wiadomości, rozumienie rzeczy­
i nienaturalna.
wistości i dopiero obok tego istniała równolegle — nazwijmy to
etnografia słowna, pisana. Ale wracałem też wielokrotnie do jakiegoś
— Wydaje mi się jednak, że to dokładanie dźwięku do obrazu,
zarejestrowanego kamerą faktu, np. do zapisu filmowego Agnus Dei, właśnie to!, jest jakimś sposobem, aby w tobie nie zamarło zaciekawie­
który jest w Muzeum Etnograficznym. Otóż chodzi o sposób zabijania
nie światem. Obecnie mogę powiedzieć, że zamarło ono u mnie
barana, jedyną istniejącą formę tak humanitarnego postępowania
z różnych powodów, między innymi z powodu rzeczywistości, jaka
wobec zwierząt. I jest to tam kluczową sceną, później szukanie
mnie otacza tutaj i jaką mi tworzy Murzynowo. Zdjęcie chłopca, które
u innych pasterzy podobnego zachowania, np. zbliżanie się zabijające­
opublikowałem w książce (Jacek Olędzki, Murzynowo znaki istnienia
go do swojej ofiary cieleśnie, a nie korzystając z narzędzi czy innego
i tożsamości kulturalnej mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII—XX
sposobu, ale właśnie korzystanie z dłoni i ust. W Algerii, przy ściąganiu
w. — dop. R.C.), kiedy puszcza on na wodę zrobione przez siebie
skóry z zabitych zwierząt, ustami wpuszcza się powietrze pod skórę,
stateczki, i jest sfotografowany pod światło, wpłynęło między innymi
żeby odeszła. W moim rozumieniu nie jest to tylko działanie utylitarne,
na odrazę całej jego rodziny wobec mnie, że ja go tak kompromituję,
ja w nim odkrywam coś więcej, właśnie to zbliżenie się do zwierzęcia,
bo przecież on jest tam chudy, a poza tym bawi się zabawkami nie
które jest karmicielem i podstawą bytu człowieka.
kupionymi, a więc ja celowo to zrobiłem no i tak dalej. Czego by się nie
— Czy zdarza się więc tak, że będąc w jakimś miejscu ogląda pan to tknąć, to się okazuje, że to co nam się podoba, to co jest wzruszające,
miejsce, rejestruje pan to miejsce na różne sposoby: we własnej pamięci,w takim środowisku, szczególnie polskim, bardzo snobistycznym,
próżnym, a nawet fałszywym wywołuje czasami reakcje zupełnie
w postaci zapisów w notatniku, w postaci zapisu filmowego i fotograficz­
nego i nagle okazuje się, że właśnie po przejrzeniu materiału filmowegonieoczekiwane i człowiek się zniechęca zupełnie. Ja przez dwa lata po
czy fotograficznego - bo o tym głównie rozmawiamy - odkrywa pantym fakcie nie robiłem żadnych zdjęć i w tym roku wróciłem do tego,
jakby coś więcej, jakąś istotę wcześniej oglądanego zjawiska, nawet po ale tak niechętnie, z taką bojaźnią i pustką...
latach, dopiero wtedy po fakcie wywołania filmu, zrobienia odbitek, Starałem się zresztą zawsze eliminować ze swego warsztatu to, co
obejrzenia taśmy filmowej...
nazywamy zdjęciem, a więc taki szum informacyjny, chłam. Ja
korzystałem z tego luksusu i nie musiałem tego nigdy robić, a robiłem
— Niestety nie. Wstyd się przyznać, ale jest to sztuka - zresztą jak
co mogłem, żeby tak patrzeć na to, co mnie otacza, aby wychodziła
pan na początku mówił - tworzenia pewnej wypowiedzi nie na stole
z tego fotografia, a więc rodzaj obrazu podporządkowany tym
montażowym, bo nigdy go nie miałem, ale w oglądzie taśmy, w jej
wszystkim kwestiom, które łączą się z obrazem, z obrazem malarskim,
łączeniu. Zresztą podobnie jak się robi makietę książki. Jest to po
żeby wydobyć nastrój, a przede wszystkim formę. I wielokrotnie na ten
prostu cholernie ciężka robota, ponieważ zacząłem palić papierosy
temat rozmawiałem prowadząc zajęcia dawniej z etnografami, a teraz
mając ponad dwadzieścia parę lat, tylko czekając na sklejenie się
z geografami. Starałem się zawsze uczyć ich patrzeć, jak patrzeć, co
taśmy: dwie minuty — trzy minuty, można oszaleć.
z tej rzeczywistości, z tego nadmiaru wybierać. Wydaje mi się, że
— Skoro już jesteśmy przy klejeniu taśmy, to chciałbym zadać
kluczem do zrozumienia zasady, która powinna w takim wyborze
pytanie o język filmowy, o nadawanie dodatkowego sensu, dodatkowego
wyrazu i ekspresji właśnie dzięki zabiegom z taśmą filmową, to co dajeobowiązywać jest wschodnia reguła „umiar w nadmiarze".
montaż, a więc świadome zaburzenie jedności miejsca i czasu.
Ogromnie się ucieszyłem, że Jackowski znalazł gdzieś moje zdjęcie
— Tak, oczywiście, traktuję to jako wytarte chwyty, jak np. w filmie Chrystusa Frasobliwego. On jest tam wyjęty z kapliczki i postawiony
na słupku ogrodzenia, a w tle, tak w drugim planie, sosny i chłop
Atani, który ukazuje Jesus Christ Apostolic Church, aż kilkakrotnie
pędzący krowy czy krowę [„Polska Sztuka Ludowa" 1989 nr 4 - przyp.
wprowadzam w narrację tablicę z nazwą tego kościoła, to długie ujęcie
red.]. I jest tam nastrój, ale pamiętam też ile ja się musiałem namęczyć,
podzieliłem na części, które stanowią jakby antrakty w całym filmie.
nachodzić, napatrzeć, aby wykonać tę fotografię.
Takich zabiegów czysto technicznych unikam jednak, starając się, aby
najważniejszą rolę spełniał obraz.
No więc tak, zdjęcie to nie fotografia, fotografia to nie obraz
malarski, ale mający — jeśli się myśli patrząc — cechy obrazu.
— Ale przecież te pana filmy: Agnus Dei, Czekam na Twe
zmiłowanie, albo te „afrykańskie", które ostatnio oglądałem, one
właśnie swój wyraz, swój ostatni szlif otrzymują jednak na czymś, co
Wybrana fllmografla Jacka Olędzkiego
nazwiemy chyba stołem montażowym?
Koiy, 1959, 8', 16 mm, cz-b [wraz z Haliną Olędzką]; Odświętneprowincjonatizmy, 1959,16
— Ostatni szlif proszę pana, te wszystkie moje filmy otrzymują
mm, cz-b [wraz z H . Olędzką, Janem Stęszewskim i Piotrem Szackim]; Czekam na Twe
w czasie spacerów w parku i chodzenia onegdaj do kościoła tu obok. zmiłowanie, 1959,8', 16 mm, cz-b [wraz z J. Stęszewskim]; Ofiara, 1960, 5'30'\ 16 mm, cz-b;
Kadzidło, 1961, 7', 16 mm, cz-b; Rzeźba Chrystusa Frasobliwego, 1960, 7'20", 16 mm, cz-b;
W kościele Garnizonowym na Długiej jest przepiękna płaskorzeźba
Sęk z Płoszyć, 1962,15', 16mm, cz-b [wrazzJ. Stęszewskim]; Uprasza się o nie dotykanie
złożenia Chrystusa do grobu, gotycka, pozioma. Do dzisiaj mam przed Jan
eksponatów, 1962-3,16 mm, cz-b [wraz z J. Stęszewskim i Zygmuntem Krzakiem]; Bobolino
oczyma moje chodzenie w północnych rejonach parku i kombinowa­ - sto lat młodej parze, 1964, 16 mm, cz-b; Agnus Dei [Mongolia], 1984, 24', 16 mm, cz-b;
nie, jak pokazać, jak wmontować w materiał azjatycki kwestię
Sacrum-Profanum [Mongolia], 1984, 24', 16 mm, cz-b; [Materiały do filmów z Mongolii
zbierane w latach 1963-76]; Sahara [Afryka], 1989, 15', 16 mm, kolor; Baleng [Kamerun],
dotyczącą symbolu, jakim jest Baranek Boży. I jakie szczęście się
1989,13', 16rrrni,k.;/4imiTNigeria], 1989,12', 16mm,k.;Z)er-Z)a*:or[Afryka], 1989,15', 16
zdarzyło; otóż pewnego dnia w parku na spotkanie wyszedł mi
mm, к.; Kano [Afryka], 1989, 11', 16 mm, k.; Yaunde [Kamerun], 1989, 6', 16 mm, k.;
w sutannie kościelny zakonnik właśnie z tego kościoła, rozmawialiśmy
Czyściec [Etiopia], 1989, 15', 16 mm, k.; Homo habilis [Kenia], 1989, 20', 16 mm, k.; Liść
i na drugi, trzeci dzień przyszedłem do kościoła z kamerą i sfilmowałem
[Pigmeje Bambuti], 1989, 5', 16 mm, k.; Benin [Nok, Ife, Benin], 1989, 15', 16 mm, k.;
go jak czyni gest mea culpa bijąc się w piersi.
[Materiały do filmów afrykańskich zbierane w latacb 1972-3 i 1976-7]
Fot. Jacek Olędzki
Z kolei przesłuchując nagrania do tego filmu miałem podobne

218

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6270" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6250">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/201a52a071b9e3656b3594417375c782.pdf</src>
        <authentication>deb73264fdb16400a5bef6e5dc2ceee5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74670">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2529</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74671">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74672">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2349</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74673">
                <text>Z głową w nogach czyli Propedeutyka Etnografii Zasypiania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74674">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.164-165</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74675">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74676">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74677">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74678">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74679">
                <text>Z głową w nogach
czyli Propedeutyka Etnografii Zasypiania
Ryszard Ciarka
Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem
świecę, oczy zamykały mi się tak prędko, że nie zdążyłem
powiedzieć sobie: „zasypiam". I w pół godziny potem myśl, że czas
byłby zasnąć, budziła mnie: chciałem odłożyć książkę,
którą
zdawało mi się, że trzymam jeszcze w ręce, i zgasić światło; nie
przestawałem, śpiąc, zastanawiać się nad tym, сот przeczytał; ale
te refleksje przybierały charakter nieco szczególny; zdawało mi się,
że to ja sam byłem tym, o czym mówiła książka:
kościołem,
kwartetem, rywalizacją Franciszka I z Karolem V. Przeświadczenie
to trwało jeszcze kilka sekund po przebudzeniu; nie raziło mego
rozumu, ale ciążyło mi jak łuski na oczach i nie pozwalało mi
uświadomić sobie, że świeca już. się nie pali. Następnie świadomość
ta zaczynała mi być niezrozumiała, niby po metempsychozie myśl
Z poprzedniego istnienia; treść ksiciżki odrywała się ode mnie.
mogłem wrócić do niej albo nie; natomiast odzyskiwałem wzrok
i czułem się bardzo zdziwiony, ze widzę dokoła siebie ciemność,
słodką i kojącą dla oczu. ale hardziej jeszcze dla ducha, któremu
wydawała się rzeczą bez przyczyny, niezrozumiałą, rzeczą napraw­
dę ciemną.
Zgasił

(Marcel Proust)
Ileż to niesamowitych rzeczy przytrafić się może podczas
zasypiania; kiedy umysł zmęczony codzienną krzątaniną, nie­
przerwanym, ujętym w rygory logiki biegiem myśli, może
nareszcie odpocząć. Ileż to razy stan takiej pozalogicznej
bezmyślności daje nam, aż nadto wyraźnie, dowód istnienia
naszej świadomości, naszego ducha, naszej natury.
Oto leżąc, możemy j u ż nie myśleć, i czuć jednocześnie, że
samo się w nas myśli. Wsłuchując się w ten wewnętrzny proces,
pomruk bardziej niźli monolog, intelektualnego rozluźnienia
i beztroskiej pogoni strzępów myśli, moglibyśmy, gdyby nie
fakt zasypiania, zastanowić się głębiej nad kartezjańskim
credo... to myśli, więc jeszcze jest, ale czy znaczy to, że ja
jeszcze jestem?
Otóż zdarzyło się. że zasypiając nie myślałem, lub konkret­
niej, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że myślę. Żona z uwagi
zapewne na to, iż zwykle owo nie myślenie powoduje u mnie
niezbyt miłe dla oka zmiany w fizjonomii twarzy, odezwała się
zaniepokojona, by wyrwać mnie z otępienia i gnuśnej bezmyśl­
ności.
- Masz odwrotnie położoną kołdrę, guziki będą ci przesz­
kadzały.
- Prędzej zasnę - odparłem jeszcze bezmyślnie, a właściwie
to, to „ c o ś " we mnie odparło, czyli to, co jeszcze nie wiedząc, że
myśli myślało. I to jak myślało!
W tym bowiem momencie zaczęło po mojej głowie, w moich
myślach, coś dudnić, zgrzytać, szeleścić, kołatać i napierać.
Widać uwaga żony była celna, bo więcej się nie odezwała, zaś
ja, chcąc nie chcąc musiałem się j u ż zastanowić dlaczego tak
powiedziałem.

164

- Prędzej zasnę.
Podejmując analizę takiego stwierdzenia musiałem niestety
zasypiając myśleć. Biorąc na siebie teraz ten trud, zapewne
ukontentowałem zaniepokojoną żonę, musiałem zagłębić się
w wir rozważań na temat istoty tego, w istocie nieświadomie,
wypowiedzianego zdania. Czułem się osaczony, jakby nagle,
z głębi bezmyślności, wyrwany do odpowiedzi.
Czyż odpowiadając nie byłem w rzeczy samej jednym
z owych nieszczęsnych respondentów, których tak bezlitośnie
morduje etnograf, wybierający w terenie swoją ofiarę by
zasypać ją setkami pytań. Żabinka, Brody. Mikołajów, Różki
- No, babciu, a jak to było z odmieńcem...
Ale nadejść miało jeszcze gorsze piekło, bo oto musiałem
teraz, jako niezmordowany badacz spróbować wyjaśnić uzyska­
ną przed chwilą informację.
Sumując doświadczenie i wytężając wcale nie giętki jeszcze
umysł ustalić mogłem, iż cały problem leży w kołdrze, ściślej
zaś w jej dwóch przeciwnych końcach, które z jednej strony
oferują przymilną nawet miękkość, z drugiej natomiast guzowa­
tość zapięcia. Wyznacza to pewien ustalony rygor słania całego
łóżka; wiadomo - guziki w nogi a miękkość pod brodę.
Pozostaje jednak dalej problem, który chcę rozstrzygnąć:
dlaczego zasłanie odwrotne, z natury mniej wygodne, spowodo­
wać ma szybsze zaśnięcie? Czyli, nie wiedziałem tego jeszcze,
jak nadać sens, głębsze uzasadnienie, bezmyślnej wszak od­
powiedzi.
Najbardziej typowe formy poszewek na k o ł d r y
Na nic w takim przypadku rutynowo nawet pomyślana
redukcja by pokusić się o model, uogólnienie. Nie wszystkie
przecież, kołdry mają guziki, ba, nie wszyscy nawet pod takimi
kołdrami zapadają co wieczór w stan powszechnej jednak
bezmyślności.
Aborygen w chłodną noc może zakopać się w piasku,
Buszmeni przykrywają się matami z trawy. Rygor głowa-nogi
obowiązuje zwykle tam, gdzie ów gnuśny stan tuż przed
zaśnięciem organizowany jest przy dogasającym właśnie ognis­
ku. Ludzie ułożeni promieniście wokół ognia nogi mają
skierowane w stronę żaru aby tym sposobem zapewnić sobie
właściwą temperaturę i miłą atmosferę spoczynku. Pozycja
odwrotna natomiast zalecana jest jako przykładna kara, bądź
jako jedna z mniej wyrafinowanych prób inicjacyjnych.
Czyżby więc moje szybsze zaśnięcie miało być sprawiedliwa
karą, a może i poważną próbą przekroczenia progu jakiegoś
wtajemniczenia?
Dlaczego w takim razie związane to musi być z możliwością
szybszego zaśnięcia?
O ile jednak problem, który próbuję tu rozwikłać nie dotyczy

�kołdry, to zawarty być musi w istocie samego podziału, na dwie
w końcu przeciwstawne strony: z guzikami i bez. czyli głowa-nogi, czyli góra-dół. Tak więc, aby zrozumieć działanie tej
dychotomii, aby dotrzeć do sedna sprawy należy pozbyć się tej
kołdry jako takiej, wziąć j ą w nawias i przyjrzeć się kategorii,
która dzieli wszystko na to i tamto, na tu i tam.
Opozycje przestrzenne wyraźnie odróżniają już dzieci dwu.
dwu i półroczne (jeśli wierzyć psychologom) bez. większych
problemów (i jeśli wierzyć temu, co pisze Yi-Fu Tuan w książce
Przestrzeń i miejsce) odnajdując się w podziale świata na „górę
i d ó ł " , „tu i t a m " , „daleko i blisko", „na i p o d " , „wierzch
i s p ó d " , , , g ł o w a i o g o n " , , , p r z ó d i tył",,,drzwi frontowe i drzwi
od t y ł u " , „guziki z przodu i guziki z t y ł u " , „w domu i na
zewnątrz".
W przypadku kołdry, odnalezionym bez trudu podziałem jest
zamkniętość faktyczna jednej strony i otwartość domniemana,
bo zapięta na guziki, drugiej; i dalej idąc tym tropem, na
stabilność jednej strony i aktywność drugiej, tej zamkniętej ale
tylko dlatego, że jest w istocie otwarta, czyli w jakiś sposób
i przed czymś zabezpieczona.
Faktem jest, że owa, wydawałoby się pozorna, zamkniętość
jednej strony może być słusznie utożsamiana z pojętą tu szeroko
ideą bezpieczeństwa. Wszak powiada się, iżjeśli coś zapięte jest
na ostatni guzik, to znaczy, że jest dobrze przygotowane,
gwarantujące pewność i bezpieczeństwo.
Ale czy równocześnie gwarantować może szybsze zaśnięcie?
Czynności zapinania, zamykania, zawiązywania i opozycyj­
ne do nich rozpinanie, otwieranie czy rozwiązywanie należą do
tej kategorii działań, które niewątpliwie zaliczyć można (jak
pisał kiedyś Ludwik Stomma) do najpowszechniejszych, naj­
bardziej uniwersalnych czynności magicznych wykorzystywa­
nych szczególnie tam. gdzie problem dotyczy czasu i prze­
strzeni. Mają bowiem te działania właściwości tak skracania
czasu oczekiwania lub jego wydłużania, skracania drogi do celu
jak i jej umiejętnego gubienia. Sen zaś z natury swej problemu
tego dotyka w obu przypadkach i jako magiczna odmiana czasu
i jako magiczna odmiana drogi.
Nie trudno jednak zauważyć, że opozycja, która jeszcze
przed chwilą dotyczyła dwóch przeciwstawnych końców kołdry
(a ściślej jej poszewki) zmienia się w opozycję wynikającą
z potencjalnej wartości jaką przypiszemy tylko części zapiętej
(lub nie), tej, powodującej ponoć szybsze zaśnięcie. Tylko więc
z tej jednej strony możemy oddziaływać na otoczenie, zaburzać
równowagę i dokonywać sennych, czasowych i przestrzennych,
manipulacji.

magicznych zdolności a więc i pewnej dozy świadomości
w działaniu a nie bezmyślności.
Jeśli nie możemy przypisać sobie żadnej, świadomej, magicz­
nej manipulacji to wypada poszukać satysfakcjonującej od­
powiedzi nie tylko w kołdrze, ale także w otaczającej nas
rzeczywistości. Nie w przeciwstawnych końcach poszewki i nie
w potencjale magicznym nagromadzonym w miejscu zapięcia.
Już przecież sam fakt odwrócenia, zaburzenia ustalonego
porządku, jest w istocie czynnością magicznie nieobojętną;
symbolicznym gestem sprzeciwu, wynikającym z chęci zamia­
ny otaczającej nas rzeczywistości. Aby bezsenność zmienić
w senność? Tak. Ale jakże często, aby myśl przemienić
w bezmyślność, w chłodną, na pozór logiczną manipulację,
podczas gdy wystarczy odrobina ciepła, nawet odwrotnie
położonej kołdry, aby przekonać się, że pewność naszych sądów
0 otaczającej nas rzeczywistości nie da się zapiąć na ostatni
guzik.
Być może - jak pisze Marcel Proust mistrz zasypiania
1 bezsenności - iż nieruchomość rzeczy dokoła nas narzucona im
jest przez nasza pewność,
że to są te, a nie inne, przez
nieruchomość
naszej myśli w obliczu nich.
Zamiast przypisów
Tylko czasami, to co napisane zostało w przypływie emocji
i reakcji na zapomnianą j u ż atmosferę początku lat osiem­
dziesiątych daje się jeszcze odczytać, ba, nawet dopisać do tego
zakończenie.
Zachętą stał się publikowany obok tekst Adama MarsaJonesa Antropologia strukturalna, który zaproponowałem do
zamieszczenia w „ K o n t e k s t a c h " . P r z y p o m n i a ł y mi się dawne,
studenckie czasy, i wymyślane w kręgu moich znajomych
teksty, referowane ad hoc, często nigdy nie napisane „roz­
prawy", które powstawały w ramach, jak to określaliśmy
wtedy, „Etnografii a b s u r d u " . B y ł o tam, jak sobie przypominam
między innymi „ O symbolicznym i strukturalnym znaczeniu
wywieszenia na gmachu ówczesnego К С PZPR biało-czer­
wonej flagi, która jednoznacznie wskazywała na fakt. iż
użytkownicy tegoż do połowy poddają s i ę . " Jak również: ..O
opozycji i wyższości restauracji nad barami mlecznymi po
zamówieniu u niemiłej pani w kasie talerza plastykowych
literek z tablicy menu, jako jedynej tego dnia dostępnej
potrawy."

Fragment k s i ą ż k i M a r c e l a Prousta

W poszukiwaniu straconego czasu

cytuję według przekładu Tadeusza B o y a - Ż e l e ń s k i e g o , P I W , Warszawa
1974. W y d a n i e trzecie.

Możliwość manipulacji istnieje tylko po stronie zapięcia
Lektury

przywołane:

Z i - F u Tuan,

Powodzenie natomiast naszego zaśnięcia zależałoby w tym
przypadku od właściwej manipulacji zapiętą stroną, od naszych

Warszawa

Przestrzeń i miejsce,

przekład Agnieszka Morwińska. PIW,

1987

Ludwik Stomma,

Słońce rodzi sie 13 grudnia.

L S W . W a r s z a w a 1981

165

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7778" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7758">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8c04d6271344766fe9c33c12bfc8334b.pdf</src>
        <authentication>8ba45661f93eabec37bfade0778f008f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92896">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92899">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92902">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92905">
                <text>Napisy na murach i etnografia współczesnego miasta / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92908">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.33-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92911">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92914">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92917">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92920">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92925">
                <text>Ryszard Ciarka

NAPISY NA MURACH
I ETNOGRAFIA WSPÓŁCZESNEGO MIASTA

Na p e w n o bezpośrednią inspiracją d o napisania t e g o tekstu nie
b y ł y k o l o r o w e napisy na m u r a c h : „ P i e r w s z a K r a j o w a

Wojna

w y b r a n y c h p r z e j a w ó w a k t y w n o ś c i , jakiegoś w s p ó ł c z e s n e g o zja­
w i s k a , zaskakuje nas r ó ż n o r o d n o ś c i ą f o r m i treści, nie p o z w a l a

S p r a y o w a " , jak a n o n s o w a ł t o o d b i t y farbą szablon na murze

n a w e t na z d a w a ł o b y się prostą, klasyfikację - na m o ż l i w i e pełny

warszawskiej ulicy. Z w y k l e przecież t o , c o staje się natrętną

zbiór, Corpus

c o d z i e n n o ś c i ą l e d w i e zwraca na siebie u w a g ę , l e d w i e i n t r y g u j e
obecnością.

n y c h na m u r a c h , p o j a w i ą się r ó w n i e ż na czarnych p u n k o w y c h

D l a t e g o też p r a w d z i w ą i ś w i a d o m ą inspiracją był raczej tekst
J a n a S. Bystronia Napisy,
Stommy,

Tematy,

inscriptionum.

O t o n i e k t ó r e z t y c h b a r w n y c h z n a k ó w , s y m b o l i , haseł, m a l o w a ­

które

ten z książki p o d redakcją L u d w i k a

mi

odradzane?

i kostka

kamiennego

k u r t k a c h - m a l o w a n e , w postaci naszywek lub przyczepianych
metalowych

znaczków.

Podobne, w

treści

i formie,

napisy

o d n a j d z i e m y także - j a k o charakterystyczną szatę graficzną, styl

b r u k u , j e d n a z kilku tysięcy, k t ó r y m i w y b i t y jest Plac Z a m k o w y .

- w niskonakładowych, kserokopicznych pismach typu „ f a n z i n " .

Ta, z g ł ę b o k o w y r y t y m napisem, być może n a z w i s k i e m , „ R e d a n " .

Więcej n a w e t , napisy i znaki p o j a w i a j ą c e się na k u r t k a c h - nie

Napis, który t o g u b i ę , t o o d n a j d u j ę na r u c h l i w y m p l a c u , k a m i e ń ,

t y l k o t y c h „ k o n t e s t u j ą c y c h " - o d n a j d u j e m y także na k u p o w a n e j
w sklepach odzieży (dresy, bluzy, koszule, płaszcze, s w e t r y i t p . ) ;

k t ó r e g o zawsze p o d ś w i a d o m i e szukam.
Napisy na m u r a c h : hasła, inicjały, autografy, znaki, s y m b o l e ,

t o z pozoru t y l k o jakiś całkiem o d r ę b n y p r o b l e m .

malowideł,

Napisy, k t ó r y m i raczymy się sami, i te, które po sobie pozos­

W istocie

t a w i a m y : taka m o d a na znaki i s ł o w a . M o d a na m a n i f e s t o w a n i e

postrzegamy je wszędzie jako pospolicie o b e c n e - bo są. Te,

jakiejś przynależności, niekoniecznie p o l i t y c z n e j , m o d a na „ r e ­

obrazy. W s p ó ł c z e s n e

graffiti

2

- sztuka

ulicznych

w y k o n y w a n y c h najczęściej farbą w aerozolu (spray).

w y k o r z y s t u j ą c e p r z y g o t o w a n y uprzednio szablon, i te m a l o w a n e

k l a m ó w k i " , k t ó r y m i w rzeczywistości są z w y k ł e p l a s t i k o w e t o r b y

odręcznie, o z r ó ż n i c o w a n e j f o r m i e stylistycznej i treści.

już bez n a p i s ó w . M o d a na u n i f o r m y , f i r m o w e znaki i e w i d e n c y j n e

Przyciągają naszą u w a g ę s w ą b a r w n o ś c i ą , p o m y s ł e m f o r m a l ­

numery.
M o d a , sztuka, kontestacja. W s p ó ł c z e s n e m a l o w i d ł a uliczne,

n y m , niekiedy w y s z u k a n y m r o z w i ą z a n i e m estetycznym, czasem
oburzają, o b r a ź l i w ą treścią, obscenią rysunku lub p o

prostu

p o z o s t a w i o n e na m u r a c h znaki, autografy, hasła, rysunki, stają się

irytują, f a k t e m z w y k ł e g o niszczenia fasad b u d y n k ó w . Napisy na

nagle p r z e d m i o t e m specjalnie d o t e g o celu

m u r a c h i etnografia w s p ó ł c z e s n e g o miasta.

w y s t a w i kolekcji. Stają się t e m a t e m obszernych

Sex - Drugs and Rock'n'roll,

Jedzta

katalogów,

Punk

s p o r ó w o artystyczną w a r t o ś ć . Ta w s p ó ł c z e s n a m o d a na k o n t e s ­

Oi!..., znaki

tującą sztukę a w a n g a r d o w ą , utożsamianie niemal w s z y s t k i e g o ze

grzyby psylocypidy.

is not dead, Amor X, The Cure, Skin Out, Szanujglany,

organizowanych

sztuką, nie p o z w a l a już na proste oddzielenie g r u b ą linią, t e g o , c o

graficzne, rysunki.
A b y je n a p r a w d ę dostrzec najlepiej i n a j p e w n i e j zacząć o d

„ w y s o k i e " , o d t e g o , c o „ n i s k i e " , t e g o c o na ulicy, o d t e g o , c o

zbierania, g r o m a d z e n i a , p o t e m p r ó b y klasyfikacji - c h o ć b y takiej,

w

jak p r o p o n o w a n a przez Bystronia - „ w s w o i s t e Corpus

i oryginał, u d a w a n i e o d p r a w d y . Etnograf, badając tę post-

inscrip-

galerii.

Pomieszane

są źródła

i wtórne

inspiracje,

kopia

Pierwszy, etnograficzny, p e w n y krok w stronę w y ­

- i n d u s t r i a l n ą ulicę w s p ó ł c z e s n e g o miasta o p o s t - i n d u s t r i a l n y m

branego p r o b l e m u . Ale w o b e c t e g o p o j a w i ć się musi także i p r ó b a

artystycznym smaku wielkiej galerii, z a d a w a ć p o w i n i e n jednak

interpretacji, o p i s u , propozycja u o g ó l n i e n i a l u b , zawsze oceniana

dalej s w o j e proste pytania.

tionum".

2

nieufnie, próba p o r ó w n a n i a , wskazująca c h o ć b y

na

ludową

Czy można zaliczyć d o tej samej kategorii

( m o d a , sztuka,

tradycję, g ł ę b o k ą strukturę czy społeczną funkcję. Próba najbar­

kontestacja) także i te napisy na m u r a c h , które istnieją t a m

dziej t r u d n a , naznaczona zawsze p y t a n i e m o cel i sens p o d e j ­

zawsze? Napisy n i e u d o l n e i śmieszne, proste i g ł u p i e , dziecięce

m o w a n i a c z y n n o ś c i interpretacyjnych zjawisk życia c o d z i e n n e g o

rysunki, m a l o w a n e farbą, kredą, cegłą. A c h o ć b y hasła polityczne,

( t r a k t o w a n i a ich j a k o p r o b l e m ó w b a d a w c z y c h e t n o g r a f i i ) , p y t a ­

inicjały

niem o cel i sens f o r m u ł o w a n e j w ten s p o s ó b etnografii w s p ó ł ­

i emblematy klubów sportowych, rockowych zespołów.

czesnego miasta. Czy istnieje c h o ć b y m o ż l i w o ś ć , na przykład, nie

legalnych

i nielegalnych

partii

i organizacji,

nazwy

P.P.S., P.S.V., T.S.A., K.S.U., G.B.H., P.Z.P.R., Legia, Antrax,

t y l k o o d c z y t a n i a treści i sensu g r o m a d z o n y c h n a p i s ó w , ale i treści

AC/DS,

i sensu w s p ó ł c z e s n e j kultury?

zdania - d r a p y w a n e na m u r a c h , m a l o w a n e farbą olejną, farbą

Iron M a i d e n , Solidarność, W i d z e w . . . Znaki, wyrazy,

Znaki, s y m b o l e , zdarzenia w s p ó ł c z e s n e g o miasta - nad k t ó r y m i

w aerozolu, bezpośrednio lub za p o m o c ą s z a b l o n u . W y t w o r y

p r ó b u j e p o c h y l i ć się etnograf, by d o t k n ą ć w s z y s t k i e g o s w o i m

stale obecnej i n w e n c j i plastycznej, dostrzegane na m u r a c h ulic,

szkiełkiem i miarą jakiegoś o p t y m i z m u w zrozumienie - o c z y w i ś ­

niekoniecznie kojarzone j e d y n i e z artystycznie u z n a n y m graffiti.

cie n i e ł a t w o o d k r y w a j ą s w o j e głębsze znaczenie. Po prostu są,

Dlatego też m o ż l i w y będzie, o b o k opierającego się na w s p ó ł ­

z a t o p i o n e w s k o m p l i k o w a n e j c o d z i e n n o ś c i . Być może p o d e j ­

czesności, zupełnie inny s p o s ó b g r o m a d z e n i a materiału, inna

m o w a n i e t a k i c h p r ó b interpretacyjnych w o b e c zjawisk p o w s z e ­

klasyfikacja, a w i ę c i zupełnie o d m i e n n a próba

c h n i e z n a n y c h i d o s t r z e g a n y c h w kontekście etnografii, badanie

P o s z u k i w a n i e p o d o b n y c h zjawisk w przeszłości, p o s z u k i w a n i e

interpretacji.

i p o s z u k i w a n i e „ o b c y c h " w t y m ś w i e c i e w y d a w a ł o b y się najbar­

p o d o b n e j , t w ó r c z e j a k t y w n o ś c i . W y n i k a j ą c e z p e w n e j tradycji,

dziej „ o s w o j o n y m " , jest także jakimś znakiem

zawsze o b e c n e „ n a p i s y ż y w e - jak p o w i a d a Bystroń - pozostające

wymagającym

głębszego zrozumienia. Być może jest miarą jakiegoś w y o b ­

w bliskim z w i ą z k u z c z ł o w i e k i e m , kładzione przezeń w

c o w a n i a , znakiem k o n d y c j i w s p ó ł c z e s n e g o ś w i a t a . To w s z y s t k o ,

afektu, nastroju p o d n i o s ł y m , p o d o c h o c o n y m , n a m i ę t n y m , n a p i ­

chwili

co w y d a j e się inne: napisy na m u r a c h , zdarzenia uliczne, m o d a ,

sy, które są życzeniem, zaklęciem, pamiątką, żartem, agitacją,

sztuka, p o l i t y k a , o b e c n o ś ć znaku, s y m b o l u , sacrum i p r o f a n u m ,

p a s z k w i l e m . Im dalej się c o f a m y w przeszłość, t y m w i ę c e j takich

s w o j ą na c h w i l ę c h o ć b y dostrzeżoną „ o b c o ś ć " stale przecież

n a p i s ó w ; są o n e o d w i e c z n ą literaturą, t r a d y c y j n i e przekazywaną

d o p e ł n i a , nie dającą się uładzić ani j e d n o z n a c z n i e zinterpreto­

w pokolenia."

w a ć , dobrze znaną w s p ó ł c z e s n ą c o d z i e n n o ś c i ą .
Czasami przecież b y w a i tak, że już sam fakt gromadzenia jakichś

4

A napis, który ratuje życie - t u nie m u s i m y stale o d w o ł y w a ć się
d o przeszłości - napis zaznaczający czyjąś o b e c n o ś ć , j e d y n i e j a k o

33

�znak potwierdzenia? Znaki życia, na przykład te na ściętych

jak fluxus, uliczna akcja, rzeźba lub obraz, k t ó r y m może być t y l k o

w łagrze d r z e w a c h , z f i l m u Tengiza A b u ł a d z e

przez c h w i l ę z a a n e k t o w a n a przestrzeń lub rzecz.

„Trzeba

choć

chłopcom

dać

znać

Pokuta.

- wspomina

Władimir

9

Sztuka u l i c z n y c h m a l o w i d e ł , w t o p i o n a w c o d z i e n n o ś ć miasta

B u k o w s k i - ale jak? Przejściówka na s a m y m k o ń c u , nade m n ą nie

nawet

ma n i k o g o , klozetu nie ma, kubka nie m a m - d o d i a b ł a ! Napisałem

s k o m p l i k o w a n ą i nie zawsze dostrzeganą g m a t w a n i n ą oficjal­

nie

broni

swej

artystycznej

o d r ę b n o ś c i . Tożsama

ze

grafitem na murze, p o angielsku ' W y s ł a n y na etap w n i e z n a n y m

n y c h z n a k ó w i n f o r m a c y j n y c h i o s t r z e g a w c z y c h , nakazu i zakazu,

k i e r u n k u ' , n a z w i s k o i data. A l e t o za mało - kiedyż to zauważą.

p o l i t y c z n y c h haseł, p l a k a t ó w i reklam. W y w o d z ą c a się z t r a d y c y j ­

Trzeba jeszcze jakoś krzyknąć. M o ż e przed e t a p e m z a p r o w a d z ą

nej, a f e k t y w n e j i n w e n c j i plastycznej. T o także jakiś, w y k o n a n y

d o łaźni? A l e o t o już d r z w i się uchylają - jak prędko? (...) N o tak,

w p o ś p i e c h u , spis gigantycznej celi, gdzie znak życia, p o z o s ­

ostatnia okazja. Piętnasta cela jest akurat nade mną. Wrzasnąłem

t a w i o n y na ścianie, uaktualnia p o prostu stale czyjąś o b e c n o ś ć .

c o sił w p ł u c a c h . . "

It's Spraytime

5

, , l , w y d a w a ć by się m o g ł o - wyjaśnia dalej B u k o w s k i - s p o s ó b

Folks

- taki p o d t y t u ł zawiera książka niemiec­

kiego e t n o l o g a , Petera Kreuzera, Das Graffiti

- Lexikon' ,
10

która

najbardziej p r y m i t y w n y - z o s t a w i a n i e n a p i s ó w na m u r a c h . Ale

jest w y n i k i e m ż m u d n e j , d o k u m e n t a c y j n e j pracy w m o n a c h i j s k i m

i o n był w i e l c e e f e k t y w n y . Bardzo d r o b n y m p i s m e m , wszędzie

muzeum „Alltag

gdzie cię z a p r o w a d z ą : w łaźni, na spacerze, w celach e t a p o w y c h

i samo m u z e u m „ Ż y c i a c o d z i e n n e g o i kultury l u d o w e j " , które

- p o z o s t a w i a się autograf lub spis celi, albo wręcz krótki napis.

g r o m a d z i , rejestruje i zajmuje się d o k u m e n t a c j ą zjawisk z w i ą z a ­

Praktyka wykazała, że w przeciągu t y g o d n i a napisy te z p e w n o ś ­

n y c h ze w s p ó ł c z e s n ą , industrialną kulturą l u d o w ą .

cią w p a d n ą w o k o k o m u t r z e b a . "

und Volkskultur".

N i e z w y k ł a jest i książka,

Książka Kreuzera, o d A d o Z, o d z n a k u - s y m b o l u anarchii d o

6

Napis ryty w k a m i e n i u , w y c i n a n y na drzewie, pisany g r a f i t e m

znaku Zorro, o d m a l o w i d e ł w grocie Lascaux d o

sprayizmu

na ścianie, m a l o w a n y na murze... A może j e d n y m z cenniejszych

Rainera S u c h e g o , p r ó b u j e zakreślić m o ż l i w i e najszerszy krąg

s p o s o b ó w klasyfikacji n a g r o m a d z o n e g o materiału, n a p i s ó w , p o ­

p r a w d o p o d o b n y c h inspiracji i w s p ó l n y c h korzeni, r o z m a i t y c h

z w a l a j ą c y m na jeszcze inną p r ó b ę interpretacji, m o g ł a b y być ich

p r z e j a w ó w i a s p e k t ó w tej r ó ż n o r o d n i e m a n i f e s t o w a n e j a k t y w n o ­

trwałość? P o r ó w n a n a następnie z czasem p o t r z e b n y m na ich

ści t w ó r c z e j . I zestawienie takie jest m o ż l i w e , o ile z a c h o w u j e

wykonanie.

nadal f o r m ę Corpus Inscriptionum,

Rozmaity jest

przecież sens działania, intencja, w

z w y m i e n i o n y c h sytuacji, w k a ż d y m materiale, w

każdej

odmiennej

technice. Znak ryty w k a m i e n i u , przynajmniej w zamierzeniu,
p o w i n i e n być t r w a ł y i n i e z m i e n n y . W y c i n a n y w d r z e w i e „ r o ś n i e "
7

wraz z n i m , p o w i ę k s z a się, żyje.

rysowany

kultury, które mijamy w

p o ś p i e c h u życia, f a s c y n o w a n i

jego

nietrwałością i t r u d n o ś c i ą w z r o z u m i e n i u .
Jeżeli kultura w s p ó ł c z e s n a ma sens, t o musi istnieć m o ż l i w o ś ć

lub

o d c z y t y w a n i a t e g o sensu w specyficznej m o w i e p o j a w i a j ą c y c h

drapany na murze, w p o r ó w n a n i u d o p o z o s t a ł y c h , posiadając

się w jej obrębie z n a k ó w i s y m b o l i . W c o d z i e n n y c h zdarzeniach,

najmniejszą trwałość, ma jednak największe m o ż l i w o ś c i infor­

w p o t o c z n e j a k t y w n o ś c i . W interpretacji, jaką p r ó b u j e nadać

8

Malowany,

zbioru, na który - parafrazując

Bystronia - składają się d r o b n e szczątki przeszłej i w s p ó ł c z e s n e j

macyjne. Stał się też charakterystycznym przejawem w s p ó ł c z e s ­

kulturze współczesnej sztuka i działalność r u c h ó w

nej, miejskiej kultury m a s o w e j i współczesnej sztuki. Jest jak

turowych.

Etnografia, e t o l o g i a , a n t r o p o l o g i a

kontrkul-

współczesnego

w s z y s t k o t o , c o w kulturze m a s o w e j c h w i l o w e i nietrwałe, jak

miasta, t o także próba odczytania z tej ciągle tajemnej m o w y

charakterystyczna dla sztuki w s p ó ł c z e s n e j u l o t n o ś ć h a p p e n i n g u ,

c h o ć b y j e d n e g o zdania, kilku w y r a z ó w .

PRZYPISY

J a n S t a n i s ł a w Bystroń, Tematy, które mi odradzano.
Pisma
etnograficzne
rozproszone,
w y b r a ł i o p r a c o w a ł L. S t o m m a ,
Warszawa 1980.
Wyraz graffiti p o c h o d z i o d w ł o s k i e g o graffiare
i znaczy:
drapać, skrobać, ryć, żłobić..., p i e r w o t n i e o d n o s i ł się t y l k o d o
w y k o n y w a n y c h n a p i s ó w w tej technice, d l a t e g o s t o s o w a n i e
s ł o w a graffiti o d n o ś n i e m a l o w i d ł o nie jest tak j e d n o z n a c z n i e
poprawne.
Bystroń, op. cit., s. 109.
Tamże, s. 109.
W ł a d i m i r B u k o w s k i , Ipowraca
wiatr..., przekład A. M i e t k o w ski, Polonia B o o k Fund LTD. 1 9 8 3 , przedruk A n t y k , s. 7.
Tamże, s. 3 5 - 3 6 .
1

2

3

4
5

6

F r g m . Das

34

O kamieniu patrz np. Mircea Eliade, Sacrum, mit,
historia,
przekład A. Tatarkiewicz, w y d . I I , W a r s z a w a 1 9 7 4 , s. 1 5 5 .
O d r z e w a c h patrz np. J a m e s Frazer, rozdział Kult drzew, ( w : )
Złota Gałąź, przekład H. Krzeczkowski, Warszawa 1 9 7 8 s. 1 2 0 - 1 2 7 . C i e k a w i e i inspirująco na t e m a t m o c y magicznej d r z e w
pisze S t a n i s ł a w Czernik, Polska poezja magiczna,
( w : ) Sny
i Widma, Warszawa 1 9 7 1 .
Na t e n temat: M i c h e l R a g o n , Czyste sumienie
awangardy,
przekład A. Taborska, „Literatura na ś w i e c i e " , nr 8 - 9 ( 2 0 5 - 2 0 6 )
1 9 8 8 . P o r ó w n a j też. Postmodernizm
- kultura
wyczerpania?,
w y b ó r t e k s t ó w M . Giżycki, A k a d e m i a R u c h u , W a r s z a w a 1 9 8 8 .
Peter Kreuzer, Das Graffiti - Lexikon, Wand - Kunst von A bis
Z, W i l h e l m Heyne Verlag, M u n c h e n 1 9 8 6 .
7

8

9

1 0

Graffiti-Lexikon

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8500" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8479">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dc2fb4ddd97f1a72f0ef50507df1798d.pdf</src>
        <authentication>d0d4f01d38bad58ae51a409c0e2a756e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3167</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101554">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101556">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101558">
                <text>Sacrum, mit, książka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101560">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.185</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101562">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101564">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101566">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101568">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101570">
                <text>Ryszard Ciarka

SACRUM, MIT, KSIĄŻKA

O c z y w i ś c i e , że l o s k s i ą ż e k z a w s z e z a l e ż y o d p o j e t n o ś e i
n i k a . Pro
żytni.

captu

I

lectoris

chyba

hahent

należałoby

sua jata

—

librlli

rozumieć

tę

czytel­

mawiali staro­

ma,ks} mę

jako

przy­

Z n i e p o k o j o m p a t r z y ł e m , ilekroć książka powracała d o m n i e ,
na

coraz

brudniojszo marginesy

—

widomy

ślad

podkreślania

p e w n y c h j e j fragmentów. Jednocześnie zaskoczeniem

było także

p o m n i e n i e . B o k s i ą ż k i p o p r o s t u są. I s t n i e j ą o b o k n a s , o f e r u j ą c

i t o , że ilość p o s p i e s z n i e s t a r t y c h p o d k r e ś l e ń m a l a ł a w r a z z k o l e j ­

z a w s z e swą g o t o w o ś ć o t w a r c i a . M o g ą czekać służalczo n a b i u r k u

nym

lub

zapominano

s.

na

Bo

i

wciśnięto

pomiędzy

znienawidzono,

deski

zakazane

i

regałów.

Bywają

uwielbiono,

palone

stosach

numerem

158. A l e

strony,

moją

by

książkę

oto po p e w n y m

definitywnie
czekał

zaniknąć

los jeszcze

w

i m i ę d z y w i e r s z a m i nieścierane już z n a k i z a p y t a n i a ,

kiedy wywyższamy

kółka,

L o s książek zależy o d c z y t e l n i k a , ale los t o n i e t y l k o kruchość
ich

grzbietów

wartych
jest

i cienizna

t a m myśli,

jakby

k a r t e k , t e n los d o t y c z y

zdarzeń

przedłużeniem

i

historii.

czyjejś

Bo

w

obecności,

również

istocie

za­

książka

nagromadzonym

c i e r p i e n i o m , w y s i ł k i e m i n t e l e k t u a l n y m , zabawą, radością; właśnie
dla n a s i los t e j obecności zależy t y l k o o d naszej w o l i .

podkreślenia,

Najbardziej
wzdłuż

całej

flamastrem

jednak
strony

niepokoiły

linie

l u b niebieskim tuszem

ktoś

pionową

kreską

chwilę historyczną"

podkreślił

ktoś długopisem,

sposoby
Mircea

zaczytywanycb,
Eliade,

Sacrum

identycznych
—

Mit

—

tysięcy

na

różno

książek:
Wyboru

Historia.

dokonał

i wstępem opatrzył M a r c i n Czerwiński. Przełożyła A n n a
kiewicz.

W y d . I I , Warszawa

1974, nakład

Tatar­

6 5 0 0 + 2 9 0 egz.

Tę

historyczna,

to

to ktoś inny

kosmicznej

będzie

ludzka

n i e z w y k ł y . C h o ć b y d l a t e g o , że p o p r z e d n i n a k ł a d ( 1 9 7 0 , w y d . I ,

z axis

n a k ł a d 4 0 0 0 + 2 9 0 egz.)

ta",

tane

egzemplarze

w

był coraz

trudniej

bibliotekach

jakby

dostępny, a
same

z m i a n y i odświeżenia ( p o r . n p B i b l i o t e k a P u b l i c z n a w
ul. Koszykowa;
Nie

przypuszczałem

właśnie
tylko

s y g n a t u r a z.

t a książka

cennych

rozumienia
z czytaniem

tek

wyczy­

domagały

się

Warszawie,

182816).
wyświadczy

nieocenioną

rozumienia nie

my-śli a u t o r a , a l e

i n n y c h , a zarazem
i percepcją

przysługę,

także

coś

więcej, bo

i pewnego zjawiska

mi

szansę

związanego

treści.

N i e n a p i s a n o c h y b a t a k i e j r o z p r a w y , w której a u t o r pokusiłby

—

siedziba

—

inaczej

mówiąc

Podkreślone,

w e t n o g r a f i c z n y c h p r a c a c h , szkicach, artykułach czy n a w e t

marginesie

jest

—

—

że

wyłącznie

przez

istnienie ludzkie

—

— jest możliwe

aby się upewnić
—

flamastrem
(63).

n a szczycie góry

„ P o s t a w i e n i e k r z y ż a —-

linia

(58). „ T a k

na

więc
—

marginesie

w rzoczyw stości"
;

wszelka

wiąże

się

(75).

i wykreślone

fragmenty

z

mojej

k s i ą ż k i . Z a s t a n a w i a m się t y l k o j a k i l o s j e s p o t k a ł . C z y s t a ł y się
początkiem

czy zgrabnie

często niepokoił m n i e

pomyślaną puentą?

s t a r a n n i o zakreślony c y t a t ,

Jakże

oddzielający

j e d n a k ż e w s z y s t k o t o , co p o w y ż e j i p o n i ż e j u p r a w n i a ć m o g ł o d o
t a k i e g o t w i e r d z e n i a : „ N a obraz i podobieństwo wszechświata
klamry

niebieskim

—

długopisem

który

zaczyna

się o d

—

środka

i r o z p o ś c i e r a się w c z t o r y z a s a d n i c z e s t r o n y , w i o s k a

rozbudowuje

się p o c z ą w s z y o d s k r z y ż o w a n i a d r ó g " ( 6 8 ) . A l e —

tego

nawias

już n i e o b e j m u j e — n a w y s p i e B a l i l u b n a G w i n e i . . . J a k ż e r ó w n i e
często, już

toria

„Otóż

narodzeniom"

ale z a r a z o m

książki, p r z e d z i e l o n y

His­

na

uwarunkowana

zapewne

niebieska

się o p r ó b ę z e s t a w i e n i a , r z e c z o w o i k o n k r e t n i e w y k a z u j ą c , j a k i e
—

niekiedy
czerwonym

u ś w i ę c a ł o o k o l i c ę , b y ł o w j a k i m ś sensie r ó w n o ­

z d a n i a i i l e r a z y by\y c y t o w a n e z k s i ą ż k i Sacrum

— Mit

biegnące

g d y ż człowiek r e l i g i j n y chce ż y ć w „ ś r o d k u świa­

mundi,

inspiracją,

n a t o m i a s t j e d n e g o , że

grudnia

długopisu. „ P r a w d ą

(37).

czerwonym

znaczne z „ p o n o w n y m

żo l o s t e j k s i ą ż k i

się 13

zrobione

kółkiem,

z n a j d u j e się G o l g o t a "

znón: flamaster

wiadome . było,

rodzi

j e d y n i e d z i ę k i o w e j stałej ł ą c z n o ś c i z n i e b e m " ( 5 9 ) . „ D l a chrześci­
janina —

cych bazgrolacli na ostatniej kartce, po starych brzegach.
o d początku

i

znaczy

m o j ą r o z p o z n a m o d r a z u , p o o d k l o j a j ą c e j się o k ł a d c e , p o dziosię-

Już

Na

człowiek jost zawsze „ w s y t u a c j i " , s y t u a c j a t a j e d n a k n i e zawsze
aktualną

kilku

notatki.

(86) zakreślił ktoś

mnio

podkreślenia

dynczym

spośród

i

s. 3 1 , р о г . o p r z e s t r z e n i w t e j k s i ą ż c e s. 4 9 , 5 2 i n a s t .

jest

jednej

kreski

o ł ó w k i e m , d o p i s u j ą c : p o r . L . S t o m m a Słońce

b y ć m i n i e z w y k l e b l i s k i . O książce b a r d z o k o n k r e t n e j b o o p o j e ­
egzemplarzu;

pionowe

p r z y k ł a d z n a n y a k a p i t o czasie i p r z e s t r z e n i

zaznaczył

Otóż chciałbym opowiedzieć o książce, której los zaczął nagle

tajemnicze

T

strzałki,

surowy.

c z a s i o z a c z ę ł y p o j a w i a ć się n a m a r g i n e s a c h

i c z c z o n e . N i o s k a r ż ą się k i e d y n i k t i c h n i e c z y t a , a n i n i e p y s z n i ą
jo p o n a d inno.

okolicy

bardziej

w

t e k s t a c h , c y t a t , m o ż e właśnie p o r w a n y
bywa

z

mojej

myślnikami, pomiędzy które w p i s u ­

j e m y j a k b y d l a podkreślenia, c z y u p e w n i e n i a się — pisze

przecież

poważniejszych przedsięwzięciach. A w t e d y m o j a książka stałaby

Ełiade

się l e d w i e ,

A l e z a p o m i n a m y , a l b o i n i o c h c e m y p a m i ę t a ć , że n i e są t o d e f i ­

j a k sądzę, t a k i e j p r a c y

Pozyskiwanie

Eliadego

przemyśleń,

posiłkowanie

czymś

czy

złym

jako
się

wycinkiem.

sprzymierzeńca

cytatem

niegodziwym.

Jest

nie

sprawą

do

jest,

własnych

rzecz

oczywiście

i b a r d z i e j s k o m p l i k o w a n ą niż b a d a n y t u p r z y p a d e k

jasna,
szerszą

zaczytywania

nicje

—,

-

czytamy

a raczej

u Eliadego

z mozołem,

potykamy

uporczywie

„ n a r z u c a się c h y b a p e w i e n

sens

powstającą

t a m w ciągu długich l a t , j a k b y zapisaną nową

opo­

wieść.
rzecz

jasna

książka

t a cieszyła,

się

nienaganną

linią g r z b i o t u i bielą k a r t e k . S a m zresztą p r z y c z y n i ł e m
jej

uszkodzeń,

płaszczoną,
W

Eliade

obszernego

—

się...",

materiału

chyba

co

akapit

okaleczeniem;

za­

przypuścić...",

wniosek...".

Z n i e p o k o j e m patrzę n a moją książkę, k i e d y do m n i e
z nowym

—

j a k ż e często n a ­

się n i e m a l

„można,

...

n a pocieszonio

czytam

jej

wraca

Stanisława

Vinconza,:

Niedługo
wielu

„wydaje

powtarzające

książką, j o s t m i najbliższy.

s t a r a m się z r o z u m i e ć

na podstawie

podaje

m i m o n i e s k r ę p o w a n e j f o r m y j a k ą j o s t esej —
strzeżenia...

Bowiem

— jak

p o r ó w n a w c z e g o , k o n k r e t y z o w a n e spostrzeżenia. I t a k przecież

j e d n e j k o n k r e t n e j książki. A l e t e n p r z y p a d e k , z w i ą z a n y z m o j ą
losu, j a k i m i objawiła s w o i m s t a n o m o b e c n y m , b y m mógł odczytać

—,

jaki

grzbietem

jednak

inny

książką, z a w a r t y m i
czytywanie.

po

p r o s t u czytając

do góry
sposób

się

l u b odkładając

i porzuconą

na kilka

można, o k a z y w a ć

do
roz­

tygodni.

zainteresowanie

w n i e j m y ś l a m i niż p r z e z d o k ł a d n e j e j z a ­

A l e p r z y c z y n i l i się d o t a k i e g o

i i n n i , o c h o c z o o d d a j ą c się l e k t u r z e esejów

T

stanu rzeczy

także

na temat sakralizacji

„Jeżeli

drzewa

są, h a r f a m i

dla, g r y

wające

prądy.

powietrznego,

Jeśli
czy

drzewo

jest

przystanią

dla odpoczynku

czy

dla istot z

snu, czy

dla

niechaj
morza
miłości

może być przystanią, na której z m o r z a pozaziemskiego c h w i l o w o
osiadają ż y w o t y n a d z i e m s k i e . J a k d r z e w o j e s t p o m o s t e m

między

ziemią i p o w i e t r z e m , t a k n i e c h a j i książka będzie zatoką d l a i s t o t
u s k r z y d l o n y c h , l o t n y c h , ze ś w i a t ó w

z d a n i e m a u t o r a książki —

ich głosy, poczujecie

w nas samych.

to

i d l a w i c i a g n i a z d , czy d l a myśliwskich s t a n o w i s k — t o i książka

czasu i p r z e s t r z e n i , świata a r c h a i c z n y c h m i t ó w i s y m b o l i , któro —
tkwią m o c n o

wiatrowoj,

i k s i ą ż k a s t a n i e się n a m harfą, na, k t ó r e j grają z d a l e k a p r z e p ł y ­

odległych. T a m

usłyszycie

promienie ich oczu".

185

�II.

1. Ś w i ę t e s o s n y k o l o

Nowosilik

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9806" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9784">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0ecf450f0668b54f1a1726a47293e4db.pdf</src>
        <authentication>6d02dca35daf70d455f15ad7fa9d3b83</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116664">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2391</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116665">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116666">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2219</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116667">
                <text>Film i prawdziwy obraz rzeczy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116668">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.112-116</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116669">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116670">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116671">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116672">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116673">
                <text>Film i prawdziwy obraz rzeczy
Ryszard Ciarka

Oczywiście wiemy, że f i l m z a w i e r a ć m o ż e w swym przeka­
zie wszystkie niemal formy artystycznej wypowiedzi, nie­
k t ó r e w y k o r z y s t u j ą c wprost — j a k m u z y k ę , inne potencjal­
nie wprost l u b całkowicie p r z e t w a r z a j ą c — j a k l i t e r a t u r ę ,
wszystkie d o s t o s o w u j ą c do swych potrzeb. W t y m przedziw­
n y m , zawsze fascynującym ś m i e t n i k u c y t a t ó w , bez t r u d u
dogrzebiemy się w ą t k ó w literackich, d r a m a t u , poezji, malar­
stwa, czy c h o ć b y innych filmów. A l e t a k ż e film, j a k o dzieło
s k o ń c z o n e , s k ł a n i a nas i do takiej refleksji, iż z n a c z y ć m o ż e
niewiele więcej niż poza samym s o b ą . F i l m b o w i e m z n a c z y ć
m o ż e podobnie j a k znaczy rzecz: jedno i drugie nie musi
przecież o d razu a p e l o w a ć d o naszego intelektu, p r z e m a w i a ć
m o ż e natomiast, i zwykle tak jest, do naszej mliczącej
z d o l n o ś c i rozszyfrowywania, rozumienia świata, oraz zdol­
ności w y o b r a ż a n i a sobie w s p ó ł i s t n i e n i a postrzeganych rze­
czy, zjawisk i l u d z i .
1

„ W codziennym życiu — pisze Merleau-Ponty — istotnie,
nie dostrzegamy owej estetycznej w a r t o ś c i najmniejszej p o ­
strzeganej rzeczy. Jest t a k ż e p r a w d ą , że nigdy w rzeczywisto­
ści postrzegana forma nie jest d o s k o n a ł a , zawsze istnieją
j a k i e ś nadmiary, skazy, c o ś w rodzaju efektu n a d u ż y c i a
materii. D r a m a t filmowy jest zawsze, by tak rzec, bardziej
finezyjny niż dramaty realnego życia; dzieje się w świecie
ściśle o k r e ś l o n y m , bardziej niż świat r e a l n y . "
2

W j a k i e więc zdarzenia u w i k ł a n y m o ż e b y ć film? W jakie
z a p o ż y c z e n i a i cytaty; j a k o synteza czy antyteza rzeczywisto­
ści? K a ż d e chyba dzieło sztuki istniejąc w kulturze, co
znaczy, że jest odczytane, będzie też przeciwko l u b k u c z e m u ś
skierowane. Jak to jest — p y t a m y dalej — że bardziej
finezyjna i ściśle o k r e ś l o n a rzeczywistość filmu redukuje,
a j e d n o c z e ś n i e p o g ł ę b i a rzeczywistość z e w n ę t r z n ą ?
Jeśli p a m i ę t a m y jeszcze film Andrzeja W a j d y Niewinni
czarodzieje, to w a r t o w s p o m n i e ć , że film ten nie o t r z y m a ł
zbyt pochlebnych ocen k r y t y k ó w . Z w y j ą t k i e m k i l k u ciekaw­
szych wypowiedzi, większość r e c e n z e n t ó w z a r z u c a ł a W a j ­
dzie, iż film ten zbyt m a ł o jest filmowy, a nade wszystko
kwestionowano jego p r a w d z i w o ś ć .
Jak p a m i ę t a m y , ukazana w Niewinnych
czarodziejach
w s p ó ł c z e s n a rzeczywistość jest bardzo d r a ż n i ą c a . W y z y w a ­
j ą c a w swej l a p i d a r n o ś c i . A p a t i a i b i e r n o ś ć m ł o d y c h ludzi,
pozbawionych ambicji „ w d e c h o w c ó w " , czyli spokojniejszej
odmiany „ b e a t n i k ó w " , nie jest t u oceniana ani poddawana
t y m bardziej jakiejkolwiek negatywnej krytyce.
Istnieją. Słuchają jazzu. Z dnia na dzień grubieje na nich
maska życia pozornego, iluzji. N i e poznamy ich, bo grają
swoje „ n i e w i n n e " role m i ę d z y s o b ą i wobec kontestowanej
przez nich rzeczywistości. N i e poznamy ich, bo nawet
uczucie, miłość jest t y l k o nieco bardziej w y s u b l i m o w a n ą g r ą ,
g r ą zresztą p r z e r w a n ą , g d y ż znany jej w y n i k zniechęca do
dalszych p o s u n i ę ć .
„ N i e wierzę w gorycz bohatera W a j d y — pisze Aleksander
Jackiewicz— ani w sceptycyzm bohaterki. T r u d n o m i nawet
uwierzyć w p r a w d o p o d o b i e ń s t w o owej sytuacji w nocy,
w kawalerskim p o k o i k u , w k t ó r y m c h ł o p i e c i dziewczyna
p r o w a d z ą p l a t o n i c z n ą g r ę masek. W o l ę t r a k t o w a ć ten w ą t e k
Niewinnych czarodziejów j a k o m e t a f o r ę , u o g ó l n i e n i e . " *
M e t a f o r ą jest też chyba i cały film, tak j a k szczególną
3

112

f o r m ą metafory i u o g ó l n i e n i a jest k a ż d y ruch kontestacyjny,
t a k ż e i ten, k t ó r y Wajda ukazuje. K a ż d a k u l t u r o w a kontes­
tacja przeciwstawia się zwykle w y t w o r z o n y m przez siebie
wizerunkom k u l t u r y d o m i n u j ą c e j , jej systemom w a r t o ś c i .
Protestem wobec k r y t y k o w a n y c h w a r t o ś c i m o ż e b y ć np.
s p o s ó b ubierania się i sposoby z a c h o w a ń , k t ó r e stają się b ą d ź
k a r y k a t u r ą owych w a r t o ś c i , b ą d ź p o d k a ż d y m w z g l ę d e m
alternatywnym sposobem bycia. Podobne zjawiska obser­
w o w a ć m o g l i ś m y w kontestacyjnych ruchach lat siedemdzisiątych, podobne dają się z a o b s e r w o w a ć i teraz. Dlatego
też Bazyli, g ł ó w n y bohater filmu, nie decyduje się na
porzucenie gry, na konsekwencje pozostania z d z i e w c z y n ą .
Nie jest on człowiekiem złym, wypaczonym; przecież jego
marzenia o d o m u , dostatnim życiu nie o d b i e g a j ą chyba od
ówczesnej tzw. „przeciętnej krajowej". A l e też k a ż d e o d ­
chylenie maski s p o w o d o w a ć m o ż e nieodwracalny proces
wtapiania się w dobrze znane t ł o otaczającej go rzeczywisto­
ści. T u ż za jego kawalerskim p o k o i k i e m u s a d o w i ł się przecież
jeszcze bardziej zamaskowany świat, toczy się t a m gra życia
pozornego; codzienna s z a r o ś ć p r z e ś w i e t l o n a h a s ł a m i , peł­
n y m i fałszywej j e d n o ś c i u m y s ł ó w i serc.
Znamienny jest t e ż i t y t u ł f i l m u , bo „ n i e w i n n i czarodzie­
j e " , to t a k ż e c z ą s t k a romantycznej wizji s a m o t n o ś c i , niemo­
cy w realizowaniu własnej o d r ę b n o ś c i , g d y ż fałszywy świat
z e w n ę t r z n y zmusza do z a m k n i ę c i a się, przeczekania. M o t y w
ten nieustannie b ł ą k a się w t w ó r c z o ś c i Byrona, Mickiewicza,
Słowackiego, wśród r o m a n t y k ó w .
„ P u n k t e m wyjścia — pisze Juliusz Kleiner w szkicu
Romantyzm —jest dla nich niezadowolenie z rzeczywistości
teraźniejszej, z ustalonych s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h , z rezul­
t a t ó w dotychczasowej k u l t u r y . Świat, do k t ó r e g o d o p r o w a ­
dziła k u l t u r a europejska, wydaje się nienaturalny, zły, bez­
duszny, m a r t w y . Trzeba od niego uciec l u b trzeba go
przekształcić, a n a k ł a d a n e p r z e z e ń więzy o d r z u c i ć w imię
ideału w o l n o ś c i . "
5

C o dzień z p a m i ą t k ą nudnych postaci i z d a r z e ń
W r a c a m do s a m o t n o ś c i , do książek — do m a r z e ń ,
Jak p o d r ó ż n y , ś r ó d dzikiej wyspy zarzucony,
C o rana w z r o k i s t o p ę niesie w r ó ż n e strony,
A z a l i gdzie istoty bliźniej nie obaczy,
I co noc w s w ą j a s k i n i ę powraca w rozpaczy.
Szalony! niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa ł a ń c u c h a , by nie d r a ż n i ć rany. —
Witajże, ma j a s k i n i o — na w i e k i z a m k n i ę c i ,
Nauczymy się w i ę ź n i a m i stać się z własnej chęci —
C z y ż nie znajdziem z a t r u d n i e ń ? M ę d r c e dawnych
wieków
Z a m y k a l i się s z u k a ć s k a r b ó w albo l e k ó w ,
I trucizn — m y niewinni m ł o d z i czarodzieje
Szukamy ich, by o t r u ć w ł a s n e swe nadzieje.
(...)
Zamieszkałym śród cieniów zmyślonego świata
Nudnej rzeczywistości nagrodzi się strata.
(Dziady Widowisko, Część I )

�K a d r z filmu Tadeusza Konwickiego „Ostatni dzień lata"

Świat ukazany w filmie W a j d y „ o k i e m kamery", jest
rzeczywisty. Prawdziwe są k l u b y i kawiarnie, w k t ó r y c h
spotykali się bohaterowie filmu, spotykali się t a m n a p r a w d ę
p o d o b n i do nich m ł o d z i ludzie w tak samo charakterystycz­
nie za d ł u g i c h p ł a s z c z a c h i p o w y c i ą g a n y c h swetrach. Praw­
dziwe są z a u ł k i i p o d w ó r k a , gdzie w ł ó c z ą się bez celu,
o r g a n i z u j ą c na poczekaniu j a k i e ś mini-przedstawienia
— „ d r a k i " . Prawdziwa jest też i ekstatyczna muzyka jaz­
zowa, k t ó r e j słuchają i k t ó r ą grają. T o jednak sam film j a k o
t a k i , właśnie ten film Wajdy, nie jest ani c h ł o d n y m dokumen­
tem, zapisem u k a z u j ą c y m j e d n ą z f o r m ówczesnej kontes­
tacji, ani też f a b u l a r n ą d y k t e r y j k ą o b d a r z o n ą zgrabnym
m o r a ł e m . Jest natomiast przedziwnym t a ń c e m p o z o r ó w , prawdziwie nierzeczywistą g r ą — k a ż d y film jest g r ą o pozo­
rach rzeczywistości — gdzie p e ł n o jest niepotrzebnych
r u c h ó w i niepotrzebnych słów. T o j a k b y film nie o rzeczach
czy osobach, a o niewidzialnej w codziennym życiu prze­
strzeni m i ę d z y n i m i . Jest to rzeczywistość filmowa, ale taka,
gdzie istnieją j a k i e ś nadmiary, skazy, c o ś w rodzaju efektu
n a d u ż y c i a materii.
„ N a s z e pojęcie o świecie — pisze Marleau-Ponty — uleg­
ł o b y o d w r ó c e n i u , gdyby u d a ł o się n a m z o b a c z y ć o d s t ę p y
m i ę d z y rzeczami j a k o rzeczy (na p r z y k ł a d p r z e s t r z e ń m i ę d z y
drzewami na bulwarze) i odwrotnie — same rzeczy j a k o t ł o
(drzewa na b u l w a r z e ) . "
Czyż nie dostrzegamy owego o d w r ó c e n i a właśnie w t y m
filmie? A l e też u k a z u j ą c y się obraz, zarejestrowana rzeczywi­
stość, nie m o g ą b y ć obdarzone t a k i m i właśnie cechami. Sam
obraz, t y m bardziej obraz filmowy, nie ma takiej m o ż l i w o ś c i
b e z p o ś r e d n i o . T a k j a k , w t y m samym znaczeniu, s ł o w e m l u b
d ź w i ę k i e m nie m a m y b e z p o ś r e d n i e j m o ż l i w o ś c i o d d a ć np.
istoty ciszy. M o ż e m y natomiast to zdarzenie o p i s a ć , d o k o ­
n u j ą c rzecz jasna g w a ł t u na jego realności, w y c h o d z ą c poza
przypisaną mu strukturę.
Ostatni dzień lata Tadeusza K o n w i c k i e g o , to film o spot­
kaniu dwojga ludzi na pasie ziemi niczyjej, jałowej pustyni,
granicy, w najbardziej d o s ł o w n y m tego słowa znaczeniu.
Ta filmowa o p o w i e ś ć toczy się w ś r ó d piaszczystych w y d m ,
p o m i ę d z y morzem i l ą d e m , piaskiem i w o d ą , na granicy
terytorialnej, k t ó r e j n i e p r z e k r a c z a l n o ś c i pilnują p a t r o l u j ą c e
6

niebo odrzutowce. G r a n i c ę „ t w o r z y (...) węższy lub szerszy
pas ziemi nieuprawnej znajdujący się w stanie d z i k i m l u b
p ó ł d z i k i m , k t ó r y prawnie czy zwyczajowo jest w y o d r ę b ­
niony o d przyległych o b s z a r ó w . " Granica też, w sensie
o b r z ę d o w y m , jest najdalej p o ł o ż o n y m obszarem o d miejsca
sacrum. Ciekawa jest r ó w n i e ż w s p ó ł z a l e ż n o ś ć owego sacrum
i o b s z a r ó w granicznych, o t ó ż . . . „ g r a n i c e i miejsca święte
n o s z ą — k a ż d e ze swej strony — charakter o b s z a r ó w , gdzie
przejawia się n i e s k r ę p o w a n a świętość. P o z o s t a j ą one t a k ż e
i w b e z p o ś r e d n i c h ze s o b ą stosunkach." N a granicy w ł ó c z ą
się demony, duchy chowanych t a m zwyczajowo z m a r ł y c h
t r a g i c z n ą śmiercią, p o m y l o n y c h i s a m o b ó j c ó w , nie narodzo­
ne dzieci, wszystkich „ o d r z u c o n y c h " . Granice są niebez­
pieczne, w p o d w ó j n y m tego słowa znaczeniu, b o w i e m styka­
j ą się b e z p o ś r e d n i o z demonicznym ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m ,
j a k i z tego p o w o d u , że moc, k t ó r a je charakteryzuje, r ó w n a
jest tej j a k a dominuje w ś w i ę t y m centrum.
W filmie t y m r ó w n i e ż uległo o d w r ó c e n i u f o r m u ł o w a n e
w y o b r a ż e n i e ś w i a t a . A l e i tu odnajdziemy ten sam m o t y w
s a m o t n o ś c i , niemocy i z a m k n i ę c i a . I z n ó w , w gmatwaninie
pozornych g e s t ó w , w p o t o k u słów, w subtelnej grze, w nad­
miarze rzeczy, m o ż e m y dostrzec c o ś p o m i ę d z y .
Pas rzeczywistej ziemi niczyjej, granicy, wtapia w swój
obszar dwoje ludzi, samotnych, w sensie d o s ł o w n y m , cho­
ciażby z tego w z g l ę d u , że są j e d y n y m i bohaterami filmu.
Śledzimy ich g r ę na tle mocno konkretnej, statycznej prze­
strzeni. W tej grze słowa nieczęsto b ę d ą miały c o ś w s p ó l n e g o
z gestem, b ę d ą się d o p e ł n i a ł y , ale t y l k o po to, aby u k a z a ć
niewidzialny obszar z n a c z e ń m i ę d z y n i m i .
7

8

„ . . . M ę ż c z y z n a poczyna machinalnie s t r z e p y w a ć piasek
z pleców kobiety.
M ę ż c z y z n a : — C h c ę ci t y l k o p o w i e d z i e ć , że jestem zupeł­
nie sam.
Zbliżenie p l e c ó w kobiety. R ę k a c h ł o p c a strzepuje drobne
ziarenka piasku.
M ę ż c z y z n a : — I nic m i się nie u d a ł o w życiu.
C h ł o p i e c zaczyna gładzić czystą p r z e s t r z e ń jej pleców.
W o d z i k o ń c a m i p a l c ó w w z d ł u ż k r ę g ó w k r ę g o s ł u p a . Plecy
kobiety p o c z y n a j ą d r ż e ć ledwo dostrzegalnie.

113

�Kobieta: — A co t u robisz?
Mężczyzna: — N i c . W ł ó c z ę się... szukam...
Kobieta: — Chcesz uciec?
Milczenie. G ł o s czkawki.
Mężczyzna: — Przepraszam... D o k ą d m o ż n a uciec? M o ż e
ty wiesz?
K o b i e t a o d t r ą c a g w a ł t o w n i e jego r ę k ę . Poprawia stanik.
Wstaje.
Kobieta: — P r z e s t a ń . N i e l u b ę t e g o . "
I c h spotkanie i zbliżenie jest przypadkowe i n i e t r w a ł e .
Niepewne, tak j a k wygrzebana j a m a na wydmie z k o s z u l ą
r o z p o s t a r t ą na k r z a k u , gdzie s c h r o n i ą się, aby p r z e c z e k a ć
deszcz. N i e jest t o j u ż ani jaskinia dogodna do ucieczki, ani
mieszkanie, gdzie m o ż n a by bezpiecznie p r o w a d z i ć g r ę
„ n i e w i n n y c h c z a r o d z i e j ó w " , ale licha namiastka d o m u
wśród wydm i otaczających ich d u c h ó w wspomnień. I z n ó w
s ł o w a , a właściwie gra słów, gra g e s t ó w .
„... M ę ż c z y z n a obejmuje j ą r a m i o n a m i , j a k b y chciał
u c h r o n i ć o d deszczu.
Mężczyzna: — Schowaj się głębiej, trzeba j a k o ś p r z e t r w a ć .
M a m y przynajmniej dach.
Kobieta: — T a k a pustynia, zupełnie zmokniemy.
(...) W s u w a j ą się g ł ę b o k o p o d gałęzie, k ł a d ą się o b o k
siebie. O d d y c h a j ą jeszcze szybko. K o b i e t a patrzy m u w oczy.
O n obejmuje j ą ramieniem. (...)
Kobieta: — Och, taki deszcz, straszna ulewa, popatrz,
chyba w o g ó l e nie przejdzie... w k o ń c u utoniemy oboje.
Zbliżenie twarzy kobiety, na k t ó r e j policzek spada ciężka
kropla. Patrzy z przestrachem w k i e r u n k u c h ł o p c a i m ó w i
szybko, b e z ł a d n i e , ż e b y z a ż e g n a ć sytuację, k t ó r e j się oba­
wia..."
9

1 0

I z n ó w p r z e s t r z e ń , k t ó r ą obejmuje kamera, jest j a k
najbardziej rzeczywista. Prawdziwe są w y d m y , morze, prze­
latujące odrzutowce. Prawdziwi s ą i ludzie, w c i ą g ł y m t a ń c u
p o z o r ó w , g e s t ó w , dotykania, r o z m ó w . G d y b y z r y t m i z o w a ć
ten taniec i n a d a ć m u jeszcze w i ę k s z ą przejrzystość przez
powtarzanie tych samych fraz, to b y ł o b y to z p e w n o ś c i ą

Salto,
inny
film
Konwickiego, w k t ó r y m Kowalsk i - M a l i n o w s k i prezentuje taniec z figurami, gestami, k t ó r e
na parkiecie nic nie z n a c z ą , a czy w o g ó l e m o g ą c o ś znaczyć?
Istnieje w tych filmach j a k a ś niedostrzegalna p r z e s t r z e ń
m i ą d z y rzeczami, k t ó r e j o b e c n o ś ć sprawia, iż rzeczywistość
o g l ą d a n a na ekranie, cały realizm z d a r z e ń zmienia się w g r ę
p o z o r ó w . Zmusza to niejako do poszukiwania d o d a t k o w y c h
treści, bardziej z r o z u m i a ł y c h d o p o w i e d z e ń , gdzieś j u ż poza
filmowym kadrem, poza t y m nawet o czym film opowiada.
„ K a m u f l o w a n i e — pisze Marleau-Ponty — jest s z t u k ą
maskowania jakiejś formy, polega na wprowadzeniu g ł ó w ­
nych l i n i i , k t ó r e tę f o r m ę określają w innych, bardziej
agresywnych f o r m a c h . " A l e przecież f i l m , obraz filmowy,
to nie t y l k o w e w n ę t r z n i e zakamuflowana forma i treść
istniejącą na z e w n ą t r z ; to przede wszystkim obraz, j a k b y
ś r o d e k tych d w ó c h skrajności.
Czy zatem b a d a j ą c obraz f i l m o w y , analizując go p o d
w z g l ę d e m formy i treści, czyli b a d a j ą c to, co g ł ę b o k o ukryte,
i to, co na z e w n ą t r z , m a m y na myśli p o w s t a j ą c e i u m y k a j ą c e ,
brutalne w swym konkrecie obrazy filmowe? Czy w p o g o n i
za treścią i f o r m ą nie gubimy tej w a r t o ś c i , k t ó r a w filmie jest
najbardziej istotna, a k t ó r e j do samego obrazu z r e d u k o w a ć
się nie da?
N i e u b i e r a j ą c nadto myśli w s ł o w a stwierdzić m o ż e m y , że
obraz filmowy jest zawsze prawdziwy: tyle samo zawartej
w n i m jest cierpliwości scenografa, koncepcji r e ż y s e r a , gry
aktora, ile p r z y p a d k o w o wdzierającej się rzeczywistości. Jest
c z y m ś , co w istocie jednak nie istnieje, c z y m ś , co raz
zarejestrowane na t a ś m i e filmowej l u b magnetycznej nie da
się j u ż p o w t ó r z y ć , zmienić, a t y l k o o d t w o r z y ć .
Obraz filmowy nie jest obrazem statycznym, nie t y l k o przez
fakt, że jest ruchomy, ale r ó w n i e ż przez to, że fragment
sfilmowanej rzeczywistości tam zawarty poddany jest dynamizacji, w znaczący s p o s ó b nacechowany rytmem n a s t ę p u j ą c y c h
po sobie ujęć. P r a w d ą jest, że r y t m taki zgodny jest na ogół
z n a s t ę p s t w e m logicznym znanym i rozumianym w codzien­
n y m d o ś w i a d c z e n i u , ale ta nowo wykreowana rzeczywistość
z rzeczywistością c o d z i e n n ą nie m a j u ż nic w s p ó l n e g o .
11

�„ Т о , с о r y t m o g a r n ą ł — pisze L e ś m i a n — nieśmiertelnieje
i p r a w o m ziemskim w y m y k a się bezwiednie. Przedmioty,
strumienistym p r ą d e m r y t m u porwane, w i e d z ą czym jest
n a g ł a i niespodziewana n i e ś m i e r t e l n o ś ć . "
D o t y k a m y tu, j a k s ą d z ę , bardzo ciekawego p r o b l e m u . D o
najbardziej bowiem, m o i m zdaniem, interesujących roz­
w a ż a ń nad filmem należą p r ó b y , k t ó r y c h celem jest po­
szukiwanie r ó ż n i c i części w s p ó l n y c h p o m i ę d z y obrazem
filmowym i rzeczywistością. Pomiędzy materiałem, który
zdolny jest przenieść, najlepiej j a k d o t ą d , rzeczywistość
i p o j a w i a j ą c y m i się d o k ł a d n y m i wizerunkami rzeczy.
„ N i e wiemy, co m y ś l e ć o z w i ą z k u m i ę d z y fotografią a
t y m , co znajduje się na fotografii - pisze Stanley Cavell.
- Obraz ten nie jest p o d o b i z n ą , ale nie jest t a k ż e repliką ani
reliktem, ani cieniem, ani też duchem (jakkolwiek we wszyst­
k i c h tych propozycjach znajdujemy pewien u d e r z a j ą c y rys
fotografii, a mianowicie j a k ą ś z w i ą z a n ą z n i m i a u r ę magicz­
n ą ) . (...)
Nie j e s t e ś m y przyzwyczajeni o g l ą d a ć rzeczy niewidzialne,
nieobecne dla nas, nieobecne w ś r ó d nas. L u b też nie j e s t e ś m y
przyzwyczajeni do ś w i a d o m o ś c i , że m o ż e m y to czynić (z
w y j ą t k i e m s n ó w ) . Ontologicznie rzecz b i o r ą c , wydaje się, że
kiedy patrzymy na fotografię, zdarza się właśnie taki fakt:
widzimy rzeczy, k t ó r e nie są obecne. (...)
Fotografia p r z e k r o c z y ł a s u b i e k t y w n o ś ć (...) na drodze
automatyzmu, u s u w a j ą c czynnik ludzki z procesu reproduk­
cji. Lecz t o , co fotografia z y s k a ł a , nie jest o b e c n o ś c i ą .
U z y s k a ł a świat, zgoda, lecz t y l k o j e d n ą z jego m o ż l i w o ś c i .
(...) N a fotografii r e a l n o ś ć jest obecna dla mnie, podczas gdy
j a nie jestem obecny dla niej: p o z n a j ę i o g l ą d a m świat, dla
k t ó r e g o niemniej nie jestem obecny, a k t ó r y jest (...) ś w i a t e m
minionym."
C z y ż nie p r z y p o m i n a to, jednej z p o u c z a j ą c y c h lekcji, jakie
o t r z y m a ł a Alicja p o d r ó ż u j ą c po K r a i n i e C z a r ó w ?
„ W i d z i a ł a m j u ż k o t y bez u ś m i e c h u — p o m y ś l a ł a A l i c j a
— ale u ś m i e c h bez k o t a w i d z ę po raz pierwszy w życiu, to
d o p r a w d y nadzwyczajne!"
U ś m i e c h , k t ó r y p o z o s t a ł na gałęzi drzewa, należał jeszcze
przed chwilą do k o t a , to czy i teraz do niego należy, czy jest
j u ż t y l k o po prostu u ś m i e c h e m ? Jeżeli z a ś tak, to jest j u ż
j a k i m ś u ś m i e c h u u o g ó l n i e n i e m , jego i s t o t ą , a j e d n o c z e ś n i e
t y m , co realnie istnieć nie m o ż e .
C z y m więc jest obraz filmowy? Odbiciem istniejącej rze­
czywistości, czy m o ż e o d s ł o n i ę c i e m jej istoty? Wszak dopiero
sam u ś m i e c h , c h o ć to wydaje się paradoksalne, daje n a m
m o ż l i w o ś ć przeżycia istoty u ś m i e c h u j a k b y „ s a m e g o w so­
bie". Wszak dopiero np. obraz filmowy, a właściwie to
wszystko, co obraz ten znaczy, m o ż e u z m y s ł o w i ć nam, c h o ć
dla tego obrazu nie jestem obecny, j a k ą ś cechę p r z e ż y w a n e j
rzeczywistości.
R ó w n i e paradoksalny fakt daje się o d c z y t a ć w dziedzinie
b a d a ń nad filmem: ujawnienie bliskości z t a k i m i zjawiskami
k u l t u r y , j a k m i t , myślenie symboliczne, bajka, r y t u a ł , o b r z ę d
godzić wypada niekiedy z t e c h n i k ą rejestracji, z t e c h n i c z n ą
m o ż l i w o ś c i ą w y w o ł y w a n i a prawdziwego obrazu rzeczywis­
tości. O n i r y c z n o ś ć , a z drugiej strony mechaniczna, c h ł o d n a
dokumentacja.
Być m o ż e k i n o — j a k pisze Pasolini — opiera się na
przekazie „ l i n g w i s t y c z n y m t y p u irracjonalnego" - „i to
t ł u m a c z y g ł ę b o k ą o n i r y c z n o ś ć k i n a , ale t a k ż e a b s o l u t n ą
i n i e u n i k n i o n ą k o n k r e t n o ś ć , powiedzmy, p r z e d m i o t o w ą . "
Obrazoznaki, w e d ł u g tej ciekawej propozycji, t o j e d n o ś ć
oparta na bardzo znaczącej opozycji: d o p e ł n i e ń archetypicznych i widzialnej rzeczywistości. I z n ó w n i e z w y k ł o ś ć obrazu
filmowego ukazuje się w całej swej z ł o ż o n o ś c i . M o ż e m y z n a ć ,
to znaczy p o n a z y w a ć , wszystkie jego elementy. M o ż e m y
12

13

1 4

15

1 6

p r z y p u s z c z a ć z czego się s k ł a d a , ale wciąż w y m y k a się n a m
jego znaczenie. N i e p o t r a f i m y jeszcze określić nawet jego
funkcji, ani tego w jakiej rzeczywistości istnieje. Przypomina
to nieco zadanie lingwistyczne, k t ó r e p o l e g a ć ma na p r ó b i e
odczytania zdania w nieznanym j ę z y k u , a do dyspozycji
m a m y jedynie słownik p o z w a l a j ą c y na odczytanie słów bez
z n a j o m o ś c i zasad g r a m a t y k i , ani wiedzy o potencjalnych
m o ż l i w o ś c i a c h w y s t ę p o w a n i a i d i o m ó w . A obraz
filmowy
t a k ą właśnie p o s t a ć przybiera najczęściej.
P r z y w o ł u j ą c t u t e r m i n o l o g i ę z w i ą z a n ą z sensem z d a ń ,
i d i o m ó w , s p r ó b u j m y teraz nasze r o z w a ż a n i a p o s z e r z y ć
o związki obrazu filmowego z p o e t y k ą . T o przecież film, nie
poprzez dobrane s ł o w a i t r a f n ą , j a k b y przez prawo ustano­
w i o n ą m i a r ą , s p o w o d o w a ł wytworzenie się w i z e r u n k ó w
rzeczywistości, „ p r a w d z i w y c h o b r a z ó w rzeczy".
N a w i ą z a ł e m t u , p a r a f r a z u j ą c cytat, do jednego z k a n o n ó w
s t a r o ż y t n e j i renesansowej poetyki, s p r ó b u j e m y bowiem
p o r ó w n a ć film, obraz w filmie, do zasady rerum simulacra,
istoty sztuki, niedościgłej idei poezji. Stanowi to przecież
cechę filmu n i e o d ł ą c z n ą , a paradoksalnie rzecz ujmując,
właściwość filmu p r z y r o d z o n ą , „ t e c h n i c z n ą n a t u r ę " .
„ T o jest funkcją poety — czytamy w j e d n y m z renesan­
sowych w y k ł a d ó w poetyki — by m o w ą i wierszem — splecio­
n y m i w o z d o b n ą i b o g a t ą całość — o d t w o r z y ć ludzkie
zachowania, d z i a ł a n i a , dokonania oraz miejsca na ziemi,
w s p ó l n o t y ludzi, p o ł o ż e n i a k r a j ó w , rzeki, obiegi gwiazd,
n a t u r ę świata; by znakami o p r z e n o ś n y m znaczeniu o d ­
t w a r z a ć stany u m y s ł u i poruszenia serc..."
W n i k a j ą c głębiej w samo znaczenie łacińskiego rerum
simulacra o d c z y t a ć m o ż e m y , iż rerum (res-, rei-,) to rzecz,
przedmiot, c o ś , a t a k ż e świat, w s z e c h ś w i a t , natura; simulacra
(simulacrum) z a ś to obraz, portret, ale t a k ż e w i d z i a d ł o
senne, cień u m a r ł e g o , obraz charakteru, zjawisko, mara,
pozór.
R a c j ę ma oczywiście Kracauer i Beniamin t w i e r d z ą c , że
w obrazie filmowym p r z e w a ż a fizyczny i materialny obraz
świata, wszak w y t w o r z o n y z o s t a ł p r a w d z i w y obraz rzeczy.
A l e rację ma r ó w n i e ż M o r i n i Susan Langer p o r ó w n u j ą c film
do snu, lub d o archaicznych m a l o w i d e ł naskalnych. R a c j ę
m a r ó w n i e ż i Pasolini, kiedy w y p o w i a d a się na temat śmierci,
filmu i m o n t a ż u .
„ D o p ó k i nie u m r ę — pisze Pasolini — n i k t nie m o ż e b y ć
pewien, że zna mnie n a p r a w d ę , to znaczy, że m o ż e n a d a ć sens
mojemu d z i a ł a n i u , k t ó r e j a k o moment j ę z y k o w y jest trudne
do odszyfrowania. Trzeba więc koniecznie u m r z e ć , bo
d o p ó k i żyjemy, brak n a m sensu, a język naszego życia
( k t ó r y m się w y r a ż a m y i k t ó r e m u przypisujemy najwyższe
znaczenie) jest n i e p r z e t ł u m a c z a l n y . Jest chaosem m o ż l i w o ­
ści, p o z b a w i o n y m ciągłości poszukiwaniem z w i ą z k ó w i zna­
czeń. Ś m i e r ć dokonuje b ł y s k a w i c z n e g o m o n t a ż u naszego
życia: czyli wybiera jego momenty n a p r a w d ę z n a c z ą c e ( i j u ż
nie p o d l e g a j ą c e z m i a n o m p o d w p ł y w e m i n n y c h m o m e n t ó w
sprzecznych i niekonsekwentnych) i ustawia je w pewne
n a s t ę p s t w o — zmieniając n a s z ą teraźniejszość n i e s k o ń c z o n ą ,
n i e t r w a ł ą , n i e p e w n ą , a więc nie d a j ą c ą się o p i s a ć j ę z y k o w o ,
w przyszłość j a s n ą , stałą, p e w n ą , a więc o p i s y w a l n ą j ę z y k o ­
w o . (...)
M o n t a ż dokonuje się na materiale filmowym (utworzo­
n y m z f r a g m e n t ó w wielu bardzo d ł u g i c h i n i e s k o ń c z e n i e
k r ó t k i c h p l a n ó w sekwencji, p o j m o w a n y c h j a k o n i e s k o ń ­
czone m o ż l i w o ś c i subiektywnych p u n k t ó w widzenia) tego
samego zabiegu co śmierć dokonuje na l u d z k i m ż y c i u . "
A więc „ t o , co r y t m o g a r n ą ł nieśmiertelnieje...", j a k pisał
L e ś m i a n . „ K a ż d y m a w sobie — dopowie R ó ż e w i c z — zwi­
n i ę t ą t a ś m ę k o l o r w y c h i bezbarwnych filmów. K a ż d y film
jest zmontowany wyłącznie w p a m i ę c i jednego człowieka.
17

1 8

115

�Ginie razem z n i m . N i e ś m i a ł e p r ó b y opowiedzenia za życia,
w y ś w i e t l a n i a po śmierci są skazane zawsze na niepowodze­
nie. F a ł s z y w e są światła, ujęcia, plany, d i a l o g i . "
O ileż ciekawiej wobec tych p r z y k ł a d ó w m o ż n a np.
z i n t e r p r e t o w a ć sens p a m i ę t n e j , wielominutowej chyba,
ostatniej sekwencji f i l m u Zawód reporter, pozbawionej cięć
m o n t a ż o w y c h . K a m e r a dokonuje przecież nieprawdopodo­
bnego salta, „ w y c h o d z i " z p o k o j u „ p r z e c i s k a j ą c " się przez
k r a t y i „ p o w r a c a " drzwiami do tego samego miejsca j u ż po
śmierci bohatera f i l m u .
P o w r ó ć m y jednak do naszych g ł ó w n y c h r o z w a ż a ń doty­
czących istoty, znaczenia i m o ż l i w o ś c i interpretacyjnych
obrazu w filmie. Wszystkie wymienione t u s ą d y na temat
natury czy specyfiki obrazu filmowego, c h o ć odmienne,
doskonale mieszczą się w poszerzonej, pod w z g l ę d e m znacze­
nia, formule rerum simulacra. A l b o w i e m filmowy prawdziwy
obraz rzeczy posiada w sobie przecież tyle samo doskonale
odbitych p r z e d m i o t ó w , rzeczy, o b r a z ó w , co cieni, p o z o r ó w ,
w i d z i a d e ł sennych, tyle samo o b r a z ó w świata, natury, ile
r ó ż n o r o d n y c h , mitycznych i mitologicznych koncepcji na
temat ich istnienia.
AJe prawdziwy obraz rzeczy, nie jest zbiorowiskiem owych
p r z e d m i o t ó w , ani cieni, nie da ich się po prostu oddzielić.
„ N i e d o s y ć bowiem — pisze uczony Renesansu, Conradus
Protucius Celtis — p e w n ą ilość sylab ująć w o k r e ś l o n ą m i a r ę ,
jeśli w t y m m e t r u m — przy pomocy r ó ż n o r a k i c h i stosow­
nych figur — [piszący] nie w y r a z i ł prawdziwego obrazu
rzeczy, nie o d m a l o w a ł go p i ę k n i e tak, by w samych s ł o w a c h
b y ł a ż y w o ś ć i by niosły one za s o b ą j a k b y moc o b d a r z a j ą c ą
rzeczy życiem, i by się w y d a w a ł o , że przez pisanie — rzeczy
na n o w o zaczynają istnieć. W t y m więc będzie największa
c h w a ł a piszącego: jeśli sprawi on w r a ż e n i e , że pisząc — t w o ­
rzy i w y w o d z i na ś w i a t ł o rzecz, k t ó r a d o t ą d j a k b y nie
istniała."
O ile jednak piszący, poeta, s p r a w i ć musi poprzez dobrane
s ł o w a , by rzeczy, j a k b y d o t ą d nie istniejące, na n o w o zaczęły
istnieć, o tyle t w ó r c a filmu staje wobec sytuacji innej;
wykorzystuje f o t o g r a f i c z n ą n a t u r ę dzieła, w y m a g a j ą c ą j u ż
innego r y t m u , l o g i k i , innego sposobu tworzenia „ p r a w ­
dziwego obrazu rzeczy".
P r ó b o w a ł e m o p i s a ć na w s t ę p i e tego szkicu dwa
filmy,
ś w i a d o m i e p o s z u k u j ą c p o r ó w n a ń do zjawisk istniejących na
z e w n ą t r z obrazu filmowego, do symboliki romantycznej, do
antropologicznej koncepcji przestrzeni, do innych
filmów
1 9

2 0

czy p r o b l e m ó w współczesnej k u l t u r y masowej, nie t w i e r d z ą c
j e d n a k ż e , iż bez owych d o p o w i e d z e ń treść filmu, życie tam
istniejące j a k b y j u ż poza naszym ś w i a t e m , nie m o g ł o by b y ć
odczytane czy zrozumiane. Czy jednak, wobec zarysowanej
t u t y l k o z ł o ż o n o ś c i obrazu filmowego, o d s z e d ł e m w istocie
od tego, co przed chwilą z o s t a ł o nazwane „ p r a w d z i w y m
obrazem rzeczy"?
Nie s p o s ó b jednak owej rzeczywistości, zawartej w obrazie
filmowym p r z e ł o ż y ć raz jeszcze na t e r m i n o l o g i ę k o n k r e t n ą ,
opisać znów jakimś zewnętrznym językiem obrazów. I tu
bowiem r ó w n i e ż d o k o n a ć musimy — użyję t u s ł o w a o prze­
w r o t n y m znaczeniu — m o n t a ż u otaczającej nas rzeczywisto­
ści o b r a z ó w t y m razem filmowych, p o s z u k a ć p l a n ó w od­
niesienia, k t ó r e dopiero s p r a w i ą , że świat „ p r a w d z i w y c h
o b r a z ó w rzeczy" zaistnieje j a k o n a r z ę d z i e poznania.
„ O t ó ż , (...) obrazy — pisze M i r c e a Eliade — z samej swej
struktury są w i e l o w a r t o ś c i o w e . Jeżeli u m y s ł posługuje się
obrazami, aby ująć o s t a t e c z n ą rzeczywistość, to właśnie
dlatego, że owa rzeczywistość przejawia się w s p o s ó b we­
w n ę t r z n i e sprzeczny i wskutek tego nie daje się w y r a z i ć
konceptualnie. (...)
Prawdziwy jest więc obraz j a k o t a k i , j a k o z e s p ó ł z n a c z e ń ,
nie zaś jedno z jego z n a c z e ń b ą d ź też jeden t y l k o z p l a n ó w
odniesienia.
Przełożyć obraz na t e r m i n o l o g i ę k o n k r e t n ą , s p r o w a d z a j ą c
go do jednego t y l k o z p l a n ó w odniesienia, to gorzej niż go
kaleczyć, to zniweczyć go, unicestwić j a k o n a r z ę d z i e po­
znania."
Oczywiście lepiej p o w i e d z i e ć , iż wiemy, że film zawiera
w swym przekazie wszystkie niemal formy artystycznej
wypowiedzi. I że w t y m przedziwnym, zawsze f a s c y n u j ą c y m
ś m i e t n i k u c y t a t ó w , k r a d z i e ż y czy inspiracji, bez t r u d u dogrzebiemy się literatury, d r a m a t u , malarstwa, poezji, czy po
prostu innych filmów oraz, dodajmy to teraz, j a k i e g o ś
n i e p o k o j ą c e g o nadmiaru rzeczywistości.
„ N i e m o ż n a bowiem p o s ł u g i w a ć się filmem w s p o s ó b
niewłaściwy — pisze Marleau-Ponty; tak j a k niewłaściwie,
dodajmy, nie m o ż n a p o s ł u g i w a ć się obrazem
filmowym
podczas p r ó b jego interpretacji — toteż raz wynaleziony
instrument techniczny musi b y ć j a k b y po raz w t ó r y wynale­
ziony przez a r t y s t ę , zanim dojdzie się do robienia praw­
dziwych filmów" — tak j a k , dodajmy, m o ż e m y m i e ć nad­
zieję, iż dojdziemy do opisu „ p r a w d z i w e g o obrazu rzeczy
w
filmie".
21

22

PRZYPISY
1 3

Wiele na ten temat (w.) Zofia Woźnicka, Problem kreacji
i reprodukcji w filmie. Studia z teorii filmu t. IX, Wrocław 1983
Cytat za: Alicja Helman, O dzielefilmowym;Material— Tech­
nika — Budowa. Wydanie drugie zmienione i uzupełnione, Kraków
Tamże, s. 196
1981, s. 27—28
Por. Barbara Mruklik, Andrzej Wajda, Warszawa 1969
Lewis Carroll, Alicja w Krainie Czarów, tłum. Antoni Mariano­
Aleksander Jackiewicz, Maski, „Film" 1961, nr 1
wicz, Warszawa 1957
Juliusz Kleiner, Romantyzm, (w:) W kręgu historii i teorii
Pier Paolo Pasolini, Pisany język rzeczywistości, (w:) Jerzy
literatury; wybór i opr. Artur Hutnikiewicz, Warszawa 1981, s. 185 Kossak, Kino Pasoliniego, Warszawa 1976, s. 135
Merleau-Ponty, Film i nowa psychologia, s. 185
Por. Conradus Protucius Celtis, Sztuka wierszowania i układa­
nia wierszy, (w:) Poetyka okresu Renesansu, wybór, wstęp i opraco­
Stefan Czarnowski, Podział przestrzeni i jej rozgraniczenie
wanie Elżbieta Sarnowska-Temeriusz, Wrocław 1982, s. 6
w religii i magii, (w:) Dzieła, t. III, Warszawa 1956, s. 227
Pasolini, Uwagi na temat planu-sekwencji, (w:) Kino Pasolinie­
Tamże, s. 229
go, s. 167—168
Tadeusz Konwicki, Ostatni dzień lata, (w:) Scenariusze filmowe,
Tadeusz Różewicz, Morze, (w:) Proza, Wrocław 1973, s. 79
Warszawa 1966, s. 61—62
Conradus Protucius Celtis, Sztuka wierszowania... s. 8
Tamże.
Mircea Eliade, Sacrum, mit, historia. Wybór esejów, wyboru
Merleau-Ponty, Film i nowa psychologia, s. 185
dokonał i wstępem opatrzył Marcin Czerwiński, przeł. Anna
Tatarkiewicz, Warszawa 1974, s. 24—25
Bolesław Leśmian, U źródeł rytmu, (w:) Szkice literackie.
Merleau-Ponty, Film i nowa psychologia, s. 108
opracował i wstępem opatrzył Jacek Trznadel, Warszawa 1959, s. 74
1

Por. Maurice Merleau-Ponty, Film i nowa psychologia, tłum.
Marek Zagajewski, (w:) Estetyka i film; Studia z teorii filmu, pod
redakcją Aleksandra Jackiewicza, tom IV, Warszawa 1972, s. 196

1 4

2

3

1 5

4

5

6

1 6

1 7

7

1 8

8

9

1 9

2 0

1 0

2 1

1 1

1 2

2 2

116

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9939" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9917">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/41dac23061be21485ebe0bc91558f5c1.pdf</src>
        <authentication>2e00a50cb2c2a7a669f8930e2afd537a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118213">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118215">
                <text>Punk-Rock/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.117-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118217">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118219">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118221">
                <text>Ryszard Ciarka

PUNK - ROCK

P u n k w języku a n g i e l s k i m oznacza t y l e co śmieć, o d p a d k i ,

F a k t dostrzożenia i w y k o r z y s t a n i a nowej i niezależnej t e n ­

rzeczy m a r n e i odrzucone, zaś od połowy l a t siedemdziesiątych

d e n c j i w muzyco rock'owej nio wyhamował j o d n a k bardzo i n ­

także i nową falę młodzieżowoj k o n t r k u l t u r y .

Próżno b y doszu­

1

teresującego zjawiska j a k i m było masowe pojawionio się małych

kiwać się jednej p r z y c z y n y tego zjawiska. N a powno należałoby

niezalożnych

wymienić

przez grupę grających muzyków.

skostnienie

i

komercjalizację

poprzedniej,

hippie-

sowskiej k o n t e s t a c j i , większą aktywność l o k a l n y e h , s u b k u l t u r o wych

grup

młodzieży

wielkich miast

Zachodu

powodowaną

n a s t r o j a m i f r u s t r a c j i w s k u t e k bezrobocia i gospodarczoj recesji.
Czy wreszcie tę najbardzioj prozaiczną przyczynę — chęć oży­
w i e n i a r y n k u z b y t u przoz animatorów i dystrybutorów k u l t u r y
masowej,

zaszokowanie

konsumentów

kolejnym

wytwórni

płytowych, zakładanych

często

tylko

3

M o d a n a „zrób t o s a m " stała się w krótkim czasie hasłem
i stałym już elementem współczosnego r y n k u związanego z m u z y ­
ką r o c k ' o w a reprezontując w niedługim czasie wszystkie

style

i kierunki.
I n n y m , równie c i e k a w y m , m a s o w y m zjawiskiem o charakterze

skandalem,

„zrób t o s a m " , który należy t u wymienić, było pojawienie się

który z pewnością przyniesie z y s k i .
Jest j e d n a k f a k t e m , że r o k 1976 stał się początkiem u j a w n i e n i a

ogromnej

ilości

różnorodnych,

skich

zaprezentowała

„fanzine". Te male k i l k u s t r o n i c o w e kserokopiczne p i s m a zawie­

szerszej publiczności nową formę a r t y s t y c z n e j w y p o w i e d z i , nową

rały przeważnie informacjo o wydarzoniach związanych z r u c h e m

estetykę i ideologię w r a m a c h młodzieżowoj k o n t r k u l t u r y ; szo­

p u n k , o k o n c e r t a c h i organizowanych w y s t a w a c h . Tworzyły nie­

sceny

alternatywnej,

która

Początki wydawały się t y p o w o , b o w i e m już r o k później roklamę i promocję w i e l k i c h f i r m płytowych uzyskują najbardziej
Stranglers,

wydawnictw

prasowych

zwanych

zależny margines k r y t y k i związany z muzyką r o c k ' o w a . Powielały

kującą modę i agresywną muzykę — p u n k - r o c k .

znane zespoły (Sex Pistols,

małych

wykonywanych

i

klubach,

kolportowanych

własnoręcznie

przez kulturę masową W i e l k i e j B r y t a n i i , działającej już w m i e j ­

Clash), przynosząc p r o d u ­

m a n i f e s t y , krótkie u t w o r y l i t e r a c k i e i w y w i a d y .
„Sniffin

Glue — piszo D i c k Hebdige w słynnej książce

Sub­

of Style — pierwszy „fanzine" i jeden z t y c h ,

culture. The Meaning

c e n t o m i d y s t r y b u t o r o m ogromne z y s k i . N i e mniejsze chyba o d

który osiągnął największy

t y c h j a k i e z a r o b i l i n a nowej modzie właściciole salonów m o d y

r o d z a j u pozycję propagandową

proponując a w a n g a r d o w y image t a k d l a artystów j a k i d l a zwo­

głównej zasady p u n k o w e j f i l o z o f i i „zrób t o s a m " (do-it y o u r s e l f

lenników nowogo s t y l u b y c i a .

philosophy) — d i a g r a m przedstawiający t r z y pozycje p a k "w na

Punk

uderzał

mocno.

Agresywne

zachowanie

graniczące

rozgłos, zawiorał jedyną w

swoim

d l a s u b k u l t u r y —• n a t e m a t

g i t a r o w y m gryfie i napis n a górze: To j e d n a s t r u n a , a t u jeszcze

z brutalnością. Twarze z a g r a f k a m i wpiętymi w p o l i c z k i i uszy.

dwie, a teraz możosz już założyć swoją własną k a p e l ę . "

Skórzane k u r t k i z w y m a l o w a n y m e m b l e m a t e m ulubionego zespo­

krótko mówiąc, zespół, w którym nio będzie t a k bardzo ważny

łu l u b ze s t o s o w n y m hasłem mającym odzwierciedlić stosunek j o j

t e k s t w y k r z y k i w a n y pomiędzy rytmiczną pułsacją

właściciela do życia i całego otoczenia t y p u Zero

me.

a n i muzyczna w i r t u o z e r i a lecz sama aktywność, mieszcząca się

Głowy ostrzyżono w przedziwne f o r m y , kolorowe włosy, f r y z u r y

j e d n a k niezmiennie w k o n w e n c j i r o c k ' n ' r o l l ' a . Pisząc t u o k o n ­

l u b Kill

4

Czyli,

dźwięków,

przypominające przepisowo postrzyżonych rekrutów l u b u p i o r ­

w e n c j i m a m na myśli między i n n y m i t o , że m u z y k a r o c k ' o w a

ne postaci z filmów grozy l a t czterdziestych. Wszystko to miało

należy

napawać lękiem i t a k właśnie zostało

młodych, kontestujących

odczytane.

N o w a kreacja, szokujący s t y l b y c i a , d y n a m i c z n a
wykonywana

w k o n w e n c j i r o c k ' a t o zjawiska

muzyka

do

najbardziej

„tradycyjnych" sposobów
pokoleń już od p o n a d

wypowiedzi
30 l a t . N i e

sposób dziś jodnoznacznio określić samego zjawiska, j a k i m jest

przypisywane

t a m u z y k a z całą różnorodnością o d m i a n i stylów, r o z u m i a n a

każdomu n o w e m u , pojawiającemu się n a r y n k u k u l t u r y masowej

głównie j a k o m e d i u m , środek w y r a z u , ekspresji d l a r o z m a i t y c h

r u c h o w i k o n t e s t a c y j n e m u o d p o n a d 30 l a t . M u z y k a

rock'owa

młodzieżowych ideologii, stylów b y c i a , a r t y s t y c z n y c h manifestów.

jest przecież żywiołową formą ekspresji, spontaniczną, miejską,

Miejska,

elektryczną muzyką opartą o najprostszy s y n k o p o w y r y t m , w y ­

tkwią w t a k i c h źródłach j a k jazz, bluos, b u r a i m e n t o •—• w a f r y ­

wołującą n i e k i e d y w i e l k i e emocje.

kańskiej r y t m i c e

Oprócz j e d n a k zjawisk t y p o w y c h i już p o w i e l a n y c h , które
t r a d y c y j n i e już zasilają chłonny r y n e k masowej

rozrywki ta

nowa fala aktywności twórczej p r z y n o s i także i inne wstrząsy.
N i e wszystkie elementy tego nowego r u c h u mogły być t a k łatwo
i szybko zaadoptowane

bądź powielone. Wielo b o w i e m z n i c h

w y m i e r z o n y c h było wprost przeciw dotychczasowym

sposobom

konsumpcji sztuki w ramach dystrybucyjnej k u l t u r y

masowej.

„ R o k 1977 t o eksplozja p u n k - r o c k ' a . Zerwanio z dotychcza­
sowymi przyzwyczajeniami
muzyczny

elektryczna

muzyka,

i melodyce,

której
oraz

inspiracje

pośrednio w

bozpośrednie
europejskiej

muzyce klasycznej i w ciągle powracających fascynacjach muzyką
ludową w s z y s t k i c h o d m i a n i kontynentów.
Na

idoologie

i manifesty

poszczególnych

młodzieżowych,

k o n t e s t a c y j n y c h ruchów a r t y s t y c z n y c h związanych z muzyką
r o c k ' o w a , formułowane w t o k s t a c h piosenek i widoczne w a r t y s ­
t y c z n y m image także wpływały różnorodne inspiracje estetyczne,
t a k i e j a k r o m a n t y z m (new r o m a n t i c — s t y l p o p u l a r n y n a p o ­
czątku l a t osiemdziesiątych), surrealizm (początki zainteresowań

i schematami. D o tego czasu cały

tą formą a r t y s t y c z n e j ekspresji o d końca l a t 60-tyoh do dziś),

biznes s k o n c e n t r o w a n y był w rękach wielkicłi w y ­

dadaizm (neo-dada) oraz f u t u r y z m i d e k a d e n t y z m (jako charak­

twórni płyt, dyktujących m o d y i nowo muzyczno style. Nagle

terystyczne elementy p u n k - r o c k ' a . T e n aż n a d t o

pojawienie

postawiło

się obraz komplikują rozmaito n u r t y p o l i t y c z n e i modne prądy

k o n c e r n y płytowe w niezręcznej s y t u a c j i ; j a k zareagować na ten

religijne. Rzoe b y można, iż m a m y t u do czynionia z prawdzie

o d d o l n y r u c h , nie wymyślony przez n i c h ?

e k l e k t y c z n y m systemem

się

całej

armii

punk'owych

zespołów

Trzeba przyznać, iż reakcja była n a t y c h m i a s t o w a . Wietrząc

zapożyczeń, z t y p o w o

kulturą, potrzobującą wciąż n o w y c h

rozmazujący

wielkomiejską

i n s p i r a c j i , z ustawiczną,

d o b r y biznes i mając świetne rozpoznanie r y n k u , wytwórnio te

ciągle ponawianą próbą dostosowywania

szybko zaangażowały najbardziej obiecujące

ciągle zmieniających się realiów otaczającogo świata.

formacje."

2

środków w y r a z u do

117

�I

�P u n k - r o c k , w s w y m p o d s t a w o w y m przesianiu, s t a l się muzyką

M a m l a t 25 — i życie przełamano j a k p a t y k .

młodzieży, którą w w i e l u p u n k ' o w y c h manifestacjach i t o k s t a c h

Co spojrzę wstecz — o k r o p n a czarna p l a m a

piosenek określono m i a n o m n o w e j , o s t a t n i e j , straconej genoracji.

— co spojrzę przed się —• t w a r d y — z i m n y głaz.

Pokoleniem

Okręt mój, nie mając kompasu a n i steru, p l y n i o w nieznaną dał...

b u n t u przeciw k o m p u t e r o w e j c y w i l i z a c j i ,

bezrobo­

ciu, lęku przed coraz bardzioj prawdopodobną zagładą nuklearną.

A więc nioch się wypełni mia,ra mojej p u s t y n i !

P o d względem a r t y s t y c z n y m t a m u z y k a jost pierwszym świado­

ósma godz. czwarta j a k noc a dzioń, hey

niach do samych początków r o c k ' n ' r o l l ' a .
ujęciu

potocznym,

jako

zjawisko

masowo,

przowala się przoz e k r a n u k r y t y c h k a m e r

punk-rock

i pędzi pędzi śpiosząc niewiadomo gdzie

utożsamiany jost z p o j a w i e n i o m się nowej m u z y k i i nowoj m o d y

gdzie spojrzoó wszyscy wyglądają tale samo

w W . B r y t a n i i o d drugioj p o l o w y l a t siedemdziesiątych, ale samo
okroślenio w s t o s u n k u do muzyków r o c k ' o w y c h

7

A co z t y m tłumom n i o m y m ślepym szarym

mie r e t r o s p e k t y w n y m r u c h o m , siegają,eym w swych poszukiwa­
W

(...)

odpychając się o d b a r i e r y czasu i przestrzeni.

wykorzystano

8

było już wcześniej, u samych początków b u r z l i w i o rozwijającego

Już jesionią 1977 r o k u pojawią się w Polsce piorwszo g r u p y

siii r o c k ' n ' r o l l ' a . Między i n n y m i t y m właśnio m i a n o m określano

próbujące grać i propagować nową, muzykę, ideologię i n o w y

oalo rzesze młodych l u d z i , którzy u b r a n i i u f r y z o w a n i na wzór

sposób b y c i a — p u n k - r o c k .
Najciekawszą

swych f i l m o w y c h i m u z y c z n y c h i d o l i z końca l a t 50-tych —•
t a k i c h j a k James D e a n ( t e n z f i l m u Buntownik
M a r l o n B r a n d o (ten z f i l m u Dzikus),

bez

powodu),

B u d d y H o l l y , E l v i s Presley

postacią
Dzcdzej,

tych

nieśmiałych

warszawski poeta

początków

jest

i u l i c z n y śpiewak,

wykonujący najchętniej swo u t w o r y w r u c h l i w y c h p o d z i o m n y o h
przejściach. Śpiewał początkowo spokojne b a l l a d y akompaniując

— próbują kopiować i c h artystyczne dokonania.
W końcu l a t CO-tycli „odrzuceni" to przede w s z y s t k i m ci
wykonawcy

Wałek (Cyryl)

m u z y k i r o c k ' o w e j , którzy świadomie o d c i n a l i się

sobie na gitarze i h a r m o n i j c e u s t n e j , b y jesienią 1977 r o k u wziąć
udział w zorganizowałюj przez siebie a r t y s t y c z n e j

prowokacji

od głównego n u r t u ówczesnej k o n t e s t a c j i zaangażowanej p o l i ­

w k l u b i e s t u d e n c k i m H y b r y d y j a k o założyciel i w o k a l i s t a efe-

tycznie

morycznoj g r u p y grającej żywiołowy r o c k ' n ' r o l l .

(wojna

w W i o t n a m i o , demonstracjo

n a tle r a s o w y m ,
nowycli

T e k s t y piosonok Dzodzeja nio realizowały potocznych walo­

rozwiązań estetycznych (nawiązanie do surrealizmu, m i s t y c y z m ,

rów pootyckości, były najczęściej p o z b a w i o n y m r y m u i r y t m u

wyzwolenie

k o m u n i k a t o m , gwałtowną wypowiedzią, melorecytacją

niepokoje

studenckie)

czy

od n u r t u

poszukującego

duchowe poprzez n a r k o t y k i ) .

„Punk'owa scena wykrystalizowała się w A n g l i i w końcu l a t
70-tych alo j e j korzonio sięgają A m o r y k i Północnej. Już w końcu

czaną pomiędzy

Underground,

The Nem York

produkować n o w y rodzaj

Dolls

i Bamones

pulsacją

chropowatych,

Tłum n a u l i c a c h w a l i j a k wojsko

zaczynają

Dziewiętnaście jodnostek

m u z y k i r o c k o w e j , który świadomio

Czasu b l o k u

nawiązywał do s t y l u t a k zwanego ulicznego i do pesymistycznych

wschodniego

O t w i e r a oczy z a m y k a usta

wyobr.iżoń n a t e m a t przyszłości. M o n o l i t y c z n y r y t m , chropowate

I

brzmienie i związki z nowojorską sconą awangardową sytuował

G d y wowiiątrz turkoczą na każdym k r o k u

tę nową muzykę z dala od bardzioj o p t y m i s t y c z n y c h sposobów

N a każdyni r o g u — na każdej u l i c y

pojmowania

M i n i a p a r a t y nadawczo

госк'а".

świata

i

technicznej

ogłady

oficjalnego

nurtu

5

pędzi piędzi j a k strumień k r v i

odbiorcze

I sio!

Dla dalszej konsolidacji estetycznej ruchu nie jost bez znaczenia

K i e d y chcą zawszo nio

również t o , że m u z y k a młodzieżowa staje się pełnowartościowym

K i o d y chcę

środkiem w y r a z u d l a współczesnej s z t u k i awangardowej. B o w i e m

K i o d y chcę

amorykański o d p o w i e d n i k p u n k - r o c k ' a (znany t a m bardzioj j a k o

Kierły chcą- zawsze nie, n , o , " i , n , n , ' u e .

new wave) związany b y l ściślo z awangardową grupą twórców,
w której należałoby wymienić takie postacie, j a k A n d y W a r h o l ,
W a y n e C o u n t y , D a v i d B o w i e , którzy świadomio a d o p t o w a l i r o c k
i związano z t y m zjawiskiem możliwości a r t y s t y c z n o j k r o a c j i .
Natomiast

brytyjskio

zospoły

młodsze, słabiej zaznajomiono

punk-roek'owo,

zdecydowanie

z istniejącymi już k o n t a k t a m i

między muzyką r o c k ' o w a a sztuką awangardową

(szezogólnie

n u r t określony m i a n e m noo-dada utożsamiały się z młodą g».noraeją k u l t u r y robotniczej, trapioną p r o b l e m a m i t a k i m i , j a k bozrobocie, recosja, b r a k p e r s p o k t y w .
kręgach

kontaminaeja

miejskiej
tych

subkultury

T e k s t y spisywane były dużymi, d r u k o w a n y m i l i t e r a m i na k a r t ­
k a c h i układano n a podłodze, po to b y spolniać znakomicie rolę
ściągawki j a k i podkreślać ulotność, ehwulowość i n i e p o w t a r z a l ­
ność w y k o n y w a n y c h utworów j a k i całego zdarzenia.
D n i a 1 k w i o t n i a 1978 r . w w a r s z a w s k i m k l u b i e s t u d e n c k i m
„ R e m o n t " odbył się pierwszy w Polsce o f i c j a l n y k o n c o r t p u n k r o c k ' a , n a który zaproszono angielski zespół The Raincoats
dopołnienio, zorganizowanego w t y m s a m y m

jako

czasie, Między­

narodowego Spotkania Artystów „ I a m " , prezentujących awan­

młodzieżowej .

pewnym

6

okresio

Dopiero

performans. O d tego toż czasu k l u b R o m o n t organizował regu­
larne „poniedziałki m u z y c z n o " ,

podczas których

prezentowa­

niozależnych

na była z płyt nowa m u z y k a p u n k - r o c k i now w a v e . Dosyć szybko,

nurtów, o p a r t a o k a n o n żywiołowej m u z y k i rock'owej ukształ­

pojawią się też zespoły, które zaczynają grać w n o w y m s t y l u

towała, ostatecznie

dwóch, w

9

gardową sztukę „audio-vidoo", i zdarzenia parateatralne t y p u

Ideologia, system wartości, sposób bycia sytuowały jo w róż­
nych

wykrzy­
fałszywie

brzmiących dźwięków.

lat 00-tycłi i na początku 70-tych nowojorskie zespoły t a k i e j a k
Velvet

rytmiczną

p u n k j a k o ciekawy, a r t y s t y c z n i e a k t y w n y ,

młodzieżowy ruch k o n t e s t a c y j n y .

Skła,daty się nań po

trosze

i towarzyszące i r n g r u p y sympatyków, b y \vymienić t y l k o t o
najbardziej

znane,

rozpoczynające

swoją

działalność

sztuka p o p - a r t u , wpływy d e k a d e n t y z m u i dadaizniu przemieszano

przód końcem 1979 r. — Deadlock •/. Gdańska, Kryzys

w w y k r z y k i w a n y e h tekstach piosenek z p r o b l e m a m i życia co­

KSU

dziennego;

ciekawy w t y m czasie TtLT

at-iyMye.zno

głady zawarte

koneepc je i przeczucie

atomowej

w prostej r y i i n r . v . c i f i ) ; buntowniczo

za­

z U s t r z y k D o l n y c h , Brak
z

joszcze

z Warszawy,

z Łodzi i najbardziej

chyba

Warszawy.

artystyczne

Bez oficjalnych p r o m o c j i , licz r e k l a m y , t a k istotnej w maso­

m a n i f e s t y i anarchistyczne husk", wymierzono przeciw istniejącej

wej k o n s u m p c j i s z t u k i , zospoły to skupiają się wokół Klubów

sytuacji politycznej i społecznej.
W z o r y młodzieżowej s u b k u l t u r y rockowej mają
rozprzestrzeniania

Studenckich,
właściwość

się bez względu n a odJeglość, granico

obowiązujące systemy

czy

polityczne, choćby ze względu na, f i . k i ,

Miejskich

dnmacb. \Y iyrlt

Domów

Kabury

łub w

prywatnych

też miejoeach kształtuje -sio powielane później

modele zachowań i formy artystycznej manifestacji. R u c h k o n ­
soliduje się głownio w w у liku nieoflojalnego

obiegu i n f o r m a c j i ,

że głównym nośnikiem w y k r e o w a n y c h , n o w y c h sposobów b y c i a ,

w w y n i k u korzystania, z, , . t r a , d y c y j n y c i i sposobów' k o m u n i k a c y j ­

n o w y c h uico!o;j;ii, nowej mody bidzie miejska elektryczna m u z y ­

n y c h " t a k i c h j a k wspólne spot kanie, kmieci t , wspólne sluchauio

ko rokowa.

płyt, oraz dzięki niezależnym, niskonakładowym p i s m o m ksero-

119

�k o p i c z n y m t y p u „fazien" t a k i c h j a k „ P o s t " , „Szmata", „ K a n a ł " ,

G u r u (przezwisko — R.C.) puszczał płyty z Mistor H i t a . Nudę

„Turysta", „ O r g a n " .

próbował rozproszyć k o m p l e t n y ćwok, miejscowy

Występy zespołów p r z y j m o w a n e były przez

Krawczyk,

młodą, publicz­

który nie umiał nawet porządnie się przedstawić. Było trochę

ność ontuzjastycznie. W plebiscycie czytelników „Muzyki Mło­

zabawy, g d y przoraził się nakręcanego p t a k a , skaczącego w jego

d y c h " na najpopularniejszych wykonawców 1979 r o k u , w k a ­

kierunku.

t e g o r i i „talent rokujący największe n a d z i e j e "
zajmujo zespół Kryzys,

czwarte

miejsce

b y już w r o k u następnym zająć czołowe

(...)

W i d o w n i a w M D K składała się z punków, hipisów z Warsza­
w y , b r a m k a r z y — p i j a n y c h , bezmyślnych i agresywnych

oraz

miejsca w plebiscytach w i e l u p o p u l a r n y c h p i s m : t a k i c h j a k

Gitohipów. C i o s t a t n i t o t a c y co noszą długie włosy, lubią h a r d r o c k

„Panorama",

i śmierdzą, alo są podziargani (posia,dają z n a k i t a t u o w a n e

„Non

Stop",

„Na

Przełaj", „Świat

Młodych",

„Słowo Powszechne" m i m o , że z twórczością tej g r u p y można
było zapoznać się j o d y n i o n a k o n c e r t a c h l u b z kaset krążących
w n i e o f i c j a l n y m obiegu.

Jest już sprzęt, Kryzysi

wchodzą na seonę, A f a (przezwisko —

R.C.) ... A g a i n . . . I t ' s called... 1.2.X.U ( c z y t a j : ono, t w o , x , u :

„ W d n i a c h 8 — 1 0 . V I I I . 1980 — i n f o r m u j e n a bieżąco j o d n o stronicowy

—

R.C.) i lubią lutować (bić —• R.C.)

„fanzion" — odbył się w Kołobrzegu

(amfiteatr)

jest t o u d z i w n i o n a , bardzo p o p u l a r n a forma „odliczania" przed
każdym u t w o r e m , służąca często do wyznaczania t e m p a m e l o d i i

Pierwszy F e s t i w a l N o w o j F a l i (w Polsco). T r z y d n i wspaniałego

— R . C ) . Sala podryw'a się i faluje, powstaje k o s z m a r n y roz­

przożyeia, z n a k o m i t o j

atmosfery;

robionej

gardiasz: każdy tańczy gobba, p u n k i przewracają się i p o p y ­

przez nas i d l a nas (...)

Ci co t a m b y l i nio zapomną. C i którzy

chają, miejscowi n i o wiedzą co robić więc próbują się dostosować

trzy

dni muzyki

przegapili, n i o dojechali, mogą posłuchać kasety First
New

Wave.

F e s t i w a l był zorganizowany

Polish

f a t a l n i e . M u z y c y spali

do s y t u a c j i , b r a m k a r z e lutują każdego k t o i m się nawinie p o d
rękę. K a m i l n a p e r k u s j i przewraca

talerze

n a warszawskich

u p a k o w a n i j a k śledzie n i o m a l p o d gołym niebom. M i m o tego

hipisów i stara się trafić i c h pałkami, żeby było joszcze weseloj

organizatorom

Polandzi

(SZSP) nałożą się słowa u z n a n i a za

podjęcio

r y z y k a . D o Kołobrzegu zjechały wszystkie polskie kapele i załogi
— TILT,
Fomit,

KSU,
Psychodeliki

Deadlock,

Kryzys,

z Gary H a l l o m ,

Poverrocks,

Nocne

Szczury,

plują na Kryzys.

Zaraz po „Shitassie" b r a m k a r z , f i u t

w j a s n y m s w o t e r k u zgarnia J u r k a na k o r y t a r z i chce go lutować.
A f a z a t r z y m u j e zespól, k i l k u punków idzie n a pomoc. N a
szczęście jakiś trzeźwy b r a m k a r z ( t a k , bywają tacy) uratował

Рок..."

N i e m a l o d początku j e d y n y m ważnym miejscem

spotkań,

sytuację i odciągnął tego pierwszego. N a sali n a d a l szał. O k r z y k i

w y m i a n y i n f o r m a c j i , wzajemnego p o d p a t r y w a n i a się, prezen­

„gobba, gobba, h e y " . T u b y l c y zaczynają się orientować, co jest

t o w a n i a n o w i n e k dotyczących s t r o j u i wszelkich f o r m a r t y s t y c z n e j

grane.

eksprosji był k o n c o r t .

o k r z y k i : „ H e y ! " i wznosiły się w górę pałce w s y m b o l u V . P u n k i

Tym

niozwykłym

widowiskiem

rządzą

równie

niezwykłe

Chcieli

wykończyć

punków

psychicznio,

rozległy

zamiast i m przyłożyć wołali „ H a t e " (ang. nienawiść —

się

R.C.)

p r a w a . Publiczność składa się t u głównie z t a k z w a n y c h „ z a ł ó g "

i rzecz jasna k c i u k do dołu. Szkoda, że t y l k o V o x i K o l n o r (przo-

łub „kontygentów" c z y l i zwolenników grających „ k a p e l " c z y l i

zwiska — C R . ) b r a l i się do pięści.

zospolów. A często psujące się „wiosła" czyli g i t a r y l u b „ p i e c y k i "

W t y m szale można było i boz tego łatwo zaliczyć. (...)

Kry­

— wzmacniaczo — opóźniają z w y k l e sam k o n c e r t l u b powodują

zysi zagrali nowe n u m e r y — „Telewizja", „Disco G i r l " i inne.

długotrwało p r z e r w y między „numerami" c z y l i u t w o r a m i . W

Polandzi

trakcio w y k o n y w a n y c h „numerów" obowiązuje taniec „ p o - g o "

do wzmacniaczy. (...)

lub

popychanie

s a m " . K a z i k usiłował śpiewać, ale co można usłyszeć, g d y m i ­

najbliżej stojących) mogą w każdej c h w i l i zamienić się w „za­

k r o f o n nie działa, a S z m i t śpiewa co innego do dobrego m i k r o ­

d y m ę " czyli bijatykę przeszkadzającą t y m , którzy przyszli t y l k o

f o n u . Pietracho pracował za cały zospół, b o Pawoł p e r k u s i s t a ,

popatrzoć i posłuchać.

co jakiś czas wstawał, podnosił wywrócony sprzęt i siadał z n o w u ,

„gobba"

(rytmiczne

p o d s k o k i , potrącanie

i

K o n c e r t y są formą w y p o w i e d z i całej g r u p y , „ k a p e l " i „ z a ł ó g "

s p r y t n i e w y r z u c i l i Kryzysów zo sceny i podłączyli się
Polandzi

w y s t a r t o w a l i z „ N i e lubię siebie

a S z m i t usiłował grać a k o r d a m i n a basio. Jeszcze d w a kawałki

tworząc powion odrębny, n i e p o w t a r z a l n y k l i m a t , d l a którego

i Paweł się załamał. W d o d a t k u teraz Kryzysi

charakterystyczno

Polandzi

będzie

wspólno

skandowanio,

możliwość

p l u l i na Polandów.

m i e l i i t a k mocno n e r w y bo atmosfora stalą się nie­

wpływu „ w i d o w n i " na kształt i przebieg k o n c e r t u . Często toż t a

ciekawa. M i c k Neon (znany j a k o Guru) wyrzucił siłą S z m i t a ze

z b y t gorąca atmosfora panująca na koncercie kończyła się i n t e r ­

sceny i zaanonsował występ g r u p y Mono.

wencją służb porządkowych k l u b u — „bramkarzy",

wyłączo-

d a l i brakujące kawałki. W t y m czasio sytuacja punków na sali

publiczności

stała się niewesoła, bo na sali było już mało Kontyngentowców.

niem

a p a r a t u r y nagłaśniającej

l u b wtargnięciem

(...) Po Mono

Kryzysi

G i t o h i p y zaczęli bić naprawdę i zepchnęli nas w kąt sali. Po

na scenę.
Podczas występu „załoga" koncertującej

właśnie

„kapeli"

koncercie k i l k u hipisów i tubylców pytało muzyków o cel p u n k a

bierze bardziej a k t y w n y udział w tańcu, stara się, o ilo jest liczna,

i t a k i e różne rzeczy. Wreszcie jedon z hipisów zrozumiał wszystko.

a k t y w n i e wpłynąć n a przebieg zdarzeń t a k n a w i d o w n i j a k i n a

Powiedział: „ T o j a już nic nio r o z u m i e m " . Toraz Grodzisk jest

scenie. T w o r z y coś, co nazwać b y można k o m e n t a r z e m a d o k w a t -

d l a nas s p a l o n y " .

n y m do tego, co dzieje się właśnie n a scenie.
Ciekawie
z pierwszych

i bardzo

obrazowo

zdecydowały
Band

Oczywiście, najłatwiejszym

relacjonuje przebieg

jednego

p u n k - r o e k ' o w y c h koncertów w Polsce

„fazien"

„ S z m a t a " z października 1979 r . „ D o Grodziska
się

przyjechać

kapele

i nowa formacja Tajemniczego

Kryzys,

1 0

Mazowieckiego
Poland,

M i c k a Noona —

i najbardziej

rzucającym

się

w oczy rozróżnieniem n a „ k a p e l e " i t y c h , którzy p r z y s z l i t y l k o
popatrzeć i posłuchać jest strój. Bardzo c i o k a w y m i charakte­
r y s t y c z n y m zjawiskiem d l a każdego t y p u k o n t r k u l t u r o w e j m a ­

Oarage

nifestacji jost t o , że n a początku strój t a k i nie pełni r o l i u n i f o r m u

Mono.

jednoznacznie określającego przynależność do g r u p y i w więk­

Któregoś paździornikowego d n i a „porządni o b y w a t o l e " Grodziska

szym s t o p n i u jest improwizacją. I

zostali zbulworsowani w i d o k i e m k o l o r o w o i z fantazją ubranej

t a k często p i e r w s z y m s t r o j e m , a r t y s t y c z n y m imago prezentowa­

młodzieży, t a k niepodobnoj

do t a m t e j s z y c h bywalców b u d e k

n y m n a u l i c y l u b podczas k o n c e r t u b y l y n p . za dużo m a r y n a r k i ,

n a t e n dzioń w i e l k i k o n c e r t zwalił się

z szaf rodziców i ośmieszone: robotniczo w a c i a k i i berety z „an-

z piwom.
Na

zapowiedziany

za krótkie spodnie, pomięto plaszczo; stroje j a k g d y b y

K o n t y n g e n t W a r s z a w s k i , ale o godzinę za wcześnie, więo p u n k i
rozeszli się po mieście a b y zwiedzić sklepy monopolowo i wypić
p i w a . (...) Tymczasem w t a m t e j s z y m M D K m u z y c y dowiedzieli
się, że głupi h i p i s — organizator nio załatwił p e r k u s j i . N i g d y nie
wierz h i p i e j o w i ! 4 chłopaków pojechało do A n i n a p o sprzęt.
W y r o b i l i się w dwie godz. Przez t e n czas w Grodzisku panowała
zabójcza n u d a . M u z y c y brzdąkali n a g i t a r a c h , h i p i s i na p i a n i n i e ,

120

właśnie zo względu n a to

wyjęte

tenką"... Dopiero później wyzna.czyć możemy powion s t a n d a r d ,
który można określić j a k o : czarna skórzana k u r t k a ,

motalowe

ozdoby, obcisłe spodnio i ciężkie sznurowane za k o s t k u b u t y .
K o n c e r t j e d n a k to przede w s z y s t k i m f o r m a p r z e k a z u , k o m u ­
n i k a t u , który realizowany jest głównie poprzez t e k s t y w y k o n y ­
w a n y c h utworów
interpretacyjny.

i muzykę stanowiącą nieodłączny

olement

�Tl. 2. M u l t i Fanzine, M i x Over D u b c

W y k r e o w a n y świat k o n c e r t u , to miejsce, któro pozwala, n a
realizację postaw, manifestowanie odrębności psychicznej, socjo­

w świecie, być może p r o s t y m i n a i w n y m , alo w zostawieniu
z codziennością t a k bardzo nierzeczywistym ?

logicznej czy n a w e t k u l t u r o w e j . Jost o n w zasadzie jodyną formą

Jeżeli jost coś p o z y t y w n e g o

i sposobem działania d l a polskiego r u c h u kontestacyjnego i t y m

jeżoli jest coś co m a jakiś sens
coś co każdy wio

co zdecydowanie

odróżnia polską, kontrkulturę o d zachodniej.

T a nieznośna wręcz chęć bycia razem, wspólnego, masowego

czego każdy chce

uczestnictwa w b u d o w i e jakże k r u c h e j rzeczywistości, która trwa.

chcę zobaczyć to teraz

kilkadziesiąt m i n u t , a. czasem nawet k i l k a d n i powoduje,

chcę zobaczyć t o t u

tvlko

iż

t u możliwo są t a k i o niezwykłe zjawiska j a k F e s t i w a l

w Jarocinie. W i e l o d n i o w e , wspólne manifestowanie b y c i a razem

I t a k t u już nie m a nic do straconia
(...)

121

�M y służymy sobio
i w i e r z y m y w siebie
i żyjemy teraz
i żyjemy t u
I t a k t u już nio m a nie do stracenia
{Brygada

„Ambicja to t w o j a umarła r e l i g i a " — śpiewał zospół Kryzys.
„Wszyscy p o k u t u j e m y za t o że żyjomy" — skandował z publicz­
nością Sedes.

Kryzys)

„Młodzi ludzie —• napisał kiodyś M a r s h a l l M a c L u h a n — po­
zostający o d dziesięciu l a t p o d wpływem telowizji zupolnio n a ­
t u r a l n i e przojęli chęć do głębokiego zaangażowania, p r z y którym
wszystkie odlegle, wizualnio przodst.awiouo cole k u l t u r y tra,dycyjnej wydają się nie t y l k o nierealno, ale nieistotno i nio t j d k o
nieistotne, lecz wręcz anemiezno. M o z a i k o w y obraz t e l e w i z y j n y
dajo młodym totalne zaaug '„żowanio wo wszystko, co się dzieje
w d a n e j c h w i l i i co jest odbierano w s z y s t k i m i zmyślano.
Ta n o w a postawa młodych nio m a nic wspólnego z p r o g r a m e m
telewizji i wykształciłaby się nawet wówczas, g d y b y telowizja
nadawała wyłącznie pozycjo o najwyższej wartości k u l t u r a l n e j .
Z m i a n a postawy nastąpiłaby w każdym w y p a d k u , gdyż wywołuje
ją sam obraz t e l e w i z y j n y . (...)
Dziecko ery telewizyjnej nio umie patrzeć w przyszłość, gdyż
chco zaangażowania, nio do przyjęcia są d l a niego t a k w nauee
j a k i w życiu celo cząstkowe i sprowadzone do postaci w i z u a l ­
n e j . " To jakże interesująco stwierdzenie trafnie charakteryzuje
pewion proces niezauważalnych i nie zawsze ЬгалуеЬ p o d uwagę
z m i a n zachodzących w życiu c o d z i e n n y m . A l e idea bezczasowości, ciągłego toraz, p o j a w i a się także, jako element d o m i ­
nujący, w sztuco awangardowej. N a płótnach Jacksona Pollocka
i naśladowczej g r u p y action p a i n t i n g zachlapana powiorzclmia
przypadkową strukturą p l a m i l i n i i jest zapisem s t a n u a k t u a l n y c h
odczuć, ekspresji twórczej, a sain obraz t y l k o p r e t e k s t o m , w y ­
c i n k i e m w istocie niekończącej się aktywności. Nieco inaczej
ową ideę realizował A n d y W a r h o l i twórcy związani ze sztuką
p o p - a r t u biorąc jakiś p r z e d m i o t codzionnego użytku, zo świata
rzoczy codziennych, najbardziej banalno i opatrzone symbole,
j a k nagłówki r o k l a m gazetowych, kolorowo o p a k o w a n i a , fotosy
słynnych gwiazd k i n a . Przenosząc je n a płótno w sposób trądy cyjnio m a l a r s k i l u b motodą s i t o d r u k u u z y s k i w a l i efekt calkowicio
o d m i e n n y od tego j a k i t y m p r z e d m i o t o m wyznaczyła k u l t u r a
konsumpcyjna.
1 1

12

13

N a pewno t a f o r m a a r t y s t y c z n e j w y p o w i o d z i j e s ; wypadkową
wielu przooiwstawnych sobie kierunków' i zjawisk związanych
z życiem c o d z i e n n y m , z których j e d n y m może być n a w o t i tele­
w i z j a ; z drugiej j o d n a k s i r o n y jest ciekawą próbą syntezy,
świadectwem a nawet może diagnozą s t a n u k u l t u r y współczesnej.
Z podobną próbą s p o t y k a m y się także śledząc poczynania
omawianej t u aktywności twórozoj w r a m a c h r u c h u kontesta­
cyjnego. I t u równioż n a p o t y k a m y w tekstach piosenek oraz
w i c h a r t y k u l a c j i elementy charakterystyczno dla wspólczesnoj
k u l t u r y i n d u s t r i a l n o j ; t a k i e j a k j o d u o w y r a z o w y ezy jodnozdan i o w y slogan r e k l a m o w y , hasło propagandowo l u b o k r z y k
skandowany podczas ulicznej manifestacji.
P r z y k o n t e s t a c y j n y m negowaniu u z n a n y c h i preforowanych
wartości w k u l t u r z e masowej, w t y m i i n s t y t u c j i jaką jest tele­
wizja, system e d u k a c j i , etos p r a c y , r o d z i n y , uwarunkow'ania
p o l i t y c z n e , wielo tekstów i i n t e r p r e t a c j i nawiązuje bezpośrednio
do koiiiontowa,iiyeh w joj obrębie problemów. O/.ęsto więc. I I I
koncertach usłyszeć można o ygui&gt;i;y,-h s k u i k a e h wyścigu zbrojeń,
o proteście przociw p r z e r y w a n i u efaży, o problemie n a r k o m a n i i
ezy nawol o t r u d n y m życiu rolnika,.
-

Zespól A t a k podczas kone.eiiu wylcono.l utwór zotytulowa.ny
„Agresja", był to w zasadzie jeden wyraz-hasln p o w t a r z a m
w nieskończoność: ..agresja,, agresja, .agresja...". Dynamiczna
m u z y k a i sugostywnoś ' ha.Oa. wyt wnrzyły uanięce. którego
y d y n y m ja,k się zdawało, sensownym rozwiązaniom l„ ,!/.ie n w e l a
bvó t y l k o . . . . . z a d y m a " i w rozul'a.oio przeia-amo k o u e e i t o . Pan
sam zespół nawoązująe w jednej z piosenek do k a t a s t r o t y p o l skiego samolotu wykorzystał slog tu reklamowy РоЬкк-Ь L i n i i
L o t n i c z y c h : ..Lataj LOT-еш, L O T e m bliżej do., z i e m i . "
1 1

122

Kryzys, Kryzys,
Co się gapisz t y
Twoje pokolonie
Kryzys, Kryzys,

Kryzys, Kryzys
kretynie
ginio
Kryzys, Kryzys...
(Kryzys)

Sam tekst jednak, boz m u z y k i , staje się j a k b y m n i o j czytelny,
to znaczy p o z b a w i o n y i n t e r p r e t a c j i , niorny. T r u d n o b o w i o m osą­
dzić czy słowa śpiewanej piosonki ilustrując jakieś wydarzenie
l u b p r o b l e m , p o t r a k t o w a n o są żartobliwie czy z polną powagą.
Prosty" tekst u s z t y w n i o n y w swoj s t r u k t u r z o k o n i e c z n y m i r y m a m i ,
l u b obowiązującym hasłem-sloganein staje się k o m u n i k a t o m
bardzo n a i w n y m i dopiero w t r a k c i e i n t e r p r e t a c j i jost w p o l n i
czytelny.
Jeżeli p r o b l e m jakiś ma,sz — poczekaj do 1 9
Przyjaciół zaproś do d o m u toż — p r o g r a m rozwieje
two wątpliwości
D z i e n n i k T e l e w i z y j n y , D z i e n n i k Telowizyjny...
Telewizja r a t u j o cię o d intelektualnego u p a d k u
Musisz myśleć, chcosz czy n i e , t a k j a k każą ludzie
3 0

z ekranu
D z i e n n i k T e l e w i z y j n y , D z i e n n i k Telewizyjny...
(Kontrola

W.)

W wielu również tekstach sons przekazu b u d o w a n y jest n a za­
sadzie szokujących zestawień i właściwy k o m u n i k a t o d c z y t a n y
być może bardziej n a zasadzio skojarzeń niż dokładnej analizy
poszczególnych twiordzeń.
Przeczytałem Biblię
Potom Mein K a m p f
Przeczytałem M a r k s a
P o t e m Nitscho
I stwierdziłem żo to wszystko jest kłamstwo
System to w o j n y
System to śmierć.
Faszyzm t o system
Systom — N I E !
(Moskwa)
Najważniejsze oczywiście d l a każdego r u c h u kontestacyjnego
i dla każdej s u b k u l t u r y , n i e t y l k o młodziożowej, jost ukazanie
różnic dzielących d w a światy: N A S Z i I C H . M y jostośmy i n n i ,
m a m y swoją muzykę, swojo hasła, swój strój i swoje p r o b l e m y ,
swojo widzonio otaczającej rtas rzeczywistości. Odrębność t a
b u d o w a n a jost najczęściej na zasadzio opozycji, d l a której linią
podziału będzio próg szoku zownętrznych odbiorców k o m u n i k a t u ,
czyli reakcja n a m a n i f o s t o w a n y s t y l zachowania, modę i systom
wartości.
K r e o w a n i o t a k podzielonej rzeczywistości t y l k o formalnie jest
j e d n o l i t o , t o znaczy I C H świat będzio bezduszny, małostkowy
i zły, polon chaosu. N A S Z zaś... i t u niespodzianka, N A S Z E G O
nio m a wcale, dopiero się staje. T r w a o ile N A S Z A aktywność
p o f r a f i go wyki'oowa-ć. MASZ świat wymogą ciągłej aktywności,
ponieważ M Y nie m a m y przyszłości — ..... żyjomy teraz i żyjomy
t u " - - śpiewano, fh'ifq&lt;i'ia. K r y z y s . ,,.Vio m a przyszłoś'i nic ma
p o k o j u . . . " . Na.jnoUeoj zatem X V ^ Z świat eeatizuje się na, k o n eereio, w ej roju ^z.'kującym otoczenie, m i m o że po e/.czególno
elementy takiego u n i f o r m u są wyjęte właśnie z otaczającego
N A S świata, a, na, p r o d u k o w a n y ,,fa.nzier&lt;" na, jego szatę
т'.аГе zna składają się w y c i n k i z ogólnie dostępnych czasopism.
Xaszo. k u b u r a jest tero2
Nasza k u l t u r a jest t u
Popatrz ci sami ludzie przośladują nas od l a t

�i l . :{. M u l t i Fanzine, M i x Over D u b

O N I I MY

Ci sarni ludzie z b u d o w a l i ten świat
Świat m a m o n y . . .
(/мме'1
T o k s l y луу1;опуtvanyoh utworów w r o z m a i t y c h

wariantach

ukazują reia.ejc, zarówno tę p o d s t a w o - ą : M Y i O N I , j a k i .różno­

Jesteście świnie — chcecie spalić swój d o m
Jesteście świnie - ~ zostawiacie bałagan
Jesteście świnie — za.s!aniacio m i słońce

rodne j e j o d m i a n y . Może być to N A S Z E widzenie I C H świata,

Jesteście świnio — nic dajecie m i żyć

j a k i I C H wyobrażenia na t e m a t N A S Z E G O . Pamiętać jednak

Jesteście świnie —• bo nie chcecie rozjemcy

należy o bezwartościowym k o m e n t o w a n i u samegot e k s h r

Jesteście świnie —- bo w v chcecie go zabić

�11. 4. Załoga

Jcateńcio świnie

Gówno m n i e obchodzą waszo myśli i sny

- ja nie pójdę za w a m i

Szara rzeczywistość — wasza rzeczywistość nio

Jesteście świnie •— antagoniści

obchodzi

(Sedes)

mnie

Nie potrzebuję was — chcę bye sam
Zostawcie mnie — odczepcie się

Zostawcie m n i e •— odczepcie się

M a m to co m a m ~ - chcę czego ehoę

Gówno m n i e obchodzi co o m n i o myślicie

Zostawcie mnie —• odczepcie się

Odczepcie się — chcę mieć własne życio

Nie myślę t a k j a k w y —• jestem i n n y niż w y

(Dezerter)

�s u b k u l t u r , t a k społecznych j a k i e t n i c z n y c h działających w W i e l ­

М\ о Ю О Н
W d o m u w szkole n a u l i c y wszędzie żyją j a d o w i c i

k i e j B r y t a n i i : rockers, mods, skinheads,

śmieszni głupi mądrzy m a l i truciciele różnoj s k a l i

nowojorskiej a w a n g a r d y . Znaczy t o , że pojawiają się w obrębie

tedyboys, rudis, rasta oraz

lubią kaszę logu m i n y a n a co dzień kwaśne m i n y

t e j twórczej aktywności elemonty afrykańskioj, k a r a i b s k i e j l u b

o n i z b r o j n i armią czolgiom o n i m i e l i swoją wojnę

miojscow ej m u z y k i l u d o w e j , hasła anarchistyczne obok ideologii

mają szpiegów swego wroga mają wiarę w swego boga

R a s t a f a r i i . Powrót do wczesnych doświadczeń m u z y k i rockowej

mają grzocby i zasady oszczędności r a t y wkłady

obok a w a n g a r d o w y c h

śpią w k o l e j k a c h dyskutują stroją m i n y kopulują

n i o w y c h p r z y w y k o r z y s t a n i u najnowszej t e c h n i k i .

r

żyć n o r m a h i i o d l a nieli bzdura p i o r w o t n i a k i w l u d z k i c h
skórach

poszukiwań n o w y c h możliwości b r z m i e ­

Nie jest t o oczywiście zjawisko nowo, charakterystyczne je­
d y n i e d l a pojawiającej się k o n t r k u l t u r y . Nasze

d o m y — pisał

kręcą nosem za postępom tolerancję zwalcz ustępem

w 1957 r o k u E r n e s t V a n D e n H a g g — są dzisiaj

prą do p r z o d u walczą z życiom a k t o i n n y w potylicę

afrykańskimi m a s k a m i bogów, g o t y c k i m i k r u c y f i k s a m i , japoń­

(Śmierć
Ciągle krzyczysz

Kliniczna)

dziwaczne

szczopu.

Czy pochodzą ono z m i n i o n y c h , c y w i l i z a c j i — włączając w t o

swobodnie

zachodnią wyższą kulturę i kulturę ludową — czy zo współczesnej

N i o można umrzeć godnie

A f r y k i , czy wiszą n a ścianach, czy się jo nosi, ogląda, tańczy albo

Jestom już zmęczony m a m t a k dość

ich słucha — t a k i e f r a g m e n t y , choćby ciekawo czy pouczające,

To czasy zbrodniarzy

są j o d y n i e l u k r o m n a torcie k u l t u r y p o p u l a r n o j . Nie zmieniają j e j

Pucu i handlarzy

c h a r a k t e r u , alo wzmacniają j e j synkrotyczną bezstylowość.

Coraz więcej p u s t y c h t w a r z y

Kalejdoskopiczna różnorodność ułamków, wziętych ze wszyst­

Coraz ciaśniej jost n a plaży

k i c h n i o m a l k u l t u r świata, pomaga wyjałowić i zniszczyć każdą

M a m t a k dość
(Kryzys)
O N I o NAS

z n i c h , podobnie j a k b a i w y s p e k t r u m zlewają się w jednolitą
białość jeżeli tarczę obracamy dostatecznie

szybko.

Rzecz d z i w n a , jesteśmy d u m n i z tego, że mieszamy różnorodne

Jestem głupi m a m pierdolca

k u l t u r a l n o wzorco. L u b i m y fostiwalo, na których w y k o n u j e się

W u c h u k o l c z y k w d u p i e kolca

tańce ludowe

Jestem wTedny leń

(czy pieśni) w s z y s t k i c h narodów, j a k b y t o nie

pozbawiało tańców l u d o w y c h każdego N a r o d u tej treści, jaką mają

N i o chcę p r a c y w żadnym biurze

wzięte pojedynczo i nio sprowadzało i c h do rzędu i m p o r t o w a n y c h

N i o chcę chodzić w g a r n i t u r z e

с iekawostok."

Jeździć pędnym autobusom

14

T o j e d n a k , co zostało nazwane synkretyczną bozstylowością

I pracować p o d p r z y m u s o m

nie w y d a j e się w pełni tożsamo z e k l e k t y z m e m p u n k - r o c k ' o w e j

Jestem w r e d n y leń

k o n t r k u l t u r y . Dystrybueyjność s z t u k i zastąpiona będzie przecież

Jestem w i n n y m a m o t a t o

próbą nowoj aktywności, choćby tą o charakterze ,,zrób t o s a m " ,

Czy dostanę w mordę za t o

starającą się nie negować locz w o d m i e n n y sposób wykorzystać

Głos m a m jakiś zachrypnięty

t r a d y c y j n e media k u l t u r y m a s o w e j ; „Może k r z y k barbarzyński

Chyba jostem pierdolnięty

dzisiejszego p o k o l o n i a —

Jestem zwiorzę n i c nie czuję

pisał w końcu l a t 30-tych Juliusz

K l e i n e r — rażący ucho l u d z i k u l t u r y przedwojonnoj, jost w o ­

Uczę się i kultywuję

łaniem o wielką twórczość, która b y przekornponowała całe życie

N i c nio myślę nic nie robię
Bo m a m burdel w mojoj

s k i m i d r z e w o r y t a m i —• i wszystko t o jost nie m n i e j
niż c y l i n d e r n a głowie w o d z a

na mnie że c i ciasno jost

N i o można oddychać

udekorowane

zbiorowo i w dzieło s z t u k i zmieniła całą rzoczywistość."

glowio

15

N i o sposób j o d n a k przewidzioć czy t a spontaniczna próba

Jestem w r o d n y leń
(Dezerter)
P u n k - r o c k jest r u c h o m t y p o w o m i o j e k i m , w swej p i e r w o t n e j
formie pojawił się j a k o konsolidacja i uogólnienio mlodziożowych

tworzenia zamkniętych obiegów i n f o r m a c y j n y c h , o p a r t a często
na t r a d y c y j n y c h formacłi k o m u n i k a c j i , łączenia w całość różno­
r o d n y c h elementów i i n s p i r a c j i jost nietrwałym,
epizodem w r o z w o j u k u l t u r y masowej

przelotnym

czy nową nadzieją.

P R Z Y P I S Y

Zarówno określenie k o n t r k u l t u r a j a k i s u b k u l t u r a stosuje
t u bez rozróżnień m i m o , iż można n p . zjawisko s u b k u l t u r y od­
nieść do tego co lokalne, zamknięte, za,ś k o n t r k u l t u r y do tego
co ponadlokalne i o t w a r t o . D l a s u b k u l t u r y większe znaczenie
mają różnoiodne podziały społeczno, ekonomiczno i etniczne.
N a t o m i a s t k o n t r k u l t u r o w a a r t y s t y c z n a aktywność współczes­
n y c h ruchów k o n t e s t a c y j n y c h , j a k i m i były hippios i p u n k
w przeciwieństwie do l o k a l n y c h g r u p s u b k u l t u r o w y c h , j a k
uczniowie, r e k r u c i , więźniowie i t p . m a c h a r a k t e r bardzo u n i ­
wersalny, t a k w sensie geograficznym czy społecznym, e t n i c z n y m
i a r t y s t y c z n y m . R u c h t a k i sta jo się dość szybko powszechnym
sposobem b y c i a wśród różnorodnych g r u p społecznych, modą,
b u n t o m t a k społocznyni j a k i a r t y s t y c z n y m .
Przemysław Mroczek, Zrób to sam, N O N S T O P (dodatek
do „Tygodnika D e m o k r a t y c z n e g o " , czorwiec 1986 г.).
M o d a na małe i niezależne wytwórnie płyt (independent
labols m o v e m e n t ) spowodowała nawet z m i a n y u w i e l k i c h po­
tentatów, do tego stopnia, iż w d y s t r y b u c j i wiotkich f i r m fono­
1

2

3

graficznych ( t a k i c h j a k CBS, Polydor, W E A ) pojawiły się małe
oddziały imitujące s w y m i t a j e m n i c z y m i i f a n t a z y j n y m i n a z w a m i
niezależno w y d a w n i c t w a .
D i c k Hobdigo, Subculture:
The Meaning
of Style, M e t h u o n
a n d Co. N o w Y o r k 1979
Trie ia Н о ш у , Punk
and Avant-Garde
Art, „Journal o f
P o p u l a r C u l t u r e " , State U n i v e r s i t y Bowding Greon, N r 4 V o l . 17,
1984
Zwraca na t o uwagę Hebdigo w cytowanej książce, p o r .
szczególnie rozdział Boredom in Babylon, s. 27—29
Tadeusz Myciński, Mene — Mene — Thekel —
Upharisim...
Quasi una phantasia [ w : ] Pisma pośmiertne. Cykl pierwszy
Lu­
cyfer, wydanie z rękopisów p o d redakcją A r t u r a Górskiego
i Czesława L a t a w c a , Warszawa 1931, s. 49
i Zamieszczono t u d w a t e k s t y Dzedzeja pochodzą z p r y ­
w a t n y c h zbiorów Sławomira Gołaszowekiogo i za udostępnienie
ich serdecznie dziękuję.
M a r s h a l l M o L u h a n . Telewizja
i bojaźliwy olbrzym
[w:]
4

5

6

7

8

9

1 0

125

�Przekaźniki, czyli przedłużenie człowieka, Galaktyka
Gutenberga,
Poza punktem Zbiegu, przełożył z oryginału angielskiego K a r o l
J a k u b o w i c z , wstępem opatrzył K r z y s z t o f Teodor Toeplitz,
W A i F , Warszawa 1975.
p o r . A l i c j a Kępińska, Żywioł i mit; Żywioł i chaos jako
wartość w sztuce action pahding
w świetle badań nad strukturą
mitów i świadomością mityczną, W y d a w n i c t w o L i t e r a c k i e K r a ­
ków—Wrocław 1983
O różnorodności zainteresowań A n d y W a r l i o l ' a niecłi
zaświadczą d w a skrajne a jednocześnie najsłynniejsze przykłady;
płótno przedstawiające puszkę z u p y p o m i d o r o w e j f i n n y Cambell
1 2

1 3

Fotografie,

I

rcin-iMliiltcje

i folom

i f i l m w o l n y o d wszelkich zabiegów montazov.ych p t . E m p i r e ,
n a który składało się jedno, ośmiogodzinne, nieruchomo ujęcie
nowojorskiego E m p i r e State B u i l d i n g .
E r n s t v a n den H a a g , The Fabric of Society: an
Introduction
to the. Social Sciences, H a r c o u r t 1957, c y t . za: Kultura
Masowa,
opr. Czesław Miłosz, B i b l i o t e k a K u l t u r y , T o m X L I , I n s t y t u t
L i t e r a c k i , Paryż 1959, s. 88
Juliusz K l e i n e r , U wrót nowej estetyki [ w : ] W kręgu Mickie­
wicza i Goethego, Warszawa 1938, c y t . za Juliusz K l e i n e r , W
kręgu historii i teorii literatury, wybór i opracowanie A r t u r H u t n i kiowicz, Warszawa 1981, s. 098
1 4

1 5

OIOIŹH: \Yo.]Vi(vh АГаге1шо\уьк i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10491" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10469">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6a5dbd084f8f25c74f59032aa320e04b.pdf</src>
        <authentication>22ea8497ff300f09df10d62fecd1306f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124921">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2497</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124922">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124923">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124924">
                <text>O sposobie zabijania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124925">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.139-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124926">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124927">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124928">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124929">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124930">
                <text>O sposobach zabijania zwierząt
Ryszard Ciarka

„Cóż łatwiejszego na ogół niż unicestwienie życia roślin
czy zwierząt? Cóż bardziej dowolnego wydawałoby się, niż
własne postępowanie? Stąd natychmiastowy, aczkolwiek
niesłuszny wniosek, że zjawiska te nie podlegają prawom
w tej samej mierze co inne. A jednak gdy zabijamy jakieś
zwierzę, albo gdy pozwalamy mu żyć, żyje ono lub umiera na
mocy niezmiennych praw."
Zabijanie zwierząt czy roślin w celu ich spożycia jest
jednym z najpowszechniejszych aktów jakie spełnia człowiek
w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życia, a fakt ten
najczęściej umieszczany jest w kodeksie praw „niepisanych"
lub „naturalnych", które krytyce poddać najtrudniej. Nie
byłoby jednak truizmem twierdzenie o potrzebie poszukiwań
„kulturowych treści" owych praw, które regulują, ten
niestety najczęstszy kontakt człowieka z otoczeniem natural­
nym.
W obszarze zainteresowań etnografii temat ten jest zna­
cząco przemilczany. Istnieje wiele prac o zwyczajach i ob­
rzędach związanych z wegetacją roślin, uprawą roli. W wielu
pracach etnograficznych opisy zajęć rolniczych graniczą
niemal z podręcznikami agrotechniki, czego w żadnym
wypadku nie można powiedzieć o proponowanym tu tema­
cie.
Ukazanie i opis interesującego mnie zjawiska będzie
bardzo trudne. Materiału badawczego szukać bowiem wypa­
da jak gdyby między dwoma rozdziałami dowolnie wybranej
monografii: „hodowli" i „pożywienia". Właśnie między tymi
dwoma działami dzieje się interesująca mnie akcja - zwierzę
zamienia się w pożywienie. Wtedy też dobytek inwentarski,
z którym często wiążą się liczne przesądy, gusła i zabobony,
zmienia się jakby mimochodem w pożywienie lub przeciw­
nie, żyje i staje się jakby częścią społeczności, obdarzone
zostaje imieniem i sporym szacunkiem.
Oczywiście, różnorodne przykłady, jakie zostaną tu przed­
stawione i omówione, zmuszają do pewnych uogólnień, do
przytoczenia tu tylko w zarysie modelu uogólnienia. Korzys­
tanie z takiego modelu uogólnienia ma zawsze swoje dobre
i złe strony. Jak powiada Cassirer:
„Nie szukamy tu jedności wyników, ale jedności działania;
nie jedności wytworów, ale jedności procesu twórczego. Jeśli
termin człowieczeństwo w ogóle coś znaczy, to to, że mimo
wszystkich różnic i przeciwieństw, jakie istnieją między
poszczególnymi tworami, wszystkie te formy zmierzają ku
wspólnemu celowi. W ostateczności musi się znaleźć jakaś
uderzająca cecha, jakiś uniwersalny charakter, w którym
wszystkie te formy harmonizują i zgadzają się ze sobą.
Jeśli potrafimy ten charakter określić to można będzie
zebrać razem rozproszone promienie i skupić je w jednym
ognisku myśli.*
Materiał źródłowy, który został tu wykorzystany, uzys­
kany został w oparciu o kwerendę periodyków etnograficz­
nych: „Lud", „Wisła", Z W A K , jak również na podstawie
badań terenowych przeprowadzonych we wsiach woj. rado­
mskiego (Bierwce, Budki) i płockiego (Murzynowo). Po­
służyłem się również dostępnymi pracami badawczymi,
które dostarczyły opisów zachowań i rytuałów, a także
sposobów postępowania w chwili zabijania zwierząt.
1

2

3

W poszukiwaniu początku - Mit
„W Raju to ludzie jedli jabłka i owoce, bo śmierci nie
było..." „W Raju to się ludzie żywili chyba owocami, tak
mówią, ale kto to wie, zwierząt nie zabijali i było tyle pod
ręką, że starczało dla wszystkich."
„Dawniej to ludzie miesza nie jedli, raczej woleli kaszę czy
kapustę sadłem okraszone, a najdawniejsi ludzie to chyba
mięsa nie jedli tylko owocami żywili się, bo były lepsze, a nie
jak teraz zatrute."
„W Raju to się korzonkami odżywiali, bo wtedy nie było
jeszcze zwierzyny."
„Człowiek zawsze żywił się mięsem dawniej czy dziś, chociaż
teraz więcej. Nawet chyba w Raju, chociaż może i nie, bo nie
mieli ognia, ale znowu surowe mięso to jedzą Indianie, to
może i tam w Raju też. Człowiek zawsze musi jeść mięso."
„W Raju to ludzie żywili się korzonkami, bo nic innego
jeszcze nie rosło, ale ja się na tym nie znam, nie umiem
wytłumaczyć, to trzeba kogoś mądrego s p y t a ć . "
Chociaż antropologia nie podziela w pełni tego zdania, to
w wielu mitach o pierwszych ludziach i ich życiu mowa jest
często o tym, że byli raczej wegetarianami, , lub odżywiali
się pokarmem „boskim" - niewyczerpalnym - rzadko kiedy
związanym z krwią i zabijaniem. „(...) oto daję wam wszelką
roślinę wydającą nasienie na całej ziemi i wszelkie rośliny,
których owoc ma w sobie nasienie: niech będzie dla was
pokarmem." Bardzo podobnym do przypowieści biblijnej
jest mit o pierwszych ludziach stworzonych przez Tanriego.
Według tego tureckiego eposu, ludzie ci odżywiali się
owocami z drzewa, z którego sami wyrośli.
W mitologii greckiej „pięć wieków ludzkości" rozpoczyna
się mitycznym wiekiem złotym - „ludem złotym". „Ludzie
owi należeli do tak zwanego 'pokolenia złotego', byli pod­
danymi Kronosa. Żyli beztrosko, nie znając pracy, żywili się
jedynie żołędziami, dzikimi owocami i miodem, który ściekał
z drzew, pijali mleko owiec i kóz, nigdy się nie starzeli,
tańczyli i często się śmiali. Śmierć nie była dla nich straszniej­
sza od snu. Przeminęli już wszyscy, ale dusze ich zamieszkują
szczęśliwe zakątki wiejskie, przynoszą pomyślność i stoją na
straży sprawiedliwości." *
Jako jeszcze jeden ciekawy przykład, warto przytoczyć tu
mit o pierwszych ludziach zamieszkujących królestwo Beni­
nu: „ O o d d a l e n i u s i ę n i e b a o d z i e m i " .
Na samym początku istnienia świata, niebo znajdowało się
w bezpośrednim sąsiedztwie ziemi. (Stanowiąc pokarm dla
jej mieszkańców - R.C.) W końcu jednak niebo rozgniewało
się (...). Denerwowała je chciwość ludzka, która sprawiała, że
mieszkańcy ziemi odcinali zawsze większe kawałki od tych,
jakie byli w stanie spożyć. Resztki nieba wyrzucali wprost na
śmietnik a Niebo ostrzegało ludzi, (...) że oddali się od nich.
Pewnego dnia chciwa staruszka odkroiła ogromny kawał
nieba, którego jednak nie mogła w całości skonsumować (...)
zawołała na swego męża, ale i on nie mógł zjeść całej porcji.
Wezwali w końcu mieszkańców całej wsi, lecz niestety, i oni
nie mogli uporać się z nadmiarem jadła. W końcu resztki
musieli wyrzucić na śmietnik. No i niebo rozgniewało się. (...)
Uniosło się wysoko ponad ziemię, daleko poza zasięg ramion
ludzkich. Od tego czasu ludzie muszą ciężko pracować, aby
5

6

7

8

9

10

11

12

13

1

139

I

�15

zapewnić sobie nędzną egzystencję."
Kara jaka spotkała bohaterów benińskiego mitu jest
wynikiem niedotrzymania obietnicy, złamania przyrzecze­
nia, podstawowej zasady, która gwarantowała im nieskrępo­
wane korzystanie z boskiego, niewyczerpanego pokarmu.
Czyn ten także popełniają pierwsi ludzie z biblijnego
Raju. Również pierwsi ludzie, których stworzył Tanri
ulegają podszeptom niegodziwego brata Tanriego (Er Kisi)
i kosztują owoców z zakazanego drzewa.
W dalszym ciągu rozważań, fakt ten określać będą jako
„załamanie zasady generalnej". Złamanie „zasady general­
nej" niesie z sobą oczywiście zasłużoną karą, którą najczęś­
ciej jest utracenie bezpośredniej opieki Stwórcy, utrata
nieśmiertelności, lub po prostu przymuszenie do ciężkiej
pracy. Bardzo ciekawym elementem w mitach o pierwszych
ludziach i ich życiu, jest połączenie nieśmiertelności, którą
otrzymują ludzie od swego Stwórcy, z pokarmem, który jest
im dany. Można tu zauważyć, że śmiertelność nie jest dana
najczęściej jedynie ludziom, lecz obejmuje ona cały wszech­
świat.
Także w wielu motywach bajkowych można zauważyć
istnienie i złamanie „zasady generalnej". Motyw ten odnaj­
dujemy w wielu bajkach i podaniach dotyczących pierwszych
kontaktów ludzi ze zwierzętami.
„Powiadają, że dawniej nie trzeba było ani pasterzy, ani
koniuchów, rano gospodyni wypuszczała bydło, gospodarz
wypędzał konie na pastwisko, a wilk je pasł i doglądał.
Wieczorem zaś przypędzał najakuratniej do domu, a każda
gospodyni, miała dla niego upieczony bochenek chleba, nie
większy jak na dłoni. Wilk pysk otwierał, ona mu ten chleb
wrzucała i to była cała zapłata za jego fatygę.
Ale jednej gospodyni sprzykrzyło się piec okrągłe te
bochenki, więc pewnego razu wzięła kamyk okrągły, roz­
grzała w piecu i wrzuciła wilkowi do pyska, a on zaczął
ludziom zjadać b y d ł o . "
Interesujące może być zestawienie tego przykładu ze
znanym wigilijnym zwyczajem zapraszania wilka na tę
uroczystą ucztę - postną! - wilka. Wilk raczej nie jada
wigilijnych - postnych potraw, chyba, że jest to ten sam wilk,
który kiedyś wypasał bydło, lub inaczej, że jego to próba, by
w tak uroczystym dniu osiągnąć pełną równowagę stanu
mitycznego, gdzie nie ma zabijania i śmierci.
Nietrudno zauważyć, że śmierć pojawia się w powyższych
opowiadaniach dopiero w wyniku złamania przyrzeczenia,
które konstytuowało dotychczas całą „zasadę generalną".
Dopiero w wyniku konfliktu między „Niebem" a „Ziemią"
pojawia się śmierć jako już nieodzowny (co brzmi trochę
paradoksalnie) element w życiu człowieka. Nie zawsze
jednak pojawienie się śmierci jest karą, która przekreśla
dalszy sens egzystencji. Wyjaśnia to świetnie fragment mitu
Fonów z Dahomeju o pochodzeniu śmierci. „Awe (człowiek
obdarzony zdolnościami magicznymi - R.C.) opuścił Mawu
(najwyższe bóstwo w mitologii Dahomeju - R.C.) i wrócił na
ziemię. W ślad za nim wysłał bóg Mawu śmierć. 'Ludzie są
źli. Kto będzie czynił zło umrze!' - postanowił. Nie podobało
się to wszystko Awe. Używszy swych magicznych mocy
postanowił rozprawić się ze śmiercią. W tym samym niemal
czasie do akcji wkroczył Mawu: 'Zostaw ją w spokoju, a ja
dam ci w zamian ogień, ażeby ludzie nie żywili się jak
zwierzęta, lecz mogli spożywać gotowane potrawy. Kiedy
ktoś zachoruje, musisz dobrze go pielęgnować. Ja sam
zadecyduję, czy już czas do niego wysłać śmierć!"
16

nien zatem zostać „uregulowany" stosunek do otaczającego
świata, wypadnie przecież od tej pory z niego korzystać,
popadać w zależność - ingerować.
Najprościej oczywiście można byłoby przyjąć, iż po złama­
niu danego przyrzeczenia następuje ingerencja i uprzedmiatawianie otoczenia. Trudno jednak sądzić, czy czynności
te nie wymagały żadnych norm i rytualnych wzorów.

17

18

19

20

21

Złamanie „zasady generalnej" powoduje rozpad całego
dotychczasowego systemu organizacji. Od tego czasu, czło­
wiek musi jak gdyby zmierzyć się z otaczającym światem
bezpośrednio. Nie może jednocześnie popełnić jakiegoś
błędu, który spowodować może jego dalszy upadek. Powi­

140

Oszukiwanie
„Myśliwy, który zdołał znaleźć legowisko niedźwiedzia,
oznaczał jego miejsce i wracał do obozowiska, (...). Gdy
tylko dostrzegał pierwsze czumy, myśliwy zaczynał ob­
rzędowe działania pantomimiczne. Rozkładał ręce jak skrzy­
dła, wyciągał szyję jak ptak i zaczynał krzyczeć naśladując
kruka. (...) Zaczynała się powszechna barwna pantomima,
w czasie której kruk wzywał swych braci kruków, by udali się
dziobać znalezioną przezeń w tajdze zdobycz. (...) Rankiem,
skoro świt, wychodzili z czumów i 'odlatywali do tajgi
dziobać zdobycz', tzn. polować. (Moment tuż po zabiciu
niedźwiedzia - R.C.)
Myśliwy, który wyszedł z barłogu, zwracał się do nie­
dźwiedzia z różnymi prośbami, namawiając go, by dał
członkom rodu powodzenie w łowach, by zesłał im zwierzy­
nę, zdobycz, bądź też w formie żartobliwej przekonywał
niedźwiedzia, że powinien był od dawna przenieść się do
nowej siedziby, ponieważ jego barłóg stał się niedobry
i śmierdzący. Gdy w otworze barłogu ukazywała się głowa
zwierzęcia, myśliwi krzyczeli, inni na wpół rozpostarłszy ręce
i wzniósłszy ramiona przedstawiali kruki skaczące i bijące się
0 padlinę. (...) Następnie przedstawiano przybycie na we­
zwanie kruka gronostai, orzechówek, wilków, lisów i innych
zwierząt zamieszkujących tajgę. Każde zwierzę chciało zako­
sztować smacznego niedźwiedziego mięsa. Myśliwi uważali,
że patrząc na to dusza niedźwiedzia uwierzy, iż nie został on
zabity przez ludzi i nie będzie się na nich mściła, ale
przeistoczy się w nowego niedźwiedzia i będzie wędrowała po
tajdze, nie wyrządzając ludziom zła, dopóki znowu nie
padnie ofiarą myśliwych i nie zostanie przez nich oszukana
w ten sam s p o s ó b . "
„Oszukują" również myśliwi podczas obrzędów nad zabi­
tym niedźwiedziem w Laponii, gdzie po stypie, która jest
jednocześnie weselem zabitego niedźwiedzia, zakłada się
czaszkę zabitego zwierzęcia na sosnę, ażeby mógł po niej
wspiąć się do miejsca skąd przyszedł. A oto jeden z opisów
- pieśń ilustrująca - miejsce narodzin i w konsekwencji
powrotu zabitego niedźwiedzia. „Tam niedźwiadek się naro­
dził, wychował się syn niedźwiedzia: Na ramieniu Nie­
dźwiedzicy, na grzbiecie gwiazd siedmiorakich. Zstąpił na
rzemykach srebrnych, na miedzianej kolebeczce, wewnątrz
kołyski złotej, na czeremchy woniejące, na strumyk wśród
wikliny. Rośnie sosna na pustkowiu, a na sośnie srebrna
gałąź. Tam ząb pierwszy i ostatni, największy jest i najmniej­
szy. Gdzie się wykluły pazury, gdzie ulepiły łapy? Na
wierzchołku gęstej sosny."
Myśliwi właściwie występują tu w roli „dobroczyńców",
doprowadzających „uciekiniera" do domu, gdyż okazuje się,
że myśliwi wcale tego niedźwiedzia nie zabili, a jeżeli już, to
akurat nie ci. Cały czas,,(...) zapewniano niedźwiedzia, że on
sam się zabił spadając z góry, albo sięgając po jagody itp.
Niedźwiedź wskazywał na przyczyny swej śmierci: kulę
1 strzelbę. Myśliwi odpowiadali mu na to, że sam wziął kulę
bawiąc się strzelbą, że to nie myśliwi go zabili, ale strzelba,
a jeśli on, mimo wszystko, nie wierzy temu, gdyż wokół siebie
widzi ludzi, to powinien wiedzieć, że ci ludzie nie są
Ewenkami."
22

23

24

25

�Dialog ten odbywał się podczas oprawiania zabitego
niedźwiedzia. „Pierwszy niedźwiedź", ,,pra-niedźwiedź" na­
rodził się w niebie, u swego najwyższego ojca, zstąpił na
ziemię, działał na niej, został uśmiercony, wskrzeszony
i wzniósł się z powrotem do swego niebiańskiego ojca.
Tak wygląda zrekonstruowany model mitu. To samo co
z ,,pra-niedźwiedziem" działo się później z każdym z jego
potomków. Ansimow wyjaśnia lub łączy sposób przygoto­
wań do polowania i cały ceremonial jako nierozerwalnie
związany z obrzędowością i kulturą Ewenków. Przytacza
wiele przykładów podań, baśni, w których bohaterami są
kruk i niedźwiedź. Właściwie, to tylko w jednej znanej bajce
kruk w spotkaniu z jeszcze większym od siebie spryciarzem
- lisem daje się łatwo oszukać i traci kawałek sera. ,,Z natury
rzeczy na wcielenia dla złośliwych demonów i duchów
najbardziej nadawały się ptaki o piórach czarnych (jak kruki
itp.)."
Ostatnio nawet do słownika gwary miejskiej doszło nowe
określenie „gapa", w dwóch wariantach, jako określające
osobę chytrą i przebiegłą - „cwana gapa" oraz „jeżdżenie na
gapę", czyli bez biletu, co jest też swego rodzaju oszustwem,
a gapa to często spotykane określenie wrony. W języku
angielskim słowo rook oznacza gawrona, ale również szulera
i oszusta, a także, co ciekawe, wieżę w szachach.
Czyżby więc Ewenkowie oszukiwali?
Frazer tłumaczy to zjawisko następująco: „(...) dla dzikie­
go, który wszelkie istoty żyjące uważa właściwie za równe
człowiekowi, akt zabijania i zjadania zwierzęcia musi posia­
dać zupełnie odmienne znaczenie aniżeli dla nas (...). Toteż
opierając się na zasadach tej pierwotnej filozofii dziki
myśliwy, który zabił zwierzę, uważa, że grozi mu zemsta
ducha pozbawionego swego ciała lub wszystkich innych
zwierząt tego gatunku. (...) W konsekwencji dziki trzyma się
zasady nie zabijania takich zwierząt, których zabicie nie jest
absolutnie konieczne."
26

27

Oczywiście z takim twierdzeniem można się zgodzić, ale
pod warunkiem, że terenem naszych zainteresowań jest
„pierwotna filozofia dzikich", która stać ma oczywiście
w opozycji do kultur bardziej rozwiniętych.
Poszukiwania moje idą jednak w innym kierunku, ku
znalezieniu zasady, która łączy, a nie dzieli. Dalszego
impulsu i nowych problemów dostarcza zresztą sam autor
Złotej Gałęzi. Zasady „filozofii pierwotnej dzikich" odnaj­
dujemy również w kulturach, gdzie trudno by się pierwotności i dzikości doszukiwać. Jawne oszustwa i unikanie od­
powiedzialności za zabicie zwierząt (przede wszystkim bos­
kich) odnajduje Frezer w starożytnej Grecji. ,,(...) podczas
ofiar ateńskich zwanych 'mordowaniem wołu' (boupfonia)
ofiary składano pod koniec czerwca lub na początku lipca,
a więc po zakończeniu młócki w Attyce (...). Rytuał jego był
następujący: na zbudowanym z brązu ołtarzu Zeusa Polieusa
na Akropolu składano jęczmień zmieszany z pszenicą lub
placki zrobione z tych zbóż. Dookoła ołtarza pędzono woły,
to zaś zwierzę, które zbliżyło się do ołtarza i jadło ofiary,
zarzynano. Topór i nóż, którym zabijano wołu, były uprzed­
nio zwilżone wodą przyniesioną przez dziewczęta zwane
'nosicielkami wody'. Narzędzia ostrzono, podawano je
rzeźnikom, z których jeden ciął wołu toporem, rzucał
narzędzie i uciekał, a drugi (...) szedł jego przykładem.
Z wolu ściągano skórę, wszyscy zaś uczestnicy dzielili się jego
mięsem. Następnie wypychano skórę słomą i zaszywano ją,
wypchane zwierzę stawiano na nogach i zaprzęgano do
pługa. (...) Po czym następowała rozprawa sądowa w staro­
żytnym sądzie, któremu przewodniczył Król (tak go zwano);
miano na niej stwierdzić, kto zabił wołu. Dziewczęta, które
przyniosły wodę, oskarżały mężczyzn, którzy ostrzyli topór
i nóż, ci z kolei winę zrzucali na ludzi, wręczających
narzędzia rzeźnikom, tamci zaś obwiniali rzeźników, a rzeźnicy narzędzia. One też w końcu okazywały się winne
i wyrzucano je do morza."
28

141

�Powyższy fragment opisuje akt zabijania zwierząt i kon­ na nowo stosunek człowieka do otoczenia. „Wiadomo, że
sekwencje tego faktu w społeczności rolniczej. Dochodzi wszyscy na całym świecie oszukują swoich Bogów. Niezależ­
tutaj jeszcze jeden aspekt zabijania zwierząt, jest nim ofiara nie od zawartości literackiej i filozoficznej ksiąg religijnych
jako dziękczynienie lub pomoc, a związana jest ona ze z jakich korzystają, muszą oszukiwać. Oszukują chrześ­
sprawą niby nic nie mającą wspólnego ze zwierzętami, cijanie, mahometanie i buddyści. Ale różna może być jakość
oszukaństwa. I w tej dziedzinie, jakby w błysku flesza,
z wegetacją roślin uprawnych.
Katon w swym dziele O gospodarstwie wiejskim w I I w. dojrzeć można oblicze dalekiej kultury, naczelną cechę jej
p.n.e. taką daje radę, aby żniwa dały zadawalający wynik: struktury."
,,Zanim rozpoczniesz żni­
wo, należy ofiarować świn­
kę przedżniwną wedle ta­
Sposoby zabijania zwierząt
kiego oto obrzędu: ofiaruj
Cererze jako świnkę przed­
Omawiając tę część ma­
żniwną loszkę i to zanim
teriału, która dotyczy zabi­
zwieziesz te oto plony: or­
jania zwierząt w naszej tra­
kisz, pszenicę, jęczmień,
dycji, nie sposób pominąć
bób i rzepę nasienną. Za­
wpływu religii chrześcijań­
nim zabijesz Loszkę, uczcij
skiej wraz z jej etyką, wzo­
kadzidłem i winem Janusa,
rem postępowania czy sys­
Jowisza, J u n o n ę . "
temem wartości. „Biblijna
wizja świata i miejsce czło­
Oczywiście rzadko kiedy
wieka w nim prowadzi do
takie ofiary mają charakter
radykalnej desakralizacji
całopalny lub w inny spo­
przyrody. Przyroda jest
sób nie pozwalają korzys­
wprawdzie
stworzona
tać z mięsa zabijanego
przez Boga, ale jedynie ja­
zwierzęcia.
Najczęściej
ko scena dziejów człowie­
tylko moment zabicia jest
ka, który ma sobie przyro­
chwilą właściwej ofiary,
dę podporządkować. Jeśli
poświęceniem Bogu. Tak
więc Biblia nasycona jest
jak zostało to sprecyzowa­
jeszcze sakralnym stosun­
ne w przepisach Koranu,
kiem do przyrody, to jej
gdzie wszystkie zabijane
desakralizacja jest nie tyl­
zwierzęta poświęca się Bo­
ko nieuchronną konsek­
gu, w przeciwnym zaś wy­
wencją biblijnej wizji świa­
padku zabijanie ich jest
ta, ale wręcz zadaniem do
grzechem.
Jest
więc
spełnienia."
w tym pewna asekuracja,
Biblijne
wyniesienie
świadome lub nie zrzuca­
człowieka ponad inne is­
nie z siebie odpowiedzial­
toty oraz zapewnienie Bo­
ności, która ciąży na oso­
ga o panowaniu człowieka
bie zabijającej zwierzę. M i ­
na ziemi, nad wszelkimi
mo różnorodnych sytuacji,
zwierzętami
i roślinami jest
zwyczajów czy sposobów
M . Chagall, Wól odarty ze skóry,
Ш1
tak mocno wtopiona w tra­
zdobywania
pożywienia
w dalszym ciągu można zauważyć element oszukiwania, co dycję ludową, że w pełni można odnaleźć ten aspekt działal­
prawda różne są jego odcienie i znaczenia, zasada jednak ności człowieka w jego życiu codziennym. Jerzy Nowosielski
pozostaje ta sama. Można też wyszczególnić podstawowe ukazuje ten problem jako naczelną cechę wyróżniającą
mówiąc, iż „chrześcijaństwo zupełnie zagubiło sakralny
jego typy:
a) w chwili zabijania podawanie się za kogoś innego, stosunek do ofiary z krwi zwierzęcia (...) niejako skoncent­
rowało tę ofiarę na mistycznym Baranku i widać jak gdyby
członka innej grupy lub zwierzę;
b) obwinianie samego „poszkodowanego", iż sam sprowa­ zupełne wyparowanie ze świadomości sprawy śmierci zwie­
dził na siebie nieszczęście, lub za winne uznawać narzę­ rzęcia zabijanego przez człowieka, czy sprawy tajemnicy
cierpienia zwierzęcia w przyrodzie. Chrześcijaństwo zupełnie
dzia, którymi zwierzę zostało zabite;
to zagubiło i dlatego trudno jest mówić o cierpieniu, śmierci
c) oszukiwanie, namawiając pieśnią lub zaklęciem, aby
zwierzę dało się złapać w sidła albo bezpośrednio zabić, i zabójstwie zwierząt w aspekcie duchowym."
Rozszerzając tę wypowiedź, przytoczyć chciałbym od­
lecz fakt samego zabicia przemilcza się obiecując wspa­
powiedzi na jedno z pytań mego kwestionariusza: dlaczego
niałe, niczym nie zakłócone życie pełne bogactwa;
zabijamy i czy mamy w ogóle prawo do zabijania zwierząt?
d) zabijanie zwierząt w imię Boga w formie ofiarowania.
Z cytowanych przykładów wynika, że tak naprawdę, jakoś A jeśli mamy, to kto nam dał takie prawo?
„Człowiek zabija zwierzęta, bo takie jest postanowienie od
tej śmierci nie widać. Ukrywa się ją skrzętnie lub po prostu
nie zauważa. „Śmierć nie jest nigdy czymś nieuchronnym, najwyższych władz, od Boga. Bóg dał człowiekowi wszystkie
jest wynikiem okoliczności (...) śmierć nie istniała zawsze; władze i kieruje jego rozumem. Zawsze zabijano zwierzęta,
pojawiła się na skutek jakiegoś szczególnego wydarzenia, ofiary składano przecież z Baranka."
upadku człowieka lub jakiejś katastrofy." Wygląda na to, „Ludzie zabijają, bo mają takie prawo. Ludzie mówią:
że „upadku człowieka" lub jakiejś innej katastrofy nie było, wychowałem, zabiję i zjem, i nie ma co tu myśleć, tak już jest
a człowiek żyje nadal w świecie mitycznym bez śmierci od zawsze."
„Człowiek panuje nad wszystkimi zwierzętami, bo głowę
i zabijania.
„Oszukiwanie" zatem byłoby tym, co reguluje, ustanawia najwyżej nosi, koń też głowę wysoko nosi i dlatego stoi zaraz
29

34

30

31

32

35

36

37

33

38

142

�za człowiekiem. A świnia to najniżej, bo łeb nisko trzyma
w błocie i ryje."
Powróćmy jeszcze raz do wypowiedzi Jerzego Nowosiel­
skiego, który jednoznacznie twierdzi: „Zabijanie zwierząt
w świadomości chrześcijańskiej nie jest grzechem". I prawdą
jest również to, że traktujemy zwierzęta „wyłącznie jako
przedmiot użytkowy, z którym praktycznie rzecz biorąc
można zrobić wszystko, co się chce. (...) Przecież jeśli
badamy treść rachunków sumie­
nia w katechizmach czy w książe­
czkach do nabożeństw, to tam
właściwie element grzechu pole­
gający na nadużywaniu naszego
ludzkiego prawa do świata zwie­
rząt w ogóle nie istnieje."
39

40

Wynikałoby z tego, że stajemy
w tej chwili przed sytuacją nową,
nie spotykaną dotąd w naszych
poszukiwaniach sposobów zabi­
jania zwierząt, jak dotąd właś­
ciwie... bez ich zabijania, a co
nazwałem na podstawie wcześ­
niejszych ustaleń
„oszukiwa­
niem".
Powyższe wypowiedzi moich
rozmówców świadczą nie tylko
0 bezwględnym wywyższaniu
człowieka, stanowią raczej próbę
scharakteryzowania czy klasyfi­
kację otoczenia, którym są mię­
dzy innymi zwierzęta, gdzie jedy­
nym wyznacznikiem jest sposób
noszenia głowy. I m wyżej trzy­
mana głowa, tym ważniejsze
miejsce wśród innych.
Taki sam typ klasyfikacji za­
uważyć można także gdy w grę
wchodzi „mądrość". Oczywiście,
na czele tej hierarchii znajduje się
człowiek, dalej jednak sprawa jest
całkiem otwarta.
„Zwierzęta rozumieją, jak się do
nich mówi i poznają swoje imię,
a świnie nie. Ja krowy nauczyłem,
że jak szły na pastwisko, to nie wchodziły w szkodę, bo jak
każda czy chciała skubnąć buraków czy pszeniczki to ją
lekko w mordę biłem kijkiem i tak się nauczyły, że potem
prościutko szła na pastwisko i gdy sprzedałem taką krowę to
chłop nie mógł się nadziwić, że krowa taka mądra i nigdy
w szkodę nie wchodzi. Jak raz wszedłem do chałupy to
zobaczyłem, jak koty wylegują się na piecu, to krzyknąłem
na nie żeby się wzięły do roboty, a nie wylegiwały i wygnałem
je do stodoły myszy łapać i co pan powie jak po prawie
miesiącu, gdy siedziałem i jadłem obiad, to przychodzi jeden
1 przynosi mi myszę w zębach, taką miał pamięć. Ja to nie
wierzę w to, że zwierzęta mogą ludzkim głosem mówić na
Wigilię, ale mądre to są i swój rozum m a j ą . "
„Świnia to głupia, tylko żre i się w gównie tarza, maciora to
może nawet własne dzieci zadusić - takie to głupie."
„Konie, krowy, psy, koty mają swoje imiona, bo bliżej
z ludźmi żyją i rozumieją jak sieje zawoła. Kiedy krowa idzie
w szkodę to się krzyknie po imieniu i zaraz zrozumie, a świnia
nie, bo to głupie, łeb nisko spuści i ryje, jest głupia to i nie ma
imienia."
„Jak zwierze rozumi to ma nazwę - ot taka krowa, woła się
na nią Krasula, Siwa, Graniasto - to tak po maści, krowa to
rozumi jak sieją po imieniu woła i się obejrzy. Na konia to
wołają po maści: Siwy, Kary, ale są taż tacy, co na kobyłę
41

42

43

Baśka krzyczą. Świni się nie nazywa, bo to świnia, świnia nic
nie wie, co się mówi. Ale świnia nie jest taka głupia i swój
rozum m a . "
Z powyższych cytatów wynika, iż trudno byłoby zdecydo­
wanie wymienić zwierzę najmądrzejsze, które stoi w tej
swoistej hierarchii za człowiekiem i pozostałe zwierzęta,
wśród których można by zauważyć stopniowe zmniejszanie
się „mądrości", jedno jest. tylko pewne, zdecydowanie na
końcu tej „drabiny mędrców"
znajduje się świnia.
Inną klasyfikacją otoczenia
przez człowieka (najważniejszą
i najbardziej popularną) jest na­
zywanie - nadawanie imion.
„Nazywa się konie, krowy, psy
rozmaicie, najczęściej od maści:
Kary, Siwy, Łaciaty. Na psa Bu­
rek lub Cygan. Koty to nazywa
się rzadko, bo kot to kot. Świnia
to nie ma imienia, bo tylko ryje
i cała przeznaczona jest na zabi­
cie. Nazwy otrzymują te (zwierzę­
ta - R . C ) , które są bliżej z lu­
dźmi. Odróżnienie jest na jałówni
na chowanie i na zabicie czy
sprzedaż, bo te nie mają imienia
i mniej się o nie dba, aby tylko
mleka dostały lub ś r u t y . "
„Tak uznano, że świnie nazw nie
mają, to chyba dlatego, że ich
zawsze duża ilość jest i jak świnia
się oprosi to ma ich dużo od razu.
Konie mają imiona rozmaite Szamlowaty czy Kary, najczęściej od
maści. Krowy to aby nazwać
Kwiatula, Łaciata. A dlatego ma­
ją nazwy, bo bliżej z człowiekiem
są i pojedyncze mają wycielenia.
Świnia szybko dojrzewa, osiem
miesięcy i już do zabicia, cielak
tak samo - sześć tygodni. Krowy
nazywa się dlatego, żeby je odróż­
nić, żeby wiedzieć, która się lata
i gdzie którą u w i ą z a ć . "
„Imiona zwierzakom to się nadaje po upodobaniu. Na
krowę wołają po maści Krasula, Łaciata, Graniasta. Na
konie to często Baśka mówią albo Siwy, Bułany - to też po
maści idzie. Jak Gospodarz lubi zwierzę to nadaje mu imię,
jak się na nie krzyczy to przychodzi, łeb odwraca. (...) Świni
się nie nazywa, bo to głupie takie i nie rozumie nic, świnia to
taka pospolita mało się do niej przyzwyczaja, krótko się ją
trzyma i na ubój, to po co ją nazywać. Inne zwierzęta to
długo są na gospodarce, to się daje im imię, bo wszystko się
jakoś nazywa. Na świnie to się mówi prosiaki, a na maciorę
to maciora i j u ż . "
„Nazwy mają te zwierzęta, które są dłużej w gospodarstwie,
konie, krowy. Nazywa się je od maści: Krasula, Łaciata,
Czerwieniasta - to krowy, na konia woła się Siwek, Kasztan,
Baśka - to taka ulubiona kobyła. Świni się nie nazywa, bo
to zwierze przeznaczone na interes, po co je nazywać jak
trzyma się kilka miesięcy, a potem idzie na zabicie. Świnia to
by nawet nie reagowała na swoje imię, bo to tylko ryje, i żre
co się podstawi. Inne zwierzęta to są szlachetniejsze, byle
gówna nie zjedzą, a świnia to wszystko zeżre nawet spod
siebie.
Cielakom to się nadaje imię jak się co ciekawego zauważy
po urodzeniu, plamy, łaty. Takiemu, co ma być prze­
znaczony na ubój, to się nie nadaje imienia, bo po co się
44

45

46

47

143

I

�przyzwyczajać. Przecież gospodarz to też kieruje się sumie­
niem i uczuciem."
„Nazwę to taka krowa czy koń miały jak na targu się
kupowało, to wiadomo, że kupowano taką a taką krowę, np.
Gniadulę, a z własnego chowu to dostawała imię najczęściej
od maści. Świnie nigdy nie mają imienia, na maciorę mówi się
Maciora, a na prosiaki to Prosiaki. Może dlatego, że
brzydzili się ludzie świni, że jak świnia to koryto ż r e . "
Również w tej klasyfikacji świnia jest w swoisty sposób
wyróżniona. Zastosowanie podziału otaczającego świata na
bliski, nazwany nawet imieniem własnym, i ten oznaczony za
pomocą ogólników czy nazw gatunkowych zasługuje na
szczególną uwagę i wart jest większego zastanowienia.
Szczególnie jeśli zestawimy ten podział z klasyfikacją pod­
stawową, polegającą na biblijnym wywyższeniu człowieka
ponad inne istoty żyjące, to można zauważyć, że prawo
bezwzględnego panowania nad światem nie jest tak jedno­
znacznie nacechowane dowolnością i przedmiotowością
w obcowaniu ze zwierzętami.
Nadanie imienia własnego zwierzęciu, to nie tylko wyróż­
nik wśród pozostałych, to także, mówiąc dobitniej, darowa­
nie życia lub przyzwolenie na życie w społeczności ludzkiej.
Nie nadanie natomiast imienia przynosi jak gdyby dane
zwierzę w świat rzeczy. Łatwiej jest użyć czy zniszczyć jakiś
przedmiot czy rzecz, niż coś, co posiada własne imię, a zatem
coś więcej.
Nadanie imienia to także poświęcenie - poświęcenie Bogu
za czym idzie nietykalność i przyjęcie do społeczności.
Obrzęd nadania imienia nierozerwalnie wiąże się z chrztem
(w tradycji chrześcijańskiej) - akt ten jest momentem przyję­
cia do społeczności chrześcijan. Natomiast nie nadanie
imienia, często dodatkowo nacechowane jest określeniami
pejoratywnymi, często nawet wulgarnymi.
Gdy przyjrzymy się bliżej tej praktyce, stwierdzimy dwoja­
ki jej sens; z jednej strony obrzucanie nieszczęsnej świni
wulgarnymi określeniami, twierdzenie, że potrafi zjeść nawet
własne odchody, że żyje w brudzie i jest śmierdząca, wcale nie
przynosi chluby osobom potem ją spożywającym. Z drugiej
zaś strony fakt takiej praktyki odnosi się raczej do sfery życia
zwierzęcia, dyskredytuje jego wygląd, sposób bycia, poży­
wienie itp.
Fakt niejedzenia wieprzowego mięsa przez społeczności
żydowskie w Polsce stał się tematem licznych anegdot,
w których stwierdza się wręcz, że powodem tego stanu rzeczy
jest przemienienie ich krewniaczki za swą głupotę w świnię.
Wynikałoby z tego, że praktyka „uprzedmiotawiania"
zwierząt ma swój ukryty sens, a nazywanie i nie nazywanie
zwierząt, oznacza również odpowiednio zabijanie i nie
zabijanie zwierząt, czyli mówiąc poprawniej wprowadzone
zostaje rozróżnienie na zabijanie zwierząt i branie rzeczy.
Tym samym podział na człowieka i otoczenie. Owa dowol­
ność w czerpaniu korzyści z otoczenia przestaje istnieć.
Zarysowała się natomiast zasada regulująca stosunek czło­
wieka do otoczenia. Rozpatrując tę zasadę modelowo stwier­
dzić można, że odpowiada ona w pełni temu, co poprzednio
określiłem jako „oszukiwanie", spełnia bowiem takie jej
podstawowe założenie, jak fakt unikania śmierci, czyli
zabijania, gdyż nie zabija się rzeczy tylko zwierzęta, a tych
z kolei zabić nie można, ponieważ posiadają imię. Takie
modelowe stwierdzenie istnienia jakiejś zasady nie może być
jednak w pełni zadawalające tym bardziej, że przedmiotem
badań staje się tym razem nasze najbliższe otoczenie i w ten
sposób znamy nie tylko jego prawa, ale i anomalia.
Na szczególną uwagę zasługuje również fakt pewnej
cykliczności zabijania zwierząt w gospodarstwie chłopskim.
W wielu wypadkach zbieżny on jest z ważnymi świętami
chrześcijańskimi jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Tuż
przed tymi świętami występuje do dziś wzmożony ubój
48

49

50

51

144

zwierząt, nie tylko powodowany chęcią zastawienia świąte­
cznego stołu najlepszymi daniami, ale pozyskane w ten
sposób mięso stanowi zapas na dłuższy czas. Świadczy to
także o braku zupełnej dowolności w dysponowaniu zwierzę­
tami, ich życiem i śmiercią i stanowić może jeszcze jeden
przyczynek do opowiedzenia się za istnieniem zasady „oszu­
kiwania" w chłopskiej kulturze tradycyjnej.
Innym, obecnie nieco zapomnianym, świętem, podczas
którego zabijano zwierzęta i zjadano mięso, były zapusty,
mięsopust, czyli „szalone dni". Jest to kilkudniowy okres
(najczęściej trzydniowy), w którym panować powinna weso­
łość i zabawa. Często słowo zapusty i sposób manifestowania
tego święta utożsamiane jest ze słowem karnawał. W więk­
szości przypadków słowa karnawał, jak i zapusty czy
mięsopust tłumaczone są jako carnae-vale (саго, carnis
- mięso; vale, valedico - bądź zdrów!, żegnaj!) za-pusto
(mięsa), mięsa-pusto. Jak nietrudno zauważyć, wszystkie te
określenia dotyczą raczej chwili, która nastąpić ma po
burzliwym okresie święta i bardziej odnosi się do czasu
następującego po święcie, kiedy zapanuje niczym nie zmąco­
ny nastrój postu. Nie byłoby w tym na pewno nic godnego
uwagi, gdyby nie jeszcze inna, błędna zresztą, interpretacja
słowa karnawał, kiedy to fakt powszechnego uboju zwierząt
i spożywanie mięsa zasugerował Stanisławowi Czai w ar­
tykule „Zapusty" odniesienie słowa karnawał do źródeł
carnae-avello (avello, velli - rozszarpywać) i tłumaczenie
karnawału jako „mięsożerstwa" i odpowiednio mięsa-upust. Dopiero jednak te dwie interpretacje pozwolić
mogą w pełni zrozumieć charakter tego święta; z jednej
strony, przez odniesienie nazwy do czasu przyszłego, sądzić
można, iż to święto ma bardzo wyraźne cechy „granicy",
możliwości odmiany, z drugiej zaś strony przykłady nad­
miernego spożywania mięsa i nawet pewnej zgody na ten fakt
dość łatwo sugerują interpretowanie nazwy tego święta jako
krwawego.
„Na zapusty gospodarze bili wieprza, a zwłaszcza w ostat­
nie te najszaleńcze dni, bo zapust musiał być tłusty. Spraszali
sąsiadów, raczyli ich „jajeśnicą i śtuką i popijali wódką
chwest. (...) Wtencas inacy żyją, bo kogo stać, to zabija na
zapust świnię albo przynajmni staro krowę i zaprasza sąsiad
sąsiada, brat brata, kum kuma, przyjaciel przyjaciela na
zapust."
Charakteryzuje się również zapust bardzo ciekawymi
w treści przyśpiewkami czy rymowankami, w których mowa
jest właśnie o zabijaniu i zjadaniu zwierząt. Jak prawie nigdy
zwrotki tych piosenek przedstawiają ów moment z całą
brutalnością.
52

52

„Przysłała nas tu świnia
Żeście jej zabili syna
Są tu drobne znaki
Na progu krew, na gnoju kłaki
Weźcie noża ostrego,
Tnijcie nieboszczyka pstrego
Od głowy do d...
Będziemy mieli kapusty i k r u p y . "

54

Ta króciutka przyśpiewka zasługuje na szczególną uwagę.
Śpiewana jest przez zapustnych dziadów, chodzących od
domu do domu. Przedstawiona w niej akcja jest jakby
przestrogą czy lekcją, w jaki sposób nie należy zabijać
zwierząt, to znaczy pozostawiać tak wyraźnych śladów
„zbrodni". Dla podkreślenia tego faktu występują tu okreś­
lenia w stosunku do zwierząt bardzo „ludzkie", takie jak:
syn-nieboszczyk czy w końcu określenie części ciała raczej
stosowanej do opisu ludzi. Ale pamiętajmy, że jest to czas
święta, zabawy i figli, czyli moment znajdowania się jakby
w innej rzeczywistości nie podlegającej normom i nakazom
przestrzeganym w zwykłym dniu.

�Z wielu materiałów wynika, że przynajmniej dawniej czas
zapustów był bardzo „krwawy" i pełen zapamiętania w je­
dzeniu mięsa, aby mógł zapanować po środzie popielcowej
cichy, pełen refleksji smutek.
„W ostatni, we wtorek, tak zwany mietiejniawokors, dziesięć
razy jedzą mięso, a baby dnia tego piorą bieliznę, aby się
umęczyć i móc więcej zjeść."
Po ściśle określonej hierarchii człowieka i zwierząt, rozróż­
nieniu na zwierzęta nazywane i nie nazywane, zaznaczonej
cykliczności i pewnych określonych dni, kiedy zabijano
zwierzęta, pora na ostatni przykład, mówiący o braku
dowolności dysponowania zwierzętami - ich życiem i śmier­
cią - sam moment zabicia. Temat dość drażliwy, niezbyt
często omawiany w literaturze etnograficznej, omijany też
dyskretnie w podręcznikach fachowych dotyczących hodo­
wli i uzyskiwania mięsa.
Na początek pytanie: kto może zabijać?
„Ja do zabijania nie miałem natury, bo i zabić to bagatela,
a potem to trudno, mięso rozebrać, podzielić, krew na
kaszankę upuścić. To już musi być człowiek, który się na tym
zna. To musi być człowiek zdatny do tego lub jaki wykpis, co
to potrafi."
„Nie każdy potrafi zabijać, trzeba mieć to odziedziczone, bo
się widzi, jak zabijali. Taki człowiek powinien być sprytny,
zdrowy, nie gorący, uważny. Dawniej to w Murzynowie były
jatki i jak ktoś nie chciał zabijać, to sprzedawał świniaka do
jatki i mógł kupić m i ę s o . "
„ D o zabijania to trzeba być sprytnym i obrotnym, trzeba to
zrobić szybko, by się nie męczyło długo i siły też trzeba mieć,
tego nie może zrobić partacz."
„Zabić zwierzę to trzeba potrafić, często woła się kogoś do
pomocy. Nie każdy to potrafi, trzeba mieć w p r a w ę . "
„Ja tego nie umiem zrobić, to trzeba mieć wprawę. Są ludzie
zdolni, taki człowiek musi być opanowany, bo zamordować
to łatwo. Tak jak na wojnie człowiek zabija, bo natura jego
dziczeje i człowiek nie liczy się z życiem."
„Zabić zwierzę to trudno, to już od charakteru zależy, są tacy
co tego nie zrobią. Ja sam świniaka biłem i pomagałem przy
cielaku, ale cielaka to żal bardzo, oczy ma otwarte i cały czas
tak beczy i łzy mu lecą."
„Nie każdy może zabić, trzeba mieć sumienie i siły do tego, są
tacy, co nie mogą na to patrzeć. Taki, co zabija, musi być
zdolny i silny, to musi być fachowiec. Zwierzę, jak się je
zabija, to się rzuca i kwiczy, są tacy, co i za tysiąc złotych tego
nie zrobią. Ja biłem jak trzeba, ale też nie lubię, taki żal jest
wtedy."
Przykłady powyższe pozwalają na określenie cech charak­
terystycznych osobowości ludzi, którzy mogą zabijać. I znów
staje przed nami pytanie bez odpowiedzi: czy takimi są
w rzeczywistości? czy powinni być tacy? czy uważają, że
w swoim mniemaniu są takimi właśnie ludźmi? Rozstrzyg­
nięcia tego typu na pewno tu nie padną, ważne jest natomiast
to, że odnajdujemy nowe „ograniczenie" dowolności w trak­
towaniu zwierząt.
Następny problem to sam akt zabijania. Najczęściej
i najchętniej moi rozmówcy opowiadali o zabijaniu świni,
gdzie nie brakło również momentów humorystycznych lub
opowiadano o tym w sposób „normalny" bez większego
zaangażowania emocjonalnego. Natomiast jeśli mowa była
o zabijaniu innych zwierząt: krów, koni, cieląt czy owiec,
nastroje wtedy były nieco odmienne. Można to tłumaczyć
sygnalizowanym powyżej zhierarchizowaniem zwierząt,
a fakt zabijania krów, koni czy cieląt wydaje się być bardzo
niedawny w tradycji wiejskiej, a spowodowany między
innymi zmianą stosunków gospodarczych między wsią
a miastem, poszerzeniem rynku zbytu mięsa itp. Pewnym
zaskoczeniem był powtarzający się zwyczaj jedzenia po
zabiciu zwierzęcia jego lekko podsmażonej wątroby. Ten
55

56

57

58

59

60

61

62

fakt, co ciekawsze, zanotowałem w dwóch niezależnych
miejscach (woj. płockie i radomskie).
Inny ciekawy element moich poszukiwań to istniejąca
dawniej, a sporadycznie nawet i dziś, tzw. wolnizna lub
dożywocie - jest to pozostawienie starego zwierzęcia najczęś­
ciej konia czy krowy przy życiu, mimo że nie przynosi ono
żadnego pożytku materialnego. Obecnie jednak z „pomocą"
przychodzą punkty skupu zwierząt i zakłady utylizacyjne.
Oto kilka przykładów:
„Zwierzę to czuje jakoś, że będzie bite, krowa to już dzień
naprzód płacze. Ciężko taką zabić, ale trzeba jak chora czy
co. Gospodarz to sam bije, najwyżej sąsiad przyjdzie, żeby
pomóc. Teraz to się wozi do Jedlińska i tam biją, i człowiek
się nie męczy. (...) Najwięcej żałości to jest o cielaka - to małe
takie i łzy mu ze ślepiów lecą - są tacy, co świnie zabijają,
a cielaka nie mogą, ale są tacy, co im wszystko jedno. Do
zabicia krowy to siły trzeba mieć, bo to silne i duże, też jest
żałość, gdy się bije, bo człowiek się do niej przyzwyczaił, teraz
to starą czy chorą krowę do Jedlińska się odprowadza.
Świnia wcześniej nie czuje, że będzie bita, dopiero jak się jej
nogi wiąże, to się rwie, każdy się boi śmierci. Dawniej to
gospodarz nie zabijał konia, dziś to za każde mięso w skupie
zapłacą, to się go do punktu prowadzi. Ale dawniej to jak
koń był stary i chory, to żałość była i czekało się aż sam
zdechnie, czasem, aby się dłużej nie męczył to mu pić nie
dawano i szybciej zdychał. Jak już zdechł, to się go do lasu
zanosiło i gdzieś zakopywało albo gdzie do rowu wrzucało.
Byli i tacy, co gdy koń był niezdatny, to go wyganiali, aby się
gdzie wywlók i padł, i zdechł, ale dobry gospodarz to tego nie
robił. Teraz to czasem jak pies jest już stary, to się go wygania
i potem się włóczą takie po lesie, ja to swoje zabijam, żal jest,
ale trzeba, bo po co ma się taki wałęsać po drodze.
Najwięcej to się bije tak na tydzień przed świętami, przed
Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, aby zdążyć i wyroby
zrobić. Głównie to się świnie bije, bo to na mięso i kiełbasy
dobre. Mówią, że najlepsze to mięso z cielaka, aleja nie lubię,
bo takie suche jest. (...) Jak gospodarz sam bije, to najczęściej
w stodole na klepisku miejsce sobie robi. Najpierw to się
ogłusza, potem gardziel podrzyna, żeby krew spuścić, bo by
mięso było potem czerwone. Jak się ogłusza, to trzeba mocno
w łeb walnąć, tak w czoło, zagłusza się, by się zwierzę nie
męczyło, by się nie rzucało. 2'awsze trzeba też łapy powiązać,
tak po dwie, żeby się nie rzucało. Po zabiciu jak sąsiad
przyszedł, to się wódkę rozpija i je się wątrobę, tak tylko
podsmażoną, aby sprawdzić czy dobre."
„Jak się świnię bije, to trzeba ją najpierw ogłuszyć, w łeb
czym mocno walnąć, a potem to gardło się podcina, aby krew
cała zeszła, bo by mięso było czerwone i niesmaczne. Krew
się zbiera i kaszankę się potem robi. Najlepiej jest bić na
podwórku, a jak zima, to w stodole na klepisku. Najlepiej to
się bije w dwie osoby, jeden trzyma, a drugi już rżnie, to syn
pomoże, to sąsiad, jak sąsiad przyjdzie, to trza mu wódki dać
trochę, żeby nie tak na sucho. Jak się już oporządzi, to
wątrobę smażą, tak aby tylko, żeby spróbować, czy dobre
mięso, ale to nie zawsze, jak jest dużo roboty, to nie ma czasu
na poczęstunek (...) Żal jest zabić ciele, ono strasznie płacze,
my nie bijemy, jak kto ma dużo i handluje, to bije cielątka
i mu już chyba za jedno. Ale taki cielak to taki mały jeszcze
i strasznie płacze, i oczy ma otwarte jak się bije. (...) Teraz jak
kto ma konia starego czy chorego, to go do punktu
odprowadza i tam mu płacą, są tacy, co trzymają konia do
końca, bo nie chcą się z nim rozstawać, koń to wielki
przyjaciel gospodarza. Nigdy się nie zdarzyło, aby zabijano
konia, zawsze się go na dożywociu trzymało. Jak sam zdechł,
to się go gdzieś w lesie szło z a k o p a ć . "
„Najczęściej to biją na święta, aby co dobrego do jedzenia
było. Jak tak bez okazji się bije, to często zamawia się
czterech gospodarzy i dzielą się mięsem, to tzw. ćwiartka,
6 3

64

145

1

�potem to się rozpija po ćwiartce wódki i je wątrobę, by
sprawdzić, czy aby dobre mięso. Bywa tak, że gospodarz nie
może zabić zwierzaka i wtedy woła sąsiada i ten to robi.
Najgorzej to jest, gdy się cielaka bije, nie zagłusza się go,
tylko się nożem w serce trafia i gardło podcina. On cały czas
patrzy tak żałośnie i łzy mu lecą. Ja nigdy cielaka nie
zabijałem, świnie to bije. Świnię przed zabiciem się ogłusza,
to ona nic nie czuje i wtedy łatwiej się zabija. Ale gdy jest
w gospodarce więcej świń, to wszystkie wtedy uciekają
i kwiczą dopóki się tamtej nie zabije. Wszystkie zwierzęta się
wiąże przed zabiciem, żeby się nie wyrywały, trzeba związać
przednią i tylną łapę ze sobą. (...) Bywa, że trzeba zabić
z litości, jak jest jakie chore, stare i się męczy, ale to się do
punktu, do Jedlińska odprowadza. Najwięcej rozpaczy to
zawsze po koniu było, gospodarz sam go nie zabijał, a jak
konia wprowadzali do rzeźni, to płakał bardzo. Czasem to
nie chcą konie oddać nawet gdy jest już stary i trzymają go aż
sam zdechnie. (...) Dawniej to opowiadano taką bajkę, że
gospodarz wyrzucił konia, 'na rozstajne drogi, aby zjedli
wilcy, zostawili n o g i ' . "
Nietrudno zauważyć po tych kilku przykładach, iż na
pewno załamuje się zasada nie zabijania zwierząt nazywa­
nych, ale z drugiej strony powstają czynniki czy instytucje,
które model ten załamują. Zasługuje również na uwagę fakt,
że w dalszym ciągu „osobiście" nie zabija się tych zwierząt,
a wykorzystuje się w tym nowo powstałe możliwości ominię­
cia tej drażliwej sprawy. Wydaje się, że ta skomplikowana
etyka i sposób postępowania w stosunku do zwierząt,
dawniej zapewne była o wiele prostsza i mogła być zbliżona
do modelu o cechach „ O S Z U K I W A N I E " ze względu na
większą stabilność i jednolitość środowiska, większą zamkniętość na zewnątrz, szczególnie w kontaktach z miastem.
Jeżeli więc po wprowadzeniu nowych elementów (np. punkty
skupu zwierząt, zakłady utylizacyjne, itp.) nie uzyskamy już
takiej pewności, czy jest to zgodne z modelem ,,oszukiwa­
nie"?
Pamiętać należy, że na podstawie powyższych opisów te
nowe elementy zaburzające dotychczasowy model też zo­
stały wykorzystane w celu „oszukiwania" i ułatwienie czło­
wiekowi rozwiązywania bardzo ważnych problemów. Nowa
jest jednak jakość tego „oszukiwania". Jest to reakcja na
zachodzące zmiany i próba pełnego dostosowania się do tych
zmian. Świadczy to o pewnej potrzebie ludzkiej, którą można
określić jako dążenie do unikania śmierci. Potrzebie tak
silnej, że nie zanika ona nawet, gdy istnieje prawo do
zabijania, zapewnienie o panowaniu nad światem czy za­
aprobowana przez chrześcijaństwo „desakralizacja" przyro­
dy. Powstał tu zarys nowego modelu, którego cechą jest
dynamiczna zmiana. Spełnia on te same warunki: unikanie
śmierci, zabijanie przez różnego typu „oszukiwania" inna
jest jednak jakość tego oszukiwania, dla odróżnienia nazwij­
my ten model „Kłamstwem".
Jak już wspomniałem „kłamstwo" występuje w momen­
tach zmian, braku stabilności, otwarciu na zewnątrz, itp. Jest
to oczywiście wynik przyjęcia odpowiedniej koncepcji ist­
nienia człowieka w świecie, gdzie cechą charakterystyczną
może być np. ustawiczne twierdzenie o skończoności owego
krytycznego otoczenia (przyrody) oraz dążenie do ciągłego
przesuwania owego krytycznego momentu - „granicy"
dzięki rozwojowi techniki zawsze na korzyść człowieka.
Wróćmy jednak do interesującego mnie modelu uogól­
nienia, który nazwałem „kłamstwo". Dotyczy ten model
„codzienności", której uczestnikiem jest również i sam autor,
czyli będzie tu mowa przede wszystkim o ludziach, którzy
swój stosunek do zwierząt regulują w momencie ich spoży­
wania lub nie, bez bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem
w chwili jego zabijania lub darowania mu życia. Już nawet
ten aspekt daje wiele do myślenia i wpisujemy to oderwanie
65

146

człowieka od faktu zabijania i cierpień zwierząt jako pierw­
szy przejaw istnienia zasady „kłamstwo". A skoro tak, to
warto zwrócić uwagę na konsekwencje tego stanu rzeczy. „W
porównaniu ze średniowieczem zmienia się znacznie w cza­
sach nowożytnych sposób podawania mięsiwa. Krzywa tej
ewolucji jest bardzo pouczająca: w warstwie wyższej społe­
czeństwa średniowiecznego bardzo często podawano na stół
całe tusze lub ćwiartki ubitych zwierząt. Nie tylko całe ryby,
całe ptaki, czasem z upierzeniem, lecz również całe zające,
całe jagnięta lub ćwiartki jagniąt i cielaków. Grubszą
zwierzynę oraz wieprze i woły w całości pieczono na rożnie.
Tuszę rozkrawa się na stole. (...) przypomina się wciąż, jak
ważna rzeczą jest dla człowieka dobrze wychowanego umie­
jętność zręcznego dzielenia tuszy. (...) W X V I I I stuleciu
rozkrawanie tuszy przy stole przestaje stopniowo należeć we
francuskiej warstwie wyższej do niezbędnych umiejętności
człowieka światowego (...). Na to, że zwyczaj podawania
wielkich partii tuszy i rozkrawania ich przy stole stopniowo
zanika, składa się niewątpliwie wiele różnych okoliczności.
(...) Ale i tu szerokiemu procesowi ewolucji społecznej,
towarzyszy proces ewolucji psychicznej: (...) Bywają nawet
'ludzie tak delikatni' (...), że doznają uczucia odrazy już na
sam widok sklepu rzeźnika z rozwieszonymi tuszkami ubi­
tych zwierząt; bywają też ludzie, którzy wskutek swej
wrażliwości, przesłaniają mniej lub bardziej racjonalną ar­
gumentacją, w ogóle wzbraniają się spożywać mięso. Wszak­
że są to już przejawy przesunięcia się progu uczucia przykro­
ści poniżej standardu właściwego cywilizowanemu społecze­
ństwu X X wieku, które są też dlatego uważane za „anormal­
ne". Nie da się więc zaprzeczyć, że właśnie tego rodzaju
przejawy przesuwania się progu wrażliwości prowadziły do
zmian standardu, jeżeli były one zgodne z ogólnym kierun­
kiem ewolucji społeczeństwa i że owe współczesne odstępst­
wa od normy są zbieżne z kierunkiem dotychczasowej
ewolucji tego standardu."
Tak więc model „kłamstwo" podobnie jak „oszukiwanie"
posiada te same cechy; dążenie do zatarcia istnienia śmierci,
cierpienia zwierzęcia lub nawet istnienia produktu tego
cierpienia, jaki w tym wypadku jest mięso. Rozróżnienie
między tymi modelami polega na tym, że w przypadku
„kłamstwa" brak jest realnego zetknięcia się z zabijanym
zwierzęciem, jest to już reakcja jedynie „biorcy" jego wraż­
liwość nie styka się bezpośrednio z przedmiotem jego troski,
więc w „oszukiwaniu" byłaby bezpodstawna, natomiast
świetnie pasuje do modelu „kłamstwa". Ten brak kontaktu
z zabijanym zwierzęciem, nie wystarcza, aby sprawą śmierci
i zabijania w ogóle się nie zajmować. Wręcz przeciwnie, daje
się odczuć uporczywe zamazywanie faktu zabijania zwierząt
i ich cierpień.
Poszukując przejawów działalności człowieka w „cywili­
zowanym społeczeństwie" nie sposób pominąć „ludzi, któ­
rzy wskutek tak swej wrażliwości, przesłanej mniej lub
bardziej racjonalną argumentacją, w ogóle wzbraniają się
spożywać mięso". Na pewno różne są motywacje takiego
wyboru, własne przeświadczenie o krzywdzie wyrządzonej
zwierzętom i bezlitosnym ich wykorzystywaniu lub też nie
jedzenie mięsa staje się wynikiem próby przeniesienia pew­
nych praktyk religijnych z innych kultur, w których dominu­
jącym elementem jest jedność z otaczającym światem, a tylko
jednym z przejawów powstrzymywanie się od jedzenia mięsa.
Postanowienie z pewnością bardzo szlechetne, zasługujące
na uwagę, ale będąc członkiem „cywilizowanego społeczeńs­
twa" tę naszą nieingerencję w świat zwierząt musielibyśmy
rozszerzyć praktycznie na całe nasze postępowanie, rezygna­
cję ze skórzanego obuwia i ubrań, kosmetyków, które
w większości są produktami pochodzenia zwierzęcego, a jeśli
nie, to i tak posiadają w sobie „zmagazynowane cierpienie
zwierząt", gdyż każdy ze współczesnych kosmetyków prze66

�chodzi mało skomplikowane próby toksyczności, polegające
na wkraplaniu do jednego oka zwierzęcia (najczęściej króli­
ka) określonej dawki kosmetyku, stopień zniszczenia gałki
ocznej jest miernikiem przydatności danego produktu do
użytku. Takiego istnienia śmierci w codziennym życiu czło­
wieka na pewno nie jesteśmy w stanie wyliczyć, a fakt
niejedzenia mięsa jest tylko drobnym tego wycinkiem.
W ten sposób pojawił się jeszcze jeden element do modelu
„kłamstwa": odsuwanie od siebie śmierci zwierząt przez
czerpanie wzorów z innych struktur religijnych czy kultur.
Jest jeszcze jeden aspekt działalności człowieka w próbie
określania siebie wobec śmierci zwierząt, zresztą bardzo
preferowany przez współczesną etykę zajmującą się tym
problemem; dążenie do zmniejszenia cierpień zwierząt w mo­
mencie ich zabijania, czyli patrząc na to przez pryzmat
modelu „oszukiwanie" propozycja nie do przyjęcia, gdyż
zakłada z całą premedytacją istnienie śmierci i zabijania, co
też z pewnością nie znajdzie zwolenników wśród reprezen­
tantów modelu „kłamstwo", gdyż w sumie nie chodzi wcale
0 cierpienie zwierząt, a jedynie o jak najdoskonalsze unikanie
tego faktu.
„Najgorzej zabijać cielaka albo barana, bo bardzo czują
śmierć. Cielak nie zamknie oczu po zabiciu, świnia zamknie.
Nawet po odcięciu głowy cielakowi czy baranowi łzy jeszcze
płyną."
W wielu rozmowach na temat zabijania zwierząt moi
rozmówcy podkreślali ważność oczu, spojrzenia zwierzęcia
tuż przed śmiercią i od tego uzależniali łatwość lub trudność
zabicia.
Na rycinach przedstawiają zabijanie zwierząt, w dawnych
czasach, obie zainteresowane strony są sobie równe - patrzą
sobie w oczy, a następnie pojawia się „udogodnienie",
polegające na zawiązywaniu zabijanym zwierzętom oczu
kawałkiem materiału czy nakrywanie głowy kapturem. Naj­
wyższą formą takiego postępowania jest pojawienie się na
początku naszego stulecia „maski rzeźnej Bruneau'a", która
szczelnie okrywa przednią część głowy zwierzęcia, a w okoli­
cach czoła wystaje „wałek słupkowy zwykły" , który po
uderzeniu młotem powoduje zgniecenie przednich półkul
mózgowych.
Zadziwiająca zbieżność w zakrywaniu oczu czy głowy
zaistniała, gdy próbowałem prześledzić, przedstawiane na
rycinach egzekucje, których ofiarami byli już ludzie. Bardzo
popularne w średniowieczu widowiska-egzekucje odbywały
się przy udziale kata, który zakrywał twarz przed skazanym.
Później jednak role się odmieniają, skazanemu przewiązuje
się oczy chustą lub zakłada worek na głowę.
To przemieszczenie się zakrywania oczu, czy wręcz unika67

68

PRZ
1

L. Levy-Bruhl, Moralność i nauka o obyczajach, przekl. J. Majler,
KiW, Warszawa 1961, s. 28
por. Andrew G. van Melsen, Nauki fizykalne a etyka, przekl. S.
Zalewski, Warszawa 1970, s. 43-68; także L. Levy-Bruhl, Moralność...,
s. 140-162
Treścią kulturową dla S. Bystronia są również takie działania jak
„...postawy psychiczne czy to w stosunku do człowieka, czy grupy,
instytucji czy nawet do świata zwierzęcego, (...) a nawet także
1 emocjonalny stosunek do zwierząt, roślin, czy nawet i przedmiotów
martwych tutaj należą." Jan S. Bystroń, Kultura ludowa, Warszawa
1936, s. 20
E. Cassirer, Esej o człowieku, przekl. A. Staniewska, Warszawa
1971, s. 135-136
Z. Wilkanowicz, wieś Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
(Chciałbym podziękować za pomoc wszystkim osobom, które ze­
chciały udzielić mi wielu ciekawych informacji podczas prowadzenia
badań terenowych, za życzliwość i wyrozumiałość oraz zaufanie. Tą
drogą chciałbym również spłacić dług-zobowiązanie, że wypowiedzi
moich rozmówców w niczym nie uchybione trafią na strony tej pracy).
A. Marus, wieś Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
2

3

4

5

6

nia spojrzeń, przechodzi w końcu w obu wypadkach na
stronę zabijanego, najsmutniejszy to chyba efekt ludzkiej
działalności, a polegający na unikaniu śmierci i odpowiedzia­
lności za zadawane cierpienia.
Pora na podsumowanie moich spostrzeżeń i porównanie
obu modeli „Oszukiwanie" i „Kłamstwo".
„Oszukiwanie" - jest to pozorna prawda lub nowa prawda,
która powstaje na skutek przekształcenia elementów tej
samej struktury. Tworzy się wtedy nowa jakość, która może
być traktowana jako całość, posiadając cechy prawdy:
otwartość, możliwość sprawdzenia, jawność.
„Kłamstwo" - brak stabilności, ładu. Powstaje na skutek
braku przekształcenia całej struktury lub zapożyczeń z in­
nych struktur. Brak naoczności i niesprawdzalność, w chwili
porównania, uzewnętrznienia zostaje zdemaskowana.
„Oszukiwanie" - można udowodnić jako prawdę.
„Kłamstwo" - nie.
Każda działalność człowieka pociąga za sobą jakiś ele­
ment zaburzenia, który powinien być w jakiś sposób łago­
dzony. Należy poprzestawiane elementy tak poukładać, aby
nastąpił Ł A D , czyli wytłumaczenie. Dokonać tego można za
pomocą: „Oszukiwania" lub „Kłamstwa".
„Oszukiwanie" - jest głębsze, wymaga większej znajomości
własnej kultury lub inaczej, skazane jest tylko na dokonywa­
nie możliwych przekształceń w obrębie jednej struktury.
„Kłamstwo" - może być synonimem sprytu, cwaniactwa
bardziej powierzchownego, którego jedynym celem jest
znalezienie szybkiej i celnej odpowiedzi.
„Oszukiwanie" - jest starsze lub dłużej trwające w kulturze,
jest bardziej dopracowane, pełne. Spaja właściwie wszystkie
elementy struktury. Jest to system ładu, który przez długie
trwanie, nie jest w stanie działać w chwili szybkich i gwałtow­
nych zmian. To właśnie „Kłamstwo" - jest zjawiskiem
bardziej preferowanym w chwilach przemian, jest tego
wynikiem, zastępuje „oszukiwanie", gdyż poszukiwanie ła­
du (wytłumaczenia - raju) jest najważniejszym elementem
samorealizacji człowieka w kulturze.
Oba te zjawiska „oszukiwanie" i „kłamstwo" tak samo
drogą realizacji prowadzą do tego samego celu, z tym że:
„oszukiwanie" - umożliwia pełniejsze określenie się w ota­
czającym świecie, tworzy prawdziwą więź człowieka z ota­
czającym go bytem. Pozwala patrzeć na świat prostszy, bo
przez człowieka kreowany i przez otoczenie określony.
„Kłamstwo" - jest raczej tego zaprzeczeniem, ale jest to
rodzaj samoobrony człowieka w chwili zachwiania paradyg­
matu. Pytaniem otwartym może być tu problem, czy „kłams­
two" może przejść swój etap pewnego chaosu i stać się
systemem o charakterze „oszukiwanie"?
PISY
7

Z. Statkiewicz, wieś Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
S. Grzywacz, wieś Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
B. Torbicki, wieś Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
J. Sapiński, wieś Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
Porównaj: R. Ardrey, The Hunting Hypothesis, Fontana/Collins
London 1976 - autor przedstawia trzy dominujące hipotezy ant­
ropologii na temat sposobów odżywiania się praczłowieka:
hunting hypothesis, scavenger hypothesis, vegetarian hypothesis,
porównaj także hasło „antropogeneza", (w:) Mały słownik antropolo­
giczny, Warszawa 1976, wyd. I I
Biblia, Genesis 1:29
M . N . Sepetcioglu, Synowie Bozkurta, przekl. M . Labęcka-Koecherowa, Warszawa 1977, s. 32
R. Graves, Mity greckie, przekł. H . Krzeczkowski, Warszawa
1974, wyd. I I I , s. 48
S. Piłaszewicz, Afrykańska Księga Rodzaju, Warszawa 1978, s. 67
Biblia, Genesis, 3:1
M . N . Sepetcioglu, op. cit., s. 42
Interesujące i zasługujące na uwagę jest również to, że nieśmier8

9

1 0

1 1

1 2
1 3

1 4

1 5

1 6
1 7

1 8

147

I

�telność ta nie obejmuje często świata roślin stając się pierwszym
pokarmem ludzi.
1 5

S. Ulanowska, Tradycje

Inflant

Polskich,

(w:) Z W A K , t. XV,

1891, s. 271
2 0

Por. K. Moszyński. Kultura

ludowa Słowian,

Warszawa 1968. t.

11, cz. 1, wyd. 11, s. 573
S. Pilaszewicz, op. cit., s. 92
A. Anisimow, Wierzenia ludów Północy, przekl. A. Wierzchows­
ka, Warszawa 1971, s. 208-210
M . Haavio, Mitologia fińska, przekl. J. Litwiniuk, Warszawa
2 1

2 2

2 3

1979, por. roz. Powrót
2 4
2 5
2 6

niedźwiedzia

do siedziby na

wysokościach

M . Haavio, op cit., s. 33
A. Anisimow, op cit., s. 221
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian,

Warszawa 1967, wyd. I I ,

I I , cz. J, s. 555
J. G. Frazer, Złota Gałąź, Warszawa 1978, wyd. V, s. 381
J. G. Frazer, op cit., s. 351
Charakterystyczną cechą będzie tutaj pewna cykliczność zabija­
nia zwierząt, gdyż związana jest ze ściśle określonym terminarzem prac
rolnych.

1.

2 7

2 8

1 9

3 0

Cyt. za A. Krawczuk, Mitologia

starożytne/'

Italii,

Warszawa

1982, s. 40^11
Najdobitniejszego przykładu składania ofiar bogom w starożyt­
nej Grecji dostarcza mit opisujący przechytrzenie Zeusa przez Prome­
teusza w wyniku czego bogowie przyjmować mają ofiarę ze zwierząt
w postaci tłuszczu i kości, sami zaś ludzie otrzymywali mięso. Por. R.
Graves, op cit., s. 144-145
Koran, rozdz. V I , Trzoda, przekl. A. Nowolecki, Warszawa 1958,
t. I I , s. 100-116
E. Cassirer, op. cit., s. 154
3 1

3 2

3 3
3 4

J. Olędzki, Na manowcach europocentryzmu

— Oszukiwanie

Boga,

(w:) „Współczesność" 1969, rok XIV, nr 10 (289)
3 5

K. Tarnowski, Instrumentalny

czy sakramentalny

stosunek

do

przyrody, „Znak" X X X V I , 1982, nr 329
Por. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna, przekl. anonim.,
Kraków 1930-1935; Summa teologiczna, przekł. A. Głażewski, Lon­
dyn 1967; Montaigne, Próby, przekl. T. Żeleński (Boy), Warszawa
1957; F. Bacon, Novum organum, przekł. J. Wikariak, Warszawa 1955;
B. Spinoza, Etyka, przekł. I . Myślicki, Warszawa 1954
3 6

3 7

Z. Podgórzec, Rozmowy z Jerzym Nowosielskim

(4) -

Symbolika

i Ikona, „Znak" XXXIV, 1982, nr 328, s. 111
S. Grzywacz, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
Z. Wilkanowicz, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
H. Statkiewicz, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
Z. Podgórzec, op cit., s. 111
A. Marus, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
H. Statkiewicz, op cit.
H. Grudziński, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
J. Sapiński, Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
B. Torbicki, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
H. Statkiewicz op. cit.
S. Grzywacz, op cit.
H. Kowalski, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
3 8

3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8

4 9

148

5 0

B. Brożego, Zwierzęta

w wierzeniach Białorusinów

guberni

smoleńs­

kiej, „Lud" t. XXV. 1926, s. 52-60
„Zjawienie się cielęcia jest doniosłym wypadkiem w gospodarstwie
włościańskim". „Karówka tielilaś, maloziuca swariloś raek wysziu!
- tak mówiły gospodynie w dawnych czasach (powiat hrubieszowski).
Zależnie od tego, w którym dniu przychodzi na świat cielę, gospodynie
nadają różne nazwy: Piątkówka, Srodówka, Sobótka. Gdy się ocieli
'pierwostinka', wprowadzają ją do chaty, wkładają na rogi 'worek',
zapaskę, przypominającą ubiór młodej mężatki. Krowa nosi swą
zapaską, dopóki takowej nie zgubi. Najbardziej jednak pieczołowite
zabiegi kolo krowy, która się po raz pierwszy ocieliła odbywają się
w izbie. Tu gospodynie gotują kaszę oraz 'rnołoziwo' (siarę, gęste
mleko, które zgęstniało całkowicie i ma wygląd jajecznicy) kładą je na
sianku. Gospodyni wydobywa 'wieczko' (kadka od kadzi), na owym
wieczku, na sianie, przynosi rnołoziwo, które uroczyście stawia na
stole. Następnie cala rodzina modli się i spożywa rnołoziwo z kaszą.
Garnek po kaszy podobnie jak podczas chrzcin uroczyście się tłucze."
5 1

Ks. W. Siarkowski, Podania

i legendy o zwierzętach

(5), O świ­

niach, s. 108-109, ZWAK, t. V I I , 1883:
„Kilka Żydówek, chcąc się dowiedzieć, czy Pan Jezus byl praw­
dziwym prorokiem schowało się do chlewa. Pan Jezus przechodząc
kole tego chlewa usłyszał głos stamtąd dolatujący: 'Zgadnij Jezusie kto
jest w tym chlewie, czy mąż, czy białogłowa, czy dziecię?'. 'Świnia
z prosiętami', odrzecze Pan Jezus. I kiedy ludzie otwarli drzwi od
owego chlewa, wtedy ujrzeli lochę z prosiaczkami, wydającą z rykiem
glos: 'Grach, grach!' "; porównaj także Bajki Jana Sabały z Kościelisk
zapisał B. Dębowski, „Wisła" t. V I , 1892
O świni i chłopie: „Kie Pan Bóg życie ozdawal ludziom i sytkiem
stworzeniu, to keiał świni, dać najdłuższe życie - świnia przyślą
i dziękuje, co ona nie stoi na długie życie, bo kce krótkie, a dobre - Pan
Bóg ji się nie sprociwil, a wzion i dal to długie życie chłopu. I chłop do
dziś to świńskie życie dożywa, co go świnia nie kcieła."
S. Czaja, Zapusty, „Lud", t. X I I , 1906, s. 35-56, 122-137
5 2
5 3

K. Matyas, Zapust,

Popielec,

Wielkanoc.

Kilka zwyczajów

ludu

w Tarnohrzeskiem,
„Lud", t. I , 1895, s. 46-52, 79-89
S. Czaja, Zapusty, op. cit.
5 4
5 5

S.

Ulanowska, Łotysze

Inflant

polskich.

Zapusty

(III

cz.),

ZWAK, t. XV, 1891, s. 239
H. Kowalski, op. cit.
H. Grudziński, op. cit.
A. Marus, op. cit.
B. Torbicki, op. cit.
H. Slatkiewicz, op. cit.
S. Grzywacz, op. cit.
J. Sapiński, op. cit.
Tamże, op. cit.
A. Marus, op. cit.
Z. Wilkanowicz, op. cit.
5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4
6 5

6 6

N. Elias, Przemiany obyczajów

w cywilizacji

Zachodu, przekl. T.

Zabłudowski, Warszawa 1980, s. 160-163
B. Torbicki, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
6 7
6 8

Por. W. Trojanowski, Podręcznik

dla szkół zawodowych,

Instytut Naukowo-Społeczny w Radomiu, 1945

cz. I ,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10870" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10848">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/67251137afec1816d15f35625223d07e.pdf</src>
        <authentication>9a10bfafb516265eaabe12598ee4f480</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129603">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129604">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129605">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129606">
                <text>Święty obraz w szarym bloku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129607">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.43-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129608">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129609">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129610">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129611">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129612">
                <text>Ryszard Ciarka

ŚWIĘTY O B R A Z W S Z A R Y M B L O K U
(SZKIC DO SCENARIUSZA FILMOWEGO)

Chociaż s ł o w o „ o s i e d l e " należy d o t e g o t y p u zdarzeń j ę z y k o ­
wych, k t ó r y c h e t y m o l o g i a o d w o ł u j e nas bezpośrednio d o istoty
zamieszkiwania, osadzenia w m i e j s c u , przypisania
pewnych szczególnych

wartości

związanych

s c h o d o w e , zsypy, w i n d y ; z w y d r a p a n y m i n a p i s a m i , z zapachem
m o c z u , z w y b i t ą szybą w oknie.

przestrzeni

W i t a m y Cię o najsłodsza M a t k o

z oswojeniem,

J a s n o g ó r s k a Pani, na naszej g r a n i c y

zsakralizacją, t o t r u d n o j e d n a k zarazem ustrzec się o d skojarzeń

N i e c h się T w o j ą pięknością każdy z nas z a c h w y c i .

daleko bardziej i n n y c h , b y nie rzec p e j o r a t y w n y c h . Osiedle t o

O t o Cię p r o s i m y , M a t k o Boska z nieba

także obszar r o z r z u c o n y c h b l o k ó w , szarych b e t o n o w y c h płyt,
jednakowo zamieszkanych s z e ś c i a n ó w , upiornej

A b y w naszym d o m u n i g d y nie zabrakło chleba.

szachownicy

I Syna S w e g o , p o p r o ś o t o z nami

mieszkań. A l e i takie osidle, kiedy p o p a t r z y m y d o k ł a d n i e j , dość

O t o m y grzesznicy prosimy Cię ze łzami.

•zybko zaczyna żyć s w o i m w ł a s n y m ż y c i e m , a każdy blok zaczyna
nabierać jakichś s z c z e g ó l n y c h c e c h i n n o ś c i o d p o z o s t a ł y c h .
1

r

N a w i e d z e n i e b l o k u przez Ś w i ę t y Obraz ( k o p i a obrazu M a t k i

Nieomal z cyniczną precyzją i d o k ł a d n o ś c i ą z a p r o j e k t o w a n e

Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j ) na p e w n o b y ł o w y d a r z e n i e m dla j e g o

w y k o n a n e szare sześciany j u ż p o k i l k u latach

m i e s z k a ń c ó w . W y d a r z e n i e m w skali rodziny, k o n k r e t n e g o miesz­

mozolnego

"Oswajania" tej m o n o t o n n e j przestrzeni zaczynają w y g l ą d a ć na

kania, jak i dla c a ł e g o skupiska

•zamieszkałe". P i e r w s z y m t e g o t y p u ś w i a d e c t w e m są b a l k o n y ,

d w i e ś c i e o d r ę b n y c h g o s p o d a r s t w - czyli c h y b a w c a l e niemałej

* rozmaity s p o s ó b zadaszone i o b u d o w a n e . N a s t ę p n y m , p o ­

wsi.'

bielenie d ł u g i c h , t u n e l o w y c h korytarzy na małe zamykane e n Wawy, pełne rupieci, m e b l i , b u t ó w ,

przyklejonych

d o ścian

l u d z k i e g o , liczącego

Wszelkie przejawy, tej m o n o t o n n e j ,

blisko

kilkudziesięciodniowej

w ę d r ó w k i Obrazu z piętra na piętro, o d zamkniętej

enklawy

Bazetowych ilustracji. Wreszcie „ s w o j e " , „ t u t a j " , „ t a m c i " , „nasza

korytarza d o następnej, o d mieszkania d o mieszkania, zamknięte

•trona" zaczyna nabierać, na p e w n o kalekiego, ale zawsze sensu

są t y l k o w e w n ą t r z b l o k u . O c z y w i ś c i e g r a n i c ą tej n o w o w y ­

lakim jest „ d o m " .
Niszczeją i stale ulegają degradacji t y l k o strefy „ n i c z y j e " : klatki

k r e o w a n e j przestrzeni, która jednak w jakiś s p o s ó b p o k r y w a się
z już f u n k c j o n u j ą c ą , jest ciemna klatka parteru.

43

�P o d ścianą ze szklanych kafli, d a j ą c y c h nikłe ś w i a t ł o , o p a r t o
duży obraz M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j i p o o b u s t r o n y c h

stoi stół, teraz o d ś w i ę t n i e przystrojony, nakryty o b r u s e m , są
k w i a t y i ś w i e c e , które p o w i n n y się palić całe 2 4 g o d z i n y .

flagi: polską i maryjną; stolik p o k r y t y białą serwetą, k w i a t y , ś w i e c e

Obraz w o k n i e , na stole... w dzień jest p r a w i e n i e w i d o c z n y , gdy

i nieodłączne j u ż w t a k i m z e s t a w i e n i u d o p e ł n i e n i e : s y m b o l e

niemal całe ś w i a t ł o w p a d a z zewnątrz staje się t y l k o ciemnym

N S Z Z S o l i d a r n o ś ć , zdjęcie papieża, ks. Jerzego, Prymasa Tysiąc­

p r o s t o k ą t e m , ale jakaś siła każe dostrzegać w t a k i m zestawieniu

lecia... A l e d u s z n y zapach k w i a t o w i p a l ą c y c h się ś w i e c , u d e k o r o ­

( o k n o - stół - ś w i ę t y obraz) ład i h a r m o n i ę , n a w e t piękno,

w a n y obraz, t o t y l k o znak, akcent granicy, w p r o w a d z e n i e i przy­

a przede w s z y s t k i m istotę miejsca w ł a ś c i w e g o . Przecież w wypo­

p o m n i e n i e , że w b l o k u zdarzyło się c h y b a coś n i e z w y k ł e g o .

w i a d a n y c h i w y ś p i e w y w a n y c h s ł o w a c h m o d l i t w y zawsze tyle

Na k t ó r y m piętrze jest Obraz? - na 6, 9 , 1 0 , 3. W s p i n a j ą c się p o
s c h o d a c h , w z d ł u ż o d r a p a n y c h ścian „ z i e m i n i c z y j e j " dość t r u d n o
odnaleźć t o miejsce. Czasami znakiem będzie kilka k o l o r o w y c h
wstążek p r z y w i ą z a n y c h d o m e t a l o w e j balustrady s c h o d ó w . Cza­
sami d o d r z w i k o r y t a r z o w e j e n k l a w y przylepi ktoś ś w i ę t y obrazek
l u b w y c i ę t y z papieru krzyż. Czasami j e d n a k przez oszklone d r z w i ,
z a w i e s z o n e firanki, oddzielające korytarz o d klatki,

dostrzec

światła!
P o b ł o g o s ł a w nas w s z y s t k i c h , n a w e t m a ł y c h dzieci
Niech łaska T w a Ś w i ę t a zawsze za nas ś w i e c i .
Będziemy się m o d l i ć Najświętsza Panienko
Ty nas B ł o g o s ł a w S w o j ą Ś w i ę t ą ręką.
A za ś w i ą t y m o k n e m , ś w i ę t e g o b l o k u w i d a ć i skrawek niebe

m o ż n a m i g o t l i w e ś w i a t ł o ś w i e c y , która stoi na s t o l i k u p o d ścianą,

i skrawek osiedla, t r o c h ę szarych c h m u r i t r o c h ę szarych bloków,

b u k i e t k w i a t ó w w w a z o n i e i jakiś mały obrazek. „ S t o l i k c z u w a ­

zamieszkanego miejsca.

n i a " , jak p o w i a d a j ą mieszkańcy b l o k u , najlepiej i n f o r m u j e , na
k t ó r y m piętrze, w k t ó r y m z z a m y k a n y c h korytarzy jest Obraz.
Przekazywanie k o p i i C u d o w n e g o Obrazu n a s t ę p n y m , w y z n a ­

O d p o c z ą t k u k w i e t n i a d o k o ń c a maja 1 9 8 9 r. kopia obreżU
Jasnogórskiego

nawiedziła

blok

przy

ulicy

Wyszogrodzki*}

c z o n y m w k o l e j n o ś c i , o d b y w a się n i e z m i e n n y m r y t m e m zawsze

w W a r s z a w i e P r a g a - P ó ł n o c ( B r ó d n o ) w ramach misji k a t e c h t t f c

o 18°°, na granicy, na p r o g u n o w e g o mieszkania. I z n ó w o k n o , na

cyjnej p o ś w i ę c o n e j rodzinie, o r g a n i z o w a n e j przez parafię

o k n i e , przy oknie... tak jak p o p r z e d n i o , tak jak kilka d n i w c z e ś n i e j ,

cioła R z y m . - K a t o l . p o d w e z w . „ M a t k i Boskiej R ó ż a ń c o w e j " ^

będzie t y m miejscem w y b r a n y m . Z w y k l e t a m b o w i e m na c o dzień

Bródnie.

Fot. A u t o r

44

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11415" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11393">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93f73e88943e152a6a0de48f1aa1b491.pdf</src>
        <authentication>b0a34808858df16b3172b27b71a518bd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135945">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5436</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135946">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135947">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135948">
                <text>Olędzki, Jacek (1933-2004)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5054</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135950">
                <text>Pan Jacek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135951">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.242-243</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135952">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135953">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135954">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135955">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135956">
                <text>RYSZARD CIARKA

I wtedy Jacek opowiedział mi o pomyśle, który nawtedy "kulturą wierzby". O drzewie, które
w niezwykły sposób związane jest z kulturą Mazowsza.
Opowiedział i pokazał; zasuszone i opisane listki
wszystkich gatunków wierzby występujące w Polsce.
Wymieniał prace botaników i farmakologów, etnografów i fotografików, którzy temat ten podejmowali. Ba,
zaciągnął mnie nawet na Starówkę - ale to chyba, aby
mnie pocieszyć- by tam naigrywać się z niekompetencji malarzy, którzy sprzedawali smętne mazowieckie
pejzaże z wierzbą.
Zadawał pytania, często z pozoru absurdalne i dziwaczne, ale mające zwrócić uwagę na główny problem. Kiedy pisałem i rozmyślałem na temat zabijania
zwierząt, pytał mnie, dlaczego w naszej kulturze nawet
w czasie największego głodu nie jedzono powszechnie
ani płazów, ani gadów, ani ślimaków. Albo dzwonił do
mnie, pytając, czy wiem, że żaba, kiedy odcina się jej
tylne kończyny, w celu pozyskania smakowitych udek,
i trzyma się ją głową w dół, przednie łapki ma złożone
w modlitewnym geście. Kiedy znów fascynowałem się
muzyką reggae, oburzał się, że nic nie wiem na temat
afrykańskich bębnów szczelinowych i technik klaskania Murzynów w Kongu.
To prawda, że w tym, co robił, był perfekcjonistą,
choć często to go gubiło, bo natłok i różnorodność
gromadzonego materiału przygniatała samą ideę, sam
pomysł. Pamiętam, jak oburzony twierdzeniem, że gra
w klasy ma wymiar magiczo-rytualny, sporządził niewiarygodnie wręcz wielką dokumentację fotograficzną, uzupełnioną rysunkami i rozmowami z dziećmi,
która miała tę myśl podważyć, zwracając wszak uwagę
bardziej na wartość estetyczną powstających na asfalcie dzieł w całej niemal Warszawie niż sam problem.
Gubiła go ta wrażliwość estetyczna i detal, bo był
także niezwykłym artystą fotografikiem i filmowcem.
Jednym z pierwszych Geśli nie pierwszym), chyba świa­
domym, choć wtedy nikt tego tak precyzyjnie nie określał, polskim antropologiem wizualnym. To zadziwiają­
ce i nie mogę tego pojąć do dziś - jeśli prawdą jest to,
co mi mówił - że wszystkie te filmy wymyślił, nakręcił,
zmontował i opisał sam, a przez to są Jego własną etnograficzną wypowiedzią. Parniętam jak w Murzynowie
otrzymałem od Mistrza nie tylko lekcję pokory, ale także i wiedzę na temat robienia zdjęć, a właściwie dokumentacji etnograficznej wyplatania wiklinowego kosza.
Miałem, bagatela, jednocześnie manipulować światłem
"oświetlającym" i "odcinającym", co dotąd wydaje mi
się niewykonalne ... , a jednak. Jacek opowiadał mi wtedy, jak w Mongolii miał dziesięć minut, na tyle udało
mu się zmylić czujność mongolskich "ubeków", aby
wbrew "odgórnym zaleceniom mongolskiej partii, która zawsze czuwa nieubłaganie", sfilmować wnętrze
świątyni. I wtedy, jak twierdził, sam poradził sobie ze
światłem i filmowaniem -ja mu wierzę.
Ale i nasza partia również "czuwała nieubłaganie"
i Jacek zdawał sobie z tego sprawę, że szczególnie kiezywał

Pan Jacek 1

acek nie był dobrym pedagogiem, przynajmniej
w tym sensie, że nigdy nie wypowiadał wprost swoich uwag. Nigdy też nie zniechęcał do pracy, choć
często w czasach, o których wspominam, pomysły lub
spostrzeżenia bywały bardzo nieprzemyślaną lub wprost
niekompetentną bzdurą. To sam delikwent w morderczym, rozłożonym w czasie, systematycznym ogniu pytań i dygresji, nienawidząc i Mistrza, i swojej głupoty,
podejmował decyzję, buntując się lub ulegając.
Ale jakże wspaniały był to czas, kiedy można było
wbiec na maleńkie poddasze, przypominające bardziej
łódź podwodną niż mieszkanie, i gadać godzinami
w małej kajucie o szalonych pomysłach i spostrzeże­
niach. O etnografii życia codziennego. O wielkiej
i małej kulturze. O etnografii "zaokiennej", bo zawsze
był jakiś temat.
Pamiętam, jak kiedyś wpadłem do Mistrza z pomysłem badań układu i doboru drzew wokół chłopskich
domostw, zakładając, że oprócz jakichś tradycyjnie etnograficznych (tzn. magicznych czy praktycznych)
wątków jest jeszcze i pewna myśl przestrzenno-czasowa. Drzewo rośnie długo - jak słusznie zakładałem,
tak więc twórca tak zagospodarowanej przestrzeni
mógł tylko przypuszczać, wyobrażać sobie jej przyszły
kształt. Jak jednak- dowiedziałem się o tym kilka dni
później - badacz może zabierać się do pracy, skoro nie
odróżnia liścia klonu od jesionu, grabu od buka
i w ogóle nie ma zielonego pojęcia o dendrologii. Tak
więc pewnego dnia w perypatetycznej wędrówce po
parku Krasińskich zatrzymywaliśmy się przy każdym
niemal drzewie, a ja upokorzony i zły wiedziałem już
wściekły na cały świat, że nic nie wiem.

J

1 Trudno to wytłumaczyć ale zwykle zwracaliśmy się do siebie per
Pan. Wiąże się to po części z anegdotą, a po części z moim uporem.
Jacek zaproponował mi przejście na Ty w bardzo dziwacznych okolicznościach. Oto ja sponiewierany i strofowany, okpiony i wystawiony na najbardziej stresujące próby w Murzynowie, godne najbardziej
wymyślnych praktyk inicjacyjnych, o których nie będę tu wspominał. Człapiąc po jakiejś błotnistej ścieżce, Jacek nagle zaproponował
mi przejście na TY, a ja wściekły na niego i na siebie powiedziałem,
że możemy co najwyżej przejść na drugą, mniej błotnistą stronę
ścieżki. A mój upór z rym Pan wiązał się też z szacunkiem dla Mistrza
i niezwykłą, więzią, jaka z tego wynikała. Umowa obowiązywała, ale
w chwilach zapalczywych dyskusji, poważnych rozmów o życiu Ty
stawało się bardziej naturalne i obopólnie akceptowane.

242

�Ryszard Ciarka • PAN JACEK

Wywiad z Masajem

dyśmy się najintensywniej spotykali (w pierwszej poło­
wie lat osiemdziesiątych) pewne zmory przeszłości bę­
dą go mocniej bodły, a podjęte wtedy działania będą
szukały usprawiedliwień. Nie lubiłem tego, ale musiałem słuchać, tym bardziej że przeważały usprawiedliwienia, a czasami fobie i konfabulacje. Któż zresztą
z nas nie przeżył w czasie stanu wojennego stresu, mając świadomość telefonicznych "rozmów kontrolowanych". Oto pewnego dnia przychodzę do Jacka, nie
mogąc się do niego dodzwonić, a ten wyjawia mi
w najgłębszej tajemnicy, że dzwoniła do niego cztery
razy "ubecja", ale nie odbierał.
Zawdzięczam Mu wiele, bo wiem, jak nie być "etnolodżistem", jak zwykł mówić o tych, którzy jego zdaniem zbyt powierzchownie i teoretycznie podchodzą
do tematów. Choć wiem, że to, co proponowal Jacek,
to dziś nieco siermiężna, staroświecka i mało efektowna etnografia. Ale etnografia ciekawa, bardziej do
przegadania i rozmyślania niż do szybkiego wylania na
papier. Bardziej gawędziarska i przekorna niż ta mocno naznaczona konkretem teorii.
Jackowi zawdzięczam wiele, ale zwykle tak jest, że
osoba, którą takim brzemieniem obarczamy, nie musi
wcale być o tym przekonana. Czasami sami dokładnie

nie wiemy, jak to jest, skoro tam na poddaszu przy placu Krasińskich wciąż pali się lampka i Ktoś w tej kajucie czuwa, i można do Niego przyjść i pogadać. Można
Go spotkać na Miodowej lub w parku, przypadkiem
lub na umówionej perypatetycznej przechadzce. Ale
teraz już wiem, bo coraz bardziej to do mnie dociera,
że Jacka już nie ma. I choć gapiłem się wtedy bezmyśl­
nie na bezchmurne, sierpniowe niebo, podziwiając rój
meteorytów, nie przypuszczałem, że rano zadzwoni do
mnie Wojtek Marchlewski i powie mi o Jacku, że zderzą się wtedy we mnie te dwa wydarzenia i pierwszym
skojarzeniem będzie ciemne okno na poddaszu, znak,
że Go niema.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7623" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7603">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e6fd8e88c1c559ae2e4935e96bded7e3.pdf</src>
        <authentication>a54f35436b14f405f449428ca05a9982</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2711</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90975">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90977">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2522</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90979">
                <text>Ten, który wędruje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90981">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.148-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90983">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90985">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90986">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90987">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90989">
                <text>Ten, który wędruje
historia pewnego przekaźnika,
teraźniejszość pewnego przekazu*
Krzysztof Cibor

Kilkanaście lat temu pojawił się po raz pierwszy. Począt­
kowo stanowił nie lada sensację, jak zresztą wszystko, co ist­
nieje początkowo. Dziś, kiedy jest wszędzie, kiedy spotkać
go można na ulicy, w supermarketach, czytelniach, autobu­
sach (zwłaszcza tam!), a nawet na uniwersyteckich wykła­
dach, nie budzi już takich emocji. Po prostu jest i , zgodnie ze
swoją nazwą, SPACERUJE... Walkman.'
Emocje wygasły, walkman przestał być status symbolem,
a stał się zwielokrotnioną i stechnologizowaną wersją Żyda
Wiecznego Tułacza, który błąka się po świecie, ukrywając
przed przypadkowym przechodniem swoją prawdziwą histo­
rię. Uważam, że od kiedy odtwarzacz spacerowy przestał
krzyczeć: „jestem zamożniejszy od ciebie!", jego przekaz
stał się o wiele bardziej wielowarstwowy i skomplikowany.
Zacznę od najprostszego pytania: dlaczego słucham walk­
mana?
Kiedy zadawałem to pytanie użytkownikom odtwarzacza
spacerowego, często pojawiała się odpowiedź: „aby zagłu­
szyć ulicę". Miasto ze swoim coraz częściej nieprzyjaznym,
zdehumanizowanym uniwersum dźwięków postrzegane jest
jako żywioł konieczny, ale obcy. Walkman w tej sytuacji sta­
je się dźwiękowym akwalungiem - pomaga zanurzyć się
w nieznaną głębię, czyniąc ją na pewnym poziomie swojską.
Akwalung ten nie jest jednak zupełnie szczelny. Ekspansyw­
ne miasto wlewa się w nas wszystkimi otworami ciała i nawet
najlepsze słuchawki nie zapewniają stuprocentowej izolacji
od jazgotu autobusów, budów czy bankowych konwojów.
W rezultacie to, co zagłuszamy walkmanem, to „dźwięki na­
tury". Nie może więc taka odpowiedź stanowić wystarczają­
cego wyjaśnienia postawionej na początku kwestii. Tym bar­
dziej że wytłumaczenie znacznie bardziej popularne i oczy­
wiste brzmi: „bo lubię słuchać muzyki".
2

Rzeczywiście stosunkowo łatwo mogę sobie wyobrazić
melomana, który, już to z braku czasu w domu, już to ze
względu na poważne uzależnienie, słucha swoich ulubionych
kawałków na ulicy. Tu jednak też muszą zrodzić się pewne
wątpliwości. Po pierwsze: poruszana już kwestia niezagłuszalnego zgiełku, który może popsuć całą przyjemność wiel-

* Praca ta została napisana w oparciu o rozmowy, jakie przeprowa­
dziłem ze znajomymi, oraz o moje własne doświadczenia. Siłą rzeczy nie
może więc mieć ambicji do formułowania prawd ogólnych. Jest raczej
opisem pewnej możliwości, i to możliwości wcale nie bezustannej
n a

bicielowi muzyki; po drugie: sprawa stosunkowo niskiej ja­
kości dźwięku odsłuchiwanego ze sprzętu przenośnego
(szczególnie w porównaniu z dźwiękiem wydobywanym
z wież Technicsa); po trzecie wreszcie: wielu moich rozmów­
ców podkreślało, że chodząc słucha się szczególnych rodza­
jów muzyki.
Trzecia wątpliwość rzuca nowe światło na sprawę, którą
się zajmuję. Jeżeli przynajmniej w tym samym stopniu co
walkman, specyficzna jest słuchana za jego pomocą muzyka,
należy przyjrzeć się jej tu bliżej. Problem polega na tym, że
rozsadziłoby to ramy mojej pracy, każdy bowiem ma swoje
własne idealne kawałki na miasto. To, jaki rodzaj muzyki
znajdzie się w przenośnym odtwarzaczu zależy oczywiście
od osobistych preferencji, które niewele odbiegają od tych
kształtujących muzyczne gusta danego słuchacza w ogóle.
Muzyka na spacer musi jednak według mnie odznaczać się
specyficzną sugestywnością, która niezbędna jest walkmano­
wi do jego magii. Chciałbym oto postawić hipotezę, że od­
twarzacz spacerowy czerpie swoją siłę z umiejętności de­
strukcji i rekonstrukcji światów.
Jak obronić to aż nazbyt śmiałe zdanie? Po pierwsze
przez odwołanie do wzmiankowanego już zagłuszenia. Ma­
jąc na uszach słuchawki, likwidujemy integralność komuni­
katu, jaki nadaje do nas Świat. Dostajemy obraz, ale już bez
dźwięku. Tak, jak potrawa, która nie pachnie, nie jest całą
potrawą, a kształt, który wyczuwamy tylko palcami, nie
w pełni staje się dotykanym przedmiotem, tak Świat, który
tylko widzimy, jest tylko pół-Światem. Nie jest to jednak
ofiara degradacji, a Świat w sytuacji liminalnej (już nie A,
jeszcze nie B), założenie słuchawek zaś to dopiero połowa
drogi. Kiedy dźwięki już do mnie nie docierają, włączam ich
własne, autonomiczne źródło, które, co bardzo ważne, zale­
ży w pełni od mojego wyboru. Ta druga, audytywna połowa
Świata może być zgodna z połową wizualną (kiedy jeżdżąc
rowerem po zdegradowanych ekologicznie terenach wokół
puławskich Azotów słucham tak zwanej muzyki industrial­
nej), skontrastowana z nią (kiedy w zatłoczonym autobusie,
w połowie mroźnego stycznia z mojego walkmana wydoby­
wają się pieśni malijskie), jak też dobrana na zupełnie in­
nych zasadach (пр.: Johann Sebastian Bach do nocnego bie­
gu przez las).
3

To, co wydaje mi się tu ważne, to fakt, że muzyka słu­
chana przez słuchawki nie jest po prostu muzyką ilustracyj­

�ną. Świat, w którym nie ma dźwięków, jest tylko tym, co
widzę - i to jest pierwszy etap, dezintegracja. Świat, które­
mu nadaję wybrane przez siebie dźwięki, staje się Nowym
Światem, zreintegrowanym przez mnie. Kroki przecho­
dniów odbijają się echem basu czy perkusji, pasażerowie
autobusu mówią do siebie głosem irlandzkiej wokalistki,
ptaki krążą po szarym niebie poganiane ostrymi, gitarowy­
mi riffami. Pieśń, którą słyszę, opowiada o ulicy, którą wi­
dzę. Wizja i fonia dopełniają się we mnie, przez mój wybór
(to ja decyduję o tym, co usłyszę, i o tym, co zobaczę, to ja
decyduję o tym, w jaki Świat złożą mi się dwie niezależne
rzeczywistości).
Muszę wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Sformułowanie,
którego użyłem, owa dezintegracja może być rozumiana
dwojako. Pałac Kultury nie pasuje do żebrzącego Roma,
który nie pasuje do sklepu Estee Lauder. Świat nie układa
mi się w zgrabną całość, nie mogę go objąć, jest zdezinte­
growany. Chodzi mi tu jednak o inną dezintegrację, o roz­
pad postrzegania, o odcięcie obrazu od jego naturalnych
dźwięków. W tym sensie włączenie walkmana jest zlepie­
niem nie przystających do siebie obrazów jednorodną
Muzyką.
Do tak rozumianego tworzenia porzebne jest zagłuszenie.
Powiedziałem jednak już wcześniej, że całkowite odcięcie
od dźwięków naturalnych jest niemożliwe. Nie widzę tu nie­
ścisłości. Czym innym jest zagłuszenie dla zagłuszenia,
czym innym zagłuszenie dla tworzenia. Wycie psa, sygnał
karetki pogotowia czy wrzask dziecka miesza się z materią
dźwiękową płynącą z walkmana i daje nową jakość. Z dru­
giej strony naturalne dźwięki zdarzające się na taśmie potra­
fią wpełznąć w to, co widzimy. Te konfuzje podkreślają tyl­
ko zjednoczenie rzeczywistości z jednej i drugiej strony słu­
chawek. Zagłuszenie nie tyle likwiduje dźwięki naturalne, co
przytłumia je, a te, których nie udało się wystarczająco przy­
ciszyć, anektuje.
Igor Strawiński, w czasach, kiedy nie słyszano nawet
o magnetofonie, napisał: „Nigdy nie znosiłem słuchania mu­
zyki z zamkniętymi oczyma, bez uczestnictwa wzroku. Wi­
dzenie gestu i ruchu różnych części ciała, które biorą udział
w tworzeniu muzyki, jest zasadniczym warunkiem uchwyce­
nia jej w całości, gdyż wszelka muzyka tworzona czy kom­
ponowana wymaga jeszcze jakiegoś sposobu uzewnętrznie­
nia, aby słuchacz mógł ją odebrać (...). Brak przeszkód
wzrokowych stwarza im [słuchaczom - K.C.] sposobność do
oddania się marzeniom kołysanym dźwiękami muzyki i wła­
śnie to lubią o wiele bardziej niż samą muzykę" (Strawiński,
1974, 72). Strawiński zwraca uwagę na niepełność muzyki
bez obrazu. To, że jedynym dopełnieniem jest dla niego wi­
dok wykonawcy, jest jednak dzisiaj, gdy muzykę mogą wy­
konywać komputery, niezrozumiałe. Z kolei młodszy od
Strawinskiego o pokolenie amerykański kompozytor Harry
Partch, twórca nurtu zwanego korporalizmem, twierdził, że
muzyka to współgranie trzech warstw: dźwiękowej, wizual­
nej i rytualnej. Aby sprostać wymaganiom warstwy wizual­
nej, Partch skonstruował cały szereg nowych instrumentów
muzycznych, zadziwiających nie tylko brzmieniem, ale rów­
nież formą. Moim chromatodeonem jest komin Elektrocie­
płowni Żerań.
Idea związku muzyki z obrazem, żywa przynajmniej od
czasu pierwszych oper, a jako niezbywalna pomyślana przez

Strawinskiego i Partcha, apogeum swojej nośności osiągnęła
wraz z powstaniem MTV. Telewizja nadająca przez całą dobę
wideoklipy wpłynęła w sposób znaczący zarówno na postrze­
ganie muzyki, jak i na samą muzykę (Czubaj, 1995). Chciał­
bym tu podkreślić, że tak jak bez doświadczeń muzyki kon­
kretnej (która już dawno opuściła studia eksperymentalne pu­
blicznych radiofonii i wypłynęła na szerokie wody popu) szu­
my spoza taśmy postrzegane byłyby jako szkodliwe dla utwo­
ru, tak bez eksplozji wideoklipu walkman nie zdobyłby swo­
jej mocy kreatywnej.
Przeżycia związane ze słuchaniem muzyki na mieście po­
równywane są często przez moich rozmówców do tworzenia
teledysku. Mariusz Czubaj pisze o tym gatunku, raczej tele­
wizyjnym niż filmowym: „cięcia dopasowano do rytmu mu­
zycznego, do rzadkości należy pokazywanie całej postaci
wykonawcy, został on pokawałkowany, pocięty, przestał być
postacią, stał się śpiewającym, a przede wszystkim ruszają­
cym się ciałem. Osoby zastąpiono ich częściami, podobnie
fragmentaryczny, a nie całościowy charakter mają stosunki
międzyludzkie. Podstawowym zabiegiem rządzącym poety­
ką teledysku jest zatem metonimia" (Czubaj, 1995, 78).
W teledysku tworzonym za pomocą walkmana „szybkich
cięć dopasowanych do rytmu" dokonuję rzucając spojrzenia
to tu, to tam. W ten sam sposób wykluczam resztę pozawalkmanowej rzeczywistości (której ani widu, ani stychu). Idąc
ulicą ze słuchawkami na uszach, fragmentary żuję nie tylko
ludzi i stosunki między nimi, ale także świat, w którym się
oni poruszają. Dodatkowo poetyka uzupełniona jest o oksymorony, których część określana pochodzi z zupełnie innego
porządku niż część określająca - fragmentaryzuje po to, aby
scalić.
4

John Ellis w książce Visible Fictions zauważa, że widza
telewizyjnego różni od widza kinowego rozproszenie i brak
koncentracji (ewokowane przez samą gramatykę przekazu)
oraz patrzenie w, w przeciwieństwie do patrzenia na. Podkre­
śla on też, że słyszenie zaczyna dominować nad patrzeniem.
To dźwięk zapewnia ciągłość uwagi (Ellis, 1982). Widzę po­
ważne związki pomiędzy Ellisowską koncepcją a poetyką te­
ledysku i moim ujęciem słuchania walkmana.
Istotną różnicę między wideoklipem a słuchaniem muzy­
ki przez słuchawki dostrzec można, odwołując się raz je­
szcze do artykułu Czubaja, w którym czytamy: „teledysk do­
konuje uprzedmiotowienia dźwięku, daje muzyce bardziej
konkretny i uchwytny odpowiednik obrazowy" (Czubaj 1995,
78). Pseudoteledyski tworzone dzięki odtwarzaczowi space­
rowemu nie mogą być oczywiście uznane za konkretne
i uchwytne. Obraz, jaki wiążę z muzyką, jest nie do opowie­
dzenia, nie może funkcjonować jako dobro wspólne, podczas
gdy wizje rodem z MTV z powodzeniem karmią współczesną
masową ikonosferę.
5

Rozpad rzeczywistości, nadaktywne, choć rozproszone
postrzeganie, zaskakujące, niepowtarzalne skojarzenia
dźwięku z obrazem, wszystko to nasuwa na myśl jeszcze jed­
ną sprawę. Walkman jest według mnie środkiem psychotro­
powym. Bardzo delikatnym i raczej nie prowadzącym do uza­
leżnienia, ale zdolnym wywoływać pewne nadnaturalne sta­
ny psychiczne. Ta właściwość przenośnego odtwarzacza nie
jest tak oczywista jak jego umiejętność tworzenia wideoklipów. Nie wszyscy z moich rozmówców zwracali na nią uwa­
gę, byli jednak i tacy, którzy doświadczenia okołotransowe

149

�(związane często z transowymi właściwościami samej muzy­
ki) stawiali na pierwszym miejscu.
Takie postawienie sprawy każe mi (nad)interpretować
tekst z instrukcji obsługi mojego walkmana. Stwierdzenie:
„zbyt głośne słuchanie muzyki może być szkodliwe" ma dla
mnie obecnie przynajmniej taki ciężar gatunkowy jak ostrze­
żenia Ministra Zdrowia na reklamach wyrobów tytonio­
wych. Również fragment pewego opowiadania dotyczący
niemożliwości słuchania muzyki na ulicy jest chyba czymś
więcej niż tylko opowieścią o nieuważnych przechodniach
i brawurowych kierowcach: „odcinając ją od wszystkich od­
głosów miasta, tych przeważnie złych, ale prawdziwych,
można by ją pewnie zabić (...). Nie trzeba nawet czelesty Be­
li Bartoka, wystarczyłoby rzewne mezzoforte Vivaldiego"
(Kosakowska, 1996).
Chcę teraz zwrócić uwagę na relacje między kulturą słu­
chania walkmana a współczesnymi subkulturami młodzieżo­
wymi. I tu, i tu ważna jest muzyka, jako coś więcej niż tylko
nośnik przyjemności czy doznań estetycznych; i tu, i tu nie
bez znaczenia jest możliwość zdobywania odmiennych sta­
nów świadomości, i tu, i tu wreszcie uczestnik eliminuje nieuczestników ze wspólnoty postrzegania (subkultury - ideolo­
gicznie, słuchacze walkmana - technologicznie). Ale właśnie
owa wspólnota postrzegania jest czymś, czego porównać nie
można. Słuchając muzyki przez słuchawki izoluję się, elimi­
nuję wszystkich, jestem jedynym uczestnikiem, pozostali zaś
są jedynie przedmiotami w moim własnym teledysku - „ja je­
stem Światem", jak powiedział jeden z rozmówców. Żeby to
zrozumieć, nie trzeba śledzić moich wydumanych spekulacji.
Prosty gest założenia słuchawek jest sygnałem, który znaczy:
„nie chce mi się z tobą gadać", jest trzaśnięciem drzwiami,

6

przerwaniem połączenia. Jeżeli walkmanowcy są subkulturą,
to jest to bodaj pierwsza absolutnie antygrupowa subkultura...
jest to subkultura samotnego tłumu, do której doskonale pa­
sują słowa Rauleta o interaktywności, która zastąpiła interak­
cje społeczne (Raulet, 1995).
Podsumowując, chciałbym poruszyć dwie kwestie. Po
pierwsze, bez względu na to, czy słuchacze odtwarzaczy spa­
cerowych tworzą subkulturę, nie może umknąć naszej uwagi
fakt, że we współczesnym społeczeństwie, uważanym po­
wszechnie za zatomizowaną zbiorowość ludzi samotnych, ale
pragnących złączenia przez unifikację, istnieją jednostki,
które dążą do jeszcze większej samotności, negując jednocze­
śnie uwspólnienie doznań i przeżyć. Być może jednak jest
tak, że nie jest to samotność, lecz wręcz przeciwnie - chęć jej
przezwyciężenia przez internalizację Świata. Czy Bóg może
być samotny?
7

Druga sprawa dotyczy związku technologii z kulturą. Za­
rysowałem przed chwilą historię urządzenia, które miało być
prostą kontynuacją magnetofonu. Jednak tak samo, jak telewi­
zja nie jest domowym kinem, gry wideo - animowaną wersją
gier planszowych, a Internet - ulepszoną siecią telefoniczną,
tak i różnica pomiędzy walkmanem a odtwarzaczem stacjo­
narnym jest różnicą jakościową. Walkman nie nadaje się do
słuchania muzyki, ponieważ jakość dźwięku jest zbyt niska
(aczkolwiek wciąż się poprawia), ale niedociągnięcia techno­
logiczne zostały załatane przez kulturę. Dzięki ogólnej do­
stępności estetyki wideoklipu, a także (w mniejszym stopniu)
muzyce konkretnej i rozpowszechnieniu narkotyków, to, co
w założeniu inżynierów było tylko mizernym ersatzem innego
ersatzu, stało się kolejnym władcą naszej wyobraźni. Niedo­
skonały przekaźnik stał się oszałamiającym przekazem.

PRZYPISY
1

Walkman jest nazwą zastrzeżoną dla produktów firmy Sony, czym
akurat nie przejęli się twórcy najnowszego Słownika współczesnej pol­
szczyzny. Jednak już handlowcy nie mogąc pozwolić sobie na stosowanie
tej nazwy, zgodnie z jej potocznym rozumieniem, do wszystkich typów
przenośnych, miniaturowych magnetofonów zaproponowali inne okre­
ślenia, jak na przykład odtwarzacz spacerowy, czym wpisali się na chlub­
ną listę współczesnych słowotwórców, pozostając jednak daleko w tyle
za autorami francuskiego, o wiele bardziej popularnego, baladeura, czy­
li po prostu spacerowicza.
2

Do personifikacji, którą obarczam to stosunkowo proste, masowo
produkowane urządzonko, upoważnia mnie jego nazwa z symptomatycz­
nym MAN na końcu (dokładnie tak samo jak w imionach innych bohate­
rów masowej kultury: Supermana czy Batmana!).
...oczywiście również czujemy i możemy go dotknąć, dla człowie­
ka przy pierwszym kontakcie najważniejsze są jednak zmysły wzroku
i słuchu.
3

4

Czubaj nie zwrócił uwagi na fakt, że teledysk jest nie tyle pokawał­
kowanym Światem, ile Nowym Światem sklejonym z fragmentów stare­
go.
Pomijam tutaj oczywiste różnice w kanałach komunikacyjnych
i relacjach nadawca - odbiorca. Muszę jednak zaznaczyć, że badaczy
mediów elektronicznych właśnie sprawy kodu, kanału komunikacyj­
nego i rzeczonych relacji interesują bardziej niż treść i poetyka prze­
kazu.
5

6

Leksykon Tony'ego Thorna Fads, Fashions &amp; Cults (spolszczony
dumnie na Słownik pojęć kultury postmodernistycznej, jakby moda była
wyłączną domeną postmodernizmu) nie informuje o istnieniu takiej sub­
kultury ani nawet o kreującym ją artefakcie. Znaczy to, że nie wszyscy
podzielają moje zdanie o specyfice badanego przedmiotu.
7

Nie umyka mojej uwagi fakt pojawienia się na rynku rozgałęziaczy
do słuchawek, które umożliwiają wspólne słuchanie muzyki na ulicy.

BIBLIOGRAFIA
Czubaj, M .
1995 Teledyskowy obraz świata, „PSL. Konteksty" nr 2
Ellis, J.
1982 Visible Fictions. Cinema: Television: Video, London.
Grove
1980
The New Grove Dictionary of Music and Musicians,
Washington-Hong Kong.

150

London-

Kosakowska, J.
1996 Historia dwóch nitek [maszynopis].
Raulet, G.
1994 Nowa Utopia. Socjologiczne i filozoficzne konsekwencje nowych
technologii komunikowania, [w:] Po kinie?..., Kraków.
Strawiński, I.
1974 Kroniki mojego życia. Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9951" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9929">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0eed6121b29556045a08c1f3809cc248.pdf</src>
        <authentication>c4638b41252218e0e8c765d3df0eab0d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118332">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2747</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118333">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118334">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2557</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118335">
                <text>Nieistniejący film, nieistniejące miasto, nieistniejące życie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118336">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.62-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118337">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118338">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118339">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118340">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118341">
                <text>Nieistniejący film, nieistniejące
miasto, nieistniejące życie
Propedeutyka wędrówki poza słownik
Krzysztof Cibor

Opowiem wam film. Na pewno go nie widzieliście. Na
pewno go nie zobaczycie. Film o Wenecji.
Wenecja nie jest zwykłym miastem. Prawdopodobnie
większość miast jest niezwykła i o każdym można by powie­
dzieć wszystko, ale Wenecja nie jest zwykłym niezwykłym
miastem. Wenecja jest modelem niezwykłego miasta, jest najniezwyklejszym z miast, jest wszystkimi niezwykłymi miasta­
mi, o czym doskonale wiedział choćby Italo Calvino kiedy
w swym widmowym przewodniku Niewidzialne miasta powo­
ływał do życia wspomnienia Marco Polo. Wenecja jest mia­
stem na tyle niezwykłym, że jego niezwykłość rzuca się
w oczy nawet tym, którzy jej nigdy nie widzieli. Mało tego: ci,
którzy nigdy Wenecji nie widzieli, mogą mówić ojej niezwy­
kłości, a przeszkadzać im w tym mogą tylko ograniczenia ję­
zyka, który nie przywykł do mówienia o niezwykłościach.
Wenecja jest miastem niezwykłym, dlatego z pewnością
pierwsza scena filmu znaczy coś więcej niż początek podróży:
Zatłoczona kawiarnia. Przy stoliku na środku sali siedzi
kilkoro młodych ludzi. Rozmawiają ożywieni. Kawiarniany
gwar, kawiarniany dym. Wolna wędrówka papierosów, je­
szcze wolniejsza wędrówka szklanek. W pewnym momencie
jeden z rozmawiających, Brodaty, rzuca w przestrzeń:
- A może ktoś pojechałby ze mną do Wenecji?
- Wenecja? Świetny pomysł. Z chęcią się ruszę - odpo­
wiada drugi, zwany dalej Wawą.
Kiedy mówiłem o dwuznaczności tej sceny, nie miałem na
myśli stanów psychicznych, czy też intencji głównych boha­
terów. Stany te i intencje w istocie są trudne do określenia.
Nie wiemy, czy Brodaty mówi poważnie, a Wawa próbuje
przetestować jego konsekwencję, czy też ten pierwszy żartu­
je, a drugi nie poznaje się na żarcie. Nie wiemy i nigdy się te­
go nie dowiemy, ale też nie będziemy dociekać. W całym fil­
mie psychika głównych bohaterów jest najmniej interesująca.
Znaczeniowy naddatek leży gdzie indziej. Wenecja jest
miastem niezwykłym. To, że podczas głośnej i zbędnej ka­
wiarnianej rozmowy pada projekt podróży właśnie tam,
otwiera nam pole do interpretacji symbolicznych. Nasi boha­
terowie nie jadą na grzyby czy po używany aparat fotogra­
ficzny („dwa razy tańszy niż w kraju, bracie!"). Oto podczas
trywialnego zgiełku decydują się oni na wyprawę do jednego
z najbardziej mitycznych miejsc na naszym kontynencie. Że­
by wrażenie było jeszcze mocniejsze, decyzję tę podejmują
podczas jednego z bardziej mitycznych czasów: właśnie trwa
karnawał. Wawa i Brodaty postanowili wziąć udział w we­
neckim karnawale. Właściwie w tym miejscu film powinien
się skończyć. Planowana przez nich podróż należy do tych,
które odbywa się palcem po mapie. Oni jednak grają dalej.
W przeddzień wyjazdu nasi bohaterowie ostatecznie
upewniają się, że nie żartowali. Trwają zimowe ferie i pocią­
62

gi na południe są z pewnością zatłoczone, dlatego Wawa
i Brodaty umawiają się na Dworcu Wschodnim, na którym ła­
twiej będzie znaleźć wolne miejsce.
Następnego dnia, późnym popołudniem nasi bohaterowie
odnajdują się w zupełnie pustym pociągu do Bratysławy. Ich
przedział nie należy do najczystszych. Obok okna przylepiona
jest duża, zużyta guma do żucia.
Pociąg rusza. Wawa informuje Brodatego, że dostał we­
necki adres dalekiego znajomego, profesora Santa Croce.
Z pewnością będzie można zatrzymać się u niego. W charak­
terze gościńca Wawa zabrał typowy product of Poland: pół li­
tra żubrówki.
Nasi bohaterowie wyciągają Samochodowy Atlas Europy
i zaczynają planować optymalną marszrutę. Dojadą pocią­
giem do Bratysławy, potem przebiją się autostopem przez
Wiedeń, Klagenfurt i Villach, żeby wreszcie skierować się pro­
sto na południe i za dwa dni tryumfalnie przekroczyć most od­
dzielający Wenecję od reszty świata.
W scenie pierwszej w banał powszedniości wkraczał nie­
samowity plan. W scenach pociągowych mamy do czynienia
z procesem odwrotnym: oto romantyczna podróż zostaje
skażona pragmatyzmem: należy pojechać na odpowiedni
dworzec, należy zadbać o nocleg już teraz, należy ustalić tra­
sę. Ta zbyt szybka konwersja ma jednak pewien cień, a wła­
ściwie trzy cienie - dziwnie tajemnicze i napawające niepo­
kojem. Myślę tu o pustym pociągu, niezwykłym nazwisku
profesora i gumie do żucia, która dla naszych bohaterów mo­
że stać się tym, czym dla głównego bohatera Kosmosu Wi­
tolda Gombrowicza był powieszony patyk, czy niewidzialne
strzałki na suficie. Te trzy cienie są strzelbą Czechowa. Dzię­
ki ich odpowiedniemu ukazaniu doskonale wiemy, że w koń­
cu wystrzelą.
Z drugiej jednak strony nie ma nic dziwnego w żadnym
z „cieni". Całkiem normalne dla filmów drogi jest takie nada­
wanie specjalnego znaczenia zupełnie normalnym przedmio­
tom. Filmy drogi mogą istnieć tylko dzięki temu, że publicz­
ność zgodziła się oglądać zwykłych ludzi, zwykłe miejsca
i zwykłe wydarzenia tak, jakby było w nich coś szczególne­
go. Codzienność jest atrakcyjna i znacząca dzięki temu, że
została wybrana na element drogi. Określenie, którego uży­
łem, ów „cień" doskonale tu pasuje. Cień jest jednocześnie
czymś zupełnie zwykłym i niepokojącym, wytłumaczalnym
i dającym pole do popisu wybujałej wyobraźni. Przyjrzyjmy
się jeszcze takiemu dialogowi:
Granica Państwa. Jeszcze nawet nie Słowacja, gdyż po­
ciąg do Bratysławy jedzie przez Czechy. Noc, zima. Do
przedziału wchodzi celnik Sprawdza paszporty i pyta:
- Dokąd panowie jadą?
- Do Wenecji - odpowiada Wawa.

�W tej odpowiedzi nie ma właściwie nic nadzwyczajnego.
Powiem więcej - pozornie ta odpowiedź jest prawdziwa. Dla­
czego pozornie? Otóż jest noc, zima, granica dwóch północ­
nych państw, pociąg, którego pasażerowie jeżdżą do czeskich
czy słowackich kurortów. W tej sytuacji słowo „Wenecja"
brzmi egzotycznie. Dwóch młodych ludzi ubranych jak na
wieczorny spacer, wyposażonych w niewielkie plecaki
z pewnością sobie żartuje (nie wolno nam zapomnieć o gombrowiczowskiej gumie do żucia!). Z drugiej jednak strony,
Wenecja istnieje realnie i jest miastem, które należy odwie­
dzić, niekoniecznie przez pośrednictwo renomowanego biura
podróży. Być może nie są więc to żarty.
Jak już powiedziałem, nie interesuje mnie psychika boha­
terów. Film nie ukazywał tego w sposób, który pozwalałby na
prawdopodobne dedukcje. Nie wiemy, czy celnik uwierzył
Wawie. Nie wiemy nawet, czy Wawa wierzy sam sobie. Uży­
łem przed chwilą słowa „żart". Pewnie lepsze byłoby słowo
„zabawa" w takim rozumieniu, jakie nadał mu Huizinga. Za­
bawa nie jest prostym przeciwieństwem powagi: „w parze tej
oba terminy nie posiadają równej wartości. Zabawa jest pozy­
tywna, powaga - negatywna. Zawartość znaczeniowa powagi
zostaje wyczerpana przez negację zabawy... zabawa zaś jest
czymś swoistym" (Huizinga, 1985: 34).
W co bawi się Brodaty z Wawą? Jest to oczywiście zaba­
wa w film. Ta podróż tak jak film wciąga ich i angażuje, jed­
nak z drugiej strony nie potrafią patrzeć na nią bez pewnego
dystansu, który pozwala wyjść z kina. Problem, a może cała
atrakcyjność ich sytuacji polega na tym, że zabawa w film
(„symulacja drugiego stopnia"?) odbywa się w realnym cza­
sie, w realnych miejscach, bez możliwości zawieszenia, bez
możliwości powtórzenia ujęcia.
Bratysława. Bardzo chłodny, poniedziałkowy poranek.
Zawieszone nisko nad horyzontem z domów i fabryk słońce
nie potrafi ogrzać spieszących się do pracy ludzi. Wawa i Bro­
daty wysiadają z pociągu i idą na przystanek. Wsiądą do
pierwszego autobusu i odjadą.
Następna scena: trasa wylotowa w kierunku Wiednia.
Wciąż zimno, wciąż świt. Brodaty macha na przejeżdżające
samochody.
Następna scena: ktoś się zatrzymuje. Do samochodu
podbiega Wawa. Nasi bohaterowie opuszczają przedmieścia
Bratysławy.
Poranna wędrówka przez Bratysławę to kolejna scena za­
wieszona pomiędzy codziennością a niecodziennością, po­
między osiadłym byciem a wędrownym stawaniem się, po­
między miastem zwykłym a miastem najniezwyklejszym.
W Wenecji nie ma z pewnością fabryk, blokowisk, przed­
mieść, poranki są przyjemne, ludzie nie spieszą się do pracy.
W Wenecji nie ma poniedziałków.
Takie zawieszenie - spróbuję sformułować to jeszcze raz
- jest z kolei zawieszone pomiędzy poważną, zaangażowaną
walką, a beztroską zabawą bez celu:
Znowu granica. Tym razem słowacko-austriacka. Ruch
odbywa się bez przeszkód (wciąż jest poniedziałkowy pora­
nek.'). Austriacki celnik podchodzi do samochodu, którym ja­
dą nasi bohaterowie. Podstemplowanie paszportu kierowcy
jest formalnością, ale kiedy Wawa na pytanie celnika odpo­
wiada: „Wenezia, Italia", samochód musi zjechać na bok do
bardziej szczegółowej kontroli.
Jedynym podejrzanym, choć przecież w pełni legalnym
przedmiotem w bagażach naszych bohaterów jest pól litra
wódki: souvenir for profesor Santa Croce. Po chwili samo­
chód jedzie dalej.

Tu już niczego nie trzeba dodawać. Zabawa jest jawna: Nikt
na austriackiej granicy nie może znać profesora Santa Croce,
nikt nie da się nabrać na odległy cel. A jednak nasi bohatero­
wie zostają przepuszczeni, dostają stemple do paszportów. Je­
steśmy w stanie w to uwierzyć tylko dlatego, że zgadzamy się
na grę w fikcję filmu. Mało tego - zaczynamy kibicować nie­
realnym bohaterom. Podnieca nas subtelna rozgrywka wspo­
mnianych wcześniej dychotomii: jaką jeszcze niecodzienno­
ścią wtargnie Wawa z Brodatym w codzienność tubylców? Ja­
ką jeszcze zabawą będą oni drażnić swoje poważne plany?
„Subtelna rozgrywka dychotomii" doskonale pasuje do opi­
su wędrówki i można chyba przyjąć, że każdy film drogi opie­
ra się na podobnym schemacie. Wędrówka jest czymś amor­
ficznym, kapryśnym, przypadkowym, wybiera nieznane ścież­
ki, rozkoszuje się nieracjonalnością. Z drugiej jednak strony
musi ona sprostać pewnym praktycznym wymogom, musi wy­
bierać odpowiednie miejsca na nocleg, musi zadbać o poży­
wienie, musi wreszcie dokądś zmierzać. Racjonalność jest jej
wstrętna, ale niezbędna, przypadkowość miła, lecz zgubna.
Wjazd na autostradę, okolice Wiednia. Zimno, wiatr roz­
wiewa resztki leżącego na polach śniegu. Wawa i Brodaty ma­
chają na nieliczne przejeżdżające samochody.
Następna scena - taka sama i następna, i następna. Coraz
więcej złości i rezygnacji, coraz chłodniej. Wciąż wieje wiatr.
Nad głowami naszych bohaterów od czasu do czasu prze­
latuje samolot (gdzieś niedaleko jest lotnisko). Niektóre z tych
samolotów lecą być może do Wenecji.
W końcu Wawa i Brodaty wsiadają do samochodu jadące­
go do Wiednia. W środku - dwoje miłych staruszków, milczą­
cy kierowca i jego rozgadana żona. Kiedy dowie się, dokąd
jadą nasi bohaterowie, rozgada się jeszcze bardziej, pełna en­
tuzjazmu będzie opowiadać o cudach Wenecji.
Wawa nie zna niemieckiego, Brodaty posiada minimum
wiedzy Z tego języka. Wypowiedzi zachwyconej austriackiej
emerytki podawane są bez tłumaczenia.
Nowa, przypadkowa znajoma naszych bohaterów jest,
mogę chyba zaryzykowć taką interpretację, figurą widza, jest
naszym ambasadorem w tym filmie. Zachwyca się ona pomy­
słem podróży do Wenecji, zachwyca się Wenecją, zachwyca­
łaby się również trzygodzinnym oczekiwaniem Wawy i Bro­
datego, gdyby tylko chciała wiedzieć cokolwiek o tym ocze­
kiwaniu. Nam również podoba się niecodzienność ich wę­
drówki. Potrzebna nam ta bajka, gdy siedzimy w kinie dosko­
nale wpisanym w dzienny rozkład zajęć, potrzebne nam świę­
to, które odpokutują za nas filmowi bohaterowie.
Tymczasem codzienne problemy powoli zaczynają prze­
ważać nad niezwyczajnym uniesieniem, a brak dystansu nad
beztroską:
Przedmieścia Wiednia. Trasa wylotowa na Graz. Przy
wjeździe na nią stoi Brodaty z Wawą. Machają na samocho­
dy, ale nikt się nie zatrzymuje.
Następna scena: ta sama wylotówka. Brodaty trzyma
w ręku tekturę z napisem „ Venezia ". Samochody przejeżdża­
ją nie zatrzymując się.
Następna scena: zrezygnowani bohaterowie ruszają
w kierunku Wiednia. W tym momencie z wyciem syren zatrzy­
muje się kolo nich radiowóz. Sprawdzanie dokumentów, prze­
szukiwanie plecaków, pytania dotyczące celu podróży (odpo­
wiedź standardowa). W końcu informacja, że w tym miejscu
łapanie stopu jest zabronione. Wawa i Brodaty wiedzą już, że
jest to także niemożliwe. Idą na dworzec kolejowy.
Następna scena: marsz przez zaspane peryferie Wiednia.
Nic się nie zdarza.
63

�Następna scena: Wien Sudbahnhof. Wawa idzie do kasy
i pyta o bilet kolejowy do Wenecji. Pociąg odjeżdża za kilka­
dziesiąt minut, ale Brodaty i Wawa opuszczają dworzec, wsia­
dają do tramwaju.
Oto pociąg, który jedzie do Wenecji kilka godzin, zostaje
zignorowany. Być może nasi bohaterowie mają za mało pie­
niędzy, aby decydować się na ten środek transportu. Wolimy
jednak wierzyć, że rezygnują ze zbyt prostych rozwiązań.
Dalszy przebieg podróży potwierdzi obie hipotezy. Ale nie
wyprzedzajmy faktów. Na razie chcę mówić o powtarzalności.
Już około pięciu razy usłyszelis'my od Wawy, że celem
podróży jest Wenecja. Celnicy, kierowcy, kasjer na dworcu.
Przyzwyczailis'my się już do tych słów, nie brzmią one dla
nas tak egzotycznie, jak podczas pierwszej sceny. Zamieszka­
liśmy w tych słowach, tak jak zamieszkali w nich Wawa
i Brodaty (w istocie tylko one i butelka żubrówki dla profe­
sora Santa Croce są gwarancją jedynego pewnego noclegu
podczas ich podróży). Zmierzam jednak do czegoś innego. Te
same słowa, wypowiadane w podobny sposób, budzą różne
reakcje. Te kilka słów jest najprostszym probierzem emocji,
najłatwiejszym sposobem określenia sytuacji, w której znale­
źli się nasi bohaterowie.
Ta sama, wciąż powracająca kwestia przywodzi na myśl
pracę na planie filmowym: niekończące się duble, wyrwane
z kontekstu, najmniejsze atomy scen, przestają być częścią
większej całości, przestają być zrozumiałe tylko dla tych,
którzy widzą wszystko. Oto znaczenie fundowane jest na po­
wtarzalności, na niewidzialnej grze odcieni.
Dalsza wędrówka po peryferiach.
Następna scena: Brodaty i Wawa stoją przy innej wylotówce. Dużo samochodów. Nikt się nie zatrzymuje.
Następna scena: Brodaty i Wawa stoją przy kolejnej wylotówce. Jeden z nich trzyma w ręku tabliczkę z napisem
„Graz". Dużo samochodów, nikt się nie zatrzymuje.
Następna scena: pisk opon, jęk hamulców, zdenerwowane
klaksony. Z lewego pasa zjeżdża na pobocze brudny VW golf.
Następna scena: Brodaty i Wawa wysiadają z brudnego
golfa na podwiedeńskim parkingu. Samochód odjeżdża, nasi
bohaterowie stoją pod kolorowym budynkiem o niecodzien­
nych kształtach.
A tutaj inny rodzaj echa. Wydaje się (a to wrażenie będzie
jeszcze pogłębione), jakby ten film posługiwał się tylko kil­
koma najprostszymi elementami, których zestawianie
w odmiennych kontekstach produkuje sens. Wydaje się, jak­
by ten film skonstruowany był na zasadzie spirali. Wkroczy­
liśmy właśnie w etap, gdy spirala jest skręcana - każdy jej
obrót odbywa się na niższym poziomie: oto tramwaj zamiast
pociągu, oto ponowne błąkanie się po peryferiach (tym razem
z drugiej, jeszcze mniej atrakcyjnej strony miasta), oto zde­
sperowana tabliczka z napisem „Graz" w miejsce beztroskiej
tabliczki z napisem „Venezia".
Wreszcie stacja benzynowa, na której Wawa z Brodatym
spędzają kolejne bezczynne godziny. Budynek, w którym
mieszczą się motel i restauracja, odbiega znacznie od autostradowych norm. Jego fantazyjna, organiczna bryła wyłożo­
na kolorowymi szkiełkami i fragmentami glazury, zwieńczo­
na krzywym dachem porośniętym brzozowym zagajnikiem
jest z całą pewnością produktem pracowni Hundertwassera.
Dzieła owego niekonwencjonalnego twórcy, który z czynszo­
wej kamienicy potrafi zrobić bajkowy pałac, a ze spalarni
śmieci piernikową chatkę, urosły już dawno do rangi archi­
tektonicznej wizytówki współczesnego Wiednia. Codziennie
tysiące turystów zmęczonych imperialną czkawką Schónbru64

nu jedzie odetchnąć wśród baśniowo kolorowych krzywizn
przy Lówengasse. Nie słyszałem jednak, aby ktokolwiek
zwiedzał parking położony sześćdziesiąt kilometrów od cen­
trum w kierunku Klagenfurtu. Motel w Bad Fischau nie jest
zabytkiem. Spirala zatacza coraz mniej ambitne kółka.
Nasi bohaterowie spędzając trzy godziny na parkingu,
machając na obojętne samochody, mieli dość czasu, by przyj­
rzeć się budynkowi, który gonił ich tutaj aż z Wiednia. Nie
zrobili jednak tego. Nie przyjęli jałmużny, którą łaskawie ob­
darzyła ich Wielka Kultura. Już za kilkadziesiąt godzin we­
zmą wszystko, co jest do wzięcia, nie ma więc powodów an­
gażować się w nic nieznaczące drobnostki.
Nadciąga zmierzch. Brodaty i Wawa rezygnują z dalszego
czekania i wyruszają na poszukiwanie noclegu.
Następna scena: mrok i wycie psów.
Następna scena: niewielka stacja kolejowa w Bad Fi­
schau. Zawiadowca stacji informuje, że jest ona zamykana
o 22.30. Brodaty fatalną niemczyzną opowiada zawiadowcy
o podróży („ wir fahren nach Venedig "). Zawiadowca mówi,
Że w pobliskim miasteczku łatwiej będzie znaleźć nocleg. Kie­
dy Brodaty usiłuje kupić bilety do Wiener Neustadt, zawia­
dowca (umundurowany!) macha lekceważąco ręką i mówi, że
0 tej porze w pociągach nie ma kontrolerów.
Następna scena: Wiener Neustadt. Brodaty i Wawa śpią
w poczekalni.
Następna scena: człowiek o wyglądzie żołnierza Wehr­
machtu pokazując na zegarek, każe naszym bohaterom opu­
ścić poczekalnię. Jest 24.15. Na dworze mróz. Kolejarz mówi
coś jeszcze. Zaspany Brodaty nie rozumie od razu. Kolejarz
powtarza: „do otworzenia poczekalni możecie spać w pocią­
gu stojącym na bocznicy".
Następna scena: Brodaty i Wawa śpią w komfortowym, zu­
pełnie pustym pociągu.
W ten sposób wróciliśmy do pustego pociągu. Ten jest
czystszy, lepiej ogrzewany, spokojniejszy od tego pierwsze­
go. Ma tylko jedną wadę - nie jedzie. Od kiedy nasi bohate­
rowie zaczęli traktować poważnie swoją wyprawę, od kiedy
spirala zaczęła się zwijać, a racjonalność tryumfować nad
nieracjonalnością, podróż stała się piekłem ze wszystkimi je­
go niemożliwościami w konsekwencji.
Następnego dnia Wawa i Brodaty pobłądzą trochę po oko­
licach industrialnego Wiener Neustadt, a nie znalazłszy moż­
liwości wydostania się stamtąd autostopem, wrócą na dwo­
rzec i z wielu absurdalnych opcji wybiorą tę najbardziej ab­
surdalną - pojadą pociągiem na Węgry, a więc cofną się, roz­
poczną błądzenie. Jednak zanim tego dokonają, zapłacą je­
szcze jeden haracz rzeczywistości, która wciąż jest trochę
obrażona na to, że wędrówkę chcieli zmienić w wycieczkę:
Granica austriacko-węgierska. Przeszukiwanie plecaków,
standardowe odpowiedzi na standardowe pytania: Wenecja,
profesor Santa Croce, dokładne sprawdzanie paszportów.
Wreszcie celnik wręcza Brodatemu ankietę do wypełnienia.
W ankiecie znajdują się m.in. następujące polecenia: napisz
swoje nazwisko, datę i miejsce urodzenia oraz imię; pokaż ile
pieniędzy masz przy sobie; pokaż stronę czternastą swojego
paszportu; wśród wypisanych liczb podkreśl liczbę 49; nary­
suj dwa kola i prostokąt... Przy ostatnim poleceniu Wawa
1 Brodaty wybuchają śmiechem.
Mamy więc wreszcie spotkanie ze Sfinksem. Jest to oczy­
wiście Sfinks na opak (nasi bohaterowie cofają się!). Nie
dość, że jego pytaniom daleko do oryginalności i subtelności
pierwowzoru, to jeszcze zasadza się on na wychodzących,
a nie na wchodzących. Jakakolwiek próba racjonalizacji po-

�czynań celników prowadzi do jeszcze większego absurdu:
sprawdzali, czy Brodaty rzeczywiście jest Polakiem (a nie
kurdyjskim, peruwiańskim czy libijskim terrorystą)? Dlacze­
go jednak swój test przeprowadzali na Słowianinie, a nie na
Wawie, który jest ewidentnym pół-Azjatą? Odwrócony
Sfinks wpuszcza do odwróconego świata.
Rozpoczyna się podróż lokalnymi pociągami przez Wę­
gry. Oto Wawa i Brodaty siedzą w zatłoczonym przedziale
drugiej klasy. Wokół nich - jadący tylko kilka stacji, posługu­
jący się absolutnie nieczytelnym językiem tubylcy. Ciężko tu
nawet mówić o obcości. Nasi bohaterowie wydają się przybyszmi z kosmosu, Wenecja - odległą galaktyką. Dopiero z ta­
kiej perspektywy można doświadczyć całej niesamowitości
miasta, do którego Wawa i Brodaty właściwie nie zbliżyli się
przez cały dzień podróży. „Dopiero tutaj", ale z drugiej stro­
ny „już tutaj". Gdyby podróż odbywała się autobusem, albo,
co gorsza, samolotem, ceną za wygodę i pewność byłby za­
nik niezwykłości. Wenecja ograniczyłaby się do napisów na
dworcu, rachunków hotelowych i przepisowego spaceru po
San Marco. Dzięki szeregowi zmyślnie nieprzemyślanych de­
cyzji Wawa i Brodaty już teraz uczestniczą w weneckim kar­
nawale: dokładnie w momencie, gdy InterCity z Wiednia
wjeżdża na dworzec Santa Lucia, nasi bohaterowie siedzą
w barze na stacji o niewymawialnej nazwie:
Wieczór, dworzec kolejowy w Zalaegerszeg. W dworco­
wym barze siedzą Wawa i Brodaty. Dokoła nich anonimowi
Węgrzy prowadzą życie towarzyskie - piją, jedzą, rozmawia­
ją z barmanką, grają w jednorękiego bandytę. Wawa i Bro­
daty nad piwem rozmawiają o swoich licealnych przeszłos'ciach.
Następna scena: pociąg do Redics. W składzie o pojemno­
ści tramwaju, na drewnianych ławeczkach siedzi kilkanaście
zmęczonych osób. Za oknami ciemno. Brodaty wpatrzony w tę
ciemność, Wawa ogląda podłogę.
Następna scena: Stacja w Redics. Prawie zupełna ciem­
ność. Wawa i Brodaty ruszają w kierunku granicy węgiersko-sloweńskiej.
Następna scena: Wawa i Brodaty mijają sznur ciężarówek
oczekujących na odprawę.
Następna scena: Granica. Słoweński celnik dokładnie
ogląda bagaże naszych bohaterów. Kiedy już dowie się o ce­
lu podróży i profesorze Santa Croce, zapyta:
- A pik-pik macie?
Wawa z Brodatym niepewnie patrzą po sobie. Okazuje się,
Że pik-pik wraz z odpowiednim gestem sugerującym strzy­
kawkę oznacza w języku słoweńskich celników narkotyki. Na­
si bohaterowie wybuchają śmiechem. Celnik sugeruje, że bez
odpowiedniej ilości pieniędzy nie zostaną wpuszczeni do
Włoch.
Następna scena: Wawa i Brodaty stoją pod latarnią i ma­
chają na przejeżdżające samochody. Obok stoi radiowóz. Po
kilku minutach policjanci przywołują do siebie naszych boha­
terów i żądają okazania dokumentów. Mają wielkie trudności
z zapisaniem danych osobowych.
Karnawał trwa. Nie ma tu już mowy o wtargnięciu nieco­
dzienności w zwyczajność. Sytuacja z początku podróży ule­
gła bilateralizacji. Pasażerowie pociągu do Redics wyglądają
na wspólników Wawy i Brodatego. Ich niezrozumiały język
jest językiem na opak, karnawałowym językiem, który nie
służy komunikacji, lecz jedynie robieniu odpustowego hała­
su. Ich zwyczajne zachowanie i proste tobołki w pociągu do
Wenecji, ich wysiadanie z tego pociągu na stacji Nagylengel
jest wywrotowym żartem. Słoweński celnik używający dzie­

cinnego języka na określenie zjawisk wcale nie dziecinnych
też nie może być brany na poważnie. Tak samo policjanci,
którzy w nieruchomej scenie parodiują filmowe pościgi,
a później parodiują samych siebie, nie potrafiąc zapisać da­
nych osobowych Wawy i Brodatego.
Oczywiście uczestnikami tego karnawału są nie tylko co­
raz dziwniejsi tubylcy. To przecież my, przyzwyczajeni już
przez Wawę i Brodatego do niezwykłości, skłonni jesteśmy
zauważać święto tam, gdzie funkcjonariusz widzi codzienne
obowiązki spełniane raz lepiej, raz gorzej. Powiem może ina­
czej: nie tyle „zostaliśmy przyzwyczajeni do niezwykłości",
co odzwyczajono nas od zwykłości. Naturalny skutek ubocz­
ny wszelkich wędrówek zbliża je pod tym względem do
święta. Ciągłe zmienianie waluty, portrety z banknotów prze­
wijające się w tempie teledysku, zmiany tablic rejestracyj­
nych samochodów, które nie zatrzymują się dla naszych bo­
haterów, zmiany umundurowań policjantów, celników, kon­
duktorów, zmiany języków, w których umundurowani wypo­
wiadają swoje niezmienne kwestie, coraz to nowe stemple
kontroli granicznej... kalejdoskop, bezustanne naruszanie
równowagi.
Zmienność jest immanentną cechą podróży.
Lindava, miasteczko niedaleko granicy, noc. Wawa i Bro­
daty śpią na ławkach pod dworcem autobusowym.
Następna scena: wciąż noc, Wawa i Brodaty wsiadają do
autobusu kursowego do Lubiany. Kierowca żąda dużej kwoty
pieniędzy. Nie starcza miejscowej waluty, Wawa dopłaca
w markach niemieckich.
Następna scena: Dworzec w Lublanie, słoneczny, ciepły
poranek. Wawa pyta: „co teraz?". Brodaty odpowiada: „naj­
pierw będziemy przez dwie godziny błąkać się po mieście,
później przez następne dwie godziny będziemy szukać dobre­
go miejsca na wylotówce, przez następne trzy będziemy
próbowali złapać stop, a na końcu wrócimy na dworzec i po­
jedziemy pociągiem ". Nasi bohaterowie idą od razu na dwo­
rzec. Pociąg odjeżdża za kilka godzin. Można zwiedzić miasto.
Następne sceny: widoczki z Lubiany. Urokliwe kamieni­
ce, rzeka wijąca się elegancko przez zabytkową dzielnicę,
targ owocowy, uśmiechnięci ludzie, przedwczesny wybuch
wiosny.
Następna scena: peron dworcowy, Wawa i Brodaty idą do
pociągu. Nagle z jazgotem pasterskich dzwonków, na peron
położony kilkadziesiąt metrów od tego, na którym znajdują
się nasi bohaterowie, wpada grupa karnawałowych przebie­
rańców (w zgodzie ze wszystkimi etnograficznymi normami:
futra na lewą stronę, pomalowane na czarno twarze, paster­
skie akcesoria). Wawa bierze do ręki aparat fotograficzny,
chwilę się waha, po czym, nie zrobiwszy zdjęcia, wchodzi do
pociągu.
Brodaty i Wawa zbliżyli się do Wenecji na wyciągnięcie
ręki. Jest już słońce, woda, karnawał. Jest także bilet na po­
ciąg i są oni w tym pociągu. Wydaje się, że podróż została
odbyta. Pokonano odpowiednią ilość piętrzących się trudno­
ści, zdobyto odpowiednią ilość stempelków, odpowiednio
często powtarzano nazwę Miasta, odpowiednio często zanu­
rzano się w nieracjonalności. Na dobrą sprawę nasi bohatero­
wie powinni teraz zgubić swoje bilety, albo wręcz świadomie
pozbyć się ich w jakiś z premedytacją nieekonomiczny spo­
sób. Nie robią tego. Wsiadają do wygodnego, niemal zupeł­
nie pustego pociągu i zaczynają kontemplować coraz bardziej
śródziemnomorskie krajobrazy.
Kiedy na dworcu w Lublanie pojawiła się grupa karna­
wałowych przebierańców, mieliśmy nadzieję na brak happy
65

�endu. Nasi bohaterowie zatrzymali się nawet, aby obejrzeć
to niecodzienne zjawisko w jakże niecodziennej scenerii.
Nie tylko zresztą scenerii... Także czas był niezwyczajny.
Trzy minuty do odjazdu pociągu. Tak jakby ktoś' chciał za­
trzymać podróżnych, pokazać palcem: „to tu". Kolejny
symbol-niesymbol, kolejna gombrowiczowska anomalia.
Wawa wyciągnął nawet aparat fotograficzny, ale świadom
nieuchwytności chwili zrezygnował ze zdjęcia. Zresztą być
może zrezygnował z niego, gdyż znajdował się o kilka pe­
ronów za daleko od miejsca akcji, aby zdjęcie było udane.
Najbardziej jednak prawdopodobne jest to, że Wawa nie
zrobił zdjęcia, gdyż uznał, że nie wytrzymałoby ono konku­
rencji ze zdjęciami, które już za kilka godzin będzie mógł
robić w Wenecji...
Gwizd. Pociąg odjeżdża.
Za oknami góry, pola, wioski, błękitne niebo. Brodaty
mówi: „krajobrazy są coraz bar­
dziej śródziemnomorskie".
Następna
scena:
„pociąg
wjeżdża na stację Villa Opicina.
Włochy. Wchodzą celnicy.
"S
... zmiany umundurowali...
в
Celnicy podchodzą do Wawy
i Brodatego, pytają o cel podróży,
0 bagaż...
...zmiany
języków
,
| &lt; 1 6 079 8 Ю |
w których umundurowani wypo­
»6
wiadają swoje niezmienne kwe­
Nr
stie...
...o pieniądze...
I
...banknoty przewijające się
w tempie teledysku...
I
...w końcu celnicy każą Wawie
4
1 Brodatemu zabrać wszystko
z pociągu i prowadzą ich na po­
sterunek.
...kalejdoskop, bezustanne
I l i
naruszanie równowagi.

I!
h
i
1
1

3 0 - 0 2 - 9 8 0]

i 5

5 I!
Na dworcowym posterunku roi
się od policjantów.
Niektórzy
z nich noszą kurtki z napisem „polizia " wydrukowanym w lu­
strzanym odbiciu. Wawa i Brodaty muszą oddać paszporty,
następnie umundurowana kobieta o ostrych rysach twarzy
prowadzi ich do średniej wielkości celi oświetlonej mocno ja­
rzeniówką. W areszcie przebywa już dwóch innych mężczyzn
- zdziwiony Słowianin i zdenerwowany południowiec - obaj
wyłącznie włoskojęzyczni.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin sie­
dzi wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi
po celi.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin siedzi
wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi po ce­
li paląc papierosa.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin siedzi
wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi po ce­
li paląc papierosa. Za ścianą słychać odjeżdżający pociąg.
Następna scena: blond policjantka o ostrych rysach wpa­
da do celi i krzyczy coś po włosku do Wawy i Brodatego, po­
kazując na tabliczkę informującą o zakazie palenia.
Następna scena: Wawa i Brodaty czytają, Słowianin siedzi
wpatrzony bezmyślnie w podłogę. Południowiec chodzi po ce­
li paląc papierosa. Wchodzi policjantka (wciąż ta sama), po­
kazuje na Brodatego. Każe mu iść ze sobą.

66

Następna scena: Korytarz. Policjantka pyta się Brodate­
go, czy ten mówi po włosku. Brodaty kiwa przecząco głową.
Policjantka zaczyna mówić dużo i ostro po włosku, wtrącając
czasem źle wymawiane angielskie słowa. Jej wypowiedź nie
jest tłumaczona. Później każe podpisać Brodatemu jakiś do­
kument.
Następna scena: Wawa i Brodaty prowadzeni są pod
eskortą do pociągu w kierunku Lubiany. Nasi bohaterowie
wsiadają do środka, policjantka oddaje im paszporty, pociąg
odjeżdża.
Wawa ogląda swój paszport. Na jednej ze stron widnieje
starannie przekreślony długopisem stempel włoskiej kontroli
granicznej.
I w ten sposób happy end nie odbył się. Nie będzie Wene­
cji, nie będzie karnawału, choć przecież tak naprawdę było
już i jedno, i drugie. Nie potrzeba być wyjątkowo wnikli­
wym, by przebraną za mężczyznę
kobietę, czy napisy wspak dopa­
sować do tej karnawałowej ukła­
danki, którą ukazywałem już
wcześniej. Także profesor Santa
Croce, o którym nasi bohaterowie
wspominali na tylu granicach, po­
jawił się wreszcie namacalnie,
choć przewrotnie w postaci
odmownego świeckiego krzyżyka
w ich paszportach.
Wszystkie te symbole, które
pojawiają się, znikają i pojawiają
ponownie w zmienionej formie,
dialogują ze sobą na coraz bar­
dziej niewyobrażalnych pła­
szczyznach, prowadzą nas coraz
to nowymi meandrami sensów,
a więc wszystkie te symbole,
którymi operował opowiedziany
przeze mnie film, mają jedną
wspólną cechę. Otóż na dobrą
sprawę nie są one wcale symbo­
lami. Każdy ze wspomnianych
przeze mnie obrazów daje się racjonalnie wyjaśnić i umie­
ścić w profanicznej rzeczywistości, która jest domeną utylitaryzmu, a nie symbolu. W związku z tym przywołajmy po­
nownie Gombrowicza:
„Jeszcze w związku z Kosmosem: z bezmiaru dziejących
się zjawisk wokół mnie, wyławiam jedno. Spostrzegam, na
przykład popielniczkę na moim stole (reszta przedmiotów na
stole usuwa się w niebyt).
Jeśli zdołam uzasadnić, dlaczego popielniczkę akurat za­
uważyłem ('chcę strząsnąć popiół z papierosa'), wszystko
jest w porządku.
Jeśli spostrzegłem popielniczkę przypadkowo, bez żadnej
intencji, i nie wracam do tego spostrzeżenia, też wszystko jak
trzeba.
Jeśli jednak, zauważywszy to zjawisko bez znaczenia, po­
wrócisz do niego po raz drugi... biada! Dlaczego znów ją za­
uważyłeś, jeśli bez znaczenia? Ach, więc jednak coś znaczy
dla ciebie, jeśli powróciłeś?... Oto, jak przez sam fakt, że
bezprawnie skupiłeś się na tym zjawisku o sekundę dłużej,
rzecz ta już zaczyna się wyróżniać, staje się znamienna...
Nie, nie (bronisz się) to zwykła popielniczka! - Zwykła? Dla­
czego bronisz się przed nią, jeśli zwykła?
Oto jak zjawisko staje się obsesją.

�Czy rzeczywistość z istoty swojej jest obsesjonalna? Wo­
bec tego, że światy nasze budujemy kojarząc zjawiska, nie
zdziwiłbym się, gdyby u prapoczątku czasów było skojarze­
nie dwukrotne. Ono wytycza kierunek w choasie i jest począt­
kiem ładu" (Gombrowicz 1988b: 204).
Patrzyliśmy o sekundę za długo na dziwne nazwisko we­
neckiego profesora, na pusty pociąg, na ludzi przebranych
w mundury i oto z bezmiaru zjawisk bez znaczenia (wszystko
nie może mieć znaczenia!) wyłania się sensowna całość - ko­
smos drogi. W innym miejscu w Dziennikach Gombrowicz
podaje receptę na swoją literaturę. Otóż po „wejściu w sferę
snu" należy zacząć pisać „pierwszą lepszą historię, jaka
przyjdzie do głowy". Z zapisanych 20 stron wyławia się „mo­
że kilka zdań, które wydają się podniecające. W oparciu o te
zdania pisze się kolejne 20 stron, aż z bezmiaru metafor za­
cznie wyłaniać się „szyfr właściwy", kosmos książki rządzą­
cy się swoją własną żelazną logiką. Na koniec Gombrowicz
daje następującą radę: .jednakże cała rzecz w tym, abyś, pod­
dając się w ten sposób biernie dziełu, pozwalając, aby stwa­
rzało się samo, nie przestał ani na chwilę nad nim panować
(...) W rezultacie: pomiędzy tobą a dziełem powstaje walka,
taka jak pomiędzy woźnicą a końmi, które go ponoszą"
(Gombrowicz 1988a: 124).
O podobnym niekontrolowano-kontrolowanym kłuciu się
sensu pisze Italo Calvino w odniesieniu do mitu: „może on
[bajarz plemienny] bez przeszkód dokonywać kombinacji
z jaguarami i tukanami [oraz innymi postaciami z puli ogra­
niczonej przez codzienne postrzeganie - K.C], tak długo, jak
jedna z tych niewinnych historyjek nie odsłoni raptownie
wstrząsającej tajemnicy: mitu, który powinien być ujawniony
w sekrecie, w świętym miejscu" (Calvino 1992: 99). Nieskrę­
powana zabawa mająca na celu wybadanie, „jak dalece słowa
daje się łączyć ze sobą", prowadzi do tego, że któraś kolejna
bajka odkrywa nam prawdę spoza dotychczasowego słowni­
ka, odsłania tajemnice bytu. Z bezmiaru możliwych opowie­
ści wyłania się kosmos niemożliwego mitu.
Na film, jako medium doskonale nadające się do neomitologizacji, zwracał uwagę nie tylko Jurij Łotman, ale to on na­
pisał słowa, które doskonale nadają się na zamknięcie tego
chyba już zbyt długiego cyklu cytatów: „nigdzie poza kinem
różne typy organizacji materiału od form krańcowo rodzajo­
wych, całkowicie pochłoniętych prawdopodobnym odtwarza­
niem bytu dnia dzisiejszego, po formę uogólnionej struktury
mitu, nie stapiają się tak organicznie, przezierając przez sie­
bie nawzajem" (Łotman, 1983: 6). W filmie, który opowie­
działem, przez codzienne zdarzenia, sceny rodzajowe prze­
ziera głębszy sens, zużyte gumy do żucia i umundurowane
kobiety stają się częściami symbolicznego kompleksu.
Z bezmiaru prawdopodobnych bytów dnia dzisiejszego
wyłania się nieprawdopodobny kosmos mistycznej wędrówki.
Film, to mówiłem na samym początku, balansuje między
codziennością i niecodziennością. Po kilku powyższych cyta­
tach to balansowanie nabiera nowego znaczenia. W „subtel­
nej rozgrywce dychotomii" odnajdujemy wędrówkę ku nie­
spodziewanym, zaskakującym sensom. Mamy więc już dwie
wędrówki. Podczas tej pierwszej, materialnej, nasi bohatero­
wie błądzili, odczuwali głód i zmęczenie, aż wreszcie, w Vil­
la Opicina, musieli skapitulować. Druga wędrówka, jasna
i spójna, zakończyła się tryumfalnie w mitycznej Wenecji. Je­
szcze raz przywołajmy Calvino: „oto najmłodszy syn zabłą­
dził w lesie. Widzi w oddali światło, wędruje, wędruje...
Baśń rozwija się zdanie po zdaniu. W jakim kierunku? Aż do
punktu, gdy coś niewypowiedzianego jeszcze, ledwie prze­

czuwanego, zjawi się nagle, chwyci i niby wiedźma-ludożerczyni rozszarpie na kawałki" (Calvino 1992: 98). Mamy więc
trzy wędrówki! Trzecia wędrówka jest opisem pierwszej do­
konanym w taki sposób, by przy całej fizyczności udało się
zachować mityczne głębie drugiej.
Może należy usystematyzować tę wyliczankę. Pierwsza
wędrówka to życie, domena jaguarów, tukanów i najmłod­
szych synów. Druga odbywa się w świecie sensów, możemy
ją przedsięwziąć tylko pośrednio, dzięki którejś z dwóch po­
zostałych. Trzecia wędrówka jest opisem pierwszej. Dzięki
niej bezmiar tukanów staje się opowieścią, w niej świat co­
dziennego postrzegania i świat niecodziennych znaczeń znaj­
dują wspólny punkt, w niej oba te odległe światy „przeziera­
ją przez siebie nawzajem".
Jak to się ma do opisywanego przeze mnie filmu? Gdzie
w tym przypadku szukać pierwszego członu triady? Mamy
pewien kompleks sensów, mamy opis wędrówki, ale nie ma­
my życia (jeśli nie liczyć otaczającego nas bezmiaru, który
oczywiście nie może być brany za wędrówkę w sensie do­
słownym). Może więc czas zrzucić jedną z masek i zdradzić
pewną tajemnicę. Otóż opisywany przeze mnie film nie ist­
nieje. To znaczy istnieje (właśnie zaczął istnieć, skoro dotar­
łeś, Czytelniku, aż do tego miejsca), nie istnieją wszakże żad­
ne jego fizyczne nośniki. Film, który opisałem, odbył się ja­
ko rzeczywista podróż w lutym 1998 roku. Wszystkie opisa­
ne powyżej wydarzenia miały miejsce kilka miesięcy temu,
ale do tej pory zaprzątają one myśli mnie oraz mojemu towa­
rzyszowi podróży. Pewien szczególny splot niekoniecznie
szczególnych obrazów, pewne „podwójne spostrzeżenia"
sprawiły, że najlepiej było mi opowiedzieć tę podróż jako
film o podróży.
Ostatnia scena. Po szeregu migawek z Lubiany, nocnych
pociągów i Budapesztu nadszedł czas na ostatnią scenę. Sturovo, stacja na węgiersko-słowackiej granicy. Nadjeżdża po­
ciąg z Budapesztu do Warszawy. Nasi bohaterowie wsiadają
do środka. Pociąg jest praktycznie pusty. Wybierają więc
pierwszy lepszy przedział. Ich przedział nie należy do najczy­
stszych. Obok okna przylepiona jest duża, zużyta guma do
żucia.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego użyłem filmowej
maski. Otóż część przygód, których doświadczyliśmy, nie
mieści się w szufladce z napisem „prawdopodobne formy by­
tu". To, co w fikcji kina wydaje się możliwe, nie musi być za­
akceptowane w opowieści o faktach. Postanowiłem zrezygno­
wać z praw własności do przeżycia, aby ocalić ważkość meta­
for, które przecież nie są moje, przychodzą bowiem z jakiegoś
„poza". Nie ja pierwszy tak postąpiłem: Śmierć w Wenecji jest
ważna dlatego, że jest fikcją, a przecież:
nic nie zostało
zmyślone: przechodzień spotkany koło cmentarza Północnego
w Monachium, ponury statek odpływający z Poli, sędziwy fircyk, podejrzany gondolier, Tadzio i jego rodzina, wyjazd,
który nie doszedł do skutku z powodu zamiany bagaży, chole­
ra, uczciwy urzędnik biura podróży, złośliwy śpiewak uliczny
i cokolwiek by jeszcze przytoczyć..." (Mann, 1971: 52).
Gdyby Tomasz Mann wspominał jedynie swoją podróż,
zapadłaby nam w głowie jej niesamowitość, ale nie doświad­
czylibyśmy tajemnicy, która zostałaby własnością jedynego
podróżnika. Dopiero wciągnięcie nas w wędrówkę, uczynie­
nie z nas wspólników, którzy na równi z pisarzem biorą
udział w interpretacyjnej przygodzie, sprawia, że tajemnica
staje się także naszym udziałem. Poza tym powieść czy film
(a nawet opis filmu) pozwala ustrukturyzować paradę ele­
mentów, nadać wydarzeniom rangę symboli. Poddając się
67

�biernie dziełu, nie przestawajmy nad nim panować! I wre­
szcie, czego najlepszym przykładem jest powieść Manna,
trzecia wędrówka daje nam szansę dotrzeć tam, gdzie wę­
drówka pierwsza przestałaby istnieć.
Żaden z bohaterów opisywanego przeze mnie filmu nie
zginął. Ani w filmie, ani w rzeczywistości. Być może urato­
wała ich/nas umundurowana blondynka o ostrych rysach, być
może śmierć czekała w Wenecji. Przekreślony stempel wło­
skiej kontroli granicznej uratował nie tylko Wawę i Brodate­
go. Uratował on również Wenecję, której z całą pewnością
najlepiej robi kontemplowanie z odległości. Mit najniezwyklejszego miasta nie starł się z ponurą rzeczywistością, wciąż
można wierzyć, że nie ma tam nieprzyjemnych poniedział­
ków ani ludzi spieszących się do pracy. Zmienność jest immanentną cechą podróży. Jej celem zaś jest to, co niezmien­
ne. Ten cel został osiągnięty i cała przygoda odpłynęła do
krainy sennych marzeń, w której nic już jej nie grozi. Zdublo­
wana guma do żucia sugeruje ostateczny powrót - nasi boha­
terowie zatoczyli koło, nic się nie wydarzyło.
Warto jednak podkreślić, że ów tajemniczy artefakt oble­
piał raz ścianę pociągu do Bratysławy, a za drugim razem od­
naleziono go w pociągu z Budapesztu. Nastąpiły niewidzial­
ne przesunięcia. To, co postrzegamy jako koło, jest w istocie
spiralą. To, co wydaje nam się starym porządkiem, jest
w istocie nowym chaosem: „...akcja polega na tym, że insy­
nuują się pewne kształty z początku embrionalne, stopniowo
coraz wyraźniejsze (...) i za każdym razem kształt zapada się
w chaos" (Gombrowicz, 1992: 64).
Tak jak Wenecja rozpłynęłaby się zaraz po wjeździe po­
ciągu na dworzec, tak film zniknąłby, gdyby udało mi się go
zinterpretować. Podejmowane przeze mnie próby mogą mnie
tylko zbliżyć do sedna, ale zawsze w ostatniej chwili zostaję
deportowany do kraju istniejących słowników. Metafora, mit,
film, podróż do Wenecji, czy wreszcie życie rozciągają się aż
po miejsca, do których nasz język nie sięga. Ta kryjówka oca­
la to, co najważniejsze, a nas zmusza do ciągłego ruchu, do
ciągłego balansowania na krawędzi.
Powiedziałem film, powiedziałem życie. Teraz powiem
o trzecim, najważniejszym powodzie, dla którego naszą
podróż opisałem właśnie w ten sposób. Ale najpierw - ostat­
ni cytat: „aktor sceniczny sam prezentuje publiczności swój
kunszt, natomiast kunszt aktora filmowego prezentowany jest
publiczności za pomocą aparatury. To ostatnie ma dwojakie
konsekwencje. Aparatura pokazująca publiczności grę aktora
filmowego nie ma powinności respektowania tej gry w jej to­
talności. Pod kierunkiem kamerzysty ustosunkowuje się do
niej na bieżąco (...), gra aktora zostaje poddana rozlicznym
testom optycznym (...). Druga konsekwencja polega na tym,
że aktor filmowy, ponieważ - w przeciwieństwie do aktora
scenicznego - nie on sam prezentuje publiczności swoją grę,

podczas występu nie może dopasowywać swojej gry do reak­
cji publiczności. Z tego względu publiczności zostaje narzu­
cona postawa oceniającego, nie obciążona jakimkolwiek oso­
bistym kontaktem z aktorem. Publiczność wczuwa się w ak­
tora wczuwając się w jego aparat" (Benjamin,1975: 79)
Tyle Benjamin. A ja zastanawiam się, dlaczego mająca
ponad dwa tysiąclecia metafora życia jako teatru nie znala­
zła konkurentki w postaci: „życie to cinema". Dlaczego ki­
no, które w krótkim czasie pokonało teatr w walce o władzę
nad zbiorowymi wyobrażeniami, do tej pory nie potrafi we­
drzeć się do tej najważniejszej, egzystencjalnej metafory?
Dlaczego Sofoklesowi, Szekspirowi, Goffmanowi i wielu
innym przeciwstawione jest tylko owo proste: „tak, jak
w kinie"?
Mówiąc „tak, jak w kinie", stwierdzamy pewną anoma­
lię, zauważamy, że wydarza się coś, co łatwiej nam zaak­
ceptować jako filmową fikcję niż część naszego realnego
życia. Metafora „teatralna" dotyczyła roli, człowiek miał tu
być aktorem, który odgrywa swoje kwestie na scenie świa­
ta. W filmie nie kreuje się roli. Tworząc film odgrywa się
pewne sceny w dość przypadkowej kolejności. Niektóre
z tych scen powtarza się wielokrotnie z niewielkimi zmiana­
mi. Ostateczny produkt jest przede wszystkim efektem pra­
cy montażysty, który z wielu kilometrów chaotycznej taśmy
tworzy znaczącą sekwencję. Gdyby metaforę „teatralną"
poszerzyć o metaforę „filmową", byłoby to poszerzenie in­
tegralnej kreacji o dezintegrującą reprodukcję, auratycznej
roli o przypadkowy montaż, cudownej totalności o testowa­
nie na bieżąco, znaczenia fundowanego na niepowtarzalno­
ści o znaczenie fundowane na powtarzalności, bezpośre­
dniego kontaktu z człowiekiem o kontakt z kulturową apa­
raturą.
Życie to cinema. Opowiedziałem wam film.
PS. Kolejną pointę do opowiedzianej przeze mnie historii
napisało Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej
w Nowym Sączu. Dwa miesiące po powrocie z podróży do­
stałem list od tejże instytucji. W liście tym wzywa mnie się
do zapłacenia mandatu za jazdę bez ważnego biletu „kursem
nr 243" w dniu 11.02.1998. Problem polega na tym, że tego
dnia znajdowałem się w drodze powrotnej z Lubiany do Bu­
dapesztu, w związku z czym nie mogłem jechać jednocześnie
z Krakowa do Krynicy Górskiej. Szybko zorientowałem się,
że gapowicz musiał posługiwać się którymś z moich wcze­
śniej zaginionych dokumentów. Po chwili jednak odrzuciłem
to wytłumaczenie, jako niezbyt atrakcyjne. Teraz już wiem,
że w połowie lutego byłem w Krynicy, a podróż do Wenecji
odbyłem tylko na ekranie. Gdzie jest ten ekran i czym on
jest? Na te pytania z pewnością nie odpowie mi ani PKS No­
wy Sącz, ani włoscy celnicy.

BIBLIOGRAFIA
Benjamin W.
1975 Dzieło sztuki w dobie
wytwórca, Poznart.
Calvino I.
1992 Kombinaloryka a mit
nr
Gombrowicz W.
1988a Dziennik 1953-1956,
Gombrowicz W.
1988b Dziennik 1961-1966,

68

reprodukcji technicznej, [w:] Twórca, jako

w sztuce opowiadania, „PSL Konteksty",

Kraków.
Kroków.

Gombrowicz W.
1992 Dziennik 1967-1969, Kraków.
Huizinga J.
1985 Homo ludens. Warszawa.
Łotman J.
1983 Semiotyka fdmu, Warszawa.
Mann T.
1971
O sobie, Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11326" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11304">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eeac96093b620b33647e8ae2c418b29c.pdf</src>
        <authentication>6dc07394b86e9c2db173528a0223e140</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134960">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2659</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134961">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134962">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2472</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134963">
                <text>Jak nie umiera królewna Schiffer / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134964">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.60-61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134965">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134966">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134967">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134968">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134969">
                <text>Jak nie umiera królewna Schiffer
Kilka słów o śmiercionośnej reklamie
Krzysztof Cibor
The situation has literally become definitive - not finite, infinite, or defined but definitive
J. Baudrillard, L'illusion de la fin: ou La greve des

evenements

(cytat z sieci Internetu)
Ahmedowi

Śmierć w reklamach jest. Pojawiła się jakiś' czas temu i, jak są­
dzę, będzie pojawiała się coraz czes'ciej. Kiedyś'jej nie było, ale już
jest (absolutna nowość!!!
- wołają jak zwykle reklamowe
slogany.)Trudnos'ci, jakie wiązały się z zawłaszczeniem śmierci
przez topikę tej najbardziej ekspansywnej Gebrauchkunst, są stosun­
kowo proste do określenia. Lęk przed śmiercią i próby jego przezwy­
ciężenia to najbardziej elementarne i uniwersalne atomy kultury.
Skoro każdy może go zrozumieć, skoro zapładnia on ludzką wyobra­
źnię od zawsze, cóż bardziej oczywistego nad wykorzystanie śmier­
ci w reklamie?! Agencje marketingowe unikały jednak długo tego te­
matu, zdając sobie sprawę, że straszenie plamą na bluzce, niepowo­
dzeniem u dziewcząt, czy nawet niepewną przyszłością dzieci posia­
da ciężar gatunkowy zupełnie nieporównywalny z tym, jaki ma stra­
szenie śmiercią. Oczywiście sformułowanie „straszenie" użyte jest
tu zdecydowanie na wyrost. Reklamy nie są straszakami, nie terrory­
zują swoich odbiorców, sygnalizują jedynie, że pewne potrzeby mo­
gą być zaspokojone za pomocą reklamowanych produktów. Ukazu­
ją w tym celu reklamowego everymana w sytuacji braku czy straty,
po czym dostarczają mu idealny środek, absolutną nowość, rewela­
cyjny preparat i od tej pory wszyscy (którzy staną się posiadaczami)
żyją długo i szczęśliwie. Reklamowy raj nie jest jednak rajem nie­
śmiertelnych. Nie można obiecywać wieczności tym, którzy kupią
pastę do zębów. Śmierć jest nieunikniona i ostateczna. Nie da się re­
klamować samochodów wołając memento mori, dlatego też lepiej
nie mówić na ten temat nic. Wystarczą zdrowe zęby, lśniące włosy,
zgrabna sylwetka i zadowolona z margaryny rodzina.
Śmierć jednak w reklamach jest. Zakamuflowana, przezwycię­
żona, na niby, ale jest. Chciałbym tu pisać o trzech spotach, które
obejrzałem niedawno w TVP. Pierwszy z nich, z najbardziej oczy­
wistymi odniesieniami, to reklamówka batoników Mars. Oto ponu­
ry, skalisty i odludny krajobraz. Widzimy dwóch smutnych Indian starego i młodego - wspinających się na jakieś wzniesienie. „Wspa­
niały dzień na śmierć, synu" - mówi w pewnym momencie starszy
do młodszego. Jego słowa wypowiedziane „po indiańsku" rozumie­
my dzięki podpisom - jak w dobrym etnograficznym filmie nie ma
tu lektora. Następna scena również odwołuje się do uniwersalnego
etnograficznego backgroundu - stary Indianin leży z zamkniętymi
oczyma, młody przygotowuje mu podróż do krainy wiecznych ło­
wów, tańczy, śpiewa, wznosi modły. Przejście właśnie ma nastąpić,
gdy nagle z kieszeni młodego wypada charakterystyczny batonik.
Martwy już, wydawałoby się, stary Indianin łypie w jego kierunku
okiem, po czym informuje młodszego, że zapragnął spotkania
z Białym Kwiatuszkiem - najprawdopodobniej wioskową piękno­
ścią. Uroczysta ceremonia zostaje przerwana, dwaj wciąż żywi In­
dianie schodzą z góry, lektor informuje nas, że „Mars krzepi".
Drugi spot opowiada historię współczesnego bonvivanta, który
żując gumę mknie eleganckim kabrioletem przez wspaniałe gór­
skie przełęcze. Historia nie jest zbyt długa („żyj szybko, umieraj
młodo" - chciałoby się powiedzieć). W pewnym momencie hamul­
ce odmawiają posłuszeństwa (już wiemy, że nie jest to reklama sa­
mochodu) i wóz naszego bohatera zaczyna mknąć w stronę przepa­
60

Thomalaque

ści. Młodzieniec smutnieje. Lektor bezbłędnie odczytuje jego tro­
ski w ostatniej chwili ekskluzywnego życia: „szkoda - jeszcze tak
wiele smaku, a tak mało czasu". Chodzi oczywiście o gumę do żu­
cia, której wartości smakowe mogą przeżyć swojego konsumenta.
Na szczęście, jak w kreskówkach, okazuje się, że tuż pod skalną
krawędzią rosło solidne drzewo, na którym osiadłszy bohater rekla­
my może spokojnie dożuć do końca gumę, która „smakuje dłużej".
I wreszcie ostatnia reklamówka. Znowu odludzie, tym razem
pustynia, jakiś doświadczalny poligon. Wokół samochodu kręcą się
ludzie w białych kombinezonach, gdy nagle pojawia się Ona ubrana w kosmiczno-erotyczny strój Claudia Schiffer. Wsiada do
pojazdu, pokazując nam swoje najdłuższe nogi i rusza po czymś, co
przypomina pas startowy. Nagle z przeciwka wyjeżdża inny samo­
chód, następuje zderzenie (CrashV.). Widzimy skrzywioną (w nie­
pewności raczej niż w rozpaczy) twarz Operatora Eksperymentu
i zwolnione zdjęcia ze środka samochodu, gdzie wzbudzające po­
żądanie ciało supermodelki otulane jest ze wszystkich stron pneu­
matycznymi poduszkami. Następna scena: królewna wychodzi ze
zmiażdżonego samochodu bez szwanku (żadne, nawet mikrosko­
pijne, ziarno grochu nie uwierało jej podczas tej kilkusekundowej
śmierci), Operator Eksperymentu uśmiecha się do niej promiennie,
głos z offu wykłada przesłanie: „Citroen Xsara - żyć nie umierać".
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to jedyne reklamówki
odwołujące się do śmierci. Należałoby wspomnieć jeszcze cho­
ciażby o plakatach Benettona, reklamie, w której pluszowy króli­
czek umiera (co przeraźliwym piskiem sygnalizuje nam jego
EKG), po czym, dzięki wymianie baterii zostaje wskrzeszony
i z miejsca gotowy jest do charakterystycznej dla elektrycznych
króliczków nadaktywności, czy wreszcie o przewrotnym spocie,
w którym stary i obleśny kowboj zabija w pojedynku kowboja mło­
dego, atrakcyjnego i noszącego do tego reklamowane dżinsy. Swo­
je zainteresowania zmuszony jestem jednak ograniczyć do przed­
stawionych powyżej filmów. Takiego, a nie innego wyboru doko­
nałem ze względu na fakt, że wszystkie trzy reklamówki są do sie­
bie podobne w bardzo charakterystyczny sposób.
Po pierwsze ich scenariusze, tak przecież różne w szczegółach,
są do siebie zbliżone, jeżeli chodzi o podstawowe założenia. Oto
główny bohater (stary Indianin, młody utracjusz, czy plastikowa
piękność) w sposób definitywny dąży ku śmierci. Właściwie w każ­
dym filmie tę śmierć już-już widzimy. Jednak dzięki cudownemu ar­
tefaktowi zostaje ona przezwyciężona i odsunięta daleko poza gra­
nice konsumpcji. Ów magiczny eliksir jest nie tylko środkiem, dzię­
ki któremu możliwy jest powrót z Krainy Zmarłych. Jest to również
cel, dla którego się wraca. Tak jak Królewna Śnieżka ożywa, by
związać się z najwspanialszym z książąt, tak Claudia Schiffer wra­
ca po swojej symulowanej śmierci, by móc ż y c z Citroenem.
Druga ważna kwestia to świat przedstawiony. Reklamy batoni­
ka i samochodu w ten sam sposób przenoszą nas do nie-świata. I tu
i tu widzimy jałową ziemię, której nie pokaże nam żaden inny spot.
Nawet Camel umieszczając swoich dzielnych bohaterów w dzikiej
dżungli umieszcza ich raczej w dziewiczym Raju, nawet młodzież

�z reklam Golden Americanów,
która jedzie wzdłuż tych samych
pustynnych gór, na których stary Indianin miał umrzeć, jedzie tam­
tędy na radosne spotkanie z hedonistycznym mitem bitników. Jało­
wa ziemia, o której mówię, nie jest ani Rajem, ani zaproszeniem do
szampańskiej zabawy w oryginalnym otoczeniu... To przedsionek
Tartaru. Surowe pustkowie, na którym poza karłowatymi roślinka­
mi i s'mialkiem-bohaterem nie istnieje już żadne życie, zawsze bę­
dzie kojarzyło się z drogą do Krainy Śmierci. To pas graniczny, na
który ten s'wiat już, a tamten jeszcze nie ma wpływu, to geograficzno-symboliczne przedstawienie agonii. W takiej wlas'nie agonii po­
ruszają się czerwonoskórzy i Lalka Schiffer. Jest to oczywis'cie
agonia złagodzona - w pierwszym przypadku przez quasi-etnograficzny dystans, w drugim przez telewizyjny erotyzm bohaterki, nie
zmienia to jednak faktu, że krajobrazy tych dwóch spotów w inte­
resujący sposób kontrastują z innymi.
Już na przykład reklamówka gumy do żucia, którą także się zaj­
muję, jest zupełnie odmienna. Zarówno krajobraz, fauna, flora jak
i sam bohater są tu ols'niewajaco „piękni". Napisałem ten przymiot­
nik w cudzysłowie, gdyż nie wiem, czy może on odnosić się do
piękna, generowanego komputerowo, a taka wlas'nie jest rzeczywi­
stość omawianego filmu. Nie tyle odczuwamy, ile wiemy o wspa­
niałości przedstawionego s'wiata - to co cyfrowe nie może zawieść,
nie zawodzi aseptyczny compact disk, czy kablowe radio. Panowa­
nie nad zdygitalizowanym s'wiatem jest szalenie proste, każdą cho­
robę, wyrwę, czy skazę likwiduje się za pomocą klawisza Delete.
Bit nie pozostawia nam wyboru - zerojedynkowosć jest piękna.
Jednak zarówno skrajna soczystość drugiej reklamy, jak skraj­
na suchość pierwszej i trzeciej jest nienaturalna i to je do siebie
zbliża. Nie musi to być nienaturalność Wysp Szczęśliwych - rekla­
ma nie ogranicza się już obecnie do epatowania nas kolorowymi
obrazkami i wesołą muzyczką. Jestes'my po prostu (?) gdzieś' in­
dziej - obraz zdaje się nam mówić: „za górami, za lasami, za sied­
mioma morzami". W ten to sposób dobrnąłem do bas'ni. Analogie
pomiędzy nią a reklamą wyrażane już nawet w potocznych intui­
cjach i wykorzystywane przez copywriterów
doczekały się także
opisów naukowych. W pierwszym numerze Kontekstów z 1995 ro­
ku zamieszczony jest artykuł Janusza Barańskiego, w którym to au­
tor przeprowadza między innymi analizę porównawczą kilkunastu
filmów reklamowych i bajki magicznej. Z trzydziestu jeden mitologemów Proppa w spotach można odnaleźć najwyżej pięć, ale są
to te najważniejsze (szkoda, otrzymanie magicznego s'rodka, walka
z antagonistą, likwidacja szkody, wesele).
Analiza proppowska jest analizą składniową, unikającą starcia
ze znaczeniem. Wydaje mi się, że dopiero rozpatrując symbolikę
bas'ni możemy dojść do jej cech dystynktywnych. Jeżeli tego nie
zrobimy, nawet najprostszą kreskówkę, reklamę płynu do zmywa­
nia, czy przyśpiewkę kibiców będziemy mogli interpretować w ka­
tegoriach bajki magicznej. Analiza znaczeniowa potrzebna jest
również mnie. Zbliżyłem omawiane spoty do bas'ni przede wszyst­
kim po to, aby pokazać, że zbanalizowanie s'mierci, o którym czę­
sto mówi się przy okazji mediów, a szczególnie wlas'nie reklam,
charakterystyczne jest również dla tej tradycyjnej i szeroko opie­
wanej formy.
Banał, odstraszenie s'mierci ma polegać na jej nienaturalności,
na możliwości jej przezwyciężenia, na ukazaniu jako odwracal­
nych procesów, które odwracalnymi nie są. Śmierć staje się więc
tylko wydarzeniem, czymś', co ma swoje miejsce w strukturze opo­
wieści na tej samej zasadzie jak uroczysta uczta weselna, czy polo­
wanie. Przyjrzyjmy się s'mierciom Czerwonego Kapturka, bohater­
ki bas'ni o Braciszku i Siostrzyczce, czy wreszcie potrójnemu zgo­
nowi Królewny Śnieżki. Czym różnią się ich bajkowe i przezwy­
ciężane zejścia od s'miertelno-nies'miertelnej kraksy Claudii Schif­
fer? Formalnie rzecz biorąc niczym. Myślę wręcz, że kolejny
z wielu trybutów, jaki kultura tradycyjna ptaci kulturze masowej,
polega włas'nie na tym, że dzięki bas'niom stało się możliwe takie
pokazywanie s'mierci, jakby jej nie było. Reklama może więc szu­
sować w kierunku kolejnych tabu po ścieżkach wydeptanych przez
mądrość ludową. Może po nich szusować ze spokojem bonvivanta
żującego gumę, która smakuje dłużej.

Przy tych wnioskach mógłbym się zatrzymać, zwróciłem jed­
nak już wczes'niej uwagę na konieczność objas'nienia symboliki.
Autorem, który dokonał takiej znaczeniowej analizy baśni jest Bru­
no Bettelheim. Jego wywód oparty na podstawowych założeniach
psychoanalizy w jakiś czarodziejski sposób nie kastruje cudowno­
ści, dzięki czemu staje się jeszcze bardziej atrakcyjny. Bettelheim
wprowadza ostry podział na baśnie i współczesne, tzw. bezpieczne
opowieści dla dzieci i młodzieży. Te pierwsze operują nieprzezro­
czystymi symbolami, te drugie - jasno określonymi znakami. Wi­
dząc zaangażowanie autora w desperacką obronę baśniowości, za­
kładam, że ten sam święty gniew, który kazał mu skrytykować mo­
ralizatorskie bajki, czy filmy Disneya, które „w niefortunny sposób
przydają znaczenia krasnoludkom" (Bettelheim, 1996; 312), spra­
wiłby, że odrzuciłby on jakiekolwiek próby porównania bajki ma­
gicznej z reklamą.
Siła baśni dla Bettelheima leży w jej sugestywności, ale i taje­
mnicy. Nie dopowiedziana akcja, nie nazwane postacie pozwalają
dziecku kształtować swoje wyobrażenia tak, aby miały one jak naj­
większą moc, która niezbędna jest człowiekowi w „staniu się pa­
nem własnego oblicza" (tamże, 539). Artefakty występujące w re­
klamie nie pozwalają złagodzić lęków czy rozwiązać konfliktów.
Są one oczywiste i samowystarczalne, nie są już żadną pomocą, sa­
me rządzą „naszymi obliczami". Reklama korzysta wprawdzie
z bogatej symboliki (chociażby pustkowie, o którym pisałem), jed­
nak za pomocą reklamowego hasta i cyfrowego sumienia usuwa
w cień wszelką wieloznaczność. Jest dokładnie tak, jak pisał Baudrillard: „nie chodzi już ani o imitacje, ani o podwojenie, ani tym
bardziej o prawdę. Chodzi o podstawienie w miejsce rzeczywisto­
ści znaków rzeczywistości, to znaczy o operacje, gdzie zamiast re­
alnego procesu na pierwszy plan wysuwa się jego operacyjny so­
bowtór, homeostatyczna maszyna znakotwórcza, bezgrzeszna, pro­
gramowalna, która oferuje wszystkie znaki rzeczywistości i w krót­
kim spięciu wszystkie jej perypetie" (Baudrillard, 1997; 177).
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której zadane symbole
baśni zostają przetworzone na dane znaki reklamy. „Gdyby
Królewna Śnieżka nie przeżyła i nie opanowała wiążących się z do­
rastaniem niebezpieczeństw, to nie połączyłaby się z królewiczem"
(Bettelheim, 330). Spokojnie możemy dodać, że nie połączyłaby
się z nim również wtedy, gdyby nie umarła, śmierć jest bowiem
niezbędna do rites de passages. Pozorne przejście każdego z boha­
terów omawianych przeze mnie reklam jest tylko powrotem do
konsumpcji, ich śmierć zaś - niepotrzebną przerwą.
Nie ma więc śmierci w reklamie, tak jak nie ma w niej zmar­
łych, członków społeczności, którzy są już gdzie indziej, którzy nie
potrzebują z tego świata żadnych materialnych dóbr, a kiedy
w snach proszą nas o jedzenie czy ubranie, proszą nie o produkty
PepsiCo czy Benettona, ale o modlitwę i ofiarę. Nie ma w reklamie
świata, który jej nie potrzebuje, świata wartości prawdziwych, czy­
li niejasnych. Nie wypada mówić o ofierze tam, gdzie poświęce­
niem zajmują się wyspecjalizowane jednostki ratownictwa. Wybór
między zasadą przyjemności a zasadą rzeczywistości, o którym
mówiła baśń, przestaje istnieć - przyjemność jest twoim obowiąz­
kiem, „urodziłeś się po to, by być bogatym", urodziłeś się po to, by
w swoim bogactwie „żyć, nie umierać".
Śmierć w reklamie jednak jest, bo „pewność oznacza śmierć"
(Bauman), a pewność zdigitalizowana oznacza śmierć przemnożo­
ną, wielokrotną, każdorazową. Jak słusznie zauważa Bettelheim,
zakończenie baśni nigdy nie sugeruje wieczności. Dzięki temu da­
je się żyć. Żyć można bowiem jedynie tam, gdzie możliwa jest
śmierć i błędny wybór. Bajka ukazując przekroczenie śmierci daje
do zrozumienia, że istnieje coś, co może złagodzić ból związany
z krótkością naszego życia (chociażby X X X I mitologem Proppa).
W reklamie śmierć zostaje przekroczona, aby jej ostateczność za­
stąpić definitywną ogólnodostępną Utopią Produktów. Zla Królo­
wa przebrana za wieśniaczkę kusiła Śnieżkę zaczarowanym grze­
bieniem mówiąc: „chodź, uczeszę cię pięknie raz na zawsze"!
Podobnie bezgrzeszna i omnipotencjalna „maszyna znakotwór­
cza", dając nam wszystkie ewentualności, zabija nas z częstotliwo­
ścią pięćdziesięciu herców w eleatycznym świetle monitora.
61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10903" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10881">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19f90524fff2b58a330eb5798c90b566.pdf</src>
        <authentication>94cfe9cd805d62a32ecd1b1cca5cf795</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130034">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130035">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130036">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2802</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130037">
                <text>Cuda i dziwy - znaczenie pojęcia "cud" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130038">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1, s.46-50</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130039">
                <text>Cibor, Krzysztof; Kamińska, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130040">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130041">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130042">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130043">
                <text>Cuda i dziwy - znaczenie
pojęcia „cud"
Krzysztof Cibor
A g n i e s z k a Kamińska

Pod łatwo zrozumiałym kłamstwem skrywała się prawda nie do pojęcia.
Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu

Celem tej pracy jest prezentacja możliwych, funkcjonujących
w Widzach i okolicy znaczeń słowa „cud", oraz próba określenia
tamtejszej cudowności. „Definicje tubylcze", na których będzie­
my się tu opierać są, podobnie jak teologiczne, interpretacjami
zaangażowanymi - ich autorzy nie wątpią w istnienie cudów,
traktują mirabilia jako fakt fizyczny, nie tylko mentalny. To, co
zbliża te dwa odległe poziomy refleksji, wydaje mi się warte
podkreślenia.
W terenie nigdy nie zadaliśmy pytania: „co to jest cud?". Do­
piero „w gabinecie" skupiliśmy się na tych fragmentach wypo­
wiedzi naszych rozmówców, w których użyto słów „cudowny",
„cud", „cudnodziejny" i od tego rozpoczęliśmy nasze klasyfika­
cje. Można więc powiedzieć, że sparafrazowaliśmy roboczą de­
finicję Andrzeja Hemki i Jacka Olędzkiego, którzy za cud uwa­
żali wszystko, „co w świadomości jednostkowej lub zbiorowej
uzyskało miano niezwykłego, niewytłumaczalnego" (Hemka,
Olędzki, 1991:11). Dla nas cudem jest to, co uzyskało miano cu­
downego.
Zawężenie to nie wymiotło jednak poza nawias naszej ana­
lizy ani strachów, ani fenomenów meteorologicznych, parapsy­
chicznych czy geologicznych, ani nawet innaplanecian (kosmi­
tów), okazało się bowiem, że mieszkańcy Widz i okolic mają na
tyle szerokie pojęcie cudu, że często mieści się w nim również
duża część tej nadnaturalności, która nie jest związana z trady­
cyjnie rozumianym sacrum (Słownik Języka Rosyjskiego Dal'a
informuje nas, że nyao, to nie tylko cud w sensie religijnym, ale
także każde niewytłumaczalne według znanych prawideł, nie­
przewidywalne zjawisko, jak również potwór, pokraka).
Znaczenia te będą więc brane pod uwagę przy próbie zdefinio­
wania interesującego nas pojęcia. Myślę jednak, że ze względu
na fakt ich oderwania od sfery jawnie religijnej możemy doko­
nać radykalnego cięcia i oddzielić cuda boże od cudów-dziwów.
Cuda-dziwy, o których opowiadano nam w Widzach, to zja­
wiska szalenie różnorodne, w dużej mierze kształtowane przez
współczesne media, przede wszystkim „brukową" prasę oraz po­
pularnonaukowe programy telewizyjne. Zazwyczaj opowieści te
dotyczyły więc osób nie związanych ze wspólnotą lokalną - mie­
szkańców Wilna, Mińska, a nawet Indii. Zdarzały się jednak re­
lacje bezpośrednich świadków czy uczestników.
Straszą i dziwią współczesne czasopisma. Kilkakrotnie
wspominano nam o przypadku wyczytanym w jednym z nich.
Otóż w nowym domu pewnej rodziny unosiły się przedmioty!
Sytuacja była na tyle uciążliwa, że poszkodowani wezwali poli­
cjantów, którzy ledwo uszli z życiem, gdy dwie szklanki skoczy­
46

ły w ich kierunku. Inna, również gazetowa i często powtarzana
historia opowiada o przemarszu zastępu umarłych przez rodzin­
ną wieś. Pochód ten zakończył się zatopieniem „zombich"' w je­
ziorze.
Następny typ dziwów to dziwy natury (o nich również wspo­
mina Dal'). Chodzi tutaj o takie zjawiska, jak trzęsienia ziemi,
zaćmienia słońca albo księżyca czy też, jeszcze bardziej niepo­
kojące, znaki na niebie.
Rozróżnienie na cuda i dziwy przypomina rozróżnienie św.
Augustyna. Jest to podobieństwo tylko częściowe. Wprawdzie
dziwy, o których mówiliśmy, tak jak dziwy Afrykańczyka, nie
odnoszą się do sfery boskiej, o ile jednak on nie przypisywał im
żadnego znaczenia, a ich istnienie uzasadniał jedynie żądzą sła­
wy i bogactw taumaturgów, dziwom widzkim jakieś znaczenie
jest zazwyczaj przypisywane (może strachy w tym mieszkaniu,
bo w Boga nie wierzyli...), zaś fakt ich występowania łączony
bywa z nie boską wprawdzie, ale za to bezosobową i tajemnicza
mocą (jakaś ci siła jest). Co ciekawe, siła ta może zostać czasem
powiązana z siłą boską:
A tak, jakie cudy, kto ich wiedzo, różneż bywali... trzęsienia
ziemi.
[A gdzie było trzęsienie ziemi?]
No, tam gdzie buntowali sie, gdzie nie chcieli przyznać
(uwierzyć w) Pana Jezusa, tam było.
W takich przypadkach dziwy stają się oczywiście właściwy­
mi cudami (podkreślamy, że chodzi nam tu o interpretację, jaką
nadaje wydarzeniu jego uczestnik). Warto w tym miejscu wspo­
mnieć o cudzie w Smorgonii, gdzie na szybie w szpitalu ukazali
się Matka Boska i Jezus Chrystus. Jest to cud, o którym szcze­
gółowych informacji dostarczają gazety, pierwsze objawienie
z tak totalną obsługą prasową. Jednak mimo że kanał komunika­
cji jest typowy dla dziwów, wydarzenia w Smorgonii są postrze­
gane jako bezwzględnie odnoszące się do rzeczywistości bo­
skiej, wyrażające moc Boga i przekazujące Jego wolę.
Na drugim biegunie względem dziwów znajdują się cuda bo­
że. Bohaterem tych wydarzeń jest najczęściej Matka Boska, nie­
co rzadziej Jezus Chrystus, a nawet Bóg Ojciec (ukazujący sie.
pod postacią Stańka - starego mężczyzny). Matka Boska jest
opisywana zwykle dość lakoniczne. Rozmówcy wspominają, że
miała ona długie włosy do ramion, ubrana była w długą, niebie­
ską lub białą suknię, czasem dodatkowo w szal lub szarfę. Takie
przedstawienia Matki Bożej Majowej czy Niepokalanej są naj­
częstsze w tym rejonie. Zdarzają się jednak wizerunki niepoko­
jąco oryginalne, jak ten z Matką Bożą Karzącą (patrz niżej),
ubraną w czerwoną szatę (jak Jezus Chrystus podczas Sądu Osta2

3

�rowała jo, że ona tak. Ja mówię, że ludzie teraz już wszystkie
uczone i czarowników nie ma. Ja mówię: Jeden tylko jest Bóg. No
i tedy tak, tak. Cały ten cech, te wszystkie moje, tak uwierzyli, tak
zaczęli bać się i mówić, i wspominać i święty swoje. Ja aż dziwię
się. Prosto tak, z tego tak nawrócili się te ludzie, który nigdy nie
znali nijakaj wiary, nic (Opsa).
Trzecia rzecz, o której trzeba powiedzieć przy okazji tej opo­
zycji, to antonimiczność kary wobec łaski. Są to dwie przeciw­
stawne (i komplementarne) strony tej samej hierofanii. Pokora,
która buduje kaplicę, może spodziewać się w niej uzdrowień, py­
cha, która burzy, musi liczyć się z okaleczeniami ; pokora działa
z boskiego poruczenia potwierdzonego objawieniem, a pycha
opiera się na porządku czysto ludzkim, nie odnoszącym się do
sacrum, a wręcz negującym jego potrzebę.
Po omówieniu kary bożej przejdziemy teraz do omawiania
najbardziej nas interesujących cudów-łask. Opowiemy tu
0 trzech „miejscach", w których następuje kontakt z łaskotwórczą rzeczywistością mirakularną.
Po pierwsze możemy wyróżnić objawienia „publiczne".
Mamy w tym przypadku do czynienia z szeregiem miejsc cu­
downych - znacznie oddalonych od Widz (Fatima, Lourdes), jak
również nieco bliższych, takich jak Ostra Brama, Budsław (Bia­
dziewczynka szła wkoło krowy przywiązywać. Taka młoda, łoruś), Parynga (Litwa), Zarasay (Łotwa), aż wreszcie (co sto­
może szesnaście, może siedemnaście lat i jej światłość pokazała sunkowo rzadkie) zupełnie lokalnych (np. Widzę Łowczyńskie się. Ona zlękła się i uciekła. Gdzieś tam ona sprawiła się. Tedy przysiółek odległy o trzy kilometry od Widz). Również na osi
przychodzi na drugi wieczór i znów jej światłość, Matka Boska czasu istnieje rozpiętość" od illud tempus po współczesność
ukazała się, „nie lękaj się" i Matka Boska takim pięć kopiejek, (22.12,95 - cud w Smorgonii). Opowieści o tych wydarzeniach
takie wielkie pieniędzy, płakała (lała łzy wielkości monet pięcio- są często dość krótkie:
kopiejkowych - aut.)
Matka Boska ukazała się na tym miejscu [w Budsławiu aut.]. Tedy zostali się ślady jejne. Na tych śladach postawili ko­
Interesująca pod tym względem jest już wspomniana opo­
ściółek. I teraz Matka Boża co poprosisz, we wszystkim pomaga.
wieść o Matce Bożej, która nie jest tu Orędowniczką czy Pocieszycielką, lecz Srogim Sędzią. Opisywany sen (czy też widzenie
Zdarza się jednak, że przybierają formy znacznie bardziej
- rozmówczyni sama nie była pewna) stoi w zasadzie na pogra­
okazałe, jak opowiadanie o Matce Bożej Fatimskiej, czy też re­
niczu kary i łaski, zdradzając tym samym ich genetyczną jed­
lacja z cudu zarasayskiego, o tyle ciekawa, że łącząca objawie­
ność:
nie publiczne z prywatnym, a nawet z cudownym snem.
Przed samą wojną... Co ona tam mnie ukazała się (Matka
Ona (M.B. Fatimska)pokazała się, powiedziała: „Dużo ludzi
Boska), w stroju macierzyńskim. Bo zawsze, kiedy ja widzę Mat­ zbierzcie!", powiedziała: „Modlić się, różaniec, modlić się za
kę Bożą, to zawsze w stroju Niepokalana. A tedy to przyszła je­ grzeszników!". I modliły się, dzieci te miały umróć. Tylko Łucja
dynie u macierzyńskim stroju, suknia taka na czerwono malowa­ została, jeszcze i teraz ona żywa. (...)A oni (dzieci) mówili, że ta
na... Wzgóreczek taki, u Burtyszkach, nu i taka pałeczka (roz­
tajemnica nie powiemy rodzicom. No to ich męczyli, męczyli, oni
mówczyni pokazuje rękoma podłużny kształt ok. 30 cm nad zie­
wszystko jedno nie wydali. Że Matko Boska powiedziała, przy­
mią - aut.). Może trochę wyższa i stoi ona na tej pałeczce.
chodzić na to miejsce trzy razy, modlić się. No, tedy kaplice poA wszyscy zgromadzeni, tak jak u sądnym dniu u jej pad nogami. stroili tam, modlili się i Matka Boska Cudowna dała cud. Powie­
Ja pokręciła się, patrzę... Widzę, Że siecze biezunem takim gru­
działa, żeby zebrało się bardzo dużo tysięcy narodu i tylko
bym i wszystek u supełkach. Może mnie nie dosięgnie. A mnie jak chmurka taka nadeszła, cud taki zrobiła, chmura taka czarna,
sieknęła, dwoma supełkami takimi, to ja krzyczała nie swoim
czarna. I deszcz, deszcz, taki wielki deszcz, wszystkie zmokli. I za
głosem. Tedy ona mówi do mnie: „Nie jęcz, nie jęcz, ja cię bić nie dziesięć minut słoneczka wyszła i wszystkie suche stali. To cud
będę, ja tylko wszystkich samogońszczykow, kto wódkę pędzi i pi­ zrobiła Matka Boża. A potem jeszcze taka chmura nadeszła, że
je"' (1. 86, N.Wieś).
tiemno, tiemno zrobiło się. Nic nie widać. No, to ludzie mówią:
„Aj, chmura leci, już my umieramy, już śmierć z nami". I wszy­
Drugą ważną sprawą jest funkcja kary. Otóż nie jest ona je­
stkie na kolana padli. I chmura ta rozeszła się. To cud też poka­
dynie objawieniem się bożej mocy tam, gdzie ktoś próbuje
zała, że wszystkie zginiecie. O tak.
podważyć jej wartość. Objawienie to bowiem znacznie częściej
niż w przypadku cudu-łaski pełni funkcje pedagogiczne, prowa­
dzi do pogłębienia, ugruntowania wiary, a nawet do nawrócenia,
No jeziorko niewielka i rzeczka (w Zarasay). Jechali na mo­
tak jak w przypadku pracowników fabryki, dla których bodźcem
tocyklu. Chłopiec wioz dziewczynę. No i przyjechali na mościk,
do powtórnego zawierzenia była choroba psychiczna pewnej ko­
rozpsuł sia, rozstroił. No, chłopiec prawił ten motocykl, a dziew­
biety zinterpretowana jako kara za zbesztanie staruszka chcące­
czyna uwidziała Matku Bosku nad jeziorom. No i uwidziała w ta­
go ofiarować jej święty medalik. Oto jak nasza rozmówczyni re­
kim promieniem wielkim. A potem zaprowadził motocykl i oni po­
lacjonuje swoją, niemal apostolską, mowę w tej sprawie:
jechali. No i wo, rozpowiadali ludzi, co oni byli komsomolcami,
to przy Sajuzie było. No, przeszło tam może niedzielje czasu i jej
Ja mówię: Ot widzicie, jej Boh dał rozum, żeby ona pojęła
i uwierzyła. A ona jeszcze tego Pana Jezusa, tego Boga wyruga- sen śni się: czemu nikomu nie rozpowiadasz? Ona zaczęła rozpo­
ła, ten Krzyż i odebrał rozum. A co jest straszniejszego, kiedy wiadać wszysjkim, no i ludzie zaczęli chodzić, obraz tam posta­
człowieku odbierze się rozum? Tak wszystkie [pracownicy fabry­ wili, modlili się, świece stawiali, uzdrawiało. No i my tam byli
pajechałszy. Dużo ludzi jeździło. Tam taki byl cud prosta, ja nie
ki - aut.] cicho, cicho, ni jeden nic na mnie przeciw nie powie­
dział, że ja tak powiedziała. Tylko jeden kamsamolec mnie po­ widzieł. Staryk tam jeden mówi, śpiom i śni się mnie: wstawaj
wiedział, jak czarownica, on na mnie powiedział, jakby ja zacza­ 1 idź na tamta miesta, miejsca, gdzie rzeczka ta przechodziła. No
tecznego), która w ręku, zamiast szkaplerza, ratunku dla dusz
czyśćcowych, trzyma potępiający bicz.
Cuda boże dostarczają łask i o takich będziemy tu przede
wszystkim mówić. Nie można jednak nie wspomnieć tu o karze.
Nasi rozmówcy opisywali bardzo często różne przypadki kary
bożej, nadając jej miano cudu (taki mu Pan Bóg cud zrobił, że mu
rękę urwało). Pragniemy zwrócić uwagę na parę zjawisk, najle­
piej uchwytnych chyba właśnie z perspektywy opozycji łaska kara.
Po pierwsze, trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że opozy­
cja ta nie jest zbieżna z podziałem nafascinosum i tremendum.
Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ambiWalencja
sacrum znalazła doskonałe potwierdzenie w widzkich opisach
oberwanych palców, nóg i głów - wszystko bożą mocą, warto
jednak zwrócić uwagę na fakt, że sacrum przeraża również jako
łaska:
Matka Boska tym pastuszkom powiedziała:
"Nie lękajcie się, dzietki moje, nie lękajcie się, tylko modlicie
się". Oni przelękli się, uciekać zaczęli, a ona do ich podeszła bli­
sko i zaczęła z nimi rozmawiać, nie tak, a tak, tak oni zaczęli i jej
rozmawiać.

5

6

7

47

�i tam będzie ryba, pójdzi Z tej rzeczki i gdzie ästanowi się... On
mnie to opowiadał. Gdzie ona ästanowi się, ryba, tak adlicz ad
niej jakie może dziesięć metry i wykopaj. Tam będzie krzyż. No
i onprzesnuł sia.(...) Przychodzi na tamta miesta, stoi wielka ry­
ba. Taka. Potem zachciał ja paruchać ta rybu. Wziął ręcami no
i nie ma nic.(...) Adliczył te dziesięć tych kroków i zaczął kopać.
I wykopał tak kamień, na kamieniu wybity krzyż i tam litery ja­
kieś. No i potem on [ów starik - przyp. aut.] w niedzielę przycho­
dził, tam ludzie szli, on rozpowiadał wszystka. Pokazywał, gdzie
Matka Boska była pakazauszy się nad jeziorem, takie drzewo stojało prosto palone, jak promieniami jakimi (St. Dwór).
W opowieści o objawieniu w Zarasay dwukrotnie podkreślo­
ne jest, że Bóg (czy Matka Boska) chcą, aby wizjoner poinfor­
mował społeczność o cudownym wydarzeniu. Informacja ta ma
być zarówno werbalna, jak i materialna (krzyż, obraz, kaplicz­
ka). Tak samo Matka Boska, która ukazuje się pastuszkom w Fa­
timie lub Bernadetce w Lourdes, oczekuje po pierwsze modli­
twy, po drugie uczczenia w specjalnie w tym celu zbudowanej
kaplicy. Oznaczenie przestrzeni świadczy o jej pozytywnym, sa­
kralnym, związanym z objawieniem wartościowaniu. Kapliczka
musi stanąć na miejscu objawienia i vice versa - jeśli jest ka­
pliczka, znaczy to, że musiało w tym miejscu nastąpić objawie­
nie:
Kościół to już na tym miejscu zawsze stoi, gdzie była zjawa jaka.
No jak coś pokaże się, tak coś ci i stawia się. Krzyż, kaplicz­
kę... (St. Dwór).
Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że cudowna kaplica, kościół,
krynica wskazana przez Matkę Boską czy święty obraz są „bar­
dzo czudnodziejne" - dokonują się w ich obecności liczne uzdro­
wienia, rozpaczliwe prośby spełniają się, utrapionym „robi się
lekcej", niewierzący odzyskują wiarę. Co ciekawe, rozmówcy
nie czynią rozróżnienia na „cud założycielski" i „cuda wtórne":
jedni pytani o wydarzenia w świętym miejscu opowiadają o ob­
jawieniu, inni wspominają uzdrowienia, jeszcze inni pamiętają
oba rodzaje zdarzeń i wymieniają je „jednym tchem". Można
więc przyjąć, że Bóstwo objawiając się, pragnie stworzyć pew­
ną rzeczywistość, która swoje ontologiczne korzenie posiada
w Nadprzyrodzonym, zaś dzięki namacalności ma realny wpływ
na świat ludzki - prowadzi do ciągłego ponawiania „cudu zało­
życielskiego".
Agenda Niebieskiego Jeruzalem dzięki swojemu usytuowa­
niu na granicy dwóch światów- pomaga w interpretacji wydarze­
nia, które dokonało się w jej obliczu, jako wydarzenia cudowne­
go. Czasem zdarza się, że dane zjawisko jest wytłumaczalne em­
pirycznie, jednak bezpośrednia obecność sanktuarium czy świę­
tego obrazu sprawia, że interpretacja taka traci znaczenie na
rzecz eksplikacji mirakularnej:
Tylko mój mąż opowiadał jeszcze, wzięli go sowiety do Brasławia, jakiegoś tam naczelnika zawieźć, a tutaj za Jelnią była
taka kapliczka i tam wielki krzyż postawiony i tam panowie po­
chowane i temu zachciało się schodzić, zobaczyć do tej kaplicz­
ki, a mąż, mówił, czekał. A jak on przyszedł, przyszedł bez czap­
ki. Wot, jaki cud - wziął czapkę i spadła jemu. On tak przez
wierzch chciał zobaczyć i mu czapka sarwała (1. 93).
Zwraca uwagę ścisły związek, jaki łączy ten cud z opowie­
ściami o Matce Bożej w Ostrej Bramie, przed którą każdy, kato­
lik, prawosławny, a nawet Tatar, żyd, czy niewierzący zdejmował
czapkę. A oto historia cudownego uzdrowienia. Matka widząc,
że dziecko umiera, zerwała ze ściany obraz Matki Boskiej i bie­
gała z nim po domu „jak szalona", otwierając jednocześnie
wszystkie okna. Lekarka po odratowaniu chłopca pochwaliła
trzeźwość umysłu kobiety, która zadbała o dopływ tlenu i bardzo
szybko przywiozła chorego do szpitala, ta zaś w pełni przypisu­
je zasługi Maryi:
/ tak Pan Bóg i mnie cuda dawał. Że, znaczy, zachorował ten
chłopczyk, w dwóch stawnie zapalenia. Tylko jednom razom
8

9

48

oczka tak przewrócili sia białe i wsio i gatowa. Ja, jak zakrzyczała: „Aj, mój mąż, leć prędzej, wraciej zażywaj". Ta mówią ani,
co on już pomarł. Ja tylko Matka Boska Ostrobramska obraz, on
u mnie i teraz jest, ksiądz nas tak ślubował i pobłogosławił:
„Niech będzie ten obraz Matki Boskaj Ostrobramskiej u waszej
życie cudem", żeby mnie stał się cudem, to mnie pawiedział.
I wot ja ten obraz chwyciła, Matko Bosko, da siebie i łatam pa
chacie. Ta baba myśleli, co ja trąciła sia, co mnie już zrobiło sia
drenie. A chłopczyk leży tutaj ja z obrazom. Mówię: „Matko Bo­
sko, ten jeden dziecioneczek, Matko Bosko, ratuj mi jego. Padaruj mnie tego mego dziecionka ", a niedowiarków było u chacie
wiele, Maskalów, tych starawierów, wiele nabrauszy sie u chacie
ludzi. I tedy tak ja poleciała na swego dziada, mówię: „Leć,
dzwoń tam w Dukszty, żeby przyleciała skoraja pomoszcz". Ja
tak, a już baby mówią: „A, Józefka, nie kręć, mówią, jego, aj, on
umarwszy, dziecionek, co ty robisz, on umarwszy"• Ja mówię:
„Atchodźcie wszystkie, u mnie, wo, Matka Boska, tak ja gadam,
u mnie Matka Boska" i ja podejmuje dziecionka swego. Zakręci­
ła sama dziecionka, ja tego chłopca tak na kolany posadziła,
a tutaj on paru koni zaprząkłszy i kilometry trzy koni pędził,
a skoryj, z Dukszt jest trzydzieści kilometry da nas, skoryj prze­
leciała na droga, na droga przeleciała ja skora, a moj dziecionek
zagadał: „Mama". No, jak Boga kocham, wszystka wioska to
znała, ja jeszcza wszystko to zbierała sia księdzu to rozpawiedzieć. Nu i tak, wot ja swoim, tym, dziecianeczkam... „mama",
zagadał, ja jego szczatyła, a wraćka tylko mnie tak chwyciła rencami, abnięła zrazu i nic nie mówiła. Pocałowała w jedna szczoka, w druga szczoka, pocałowała „Razumnaja mać, szto dała je­
mu kisłarod, gęba nie zakryła, powietrza", a jeszcze była serca
zdrygała jego, jak ja jego para koni, konie pędzili, wieźli. A kto
tu pamog, kiedy nie Matka Boska pamogla, to Matka Boska
mnie dziecionka mego padnieła, że dała mnie u głowu, że rób
to co mnie chce się to i rób. I mnie mąż to robił, co ja chciała
(Dalekie).
Szczególnie wartościowa wydaje się tu wypowiedź widzkiego zamawiacza, autorytetu intelektualnego, który w innym miej­
scu racjonalistycznie i bezwzględnie demaskuje strachy, tu zaś,
posiadając nawet naukowe objaśnienie, jest zmuszony uznać cu­
downość procesu odnawiania się obrazów.
Leszek Kołakowski mówi, że język sacrum jest nieempiryczny, ale sensowny - gdyż „nie ma żadnego zniewalającego powo­
du, aby za sensowne uznawać tylko to, co empiryczne" (Koła­
kowski, 1987:109). Mieszkańcy Widz też mają swój język sa­
crum, związany jednak z empirią, pozwalający na jej interwen­
cję, ale odbierający bezwarunkowość - to, co się zdarzyło, moż­
na wytłumaczyć „naukowo", ale nie wolno zapominać, że mogło
się to zdarzyć tylko dzięki boskiemu wspomożeniu. Teolog
Marian Rusecki pisze, że pewne zjawiska wyjaśnione przez nau­
kę mogą zostać uznane za cud, należałoby jedynie wykazać na
podstawie „religijnego kontekstu", że „choć ich istnienie bez
specjalnej interwencji bożej jest możliwe, to hic et nunc miały
one miejsce dzięki tej interwencji" (Rusecki, 1988). Dla posiada­
jących wrażliwość mirakularną mieszkańców Widz „kontekstem
religijnym" o bezwzględnej wartości dowodowej jest kościół,
kaplica, ikona.
Drugim „miejscem" spotkania jest objawienie prywatne. Nie
wymaga ono z reguły znaku przestrzeni. To oczywiście automa­
tycznie pozbawia go niepodważalności (chociaż z drugiej strony
właśnie tu możemy się przekonać, że kapliczka ani nie jest nie­
zbędna do zawierzenia, ani nie jest ostatecznym dowodem cudu
- wszak nigdy nie zrozumiana kobieta z Nowej Wsi czy pastu­
szek zza Karakońskiej Góry zachylali brzózki i wiążąc ze sobą
ich wierzchołki, tworzyli prowizoryczne ołtarzyki ku chwale
Matki Bożej! ).
Objawienie prywatne (w związku z tym?) w zasadzie „jedno­
razowe" - nie pociąga za sobą łańcucha cudów, a jest jednostko111

11

�Mamy tu więc sny jako łaskę sensu stricto, znacznie częściej
wym i osobistym, ale bardzo ważnym darem Łaski (nagrodą czy
sny jako znaki, jako dobre rady, zapowiedzi pewnych wydarzeń
wyróżnieniem - ci, którzy nie dostąpili objawienia, podkreślają
czy ostrzeżenia (mama rozmówczyni, której śniła się Matka Bo­
często swoją niegodność, mówiąc jednocześnie o „świętości", la­
ska w wielkim sadzie, twierdziła, że widzenie świętych we śnie
tach modlitw i udręczeń wizjonerów). Oto kilka najbardziej
zapowiada nieszczęście) i wreszcie sny, które wchodzą w scena­
spektakularnych opisów prywatnego objawienia:
Ja, (...) urodzona w domu (...) opowiadam, że gdzieś w tysiąc riusz objawienia publicznego.
Cud-łaska ma rzadko wartość dowodową. Teoretycznie
dziwięćset sześćdziesiąt siódmym roku, kiedy ja mieszkała we wsi
mógłby potwierdzać istnienie Boga, ale raczej nie bywa on
Wiezgieluny, szła do pierwszej klasy, to na pewno jesień, bo była
ciemno, gdzieś o godzinie ósmej i od domu gdzieś za metrów udziałem ludzi niewierzących - Ja to mówię, że jak by więcej cu­
trzysta jest taka góra, gdzie granica ziemi Laudańskich z daw­ dów Bog zsyłał tym sowietom to może i oni byliby lepsi. Owszem,
nych czasów. Na tej górze widziała postać biała, w białej szacie cud może zdarzyć się prawosławnym, czy nawet staroobrzędow­
Z podnietą ręką na znak błogosławieństwa. Twarz był zmęczony, com, ale Tatarowi już raczej nie, a i „sowieci" mają nikłe szanse
oczywiście broda i przelękła ja się i opuściła oczy. Ta postać by­(jak tu cuda mają być, jak tu takie niekościelne ludzie). Cud po­
ła ode mnie za metrów trzydzieści i tak patrzyła na mnie. Mnie kazuje się bowiem ludziom godnym, jest Łaską dla wierzących,
była straszno i jak opuściła oczy, jak je podniała później, ja nic jest danym tu, na Ziemi, Królestwem Bożym, idealną rzeczywi­
nie widziała, tego więcej nie była. Przez jakiś czas ja powiedzia­ stością, która w pełnym wymiarze będzie dostępna dla wybra­
nych dopiero po śmierci, zaś tu musi istnieć, jako zapowiedź i erła mamusi (1. 36, Karasino).
Ja... Widziała jeszcze... Do mnie wiele razy Matka Boska by­ satz (bez wartościowania), ale musi istnieć, gdyż człowiek nie
ła przyszła... Przyjdzie, popatrzy... Ja już się pugam jej podcho­może bez przerwy uprawiać swej nieatrakcyjnej i bezsensownej
dzić. A ja lękała się wojny, ja pytam się: „Statujko mileńka, po­ przyziemności (w której dodatkowo, pod sowiecką wlastią po­
wiedz ty mnie, czy będzie wojna ? ", a ona mnie: „Na razie nie bę­zbawiony był możliwości elementarnego kontaktu z sacrum,
dzie, a co z Polską będzie, to jeszcze nie wiadomo". I tyle prze­ podczas chociażby mszy świętej). Cuda nieustannie odnoszą nas
wrotów w Polsce, o... Zupełnie tak, jak stoją pod kościołem te do innej rzeczywistości, ale zawsze jest to odniesienie, które coś
statujki, wyglądała, ja ją i zowie „Statujka". I wot ona u mnie znaczy. Tam, gdzie przesłanie nie narzuca się samo, podejmowa­
była ostatni raz już dawno... dawno... Pożegnała się ze mną, trzyne są próby interpretacji. Oto dwie z takich prób - obie dotyczą
razy mnie rękę podała bez przerwy i już więcej nie przyszła (N. objawienia w Smorgonii: •
Teraz tam szpital, na oknie w 22 pokoju było i to interesnie
Wieś).
Tamten obraz, bardzo piękny, ona tu wisiała, ja każda noc, było i w tym oknie wyrysował się ósemka, ósmy numer, tak i w ni­
jak łożyła się spać, ja ją widziała,modlila się do niej, może za to żu najpierw 22 grudnia ukazała się Matka Boska z Dzieciątkiem
ja ją prawdziwie widziała na lilijce, ona taka cudowna Matka na ręku (...). No to trwało gdzie to nie pamiętam już wiele go­
dzin, a 24 na wigilię, o 7.30 ukazał się Pan Jezus w tej ósemce...
Boska.
Jednej kobiecie w Widzach Matka Boska pokazała się, ona Ot nijak rozgadać tego, w ósemce... No to jak ukazał się, to był
sama mnie mówiła, ona juz przysięgała tak, i obraz całowała. Z wieczora 7 godzin trzydzieści minut, aż do 9 rano. To wszystko.
I mówili, widzieli, krople widzieli na twarzy, a taki mróz był, tam
Ona mnie była do domu zaprowadziwszy, pokazała ta miejsca, ta
ściana pokazała, gdzie Matka Boska była pokazawszy się jej. pozwonili, tam wszystek ten szpital zleciał, tam nie wiadomo co
Iwszystko, gdzie słońce, gdzie gwiazdeczki... „I wtedy tak ładnie, ludzi już tam zleciało się i niektóre pozwonili i z domu niektóre
ona mówi, i oczkami mrugała, i stała przede mną. Ja juz pacie­ przylecieli i wszystko. No i tego, wtedy ktoś powiedział, a może
rzy mówiła, ana mówi, na kolanach stała przed jej. I uwierz to nie Jezus, czemu krzyża nie ma, i mówi, od razu rysował się
mnie, co ja od serca mówię i prawdę, co ja nie kłamię. Ja myśla­ krzyż nad głową i z prawej strony, dwa krzyże wot. Ale prawo­
ła, może tylko mnie pokazała się, może zniknąć, i tak ja pa niko­ sławne krzyże, nie takie jak nasze. I to tyle całą noc patrzali (...).
go nie paszła, do końca dopatrzyła jo ". Ona tut żywio, u Widzach I teraz tam codziennie odprawiają mszę w szpitalu, w tym poko­
ju i na tej oknie, wot. No mówi, nie to co czyste szkło zostało się,
(St. Dwór).
ale coś ci takiego zostało się na tym oknie. To wszystko znikło,
I wreszcie trzecie „miejsce" to cudowny sen. Tu bodaj naj­
o coś takiego zostało się, wot ślad jakiś. No i my mówim co zna­
częściej można spotkać się z rzeczywistością mirakularną. Sny,
czy ósemka, a moja wnuczka mówi: „A wiesz, babcia co, to prę­
jak powiadają nasi rozmówcy, biorą się od Boga, od diabła, albo
dzej będzie tak, że on w niżniej ósemce, czemu w niżniej ósemce,
„z krwi". Te cudowne, z Matką Boską, czy Jezusem pochodzą
bo teraz poszed satanieńskij czas, że zabiwajo, mordujo, nad
oczywiście wyłącznie od Boga.
ludźmi dzikujo się, to satanieńskij czas i dlatego Chrystus sljozy
Przyśnił się mnie sen. Wot, dziś jest sobota, a na jutro nie­
dziela. Przyśnił się sen mnie... Doszła ja do poczty tutaj, koło po­ przelewał w tej ósemce, a ósemka jeszcze może być, że w ósem­
czty objawiła się Matka Boska, ale na obraz, wysoki, na kołkach, ce końca nie ma, znaczy się Chrystusu końca nie ma i ten wie, że
takich, jak wo dawniej dzieci chodzili, na palkach [szczudłach - końca nie ma.
aut.]. Ina pałkach Matka Boska idzie. Tu obraz i na palkach Mat­
Krzyż się pokazywał prawosławny. A pokazał się katolikom.
ka Boska idzie i ja koło niej idę i wot ana mnie wprowadziła na A to tut nawet w gazecie pisali. Prawosławny krzyż, bo za to co
cmentarz. Przyszła na cmentarz i ja przyszła na to miejsce, co Pan Bóg może chce, żeby katoliki z prawosławnymi razem byli,
krzyż na cmentarzu stał dawniej i ona przepadła. Tolka wprowa­ Żeby razem świętowali... Żeby Boże Narodzenie razem, czy co...
dziła na cmentarz i przepadła. I ja przeczknęła się (następnego No to coś ja tak... Bo to tak, widzisz, pokazywało się przed na­
dnia kobieta, której śnił się ten sen, mogła po raz pierwszy od
szym świętem. No może żeby z nami mieli, no ja nie wiem jak.
wielu lat na jawie wejść do kościoła - władza postanowiła wre­
I tu powróćmy do wspomnianych na początku definicji teo­
szcie zakończyć prześladowania wobec katolików - aut.).
logicznych. Otóż, według nas, widzkie cuda boże nie są, tak jak
tego chciał święty Tomasz z Akwinu, przekroczeniem sił całej
Mnie to dawna była, przyśniwszy się Matka Boska. Dawnobezdawno! Nu, ot wielki sad, sad wielki i kwitnie, biało, biało. To natury (przez co dowodem na istnienie Boga, gdyż tylko On jest
mnie przyśniło się, to już nie u prawdy, to już we śnie widziałam. w stanie zawiesić prawa przez siebie ustanowione). Co więcej,
I zda się Matka Boska tak wysoko, wysoko stoi, ręce tak złożyw­ jak zobaczyliśmy, wcale nie muszą one być niewytłumaczalne
szy stoi. Tedy, mamusia moja jeszcze żyła: „Mama, ja widziała czy nadnaturalne. To, co je wyróżnia od zjawisk dnia codzienne­
Matka Boska". A ona mówi: „Aj, niedobrze, jak świętych wi­ go, to specyficzne znaczenie wpisujące się w mniej lub bardziej
konkretnie pojmowany Boży Plan. Widzkie rozumienie cudowdzisz". A w sadzie tym tak pięknie, pięknie.
12

49

�Warszawie, Krakowie lub Moskwie, Francji, A n g l i i , Stanach Zjedno­
czonych).
Matka Boska Fatimska jest stosunkowo popularna w Widzach
i okolicach. Dobroczynna Fundacja Matki Bożej Fatimskiej wydaje po
białorusku czasopismo „Ave Maryja". Wielkim czcicielem Matki Bo­
skiej z Fatimy był poprzedni, pierwszy „posowiecki" proboszcz widzkiej
parafii, co często podkreślali nasi rozmówcy.
7

8

Wyrazem tego pragnienia jest chociażby cud w Boginie (lub Kozianach), gdzie święty obraz nie dawał się wywieźć z „upatrzonej" świątyni,
jak też opowieść o tym, że kościół widzki jest nieszczęśliwy, gdyż budo­
wę rozpoczęto nie na tym miejscu, na którym objawiła się Matka Boska.
Odwołujemy się tu do Grzegorza Wielkiego, który napisał, że do­
świadczenie Bożej obecności manifestowanej w cudzie jest „ujawnie­
niem się na ziemi Niebieskiego Jeruzalem". Oczywiście sformułowanie
„agenda" pochodzi od nas. Zdajemy sobie sprawę z tego, że może się ono
źle kojarzyć, uważamy jednak, że dosyć dobrze opisuje ono sytuację,
w której pewne zjawisko jest jednocześnie tylko sobą i czymś z zupełnie
innej (tu transcendentnej) rzeczywistości.
9

1 0

Należy tu chyba wspomnieć w ogóle o obrazach i o tym, jak na nie
patrzeć. Wiele wskazuje na to (np. obrazy płaczące, sen z Matką Boską
na szczudłach - patrz dalej, wreszcie sama forma i „teologia" ikony), że
obraz bywa jednocześnie objawieniem i Agendą.
" ...dowodzi bowiem - i to też tylko wierzącym - kapliczka, która
już istnieje.
Ta ostatnia relacja to nie opis cudu, ale opis opisu. Kobieta,
o której mowa, dostąpiła kilka lat temu bardzo spektakularnej wizji. My
także wysłuchaliśmy jej opowieści, postanowiliśmy jednak nie umie­
szczać jej tu, gdyż nie da się samym tekstem opisać tego niesamowite­
go widowiska, jakiegoś wręcz mistycznego tańca, który zaprezentowała
nam rozmówczyni, pokazując gdzie były chmurki, gdzie anioły, którę­
dy płynęła rzeczka, a gdzie szumiał wodospad i wreszcie - jak wyglą­
dała Matka Boża.
1 2

Św. Antoni, wyk. A Mickiewicz (awers i rewers)

nos'ci zbliża się więc raczej do definicji s'więtego Augustyna
i współczesnej apologetyki - cud to w istocie dialog pomiędzy
światem a Bogiem, dialog, który nie musi uciekać się do olśnie­
wających form, gdyż najważniejsza w nim jest prowadząca do
zbawienia treść.
PRZYPISY
' Uważamy, że ta współczesna nazwa rodem z filmów grozy lepiej
nadaje się na określenie bohaterów wspomnianej historii niż terminy tra­
dycyjnej demonologii, w zasadzie zupełnie już zapomniane.
Brak dodatkowych informacji przy przypisie oznacza, że rozmów­
ca jest Polakiem, katolikiem w wieku 60-80 lat, zamieszkałym w W i ­
dzach.
Objawienie w Smorgonii nie jest przypadkiem jednostkowym,
podobne wydarzenia miały miejsce również w wielu innych białoruskich
(a także polskich!) miejscowościach. Charakterystyczne jest to, że naj­
częściej miejscem „cudu na szybie" jest szpital.
Picie wódki, szczególnie przez kobiety, jest jednym z najczęściej
wspominanych w Widzach grzechów.
Dotyczy to wszelkich wystąpień przeciwko Boskiemu Porządkowi,
którego kaplica, czy kościół są wizualizacjami.
...poza granicami oswojonego kosmosu, stąd problemy z okre­
śleniem przez rozmówców dokładnej lokalizacji danego objawienia:
Lourdes znajduje się koło Częstochowy, Fatima na Litwie albo w Buł­
garii, inne cuda zdarzały się „gdzieś na Litwie", „w Mińsku", „pod
Warszawą". Oczywiście nie mamy zamiaru oceniać elementarnej wie­
dzy geograficznej mieszkańców Widz - liczy się nie tyle zgodność
wypowiedzi z rzeczywistością empiryczna, ile prawda o rzeczywisto­
ści mentalnej, która jest w niej zawarta. W tym sensie Częstochowa
czy Litwa mówi dużo o widzkim świecie (por.: widzki kościół, jako je­
den z trzech takich samych - dwa pozostałe znajdują się w Wilnie,
2

3

4

5

6

50

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6240" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6220">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/efe497a83e340f61161a4140d552f545.pdf</src>
        <authentication>ccf8a6db0ab9d866c5201256124af0ed</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74289">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74290">
                <text>Licenacja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74291">
                <text>2018</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74292">
                <text>Afryka Wschodnia - rozwój</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74293">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74294">
                <text>Cultural shift in East Africa: developments, biographies, (im)materialities</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74295">
                <text>Develpoment in East Africa 3, 373 s., il.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74296">
                <text>Cichocki, Piotr (ed.)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74297">
                <text>Ząbek, Maciej (ed.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74298">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74299">
                <text>Mkwawa University College of Education, a Constituent College of the University Dar es Salaam</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74300">
                <text>Institute of Ethnology and Cultural Anthropology University of Warsaw</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74301">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74302">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74303">
                <text>DEV ELO P M E N T
IN EA S T AFR I CA

3

Cultural Shift: Developments,
Biographies, (Im) materialities
edited by Piotr Cichocki, Maciej Ząbek

�Development in East Africa

��Development in East Africa
Cultural Shift in East Africa:
Developments, Biographies,
(Im)materialities

edited by
Piotr Cichocki, Maciej Ząbek

Mkwawa University College of Education (MUCE), a Constituent College
of the University of Dar es Salaam (Tanzania)
&amp;
Institute of Ethnology and Cultural Anthropology
University of Warsaw (Poland)
Iringa – Warsaw 2018

�© Copyright by Piotr Cichocki, Maciej Ząbek 2018

Reviewers:
Prof. Hayder Ibrahim Ali
Prof. Jacek Pawlik

Proofreading by
Iwona Handzelewicz

Cover design by
Grzegorz Sztandera

ISBN 978-83-7401-639-1

Printed in Poland
WDR, Włocławek

�CONTENTS
Introduction – Piotr Cichocki &amp; Maciej Ząbek . ...............................     7
Part I

DEVELOPMENTS
Chapter 1

KAWONGA GERVAS AND WAKATI MALIVA
East African Development: Language as a Forgotten Factor .....    31
Chapter 2

MAXMILLIAN J. CHUHILA
Commerce or Food? Development Narratives of Maize Farming
in Ismani, 1940s to the Present ................................................    57
Chapter 3

MLOWE N.P. AND JUSTIN K. URASSA
Formalization of Customary Land Rights on Rural Household’s
Livelihood Outcomes: A Case of Handeni District, Tanzania ......    91
Chapter 4

MACIEJ ZĄBEK
Ujamma. Contemporary Discourse about Julius Nyerere
Socialism . ................................................................................ 143
Chapter 5

AMBILIASIA PENIEL MOSHA AND STEVEN KAUZENI
Social Cultural Habits and Climate Change: The Untold
Stories of Climate Preservation From Kilimanjaro .................... 167
Part II

BIOGRAPHIES
Chapter 6

ANNA CICHECKA
Gender agenda and development in Tanzania ......................... 207

�6

Contents

Chapter 7

ANNA WIECZORKIEWICZ
“Black women” as a rhetorical tool of persuasion ...................... 223
Part III

(IM)MATERIALITIES
Chapter 8

ASHURA JACKSON
African Independent Churches as a Threat to the Survival
of Historical Churches in Mbeya .............................................. 245
Chapter 9

MUSSA KASSIMU
Foreign Religions and Wanyamwezi Traditional Religious
Rituals; Influences and Absorption of African traditionalists’
Mind in the Third Millennium . ................................................. 271
Chapter 10

PIOTR CICHOCKI
African electronic music in church and beyond.
Dialectic relation of religion and development . ....................... 303
Chapter 11

ANTONIO ALLEGRETTI
The religious (and political) materiality of development
among Christian Maasai in contemporary Tanzania . ............... 325
Part IV

VARIA
Chapter 12

KLAUDIA WILK MHAGAMA
Efficiency and utility of Polish Aid projects in Tanzania:
Socio-cultural aspects of cooperation between local partners
and external donors and its impact on development . .............. 359

�INTRODUCTION
This collection of articles aims to bring closer the problem of
current dynamic changes taking place in East Africa, something we
may call cultural shifts, that actually incorporates transformations
in every sphere of life from social, economic, through religious
and linguistic to the rapid changes in environment and climate.
A quick look at the table of contents proves that the collection is
in the strict sense interdisciplinary, but the common ground for
this meeting is founded by anthropological theory.
By starting to investigate the problem of a cultural shift, it is
adequate to trace the constellation of academic theories referring
to that question. Among concepts that are most frequently used
in academic debate and outside academia are development, globalization and modernization. In the course of the book we refer
to them ambiguously: at the same time we use them as analytic
tools and polemicize with them, criticize them and ask them uncomfortable questions.
The good example is the concept of the development, very often used in relation to African context, but not only by Africanists
or anthropologists. The development is a paradigm for thinking
and acting about and through an African state, a society or even
a personal life of Africans. Moreover, the concept is not only an
analytical tool used to describe processes but rather it became
a persuasive political tool used to redefine and reshape social
and economic life of individuals, communities and regions. The
example of how this concept manifests on the level of individual

�8

Introduction

biographies comes from ethnographic fieldwork. Number of Tanzanians and Malawians with whom we had opportunity to talk
during our independent research projects planned or fantasized
about their further lives similarly as they would write a developmental plan. Furthermore, similar observations from the fieldwork
illustrate how communities or local institutions address to and
organize according to the notions of development. Most of orations of traditional authorities in public or semi-public occasions
were related to a development as more or less hypothetical but
always desirable future. But developmental is not only, or even
not mostly, discursive. It is rather an element of effective, embodied, shared imagination of powers, hierarchies and prosperities.
As above mentioned examples suggest, we propose the perspective on the cultural shifts that reflects their local diversifications
and negotiations. We argue that specifically ethnographic methods,
with their focus on unmediated experience play a crucial role in
understanding the phenomenon as multilayered rather than universal and homogenous.
Due to ethnographic methodology, we – and most of the
authors from this volume – had an opportunity to observe and
understand contradictions, multifariousness and spottiness of
shifts and changes, that are often seen as monolithic and leading
one universal way of life in the spacious and diverse continent
and region.
This book has been organized into three sections, each of which
contains the set of interrelated articles. The division reflects some
theoretical orientations in modern African studies, but even more,
the categories of institutions and experience of everyday life in
East Africa. We have proposed three points of view: throughout
the already discussed concept of the development, through the
perspective of biographies and narrations on the body, then through
the scope of (im)materiality.

�Introduction

9

The first part presents papers that focus on what is usually
discussed, within the public debate on the issues of development
of states and economies. Their configuration, however, addresses
the intersection of economic, political and environmental issues.
We have no doubts that dynamics of these relations is essential to
regional and state politics in the region, putting the environmental
problems as central actor in the composition of the social1.
The second point of view – connected with eponymous biographies and narrations – is driven from methodological orientation on the individually embodied experience. By these we
want to stress the importance of cultural shifts as seen from the
perspective of the embodiment on individuals. One of the leading
attempts of the problematization of the embodiment in today’s
anthropology is the gender theory. It is arguable through reading
of current African studies2, that the gender theory applies to both
the reinterpretation of what was and is African society from one
side, and a deep change, that eventually may bring the cultural
shift from postcolonial structures from the other. The perspective
of the biography, especially in relation to women experience and
their struggles in colonial and post-colonial social settings, questions the official historical discourse and suggests that cultural
shifts we focus on, might be multidirectional. The example of this
multi-directionality comes from modern history of independent
Tanzania. As literature informs3, the ideological and economic
reforms – establishment of Ujamaa, suahilization and generally
development of African socialism – was parallel to puritanism in
1
B. Latour, Politics of nature: how to bring the sciences into democracy, Cambridge 2004.
2
African gender studies: theoretical questions and conceptual issues,
ed. O. Oyěwùmí, Houndmills – Basingstoke – New York 2005.
3
A.M. I v a s k a, Cultured states: youth, gender, and modern style in 1960s Dar
es Salaam, Durham 2011.

�10

Introduction

spheres of attirement and behaviour of Tanzanian women. The
state ideological control over women’s bodies was implemented
under the ideology of Africanness freed from western corrupted
influences. The more present struggles of women, who aim to
broaden the space of political and personal agency, prove that
the previous reform supported only part of Tanzanians in their
de-colonial aspirations.
The last part of the book concerns phenomena of the religious
realm, understood, however, not only from the perspective of
beliefs and systems, but also as networks set by people, material
and immaterial elements. We decided to define it by the concept
of (im)materiality, referring to the anthropological literature on
religion, that highlights the importance of a material component
and an embodied experience of a ritual, a faith or a morality4. To
be exact, the mentioned authors stressed the ‚materiality’ of the
religion (and the art). By adding ‚im’ to the ‚materiality’, we like to
highlight the importance of mediated and technologic5 elements
in network established by religious rituals and communities. The
other reason for implementation of the prefix refers to an active
role of imagination and spiritual phenomena that are essential in
the religious realm as defined by church attendants and ritual goers. The notion of (im)materiality ties also “human experience and
technical of (im)material objects”6, which refers to wider spheres of
culture outside the religious. Therefore, we aim to address religion
by defining it through used elements and also through links that
4
A. Gell, Art and agency: an anthropological theory, Oxford – New York 1998;
B. Meyer, Materializing religion, „Material Religion”, 4(2008), no. 2, pp. 227–228;
Idem, Media and the senses in the making of religious experience: an introduction,
„Material Religion”, 4(2008), no. 2, pp. 124–134, 2008.
5
Cargo/(nie)materialność. Katalog. CARGO/(im)materiality. The Catalogue/
CARGO/(非)物质图录, ed. P. Cichocki and W. Plińska, Warszawa 2016.
6
Ibidem, p. 44.

�Introduction

11

it is creating with seemingly other spheres of social life: economy,
technology, politics or art.

Shift or shifts?
Before we elaborate on the content of particular chapters, it is
required to define more precisely the concept of ‚change’ – or ‚shift’. In
the context of colonized regions and southern Africa more precisely,
these concepts were fundamental for scholars from the so called
Manchester school, in fact centered around Rhodes – Livingstone
Institute in today’s Zambia. Scholars who worked in Rhodes – Livingstone Institute, led by Max Gluckman were interested mostly in
the cultural shift7 manifested on both material and symbolic aspects
of newly formed urban communities. The example of the thematic
scope was the relation between political units of „tribes” and working class. Another distinctive novelty from Max Gluckman’s group
was a method of the research and the description, based mostly
on case studies that are ideal lenses to observe the process of shift.
However, it is worth noting that deep dynamic and instability were a constant feature of African social landscape. At the
same time, which is not contrary, the current processes create
unprecedented situation of cultural, demographic, ecologic and
technologic shift.
Researchers8 proved by certain case studies that Africans in
precolonial and colonial times manifested a great deal of attach7
E. Colson, Tonga religious life in the twentieth century, Lusaka 2006; M. Gluckman, Order and rebellion in tribal Africa: collected essays with an autobiographical
introduction, London 2004 (1963); J.C. Mitchell, The Kalela Dance, Manchester
1956; R.P. Werbner, The Manchester school in south-central Africa, „Annual review
of anthropology”, 13(1984), no. 1, pp. 157–185.
8
R. Natvig, Oromos, Slaves, and the Zar Spirits: A Contribution to the History of
the Zar Cult, „The International Journal of African Historical Studies”, 20(1987),

�12

Introduction

ment to cultural and spatial mobility. Phenomena like migrations,
(sometimes very dynamic and creating new communities like
mfecane), crossover of groups, religious pluralism or culture creativity were a remarkable feature of people throughout the whole
continent. By far, Africans do have their own antiquity, but they
also do have magnitude of history.
Another question that attracts attention of scholars9 is a comparison of modern African cultural shifts to economic, political and
cultural transformations from other continents. The remarkable
discussions on the African working class and its similarity – or
distinction – to European or American labour, again was a deal of
the discussion of Manchester School. As Max Gluckman insisted ‘An
African townsman is a townsman; an African miner is a miner”10,
stressing the universality (or rather the process of universalization) of the capitalism.
We do not deny, however, that the changes are not a transnational phenomenon. As James Ferguson argues, Africa is a part of
world order11, call it neoliberal or, if we decide to call it with the
newer denotation, any global network of power, defining its certain
elements by its own logic. The interesting approach that compares
the African (post)modernity and (neo)liberation/liberalism comes
no. 4, p. 669; T. Ranger, The Invention of Tradition in Colonial Africa, in: The
Invention of Tradition, eds. E. Hobsbawm and T. Ranger, Cambridge: Cambridge
University Press, 1983, pp. 211–262; T. Ranger, Religious Pluralism in Zimbabwe.
A Report on the Britain-Zimbabwe Society Research Day, St Antony’s College, Oxford,
23 April 1994, „Journal of Religion in Africa”, 25(1995), no. 3, p. 226.
9
The objects of life in Central Africa: the history of consumption and social
change, 1840–1980, eds. R. Ross, M. Hinfelaar and I. Peša, Leiden 2013; L. Vail,
The Creation of tribalism in Southern Africa, London – Berkeley 1989.
10
M. Gluckman, Anthropological problems arising from the African industrial
revolution, in: Social change in modern Africa, ed. A. Southall, London 1961.
11
J. Ferguson, Global shadows: Africa in the neoliberal world order, Durham
2006.

�Introduction

13

from theoretical writings of Immanuel Wallerstein12. Wallerstein
argues that the modern interconnected world – the world system
in his nomenclature – is indeed universal and overwhealming (or
at least widely and aggresively expanding), but its terrain is heterogenous and hierarchically systematized into core, semi-peripheries
and peripheries, the latter two equated to post-colonial states13.
The connection and the hierarchy are strengthened by the global
division of labor, where the peripheral areas are sentenced to less
paid, less specialized and more strenuous labour. National states
are in fact subordinary in this process, only administrating the
division and in case of peripheral areas weakly structured and
marginally autonomous.
As far as we draw a lot from two mentioned perspectives we
would like to propose a slightly different perspective that compares
the global perspective and the local social and ecological environment. As most of presented papers can be described as case studies
based on particular localities, we cannot underestimate the locality,
the difference, the uniqueness. On the field of social studies the
defiance of the local and the singular is at best a methodological
limitation, and ignorance at worse. At the same time the lack of the
perspective on the global processes is a lapse as well. The example
from Tanzania refers to the twilight of the African socialism, when
Julius Nyerere declared the end of the politics started by Arusha
Agreement. It is widely known that the change of politics was an
effect of pressures from International Monetary Fund and other
global institutions. This decision though affected in many ways
numerous localities in Tanzania. After the national change, the
particular territories of Tanzanian state evolve economically in
I.M. Wallerstein, Africa and the modern world, Trenton 1986; Idem, Africa:
the politics of independence and unity, Lincoln 2005.
13
Idem, World-systems analysis: an introduction, Durham 2004.
12

�14

Introduction

different directions. A good example of the analysis of Tanzanian
transformations diversified among different localities comes from
ethnography of Pat Caplan, who described variously how communities of Mafia Island changed separately underway of historical
changes of the state14.
Another perspective that necessitates scholars to link global and
local perspective and to diversify cultural change into a bundle of
transformations comes from the study of environment and climate
change. As far as we understand the source of the problem – and
some of its solutions – we know that particular realizations and
effects of the climate change are always local.
This collection of texts, as the variety of fieldworks, themes and
approaches, aims to represent a certain epistemological value. This
juxtaposion, however, corresponds with the theoretical approach
toward social shift, elsewhere reffered to as the development
or the modernisation. We understand this shift as a non-linear,
non-homogenic, stratified, multi-dimensional phenomenon. It is
clearly a too much distanced perspective to talk about an “African
development”. Even if financial politics or technical innovations
concern wider areas (or rather construct global areas e.g. ‚global
south’ or ‚third world’ by the political, economic distinctions and
hierarchies), they are each time shaped by local social environment,
which differentiates their role, meaning and outcome. Hence, we
tend to describe ‚developments’ instead of a single ‚development’,
‚modernisations’ as a contrast to the vision of homogenised modern
Africa and even more broadly: ‚Africas’ instead of homogenous
‚Africa’. Moreover, we argue that not only national policies and
institutions differentiate the ‚developments’. As proved by a numP. Caplan, African voices, African lives personal narratives from a Swahili village, London – New York 2003; Idem, Between Socialism &amp; Neo-Liberalism: Mafia
Island, Tanzania, 1965–2004, „Review of African Political Economy”, 34(2007),
no. 114, pp. 679–694.
14

�Introduction

15

ber of theoreticians and researchers15, the remarkable feature of
African states lies in their internal incoherency and juxtaposition.
Observing countries like Tanzania and Malawi, we might see
that there are numbers of factors that affect the differentiation
between regions, social groups or social identities. If we take the
example of relations between Northern and Southern Regions in
Malawi, we consider different ethnic composition, geographical
environments and landscapes, economic traditions and projects,
historical backgrounds, languages used and many others factors
that apart from the general condition of economy of shortage and
higher administrative belonging, brings to mind more an image
of contrast than a homogeneity.

Developments
As it was mentioned, the first part of the book directs us to
problems of the development, understood in the context of dynamic configurations of social and natural phenomena. We argue
that to address these phenomena, the interdisciplinary approach
is needed, and the chapter reflects this confidence.
The first chapter by Wakati Maliva and Gervas Kavonga concerns
the link between what is understood as development, the power and
the language. Authors argue that “a foreign language is not a proper
tool for development”. The thesis is based on the observation, how
the education of certain languages differs the faces and dynamics
of African states and current developments of the region. Good
enough example comes from the comparison of two neighboring
countries: post-socialist Tanzania, where Kiswahili promoted – or
A.I. Asiwaju, Partitioned Africans: ethnic relations across Africa’s international
boundaries, 1884–1984, London 1984; A. Mbembe, On the postcolony, Berkeley
2001; A. Mbembe and S. Nuttall, Public Culture, „Public Culture”, 15(2003),
no. 1, pp. 11–40.
15

�16

Introduction

enforced as critics may say – the cultural homogeneity despite the
extreme linguistic and ethnic differentiation; and post-authoritatian
Malawi, where the domination of Chewa group had not translated
onto domination of Chichewa language and often English still is
a lingua franca, at least among educated population. It is unauthorized to foretell political and economic future to both countries, but it
clearly depends on the level of social integration of certain regions,
the development of which is highly differentiated.
Authors make a clear statement, that “a foreign language is not
a proper tool for development” and “imperative education [should]
be delivered in the language that everyone is conversant with to
enable educated people in the society to translate theories into
practice”. It is remarkable, though, that the relationship between
colonization, decolonization and language used by state institutions
became precisely proven. Moreover, authors connect the possible
wider spread of Kiswahili as the language of higher education16 as
the factor that contributes to the development of the region, the
African Union and the EAC. By this, we can see how the language
becomes somehow institutionalized and materialized as an actor
in the process of the cultural shift.
The author of the next chapter, Maximilian Chuhila presents an
in-depth historical analysis of rural transformations in Tanzania,
more precisely maize farming in Ismani, part of the present day
Iringa District. By the precise perspective of the Ismani locality,
the author presents contradictions of development in the sphere of
agriculture: simultaneous large size of faring as an informal sector
of employment in Tanzania and its relative and limited technological means involved in it and vast land resource in rural areas
contrasted with inability to adequately utilise the land. Chuhila
shows the slow process of development of accessibility to market
16

For now English is still the language of higher education in Tanzania.

�Introduction

17

outlets, improving of seeds and accessibility to farm-loans parallel
to political and economical changes in Tanzania.
Factors that play the most crucial role in this entanglement are
the physical environment and the government interventions. Due
to climate change, the agriculture finds worsening conditions and
the shifting stability is secured only through the administrative
support (or remittances from relatives). Through the article it is
clearly visible how the local versions and practices of development
varied from a number of independent factors.
The land ownership, right to use it and knowledge on it – is
the subject of the paper by Napoleon Saulos Mlove and Justin
K. Urassa. The specific location of the study is Handeni District
in northeastern Tanzania. Authors study the legal aspect of land
ownership and estimate its demographic, economic and quotidian
effects. The important aspect of the control over the land in the
district are Certificates of Customary Right of Occupancy (CCRO),
which is the legal model of formalization of customary land rights.
The customary rights, however, are playing a certain role within
the neo-liberal economy, for example they may enable owners of
the land to access bank credits and loans. The context of Mlowe
and Urassa research also relates to the growing demographic and
social mobility, both affecting the notions of land as a commodity
or a passive capital. The authors prove, however, that Certificates
of Customary Right of Occupancy enhance tenure security, reduce
border conflicts and support ownership of land by vulnerable groups.
At the same time formalised customary land rights do not affect
positively household incomes and capital accumulation. The study,
though, brings an interesting and based on precise data perspective
on the entanglement of three systems: the so-called ‚traditional’,
legal based on the state and neo-liberal. By these the article brings
a question of how the growth of social and economic mobility interferes with earlier social structures of rural communities.

�18

Introduction

Maciej Ząbek’s article also refers to the Tanzanian socialism,
more specifically to rural Ujamma communities. The author is
especially interested in the role of Ujamaa in forming Tanzanian
social relations and identity. The analysis of the historical context,
carefully studied by the author, reveals the ideological, political and
economic environment in which Ujamaa project emerged, along
with reforms concerning the gender roles (regulation on the attire
of women) and the educational reform supporting the spread of
Kiswahili as the national language. Ujamaa was part of the wide
front of reforms, which, purposely thank to Julius Nyerere’s political
project, had to establish the new ideological, economic structure
of decolonizing state. Though, the ujamaa undoubtedly had the
most tremendous effect on unevenly inhabited rural areas of Tanzania. The realization of ujamaa policy brought the relocations of
whole village populations, technologization of agricultural work,
but what is most interesting for Ząbek, also effects on the cultural
practices, discourses and a sense of individual identity.
The paper concerns the today’s look at the ujamaa past. Not
surprisingly the memories about ujamaa are ambiguous and differentiated depending on which class comes from and what age
group he or she represents. The vision of the past is also reshaped
by today’s experiences of new economic order and unequal development deepening inner diversification of Tanzanian society.
Perhaps this is one of the reasons why ujamaa still takes a central
role in debates on political identity of Tanzanians in media, hiphop music or academic conferences.
Certainly the ujamaa and general Nyerere’s policy shaped the
modern notions of Tanzanianess, altogether with later economic
reforms, which led to (neo-)liberalisation of the market. As Ząbek
mentions, it is interesting to compare eastern European memories
about the socialism, despite the contrasting differences between
their historical contexts, realisations and effects. Perhaps among

�Introduction

19

few similarities is the fact that both of the systems were replaced
by the realm of capitalism.
The next chapter written by Ambiliasia Peniel Mosha and Steven Kauzeni concerns seemingly different phenomenon, namely
the issue of climate change, but observed from the local point of
view. Mshiri village population, as authors argue, has the set of
procedures to preserve the climate of their environment on the
slopes of the Kilimanjaro elevation.
This perspective, however, concerns wide spectrum of modern
life in a postcolony. The status of local, indigenous knowledge
reflects the relations of power and hierarchies of certain practices
toward the environment. Moreover, the shape of social cultural
deeply rooted interventions that helped to preserve the climate is
interrelated with moral and religious beliefs and practices. In the
context of colonial and postcolonial Tanzania we can understand
how the local knowledge was first neglected, administrative attitudes toward the environment modernized and only recently
some projects make an effort to restitute and re-appreciate what
is now called ‘traditional knowledge’.
Without a doubt Mosha and Kauzeni fit into the engaged approach. They urge to re-conctruct (or construct) that environmental
conversation should be “faith-based, collectively held, and engraved
in peoples’ hearts in the adoration of the creation which takes us
back to the theories of moral realism”. By this, the paper is an
interesting proposition of project between African philiosophicaly
grounded social work and modern science and it brings an economic and political vision of what the development can be.

Biographies
The second part of the book regards the relations between narrations, the role of body and gender in eponymous cultural shifts.

�20

Introduction

The body and gender, as authors prove, are the effect of social
and historical processes. It would be a lapse, however, to easily
identify gender roles for example in rural Tanzania as only effect
of the so called ‚traditional African culture’. Although we do not
underestimate the historicity of African indigenous social roles, we
must be suspicious for a crucial part of colonizing institutions in
creating the dominant gender ideology, that justifies the masculine
hegemony among most of the communities in East African states.
We would rather propose to trace how gender roles were and are
constructed by many different actors in the historical process.
Anna Cichecka traces the social and political entanglement of
gender equality and women’s empowerment as from the perspective of representatives of the NGO sector and political circles in
Dar Es Salaam, Tanzania. The author compares and juxtaposes the
gender equality understood both as global, political project and
as the social and existential struggles of local women for better
and equal opportunities in their everyday life (or very often an
alternative to injustice or even violent social environment they are
been born into). In Cichecka’s view the non-governmental sector
reflects this suspension and contradictions determining roles of
Tanzanian women in current rural and urban communities around
the country17. From European perspective, women’s movements
ability to act autonomically and to control social, political and
economic resources faces certain contradictions in Tanzania. One
of the tendencies here is a ‚neopatrimoniality’ ideologically driven
from ‚African traditions’ but at the same time its current ideology
is constructed by colonial and postcolonial policies.
Describing the realization of the gender equality policy, Cichecka
addresses indirectly the cultural shift, that contains also the quesIt is worth mentioning that the promotion of gender equality becomes an
agenda in most developing countries as a key strategy for balanced development.
17

�Introduction

21

tion of gender roles and gender stereotypes. Gender equality as seen
through the policy makers and from bottom-up perspective may
influence the dominant ideology of development in many different
ways, for example support it when it comes to the strengthening
of the agency, or contest it, when it tends to concentrate social
and economic capital in hands of (mostly masculine) proprietors.
Anna Wieczorkiewicz asks a question about a body and a gender from a different perspective. In her paper ‚„Black women” as
a rhetorical tool of persuasion’ she is interested mostly in relation
that binds various cultural subjects and social theories. By these the
article links the view of researchers with the embodied perspective
of certain human actors, namely two women signified within the
colonial and postocolonial realm as ‘black’: Saartije Baartman and
Waris Dirie. Baartman, known also under an objectifying name
‘Hottentot Venus’ in XIX had performed or rather was exhibited
for white audiences in Britain and France, as phenomenon of
natural world, one can interpret. Waris Dirie, on the other hand,
is a Somali-born model, who escaped an arranged marriage to
a much older man, moved to London and by chance was discovered by a professional photographer who started her stunning
career, during which she became an activist for women’s rights,
especially regarding campaigns against female genital mutilation.
Wieczorkiewicz compares biographies of these two ‘black women’
and analyses how they were narrated in several juxtaposed ways
by varied subjects and constructed, shaped by social and political
factors. In effect these two biographies became persuasive tools
for negotiating and contesting different ideologies and hierarchies.
The thematic scope of Wieczorkiewicz’s chapter crosses the
boundaries of the East African region, media and discourses transmitting biographies of Baartman and Dirie as global but locally
reinterpreted. These two cases give an example of a cultural shift
that is processing parallel in many localities. Within this shift the

�22

Introduction

narratives deterritorialize and their meanings become multilayered.
It is another premise to understand the analyzed cultural shift as
ambiguous, multidimensional and juxtaposed.

(Im)materialities
The third part of the book gathers four articles related to African religious life in the process of a historical shift. However, as
it was noted earlier, the approach to the religion is extended by
the sphere of materiality – and also immaterial objects that are
conceptualized not as a sphere of belief, but as actors affecting
the network of elements they belong to.
We also want to emphasize the role of the religion in the processes of cultural shifts in East Africa and beyond. It is addressed
by authors within this section: Ashura Jackson and Mussa Kassimu
write about the political and social consequences of Christian missions establishment, these two chapters approach religion from the
historical perspective; Piotr Cichocki and Antonio Allegretti refer to
the technical development and changing material infrastructures
in context of a shift in the religious life.
To be more precise, Ashura Jackson compares African
����������������
Independent Churches (AICs) to what she calls historical churches, initiated
outside Africa. The comparison refers to the area known today as
Mbeya region. Author shows skilfully how the administrative region
was constructed by the establishment and the activity of missions,
setting the first colonial structures of power. Moreover, the African
Independent Churches, which were emerging relatively early in this
area (from 1920s), were seen as not only religious communities but
also as a political threat to colonial administrative hegemony. In fact
the religious practices were not completely separated from political
realm, by the way how they address issues of the subjectivity, the
race, the power, the competence of human and non-human actors.

�Introduction

23

The rivalry between African Independent Churches and historical
(colonial) churches were clearly seen in the spheres of everyday
life of Mbeya inhabitants and issues like family life (monogamy
or polygamy), individualism, secularism and consumerism. The
conflict had not finished with the colonial period, but remains
vivid in post-colonial Tanganyika (and furthermore Tanzania).
As Jackson writes: “Post-colonial threats were on the economy,
different doctrine, followers, and teachings, things they provide
to people, freedom of praising and worshipping and the way they
considered faith with culture”.
Mussa Kassimu in his paper refers to a particular group from
Central-Western Tanzania, namely Wanyamwezi. The analysis also
concerns the colonisation and transformation of religious life and
beliefs. Same as Arusha Jackson Kassimu writes about the conflict
between “African beliefs” and incoming religious systems. In case
of Wanyamwezi both Christianity from white missionaries and Arab
traders played a role. Kassimu generally defines their role as somehow negative in relation to identity crisis that started to undermine
the consistency of community (the oneness of the group – Unyamwezi18). The precolonial group was divided into Wanyamwezi Christians and Wanyamwezi Muslims, which led to conflict and therefore
weakened political meaning of the group. The social split was also
the result of the forsake of “important traditional ritual practices”
which were dissolved in religious practices of new denominations.
By this, the paper brings an interesting comparison of religion,
politics and political identity. Kassimu argues that the change of
religious life, especially when the shift undermines the homogeneity of community, may cause the political destabilisation in
case of pre-colonial communities. In fact, the analysis is a model
of thinking about the role of monotheisms in the process of
18

R.G. Abrahams, The Political Organization of Unyamwezi, Cambridge 1967.

�24

Introduction

colonisation. The case of Wanyamwezi can be compared to the
process of colonisation of what is now Central African Republic,
where the influences of Christianity and Islam dominated over
the traditional beliefs. From this perspective it seems to be justified to evaluate the religious systems and practices as politically
effective.
The effectiveness is also the subject of the next chapter, whose
author is Piotr Cichocki. This time the main fieldwork concerns
Northern Region of Malawi where a Christian mission in Livingstonia was established as far as in 1894. From that time on, the
influence of Christianity has an indisputable influence on every
sphere of life of local Tumbuka and Ngoni people. Cichocki is
interested mostly in the connection between Christianity and
the technological development, and traces these bonds through
religious and ritual practices connected with music. He makes
a comparison between pentecostal and presbyterian Christianity
and local cults of spirits named vimbuza. The comparison reveals
close phenomenological relationship between Christianity and
electricity along with other modern technological facilities and
connection between local ritual life with handcraft, and what is
called in case of music – acoustic sound.
The case of two types of religious practices (Christianity and
Vimbuza) reflects the relation between religion and development
which is in both academic and colloquial discourse somehow
oversimplified. Instead of contrasting the developed technology
and the religion, it is more accurate to observe and interpret ways
in which they are entangled. The juxtaposed attitudes toward the
technology and its relationship with religious rituals complicate
and diversify the allegedly homogenised image of global development. Moreover, the analysis of the technological aspects of rituals
emphasises the material and dynamic aspects of religion in lieu of
static approach focused on systems of beliefs.

�Introduction

25

The next chapter by Antonio Allegretti brings a similar perspective on the relations between religion and the development. The
author comments on the very distinct group of Tanzanian society
– Maasai, and questions the role of Christianity in the transformation of the social, cultural and material landscape of Maasailand.
The analysis is concerned mostly with the material aspect, which
again binds the issues of technological and material shift with the
overall aspects of changing culture. Allegretti, as Cichocki in previous chapter, argues that there is a need to change anthropological
perspective on religion from a set of internal or immaterial beliefs
to practices involving networks of social relations and materialities19. Using this approach the author shows the development of
Christianity among Maasai, which is a relatively current phenomenon, comparing to the role of Christianity among other groups
in former Tanganika. This phenomenon however should not be
discussed as external to what can be called Maasai traditional
culture. Rather the religious sphere is understood as a space in
which relations of power between individuals, communities and
spheres of society compete. To the general idea of the book the
chapter contributes also by theorising cultural shift not as much as
a generational change, but rather as a construction of new spaces
(both material and imaginary) like religion, which become “sites
of negotiations” for hierarchies, access and generally development.

Methods
The method shared by authors, whose papers build this volume,is
worth mentioning. As it was underlined we have been tracing the
T.G. Kirsch, Restaging the Will to Believe: Religious Pluralism, Anti-Syncretism, and the Problem of Belief, „American Anthropologist”, 106(2004), no. 4,
pp. 699–709; B. Meyer, Mediation and the Genesis of presence: towards a material
approach to religion, Utrecht 2012.
19

�26

Introduction

local and embodied ways of changing the social realm of current
East Africa. Obviously, the perspective of analysis does not stand
apart from the character of the knowledge. The source is obviously
based on everyday life of social actors and the local knowledge.
Most of research projects presented in papers are based on the ethnographic fieldwork including the participant observation of fluctuating dailiness in certain localities and ethnographic interviews.
By conducting semi-structured ethnographic interviews authors
aimed to understand local conceptualizations and emic classifications.
The method of the participant observation addresses problems
of the embodiment, the materiality, the cultural practice and the
imponderabilia of dailiness. Moreover, it also helps to understand
ways in which technologies and media take part in mundane everyday life and the human experience.
Some authors, however, decided to research the developmental
and cultural shifts through the historical archives or official documents (chapters by Maximilan Chuhila and Arusha Jackson) or
through the narratives on historical past as seen and experienced
by individual social actors (chapter by Maciej Ząbek and to some
extent – Anna Wieczorkiewicz). Others interspersed also the quantitative methods used especially to present the economic aspect
of research problems.
As final remarks we invite readers to explore these multi-accentual, multilayered perspectives and reverberations of shifting
Africas. We hope that tracing the way how this mosaic or polyphonic
symphony fuses into a wider composition will be epistemically
and practically enriching.
Piotr Cichocki &amp; Maciej Ząbek
REFERENCES

Abrahams R.G., The Political Organization of Unyamwezi, Cambridge 1967.

�Introduction

27

African gender studies: theoretical questions and conceptual issues,
ed. O. Oyěwùmí, Houndmills – Basingstoke – New York 2005.
Asiwaju A.I., Partitioned Africans: ethnic relations across Africa’s international boundaries, 1884–1984, London 1984.
Caplan P., Between Socialism &amp; Neo-Liberalism: Mafia Island, Tanzania,
1965–2004, „Review of African Political Economy”, 34(2007), no.
114, pp. 679–694.
Caplan P., African voices, African lives personal narratives from a Swahili
village, London – New York 2003.
CARGO/(nie)materialność. Katalog; CARGO/(im)materiality. The Catalogue/ CARGO/(非)物质图录, ed. P. Cichocki and W. Plińska, Warszawa 2016.
Colson E., Tonga Religious Life in the Twentieth Century, Lusaka 2006.
Ferguson J., Global shadows: Africa in the neoliberal world order, Durham
2006.
Gell A., Art and agency: an anthropological theory, Oxford – New York 1998.
Gluckman M., Anthropological problems arising from the African industrial revolution, in: Social change in modern Africa, ed. A. Southall,
London – Oxford, 1961.
Gluckman M., Order and rebellion in tribal Africa: collected essays with an
autobiographical introduction, London 2004.
Ivaska A.M., Cultured states: youth, gender, and modern style in 1960s
Dar es Salaam, Durham 2011.
Kirsch T.G., Restaging the Will to Believe: Religious Pluralism, Anti-Syncretism, and the Problem of Belief, „American Anthropologist”, 106(2004),
no. 4, pp. 699–709.
Latour B., Politiques de la nature: comment faire entrer les sciences en
démocratie, Cambridge: Harvard University Press 2004.
Mbembe A., On the postcolony, Berkeley 2001.

�28

Introduction

Mbembe A. and Nuttall S., Public Culture, „Public Culture”, 15(2003),
no. 1, pp. 11–40.
Meyer B., Materializing religion, „Material Religion”, 4(2008), no. 2,
pp. 227–227.
Meyer B., Media and the senses in the making of religious experience: an
introduction, „Material Religion”, 4(2008), no. 2, pp. 124–134.
Meyer B., Mediation and the Genesis of presence: towards a material approach to religion, Utrecht 2012.
Mitchell J.C., The kalela dance: aspects of social relationships among urban
Africans in Northern Rhodesia, Manchester 1956.
Natvig R., Oromos, Slaves, and the Zar Spirits: A Contribution to the History of the Zar Cult, „The International Journal of African Historical
Studies”, 20(1987), no. 4, p. 669.
Ranger T., The Invention of Tradition in Colonial Africa, in: The Invention
of Tradition, eds. E. Hobsbawm and T. Ranger, Cambridge 1983,
pp. 211–262.
Ranger T., Religious Pluralism in Zimbabwe. A Report on the BritainZimbabwe Society Research Day, St Antony’s College, Oxford, 23 April
1994, „Journal of Religion in Africa”, 25(1995), no. 3, p. 226.
Ross R., M. Hinfelaar, and I. Pesa, Introduction: Material culture and
consumption patterns – A Southern African revolution, in: The Objects of Life in Central Africa: The History of Consumption and Social
Change, 1840–1980, eds. R. Ross, M. Hinfelaar and I. Peša, Leiden
2013, pp. 1–13.
Vail L., The creation of tribalism in Southern Africa, London – Berkley 1989.
Wallerstein I.M., World-systems analysis: an introduction, Durham 2004.
Wallerstein I.M., Africa: the politics of independence and unity, Lincoln
2005.

�PART I

DEVELOPMENTS

��Chapter 1.

KAWONGA GERVAS, WAKATI MALIVA

EAST AFRICAN DEVELOPMENT:
LANGUAGE AS A FORGOTTEN FACTOR
No country has developed on the basis
of a foreign language, a language mastered
by only a few elite.
Brock-Utne, 2014
ABSTRACT

Development is a process which is anticipated to involve the whole
society. In order for every individual to participate fully, it is imperative
that the language used in accessing education be understood by all
stakeholders involved in the development process. The argument of this
paper is that appropriate language for communication and language of
education is the uppermost requisite for development to be achieved. The
skills of saving, investing and taking risks cannot be accessed by majority if they are provided through an education system whose language
of instruction serves the interest of the few elites. The conclusion given
is rooted from critical literature review and the authors experience in
learning and teaching in higher education through foreign language and
Kiswahili, an African language of the majority in EACs countries. This
paper intended to show the extent to which a foreign language is not
a proper tool for development; not only in East Africa but to any society.
Language of instruction has a great role in development since the kind of
education provided by the nation determines her path of development,
KAWONGA GERVAS – Faculty of Humanities and Social Sciences.
WAKATI MALIVA – Faculty of Education, Mkwawa University College
of Education.

�32

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

the emphasis of this paper is that it is imperative education be delivered
in the language that everyone is conversant with to enable educated
people in the society to translate theories into practice for the development of East African region. The suggestion which is put forward is to
replace a foreign language as a language of instructions with indigenous
languages of wider communications such as Kiswahili. Kiswahili is being advocated for because it has two main characteristics. First is the
advantage of being nobody’s language throughout East Africa despite its
widespread use in the region. Second, Kiswahili is linguistically related
to the most indigenous languages creating necessary condition for easy
acquisition. Furthermore, the language has also gained a status of an
official language in the African Union and the EAC.

Introduction
The sociolinguistic situation in East Africa is characterized
by the widespread use of Kiswahili as a lingua franca, ethnic
languages at local scale and foreign languages, particularly English and French among the few elites. Since the 1960s Kiswahili
became an official and national language in Tanzania and Kenya1
while a number of other indigenous languages are left aside.
Uganda has 40 indigenous languages and English, making a total of 41 languages but only English has been given a status of
both official and national language. Selection of any indigenous
language to become a national and official language in Uganda
would mean that other tribes are sidelined. Unfortunately, national and official language, English, is estimated to be spoken
by only 21% of Uganda’s population. Given that situation, only
Kiswahili belongs to none of the ethnic groups. The choice of
Kiswahili, being ethnically neutral and widely spoken in the
country, as a national language and subsequently LoI would
V. Pawliková-Vilhanová, Swahili and the dilemma of Ugandan language policy,
„Asian and African Studies”, 5(1996), no. 2, pp. 158–170.
1

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

33

improve the quality of education and eventually sustainable
development in the country.
In Kenya the state of Kiswahili is better. Kiswahili enjoys the
constitutional status of both an official and a national language.
By 1996, 70% of Kenyans were estimated to speak Kiswahili
along with other ethnic languages2. Although a number of ethnic
languages in Kenya is not well established, they are estimated to
range between 40 and 603. Despite the variations, the fact is that
the country’s language which can serve as LoI and that is widely
used in the East African region apart from English is Kiswahili.
Provided that Kenya has accorded Kiswahili a national language
status, making it LoI, may not be as difficult.
Tanzania has a unique experience with Kiswahili. Despite
having 120–155 ethnic languages4, Kiswahili is spoken all over
the country. The language is a LoI in primary education, certificate in teacher education and is taught as a compulsory subject
in Certificate of Secondary Education (CSE). Kiswahili is also
learned at university level as a discipline. However, Kiswahili is
not used as LoI in secondary and higher education in Tanzania.
Kiswahili was to start to be used as LoI at all levels of education
in Tanzania by 1990’s as recommended by the Makweta commission of 1984 but for no apparent reason it was delayed to date.
It is estimated that only less than 5% of Tanzanians are fluent
in English language. Although English is mastered by that small
population in the country, it is used as a LoI in post primary
education.
Ibidem.
L. Muaka, Language Perceptions and Identity among Kenyan Speakers, in:
Selected Proceedings of the 40th Annual Conference on African Linguistics, ed.
G.E. Bokamba [et al.], Somerville 2011.
4
H.R.T. Muzale &amp; J.M. Rugemalira, Researching and Documenting the Languages of Tanzania, „Language Documentation &amp; conservation”, 2(2008), no. 1.
2

3

�34

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

Rwanda has Kinyarwanda as the only ethnic language where
more than 90% speak it and this has made it easier for the nation
to make the language both national and official. It is also the LoI
in primary school education. Rwanda had three official languages
until 2008 when French was officially dropped from being an official
language. This change was caused partly by the political disagreements between Rwanda and France. Prior to that change, both
English and French were used as LoI in secondary education and
used as a criterion for selection into university. Since Rwanda joined
the East African Community in 2009, it has made Kiswahili, which
is an official language of the community, its official language, too.
Burundi is as linguistically homogeneous as Rwanda where it
is estimated that 98% of its population speak Kirundi, a national
language. French is an official language and is used in secondary
and higher education. Kiswahili is a trade language but has not
been given any status by the state. Kiswahili and English are now
taught in schools as subjects from as early as the first year of their
primary education.
Given the sociolinguistic situation in this section, it is apparent
that two issues are noted. First, languages used in post primary
education in East African region are foreign and ill mastered by
both teachers and students. Second, Kiswahili has received a special
attention across EAC countries. With this trend of Kiswahili, communication challenges among people of the EAC can be eliminated.
Moreover,, LoI issue in the region can be appropriately addressed.
The solution to communication and LoI will pave the way to the
majority to engage in the discussion and implementation of development plans in the region. There is a close and indispensable
relationship between language and development. Arguing in line
with this view Laitin and Ramachadran had the following to say:
“... we assume that increasing distance and lower exposure [to
LoI] results in increasing learning costs and consequently reduces the

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

35

level of human capital in society. We see in Africa a combination of
elite access to the official language and widespread popular ignorance
of that language. We can infer from this combination that the failure
of newly independent African states to choose local languages as official increases manifold times the costs of effective participation in
political and professional roles [both factors affect development] for
much of the local populations. Similarly the use of a distant language
increases the cost of acquiring and processing pertinent health information, [development information in this case], and acts as a barrier
to fostering desirable health behavior, as well in affecting access and
quality of health care provided. These differences in physical and
mental human capital in turn translate into differences in productivity
and wealth”. [Squared brackets and emphasis is ours]5.

As can be noted from the quotation above, the concept of official
languages does not solely exclude the LoI especially when it is associated with development. The reason behind is that education has
a vital role for human development. Before any further discussion,
the concept of development is introduced here with argument on
the importance of appropriate LoI for development to be achieved.
The term development is oftentimes used to denote physical infrastructure such as better roads, railway lines, electricity, better houses
and of course, better education. Okonkwo observes that if a nation in
present age does not have education as its prime project, there must
be an agenda of underdevelopment as its alternative6. Every nation
tries to educate its citizens to the best of their capacities. A massive
amount of money is being spent by nations on education. New curricula are being crafted to keep pace with the global development
in science and technology. Despite all investment and concerns in
5
D.D. Laitin, R. Ramachandran and S.L. Walter, Language of instruction and
student learning: Evidence from an experimental program in Cameroon, in: 15th
SAET Conference on Trends in Economics, Cambridge, UK, 2015, p. 3.
6
J.I. Okonkwo, Appropriate Language in Education, in: Giving Space to African
Voices: Rights in Local Languages and Local Curriculum, Z. Babaci-Wilhite, Rotterdam 2014, pp. 131–146.

�36

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

education, less discussion is devoted to language of instruction (LoI)
in our education. The LoI is so crucial in fostering development in
all areas of human wellbeing. Development in all sectors cannot be
disassociated from the language that is used by the people to acquire
knowledge and skills. The importance of language, particularly LoI
in our schools holds a key role to development because decision
about development requires right information on concepts, theories
and practices through quality education.
We all agree that our children must get a good education.
But what is a good education? Through which medium should
our children be educated? For whose benefit are they educated?
The answer to the first question is difficult even to the developed
world to date. Lessow-Hurley puts it clearly how difficult it is for
Americans to decide what good education is:
Everyone agrees that children are our most precious resource,
that they should all have access to a good education that they should
achieve. But in a multiethnic, multidenominational, multilingual society with broad geographic, socioeconomic, and value spectra, what
constitutes a good education, what children should achieve, and how
they should achieve it, isn’t at all clear7.

East African region has a great diversity when it comes to languages as many African nations do. The diversity naturally came in
place since language is made of arbitrary symbols. Colonial powers
divided Africa on their own criteria, not based on the languages
spoken by people of the particular area. Those who inherited the
political leadership from colonialists took over diverse population
groups with distinct languages and cultures alongside alien and haphazard territorial boundaries8. Since the colonial masters educated
J. Lessow-Hurley, Meeting the needs of second language learners: an educator’s
guide, Alexandria 2003, p. 61.
8
S.Y. Hameso, The language of education in Africa: The key issues, „Language,
culture and curriculum”, 10(1997), no. 1, pp. 1–13.
7

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

37

few Africans through the medium of their language, new governments inherited and continued to educate their citizens through
the same. During colonialism, using colonial languages to educate
Africans was aimed at obtaining few colonial assistants to facilitate
their administration. Any attempt to remove this great language and
cultural diversity into a single, foreign language and culture is too
great undertaking. In the midst of this language diversity, there is
Kiswahili, a language that is spoken by majority of East Africans.
Genetically Kiswahili shares all main linguistic features with most
languages found in EAC. This is to say that most languages including
Kiswahili belong to the Bantu Family languages. That being the case,
a child with a Bantu mother tongue will learn Kiswahili as a second
language more easily than learning English which belongs to the
Germanic Language Family. This assumption is consistent with Laitin
and Ramachandran argument that a foreign language to be used
for instruction, must be in proximity to the indigenous language9.
They further insisted that there are more economic gains for using
local languages as opposed to using a foreign language. According
to Rubanza, most children in Tanzania acquire their mother tongue
plus Kiswahili simultaneously to the extent that no clear line can be
drawn when a child finishes learning mother tongue and starts to
learn Kiswahili10. Astonishingly, our citizens are educated, not even
through the second language (L2) but through the foreign languages
(FL). The difference between the two is given by Kecskâes &amp; Papp
when he explains:
In the second language environment (SLE), language learners have
full exposure to the target language (not only to the language system, but
to its frame as well) because it is the dominant or the only language of
the community. This is not the case in the foreign language environment
D.D. Laitin, R. Ramachandran, and S.L. Walter, Language of instruction..., op. cit.
Y.I. Rubanza, Can a three-tier language policy model work in Tanzania? A new
perspective, „Ufahamu: A Journal of African Studies”, 24(1996), no. 1.
9

10

�38

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

(FLE) where students’ experience and activities in the target language
are almost always restricted to the time spent in the classroom11.

And the way English is used in East African states, Tanzania, Kenya
and Uganda secondary schools is exactly what Kecskâes and Papp
refer to as FLE. The situation is also similar to the French speaking
countries in EAC such as Burundi and Rwanda. Students do not use
a foreign language beyond the four walls of their classrooms. This
situation makes the LoI new throughout their schooling years. As
a result, this deficiency in LoI is carried over to university. This is
evidenced by Komba who studied communication skills among Third
Year university students at the Sokoine University of Agriculture
and found that most students had little skills for essay writing12. He
measured several aspects and concluded that 89.1%, 88.6% and
85.1% were unable to use appropriate tenses, conclude essays and
use examples or illustrate ideas respectively. This deficiency in communication skills among Third Year university students suggests that
despite English being used for six years of secondary education in
Tanzania as LoI, its mastery is poor. If these are university students,
what about those who could not make to this level? It can be implied from the study that the LoI is not understood among students
and instructors even at university level. There are many more who
could not make it to the university because of a language barrier.
This could also mean that those who have lower language abilities
are left without education. It should be remembered that the more
the people get educated, the more the development the country
or region achieves. Therefore, if many citizens in East Africa are
dropped from education due to the language barrier, development
I. Kecskés and T. Papp, Foreign language and mother tongue, New Jersey
2014, p. 2.
12
S. Komba, The Predictive Validity of the Communication Skills Examination on Students’ Overall Academic Performance at the Sokoine University of
Agriculture (unpublished PhD Thesis), University of Dar es Salaam 2012.
11

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

39

becomes a daydream to the region. Technological advancements in
agriculture, manufacturing and other sectors cannot be developed
if fewer people in the region become educated. When East Africa
insists on educating its citizens through foreign languages, it is
insisting on underdevelopment.

Language and development defined
Scholarly works have put forward very clearly to explain why
some countries have developed and others have not. Putting
forward factors which facilitate or constrain development, Moyo
classifies them as geographical factors, historical factors, psychological factors and cultural factors13. While these general factors
hold water, the role of a language has not been given a desired
attention which this paper has devoted to address in the context of
EAC countries. The vital role of a language for development falls in
the wider concept of communication. As it can simply be defined,
communication is a process of sending and receiving information.
The emphasis in this context is on effective communication which
helps to create social networking for socio-economic development.
People need to make informed decisions on issues regarding development. When zonal economic communities like EAC lack effective
means of communication, development cannot be attained. For
example, among the EAC countries, Kenya is regarded to be at the
top in English fluency. However, the number of English speakers
in Kenya is less than 30% of the total population14. It means that
the majority are marginalized in the development agenda. Within
the Community the relationship created among its people is that
D. Moyo and N. Ferguson, Dead aid: why aid is not working and how there
is a better way for Africa, Vancouver 2010.
14
V. Pawliková-Vilhanová, Swahili and the dilemma..., op. cit.
13

�40

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

of superior and inferior just because of a language and not on the
bases of genuine contribution on how to eradicate social-economic
challenges. According to Wanyama, the dialect of Kiswahili known
as Sheng’ emerged in Nairobi in 1960s and 1970s among the youth
in their efforts to find an effective means of communication15. The
language employs vocabulary from African languages and English
while using Kiswahili syntax. There are several sociolinguistic
reasons for the emergence of that dialect but in the context of
this paper, the youth sought for their communication freedom to
push forward their development agenda and define their destiny
in their own environment. The weak language policy of Kenya
failed to address the language problem among the Kenyans not
unknowingly but deliberately to exclude majority in the development agenda for the benefit of the few elites, “elites of English
Language”. Based on the communication setbacks among the
citizens of the same nation or across the region, development is
far from achievement. Indigenous knowledge which is important
for socioeconomic development of the society cannot be harvested
using a language not familiar to the society. The similar observation is given by Laitin and Ramachandran that:
One institutional factor distinguishing “developed” from many
“developing” nations today is their official language. The official
language in developed nations is typically one which is spoken and
used widely by a majority of the population. Even in developed states,
when official languages/ Loi were selected, they were not universally
accepted. On the other hand, in most developing states today, the
official language is often one that is neither indigenous nor spoken
by citizens outside of an elite minority16.
L.L. Wanyama, Language Communication And Marketing: Contextualising
the Rise of Sheng’Language in Advertising Platforms in Kenya, „New Media and
Mass Communication”, 32(2014).
16
D.D. Laitin, R. Ramachandran, and S.L. Walter, Language of instruction...,
op. cit., p. 5.
15

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

41

Based on that argument there is a great correlation between the
nature of the language employed in seeking development and the
level of development attained by a nation or a region.

Language of Instruction conceptualized
This refers to the language used to implement a formal curriculum
in or outside the classroom. This is the language used as an instrument of passing over knowledge, norms and beliefs of the society
to its new generation17. According to UNESCO mother tongue or
language of the wider communication is the most recommended
as LoI18. The research by UNESCO insists that a language which is
familiar to the children is wealthy for teaching and learning. Mkude
has a view that it is a burden to make people struggle for their life
using a foreign language because they are required to restructure
their thoughts about the reality19. Several research20 findings agree
that teaching and learning through unfamiliar language result into
poor performance and low quality in education. East African countries are still in the chain of colonial languages particularly English
and French as LoI. Warning has over time been provided that there
17
A. Masudi, The need for an appropriate medium of instruction in secondary
education and institutions of higher learning in Tanzania, „Papers in Education
and Development”, 2006, no. 26, pp. 32–41.
18
UNESCO, Education Position Paper, Paris 2003.
19
D.J. Mkude, Ujenzi wa Demokrasia na Sera ya Lugha Nchini Tanzania:
Kiswahili/Kiingereza Dhidi ya Lugha za Jumuiya Ndogondogo, in: Kiswahili katika
Elimu, Dar es Salaam 2007, p. 14–30.
20
B. Brock-Utne, Language of instruction and student performance: New insights
from research in Tanzania and South Africa, „International Review of Education”,
53(2007), no. 5–6, pp. 509–530; M.A.K. Halliday, Explorations in the functions of
language, London 1977; Z.S.M. Mochiwa, Utotoni hadi Ungumbaru: Matatizo ya
Elimu Tanzania. Ktk. Tumbo Massabo na Chiduo, in: Kiswahili katika Elimu, Dar es
Salaam 2007, p. 40–53; Z. Babaci-Wilhite, Language, Development Aid and Human
Rights in Education: Curriculum Policies in Africa and Asia, Basingstoke 2015.

�42

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

is a little possibility of maintaining the objectives of education in
a specific society while the language used is not familiar to the
majority. In other words, at a moment you change the language
of instruction to unfamiliar one, it is the time you change the objectives of education. In order to attain this aim, communication
between teacher and pupil must be smooth. Most pupils in schools
in East African Countries are passive participants almost in all levels
of education including universities. Academic Audit report of the
University of Dar es Salaam of 2008 revealed an acute language
problem among the university students. The report suggested to
the university management to switch to Kiswahili as a medium of
instruction in order to improve the quality of education. On the
contrary, the same report suggested the university to continue using
English based on the international demands and trends in science
and technology. The fact here is that Tanzanians learn poorly in
English as their fellows do across the EAC member states. This is
what is observed by Babaci-Wilhite that some African languages are
well established in both scientific and technological terminologies
yet they are not used as LoI in secondary education21. The similar
views are put forward by Laitin and Ramachandran that “Secondary
education, the key to joining the modern sector in Africa, is almost
entirely conducted through the media of non indigenous languages
throughout Africa, with possible exceptions of Somalia (before state
collapse) and Mauritania”22. Kiswahili is the most pointed language
in Africa which can afford the responsibility of being a LoI. Kiswahili
being a lingua franca in East Africa could be adopted in all member
states as LoI. Kiswahili is the right LoI we ought to use as EAC in
education and based on what is argued by Babaci-Wilhite23 on the
Ibidem.
D.D. Laitin, R. Ramachandran, and S.L. Walter, Language of instruction...,
op. cit., p. 5–6.
23
Ibidem.
21
22

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

43

importance of localizing instruction and curricular. Kiswahili can
accommodate the linguistic diversity in East Africa because of having
common linguistic features with most ethnic languages and its being
sociolinguistically neutral as it is argued elsewhere in this paper.

Historical perspective of LoI (imperial legacy)
Much is said in favour of foreign LoI in Africa. Many argue that
global languages such as English are inevitable if Africa and the
developing world throughout the world want to achieve development. The thesis is that science and technology is better accessed
through the medium of English. This idea is strongly opposed by
Language-Power-Pedagogy which argues that no language is inherently and permanently designed for science and technology24.
And if science and technology was inherent to certain language or
languages, it would not spread to other nations that speak a different language and therefore nuclear technology that began with
western nations would not be present in North Korea where the
West opposes their possession.
We witness many nationalities from around the globe such as
the Chinese, undertaking great projects in road construction, industrialization and mining in Africa. Do they construct the roads in
English? Do they manufacture industrial goods that are scattered
all over Africa in English? It is time for East Africans to realize that
it is the skills that matter and not language. When that is realized,
education in this region will aid the development we aspire to
achieve as opposed to the current practice where education acts
as barrier to development due to FL being its vehicle of delivery.
There is another claim by parents on the use of English as LoI in
primary school in Tanzania, Uganda and Kenya. They educate their
24

J.I. O k o n k w o, Appropriate Language in Education, op. cit., pp. 131–146.

�44

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

children in the medium of English because secondary education
is provided in English and therefore primary education in English
paves the way for smooth education at secondary level. However,
there is no evidence to support this claim because even the children
who learn through their L1 need to learn more grammar and new
ways to communicate in academic arena. What makes a foreign
language even worse to be a LoI is its limited use outside classroom
walls where more free communication and language learning takes
place among students. Also a foreign language cannot mold the
psychological part of the human being.

Language and mind / thought
The term mind is synonymously related to brain. The WebsterDictionary defines a term mind in three different ways: (a) the
element or complexity of elements in an individual that feels, perceives, thinks, wills, and especially reasons. (b) the conscious mental
events and capabilities in an organism (c) the organized conscious
and unconscious adaptive mental activity of an organism. All these
definitions are in line with the fact that language has a direct link
to the brain for production, processing and comprehension. According to Caplan, brain consists of a large number of regions each of
which contributes to motor function, thought, emotion and other
functions in special ways25. However, mind operates from actual
experiences which an individual acquires from her/his environment. Mind absorbs information through various senses of organs
to build a base for thoughts. Aspects of culture, norms, beliefs and
traditions impose significant effects on thoughts produced by an
individual. The uppermost strong mechanism which brings cultural
D. C a p l a n, Neurolinguistics and linguistic aphasiology: An introduction,
Cambridge 1987.
25

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

45

aspects in the mind is language. Language is both the most effective means of communication among the human species and the
means of inheriting values to the new generation. This is to suggest
that a thought is produced after its conception through overtime
experiences acquired from specific context through language. The
proper language is the one which has arbitrarily emanated from the
specific context in which individuals found themselves.
However, we are aware of the controversial debate raised by
Whorf26 about what is to start between language and thought.
Despite the debate taking egg and chicken model, the possibility
suggested in Whorfian hypothesis of linguistic relativity cannot be
ignored. According to Whorfian hypothesis of linguistic relativity,
language is not simply a reporting device for our experience, but
a defining framework of it. This assumption suggests that people
of different linguistic background think and understand concepts
differently. In the context of this paper, the concept of development has different conception among different races of various
backgrounds in linguistics, their conception must be respected.
People understand concepts in their right way as they are shaped
through their languages. Krashen in the theory of social interaction insisted on the importance of resources available in the speech
community for language development27. Interpretations of meaning
to most language expressions are culturally constructed. Taking
example of idiomatic expressions, the meaning interpreted is not
a result of the total words available in the expressions but rather
culturally constructed, produced, interpreted and defined. Studies
in second language learning have suggested that a learner cannot
attain a native speaker’s competence. All these suggest that conB.L. Whorf and J.B. Carroll, Language, thought, and reality: selected writings
of Benjamin Lee Whorf, Mansfield 2011.
27
S. Krashen, Second Language Acquisition and Second Language Learning,
Oxford 1981.
26

�46

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

cepts like development must be rooted in the specific culture to be
well understood and accepted. The superimposed definition and
practices of poverty alleviation programmes in Africa and among
EAC countries in particular, will never become sustainable and
multiply to the grassroots. This is because thoughts and concepts
are culturally constructed and understood. Arguing in line with
Social semiotic theory, Kress (2007:18) had the following to say:
The sign is a social semiotic entity because the process of realization and making meaning is based on choices that are contingent
action by the speakers in a social environment. Shifting modes of
representation results to profound changes in our stance towards how
we make sense of the world28.

Based on that view, the emphasis is that people should discuss
their challenges using the signs of communication they are competent in. Using a foreign language is to change the mission of
the society for the benefit of the few. This view is consistent with
Ellis (2016) who argues thatlanguage and social context play an
important role in conceptual processing29. This means that the
context cannot fully be shared or transferred to the new context
expecting to yield the same results. Using a foreign language to address poverty alleviation in EAC and elsewhere is to shift the mode
of representation of reality and constrain the development process. This is because representation and communication is always
a social matter which responds to social change30. Development
must be conceived and addressed through language and culture
of those who want development. Foreign languages especially
28
G. Kress, Meaning, Learning and Representation in a Social Semiotic Approach to Multimodal Communication, in: Advances in Language and Education,
eds. A. McCabe, M. O’ Donnel and R. Whittaker, London 2007, p. 18.
29
C.A. Ellis, How Language Culture and Emotions Shape the Mind, Phd Thesis
(unpublished), Bangor University 2016.
30
D. Caplan, Neurolinguistics and linguistic aphasiology, op. cit.

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

47

English and French have caused communication difficulties over
African countries including EAC. The result of such a situation,
development agenda are only understood by the few elites. Borrowing from the dependency theory, discussion on development in
developing countries involves the centre of the core and the centre
of the peripheral while the majorities are marginalized through
language31. Since discussion about development is inevitable, our
concern is that in which language and for whose benefit the discussion is held. How many people are aware of several conferences
being held within EAC on development every year? To what extent
are the resolutions being disseminated to common people who are
important for development? In whose language are the resolutions
disseminated? These are questions that need to be addressed while
discussing development in the EAC and elsewhere. This section has
addressed the relationship between language and mind/thoughts.
We have emphasized the importance of specific cultures for concept
creation and understanding at a significant degree to yield the desired
impact. This is to say, foreign languages cannot bring development
in the foreign context. Taking example of EAC, the lingua franca is
Kiswahili which is not used in education to familiarize the development theories. This is contrary to the principles of psychology,
education and sociology in language and education32.

Language and Education
Education is related to language because it is through language
that education is provided. For education to be meaningful, the
D. Moyo and N. Ferguson, Dead aid: why aid is not working and how there
is a better way for Africa, op. cit.
32
K.K. Prah, Going native: Language of instruction for education, development
and African emancipation, in: Language of instruction in Tanzania and South Africa
(LOITASA), Dar es Saalam 2003, pp. 14–34.
31

�48

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

language that is used to deliver it has to be familiar to both the
teacher and the learners. Corson shows how language is related
to education:
A school curriculum is a selection of knowledge from the culture:
all those things in the culture (or from other cultures) considered
worth passing on through schooling. Since all forms of knowledge
are „filtered” through language, the chief item of knowledge in any
culture is its language. The chief object of the school is to encourage
the complete mastery of the language of the culture, since without
this mastery children are denied power and influence over their own
affairs and an opportunity for success in education33.

It is difficult to educate people of one language using other
people’s language. Language performs both positive and negative
roles. It can be used to unite people, strengthen relationships and
the like. However, language can be used to discriminate, dominate
and block people’s access to political and economic progress34.
East African region needs to rethink the way languages in education are used in their respective nations; whether they are used
for domination or emancipation. For if language of education is
used in the same way the colonial masters used against us, the
possibility of development is narrowed by the fact that very few
citizens will get meaningful education necessary for development.
Learning is a demanding activity, it becomes more demanding
when the learner has to learn the language and the content at the
same time and hence be faced with double tasks35. This is because
every language divides its world differently. This means that the
current practice in East African region, where the languages of
D. Corson, Language policy across the curriculum, Clevedon 1990, p. 3.
S.Y. Hameso, The language of education in Africa..., op. cit., pp. 1–13.
35
W. Maliva, Challenges encountered by teachers in implementing the advanced level competence based English language curriculum in Iringa municipality-Tanzania (unpublished M.A. Education dissertation), University of Dar
es Salaam 2013.
33
34

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

49

education are foreign, creates a drawback to educational development which in turn leads to underdevelopment in other areas as
well. The problem is that we view education only through western
lens and so believe that it can only be provided in English36.
In West Africa the situation is the same and Okonkwo further
notes that since education is provided in the language alien to
learners37, the education attained is just surface level compartmental education and it results into poor national development.
Despite English being used for 200 years and now LoI in Nigeria,
less than 20% of Nigerians are able to speak and write it38.

Research on local LoI
A significant number of researches have revealed that local
languages are most appropriate for teaching and learning in
schools. According to UNESCO there are three main factors which
make local languages more appropriate as LoI39. These factors are
psychological, sociological and educational.
Psychologically, local language like other languages is a system
of signs which can be comprehended more easily and accurately in
the brain of a learner. This means that a learner having acquired
native competence of his/her language uses a little energy to follow what is being taught compared to using a second or a foreign
language. Sociologically local languages are devices to establish
relations and friendship in the society which is important for
experience sharing. People in EAC are not free to interact due to
J.I. O k o n k w o, Appropriate Language in Education, op. cit., pp. 131–146.
Ibidem.
38
E.M. Emenanjo, Languages and the national policy on education policy on
education: Implications and Prospects, Retrieved June 18, 2011, from http://fafunwafoundation.tripod.com/ fafunwafoundation/id9.html [Accessed: 02-Jan-2018].
39
Education Position Paper, op. cit.
36
37

�50

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

communication barrier. Kenyans, for example, are regarded to
have high level of competence in English language. Ugandans can
be regarded the second. In both countries English is the second
language based on sociolinguistic analysis. Tanzania and the rest,
English and French are foreign languages. These differences create
unnecessary inferiority among member states just because of less
or more mastering foreign language. The attitude is that knowing
English or French means possessing knowledge. Using a foreign
language for education alienates the elites from their society and
makes them belong to the foreign culture and nation. That being
the case development can be difficult to attain in the region.
Educational wise, local languages simplify learning and teaching. Reaserchers have suggested that a teacher and a student must
use a language they well master40.
On the one hand, it suggested that the university switches to
Kiswahili as a LoI. On the other hand, it suggested continuing
using English due to global trends in Science and Technology. In
our opinion the first suggestion is valid because it is absurd to
think of global solutions to local challenges. Thinking in that way
violates the hierarchy of needs as suggested by Maslow. According
to him, a human being strives most for the basic needs towards
the less basic needs. Development must adhere to that hierarchy.
A critical community cannot think of external world while its own
people are starving.
Language serves as a vehicle for transmission of knowledge
and skills among members of the community. This function is best
performed when the language is familiar to both parties involved
in communication. Any deficiency in either party hampers the
communication process, and worse in the education provision.
B. Brock-Utne, Language of instruction and student performance: New insights
from research in Tanzania and South Africa, op. cit., pp. 509–530.
40

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

51

When education is provided through the language both the
teacher and the learners master, the result is greater than when
it is only the teacher who masters the language. The situation is
worse when it is not only the students who do not master the LoI,
but teachers as well. What is expected from students even when
the teacher does not master the LoI?
There are several constraints of using a foreign language as
LoI. One of them is exclusion of learners in teaching and learning
process. Those who do not master the foreign language especially
English and French for the case of EAC countries are regarded as
fools, slow learners and hopeless children. The second impediment is incomprehension of content even to those few who seem
to master the language. Over years researches have suggested that
most language of education in Africa is a curse to the intellectual
development of the young people. According to Senkoro, using
a foreign language results into the intellectual “genocide” of African
children41. That being the case, education provided does not help
people to master their environment and thus development cannot
be attained. Innovations and discoveries in foreign language have
rarely been reported on earth.

Conclusions and recommendations
The society’s language is one of its most treasured possessions.
When that language is used in education, the results are great.
Those who defend English for education in Africa say that the language carries with it science and technology42, and if that was the
F. Senkoro, Mauaji ya Halaiki ya Watoto wa Tanzania Kupitia Lugha ya
Kufundishia Sekondari na Vyuoni, Dar es Salaam 2008.
42
R.A. Foyewa, Language attitudes in Nigeria: Implication on General English
in Higher Institutions, „Journal of Language and Applied Linguistic”, 3(2012),
no. 2, pp. 28–36.
41

�52

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

case, the Chinese would not have achieved their vast technological
development just from 1949 using their own language.
Since language is used by examination agencies to determine
children’s educational fate43, it is important to ensure that the
language that is used to assess what these learners use to display
what they know is familiar to them. Our students may be unable
to understand what they are taught not because it is difficult, but
because the language used in the process of teaching and learning
is not familiar to them. We must be able to discern when learners
cannot understand what is taught because of their aptitude or that
the language is the barrier.
The LoI has to change if we want East Africa to develop and
it is the people who belong to the elite group that are to lead this
movement. The elite has to lead the movement because it is this
group that perpetuates the use of foreign languages, not because
of the benefit of their country they live in, but because of their
own children44. Speaking of LoI shift from foreign to native, BrockUtne further argues that most African academics know that the
majority of Africans cannot learn well if the learning is going to
take place in the language they do not master.
Although the fight against the belief that the use of foreign
languages in higher education is hard, we have to be bold enough
and start it. Okonkwo argues that language is power and an explosive that can explode in many directions and can affect people
positively or negatively45. He further sees that knowledge and
education are also powers that are totally inherent and interpretable through the forms and concatenations of language. By that
D. Corson, Language policy across the curriculum, op. cit.
B. Brock-Utne, Language of instruction and student performance: New insights
from research in Tanzania and South Africa, op. cit.
45
J.I. Okonkwo, Appropriate Language in Education..., op. cit.
43
44

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

53

observation, nations have to be careful in selecting LoI in order to
avoid negative impact on the learners and the nations.
The reason we should select our local languages such as Kiswahili to be used as LoI is well said by Okonkwo:
Since all languages have the natural endowment to construct and
deliver knowledge, the knowledge so far delivered becomes a ‘Form
of Life’ for the producers. The fact here is that as long as you use
a language that is by nature not yours, you have imported a ‘Form of
Life’ that is not yours either. Language is the determiner of the kind
of life people lead46.

It should be clear that the argument here is not a total rejection
of other languages. Learning a second and even a third and fourth
language is an asset. What is being advocated here is that other
languages are worth learning and we should learn them to the
best proficiency possible. In order for these foreign languages to be
learnt well, deliberate efforts to train competent teachers in these
languages is needed and the students can learn these foreign languages and become more competent than the current students are.
What is suggested here is that foreign languages should not
be used as LoI. Their use implies inability of students to master
these languages and thus becomes a barrier to access education.
Tanzania has an education policy of 2014 that assigns more
roles to Kiswahili in education. If that move continues, a leap
in education and subsequently in development can be achieved.
Makweta commission of 1980s recommended the use of Kiswahili
as LoI from primary school to university. It was suggested to be
implemented in phases such that secondary education was to begin
using Kiswahili from Form One, and therefore English medium
would phase out in the same order. This recommendation was not
implemented and no clear explanations were given for its rejec46

Ibidem, p. 137.

�54

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

tion. However, logical analysis brings the conclusion that linguistic
imperialism has succeeded to dominate the cultures of the world.
The starting point has to be primary education where all primary schools should educate children in the language that is better
known to them than foreign languages such as English, and for
East Africa, Kiswahili can serve that purpose.
East Africa and Africa have to understand that it takes knowledge and skills to develop, not language. Clinging to languages
the learners and perhaps the teachers cannot master is detrimental
to development.
REFERENCES

Babaci-Wilhite Z., Language, Development Aid and Human Rights in
Education: Curriculum Policies in Africa and Asia, Basingstoke 2015.
Brock-Utne B., Language of instruction and student performance: New
insights from research in Tanzania and South Africa, „International
Review of Education”, 53(2007), no. 5–6, pp. 509–530.
Caplan D., Neurolinguistics and linguistic aphasiology: An introduction,
Cambridge 1987.
Corson D., Language policy across the curriculum, Clevedon 1990.
Ellis C.A., How Language Culture and Emotions Shape the Mind, Phd
Thesis (unpublished), Bangor University 2016.
Emenanjo E.N. Languages and the national policy on education policy on
education: Implications and Prospects, Retrieved June 18, 2011, from
http://fafunwafoundation.tripod.com/ fafunwafoundation/id9.html
[Accessed: 02-Jan-2018].
Foyewa R.A., Language attitudes in Nigeria: Implication on General English
in Higher Institutions, „Journal of Language and Applied Linguistic”,
3(2012), no. 2, pp. 28–36.
Halliday M.A.K., Exproration in Function of Language, London 1973.

�EAST AFRICAN DEVELOPMENT: LANGUAGE...

55

Hameso S.Y., The language of education in Africa: The key issues, „Language,
Culture and Curriculum”, 10(2001), no. 1, pp. 1–13.
Kecskâes I. &amp; Papp T., Foreign Language and Mother tongue, New Jersey 2000.
Komba S., The Predictive Validity of the Communication Skills Examination on Students’ Overall Academic Performance at the Sokoine
University of Agriculture (unpublished PhD Thesis), University of
Dar es Salaam 2012.
Krashen S., Second Language Acquisition and Second Language Learning,
Oxford 1981.
Kress G., Meaning, Learning and Representation in a Social Semiotic Approach to Multimodal Communication, in: Advances in Language and
Education, eds. A. McCabe, M. O’ Donnel and R. Whittaker, London
2007, pp. 15–39.
Laitin D.D., Ramachandran R. and Walter S.L., Language of instruction and
student learning: Evidence from an experimental program in Cameroon,
in: 15th SAET Conference on Trends in Economics, Cambridge, UK, 2015.
Lessow-Hurley J., Meeting the needs of second language learners: An educator’s guide, Alexandria 2003.
Maliva W., Challenges encountered by teachers in implementing the
advanced level competence based English language curriculum in
Iringa municipality-Tanzania (unpublished M.A. Education dissertation), University of Dar es Salaam 2013.
Masudi A., The Need for Appropriate Medium of Instruction in Secondary
Education and Institutions of Higher Learning in Tanzania, „Papers in
Education and Development”, 2006, no. 26, pp. 32–41.
Mkude D.J., Ujenzi wa Demokrasia na Sera ya Lugha Nchini Tanzania:
Kiswahili/Kiingereza Dhidi ya Lugha za Jumuiya Ndogondogo, in:
Kiswahili katika Elimu, Dar es Salaam 2007, p. 14–30.
Mochiwa Z.S.M., Utotoni hadi Ungumbaru: Matatizo ya Elimu Tanzania.
Ktk. Tumbo Massabo na Chiduo, in: Kiswahili katika Elimu, Dar es
Salaam 2007, pp. 40–53.

�56

Kawonga Gervas, Wakati Maliva

Moyo D. and Ferguson N., Dead aid: why aid is not working and how there
is a better way for Africa, Vancouver 2010.
Muaka L., Language Perceptions and Identity among Kenyan Speakers, in:
Selected Proceedings of the 40th Annual Conference on African Linguistics,
ed. G.E. Bokamba [et al.], Somerville 2011, pp. 217–230.
Muzale H.R.T. &amp; Rugemalira J.M., Researching and Documenting the
Languages of Tanzania, „Language Documentation &amp; conservation”,
2(2008), no. 1, pp. 68–108.
Okonkwo J.I., Appropriate Language in Education, in: Giving Space to
African Voices: Rights in Local Languages and Local Curriculum, ed.
Z. Babaci-Wilhite, Rotterdam 2014, pp. 131–146.
Pawliková-Vilhanová V., Swahili and the dilemma of Ugandan language
policy, „Asian and African Studies”, 5(1996), no 2, pp. 158–170.
Prah K.K., Going native: Language of Instruction for Education, Development
and African Emancipation, in: Language of instruction in Tanzania and
South Africa” (LOITASA), Dar es Saalam 2003, pp. 14–34.
Rubanza Y.I., Can a Three – Tier Language Policy Model Work in Tanzania?
A New Perspective, „Ufahamu: A journal of African Studies”, 24(1996),
no. 1, pp. 82–97.
Senkoro F.E.M.K., Mauaji ya Halaiki ya Watoto wa Tanzania Kupitia Lugha
ya Kufundishia Sekondari na Vyuoni, Dar es Salaam 2008.
UNESCO, Education Position Paper, Paris 2003.
Wanyama L.L., Language Communication and Marketing: Contextulising
the Rise of Sheng’ in Advertising Platform in Kenya, „New Media and
Mass Communication”, 32(2014), pp. 66–69.
Whorf B.L. and Carroll J.B. , Language, thought, and reality: selected writings of Benjamin Lee Whorf, Mansfield 2011.

�Chapter 2.

MAXMILLIAN J. CHUHILA

COMMERCE OR FOOD?
DEVELOPMENT NARRATIVES OF MAIZE FARMING
IN ISMANI, CA. 1940S TO THE PRESENT
About 60% of gross domestic product is earned
in the agricultural sector, and so we find 80%
of total employment and 80%
of total export earnings originating there.
G.K. Helleiner, 1979:188.
ABSTRACT

Farming is a major informal sector employer of more than 80 per
cent of the active labour force in Tanzania. This has been the case since
independence and will slightly change in a course of a long time. Rural
transformations in Tanzania will depend on modernisation of agricultural
development, improvement of accessibility to market outlets, guarantees
on improved seeds and access to farm-loans. Amidst the existence of vast
land resource in rural areas, the land is inadequately utilised for farming because of various challenges facing the rural sector. Most of such
land is either less fertile or receives less rainfall with no possibilities for
irrigation. This paper provides an overview of the development of maize
farming in Ismani, part of the present day Iringa District. It argues that
the development of maize farming in Ismani depended on government
interventions on the one side and on the other the physical environment.
When the government encouraged production, maize farming was for
both food and commerce but when the physical environment hindered
MAXMILLIAN J. CHUHILA (Ph.D.) – Lecturer Department of History
University of Dar es Salaam – Mwalimu Nyerere Main Campus.

�58

Maxmillian J. Chuhila

production, even that small supply for food fell short. In recent years
especially from the year 2000 to the present Ismani remains unpredictable in as far as food security is concerned. Once a prosperous zone for
maize farming that used to feed a large part of Tanzania, today, an area
with recurrent food insecurity that depends on government relief food
or remittances from relatives outside Ismani. The paper explores the
dynamics of maize farming in the area to provide a detailed historical
understanding of the present day situation in the area. This paper uses
archival sources, fieldwork interviews and secondary sources collected
between 2012 and 2013 and 2017.
Key words: rural modernisation, agriculture, Ismani, development,
maize farming, environmental history, Ujamaa.

Introduction
The above extract shows the importance of the rural sector in
most of the third world countries. Although the statistics were
specific for the year 1979 nothing substantial has reversed the
situation completely up to the last decade. The contribution of the
rural sector to the economy of less developed remains significant.
The quotation indicates that for a successful economic planning
and development to occur effort should be made to liberate the
rural sector from unnecessary strings limiting its progress1. This
will help to modernise the rural sector and contribute intensively
to the national gross income through export of cash crops and
assurance of food supplies. In Tanzania, according to the 2013
agricultural policy, the average annual growth rate of agricultural productions was 4.4% compared to population growth that
was 2.6%. This trend of agricultural and population growth is
G.K. Helleiner, Agricultural Export Pricing Strategy for Tanzania, in: Papers on
the Political Economy of Tanzania, eds. K.S. Kim, R. Mabele and M.J. Schultheis,
Nairobi 1979, p. 188.
1

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

59

not enough to reduce poverty and solve the challenges of food
security in Tanzania. An average agricultural annual growth of
at least six to eight per cent would sustain a healthy and more
progressive rural sector. The other challenge in the statistics
of the agricultural policy is the combination of food and commercial crops in the estimations of annual agricultural growth2.
Commercial crops like coffee, cotton and sisal are entirely for
the market while crops like maize, groundnuts, rice, beans and
many others are divided between the market and the kitchens.
This implies while cash crops are entirely for the market, food
crops are at a risk of going to the market especially in areas
without alternative cash crops. In the period between the 1980s
and 1990s, there was a primary school textbook3 used all over
Tanzania for school children. In this book there were case studies
on different crops how they were grown and the required climatic
and weather conditions for optimal growth. These were sampled
from different areas of rural Tanzania. One of its chapters was on
maize farming in Iringa District that used Ismani as an example
of the areas where modern and prosperous agriculture existed. It
was during the heyday of maize farming in Ismani. Unfortunately,
the conditions that brought fame to maize farming in Ismani are
no longer in place. The historic maize farming in Ismani has now
remained in the minds of the people of Ismani as well as the
minds of many Tanzanians. Some of them still consider the pride
of maize in Ismani still continues while some understand that
it was a nostalgic past. Media reports have repeatedly reported
what currently happens in Ismani as opposed to what was the
case in the 1970s and 1980s.
Refer National Agricultural Policy, Ministry of Agriculture, Food Security
and Cooperatives, 2013, p. 2.
3
Taasisi ya Elimu, Wafanyakazi wa Tanzania: Jiografia kwa Darasa la Nne,
Kitabu cha Wanafunzi, Wizara ya Elimu ya Taifa, Dar Es Salaam 1983, pp. 26–28.
2

�60

Maxmillian J. Chuhila

Background
Classified agro-ecologically, Ismani falls in the Lowland and
Midland climatic zones of Iringa District. Most villages of Ismani
division fall in the lowland zone. The Lowland zone lies between
900m to 1200m above the sea level. It always receives low amount
of rainfall between 500mm to 600mm per annum with a mean
temperature of between 20°C and 30°C. It was endowed with fertile
soils that had a high potential for agriculture from 1900s to 1980s,
however, farming was hindered by unreliable rainfall and the fact
that other areas of Iringa District were used for farming. Out of the
four wards of Ismani Division, only two fall in the Midland zone.
The Midland zone is comparatively more suitable for cultivation
than the other zones. The zone lies within an attitude of 1200m
and 1600m above the sea level. The landscape of the midland zone
is characterised by scattered mountain hills, plateaus with swamps
and ponds. This zone receives an annual rainfall between 600mm
and 1, 000mm per annum and a mean temperature between 15°C
to 20°C. The two wards of Ismani division that fall in the midland
zone are Kising’a and Kihorogota4.
In Tanganyika agricultural activities that might have culminated
in rapid production and environmental change were observed in
the 1930s. Farming became particularly noticeable during this
time when the British colonial government intensified production
of crops by launching the ‘grow more crops campaign’. Through
this campaign, peasants were encouraged to open new fields to
take advantage of price incentives provided by the colonial government5. Enough food crops were required for labourers who
were in various estate and settler farms such as sisal plantations
Iringa District Profile, 2011.
B.D. Bowles, The Political Economy of Colonial Tanganyika 1939–1961, in:
Tanzania Under Colonial Rule, ed. M.H. Kaniki, London 1980, p. 168.
4
5

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

61

in Morogoro and Tanga. Also during the same time there were
several British soldiers who camped in Kenya for the Second World
War6. The intensity of production increased remarkably soon after
the Second World War as a result of the modernisation campaigns
of the colonial government. After the war Ismani became under
intensive considerations for maize farming and more settlements
were opened in the area during this period. The modernisation
campaigns in Ismani resulted into major success in maize farming. Specifically after the Second World War and the two decades
of independence, during the heydays of maize farming, the area
was regarded as a national grain basket. Despite all this historic
significance of area, in the recent decades, Ismani has been characterised by recurrent shortage of food and difficulties in farming
as will be discussed later in this paper.

Farming during the 1940s to 1961
Intensive farming did not start in Ismani until the 1940s. Before
the 1940s Ismani was not heavily settled as peasants occupied
land elsewhere in the region. Also before this period the area
experienced some challenges that hindered settlement and farming in the area. The challenges included the absence of perennial
crops, the introduction of Lupa Goldfields in Mbeya which attracted labourers from Iringa District to work in European firms,
the predominance of livestock keeping over subsistence farming,
the poor knowledge on the potentiality of the soil and fear of wild
animals7. The post-Second World War period and especially the
1950s witnessed what some historians have called the period of
Ibidem.
A. Awiti, Ismani and the Rise of Capitalism, in: Rural Cooperation in Tanzania,
ed. Lionel Cliffe, Dar es Salaam 1975, p.52.
6
7

�62

Maxmillian J. Chuhila

‘new colonialism’8, ‘second colonial occupation’9, or ‘the beginning of the end of the great colonial epoch’10. Generally, it was
a period of struggle against environmental, political and economic
constraints to realise greater hopes for recovery from the depredations of the war. It was characterised by all these names because
of the new strategies and campaigns implemented in the colonies
to improve the livelihood of the colonised people and compensate
the loss of the war.
The post World War II period was also partly characterised by
shortage of food and edible oil. This prompted the British colonial
government to encourage establishment of large scale farming in the
territory so as to cater for the demands of food and cash crops. This
culminated into the opening up of large areas of land in different
parts of the colony for production. For instance, tobacco farms were
established in Urambo, cattle ranches were opened up in Dodoma,
and a groundnut scheme was established in Nachingwea11. Most of
these schemes failed due to poor conceptions and failure to consider
environmental specifications and the availability of labour. They
were conceived in 1940s and were abandoned in 195012. During
the same period new settlements were established in Ismani and
heavy investment in maize farming continued. Awit, Goran Hyden
and Finn Kjærby acknowledge this period as an important interlude for colonial agricultural developments in the colony. Strategic
J. Illife, A Modern History of Tanganyika, Cambridge 1979, pp. 436–484.
D.A. Low and J.M. Lonsdale, 1976, as Cited in Illife 1979, p. 436.
10
N.R. Fughes-Couchman, Agricultural Change in Tanganyika: 1945–1960,
Stanford 1964, p. 5.
11
G. Hyden, Beyond Ujamaa in Tanzania: Underdevelopment and Uncaptured
Peasantry, Nairobi 1980, p. 63; J.S. Hogendorn and K.M. Scott, Very Large
Scale Agricultural Projects: The lessons of the East African Groundnut Scheme, in:
Imperialism, Colonialism and Hunger: East and Central Africa, ed. R.I. Rotberg,
Massachusetts – Toronto, pp. 167–192.
12
J. Illiffe, Modern History, op. cit., pp. 436–484.
8
9

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

63

cash crops such as sisal and rubber were encouraged on large-scale
farming. At the same time more emphasis was on the production
of food crops to reduce dependence on imported food supplies13.
Food grains were produced on large-scale farms in two zones; that
is, wheat in the Northern highlands, notably West Kilimanjaro and
Mbulu, and maize chiefly in Ismani14. Some scholars have seen this
period as experiencing the ‘peasant mode of production’ where large
and small-scale farmers engaged in farming activities15. Tanganyika
peasants were at advantage as compared with peasants in other
British colonies like Kenya and Zimbabwe. Peasants in Tanganyika
were allowed to produce cash crops while they were prohibited in
settler-dominated colonies like Kenya and Zimbabwe.
Most European colonial governments left economic development
to private enterprise and the governments contributed indirectly
through establishment of infrastructure, legal provisions and taxation systems16. The British colonial government in Tanganyika did
not commit itself to too much economic intervention until after
the enactment of the Colonial Development Act of 1929. After the
Act the British government started to show interests in overseas
development and development approach in the colonies received
a new dimension17. Government intervention started with the
A. Coulson, Tanzania: A Political Economy, Oxford 2013, pp. 78–79.
H. Ruthenberg, Agricultural Development in Tanganyika (Afrika-Studies,
no. 2), Cited in G. Hyden, Beyond Ujamaa, op. cit., p. 63; F. Kjærby, The Development of Agricultural Mechanisation in Tanzania, in: Tanzania Crisis and Struggle
for Survival, eds. J. Boesen [et al.], Uppsala 1986, pp. 175–178.
15
G. Hyden, Beyond Ujamaa, op. cit., pp. 12–18.
16
J. Tosh, The Cash Crop Revolution in Tropical Africa: An Agricultural Reappraisal, „African Affairs”, 79(1980), no. 314, pp. 79–94; J. Illiffe, Africans: The
History of a Continent, Cambridge 1995, pp. 202–208.
17
M. Jennings, ‘A Very Real War’: Popular Participation in Development in
Tanzania the 1940, „The International Journal of African Historical Studies”,
40(2007), no.1, p. 74.
13

14

�64

Maxmillian J. Chuhila

improvement of transport and communication infrastructure.
Later during the 1930s the efforts were extended to cover social
welfare18. The role of the government in supervising the economy
continued to be significant throughout the 1930s and 1940s. The
establishment of Colonial Development and Welfare Act (CDWA)
in the post World War II period had a considerable impact on
the role of the state in stimulating development. It was after the
Second World War that the government assumed a major role in
economic planning and implementation through the creation of
marketing boards, institution of price controls and use of by-laws
to enforce agricultural practices19.
Like many other parts of colonial Tanganyika, Ismani did not fall
into an immediate target of colonial production in the early days
of colonial occupation because of the dynamics and the challenges
already examined. During this period other areas of Iringa District
were under colonial production and they produced cash crops like
tobacco. Before the introduction and the extension of colonial production, Ismani was characterised by small-scale subsistence farming.
They used broadsheet-planting technique, later hand hoes, then
ox ploughing20. Despite the use of these unsophisticated methods
of farming, they were able to harvest 8 to 15 sacks of maize per
hectare21. The transition from small scale subsistence farming based
on low level technologies into large scale commercial farming of
maize in Ismani was marked by increased demand for maize during
and soon after the Second World War. Also the establishment of the
18
Ibidem. E.F. Twinning (Lord Twinning), The Last Nine Years in Tanganyika,
„African Affairs”, 58(1959), no. 230, p. 15.
19
Ibidem.
20
Broadsheet planting technique included spreading the maize seeds randomly
without tilling the land. Interview with, Aloyce Mpagama, Nyang’oro, 17.11.2011.
21
See TANU, Siasa ni Kilimo, Dar es Salaam 1972, Interviews with, Aloyce
Mpagama (Nyang’oro) and Daniel Musa Kavindi, Ismani Tarafani, 18.11.2011.

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

65

Revenue Ordinance in 1943, which amended the War Revenue Act,
encouraged peasants to produce more maize for the market in order
to get money for payment of taxes22. This was the first initiative that
stimulated commercial maize production by peasant producers.
There were no alternatives to get cash for tax than producing maize
or seeking wage labour outside Iringa District. To meet the wartime
and post war demands the colonial government instituted measures
that led to the production of sufficient food. One of those measures
was the provision of subsidies in terms of free grants of shillings
7.5 to farmers who produced maize on land of over 25 hectares23.
Peasants in Ismani were encouraged to open more arable land to
benefit from free grants.
The second measure was the use of guaranteed return for farmers who would get loss as a result of intensive capital investment
in food crop production. They were to be refunded by the colonial
government24. This encouraged intensive investments in food crop
production in one way or another as farmers were insured against
any loss. Peasants with capital expanded farming activities to the
limit of their capital. This increased both the acreage under maize
farming and maize produces. In addition to guaranteed return
upon loss in agricultural investment, the government provided
acreage grants that were different from free grants. Through
acreage grants, the government issued a list of names of farmers
who first applied for them in each District. Selected farmers were
given planting orders and conditions to sell their maize to the
colonial Grain Storage Department25. After selling their produce,
22
Tanganyika Territory, Ordinances Enacted During the Year 1943, Dar es
Salaam 1944.
23
„The Tanganyika Standard”, Saturday, February 12, 1944.
24
„The Tanganyika Standard”, Thursday, August 30, 1951.
25
TNA, EC B. 833/III/313: Department of Grain Stores, 1949. Guaranteed
Prices of Maize Acreage Grants and Reduced Prices (1949).

�66

Maxmillian J. Chuhila

the farmers were paid dues in the manner outlined here by the
director of Grain Stores:
It is emphasized that the Director of Agriculture will only consider
payment of acreage grant to planters who can produce either Grain
Storage Department purchase receipts in respect of delivery to Government or Agents Stores or written permission by Provincial Produces
Officers or District Commissioners’ in respect of direct sales26.

In Ismani, only few farmers qualified for the grants in the
period between 1947 and 1950. They included few big farmers
in Nduli who were eligible beneficiaries for acreage bonus in the
1948/1949 growing season27. Under the acreage grants scheme,
the maize that was to be used by producers either individually or
as a producing company or institution or even a group of corporate
producers, had first to be sold to Unga Limited, the only buying
agent by the time and then bought back by producers. This was
a condition for all farmers who received grants from the government. After harvest, producers declared the quantity of maize they
harvested plus the amount that was enough for their food and
the surplus to be sold to Unga Limited28. The condition to declare
the amount of food enough for the producer and the surplus for
sale had little significance to the producer. As regardless of the
amount they required for food they had to sell all the maize to
Unga Limited before they could buy them back. Interestingly,
during this time producers were even allowed to sell their crops
on the farm. Therefore, the incentives given to maize producers,
price guarantee, guaranteed return and acreage grants stimulated
maize farming for the market. Progressive farmers, as we have
seen, did this, while small-scale peasant producers continued to
produce for subsistence.
Ibidem.
Ibidem.
28
TNA, 24/A3/21: African Staples, Permits to Retain.
26
27

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

67

The establishment of the Land Bank in 1947 had a significant
contribution to large-scale maize farming in Ismani. On inception
the Bank provided loans to large-scale cash crop farmers such as
tobacco farmers in Nduli. Later, the loans were extended to maize
farmers, although most of them were non-African farmers29. It
was not until the 1950s when African farmers started to access
the loans. African peasants obtained loans from two sources of
funds that were established at the end of the 1940s. These sources
included the Local Development Loan Fund (LDLF) and the African Productivity Loan Fund (APLF). These loan schemes accelerated differentiation in the rural areas. Some peasants expanded
production by use of modern agricultural inputs, such as tractors
obtained through loan money30. The Bank provided loans only to
farmers whose farmlands were 50 acres and above. Those whose
farmlands were below 50 acres were encouraged to expand their
farms in order to qualify for the loans31.
Government intervention in supervising and encouraging maize
production especially in the 1950s was a catalyst towards expanded
commercial production of maize. The provision of acreage grants,
loans, guaranteed returns and the introduction of a new taxation
system accelerated extensive rather than intensive cultivation.
Colonial intervention in the production process also contributed
towards the replacement of the traditional food crops, such as millet
and finger millet, by extensive production of maize. Prior to this
period maize was produced in small scale. Therefore, by the 1950s
Ismani had become one of the most important places for maize
production in Iringa District. There was sufficient rainfall and the
L.A Msambichaka and R. Mabele, Agricultural Credit and the Development
of Ujamaa Villages in Tanzania, „ERB, Paper”, no. 74.10, 1974, p. 2.
30
Ibidem, pp. 4–7.
31
TNA, 24/52/3/13: Monthly Report for May 1956.
29

�68

Maxmillian J. Chuhila

fertility of the soil was suitable. These facts were acknowledged
in a monthly report of the agricultural field officer who noted;
From reports and personal observation it is noticed that the most
advanced area in the District is Ismani where rains broke early and
cultivation have taken every opportunity to push forward with cultivation and planting. Their zeal and enterprise is providing itself worthwhile as excellent germination can be seen in almost every shamba32.

Ismani was a potential maize production area by this time and
there were no signs of crop failure33. In the 1950s, Ismani had no
alternative cash crop to depend on apart from maize. Therefore,
maize served dual purposes, as a staple crop and cash crop.
Another effort by the colonial government to transform Ismani
into a colonial food granary was the establishment of demonstration farms in 1956 in the area. Under this new programme farmers were given land and money. By this time there were already
indications that farmers from other places of Iringa District were
moving to Ismani to benefit from the advantages of demonstration
farms. As a result it was stated that for one to be given a demonstration farm was to be a resident in Ismani. Many people did
not meet this condition but were still given the farms because of
the need to produce as much maize as possible34. Demonstration
farms acted as units for teaching farmers the best practices for
maize cultivation35. They were expected to have a trickle-down
effect to the rural sector at large and boost productivity in the
main. As a consequence of all those efforts, Ismani came to be
32
TNA, D3/4: Development: Ismani Development, Report for the Month
Ending 31st December, 1951-114/IV/29/552, Report for the Month Ending June
1951-114/IV/20.
33
Ibidem.
34
TNA, D3/4: Folio: Letter-P/SCH/ISM, Demonstration Farm, Ismani,
21.12.1956.
35
Ibidem.

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

69

under intensive colonial production in the last decade of colonial
rule in Tanganyika.
It is notable that during this period the colonial approach to
peasant production changed significantly. Previously, the government concentrated on peasantry production as whole that changed
into a new ‘focal point approach’. This change was partly a colonial response to the 1950s nationalist movements and the need
to reduce production costs in the after war period. It was thought
that promoting African peasantry entirely would create wealthy
Africans who, in turn, would increase political consciousness and
stability in rural areas36. In practice this would disadvantage the
smooth functioning of the colonial enterprises. The new approach
focused on the promotion of progressive farmers at the expense of
the larger peasantry sector37. Through this method, the colonial
government was able to get sufficient maize from few progressive
farmers.
The change of approach to rural development resulted into
narrowing down all colonial projects. They became small in scale,
sometimes based on a clan or a village, or a group of few enterprising individuals38. Small-scale projects would benefit from the
few extension services provided by a small number of extension
personnel. Extension personnel were reduced to match with the
budgetary constraints that faced the peasantry sector at the time39.
Farmers on individual bases did not get assistance from the central
government but were instead supervised by the Native Authorities40.
36
J. Illife, Agricultural Change in Modern Tanganyika: An Outline, Nairobi
1971, p. 37.
37
Ibidem. Lord Twinning, Nine Years in Tanganyika, op. cit. p. 15.
38
‘Memorandum No.10 for Provincial Commissioners’, Conference, January
1957: Focal Point Approach in Agricultural Extension Work, LG 9/36/011. p. 1.
39
Ibidem.
40
Ibidem, p. 2.

�70

Maxmillian J. Chuhila

In the post World War II period, especially in the 1950s, there
came what John Illife calls the ‘cash crop boom’. The boom promoted production of not only the crops earlier considered marginal cash crops but also food crops such as maize. The colonial
government declared, ‘the United Kingdom will require increased
quantities of maize and will be able to absorb any increases in
export in this Territory’41. To get assured with high output of maize
the government started to supply maize seeds for free or at much
lesser subsidised prices. Also, the government continued with campaigns for increased maize production and made advertisements
on newspapers, steamers, buses and railway stations42.
The boom years were characterised by the emergence of new
commercial growers. These included the Maize Growers of Ismani,
Wheat Growers of Mbulu, Pyrethrum Growers of the Southern
Highlands and Cashew nut Growers of the southern part of Tanganyika. Also there was mushrooming of farmers associations such
as the Ismani African Maize Growers Association43, which later
changed into Ismani African Maize Growers Cooperative Society44.
The associations later became instrumental in negotiating prices
for their produced crops. Most prosperous progressive farmers
benefited more from the associations as they had more to sell than
ordinary peasants.
The production of maize in Ismani was very profitable in the
last decade of colonial rule in Tanzania. It made producers own
tractors after farming for few seasons. This profitability continued
to attract more and more farmers to the area. After only six years
41
B. Bode and D. Wu, The Legacy of Underdevelopment in Tanzania: A Case
Study from Morogoro, Research Paper, Report for Care International Tanzania,
2011, p. 16.
42
Illife, Agricultural Change, op. cit., pp. 39–40.
43
Ibidem.
44
Illife, Modern History, op. cit., p. 465.

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

71

(1959 to 1965), more than 16, 000 hectares were under maize
cultivation in Ismani45. The number of producers reached 367 and
each owned more than four hectares, and 29 farmers who each
owned more than 40 hectares46. These acreages per individual
producer kept on increasing as the indigenous people allocated
plots to foreigners only by measuring the width of the plots and
did not bother about limiting the length. This tendency led to rapid
expansion of arable land in Ismani47.

Farming During 1961–1971
The rural sector in Tanzania at independence experienced
continuation of the implementation of colonial development
policies for a long time. The implementation of colonial plans,
as were suggested by the International Bank for Reconstruction
and Development (IRBD), manifested in the entire period covering the 1960s to the 1980s. The first Five-Year Development Plan
articulated clearly the need to improve and transform the rural
sector48. The First Five Year Development Plan was ambitious and
wished that the development of the country could be realised
as soon as possible to satisfy people’s expectations of independence. Through the First Five Year Plan, Tanzania encouraged, and
anticipated a massive flow of foreign investments in agricultural
and industrial sectors49. In the mid 1960s it became apparent that
the anticipations were not materialising. As a consequence of this
Ibidem, p. 457.
Ibidem.
47
Interview with, Benitho Masangula, Nyang’oro, 17.11.2011.
48
The United Republic of Tanganyika and Zanzibar, Tanganyika Five-year Plan
for Economic and Social Development, 1st July, 1964 – 30th June, 1969, vol. 1,
General Analysis 1964, pp. ix–x.
49
Ibidem, p. viii.
45
46

�72

Maxmillian J. Chuhila

frustrating situation, the government was inclined in 1967 to resort to a new path towards development. This shift was officially
enunciated in the Arusha Declaration of February 1967. The Arusha Declaration, unlike the First Five Year Development Plan, did
not put much emphasis on foreign grants, loans and investments
but emphasis went on using internally available resources for
development. Political slogans such as ‘Uhuru na Kazi: Freedom
and Work’ and ‘Uhuru na Maendeleo: Freedom and Development’
served as catalysts towards popular participation in development.
The implementation of those slogans concentrated much on selfhelp projects that included construction of roads, bridges, schools,
dispensaries and initiation of agricultural activities. Participation
in community or self-help projects was a credit to responsible
citizens50. It was held that improvement or development at the
local level was a contribution to the entire national development51.
Popular participation was highly encouraged during the period.
The adoption of the Arusha Declaration in 1967 symbolized
two major things for the newly independent Tanzania. In the first
place it implied a change in economic planning from reliance on
what Michael Jennings called the colonial development paradigm
to a nationalist rural oriented development paradigm. Also the Arusha Declaration signalled the transition of the economy from one
that was highly dependent upon foreign assistance to an economy
based mostly on the utilization of internal resources. However, the
declaration did not reject outright gifts and loans, but emphasised
that these would be accepted if and only if they were being made
in the interest of national development. To show the contrasts between the pre-Arusha Declaration situation in economic planning
and the newly anticipated system, the declaration pointed out that;
50
51

M. Jennings, Very Real War, op. cit., pp. 86–87.
Ibidem.

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

73

Our government and different groups of our leaders, never stop
thinking about methods of getting finance from abroad. And if we get
some money or even if we just get a promise of it, our newspapers,
our radio, and our leaders, all advertise the fact in order that every
person shall know that salvation is [was] coming or is on the way. If
we receive a gift we announce it, if we receive a loan we announce it,
if we get a new factory we announce it-and always loudly. In the same
way, when we get a promise of a gift, a loan, or a new industry, we
make an announcement of the promise. Even when we have merely
started discussions with a foreign government or institution for a gift,
a loan or a new industry we make an announcement-even though we
do not know the outcomes of the discussions52.

This shows dissatisfaction with externally oriented economic
thinking. The Arusha Declaration provided principles by which
the system would be changed towards self-reliance.
By this time Ismani was still under commercial farming of maize.
The adoption of the Arusha Declaration in one way promoted
the large-scale production of maize as it encouraged progressive
farmers. On the other hand however, it gave way to restrictions on
continued intensive capital investment in agriculture by individuals in favour of communal development approach. This follows
from the fact that the gap between rich progressive farmers, small
peasants and labourers was increasing fast. During this period rich
farmers enjoyed expansion to areas formerly owned by small farmers through purchase of land. In implication, the few rich farmers
owned and controlled the economy at the expense of the impoverishment of the majority of peasants; something that was not the
priority of the declaration. Small peasants continued to be landless
and poor while the number of labourers working for progressive
farmers continued to increase. Small producers also started to be
labourers as the only way available for their subsistence.
TANU, The Arusha Declaration, in: J.K. Nyerere, Ujamaa: Essays on Socialism, Oxford 1968, p. 22.
52

�74

Maxmillian J. Chuhila

Villagization and maize farming, 1971 to 1985
State-led and externally controlled economic policies and development have in most counts resulted in several impacts in the
communities and the environments where they are implemented.
Such impacts originate from the failure to recognise local environmental conditions and the reality on the ground that does not necessary reflect the expectations of state bureaucrats53. State control
of rural development in Tanzania is historically rooted. It started
during the colonial period and went on through the postcolonial
period. State control on the economy was challenged after the
collapse of the East African community in 1977 a period that went
together with several other economic and political problems. There
was the 1978 Tanzania – Uganda war, the global oil crisis, disturbance in the balance of trade in Tanzania and the poor weather
of the 1980s that brought general crop failure. These led into an
impoverished economy and poor livelihood of a majority of the
population. The government failed to provide the necessary supplies
such as medicine, food and other consumables54. During the same
period of the 1970s political and economic crisis, the government
overcommitted itself into the very expensive villagization projects
that were implemented in the rural – centred development model.
As a result, the government’s defiance to liberal policies and the
conditions of the Breton wood institutions (IMF, World Bank and
WTO) was challenged. The unexpected retirement of Julius Nyerere
from presidency on one side resulted from his failure to contain
the pressure of change enforced by the Breton wood institutions
See the analysis of how several state controlled projects failed to modernize
the rural sector in J.C. Scott, Seeing Like a State: How Certain Schemes to Improve
the Human Condition Have Failed, New Haven – London 2008, pp. 1–8.
54
K. J. Havenevik, Tanzania: The Limits to Development from Above, Dar es
Salaam 1993, pp. 29–62.
53

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

75

and on the other side he was not ready to accept them. The only
option remaining was stepping down. In 1982 the government softened its hand on its control of the rural sector. A new agricultural
policy was launched in 1982, the same year with the launching
of the Structural Adjustment Programmes. The agricultural policy
aimed at improving the rural sector mainly by allowing private
investment in agriculture and private ownership of land. When
this was happening countrywide, its impact varied from one area
to another55. Commercial farmers benefited from liberal policies.
Large-scale capital owners and producers in Ismani moved their
capital from the area to other areas of Tanzania.
State control of the rural sector through Ujamaa in Tanzania
took both courses, that is, direct and indirect coercion on one side
and voluntary on the other. Compulsory resettlement included
total planning and movement of people’s settlement into closer
proximities to each other to facilitate service delivery. Under this
category, poor ecological knowledge of the environments affected
the new residents. On the second count, indirect coerced resettlement included joining Ujamaa villages to receive relief food from
the government especially in areas with food insecurity. When villagers faced famine they had no option than joining into an Ujamaa
village56. In areas where peasants voluntarily moved, they were
able to find suitable areas for agricultural activities and agriculture
continued without many problems. The areas like Songea under the
famous Ruvuma Development Association and Handeni – Tanga
experienced both coerced and voluntary movement at the same
time. In the areas with voluntary associations with Ujamaa villages,
the Ujamaa projects succeeded and failed in the areas where force
Ibidem, pp. 56–62.
Suleman Sumra, Problems of Agricultural Production in Ujamaa Villages
in Handeni District, in: Papers on the Political Economy of Tanzania, op. cit., pp.
202–206.
55

56

�76

Maxmillian J. Chuhila

was used57. In Urambo, in western Tanzania, tobacco farming was
both boosted on one side in terms of extensive farming – increase
of acreage but on the other side it faced challenges. Large – scale
tobacco farmers were confiscated of their land and machinery in
favour of communal farming that resulted into extensive farming
but reduced productivity58. In Ismani where forced resettlement
took place and large progressive farmers ran away, Ujamaa projects did not achieve much59. In the Iraqwland, where ecological
considerations were not given priority, the programmes under
Ujamaa were not successful60. In general the villagization policy
in Tanzania had varied impacts depending on the area where it
was implemented.
We have explored the production side of the impact in various
areas of Tanzania. On the environmental side, villagization had far
reaching implications because there was no feasibility study done
to assess the environmental impact of the programme. Yusufu Lawi,
Helge Kjekshus, Esbern Friis-Hansen and Idris Kikula provided
a general evaluation of the environmental impact of villagization
and resettlement schemes of the 1970s61. They argued that the
57
Refer to Havenevik, Tanzania, and H. Ndomba, The Ruvuma Development
Association and Ujamaa in Songea District, 1960s–1990s, Unpublished MA Dissertation: University of Dar es Salaam, 2014, pp. 54–88.
58
S. Ayo, Tobacco Farming and its Influence on the Social Cultural Transformation in Urambo District, Western Tanzania, 1950s to 2010, forthcoming MA
Dissertation, University of Dar es Salaam.
59
Details in M.J. Chuhila, Maize Farming and Environmental Change in
Iringa District: The case of Ismani, 1940–2010, Unpublished MA Dissertation:
University of Dar es Salaam 2013, pp. 64–79.
60
Yusufu Q. Lawi, Tanzania’s Operation Vijiji and Local Ecological Consciousness: The Case of Eastern Iraqwland, 1974–1976, „Journal of African History”,
48(2007), pp. 75–83.
61
Idem, May the Spider Web Blind Witches and Wild Animals: Local Knowledge
and the Political Ecology of Natural Resources Use in the Iraqwland, Tanzania,
1900–1985, Unpublished PhD Thesis: Boston University 2000, p. 319; Idem,

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

77

impact resulted from the concentration of people in small areas
due to clearing of new areas for settlement and farming. Lawi
adds that it destroyed the social ecological considerations which
people regarded when choosing settlement areas in Iraqwland. On
the whole, as a result, the failure to control ecological conditions
of the new areas affected the communities that were relocated
into other areas62.
Although the period from the 1970s experienced several socioeconomic and political challenges throughout the country, the
villagization programme created a new history in Ismani and it
is highly remembered in the area. It is remembered not only because of the environmental impact but also the influence on the
production of maize. It changed the history of maize farming in
Ismani at large. The villagization programme was preceded by
the implementation of the Iringa Resolution that was another big
step towards improving the rural sector. To reflect its emphasis on
agriculture, the Iringa Resolution of 1972 was commonly referred
to as Siasa ni Kilimo (Agriculture is Politics). The Iringa Resolution came up with four principles to promote agriculture. Siasa
ni Kilimo enabled the organisation of agricultural production in
a way which ensured food self-sufficiency to peasants, improved
quality of food through production of nutritious food, production
of exportable crops and production of sufficient raw materials for
industrial development63. At almost the same time, the Ismani
Tanzania’s Operation Vijiji, op. cit.; H. Kjekshus, The Tanzanian Villagisation Policy:
Implementation and Ecological Dimensions, „Canadian Journal of African Studies”,
11(1977), no. 2, pp. 270–272; E. Friis-Hansen, Changes in Land Tenure Use Since
Villagisation and their Impact on Peasant Agricultural Production in Tanzania: The
Case of Southern Highlands, Copenhagen 1987, pp. 9–20; Idris Kikula Lessons
From Twenty-Five Years of Conservation and Seven Years of Research Initiatives in
the Kondoa Highlands of Central Tanzania, „Ambio”, 28(1999), no. 5, p. 445.
62
Yusufu Q. Lawi, Tanzania’s Operation Vijiji, op. cit.
63
TANU, Siasa ni Kilimo.

�78

Maxmillian J. Chuhila

Maize Credit Programme was introduced to boost maize productivity. The credit scheme had three main objectives. The first was to
replace large-scale capitalist oriented (market – oriented) farmers
by cooperative communal based farmers. Although the objectives
for this were not articulated, communal farming involved the production of both food and commercial maize64. However, production
for the market was hindered when large-scale farmers decided to
reallocate from Ismani. As a result neither food nor market based
maize was produced sufficiently. What followed in the 1980s,
1990s and 2000s was a struggle for survival that was a transition
from proud producers of maize in Tanzania.
The second objective of the Ismani maize credit was to increase
productivity of maize produce in the area. This was done through
the application of better crop husbandry, fertilisers and improved
seeds. Unfortunately, all these attempts to increase productivity failed because the people who were forced to join in Ujamaa
villages sabotaged Ujamaa production. This was done through
stealing seeds and produces and at the same time working with
obvious laxity in Ujamaa farms65. All these led to the decline of
production in Ismani instead of encouraging and promoting its
production. Also, as pointed out earlier, maize farming in Ismani
depended on large-scale capital-intensive farmers who at the time
of these modernisations had decided to move from Ismani. Modernisation involved the distribution of hybrid seeds and chemical
fertilizers where the seeds were distributed for free in one growing
season and in the subsequent seasons producers prepared their
own improved seeds66. Some farmers in the 1970s did not opt for
chemical fertilizers; instead they used Farm Yard Manure (FYM)
A.T. Mohele, The Ismani Maize Credit Programme, in: Papers on the Political
Economy of Tanzania, op. cit., pp. 217–218.
65
Interview with, Andephice Mahali, Mikong’wi, 14.11.2011.
66
Interview with, Aloyce Mpagama, Nyang’oro.
64

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

79

that was also a new experience for farming in Ismani67. They
could not adopt chemical fertilisers while they had not even used
FYM – from their livestock on farms because the soil was fertile
enough to allow cultivation. The reorganization of settlements and
production in Ismani during the villagisation programme was not
supported by the will of the majority. The traditional land tenure
was abolished through the implementation of the villagisation
policy. Villagers wondered to find and occupy new land in the
new areas. As a result, it went on to happen that peasants lived in
Ujamaa villages but went out to work on their previous farms. This
lost a considerable amount of their time walking to and from and
hence reducing the working time on the farms. The Villages and
Ujamaa Villages Act of 1975 formalised the abolition of traditional
land rights that implied a new struggle for land ownership68. On
the whole, ujamaa farming in Ismani is remembered to have been
a problem rather than a solution to peasant’s problems. Working
in ujamaa farms was not as productive as working on individual
farms. The big farmers who owned tractors were forced to work
on ujamaa farms before they could start working on their plots.
This decision was unpopular among large-scale maize farmers.
The last objective of the Ismani maize credit scheme was to improve the incomes of the wajamaa through guaranteed crop prices
that were regulated by cooperative societies. This was unrealistic
because not all villages were given credit and even those given credit
did not manage to improve the livelihood of the people because
the repayment rates of the loans were high. In the early days of the
scheme 1971/72 and 1972/73 growing seasons some successes were
registered by maize farming. However, the sustainability of both
Ibidem.
E. Friis-Hansen, Changes in Land Tenure Use Since Villagisation and their
Impact on Peasant Agricultural Production in Tanzania..., op. cit., pp. 23–28.
67
68

�80

Maxmillian J. Chuhila

food and commercial maize farming was threatened. There emerged
loan-serving farming, sabotage of Ujamaa projects and continued
decline in the acreages cultivated because of lack of capital and machinery equipment after the withdrawal of large-scale producers69.
In the end, the villages given the credit produced a loan – serving
maize while those that did not receive loan produced both maize for
food and market70. To indicate the inefficiency of operation Ismani,
in 1971/72 it was revealed that an average of 595 kilograms per
hectare was produced on Ujamaa fields while at the same time and
in the same environment, individually owned farms produced an
average of 869 kilograms per hectare71. This example demonstrates
that the success in maize farming in Ismani did not depend on the
investment of industrial inputs. It rather depended on the knowledge
of the environment, soil, locally determined growing seasons and
market incentives. All these conditions existed during the colonial
period and were discarded during Ujamaa period in favour of state
directed agriculture. Closely related to the decline in productivity,
another challenge was on how to distribute the produces amongst
the members of a particular Ujamaa village. A number of villages
failed to distribute produces to members or the income coming
from selling Ujamaa produces. This situation resulted from the low
harvests that were also sold to repay the loans in Ujamaa villages.
In turn, this discouraged members from committing themselves in
Ujamaa projects. Due to this challenge and of course, the national
commitment towards agriculture, the National maize Programme
was introduced in 1973. The programme aimed to increase maize
acreage and reduce the import of food72.
Interview with, Innocent Mtakidunga Wilomo, Mangawe, 19.11.2011.
A.T. Mohele, The Ismani Maize Credit Programme, op.cit.
71
B.Ch. Nindi, Agricultural Change and Rural Class Formation in Iringa
District, Tanzania, Unpublished PhD Thesis: University of Hull 1978, p. 267.
72
Ibidem, pp. 274–280.
69
70

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

81

Apart from the Ismani maize credit scheme the government
also established agricultural credit schemes, which were given to
middlemen to enable them to buy crops from producers, while
the producers received production credits73. This was generally
applied countrywide and started in 1962 through the Agricultural Credit Agency (ACA). The ACA provided loans to individual
farmers, to groups of farmers or to government institutions that
embarked on agriculture. The second loan scheme was through
the National Development Credit Agency (NDCA) that came into
being in 1964. NDCA did not register achievements, as up to its
dissolution it had only reached one ujamaa village. The establishment of the Tanzania Rural Development Bank (TRDB) in 1971
was the most comprehensive programme to finance agriculture
in the rural areas. It covered many sectors of the rural economy
by supporting ujamaa villages especially those engaged with the
production of food crops, such as maize and wheat74. TRDB was
therefore committed to modernising the rural sector. TRDB reiterated that; ‘the Tanzania Rural Development Bank was therefore
instituted as a means of providing a comprehensive credit system
for transforming the subsistence living into a modern cash economy
with its attendant increased employment opportunities and income
distribution’75.
The villagisation campaign of 1974 was the first transformative
wave for Ismani. It propelled the area’s change from a prosperous
place to an impoverished one. The 1974 Villagisation campaign
discouraged progressive farmers in favour of communally owned
73
L.A Msambichaka and R. Mabele, Agricultural Credit and the Development...,
op. cit., p. 1.
74
Ibidem, p. 12.
75
Tanzania Rural Development Bank, Annual Report and Accounts for the
Year Ended 30th June 1971 – 30th June 1972, Quoted in L.A Msambichaka and
R. Mabele, Agricultural Credit and the Development..., op. cit., p. 11.

�82

Maxmillian J. Chuhila

farms and cultivation that were small in scale and faced several
challenges to operate the farms. Ownership of large farms was
shifted to villages while some were distributed to former labourers at the rate of three hectares per head. The evidence at hand
shows that it was difficult to incorporate the former progressive
farmers into ujamaa cooperative work as we have pointed earlier76.
The most remembered incidence of ujamaa farming in Ismani
was the murder of Dr. Wilbert Kleruu, then Regional Commissioner for Iringa. Dr. Kleruu is claimed to have been a committed
socialist who wanted everybody to live on socialist principles. On
Christmas day 1971, Dr. Kleruu went to Ismani to see how production was going on. Unfortunately, he found one of the large-scale
farmers of maize in Ismani called Said Mwamwindi cultivating his
privately owned farm. Mwamwindi had worked for most of his
time on ujamaa plots but during the holiday he wanted to cultivate
his private shamba. Nevertheless, Dr. Kleruu ordered him to stop.
This action is believed to have made Mwamwindi angry, hence
his decision to gun down the Regional Commissioner at Mkungugu village77. The death of the Regional Commissioner created
tensions amongst all big producers of maize in Ismani and the
implementation of villagization in the area78. Mwamwindi started
farming in Ismani together with other progressive farmers in the
Interview with, Aloyce Mpagama.
The main reasons that resulted into his death are varied in local articulations. Some point out that he was insulted in front of his wives others; claim
that Mwamwindi became angry when he was told to stop working on a privately
owned farm. Generally, the death of a regional Commissioner indicated the
extent to which progressive farmers in Ismani were committed to realise profit
out of maize farming. The regional Commissioner was seen as a threat to many
of the progressive farmers. Interviews with, Henry Mkayula Likoko, Kising’a,
15.11.2011, Speditho Magidanga, Uhominyi, 14.11.2011, Omary Chunga and
Bayati Mkwama at Mkungugu, 20.11.2011.
78
Interview with, Omary Chunga, Mkungugu.
76
77

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

83

1950s. During this period he owned only three acres of land and
worked as a lorry driver. He continued to buy land and expand
his cultivated plots that by the 1970s he had over 160 acres79.
This indicates that he was one of the most progressive farmers in
the area that operation Ismani targeted. It also shows the type of
anger that a person could have when his assets and wealth were
threatened with being confiscated or nationalised. Bad enough
the aftermath of the death of the Regional Commissioner brought
more mess than progress in the area. It became increasingly difficult to convince people to work in Ujamaa villages. Local leaders and state technocrats feared that what happened to Kleruu
could happen to them. As a result production in Ujamaa villages
continued to decline.

Maize farming and the challenge
of Environmental Change, 1985 to Present
Environmental change in Ismani has been a gradual process
and was generally unnoticed until the second half of the last
century. This was partly contributed by the presence of extensive and fertile arable land, which made it easy for peasants to
abandon exhausted areas in favour of new ones80. Environmental
change in Ismani manifested itself in various forms, including
changes in vegetation cover, soil exhaustion, unreliability of
rainfall, drought and decline of crop yields. It has been argued
in the preceding discussion that commercial production of maize
was responsible for the change of the socio-economic relations
in Ismani from the 1950s. Through commercial production of
maize, Ismani gained fame and became a conceited feeder based
79
80

B.Ch. Nindi, Agricultural Change, op. cit., pp. 259–264.
A. Awiti, Ismani and the Rise of Capitalism, p. 53.

�84

Maxmillian J. Chuhila

on the agricultural output by large producers. Smallholders were
also not left behind, as they were assured of food from the small
areas they cultivated.
The fame of Ismani changed in the recent years. While in the
1950s up to the 1980s it had famous names because of its capacity to feed a large part of the country with maize, from the last
decade onwards things have turned upside down. The production
of maize is no longer tenable and villagers live on food insecurity
and abject economic poverty. This situation is evidenced by both
media reports and oral articulations81. For example, the high
productivity of maize in the 1970s called for the Iringa Resolution, famously known as Siasa ni Kilimo (Agriculture is Politics)
to boost productivity82. The resolution recognised the declining
trend of productivity of maize in the area from 20 to 25 sacks
of maize grains per hectare in the 1950s to only 7 sacks in the
1970s83. However, the trend of production continued to decline
throughout the 1970s to 1980s despite the modernization of the
methods of production.
The situation worsened much starting from the 2000s. During
this period peasants were unable to produce either for sale or
for their food sufficiency. This can partly be evidenced by Lukelo
Kihogota, a smallholder producer in Ismani, who recalled the
practices of Siasa ni Kilimo and then added that ‘we have no
alternative than to depend on relief food’84. Mr. Kihogota used to
be a good producer over the years, sold surplus maize to those
81
Tumaini Msowoya, Ukame wa Miaka Minne Wageuka Balaa Kuu la Njaa,
Mawazo Malembeka, ‘Njaa: Malengamakali, Wananchi Wanaishi Kwa Mboga za
Majani’, Radio Report, htt://radiofreeafricatz.com/2011/njaa_malengamakali_wananchi_waishi_kwa_mboga_za_majani- Accessed on 21.10.2011, at 1300hrs.
82
TANU, Siasa ni Kilimo.
83
Ibidem, pp. 11–12.
84
Tumaini Msowoya, Ukame wa Miaka Minne.

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

85

who were in need, but now fails even to produce enough for
his family. This is not a unique situation for him alone as it cuts
across the majority of the families in Ismani. All this indicates the
degree to which Ismani in recent years starting from the 2000s
has become the home of food shortage. The government takes
initiatives by providing regular relief food to starving villagers
nearly every year. Starvation in Ismani resulted from regular
crop failure as an outcome of unpredictable weather conditions,
shifting in farming preferences from maize to commercial crops
like sunflower and tomatoes. Tomatoes and sunflower have no
ban when it comes to exporting them to foreign markets. But if
surplus maize is produced, the government limits its export in
favour of domestic market.
Most families in Ismani in recent years face hunger and in some
cases they depend on green vegetables as their food especially during the rain season where food shortage is at its peak. The most
affected areas are Malengamakali Ward and Ikengeza village in
Nyang’oro Ward. Food insecurity in Ismani was at some point given
emphasis in the parliament when a Member of Parliament, Ms.
Pindi Chana commented, ‘the District Council agricultural projects
should target to increase productivity especially in those areas with
hunger such as Ismani where every year there is a need to send
relief food’85. Such statements demonstrate the extent to which what
was formerly a national grain basket is now a place with acute food
shortages. Other news headlines in recent days include: ‘Four Years
Drought turns A Great Hunger in Iringa’86, ‘Hunger: Malengamakali,
85
Bunge la Tanzania, Majadiriano ya Bunge, Mkutano wa Ishirini, Kikao cha
Kumi na Tatu Tr. 22 Juni 2010. The MP, Pindi Chana said ‘Eneo la Mufindi katika
mashamba ya chai, zao la Biashara, wameomba wapewe vocha katika zao hilo la
Biashara. Miradi ya Halmashauri ya Kilimo ilenge kuongeza uzalishaji hususani
maeneo ya Njaa kama Ismani ambako kila mwaka hupelekwa Chakula’, p. 162.
86
Tumaini Msowoya.

�86

Maxmillian J. Chuhila

People Live on Green Vegetable’87, ‘9,000 People Face Hunger in
Iringa’,88 and ‘Ikengeza to Face Severe Food Shortage’89.

Conclusion
There is no way we can generalise the impact of state interventions in rural sector development in Tanzania. The impacts
varied depending on several factors based on the production side
and the environment. On the production side, it depended on the
incentives that peasants received out of what they produced that
in turn intrinsically motivated them to produce more. Environmentally wisely, it depended on the specific environmental conditions
for a specific crop. The case presented by Ismani is an example
of both positive and negative outcomes of state interventions in
rural development. Colonial interventions boosted productivity as
production based on individuals unlike the communal production
relations advocated by the postcolonial government. However, we
should not take for granted that the colonial government was keen
enough to boost productivity, we must also understand the fact
that Ismani was opened for intensive farming in the 1940s, thus it
was still fertile enough to allow high productivity in the entire colonial period. In the postcolonial period especially from the 1970s,
1980s and 1990s soil fertility deteriorated and when coupled with
other problems resulting from the political economy of the time
Mawazo Malembeka, Njaa: Malengamakali, Wananchi Wanaishi Kwa Mboga
za Majani, Radio Report, htt://radiofreeafricatz.com/2011/njaa_malengamakali_
wananchi_waishi_kwa_mboga_za_majani- Accessed on 21.10.2011, at 1300hrs.
88
http://www.ippmedia.com/fronted/?!=29291, ‘Watu 9, 000 Wamekumbwa
na Balaa la Njaa Iringa’, Accessed on 21.10.2011, at 1330hrs.
89
Irene Mwakalinga, Wakazi wa Ikengeza-Iringa Kukumbwa na Uhaba wa
Chakula, http://www.tbc.go.tz-tbc_local_general/1501_wakazi_wa_Iikengeza_iringa_kukumbwa_na__uhaba_wa_wa-_chakula.html. Accessed on 22.10.2011
at 0953hrs.
87

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

87

and environmental change, it limited the progress of maize farming. The future of peasant farming in Ismani will depend on the
control of population growth and control of the rapidly changing
environment through rampant charcoal burning and opening of
more fields for agriculture and settlement.
REFERENCES

Archival sources
TNA, EC B. 833/III/313: Department of Grain Stores, 1949. Guaranteed
Prices of Maize Acreage Grants and Reduced Prices (1949).
TNA, 24/A3/21: African Staples, Permits to Retain.
TNA, 24/52/3/13: Monthly Report for May 1956.
TNA, D3/4: Development: Ismani Development, Report for the Month
Ending 31st December, 1951-114/IV/29/552, Report for the Month
Ending June 1951-114/IV/20.
TNA, D3/4: Folio: Letter-P/SCH/ISM, Demonstration Farm, Ismani,
21.12.1956.
‘Memorandum No.10 for Provincial Commissioners’, Conference, January 1957: Focal Point Approach in Agricultural Extension Work, LG
9/36/011.
Secondary sources
Awiti A., Ismani and the Rise of Capitalism, in: Rural Cooperation in Tanzania, ed. Lionel Cliffe, Dar es Salaam 1975.
Ayo, S., Tobacco Farming and its Influence on the Social Cultural Transformation in Urambo District, Western Tanzania, 1950s to 2010,
forthcoming MA Dissertation, University of Dar es Salaam.
Bode B. and Wu D., The Legacy of Underdevelopment in Tanzania: A Case
Study from Morogoro, Research Paper, Report for Care International
Tanzania, 2011.

�88

Maxmillian J. Chuhila

Bowles B.D., The Political Economy of Colonial Tanganyika 1939–1961,
in: Tanzania Under Colonial Rule, ed. M.H. Kaniki, London 1980.
Coulson A., Tanzania: A Political Economy, Oxford 2013.
Chuhila M.J., Maize Farming and Environmental Change in Iringa District: The case of Ismani, 1940–2010, Unpublished MA Dissertation:
University of Dar es Salaam, 2013.
Friis-Hansen E., Changes in Land Tenure Use Since Villagisation and their
Impact on Peasant Agricultural Production in Tanzania: The Case of
Southern Highlands, Copenhagen 1987.
Fughes-Couchman N.R., Agricultural Change in Tanganyika: 1945–1960,
Stanford 1964.
Havenevik K.J. and Ndomba H., The Ruvuma Development Association
and Ujamaa in Songea District, 1960s–1990s, Unpublished MA Dissertation: University of Dar es Salaam, 2014.
Havenevik K.J., Tanzania: The Limits to Development from Above, Dar es
Salaam 1993.
Helleiner G.K., Agricultural Export Pricing Strategy for Tanzania, in: Papers
on the Political Economy of Tanzania, eds. K.S. Kim, R. Mabele and
M.J. Schultheis, Nairobi 1979.
Hogendorn J.S. and Scott K.M., Very Large Scale Agricultural Projects:
The lessons of the East African Groundnut Scheme, in: Imperialism,
Colonialism and Hunger: East and Central Africa, ed. R.I. Rotberg,
Massachusetts – Toronto 1983.
Hyden G., Beyond Ujamaa in Tanzania: Underdevelopment and Uncaptured
Peasantry, Nairobi 1980.
Kjærby F., The Development of Agricultural Mechanisation in Tanzania,
in: Tanzania Crisis and Struggle for Survival, eds. J. Boesen [et al.],
Uppsala 1986.
Idris Kikula, Lessons From Twenty-Five Years of Conservation and Seven Years
of Research Initiatives in the Kondoa Highlands of Central Tanzania,
„Ambio”, 28(1999), no. 5, pp. 444–449.

�COMMERCE OR FOOD? DEVELOPMENT NARRATIVES...

89

Illife J., A Modern History of Tanganyika, Cambridge 1979.
Illife J., Agricultural Change in Modern Tanganyika: An Outline, Nairobi 1971.
Illife J., Africans: The History of a Continent, Cambridge 1995.
Iringa District Profile, 2011.
Jennings M., ‘A Very Real War’: Popular Participation in Development in
Tanzania the 1940, „The International Journal of African Historical
Studies”, 40(2007), no.1, pp. 71–95.
Kjekshus H., The Tanzanian Villagisation Policy: Implementation and Ecological Dimensions, „Canadian Journal of African Studies”, 11(1977),
no. 2, pp. 269–282.
Lord Twining [E.F. Twining], The Last Nine Years in Tanganyika, „African
Affairs”, 58(1959), no. 230, pp. 15–24.
Mohele A.T., The Ismani Maize Credit Programme, in: Papers on the Political
Economy of Tanzania, eds. K.S. Kim, R. Mabele and M.J. Schultheis,
Nairobi 1979.
Msambichaka L.A and Mabele R., Agricultural Credit and the Development of Ujamaa Villages in Tanzania, „ERB, Paper”, no. 74.10, 1974.
Nindi B.Ch., Agricultural Change and Rural Class Formation in Iringa
District, Tanzania, Unpublished PhD Thesis: University of Hull, 1978.
Scott J.C., Seeing Like a State: How Certain Schemes to Improve the Human
Condition Have Failed, New Haven – London 2008.
Suleman Sumra, Problems of Agricultural Production in Ujamaa Villages
in Handeni District, in: Papers on the Political Economy of Tanzania,
eds. K.S. Kim, R. Mabele and M.J. Schultheis, Nairobi 1979.
Taasisi ya Elimu, Wafanyakazi wa Tanzania: Jiografia kwa Darasa la Nne,
Kitabu cha Wanafunzi, Wizara ya Elimu ya Taifa, Dar Es Salaam 1983.
TANU, The Arusha Declaration, in: J.K. Nyerere, Ujamaa: Essays on Socialism, Oxford 1968.
TANU, Siasa ni Kilimo, Dar es Salaam 1972.

�90

Maxmillian J. Chuhila

Tanganyika Territory, Ordinances Enacted During the Year 1943, Dar es
Salaam 1944.
The United Republic of Tanganyika and Zanzibar, Tanganyika Five-year
Plan for Economic and Social Development, 1st July, 1964–30th June,
1969, vol. 1, General Analysis, 1964.
Tosh J., The Cash Crop Revolution in Tropical Africa: An Agricultural Reappraisal, „African Affairs”, 79(1980), no. 314, pp. 79–94,
Yusufu Q. Lawi, Tanzania’s Operation Vijiji and Local Ecological Consciousness: The Case of Eastern Iraqwland, 1974–1976, „Journal of African
History”, 48(2007), pp. 75–83.
Yusufu Q. Lawi, May the Spider Web Blind Witches and Wild Animals:
Local Knowledge and the Political Ecology of Natural Resources Use
in the Iraqwland, Tanzania, 1900–1985, Unpublished PhD Thesis:
Boston University, 2000.

�Chapter 3.

NAPOLEON SAULOS MLOWE
JUSTIN K. URASSA

FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND
RIGHTS ON RURAL HOUSEHOLD’S LIVELIHOOD
OUTCOMES IN HANDENI DISTRICT, TANZANIA
ABSTRACT

Access to land is central to the livelihoods of many Tanzanians. The
study specifically aimed at assessing people’s perception on formalization of customary land rights; determining the contribution of CCRO1
in enabling owners of land to access credit and ownership of CCRO,
and a household’s income and asset accumulation. And to identify challenges faced by CCRO holders in accessing credit. The study adopted
a cross-sectional research design whereby data were collected from
four villages in Handeni District. Multi stage sampling was employed
to select 184 household with and without CCRO. Findings show that,
having a CCRO has enhanced tenure security, reduced border conflicts
and has enhanced ownership of land by vulnerable groups. However,
CCRO ownership has not significantly contributed to a household’s
livelihood outcomes in terms of income and asset accumulation. Major
challenges facing formalization of customary land rights in the study
area include existence of land conflicts, lack of capital to investing in
agriculture and male dominance on land ownership. The paper recommends more research on better land ownership schemes for improvement of rural livelihoods.
NAPOLEON SAULOS MLOWE, JUSTIN K. URASSA – Corresponding
Authors Sokoine University of Agriculture, Tanzania.
1

Certificates of Customary Right of Occupancy (CCRO).

�92

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

Introduction
Land is of utmost importance for socio-economic development in both developed and developing countries. Land includes
resources such as arable land, and surface and sub-surface resources. According to Poteete2 “everyone has a relationship to
land”. Literature3 shows that the entire life of an average African
revolves around land” and that “realistic discussions of poverty
alleviation in Africa need to be addressed in the context of land”.
The Tanzania National Land Policy and Tanzania’s Development
Vision 2025 recognize the critical importance of land for poverty
reduction. According to URT4, 70% of land in Tanzania is under
customary land ownership and 80% of the population living in
rural areas depends on land for their livelihoods. Property rights
to land and dwellings in developing nations are, according to de
Soto5, notoriously insecure, a fact that has led to impoverishment
of the citizens in those nations.
Land laws in Tanzania recognize customary rights as having
equal legal force and effect as rights acquired through grant or
purchase from the state. In practice, customary rights are stronger
because they are held and registered in perpetuity whereas statuA.R. Poteete, Analyzing the politics of natural resources: from theories of
property rights to institutional analysis and beyond, in: Environmental Social Sciences: Methods and Research Design, eds. I. Vaccaro, E.A. Smith, and S. Aswani,
Cambridge 2010, pp. 57–79.
3
J.C. Franco, Making land rights accessible: Social movements and politicallegal innovation in the rural Philippines, „The Journal of Development Studies”,
44(2008), no. 7, pp. 991–1022; S. Razavi, Engendering the political economy of
agrarian change, „The Journal of Peasant Studies”, 36(2009), no. 1, pp. 197–226;
R.V. Murthy, Political economy of agrarian crisis and subsistence under neoliberalism in India, „The Nehu Journal”, 11(2013), no. 1.
4
URT (United Republic of Tanzania), National Strategy for Growth and Reduction of Poverty: Poverty and Human Development Report, URT 2011.
5
H. de Soto, The mystery of capital, New York 2010.
2

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

93

tory rights have a limited term. Nearly 70% of the land area is
“village land” and to which the Village Land Act applies. Each
village as a legal entity has rights to define its village land area,
and the village government is the lawful controller and manager of
those lands6 (URT, 1999). This includes the right to set up its own
Village Land Register, register collectively owned areas, and issue
titles of Customary Rights of Occupancy over house and farm plots.
In Tanzania when it comes to village land registration, the
government recognizes both formalized customary land rights and
informal indigenous land ownership rights7. In 2006, Tanzania initiated a program called Property and Business Formalization Program
(PBFP), popularly known in Kiswahili as MKURABITA (Mkakati wa
Kurasimisha Rasilimali na Biashara za Wanyonge Tanzania). PBFP
Programme carried out a pilot customary land right titling project
in Handeni District in 2006 by providing certificates of customary
right of occupancy (CCRO) through implementation of the Village
Land Act No 5 of 1999. One of the objectives of introducing land
reforms in Tanzania was to improve customary tenure system for
the rural poor communities.
The existing customary system basically operates more effectively when land is relatively abundant and population is low such
that people involved in the transactions have regular and direct
contact8. High population growth in Sub Saharan Africa, land
markets expand and transactions increase between individuals who
are not closely related therefore, certainty over the entitlement of
6
URT, National Land Policy (1997). 2nd (ed.). The Ministry of Lands and
Human Settlements Development (MLHSD), 1999.
7
URT, National Strategy for Growth and Reduction of Poverty: Poverty and
Human Development Report 2011.
8
C.B. Kerekes and C.R. Williamson, Propertyless in Peru, even with a government land title, „American Journal of Economics and Sociology”, 69(2010),
no. 3, pp. 1011–1033.

�94

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

the owner to transfer land rights becomes increasingly relevant9.
The government relies on the expectation that documentation of
land rights will increase tenure security, access to formal financial
institutions for credit, and finally promote investment. Since the
introduction of rural land registration under the Village Land Act
(VLA) of 1999, there has been a vast mobilization on land registration taking place at a promising rate (for instance in Handeni
from 500 CCROs in 2006 to 1 007 CCROs in 2016), land holders together with other land users are expecting to use CCRO as
collateral to access credit. Therefore, the current study aimed at
exploring the influence of formalizing customary land rights on
rural household livelihood outcomes.
Rural households generally face a number of hindrances when
it comes to accessing credit from formal financial institutions,
the major one being the lack secure property rights. Therefore,
formalizing land rights has been promoted as a way to enhance
credit access, encourage investment, stimulate land markets, and
improve livelihoods10. However, there has been little improvement
in those aspects; for example, Handeni District council has reported
that access to credit through formal financial institutions in rural
settings is still low at about 3%11.
Formalization of customary land rights (CCRO) and access
to credit do not give consistent outcomes; researches carried
out in Tanzania, Kenya Ghana and Rwanda showed that, CCRO
ownership had no clear impact in improving livelihoods12; On
9
E.C. Fairley, Upholding Customary Land Rights through Formalization? Evidence from Tanzania’s Program of Land Reform, Minneapolis 2013.
10
F.N. Lugoe, Tanzania’s Experience in Land Administration and Land Policy,
„The Guardian Series”, 2007.
11
URT, Handeni District Profile, 2013.
12
E.C. Fairley, Upholding Customary Land Rights through Formalization?...,
op. cit.; F. Place and S.E. Migot-Adholla, The economic effects of land registration

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

95

the contrary, a study conducted in Latin America, Honduras,
Paraguay, and Brazil showed positive impacts on access to credit
and improvement of household’s livelihoods13. So it is debatable
as to whether formalization of customary land rights can really
lead to improved rural livelihood outcomes, through access to
credit from the formal financial institutions available in the
study area. Hernando de Soto hypothesizes that, government
land titling establishes secure property rights and leads to the
associated positive benefits. However, literature14 on the effects
of land titling finds mixed results. Moreover, the Tanzanian government piloted the PBFP program in the District in 2006, but
since then, no study has been done in the area to empirically
determine the impact of the CCRO’s on livelihood outcomes of
the rural households in the District.
The study on which the manuscript is based aimed at gathering some empirical evidence on the impact of CCRO on rural
household’s livelihood outcomes in Handeni District. Previous
researches15 in the District have dealt with issues of land and
rural livelihoods in isolation. Hence, there is so much emphasis
on smallholder farms in Kenya: evidence from Nyeri and Kakamega districts, „Land
Economics”, 74(1998), no. 3, pp. 360–373; M. Lyons, Pro-poor business law?
On MKURABITA and the legal empowerment of Tanzania’s street vendors, „Hague
Journal on the Rule of Law”, 5(2013), no. 1, pp. 74–95.
13
C.B. Kerekes and C.R. Williamson, Propertyless in Peru, even with a government land title, „American Journal of Economics and Sociology”, 69(2010),
no. 3, pp. 1011–1033.
14
F.N. Lugoe, Tanzania’s Experience in Land Administration..., op. cit.; Baseline survey of female entrepreneurs in Temeke, Kinondoni and Ilala districts of Dar
es Salaam, Tanzania, Dar es Salaam 2009; M. Lyons, Pro-poor business law?...,
op. cit., pp. 74–95.
15
PBFP And The implementation of The Village Land Law – Act No 5 Of 1999,
A participation Report of The MKURABITA Pilot Project in Handeni District, TAPHGO
(Tanzania Pastoralists, Hunters and Gatherers Organization), 2007; F.N. Lugoe,
Tanzania’s Experience in Land Administration and Land Policy, op. cit..

�96

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

of some issues at the expense of others or overlooking of some
topics (e.g. more weight on land at the expense of livelihoods).
Generally, findings from such kind of works might mislead policy
makers leading to erroneous policies and programs. Therefore,
the need for a more specific study on formalized customary land
rights and rural livelihood outcomes, which needs to be analysed
simultaneously. The importance of the study was also based on
the fact that land and livelihoods issues remain major concerns
of development policy both at the national and international
levels. Thus, the manuscript represents a crucial body of reference which will assist the decision makers on appropriate steps
to be taken in Handeni District in poverty reduction and land
administration and management. Moreover, the study is in line
with the National Strategy for Growth and Reduction of Poverty
(NSGRP) and the former Millennium Development Goals (MDGs);
goal number one which was to eradicate extreme poverty and
hunger with a target linked to reduce poverty and reduce income
inequality16 and also the study is linked to the current Sustainable
Development Goals (SDGs) especially 1–3 which emphasize poverty eradication17. Results from the study could therefore benefit
rural communities, policy makers, development practitioners,
researchers, and planners in their endeavor to alleviate rural
poverty. Generally, the study aimed at exploring the influence
of formalizing customary land rights on rural household livelihood outcomes. Specifically, it determined people’s perception
on formalization of customary land rights; assessed the influence
of CCRO in enabling owners of land to access credit in formal
URT, National Strategy for Growth and Reduction of Poverty: Poverty and
Human Development Report, 2011.
17
URT, Press release; The United Nations in conjunction with the Government
of Tanzania officially launched 17 Sustainable Development Goals (SDGs) also
known as Global Goals, 2015.
16

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

97

financial institutions; determined how ownership of CCRO has
influenced household income and asset accumulation and identified challenges facing land owners in using land as a tool to
improve rural livelihood outcomes.

Conceptualization of Key Terms
What is land?
There are controversial statements about the definition of land,
as some people confine the term only to the soil, thus separating
other components attached to it. This has led to misconceptions
about the term. However, Sumberg18 argues that land includes
much more than just the physical soil or substance. Studies by Sumberg, Njogu and Dietz19 have pointed out that land encompasses
a range of resources the scope and influence of which transcends
private property. These lines of thinking correspond to that by UNHABITAT20 which states that ‘land involves a wide range of rights
and responsibilities’. Hence, unlike other resources, land consists
of a diversity of resources such that to entrust all land rights exclusively to a single individual is difficult. This is particularly true
in Africa where different people tend to have different rights over
the same piece of land and over different land resources21. In the
J. Sumberg [et al.], Young people, agriculture, and employment in rural
Africa, 2014.
19
J.G. Njogu and T. Dietz, Land use and tenure: entitlement rights for community-based wildlife and forest conservation in Taita Taveta, Nairobi 2006.
20
D. Antonio, United Nations Human Settlements Programme, and International Institute of Rural Reconstruction, Eds., Handling land: innovative tools for
land governance and secure tenure. Nairobi: United Nations Human Settlements
Programme (UN-Habitat), 2012.
21
A.R. Poteete, Analyzing the politics of natural resources: from theories of
property rights to institutional analysis and beyond, in: Environmental Social Sci18

�98

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

current study the term ‘land’ is defined as: “a physical resource
that consists of many attributes of the biosphere that support life,
ranging from arable land, landforms, surface and sub-surface
hydrology, forest, minerals, pasture, and both human and animal
populations”.
Land tenure system
Like the land concept, also the term land tenure is perceived differently by different authors. According to Maxwell and Wiebe22, land
tenure is defined as a system of rights and institutions that govern
access to and use of land and other resources. On the other hand,
FAO23 defines land tenure on legal grounds, to refer to the bundle
of both rights and obligations – the right to own, hold, manage,
transfer, or exploit resources and land, but also the obligation not
to use these in a way that harms others. Moreover, Münkner24 has
argued that, the term land tenure has a very broad meaning and
cautions that one should be careful to avoid misconception. To him
it includes the social, economic, legal and technical relationships of
persons (individuals or groups) to land and to other individuals or
groups. It also covers relations concerning family, kinship, labour
and access to resources, and is influenced by natural/physical factors as well as man-made rules regarding the man/land relationship. Perhaps, these are kinds of arguments that make Poteete25 and
ences: Methods and Research Design, eds. I. Vaccaro, E.A. Smith, and S. Aswani,
Cambridge 2010, pp. 57–79.
22
D. Maxwell and K. Wiebe, Land tenure and food security: Exploring dynamic
linkages, „Development and Change”, 30(1999), no. 4, pp. 825–849.
23
FAO, Land tenure and rural development, Rome: Food and Agricultural
Organization, 2002.
24
H.H. Münkner, Synthesis of Current State and Trends in Land Tenure, Land
Policy and Land Law in Africa, Eschborn 1995.
25
A.R. Poteete, Analyzing the politics of natural resources..., op. cit.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

99

FAO26 consider land tenure as an institution. As it includes roles
invented by the society to regulate behaviours on how to utilize
land resources.
Based on the above definitions, land tenure can generally
be defined to include terms and conditions under which land
resources are governed and regulated. It constitutes legal or customarily defined bundles of rights and the obligations entrusted
to an individual or groups as a whole regarding access to and use
of land and other resources. These bundles of rights are defined
based on existing social, legal, economic and environmental conditions. Hence, it should be clear from the outset that the rights
on land resourcesmay be derived through customary or statutory
laws, marriage and inheritance and through power and control.
The land tenure system can therefore be classified into three main
categories as detailed below.
Statutory or formal tenure system
Statutory land tenure system is a system whereby the rights to
ownership or occupancy of land are defined according to formalized national legal or constitutional process. They are most effective when land values are high and transactions among strangers
are frequent27.
Informal land tenure
This type of land holding is where means of access is vested
through unsanctioned occupation, allocation by local leaders,
inheritance and purchase from those who own the land28. Here
people own land without having acquired it through the customFAO, Land tenure and rural development..., op. cit.
F.N. Lugoe, ‘Tanzania’s Experience in Land Administration..., op.cit.
28
Ibidem.
26
27

�100

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

ary or statutory channels; a common situation in developing
countries.
Customary land tenure
Customary land tenure is the mode of holding land rights which
exists through historical agreement among people within the community without written laws. These unwritten laws are often based on
the experience of the elders and are aimed at defending the interest
of the group/clan/tribe/family29. In this system land belongs to the
whole community or clan and not to an individual. The clan head
is the custodian of the land rights on behalf of the community. Once
the rights are granted to an individual they are held in perpetuity
as long as the grantee conducts are in a manner satisfactory to the
grantor30. Community leaders play a major role when determining
allocation, use, transfer and other activities related to land and they
do this on behalf of the entire community, the determinant being the
need rather through payment for acquisition of land. The distinction
often made between statutory and customary land rights is now becoming blurred in a number of countries, particularly in Africa where
provision of formal legal customary land right (CCRO) is practised31.
Rural livelihood
The term livelihood comprises people, their capabilities and
means of living, including food, income and assets32. Thus, rural
M. Wanyama, L.O. Mose, M. Odendo, J.O. Okuro, G. Owuor, and L. Mohammed, Determinants of income diversification strategies amongst rural households
in maize based farming systems of Kenya, „African Journal of Food Science”,
4(2010), no. 12, pp. 754–763.
30
D.A. Atwood, Land registration in Africa: The impact on agricultural production, „World development”, 18(1990), no. 5, pp. 659–671.
31
FAO, Land tenure and rural development..., op. cit.
32
R. Chambers and G. Conway, Sustainable rural livelihoods: practical concepts
for the 21st century, Institute of Development Studies (UK), 1992.
29

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

101

livelihoods include different means of gaining a living in rural
areas which to a large extent are connected to their capabilities,
assets (including both material and social resources) and activities
required for a means of living.
Livelihood outcomes
Livelihood outcomes are the results or outcomes of livelihood
strategies. Livelihood outcomes include: increased household food
security through improved and productive livestock and crop production, increased household income, increased employment opportunities, enhanced social and human capital, reduced livelihood
vulnerability, ensured social inclusion, ensured good governance,
increased equal access to information, communication, education
and all forms of empowerment in general. Batterbury33 defines
livelihood outcomes as the achievement or outputs of livelihood
strategies, such as more income, increased well-being, reduced
vulnerability, improved food security, and more sustainable use of
natural resources. Therefore, the study’s operational definition of
livelihood outcomes focuses on household income improvement
and accumulation of assets through the use of land as natural
resources available under the new scheme of land ownership in
the customary land rights.
The study’s Conceptual Framework
The study’s conceptual framework is a modification of Batterbury34 diagnosis on sustainable livelihood framework (SLF)
which assumes that the livelihood of any community comprises
capabilities, assets, and activities required for a means of living35.
S. Batterbury, Sustainable livelihoods: still being sought, ten years on, 2007.
Ibidem.
35
R. Chambers and G. Conway, Sustainable rural livelihoods..., op. cit.
33

34

�102

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

The Sustainable livelihoods framework therefore examines the
different elements that contribute to people’s livelihood strategies.
It analyses how forces outside the household or community in ‘the
external environment’ affect them. The framework looks at the
interaction between individuals, their capabilities and the different
types of assets or resources they have access to the activities through
which they gain their livelihoods36. This study has borrowed some
ideas from the Sustainable Livelihood Framework (SLF) to uncover
the influence of CCRO on rural livelihood outcomes. Therefore,
customary land rights (CCRO) are considered as one of the assets
in natural assets of the DFID model. Elements of the DFID were
adopted under the following assumptions.
Household vulnerability context; households with CCRO as a legal and formal customary land rights document are less vulnerable
than households without a CCRO. This is because it is expected
that such households are likely to have better livelihood outcomes
reflected from their income compared to the households without
CCRO. Households with CCRO are expected to access credit in the
formal financial institutions, engage more into livelihood activities
and ultimately improve their incomes.
Improved social, financial and natural capital; households with
a CCRO are likely to have more assets as compared to the households
without a CCRO. This implies that households with a CCRO have received training on various issues concerning land benefits (improved
human capital) including access to credit in financial institutions
(financial capital), Land tenure security enhanced through CCRO
(improved natural capital) as compared to household without CCRO.
The role of PBFP project to issue CCRO is assumed to be the
transforming structures and processes. This is because the general
R. Smyth, Exploring the usefulness of a conceptual framework as a research tool:
a researcher’s reflections, „Issues in educational research”, 14(2004), no. 2, p. 167.
36

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

103

objective of PBFP pilot project is to secure rural land as a livelihood
resource to improve the concerned household livelihood activities
and ultimately improve their livelihood outcomes.

METHODOLOGY
Description of the Study Area
Description of Handeni District
The study was conducted in Handeni District where the customary land titling pilot programme was implemented in 2006.
Seven (7) villages of Mzeri, Sindeni, Kweisasu, Bongi, Nkale,
Mbuyuni, and Kwamkono were involved with a total population of 19 73737. Handeni District Council covers an area of
7,080 km2 and occupies the south-western part of Tanga Region.
The district is administratively divided into 7 divisions, 19 ward
and 112 registered villages and it lies between 4.9° – 6.0°S and
36.8° – 38.5°E and an altitude of between 600 and 1000 metres above sea level, the district has an average temperature of
28.8°C. The district experiences two rainy seasons per year (bi
– modal). Short rains fall between October – December and the
long rains between March and May. Average annual rainfall is
between 500–1000mm38.
The reason for selecting Handeni Districts for the study rests
on the fact that it was among the two pioneer districts (Mbozi
and Handeni) to be involved in the pilot project of the National
Property and Business Formalization Programme (populary known
as MKURABITA (Mkakati wa Kurasimisha Rasimali na Biashara za
PBFP And The implementation of The Village Land Law – Act No 5 Of 1999,
A participation Report of The MKURABITA Pilot Project in Handeni District, TAPHGO
(Tanzania Pastoralists, Hunters and Gatherers Organization), 2007.
38
URT, Handeni District Profile, 2013.
37

�104

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

wanyonge Tanzania) in Swahili. The above is not true for the other
districts of Tanzania, though some districts have started to practice
formalization of customary land rights by providing Certificate of
Customary Right of Occupancy. Likewise, even other districts that
are endowed with land in customary land tenure system do not have
such a great number of CCRO as those provided in Handeni District
1 007, Mbozi has about 300, Mbarali 250 CCROs and the rest of
districts has less than 100 CCROs issued so far39. These conditions
motivated a study which looks at the interdependence of formalization of customary land rights and rural livelihoods outcomes.
Research Design
The study adopted a cross-sectional research design whereby
data were collected at one point in time. According to Onwuegbuzie and Leech40, the cross-sectional research design is also cost
effective. Therefore, the choice of this design was based on the
ability to allow data collection that meets the study’s objectives
within the duration of the study and available financial resources.
In addition, a mixed-methods approach was chosen for gathering,
analysing, interpreting and validating results. A mixed method
research refers to a type of research, which combines elements
of quantitative and qualitative research approaches for the broad
purposes of breadth and depth of understanding and triangulation of information. Thus, instead of relying on just one method
such as quantitative or qualitative methods, both approaches were
employed to gather, cross-check, analyse and interpret data. By
39
A. Hart [et al.], Participatory Land Use Planning to Support Tanzanian Farmer
and Pastoralist Investment: Experiences from Mbarali District, Mbeya Region, Dar
es Salaam 2014.
40
A.J. Onwuegbuzie and N.L. Leech, On becoming a pragmatic researcher: The
importance of combining quantitative and qualitative research methodologies, „International journal of social research methodology”, 8(2005), no. 5, pp. 375–387.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

105

combining the strength of each method the research and its subsequent results are generally improved.
Study Population
The target population of this study was all households with
CCRO granted through the PBFP pilot project in Handeni District
and individuals without CCRO in the study villages. The strategy
of having respondents with and without CCRO was adopted to
capture the impact of CCRO on rural livelihood outcomes. Sindeni
WEO, VEOs in the four villages, District land Officer, village land
committee members (8; 2 from each village) and Extension Officers
(8:2 from each village) were included in the study as key informants
during In-depth Interviews to enrich information collected through
household survey questionnaires. Moreover, representatives from
formal financial institutions (FINCA, BRAC, Vision Fund, CRDB,
PSPF and NMB) were also included as key informants in the study
population, making a total of 32 key informants interviewed in the
study area. The study’s unit of analysis is the household.
Sample Size and Sampling Technique
The sampling unit was a household since the benefits and ownership of CCRO are shared within the household. The study employed a multi-stage sampling technique. From the main sampling
frame of 19 737 households the sample size of 188 households
has been obtained (details in Appendix 4). Then sampling fraction was computed and sub-samples compiled per village. Among
seven villages involved in the project, four villages were randomly
selected as the community is relatively homogeneous, followed
by stratified proportional random sampling across household with
and without CCRO sub-samples.
Based on the formula as pointed above 188 respondents were
to be surveyed and interviewed for the study but only 184 re-

�106

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

spondents were interviewed because it was difficult to meet all
the respondents as it was farming time for most of the household
members. According to Baker41, the sample size should range
from 30 to 60 respondents with 30 respondents being the minimum number of respondents. Nevertheless, the sample size of
184 respondents is satisfactory to run rigorous statistical analysis.
Stratified random sampling was used to select participants for the
focus group discussions (FGDs) across socio-demographic groups.
Then participants were organized in groups of eight to twelve
participants, however these respondents were not included in the
individual interviews; and a sum total of four (4) FGDs one from
each village were conducted.

Data Collection Methods and Tools
Nature and type of data
Both qualitative and quantitative data were collected. The
Sustainable Livelihood Framework (SLF) by DFID (1999) was
useful in determining the nature and types of data to be collected.
Different livelihood resources which are found in rural settings
together with livelihood strategies were identified. These are
natural resources, physical capital, economic capital and social
capital. However, more weight was given to livelihood strategies
that mostly depend on land as many people (66%) still rely on
agriculture42. Thus, data on crop cultivation and livestock keeping activities were gathered. Attention was also given to finan41
S.E. Baker, R. Edwards and M. Doidge, How many qualitative interviews
is enough?: Expert voices and early career reflections on sampling and cases in
qualitative research, 2012.
42
URT, 2012 Population and Housing Census: Population Distribution by
Administrative Areas. National Bureau of Statistics, Office of Chief Government
Statistician, 2012.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

107

cial capital, physical capital and human capital components of
livelihood resources. In respect to financial capital, data related
to income, savings and credit cooperation societies, village community banks, financial institutions, remittance and pensions
were gathered. Data on household annual income and asset
value were collected as estimated figures from the respondents.
However, social capital information was not collected due to
limited time. Likewise, off-farm income generating activities such
as petty trading, handcraft activities and the like were included.
Regarding natural capital, weight was given to land ownership
and its associated tenure security.
Data collection methods
Primary data were collected using a household survey questionnaire (Appendix I) with open and close-ended questions in
order to collect a wide range of information. The primary data
focused on households’ ownership of land with or without CCRO
and rural community livelihood outcomes. In addition, FGDs and
In-depth Interviews with key Informants were used to compliment
information on rural livelihood outcomes in terms of challenges
facing CCRO owners in improving their livelihood. The FGDs and
In-depth Interviews were guided by an FGD guide (Appendix II)
and In-depth interview guide Appendix III. Four FGDs were conducted, one for each village in the study area.
Data Analysis
Data analysis was mainly done using the Statistical Package
for Social Sciences (SPSS) Program. After data cleaning the data
was analysed. Multiple linear regression analysis model and Independent sample t-test were employed to capture information on
objective three of the study about the influence of CCRO on livelihood outcomes (household income) against the selected predictor

�108

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

variables between household with and without CCRO (Table 1).
Multiple linear regression was used in the study because the dependent variable household income is a continuous variable and
it was regressed against eight independent variables. Therefore,
based on the R2 of 0.410, this means that the independent variables entered in the model explained 41% of the variance in the
dependent variable. Descriptive statistical analysis was employed to
determine means, frequencies, and percentages on selected household’s characteristics. Reliability of the results obtained from the
qualitative data was checked by triangulation methods; whereby,
the same issue is checked or supplemented through different ways
to ensure authenticity. In addition to the above model, Independentsample t-test was used to compare estimated value of assets based
on the current prices owned between the two groups (household
with and without CCRO) independently. For objective one data
were analysed using Likert Scale while objective (ii) data were
analysed using descriptive statistics by establishing percentages
and frequencies.
Ethical Considerations
Respondents were entitled to privacy and confidentiality both
on ethical consideration and protection of their personal data. In
addition, respondent’s participation in the study was voluntary.
The research details were properly and clearly communicated to
each respondent before the interviews. Participants were informed
of their rights, assured of confidentiality and that their identity
would be kept anonymous throughout the interview and study
results unless well communicated and agreed upon between the
researcher and the respondent. Researcher entry to the District
followed administrative procedure set forth by the government
and by Sokoine University of Agriculture. Pre-arrangement was
made through the District Administrative Secretary’s (DAS) office,

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

109

District Executive Director, Ward Executive Officer (WEOs), Village
Executive Offices (VEOs) in the respective study areas. Hence,
the risk associated with improper entry and safety matters to the
researcher and respondents were adhered to.

RESULTS AND DISCUSSION
Socio-demographic Characteristics
of Respondents and Land Ownership
Household head’s age and land ownership
Study findings as presented in Table 1 show that the majority
(86%) and (84%) of the household heads with and without CCRO
group belong to the age group of 18–60 years respectively and
a few (14%) and (16%) in both groups were above 60 years of
age and the overall mean age of 44.6. The results suggest that the
majority of the household heads were in the active and productive
age group. According to URT43, about half (49%) of the Tanzania
population in the economically productive age range (15–64),
a substantial burden is placed on these people to support older
and younger members of the population.
Cross tabulation results of household head’s age groups with
average land size show that more than a half (51%) and (62%) of
land belongs to those above 60 years for both household heads with
and without CCRO respectively. This is because customary land
acquisition is mainly based on inheritance and therefore the active
age inherits land from their parents who are fewer generally but
yet they still own big chunks of land as compared to the younger
ones (i.e. those below 60 years). Moreover, results suggest that
since the aged own big chunks of land, this could be among the
43

Ibidem.

�110

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

other reasons why most of the land in the rural areas of Handeni
are not developed or are underutilized resulting into poor improvement of the rural livelihood outcomes. Similar observations
were reported by ILC44 in Mbozi Tanzania that the majority of land
owned by those aged 60 years and above were underdeveloped.
This observation was supported during the FGDs whereby a concern was raised about elders owning large pieces of land which is
also not fully utilized as quoted below;
“These elders own big chunks of land; however, they don’t use it
as whole and they don’t allow us to use their land for crop production
instead they want to sell it to people outside the village or from town”
(A 32 years old male FGDs participant Kweisasu village, 08/03/2016).
Table 1: Household head’s socio-demographic characteristics and land ownership
Households heads owning land with CCRO (n=92)
Characteristic

Categories Frequency

Average
land size
owned (acres)

Frequency Average
land size
owned(acres)

Household
head’s
age (years)

18–35
36–60
&gt;60

12(13)
67(73)
13(14)

14.9
10.4
69.5

9(10)
68(74)
15(16)

12.4
11.2
60.3

Household
head’s sex

Male
Female

74 (80)
18(20)

18
18

71(77)
21(23)

23
3.7

Married
Divorced
Single
Widow

57(62)
8(8.6)
12(13)
15(16.4)

21.8
5.2
33.4
6.1

68(74)
4(4.3)
12(13)
8(8.7)

22
4.6
20.1
3.5

Household size

1–4
5–8
&gt;8

22(23.9)
44(47.8)
26(28.3)

19.1
13.9
28.4

22(23.9)
49(53.3)
21(22.8)

25.5
14
25.6

Household
head’s
education level

No formal
Primary
Secondary
College

18(19.6)
70(76.1)
3(3.3)
1(1.1)

26.8
18.3
3.5
4

20(21.7)
58(63)
14(15.3)
—

18.8
21.4
8.5
—

Household
head’s
marital status

NB: Numbers in the brackets indicate percentage

A. Hart [et al.], Participatory Land Use Planning to Support Tanzanian Farmer
and Pastoralist Investment: Experiences from Mbarali District, Mbeya Region, op. cit.
44

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

111

Household head’s sex and land ownership status
The study findings show that male headed households (MHH)
were the majority (87%) and (77%) with and without CCRO
respectively as compared to females headed households (FHH)
(20%) and (23%) as shown in Table 1. According to URT45, in the
year 2011/12 FHH in Tanzania represented 22% of all households.
Generally, women who head households tend to be widowed, divorced or separated. A similar observation was made by Songoro46
in a study on west Usambara about land, forests and livelihood
in Tanzania whereby a total 254 household heads were randomly
sampled for investigation whereby about 80 % households were
headed by men, and 20% by women. In addition, Paaga47 in the
study about customary land rights in Ghana observed that more
than two third (68%) of the household heads owning land were
males.
Results from cross tabulation of a household head’s sex and
land ownership status in terms of CCRO ownership show that most
(96%) and (78%) of land in households with and without CCRO
respectively was owned by MHHs as compared to FHHs (14%) and
(22%) respectively. Results further show that generally over three
quarters (80%) of land was owned by MHHs while only 20% of
land is owned by FHHs. Similar results were observed by EFG48
URT, 2012 Population and Housing Census: Population Distribution by
Administrative Areas. National Bureau of Statistics, Office of Chief Government
Statistician, 2012.
46
A.E. Songoro, Land scarcity, rural livelihoods and forest management in
West Usambara, Dissertation: Giessen University 2014.
47
D.T. Paaga and G. Dandeebo, Customary land tenure and its implications
for land disputes in Ghana: Cases from Wa, Wechau and Lambussie, „International
Journal of Humanities and Social Science”, 3(2014), no. 18, pp. 263–270.
48
Baseline survey of female entrepreneurs in Temeke, Kinondoni and Ilala districts
of Dar es Salaam, Tanzania, Dar es Salaam, 2009.
45

�112

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

that land ownership by women in households was a problem,
of all female respondents only 9.2% of respondents owned land
individually and 10% owned land jointly with their spouses and
or other household members. It was clear that ownership of land
by women, either individually or jointly, was low49. The above
results suggest that FHHs were adversely affected in terms of
control to land, hence, most of them continue to remain in the
poverty vicious cycle trap with poor livelihood outcomes. On the
other hand, women in the households headed by males may not
necessarily be poor but their face a similar challenge with FHHs
when it comes to control over land50.
Results from the study suggest that although formalization of
customary land rights promotes land ownership to vulnerable
groups, the challenge of control over land still holds. Generally,
males inherit land from their parents based on the patriarchal system practiced in most African countries, including Tanzania. Land
is simply divided between male heirs who enjoy full rights on such
lands and who may then dispose of it to any one at any time. Land
in most of the households is said to be owned by members of the
household or jointly owned by married couples based on verbal
terms and in case of marriage break up or divorce most women
lose access and control over the land, this observation coincides
with what had been observed by Navrotzki51 in the a study about
rural livelihood and access to natural capital in Madagascar. During the FGDs a concern was raised about male dominance in land
ownership as shown below;
Ibidem.
D.T. Paaga and G. Dandeebo, Customary land tenure and its implications...,
op. cit.
51
R.J. Nawrotzki, L.M. Hunter, and T.W. Dickinson, Rural livelihoods and access
to natural capital: Differences between migrants and non-migrants in Madagascar,
„Demographic research”, 26(2012).
49
50

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

113

“Generally land is owned and shared between husband and wife
when love is sweet, but when love turns bitter and the woman gets
divorced, land remains in the hands of the greedy men. I am now
happy after my name was included on the land certificate (referring
to the CCRO). I hope that whatever happens I will still own the land
together with my ex-husband”.
(A 54 years old female FGDs participant at Mbuyuni village
05/03/2016).

CCRO provides a formal and legal binding agreement between
household members in terms of land ownership. The PBFP pilot
project through CCRO has promoted gender mainstreaming on
matters pertaining to land ownership across gender categories
in the study villages. Table 2 shows a picture of participatory
mapping of gendered rural livelihood resources ownership and
decision making regarding use of such resources at Kweisasu
village only in Handeni District52. Table 2 analysis for one village only (Kweisasu) shows that men own and decide on the
use of houses, farms, radio, bicycle, cattle and the farm harvest
while women own only chickens. Again, men decide on the use
of all such livelihood assets they own, only labour seems to be
shared equally across gender categories53. Land ownership under CCRO scheme provides an avenue for women to formally
own land and ultimately own what is upon that land; house,
crops and animal grazing areas. This implies that most of the
household socio-economic resources are controlled by males.
Therefore, use of such resources depends on males priorities of
which in most cases marginalize the needs of the women and
other vulnerable groups in the household thus adversely affecting women’s well-being.
URT, Handeni District Profile, 2013.
URT, National Strategy for Growth and Reduction of Poverty: Poverty and
Human Development Report, 2011.
52
53

�114

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

Table 2: A gendered analysis of livelihood assets ownership and power for decision
making to use such assets
Livelihood asset

Who Owns

Male

Female

Male

House

V

V

V

V

Land

V

V

V

V

Farm

V

V

V

V

Cows

V

V

V

V

Goats

V

V

V

V

V

V

V

Chicken

Female

Male

Who decides on use

V

Female

V

Bicycle

V

V

V

V

Radio

V

V

V

V

8(88)

8(50)

8(50)

Total scores

1(12.5)

7(87.5)

1(12)

NB: Numbers in the brackets indicate percent

Source: Data from village file (Opportunities and Obstacles to development Programme (O&amp;OD)
at Kweisasu village, 2012.

Household head’s marital status and land ownership
The study findings in Table 1 show that more than a half (62%)
and (74%) households’ heads with and without CCRO respectively
were married couples while only (38%) and (26%) were not married (divorced, single, widows, widower). According to URT54, in
Tanzania Mainland, the percentage of adults who are married or
living together has declined from about 60% in 2007 to about 57%
in 2011/12. Results of the study indicate a low number of separations which suggest that the majority of families are intact across all
the four villages in the study area. Findings on the comparison of
land ownership reveal that married couples own the largest part of
URT, 2012 Population and Housing Census: Population Distribution by
Administrative Areas. National Bureau of Statistics, Office of Chief Government
Statistician, 2012.
54

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

115

the land (70%) and (84%) of households with and without CCRO.
These findings suggest that the majority of the respondents were
married couples and they are at the productive age, hence the need
to inherit land from the grandparents. Since all the households had
an equal chance in the pilot project to acquire CCRO then, study
results suggest that the majority of the village population consists
of married couples as compared to other marital status groups.
Similar results were observed by Foukona55 in the legal aspects
of customary land Administration in Solomon Islands, whereby
71% of respondents were married couples among which 64% and
45% of the households had CCRO and without CCRO respectively.
Again literature56 found that during marriage separation or death of
a husband, land that is jointly owned by both married couples using CCRO provides legal opportunity for women to have access and
control over the land for their well-being. The results of this study
together with other authors observation emphasize the importance
of CCRO towards women and other vulnerable groups well-being
with regard to access and control over land.
Household head’s education level and land ownership
Results in Table 1 show that majority (80.4%) and (78.3%) of
all household heads with and without a CCRO had formal education (primary, secondary and college) while a few (19.6%) and
(21.7%) respectively had no formal education. Moreover, results
show that a large part of land (72%) and (63%) was owned by
the household’s heads with primary education for both categories. This result suggests that literacy level in the study area is
higher as compared to the National literacy level of 65.9 in rural
J.D. Foukona, Legal aspects of customary land administration in Solomon
Islands, „Journal of South Pacific Law”, 11(2007), no. 1, pp. 64–72.
56
Ibidem; F.N. Lugoe, Tanzania’s Experience in Land Administration..., op. cit.;
D.T. Paaga and G. Dandeebo, Customary land tenure and its implications..., op. cit.
55

�116

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

areas in 201057. Generally, literacy is believed to be an important
aspect in livelihood strategies, activities and its associated outcomes. Knowledge associated with primary education level has
been observed to promote wise use of natural resources and its
associated property rights of which land is of utmost importance
livelihood resource.
The results further suggest that the majority of the population
in the study area have accessed formal education. The slight difference in ownership of CCRO among formal education household
heads is due to PBFP pilot project procedure in provision of CCRO
which provided an equal chance to all household’s heads to acquire CCRO. According to Jeannette et al.58, a household head’s
education level is one of the important demographic characteristics
which influences the choice and good performance of a livelihood
activity. Literate households are expected to easily access financial
capital in the form of rural credit. Again literate households are
expected to easily adopt new innovations and therefore, increasing
probability of improving their livelihood outcomes as compared
to their non-formal educated household heads.
Household size and land ownership
Results presented in Table 1 show that about half (48.8%)
and (53.3%) of all the household heads with and without CCRO
interviewed had 5-8 household members (medium household
size) while the rest 52.2% and 46.7% had 1 to 4 and more than
8 household members. The results also revealed that population
in the study area had an average household size of 6 members per
URT, National Strategy for Growth and Reduction of Poverty: Poverty and
Human Development Report, 2011.
58
V. Jeannette, A. Notenbaert, S. Moyo, and M. Herrero, Household livelihood
strategies and livestock benefits dependence in Gaza province of Mozambique, „African Journal of Agricultural Research”, 6(2011), no. 3, pp. 560–572.
57

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

117

household. Similar results have been observed by Songoro59 in
a study about Usambara forest and livelihood outcomes whereby
out of 254 study respondents (67%) had average household
size of 6 and above with average household size being 7. The
study results suggest that households in the study area had
higher household size as compared to average household size
of 5 members of the Tanga Region and 5.3 household members
of the rural Tanzania60. These results imply land ownership is
not directly related to household size but household size is an
important household economic characteristic. This is based on
the fact that the larger the household size the higher the need
for more resources especially land and possibly improved technologies to allow intensification of agriculture production as an
important livelihood resource.
In addition to the above, results show that there is a slight
difference in the number of respondents owning land with CCRO
across household size categories; low (1-4), medium (5-8) and
high (9 and above) own land around one third to each category,
i.e.24%, 34%, 42% with CCRO respectively. A sSimilar observation was revealed in the household heads without CCRO that
household size categories: low (1-4), medium (5-8), high (9 and
above) own land about one third to each category (31%), (39%)
and (30%) respectively. The study result suggests that household
size has little influence on land ownership but it is an important
demographic characteristic for assessment of household livelihood
strategies, activities and outcomes61.
59
A.E. Songoro, Land scarcity, rural livelihoods and forest management in
West Usambara, op. cit.
60
URT, 2012 Population and Housing Census: Population Distribution by
Administrative Areas. National Bureau of Statistics, Office of Chief Government
Statistician, 2012.
61
S. Batterbury, Sustainable livelihoods..., op. cit.

�118

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

Household Socio-economic Characteristics
and Land Ownership
Household occupation and land ownership
In the study villages main occupations observed were crop production, livestock keeping, businesses, government employment,
bodaboda operators as shown in the Table 3. The majority (73% and
67.9%) of the household heads with and without CCRO respectively
engaged in crop production. Considering livestock keeping and crop
production together as agriculture, this made the majority’s main occupation to be agriculture in the households with and without CCRO.
The rest of the respondents engage in business and other types of
occupation such as formal employment and petty businesses as their
source of income. According to URT62, more than two thirds (66%)
of the rural Tanzanians depend on agriculture as the main employer
and source of income. The study result indicates that agriculture is
the main rural employer for the majority of the population in the
study area and source of income for their livelihood. Moreover, the
relationship between household head’s occupation and land ownership are as shown in Table 4, the majority of household heads with
(70.1%) and without (65.5%) CCRO respectively own land under
crop production and livestock keeping.
The results suggest that a large part of land is owned by
households engaging in agricultural related activities. In addition, the PBFP pilot project mainly aimed at providing CCRO
to farms rather than land for other uses such as settlement.
A similar observation was made by Mwangi63 in the study about
URT, 2012 Population and Housing Census: Population Distribution by
Administrative Areas. National Bureau of Statistics, Office of Chief Government
Statistician, 2012.
63
L.H. Mwangi, Processes of Large-Scale Land Acquisition by Investors: Case
Studies from sub-Saharan Africa, Sussex 2011.
62

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

119

process of land acquisition by large scale farmers in Sub-Saharan
Africa, whereby it was revealed that over three quarter (76%)
of land in Sub-Saharan Africa is owned by households engaging
in agricultural activities.
Table 3: CCRO ownership and socio-economic characteristics of respondents
(n=184)
Characteristic
Occupations Business and other
occupations
of HH

Without CCRO
With CCRO

5(5.4)
2(2.2)

2 (2.2)
0 (0)

7(3.9)
2(1.2)

Without CCRO
With CCRO

3(3.2)
3(3.2)

—
—

3(2)
3(2)

Crop production and Without CCRO
livestock keeping
With CCRO

16(17.4)
16(17.4)

4 (4.4)
3 (3.2)

20(10.9)
19(10.9)

Crop production

Without CCRO
With CCRO

60(65.2)
65(70.7)

2(2.2)
3 (3.2)

62(67.9)
68(73)

Female

Without CCRO
With CCRO

18(19.5)
12(13)

3(3.2)
—

21(22.8)
12(13)

Male

With CCRO
Without CCRO

84(91.3)
56(60.8)

3(3.2)
8 (8.6)

87(94)
64(69)

Livestock keeping

Sex of HH

Access to credit
Land ownership No (n=92) Yes (n=92)

NB: Numbers in the brackets indicate percentage

Respondent’s Perception on CCRO
and Community Livelihood Outcomes
Respondent’s perception on land ownership and CCRO issues
were determined by computing mean and percentages of respondent’s perception on selected characteristics shown in Table 4 using
a five summative Likert scale analysis. Overall results show that
both groups (household heads with and without CCRO) recognize
the importance of CCRO in their livelihood. Specifically, more
than a half (61%) had a positive perception on the role of CCRO
in improving tenure security, decreasing land conflicts, enhancing vulnerable groups, land ownership, promoting awareness on

�120

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

land administration and enhancing community’s participation in
decision making regarding land. A minority (15%) had a negative
perception on CCRO; they thought that CCRO could enable them
to access credit, an aspect which was not realized since inception
of CCRO in the study area.
In addition, the other 24% of the respondents had a neutral
perception on CCRO which suggests that other community members
with and without CCRO lack awareness on the potential values
of CCRO on their livelihood. These results suggest that formalization of customary land rights does not always result into positive
economic benefits in the modern market as postulated by de Soto
but it depends on the environment and the actors involved. Again,
literature64 studies done in Tanzania, Peru, Kenya and Ghana respectively show mixed results on the de Soto argumentation. These
imply that environment and actors involved differ and ultimately
outcomes of such land formalization differ and therefore the need
for creating enabling environment for de Soto’s argumentation to
work in the study area.
Households’ perception on CCRO
and access to financial services
The majority (93.5%) and (83%) of household heads with and
without CCRO respectively, strongly disagree that CCRO promote
economic investment through more access to financial services. In
addition, the existing land conflicts deter financial institutions to
offer loans in rural areas using land as collateral. The slight dif64
O.M.L. Kosyando, Mkurabita and the Implementation of the Village Land
Law-Act No 5 of 1999, TAPHGO, Arusha, Tanzania, http://www. tnrf. org/files/e
info_taphgo_report_on_mkurabita_Handeni_land_registration_0. Pdf, 2007;
C.B. Kerekes and C.R. Williamson, Propertyless in Peru, even with a government
land title, op. cit., pp. 1011–1033, 2010; D.T. Paaga and G. Dandeebo, Customary
land tenure and its implications for land disputes in Ghana..., op. cit., pp. 263–270.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

121

ference between the two groups was based on the fact that both
groups had not accessed financial services using land as collateral
despite other households having CCRO.
On the other hand, a minority (6.5%) and (17.4%) of those
with and without a CCRO agreed thatownership of CCRO promoted economic investment since they accessed credit from the
formal financial institutions. This observation is contrary to what
was expected from the PBFP program which believed that formalization of customary land rights could enable land owners
to access credit and promote economic investment. According to
a study done in Ghana by Paaga65, it was shown that ownership
of a CCRO promoted access to credit whereby more than a third
(38%) of the households with a CCRO accessed credit in formal
financial institutions.
Table 4: Surveyed household’s perception on CCRO impact to rural livelihood
outcomes (n=92)
Statement

HH owning
land
with a CCRO

SD

CCRO promoted access
to financial services

Yes
No

76(83)
86(93.5)

CCRO decreased land
conflicts

Yes
No

0(0)
3(3)

CCRO maintained
traditional land tenure

Yes
No

CCRO ownership promoted Yes
land tenure security
No

D

4(4)
0(0)

13(14) 15(16) 56 (61)
6(6.5) 10(10.9) 70(76.6)

8(9)
3(3)

10(11)
11(22)

Yes
No

6(6.5)
0(0)

4(4)
0(0)

CCRO enhanced community Yes
awareness on land
No

0(0)
0(0)

5(5.4)
26(28.3

9(10)
12(13)
2(2)
0(0)

Ibidem.

2(2)
0(0)
4(4.3) 1(1.2)
76 (83)
81 (88)

4(4)
0(0)

8(9) 62(67.5) 12(13)
12(13) 80 (87)
0(0)
0(0) 66(71.7)
6(6.5) 81 (88)

NB: Number in brackets indicate percent.
SD-strongly disagree, D-disagree, N-neutral, A-agree, SA-strongly agree.
65

SA

0(0)
0(0)

5(5.4) 76(82.6)
0(0) 75(81.5)

0(0)
6(6.5)

A

12(13)
0(0)

0(0)
0(0)

CCRO enabled vulnerable
groups to own land

N

0(0)
0(0)

�122

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

Community perception on CCRO and land conflicts
Results of this study as indicated in Table 6. show that the majority (76.6%) and (61%) of respondents with and without CCRO
thought issuing of CCRO could decrease land conflicts in the study
area. However, a few (14%) and (6.5%) from the above groups
respectively argued that land conflicts still exist in the study area
despite issuing of the same. The study result suggests that in general
terms CCRO has positively contributed to minimizing land conflicts but not their eradication. The low percentage of respondents
reporting existence of land conflicts despite introduction of CCRO
pinpointed that among other reasons which cause land conflicts in
the villages is the government’s failure to properly administer land
laws and bylaws. This was emphasized by one of the male pastoralist
participant during one of the FGDs as pointed in the quote below;
“Village Land Use Plan (VLUP) and CCRO are good for our livelihoods. However, effectiveness will depend on whether VLUP bylaws
and CCRO will be respected by all stakeholders; village leaders, district
leaders, regional, national and all village dwellers; both farmers and
livestock keepers”.
A male FGDs participant at Bongi village, 10/03/2016).

The observation from the study suggests that land conflicts
exist in Handeni and Tanzania in particular. Conflicts over land
in many parts of Tanzania are to a large extent not related to
land scarcity or even ethnicity and political pressures as commonly reported in other countries such as Kenya, Somalia and
Rwanda66. Instead, land conflicts in Tanzania arise from what is
66
J.K. Nyerere, Freedom and a new world economic order, op. cit.; R.R. Simiyu,
Militianisation of resource conflicts: the case of land-based conflict in the Mount
Elgon region of western Kenya, Pretoria 2008, p. 80 (Institute for Security Studies
Monographs, no. 152); C. Médard, ‘Indigenous’ land claims in Kenya: A case-study
of Chebyuk, Mount Elgon district, Kenya 2010; M. Mghanga, Usipoziba ufa utajenga ukuta: land, elections, and conflicts in Kenya’s Coast Province, Nairobi 2010.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

123

called by FAO67 overriding interest; failure by government and
developing investors to take into account the needs of local people
(i.e. ignoring collective and customary rights over land of local
people); lack of adhering to procedures as stipulated in land laws;
corruptive behaviours and mismanagement by the government.
These factors are compounded by ineffective land use planning
that fails to accommodate different land users, inefficiency in
land administration as manifested in inadequate capacity to
plan, compensate, map and issuance of land to different users.
Also increase in human activities due to population increase
that outstrip the government’s capacity to render land services
a situation contributing into land conflicts. Similar challenges are
facing the community in the study area with regard to land conflicts, a situation which adversely affects rural livelihood outcomes,
since households will incur costs in terms of time and finances in
conflict resolutions. PBFP was formulated to curb this problem in
rural community to empower them with CCRO as a tool to minimize such problems.
Households’ perception on CCRO
and traditional land tenure
The study findings (Table 4) show that the majority (88%) and
(83%) of respondents with and without CCRO thought that CCRO
land tenure system does not maintain traditional land tenure system. The respondents pinpointed one main reason for the above
argument that traditional land tenure maintains land to the clan
lineage but CCRO promotes individualization on land ownership.
On the other side, a few (11%) and (22%) of the above respondents
respectively thought that CCRO could maintain traditional land
tenure system by protecting land ownership under clanship rather
67

FAO, Land tenure and rural development, Rome 2002.

�124

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

than individualization. These results suggest that formalization of
customary land rights promotes individualized ownership of land
rather than by the clan as in the case of traditional land system.
The same perception was observed by other scholars and experts
in Tanzania who challenge formalization of customary land rights
for example68.
The above have challenged the government’s formalization of
customary land rights, despite the argument that such changes
are in favour of the interests of rural poor Tanzanians. The duo
maintain that amendments in the land laws will compromise
the welfare of many citizens in the near future by leaving many
landless69. Similarly, although the formalization program (PBFP)
sounds good in terms of poverty reduction, a close examination
leaves a lot of doubt as to whether it would bear benefits to
the poor. Some scholars70 have also argued that “amendments,
especially those made in the land acts, were largely backed by
the World Bank which to a large extent favours liberalization
policies on land and a class of commercial farmers”71. The IMF/
World Bank’s agenda on land since 1980s has been to replace
customary systems with private land tenure system72. According
68
W. Olenasha, Reforming land tenure in Tanzania: for whose benefit, A study
prepared for Hakiardhi, Dar es Salaam, www. hakiardhi. or. Tz, 2005; P.K. Olengurumwa, 1990’s Tanzania Land Laws Reforms and its Impact on the Pastoral Land
Tenure, presented at the Pastoral Week, Arusha, 2010.
69
W. Olenasha, Reforming land tenure in Tanzania..., op. cit.
70
R.R. Simiyu, Militianisation of resource conflicts: the case of land-based conflict
in the Mount Elgon region of western Kenya, op. cit., p. 80; M. Mghanga, Usipoziba
ufa utajenga ukuta: land, elections, and conflicts in Kenya’s Coast Province, op. cit.;
L.H. Mwangi, Processes of Large-Scale Land Acquisition by Investors..., op. cit.
71
Ibidem.
72
P.K. Olengurumwa, 1990’s Tanzania Land Laws Reforms and its Impact on
the Pastoral Land Tenure’, presented at the Pastoral Week, op. cit.; P. Peters, Challenges in land tenure and land reform in Africa: An anthropological perspective,
Cambridge: Harvard University 2007.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

125

to the study results, people’s perception on the CCRO land tenure
system is that it destroys traditional land tenure. This concern
was also raised during key informant interviews as shown in the
quote below that;
“Formalization of customary land rights promotes more individualization of land rights and makes it easier to sell land rights to other
individuals as compared to the former traditional land tenure system.
CCRO has now promoted many individuals from outside the villages
and even districts to acquire large tracts of village land. This may
lead into some poor rural households to lose their land and remain
poor of the poorest landless people” (a female Key informant (land
officer) Handeni District Office, 16/03/2016).

Surveyed households’ perception towards
the socio-economic role of CCRO
Apart from understanding the general perception of people
on land issues it was also necessary to understand their perception towards the role of CCRO economically in terms of impact
on their livelihood. In this regard, mixed results (Table 5) were
observed. A considerable number of respondents (85.3%) saw
the indirect role of CCRO economically through enhancement of
tenure security which supports investment in agricultural activities. Study findings in Table 6 show that the majority (71.7%)
and (88%) of households who own land with and without CCRO
respectively agree that CCRO promotes land tenure security. On
the other hand, a few respondents (5.4%) and (28.3%) with and
without CCRO respectively do not see the importance of CCRO
in tenure security.
The above findings suggest that the CCRO tenure security is
important, however, it is not enough to convince everyone to see
the importance of CCRO on rural livelihood outcomes. Hence,
both tenure security benefits and the direct CCRO use value
should go hand-in-hand. Similar observation has been made by

�126

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

other authors’73 studies done in Tanzania; and Migot-Adhola74,
2012 in Kenya have revealed that households with CCRO who
accessed financial services using land as collateral have positively
influenced others to inquire CCRO for their land. This indicates
that households owning land without CCRO have been positively
motivated to obtain CCRO because of its use value.
Table 5: Likert scale analysis summary on overall surveyed household’s perception
on CCRO and rural livelihood outcomes (n=184)
Range

Percentage

Positive

Perception

21–30

61

Neutral

11–20

24

Negative

0–10

15

Contribution of CCRO to the Surveyed
Households’ Livelihood Outcomes
This section examines in detail the surveyed households’ livelihood outcomes using a multiple regression model and independent
sample t-test. The models are based on the hypothesis that some
household characteristics such as: sex, age, marital status, occupation, land size owned, ownership of CCRO, household size and
household head’s education level may have influenced household
livelihood outcomes. A sum total of eight independent variables
were used which are: sex, age, marital status, occupation, farm
size owned, ownership of a CCRO, household size and household
head’s education. All the above mentioned independent variables
were included in the models to determine their contribution to
F.N. Lugoe, Tanzania’s Experience in Land Administration..., op. cit; W. Olenasha, Reforming land tenure in Tanzania..., op. cit.
74
F. Place and S.E. Migot-Adholla, The economic effects of land registration on
smallholder farms..., op. cit.
73

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

127

the household livelihood outcomes especially household income
and accumulation of assets.
In addressing the above, a multiple linear regression model
was used. Before running the model, the dependent variable
(household income) and independent variables recorded at the
ratio level (farm size cultivated, household size, and age of the
household head in years) were checked for normality by computing
their distribution curves and checking the curves visually to find
whether they were skewed or not. The variables: household income,
farm size cultivated were found to be skewed; hence they were
transformed using base-10 Logarithm to normal distributions. The
transformed variables were used in the regression model together
with the other variables which were not transformed because they
already had normal distributions. Multi-collinearity was checked
by computing variance inflation factors (VIFs) and tolerances of
the explanatory variables. Multi-collinearity is an undesirable
situation which exists when some pairs of variables are so closely
related that if both such variables are included in the regression
equation, the resultant regression coefficients will be unstable75.
Tolerances below 0.1 imply multicollinearity and VIFs values that
are greater than 10 denote the presence of multicollinearity76.
Multiple linear regression results for average household income
are shown in Table 6. Therefore, based on the R2 of 0.410, this
means that the independent variables entered in the model explained 41% of the variance in the dependent variable. Among the
eight independent variables (household head’s sex, age, marital
status, education level, household size, land ownership status,
farm size and occupation) regressed against household income
A. Bryman, Social research methods. Place of publication not identified:
Oxford Univ Pr Canada, 2013.
76
S. Landau and B.S. Everitt, A Handbook of Statistical Analyses using SPSS,
2004.
75

�128

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

only three variables; household head’s age, marital status and
farm size for both household heads’ with and without CCRO were
positively significantat P≤0.05 and p≤0.1.
Generally, the above observation seems to suggest that households
with CCRO and those without CCRO had no significant differences
in terms of average annual household income, since having a CCRO
had no significant contribution on the household income. This is
because most of the household as indicated in the earlier sections
had not accessed credit and still financial literacy is very low in rural
areas. These findings are similar to what was observed by Lugoe77
in a study conducted in Uganda, Kenya and Zambia; whereby it
was reported that formalization of customary land rights had no
significant contribution on the rural livelihood outcomes where the
conditions for effective use of CCRO face a number of bottlenecks.
Table 6: Multiple linear regression analysis results for predictor variable influence
on household income
Unstandardized
coefficients
Predictor variable

(B)

S.E

Standardized
coefficients
(B)

T

Sig.

Tolerance

VIF

Sex of household head

2.98

2.213 0.836 0.665

2.151

0.736 1.532

Age of household head

0.004

0.012 0.001 0.657

0.075*

0.686 1.847

Education of household head

-0.978

1.078 0.867 0.443

0.851

0.363 1.568

Marital status of household
head

0.664

1.335 0.231 0.354 0.004**

0.791 1.345

Household size

0.155

0.075 0.352 0.664 0.008**

0.868 1.349

Household occupation

-0.425

0.342 0.256 0.376

0.257

0.686 1.954

Land ownership status
with or without CCRO

-0.161

0.154 3.234 0.762

0.531

0.774 1.232

0.222 2.111 0.123 0.001**

0.989 1.168

Farm size owned

0.586

NB: B=Coefficient, S.E=Standard Error, Sig.=degree of significance (p value), *=significance at
p=0.1, **= significance at p=0.05. R2=386, Adjusted R2=0.410, Standard Error of estimates=0.3405.
77

F. N. Lugoe, Tanzania’s Experience in Land Administration...,op. cit.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

129

According to the multiple linear regression results (Table 6),
a household head’s age was positively associated with an increase
in household income. An additional increase in one’s age meant
also more income. The main reasons could be the fact that 18 to
60 years of age comprises youth and mature productive adults.
Similar observations were made by Jayne et al78. These scholars narrated that ‘poverty reduction in countries where 70–80%
of the rural population draws their income from agriculture will
depend on the distribution of assets ‘in particular land’ across
age categories since households income are associated with the
age of the household head’s age. This observation was made
after conducting a study on smallholder income and land distribution in Kenya, Ethiopia, Mozambique, Rwanda and Zambia.
The study revealed existence of strong correlations between
landholding size, household head’s age, education levels and
household income.
Further to the above, study results show that farm size has
a positive and significant contribution to household income and
that households with small farm size in acres had lower incomes
as compared to households with larger farm size. The same kind of
argument is given by the Economic Commission for Africa (ECA)
that certainly most households who own small size farms have
limited potential to break out of poverty and that ‘an attempt to
address poverty in Africa should be centred on reinforcing the
rights of the poor people on land’79.
Marital status was also considered as an important household
head’s characteristic that influences household livelihood outcomes.
T.S. Jayne [et al.], Smallholder income and land distribution in Africa:
implications for poverty reduction strategies, „Food Policy”, 28(2003), no. 3,
pp. 253–275.
79
Land Tenure Systems and their Impacts on Food Security and Sustainable Development in Africa, Addis Ababa, 2004.
78

�130

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

Results as shown in Table 8 show that marital status was positively
and significantly (0.05) associated with a household’s income for
both household with and without CCRO. Similar observation has
been reported by URT80 in 2011/12 Household Budget Surveys (HBS)
that income poverty rate was higher for those who were separated
or divorced than in other categories of marital status; in 2007 HBS
a similar picture was seen for widows. Moreover, a study conducted
in Ethiopia by the African Union81 reported similar results that married couples had better household incomes as compared to other
marital status categories because of stable families and networking
among married couples as they complement each other.
Ownership of a CCRO and Household Assets
Estimated value of assets owned by households with and without
CCRO was compared. From the results of Levene’s test for equality
of the variance as shown in the Table 9 below the first line was
selected because the probability shown in Levene’s test was 0.140
which was not statistically significant and therefore obeyed the assumption of equal variance. Moreover, the results from the second
line (t-test equality of means) show that the probability at t-value
0.578 with 182 degrees of freedom and probability (p=0.578)
which was also not statistically significant. These results suggest
that there was no statistical difference between estimated values
of assets owned by household head’s with and without CCRO in
the study area. The population in the study area mostly depend
on agriculture for their livelihood and they have never accessed
credit which could probably improve agricultural productivity
URT, 2012 Population and Housing Census: Population Distribution by
Administrative Areas. National Bureau of Statistics, Office of Chief Government
Statistician, 2012.
81
Land policy in Africa: a framework to strengthen land rights, enhance productivity and secure livelihoods, Addis Ababa, 2009.
80

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

131

and ultimately asset accumulation. This could possibly explain
why both households with and without CCRO had no significant
difference in terms of asset accumulation.
Table 7: Independent sample t-test for the surveyed households assets values
based on ownership of a CCRO (n=184)
Asset
value

Levene’s Test
for equality
of variance
F

Sig.

t-test for equality of means

T

df

Sig.
Mean
Std Error
(2tad) Difference difference

Lower

Upper

Equal
2.199 0.140 -0.578 182
variances
assumed

0.564

-279663

483945 -1234528 675202

Equal
variances
not
assumed

0.564

-279663

483945 -1234682 675356

-0.578 177

Household head’s assets owned were again cross tabulated
between households with and without CCRO as shown in Table 8.
It was revealed that there were no significant differences between
the household head’s with and without a CCRO in all assets listed.
More than half (59%) and (52%) of the household head’s with
and without CCRO respectively had houses roofed with grasses.
Again, Table 10 shows that the majority (90%) and (88%) of the
household heads with and without CCRO respectively own furniture. While less than a quarter (12%) and (8%) household heads
with and without CCRO own a motorbike respectively. Moreover,
more than half (78% and 82%) of the household heads had a bicycle for transport respectively.
Further to the above, the study findings also show that only
a few, 10% and 11% of the household heads with and without
CCRO respectively, had solar system for electricity at least for
household lights and phone charging. In addition, only (2%) and

�132

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

(3%) of the household with and without CCRO respectively owned
a television set. These results (Table 8) show that there is no statistical significant difference between assets owned by household heads
with and without CCRO and therefore, ownership of a CCRO did
not make a significant difference in terms of household livelihood
outcomes, especially asset accumulation. These results suggest
that both households mentioned above face similar opportunities
and challenges with regard to accumulation of assets types despite
existence of CCRO. Households having a CCRO were expected to
use a CCRO to fetch some socio-economic benefits to enable them
to have better assets as compared to their counterparts, a reality
not realized.
Table 8: Surveyed household’s list of assets owned (n=184)
Asset

Household
heads with CCRO (%)

Household
heads without CCRO (%)

Bicycle

78

82

House with grass roof

59

52

Furniture

90

88

Cattle

33

45

Poultry

67

54

Radio

98

95

Motorcycle

12

8

Solar system

10

11

Television set

2

3

Factors Hindering the Surveyed Household’s
Use of Land for Improving Livelihood
Outcomes
The respondents to the study, both those with and without
a CCRO, identified six (6) factors hindering land owners in using

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

133

land as a tool for improving livelihood outcomes as presented
in the Table 9. Factors identified are: existence of land conflicts,
household male dominance on land ownership, lack of awareness
on micro-credit facilities available, poor knowledge on credit use
and management, lack of capital for better investment and poor
performance of the agricultural activities, in particular crop production. The majority (75%) and (68%) of households with and
without CCRO respectively, claimed lack of capital to initiate or
invest in agriculture as the main factor hindering improvement of
the livelihood outcomes. Study findings further show that more
than half (71%) of the respondents in the households without
CCRO claimed the existence of land conflicts as the second major
factor that affects their livelihood as compared to only a few (22%)
of respondents in the household with CCRO.
Findings from the current study are similar to a study conducted
in Namibia by Paaga82 where it was reported that land owners
who are also smallholder farmers in rural areas of Namibia are
mostly affected by lack of capital to invest and access credit in
formal financial institutions despite such lands being formalized
or not. According to URT83 (2012), about 36.2% of businesses’
main source of start-up capital were obtained from own savings.
One percent (1%) of the household members involved in business
in Tanzania Mainland secured loans from financial institutions for
starting their business.
In addition to the above, results in Table 9 show that about a half
(48%) of the respondents in households without CCRO argued that
male dominance on land ownership is a stumbling block to households break out of poverty, as compared to under a third (28%) of
D.T. Paaga and G. Dandeebo, Customary land tenure and its implications...,
op. cit.
83
URT, 2012 Population and Housing Census..., op. cit.
82

�134

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

the respondents in the households with CCRO who pointed out
that male dominance in land ownership is still a problem towards
households livelihood improvement. This result implies that in both
groups male dominance hinders household economic activities and
hence blocks efforts to achieve better household livelihood outcomes. Widows and orphans are being dispossessed of their lands
after the death of the male head of household. Under customary
practice, a widow rarely inherits land upon her husband’s death,
as the land (and oftentimes the family’s livestock, furniture, and
all productive assets) is reclaimed by her husband’s family, goes
directly to her adult sons, or is held in trusteeship by the widow
or by uncles and other male relatives until her sons are of age. In
the past, widows were usually allowed to continue to live on the
land of their husband’s family for the rest of their lives, or until
they remarried. This also emerged during key informant interviews
as shown in the quote below;
“I own land together with my husband about 20 acres. Last year
I wanted to use CCRO to access credit from NMB to start poultry
project for our household, but my husband refused without giving
any reason and he said he doesn’t want to hear about it again. Or else
he is going to remove my name from our CCRO”.
(A 40 years female participant, Sindeni village, 16/03/2016).

In addition, some literature, a study on “Rural livelihoods and
access to natural capital in Madagascar and the Poverty Institute84,
have reported that male dominance over resources especially land
is currently declining due to increase in literacy level and women
involvement in socio-economic activities. This has enabled women
to acquire assets or resources of their own and in case of joint ownership, they inquire a formal and legal ownership as exemplified
by land rights ownership through a CCRO.
R.J. Nawrotzki, L.M. Hunter and T.W. Dickinson, Rural livelihoods and access to natural capital, op. cit.
84

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

135

Table 9: Factors affecting land owners in Handeni District (n=184)
Factor

Household
Household
head’s with CCRO (%) head’s without CCRO (%)

Lack of capital to invest

75

68

Existence of land conflicts

22

71

Male dominance on land ownership

28

48

Low financial management education

86

88

Lack of awareness on micro-credit
available

23

25

Poor performance of agriculture

69

58

Table 9. in addition shows that more than three quarter (86%)
and (88%) of the respondents in the households with and without
CCRO respectively correspond with the claim that low access to
financial services in rural areas hinders household improvement of
livelihood outcomes. The increasing microfinance services provided
by SACCOS, micro-credit organizations (VICOBA, SEDA, BRAC)
and mobile phone banking provide a window for rural communities to access financial services but yet not enough to access higher
loans for bigger investment especially in the agricultural sector.
For example, according to URT85 SACCOS provided about 0.5%
of loans in rural areas. A similar observation made by Songoro86
shows that the number of credit facilities operating in Handeni
is low and many villagers are not aware of their existence. For
instance, only (23%) and (25%) of households with and without
CCRO respectively were aware of the existence of local credit facilities such as Savings and Credit Cooperative Societies (SACCOS)
and the Village Community Bank (VICOBA). Also, the financial
capacities of these facilities in terms of providing loans are thin.
Thus, they have not managed to assist a large section of the com85
86

URT, 2012 Population and Housing Census..., op. cit.
A.E. Songoro, Land scarcity, rural livelihoods..., op. cit.

�136

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

munity. The situation is compounded by lack of bank facilities in
this area, currently the whole Handeni District is served by one
bank – the National Microfinance Bank (NMB) which has a branch
operating in Handeni town.
The current study also aimed at understanding the willingness
of the community to borrow from credit facilities if such opportunities are introduced. More than three quarters (86%) and (88%)
respondents in households with and without CCRO respectively
showed interest to borrow money. However, they were suggesting
proper education to be given to them first before being given such
credit. These results suggest that lack of financial management education is a major factor that hinders household’s access to financial
services using land as collateral. A similar observation was made by
Sumberg87, whereby it was reported that majority 68% respondents
did not only have low financial literacy, lack of entrepreneurial spirit
but also the fear to lose their possessions were found to be among
other factors that hinder youth from accessing credit in formal financial institutions. On the other hand, CLKnet88 in the study about
“Access to finance by majority of Tanzanians: a dream or reality?”
whereby it was reported that there was an increase in women access to financial services in the VICOBA schemes. The findings from
the study show thatwomen revive their entrepreneurial spirit when
they are together in a group and the training received before given
credit equips them with financial literacy.
Finally, study findings in Table 9 show that over half (69%) and
(58%) of the respondents for both households with and without
CCRO respectively claimed that the low agricultural productivity
was among the major factors that result into poor livelihood outJ. Sumberg [et al.], Young people..., op. cit.
Access to Finance by Majority of Tanzanians: A Dream or a Reality?, CLK.
net, Audience Forum Report Number 8.
87
88

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

137

comes. The low productivity and unreliability of agricultural activities (90% of rural agriculture is rain fed and rainfall is unreliable)
were claimed to be among the many factors deterring financial
institutions to offer credit in agricultural investments. According
to CLKnet89, other factors that hinder financial institutions to offer
credit for agricultural investment include: challenges of market
for agricultural produce, low prices of agricultural produce, poor
infrastructures for transport and communication networks from the
farms to the market and poor technologies on agricultural produce
processing and storage. On the other hand, Sumberg90 reported that
higher interest rates provided by the financial institutions deter
farmers to access credit for agricultural investment. These studies
above suggest that there is a gap between farmers, government,
other development partners and financial institutions that needs
to be filled for rural livelihood improvement.

CONCLUSIONS AND RECOMMENDATIONS
Conclusions
The general objective of the study was to explore formalization
of customary land rights and rural livelihood outcomes in Handeni
District. Based on the findings of the study it is concluded that
people’s perception on formalization of customary land rights has
been proved to improve land security of tenure as land rights are
being formally registered, decrease land conflicts, enable vulnerable
groups to some extent own and access land as a livelihood resource,
and enhanced community awareness on matters pertaining to land
administration and management. On the other hand, it is further
89
90

Ibidem.
J. Sumberg [et al.], Young people..., op. cit.

�138

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

concluded that formalization of land rights did not promote economic
investment, access to financial services and traditional land tenure
system. It can also be concluded that males (men) still dominate
land ownership in the study area. Women and other vulnerable
groups face a chronic problem of deprivation from access to land
which is a major livelihood resource. This is because in customary
land system land ownership is through inheritance and it is the male
children who inherit land from their parents. Therefore, formalization of customary land rights simply formalizes male dominance on
land ownership and women continue to suffer from gender specific
poverty and remain in the poverty viscous cycle trap due to lack of
control of the most important means of production (land).
The study further concludes that formalization of customary
land rights had no statistically significant influence on household’s
income and asset accumulation. Despite ownership of CCRO the
majority of the household heads had low access to financial services
and hence low economic investment and ultimately poor livelihood
outcomes. Lastly, it is concluded that despite its benefits mentioned
in the earlier chapters, formalization of customary land rights and
rural livelihood outcomes in the study area faces a number of challenges which include: existence of land conflicts among land users,
lack of capital for investing in agriculture, male dominance on land
ownership, low financial management education, lack of awareness
on microcredit available and poor productivity of agriculture.

Recommendations
Based on the study’s findings and discussions, the following are
recommended in order to improve the influence of formalization
of customary land rights on rural livelihoods in Handeni District.
1) As observed from the current study, lack of capital for agricultural investment was identified as the most serious constraint to

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

139

land owners in both households with and those without CCRO
in achieving livelihood outcomes. Therefore, it is recommended
that the government and other development partners need to
conduct research and come up with suitable and affordable
capital support schemes in Handeni District such as VICOBA
and other related schemes.
2) The study results revealed that existence of land conflicts
hinder improvement of rural livelihood outcomes since households incur costs in terms of time and finances in land conflicts
resolutions. Moreover, land conflicts hinder intensive and
extensive agricultural investments. Therefore, it is recommended that the village government, district authorities, central government, other land stakeholders and the community
at large, work together to minimize land conflicts in Handeni
District.
3) Observation from the current study shows that male dominance
on land ownership and access is among the stumbling block
towards household livelihood outcomes improvement. To ensure that the government at all levels will advance individual
interests and promote equal opportunity for all members of
society, vulnerable groups should be encouraged to be granted
the right of occupancy on land in separate certificates (CCRO)
from other household/clan members.
4) Lastly, it is further recommended that formalisation of customary land rights should be encouraged as it pointed out earlier
that CCRO promotes land tenure security and still holds the
potential for accessing the modern market capital.

REFERENCES

Antonio D., United Nations Human Settlements Programme, and International Institute of Rural Reconstruction, Eds., Handling land: innovative

�140

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

tools for land governance and secure tenure. Nairobi: United Nations
Human Settlements Programme (UN-Habitat), 2012.
Atwood D.A., Land registration in Africa: The impact on agricultural production, „World development”, 18(1990), no. 5, pp. 659–671.
Fairley E.C., Upholding Customary Land Rights through Formalization?
Evidence from Tanzania’s Program of Land Reform, Minneapolis 2013.
Foukona J.D., Legal aspects of customary land administration in Solomon
Islands, „Journal of South Pacific Law”, 11(2007), no. 1, pp. 64–72.
Franco J.C., Making land rights accessible: Social movements and politicallegal innovation in the rural Philippines, „The Journal of Development
Studies”, 44(2008), no. 7, pp. 991–1022.
Jayne T.S. [et al.], Smallholder income and land distribution in Africa:
implications for poverty reduction strategies, „Food Policy”, 28(2003),
no. 3, pp. 253–275.
Jeannette V., Notenbaert A., Moyo, S. and Herrero M., Household livelihood strategies and livestock benefits dependence in Gaza province of
Mozambique, „African Journal of Agricultural Research”, 6(2011),
no. 3, pp. 560–572.
Kerekes C.B. and Williamson C.R., Propertyless in Peru, even with a government land title, „American Journal of Economics and Sociology”,
69(2010), no. 3, pp. 1011–1033.
Lugoe F.N., Tanzania’s Experience in Land Administration and Land Policy,
„The Guardian Series”, 2007.
Lyons M., Pro-poor business law? On MKURABITA and the legal empowerment of Tanzania’s street vendors, „Hague Journal on the Rule of Law”,
5(2013), no. 1, pp. 74–95.
Maxwell D. and Wiebe K., Land tenure and food security: Exploring dynamic
linkages, „Development and Change”, 30(1999), no. 4, pp. 825–849.
Médard C., ‘Indigenous’ land claims in Kenya: A case-study of Chebyuk,
Mount Elgon district, Nairobi 2010.

�FORMALIZATION OF CUSTOMARY LAND RIGHTS ON RURAL...

141

Mghanga M., Usipoziba ufa utajenga ukuta: land, elections, and conflicts
in Kenya’s Coast Province, Nairobi 2010.
Mwangi L.H., Processes of Large-Scale Land Acquisition by Investors: Case
Studies from sub-Saharan Africa, Sussex 2011.
Murthy R.V., Political economy of agrarian crisis and subsistence under
neoliberalism in India, „The Nehu Journal”, 11(2013), no. 1, pp. 19–33.
Nawrotzki R.J., Hunter L.M., and Dickinson T.W., Rural livelihoods and
access to natural capital: Differences between migrants and non-migrants
in Madagascar, „Demographic research”, 26(2012).
Njogu J.G. and Dietz T., Land use and tenure: entitlement rights for
community-based wildlife and forest conservation in Taita Taveta,
Nairobi 2006.
Nyerere J.K., Freedom and a new world economic order: a selection from
speeches, 1974–1999, Dar es Salaam 2011.
Onwuegbuzie A.J. and Leech N.L., On becoming a pragmatic researcher:
The importance of combining quantitative and qualitative research
methodologies, „International Journal of Social Research Methodology”, 8(2005), no. 5, pp. 375–387.
Paaga D.T. and Dandeebo G., Customary land tenure and its implications
for land disputes in Ghana: Cases from Wa, Wechau and Lambussie,
„International Journal of Humanities and Social Science”, 3(2014),
no. 18, pp. 263–270.
Place F. and Migot-Adholla S.E., The economic effects of land registration
on smallholder farms in Kenya: evidence from Nyeri and Kakamega
districts, „Land Economics”, 74(1998), no. 3, pp. 360–373.
Poteete A.R., Analyzing the politics of natural resources: from theories
of property rights to institutional analysis and beyond, in: Environmental Social Sciences: Methods and Research Design, eds. I. Vaccaro,
E.A. Smith, and S. Aswani, Cambridge 2010, pp. 57–79.
Razavi S., Engendering the political economy of agrarian change, „The
Journal of Peasant Studies”, 36(2009), no. 1, pp. 197–226.

�142

Napoleon Saulos Mlowe, Justin K. Urassa

Simiyu R.R., Militianisation of resource conflicts: the case of land-based
conflict in the Mount Elgon region of western Kenya, Pretoria 2008
(Institute for Security Studies Monographs, no. 152).
Smyth R., Exploring the usefulness of a conceptual framework as a research tool: a researcher’s reflections, „Issues in educational research”,
14(2004), no. 2.
Wanyama M., Mose L.O., Odendo M., Okuro J.O., Owuor G., and Mohammed L., Determinants of income diversification strategies amongst rural
households in maize based farming systems of Kenya, „African Journal
of Food Science”, 4(2010), no. 12, pp. 754–763.

�Chapter 4.

MACIEJ ZĄBEK

UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE
ABOUT JULIUS NYERERE SOCIALISM
ABSTRACT

This article is devoted to the history and specific character of Tanzanian socialism and the opinions of the contemporary Tanzanians on
the rural Ujamma communities which were to constitute the basis for
the future development of their society. The paper was written based on
short ethnographic research of the selected group from among Iringa
University students and inhabitants of the neighbouring villages. The
cited accounts from the interviews illustrate ambiguous opinions of
the interlocutors on the topic in question. Despite the consensus on the
negative economic impact of the very project, the interlocutors defend
its social advantages. The main reason of such a standpoint seems to be
the dissatisfaction with the current socio-political situation, unemployment, extremely high prices and primarily the increasing social anomie,
family dissolution and decay of traditional values.

Introduction
The word ujamaa stemming from the Swahili1 language is a term
defining the Tanzanian model of socialism formed in the 1960s by
MACIEJ ZĄBEK – Institute of Ethnology and Cultural Anthropology
University of Warsaw.
Ujamaa, from Swahili u- ‚condition, quality’; jamaa ‚family’, from Arabic.;
the term introduced by the President Julius K. Nyerere in his book Uhuru na
Ujamaa ‚Freedom and socialism’, Nairobi, 1968.
1

�144

Maciej Ząbek

the former Tanzanian President Julius Nyerere2 and based mainly
on agricultural cooperatives. During my last visit to Tanzania in
20153 I had the opportunity to convince myself that memory about
that regime called „the system of social justice” was still alive both
among the older and younger generations of Tanzanians and was
the core subject of their discussions. The system, which was to
lead to modernisation and guarantee justice, safety and political independence of the country, despite common awareness of
its shortcomings, still evokes a great deal of genuine sentiment
among people regardless of their education, age and ethnic identity.
Thus, I would like to dedicate this paper to recollecting the history
and the specific character of Tanzanian socialism by referring to
relevant accounts of contemporary inhabitants of this country in
this regard. Their accounts may be also interesting for the Polish
readers who have their own recollections from the socialist period.
How is it possible that people still miss and recollect with sentiment the times of socialism or communism which have always
meant the systems of Economics of Shortage4 while for many years
2
Julius Kambarage Nyerere (1922-1999), the founder of the Tanzanian
country and its president between 1964–1985, an ideologist of the concept of
the African socialism, a Servant of God in the Catholic Church.
3
In February, 2015 I participated in the Polish-Tanzanian conference devoted
to the idea of sustainable development at the University of Iringa. The conference
was accompanied by research on the socialist project executed in the Tanzanian
villages during the Nyerere’s rule and the contemporary capitalistic transformations. There were two stages. In the first stage the Iringa University students
were asked to write essays on villagization and collectivisation of the Tanzanian
villages in the 60s and 70s of the previous century. The second stage embraced
quality research in the form of group discussions conducted in two selected villages (one of them underwent collectivisation) in the district of Kilolo. Apart
from the guests from Poland, the Iringa University employees also participated
in the research as the translators of the Swahili and commentators.
4
The term “Economics of shortage” was coined by the Hungarian economist
János Kornai in 1980 as the centrally controlled communist economics. He stated

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

145

now contemporary Tanzania has been considered a quite stable
and relatively fast developing country? By answering this question it should be stated that the model of the so called free-market
capitalism which has brought relative material well-being to some
people is unfortunately at the same time the system which causes
growing cultural changes the effects of which are not generally
positively perceived. The negative consequences include among
others the dissolution of African strong and conservative extended
families, further stratification of egalitarian societies and emergence
of unknown until then ecological problems affecting the natural
environment. Repercussions embrace the Tanzanians’ sense of
lack of security which is the primary need for majority of people,
sometimes even more important than their personal freedom.
Unfavourable situation is further hindered by worries about the
increasing control of the Western powers over domestic natural
resources and internal economy as well as a growing penetration
of politics, economy and ideology.

Juliusa Nyerere’s model of socialism
In the post-colonial Tanzania, contrary to the Marxist theoreticians, socialism did not have socio-economic background,
neither did it gain social support from young elites of the country.
In Eastern Africa there were no prominent groups of proletariat
or even rebellious peasants. Social classes5, so characteristic of
Asia and Europe, have not been developed there except Ethiopia
and Great Lakes Region. Moreover, Marxist philosophy, strongly
based on materialism, was to a great extent incomprehensible
that shortage is its inherent feature. See.: J. Kornai: Niedobór w gospodarce,
Warszawa 1985.
5
P. Osafo-Kwaako, Long-run Effects of Villagization in Tanzania, Draft 2011,
www.econ.yale.edu/conference [Accessed: June 2015].

�146

Maciej Ząbek

even to the well-educated and deeply religious Africans. Moreover, according to the British historian Martin Meredith, people
in Tanzania did not share common expectations towards such
radical changes and there were no organisations or influential
groups (it also regarded the very governing party) in favour of
that idea6. If it had not been for one man – Julius Kambarage
Nyerere – a future Tanzanian President7, who was very determined
in following his dreams, socialism in Tanzania might have not
developed at all.
Nyerere, compared with other African leaders known for their
extravagance or even cruelty, seemed to be exceptionally righteous,
modest and religious8. Leading a one-party state he did not possess authoritarian manners and his speeches resembled sermons
of a priest rather than political speeches of a country’s head. Defending himself against allegations of violating human rights he
kept on saying: „Until we win our battle against poverty, ignorance
and diseases, we will not allow any foreign powers to destroy our
unity!”. Both Margery Freda Perham, a historian of, and writer
on, African affairs, and Ryszard Kapuściński, a Polish reporter
6
M. Meredith, The State of Africa. A History of Fifty Years of Independence,
London 2005, pp. 228–237.
7
Theoretical (according to the assumptions of Marxism) lack of favourable
conditions for the development of socialism in Sub-Saharan Africa did not hinder
its development on this continent, especially after the conference of the newly
independent countries in 1955 in Bandung, Indonesia. Nyerere was one of its
first theorists and pioneers along with Kwame Nkrumaha from Ghana and Ahmed
Sekou Toure from Guinea; see: W.H. Friedland, C.G. Rosberg, African Socialism,
Redwood City 1964.
8
Nyerere was baptised only at the age of 20 in the Roman Catholic Church
after graduating from Makerere College in Uganda. First, he became a teacher in
the missionary school and then he went to study history and economics in Great
Britain. Since the beginning of his adult life he actively participated in social life
forming the future ruling party TANU (Tanganyika African National Union); see:
J. i K. Chałasińscy, Bliżej Afryki, Warszawa 1965, pp. 271–273.

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

147

and writer, regarded Nyerere as a role model and an example to
follow, and described him as a perfectly balanced and warm man,
the most reliable of all African leaders9. In fact, he pacified the
political opposition but he managed to achieve this by bloodless
methods10. Fascinated by Maoist revolution and Israeli kibbutz
he decided to combine those ideas with the African tradition of
community11. He held the firm conviction that power should result
from the achieved consensus like in traditional Africa where the
elders discussed current affairs „in the shade of a big tree” trying
to reach unanimity12, rather than from confrontation and outvoting
minority. He pursued his objective with an admirable missionary
passion persuading his „nation” to his idea for five years before
finally implementing it. It should be noted, however, that in his
understanding „socialism” meant a universal idea of brotherhood
among people and in Africa, where the concept of private ownership was unknown, socialism existed long before Marx in the
institution of a tribe. According to Nyerere, socialism was a natural
African system which had only been affected by colonialism but
after gaining independence it should be reinstated there not by
adopting strange to Africans Marxist philosophy, but by reviving
the tribal institution as a socialist unit of a society. He associated
socialism mainly with the countryside where collective settlements
(familyhood) in the form of ujamaa villages were created to conM. Meredith, The State of Africa, op. cit., p. 229; see also: M. Perham, The
Colonial Reckoning: The End of Imperial Rule in Africa in The Light of British Experience, New York 1962; R. Kapuściński, Gdyby cała Afryka..., Warszawa: Agora, 1969.
10
Nyerere, after dissolving the army which made an attempt to overthrow him
in 1964, formed a “party army”, the so called Tanzania People’s Defence Force
from among members of Tanu League of Youth on which he based his power;
P. Johnson, History of the world – from 1917 to 1990s, London 1991, p. 704.
11
See: A. Leszczyński, Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach
peryferyjnych 1943–1980, Warszawa 2013.
12
R. Oliver, A. Atmore, Dzieje Afryki po roku 1800, Warszawa 2007, p. 347.
9

�148

Maciej Ząbek

stitute the basis for the future development of a country and thus
they were also called „development villages”:
Development villages are villages to which people moved so as to
work together for their own sake and for the good of the community.
Ujamaa settlements were created for people to enable the agricultural
progress and infrastructure growth thanks to the support of the state.
In contrast to other villages, they differentiated themselves by the
communal character of management....
Villages formed the modern network of settlements and gave new
possibilities providing the individual unit growth.
Development villages aimed at the strategic advancement of the
country and particularly the agricultural economy. Thanks to the
communal work supported by the state communities were formed on
the basis of which locals could develop themselves without external
aid.... This led to the unification of both the citizens and the nation
[based on the interviews with students from the University of Iringa].

In his famous book „Freedom and Unity” (Uhuru na Umoja),
Nyerere wrote: „Ujamaa, in other words Familyhood, constitutes the
basis of our socialism and the objection to capitalism, constructing
a happy society free from the exploitation of man by man. However, it also means the opposition to dogmatic socialism based on
the philosophy of constant fight of man against man”13. Besides,
the choice of this political system was for Nyerere equivalent to
opting for national autonomy and independence from foreign
development assistance and the status of a customer of Western
powers14. Nyerere himself, because of his popularity (sometimes
13
J.K. Nyerere, Freedom and Unity – Uhuru na Umoja, Nairobi – Lusaka –
Addis Ababa 1996, p. 170. The essence of the “African socialism”, in contrast
to the “classical socialism” was the rejection of class struggle and ideological
materialism, and concentration on the development of public sector, preventing
the creation of social classes and promoting a traditional African identity; see:
W.H. Friedland, C.G. Rosberg, African Socialism , op. cit.
14
He spread the idea of self-reliance relating it with the principle of „freedom and work (Uhuru na Kazi) and the policy of non-involvement pursued by

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

149

even called tanzaphilia) was the favourite of many Western providers of development aid (especially from the European left-wing
circles), gaining from them much more aid measures per capita
than any other African countries had ever received. However,
he was perfectly aware that it meant subordination and limited
possibilities to undertake independent decisions and actions. He
claimed, fully justified, that: „Independence means reliance upon
oneself. Independence is not complete when it is dependent upon
donations and loans from other nations on its development path”15.
Ujamaa meant working together. The government ordered people to
collectively join ujamaa. All the villagers were asked to work together
for the good of all. In practice, some plots of land were designated
for communal farming. The concept of ujamaa assumed that there
should be an equal division between families. Every family had its
share and altogether all the people formed a community and shared
everything equally supporting each other. Once it had finished, a lot
of problems occurred. Nowadays, it is a great challenge to restore the
same community spirit, which is our greatest loss. I want to pinpoint,
however, that from the economic point of view it was pointless [based
on the interview with members of the non-governmental organisation in Kilolo].

Nyerere published his development blueprint in the so called
Arusha Declaration on 7 February, 1967 in which he called for the
national independence stressing that external assistance would not
suffice to develop economy. He underlined the need of fundamental
work from basis, i.e. the development of village communities and
the right of a given country to control all major means of production
and exchange. By this last statement, without plans, discussions
and preparations, he implemented a large-scale process of nationalisation of banks, insurance companies, food handling industries,
Tanzania. In practice, he could not, however, do without external aid; H. Zins,
Historia Afryki Wschodniej, Wrocław – Warszawa 1986, p. 339.
15
Cit.: M. Meredith, The State of Africa, op. cit., p. 230.

�150

Maciej Ząbek

export companies, cement plants, tobacco plants, footwear plants,
breweries and other types of real estate including valuable houses,
rental houses and apartments.
However, the basis of the village development was to be formed
by the above mentioned ujamma – self-sufficient, developmental
socialist collective villages. By supporting the concept of ujamaa
he listed the following arguments: „Our agricultural organisation
will be mainly based upon communal life and work to the benefit
of all the people concerned. [People] will live together in villages;
will collectively cultivate land; will collectively trade in the marketplace and satisfy minor, essential needs...”16. Ujamaa villages were
to have access to water and road connections, be provided with
schools, health centres and basic services whereas people were to
be accommodated in spacious, modern, brick houses.
In order to understand the meaning of the changes put forward
by Nyerere it should be explained that settlement in East Africa
was highly dispersed and basically there were no big villages
with service infrastructure and facilities such as schools or health
centres17. Small-sized, self-sufficient family communities did not
maintain any contacts either with towns or with the country’s
authorities18. Thus, since the very beginning the political goal was
as important as economy. By „villagization” of the country, which
meant the concentration of dispersed people from various ethnic
groups in big villages being local centres of agricultural production and various services, Nyerere expected not only an increase
in agricultural output and improvement of farmers’ conditions,
Ibidem, p. 232.
It was the result of the centuries-long domination of Maasai pastoral tribes
in Eastern Africa.
18
J. Herbst, States and Power in Africa: Comparative lessons in authority and
control, Princeton 2000; A.V. Chayanov, The Theory of the Peasant Economy,
Homewood 1966.
16
17

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

151

but also „creation of the Tanzanian nation”, high above ethnic and
tribal divisions, which was and still is the ambitious objective of
numerous African politicians. He wanted to achieve his goal by
unifying the patriotic state education, implementing Swahili as the
obligatory national language and developing tight bonds between
the province inhabitants and the central authorities. „Nationalisation” also entailed an obligation of physical work and a two-year
stay of secondary schools graduates in para-military labour corps
known as National Service with an aim to teach the youth the
socialist attitude to work19.

Failure of socialist villagization
Ujamaa villages, contrary to the compulsory collectivisation in
the USSR and other countries of Eastern Europe, basically were to
be formed on a voluntary basis. Nyerere believed that people would
trust him and attracted by modern facilities would settle new villages
in large numbers. Socialism should stem from the villagers’ willingness to accept it. Moreover, socialism was against forcing people to
establish such communities. In reality, much to his astonishment,
people did not respond the way he had expected. Neither farmers
nor peasants listened to him and supported him. Until the end of
1968 no more than 180 villages were formed under that project.
First ujamaa was established in 1968. Our leader was a woman.
Her name was Lamuna Niemba. She had a daughter, Joisi, and thus
she was called Mama Joisi. She persuaded people to, in line with the
government’s will, start collectively cultivate land. So, we started
to grow wheat. In the beginning, we collected seven sacks per one
acre. Everything was initiated by women who nagged people and
only later they were supported as a community by the government.
That women’s movement was called „Nation’s call for ujamaa”.
19

H. Zins, Historia..., op. cit., p. 339.

�152

Maciej Ząbek

When we started to work together the government started to assist
us. First, we were given a tractor. Only then men joined us although
they were initially against that concept. It may be said that ujamaa
was created by women who triggered the whole process. Firstly, they
won one acre of communal farmland and after receiving a tractor
they could take eight acres [based on the interview with the community from Luanzi].
It meant a great change for people although the crops were not
as high as expected. Nevertheless, it was certain that ujamma would
sell part of its output. If the yields were satisfactory, part of the crops
were sold and everybody got the equivalent of the number of days
he had worked. Afterwards they built houses and lived happily. Trade
took place between ujamma villages. One ujamma produced rice
whereas another ujamaa grew grain and they exchanged the crops.
They received a machine park from the government.
The state delivered aid in the form of machines or land. The assistance was dependent upon the amount sold abroad. The amount was
conditional upon the volume of production in a given ujamaa. If we
were given a tractor we had to pay it back through the sale of grain.
Then, cows and chickens were brought to villages, which enabled us
to become less dependent upon other ujamaa villages.
There were five hundred families and we had to acquire five thousand sacks of rice, not individually but from another ujamaa or directly
from the government. There was a list of people registered in a given
ujamaa. Those, who were not registered, did not receive anything.

Service infrastructure in ujamaa villages was further developed,
to the detriment of individual producers. Many farmers who could
not sell their crops on the market and buy necessary goods agreed
to join ujamaa in the hope to gain access to water, new schools
and houses.
The government encouraged people to build brick houses. Yet, to
erect them you had to have bricks. Authorities gave instructions how
to produce bricks and ujamaa villages were to create them from local
clay. Engineering works including constructing roofs were provided
by the government. All the houses were built in the same way. We
treated those buildings as some kind of presents. We would never
have built them if it had not been for ujamaa.

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

153

Until mid-1973 the number of villages which underwent collectivisation in Tanzania rose to five thousand embracing 15% of
the country’s population20. Majority of those villagers still preferred, however, to administer ujamaa in a traditional way. Thus,
in November 1973, Nyerere disappointed with the situation made
a decision about the compulsory resettlement into the development
villages. He realised that it was impossible to forcefully transform
people into socialists but his government could make everyone
live in a village. “To live in a village is a command”, he declared21.
At first people were encouraged but later on they were forced to
move there. It was especially difficult to persuade men to join ujamaa.
In order to reduce their reluctance they were given new houses and
flats. Then, all the people together sang Ujamaa...
Joining ujamaa was not voluntary in 100%. Some people were
seduced with brick houses because they had only small huts but it was
not sufficient to persuade everybody so the government had to take
further steps to force them. Finally, people had a choice either to move
into ujamaa or end up in a prison. Thus, people started to pretend that
they were really working together. It was organised in such a way that
people were given something to start from and then they could work
on their own to sell grain and develop themselves but it was necessary
for the government that all the houses were exactly the same. All of us
had to work in the same way and the houses were to be identical. You
could join that system or you had to face the consequences...
Coercion to live together was closely linked to the possibility to
attend schools. Nobody was allowed to stay alone in a field as all the
people had to be together in ujamaa in order to collectivise. If people
continued to work on their own they stood no chance of assistance.
The government supported ujamaa but never individual farmers. If
you wanted to have a new house or a flat you had to join ujamaa and
eventually people acquiesced to it.
Those staying outside the system were not supported by the government. You were allowed to live wherever you wanted but you needed
20
21

M. Meredith, The State of Africa, op. cit., p. 233.
Ibidem, p. 234.

�154

Maciej Ząbek

the permit to build your house and if you did not belong to ujamaa
you were not granted the permission. And in ujamaa you could get
a new house [based on interviews with the community from Luanzi].

That way, within three years until 1976 the governing party
managed to collectivise almost half of the village population,
sometimes resorting to the use of force. It facilitated the construction of new schools and health centres but on the other hand,
the collectively cultivated fields occurred to be a failure as they
yielded much less crops than they had before the collectivisation
process. At the same time transport continued to decline, inflation advanced and the strategy based on villagization paradoxically led to enormous waves of villagers fleeing to urban areas.
The country which was to base its economy mainly on the village
development policy, paradoxically became an example of one of
the fastest growing urbanisation phenomenon in the whole world
(above 10% annually)22.
It was not taken into consideration that goods in deficit such as
land, sources of water and forests are always usurped as otherwise
they become exhausted or dilapidated. Secondly, whenever a man
does some work he becomes individually responsible for it which
means he acquires a type of ownership. In fact, in Eastern Africa,
unlike in Europe, there was no individual land ownership with
succession rights but it obviously did not mean that land or water
could belong to anybody. First of all, it was owned by ancestors of
a particular tribe, a particular community so it could be used only
by their descendants whom a given community represented by local heads gave for temporary use designated plots of land which
could be farmed individually. Even „strangers” could sometimes
enjoy that form of”lease” but there was a clear distinction between
primary and secondary users, the latter being given less rights to
22

J. IIife, Africans: the history of a continent, Cambridge 1995, p. 317.

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

155

joint ownership. People often benefited from their neighbours’ help
but such help was always to be compensated for in various ways.
In reality, there was no communal work under joint ownership with
identical gains. In ujamma those general rules were not respected
so eventually ujamaa villages were doomed to failure, followed by
state shops, industrial plants or banks, etc. Ujamma concept was
likely to fail in all spheres administered by state service officials
devoid of individual responsibility for the entrusted assets. The
situation was exacerbated by other factors such as lack of managerial skills or improper use of entrusted modern farm machinery.
We could not effectively use the equipment, which was a great
problem. Although we continually enlarged the cultivated area we
only managed to harvest 25 sacks per 8 acres against 56 sacks predicted, like today when we gathered 3 bags per acre. When we had
only one acre we were able to cultivate it better than when we had
more acres. Moreover, the land efficiency declined but nobody cared.
The main problem was that nobody monitored that area. Nobody took
responsibility for it and nobody took care of it.
Reduced agricultural productivity resulted in the intervention of
authorities but eventually blame was put on the local management
represented by Mama Joisi. She was called to appear before the District Council and she had to explain herself. I remember her say she
was an average person... Her position of a leader was assumed by
her brother who seized power from her [based on the interview with
the community from Luanzi].

Nyerere bitterly complained about laziness, total ineptitude
and indifference of his fellow-citizens, but to no avail. His threats,
requests and calls for greater discipline occurred to be ineffective. State economy, despite immeasurable international support,
estimated in the 70s at three billion, still generated losses. For
instance, the Chrysanthemums cultivation cost more than the
value of flowers sold to Europe.
At the end of the 70s, with the increase in oil prices and decline
in the value of coffee and istle, income from export in Tanzania

�156

Maciej Ząbek

covered only 40% of its import whereas its external debt rose astronomically and the average living standard dropped by almost
50%. Nyerere was compelled to admit: „Now we are poorer than
in 1972”. Yet, he still rejected all the suggestions implying that
the choice of his favourite system might have been a mistake. He
defended the system even at the beginning of the 80s comparing
it to the vaccination immunising against inequality and excesses
of capitalism23. In reality, Tanzania increasingly needed assistance.
The World Bank and International Monetary Fund agreed to help
Tanzania but in return they required painful structural reforms.
Finally, in 1985 Nyerere voluntarily retired and apologised the nation for his final failure to implement his ideas. International community was totally surprised, not being used to peaceful transfer
of power on this continent or to the leader admitting his mistakes.
Nyerere died in 1990 and was declared, without objection, as „The
Father of the Nation” and the Servant of God’s Catholic Church24.
The party that he formed is still in power although it has already
abandoned the concept of ujamaa in favour of the so called neoliberal solutions which are to bring that country to modernity. No
sooner had Tanzania embarked on a path of Americanisation and
global capitalism than Tanzanians started to miss socialism.

Contemporary discourse on ujamaa communities
Memory about ujamaa in Tanzania, as I could personally notice,
is still alive being the centre of numerous discussions especially
in the context of contemporary politics and morality. Moreover,
it became the source of inspiration for young reporters and hipM. Meredith, The State of Africa, op. cit., p. 235–237.
Definition used to the deceased person the Beatification process of whom
has already started.
23
24

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

157

hop artists in the streets of Tanzanian cities25. To a certain extent
it was a reaction to the disappointment people experienced in
Tanzania after Nyerere’s death. Memory about ujamaa became
a form of opposition to rapidly increasing prices and growing
unemployment rate also affecting the well-educated citizens. It
was a manifestation of a great shock at scandals, nepotism and
corruption of an old and the same a new political class trying to
enfranchise the state assets. Hip hop, which came to Tanzania
along with globalisation, became an artistic form of opposition to
those changes and recollection of Nyerere’s Times during which,
according to many interviewed people, honesty, modesty, equality
and family values were in force. Lyrics written by hip-hop artists
are inspired by Afro-American celebration of Kwanzaa26 and promote the cooperative movement, family business, fair trade and
sustainable development. They adopted its seven core principles:
1. Unity (umoja) of family, nation and race; 2. Self-determination
(kujikhagulia); 3. Collective work and responsibility (ujima) in
the process of building our community; 4. Cooperative economics
(ujamaa) in building and maintaining our own shops and companies; 5. Creativity (kuumba); 6. Purpose: (nia) restoration of our
race; 7. Faith (imani) in our people, our parents and teachers, our
leaders, in justice and victory of our struggle.
General perception of socialism in Tanzania seems to be completely different from that in Poland mainly because it was a native
and anti-colonial project. As a matter of fact, interlocutors generally confirm that in economic terms the great project of Mwalim
25
L. Sidney, Ni Wapi Tunakwenda (Kultura Hip Hopu i dzieci Arushy), in: The
Vinyl Ain’t Final. Hip Hop and the Globalization of Black Popular Culture, eds.
D. Basu, S.J. Lemelle, London 2006, pp. 230–254.
26
A week-long holiday and movement of the African diaspora in the USA
formed in the 60s by a black nationalist Maulane Karenge (born as Ronald McKinley Everett).

�158

Maciej Ząbek

(i.e. their teacher, as they commonly called Nyerere) failed but
it does not mean that it was bad. They admit that currently their
standard of living is a bit higher and that they may enjoy greater
freedom in many areas, especially in business. When asked to
compare their present situation with that from the 70s they claim:
In economic terms, it must be stated that nowadays we lead better
lives. Everybody can work on their own, can act in a group or individually. Productivity is higher now. Smaller groups are more effective than
ujamaa villages [the interlocutor refers to work within non-governmental
organisation]. Now you do not have to do what they ask you to do but
you can choose what is profitable and in line with your business. We
like the idea that greater responsibility lies with us and that everybody
can fully exploit their own opportunities. Thanks to it you can see
the results of your activities. You realise that you did something and
succeeded in earning some money. In ujamma you could not see that.
Nobody knew who was responsible for what and anyway greatest profits
were acquired by the government. Work in ujamma was certainly of
collective nature but I did not like the fact that I did not know what
I had done and what my neighbour had. People stood no chance of
self-development and could do nothing about that. Nowadays, it is up
to me to choose whether to take up carpentry or start growing fruit and
vegetables or keeping pigs and I can see that I am responsible for my
activities, my final success or failure. I also feel better when I do not
have to be subordinate to somebody and listen to their orders [based
on the interview with people from Kilolo].

Nowadays, people are also satisfied, contrary to the times of
Nyerere, that they can buy in shops whatever they want. There is
a greater variety of goods than in the past and they are no longer
limited. That is one of the most noticeable changes positively rated
in contrast to the past:
In the past all the services were centralised in ujamaa. Sale of goods
could be held only there. For example, Ujamma decided to purchase
sugar and the day it arrived a shop was opened in a village so that
everybody could buy sugar. Yet, there was a list of people entitled
to buy that sugar. People who did not belong to ujamaa or did not

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

159

work in ujamaa could not buy anything [based on the interview with
community people from Luanzi].

Some students from Iringa regret nowadays that:
as a result of this programme... respect for private ownership was
violated,... poverty spread over Tanzanian province and the spirit of
private entrepreneurship, which was banned then, was eradicated,
although [they add after a while] the unity was strengthened which
positively influenced the process of creating our nation [based on
interviews with students from Iringa].

All in all, contemporary interlocutors do not deny obvious
shortcomings of the programme forming development villages, yet
they do not condemn socialism as they can notice its numerous
advantages when compared with the current system. It should be
added that the number of people with whom we conducted the
interviews on that topic and who positively evaluated ujamaa was
significantly higher than those who focused on negative aspects.
A surprising fact for us, Poles, may be that Africans from Tanzania
distinctly stressed the non-economic aspects of life they suffer
from. Their basic problems were not salaries, still much lower
in comparison with the developed countries (like in the case of
Poles), but the fact that they experienced the imbalance or even
decline of traditional system of social control, binding in every
African village for centuries. Additionally, they noticed a growing
and expanding social anomy which let people live for their own
and realised that capitalistic system further encouraged people to
lead such lives, incur loans in banks and have as few children as
possible. That is the most radical change which Africans do not
eagerly accept though they themselves let capitalism seduce them.
From our perspective, the greatest tragedy was the violation of
natural social balance. We lacked that balance which could help us
face ujamaa and could give us hope to fight that challenge together.
Your child was part of ujamaa. That challenge starts with small things.
If your child misbehaved and I could see that then everybody from

�160

Maciej Ząbek

ujamma could come to a child and reproach them as that child belonged to ujamaa and all the people formed ujamaa and the nation.
Ujamaa meant creating the nation.
Look at us. We were raised in ujamaa and we know how to respect the elders. If we go to other ujamaa villages we can see that
they also show respect to old people as these are natural rules of
upbringing. Nowadays, nobody pays attention to what an old man
says. Everyone wants to follow their own paths and you are not
allowed to reproach their children because parents will say that
these children are theirs and you should not interfere in their affairs.
The worst of all is the fact that everybody goes their own way and
children choose their own way of life and do not care what is good
for the community.
The truth is that it was more difficult to earn money but people
respected it more. When you earned some money you had to share it
with your relatives, grandfathers and ujamaa. You had one thousand
shillings to live on and buy clothes. It was to suffice. Today, you can
even earn ten thousand but it means nothing as the time spent on
earning that money is priceless.
At present there are hundreds of various schools and everybody
goes to a different one so it is not possible to compare the knowledge
gained. The same applies to the question of safety. In the past we
were together and ujamaa monitored the area. Now, in case of an
accident the police may come but a lot of time will pass and we do
not even know that policeman as he does not belong to ujamaa. He
is an anonymous representative of unknown authorities.
Look at how divided we are nowadays. Everybody represents
different values and follows their own paths. But after all, if it had
not been for ujamaa we would be still living in small huts. Thanks to
our communal work and power all of that development took place.
Nowadays, nobody stands a chance to buy a big house because they
will not be able to earn for that on their own. Thus, because of the
community breakdown we think that the times of ujamaa were despite
everything better.
Sentiment towards ujamaa is so great among old people because
they knew that everybody had the same salaries and they followed the
same rules. A drift away from ujamaa broke social ties and young people migrate to cities as they do not feel attached to their villages...

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

161

Earlier ujamaa meant a family but youth today do not like their
families and do not want to be limited by their families...
The young do not perceive agriculture as a source of business.
They think that the only business they can do is in the cities [based
on the interview with the community from Luanzi].

Opinions on the causes of the failure of the ujamaa programme
and the general breakdown of socialism in Tanzania may also attract our attention. It occurs that Tanzanians, mainly young and
quite well-educated last year students, do not think that the idea
was bad. In their opinion the failure was caused by weak planning
and poor execution. They can easily list its numerous advantages
and achievements:
People were more interested in one another than today. The state
provided social services, which strengthened unity of the nation.
Tribalism declined. People living in ujamaa showed more solidarity
and were more sensitive to others’ needs. The programme could not
achieve success as it was badly planned.

They often underline that the reason of failure existed not only
inside the system, but also outside it. The ujamaa experiment was
finished in 1982 because the villages, on one hand, were formed
on the inappropriate legal basis and on the other hand the International Monetary Fund demanded structural liberalisation in
return for assistance: Ujamaa ceased to exist as a result of growth
of the global capitalism which came to power... Additionally, activities of the World Bank and United Nations added to its collapse.
Domestic economy had to undergo changes and become compatible
with the global economic system.
Some of the statements resemble the then existing propaganda:
Ujamaa ceased to exist because Tanzania was attacked by Western
capitalism and individualism. Those ideologies spread all over the
world by the imperialists took control of the Tanzanian authorities
and forced them to complete the ujamaa project. Foreigners compelled the state to transform its system, which was facilitated by

�162

Maciej Ząbek

lack of national unity, selfishness and egoism of some state members
who wanted to grow rich to the detriment of others. The idea of
capitalism was spread in Tanzania [based on the interviews with
Iringa University students].

Only those pragmatic ones admit that:
the system could not defend itself because of its low economic
efficiency along with continuous population growth and conflicts
between the developing global market and inefficient economic
system of Tanzania.

Yet, almost everybody regrets the collapse of the system claiming
that the moment it collapsed they lost a considerable lot:
We achieved the economic unity, we enjoyed equal access to education and medical care as well as other social services. We gained
national identity. And now people have stopped working together and
living in communities. The government does not care about people,
which affects social inequality [based on the interviews with Iringa
University students].

Many representatives of intellectual and political elites are
sceptical about their prior criticism of the villagization programme.
In their opinion, although the programme collapsed it greatly
contributed to the process of establishing ties of villagers with the
state. They think that the programme should be considered not
only in economic terms but also from social and cultural point of
view as in these areas it evoked significantly greater changes than
in economy.
Thanks to the ujamma programme a dense network of local
administrative offices was established, health care and effective
tax systems were implemented and new modern law became
applicable. In villages where ujamaa programme was implemented the level of trust grew and the cooperation between
authorities and citizens who know their local leaders better and
are more attached to their region and country strengthened. It is
also noticeable that in the villagized areas people more eagerly

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

163

participate in parliamentary elections and greatly support the
governing party (currently CCM previously TANU27) with only
slight support for the anti-government opposition. People living
in development villages remember that they owe access to health
centres and possibility to educate their children to socialism. In
their opinion, the general level of development grew due to the
increase in per capita income and cereal production, with a visible
decrease in illiteracy. As a result of dissemination of education
(100% of 13-year-old teenagers and 95% of 17-year olds learn
at schools) average age of people getting married has become
on average higher (20 years for women and 25 for men), with
a slight fertility decline. Most importantly, however, a country,
which was previously devoid of villages, gave rise to the development of huge rural settlements equipped with basic service
infrastructure28. Experience from the 70s and 80s connected with
the name of Nyerere and the ujamaa programme transformed
Tanzanian villages. According to the socialism enthusiasts, despite
the failure of the programme it led to the considerable changes
in a country with long-lasting effects vital for that country’s
development.

Conclusions
Tanzania (known as Tanganyika before it unified with Zanzibar) has been a formally independent country since 1961 29.
27
TANU, Tanganyika African National Union, the main political party in
Tanzania formed by Julius Nyerere in 1954, at present Revolutionary State Party
(Chama Cha Mapinduzi – CCM).
28
P. Osafo-Kwaako, Long-run Effects, op. cit.
29
The United Republic of Tanzania was formed only in 1964 as a result of
union of Tanganyika and People’s Republic of Zanzibar and Pemba (earlier the
Sultanate of Zanzibar).

�164

Maciej Ząbek

Nyerere was in power for 24 years. The historical experiment
of combining African traditional community values with socialism in the form of the ujamaa project of villages reorganisation
lasted just 10 years as it developed on a full scale in 1973 and
ended in 1982. The changes brought about by the project are
still visible not only in the architecture and landscape of today’s
Tanzanian villages but most of all it left a long-lasting mark upon
mentality and culture of the country’s inhabitants. The experiment’s consequences are highly inconclusive and opinions about
it are indeed ambiguous. Tanzanians share the same opinion
only on one point stating that in economic terms the project
was completely unsuccessful. It remains an open question to
the majority of Tanzanians whether the project stood no chance
of success because it did not focus on human nature or due to
its poor planning and having been deliberately led to collapse
by hostile external forces. Distinctive weakness of the current
political system alternative along with the futile social effects
caused by neoliberal globalisation make many people defend
the previous regime and search for its positive sides. Objectively
speaking, it is hard to achieve as the common knowledge has it
that all positive changes introduced in Tanzania under Nyerere‘s
rule in infrastructure, education and building construction cannot
be attributed to Tanzanians only but mainly to the international
aid. However, the fact remains that today’s Tanzanians are much
better educated, united and prone to solidarity with their country
than the ethnically diversified tribal societies in the neighbouring countries. Tanzania has been up till now a peaceful, safe and
relatively well-organised country. Up to the present day it has not
been affected by civil wars and ethnic or religious tensions being
a real nuisance for most of the African countries. In Tanzania they
do not constitute a problem. Can it be, therefore, concluded that
Tanzanian national identity may be attributed to ujamaa at least

�UJAMMA. CONTEMPORARY DISCOURSE ABOUT...

165

to a certain extent? I leave this question to the potential readers
and researchers of this problem. Similarly, the question remains
why for majority of people safety (socialism) is more important
than freedom (liberal capitalism)? Maybe because there is no
real freedom without safety?
REFERENCES

Chałasińscy J. i K., Bliżej Afryki, Warszawa 1965.
Chayanov A.V., The Theory of the Peasant Economy, Homewood 1966.
Friedland W.H., Rosberg C.G., African Socialism, Redwood City 1964.
Herbst J., States and Power in Africa: Comparative lessons in authority
and control, Princenton 2000.
Iiffe J., Africans: the history of a continent, Cambridge 1995
Johnson P., History of the world – from 1917 to 1990s, London 1991
Kapuściński R., Gdyby cała Afryka..., Warszawa 1969.
Kornai J., Niedobór w gospodarce, Warszawa 1985.
Leszczyński A., Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943–1980, Warszawa 2013.
Meredith M., The State of Africa. A History of Fifty Years of Independence,
London 2005.
Nyerere J.K., Freedom and Unity – Uhuru na Umoja, Nairobi – Lusaka –
Addis Ababa 1996.
Oliver R., Atmore A., Africa Since 1800, Cambridge 1967.
Osafo-Kwaako P., Long-run Effects of Viligization in Tanzania, Draft 2011,
www.econ.yale.edu/conference [Accessed: Jun 2015].
Perham M., The Colonial Reckoning: The End of Imperial Rule in Africa in
The Light of British Experience, New York 1962.

�166

Maciej Ząbek

Sidney L., Ni Wapi Tunakwenda (Kultura Hip Hopu i dzieci Arushy), in:
The Vinyl Ain’t Final. Hip Hop and the Globalization of Black Popular
Culture, eds. D. Basu, S.J. Lemelle, London 2006.
Ząbek M., Wsie wspólnotowe w Tanzanii – wspomnienia po afrykańskim
socjalizmie, „Zeszyty Wiejskie”, 21(2005), s. 43–58.
Zins H., Historia Afryki Wschodniej, Wrocław – Warszawa 1986.

�Chapter 5.

AMBILIASIA PENIEL MOSHA
STEVEN KAUZENI

SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE:
THE UNTOLD STORIES OF CLIMATE
PRESERVATION FROM KILIMANJARO
ABSTRACT

Climate change has been one of the indispensable topics to international conferences and local ones, academics and streets, old and young,
male and female and the stratification may go on, simply because its
effects engulf all facets of man’s life regardless of heterogeneity. Most
academic endeavors so far focused on the scientific preservation measures of climate change forgetting the other untapped and invisible side
of traditional knowledge that helped to preserve the climate that recent
generation wasn’t lucky to find. This paper goes deeper and explores the
traditional untold measures used for environmental conservation and
poses it as a challenge to modern generation. Using Qualitative approach
the researchers conduct an in-depth interview to the purposeful selected
elders of Mshiri Village and bring out the worked truths on how the villagers once imbibed interesting environmental conservation mechanisms
which preserved the world they lived in. The key findings reveal that the
question of environmental conservation and climate change is or should
be faith-based, collectively held, and engraved in peoples’ hearts in the
adoration of the creation which takes us back to the theories of moral
realism. Having observed that most academic endeavors so far focused
on the scientific measures to control climate change while neglecting the
AMBILIASIA PENIEL MOSHA, STEVEN KAUZENI – Assistant Lecturer,
The Mwalimu Nyerere Memorial Academy.

�168

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

other untapped and invisible side of social cultural deeply rooted interventions that helped preserve the climate; this paper focuses attention on
Traditional Knowledge as was used previously by Mshiri village natives
and suggest how this can be used complementarily with modern scientific
measures to conserve the environment and boost economic development
as a result. The paper recommends that there should be deliberate efforts
to inculcate ethical obligation to Tanzanians which will bring back the
once felt connection between man and nature which as a consequence
will arouse conscious environment conservation spirit that will be backed
up by the fusion of belief and reality of what is societal good.

Introduction
Once upon a time climate change was a foreign topic in academia and students struggled hard to understand concepts like
weather, temperature, draught, floods and many others. Nowadays,
these concepts are easily understood as what was only to be known
theoretically is now practical and easily observed. Environmental
degradation is vivid and harnessed by man. Population growth
resulting in overconsumption and technological advancements,
resulted in degradation of biophysical environment and ultimately
change in climate with vivid global effects like melting glaciers
and rising sea levels resulting in floods, extreme weather, shifting
rainfall patterns, extreme draught, human health defects, wildlife
catastrophes and costs for society and economy. According to
WWF1 for instance, the average temperature in arctic region has
increased by 5 degrees C over the last 100 years and they suggest
the disappearance of ice cover in few decades to come. This has
disastrous effects on polar species and the world climate in general.
In Tanzania consequences of climate change are also vivid.
As reported by Patric Lameck (n.d.), climate change has several
1

WWF, Soil Erosion and Degradation, 2016.

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

169

impacts like invasion of salt water to freshwater bodies in Bagamoyo, submergence of Maziwe Island in Pangani and Tanga, land
slidding in Same District and loss of soil fertility. Yussuf I.2 further
reports effects like water salinity and scarcity, increase in rainfall
intensity in different places, declining fish stock, beach erosion,
rising temperature and changing wind.
Governments all over the world are trying hard to control the
rapid pace of climate change and dealing with resultant consequence. Several counteracting measures provided include scientific
approaches like beach nourishment, agro forest, climate proofing
of critical infrastructure, desalination and developing sustainable
ground water management policies.
However, it is evident that traditional African societies had own
unique ways of conserving the environment and hence built conducive ecosystem that enabled them to survive for many years, having
enough to eat and store, and have consistent weather patterns which
were predictable and beneficial for their daily lives. Despite presence of this treasure, its documentation is scarce3. This paper uses
qualitative approach and conducts a purposeful in-depth interview
to Mshiri natives and brings out the worked – truths on how the
Kilimanjaro traditional societies imbibed interesting environmental
conservation mechanisms which preserved the world they lived in.
Statement of the Problem
Despite the fact that traditional knowledge played a great role in
conserving the environment, it is currently minimally utilized. This
is the knowledge that was revealed in social cultural practices interconnected with people’s belief in supernatural God and gods who
I. Yussuf, Tanzania: Assessing Impact of Climate Change On Environment,
Human Health, Food Security, 2016.
3
L. Sati, Traditional Practices Key to Environmental Conservation, Available
at www.av.at.nwsofthesouth.com. Accessed on 21st July, 2017.
2

�170

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

were the providers and enforcers of the rules of nurturing nature. It
was voluntary, cheap and collective hence simplified enforcement of
mutually agreed measures and created belongingness and ownership of efforts. Its documentation is also scarcely available and its
practice is about to disappear in the long run. Presence of extreme
climate change indicators in rural Tanzania which was once well
conserved raises questions as to what might have gone wrong.
This has escalated to urban areas as well. For instance, the
2005/2006 draughts reduced economic growth by 1% GDP and
affected livelihood enormously; change in crop yields and labor
productivity is estimated to affect the economy causing losses to
annual global GDP in 2060 by 0.8% and by 0.9% to more vulnerable regions according to OECD (2010); deterioration of aquatic
systems; land degradation; lack of accessible, good quality water
for rural and urban inhabitants, environmental pollution, food
shortage, eruption of diseases and loss of wildlife habitats and
biodiversity are all indicators that modern scientific environmental
conservation knowledge is not sufficient to control climate change
(Tanzania environmental policy).
So far lots of money has been invested in scientific interventions
to conserve the environment and deal with climate change (UKaid).
Tanzania has joined global initiatives and signed protocols like
Kyoto protocol and various donors such as Denmark, Finland and
Sweden are also supporting the initiative. The government also
has established institutions and policies to deal with environmental
conservation, launching various campaigns like alternative energy
campaigns and others despite the piecemeal results.
However, there is the untapped traditional knowledge secreted in
social culturally deeply-rooted interventions that helped to preserve
climate in African natives. This is scarcely researched upon and documented, neither its usage is sufficiently employed. If well tapped,
the researchers believe that it can complement the modern scientific

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

171

knowledge and robust environmental conservation and control climate change and its consequences as it used to be previously. The
research investigated the significance of traditional knowledge in
conserving the environment in Mshiri village in Kilimanjaro region.
So, it is the standpoint of this paper that the use of traditional
knowledge would significantly complement the present scientific
methods of which some have been proved to accelerate further
problems to environment.
Purpose of the Study
The purpose of the study was to assess the contribution of traditional knowledge in environmental conservation using a case
study of Mshiri Village at Kilimanjaro region.
Objectives of the Study
The study was based on the following objectives:
– To determine traditional knowledge practices which were used
to preserve the environment in the study area.
– To find out the significance of traditional knowledge in conserving the environment in the study area.
– To identify indicators of climate change at Mshiri Village in
Kilimanjaro.
– To analyze factors influencing climate change in the study area.
– To assess people’s awareness on day-to-day implication of climate change.
Significance of the Study
There is a need for complementary measure of conserving the
environment in Tanzania, especially on the re-adoption of social
cultural habits or practices that once worked. This information is
currently scarce on literature and neither are there formalized efforts directed to such measures in Tanzania’s conservation undertak-

�172

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

ings. This knowledge will be useful three-fold. One, to the people of
Tanzania and elsewhere, it will impart them with complementary
home-made measures of conserving climate and hence appreciate its consequences; two, for environmental and climate change
activists it will provide a challenging countermeasure that they
can incorporate in their interventions and three, it offers a unique
opportunity for government to rethink and formally acknowledge
the role of traditional knowledge in conserving the climate.

Literature Review
Introduction
The need for traditional knowledge in preserving climate cannot
be overemphasized. Gleb Raygorodetsky4 emphasizes the indispensability of traditional knowledge in environmental conservation.
This traditional knowledge is embodied in traditional ways of life
which contribute little to climate change; moreover it is the base for
‘‘community based adaptation and mitigation actions that sustain
resilience of socio-ecological systems at the interconnected local,
regional and global scales’’ according to Raygorodetsky5.
Definition of Traditional Knowledge/ Indigenous
Knowledge as used in climate change
The Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC) conceptualizes traditional knowledge/ Indigenous knowledge or local
knowledge as adaptation strategies held by indigenous people
G. Raygorodetsky, Why Traditional Knowledge Holds the Key to Climate
Change, United Nations University. Abrufbar unter: http://unu. edu/articles/
global-change-sustainable-development/why-traditional-knowledge-holds-thekey-to-climate-change (Zugriff am 19), 2011.
5
Ibidem.
4

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

173

worldwide which are cost-effective, participatory and sustainable. This is to say that indigenous societies have own ‘know how’
which is adopted, instituted and transferred from one generation
to another through the informal education mechanism such as
experiential learning and storytelling. This definition will be used
in this paper to represent traditional methods and techniques that
were used previously by the indigenous forefathers around Mount
Kilimanjaro in Mshiri village and whose traces still remain but
suffocated by contemporary adverse anthropological activities
which are hazardous to the environment and modern scientific
control measures.
Theoretical framework: Moral Realism Theory
The questions of ontology (theory of being/existence) and
epistemology (theory of knowing/ methods of knowing what exists) split when it comes to science and religion as they both have
different assumptions. Religious ontology from Realist perspective
for example confers the existence/ truth to Moral realism, i.e. truth
exists beyond what we think of it while scientific ontology ascribes
the truth to experiments and facts which lay proof for what exists.
This paper focuses on realism. Assumptions of realism as pointed
out by Ron White (n. d.) are as follows:
There are at least some timeless universal facts or timeless
universal values that serve as the foundation for our true beliefs.
1) Moral realism argues that ‘there at least some prescriptive
beliefs that are similarly true, that correspond to values that
are universally good, and independent of what individuals or
communities think about those values’ (ibid).
2) The timeless and universal moral truths, are founded on timeless and universal foundation that is rooted in a theory of Truth
‘Value based on a one-to-one correspondence between belief
and reality’.

�174

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

3) True beliefs correspond to the dictates of foundational reality
and false beliefs contradict that reality.
4) The role of supernaturalism especially divine command theory
which demands that universal moral truth is based on the word
of God whose main presupposition is that all humans belong to
same God who is unstoppable, all powerful and all pervading
(i.e. omnipotent/unstoppable/all powerful, omnipresent/all
pervading/universal and omniscient).
5) The unquestioned authority of God is usually supported by the
inability to escape God’s timeless and universal vigilance to
detect non-compliance with universal rules, and the inability
to resist God’s timeless and universal enforcement of those
rules’.
The correspondence between belief and reality has been
nurtured by the African traditional societies as regard to environmental conservation6. Environmental conservation practices
were a positive externality of mixed rituals and beliefs that was
held dear to peoples’ hearts and passed from one generation to
the next. Being constructed by communities they then became
venerated as traditions (White ibid). This theoretical stance
elaborates clearly the foundation of the beliefs that existed in
Kilimanjaro and which consequently provided the ecosystem that
was favorable to the dwellers. The fact that indigenous people of
Kilimanjaro held true beliefs that was found on the reality that
the environment provided their physical needs which were connected to their religion and the fear of the supernatural God’s
punishment and gods; they automatically abode to the collecL. Sati, Traditional Practices Key to Environmental Conservation, op. cit.;
S. Asiimire, The Unwritten Law: Traditional Ways Of Conserving Environment. [Online], 2014. Available: https://www.newvision.co.ug/new_vision/
news/1316940/unwritten-law-traditional-conserving-environment. [Accessed:
02-Jan-2018].
6

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

175

tively agreed norms which were traditionally instituted as will
be envisaged in the coming sections.
Environmental Destruction in Tanzania
The multitudinal impacts of climate change are vividly felt
worldwide and Tanzania is not exceptional. The extent of environmental destruction has escalated the qualitative and quantitative
short term and long term effects to living and non living things on
earth. Stiftung Konrad’s (2016) for instance has provided a chaineffect of prolonged draughts in Tanzania which has reduced the
mean annual temperature resulting in fall of cash crop production
which has led to lower agricultural yields resulting in a whole set
of social, political and economic difficulties to the country.
Anthropological environmental destruction activity has resulted in consequences like reduced precipitation and underground water; dried wells, reduced springs and lakes like Victoria,
Manyara and Rukwa; reduced dams like Nyumba ya Mungu in
Kilimanjaro. This has led to food insecurity resulting in famine,
desertification and the prolonged conflict between farmers and
pastoralists.
Land degrading encounters have facilitated soil erosion, desertification and salinization. This is due to activities like overgrazing,
wild fires, deforestation and inappropriate agriculture practices.
Forests and wetlands are suffering from deforestation caused
by increasing need for timber and energy. According to Tanzania
Environment and Climate Change Policy Brief (2010) as quoted,
‘The wetlands are threatened by increasing population, land clearance and deforestation of swamp forest and surrounding woodlands, poaching, pollution and eutrophication, and modification
of natural flow regimes. The ecosystem services are impaired by
infestation of alien species, declining fish populations, habitat
destruction and loss of biodiversity’.

�176

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

Biodiversity which plays a great role in supporting life on earth
has been affected in numerous ways. For instance, aquatic life
has been vulnerable to manned – harmful activities like destructive fishing, unregulated costal tourism and over-exploitation of
aquatic resources.
Deforestation is said to disturb forests potentials like purification and regulation of water, climate regulation, and carbon
sequestration. It is also accused of being responsible for global
climate change mainly facilitating erosion, siltation and loss of
ecosystem services7.
Impacts of Environmental Destruction in Tanzania
Environmental destruction has a lot of impacts. Some of these
include but not limited to overheated temperature from global
warming which has led to melting icecaps like that of Mount
Kilimanjaro with long-term threatening effects of total diminishing. It is estimated that the snow at the top of Mount Kilimanjaro
will disappear in 10 years time to come. Consequent to this are
economic impacts like lack of tourists who bring foreign currency
that is directed to development interventions in the country. This
impact trickles down to enhance family poverty especially to dependants of tourist activities of Mount Kilimanjaro.
There has also been an outbreak of pests and diseases which
have affected coffee production by 20% in areas which will experience heavy rainfall and maize production has declined by 33% on
the national level leading to consequential effects of prize escalation impacting the poor who cannot afford the prize.
The Tanzania Environment and Climate Change Policy (2010)
has reported that Tanzania’s water resources’ flowing is being
J. Andersson and D. Slunge, Tanzania – Environmental Policy Brief, Gothenburg 2005.
7

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

177

reduced and hence affects lives of the users in many ways; for instance domestic usages and hydroelectric power production. Rivers
like Pangani River which supports life in Kilimanjaro and Moshi,
the Ruvu River which supports Dar es Salaam are also affected.
It is estimated that ‘‘the reduced flows of the Pangani will impact
the 17.4% of the country’s hydropower generated in that basin,
while the increased flows in the Rufiji basin may cause damage to
the Mtera and Kidatu hydropower installations, which generate
50.3% of the country’s hydropower’’8.
Different Remedies Given
In fighting environmental degradation and preserving climate
Tanzania has joined forces with global initiatives like signing the
UN Framework Convention on Climate Change (UNFCCC) in
1992 and ratified it in 1996; signed the Kyoto Protocol in 2002
and established a National Adaptation Program of Action in January 2007. Deliberate efforts have also been put by institutionalizing
environmental conservation by establishing various sectors like
ministry to deal with environment in Vice President’s Office Division of Environment, Ministry of Energy and Minerals, Ministry of
Water and Irrigation, Ministry of Agriculture, Food Security and
Co-operatives and Ministry of Natural Resources and Tourism,
National Climate Change Steering Committee (NCCSC), Tanzania
Meteorological Agency and others.
Moreover, the establishment of several policies like National
Environmental Policy (NEP, 1997), the National Environmental
Action Plan (NEAP, 1997), the National Adaptation Program of
Action (NAPA, 2007);, the Environmental Management Act (EMA,
S. Mkhandi and J. Ngana, Trends analysis and spatial variability of annual
rainfall, in: Water Resources Management in the Pangani River Basin: Challenges
and Opportunities, ed. J. Ngana, Dar es Salaam 2001, pp. 21–29.
8

�178

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

2004), a legislation providing for legal and institutional framework for sustainable management of environment, prevention and
control of pollution, environmental compliance and enforcement,
etc., the Environmental Impact Assessment (EIA) and Strategic
Environmental Assessments (SEA) have been accomplished.
Tanzania has also instituted measures like use of alternative
sources of energy like improved sources such as biodiesel charcoal
and stoves and donors likewise have been invited and they play
a great role in saving the climate. The Government of Norway for
instance has pledged US$100 million for work related to Reducing Emissions from Deforestation and Forest Degradation (REDD);
Denmark through DANIDA is conducting a lot of projects in various
areas in the country, Finland supports forest and environment, and
Bioenergy, and European Union also plays a key role.

Traditional Knowledge for Environmental preservation
General Overview
Traditional social cultural habits of preserving climate and
environment have been carried and demonstrated in traditional/
indigenous or local knowledge. In 1992 the UN Conference on
Environment and Development (UNCED) positioned this knowledge in the centre of attaining sustainable development though
protecting earth’s biological diversity. Moreover, many international development agencies are recommending the integration of
scientific and traditional knowledge which entails linking culture,
environment and development in management of natural resources
and conservation of biological diversity.
This knowledge is said to be community based, collectively held
and useful on complementing scientific interventions in climate
change. The Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC)

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

179

insists on the indispensability of indigenous knowledge in developing adaptation and resource management strategies and that
it is cost-effective, participatory and sustainable. Furthermore,
the United Nations, Traditional Knowledge Initiative (UN-TKI)
in Partnership with IPCC recognizes the importance of involving indigenous people in climate change debates. Other global
organizations like UNDP, UNESCO, and CBD in recognizing the
importance of local or traditional knowledge are campaigning
to involve local people in developing local, regional and global
policies in addressing climate change. Lastly, the 2011 Mexico
City workshop has recognized the importance of local knowledge
in agro forest, traditional medicine, biodiversity conservation,
customary resource management, impact assessment and natural
disaster preparedness and response9.
It has to be noted that as mentioned in the background information and in the theoretical framework this traditional knowledge is backed up by existence of traditional beliefs that manifest
themselves through fear of supernatural God or gods/goddesses
whose abode lied in rocks, streams, trees, rivers and others and
that these gods can protect them from harm, famine, draught,
epidemics and war, and that it happens that these gods avenge
their anger on however disobey them. Moreover, these beliefs have
been merged with legal institutions of the community which in
turn make people obedient10.
G. Raygorodetsky, Why traditional knowledge..., op. cit.
R.J. Chacon, ‘Conservation or Resource Maximization? Analyzing Subsistence
Hunting Among the Achuar (Shiwiar) of Ecuador, in: The Ethics of Anthropology and
Amerindian Research: Reporting on Environmental Degradation and Warfare, eds.
R. Chacon and R. Mandoza, New York 2012, pp. 311–360; S. Krech, Reflections
on conservation, sustainability, and environmentalism in indigenous North America,
„American anthropologist”, 107(2005), no. 1, pp. 78–86; P.A. Cox, Will tribal
knowledge survive the millennium?, „Science”, 287(2000), no. 5450, pp. 44–45.
9

10

�180

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

Traditional Knowledge Practice in Africa
African traditional knowledge on environmental conservation
is interconnected with religious practices as it was widely believed
that ‘everything which belongs to ecosystem and environment had
strong spiritual meaning for humans’11.
It is widely believed that African communities have incredible
knowledge on conserving climate and that Africans are excellent
observers and interpreters of change in the environment12.
African traditional knowledge has proved useful in conserving
climate and providing subsistence for the dwellers over years as
demonstrated in different ventures. Humans have relied on plants
for multipurpose aspects such as food, clothing, construction
materials, cosmetics and medicines, and this has sustained for
years because ‘traditional value systems have guided the sustainable use of wild plants in Africa over the years’ (conserveafrica.
org n. d).
Also some African rituals set forests as ‘no go’ areas as they
were regarded as Gods and gods’ residences as hence cannot be
contaminated by community members who were not religious
leaders. Moreover, unnecessary tree cut was forbidden and one
has to acquire special permit to do so. Sati (2013) for instance
posits that forests were made part of the community who had
feelings for them. This cultural practice lets forests robust and as
a result regulates climate by attracting rainfall, wind barring and
cool the areas.
In tribal communities of Urhobos in Delta Central in Ghana and
even in Nigeria for instance there exist certain taboos on killing
or eating an animal totem which has played a key practice of inS. Asiimire, The Unwritten Law..., op. cit.
G. Raygorodetsky, Why traditional knowledge..., op. cit.; L. Sati, Traditional
Practices Key..., op. cit.
11
12

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

181

digenous knowledge for conserving biodiversity. This is practiced
in the belief that there is supernatural connection between people
and environment.
In his own words Asimiire S. posits that ‘natural phenomena
were seen as possessing spiritual powers, and the natural force that
supplies food seen as superior and accorded respect and veneration;
and therefore sacred and endowed with healing powers’13. Certain
trees, for instance, could not be fell because they were considered
as (God’s trees) and this shows the strength of traditional habits
intrinsically connected with religion in environmental conservation.
Land in African societies was also seen as a goddess. On Sunday
or even when the community member has died, one could not
farm the land; this regulated man’s impact on the land and thus
secured its fertility. Land in these traditional societies belongs to
clans and not to the individuals, and because the clan consisted
of the living, the dead and even the unborn, it enhanced the idea
of sharing and caring or nature.
Generally, rivers and seas were also seen as abodes of the gods
and as divinities, certain human activities that marred their beauty
were considered abominations; therefore, pollutants and human
waste could not be discharged into these water bodies lest the
culprits were punished by gods.
Traditional Knowledge Practices outside Africa
Not only in Africa but also all over the globe traditional or local
knowledge has way back been beneficial and used by indigenous
people for survival and conserving the climate. The following
case of Philippines, as demonstrated by UNESCO (2013), shows
how traditional knowledge was used by the Philippines to enable
them survive;
13

S. Asiimire, The Unwritten Law..., op. cit.

�182

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

The Philippines used traditional knowledge in building social
cohesion and cooperation networks using traditional supporting systems involving reciprocal exchanges of valuables with
stories associated with them. These took place as rituals and provided the forum for the whole community to agree and transfer
worked knowledge of resource management and environmental
conservation.
In Ranau S a b a h traditional knowledge on environmental
conservation has been manifested through agriculture and traditional healing activities. In agriculture, for instance, hilly areas
were protected from erosion by planting and avoiding cutting
down trees and mixed farming and shifting cultivation methods
were employed to retain fertility. Also, there were certain prohibitions like observing dreams and listening omens from birds. If,
for instance, one had a bad dream when he/she is about to open
a new piece of land it signaled bad luck unsuitability of place for
farming; likewise certain birds’ sounds signaled good or bad omen
and one had to strictly follow it hence limit land use.
Vitality of certain food crops used for medicinal practices allowed plenty of trees to be found around native homesteads
and hence regulated climate. Red rice water, for instance, was
a medicine for women who have just given birth and its leaves
were believed to increase blood content.
In I n d i a several practices accompanied by religious practices
have taken place whereby for instance certain forests are named as
sacred and protected by customary laws. Such forests are potential
for herbs and other medicinal plants.
All these evidences of presence of traditional knowledge prove
that it is not to be neglected. In Tanzania, however, there is scarce
literature on this knowledge despite the fact that the remnants
of its existence are still evident to indigenous societies to date.
Moreover, no research has been conducted to study its existence in

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

183

Mshiri village and pose it as complementary measure to preserve
environment to modern generation. This is the gap that this paper
has attempted to fill.

Research Methodology
Introduction
Methodology denotes a systematical way of solving Research
problems. It contained various steps that have been generally
adopted by research in studying this research problem along
with logic behind them. This paper was set to find out whether
traditional environmental conservation methods can be helpful
to complement the modern and scientific methods of which its
effectiveness is proving ineffective and adding further problem
to the planet Earth.
The process of achieving this involved investigation and exposed
various methods of traditional environmental conservation that
can be utilized to help the large mass of Tanzanian population to
conserve environment in more distressful conditions of environment destruction that is in persistence today.
Research design
The study employed Case study research design with the view
that it would provide an opportunity to study the aspect of the
problem in some depth within some limited time scale, the research
maximized qualitative approaches and quantitative approaches to
ensure quality.
Study Area
The study was based on Kilimanjaro region; the focus was to
assess the contribution of traditional knowledge in environmental
conservation using a case study of Mshiri Village which in recent

�184

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

years has lost its virginal condition of coldness and instead high
level of temperature is being experienced. Study population has
focused on the elder people of Mshiri village in Kilimanjaro region
as well as some few middle aged people to air out their views
on how properly traditional knowledge can be utilized to help
and complement the current methods to achieve the promising
environmentally friendly conditions to man’s life. This population
is chosen because they have the treasure of the knowledge from
experience and they are eye witnesses to climate change in the
village and so reliable information was obtained from them.
Sample size and sampling
The study optimized purposive/judgmental sampling because
researchers believed that it would provide the necessary and rich
information relevant to the study problem. R a n d o m s a m p l i n g
was used to complement purposive sampling whereby the sample
size included 10 respondents who were the elders that in distant
time utilized traditional methods in course of environmental
preservation; 5 individuals of middle age, 2 of them being forest
specialists aimed to provide technical experience on environmental
conservation.
Data collection methods and Analysis
The study was optimally designed to use both primary and secondary data, however utilization of secondary data method found it
difficult given that sources on traditional methods of environmental
conservation were limited especially in Tanzanian context, however
documents from other African countries were utilized. However, the
study used n-depth interview method which involved face to face
conversation between interviewer and respondents with the purpose
of eliciting information from the respondents. This helped researchers to follow up ideas, probe responses and investigate motives

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

185

and feelings in relation to environmental conservation methods.
Secondary data were obtained from books, journals, institutions
statistics and reports for theoretical analysis. Data obtained from
the field were recorded, summarized, operationalized and data
from documents were subjected to content analysis. Presentation
of Data was in the form of text and elaborations and qualitative
elements were presented in the form of percentages and tables.
Data quality control (Reliability and Validity)
Reliability of data is the extent to which a test or procedures
produce similar results under constant conditions on all occasion,
on the other hand, validity tells us whether an item measures what
is supposed to measure or describe. To ensure these a careful operationalization of research instrument was employed including
employing multi methods in data collection.
Data Presentation and Findings Discussion
This section presents and discusses the findings of the study.
They are presented following the sequence of research objectives.
A number of questions were posed regarding environmental preservation and climate change in Mshiri village. Questions included
asking the respondents to mention practices and significance
of traditional knowledge used to conserve the environment, to
mention practices of climate change in their village, to point out
factors influencing climate change in their area, and to show their
awareness on the implication of climate change in their day to day
lives. Results are presented and discussed below.
Practices and Significance of Traditional Knowledge
in Environmental Conservation in Mshiri Village
In answering the question on practices and significance of traditional knowledge on conserving the environment, it was found

�186

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

out that traditionally local knowledge was paramount in preserving
climate change for Mshiri village residents. This was facilitated by
their homogeneity in race, language, religion and even leadership
style whereby people were under patronage of their political and
religious leaders. The fear of gods and God (Ruwa) for enforcing
and punishing the law breakers of what was communally agreed
has been one of the strongest reason for preserving the environment
in the village. This is summarized in the table below, presented
and discussed thereafter.
Table1: Key Practices of Traditional Knowledge in Preserving the Environment
Element

Number

%

Religion

15

100

Solidarity works (Jumatatu)

13

86

Respect to Leaders and Sanctions
Traditional Healing
Homogenous Leadership
Others Practices

5

15

14

93

2

13

15

100

Source: Field Data 2017.

Religion
From the table above it was revealed that Religion was the basic
element that serves as the foundation of environmental conservation at Mshiri village supported by all 15 participants, i.e 100%.
It reflects the traditional cultural heritage where by customs were
ascribed to worship of gods and one God for Chagga people (Ruwa)
who was the enforcer of truth. This God spoke to people vividly on
the dos and dont’s in the society. He punished the law breakers by
killing them, bringing famine of diseases to their clan/ homesteads
and to this end everything was looked from religious perspective
(Mbiti ibid). God provided nature and human realized this and so

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

187

was in good relationship with it14. There were several avenues that
connected environmental conservation and religion as follows:
All 15 respondents (100%) discussed about the existed belief
that God and gods resided in specific major avenues like big trees
or mountains. For instance, some trees were not supposed to be
cut or touched. They grew in various places in the village and it
was an abomination for anybody, to approach the tree zones except
the elders. Trees like ‘Mkuu’ and ‘Mfuranje’ were considered sacred
and every homestead had them. As a result the trees grew big attracting shades, preserving ecology, and acted as wind breakers
making the area well-conserved. This traditional knowledge and
belief are synonymous with Mkenda (n.d) findings that African
society big trees like fig and baobab were a manifestation of the
powers of Supreme Being and used as shrines.
Not only in Africa but even outside Africa big trees have been
considered sacred and kept for veneration. For instance, the Bothi
tree is considered as a sacred fig tree by Buddhist, Hinduism and
Jainism. This is according to Mkenda that “indigenous people
knew that they had religious and moral responsibility towards the
environment and that if they destroy environment it would imply
destroying themselves”
Moreover, big rivers were also preserved and adored as they were
perceived to have supernatural powers. Big rives had ‘basin – like’
places traditionally known as ‘Nduwa’ which were considered to
be the gods residence and so were inaccessible to ordinary villagers except for religious leaders who were authorized by gods to
enter. These were used for rituals and intercession between people
and gods in cases where for instance there were calamities caused
C.V.O. Eneji [et al.], Traditional African Religion in Natural Resource Conservation and Management in Cross River State, Nigeria, „Environment and Natural
Resource Research”, 2(2012), no. 4, p. 45.
14

�188

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

by man disobedience. These places were approached to remove
bad omen and by pleading to the ‘mizimus’ i.e. ancestral spirits.
These places were normally surrounded by big trees, grasses and
tree bushes. As the place was well conserved it was never dry and
it maintained rivers that flew to the village throughout the year.
Solidarity works (Jumatatu)
Another traditional practice which reflected people’s traditional
knowledge in environmental conservation was existence of solidarity works. This was mentioned by 13 respondents equivalent
to 86 %. Frequent meetings on how to conserve the environment
were facilitated with religious leaders and political leaders. It
was a tradition for village leaders to have a session after every
Sunday service to give announcements and allocate ‘Jumatatu’
tasks (community solidarity works) and religious leaders would
wind up by adding emphasis insisting Gods enforcements on top
of legal ones. This practice still happens but to lesser extent and
also these solidarity works are greatly affected with rural-urban
migration whereby most of youth have shifted to urban areas in
Moshi, Arusha and even Dar es Salaam leaving elderly people who
are not as energetic to tender these works.
Moreover, solidarity works were demonstrated in the act of
guarding forests in turn against the stubborn and law breakers. As it
was noticed that law breakers were always trying to enter forests for
reasons like fuel searching, felling trees, honey harvest and others,
and by noticing that these harmful activities will endanger their
environment, they agreed to guard the forests in turn. The village
leaders knew all members of the community and they were each
assigned a day to guard the forests, failure to do so would attract
sanctions like fines. For those who were caught destroying the
forests punishment included beating in public, fines or confiscating personal property like baskets, cattle and anything available.

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

189

This was associated with the belief that forests were provided by
God for caring his people, so it was collectively agreed to respect
that by preserving what He has given them.
Among the interviewees, 3 respondents (20%) mentioned
demonstration of traditional knowledge in keeping tree nurseries.
Leaders, both political and religious were champions in ensuring
that trees were planted in every homestead and open places. It
was even agreed that every Monday to be a community working
day and one of the activities was planting trees all around the
places that were identified by the leaders. This made the village
to be so full of trees and fruits that served for shades, food and
good climate.
As pointed out by moral realists that true beliefs correspond to
the dictates of foundational reality and false beliefs contradict that
reality; it was easy for community members to place their belief
in what they knew was true and this was reciprocated by having
a good climate which supplied them with everything they needed.
There was also unique knowledge on keeping water sources.
One of them included guarding seriously ways that lead to Mount
Kilimanjaro to prevent bypassers and those who would try to enter
without permission as these were main sources of bush fires that
frequently attacked the area and destroyed the natural forests for
about 41 km2 between 1952 and 198215.
It was also reported by almost 98% of the participants that all
village men would on every Monday attend all water sources like
springs, wells and rivers to make sure that they are not blocked
and are clean and anyone who missed that activity was fined.
Another activity was digging, directing and frequent cleaning of
P.Z. Yanda and E.K. Shishira, Forestry conservation and resource utilization
on southern slopes of Mount Kilimanjaro: trends, conflicts and resolutions, in: Water
resources management in the Pangani River Basin: challenges and opportunities,
ed. J.O. Ngana, Dar es Salaam 2001, pp. 104–117.
15

�190

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

canneries (mifereji asilia) that were made from the water sources
directly to homesteads in the village for purposes of irrigation,
domestic uses like washing, cooking and bathing and for taming
harmful animals like wild rabbits (‘panya buku’) locally known
as ‘fuko’ that destroyed banana trees and other crops. It was collectively agreed and enforced that no one has to do any private
activity that dirty the water or prevent these waters from entering
other people’s homesteads. This means that it was shared by all
villagers equally. These made the water sources last for years and
there was enough water for everybody’s use.
Respect to Leaders and Sanctions
Traditional knowledge was also manifested by existing sanctions
like prohibiting animal grazing from water sources, in the forests
and in private properties. Areas which were believed to be gods
residence were no entry zones and fairy tales had it that when
animals entered these areas they vanished. Also, if any community
member, who was not even a leader, witnessed a law braking act,
he/she went to report it to the leaders and appropriate measures
were taken like public beating, fines or total confiscation of the
cattle.
Explaining keenly one old woman of about 70 years narrated
that cattle rearing, being one of the major activities for every
homestead, it was women’s major task to find fodder for cattle.
Sanctions were the same that these no go areas like water sources
and ‘Nduwas’ were no go areas and if caught same sanctions mentioned above would apply. It was very common to find women being
slashed publicly in front of everybody including their children. As
this was a humiliating and shaming activity women had to ask for
permission and followed instruction to only enter the permitted
zones. She narrated a case where she and her friend spent the
whole night in the forest just to avoid being apprehended by the

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

191

villagers who noticed them entering the forbidden zone. They had
to come out the other day afternoon and still face the humiliation
and according to the woman, they never dared to repeat the act
and it became a lesson to the rest, and this was so because leaders
were highly respected.
This practice has to be reintroduced. People have to be involved
in formulating strict rules to conserve the environment in which
they will feel ownership and hence implement as their own as it
has been proved that people must have voice on deciding their
fate, being listened, respected and empowered to implement what
they collectively agree so as to bring ownership and sustainability16.
Traditional healing
Fourteen (93%) of respondents reported traditional healing practices as an area which demonstrated high knowledge
in conserving the environment. This refers to knowledge that
existence in varieties of trees and other plantations that were
identified to have healing powers. These existed in planted trees’
seeds, leaves and roots of vegetations. It was learnt that some
trees were not fell for traditional medicinal purposes both for
humans and animals.
Homesteads were also full of human medicine plantations like:
‘mpasi’, ‘kitolo’ and ‘mareremu’ for treating coughing’, ‘mamboko’
for curing broken bones or injured nerves, ‘ratune’/aloevera for
wounds and ‘mapfuna’ for cuts. Leaves of a tree known as ‘Ringiri’
were also special for feeding domestic animals such as goats when
they give birth; and it was found in every homestead.
Other researches done elsewhere in Africa found the same kind
of belief that there were supernatural powers behind vegetations
R. Chambers, Rural development: putting the last first, London – Lagos –
New York 1983.
16

�192

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

which originated from the link between religion and natural phenomena Asimiire17.
These practices still remain in some societies to a lesser extent
like Maasai Tanzania and Kenya. Researcher’s observation in
Mshiri Village witnessed people walking a long distance deep in
Kinapa forest to search for these herbs and some have disappeared
altogether. Provided that this traditional practice served the multipurpose and its benefits are indispensable, still there is a need
to recapture this knowledge and exercise it in modern generation.
Homogenous Leadership
Two, i.e. (13%) of respondents complained about presence of
multi-partism which has brought division to the villagers. Presence of one common political affiliation has facilitated discipline
and commitment to the agreed customs and traditions. This was
ascribed to the sense of belongingness between the leader and the
led whereby leaders were considered to share the same feeling
and understanding with the led. Moreover, having respected clan
heads, who were taken as God’s representatives and who gave
direction to the community, facilitated togetherness and hence
common understanding. This has been proved to be so; that division in party affiliation brings disagreements, prolonged meetings
and even creation of opposing camps opposing each other hence
delaying agreement and implementation of decisions.
Other Domestic Activities
Respondents also mentioned a number of other domestic practices where traditional knowledge was demonstrated. One of them
was fuel uses. Most rural households live on fuel from trees, and
this has been one of the major causes of deforestation and deser17

S. Asiimire, The Unwritten Law..., op. cit.

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

193

tification in Tanzania recently. It is intriguing how Mshiri, being
one of these villages in rural areas, maintained sustainable use of
trees for fuel purposes. Traditional knowledge played a great role
in ensuring this. First, this was a custom to have all trees a family will need inside its Kihamba. This included trees traditionally
known as ‘meresi’, ‘msonobari’ and ‘mtarako’. Despite the fact that
these trees were used for timber and leaves for livestock beddings,
what is interesting is the way they were used for fuel.
A tree like ‘msonobari’ for instance could be lit for a week continuously without quenching. This was because after every use at
night thick wet pieces of firewood were kept inside the fireplace
and this was found still burning the next morning. Moreover, dry
pieces of firewood were mixed with wet ones and these made the
fire consistent and slow hence minimizing the need for a more
firewood pieces.
It was also revealed that traditional knowledge was useful
in identifying signs from birds and surroundings for different
activities of the year. Respondents described association of certain bird’s sounds with events. For instance, certain birds’ sound
symbolizes planting or harvesting season, death, and drought or
rain season. It was also a common knowledge which was passed
from elders to children to read the clouds in the sky; for instance,
when the clouds were so dark and in certain location like eastern
side, western or overhead side it would rain on that day. Also,
each particular clouds pattern had interpretation like God’s/ gods’
anger or happiness.
All these indicators were of much significance to Mshiri people
as they enabled them to conserve the environment and survive
under good climatic condition of which they were responsible
to create and nurture. This is in tandem with moral realism philosophy which states that true beliefs correspond to the dictates
of foundational reality and further it was possible as all villagers

�194

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

were aware that they will not escape God’s punishment for non
compliance with caring nature.
Indicators of Climate Change in Mshiri Village
When asked about the indicators of climate change in the village, all 15 participants were not hesitant to mention changes in
weather patterns. As all participants were 40 years and above, over
four decades they lived they have been eye witnesses of changes in
weather patterns from systematic weather condition of 1970s, to
present unpredictable patterns. Prolonged and unpredictable hot/
summer seasons were reported as the most troubling condition
which has twisted people lives in this once cool and wetland. All
15 respondents elaborated with deep feelings the way prolonged
hot climate has affected their lives from economic activities to
agricultural ones.
Mshiri population which once lived on banana and coffee,
which is robust in humid climate, is now unable to depend on this
because hot climate will not allow them to grow as they used to. It
was normal to have cloudy and very cold mornings accompanied
with fog to about 10:00 a.m. in the morning. This is no longer
there. According to the study conducted by the University of Witwatersrand Coffee production for instance has dropped and will
drop to 200kg per hectare by 2030 and to 145kg per hectare in
2060 because it has been established that for every 1 degree night
temperature rise, 137kgs are lost and since 1961 night temperature
has risen by 1.4 degrees18.
Glacier retreat and reduction of ice cap on Mount Kilimanjaro
was also a matter of concern to all villagers as presented by the
K. Makoye, Coffee production slipping in Tanzania as temperatures rise.
[Online]. Available: https://www.reuters.com/article/us-tanzania-coffee/coffeeproduction-slipping-in-tanzania-as-temperatures-rise-idUSKBN0NI0D520150427.
[Accessed: 02-Jan-2018].
18

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

195

respondents. One can have a direct view of the mountain when
standing on any hilly area of the village. In the company of one
respondent the researcher could see vividly Mount Kilimanjaro and
the respondent was pointing his finger showing the way he used
to see the amount of ice covering the rocks of the mountain to the
bottom of the mountain but now it is like a naked man wearing
an undersized hat.
Another indicator mentioned was presence of reduced, drying
or dried water sources and rivers like river ‘Kiruwi’ which was once
full throughout the year and now is a dried area. A lot of springs
have also dried up and this has reduced the supply of water in the
village. Reason to these is multifaceted.
Reduction of ice cap on Mount Kilimanjaro is the major reason
as the ice has been drizzling and forms streams. It forms pure fresh
water which supported ecosystem around the mountain. Other
anthropological activities also have contributed like deforestation,
bush fires and others.
Also famine was mentioned as another indictor of climate
change in Mshiri Village. As pointed out earlier, changes in
weather patterns and reduction of water sources have direct
impact on agriculture. Mshiri village has previously depended on
producing their own food for 100% and this was possible due to
support of conducive climate but only 5% have food throughout
the year.
Their population increases at an estimated rate of 3 per cent
each year and the population density for the upper belt was
around 650 people per km2 in the year 2000, according to the
Moshi Rural District Council. Consequently, the land devoted
to agriculture, which the Chagga call shamba, is shrinking. Yet,
the old Chagga agro forestry system has been one of the most
productive areas of agriculture in Tanzania. Its multicultural
combination of trees, rice, vegetables, beans and groundnuts

�196

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

combines well with naturally good soil to achieve sustainable
resource management19.
People described lack of ‘ghalas’ (locally made food store) and
presence of empty ‘kais’ (traditional storage space in the roof) as
an indicator of lack of food. It was learnt that years back when
climate was good it was common for homesteads to have places
they store food. For instance, extra harvested maize was processed
and kept in a ghala for a very long time for future uses. Moreover,
Mshiri houses were built with kais specially for storing surplus
crops like coffee.
Fertile black soils in shambas were also reported as indicator
of plenty food. Subsistence farming supported by climate allowed
mixed farming whereby homesteads grew their own food enough
to consume throughout the year. People would grow maize, coffee,
potatoes and various types of vegetables, yams, many fruits, sugarcanes, and many others. It was normal to have ripened bananas
rotting on shambas from lack of people to consume. Also relatives
from urban areas returned with big sacks of varieties of food when
they went to visit back home in the village. All these have changed.
Presence of empty kais, lack of ghalas, lack of coffee to harvest and
store, visible shambas with only one type of food crop and few fruits
and relatives from urban areas returning empty handed has been
an order of the day and indicator of food shortage in the area. One
of the respondents pointed out that this is happening because God
and gods are angry with the people. In her research Mwangi20 found
out that when weather was good and food was plenty it symbolized God’s and gods’ happiness towards his people and vice versa.
A. Hemp, The banana forests of Kilimanjaro: biodiversity and conservation
of the Chagga homegardens, „Biodiversity and Conservation”, 15(2006), no. 4,
pp. 1193–1217.
20
E. Mwangi, Indigenous Knowledge and Environmental Conservation in East
Africa, Bloomington 1998.
19

�197

SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

Factors influencing climate change in the area?
The researcher was interested to know whether villagers were
aware of factors influencing climate change in their village. The
following factors were mentioned:
Table 2: Factors influencing Climate Change at Mshiri Village
Factor
Harvest of natural forests
Toothless laws

Frequency
15

%
100

3

20

Unsustainable pastoralist’s activities

15

100

Destroying water sources

15

100

5

33

Lack of environmental conservation education
Laziness

2

13

Neglecting traditional practices of replanting trees

11

73

Lack of discipline to leaders and elders

12

80

Life hardship/ low income/ poverty

15

100

Poor leadership

4

27

Drinking habits

3

20

Population growth

9

65

Source: Field Data 2017.

The table above shows prominent factors mentioned to be destructive to environment: tremendous increases of harvesting of
natural forests for fuel, farming and housing purposes. This was
mentioned by 100% of respondents. Being a rural area where other
sources of energy like electricity were unavailable or unaffordable,
prime source remained to be firewood and charcoal which involved
tree cutting. This was escalated by lack of reforestation (73%),
population growth (65%), life hardship whereby people engaged
in firewood and timber harvesting and selling to earn income
(100%) and lack of environmental conservation education (33%).
Other factors mentioned were unsustainable pastoralist activities

�198

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

(100%) like grazing in water sources such as springs and wells,
and cutting fodder for zero grazed cattle.
Other factors were: presence of toothless laws which are not
able to punish the culprits (80%), laziness 13%, lack of discipline
to leaders and elders (80%), poor leadership (27%) and drinking
habits (20%). Also destroying water sources was mentioned as
the major factor that influences climate change. This was done
through grazing in the sources, cutting trees around water sources,
leaving them unattended, performing other domestic activities in
the rivers like washing and bathing.
Global warming has also affected Mt. Kilimanjaro which is the
major source of water at Mshiri Village. Frequent bush fires, smokes
from industries in towns and vehicles have resulted in overheated
temperature leading to melting ice top of Mount Kilimanjaro with
long-term threatening effects of total diminishing. As presented in
previous sections this has an impact on economy and society at large.
People’s awareness on day to day implication of climate change
The research also intended to know whether people were aware
of the implication of climate change. This was important so as to
be able to establish the fact that people knew the consequences
of their actions. Table number 3 shows the results:
Table3: Respondent’s awareness on Day to Day Implications of Climate Change
Sex

Yes

%

No

0%

M

6 out of 6

100%

0

0%

F

9 out of 9

100%

0

0%

TOTAL

15

100%

0

0%

Source: Field Data 2017.

All respondents (100%) demonstrated awareness of the impacts
of climate change in the study area. They mentioned indicators

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

199

like disappearance of traditional food crops like ‘sowe’ (traditional
yams), banana, potatoes and yams; cash crops like coffee; and lack
of affordability of three meals per day, lack of rain, low tourism
activities, lack of timber, diminished biological diversity resulting in
drought, poor health status – eruption of diseases, poverty, deaths
from hunger, lack of pure air, diseases to humans and animals and
lack of biodiversity.

Conclusion
This section draws conclusion from the research findings and
makes a number of recommendations. The principal objective of
this study was to assess the contribution of traditional knowledge
in environmental preservation using a case study of Mshiri Village
at Kilimanjaro region in Tanzania.
Traditional knowledge has come out in this research as a complementary mechanism that can be used hand in hand with scientific methods in controlling climate change by conserving the
environment. Different traditional aspects of Kilimanjaro natives
like religion, leadership, traditional healing and lifestyle accompanied with participatory mechanisms come out as major factors
that contributed to conserving the environment in previous years.
Moreover, ownership and institutionalization of collectively agreed
methods has been the centre piece in effecting the efforts. This
knowledge has also proved to be useful in many African countries
like Zimbabwe, Mali and Nigeria21.
However, there are little remnants of evidence that show existence of traditional knowledge in conserving the environment at
A. Lalonde, African indigenous knowledge and its relevance to sustainable
development, in: Traditional ecological knowledge: concepts and cases, ed. J.T. Inglish, Ottawa 1993, pp. 55–62.
21

�200

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

Mshiri village. Stories from elder people, existence of dry valleys
once filled with water, traces of once existed water canaries in front
of villagers’ households and empty and dilapidated food storage
spaces prove the vanishing of traditional knowledge in conserving
the environment. Increased famine, prolonged hot climate, water
scarcity, lack of vegetations like trees surrounding homesteads
and low tourists activities together with loss of biodiversity have
been found as consequences of neglecting traditional knowledge
in conserving the environment at Mshiri.

Recommendations
Guided by the findings of the study, the researchers recommend
the following:
There should be revival of traditional knowledge in conserving
the environment in rural Tanzania which can also be duplicated
in urban areas. This can be achieved through making deliberate
efforts to visit and conduct more research in taping the traditional
knowledge in rural areas so as to come out with context – specific
measures which will be relevant to the dwellers.
Also, the paper recommends that there should be deliberate efforts to inculcate ethical obligation to Tanzanians which will bring
back the once felt connection between man and nature which as
a consequence will arouse conscious environmental conservation
spirit that will be backed up by the fusion of belief and reality of
what is societal good.
Moreover, policy makers should incorporate indigenous knowledge in planning environmental conservation interventions countrywide and especially in rural areas because these areas play
a key role in regulating climate in cities and supplying them with
food. This should go hand in hand with empowering local people
in implementing the agreed efforts.

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

201

However, the incorporation of indigenous knowledge as a complement to scientific one has to be done keenly as it has been
observed to be of great challenge to adopt a technological mix of
indigenous knowledge and modern scientific one. Ahmed22 recognizes the power of modern science in revolutionizing life on earth,
and identifies as a challenge the ability to adopt a technological
mix of indigenous knowledge and modern science in order to meet
the social, spiritual, cultural and humanitarian goals of people to
maximize their internal well-being.
REFERENCES

Ahmed M.M.M., The Concept of Indigenous Knowledge and its Relevance
to Sustainable Development, in: Indigenous Knowledge for Sustainable
Development in Sudan, ed. M. Ahmed, Chartum 1994.
Andersson J. and Slunge D., Tanzania – Environmental Policy Brief, Environmental Economics Unit, Gothenburg 2005.
Asimiire S., The Unwritten Law: Traditional Ways of Conserving the Environment, Available at www.newsvision.co.ug. Accessed on 25th July, 2017.
Chacon R., Conservation or Resource Maximization? Analyzing Subsistence Hunting Among the Achuar (Shiwiar) of Ecuador, in: The Ethics
of Anthropology and Amerindian Research: Reporting on Environmental
Degradation and Warfare, eds. R. Chacon and R. Mandoza, New York
2012, pp. 311–360.
Chambers R., Rural development: putting the last first, London – Lagos
– New York 1983.
Cox P., Will tribal knowledge survive the millennium?, „Science”, 287(2000),
no. 5450, pp. 44–45.
The Concept of Indigenous Knowledge and its Relevance to Sustainable
Development, in: Indigenous Knowledge for Sustainable Development in Sudan,
ed. M. Ahmed, Chartum 1994, pp. 1–41.
22

�202

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

Eneji C., [et al.], Traditional African Religion in Natural Resource Conservation and Management in Cross River State, Nigeria, „Environment and
Natural Resource Research”, 2(2012), no. 4, pp. 45–53.
Hemp A., The banana forests of Kilimanjaro: biodiversity and conservation
of the Chagga homegardens, „Biodiversity and Conservation”, 15(2006),
no. 4, pp. 1193–1217.
Krech S., Reflections on conservation, sustainability, and environmentalism
in indigenous North America, „American anthropologist”, 107(2005),
no. 1, pp. 78–86.
Lalonde A., African indigenous knowledge and its relevance to sustainable
development, in: Traditional ecological knowledge: concepts and cases,
ed. J.T. Inglish, Ottawa 1993.
Lameck P., Climate Change in Tanzania, Available at www.tcd.ie. Accessed
on 19th July, 2017.
Mkhandi S. and Ngana J., Trends analysis and spatial variability of annual rainfall, in: Water Resources Management in the Pangani River
Basin: Challenges and Opportunities, ed. J. Ngana, Dar es Salaam
2001, pp. 21–29.
Mwangi E., Indigenous Knowledge and Environmental Conservation in east
Africa, Bloomington 1998.
Raygorodetsky G., Why Traditional Knowledge holds the Key to Climate
Change, Available at www.unu.edu/publications/articles. Accesed
on 23rd July, 2017.
Sati L., Traditional Practices Key to Environmental Conservation, Available at www.av.at.nwsofthesouth.com. Accessed on 21st July, 2017.
WWF, Biodiversity Loss and Soil Erosion, 2001. Available at www.panda.
org. Accessed on 21st July, 2017.
Yanda P. and Shishira E., Forestry conservation and resource utilization on
southern slopes of Mount Kilimanjaro: trends, conflicts and resolutions,
in: Water resources management in the Pangani River Basin: challenges
and opportunities, ed. J.O. Ngana, Dar es Salaam 2001, pp. 104–117.

�SOCIAL CULTURAL HABITS AND CLIMATE CHANGE...

Diminishing River Kiruwi in Mshiri Village

203

�204

Ambiliasia Peniel Mosha, Steven Kauzeni

Diminishing River Una

Diminishing Morning Fog as viewed in Mshiri Village

�PART II

BIOGRAPHIES

��Chapter 6.

ANNA CICHECKA

GENDER AGENDA
AND DEVELOPMENT IN TANZANIA
ABSTRACT

The promotion of gender equality and women’s empowerment are indicated as essential elements of development. Put simply, it is pointed out
that development without “half of the population” – what means without
women – is impossible. Following this gender agenda one may observe that
the elimination of gender disparity and the strengthening of the organizations working for women’s rights are present in most developmental strategies for developing countries. This situation is also reflected in Tanzania.
At the same time, it is assumed that neopatrimonial political culture in
Tanzania has strongly affected the activities of the non-governmental sector
and has limited women’s movements ability to act independently and with
full access to autonomy, because the state authorities react violently and
with indignation to signs of oppositional voices. On the other hand, it is
visible that the Tanzanian women’s movements have used these obstacles
to strengthen their position in society, as well as in the public sphere. Thus,
it is worth examining the role of gender agenda with regard to the issue of
development and with local NGOs in Tanzania. The paper is based on an
analysis of the subject literature as well as field research and interviews
that the author has conducted with representatives of the NGO sector and
political circles in Dar Es Salaam, Tanzania. The field research was funded
by a grant from the National Science Centre – PRELUDIUM 9 Number:
2015/17/N/HS5/00408 while the rest of the research was funded by
a grant from the University of Wroclaw Number 0401/2467/17.
ANNA CICHECKA – PhD Candidate, Faculty of Social Sciences, Institute
of International Studies, University of Wroclaw, Poland.

�208

Anna Cichecka

Key words: development, women’s rights, gender agenda, Tanzania.

Introduction
Interest in official developmental strategies increased after the
Second World War. However, an intensive debate on development has started at the turn of the 1980s and 1990s, becoming
one of the most dominant discussions in international relations.
This situation was related to several historic cases, such as: the
appearance of the phenomenon called “fatigue aid,” the summary
of the decolonization decade as the “Lost Decade,” and the political transformation in Central and Eastern Europe. Moreover, in
response to the growing economic and political problems in the
global South, international institutions, such as the World Bank
and the International Monetary Fund (IMF), have presented proposals for solutions. They initiated the Structural Adjustment
Program (SAP), whose general aims were economic liberalization
and political transformation towards democracy. These countries
which implemented SAP regulations could receive various forms
of financial assistance, including debt relief1.
As a consequence, two opposite trends emerged at the turn of
1980s. and 1990s. On the one hand, the indicators of global economic growth have increased. On the other, the gap between poor
and wealthy states has grown at an alarming rate, and millions
of people in developing countries adjusted to live on the verge of
poverty. In relation to this situation the discourse on development
has been complemented by issues related to hunger and indigence
– which have been defined as major developmental problems2.
Foreign aid and development: lessons learnt and directions for the future,
eds. F. Tarp and P. Hjertholm, London – New York 2000, pp. 80–83.
2
M.S. Grindle, Good Enough Governance: Poverty Reduction and Reform in
Developing Countries, „Governance”, 17(2004), no. 4, pp. 525–548.
1

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

209

Simultaneously, it has been noted that one of the most vulnerable
groups for these problems were women. This became an impulse for
the United Nations (UN) to start a debate on the role of gender in
development and to propose varied strategies dedicated to women’s
rights and empowerment, which have started to be called the “gender
agenda”. The UN assumed that development without “half of the
population” – what means without women – is impossible3.
Following this gender agenda one may observe that the elimination of gender disparity and strengthening the organizations
working for women’s rights are present in most developmental
strategies for developing countries. This situation is also reflected
in Tanzania. At the same time, it is assumed that neopatrimonial
political culture in Tanzania has strongly affected the activities of
the non-governmental sector and has limited women’s movements’
ability to act independently and with full access to autonomy,
because the state authorities react violently and with indignation
to signs of oppositional voices4. On the other hand, it is visible
that Tanzanian women’s movements have used these obstacles to
strengthen their position in society, as well as in the public sphere.
Thus, it is worth examining the role of gender agenda with regard
to the issue of development and with local NGOs in Tanzania.

Hypothesis and research questions
Preliminary research has led to opposite assumptions. On the one
hand, it can be observed that gender agenda is extremely popular
in Tanzania due to the great influence of the UN and because of
its unquestionable value for development. On the other hand, it
Millennium Development Goals, Available: http://www.un.org/millenniumgoals/bkgd.shtml, [Accessed: 29-Dec-2017].
4
African Women’s Movements. Changing Political Landscapes, ed. A.M. Tripp
[et al.], Cambridge – New York 2009, pp. 81–89.
3

�210

Anna Cichecka

is stated that obviously the role of gender strategies is indispensable for economic growth but their implementation could not be
so successful without the engagement of local NGOs advocating
women’s rights.
Therefore, the author proposes a balanced hypothesis that the
gender agenda in Tanzania is considered as significant and needed
not only because of the rhetoric of international institutions – such
as the UN, but also because of the powerful forms of advocacy of
local NGOs – which guaranteed success and which have created
an impact as well. The author does not examine the role of gender
agenda in terms of the economy but investigates the narratives
about how these strategies have become popular.

Methodology
The paper refers to social constructivism theory5. Therefore,
the ideational and normative structures will be defined by the actors such as: international institutions, the UN, NGOs, women’s
movements, the state, the authorities, etc. The author undertakes
a comprehensive explanation of the relationship between the actors, as well as considering and understanding this phenomenon.
The research has been conducted by qualitative methods. The
first method is the analysis of the source materials and an analysis
of the subject literature. The author has also used an in-depth interview method during the field research conducted in Tanzania,
in 2015 and 2016. The groups of respondents have included:
representatives of women’s NGOs; representatives of public administration; representatives of academics and representatives
of business circles – a total of 29 interviews. All of these groups
received a set of questions adapted to the social role they play.
5

A. Wendt, Social theory of international politics, Cambridge – New York 1999.

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

211

The way of asking the questions has allowed for free responses.
All of the respondents have been questioned about the meanings,
interests and objectives of gender agenda and the NGOs activities in general. The field research was funded by a grant from the
National Science Centre – PRELUDIUM 9 Number: 2015/17/N/
HS5/00408 while the rest of the research was funded by a grant
from the University of Wroclaw Number 0401/2467/17.
In order to test the hypothesis, the author has used the following
research methods: a critical survey of the literature and a critical
analysis. The aim of the first part of this paper is to characterize
narratives about the effectiveness and popularity of gender agenda
in developmental strategies on the basis of the literature sources,
whereas the aim of the second part is to investigate the perception
of respondents, who have been interviewed by the author, and to
present their beliefs about the omnipresence of gender strategies in
developmental programs in Tanzania. The last part includes a brief
comparison of these two attitudes and gives a summary as well.

The explanation of gender agenda popularity
in Tanzania proposed in the literature
Among the most important authors, whose publications are linked
to the issue of gender agenda and development, are: A.M. Tripp,
A. Kiondo, C. Mercer, C.G. Ishengoma, A. Ellis, M. Blackden, J. Cutura, F. MacCulloh, H. Seebens, and R. Pinkney and S. Feinstein and
N.C. D ‚errico. It is worth to note that this list is obviously much
longer, yet the analysis of the positions published by the authors
indicated above may serve as a basic point for further examination. A.M. Tripp describes the women’s movements in East Africa
and examines their impact on socio-political changes in the state6.
6

African Women’s Movements. Changing Political Landscapes, op. cit.

�212

Anna Cichecka

A. Kiondo discusses varied issues linked to the NGO sector in Tanzania, paying special attention to the historical background and
the factors that have shaped this sector7 – similarly to C. Mercer8.
C.G. Ishengoma analyzes the activity of NGOs at local level, emphasizing the influence of external actors, authorities, the Church
and donors9. A. Ellis, M. Blackden, J. Cutura, F. MacCulloh and
H. Seebens analyze the relationship between the rising of women’s
movements in Tanzania and the process of economic development,
as well as social and political transformation10. R. Pinkney characterizes the NGO sector in sub-Saharan Africa in general11. S. Feinstein
and N.C. D’errico describe the socio-political situation of women in
Tanzania, taking into account historical and cultural dependencies,
as well as analyzing the basic legal provisions relating to the issue
of discrimination12.
Despite differences between the research areas favored by these
authors, all of them assume that when it comes to the establishment
of gender agenda, the UN deserves special attention. Firstly, they
emphasize the significance of four world conferences on women
organized by the UN in Mexico City, in 1975; in Copenhagen in
1980; in Nairobi; in 1985; and in Beijing, in 1995 and perceive this
A. Kiondo, F. Mtatifikolo, Developing and Sustaining NGOs in Tanzania.
Challenges and Opportunities in the New Millennium, Dar es Salaam 1999.
8
C. Mercer, Reconceptualizing state-society relations in Tanzania: are NGOs
“making a difference”?, „Area”, 31(1999), no. 3, pp. 247–258.
9
C.G. Ishengoma, Accessibility of Resources by Gender: The Case of Morogoro
Region in Tanzania, in: Gender, Economies and Entitlements in Africa, ed. E. AnnanYao [et al.], Dakar 2004.
10
Gender and economic growth in Tanzania: creating opportunities for women,
ed. A. Ellis, Washington 2007.
11
R. Pinkney, ‘NGOs, Africa and the global order’, NGOs, Africa and The Global
Order, Basingstoke 2009.
12
S. Feinstein and N.C. D’Errico, Tanzanian women in their own words: stories
of disability and illness, Lanham 2010.
7

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

213

set of events as the basic incentive for women’s movements worldwide to start the battle against discrimination13. They also agree
that when it comes to Tanzania and other sub-Saharan countries
the most important was the conference in Nairobi. Secondly, they
notice that the UN has contributed to the implementation of gender
agenda to the developmental debate, announcing that there would
be “no development without empowerment”. According to this
statement, development without gender equality is impossible as
discrimination against women has a negative influence on society
in general as women’s work and intellectual capacities (the same
as men’s) are essential factors in the process of economic growth
and strengthening development14.
A.M. Tripp, A. Kiondo, C. Mercer and C.G. Ishengoma have
emphasized that the establishment of gender agenda may be
treated as a merit of the UN but at the same time, one should be
aware of the mobilization of Tanzanian women’s movements at
that time and their influence on popularizing of gender strategies
in the state. In general, however, it may be assumed that the main
discourse in the literature seems to favor the UN part, neglecting
the role of local initiatives.
The next point is that all of the authors consider the breaking
point as the turn of 1980s and 1990s. They find that the implementation of gender agenda in developmental strategies in Tanzania
as well as its popularization in the state was possible due to the
13
A.M. Tripp, Political reform in Tanzania: The struggle for associational autonomy, „Comparative Politics”, 32(2000), no. 2, pp. 191–214.
14
One of the documents that underlined this issue is the Alternative Declaration, prepared by the Non-Governmental Organizations Forum in Copenhagen.
The Declaration mentions the necessity of revising existing development policies
and turning to greater social, political and economic participation of women.
C. Thomas, Ubóstwo, rozwój i głód, in: Globalizacja polityki światowej. Wprowadzenie do stosunków międzynarodowych, red. J. Baylis, S. Smith, Kraków 2008.

�214

Anna Cichecka

transformation initiated by the World Bank and the IMF. Thus, the
accent falls again on the influence of external pressure – coming from
international institutions (such as the UN, the World Bank, the IMF,
the Commonwealth), which has mobilized regional organizations
(such as the African Union, United Nations Economic Commission
for Africa, SADC, ECOWAS) and eventually have encouraged local
initiatives to take action15. The above-mentioned institutions have
been focusing their attention on democratization, human rights,
development and developmental aid at that time16. The pressure to
implement specific strategies in these areas has been spreading and
influencing the status of gender agenda twofold. On the one hand,
developmental strategies simply included provisions dedicated to
gender equality and very often have made developmental funds
conditional on the observance of women’s rights. On the other hand,
even if developmental programs have not prioritized the gender
agenda directly they have emphasized the necessity of economic
liberalization and democratization. Subsequently, these processes
have been creating the space for women’s movements advocating the
strength of gender agenda in institutional structures in the state17.
The SAPs may serve as a good example.
Moreover, the literature sources highlighted the great influence
of international institutions on legislative changes. It is assumed
that external organizations have forced the ratification of international commitments dedicated to strengthening women’s rights. It
is also assumed that they have been encouraging regional and local
actors to fight for legal system transformation18. At the same time
African Women’s Movements. Changing Political Landscapes, op. cit., p. 62–68.
C. Thomas, Ubóstwo, rozwój i głód, op. cit.
17
P. Norris, C. Welzel, and R. Inglehart, Gender Equality and Democracy,
„Comparative Sociology”, 1(2002), no. 3, pp. 321–345.
18
C. Mercer, Reconceptualizing state-society relations in Tanzania..., op. cit.,
pp. 247–258.
15

16

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

215

one should be aware that signing of international agreements has
rarely meant the fast implementation of provisions. Nevertheless,
the acceptance of the proposed contracts is perceived as unequivocal19 with the acceptance of gender strategies20.
The last dominant narrative on gender agenda emphasized the
role of external donors. It is pointed out that the growth of the
developmental aid sector has enabled NGOs advocating gender
agenda in Tanzania to become independent from the authorities
and the ruling party’s funds21. A.M. Tripp dedicates much attention
to this issue. Although the number of grants for women’s activity
African Women’s Movements. Changing Political Landscapes, op. cit., p. 217–229.
Among the most important international agreements are indicated: the
United Nations Convention on the Elimination of all Forms of Discrimination
Against Women – CEDAW, 1979; Nairobi Forward-looking Strategies for the
Advancement of Women, 1985; Beijing Declaration and the Beijing Platform
for Action; Cairo Declaration on Population and Development – ICPD, 1994;
Universal Declaration on Democracy, 1997; Millennium Declaration and Development Goals – MDGs, 2000; Resolution 1325, 2000; Protocol to the African
Charter on the Rights of Women, 2003; Solemn Declaration on Gender Equality
in Africa – SDGEA, 2004; Resolution 1820, 2006; Ouagadougou Action Plan to
Combat Trafficking In Human Beings, Especially Women and Children, 2006.
21
Among the most important sources of funds are indicated: 1. Public Foundations: ActionAid, the Foundation for International Community Assistance
(FINCA), the Humanist Institute for Cooperation with Developing Countries
(HIVOS), Interchurch Organization for Development Cooperation (ICCO), Oxfam;
2. Bilateral donors: Canadian International Development Agency (CIDA), the
Danish International Development Agency (DANIDA), the Japan International
Cooperation Agency (JICA), the Norwegian Agency for Development Cooperation (NORAD), the Swedish International Development Agency (SIDA), USAID;
3. Multilateral institutions: the European Development Fund, the United Nations
Development Fund for Women (UNIFEM), the United Nations Development
Programme (UNDP), the United Nations Population Fund (UNFPA), the World
Bank, the World Health Organization (WHO); 4. Special funds for women: African Women’s Development Fund, Global Fund for Women; 5. Private funds;
6. Foundations: McKnight Foundation, Ford Foundation, the Rockefeller Foundation; 7. Local government; 8. The business sector.
19

20

�216

Anna Cichecka

has decreased since 2000, previous years had significantly changed
the behavior patterns of local NGOs. Firstly, external funds have
contributed to the quantitative and qualitative increase of NGOs
advocating women’s rights. Secondly, as donors have preferred
cooperation with NGOs to national governments and have been
favoring relations with NGOs, then as a consequence many NGOs
have been adapting the donor’s agendas. On the one hand, it simply
maximized the chance of receiving the funds. On the other hand,
it has strengthened the gender agenda at local level22.
To conclude this part of the paper, one may observe that the
dominant narratives about gender agenda in literature sources put
emphasis on the importance of external influence. It seems that
international institutions have had a great impact on the actor’s
behavior patterns on a local level and have shaped the dynamic of
changes. The role of Tanzanian organizations has been not omitted
but definitely less attention has been paid to them in comparison
with the global entities.

The gender agenda in local narratives in Tanzania
It has been assumed above that the dominant narratives about
gender agenda in the literature refer in particular to several points
and events, which according to these narratives, may be perceived
as significant for strengthening gender strategies. Among them
are indicated: a set of conferences on women organized by the
UN; the UN declaration that gender equality is an essential part of
development; political and economic transformation set down by
the SAPs; international institutions’ commitment to the legislature
changes on a local level; and the role of external donors in financial
support for local NGOs advocating women’s rights. This section
22

African Women’s Movements. Changing Political Landscapes, op. cit., p. 101–106.

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

217

is dedicated to examining how the above-mentioned rhetoric – if
it does – correlates with the perception of representatives of the
NGO sector in Tanzania.
According to the first point – the importance of conferences
organized by the UN – all respondents declared the same, that they
have perceived this set of events as significant, emphasizing the
special status of the conference in Nairobi. For a number of reasons
meeting in Nairobi turned out to be ground-breaking for Tanzania.
Firstly, the location on the African continent had a symbolic and
practical meaning. On the one hand, the urgency of the situation
of African women has been underlined. On the other hand, these
measures enabled women’s associations, which due to financial
reasons could not afford to participate in conferences outside of
the continent, to send their representatives to neighboring Nairobi.
Secondly, the meeting ended with the adoption of the Nairobi
Forward-Looking Strategies for the Advancement of Women – an
important document that provided directions for the implementation of gender strategies at national levels23.
At the same time, however, respondents have accented that
although the influence coming from the UN could not be overestimated, it was not the only one important factor in the process
of strengthening gender agenda in the state. The conference in
Nairobi triggered the atmosphere of mobilization and became an
incentive for women’s associations but the need for changes had
existed before and merely appeared at this culmination moment
(Interviews with Dr Rose Shayo, 2015; Rehema Msami, 2015, Profesor Severine M. Rugumamu, 2015; Anna Kikwa, 2016; Ngunga
Tepani, 2016; and Mary Rusimbi, 2016). As an example may serve
Report of the World Conference to Review and Appraise the Achievements of
the United Nations Decade for Women: Equality, Development, and Peace, Nairobi,
15–16 July 1985, New York 1986.
23

�218

Anna Cichecka

the case of the Tanzania Media Women’s Association (TAMWA).
This organization was established after the conference in Nairobi,
in 1987 but one should be aware that TAMWA’s founders24 had
been advocating women’s rights before that meeting. In a similar
way to other representatives of women’s associations in Tanzania
at that time (TAMWA). Moreover, one of the first initiatives dedicated to gender equality was launched much earlier, in 1978. It
was The Women’s Research and Documentation Project, initially
operating as an informal feminist student’s group and eventually
an important center for data collecting and analyzing25. Therefore,
it may be assumed that the main narrative at this point emphasizes
the role of local initiatives in popularizing gender strategies on
a national level.
Yet, the UN merits for the implementation of gender agenda to
developmental rhetoric in general seem to be almost uncontested.
Respondents agree that nothing could happen without the engagement of local associations but at the same time they recognize the
importance of external pressure (Interview with Dr Rose Shayo,
2015). Due to their well-developed structures international institutions were what had the power to initiate debate and create the
discourse on current global issues. Obviously, this discourse may
be treated as some kind of response to problems and needs but
simultaneously, it has been a driving force for shaping the behavior
patterns at regional and local levels.
Similarly to the narrative in the subject literature, the respondents find out the breaking point as the turn of 1980s and 1990s
and link it with economic and political transformation as well. It is
The founders of TAWMA were: Fatma Alloo, Edda Sanga, Leila Sheikh,
Rose Hajia and Ananile Nkya.
25
R. Meena and M. Mbilinyi, Women’s Research and Documentation Project
(Tanzania), „Signs: Journal of Women in Culture and Society”, 16(1991), no. 4,
pp. 852–859.
24

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

219

assumed that the reforms initiated by SAPs have transformed not
only the economic and political sphere but have also strengthened
social activity. It should be noted however that the formal change
of a one-party state system to a multi-party has not been equal
to the removal of previous political behavior patterns. It meant,
among others, the consistent dominance of centralized power and
limited space for opposition and the non-governmental activity26.
Thus, it is worth asking the question how gender agenda has
become important in such a difficult political realm. While the
literature sources suggest that it was possible due to the influence
of external institutions, the dominant narrative of interviewed
respondents underlines the importance of local organizations advocating women’s rights and their forms of advocacy, such as: the
watchdog method, creating coalitions and cooperation with the
media (Interview with Sabetha Mwambenja, 2016). Accordingly,
the emergence of gender agenda may be perceived as the process
which has become apparent in international relations because
of the pressure coming from international institutions – what simultaneously has been a response to current affairs at the global,
regional and local levels; but ultimately has been grounded in
the state because of great engagement of local non-governmental
initiatives whose knowledge about domestic obstacles has enabled
them to lobby for changes effectively.
When it comes to the legislative changes, research has acknowledged the influence of international institutions. It is assumed
that international commitments have contributed to more intensive debates on the gender issue in Tanzania. Subsequently, this
discussion about women’s rights is perceived as ground-breaking
as firstly, it has confronted authority with previously neglecting
C. Mercer, Reconceptualizing state-society relations in Tanzania..., op. cit.,
pp. 247–258.
26

�220

Anna Cichecka

social needs. And secondly, it has questioned the legitimacy of the
patriarchal model of the family that has been deeply ingrained in
tradition and beliefs (Interview with Dr Rose Shayo).
Most respondents confirm the great role of external donors
in the process of emphasizing gender agenda in the state. They
underline that both the programs of financial support for NGOs
and developmental strategies for the government simply included
the provisions about gender equality and in this way they have
determined the possibility of receiving the funds, making these
funds conditional on the acceptance of provisions dedicated to
women’s rights. At the same time, however, it is worth to mention
that respondents rarely perceive this relation with donors as based
on partnership and accent that the priorities of donors very often
differ from local needs (Interview with Mary Rusimbi, 2016).
In summary, it may be noted that the dominant narrative about
gender agenda among respondents emphasizes the importance of
local initiatives. It is also worth noting that during these interviews
additional issues also emerged, such as: weak cooperation between
NGOs advocating women’s rights and the business sector.

Conclusion
To conclude, it may be assumed that the results of the above
analysis have proved the hypothesis proposed in this paper.
Firstly, it has been demonstrated that the recognition of the role
of gender agenda among respondents differs from the perception
presented in the literature sources. While the literature emphasizes
the influence of external actors, then the respondents underline
the significance of local initiatives and accent their contribution
to the adopting of gender strategies in the state. Secondly, respondents state that powerful forms of advocacy of local NGOs
guaranteed success.

�GENDER AGENDA AND DEVELOPMENT IN TANZANIA

221

Simultaneously, it may be stated that as gender agenda was
a part of many developmental strategies, thus NGOs advocating
these gender provisions have played also an important role in the
process of development. Therefore, it seems that the dynamic of
changes have been affected not only by the ideas coming from
international structures but also from regional and national levels.
REFERENCES

African Women’s Movements. Changing Political Landscapes, ed. A.M. Tripp
[et al.], Cambridge – New York 2009.
Feinstein S., D’errico N.C. , Tanzanian women in their own words: stories
of disability and illness, Lanham 2010.
Foreign aid in historical perspective: Background and trends, in: Foreign
Aid and Development: Lessons Learnt and Directions for the Future, eds.
F. Tarp, P. Hjertholm, London – New York 2000.
Gender and economic growth in Tanzania: creating opportunities for women,
ed. A. Ellis, Washington 2007.
Grindle M., Good enough governance: poverty reduction and reform in
developing countries, „Governance”, 17(2004), no. 4, pp. 525–548.
Inglehart R., Norris P. and Welzel Ch., Gender Equality and Democracy,
„Comparative Sociology”, 1(2002), no. 3, pp. 321–345.
Ishengoma C.G., Accessibility of Resources by Gender: The Case of Morogoro
Region in Tanzania, in: Gender, Economies and Entitlements in Africa,
ed. E. Annan-Yao [et al.], Dakar 2004.
Kiondo A., Mtatifikolo F., Developing and Sustaining NGOs in Tanzania.
Challenges and Opportunities in the New Millennium, Dar es Salaam
1999.
Meena R., Mbilinyi M., Women’s Research and Documentation Project (Tanzania), „Signs: Journal of Women in Culture and Society”, 16(1991),
no. 4, pp. 852–859.

�222

Anna Cichecka

Mercer C. Reconceptualizing state-society relations in Tanzania: are NGOs
“making a difference”?, „Area”, 31(1999), no. 3, pp. 247–258.
Pinkney R., NGOs, Africa and The Global Order, Basingstoke 2009.
Report of the World Conference to Review and Appraise the Achievements
of the United Nations Decade for Women: Equality, Development, and
Peace, Nairobi, 15–16 July 1985, New York 1986.
Thomas C., Ubóstwo, rozwój i głód, in: Globalizacja polityki światowej.
Wprowadzenie do stosunków międzynarodowych, red. J. Baylis, S. Smith,
Kraków 2008.
Tripp A.M., Political reform in Tanzania: The struggle for associational
autonomy, „Comparative Politics”, 32(2000), no. 2, pp. 191–214.
Millennium Development Goals [Online]; http://www.un.org/millenniumgoals/bkgd.shtml (Aug 10, 2017).
Wendt A., Social Theory of International Politics, Cambridge – New York
1999.
Interviews with: Dr Rose Shayo, 2015; Rehema Msami, 2015, Profesor
Severine M. Rugumamu, 2015; Anna Kikwa, 2016; Ngunga Tepani,
2016; and Mary Rusimbi, 2016, Sabetha Mwambenja, 2016.

�Chapter 7.

ANNA WIECZORKIEWICZ

“BLACK WOMEN”
AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION
ABSTRACT

How can theories support, obstruct and determine understanding
and developing of various cultural subjects? I am going to approach
this question by analyzing the biographies of two women who are called
black: Saartije Baartman and Waris Dirie. These biographies have been
told in many ways, for various reasons and for different purposes; they
have been involved in ideological, political, scientific, and also popular
culture discourses. In the perspective proposed by this article, biography
is not conceived as the sequence of successive objective facts but as
a cultural construct defined by many factors (social, political, etc.). This
construct is variable and may occur in many variants, however, a specific
horizon of cultural imagination, established in the particular time and
place, stimulates creating certain types of biographical narratives. The
juxtaposition of these cases may disclose more meanings than a single
analysis of an isolated biography.

I will discuss how biographies become effective persuasive tools
for negotiating and contesting different opinions and convictions.
However, my intention is also to present a reverse of this interaction: certain theoretical orders (e.g. postcolonial theory, feminism)
can ideologize and influence the biographies, providing both
ANNA WIECZORKIEWICZ – Institute of Ethnology and Cultural Anthropology, University of Warsaw.

�224

Anna Wieczorkiewicz

a language and a rhetorical frame for expressing experiences and
emotions. In this way, theories can colonize biographies.
My point of departure may seem trivial: I will start from the
landscape of popular culture which may be defined as Western and
global. I have chosen them because they exemplify the effects of processing, combining and using values and opinions of various origin.
My examples come from feature films which claim biographical and
historical accuracy; in each case, though, the reliability is established
on a different basis. (In the first case, the basis is a careful reproduction of the historical period and even incorporating quotation from
authentic scientific text to the movie; in the second case, the script
is based on the autobiographical book of the female protagonist
and it was adapted to the movie with her approval)
Let’s juxtapose two scenes from two different movies:
A well-endowed woman is turning around to the rhythm of the
music that seems as wild as she herself is savage. Her red costume
is tightly wrapped around her body, her legs are bent, she stuck
her bottom in the air, her head is lowered. She is jumping; just
a moment ago, she was tamed by a whip of a trainer who had led
her – thrashing about and grinning her teeth – into the salon. She
has showed, however, that she was not an animal. She has imitated
playing the instruments, she could even produce a melody. And
now she is dancing – wildly and passionately. Everybody in the
salon is captured by the spirit of the dance.
We are in Paris at the beginning of the nineteenth century.
After the performance, elegant ladies in beautiful dresses offer
some champagne to the savage girl and try to start a conversation with her. None of them would like to be like her. Watching
her helps the viewers to feel in their own skin better than usual.
A black woman is walking on the catwalk – she is so beautiful and self-confident that you cannot take your eyes off her.
Just a moment ago, she was wearing a niqab and only her eyes

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

225

were flashing through the narrow opening in the fabric. She has
dropped it, and she was immediately transformed into a bride in
a white dress. This is only the beginning of her metamorphoses:
one garment immediately changes into another; each of them offers a new version of the woman. But there is something solid in
the core of all these changes – a firm core that seems to be fully
controlled by the woman.
This event takes place at the turn of the 20th and 21st century
in the Western culture area.
Both pictures show one black woman performing in front of the
Western public; the first one comes from the movie “Venus Noire”
(2010), the second one from “Desert Flower” (2009). Their juxtaposition may suggest the optimistic message about an oppressed
individual (symbolized by the black woman) who is able to gain
freedom and to take control of both her own life and the way in
which it is told. This rhetorical procedure would be just a simplistic
application of the feminist and the postcolonial studies discourses.
However, it can be also treated as a tool for focusing certain
predicaments of culture; it helps to analyze the complex mechanism
of contesting meanings and values.
When talking about development, we should not skip this issue,
because it shows determinants of the discourse that aspires to be
inter-cultural. I have started with the examples of the popular culture,
because on this ground, we can easily observe the effect of processing, combining and using values and opinions of various origins.
However, this is a part of a much broader issue and other examples
can be found also in academic, political and artistic discourses.
The protagonist of “Venus Noire” is known under the name
Saartjie Baartman or Sarah Bartman. A name which was given to
her in her native language remains unknown. She was Khoikhoi
(who were called by European colonizers Hottentots). She was
brought from the Cape of Good Hope to London in 1810 by Doc-

�226

Anna Wieczorkiewicz

tor Alexander Dunlop. That man started displaying her in public
shows under her scenic name „Hottentot Venus”. The role which
she was forced to play inevitably evoked the senses of wildness,
sexuality, excess. These associations worked not only in entertainment enterprises in which she was engaged, but also in scientific
ones, as she has become a handy example for academics who were
considering races, human origins, or more general – the order of
nature. She was also used as an example in abolitionist struggle
against slavery; the fact that she was on display could serve as
a spectacular argument against colonial exploitation.
In 1814, the show was moved to Paris; at the end of 1815,
Sartjie died. Then, the autopsy was carried out on her corpse.
The scientific reports from this event, which were prepared by
Georges Cuvier and Henry de Blainville, where considered very
useful sources by many academics, although they used them in
various ways and for various purposes.
Her skeleton and plaster cast from her body were placed in the
Museum of Natural History in Paris, alongside two other human
skeletons and many specimens of comparative anatomy. Later,
they were moved to the Musée de l’Homme which was opened in
Paris in 1937. A visitor could see the plaster cast figure from the
profile (this arrangement exposed the steatopygic shape); next to
her, a skeleton was also exposed and a photograph of African men
and women above1. In the 1970s, Saartjie Bartmaan’s exhibition
was moved to museum storerooms as a result of growing feminist
criticism2. (However, it was exhibited in 1994 at a temporary exhibition devoted to the nineteenth-century ethnographic sculpture
which was organized by the Orsay Museum.)
Sadiah Qureshi, Displaying Sara Baartman, the ‘Hottentot Venus’, „History
of Science”, 42(2004), p. 246.
2
Ibidem, p. 245 et seq.
1

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

227

In fact, the posthumous life of Saartjie Baartman was as spectacular and dramatic as her biography as a living person. Her
career as a museum specimen was parallel to her career as a key
case in various scientific theories. Sometimes, these two lines
of life were intertwined. For example, in his famous essay “The
Hottentot Venus”, Stephen Gould (paleontologist, evolutionary
biologist and historian of science) described the moment when
he found “the brain of Paull Broca floating in Formalin in a bell
jar” in the Musée de l’Homme storage 3 and then, he continues the
story:”I saw the dissected genitalia of three Third-World women,
I found no brains of women, and neither Broca’s penis nor any
male genitalia grace the collection.
Three jars are labeled une négresse, une péruvienne, and la
Vénus Hottentotte, or the Hottentot Venus”4. After this finding,
Gould wrote an article about Cuvier and Cuvier’s study which was
published in “Mémoires du Muséum d’Histoire Naturelle”. Gould
interpreted that study as an example of the nineteenth-century
mentality: observations were fitted into frameworks of a presumed
theory, but also beliefs and fantasies5.
Gould’s essay stimulated Baartham’s posthumous career as
a crucial example in many theoretical studies. In the 20th century,
S.J. Gould, The Hottentot Venus, in: The Flamingo’s Smile, London – New
York – Victoria – Toronto – Auckland 1991, p. 291.
4
Ibidem, p. 292.
5
Gould points out that this practice is not extraordinary: ‘If earlier scientists cast
the Khoi-San people as approximations to the lower primates, they now rank among
the heroes of modern social movements. Their languages, with complex click, were
once dismissed as a guttural farrago of beastly sounds. They are now widely admired
for their complexity and subtle expression. Cuvier had stigmatized the huntergatherer life styles of the traditional San (Bushmen) as the ultimate degradation
of a people too stupid and indolent to farm or raise cattle. The same people have
become models of righteousness to modern ecoactivists for their understanding,
nonexploitive, and balanced approach to natural resources.’ (Ibidem, p. 300).
3

�228

Anna Wieczorkiewicz

Saartjie became the iconic example of a “black woman” in the
feminist discourse. That time, she was discoursively blackened.
Previously, Hotentots were not considered Negros (who were perceived black by Western people). Cuvier (in his reports she was
actually called “Bushman”, not a Hottentot) – described her as
yellow-brown (La coleur générale de peau étoit d’un brun-jaunâtre,
presque foncée que celle de son visage6).
Her biography was also useful for postcolonial studies, and, last
but not least, for the South African political discourse. In 2002, her
remains were returned to South Africa, as a result of negotiations
at the government level. Her remains were buried ceremonially
and she was called the mother of the nation. Thus, the identity
of a “museum object” was replaced by the status of the “ancestor
of the nation”.
The idea that “Saartjie Baartman is the most famous and most
respected South African icon of the colonial era”7 was expressed
in many ways in various articles and books. It is worth mentioning that she was not the only African subjected to posthumous
anatomical investigation in the nineteenth century, nor was she
the only exhibition of an exotic person as a curiosity.
Her biographers expressed the regret that her voice can never
be heard, and that she can be known only from messages produced by other people. In the second example, the woman seems
to surpass this restriction – the narratives about her (which are
often created by herself) expose her agency. The protagonist of
the second movie mentioned at the beginning, Waries Dirie seems
to surpass this restriction.
G. Cuvier, Faites sur le cadaver, d’une femme cunnue à Paris et à Londres sous
le nom de Vénus Hottentotte, „Mémoires du Musée nationale d’histoire naturelle”,
3(1817), p. 265.
7
R. Holmes R., African Queen. The Real Life of the Hottentot Venus, New York
2007, p. XIV.
6

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

229

The Somali woman, top-model, author, actress and human rights
activist struggling against female genital mutilation – tells about
her life herself. She speaks publicly, she publishes books about her
life and about her social activities. She presents her own biography
in such a way that it seems to embody vital narrative patterns,
but she also suggests that she controls the meaning which are
conveyed by the narratives. The narratives about her (which are
often created by herself or consulted with her) expose her agency.
For example, in one of her books “Letter to my Mother”, the
epistolary form is used as a specific tool of therapy and the therapy
is understood in the framework of the Western therapeutic culture.
In this letter, Waris says that everything that happened to her may
seem like a fairy tale. For the sake of the tale, the world of her
childhood is exoticized. However, just at the point where the tale
should end, the ultimate sense of the story is reversed. The narrator proposes a new story: she says that the “Happy End” is the
false ending. In fact, the scene of her spectacular success is only
an artificial world of illusory and deceptive values. In this way,
she seizes the power over her biographical narrative.
However, her narrative is open to various other meanings. The
movie “Desert Flower” (which was consulted with Waris) reverses
the biographical sequence which was told in the book. The story
begins in London. It is true that the opening shots present the
picturesque Africa and some equally picturesque childhood scenes,
but then, the viewer is redirected to the luxury department store
in London and the young Waris, dressed in African way, who feels
completely lost among the abundance of Western women’s clothes.
The change in the narrative order points to the place where
the story begins and also suggests that it is where the conceptual
perspective is constructed. It is in London where this Waris, who
would be able to express her life, is born and who turns her life
story into a manifesto in defense of all the girls and women who

�230

Anna Wieczorkiewicz

are being harmed. It influences the interpretation of the source
of moral categories.
Many articles and interviews referred to the figure of Cinderella
to interpret Waris’ biography, and at the same time, they employed
the language of therapeutic culture to tell about overcoming the
childhood’s trauma and emancipation. However, it should be mentioned that in her latest book “Safa”, Waris explicitly says that the
Cinderella story is not the proper point of reference. She wants her
biographical narrative, and especially the movie “Desert Flower,”
to be the weapon in the fight against FGM.
Waris describes herself as the embodied message which circulates between two worlds. The two motifs which are crucial for the
persuasive power of the message are: the visible beauty of the body
and the hidden scar in an intimate part of her body. The meanings
associated with these motives are subjected to changes, depending
on the discursive area in which they occur. From the rhetorical
point of view, we can ask: who is the agent of these changes? Is it
so that only by obtaining the (Western) tools of self-understanding
the African woman can get access to her intimate experience and
also to express it? Or, is it so that by entering a new culture she
also lets new meanings to be inscribed into her body according to
this culture’s order?
These questions can’t be answered unambiguously because the
answer depends on the perspective in which the question is posed.
(The psychological perspective is directed towards the individual’s
experiences, whereas the anthropological one focuses on the predicament of cultural processes, or the inter-cultural relationship.)
In the following passage, I will use another juxtaposition to
present the problematic status of the notions which are used in
biographical narratives.
The episode of the movie “Desert Flower” when Waris is posing
for photos for Pirelli calendar is very meaningful: she is extremely

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

231

uncomfortable when she is asked to undress herself and to expose
her body in front of the photographic lens, but the photographer is
so patient and delicatethat she overcomes her embarrassment and
starts posing; and soon she starts doing it with joy. Her nakedness
transforms in nude presented in black and white photography. This
scene can be interpreted as the image of the liberation of a woman
who regains her body (even if she is instructed by others on how
to use specific gestures.)
The counterpart to this episode is the scene from “Venus Noire”:
In 1815, a few French scientists forced Saarthjie to pose naked in
order to examine her body and to prepare the visual documentation of the research. (In fact, the project was not fully successful
because they could not see famous sinus pudoris – Saartjie did
not want to get rid of the handkerchief, which she managed to
use for covering her most intimate parts.) Though in both cases
there is the issue of presenting a nude female “object” in front of
a white male spectator, the meanings of these episodes are opposing each other. Saartjie does not overcome her reluctance; she
is forced and suppressed. In her case, nakedness is humiliating in
all its versions, even if it was “only” designed as a stage costume.
(During some performances, Saartije wore tight-fitting skin color
costume that suggested that she was rather naked than dressed).
In this case, nakedness is the motif that supports discourse about
oppression.
The movie “Venus Noire” adds one more episode to strengthen
the nakedness-humiliation association: a rape during the private
performance in Paris. Saartjie lies on her back, her legs are spread
and the trainer encourages the public to touch the intimate parts
of her body. She starts to cry. The boundary between staged and
off-stage humiliation is broken. Then, she has only prostitution
and lonely death coming. The movie indicates that she was raped
many times and in many meanings – physically ad symbolically.

�232

Anna Wieczorkiewicz

On the contrary, the ‘Desert Flower’ episode of undressing
a woman to nudity works for the discourse of liberation (though
in both cases the female body is exposed to the male viewer and
then presented in images that has exotic and erotic flavor.) This
can be interpreted in the perspective of issues of control over expressing various contents, notions, values. The space for expression
is created by the tension between various concepts of femininity,
exoticism, otherness which are held by various social actors like
scientists, politicians, doctors, artists, fashion designers.
The ‘calendar girl’ does not want to be trapped within the boundaries established by the therapeutic culture society. She changes the
persuasive direction of the manifesto of being sexy, and replaces the
narrative of individual happiness and pleasure by another one – about
the hidden suffering. The fact that she arrives from the non-western
world (which means: from the world of other values) makes the
meanings associated with this event even broader. With no clothes,
dressed in art only, she seems to be more emancipated and freer
than Western women. Paradoxically, these associations confirm the
western strategies of individual self-determination that are crucial
to the Western culture of narcissism. In this perspective, the liberation gesture is employed in the order of Western rites de passage.
Over time, she changes the meaning of this rite by adding
another dimension to it. This happens when, after revealing her
secret of circumcision, she begins to work for other girls and women
who do not have her power. She manages to find the discursive
space where the matter of sexuality is a political and legal issue.
However, she is successful because the personal and intimate
dimension of her story is maintained.
The act of converting the private into the public allows Waris
to speak about sexuality in the high style, but it also changes the
meaning of her intimate experience. Her past individual suffering
is used to build a better world for the others. This may be inter-

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

233

preted as regaining the right to what was taken of Saartjie – to
her body, her sexuality, her intimate story.
However, the episode of Waris’ posing may be interpreted in one
more way. The photo is black and white. Artistic asceticism stresses
what – as one might think – is inscribed in nature: the black female
body is beautifully drawn on the white background. However, Waris
is black in so far as we decide her to be black. When she is presented
in pictures, her skin may have various shades, mostly it is brownish
or olive. She is posed in the way which allows to expose the narrow
nose, slender silhouette. Unlike in the case of Hotentock Venus,
her pictured beauty does not damage Western aesthetic canons.
Spectacular attractiveness of Saartjie consisted in her non-western
body shape, whereas Waris is arranged as a black woman framed by
occidental beauty canons. In fact, the movie episode of posing may
serve as the illustration to Dean McCannell’s article “White Culture”:
the black woman is presented on the white culture background8. As
much as the shape of Saartjie’s body determined its spectacularness,
the monstrosity of the black model’s biography was not immediately
apparent – whether and when it would be explored and in what
light – it would be decided by Waris herself. For the time being,
however, her body is arranged by the photographer, captured by
a convention, to be occidentalized. This scene could be an illustration of Dean MacCannell’s text “White Culture”: “Black Woman”
appears on the white culture background.
“We can never see her except through the eyes of the white
men who described her”9 – Anne Fausto-Sterling stated about
8
D. MacCannell, White Culture, in: Empty Meeting Grounds. The Tourist Papers, London 1992.
9
A. Fausto-Sterling, Gender, Race, and Natiom: The Comparative Anatomy of
“Hottentot” Woman in Europe, 1815–1817, in: Deviant Bodies. Critical Perspectives
on Difference in Science and Popular Culture, eds. J. Terry, J. Urla, Bloomington
– Indianapolis 1995, p. 31.

�234

Anna Wieczorkiewicz

“Hottentott Venus”. This argument is very clear in the feminist
discourse about Bartmann.
Actually, the same statement could be made about Waris Dirie,
the model who is created by the camera of a white man. Her body
is given proper poses and gestures, and then she can be exposed
to the public. But on the other hand, this statement cannot be
referred to Waris in unconditional way, since she herself seems to
decide about the selection of facts which compose her biography:
she publishes books, she addresses in UN meetings in defense of
all the women who were or could be subjected to FGM. She speaks
as the one who managed to escape from the paternalistic authority thanks to her own courage, strong will, resistance, and then
started to feel and act in a new way as a free individual.
However: if she had not met the photographer. Or rather: if he
had not discovered her...
In fact, there are two contesting streams of interpretation which
are equally well grounded. And it is not just the matter of glamor
pictures, of wearing western clothes etc. The core question is: what
triggers the process of reorganization of perceiving and sensing
woman’s own body and interpreting her experiences? It seems (it
is the suggestion which results from all versions of her life story)
that if she had not joined the fashion world, if she had not become
an icon of success, she would not be able to express her feelings
and opinions on the official agenda. She would not be able to make
such a spectacular and persuasive self-expression, if a conceptual
language had not existed that involved values recognized as global
and superior to other languages.
When Fausto-Sterling writes that we can only see Saartjie
through the eyes of others (that is of the white men), she means
that we do not really know what her own feelings and thoughts
were. We can only get the access to the second-hand reports of
scientists or journalists. It is not the case of Waris who strives to

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

235

control narratives about herself. What is seen “through the eyes of
men” is the body of a beautiful model presented in carefully posed
photographic images (which, of course, may be interpreted as
reflections of male desire). What she considers to be the essential
truth about herself is expressed in the narratives signed by her
own name (even if her books are written in a cooperation with
co-authors). Yet, the discourse about the oppression is generated
by the mechanism which is much more complex than the viewer/
viewed person opposition.
As a matter of fact, the essential questions are more general:
how are the conditions for constructing expressible experiences and
feeling constructed on the multicultural ground? How to define
a situation when one culture offers conceptual and institutional
tools for naming their specific experiences to other cultures and
how to associate them with specific values? It is not only the
matter of expressing ideas, but also of instructing people how to
experience their own biographies, how to interpret and evaluate
past and present experiences and how to project future and endow
it with meanings.
It may be tempting to present the juxtaposition of these biographies as the optimistic exemplum of the process of emancipation of
marginalized subjects: the surgery which Waris undergoes, restores
to black woman the organs which were taken from Saartjie’s body.
Public “confession” of Waris may be interpreted as reclaiming the
ability to speak with one’s own voice which was suppressed in
Saartjie’s case. Even nudity may be employed in this rhetoric: at
the photographic image, Waris is nude, not naked.
Saartjie’s biography can be told as a process of creating an
object subjected to investigation and control, but, in a way, still
not defined completely. As the work on the meaning of her body
progresses, she becomes more and more disembodied: she provides
matter for formulating clear judgments and persuasive opinions.

�236

Anna Wieczorkiewicz

Her body depicted in the illustrations from this age suggests sexual
excess, and is associated with transgression of the conventions
(both in terms of social customs and artistic). It also suggests that
order of some fundamental categories (such as the male/female)
are not definite.
Waris’s biography is a story about a woman who struggles to
survive being aware of her marginal position in the society. In
Europe, she learns the performative gestures of Western women,
but she should not lose the exotic flavor of her body in order to be
successful as a model. Once she became successful (in the western
sense of the word), she was able to address in the international
institutional forum on behalf of other marginalized women. Her
biography and her body should be treated as the incontrovertible
evidence of the right of what she demands.
The story which Waris writes with her life defines concepts
of oppression and excesses in the way different from Saarthije’s
biography. In the days of Saarthije, the language adequate to formulate this kind of criticism was in statu nascendi. Its rules were
negotiated in courts, academic institutions, press articles and in
other places of various character. This process was interrelated to
the other one: redefinition of the Other.
Saartjie’s biography reveals the fluency and negotiability of the
rules to define racial and gender difference.
Various narratives about Saarthie which were created over the
years rhetorically reversed the concept of barbarism and obviously
of those people who designed and exploited “Hottentot Venus”
during her life and who were called barbarians after her death,
and it seems impossible to re-read this story otherwise than as the
story of how Western culture has destroyed a woman who was
considered “Other”.
Waris takes over the role of a storyteller; moreover, she is aware
that from the western perspective she should play a specific role,

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

237

or, in other words, to be a definite type of character. However, she
decides which roles she accepts and which rejects. The accepted
roles composed with elements which she considered her roots,
co-created her new occidentalized identity.
By presenting this story in the way outlined above, we follow
a trail which was designed by Waris Dirie herself. She speaks and
writes in many different ways about liberation, salvation, getting
free; it is getting free from personal trauma, but it also is the liberation of African women from the destructive customs, and also
saving Africa from self-destructive processes.
However, in comparison with each other, these biographies can
also reveal the reverse of the optimistic story about liberation and
they question opinions which are claimed to be obvious. Each of
these two biographies can create a revealing perspective for interpreting the other one, and suggests concepts that are useful tools
for revealing the hidden or the shameful elements of the other
one. The alleged similarities in the structure of stories indicate
structural differences of the cultural contexts. Let’s pay attention
to the fact that the process of defining womanhood and femininity
of both Saartjie and Waris did not take place just in one discursive
area. Saartjie’s womanhood and femininity was analyzed in the
framework of freak shows and academic procedures; in the Waris’
case, it was catwalk and the UN forum. In other words, the identity
of the two women was articulated by the dynamic relationship of
two socio-cultural areas associated with distinct values.
Freak shows and a fashion show are the areas that are considered
ambiguous in terms of the values that they evoke.
Freak shows were flourishing at the time when the process of
medicalization and anthropologization of curiosities was in progress. The “curiosities” were more and more likely to be explained
as pathological cases or as ethnic specimens and this explanations
entailed specific procedures and attitudes: diseases should be cured

�238

Anna Wieczorkiewicz

by a medical treatment; people from exotic areas should be placed
in the taxonomic order of nature. Freak shows were eliminated
towards keeping audience’s attention by referring to science, but
in fact they were mixing various orders and were considered less
and less appropriate for sophisticated audience, more and more
shameful.
Nowadays, fashion shows are also considered suspected in
some way. Common criticism uses the argument that the beauty
promoted by them is morally impure. They work towards establishing wrong and harmful beauty patterns and watching models
makes each “normal girl” feeling bad. One of its effects should be
anorexia among girls and women. This opinion is expressed also
by Waris herself. She often manifests her critical attitude towards
fashion and its dictatorship. She treats her model career as just
one of the steps in her life that was necessary to pass towards issues that really matter. However, at any time, the accents can be
changed – just as it was in the movie version of “Desert Flower”.
It should me mentioned, however, that fashion as well as FGM
and plastic surgery can be analyzed in terms of the interrelated
categories of subjectivity/reifications of people who undertake/
undergo them. They are cultural practices that hew women’s bodies
to adjust them to certain standards that suggest that they fit for
certain social roles and, for example, they can be married, they can
bear children, or they can look good enough to go out with them.
Nevertheless, a simple feminizing explanation of these phenomena with the male domination can be satisfying in the short run
only. Even Waris Dirie, in her writing about the operations, both
in Africa and in the West, points out that in every culture, women
and men, adults and children are involved in a complex network
of interrelations and dependencies and the person who, at first
glance, seems to be the oppressor, may be seen as a victim if we
consider him or her in the broader contexts. In this multifaceted

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

239

system, what seems to be a mean of oppression can easily be
transformed into a tool of emancipation and vice versa.
The scientific discourse (in the case of Saartjie) and the political
discourse (in the case of Waris Dirie) relativize the ambiguities of
a freak show and a fashion show. They propose an authoritative,
totalizing perspective that is strictly connected with certain axiology
and with defined hierarchy of problems which should be resolved
for the sake of the better world. In this perspective, issues of minor
importance and associated with popular tastes can be tolerated if it
can be assumed that somehow they are used for higher purposes.
They mediate the colonization of bodies and biographies within
the framework of dominant culture and their authoritative discourses.
The freak show was a place where researchers were hunting
for interesting material for their studies as abnormalities could
explain the general rules adopted.
As far as a fashion show is concerned, such relativization is
achieved not only by introducing standards of minimum models’
weight, but also by spreading various types of expertise; in the
framework offered by them, the appearance may be just a sign
of other aspects of life (for example health, or a moral profile).
In the Western culture, there is a widespread suggestion that by
controlling the body, we control our lives. Various body regimes
– diets, exercises, beauty treatments – are presented as tools for
wellness; they also work towards colonizing the body in consumer
culture area.
I am referring to the notion of “colonization” because, in fact,
it is very useful for analyzing Saartjie’s and Waris’ biographies as
two parts of one diptych. As we know, this notion inevitably entails
two assumptions (which not necessarily are expressed expressis
verbis): the premise of structural dominance relation and the
premise of discursive or political suppression of the heterogeneity
of the colonized object.

�240

Anna Wieczorkiewicz

Colonial institutions change both the social relations and the
order of thinking; the effect of these changes can last even when
the visible political oppression is over. The example of this endurance is the last act of the “Hotentock Venus” biography. During
the funeral of the remains of Saartjie Baartman, the President of
South Africa made an address to the nation in which he referred
to the democratic values of his country in the post-apartheid
era. He spoke in terms established within the framework of the
French Revolution and European Enlightenment: liberté, egalité,
fraternité. These values are not questioned, and, at the same time,
new freedom is described by referring to the former enslavement.
It is not difficult to discern the fact of colonization of Saartjie’s
body and biography. Her biography, taken over by poststructuralist
and feminist critique, perfectly fitted theories and could help to
clarify abstract elements of the theoretical construction. On the
other hand, the theory processed the biography: specific facts were
chosen to compose the plot. Certain views were expressed through
the figure of “Hotentock Venus”, but this figure was also used as
a proof of the theoretical truth. The physical body of Saartjie was
also reinterpreted.
The problem is more complicated when we ask about the colonization of Waris’ biography. This Waris which is available through
discourses about her does not have a double identity; she has one
multifaceted identity. She speaks as a mature African woman who
still lives as a little girl subjected to the cruel operation; but to be
able to discern the cruelty of this act and to express her experience, she must also be the Western woman and the citizen of the
global world. Moreover, a social and a political area where this
kind of narrative can be told, as well as a conceptual and moral
language of alleged total expression should also be established.
This language is claimed to be able and suitable to express the
experiences of subjects from all over the world.

�“BLACK WOMEN” AS A RHETORICAL TOOL OF PERSUASION

241

Waris Dirie biography can be interpreted as a story about the
internalization and totalization of western norms and values and
also about the moral power of these procedures. This biography
can be used as an argument for both supporters and opponents
of liberal choices. She presents herself both as a person who is
liberated from the oppressive mechanism of the native culture,
and as a subject who is colonized by the western culture. If we
rename the process of internalization of western norms and values
to colonization by western norms and values, then the axiological
perspective of this story will change.
The persuasive power of biographic narratives is strong: the
biographies refer to the individual lives that are embedded in particular realities and, at the same time, they show the embodiment
of social relationships, cultural codes, etc. Both biographies can be
used as strong arguments in feminist or postcolonial discourses;
however, considered as conceptual diptych, they manifest the
problematic nature of the key concepts of these discourses – such
as oppression or colonization.
REFERENCES

Cuvier G., Faites sur le cadaver, d’une femme cunnue à Paris et à Londres
sous le nom de Vénus Hottentotte, „Mémoires du Musée nationale
d’histoire naturelle”, 3(1817), pp. 259–274.
Fausto-Sterling A., Gender, Race, and Natiom: The Comparative Anatomy of
“Hottentot” Woman in Europe, 1815–1817, in: Deviant Bodies. Critical
Perspectives on Difference in Science and Popular Culture, eds. J. Terry,
J. Urla, Bloomington – Indianapolis 1995, p. 19–48.
Gould S.J., The Hottentot Venus, in: The Flamingo’s Smile, London – New
York – Victoria – Toronto – Auckland 1991, pp. 291–305.
Holmes R., African Queen. The Real Life of the Hottentot Venus, New York
2007.

�242

Anna Wieczorkiewicz

MacCannell D., White Culture, in: Empty Meeting Grounds. The Tourist
Papers, London 1992, pp. 121–146.
Sadiah Qureshi, Displaying Sara Baartman, the ‘Hottentot Venus’, „History
of Science”, 42(2004), pp. 233–257.

�PART III

(IM)MATERIALITIES

��Chapter 8.

ASHURA JACKSON NGOYA

AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES
AS A THREAT TO THE SURVIVAL
OF HISTORICAL CHURCHES IN MBEYA
ABSTRACT

During the 1920s, Mbeya region witnessed the emergence of African
Independent Churches (AICs) that survived up to the present. These
churches emerged due to the dissatisfactions created by Western initiated churches. Both churches believed in God, and the Bible is used in
teaching but differed somehow in doctrine. This paper draws on oral
interviews, archival documents and secondary sources to examine how
AICs remained as a threat to the survival of historical churches in Mbeya
region during the post-colonial period. Since the formation of AICs, the
state opposed the evolving AICs because these churches were a threat to
authority and had different interests apart from religious issues. Hence,
AICs were opposed to avoid contradiction in the nation controlled by
the British. Similarly, historical churches opposed AICs because they
resisted missionary institutions brought from Europe and their associated values, such as monogamy, individualism, secularism, consumerism and the exclusive privileges of white missionaries. However, with
the challenges experienced by AICs in the colonial period, still, AICs
survived and remained as a threat to the survival of historical churches
in the post-colonial period. Post-colonial threats were on the economy,
different doctrine, followers and teachings, things they provide to people, freedom of praising and worshipping, and the way they considered
faith with culture.
ASHURA JACKSON NGOYA – Mkwawa University College of Education (MUCE).

�246

Ashura Jackson Ngoya

Key words: African Independent Churches, Threat, Survival and
Historical Churches.

Introduction
Mbeya region is one of the areas in Tanzania mentioned as
having many denominations. In 2016, Mbeya was cited as the
second region having highest number of denominations in Africa after Lagos in Nigeria1. People of Mbeya had and were good
followers of their religion before the penetration of Christianity.
The penetration of Christianity was accepted with two hands as
leaders were after material benefit first than spiritual demand.
Hence, by 1920s, Christianity expanded into different areas of the
region. Some Christians after being aware of the religion introduced by Western people incorporated some African cultures into
Christianity. From such desire, some Africans succeeded to form
their own African Independent Churches (AICs). AICs have since
their emergence, remained as a threat to the historical churches
economically, spiritually and culturally.

Christianity in Mbeya
The Berlin Mission Society arrived in Mbeya in the 1890s
from Central Africa through Lake Nyasa2. They did not arrive
in Mbeya region from the Coast of the Indian Ocean. Their
coming through Lake Nyasa was mainly due to the proximity
1
See: http/www.mpekuzihuru.com/2016/11/jiji-la-Mbeya-ni-la-pili-kwawingi-wa.html: 29 November, 2016.
2
B. Sundkler &amp; C. Steed, A History of the Church in Africa, Cambridge: UK
2000, p. 535; A. Hastings, A History of African Christianity 1950–1975, Cambridge
1979, p. 45; World Christianities c1914 – c. 2000, ed. H. McLeod, Cambridge
2006, p. 80 (The Cambridge History of Christianity, vol. 9).

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

247

of Mbeya to the Central African region where Christianity had
been established earlier. The Free Church of Scotland, under
the leadership of Dr Kerr Cross, was the first mission group of
historical churches to arrive and settle in Mbeya region. This
church was part of the Livingstonia Mission which operated
in Central Africa. Dr Cross bought a place and built a house at
an area called Kapugi-Tukuyuin 18883. In the 1890s, when the
Helgoland Treaty set a clear boundary between the German and
British, the Free Church of Scotland-Presbyterian Church left an
area to the Moravian and Lutheran given that the church was
operating in Malawi where the area was under the British, and
Tanganyika was under the German.
The Moravian was another old church missionary which penetrated and worked in Mbeya region. Dr Kerr Cross of the Free
Church of Scotland was of great help in finding the settlement
areas for the Moravians. Dr Cross suggested to the Moravians to
start their permanent centre at Rungwe area4. Dr Cross’ suggestion
came after he was told that Moravians were interested in working
in the area. The Free Church of Scotland welcomed the Moravians
and allowed them to set a mission5. The Moravian missionaries
under Theodor Meyer landed in Rungwe on July 7, 1891, and in
October 1891 established their first mission station at the bottom
of Mount Rungwe (the headquarters of the Moravian Church of
Tanzania today) Rungwe Mission. The first missionaries including
Theodor Meyer and Theophil Richard arrived at the place we now
call Rungwe in Chief Mwakapalila’s territory. Later on, another
group of missionaries came to Rungwe including John Kretschmer
A.Y. Musomba, The Moravian Church in Tanzania Southern Province: A Short
History, Nairobi 2005, p. 6.
4
Ibidem.
5
Ibidem.
3

�248

Ashura Jackson Ngoya

and Traugott Bachman. At the end of 1894, they inaugurated the
first worship building6.
In the same vein, the Lutheran Missionaries arrived in Mbeya
region on August 21st, 18917, constituting the third historical church
to penetrate in Mbeya region. Under the leadership of A. Merensky,
they established the first Berlin Lutheran Mission at Wangemanshohe
near the Lufilyo River in October 1891. He was accompanied by
three young missionaries; Nauhaus, Schumann and Bunk and by
two helpers. These ministers were granted land by the chief Mwakabungila. Owing to the heat, the station was moved in 1899 to new
Wangemanshohe, now known as Itete. Two more missionaries arrived in 1892, and three others came the following year (Hauer,
Schuler and Wolff). Further stations were established at Manow by
Reverend Schumann on the 4th June 1892 and Mwakaleli by the
Reverend Bunk on the 31st of May 1895. Ikombe on the Lake Shore
was founded on the 24th of August, 1893 by the Reverend Hubner
and Grieguszies, and in 1910 Matema was built by two missionaries, Dost and Lyike. In August 1915, the missionary Doctor Ochne
arrived and established a small medical station at Itumba8.
To avoid religious conflicts among missionaries belonging to
different denominations, the Moravians established their Christian
congregations adjacent to the Berliner Lutherans. These missions
demanded land for their faith and production, and people as their
followers and labourers. In this case, they agreed upon a boundary
between their respective mission fields following the 34 degree9 of
6
Rungwe Mission Archive (RMA), File Moravian General; File Origin and
Growth of the UNITASFRARUM; see also A.Y. Musomba, Historia Fupi ya Kanisa
la Moravian Kusini Tanzania, Dar es Salaam 1990, p. 11.
7
B. Sundkler &amp; C. Steed, A History of the Church in Africa, op. cit., p. 535.
8
Mbeya Southern Highland Zonal Archive (MSHZA), Part of Vicariate of
Tanganyika, 1899–1932.
9
A.Y. Musomba, The Moravian Church..., op. cit., p. 6.

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

249

longitude from the North end of the Lake Nyasa and clear demarcation was Mbaka River. Moravian mission operated in the part of
the district to the West of the Mbaka River, a boundary fixed under
German administration. The Berlin Lutheran Mission conducted to
the East of the Mbaka River. Mbaka River is near Mbambo village
from Mount Livingstone, in that place the agreement for expansion was agreed in the whole Tanzania10. Following this division
between Moravian and Lutheran, the former expanded mostly in
Mbeya and the later in Njombe and Iringa.
The historical churches which penetrated later on in Mbeya were
given separate areas. For instance, White Fathers – Roman Catholic
was given Tukuyu protectorate in the centre of the district11. Others
included Pentecostal Holiness Mission and Assemblies of God which
operated at Igale-Mbeya district. The Seventh-Day Adventists were
given Mwakaleli as the centre of evangelization. Early during the
colonial period, the division according to denomination was done
to avoid religious conflicts which had torn Europe leading to long
wars12. But, after the WWI denominations were somehow free to
expand. League of Nations entrusted Tanganyika Territory to the
British, they stipulated that there should be freedom of religion
everywhere. Mbeya which was formerly closed to the Moravian
and Lutheran was now open to different denominations13. These
denominations never thought of religious unification for the expansion of Christianity. Their preference to the development relied
much on their national interest.
Meshack E. Njinga, Interview at Tukuyu, November 5, 2014.
Tanzania National Archive (TNA) File: 25/9/33 Mission General Tukuyu.
12
K.I. Tambila, &amp; J. Sivalon, Intra-denominational Conflict in Tanzania Christian Churches”, in: Justice, Rights and Worship: Religion and Politics in Tanzania,
eds. R. Mukandala [et al.], New Delhi 2006,p. 226.
13
MSHZA, History of Diocese of Mbeya, Part III: Apostolic Prefecture of
Tukuyu, 1932–1947.
10
11

�250

Ashura Jackson Ngoya

Missionaries who converted Africans themselves have been
regarded and remembered with the great ambiguity. For instance.
in turning people, in some areas they involved in land alienation,
given African knowledge, supported colonialism and preached
Evangel. Such ambiguity laid the ground for later counter-cultural
movements by Africans. Hasting reported that in early West African
days, one or two missionaries became slave traders. Much more,
in South and Central Africa, quietly turned into settlers, large
landed proprietors or colonial officials14. In a nation like South
Africa, Christian evangelists were intimately involved in the colonial process15. A.J. Njoh added that the missions of colonialism
and Christianity in Africa often overlapped and appeared almost
indistinguishable16. Thus, missionaries apart from religious activities
were involved in other activities for their interest. For example, in
Mbeya, early colonial production was firstly introduced by missionaries, for instance, production of coffee17.

African Independent Churches in Mbeya Region
Three decades since the formation of Christianity in Mbeya,
Africans who were converted to Christianity, arouse consciousness
against political, economic, social and cultural dissatisfactions
through religion. In fact, it was during the British period when
the historical churches were challenged by the AICs18. In Mbeya,
A. Hastings, The Church in Africa 1450–1950, Oxford 1994, p. 263.
J. Camaroff and J. Camarroff, Christianity and Colonialism in South Africa,
„American Ethnography”, 13(1986), no. 1, p. 1.
16
A.J. Njoh, Tradition, Culture and Development in Africa: Historical Lessons
for Modern Development Planning, Farnham 2006, pp. 31–32.
17
B. Brock, The Nyiha of Mbozi, „Tanzania Notes and Records”, 1966, no. 65.
18
T.O. Ranger, The African Churches of Tanzania, Dar es Salaam 1972, pp.11–12
(The Historical Association of Tanzania, no. 5); Africa under the Colonial Domina14
15

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

251

AICs emerged in the 1920s and continued to develop with time19.
Examples of the early AICs in Mbeya region include the Watch
Tower under Hanoc Sindano, the African National Church under
Paddy Nyasulu and the Last Church of God and His Christ under
Ben Ngemela. There was also the Little Flock Church under Sem
Mboma20.
Those emerged AICs in Mbeya operation were not positively
supported. The opposition to AICs ranged from historic churches
to the colonial government. Jimmy Nkwamu argued that Africans
who were close to AICs leaders started earlier to oppose AICs21.
It is important to note that AICs were opposed ever since their
formation. AICs were known from South, Central and East Africa
that they were against colonialism. Hence, allowing the growth
of AICs in Mbeya meant the creation of contradiction with the
colonial state and finally decolonisation22.
AICs in Mbeya were criticised by the black and whites as being
politically motivated, judged as bridges back to paganism, and
looked as uneducated and sophisticated as primitive. Hence, some
AICs followers especially leaders were removed from positions
they held in the colonial government. For example, Paddy Nyasulu, who had been educated and became a leader of the African
National Church (ANC), was employed as mission store-keeper
tion 1885–1935, ed. A.A. Boahen, Portsmouth 1990, p. 282 (General History of
Africa, vol. 7).
19
In this paper, AICs are Christian churches independently established and
administered by Africans. AICs broke off from the mission/mainline/historical
churches such as Roman Catholic, Moravian, Evangelical Lutheran, Pentecostal
and Anglican churches. For this study, historical churches these are Christian
churches initiated by Western people in Africa.
20
A. Makunde, Yafahamu Makanisa Yaliyoko Tanzania, op. cit., pp. 13, 93,
107, 122, 129, 136, 144.
21
Jimmy Nkwamu, Interview at Itende, December 7, 2014.
22
TNA File No. 25/8: Rungwe.

�252

Ashura Jackson Ngoya

later as a government clerk in Malawi and Tukuyu in Tanzania.
He was dismissed from his position in 1923. Nyasulu was rejected
due to his interest in the African National Church23. The colonial
administration acted promptly to the Watch Tower Church which
prohibited followers to work for the colonial government. In this
process, top leaders of the church were arrested and charged with
uttering words with deliberate intent to wound the religious feelings of others and were sentenced to 12 months each24. Moreover,
some AICs faced problems to get land for religious activities and
were not even allowed to own some books which they thought
made people conscious. In the 1930s, the colonial government
demanded all the African chiefs to take note of Kolineri Kibonde
and Jonah Mwaiteleke who sold books related to religious knowledge. The books such as Deliverance, World Recovery, Prophecy,
The Kingdom, Jehovah, Preparation, The end of the World, and
Who Shall rule the world were prohibited in Mbeya region25.
Thus, the colonial government and historical churches believed that AICs would decline for a short period in Mbeya as it
happened on the Malakite Church in Mwanza which emerged
in 1924 and collapsed in 1934. Also, in 1953, the Church of
Holy Spirit was formed amongst the Haya by the secession from
the Evangelical Lutheran Church; in 1962, half of its members
had been won back by the Lutheran church. In 1956, the Tanganyika African was formed among the Gogo by secession from
the Church Mission Society; a majority of its members were won
back to the Anglican Church in the early 1960s. In 1958, there
was secession from the Moravian Church amongst the Nyamwezi,
Angolwisye Malambugi, Interview at TEKU, September 12, November
20, 2014. See also T.O. Ranger, The African Churches of Tanzania, op. cit. p. 17.
24
Idem, Christian Independence in Tanzania, in: African Initiatives in Religion,
ed. D.B. Barrett, Nairobi 1971, p. 126.
25
TNA 25/9/13: Tukuyu.
23

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

253

and in 1960, the majority returned to the historical church, and
Shambala members of the Usambara-Digo Lutheran Church in
early 1960 had been averted26. In Mbeya, AICs survived in the
colonial period up to the post-colonial era, and new AIC was
emerging year after year.
Contrary to other AICs formed in Mbeya, the Watch Tower
Church proved a failure. At the end of the colonial period, the
church was not considered anti-colonial government but turned
as safety-valves of the colonial government. The Watch Tower
changed the name to Jehovah Witness, and their church policy
was also rectified examples of those policies that were amended.
The change of a name happened when they developed a close
relationship with Jehovah Witness in America. In the age of independence, these churches refused to salute the flag or consider
the politics as anything but the agency of Satan. The church was
seen as incompatible with the maintenance of peace, order and
good governance. So, the Watch Tower declined, and Jehovah
Witness developed27. The leader faced the challenge of mastering
the church efficiently. Hanoc Sindano was not groomed into the
church like other leaders of AICs; rather he was just a follower of
the Watch Tower Bible Society which provided people books and
pamphlets in South Africa without a church. From such base, he
established the Watch Tower Church where he was not able to
balance the relationship with the colonial government, historical
churches in Mbeya, and the church was not even registered. But,
this church was remembered how it was a threat to the British
colonial government. The church refused his people to pay tax
and work for the colonial production.
T.O. Ranger, Christian Independence in Tanzania, op. cit., p. 124.
Christianity in Tropical Africa: Studies Presented and Discussed at the Seventh
International African Seminar, University of Ghana, April 1965, ed. C.G. Baëta,
Oxford 1968, p. 356.
26
27

�254

Ashura Jackson Ngoya

AICs as a Threat to the Mission Churches
in the Post-colonial Period
In the post-colonial period, AICs in Mbeya had established themselves so firmly that they were no longer mere Protestant movers,
but theologically genuine expressed Christian faith in the African
perspective or the extension of African traditions on Christian
faith. AICs provided theological reflections centred on African religious beliefs, practices, values, morals, songs, sermons, teachings,
prayers, sculptures, dances, rituals, and symbols. Some of AICs
beliefs were modified compared to the way it happened during the
colonial period. For example, AICs which allowed polygamy during
colonialism in the postcolonial period changes were implemented.
Meshack Njinga reported that in the post-colonial period there
were some changes to AICs, they modified their constitution to fit
the time. A person with many wives, when joined the church and
being baptised, was not allowed to add another wife28. AICs which
emerged in the post-colonial period based much on their doctrine,
African and Western culture was interwoven. For example, AICs
that appeared in the post-colonial period include Last Church of
Tanzania under 1968 by Daniel Mwamuya – Airport; The Church of
Holy Spirit Anosisye Mwabhungulu 1968 – Ghana-Mbeya, African
Church Mission of Tanzania by Festo Mbeyale 1969 – Iyunga; African International Church A. Mwalyambile, 1969 – Kyela; United
African Church Yohana Kabuje, 1969 – Mbalizi. The Last Church of
Tanzania; Epharaim Sichone, 1973 Vwawa-Mbozi; Uamsho la Roho
Mtakatifu Nise Mwasomola; 1978; Simike-Mbeya; Shalom Church
of God, Stephano Mwamengo 1979, Isangu-Mbozi29; The Foundation Church of Apostle and Prophets, Gibson Tuya, 1982 – Ilengo
Meshack E. Njinga, Interview at Tukuyu, November 5, 2014; May 20,
2015, May 21, 2015.
29
Mbeya District Office, October 2014: List of Churches in Mbeya.
28

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

255

Mbozi; Church of Gospel International, Timotheo Mwanyengo,
1985 – Uyole and the Tanzania Forward in Faith Church Pfumo
Kahwema 1987 – Simike. Others were Gospel Revival Centre,
Akimu Mtafya, 1988 – Simike; Tanzania Gospel Church, Alfred
Kaputula, 1989 – Ilomba and Restoration Bible Church, Emmanuel
Tumwidike, 1992 Esso, African Brotherhood Church, P. Mwamlima,
1994 Mbeya City centre, just to mention few30.
Since the formation of the historical churches, economic interest
has been among their preferences. Njinga noted that early production of cash crops in Mbeya was firstly introduced in the mission
centre31. Early converts were also labourers in the introduced farms
around the mission. Many people in the church meant financial
gain. Judged regarding labourers and offerings. The emergence of
a new denomination in an area where there was a historic church
led to disturbance. The disturbance was firstly assessed economically of what the church gained from followers. With the growth of
AICs, this affected historical churches automatically. AICs expanded
in the region geographically, ethnically and with the number of
members, this had a direct impact on the ancient churches. Similarly, AICs had a different technique to gain economically from
followers. Members were encouraged to pay for miracles, other
means of prayers required things which supporters were forced to
buy at the church, and other leaders urged adherents to plant their
seed. Hence, AICs remained as a threat to the historical churches
given that followers were cycling or turned to AICs32.
In Mbeya, AICs ranged from the small to the large AICs. Large
AICs threatened historical churches given that these churches were
growing compared to the period they emerged and the level of the
Ibidem.
Meshack E. Njinga, Interview at Tukuyu, op. cit.
32
Lusekelo Cheyo, Interview at Iwambi, September 21, 2014, November 5,
2014; Emmanuel Mwasile interview at Iwambi, September 24, 2014.
30
31

�256

Ashura Jackson Ngoya

economy they had. Some leaders of AICs were economically stable
compared to those in the historical churches given that the latter
had many years of experience. Thus, some of the leaders from ancient churches were following AICs and negatively criticised their
existence and operation. The critic was not based on the word of
God, but it was on the level of the economy which the leader of
AICs had. Thus, the degree of economy of the leaders in AICs also
was a threat to historic churches. Why such wealth within a short
period of existence33?
People who introduced AICs were previously members of the
historic churches. They gathered into one group, understood and
respected each other. They were aware of strategies which historical
churches adopted to maintain followers, to expand and to develop.
Then, when individuals from the historical churches introduced
AIC, experienced criticism, suspicion, lack of trust, lack of communication, unfriendliness, destruction of family unity all these
were done by the historical churches to AICs. Nsaligwa Kimanga
narrated that Nise Mwasomola, founder of Kanisa la Uamsho,
was a member of Pentecostal Assemblies of God; she was given
power by God to deliver the sick and preach. Her service was not
accepted in the historical churches, and she chased away. In 1978,
she decided to form her church34. Instead of being supported her
services turned as a threat to the former church. It was revealed
that Mwasomola’s church taped followers who were in need with
services she was providing.
AICs turned as a threat to historical churches given that some of
the leaders of AICs were having unique talents while they were in
the former churches. These people were not recognised and some
Kolineri Mwampule, Interview at Jacaranda, September 13, 2014.
Nsaligwa Kimanga, Interview at Simike, September 13, 2014. Rabi Mwakanani, interview at Sokomatola, September 28, 2014.
33
34

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

257

were seen as stubborn/ too crucial to the church. These people
with their unique talents decided to establish their own AIC. These
leaders exercised their talents in their next church, instead of being
recognised for what they were doing, leaders turned to be a threat
to the churches that they worshipped before. For example, the
founder of Restoration Bible Church Emmanuel Tumwidike was
a member of Anglican Church before forming his church and taped
different followers from various historical churches in Mbeya town
even from Anglican Church35.
Most of those who established AICs were members of mission
churches hence automatically they became their competitors.
Leaders of AICs were aware of the weakness of the former church.
Hence they adopted strategies to survive. While leaders in the
historical churches sacrificed time to follow the preaching campaigns of AICs that led a certain amount of biases or antagonism
against the AICs36. AICs reflected rebellion against Christianity
that had continued with European culture. The mode of worship
and other areas of ministry of the historical-related churches were
not psychologically and sociologically satisfying to the Africans.
With the emergence of AICs, the liturgy was made more African,
where African drums, dresses, singing and dancing reflected the
African culture. In this sense, the gospel was made relevant and
contextualised to the thought patterns of the converts. Juma added
this threatened historical churches as their followers were attracted
with inclusiveness which was added in Christianity which was
not there before. Medrick Mbuba revealed that AICs threatened
historical churches because they in AICs traditional and modern
were welded37.
Interview with Angolwisye Malabugi, op. cit.
Juma Jacob, Interview at Nzovwe, September 18, 2014.
37
Medrick Mbuba, Interview at Nzovwe, September 18, 2014.
35
36

�258

Ashura Jackson Ngoya

Interpretation of the Bible, the issue of polygamy, taking alcohol,
the way of singing in the church, not considering long preparatory period before baptism, just to mention a few, was contrary
to the historical churches. The Last Church of God and His Christ
and African National Church supported polygamy which was not
allowed by the historical churches38. Mary Kategile emphasised
that polygamy added members to AICs in Mbeya such as the Last
Church of God and His Christ and the African National Church39.
The Last Church of Tanzania, which emerged in 1973 by Sichone
with registration number SO. 5712, also believed in polygamy40.
In 1990, the church had about 850 followers in Tanzania, 215 in
Zambia and 120 in Malawi with headquarters in Vwawa-Mbozi41.
David Sichone Reverend that Archbishop Samweli Mwabughi
was appointed in 2007 up to 2015, then the church had 260,000
followers both in Tanzania, Malawi and Zambia42. The historical
churches and AICs were all Christians but had different beliefs
which remained as a threat to the survival of historical churches.
AICs were seen as an enemy to the historical churches43. The doctrine of polygamy threatened the old church even though they
prevented it to the larger extent. The teachings threatened the
church given that it was African culture from the beginning, many
Pastor Mbao, Interview at Sabasaba, September 15, 2014. See also J. Baur,
2000 Years of Christianity Africa: An African History, Nairobi 1994, p. 479.
39
Mary Kategile, Interview at TEKU, September 8; September 9; September
11, 2014.
40
Mary Kategile, Interview at TEKU, op. cit.
41
SHMZA, File, M.60.15: The Last Church of Tanzania. See also W.H. Turner,
The Church of the Lord: the Expansion of a Nigerian Independent Church in Sierra Leone and Ghana, „Journal of African History”, 3(1962), no. 1, pp. 91–92,
Intention of AICs was not to expand within their own localities only, but into
different areas.
42
David Ephraim Sichone, Interview at Vwawa, November 4, 2014.
43
Interview with Emmanuel Mwasile, op. cit.
38

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

259

people joined the church and accepted only a single wife, but in
reality were having many wives44. With the church which gave an
opportunity to many wives, this gave room to the development
of African culture which was prevented by the historical church.
The growth of AICs went parallel to the changes occurred in
the society. AIC exemplifies the intimate link between problems
and the solutions. For example, economic and social hardship in
the 1970s and 1980s fuelled people to AICs. Different informants
agreed that people joined AICs when they heard that people’s problems were tackled by the church45. Juliana Mbilinyi reported that
early members of the church of Uamsho were Roho Mtakatifu in the
1970s were those whose diseases were cured by Nise Mwasomola,
the founder of the Church. AICs in Mbeya gained followers as this
experience was shared experience to the traditional religion when
an individual had a problem related to diseases a traditional healer
was a solution. Traditional African communities were to a large
extent health-orientated communities, and in African traditional
religions, rituals for healing and protection were the most prominent ones. So, AICs, with a similar function of healing diseases,
made people join them. Also, Nathaniel Ndabila proclaimed that
the same God who saves the soul heals the body, delivers from evil
forces, and provides answers to human needs46. Indeed, sickness
was by far the most common reason given by people attending AICs.
Moreover, preaching the prosperity gospel, in these churches
the pastor occupied a prominent place in the life of the followers, what the pastor was speaking, people were able to listen and
follow. This trend expanded through the 1990s after the failure
of Structural Adjustment Policies imposed by the Bretton Woods
Daudi Sichinga, Interview at Mbeya City Centre, September 12, 2014.
Juliana Mbilinyi, Interview at Simike, September 13, 2014. April 20, 2015.
46
Nathaniel Ndabila, Interview at Uyole, September 19, 2014.
44
45

�260

Ashura Jackson Ngoya

institutions. People lost confidence in economic mechanisms,
social recovery plans and the ability of governments to bail them
out, and turned to the AICs for survival. Preaching the gospel of
prosperity and miracles dominated, these churches, with their
human founders called apostles, prophets or archbishop promised
earthly happiness. These churches offered utopian hopes through
the gospel of prosperity and miracles. The prosperity gospel found
fertile ground in Africa because of the real sufferings facing these
Christians burdened who needed immediate relief and thought,
could find happiness trusting in anyone making such promises.
Healing services, indeed, sickness is by far the most common
reason which people give for attending AICs. Testimonies of healing,
soundness and miracles are heard from many about their answered
prayers. In quite some cases those concerned claim that they first
went to the hospitals, and or consulted traditional healers. They
then resorted to an AIC when the foreign physicians and herbalists
failed them. In several AICs, a special day was set aside for healing
purposes. Sometimes, a sick person would be expected to stay in
the Church for healing service. David Nicholous put evident that
prayer and healing is a significant role in these churches in Mbeya.
Some AICs announced that they were curing specific diseases such
as HIV which was a serious problem from the 1980s, cancer and
diabetes through prayers47. Involvement of AICs on HIV, which was
a problem facing different people in Mbeya, was compatible. Mbeya
region in Tanzania encompasses two major highways and is adjacent
to two international borders. In the late 1980s, HIV epidemic rapidly
expanded in the Mbeya region, fuelled by these unique geographic
features and exacerbated by a lack of trained health staff, shortage
of medicine and a weak health care infrastructure.
Interview with David Nicholous, op. cit: see also. Patric Mbao, Interview
at Sabasaba, September 15, 2014.
47

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

261

To respond to the rapidly growing HIV epidemic in the region,
in 1988 the Tanzania government (through the Mbeya Regional
Medical Officer’s Office and the Mbeya Referral Hospital), in
collaboration with the German Agency for Technical Cooperation
and the University of Munich in Germany, established an intervention programme on HIV/AIDS called the “Mbeya Regional AIDS
Control Programme”. The program aimed to fight against the
rapidly expanding HIV epidemic in the region. The Programme
collaborated with other partners including the US Military HIV
Research Program (MHRP) in the late 1990’s and the Tanzanian
National Institute for Medical Research (NIMR) under the vigorous and committed leadership of Dr. Leonard Maboko and Prof
Michael Hoelscher48. The effort to prevent the spread of HIV
somehow proved a failure in Mbeya. Instead of the decline in
a number of the people affected by HIV, the toll increased year
after year. Mbeya Regional AIDs Control Programme (MRACP)
continued the fight against HIV/AIDS since the 1980s. The Regional Medical Officers (RMO) directly supervised the MRACP.
MRACP adopted a participatory approach in all of its functions,
involving all interested partners and the civil society organisation.
But, Mbeya remained among the region where HIV/AIDS toll is
high within the nation. Mbeya region is the second hard-hit region in the country after Dar es Salaam as far as AIDs infections
are concerned49. Many followers in Mbeya were taped to AICs
to get healing services.
One of the distinctive features of these churches is the elevated
position accorded to women. In spite of the fact that the historical
See: http://www.hvtn.org/en/team/international-clinical-trial-sites/MbeyaClinicalResearchSite.html 22/9/2016.
49
F.R. Mbogella, Factors Associated with the Spread of HIV/AIDS among the
Female Youth in Tanzania: A case of Mbeya Municipality, Dissertation (Unpublished), University of Dar es Salaam 2002, p. 45.
48

�262

Ashura Jackson Ngoya

churches preached the principle of equality of sexes, men usually
hold the principal positions of authority. The Archbishops, Reverend
Ministers, Pastors, Priests, Choir Leaders and so on are typically all
men. AICs, on the other hand, have been exceptional in encouraging women to participate in the ministry of the Church. They
provide opportunities for leadership and the exercise of authority
for women who usually far outnumber the men who attend these
churches. Some of these Churches were and are being established
or co-founded by women, for example, Nise Mwasomola in Mbeya.
Omoyajowo has an extensive list of such founders in Nigeria. Asare
Opoku also observed that there are women first-class prophetesses
and deaconesses in the Musama Disco Christo Church in Ghana.
Alice Lakwena of Uganda was another woman-founder of a Holy
Spirit movement. Other positions of leadership for women, as
Barrett showed, include Reverend-Mothers, Lady Leaders, Mothersin-Israel, Superior-Mothers, Praying-Mothers, Lady-Evangelists,
women Church Planters and so on50. It may also be added that
in these Churches women get more possessed, they are prone to
give more testimonies, they are more operative in initiating songs,
dancing, jumping and clapping than men. From the preceding, it
is not surprising to note that there are usually far more women
societies, prayer groups, hospitality associations and welfare unions
than men’s in the AICs.
Survival strategies adopted by AICs remained a threat to the
historical churches. For example, the fight against poverty among
church members through economic empowerment was among
the strategies taken to survive. It was argued that the church
saw poverty as spiritually characterised, meagre family income,
powerlessness, physical weariness, isolation and vulnerability.
D. Ayegboyin &amp; S.A. Ishola, African Indigenous: A Historical Perspectives,
op. cit., p. 30.
50

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

263

They believed that poverty was a social and economic justice
which must be addressed by Christian as one of their primary responsibilities51. The church had exerted efforts to organise formal
and informal entrepreneurship training among church members.
Professional in areas related to business and entrepreneurship was
invited by the church leaders to run training on entrepreneurship.
From such practice, the church managed to form micro credit
scheme among church members52. Enterprising training among
church members catered in areas such as bookkeeping, marketing and rules of good business practices. Through this strategy,
the church had seen to be emancipating its church members not
only through spiritual bareness but also on economic well-being.
Even though it was a slow growth, AICs were moving. People
were able to construct their church through this strategy53. Some
AICs established church departments to develop their church.
These include evangelization, economic, health and press and
information office54.
AICs threatened historical churches in their mode of worship
which is typically African. Drumming, clapping and dancing typify
the community as different from other Christian denominations
of European origin and the basic concept of religion. Thus, when
one considers the doctrinal foundations of AICs and their closeness to the socio-cultural background of Africans, one can safely
predict that these churches will maintain their leading role, and
51
A. Mpesha, The Role of the Church in Microcredit Financing for Business
Development in Tanzania, Grand Rapids 2004, p. 5.
52
Oyi Masambili, interview at Mbeya city centre, September 12, 2014.; David Nicholas, Interview at Simike, September 14, 2014; Interview with Abiud
Simkoko, Interview at Simike, September 09, 2014; Medrick Mbuba, Interview
at Nzovwe, September 18, 2014.
53
Interview with David Nicholous, op. cit.
54
Dastan Hapelwa, Interview at Veta, September 20, 2014.

�264

Ashura Jackson Ngoya

AICs were projected to become more familiar because of their
offer of assistance to the spiritual problems of people in the
complex world of today. It is necessary, however, to ensure that
church growth by the membership was accompanied by growth
in spiritual power55.
Africans naturally enjoy a more expressive form of worship.
Consequently, in contrast to the supposedly dull liturgy of the historical churches, the AICs have given a home to a more fascinating
and exciting form of worship with singing, clapping, dancing and
stamping of the feet. Most of the songs sung are songs in traditional
lyrics. Usually, they are evocations and sometimes spontaneous
composition accompanied by ringing of bells, drumming and the
use of other native musical instruments as well as Western equipment56. Everybody participates in clapping, dancing and singing.
Prayer is also spontaneous and everyone is inspired to pray and
deliver a message or give testimony. Thus, they practice lively
church worship.
Dedication to Evangelism and Revival; AICs have an extraordinary zeal and enthusiasm for evangelistic ministry and revivals.
They organise and conduct regular crusades, revivals and prayer
sessions at several nooks and corners of towns and villages. Most of
the AICs leaders were itinerant preachers and evangelists who held
revival meetings wherever they went. The practice is very right of
Moses Orimolade, Babalola, Ositelu, Samson Oppong, and Simon
Kimbangu, to name just a few. One of the usual prophetic utterances
in these churches is the urge on the leadership and follower-ship to
rise early in the morning, walk around a neighbourhood with the
ringing of the bell, while proclaiming the message of the Gospel.
https://www: Gospel and Culture from Perspective of African Instituted
Churches, 30/7/2017; 4;54pm.
56
Lusekelo Cheyo, Interview at Iwambi, September 21, 2014, November 5,
2014; Kastory Erasto Msigwa, Interview at Tunduma, September 25, 2014.
55

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

265

The individuals concerned must also hold or lead between seven to
twenty-day revival meetings in or outside the church or to conduct
open-air crusades for a specific number of days.
Different AICs were running their activities in the areas not
set/designed for religious institutions as churches failed to acquire
land legally. Very few succeeded to get the land lease earlier. So,
it was not easy for AICs to get a proper area for church construction. AICs leaders ended up buying a house or using their own
houses for the service. Many of AICs in Mbeya were located in
slum areas such as Simike, Nzovwe, Iyunga, Mama John and
Ilomba57. These areas are well populated and hence easy to get
followers, while most historical churches were located in the
designated religious areas58.
Cheyo acknowledged teachings of the word of God in AICs to
its followers. Instruction of the word of God was the clear foundation of the church’s existence; it enabled AICs to cross over all
storms for the decades of its existence. They taught realities to
their followers according to the Bible and relevant to the society,
especially which touches people at the time59. In prioritising Bible
teaching, the church had several scriptures teaching a session in
the church as well as at home of the followers60. Teaching attracted
church members and non-church members thus making the church
permanently fill its people’s hearts and hence its survival. Different from the historical churches, some Africans had the culture of
going to the church without the Bible just listening when leaders
were reading. The practice was contrary to AICs people who were
having the Bible and leaders sometimes pointed anyone to read
the word of God. The new method meant that the sheep will alFrank E.P. Mwaitebele, interview at Tunduma, September 25, 2014.
Ibidem.
59
Interview with Lusekelo Cheyo, op. cit.
60
Nathaniel Ndabila, interview at Uyole, September 19, 2014.
57
58

�266

Ashura Jackson Ngoya

ways stray to where they might find good pasture, and they were
getting it in AICs61.
The historical churches in Mbeya had been affected by AICs.
Christopher Mwanisongole noted that AICs had something to
teach the historical churches and vice versa62. Since the formation of AICs, even though it remained small in comparison to the
historical churches, AIC has continued to be the main threat to
the historical churches. AICs Gospel was rooted in African style
compared to historical churches. Nicholous supported that one of
the AICs most precious assets was its experience of being rooted
in African cultures. Leaders who formed AICs wanted Christians
to fit African culture. Even though the result was not the same, it
was the matter of challenge63.
Also, even though AICs are complained negatively by the historical churches, still different modification in these churches was
due to the services provided by AICs to the followers. As a result,
in Mbeya, some people are getting services to both churches.
Thus, they are dual worshipers; as a result, it was difficult to assess definite expansion of these churches. Followers were cycling
members both in historical churches and AICs.
Through AICs in Mbeya, the historical churches had adopted
different things done in the AICs which were not standard to
their denominations, mainly Protestant denominations. AICs
practised well things like praising and worshipping, prayers,
services like healing, and counselling. Without adopting these,
AICs will remain a threat to the historical churches64. The his61
J.A. Gyadu, United over Meals Divided at the Lord’s Table: Christianity and
the Unity of the Church in Africa, „Transformation”, 27(2010), no. 1, pp. 16–17.
62
Christopher Mwanisongole, Interview at Nzovwe, November 10, 2014.
63
Interview with David Nicholous, op. cit.
64
Interview with K. Mwaisumo, op. cit. Interview with Emmanuel Mwasile,
op. cit.

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

267

torical churches leaders should also learn from AICs that even
Africans were able to stand on their own and develop their church
without asking support from outside65. Leonard Maboko, one of
the leaders of the historical church, showed the desire on that
“we feel that we must be in touch with independent churches
to understand the influence and practice of self-reliance”66. Ositelu adds that most of their practices have been adopted by the
so-called the historical churches and the American style new
generation churches67.
Maboko added that as long as the AICs speak the language
which the ordinary person on the street, the masons, carpenters
and illiterates understand, they will survive. As long as they
continue to fulfil the claims that they were able to help those
who faced unique difficulties in life, they will thrive. Provided
they heal sicknesses, serve as a haven of rest to those in distress,
and give relief to those with psychosomatic troubles, they will
continue to survive in the face of all odds which were likely to
befall them68.

Conclusion
AICs will remain a threat to the historical churches if they
fail to recognise the meaning of Christianity and how Christianity had been expanding. It is true that in Mbeya Christianity
is growing through AICs. By the 1960s, the religious picture in
Mbeya region was somehow clear. The 1967 census shows that
Interview with Abiud Simkoko, op. cit.
Interview with Leonard Maboko, op. cit.
67
R.O.O. Ositelu, African Instituted Churches: Diversities, Growth, Gifts, Spirituality and Ecumenical Understanding of African Initiated Churches, Hamburg 2002,
p. 38.
68
Interview with Leonard Maboko, op. cit.
65
66

�268

Ashura Jackson Ngoya

Mbeya had about 43% Christians, 2% Muslims, 53% African
Religion, and 2% others69. Ndaluka argues that there were over
90 churches in Zanzibar and there were over 300 denominations in Mbeya Regions in the 1990s. The new denominations
seem to compete with the historical ones70. In 2016, Mbeya was
mentioned as the second region having many denominations
in Africa and the first being Lagos in Nigeria71. In the information declared by district commissioner Paul Ntinika, Mbeya had
about 450 denominations. David Mwashilindi added that many
churches were not a problem given that order was followed72. If
at the beginning there were only two denominations with their
doctrine and target, so it is clear that with AICs which are more
than hundred denominations in Mbeya, the former churches were
not happy with it. Also, Christian Council of Tanzania (CCT) and
Pentecostal Council Tanzania (PCT), religious organisations in
Mbeya, do not accept AICs. Historical churches and AICs all are
Christians but they preferred division.
REFERENCES

Africa under the Colonial Domination 1885–1935, ed. A.A. Boahen,
Portsmouth 1990 (General History of Africa, vol. 7).
Ayegboyin D. &amp; Ishola S., African Indigenous: A Historical Perspectives,
Houston 1997.
Baur J., 2000 Years of Christianity Africa: An African History, Nairobi 1994.
URT, 1967 Population Census, vol. 3.
T.J. Ndaluka, Social Cohesion and Religious Intolerance in Tanzania, in: The
Political Economy of Change in Tanzania: Contestations Over Identity, the Constitution and Resources, ed. R.S. Mukandala, Dar es Salaam 2015, p. 49.
71
See: http/www.mpekuzihuru.com/2016/11/jiji-la-Mbeya-ni-la-pili-kwawingi-wa.html: 29 November, 2016.
72
Ibidem.
69
70

�AFRICAN INDEPENDENT CHURCHES AS A THREAT...

269

Brock B., The Nyiha of Mbozi, „Tanzania Notes and Records”, 1966, no. 65.
Camaroff J. and Camarroff J., Christianity and Colonialism in South Africa,
„American Ethnography”, 13(1986), no. 1, pp. 1–22.
Christianity in Tropical Africa: Studies Presented and Discussed at the Seventh International African Seminar, University of Ghana, April 1965,
ed. C.G. Baëta, Oxford 1968.
Gyadu J., United over Meals Divided at the Lord’s Table: Christianity and
the Unity of the Church in Africa, „Transformation”, 27(2010), no. 1,
pp. 16–27.
Hastings A., A History of African Christianity 1950–1975, Cambridge 1979.
Hastings A., The Church in Africa 1450–1950, Oxford 1994.
Makunde A., Yafahamu Makanisa Yaliyoko Tanzania, Ndanda 1997.
Mbeya District Office, October 2014: List of Churches in Mbeya.
Mbogella F., Factors Associated with the Spread of HIV/AIDS among the
Female Youth in Tanzania: A case of Mbeya Municipality, M.A Dissertation (Unpublished), University of Dar es Salaam, 2002,
Mpesha A., The Role of the Church in Microcredit Financing for Business
Development in Tanzania, Grand Rapids 2004.
MSHZA, History of Diocese of Mbeya, Part III: Apostolic Prefecture of
Tukuyu,1932–1947.
MSHZA, Part of Vicariate of Tanganyika, 1899–1932.
Musomba A.Y., Historia Fupi ya Kanisa la Moravian Kusini Tanzania, Dar
es Salaam 1990.
Musomba A., The Moravian Church in Tanzania Southern Province: A Short
History, Nairobi 2005.
Ndaluka T., Social Cohesion and Religious Intolerance in Tanzania, in: The
Political Economy of Change in Tanzania: Contestations Over Identity,
the Constitution and Resources, ed. R.S. Mukandala, Dar es Salaam
2015, pp. 35–54.

�270

Ashura Jackson Ngoya

Njoh A., Tradition, Culture and Development in Africa: Historical Lessons
for Modern Development Planning, Farnham 2006.
Ositelu R.O.O, African Instituted Churches: Diversities, Growth, Gifts, Spirituality and Ecumenical Understanding of African Initiated Churches,
Hamburg 2002.
Ranger T.O., Christian Independence in Tanzania, in: African Initiatives in
Religion, ed. D.B. Barrett, Nairobi 1971, pp. 122–145.
Ranger T.O., The African Churches of Tanzania, Dar es Salaam 1972 (The
Historical Association of Tanzania, no. 5).
RMA, File Moravian General; File Origin and Growth of the UNITASFRARUM;
SHMZA, File, M.60.15: The Last Church of Tanzania.
Sundkler B. &amp; Steed C., A History of the Church in Africa, Cambridge:
UK 2000.
Tambila K.I. &amp; Sivalon J., Intra-denominational Conflict in Tanzania Christian Churches, in: Justice, Rights and Worship: Religion and Politics in
Tanzania, eds. R. Mukandala [et al.] New Delhi 2006.
TNA File No. 25/8: Rungwe.
TNA File: 25/9/33 Mission General Tukuyu.
Turner W., The Church of the Lord: the Expansion of a Nigerian Independent Church in Sierra Leone and Ghana, „Journal of African History”,
3(1962), no. 1, pp. 91–110.
URT, 1967 Population Census, vol. 3.
World Christianities c.1914 – c.2000, ed. H. McLeod, Cambridge 2006
(The Cambridge History of Christianity, vol. 9).

�Chapter 9.

MUSSA KASSIMU

FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI
TRADITIONAL RELIGIOUS RITUALS
Influences and Absorption of African
traditionalists’ Mind in the Third Millennium
ABSTRACT

Whether one’s religion is more or less worth is an attitude of mind.
From the 19th century to date, foreign religions have profound effects on
African beliefs. Foreign religions surpassed traditional African religions
in the way African perceive them better at the expense of theirs. Wanyamwezi practices have been influenced in terms of identity, worship,
religious ceremony, gratitude to Supreme Being and other institutions of
religion; which are more based on foreign religions. The work deals with
Wanyamwezi, a community of Central-Western Tanzania, which has been
in contact with Arabs as porters and their areas stationed by European
missionaries all of which acted as levers for foreign religions spread. This
work, therefore, has shown some important traditional ritual practices
strongly valued by Wanyamwezi before the influence of foreign religions
and how the latter resulted into identity crisis, which if left unchecked
may result into chaos accompanied by strives as it has been experienced
at Buselesele and Zanzibar in Tanzania, as well as in the Central African
Republic only few to mention. It is not conflict-based but impact-based
paper in which there is an identity crisis accompanied by blustering of
who are right in the eyes of God as an ideological weapon in winning
more supports and gaining many followers. Islam and Christianity have
MUSSA KASSIMU – Assistant Lecturer, Department of History, Political Science and Development Studies, Mkwawa University College of
Education.

�272

Mussa Kassimu

numerous numbers of faith adherents, among them are Wanyamwezi
with few not convinced by either of the sides. Data were collected from
Tabora Municipality and former Urambo District (Kaliua and Urambo)
through interview, questionnaire, focus group discussion and observation. The target was not to find the number of followers of each religion
but to find out how the Nyamwezi as a case were absorbed by foreigners
religiously. Understanding African traditional beliefs and merging with
what religion is, one will be in a good position to understand the current
role of African religions.
Key words: religions, tradition, rituals.

Introduction
A human being is a social being who, from the first time of his
existence, began a social life, lived and organized themselves in
groups that later developed into the early societies. They engaged
in different economic activities including agriculture during stone
ages, and developed a system of beliefs to solve some complicated
issues1. Africans had a sense of religion millions of year ago, from
the time Africans were attempting to manipulate the unseen world
that controls natural object and phenomena by means of magic2.
Drought and little harvests are some of the issues that forced man
to have such kind of belief. Shillington3 explains that with ‘Homo
erectus’ of the ‘acheulian’ period men have had some form of ritual
or early religion with the beginnings of the deliberate burial of the
dead. Men probably sought remedies for evil in inherited beliefs
and institutions. They consulted the diviners, made offerings for
ancestral spirits, countered witches and employed medicines4.
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, New York 1979.
J.S. Mbiti, African Religions &amp;Philosophy, Dar-es-Salaam 1969.
3
K. Shilligton, History of African Revised, New York 2005.
4
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, op. cit.
1
2

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

273

For that sense, people had a belief in supernatural power and
as a result they created imaginary Supreme Beings referred to as
gods in their daily activities. The Supreme Beings are the origin
and sustenance of all things5. The essence of religious practices is
the struggle of human kind to control the unseen events. Religion
became an institutional aspect of societies, which was the result
of men’s struggle to control and understand the material world as
Rodney6 asserts that religion was an aspect of the superstructure
of a Society, deriving ultimately from the degree of control and
understanding of the material world. Therefore, religion is very
important among other institutions of society which maintains
the bond between and among members and assures continuation
as well as its existence.
However, societies have been interacting overtime from the
ancient period to the present. Such interactions resulted into social
influences in not only religious aspects but also other structures of
society7. ‘In God we trust’, is being used by most of Americans. The
saying had its origin in African theological doctrine developed during the height of the infamous slave trade to reinforce the slaves8.
When two societies of different sorts come into prolonged and
effective contact, the rate and character of change taking place in
both is seriously affected to the extent that entirely new patterns
are created, and the weaker of the two societies is bound to be affected9. Most of African traditional religions were perceived weak
in the Foreigners’ eyes, including that of the Nyamwezi; hence,
were absorbed. Rodney10 stated that African ancestral religions
J.S. Mbiti, African Religions &amp;Philosophy, op. cit., p. 29.
W. Rodney, How Europe Underdeveloped Africa, Dar es Salaam 1972.
7
J.S. Mbiti, African Religions &amp;Philosophy, op. cit.
8
D.A. Mungazi, The Mind of Black African, Westport 1996.
9
W. Rodney, How Europe Underdeveloped Africa, op. cit.
10
Ibidem.
5
6

�274

Mussa Kassimu

were no better or worse than other religions as such. It implies
that whatever happened in other world religions also could happen
in African traditional religions. African societies were open-ended
allowing integration of other new culture11. Therefore, African societies provided room for the new culture, religion as part of that
culture. It evidently proves that African religions provided chance
for the imported foreign religious aspects.
T. Shibangu and colleague12 stated that African society is not
the ancient Society but a Society with Euro-Christian and Islamic
influences. Therefore, much of what was practised was influenced
by Christianity and Islam. Accepting either of the two influential
religions meant innovation in the existing culture. Africans, by the
time outsiders came with what they called religious civilization,
were recognizing and praising their own gods. Rodney13 disclosed
that:
“As are well known, traditional African religious practices exist
in a variety, and it should also be remembered that both Islam and
Christianity found homes on the African continent almost from their
very inception. The features of the traditional African religions help
to set African cultures apart from those in other continents”.

Evidence shows that African religions have existed from ancient
Africa, during the stone-age dominated by Homo erectus. Although
Africans of a certain geographical area practiced cultures which
slightly differed from that of others, they shared some common
characteristics such as sacrifice to the ancestral spirits, the sacral
role of the chief as a cult-personnel as well as tribal festival dur11
A.A. Mazrui, Africa and other Civilization; conquest and Counter Conquest,
in: Africa in World Politics; The African State System in Flux, eds. J.W. Harbeson
and D. Rothchild, Boulder 2000, pp. 110–135.
12
T. Shibangu, Essential of Research Methodology in Human and Social Sciences, Kampala 2007.
13
W. Rodney, How Europe Underdeveloped Africa, op. cit.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

275

ing tribal and personal crises as well as healing exercise in society.
Rodney14 asserted that religion pervaded African life in the period
before the coming of whites, just as it pervaded life in other prefeudal societies. Therefore, Africans had established their own
belief system by the time foreigners landed on the continent.
The nineteenth-twentieth century was the period of the considerable Arab and European influences on the African ways of
life as the two were competing to de-Africanize the continent.
Nineteenth century was the period of Europeans coming into Africa as Ranger explained that the 1870s – 1890s were the time of
great flowering of European invented tradition. Europeans were
rushing into Africa. Therefore, nineteenth century seems to be the
time of competition between Asians and Europeans, respectively.
Iliffe15 stated that missionaries in East Africa were competing with
an expanding Islam as well as competing with each other.
Kimambo16 (1969) reported that nineteenth century was the
period of Tanzanian history which had been much oversimplified.
For it was easy either to work in the nineteenth century as the
period of change and the pre-1800 period as one during which
many Tanzanian societies were static, or to recognize changes
and, perhaps ‘improvements’ in both social and political organization, but consider that changes to be initiated by some ‘superior’
groups of people with a special kind of ‘know-how,’ while the
stimulus to many of the changes which took place in that period
could be traced to the arrival of new groups of people into regions
already inhabited. The word ‘inhabited’ here may refer also to
cultural achievements including development of religion. Neither
Europeans nor Arabs only can be condemned for the changes on
Ibidem.
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, op. cit.
16
I.N. Kimambo, The Interior Before 1800, in: A History of Tanzania, eds. I.N. Kimambo and A.J. Temu, Nairobi 1969.
14
15

�276

Mussa Kassimu

Africans, but one can have a look over these influences from the
multi-dimensions as Kimambo17 asserts that:
“There was no single group responsible for transmitting the ideas of
change and ‘improvements’ to all parts of Tanzania. Secondly, even when
ideas defused from one area to another, local initiatives transformed
these ideas and adopted them to the needs of that particular society”.

Their influences resulted from Africans’ interaction with external
world like what was happening to the rest of the world such as in
China and Roman. Rodney18 noted that, “By the end of feudalism,
Europeans began to narrow the area of human life in which religion and the church played a part”. Talking about Europeans and
Christianity is the narration of inseparable aspects. Iliffe19 states
that, “Three innovations in indigenous religions appear to have
taken place in German times. One was the continued vulgarization
of religious activities hitherto to specialists, much as kubandwa
had been vulgarized into ‘buswezi’ in Unyamwezi”. Therefore,
Christianity exerted its influence on popular cult.

Methodology
Approach and Research Design
The study on the Foreign Religious Influence upon Wanyamwezi
Traditional Rituals was organised qualitatively as an approach
which includes designs, techniques and measures that do not
produce discrete numerical data, and in which data are often in
form of words rather than numbers, and these words are grouped
into categories as it was done by the researcher20. Case study was
Ibidem, p. 18.
W. Rodney, How Europe Underdeveloped Africa, op. cit.
19
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, op. cit., p. 206.
20
O.M. Mugenda and A.G. Mugenda, Research Methods; Quantitative &amp; Qualitative research Approach, Nairobi 1999.
17
18

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

277

employed to find an in-depth, real time or retrospective analysis
of case21 (Edmond and colleague, 2013). Therefore, case study
was admitted purposefully to find in-depth and retrospective influence of the monotheistic religions, Christianity and Islam upon
Wanyamwezi traditional religious rituals.
Study area
The study was carried at former Urambo District (Urambo and
Kaliua) and Tabora Municipality (Unyanyembe) in Tabora, Tanzania
(shown in figure 1) and Tabora Municipal (shown in figure 2) and
former Urambo District (current Urambo and Kaliua). The region
is populated by different groups including the Wanyamwezi: the
dominant group, their cousin Basukuma. Significant minorities
include: Waha, Wanyiramba in Igunga, Wafipa, Wachaga, and
refugees from Burundi that have added varieties to that region
ethnic’s make up22.
The two areas (Tabora municipality and former Urambo district)
have a total population of approximately four hundred thousand
out of population of two million and three hundred thousand of the
whole Tabora region: However, the researcher did not manage to
get the number of Wanyamwezi23. Tabora municipal has twenty five
wards out of which six were visited namely: Kanyenye, Gongoni,
Chemchem, Kitete, Ng,ambo and Itetemia (Figure 2). Urambo has
sixteen wards out of which four were reached and worked upon;
Itundu, Imalamakoye, Kapilula and Urambo (Figure 3). However,
the researcher also visited Ushokola ward of the new Kaliua District
which was part of former Urambo because he intended to carry
out the study in former Urambo district and Tabora Municipal.
W.A. Edmonds, and T.D. Kennedy, An Applied Reference Guide to Research.
Designs;Quantitative, Qualitative and Mixed Methods, New Delhi 2013.
22
The President’s Office, Planning and Privatisation, January, 2005, p. 208.
23
Population and Housing Census, vol. 2, 2012.
21

�278

Mussa Kassimu

Figure 1. Map of Tanzania showing Tabora Region

Source: Tanzania National Bureau of Statistics (2012).

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...
Figure 2. A map showing Tabora municipality

Source: Tabora Municipal Administrative office.

279

�280

Mussa Kassimu

Figure 3. A map showing former Urambo District (current Kaliua and Urambo)

Source: Urambo district administrative office.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

281

Sample size, sampling procedures and data analysis
The study involved twenty five Nyamwezi adult people aged fifty
to sixty years and twelve elders of sixty one years old and above,
with knowledge of the traditional religious rituals who were the
key-informants. These were obtained through snowball sampling;
eighteen religious officials, nine Muslim leaders, such as sheikhs
and maalim, as well as nine Christian religious leaders including
pastors, nuns and clergymen, religious leaders who would analyse
the principles to which the converts should adhere to in order to
become a true Christian or Muslim all of whom were purposively
sampled. Four traditional healers were consulted as traditional
ritual experts and two grandchildren of Nyamwezi chiefs, Mirambo
and Fundikira who were also purposively selected Grandchildren
would somehow disclose the sacred rituals practised by their
grandparents as according to most African tradition grandchildren
are given names and other ritual inheritance. Schonenbeger24
supports that, “In giving a name to a child, Wanyamwezi parents
remember their own parents in gratitude and reverence by calling
their children by the names of their own parents and of brothers
and sisters of their own parents”. Names were given sequentially
with the responsibilities vested to the grandparents. Generally, the
study involved a total of sixty one respondents.
The researcher employed purposive sampling technique to
get religious leaders and chiefs’ grandchildren by virtue of their
position. The selected cases were judged as the most appropriate
ones for this study. Religious leaders would provide the principle
to which the new converts should adhere.
The report contains data from both primary sources and secondary sources through interview, Focus group discussion, QuestionP. Schonenbeger, Nyamwezi Names of Persons, „Anthropos”, 90(1995),
Heft. 1–3, pp. 109–132.
24

�282

Mussa Kassimu

naire and Documentary Review; therefore, the project preserved
its validity due to the use of multiple data collection methods
involved in the study in relation to the objectives. The stability of
this study is based on the assumption that consistent results would
be provided if investigation were repeated in the same context.
Data have been analysed qualitatively.

Findings
Wanyamwezi traditional religious ritual practices
Prior to foreign influences, there were varieties of Nyamwezi
traditional religious rituals, according to the interviews held in
2014 in the areas under the study, one of the respondent explained
ritual practice as ‘Kwisenga’ which means the prayer and any other
related activities. Varieties of these ritual practices according to
the respondents were determined by event in advance. These
include: deaths of a family or community member, installation of
chiefs to the office, preventive rituals against the occurrence of
natural disasters, misunderstandings between or among family
members, and that aimed at seeking blessing before a person left
from his, her or their home for seeking better life were among the
determinants. Kendall25 supports that religious beliefs are linked
to practices that bind people together and to rites of passage such
as birth, marriage and death. These events are associated with
religious rituals. The following are varieties of religious rituals
identified during data collection.
1. Religious rituals pracitsed in mourning days of death of members of the community.
This was regarded as part of community rites; therefore, religious ritual practices would be held and were of two types. Those
25

D.E. Kendall, Sociology in Our Times, Ware 2000.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

283

practised following deaths of chiefs and other respected, and that
was held after the commoner’s death. At the interview, the member
of the Nyamwezi community said:
“During the burial ceremony of the chief, the elder people would
organize the special prayer. We believed that a dead chief would
become the ancestral spirit who would keep on helping us whenever
we neededa help. A chief’s body had to be well chiefly dressed”.

Burial of such kind revealed respect to the chief. It also signified
the status of the chief in religious affairs. Iliffe26 explains, “Most
commonly ancestors’ propitiation was extended to make a chief’s
ancestors influential over the welfare of the territory they ruled.
Regular sacrifices might be made at their graves, or they might
be propitiated in communal misfortune”.
Shillington27 in supporting this explains that African political
and religious authority was generally very closely allied. Even in
the smallest-scale society the chief was usually the guardian of
religious shrines or protector of the ancestral spirits. Therefore,
in respect to the chief, a special religious ritual practice following
his death was necessary. Chiefs in almost all African ethnic groups
had special respect. For example, Shillington28 stated that Mansa’s
central religious role within the empire was crucial to people’s
survival and he was thus treated with exaggerated respect. The
Nyamwezi chiefs were honoured for the virtue of their status in
the community; therefore, what was practised for them had no
or slight difference from the other African community, whether of
the Western, Southern, Eastern or Central Africa.
Another type of traditional religious ritual practice in honour to
death was that practised during the death of a common person. The
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, op. cit.
K. Shilligton, History of African Revised, op. cit.
28
Ibidem, p. 94.
26
27

�284

Mussa Kassimu

prayer would be carried out during the mourning days, differently
from that in honour of the chief ‘mtemi’ or sub-chief ‘mwanangwa’.
One of the interviewees said:
“The commoners’ burial ceremonies were respected, but were never
held like those of chiefs’. Commoners were buried alone followed by
normal ritual practices. People also could stay at the funeral in the
days of mourning. If he or she was an elder person, the elders would
carry the corpse and were responsible for sacred requirement during
burial ceremonies”.

However, among the commoners, also the organisation of burial
ceremonies differed from one another. The interviewee proceeded
and the response was, “If any of the two twins died, he or she had
to be buried while covered with the barks of trees, in lower land
area or near the well or dams”. When the interviewee was asked if
there was any gender consideration to these burial ceremonies she
replied that gender could play part only for the twins. The male twin
could only be buried by males and if it was a female, only females;
in black clothes with soaked flour smeared on their foreheads, were
responsible to bury her but all people attended the funeral.
2. There were also religious practices held during the installation
of a new chief to the reign
A chief having both political and religious authority was given
respect during the ceremony. He was regarded as new to maintain
good relationship among his subjects and between the communities and the sacred. One of the interviewees said that the installed
chief was showered with water from the soaked leaves of tree
called ‘Mvuta mvula’ meaning rain attractor”. Rain was valued so
much as a source of life. Whichever worth thing was regarded as
brought by rainfall. Therefore, washing him to attract rain was
not only to attract rainfall but also attracting anything good for
the betterment of the society.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

285

Most of ritual practices involved the use of traditional medicine
made of different types of trees and dead animals. The interview
held at Chemchem in Tabora disclosed what was really done when
the authority was entrusted to the chief. Another interviewee said
their elders had the authority to declare the new chief and they
told him that he was washed with ‘Mvuta Mvula’ purposively to
attract good things to their community and throw away bad omen
for the prosperity of the Nyamwezi society. Then, traditional prayer
would be held for wishing success to the chief and the whole
society throughout the period overseen by the installed chief.
There were also medicines used by chiefs such as ‘mzimilwa’ to
end conflict between the chief and his enemies. Another medical
tree was ‘mtwaligana’ used to make him popular to the people.
‘Mkungamila’ also was used, while soaked in water, to call people
from different world directions. It was spread towards West, East,
South and North while articulating some words. All medicines
used depended on the ritual practices, that is why certain words
would be spoken to show intension for the practice.
The interview held at Gongoni in Tabora, one of the grandsons
of chief Mirambo said that ‘mkungamilwa’, ‘Mvuta Mvula’ and
‘mzimilwa’ were important materials that could not be let finish
out”. That means, it would be better to let other things finish out
than those medicines. Therefore, the role of a chief was associated with traditional medicine as part of their religious practice.
The chiefs were considered the ritual experts as well as the only
people who could communicate with the ancestral spirits. Most
of the things which were done for the respect of any African chief
were not different from other African leaders of prior to innovation.
As African traditions had no much difference from one another
as Kimambo29 supports, “Generally speaking the ‘ntemi’ was no
29

I.N. Kimambo, The Interior Before 1800, op. cit., p. 22.

�286

Mussa Kassimu

different from the king or chief of west lake region. He had to
possess certain sacred symbols; he had to lead in certain rituals,
above all, his own well-being was identified”. Shillington30 supported that the village head or chief; the ‘Mansa’ in Malinke was
the person most directly linked with the spirit of the land upon
whom continued and depended the production of their crops. The
Mansa, as a guardian of the ancestors, was thus both religious and
secular leader of his people.
3. There were also religious rituals practised for ending misunderstandings and conflicts among community or family members.
It is normal for people living together, sometimes, to have conflicts, misunderstanding and even quarrels for different reasons. For
Wanyamwezi, prolonged misunderstandings among family members were considered as the curse from God; therefore, immediate
attention was required. Special religious ritual practices would be
held for ending such problem. The interviewee at Ushokola explained that if any kind of prolonged misunderstanding or conflict
arose, the family elders would make an urgent call, gathering all
available members in the locality. During the occasion a fire was
lit. Words signifying to stop the conflict would be spoken to beg
God, then fire had to be extinguished showing the ending of such
conflict.
4. Other rituals aimed to protect the family or community
against epidemic diseases.
Smallpox (ndui) was among those diseases. In protecting such
kind of diseases, the interviewee at Itundu said, they were ordered
to extinguish fire in their households on the day prior to occasion
against ‘ndui’ and were required to take fire only from the chief’s
30

K. Shilligton, History of African Revised, op. cit.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

287

residence that could be spread to all other households. Extinguishing fires in other people’s settlement signified stopping the spread
of disease. Taking fire from the chief’s house was regarded as taking new fire free from such kind of disaster which was believed to
heal people. That fire was regarded to be strong enough to fight
the disease because it was from the guardian of religious shrine.
5. There were religious practices done for the purpose of seeking blessing from traditional god ‘Likubhe Linyagasa’.
According to the interview held, the respondent elucidated
that religious ritual practice would be carried and headed by the
family elder, grandfather or father assisted by mother or grandmother within the household. The prayer aimed at achieving
blessing from the ancestral spirit for the prosperity of clans’ or
individuals’ goals. When he was asked if someone left without any
ritual practice he replied that one would hardly succeed and he
or she would be likely to get bad omen. For that sense, religious
ritual practice was inevitable. The same was done for the person
who was almost to marriage, and those who wanted to leave
for trade. One of the discussion through focus group revealed
that ritual practices would enable the married people to have
good life, healthier children and be free from any magic trick or
illusion. The prayer would lead them in good luck. Hence, for
economic gain and the betterment of social affairs, ritual practice
would be the best.
6. Religious rituals to avoid natural disasters such as flood, drought
and others
In regard to the occurrences of the natural disasters such as
famine, draught and floods there were religious ritual practices as
a means of protecting the community against them. For example,
for the heavy rainfall accompanied with thunderstorms, one of the

�288

Mussa Kassimu

interviewees explained about special prayer that had to be held
under twins’ supervision. Twins had to stand at the door while
holding a winnowing basket ‘ungo’ containing maize flour. They
had to beg for stopping the rainfall, and their prayer would soon
end the rainfall. The prayers for the other disaster were also carried
in accordance to the formality. The respondent added that draught
was normally considered to be a result of people being against the
norms so maybe god was annoyed; therefore, it was a curse from
God (limurungu). Begging for forgiveness required elders to make
an assembly on hills and sometimes to the specified area called ‘kwa
itambalale’. Women were participating in accordance with norms of
the society as it was explained by one of nyamwezi elders at Kitete
that only women who were not in menstrual circle participated in
the prayer. She added that the prayer involved sacrificing animals
such as goats, sheep and cows with black colour.
Shillington31 supports that:
“Nyamwezi held Europeans responsible for drought, while Sukuma
conservatives blamed religious innovation: ‘we see clouds but they
move away. God hides the water lets us die...what our crime, oh God?
Men arrived who taught us lies, not to make the right sacrifices”.

7. There are traditional religious rituals practiced in gratitude to
God due to normal delivery of Children.
Schonenbeger32 presents the feeling of Wanyamwezi on getting
children and expressed that Wanyamwezi are fond of children and
see children as the most marvelous gift of the creator. Therefore,
they had to thank god ‘Likubhe Linyangasa’ in gratitude for the
safe birth. It was explained by respondent that a pregnant woman
always would pray for good health and normal delivery because
only ‘liimulungu’ is the one that determines mother and child’s
31
32

Ibidem, p. 342.
P. Schonenbeger, Nyamwezi Names of Persons, op. cit., p. 109.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

289

health. Parrinder33 supported that when a woman announced to
husband or mother that she was pregnant, there was rejoicing and
precautions were taken to ensure normal gestation and delivery.
A sacrifice of thanks was made to the supreme God, or the family
gods’representatives or ancestors who were naturally relevant in the
reproduction of their family and provision of a channel of rebirth.
Prayers were made for the health of the mother and her baby.
Organization of traditional religious practices
Traditional religious rituals were organized in two levels. The
lowest level was that of the family where religious rituals could
be carried for the betterment of the family. Whether for happiness
or sadness, the event brought members of the family together to
hold traditional religious rituals. One of the interviewees said
they used to congregate at their elder’s house when they wanted
to thank their God, ‘Likubhe linyangasa’ for success or asking for
forgiveness when things were going so badly. Eruption of diseases,
misunderstandings among the family members, poor agricultural
harvests and bad omen in the day to day activities were among
the issues requiring ritual practice to be held upon”.
The highest traditional religious organizational practice was of
the community level. The chief, mtemi, or sub-chief, mwanangwa,
was the ritual supervisor. It was coordinated in response to the
problems directly affecting the whole community. The respondent
interviewed at Mwinyi reported that drums were beaten to call
people from different places. Then, it was announced the day and
time when the gathering would be held, although time was not
distinct as time was determined by the direction of the sun and
crow of the cock among other signs. The matter would either be
for political reasons, like the installation of a new chief, social rea33

E.G. Parrinder, African Traditional Religion, London 1974.

�290

Mussa Kassimu

sons like solving the problem existing in the society”. There were
special areas arranged by either a chief with his council of elders
at community level or by the head of the family at family level.
1. Requirements during religious ritual practices.
The organization of religious practices required preparation.
This includes clothing and other things in extra (clobber) as well
as sacrifice.
2. Clobbers and sacrifices.
There was special clothing alongside with other materials in
accordance with the specified occasion. the clobbers usually were
the permanently prepared things that could be used in more than
one occasion, provided that they were appropriate and kept well
to maintain natural appearance. According to the interview held
at Itundu, the respondent elucidated that the ritual supervisor had
to be in clothes made of barks of trees with a goat’s tail on hand.
Beads made of either pumpkin seeds, or other identified materials would be worn on arms. Leather belt tightened on waist and
a special hat with ostrich feathers on the head.
A chief, due to his status, used to be in a special clobber different from that of other people. For the other people as respondent
said, men would be in black, red or white clothes styled in man’s
open-sided cloak (rubega) with beads on their heads and arms.
Women also had to be in black, red or white clothes but worn
tightened above their breast. They wore beads around their heads,
arms, waists, and slightly above their ankles. Black and red were
worn during the mourning occasion; the white clothes were worn
during the happiness.
All other participants had to be in a uniform-like clothes which
depended upon the occasion on the spot. It was hard to find people
in different dress during religious occasion because it was a custom.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

291

However big the occasion was, it would be nothing without
sacrifice to the ancestral spirit. The sacrifice included animals
with specific colours and type, grain food and traditional beer.
People had to prepare a black Billy-goat ‘beberu’ or a bull to be
slaughtered during the occasion. Then, after the chief or head of
the family would lead the crowd’s prayer by telling the ancestral
spirits the reason for gathering at that place. The sacrifice was part
and parcel of traditional religious practices. People had to sacrifice
to their ancestral spirits showing a real concern.
Influences by the foreign religions
Religion is a belief intrinsically arisen which results into observable actions in an effort to either satisfying a person or being
part of self-identity. Religious practices require identified areas on
which the practice is held under respective leaders, time framework
for religious activities and respective clothing. All these affected
traditional religion of Wanyamwezi.
1. Seeking new identity
The traditional Supreme Being known as “Likubhe Linyanyasa”
was replaced by either Christian God or Muslim Allah. One is not
considered as a true Muslim or true Christian unless admits in his
mind the concept of Almighty God or Allah with other religious
principles.
One religious leader of Moravian sect annotated that it was
an obligation for one to be a true Christian to accept that God is
one. To believe in the Jesus Christ as a savior and his death was
for the sins committed by human beings. The Holly Bible, new
testament the gospel (John 1:26–29) 34 states that “The next day
he saw Jesus coming toward him, and told them to behold, the
The British and Foreign Bible Society, Holy Bible, revised Standard Version,
New York 2008.
34

�292

Mussa Kassimu

Lamb of God, who takes away the sin of World,” It is supported by
the Holly Bible, the first letter of John1 (5:10)” he who believes
in the son of God has the testimony in himself. He who does not
believe God has made him a liar, because he has not believed in
the testimony that God has born to his son”.
The response from ustadh, a teacher of among Islamic school,
in Urambo district told the researcher that one is obliged to adhere
to the five Islamic principles if needs to be truly Muslim. This was
supported by Johnson who explains the five Islamic pillars35 that:
“The five pillars, primary duties, of the Islam: are witness; confessing the oneness of God and Mohammad, his prophet; prayer to be
performed five times a day; alms giving to the poor and the mosque;
fastening during daylight hours in the month of Ramadan; and pilgrimage to Mecca at least once in the Moslem’s lifetime”.

Iliffe36 noted that the third religious innovation was reformulation of beliefs perhaps by emphasizing Gods intervention in human
affairs as against the activities of subordinate spirits, for subordinated spirits were less relevant than God to the larger World.
He added that in Unyamwezi, the missionaries’ identification of
Katavi with Satan may have aided the growth of his cult. It is
also through the invention of these new religions, the traditional
prophets were replaced by Christian and Muslim prophets, Jesus
Christ and Prophet Muhammad, respectively.
Illife presented that indigenous religious resources could help
men to comprehend their new situation but that work was believed
to be truly done by the foreign religious prophets. Iliffe explained
about the prophet who had foretold the coming of the Europeans.
These were among other African prophets who used to tell about
the future; among them were the rain makers who were part of
35
36

The Islamic Foundation, Qurani Takatifu; Chapa ya kwanza, Nairobi 2005.
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, op. cit.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

293

ritual experts. Later in the era of Islamization and Christianization
emerged new prophets with much prominence. Their birthdays
are much more valued than traditional prophets’. “Maulid” and
“Christmass” have been celebrated every year to mark the days
when Prophets Muhammad and Jesus Christ were born respectively.
Then, the roles of Muhammad and Jesus replaced that of the traditional prophets. John, as many people called him, the baptizer
is one of the new prophets who gained popularity.
The Holly Bible, The New Testament the gospel (John 1:26–29)
explains that when John was answering the question asked by the
priests and Laxities who were sent by the Jews, he said “I baptized
with water but among you stands one whom you do not know,
even he who comes after me, the thong of whose sandal I am not
worthy to untie...”. John, according to that version, had foretold
the coming of Jesus Christ that was proved to be true later. Therefore, the traditional prophets who did the similar work to what
John and other foreign prophets did, was replaced by the foreign
religious prophets.
2. Regular time for holding religious events
Time framework on religious events was another religious innovation. Traditional religious events were irregularly held. They had
no particular time identified, instead they depended on the event
in advance. The Islamic religion, for example, needs recitation of
a prayer five times a day, each is recited on a particular time. The
respondent said that they attend the five session prayers namely;
the Morning Prayer ‘Alfajiri’, the afternoon prayer ‘adhuhuri’, the
evening prayer ‘Alasiri’ followed by another in two to three hours
after ‘Magharib’ then the night prayer ‘Al-isha’. She added that
Muslims also celebrate events namely Iddil-el-fitr after the fastening of the holy month of Ramadhan, and Iddi-el-Hajj. For the
Christian, religious practice and events also are regularly done.

�294

Mussa Kassimu

One of the respondents told the researcher that they normally
celebrate Christmas on 25th December every year, commemorating
the birth of Jesus Christ, and Easter which starts on Wednesday to
Ester Monday of the identified weeks in that particular year. It is
done after ‘kwa resma’ a forty-day-fast. However, other Christian
denominations such as the seventh day Adventists (SDA) celebrate
neither Christmas nor Easter. Generally, foreign religious events
are regularly prepared and held.
3. The role of chiefs in leading religious affairs was replaced by
pastors, sheikh, bishops and other clergymen
Another religious reformulation was the emphasis on the
pastors, priests, sheikh, ‘ustadh’ at the expense of chiefs as religious leader. Because the chiefs lost their political power, so
they did the religious’. Shillington37 supports, “As the power of
the Mansa increased, so did the religious significance”. Mansa
was the Malinke chief who is purposefully cited as an example in
representing other African chiefs whose responsibilities look alike
across the African continent. Generally speaking the “Ntemi” was
no different from the king or chief of the West Lake Region. He
had to possess certain sacred symbols; he had to lead in certain
rituals above38.
By the time the invented religions took way and Christianity valued pastors, priests, pop and other recognized people in
Christian faith, the Muslim community put its emphasis on sheikh
and ustadh who are very much respected. Traditional chiefs were
devalued in the eyes of the Christian believers and Muslim followers. Traditional ritual experts like rain makers, chiefs and others
are not as important as they used to be.
37
38

K. Shilligton, History of African Revised, op. cit., p. 94.
I.N. Kimambo, The Interior Before 1800, op. cit., p. 22.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

295

4. Specified places were introduced replacing the traditionally
recognized areas in which religious rituals were practiced.
The foreign religions, Christianity and Islam, brought a new
concept of religiously specified area for prayer namely churches
and mosques. The researcher portrayed in the preceding versions
of this work that the Nyamwezi community held their prayer at
home, at chiefs’ palaces, on hills and near dams in accordance
with the event in advance.
In the new era, Uyanyembe experienced the mushrooming of
Mosques and churches as the Arabs introduced Islam at first, then
Germans followed with Christianity, that also was supported by the
British who came later, who did not deform Christianity instead
they made it prosper. Churches were the buildings for European
and Jewish Christian worship which used from the time immemorial. In ancient times, according to the Holy Bible, the revelation
to John (1:10) when John stated that:
“I was in the spirit on lord’s day, and I heard behind me a loud
voice...telling me to write what I saw in the book, then I was ordered to
send it to seven churches; to Ephesus, and to Smyrna and to Per’gamum
and to Thyati’ra and to Sardis and to Philadelphia and to La-odice’a”.

However, in the ancient time, the Holy Bible (Matthew: 16:18)
shows the promise of building a church on the rock and the powers
of death would not prevail against it. Therefore, it was a promise
to build the church that its roles continue to influence other parts
of the world. The churches spread to different parts of the world
including Africa. Currently there are many churches and mosques
in Unyamwezi. According to the interview, one of the respondents said that people were willing to provide contributions for
building places for worship, churches and Mosques were built in
every corner. They supported morally or materially as in the Qur
an suratul swaf (Qur an 61:10) which reminds believers of how
they can emancipate themselves from the everlasting fire, ‘Jehan-

�296

Mussa Kassimu

nam’ through believing Allah and to fight for the way of God; by
providing moral and material support.
There are almost more than nine Mosques in town as well as
more than fifteen churches of different denominations, but only
one place for traditional religion ‘Kwaitambare’, the place where
traditional religious rituals were practised. That illustrates people’s emphasis on churches and Mosques at the expense of their
traditional religious areas.
5. Traditional clobber was replaced by robes ‘kanzu/joho’, mantle
‘juba’ jellaba for the islams and modern clothes in other religions
Religious influence also appears in the way people put on during prayers. Clobber for traditional ritual practices was replaced
by modern clothes. Wearing black or red bed sheet-like clothes is
no longer considered. The Christians attend their mass wearing
the most modernized clothes like suits, modern gowns and skirts
with rosary in some denominations. The Muslims wear modern
trousers, robes of different colours with prayer beads ‘tasbihi’.
Members of foreign denominations told the researcher that they
are not bound to the dressing code but priests are obliged to be
in robes with colour according to ‘Liturgy’.
6. Self-identity of the Nyamwezi based on their adherence to the
new principles of the Islam and Christianity
The foreign religions, Islam and Christianity, introduced the
system of Islamization and Baptism as ways through which
a member is legally accepted in these foreign religions against
the old system in which a member was naturally born. A newborn adhered to traditional religion naturally as in other African
communities39.
39

J.S. Mbiti, African Religions &amp;Philosophy, op. cit., p. 4.

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

297

The indigenous Nyamwezi identify themselves with either
Christian or Moslem names. Being baptized declared a person
a Christian although the process has slight differences from one
denomination to another. It is supported in the Holly Bible, the
gospel according to John 1 (pp. 30–35) States, “This is he of whom
I said, After me comes a man who ranks before me, fore he was
before me... I came baptizing with water...but he who sent me to
baptize with water said to me, this is who baptizes with the Holy
spirit”. The Holly Bible chaptered the Gospel according to John 1
(3:3–5) when Jesus was asked by Nicole, a ruler of Jews on how
man would be born again he responded “Truly, truly, I say to you,
unless one is born a new, he cannot see the kingdom of God...
Unless one is born of water and the spirit, he cannot enter the
kingdom of God”. Baptism is one of the conditions for entering
the Kingdom of God.
In the Islamic religion, also, one had to be Islamized to become
a member of the Islamic word. The same, it was encouraged to
accept the new names of Islamic culture, women to accept a new
wearing style like covering all parts of the body with exception
of the face and the hands. This had been done to Nyamwezi converts. According to the Holly Qur-an, (suratul Zumar:3} reveals
that, “the only supreme being deserves to be adored is “Allah”
and warns those who worship other creatures will be punished.
Allah is never with those who do not accept him and his way. It is
among the effective versions used to bring followers to accept and
adhere to Islam. According to the interview with some converts,
they explained one would have to confess that there is no one
who deserves the worship upon him unless Allah and doubtlessly,
Muhammad is Allah’s messenger. Following confession, the person
has to adhere and practically follow the remaining pillars of Islam.
Generally, almost Wanyamwezi community has been divided to
the so called world religions namely Islam and Christianity. These

�298

Mussa Kassimu

religions have been in competition between them and among the
varieties of the same religions trying to influence more people to
join. Tshibangu40 et all states that the traditional African religion
became identified in mind of many Africans that had failed and had
been subjugated that many people began to proclaim adherence
to Christianity and Islam. Iliffe41 supports, “In 1930s in Tabora,
the African Muslims were said to be divided into two factions, the
left hand and the right hand; the left hand standing for drumming
in the mosque, more participation by women and in general for
a more Africanist Islam”. Therefore, the division could be within
or between religions.
Illife42 wrote that it was reckoned by the Governor in 1912 in
Tanganyika that the place contained 300,000 – 500,000 Muslims. It
shows how far the Islamic influence had reached. Germans wanted
to push Christianity: therefore, it seems they were in competition
with Muslims.
Among the effects of foreign religions to traditional Wanyamwezi religious ritual was also the spread of literacy which
almost changed the way religious leaders supervised the prayers.
People had to read Quran or Bible for Muslims and Christians respectively. All of what should be said was recited from
those two Holly books. Shillington43 revealed one of the consequences of Islam was the spread of literacy usually in Arabic
through the teaching of Qur-an. While the Missionaries opened
mission stations in which people were taught bibles among
other subject. Kiparapara mission station was one of the most
influential centers.
T. Tshibangu, J.F. Agayi and L. Sanneh, Religion and Social Evolution, in:
A History of East Africa, eds. I.N. Kimambo and A.J. Temu, Nairobi 1999, p. 501.
41
J. Iliffe, A Modern History of Tanganyika, op. cit., p. 183.
42
Ibidem, p. 215.
43
K. Shilligton, History of African Revised, op. cit., p. 90.
40

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

299

Conclusion
Wanyamwezi community has varieties of ritual practices, only
very few people practise them openly as the only way of solving
problem but not their daily practice. The majority feel ashamed or
betray their new faith. Traditional religious prayers are still practiced secretly among the converts. African traditional religions were
open-ended and were receptive, able to accept changes and did
not limit Africans to practice and join the new religions provided
that one avoids taboo in accordance to Wanyamwezi customs.
In real sense, techniques employed by influential groups, the
European and Arabs used such as education, trade and evangelization among others aimed at attaining their goals. For the Africans,
Wanyamwezi in particular, positive effects came as effects rather
than motives. They used religions to soften the Wanyamwezi and
African minds in general so as to accept their foreign faith and be
the base for colonization.
There are many aspects of the traditional religions that play
roles similar to the invented aspects, for example, Wanyamwezi
believed in a single deity, ‘Likubhe linyangasa’, a supreme being
characterized by having over all control of the universe, the omnipotent. Also, God is the eternal, omniscient and invisible. Mbiti44
supported that conversion involves a mingling of traditional religion
with a biblical religion, since nobody enters into the Christian faith
with a religious vacuum and nobody can sweep out every trace of
former religious background. The Christian faith with a biblical
background, in effect finds a certain number of common or similar
religious elements in the African converts45.
Religion is the social institution in the society which includes
beliefs about the sacred or supernatural rituals in which believ44
45

J.S. Mbiti, Bible and Theology in African Christianity, Nairobi 1986, p. 128.
Ibidem, p. 128.

�300

Mussa Kassimu

ers are drawn together by the common religious tradition46. The
traditional religion united Wanyamwezi community, guided their
behaviors on evils and goods.
Generally, since faith is unquestionable belief that does not
require proof or scientific evidence, what was presented by the
foreign religions about traditional religions that are of the uncivilized people is not correct47. The African religions could seek to
answer important questions such as why we exist, why people
suffer and die and what happens when we die. Neither Wanyamwezi traditional religions nor foreign religions are against life after
death48. Religious practices in all religions discussed are of great
importance provided that each fulfills the need of that society.
Religions are socially defined and the rituals mean the obedience
towards the Supreme Being.
REFERENCES

Edmonds W.A. and Kennedy T.D., An Applied Reference Guide to Research. Designs; Quantitative, Qualitative and Mixed Methods, New
Delhi 2013.
Iliffe J., A Modern History of Tanganyika, New York 1979.
Johnson O., Information Please Almanach, 49th ed., New York 1996.
Kendall D.E., Sociology in Our Times, Ware 2000.
Kimambo I.N., The Interior Before 1800, in: A History of Tanzania,
eds. I.N. Kimambo and A.J. Temu, Nairobi 1969.
Mazrui A.A., Africa and other Civilization; conquest and Counter Conquest, in: Africa in World Politics; The African State System in Flux,
eds. J.W. Harbeson and D. Rothchild, Boulder 2000, pp. 110–135.
D.E. Kendall, Sociology in Our Times, op. cit., p. 530.
Ibidem, p. 531.
48
J.S. Mbiti, African Religions &amp;Philosophy, op. cit., p. 4.
46
47

�FOREIGN RELIGIONS AND WANYAMWEZI TRADITIONAL...

301

Mbiti J.S., Bible and Theology in African Christianity, Nairobi 1986.
Mbiti J.S., African Religions &amp;Philosophy, Dar-es-Salaam 1969.
Mugenda, O.M and Mugenda A.G., Research Methods; Quantitative &amp; Qualitative research Approach, Nairobi 1999.
Mungazi D.A., The Mind of Black African, Westport 1996.
Parrinder E.G., African Traditional Religion, London 1974.
Rodney W., How Europe Underdeveloped Africa, Dar es Salaam 1972.
Schonenbeger P., Nyamwezi Names of Persons, „Anthropos”, 90(1995),
Heft 1–3, pp. 109–132.
Shibangu T., Essential of Research Methodology in Human and Social Sciences, Kampala 2007.
Shilligton K., History of African Revised, New York 2005.
The British and Foreign Bible Society, Holy Bible, revised Standard Version, New York 2008.
Tshibangu T., Agayi J.F. and Sanneh L., Religion and Social Evolution, in:
A History of East Africa, eds. I.N. Kimambo and A.J. Temu, Nairobi
1999.
The Islamic Foundation, Qurani Takatifu; Chapa ya kwanza, Nairobi 2005.

��Chapter 10.

PIOTR CICHOCKI

AFRICAN ELECTRONIC MUSIC
IN CHURCH AND BEYOND

Dialectic relation of religion and development
Introduction
Since the sociocultural evolutionism died away, the technical
development and the religion have been not discussed together.
However, these two in western philosophies and social contexts
have intermingled long before and ever after the evolutionist approach. Some remarks about these relations in a rough version
can be grouped as follows:
1. The philosophy of enlightenment and social politics started
by the French Revolution replaced the earlier, religion-centered
approach with the glorification of the pure reason1. The pure
reason in this case guarantees the progress, excluding the religion
as outer or contested sphere. The effect of such an approach can
be seen in the modern science, lacking the religious paradigm,
including the anthropology of religion, founded on the lay,
neutral assumption on a social provenance of a religion. These
types of discourses are also visible in an organization of modern
PIOTR CICHOCKI – Institute of Ethnology and Cultural Anthropology,
University of Warsaw
B. Meyer, Mediation and the Genesis of presence: towards a material approach
to religion, Utrecht 2012.
1

�304

Piotr Cichocki

states, especially in Europe (vide France, Scandinavia, Benelux
countries or Germany), clearly separated from religious institutions or even dominating them. However, if we derive from Max
Weber’s interpretation of the capitalism as an effect of Protestant
values and ethics2, we can see that the distinction between these
spheres are not absolute, but rather visible as a realization of
a different model. I believe that closer observation of this model,
combined with non-western imaginaries of bonds between the
sacred, power and technical can shed a light on the unfamiliar
terrain of social practices between above mentioned ideal types
of ‚technology’ and ‚religion’.
2. The second perspective is derived from the perspective of
religious institutions, sometimes questioning the authority of
a modern state. It can be observed in conservative and religious
social movements, like the Polish Catholic Church or many religious organizations in the United States. The approach to the
technological development ranges from a contestation (defined
as a fight with the so called “the culture of death”, supposedly
transmitted by modern electronic media), to capitalize it only as
a highly controlled means of a social communication. Only last
few years bring the gradual dynamic implementation of the newest
technologies to political campaigns of conservatists or evangelization in Europe and North America. The most remarkable example
is Polish (and international) Radio Maryja and Television Józef.
Both broadcasters using sophisticated and expensive technologies
transmit an extremely conservative political message, questioning
non-Christian media, technologies and economic model. Altogether
it makes a good example of how western conservatism just from
its foundation – if we date it again in the French Revolution times
R.R. Wilk and L. Cliggett, Ekonomie i kultury: podstawy antropologii ekonomicznej, Kraków 2011.
2

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

305

– accepts new forms and meanings only when they became an
integrated element of a social life.
This short paper, however, regards not European or global relations between the religion and the technical development, but
rather traces it in certain locations in East Africa. I believe, though,
that the view from a different perspective can unveil some less
understandable aspects of the critical bond.

What religion and technical
development have in common?
The aim of the ongoing research, which I relate to within this
short paper, is to understand how electronic technologies were
integrated onto religious practices and imaginaries of East African
religious men. I conduct research in Northern Region of Malawi
and for the comparative purpose in Iringa Region of Tanzania. The
growth of the technologic infrastructure – one of pillars of the development – is global and national project but it is also perceived,
contextualized and sometimes contested in certain localities, and
the latter is a subject of the study.
The technical development, when it is becoming to materialize from being a project, a plan and a symbol, to materialized
part of everyday life, is re-worked and incorporated by local
ontologies. Hence, the technology affects and is affected by local discourses and practice, that are essential to constitution of
the local life.
From the other hand, as many anthropologists argue and as
is confirmed by literally every and each interlocutor during the
research, the religion plays an essential role in functioning of
African communities and individuals. The classic of the anthropological theory of religion, E. Evans-Pritchard, observed that the
understanding of notions of God – or spirit – gives “the key to [...]

�306

Piotr Cichocki

philosophy” of African communities3. The religion understood
as a ritual practice, a cosmology, a moral constitution, a way of
communication – incorporates and redefines discourses and materialities of the technical development, as well as is reshaped and
recontextualized by them4.
To properly understand the dynamic relation of religious life
and the technical development in Eastern Africa it is required to
identify the ambiguous role of religious institutions5. The religion
– Christianity in this case – has a tremendous impact on the ‚colonization of minds’, but gives also an effective identity scripts and
resources for the resistance against hegemonies6.
The other key issue is an understanding of the current role of
native religions and rituals that play a crucial but undefined part
in the political and social life of Malawi and other countries from
the region. In a consequence the main problem is in questioning
the dichotomy of the seemingly rational technological development
E.E. Evans-Pritchard and E. Gillies, Witchcraft, oracles, and magic among the
Azande, Abridged with an introd. by Eva Gillies, Oxford 1976.
4
T.G. K i r s c h, Ways of Reading as Religious Power in Print Globalization,
„American Ethnologist”, 34(2007), no. 3, pp. 509–520; Idem, Restaging the Will to
Believe: Religious Pluralism, Anti-Syncretism, and the Problem of Belief, „American
Anthropologist”, 106(2004), no. 4, pp. 699–709.
5
Due to various determinants and the need of precise scope, I limited my
research to Christian congregations of continental Tanzania and northern Malawi
and by institutionalized religious institutions I address Catholic, Protestant and
African churches. Similarly, the theorization of religious practice bases on the
historical context of Christianity in Africa, with absolutely key role of colonization. However, I am aware of different angle of Islamic history and hence different definitions of development and technology in its context, also because both
countries have significant Muslim population especially in respectively – Swahili
coast and southern Malawi.
6
J. Comaroff and J.L. Comaroff, Of revelation and revolution, Chicago 1991;
B. Sundkler and C. Steed, A history of the church in Africa, Cambridge – New
York 2000.
3

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

307

and the allegedly irrational sphere of ritual or at least to show the
movement in between these spheres.
Let me pause this theoretical, abstract exploration and start
to elaborate the character of relations between the religion, the
technology and the development on three examples observed in
Malawi and Tanzania in 2016 and 2017.
During the research I focus on the technology, specifically
technology of sound and music7, I ask, how the technologic innovation influences the practice of believing and the religious and
social onthology.
The three cases concern respectively:
– Church of Central Africa Presbiterian (CCAP) Malawi, more
specifically in Mzuzu, Rumphi and Lilongwe;
– Vimbuza possesion cult practiced by Tumbuka and Ngoni people
from Northern Region of Malawi;
– varied Christian congregations and gospel music production
studios in Iringa region.
In 2016 I experienced first meetings and discussions with the
diviners from Malawian cities: Malawi and Rumphi. I conducted
parallel observations in Christian congregations of number of parishes in Mzuzu and Rumphi, including St. Augustine, Christ Congregation in Malawi in Chiputula, CCAP Luwinga, CCAP Rumphi
and others. I have talked with members of congregations and with
frequent patients of the diviners, who are involved in vimbuza cult
as well as possessed persons including vimbuza diviners. During
the first stage of the research I applied mainly participant observations and interviews along with the detailed study on performative
principles and practices. The research objective was to trace the
categorizations and entanglements of technologies and practices
in context of the (so-called) traditional ritual performance.
7

As ‘technology of sound and music’ I understand.

�308

Piotr Cichocki

I have conducted around 80 ethnographic interviews, based on
reference scenarios. The knowledge from my interviewees gives
an opportunity to understand religious and technologic conceptualizations, interpretations of genealogies and the connections
to wider cultural universe8 Conversations with people associated
with religious rituals shed a light on emic classifications, individual
practices and subjectively used materialities related to prayers.
The interview is recognized as one of the most innovative yet well
established method of social sciences9, which gives an inside to
inner cultural and individual worlds10. In case of religious practices
the method may be essential to glimpse emotions and affects of
interlocutors.
The participant observation addressed problems of the materiality and the body in the fieldwork. Observations within the project
comprehend spaces emerging from and through rituals11, imponderables of everyday life. They also allow to trace and understand
bonds of the language and the practice and acts of embodiment.
For example, the distinction between imported products of western
technology (like electronic keyboards) and the local handicraft (like
wooden drums) marked by a diverse symbolic can be observed by
the ways how certain technological objects are treated, touched,
stored, preserved and used (e.g. carefully cleansed, proudly presented, kept hidden or exposed12).
A. Seeger, Why Suyá sing: a musical anthropology of an Amazonian people,
Cambridge [Cambridgeshire] – New York 1987.
9
M.V. Angrosino, Doing Ethnographic and Observational Research, London
2007.
10
M. Hammersley and P. Atkinson, Ethnography: principles in practice, London – New York 1983.
11
G. Born, Music, Sound and Space Transformations of Public and Private
Experience, Cambridge 2013.
12
G. Rose, Visual methodologies: an introduction to the interpretation of visual
materials, London – Thousand Oaks 2001.
8

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

309

The research is based on emic approach, which requires that
rather than the perspective of theories or global institutions represented by documents like catechism, national development
strategies or prognosis of the World Bank, I study the perspective
and experience of local social institutions and individuals. This
optic allows to understand what is the religion and the technologic development in practice, in action, first of all embodied and
enacted, only then verbalized.

Electric Christianity
Church of Central Africa Presbyterian is dominant denomination
in the region. During the several months stay in Malawi I have
observed mostly urban churches belonging to Livingstonia synod
in Northern Malawi. Livingstonia has a special role in the history
of Nyasaland and afterwards – Malawi. It was established in 1894
by Scottish missionaries, who in search of non malarial climate13
moved from lake-shore locations of Cape Maclear and Bandawe to
higher grounds. Parallel to the activity of zealous Europeans, the
British Central Africa Protectorate started to flag its military presence in the area, justifying it with the fight with slave trade, concentrated in nearby Karonga at the stronghold of warlord named
Mlozi, soon after beaten by British troops.
Soon the colonial administration prompted the restructuralization of local people into ‚tribal groups’ with hierarchies, allowing
the colonists to rule through the mediation of tribal chiefs. This
process also affected the relationship between earlier inhabitants and
Ngonis14, by forming administration structure of Tumbuka tribe from
By that time the knowledge of mosquito-borne cause of malaria was not
popularized.
14
Ngoni people were a group composed by fugitives from today’s KwaZulu
Natal and their captives migrated during mfecane movements. They had politi13

�310

Piotr Cichocki

the former15. The mission was both the centre of this administrative
reforms and education addressed also for members of the established Tumbuka tribe. Only several dozens later the well-educated
graduates of Livingstonia took crucial part in the independence
movement. This was followed by economic marginalization of the
region during dictatorship of decades-long presidency of Kamuzu
Banda, declared Chewa, who, as most of my interlocutors stressed,
underdeveloped the Ngoni-Tumbuka area according to his plan.
Today’s presbyterian Christianity is dominating the religious life
in the region, especially among Tumbuka people16. Presbyterian liturgies and prayers require electronic17 instruments, like programmed
keyboards as an accompaniment for gospel dancing choirs. Choirs
are usually organized within particular congregations and they
also use the technological equipment that belongs to the church.
Due to the disposal of almost all musical equipment, churches are
theoretically in control of the music education and the local scene18.
cally dominated local groups in the mid-XIXth century, but in time assumed their
language. Tumbuka people consisted on population inhabiting the area before
Ngoni invasion.
15
L. Vail, The Creation of tribalism in Southern Africa, London – Berkeley 1989.
16
Although I do not dispose of the quantitive data, I have noticed that majority of Ngoni people who I met are members of Catholic church.
17
Of course the electronic and the electric should not be treated by anthropologists as purely “given” material context, but as the socio-technologic phenomenon.
The electric and electronic sound, as a field of study on (post)modernity, engages
also philosophers. Greatly appreciated by anthropologists, Don Ihde compares the
classic music and rock music sound, and coins the notion of “flow” as an essential
quality of the latter. The flow, as he demonstrates, an over-embracing embodied
process, is a mode of experience distinctive for modernity, defined by an extended
use of electronic media (D. Ihde, Listening and voice: phenomenologies of sound,
Albany 2007). Ihde’s theory gives an remarkable example of how the social is
constructed by the technologic and the technologic emerging from the social.
18
The other music studios belong to independent producers connected with
hip-hop and dancehall music, but they are usually located in private household

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

311

A similar pattern can be observed on the scene of presbyterian
gospel of Northern Malawi outside the church performances. Presbyterian gospel has the best organized network of music recording
studios and producers in the region. Producers are working within
a pattern of electronic rhythms, that are highly appreciated by
artists and their listeners as danceable, mixing it with western
arrangements, and rhythms derived mostly from a South African
and Congolese music. The process of the production is highly
dominated by digital technologies and arrangements are purely
electronic which excludes a studio recording of live instruments.
To be the producer means to skillfully use electronic programs and
hardware. The only non-automatized sounds are voices of soloists
and choirs. To be Christian producer, which also implies a good
deal of relatively lucrative19 profession, means to be restricted only
to Christian music20.
The bond of a Christian congregation, the technology and the
commerce is visible also in the process of a production and a distribution of records. The paramount of expectation toward the
local music carrier is to release a DVD with collection of videos to
10 or more original songs, but such an endeavor greatly exceeds
and consist of the software, desktop computers and peripheral device. Hip-hop
and dancehall remain independently distributed outside churches’ structures,
but religious motifs carry throughout their work relatively often.
19
By stating that some economic activity was lucrative, we have to keep in
mind that due to general economic situation of northern Malawi, the type of
work was considered very dynamic. For example, one of best producers in Mzuzu
(and a marvelous interlocutor), let’s call him Don, during my research decided to
open a new studio, where he could be the only owner and manager and couple
of months later, move to South Africa to earn an incomparable amount of money,
not on music production though.
20
Generally music producers in Mzuzu are strictly limited to certain genres
and parallel to cracked music software, arbitrary associated with the music style,
i.e. in 2016 arrangements of gospel music were produced with Digital Audio
Workstation Reason and hip-hop, dancehall style with Fruity Loops.

�312

Piotr Cichocki

financial capacities of soloist or even choir. The production and the
release of DVD was hence the venture of the complete congregation,
not the individual artist. Elders of congregations decided about
the investment in production of choir DVD, then after the costly
process of recording and video shooting, when the production is
finished and DVD is ready, the released title is sold in churches
and other religious or semi-religious events.
For the musicians, producers and believers the technologisation of prayer, service and the evangelization (as this is the way,
the music carrier of gospel musicians is defined), however limited
due to crisis of Malawian economy and scarcity of technological
resources, is anything but contradiction. Purely electronic rhythms,
media and arrangements used during prayers indicate a relation
between electricity, electronic instruments and Christianity, seen
also as, literally and spiritually understood, enlightenment and
development. The sound of the electronic brings the declaration
of being modern, effective also in case of effectiveness of prayers.
Thus, it stands as the declaration against paganism.
This, however, is not only a progressive social declaration of
being modern. To grasp the deeper layer of association between
the development of electricity and Christianity I must address the
second case – vimbuza possesion cult.

Spirits from acoustic drums
Night soundscapes of smaller towns and villages, that are
known to be centers of vimbuza cult, reverberate with a distant
drumming sound from the darkness, a clear indication of an ongoing ritual.
Nights of vimbuza performances are usually firmly set to particular days of week, distinguished between nearby thempilis. At
the night of a performance patients, drummers, listeners, dancers

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

313

and most importantly the keeper of thempili21, known as singanga
– which is translated as ‚African doctor’ by English speaking Tumbukas and Ngonis. The actual term vimbuza is the name of a disease
and a medical and musical practice, that aims to communicate
with spirits possessing diseased persons22. Most of categories of
participation in the ritual are fluid and listeners can easily become
drummers, even dancers. However, to become vimbuza dancer,
one has to be diagnosed by the doctor as diseased. The diagnosed
person starts to take part in rituals and due to individual character
of disease can be cured after several dancing sessions, become
a constant member of dancing team, or in most particular cases,
become a singanga. Foregoing symptoms of sickness depend on
a particular possessing spirit – they varied from a haunt in a dream
by a stranger, through allergy to everyday staple food – nsima23,
to fever, chronic tiredness and surliness in everyday contacts with
neighbors. It can even drive to death, if no therapy is maintained
which means that demands of spirits are ignored.
The single vimbuza dance – an isolated unit taken from the
all night ritual – is presently performed by three drummers and
individual dancer24. During the night another drummers and following dancers are involved. Three drums are playing distinguished
parts, with first as a base rhythm playing regular crotchets, the
second playing fast tuplets and the third one – the main – playing
Most vimbuza ceremonies I observed and being told of were performed at
thempilis – a small temple usually located at the main dancer household, managed by him – or her together with family members.
22
B. Soko, Vimbuza: the healing dance of Northern Malawi, Zomba 2014.
23
Nsima is a puree from corn flour. As one of my informants said about
attitude toward this staple food, “without nsima we haven’t eaten anything”.
24
It is worth noting that vimbuza contains also different styles of music performances, that share the general idea of provoking the presence of spirits by
the rhythmical density layered with melodic invocations. Not all performances
involve the drumming orchestra.
21

�314

Piotr Cichocki

more complicated rhythmic variations synchronized with dancers
steps. Commenting after performances, drummers and dancers
emphasized that it is the drummer who follows steps of the dancer
and dancer’s feet are actually steered by a spirit, who also directs
particular songs and rhythms.
For the anthropologist the most distinctive sound is the roaring
reverb of the main drum. The drums are produced from a certain
local type of a tree and a goat skin. They are usually made with
a hole in a lynchpin. The hole is covered by a resonating membrane
made usually from a piece of a plastic bag and a cut bottle top. The
massive resonator covered by the thin membrane produces the enormous pulsating sound, which really fills in the space of thempili. The
knowledge of the technic of drumming and the drum production
is often passed within families, but it is also sometimes distributed
within the dancing group and, as some interlocutors highlighted,
by spirits. Many drummers noticed that the process of learning is
the matter of an observation of rituals and a gradually increasing
participation, rather than an initiation or an isolated education.
Vimbuza, as commented by interlocutors, is founded on the
aim of making spirits manifest in public, cooling them down by
the dance and ceremonial gentility, enabling them to express their
will. Only the fulfillment of spirits’ fads is a condition of a healing
process.
There are some other circumstances, within which spirits may
be met, for example the sound of a broken twig in the bush, or
a howl of the wind but these cases are always individual. Spirits
are actually often compared to the wind. They cannot be seen, but
one can see effect of their actions, as trees are moved by a blow.
This metaphor is in fact reversible: I had observed during one of
performances a female dancer, who had embroidered name on
the back of her ritual dress – anyamphepho – which means “miss
wind” (mphepho – wind).

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

315

The public manifestation of spirits may happen in two ways.
The first way is more direct (more visible, one can say), when after
the intensive rhythm and dance, spirit begins to talk through the
(mouth of) the possessed person.
The second mode of manifestation is in every element of vimbuza. Lyrics of songs, rhythms, dance steps, attires of dancers are
dictated by spirits during the performance. By this we can see that
spirits actively take part in performance.
Stephen Friedson commented on vimbuza as construction of clinic
reality within which patient is diagnosed and eventually healed25.
Nevertheless, the concept of clinic reality has been criticized by
anthropologists of medicine as colonial, construction of reality
seems to be good start to think about vimbuza as a technology. The
anthropologist who had researched the phenomenon of vimbuza
around 30 years ago, proposed to understand music in vimbuza as
a kind of technology, that constructs efficient clinical treatment of
patients. I must favor this second approach, that enables to understand vimbuza in context of development of technologies.
Vimbuza like gospel music performed during church service
or concert, gathers players, dancers, auditors, instruments, other
spiritual and material functional paraphernalia, spirits, angels and
demons. It consists of physical sound, lyrics of songs and dance
movement but what is the constructive notion of music, goes far
beyond the summary of elements and actors. Not defining it by the
summary I rather describe it as temporary, semi-virtual collective
of human and non-human actors within which a transformative
work can be done by spiritual intervention enabled by technology.
Despite the fact that many singangas incorporated Christian
symbols into the medical practice, using opening prayers to
S.M. Friedson, Dancing prophets: musical experience in Tumbuka healing,
Chicago 1996.
25

�316

Piotr Cichocki

Yehova, biblical quotations and sings of the cross, by puritan
presbyterian Christians all sounds of drums are strongly associated with dangerous demonic spirits, a black magic and a sinful heathenism. Thereby, the sound and instruments inscribe
particular rituals into wider ontologies and connect them with
technical infrastructures.
Consequently, the close association of those cultural practices
with certain materialities and technologies were observed. The
materialities, as interviews have proven, linked to spiritual categories, identified with certain kind of immaterial beings – Holy
Spirit – in case of the electric (and electronic) sound of Christian
music, and spirits of animals, ancestors or of a rover provenience,
clinging to the acoustic sound of local membranophones (n’goma).
The character of sound, the instrument is associated with imaginary of the development understood as an electrification on
the one hand and exclusion of malevolent spirits on the other.
My presbyterian interlocutors found the idea of the electronic
Christian gospel music using the dynamic and highly danceable
local vimbuza rhythm unreasonable. Others made an assumption
that spirits ignore the electronic sound and can only be called
out (and be heated according to the local ontology) by acoustic
drums. As a consequence, educated puritan Christians, who listen
to the gospel music, reject the local rhythms and dances, associating it with dangerous spirits and threatening cults, and highly
esteem music genres from other countries – rhythms of reggae,
soukouss or mbaqanga from South Africa, that are neutral within
the context of local cult economies26. This attitude may be also
an answer to the lack of studio recordings of vimbuza rhythms.
I also heard that in certain circumstances the same members of Christian
congregations take part in vimbuza ceremonies, however personal declarations
of such a membership are hidden not only from European anthropologists but
also from fellow Malawians.
26

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

317

I know only two professional recordings made by Malawian producers, and they are associated with understanding the vimbuza
as part of cultural heritage. One was the electronic version of
vimbuza made for local dance and music group named Kukaya,
who defines its role as a preservation and promotion of Malawian
north tradition, the other – produced by the local branch of the
national television as a documentation of dances performed for
president of the republic27.
The development concerns not only a technical infrastructure or a purely material realm. It is also perceived in a spiritual
way, as an alliance of Christianity and modern technologies,
that dominates, but not erases non-modernized material and
spiritual actors. These actors – like vimbuza spirits – are still present and powerful, but the development of modern technologies
aims to give new powers to overcome them, isolate them and
keep them hidden from the technologically increased presence
of Jesus Christ, manifested by sensually experienced electronic
sounds or electric light. Hence, the struggles of development of
the country are seen in categories of not only an economic and
political reconciliation but also the Manichean conflict of good
and evil. It is worth noting though that the definition of evil – like
witchcraft, spirits in this case – indicates an ambiguous relation
with own pre-colonial past, for example native religions which
are understood as dangerous relics.
The second example reflects the modern history of Malawi, and relates to
country’s first president, who was supposed to gather an “army” of African healers (also from Northern Region), aiming to strengthen his health and charisma
with all kinds of nationally available magic, including musically transmitted
powers. It presumably helped, at least in opinion of Malawians, as he held his
office until he was in his nineties. Moreover, Kamuzu Banda often expressed
his attachment to “traditional African values” and the involvement in the magic
and dance within the state’s representations made this declaration consistent,
according to words of my interlocutors.
27

�318

Piotr Cichocki

Divine speed
These assumptions based on research in Malawi have some
parallels in religious practices in neighboring Tanzania. Despite
the proximity and many similarities, including ethnic groups like
Ngoni, Tumbuka and Nyakyusa, the countries’ histories are somehow dettached28.
Not to dig deeper in the colonial and postcolonial times, for
this paper it is well enough to noticethat the infrastructure and
accessibility to modern goods is far more secured in Tanzania.
Considering that, I was curious how the notions of the technical
development are perceived in religious context by members of
Christian congregations in Iringa (and some Iringa and Mbeya
born Dar Es Salaam residents). During a few weeks (proceeded
by studies on the literature) spent in Tanzania dedicated to comparative research, I observed spaces of religious practices, religious
materiality and discussed the ritual phenomena in Iringa and Dar
Es Salaam, obviously I also analyzed music and its technology
used during prayers.
Number of researches of non-western healing practices and
religions of Tanzania concern interactions with spirits29 or categorization of non-material beings. The general category is called
in Kiswahili mashaitani. Pat Caplan wrote about distinction into
mizimu and majini made by Swahili people from Mafia Island.
Majini are often reffered to as spirtis of water and also resemble
28
Only in this volume the historical context of Tanzania is addressed by
Maximilan Chahula and Maciej Ząbek. Enough said that differences of political
silhouettes of both countries’ first presidents – Hastings Kamuzu Banda and Julius
Nyerere clearly show the multitude of contrasting, political projects emerging in
newly established African states.
29
S.A. Langwick, Bodies, politics, and African healing: the matter of maladies
in Tanzania, Bloomington 2011.

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

319

men from different ethnic groups. Cults connected with majini,
called mkobero and tari, have many common features with above
mentioned vimbuza cult30. It is clearly visible that despite political
and economic detachment dated in colonial times, the cultural
aspect reminds akin or at least gradable changing.
The distinctive part of Tanzanian religious practices is their
mediatization. Comparing to Malawi one can have clear impression that Tanzanian congregation takes a full advantage of the
accessibility to a technical hardware and software. The high quality
gospel music videos, advertising banners, video broadcast, sms
services, amplified speakers transmitting religious holy masses
and prayers seem to be integrated parts of the local religious life.
Not only the materiality but also the research on the discursive
reveals the religious truth of the technological.
One of numerous charismatic churches from Dar Es Salaam
announces its services by showing the banner with slogan “Divine
speed” and illustration of an exceeded speedometer. The same
church involves – as many others – live band, playing long hours of
rhythmical, electrified music with guitars and electronic keyboards.
The tempo of the music gradually rose, finding the culmination in
the final part of the service. Similar scheme of a long and widely
resounding religious performance I found in Iringa’s Seventh Day
Adventist congregation.
My interlocutors from Iringa told me about services of puritan churches, comparing them to the spiritual, extreme body
building in professional gym. The comparison, however, was not
verbalized but expressed with gesticulation resembling a body
building exercise when talking about zealous prayer sessions of
congregation.
P. Caplan, African voices, African lives personal narratives from a Swahili
village, London – New York 2003.
30

�320

Piotr Cichocki

I was also introduced to the project of a church owned bank,
with name related to economic progress. The aim of the bank was
to invest money of parishioners for a common capital accumulation. I have been instructed that this financial project is not about
the business, but about faith.
The other example refers to a transnational religious practice,
welding Tanzania, South Africa, Malawi, Zambia, Zimbabwe and
other countries from the region. It concerns prophet Shepherd
Bushiri, grown in Mzuzu, but presently living in South Africa, where
he built economic and organizational empire, including a prominent channel Prophet TV. One of the most influential personages
in Eastern and Southern Africa, by my Tanzanian interlocutors, he
is perceived mostly by recorded and broadcasted sermons, rumors
about miracles (e.g. he was supposed to sponsor football national
teams with a miracle money) and multiple music videos of bands
promoted by Prophet TV.
Martin Lindhardt, who observed the religious practices in Iringa
Region, in a series of articles explains the categorization of modern
material goods (i.e. banknotes, CDs) and ways they are attained,
as deeply rooted in theological evaluations and concerns of the
black magic31. Lindhardt explains these practices as part of the
so-called cult economy, a complex set of views on the essence of
the capitalist economy, market goods and money, which engages
them in a good-evil Manichean polarity and informs about moral
and sinful ways of a capital accumulation.
The acceleration, the power, the capital, the effectiveness, the
amplification – these are features of religious symbolism and maM. Lindhardt, More Than Just Money: The Faith Gospel and Occult Economies
in Contemporary Tanzania, „Nova Religio”, 13(2009), no. 1, pp. 41–67; M. Lindhardt, “If you are saved you cannot forget your parents”: Agency, Power, and Social
Repositioning in Tanzanian born-again Christianity, „Journal of Religion in Africa”,
40(2010), no. 3, pp. 240–272.
31

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

321

teriality, indicating a relation with the technical development. By
these all, we can see that in practice, the religion and the technical
development are perceived as nearly equal or at least compatible.
Moreover, seeing the religious practice from the perspective of its
effectiveness allows to understand the relations of Christianity
and local religions32 not as contradictions but as dialectic and
concomitance33.
As a conclusion I would like to propose a question to an open
discussion and a thesis.
The question concerns the thread from the very beginning of
the lecture, when I indicated Max Weber’s work “The protestant
ethic and the spirit of capitalism”34. In the seminal volume, Weber
introduces the way of understanding modern capitalist, bureaucratic, rational, lay in its essence society as the effect of religious
movement of the protestantism. The capitalism and its core value
– the development might be, according to Weber, deeply bonded
with the religion, however the layness and the material rationalism
of modern seculars states show the ambiguous relation of these
two. Hence, the question is: to what extent connections between
32
In the light of studies on vimbuza or zar religion, that have shown how
these cults emerged in the context of historical change, it seems to be obvious
oversimplification to address them as “traditional”. See R. Natvig, Oromos,
Slaves, and the Zar Spirits: A Contribution to the History of the Zar Cult, „The
International Journal of African Historical Studies”, 20(1987), no. 4, p. 669;
B. Soko, Vimbuza: the healing dance of Northern Malawi, op. cit.; A. Young, ‘Why
Amhara get kureynya: sickness and possession in an Ethiopian zar cult’, „American
Ethnologist”, 2(1975), no. 3, pp. 567–584.
33
J. Mlenga, Dual religiosity in Northern Malawi: Ngonde Christians and African traditional religion, Mzuzu 2016; T. Ranger, Religious Pluralism in Zimbabwe.
A Report on the Britain-Zimbabwe Society Research Day, St Antony’s College, Oxford,
23 April 1994, „Journal of Religion in Africa”, 25(1995), no. 3, p. 226.
34
M. Weber, The Protestant Ethic and the Spirit of Capitalism, S.l.: Merchant
Books 2013 [1905].

�322

Piotr Cichocki

religion and technical development in Eastern Africa are an effect
of religious colonization by Protestant countries i.e. Germany and
Great Britain, or the manifestation of a longuee duree – long-lasting
structure of culture, in which the divine is not an abstract, but an
effective power.
The thesis on the other way, concerns the very essence of what
the technical development might be. What can be concluded from
above examples is that the technical development is not (or not
only) an objective of social and political change. It is a function in
a network determined and defined by social relations in varieties
of social contexts.
REFERENCES

Angrosino M.V., Doing Ethnographic and Observational Research, London
2007.
Askew K.M., As Plato duly warned: music, politics, and social change in
coastal East Africa, „Anthropological Quarterly”, 76(2003), no. 4,
pp. 609–637.
Born G., Music, Sound and Space Transformations of Public and Private
Experience, Cambridge 2013.
Caplan P., African voices, African lives personal narratives from a Swahili
village, London – New York 2003.
Comaroff J. and Comaroff J.L., Of revelation and revolution, Chicago 1991.
Evans-Pritchard E., Nuer religion, Oxford 1970.
Friedson S.M., Dancing prophets: musical experience in Tumbuka healing,
Chicago 1996.
Hammersley M. and Atkinson P., Ethnography: principles in practice,
London – New York 1983.
Ihde D., Listening and voice: phenomenologies of sound, Albany 2007.

�AFRICAN ELECTRONIC MUSIC IN CHURCH AND BEYOND...

323

Kirsch T.G, Ways of Reading as Religious Power in Print Globalization,
„American Ethnologist”, 34(2007), no. 3, pp. 509–520.
Kirsch T.G., Restaging the Will to Believe: Religious Pluralism, Anti-Syncretism, and the Problem of Belief, „American Anthropologist”, 106(2004),
no. 4, pp. 699–709.
Langwick S.A., Bodies, politics, and African healing: the matter of maladies
in Tanzania, Bloomington 2011.
Lindhardt M., ‘More Than Just Money: The Faith Gospel and Occult Economies in Contemporary Tanzania’, „Nova Religio”, 13(2009), no. 1,
pp. 41–67.
Lindhardt M. “If you are saved you cannot forget your parents”: Agency,
Power, and Social Repositioning in Tanzanian born-again Christianity,
„Journal of Religion in Africa”, 40(2010), no. 3, pp. 240–272.
Meyer B. Mediation and the Genesis of presence: towards a material approach to religion, Utrecht 2012.
Mlenga J., Dual religiosity in Northern Malawi: Ngonde Christians and
African traditional religion, Mzuzu 2016.
Natvig R., Oromos, Slaves, and the Zar Spirits: A Contribution to the History of the Zar Cult, „The International Journal of African Historical
Studies”, 20(1987), no. 4, p. 669.
Ranger T., Religious Pluralism in Zimbabwe. A Report on the BritainZimbabwe Society Research Day, St Antony’s College, Oxford, 23 April
1994, „Journal of Religion in Africa”, 25(1995), no. 3, p. 226–251.
Rose G., Visual methodologies: an introduction to the interpretation of
visual materials, London – Thousand Oaks 2001.
Seeger A., Why Suyá sing: a musical anthropology of an Amazonian people,
Cambridge [Cambridgeshire] – New York 1987.
Soko B., Vimbuza: the healing dance of Northern Malawi, Zomba 2014.
Sundkler B. and Steed C., A history of the church in Africa, Cambridge
– New York 2000.

�324

Piotr Cichocki

Vail L., The Creation of tribalism in Southern Africa, London – Berkeley
1989.
Weber M., The Protestant Ethic and the Spirit of Capitalism, S.l., Merchant
Books 2013.
Wilk R.R. and Cliggett L., Economies and cultures: foundations of economic
anthropology, Boulder 2007.
Young A., Why Amhara get kureynya: sickness and possession in an Ethiopian zar cult, „American Ethnologist”, 2(1975), no. 3, pp. 567–584.

�Chapter 11.

ANTONIO ALLEGRETTI

THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY
OF DEVELOPMENT AMONG CHRISTIAN
MAASAI IN CONTEMPORARY TANZANIA
ABSTRACT

Affiliation to Christianity among the Maasai of Tanzania is relatively a recent phenomenon when compared to the quite long history
of Christianity in the rest of the country. It is, however, a phenomenon
that is rapidly spreading with new churches mushrooming in Maasai
villages and transforming the social, cultural and material landscape
of Maasailand in Tanzania. This chapter intends to show how religion
can add a further layer to the analysis of the transformations involving
the meanings and practices associated to being Maasai in contemporary Tanzania. Unlike popular (and academic) discourses that tend to
consider factors of change such as religion or economic diversification
as external to Maasai tradition and associate them to the waning of
meaning underlying it, this chapter argues that the sphere of spirituality (i.e. Christianity) constitutes an arena in which political relations,
intended as power relations between different sectors of society and
community, are played out. Rather than simply representing a generational change as to the preferences for cultural references and role
models among younger generations as opposed to their fathers, the
arena of religion is a site of negotiations for the access to human and
material assets, and to overall ‘development’. The analysis in the chapter
endorses the shift of perspective from religion as a cultural system or
set of ethereal beliefs that pertain to the sphere of individual faith, to
the material aspects (e.g. consumption, architecture, and the imporANTONIO ALLEGRETTI – St. Augustine University of Tanzania, Mwanza.

�326

Antonio Allegretti

tance of material goods), that work as interface between these and the
sphere of the discernible.
Key words: Maasai, materiality, religion, Christianity, development.

Introduction
Anyone trying to define concepts such as globalization, identity,
nationalism, and the like cannot but acknowledge a partial view and
all the limitations attached. With religion, the question of definition becomes even more hazardous as we enter the sphere of faith,
touching on the sensibility of all people in the world who consider
themselves followers of any institutionalized faith. Many influential theorists and scientists in the history of human thought, from
Freud, to Darwin, to Marx, have touched on religion, developing
theories within their respective areas of authority1. As the fathers
of social sciences began to approach the question of religion, the
‘sacred’ and the ‘supernatural’ became the objects of inquiry2. With
Geertz3, the attention shifted to symbols as “extrasomatic control
mechanisms for organizing experience and governing behavior”4.
Quite surprisingly, only towards the end of the 20th century
social scientists, especially anthropologists, have started focusing
on much more ‘mundane’ matters when looking at religion as an
object of inquiry5. Beyond more ethereal and intangible aspects of
J.D. Eller, Introducing Anthropology of Religion, New York – London 2007.
R.L. Winzeler, Anthropology and Religion. What We Know, Think, and Question, Lanham – New York – Toronto – Plymouth 2012.
3
C. Geertz, The Interpretation of Culture: Selected Essays, New York 1973.
4
J.D. Eller, Introducing Anthropology of Religion, op. cit.
5
W. Keane, On the Materaility of Religion, „Material Religion”, 4(2008), no. 2,
pp. 230–231; D. Chidester, Engaging the Wildness of Things, „Material Religion”,
4(2008), no. 2, pp. 232–233; B. Meyer, Media and the Senses in the Making
of Religious Experience: an Introduction, „Material Religion”, 4(2008), no. 2,
1
2

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 327

religion such as those that pertain to the sphere of individual belief,
it is common acknowledgment today among anthropologists that
religion is an element that determines forms of social organization, hence an inherently social phenomenon6 determined by the
particular historical dynamics in which it surfaces and evolves7.
This article focuses on a specific case of (changing) social organization in relation to religion, that is, the ‘traditional’ forms of social
organization, mostly those age(sets) and gender-based, among the
Maasai of Tanzania. It focuses on how Christianity among Maasai
communities adds a further layer of analysis in understanding
the current position of Maasai people as a culturally identifiable
community. The chapter therefore highlights how Maasai today in
Tanzania break the boundaries of ‘community’ itself based on tradition, culture and ethnic identity as they partake in other networks
in the wider society. It is therefore, an analysis of overlapping and
co-existing sets of values with religion constituting one particular
sphere of morality alongside others, above all, that of tradition.
The analysis spotlights politics and materiality as arenas in which
the religious registers are played out; these are two spheres that have
recently attracted the attention of anthropologists of religion. No
doubt, the most influential work on religion and politics in Africa
by Ellis and ter Haar8, can be taken as a starting point when trying
pp. 124–135; Idem, Materializing Religion, „Material Religion”, 4(2008), no. 2,
p. 227; D. Morgan, The Materiality of Cultural Construction, „Material Religion”,
4(2008), no. 2, pp. 228–229.
6
B. Morris, Religion and Anthropology. A Critical Introduction, Cambridge
2006, p. 1.
7
T. Asad, The Construction of Religion as an Anthropological Category, in:
Genealogies of Religion: Discipline and Reasons of Power in Christianity and Islam,
ed. T. Asad, Baltimore 1993, pp. 27–54.
8
S. Ellis and G. ter Haar, Religion and Politics in Sub-Saharan Africa, „The
Journal of Modern African Studies”, 36(1998), no. 2, pp. 175–201; Iidem, Worlds
of Power: Religious Thought and Political Practice in Africa, London 2004.

�328

Antonio Allegretti

to deploy meaningful connections between the sphere of religion,
that of politics and the question of power, as a regulator of dynamics and structures of authority and hierarchy9. While Ellis and ter
Haar’s stress on the significance of religion as the “most important
way in which Africans interact with the rest of the world”10 may be
overemphasized, the bond between the sphere of religion and politics
in Africa is undeniable. Ellis and ter Haar refer mostly to religion as
the ultimate source of power mainly in a situation of weak states,
which characterizes the African continent. Their broad definition
of power as “the ability of a person to induce others to act in the
way that he or she requires”11, however, makes the analysis of the
connection between religion and power itself applicable not only
to national politics but also to much smaller-scale local dynamics
such as for instance, the case and dynamics of social change at issue
here among Maasai communities, where authority and hierarchy
emerge as much as in the national political arena.
At local level, in Maasai communities, Christianity as an institution and one of the arenas in which power relations unfold,
interacts with other overlapping and co-existing arenas of power,
such as for instance the realm of ‘tradition’ grounded on Maasai
ethnic identity. Tradition, culture, and identity, as political arenas
where management and battle over resources are exercised, are
a prevailing viewpoint of classic anthropology12, as much as more
Iidem, Religion and Politics in Sub-Saharan Africa, op. cit, p. 195.
Iidem, Worlds of Power: Religious Thought and Political Practice in Africa,
op. cit., p. 2.
11
Iidem, Religion and Politics in Sub-Saharan Africa, op. cit., p. 196.
12
J. Ferguson, The „Bovine Mystique”: Power, Property and Livestock in Rural
Lesotho, „Man”, 20(1985), no. 4, pp. 647–674; Idem, The Cultural Topography of
Wealth: Commodity Paths and the Structure of Property in Rural Lesotho, „American
Anthropologist”, 94(1992), no. 1, pp. 55–73; Being Maasai: Ethnicity &amp; Identity
in East Africa, eds. T. Spear and R. Waller, Oxford – Dar es Salaam – Nairobi –
Athens 1993.
9

10

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 329

recent scholarship that looks at the integration between pastoral
and cash economy among the Maasai and other pastoral groups
in Eastern Africa13. The history of Africa and colonialism displays
the distinct bond between tradition, identity and battles of power
on the ground. With, for instance, the establishment of Native
Authorities based on ethnicity or formalization of customary law
by colonial administrators for the sake of administering large territories otherwise impossible to rule, new struggles for entitlements
over resources emerged14. Today, tradition continues to constitute
among the Maasai an important institution that determines forms of
social organization and (not without conflict) structures of power,
hierarchy and authority for the management of resources, from
livestock to land and cash, between different sectors of society
(elders, youth and women)15. Christianity has added one more
dimension to these dynamics, having brought a new set or register
of values which is on many occasions, in overt conflict with the
register of tradition.
E. Fratkin, East African Pastoralism in Transition: Maasai, Borana, and
Rendille Cases, „African Studies Review”, 44(2001), no. 3, pp. 1–25; K. Homewood, Ecology of African Pastoralist Societies, Oxford – Athens – Pretoria 2008,
pp. 228–229; K. Smith, The Farming Alternative: Changing Age and Gender Ideology among Pastoral Rendille and Ariaal, „Nomadic Peoples”, 3(1999), no. 2,
pp. 131–146; F. Zaal, Economic Integration in Pastoral Areas: Commercialisation
and Social Change among Kenya’s Maasai, „Nomadic Peoples”, 3(1999), no. 2,
pp. 97–114.
14
S. Berry, No Condition Is Permanent. The Social Dynamics of Agrarian Change
in Sub-Saharan Africa. Madison 1993; M. Chanock, Neither Customary nor Legal:
African Customary Law in an Era of Family Law Reform, „International Journal of
Law and Family”, 3(1989), pp. 72–88; D.L. Hodgson, Once Intrepid Warriors: Gender, Ethnicity, and the Cultural Politics of Maasai Development, Bloomington 2001.
15
A. Allegretti, Maasai Ethnic Economy: Rethinking Maasai Ethnic Identity
and the ‘Cash Economy’ across the Rural-Urban Interface, Tanzania. PhD Thesis
[unpublished]. The University of Manchester, 2015; Being Maasai: Ethnicity
&amp; Identity in East Africa, op. cit.
13

�330

Antonio Allegretti

As with ethnic identity not defining the entirety of the social
world in which those who refer to themselves as Maasai are enmeshed, neither religion can be taken as a “totalizing” institution16;
religion should not be considered an institution that is sweeping
away Maasai traditional institutions based on ethnic identity. As
Green argues17, religious communities in Africa, loosely defined as
groups of people sharing a particular vision of the world (inherently religious), “are not necessarily longstanding but come into
being around particular ritual agendas”18. Instead, as globalizing
processes abridge distances and spaces, the Maasai, as many other
so-called ‘traditional’ or place-based groups19 around the world,
find themselves at the intersection of different communities which
triggers a complex evolution of the meanings and practices associated to ethnic identity as well as the necessity to adapt the
analytical categories that have so far been used to describe it.
These developments come inevitably into being as inherently political contests in which the religious as a “category of analysis and
practice” inevitably “has origins in the political struggles around
delimiting the power of certain institutions”20, in this case Maasai
‘traditional’ institutions.
The second piece of the puzzle in the analysis, i.e. materiality,
comes up as the tangible arena in which these political relations
are enacted. Religion materializes through the external, material
world, many anthropologists have started to point recently as they
M. Green, Confronting Categorical Assumptions about the Power of Religion
in Africa, „Review of African Political Economy”, 2006, no. 110 pp. 635–650.
17
Ibidem.
18
Ibidem, p. 642.
19
Groups all around the world that for political historical reasons have maintained connections to a particularly distinct (‘traditional’) lifestyle, with strong
geographical connotations and links to ‘ancestral’ land
20
M. Green, Confronting Categorical Assumptions about the Power of Religion
in Africa, op. cit., p. 637.
16

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 331

have partaken in the so called ‘media turn’ in religious studies21.
Religion as experience that can be acquired through the senses22
comes at the opposite end of religion as individual belief without
denying it; it simply acknowledges that, as Keane puts it, “even
where belief is crucial, it must still take material form [...] Ideas are
not transmitted telepathically. They must be exteriorized in some
way, for example, in words, gestures, objects, or practices in order
to be transmitted from one mind to another”23. In this chapter,
the material realms of the battle between traditional and religious
institutions as carriers of value are food consumption which has
a particularly heightened significance among the Maasai24, and
the material form of the church as ‘house of God’ whose church
members contribute to develop.

Fieldsite and methods
The fieldwork on which this chapter is based was conducted
during different time intervals from 2010 to 2012 in the Maasai village of Losirwa25 which is for the most part pure grazing rangeland
(Fig. 1). The closest peri-urban centre, Kigongoni, stretches over
the main paved road that cuts across the Maasailand of Losirwa
and increasingly encroaches open rangeland used by the Maasai
of Losirwa for grazing (Fig. 2). A few kilometers further down
M. Engelke, Religion and the Media Turn, „American Ethnologist”, 37(2010),
no. 2, p. 371–379.
22
B. Meyer, Media and the Senses in the Making of Religious Experience: an
Introduction, op. cit., pp. 124–135.
23
W. Keane, On the Materaility of Religion, op. cit, p. 230.
24
P. Spencer, The Maasai of Matapato: A Study of Ritual Rebellion, Manchester
1988; A. Talle, Ways of Milk and Meat among the Maasai: Gender Identity and Food
Resources in a Pastoral Economy, in: From Water to World Making, ed. G. Palsson,
Uppsala 1990, pp. 73–93.
25
Names of locations are real.
21

�332

Fig. 1 Losirwa Rangelands

Antonio Allegretti

Fig. 2 Paved road in Kigongoni

the paved road, on the way to the worldwide known Ngorongoro
Conservation Area, one comes across the small town of Mto wa
Mbu which forms a single, though patchy, (peri) urban conglomerate with Kigongoni.
I conducted ethnographic fieldwork through participant observation as well as a few formal interviews with a number of individuals, including those affiliated to the church, being hosted by
the Tutunyo26 Maasai family. While lodging in the Tutunyo boma27
I commuted between the rural and urban-based locations including attending church Sunday masses and other church events in
the local Lutheran church in Losirwa which is located somehow
at the ‘border’ between the open rangeland of Losirwa and the
peri-urban territory of Kigongoni. This chapter is grounded on
Names of people are fictitious.
An enclosure made of several huts, one or more livestock kraals, and surrounded by a fence made of tree branches, i.e. the traditional Maasai homestead.
26
27

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 333

a wealth of information, opinions, impressions and practices that
I recorded during such events in the local church but also by talking to other informants outside the church networks. The main
protagonists of this account are young moran28 whose age ranged
from 20 to 35 such as Luka, one among whom I built relationships
of trust and friendship, as well as Isaya, a close friend of Lekishon
(and mine), and a Maasai moran himself from another Maasai
close-by village, who, at the time of fieldwork was the evangelist
appointed by the Lutheran parish council in Mto wa Mbu to work
in the local church in Losirwa. When I use the name ‘father’, I refer
to Tutunyo’s boma head, a Maasai elder and Luka’s father, with
whom I also established a close relationship of trust and respect.
In a way, throughout this chapter I hint at these three protagonists as embodiment(s) of the different positions or stances
when it comes to the relationship between ‘tradition’ and Christian
spirituality, with Isaya representing Christian values, ‘father’ the
‘traditional’ values, and Lekishon mediating between the two. As
a certain degree of typification is unavoidable, I wish to stress that
this account does not claim to exhaustively report the complexities
of (Maasai) ‘tradition’ in its interaction with modernization forces.
It is, however, a sincere attempt to ethnographically document the
challenges and dilemmas that young men, like many other ‘indigenous’ or place-based peoples around the world, are confronted
with when undertaking their individual life paths towards full
personhood within the collectivities to which they belong.

Mediating between ‘communities’
No forms of social organization is or has been in human
history determined by an entirely homogenous set or register
28

Young Maasai in the warriorhood life stage (before entering ‘elderhood’).

�334

Antonio Allegretti

of values; all communities and societies to some extent, especially in transitional times, and increasingly in our contemporary global world, have drawn from different ‘value baskets’ in
routine life and ideology. Nowhere more than in contemporary
Africa this holds true29, considering the combination of factors
such as urbanization, market liberalization, and demographic
change that continue to clash with and impact on, at times
violently, more ‘traditional’ forms of social organization mostly
originated in rural life30. The case of the Maasai in Tanzania and
the spread of Christianity is only one among many in the African
continent.
That eastern Africa pastoralism is in transitional times is by
now an acknowledged fact31; market liberalization, livelihood
diversification and urbanization starting in the 1980’s have had
major effects on these groups. The general understanding among
researchers is that these factors of change have impacted on the
Maasai by triggering cultural homogenization and loss of tradition.
Elsewhere, I have challenged this kind of narrative and argued that
tradition and culture underlying Maasai ethnic identity are being
transformed and reinvented rather than swept away32. Even in
the case of market integration, which is commonly acknowledged
as a factor leading to ‘disappearing’ tradition and ethnic identity,
I have argued, tradition and ethnic identity can be ‘capitalized’
on and become market institutions for market gains by Maasai
29
J. Guyer, Marginal Gains: Monetary Transactions in Atlantic Africa, Chicago
– London 2004.
30
D.F. Bryceson, Rural Livelihoods and Agrarian Change in Sub-Saharan Africa:
Processes and Policies, in: Rural Livelihoods and Poverty Reduction Policies, eds.
F. Ellis and H.A. Freeman London – New York 2005, pp. 43–74.
31
E. Fratkin, East African Pastoralism in Transition: Maasai, Borana, and
Rendille Cases, op. cit., pp. 1–25.
32
A. Allegretti, Maasai Ethnic Economy..., op. cit.

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 335

themselves33. This has led to a plurality of value registers rather
than replacement of an old (i.e. tradition/culture) with a new one.
Maasai church goers in Losirwa village (and throughout Maasailand presumably), embody this plurality of value registers in that
they partake in different social networks and social worlds parallel to those networks based on ethnicity that have been described
so well in classic ethnographical accounts34. Their identity is an
assemblage that hinges on their membership in a multiplicity of
communities that come from religion35 and formal education36, and
their social lives are shifting and diverse. Younger generations of
moran are those most involved in parallel spheres of relationships.
Both these spheres of relationships are somehow recognized in
Losirwa and overall in the country as carriers of ‘modern’ values
and for their empowering role within Maasai society. Several of
these young warriors assiduously attend the local church, supporting and sometimes leading the activities of spreading the religious
message, often through organizing events such as collective prayers,
religious film showings, and helping followers and non-followers
with counseling and other kinds of moral support. Among these
young churchgoers, many were at the same time enrolled in primary or secondary school, and those who were attending boarding
schools away from Losirwa would not miss church events or simply
the Sunday Mass on their return home for holidays.
Idem, „Being Maasai” in Markets and Trade: the Role of Ethnicity-Based
Institutions in the Livestock Market of Northern Tanzania, „Nomadic Peoples”,
21(2017), no. 1, pp. 63–86.
34
P. Rigby, Persistent Pastoralists. Nomadic Societies in Transition, London
1985; P. Spencer, The Maasai of Matapato: A Study of Ritual Rebellion, op. cit.;
H. Schneider, Livestock and Equality in East Africa, Bloomington 1979.
35
D.L. Hodgson, The Church of Women. Gendered Encounters Between Maasai
and Missionaries, Bloomington 2005.
36
E. Bishop, Schooling and the Encouragement of Farming amongst Pastoralists
in Tanzania, „Nomadic Peoples”, 11(2007), no. 2, pp. 9–29.
33

�336

Antonio Allegretti

What struck me was how these young Maasai shifted in their
practices as well as the way they verbalized this plurality of forms
and sets of values. One thing that struck me in particular was how
they never complied with, or better said, intentionally broke, the
traditional Maasai rules of food consumption (see next section) during church events. They would share meals with women (a taboo
in most cases within the Maasai village) in heterogeneous groups
and paying very little attention to the sharing rules within age
sets (see next section). At times, they would express contempt for
traditional rules in force in the village; at other times, with little
awareness of proposing contradicting ideas, they would underline
the positive values of Maasai ‘tradition’ and their pride in showing
group affiliation through food sharing.
Overall, religious affiliation affected these young men’s views
about some specific and important aspects of their daily life as
well as their visions of future. These aspects had to do with ideas
connected to individuality, practically expressed by the rejection
of complying outside of ‘traditional’ networks with the sharing
rules, and triggering a stronger sense of the self as opposed to
group and ethnic collective awareness. The way they verbally
envisioned their future also was an expression of contradictions
such as their views about what constitutes wealth. They criticized
elders’ attachment to livestock at the expenses of other forms of
wealth such as a ‘modern’ house, while wishing to retain and
reproduce their families’ wealth in livestock as a form of reproducing family values and ethnic identity. Polygamy as opposed
to monogamy was another domain that blatantly expressed these
contradictions considering that many individuals who voluntarily
and convincingly had made themselves carriers of religious church
values (including monogamy), were in fact polygamous, having
married more than one woman, and continuing to marry other
women as they continued with their moral engagement with the

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 337

church. Notwithstanding their participation in co-existing communities and networks, they continued to claim their identity
as Maasai and as pastoralists, including those enrolled in school
where usually values connected to agriculture-based livelihoods
are highlighted as opposed to pastoralism which is considered
a backward lifestyle37.
Evidently, the ideas that put the Maasai as an ethnic group,
their customary and traditional institutions and practices, in opposition and mutually exclusive with instances of monetization,
commoditization, ‘modern’ technologies (i.e. mobile phones), and
in general many other aspects of everyday life of youths in Tanzania (e.g. religion affiliation and formal education) are mistaken,
perhaps having survived as historical legacies of economic policies
or development interventions38.

Political religion
The plurality of communities in which younger generations of
Maasai males are embedded is a very complex set of overlapping
registers of values, as seen above, and this heterogeneous mix impacts on how resources, economic assets and wealth are managed,
and the entitlements over and distribution of them.
The wedding of Luka, a 25-year-old Maasai warrior in the Tutunyo family and one of my closest friends in the field, was the
occasion during fieldwork in which I realized the ‘politics’ involved
in the relationships between spiritual affiliation to the local Lutheran church (or absence of it) and the politics of distribution
and entitlements to resources and assets. It was striking to witness
Luka’s struggle in positioning himself between his father’s efforts
37
38

Ibidem.
D.L. Hodgson, Once Intrepid Warriors..., op. cit.

�338

Antonio Allegretti

in encouraging him to celebrate a ‘traditional’ Maasai wedding
with related redistribution of entitlements and ownership of cattle
(see below), and Isaya’s (the evangelist in the Losirwa church and
Luka’s close friend) equally strong resolution to have a Christian
celebration for him.
The first sign that the wedding celebration for Lekishon was
to become a battleground for different views was father advising
Lekishon to avoid having, during the celebration, people dressed
in ‘Swahili’ clothes39. Isaya interpreted father’s suggestion (or
admonition) as an effort to persuade Lekishon to have a fully
traditional wedding without ‘external’ invitees that could disrupt
the ceremonial traditional ritual. In one of his manifestations of
disapproval, Isaya argued: “What kind of feast is it going to be?!
Just drinking milk?!”.
Milk (and its consumption) as determinant of traditional social
organization and medium of life turns in individuals’ life cycles40
sees its importance amplified during Maasai traditional celebrations
through the ritual practice. On wedding celebrations, for instance,
drinking milk according to a specific ‘protocol’ that requires groom
and bride to drink milk in front of a delegation of wazee (elders),
serves to establish the everlasting wedlock. On the occasion of the
rite of passage from childhood to adulthood for males (through
circumcision) too, milk is used by the one performing the operation
to wash his hands as a stronger cleanser than water. Isaya’s ridiculing of the importance of milk on the wedding ceremony meant to
express his disapproval and standpoint against tradition that, in
the specific regard of marriage, rejected any alternative medium
for the establishment of the wedlock such as those accounted for
by the religious register.
39
40

Ordinary clothes such as trousers, shirts and the like.
A. Talle, Ways of Milk and Meat among the Maasai..., op. cit., pp. 73–93.

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 339

As time went by, a decision had to be taken as to the type of
wedding to arrange. Not without inner struggle, Lekishon decided
eventually to organize a ‘traditional’ wedding only after overcoming and resisting the impetus or impulse, as he confided to me, to
call the marriage off. The wedding was eventually celebrated and
the traditional conventions including the customary consumption
of milk were adhered to. Participants, strictly dressed in Maasai
clothes, attended the whole ceremony from early afternoon to
evening consuming cow meat and different types of spirit along
with other drinks from bottled beers to sodas.
Other dynamics of entitlements and redistribution of property
rights over livestock were particularly important to observe, especially the choice for the animals to be sold to fund the ceremony.
Father ‘borrowed’ five cows from his other sons and sold them to
finance Luka’s ceremony as per ‘customary’ habit which had previously enabled Luka’s older brothers to fund their own respective
wedding ceremonies. Weddings are only one occasion in which
one can realize the complex web of exchange and redistribution
of property rights within an extended Maasai family41. I also described elsewhere42 how younger warriors, elders, and women
form a triangle of power relations expressed through property
rights and entitlements over livestock in interaction with other
forms of wealth, from cash to land, and houses. Such complex web
is certainly one specific instance in which affiliation to Christianity on the one hand, and partaking in ‘traditional’ networks on
the other creates conflicting relationships between the two communities. Isaya made extremely clear to me what he thought of
the web of exchange within the ‘traditional’ Maasai family when
P. Spencer, The Maasai of Matapato: A Study of Ritual Rebellion, op. cit.;
Idem, The Pastoral Continuum. The Marginalization of Tradition in East Africa,
Oxford 1998.
42
A. Allegretti, Maasai Ethnic Economy..., op. cit.
41

�340

Antonio Allegretti

he referred to Luka’s boma as a “dictatorship”, with Luka’s father
being the dictator “eating his sons’ wealth”, referring to father’s
entitlements to dispose of his respective sons’ cows without them
having a say on it.
Religious affiliation has come with values that refer to individual success as opposed to shared property rights within the
extended family. Similar criticism with respect to ‘sharing’ was
however expressed by some elders, including the Tutunyo boma
head (i.e. Luka’s father), about the networks of distribution among
church followers. On one of our many interesting conversation,
father referred critically to the offers donated by church followers
on a weekly basis that go to fund projects such as the renovation/
construction of (religious) buildings and the purchases of supplies
for the sake of religious activities. He argued: “Everyday they ask
you to contribute money for their things; how can you contribute
everyday?! And you don’t see any benefit from it”.
Such kind of criticism about circulation of wealth within church
networks does not only come from those who are evidently outside
such networks, but also from some insiders, and even church leaders
themselves. Another interesting field informant I often spent time
with in Losirwa and Kigongoni was Matayo, a Maasai middle-aged
man originally from the neighboring village of Munghere who, after
going through inner struggle of the kind Lekishon went through on
occasion of his wedding, had taken the difficult decision to hang
up his cassocks and marry a second younger wife. He lived at the
‘border’ between the Losirwa Maasailand and the peri-urban tissue
of Kigongoni, having built a new house after leaving the church.
His story is particularly significant when analyzing how the sphere
of religiosity and spirituality in the local community of Losirwa/
Kigongoni is heavily entrenched in networks and dynamics of
resource sharing and management, local ‘politics’, and individual
life paths in achieving (economic) independency and success.

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 341

The way he talked about his previous involvement with the
Lutheran church showed the political dynamics that occur between
church leaders and church followers. He said that the offering of
money to the church had become an obligation fulfilled with great
difficulty by many. People who could not prove their ‘attachment’
to the church by offering money would be looked upon and be
embarrassed whereas the more ‘generous’, charitable, and benevolent would acquire positions of respect alongside church leaders
and even gain decision-making power in the church affairs. Such
stratification, he argued, is morally questionable when in a church
and religious context where the values of equality ought to underlie
social relationships among members.
These dynamics affected his own involvement with the church.
As a priest, his position of leadership entailed not only his physical
presence in the church but also to lavish and donate even larger
sums of money for church projects and to the church members
themselves as ‘offers’ to support their livelihoods. Such situation
became unbearable to him and his family:
You see, those people and elders in the church always tell you, you
have to go to the church every single day otherwise they would ‘accuse’
you of not being a good Christian. Plus, you have to be the first to contribute to set the example to other people... but that way you will end
up poor! So many priests who retired from their services ended up becoming alcoholics ‘cos they could not save anything in their whole lives!

Leaving the priesthood was not an easy choice for him, but it
turned out to be the right one as he explained: putting all his efforts in his farm earned him important assets and wealth to the
point that he is now envied, he said, within the village. He argued
that he followed “God’s way” in leaving the church and succeeded
in his other life endeavors.
It emerges that the sphere of spirituality is far from being simply
confined to an individual’s faith in a spiritual being. Quite the op-

�342

Antonio Allegretti

posite, it is an arena that much resembles that of ‘tradition’, where
social and political relationships are established, nurtured, and at
times severed. These dynamics become even more complex when
one partakes at the same time in both the church community and
other networks based on Maasai ‘tradition’ as observed in the case
of Luka. Luka’s words in reference to this problematic link, and
referring to his own situation as opposed to that of Isaya, showed
how strong the dilemma was for him:
Isaya wants me to abandon all the Maasai tradition at once; but
he is wrong ‘cos when you are born in a certain tribe it is difficult to
abandon everything.

Then, he continued:
He has already achieved his individual position within the church,
so people in the church help him out when he needs to be helped; no
one is going to help me but my family in the village.

That individuals can and do mediate between the two spheres
of Christianity and (Maasai) tradition as a way of gaining recognition of personhood (also by achieving economic success)
was confirmed on many occasion by Isaya who would not miss
a chance to tell me how becoming a priest had enabled him to feel
satisfied and fulfilled. In his own case, and unlike many others
like Luka, the mediation between the two spheres materialized
through the outright abandonment of Maasai tradition but without renouncing his own Maasai identity. On many occasions he
referred to not only property rights arrangements but also Maasai
traditional consumption arrangements which I will discuss in the
next section as ‘slavery’ while at the same time reaffirming his own
ethnic identity as a Maasai and his role as one who is supposed
to strive to ‘educate’ his own Maasai people (those partaking in
the church). As once he told me while discussing the question of
Maasai tradition:

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 343

You wazungu [whites] want the Maasai to stay the way they are
because you want to come here and see the traditional life, but they
really need to change and get developed, and they can only do that
if they abandon their traditions!

The question of development, as will be seen in the next section,
is in fact particularly meaningful when considering the material
embodiment of the community (political) dynamics just described.

Material religion
Meyer’s well-known historical account43 of colonial Christian
mission churches and conversions in Ghana is perhaps one of the
most accurate, compelling, and still current accounts of ‘material
religion’, that is, the material aspects that embody spirituality
making it discernible in the outside world. Meyer shows quite emphatically how “worldly matters”44 played a fundamental role in,
or better still, constituted the tangible socio-political arena for the
conversions of Ghanaians to Christianity during colonialism. Against
the mission rhetoric which promoted the use and consumption
of consumer goods (e.g. imported clothes) as simply an outward
sign of an inner (Christian) spirituality, Ghanaians absorbed and
transformed consumption practices by assigning them meanings
that pertained to individual (economic) success in a competitive
rivalry between each other, hence, as a result, dismissing the vision of the Christian mission of the sober and humble Christian45.
It is undeniable that there is an overt link in contemporary
Africa between the sphere of spirituality and that of ‘worldly
matters’. The connection becomes even stronger as religion as
B. Meyer, Christian Mind and Worldly Matter, „Journal of Material Culture”,
2(1997), no. 3, pp. 311–337.
44
Ibidem, p. 313.
45
Ibidem, pp. 311–337.
43

�344

Antonio Allegretti

a network overlaps with other associational networks and spheres
of practice from local economic activities providing networks
of trust for vendors-customers relationships46 to other networks
of social capital that are widespread in Africa and can depend
on the so-called ‘big man’ logic47. Among the Maasai, the sphere
of consumption, especially of food, is normally loaded with an
exceptionally complex set of meanings that rarely find equals in
other communities around the world. Food consumption, in terms
of different practices as well as types of foods, determines complex
gender and age-based social dynamics and relations, including
those of a ‘political’ nature between sectors of community, as well
as the life cycle of single individuals (both men and women)48.
Unsurprisingly, food consumption has acquired new meanings as
a result of factors of change from urbanization to migration and
economic development49, and religion constitutes one of these
factors determining changing practices.
Isaya’s emancipation from traditional networks based on Maasai
ethnic identity, as an example of the divergence between the religious and ‘traditional’ spheres and networks, for instance, was
embodied in the way consumption of food would occur in his
private family life. While on fieldwork, I visited his original home
in a neighboring village to Losirwa, Losimingori village. The arrangements of furniture and other items in the boma, including
those used for dining, clearly marked a deliberate shift from the
way things are done, and food is eaten, according to the ‘traditional’
Maasai way. By the time we approached lunch time, a table would
46
K. Meagher, Identity Economics: Social Networks and the Informal Economy
in Africa, Oxford 2010.
47
J.F. McCauley, Africa’s New Big Man Rule? Pentecostalism and Patronage in
Ghana, „African Affairs”, 112(2012), pp. 1–21.
48
A. Talle, Ways of Milk and Meat among the Maasai..., op. cit., pp. 73–93.
49
A. Allegretti, Maasai Ethnic Economy..., op. cit.

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 345

be placed in the center of the hut, and people would sit in a circle
and eat each in his or her own plate with forks and spoons. The
party would be a heterogeneous mix in terms of gender and age.
Such arrangements markedly differed from food consumption arrangements I had previously been acquainted with in other boma
including Tutunyo family. Groups sharing food according to the
‘traditional’ arrangements are gender and age-based exclusive;
men and women prior to marriage (and for some time after the
marriage) would never share food together, neither would elders
with younger people (although the restrictions are looser in such
case). In Isaya’s boma, a moran would also have food on his own,
thus breaking one of the strongest taboos in Maasai culture, which
forbids moran to have food individually without sharing with their
comrades.
On the occasion of church events in Losirwa, I could easily recognize the same intentional breaking of traditional rules of food
consumption that I witnessed in Isaya’s boma. Men and women
would eat either indoor in the church or outside, but not forming
the small age and gender-based homogeneous clusters that are
formed for instance during ‘traditional’ parties (e.g. circumcision
feasts, wedding parties etc..). On such occasions, for instance,
especially moran isolate themselves from the rest of the invitees
as part of the social dynamics and conventions that designate the
moran as the group that covers key functions within Maasai society
(i.e. providers of security for both people and cattle).
Isaya always referred to the aforementioned taboos in food
consumption practices as ‘slavery’, that is, for moran who are not
allowed to eat when hungry unless sharing with another moran
within the same age set, but also for married couples who are not
allowed to share a meal, a normal activity any other non-Maasai
couple is able to enjoy without restrictions, until they reach the
adulthood stage of life (i.e. when men/husbands leave behind

�346

Antonio Allegretti

the moranhood stage of life as the next batch of younger men are
circumcised). On one occasion, Isaya revealed to me that many
moran had confided him to concur with the church message but
that breaking the food taboos, such as for instance the restriction
on eating meat with women, would result in social stigma too
strong to endure for them. Isaya himself was aware of the power of
such taboos and added another untold truth which had to do with
moran’s anxiety to lose their appeal (hence sexual affairs) in the
eyes of women in the village who were not affiliated to the church.
Once again, Lekishonwas the most eloquent about the controversial relationship that moran establish with the two spheres
(‘tradition’ and religion) while partaking in both:
I follow the tradition on food consumption when I am in traditional feasts, and I do not follow it when I am in a church feast. If
I ate meat with women during the circumcision of olayoni [children],
wazee [elders] and other moran would think I have gone crazy!
[laughter].

Partaking in different communities, therefore, has created
overlapping systems and sets of values which are not necessarily
mutual exclusive, but that do entail discreet and subtle maneuvers
within the realm and boundaries set by the values underlying each
single community.

Religion and the materiality of development
As consumption brings out the complex link between Christian
spirituality and tradition within individual life paths for one to
gain his or her personhood, other arenas of materiality, that is,
the material expression of the church, embody people’s efforts in
striving to achieve development. The material and architectural
expression of the church in Losirwa is imbued with meanings that
pertain specifically to (the achievement of) development as an

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 347

essential and universal life project to better one’s own life. This
has to be looked at both within local social dynamics and in the
broader national context where ‘modern’ houses (made of bricks
and cement and corrugated iron roof) are indisputable signs of
development and individual’s economic success50. In the case of
Maasai communities, as I have described elsewhere51, a ‘modern’
house is imbued with additional meanings when put in opposition
(actual and symbolic) with the ‘traditional’ Maasai hut with the
customary division of space according to age and gender52.
The relation between the materiality of ‘the house’ and instances
of social organization has a long history in anthropology53. Not only
the house itself, also furniture and other material arrangements that
are part and parcel of the ‘house’ as a tangible expression of sociocultural system(s) have been under the lens of anthropologists54.
Elsewhere55 i have touched more extensively on how the tangible
expression of the house and domestic space in contemporary
Maasai communities have taken new meanings that have clashed
with customary domestic arrangements56, becoming an arena of
the social transformations triggered by the shortening of distances
between rural and urban areas. These changing dynamics bear
M. Green, Participatory Development and the Appropriation of Agency in
Southern Tanzania, „Critique of Anthropology”, 20(2000), no. 1, pp. 67–89
51
A. Allegretti, Maasai Ethnic Economy..., op. cit.
52
Ibidem.
53
G. Bachelard, The Poetics of Space. The Classic Look at How We Experience
Intimate Places, Boston 1994 [1958]; About the House. Levi-Strauss and Beyond,
eds. J. Carsten and S. Hugh-Jones, Cambridge 1995.
54
D.L. Lawrence and S.M. Low, The Built Environment and Spatial Form,
„Annual Review of Anthropology”, 19(1990), pp. 453–505.
55
A. Allegretti, Maasai Ethnic Economy..., op. cit.
56
D.L. Hodgson, Once Intrepid Warriors..., op. cit.; A. Talle, Women as Heads of
Houses: the Organization of Production and the Role of Women among the Pastoral
Maasai in Kenya, „Ethnos”, 52(1987), no. 1–2, pp. 50–80.
50

�348

Antonio Allegretti

manifest resemblance with, for instance, the case of the pastoral
group of the pastoral Endo in Kenya illustrated by Moore57 where
the process and (externally imposed) project of ‘modernization’
materialized as an opposition of values and meanings attached to
‘traditional’ houses (located on the escarpment) vis-a-vis ‘modern’
houses made of bricks geographically located on the valley floor.
In Losirwa, repeated references during Sunday sermons are made
to the church as the ‘house of God’ and how offers are needed to
nurture ‘the house’ by purchasing new items, improving walls,
constructing ‘modern’ toilets etc. The church as ‘house of God’ is
metaphorically referred to as ‘moral’ shelter against the predicaments of modern society such as HIV, poverty, and general moral
decay; hence, the church as architecture embodies the metaphor
of the ‘house of God’. Not only in Losirwa; on other occasions such
as for instance the inauguration of a church in the neighboring
village of Esilalei I attended, the speech given by the Maasai village chairman concentrated on the new church as a timely resort
for the Esilalei villagers against an unidentified looming plight
hitting the community. The palpable euphoria I beheld on the
inauguration day was also due to the participatory nature of the
project which the nearly totality of the invitees had contributed
to, and that had created a sense of collectivity and community
sheltered metaphorically and materially under the roof of the
newly constructed ‘house of God’.
Not until the early 2000’s, the connection between religion
and development, especially in developing nations, has been
obfuscated by the secular approach that prevailed in developed
nations58. Eventually, towards the early 2000’s, academics have
H. Moore, Space, Text and Gender: an Anthropological Study of the Marakwet
of Kenya, New York 1986.
58
S. Deneulin and C. Rakodi, Revisiting Religion: Development Studies Thirty
Years On, „World Development”, 39(2011), no. 1, pp. 45–54.
57

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 349

led the way towards the recognition of religion as an actor of
and in development, drawing connections for instance with efforts made within the Millenium Development Goals framework
in Africa59 and preparing the terrain for Faith Based Organizations to be recognized by such important donors as the DFID
as ‘agents of transformation’ (and be granted money for their
operations)60. As the ‘traditional’ secular vision of development
proved impractical, the academic world was confronted with
new horizons of research and action. As Deneulin argues: “the
unavoidable presence and importance of religion in the lives of
people in developing countries – and in most developed countries
too – invite development studies and its constituent disciplines
to reconsider one of the assumptions upon which they are often
based: that secularization is a universal, desirable, and irreversible trend”61.
The history of development and religion as an institutional and
economic course cannot be detached from the political relations,
and connections that contribute to determine it – connections and
relations not only between countries or whole blocks (e.g. the socalled ‘Political Islam’), but also the kind of political relations that
occur at small-scale levels. If development studies, as Deneulin has
argued62, have had a rude awakening from the secular approach
to development, other social sciences like anthropology, especially
Africanists such as Meyer and others as highlighted above, have
recognized the political implications at local level within the
religion-development connection.
59
A.J. Njoh and F.A. Akiwumi, The Impact of Religion on Women Empowerment, „Social Indicators Research”, 107(2012), pp. 1–18.
60
G. Clarke, Agents of Transformations? Donors, Faith Based Organizations, and
International Development, „Third World Quarterly”, 28(2007), no. 1, pp. 77–96.
61
S. Deneulin and C. Rakodi, Revisiting Religion..., op. cit., pp. 45–54.
62
Ibidem.

�350

Antonio Allegretti

For instance, in Losirwa, the investment in the church as a material construction and a collective project of development occurs
also as a reaction that stems from the criticism by church people
towards ‘tradition’, hence, an undertaking that feeds back into the
‘political’ relations between religion and ‘tradition’ I have referred
to above. Benevolence towards church projects such as investing
in furniture, renovations of the house and the like, are ‘generous’
acts that respond to the dialectal relationship between partaking
in a community which requires altruistic gestures and individual
motives aimed at the achievement of personal development63.
Christian values of generosity are put in opposition to discourses
of selfishness attached to ‘tradition’ and the stubborn attachment
to cows as a form of individual wealth. But generosity, to the affiliated to the church, gets in not only for collective projects of church
renovation; it is also an attribute that features other acts such as
investing in the building of a private house, which are inherently
to be considered private investments.
As such, the material expression of the church represents an
alternative and parallel (to that of ‘tradition’) arena for accessing
development that is strongly rooted into the local and national vision
as to what constitutes progress, and development (i.e. a ‘modern’
house). The material expression of the church embodies values of
modernity, and people’s efforts in expanding it with new furniture
and renovation stand for people’s attempts to achieve such values.
Where many individuals are not in the economic position that would
allow them to build their own ‘modern’ house, investing in a collective venture enables them to embrace at the same time the values of
generosity underlying the vision promoted by the church, and the
values of individual development and modern national citizenship.
S. Gudeman, The Anthropology of Economy: Community, market, and Culture, Hoboken 2001.
63

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 351

Conclusion
This chapter has tried to propose an alternative analytical
framework for the understanding of the socio-economic context of
the Maasai in contemporary Tanzania. ‘The Maasai’ today cannot
be regarded as a discrete social unit with a specific ‘tradition’ or
culture as distinctive traits of ethnic identity spatially bounded as
it was during the pre-independence years when specific boundaries
confined people to the Maasai Reserve first, then Maasai District64.
On the contrary, even though the rural economy persists in specific spaces that could be even identified on a map, ‘the Maasai’
in contemporary Tanzania may rather be regarded as an assemblage of individuals each with their own life experiences within
rural life and, importantly, outside of it. An ongoing process of
negotiation between the ‘traditional’ rural economy and lifestyle,
and a multiplicity of outside social and economic arenas, such as
for instance religion, I believe, provides an appropriate analytical
tool to make sense of the changes that commoditization and the
market produce. It helps explain how and why average young
Maasai men are not the only ones to live across multiple economies
and communities. Even highly educated Maasai, of whom I have
met a number, who live in cities and work for important NGOs,
continue to have their own boma in their respective villages, and
pursue parallel economic careers in their villages as livestock owners and occasional upscale traders.
As religion and church affiliation continue to spread among
Maasai communities along with commoditization, urbanization,
and the ‘market’, practices and meanings associated to Maasai
‘tradition’, culture, and ethnic identity will acquire further and
more complex significance rather than disappear. My own pre64

D.L. Hodgson, Once Intrepid Warriors..., op. cit.

�352

Antonio Allegretti

diction on the ‘future of the Maasai’, a widespread concern
among anthropologists that often has produced looming ominous prophecies, is that the Maasai will increasingly partake in
a multiplicity of social, political, cultural and economic arenas
also as a response to increasing pressure over the rural economy
that comes from increasingly scare natural resources. Rural lifestyle, social organization and culture will undertake some steady
readjustments rather than major transformations to adapt to
changing conditions.
REFERENCES

About the House. Levi-Strauss and Beyond, eds. J. Carsten and S. HughJones, Cambridge 1995.
Allegretti A., Maasai Ethnic Economy: Rethinking Maasai Ethnic Identity
and the ‘Cash Economy’ across the Rural-Urban Interface, Tanzania.
PhD Thesis [unpublished]. The University of Manchester, 2015.
Allegretti A., Being Maasai” in Markets and Trade: the Role of EthnicityBased Institutions in the Livestock Market of Northern Tanzania, „Nomadic Peoples”, 21(2017), no. 1, pp. 63–86.
Asad T., The Construction of Religion as an Anthropological Category, in:
Genealogies of Religion: Discipline and Reasons of Power in Christianity
and Islam, ed. T. Asad, Baltimore, 1993, pp. 27–54.
Bachelard G., The Poetics of Space. The Classic Look at How We Experience
Intimate Places, Boston 1994[1958].
Being Maasai: Ethnicity &amp; Identity in East Africa, eds. T. Spear and R. Waller,
Oxford – Dar es Salaam – Nairobi – Athens 1993.
Berry S., No Condition Is Permanent. The Social Dynamics of Agrarian
Change in Sub-Saharan Africa, Madison 1993.
Bishop E., Schooling and the Encouragement of Farming amongst Pastoralists in Tanzania, „Nomadic Peoples”, 11(2007), no. 2, pp. 9–29.

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 353

Bryceson D.F., Rural Livelihoods and Agrarian Change in Sub-Saharan
Africa: Processes and Policies, in: Rural Livelihoods and Poverty Reduction Policies, eds. F. Ellis and H.A. Freeman, London – New York,
2005, pp. 43–74.
Chanock M., Neither Customary nor Legal: African Customary Law in an
Era of Family Law Reform, „International Journal of Law and Family”,
3(1989), pp. 72–88.
Chidester D., Engaging the Wildness of Things, „Material Religion”, 4(2008),
no. 2, pp. 232–233.
Clarke G., Agents of Transformations? Donors, Faith Based Organizations,
and International Development, „Third World Quarterly”, 28(2007),
no. 1, pp. 77–96. 2007.
Deneulin S. and Rakodi C., Revisiting Religion: Development Studies Thirty
Years On, „World Development”, 39(2011), no. 1, pp. 45–54.
Eller J.D., Introducing Anthropology of Religion, New York – London 2007.
Ellis S. and ter Haar G., Religion and Politics in Sub-Saharan Africa, „The
Journal of Modern African Studies”, 36(1998), no. 2, pp. 175–201.
Ellis S. and ter Haar, G. Worlds of Power: Religious Thought and Political
Practice in Africa, London 2004.
Engelke M., Religion and the Media Turn, „American Ethnologist”,
37(2010), no. 2, pp. 371–379.
Ferguson J., The „Bovine Mystique”: Power, Property and Livestock in Rural
Lesotho, „Man”, 20(1985), no. 4, pp. 647–674.
Ferguson J. The Cultural Topography of Wealth: Commodity Paths and the
Structure of Property in Rural Lesotho, „American Anthropologist”,
94(1992), no. 1, pp. 55–73.
Fratkin E., East African Pastoralism in Transition: Maasai, Borana,
and Rendille Cases, „African Studies Review”, 44(2001), no. 3,
pp. 1–25.
Geertz C., The Interpretation of Culture: Selected Essays, New York 1973.

�354

Antonio Allegretti

Green M., Confronting Categorical Assumptions about the Power of Religion in Africa, „Review of African Political Economy”, 2006, no. 110,
pp. 635–650.
Green M., Participatory Development and the Appropriation of Agency
in Southern Tanzania, „Critique of Anthropology”, 20(2000), no. 1,
pp. 67–89.
Gudeman, S. The Anthropology of Economy: Community, market, and
Culture, Hoboken 2001.
Guyer J., Marginal Gains: Monetary Transactions in Atlantic Africa, Chicago – London 2004.
Hodgson D.L., Once Intrepid Warriors: Gender, Ethnicity, and the Cultural
Politics of Maasai Development, Bloomington 2001.
Hodgson D.L., The Church of Women. Gendered Encounters Between Maasai
and Missionaries, Bloomington 2005.
Homewood K., Ecology of African Pastoralist Societies, Oxford – Athens
– Pretoria 2008.
Keane W., On the Materaility of Religion, „Material Religion”, 4(2008),
no. 2, pp. 230–231.
Lawrence D.L. and Low S.M., The Built Environment and Spatial Form,
„Annual Review of Anthropology”, 19(1990), pp. 453–505.
Meyer B., Christian Mind and Worldly Matter, „Journal of Material Culture”, 2(1997), no. 3, pp. 311–337.
Meyer B., Materializing Religion, „Material Religion”, 4(2008), no. 2, p. 227.
Meyer B., Media and the Senses in the Making of Religious Experience: an
Introduction, „Material Religion”, 4(2008), no. 2, pp. 124–135.
Morgan D., The Materiality of Cultural Construction, „Material Religion”,
4(2008), no. 2, pp. 228–229.
Morris B., Religion and Anthropology. A Critical Introduction, Cambridge
2006.

�THE RELIGIOUS (AND POLITICAL) MATERIALITY OF DEVELOPMENT... 355

Meagher K., Identity Economics: Social Networks and the Informal Economy
in Africa, Oxford 2010.
McCauley J.F., Africa’s New Big Man Rule? Pentecostalism and Patronage
in Ghana, „African Affairs”, 112(2012), pp. 1–21.
Moore H., Space, Text and Gender: an Anthropological Study of the Marakwet of Kenya, New York 1986.
Njoh A.J. and Akiwumi F.A. The Impact of Religion on Women Empowerment, „Social Indicators Research”, 107(2012), pp. 1–18.
Rigby P., Persistent Pastoralists. Nomadic Societies in Transition, London 1985.
Schneider H., Livestock and Equality in East Africa, Bloomington 1979.
Spencer P., The Pastoral Continuum. The Marginalization of Tradition in
East Africa, Oxford 1998.
Smith K. The Farming Alternative: Changing Age and Gender Ideology
among Pastoral Rendille and Ariaal, „Nomadic Peoples”, 3(1999),
no. 2, pp. 131–146.
Spencer P., The Maasai of Matapato: A Study of Ritual Rebellion, Manchester 1988.
Talle A., Ways of Milk and Meat among the Maasai: Gender Identity and
Food Resources in a Pastoral Economy, in: From Water to World Making,
ed. G. Palsson, Uppsala, 1990, pp. 73–93.
Talle A., Women as Heads of Houses: the Organization of Production and
the Role of Women among the Pastoral Maasai in Kenya, „Ethnos”,
52(1987), no. 1–2, pp. 50–80.
Winzeler R.L., Anthropology and Religion. What We Know, Think, and
Question, Lanham – New York – Toronto – Plymouth 2012.
Zaal F., Economic Integration in Pastoral Areas: Commercialisation and
Social Change among Kenya’s Maasai, „Nomadic Peoples”, 3(1999),
no. 2, pp. 97–114.

��PART IV

VARIA

��Chapter 12.

KLAUDIA WILK MHAGAMA

EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID
PROJECTS IN TANZANIA:
Socio-cultural aspects of cooperation
between local partners and external donors
and its impact on development
ABSTRACT

Although the Public Private Partnerships (PPP) have been brought
forward as one solution to more sustainable development in Tanzania,
Church organisations and Faith Based Organisations (FBOs) still depend
on resources ultimately originating from an organization’s environment and/or international partners. Many organisations in Tanzania
consider the partnership with the external donors as important for
the long-term security in running the particular institutions. However,
still there is a lack of regulations which could help such organisations
to extend the long-term goals and sustain their success in cooperation
with external donors. This is caused by several aspects. First of all, the
permanent cooperation occurs in physical and material contribution
involving financial sources and external staff. This causes some sort of
dependency between these organizations and external donors. Donors
and local partners have different power and resources, though often
shared relief and development goals. Local partners may need funding
to operate, donors need others to implement1. At the same time, such
actors (e.g. Missionary societies, international donors) aim to decrease
KLAUDIA WILK MHAGAMA – Jagiellonian University.
Local partnership: A guide for partnering with civil society, business and government groups, Portland 2011, p. 20.
1

�360

Klaudia Wilk Mhagama

dependence2. Another aspect concerns the limited funding and short
time of implementation of a particulal project. This leads the relationship
between local partners and external donors to a noncommitted relations
rather than a long-term partnership. The last but not least important aspect
mostly occurs in cultural and social context. Lack of special attention to
this aspect may bring results nonefective to the local community. Donors
often do not have access to communities due to security restrictions or
limited personnel3. This aspect indicates the need of working with a local
partner who accurately diagnates needs and then oversees the effective
implementation of the project. Following these factors as a background
for the heading of this paper, it is necessary to answer the following questions: 1) what is the partnership and what kind of role play local partners
in cooperation with the Polish Aid; 2) what is the impact of a socio-cultural
factor on formation of long-term effects? The above questions aim at
identifying the most important factors influencing the long-term effects of
project implementation in Tanzania leading to sustainable development.

What is partnership?
According to the Guide of The Organisation for Economic Co-operation and Development (OECD)4 „...a partnership is an agreement to
do something together that will benefit all involved, bringing results
that could not be achieved by a single partner operating alone, and
reducing duplication of efforts. [...] To achieve sustained success it
is essential that basic local parameters be created and agreed upon;
equally essential are political will, resourcing, and the appropria2
J. Pfeffer &amp; G.R. Salancik, The External Control of Organizations: A Resource
Dependence Perspective, Redwood City 2003.
3
Local partnership..., op. cit., p. 20.
4
This document has been prepared collectively by members of the OECD LEED
Forum for Partnerships and Local Governance and staff members of the Forum
Office in Vienna, under the coordination of the Chair, Michael Förschner. The
opinions expressed and arguments employed therein do not necessarily reflect
the views of the OECD or of the governments of its member countries.

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

361

tion of funds”5. What is more, The Guide enumerates number of
characteristics of efficient partnership6. There is no clear suggestion
pointing to social and cultural aspects of partenrship. However, ther
are several points indicating such characteristics like: social acceptance, representation by experienced persons who have influence
within their organisation, good communication between actors and
“learning culture”. The Guide emphasizes also the characteristics
needed to implement long-term strategy. One of the first and most
important is „an assessment of local needs and a consultation process
with local actors„as well as „the various measures and projects are
planned and correspond to the strategy and to local and regional
needs”7. According to Derick W. Brinkerhoff and Jennifer M. Brinkerhoff „...In the international development arena, the partnership
is both a core element in programs to improve the delivery of key
goods and services in poor and transitioning countries, and often
applied descriptor of the relationship between the external funders
of the programs and the organizations or groups in the Countries
involved in carrying them out”8. In practice, partnership means
maximizing the potential of a partner from a supportive country to
implement project activities9. The Guide identifies partners higlithing
the partnership’s objectives as important to bring in the different
relevant parts of the public sector as well as the business, commuOECD, Sucessful partnership. A Guide, OECD LEED Forum for Partnerships
and Local Governance, 2006, p. 7.
6
Ibidem, pp. 7–8.
7
Ibidem, p. 8.
8
D.W. Brinkerhoff and J.M. Brinkerhoff, Partnerships between international
donors and non-governmental development organizations: opportunities and constraints, „International Review of Administrative Sciences”, 70(2004), no. 2, p. 254.
9
Ewaluacja polskiej współpracy rozwojowej udzielanej za pośrednictwem MSZ
RP w latach 2012–2015 w wybranych krajach Afryki Wscodniej i Bliskiego Wschodu,
Raport końcowy z badania ewaluacyjnego KOMPONENT I – Afryka Wschodnia,
Warszawa 2016, p. 63.
5

�362

Klaudia Wilk Mhagama

nity and voluntary sectors10. Across this diversity, there are three
broad groupings, though relationships may fit into more than one
category at the same or different times and can evolve: 1. Project
partnerships for a specific project with mutually agreed aims and
objectives. 2. Strategic partnerships, working together over time
with sufficient alignment of goals and objectives towards achieving
a lasting impact on poverty. 3. Alliances with single organizations/
groups or networks/coalitions of groups working together towards
a specific goal, even though organizational/institutional mandates
and long-term purpose may be quite differen11.

Polish Aid as an external donor in Tanzania
Polish Aid Programme (PAP) can be clasified as a programme,
coordinated by the Polish Ministry of Foreign Affairs12. It is the
main tool used for cooperation in the European Union and the
OECD Development Assistance Committee. Poland, as one of the
members, is involved in development cooperation for the benefit of
developing countries. Polish development cooperation constitutes
a part of Polish foreign policy and fits into the European and global
development policies, including support for achieving Sustainable
Development Goals (SDGs)13. In accordance with the law, the Polish
OECD, Sucessful partnership. A Guide, op. cit., p. 10.
Local partnership..., op. cit., p. 7.
12
The Minister of Foreign Affairs coordinates development cooperation acting
through the National Coordinator of Development Cooperation who holds the
rank of secretary or undersecretary of state. The Coordinator is assisted by the
Development Cooperation Policy Council, a consultative and advisory body to
the Minister of Foreign Affairs.
13
Poland took an active part in the international community’s efforts to
elaborate a new set of development goals: the Sustainable Development Goals,
which replaced the Millennium Development Goals; a new model of development cooperation funding, which culminated in the 3rd International Conference
10
11

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

363

development cooperation is based on the Multiannual Development Cooperation Programme, developed for a minimum period
of four years. The document sets the objectives and geographical
and thematic priorities of development aid. The first multiannual
programme covered the period from 2012 to 2015. Poland’s Second
Multiannual Development Cooperation Programme, covering the
period from 2016 to 2020 and containing a strategy of action for
developing countries, was adopted by the Council of Ministers on
6 October 201514. Polish development cooperation is implemented
through programmes and projects, addressed to specific groups
of beneficiaries (bilateral assistance), as well as member fees and
voluntary contributions to international institutions, funds and
organisations (multilateral assistance). A substantial part of the
funds is directed at priority countries of the Polish development aid
programme in cooperation with Polish nongovernmental organisations, public financial sector units, Polish Academy of Sciences and
universities. Polish aid projects are also carried out in cooperation
with Polish representations and diplomatic missions15. Adopted
by the Council of Ministers on 6 October 2015, the Multiannual
Development Cooperation Programme for 2016–2020 sets strategic
objectives and directions of Polish development cooperation in the
middle term. In line with the principle of enhancing the efficiency
and effectiveness of development cooperation, the Programme
outlines the areas targeted by Poland’s development cooperation,
providing for a more concentrated approach in terms of geography.
on Financing for Development (13–16 July 2015, Addis Ababa); and the 2030
Agenda for Sustainable Development, which was formally adopted at the United
Nations Summit on 25–27 September 2015.
14
See: https://www.polskapomoc.gov.pl/About,Polish,aid,202.html [access:
th
28 July2017].
15
See:https://www.polskapomoc.gov.pl/Mission,statement,204.html [access:
th
28 July2017].

�364

Klaudia Wilk Mhagama

Tanzania as one of the priority countries has bacome a beneficiery
of Polish Aid Programme16. Within frames of “Polish Development Assistance” Programme, between 2011 and 2017, Tanzania has bacome
beneficiary of Polish Aid 22 times, including Foundation „Kiabakari”17
that has become beneficiary 6 times (in 201318, 201619 and 201720).
16
Priority partner countries now include current beneficiaries from Sub-Saharan
Africa: Senegal, Ethiopia, Kenya and Tanzania. However, Polish Aid programme has
also implemented several projects in other cuntries, e.g. Zambia, Uganda, Burundi,
Rwanda, Central African Republic, South Sudan, Somalia or Namibia. See: https://
www.polskapomoc.gov.pl/Sub-Saharan,Africa,449.html, [access: 28th July2017].
17
Kiabakari is a village in northwestern Tanzania, between Lake Victoria and
the Serengeti National Park. There is a Catholic parish run by a missionary. On
the mission area there is a health center where about 15,000 people are being
treated annually (mainly women and children). The mission also includes a kindergarten and primary school where 240 children are educated. In addition, there
are over 40 people working on the mission. For more than 25 years Kiabakari has
been run by a Polish priest who is also the founder of the Kiabakari Foundation,
which works to improve the quality of life, health and education, and promotes
the development of the local population.
18
„Mbingu na Dunia – Mavuno ya Mvua” (Heaven and Earth – Water Harvest)
– complex system for harvesting, treatment and retention of rain and ground water
for educational and medical institutions in Kiabakari (PPR 122/2013); 2) “Mbegu
Njema” (Good Seed) – A modern preschool in Kiabakari: a chance for the proper
development and education of the children in the rural areas of Mara Region.
Transformation and furbishment of the existing infrastructure for the needs of the
preschool. (PPR 124/2013); 3) „Upendo Unaojali” (Tender Love) – broadening
of the modern pre- and post-natal mother and child healthcare with the expansion
of the hospitalization base in health center in Kiabakari. (PPR 125/2013).
19
“Tazama na Tabasamu” (Look and Smile) – Eye and dental clinic in Kiabakari
– an effective rescue measure in the desert of the medical services of this nature for
the society of north-western Tanzania. (PPR 46/2016); 2) “Shule Bora” (Perfect
School) – the completion of the construction and furbishment of the primary school
in Kiabakari – a chance of the access to the high quality education for the rural
communities of Mara Region. (PPR 47/2016).
20
Salama Zaidi Lamadi (Safer in Lamadi) – The betterment of housing conditions and safety of children and the youth with albinism through the construction
of the dormitory and fencing the caring center in Lamadi. (PPR 18/2017).

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

365

Since 2009 until 2016 within the “Polish Aid Volunteering Programme 2009”21 Tanzania has become beneficiary 25 times, including three times for Foundation „Kiabakari” (in 201122, 201223 and
201524)25. Within the frames of „Small Grants” Tanzania has become
beneficiary country two times including Kiabakari mission in 201226
and St. Walburg’s hospital in Nyangao27 in 201528.
21
Since 2008, the MFA has been implementing the Polish Aid Volunteering
Programme, aimed at supporting the direct involvement of Polish citizens to help
citizens of developing countries, as well as disseminating information among
Polish society on the problems facing these countries. The Polish Aid Volunteering
Programme involves the following: Volunteers, Polish organizations managing
volunteer work in the framework of projects, Partner organizations in countries
covered by projects, The Ministry of Foreign Affairs, which finances the programme; See: https://www.polskapomoc.gov.pl/Volunteering,Programme,810.
html, [access: 28th July2017].
22
„Afya Bora” (Perfect Health). Voluntary support of Kiabakari Mission, aimed
at malaria and other diseases profilaxis, including introduction of health promotion
and health education programs. (WPP1283/2011).
23
„Huduma ya Kwanza”. Volunteer First Aid and Health Education for the
citizens of Kiabakari and Kukirango community. (WPP 931/2012).
24
„Ili Wawe Na Afya” (That they may have health). The growth of the level of
the medicare of the inhabitants of Kiabakari and of the Butiama district in Tanzania
(WPP 783/2015).
25
See: https://www.polskapomoc.gov.pl/Polish,Aid,Volunteering,Program
me,2015,–,Results,2292.html, [access: 28th July2017].
26
„Providing modern delivery unit to the Health Centre in Kiabakari (Tanzania)”.
27
St. John’s Hospital Walburg’s is one of the largest hospitals in the region
of Lindi and Mtwara. It is owned by a Catholic diocese. It is missionary hospital
founded 56 years ago by the Benedictine nuns from Tutzing, southern Germany.
The hospital has 220 beds and 4 basic departments: surgery, internship, obstetric
gynecology and pediatrics. Previously there was also a tuberculosis treatment
unit. The total staff number is 240 employees, of which 140 are medical staff.
In the year 2015 the hospital received 34,440,000 outpatients who come to the
hospital even from neighboring countries (eg Mozambique).
28
Quality improvement of surgical treatment in St. Walburg’s Hospital in
Nyangao and other hospitals in Lindi and Mtwara region (Tanzania).

�366

Klaudia Wilk Mhagama

The local partners
and the key individuals in Tanzania
Project implementation requires knowledge about the problems
of local community as well as their development needs. Regardless
of the sector, partnership should be governed by at least two main
principles. The first one is participation of a member of a local
community that gives a chance, directly or through representation
by local partners, to participate in the design, implementation and
monitoring of programs. Local partners play an essential role in
encouraging participation and ensuring different experiences, needs
and capabilities of various groups in a local community29. Hence,
a close cooperation with the local partners at the stage of designing
and project implementation is a prerequisite for accurate diagnosis.
Very often, local organizations and their cooperative working with
a PAP are based on key individual which may be a major person to
complete the project successfully. The St.Walburg’s hospital project,
for example, was carried out in cooperation with a Polish doctor
who has worked in the hospital for many years and is the only
specialist surgeon working there. He is a key person in the field of
cooperation for many years with a Polish diplomatic mission. As
a partner and key individual, he provided many relevant information that led not only to the correct course of project activities but
also to the continuation of the project. As a physician, he pointed
first to the real problem of the local community, such as motorbike
accidents, so that the problem was correctly diagnosed and invested
in the hospital’s surgical equipment. In the case of the parish in
Kiabakari, there was a presence of a Polish missionary who had
over 25 years of experience in missionary work in Tanzania. So
far, he has coordinated many development and volunteer projects
29

Local partnership..., op. cit., p. 5.

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

367

in Tanzania. As a partner and key individual, he oversaw the implementation of the project, both in terms of quality and budget
implementation. He also provided financial contributions for some
tasks. In both cases, the local partners had the task of ensuring the
timeliness of the project and the reliability of the work performed.
They were directly supervising the implementation of the tasks and
while carrying out the tasks of the project, they were responsible
for realizing the new goals in accordance with the adopted concept.
Such individuals supporting the organizations are concerned about
the problems they face trying to maintain stable relationship. Due
to Pfeffer &amp; Salancik30, stable relationship is achieved through
friendship, informational exchanges and understanding. This leads
to the second principle of partnership which is accountability. According to the MerciCorps Local Partnerships Guide, accountability
is defined as a two-way responsibility: among partners, between
the program and donors, and the program and communty. Partners
are accountable to each other when they honor their commitment
to communicate plans and are responsible for what they actually
do. Accountability requires transparency31. That is why, the need to
have a reliable partner who will be able to meet the project requirements is one of priorities leading to the sustainable development
of local organisations32.
The partnership emerges itself not only in relations between
the external donors and the local partners represented very often
by key individuals, but also involves the local experts, leaders and
representatives of the public. This is a form of empowerment that
allows local actors to participate in project decision-making and
take responsibility for their actions. At the same time, the partner
J. Pfeffer &amp; G. R. Salancik, The External Control of Organizations..., op. cit.
Local partnership..., op. cit., p. 5.
32
Ewaluacja..., op. cit., p. 37.
30
31

�368

Klaudia Wilk Mhagama

organization assumes that it supports the local community in
the process of assuming responsibility for the implementation or
continuation of the project, as long as the community needs it. It
functions here as a facilitator, who gradually withdraws from the
project activities. At a time when the local community is ready to
take full responsibility for the effects of the project, all decisionmaking power goes into its hands33. In the case of St. Walburg’s
hospital, knowledge that was acquired during training is not only
used by trained doctors, but also gives the physician the opportunity
to transfer knowledge to other staff working in the same hospital
or in nearby hospitals. This phenomenon is also referred to as the
so-called self-sustaining model, which means that the support
received for the project generates revenue that can be reused to
sustain and/or develop positive effects of the program. In this
case, the partner organizations themselves take care to ensure the
continuity of the funding. Such model is particularly desirable in
job creation projects34. One of the difficulties is certainly that the
continuation of the project activities (training) is paid from the
hospital’s financial resources, which slightly damages the hospital
budget. Nevertheless, according to the beneficiaries, the effects of
the activities are so much added that the hospital’s training has not
stopped. This is of course a model example of the empowerment
principle. In practice, a local partner has a constant control of project activities even after the project has been officially discontinued.

Socio-cultural context
Another key aspect of successful implementation of projects in
Tanzania is the skillful adaptation to the localized socio-cultural
33
34

Ibidem, p. 65.
Ibidem, p. 51.

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

369

context. There are of course some obvious points concerning adaptation to the needs of the local community such as knowing the
local language or overthrowing local superstitions (for example,
putting a phone to the heart helps an unconscious person; the
albino problem). However, it is worth noting the inapparent ones
like the issue of expenditure that should bring long-term effects.
This is extremely difficult with still modest resources of Polish
Aid Project. It is therefore essential to focus resources and invest
in projects that can bring significant improvements in a relatively
short limit of time. In this area, the role of a local partner is very
important. He can identify projects that address the needs of the
local community. However, there is also a need to create the project
based on expected effects as well as the cost of implementation.
The projects evaluation indicates soft projects as those that have
a high degree of efficiency. Special projects are devoted to the
development of competences or professional skills, assuming the
introduction of beneficiaries into the labor market or creation of
new jobs35. In the case of actions targeted at the local community,
the best sustainability of soft projects is noted, particularly where
they are well suited to the current needs of the local community and
the participants are deliberately selected from the local community
(eg. local leaders). In this case, local community representatives
not only use the knowledge they have acquired for their needs,
but also become multipliers – they transfer knowledge further. The
project – Kiabakari first aid, for instance, resulted in the emergence
of knowledge multipliers using the knowledge acquired during
the project but also continuing the activities of project on their
own. Participants of this project (teachers, students, medical staff
and the local community) continue their activities on their own,
using the knowledge gained during the day-to-day training by
35

Ibidem, p. 32.

�370

Klaudia Wilk Mhagama

introducing first aid topics into seminar and into the classroom.
Primary school teachers were teaching school pupils and others by
showing in practice how to help, in the course of everyday situations (fainting, breaks, car accidents). However, the inclusion of
a local community into the process of implementation, is also an
important factor in the sustainability of projects36. This was the
case with the first aid training in Kiabakari, where volunteers had
to adapt the training to local problems (eg. snake bites, insect bites
or motorcycle accidents) and to face local prejudices (eg. drinking
Urine for poisoning). In the case of a maternity ward project, it
was important to assure mothers-to-be of the possibility of having
a baby without any obstacles. Previously, women often needed to
be transported to a hospital 15 kilometers away, which was not
always possible due to an ambulance or a private car, for which
the owner required a high fee (which the family was unable to
pay). Today, the equipped delivery room allows future mothers to
have a peaceful and safe delivery on the spot.
According to the report, the biggest risk of failure to achieve and
maintain the expected effects, is in the projects implemented in
the field of health. There are the legal, procedural and institutional
constraints that make the development of health institutions with
the help of external donors very difficult. An excellent example is
the St. Walburg’s hospital in Nyangao, which operates in partnership with the government (Private Public Patnership – PPP). In case
of this type of contract, the government requires free care for the
vulnerable group (mothers, children and the elderly). In return, the
government offers subsidies to the hospital in the form of basket
funds or staff compensation, as well as the provision of adequate
medical staff. The question of staff is, however, one of the biggest
problems. The government is not able to provide enough doctors.
36

Ibidem, p. 54.

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

371

Single workers are delegated, but their work is temporary. Also,
medical staff, when given the opportunity to work in a government
hospital, resign from private / mission hospitals (in this case, the
so-called church based hospitals) in connection with the possibility
of receiving more government revenue. A similar situation occurs
on the mission in Kiabakari. The health center is not supported
financially and personally by the government. In addition, the
resort can not perform many treatments because it does not have
the official status of the health center. Another problem of the Kiabakari resort is the fact of having 25 medical staff. Meanwhile, the
center employs 15 people and pays them from its own sources. For
this reason, many operations can not be performed. In the case of
volunteering projects that are being developed in both cases, there
is a risk that the functioning of the health service is conditioned by
the continuous flow of additional support in the form of material
resources and volunteers, and there is no chance of self-realization37.
Projects addressed to institutionalized beneficiaries, i.e. teachers or
physicians, typically result in the departure of trained staff to better
paid jobs, which causes them to cease working on project sustainability. The problem here can be to use the acquired knowledge for
their own private needs, e.g. for self-development, change of work,
etc., rather than for the purposes of the project. However, it should
be noted that soft projects aimed at enhancing knowledge, the
acquisition of competencies or skills, are sustainable in the narrow
sense of the term, as the sustainability of once achieved effects of
design activities. Once acquired knowledge and competences are
provided to the beneficiaries, even if they are no longer linked to
the achievement of the project objectives.
In a social and cultural context one should not exclude implementation of hard projects. However, combining hard and soft projects
37

Ibidem, p. 33.

�372

Klaudia Wilk Mhagama

(either in a single project or in the case of successive projects) is
also frequently used and improves the effectiveness of the project,
assuming the project is well suited to local needs. At St. Walburg’s
hospital that combination is implemented. Hard projects are visible
through the support of the infrastructure: renovating not only the
three hospital departments and the purchase of a variety of surgical
equipment but also the renovation of the sanitary facilities. In the
case of soft projects, trainings for physicians were conducted. The
doctors involved in the project not only gained the knowledge they
needed for their work, but also had the opportunity to make more
surgical procedures, using already purchased tools. This indicates
the ideal implementation of soft and hard projects in a single one.

Conclusions
Trying to answer one of thequestions concerning the role of local
partners in the partnership with the Polish Aid, attention should be
paid to definition of partnership that emphasizes such aspects as:
a presentation by experienced persons as well as friendship, informational exchanges and understanding; good communication; and
consultation process with local actors. For most projects implemented
by PAP, the diagnosis of needs is based on analyses carried out by
partner organizations. PAP assumes a great commitment of partners
to the project and includes local experts, leaders and representatives
of the public. Cooperation with the local partners gives PAP a good
understanding of local issues, engagement, and partnership relations
with local contractors. The implementation of PAP projects aims to
build the capacity of partner organizations to manage their projects,
finally leading to their professionalisation. In the case of Polish
entities difficulties in carrying out the diagnosis is the construction
of competitions, which do not assume the financing of preparatory
work on the project, including onsite visits and diagnosis of needs

�EFFICIENCY AND UTILITY OF POLISH AID PROJECTS IN TANZANIA...

373

in cooperation with the partner organization38. Thus, presence of
key individuals within the local partner organisation, that know the
needs of local communities, is very often a critical success factor
for project implementation. Key individual may be first pointing
to the real problem of the local community and corresponds to the
strategy and to local and regional needs. Key actors that represent
local organisations may provide many relevant information that led
not only to the social acceptance but also effective completion of
a project and its continuation. Such activity supports the organization and maintains a stable relationship by friendship, informational
exchanges and understanding.
The functioning in the socio-cultural context indicates the need
not only of the already mentioned close cooperation with the local partner, but also the trust of the key idividuals. However, to
emphasize the type of implemented projects and the appropriation
of funds are equally important. It seems that soft projects as those
that have a high degree of efficiency. The most effective projects
are the ones, that are devoted to the development of competences
or professional skills. In that case, community representatives that
are selected from the local community appear to be multipliers
that transfer knowledge further. However, there is a need of inclusion of a local community that becomes direct beneficiary of the
project. Although the soft projects are the ones assuring long-term
effects, there is also a big need of combining hard and soft projects
that reinforce synergistic effects39. However, the main barrier to
the long-term effects is the low level of funding and the time limit
(one year) of the projects. Thus, increasing expenditure on PAP
is a prerequisite for more effective implementation of projects40.
Ibidem, p. 67.
Ibidem, p. 41.
40
Ibidem, p. 36.
38
39

�374

Klaudia Wilk Mhagama
REFERENCES

Books:
Brinkerhoff D.W., and Brinkerhoff J.M., Partnerships between international
donors and non-governmental development organizations: opportunities and constraints, International Review of Administrative Sciences,
70(2004), no. 2, pp. 253–270.
Pfeffer J. &amp; Salancik G.R., The External Control of Organizations: A Resource Dependence Perspective, Redwood City 2003.
Websites:
Polish Aid, https://www.polskapomoc.gov.pl/Polish,Aid,160.html [accesed 2017].
Projects:
„Huduma ya Kwanza”. Volunteer First Aid and Health Education for the
citizens of Kiabakari and Kukirango community. (WPP 931/2012).
„Upendo Unaojali” (Tender Love) – broadening of the modern pre- and
post-natal mother and child healthcare with the expansion of the hospitalization base in health center in Kiabakari. (PPR 125/2013).
Quality improvement of surgical treatment in St. Walburg’s Hospital in
Nyangao and other hospitals in Lindi and Mtwara region (Tanzania).
(558/2015/MG2015).
Reports:
Ewaluacja polskiej współpracy rozwojowej udzielanej za pośrednictwem
MSZ RP w latach 2012–2015 w wybranych krajach Afryki Wscodniej
i Bliskiego Wschodu, Raport końcowy z badania ewaluacyjnego KOMPONENT I – Afryka Wschodnia, Warszawa 2016.
Local partnership: A guide for partnering with civil society, business and
government groups, Portland 2011.
Sucessful partnership. A Guide, OECD LEED Forum for Partnerships and
Local Governance, 2006.

����</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6172" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6152">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/070cb47e97db084beedac985434ca702.pdf</src>
        <authentication>ff227ea2b7f508f3d96c3d338e7802fc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73550">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4851</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73551">
                <text>1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73552">
                <text>obrzędy ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73553">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4501</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73554">
                <text>Obrzędy ludowe w konkursach, pokazach i w terenie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1969 t.23 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73555">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1969 t.23 z.2; s.125-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73556">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73557">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73558">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73559">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73560">
                <text>II.
1. Herod
ciaka,
Poręba

Zofia

i Zyd,
Wielka,

zespół
pow.

Widowiska
zjawiskiem

regionalne

zespoły

często

dorocznych
przez

pieśni

^Świętach

opracowanej

wręcz

krótkich

obrzędu

ostatnich

podjęło

Muzeum

rowane

przez

inicjatywy
bliczne
W

nowa),

w

się w

próbę

zbiorów
którym

i

Zyd,

teksty

dziś

Nowy
formy
po

crudo

zespół

Jana

Rap-

oraz

szopek

swobodny

(nawet

1968
w

rocznymi
gły

z

i

kie­

której

obrzędów.
zespo­

(pow. Lima­
młodzieżowy

był

udaną

imprezą
Muzeum

był
w

biorących

związane

z

zimowo-wiosennego".

udział

obrzędami

do­

Do konkursu m o ­

zespoły

wiejskie

i nowotarskiego,
n a scenie

jednak
styczniu

zespołów,

autentyczne

skup

kosmicznych.

ludowych

okresu

Zgłosiło

one

nęło
i

Stanisława

(Jana

(Magdaleny
Wójciaka).
wego)

z

powia­

n i e mające

i nigdzie

instruk­

n i e zarejestro­

z

Poręby
oraz

Truty)

czego

po jednym
(Marii

i ze S ł o n e g o

D w a zgłoszone

z

zawodów

(Jana
z

Kasinki

Małej
Ponic

(Kazimierza

(z P ó ł r z e c z e k

powodu

złych

uniemożliwiły

i m

sta­

Rapciaka

Madejowicz),

p o d Rabką

zespoły

przybyć
które

do

Wielkiej

i

Łęto-

warunków
przedostanie

się d o R a b k i .

program,

i

się stare

mieszany

świadczą­

wiekiem

wsi)

z

Rdzawki

atmosferycznych,

ciekawy

występowały

zespołów,

Stożka)

nie mogły

mieszały

żywo

8

Szczypki),

Wśród

niezupełnie

się

6: 2 zespoły

się c z t e r y

mieszkańców

lotów

robiącej

tematem

rabczańskie

tażu, n i e w y s t ę p u j ą c e

komplety

„węgrzynów"

czarownicy

na widowisko

się zgłaszać

zakupione

trwa i

obok

j a kse­

czy milicjant, l u b

której

najbardziej

tów: limanowskiego

zostały

Obok

szmaty,
scenka,

przez

r. „Przegląd

konkursie

i bogate

t y m zakresie
dla

Niewątpliwie
zorganizowany

współczesne,

narodowej

wane.

Zaprezentowały

rzeczywistość.

„miśkarzy",

(na

oglądać

Rabce,

z aktualnymi wstawkami,

zrozumiałych

„olejkarzy",

formie

publiczność

w

Wielkiej

konkursie

w

nie­

są k o n k u r s y i p u ­

ale również

twórczość

jednak

konkurs wiejskich

Tałg).

co­

t y m względzie

zwyczajów

Rabce

bardzo

n a otaczającą

l u b zagadnienie

progra­

postacie

rady

żywca

Lechowską^Bujakową,

muzealnych),
w sposób

że l u d o w a

reaguje

zaraz

w

piosenkami

gromadzkiej

zwyczajów

autentycznej.

Orkana

(pow.Limanowa)

i(pow.

interesujące
(które

i

dowcipnymi

zabawna

w

in

z

kretarz

skupujący

albo

się, że

l a t organizowane

tradycyjnych

Półrzeczek
z Rabki

tylko

cymi,

2. Herod

—

zainteresowaniem
pełnej

śmiałą

m g r Marię

od kilku

kantyczkowe

już

z

postaci

i m . Władysława

pokazy

kukiełek
do

II.

handlarz

i scenicznej,

niemal

obawiając

szopkarskich, m.in. z Poręby

zespół
nie

Limanowa.

masło

te pokazywano

literackiej

mogła

grane

na organizowanych

podawanych

czasach

1967 r . o d b y ł

łów

pow.

sando­

czy

czy

(wesele lubelskie)

jakby
w

się wesela

dla urozmaicenia

formie

n i e będzie

scenie
W

Gór"),

n i e są

ludowych.

lubelskie

obrzędów

G ó r " .O b r z ę d y

migawek,

miejska

widywało

i tańca

stylizowanej

„Świętach

teatrów

(np.wesele

wykorzystywano
zespoły

albo

na

Mała,

obrzędowej

scenach

fragmenty

rocznie
w

o tematyce

na

międzywojennym

wiejskie

mierskie),

raz

Kasinka

LUDOWE W KONKURSACH, POKAZACH I W TERENIE

nowym

okresie

przez

mu

Szczypki,
Limanowa.

Cieśla-Reinfussowa

OBRZĘDY

W

Jana

występujących
wyłącznie

Wójciaka),

Jana

k o n k u r s i e zespołów
(Rapciaka,

kobiecy
Zespoły

uczestników.

Szczypki,

zebranej
W

jeden

(Truty).

w

męskie

który

(Madejowicz)

te różniły

Najstarszy

pozostałych

zespołach

wiek

oraz

b y ł zespół

zapowiadając

znalazły
Szczypki
jeden

się m i ę d z y
występ

publiczności, że „...Najmłodszy

cv g r a n i c a c h

Stożka,

z

sobą

Kasinki

oświadczył

z n a s m a 60 l a t . "

uczestników

od. 18 d a 50 l a t , o c z y w i ś c i e

poza

wahał

się

zespołem

125

�młodzieżowym
czyli

od

12

z

do

Rabki-Słonego,
17

względem

wieku

w

występowały

którym

sza

młodzież

i

poziom

mi

był

(około

Podkreślana
członkami

tu

starzy,

jąca

zespoły

ją obecność licznej

zżyci

z

lat

w

Ponfc,
star­

dorosłe.

między

obrzędów

okazali

sztuczna.

się

niż

w

krępo­

mniej

starzy,

tradycjach

przede

uzupełnia­

Może

publiczności, a m o ż e
obrzędami

części

odtwórca­

młodzież

byli

tkwiący

których

wy­

rośli.
żywą

dziada,
połu

z

zespołów

aniołów,

stanowiła

kapela,

dwaj

muzykanci,
zaś

postacie:

św.

w

składająca
jeden

zespole

z

byli

grający

ze

miał

Słonego

chłopca,

grającego

Herodzie,
kazał

głowę

mieli role

skrzypków
dodat­

flecie,

w

drugi
oprócz

w

kozą

Żyd

z

możliwie
dla

role

więc

lub

nawet

kobiece

grali

W

były

niejsze

terpretacji

maski

obrzędowe

ludów

Obok

3.

Taniec

z „kozą",

zespół

gwiazda
„żywej

z

szopki"

zespoły

z

Z

Poważ­

sposobie i n ­

a

więc

w

wy­

z

cha­

z

się

przez

doskonałe

dziadów,

głowy

niekiedy

maski

rekwizytów
gwiazdach

wykonanymi
się

tu
roz­

humorem

papieru

Stanisława

z Ponic

kobiecym,

w

innych
z

wyróżniała

zespół

drobnymi

niekiedy

czy

starannie

szopki

się

kolęd.

wspomnianych

wysuwały

wykonanych

przedstawienie

pow.

Wśród

Żydów

zespołu

humoru

podkreślających

przypominające

których

któ­

poszczególnych

dopiero

przyjmowaną

ozdobionych

wśród

Pozostałe

z Rybarzowic,

o

czasem

Różniły

egzotycznych.

bardzo

tradycyj­

przedstawienia

zewnętrznej,

pierwszy

śmierci,

wspomnieć

nankami,

jeszcze

plan

treść b i ­

( i l . 2).

(traktowanych

ekspresji,

kolędniczych,

można

płci

postacie,

do

śpiewanych

postaci.

naiwnością,

diabłów,

dwie

występy

siebie.

Me­

ucina m u

licznych

rubasznego

i rekwizytów,

akcesoriów

pełne

należy

dziad,

zrębie

oprawie

poszczególnych

na

się

występuje

widzów

do

zauważyć

kostiumów

brajającą

i

tekstu i doborem

widownię)
„kóz"

swym

tekstu i

dla

których

dawki

podobne

różnice

konaniu

w

indziej
biblijnej

noworodki

za co ś m i e r ć

pretekst

zebranych

zasadniczym

zespołów

synem,

gdzie

narodzeniu

wprowadzenie

największej

kierownictwem

II.

jest

rozweselenia

o

ją

opowieści

wszystkie

(turoniem)

zadaniem

jak

do piekła. K a n t y c z k o w a

ny
rych

czyli

fragment

n a wieść

jedynie

intermediów,

mienna

przedsta­

zespole,

podwójne

zespołach

zes­

na harmonii.

występujących

który

świeckich

scenicznych

muzy­

niż a k t o r ó w

jest

zabiera

stanowi

rakter

jedynego

postaci

szopki",

wymordować

a diabeł

blijna

mar­

mężczyźni.

126

królu

sjasza

osób,

Tylko

większa

niektórych

na

harmonista.

liczba

wykonawcy

2

Stożka

była z w y k l e
W

jak

Boskiej,

jeszcze

na

Stanisława

zespół

potrójne.

10

Matki

się

młodzieżowy

12-letniego

ok.

Heroda,

Józefa,

też

poszczególni

tzw.

l t d . ( i l . 1). U z u p e ł n i e n i e

występował

Ponieważ

z

odbywają

przeciętnie

się

basisty

wieniu

scenie

one

i

kanta,

na

się

zespole z K a s i n k i Małej

trąbce,

skrzypków

liczył

pasterzy,

czarownicy

kowo

tak jak

powtarzały

Żyda,

basisty. W

wystąpiły

czyli po p r o s t u jasełkami, p o k a z a n y m i

których

szałków,

męskie

autentycznie,

Każdy

wśród

na

zespoły

szopką,

najbardziej

i

o

„żywej

„Herodów",

szczegółami

Wszystkie

wsi.

Tematem
nazywają

m ę s k i e j , ł ą c z n i e ze s w o i m

poszczególnymi

Najlepszymi

natomiast

dawnych

z

szkolnym,

osoby

c h w i l a m i nieco

przedstawianymi
głęboko

Truty

wieku

pod

na charakter, a po

widowiska.

wała

jeszcze

była

w

rzutowała

tradycyjnych

ludzie

członkowie l i ­

zróżnicowany

Magdaleny

dzieci

różnica

artystyczny

dawnych

zespół

18 l a t ) i d w i e

zespołów

wszystkim

którego

lat. Najbardziej

piękna

Stożka

Kasinki

z

wyci­
20-proPoręby.

Małej

dał

kukiełkowej.
i Rdzawki,

dały

Bielsko-Biała.

program

pozostające
bardziej

pod
uroz-

�maicony.

Znalazł

zwyczaj

chodzenia

grupy
czaj

tu pokazany
z

chodzenia

Środę"

Zapusty,

we

od

domu

się

do

mile

gwarantowało

Środa"

otrzymywała
lub jajka,

drówkach

„Wstępnej

zaśpiewała

dużej

Środy,

nie

mówiąc

przez

swe

które

na

mówi

zespołu,

nic.

się

scenograf
nagród,

„Wstępna

mimo

iż

dary,

W

pieśń zapustna,

dniu

wę­

lektować

którą

narną w

Truta:

nuje

Rabie

nocuje,

rody".

Nie

może

ujechać

man,

swoich

Środa

Już j e s t

na

Najmuje

dyrektor

ściowo
Zespół
rzenie
kiego

Postu.

których

Ponic
które

witania

z

ponadto

odbywa

się

ten

w

małą

scenkę

„Wa­

samym

środku

Wiel­

zachował

się

jeszcze

w

nie­

gorczańskich.

Rdzawki

Nowego

k i " , którą w

pokazał

Zwyczaj

wsiach

Zespół
i

z

żuru",

Roku

oraz

postaci kukły

dzielę Białą. Prócz

zwyczaj

żegnania

wiosenny

obrzęd

obnoszono

tego zespół

lędy, pieśni i przyśpiewki, r o b i o n e
n o ś ć " i często n i e s m a c z n e

II.

4.

w

po w s i w

śpiewał

Starego
„Smiert-

tzw.

Nie­

uaktualnione ko­

niestety

„pod

publicz­

treści.

Herod

i błagająca

Teatru

M R N

w

połączone

są

nagrody

z

że

1968 r . p r z e g l ą d

Pokaz
(w

większego
ludowych

Był

tronat

objęły

Kultury
zeum,
ków

to,

jak

różne

Prezydiów

Teatr
Ziemi

na

Lalek

porę
niż

się

tej

pow

stycznia

doko-

pod

Zagłębia
przy

Kultury

i

Będzinie,
Komitetu
w

którym

czym

a

a

i PRN

w

Przegląd

«Zapustnicy»",

instytucje,

nad

w

na­
fakt,

również
Bielskuludowych

którym

mianowicie:

„Banialuka",

czę­

ta

dwa dni.

„Banialuka"
„I

po­

zespoły

świadczy

zorganizował

afisz,

jej

Katowicach.

województwa,

trwał

Lalek

a

Orga­

równoczesnym

W R N

o

„He­

Jan Dor-

Sztuki. Impreza

zespołów

i

nazwą

jest

w

współudziale

Bielsko-Bialskiej

de­
kuli­

Będzinie,

imprezy

rozmachu,

M R N

wolało
sztuką

w

z konkursem, na

głosił

sali,

obiadową.

6-go

ludowych

obrzędów

obrzędowych

oklas­

sanatoriach.

funduszów

s t y c z n i u 1968 r.) T e a t r

zespołów

i

Kultury

coraz

wiele

opuszczając

rabczańskich

Będzinie,

biera
w

Dzieci

się p r z y

Ministerstwa

Białej.

pokazał

zespołów

ze s t r o n y W y d z i a ł u

otrzymują

się

odbywają

inicjatorem

odbywa

Występy
sadzie."

nie

od 6 lat rokrocznie

przeglądu

zespołom

teatralną

pensjonatach

Głównym

parciu

konisia

tańculowym

gdzie

nizacyjnego

jedzie

Zawadzie

sztuką

imprezy

Dejmek,

wyróżnienia.

zapałem,

kuracjuszy

ludową

znaleźli

Kazimierz

wyraz swemu zadowoleniu

dużym

t y m sporo
się

zgromadzoną

etnografów

przyznało

indywidualne

przeciągnął

realizacja

najmuje.

Wstępna

W

jedzie,

się

Środa

Na

(reżyser

Stopka),

entuzjastycznie

licznie

prócz

spektakl

Podobne

„Wstępna

którym

dawała
z

przyjęty

bardzo

teatru

Andrzej

zespoły

tj.

w

j a k również

Publiczność

został

jak i

ludzie

kując

O

jury,

Jury,

również

Katowice,

Konisia

rabczański

przez

publiczność.

Przyjście

kobiałki.

Magdalena

cho­

Przegląd
zarówno

widziane,

drobne

do

znany

„Wstępną

karpiele.

przyjście

zwy­

który

gospodarzy

chowała

Środy"

organizatorka

Za

mężczyzna,

urodzaj

za

interesujący

gorczańskich.

było

ono

pieczywo

Ponic

udziale

bardzo

zazwyczaj

domu,

Środy"

zespół' z

przy

tzw. Wstępnej

wsiach

przebierał

„Wstępnej
gdyż

w

przez

„gwiazdą",

kolędniczej, j a k również

powszechnie
dził

się

Bielsku-Białej,

Towarzystwo

Związek

pa­

Wydziały
M u ­

Miłośni­

Młodzieży

Wiej­

skiej.

go

żona,

zespół

z Zabrzega,

pow.

Bielsko-Biała.

1й1
1*1....а ,Л

Ш

ШМл

127

�Urok

tego

zespołu

wiającym

się

naturalnym
miał ponad
Z

bardzo

poruszania

doborowi

barwnym

tel),

drugi

Dały

one znane

jak

się

i

w

na

przeja­

stroju,

scenie,

„aktorów",

z których

ciekawym

programem

z

skonałymi

i

jeden

z Lalik

Żabnicy
za

(kierownik
w

maskami

oprawę

(kierownik

czy

dzięki
niejeden

i

dla

których

widowiska

obrzędowe

rekwizytami

dobrze

Py­

Chowaniec).

oryiginalne stroje

różnymi

bardzo

wystą­

Ludwik

Marian

Żywiecczyźnie

i szlachcice",

piękną

autentyzmie,

tekstach,

60 l a t .

d w a zespoły:

„Dziady

na jego

w

sposobie

odpowiedniemu

piły

polegał

zarówno

z

do­

stwarzały

wykonanych

tańców

( i l . 5).
Nieco
nim

mniej

był

Gruszka),

który

ostatnią sobotę

się w

nych",

i

Jak
i

prezy

byli

wiązali
łami,

aktorzy Teatru Lalek

w

terenie

zainteresowali

mgr

Jerzy

Przed

mgr

tą

na

występów

zimowych,

na

terenie

dyrektor

ten

cel

przemówienie

do

Muzeum

publiczność

powiatów:

dziś

szcze­

w

wielu

bielsko-bialskiego

żywieckiego.
Do

stąpił
wy

przeglądu
liczny

przy

pod

stanęło

7 zespołów.

GRN

w

Rybarzowicach

kierunkiem Katarzyny

dowisko

obrzędowe

zwyczajów

z

minacyjnym

Bożego

widowiska

dycyjnych

tekstów

dano

zowanych,

wprowadzając

do

Zespół

dawnych,
ten

Drugi

się

z

kolei

rownictwem
Zabrzegu

tu wiele

na

zespół

Ludwika
(pow.

Obok

(23

osoby),

Distla

przy

bielsko-bialski)

raczej

wspólnego
Od
wością

ze

wyżej
i

Według

128

zespoły,

opinii,

Jana

obrzędowe,

(obsypywanie

Łobody.

działający

pod

kie­

Rolniczym
dał

w

„żywą

ona charakteru
mającego

pierwowzorem.
odbijały

pochodzące

pracujący
Zespół

składające
zbożem

ze

( i l . 3).

niewiele

najbardziej

(pow. Żywiec),

kierunkiem
ki"

ludowym

wymienionych

dynamiką
ogólnej

z Gilowic
wisko

swym

najlepszą

( i l . 4),

satyrycznego,

urozmaice­

„kóz"

Kółku

tra­

zaktuali­

szopkowych.

również

przeglądzie

szopkę", ale t a k p r z e t w o r z o n ą , że nabrała
widowiska

szopkowe

doskonałe

przedstawień

tle
kul­

starych,

przyśpiewek,

przez to

na

Punktem

przedstawienie

poszczycić

widzianych

on w i ­

opracowane

lalkami.

znanych

może

wszystkich

bielsko-bialski)

Narodzenia.

było

dobrymi

wy­

świetlico­

Przedstawił

„Kolędnicy",

okresu

pierwszy

zespół

(pow.

Kubicy.

z r u c h o m y m i , dość

nie

Jako

trzydziestosześcioosobowy

się

n a św.

swoją
z

żywioło­

Żywiecczyzny.

podobał
przy

się

ten przedstawił
z

dwu

zespół

klubie GS,
części:

Szczepana)

i

o

obrzęd

zwyczaj

był

zespół

„dziadów

Żywca

już

dość
on

metalowymi

znalazi

na

niezwykle
nie

—

„Jukacami".

daleko

od

trady­

tu

prze­

strzelaniem

z bi­

przykładów,
prawo

życzliwie

często

prze­

noworocz­

dzwonkami.

w

instruowane

jest

Żywca
z

omawiany

scenie

ma

z

wystąpił

tańcami, głośnym

zespoły

odbywa­

już

tym

obrzęd
obywatel­

przyjęty
nic

przez

dziwnego,

i reżyserowane,
tylko

okazją

do

gdzie
wy-

teatru.

ludowych,

jeszcze

jeśli c h o d z i
czy

terenie

Zakończył

Ostatecznie

obrzędowe,

teatru

salę

zebraną

też

tańce

zespo­

zaś

obrzędów

zachowanych

na­

pracownik

wprowadzając
i

którzy

ludowymi

krótkie

Turno,

zwyczajów

miejscowościach

„Banialuka",

wieloma

imprezą,

Bernadetta

zagadnienie

gólnie

z

udostępnił

rozpoczęciem

Bielsku-Białej,

w

i

je

Zitzmann

wygłosiła
w

kontakt

na

poprzed­
Wojciech

kobyłką,

który

przedstawionych

ludowy

został

z

zwyczaju

odszedł

dzwonieniem

zwyczaj

stwa

i m ­

też

z

stare

poprzednich

ten

z

(kierownik

pochód

Hercberg),

pierwowzoru.

widać

porównaniu

karnawału.

pięknego

zespół

publiczność.

tej

od

Edward

akrobatycznymi

czów

i

zapustny

różny

zwanych

cyjnego
gląd

na

dawnego

Niestety,

w

Małej

zademonstrował

jący

róbką

organizatorami

Sopotni

się

Bardzo

inicjatorami i

z

składające

(kierownik

Bezpośrednimi

atrakcyjnym

zespół

pod

wido­
„obsyp-

„Kolędy".

s

�życia
się

się

ów

choinkę
O

twórczych

różnymi

świecidełkami.

wiele

bardziej
bez

pozytywnie

rów,

z

iwność

ważna

czy

jest

wreszcie

zbliża

makijażu

t o , że p u ­

reaguje

równie

autentyk. Dla w i ­

tresura sceniczna,

(kiepskich

zwykle),

t u bezpośredniość,

umowność,

do

Gdy

n a scenę

która

przedstawień

wychodzi

blas, płci m ę s k i e j
mówi

i z twarzą

zachrypniętym
„aż

ro­

akto­

szczerość,

nieuczony

na­
teatr

jarmarcznych

sprzed

z

jest

uprzejmością
godnie

odciąć

i

się

turla

sposób

oto­
dry­

świętoszka

głowę,

aby

a

następnie

scenie

w

kierunku

samo

Boskiej,

z

się

składane,

herodowym
Herod

( i l . 7),

dzieje

krzesełko

o

kiedy

Matki

To

ubogie

kosą,

diabłowi

Boska"

„kwestię"

patosem

obrazek,

wyciąga

po

„Matka

wrażenia.

wskazując

zabawnym

Śmieszny

z

w

dwudziestoparoletni

obłudnego

basem

zatyka"

„marszałek",

mówi

jako

czy marszałków

tronie.

wyszukaną

śmierć

mogła

ją

stacza

się

„tronu"

kulis,

t r a n s p o r t potępionej

z

wy­

ułatwiając w ten

duszy

w

ogień

pie­

kielny.
Patrząc
się

scena

trupa
na

I

księcia.

dowcipem

ludowym
dy.

autentyczny

to

teatr

szekspirowskiego

komediantów

dworze

tylko

na
z

jeszcze
właśnie

i

Snu

że

żartem,
pełny

podbija

to

ma

walor
i

ludowy,
nocy

przygotowuje
Tylko

przedstawień

żywej,

zarówno

prowizacja
pewne
cych
ne

po

się

do

w

przedstawienia

co

u

Szekspira

w

autentycznym

swoistej

przekonuje

było

umownej
do

której
już

teatrze
praw­

prostych, l u -

tekstu

komiczne
ności,

dużym
że

dziwie

są

to

kursy

na

W

żyje

ubiegłym
w

roku

(szopki

z

własną

W

i

W

się

nie

już

czasem

publiczność

atrybuty

przyj­

bez

słusz­

teatru

praw­

jak i

soło

do

którzy

północy.
zebrali

mowlęta,
innych

W

się

w

rodzaj

pod

venalia?),
zauważyć
korony,
częły

„damy"

w

itp.

przeniosło

Po

do

„po

stiumowa.
z sobą,

drobsku"
Stary

stwarzając

dotychczas

czajów

prócz

się

we­

tradycyjne
nie­

obok

wielu

franciszkańscy b r a ­

o

jak

tym,

wzorów

z

podłoże,

i

za­
ułani

z

gita­

towarzystwo

gdzie

harcowała

Indian w

pióro­

tradycyjnego
zabawa

moda

na którym

ale już

gospody

rondami,

wiejska

nowa

to

Lanc­

występujących

całe

z

(Ju-

się

od

Hiszpanie

strażackiej,

się

Dało

do

szerokimi

uzbrojonych

zrobiła

dawny

odległej

wieczór

t e n sposób

zabawa

miejskich

charakter.
niezbyt

i
że

splatają

rozwiną

nie obrzędów,

się

tylko

cho­
ko­
się
inne
zwy­

dorocznych.

II.
5. Dwaj
jeźdźcy
z widowiska
„Dziady
i
zespół
z Lalik,
pow.
Żywiec.
II. 6. Przebierańcy
rzyszący
szopce
kukiełkowej,
zespół
z Niepołomic,
Bochnia.
II. 7. Matka
Boska
w asyście
żołnierzy,
Jana
Rapciaka,
Poręba
Wielka,
pow.
Limanowa.

Fot.:
Henryk
il. 3, 4; Roman
iL
5.

zbie­

się

przebierańców,

nich,

gospodzie

zwyczaj

formy,

i zabaw

w

W

sa­

przedstawiającymi

Poniatowskiego,

gromada

na głowach.

bawili

przebrań,

pod

świetlicy

na sali spora

ci ostatni
i

przebierańców,

kapeluszach
zabawie

się

w

gdzie

ks. Józefa

czyli

od

w .wieku szkol­

wśród

świadczą

dawny

grupy

dzieci

dwaj

nowych

swój

Krzywaczce,

czasów

dzenia

rynku,

myślenic­

habitach.

jeszcze wyraźniej

napływać

puszach

również

wpływem

zmienił

a

niektórych

lanckorońśkim

w i d z ó w ( i l . 6).

znajdowały

żebraczki,

autentycznych

Zarówno

rami

rynku,

noworocz­
kukiełkowe

czarnymi

GS-u

bo­

własnej

zapustne"

Wieczorem

z kukłami n a plecach,
i

powiecie

powiatów

twarzami

Lanckoronie

przebierańców,

zwyczaj

z

do­

zespołów

okresie

„dziady

gospodzie

na

w

domach

wsiach

młodzież.
w

żebracy

ciszkowie

po

Etno­

dokonania
dwóch

w

kon­

terenie

Muzeum

zgromadzonych

chodziły

i

na

rekwizyty

po

d r o b s k u " zarówno

dorosła

„Cyganki"

w

chodziły

grając

uciesze

gromadnie

ludowy

i Niepołomic

i lalki)

lub pod-

różne p o k a z y

możność

zaopatrzone

Zapustów

„po

autentycznej

pracownicy

mieli

przebraniach,

biegały
się

niż

które

magnetofonowej

wadowickiego

„droby".

rali

i

te

k u

okresie

kiego

(1&amp;08)

kapelą,

przedstawienia

już

rodzi

uważając,

sta­

komiczną

sytuacje,

zwyczaj

z Zabierzowa

produkcji

z

uciesz-

czarownicy

mierze

formie

Krakowie

Zespoły

jako

jednakże

twórczość

się p o p r z e z

nadal

filmowej

szopkarskich

na

wsypki,

z t y m co w

cheńskim.

7

i

najistotniejsze

scenę,

kumentacji

nym,

dużej

że

krążą­

nieoczekiwane

przedostaje

graficznego

dzy,

w

i m ­

kantyczek

czy

osobistą

teatrowi
Wiadomo,

ludowego.

stylizowanej

nym

diabła

zadowoleniem,

Równolegle

wsi.

Żyda,

różne

potknięcia

z

z

czy

teatru.

ludowemu

wyuczone

która

Stąd

ludzi

przedstawienia.

najbardziej

aktorów,

scenie.

kukiełkowej

i

rękopiśmiennych,

dziada,

zwykle

szopki
jak

dodaje

są

w s i , tekstów

samych
na

przypomina

letniej,

uroku
trakcie

„wygłupy"

nowią

typu

miłośników,

w

części

muje

aniołów

publiczność

dowych

Dodatkowego
jednak

środowisko,

zespołów

jak

stuleci.

czeniu

gdy

na

starających

poprzybierać

jest

istotna ani potrzebna

raczej

kilku

względu

uczestników

ludowy

czyli

interesujące

na pozbawiony

nie jest

biąca

instruktorów,

„uscenicznić",

bliczność,
dza

aspiracji

zwyczaj

Hermanowicz
Reinfuss

—

— il. 6; Jacek
il. 1, 2, 7; Jan

Szlachcice",
towa­
pow.
zespół

Kubiena
Urbańczyk

—
•—

129

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6516" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6496">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/238a456f1e046d2bb9eed92b2b937930.pdf</src>
        <authentication>c7f48c15ecd29448d328dcbec0602d20</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77608">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4387</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77609">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77610">
                <text>garncarstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77611">
                <text>Szyszko, Erazm - twórca ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77612">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4082</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77613">
                <text>Erazm Szyszko - nestor polskich garncarzy ludowych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77614">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31,z.3; s.167-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77615">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77616">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77617">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77618">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77619">
                <text>Zofia Cieśla-Reinfussowa

ERAZM SZYSZKO
NESTOR POLSKICH GARNCARZY

LUDOWYCH

Tl. 1. Garncarz EiT.zm Szyszko

Garncarstwo ludowo na terenie Polski, szeroko rozpowszech­
nione w X I X w., jeHzczo na początku X X w. miało jako rzemiosło
ludowo doniosłe znaczenie. Garncarzy spotykało się prawie
wszędzie, a liczne ośrodki garncarskie, rozrzucone po miastach
miasteczkach i niejednokrotnie po wsiach, skupiały znaczno
ilości warsztatów. Zmiana warunków ekonomicznych, jaka
nastąpiła po I wojnie światowej i rozwijająca się coraz bardziej
produkcja przemysłowa przyczyniły się do tego, że rzemiosło
garncarskie zaczęło upadać.
Z ogromnej niegdyś plejady garncarzy pozostali już dzisiaj
tylko nieliczni. Jednym z nich jest Erazm Szyszko (il. 1), obcho­
dzący w roku ubiegłym 91 rok swego życia i 77-lecie pracy
w zawodzie garncarskim.
Urodził się w 1885 r. wo wsi Zapolin, w pow. Wilejka ówczes­
nej guberni wileńskiej (obecnie ZSRR). Pochodzi z rodziny
biedniackiej -— wyrobników, którzy wędrowali za pracą od
dworu do dworu. Gdy miał 6 lat, rodzice opuścili Zapolin, w któ­
rym ojciec dzierżawił folwark (zaścianek). Wygasł kontrakt
dzierżawny, a ,,ojciec zaniedbał odnowienia,, z czego skorzystał
ktoś z zewnątrz, dał łapówkę administratorowi majątku i ten
tak sprawą pokierował, że ojca wyrugowali". O dobrą dzierżawę
było wówczas trudno. Ojciec Erazma Szyszki wziął dzierżawę
w innej wsi, ale ,,arenda" (czynsz dzierżawny) okazała się za
wysoka, mnsial więc z tej dzierżawy zrezygnować i nie pozostało
mu już „nic innego jak iść na zapaszkę" .
Los zapaszników był marny, „byle jakieś nieporozumienie
z panem a socha i brona na wóz i jazda do drugiego pana".
Odtąd już pamięta Szyszko liczne miejscowości, w których
z ojcem przebywali, zawsze jednak w obrębie ролу. Wilejka .
O swoim ojcu AVincontym mówi, że „był rolnikiem bez
własności", tzw. dworzaninem . Rodzeństwa Erazm miał sporo.
„Było nas w domu dwanaścioro dzieci, z czego czworo umarło,
siedmioro po pierwszej matce (między innymi i on — Z.R.),
a pięcioro po drugiej". Wszyscy pracowali na roli u ojoa, który
dzierżawił grunt u „obszarników", względnie byli na służbie
1

2

3

wo dworze, ,,na, pańskim". Żadne z dzieci nie miało innego zajęcia
ani zawodu. W domu było nieraz bardzo ciężko, głodowano,
macocha okazała się złą gospodynią, a przy tym niezbyt dobrze
traktowała dzieci z pierwszego małżeństwa.
Już jako mały chłopak Erazm przcmyśliwal nad tym,
aby wyzwolić się z panującej biedy i zdobyć sobie lepszy kawałek
chleba, niż praca na cudzej roli. W czasie pobytu ojca w Paczkowicach (koło miasta Postawy), gdzie cala rodzina służyła we
dworze, Erazm, mający wówczas 14 lat, poznał garncarza Juliana
Podlipskiego, który przywędrował tu z odległego Iwieńca ,
będącego wówczas na AVileiiszczyznie jednym z większych
ośrodków garncarskich. Podlipski, który sam odziedziczył zawód
garncarski po ojcu, liczył wtedy około 25—30 lat, miał „garncaruię" w Paezkowicaeh. Erazm często biegał do Podlipskiego,
przyglądał się jego pracy, a „paliwoeznik" („palilocznik") —
tak nazywano tam garncarza toczącego na kole — chętnie
objaśniał mu, co i jak należy robić. Toczenie „miało dla mnie
nadzwyczajny urok", a „do gliny ciągio mnie coś od dziecka" —
mówi o sobie Szyszko. „Cala moja zabawa to glina. Nieraz
podpatrywałem, jak ko wal kul żelazo, a u mnie żelazo zastępowała
glina. Miałem kowadło gliniane, młoty i wykuwałem z gliny
różne rzeczy ." W końcu Erazm zapragnął terminować u Pod­
lipskiego. Ojciec początkowo nie chciał się zgodzić, uważając,
że na pracę u garncarza jest jeszcze za miody, ale po namowie
ustąpił.
4

5

Nauka szła Erazmowi szybko, tak, żc po dwóch miesiącach
umiał wytoczyć każdy przedmiot, nie miał jednak odpowiedniej
siły potrzebnej wytrwanemu garncarzowi. „Kiedy pierwszy raz
siadłem za kółkiem garncarskim, to zdawało mi się, że ja na
skrzydłach latam w powietrzu" — opowiada o swoich przeży­
ciach Szyszko. Pierwszym naczyniem, które samodzielnie wyto­
czył, był kubek do kawy.
Szyszko praktykował u Podlipskiego przez dwa lata. Toczył
takie same garnki jak majster, ale w mniejszych rozmiarach.
Czy ojciec dał coś za naukę syna, tego już Erazm nie pamięta,

167
I

�1
о

żanie. Wyjechał więc w 1913 r. do Ameryki, gdzie przebywał
siedem lat. Ciężką pracą zarobił tam parę tysięcy dolarów i wy­
DZISNR
słał je do Polski w 1920 г., ale „prawie przepadły". Zamieniono
je na marki, i kiedy przyjechał, mógł za nie kupić tylko 22 ha
ziemi w majątku Hulidowo. Były to prawie same nieużytki,
moczary, a tylko 8 ha jako tako znośnego gruntu: „gołe pole,
m
trzeba było budować się i podatki płacić, które były dość wy­
SUIECIPlNX
5
sokie" .
Ożenił się w Jasioniewiczach, mając 36 lat. Za żonę wziął
„biedną sierotę". Wspólnie pracowali, on toczył garnki, ona
UILND
9
je sprzedawała. Dawał sobie radę i z pracą w polu, i przy kręgu.
9
О
Kiedy zaczynało im się już jako tako powodzić, przyszła I I wojna,
11
*
okupacja, a „fabrykę" zamknięto. W czasie okupacji chodził
DSZMIPiNF)
(Q) UILEJKF)
kilka dni w tygodniu do pracy w Dunilowiczach, odległych
0 20 km od domu, pozostawiając żonę z małymi dziećmi na
MObODECZNO
/
gospodarstwie. W Dunilowiczach bowiem Stefan Bombalski —
//
tamtejszy organista, który choć nie znal się na garncarstwie,
///
założył „fabrykę", zatrudniając Erazma Szyszkę i wyuczonego
przez
niego młodszego brata — Kazimierza jako instruktorów
iv
WIENIEC
kierujących pracą zatrudnionych robotników. Kazimierz miesz­
V
kał w „mieście" (Dunilowiczach), a Erazm musiał do pracy
dochodzić. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo fabryka
I I . 2. Legenda: I — miasta woj. I I — miasta pow. I I I — wr,żne wkrótce spłonęła, a swój „warsztat" (koło) ledwie Erazm
ośrodki garncarskie. IV — miejsca pracy Szyszki.: 1 — Dzie- wydobył spod gruzów.
Szyszko, tak jak prawie wszyscy garncarze ludowi, nie
mioszki, 2 — Głębokie, 3 — Nowosiółki, 4 — Stary Dwór, 5 —•
zdawał żadnych egzaminów z zakresu swego rzemiosła. Miał
Postawy, 6 — Duniłowicze, 7 — Hnlidowo, 8 — Jasicnicwiczo,
kilku uczniów, toczył garnki, sprzedawał je gdzie chciał i dopiero
9 — Paczkowioe, 10 — Rudka, 11 — Łazimy, V — miejsce
„za Polski" musiał zrobić „patent" (egzamin mistrzowski),
urodzenia Szyszki.
gdyż władze wymagały tego od każdego, kto chciał nadal prowa­
dzić pracownię. Dyplom na mistrza garncarskiego otrzymał
w Wilnie w 1934 r. (il. 3). Cechmistrzem, a zarazem jednym
z członków komisji egzaminacyjnej, był wówczas Aleksander
Azarewicz, człowiek już w podeszłym wieku, mający po ojcu
wic natomiast, że Podlipski za jego późniejszą pracę dawał mu znaną i cenioną pracownię garncarską w Wilnie. W okresie
„stołowanie" (ubranie musiał mieć swoje), a czasem „to dał międzywojennym wykonywał przeważnie ceramikę artystyczną,
i miedziaka na obarzanka".
opartą częściowo na formach tradycyjnych, a częściowo wprowa­
Po dwóch latach pobytu u Podlipskiego postanowił Szyszko dzał nowe kształty i zdobnictwo, prawdopodobnie pod wpływem
usamodzielnić się, tym bardziej że rodzina przeniosła się z Pacz­ jakiegoś plastyka projektującego mu wzory .
kowie na inne miejsce, gdzie ojciec „dobrze żył z właścicielom",
Jak już wspomniano, Szyszko osiedlił się w 1946 r. na
który pozwolił zbudować obok mieszkania przydzielonego ro­
kolonii należącej do wsi Miłakowo (koło Morąga), gdzie otrzymał
dzinie Szyszków szopę a w niej piec garncarski . Zaczął więc
sporą gospodarkę rolną. Obok pracy na roli zajmował się garn­
Szyszko toczyć garnki, ale „ma się rozumieć musieliśmy coś
carstwem. Zapotrzebowanie na garnki gliniane było w tych
panu za to dawać". W pracy garncarskiej pomagała mu, według
stronach ogromne, jako że osiedliło się tam wiele rodzin zza Buga.
swoich możliwości, rodzina. Do niej należały przygotowawczo,
Pozbawieni w nowych warunkach naczyń glinianych, których
wstępne roboty, jak przywóz gliny, jej wyrabianie itd. Z rodziną
albo nie zabrali ze sobą, albo też wytłukły się im ono w czasie
też przenosił się z miejsca na miejsce, aż do całkowitego usamo­
drogi, poszukiwali ich wszędzie, nie mogąc się pozbyć dawnych
dzielnienia się, co nastąpiło po odsłużeniu czteroletniej służby
przyzwyczajeń (np. gotowania strawy czy przechowywania
wojskowej, czyli w roku 1910. Miał wtedy 25 lat.
1 kiszenia mleka w garnkach glinianych). „Miałem wtedy pełne
W ciągu swojego długiego życia kilkanaście razy „urządzał ręce roboty" — mówi Szyszko — „bo dziś już nikt nie daje
fabrykę", czyli garncarnię. Wędrował razem z ojcem od jodnego mleka do glinianych garnków".
„obszarnika" do drugiego i zakładał sobie czasową pracownię.
Kiedy dzieci dorosły i musiały się uczyć, Szyszko z całą
Nie umie już wyliczyć wszystkich etapów, ale wie, że pierwszą
rodziną
przeniósł się w 1955 r. z Miłakowa do Biskupca (woj.
własną garncarnię miał w Starym Dworze, wsi leżącej koło
Dunilowiez. Potem przyszły kolejno: Rudka, Łazuny, Jasienie- olsztyńskie). Na roli nikt nie chciał pracować, więc zostawił
wiczc (miejscowości leżące w pobliżu Wilejki), Dziemieszki, całe gospodarstwo i w Biskupcu zaczął początkowo pracować
Hnlidowo koło Głębokiego (niedaleko Dzisny), wreszcie miasteczko w kaflami. Po pewnym czasie rzucił tę robotę i zabrał się z po­
Duniłowicze i po I wojnie światowej znów Hulidowo (il. 2). wrotem do garncarstwa.
Stamtąd repatriował się w 1946 roku do Polski, gdzie pracow-ał
Erazm Szyszko to człowiek niezwykle ruchliwy, nie mogący
początkowo w Miłakowie koło Morąga, a później przeniósł się długo usiedzieć na jednym miejscu, a przy tym bardzo praco­
do Biskupca, gdzie toczy jeszcze garnki do dnia dzisiejszego. wity. I dziś, mająo przeszło 90 lat, marzy tylko o tym, aby móc
Po ukończeniu służby wojskowej i powrocie do domu Szyszko w lecie zasiąść za kółkiem, bo „zimową porą już siły nie pozwa­
postanowił założyć rodzinę. Okazało się jednak, że nie było to lają". Warunki do pracy ma trudne, tak się bowiem składa,
takie proste. Spodobała mu się jedna dziewczyna, ale odrzucono że budynek, w którym ma pracownię, oraz dom, gdzie mieszka
go, o czym tak opowiada: „Kiedyś tatuś jednej dziewczyny w Biskupcu, przeznaczone są do kapitalnego remontu. Decyzja
dowodził mi, żebym się starał o posadę konduktora na kolei, zapadła już dawno, ale miasto nie przystępuje, nie wiadomo
wtedy ja zrozumiałem, że mój zawód jest haniebny. W języku z jakich przyczyn, do remontu, pozostawiająo lokatorów w usta­
białoruskim brzmiał »harszczan« lub »hanczar«, a jak chciano wicznej niepewności. Szyszko dostał na czas remontu zastępcze
kogoś obrazić, to mówiono »harszkalep«, a to było bardzo mieszkanie w baraku, które jednak ze względu na wiek i zdrowie
brzydko." Postanowił zdobyć pieniądze, a tym samym powa­ jego oraz żony okazało się dla nich nieodpowiednie. „Dzieci mam
7

®

8

9

6

168

�dobre, to mnie wzięiy do siebie", ale w „nieróbstwie" wytrzymać
może tylko zimą. Na lato wraca jak ptak do gniazda — do
rozwalającej się w Biskupcu budy, gdzie dach się wali i przecieka,
ściany są popękane, całość grozi zawaleniem, ale może tam
usiąść za ukochanym „kółkiem" i toczyć.
Listy jego najlepiej świadczą o wielkim umiłowaniu zawodu
który coraz mu trudniej wykonywać ze względu na wiok, stan
zdrowia — i brak zapotrzebowania. „To, co robię — żali się —
nie jest teraz nikomu potrzebne". Chciałby być użyteczny,
a nio czekać na nieubłagany koniec życia. Ale — jak pisze —
„ludzie nie mogą tego zrozumieć, żeby ktoś chciał pracować
wtedy, jak jemu wcalo nie potrzeba,, bo rentę main dostateczną,
a w ostatnim roku podwyższyli za to, że byłem twórcą ludowym
i renta na nasze potrzeby wystarcza...".
Ważnym wydarzeniem w życiu Erazma Szyszki była w r.I 971
uroczystość 50-lecia pożycia małżeńskiego, o czym donosi w nas­
tępujący sposób: ,,(...) jubileusz w kościele odbył się 6 czerwca,
w prezydium 15 października, dostaliśmy medale za długoletnie
pożycie małżeńskie i pochwałę za nasz trud, że dużo dzieci
wychowali i ułatwili im naukę tak, że wszyscy na stanowiskach
pracują i żyją. przykładnie cztery córki i dwueh synów w Polsce
a syn ksiondz wyjechał jako misjonarz do Brazylii".
Namowy na pisanie swoich wspomnień, a pamięć ma Szyszko
dobrą, nie dają rezultatu, bo jak twierdzi: „już oczy słabe i mogę
tyle jak dzień słoneczny, a jak pochmurny to nie", a po wtóre:
„nio będzie to dobre pisanie, bo w swoim życiu nie przestąpiłem
progu żadnej szkoły, uczyłem pisać tyle, ile z przepisywania".
Chętnie natomiast opowiada zwłaszcza o pobycie na Wileń­
szczyźnie, gdzie przeżył najbardziej liczący się okres swego życia.
W opowiadaniach i listach zwraca Szyszko wiele uwagi na zagad­
nienia, technologiczne. Są one dla nas szczególnie cenne, ponieważ
dają nam możność zapoznania się z pracą, polskich garncarzy na
Wileńszczyźnie.
Szyszko zawód garncarski uważa za najdawniejszy: glinę
nazywa „naszym złotem". Wszędzie ją można było znaleźć
na Wileńszczyźnie, toteż w każdej miejscowości dawało się
urządzić pracownię garncarską . A jeśli nawet w danej wsi
nie było odpowiedniej gliny albo były tylko nikle pokłady, to
zawsze w najbliższym sąsiedztwie znalazły się pola, gdzie można
było glinę wydobyć i przywieźć.
Nie każda jednak glina była w równym stopniu przydatna
do wyrobu garnków. Szyszko twierdzi, że toczył naczynia z każdej,
jaka była dla niego osiągalna. Zdarzały się więc gliny raz bardziej
szare, to znów bardziej czerwono-żelazisto, chude, mające większą
zawartość piasku, to znów tłuste, bardziej ilaste. Zależnie od
tego, jodno garnki po wypaleniu miały barwę czerwoną, inne
odcioń żółty lub szary, a same wyroby były mniej lub bardziej
wytrzymałe na gorąco i uderzenie. Jeśli glina miała w sobie
znaczno ilości piasku, „to niedobra, bo nie trzyma i garki pękali",
natomiast glina nawet najtluśeiejsza, zdaniem Szyszki, nic szkodzi
naczyniu. Glinę bowiem tłustą, można było schudzić przy pomocy
miałko tłuczonego kamienia. Było to tak zwano „żarstwo".
10

Aby przekonać się czy glina jest chuda czy tłusta, Szyszko
miał dwa sposoby. Pierwszy polegał na tym, że garncarz robił
z gliny wałek i trzymał w ręce. Gdy glina była tłusta, po chwili
wałek „schylał się", przy chudej „schylał się i łamał". Drugi
sposób — to branie do ust małego kawałeczka gliny i próbowanie
czy zawiera piasek, „tłusta w zębach nie trzeszczy".
Wydajność pokładów bywała różna. Trafiały się takie, że
„wykopiesz pól metra i już gliny nie masz". Najczęściej jednak
warstwy gliny były grube na ok. 1 metr.
Glinę przywożono furami do domu garncarza, który nie
płacił pieniędzmi, lecz towarem: „a to znów dasz kilka sztuk
naczynia i glinę dostaniesz". Surowiec składano do „jamy",
czyli głębokiego dołu obstawionego wewnątrz deskami. Dół ten
znajdował się w pracowni, a jego głębokość bywała różna. U Szysz­
ki miał wymiary ca 1,5 X 1 X 2 m. Przeważnie do takiego dołu
wchodziły 4 fury gliny. Ponieważ Szyszko robił garnki przez cały

" - t Surf*
DYPLOM
П

W*U.*jli.«

) &gt;' a
"•(fiGtt-iiL f *&gt;

1
MISTRZOWSKI

*tt&gt;/\* Ц / iV.fi М Ч Н / * W J

f i \.' " V *

**»4,«.**fł*»»v
V

K'' ^
&gt;/t} i'4U
i\»* K
i'4U гЫ М Л ft/i &lt; A i ' J I .L II P o L ^ / s / n\

I I . 3. Dyplom mistrzowski Erazma Szyszki

rok, przywożono mu glinę od wczesnej wiosny do późnej josiei i
w takiej ilości, żeby mieściła się w dole. Miesięcznie w locio wy­
rabiał ok. 2 fur gliny. Na zimę robił zapas gliny, składając ją
na polu „na kupie". Glina w czasie mrozów zamarzała. Kiedy
w czasie zimowych miesięcy potrzebował jej, wówczas odrąbywał
ze sterty kawał gliny, następnie zanosił go do domu, aby roztajala, a dla, przyspieszenia procesu polewał jeszcze gorącą
wodą.
Z zapasu gliny, zgromadzonej w izbie, bral garncarz tyle,
ile wiedział, że zużyje w ciągu dnia. Glinę rozciągał na klepisku
(„drewnianej podłogi nie było") i deptał ją bosymi nogami,
polewając od czasu do czasu wodą, tak dlngo, aż stalą się zu­
pełnie miękka i plastyczna. (Dziś czynność tę wykonują rękami).
Glina musiała mieć określoną konsystencję. Nie mogła być za
miękka, „boby się mogła nie trzymać, tylko by opadała" (przy­
toczeniu). Praca ta była, bardzo mozolna, garncarz musiał pra­
cować w zimnie, wilgoci. Na skutek tego właśnie, jak sądzi
Szyszko, ma dziś powykręcane ręce i nogi.
Wyrobioną, glinę brał garncarz kawałkami na deskę, aby ją
jeszcze dodatkowo wygnieść rękami, a równocześnie odpowiednio
„poszatkować", czyli poprzecinać grubym drutem na wszystkie
strony, i wyciągnąć z niej zanieczyszczenia w postaci trawy,
korzeni, slomy , kamieni itp. Na koniec gładził glinę lekko dłońmi,
wyczuwając pod palcami drobne kamyczki, które w poprzedniej
obróbce nie zostały usunięte. Glinę wyrabiano jak „ciasto na
dobre placki". Przygotowanie gliny zabierało mnóstwo czasu,
opłacało się jednak mieć dobrze spreparowaną masę, „bo potem
lepiej się robiło, im lepiej wyrobiona glina, tym szybsza robota
i więcej z niej dało się zrobić garków". Glinę trzeba było nieraz
kilkakrotnie mieszać, gdyż już po dwóch godzinach nie dało
się z niej toczyć, tak szybko wysychała.
r

Mniej więcej na 100 garnków litrowych wyrabiało się glinę
około dwu godzin. Oprócz wymienionego drutu do szatkowania
gliny, w pracowni garncarskiej Szyszki znajdowało się niewiele
narzędzi. Podstawowym sprzętem było naturalnie koło garn­
carskie, ława, do której za pomocą drewnianego uchwytu przy­
mocowana była na stale oś koła, żarna do mielenia glejty, długie
deski, tzw. tezy, do suszenia naczyń, nożyk garncarski, czyli
„szynal", drewniany nieduży przedmiot w kształcie trapezu
z dziurą w środku do formowania toczonego naczynia, drut do
odcinania od koła gotowego wyrobu, garnuszki na wodę potrzebną
do zwilżania rąk w czasie toczenia i do oblewania polewą oraz sito
do przesiewania proszku używanego na polewę.

169

1

i

�II. 4. Rysunek pieca garncarskiego, wjk. przez Erazma Szyszkę.

Szyszko toczy naczynia na kole garncarskim bezsponowym,
które na Wileńszczyźnie nazywano „kruh" lub „warsztat".
Odkąd zapamiętał, zawsze miało ono taką samą formę jak
obecnie. Początkowo toczył na kole swego mistrza. Własne koło
sprawił sobie dopiero w 1904 r. i przywiózł je ze sobą zza Buga
na nowo miejsce zamieszkania. Miał je podczas wszystkich
wędrówek, ocalało w czasie pożaru domu w Dunilowiczach, aż
wreszcie w 1970 r. oddał je do Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie, aby „była po mnie jakaś pamiątka". Był wówczas prze­
konany, że „więcej to już robił nie bendzie". Nie potrafił jednak
porzucić zawodu i toczy nadal, ale na kole pożyczonym.

Dziennie wykonywał zazwyczaj 80—100 sztuk, zależało
to od wielkości poszczególnych naczyń. Gdy bvły to same garnki
litrowe, wyrabiał ich do 100. „Narobiwszy garków", stawiał
je Szyszko na deskach, tzw. tezach, „jak chleb w piekarni".
Tezy umieszczone były pod powałą pracowni, gdzie było cieplej.
W okresie letnim, w czasie pogody suszył je na zewnątrz, uło­
żone na tezach, żeby nie wilgotniały od ziemi i dla łatwiejszego
wynoszenia garnków z pracowni. Mniej więcej po tygodniu
naczynia nadawały się do wypału. Należało jednak uważać,
aby garnki nie znalazły się w pełnym słońcu, „boby się popsuły
i popękały". W zimie proces suszenia trwał znacznie dłużej,
nawet i dwa tygodnie, co opóźniało wypełnienie całego pieca
Kolo garncarskie Szyszki składa się z dwóch drewnianych
garncarskiego. Aby przyspieszyć suszenie, ustawiał garnli na
tarcz: górnej — o średnicy 25 cm, a grubości 4 cm i dolnej —
dużym piecu w izbie. „Tam schły najprędzej, bo tu palisz i go­
o średnicy 73 cm i grubości 8 cm, połączonych ze sobą metalową
tujesz, a tam na wierzchu garki schną".
osią wysokości 82 cm. W górnej części przechodzi ona przez
uchwyt trzymający ją w położeniu pionowym, dolnym końcem
Ucha do naczyń robił Szyszko z wałka gliny. Przyklejał jo
oparta jest na podkładce z kamienia. Przy toczeniu garncarz na drugi dzień po wytoczeniu, jak garnki już nieco przeschły:
siedzi na ławie obejmując oś koła okrakiem i porusza bosymi „na jeden dzień zrobisz, a na drugi jak podeschnic zrobisz ucha
nogami tarczę dolną. Tarcza na skutek wielu lat używania ma i przylepisz". W czasie przyklejania uch sprawdzał jeszcze
na swej powierzchni płytkie wyżłobienia.
czy na powierzchni naczynia nie ma jakiegoś nie zauważonego
Przystępując do toczenia, garncarz dzielił „na oko" przygo­ dotąd kamyczka, który szybko należało usunąć, aby przy wy­
towany uprzednio kawał gliny na wałki różnej wielkości, które palaniu nie rozsadził skorupy. Poprawiał również Szyszko
układał na desce „jak w piekarni". Wielkość wałka („kłos") kształt, jeśli naczynie się nieco skrzywiło. Potem stawiał ponownie
zależała od tego, co garncarz zamierzał z niego zrobić. Glinę garnki do suszenia.
przed rzuceniem na tarczę koła zwilżał nieco wodą, „aby przy­
Na Wileńszczyźnie Szyszko „nie miał pieca" (mowa natu­
stała". Do profilowania i gładzenia powierzchni toczonego ralnie o piecu garncarskim, zbudowanym z cegły, znajdującym
naczynia używał szynala.. Wykonany garnek odcinał od tarczy się w specjalnym pomieszczeniu, takim, jakie ma obecnie w Bis­
drutem, na końcach którego przymocowane były drewniano kupcu). „Horn", który tam posiadał, znajdował się w polu,
kołeczki do trzymania. Przeciętnie jeden garnek robił 3—4 poza pracownią garncarską. Był to dół wykopany w ziemi na
minuty, małe doniczki krócej, ok. 2,5 minut, a większe naczynia głębokość mniej więcej 1,5 m, nad którym wznosiło się skle­
5 minut i więcej. W czasie toczenia ruch koła musiał być jedna­ pienie w formie kopuły, wykonane ze starych skorup zespolonych
kowy, ani za szybki, ani za powolny. W pierwszym przypadku gliną i pokrytych darnią. Z jednej strony kopuły znajdował się
mogłoby nastąpić rozerwanie wyrabianego naczynia, w drugim — właz do ustawiania naczyń. Dla lepszego wyjaśnienia konstrukcji
trudne byłoby zachowanie równowagi.
pieca Szyszko przysłał mi własnoręcznie wykonano rysunki

170

�z następującym komentarzem: „Pani interesowało moje piece
garncarskio a z tłumaczenia nie łatwo zrozumieć jak oni wyglą­
dali ja posyłam szkice może pani bendzie łatwiej ich poznać"
(il. 4, 5). Szkice nadesłane przez Szyszkę odnoszą się do pieca
w Biskupcu, jednak zasada obu pieców była taka sama. Różnica
polegała jedynie na obudowie zewnętrznej. Jak wynika z rysun­
ków, piece wileńskie były dwukomorowe, o pionowym ciągu
ognia . Dolna komora, znajdująca się pod powierzchnią ziemi,
pełniła rolę komory ogniowej, zaś górna, oddzielona od poprzed­
niej poziomą, prostokątną kratą, czyli „rusztem" — pomiesz­
czenie na naczynia. Otwór paleniskowy wiodący do komory
ogniowej umieszczony był w dole wykopanym przed piecem.
11

Piece na Wileńszczyźnie zawszo były „pod szopą", która
według relacji garncarza, podobnio jak i cało jej urządzenie,
przypominała raczej kurnik, ale chroniła od śniegów, co pozwa­
lało wypalać naczynia również w porzo zimowej.
Przez wspomniany właz w górnej komorze załadowywał
Szyszko garnki do wypału, ustawiając je na ruszcie dnem do
góry, w ten sposób, żeby „większy przykrywał mniejszy".
Jednocześnie wy-palał około 500 sztuk, zależało to od wielkości
przygotowanych naczyń. Kładąc garnek jeden na drugim,
należało uważać specjalnie przy naczyniach polewanych, trzeba
było przed położeniem wytrzeć im brzegi, aby uchronić je od
wzajemnego przyklejania się. Niejednokrotnie mimo zabezpie­
czenia garnki i tak sklejały się, a przy rozdzielaniu ulegały
rozbiciu. Po założeniu pieca Szyszko zakrywał właz starymi
гЛогирапи, przy czym nio zostawiał żadnego otworu do wglądu,
bo „z wierzchu i tak było widać ogień". Szyszko robił w ciągu
roku około 20 wypałów.
Podobnie jak i inni garncarze wileńscy, wypalał zawsze
w dzień. Zwykle zaczynał o 5-tej rano, a kończył wieczorom
około godziny 1!)—20. Najważniejszą czynnością, od której
wszystko zależy w procesie wykonywania naczyń glinianych,
jest — zdaniem Szyszki — dobry wypał. Nauka w rzemiośle
garncarskim „to nie samo toczenie", alo przede wszystkim należy­
te „prowadzenie ognia". Uczeń długo musiał zdobywać tę umie­
jętność pod fachowym okiem swogo mistrza.
Na dobry wypał składa się wiele czynników, najważniejsze
z nich to: 1 — racjonalne ułożenie naczyń w piecu; 2 — użycie
odpowiedniego gatunku drewna; 3 — właściwe prowadzenie
ognia, czyli dostosowanie należytej temperatury pieca w poszcze­
gólnych fazach wypału.
Według Szyszki najlepiej nadają się do wypału sosna i jodła,
niedobre jest zaś drewno drzew liściastych. „Olcha, buk czy
brzoza to jeszcze na małym ogniu mogą być prędzej, ale potem
nie, bo robi się z nich węgiel i źle wypala, tylko dobra sosna
albo jodła, bo ogień pędzi do góry". Im drewno suchsze, tym
ozas wypału krótszy. Na jeden wypał zużywał przeciętnie 1 m
drewna.
W pierwszej fazie wypału trzeba było stosować „mały
ogień". Naczynia chociaż były przez suszenie na powietrzu
pozbawione wody, z którą glina związana jest meohanicznie,
zawierały jednak wodę higroskopijną i związaną chemicznie.
We wstępnym stadium wypału należało tę wodę usunąć. Trzeba
więc było suszyć garnki powoli, gdyż duża temperatura spowo­
dowałaby zbyt szybkie parowanie wody, co rozsadziłoby ścianki.
W pierwszej fazie, która trwa około 7 godzin, ogień „aby tylko
się pali". Kiedy garnki „już dobrze przeschły", przystępował
Szyszko do stopniowego podnoszenia temperatury pieca przez
dodawanie drewna dla uzyskania „dużego ognia", który pod­
trzymywał mniej więcej 4—б godzin. Odpowiedni moment do
dania „dużego ognia" poznawał po tym, że woda pryśnięta na
skorupy pokrywające piec zaczynała kipieć. Wówczas należało
przystępować do podnoszenia temperatury ognia. W końcowej
fazie wypału garncarz kładł bierwiona drewna do komory dolnej
i zasklepia! otwór. Było to już wypalanie naczyń w nagrzanym
piecu. Garnki z pieca wyjmował na drugi dzień rano, czasem
później, gdy zupełnie wystygły. Odbijał wówczas właz i wyjmo3

II. 6. Rysunek pieca Erazma Szyszki, widok z góry.

wał naczynia gołymi rękami, zaś do przegrzebywania ognia
w piecu służył mu zakrzywiony drewniany kij, tzw. koczerga.
Szyszko wypalał garnki dwukrotnie, pierwszy raz bez
polewy, drugi raz z polewą. Pierwszy wypał trwał mniej więcej
10—12 godzin, a ze stygnięciem ponad 24 godziny, zaś drugi
był krótszy, gdyż pierwsza jogo faza, polegająca na powolnym
suszeniu, wymagała mniej czasu. Temperatury w dalszych fazach
drugiego wypału musiały być równie wysokie jak w pierwszym
i trzeba je było utrzymywać ponad б godzin, nie licząc czasu
stygnięcia pieca.
Polewę robił Szyszko: bezbarwną, zieloną łub brązową.
Aby mieć polewę „bezbarwną — szklistą", przepalał na proszek
różne przedmioty z ołowiu w jakimś garnku żelaznym. Podgrze­
wany ołów początkowo topił się, a następnie zmieniał na proszek
— tlenek ołowiu. Zieloną polewę uzyskiwał przez dodanie ,,sinego
kamienia" lub przepalonej miedzi, zaś polewę ciemnobrązową,
prawie czarną — z brausztynu. Ołów kupował Szyszko od Żydów,
którzy sprowadzali go specjalnie dla garncarzy. Po I wojnie
światowej chłopi wydobywali z ziemi kable z płaszczem ołowia­
nym i sprzedawali je garncarzom. Miedź na polewę bral Szyszko
od kotlarzy, robiących rondle miedziane w sąsiednim miasteczku
Dunilowiczach, zaś brausztyn, podobnie jak ołów kupowany
był „u Żydów".
Zarówno ołów, jak i miedź, siny kamień czy brausztyn
mieszało się pół na pół z piaskiem (czasem nawet dodając więcej
piasku), zalewało wodą i „po mokrym stanie" mełło w żarnach,
takich samych jak do mielenia zboża: z tą tylko różnicą, że
kamienie w żarnach garncarskich miały gładką powierzchnię.
Byda to męska рг'аса, bo „kobiecie tam trudno było wyrobić
taką farbę". W efekcie końcowym powstawała płynna zawie­
sina „jak najgęstsza śmietana", którą rozcieńczało się wodą
i nabierając kubkiem, oblewało nią garnek nad jakimś szerszym
naczyniem, do którego ściekał nadmiar płynu. Szyszko, jak to

171

I

�'Htfr^eU^ixi
HUił^

*
JĄ/-

ff/ł'

vvl-t/&gt;о tło
j^{

и

Mnt* -г******
К&lt;У ł"

ъ1 zjo-ej^ij (-Ź

p

У/гъ* &gt; л™.,*,
ъг&gt; -ŁatlsseA

i У&lt;&lt; ^ a * » / v / ^

./#лУ

г Tint.

6?£*ь?-ъг*-}п
с/ и£с«*£**£«ох

e

л

е

9/yA*f*v'

*^-£/&gt; •&gt;

й

pona-ć;

Уе&lt;

•'-

s

I I . G. Fragment listu E. Szyszki.

już wyżej było powiedziane, kładł polewę na naczynia już raz
wypalone. Przypomina sobie jednak, że byli garncarze, którzy
nie oblewali garnków polewą, ale wysuszone naczynia powlekali
klejom, zrobionym domowym sposobem, a następnie na ten klej
posypywali zmielony proszok na sucho i dopiero wypalali.
Szyszko togo nic stosował, gdyż jogo zdaniem ,,jest to szkodliwo
dla zdrowia".
Naczynia, jakie wykonywał Szyszko na Wileńszczyźnie,
miały charakter wyłącznie użytkowy. Dekoracyjnych nie wy­
rabiał: „bo i na co". Przypomina sobie jednak, że w Glębokicm,
kolo Dzisny, garncarze robili flakony, „ale nic udawały się, bo
nie mieli dobrej gliny, ludzie nie kupowali, więc skwitowali
fabrykę".
Najwięcej, jak twierdzi, toczył misek różnej wielkości
i kształtów, miały bowiem one w tym czasie szerokie zastoso­
wanie. Jadano na nich, przygotowywano pokarmy, zwłaszcza
mączne, wyrabiano w nich ciasto, robiono zakwasek do chleba,
a także przetrzymywano mleko lub ucierano mak. W zależności
od funkcji, jaką miała spełniać miska, nadawał jej garncarz
odpowiedni kształt. Miski posiadały różne nazwy, np. „miski",
„oiorly", „ciorliec", „makotry". Niejednokrotnio nosiły też
miano „latuszek". Miski służące do jedzenia były zwykle wy­
sokie na 6—8 cm, o średnicy dna ok. 8—10 cm, zaś stosunek
średnicy dna do średnicy wylewu miał się przeważnie jak 1 : 2',5.
Podobne proporcje, jak i kształt zachowane były również przy
łatuszkach o większych rozmiarach, jak np. przy miskach prze­
znaczonych do przechowywania większej ilości mleka. Wysokość
ich wahała się w granicach 12—20 cm, zaś średnica dna miała
mniej więcej 10—12 cm. Zdarzało się czasem, że na specjalne
życzenie robił Szyszko latuszki o jeszcze większych gabarytach.
W bardzo płytkich miskach smażono jajecznicę.
Oprócz misek robił Szyszko dość dużo dzbanków, które na
Wileńszczyźnie zwykle wyrabiane byty bez uch, czyli „rączek".
Miały je jedynie dzbany do noszenia wody lub kwasu pracującym
w polu. Dzbany, „zbany", „staulnmy", „mleczniaki", „hładysze" — to naczynia do przechowywania, pokarmów płynnych.
Zasadniczy ich kształt był jednakowy, różniły się jedynie wy­
sokością. Najsmuklejsze i najwyższe bywały staubuny („stołbuny") , osiągały niera,z i ponad 30 cm wysokości. Gospodynie
kisiły w nich mleko.
Części dzbanka to: „szyjka" (ułatwiająca, przelewanie
płynu do innego naczynia), „brzuch", „dno" i „bihari" (tak
nazywa Szyszko górne brzegi). Dzbanki do przenoszenia płynów
w pole miały czasem „dzióbek". „Hładysze", czyli „mleczniaki",
nie posiadały nigdy ani rączek, a,ni dzióbka, ale miały bihari,
to znaczy „wirzch". Staubuny pozbawione były nawet tych
ostatnich, były równe od brzuśca do wylewu.
W glinianych garnkach gotowano. Miały one kształt jajo­
waty, były niskie a szerokie, zwykle bez rączek, bez szyjki,
za to miały wyraźny „wirzch", czyli brzeg. Do wyrobu garnków
musiał garncarz używać specjalnie przygotowanej gliny, nic
mogła ona być zbyt tłusta, ponieważ garnki byłyby wtedy
niewytrzymałc na gorąco i szybko pękały.
Innym rodzajem garnków wyrabianych przez Szyszkę były
„ciorlice". Miały one jedno ucho, krótką szyjkę i wylew nieco
szerszy niż w dzbankach, węższy zaś od wylewów zwykłych
garnków. Ciorlice te, mające ok. 20 cm wysokości, kupowano
przeważnie w celu przechowywania, śmietany.
Oprócz tych najczęściej występujących form naczyń gli­
nianych robił Szyszko również i inne, np. „słoje", czyli duże
naczynia zasobowe, wysokie na 30 cm i więcej, w których prze­
chowywano miód, marynowane grzyby, przetwory z jagód,
kiszone ogórki itp. Miały one kształt cylindryczny albo beczułkowaty. Ponieważ samo naczynie było dość ciężkie, a do tego
dochodziła waga zawartości, miało ono na brzuścu dwa uchwyty,
umożliwiające zaczepienie palców od spodu i łatwiejsze ich
przonoszenie.
Z wyrobów, jakie wykonywał Szyszko w swej pracowni
na Wileńszczyźnie, należy jeszcze wymienić różne przedmioty,
12

13

11

-

ęt.TKuy

i W&lt;J&lt;vQ
V

П. 7. Wzory naczyń. Rys. E. Szyszko.

172

�jak: kubki do picia, o kształcie zbliżonym do szklanki (zawsze
z ma,lym uchem), cukierniczki czy pokrywki do słojów. Były
też „hiaki" (,,ahlaki") z małą szyjką i uchem, w których trzy­
mano naftę lub samogon. Hlaki kupowali też Żydzi na herbatę
popijaną w czasie szabasu. Specjalnie dla Żydów robił Szyszko
tzw. ,,kugiolnico", służące do zapiekania potrawy zwanej kugiel.
Były to garnki z uchem, wysokie mniej więcej na 10 cm, o kształcie
odwróconego ściętego stożka.
Z innych obrzędowych naczyń należy wymienić duże 12—20
litrowe garnki, w których gotowano gołąbki na ucztę weselną.
Były też „rukomojki", wyrabiane przez Szyszkę dla starowieroów
(odłam prawosławnych), a używane przez nich do mycia twarzy,
której nie myli w tej samej wodzie co ręce. Miały one kształt
zbliżony do ciorlicy, z tym tylko, że posiadały dwa ucha, przez
które przewleczony był sznurek. Zawieszali je, jak mówił Szyszko,
„nad ceberkiem, jedną ręką pochylali i lali na drugą dłoń, i myli
twarz" (il. 7).
Wszystkie naczynia użytkowe, jak garnki, dzbanki, misy
miały różne wielkości. Najczęściej były to naczynia o pojemności
1—б litrów, jedynie staubuny były najmniej 3 litrowe. Słoje
jako naczynia zasobowe były znacznie większe — mniej więcej
8—10 litrowe. Największe miały 12 litrów. Kubki do kawy
miały 0,5 litra.
Jak zapamiętał Szyszko, na Wileńszczyźnie mierzono nie
na litry — tylko na kwarty i garnce. Z litrami zetknął się dopiero
w Polsce, po wojnie. Kwarta była nieco mniejsza od 1 litra.
Garnki były półgarncowe, garncowe, a nawet dwugarncowe.
Według przeliczenia na litry, półgarncowe miały około 3 1,
a garncowe б 1. Dwugarncowe garnki, o pojemności 10 1, zwano,
zdaniem Szyszki, „paktowe", zaś „śmietankowy" miał ok.
litra.
Naczynia zdobił Szyszko raczej skromnio. Na wysuszonym
czerepie, malował „pędzelkiem różne paski i wykrętaski białą,
kupowaną gliną". Robił też „grzebykiem zygzaki". Ważnym
elementem zdobniczym, było polowanie glazurą. Niektóre na­
czynia pozostawiał bez glazury, inne polewał zewnątrz lub tylko
wewnątrz. Były również takie, które miały polewę z obu stron.
Sposób umieszczania polewy uwarunkowany był przede wszyst­
kim funkcją naczynia, gdyż obok waloru estetycznego, mającego
raczej drugorzędne znaczenie, pokrywanie czerepu glazurą
miało na celu uzyskanie nieprzepuszczalnej powłoki, wygładza­
jącej porowatość gliny.
Naczynia pozbaw kmc „polewy" — to głównie garnki do
gotowania i doniczki, „bo lepszy dostęp powietrza". Od wewwnątrz polewane były dzbanki na mleko, ponieważ, jak twier­
dziły kobiety, „garnek polewany ma więcej śmietany", a także —
ponieważ łatwiejszy jest do mycia. Na zewnątrz nie dawano
polowy ze względów oszczędnościowych, wy chodziło mniej
„farby", a także dlatego, aby naczynia pozbawione uch nie
wymykały się z rąk. Obustronnie polowano były tylko dzbanki
mające uchwyty służące do noszonia napojów w pole. Szyszko
nie umie wytłumaczyć dlaczego tak robiono, „chyba, żeby lepiej
wyglądały". Obustronnie były toż polewane „słoje", aby czerep
nic wciągał miodu.
Pracując u obszarników, Szyszko sprzedawał swe wyroby
w swojej wsi i w najbliższej okolicy. Czasom z nadmiarem to­
waru jeździł do pobliskiego miasteczka, gdzie sprzedawał go na
targach i jarmarkach. Kiedy był jeszcze kawalerem, brali od
niego towar Żydzi — handlarze, czasem chłopi, którzy kupowali
„cały piec", a, potem sami już rozwozili naczynia po wsiach
i targach. Gdy się ożenił, sprzedażą jego wyrobów zajmowała się
żona. Okazało się to daleko intratniejszo dla wytwórcy. Przez
długi czas żona, sprzedawała wyroby Szyszki głównie na targach
i jarmarkach w pobliskich Dunilowiczach.
Za garnki dostawali pieniądze, często jednak, zwłaszcza
gdy sprzedaż odbywała się na miejscu, wymieniano je na zboże
w relacji „tyle zboża (żyta) za garnek, ile do niego weszło ziarna".
Niejednokrotnie żona jeździła też po innych wsiach, i garnki

NIL ND

Q

- I

% - II • - ///

I I . 8. Miejscowości na Wileńszczyźnie, w których sprzedawał
swe wyroby Bernard Podlipski: I — miasta woj., I I — miejsce
zamioszkania B. Podlipskiego., III—-punkty sprzedaży: 1 —
Molodoczno, 2 — Wilno, 3 — Wolożyn, 4 — Lida, 5 — Szczu­
czyn, 6 — Żoludek, 7 — Nowogródek, 8 — Baranowicza, 9 —
Derewno, 10 — Nieśwież, 11 — Stolpco, 12 — Rubieżewicze.
„mieniała na zboże". Gdy garnek miał ucho i był po wierzchu
polewany, wtedy za dwie sztuki dostawała 3 miary żyta.
Szyszko pamięta czasy, kiedy sprzedawano garnki „na
kopy". Za jedną kopę dostawało się rubla, dlatego nazywano
wówczas te garnki „rublowymi". Szyszko sprzedawał kopę za
półtora rubla,. Wolał jednak sprzedawać naczynia na sztuki.
„Do mojego horna (pieca)) — mówi — wchodziło najmniej
350 sztuk, czyli 6 kóp naczyń różnej wielkości, za co dostawałem
60 »załatycli «, ale to nie było dobre, bo ja chciałem, żeby
wiency brali garnków małych, a ten co kupował, żeby wioncy
dużych, to potom ustalili my za każdy garnek osobna cena".
„Dawniej to tylko na grosze liczyli" — dodaje Szyszko — i tak
np. litrowe naczynie kosztowało 4 grosze, większe 6, 8, 10, a nawet
20 groszy. Jak „nastały kopiejki", to np. za 5 litrową latuszkę
dostawało się 5 kopiejek, za dzbanek — 8, staubunę — 7, jak
przypomina sobie Szyszko, za „4 grosze można było kupić
2 pudełka zapałek, za 6 — śledzia, a za 10 — 5 jajek".
14

Popyt na różne typy naczyń kształtował się zależnie od
pory roku. I tak na wiosnę i w lecie najwięcej brano dzbanów,
łatuszok, staubunów, hladyszok (mleczniaki), a więc te wszystkie,
które służyły do przechowywania mleka. W lecie ponadto brano
dwojaki lub trojaki do noszonia, jedzenia w pole, zaś w jesieni,
według Szyszki, najlepiej „szły doniczki", których sprzedaż
w okresie międzywojennym dawała niezły dochód.
Siwaków Szyszko nigdy nie robił, nie widział nawet, jak
się je wykonuje. Od swego majstra, Juliana Podlipskiego, słyszał
tylko, że na Wileńszczyźnie były garncarskie ośrodki, które takie
naczynia wyrabiały, i że wypał ich polegał na tym, że w ostatnim
etapie garncarze nakrywali „piec z wierzchu, zasypywali go
i dawali pod spód smolaki".
Po przyjeździe w 1946 r. do Polski Szyszko nadal wyko­
nywał wszystkie znane mu formy naczyń, które były w dalszym
173

I

�Oprócz drobnej rzeźby ceramicznej wyrabiał Szyszko od
czasu do czasu dawne formy naczyń glinianych, głównie na
zamówienia muzeów i na wystawy, rzadziej na doraźną sprzedaż.
Głównym jednak źródłem dochodu był dla niego nadal wyrób
doniczek.
Erazm Szyszko nie jest jedynym garncarzem, który przy­
wędrował po I I wojnie światowej z Wileńszczyzny do Polski.
Oprócz niego, jak wynika z przeprowadzonych wywiadów
i dostępnej literatury , przybyło jeszcze wielu innych: Bernard
i Michał Podlipscy, Aleksander Iwaszkiewicz, Władysław Ja­
worski, Rudolf i Jan Limonitowie, Jan Toman, Janina Szczur kowa, Franciszek i Józef Dudzewiczowie, Jan Siewruk, Wła­
dysław Kulwanowski, dwóch Kazimierzów Szyszko (syn i brat
Erazma), Bronisław Mieszkuć, Rajmund i Michał Burakowie,
Antoni Siudakiewicz i inni, których nie udało mi się odszukać.
Garncarze ci przybyli zaraz po zakończeniu wojny, z pierwszą
falą ludności zza Buga, którą władze polskie kierowały w różne
strony Polski. Początkowe punkty przydziału nie zawsze okazały
się stałym miejscem zamieszkania, i tak np. Erazm Szyszko
skierowany w okolice Morąga w końcu osiadł w Biskupcu. Alek­
sander Iwaszkiewicz przybył w 1945 r. do Kielc, następnie
przeniósł się do Olsztyna, a w 1947 r. do Giżycka, gdzie mieszkał
do śmierci, Jan i Rudolf Limonitowie dostali się do Torunia,
Jan przebywa nadal w tym mieście, zaś Rudolf przez Włocławek
dotarł do Lodzi i tu pracuje do dziś dnia. Byli jednak i tacy,
którzy pozostali na miejscu pierwotnego przydziału. Tak było
z garncarzami przybyłymi do Lubska czy Zielonej Góry. Tworzyli
oni najliczniejszą grupę (łącznie było ich w Zielonej Górze — 6,
w Lubsku — 3, a ponadto w Legnicy — 2. Garncarze osiedli
w Lubsku przybyli z Wilna, garncarze zaś zielonogórscy pocho­
dzili z Rakowa (dawny powiat Mołodeczno, w województwie
wileńskim), który był przed I I wojną silnym ośrodkiem garn­
carskim. Wspólna więź wpływała zapewne na to, że wszyscy
pozostali w Zielonej Górze i nie szukali szczęścia gdzie indziej.
Tylko Jan Toman z Wilna, po przyjeździe do Polski w 1946 г.,
wybrał sobie jako miejsce zamieszkania Nowogrodziec w woj.
jebniogjrskim, ze względu na istniejące w jego okolicy odpo­
wiednio pokłady gliny . Pracownia jego znajduje się w samym
środku miasta, podczas gdy inni gjjncarzo starali się raczej
urządzić na peryferiach, gdzie — jak mówi Michał Podlipski —
„łatwiej było znaleźć pomioszczenie na warsztat".
15

9

ciągu potrzebne ludności repatriowanej zza Buga. Z czasom
sytuacja zmieniła się, zmalało bowiem zapotrzebowanie na garnki
gliniane i garncarz z konieczności musiał przestawić się na inną
produkcję, w której czołowe miejsce zajęły wciąż poszukiwane
doniczki.
Z Miłakowa został Szyszko sprowadzony do Biskupca
Kiedy garncarze znaleźli się w nowych warunkach, przy­
przez repatriowanego z Wilna garncarza Antoniego Azarewicza.
Był on synem Aleksandra — uczestnika komisji egzaminacyjnej, stępowali do otwarcia udasnych warsztatów. Przyzwyczajeni do
która przyznała Szyszce w Wilnie (1934 r.) dyplom mistrzowski. swego zawodu, chcieli go nadal uprawiać. Wszyscy mieli upraw­
Azarewicz prowadził w Biskupcu kaflarnię. Obowiązywał w niej nienia zawodowe, byli czeladnikami, ale nie wszyscy mieli
8-godzinny dzień pracy. Po powrocie do domu, mając wolny dyplom mistrzowski. Na Wileńszczyźnie mimo, żo wymagano
czas, zaczął Szyszko z nudów lepić w glinie „różne rzeczy a przede egzaminu mistrzowskiego od tych, którzy chcieli prowadzić
wszystkim zwierzęta". Jeszcze w Dunilowiczach zabawiał się własną pracownię i mieć uczniów, to jednak wielu garncarzy
czasem robieniem z gliny „baranów", które potem razem z garn­ 0 to uprawnienia nie starało się. Stąd dopiero po I I wojnie świa­
kami pokrywał polewą i wypalał. Nie sprzedawał ich jednak, towej niektórzy garncarze uzupełnili brakujące im świadectwa.
„bo kto by tam chciał kupować takie byle co", lecz rozdawał 1 tak np. A. Iwaszkiewicz zdał egzamin mistrzowski w 1947 r.
w prezencie krewnym i znajomym dzieciom. Zrobionymi w Bis­ w Olsztynie, a Rudolf Limonit w 1967 r. w Łodzi.
kupcu glinianymi rzeźbami zainteresował się najpierw Azarewicz,
Początkowo w Zielonej Górze, gdzie było największe sku­
który sam biorąc udział w wystawach organizowanych przez pienie garncarzy, każdy zaczął pracować na własną rękę. Po­
Muzeum w Olsztynie, pokazał je w Muzeum. Pracownicy muzealni magali sobie jednak wzajemnie nie tylko radą, alo i w pracy.
zaczęli namawiać Szyszkę do wzięcia, udziału w konkursie pamiąt­ Pow stał nawet pomysł utworzenia spółdzielni garncarskiej.
karskim oraz w wystawie sztuki ludowej w Reszlu (woj. olsztyń­ Inicjatorom był Franciszek Dudzewicz, który znal się dosko­
skie). Garncarz wzbraniał się przed tym, ale, jak mówi, „przy­ nale na garncarstwie, a równocześnie miał już doświadczenie
chodzili z Muzeum w Olsztynie i przynieśli mi nawet wzory z zakresu spółdzielczości (założył przed wojną spółdzielnię
kafli mazurskich, kazali mi robić takio rzeźby do bajek, jak: w Rakowie). Spółdzielnia została założona w 1948 r. z siedzibą
Czerwony Kaptur-k, Wrona z serem i lis i inne". Wreszcie wykonał w Zielonej Górze. Niestety z powodu nieporadności organizacyj­
kilka rzeźb, dał je na wystawę i otrzymał nagrodę. Odtąd, od nych i finansowych istniała tylko jeden rok . Po jej zlikwido­
1955 г., lepi z gliny różno postacie, np. Adama i Ewę w Raju, waniu nie wszyscy wrócili do garncarstwa, np. Bernard Pod­
misie niosące koszyk czy miniaturę tzw. diabelskich skrzypiec lipski został murarzem, a z powrotem zasiadł przy kole dopiero
z Warmii. Wykonał też na 500-locie urodzin Kopernika kilka­ w 1958 i ' . , kiedy poważnie zachorował, gdyż zawód murarski
naście różnych rzoźb przedstawiających wielkiego astronoma. był dla niego za ciężki. Toczył już potom bez przerwy do 1970 г.,
Za swą działalność artystyczną otrzymał na konkursach i wysta­ kiedy to osiągnął wiek 65 lat i przeszedł na emeryturę. Pozostawił
wach liczne nagrody, a w 1974 r. został zweryfikowany jako sobie jednak pełne wyposażenie pracowni w nadziei, żo od czasu
twórca ludowy.
do czasu może będzie toczył.
16

r

17

174

�Drugim licznym skupiskiem garncarzy wileńskich w Zielonogórakiem było Lubsko. Tam również czyniono próby wyrobu
naczyń według dawnej tradycji. Użyto jednak do tego celu
niewłaściwej gliny, takiej jak do produkcji kafli. Dawała ona
po wypaleniu czerep porowaty i przesiąkliwy. Po tym niepowo­
dzeniu zrczygnowano z wyrobu naczyń i ograniczono się do
wyrobu kafli i ceramiki budowlanej . Ostatnio, jak mnie po­
informowała dr Barbara Kołodziejska, dyrektor Muzeum Okrę­
gowego w Zielonej Górze, właściciel kaflami w Lubsku, który
dawniej współpracował z garncarzami wileńskimi — Mieszkuci чп
i Michałem Burakiem, będącymi już na emeryturze, postanowił
uruchomić wyrób ceramiki o charakterze pamiątkarskim i zamie­
rza oprzeć się na tych właśnie garncarzach. Jakie będą wytwa­
rzać formy — nie wiadomo.
Garncarze, którzy z Wileńszczyzny przybyli do Polski po
I I wojnie światowej, pochodzili na ogół z rodzin garncarskich,
a rzemiosłem swoim parali się w rodzinnych stronach od wielu
lat. Byli to ludzie dojrzali, liczący w~ówczas mniej więcej 30—40
lat (Bernard Podlipski — 41, Aleksander Iwaszkiewicz — 38,
Rudolf Limonit — 30). Jedynie Erazm Szyszko przybyd w wieku
60 lat. Uczyli się oni zawodu garncarskiego od młodości, zmuszeni
do tego ciężkimi warunkami domowymi.
Iwaszkiewicz, po śmierci matki, jako 9-letni chłopiec został
oddany na naukę do swego wuja, garncarza, u którego byd prz&lt; z
6 lat. ,,W domu była straszna bieda, ojciec nie dawał sobie rady,
więc oddali mnie, bo nie było wyboru, do wuja. Musiałem tu
pomagać we wszystkich robotach garncarskich i domowych też.
Ale przy tym nauczydom się. Majster dawał mi utrzymanie,
a garncarstwo mi się chyba podobało, ale potem przyszło już
przyzwyczajenie". Podobnie było i z Bernardem Podlipskim,
z tą tylko różnicą, że garncarstwem interesował się od dziecka,
ale ojciec nie pozw alał małemu Bernardowi siadać za kółkiem.
Mieszkając w Iwieńcu, dużym ośrodku garncarskim, chłopiec
,,biegał po garncarzach" i pomagał im przy obróbce gliny i innych
wstępny-ch pracach, za co ,,czasem dostałem z niedopałku po­
ciągnąć dymu". Ojciec umarł, gdy syn miał 13 lat, i wówczas
Bernard zmuszony był szukać zawodu, aby poprawne byt rodzi­
nie. Wybór padł z konieczności na garncarstwo, ,,bo w Iwieńcu
nie było innego wyjścia, bo tam nie było żadnej innej roboty
prócz garncarstwa". Poszedł więc na naukę do blisko sześćdzie­
sięcioletniego Dyzia Kilczewskiego, który mial pracownię i za­
trudniał kilku czeladników. Robota szla mu sprawnie, tak, że
po blisko 4 miesiącach toczył już kubki do kawy, śmietanniki
(dzbanuszki do „wszelkiego użytku"), a nawet naczynia „kwartowe", tzn. miski do jedzenia, makotry, dzbanki i in. Przez cały
czas uczył go czeladnik, udzielając chłopcu rad i wskazówek,
a także, uwag, ale „jak mi nie szło, to nie obeszło się bez uderzenia
mnie po twarzy mokrą ręką z gliną".
Po wyuczeniu się zawodu garncarze usamodzielniali się, za­
kładali własno „fabryki" albo pracowali u innych, których
warsztaty rozsiane były na terenie Wileńszczyzny. Jedni osiedlali
się w wybranej miejscowości na stałe, inni wędrowali z miejsca
na miojsce, jak wspomniany już Podlipski, który jako wyzwolony
czeladnik (choć mial dopiero 15 lat), pojechał na dalszą naukę
do Wilna, do Aleksandra Azarewicza. Przebywał tam 3 łata
i uczył się, szczególnie „wyrabiania polewy i różnych sposobów
polewania". Jak twiordzi, w ciągu swojego życia pracował
w 13 miejscowościach, a w 4 zakładał własną „fabrykę".
Wyjątek wśród garncarzy przybyłych z Wileń *zezyznv
stanowi Jan Toman, z zawodu tokarz, który w Wilnie w czasie
okupacji nauczył się garncarstwa będąc już dojrzałymi męż­
czyzną. Porzucił poprzednią profesję i obecnie utrzymuje się
wyłącznio z garncarstwa i kaflarstwa .
Wszyscy przybyli z Wileńszczyzny garncarze byli „paliwocznikami", tzn. toczyli na kole, ale — poza Erazmem Szyszko
— nikt z nich nie przywiózł ze sobą „warsztatu" . Koła zrobiono
im na miejscu nowego osiedlenia.
Technika ich pracy, t j . przygotowanie gliny, obróbka,
toczenie, wypalanie, a także wyposażenie pracowni, formy
r

18

r

19

20

i
I I . 9. K. Szyszko, figurka ceramiczno,, polewana, wys. 18 cm.
II. 10—12. Wyroby ceramiczno E. Szyszki.

175

�i zdobnictwo naczyń, nic różniły się zasadniczo od opisanych
przy omawianiu pracowni i wyrobów Szyszki.
Pewne różnice występują jedynie w nazewnictwie narzędzi
czy wyrobów, np. dól do składania gliny to u Szyszki ,,jaina",
a u Barnarda Podlipskiego ,,katuch", przy czym garncarz ten
gliny nie „szatkuje", lecz „tarkuje" przy pomocy tarki wyko­
nanej z podziurkowanej blachy. Kolo garncarskie, przy którym
wszyscy garncarze wileńscy siadają okrakiem, nazyw a się „war­
sztat" lub „krnh", a u Iwaszkiewicza — „toczek". Piec do
wypalania naczyń nazywa Szyszko „hornem", ale dla Iwaszkicwicza to po prostu piec (załadowany wyrobami). Aby naczynia
nie zlepiały się, Podlipski dawał „blaty gliniane", t j . płytki
chroniące naczynia w czasie wypału przed zlepianiem się.
Polewy wykonywali garncarze „systemem mokrym" (jak
Szyszko), tylko Rudolf Limonit czasem postępował inaczej,
a mianowicie wypalał ołów w kotle na tlenek ołowiu i tym prosz­
kiem posypywał czerep. Naczynia nie polewane wypalano raz,
a polewano dwukrotnie. Polowano je tak samo jak to robił
Szyszko. Jodynie Podlipski stosował nieco inną metodę. Wypa­
lony już raz garnek pokrywał rozwodnioną, „mulowatą" glinką,
niezbyt tłustą, żeby naczynie wykonano z tłustej gliny uzyskało
powierzchnię bardziej wsiąkliwą, w którą łatwiej wnika glazura.
T

Wszyscy garncarze wileńscy zgadzają się co do rodzaju
drewna używanego przy wypalaniu. Za najlepsze uważają
sosnę, świerk i jodłę, a Limonit jeszcze karpinę. Ocena wartości
jest jednak różna. Jeden z garncarzy uważa, żo najlepsza jest
sosna, inny świerk itd. Michał Podlipski szczególnie ceni sosnę,
którą pali się w pierwszej fazie wypału, w drugiej natomiast
używa już świerka, gdyż wtedy naczynie „dostaje szklistą,
piękną polewę".
Kształt, wielkość wyrobów i zdobnictwo analogiczne są
u wszystkich garncarzy wileńskich.
Ręcznym lepieniem naczyń nikt się z nich nie zajmował,
uważając to za coś ubliżającego („to taka babska robota").

Niektórzy z nich znali jednak mieszkających we wsiach „harkolepów" czy „hanczarów", którzy lepili naczynia, ręcznio i wypalali
w piecach chlebowych, a następnie po wypaleniu zanurzali
w rozwodnionym, zakwaszonym rozczyuio z żytniej mąki,
aby uzyskać nieprzepuszczalny czerep. Były to, jak twierdzą,
naczynia wytrzymałe na wysokie temperatury, dzięki czemu
doskone.le nadawały się do gotowania w nich jodzenia. '
Wyroby swe sprzedawali wileńscy garncarze, podobnie jak
Szyszko, po wsiach, na targach i jarmarkach. Zazwyczaj poma­
gały im w tym żony. Niektórzy jeździli z towarem również
w dalsze strony. Najlepiej widać to na przykładzie Bernarda
Podlipskiego (il. 8), który mieszkając w Iwieńcu, ośrodku liczącym
wiele „fabryk", rozprowadzał swój „towar" na dość znacznym
obszarze. Zdarzało się też, że garncarz sprzedawał swe wyroby
na miejscu pośrednikowi, bardzo często był nim Żyd, który
bral od razu „cały piec". To się jednak nie opłacało, bo przy
takiej transakcji daleko mniej zarabiano.
Liczba garncarzy przybyhych z Wileńszczyzny do Polski
wciąż się zmniejsza. Wielu już umaiło (Jaworski, Dudzewiczowie,
Kulwanowski, Iwaszkiewicz), kilku przeszło na emeryturę
(Bernard Podlipski, Jan Burak), ale toczą od czasu do czasu
trochę doniczek, a wyjątkowo dzbanek czy miskę. Naczynia
gliniane straciły w dużej mierzo swe dawne zastosowanie i jeśli
nawet są wyrabiane, to mają obecnie nowe przeznaczenie.
Kilku garncarzy pracuje dla „Cepelii" (m. in. Limonitowie),
niektórzy wyrabiają doniczki, ale już z form gipsowych (Kazi­
mierz Szyszko). Garncarze nie mają uczniów. Podobno dzięki
pomyślnej koniunkturze na garnki gliniane zaczął toczyć syn
Aleksandra Iwaszkiewicza. Garncarzom przybyło lat, a ubywa
sił do pracy, wraz z nimi zamiera tradycyjne garncarstwo wileń­
skie. Każdy z żyjących jeszcze garncarzy może powiedzieć
za Erazmem Szyszko:
r

„Mój dzień ma się już ku końcowi".

PRZYPISY
Zapaszką nazywano pewien rodzaj umowy z „pamieszczykiem" albo dzierżawcą, na mocy której zapasznik otrzymywał
od posiadacza ziemi kawał gruntu do obrabiania i „jakie takie
mieszkanie". Grunt ten musiakuprawiae. przy pomocy własnych
narzędzi (socha, brona itp), własnego konia i rodziny. Przy
końcu roku, po zbiorach i wy^młóconiu zboża następowała splata,
tzw. „piccioryk". Wszystkie plony dzielono na pięć części,
przy czym „pan" brał z tego trzy a zapasznik dwie części.
I tak jeden rok byli w Kolędzinie, cztery lata w Nowo­
siółkach, jeden rok w Kamionce itd.
Prawo carskie dzieliło ludzi na: „pamieszczyków" (zie­
mian), chłopów, mieszczan i „dworianów". Dworianin był to
człowiek, który z jakiegoś powodu (np. brania udziału w powsta­
niu) stracił łaskę carską. Nie wolno mu bydo nabywać własności
ziemskiej, mógł tydko ją dzierżawie od pamieszczyków, względnie
służyć „za ordymarię".
.1 ulian Podlipski opuścił Iwdeińeo dlatego, że „tam było
wielu garncarzy i byda duża konkurencja w sprzedaży^, trudno
było wyżyć".
° Erazm Szyszko, Moje życie, „Biuletyn Informacyjny
Stowarzyszenia Twórców Ludowych", Lublin 1972, nr 2, s. 17.
Garncarze, nie mając zazwyczaj sw'oich własnych gospo­
darstw, wędrowali z miejsca na miejsce, „gdzie się lepiej opłacało".
Dwory, przydzielając swoim najemnikom dom, niechętnie
widziały w nich garncarzy, uważając, że „od gliny psują się
domy".
E. Szyszko, Moje życie,... s. 17.
Na dyplomie omyłkowo podano rok urodzenia E. Szyszki:
„1985", winno być „1885".
Według pisemnej relacji J . Kudirka, pracującego obecnie
na Uniwersytecie w Wilnie; Wł, Hołubowicz, Garncarstwo
wiejskie zachodnich terenów Białorusi, Toruń 1950, fot. 27.
„...dużo natomiast mamy u nas surowca na wyroby
ceramiczne w postaci glin, a niektóre ily warwowe są wprost
1

2

3

4

6

T

7

8

9

1 0

doskonałym materiałem na cegłę". (R. Rydzcw'ski, Fizjografia
województwa wileńskiego [w:] Wilno i ziemia wileńska, Wilno
1930, t. I , s. 57).
R. Reinfuss, Garncarstwo ludowe, Warszawa 1955, s. 25.
Zgadza się to z badaniami Wł. Holubowicza, który
stwierdza, że na Wileńszczyźnie dzbanki tamtejsze były pozba­
wione uch za wyjątkiem samego Wilna, gdzie w pracowniach
garncarskich robiono dzbany z uchami. (Wl. Hołubowicz, Garn­
carstwo wiejskie..., s. 200).
Te naczynia, zdaniem Szyszki dlatego zwano staubunami,
że były wysokie i smukłe jak łodyga kwiatowo-nasienna marchwi
czy buraka, która na Wileńszczyźnie nosiła miano „staubun".
W okresie czasu, który pamięta Erazm Szyszko (lata
1890—1905), w użyciu bydy ruble i kopiejki (100 kop. — 1 rubel).
Ludzie jednak liczydi „po swojemu", o czym tak mówi Szyszko:
(...) ludzio mioli swój rachunek, bydy monety miedziane 1, 2, 3
i 5 kopiejki, srebrne — 10, 15, 20 i 50 kopiejek oraz rubel, reszta
papierki, ale ludzio miedziaki łiczydi na grosze. Jeżeli pudełko
zapałek była kopiejka, to mówili, żo to 2 grosze, a jak śledź
3 kopiejki — to było 6 groszy, a 5 kopiejek nazywali „dziesiątka",
10 kopiejek — „hrywnia", zaś 15 kopiojek to była „załatówka",
a 20 kopiejek — „sarakówka". Jeżeli pud żyta (16 kg) kosztował
75 kopiejek, to mówili 5 załatych, owsa — 1 rubel 80 kopiejek —
równało się 12 załatym, funt cukru (40 dkg) kosztował 15 ko­
piejek, czyli 1 załaty, itd".
B. Kołodziejska, Rzemiosło garncarskie w
Zielonogórskiem, Warszawa—Poznań 1973; B. Jankowska,
Współczesne
garncarstwo ludowe na Dolnym Śląsku [w:] Wieś
dolnośląska,
Wrocław 1970, s. 137—195.
B. Jankowska, Współczesne..., s. 140 i 141.
B. Kołodziejska, Rzemiosło.,., s. 143.
Jw., s. 139.
B. Jankowska, Współczesne..., s. 140.
B. Kołodziejska, Rzemiosło..., s. 152.
11

1 2

r

1 3

1 4

r

1 5

1 6
1 7

1 8

1 9

2 0

Fot.: D . Czubata -— il. 1; J . Kubiena — il. 10—12: M. Frzeżdzieeka il. 9.
Opr. rys. autor — il. 2, 8.

i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7971" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7951">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb3ecaf391193049a212825986408f5f.pdf</src>
        <authentication>94f4a1fcc18ef830b6f8980313666e47</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95267">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95269">
                <text>1951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95271">
                <text>skrzynie ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="95273">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95275">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95277">
                <text>Skrzynie kurpiowskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5 z.4-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95279">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1951 t.5,z.4-5; s.124-130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95281">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95283">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95286">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95289">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95293">
                <text>SKRZYNIE KURPIOWSKIE Z POW.

OSTROŁĘCKIEGO
ZOFIA

W archiwum Z a k ł a d u Plastyki, Architektury
i Z d o b n i c t w a Ludowego P.I.S. znajduje się te­
ka, z a w i e r a j ą c a d w a d z i e ś c i a k i l k a
barwnych
plansz, p r z e d s t a w i a j ą c y c h
skrzynie
ludowe
z pow. o s t r o ł ę c k i e g o . M a t e r i a ł zebrany z o s t a ł
przez Ob. M a r i ę D ą b s k ą , k t ó r a z r a m i e n i a I n ­
s t y t u t u b a d a ł a tamtejszy teren.
Wspomniany
z b i ó r s k r z y ń stanowi p e w n ą s e r i ę , n a d a j ą c ą się
do opracowania i p o z w a l a j ą c ą z w r ó c i ć u w a g ę
na ten dział zdobnictwa ludowego na K u r p i a c h .
Dotychczas m a m y n i e w i e l e stosunkowo w z m i a ­
nek, o d n o s z ą c y c h się do m e b l a r s t w a p ó ł n o c n o wschodniej Polski, tak, że nawet najmniejsza
i n f o r m a c j a z tej dziedziny, staje się dla nas
w a ż n y m przyczynkiem.
M a t e r i a ł zebrany z o s t a ł w d z i e w i ę c i u wsiach,
a m i a n o w i c i e : w C i e ń ć k u , Kadzidle, K r z y s i a ­
kach, Ł y s e m , N i e d ź w i e d z i u , Wejdzie, W y d m u sach, W y k r o c i e i Zalasiu. Z n i e k t ó r y c h w s i ma­
m y po jednej skrzyni, z i n n y c h po k i l k a .
Skrzynie wykonane z miękkiego
drzewa,
w i ą z a n e na „ c y n k i " , p o s i a d a j ą k s z t a ł t l e ż ą c e g o
p r o s t o p a d ł o ś c i a n u o w y m i a r a c h , w a h a j ą c y c h się
w n a s t ę p u j ą c y c h granicach: d ł u g o ś ć od 90—130
cm, w y s o k o ś ć : 42—64 cm, s z e r o k o ś ć : 40—62 cm.
N a j c z ę s t s z e s ą j e d n a k skrzynie, w k t ó r y c h ścian:. licowa d ł u g a jest około 95 cm, a wysoka na
46 cm.
S k r z y n i e z pow. o s t r o ł ę c k i e g o
nakryte
są
p ł a s k i m w i e k i e m z niezbyt w y s u n i ę t y m g z y m ­
sem (od 2—5 cm), g r u b o ś c i około 5 cm.
Tak
gzymsy g ó r n e j a k i dolne są na ogół s ł a b o p r o ­
filowane (tabl. I , 1—15).
P u d ł a s k r z y ń s p o c z y w a j ą na p o d n ó ż k a c h , k t ó ­
re s ą w 75% dwudzielne, a t y l k o w 25% poje­
dyncze, p r z y czym tak jedne j a k i drugie m a j ą
w e w n ę t r z n e k r a w ę d z i e ozdobnie w y c i n a n e (tabl.
I , 1—14). P o d n ó ż k i dwudzielne poza j e d n y m
w y j ą t k i e m (tabl. I , 10) są pozbawione kół, p o d ­
czas gdy p r z y p o d n ó ż k a c h pojedynczych k ó ł k a
z d a r z a j ą się częściej (tabl. I , 11, 14, 15). Szufla­
dy w p o d n ó ż k a c h s k r z y ń w y s t ę p u j ą z u p e ł n i e
sporadycznie (tabl. I , 15). W y s o k o ś ć p o d n ó ż k ó w
waha się w granicach od 10—22 cm.
Pionowe k r a w ę d z i e s k r z y ń są p r a w i e zawsze
proste i g ł a d k i e . W y j ą t e k od tej zasady stano­
w i ą j e d y n i e t r z y skrzynie, jedna z nich, pocho­
d z ą c a ze wsi W y d m u s y , posiada na ś c i a n i e l i ­
cowej w z d ł u ż b o k ó w p r z y b i t e toczone p ó ł k o l u 124

CIEŚLA-REINFUSSOWA

m i e n k i (tabl. I , 10, ryc. 1), druga z N i e d ź w i e ­
dzia ma u g ó r y t u ż p r z y w i e k u charakterystycz­
ne ścięcie (tabl. I , 13, ryc. 2). Ze w z g l ę d u na
s w ą b u d o w ę na s z c z e g ó l n ą u w a g ę
zasługuje
skrzynia trzecia, oznaczona n u m e r e m 12 na ta­
b l i c y I . Posiada ona w z d ł u ż p i o n o w y c h k r a w ę ­
dzi przymocowane d w i e grube p r o f i l o w a n e des­
k i , k t ó r e g ó r ą s i ę g a j ą wieka, d o ł e m zaś t w o r z ą
nogi s k r z y n i . Deski te s z e r o k o ś c i około 10 cm
s k ł a d a j ą się z d w ó c h części p r a w i e jednakowo
wysokich, oddzielonych od siebie p r o f i l o w a n y m
gzymsem. G ó r n a część, g r u b o ś c i m n i e j w i ę c e j
d w ó c h c e n t y m e t r ó w , jest z u p e ł n i e p ł a s k a , j e d y ­
nie t y l k o w n i e w i e l k i e j odległości od k r a w ę d z i
bocznych ma z k a ż d e j strony po j e d n y m żło­
bieniu. Dolna część dwa razy grubsza od g ó r n e j
posiada ozdobne profilowanie.
S k r z y n i a ta zo­
s t a ł a znaleziona w z a k r y s t i i kościoła w Zalasiu,
co t ł u m a c z y ł o b y m o ż e jej w y j ą t k o w ą b u d o w ę .
Z i n n y c h o z d ó b plastycznych w y s t ę p u j ą c y c h
na badanych skrzyniach k u r p i o w s k i c h n a l e ż y
jeszcze w s p o m n i e ć o p r o f i l o w a n y c h listwach,
t w o r z ą c y c h r a m k i , w y z n a c z a j ą c e pola zdobni­
cze (ryc. 1). W jednej ze s k r z y ń , p o c h o d z ą c e j
ze wsi N i e d ź w i e d ź , s p o t y k a m y się z c i e k a w y m
zjawiskiem, r z a d k i m na ogół w skrzyniach l u ­
d o w y c h . Otóż p r o f i l o w a n e l i s t w y , b ę d ą c e obra­
m i e n i e m p ó l zdobniczych są jeszcze dodatkowo
od w e w n ą t r z ozdobnie w y c i ę t e , przez co p o w ­
staje rodzaj kartusza, w y o d r ę b n i o n e g o ponadto
przez szafirowe tło, k o n t r a s t u j ą c e z b r ą z o w ą
p o w i e r z c h n i ą reszty s k r z y n i i listew (ryc. 2).
Ś c i a n y licowe s k r z y ń b ą d ź w ogóle nie m a j ą
wydzielonego pola zdobniczego (ryc. 5, 6), b ą d ź
p o s i a d a j ą jedno (ryc. 4), dwa (ryc. 3, 7), t r z y
(ryc. 2), a n a w e t w y j ą t k o w o i p i ę ć . Pola te m o ­
g ą b y ć wyznaczone w r ó ż n y sposób, a m i a n o w i ­
cie: o d m i e n n y m k o l o r e m t ł a (ryc. 3, 4) r ó ż n y m
od t ł a o g ó l n e g o , p r z y pomocy malowanej r a m k i ,
czy p r o f i l o w a n y c h listew (ryc. 1), w z g l ę d n i e
przez p o ł ą c z e n i e d w ó c h e l e m e n t ó w , a w i ę c k o ­
lorowego t ł a i r a m k i malowanej (ryc. 7) l u b l i ­
stew (ryc. 2). P o w s t a ł e tak pola zdobnicze m o ­
ż e m y p o d z i e l i ć na k w a d r a t o w e i p r o s t o k ą t n e .
Pola p r o s t o k ą t n e w y s t ę p u j ą na skrzyniach j e d nopolowych w pozycji l e ż ą c e j , umieszczone są w
samym ś r o d k u s k r z y n i i z a j m u j ą Vt powierzch­
n i ś c i a n y licowej (ryc. 4). Pola w y ł ą c z n i e prosto­
k ą t n e spotyka się w skrzyniach d w u - , t r ó j i p i ę c i o p o l o w y c h (tabl. b a r w n a 2, ryc. 1), roz-

�mieszczone symetrycznie w z g l ę d e m
środka
skrzyni.
W skrzyni pięciopolowej w y s t ę p u j ą
p r o s t o k ą t y w dwóch wymiarach, wąskie, smu­
kłe, z n a j d u j ą się w ś r o d k u i po bokach, a szer­
sze m i ę d z y n i m i . K w a d r a t o w e pola s ą z w y k l e
w skrzyniach o d w ó c h polach zdobniczych
(ryc. 3). Pola p r o s t o k ą t n e i k w a d r a t o w e ł ą c z ­
nie z d a r z a j ą się w skrzyniach t r ó j polowych,
gdzie w ą s k i e pole w postaci s t o j ą c e g o p r o s t ą k ą t a znajduje się w ś r o d k u m i ę d z y d w o m a
p o l a m i k w a d r a t o w y m i (ryc. 2). Wszystkie pola
tak k w a d r a t o w e j a k i p r o s t o k ą t n e są d u ż e i w y ­
pełniają sobą prawie całą powierzchnię ściany
l i c o w e j . Wydzielone pola m a j ą czasem n a r o ż a
ścięte b ą d ź prosto b ą d ź ł u k o w a t o (ryc. 3).
W ornamentyce o m a w i a n y c h s k r z y ń z pow.
o s t r o ł ę c k i e g o spotyka się m o t y w y abstrakcyjne
i r o ś l i n n e . M o t y w y abstrakcyjne na ogół rzad­
sze w y s t ę p u j ą w postaci t r u d n y c h do opisania
kompozycji z ł o ż o n y c h p r z e w a ż n i e z nieregular­
n y c h l i n i i k r z y w y c h . P r z y k ł a d e m takiej deko­
racji są d w i e skrzynie z w s i N i e d ź w i e d ź , p o w ­
s t a ł e około 1910 г., w y k o n a n e przez stolarza M i ­
c h a ł a C h o r ą ż e w i c z a . Na w y o d r ę b n i o n y m sza­
f i r o w y m tle r o z r z u c a ł on nieregularnie zdobi­
ny, w kolorach b i a ł y m i czerwonym, esowato
l u b ł u k o w a t o powyginane. Jedna z n i c h repro­

dukowana na ryc. 2, posiada w p o ś r o d k u p ó i
zdobniczych czerwone
motywy,
będące jak
g d y b y d a l e k i m echem dekoracyjnie t r a k t o w a ­
n y c h m o n o g r a m ó w . Do m o t y w ó w t y c h z a l i c z y ć
n a l e ż y w z ó r w postaci j a k g d y b y l i t e r y „ X " ,
w y s t ę p u j ą c e j na s k r z y n i ze w s i W y k r o t (tabl.
I I I , 13, ryc. 3).
N a j c z ę s t s z y m i ozdobami s k r z y ń są j e d n a k m o ­
t y w y roślinne. Spośród k w i a t ó w częstotliwością
w y s t ę p o w a n i a w y r ó ż n i a się t u l i p a n w r ó ż n y c h
odmianach i rozmiarach (tabl. I I , 23—35). Spo­
t y k a się go w postaci stulonego p ą c z k a (tabl. I I ,
33), czasem nieco rozchylonego (tabl. I I , 34),
w z g l ę d n i e r o z w i n i ę t e g o k w i a t u (tabl. I I , 23, 28
do 31), z zaznaczonymi nawet p r ę c i k a m i (tabl.
IT, 30, 31). N i e k i e d y k w i a t t u l i p a n u u j ę t y jest
bardziej schematycznie (tabl. I I , 24—27). Obok
tulipanowatych form częste są też kwiaty wiel o p ł a t k o w e (tabl. I I , 7—18, 22), oraz k w i a t y p r o ­
mieniste (tabl. I I , 19—21). K w i a t y w i e l o p ł a t k o wc p o s i a d a j ą silnie zaznaczony ś r o d e k , w o k ó ł
k t ó r e g o rozmieszczone są l i s t k i w postaci k r o ­
pek (tabl. I I , 10—12, 14, 18), ł u k ó w (tabl. I I , 8,
13) i t p . C a ł o ś ć m o ż e b y ć od z e w n ą t r z o b w i e ­
dziona c i e n k i m k o n t u r e m (tabl. I I , 8, 10—14).
K w i a t y promieniste p o s i a d a j ą
cztery,
sześć
i dziesięć l i s t k ó w (tabl. I I , 19—21). O s o b n ą g r u -

13

Tablica

I.
125

�Ryc.

1. Wieś

Wydmusy

klMyszyńca

pow.

Ostrołęka.

4

Jednoosiowe m o t y w y symetryczne przybie­
r a j ą p o s t a ć k w i a t o n ó w (tabl. I I I , 5, 7), czy też
r o z c z ł o n k o w a n e j g a ł ą z k i z k w i a t a m i na k a ż d e j
odnodze (tabl. I I I , 8) albo pojedynczego k w i a t u
na dość d ł u g i e j ł o d y ż c e (tabl. I I I , 1—3), w z g l ę d ­
nie u ł o ż o n y c h symetrycznie l u ź n o
rzuconych
t u l i p a n ó w (tabl. I I I , 4). M o t y w asymetryczny
w y s t ą p i ł w y j ą t k o w o na s k r z y n i t r ó j p o l o w e j , pofc h o d z ą c e j ze wsi W y d m u s y (ryc. 1).

4

Ryc.

2. Wieś

Niedźwiedź

k/Myszyńca

pow.

Ostrołęka.

p ę s t a n o w i ą k w i a t y o k s z t a ł t a c h fantastycznych
z k i e l i c h a m i p o t r a k t o w a n y m i dekoracyjnie (ta­
blica I I , 36—39).
Podobnie j a k k w i a t y u j m o w a n e są i liście.
P r z e w a ż a j ą l i s t k i drobne owalne (tabl. I I , 42,
43, 45—47, 52) i esowato w y g i ę t e (tabl. I I , 41).
W jednej ze s k r z y ń i m i t u j ą liście n i e w i e l k i e
ś l i m a c z n i c e (tabl. I I , 44). L i ś c i e m o g ą b y ć poje­
dyncze (tabl. I I , 40—51, 53, 54) albo p o t r ó j n e
(tabl. I I , 52), symetryczne (tabl. I I , 42, 43, 48,
49, 54), l u b asymetryczne (tabl. I I , 40, 41, 45,
50), w z g l ę d e m swej osi ś r o d k o w e j . Blaszka l i s t ­
k ó w posiada brzegi g ł a d k i e (tabl. I I , 40—47, 49)
w z g l ę d n i e n i e r ó w n e (tabl. I I , 48) l u b t e ż po­
s t r z ę p i o n e j a k w liściu m a k u (tabl. I I , 50).
W n i e k t ó r y c h skrzyniach zaznaczone jest bar­
dzo schematycznie ż y ł k o w a n i e liścia (tabl. I I ,
49, 51). W s k r z y n i ze w s i Wejdo w y s t ę p u j ą d u ­
że liście (tabl. I I , 54, ryc. 6), otoczone dla ce­
lów d e k o r a c y j n y c h dodatkowo szeregiem k r o ­
pek.
Z e l e m e n t ó w w y ż e j opisanych p o w s t a j ą m o ­
t y w y o ś r o d k o w e i jednoosiowe. M o t y w y o ś r o d ­
k o w e s ą p r z e w a ż n i e z ł o ż o n e z e l e m e n t ó w ab­
s t r a k c y j n y c h (tabl. I I I , 11, 12), rzadziej r o ś l i n ­
n y c h (tabl. I I I , 9). Jednoosiowe s ą w y ł ą c z n i e r o ­
i ć

ś l i n n e (tabl. I I I , 1—8, Ю), p r z y czym m o g ą one
b y ć symetryczne i asymetryczne.
Motywy
o ś r o d k o w e p o s i a d a j ą zazwyczaj w c e n t r u m k ó ł ­
ko (tabl. I I I , 11, 12), czasem o ś m i o p r o m i e n n ą
g w i a z d ę (tabl. I I I , 9) l u b w i e l o p ł a t k o w y k w i a ­
tek (ryc. 4). Ze ś r o d k a r o z c h o d z ą się na zew­
n ą t r z p r o m i e n i ś c i e ł o d y g i proste, czasem rozga­
ł ę z i o n e czy faliste (ryc. 4), z a k o ń c z o n e j a k i m ś
k w i a t e m (tabl. I I I , 11). W jednej s k r z y n i ze wsi
W y k r o t w y b i e g a od ś r o d k a szereg d r o b n y c h
k w i a t u s z k ó w , j a k b y nanizanych na niewidocz­
n ą n i t k ę (tabl. I I I , 9). I n n ą o d m i a n ę w ś r ó d m o ­
t y w ó w o ś r o d k o w y c h s t a n o w i k w i a t ze s k r z y n i
z W y d m u s ó w , p o s i a d a j ą c y cztery, dość
duże
p ł a t k i u ł o ż o n e na k r z y ż n a o k o ł o
środkowego
k ó ł k a (ryc. 7).

Na o s o b n ą u w a g ę z a s ł u g u j ą naczynia (tabl. I I ,
1—6), w k t ó r y c h umieszczone s ą b u k i e t y k w i a ­
t ó w . N a j c z ę s t s z ą f o r m ą jest f l a k o n o mocno w y ­
d ę t y m b r z u ś c u , czasem nie z a m k n i ę t y od d o ł u
(tabl. I I , 1) l u b s t o j ą c y na j a k i e j ś falistej po­
w i e r z c h n i (tabl. I I , 2). O p r ó c z f l a k o n ó w jako na­
czynia na k w i a t y spotyka się p ł a s k ą d o n i c z k ę
z d w o m a u c h a m i (tabl. I I , 4), c z a r ę o d w ó c h
n ó ż k a c h (tabl. I I , 5), a wreszcie rodzaj d u ż e g o
kielicha o s p ł a s z c z o n e j a szerokiej czarce, posia­
d a j ą c e g o c i e n k ą n ó ż k ę z s z e r s z ą p o d s t a w ą (tabl.
I I , 6).
Naczynie na k w i a t y m o ż e b y ć p o t r a k t o w a n e
albo w p e r s p e k t y w i e (tabl. I I , 1—4), albo rzucie
bocznym (tabl. I I , 5, 6). W p i e r w s z y m p r z y p a d ­
k u g ó r n y o t w ó r f l a k o n u jest w całości w i d o c z n y
tak, że k w i a t y w ł a ś c i w i e nie umieszczone s ą w e ­
w n ą t r z naczynia, lecz z n a j d u j ą się po za n i m .
W y o d r ę b n i o n e pola zdobnicze s ą zazwyczaj
wypełnione jednym motywem,
zajmującym
p i a w i e c a ł ą ich p o w i e r z c h n i ę (ryc. 2, 3). B a r ­
dzo rzadko spotyka się dodatkowe zdobiny,
z n a j d u j ą c e się w d w ó c h (ryc. 1) l u b czterech
n a r o ż a c h (tabl. b a r w n a 2), skierowane d o ś r o d k c w o . Czasem w y s t ę p u j e r ó w n i e ż data ( p r a w ­
dopodobnie powstania skrzyni), umieszczona na
p o l u zdobniczym (ryc. 1).
Na s z c z e g ó l n ą u w a g ę z a s ł u g u j e

t u fakt,

że

w skrzyniach j e d n o p o l o w y c h z w y k l e pole zdob­

�nicze w y p e ł n i o n e jest w całości m o t y w e m o ś r o d ­
k o w y m (tabl. I I I , 9), a raz t y l k o miejsce jego za­
j ą ł m o t y w jednoosiowy s y m e t r y c z n y (tabl. I I I ,
10). W skrzyniach o n i e w y o d r ę b n i o n y c h polach
zdobniczych d e k o r a c j ę ś c i a n y licowej

stanowią

zwykle

kwiatony

dwa

jednakowe,

rozłożyste

(ryc. 5, 6) l u b j a k i ś m o t y w abstrakcyjny (tabl.
I I I , 11). P r z e s t r z e ń m i ę d z y t y m i k w i a t o n a m i jest
zazwyczaj pusta, t y l k o w s k r z y n i z W y d m u s ó w
w i d n i e j ą w ś r o d k u u ł o ż o n e jeden nad d r u g i m
dwa o ś m i o p ł a t k o w e k w i a t y .
W skrzyniach d w u p o l o w y c h na obu polach
zdobniczych w y s t ę p u j e ten sam
motyw,
zaś
12?

�7

# 4

^

*

/О

/л

w t r ó j p o l o w y c h dwa z e w n ę t r z n e są takie same
a odmienny jest t y l k o m o t y w pola ś r o d k o w e g o .
Z a z n a c z y ć p r z y t y m n a l e ż y , że wszystkie t r z y
pola m a j ą ten sam charakter zdobniczy t. zn.,
ż e są w y p e ł n i o n e m o t y w a m i albo r o ś l i n n y m i
(ryc. 1), albo a b s t r a k c y j n y m i (ryc. 2). W y j ą t e k
s t a n o w i skrzynia z W e j d ą , w y r ó ż n i a j ą c a się
u k ł a d e m m o t y w ó w . W ś r o d k u s k r z y n i znajduje
się wyznaczony p r o f i l o w a n ą r a m k ą s t o j ą c y p r o ­
s t o k ą t , na k t ó r e g o t ł o rzucona jest g a ł ą z k a k w i a ­
t o w a zaznaczona j a s n o - b r ą z o w y m k o l o r e m (tabl.
I I I , 2). Po obu stronach tego p r o s t o k ą t a umiesz­

128

czone są pola k w a d r a t o w e , skierowane n a r o ż e m
w dół. Pola te w y p e ł n i a j ą w s p ó ł ś r o d k o w o u ł o ­
ż o n e k w a d r a t y , zrobione z p r o f i l o w a n y c h l i ­
stew, malowane na z m i a n ę k o l o r e m j a s n o - b r ą ­
z o w y m i ciemniejszym b r ą z o w y m t a k i m sa­
m y m j a k c a ł a skrzynia.
P o z o s t a ł a po w y d z i e l e n i u p ó l zdobniczych
część ś c i a n l i c o w y c h jest na ogół pozbawiona
j a k i c h k o l w i e k o r n a m e n t ó w (ryc. 1—3), to samo
odnosi się do g z y m s ó w d o l n y c h i g ó r n y c h . W y ­
j ą t e k od tej r e g u ł y s t a n o w i ą skrzynie z W y d m u s ó w (ryc. 7) oraz wszystkie jednopolowe,

�w k t ó r y c h po obu stronach w y o d r ę b n i o n e g o
pola znajduje się zawsze j a k i ś m o t y w k w i a t o w y
(tabl. I I I , 1, 3, ryc. 4).
P o d n ó ż k i s k r z y ń w 60% są pozbawione wszel­
kich o z d ó b . W t y c h nielicznych przypadkach,
w k t ó r y c h w y s t ę p u j ą są to t y l k o j a k i e ś nie­
w i e l k i e zdobiny w postaci k w i a t k a , m n i e j l u b
w i ę c e j fantastycznego (ryc. 3) czy całej g a ł ą z k i
k w i e t n e j (tabl. b a r w n a 2), w z g l ę d n i e m o t y w u
abstrakcyjnego (tabl. I I , 61). W d w ó c h t y l k o
skrzyniach o p r ó c z pojedynczej zdobiny w y s t ą ­
p i ł y jeszcze dodatkowe k r o p k i , b i e g n ą c e
raz
w z d ł u ż bocznej k r a w ę d z i p o d n ó ż k a (ryc. 5),
a d r u g i raz o b e j m u j ą c e
półłukiem
trójlistną
zdobinę i podkreślające wycięcie wewnętrzno
p o d n ó ż k a (tabl. b a r w n a 1). Z d o b i n y w y s t ę p u j ą
p r a w i e w y ł ą c z n i e na p o d n ó ż k a c h d w u d z i e l n y c h
(ryc. 3, 5, tabl. b a r w n a 1, 2), a raz t y l k o na po­
j e d y n c z y m , p r z y czym ornament r o z ł o ż o n y zo­
s t a ł w ó w c z a s na całej jego powierzchni.
Kolorystycznie rozwiązanie s k r z y ń kurpiow­
skich jest na ogół dość z r ó ż n i c o w a n e m i m o , że
skala b a r w u ż y w a n y c h do ich zdobienia nie jest
z b y t d u ż a . Wszystkie opracowywane t u s k r z y ­
nie są m a l o w a n e g ł a d k o
na
kolor b r ą z o w y
z r ó ż n y m i odcieniami. W j e d n y m t y l k o p r z y ­
p a d k u tło s k r z y n i jest b i a ł e , a na n i m obramie­
nia pól (profilowane l i s t w y ) , w e w n ę t r z n e zdo­
b i n y gzymsy i c a ł y p o d n ó ż e k są u t r z y m a n e w
kolorze c z e r w o n y m . T ł a w y o d r ę b n i o n y c h p ó l
zdobniczych m a l o w a n e są zazwyczaj k o l o r e m
zielonym, doskonale h a r m o n i z u j ą c y m z b r ą z o ­
w ą p o w i e r z c h n i ą całej s k r z y n i . D w u k r o t n i e za­
miast k o l o r u zielonego u ż y t o szafirowego, a raz
r ó ż o w e g o , k t ó r y jeszcze dodatkowo obwiedzio­
no n i e b i e s k ą , jednostronnie od w e w n ą t r z z ą b ­
k o w a n ą r a m k ą . P o m i j a j ą c kolor t ł a zasadnicze­
go s k r z y ń czy też p ó l zdobniczych n a j c z ę s t s z e
są zestawienia trzech i czterech k o l o r ó w , w y ­
j ą t k o w o t y l k o p i ę c i u , a to: b i a ł e g o , czerwone­
go, czarnego, zielonego i ż ó ł t e g o (tabl. b a r w n a
1, 2). P r ó c z t y c h w i e l o k o l o r o w y c h s k r z y ń zda­
r z a j ą się i takie, gdzie w z ó r w y m a l o w a n y z o s t a ł
j e d n y m kolorem, np. j a s n o - b r ą z o w y m , czy czer­
w o n y m . Na ogół w stosowaniu b a r w w i d a ć p e w ­
no d ą ż n o ś ć do zachowania k o l o r ó w n a t u r a l n y c h ,
co w y r a ż a się t y m , ż e ł o d y g i i liście są zazwy­
czaj zielone, k w i a t y czerwone, ż ó ł t e i t d . Spo­
t y k a się j e d n a k r ó w n i e ż
i tak namalowane
k w i a t y , k t ó r e z a r ó w n o f o r m ą j a k i b a r w ą od­
b i e g a j ą z u p e ł n i e od znanych z p r z y r o d y . I tak
np w s k r z y n i z W y d m u s ó w m a m y
kwiatoń
w postaci r o z g a ł ę z i o n e j ł o d y g i o 9 k w i a t a c h
o k s z t a ł t a c h fantastycznych, r ó w n i e ż n i e n a t u r a n y c h kolorystycznie. W i d z i m y t a k ż e np. k w i a -

Ryc.

Ryc.

3. Wieś

4. Wieś

Wykrot

Krysiaki

kjMyszyńca

kjMyszyńca

Ryc. 5. Wieś Wydmusy k/Myszyńca

pow.

pow.

pow.

Ostrołęka.

Ostrołęka.

Ostrołęka.

tony, w k t ó r y c h liście i ł o d y g i w y k o n a n e są
k i l k u k o l o r a m i nie o d p o w i a d a j ą c y m i rzeczywi­
stości j a k : b i a ł y m , niebieskim, c z a r n y m i t d . , zaś
k w i a t y promieniste m a j ą otok np. niebieski,
a środki białe lub odwrotnie.
Od opisanych poprzednio r ó ż n i się skrzynia
ze w s i C i e ń ć k , gdzie c a ł a ś c i a n a licowa z o s t a ł a
p o k r y t a wzorem, w y k o n a n y m przez szablon w
kolorach b i a ł y m , c z e r w o n y m i szafirowym.
Na koniec n a l e ż y jeszcze w s p o m n i e ć o w y k ł a d k a c h do z a m k ó w t. j . ż e l a z n y c h ozdobnych
tarczkach, k t ó r e p r z y b i t e są na l i c u p r z y d z i u r ­
ce od klucza. W y k ł a d k i te m o g ą p o s i a d a ć f o r m ę
k w a d r a t u . p r o s t o k ą t a prostego czy t e ż o ś c i ę t y c h
n a r o ż a c h (tabl. I V , 1—3),
rombu, romboidu,
p r z e c h o d z ą c e g o n a s t ę p n i e w deltoid (tabl. I V ,
4—6). F o r m ę złożoną ma w y k ł a d k a oznaczona

129

�n u m e r e m 8 na tabl. I V . Posiada cna zasadniczo
k s z t a ł t r o m b u , k t ó r e g o n a r o ż n i k i s t a n o w i ą czte­
r y mniejsze r o m b y . O p r ó c z f o r m czysto geome­
trycznych
występuje
w y k ł a d k a w ozdobnej
postaci stylizowanego k w i a t u (tabl. I V , 9), zna­
leziona na opisywanej w y ż e j s k r z y n i ze wsi K a ­
dzidło oraz inna w k s z t a ł c i e schematycznie po­
traktowanego d w u g ł o w e g o o r ł a (tabl. I V , 10).
W e d ł u g podawanych i n f o r m a c j i przez obec­
nych w ł a ś c i c i e l i s k r z y ń m a j ą one b y ć na ogół
stare, p o c h o d z i ć p r z e w a ż n i e z p o ł o w y X I X
w i e k u . W i a d o m o ś c i o m t y m nie m o ż n a jednak
w z u p e ł n o ś c i z a u f a ć , g d y ż i n f o r m a t o r o w i e prze­
s a d z a j ą zazwyczaj w podawaniu ilości lat po­
siadanego przedmiotu, aby przez to p o d k r e ś l i ć
jego d a w n o ś ć . N i e m n i e j na d w ó c h opisywanych
t u skrzyniach k u r p i o w s k i c h m a m y , z n a j d u j ą c e
się na p o l u zdobniczym daty
(1862, 1866 —
ryc. 1), k t ó r e w s k a z u j ą , że s k r z y n i a r s t w o na
K u r p i a c h na p o c z ą t k u I I p o ł o w y X I X
wieku
s t a ł o j u ż dość wysoko.
Opisane w y ż e j skrzynie z pow. o s t r o ł ę c k i e g o
na pierwszy rzut oka bardzo z r ó ż n i c o w a n e pod
w z g l ę d e m zdobniczym da
się s p r o w a d z i ć do
d w ó c h zasadniczych t y p ó w . Jeden to s k r z y n i e
o ś c i a n a c h g ł a d k i c h , nie p o s i a d a j ą c e w y o d r ę b ­
n i o n y c h pól zdobniczych, ani
profilowanych
o b r a m i e ń , ozdobione na ś c i a n i e licowej n a j c z ę ś ­
ciej dwoma
rozłożystymi kwiatonami o syl­
wetce m n i e j lub w i ę c e j n a w i ą z u j ą c e j do f o r m
przyrodniczych, j a k k o l w i e k czasem fantastycz­
ne w s z c z e g ó ł a c h ( k w i a t y ) i barwie, d r u g i zaś
s t a n o w i ą skrzynie o p o w i e r z c h n i urozmaiconej
p l a s t y c z n y m i ozdobami (profilowane r a m k i ) ,
z w y z n a c z o n y m i p o l a m i zdobniczymi, w y p e ł n i o ­
n y m i motywami abstrakcyjnymi względnie ro­
ślinnymi.
S k r z y n i e g r u p y pierwszej, r o b i ą c e
wiażenie prymitywniejszych
są zapewne w y ­
r o b a m i m i e j s c o w y m i , k t ó r e p o w s t a ł y bez spe­
cjalnego o d d z i a ł y w a n i a w z o r ó w obcych, m i m o ,

1

2

z

«

S

1

1

) Roman Reinfuss: Skrzynie zdobione z okolic K r a ­
kowa —• część I I I , Polska Sztuka Ludowa, rok I I I , nr
1—2, str. 9 i n.

6
Tablica

IJO

że z b l i ż o n e f o r m y w y s t ę p u j ą i na i n n y c h tere­
nach Polski, j a k n a p r z y k ł a d w L u b e l s z c z y ź n i e ,
K r a k o w s k i m (skrzynie czernichowskie) ) , Ż y ­
w i e c c z y ź n i e i t p . D r u g i t y p bardziej pod w z g l ę ­
dem k o m p o z y c y j n y m r o z w i n i ę t y n a w i ą z u j e w y ­
r a ź n i e do s k r z y ń znanych z M a z u r ó w Pruskich.
Jak w y n i k a z m a t e r i a ł ó w , z n a j d u j ą c y c h się w
a r c h i w u m Z a k ł a d u P l a s t y k i L u d o w e j P. I . S.
skrzynie mazurskie c h a r a k t e r y z u j ą się obfitoś­
cią o z d ó b plastycznych w formie
profilowa­
nych ramek p ó ł k o l u m i e n e k , p o d z i a ł e m ś c i a n y
licowej n a j c z ę ś c i e j na p i ę ć pól zdobniczych, w y ­
p e ł n i o n y c h k w i a t o n a m i . W ś r ó d t y c h s k r z y ń za­
r y s o w u j ą się d w i e grupy, z k t ó r y c h jedna o bo­
gatej i technicznie bardzo p o p r a w n i e w y k o n a ­
nej ornamentacji n a l e ż y zapewne do meblar­
stwa m i e s z c z a ń s k i e g o , druga zaś o w y k o n a n i u
p r y m i t y w n i e j s z y m posiada charakter bardziej
l u d o w y . W ś r ó d t y c h ostatnich znajdziemy sze­
reg p r z y k ł a d ó w n a w i ą z u j ą c y c h do s k r z y ń k u r ­
piowskich z a r ó w n o , jeśli idzie o o g ó l n ą k o m p o ­
z y c j ę (podział na pola i s p o s ó b ich w y o d r ę b n i a ­
nia), j a k też i o szczegóły o r n a m e n t u
(formy
k w i a t ó w i ich e l e m e n t ó w ) . Zdaje się nie u l e g a ć
w ą t p l i w o ś c i , że p r y m i t y w n i e j sze skrzynie ma­
zurskie wzorowane na tych, k t ó r e o k r e ś l o n e
z o s t a ł y m i a n e m m i e s z c z a ń s k i c h , s t a ł y się z ko­
lei w z o r e m dla bogatszych s k r z y ń
kurpiow­
skich. Wskazane t u p o k r e w i e ń s t w o m i ę d z y j e d ­
na z g r u p m a l o w a n y c h s k r z y ń k u r p i o w s k i c h ,
a s k r z y n i a m i m a z u r s k i m i nie stanowi
faktu
odosobnionego. W i e m y b o w i e m , iż tereny te
p o z o s t a w a ł y ze sobą w bardzo ś c i s ł y c h z w i ą z ­
kach, k t ó r y c h
w y r a z znajdziemy w r ó ż n y c h
dziedzinach ludowej k u l t u r y j a k np. w b u d o w ­
nictwie, t k a c t w i e i t d .

IV.

?

3

3

i

a

�Дус.

7. Skrzynia ludowa. Wieś W$dmus$, k. MyszgAca pow. Ostrołęka.

Skala I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8590" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8569">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/44980a98c41501857dbe48e1f5f75a6c.pdf</src>
        <authentication>cedecc60aa5e95f54c203dc0bd807bc4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102616">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3711</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102618">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102619">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102620">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3487</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102621">
                <text>Sztuka ludowa w Sieradzkiem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.6</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102622">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1956 t.10 z.6, s. 297-313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102623">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102624">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102625">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102626">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102627">
                <text>ffmm

i
$m

Rye. 1. Fragment

wzi

f i t IS

Wożniki,

pow.

Sieradz.

SZTUKA L U D O W A W SIERADZKIEM
Z badań

penetracyjnycb Sekcji Badania Plastyki
PIS w r. 1955

Ludowej

ZOFIA

Ziemia Sieradzka, jeden z cie­
kawszych pod w z g l ę d e m etnogra­
ficznym z a k ą t k ó w Polski, nie do­
czekała się dotychczas opracowa­
nia, k t ó r e u j m o w a ł o b y w sposób ca­
łościowy t w ó r c z o ś ć p l a s t y c z n ą t a m ­
tejszego ludu. Nieliczne w z m i a n k i
rozrzucone po
różnych
czasopi­
smach m o ż n a ze w z g l ę d u na chro­
nologię podzielić na trzy grupy.
P i e r w s z ą s t a n o w i ą prace, k t ó r e
u k a z a ł y się d r u k i e m przed r. 1910.
Do najciekawszych należy t u ob­
szerny a r t y k u ł Józefa Szaniawskie­
go, p u b l i k o w a n y odcinkami w B i ­
bliotece Warszawskiej z r. 1851,
gdzie autor nie t y l k o porusza za­
gadnienia ściśle historyczne i spo­
łeczne ( i l u s t r u j ą c stosunki m i ę d z y
d w o r e m a wsią), lecz t a k ż e daje
sporo m a t e r i a ł ó w z r ó ż n y c h dzie­
dzin k u l t u r y ludowej, a w i ę c a r c h i ­
tektury, u r z ą d z e n i a
w n ę t r z , stro ju,
zwyczajów
rodzinnych
itp

A r t y k u ł ten posiada dla nas ogrom­
ną w a r t o ś ć , gdyż pisany przed prze­
szło stu laty pozwala na p r z e ś l e ­
dzenie zmian, jakie w ciągu jed­
nego w i e k u zaszły w kulturze l u d u
sieradzkiego. Późniejsza o lat prze­
szło 30 jest seria a r t y k u ł ó w z etno­
grafii Sieradzkiego p i ó r a Ignac j i
P i ą t k o w s k i e j , drukowanych w , . W i ­
śle" i „ K ł o s a c h " ; autorka omawia
głównie zwyczaje, obrzędy, podania
i pieśni, nie p o ś w i ę c a j ą c poza j e d ­
n y m niekompletnym opisem stro­
j u uwagi ani kulturze materialnej
wsi, ani ludowej sztuce plastycznej.
Podobny charakter posiada pocho­
dząca z ostatnich lat
ubiegłego
w i e k u praca W ł a d y s ł a w a B u r z e ń skiego , p o ś w i ę c o n a w y ł ą c z n i e t w ó r ­
czości p i e ś n i a r s k i e j
i zwyczajom
weselnym.Nieco m a t e r i a ł u
porów­
nawczego przydatnego przy bada­
2

3

CIESLA-REINFUSSOWA

niach etnograficznych Ziemi Sie­
radzkiej daje praca Józefa
Grajnerta o w s i Topoli leżącej w powie­
cie ł ę c z y c k i m . Na rozprawie Sza­
niawskiego i a r t y k u ł a c h P i ą t k o w ­
skiej o p a r ł się Oskar
Kolberg,
k t ó r y w tomie swych p r a ć
po­
święconych
Kaliskiemu
zamieścił
r ó w n i e ż m a t e r i a ł y z okolic Sie­
radza.
Okres drugi, o b e j m u j ą c y pozycje
bibliograficzne z lat 1910-1939, jest
dla nas o tyle w a ż n y , że pojawia
się w n i m pierwsza praca d o t y c z ą c a
twórczości plastycznej l u d u sieradz­
kiego. A u t o r j e j , S t a n i s ł a w Graeve,
ziemianin i społecznik z
okolic
Sieradza, z a i n t e r e s o w a ł się — po­
dobnie j a k Aniela C h m i e l i ń s k a w
Ł o w i c k i e m , a Gulgowscy na Kaszu­
bach — t w ó r c z o ś c i ą a r t y s t y c z n ą l u ­
du i n a p i s a ł na ten temat dwa a r t y 4

5

1

2

Ignacja P i ą t k o w s k a : Z życia l u du wiejskiego z Ziemi Sieradzkiej,
Józef Szaniawski: O dawnem Wisła 1899, t. I I I str. 479 i n.
w o j e w ó d z t w i e sieradzkiem, B i b l i o Władysław Burzeński:
Wesele
tega Warszawska 1851, t. I I I str. 170, u ludu wiejskiego w Sieradzkiem,
356, t. I V str. 177, 367, 564.
Wisła 1899, t. X I I I str. 528 i n.
1

3

4

Józef Grajnert: N o t a t k i o wsi
Topoli, położonej w powiecie ł ę czyckim, guberni K a l i s k i e j , Wisła
1903. t. X V I I str. 650 i n.
Oskar Kolberg: Kaliskie — K r a k ó w 1890, t. I str. 38.
5

297

�•+

T —

i

[T
IZBA

•

1

•Mi

i-H

1

1

t

na

SUŃ

i

1

—ex—

—Es,

U_

—O—

l

I-4H

H-

1

KCMGfU
i

•+!

.

—

'

fi
o™

3
- f»-&lt;
10

Tabfica Z. Roz/cfad w n ę t r z a chat: 1 — Charfupia Mala, 2 — Polkóiy, 3 — Sokolniki,
4 — Zapusta
5 — Zapusta Mala, 6 — Woźniki,
7 — Polków, 8 — Monice, 9 — Rzechta, 10 — Klonowa,
11 —

k u ł y publikowane we „Wsi I l u s t r o ­
wanej" z r. 1910: pierwszy z n i c h
p o ś w i ę c o n y jest zagadnieniom stro­
j u i zdobnictwa ludowego, drugi
zaś — zwyczajom wielkanocnym.
Ten sam autor w y d a ł r ó w n i e ż a l ­
b u m wycinanek sieradzkich, stano­
w i ą c y dziś w i e l k ą r z a d k o ś ć .
Za­
ginęły t a k ż e w czasie d w ó c h w o -

jen ś w i a t o w y c h zbiory wycinanek,
k t ó r e Graeve ofiarował
Akademii
Sztuk P i ę k n y c h w K r a k o w i e oraz
Muzeum Etnograficznemu w W a r ­
szawie. Z okresu m i ę d z y w o j e n n e g o
pochodzi a l b u m wydany w r. 1937
przez W a c ł a w a K a m i ń s k i e g o ,
za­
w i e r a j ą c y 10 barwnych reproduk­
c j i wycinanek z okolic Sieradza.'
Z chwilą w y b u c h u I I w o j n y ś w i a ­
towej n a s t ą p i ł a oczywiście z u p e ł ­
* S t a n i s ł a w Graeve: Stroje i zdob­ na przerwa w pracach badaw­
nictwo ludowe w Sieradzkiem, Wieś czych i wydawniczych. Po w y z w o ­
Ilustrowana 1910, z. 8. str. 18—23.
leniu ożywiły się zainteresowania
k u l t u r ą l u d o w ą Ziemi Sieradzkiej,
w znacznym stopniu dzięki dzia­
łalności muzeum w Sieradzu, k t ó ­
re — założone w okresie m i ę d z y ­
w o j e n n y m — dopiero w Polsce L u ­
dowej znalazło szersze m o ż l i w o ­
ści rozwoju. Przy w s p ó ł p r a c y m u ­
zeum zorganizowano w Sieradzu
k i l k a wystaw, w ś r ó d k t ó r y c h na
szczególną u w a g ę zasługuje wysta­
wa wycinanek w r. 1951 oraz po­
kaz haftowanych f a r t u c h ó w w r.
1952. Recenzje z nich, opracowane
przez
Zofię
Cieśla-Reinfussową
6

Wielka,
Ochędzyn.

oraz J a n i n ę Stankiewiczową", uka­
zały się w „Polskiej Sztuce L u d o ­
wej". K r ó t k i e podsumowanie t w ó r ­
czości ludu sieradzkiego w okresie
powojennym d a ł a Zofia Neymanowa w katalogu o p u b l i k o w a n y m z okazji dziesięciolecia sztuki ludowej
w o j e w ó d z t w a łódzkiego, zorganizo9

Janina Stankiewiczowa: Pokon­
kursowy pokaz h a f t ó w sieradzkich,
Pol. Szt. L u d . 1952, str. 181 i n.

g

7

Wacław Kamiński:
Wycinanki
sieradzkie (wstęp n a p i s a ł Jerzy K a ­
Ryc.
2. Chałupa
wąskofrontowa. miński), Kalisz 1937.
Złoczew,
pow.
Sieradz.
Fot.
wg
Zofia C i e ś l a - R e i n f u s s o w a : Z w y ­
zdjęcia
reprodukowanego
we
„Wsi stawy wycinanek ludowych w Sie­ Ryc. 3. Stary
Ilustrowanej",
1911 rok.
radzu, Pol. Szt. L u d . 1952, str. 52 i n.
8

298

dom w Czechach,
Sieradz.

pow.

�10

wanej w r. 1955 . W okresie p o w o ­
j e n n y m z a i n t e r e s o w a ł się też Z i e m i ą
S i e r a d z k ą uniwersytet łódzki, k t ó ­
rego studenci prowadzili na t y m
terenie badania etnograficzne. Do­
tychczas j e d y n ą pozycją, j a k ą opu­
blikowano w w y n i k u tych prac,
jest rozprawa A . Jaskulanki o zwy­
czajach pasterskich.
W r. 1955 zostały na terenie Sie­
radzkiego
przeprowadzone
przez
p r a c o w n i k ó w Sekcji Badania P l a ­
styki Ludowej PIS badania penetracyjne o b e j m u j ą c e szereg m i e j ­
scowości p o w i a t u sieradzkiego, w i e ruszowskiego, łaskiego,
łęczyckie­
go i kutnowskiego, co s t a ł o się pod­
s t a w ą do opracowania niniejszego
szkicu; nie daje on wprawdzie p e ł ­
nego obrazu ludowej
twórczości
plastycznej w Sieradzkiem m o ż e
jednak wobec szczupłości l i t e r a t u r y
przedmiotu
stanowić
pożyteczny
przyczynek dla
tych, k t ó r z y
w
przyszłości chcieliby te
badania
kontynuować.
11

B u d o w n i c t w o
W związku z komasacją gruntów,
k t ó r ą w I I p o ł o w i e ubiegłego stule­
cia objęta została większość w s i
leżących na obszarze b. K o n g r e ­
sówki, pierwotny u k ł a d pól a z
n i m i dawne roaplanowanie osad
wiejskich uległy znacznej zmianie.
Obecnie w okolicach Sieradza for­
mę d o m i n u j ą c ą s t a n o w i ą wsie o
kształcie poparcelacyjnym
rzędó­
wek
(Ruda,
Polków,
Baszków,
Rzechta i in.), obok k t ó r y c h zda­
rzają się r ó w n i e ż k r ó t k i e u l i c ó w k i
(Monice, M ę k a , Dzigorzew) lub nie­
wielkie b e z k s z t a ł t n e w i e l o d r o ż n i c e
1 0

10 lat sztuki ludowej
woje­
w ó d z t w a łódzkiego. Katalog wysta­
w y sztuki i r ę k o d z i e ł a ludowego,
Łódź 1955, str. 37, Zofia Neymann:
Ludowa
sztuka regionu sieradz­
kiego.
Aniela
Jaskulanka:
Niektóre
zwyczaje pasterskie w Sieradzkiem.
Prace i M a t e r i a ł y
Etnograficzne,
Ł ó d ź — L u b l i n 1951 T. V I I I / I X str.
670 i n.
1 1

U^a^sJ

(np. Woźniki). W ą s k o ś ć gęsto obok
siebie położonych parcel b u d o w l a ­
nych powoduje, że domy ustawia­
ne b y w a j ą najczęściej ścianą szczy­
t o w ą do drogi (ryc. 1). B u d o w n i ­
ctwo Sieradzkiego pierwotnie, zda­
je się, m a j ą c e charakter bardziej
jednolity,
dziś jest dość silnie
z r ó ż n i c o w a n e . W p ł y n ę ł y na to m.
in. obydwie wojny ś w i a t o w e , k t ó r e
poczyniły w tych stronach znaczne
spustoszenia;
odbudowa
popalo­
nych d o m ó w dala oczywiście spo­
sobność wprowadzenia r ó ż n y c h no­
wości
nieznanych
architekturze
tradycyjnej.
Sto lat temu, w czasach Szaniaw­
skiego, w budownictwie l u d o w y m
okolic Sieradza podstawowym m a ­
t e r i a ł e m budowlanym było d r e w ­
no sosnowe, obok k t ó r e g o (ale t y l ­
ko na przyciesie) u ż y w a n o niekie­
dy dębiny. Z wypowiedzi szeregu
starych i n f o r m a t o r ó w
wynika,
że
biedniejsi gospodarze m a j ą c y
na
swych gruntach odpowiedni suro­
wiec budowali r ó w n i e ż mieszkalne
„glinobity", podczas gdy z a m o ż n i e j ­
si z gliny stawiali czasem obory.
Z r ą b c h a ł u p drewnianych wysoki
zwykle na ok. 2 m wznoszony b y ł
pierwotnie z o k r ą g l a k ó w („chojak ó w " ) . B e l k i w ę g ł o w a n e b y ł y po sta­
r o ś w i e c k u na obłap, z ostatkami
s t e r c z ą c y m i nieregularnie na d ł u ­
gość 80 cm. Dziś w ten sposób w ę ­
g ł o w a n e z r ę b y spotyka się nieraz
jeszcze (Czechy, pow. Sieradz), j e d ­
n a k ż e w y s t a j ą c e ostatki są o b r ó w nywane piłą w odległości 20 cm od
ściany, a pozostałe odpadki z u ż y w a
się na opał. Powszechne dziś w Sie­
radzkiem w ę g ł o w a n i e na r y b i ogon
w y s t ę p u j e już w budynkach liczą­
cych około stu lat (Klonowa, pow.
W i e r u s z ó w ) . Węgły ciosane siekie­
r ą p o s i a d a ł y w ó w c z a s f o r m ę dosyć
n i e w y k s z t a ł c o n ą , a k o ń c e ich ster­
czały n i e r ó w n o na z e w n ą t r z . Dopie­
ro w 80-tych latach ubiegłego stu­
lecia b e l k i w ę g ł o w a n e na r y b i ogon
zaczęto u c i n a ć r ó w n o z licem ściany.
Obok w ę g ł o w e j w y s t ę p u j e niekie­
dy w budownictwie sieradzkim (Zapusta Wielka, C h a r ł u p i a Mała) k o n ­
strukcja s u m i k o w o - ł ą t k o w a ,
uwa­
żana przez m i e s z k a ń c ó w n i e k t ó r y c h

b^AAAiJ

Ryc.

4. Ozdobny ganek w
pow. W i e r u s z ó w .

Klonowej,

wiosek ( C h a r ł u p i a Mała) za „ s t a r ą " .
W rzeczywistości jednak domy w
całości na słup budowane spotyka
się bardzo rzadko i to w ś r ó d b u ­
dynków pochodzących
dopiero z
k o ń c a ubiegłego w i e k u . Często na­
tomiast pazowane s ł u p y stosowane
b y w a j ą pomocniczo w budownictwie
w ę g ł o w y m jako obramienia d r z w i
i okien, a t a k ż e w ś r o d k u ścian dla
połączenia ze sobą zbyt k r ó t k i c h be­
lek lub przy dostawianiu nowego
b u d y n k u do starego.
Najprostsze w n ę t r z e starych sie­
radzkich c h a ł u p ograniczało się do
sieni i izby. W i a d o m o ś ć o t y m po­
daje z a r ó w n o Szaniawski, j a k i d z i ­
siejsi starzy informatorzy. Przed I
w o j n ą ś w i a t o w ą d o m ó w takich, za­
mieszkiwanych przez ludzi ubogich,
b y ł o jeszcze dosyć dużo. W czasie
b a d a ń prowadzonych przez e k i p ę
PIS w r. 1955 znaleziono w C h a r ł u p i

Wwv*J

Tablica II. Wzory profilowanych
„wiatrówek"
i desek zamykających
od
góry
szalowanie zrębu: 1 — Zapusta Mała, 2 — Stefanów
Barczewski,
3 —
Sokolniki,
4 — K ł o c k o , 5,6 — Klonowa,
7 — Z d u ń s k a Wola, 8 —
Klonowa.

299

�M a ł e j tego rodzaju c h a ł u p ę pochoi z ą c ą podobno z I p o ł o w y X I X w .
3ień domu została później przedzieł o n a p o p r z e c z n ą ścianą, s k u t k i e m
czego p o w s t a ł o nowe pomieszczenie
u ż y t k o w a n e jako 'kuchnia z w e j ściami od sieni i izby (Tabl. I , 1).
Częściej w ś r ó d starych b u d y n k ó w
spotyka się w Sieradzkiem (np. w
Folkowie, w Czechach) domy obszerniejsze, w k t ó r y c h po jednej
stronie izby mieszkalnej znajduje
się komora, a po drugiej — sień.
Pomieszczenia te są połączone w e w n ę t r a n i e , w ś c i a n i e dłuższej zaś
p o s i a d a j ą wejścia p r o w a d z ą c e z zew n ą t r z do sieni i komory (Tabl. I , 2).
W Sokolnikach (pow. W i e r u s z ó w )

sze, Opoczyńskie, Radomskie, K i e leckie k u L u b e l s z c z y ź n i e .
Opisane poprzednio domy, s k ł a d a j ą c e się z sieni, izby i komory,
z
dwoma
wejściami
wiodącymi
przez sień i k o m o r ę (ryc. 3), posiadają t r a d y c j ę sięgającą w polskim
budownictwie l u d o w y m co najmniej
pierwszej p o ł o w y w i e k u X V I I .
Liczne analogie znaleźć m o ż n a w
starszym b u d o w n i c t w i e o p o c z y ń skim, r a d o m s k i m , kieleckim, k r a k o w s k i m (okol. Bochni) i zachodniej
Lubelszczyzny.
W Sieradzkiem domy takie m i e w a l i p r z e w a ż n i e gospodarze mniej
z a m o ż n i (2—6 m o r g ó w ) , k t ó r z y czasem dostawiali jako p r z e d ł u ż e n i e
1 3

14

\

m i z izby i od pola (Monice, WoźniKi.
Zapusta Wielka, Tabl. I 6). W K l o nowej i Czechach z d a r z a j ą się domy
z komorami przy obu ś c i a n a c h szczytowych (Tabl. I , 10), co w rezultacie
daje rozplanowanie analogiczne jak
w domach z okolic Łowicza. Czasem zdarza się, że c h a ł u p y
symetrycznie dwuizbowe stawiali r ó w niż ludzie m n i e j zamożni. W ó w czas mniejsze pomieszczenie s'mżyło jako komora (Zapusta W i e l ka, Złoczew); przy jednej ze ścian
szczytowych
dostawiano
stajnię
(Tabl. I , 9) lub boisko. Sień rozdzielona poprzecznie u r z ą d z e n i a m i
k o m i n o w y m i b y w a ł a w swej d a l szej części u ż y w a n a dawniej jako

2

3

A

6

7

8

Tablica 111. Sterczyny
dachowe: 1 — Zapusta Wielka, 2 — Polków,
4 — Rzechta, 5 — Monice, 6 — M ą k a , 7,8 — Czechy.

zanotowany został dom z poł. X I X
w. o analogicznym u k ł a d z i e w n ę t r z ,
k t ó r e g o sień zaopatrzona była w
dwoje d r z w i : jedne w ścianie szczy­
towej, drugie w dłuższej — lico­
wej . W e d ł u g wypowiedzi
infor­
m a t o r ó w jeszcze przed I I w o j n ą
ś w i a t o w ą w y s t ę p o w a ł y w Sokolni­
kach, Złoczowie i in. podobnie roz­
planowane c h a ł u p y typowo w ą s k o frontowe z jednym w e j ś c i e m do
sieni w ścianie szczytowej (ryc. 2).
Należały one do najstarszych we
wsi. Tradycja c h a ł u p
wąskofrontowych jest w Sieradzkiem na ogół
bardzo ż y w a , co jest t y m n a t u r a l niejsze, że teren ten leży na szlaku
chałup wąskofrontowych,
ciągną­
cym się od B a ł t y k u przez Wielko­
polskę, K u j a w y , zachodnie Mazow12

domu mieszkalnego pomieszczenia
gospodarcze, rzadziej z d a r z a ł y się
one u bogatych, z r e g u ł y w z n o s z ą ­
cych zabudowania gospodarcze od­
dzielnie.
Trzeci typ, w y s t ę p u j ą c y r ó w n i e ż
w najstarszym zachowanym do dziś
budownictwie sieradzkim, stanowi
c h a ł u p a s k ł a d a j ą c a się z d w u po­
mieszczeń rozdzielonych sienią. Je­
dynie najbogatsi gospodarze u ż y w a l i
obu p o m i e s z c z e ń jako „ c h a ł u p " (izb
mieszkalnych),
z których
jedna,
zwykle nieco w i ę k s z a , zaopatrzona
była w piec kuchenny, druga zaś,
mniejsza, służyła jako świetlica. Cza­
sem przy jednej ze ścian szczyto­
wych dostawiano k o m o r ę z w e j ś c i a 13

Wspomina o nich J ę d r z e j K i towicz (Opis o b y c z a j ó w za pano­
wania Augusta I I I , Wyd. B i b l . Nar.,
Podobne domy z d a r z a j ą się i W r o c ł a w 1950, str. 522).
w innych stronach np. w O p o c z y ń Roman Reinfuss: Z b a d a ń nad
skiem ( K a l i n k ó w , Podklasztorze), w s z t u k ą l u d o w ą w Radomskiem, Pol.
G o s t y n i ń s k i e m (Sanniki) i in.
Szt. L u d . 1955, str. 29.
12

1 4

300

3 —

Czechy,

k o m ó r k a (z w e j ś c i e m pod sklepio­
n y m kominem, Tabl. I , 7), obecnie
zaś spotyka się tam zwykle k u c h ­
nię (Tabl. I , 9).
Stosunkowo nowszą f o r m ę stano­
w i ą domy o rozkładzie d w u t r a k t o w y m , gdzie po k a ż d e j stronie sie­
ni z n a j d u j ą się dwa pomieszczenia
mieszkalne (Tabl. I , 11).
Konstrukcja d a c h ó w jest k r o k w i o ­
wa, przy czym k r o k w i e (zwane t u
„kozłami") z w i ą z a n e są u g ó r y „ b u n ­
tem", dołem w s p i e r a j ą się zaś na
p ł a t w i leżącej na wypuszczonych
Końcach belek stropowych i w y s u ­
niętej przed z r ą b b u d y n k u . Stare
domy k r y t e są dachami czterospa­
d o w y m i . Dach n a c z ó ł k o w y z szalo­
w a n y m szczytem p o j a w i ł się t u je­
dynie na k r ó t k o , pod koniec ubie­
głego wieku. Około r. 1900 zaczęły
r o z p o w s z e c h n i a ć się dachy
dwu­
spadowe, k t ó r e powoli
wypierają
formy starsze. W starych domach
proporcja widzialnej części z r ę b u
do wysokości dachu w y r a ż a ł a się

�Zwykle stosunkiem 1 : 1,3 l u b 1 : 1,5.
Obecnie dachy b u d u j ą
zazwyczaj
niższe (1 :1). Jako m a t e r i a ł do k r y ­
cia d a c h ó w służyła dawniej w y ­
łącznie słoma (która i obecnie r ó w ­
nież jeszcze p r z e w a ż a ) . Jedynie za­
możniejsi k r y l i niekiedy domy gon­
t a m i („szyndzioły"), w z g l ę d n i e po­
k r y w a l i n i m i grzbiet w z d ł u ż kale­
nicy, r e s z t ę p o s z y w a j ą c słomą na
gładko.
W czasach Szaniawskiego okna
chałup
miewały
jeszcze
„szybę
sześciościenną o b s a d z o n ą w ołów".
Starsi informatorowie w s p o m i n a j ą
już t y l k o o m a ł y c h okienkach z 4
szybkami osadzonymi w ramie za­
m y k a j ą c e j o t w ó r okienny bez m o ż ­
liwości otwierania. Dopiero przed
I w o j n ą ś w i a t o w ą p o j a w i ł y się f u ­
t r y n y z o t w i e r a n y m i sześcioszybowymi
k w a t e r a m i . Okna
bywają
zwykle wprawiane m i ę d z y dwa s ł u ­
py osadzone pionowo w przyciesiach.
Drzwi o wykroju prostokątnym
(dawniej r ó w n i e ż owalnym, ryc. 2)
posiadały taflę z trzech l u b czte­
rech desek, złączonych poprzeczny­
m i s p l ą g a m i i zbitych k o ł k a m i , za­
wieszona na d r e w n i a n y m „ b i e g u ­
nie". Z a m y k a ł o się je na drewniane
zamki i zasuwy, w z g l ę d n i e żelazne
zamki zapadkowe i skoble. D r z w i
dwudzielne robione na sposób m i e j ­
ski zaczęły r o z p o w s z e c h n i a ć się sze­
rzej w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
Podłóg drewnianych w starszych
c h a ł u p a c h nie było. Z a s t ę p o w a ł y je
„ t o k i " z ubitej gliny, k t ó r y c h stop­
niowy zanik datuje się od t wojny
ś w i a t o w e j . P o w a ł a zwana t u „ p o s o w ą " b y ł a wykonana z dartych
desek k ł a d z i o n y c h na b e l k i stropo­
we. Od strony strychu dla uszczel­
nienia i ciepła polepiano ją w a r ­
s t w ą gliny. Pod belkami stropowy­
m i w najstarszych c h a ł u p a c h bieg­
ła dodatkowa belka poprzeczna zwa­
na „ p o d c i ą g " lub „ s i e s t r z a n " .
K u r n y c h c h a ł u p w Sieradzkiem
nie p a m i ę t a j ą nawet najstarsi ludzie.
U r z ą d z e n i a ogniowe w starych cha­
ł u p a c h s k ł a d a ł y się z pieca do go­
towania zaopatrzonego od góry w
obszerny okap o d p r o w a d z a j ą c y dym
do komina. Z piecem do gotowania
łączy się duży piec piekarski, k t ó ­
rego czeluść zwana t u „ k o t l i n ą "
w y p a d a ł a na poziomie o ł y t y do go­
towania. Obok stał przybudowany
pionowy piec „ o g r z e w a l n y " . W n o w ­
szych piecach u r z ą d z e n i e do piecze­
nia chleba umieszczane b y w a w co­
kole pieca do gotowania, skutkiem
czego czeluść wypada niewiele w y ­
żej ponad poziomem podłogi. W cha­
ł u p a c h z sieniami szczytowymi sto­
jący w sieni k o m i n s k ł a d a ł się
dawniej z czterech s ł u p ó w g ó r ą k u
sobie nachylonych, miedzy k t ó r y m i
z n a j d o w a ł a się plecionka wylepiona
gliną. W domach symetrycznie d w u ­
izbowych k o m i n b y w a ł najczęściej
murowany, w s p ó l n y dla obu izb,
umieszczony w p o ś r o d k u sieni na
ł u k o w a t o sklepionej podstawie.
P r y m i t y w n e stosunkowo b u d o w ­
nictwo sieradzkie nie s p r z y j a ł o roz­
w o j o w i zdobnictwa. W starych do­
mach nawet w y s t a j ą c e na z e w n ą t r z

rysie, w innych okolicach z w y k l e
ozdobnie profilowane, t u są z u p e ł ­
nie proste i pozbawione j a k i c h k o l ­
w i e k dekoracji. Nie zostały w pełni
wykorzystane nawet możliwości zdo­
bnicze,
stwarzane
przez
rozpo­
wszechnione t u dachy dwuspadowe
i n a c z ó ł k o w e . Nieco lepiej przed­
stawia się sytuacja w okolicach
Wieruszowa, gdzie na szczytowych
ścianach
dwuspadowych
dachów
w y s t ę p u j ą dosyć często ozdobne sza­
lowania. Sporadycznie z d a r z a j ą się
w Sieradzkiem profilowane l u b a ż u ­
rowane
l i s t w y na
obramieniach
dwuspadowych d a c h ó w (tzw. „ w i a ­
t r ó w k i " , Tabl. I I ) czy sterczyny da­
chowe (Tabl. I I I ) , jedynie zaś przy
nowszych
domach
pochodzących
p r z e w a ż n i e z okresu m i ę d z y w o j e n ­
nego i n a l e ż ą c y c h do z a m o ż n i e j ­
szych gospodarzy spotyka się przed
w e j ś c i e m ganki ozdobione kunsz­
t o w n ą s t o l a r k ą (ryc. 4). Dawniej
zamiast g a n k ó w budowano czasem
przed w e j ś c i e m do domu rodzaj
przedsionka zbitego z desek, dla
ochrony wejścia przed zimnem i
deszczem. Dziś tego rodzaju p r z y ­
b u d ó w k i spotyka się r ó w n i e ż w
chatach ubogich, gdzie służą one
za rodzaj sionki p r o w a d z ą c e j do
k u c h n i przerobionej z dawnej sieni.
Stosunkowo n a j w i ę c e j dbałości o
w y s t r ó j przejawia się w sposobie
wykonania t a f l i drzwiowych pocho­
dzących sprzed I w o j n y ś w i a t o w e j ,
kiedy to na j e d n o s k r z y d ł o w y c h jesz­
cze drzwiach u k ł a d a n o r ó ż n e w z o ­
r y geometryczne i rozetowe z p r o ­
filowanych po brzegach deseczek.
Bogaciej dekorowane
są
nowsze
tafle d r z w i dwudzielnych w z o r o ­
wanych na m a ł o m i a s t e c z k o w y c h .
Dawniej z r ą b c h a ł u p y b y ł z ze­
w n ą t r z i od w e w n ą t r z bielony g l i n ­
ką, później wapnem. Jeśli pod j e d ­
n y m dachem z n a j d o w a ł a się część
mieszkalna i pomieszczenia gospo­
darcze, bielono z z e w n ą t r z w y ­
łącznie ściany izby (Rzechta, pow.
Sieradz). W n i e k t ó r y c h wsiach, j . np.
Woźniki, Zapusta, z d a r z a j ą się do­
my, w k t ó r y c h bielenie w y s t ę p u j e
jedynie na obramieniu d r z w i i okien
t w o r z ą c jasne pasy na ciemnym tle
ś c i a n y ; czasem pasy albo
duże
białe k r o p k i zdobią f u t r y n ę d r z w i
(Woźniki). Do z u p e ł n e j rzadkości na­
leży malowanie wapnem k r z y ż y czy
j a k i c h ś m o t y w ó w zdobniczych na
drzwiach w e j ś c i o w y c h .
J u ż w latach m i ę d z y w o j e n n y c h
a czasem i wcześniej z d a r z a ł y się
po wsiach domy murowane z cegły,
kryte d a c h ó w k ą . Po drugiej wojnie
ś w i a t o w e j ilość tego rodzaju do­
m ó w wydatnie w z r o s ł a p o w o d u j ą c
duże zmiany w w y g l ą d z i e wsi sie­
radzkiej.
Urządzenie

wnętrza

Zniszczenia wojenne, o k t ó r y c h
wspomniano poprzednio, przyczy­
niły się do tego, że Sieradzkie nie
obfituje dziś w meble ludowe. Ob­
raz dawnej izby chłopskiej z tych
stron w t a k i sposób u t r w a l i ł przed

Ryc. 5. „Pasyjka"
— ozdoba ścien­
na z marszczonego
papieru
glansowanego. Monice, pow.
Sieradz.

stu laty Szaniawski: „ S p r z ę t a m i [...]
są liczne obrazki świętych na ś c i a ­
nach przylepione, ł a w k i , p ó ł k i z m i ­
skami, g a r n k a m i i ł y ż k a m i d r e w ­
nianymi, niekiedy stół, skrzynka na
przyodziewek i warsztat do r o ­
bienia p ł ó t n a . [Chłop] Nie zna ś w i e ­
cy, ani lampy, ł u c z y w o z smolnych
p i e ń k ó w na kominie zapalone za­
stępuje ich miejsce. K r o w a , trzoda
lub ciele w s p ó l n i e czasem w n i m
goszczą l u b przynajmniej w k o ­
morze, r ó ż n e j m a ś c i k r ó l i k i skaczą
po izbie, a przestraszone k r y j ą się
po norach pod łóżkiem."
Szkoda, że autor nie zwrócił u w a ­
gi na różnice, jakie zachodziły
wówczas
między
umeblowaniem
izby biednych i bogatych. Z w y ­
powiedzi bowiem starych i n f o r m a ­
t o r ó w w y n i k a , że skrzynia a t y m
bardziej s t ó ł - k r z y ż a k jeszcze w I I
poł. ubiegłego stulecia s t a n o w i ł y do­
wód pewnej zamożności, podczas
gdy biedniejsi zadowalali się ż e r d k ą
zawieszoną u p o w a ł y jako s p r z ę ­
tem s ł u ż ą c y m do przechowywania
u b r a ń , a zamiast s t o ł ó w u ż y w a l i
ław, przy k t ó r y c h zasiadano do po­
siłków na pniaczkach. Rozmieszcze­
nie s p r z ę t ó w w dawnej izbie, w e ­
dług relacji i n f o r m a t o r ó w nie o d ­
biega w zasadzie od w s p ó ł c z e s n e g o .
W c h a ł u p a c h z sienią szczytową ł a ­
wa i stół stoją zwykle pod oknem,
obydwa k ą t y od strony komory w y ­
p e ł n i a j ą łóżka, w rogu przy ścianie
wejściowej znajduje się kredens, a
po przeciwnej stronie szafa. Jeśli w
izbie są trzy łóżka i nie ma gdzie
umieścić szafy, z a s t a w i a j ą n i ą d r z w i
od komory. W c h a ł u p a c h symetrycz­
nie dwuizbowych stół stoi najczęściej
p o ś r o d k u ściany szczytowej, po jego

301

�bokach dwa łóżka, pod oknem ł a w a ,
w k ą c i e przy ścianie w e j ś c i o w e j
p ó ł k i na naczynia l u b kredens, a po
przeciwnej stronie — szafa. Od cza­
su I I w o j n y ś w i a t o w e j szczególnie
tam, gdzie gospodarzami są ludzie
m ł o d z i lub p r a c u j ą c y zarobkowo w
mieście, spotyka się u k ł a d mebli
wzorowany na miejskim ze s t o ł e m
na ś r o d k u izby i s t o ł k a m i dookoła.
Omawianie poszczególnych s p r z ę ­
t ó w z a c z n ę od opisu łóżek, k t ó r e
w Sieradzkiem rozpowszechnione b y ­
ły j u ż przed stu laty nawet w ś r ó d
ludności mniej z a m o ż n e j . P o c z ą t ­
kowo m i a ł y p o s t a ć p ł a s k i e j skrzyn­
k i na wysokich nogach, a w y k o n y ­
wano je z nieheblowanych desek,
zbitych d r e w n i a n y m i k o ł k a m i . Z cza­
sem dopiero p r z y j ę ł y się łóżka, w
k t ó r y c h boki k r ó t k i e b y ł y wyższe
od długich. M n i e j w i ę c e j od I w o j ­
ny ś w i a t o w e j boki k r ó t k i e otrzy­
m u j ą od g ó r y ozdobnie profilowane
wycięcia l u b w o^óle k s z t a ł t y bar­
dziej „ w y m y ś l n e " — owalne czy
koliste — b y w a j ą też zdobione t o ­
czonymi w a ł k a m i . Nogi łóżek p r z y ­
b i e r a j ą formy esowato w y g i ę t e l u b
toczone.
Nieodzowny s p r z ę t w d a w n y m
w n ę t r z u s t a n o w i ł y ł a w y . U bied­
niejszych
były
to proste
deski
wsparte na czterech
drążkowych
nogach i służyły z a r ó w n o do sie­
dzenia,
jak
ustawienia
naczyń
podczas posiłków. Zamożniejsi po­
siadali r ó w n i e ż ł a w y z ozdobnie
w y c i n a n y m i oparciami, ustawiane
przy ścianie pod oknem lub w z d ł u ż
łóżka. Na noc odwracano ja opar­
ciem k u izbie p o s z e r z a j ą c w ten
sposób miejsce do spania. Ł a w zao­
patrzonych pod siedzeniem w skrzy­
nię służącą do spania, czyli tzw.
gdzie indziej „ ś l a b a n ó w " , w Sie­
radzkiem nie u ż y w a n o , z d a r z a ł y się
natomiast ł a w y ze s k r z y n i ą , w k t ó ­
rych przechowywano ubrania.
G ł ó w n y m s p r z ę t e m u ż y w a n y m do
tego celu były jednak skrzynie i k u ­
fry. Skrzynie z drzewa sosnowego
p o s i a d a ł y w y m i a r y dosyć ujednoli­
cone (zwykle
100 X 65 X 50 cm),
podstawy m i a ł y dwudzielne, zaopa­
trzone niekiedy w kółka. W e w n ą t r z
przy j e d n y m z b o k ó w z n a j d o w a ł się
p ó ł s k r z y n e k . Czasem z d a r z a ł y się
skrzynie ze s k r y t k ą
umieszczoną
między p o d w ó j n y m dnem. Najstarsi
informatorzy, j . np. Rozalia Gołąb
z Monie, p a m i ę t a j ą , że n i e g d y ś b y ł y
w Sieradzkiem skrzynie malowane
w „rózgi" i „ziela w doniczkach".
W i a d o m o ś ć t ę p o t w i e r d z i ł 80-letni
Felicjan Sikorski, stolarz z Burze­
nina, k t ó r y w swej młodości sam
jeszcze skrzynie takie robił. Były
one czerwone, na licu m i a ł y w y ­
o d r ę b n i o n e dwa pola, a na nich
malowane doniczki z „ z i e l a m i " w
kolorze zielonym, b i a ł y m , r ó ż o w y m
i i n . Podobnie zdobione b y w a ł o
wieko z tą różnicą, że czasem kolo­
ry r o ś l i n n e j dekoracji b y ł y nieco
inne. W czasie b a d a ń odkryto we
wsi Czechy s t a r ą s k r z y n i ę malowa­
ną, tak jednak zniszczoną, że prócz
ś l a d ó w ramek o g r a n i c z a j ą c y c h pola
niczego j u ż na niej nie dało się
odczytać. Skrzynie malowane wzo-

302

rzyście (wykonywane w e d ł u g i n ­
f o r m a t o r ó w m . in. w Sieradzu) w y ­
szły z mody od dawna, z a s t ą p i o n e
m a l o w a n y m i g ł a d k o na kolor zie­
lony, b r ą z o w y , czerwony lub żółty.
W
niektórych
miejscowościach
w s p o m i n a j ą informatorzy o zdobie­
n i u s k r z y ń naklejankami. W Ł a s k u
np. ojcowie dziś żyjących stolarzy
m i e l i w y r a b i a ć skrzynie malowane
g ł a d k o , zdobione na ścianie licowej
papierowymi naklejankami przed­
s t a w i a j ą c y m i postacie ludzkie l u b
z w i e r z ę c e (ptaki). Wzory te k u p o ­
wano w sklepach a czasem spro­
wadzano z Poznania. Ojciec Jana

Ryc.

zamożniejszych
gospodarzy rozpo­
w s z e c h n i a ć się tzw. „szafy" lub
„ s e r w a n t k i " s k ł a d a j ą c e się z o t w a r ­
tych p ó ł e k umieszczonych na pod­
stawie w postaci niskiej szafki zao­
patrzonej w dwoje drzwiczek. Na
p ó ł k a c h ustawiano m i s k i ; g ó r ą zdo­
bił s e r w a n t k ę ozdobnie p r o f i l o w a ­
ny „ g r z e b i e ń " . Kredensy p o c h o d z ą ­
ce z lat 1900 — 1914 p o s i a d a j ą g ó r ­
ną część r ó w n i e ż z a o p a t r z o n ą w
dwoje drzwiczek, przy czym g ó r a
i dół s t a n o w i ą konstrukcyjnie ca­
łość.
Prymitywne sprzęty wypełniające
dawne w n ę t r z e w y k o n y w a l i sobie

6. Pająk „krystaliczny"
Rozalię Slipek. Monice,

Purskiego, stolarza z Sieradza, w y ­
k o n y w a ł dla c h ł o p ó w skrzynie g ł a d ­
ko na jeden kolor malowane, k t ó r e
po w e w n ę t r z n e j stronie w i e k a zdo­
bione b y ł y n a k l e j a n y m i b a r w n y m i ,
wycinankami przedstawiającymi ko­
guty, k w i a t y i t p . P r z e d o s t a w a ł y się
też na teren Sieradzkiego skrzynie
wzorzyście „ m a z e r o w a n e " sprzeda­
wane przez stolarzy ze Z d u ń s k i e j
Woli. Przy k o ń c u ubiegłego stulecia
zaczęły w c h o d z i ć w m o d ę k u f r y o
w y d ę t y m w i e k u i z w ę ż a j ą c y c h się k u
dołowi ś c i a n a c h szczytowych, malo­
wane na zielono lub b r ą z o w o ; całą
ich d e k o r a c j ę s t a n o w i ł y niezbyt bo­
gate okucia wycinane z p a s ó w b l a ­
chy. Bogatsi zamawiali sobie k u f r y
z okuciami m o s i ę ż n y m i . Szafy, k t ó ­
re ostatecznie w y p a r ł y z izby sie­
radzkiej skrzynie i k u f r y , m i a ł y
p o j a w i ć się na t y m terenie j u ż w
ostatnim dwudziestoleciu ubiegłego
wieku. P o c z ą t k o w o posiadali je t y l ­
ko najbogatsi, obecnie są j u ż bardzo
rozpowszechnione. Szafy b y ł y z w y k ­
le gładkie, m a ł o zdobione, m a l o w a ­
ne na jeden kolor, rzadziej „ m a z e ­
rowane". W e w n ą t r z w y k l e j a n o je
niekiedy ozdobnym papierem.
Do przechowywania n a c z y ń u ż y ­
wano dawniej g ł ó w n i e w i s z ą c y c h
półek, z k t ó r y c h jedna — zazwyczaj
środkowa — posiadała wzdłuż k r a ­
wędzi otwory do zatykania łyżek.
Pod koniec X I X w. zaczęły w ś r ó d

wykonany
przez
pow. Sieradz.

zwykle
sami
właściciele;
tylko
skrzynie kupowano od stolarzy na
targach. Pod koniec ubiegłego stu­
lecia — zwłaszcza bogatsi — zaczęli
r ó w n i e ż k u p o w a ć stolarskiej roboty
zdobione ł a w y z oparciami, łóżka,
s e r w a n t k i krzesła. W okresie t y m
w a ż n ą r o l ę w rozwoju sieradzkiego
meblarstwa ludowego o d e g r a ł y ośrodki stolarskie zgrupowane po
miastach i miasteczkach, j a k Ł a s k ,
Widawa, Sieradz, Z d u ń s k a
Wola,
Złoczew, Burzenin i in. Liczba sto­
larzy po miastach b y ł a dosyć znacz­
na. W samym Ł a s k u nie istniejący
już od lat 60 cech stolarski s k u p i a ł
w ó w c z a s 36 członków. W okresie
międzywojennym pracowało w Łas­
k u jeszcze 30 stolarzy, obecnie zaś
jest ich tam 4 l u b 5.
t

Większość stolarzy m a ł o m i a s t e c z ­
kowych w y k o n y w a ł a s p r z ę t y „dla
miasta" i „ j a r m a r c z n e " . Pierwsze,
robione na z a m ó w i e n i e , ze szlachet­
niejszych g a t u n k ó w drewna, sprze­
dawano na miejscu w pracowni,
drugie — z drzewa sosnowego m a ­
lowanego olejno, czasem mazerowanego — sprzedawano na targach czy
to miejscowych, czy w innych m i a ­
steczkach. Stolarze z Ł a s k a np. w o ­
zili swe w y r o b y do Z d u ń s k i e j W o l i ,
Widawy, Szadka, Pabianic, L u t o mirska, ze Złoczewa z a ś — do Sie­
radza, Wielunia i i n . W Z d u ń s k i e j
W o l i prócz w y r o b ó w miejscowych

�m o ż n a było Spotkać s p r z ę t y p r z y ­ pieru p r o m i e n i ś c i e zmarszczonego.
w o ż o n e przez stolarzy z Błaszek, Nowsze od nich b y ł y k o r o n k i „ o r Ł a s k a , Łęczycy. P e w n ą r o l ę w roz­ giniowe" robione p o c z ą t k o w o z g ł a d ­
w o j u r z e m i o s ł a stolarskiego w oko­ kiej a później z m i ę t e j b i b u ł y . Po­
licach Łęczycy i Sieradza odegrali dobne „ c a c u s z k a " jak m i ę d z y ob­
koloniści niemieccy, u k t ó r y c h u - razami nalepiano też dookoła okien
czyli się często swego zawodu o j ­ na futrynie i po jej bokach. B e l k i
lub
cowie dzisiejszych stolarzy. Nato­ stropu zdobiono „ k o z o k a m i "
miast Żydzi, k t ó r z y np. w Kielec- „ l a l k a m i " , t j . pasowymi w y c i n a n k a ­
czyźnie posiadali liczne pracownie m i o motywach figuralnych w po­
stolarskie (np. w Chmielniku), t u staci szeregu t r z y m a j ą c y c h się za
prawie z u p e ł n i e swej działalności ręce sylwetek mężczyzn lub k o b i e t .
Czasem pas „ k o z o k ó w " umieszczano
nie przejawili.
W pracowni stolarskiej w y k o n y ­ też nad oknami. Przy w y k o n y w a ­
wane b y ł y zasadniczo wszystkie niu wycinanek u n i k a ł y kobiety kolo­
czynności z w i ą z a n e z w y r o b e m i de­ r ó w ciemnych ( „ s m u t n y c h " ) . N a j k o r a c j ą mebli. Dopiero z p o c z ą t k i e m bogaciej zdobiono izby w okresie
okresu m i ę d z y w o j e n n e g o , gdy stały Wielkanocy, wtedy to, jak opowia­
się modne s p r z ę t y zdobione p ł a s k o ­ da 90-letnia Józefa Balcerzak „ j e d ­
r z e ź b a m i w z o r o w a n y m i na meblach na w y n o s i ł a się nad d r u g ą " . W
d r o b n o m i e s z c z a ń s k i c h , do w y k o n y ­ oknach zawieszano f i r a n k i pracowi­
wania ozdób a n g a ż o w a l i stolarze cie wycinane z białej b i b u ł k i . Nie­
niekiedy
specjalistów
snycerzy. z n a n ą w dotychczasowych p u b l i k a ­
dekoracją
izby
sieradzkiej
R z e ź b i e n i e m ozdób dla stolarzy zaj­ cjach
m o w a ł się np. niejaki W o ź n i a k ze były tzw. „ p a s y j k i " odkryte przez
Z d u ń s k i e j W o l i czy J ó z e i U r b a n o w ­ u c z e s t n i k ó w b a d a ń w Monicach.
Wykonywano je z czterech wachlaski z Sieradza.
r z y k ó w drobno marszczonego pa­
Zdobnictwo w n ę t r z a b y ł o jeszcze pieru kolorowego, przymocowanych
przed 50 laty na wsi sieradzkiej do­ do ukrytego z t y ł u s t e l a ż y k a z dwu
syć bogate. S k ł a d a ł y się na nie raa- na k r z y ż złożonych drewienek (ryc.
l a t u r y ścienne, w y c i n a n k i oraz pa­ 5). Pasyjki zawieszało się na ścia­
jąki,
którymi
zdobiono
p o w a ł y . nie szczytowej izby w d r u g i m sze­
Estetyczny w y g l ą d w n ę t r z a podno­ regu p o m i ę d z y mniejszymi obrazka­
siły haftowane p ł a c h t y tzw. „ k o ł ­ m i ś w i ę t y m i . U z u p e ł n i e n i e dekoracji
d r y " u ż y w a n e do n a k r y w a n i a łóżek. w n ę t r z a s t a n o w i ł y wykonane z b i ­
Malatury
występujące
jeszcze b u ł e k i kolrj-owej b i b u ł y
pająki
przed I w o j n ą ś w i a t o w ą s p o t k a ć krystaliczne (ryc. 6), robione z pie­
b y ł o m o ż n a z a r ó w n o w sieniach rza lub nizane z grochu — ż y r a n ­
(duże b i a ł e k r o p k i na tle z r ę b u su­ dolowe, w z g l ę d n i e plecione ze słomy
r o w y m lub m a l o w a n y m g l i n k ą na owijanej k o l o r o w ą b i b u ł ą
pająki
żó':to), j a k i w izbach, gdzie na tarczowate, oraz bukiety b i b u ł k o ­
bielonej ścianie w y k o n y w a n o nie­ w y c h sztucznych k w i a t ó w , k t ó r y m i
b i e s k ą f a r b ą r o ś l i n n e wzory (Mo­ stroiło się obrazy i domowe o ł t a ­
nice). G ł ó w n ą d e k o r a c j ę s t a n o w i ł y rzyki.
jednak w y c i n a n k i . Dziś, m i m o że
wiele kobiet umie je jeszcze w y k o ­
nać, w izbach spotyka się je bar­
T k a c t w o
dzo rzadko, gdyż „już nie moda",
j a k w y j a ś n i a j ą informatorki.
Wy­
Tkactwo posiada w Sieradzkiem
cinanek nie b ę d ę na t y m miejscu stare tradycje. J u ż w w i e k u X V I
szerzej o p i s y w a ł a , gdyż zostały one w Sieradzu i k i l k u innych miejsco­
d o k ł a d n i e j o m ó w i o n e gdzie i n d z i e j , wościach w bliższej i dalszej oko­
z a j m ę się t y l k o ich f u n k c j ą w deko­ licy (Szadek, Warta, U n i e j ó w , W o l ­
r a c j i w n ę t r z a . Koliste
w z g l ę d n i e borz, Brzeziny) istniała silnie roz­
k w a d r a t o w e „ c a c u s z k a " nalepiano w i n i ę t a produkcja t a ń s z y c h gatun­
przede wszystkim na ścianie szczy­ k ó w sukna, tzw. „polskiego" lub
towej na przeciw wejścia, gdzie w i ­ „chłopskiego", u ż y w a n e g o
głównie
siał r z ą d u k o ś n i e nachylonych obra­ przez w a r s t w y u b o ż s z e .
Nie po­
zów ś w i ę t y c h , poniżej k t ó r y c h znaj­ zostało to zapewne bez w p ł y w u na
d o w a ł się czasem drugi szereg p ^ - tkactwo ludowe, k t ó r e jeszcze w
sko powieszonych m a ł y c h o b r a z k ó w X I X w. b y ł o t u po wsiach po­
p r o s t o k ą t n y c h lub owalnych. W y ­ wszechnie uprawiane. Niemal k a ż d a
cinanki umieszczano najczęściej po kobieta wiejska u m i a ł a do niedawdwie w lukach m i ę d z y obrazami.
Na ś c i a n a c h wolnych od o b r a z ó w
naklejano tzw. „ r ó z g i " w postaci
M y l i się Józef Grabowski p i ­
trzech r o z c h o d z ą c y c h się z jednego sząc, że „lalki sieradzkie zwane
p u n k t u g a ł ą z e k u ł o ż o n y c h z o w a l ­ „ k o z o k a m i " lub „ c h ł o p a k a m i " zna­
nych listków w y c i ę t y c h z koloro­ my t y l k o z postaci m ę s k i c h o for­
wego papieru. Dookoła l i s t k ó w w y ­ mach bardziej realistycznych" (Wy­
konany b y ł kontur z kropek malo­ cinanka ludowa, Warszawa
1955,
wanych n i e b i e s k ą f a r b ą ( z w a n ą l a k ­ str. 95).
musem).
Czasem zawieszano
na
W Sieradzkiem r ó w n i e często j a k
ś c i a n a c h tzw. „ k o r o n k i " s k ł a d a j ą c e
się z d w u rozłożonych na boki pa­ postacie m ę s k i e w y s t ę p o w a ł y jako
pierowych w s t ę g złączonych k o l i ­ motyw wycinanek f i g u r k i kobiet.
tego
rodzaju
przykładów
stym zwornikiem z kolorowego pa- K i l k a
znajduje się w a r c h i w u m Sekcji
Badania Plastyki L u d o w e j PIS.
Antoni Mączak:
Sukiennictwo
Zofia C i e ś l a - R e i n f u s s o w a : Z w y ­ wielkopolskie X I V — X V I I wieku,
stawy wycinanek...
Warszawa 1955, str. 245.
!0

15

17

1 6

1 7

1 5

ria w y r a b i a ć z a r ó w n o t k a n i n y inia-'
ne, j a k i w e ł n i a n e , z k t ó r y c h szyto
n a s t ę p n i e p i ę k n e sieradzkie ubio­
ry ludowe.
Do w y r o b ó w lnianych n a l e ż a ł y
przede wszystkim r ó ż n e g o gatun­
k u b i a ł e p ł ó t n a , oprócz tego tkano
też m a t e r i a ł y kolorowe, najczęściej
biało-czarne w drobną kratkę, uży­
wane na m ę s k i e spodnie i obłoczki
na pościel, lub pasiaki w . drobne
p r ą ż k i o niewielkiej ilości k o l o r ó w
( p r z y k ł a d r a p o r t u : 10 nitek czar­
nych, 2 czerwone, 10 czarnych, 2
białe) u ż y w a n e przez kobiety na
powszednie fartuchy „ d o chodu".
Z t k a n i n czysto w e ł n i a n y c h w y ­
rabiano t y l k o sukno na sukmany
jednobarwne białe, szare (z w e ł n y
czarnej mieszanej z białą), grana­
towe lub czarne, k t ó r e n a s t ę p n i e
folowano w f duszkach
znajdują­
cych się zwykle przy m ł y n a c h .
Najciekawiej z p u n k t u widzenia
artystycznego p r z e d s t a w i a j ą się t k a ­
niny pasiaste u ż y w a n e na stroje
kobiece i m ę s k i e , tkane splotem
rypsu p ł ó c i e n n e g o w e ł n i a n y m w ą ­
t k i e m na lnianej l u b b a w e ł n i a n e j
osnowie. Z a r ó w n o ich kolorystyka,
j a k i budowa r a p o r t ó w przechodzi­
ły szereg zmian, k t ó r y c h koleje na
przestrzeni ostatnitn stu lat d a d z ą
się w p r z y b l i ż e n i u o d t w o r z y ć . We­
d ł u g d w ó c h najstarszych informatorek — stuletniej M a r i a n n y Ograbkowej i 97-letniej M a r i i Stadkiewicz
z Monie — w e ł n i a k i , w k t ó r y c h cho­
dziły ich m a t k i i babki b y ł y ciemno­
granatowe lub
czarne w
białe
„ b r ą ż k i " . Raportu tych t k a n i n nie
u d a ł o się d o k ł a d n i e ustalić. W e d ł u g
Ograbkowej m i a ł y to b y ć jednako­
wej szerokości paski s k ł a d a j ą c e się
z 5 nitek b i a ł y c h i t y l u ż czarnych
w z g l ę d n i e granatowych, Stadkiewiczowa zaś utrzymuje stanowczo, że
ciemne tło było szerokie „na dwa
palce", b i a ł e zaś p r ą ż k i — „ n i k n ą ­
ce" i bardzo „ d r o b n i u t k i e " . Oby­
dwie i n f o r m a t o r k i nosiły już w e ł ­
niaki o tle czerwonym (szerokość
p a s ó w 1,5 — 10 cm) w drobne p r ą ż ­
k i kolorowe, p o c z ą t k o w o
ciemne
(fioletowe, b r ą z o w e , czarne), k t ó r e
dopiero w czasach znacznie p ó ź n i e j ­
szych ożywiły się b a r w a m i j a s k r a w szymi — żółtą, zieloną, szafirową;
p r ą ż k i te dawniej pojedyncze p ó ź ­
niej p o d w o i ł y się (tzw. „ p o r k i " t j .
pary np. b i a ł a z zieloną), potroiły
itd., t w o r z ą c z czasem barwne szla­
k i , pasy s k ł a d a j ą c e się nawet z 6
p r ą ż k ó w u ł o ż o n y c h pod w z g l ę d e m
kolorystycznym
symetrycznie
lub
asymetrycznie. Jeszcze w r. 1899,
j a k p i s a ł a Ignacja P i ą t k o w s k a , czer­
wone tło w e ł n i a k ó w b y ł o w stroju
kobiecym powszechne, jedynie do
ś l u b u nie w k ł a d a ł y czerwonych w e ł ­
n i a k ó w , gdyż kolor ten m ó g ł b y i m
p r z y n i e ś ć nieszczęście. Ok. r. 1910,
jak
stwierdza Graeve, czerwone
w e ł n i a k i w w ą s k i e kolorowe pa­
ł e c z k i b y ł y jeszcze w Sieradzkiem
bardzo rozpowszechnione, ale w nie­
k t ó r y c h wsiach p o j a w i a ł a się i nowa
moda, co w y r a ż a ł o się b ą d ź wzboga­
ceniem kolorystycznym i poszerze­
niem s z l a k ó w barwnych, b ą d ź też
z m i a n ą koloru t ł a ; w ten sposób za-

303

�Ryc. 7. Kobieta
w
starodawnym
czepku. Charłupia
Mała, pow.
Sie­
radz. Fot. ze zdjęcia
reprodukowa­
nego we „Wsi Ilustrowanej",
1911
rok.
Ryc. 8. Kobieto to pasiastym
„far­
tuchu". Woźniki,
pow.
Sieradz.

p o c z ą t k o w a n e zostało znaczne zróż­
nicowanie p a s i a k ó w sieradzkich.
W
Bogumiłowie,
Wiechucicach,
Zalesiu, C h a r ł u p i
Małej,
Suchej,
Polkowie itd., obok p a s i a k ó w o tle
czerwonym zaczęto t k a ć granatowe,
zielone, w Męce — modre. Podczas
gdy kobiety z M ę k i , Rudy czy M i ­
chowa w y r a b i a ł y pasiaki w drobne
paseczki, mieszkanki Jezior wolały
„ b r ą ż k i " szerokie.
J u ż Graeve sygnalizuje, że na te­
renie Sieradzkiego zaczyna poja­
w i a ć się w tkactwie „ m o d a ł o w i c ­
k a " w n o s z ą c a z a r ó w n o zmiany w
kolorystyce (większa ilość barw),
j a k i w budowie r a p o r t u (szlaki
z szerokich p a s k ó w ) . Moda ta m i ­
nęła około r. 1920 i dziś j u ż m a ł o
k t ó r a kobieta tka „po ł o w i c k u " . Być
może łączy się to w j a k i ś sposób
z n o w ą m o d ą , k t ó r a p r z y s z ł a do
Sieradzkiego w okresie m i ę d z y w o ­
j e n n y m (z Opoczyńskiego?). Polega
ona na tzw. „ p r z e w ł ó c z c e " , czyli
zdobieniu w e ł n i a k a przez przewle­
kanie w z d ł u ż w ą t k u iglicą żelazną
lub z gęsiego p i ó r a grubej, n a j c z ę ­
ściej białej n i t k i . Przewleka się w
ten sposób, że w r ó w n y c h i nie­
w i e l k i c h o d s t ę p a c h chwyta się igłą
osnowy raz z góry, d r u g i raz z dołu
tkaniny, co stwarza efekt przypo­
m i n a j ą c y szereg nanizanych obok
siebie elipsowatych oczek, zwanych
w Sieradzkiem „ p e r e ł k a m i " (Monice).

cerki m ę s k i e nie odbiegały zasad­
niczo pod w z g l ę d e m kolorystycz­
nym od m a t e r i a ł ó w u ż y w a n y c h do
szycia „ w e ł n i a k ó w " ; r ó ż n i c e zacho­
dziły g ł ó w n i e w budowie r a p o r t ó w
(np. szerokość p r ą ż k ó w b y ł a nieco
większa niż w w e ł n i a k a c h ) .
Farbiarstwo
i
druki
na
płótnie
Wełnę
na
tkaniny
otrzymaną
z w ł a s n e j hodowli owiec (należą­
cych do rasy „ ś w i n i a r e k " ) farbowa­
no na odpowiednie kolory u m a ł o ­
miasteczkowych farbiarzy. Do dziś
istnieją jeszcze tego rodzaju farbiarnie w Ł a s k u , Sieradzu, Z d u ń ­
skiej W o l i oraz we w s i K l o n o w e j ;
dawniej przy n i e k t ó r y c h
farbiarniach czynne b y ł y r ó w n i e ż r ę c z n e
drukarnie płócien. W Sieradzu d r u ­
k a r n i ę t a k ą p o s i a d a ł Niemiec Dress l e r ; w Z d u ń s k i e j W o l i ok. r.
1900 p o w s t a ł y dwie farbiarnie p ł ó ­
cien, z k t ó r y c h jedna n a l e ż a ł a do
niejakiego K u ź n i c k i e g o ; w obu d r u ­
kowano p ł ó t n a na kolor granatowy
w b i a ł e paski i k w i a t k i . Po wsiach
szyto z nich m ę s k i e spodnie, k o ­
biece fartuchy oraz „ o k r y w k i na
ramiona". Obydwa warsztaty były
czynne do I w o j n y ś w i a t o w e j , przy
czym pracownia K u ź n i c k i e g o t r w a 18

ła nieco d ł u ż e j . Po ś m i e r c i w ł a ś c i ­
ciela prowadzili ją jeszcze przez lat
k i l k a jego synowie.
W Klonowej farbiarnia i drukarnie
t k a n i n i s t n i a ł y j u ż pod koniec X I X
w. (inf. A n t o n i K w i a t k o w s k i 1. 72
i Walenty Wrzeciniarz 1. 76). „ F a l biernie" p r o w a d z i ł Niemiec Richter
z a t r u d n i a j ą c 30—40 osób. D r u k o w a ­
no na specjalnych stołach przy po­
mocy drewnianych k l o c k ó w . " Kolor
tła b y ł zwykle granatowy l u b czar­
ny, z a ś wzory b i a ł e l u b czerwone.
Były to w ę ż y k i , k r o p k i , k w i a t k i , ga­
łązki i t p . P ł ó t n a d o s t a r c z a ł y do
drukowania b ą d ź f a b r y k i z Łodzi,
d o k ą d gotowy towar z powrotem
odsyłano, b ą d ź też chłopi z w ł a s ­
nych w a r s z t a t ó w tkackich. Podobna
„ f a l b i e r n i a " istniała r ó w n i e ż w Pa­
bianicach, ale została
zamknięta,
gdyż nie w y t r z y m y w a ł a k o n k u r e n c j i
Klonowej. Klonowskie d r u k i b y ł y
lepsze, p o n i e w a ż n a d a w a ł y się do
prania, podczas gdy z pabianickich
„ m a l o w a n i e schodziło". Po I w o j ­
nie ś w i a t o w e j spadkobiercy Richte­
ra popadli w długi i zmuszeni zo­
stali do s p r z e d a ż y farbiarni. K u p i ł
ją S t a n i s ł a w B i j a k z L u t u t o w a , k t ó ­
r y jeszcze j a k i ś czas p r o w a d z i ł d r u ­
k a r n i ę , ale w k o ń c u z a p r z e s t a ł ogra­
niczając się w y ł ą c z n i e do farbowa­
nia w e ł n y . Od Bijaka o d k u p i ł far­
biarnie niejaki Weicht, k t ó r e g o syn

1 8

Roman Reinfuss: Polskie d r u k i
T k a n i n y pasiaste u ż y w a n e na w e ł ­ ludowe na p ł ó t n i e , Warszawa 1953,
niane zapaski oraz spodnie i spen- str. 245.
ki

304

1 8

Roman Reinfuss:
str. 50 i n.

Polskie

dru­

�Tomasz prowadzi j ą w
Kioriówej
do dziś. Z i n n y c h miejscowości, w
k t ó r y c h z n a j d o w a ł y się drukarnie,
wymieniają
informatorzy Łęczycę,
gdzie na b i a ł y m tle t k a n i n y „ w y ­
bijano" niebieskie wzory. P ł ó t n a
takiego u ż y w a n o na m ę s k i e „ p o r t k i " .
S t r ó j
S t r ó j l u d o w y powszechny w Sie­
radzkiem jeszcze przed I w o j n ą ś w i a ­
t o w ą noszony jest obecnie niemal
w y ł ą c z n i e przez kobiety i to g ł ó w ­
nie na uroczystości i ś w i ę t a , m ę ż ­
czyźni natomiast zarzucili go j u ż
prawie z u p e ł n i e .
Opis z a c z n ę od u b i o r ó w kobie­
cych.
D z i e w c z ę t a czesały się w w a r k o ­
cze, k t ó r e na codzień u p i n a ł y na
głowie, w d n i ś w i ą t e c z n e z a ś spusz­
czały na plecy w i ą ż ą c na k o ń c u
kwiecistą
wstążką.
Szaniawski
wspomina o zwyczaju noszenia c h u ­
stek przyozdobionych z a t k n i ę t y m i
k w i a t a m i . Ostatnio u ż y w a ł y dziew­
częta jako nakrycia g ł o w y chustek
perkalowych, a od ś w i ę t a w e ł n i a ­
nych cienkich „ m a r y n u s e k " w k o ­
lorze p r z e w a ż n i e czerwonym l u b
zielonym, z w i ą z a n y c h w gruby w ę ­
zeł na potylicy. M ę ż a t k o m po ś l u ­
bie obcinano dawniej w ł o s y n a k r y ­
w a j ą c j e d n o c z e ś n i e g ł o w ę czepcem,
k t ó r y stale j u ż nosiły „ d o parady".
Czepki noszone przez b a b k i 70-letnich i n f o r m a t o r ó w m i a ł y b y ć duże,
s p a d a j ą c e na plecy (ryc. 7). Zwano
je „ s a d ł a m i " l u b „ k o p a m i " . W y k o ­
nane b y ł y z b i a ł e g o t i u l u haftowane­
go w „ p ą c z k i " l u b „ p a z u r k i " i ozdo­
bione w o k ó ł t w a r z y g u f r o w a n ą r y ż ką, ponad k t ó r ą w i ą z a n o na czepcu
skręconą jedwabną chustkę
naj­
częściej zieloną l u b
amarantową
(tzw. „ j e d w a b ó w k ę " l u b „ j e d w a b n i cę"). Jednak j u ż m a t k i wspomnia­
nych i n f o r m a t o r ó w nosiły czepce
znacznie mniejsze zwane „ s r o c z k a ­
m i " . Były one r ó w n i e ż z haftowa­
nego t i u l u , z przodu z a ś p o s i a d a ł y
2 w s t ę g i tiulowe s z e r o k o ś c i 15 cm,
k t ó r e w i ą z a n o nisko pod b r o d ą w
k o k a r d ę (ryc. 8). Sroczek nie prze­
wiązywano już jedwabnymi wstąż­
k a m i . Zwyczaj obcinania
włosów
m ę ż a t k o m , podobnie j a k i noszenia
czepców, d o t r w a ł niekiedy do I I
wojny światowej.
Koszule, k r o j u
przyramkowego,
szyto z s a m o d z i a ł o w e g o
lnianego
p ł ó t n a . Sięgały one do p o ł o w y ł y ­
dek, od pasa m i a ł y doszyty tzw.
„ n a d o ł e k " z p ł ó t n a zgrzebnego. R ę ­
k a w y b y ł y długie, d o s y ć szerokie,
przy n a p i ą s t k u zmarszczone i wszy­
te w mankiet z a k o ń c z o n y „ f r y z k ą "
czyli z m a r s z c z o n ą k r e z ą s z e r o k ą na
około 6 cm. Podobna „ f r y z k a " znaj­
d o w a ł a się w o k ó ł szyi. Brzegi jej
wykończone były białym
haftem
l u b w ą s k ą k u p n ą k o r o n k ą . Niekie­
dy zamiast krezki r ę k a w y z a k o ń ­
czone były g ł a d k i m i mankietami.
Na k o s z u l ę w k ł a d a ł y kobiety „ w e ł n i a k " zwany też „ k i e c k ą " . B y ł a to
suknia z w e ł n i a n e j pasiastej ma­
t e r i i , s k ł a d a j ą c a się z części g ó r ­
nej zwanej „ s z n u r ó w k ą " l u b „ s t a ­
n i k i e m " (bez r ę k a w ó w z n i e w i e l k i m

wycięciefK
ńa
Śżyję,
zapinariyrłi
z przodu na guziczki) i doszytej do
niej szerokiej fałdzistej
spódnicy
pozbawionej f a ł d ó w jedynie z przo­
du, w p a r t i i okrytej fartuchem. K o ­
biety biedniejsze szyły „ s z n u r ó w k i "
z t a ń s z y c h m a t e r i a ł ó w kupnych lub
nawet z s a m o d z i a ł o w e g o p ł ó t n a , co
było niewidoczne, gdyż na w e ł n i a k
w k ł a d a n o jeszcze kaftanik.
W e d ł u g informacji
wspomnianej
już poprzednio Ograbkowej w okre­
sie powstania w r. 1863 starsze k o ­
biety nosiły w e ł n i a k i czarne lub
granatowe w białe p r ą ż k i ; w pracy
Szaniawskiego nie znajdujemy nie­
stety w tej sprawie ż a d n e j wska­
zówki.
Jak
rozwijała
się kolorystyka
w e ł n i a k ó w w czasach późniejszych,
w i e m y z u s t ę p u o tkactwie. Za­
r ó w n o staniki, j a k i spódnice po­
s i a d a ł y zawsze pionowy u k ł a d p r ą ż ­
k ó w . W e ł n i a k i , k t ó r e nosiła w swej
młodości stuletnia Ograbkowa, były
zdobione u d o ł u j e d n y m szerszym,
w z g l ę d n i e dwoma w ę ż s z y m i paska­
m i z czarnego aksamitu lub cajgu,
po obu zaś stronach tych p a s k ó w
biegły 2 albo 3 z a k ł a d e c z k i . K r a ­
w ę d ź dolna spódnicy w y k o ń c z o n a
b y ł a „szczoteczką", a od spodu pod­
szyta s z e r o k ą na 20 cm l i s t w ą z i n ­
nego m a t e r i a ł u . Stanik z a p i n a ł się
na m a ł e błyszczące kolorowe g u ­
ziczki; przez plecy — od pasa aż
pod pachy — biegły dwa paski czar­
nego aksamitu l u b cajgu. D w a takie
z Mnichowa,
pow.
same paski naszyte poziomo zdobi­ Ryc. 9. Chłop
reproduko­
ły p r z ó d p o w y ż e j piersi (ryc. 7). Sieradz. Fot. ze zdjęcia
1911
Ubiorem nowszym od w e ł n i a k a jest wanego we „Wsi Ilustrowanej",
rok.
„stonik", k t ó r y w s z e d ł w m o d ę pod
koniec u b i e g ł e g o w i e k u . P o c z ą t k o w o
nosiły je w y ł ą c z n i e „drogie", t j .
bogate panny. „ S t o n i k i " szyte b y ł y
z „ k a ź m i r u " , czyli cienkiej w e ł e n k i
jednobarwnej r ó ż o w e j albo zielonej,
w z g l ę d n i e z kwiecistej zwanej t u
„merynusem" lub „tybetem". Krój
m i a ł y identyczny j a k w e ł n i a k i z t y m ,
że m i ę d z y s z n u r ó w k ę a spódnicę
wszywano pasek silnie ściskający
talię. Ozdobą s z n u r ó w k i b y ł y dwie
w s t a w k i po obu stronach zapięcia
na piersiach, ułożone w drobniutkie
k o n t r a f a ł d z i k i , k t ó r e rozchylone i
przytrzymane k o l o r o w ą n i t k ą u p i ę k s z a ł y cały p r z ó d (ryc. 9). Z tyłu
na plecach z n a j d o w a ł y się z a k ł a d k i ,
b i e g n ą c e ł u k o w a t o od pasa k u ś r o d ­
k o w i pach. I dziś jeszcze n i e k t ó r e
kobiety s p r a w i a j ą sobie takie stani­
k i . S p ó d n i c e zdobione b y ł y aksamit­
k a m i naszywanymi u dołu.
Graeve wspomina t e ż o sieradz­
kich s p ó d n i c a c h z fabrycznej lamy,
barchanu i t p . zwanych w Rudzie
„ o b r a c a j k a m i " ; opisu ich autor nie
podaje, w czasie b a d a ń z a ś nie na­
trafiono na nie.
Na w e ł n i a k p r z y p a s y w a ł y kobie­
t y „ f a r t u c h " , czyli z a p a s k ę tak d ł u ­
gą j a k s p ó d n i c a i szytą z takiego
samego j a k kiecka pasiastego mate­
r i a ł u (ryc. 10). Najstarsze fartuchy
były czarne lub granatowe w białe
p r ą ż k i , po nich p r z y s z ł y czerwone
w p r ą ż k i kolorowe (zawsze piono­
we). Stara Ograbkowa p a m i ę t a za­
paski w p r ą ż k i poziome, u d o ł u Ryc.
ozdobione niezbyt szerokim szlakiem

10. Chłop w
ków,
pow.

spencerku.
Sieradz.

Pol-

�z drobnych k o l c r o w j ch p a s e c z k ó w —
b i a ł y c h , czarnych, czerwonych, i zie­
lonych. Fartuchy te w y c h o d z i ł y z
użycia, gdy informatorka b y ł a m ł o ­
dą
dziewczyną.
Informację
tę,
b r z m i ą c ą dość nieprawdopodobnie,
p o t w i e r d z i ł a 64-letnia Rozalia Go:ąb z Monie, k t ó r a r ó w n i e ż takie
zapaski p a m i ę t a , a nawet podobno
je t k a ł a za swych p a n i e ń s k i c h cza­
sów. W s p o m i n a j ą o nich r ó w n i e ż
i n f o r m a t o r k i z innych miejscowości.
W okresie mody na czerwone w e ł n i a k i tkano t a k ż e zapaski w kolorze
czerwonym, t y l k o szerokość b a r w ­
nych p r ą ż k ó w b y ł a inna. Gdy p r z y ­
jęły się w e ł n i a k i w r ó ż n y c h bar­
wach, zapaski dostosowywano w k o ­
lorze do tła w e ł n i a k a . Z czasem k o -

wykonahym wełną lub „bawełniczk ą " w r ó ż n y c h kolorach. O z d o b ą
najstarszych
zapasek b y ł jedynie
szlak b i e g n ą c y w z d ł u ż , złożony z
tzw. „ p a z u r k ó w " haftowanych w e ł ­
n ą w kolorze czerwonym, amarantowym, zielonym, b i a ł y m i niebie­
skim. Przed I w o j n ą ś w i a t o w ą za­
sób m o t y w ó w i b a r w haftu uległ
wzbogaceniu, zaczęto też s t o s o w a ć
m u l i n ę , kordonek, a t ł a s e k i t p . M o ­
tywy roślinne, które wówczas w y ­
szywano, wzorowane b y ł y często na
kwiecistych tkanych w s t ą ż k a c h u ż y ­
wanych w stroju kobiecym. Jedynie
niektóre hafciarki wykazywały w i ę ­
cej samodzielności. Ostatnio m o t y ­
w y haftu kopiowano z w z o r n i k ó w
miejskich. Zwyczaj noszenia hafto-

Kaftanik b y ł w c i ę t y w pasie ale
niezbyt obcisły, lekko z a c h o d z ą c y na
biodra, z t y ł u półkoliście w y d ł u ż o n y
w tzw. „ogonek". R ę k a w y m i a ł d ł u ­
gie, k o ł n i e r z a nie p o s i a d a ł , z a p i n a ł
się z a ś na błyszczące guziki. Z przo­
du w z d ł u ż zapięcia, na r ę k a w a c h
oraz w o k ó ł dolnej k r a w ę d z i naszywano pasy czarnego aksamitu.
Wcześniejsze od k a f t a n i k ó w były
tzw. „ m a m e l k i " , k t ó r e j u ż w cza­
sach Graevego w y c h o d z i ł y z u ż y ­
cia. M a m e l k ę , t j . długi czarny kaf­
tan u k ł a d a n y z t y ł u w fałdy i zaopa­
trzony w pelerynkowaty kołnierz,
nosiły przede wszystkim z a m o ż n i e j ­
sze m ę ż a t k i .
W lecie — bardziej „ d o p a r a d y "
niż dla ciepła — nosiły kobiety c i e n -

biety p r z e s t a ł y na to z w r a c a ć u w a g ę
i w ó w c z a s pierwotna jednolitość k o ­
lorystyczna całości uległa rozbiciu:
w Klonowej np. do czerwonego w e ł ­
niaka w k ł a d a n o
zieloną
zapaskę
lub — odwrotnie. Dziś rzadko j u ż
zdarza się, aby cały s t r ó j kobiecy
z a c h o w a ł ton czerwony.
Obok w e ł n i a n y c h rozpowszechni­
ły się z k o ń c e m ubiegłego stulecia
zapaski szyte z m a t e r i a ł ó w kupnych,
perkalu g ł a d k i e g o l u b deseniowego
(ryc. 7), cienkiej w e ł n y czy alpagi
w kolorze czarnym albo b r ą z o w y m ;
zapaski obszywano czarną k o r o n k ą ,
u dołu zdobiono je haftem r ę c z n y m

wanych zapasek m i a ł y na w i e ś sie­
r a d z k ą p r z y n i e ś ć kobiety, k t ó r e w y ­
jeżdżały na sezonowe roboty rolne
do Prus. Na codzień „do chodu"
noszono też tzw. „ f a r t u s i t k a " , t j .
zapaski pasiaste tkane z lnianych
pakuł.
W dnie chłodniejsze w k ł a d a ł y k o ­
biety na w e ł n i a k „ k a f t a n i k " . Za
czasów Szaniawskiego b y ł y w m o ­
dzie kaftaniki g ł a d k i e granatowe l u b
czarne, Graeve wspomina o czerwo­
nych s a m o d z i a ł o w y c h , szyto je r ó w ­
nież z cienkich fabrycznych w e ł e ­
nek lub perkali. Te ostatnie, nieco
luźniejsze, noszono g ł ó w n i e w lecie.

kie chustki „ m e r y n o s o w e " pasiaste
lub w tureckie wzory na czarnym
tle. Z i m o w ą p o r ą nosiły k o ż u c h y
lub odziewały się g r u b y m i „ d e r o wymi"
chustkami
fabrycznymi.
W czasie mniejszych c h ł o d ó w zarzu­
cały z a p a s k ę n a r a m i e n n ą c z e r w o n ą
w drobne pionowe p r ą ż k i . U ż y w a n i e
zapasek naramiennych, o k t ó r y c h
Szaniawski zupełnie
milczy,
po­
twierdzone jest dopiero przez P i ą t ­
k o w s k ą i Graevego. W e d ł u g w y p o ­
wiedzi informatorek zapaski naramienne nie b y ł y nigdy noszone do
stroju uroczystego, t y l k o do pracy
w o b r ę b i e wsi. O ubiorze t y m u ż y -

;

306

�war.ym „do chodu" m ó w i się n i e ­ s t ę b e n k i e m i w o d n y m w kolorze
c h ę t n i e i z p e w n y m z a ż e n o w a n i e m . czerwonym, zielonym l u b b i a ł y m .
Obecnie w w y p a d k u c h ł o d u l u b nie­ Do starszych m o t y w ó w hafciarskich
pogody z a r z u c a j ą kobiety niekiedy n a l e ż a ł y t u „ k ó ł k a " i „ p a z u r k i " , do
na g ł o w ę i ramiona fartuchy przed- nowszych — r o ś l i n n e , r ó z g i " z d r o b ­
sobnie, gdyż specjalnych zapasek n i u t k i m i listkami i k w i a t a m i .
naramiennych j u ż od dawna się nie
Koszule noszono zawsze wpusz­
wyrabia.
czone do spodni, k t ó r e w lecie b y ł y
Ubiorem bardzo starym, o k t ó r y m lniane — b i a ł e l u b barwione na
w s p o m i n a ł a Marianna Ograbkowa, granatowo czy czarno a czasem i
b y ł y noszone w Monicach i okolicy drukowane w b i a ł e „ k r o p k i " , „ p a ­
przed 80 laty białe p ł ó c i e n n e „ p ł a ­ z u r k i " albo „ k w i a t k i " na granato­
c h e t k i " zarzucane na ramiona. P ł a ­ w y m tle. Spodnie z drukowanego
chetki te zeszywane z d w ó c h d ł u ­ we wzory p ł ó t n a przestano nosić po
gich p ł a t ó w cienkiego p ł ó t n a po­ I wojnie ś w i a t o w e j . W zimie na
weł­
s i a d a ł y skromne wyszycia w z d ł u ż p ł ó c i e n n e „gs.cie" w c i ą g a n o
niane spodnie s a m o d z i a ł o w e , tkane
krawędzi.
Latem, a po domu i w zimie cho­ w e ł n ą na lnianej l u b b a w e ł n i a n e j
dziły kobiety boso, do stroju u r o ­ osnowie, czarne, granatowe l u b gra­
czystego w k ł a d a ł y p o ń c z o c h y w ł a s ­ natowe w b i a ł e pionowe p r ą ż k i (ryc.
nej roboty, g ł a d k i e l u b w poprzecz­ 11). W ostatnich d z i e s i ą t k a c h lat
ne kolorowe paski, oraz wysokie ubiegłego stulecia b a r w ę tła spodni
sznurowane t r z e w i k i . U z u p e ł n i e n i e zmieniono na c z e r w o n ą , a paski za­
stroju s t a n o w i ł y naszyjniki z p r a w ­ częto t k a ć w r ó ż n y c h kolorach, po­
dziwych korali, b u r s z t y n ó w w z g l ę d ­ dobnie j a k we w s p ó ł c z e s n y c h samo­
d z i a ł a c h u ż y w a n y c h w stroju kobie­
nie szklanych p e r e ł e k .
Najdawniejsze ubiory m ę s k i e , j a ­ cym. Gdy w tych ostatnich p o j a w i ­
kie z a p a m i ę t a ł a z lat dziecinnych na­ ły się t ł a inne, np. zielone czy m o ­
sza stuletnia informatorka, b y ł y „całe dre, po p e w n y m czasie b a r w y te
p ł ó c i e n n e " nie w y ł ą c z a j ą c u b i o r u zaczęto s t o s o w a ć r ó w n i e ż na pasia­
wierzchniego, k t ó r y s t a n o w i ł y „ s u k ­ k i , z k t ó r y c h szyto spodnie. K r ó j
many p ł ó c i e n n e z czarnymi znakami spodni w e ł n i a n y c h podobny b y ł do
na plecach i czarnymi tasiemkami^ tego, k t ó r y w y s t ę p u j e w Ł o w i c k i e m :
po szwach". Informacja ta znajdu­ nogawki zeszyte j e d n y m szwem bie­
je potwierdzenie we w s p ó ł c z e s n y c h g n ą c y m po stronie w e w n ę t r z n e j , w
mniej w i ę c e j obserwacjach
Sza­ k r o k u d ł u g i p ó ł k s i ę ż y c o w a t y k l i n
niawskiego, za czasów k t ó r e g o c h ł o p wszyty poprzecznie, z przodu — za­
„do kościoła u b i e r a ł się w s u k m a n ę miast rozporka — w ą s k i fartuszek,
zgrzebną
białą".
P r z y m i o t n i k u góry pasek z tego samego sukna
„ z g r z e b n y " określa zwykle gatunek zapinany na guzik (dawniej na sznu­
rek i drewniany „ k n e b e l e k " ) .
płótna.
Jak daleko sięgają p a m i ę c i ą sta­
Na koszule w k ł a d a n o „ s p e n c e r e k " ;
rzy' informatorzy, w lecie nosili m a t e r i a ł , z k t ó r e g o szyto t ę część
mężczyźni s ł o m i a n e kapelusze w ł a s ­ stroju, p r z e c h o d z i ł te same koleje,
nej roboty o szerokiej krezie zwa­ jakie j u ż przedstawiono przy oma­
nej „ r o n d l e m " , g ł ó w c e nieco z w ę ­ w i a n i u innych u b i o r ó w kobiecych
żającej się k u g ó r z e i p ł a s k i m dnie. i m ę s k i c h . P o c z ą t k o w o
spencerki
G ł ó w k a b y w a ł a opasana c z a r n ą l u b b y ł y granatowe l u b czarne, g ł a d ­
c z e r w o n ą w s t ą ż k ą . W zimie u ż y w a l i kie w z g l ę d n i e w b i a ł e p r ą ż k i , p ó ź ­
s t o ż k o w a t y c h czapek baranich, tzw. niej p o j a w i ł y się czerwone. P r ą ż k i
„ k o ż u c h o w y c h " . Za czasów P i ą t k o w ­ na spencerkach biegły zwykle po­
skiej i Graevego n i e k t ó r z y starsi ziomo, rzadziej pionowo, zawsze
gospodarze posiadali jeszcze „ w ś c i e - jednak u w a ż a n o , aby „ m o d a " (ra­
klice" l u b czapki „ l u ś n i o w a t e " . Były port) na spencerku była nieco inna
to
czapki
kształtu
walcowatego niż na spodniach. Spencerki b y ł y to
z denkiem granatowym l u b b r u n a t ­ bluzki z r ę k a w a m i , lekko w c i ę t e ,
n y m aksamitnym, niekiedy z czer­ sięgające nieco poniżej pasa. Posia­
w o n ą w y p u s t k ą dookoła i z czarnym dały n i e w i e l k i w y w i n i ę t y na ze­
baranim otokiem z jednego boku w n ą t r z k o ł n i e r z z w y ł o g a m i . Zapi­
pionowo p r z e c i ę t y m i z w i ą z a n y m n a ł y się na g u z i k i przyszyte b ą d ź
k o k a r d ą czy p ę k i e m w s t ą ż e c z e k w b e z p o ś r e d n i o do spencerka, b ą d ź do
kolorze czerwonym albo niebieskim. specjalnych patek, ozdobionych po­
Młodsi w t y m czasie nosili roga­ nadto
dodatkowymi
guziczkami
t y w k i o główce
ciemnogranatowej (ryc. 12).
obwiedzionej popielatym („siwym")
Około r. 1900 zaczęli mężczyźni
barankiem (ryc. 11). N o w s z ą f o r m ę
nosząc
nakrycia g ł o w y s t a n o w i ł y u ż y w a n e u b i e r a ć się „z miejska"
do dziś m a c i e j ó w k i , zwane przez „ k a m u z e l k i " szyte z s a m o d z i a ł o w e ­
c z a p n i k ó w „ p o w i e c i k a m i " , wykona­ go l u b fabrycznego m a t e r i a ł u (nie­
ne z ciemnoszafirowego l u b grana­ kiedy w paseczki l u b kropki); nie
towego sukna ze s k ó r z a n y m dasz­ p o s i a d a ł y one r ę k a w ó w , zaś p ł a t y
tylne robiono dla oszczędności z i n ­
kiem, tzw. „ r y d e l k i e m " .
nej, t a ń s z e j t k a n i n y , często z l n i a ­
Koszule k r o j u p o d ł u ż n e g o poncho nego p ł ó t n a . Pod szyją m i a ł y m a ł e
p o s i a d a ł y na ramionach naszyte i m i ­ wycięcie, z a p i n a ł y się z przodu na
tacje p r z y r a m k ó w o szerokości ok. jeden szereg guzików, obok k t ó r e g o
drugi
czysto
dekoracyjny.
5 cm. K o ł n i e r z i mankiety w i ą z a n o biegł
czerwona albo n i e b i e s k ą t a s i e m k ą . Graeve wspomina o kamizelkach
Paradniejsze koszule parobskie b y ł y zwanych „ l e j b i k a m i " , szytych z b r u ­
ozdobnie „ u s t e r n o w a n e " , tzn. m i a ł y natnego l u b ' oliwkowobrunatneeo
na k o ł n i e r z u i przodach delikatny sukna, zdobionych „podobnie jak
czerwonymi
klapkami,
haft w y k o n a n y ściegiem p ł a s k i m , sukmana"

sznurkami i spiczastymi b i a ł y m i g u ­
ziczkami porcelanowymi u k o ł n i e ­
rza i w d w ó c h r z ę d a c h na przodzie.
Prócz spencerków i „kamuzeli"
nosili też m ę ż c z y ź n i k r ó t k i e „ k a t a n ­
k i " czerwone, obszywane
granato­
w y m sznurkiem. Wspomina o nich
w swej pracy P i ą t k o w s k a , w tere­
nie jednak nie u d a ł o się j u ż zna­
leźć o nich w i a d o m o ś c i .
Na spencerki, kamizelki w z g l ę d ­
nie k a t a n k i w k ł a d a l i chłopi sukma­
ny. W czasach Szaniawskiego c h ł o p
„ u ż y w a ł sukmany niebieskiej, gra­
natowej l u b b i a ł e j , z k o ł n i e r z e m
s t o j ą c y m , t a ś m a m i seledynowymi i
czerwonymi obszytej." W czasach
późniejszych
najbardziej
rozpo­
wszechnione b y ł y sukmany niebie­
skie sięgające do p o ł o w y
łydek,
mocno w c i ę t e w pasie, z t y ł u s i l ­
nie s f a ł d o w a n e , z k o ł n i e r z e m sto­
j ą c y m , zaopatrzonym z przodu w
t r ó j k ą t n e w y ł o g i (ryc. 11). Sukmana
z a p i n a ł a się z przodu na guziki l u b
„ p o t r z e b y " . Wyłogi oraz mankiety
r ę k a w ó w w y ł o ż o n e b y ł y amarantow y m w z g l ę d n i e czerwonym suknem.
Szwy, na plecach, kieszenie piono­
wo umieszczone na biodrach, oraz
k r a w ę d z i e zdobiono czerwonymi w y ­
pustkami. Pod koniec u b i e g ł e g o stu­
lecia obok sukman p o j a w i ł y się
tzw. „ k a p o t y " zwane też „ k a m u zelami" szyte z czarnej l u b gra­
natowej s a m o d z i a ł o w e j m a t e r i i , t k a ­
nej w e ł n ą na lnianej osnowie, l u b
z sukna fabrycznego. Sięgały one
do p o ł o w y łydek, w pasie b y ł y silnie
marszczone, w tyle rozcięte (z roz­
porem), k o ł n i e r z m i a ł y w y k ł a d a n y
z n i e d u ż y m i klapami, r ę k a w y l e k ­
ko z w ę ż a j ą c e się k u dołowi. J e d y n ą
ozdobą tego u b i o r u b y ł y umieszczo­
ne na przedzie dwa szeregi g u z i k ó w ,
z k t ó r y c h t y l k o jeden służył do za­
pinania. Sukmany i kapoty szyli
p r z e w a ż n i e k r a w c y żydowscy, w y ­
k o n u j ą c y swe zajęcie często jako
domokrążcy.
Za czasów Szaniawskiego i P i ą t ­
kowskiej opasywali się chłopi po
wierzchu sukmany (a zimą k o ż u c h a )
w e ł n i a n y m pasem s i a t k o w y m w k o ­
lorze czerwonym. Graeve w s p o m i ­
na o pasach siatkowych r ó ż n o b a r w ­
nych. N i e k t ó r z y zamiast p a s ó w w e ł ­
nianych nosili na sukmanie s k ó r z a ­
ne trzosy podobne w k s z t a ł c i e do
krakowskich, ale w ę ż s z e („szerokie
na dłoń"), czarne i mniej zdobio­
ne (ryc. 11).
Do stroju uroczystego
należały
buty czarne, z c h o l e w ą o j e d n y m
szwie, w kostce m a r s z c z o n ą , zaopa­
trzone w dość wysokie obcasy
z podkówkami i żółtym „huncfot e m " na n a p i ę t k u . Z a m o ż n i e j s i po­
siadali cholewy karbowane w har­
m o n i j k ę sięgająca od kostki „ p r a ­
wie do pół ł y d k i " .
Garncarstwo
Garncarstwo ludowe, reprezento­
wane dziś na terenie Sieradzkiego
przez k i l k a czynnych pracowni, b y ł o
jeszcze przed I w o j n ą
światową
r z e m i o s ł e m ogromnie rozpowszech­
nionym, Prawie w k a ż d y m m i a -

307

�Ryc. 13. Makucha „zgrzebna"
biona paskami białej glinki.
nał Józef Ilik ze Zduńskiej
pow.
Sieradz.

zdo­
Wyko­
Woli,

steczku p r a c o w a ł o po p a r u garnca­
rzy, j a k np. w Widawie, Ł a s k u ,
a n i e k t ó r e ośrodki, j a k Burzenin
czy U n i e j ó w , b y ł y nawet znacznie
liczniejsze. S k u t k i e m zmian gospo­
darczych, jakie zaszły w ciągu na­
szego stulecia, garncarstwo zaczęło
jednak p o d u p a d a ć i z zawodu ś w i e t ­
nie k i e d y ś p r o s p e r u j ą c e g o stało się
zajęciem, k t ó r e z t r u d e m jest w sta­
nie z a p e w n i ć ś r o d k i utrzymania.
Gdy sytuacja ekonomiczna g a r n ­
carstwa coraz bardziej się pogar­
szała, zaczęła t o p n i e ć liczba g a r n ­
carskich pracowni, w i e l u zaś przed­
stawicieli tego r z e m i o s ł a opuszczało
w i ę k s z e ośrodki, s z u k a j ą c chleba
tam, gdzie mniejsza konkurencja za­
p e w n i a ł a m o ż l i w o ś ć lepszego bytu.
P r z y k ł a d e m takiego rozpraszania i i ę
garncarzy jest ośrodek b u r z e n i ń s k i .
Burzenin — niegdyś stolica sieradz­
kiego garncarstwa, t w o r z ą c y jeden
d u ż y kompleks z pracowniami po­
bliskich wiosek, j a k W o l i B ę d k o w -

Ryc. 14. Dzban zdobiony
•waniem wykonany
przez
Kacperka
z Chojn,
pow.
szów.

308

skiej, Niebios, Barczewa, Stefanowa Barczewskiego i i n . — w okresie
pogłębiającego się k r y z y s u zaczął
tracić
swe pierwotne
znaczenie.
Garncarze emigrowali stąd do Z ł o ­
czewa, Widawy i t d . Obecnie np. w
t a k i m Sieradzu wszyscy (z w y ­
j ą t k i e m Sulgana, k t ó r y jest re­
patriantem ze wschodu) albo po­
chodzą z o ś r o d k a
burzenińskiego
(Antoni i Tadeusz Tomalowie, H i e ­
r o n i m M u s z y ń s k i ) , albo tak j a k J u ­
lian Pertkiewicz i S t a n i s ł a w K o ­
walczyk uczyli się swego zawodu
u garncarzy b u r z e n i ń s k i c h . L i c z n i e j ­
sze centra garncarskie opuszczali
nie t y l k o pojedynczy garncarze, ale
nawet całe rodziny.
Serwacińscy,
k t ó r y c h ojciec i dziadek m i e l i p r a ­
cownie w W o l i B ę d k o w s k i e j , osiedli
w Ł a s k u (Józef) 1 Wieruszowie ( L u ­
cjan i W a c ł a w ) , na miejscu zaś w
W o l i B ę d k o w s k i e j pozostali d w a j :
Wojciech i M i e c z y s ł a w — najstarszy
i n a j m ł o d s z y z k i l k u braci. A ż e b y
u t r z y m a ć się na powierzchni i zjed­
n a ć targowego n a b y w c ę , n i e k t ó r z y
garncarze, w y r a b i a j ą c y dawniej w y ­
łącznie nie g l a z u r o w a n ą c e r a m i k ę
„ z g r z e b n ą " (Józef S e r w a c i ń s k i ) czy
„ s i w ą " ( S t a n i s ł a w i Józef Ratajscy
z Uniejowa), zaczynają swe w y r o b y
g l a z u r o w a ć , co zapewnia i m na r y n ­
k u w i ę k s z ą „chbdliwość".

surowiec, r o z w i n ę ł a się ceramika
zwracająca u w a g ę p i ę k n y m szkli­
wem.
Naczynia siwe wyrabiane
są w Uniejowie i Ozorkowie. N i e ­
wielka stosunkowo z a w a r t o ś ć ż e l a ­
za w tamtejszej glinie powoduje, że
kolor n a c z y ń waha się od szaropopielatego ( w y p a ł redukcyjny) do
koloru białej k a w y ( w y p a ł n o r m a l ­
ny). Na skutek nieszczelności pie­
ców ten sam w y p a ł daje naczynia
w obu kolorach, g d y ż redukcja t r ó j ­
t l e n k u żelaza zachodzi t y l k o w ś r ó d
tych n a c z y ń , k t ó r e zostały ustawio­
ne w piecu bliżej ś r o d k a . W w a r ­
stwach p r z y ś c i e n n y c h , m i m o za­
tkania o t w o r ó w piecowych w d r u ­
giej fazie w y p a ł u , jest dosyć tlenu,
aby proces r e d u k c j i nie zaszedł,
w z g l ę d n i e p r z e b i e g ł jedynie c z ę ­
ściowo. Garncarze nie zdają sobie
sprawy z istoty zjawiska, w i e d z ą
t y l k o , że „ i m bliżej ognia, t y m gar­
nek czarniejszy".
Zmechanizowanie
produkcji
w
garncarstwie sieradzkim ogranicza
się na razie do tego, że u w i ę k s z o ­
ści garncarzy miesienie gliny odby­
w a się przy pomocy maszyny. W y ­
roby swe toczą po staremu na bezsponowych k o ł a c h n o ż n y c h , piece
zaś r ó w n i e ż nie z d r a d z a j ą tenden­
cji do u n o w o c z e ś n i e n i a . Do pieca
0 w y m i a r a c h k o m o r y 130 X 200 cm
wchodzi na jeden w y p a ł 10 k ó p d u ­
żych n a c z y ń i około 20 k ó p m n i e j ­
szych licząc po 60 sztuk na kopę.
W w i ę k s z y c h piecach m o ż n a w y p a l i ć
j e d n o c z e ś n i e do 40 k ó p n a c z y ń .
8

Momentem, k t ó r y s p r z y j a ł r o z w o ­
j o w i sieradzkiego garncarstwa, były
obfite i r ó ż n o r o d n e p o k ł a d y gliny.
Ich chemiczne i fizyczne w ł a ś c i w o ­
ści w p ł y w a ł y w p e w n y m stopniu na
rodzaj specjalizacji poszczególnych
o ś r o d k ó w . W Stefanowie Barczew­
skim i Barczewie, gdzie gatunek
gliny b y ł t a k i , iż „ p o l e w a się na
niej b u r z y ł a " , garncarze wyspecjali­
zowali się w p r o d u k c j i
naczyń
„zgrzebnych"^ nie glazurowanych,
gdzie indziej zaś, j a k np. w B u r z e ­
ninie, gdzie w y s t ę p o w a ł odpowiedni

Dawniejsza produkcja garncarzy
sieradzkich o p i e r a ł a się g ł ó w n i e na
wyrobie r ó ż n e g o rodzaju g a r n k ó w
(z 1 l u b 2 uchami), toczono też
„ m l o s t k i " czy „dzieżki", t j . g a r n k i
bez uszu, d w o j a k i , dzbanki, m i s k i
1 sezonowo (w okresie świąt) — m a k u t r y . F o r m y dawnych g a r n k ó w
były „ o k r ą g ł e " , tzn. p o s i a d a ł y w y -

sgraffito- Ryc. 15. Dzban malowany i glazu­ Ryc. 16. Malowana doniczka o brze­
Andrzeja rowany wykonany
przez
Hieronima gach „bryzowanych".
Wyk.
Lucjan
Wieru­
Muszyńskiego
z
Sieradza.
Serwaciński
z
Wieruszowa.

�p u k ł e b r z u ś c e oddzielone od w y l e ­
w u (tzw. burty) n i e w i e l k i m p r z e w ę ­
żeniem. S z e r o k o ś ć w y l e w u b y ł a nie­
m a l taka sama, j a k maksymalna
wypukłość brzuśca, który
opadał
m i ę k k ą linią k u znacznie w ę ż s z e j
podstawie. Przed r. 1939 p o j a w i ł a
się w n i e k t ó r y c h o ś r o d k a c h nowa
forma
garnka n a ś l a d u j ą c e g o
fa­
bryczne „ k a m i e n i a k i " o ś c i a n a c h
z u p e ł n i e prostych i podstawie nie­
znacznie węższej od w y l e w u . W cza­

sach dzisiejszych większość p r a ­
cowni garncarskich produkuje g ł ó w ­
nie doniczki, niekiedy ozdobnie mo­
delowane, z k r a w ę d z i ą w postaci
w ą s k i e g o w a ł e c z k a lub w y s u n i ę t e g o
na z e w n ą t r z , szerokiego na k i l k a
cm k o ł n i e r z a . W innych naczyniach,
j a k garnki, dzbanki i t d . zmniejszył
się bardzo znacznie l i t r a ż , co jest
w y n i k i e m zmian, jakie zaszły na
wsi
w
dziedzinie
gospodarstwa
mlecznego. Na ogół wszyscy garn­

carze wyroby swe zdobią, choć nie­
raz ozdoba ta ogranicza się do j e d ­
nego paska p o b i a ł k i wykonanego na
b r z u ś c u . P r z y c z y n ą tego d ą ż e n i a do
d e k o r a c y j n o ś c i jest k o n i e c z n o ś ć do­
stosowania w y r o b ó w do p r o d u k c j i
konkurencyjnych w a r s z t a t ó w . Sta­
n i s ł a w K o w a l c z y k z Sieradza w y ­
r a ź n i e stwierdza, że naczynia swe
zdobi dlatego, „żeby u mnie tak
samo ludzie kupowali, j a k u i n ­
nych".

4 I 4 A &lt;M 4 &amp; &amp;

10

a

ii

a

«

v

u

Tablica IV. Wykładki
do zamków zapadkowych:
1 — Kłocko, 2 — Wola B ę d k o w s k a ,
3 — Zapusta Mała, 4 — Polków, 5, 6 — Sokolniki,
7 — Zapusta Mała, 8 — Zduń­
ska Wola, 9 — Sokolniki, 10 — Polków,
11 — Sokolniki, 12 — P o l k ó w , 13 —
Złoczew,
14 — Woźniki,
15, 16 — Z d u ń s k a Wola.

•*&gt;

"H

»

1ł

•»

Tablica V. Wykładki
do zamków
sprężynowych:
1,2 — Zduńska Wola, 3 — Widawa,
4—8 — Z d u ń s k a Wola, 9 — Kociew, 10 — Z d u ń s k a Wola, 11, 12 — Złoczew,
13 — Klonowa,
14 — Zapusta Mała, 15, 16 — Złoczew,
17 —
Woźniki.

309

�Naczynia zdobiono k i l k o m a spo­
sobami. N a j c z ę s t s z y m z nich jest
malowanie p o b i a ł k ą na w i l g o t n y m
czerepie za p o m o c ą p ę d z e l k a l i n i i
prostych, falistych i kropek (ryc.
13). Poza t y m w y s t ę p u j e glazuro­
wanie oraz sgraffitowanie; ta ostat­
nia technika polega na w y d r a p y ­
w a n i u wzoru ostrym n a r z ę d z i e m na
naczyniu pomalowanym a n g o b ą . Po
wypaleniu, w miejscach gdzie a n goba została zeskrobana, pozostaje
czerwona kreska o d c i n a j ą c a się w y ­
r a ź n i e od jaśniejszego zazwyczaj tła
(ryc. 14). Ostatnim wreszcie ze sto­
sowanych s p o s o b ó w zdobienia jest
w y k o n y w a n i e na w i l g o t n y m jeszcze
naczyniu ozdób plastycznych w po­
staci r ó ż n e g o rodzaju „ f a l b a n e k " na
k r a w ę d z i a c h w y l e w ó w (tzw. „ b r y z o wanie"), o d c i s k ó w palca czy stem­
pelka. Czasem zdarza się, że naczy­
nia b y w a j ą zdobione przy r ó w n o ­
czesnym zastosowaniu k i l k u tech­
nik. Z w y k l e jednak nawet jeśli po­
szczególne pracownie u ż y w a j ą roz­
maitych technik dekoracyjnych, to
k t ó r ą ś z nich szczególnie u p r z y w i ­
lejowują. I tak np. garncarze sie­
radzcy (Tomala, Kowalczyk, P e r t kiewicz, M u s z y ń s k i ) nie t y l k o ma­
lują paseczki czy k r o p k i , ale też
g l a z u r u j ą swoje wyroby, Wierzbicki
ze Stefanowa Barczewskiego spe­
cjalizujący się przede wszystkim w

ceramice „ z g r z e b n e j " , malowanej w
geometryczne wzory złożone z b i a ­
łych l i n i i i kropek, zdobi swoje w y ­
roby niekiedy „ b r y z o w a n i e m " oraz
odciskami palca czy stempelka, Kas­
perek z Chojnv (pow. W i e r u s z ó w )
stosuje sgraffitowanie o skromnych
geometrycznych motywach. Tech­
n i k ą tą p o s ł u g u j e się r ó w n i e ż L u ­
cjan S e r w a c i ń s k i z Wieruszowa.
Dziś poza siwakami wykonuje się
w Sieradzkiem g ł ó w n i e c e r a m i k ę
czerwoną,
malowaną
pobiałką,
„ z g r z e b n ą " lub g l a z u r o w a n ą . D a w ­
niej jednak w e d ł u g informacji A n ­
toniego Nawrockiego, starego garn­
carza z Burzenina, malowano na­
czynia nie t y l k o b i a ł ą a n g o b ą (tzw.
„ s a s k ą g l i n k ą " ) , ale
i barwioną
t l e n k a m i metali na
kolor
żółty
(tlenkiem żelazat czyli w praktyce
z e n d r ą k o w a l s k ą ) , zielony (paloną
miedziak.
brązowy
(brausztynem
czyli w terminologii garncarskiej
„ b r o n s z t y n e m " ) . T y m i samymi ś r o d ­
kami d o d a w a n y m i w odpowiednim
stosunku do glejty uzyskiwano też
barwne glazury. A ż e b y p o d n i e ś ć ich
połysk, n i e k t ó r z y dodawali do glejty
sproszkowane szkło lub b i a ł y ..mu­
fek" w y k o p y w a n y na miejscu. Nie­
kiedy wyrabiano naczynia o jasnej,
prawie białej powierzchni, malowa­
ne najpierw w całości p o b i a ł k ą a
n a s t ę p n i e glazurowane bezbarwnym
szkliwem. Białe tło maluje czasem
na doniczkach L u c j a n S e r w a c i ń s k i
z Wieruszowa zdobiąc ich b o k i p r o ­
stymi m o t y w a m i r o ś l i n n y m i (ryc. 15).

Tadeusza
Szafrana,
3-miesięczny
kurs z zakresu technologii cera­
micznej,
zorganizowany w Z d u ń ­
skiej W o l i przez E k s p o z y t u r ę Rejo­
n o w ą C P L i A w Łodzi. P o g ł ę b i e n i e
wiedzy zawodowej
w
dziedzinie
przygotowania surowca, polew i
szkliw oraz w y p a ł u daje M u s z y ń ­
skiemu o g r o m n ą wyższość nad k o ­
legami, m o ż e on bowiem w sposób
bardziej swobodny o p e r o w a ć t w o ­
rzywem. Obecna produkcja M u s z y ń ­
skiego dzieli się na dwie grupy:
r y n k o w ą i „ c e p e l i o w s k ą " . Na sprze­
daż r y n k o w ą r o b i on po staremu
doniczki, garnki, „ m l o s t k i " czy gla­
zurowane dzbanki z a c h o w u j ą c t r a ­
dycyjne k s z t a ł t y i s k r o m n ą deko­
rację. Nad
drugą grupą
czuwa
C P L i A , k t ó r a przez swego i n s t r u k ­
tora, Ob. Litnera, opiekuje się g a r n ­
carzem. L i t n e r „ u s t a w i a " plastycz­
ną s t r o n ę w y r o b ó w M u s z y ń s k i e g o
r y s u j ą c m u wzory. Potem „ r a z e m
kompinujemy, co mam r o b i ć " , i n ­
formuje M u s z y ń s k i . Wychodzi z te­
go ceramika
niewątpliwie ładna,
barwnie malowana,
kaligraficznie
poprawna, niepozbawiona pewnych
„ s m a c z k ó w " technicznych, ale nie­
wiele m a j ą c a w s p ó l n e g o z d a w n ą
t r a d y c y j n ą c e r a m i k ą s i e r a d z k ą (ryc.
IG). „To ł a d n e , ale nie nasze", oce­
niają w y r o b y M u s z y ń s k i e g o starzy
sieradzcy garncarze. Nad w y r o b a ­
mi M u s z y ń s k i e g o mogła też z a c i ą ­
żyć produkcja z a k ł a d ó w ceramicz­
nych w Z d u ń s k i e j W o l i prowadzona
w czasie okupacji przez j a k ą ś N i e m ­
kę przy w s p ó ł u d z i a l e a r t y s t ó w ma­
larzy i zatrudnionych do prac czysto
technicznych garncarzy ludowych.

Jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n ­
nym w y r o b y swe sprzedawali g a r n ­
carze b ą d ź osobiście j e ż d ż ą c z n i m i
D r u g i m garncarzem w y r ó ż n i a j ą ­
na targi, b ą d ź przez handlarzy — cym się swoistym sposobem zdobie­
pośredników.
nia jest Jan Wierzbicki (lat 40) ze
Garncarze z Burzenina zawozili Stefanowa Barczewskiego. Zawodu
np.
swoje w y r o b y do
Wielunia, uczył się w pracowni ojca m a j ą c
Błaszek, Łodzi, Sieradza, Złoczewa, lat 12, n a s t ę p n i e szereg lat prze­
Józef S e r w a c i ń s k i z Ł a s k a jeździł b y w a ł w Niemczech, s k ą d p o w r ó c i ł
do Szadka, W i d a w y , S t a n i s ł a w K o ­ przed 15 laty. W p r z e c i w i e ń s t w i e
walczyk z Sieradza do Kalisza i t d . do M u s z y ń s k i e g o Wierzbicki spe­
Bardzo często garncarze sprzeda­ cjalizuje się g ł ó w n i e w w y r o b i e na­
w a l i „cały piec" g a r n k ó w handla­ czyń „ z g r z e b n y c h " , t j . nie glazuro­
rzowi, k t ó r y '.następnie rozwoził je wanych t r z y m a j ą c się, j a k t w i e r ­
po targach. W sezonie letnim, gdy dzi, t r a d y c j i barczewskich. W y r a ­
było znaczne zapotrzebowanie na bia różnej wielkości dzbanki, dzicz­
g a r n k i u ż y w a n e do kiszenia mleka, k i , garnki, m i s k i itp. P o w i e r z c h n i ę
to „nieraz i trzech Ż y d ó w kłóciło n a c z y ń zdobi bogatym ornamentem
się przy piecu, k t ó r y k u p i . L a t a l i geometrycznym złożonym z b i a ł y c h
tak przez całą w i o s n ę i lato, dopiero l i n i i falistych, ł a m a n y c h i kropek,
w jesieni popuścili garncarza" ( W o j ­ t w o r z ą c y c h u k ł a d y pasowe obiega­
ciech S e r w a c i ń s k i z W o l i B ę d k o w ­ jące brzusiec lub nawet w całości
skiej). Obecnie, garncarze r o b i ą na go p o k r y w a j ą c e , co w w i e l u w y ­
ogół niewiele, część p r o d u k c j i sprze­ padkach sprawia w r a ż e n i e p r z e ł a ­
Ostatnio stosuje
także
dają na miejscu, z r e s z t ą po d a w ­ dowania.
zdobiny wygniatane przy pomocy
nemu t u ł a j ą się po targach.
palca lub stempelka. Sposób, w j a k i
W ś r ó d garncarzy p r a c u j ą c y c h dzi­ zdobi swe wyroby, r ó w n i e ż nie jest
siaj
w
Sieradzkiem
na
osobną u w a ż a n y przez miejscowych g a r n ­
w z m i a n k ę z a s ł u g u j ą H i e r o n i m M u ­ carzy za tradycyjny.
szyński i Jan Wierzbicki.
M u s z y ń s k i , urodzony w Barcze­
wie w r. 1920, m a j ą c lat 14 zaczął
Zdobnictwo
w
żelazie
uczyć się r z e m i o s ł a garncarskiego
u wuja swego, Antoniego Tomali,
Zdobnictwo w żelazie na obszarze
mieszkającego r ó w n i e ż w Barcze­ Sieradzkiego, podobnie zresztą jak
wie. Po u k o ń c z e n i u t e r m i n u egza­ na innych terenach ś r o d k o w e j i p ó ł ­
m i n czeladniczy złożył w Sieradzu, nocnej Polski, przedstawia się na
zaś mistrzowski w p a r ę lat później ogół dosyć ubogo. Z licznych w y ­
Ryc.
17. Krzyż
zdobiony
rzeźbą. w Łodzi. W r. 1951 u k o ń c z y ł pod w i a d ó w przeprowadzonych z t a m ­
kierunkiem znanego ceramika, prof. tejszymi kowalami w y n i k a , że zaSokolniki,
poty.
Wieruszów.

310

�Ryc. 18. Chrystus
malowany temperą

ledwie k i l k u zdobi nieco swoje w y ­
roby, i n n i zaś t ł u m a c z y l i , że „u nas
się tego nie robi, swoje żelazo
u p i ę k s z a j ą kowale w Radomskiem
(tzn. w okolicach Radomska nie Ra­
domia — Z. R.) i koło Częstochowy".
W i d y w a l i oni w tamtejszych k u ź ­
niach ozdobne formy klamek, p i ę k ­
nie kute k r z y ż e , a czasem i „ p ó ł ­
o k r ą g ł e w y b i j a k i z' k w i a t k a m i " czy
„ m ł o t k i do p r z y s t r ó j u " , służące do
w y t ł a c z a n i a ozdób na okuciach w o ­
zów czy innych przedmiotach. M i ­
mo pozytywnej oceny t y c h w y r o ­
bów sami ich nie n a ś l a d o w a l i t w i e r ­
dząc, że „to zabiera zbyt dużo cza­
su". Spośród kilkudziesięciu k o w a l i
w s p ó ł c z e s n y c h i dawnych, k t ó r y c h
p r o d u k c j ę u d a ł o się u s t a l i ć , jedynie
S t a n i s ł a w K r a w c z y k (1. 41) z K l o c ­
ka, p o c h o d z ą c y z rodziny k o w a l ­
skiej, zdobił swe w y r o b y w y b i j a ­
nym ornamentem stempelkowym w
kreski, 6-promienne gwiazdki i „ g r a ­
niaste" wieloboki u ż y w a j ą c do tego
n a r z ę d z i w ł a s n e j roboty.
Wewnętrzna
potrzeba
szukania
formy artystycznej jest u niego tak
silna, że niekiedy dla osiągnięcia
efektu estetycznego zmienia d o w o l ­
nie wzory dostarczane do odkucia
przez k l i e n t ó w . P r z y k ł a d e m może
być krzyż k u t y dla jednego z k o ś ­
ciołów, gdzie m i m o r y s u n k u dostar­
czonego przez z a m a w i a j ą c e g o k s i ę ­
dza p o d o r a b i a ł „ p r o m i e n i e i esy, bo
to ł a d n i e j w y g l ą d a " .
W ś r ó d w y s t ę p u j ą c y c h w Sieradz­
kiem zdobionych w y r o b ó w ż e l a z ­
nych n a j w i ę k s z ą r ó ż n o r o d n o ś c i ą od­
znaczają się kowalskiej roboty w y k ł a d k i do z a m k ó w zapadkowych po
wsiach, a s p r ę ż y n o w y c h — w m i a ­
stach. Przy w y k ł a d k a c h do z a m k ó w
zapadkowych dekoracja koncentruje
się zwykle na ozdobnie profilowa­
nej tarczy g ó r n e j , w k t ó r e j t k w i
paluch do otwierania. Spotykamy
tu najczęściej formy znane z innych
stron P o l s k i , j a k tarczki w k s z t a ł ­
20

2 0

jako Salvator
na papierze.
pow.
Sieradz.

cie listka bzu, ó s e m k i , tarcze z pta­
simi g ł ó w k a m i pojedynczymi lub
p o d w ó j n y m i i formy od nich po­
chodne (Tabl. I V ) . Większą r ó ż n o ­
r o d n o ś ć znajdujemy w ś r ó d w y k ł a dek
do
zamków
sprężynowych
(Tabl. V I ) . W y s t ę p u j ą w ś r ó d nich
niewielkie profilowane tarczki s ł u ­
żące do osłony samej d z i u r k i od
klucza, w z g l ę d n i e samej obsady od
k l a m k i , i takie, k t ó r e spełniają r ó w ­
nocześnie obydwa te zadania. W ś r ó d
tych ostatnich z d a r z a j ą się niekiedy
formy pod w z g l ę d e m
dekoracyj­
n y m bardziej rozbudowane.

Mundi.
Zapusta

Obraz
Mała,

Trudno r o z s t r z y g n ą ć czy obecne
u b ó s t w o zdobniczej sztuki k o w a l ­
skiej w Sieradzkiem jest spowodo­
wane jej zanikiem, czy też w ogóle
nie b y ł a t u ona bogaciej r o z w i n i ę t a .
N i e k t ó r z y starzy kowale liczący ok.
lat 80 w s p o m i n a j ą , że b y ł y t u d a w ­
niej u ż y w a n e sierpy kowalskiej r o -

N

Z innych p r z e d m i o t ó w żelaznych
należących do grupy ozdobnych de­
tali
architektonicznych
należy
w s p o m n i e ć o esowatych zawiasach,
k t ó r e niekiedy spotykamy po wsiach
i o skoblach do d r z w i , zdobionych
ubogim ornamentem w y b i t y m przez
przykładanie „mesla".
Okucia na wozach, k t ó r e na te­
renie Polski p o ł u d n i o w e j należą do
popisowych dzieł kowalskiej sztuki
z d o b n i c z e j t u są ubogie i n i e ­
ciekawe. W e d ł u g statystyki s p o r z ą ­
dzonej przez jednego z u c z e s t n i k ó w
b a d a ń (Dobiesława Walknowskiego)
na 341 obejrzanych w o z ó w 177 po­
siadało okucia pozbawione wszel­
kich ozdób. Do pozostałych 164 za­
liczone zostały te, k t ó r e p o s i a d a j ą
n a j m n i e j s z ą nawet zdobinę c h o c i a ż ­
by na j e d n y m z okuć. Z w y k l e de­
koracja o g r a n i c z a ł a się t u do naj­
prostszych w z o r ó w geometrycznych
(zygzak, u k o ś n a kratka) w y b i t y c h
uderzeniami „ m e s l a " . Jedynie 3 w o ­
zy p o s i a d a ł y zasób e l e m e n t ó w zdob­
niczych nieco szerszy dzięki zasto­
sowaniu stempli o w y k r o j u ł u k o w a ­
t y m i gwiazdki.

Ryc.
rzeźb

19. Adam i Ewa,
fragment
zdobiących
słup krzyża w So­
kolnikach,
pow.
Wieruszów.

Artystycznie
kutych
krzyżów
cmentarnych spotyka się w Sieradz­
kiem bardzo m a ł o . P r z e w a ż a j ą na
cmentarzach proste k r z y ż e drew­
niane.
2 1

Roman Reinfuss: Polskie koMieczysław G ł a d y s z : Zdobnicwalstwo artystyczne, Pol. Szt. L u d . two metalowe na Ś l ą s k u , K r a k ó w
1955, str. 369.
1938, Tabl. I — X X V .

311

�,y
zdobione na ostrzu stempelko^ y m i ornamentamiczasie b a d a ń
p r z y k ł a d ó w takich nie u d a ł o się
jednak znaleźć.
be

w

Sztuka

zdobnicza
dach

w

obrzę­

Silna stosunkowo niwelacja t r a ­
dycyjnej k u l t u r y l u d u sieradzkiego
powoduje, że o b r z ę d y i w i ą ż ą c e się
z n i m i przedmioty artystyczne po­
z n a ć m o ż n a jedynie w drodze w y ­
w i a d ó w przeprowadzonych z ludźmi
n a l e ż ą c y m i do starszej generacji.
Z okresem Ś w i ą t Bożego Narodze­
nia w i ą z a ł o się obchodzenie d o m ó w
z „ H e r o d a m i " . Do grupy fantastycz­
nie poprzebieranych a k t o r ó w nale­
żeli: Herod, diabeł, aniołowie, ś m i e r ć
oraz k i l k u p a s t u s z k ó w . Poza t y m
s p o t y k a ł o się po wsiach grupy k o ­
lędników z szopką zaopatrzoną w
ruchome l a l k i .
W czasie Wielkanocy malowano
w Sieradzkiem pisanki. Sztuka ta,
n i e g d y ś bardzo t u rozpowszechnio­
na, obecnie już u p a d ł a . Kobiety pa­
miętają jednak barwne pisanki por
k r y t e na całej powierzchni „ z y g z a ­
kami", „ f a j k a m i " itip. Technika ich
wykonania b y ł a woskowa. W e d ł u g
jednej ze starszych informatorek za
jej m ł o d y c h lat malowano pisanki

przy pomocy patyczka o k r ę c o n e g o
na k o ń c u p a k u ł a m i i maczanego w
roztopionym wosku. Wzory w y k o ­
nane t a k i m n a r z ę d z i e m m u s i a ł y b y ć
oczywiście bardzo grube i dalekie
od tej precyzji, j a k ą daje zastoso­
wanie pisaka lejkowatego czy szpil­
k i . Do farbowania jajek u ż y w a n o
najczęściej l i s t k ó w cebuli („cebulaku"), a czasem po prostu koloro­
wych b i b u ł e k , k t ó r y m i barwiono na
czerwono.
Niektóre
informatorki
słyszały o możliwości stosowania do
farbowania pisanek l i s t k ó w m ł o d e g o
zboża, ale same nigdy tego nie p r ó ­
b o w a ł y . Obecnie w z o r z y ś c i e malo­
wanych pisanek nie w y r a b i a j ą ogra­
niczając
się do
jednokolorowego
kraszenia. J e ż e l i czasem k t ó r a ś k o ­
bieta zabierze się do „ p i s a n i a " j a ­
jek, u ż y w a do tego nie wosku lecz
m y d ł a , k t ó r e r ó w n i e ż izoluje sko­
r u p k ę od d z i a ł a n i a farby.
Podobnie j a k na innych terenach
(np. w O p o c z y ń s k i e m ) pisanki były
t u t r a d y c y j n y m podarkiem ofiaro­
w y w a n y m w czasie od Wielkanocy
do Zielonych Ś w i ą t przez d z i e w c z ę t a
chłopcom. Niekiedy i „ d w a mendle"
pisanek o f i a r o w a ł a dziewczyna swe­
mu w y b r a n e m u z a w i n i ę t e wraz z
s z y n k ą i k i e ł b a s ą w b i a ł ą chustecz­
kę p r z y s t r o j o n ą „ b o r o w i n k ą " . Z w y ­
czaj ten p r a k t y k o w a n y b y ł mniej
więcej do I w o j n y ś w i a t o w e j .

Do z w y c z a j ó w wielkanocnych na­
leżało też chodzenie „z gaikiem"
i „ k u r o s e m " . Gaik b y ł to wysoki na
ok. 50 cm czubek m ł o d e g o ś w i e r c z ka przystrojony k o l o r o w y m i b i b u ł ­
kami, k t ó r y obnosiły po w s i dziew­
częta ś p i e w a j ą c przy t y m odpowied­
n i ą pieśń.
Z „ w ó z k i e m " lub „ k u r o s e m " cho­
dzili natomiast chłopcy w pierwszy
dzień Wielkanocy. N i e z b ę d n y m re­
kwizytem był tu wózek dwukołowy,
na k t ó r y m przymocowany b y ł „ k u ­
ros" t j . kogut w y k o n a n y z drzewa
obszytego „ t o w a r e m "
(materiałem
sukiennym) przystrojony b a r w n y m i
b i b u ł k a m i i p i ó r a m i . Na poziomej
podłodze w ó z k a przymocowane b y ł y
ponadto ruchome f i g u r k i przedsta­
w i a j ą c e „ p i l a r z y " (traczy), „ m ł o d ą
panią" z „ d r u h n a m i " i „szwaczkę
w czepku". Nad w ó z k i e m p r z y b r a ­
n y m zielenią s k r z y ż o w a n e b y ł y dwa
pałąki
drewniane
przyozdobione
wstążkami, „pazłuciem" i „babka­
m i " , t j . szklanymi b a ń k a m i choin­
k o w y m i . Całość w ó z k a d o c h o d z i ł a
do 1 m wysokości, zaś r o z s t ę p kół
około 60 cm. Z „ k u r o s e m " obcho­
dzili chłopcy w i e ś ś p i e w a j ą c m . i n . :
„Chodzimy tu z wózkiem
P r o s i l i b y ś m y prosa
Dla tego kurosa,
Bo ten kuros nie m a ł y
Z e ż r e prosa trzy miary."

0

Ryc. 20. Chrystus,
polichromowana
rzeźba
w drzewie.
Wyk.
Łukasz
Pijanka w 1933 roku. Klonowa,
pow.
Sieradz.

312

Ryc. 21. Sw. Wawrzyniec.
Polichro­
mowana
rzeźba
w drzewie.
Wyk.
Łukasz
Pijanka.
Klonowa,
pow.
Sieradz.

�Rzeźba

i

malarstwo

Znaczne zniszczenia wojenne, k t ó ­
re nie oszczędziły a n i c h a ł u p w i e j ­
skich, a n i p r z y d r o ż n y c h kapliczek
czy kościołów, s p o w o d o w a ł y , ż e za­
b y t k i ludowej r z e ź b y oraz m a l a r s t w a
n a l e ż ą j u ż w Sieradzkiem do r z a d ­
kości.
Ze starszych z a b y t k ó w , k t ó r e za­
c h o w a ł y się do dnia dzisiejszego,
w s p o m n i e ć należy o k r z y ż u s t o j ą ­
cym przy dzwonnicy k o ś c i e l n e j w
Sokolnikach (pow. W i e r u s z ó w ) , ozdo­
bionym licznymi r z e ź b a m i przedsta­
w i a j ą c y m i postacie biblijne i s y m ­
bole m ę k i (ryc. 17). N i e k t ó r e z nich,
j . np. częściowo zniszczone postacie
Adama i E w y , należą do lepszych
osiągnięć ludowej p l a s t y k i (ryc. 18).
W W o l i B ę d k o w s k i e j (pow. Sie­
radz) znajduje się kapliczka szaf­
kowa osadzona na słupie, w k t ó r e j
umieszczona jest dosyć j u ż przez
d z i a ł a n i e czasu
zniszczona figura
św. Jana, wykonana — j a k głosi
tradycja — przez miejscowego garn­
carza Walentego S e r w a c i ń s k i e g o .
J e d n ą z najciekawszych postaci
w ś r ó d sieradzkich a r t y s t ó w l u d o ­
w y c h b y ł Ł u k a s z Pijanka z K l o n o ­
wej (pow. Sieradz), z m a r ł y w r. 1946
w w i e k u lat 76. P i j a n k a człowiek
dosyć z a m o ż n y , t r u d n i ł się oprócz
rolnictwa s t o l a r k ą i ciesiołką, a p o ­
nadto u p r a w i a ł r z e ź b ę f i g u r a l n ą o
tematyce religijnej. W r. 1933 w y ­
k o n a ł on do miejscowej kapliczki
o ł t a r z z trzema postaciami przed­
stawiającymi
Chrystusa
(ryc. 19)
i dwóch świętych — Wawrzyńca
oraz Floriana. R z e ź b y te o w y s o ­
kości 100 — 110 c m s ą p o l i c h r o ­
mowane i odznaczają się d u ż ą eks­
p r e s j ą w wyrazie t w a r z y (ryc. 20)
i geście (ryc. 21). F i g u r y po znisz­
czeniu kapliczki przechowane zo­
s t a ł y w domu Jana Pijanki, syna
autora, gdzie znajduje się r ó w n i e ż
nie w y k o ń c z o n a statua M a t k i Bos­
kiej wykonana w s u r o w y m drzewie,
nie polichromowana.
Ł

Malarstwo
ludowe reprezentuje
k i l k a o b r a z ó w , z k t ó r y c h najbar­
dziej i n t e r e s u j ą c e są dwa znalezio­
ne w Z a p u ś c i e M a ł e j . Obrazy te,
pochodzące prawdopodobnie z j e d ­
nej pracowni, p r z e d s t a w i a j ą C h r y ­
stusa t r z y m a j ą c e g o glob na dłoni
(ryc. 22), oraz św. W a w r z y ń c a . M a ­
lowane są t e m p e r ą na papierze.
Znalezione w s t a r y m około stulet­
n i m sipchrzu nie p o s i a d a j ą
do­
k ł a d n i e j s z y c h m e t r y k . Postacie na
obu obrazach obwiedzione są g r u ­
b y m konturem, szaty potraktowane
płasko, ze schematycznie zaznaczo­
n y m i f a ł d a m i . Szata ś w . W a w r z y ń ­
ca ozdobiona jest graficznie u j ę t y m
ornamentem r o ś l i n n y m , na o b y d w u
obrazach
występują
charaktery-

Ryc. 22. Fragment rzeźby Chrystusa.
Wyk. Łukasz
z Klonowej,
pow.
Sieradz.

styczne zdobiny w postaci j a k gdy­
by k u l malowanych cynobrem, ze
ś w i a t ł a m i zaznaczonymi przecinkow a t y m i b i a ł y m i kleksami. Zdobiny
te malowane na kolistym l u b czter o p ł a t k o w y m tle p r z y p o m i n a j ą , po­

Tablice
rysował
Fotografował

Pijanka

dobnie zresztą j a k i inne szczegóły,
obrazy w y s t ę p u j ą c e na często nawet
odległych obszarach Polski, co p r a w ­
dopodobnie ł ą c z y się z szerokim
zasięgiem penetracji handlowej d a w ­
nych w ę d r o w n y c h o b r a ź n i k ó w .

Zygmunt
Wiglusz.
Jan S u ń d e r s k i

313

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9503" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9481">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6c2401cb196e25e9a9bec1e850f9344a.pdf</src>
        <authentication>83b37ed16a740d01dff2e1725d52337a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113163">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3907</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113164">
                <text>1953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113165">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113166">
                <text>Mazowsze - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113167">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3660</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113168">
                <text>Materiały do sztuki ludowej Mazowsza Płockiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1953 t.7 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113169">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1953 t.7 z.1; s.38-55</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113170">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113171">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113172">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113173">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113174">
                <text>MATERIAŁY D O S Z T U K I L U D O W E J

MAZOWSZA

PŁOCKIEGO

Bieżuń {

o

Q

Staw/szyn
O

\J&gt;

\.

Wsie 'miasteczka. vt kto -

0

.

J

o

powiatowe

Miasta

&gt;•—^--ч.

Jonne
Rościszewo

r

ych

przeprowadzano wy­

wody w czasie
o Stropkowo

/j

\

o

J
i
! .

o Mochowo

faciąi

„ о
oRogiemce

¿^"V
\

o

tALKA

P OD Z

¡i

^\

0

_

objazdu

Ą

lOkm

,-, .

Brzechowo

Dzierzążnia

^

д

Г?
c^^^
Dunmów

Maszewo Din.

^^^^л^

l '

oKucice

^\

4^

1
i

Modlin 1 1
0

7

GOSTYNIN

0

Leopoldów

r

o

s

z

y

n

Aleksandrów

o

0

o Hefenów

Sanniki
Ą?f Zofia Pemftíssowa

Ryc,

1.

Марка

przebadanego

terenu

(wykonał

Lemené).

J.

ZOFIA

Północno-zachodnie

Mazowsze,

obejmujące

okolice

CIESLA-REINFUSSOWA

dotychczas n i e m a l z u p e ł n i e badane.

Konieczność

pełnienia

l u k i w materiale faktograficznym

n a c h W i s ł y , m a t a k ze w z g l ę d u n a s w e p o ł o ż e n i e g e o ­

wała,

w

graficzne, j a k

dania Plastyki, A r c h i t e k t u r y

P ł o c k a , r o z ł o ż o n e w s z e r o k i m p r o m i e n i u po o b u

ficzne

znaczenie

części Polski.
mi,

i na

swą przeszłość historyczną,
w

etnograficznych

Łowickiem,

Kurpiami;

specy­

badaniach

Mazowsze P ł o c k i e sąsiaduje

Kujawami,

stro­

stanowiło

teren starego osadnictwa mazowieckiego, s k ą d w
szłości

szły

fale

osadnicze k u

północy

i

tej

z Mazura­
ono
prze­

północnemu

w s c h o d o w i ; b y ł o wreszcie c z ę ś c i o w o t e r e n e m obcej k o ­
lonizacji, p o s u w a j ą c e j
doliny

się od G d a ń s k a k u g ó r z e

38

P.I.S. na

Płocka

bar­

słabo, a zagadnienie sztuki ludowej nie b y ł o

tam

planach

rok

1952

badań

terenowych

Zakładu

i Zdobnictwa

na

których

zamierzano zorganizować

badawczy. A ż e b y z o r i e n t o w a ć

w

r.

wa

grupa

w

składzie:

g r u p y oraz dr

Reinfussowa
objechała

i

fotograf

samochodem

Mazowsze Płockie
dr

Roman

Stefan
ciągu

Reinfuss

jako

Deptuszewski.
kilku

czerw­

czteroosobo­

Anna Kutrzebianka, mgr
w

obóz

specyfice

terenu i ustalić rozmiary b a d a ń terenowych, w
c u ub. r. u d a ł a s i ę na

obok

obszarów,

1952

się ogólnie w

Ba­

Ludowego

Mazowsze P ł o c k i e figurowało,

Zachodniego Podlasia, jako jeden z d w ó c h

rownik

Wisły.

Etnografowie interesowali się okolicami
dzo

wzdłuż

że

wy­

spowodo­

dni

kie­
Zofia

Grupa

powiaty:

�Ryc.

2. Stara

chata
Sanniki,

gostyniński,
prowadząc

płocki,
w

dwudziestu

miejscowościach
W

wyniku

obozu
zowsza

na

sierpeoki

krótkie

objazdu

kilku

częściowo

badania

terenie

Podlasia
wymaga

uważając,

siebie

( r y c . 1).

z

notatek

zebrano

Ma­
Nie­

stronach w a r t o o p u b l i k o w a ć

dalsze

systematyczne
niniejsze

zebranych

przez

i pełne

nie

cze.

badania.

zestawienie,

korzystałam

wszystkich

uczestników

Ryc.

również zabytki sztuki ludo­

wej zgromadzone w M u z e u m w P ł o c k u . W u s t ę p i e po­
święconym

zagadnieniom

budownictwa

zawartymi

teren
badań.

ma­

na

1

objazdu , uwzględniając

że

typu

wia­

Opracowywując

„wystawkiem''

m a t e r i a ł y terenowe k o n f r o n t o w a ł a m

pewien

kając

z
Gostynin.

zorganizowanie

t e r i a ł , k t ó r y ze w z g l ę d u n a z u p e ł n y n i e m a l b r a k
domości o tych

czasie o b j a z d u

od

sondażowe

innego

pow.

płoński,

odległych

zadecydowano

Płockiego

mniej jednak w

i

drewniana

3. Stara

chata

pracy

M . Kacprzaka,

i

wnętrza

wiadomościami
który

w

latach

1

D r A n n a K u t r z e b i a n k a z b i e r a ł a m a t e r i a ł y w za­
kresie tkactwa, u b i o r u ludowego, garncarstwa i k o ­
walstwa, m g r Zofia Reinfussowa — w zakresie b u ­
downictwa, meblarstwa, zdobnictwa w n ę t r z a i zdob­
n i c t w a z w i ą z a n e g o z o b r z ę d a m i , dr- R o m a n R e i n f u s s
z a j m o w a ł się p l a s t y k ą .

zbudowana
pow.

w

z

na

slup.

Rogienice,

Płock.

39

�Ryc.

4a. Ściana

obory

wykonana

pow.

1932 i 1933 p r o w a d z i ł

badania

warunków

bytowania

d a ł o się z a o b s e r w o w a ć

zachowania
terenie

ludowej kultury

nie przedstawia

czość plastyczna
wschodniej
Sannik,

w

czasie o b j a z d u ,

tradycyjnej na

badanym

reprezentowana

powiatu gostynińskiego,

g d z i e d o d n i a dzisiejszego

teresujące

stan

się jednolicie. L u d o w a

najbogaciej

części

Helenów,

wysunięty

sierpecki.

Dopiero

p o w i a t u sierpeckiego

ludności wiejskiej w powiecie płockim. Jak

z kamieni.

Gostynin.

twór­

jest

we

w

okolicy

zachowało

się i n ­

meblarstwo, zdobnictwo w n ę t r z a

i częścio­

zaobserwować

pewne

nie w zakresie
w

związku

niezbyt

przyśpieszając

cyjnych

naturalny

prawej

stronie Wisły

gwał­

kiwane

przez

teren

t o w n i e ulega z u b o ż e n i u w z a b y t k i sztuki l u d o w e j .
dobny
mujący

obraz

przedstawia

powiaty płocki

prawy

i dalej

brzeg

Wisły,

od n i e g o k u

Po­
obej­

północy

Wieś

płocka,

warunki

bytowania.

Kur­

działanie
ważny

występują

tzw. d r o b n ą

wpływów
wpływ

też liczna

Sprzyja'y

również

gęsto wsie

szlachtę,

na

przemiany
w

z

ubiegłego

stulecia
wojny

i

miasta.

kulturalne

powiecie płockim)
czasy

światowej.
się na

wywarła

na ostatnie

Wszystkie

lata

wybuch

wymienione

przyczyny

złożyły

tradycyjna

l u d o w a na

o m a w i a n y m obszarze z a c h o w a ł a

nie w stanie s z c z ą t k o w y m , d a j ą c obraz

na
Po­

emigracja

poprzedzające

to, ż e

po

zamiesz­

podatniejszą

promieniujących

(zwłaszcza

pierwszej

temu

woj­
trady­

s p o ł e c z n e , g d y ż na obszarze p o ł o ż o n y m

z a r o b k o w a do A m e r y k i , p r z y p a d a j ą c a
" M . Kacprzak:
W a r s z a w a 1937.

pozostaje

terenem

proces z a n i k a n i a

treści kulturowych.

Już

na z a c h ó d od G ą b i n a , w k i e r u n k u K u j a w ,

odległym

się

(głów­

D u ż e z m i a n y s p o w o d o w a ł y tutaj d w i e ostatnie
ny,

szaru

skrawek.

zdobnictwa

piowszczyzny.

i momenty

zaledwie m a l e ń k i

części

daje

a r c h i t e k t u r y ) , co, b y ć m o ż e ,
z

ob­

to j e d n a k

wschodniej

wzbogacenie

w o b a r w n y u b i ó r k o b i e c y . W s t o s u n k u do c a ł o ś c i
jest

we

i w powiecie p ł o ń s k i m

kultura
się j e d y ­

niekompletny,

i dziś, w n i e k t ó r y c h z w ł a s z c z a dziedzinach (np. u b i ó r ) ,
bardzo

t r u d n y do

zrekonstruowania.

Jak m o ż n a wnosić z zachowanych
kiem

wspomnianej

dowa

na

t y m terenie

gata. Widoczne
wego

wyżej

okolicy

resztek, z

Sannik,

nigdy nie była

to jest

zwłaszcza

w

chwili

lu­
bo­

dziedzinie ludo­
obecnej

dostar­
umożli­

wiającego

kultury.

w g l ą d w starsze w a r s t w y l u d o w e j

całym

nictwie

w

specjalnie

cza s t o s u n k o w o n a j w i ę c e j m a t e r i a ł u do b a d a ń

Na

budownictwa, które

wyjąt­

sztuka

objętym

przez objazd

tradycyjnym jako materiał

terenie

w

budow­

budowlany

wystę­

puje drzewo, przy c z y m p r z e w a ż a konstrukcja na w ę ­
gieł. S t a r s z ą f o r m ę w ę g ł o w a n i a z z a c i ę c i a m i na
Ryc.

4b.

Fragment

ściany

obory.
stynin.

40

Helenów,

pow.

Go­

spotkano
wie

wyjątkowo

stuletniej

na j e d n y m t y l k o n a r o ż n i k u

chałupy

w

Sannikach;

poza

tym

obłap
pra­
wy-

�Ryc.

5. Plany

pow.

Płońsk,

Gostynin,

domów,

a) Stary

d) Troszyn

Nowy,

Mochowo,

pow.

g)

Duninów,
pow.

pow.

Gostynin,

Gostynin,

b) Pacyna,

e) Maszewo

Duże,

pow.
pow.

Sierpc.

Gostynin,

Płock,
(Rys.

c)

Dobra,

f) Sanniki,

Zofia

pow.

Reinfussowa)

Objaśnienie znaków: I — izba, mieszkanie, I Z — izdebka, К — komora, K O — komórka, S — sień,
SI — sionka, P — pokój. K U — kuchnia, A — alkierz, Z A — „zaskok", „zachowanko", ..zakuchnia" (nyża
za piecem zasłonięta zwykle jakąś
tkaniną lub płachtą), STO — stodoła, S T A — stajnia.

stępują

zręby

budowane

z cienkich stosunkowo

tartych

piłą,

wiązanych

na

w

starszych

domach

zakończenia

z e w n ą t r z n a o k . 10—15 c m
węgłów,

wypuszczone

z tragarzami

rybi

przed

zrąb

podtrzymującymi

zrębu

lub

przy

chaty,

na

łączą

w jedną

się

całość

pow.

ra.

krótkich

belek

Domy

całko­

przybudówek.

G o s t y n i n ( r y c . 4a, b ) .

objazdu domy mieszkalne t y p u szerokofrontowego
stawione

są

miał

najczęściej

reszty
w

ścianą

swej

l e n ó w , p o w . G o s t y n i n , R o g i e n i c e , p o w . P ł o c k — r y c . 3).

gdzie n a w e t

W Dzierzążni

częściej

informatorzy przy­

pieca

wspomina

międzywojennym

o

jest

rozplanowania

i sionki,

odciętej

( r y c . 5a).
ubogich
sieni.

chałupa

o

w

3

Typem

u k ł a d z i e w n ę t r z , z sienią w ś r o d k u (ryc. 5 b).

stawiała ludność uboższa.
w

starszym

domy

Z konstrukcją

budownictwie

takie

szachulcową

spotykamy

się

p o w . P ł o c k , gdzie k r a t y b e l k o w a n i a

są p i o n o w y m i
są

słomiane

tzw.

„holenderskich",

wzdłuż
Nowy,

szczeblami, m i ę d z y k t ó r y m i
powrósła

Wisły

na

oblepione

gliną.

zakładanych

do

terenach

pow. Gostynin), spotyka

domu, na

są ścianami,

d w i e części,

Często

równoległymi

z których

jedną

do

stanowi

3

j w . s. 70.

wypełnione
przeplecione
We

wsiach

wieku

XVIII

podmokłych

podzielone

jedynie

w b y ł y c h koloniach niemieckich, np. w Maszewie D o l ­
nym,

lica

te

naj­

symetrycznym

wnętrza

budulcowego

okre­

wieśniaków,

ku

drzewa

od

Kacprzak

p o m i n a l i sobie d o m y b u d o w a n e „ n a s ł u p k a c h " ; w b r a ­
odpowiedniego

po­

pomieszczeń

występujących

domach

nie b y ł o oddzielnej

spotykanym

od

formę

się z izby

obszernego

pracy

oddzielnie

Najprostszą

dom, składający

sie

starsi

drobne

W e w s z y s t k i c h m i e j s c o w o ś c i a c h p o z n a n y c h w czasie

w i c i e w i ą z a n e na s ł u p spotyka się bardzo r z a d k o ( H e ­
koło Płońska

wciska się niekiedy dla dekoracji

lub ł u p a n ą c z e r w o n ą cegłę. np. w Helenowie.

gospodarczych.

stosowana b y w a
zbyt

W zaprawę
kamyki

ostatnich

( r y c . 2).

łączeniu

dostawianiu

bali
czym

sterczą

Końce

dach

Konstrukcja sumikowo-łątkowa
pomocniczo,

przy

węgłów

( r y c . 2).

o p r o f i l u ozdobnie w y c i ę t y m
czej

ogon,

(np. Troszyn

się z r ę b y o konstruk­

c j i w ę g ł o w e j na r y b i o g o n .
W

wypadkach

raczej

na M a z o w s z u P ł o c k i m

wyjątkowych

inne m a t e r i a ł y

stosowane

są

b u d o w l a n e i to

w y r a ź n i e j a k o m a t e r i a ł y z a s t ę p c z e u ż y w a n e przez l u d ­
ność

uboższą,

darczych.

lub

Bite

przy

stawianiu

budynków

z gliny domy mieszkalne

gospo­

zanotowano

w

Czermnie, p o w . G o s t y n i n , b u d y n k i gospodarcze —

w

K r z y w i u , pow. Gostynin.

Gostynin, spotykano
cegły.

W

Aleksandrowie, pow.

domy budowane

z niewypalonej

W b u d o w n i c t w i e n o w s z y m b u d y n k i gospodar­

cze s t a w i a n e
nitowych

są czasem z o b r o b i o n y c h c z ę ś c i o w o

głazów, układanych

na wapiennej

gra­

zaprawie.

Ryc.

6.

Stara

chata

wąskofrontowa.

Sanniki,

pow.

Gostynin.

41

�kuchnia,

drugą

ra

5 c).

(ryc.

stów

alkierz,

niemieckich

różnicą,
duje

że

się

czy

Podobny
w

przy

mają

Maszewie

jednej

boisko,

„mieszkanie"

rozkład

na

ze

Dolnym,

ścian

które

lub

komo­

domy

koloni­
tą

tylko

szczytowych

znaj­

można

z

wejść

drzwiami

p r o w a d z ą c y m i z k u c h n i ( r y c . 5 e).
Zwyczaj

łączenia

mieszkalnych
stwach

z

pod

zamożniejszych,

charakterystyczny
w

okolicach

powyższych
Oprócz

dachem

Płocka.
w

cjhałup

nawet

podkreśla

dla

Przykład

Troszynie
typu

form

jako

słuszność

byłej
(ryc.

n y m i w m a ł o s k o m p l i k o w a n y d e s e ń ( r y c . 7).
Jak

widać

kolonii

się d r e w n i a n a
domy

z drzwiami
okiennymi

architektura

bezslupowe

ścianach

miejska;

nami

ozdobnie

czy

( r y c . 8e). W z o r y
do

9). N i e k i e d y
tylko w

budownictwa

wiejskich

spotyka

wiejskiego.

zamykająca

z i o m a ( r y c . 11).

szalunek

zwraca

się na

szalowanie n a r o ż n i k ó w ;

mę

gdyby

pilastrów,

napotkano

Zdobnictwo

zrębów

w

profilowaniem

tragarzy,

nież

okna

zdobione

bywa

najczęściej

starych

nie

ani

występuje.

drzwi.

bielona,

chałupach,
Nie

są

Powierzchnia

choć

trafiają

się

Dachy
wiową,

na

całym

wspartą

czterospadowy,

mają

płatwi

czasem

na

przed z r ą b chaty.
południowych

terenie

geometrycznych

rów­

duje

ścian

b i o n e d r z w i czy

również

Najstarszą

który
na

widuje

wschód

— po

północnej

stronie

kryte

są

na

słomą

poszycie u k ł a d a n e
Młodszą
pospolite

formą
na

bywa

w

dachów

Ryc.

są

czterospadowe
na

narożnikach

schodki.
dachy naczółkowe,

terenie,

7.

Dachy

przy

Ozdobnie

czym

szalowany

dość

spotyka

dach

listwa

mają

często

budownictwie miejskim

nowszym budownictwie,

zazwyczaj

d ) , ale

i tu

nie

widać

po­

uwagę

one

for­
zdobi

o motywach

przed domami w i ­
(ryc.

15).

(ryc.

wzoro­

14). D a c h y

dwuspadowe,

ścianę

szczytową

specjalnego

zdo­

spotyka się.

jak np. w Jonnem, pow. Sierpc, dom z w n ę k ą ,

—

wsiach

szalo­

powierzchnię

ganeczek

czasem o z d o b n i e s z a l o w a n ą

rzadziej

jedynie

zdobiony

ją

często

stopniu
nowszych

pionowo

nadokiennik. Wyjątkowo

8a

we

Wisły.

10).

Niekiedy

wysuniętej

od Gostynina, d u ż o

gładko,

badanym

się

krok­

(ryc.

(romby).

skromnie

których

dachu jest dach

lekko

formą

się

w a n y na

konstrukcję

z desek

poza

z r ę b y pozostawione w stanie surowym.

42

jak

się w y c i n a n k ą

rzążni.

W

profilowana

San­

szczytową)

sterczy-

W d o m a c h tego t y p u s p e c j a l n ą

Dzie-

ścianą

pod-

wane deskami; w g ó r n e j k r a w ę d z i ś c i a n y biegnie nie­

w

nad

czy z

niewielkim

się ściany

gan.

dach zdobiony

bogato p r o f i l o w a n y m i
te

nikach, podcienia s ł u p o w e (przy spichrzu) — w

podcienia

przed­

spotyka­

szalowanych,

o pięknie w y k o n a n y c h taflach
ozdobami (ryc.

domach

( r y c . 5 f,

o

jest w i a t r ó w k a m i

kiedy
(płytkie

budow­

stawia

spotkano

odmiennych

„wystawki"

opisu, t r a d y c y j n e

wsi okolic P ł o c k a jest ubogie. Bogaciej

przenikają

5 g i r y c . 6).
Charakterystyczne

z powyższego

nictwo

5 d).

szerokofrontowego

badanym terenie p a r ę

Ścia­

układa­

kami,

ilustrujący

Nowym

ubiegłego wieku.

szalowane są deskami,

m y t u czasem d o m y z w n ę k a m i ( S i e r p c , B i e ż u ń ) i

niemieckiego
w

szczytowe d a c h ó w

gospodar­

Kacprzak

zanotowano

ny

budynków

w

osadnictwa

obserwacji

„holenderskiej"
na

jednym

gospodarczymi,

sie j e j u ż na d o m a c h z p o l o w y

w
ma­
(ryc.

urozmaice­

nia. Ozdoby d a c h ó w w postaci s k r z y ż o w a n y c h

zakoń­

czeń

wiatrówek

rzadko

i

(tzw.

to

zazwyczaj
deskami

farbą

na k o l o r c z e r w o n y ( S t a w i s z y n , pow. Sierpc)

Ściany

naczółkowy.

budynkach

występują

wane
zielony

na

„śparogów")

powierzchnie

(Rościszewo, pow.
mieszkań

Dzierzążnia,

są

gospodarczych.

ścian

bywają

Szalo­

malowane
lub

Sierpc).

wewnątrz

pow.

bielone

Płońsk.

lub

tynko-

�wane

i bielone

powały
w

wraz

z powalą.

Wspierających

starych

chałupach,

W starych chatach
czasem

w

izbach,

obecnie

nie

podłogi bite z gliny

często

natomiast

5

spotyka się

—

w

się ozdobnie

d r z w i w i o d ą c e z s i e n i do i z b y

l u b z izby

sieniach.
wykonane

do a l k i e r z a

12).

Izb k u r n y c h nawet
tają.

W

piecem

starych

spotyka

szerokie

pary

Drewniane
terenie

starzy i n f o r m a t o r z y nie

domach

kuchennym

prowadzania

W

widział

spotkano.

W bogatszych domach trafiają
(ryc.

belki

„ s i e s t r z a n ó w " , k t ó r e jeszcze K a c p r z a k

się

„kapy",

tworzącej

służące

s i ę podczas

b u d o w n i c t w o sakralne

reprezentowane

jest

na

przez

XVIII

wieku,

nad

do

od­

gotowania.
omawianym

kilka

kościołów

Dobrzykowie, pow. Gostynin, znajduje

drewniany z końca

pamię­

niekiedy

się

kościół

o wnętrzu

baroko,

ivym. Kościół w e w s i M o c h o w o , pow. Sierpc

( r y c . 13).

zbudowany

uległ

w drugiej połowie

XVII

wieku,

za­

p e w n e w czasie r e s t a u r a c j i p o d j ę t e j w 1876 r . p r z e r ó b ­
ce

w

duchu

k l a s y c y s t y c z n y m , co u w i d o c z n i a s i ę

za­

r ó w n o w dzisiejszym w y g l ą d z i e fasady, j a k i w e w n ę ­
trzu.

Najciekawszy

łek,

z napotkanych

a właściwie kaplica w

jest m a ł y

Rucicach.

kośció­

pow.

Płońsk,

z r o k u 1783, z b u d o w a n y n a p l a n i e w y d ł u ż o n e g o
boku

(ryc.

z których

16), z
jedna

dwiema
służy

małymi

jako

zakrystia.

Całość

z barokową

sygnaturką,

przedsionek,

pokryta

jest

ośmio-

przybudówkami,
druga

dachem

umieszczoną

jako

gontowym

w połowie

dłu­

gości kalenicy.
Kaplic

przydrożnych

nie spotkano

prawie

Podobnie
jest

jak

nocnej

Wisły,

w meble

stronie

wzorowane
się t a m

na

na

badanym

terenie

ani

w

i

Gąbina,

ośrodków

Wisły

okolicę.

wiejskie

miejskich. Mebli

z

ciekawszych

ośrodka

Po

są

ludowych

się głównie

rezultatów

stolarskiego
produkcją

zachowało

w

skrzyń

malowanych.

1850 г., z m .

Teofila
syna

pracowni

Płażewskiego

ojca

Skrzynie

(ur. ok.

Leona, urodzonego
uczył

Płażewskich,

tam

ogzymsowanie,

górną
całość

podnóżku. Wymiary

z drzewa

nicach, najczęściej

podkreśla

spoczywa

sosno­
w

środ­

profilowane

na

profilowanym

skrzyń w a h a j ą się w m a ł y c h
długość

w

stolarskiego.

wykonane

i dolną

1921)

1880 r . , k t ó r y

wego, w i ą z a n e są na c y n k i , z p ó ł s k r z y n k i e m
Krawędź

W

pracow­

e

w

się zawodu

było

zajmują­

nia

ku.

ławy,
kolor

objazdu

Gąbinie,
była

jego

pół­

bardziej

l a t a c h 1870 — 1939 n a j c z y n n i e j s z a
i

był

stolarskich, zaopa­

i dalszą

wnętrza

się

który

m a l o w a n e f a r b ą p o k o s t o w ą na jeden

Jednym
odkrycie

nie

Stosunkowo

ludowych spotyka

okolicy

bliższą

meblarstwo

bogate.

n i e w i e l e , czasem s p o t y k a s i ę k r e d e n s y ,

kufry

cego

od

z ważniejszych

trujących

czy

zróżnicowane

zabytkowych mebli

południe

jednym

figur

budownictwo, tak

specjalnie

najwięcej
na

i

zupełnie.

w y n o s i 110 c m ,

gra­

wysokość

p u d ł a 53 — 55, s z e r o k o ś ć 55 — 60 c m , w y s o k o ś ć p o d ­
n ó ż k a 17 — 19 c m .
Powierzchnia skrzyń
kolor

zielony).

Ściana

dratowe

pola

łymi

malowana

czerwono-brązowy
licowa

podzielona jest na

zdobnicze,

k w a d r a c i k a m i na

jest p r z e w a ż n i e

(raz j e d e n t y l k o
obwiedzione
narożnikach

dwa

ramką
i

na

zanotowano
kwa­
z

ma­

wyodrębnione

Ryc.

8. Ozdobnie

dowych,
5

6

j w . r y s . 75.
Leon Płażewski

c) Jonne,
zginął

w

Dachau

w

1942

r.

a) Dobra,
pow.

szalowane
pow.

Sierpc,

s2czyty dachów

Płońsk,
d) Jonne,

b) Dobra,
pow.

Sierpc,
Rys.

dwuspa­

pow.
e)

Maria

Płońsk,
Sierpc.
Data.

43

�kolorem
Tabl.

odmiennym

I/a).

od

Krawędzie

barwy

skrzyni

tla

(ryc.

zdobi

19.

motyw

o charakterystycznym kształcie, złożonym

w

trójkąt­

n y c h z ę b ó w i l i n i i e s o w a t y c h ( r y c . 19, T a b l . l/а).
skrzyni

- -

tylko

ш
Ł

bez

jest

motywu

podobnie

jak

Wieko

ściana

kwiatowego

między

posługiwali

się

licowa,

polami

kwa­

dratowymi.

W'/&lt;

—

ozdobione

Przy

malowaniu

rowym

szablonem,

którego

'/У/у,

znaczyli

malowali

bez

tzw.

Płażewscy

„przepróchą",

główne

kontury

pomocą

rysunku;

szablonu. K o n t u r y

tektu­

za

szczegóły

naniesionego

rysun­

k u m a l o w a n o j e d n y m kolorem, np. c z e r w o n y m ,
1

'

I

• -

olejną,

У

cienie

farby

—

—

nie

nakładano

łączyły

przejściowych
wzdłuż
Po

s i ę ze

w

pól

Teofila

jego

roku

zmienia

1933

Jędrzejowskiego,

jawiają
czone
mieszczańskiego

w

Płońsku.

Rys.

pod

oknem

Maria

domu

Data.

farbę.
pędzlem

i

nowe

t e g o czasu na
na

się r ó w n i e ż

wazonu,

który

wydatnym

Płażewski

lakiernika
wzory

z

Warszawy,

dekoracji

kwiato­

kwiatowym,

przekątni

pól

sylwetkę

z dwoma

po­

umiesz­

zdobniczych.

kwiatonie środkowym

teraz

brzuścu,

sposób
Stefana

skrzyniach Płażewskiego

w

ma

poma­

Jadwiga.

swego zięcia

się bukiety z m o t y w e m
diagonalnie

Leonowi
córka

Leon

wpływem

mu

Zmienia
o

tonów

nałożoną

malowano

13-letnia

malarza

wykonał

wych. Od

deski

farbą

Ponieważ

uzyskania

Płażewskiego,

malowaniu

Około

profilowane

dla

palcem

zdobniczych

zdobienia s k r z y ń , pod
który

sobą,

kolorem.

linijki.

śmierci

gała

drugim

rozcierano

Obramienia

R y c . 9. Ozdobnie

20.

pasowy

kształt

niskiego

flakonu

podwójnymi

esowa-

t y m i u c h a m i ( r y c . 20). W p a r z e z t y m i z m i a n a m i i d z i e
wzbogacenie się gamy
Pojawienie
przyjęte

się

przez

kolorystycznej.

skrzyń

z

odbiorców

nowymi
bardzo

wzorami

zostało

przychylnie.

ż e w s c y s p r z e d a w a l i s w o j e w y r o b y na t a r g u w
a

także

nozi.

wozili

Leon

wewnętrznej
kolejnym
bocie

je na

jarmarki

Płażewski

wyroby

stronie

wieka

numerem

dobranie

do Ł o w i c z a

swoje

skrzyni

(ryc.

na

z żelaznej

rogach

wieka

przy

dawano

jeszcze

skich

seryjnej

W

i siostra)

Gostyninie

ską

ośrodka

70-letnią

właścicielka,
niami

z

(Tabl.

I/b).

i

w

wsi

skrzyń

tych

od
o

góry

o

domu.

Ozdobnie

Widok

z

obu

profilowana
stron.
Maria

44

Jonne,
Data.

deska
pow.

na

narożniku

Sierpc.

Rys.

ziono, j e d y n i e
o nich
wyginąć

które

naślado­

zajmowali

się

Ma­

należałoby

dokładniej

przebadać

Sannikach starą,

wykonaną,

z Gąbina
koło

trzech

ona

z

na

ze

skrzy­

bardzo

ubogo

natrafiono

skrzynię

zdobniczych,
i

kwiatach,

typu

zamknię­

charakterystycznym

listkach

bli­

informowała

i Gostynina,

polach

łukami

jak

porównaniu
się

Gostynina

kwiatozłożonych

kulek.

N a p ó ł n o c od W i s ł y s k r z y ń
10.

in­

Słowikow­

skrzyniar-

wydłużonych

z kolorowych

Gąbinie

Produkcję

przedstawia

Krzywię

kujawskiego,
nem

okucia

Sowińska.

Gostyninie. W

Gąbina

w
np.

Cybulskiego,

skrzynię,

Poza s k r z y n i a m i
we

Ryc.

istniały

czasie o b j a z d u z n a l e z i o n o w

sko

kowalskiej

Płażewskich.

wyrobem

Kozłowski,

tego

ro­

wieka.

trójkątne

skrzyniarskie,

podobno wzory

jewski,
W

pracownie

(brat

wały

na
oraz

blachy.

Niezależnie od Płażewskich,
ne

Kier­

21)

odpowiedniego

Skrzynie zaopatrywano w z a m k i i zawiasy
roboty,

i

zaopatrywał

podpisem

ułatwiającym

do

Pła­

Gąbinie,

w

Dobrej,

niewyraźne
dopiero

pow.

malowanych
Płońsk,

nie

znale­

zachowały

wspomnienia, podobno m i a ł y

przed

40

laty.

się
tam

�Na

północ

płótna
0

od

lniane,

tkaninach

ków,

Wisły

cienkie

wyrabiane
na

barwnych

w

do

dziś

grube

rodzaju

wyrabianych jakoby

niejasne w z m i a n k i ,

są

bieliznę,

białe

na

worki.

parcianych

pasia­

dawniej, zanotowano

które wymagałyby

tylko

jeszcze s p r a w ­

dzenia. W s p o m i n a l i też i n f o r m a t o r z y o w y r o b i e szmaRyc. 11. Ozdobnie
dłuższej

profilowane

ściany

domu.

b) Stropkowo,

pow.

d) Mochowo,

listwy

a)

wzdłuż

pow.

Sierpc,

Stropkowo,

Sierpc,
pow.

biegnące

c) Pacyna,

Sierpc.

Rys.

pow.

Gostynin

Maria

c i a k ó w . Pewne, r ó w n i e ż niejasne informacje
nach
a więc
Na

ry

skrzyń

lub

malowane

na

jeden

innymi

w

40

znaleziono

laty
Z

Raciążu,

innych

na

Płońsk

Wisły

firanek

Wycinanki
od

niekiedy

wykonanymi
„ślaban",
do

spania.

stolarskimi

kolorowe,

do

dekoracji

dzięki
w

Zostały

z powiatem
jednak

sztuki

już

kowska

i

grupy

podobnie

wycinanek

Maria
w

dwie odmiany, jedną

22, 23), d r u g ą p r o s t o k ą t n e j a k
szone n a

Gostynina
pamię­

tali informatorzy w e ł n i a n e pasiaki; w y r ó b ich

zaginął

w tej

a

okolicy

przede

w

wszystkim

do

stroju

kobiecym

dziś

w

likwidację

czy

wełniane,

Według

wełniaki sannickie miały
beltowego", na k t ó r y m

się

zacho­

czy

ścienne

to

lub

w

kapy

kolorystyczne
jeszcze

informacji

1 jej blisko 80-letniej m a t k i

można

używane

łóżek. Przemiany
dadzą

owiec,

pastwisk

(Czermno, Pacyna,

spotkać

jako makatki

pasiakach

Sannikach.

wspólnych

Gąbina

Sanniki)

pasiaki

do p r z y k r y w a n i a
chodzące

związku z upadkiem hodowli

przez

wane

niego na

za­

prześledzić

Marii

Siedlarek

Zofii Fortuna,

najstarsze

tło k o l o r u

„czerwonego

du­

w r ó w n y c h o d s t ę p a c h co k i l k a

(Sanniki,

i Sztuki.
się

Dziś

Zofia
ich

Ma­
należą

warstwami,

Występują

stanowią

kolorowego

okolicy

zorganizowanemu

naklejanych

Łowickiem.

Płońsk,

wskrzeszone

Wycinanki

wielokolorowych,
jak

pow.

północnego.

właściwie

łowickim

zajmują

Siedlarek.

b a r d z i e j od

tkani­

niewielkim

ostatnio

ludowej,

oknach

kolorowych.

na

r. p r z e z M i n i s t e r s t w o K u l t u r y

wykonywaniem
do

zaginęły

występowały

one

konkursowi

1951

papierów

które

lat,

terenie s ą s i a d u j ą c y m
Pacyna).

z

jak

w

o

kobiecym,

wschód,

w
się

obszaru

Zarówno

gromadzkich. Dopiero koło

ograniczało

wycinanek

kilkudziesięciu

(Krzywię),

żywsze.

się

Żuromin.

wnętrza

wiele

spowodowanej

używaną

ubiorze

południe od Wisły tradycje tkactwa

kufer

ośrodkami

w

części

Płońska.

i zdobione kredensy.

z oparciem,

wschodniej

Taki

spotyka

sprzed

o

we

koło

p o w a ł y i ścian, w y k o n y w a n i a zawieszanych w
zamiast

kuf­

między

Sierpc, zanotowano tzw.

stronie

i

Zdobienie

je

Sierpc.

ludowych

ławę

północnej

były

Robiono

Dzierzążni

( r y c . 24), s z a f k i

rozsuwaną
Po

także

terenie ł a w y z ozdobnie

W Jonnem, pow.
tj.

używano

kolor.

pow.
w

mebli

omawianym

poręczami

zamiast nich

używanych

zebrano w okolicach R a c i ą ż a i w Dobrej,

Data.

są
Obok

pasiastych,

wśród

nich

koliste „klapoki"

(ryc.

gdyby makatki,

zawie­

ścianach.

„ K l a p o k i " s k ł a d a j ą się z d w ó c h części: kolistej
klejonych

do

niej

od

spodu

dwóch

czyli „ b a n d a ż y " . K o l o r koła nie

i do­

szerokich

wstęg,

jest identyczny z

ko­

l o r e m w s t ę g . N a te w s t ę g i i k o l a , b ę d ą c e z a s a d n i c z y m
tiem,

nakleja

się

różnej

wielkości

rozmaitych

barwach.

mniejsze
Dołem

ażurowe

wycinanki

w

się w s t ę g i

doklejanymi papierowymi frędzlami.

p o k i " p r z y k l e j a n o d a w n i e j b i a ł k i e m do
zwykle

sześć

sztuk

na

jednej

belce.

wykończa

belek

„Kla­
powały,

Czasem

wyci­

nanek w izbie b y ł o tak d u ż o i w s t ę g i b y ł y tak
że

mieszkańcy

chodząc

musieli

czaj p o w s z e c h n e g o n a k l e j a n i a

schylać

długie,

głowy.

„klapoków"

Zwy­

zaginął

w

S a n n i k a c h o k o ł o 30 l a t t e m u , w P a c y n i e p r z e d 40 l a t y .
Wycinanki
używane
tematykę
okien,

z

białej

spotyka

p o ł o ż o n y c h na
wykonane

do

na

tło

dekoracji

prostokątne
ścian,

(ryc.

mają

się

bibułki,

używane

również

czasem

jako
na

firanki
terenach

p ó ł n o c od W i s ł y . S ą to w y c i n a n k i

przez w i e j s k i e

kobiety,

albo

albo k u p o w a n e

m i e ś c i e . F o r m y ich są raczej ubogie, m o t y w y
ciej

23),

również

roślinną.

Wycinanki
do

naklejane

dawniej

w

najczęś­

geometryczne.

Z a g a d n i e n i e t k a c t w a na
stawia

się

południowej.

inaczej

w

o m a w i a n y m terenie

części

północnej

niż

w

przed­
części

Ryc.

12. Ozdobna

tafla

Dzierzążnia,

drzwiowa
pow.

we

wnętrzu

chaty.

Płońsk.

4Г,

�w

swym

ogólnym

wyglądzie

z Łowickiego. W Sannikach
bice, P a c y n a )
podłużnego,
w

dół

kobiety

nosiły

znanych

(Czernino,

koszule

„odziemek"

rękawy

„ćwikle",

kroju

koszuli miały

oraz

gwiazdek

w

nym

i żółtym.

wana

gałązka

kolorach
Między

w

brzegach

„legotką".

były

„stęgnówką"

kwiatków

czarnym,

tymi zdobinami

zwana

tach ozdobione

pachami

na

formie

czerwonym,

pasa

płótna.

mankietami.

„stępniówka"

wyszycia

Od

pod

były

Słu­

„poncho"

z grubszego

zakończone

koszuli stanowiła

przyramków
i

był

szerokie

kwadratowe
Ozdobę

ubiorów

z naszywanymi przyramkami.

doszyty

Bardzo

do

i okolicy

zielo­

biegła

Rękawy

na

hafto­
mankie­

wykonaną

w

kolo­

r z e c z e r w o n y m ( P a c y n a ) . K o s z u l e bez „ o d z i e m k a "

no­

siły n a z w ę „ p ó ł k o s z u l k ó w " . Na k o s z u l ę w k ł a d a n o tzw.
„ k i e c o k " — s p ó d n i c ę z e s z y t ą ze s t a n i k i e m . S t a n i k b y l
„tybetowy"

(Pacyna),

niaka

w

rzadkie

mach

fałdów.

szyte

z wełniaków

a spódnica

z czerwonego

weł-

schowane w

zało­

czarne „ b r ą ż k i "

Formę

nowszą

w

stanowiły

tzw.

„kiecki"

k i l k u k o l o r o w e pasy.

W

zależ­

ności od p r z e w a ż a j ą c e j barwy, rozróżniano kiecki
beltowe"

(czerwone

ne), „ m a j ó w k i "
nią

jak mak), „proste"

itp. Kiecki miały dołem

z przodu

wszyty

falbanę,

był kwadratowy

Ryc.

13. Drewniany

kościół

w Mochowie,

pow.

Sierpc.

chowały
centymetrów
Późniejsze

występował

wąski

pasiaki, wykonane

już

więcej

nej

szerokości. Stosowano

barw

ułożonych

„brążek"

około roku

w

wiązki

wówczas

czarny.

1900,

miały

z pasków

kolory:

róż­

czerwony

..prosty" i „ d u b e l t o w y " , czarny, „ b u r a c z k o w y " , zielony
„trawkowy",
let). K o l o r

„chaberkowy"

czerwony,

zielony

światowej

na

ówczesna

(szafir w p a d a j ą c y

tła podkreślony
lub

barwy

moda

zastosowaniem

szerokością

czarny.

Po

pasiaków

łowicka,
koloru

w

pasów

pierwszej

wojnie

sannickich

zaznaczająca

się

pomarańczowego.

fio­

bywał
wpływa

szerszym

Pasiaki

po­

chodzące z końca okresu m i ę d z y w o j e n n e g o

są w

rokości

do

łowic­

kich, odbiegają natomiast od nich zestawieniem

barw­

nym.

pasów

i układzie

Bywają

wiązki

Białe

np. pasiaki

których

różniących się tylko

(np. tło jasnozielone
i

podobne

jednokolorowe, w

u ł o ż o n e są z p a s k ó w

cieniem
zielone

wiązek

sze­

soczyste, p a s k i

od­

ciemno­

seledynowe).

płótna,

dawniej

na

całym

terenie

w z n a c z n e j i l o ś c i , k o b i e t y w i e j s k i e o d d a w a ł y do

far-

biarni, gdzie r ę c z n i e d r u k o w a n o na n i c h r ó ż n e wzory.
Według

informacji,

Gąbinie, Sannikach,
pracownia

taka

na u ż y w a n e
s z e w k i na
Zebrane

drukarnie
Kiernozi

istniała

w

płócien

i Łowiczu.

istniały
Na

północy

Sierpcu. Drukowane

płót­

b y l y g ł ó w n i e na b i e l i z n ę p o ś c i e l o w ą

w

czasie

ci b a d a n e g o t e r e n u

objazdu

dane

z

zakresu

stroju

stroje l u d o w e z a g i n ę ł y od

z a ś , gdzie t r a d y c j a
w

badania,
wadzić

okolicach

Sannik), konieczne

ramach

pobieżnej

było

względnie
są

penetracji

żywa

szczegółowe

oczywiście

U b i ó r kobiecy w powiecie g o s t y n i ń s k i m

4 fi

częś­
dawna,

mocno się zatarła.

u b i o r u jest

k t ó r y c h nie m o ż n a
w

szytymi
przody

przepro­

terenu.
nawiązywał

wzdłuż
i

plecy

o dużych

rzadko,

za­

„ k a m i z e l k i " bez r ę k a w ó w ,

Gorsety

noszono

się­

z

brzegów
zdobił

pasami

takiegoż

nosiły

„kaftany"

rękawami.

aksamitu;

w i e l o b a r w n y haft

motywach roślinnych

Mężatki

Kaftany

(Czermno,

długie

szyto

koralikowy

jak

z

Pacyna).

kamizelka,

gładkich

ale

materiałów

w e ł n i a n y c h , zdobiono obszyciem a k s a m i t n y m , na
ry

nałożona

zw.

była

koronka

lub

wijąca

się

któ­

tasiemka

.plotką".

Na
tzw.

głowie

kobiety

„kopki",

zamężne

ozdobione

nosiły

ryżką

czepce z

gufrowaną,

tiulu,

wstążecz­

k a m i i p a c i o r k a m i . N a czepiec z a w s z e w k ł a d a ł y

chust­

kę, przeważnie

umiała

zrobić taki
do

jedwabną.

czepiec,

których

były

nieraz

Nie każda
w

wszystkie mężatki.
miennych

na

Według

składał

specjalistki,

przychodzono.
wojny

obszarze

Czepce

światowej

przez

zapasek

nara-

informacji,

omawianym

męski

kobieta

t y m zakresie

„z dalsza"

te b y ł y n o s z o n e do p i e r w s z e j

nie

noszono-

się z koszuli wpuszczonej

do

spodni sukiennych gładkich, koloru „ c h a b r o w e g o "

lub

z i e l o n e g o , z b u t ó w z c h o l e w a m i i ze „ s p e n c e r a " .
cer
na

(czerwonego,

czerwonymi
do

kostek,

granatowego),

wypustkami.
z tyłu

przewiązywano
ka

Spen­

b y ł a to b l u z a z r ę k a w a m i , s z y t a z c i e m n e g o

nym

a nawet pamięć o nich w tradycji
(np.

(po­

pierzyny itp.).

ludowego są s k ą p e i niepewne, g d y ż na w i ę k s z e j

Tam

w

wełniaka.

się natomiast

lub

„fartuch"

g a j ą c e poza b i o d r a , k t ó r e s z y t o z c z a r n e g o s u k n a z n a ­

Ubiór

wyrabiane

gładko

pasy. N a k i e c o k l u b k i e c k ę z a w i ą z y w a n o

z pasiastego

nad

„przedsobek"

z materii lnianej lub półwełnianej, tkanej
w

„du­

(jasnoczerwo-

zdobiona

Sukmany

układane

w

pasem w e ł n i a n y m

Na północ od Wisły
dowych
Płocka

zaciera

tradycja

się nawet

opowiadają
się na

przywędrowała
Dopiero

koło

wiadomości

te

ogół
z

stają

czerwo­

stanowiła

niebies­

czarnym

pamięci.
o

daszkiem.

W

okolicach

pasiastych

do l u d n o ś c i , k t ó r a
czy

czarne,
Sukmanę

w kolorze

te, j a k s i ę p ó ź n i e j

Gąbina

Płońska

noszono

dawnych ubiorów l u ­

w

niekiedy

k o b i e t , ale w i a d o m o ś c i
odnoszą

z małym

suk­

brzegach

wiele fałd.

lub w deseń. Nakrycie głowy
czapka-maciejówka

po

nawet

ubiorach
wyjaśniło,

na

te

tereny

z

Łowickiego.

(Dobra) i R a c i ą ż a

(Stawiszyn)

się bardziej

konkretne.

Wynika

�z

nich,

i

fartuchy,

że

Mężczyźni

noszono
nie

tam

używano

nosili

wełniane
zaś

wełniane

sukmany

Stropkowa,

pow.

czerwonym

pasem w e ł n i a n y m ,

(Dobra

koło

Sierpca,
zebrać.

Sierpc)

Płońska).

o którym

pasiaste

zapasek

lub

wspomina

szare

niebieskie,
w

Wiadomości

spódnice

naramiennych.
(okolice

przepasane

różnobarwny

deseń

o stroju

okolic

Kolberg,

nie

z

udało

się

7

7

O. K o l b e r g : M a z o w s z e , t. I V s. 75: „ W o k o l i c y
P ł o c k a , g d z i e c h ł o p i s ą z a m o ż n i e j s i ( t u o n i zawsze
p a r ą koni jeżdżą), u b i e r a j ą się też dostatniej niż w
i n n y c h okolicach. W s z a k ż e sukno na k a p o t y i ka­
m i z e l k i c z a r n e l u b g r a n a t o w e c z ę s t o jeszcze s a m i
sobie w y r a b i a j ą
(okolica D r o b i n a ,
Blichowo, Kosino).
K a p o t y zwykle b y w a j ą granatowe, obszywane
c z a r n y m l u b j a s n o n i e b i e s k i m s z n u r k i e m , z a p i n a n e na
4 czarne guziki. Pasy m a j ą w e ł n i a n e , b a r w y czerwo­
nej z z i e l o n ą . C h u s t k i na s z y j ę czerwone l u b czarne.
Spodnie p ł ó c i e n n e w paski niebieskie i białe. Kape­
lusz c z a r n y f i l c o w y , n i e z b y t w y s o k i , l u b c z a p k a n i s ­
ka sukienna.
Kobiety
noszą płócienkowe
spódnice
granatowe
z białymi kwiateczkami
( s ą to szorce,
z t y ł u pod
szyją nieco w y c i ę t e ) ; n i e k i e d y b ł ę k i t n e
biało-kropkowane.
F a r t u c h szeroki g r a n a t o w y l u b
błękitny
z białymi paskami. Na głowie chustka brunatna lub
ciemnoczerwona, burakowej b a r w y , najczęściej
zaś
szara z c z e r w o n y m i p r ą ż k a m i , w ą s k o z w i ą z a n a
na
czepiec z f a l b a n a m i . D z i e w k i k ł a d ą g o r s e t y r ó ż n o ­
k o l o r o w e , n a j c z ę ś c i e j b a r w y ceglastej,
ciemnożółtej
l u b niebieskiej. T r z e w i k i z w y k l e czarne, s k ó r z a n e .
W o g ó l e s t r ó j t e n w ł o ś c i a n co do k r o j u z a t r a c i ł j u ż
c h a r a k t e r d a w n y , r o d z i m y , p r z y b i e r a j ą c cechy u b i o r ó w miejskich, osobliwie miast pomniejszych."

Ryc.

15. Ozdobny

ganek.

Ryc.

14. Chata

drewniana

Garncarstwo
w

na

zaniku, jednak

z wnęką.

badanym
po

obu

Jonne,

obszarze

stronach

pow.

znajduje

Wisły

są

czynne pracownie, k t ó r e p o s t a r a m się k r ó t k o
teryzować,

przedstawiając

stan

Sierpc.
się

jeszcze
scharak­

dzisiejszy

na

tle

przeszłości.
W powiecie g o s t y n i ń s k i m istnieją d w a czynne o ś r o d ­
k i garncarskie: jeden w Leopoldowie, drugi

w

Gostyninie.

pracownie

Dawniej

miały

garncarskie w Barciku

być

również

koło Gąbina

i Budach

samym
Kaleń-

s k i c h k o ł o Szczawina. O ś r o d k i te obecnie nie są c z y n ne. W G ą b i n i e i s t n i a ł w a r s z t a t G r a b o w s k i e g o , k t ó r e g o
syn jest obecnie g a r n c a r z e m w P ł o c k u .

Pacyna,

pow.

Gostynin.

�W Leopoldowie, z w a n y m także „Mizerki" z powodu
biedy

jaka

sześć

tam

pracowni

dawniej

panowała,

garncarskich;

dziś

jest

było

kiedyś

tylko

jedna,

W

ski

bezrolny chłop, odziedziczył

w

nastego r o k u

życia

pomagał

ojcu

po ojcu.
przy

Od

trzy­

„szykowaniu"

g l i n y . D z i ś p r a c u j e bez p o m o c n i k a , g d y ż n i k t n i e
się u c z y ć tego n i e w d z i ę c z n e g o z a w o d u . Toczy
ki, garnki,
dwojaczki
czy,

dzbanki, skarbonki, dawniej
tzw.

z

cze.

jego są technicznie słabe, ściany m a j ą

gru­

smug.

(prążkami),
czyniu

to­

skutek

wyraźnymi

mych

też

„bycoki". 'Żelazistą glinę, z k t ó r e j

go c z e r e p p o w y p a l e n i u j e s t
be,

donicz­

wyrabiał

schudza d o s y ć g r u b y m piaskiem, na

Wyroby

chce

śladami

Naczynia

malowanymi

przy

pomocy

szorstki.

toczenia
swe

postaci

na

pozio­

„brązeckami"
wilgotnym

„szlamkrydy"

na­

(pobiał­

ki). O r n a m e n t wzbogaca linia falista lub w i s z ą c e
luki,

umieszczone p o n i ż e j

„prążka"

(ryc.

b ó w swoich nie p o l e w a szkliwem.
kolor
sam

czerwony.

Siwaki

zna,

25).

wie jak

robią, jest w e d ł u g jego i n f o r m a c j i
c z y k ze s w y m i

wyrobami

na

się je robi,

„Lubin w

światową

s p r z e d a ż do P i ą t k u

cały

przyjeżdżający

wypał

n a b y w a l i od niego

z Kutna, Żychlina

fii/я.

i

IG. Drewniany

Leopoldowie,

r.

r.

1920,

1938,

garncarzy

skiego.

z

Wyroby

Płocku.

nazwiska

dwóch

Są

to

wyroby

naczynia.

Dzbanek

(ryc.

na d n i e i na
Dziś

Kazimierz
i

zbiorach

jest w

wykonana

ornamentem

farbami podszkliwnymi,

w

dzbanek

pokryty

gene­
Stolar­

rozpoznane

przez

Muzeum

się

dobrym

zdobieniem.

jest

pokrywającymi

36). M i s k a

jest

dorzucił
Błaszczyka

pracowitym

Stolarskiemu

pionowymi,

robić

starej

odznaczające

technicznym

zygzakami

ozdobiona

się

garncar­

przestał

listy

ostatnich,

znajdują

wykonaniem

Do

gostynińskich

Płocka

Matlińskiego,

glazurą

który

i Śniecikowskiego.

Matliński

w

Podleskiego,

ozdobiony

cały

brzusiec

całości

brązową

przez

roślinnym,

Błaszczyka
malowanym

rozmieszczonym od

wewnątrz

brzegach.

jedynym

garncarzem

w

Gostyninie

łarz, k t ó r e g o g ł ó w n y m zajęciem

Osz­
ko­

jest r o l n i c t w o .

c a r s t w a n a u c z y ł s i ę w czasie p i e r w s z e j w o j n y
wej,

pracownię

krzewski
ne),

w y p a l a n e na
Do

kupowanej
brązowo.

z II poł.

garncarską

wyrabia

polewane.

XVIII

w

otworzył

naczynia

sklepie,

Rwciee, pow.

używa

niektóre

garnki,

w

„zgrzebne"

czerwono lub

polewania

Wyrabia

w.

było

Kutenickiego

ale

pośrednicy

kościółek

w

Wymieniają

60-letni W ł a d y s ł a w Z a k r z e w s k i , z z a w o d u raczej

między­

Gąbina.

jak

na

Poznań­

jeździł

ło Ł o w i c z a i Soboty w Ł ę c z y c k i e , w okresie
wojennym

w

racji

Wyro­

Garnki wypala

i c h n i e p r o d u k u j e . O ś r o d k i e m , gdzie t a k i e g a r n k i

skiem". Przed pierwszą w o j n ą

48

pół-

podobnie

garncarzy.

Przypisywany

zdobi

pędzlem

roztworu

w

kilku

( z m . o k . 1910 г.), k t ó r e g o s y n p o r z u c i ł z a w ó d

p r o w a d z o n a przez 74-letniego J a n a Oszczyka. Oszczyk,
zawód

Gostyninie,

dawniej

Garn­
świato­
r.

Za­

(nie

polewa­

szaro, o r a z

naczynia

polewy
naczynia

dzbanki,

Płońsk.

1925

jest
kaf-

niebieskiej
polewa

dzieżki

na

na
mle-

�ko, spodki i przede w s z y s t k i m doniczki. W y r o b y
je sprzedaje w
styninie.

drewnianym

kiosku

na

W okresie m i ę d z y w o j e n n y m

Po p ó ł n o c n e j
w

sku

swo­
w

Go­

r o z w o z i ł je

s p r z e d a ż po p o w i e c i e l u b s p r z e d a w a ł
ły

rynku

stronie Wisły o ś r o d k i garncarskie

Sierpcu,

Żurominie,

i Płocku.

Bieżuniu,

Nasielsku,

by­

Płoń­

O czterech p i e r w s z y c h nie zebrano

kładniejszych

danych

poza

tym,

że

w

do­

Nasielsku

było trzech garncarzy, z k t ó r y c h najzdolniejszym
być nieżyjący
określają

go

już dziś Lorenc.
jako

Garncarze z

mial

Płońska

..szlachetnego g a r n c a r z a " .

W P ł o ń s k u obecnie pracuje d w ó c h garncarzy:
ni

Kiński

na

handlarzom.

i

Stanisław

Strauss.

Dawniej

Anto­

było

ich

więcej.
Stanisław
kim

S t r a u s s ( l a t 44) w y k o n u j e

doniczki

zwykłe

słoiki, rzadziej
(lat

i

garnki.

43) w y r a b i a

ozdobne,

przede

wszyst­

podstawki,

dzieżki,

D r u g i garncarz A n t o n i

podstawki, doniczki,

tzw. „ k r a k o w i a k i " — c h a r a k t e r y z u j ą c e
profilem

( r y c . 33). D o n i c z k i

staci ż ł o b k ó w
Dawniej

na

w

po­

krawędzi

31).

przy

zdobieniu

sgratfita. Wilgotne
saską

garnki

specjalnym

zdobi o r n a m e n t e m

wyrobów

w P ł o ń s k u p o s ł u g i w a n o się t e c h n i k ą
ną

się

wygniatanych paznokciem

l u b w a ł k a c h (ryc.

Kiński

ponadto

garncarskich

z b l i ż o n ą do

tzw.

naczynie polewano p o b i a ł k ą

„glinką"),

a

następnie

wierzchni różne wzory,

jak

rylcem

ryto

17. Ozdobne
pow.

chowo,

pow.

stynin,

f) Jonne,

nin,
k)

ivykładki

Gostynin,
Sierpc,

hj Dobra,
Płock.

d)

pow.
pow.

I) Płock,

żelazne

b) Sanniki,

Płońsk,
i) Brzozów,
Maria

do drzwi,

pow.

Sierpc,

Sierpc,

(zwa­
na

gołębie, jaskółki,

Ryc.
wię,

ej

a)

Krzy­

Gostynin,
Sanniki,

c)

pow.

Mo­
Go­

g) Sanniki,

pow.

Gosty­

i) Mochowo,

pow.

Sierpc,

pow.

Sochaczew.

Rys.

Data.

po­

kwiatki

i t d . , p o t e m d o p i e r o suszono, p o l e w a n o g l e j t ą i w y p a l a ­

Zbiory

jednak

o z n a c z o n e , w o b e c czego

kie­

no.

rownik

e k i p y z a p r o s i ł do M u z e u m w s p o m n i a n e g o

wy­

Polewy

z miedzi,

używano

zielonej,

którą

otrzymywano

oraz „ w i ś n i o w e j " — z zendry.

Dawniej

robiono też dużo n a c z y ń

p i e l n i c z k i na

b i a ' y c h (np.

kro-

dziś,

kiedy

rytej

p r z y pomocy tzw. „ s i e ń c a " czyli blaszanego

żyka

ornament

garncarskiego.

a jego w y r o b y

Kiński

Grabowski

z Gąbina.
laty

i

na

do

i osiedlił.

50)

się

Obecnie

do

robi

ne

glazury.

Dawniej

„zza

Płocka,

doniczki,

gdzie

z

garnki,

do

Charakteryzują
jasnokremową
Płocku

s i ę one

piękną
(ryc.

jeszcze 5 5 - l e t n i

kilka
ski

jeść.

zimy,

kolejnych
wyrabia

Garncarstwem
w

Klęską

których

dla

nieudalych
przede

razem

z

żoną

przedmioty

na

targu

bardziej

w t y m swemu ojciu

w

w

naczyń,

wyjaśnień

technicznych * i

o poszczególnych twórcach.
kim

prace swego ojca

—

Naczynia

zieloną

mniejszych

ustalił

au­

równo­
informacji

R o z p o z n a ł przede wszyst­
dzbany

jasnej, z b i a ł y m i o w a l n y m i
wypełnionymi

trudu

udzielając

o polewie

p l a m a m i na

zielonej

brzuścu,

cza­

g a ł ą z k ą z l i s t k a m i (ryc.

37).

rozmiarów,

używane

jako

za-

nie

8

Kazimierzowi
Matlińskiemu zawdzięczamy
mię­
dzy i n n y m i p e w n e s z c z e g ó ł y z z a k r e s u m i e j s c o w e j
t e r m i n o l o g i i g a r n c a r s k i e j , o d n o s z ą c e j s i ę do
części
dzbanków:
„dziobek",
„burta"
(wylew),
„uszko",
. k a ł d u n e k " ( m a k s y m a l n e w y c h y l e n i e b r z u ś c a ) , ..den­
ko".

Dwa

polewą:

Matliński

cała

rodzina

garncarza

wypałów.

Dziś

Płocku.

ozdobne,

ale

swoje

nie
bylo

dzieżki,
sprzedaje

Dawniej
nie

od
pa­

Matliń­

doniczki,

Wyroby

Matsię

toczył

dorównywał

Franciszkowi.

garncarzy,

zgromadzony

wielu

większego

Płockim.

zajmuje

W Płocku, prócz materiałów znajdujących
cowniach

cześnie

bez

używał

każdego

wszystkim

garnki z uchami, podstawki.

prac

Kazimierz

N i e jest to z a w ó d p o p ł a t n y .

doskonale

okre­

pozbawio­

dwukolorową

niedawna.
co

poszczególnych

dawnych

34).

garncarza.

miała

się

indziej

„proszków".

liński, syn
mięta

więcej

a w

się w Muzeum

i brązową

pracuje

swych

kupnych

garncarzy

torstwo

produkcję

wy­

ożenił

są „ z g r z e b n e " ,

dzbany jego r o b o t y z n a j d u j ą

W

Wisły",

się u swego ojca,

chętnie

przyrządzonej

Bo­

płockich

sem

pochodzi

uczył

Obecnie jego w y r o b y

polewy

w

się w Łodzi, a dopiero przed mniej

sprowadził

no­

zamówienie,

sie z b i e r a n i a j a g ó d — d z b a n k i ( „ b o k i e d y
idą").

kreski

Wyszogrodzie.

(lat

Garncarstwa

chowywał
20

robi

się

s p r z e d a w a n e s ą na j a r m a r k a c h

dzanowie, S t a r o ź r e b a c h
Józef

sprowadza

były

żej K . M a t l i ń s k i e g o , k t ó r y z n a j ą c

w o d ę ś w i ę c o n ą ) , bardziej zdobionych niż
cały

nie

wykorzystano

zbiorach

również

miejscowego

się w p r a ­
materiał
Muzeum.

Ryc.

18.

skrzyni.

Ozdobna
Mochowo,

wykladka
pow.

Sierpc

żelazna
Rys.

do

zamka

Maria

od

Data.

41)

�Ryc.

20. Skrzynia

ludowa

wykonana

w
pow.

li)30 r.

przez

Leona

Plażewskiego

z

Gąbina.

Gąbin,

Gostynin.

bawki,

pokrywał polewąP-dwukolorową,

regularne

marmurkowe

Matlińskiego

plamy.

wykazują

tworzącą

Prace

duzą

nie­

Franciszka

różnorodność

form

( r y c . 30, 32).
Z prac innj'ch

garncarzy

rozpoznał

informator w y ­

r o b y p r a c o w n i .Tana W i e r z b i c k i e g o , z m a r ł e g o n a

parę

lat p r z e d w y b u c h e m d r u g i e j w o j n y ś w i a t o w e j . W M u .
zeum z n a j d u j ą

się w y k o n a n e przez niego d w a

( r y c . 35). p o k r y t e g ł a d k o p o l e w ą
oraz

dzieżka

wydęciu

Dziełem
jest dzban
Ryc.

21. Podpis

na skrzyni
bina,

50

pow.

Leona

Plażewskiego

Gostynin.

Z Gą­

„zgrzebna",

brzuśca

zielonawą

ozdobiona

dwoma białymi

nieżyjącego

już

na

dzbany

i brązową,

największym

paskami.

Walentego

Trzosowskiego

oraz z a b a w k i w f o r m i e d w o j a c z k ó w

polewanych,

w

ciemne

W Muzeum znajdują

plamy

się również

nałożone

biało

pędzlem.

dwojaczki wykona-

�Ryc.

ne

22,

przez

Annę

23.

„Klapoki"

jednego

z

braci

—

wycinanki.

Świderskich

Wyk.

i

Zofia

Makowska

garncarkę

24. Ława

kilka

z

ozdobnym

oparciem.

Wyk.

Jan

Sannik.

Sanniki,

Powyższy przegląd produkcji

Maciejewską

'•' W z b i o r a c h
Muzeum
nie
są
reprezentowane
wszystkie płockie pracownie garncarskie. D l a infor­
macji
przyszłych
badaczy
podajemy
orientacyjny
w y k a z n a z w i s k p o d a n y przez M a t l i ń s k i e g o :
4 garncarzy Swiderskich. 2 Lewandowskich, 2 Trzosowskich, 2 M a t l i ń s k i c h
(Franciszek
i
Kazimierz),

Ryc.

z

uwag

natury

ogólniejszej

garncarstwo,

żywotne

na

bieżącego

początku

upadać.

jeszcze n a
stulecia,

Starzy garncarze

pow.

Gostynin.

garncarskiej
Widać

z

Mazow.-zu
zaczyna

wymierają.

nasuwa

niego,

że

Płockim

gwatlownie

Częste są w y -

Jankowski, Skoneczny,
Lewiński,
Anna Maciejew­
ska, J a n W i e r z b i c k i , p ó ź n i e j i p r z y b y l i z z e w n ą t r z
Józef Grabowski i Mąkol.

Borzęcki

z Czyżewa,

pow.

Gostynin.

Sanniki,

pow.

Gostynin.

51

�padki
W

porzucania

żadnej

z

tego

poznanych

mało

intratnego

pracowni

nie

się

uczniowie.
Porównując

materiał

zabytkowy,

w Muzeum w Płocku, z wyrobami
dzimy

znajdujący

sie.

współczesnymi, w i ­

pogorszenie się i s p r y m i t y z o w a n i e

dzisiejszych

ważny

mieślników

dział

ludowych,

we i wiejskie.
na

Mazowszu

czo

na

trzy

artystycznej

małomiasteczko­
podzielić

ozdobne okucia

zasadni­

żelaznych

wozów, okucia w y s t ę p u j ą c e w budownictwie
do

zamków,

lazne,

zawiasy, k r a t y

spotykane

wiejskich.

przede

wszystkim

części

(wykład-

i krzyże

na

Prawie w każdej

przy czym majstrowie znają
nej

okienne)

że­

cmentarzach

K o w a l i n a b a d a n y m p r z e z nas

stosunkowo wielu.

rze­

z t e g o z a k r e s u , s p o t k a n e przez

Płockim, można

działy:

twórczości

to k o w a l s t w o

Wyroby

nas

ki

pochlebnym

t e r e n i e jest

w s i jest

s i ę c z ę s t o na

kowal,

„artystycz­

robocie".

Ryc.

25. Wyroby

garncarza

Jana

Oszczyka

W e d ł u g opinii miejscowej, najpiękniejsze

Ma­

ubogie. P i e r w o t n i e ,

gdy

w

użyciu

były

wozy

o s a d z o n y m i na

starej

konstrukcji

stałe w tzw.

„śnicach"

zdobnictwo

było

z

dyszlami

(wozy

takie są

Gąbinie, Sannikach,

nieco

bogatsze.

miejsce złączenia

i

mają

dyszla,

zwłaszcza

środkowy,

w postaci r o z k u t y c h
jednej

tarcz kolistych,

stronie esowato w y c i ę t y c h .

podobnie jak

i na

są stemplami
siadający
Od

tarczach

wojny

wytłaczane

ośrodka

małe

miasteczko,

kowalskiego

tamtejsi

rozchodziła

przyozdabiali

„floresy"

na

ale

swe

się

wozy

żelaznych

sława
i

daleko.
bryczki,

okuciach,

światowej

konstrukcja
dyszle

pierście­

nie, k t ó r e z a s t ą p i o n o g r u b y m i

lub

z Leopoldowa.

Leopoldów,

blachami,

powierzchni

tych

k a ż d y d a w a ł swój specjalny

„znak".

ną

kowalstwie

rozwoju

zdobnictwa

w

Ważną
była

rencja. Jeden „sadził" się w zdobnictwie nad
starając

się p i ę k n y m

okuciem zdobyć

niejednokrotnie

„ślicznie"

zdobią

informowano

wozy.

mieli być koloniści niemieccy.

były tak

Kowale

nawet

w

swej

czym

przyczy­
konku­
drugiego,

odbiorców.

Nie m n i e j s z ą s ł a w ą niż B i e ż u ń cieszył się
terenie

te

robiąc

Kowalami

o
w

wozów

wyjmowane,

w z w i ą z k u z czym odpadły opisywane wyżej

Wzory

przy

po­

formę.

Zastosowano

jako

jego

cień­

tzw. „ k a c z k a " ,

prostokątnymi

pow.

Gostynin.

ściąganymi

przy

blach

pomocy

kowale również

w z o r y s t e m p l a m i , a czasem i s w o j e z n a k i l u b
to

po

tych,

geometryczne. Przy

niekiedy c i e k a w ą

zmianie.

śnie
formy

o w a l n y c h czy

powierzchni pierścieni,

proste wzory

pierwszej

uległa

ozdobne

Na

szym k o ń c u dyszla w b i t y jest hak,

filowanymi

Bieżuń

Pier­

ścienie żelazne, które obejmują

Na

52

jest raczej

jeszcze d z i ś n i e k i e d y w u ż y c i u w

Go­

tam

miejscowej

zowsza P ł o c k i e g o

wy­

W

strony

terenie

wozy

różne

ze

w o z a c h na

rabiano w B i e ż u n i u , pow. Sierpc i L w ó w k u , pow.
stynin.

ocenom

l u d n o ś c i , z d o b n i c t w o o k u ć na

Sejkowicach),

wyrobów.
Drugi

Wbrew

zawodu-

kształcą

od

inicjały.

rozpowszechnione, że s t o s o w a ł a

produkcji

również

góry

zaś

ozdobny w

Ozdoby

śrub.

wybijali

fabryka

wozów

w

zamiast
kształcie,

stempelkowe,

„kaczki"
tzw.

o których

je

Płocku.

K o ń c e dyszli zaczęto o k u w a ć d w o m a p o d ł u ż n y m i
chami,

pro-

osadzano

bla­
hak

„fornal".
wyżej

wspomnia­

no, s ą n a o g ó ł m a ł o u r o z m a i c o n e . S p o t y k a m y t u u k o ś ­
ne k r z y ż y k i , r o m b y p u s t e l u b k r a t k o w a n e , s z e r e g i z ł o ­

Lwówek.

żone

między

dwiema

tym,

równoległymi.

Czasem obok k r e s k i prostej

występu­

je, j a k o d r u g i

element zdobniczy, p u n k t . W

porówna­

niu

zdobionymi

jak

Lwówku

z

z

linii

bogato

ukośnych,

biegnące

wozami

małopolskimi

czy

�Ryc.

26, 27, 28.

Żelazne

krzyże

z końca

XIX

w. Kul

kowal

Żabka

z

Gąbina.

Cmentarz

w

Służewie,

pow.

Gostynin.

śląskimi,

zdobnictwo z okolic

Płocka

przedstawia

się

bardzo ubogo.
Wśród

wyrobów

n i c t w e m , na

żelaznych,

z

tzw.

zapadki (ryc

17 a—g),

z otworem

my

przy

się

czyzna,

w

druga

do

to p ł a s k i e

i klamką,

sprężynowych.
po

ozdobne

które

W

drugiej

Widły

Wisły

mamy

cały

i

wiele

form
Kielec­
Lubel­

przykładów

n a w i ą z u j ą c y c h do f o r m z p r z e ł o m u w i e k u X V I I I i X I X
(ryc.
i
i

17 h — 1 ) .

Tarcze

wariantach

zdobią

miasteczek

Mazowsza

skich

Ryc.

te

w

stare domy

licznych

odmianach

mieszczańskie

Płockiego

oraz

drzwi

miast
wiej­

ozdobnych

na

zewnątrz

kończonych

wykladek

do

w

komorach,

zamków

leżący

— rzeźba

ludowa

z kościoła

wygiętych,

g'ówkami,

składające

z o d g i ę t y m i na
Z innych

i esowato

ptasimi

się

oraz

spotykamy

z

żelaznych

rozchylo­

czasem

kraty

za­

do

okien

pojedynczych

sztab

boki półksiężycowatymi
przedmiotów

zębami.

zdobionych

nale­

ży w y m i e n i ć w y k ł a d k i do z a m k ó w od s k r z y ń ( r y c .
oraz

siekiery

wanymi
kać

z wybijanymi

na

ostrzu

tarnych.

wśród

żelaznych

Najciekawsze

kutych

krzyżów

są stare okazy

niekiedy

w formie
są

na

wami,

zdobione

na

powierzchni

które

zdobione bogato k u t y m i
rozrastając

parafialnego.

się p r o w a d z ą

zasadniczej (ryc.

Kobylniki,

pow.

XIX

(ryc.

26,

stempelkami

wielopromiennych gwiazdek. Nowsze

ogół

spot­
cmen­

z końca

wieku, o bardzo prostych techniczne formach
27),

18).

nieskompliko­

zdobinami. Stosunkowo dużą rozmaitość

można

gubienia formy

kościołów.

29. Chrystus

nych

tar­

pierw­

Sanu,

szereg

wy­

spotyka­

grupie

wsiach

do

otwierania

okolic Polski (Opoczyńskie,

Krakowskie,

szczyzna);

budow­

się w y k l a d k i

służącym

przeważnie

znanych i z innych

z

d w i e g r u p y . J e d n a to

kluczowym

zamkach

spotyka

na

„paluchem",

cze
szej

związanych

plan pierwszy w y s u w a j ą

z a m k ó w . D z i e l ą s i ę one
kladki

Prócz

z a w i a s y do d r z w i , r o z d w o j o n e , o r a m i o n a c h

i giętymi

krzyże
moty­

c z a s e m do

za­

28).

Płock.

Fot.

D.

Kacz­

marczyk.

53

�Hyc.

30.

„Flasza"

o polewie

z

Najsłabiej

ze

przedstawia

wszystkich

się

zielonej.

ornamentem

na

Wyk.

Franciszek

plastycznym

działów

Mazowszu

na

sztuki

ludowej

Płockim

plastyka.

R z e ź b y czy m a l a r s t w a l u d o w e g o n i e m a p r a w i e z u p e ł ­
nie.

Przez

drewnianą
w

cały

którymś

cnowbkiej

Ryc.

czas

figurkę
kościele
w

32. Duży

objazdu

Matki

znaleziono

typowym

dzbanek

na

Skępskiej,

obraz

M . B.

jedną

o zielonej

polewie.

33. „Krakowiak"

z

Wyk.

niczych.

Zbiór

rzeźby

Ryc.

31.

Doniczka

Płońska.

religijnej,

znajdujący

się
na

siadają

metryk, a według

rzeźba

kurpiowskiego.
ludowa

informacji
Na

uwagę

wyobrażająca

mają

Matliński
Wyk.

Antoni

z Parowa
Kiński

k. Płocka.
z

Płońska.

pochodzić

zasługuje

leżącego

(w k o ś c i e l e p a r a f i a l n y m w K o b y l n í k á c h ,

Franciszek

— garnek.

Płocka.
z

po­

Często-

Wyk.

k.

Kiński

t y m miejscu p o m i j a m , g d y ż okazy p r z e w a ż n i e nie
z terenu

obraź-

Parowa

Antoni

w M u z e u m w P ł o c k u (zresztą bardzo i n t e r e s u j ą c y ) ,

czasem

wykonaniu warsztatów

Ryc.

54

natrafiono

Boskiej

Matliński

krawędzi.

Płock,

jeszcze

Chrystusa
pow.

Płock).

Muzeum.

�Ryc.
ka.

34. Dzbanek
Płock,

zanotowana
Dziat

o polewie

Muzeum.

w

czasie

Inwentaryzacji

t u t u S z t u k i ( r y c . 29).
1 0

Ryc.

dwukolorowej:
35. Dzbanek

inwentaryzacji
Zabytków

kremowej

o polewie

zabytków

Państwowego

i brązowej.

zielonej.

1 0

W 1952 r o k u n a t e r e n i e M a z o w s z a P ł o c k i e g o p r o ­
wadził i n w e n t a r y z a c j ę Dział Inwentaryzacji
Zabyt­
ków Państwowego Instytutu
Sztuki. W toku
prac
zanotowano r ó w n i e ż n i e k t ó r e zabytki sztuki ludowej-

Wyk.
Jan

Zebrane w

przez
Insty­

Wyk.

nie

dają

Mazowsza

Józef

Grabowski

Wierzbicki

z Parowa

z Płocka.

ciągu pięciodniowego

oczywiście
Płockiego,

k.

Płock,

objazdu

pe!nego

obrazu

jednak

zebrana

sztuki
tu

Płoc­

Muzeum

materiały
ludowej

garść

wia­

d o m o ś c i zawiera pewne dane orientacyjne, k t ó r e
gą

okazać

przyszłości

się

pożyteczne

prowadzić

dla

badanie

badaczy,
na

tym

chcących
terenie.

mo­
w

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9717" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9695">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/feea75f6b7b125e8b64c4306e907e037.pdf</src>
        <authentication>c0d711317ec6ab4dc2270990d8b75b7a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115590">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3891</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115591">
                <text>1952</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115592">
                <text>budownictwo drewniane</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115593">
                <text>architektura ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115594">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115595">
                <text>Dom z wnęką w polskiej architekturze ludowej / /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1952 t.6 z.4-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115596">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1952 t.6 z.4-5; s.263-269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115597">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115598">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115599">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115600">
                <text>DOM

Z

WNĘKĄ

W

POLSKIEJ

ARCHITEKTURZE

LUDOWEJ

ZOFIA

W architekturze ludowej prócz domów o ścianach
ozdobionych podcieniami, względnie gankami, a więc
elementami występującymi przed zasadniczy zrąb bu­
dynku, spotyka się również i takie, w których płasz­
czyzna ściany frontowej przerwana bywa w n ę k ą peł­
niącą rolę krytego, niekiedy dekoracyjnie rozwiązane­
go przedsionka. Domy z wnęką stanowią w polskim
budownictwie ludowym formę odrębną i tym bardziej
zasługującą na uwagę, że w dotychczasowej literaturze
etnograficznej prawie zupełnie nie jest notowana, mi­
mo że jest ona rozprzestrzeniona na dosyć znacznych
obszarach.
Z budownictwem tego rodzaju spotykamy się na te­
renie Górnego Śląska, Małopolski, Podlasia, Północne­
go Mazowsza oraz Pomorza. Na ś l ą s k u domy z ozdob­
nymi wnękami występują w wiejskim budownictwie
murowanym na obszarze
powiatu
pszczyńskiego
(ryc. 1), skąd przedostały się również na sąsiednie po­
graniczne województwa
krakowskiego
(np.
wieś
Brzeszcze w pow. bialskim). N a pozostałych obszarach
domy z wnękami budowane są z drzewa.
W Małopolsce występują one najliczniej w okolicy
Sanoka na terenie tzw. Dołów Sanockich, gdzie noto­
wano je w Dąbrówce Ruskiej (ryc. 2) i Polskiej, Mokrem, Prusieku, Olchowcach, Rakowej, Dobrej Szla­
checkiej, Rozpuciu, Kuźminie,
Leszczawie Górnej.
Często spotykamy się z nimi
Hałuczkowie, Siemuszowej i Tyrawie Solnej . Na południu zasięg domów
z wnęką przekracza wyjątkowo na terytorium Góral­
szczyzny, obejmując niektóre wsie dawnego pograni­
cza bojkowskięgo (Hoczew, Żernica Wyżnia)2.
w

1

Na omawianym tu obszarze najpospolitszym typem
jest zagroda jednobudynkowa, w której część miesz­
kalna znajduje się pod wspólnym dachem z częścią
gospodarczą. J a k widać z załączonych planów (tabl. I ,
1—6) wnęka pełni tu ważną rolę ułatwiającą komuni­
kację między mieszkaniem a pomieszczeniami gospo­
darskimi. W tylnej jej ścianie umieszczone są bowiem
drzwi wiodące do stajni, w jednej ze ścian bocznych
znajdują się drzwi do sieni, w drugiej zaś drzwi umo­
żliwiające wejście na boisko z pominięciem dużych
wrót wjazdowych (tabl. I , 1—4). Od powyższego sche­
matu odbiega publikowany w pracy Fałkowskiego
i Pasznyckiego plan domu z Hoczwi w pow. leskim
(tabl. I , 5), gdzie wnęka pozbawiona jest drzwi w ścia­
nach bocznych, co na omawianym tu obszarze jest
zjawiskiem w y j ą t k o w y m

CIEŚLA-REINFUSSOWA

Część gospodarcza z częścią mieszkalną jest w bu­
dynkach z wnęką jak najściślej pod względem kon­
strukcyjnym związana.
Przyciesie są bądź wspólne
dla całego budynku i biegną nieprzerwanie również
wzdłuż brzegu wnęki (ryc. 3), bądź też urywają się
na jej brzegu (ryc. 4). W wypadku, gdy wnęka jest od
frontu zamknięta belką przyciesi, wykorzystuje się ją
dla osadzenia pionowego
słupa lub dwóch słupów
umieszczanych dla podparcia biegnącej górą płatwi.
Czasem między górny koniec pionowego słupa a płatew
wchodzi zakończenie tragarza, sterczącego ze ściany
stajni na szerokość wnęki (ryc. 3),
Opisywane tu domy s ą budowane z drzewa wiąza­
nego na węgieł, starsze na „obłap", młodsze na „rybi
ogon" (zwany w Sanockiem , saskim" lub w „kaniuk").
Krokwiowe dachy posiadają kształt
czterospadowy.
Kryte są słomą o poszyciu schodkowym z kalenicą
wykładaną perzem. Nowsze dachy bywają dwuspado­
we, zaś kalenice poszywane mają specjalnymi snopeczkami ze słomy łamanej w połowie długości i w i ą ­
zanej mocno powrósłem. Snopeczek taki rozdziela się
dołem na dwie części i nasadza pionowo na grzbiet
dachu, ś c i a n y boczne dachów dwuspadowych szalowa­
ne są pionowo deskami, zaś u dolnej krawędzi trójką­
ta szczytowego umieszczony jest wąski gontowy da­
szek. Zarówno dachy czterospadowe jak i dwuspadowe
posiadają wzdłuż frontowej ściany szeroki okap wznie­
siony na krótkich krokiewkach dodatkowych, przybi-

Ryc.

1. Dom z wnęką.
Miedźna,
pow.
R. Reiniuss 1939 r.

Pszczyna.

Fot.
263

�Ryc. 2. Dom z wnęką.

Dąbrówka

Ruska, pow. Sanok. Fot. R. Reinluss 1936 r.

tych dołem do łaty podpartej na kołkach, osadzonych
w zakończeniach krokwi (ryc. 5).
Zręby omawianych tu chałup bywają z reguły bie­
lone, drzwi z a ś i wrota, wiodące na boisko, malowane
są g l i n k ą na żółto. We wsiach położonych na północ
od Sanoka na żółtym tle drzwi i wrót malowane s ą
dekoracje w postaci zgeometryzowanych motywów ro­
ślinnych lub form abstrakcyjnych, p r z y p o m i n a j ą c y c h
niektóre znaki własnościowe .
Zbliżona forma domu z wnęką, w której zbiegają
się drzwi wiodące do sieni i stajni (ale j u ż nie m a j ą c a
połączenia z boiskiem) występować m i a ł a dawniej,
według informacji Jana Bauma, cieśli z Nowosiółek
(Neusdorf). w powiecie włodawskim, w okolicznych
wsiach polsko-ruskich na obszarze wschodniego Pod­
lasia. W terenie jednakowoż domów takich nie udało
się j u ż odnaleźć .
Odmienną grupę tworzą domy, w k t ó r y c h wnęka, nie
g r a j ą c żadnej roli w komunikacji między poszczegól3

4

Ryc. 3. Dom z wnęką.
264

Mokre, pow. Sanok. Fot. R. Reiniuss 1936 r.

nymi pomieszczeniami gospodarskimi, stanowi otwarty
z jednej strony przedsionek, u ż y w a n y latem jako miej­
sce wypoczynku lub do wykonywania drobnych prac
domowych. Z budynkami takim; spotykamy się u L a sowiaków, m i e s z k a j ą c y c h w widłach W i s ł y i Sanu,
czasem na Podlasiu zachodnim j sporadycznie na pół­
nocnym Mazowszu, w Krakowskiem (ryc. 6)
Prze­
worskiem j na Pomorzu (ryc. 7) «.
We wszystkich znanych mi przypadkach w n ę k a wy­
stępuje w ścianie dłuższej budynku u wylotu sieni dzie­
lącej dom symetrycznie na dwie części.
W czasie badań

prowadzonych przez

uczestników

obozu naukowego P I S na terenie wideł W i s ł y i Sanu
domy z wnęką spotkano w powiecie niskim ( K a m i e ń
(ryc. S), Ł o w i s k o , Domastawa), tarnobrzeskim (Zbydiriów, Cygany, Jadachy i na przedmieściach
samego
Tarnobrzega). W e d ł u g opowiadań ludzi miejscowych
dom tak; miał t a k ż e znajdować się dawniej w Furma­
nach, gdzie został przewieziony z j a k i e j ś innej miej­
scowości. Informowano również, że domy takie wystę­
pują we wsiach położonych w okolicy Rudnika nad
Sanem.
W n ę k i w domach L a s o w i a k ó w są zazwyczaj bardzo
płytkie (ok. 1 m), szerokość ich z a ś równa się szero­
kości sieni, z której na lewo i prawo prowadzą drzwi
do dwóch izb (tabl. I, 7) lub izby i komory. Czasem
tylna część sieni zostaje odcięta przepierzeniem, skut­
kiem czego tworzy się małe pomieszczenie używane
jako kuchenka.
Najstarszy z napotkanych tego rodzaju domów, zna­
leziony w Ł o w i s k u , zbudowany był ok. r. 1858 z drze­
wa węgłowanego na „ r y b i ogon", nakryty czterospado­
wym dachem krokwiowym, poszytym słomą w schodki.
Domy z wnęką budowano na terenie powiatu niskie­
go do czasów I wojny światowej. N a j m ł o d s z y z nich
zanotowany w Domastawie (tabl. I, 7)
pochodzi
z 1912 r. Posiada on z r ą b węgłowany na „rybi ogon".

�krokwiowy dach dwuspadowy pokryty blachą. Z przo­
du nad w n ę k ą wznosi się wysunięty przed zrąb chaty
t r ó j k ą t n y daszek.
Dom ze Zbydniowa, według informacji mieszkańców,
posiada ok. 70 lat. Zbudowany jest podobnie jak po­
przedni, z tym że ma dach dwuspadowy kryty słomą
i ściany szczytowe szalowane deskami.
Z w y j ą t k i e m starego domu, znajdującego się w Ł o ­
wisku, we wszystkich napotkanych chałupach przyciesie w ścianie frontowej biegnie nieprzerwanie, tworząc
u brzegu w n ę k i rodzaj niskiego progu. W okresie
międzywojennym domy z wnęką, o planie identycznym
z lasowiaekimi, budowano również w powiecie prze­
worskim (Sietesz), z tą różnicą, że g ó r n a k r a w ę d ź
i n a r o ż n i k i wnęki wypełniane b y ł y ozdobnym szalun­
kiem.

wnątrz budynku w izbie mieszkalnej, poniżej tragarzy
p o d t r z y m u j ą c y c h deski powały
biegł
dawniej po­
przeczny „siestrzan", k t ó r y w r. 1927 został wycięty
i spalony. D z i ś o istnieniu jego świadczą
jedynie
resztki zawęgłowane w ścianach.
Podobne domy z wnękami, ale pozbawione ozdób na
belce górnej, zanotowali później uczestnicy Obozu Nau­
kowego P I S w Borzykowie, Woli Suchożebrskiej (pow.
Sokołów), Osinach G ó r n y c h i Dolnych oraz Mokobo­
dach (pow. Siedlce). W tych ostatnich w n ę k a ozdobio­
na była p r y m i t y w n ą polichromią.
Bardziej od poprzednich interesująca jest chałupa
z wnęką znaleziona w Nasiłowie (pow. Sokołów). Po­
chodzi ona, według tradycji, z końca I poł. X I X wie­
ku. Zbudowana jest z drzewa węgłowanego na „rybi

Podczas kilkudniowych badań penetracyjnych, pro­
wadzonych przez ekipę
Z a k ł a d u Badania Plastyki,
Architektury i Zdobnictwa Ludowego P I S w czerwcu
br., domy z w n ę k ą znaleziono również na Podlasiu
i w powiecie sierpckim na. północnym Mazowszu.
Na terenie Podlasia domy tego rodzaju zostały od­
kryte w Sinołęce (pow. W ę g r ó w ) oraz Nasiłowie (pow.
Sokołów), istnieje również dom tego typu w Jaczewie
(pow. W ę g r ó w ) .
Dom z Sinołęki pochodzi z r. 1873. Zbudowany jest
z drzewa, węgłowanego na „ r y b i ogon", dach posiada
czterospadowy, krokwiowy, kryty słomą.
Rozkład
wnętrz przedstawiony jest na tabl. I, 8. C z ę ś ć miesz­
kalna budynku (na prawo od w n ę k i i sieni) jest ze­
wnątrz szalowana deskami w kierunku pionowym. Na
n a r o ż n i k a c h przybite s ą poziomo na przemian prosto­
kątne deski krótsze i dłuższe, co naśladować ma ozdo­
by napotykane w budynkach murowanych. C z ę ś ć sza­
lowana i sień malowane są wapnem jednolicie na ko­
lor biały. Płatew, stanowiąca g ó r n ą k r a w ę d ź wnęki,
posiada od spodu esowate profilowanie (ryc. 9). We­

Ryc. 5. Konstrukcja okapu dachowego. Dąbrówka Polska,
pow. Sanok. Rysowała Z, Reiniussowa

�Prócz Nasiłowa
(gdzie opisany wyżej dom zosta!
rozebrany w kilka dni po dokonaniu inwentaryzacji)
domy z wnęką zaopatrzoną po rogach w kolumny za­
notowano w Jaczewie pow. Węgrów (ryc. 11) i Cza­
plach (pow. Sokołów). Obydwa wymienione tu domy
posiadały ściany szalowane deskami, zaś krawędzie
wnęki udekorowane były ażurowanymi listwami. Ozdo.
by te, według informacji mieszkańców, były znacznie
późniejsze od samych budynków.

Ryc. 6. Chałupa

z wnęką. Trzcina, pow. Bochnia. Fot.
R. Reinfuss 1940 r.

Według informacji, zebranych przez uczestników te­
gorocznego Obozu P I S , zwłaszcza we wsiach leżących
wzdłuż prawego brzegu Liwca, pierwotnie
domów
z w n ę k a m i było daleko więcej niż obecnie, z czasem
jednak uległy one rozbiórce lub przebudowie. Najmłod­
szy ze znanych mi domów z wnęką występujących na
terenie Zachodniego Podlasia zbudowany został w Osi­
nach Górnych około roku 1910.
Na terenie Mazowsza Północnego dom z wnęką, ale
bez kolumn, znaleziony został w miejscowości Jonne
(pow. Sierpc). Rozplanowanie wnętrza (tabl. I, 10)
jest w nim bardzo podobne do domu z Nasiłowa, ścia­
ny zewnętrzne szalowane pionowo deskami z pozio­
mym łukowato profilowanym „fryzem" u góry. Rogi
wnęki wypełnione są wycinanymi zastrzałami, które
zbiegając się w pośrodku nadają górnemu wykrojowi
wnęki formę łuku o falistych krawędziach. Dach dwu­
spadowy, krokwiowy, kryty słomą ze szczytem szalo­
wanym deskami, ż wywiadów wynika, że w okolicy
było dawniej więcej domów z wnękami.

Jak widać z powyższego przeglądu posiadanego ma­
teriału, który przyszłe badania niewątpliwie jeszcze
wydatnie pomnożą, domy z wnęką w drewnianym bu­
downictwie ludowym bynajmniej nie należą do rzad­
Ryc. 7. Chata z wnęką. Mieczysław,
pow. Chojnice. Re­ kości, jakkolwiek nigdzie nie spotykamy ich w takiej
produkcja z „Ziemi" r. II, 1911 zeszyt 22, s. 19. Fot. liczbie, by w p ł y w a ł y na regionalny wyraz ludowego bu­
Al. Majkowski
downictwa w danej okolicy. Niemniej jednak stanowią
one w nim element ważny, zasługujący na to, aby
w przyszłych badaniach zwrócić nań baczniejszą uwagę.
Zastanawiając się nad genezą domu z w n ę k ą docho­
dzimy do wniosku, że obydwie jego odmiany rozwijały
się różnymi drogami i to w sposób od siebie najpraw­
dopodobniej niezależny.

Ryc. 8. Dom z wnęką.

Kamień, pow. Nisko. Fot. R. Reinluss 1950 r.

ogon", zw. tu węglom „francuskim". Dom posiada
rozplanowanie symetryczne (tabl. I, 9). Środkiem prze­
biega szeroka sień, przedzielona wewnątrz murowa­
nym przechodnim kominem, z frontu od sieni odcięta
jest obszerna wnęka. W rogach wnęki, między przy­
cieś a płatew, wprawione są dwie kolumny (po jednej
z każdej strony), zaopatrzone w bazy i kapitele o łuko­
watym przekroju (ryc. 10).

Pojawienie się chałup z wnękami na terenie Dołów
Sanockich, a więc w pobliżu uczęszczanej od wieków
przełęczy Łupkowskiej, którą przebiegał jeden z waż­
niejszych szlaków handlowych łączących Polskę z Wę­
grami, sugeruje w pierwszej chwili możliwość oddziały­
wania wpływów promieniujących z Południa. Prawdo­
podobieństwo jest tym większe, że na terenie Niziny
Węgierskiej, w rejonie jeziora Balaton, istotnie spo­
tyka się domy, co prawda bite z gliny lub murowane,
zaopatrzone w biegnące przed ścianą dłuższą podcienia,
wsparte na kolumnach, długie ganki względnie wnęki.?
Porównując jednakowoż dom węgierski z domem
z okolic Sanoka widzimy, że obok powierzchownego
podobieństwa, jaki stanów; fakt występowania wnęki
w ścianie dłuższej, istnieją też zasadnicze różnice po­
legające przede wszystkim na zupełnie innym rozpla­
nowaniu i wykorzystaniu wnętrz w domu węgierskim
(tabl. 11,1).
Wydaje mi się, że dla wyjaśnienia genezy typu sa­
nockiej chałupy z wnęką nie trzeba szukać klucza na

�Ryc. 9. Dom z wnęką. Sinołęka,
pow.
R. Reiniuss 1952 r.

Węgrów.

Fot

terenie węgierskim, gdyż elementy, które mogły złożyć
się na jej powstanie, znajdują się znacznie bliżej, a
mianowicie w Karpatach. Analizując plan chałupy sa­
nockiej dostrzegamy, że składa się ona jak gdyby
z dwóch części: jednej mieszkalnej, o planie przedsta­
wionym na tabl. I I , 2, i części gospodarczej, złożonej
ze stajni i szerszego od niej boiska (tabl. I I , 3).
Rozplanowanie wnętrz, w których z częścią miesz­
kalną, składającą się z sieni, izby i komory odciętej
od izby ścianą równoległą do lica, złączona jest stajnia
i stodoła, występuje w Małopolsce, a zwłaszcza na
Góralszczyźnie dosyć pospolicie (tabl. I I , 3). Nie obce
jest ono również Dołom Sanockim. Odrębność chałupy
z wnęką polega jedynie na tym, że budynek gospodar­
czy posiada tu stajnię węższą od stodoły. Tego zaś
rodzaju budynki gospodarcze zdarzają się nie tylko na
terenie polskiej Góralszczyzny.s Lachów Sądeckich i na
Rusi Szlachtowskiej," ale również na dawnej Łemkowszczyźnie, przy czym problem komunikacji między
podcieniem, znajdującym się przed stajnią, a boiskiem
10

Ryc.

10. Dom z wnęką. Nasitów, pow.
R. Reiniuss 1952 r.

Sokołów.

Fot.

rozwiązany bywa analogicznie jak w sanockich do­
mach z w n ę k a m i . !
W świetle powyższego wydaje się rzeczą zupełnie
możliwą, że dom z wnęką na terenie Sanockiego po­
wstać mógł jako forma lokalna, niezależna od jakich­
kolwiek bezpośrednich zapożyczeń z zewnątrz.
W przeciwieństwie do tego, odmianę drugą z wnęką
odciętą od sieni trudno byłoby wywodzić z tradycyj­
nego budownictwa ludowego. Forma ta jest najpraw­
dopodobniej obca, zaczerpnięta z zewnątrz w I poł.
X I X wieku. Na terenie wideł Wisły i Sanu tradycja
ludowa wiąże genezę domu z wnęką z koloniami nie­
mieckimi, które na tym terenie zakładane były w la­
tach 1774—1790 przez Marię Teresę 1 Józefa I I .
Poglądy te o tyle znajdują pewne uzasadnienie, że
np. w Kamieniu (pow. Nisko), gdzie jak wiemy wy­
stępuje parę domów z wnękami, istotnie była dawniej
kolonia niemiecka (Steinau). Niemniej jednak nie.
mieckie pochodzenie domu z wnęką jest mocno wątpli­
we, gdyż o ile mi wiadomo, na terenie Niemiec w bu1

1 2

�VII

•jwff

III

IX

IX

l_i

//
:

/// H

/

-

D

//

///

. I

;

III

:

1

Yuim

IV

VII

'rui

IX

//

III

'•

' ,iKJ

w/

/A-

//

X
1

/// -

W/

1 —4^-

n

IV
i li
1'
r // i

III'

IV

:

1

///'

V

1

1

IV

VI

T
:

l

///

///

IX

'l' ' l '

•

•

''VIII

IV VII
.1.

iii

II

. 1.

-i

V

~% 'M

VII

:

—
/

///
H

/ /

B

^ ' ± , ///'
iii
•ir- l III

J

r

I — wnęka, I I — sień, I I I — izba, I I I ' — kuchnia, I V
komora, V — alkierz, V I
V I I — stajnia, V I I I — chlew, I X — boisko, X — przybudowana szopa.

wozownia,

Tahl. I. Plany domów z wnęką: 1. Olchowice, pow Sanok. 2. Olchowice, pow. Sanok. 3. Dąbrówka
Ruska,
pow. Sanok. 4. Mokre, pow. Sanok. 5. Hoczew, pow. lesko. 6. Nowosiółki,
pow. Włodawa.
7.
Zbydniów.
pow. Tarnobrzeg. 8. Sinołęka, pow. Węgrów. 9. Nasiłów, pow. Sokołów.
10. Jonne, pow. Sierpc. Rys. Zolia
Reinfussowa

m ^i i i / / /

w i ,
_ l

1

/

iv

IV

:

•-- IV

-•

Ul

II

" -=

Tabl. II. Plany domów: 1. Dom węgierski
nioioego. 3. Budynki gospodarcze chałupy

i?yc. 12. Dom z wnęka.

Tarnobrzeg.
* 1950 r.

IX

••• III

i:

VII

IX

znad Balatonu. 2. Część mieszkalna sanockiego domu podciesanockiej.
d_ Nowica, pow. Gorlice.
Rys. Zofia
Reinfussowa

downictwie ludowym wnęka nie pojawia się. Nie spo­
tykamy jej również w planach zagród opracowanych
i przyjętych dla kolonii józefińskich czy w istniejących
do dziś poniemieckich wsiach kolonizacyjnych z końca
X V I I I wieku, rozsianych w okolicy Starego Sącza,
Bochni i in.
Prawdopodobniejszym wydaje się tu wpływ budowni­
ctwa małomiasteczkowego, w którym w I połowie X I X
wieku pod działaniem architektury klasycystycznej po-

268

~.r

VII

Fot. R. Reiniuss

jawią się wnęka bądź prosta, nieozdobna, jak w mie­
szczańskim domu z przedmieść Tarnobrzega (ryc. 12),
Radzynia (woj. lubelskie), Bieżunia (pow. Sierpc),
bądź ozdobiona po bokach klasycystycznymi pilastrami
(Sierpc), względnie kolumnami, jak to miało miejsce
w starych domach w Przedrzeczu na Kujawach, Go­
styninie na zachodnich kresach Mazowsza, czy w in­
nych małych i średnich miastach Polski centralnej, jak
np. w Zgierzu. Do drewnianego budownictwa mało­
miasteczkowego przedostały się wnęki z kolumnami
wprost z murowanej architektury klasycystycznej, w
której, zwłaszcza w późniejszym okresie jej rozwoju,
są elementem dość pospolitym, i to nie tylko w budo­
wlach monumentalnych, ale również w budynkach o
mniejszym znaczeniu, jak wiejskie stacje pocztowe,
rogatki miejskie itp. Jako przykład, posłużyć może
stacja pocztowa w Paprotni (pow. Sochaczew) (ryc.
12), pochodząca z I ćwierci X I X w., oraz stojąca do
dziś rogatka w Warszawie na Pradze przy ul. Grochow­
skiej i sporo innych. W pierwszej połowie X I X w.
wnęki z kolumnami po bokach wprowadzane są nawet
do budowy dworców kolejowych, jak to widzimy przy
linii Kraków—Katowice, budowanej w latach 1844—47.
Szereg wymienionych w y ż e j analogii zachodzących
między wiejskimi domami z wnęką a drewnianą archi­
tekturą małomiasteczkową i budownictwem murowa­
nym z pierwszej połowy X I X w. wskazuje na źródło,

�i, którego ta forma architektoniczna została przez cie­
śli wiejskich zaczerpnięta. Pozostaje jeszcze do zbada­
nia, czy elementy klasycystyczne przejęte zostały do
budownictwa wiejskiego samorzutnie,
spontanicznie
przez zamożniejsze chłopstwo, względnie liczną na Pod­
lasiu i północnym Mazowszu szlachtę zaściankową,
czy też przeszczepione zostały sztucznie w ramach pla.
nowej akcji budowlanej prowadzonej niekiedy w cza­
sach pańszczyźnianych przez niektórych ziemian. Na
Podlasiu zachodnim interesującym przykładem tego
rodzaju akcji jest działalność generała Szydłowieckiego, który w Patrykozach pod Sokołowem „wzniósł
oryginalny pałacyk w kształcie zaczynającej jego na­
zwisko litery S (dla patrzącego z góry), a także wy­
murował kilkadziesiąt domów. włościańskich w roz­
maitych stylach.
Z dwóch wysuniętych- wyżej możliwości bardziej
prawdopodobna wydaje się pierwsza. Za spontaniczną
formą przejmowania wzorów klasycystycznych prze­
mawia fakt, że domy z wnęką, zwłaszcza zaopatrzoną
w kolumny, spotyka się na Podlasiu wyłącznie u szlach­
ty zagrodowej, i to bogatszej, której nikt gotowych
wzorów narzucić nie mógł, a naśladującej chętnie w
miarę swych skromnych możliwości w budownictwie
własnych domów architekturę dworów czy nawet pała­

ców. Nie jest wykluczone, że wzorem, którego echa
widzimy w chałupach z wnęką zaopatrzoną w kolum­
ny, jest podobnie zbudowany fronton pałacu Kuczyń­
skich z Korczewa (pow. Sokołów) (ryc. 13).

Ryc. 13. Część ironłowa pałacu z wnęką i kolumnami
zbudowanego w Korczewie, pow. Sokołów
w r. ¡731
przez Wiktoryna Kuczyńskiego.
Fot. R. Reiniuss

Przypisy
1

Z materiałów rękopiśmiennych Romana Reinfussa.
- J. Falkowski i B. Pasznycki, „Na pograniczu łem
kowsko-bojkowskim". L w ó w 1935, s. 56 i n.
•"' R. Reinfuss, „Malowane zręby chałup wiejskich",
Polska Sztuka Ludowa r. I I I 1949, nr. 7—8, s. 208.
• Z materiałów rękopiśmiennych R. Reinfussa.
r

' Z materiałów rękopiśmiennych R. Reinfussa.
St. Thugutt, „Z wrażeń kaszubskich", Ziemia r. I I
1911, nr 22, s. 19.
K. Visky, „A Kakony Balatonvideki Kóepitkezes",
Budapeszt 1926 r„ Bez autora, A. Balaton widek nepenek epiteszete, Budapeszt 1936 r.
6

7

x

Wł. Matlakowski. „Budownictwo ludowe na Pod­
halu", tabl. V. fig. 1. 3, tabl. X X m .
" R. Reiniuss. „Próba charakterystyki etnograficznej
Rusi Szlachtowskiej", L u d X X X V I I tabl. I, 11.
111

R. Reinfuss, „Budownictwo ludowe na zachodniej
Łemkowszczyźnie", Lud X x x v i i i ryc. 16.
" R. Reinfuss, „Budownictwo ludowe na zachodniej
Łemkowszczyźnie", L u d X X X V I I I ryc. 1.
H. Lepucki, „Działalność kolonizacyjna Marii Te­
resy i Józefa I I w Galicji 1772—1790", Lwów 1938.
'3. Z. Gloger, „Dolinami rzek", Warszawa 1903, s. 182.

26?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9727" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9705">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1de1e652b4ab92882819d8b8adc5fd4a.pdf</src>
        <authentication>1443abae07f8debd34c272da44156e2d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115687">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3872</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115688">
                <text>1949</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115689">
                <text>metaloplastyka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115690">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3628</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115691">
                <text>Okucia wozów z okolic Makowa cz.II / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty1949 t.3 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115692">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1949 t.3 z.1- 2; s.26-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115693">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115694">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115695">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115696">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115697">
                <text>OKUCIA W O Z Ó W Z O K O L I C MAKOWA

П
mówione w części pierwszej poszczególne
okucia wozów nietylko odznaczają się różnorod­
nością formy, lecz także bogactwem ornamentów.
Wzory są wybijane techniką stempelkową, pole­
gającą na tym, że na gotowym okuciu, na zimno
lub na gorąco robi się odciski przy pomocy spe­
cjalnych tłoczków. Tłoczki te przybierają formę
bądź walcowatych sztabek, bądź młotków, osa­
dzonych na drewnianej rękojeści,
zwanych
na
omawianym terenie „siekocami".
Wycięcia na stemplach nie są na ogół skompli­
kowane. Do najpospolitszych
i powszechnie t u
spotykanych należą: linia prosta,
zygzakowata,
falista, półksiężyce (o krawędziach gładkich albo
ząbkowanych), dalej punkt, kółko, trójkąt.
Im
więcej kowal ma różnorodnych stempli tym wię­
cej istnieje możliwości zdobniczych.
Ważniejszą
od ilości posiadanych ,,siekocy" jest jednak umie­
jętność operowania nimi. Niekiedy okucie zdo­
bione ornamentem złożonym z 2 lub 3 elementów
daje, dzięki dobrej kompozycji wrażenie estetyczniejsze, niż inne, do sporządzenia którego uży­
to całego szeregu rozmaitych stempli.
Zestawione na tablicy I odciski stempli, zebra­
ne z okuć wozów „makowskich" dają
przegląd
najczęstszych elementów, z których dopiero two­
rzą się motywy ośrodkowe i pasowe. Jak z tej
tablicy wynika są to wszystko motywy geome­
tryczne. Na pierwszy plan wysuwają się różnego
rodzaju linie, a więc: prosta, (tabl. I , 1), zygzako­
wata (tabl. I , 4), ząbkowana (tabl. I , 7), falista
(tabl. I , 5, 6), łukowato wygięta (tabl. I , 8), two­
rząca półksiężyce (tabl. I , 9 — 17), złamana pod
k ą t e m ostrym (tabl. I , 2, 3). Oprócz tego bardzo
częstym elementem zdobniczym jest trójkąt, po­
siadający kilka różnych odmian. T r ó j k ą t y jakie
w ornamentach na okuciach wozów „ m a k o w ­

Л

A

2

3

^
Л

A
22

T A B L I C A

23
I

skich" występują są stale r ó w n o r a m i e n n e (tab). 1,
18 — 25) o rozmaitej wysokości, dzięki czemu są
raz bardziej spłaszczone (tabl. I , 22, 24), to znów
bardziej smukłe (tabl. I , 18, 19). Niektóre z nieb
posiadają ponadto kółko w środku (tabl. I , 23 —•
25) albo mają podstawę zdeformowaną w kształcie
półkola (tabl. I , 25).
Z innych figur geometrycznych spotyka się,
ale już daleko rzadziej, kwadrat (tabl. I , 26), romb
(tabl. I , 27), punkt względnie kółko (tabl. I , 29),
oraz kółko przekreślone na krzyż (tabl. I , 30).
Osobną grupę zdobin stanowią gwiazdki od 4-ro
do 8-miopromiennych, przy czym w
każdej
gwiazdce promienie mają inny kształt. Jedne są
w formie trójkątów (tabl. I , 31 — 33), drugie
k w a d r a t ó w (tabl. I . 34, 36), lub wydłużonych pro­
stokątów (tabl. 1, 35). Promienie te łączą się ści­
śle z sobą i wyznaczają kółko w e w n ę t r z n e (tabl.
I , 33 — 36), albo ułożone są odśrodkowo, nie sty­
kając się ze sobą zupełnie (tabl. I , 31, 32).
Oprócz gwiazdek różnego kształtu spotykamy
na wozach „makowskich", choć znacznie rzadziej,
pewne motywy zbliżone do form
kwiatowych,
składających się z kolistego środka i k i l k u płat­
ków dookoła (tabl. I , 37 — 40).
Najczęściej jednak
z wyżej
wymienionych
elementów spotyka się, tak w motywach paso­
wych jak i środkowych, półksiężyce i to najróżnorodniejsze co do wielkości i co do kształtu.
Występują one bądź to samodzielnie, bądź też
w połączeniu z innymi elementami zdobniczymi,
przy czym najchętniej
kowale zestawiają
je
z gwiazdkami.
Z opisanych tu elementów otrzymujemy
całą
plejadę motywów, których wartość
artystyczna
zależna jest przede wszystkim od uzdolnień kom­
pozycyjnych danego kowala.

А Л Л Л

4

5

6

•
24

25

26

7

27

9

3

i

28

•

O
29

�A N A L I Z A

ORNAMENTÓW
ZOFIA

W zdobnictwie wozów „makowskich"
została
zrealizowana w sposób mistrzowski podstawowa
zasada budowy ornamentu. „ O r n a m e n t " — pisze
prof. К. Homolacs — „służy do wyrażenia i pod­
kreślenia formy, na której występuje. Musi on
•

tedy być zgodny z materiałem w k t ó r y m dana
forma została wykona i musi wyrażać sens tej
formy." )
Motywy ośrodkowe, występujące
jedynie
na
tarczowatych
witkach
wozów
„makowskich",
przedstawione na tablicach I I i I I I , u w y p u k l a j ą
wyraźnie kształt owalny, kolisty czy „gwiaździ­
sty" tych witek. Przeciwnie zaś motywy pasowe,
znajdujące się na innych okuciach jak na witkach
w formie gładkich pierścieni, na blachach bocz­
nych i końcowych na śnicach i „iglicach" podkre­
ślają ich wydłużony kształt (tabl. V I , V I I , V I I I ,
IX, X). Wspomniane wyżej w i t k i tarczowate są
z reguły nieco wypukłe, przy czym na środku w y ­
bity jest jakiś motyw centralny, stanowiący ca­
łość samą dla siebie.
1

Najczęstszą zdobiną, występującą na wyniosłej
części w i t k i , to „gwiazda" czteropromienna, k t ó r a
w najprostszym wypadku posiada promienie zło­
żone z dwóch łuków, stykających się końcami ze
sobą (tabl. I I , 1, 5, 14). Niekiedy łuki te nie scho­
dzą się całkowicie (tabl. I I , 6, 7, 9, 10). Często te
cztery promienie łączą się w samym środku
z sobą (tabl. I I , 5, 15, tabl. I I I , 1), a czasem nieco
dalej od centrum tak,
że zamykają
wewnątrz
p e w n ą przestrzeń, k t ó r a jest albo pusta (tabl. I I , 6,
7, 18, 19), albo wypełniona kółkiem (tabl. I I , 13, 14,
tabl. I I I , 4). Łuki wyznaczające promienie gwiaz­
dy bywają niekiedy podwójne (tabl. I I , 5 — 7,
13, 18, 19, tabl. I I I , 1 — 4 ) lub nawet potrójne
(tabl. I I , 9, 10, 20, tabl. I I I , 20). Jako odmiana

С Z.

II.

CIEŚLA-REJNFUŚSO

WA

gwiazdy czteropromiennej
występuje
niekiedy
taka, w której 4 długie przecinające się nawza­
jem łuki układają się jak gdyby w zamkniętą
poczwórną pętlicę (tabl. I I , 2). Czasem motyw ten
bywa zdwojony w ten sposób, że pętlice mniejsze
wpisane są w większe (tabl. I I , 4, 8) lub też pętli­
ce równej wielkości zostają nałożone na siebie
z pewnym minimalnym odchyleniem (tabl. I I , 3).
Rzadko stosunkowo zdarza się, iż zamiast cztero­
promiennej gwiazdy jako zdobinę środkową kują
gwiazdę sześciopromienną,
przybierającą
bądź
postać sześciolistnej rozety (tabl. I I , 12), bądź zag­
matwanej w rysunku „gwiazdy" o promieniach
ze zdwojonymi konturami (tabl. I I . 11).
W okół gwiazd zarówno cztero jak i sześciopromiennych występują dodatkowo zdobiny w for­
mie małych elips złożonych z łuków, lub gwiaz­
dek. Jeśli duża gwiazda jest czteropromienna
a zdobin jest również cztery, wówczas wypełniają
one wolne pola między promieniami (tabl I I , 14 20, tabl. I I I , 1). Jeśli dodatkowych zdobin jest
sześć, wtedy 2 pozostałe umieszczane są na
dwóch przeciwległych końcach promieni
(tabl.
I I I . 2, 3). Gdy zaś jest ich jeszcze więcej, wtedy
układają się one w koło (tabl. I I I , 6), względnie
elipsę (tabl. I I I , 5). W niektórych gwiazdach prze­
strzeń między promieniami wypełniona bywa jed­
nym lub dwoma łukami, zwróconymi bądź koń­
cami do w e w n ą t r z (tabl. I I , 13) bądź na zewnątrz
(tabl. I I , 10).
Oprócz opisanych wyżej jako motywy central­
ne spotyka się na witkach środkowych
prosty
krzyżyk r ó w n o r a m i e n n y (tabl. I I I . 6), elipsę ze
środkiem pustym (tabl. I I I . 8) lub wypełnionym
(tabl. I I I , 7) albo też rozety (tabl. I I I , 9, 10) utwo­
rzone z elips powstałych z dwóch łuków. Czasem
zdarza się, że motyw centralny złożony jest z 9

Л

i
11
i

3*1

12
• J U
/ 4

32

13

33

14

O

34

15

#

35

16

17

18

O

#

#
38

36

3?

19

O

O

39

40

T A B L I C A

I

27

�19

28

T A B L I C A

II

20

gwiazdek ułożonych w 3 szeregi po trzy tak, że
wypełniają one powierzchnię zbliżoną do
kwa­
dratu (tabl. I I I , 13). Rzadziej jeszcze motyw
centralny przybiera postać słabo ze sobą powią­
zanych
jakgdyby rozsypujących
się zdobin
w kształcie krzyża (tabl. I I I , 17), czy wirującej
gwiazdy (tabl. I I I , 18). Do w y j ą t k ó w należą w i t k i ,
k t ó r e w ogóle nie mają ośrodkowej
kompozycji
motywu centralnego, tylko całą ich powierzchnię
pokrywa ornament pasowy, jak np. w formie r ó w ­
noległych l i n i i prostych ułożonych z drobniutkich
łuków (tabl. I I I , 15), lub przecinają ją przez środek
dwie biegnące równoległe linie zygzakowate (tabl.
I I I , 14).
Opisane tu motywy centralne występują na w i t ­
ce środkowej, bądź jako jedyna ozdoba (tabl. I I ,
1, 9), bądź też z innymi, które albo ciągną się
wzdłuż krawędzi w i t k i i podkreślają w ten sposób
jej kształt (tabl. I I , 2, 8, 15, 16, 18, tabl. I I I , 2, 3, 4,
16, 18 — 20) albo też tworzą zamknięty k r ą g
wokół motywu środkowego. Powstają w ten spo­
sób dookoła gwiazdy środkowej koła lub elipsy
utworzone z połączonych (tabl. I I , 3) lub luźnych
(tabl. I I , 11) łuków, elips (tabl. I I , 4, tabl. I I I ,
6 — 10, 12). Wyjątkowo tylko pole środkowe, na
k t ó r y m znajduje się motyw centralny w y o d r ę b ­
niony bywa przy pomocy l i n i i łamanej (tabl. I I I , 13).
Tarcza w i t k i środkowej przechodzi w obręcz,
obejmująca dyszel i śnice. Jeśli idzie o ornament,
to kompozycja motywów na tarczy może n a w i ą ­
zywać do zdobin na obręczy (tabl. I I , 2, 5), częściej
jednak bywa oddzielona jakimś elementem od niej,
tworząc zamniętą zupełnie w sobie całość (tabl. I I ,
6, 7, 13, 17. 19, tabl. I I I . 3, 17, 19, 20).
Przyglądając się tablicom I I i I I I można ogólnie
powiedzieć, że motywy ośrodkowe tu zestawione
zbudowane są na najmniej dwóch osiach symetrii,
a często na 4 i więcej.
W przeciwieństwie do tego ozdoby na tzw. „ko­
ronach" zbudowane są z reguły na jednej osi sy­
metrii, co w pewnej mierze wynikać może z kształ­
tu pola zdobniczego. Uderzającym jest to, że zdobi­
ny występujące na „koronie" posiadają jako mo­
tyw zdobniczy głównie ornamenty roślinne, których
nie ma na innych okuciach. Podstawowym, moty­
wem jest tutaj gałązka najczęściej z elipsowatymi
listkami, wyrastającymi parami (tabl. I V , 1 — 8,
10, 12, 13, 15, 19 — 23) względnie pojedynczo (tabl.
IV, 9, 11, 14, 16, 18, 24). Czasem zamiast listków
spotyka się jak gdyby kolce czy igły (tabl. I V ,
17, 21).
Na powierzchni korony znajdują się dwie (tabl.
IV, 1 — 16), trzy (tabl. I V , 17 — 21) a nawet
cztery gałązki (tabl. I V , 22).
Jeżeli jest ich dwie, wówczas mogą być one umie­
szczone od siebie w pewnym oddaleniu, bądź roz­
chylając się k u górze na zewnątrz (tabl. I V , 1—12),

�bądź też przeciwnie, nachylając się k u sobie (tabl.
IV, 13 — 15). Czasem zdarza się, że gałązki wycho­
dzące mniej więcej z jednego punktu wychylają się
silnie na boki (tabl. I V , 9 — 11), przechodząc
w układ prawie poziomy (tabl. I V , 12). W zdobi­
nach, składających się z 3 gałązek jedna ułożona
jest na osi symetrii, dwie zaś pozostałe po bokach.
Gałązki boczne są z reguły górą na zewnątrz w y ­
chylone. Spotyka się też wypadki schodzenia się 3
gałązek w jednym punkcie u dołu (tabl. I V , 18).
Przy układach złożonych z trzech gałązek zdarza
się niekiedy, że niewszystkie gałązki wykonane są
w ten sam sposób. Naprzykład na tablicy I V r y ­
sunek 21, gałązka środkowa i jedna boczna posia­
dają kolce czy szpilki, podczas gdy druga boczna
zaopatrzona jest w elipsowate listki. W wypadku
gdy ,.koronę" zdobią cztery gałązki, to schodzą się
one parami w kształcie litery „V" (tabl. I V , 22).
Wyjątkowo na jednej z „koron" zanotowano
ornament roślinny, zbudowany bez osi symetrii,
składający się z k i l k u gałązek, ułożonych ukośnie
w jednym kierunku (tabl. I V , 24).
Pola między gałązkami są albo puste (tabl. I V ,
1, 9, 10, 16 — 18, 22) albo też wypełniają je jakieś
dodatkowe ozdoby jak gwiazdki pojedyncze (tabl.
IV, 3, 19, 24) lub ułożone w różne motywy (tabl.
IV, 2 — 8, 11 — 13, 15, 20, 21, 23, 24). Czasem
zdarza się, że oprócz lub zamiast zdobin występują
też t u daty wykonania wozu (tabl. I V , 2, 6, 13,
15 — 18, 23) lub inicjały (tabl. I V , 14, 15). Rzadko
ornament rośliny wypełnia w całości pole zdobni­
cze. Przeważnie jest ono bądź jednostronnie bądź
dwustronnie obrzeżone szlakiem ornamentu geo­
metrycznego. Wzdłuż prostego boku „korony" jest
to najczęściej pas złożony z trójkątów łuków, elips.
Na niektórych bogatszych okuciach pas ten składa
się z k i l k u biegnących równolegle układów zdobin
(tabl. I V , 3, 9, 11, 12). Na przeciwległym brzegu,
zwłaszcza w koronach zębatych, dla podkreślenia
formy wybijane są przeważnie pasowe u k ł a d y zło­
żone z łuków (tabl. I V , 1, 10, 11, 12, 22, 24) lub kro­
pek (tabl. I V , 8, 19). W jednej z „koron" o. pięknie
rozwiniętym potrójnym w y k r o j u zębów
zwraca
u w a g ę bardzo trafne wypełnienie ich powierzchni
przy pomocy czteropromiennych gwiazdek
(tabl.
IV, 9). Zdarzają się „korony", których pole zdobni­
cze podzielone jest kreską poziomą na dwie mniej
więcej równe części, przy czym jedna wypełniona
jest ornamentem druga zaś przeznaczona na datę.
(tabl. I V , 6, 23).
Obok „koron" o przeważnie roślinnym ornamen­
cie spotyka się też i „korony" o motywach wyłącz­
nie geometrycznych. Występują one jednak dale­
ko rzadziej niż poprzednie. Zestawiono je na tabli­
cy V. W „koronach" tego typu przeważa ornament
o układzie pasowym. Wzdłuż prostego brzegu w i t -

10

11_

13

14

16

1?

T A B L I C A

III

�в 01 W &lt;У&gt; о*

л о -ОчО
f0 Ф W
л «с и n &amp; to ! _' ctH
NЛ • •
P-N В — В) С
fccttacj. H-NBct
04&gt;
ДВ
ct го
P
ч и н а a
p&lt;4
04 n в Ж роч _ 00
нчо
=3 •
У O.S » » d S O K U ЯО ctM 3 top- vo
Ф «&lt;D lb ct
tj. p.(n Oh*

o
o

17°

°

Ł"———-J

ok „ - „ d e

15

14

j

T

T

O

r / % &gt;
i6

17

19

20

*5 Ł ° ć

23

30

T А В L 1С А

IV

21

^

24

я&gt; о о.оь
...
ający się
р ' о Ф*чбBн O
-Caо» ар»нcР-р
'В
t 3п Sd-tr
o i )а4и-0 er
&gt;о
ltd W
•tłocr
и- o n&gt;даа н- &lt;5 a
где о
о р w9 Q •
=
J a d ó w różн й о norodnych elementów. Zazwyczaj ostatni z tych
częściowych pasów, zamykający szeroki szlak od
środka „korony" składa się z łuków, przeważnie
podwójnych (tabl. V, 1 — 4). W miejscach łączenia
się półksiężyców, czyli w punktach przewężenia,
znajdują się znane nam już z poprzednich tablic,
elipsowate ozdoby, ułożone dłuższą osią prosto­
padle do biegnących łuków, wypełniające
lukę
między nimi (tabl. V, 1—4, 9). Na zakończeniu tych
elips znajdują się 2 łuki dodatkowe (tabl. V, 3, 4)
albo wąskie t r ó j k ą t y (tabl. V, 2), k t ó r e rozchylają
się silnie od środka na boki. W polu między nimi
jest albo jeszcze jeden taki sam trójkąt (tabl. V,
2, 3) albo kropka (tabl. V, 4). Czasem te dodatkowe
ozdoby nie dochodzą do elipsy lecz przeciwnie leżą
z dala od niej (tabl. V, 1). Ozdoba ta w całości, t j .
pas łuków oraz elipsa razem z wystającymi z niej
łóżkami, robi wrażenie jakiś jakby wisiorków
przewieszonych na długich falujących
się festonach. Podobne jak i w koronach o motywach roś­
linnych tak i tu oprócz zdobin spotyka się też i da­
ty, które zazwyczaj występują w pasie, biegnącym
wzdłuż prostego boku „korony" (tabl. V, 7, 8) a nie­
kiedy nieco od niego odsuniętym (tabl. V, 11).
W przeciwieństwie do tego drugi brzeg posiada
wąski, lekki, szlak, złożony z podwójnych łuków,
podkreślających kształt okucia (tabl. V, 1 — 4,
7 — 10). Niezbyt często występuje
pojedyncza
„gwiazda" jako jedyny motyw na tarczy w i t k i
(tabl. V, 5 — 7). Gwiazdy te podobne są do zna­
nych nam „gwiazd" w i t k i środkowej. Jeśli idzie
o pokrycie regularne j a k i m ś motywem geometry­
cznym całej powierzchni „korony", to takie w y ­
padki są raczej w badanych okuciach niezwwkle
rzadkie i równocześnie zupełnie dla wozów „ma­
kowskich" nietypowe (tabl. V, 10 — 12).
Motywy geometryczne są jedynymi jakie spoty­
ka się na wydłużonych częściach okuć wozów
„makowskich'. Nie da się przy tym. mówić o osiach
symetrii, gdyż co najwyżej jest ona jedna, przecho­
dząca wzdłuż pasa przez środek motywu, połowią­
ca go na dwie części równoważne, odpowiadające
sobie nawzajem. T a k ą właściwość mają jedynie
motywy pasowe dwustronne np. (tabl. V I , 8, 14,
23, ltd). W układach pasowych, biegnących w kie­
runku prostym daleko ważniejszym od osi symetrii
jest r y t m czyli fala, powtarzająca się stale. I m ona
jest krótsza i mniej skomplikowana, t y m motyw
jest bardziej zwarty i wyraźniejszy. Z m o t y w ó w
geometrycznych do rzadkości należą układy ułożo­
ne z p u n k t ó w (tabl. V I , 1), czy kółek przekreślo­
nych (tabl. V I , 18). Również bardzo rzadko samo­
dzielnie występuje linia prosta, jako motyw mało
ozdobny (tabl. V I , 2). Częściej stosowana jest linia

�zygzakowata (tabl. V I , 3, 12). Obydwie te linie:
prosta i zygzakowata służą jednakże, jak to już
poprzednio było omówione, do podkreślania formy
samego okucia. W t y m celu stosuje się je przede
wszystkim do obrzeżania układów pasowych. Dość
częstymi zjawiskami są dwie linie równoległe do
brzegów, między k t ó r y m i znajduje się jakiś motyw
prc.sty (tabl. V I , 5 — 8, 14, 22, 23 itd.) względnie
bardziej skomplikowany (tabl. I X , 2, 7, 13 itd.).
Z linii prostych powstają jeszcze takie motywy
jak skośna kratka o oczkach drobnych, w formie
rombu, (tabl. V I , 5), czy większych, również rom­
bowych, ale z uciętym jednym narożem (tabl. V I , 6),
względnie krzyżyki, wyglądające jak duże ,,X''
(tabl. V I , 7). Podobne do tego ostatniego motywu
są krzyżyki utworzone z bardzo maleńkich łuków,
przypominające w całości pajączki, (tabl. V I , 8).
Obydwie jednak te formy są na ogół rzadkie. T r ó j ­
kąty układają się w sposób klinowaty, zazębiający
się. Między szereg trójkątów ułożonych podstawa­
mi na jednej linii prostej wsuwa się od strony
przeciwnej drugi, tak samo zbudowany (tabl. V I .
10 — 12). Kwadraty, a właściwie romby układane
mogą być albo dłuższą średnicą prostopadle do bo­
ków (tabl. V I , 14), albo równolegle (tabl. V I , 15).
W jednym okuciu dodatkowo obok rombów wymia­
tanych głębiej z jednej strony, pola między nimi wy­
pełnia elipsowata zdobina, złożona z 2 małych łu­
ków. Pola te zamknięte są g r u b ą linią zygzakowatą,
składającą się z kątów. Te same kąty po przeciw­
nej stronie pasa środkowego wypełniają pola mię­
dzy rombami (tabl. V I , 16). Na jednym jedynym
okuciu znaleziony został ornament ułożony z nie­
zbyt foremnych połówek elips (tabl. V I , 17).
Dużo stosunkowo m o t y w ó w spotyka się zrobio­
nych z różnorodnych gwiazdek (tabl. V I , 19, 20,
22, 24), występujących nieraz jako samodzielna
ozdoba, podobnie zresztą jak i elipsy
powstałe
z 2 ł u k ó w prostych, czy też o ząbkach ostrych
względnie okrągłych (tabl. V I , 21, 23).
Częstą ozdobą spotykaną na okuciach wozów
„makowskich' jest linia łamana. Zestawione różne
kombinacje m o t y w ó w na tablicy V I I dają przegląd
najważniejszych układów, których częścią podsta­
wową jest właśnie owa linia zygzakowata. Pow­
stać ona może dwoma sposobami po pierwsze albo
przez wtłaczanie k ą t ó w w żelazo tak, że linia ja­
ko całość jest wklęsła a powstałe w ten sposób po­
la w y p u k ł e (tabl. V I I , 2, 4, 6 — 10, 12 itd.) i od­
wrotnie kowal wgniatając trójkąt raz koło razu
otrzymuje w y p u k ł ą linię zygzakowatą,
zaś sam
trójkąt jest wklęsły (tabl. V I I , 5, 11, 13, 15). Jak
wynika z tabl. V I I linia zygzakowata może być
ujęta 2 liniami prostymi (tabl. V I I , 2, 4, 6, 11, 12
itd.) albo jedną, jeśli dochodzi z drugiej strony do
brzegu okucia (tabl. V I I , 3, 1, 7, 14, itd.), W wyjąt-

T A B L I С

Л

V

kowych tylko wypadkach nie ma ani jednej l i n i i
prostej, a wtedy albo obustronnie dochodzi do kra­
wędzi (tabl. V I I , 13) albo też tylko jednostronnie
(tabl. V I I , 9, 15, 17). Zasadniczo jednak jeśli tylko
w układzie pasowym występuje prócz l i n i i zygza­
kowatej jeszcze jakiś drugi element, wówczas pole
zdobnicze podzielone jest na dwie części linią pro­
stą, jedną część zajmuje linia łamana zaś drugą
pozostały inny motyw pasowy. Czasem szlak ozdób
jest złożony z więcej jak z dwóch pasów, wtedy
całe pole podzielone jest liniami prostymi r.a od­
powiednią ilość części składowych (tabl. V I I , 12).
Zdarza się także, że linia łamana jest utworzona
z wąskich odcinków jednostronnie ostro ząbkowa­
nych (tabl. V I I , 1, 3, 10), przy czym ząbki te mogą
być wszystkie na zewnątrz zwrócone (tabl. V I I , 1)
albo raz na zewnątrz raz do w e w n ą t r z (tabl. VII,,3),
albo też wszystkie do w e w n ą t r z (tabl. V I I , 10). Ta
wąska linia łamana występuje bądź to samodziel­
nie (tabl. V I I , 1) bądź to w połączeniu z linią ła­
maną gładką (tabl. V I I , 3) bądź też z półksiężycami
(tabl. V I I , 10).
Częstszą od opisywanej tu linii ząbkowanej jest
linia zygzakowata o krawędziach prostych (tabl.
V I I , 2), łącząca się chętnie z różnemi rodzajami łu­
ków. Łuki te są różne tak co do wielkości (tabl. V I I ,
11, 17, 18) jak i co do formy. Mogą one być g'ład-

31

�2

3

v &gt; S ? S ? S ^

&lt; x

x

4
x

x

&lt;

x

x

«деДОДОг

13

П

ДОлТдОД

-10

11

12

14

15

16

t f f ft

0®0®&lt;8К

ОООО

1?

18

19

Ф

-

T A B L I C A

#

#

£

#

22

21

32

Ш

о

с

о

23

о

о

о

о

20
с

о

с

^

V
24-

VI

kie, pojedyncze (tabl. V I I , 5) podwójne (tabl. V I I , 6,
12, 18, 19), wycinane ostro (tabl. V I I , 9) czy owal­
nie (tabl. V I I , 4, 20) albo kombinacje jednych
i drugich (tabl. V I I , 7, 10, 15). Ponadto łuki te
zwracają się raz końcami w stronę l i n i i zygzako­
watej (tabl. V I I , 5, 7, 11, itd) lub przeciwnie końce
skierowane są k u drugiemu brzegowi okucia (tabl.
V I I , 6, 9, 20). Czasem te łuki łączą się końcami ze
sobą tworząc zęby (tabl. V I I , 4, 7, 9 itd.) lub zamy­
kają między sobą pole przez co powstają jakby og­
niwa łańcucha (tabl. V I I , 8, 9), albo też są od siebie
z dala odsunięte a przestrzeń powstała w ten spo­
sób między niemi może być wolna (tabl. V I I , 5, 6.
15), względnie wypełniona gwiazdką (tabl. V I I , 11)
czy elipsowatą zdobiną (tabl. V I I , 16). Również
powierzchnie oddzielone linią falistą są puste (tabl.
V I I , 1 — 12), bądź posiadają punkcik (tabl. V I I ,
13 — 16) bądź też mały kąt (tabl. V I I , 17). Naj­
chętniej jednak u ż y w a n y m elementem zdobniczym
przez kowali z okolic Makowa jest motyw półksię­
życów. Jako zdobina występuje
ona
prawie na
każdym okuciu, pod różnymi postaciami i w naj­
rozmaitszych ułożeniach. Na opracowywanych 71

x

8

7

^ ^ ^ ж

x

wozów wszystkie, nawet o nieznacznych ornamen­
tach mają w swym zespole okuć zawsze jakiś mo­
t y w ułożony z półksiężyców. Układy tych łuków
mogą być proste i bardzo skomplikowane, co u w i ­
doczniają tablice V I I I , I X , X. Półksiężyce mogą
być małe, drobne, o gładkich krawędziach (tabl.
V I I I , 1. 2, 7), to znów duże (tabl. V I I I , 12, 17, 26)
albo jednostronnie o ostrych zębach (tabl. V I I I , 3,
13, 16). czy owalnych (tabl. V I I I , 5, 22). Niekiedy
łuki złożone są z niewielkich oddzielnych prostokącików (tabl. V I I I , 4) albo opartych na łuku (tabl.
V I I I , 6). Wszystkie te
wymienione półksiężyce
tworzą samoistne jednoszeregowe układy
(tabl.
V I I I , 1, 4) względnie podwójne rzędy jednakowych
ł u k ó w (tabl. V I I I , 7, 8), albo też występują w j a k i m ś
zestawieniu (tabl. V I I I , 5, 9, 10). Są także ornamen­
ty, złożone z 3 (tabl. V I I I , 11) i więcej szeregów
półksiężyców (tabl. V I I I , 13) ułożonych równolegle
nad sobą i zajmujących całe pole zdobnicze.
Łączenie półksiężyców z gwiazdkami czy styli­
zowanymi kwiatkami daje szereg bardzo interesu­
jących układów. Jednym z takich zestawień jest
gwiazdka, znajdująca się nad łukiem półksiężyca,

о

�(tabl. V I I I , 14). K w i a t k i b y w a i "
do wypełniania luk p o " '
stykającymi si^
półksiężycowy
cym dodatków
V I I I , 16 — 28).
16) albo rozetka
jest najczęstsze i
- z łuków
pojedynczych tabl
24, 26 — 28) lub
podwójnych (tabl. -*±, 22, 23, 25).
Łuki, przy których wiszą te ozdoby są zwrócone
końcami k u dołowi, tak, że dochodzą do środka zdo­
biny (tabl. V I I I , 17, 18, 20 — 22, 26), lub przeciw­
nie posiadają końce w y w i n i ę t e do góry, a w y n i k ł e
w ten sposób między wybrzuszeniami półksięży­
ców przewężenie, wypełnione bywa również opisy­
w a n ą wyżej zdobiną (tabl. V I I I , 19, 23 — 28). Cza­
sem między t y m i zdobinami dodatkowo umieszcza­
ne są jeszcze gwiazki (tabl. V I I I , 23) lub pod nimi,
w środku elips utworzonych z łuków (tabl. V I I I ,
27). Gwiazdki także wypełniają wygięcie półksię­
życów (tabl. V I I I , 21) a niekiedy ich miejsce zajmu­
je motyw złożony z 3 elipsowatych zdobin, wyglą­
dający jak trójlistna koniczyna (tabl. V I I I , 28).
,r

ch wozów „makowskich"
wielokrotnionych szereeżących łuków, częściej
ie innym zestawieniu,
- .П.. Łuki mogą biegnąć wzdłuż
. „ / . I okucia na kilka różnych sposobów, a więc
po pierwsze końcami zwrócone k u środkowi oku­
cia (tabl. I X , 1 — 11 tabl. X , 1 — 19), p o w t ó r e
częścią w y p u k ł ą do w e w n ą t r z a końcami ku bokom
okucia tabl. I X , 12 — 20), po trzecie i tak i tak tzn.
półksiężyce, leżące bliżej krawędzi skierowane są
ku n i m końcami, zaś pas w e w n ę t r z n y jest złożony
z łuków o końcach zwróconych do środka układu,
przy czym mogą one leżeć od siebie w pewnej od­
ległości (tabl. I X , 21), lub też dotykać się wzajem­
nie (tabl. I X , 22 — 26).
Oprócz tych spotyka się jeszcze zestawienia łu­
ków, w formie układów stojących naprzemianległych (tabl. I X , 29 — 32), polegających na tym, że
2 szeregi łuków zazębiają się wzajemnie za siebie.
Z innych u g r u p o w a ń należy wymienić jeszcze pół­
księżyce zwrócone prawie prostopadle do krawędzi
okucia, a wychodzące na boki z pasa utworzonego
z elips (tabl. I X , 33).

T A B L I C A

A / W

VII

Л Л Л Л /
4-

Л

Л

А

А

А

Л

ч

А

Л

А

А

А

/

8
з а о о о о о о о о с

10

11

12

19

20

IVAVAV 2
1?

18

�2

1

3
T

/"4

T

&lt;t*"""&gt;» &lt;t«nw&gt;)&gt; &lt;t* " &gt;;&gt;

10

13
o

o

' ^ ^ S ^
21

11

12

3&gt;&amp;Jł&gt;Si*il

z - ^ ^ x c ^ x

^^^^

14

15

16

18

19

f#(oPł

*®*®«0*

22

25.

34

Л

o

1?

T A B L I C A

4
«&lt;""Ч

23

24

28
VIII

Łuki mogą nietylko łączyć się końcami, ale tak­
że wzajemnie przecinać, przez co powstają owalne
i rombowe pola wewnętrzne, (tabl. I X , 34).
Owalne zdobiny w formie ogniw łańcuszka nie
muszą tworzyć jednej całości lecz mogą także być
przerwane i połączone jedynie jednym
łukiem,
drugi zaś ułożony jest do niego równolegle (tabl.
IX, 35).
Opisane tu dopiero co układy łuków występują
pojedynczo (tabl. I X , 1, 4, 5, 6, 12, tabl. X, 1 — 6,
8 — 10, 19) podwójnie (tabl. I X , 7,-13 —16 tabl. X,
7, 11 — 17) a nawet potrójnie (tabl. I X , 3).
Pola zawarte między łukami bywają puste (tabl.
IX, 1, 3, 12, 16, tabl. X, 1 — 7 itd.) albo też znaj­
duje się w nich jakaś ozdoba jak kropka (tabl. I X ,
9 tabl. X , 8), kółko (tabl I X , 5), drobne gwiazdki
różnego kształtu (tabl. I X , 6-8 tabl. X, 10, 11, 18, 19),
a nawet większe (tabl. I X , 10) elipsa (tabl. I X , 4,
tabl. X, 9, 13). Również wolne miejsca między dwo­
ma sąsiednimi łukami są wypełniane przez rozmai­
te elementy zdobnicze. Tu należy wyliczyć kółko
(tabl. I X , 2, 5), kropki pojedyncze (tabl. I X , 17)

i poczwórne (tabl. I X , 19), gwiazdki (tabl. I X , 18,
20, 30) elipsy pojedyncze, ułożone poziomo (tabl.
IX, 24), wzlędnie pionowo (tabl. I X , 11, 27 tabl. X,
14 — 17).
Niekiedy całe pole zdobnicze, znajdujące się mię­
dzy dwoma szeregami łuków wypełnione bywa ja­
kimś motywem, który powtarza się rytmicznie np.
kółko i gwiazda (tabl. I X , 28), albo rozrzucone łu­
ki, przegrodzone czteropromienna gwiazdą (tabl.
IX, 36).
Raz jeden tylko na wydłużonym okuciu wystą­
pił motyw roślinny w kształcie gałązki o owalnych
listkach powstałych z dwóch małych łuków. Listki
te, osadzone na niewielkim ogonku, wyrastającym
z głównej gałązki są ułożone wobec niej asyme­
trycznie (tabl. X, 20).
Pasowe części okuć wozów „makowskich", po­
siadają obustronnie krawędzie z ą b k o w a n e mają
nadzwyczaj trafne rozwiązanie powierzchni przy
pomocy zdobin uwypuklających jeszcze ich kształt.
Miejsca szersze wypełniają albo łuki pojedyn­
cze (tabl. X I , 1, 2) lub podwójne (tabl. X I , 3), ale

�I

4«»

О

1

о

* * * *

О

о

o _ o

о

с

o

o

&lt; v

o .

8

t t E :

13
•

•

•

•

•

Ф

1?
N*-^ &gt; W

ф

U

U

10

11

12

14

15

16

19

20

Ф

4

18

SM./ &gt; « W - W

kM&lt;

S228?55

••••

25

29

зз

D

c

o

o

22

21
*»• •

U

SO

fggggg

c

&gt;

A

e

j

24

Ч Г о о Г
28

2?

frg

34

o

23

26

30

c

w&gt;«^

»

»

31

35

»

32

tS/&gt;i

K

:

«

�4

coocoo
ооооос

5

C

C

O

V"N

O

O
f~z

8

^^^^^аШ^ ^^^^^^^^^^^^

10

ii

12

16

4

1?
T A B L I C A

36

18

20

X

przede wszystkim znane z witek środkowych i „ko­
ron" czteropromienne gwiazdki (tabl. X I , 4 — 9).
Na przewężeniach nie ma bądź to nic (tabl. X I ,
1, 2, 4, 10), bądź też znajduje się jakaś zdobina jak
elipsa pozioma (tabl. X I , 5), gwiazdka (tabl. X I , 6),
łuki ułożone równolegle do wycięcia (tabl. X I ,
7 — 9). Inaczej ozdobione jest okucie naznaczone
na tablicy X I , 10. Rozszerzoną część wypełnia t u
motyw z 3 elips. Całość przypomina u k ł a d e m t r ó j listną koniczynę. Ponieważ następne pole zostało
przepołowione a zatym przedzielono również i sa­
mą zdobinę.
Zestawiając razem ze sobą motywy, znajdujące
się na różnych okuciach na wozach „makowskich"
zauważa się, że na jednym i t y m samym wozie
mogą one być albo różnorodne albo też jednakowe.
Częściej zdarza się jednak wypadek pierwszy, tzn.,
że motywy zdobiące poszczególne okucia są roz­
maite.
Na zebranych wozach znajdujemy daty począw­
szy od roku 1901 poprzez wszystkie prawie lata
następne aż do 1947 r. Jest to więc sztuka żywa,
nie ma mowy o jakimś zanikaniu tej gałęzi zdob­
nictwa ludowego. Każda wieś, w której były prze­
prowadzane badania, ma kowali robiących okucia

ozdobne wozów do dnia dzisiejszego, jednakże niewszyscy oni cieszą się jednakowym uznaniem i po­
wodzeniem.
Z 71 wozów o 53 wiadomem jest skąd pochodzą,
tzn. gdzie te okucia były wykonane, a z tych 37 jes;
autoryzowanych. Kowale pochodzą z Sidziny
(Ziembański Paweł, Wojtusiak Franciszek. Jaro­
min Kazimierz, Dyndes Stanisław, Szynurdziak
Kazimierz), Bystrej (Dziegciowski Stanisław, Ma­
ciaszek Stanisław, Skupień Stanisław, Chłopciaś
Jan, Jabcon Jan), a przede wszystkim z Makowa
(Nosalik Grzegorz, Pitek Jan i Szewczyk Michał).
Z sidzińskich kowali najwybitniejszym jest
Ziembański Paweł, posiadający narzędzia—stem­
ple, wykonane według własnego pomysłu. Uczył on
się kowalstwa u swego ojczyma, k t ó r y zdobył t ę
.wiedzę na Węgrzech. Okucia wozów Ziembańskiego są różnorodne, obok zupełnie prostych moty­
w ó w na jednych wozach, spotyka się bardzo skom­
plikowane na innych. Stosuje również motyw r o ś ­
linny, gałązkowy na „koronach",
choć
rzadko.
Bardziej charakterystyczny
od ornamentu
jest
kształt okuć. Dla Ziembańskiego typową jest for­
ma w i t k i środkowej w postaci tarczy „gwiaździ­
stej" o ściętych narożach.

�O innych kowalach z Sidziny trudno coś bliż­
szego powiedzieć, gdyż za mało jest materiału. To
samo można powiedzieć i o kowalach b y s t r z a ń skich. Charakterystycznym dla nich jest motyw
roślinny 2 i 3 gałązkowy na trapezowatej „koro­
nie" o bokach równych. Na okuciach wozów robio­
nych przez kowali w Baczynie, Jachówce, K o j szówce, Jordanowie, Białej, Skawicy również w y ­
stępują te gałązkowe układy, ale na „koronie" jed­
nostronnie ząbkowanej.
Okucia wozów wykonanych w Makowie odzna­
czają się wielkim bogactwem o r n a m e n t ó w oraz
„gwiaździstą" formą witek środkowych i ząbkowa­
n y m i dużymi „koronami". Dla kowala makowskie­
go Grzegorza Nosalika charakterystyczny jest orna­
ment pasowy złożony z wypukłej l i n i i zygzakowa­
tej i w y p u k ł y c h p u n k t ó w leżących między zagię­
ciami l i n i i . Motyw ten występuje na każdym w y ­
konanym przez niego zespole okuć. Oprócz tego na
„koronach" o motywach geometrycznych w y s t ę p u ­
ją u niego elipsowate wisiorki u festonów.
Drugim kowalem makowskim jest Pitek Jan.
Cechą wyróżniającą jego wyroby jest kształt gwiaz­
dy na witce środkowej w formie poczwórnej pętli­
cy, k t ó r ą też ozdabia swe wozy trzeci kowal z Ma­
kowa, Michał Szewczyk. Różnica między t y m i
dwoma ostatnimi polega na innym wykonaniu
ozdób na „koronach". Podczas gdy Pitek zdobi swe
pięknie ząbkowane korony motywem roślinnym,
gałązkowym, Szewczyk stosuje t y l k o ornament ge­
ometryczny.

TABLICA

XI

Zestawiając ze sobą żelazne okucia wozów „ma­
kowskich" tak pod względem kształtów jak i w y ­
stępujących na nich o r n a m e n t ó w z innymi znany­
m i już z literatury a więc: żywieckimi, śląskimi
i bocheńskimi oraz z bogatym zbiorem materiałów
zgromadzonych w Sekcji Zdobnictwa
Państw.
Inst. Bad. Szuki Ludowej dochodzimy do n a s t ę p u ­
jących w y n i k ó w : okucia wozów „makowskich" od­
różniają się od innych jedynie formą „gwiaździ­
stą" w i t k i środkowej i ząbkowaną „koroną" nie
spotykaną dotychczas nigdzie poza okolicami Ma­
kowa. Pozostałe formy tych okuć, a więc okrągłe,
owalne w i t k i środkowe czy prostokątne „korony"
występujące także w wozach makowskich są pow­
szechne w innych okolicach. Jedynie p e w n ą odmia­
ną w kształcie tarczy w i t k i środkowej charaktery-

żują się wozy z Wilamowic w powiecie bialskim.
Zdobiny i motywy znajdujące się na okuciach
wozów makowskich nie różnią się niczym zasadni­
czym od zdobin spotykanych na terenach sąsied­
nich. Motywy i rozwiązania ornamentalne, z oko­
lic Makowa występują również na okuciach wozów
śląskich, żywieckich, czy też z południowych ob­
szarów etnograficznych ziemi krakowskiej.
Widać z powyższego, że tereny karpackie i pod­
karpackie stanowią jeśli chodzi o zdobnictwo okuć
na wozach obszar mniej więcej w y r ó w n a n y . Istot­
ne różnice w sposobie traktowania ornamentu w y ­
stępują dopiero w północnych częściach Krakow­
skiego a zwłaszcza koło Zawiercia, Włoszczowej,
Miechowa i w okolicach dalej w kierunku północ­
no - wschodnim położonych.

PRZYPISY:

-) M. Gładysz: Zdobnictwo metalowe na Śląsku,
Kraków 1938
3) R. Reinfuss: O wozach kutych ozdobnie, Orli
Lot r. X X I nr. 7/8 Kraków 1947.

*) К. Homolacs: Budowa
barw. Kraków 1930.

ornamentu

i

harmonia

�ОКОВКА ВОЗОВ В О К Р Е С Н О С Т Я Х МАКОВА
Ч. I I .
()ковка возов в окресностях Макова отличается не только богатством формы, но и богатством
орнамента. Встречающиеся здесь мотивы оковки — преимущественно геометрической формы. Об­
разцы выдавливаются техникой тиснения, при помощи железных приборов, называемых штам­
пами. Образцы выдавливаются уже на готовой оковке, холодной или раскаленной. Элементами
украшения оковки возов, чаще всего встречающимися в окресностях Макова,
являются:
прямая
линия, извилистая, волнообразная, точка, кружок, треугольник, но наиболее рас­
пространены всякого рода дуги, что прекрасно иллюстрируется прилагаемыми таблицами от I
до X I . Орнамент на повозках в окресностях Макова распределен таким образом, что он под­
черкивает и выделяет характер самой формы ок &gt;вки. Чаще веете украшается находящаяся на од­
ном из средних колец четырехконечная звезда, которую иногда окружает еще ряд добавочных
украшений. На втором среднем кольце, в противоположностьпервому, геометрический мотив за­
меняется растительным, состоящим из нескольких веток. Равным образом и на этом кольце
встречается добавочно дата приготовления оковки или инициалы. На продолговатых оковках
применяется симметрическое распределение полосок с одними только геометрическими мотива­
ми. Не все кузнецы, до нынешних дней выделывающие оковки с украшениями для
возов, поль­
зуются одинаковым успехом. Наиболее широко распространены возы, сделанные кузнецами из
Макова, что свидетельствует о большой популярности этого центра. Сравнивая оковку
возов в
окресностях Макова с оковкой в соседних районах, можно заметить, что существующая между
ними разница заключается прежде всего в различных формах двух средних колец, в то время как
орнамент в карпатских и прикарпатских районах остается более или менее одинаковым. Суще­
ственные особенности наблюдаются лишь в северных районах Краковского воеводства.
F E R R U R E S D E S C H A R S DANS L A C O N T R E E D E MAKÓW
II-me Partie
Les ferrures des chars dans la con tree de Maków se distinguent par une richesse de forme egale
a celle de l'ornement. Les motifs de ces ferrures sont principalement geometriques.
Les dessins
sont marteles a l'aide d'instruments speciaux, repousses a froid ou au brulant sur la ferrure deja prlete.
Les elements de l'ornementation qu'on rencontre le plus souvent dans les ferrures dans la contree de
Maków sont: la ligne droite, la ligne en zygue-zague, la ligne ondulee, le point, et les triangles;
mais les plus communs ce sont toutes sortes d'arcs, chose parfaitement bien illustre dans les tables
I — XI.
L'ornement des chars dans la contree de Maków est combine de facon a souligner et faire ressortir
le caractere de la forme mane de la ferrure. On voit le plus souvent dans un des anneaux du milieu
une etoile a quatre rayons entouree d'une serie d'ornements ajoutes.
Dans le second anneau du
milieu, le motif geometrique est remplace par un motif de plante compose de quelques branches.
On trouve aussi dans cet anneau la date de Гехё cution de la ferrure ou bien des initiales. Sur les
ferrures oblongues on remarque des arrangements rhytmiques de bandes aux motifs exclusivement
geometriques. Parmi les forgerons qui jusqu'a aujourdhui executent les ferrures de chars, tous
ne jouissent pas de la meme reputation. Les chars executes par les forgerons de Maków se rencontrent
sur la plus grande etendue de terrain, chose qui prouve la force d'attraction de ce centre. Quand
on compare les ferrures des chars de la contree de Maków avec d'autres des terrains voisins, on
remarque que les differences principales consistent dans la diversite de forme des deux anneaux du
milieu, tandis que l'ornementation est plus ou moins uniforme dans la region des Carpathes et la
contree adjacente. Les differences
essentielles apparaissent manifestemont dans la partie Nord
du Palatinat de Cracovie.
C A R T IRON - BINDINGS IN T H E REGION O F MAKÓW
Part TI
The cart iron - bindings in the region of Maków have a great richness of form and of ornament.
The motifs one sees on the iron-bindings are mostly geometrical. The resigns are executed w i t h
a technique of stamping, and the special iron tools nsed are called: stamps. The designs are pressed cold
or hot, on ready iron-bindings. The ornamental elements one sees most often on the cart ironbindings i n the region of Maków are: the straight line, the zig-zag, the wave-line, the dot, the
circle, and triangles; but the most common are all sorts of arcs, as best illustrated on the tables
I — XI.
The ornament of the carts i n the region of Maków is designed so as to underline and give convexity
to the form of the iron-binding itself. One finds the most common ornament in one of the middle rings,
a star w i t h four rays, sometimes surrounded by a whole series of additional minor ornaments. On the
second middle ring, i n contrast to the first one, a plant design composed of a few branches takes the
place of the geometrical one. Sometimes, there is also to be found on this ring the date of the making of
the iron-binding or initials.
Adapted to the oblong iron-bindings, are rhythmical arrangements of stripes of exclusively geometrical
design. Not all the black-smiths busy nowadays w i t h the making of iron-bindings are in the same
demand. Carts made by the Maków black-smiths spread on the widest area what proves the at­
tractive influence of this centre. When comparing the cart iron-bindings in the region of Maków
w i t h others from the adjoining areas one remarks that the difference between them chiefly consists
in the various forms of the two middle rings, while the ornament is more or less standardized
in the Carpathian and in the sub-Carpathian area. Essential differences first appear in the Northern
part of the Cracow Palatinate.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9875" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9853">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8799f08819d026a3fe7cb3cfdf5a0475.pdf</src>
        <authentication>35fef137b77a93615f3fa2351bfbe6e3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117531">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3843</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117532">
                <text>1948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117533">
                <text>kowalstwo ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117534">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3603</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117535">
                <text>Okucia wozów z okolic Makowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1948 t.2 z.11-12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117536">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1948 t.2 z.11-12; s.27-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117537">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117538">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117539">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117540">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117541">
                <text>OKUCIA WOZÓW Z OKOLIC MAKOWA
CZĘŚĆ I.
ANALIZA FORM

ZOFIA

(c z a s i e
dzonych przez
Instytutu
na
i

poszukiwań

Sekcje

Badania

znacznym

Sztuki

ornamentowania

i

inne

nym

żelaznych

zdobione

części

z

Z

i bogatym

i

nagromadzonego

że na terenie

pod

względem
i rodzajem,
Grupy

centrami

w 212

stanowią

dają

obejmującego

krakowskiego

wozów

układają

się m i ę d z y

sobą

poszczególnych
s i ę na n i c h

się z w y k l e powiązać

niniejszej

Makowa

pracy

jest

Jordanowa,

itd., k t ó r e
Cechą

jącego

dyszel

bardzo

często w wozach

i śnicę,

z pewnymi

w

analiza

Bystrej,

skrócie będę

nazy­

charakterystyczną

z Makowa i

tej

obejmu­
się

miejscowości

wymienionych.

głównie

na

przedniej

dyszlu i tzwspotykany

r y c . 1. J a k
nas

okuć

Sidziny,

( r y c . 1, 8) p o w t a r z a j ą c y

Okucia ozdobne w y s t ę p u j ą

ce

części

ornamen­

g r u p y jest k s z t a ł t p i e r ś c i e n i a ś r o d k o w e g o ,

na

sic
tak

kowalskimi.

„makowskimi".

okuć

zdob­

miejscowościach

województwa

kształtów

Przedmiotem

wyżej

zaś

artystycz­

ludowego

materiału,

znajdujących

zdobionych z okolicy
Osielca,

czasem

dzięki

ornamentom

ozdobne okucia

jak

wać

dyszla,
te

pewne grupy, które różnią

tów.

przy

Małopolsce.

kieleckiego

w

zwyczaj
wozach.

dziedzin

596 o k u ć w o z ó w , z e b r a n y c h
wynika,

krakowskiego

okuć

Okucia

ciekawszych

nictwa w

stwierdzono

dzisiejszego

są okucia

żelazne.

kształtom

jedną

Ludowej,

do d n i a

prowa­

Państwowego

obszarze w o j e w ó d z t w

kieleckiego ż y w y

Przeważnie

terenowych,

Zdobnictwa

CIEŚLA-REINFUSSOWA

części

śnicach.
na

tych

w okolicach
wozu,

a

Najpełniejszy
częściach

skupiają

się przede

zespół

przedstawia

widać z załączonej ilustracji

okucia

Makowa

mianowicie

interesują­

wszystkim

na

f2 a 27

�T ABLICA

I

9

10

k o ń c u dyszla i w miejscu jego osadzenia w
Takie

rozmieszczenie

wynika

ze

względów

tech­

cową

a

najwięcej

(ryc.

narażone

na

końcu

dyszla

1) w ą s k i e j , p r o s t o k ą t n e j
hakowatego

rzchnię

blachy

3) d o l n e g o

wymagają

6a,

wzmocnienia.

Okucia na

2)

uszkodzenia

wyrostka,
zwanego

składają

się z 4

blachy górnej
sterczącego
tu

( r y c . 1, 3),
nad

,,kaczka"

okucia, o d p o w i a d a j ą c e g o

części:

(ryc.

blasze

( n i e w i d o c z n e g o n a r y c . 1 i 4) p i e r ś c i e n i a ,

powie­
1, 2 ) ,
górnej

obejmują-

cego k o n i e c d y s z l a w r a z z b l a c h a m i z w a n e g o

„koń­

witką"

( r y c . 1). D r u g i

jący się u nasady dyszla

nicznych, g d y ż oba w y ż e j w y m i e n i o n e p u n k t y j a k o

specjalnego

28

śnicach.

mianowicie: z 4 pierścieni
1, 5, 7, 8, 11), d w ó c h
6b),

nazwie,
samym

ozdoby
a

w

leżącej

między

9,

okuć,

znajdu­

zwanych

„witkami"

blach bocznych

formie

iglicy

o

blachami

( r y c . 1,

nieznanej
bocznymi

w i e r z c h u d y s z l a , ( r y c . 1, 4) o r a z h a k a ,

ż ą c e g o do zawieszania
1,

zespół

złożony b y w a z 9 części;

10).

Jako

,-wagi" czy „ p ó ł w a ż k a "

ostatnie

blachy wzmacniające

okucie

drewniane

należy

mi
na
słu­
(ryc

wymienić

ś n i c e ( r y c . 1, 12a,

b).
Hak

stanowi

punkt

graniczny,

rozdzielający

�TABLICA

wszystkie p i e r ś c i e n i e na d w i e części w ten
że znajdujące
zywają
w

się „ w i t k a m i

tyle „ w i t k ą
Pierwszy

(ryc.

poza

poprzed

1, 7 ) , k t ó r y
i

„witka"

jeszcze

leżąca

bocznych
dodatkowe

śnice

również
posiada

z

dyszlem

dolny
poza

określenie

koniec

„skupienie

„iglicy",

okuwane.

5 w i t e k i blachy boczne a nie

inne

w

znów

mają

„iglicę"

bez

ma­
blach

nie

znaj­

ani drugiego t y l k o same

witki

l i c z b i e 4, w ł ą c z a j ą c

sych,

których

w to j u ż pierścień

s i ę czasem w ó z k i o dyszlach

posiadających

zaledwie

końcowy.

prawie

bo-,

dwie witki,

a to na

k o ń c u dyszla i w miejscu jego osadzenia w

śnicach.

Różnice występujące

w sposobie o k u w a n i a

dysz­

la i l u s t r u j e p o n i ż s z a t a b e l k a , u w z g l ę d n i a j ą c a

tylko

żelazne

Nie wszystkie w o z y są jednako bogato

zaś i takie, w

dziemy ani jednego

mianem

z dyszlem".

Jedne posiadają
ją

zaś

bocznych- b y w a j ą

Zdarzają

związujący

obejmuje

blach

hakowi",

na­

hak".

pierścień,

„iglicy"

śnica

sposób,

się od niego k u p r z o d o w i dyszla

II

witki,

blachy

te c z ę ś c i , k t ó r e j a k h a k
widzenia

technicznego

w

wozie.

każdym

i

„iglice",

pomijająca

lub „kaczka"
niezbędne

'

zaś

są z punktu
i

występują
29

�występ.

Nazwa

okucia

Witka
(ryc.

końcowa
l-l)

Wilka

Jak

tabelki

47

Przystępując
dyszla

68

7)
środkowa

3

(ryc

fryc.
Blachy
Iryc.

boczne

22

1,
2)

ma

okuć

tzn: witki

stał

„makowskiego"

zasadniczo

środko­

się p o d s t a w ą
od

formę

6-cio

boku

o k o ł o 10 c m , k t ó r e g o

wierzchołki

wydłużają

się,

do

innych.

dwa

tworząc

dyszel i śnice. B o k i tego

sześ-

c i o b o k u s ą c z a s e m p r o s t e ( t a b l . I . 5), z w y k l e j e d n a k
mniej lub więcej

„Iglica"
(ryc.
1-4)

20

r

57

14

()()

)

&gt;l

1»

w k l ę s ł e (tabl.

I. 6 —

14), o n a r o ­

ż a c h o s t r y c h ( t a b l . I . 5, 6, 7, 8) n i e k i e d y n a r o ż a t e s ą
ścięte

Snicc
1-I2(i.

1 —

charakterystycznego

kształt

ośrodku

obręcz, obejmującą

4&lt;)

(ryc.

b).

umiarowego o przekątni

b)

przewa­

dyszla (ryc. 1 —

„makowskich"

ten

przeciwległe

l~(,a,

(ryc.

końcu

najbardziej

8). J e j

wyodrębnienia

71

I - 11)

od

1 —

Pierścień
ostatnia

zdecydowaną
z 4 witek

do o p i s u f o r m p o s z c z e g ó l n y c h

zacznę

elementu wozów

OH

J-ti)

Wilka

wynika

zespół okuć złożony

i ś n i c a c h ( r y c . 1 — 12a,
24

wej
Wilka
iryc.

z tej

gę ma

7, 8, 11) o r a z b l a c h y n a

środkowa
I

wysl.

71

Wilka
mula
fryc.
!-•&gt;)

(ryc

nic

pojedynczo (tabl.

wójnie

(tabl.

I . 14),

I . 10 —

rzadziej

13), t o z n ó w

bywają

pod­

zaokrąglone

( t a b l . 1. 9).
Blacha
(ryc.

końcowa
I - 'i)

Z d a r z a się r ó w n i e ż , przez dalsze p o m n a ż a n i e

przy­

biera postać tarczy okrągłej

otoku

( t a b l . I . 15,
Jak

z

załączonego

zestawienia

wynika

najczę­

s t s z y m i o k u c i a m i są d w i e w i t k i na k o ń c u i u
dy

dyszla,

po

nich

idą

dwa

pierścienie

nasa­

środkowe

( r y c . 1 — 7, 8) a n a s t ę p n i e b l a c h a k o ń c o w a i ś n i c e .

wy­

cięć, że zaciera się k s z t a ł t p i e r w o t n y i w i t k a

Obok

16).

tych,

nazwijmy

je,

ścieni spotyka się r ó w n i e ż
i witki

o ząbkowanym

owalne podłużnie

„gwiaździstych"
na

omawianym

pier­
terenie

( t a b l . I . 2) w z g l ę d n i e

p r z e c z n i e ( t a b l . I . 3), k o l i s t e ( t a b l . I . 4) c z y

też

po­
zu­

S t o s u n k o w o dość r z a d k i e są b l a c h y boczne i ,,iglice"

p e ł n i e p r o s t e w k s z t a ł c i e o b r ę c z y ( t a b l . I . 1). J e d n a k

Oba

te

ostatnie te f o r m y

przy

bardziej

ozdobnych

razy

zdarzyło

się,

na

ostatnie

d y s z l u bez

okucia

że

zwykle

występują

wozach.

„iglice"

razem,

Zaledwie

pojawiły

się

i „iglic"

jest

k t ó r a je obejmuje

witka

i u m a c n i a na

Jeśli chodzi teraz o k w e s t i ę
pewnymi

mała

zespołami,

tłumaczy poniższa

to

to

(ryc.

struje

same

blach bocznych i odwrotnie. W

s ł y m z w i ą z k u i u z a l e ż n i o n a od w y s t ę p o w a n i a
bocznych

kilka

Na

to

okuć

okuć

Wszystkie
lazne

dyszlu

owalnych

13

18

okrągły,!,
obręczy

7
3

10

Brak

lego

części

mówi

%

11)

j witek-i-blachy
-f- blachy

boczne

końc.

- f

zauważyć

nych

materiałów

podanego

razem

s a m a za s i e b i e . J e d e n r z u t

„gwiaździstych"

w

śnice

8%

terenie,

mają

innymi.

które

zestawienia.

większości

zdecydowaną

nad

oka

przewagę

Oprócz

zebra­

ponadto

szereg

potwierdziły

wynik

przeprowadzono

Jordanowa, Bystrej,
0

%

4
4 °0

3

pierścienia

form

wywiadów

że­

(,4

najlepiej
T a b e l k a ta

wyslep.

r

4&gt;

5),

tabelka::

na

zestawienie.
okuć:

„gwiaździstych'-

wystarcza, żeby

Zespól

ilu­

ści­

dyszlu.

zagadnienie

następujące

71 w o z ó w b y ł o

blach

1 —

występowania

są d a l e k o rzadsze. N a j l e p i e j

Wozy

z

okolic

Sidziny itd., w

„gwiaździstą"

Makowa,

przeważającej

witkę

środkową.

Czasem zdarzy się j a k i ś ozdobnie k u t y wóz, pocho­
•7 witek
blacha

-f

„iglica"

końc.

4-

2

śnice

2%

dzący
o

4 witki
inice

+
(lub

i wilki
(lub

bez

+

blacha

kom

.

wywiad

44

bez)
śnice

2

śnie.

2 witki na końcu
sady
dyszla

2\

na­

1

okolic

Makowa

czy

pierścieniu.

okazuje jednak

Jordanowa

Przeprowadzony

z reguły,

że okucie to

jor­
wy­

uczył się w

przeniósł

poznane

tamtejszych
formy

w

stronach, a

swoje

później

okolice.

Powyżej witki „gwiaździstej" mniej więcej w
71

ro­

d a n o w s k i c h , w z g l ę d n i e k o w a l , k t ó r y to okucie

ległości
razem

dalszych

b i o n e b y ł o w k t ó r e j ś z w s i p o d m a k o w s k i c h czy

konał
i u

z

„gwiaździstym"

lazny

10

(ryc.

cm
1

natrafiamy
—

7),

na

zwany

drugi
też

pierścień

,-skupienie

od­
że­

śnica

�TABLICA

1

III

2

3

TABLICA

1

z

IV

2

3

dyszlem",

którego

charakterystyczny dla
ka

ta

k ą na

przypomina
7 —

4

4

kształt
wozów

swym

jest

5

również

bardzo

„makowskich".

wyglądem

koronę,

Wit­
wyso­

11 c m ( c z a s e m d o c h o d z i d o 16 c m ) ,

lek­

ko z w ę ż a j ą c ą się k u podstawie. K r a w ę d ź d o l n a jest
zawsze prosta,

górna

wycięta

w

zęby

o

urozmai­

końcami ku

witce środkowej

ce

zębów

zaś tych

14,

15),

kiedy

czasem

wykrój

bywają

ścięte

ich

1 —

7, 8).

Koń­

ostre (tabl.

(ryc.

I I . 6,

7,

(tabl.

jest jeszcze

I I . 10,

Konusowata

forma

omawianej

wana

jest rozszerzaniem się śnie

raz

ścień

ten

stale

zwrócone

12).

Nie­

profilo­

w a n y ( t a b l . I I . 13).

c o n e j f o r m i e . R a z s ą o n e d r o b n i e j s z e ( t a b l . I I . 7, 12),
w i ę k s z e ( t a b l . I I . 6. 1 1 , 13), a l e

11,

dodatkowo

8,

niezawsze

jest

w

witki
na

całym

spowodo­

dyszlu.
swym

Pier­
otoku

$ \

�R

u
2

1

4

7

j e d n a k o w o szeroki. Z d a r z a się czasem, że g ó r ą
szerszy, z a ś s p o d e m
cej)

węższy

jak

pierścień

Spod
„gwiaździsty"

tak

i

oprócz f o r m charakterystycznych dla o ś r o d k a
kowskiego" przybiera też i kształty
we dla tych

okolic

inne

ten
„ma­

nietypo­

dyszla

tabel­

było:
46

65 °/o

15

21 ° o

różne i

owalna
okrągła
Brak tej
Porównując
s i ę do

witek

prawie jednakową

6
1

« %
1 %

:i

4 '7o

z poprzednim,

„gwiaździstych"

odno­

zauważymy

częstość w y s t ę p o w a n i a

jednych

i d r u g i c h . N i e znaczy to b y n a j m n i e j , że te

ozdobnie

profilowane
na

32

witki

to zestawienie

pierścienie

t y m samym

spotyka

się

pierścienia

blachy

1 —

6X30

„korony"

witka.

środkowego

umieszczone

na

nimi

„iglica"

(ryc. 1 —

wycho­

bokach

6a, b ) i l e ż ą c a n a w i e r z c h u w

cm, względnie

8X35

bok

dłuższy,

znajdujący

jest

zupełnie

prosty,

dyszla

pośrodku

4).

cm, przy

się

drugi

pod

czym

spodem

zaś widoczny

jeden
dyszla

wycięty

towarzyszy prosty

„gwiaździ­
pierścień.

(tabl.

I I I . 5, 6, 7 ) . K o ń c e t y c h z ę b ó w , z w r ó c o n e s ą z a w s z e
do ś r o d k a dyszla, m o g ą
albo

ścięte

(tabl.

1). D w a

boki

Podchodzący

b y ć ostre (tabl. I I I .1 —7)

I I I . 8). Z d a r z a j ą

boczne o z u p e ł n i e

się też

prostych krawędziach

krótsze

również

pod w i t k ę jest

nie

prosty

są

blachy

(tabl. I I I .
jednakowe.

zaś drugi

by-

'W cl
t r ó j k ą t n y (tabl
lub

łukowato

Zwykle

równocześnie

dyszlu. Często b o w i e m

stej" witce ś r o d k o w e j

dwie

lub okrągła

j e s t w z ę b y d u ż e ( t a b l . I I I . 2, 3 ) , l u b d r o b n e

„korona"
równa obręcz
szerokości

drugiego

między

( t a b l . I I . 1, 2, 3, 4, 9, 1 6 ) .

najlepiej u j m u j e to niżej podana

,Va 71 okuć

dzą
(ryc.

i odwrotnie obok pięknej

się owalna

B l a c h y boczne są k s z t a ł t u p r o s t o k ą t n e g o o w y m .

ka.

szącym

czy p ó ł o w a l n y
znajduje

( t a b l . I I . 4, 9).

Podobnie

Cyfrowo

jest

dyszla jest o p o ł o w ę (lub w i ę ­

8

stępuje

I I I 4)

wygięty

o w a l n y (tabl

(tabl

w wozach, m a j ą c y c h

dodatkowo

jeszcze

III 2

5

8)

I I I . 2)
blachy boczne w y ­

jedno

okucie

żelazne

n a z w a n e p r z e z e m n i e , , i g l i c ą " ( r y c . 1 — 4). O k u c i e
to

składa

się

jakgdyby

z

dwóch

części,

dolnej

�TABLICA

V

r

V

l
i

10
w

kształcie

5 —

cokołu

trójkątnego

(tabl.

I V . 1, 2,

9) c z y c z w o r o b o c z n e g o ( t a b l . I V , 4),

cego s i ę p o d s t a w ą
nie

pozwalając

Do

o witką środkową

tejże

obsunąć

przeciwległego

boku

3,

wspierają­

(ryc.

1 —

7),

się.

„iglicy"

Blachy
witka

mała

pomocy

obręczy

spiralnie zwiniętego zwoju, przechodzącego

następ­

10

ma

d ł u g o ś c i o d 30 — 60 c m . „ I g l i c e " b e z

spiralnych

cm,

prawie jednakowe

o tyle wśród

„cokołów"

do c z y n i e n i a z w i e l k ą r ó ż n o r o d n o ś c i ą
W

ogólnym

zarysie w y g l ą d a j ą

wszystkie

one

mamy

6). B o k i

tego t r ó j k ą t a

jak

nawet

lecz p r o f i l o w a n e
równomiernie

w

z w y k l e nie

różnorodny

ząbkowane

od

są

sposób.

podstawy

równe
Czasem

ku

wierz­

c h o ł k o w i ( t a b l . I V . 1), w z g l ę d n i e m n i e j w i ę c e j w
łowie wysokości przewężone,
rozszerzające

się (tabl.

I V . 5,

a następnie ku
6, 9 ) . N i e k i e d y

s ą l e k k o ł u k o w a t e ( t a b l . I V . 7), a b y w a j ą
g i ę t e p ó ł k o l i ś c i e ( t a b l . I V . 8).

po­

górze
boki

też i w y ­

dyszlu.

prostym

jest w i t k a

duża

obejmująca

w

pierścieniem

(ryc.

w

formie

1, 11) s z e r o k a

najszerszym

środkową

zakładania
główka

podkłada
w

r ó w n o r a m i e n n e , s t o s u n k o w o s m u k ł e ( t a b l . I V , 1, 2,
3, 5,

mocno na
takim

około

miejscu

śnice

9).

do

form.
trójkąty

okucia,

(ryc.

Ażeby

są

prostej

obydwa

się

hak

„dzidy"

kształcie

dy­

r ó w n i e ż , ale z d a r z a j ą s i ę b a r d z o
ile

w

części

znajduje

1).

O

która

górnej

szla i w i t k ą

rzadko

IV.

1, 5),

15
w

i dyszel. M i ę d z y ostatnim p i e r ś c i e n i e m u nasady

zwojów występują
(tabl.

je

Drugim

przy

Całość

(ryc.

przytrzymuje

w ą s k i e j o b r ę c z y nasadzona jest na

wierzchołka

nie j a k b y w w ą s k ą , ostro z a k o ń c z o n ą dzidę.

14

i „iglice"

spinając

względnie'

doczepiona jest część d r u g a

13

12

11

wagi

śruby

się pod

„gwiaździstą"
czy

nie

nią

półważka

wrzynała

żelazny

1,

drzewo

pasek blachy,

który

„gwiaździście".

Mało

urozmaicone

pod

względem

wydłużone

prostokątne

(ryc.

formy

są

1, 12a,

b).

blachy o dłuższych

k a c h zawsze prostych, zaś b o k i k r ó t s z e
są

w

o k ó ł h a k a k o ń c z y się owalnie, o k r ą g ł o a czasem

lazne okucia d r e w n i a n y c h śnie
to

się

z jednej

strony

pod

witkę

ostatnią,

są lekko zaokrąglone.

ścią c h a r a k t e r y z u j ą
wice,

wsi

położonej

Pewną

względnie

Makowa.

trój­

odrębno­

się w o z y z Białej pow.
niedaleko

Są
bo­

podsunięte

jeśli pod n i ą nie p o d c h o d z ą z a k o ń c z o n e b y w a j ą
kątnie lub

że­

Wado­

Otóż

we

33

�wszystkich okuciach zebranych w
blachy

na

śnicach

były

w

tej

połowie

wsi,
swej

żelazne
długości

w y g i ę t e półkoliście i odchylone na z e w n ą t r z
nianych
Z

różnorodna
Jest ona

a długa

(tabl.

V)

na

końcu

formie

jest

dyszla

blacha

70 c m - B l a c h y t e

w

się k u witce

i

podchodzący

jest

rozmaicie

pod

na

nią.

blachy

zeby (tabl

V

Rzadziej

wej witce osadzony jest h a k o w a t y w y r o s t e k

zwany

tu

dyszla
bok

względnie

11) o s z p i c a c h

13).

prosto­

końcu

„ k a c z k ą " . Jest on z w y k l e

nego

klocka

końcu

wycięty w dwa

12,

najpro­

V . 5, 6 7, 9 12, 13. 14 15). N i e k i e d y z d a r z a s i ę , ż e b o k
10)

V.

spiral­

(tabl.

V

(tabl.

końco­

V . 1), p ó ł k o l i ś c i e ( t a b l . V . 3, 8), l u b t r ó j k ą t n i e

zęba (tabl

ścięte

two­
końce

15). W b l a s z e g ó r n e j w z g l ę d n i e

6

bokiem

kształt

zostają

po­
obu­

nie (tabl. V

5 —

Przeciwny

zakończony,

czasami

(tabl.

ma

tej

spotyka się blachy g ó r n e częściowo z w i n i ę t e

owalnie

ten

forma

r z ą s i ę o s t r e z ę b y ( t a b l . V . 9, 10, 11), k t ó r y c h

naj­
górna

mniej w i ę c e j szeroka na

kształcie wyglądają jak długi

kąt lekko zwężający

krótszy

się

w

o d 20 d o

stszym s w y m

Rozwinięta

s t r o n n i e w y g i n a ć s i ę , f a l o w a ć ( t a b l . V . 5 — 8)

znajdujących

(ryc. 1-3).

zewnątrz.

to p r o s t o k ą t , z a t r a c a j ą c y m n i e j w i ę c e j w

łowie swej długości proste linie, zaczynający

śnie.

okuć

bardziej

cm

drew­

conych na
górnej

Na

jest

w

zwró­

formie

prostopadłościanu,

dłuższym

na

blasze

czy

równociosa-

umieszczonego
pierścieniu

na

dyszla.
tym

części

cymi

w

kończę
drugiej

ich

opis k s z t a ł t ó w
zajmę

żelaznych

się o r n a m e n t a m i ,

okuć,
zdobią­

powierzchnię.

OKOBKfl B 0 3 0 B B OKPECHOCT9X MAKOBA.
OKOBK3
B O 3 0 B cocTaBjiaeT
H3 H a n 6 o j i e e M H T e p e c H h i x
cupacnefi HapoflHoro
npnK/iaflHoro
nc.Kycc.TBa.
B HacToamefi
c r a T b e , c o c r a B A s n o m e f i 1 naerb Tpyfla, paccMaTpHBarojCH
cpopMbi w e / i e s H t i x O K O B O K , BCTpenaio-

Bjiaroflapa apTHCTHMecKHM cpopMaM u 6oraTt&gt;iM opHaMeHTaM &gt;«ejie3Haa

oflHy

HopAaHOBa
H MaKOBa —
AByx
HeÖOJlbUJHX
3 T H O K O B K H AeAHTCH H a A B e r p y n n b i : n e p B y K ) r p y n n y C O C T 3 B J I 5 I K 3 T Konbu,a B cpopMe o o p y w e f i ,
oxBaTbiBaiomnx Abiujjio B HecKOJibKMx M e c T a x ; BTopyro r p y n n y c o C T a B / i a i O T npoAOArOBaTbie &gt;KeAe3Hbie ncmocbi, npeAHa3HaneHHbie A-na
yKpenAeHHH AepeBHHHbix n a c T e f l u npnAep&gt;KHBaeMbie BbiLueynoMsmyTbiMM Ko/ibu,aMH.
Han6ojiee
H H T e p e c H y K ) cpopMy, x a p a K T e p H y r a TOJibKO A J I H B O 3 0 B H 3 O K p e c H O C T e f i
MaKOBa H MopAaHOBa,
LUHXCH

Ha

MecTeneK,

nepeAHefi

B 0 3 0 B B OKpeCHOCTHX

nacTH

pacnono&gt;KeHHbix

B

IO&gt;KHOH

Majiono/ibLue.

MMeeT cpeAHee KOJibu,o, BbiKOBaHHoe B cbopMe,
KOAbu,o, H a x o A s i m e e c s i
BepxHero Kpyra.

FERRURE

DES

HecKO/ibKO

CHARS

DANS

Bbiuje

LA

L e s f e r r u r e s des c h a r s , c o n s t i t u e n t u n
formes artistiques richement ornées.

noxowefi

nepBoro,

CONTRÉE

aspect

DE

Ha ujecTHKOHeMHyra

B cbopMe

KopoHbi

3 B e 3 A y H BTopoe

c npeKpacHbiM

npochw/ieM

MAKÓW.

intéressant

d'ornementation

populaire

grâce

à

leurs

D a n s l ' a r t i c l e p r é s e n t q u i est l a p r e m i è r e p a r t i e d ' u n o u v r a g e p l u s l o n g , i l est t r a i t é des f o r m e s d e f e r r u r e s , p r o v e n a n t des a l e n t o u r s d e J o r d a n ó w e t M a k ó w , d e u x p e t i t e s b o u r g a d e s s i t u é e s d a n s l e S u d d e ' l a
P o l o g n e . L e s f e r r u r e s se d i v i s e n t e n d e u x g r o u p e s .
L e p r e m i e r se c o m p o s e d ' a n n e a u x e n f o r m e
de
c e r c l e s q u i e n s e r r e n t l e t i m o n e n p l u s i e u r s e n d r o i t s : l e s e c o n d , d e l a m e l l e s de t ô l e o b l o n g u e s s e r v a n t
à c o n s o l i d e r les p a r t i e s e n b o i s e t m a i n t e n u e s p a r l e s a n n e a u x e n q u e s t i o n .
L a f o r m e l a p l u s c a r a c t é r i s t i q u e et q u ' o n ne v o i t
q u e d a n s l e s c h a r s d e l a c o n t r é de M a k ó w e t d e J o r d a n ó w , se d i s t i n g u e p a r u n a n n e a u c e n t r a l f o r g é à l a r e s s e m b l a n c e d ' u n e é t o i l e s é x a g r a m m e
et
un
s e c o n d q u i se t r o u v e u n p e u p l u s h a u t q u e l e p r e m i e r e t q u i est u n e
couronne au cercle
supérieur
ingénieusement profilé.

THE IRON — BINDINGS

OF

CARTS IN THE M A K Ó W

T h e i r o n — b i n d i n g s of carts are because of t h e i r
interesting feature of p o p u l a r art.

REGION.

artistic f o r m

and

rich

ornamental

design

a

very

I n t h e p r e s e n t a r t i c l e w h i c h is t h e I . p a r t o f a l o n g e r w o r k , a t t e n t i o n i s d r a w n t o t h e f o r m o f t h e i r o n —
b i n d i n g s w h i c h o n e sees i n t h e r e g i o n o f J o r d a n ó w a n d M a k ó w t w o s m a l l t o w n s s i t u a t e d i n S o u t h - P o l a n d .
These i r o n b i n d i n g s are d i v i d e d i n t o t w o g r o u p s . One of t h e m consists of r i n g s i n the f o r m of b a n d s
e n c i r c l i n g the shaft i n s e v e r a l places, and t h e o t h e r one of o b l o n g l a m e l s w h i c h serve to consolidate
the w o o d e n parts, and h e l d i n place by the above m e n t i o n e d rings. The most characteristic f o r m w h i c h
one r e m a r k s o n l y i n c a r t s o f t h e M a k ó w a n d J o r d a n ó w — r e g i o n , is
the
one
with a middle
ring
w r o u g h t i n t h e f o r m of a s e x a g o n a l star, a n d a n o t h e r r i n g s o m e w h a t a b o v e t h e f i r s t one, w h i c h
has
the s h o p e o f a c r o w n w i t h a f i n e l y p r o f i l e d u p p e r c i r c u l a r b a n d .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10200" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10178">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ef4718cf709c2afdb9af236584761478.pdf</src>
        <authentication>036a3ee646c51a4ee2021fed42fb8c0e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121309">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3448</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121310">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121311">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3232</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121312">
                <text>Na pastwisku : ze   studiów  nad  kształtowaniem   się  osobowości   młodzieży   wiejskiej  / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121313">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.163-170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121314">
                <text>Ćieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121315">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121316">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121317">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121318">
                <text>Zofia Cieśla — Reinfussowa&#13;
&#13;
NA&#13;
&#13;
PASTWISKU&#13;
&#13;
Z e studiów nad kształtowaniem się osobowości młodzieży wiejskiej&#13;
&#13;
W t r a d y c y j n e j k u l t u r z e l u d o w e j dziecko b y ł o bardzo w c z e ś ­&#13;
nie w ł ą c z a n e do prac gospodarczych. J u ż k i l k u l e t n i e&#13;
&#13;
dziecko&#13;
&#13;
g ę s i , za co o t r z y m y w a ł y z w y k l e w y ż y w i e n i e , z g r z e b n ą k o s z u l ę&#13;
7&#13;
&#13;
i drewniane t r e p y . W n i e k t ó r y c h okolicach, n p . M y ś l e n i c k i m ,&#13;
&#13;
z a t r u d n i a n o p r z y pasieniu, a ściślej d o z o r o w a n i u g ę s i ( i l . 2)&#13;
&#13;
n a j m ł o d s z y m i pasterzami „ o d k r ó w " m o g ł y b y ć dzieci m a j ą c e&#13;
&#13;
nieco&#13;
&#13;
przynajmniej ukończony s i ó d m y rok życia. U w a ż a n o bowiem,&#13;
&#13;
starsze p r z y pasieniu&#13;
&#13;
bydła&#13;
&#13;
rogatego,&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
późniejszym&#13;
&#13;
w i e k u — k o n i . W z a l e ż n o ś c i o d s y t u a c j i lokalnej r ó ż n e b y w a ł y&#13;
&#13;
że p r z y m ł o d s z y c h , b y d ł o nie p a s ł o b y s i ę dobrze. O s t a t n i m i naj­&#13;
&#13;
miejsca w y p a s u . M o g ł y n i m i b y ć i n d y w i d u a l n i e w y k o r z y s t y w a n e&#13;
&#13;
w a ż n i e j s z y m szczeblem w h i e r a r c h i i pasterskiej b y ł o opiekowanie&#13;
&#13;
miedze w ś r ó d p ó l u p r a w n y c h , g m i n n e p a s t w i s k a we w s i o n i -&#13;
&#13;
s i ę k o ń m i . A w a n s t e n m i a ł miejsce o k o ł o&#13;
&#13;
wowym&#13;
&#13;
k i e d y k o ń c z y ł s i ę w ł a ś c i w y okres d z i e c i ń s t w a , a c h ł o p i e c k t ó r y&#13;
&#13;
u k ł a d z i e g r u n t ó w czy wreszcie rolnicze n i e u ż y t k i&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
peryferiach wsi o u k ł a d z i e ł a n ó w leśnych.&#13;
warunki,&#13;
&#13;
w których&#13;
&#13;
życia,&#13;
&#13;
przygotowywał się „ n a parobka", o t r z y m y w a ł t y t u ł „ k o n i a r z a " ,&#13;
&#13;
Sposób wypasu, uzależniony od rodzaju pastwisk, s t w a r z a ł&#13;
specyficzne&#13;
&#13;
14-go r o k u&#13;
&#13;
kształtowała&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
osobowość&#13;
&#13;
dziecka. W j e d n y c h p r z y p a d k a c h b y ł o ono skazane na&#13;
&#13;
długie&#13;
&#13;
g o d z i n y s a m o t n o ś c i , j a k to m i a ł o miejsce przy i n d y w i d u a l n y m&#13;
&#13;
co n i e z w y k l e i m p o n o w a ł o d o r a s t a j ą c y m c h ł o p c o m . Pastuch&#13;
k o n i u w a ż a ł s i ę za c o ś w a ż n i e j s z e g o o d m ł o d s z e g o&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
„mlyeoka"&#13;
&#13;
to jest tego, k t ó r e m u nie pozwolono jeszcze w y j e ż d ż a ć z k o ń m i&#13;
na n o c .&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
wypasie na miedzach, w d r u g i m z a ś , gdzie wypas b y ł w s p ó l n y ,&#13;
&#13;
Pasterze m i e l i r ó ż n e o k r e ś l e n i a z a l e ż n i e o d tego eo w d a n y m&#13;
&#13;
w c h o d z i ł o dziecko do g r u p y , k t ó r a r z ą d z i ł a s i ę o k r e ś l o n y m i przez&#13;
&#13;
czasie p a ś l i . B y l i w i ę c „ p a s t e r z e o d d r o b i u " (jeśli z a j m o w a l i s i ę&#13;
&#13;
pasterskie ś r o d o w i s k o n o r m a m i wzajemnego w s p ó ł ż y c i a , w ł a s n y ­&#13;
&#13;
k u r a m i , g ę s i a m i ozy k a c z k a m i ) , „ p a s t e r z e od ś w i ń " z w a n i t a k ż e&#13;
&#13;
m i zwyczajami, p o s i a d a j ą c y m i własny sposób wspólnego wypeł­&#13;
&#13;
„świniarezykami",&#13;
&#13;
n i a n i a czasu. W s p ó ł ż y c i e j e d n o s t k i z i n n y m i w g r u p i e i s t n i e j ą c e j&#13;
&#13;
k r ó w i w o ł ó w " . Z d a r z a ł o s i ę i t a k , ż e z danego&#13;
&#13;
na w s p ó l n y m p a s t w i s k u s t a n o w i ł o s w o i s t ą s z k o ł ę ż y c i a , k t ó r a&#13;
&#13;
ś w i n i e , c i e l ę t a a nawet g ę s i p a s ł y s i ę razem z b y d ł e m , w ó w c z a s&#13;
&#13;
obok d z i a ł a l n o ś c i r o d z i c ó w&#13;
&#13;
była&#13;
&#13;
ważnym&#13;
&#13;
„ p a s t e r z e o d c i e l ą t " , wreszcie ,,pasterze od&#13;
gospodarstwa&#13;
&#13;
czynnikiem wycho­&#13;
&#13;
n i e w y s t a r c z a ł jeden pasterz. W y r u s z a ł a w t e d y z d o m u „ w s z o l k a&#13;
&#13;
w a w c z y m , f o r m u j ą c y m w s p o s ó b t r w a ł y o s o b o w o ś ć , a c z ę s t o i los&#13;
&#13;
r a b i a t a " na p a s t w i s k o , c h ł o p c y i d z i e w c z ę t a , m n i e j s i i w i ę k s i ,&#13;
&#13;
młodego&#13;
&#13;
a ,,przy d o m u " z o s t a w a l i t y ł k o m a l c y p o n i ż e j 4 l a t .&#13;
&#13;
człowieka.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
Zagadnienie r o l i j a k ą w ż y c i u m ł o d z i e ż y w i e j s k i e j s p e ł n i a ł&#13;
&#13;
W y p ę d z a n i e b y d ł a odbywało się różnie, zależnie od pory&#13;
&#13;
w s p ó l n y p o b y t na p a s t w i s k u n i e d o c z e k a ł o s i ę dotychczas szer­&#13;
&#13;
r o k u . N a w i o s n ę i w lecie o k o ł o 5-tej rano, a czasem i w c z e ś n i e j ,&#13;
&#13;
szego opracowania. W l i t e r a t u r z e etnograficznej m a m y na t e n&#13;
&#13;
p r z e d wschodem s ł o ń c a . B y ł o to t z w . „ p a s i e n i e na r o s ę " , dobre&#13;
&#13;
luźnych&#13;
&#13;
ze w z g l ę d u na b r a k m u c h i b ą k ó w . Pasiono z w y k ł o do 10-tej.&#13;
&#13;
i n f o r m a c j i rozsianych po r ó ż n y c h opracowaniach monograficz­&#13;
&#13;
W t e d y p a s ą c y w r a c a ł z b y d ł e m do d o m u i p o n o w n i e u d a w a ł&#13;
&#13;
temat&#13;
&#13;
zaledwie k i l k a&#13;
&#13;
drobnych publikacji&#13;
&#13;
nych dotyczących wsi.&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
i trochę&#13;
&#13;
Nieco w i ę c e j w i a d o m o ś c i znajduje s i ę&#13;
&#13;
s i ę n a pastwisko po d o j e n i u p o ł u d n i o w y m i obiedzie c z y l i m n i e j&#13;
&#13;
jak również&#13;
&#13;
w i ę c e j o k o ł o g o d z i n y 3-ciej. N a p a s t w i s k u p o z o s t a w a ł j u ż do&#13;
&#13;
przez l u d z i w - y k s z t a ł c o n y e h , p o c h o d z ą c y c h ze w s i , k t ó r z y w pew­&#13;
&#13;
zachodu s ł o ń c a . J e s i e n i ą r a n n y w y m a r s z o d b y w a ł s i ę nieco p ó ź ­&#13;
&#13;
n y m okresie d z i e c i ń s t w a s p ę d z a l i czas na w s p ó l n y m pasieniu*.&#13;
&#13;
n i e j . B y w a ł y jednak wsie, gdzie p a s t w i s k o z n a j d o w a ł o s i ę w znacz­&#13;
&#13;
w p a m i ę t n i k a c h p i s a n y c h z a r ó w n o przez c h ł o p ó w&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
M ó w i ą c o r o l i j a k ą w ż y c i u m ł o d e g o c z ł o w i e k a o d g r y w a ł czas&#13;
&#13;
nej o d l e g ł o ś c i o d z a b u d o w a ń&#13;
&#13;
gospodarskich i w ó w c z a s&#13;
&#13;
bydło&#13;
&#13;
s p ę d z o n y p r z y pasieniu nie b ę d ę z a j m o w a ł a s i ę w y p a s e m i n d y w i ­&#13;
&#13;
na p a s t w i s k u p o z o s t a w a ł o o d rana do zachodu s ł o ń c a ,&#13;
&#13;
którego&#13;
&#13;
d u a l n y m na miedzach czy „ p r z y d o m u " , ale w y ł ą c z n i e na w s p ó l ­&#13;
&#13;
pasterze i p a s t e r k i w y c z e k i w a l i z u t ę s k n i e n i e m . Ś w i a d c z y o t y m&#13;
&#13;
n y m p a s t w i s k u , gdzie f u n k c j ę pasterzy s p e ł n i a ł y d z i e c i .&#13;
&#13;
piosenka:&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
Pasieniem z a j m o w a l i s i ę s y n o w i e l u b rzadziej c ó r k i w ł a ś c i ­&#13;
c i e l i b y d ł a , w z g l ę d n i e z a t r u d n i o n e za w y n a g r o d z e n i e m d z i e c i ,&#13;
&#13;
Zachodźże słoneczko,&#13;
&#13;
pochodzące&#13;
&#13;
K i e d y masz z a c h o d z i ć ,&#13;
&#13;
z u b o g i c h r o d z i n . Z d a r z a ł o s i ę r ó w n i e ż , że obok&#13;
&#13;
g r o m a d y m ł o d o c i a n y c h pasterzy z n a l a z ł s i ę t a k ż e c z ł o w i e k s t a r y ,&#13;
&#13;
Bo mnie nóżki bolą&#13;
&#13;
członek&#13;
&#13;
Za b y d e ł k i e m c h o d z i ć .&#13;
&#13;
rodziny&#13;
&#13;
któremu&#13;
&#13;
z racji&#13;
&#13;
funkcja&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
właściciela&#13;
wieku&#13;
&#13;
działającej&#13;
&#13;
pracownik&#13;
&#13;
najemny,&#13;
&#13;
i doświadczenia przypadała&#13;
&#13;
specjalna&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
Stosunki&#13;
&#13;
Pasienie b y d ł a n i e b y ł o p r a c ą l e k k ą . P r z y c z y n i a ł s i ę do&#13;
&#13;
a m ł o d z i e ż ą u k ł a d a ł y s i ę zazwyczaj&#13;
&#13;
tego d ł u g i czas p o b y t u na p a s t w i s k u oraz k o n i e c z n o ś ć c i ą g ł e g o&#13;
&#13;
m i ę d z y s t a r y m pasterzem&#13;
bardzo&#13;
&#13;
bydła&#13;
&#13;
lub&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
dobrze. Stary c z ł o w i e k&#13;
&#13;
społeczności.&#13;
&#13;
udzielał i m rad i&#13;
&#13;
wskazówek,&#13;
&#13;
p i l n o w a n i a , a b y b y d ł o n i e p o s z ł o w s z k o d ę . N i e zawsze dopisy­&#13;
&#13;
o p o w i a d a ł r ó ż n e h i s t o r i e o strachach, b a j k i i legendy, m ł o d z i&#13;
&#13;
wała też pogoda&#13;
&#13;
z a ś s ł u c h a l i go z zainteresowaniem, a w z a m i a n za to p i l n o w a l i&#13;
&#13;
c h ł o p i ę c y s t a n o w i ł a koszula k o n o p n a , zgrzebne albo paczesne&#13;
&#13;
i zawracali m u k r o w y , a b y n i e w e s z ł y w „ s z k o d ę " .&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
Pełnił więc&#13;
&#13;
s t a r y pasterz p o w a ż n ą r o ł ę w dziedzinie p r z e k a z y w a n i a&#13;
folklorystycznych&#13;
&#13;
i to z a r ó w n o&#13;
&#13;
tych,&#13;
&#13;
które&#13;
&#13;
były&#13;
&#13;
treści&#13;
&#13;
własnością&#13;
&#13;
dorosłych j a k i tych, k t ó r e b y ł y wspomnieniom lat&#13;
&#13;
młodych&#13;
&#13;
s p ę d z o n y c h na p a s t w i s k u .&#13;
N a j c z ę ś c i e j j e d n a k na p a s t w i s k u z b i e r a ł y s i ę ze s w o i m b y d ­&#13;
&#13;
gacie i w razie deszczu i z i m n a o k r y c i e — n p . c h o c h o ł ze s ł o m y ,&#13;
w o r e k l u b stara d e r k a . D z i e w c z ę t a ubrane b y ł y w k o s z u l ę k o ­&#13;
nopną, długą, jednostajną&#13;
&#13;
oraz w k o n o p n ą s p ó d n i c z k ę , a o d&#13;
&#13;
c h ł o d u m i a ł y z n i s z c z o n ą c h u s t ę po matce l u b babce. Z a r ó w n o&#13;
chodzili&#13;
&#13;
przez&#13;
&#13;
cały&#13;
&#13;
czas&#13;
&#13;
boso.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
S t r ó j m a ł y c h d z i e c i o g r a n i c z a ł s i ę j e d y n i e do k o n o p n e j k o s z u l k i .&#13;
&#13;
jakiś&#13;
&#13;
J a k t o j u ż z o s t a ł o powiedziane pasienie n i e o m i n ę ł o ż a d n e g o&#13;
&#13;
p a s i e n i u . T w i e r d z o n o b o w i e m , że a b y b y ć d o b r y m&#13;
&#13;
dziecka w i e j s k i e g o . „ K a ż d e to m u s i a ł o p r z e t e r m i n o w a ć " — j a k&#13;
&#13;
gospodarzom&#13;
&#13;
należy&#13;
&#13;
przygotowywać&#13;
&#13;
s i ę do&#13;
&#13;
tego&#13;
&#13;
niemal&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
urodzenia.&#13;
W&#13;
&#13;
a u b r a n i e pasterzy b y ł o b y l e j a k i e . C a ł y s t r ó j&#13;
&#13;
dziewczyny j a k i chłopcy&#13;
&#13;
ł e m same d z i e c i . P r a w i e k a ż d e dziecko wiejskie s p ę d z i ł o&#13;
czas na&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
rodzinach&#13;
&#13;
m ó w i ą starzy i n f o r m a t o r z y . N a p a s t w i s k u z b i e r a ł o s i ę p r a w i e&#13;
t y l e d z i e c i , i l e b y ł o „ n u m e r ó w " we w s i .&#13;
&#13;
b i e d o t y wiejskiej b y w a ł o ,&#13;
&#13;
że j u ż&#13;
&#13;
4-letnie&#13;
&#13;
dzieci oddawano do d o m ó w b o g a t y c h gospodarzy w celu pasienia&#13;
&#13;
W s p ó l n y c h p a s t w i s k b y ł o we w s i albo k i l k a , r ó w n e j w i e l k o ś c i ,&#13;
albo&#13;
&#13;
jedno&#13;
&#13;
duże,&#13;
&#13;
liczące&#13;
&#13;
kilkadziesiąt&#13;
&#13;
morgów.&#13;
&#13;
Szczególnie&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�m u s i a ł b y ć w y r ż n i ę t y k r z y ż , w p r z e c i w n y m razie, g d y k t o ś&#13;
tego n i e d o p a t r z y ł i k r z y ż a nie w y k r o i ł , k o z i c a czy b a t b y ł w y ­&#13;
r y w a n y z r ą k pastucha p r z e m o c ą , n a s t ę p n i e u t y t ł a n y w k r o w i m&#13;
ł a j n i e , z a ś k i j z k r z y ż e m n i g d y nie p o d l e g a ł t a k i e j o p e r a c j i " —&#13;
pisze p a m i ę t n i k a r z z O p o c z y ń s k i e g o .&#13;
&#13;
1 5&#13;
&#13;
W ó j t a m u s i e l i na p a s t w i s k u s ł u c h a ć wszyscy, g d y ż b y ł z w y k l e&#13;
najmocniejszy i za wszelkie n i e p o s ł u s z e ń s t w a&#13;
&#13;
bił batem.&#13;
&#13;
Sam&#13;
&#13;
m a ł o zajmował się b y d ł e m wyręczając się m ł o d s z y m i , natomiast&#13;
w y s y p i a ł s i ę dobrze na p a s t w i s k u . P r z y c h o d z i ł y j e d n a k i na niego&#13;
czasem c i ę ż k i e chwile, k i e d y niedostatecznie przez&#13;
&#13;
pastuchów&#13;
&#13;
p i l n o w a n e b y d ł o w e s z ł o „ w s z k o d ę " . Wów-czas gospodarz,&#13;
k t ó r e g o p o l u m i a ł o t o miejsce, r o z l i c z a ł s i ę z w ó j t e m ,&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
odpo­&#13;
&#13;
w i e d z i a l n y m za p o r z ą d e k na p a s t w i s k u , i w p r z y p a d k u g d y t e n&#13;
z o s t a ł z ł a p a n y na s p a n i u n i e j e d n o k r o t n i e o b r y w a ł za k a r ę po­&#13;
r z ą d n e lanie.&#13;
Przyjęcie&#13;
&#13;
do g r o m a d y pasterzy&#13;
&#13;
„nowego" związane&#13;
&#13;
z p e w n y m i z w y c z a j a m i . N a w s t ę p i e m u s i a ł on p r z y s i ą c&#13;
&#13;
było&#13;
„wój­&#13;
&#13;
t o w i " , że będzie m u bezwzględnie posłuszny, będzie wypełniał&#13;
w s z y s t k i e jego r o z k a z y i z a r z ą d z e n i a . Z p a m i ę t n i k ó w&#13;
&#13;
Pawła&#13;
&#13;
G a w r y l u k a ( u r . 1898, p o c h o d z ą c y z o k o l i c B i e l s k a Podlaskiego)&#13;
dowiadujemy s i ę , że m u s i a ł złożyć t a k ą p r z y s i ę g ę swemu o dwa&#13;
l a t a starszemu koledze. P o c z ą t k o w o g o r l i w i e wykonyw-ał wszelkie&#13;
r o z k a z y w ł a d z y . Z a w r a c a ł w o ł y , a b y nie r o b i ł y s z k ó d . Pozosta­&#13;
w a ł sam p r z y stadzie w o ł ó w , g d y i n n i r o b i l i w y p r a w y „ ł u p i e ż c ę " .&#13;
N a l e ż a ł o do niego rozniecanie i p o d t r z y m y w a n i e ognia, nio t r w a ł o&#13;
to j e d n a k z b y t d ł u g o . G d y po k i l k u t y g o d n i a c h z j a w i ł s i ę i n n y&#13;
„nowy"&#13;
&#13;
i przejął&#13;
&#13;
jego f u n k c j ę ,&#13;
&#13;
Gawryluk&#13;
&#13;
został&#13;
&#13;
ostatecznie&#13;
&#13;
p r z y j ę t y do grona p a s t u c h ó w , k t ó r z y t w o r z y l i k a r n ą , zorgani­&#13;
z o w a n ą g r u p ę , o d b y w a j ą c ą w s p ó l n e zabawy i w y p r a w y , a celem&#13;
ich b y ł o w y b i e r a n i e j a j p t a s i c h , p i s k l ą t , k r a d z i e ż k u r czy g ę s i .&#13;
&#13;
1 6&#13;
&#13;
W gromadzie m ł o d z i e ż y p r z e b y w a j ą c e j na p a s t w i s k u przes1. I . Pastuch g r a j ą c y na r o g u , M o r a w i c a , w o j . K r a k ó w , 1947 r.&#13;
&#13;
strzegana b y ł a zasada w s p ó l n y c h p o s i ł k ó w . W y p ę d z a j ą c&#13;
&#13;
bydło&#13;
&#13;
z rana, c z ę s t o nawet przed wschodem s ł o ń c a , d o s t a w a ł pasterz&#13;
do&#13;
&#13;
t o r b y , uszytej&#13;
&#13;
z samodziałowego&#13;
&#13;
płótna,&#13;
&#13;
kromkę&#13;
&#13;
chleba&#13;
&#13;
a w m a ł y m g a r n u s z k u t r o c h ę m a s ł a , t w a r o g u l u b sera. P o d o b n i e&#13;
p r z e d s t a w i a ł s i ę podwieczorek. W czasie jedzenia na p a s t w i s k u&#13;
rozlegle p a s t w i s k a t z w . b ł o n i a w y s t ę p o w a ł y&#13;
&#13;
we wsiach nad­&#13;
&#13;
w i ś l a ń s k i c h . Pastwiska d z i e l i ł y s i ę na mniejsze obszary o k r e ś l o ­&#13;
ne o s o b n y m i n a z w a m i . W M o r a w i c y n p . pastwisko — j a k pisze&#13;
Stefan D u s z y k — podzielone b y ł o na k i l k a p o ł a c i , a k a ż d a z n i c h&#13;
miała odrębną nazwę. Były t u : „Zakątek", „Cegielnia",&#13;
&#13;
„Pod-&#13;
&#13;
jezierze", „ K u r n i k " , „ B e r y " oraz m a ł y s t a w e k , n o s z ą c y d u m n ą&#13;
nazwę „Jeziora".&#13;
&#13;
1 2&#13;
&#13;
Zazwyczaj w części p o ł o ż o n e j b l i ż e j d o m ó w&#13;
&#13;
p a s ł y s i ę g ę s i i ś w i n i e , na odleglejszych i w i ę k s z y c h — b y d ł o .&#13;
W s p ó l n a praca s t w a r z a ł a p o m y ś l n e w a r u n k i t w o r z e n i a s i ę&#13;
w ś r ó d m ł o d z i e ż y zebranej na p a s t w i s k u p e w n y c h f o r m organi­&#13;
z a c y j n y c h i uznanego przez g r u p ę kodeksu p o s t ę p o w a n i a .&#13;
w i o s n ę pasterze o b i e r a l i sobie na p a s t w i s k u „ w ó j t a " ,&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
obowiązująca b y ł a tzw. „ d z i e l a n k a " . W e d ł u g słów Jana S ł o m k i&#13;
„ k a ż d y d z i e l i ł s i ę s w o i m ś n i a d a n i e m z i n n y m i i nawzajem b y ł&#13;
przez n i c h c z ę s t o w a n y " . R a c z y l i s i ę t a k albo w c a ł e j&#13;
&#13;
„kupie"&#13;
&#13;
albo d o b i e r a l i s i ę p a r t i a m i c i , k t ó r z y m i e l i z d o m u m n i e j w i ę c e j&#13;
j e d n a k o w ą „ w y p r a w ę " . K t o b y z a ś j a d ł sam „ n a b o k u " nazywa­&#13;
no go w ó w c z a s „ s a m o j e d n i k i e m " . T a k i pasterz nie b y ł l u b i a n y&#13;
i&#13;
&#13;
1 7&#13;
&#13;
dokuczano m u . . P a w e ł G a w r y l u k , k i e d y po raz p i e r w s z y&#13;
&#13;
z n a l a z ł s i ę na w s p ó l n y m p a s t w i s k u , po o g l ą d n i ę c i u go ze wszyst­&#13;
k i c h s t r o n przez w ó j t a , m u s i a ł s w o j ą t o r b ę n a p e ł n i o n ą chlebem&#13;
i p l a c k a m i p o k a z a ć gromadzie, k t ó r a — j a k pisze a u t o r p a m i ę t n i ­&#13;
k a — t o r b ę po p e w n y m czasie oddala, ale j u ż „ m o c n o&#13;
nioną".&#13;
&#13;
opróż­&#13;
&#13;
1 8&#13;
&#13;
którym&#13;
&#13;
b y ł z w y k l e najstarszy z c a ł e j g r o m a d y . O b o k niego d z i a ł a ł a „ ł a w a&#13;
&#13;
W czasie Z i e l o n y c h Ś w i ą t o d b y w a ł o s i ę n a p a s t w i s k u ś w i ę t o&#13;
&#13;
p r z y s i ę g ł y c h " na p o d o b i e ń s t w o s t o s u n k ó w p a n u j ą c y c h w g m i ­&#13;
&#13;
pasterzy, podczas k t ó r e g o z o t r z y m a n y c h w t y m d n i u od gospo­&#13;
&#13;
nie. W ó j t s p r a w o w a ł na p a s t w i s k u w ł a d z ę przez c a ł e l a t o . J a k o&#13;
&#13;
dyń&#13;
&#13;
o z n a k i swej g o d n o ś c i p o s i a d a ł , na w z ó r pasterzy g r o m a d z k i c h ,&#13;
&#13;
w S i e r a d z k i m i w P o z n a ń s k i m rozpowszechniony b y ł zwyczaj&#13;
&#13;
jajek smażyli oni t r a d y c y j n ą&#13;
&#13;
jajecznicę.&#13;
&#13;
Na Kujawach,&#13;
&#13;
( i l . 13) b a t pasterski z d ł u g i m sznurem k o n o p n y m , z d o b i o n y&#13;
&#13;
u r z ą d z a n i a zabawy w „ k r ó l a pasterzy". W p i e r w s z y d z i e ń Zielo­&#13;
&#13;
c z e r w o n y m chwostem oraz k i j . K o ł o K a r t u z m i a ł on biczysko&#13;
&#13;
n y c h Ś w i ą t n a l e ż a ł o j a k n a j w c z e ś n i e j rano p o p ę d z i ć b y d ł o&#13;
&#13;
z grubej d ę b i n y , nieco grubsze n i ż w i e l k i palec. P r ę t w o d l e g ł o ś c i&#13;
&#13;
p a s t w i s k o , nieraz c a ł k i e m jeszcze po c i e m k u . K t ó r y z c h ł o p c ó w&#13;
&#13;
s t o p y o d grubszego k o ń c a rozszczepiano na 9 c z ę ś c i , k t ó r e p o t e m&#13;
&#13;
pierwszy p r z y g n a ł na p a s t w i s k o t r z o d ę o b w o ł a n y b y ł „ k r ó l e m&#13;
&#13;
splatano i w i ą z a n o u cienkiego k o ń c a w i e r z b o w y m szpagatem.&#13;
&#13;
pasterzy"&#13;
&#13;
Czasem b a t w y p l a t a n o z m ł o d e j b r z e z i n y , p o d o b n i e&#13;
&#13;
w y s o k i m i u r z ę d n i k a m i d w o r u . N a d a w a n o i m z a r ó w n o staropol­&#13;
&#13;
rozszcze­&#13;
&#13;
a dziewczyna&#13;
&#13;
„królową".&#13;
&#13;
Dalsi&#13;
&#13;
z kolei&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
zostawali&#13;
&#13;
p i o n e j n a 12 c z ę ś c i , n a z y w a n o go w ó w c z a s „ d w u n a s t k ą " . P r ó c z&#13;
&#13;
skie t y t u ł y&#13;
&#13;
takich&#13;
&#13;
„grzechotkowego",&#13;
&#13;
( g u b e r n a t o r ó w , g e n e r a ł ó w , p u ł k o w n i k ó w ) . D z i e c i , k t ó r e ostatnie&#13;
&#13;
biczy używali&#13;
&#13;
pasterze t a k ż e&#13;
&#13;
kija&#13;
&#13;
(hetmanów,&#13;
&#13;
wojewodów)&#13;
&#13;
j a k i nowsze,&#13;
&#13;
aktualne&#13;
&#13;
zwanego „ r y ń c z y k " , a s ł u ż ą c o g o do z w o ł y w a n i a t r z o d y i odstra­&#13;
&#13;
p r z y g n a ł y swoje b y d ł o n a r a ż a ł y s i ę na p o ś m i e w i s k o . W sieradz­&#13;
&#13;
szania w i l k ó w . K i j t e n znany b y ł w p ó ł n o c n e j części P o l s k i , o d&#13;
&#13;
k i m nazywano je „ m i o t l a r z a m i " , przyczepiano i m m i o t ł ę , k t ó r ą&#13;
&#13;
P o m o r z a do Suwalszczyzny. P o n a d t o znana b y ł a r ó w n i e ż „ p u s z -&#13;
&#13;
m u s i a ł y c i ą g n ą ć za s o b ą przez c a ł y d z i e ń n i b y c z y s z c z ą c w t e n&#13;
&#13;
c z a w k a " , k i j na j e d n y m k o ń c u r o z ł u p a n y , s ł u ż ą c y do c i s k a n i a&#13;
&#13;
s p o s ó b p a s t w i s k o . Po p o ł u d n i u uczestnicy u r z ą d z a l i u r o c z y s t y&#13;
&#13;
k a m i e n i . S p o t y k a go s i ę t a k ż e w P o z n a ń s k i m i na L u b e l s z c z y ź -&#13;
&#13;
p o c z ę s t u n e k , z ł o ż o n y z p r o d u k t ó w p r z y n i e s i o n y c h przez k a ż d e g o&#13;
&#13;
nie.&#13;
&#13;
1 4&#13;
&#13;
„ M i e l i t e ż i i n n i pasterze mocne k i j e l u b b a t y&#13;
&#13;
pasterza ozy p a s t e r k ę , w z g l ę d n i e przez w y b r a n y c h tego d n i a&#13;
uwiązane&#13;
&#13;
n a d ł u g i e j j a ł o w c o w e j k o z i c y . N a k a ż d y m k i j u i na k a ż d e j k o z i c y&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
dostojników.&#13;
&#13;
Zabawa&#13;
&#13;
wiązała&#13;
&#13;
się z&#13;
&#13;
tryumfalnym&#13;
&#13;
powrotem&#13;
&#13;
do w s i . K r ó l i i n n i d o s t o j n i c y j e c h a l i p r z y s t r o j e n i na k o n i a c h&#13;
&#13;
�l u b w o l a c h . Ton k t ó r y na pastwisko p r z y b y ł o s t a t n i z a m y k a !&#13;
pochód.&#13;
&#13;
1 9&#13;
&#13;
w y s y p i a j ą c y m s i ę na p a s t w i s k u , nie b i o r ą c y m u d z i a ł u w&#13;
&#13;
„wy­&#13;
&#13;
p r a w a c h " . Ś p i o c h o b r a c a j ą c s i ę z b o k u na b o k r o z g n i a t a ł j a j k a ,&#13;
&#13;
P o n i e w a ż zawracanie b y d ł a od szkody nie w y m a g a ł o u d z i a ł u&#13;
w s z y s t k i c h pasterzy, w i ę c&#13;
&#13;
zależnie&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
pory&#13;
&#13;
roku&#13;
&#13;
sobie czas r ó ż n y m i z a b a w a m i i p s o t a m i . N a w i o s n ę&#13;
&#13;
a po przebudzeniu złościł s i ę okropnie i w y g r a ż a ł p s o t n i k o m .&#13;
&#13;
wypełniali&#13;
&#13;
Czasem k r a d z i o n o t e ż „ g r u b s z ą z w i e r z y n ę " , j a k k u r y , g ę s i i t d .&#13;
&#13;
„chodzili&#13;
&#13;
N i e r o b i l i tego z g ł o d u a n i dla s m a k u , a j e d y n i e dlatego, że z n a l i&#13;
&#13;
za p t a k a m i " . W y b i e r a l i z g n i a z d jaja WTonie, kacze, k u r o p a t w i e&#13;
&#13;
o p o w i a d a n i a starszych, k t ó r z y c h w a l i l i s i ę s w o i m i&#13;
&#13;
i inne. S m a ż y l i je (jeśli b y ł y ś w i e ż e ) , z a ś znaleziono w gniazdach&#13;
&#13;
z c z a s ó w k i e d y sami p a ś l i . N i e c h c ą c b y ć g o r s z y m i r o b i l i w s z y s t k o&#13;
&#13;
m a ł e w r o n y o b l e p i a l i g l i n ą i p i e k l i w ognisku. P r z y tej&#13;
n i s z c z y l i r ó w n i e ż i gniazda p t a k ó w&#13;
&#13;
pożytecznych.&#13;
&#13;
okazji&#13;
&#13;
Wspomina&#13;
&#13;
wyczynami&#13;
&#13;
a b y d o r ó w n a ć p o p r z e d n i k o m . B y w a ł o n i e k i e d y , że z ł a p a n y&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
k r a d z i e ż } ' pasterz solidnie o b e r w a ł od gospodarza, ale m i m o b ó l u&#13;
&#13;
o t y m S t a n i s ł a w P i g o ń : „ W lecie biesiady t r a f i a ł y się rzadko,&#13;
&#13;
w y t r z y m y w a ł wszystko, ż e b y t y l k o nie s t a ć s i ę p o ś m i e w i s k i e m&#13;
&#13;
ale za to b y ł y w y k w i n t n i e j s z e . W t o d y p o z n a ł e m smak m ł o d y c h&#13;
&#13;
swoich towarzyszy.&#13;
&#13;
w r o n i ą t . W s p i n a ć s i ę na w i e r z c h o ł e k drzewa do gniazda t r u d n o&#13;
&#13;
I n n y m zajęciom wiosennym było robienie g w i z d k ó w i krę­&#13;
&#13;
d o s t ę p n e g o i w y b r a ć — nasz t o b y ł w y d z i a ł . D o s t a w a ł o się p r z y&#13;
&#13;
cenie fujarek&#13;
&#13;
t y m n i e j e d n o k r o t n i e od w r o n y d z i o b e m i s k r z y d ł a m i po g ł o w i e ,&#13;
&#13;
w y k o n y w a n y c h w ł a s n o r ę c z n i e , a p ó ź n i e j k u p o w a n y c h na odpus­&#13;
&#13;
z kory&#13;
&#13;
wierzbowej. Gra&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
fujarkach&#13;
&#13;
najpierw&#13;
&#13;
o d s ę k ó w drzewa po s k ó r z e . A l e k t ó ż b y na to z w a ż a ł ! Ł u p pre­&#13;
&#13;
t a c h czy t a r g a c h b y ł a u l u b i o n y m z a j ę c i e m pasterzy. U j a w n i a ł y&#13;
&#13;
p a r o w a l i ś m y z b i o r o w o . Trzeba b y ł o p i s k l ę t o m p o u k r ę c a ć ł e b k i ,&#13;
&#13;
s i ę t y m sposobem muzyczne u z d o l n i e n i a i u t r w a l a ł y z a m i ł o w a n i a&#13;
&#13;
r o z p r u ć i o c z y ś c i ć w n ę t r z n o ś c i , a p o t e m razem z p u c h e m i p a ł ­&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
k a m i p i ó r o b l e p i ć b ł o t e m . Po&#13;
&#13;
n i e k i e d y na c a ł e ż y c i e , z t y m że f u j a r k ę z a s t ę p o w a ł z czasem i n n y ,&#13;
&#13;
w y t r z y m a n i u przez czas odpo­&#13;
&#13;
w i e d n i w ż a r z e w y g a r n i a ł o s i ę te k u l k i , p r z y uderzeniu o z i e m i ę&#13;
polepa w y p a l o n a p ę k a ł a i o d p a d a ł a razem z p i ó r a m i , a ze ś r o d k a&#13;
w y ł a n i a ł o s i ę s m a k o w i t o pieczyste. K t ó ż b y&#13;
&#13;
tam&#13;
&#13;
wtedy&#13;
&#13;
pytał&#13;
&#13;
muzykowania, które&#13;
&#13;
zrodzone na&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
pozostawały&#13;
&#13;
bardziej d o s k o n a ł y i n s t r u m e n t , j a k n p . d u d y czy skrzypce.&#13;
Z m ł o d y c h p ę d ó w w i k l i n y p l e t l i pasterze w M o r a w i c y&#13;
&#13;
pod&#13;
&#13;
K r a k o w e m t z w . k a ń c e c z y l i h a r a p y — bicze, k t ó r e s t a w a ł y s i ę&#13;
2 1&#13;
&#13;
0 s ó l ! ! ! R ó w n i e w s p a n i a ł e biesiad}' byw-ały z r a k ó w . T u z n o w u&#13;
&#13;
często narzędziom zawziętych b i j a t y k ,&#13;
&#13;
trzeba b y ł o d ł u g o m y s z k o w a ć za n i m i po o k o l i c z n y c h s t r u m y k a c h&#13;
&#13;
c z a p k i podobne do t y c h , j a k i e w y s t ę p u j ą w p r z e b r a n i a c h r ó ż n y c h&#13;
&#13;
a z s i t o w i a spiczaste&#13;
&#13;
1 stawach, s z u k a ł o s i ę i c h r ę k ą p o d n a w i s ł y m i brzegami, w y ­&#13;
&#13;
grup obrzędowych.&#13;
&#13;
c i ą g a ł o z d z i u r i spod k a m i e n i , nie bez tego, ż e b y o d czasu do&#13;
&#13;
G d y s k o ń c z y ł o s i ę w y b i e r a n i e jaj p t a s i c h i m i n ą ł czas k i e d y&#13;
&#13;
czasu nio z ł a p a ć w r ę k ę „ z a s k r o ń c a " , u c i e k a l i ś m y w t e d y z wrzas­&#13;
&#13;
ł y k o l e k k o schodzi z g a ł ą z e k w i e r z b o w y c h pasterze z M o r a w i c y&#13;
&#13;
k i e m przed t ą&#13;
&#13;
„żmiją".&#13;
&#13;
2 0&#13;
&#13;
B y ł y j e d n a k j a j k a , k t ó r y c h po w y j ę c i u z gniazda pasterze&#13;
nie j a d a l i , n p . czajek. J a j k a te w k ł a d a n o do kieszeni l e n i u c h o m ,&#13;
&#13;
z a m i e n i a l i s i ę w r y b a k ó w i ł o w i l i w r ę c e l u b do kosza w m a ł y m&#13;
stawku,&#13;
&#13;
zwanym&#13;
&#13;
dumnie&#13;
&#13;
„Jeziorem",&#13;
&#13;
drobne r y b k i .&#13;
&#13;
Ażeby&#13;
&#13;
o s ł o d z i ć sobie pasterskie ż y c i e w y s z u k i w a l i pod d a r n i ą l u b&#13;
&#13;
I I . 2. M a ł a g ę s i a r k a w drodze na gminne pastwisko, Ł o s t ó w k a , w o j . N . S ą c z , 1966&#13;
&#13;
we&#13;
&#13;
r.&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�U . 3. Zabawa na p a s t w i s k u , J o d l ó w k a Tuehnowska, w o j . T a r n ó w , 1965 г . ; M o r a w i c a , pastwisko g m . , 1948 r.&#13;
i l . 4. „ S t u k i " ; i l . 5. Zabawa w zgadywanie&#13;
&#13;
m c h u , w z g l ę d n i e na wrzosach, gniazda t r z m i e l i , k t ó r y c h&#13;
s t a n o w i ł dla n i c h d u ż y p r z y s m a k .&#13;
&#13;
miód&#13;
&#13;
2 2&#13;
&#13;
przypadkach&#13;
&#13;
pasterz&#13;
&#13;
wykorzystywał&#13;
&#13;
otrzymane&#13;
&#13;
pozwolenie&#13;
&#13;
i w y b i e r a ł „ t r ę ć " — s ł o m ę nie na jeden lecz na k i l k a k a p e l u s z y .&#13;
&#13;
Ulubiona, p r z y j e m n o ś c i ą , pasterzy b y ł y k ą p i e l e . W o k o l i c a c h&#13;
&#13;
Po ż n i w a c h i w j e s i e n i g d y d o j r z e w a ł y owoce t y l k o&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
mała&#13;
&#13;
n a d w i ś l a ń s k i c h w czerwcu, po Św. Janie, c a ł a czereda p a s t u c h ó w&#13;
&#13;
c z ę ś ć p a s t u c h ó w z o s t a w a ł a p r z y b y d l e . Reszta r o z c h o d z i ł a s i ę&#13;
&#13;
c h o d z i ł a częściej nago n i ż w u b r a n i u , g d y ż c i ą g l e k ą p a l i s i ę w W i ś ­&#13;
&#13;
po p o l a c h i sadach. R w a l i w t e d y groch s t r ą c z k o w y , r z e p ę , k o p a l i&#13;
&#13;
le, p o t e m t a r z a l i s i ę w p i a s k u a n a w e t w biocie, a ż e b y&#13;
&#13;
znów&#13;
&#13;
z i e m n i a k i do pieczenia, c h o d z i l i do s a d ó w i k r a d l i d o j r z e w a j ą c e&#13;
&#13;
z a n u r z y ć s i ę w rzece. Gdzie, j a k n p . w M o r a w i c y , n i e b y ł o w p o b l i ­&#13;
&#13;
owoce. Po powrocie na pastwisko d z i e l i l i s i ę z t y m i , k t ó r z y t y m ­&#13;
&#13;
ż u w i ę k s z e j r z e k i pastrze przegradzali w ą s k i potoczek, p r z e p ł y ­&#13;
&#13;
czasem p i l n o w a l i b y d ł a .&#13;
&#13;
w a j ą c y przez p a s t w i s k o i w p o w s t a ł y m w t e n s p o s ó b b a j o r k u&#13;
uczyli się p ł y w a ć i nurkować „ n a w y t r z y m a ł e g o . "&#13;
&#13;
Opisane t u z a j ę c i a , w y k o n y w a n e bez k o n t r o l i i o p i e k i zo&#13;
s t r o n y d o r o s ł y c h , w y r a b i a ł y u d z i e c i s a m o d z i e l n o ś ć i s p r y t ale&#13;
&#13;
Czas s p ę d z a n y na p a s t w i s k u d a w a ł s p o s o b n o ś ć w y k o n y w a n i a&#13;
&#13;
r ó w n o c z e ś n i e w y p a c z a ł y je p o w o d u j ą c o k r u c i e ń s t w o w s t o s u n k u&#13;
2 4&#13;
&#13;
z a j ę ć z a r o b k o w y c h . W lecie, j a k z b o ż e z a c z ę ł o d o j r z e w a ć , p l e t l i&#13;
&#13;
do z w i e r z ą t ,&#13;
&#13;
pasterze „ z ą b k i " na s ł o m k o w e kapelusze z ż y t n i e j s ł o m y (rzadziej&#13;
&#13;
solidarności nakazującej u k r y w a ć winnych. Tworzył się model&#13;
&#13;
pszenicznej) zwanej „ t r ę c i ą " . R o b i l i je z a r ó w n o dla siebie j a k i na&#13;
&#13;
bohatera. Cechy n a b y t e w czasie pasterskiej s w o b o d y pozosta­&#13;
&#13;
s p r z e d a ż . Zawsze w ś r ó d pasterzy z n a l a z ł s i ę t a k i , k t ó r y&#13;
&#13;
w i a ł y c z ę s t o t r w a ł e ś l a d y na p ó ź n i e j s z e j&#13;
&#13;
umiał&#13;
&#13;
s z y ć kapelusze. C a ł y kapelusz m o ż n a b y ł o w y k o n a ć na p a s t w i s k u .&#13;
Za c z a s ó w J a n a S ł o m k i za z ą b k i na jeden kapelusz p ł a c o n o 15—&#13;
&#13;
Najwięcej&#13;
&#13;
l e k c e w a ż e n i e eudzej w ł a s n o ś c i , f a ł s z y w e poczucie&#13;
&#13;
osobowości.&#13;
&#13;
m o ż l i w o ś c i m i e l i pasterze po j b i o r a c h . W t e d y&#13;
&#13;
b y d ł o puszczano w o l n o , a o n i sami u r z ą d z a l i sobie harce i zabawy.&#13;
&#13;
20 g r a j c a r ó w . I m drobniejsze b y ł y te z ą b k i t y m cena b y ł a w y ż s z a .&#13;
&#13;
Na pierwszy plan w y s u w a ł y się różne g r y j a k np.&#13;
&#13;
Najlepszy kapelusz (z uszyciem) k o s z t o w a ł c w a n c y n g i e r a c z y l i&#13;
&#13;
buka",&#13;
&#13;
33 g r a j c a r y , ale w t a k i m&#13;
&#13;
zręczności&#13;
&#13;
kapeluszu m o ż n a&#13;
&#13;
było&#13;
&#13;
„pochodzić&#13;
&#13;
dobrych parę ł a t " .&#13;
Materiał&#13;
gospodarze&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
z ą b k i trzeba&#13;
&#13;
gry&#13;
było&#13;
&#13;
ucina.ć u k r a d k i e m , g d y ż&#13;
&#13;
nie ż a ł o w a l i b i c i a , j e ś l i k o g o ś p r z y ł a p a l i p r z y tej&#13;
&#13;
robocie na s w o i m p o l u . Czasem j e d n a k sam gospodarz p r z y c h o d z i ł&#13;
na p a s t w i s k o i z a m a w i a ł z ą b k i u p a s t u c h ó w . P o z w a l a ł w ó w c z a s&#13;
&#13;
2 5&#13;
&#13;
„wybijanie&#13;
&#13;
„ p l i s z k i " zwane t e ż „ k i e z k a m i " i t p . , a t a k ż e p o p i s y&#13;
i siły&#13;
&#13;
( i l . 3,4). D u ż y m&#13;
&#13;
powodzeniem cieszyły się&#13;
&#13;
p r z y u ż y c i u szmacianych p i ł e k . C z ę s t y m i z a b a w a m i b y ł y&#13;
&#13;
„ p o l o w a n i e n a z a j ą c a " , zabawa „ w l i s y i w i l k i " , „ w w o j s k o " ,&#13;
„ z b ó j ó w i ż a n d a r m ó w " . Starsi c h ł o p c y u r z ą d z a l i na p a s t w i s k u&#13;
w y ś c i g i konne, za co ojcowie srogo k a r a l i .&#13;
Z a b a w y , k i e d y konieczny b y ł p o d z i a ł na g r u p y , z a c z y n a ł y&#13;
&#13;
u c i ą ć t y l e „ t r ę c i " i l e t r z e b a b y ł o na kapelusz, z w r a c a ł j e d n a k uwa­&#13;
&#13;
się zwykle od „ m ę t o w a n i a "&#13;
&#13;
g ę , a b y n i e w c h o d z i ć w ś r o d e k ż y t a i nie d e p t a ć go. W t a k i c h&#13;
&#13;
w y l i c z a n e k s t a n o w i ą c i e k a w y p r z y k ł a d l i t e r a t u r y ustnej dzieci.&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
czyli tzw. „wyliczanki".&#13;
&#13;
Teksty&#13;
&#13;
�167&#13;
&#13;
�U t w o r y te s ą c z ę s t o w i e r s z o w a n ą s k ł a d a n k ą s ł ó w&#13;
&#13;
pozbawioną&#13;
&#13;
sensu, w k t ó r y c h na p l a n pierwszy w y b i j a s i ę r y t m i r y m . J a k o&#13;
p r z y k ł a d p o s ł u ż y ć m o ż e tekst n a s t ę p u j ą c e j&#13;
&#13;
nie c h o d z i ł y , w o l a ł y raczej zabawy spokojne j a k np. p '&#13;
k o s z y k ó w z s i t o w i a , ubieranie lalek czy pieczenie p l a c k ó w&#13;
&#13;
r&#13;
&#13;
enio&#13;
gliny.&#13;
&#13;
Byw-ały j e d n a k r ó w n i e ż w s p ó l n e zabaw-y pasterzy i pasterek.&#13;
&#13;
wyliczanki:&#13;
&#13;
N a l e ż a ł o do t a k i c h przede w s z y s t k i m „ w e s e l e " , robione na w z ó r&#13;
Jan, J a n F a b i j a n z o l s z o w y m i n o g a m i , o b j ą ł g ł o w ę w s t ę ­&#13;
&#13;
p r a w d z i w y c h wesel w i e j s k i c h . T a ń c e o d b y w a ł y s i ę p r z y p i s z c z a ł c e&#13;
&#13;
g a m i a t y J a n i e , F a b i j a n i e w y s i ą d ź k o n i e na zagonie, co&#13;
&#13;
z w i e r z b i n y l u b p r z y skrzypcach o s t r u n a c h z k o ń s k i e g o w ł o s i a .&#13;
&#13;
m n i e pasiesz z ł o t ą s i e c z k ą , co m n i e poisz t ą&#13;
&#13;
P r z y tej&#13;
&#13;
duszeczką,&#13;
&#13;
okazji z a r ó w n o dziewczęta jak&#13;
&#13;
i chłopcy uczyli&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
t y c h o i n k ą na c h o i n k ę , t y z a j ą c z k u n a w o j e n k ę . P o s z ł a&#13;
&#13;
t a ń c z y ć . Znana jest p r z y ś p i e w k a o d n o s z ą c a się do d z i e w c z y n y ,&#13;
&#13;
baba po p o p i ó ł , d i a b e ł b ą b ę u t o p i ł , n i p o p i o ł u n i b a b y ,&#13;
&#13;
k t ó r a j a k o d o r o s ł a źle t a ń c z y ł a :&#13;
&#13;
t y l k o z b a b y d w a schaby.&#13;
C z y ś b y d e ł k a nie p a s a ł a ,&#13;
O b o k zabaw r u c h o w y c h , p o l e g a j ą c y c h&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
g o n i t w i e , popisach&#13;
&#13;
s p r a w n o ś c i i s i ł y , i s t n i a ł o sporo zabaw i n n y c h , j a k n p .&#13;
&#13;
w „ b i e r k i " czy w „ k o ś c i " a czasem w k a r t y . W i e l e czasu z u ż y w a l i&#13;
pasterze na&#13;
&#13;
Żeś t a ń c o w a ć nie&#13;
&#13;
umiała&#13;
&#13;
granie&#13;
&#13;
o p o w i a d a n i u p o p u l a r n y c h gadek z a s ł y s z a n y c h&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
C z ę s t y m z a j ę c i e m pasterzy b y ł o majsterkowanie. D l a zabi­&#13;
cia czasu i zabawy w y k o n y w a l i z drewna w i a t r a k i , m ł y n k i wodne,&#13;
&#13;
starszych ( i l . 5), a t a k ż e na w y m y ś l a n i u i o d g a d y w a n i u zagadek.&#13;
&#13;
z a b a w k i ruchomo w p o s t a c i t z w . „ t r a c z y " czy k o w a l i , i n n i z n ó w&#13;
&#13;
Jest t o m o ż e najbogatsza dziedzina d z i e c i ę c e j l i t e r a t u r y .&#13;
&#13;
r z e ź b i l i k o z i k a m i r ó ż n e z w i e r z ę t a , p t a s z k i , k o n i k i czy postacie&#13;
&#13;
Za­&#13;
&#13;
g a d k i z b i e r a ł n a p a s t w i s k u Seweryn U d z i e l a , g r a j ą c ze s w y m i&#13;
&#13;
l u d z k i e j a k n p . ż o ł n i e r z y w z g l ę d n i e l a l k i dla d z i e w c z ą t .&#13;
&#13;
i n f o r m a t o r a m i „ o jednego c e n t a " . P o l e g a j ą t a gra na t y m , że&#13;
&#13;
podejmowane przez j e d n y c h w y w o ł y w a ł y&#13;
&#13;
naśladownictwo&#13;
&#13;
in­&#13;
&#13;
g d y d z i e c i z a d a w a ł y m u z a g a d k ę , k t ó r e j r o z w i ą z a ć nie&#13;
&#13;
n y c h . W y t w o r z y ł o s i ę na tej drodze w s p ó ł z a w o d n i c t w o k t o&#13;
&#13;
za­&#13;
&#13;
umiał,&#13;
&#13;
Próby&#13;
&#13;
d o s t a w a ł y centa, z k o l e i m ó w i ł z a g a d k ę U d z i e l a i centa sobie&#13;
&#13;
b a w k ę czy r z e ź b ę p o t r a f i w y k o n a ć lepiej i ł a d n i e j . S p o ś r ó d m a j ­&#13;
&#13;
odbierał.&#13;
&#13;
sterkującej młodzieży w y b i j a l i się ei, k t ó r z y posiadali uzdolnienia&#13;
&#13;
P a s t e r k i b y ł y w zasadzie w y ł ą c z o n e od. zabaw, k t ó r y m odda­&#13;
wali się chłopcy.&#13;
&#13;
2 6&#13;
&#13;
B y ł y one przez c h ł o p c ó w w y ś m i e w a n e ,&#13;
&#13;
na­&#13;
&#13;
techniczne ł u b plastyczne. W&#13;
&#13;
w i e l u w y p a d k a c h zrodzone&#13;
&#13;
p a s t w i s k u zainteresowanie r z e ź b ą p o z o s t a w a ł o&#13;
przeprowadzonych w&#13;
&#13;
całe&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
życie.&#13;
&#13;
z y w a n o j e „ p i s k l a m i " i p a s t e r z o w i „ n i e honor b y ł o z a d a w a ć s i ę&#13;
&#13;
Z wywiadów&#13;
&#13;
z d z i e w c z y n ą " . C h ł o p c y „ r o b i l i i m na p r z e k ó r " , s t ą d d z i e w c z ę t a&#13;
&#13;
dukcji&#13;
&#13;
t r z y m a ł y s i ę na p a s t w i s k u z d a ł a od pasterzy. N a ż a d n e w j p r a w y&#13;
&#13;
z l u d o w y m i r z e ź b i a r z a m i d o w i a d u j e m y s i ę , że c z ę s t o i c h a r t y s -&#13;
&#13;
zabawek d r e w n i a n y c h n p .&#13;
&#13;
wiejskich&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
ośrodkach&#13;
&#13;
Brzozie S t a d n i c k i e j&#13;
&#13;
pro­&#13;
czy&#13;
&#13;
I I . 6. Zabawa n a p a s t w i s k u , L u b o m i e r z , w o j . n o w o s ą d e c k i e , 1966 г . ; i l . 7. S u c h o d ó ł , w o j . k r o ś n i e ń s k i e , 1969 г.; i l . 8. S a m o c h ó d w y k .&#13;
przez W i e s ł a w a D r y k ę , I . 12, P r z y k o p , w o j . tarnobrzeskie, 1981 г.; i l . 9. Samolot, w y k . S t a n i s ł a w Oohalek, I . 16,&#13;
Bezdziadka, w o j . k r o ś n i e ń s k i e , 1959 r.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
�tye&#13;
&#13;
'.a&#13;
&#13;
twórczość&#13;
&#13;
bierze&#13;
&#13;
początek&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
prób&#13;
&#13;
podejmowanych&#13;
&#13;
w czi «io d z i e c i ę c y c h l a t s p ę d z o n y c h p r z y k r o w a c h na p a s t w i s k u .&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
W czasie p o b y t u w zintegrowanej gromadzie d z i a ł a j ą c e j na&#13;
p a s t w i s k u p o w s t a w a ł t a k m a ł o jeszcze znany f o l k l o r&#13;
i p i e r w o c i n y s z t u k i plastycznej.&#13;
&#13;
T u kształtowała&#13;
&#13;
. O&#13;
&#13;
dziecięcy&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
swoista&#13;
&#13;
wiedza o ś w i e c i e , t w o r z y ł y s i ę f o r m y s p o ł e c z n o i etyczne;. T u&#13;
wreszcie k r y s t a l i z o w a ł s i ę model wiejskiego bohatera,, akcepto­&#13;
w a n y przez g r u p ę , t y p wiejskiego z a w a d i a k i , k t ó r y „ n i c z e g o się&#13;
n i c b o i " i lekcewa.ży niewygodne dla siebie zakazy&#13;
&#13;
i nakazy.&#13;
&#13;
O d n a j d u j e m y go d z i ś w ś r ó d starszej m ł o d z i e ż y .&#13;
Gromada t w o r z y ł a j e d n ą z w a r t ą c a ł o ś ć , gdzie ł i a s ł o „ j e d e n&#13;
za w s z y s t k i c h — wszyscy za jednego" stosowano b y ł o w s p o s ó b&#13;
dosłowny.&#13;
&#13;
2 8&#13;
&#13;
Osobnik, jeśli n i e c h c i a ł l u b nie u m i a ł&#13;
&#13;
s i ę do o b o w i ą z u j ą c e j&#13;
grupy. Przybierały&#13;
&#13;
normy, narażony&#13;
&#13;
one&#13;
&#13;
n i e k i e d y nawet&#13;
&#13;
dopasować&#13;
&#13;
b y ł na szykany&#13;
formy&#13;
&#13;
całej&#13;
&#13;
okrucieństwa.&#13;
&#13;
P r z y c z y n ą takiego t r a k t o w a n i a b y ł n a j c z ę ś c i e j f a k t , że c h ł o p a k&#13;
(rzadziej dziewczyna) d o n o s i ł gospodarzom we w s i co s i ę dzieje&#13;
na&#13;
&#13;
p a s t w i s k u i „ s y p a ł k o l e g ó w " , w z g l ę d n i e ska,rżyl na&#13;
&#13;
nich.&#13;
&#13;
P o n i e w a ż pastorskie p s o t y b y w a ł y srogo przez r o d z i c ó w karane&#13;
donosicielstwo&#13;
&#13;
nio m o g ł o&#13;
&#13;
winowajcy uchodzić&#13;
&#13;
płazem.&#13;
&#13;
.Kary&#13;
&#13;
stosowane na w y ł a m u j ą c y c h s i ę c z ł o n k ó w g r u p y b y ł y surowe.&#13;
P r z y k ł a d e m t y c h s t o s u n k ó w , j a k i e p a n o w a ł y na p a s t w i s k u ,&#13;
m o ż e b y ć zda-zenie opisane w p a m i ę t n i k u cytowanego j u ż w i e l o ­&#13;
k r o t n i e P a w ł a Gawryluka,. Jeden z c h ł o p c ó w , n i e z b y t l u b i a n y&#13;
przez w s z y s t k i c h , z n i s z c z y ł sobie nowe, o d ś w i ę t n e ubranie. B o j ą c&#13;
s i ę ojca, o s k a r ż y ł o t o G a w r y l u k a , za co t o n d o s t a ł o d&#13;
poszkodowanego&#13;
&#13;
takie&#13;
&#13;
bicie, że przez k i l k a m i e s i ę c y&#13;
&#13;
brata&#13;
musiał&#13;
&#13;
s i e d z i e ć w d o m u , k u r o w a ć s i ę i w ł a ś c i w i e j u ż do p e ł n e g o z d r o w i a&#13;
n i g d y n i o p o w r ó c i ł . P o z o s t a l i pasterze srodze z e m ś c i l i s i ę za&#13;
pokrzywdzonego&#13;
&#13;
kolegę.&#13;
&#13;
Złapali&#13;
&#13;
przewrotnego&#13;
&#13;
10&#13;
I I . 10. W i a t r a c z e k z t a ń c z ą c ą p a r ą , w y k . A n d r z e j F i g i e l . Z a ­&#13;
b a w k i d z i e w c z ą t w i e j s k i c h : i l . 11. L a l k i z t r a w y , C h o j n ę , w o j .&#13;
sieradzkie; i l . 12. P t a k z s i t o w i a i p a p i e r k ó w , k o l . B i a ł k a , w o j .&#13;
siedleckie, 1957 r .&#13;
&#13;
skarżypytę,&#13;
&#13;
z a r z u c i l i m u na g ł o w ę worek, aby nie w i d z i a ł k t o go bije i s t ł u k l i&#13;
&#13;
w p a m i ę c i b y ł y c h pasterzy, a p r z y j a ź n i e z a w i ą z a n e „ p r z y b y d l e "&#13;
&#13;
go n i e m i ł o s i e r n i e , a n a s t ę p n i e zbitego z o s t a w i l i na&#13;
&#13;
t r w a ł y c z ę s t o do ś m i e r c i . Z d a r z a ł o s i ę , że udzielona pomoc czy&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
aż s i ę k t o ś m u s i a ł po niego z g ł o s i ć . K i e d y po p e w n y m czasie&#13;
&#13;
d o b r a r a d a , k t ó r ą sobie wzajemnie w y ś w i a d c z a j ą l u d z i e , u g r u n ­&#13;
&#13;
w r ó c i ł z n ó w na pastwisko i z a s n ą ł , pasterze w ł o ż y l i m u w&#13;
&#13;
t o w a n a jest na zasadzie „ p r z e c i e ż m y ś m y razem ze s o b ą p a s a l i " .&#13;
&#13;
usta,&#13;
&#13;
nos i uszy zebrany na p a s t w i s k u k a ł w o ł o w y , a, n a s t ę p n i e p o l a l i&#13;
&#13;
Opisane t u w d u ż y m s k r ó c i e ż y c i e pasterzy na&#13;
&#13;
wspólnym&#13;
&#13;
w ł a s n y m moczem, k i e d y z a ś c h ł o p a k o b u d z i ł s i ę , i złościł, za­&#13;
&#13;
pastwisku&#13;
&#13;
p e w n i a l i go, że z r o b i ł to jego w ł a s n y w ó l . Poszkodowany&#13;
&#13;
z a n i k ł o j u ż przed k i l k u d z i e s i ą t k a m i l a t , badanie jego nie stra­&#13;
&#13;
wie­&#13;
&#13;
d z i a ł , ż e to nieprawda,, alo b a l s i ę j u ż na k o l e g ó w p o s k a r ż y ć .&#13;
&#13;
2 9&#13;
&#13;
M i m o (rudnej i ż m u d n e j pracy, j a k ą b y ł o pasienie b y d ł a ,&#13;
&#13;
należy&#13;
&#13;
już&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
przeszłości.&#13;
&#13;
J e d n a k m i m o tego, że&#13;
&#13;
ciło n a a k t u a l n o ś c i . P r z y p u s z c z a ć m o ż n a , że wiele z j a w i s k z w i ą ­&#13;
zanych z n o r m a m i p o s t ę p o w a n i a p r z y j ę t y m i przez w s p ó ł c z e s n y c h&#13;
&#13;
lata s p ę d z o n e na w s p ó l n y m p a s t w i s k u razom z „ k o m p a n a m i "&#13;
&#13;
mieszkańców&#13;
&#13;
( „ k o m p a n k a m i " — dziewczynami) w s p o m i n a ł o s i ę przoz&#13;
&#13;
wzora,mi, k t ó r e k i e d y ś z r o d z i ł y s i ę i z o s t a ł y p r z y j ę t e p r z y pasieniu&#13;
&#13;
życie,&#13;
&#13;
bata, pasterskie zawsze n a l e ż ą&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
całe&#13;
&#13;
najprzyjemniejszych&#13;
&#13;
wsi można&#13;
&#13;
b y d ł a na w s p ó l n y m&#13;
&#13;
by&#13;
&#13;
wyjaśnić&#13;
&#13;
tkwiąoymi&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
tradycji&#13;
&#13;
pastwisku.&#13;
&#13;
P R Z Y P I S Y&#13;
1&#13;
&#13;
St. D u s z y k , Na wiejskim&#13;
pastwisku,&#13;
„ O r l i l o t " , 1947&#13;
n r 9/10, s. 151 i i n . ; L . M ł y n e k , Życie sierskich pasterzy przed&#13;
20 laty, „ L u d " , t . 4, 189, s'. 274—289&#13;
B . B a r a n o w s k i , Zycie codzienne wsi między Wa?-tą a Pilicą&#13;
w XIX&#13;
wieku, Warszawa 1969; St. Dwo:ra,kowski,&#13;
Kultura&#13;
społeczna&#13;
ludu wiejskiego na Mazowszu&#13;
nad Narwią,&#13;
Białystok&#13;
1964; W . G a j - P i o t r o w s k i , Kultura&#13;
społeczna&#13;
ludu z okolic Roz­&#13;
wadowa, W r o c l a w 1967; F r . L o r e n t z , A . Fischer, T . L e h r - S p ł a w i ń s k i , Kaszubi,&#13;
kultura ludowa i język, T o r u ń 1934; J.P. Dek o w s k i , Pasterstwo nad Pilicą,&#13;
„ P r a c e i M a t e r i a ł y Etnograficz­&#13;
n e " , t . 13, 1959; W . D r o z d o w s k a , Grupy rówieśnicze&#13;
w Załęczu&#13;
Wielkim, „ P r a c e i M a t e r i a ł y M u z e u m Archeologicznego i E t n o ­&#13;
graficznego w Ł o d z i " , soria etnograficzna, n r . 5, Ł ó d ź 1 9 6 1 ;&#13;
A . J a s k u l a n k a , Niektóre&#13;
zwyczaje&#13;
pasterskie&#13;
w&#13;
Sieradzkim,&#13;
„ P r a c e i M a t e r i a ł y E t n o g r a f i c z n e " , t . 8/9, 1950/51&#13;
J . B o j k o , Ze wspomnień,&#13;
Warszawa 1959; J . C h a ł a s i ń s k i ,&#13;
Młode pokolenie chłopów, Warszawa 1938; M . D ą b r o w s k a , Pa­&#13;
miętniki&#13;
młodzieży&#13;
wiejskiej&#13;
1918—1939,&#13;
Warszawo 1969; Pa­&#13;
miętniki&#13;
chłopów,&#13;
t . 1—3, Warsza,wa 1935, 1936; J . S ł o m k a ,&#13;
Pamiętniki&#13;
włościanina&#13;
— od pańszczyzny&#13;
do dnia&#13;
dzisiejszego,&#13;
K r a k ó w 1912&#13;
F r . K o t u l a , Rozmowy&#13;
ze skorupami,&#13;
R z e s z ó w 1969; F r .&#13;
P i g o ń , Z Komborni w świat, K r a k ó w 1947&#13;
W p a m i ę t n i k u Jana D i a b i k o w s k i e g o (ur, 1880 r. we w s i&#13;
R a d z i e j ó w Stary, g m . B y t ó w , p o w . Nieszawa, w o j . Warszawa)&#13;
c z y t a m y : „ J a k o c h ł o p i e c urodzony po 6 d z i e w c z ę t a c h m u s i a ł e m&#13;
bardzo w c z e ś n i e iść do p a s i o n k i . G d y m i a ł e n i ł a t 5 p a s ł e m j u ż&#13;
ś w i n i e i c i e l ę t a , a od 7 l a t k r o w y " (Pamiętniki&#13;
chłopów, op. c i t . ,&#13;
t . 2, s. 111)&#13;
2&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
„ P a m i ę t a m takiego z l a t dziecinnych -— pisze Stefan&#13;
D u s z y k — w y s o k i i c h u d y , d ł u g i e w ł o s y siwe, s p a d a j ą c e na&#13;
ramiona spod starego kapelusza,, d ł u g i w ą s . W d n i pogodne&#13;
n o s i ł z g r z e b n ą k o s z u l ę w y p u s z c z o n ą na wierzch p ł ó c i e n n y c h ,&#13;
s a m o d z i a ł o w y c h spodni, w deszcz n a r z u c a ł na r a m i o n a stary&#13;
worek, a dawniej j a k o p o w i a d a ł s ł o m i a n e g o c h o c h o ł a . W r ę k u&#13;
j a k o insygnia swej w ł a d z y d z i e r ż y ł pasterski, g r o m a d z k i bat&#13;
z d ł u g i m k o n o p n y m s z n u r k i e m , o z d o b i o n y m czerwonym chwas­&#13;
t e m i t r ą b ą w y k o n a n ą z r o g u w o ł u . " (Na pastwisku,&#13;
op. c i t . ,&#13;
s. 151)&#13;
B . B a r a n o w s k i , op. c i t . , s. 112&#13;
W . G a j - P i o t r o w s k i , op. c i t . , s. 105&#13;
L . M ł y n e k , op. c i t . , s. 275, 276&#13;
„ Z a z w y c z a j k r o w y w y g a n i a ł o s i ę n a ten p a ś n i k w po­&#13;
c z ą t k u maja, a przed m a j e m c i e l ę t a i ś w i n i e p r z e p ę d z a n o na&#13;
o z i m i n ę c z y l i na p s z e n i c ę , bo ż y t o w y r a s t a ł o w c z e ś n i e j i z w i e r z ę t a&#13;
n i e c h ę t n i e je j a d ł y . N a t y m p a ś n i k u p a s ł e m na s ł o ń c u i słocie,&#13;
na wietrze i u p a ł a c h a ż do 14 r o k u ż y c i a . " pisze w s p o m n i a n y&#13;
J a n D r a b i k o w s k i , Pamiętniki&#13;
chłopów, op. c i t . , t . 2 s. 111&#13;
„ Z a w s z e chodzono boso na pastwisko m i m o w i e l k i e j&#13;
rosy, k t ó r a ogromnie s z c z y p a ł a w n o g i . B u t ó w nio ubierano do&#13;
pasienia z dwócli p o w o d ó w : po pierwsze, żo nio s t a ć na t o wiejskich&#13;
r o d z i c ó w , po drugie z a ś p o m i m o tej zimnej g r y z ą c e j rosy n i k t&#13;
za b y d ł e m nie c h o d z i ł o b u t y , bo b y s i ę wszyscy w y ś m i e l i z ta­&#13;
kiego pana, co t o za b y d ł e m w b u t a c h chodzi. P r z y p o m i n a m&#13;
sobie, j a k nieraz p o d w p ł y w e m tej zimnej wody-rosy u d a w a ł e m&#13;
bociana, raczej s t o s o w a ł e m jogo s p o s ó b ogrzewania n ó g , gorzej&#13;
z m a r z n i ę t ą p o d k u l a j ą c i s t o j ą c na jednej i n a s t ę p n i e po nagrzaniu&#13;
jednej p o z w a l a ł e m jej m a r z n ą ć , a d r u g ą p o d k u l a ł e m . I t a k&#13;
na z m i a n ę . " ( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 280, 281)&#13;
7&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
1 0&#13;
&#13;
1 1&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
�1 2&#13;
&#13;
1 3&#13;
&#13;
1 4&#13;
&#13;
St. D u s z y k , op. c i t . , s. 152&#13;
J . S ł o m k a , op. c i t . , s. 7&#13;
F r . L o r e n t z , A . Fischer, T . L e h r - S p ł a w i ń s k i , op. c i t . ,&#13;
&#13;
e. 151&#13;
1 5&#13;
&#13;
J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 210&#13;
Pamiętniki&#13;
chłopów, t . 2, s. 556&#13;
J . S ł o m k a , op. c i t . , s. 8&#13;
Pamiętniki&#13;
chłopów, t . 2, s. 555&#13;
B . B a r a n o w s k i , op. c i t . , s. 114. Inaczej w y g l ą d a ł y zwy­&#13;
czaje pasterskie w rejonie T y k o c i n a . „ T u — j a k pisze S t a n i s ł a w&#13;
D w o r a k o w s k i — w pierwszy d z i e ń (czasem d r u g i ) Z i e l o n y c h&#13;
Ś w i ą t p a s t u c h y n i e g d y ś , p ę d z ą c przed p o ł u d n i e m do w s i b y d ł o&#13;
z pastwiska, w y b i e r a l i p i ę k n e g o i spokojnego w o ł u , o k r y w a l i&#13;
go s t a r ą s ł o m i a n ą siecią i n a s t ę p n i e p r z y w i ą z y w a l i j ą do t u ł o w i a&#13;
s ł o m i a n y m i pasami. Za sieć i p o w r ó s ł a w k ł a d a l i g a ł ą z k i i polne&#13;
k w i a t y , n a r o g i z a ś wieniec z brzozowych g a ł ą z e k . T a k p r z y ­&#13;
strojonego w o l u h a ł a s u j ą c p r o w a d z i l i na czele stada do w s i ,&#13;
gdzie właściciel z w i e r z ę c i a m u s i a ł je w y k u p i ć z r ą k p a s t u c h ó w&#13;
d a t k i e m p i e n i ę ż n y m . W p r z e c i w n y m razie c h ł o p c y p r o w a d z i l i&#13;
w o l a dalej na w i e ś . Z b i e g i e m czasu zwyczaj ten u l e g ł znacznej&#13;
z m i a n i e . J u ż o k o ł o 1937 r. w okolicach T y k o c i n a , w t y c h sa­&#13;
m y c h co dawniej wsiach, pastuchy p ę d z ą c w p o ł u d n i e k r o w y&#13;
do d o m u , z a k ł a d a l i i m t y l k o zielone w i e ń c e na r o g i . Gospodarze&#13;
w y k u p y w a l i u w i e ń c z o n o z w i e r z ę t a , d a j ą c pastuszkowi z ł o t ó w k ę&#13;
w y k u p n e g o „ n a c u k i e r k i " . Po p o ł u d n i u na p a s t w i s k u s p ę d z a l i&#13;
p a s t u c h y b y d ł o w jedno miejsce, a z p r z y n i e s i o n y c h z d o m u j a d e ł&#13;
urządzali biesiadę czyli „majówkę". Zarówno&#13;
oprowadzanie&#13;
po w s i w o l u , j a k i biesiady p a s t u c h ó w na p a s t w i s k u w nie­&#13;
k t ó r y c h t u t e j s z y c h wsiach zwano dawniej „ w o l o w e m weselem".&#13;
(Kułlura&#13;
społeczna...,&#13;
op. c i t . , s. 101)&#13;
1 6&#13;
&#13;
1 7&#13;
&#13;
1 8&#13;
&#13;
1 9&#13;
&#13;
2 0&#13;
&#13;
St. P i g o ń , op. c i t . , s. 111&#13;
St. D u s z y k , op. c i t . , s. 152&#13;
t a m ż e , s. 153&#13;
J . S ł o m k a , op. c i t . , s. 10&#13;
J a k o k r u t n y m i p o t r a f i l i b y ć pasterze doskonale i l u s t r u j e&#13;
fragment w p a m i ę t n i k u c h ł o p a z w o j . warszawskiego: „ P a s i o n e&#13;
przeze m n i e k r o w y k ł a d ł y się w c i e n i u drzew, ż u j ą c apatycznie&#13;
i p o w o l i o g a n i a ł y się ogonami od m u c h ó w i b ą k ó w . A j a co&#13;
robiłem'! Ja pracę miałem. Ł a p a ł e m b ą k i , ł a m a ł e m źdźbła trawy,&#13;
w s d z a ł e m w o d w ł o k i p u s z c z a ł e m na w o l n o ś ć . K a ż d y z n i c h&#13;
z a b r z ę c z a ł z b ó l u straszliwie i p o m k n ą ł w przestworza. C i ą ł&#13;
z z a c i ę t o ś c i ą powietrze, c i ą g n ą c za s o b ą ź d ź l o t r a w y . P a t r z ą c&#13;
za n i m o g a r n i a ł a m n i e d z i k a rozkosz. D ł u g o s t a ł e m i p a t r z y ł e m ,&#13;
a on m a l a ł , m a ł a l , a ż wreszcie r o z t o p i ł s i ę z u p e ł n i e w b ł ę k i c i e .&#13;
A w t e d y w r a c a ł e m do k r o w y , ł a p a ł e m n a s t ę p n e g o b ą k a , wsa­&#13;
dzałem znów trawę w odwłok i puszczałem. B ą k gnał z bólu&#13;
na koniec ś w i a t a ,&#13;
j a d ł u g o , d ł u g o p a t r z y ł e m za n i m a ż s t a w a ł&#13;
się m u c h ą , k o m a r e m , p u n k c i k i e m , a ż wreszcie c a ł k o w i c i e w b ł ę ­&#13;
k i c i e r o z t a p i a ł . P r z y j e m n i e b y ł o p a t r z e ć na rozpaczliwe w y c z y n y&#13;
b ą k a i jego topienie się w b ł ę k i c i e . T ę h i s t o r i ę p o w t a r z a ł e m po&#13;
raz p i ą t y , d z i e s i ą t y i setny, d o p ó k i k r ó w nie p o g n a ł e m do obory.&#13;
2 1&#13;
&#13;
2 2&#13;
&#13;
2 3&#13;
&#13;
2 4&#13;
&#13;
T a k s p ę d z a ł e m czas za k r o w a m i d z i o ń po d n i u w g o r ą c e czerwco­&#13;
we d n i . T a k s p ę d z a l i czas wszyscy m o i r ó w i e ś n i c y . U c z y l i ś m y s i ę&#13;
poczucia dobra i p i ę k n a na b a r b a r z y ń s k i e j igraszce. Z a p r a w i a ­&#13;
l i ś m y s i ę na psach do p r z y s z ł y c h k r w a w y c h b ó j e k i b i j a t y k .&#13;
0 w s t r ę t n a b r z y d o t o zabaw c z ł o w i e k a wiejskiego. B r z y d o t o ,&#13;
b r z y d o t o , b r z y d o t o ! " ( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 228)&#13;
„ D z i ś — pisze autor p a m i ę t n i k a , p o c h o d z ą c y z dawnego&#13;
p o w i a t u sierpockiego — k i e d y się nad t y m zastanawiam i w i d z ę&#13;
p o s t ę p k i k o l e g ó w , z k t ó r y m i n i e g d y ś razom p a s a ł e m k o n i e ,&#13;
t o w i d z ę , że o n i m a j ą w a d y , k t ó r e b i o r ą p o c z ą t e k z t a m t y c h&#13;
d n i . Te kradzione n i e g d y ś matce j a j k a i słonina, z o s t a w i ł y nie­&#13;
k t ó r y m ś l a d w p r z y s z ł y m ż y c i u . D z i ś nie k r a d n ą jajek, s ł o n i n y ,&#13;
ale z b o ż e , ś w i n i e , k r o w y i w o g ó l e co się da. T o s p r a w i ł o pasterskie&#13;
w m ł o d o ś c i w y c h o w a n i e . L u d z i e c i c i e r p i ą za t o , że w c i ę ż k i c h&#13;
warunka,ch u d a ł o i m s i ę s p r y t n i e coś p o d c i ą g n ą ć , do tego przy­&#13;
w y k l i i zostali t a k i m i .&#13;
( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 227)&#13;
„ D z i e w c z y n y rzadziej d o p u s z c z a ł i ś m y do za.baw, ze&#13;
w z g l ę d u na t o , że u w a ż a l i ś m y je j a k o gorszy gatunek c z ł o w i e k a ,&#13;
że o b y l e co b e c z a ł y , nie p o t r a f i ł y d o s i a d a ć k o n i a i t d . T o ostat­&#13;
nie n a p a w a ł o nas s z c z e g ó l n ą d u m ą " . ( J . C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . ,&#13;
t . 1, s. 218)&#13;
I t a k n p . A u g u s t y n P i e k ł o (ur. w 1895 r. w Brzozie&#13;
Stadnickiej) stolarz-samouk&#13;
t a k wspomina, p o c z ą t k i swojej&#13;
p r a c y : „ J a k s z e d ł e m na pastwisko b r a ł e m p o d p a c h ę d e s k ę&#13;
l i p o w ą i w y c i n a ł e m r ó ż n e rzeczy, c y g a r n i c z k i , p t a s z k i " . Po­&#13;
dobnie m ó w i o sobie M i c h a ł G r z ę ś k o — zabawkarz (ur. 1908 г . ) ,&#13;
ż e j a k o m a ł y c h ł o p i e c p i l n u j ą c y k r o w y na p a s t w i s k u r z e ź b i ł&#13;
drobne p r z e d m i o t y dla w ł a s n e j p r z y j e m n o ś c i i na prezenty&#13;
dla i n n y c h . B y ł y t a m m i ę d z y i n n y m i l u f k i , ozdobione g ł ó w k a m i&#13;
z w i e r z ą t , (inf. z e b r a ł a w 1979 r. m g r Alicja, M a l e t a , I n s t . S z t u k i&#13;
PAN).&#13;
H a s ł o to b y ł o szczególnie w y r a ź n e g d y na p a s t w i s k u&#13;
z o s t a ł zaczepiony jeden z pasterzy przez pastucha z s ą s i e d n i e j&#13;
wsi. „ N a p a d a l i ś m y w t e d y na siebie — pisze p a m i ę t n i k a r z z Opo­&#13;
c z y ń s k i e g o — i w y w i ą z y w a ł a s i ę w a l k a . J a k o n a r z ę d z i e w tej&#13;
walce u ż y w a n e b y ł y k i j e , b a t y , przyniesione z p ó ł k a m i e n i e ,&#13;
a w o s t a t e c z n o ś c i darnie. Z w a l k i tej w y c h o d z i ł o się bardzo&#13;
c z ę s t o z t ę g i m guzem na g ł o w i e , a c z ę s t o m u s i e l i i n t e r w e n i o w a ć&#13;
1 r o z p ę d z a ć w a l c z ą c y c h nasi ojcowie. Często t e ż d o c h o d z i ł o&#13;
do b ó j k i m i ę d z y n a m i a p a s t u c h a m i z m i a s t a O., ale z t e m i&#13;
b y ł a trudniejsza sprawa, bo u ż y w a l i o n i w walce n o ż a . W na­&#13;
szym p o j m o w a n i u u ż y c i e n o ż a w walce z c z ł o w i e k i e m r ó w n a ł o&#13;
się j a k i e j ś ohydnej z b r o d n i , k t ó r e j b y ż a d e n z nas n i g d y nie&#13;
p o p e ł n i ł , o d n o s i ł o s i ę t o r ó w n i e ż i do w s z y s t k i c h ł u d z i ze w s i .&#13;
N a t a k i e g o co n o ż a u ż y w a ł w walce p a t r z a n o j a k na najpodlejszego g a t u n k u z b ó j a . Z b i e g i e m jednak czasu p o j ę c i a się z m i e n i ł y&#13;
i w walce z ł y k a m i z O., co ś m i e l s i , a k t ó r y m nie zależało bardzo&#13;
na u t r a c i e czci i p o w a ż a n i a , z a c z ę l i t e ż u ż y w a ć n o ż a w t o n s p o s ó b ,&#13;
że w i ą z a n o go na koniec b a t a i z o d l e g ł o ś c i uderzano p r z e c i w n i k a&#13;
po kapocie, ale szkody t o n i k o m u d u ż e j nie p r z y n i o s ł o . " ( J .&#13;
C h a ł a s i ń s k i , op. c i t . , t . 1, s. 219, 220)&#13;
Pamiętniki&#13;
chłopów, t . 2, s. 560&#13;
2 5&#13;
&#13;
2 6&#13;
&#13;
2 7&#13;
&#13;
2 8&#13;
&#13;
2 9&#13;
&#13;
Fot. E . IŁeinfuss, il. 1, 4, 5; J . Świderski, il. 2, 3, 6—12&#13;
&#13;
�Zofia&#13;
&#13;
Czerwosz&#13;
&#13;
SZTUKA&#13;
&#13;
LUDOWA&#13;
&#13;
WYCHOWANIU&#13;
&#13;
W&#13;
&#13;
ESTETYCZNYM&#13;
&#13;
DZIECI I M Ł O D Z I E Ż Y&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
W k r a j a c h z a m o ż n y c h i u p r z e m y s ł o w i o n y c h od k i l k u n a s t u&#13;
j u ż l a t w i d o c z n y jest s t a ł y wzrost-zainteresowania&#13;
&#13;
dla tego, co&#13;
&#13;
coraz m n i e j na zapoznanie u c z n i ó w ze s t a r y m i , n a j w a ż n i e j s z y m i&#13;
r z e m i o s ł a m i , j a k t k a c t w o , o b r ó b k a drewna czy ceramika. U c z e ń&#13;
&#13;
m o ż n a w y k o n a ć w ł a s n y m i r ę k a m i , przy pomocy prostych narzę­&#13;
&#13;
w s p ó ł c z e s n y z t r u d o m p o j m u j e w a r t o ś ć i p i ę k n o starego ludowego&#13;
&#13;
d z i i t e c h n i k . N i o t y l k o coraz popularniejsze staje s i ę h a s ł o „ z r ó b&#13;
&#13;
rękodzieła,&#13;
&#13;
to s a m " , ale r ó w n i e ż i wszelkie przojawy a m a t o r s t w a&#13;
&#13;
wykonania i tworzywem.&#13;
&#13;
plastycz­&#13;
&#13;
nie dostrzega z w i ą z k u&#13;
&#13;
między&#13;
&#13;
formą&#13;
&#13;
a&#13;
&#13;
techniką&#13;
&#13;
nego w dziedzinie r ę k o d z i e ł a artystycznego. N i e s t e t y r e z u l t a t y&#13;
&#13;
W tej s y t u a c j i s z c z e g ó l n i e i n t e r e s u j ą c e m o g ą b y ć d o ś w i a d ­&#13;
&#13;
estetyczne o k a z u j ą s i ę n i e w s p ó ł m i e r n e do z a p a ł u i z a a n g a ż o w a n i a .&#13;
&#13;
czenia ognisk i z e s p o ł ó w p l a s t y c z n y c h d z i a ł a j ą c y c h w ż y w y c h&#13;
&#13;
M y ś l ę , że p r z y c z y n ą tego jest przede w s z y s t k i m b r a k zrozumienia&#13;
&#13;
jeszcze o ś r o d k a c h&#13;
&#13;
istoty&#13;
&#13;
c h c ę na t y m miejscu p o d z i e l i ć s i ę u w a g a m i na t e m a t p r a c y t a k i c h&#13;
&#13;
rzemiosła,&#13;
&#13;
zależności&#13;
&#13;
jakie&#13;
&#13;
występują&#13;
&#13;
między&#13;
&#13;
formą&#13;
&#13;
plastyczną, materiałem i narzędziem. Nawet wtedy, gdy sięga&#13;
s i ę po w z ó r s z t u k i ludowej nie dostrzega s i ę tego, co w niej naj­&#13;
&#13;
ludowej s z t u k i . S p e ł n i a j ą c&#13;
&#13;
zespołów w Iłży i Medyni&#13;
&#13;
prośbę&#13;
&#13;
redakcji&#13;
&#13;
Głogowskiej.&#13;
&#13;
P o d e j m u j ą c m y ś ł stworzenia ognisk m ł o d z i e ż o w y c h w t y c h&#13;
&#13;
w a ż n i e j s z e — celowej k o n s t r u k c j i p r z e d m i o t u . A m a t o r o m nie­&#13;
&#13;
ośrodkach&#13;
&#13;
znane s ą c z ę s t o podstawowe&#13;
&#13;
wiadomości o kompozycji barw&#13;
&#13;
b o w i e m o t o , aby n a u c z y ć d z i e c i samej t e c h n i k i lepienia g l i n i a ­&#13;
&#13;
A m a t o r z y n i e s ą t e m u w i n n i , w i n i e n jest czas, k t ó r y od­&#13;
&#13;
p o d s t a w o w y c h p r o b l e m ó w p l a s t y c z n y c h — a b y przez d o ś w i a d ­&#13;
&#13;
i kształtów.&#13;
dziela&#13;
&#13;
n y c h f i g u r e k , ale a b y przez te z a j ę c i a w p r o w a d z i ć je w k r ą g&#13;
&#13;
przemysłowo&#13;
&#13;
społeczeństwa&#13;
&#13;
od&#13;
&#13;
wyrobów&#13;
&#13;
rękodzieła.&#13;
&#13;
Trzeba w i e l u w y s i ł k ó w b y na nowo, w procesie w ł a s n y c h doś­&#13;
wiadczeń,&#13;
&#13;
w i e d z i e l i ś m y , że zadanie jest t r u d n e . N i e c h o d z i ł o&#13;
&#13;
zrozumieć&#13;
&#13;
zależności&#13;
&#13;
które&#13;
&#13;
występują&#13;
&#13;
pomiędzy&#13;
&#13;
surowcem, m a t e r i a ł e m i f o r m ą .&#13;
&#13;
czenie s z t u k i ludowej r o z s z e r z y ć h o r y z o n t m y ś l o w y i w r a ż l i w o ś ć&#13;
estetyczną.&#13;
D z i a ł a n i a te p o d e j m o w a l i ś m y w okresie g d y estetyka dawnej&#13;
s z t u k i ludowej p r z e s t a ł a j u ż o r g a n i z o w a ć w y o b r a ź n i ę m ł o d z i e ż y&#13;
&#13;
Pod t y m w z g l ę d o m Polska znajduje s i ę w znacznie&#13;
&#13;
lepszej&#13;
&#13;
i nie b y ł a przez n i ą p r z y j m o w a n a j a k o w ł a s n a czy&#13;
&#13;
naturalna.&#13;
&#13;
s y t u a c j i , p o n i e w a ż sztuka l u d o w a jest jeszcze u nas ż y w a , a t a m&#13;
&#13;
Bardzo i s t o t n ą s p r a w ą b y ł o k t o m a te z a j ę c i a p r o w a d z i ć . N a u ­&#13;
&#13;
gdzie wygasa, z a c h o w a ł a s i ę p a m i ę ć o n i e j , ż y j ą t e ż t w ó r c y l u ­&#13;
&#13;
czyciel z p r z y g o t o w a n i e m p l a s t y c z n y m nie zna a r k a n ó w r z e m i o s ł a&#13;
&#13;
d o w i z n a j ą c y t r a d y c y j n e f o r m y i t e c h n i k i . D a w n a k u l t u r a ludo­&#13;
&#13;
ludowego, c h o ć m a ś w i a d o m o ś ć celu, k t ó r e m u p o w i n n y s ł u ż y ć&#13;
&#13;
wa w y r o b i ł a w n i c h d w i e cechy, bez k t ó r y c h n i e m o ż o p o w s t a ć&#13;
&#13;
z a j ę c i a . T w ó r c a l u d o w y , z w ł a s z c z a d o ś w i a d c z o n y m i s t r z , znako­&#13;
&#13;
żadne wartościowe rękodzieło — śmiałość i umiar.&#13;
&#13;
Pozostaje&#13;
&#13;
m i c i e m o ż e w p r o w a d z i ć w arkana r z e m i o s ł a , ale j u ż werbalizacja&#13;
&#13;
doświadczenia&#13;
&#13;
d o ś w i a d c z e ń a r t y s t y c z n y c h sprawia m u d u ż ą t r u d n o ś ć . T w ó r c y&#13;
&#13;
jedn.ak&#13;
&#13;
sprawą&#13;
&#13;
otwartą,&#13;
&#13;
jak&#13;
&#13;
wykorzystać&#13;
&#13;
te&#13;
&#13;
w procesie w y c h o w a n i a estetycznego s p o ł e c z e ń s t w a , a z w ł a s z c z a&#13;
&#13;
ludowemu&#13;
&#13;
dzieci i młodzież}'?&#13;
&#13;
w i e d z y a r t y s t y c z n e j , k t ó r a jest n i e z b ę d n a , a b y w i d z i e ć&#13;
&#13;
S z k o ł a , m i m o że zgodnie z p r o g r a m o m p o w i n n a z a p o z n a w a ć&#13;
&#13;
brak przygotowania dydaktycznego,&#13;
&#13;
łudową w kontekście współczesnej&#13;
&#13;
kultury&#13;
&#13;
brak&#13;
&#13;
mu&#13;
&#13;
artystycznej.&#13;
&#13;
też&#13;
&#13;
sztukę&#13;
Sam&#13;
&#13;
u c z n i ó w ze s z t u k ą l u d o w ą , w r z e c z y w i s t o ś c i c z y n i to dorywczo&#13;
&#13;
t w ó r c a p r z e k r a c z a j ą c k r ą g f o r m t r a d y c y j n y c h , staje na r o z d r o ż u&#13;
&#13;
i&#13;
&#13;
m i ę d z y e s t e t y k ą dawnej s z t u k i a o b e c n y m i p o g l ą d a m i na p i ę k n o&#13;
&#13;
powierzchownie. N i e wypracowano m e t o d y w ł ą c z a n i a s z t u k i&#13;
&#13;
l u d o w e j do p r o g r a m u w y c h o w a n i a plastycznego. N a&#13;
&#13;
zajęciach&#13;
&#13;
ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m s i ę znajduje. Dlatego t e ż p o s t a n o w i l i ś m y&#13;
&#13;
p r a k t y c z n y c h coraz w i ę c e j czasu zajmuje p r o j e k t o w a n i e przed­&#13;
&#13;
w pracy&#13;
&#13;
m i o t ó w oraz o b s ł u g a m a s z y n i p r z y r z ą d ó w , jest&#13;
&#13;
z umiejętnością&#13;
&#13;
go n a t o m i a s t&#13;
&#13;
z młodzieżą&#13;
&#13;
łączyć&#13;
&#13;
doświadczenia&#13;
&#13;
twórcy&#13;
&#13;
pedagoga — p l a s t y k a . (Podobne&#13;
&#13;
ludowego&#13;
rozwiązanie&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�U . 1. W i u o o a t y K i t o w s k i p r z y pracy, H ż a , w o j . kieleckie; i l . 2. Ptaszek osram., w y k . pod k i e r u n k i e m Wincentego K i t o&#13;
wskiego i art. p l . Z j f i i Czerwosz w ognisku przy S p ó ł d z . „ C h a ł u p n i k " ; prace dzieci starszych, ok. 1970 г . ; P t a k i Wir.cen&#13;
tego K i t o w s k i e g o : i l . 3. Indor, wys. 10,5 c m ; i l . 4. Bocian, wys. 18 o m ; i l . 5. P t a k ceram. „ w y k . K o n s t a n t y Ciepielewski&#13;
I l ż j ; i l . 6. P t a k ceram. w y k . w ognisku p r z y S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k "&#13;
&#13;
172&#13;
i&#13;
&#13;
�przyjęto&#13;
&#13;
w klasie k o z ł a lubuskiego, k t ó r ą w Ś r e d n i e j&#13;
&#13;
Szkole&#13;
&#13;
Muzycznej w Z b ą s z y n i u p r o w a d z i ł z n a k o m i t y m u z y k&#13;
Tomasz Ś l i w a wraz z prof. A n t o n i m&#13;
&#13;
ludowy&#13;
&#13;
Janiszewskim)..&#13;
&#13;
W y b ó r I ł ż y na miejsce pierwszego e k s p e r y m e n t u , w k t ó r y m&#13;
b r a ł a m u d z i a ł jako i n i c j a t o r i pedagog — p l a s t y k , u w a r u n k o w a n y&#13;
b y ł ż y w ą t r a d y c j ą tego o ś r o d k a garncarskiego. N a l e ż y on&#13;
najstarszych i najbardziej znanych w Polsce i c h o ć&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
świetność&#13;
&#13;
jego p r z e m i n ę ł a i nie m a j u ż praw ie czynnych p i e c ó w garncarskich,&#13;
pozostali w n i m doskonali garncarze, z n a j d o w a ł a s i ę t u&#13;
copeliowska S p ó ł d z i e l n i a&#13;
&#13;
także&#13;
&#13;
„Chałupnik".&#13;
&#13;
Sytuacja w I ł ż y w y d a w a ł a się d o ś ć paradoksalna. W s p a n i a ł a&#13;
t r a d y c j a i brak j a k i c h k o l w i e k&#13;
wychowania&#13;
&#13;
młodzieży.&#13;
&#13;
p r ó b p r z e d ł u ż e n i a jej w procesie&#13;
&#13;
Spółdzielnia&#13;
&#13;
skupiająca&#13;
&#13;
garncarzy&#13;
&#13;
z m i a s t a i okolic p r o w a d z i ł a k ó ł k o plast.yezne dla dzieci, ale zaję­&#13;
cia w n i m n i c z y m nie r ó ż n i ł y s i ę od z a j ę ć w i n n y c h&#13;
&#13;
kółkach,&#13;
&#13;
d z i a ł a j ą c y c h na. terenie k r a j u . Dzieci m a l o w a ł y f a r b a m i w o d n y m i&#13;
na&#13;
&#13;
blokach&#13;
&#13;
rysunkowych,&#13;
&#13;
i na&#13;
&#13;
tym&#13;
&#13;
wszystko s i ę&#13;
&#13;
kończyło.&#13;
&#13;
M i m o tego, że Iłża ma z n a k o m i t ą g l i n ę g a r n c a r s k ą , nie wprowa­&#13;
dzono ż a d n y c h z a j ę ć c e r a m i c z n y c h . N a w e t w przedszkolu,&#13;
&#13;
za­&#13;
&#13;
m i a s t g l i n y , dzieci d o s t a w a ł y do r ę k i t y l k o k a w a ł k i p l a s t e l i n y&#13;
oraz r ó ż n e n a m i a s t k i m a t e r i a ł ó w do m o d e l o w a n i a jak np. m a s ę&#13;
solną.&#13;
Pierwsze Ognisko C e r a m i k i L u d o w e j u d a ł o s i ę s t w o r z y ć dla&#13;
dzieci p r z y S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k " w l u t y m&#13;
&#13;
1968 r. P o c z ą t e k&#13;
&#13;
nie b y ] ł a t w y , m i m o p o p a r c i a moralnego i finansowego ze s t r o n y&#13;
c e n t r a l i Cepelii w Warszawie a. t a k ż e w y s i ł k ó w prezesa S z y m a ń ­&#13;
skiego ze&#13;
&#13;
Spółdzielni&#13;
&#13;
„Chałupnik".&#13;
&#13;
Niestety&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
dysponował&#13;
&#13;
on o d p o w i e d n i m pomieszczeniem, a k i e r o w n i k s z k o ł y nie z g o d z i ł&#13;
się p r z y j ą ć ogniska ceramicznego, c h o c i a ż p r o j e k t p o d o b a ł&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
I ł . 7. W ł a d y s ł a w a P r u c n a l , M e d y n i a G ł o g o w s k a , w o j . rzeszow­&#13;
skie; i l . 8. Kokoszka,&#13;
w y k . przez dzieci z z e s p o ł u W ł . P r u c n a l ,&#13;
1979 r.&#13;
&#13;
nauczycielstwu, a Cepelia zapowniala fundusze, m a t e r i a ł , u r z ą ­&#13;
dzenie p r a c o w n i oraz d a w a ł a i n s t r u k t u r a . N a szczęście K r y s t y n a&#13;
Dziubich,&#13;
&#13;
kierowniczka&#13;
&#13;
przedszkola&#13;
&#13;
wiejskiego, z g o d z i ł a&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
p o d j ą ć t r u d zorganizowania u siebie ogniska. D z i ę k i jej energii&#13;
i pomocy zajęcia z dziećmi okazały się z wielu p o w o d ó w&#13;
&#13;
ko­&#13;
&#13;
rzystne. D l a dzieci b y ł a to b o w i e m ciekawa i k s z t a ł c ą c a zabawa,&#13;
w p r o w a d z a j ą c e jo w ś w i a t c e r a m i k i . Poprzez dzieci t r a f i o n o zaś&#13;
do ich r o d z i n , p r z y w r a c a j ą c szacunek dla dawnej s z t u k i l u d o w e j&#13;
i zapewne w p ł y w a j ą c na i c h u p o d o b a n i a estetyczne. N a m p r z y ­&#13;
n i o s ł y z a j ę c i a wiele d o ś w i a d c z e ń m e t o d y c z n y c h .&#13;
Ognisko dzieci starszych, od 7 tło 14 ł a t , r o z p o c z ę ł o p r a c ę&#13;
&#13;
Pożarnej.&#13;
&#13;
Przenosiny b y ł y&#13;
&#13;
konieczne ze&#13;
&#13;
Kultury&#13;
&#13;
względu&#13;
&#13;
dzieci, ale trzeba p r z y z n a ć , żc sala D o m u&#13;
&#13;
o d r a z u z n a l e ź l i ś m y zrozumienie dla naszego p o m y s ł u . O r g a n i ­&#13;
z a t o r e m ogniska b y ł a S p ó ł d z i e l n i a „ P r z e m y s ł L u d o w y "&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
Le­&#13;
&#13;
ż a j s k u , a d u ż ą pomoc o k a z a ł a Centrala Zrzeszenia Cepelii w W a r ­&#13;
&#13;
nieco p ó ź n i e j , w starej sieni S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k " , aby&#13;
k i l k u m i e s i ą c a c h p r z e p r o w a d z i ć s i ę do D o m u&#13;
&#13;
t e ż o n i c h p r a c o w n i c y s p ó ł d z i e l n i cepeliowskich, t o t e ż w M e d y n i&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
szawie.&#13;
&#13;
po&#13;
&#13;
Ognisko w M e d y n i n i g d y nie m i a ł o a n i k ł o p o t ó w l o k a l o w y c h ,&#13;
&#13;
Straży&#13;
&#13;
a n i organizacyjnych. W s t a r y m b u d y n k u p o c z t y przeznaczono n a&#13;
&#13;
zdrowie&#13;
&#13;
K u l t u r y nigdy&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
p r a c o w n i ę d w a pokoje, k t ó r e S p ó ł d z i e l n i a w L e ż a j s k u&#13;
&#13;
urządziła&#13;
&#13;
starannie i z a o p a t r y w a ł a we wszystko co konieczne. W&#13;
&#13;
pracy&#13;
&#13;
m i a ł a tego s z c z e g ó l n e g o n a s t r o j u co stara s i e ń z w i e j s k i m s t o ł e m .&#13;
&#13;
wychowawczej od p o c z ą t k u b r a l i u d z i a ł nauczyciele miejscowoj&#13;
&#13;
Przy&#13;
&#13;
szkoły.&#13;
&#13;
stolo&#13;
&#13;
tym&#13;
&#13;
zatrzymywali&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
przechodzący&#13;
&#13;
pracownicy&#13;
&#13;
S p ó ł d z i e l n i , r o z m a w i a l i z d z i e ć m i , nawet w sprawach p r o d u k c j i ,&#13;
&#13;
W ł a s n a p r a c o w n i a d a w a ł a s w o b o d ę w p r a c y , t a k że i dzieci&#13;
&#13;
p o w s t a w a ł a w i ę c s z c z e g ó l n a atmosfera s y m p a t i i i obustronnego&#13;
&#13;
i&#13;
&#13;
szacunku, g d y&#13;
&#13;
u m i e ś c i l i ś m y d w i e fotografie garncarskich m i s t r z ó w z&#13;
&#13;
d o r o ś l i z u z n a n i e m o g l ą d a l i prace dzieci a&#13;
&#13;
one&#13;
&#13;
instruktorzy-wychowawcy&#13;
&#13;
czuli&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
u&#13;
&#13;
siebie.&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
ścianach&#13;
Medyni.&#13;
&#13;
z p r z e j ę c i e m z w r a c a ł y s i ę tło p a n a prezesa, pana m a g i s t r a l u b&#13;
&#13;
B y l i to ludzie o g ó l n i e z n a n i , ojcowie i d z i a d k o w i e&#13;
&#13;
p a n i k s i ę g o w e j . W tej starej sieni n a j w a ż n i e j s z ą b y ł a ceramika&#13;
&#13;
dzieci z Ogniska. N a w i e l k i c h r e g a ł a c h d z i e c i m o g ł y swobodnie&#13;
&#13;
a r t y s t y c z n a i ona d a w a ł a poczucie j a k i e j ś&#13;
&#13;
niektórych&#13;
&#13;
wspólnoty.&#13;
&#13;
N a p i e r w s z y m p i ę t r z e m i e ś c i ł a się wzorcownia S p ó ł d z i e l n i ,&#13;
p e ł n a dziel s z t u k i ceramicznej i t a w z o r c o w n i a , d o s t ę p n a&#13;
dzieci,&#13;
&#13;
kształtowała&#13;
&#13;
w naturalny sposób ich&#13;
&#13;
dla&#13;
&#13;
zainteresowania&#13;
&#13;
c e r a m i k ą i upodobania estetyczne.&#13;
I ł ż a s ł a w n a jest z g a r n k ó w i m i s , ale o p r ó c z n i c h do&#13;
&#13;
tradycyj­&#13;
&#13;
n y c h w y r o b ó w n a l e ż ą r ó w n i e ż gliniane p t a s z k i , bogato dekoro­&#13;
wane p i ó r k a m i , m o d e l o w a n y m i z g l i n y o i n n y m kolorze. Zro­&#13;
bienie takiego p t a s z k a w y m a g a d u ż e j w p r a w y , z r ę c z n o ś c i p a l c ó w ,&#13;
a t a k ż e s m a k u estetycznego, ale w ł a ś n i e te p t a k i s p r a w i ł y , że&#13;
pierwsze ognisko d z i e c i ę c e j c e r a m i k i p o w s t a ł o w I ł ż y . Toczenie&#13;
n a c z y ń na kole g a r n c a r s k i m jest dla m ł o d s z y c h dzieci u c i ą ż l i w e ,&#13;
a lepienie p t a s z k ó w w y d a w a ł o się ł a t w i e j s z o . N i e&#13;
&#13;
wiedzieliśmy&#13;
&#13;
jeszcze w ó w c z a s , z j a k ą s w o b o d ą m o g ą dzieci o p a n o w a ć t e c h n i k ę&#13;
lepienia.&#13;
D r u g i e Ognisko C e r a m i k i D z i e c i ę c e j z o s t a ł o zorganizowane&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
w 1971 r. we w s i M e d y n i a G ł o g o w s k a , niedaleko Ł a ń c u t a . Podej­&#13;
m u j ą c p r a c ę m o g l i ś m y już k o r z y s t a ć z doświadczeń Iłży. Słyszeli&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�we z a j ę c i a ceramiczne, z d a ł egzamin i jest, j a k s ą d z ę , g o d n y po­&#13;
lecenia, g d y ż t w ó r c y l u d o w i , t a k ś w i e t n i w swojej sztuce i r z e m i o ś ­&#13;
le, n i e s ą na ogół pedagogami, i do swej f u n k c j i nauczyciela m u s z ą&#13;
s i ę p r z y g o t o w a ć przez w s p ó l n e z a j ę c i a z i n s t r u k t o r e m - p l a s t y k i e m ,&#13;
r o z m o w y i w y m i a n ę d o ś w i a d c z e ń . N i e s ą d z ę b y m o g l i sobie d a ć&#13;
radę&#13;
&#13;
od razu z g r o m a d ą&#13;
&#13;
obcych dzieci,&#13;
&#13;
co&#13;
&#13;
doświadczonemu&#13;
&#13;
nauczycielowi nie sprawia s z c z e g ó l n y c h t r u d n o ś c i . Trzeba&#13;
&#13;
na­&#13;
&#13;
u c z y ć dzieci zachowania s i ę w p r a c o w n i , p r z y z w y c z a i ć do n o w y c h&#13;
z a j ę ć , p o z n a ć c h o ć b y t r o c h ę i c h usposobienie i z d o l n o ś c i , b y t ę&#13;
g r u p ę w d r o ż o n ą do n o w e j dla n i c h p r a c y , w n o w y m&#13;
&#13;
miejscu,&#13;
&#13;
p r z e k a z a ć spokojnie l u d o w y m t w ó r c o m p o d o p i e k ę i dla n a u k i .&#13;
Z d o ś w i a d c z e ń m o i c h w y n i k a , ż e praca biegnie najlepiej,&#13;
&#13;
gdy&#13;
&#13;
t w ó r c a l u d o w y — n a j w a ż n i e j s z a osoba, m a n a z a j ę c i a c h pomoc­&#13;
nika&#13;
&#13;
— najlepiej nauczyciela, k t ó r y p e ł n i f u n k c j ę&#13;
&#13;
asystenta,&#13;
&#13;
p o m o c y technicznej i dawnej „ d a m y k l a s o w e j " .&#13;
W s t ę p n y przed—ceramiczny&#13;
&#13;
okres&#13;
&#13;
zajęć p o w i n i e n przede&#13;
&#13;
w s z y s t k i m z a i n t e r e s o w a ć dzieci ich p r z y s z ł y m i z a d a n i a m i , a po­&#13;
&#13;
о&#13;
&#13;
n a d t o o ś m i e l i ć w zabawie i p r a c y , p r z y z w y c z a i ć do g ł o ś n e g o w y ­&#13;
powiadania p y t a ń&#13;
&#13;
i o p i n i i w sprawach, k t ó r e d o t y c z ą&#13;
&#13;
zajęć&#13;
&#13;
artystycznych.&#13;
W p r a c o w n i ceramicznej d z i e c i m u s z ą b y ć bardzo p o s ł u s z n e&#13;
i u w a ż n e , tego w y m a g a m a t e r i a ł i t e c h n i k a , ale m u s z ą s i ę c z u ć&#13;
z u p e ł n i e swobodnie. Z d z i e ć m i w i e j s k i m i rzadko są k ł o p o t y w y ­&#13;
chowawcze w p r a c o w n i , dla m n i e s ą to najmilsze z e s p o ł y d z i e c i ę c e ,&#13;
jakie m o g ą&#13;
&#13;
być.&#13;
&#13;
W okresie w s t ę p n y m dzieci p o z n a w a ł y w y r o b y garncarskie&#13;
swej o k o l i c y , o g l ą d a ł y staro piece, s ł u c h a ł y o p o w i a d a ń i m a l o w a ł y .&#13;
Czyniły to z t y m w i ę k s z y m z a p a ł e m , że organizatorzy k u p i l i&#13;
dobre p ę d z l e i f a r b y . Rodzice i nawet nauczyciele b y l i z d z i w i e n i&#13;
malarskimi z d o l n o ś c i a m i swych&#13;
Pozostało&#13;
&#13;
dzieci.&#13;
&#13;
m i jedno s z c z e g ó l n i e m i ł e w s p o m n i e n i e ; dzieci&#13;
&#13;
z przedszkola w I ł ż y , k t ó r e wiele r a z y t r z y m a ł y w r ą c z k a c h g l i ­&#13;
n i a n e p t a k i i z n a ł y je doskonale, zawsze na s w y c h obrazkach ma­&#13;
l o w a ł y te p t a k i ż y w e , f r u w a j ą c e w p o w i e t r z u . Czasem p t a s z k i&#13;
w k ł a d a n e b y ł y do pieca garncarskiego j a k o szare f i g u r k i ,&#13;
zawsze w y l a t y w a ł y na s w y c h r o z p o s t a r t y c h , k o l o r o w y c h&#13;
&#13;
ale-&#13;
&#13;
skrzy­&#13;
&#13;
dełkach.&#13;
M i m o iż I ł ż a s ł y n i e z dobrej g l i n y , a M e d y n i a t o w i o s k a&#13;
garncarzy, o k a z a ł o s i ę , ż e dzieci n i g d y d o t ą d nie m i a ł y jej w r ę ­&#13;
k a c h , a n i w szkole, a n i w przedszkolu.&#13;
Praca ceramiczna z d z i e ć m i w r ó ż n y m w i e k u u p e w n i ł a m n i e ,&#13;
że z w y k l e nie doceniamy i c h z d o l n o ś c i m a n u a l n y c h , a n i b y s t r o ś c i&#13;
i c h s ą d ó w . M a l u t k i e r ą c z k i p r z e d s z k o l a k ó w d a w a ł y sobie r a d ę&#13;
z t r u d n ą t e c h n i k ą lepienia z g l i n y k s z t a ł t ó w p u s t y c h w e w n ą t r z ,&#13;
a dzieci 10—13&#13;
&#13;
letnie uczyły się techniki&#13;
&#13;
ceramicznej&#13;
&#13;
zwykle&#13;
&#13;
szybciej n i ż d o r o ś l i . U m i a ł y one p o w t a r z a ć d o k ł a d n i e r u c h y r ą k&#13;
i n s t r u k t o r a , a d e l i k a t n o ś ć i c h p a l c ó w b y ł a bardzo p r z y d a t n a .&#13;
O k a z a ł o s i ę , że m a ł e dzieci m o g ą sobie p r z y s w o i ć podstawowe&#13;
w i a d o m o ś c i techniczne, j e ż e l i m a j ą o k a z j ę do obserwacji. G r u p a&#13;
5 l e t n i c h dzieci „ b a d a ł a " t r z y e t a p y p r o d u k c j i n a c z y ń i o t r z y ­&#13;
m a ł a t r z y m a ł e n a c z y n k a : pierwsze — z surowej wysuszonej g l i n y ,&#13;
d r u g i e — z g l i n y raz w y p a l o n e j , p o r o w a t e j , trzecie —• p o k r y t e&#13;
s z k l i w e m . D z i e c i w ł o ż y ł y wszystkie n a c z y n i a do m i s k i z w o d ą&#13;
Prace dzieci z z e s p o ł u W ł . P r u c n o l : i l . 9. A g a t a P r u c n a l , 1. 10;&#13;
i l . 10. Tadeusz K u ź n i a r , 1. 1 1 ; i l . 11. W a l d e m a r Pasierb, 1. 14&#13;
i Janusz C h m i e l , 1. 8&#13;
&#13;
i co k i l k a m i n u t c h o d z i ł y jo o g l ą d a ć . N a koniec 5 l e t n i obserwator&#13;
z d a ł r e l a c j ę : „ t o ze s z k l i w e m&#13;
&#13;
nic s i ę n i e z m i e n i ł o , t o&#13;
&#13;
drugie&#13;
&#13;
podobne do d o n i c z k i jest c a ł e m o k r e , ale p a z n o k c i e m n i e m o ż n a&#13;
go z d r a p a ć , a z tego, k t ó r e nie b y ł o w p i e c u z r o b i ł o s i ę j u ż b ł o t o " .&#13;
Jestem pewna, że nie wszyscy d o r o ś l i i w y k s z t a ł c e n i ludzie w i e d z ą&#13;
t y l e o k o l e j n y c h otapach p r o d u k c j i&#13;
&#13;
u s t a w i a ć swoje g l i n i a n o f i g u r k i , na&#13;
&#13;
innej ś c i a n i e&#13;
&#13;
wioszaliśmy&#13;
&#13;
o b r a z k i malowane przez d z i e c i .&#13;
&#13;
szybciej i d o k ł a d n i e j — n i ż w czasie s ł u c h a n i a o b j a ś n i e ń&#13;
&#13;
K i l k a p i e r w s z y c h z a j ę ć , z a r ó w n o w I ł ż y j a k i M e d y n i pro­&#13;
w a d z i ł a m sama z p o m o c ą n a u c z y c i e l i i w y c h o w a w c ó w , po&#13;
&#13;
ceramiki.&#13;
&#13;
W ł a s n a praca w m a t e r i a l e , n a w e t najskromniejsza, pozwala&#13;
&#13;
tym&#13;
&#13;
czy&#13;
&#13;
w y k ł a d u — z r o z u m i e ć j a k bardzo f o r m a p l a s t y c z n a z a l e ż n a jest&#13;
od m a t e r i a ł u i n a r z ę d z i a . P o s ł u ż ę s i ę jeszcze j e d n y m p r z y k ł a d e m&#13;
&#13;
w s t ę p n y m okresie nauczycielami c e r a m i k i zostali t w ó r c y l u d o w i .&#13;
&#13;
z przedszkola. W I ł ż y starsze dzieci z z a p a ł e m p o d p i s y w a ł y g l i ­&#13;
&#13;
W I ł ż y stary mistrz garncarski, k t ó r y od dawna z w i e l k i m zami­&#13;
&#13;
niane k a f e l k i , a szło t o d o ś ć p o w o l i , bo p i s a ł y jeszcze z p e w n y m&#13;
&#13;
ł o w a n i e m l e p i ł p t a k i gliniane — W i n c e n t y K i t o w s k i (ur. 1895 г . ) ,&#13;
&#13;
t r u d e m nawet na papierze. D z i e c i s t w i e r d z i ł y , ż e w w i l g o t n e j g l i ­&#13;
&#13;
a w Medyni rzeźbiarka ludowa — W ł a d y s ł a w a Prucnal i mistrz&#13;
&#13;
n i e n a j ł a t w i e j jest w y r y ć l i t e r y , k t ó r e s k ł a d a j ą s i ę z p r o s t y c h&#13;
&#13;
g a r n c a r s k i — A n d r z e j R u t a . Ten p o r z ą d e k p r a c y : w s t ę p i w ł a ś c i ­&#13;
&#13;
kresek, a l i n i e z a g i ę t e s ą znacznie trudniejsze — n p . l i t e r a&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
S.&#13;
&#13;
�I&#13;
&#13;
P o k a z a ł a m i m w t e d y d w i e fotografie p i s m a k l i n o w e g o na t a b l i c z ­&#13;
kach glinianych&#13;
&#13;
i jedna z dziewczynek w y r a z i ł a o p i n i ę ,&#13;
&#13;
z n a l a z ł a o g ó l n e p o t w i e r d z e n i e . ,,To&#13;
t a k i e p i s m o , jeżeli m u s i e l i&#13;
&#13;
p i s a ć na&#13;
&#13;
mądrzy&#13;
&#13;
ludzie,&#13;
&#13;
która&#13;
&#13;
wymyślili&#13;
&#13;
g l i n i e " . Dalsza rozmowa&#13;
&#13;
d o t y c z y ł a o c z y w i ś c i e naszego alfabetu, p a p i e r u , o ł ó w k a i d ł u g o ­&#13;
pisów.&#13;
Po w s t ę p n y m okresie dzieci r o z p o c z ę ł y modelowanie cerami­&#13;
k i pod kierunkiem twóioów ludowych&#13;
&#13;
i z a j ę c i a te prowadzone&#13;
&#13;
są do d z i ś . D z i e c i l e p i ą c e r a m i k ę , a i c h gotowe f i g u r k i w y p a d a j ą&#13;
w swoich piecach nauczyciele m i s t r z o w i e garncarscy. O n i&#13;
nakładają&#13;
&#13;
też&#13;
&#13;
s z k l i w o , k t ó r e przed w y p a l e n i e m m o ż e b y ć niebez­&#13;
&#13;
pieczne dla z d r o w i a&#13;
&#13;
dzieci.&#13;
&#13;
T y p o w o prace z I ł ż y i M e d y n i są ł a t w e do&#13;
&#13;
odróżnienia.&#13;
&#13;
W I ł ż y dzieci w y k o n u j ą p t a s z k i zgodnie z t r a d y c y j n y m i&#13;
&#13;
typami&#13;
&#13;
i t e c h n i k ą . K s z t a ł t ptaszka s k l e j a j ą z trzoeh z w i n i ę t y c h p ł a t k ó w&#13;
gliny&#13;
&#13;
T&#13;
&#13;
T&#13;
&#13;
i o z d a b i a j ą plastycznie m o d e l o w a n y m i z kolorow cj&#13;
&#13;
glinki&#13;
&#13;
p i ó r k a m i . Kompozycja* p i ó r e k jest d o w o l n a i r o z m a i t a , ale kons­&#13;
t r u k c j a p t a k a zgodna jest z r y g o r a m i ceramicznej f o r m y .&#13;
Kitowski&#13;
&#13;
był&#13;
&#13;
doskonałym&#13;
&#13;
starym&#13;
&#13;
fachowcem&#13;
&#13;
i&#13;
&#13;
Mistrz&#13;
&#13;
wrażliwym&#13;
&#13;
a r t y s t ą , m i ę d z y n i m i jego u c z n i a m i m i e ś c i ł y się d w a p o k o l e n i a ,&#13;
to w ł a ś n i e , k t ó r e w I ł ż y o d e s z ł y od g a r n c a r s t w a , p o z o s t a w i a j ą c&#13;
w y s ł u ż o n e piece s t a r y m l u d z i o m , a obecnie r ó w n i e ż i d z i e c i o m .&#13;
Mistrz&#13;
&#13;
pokazywał&#13;
&#13;
każdy&#13;
&#13;
ruch&#13;
&#13;
rąk,&#13;
&#13;
doradzał&#13;
&#13;
czasem&#13;
&#13;
kolory&#13;
&#13;
i u k ł a d p i ó r e k , a p t a s z k i technicznie nieudane — p o p r a w i a ł&#13;
&#13;
sam.&#13;
&#13;
O n a j ł a d n i e j s z y c h p t a k a c h m ó w i ł , że są t a k dobre j a k jogo wła.sne,&#13;
a z r e s z t ą bardzo sobie c h w a l i ł b y s t r o ś ć dzieci i t w i e r d z i ł , że daw­&#13;
niej nie b y ł o t a k zdolnych u c z n i ó w . Niestety, K i t o w s k i j u ż nie żyje.&#13;
W M e d y n i starszo dzieci u c z ą s i ę t o c z y ć naczynia na&#13;
g a r n c a r s k i m pod k i e r u n k i e m t w ó r c y ludowego A n d r z e j a&#13;
&#13;
kolo&#13;
Ruty,&#13;
&#13;
d o s k o n a ł e g o garncarza, k t ó r y z j e d n a k o w ą ł a t w o ś c i ą toczy w i e l k i e&#13;
&#13;
u w a ż a j ą c , żo dzieci ł a t w i e j n a u c z ą s i ę t o c z y ć naczynia na warszta­&#13;
&#13;
d z b a n y i m a l e ń k i e d z b a n u s z k i - m i n i a t u r k i . N a z a j ę c i a te p r z y ­&#13;
&#13;
cie p r o s t y m i nawet p r y m i t y w n y m , w k t ó r y m s z y b k o ś ć o b r o t ó w&#13;
&#13;
c h o d z ą r ó w n i e c h ę t n i o dzieci garncarzy, j a k i c h m ł o d z i s ą s i e d z i ,&#13;
&#13;
k o ł a jest regulow-ana dowolnie przez garncarza. W y d a w a ł o&#13;
&#13;
k t ó r z y w O g n i s k u po raz pierwszy u s i e d l i p r z y k ó ł k u . Jest to&#13;
&#13;
o c z y w i s t y m , że uczniowie n a j p i e r w p o w i n n i p o z n a ć s t a r ą t e c h n i k ę&#13;
&#13;
w y r a ź n e wprowadzenie do&#13;
&#13;
w y r o b u d z b a n k ó w i misek, a dopiero p ó ź n i e j z a s i ą ś ć p r z y elek­&#13;
&#13;
rzemiosła, chociaż oczywiście&#13;
&#13;
nie m o ż e p r z e w i d y w a ć czy to zainteresowania b ę d ą&#13;
&#13;
nikt&#13;
&#13;
trwałe.&#13;
&#13;
trycznym&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
toczku garncarskim.&#13;
&#13;
P o c z ą t k o w o c h c i e l i ś m y w O g n i s k u p o s t a w i ć w a r s z t a t garn­&#13;
&#13;
P r a w d o p o d o b n i e m i e l i ś m y r a c j ę j a k o m e t o d y c y , ale w Ognis­&#13;
&#13;
carski starego t y p u , k t ó r y garncarz w p r a w i a w r u c h s t o p a m i ,&#13;
&#13;
k u w M e d y n i trzeba b y ł o j e d n a k w s t a w i ć k o ł o garncarskie po­&#13;
&#13;
i ł . 12. K o n i k - g w i z d e k , wys. 9 cm, w y k . W ł a d y s ł a w a Prucnal. 11. 13, 14. Praee dzieci z Ogniska C e r a m i k i D z i e c i ę c e j ,&#13;
w y k . p o d kier. W ł a d y s ł a w y P r u c n a l i Z o f i i Czerwosz&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�L i n o r y t y z ogniska D o m u K u l t u r y i M ł o d z i e ż y w N o w y m T a r g u : i l . 15. Powrót zbójników z polowania, w y k . D o r o t a M i r o c k a&#13;
1. 9; i l . 16. Kolędnicy,&#13;
w y k . J o l a n t a K l o c e k , 1. 10; i l . 17. Noc grudniowa na Podhalu, w y k . M a r e k Pajor, 1. 10; i l . 18. Ko­&#13;
lędnicy z Poronina,&#13;
wyk. H e n r y k F r y d a , 1. 13&#13;
&#13;
176&#13;
I&#13;
&#13;
�177&#13;
&#13;
�И . 19. Maryna&#13;
&#13;
z Hrubego, w y k . A g a t a Z a j ą c , 1. 6; i l . 20. Kolędnicy, w y k . P a w e ł Malewioz, 1. 9; i l . 2 1 , Życie&#13;
w y k . M i c h a ł B a t k i e w i c z , 1. 13; i l . 22. Starszy zbójnik, w y k . Jacek K n a j t e r , 1. 13&#13;
&#13;
pasterskie,&#13;
&#13;
�ruszane p r ą d e m . O k a z a ł o s i ę b o w i e m , ż e w c a ł e j o k o l i c y&#13;
&#13;
żaden&#13;
&#13;
s z a n u j ą c y s i ę m i s t r z nie s i ą d z i e p r z y kole, k t ó r o trzeba p o r u s z a ć&#13;
n o g a m i , wszyscy d o b r z y garncarze n a b y l i j u ż t o c z k i elektryczne&#13;
i wodług opinii wsi, przy starych warsztatach p r a c u j ą już tylko&#13;
n i e d o ł ę d z y i p i j a c y . T r z e b a w i ę c b y ł o ze w z g l ę d u n a racje spo­&#13;
łeczno o d s t ą p i ć od z a l e c e ń m e t o d y c z n y c h .&#13;
W M e d y n i wszystkie dzieci, m ł o d s z e i starsze, bardzo c h ę t n i e&#13;
m o d e l u j ą w glinie, regały w pracowni są pełne postaci. Istnieje&#13;
b o w i e m w t y m o ś r o d k u ż y w a i silna t r a d y c j a swobodnej r z e ź b y&#13;
ceramicznej, w y r a z i c i e l k ą k t ó r e j jest m . i n . W ł a d y s ł a w a P r u c n a l .&#13;
Joj w ł a ś n i e p o w i e r z y l i ś m y prowadzenie z a j ę ć z d z i e ć m i .&#13;
&#13;
Wła­&#13;
&#13;
d y s ł a w a P r u c n a l n a l e ż y do grona najlepszych ż y j ą c y c h r z e ź b i a ­&#13;
rzy — c e r a m i k ó w , a f i g u r k i jej bardzo p o d o b a j ą s i ę d z i e c i o m .&#13;
W o d r ó ż n i e n i u od K i t o w s k i e g o nic p o p r a w i a ona dzieciom i c h&#13;
g l i n i a n y c h f i g u r e k , c z ę s t o nie bierze ieh nawet cło r ę k i , poprze­&#13;
stając&#13;
&#13;
na p o d a n i u t e m a t u i z a c h ę c i e , ale d z i e c i o m ,&#13;
&#13;
zwłaszcza&#13;
&#13;
z d o l n i e j s z y m , n a ś l a d o w a n i e p r z y c h o d z i ł a t w o . N i e m a t u kunsz­&#13;
t o w n e j t e c h n i k i i k s z t a ł t ó w w e w n ą t r z p u s t y c h , a n i pracowitego&#13;
o r n a m e n t u p t a k ó w z I ł ż y , dzieci m o d e l u j ą spontanicznie, t a k j a k&#13;
m a j ą o c h o t ę . I c h f i g u r k i c h o ć w y k a z u j ą p o d o b i e ń s t w o do c e r a m i k i&#13;
l u d o w e j , m o g ą b y ć p r z y k ł a d a m i d z i e c i ę c e j ekspresji w r z e ź b i e .&#13;
P r a w d o p o d o b n i e k a ż d y nauczyciel zada.łby p y t a n i e czy w I ł ż y&#13;
dzieci l e p i ą t y l k o t r a d y c y j n e p t a s z k i , czy toż m o d e l u j ą z w ł a s n e j&#13;
c h ę c i t a k ż e inne postacie 1 I czy t e c h n i k a w y k o n a n i a p t a s z k ó w&#13;
m a w p ł y w na s w o b o d n ą r z e ź b ę d z i e c i ę c ą ?&#13;
Według&#13;
&#13;
m o i c h d o t y c h c z a s o w y c h obserwacji w p ł y w u&#13;
&#13;
togo&#13;
&#13;
nie w i d a ć . F i g u r k i lepione ..na wdasną r ę k ę " s ą z r e g u ł y p e ł n e ,&#13;
dzieci nie w p r o w a d z a j ą k s z t a ł t ó w p u s t y c h w e w n ą t r z , nie s t o s u j ą&#13;
toż w s w y m d o w o l n y m m o d e l o w a n i u charakterystycznego orna­&#13;
m e n t u z d r o b n y c h p l a s t y c z n y c h e l e m e n t ó w . N a l e ż y on w y ł ą c z n i e&#13;
do p t a k ó w . T a k w i ę c dzieci nie p r z e n o s z ą spontanicznie znanych&#13;
i m t a k dobrzo k o n s t r u k c j i i d e k o r a c j i na inne, w ł a s n e f o r m y .&#13;
Oba ogniska m a j ą już swój w i e l o l e t n i dorobek. W i e r z ę , że&#13;
w p ł y n i e t o na p r z e d ł u ż e n i e w I ł ż y t r a d y c j i lepienia&#13;
&#13;
ptaszków,&#13;
&#13;
lepszych w c a ł y m k r a j u i z a c z y n a j ą b y ć j u ż znane za g r a n i c ą .&#13;
&#13;
u m i e j ę t n o ś ć t ę n a b y ł o b o w i e m p a r ę setek d z i e c i . I w I ł ż y i w Me­&#13;
&#13;
Charakterystyczne s ą w n i c h ż y w e i r ó ż n o r o d n e l i n i e c i ę ć , k t ó r e&#13;
&#13;
d y n i znacznie w z r o s ł o zainteresowanie dla garncarstwa i r z e ź b y&#13;
&#13;
łączą się w z a m k n i ę t e u k ł a d y białych znaków,&#13;
&#13;
ceramicznej, w i d a ć też w y r a ź n i e w i ę k s z y szacunek dla garncarzy.&#13;
&#13;
ze s p o k o j n ą c z e r n i ą p ł a s z c z y z n . B y w a ,&#13;
&#13;
W s z y s t k i e dzieci, k t ó r e p r z e s z ł y przez Ognisko, czegoś s i ę nauczy­&#13;
&#13;
w t r a k t o w a n i u t e m a t u ł ą c z y s i ę ze z d e c y d o w a n ą i j a k b y ś w i a ­&#13;
&#13;
ł y , s ą bogatsze o nowe d o ś w i a d c z e n i a z m a t e r i a ł e m i f o r m ą .&#13;
&#13;
d o m ą k o m p o z y c j ą c a ł e g o o b r a z u i to s t a n o w i o i c h s z c z e g ó l n y m&#13;
&#13;
P o z n a ł y stare r z e m i o s ł o , m i t ł y o k a z j ę do samodzielnej ekspresji&#13;
&#13;
uroku.&#13;
&#13;
plastycznej w ciekawej i szlachetnej technice. To d u ż o , a j e d n a k&#13;
s ą d z ę , że oba ogniska z a t r z y m a ł y s i ę w r o z w o j u i nie z r o b i ł y dal­&#13;
szych k r o k ó w , k t ó r y c h m o ż n a b y ł o o c z e k i w a ć .&#13;
&#13;
kontrastujących&#13;
&#13;
że d z i e c i ę c a&#13;
&#13;
naiwność&#13;
&#13;
O d dawna jestem przekonana, że p o z i o m a r t y s t y c z n y prac&#13;
dzieci z a l e ż y przede w s z y s t k i m o d z d o l n o ś c i nauczyciela i nie&#13;
chciałabym&#13;
&#13;
przeceniać&#13;
&#13;
wpływu&#13;
&#13;
kultury&#13;
&#13;
Podhala na&#13;
&#13;
młodych&#13;
&#13;
W I ł ż y dzieci nie s i ę g n ę ł y n a w e t po w s z y s t k i e w z o r y , k t ó r e&#13;
&#13;
g r a f i k ó w w N o w y m T a r g u , ale trzeba c h y b a w t y m p r z y p a d k u&#13;
&#13;
m o g ą o g l ą d a ć we w z o r c o w n i S p ó ł d z i e l n i „ C h a ł u p n i k " i z o s t a ł y&#13;
&#13;
b r a ć p o d u w a g ę c z y n n i k i miejscowe, k t ó r e w sukcesach a r t y s ­&#13;
&#13;
p r z y t y p i e p t a k ó w swojego nauczyciela w O g n i s k u . N i e p r ó b u j ą&#13;
&#13;
tycznych m a j ą swój udział. W i ę k s z a uiż w innych ś r o d o w i s k a c h&#13;
&#13;
n o w y c h f o r m . N i e w i a d o m o czy z d o b ę d ą s i ę k i e d y ś na s a m o d z i e l n ą&#13;
&#13;
s p r a w n o ś ć manualna dzieci góralskich i ich tradycyjne zamiło­&#13;
&#13;
t w ó r c z o ś ć , a b y we w ł a s n y c h f o r m a c h w y r a z i ć swojo u p o d o b a n i a .&#13;
R ó w n i e ż w M e d y n i w s z y s t k o przebiega sprawnie, coraz nowe&#13;
dzioci d o r a s t a j ą do Ogniska. R e g a ł y s ą p e ł n e f i g u r o k ceramicz­&#13;
&#13;
wanie do strugania i c i ę c i a drewna, na pewno w y w i e r a j ą&#13;
&#13;
wpływ&#13;
&#13;
na ł a t w o ś ć , z j a k ą u c z ą s i ę one p o s ł u g i w a ć d ł u t k a m i g r a f i c z n y m i&#13;
przy cięciu w linoleum.&#13;
&#13;
nych, m i ł y c h , swobodnych i poprawnych technicznie — i t u&#13;
&#13;
N i e m o ż n a z a p o m n i e ć , że Podhale t o r e g i o n ś w i e t n e j s z t u k i&#13;
&#13;
j e d n a k b r a k u j e n o w y c h p o m y s ł ó w . O d dzieci, k t ó r e t a k bardzo&#13;
&#13;
l u d o w e j i w k a ż d y m n i e m a l d o m u , jeszcze d z i ś , z n a j d u j ą&#13;
&#13;
oswojone s ą z c e r a m i k ą , m o ż n a b y o c z e k i w a ć w i ę c e j . W p o b l i s k i m&#13;
&#13;
stare s p r z ę t y i p r z e d m i o t y o szlachetnej l i n i i , c z ę s t o ozdobione&#13;
&#13;
L e ż a j s k u s ą ciekawie malowane stare kafle, czemu dzieci&#13;
&#13;
b o g a t y m , ale doskonale w y w a ż o n y m o r n a m e n t e m .&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
m i a ł y b y p r ó b o w a ć r ó w n i e ż m a l a r s t w a ceramicznego ? R ó w n i e ż&#13;
&#13;
D z i e c i w swych graficznych w y p o w i e d z i a c h m u s z ą&#13;
&#13;
się&#13;
&#13;
nawią­&#13;
&#13;
w r z e ź b i e ceramicznej m o g ł y b y n a u c z y ć s i ę lepienia f o r m p u s t y c h&#13;
&#13;
zywać&#13;
&#13;
w e w n ą t r z j a k s k o r u p k i , a t a k i e wzbogacenie t e c h n i k i p o z w o l i ł o b y&#13;
&#13;
budownictwie drewnianym i spotykają w rzeźbionych sprzętach,&#13;
&#13;
i m na nowe m o ż l i w o ś c i ekspresji. O c z y w i ś c i e d z i e c i o m potrzebne&#13;
&#13;
tak&#13;
&#13;
s ą w s k a z ó w k i i z a c h ę t a . Samo nie m o g ą p ó j ś ć dalej.&#13;
&#13;
w y w i e r a ć t e ż h a f t y , a s z c z e g ó l n i e parzenice.&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
koniec c h c ę jeszcze p o w i e d z i e ć&#13;
&#13;
o Kółku&#13;
&#13;
Graficznym&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
układów&#13;
&#13;
dekoracyjnych,&#13;
&#13;
charakterystycznych&#13;
&#13;
dla&#13;
&#13;
które&#13;
&#13;
widują&#13;
&#13;
Podhala. Pewien&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
wpływ&#13;
&#13;
starym&#13;
mogą&#13;
&#13;
W z d o b n i c t w i e g ó r a l s k i m bardzo c z ę s t o o r n a m e n t z w a r t y&#13;
&#13;
w D o m u K u l t u r y Dzieci i Młodzieży w N o w y m Targu, które&#13;
&#13;
i g ę s t y kontrastuje z jednolitą, p u s t ą przestrzenią. Zasadę&#13;
&#13;
p r o w a d z i od 1976 r. absolwent W y ż s z e j S z k o ł y Plastycznej we&#13;
&#13;
s p o t y k a m y r ó w n i e ż w grafice d z i e c i . M o ż n a s ą d z i ć , że dzieje&#13;
&#13;
tę&#13;
&#13;
W r o c ł a w i u — góral z Poronina, artysta plastyk Stanisław Gał.&#13;
&#13;
s i ę t a k m . i n . z tego p o w o d u , iż dzieci p r z y s w a j a j ą sobie w co­&#13;
&#13;
Z a p o z n a j ą c dzioci g ó r a l s k i e z g r a f i k ą , a ściślej m ó w i ą c z l i n o r y ­&#13;
&#13;
d z i e n n y m o b c o w a n i u zasady k o m p o z y c y j n e w y s t ę p u j ą c e w zdob­&#13;
&#13;
t e m , nauczyciel ten s k ł o n i ł je do u p r a w i a n i a d y s c y p l i n y artys­&#13;
&#13;
n i c t w i e o t a c z a j ą c y c h je p r z e d m i o t ó w .&#13;
&#13;
tycznej nieznanej w t r a d y c j i&#13;
&#13;
Podhala.&#13;
&#13;
Dlatego t e ż l i n o r y t y z Nowego T a r g u , n i e n a l e ż ą c e do s z t u k i&#13;
&#13;
M i m o , że dzieci r o z p o c z ę ł y n o w ą dla n i c h p r a c ę w t r u d n e j&#13;
technice a r t y s t y c z n e j , w y n i k i o k a z a ł y s i ę po&#13;
&#13;
krótkim&#13;
&#13;
czasie&#13;
&#13;
d o s k o n a ł e . L i n o r y t y d z i e c i ę c e z Nowego T a r g u n a l e ż ą do&#13;
&#13;
naj­&#13;
&#13;
l u d o w e j s ą bardzo g ó r a l s k i e i g r a f i k a dla r e g i o n u n i e t y p o w a ,&#13;
jest w n i m t a k mocno osadzona.&#13;
&#13;
*&#13;
&#13;
179&#13;
&#13;
�B y ł a t o k r ó t k a relacja o pracach trzech Ognisk, k t ó r e dzia­&#13;
łają w k r ę g u sztuki ludowej,&#13;
dawnych form&#13;
Zajęcia&#13;
&#13;
wśród żywych&#13;
&#13;
rzetelne&#13;
&#13;
nauczenie&#13;
&#13;
technik&#13;
&#13;
jest&#13;
&#13;
sprawą&#13;
&#13;
niebagatelną,&#13;
&#13;
tradycji&#13;
&#13;
u m o ż l i w i a w ł a s n e sensowne c U i a ł a n i e ucznia, a t a k ż e daje klucz&#13;
&#13;
twórcy&#13;
&#13;
ludowi,&#13;
&#13;
rękodzieła ludowego.&#13;
&#13;
ludowych.&#13;
&#13;
do zrozumienia m a t e r i a ł u , sposobu w y k o n a n i a i f o r m y w y r o b ó w&#13;
&#13;
ceramiczne z&#13;
&#13;
dziećmi&#13;
&#13;
prowadzą&#13;
&#13;
Z a d a n i a te najlepiej s p e ł n i a j ą Ogniska, w k t ó r y c h&#13;
&#13;
g r a f i k ę — d y p l o m o w a n y a r t y s t a p l a s t y k . Wszyscy u c z ą dzieci&#13;
&#13;
twórcy&#13;
&#13;
swego w ł a s n e g o r e g i o n u , w k t ó r y m s a m i s i ę u r o d z i l i i w y c h o w a l i&#13;
&#13;
ludowi jednocześnie z umiejętnościami technicznymi przekazują&#13;
&#13;
i z k t ó r y m z w i ą z a n i są również w ł a s n ą twórczością. Tacy nau­&#13;
&#13;
dzieciom w i a d o m o ś c i o w y g l ą d z i e p r z e d m i o t ó w . W i a d o m o , że&#13;
&#13;
czyciele m o g ą z a p e w n i ć w ł a ś c i w e przekazanie u c z n i o m najistot­&#13;
&#13;
a r t y ś c i - p l a s t y c y m a j ą nieraz w ą t p l i w o ś c i j a k n a l e ż y o d p o w i a d a ć&#13;
&#13;
niejszych t r e ś c i k u l t u r y l u d o w e j , z a p o z n a ć je z t r a d y c j ą i nie­&#13;
&#13;
n a p y t a n i a dzieci, k t ó r e n p . c h c ą w i e d z i e ć j a k i m k o l o r e m&#13;
&#13;
s k a ż o n y m i formami rękodzieła swoich stron.&#13;
&#13;
l o w a ć , w j a k i s p o s ó b n a r y s o w a ć coś l u b u l e p i ć z g l i n y , ale k a ż d y&#13;
&#13;
Jednak doświadczenia z Iłży i Medyni każą zadać, pytanie,&#13;
&#13;
kto&#13;
&#13;
b y w a ł na&#13;
&#13;
zajęciach&#13;
&#13;
ma­&#13;
&#13;
w Ogniskach s z t u k i ludowej w i e ,&#13;
&#13;
że&#13;
&#13;
j a k d z i a ł a ć , aby dzieci, k t ó r e j u ż p r z y s w o i ł y sobie j a k i ś s p o s ó b&#13;
&#13;
t a k i c h w a h a ń n i e m a j ą t w ó r c y l u d o w i . I c h o d p o w i e d z i s ą stanow­&#13;
&#13;
w y k o n a n i a , w ł a ś c i w y dla k o n k r e t n e g o w y r o b u l u d o w e j&#13;
&#13;
cze, p o n i e w a ż p ł y n ą ze spokojnej p e w n o ś c i , k t ó r ą daje d ł u g o ­&#13;
&#13;
nie&#13;
&#13;
poprzestały&#13;
&#13;
na&#13;
&#13;
powtarzaniu&#13;
&#13;
sztuki,&#13;
&#13;
tego jednego sposobu.&#13;
&#13;
Aby&#13;
&#13;
n a b y t e u m i e j ę t n o ś c i s t a ł y s i ę w ł a s n o ś c i ą dzieci i m o g ł y i m s ł u ż y ć&#13;
w dalszym rozwoju&#13;
&#13;
l e t n i a t r a d y c j a miejscowa.&#13;
Trzeba&#13;
potrzebują&#13;
&#13;
artystycznym.&#13;
&#13;
N i e t r u d n o z n a l e ź ć o d p o w i e d ź , trzeb?, j e d n a k stale p a m i ę t a ć ,&#13;
&#13;
przecież&#13;
&#13;
jednak&#13;
&#13;
uświadomić&#13;
&#13;
bogatego&#13;
&#13;
programu&#13;
&#13;
uczniowie pana m a j s t r a&#13;
&#13;
sobie, ż e&#13;
&#13;
współczesno&#13;
&#13;
wychowawczego.&#13;
&#13;
Nie&#13;
&#13;
dzieci&#13;
są&#13;
&#13;
w d a w n y m warsztacie.&#13;
&#13;
to&#13;
Nie&#13;
&#13;
że celem wszelkich z a j ę ć a r t y s t y c z n y c h , a w i ę c i t y c h p o ś w i ę c o ­&#13;
&#13;
m o g ą s i ę u c z y ć stale tego samego — trzeba i m p o k a z y w a ć w c i ą ż&#13;
&#13;
n y c h sztuce l u d o w e j , jest estetyczne w y c h o w a n i e u c z n i ó w . D r o g ą&#13;
&#13;
nowo rzeczy i p r z e d s t a w i a ć coraz to nowe zadania.&#13;
&#13;
jest w ł a s n a ekspresja plastyczna i m o ż l i w i e b l i s k i o obcowanie&#13;
&#13;
J a k p r o w a d z i ć t a k i e wszechstronne i d y n a m i c z n e Ogniska,&#13;
&#13;
z d z i e ł a m i s z t u k i . Chodzi ostatecznie o wprowadzenie wycho­&#13;
&#13;
oparte na t r a d y c y j n e j sztuce l u d o w e j ' ! T y l k o praca i i n i c j a t y w a&#13;
&#13;
w a n k a do w s p ó l n o t y k u l t u r o w e j , k t ó r ą t w o r z y w s p o ł e c z e ń s t w i e&#13;
&#13;
w i e l u l u d z i m o g ą d a ć na to&#13;
&#13;
m . i n . sztuka.&#13;
&#13;
Na&#13;
&#13;
S ą d z ę , że m ł o d z i ludzie, k t ó r z y o d d z i e c i ń s t w a&#13;
&#13;
przyswoili&#13;
&#13;
koniec c h c i a ł a b y m&#13;
&#13;
odpowiedź.&#13;
tylko przekazać spostrzeżenia&#13;
&#13;
do­&#13;
&#13;
t y c z ą c e organizacji Ogniska s z t u k i l u d o w e j dla d z i o c i . D o ś w i a d -&#13;
&#13;
są&#13;
&#13;
czonia w i e l u z e s p o ł ó w "wskazują, ż e t w ó r c y l u d o w i s ą w n i c h nie&#13;
&#13;
w w y j ą t k o w o k o r z y s t n e j s y t u a c j i , p o n i e w a ż m a j ą bardziej l u b&#13;
&#13;
do z a s t ą p i e n i a , ale ż e są w n i c h r ó w n i e ż n i e z b ę d n i w y k s z t a ł c e n i&#13;
&#13;
m n i e j ś w i a d o m e , ale w y r a ź n e k r y t e r i a ocen. N i e o b a w i a m s i ę , b y&#13;
&#13;
a r t y ś c i - n a u c z y c i e l e , j a k o o p i e k u n o w i o , bo&#13;
&#13;
t o pierwsze wtajemniczenie ludowe m o g ł o n a s t ę p n i e&#13;
&#13;
od p o c z ą t k u h a r m o n i j n e w s p ó ł ż y c i e&#13;
&#13;
sobie k o n w e n c j ę e s t e t y c z n ą j a k i e g o ś r e g i o n u s z t u k i l u d o w e j ,&#13;
&#13;
utrudniać&#13;
&#13;
tylko&#13;
&#13;
wiejskich&#13;
&#13;
oni&#13;
&#13;
układają&#13;
&#13;
mistrzów&#13;
&#13;
ręko­&#13;
&#13;
zrozumienie i a k c e p t a c j ę s z t u k i w s p ó ł c z e s n e j . P r z e c i w n i o , k s z t a ł ­&#13;
&#13;
dzieła z uczniami-wychowankami współczesnej szkoły. Oni też&#13;
&#13;
tuje&#13;
&#13;
m o g ą r o z s z e r z a ć zainteresowania dzieci. J e ż e l i w y c h o w a n k o w i e&#13;
&#13;
ono&#13;
&#13;
zainteresowania i p o b u d z a u c z u c i o w y&#13;
&#13;
stosunek&#13;
&#13;
s z t u k i , wzbogaca w y o b r a ź n i ę a przede w s z y s t k i m r o z w i j a&#13;
&#13;
do&#13;
po­&#13;
&#13;
Ogniska p o d&#13;
&#13;
k i e r u n k i e m t w ó r c y ludowego o s i ą g n ą j u ż&#13;
&#13;
niezły&#13;
&#13;
poziom artystyczny, a t a k ż e s p r a w n o ś ć techniczną i zaczną się&#13;
&#13;
t r z e b y estetyczne.&#13;
Trzeba j e d n a k s t w i e r d z i ć realnie, że niewiele jest już&#13;
&#13;
re­&#13;
&#13;
trochę&#13;
&#13;
nudzić,&#13;
&#13;
wtedy&#13;
&#13;
opiokun-pedagog&#13;
&#13;
powinien&#13;
&#13;
taktownie&#13;
&#13;
g i o n ó w , w k t ó r y c h t w ó r c z o ś ć l u d o w a ż y w a jeszcze w otoczeniu&#13;
&#13;
w s k a z a ć dalsze cele. Ogniska, k t ó r e t a k i o g o o p i e k u n a nie m a j ą ,&#13;
&#13;
m o ż e k s z t a ł c i ć ś w i a d o m o ś ć e s t e t y c z n ą dzieci, t a k j a k się to dzieje&#13;
&#13;
zasklepiają się często wewnątrz i zaczynają powielać wciąż takie&#13;
&#13;
w N o w y m T a r g u . P o z o s t a j ą w i ę c zabiegi wychowawcze, k t ó r e&#13;
&#13;
same f o r m y . Z a n i k a t w ó r c z o ś ć i uczniowie r o b i ą prace co&#13;
&#13;
z r ó ż n y m powodzeniem d ą ż ą do w y k o r z y s t a n i a bogactwa polskiej&#13;
&#13;
wyżej przeciętne. Zdolności artystyczne i talenty noszą bowiem&#13;
&#13;
sztuki&#13;
&#13;
d z i e c i w sobie, ale p o k a z a ć je i z a b ł y s n ą ć m o g ą t y l k o w sprzyja­&#13;
&#13;
ludowej.&#13;
&#13;
J e d n y m z n i c h jest w ł a ś n i e n a u k a w y k o n y w a n i a&#13;
nych wyrobów ludowych&#13;
&#13;
tradycyj­&#13;
&#13;
w Ogniskach D z i e c i ę c y c h . J u ż samo&#13;
&#13;
j ą c y c h wychowawczo w a r u n k a c h . N a s t w o r z e n i u t y c h&#13;
n y c h w a r u n k ó w polega w ł a ś n i e r o l a pedagoga.&#13;
&#13;
23&#13;
I I . 23. P t a s z k i ceram. w y k . w O g n i s k u D z i e c i ę c y m p r z y Spółclz.&#13;
&#13;
„Chałupnik"&#13;
&#13;
Fot. St. Deptuszewsbi, il. 1, 3, 4, 12; W. Madroszkiewicz, il. 8; J . Świderski, il. 2, 5—7, 9—11, 13—23; W. Werner, il. 7&#13;
&#13;
I&#13;
&#13;
gdyż&#13;
&#13;
jeszcze&#13;
&#13;
naj­&#13;
&#13;
przychyl­&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10439" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10417">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/46006324470240f7c29494bddffb027e.pdf</src>
        <authentication>f3055c9497e09bcaca3c888a85b231a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124165">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124166">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124167">
                <text>bibliografie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124168">
                <text>Reinfuss Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1652</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124170">
                <text>Bibliografia prac R.Reinfussa / LUD 1980 t.64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124171">
                <text>LUD 1980 t.64,s.53-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124172">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124173">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124174">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124175">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="124176">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124177">
                <text>(Lud, t. 64, 1~()

BIBLIOGRAFTA

PR1AC ROMAiN A R·EINFUSSA

ZEiBRJAŁA WFIA CIESiLA-REINFUSSO:WA

POZYCJE

KSIĄżKoWE

194Q

1. Geografia
dla liceum
z M. GOIukJiewkrem

pedagogicznego

i

szkóL

ogó1moksz.talcqcych.

(Współ-

i J. Kl1ilITlialsz'eWlską), Kiairowice.

autorstwo
1949

2. Stroje

górali

szczawnickich,

"Aiti1als

Bo~sik:iIch

Str-oj6w

crz.

LuJdowytCh"

MaLopols.ka, z. 1-8, S'!s.39-, LI. 25, tab. 5, Lu!blriin.

V

f

1953
3. Pol~lde

druki

na .pLót'nie, iSIS. 256, ryc.

Ludowe

198, Italb. 19, malpa '1, WaJr-

szawa.
1954
4. Ludowe

~s. 60, ry-c. 71, tab. 71, Wa!I'lSz'a'Wla.

skrzy11lie maLowane,

1956,
5. Garncarstwo

ludowe.

SIS.

96, il. 54,

~.o. 47,

W"lIl"ISi7Ja1Wla.

1958
6. SZOf.pka k.rakowSka,

s5. 38, i'l. 16, talb. 41, Kra'ków.

1960
7. PoLska

ficzne),

SIS.

sztuka

(WISiPÓł\al\lft&gt;omtwo z J. Świtdffi'Slkilim: zdlj~da

ludowa.

fOltogra-

217, it. 216, K'nak6w.

1962
8. MaLarstwo

ludowe,

SiS.

130, il. 92, tab. 6, Kroków.

1966
9. Ludowe

kafle

matowane,

SIS.

160,

m.

223, baib. 3, KTakÓW.

1977
10. Meblarstwo

ludowe

w Polsce,

SiS.

300, il. 186, ba,b. 39, maljJ 4, Wlr'ocław ..

1980
11. Ludowe

kowalstwo

PRACE

artystyczne,

NAUKOWE

ss.

365, ryc.

DRUK.OWANE

13\1, flOt. 246, WTodaw.

W CZ.ASOPISMACH

1934
12. Budownźctwo

ludowe

na

zachodniej

Łemkowszczyźnie,

"Lud", t. 33, s. 83-

·112, H. 16, ma!p 3, Lwów.
193,6
13. Etnograficzne

granice

Łe.mkowszczyzny,

"Zi·e&lt;miJa", R. XXVI,

TIlr

10/11, s. 240 _.

- 253, Warszawa.
14. Łemkowie
·15. Zabyt'kowe
KraIków.

(O\Pis etnQgnafioezny), "Wlierchy", R. XIV, s. 1 - 24, iJ. 18, I(,I1aków.
sypaiu:e sp:i;s.kie w K·uc:wi11Jie, "Orli Dot",
R. XlIX, s. 146 - 147,_

�54

ZOFIA

OIEŚLA-REINFUSSOWA

1938
16. Problem
misja

wschodlTliiego

Nm~kDwych

poświęcony

Badań

Karpatom

Ziem

Polslvim

za'sięgu

etnografioznego

Wschodnich
w

Krakowie,

-

II

dnia

Łemkowszczyzny,

Zjazd

(w:)

Ko-

sprawozdacvczo-naukowy

30 i 31 paidziernika

1938 roku,

55. 11, W:a':r5za'wa.
1939
17. Zbiór
ankiet w sprawie
rzemieślników
wiejskich
wykonujqcyclt
dowe. (.W,S1półalutoOI'Stwo
z W. Zbier,oWl5kim), S5. 29, Kra;ków.

18. Ze studiów
nad kulturq
materialnq
s.238 - 278, ił. 28,taib. 2, m;lJpa l, W'alI1szawa.

Bojków,

stroje

"Roczn:i·k Ziem

lu-

GÓpsk.i.ch",

1945
19. Badania

nad

osadnictwem

"SprawolJda:nia

Hucu-lszczyzny,

PAU",

t.

46,

nr l - 5, 5. 90 - 93, Kraków.
1946
20. Pogranicze
etnograficznych,

krakowsko-gór,alskie

"Lud",

w

świetle

dawnych

i najnowszych

badań

t. 36 (J.939- 1945), s. 222 - 255, map 3, LubLi:n.

1947
Zagadnienia

~l.

i potrzeby

etnogmjii

na $lqsku

$wd.lvowym

i Dolnym,

Insty-

tut Śląski, s. 51 - 57, Katowice-.Wrocław.
22. Próba
niektórych

charakterystyki

elementów

etnograficznej

kultury

materialnej,

Rusi

Szlachtowsk.iej

"Lud",

t. 37;'1947, s.

na

podstawie

luD - 235, tab.

5,

Kraków.
1948
$lqsku, (w:) Rozprawy
i mater,iały z hiAincheollogtc.zna", nr 2, s. 53 - 71, Wn)cłal\v.
24. Malowane
"marawieckie"
skrzynie
krakowskie,
cz. I, "Pols\ka Sztuka Ludowa", R. II, nr l, s. 20 - 29, War,s'ZJawa.
25. Skrzynie
zdobione z okolic Krakowa:
skrzynie
kaszowskie,
cz. II, "Bolisika
Sztuka Ludowa", R. II, nr 9/10, s. 33 - 43, WaI'Szawa.
26. Architektura
sz.opki knakowskiej,
,,,PIOiliskaSz.buka Lutdo.'W1a",R. iIiI, nr .11/12,
s. 8 - 26, Wal1s'za;wa.
27. Wpływ
farbiarzy
drukujqcych
plótna na ludowe hafciarstwo,
"Polska SZitul,;a LUJd'CJIW:a",
R. II, 1lJr 11/12, s. 4D - 41, Warszawa.
?,s. Stan muzealiów
etnograficznych
w woj,ewództwie
wrocławskim,
"Lud",
t. 33/1948, s. 416 - 431, Lub~~n--.,KJmków.
23.

storii

Łowie.ctwo
ludowe
i kultury
materialnej,

na wschodnim

"BibLi,oteka

1949
29. Skrzynie

zdobione

kie, cz. HI, "Pol,ska

z okolic

Krakowa:

skrzynie

czernzchowskie

i wadowic-

Siltukla LUJdow1a", R. III, nr 1/2, s. 9 - 2.5, W&lt;:l'l1sLJawa.
30. Łemkowie
jako grupa
etnograficzna,
"Plrace i Mater~aly Eltrrograficzne",
t. 7, s. 77 - 210, Lu\YEn.----I&lt;!:raków.
3.1. Wdniane
torby góralskie,
"Polska Sztuka Ludowa", R. III, nr 3/4, 5. 112.
- 119, WaI1szawa.
32. Przyczynek
do ikonografii
obrazów, "P'o1:&gt;ka SZJbUlk\Ć\
Ludowa", R. III, nr 5,
s. 150 - 1:55.,Wlar.s'ZJ8:wia.
33. Malowane
zręby chałup wiejskich,
"Polska S'7Jtullm Ludowa", R. III, nil' 7/8,
ii. 200 - 219, W1al1sZJaiWla.

�Bioliografia

:4.

Kafle

z Brzegu

ludowe

55

prac R. Reinfussa
Sląs:ku, "PoilJska SZ!tuloo Ludowa",

na Dolnym

R. III,

nr 9/10, 's. 261 - 267, Wal1S':zJaJwfa.
3,5. SZQpka z SieteslZY w powiee'ie
przewor.skim,
"Pohika
Sztuka
Ludowa",
R. ILl, nr 1.1/1:2, s. 328 - 336, Warszawa.
3B. Niezna-ny rękopis etnog7"aficzny Winoentego
Pola pt. "GÓorale Czuchonkowie", "S\pra~\VIo"zdtalnia PAU",

t. 50, nr 9, s. 550 - 5.51, KmaJków.

1950

37. Stan badań nad pol.ską sztuką ludową, "PiYl:sika S7Jt&lt;UJkaLudowa",
R. IV,
nr 1/6, s. 3 - 13, WUII'SIZJaJWla.
38. Orawski
dom z wyżką,
"POIłsIJro SZJtukia L1lJdoWla", R IV, nr 1/6, s. 36 - 5'5,
Wa'n5'Z'UIWIł.
39. Instrukcje
i kwestionariusze
dla badaczy kultury
ludowej,
"P,ol!sika SZlbll'ka
Ludowa", R. IV, Dlr 1/6, s. 88 - 92, W,all'SlZJaWla.
40. Po I Ogólnopol;"kiej

Konferencji

Naukowej

w

sprawie

badań

nad

"Po15k,u SZJtuka Ludowa",
R. IV, nr 7/1,2, s. 97 - 99, WallSZlalW;a.
41. Z obozu naukowego
w Weryni,
"P!ols'ka SZltu\ka Lud1olwia", R. IV,
s. 1203- 142, WlaJl'SIZlaIWU.

sztuką,

nr

7!l-2,

1951
42. Organiz,acja
badań nad sztuką ludową,
"Malteria'ły
do Studiórw i Dy:sk:usjli
z ZaikJre:5u Te()r~i i H~9u()r,iJiS'ZJuUikli",
'z. 5, 5. 404 - 410, WranslZialwa.
43. U progu piątego roku, "Polska Sztuka Ludowa",
R. V, nr 1/2, s. 3 - 5, Warszawa.
44. ,Wytwó,rcy ludowych
ubiiorów
w K'arpatiuch Polskich,
"Polska
SztU!ka Ludowa", R. V, nr 3, s. 19 - 36, Wal'Szalwa.
45. Brzostek
zapomniany
ośrodek
ludowego
garncarstwa,
"PolS1ka Sztuka
Lu.doWla, R. V, nr 6, s. 1,67 - 170, W'alrS'zalWlu.
1952
46. Badania

terenowe

w

rejonie

"P'oliSlkia SZltuika Lu-

kielecko-sandomierskim,

dowra", R. VI, ,nr l, s. 35'-47, W'al.szawa.
47. Z zagadnień sztuki ludowej, "Pdlisikla SZJtuk'a Lwd'owa",
- 67, Vlars.zawa.
48. Sztuka
w

ludowa

Bachorzy,

pow.

Pod!as.i.a Zachodniego.

Sokołów

Podl asrki),

(Z ba,dań IV

"Polsk:a

R. VI, nr

2, s. 65-

Ob,ozu Naukowego

SZJtukia Ludowa",

R.

PIS

VI, nr

4/~,

s. 270 - 287, Wlansza,wa.
1953
49. A,k,tualne

zag,ad-rtiemiia htd.owej

"Pol'Ska

plas'tyki,

Sztulka

Ludow.a",

R. VII,

nr 2, s. 83 - 94, W:aTSZlaI\V1a.
50. Elcimenty

Ludowa",R.

re7lJeS'a.nsowe w

polskim

mcb,!arstwi·e

ludowym,

"PolS'ka

Sztuka

VII, nr 6, s. 327 - 3,34, WaiI1SzaiWla.

51. Polskie

ludowe

kowalstwo

artys.tyczne,

"Polls!ka

S:zJtULimL udO!\V'a", R. VII,

nr 6, s. 348 - 37,6, WU'l'lS'z&lt;lWla.
1954
5.2. Tradycje

otwartego

ogniska

w

Ma!opolsce,

"Lud",

t. 41, s. &amp;99 - 702, W.ro-

cła'w.
jów

53. Instrukcje
w sprawie
materiału
ilustracyjnego
Ludowych',
"Lud" t. 41~ s. 80'6 - 80,7, WII1ocl:arw.
,54. Malowa1'llkri ścienne

s. 50 - 5'4, Wiull1sZJa,wa.

z Ch'otyziów,

"Po1slka

Situka

dla

Atlasu

Ludowa",

Polskich

Stro-

R. VljJjI, nr

li,

�ZOFIA

56

CIEŚLA-,REINFU,SSOWA

55. Aktualne
zagadnienia
przemysłu
pamiątkarskiego,
"P.ol'ska Sztuka Ludowa ,"R. VIII, nr 2, s. 67 - 78, Wlalrnzawa.
'56. Przyczynki
do badań nad ludowym
farbiarstwem
i drukarstwem
tkanin
w województwie
białostockim,
"Polska Sztuka Ludowa", R. VIII, nr 5, s. 3:15 - 317,
Wars'za'Wla.
1955
57. Dorobek

naukowy

dziesięciolecia

w zakresie

sztuki

ludowej

oraz

plany

na

"Maiterrały do Studiów i Dyskusji z Zakmesu T'elorii i HiS¢oI'iliSZltukJi", R. V, nr 3/4, s. 3&amp;9- 411, WlaJI'SZJa,wa.
5'8. Z bacLań nad sztuką ludową w Radomsloiem, "Polska Sztuka Ludowa", R.
IX, nr l, s. 23 - 51, Wal1SIZawa.
najbliższe

dziesięciolecie,

1956
wytwórczości
ludowej
i artystycznej
wspókzesnej
Rumunii,
i AIl1tysty czny", R. I, nr 2, s. 120 - 124, Warszawa.
60. Szkolenie
kadr naukowych
i organizacja
badań z zakresu sztuki ludowej
w Rumunii, "Bo1Js!ka SZltuka LUldowa", R. X, nr 2, s. 120 - 124, WalI'SZlawa.
61. Z zagadnień
terminologii
ceramicznej,
"Piol~ka Sztuka
Ludowa",
R. X,
nr 415, s. 281 - 283, W,a:nsizawa.
59. Organizacja

"PrZJemysł Ludowy

1

1957
62. Z

"Polska

doświadczeń

nad·

Sztuka Ludowa",

stosowaniem

filmu

w

dokumentacji

etnograficznej,

R. XI, nr 2, SI. 1:1'7- 1:19, Wansza:wa.

1959
63. Problem

Karpat

w

badaniach

kultury

"FoJ'sam SZJtuk:a Ludowa",

ludowej,

R. XIII, nr 1/2, s. 3 - 11, WaI's:zJawa.
64. Prace Sekcji Badania Plastyki
Ludowej
PIS w ciągu mi1llionego XV-lecia,
"Poliska Sztukia LudowIa", R. XIII, ,nr 4, s. 197 - 207, WlaiI1SZalwla.
66. Badania
plastyki
ludowej
w województwie
rzeszowskim
w
cia, "RoczmiJk Wo}ewódz:twa Rze:sZlolwsikiiego",s. 141 - 1'52, Rzelszów.

okresie

XV-le-

1960
6'6. Badania

ska Sztuka

67. Badania

w 1959 r. prowadzone
przez Instytut
R. XIV, nr 2, s. 1.21 - 1,2.2, W'arsZlawla.

terenowe

Ludowa",
sztuki

ludowej

prowadzone

w

woj.

rzeszowskim

"Pol-

P AN,

przez

Instytut

Ludoiwa", R. XIV, nr 2, s. 122 - 124, WalrsZJaJwa.
68. Sztuka luc10wa w Czechosłowacji.
(Notatki
z podróży w 1959 r.), "Polska
Sztuka Ludowa", R. XIV, nr 3, s. 155 - 163, Wanszawa.
69. Hece do wypału
naczyń w polsikiim garncwns1t'wie ludowym,
"Etnograf'ia
Polska", t. 3, s. 3129- 350, W,rocław.

Sztuki

P AN, "BoIska

Sztuki

Sztuka

1961
70. Na marginesie
badań sztuki ludowej
do'wa", R. XV, nr 3, s. 131 - 13,6, W'ars'zawa.
71. Stan

i problematyka

badań

nad

Białostocczyzny,

kulturą

ludową

"P'o,lska Sztuka

Lu-

Łemkowszczyzny,

"Etno-

"Studia

i Mate-

grajjia PoLska", t. 5, s. 63 - 69, Wa'I'Szawa.
1962
72. Sztuka

ludowa

na

pograniczu

Lubelszczyzny

i Podlasia,

rU'ały Lubelllslkiie', Etnog1fia,fiiJaI, s. 108 - 14&lt;6, Lu:bliln.
73. Sztuka ludowa
Łemkowszczyzny,
"PoLska Sz\tuka Ludowa",
S. 9 - 25, Warr1szawa.

R. XVI, nr

1,

�Bibliografia

prac

51'

R. Reinfussa

1963
74.

Rzeźba

figuralna

Łemkó.w.

(Ze st11Jdiów nad

"Pol!s,ka SzJtullm LoooiWa".

Łemkowszczyznie),

luclową

R. XVIJ,

s.zalWa.
75. Sztuka ludowa w województwie
rzesz.owskim
ka Ludowa", R XVII, nr 3/4, s. 113 - 121, Wtans;zawa.

rzeźbą

nr

i jej

3/4,

kamienną

na

s. 122 - 134,

W'aJr-

"Pdl'Ska

SZJtu-·

b.adania,

1964
76.

etnog.-rafii

Z

powi(l&gt;tu

(w:) Studia

jas:ielsloiego,

powiatu

cLz:iejów Jasła

z

pra·ca zb!i'oirO\\;"a,K~aków, s. 591 - 630.

jasielskiego,
196.5

i kształty wsi, (w:) Nad rzeką Ropą. Zarys etnografii
powriaZlbior.owa, t. 2, Kraków, s. 13 - 28.
78. Zajęcia pozarolnicze,
(w:) Ibidem, s. 133 - 138.
7~. St'rój Łe.mków, (rw:) Ilbildem, s. 1915- 210.
BO. Problem
kultury
ludowej
Lasowiaków,
"RoczrniJk WojewództJwa
RzelSZ!owskil.ef)o", R. IV, s. 243 - 260, Rzeszów.
77. Układy

rolne

tu gorlri;okiego,

praca

1966
81.

studiów

Ze

nad

Łermko.wszczyzną

po

obu strowach.

"Pdl!ska

Karpat,

Sztuka.

Lud oWla", R. XX, nr 1, s. 3 - 22, Wa;rSlzawa.
82. Dawne
ubiory
mieszczan
z południowo-wschodniej
części woj.
rzeszowskiego, "Ma'teriia!y Muzeum BUJdownJi;auwa LUJdow~o w Sanoku",
s. 19 - 23, San:olc.
1967
83. Die

Volksmasken

in

"Schweizerisches

Polen,

Archiv

fur

Volksku:de"

z. 3/4, s. 134 - 141, Ba:sel.
84. Szataśnictwo

temkow'śkie

w

Beskidzie

"Łód:zki.e

Krynickim,

SibudliJa Ebno-.

gmf.icz'ne", t. 9, s. l{il6. - 174, Łódź.
196.8

B5. Zum gegenwiirtigen
bildnerischen
Volksschaffen
in Polen, "Letopis".
Jahres!schrifit des InsltiitUlt's flirr s'olrbliJs·cheViO'likls!'OIJ'SochUJrJi,g,
Reihe C. Violk:skuIlJde, nr 11/12.
s. 204 - 2'14, BalUJllron.
66.. Skansenowskie
muzeum
przemystu
ludowego
w Etera (Bulgaria),
,,P101ska.
Sztu/ka LUJdowa", R. xx-n, nr 3, s. 107 - 1 Li., W~I1szawa.
196.9
87. Wspólczesne
tNi'aty
den,

z konjc·r·encji

malarstwo

lU!dowe,

w Lub·Linie

1969 r., Lublin.

(w:) Współczesne

malarstwo

88. Atmu;ertschajt
und Schafhaltung
bC'i den Lemlven in
(w:) V,iehwirtsclwjt
und Htrtenkultur.
Ethnogm;ph.ische

rawa, Budapest,

s. 302 - 322.
!lulowa
Zamojszezyzny

89. Kultura
wód.ztwa

lub,elskiego,

(w:) Zamość

na

t.Le stosuwk6w

i Zamojszczyzna

Ma-

den Niederen
BeskiStud;ż,en, praca
Zibi.o-·
etnograficznych

w dziejach

i kulturz,e

7.vojepolskiej,.

pra-ea Zlbiorowa, Zamosć,
90. BacLania

naci

Muzeum Budownictwa

s. 436 - 448.
kulturą
ll1dową

ludowe.

w XXV -·lecie Polskq Ludo.wej,
L'u.dolW·egow Sa·noku", nr 10, S. 00 - 67, Sanok.

"Materi.ały

1970
9l1. Wstęp,

tu'ra ludowa,
92. Uktady

Monografia

(ow:)

powiatu

myśteniekiego,

proca

s. li - 10, Kraków.
rolne

93. notnietcoD,

i Ivsztalty

wsi, (w:) Ibid.em, s. 11 - 28.

(w:) Idll:id'cm,$. 85 - H4.

zrbi&lt;o'ro,wa,t. 2, Kul-

�5'8

ZOFIA CIEŚLA-REINFUSSOWA
i hodowLa,

94. Pasterstwo

95. ZajęcIa
96.

(w:) Iib~dem, 119 - 139.

pozaroLn~ze,

FoukLo'1' ziem

(w:)

górrslkich

I'biJdem, s. 149 - 172.

i jego usceThiczThienie, ,.,Scena",

nr H/'[.2.

1911
97. Z badań

nad

budownictwem

Ludowym

w

województwie

"Miateri,ały

szaLińskim,
99.

PrzebramJia

2)a1cihoc1nio-PomoI'skii'e",

w

wi.do:wriskach

"Po'!s'ka

kieLeckim,

Sztuka
Ludowa", R. XXV" nr 2, s. 67 - 78, Wans'z,a:wa.
98. Tradycyjna
kuLtura
pLa'styczna Ludności przesied.Lonej

w

województwie

ko-

t. 14, s. 383 - 396, S?;czecin.

Ludowych

i

ich

wspóŁczesne

przeobrażenia,

"P()l~Sika S7JbUika Ludo.wa",
R. XXV, nr 4, s. 203 - 2W, W,au1s'Zialwa.
100. Zagadnienie
sztuki Ludowej, "Hiu1Eityn LnfO'J1!1'1lacyj1ny
S1towa,rzy.szenoi,a Twór-

ców LuJdowych",

s. 4 - 7, LubliJn.

1972
101'.

Dewocyjna

grafika

dO'Wego, (w:) Granice

jarmarczna

sztwk-i,

pr,aca

jako

źródło

,zbiol'owa

ku

inspi'r'acji

czoipl'of.

dLa maL'arstwa
Ksawerego

Lu-

Piwockie-

go, Walffil7Jalwa:, s. 203 - 218.
102. Wpływ

w Karpatach,
zimierzowi
103.

zawodów

wędrownych

na

kS.ztaltowanie

się

kultury

(IW:) Studia z za'besu
socjologii,
etnografii
i historii
Dobrow.oLskiemu,
pnaoa z.bi'or,oWla',KJraikÓ1W,IS. :143 - 1512.

KuMuTa

ludowa

Besk,idu

z·eum B&lt;UJdOlwll1lilobWlaLUldowego

NiSkiego

'W SalI1Jok'u",

i przyLegłego
:tlIr

Ludowej

ofiarowane

Ka-

,,:\1,aJtelroi'ałyMu-

Pogórza,

1'4, '5. 5.- 13~ Sanoik.

1973
,104.

Nar,odnaja

architektura

Łemkow,

(w:)

btoc/..owniczymi

.kościołów

Karpatskij

Moskwa,

sbornik,

s. 46 - 56.
105.

Chłopi

-

wa", R. XXVI[,
106.

Art

"P.oI1Sik;a Sztuka

drewnianych,

Ludo-

'I1T 2, s. fi7,- 70, W'aJr.szarw'a.
pop-uLCLire po/.oonais (symboLes

-

s.ignes -

motifs),

Lausan.ne,

ss. HI.

1974
107. Vo~kskunst

Zeichen

aus PoLe,n (SymboLe

-

Motive),

Wlinterthur,

ss. 16.

1975
108.
qórskich,

z górami

Kontakt
{w:)

Góry

w

i jego

kuLturze

wpływ

na

badania

Ipr"wa

po~skiej,

kuLt1l-ry

Lwiowej

zbiotnGIW:ł., KJnaków,

regionów

s.

180 - 190.

1976
-wa",

,1009. Lu..dowa rzeźba 1camvenna na zachodnim
R. XXX, nr 3/4, s. !1-67- 180, Wa'I1SIZ1a,wa.
1:10. Społeczna

i dyd.aktycz,rua

roLa muzeów

IV[uZJe&lt;ulm
BUldo'W1J1li1cl~w.a
LUido\VIEJg)o
'w Sanoiku",

PogÓ'1'ZU, "Robka
na

woLnym

Sztuka

pow.ietrzu,

Ludo-

,,:\1ateriiały

nr 21, s. 7 - 10, Sal1!o,k.

1977
111.

ProbLem

kompozycji

muzeum

w Sanakl\l",

BudOllV'nlilcrtJwa LUidawe~o

na

'11:r23,

woLnym
'S.

powietrzu,

,,:Vlate:rialy

Muzeum

10 - 14, Sa,nl()k.

1978
112. W.iejsikie bwd.ownictwo
podcieniowe
kultury
Ludo,wej, tpI1aroa IZJl:li!~raw&lt;:l,It. 1, Lubiliin,
g3.

Z

badań

nad

Ludowq

114. ProbLem ekspozycji
;mysłowych
w m1.lZeum na
:S~'anse,nowska,

Sanok,

kl/;Lturq

na LubeLszczyźnie,
.s. 52 - 77.

LubeLs.zczyzny,

{w:)

(w:) Z

Ibidem,

zagad11ień
5.37

- 5l.

pracowni
rzemieśLniczych
i wiejskich
urządzeń
przewoLnym
pOWlietrrzu, (w:) MiędZy.narodowa
Konfer·encja

s. 10'5 - 1114.

�Bibliografia

prac

59

R. Reinfussa

1979
115.

Wpływ

rzemieślniczej

produkcji

"fu~skJa Sz.1JUJk:a
Ludowa",

niu,

116.

terialy

Franciszek

z badań

Cwynar

dewocyjnej

R. XXXUl·, Il1Jr2,
-

etnograficznych,

na

ludową

rzeźbę

w Ikamie-

67 - 76, WiaJI1S'Ziawa.
ludowy
rzeźbiarz
z Albigowej,
{w:) Prace i maR:zes,z6w, M'UJz.eUlmOkTęig]owe, s. 89 - 101.

AnTY KUŁY

IS.

POPULARNONAUKOWE

1931
1117. Pasterstwo

na

Łemkowszczyźnie

dawniej

a dziś,

"K'UJrrer LiJueraC'ko-Nau-

kowy [iKC", R. IX, nr 311,s. 3 - 9, KIlaków.
113. Obchód
z dnia

14

xa,

Maryjek

w

Gorlicach,

"Kunier

LiiteT'alcko-NiaiUkowy IR'C",

R. IX;

KJmlków.

1932
119.

i użytkowanie
ropy naftowej
liKe", R. X, z drJJila 6 V~, Kraików.

Wydobywanie

tenwk:o-Nauk:owy

prz.ed

100 laty,

"K.UJTIierL'i-

1933
1'20. Cel1kiewki

IKC", R. XI, 'z

'mla

drewniane

na

Łemkawszczyźnie,

"Kurier

Liltera'ck'o-Niarulk!o,wy

21 VillI, Kmlków.

1934
121. Kapliczki
i krzyże
na Łemkowszczyźnie,
",KUlrier Li&gt;te;na,c'ko-NiaruikJowy
IKC", R. XI1l, z dinJiia26 ta, Kimków.
122. Obróbka
inu i wyrób płótna
na Łemkowszczyźnie,
"Gl()s !LIiiteracko-N~ukawy", dodaitek ,do "Głosu N&gt;al1odu", !lir 275 IZ ,d!rJJiJa7 X, Kraków
·oraz "DodaJtelk
IJHenadm-.Niau'kowy ido KUJr-iem !.JwIowslki€lglo",R. Ul, IIlIr43, Lwów.
1'23. Cyganie
w Polse-e, "Głos Litera-eiko-N.aukowy",
dodatek do "Głosu Narodu", !DIr119,1 z dni:a 15 v:m, Ktrak,ó,w ·OTIaz"Doda't€lkDit1Jetrla1ckJo-Naukowy do KUll'iera
Lwowskiego",
R. III, II1Jr192, Lwów.
124. Oppidum
Schi5nbergh
czyli
h~,S'tol"ia nieistniejącego
miasta,
"Głos Lite:ra,C'ko-Na'ukiowy", IdDdaitclk do "Głosu Narodu", U1lr 254, z idrJJi.a 16 [X, K'l1a~ó!w
oro'Z "Dodaitoek LiJtenaodk1c-Nau&lt;kowy do Kuriera
LwowtskuJe'g.o'·. R. lU, nr 2'5.3.
Lwów.
12'5. Prawo górnicze
w dawnej
Polsce, "Glos L~teT1a'c!ko-Nauk'Owy", dodiU'te~ do
"GłosIu Na'podu", Inr 233 IZ dni'a 26 VHI, 'KJra'ków ara'z ,,Dod!altelk Dilte'I1ackJo-Nia!ukowy 'do Kuriora Lwowskiego",
iR. m,I, nr 35, 'LwÓiw.
126. Kwestia
żydowska
'LU dawnej
PoLsce i próby
jej rozwiązania,
"Gbos iLlitero'Clkro-Nauk'owy", Idod.ateik do "Gł,asiU N:a'l'odu", 'IlT 219 z dnia 12 VIII, KJr:aikó,w
oraz "Dodiall:e:k L~tcll1ac.ko-N:aulkowy IclioKU/mera Lwo\.\1s'ki€igo", 'R. HI, TIr 33, LwÓiw.
1'27. Cystersi
na Podhalu
(w 700-lecie
sprowadzenia
zakonu),
"Głos LiJteracko-Nauklowy",
dodatClkdo
"Głosu Niaradu", !DIr 247 z ,dnia 9 IX, ,KJmików oraz
"Dodl1tClk 1.Ji:te'ra,ck:o-Naukowy ,do Kumie:11a LwoWlSlkiieigo", R. HI, Inr 35, Lwów.
128. B.iecz miasto
starych
pamiątek,
"Głos [jilterac:k,o-LNtauJ&lt;lowy", d:od~teik
do "Głosu Narodu", !lir 2S2 'Z dn!iJa 14 X, Kn'akÓJw ora:z "Dod'art.'€1kLi!tera:cko-N~ukowy do K'Ul'i€ll'&lt;lLWOlWlSlkie.go",R. III, TIll'283, Lwów.
129. Latynizacja
stylu
cerkiewnego
na Łemkow&gt;szczyinie,,,GłOlS
LiJt€&lt;rla·clkl()-Naufkowy", ,dod:a:telk odo "G~'ds'u Nanocliu", 'rH 324 z dnia 25 XI, ,KJrialków oOU'az
"iDodlatClkLiitorack'o-N:a'ulkowy
do KUl"ier.a Lwow:s1kJilelg,o",R. lIII, mir 325, !Lwów.
130. Ks. Wojciech
Dęb'Ołęok.i k(JJpelan IJisow.czyków,
"G'łJos [jjibemclk'O-Naukowy", doda,tek ·clio "GłosIu N:amodu", i!llr 2137 z ·dn!ia 3 Xl[., :Km:ków om'z "Dodalte'k
LitClI'a'c:ko-Na·uklOiwy do KUJPiera LwowSkiego",
iR. HI, Il1Ir 50, 'Lwów.

�60

ZOFIA

mEśLA-RELNFUiSSOWA

1935
131.

Dunajec

jako

rzeka

sptawna

dawniej

a dziś,

dodiaJtoek d\() "GłOSlU Narodu", nr 13 oz dnia 13 I, Kroików
-Na'UJkJO'Wy
do 'Kuri'e'ra iLiWlOIwskiego",R. IV, ;nr 12, Lwów.

"GI&lt;llS Liltero'cko-Naulkowy",
oraoz "Doda,tek Lilterack{)-

132. .Ks. Szambelan Swieykowski
boha,terski burmistrz
miasta Gorilie, "Glos Litemdk.o-Naulkowy",
d{)ldialbekIdo "Głosu NalrQdu", nlr 115 z dnlia 28 iIV, l(,roków onaz
"Doda'teik: Lilterllldko-&lt;N1aJulkiawy,dl() Kuriern
LWQWI:&gt;k,jego",R. IV, ;nr 17, Lwów.
133. Ziemia
temkow,ska prz,e,d pótwieczem
i dziś, "Glos L,iteracklO-Nau,kJawy",
dodaJtek do "GłOSiU Na'l10du", nr 40 z dni'a 10 II, K'ra!ków onaz "Dod&lt;l:ook Liotero'cko-N3Iukawy Ido iKuniera LW'OWlS!kiregO",
oR. IV, :nr '6, Lwów.
134. Budo,w:nictwo ludo,we u Łemków,
"Glos Liotemc.ko-Na~!k\Olwy", dlodaitek do
"GłOSili NaJl'od!u", IIlIr8'9 z 'dnliia 31 HI Krajków :Ol'a,Z "Diada'tek lIilt'era&lt;cko-NlaUlkorwy
do Kuruera L'W:OIW1Siki'ego",
IR. IV., nr. 13, Lwów.
1'3'5. p.rzemy.st i handel Łemkow.szczyzny,
"Kur,jer Lilteroc!ko-N&lt;luIkO'Wy IKC",
nr 2136 z dinlia 2(j VIII[, lK:m'ków.
136. Z przesztości .Łemkow.szczyzny,
"KJu:r:ier Li!tera1cko-Nau1kowy IKC" z dnia
25 N, iKJmków.
137. DZlieje oblężenia "Twierdzy
gorlickiej".
W 20-lecie prz,elomu pod Gorlicami dnia 2 maja 1915 r., ".K:ur;ier LilberackJo-NaukOiwy IKC" z ldinia 29 IV, KJr.aków.
1936
138. Łowiect-wo ludowe na Łemkowszczyźnie,
"KUlI1ier l1iter:a.c,ko-N'&lt;łiu'kowy IKC"
z dnia 6 I, Krok ów.
,139. W sprwwie granicy lemkowsko-bojkowskiej,
"Kun~erlJiitera'cikJo-Nau'kowy
IKe" z idnilla '17 n, KiI1aikÓlW.
140. Wschodnia
granica
Łemkowszczyzny,
"Kur,ier !Lilte.rnck'O-Naukowy IKe"
z dillia '1,3 VII, 'Kil1&lt;łików.
141. "Doly
Sanockie".
(Lud 'ruski z okolic
Sanoka),
".Kiuil1ieTLlirtenaCoko-Nau~
!rowy IKC" z dnia 12 X, Kimków.
142. Wesele w Kożusznem, "Ais", Kraików.
143. Narciarz
w Beskidzie Niskim, "Turysta w ,Fołsce", R. M, iIlr 1/2, s. 26,
Kroków----, W'a'I1S'Za;wa.

1937
144.

Dorobek

KJroków.
145. Kultura

nauko.wy
,ludowa

Seweryna

Udzieli,

wsi podkra'kowslkiej,

"OIlli Lat",

R. XVIlI,

;nlr 8, s. 5,

"MŁoda FOIJ.Sika",'11Jr9/10.

1938
146. Dzisiejsze
i dawne
da W&lt;ozol'oorwa",Kraków.
147. Odradza

się strój

zwyczaje

lu.dowy

z dll1JiJa117 XI Kraików.
148. Ze zjazdu górskiego
Kraków.

wielkanocne

w Karpatach,

w Nowym

Sqczu,

Ziemi

"Kurier

.Krakowskiej,

Li1Na,cko-Naukowy

"Orli

Lot" oR. XIX

Lot",

R. XX, nr

"Za,groIKC"

nr 7, s. 90 - 92,

1939

149. Muzeum

z tysiqca

jednej

nocy,,;Onl'i

6,

IS.

70 - 72, K,ra-

ków.
1947
150. Uwaga!

151. Magia

Kręcimy
slowa,

,pI1li Lat", R. XXI, ;nr 3/4, 'S. 50 - 5.3, K'raokó,w.
,wt", .R. XXI, nr 5/6,5. 86 - 89, Kroalków.

fi;lm,

"ariE

�BiMiografia

prac

R. .Reinfussa

61

152. Z wyde-czJki do Tyńca, "Orli Lot", R. XXI, IDIr5/6, s. 89 - 90, Kra'ków.
15·3. Z wycieczki
na Sobótkę,
"Opli Lot", R. XXI, nr 7/8, IS. 112 - 11'1, Krraków.
154. a wozach kutych ozdobnie, "Opli Lat", R. XXI, rur 7/!8, s. 108 - 1111,Krr"aków.
155. Nowy typ krakowskich
sk.rzyń maLowanych,
"Of\~i Lot", R. XXI, nr 9/10,
s. 154 - 155, Kra'ków.
1948
156. Poznaj

swojq

"Or1i Lot",

wies,

1949
157. Ze skarbnicy
sztuki
Ludowej:
R. XXIII, l1lf 10, ·S. 152 - 153, Kraków.
l.'58. Ze skarbnicy
sztuki
Ludowej:
s. 122 - 123,KJra'ków.

R. XXII,
"Nie

IJ1Ir 112, s. 20 - 2J6,KJraików.

święci

"Onli

"Zbójnicy",

lepiq",

garnki

"OrtlJi Lot",

!.JOlt", R. XXIII,

nr

8,

1950
159. Ze skarbnicy
sztuki
Ludowej:
"Czapka magierka
i tynieckie
rękawiczki",
"On'1liLot", R. XXIV, nr 1,5. 9 - 11, KJraków.
160. Stroje
góraLi szczawnickich,
,,0I11i Lat", R. XXIV, IS. '95 - 97, Kraików.
1965
161. SabaŁowa

nuta

nigdy

nie

"A-Z",

zaginie,

dodatek

do "Dzie' nika

Polskie-

go", nr 22 z dnia 19 VI, Kraków.
1956
162. WspóŁczesna

sztuka

Ludowa,

(w:)

KaLendarz

rodzinny.

K:raków,

s. 1069-

- 172.
1969
163. Pod Lawinq

"Groma&lt;da-RJo~nik Polski",

pisanek,

'l'l!!'67 z dnia

5 VI, Wa'r-

szawa.
1970
164. a tradycyjnej
nr 85, Warszawa.

sztuce

ludowej

w

czasach

obecnych,

"Chłopska

Droga".

1971
165. Będzińskie
166.

Herody,

Zapomniany

pisarz

VIII, W·ars.za,wa.
167. a przyszŁość
sz-a.wa.
168. Pod znakiem

"Chłopsika Drc~a" z ·dnia 21 I, WaJI1S1zarwa.
chłopski:
Jan Marcinek,
"ChłqpskJa Dl1oga" z dnia

kultury

ludowej,

"Chłopska

Droga"

z dnia

"Grama&lt;da-R()~nik PKlilski" z dnia

szopki,

22 VIII,

8

Warr-

7 I, W!a'lI1srmwa.

1976
169. StanisŁaw

Staszic

jako

badacz

kuLtury

ludowej,

"Gf\omada-Ro1Inilk

NI-

sKi" z OOia 18 I, WarszaJwa.
170. Rudera
171. Skanseny

czy
-

zabytek?,
Muzea

"Chłops,kIa DDoga" z dl1li!a l II, WaJrs7Ja·wa.
Ludowego,
"Chłqps,ka Droga" z dlDlia

BudowTliictwa

9 VI, Wa'rszar.va.
1977
172. EweUna

,173. a takim
Zakopane.

Pęksowa,

co się w

"Podbalbrze",
kowaLstwie

jeSlień, 's. 81 - 84, zakopane.
"zalubił",
"Podtatrze",
zima,

s. 167 - 173.

�ZOFIA

62
174. The International
J~nuary, Wa:rsza'Wa.

CIESLA-REINFUSSOWA
Folklore

Montaineer

Festival

in

"Poland",

Zakopane,

197-8

175. Festiwal
176. Prostota

z lawy

"PiodJta,trze", jesicJ\ ·S. 37 - 41, Zakopa·nc.
"KirGlnii'ka", R. VLI, s. 7 - 13, DiDlsko-B.iała.

jurora,

prawda

folkloru,

197·9
177.

O

wspóŁczesnych

twórcach

ibzeIlJia T'wórców Ludowych",

'11T

ludowych,

"Biu'Jc.tyn Informacyjny

StO;warzy-

10, LUblin.
ROŻNE

1947

178. Etnografia

w

produkcji

filmu

polskiego,

"Lud",

t. 37, 's. 340 - 348,

Kra-

ków.
179. Zakład
Kmlkó:w.

Etnologii

Uniwersytetu

WrocŁawskiego,

"Lud",

t. 37, s. 455 - 458,

19'51

180. Ludowe motywy
w wyrobach
dzianych,
"Polsk:l SlJtuka Ludowa", R. V,
nr 1/2, s. 64, Warsza;wa.
lSI. Kursy malowania
obrazów
na szkle, "Pdls'ka
SZltuka Ludowa",
R. V,
II1.r 1/2, s. 60 - 62, :Wam:zaw;a.
182. Otwarcie Muzeum Etnograficznego
w Krakowie,
".Pok;lka SZltuka Ludowa""
R. V, nr 4/5, IS. 159 - 160, WiarsZlaJwa.
1956

1.83. Kursy 'eLLa prządek
i bkaczy
R. X, '!lir 3, s. 1.96, Wa:rsz:awa.

XVIII

w

wieku,

"Polrsk.a Sz.tuka

Ludowa",

1958

184. IOO-lecie urodzin i 20-leaie śmierci Seweryna Udzieli (24 XII 1857 - 26
IX 1937), ".PoIllS'kaS:z;tu'ka LudOiwla", R. XII, nr l, s. 58, Warszawa.
185. Czy ludowe kowalstwo
artystyczne
musi zginąć? "PcJ!.slk'aSZJtuka Ludowa",
R. XII,nr
4, s. 203 - 206, WarSZal\Ma.
1959
1'86. Prof. elr Kazimierz
s. 'IraO - 1&amp;1,·War5lzawa.

Moszyński,

"Polska

Sztuk,a

LUidowa", R. XIII,

nr

3,.

1963

187. Zmarł
WtaJflSzalwa.

Janusz

SWieży,

"Pols,k'a SZltulm Lud'o'wa", R. XVII, nr

l, s. 60 - &amp;1,

191&gt;5

188. Przedmowa, I~W:) Nad rzeką Ropą. Zarys
IjJIr:aCla
zbiiorowa, Kimików, s. 7 - 12.

kultury

materialnej

powiatu

gor-

liokiego,
1966

189. Glos
spoleczne
'1974

w dyskusji
kiczu, "Pd~ska

190. Felicja

s. 262 - 253.

Curylowa

na

temat

referatu:

SZltuika Ludowa",

Beylin
Pawel, Struktura
i funkcje
R. XX, nr 3/4, 's. 1,68 - 169, WarI's'ZJawa.

(1903 - 1974), "Pro~skla SZJtu!ka LIUldo!\Ma",R. XXVIII,

'nr 4,

�Bibliografia

prac R. Reinfussa

I RECENZJE

Z WYSTAW

KATALOGI

63

I KON.KURSOW

1951
.191. Katalog

tl'ystawy

pokonkursowej

haftów,

malowanek

ludowej pow. sqdeckiego, '~s. W, ryc. 8, Nowy Sącz.
192. Z wysiawy
sztuki ludowej
w Zakopanem,

na

i ceramiki.

szkle

"P,olliska SZluulm LudQwa",

R.

V,

nr 3, s. 78 - 13'1, \Va'!;sz&lt;1\va.
konklLr;;

19:3. IV

ceramiki

ludowej

"Polsika

w Kielcach,

SZltu:ka ŁuidOlwa", R. V,

nr 4/5, s. 154 - 1;38, Wars'7JawB.
Pokonkursowe

194.

SzLuka Ludowa",

wystawy

sztuki

ludowej

w

i Kolnie,

Augustowie

"PoLska

H. V, rur G, s. 1,8G- 190, W:a'nsZiaJwa.

1952
19.5. Z wystawy

nr l,

196.

Sztuka

pokonkursowej

w

"Po1:sika Siz;tUlka LuJd.o.Wia", R. V.I,

Łlikowie,

55 - 58, Warsza:\v,L

S.

w

pokonkursowej
wystawy
przemysłu
ludow·ego
R. VI, nr 6, s. 347 - 352., W,arszawa.

Z

"Polisk~

Węgrowie,

Ludo.wa",

1954
197. Sztuka

Inc/owa

na wystawie

".Piols,ka Szuuik'a Ludowa",

w Lublinie,

R. VIII,

nr 5, s. 306 - 314, \Var,;zawa.
1955
;198. Wystawa

w Tarnowh!,
199.

twórczości

"Poiiska

Cerarnika

stycznego

ludowa

wiej.ó'kich

Ludowa",
na

l

"Polska

Wrocławiu,

1l'e

malarek

Sztuka

Powiśla

R. IX,

nr

Ogólnopolskiej

DqboToOws,kiegow Muzeum

l, s. 63 - 64, Wal"sz3!wa.

wystawie

SzitJu'ka Ludowa",

R.

ceramiki

IX,

[li"

i szkła

arty-

3, !s. 180 - 183,

W'M"

sza'w'a.
200. Wys·tawa

kartalogu),

SIS.

dziesięciolecia

s.ztvld

ludQwej

W-leda

polskiej

woj.

kr.akowski.ego.

(Wstęp

do

20, Kraków.

1956
201.

Ludowa",

Na marginesie

wystawy

sztuki

ludowej,

"P,oIska

Sztuk::

R. X, nr 6, s. 33'7 - 340,Wa:I1SiZawa.

1959
202. Z XIV
nr

konkursu

szopek

w

"P,()i1skia S'Zltuka Lu'dow,a",

Krakowie,

R. XIII,

l, s. 95 - 9"8, W·a'l'sz;aw:a.
203.

Wystawa

wa", R. XIII,

obrzędów

ludowych

na

Lubelszczyźnie,

"PoIls.ka

Sztuka

Ludo-

nr 3, s. 167 - 1-6-9, W·a'l's.z:awa.

1960
204. XV

powojenny

konkurs

- 11·5" Wa,rsZ:aJwa.
205. Sztuka ludowa

gorlickich

szopek,

"PolSka

Pogórzan.

Sz:tukia Ludowa",

R. X'1V,

'S.

111-

,(WI9tęp do }mt;a:l&lt;Jig:U),is. 4 - 9, GlElice.

1961
206.

Meblarstwo

ludowe

w

województwie

rzeszowskim.

~Wlstęp 'do kaltalogu),.

s. 7 - 32, Łańcut.
1953
207.

Sztuka

ludowa

w

powiecie

łai~c1tckim.

(WsItęp

,do ImJtaJI!ogu), 's.

5 - 22"

Łań,out.
208.

O

ludowej

s.ztuee kowalskiej

jej

perspektywach

na

p1'zyszloŚć.

(W~tę~·

do ka;ta'logu), s. 5 - 11, KJ1ei1ce.
1964
209.

Katalog

wystawy

ka:taI1ogiu), s. l - 4, Nowy

pokonkursowej

Sącz.

sztuki

ludo.wej

Sądecczy.zny.

(Wi9tęp

dCL'-

�ZOFIA CTEŚLA-REINFUSSOWA
19u6
210. Współczesne malarsiwo
ludowe.
CWiSitęp do kalt'alogu pak(mkUirnOW~ wystawy kowa'lslbwa, f2leiby i malialns/twa ludowego), 's. 6 - 1-3, Kiel,ce.
211. Jesień Tatrzańska.
(WSItęp doa!hbU!mu Z. Kamykowskieogo),
PalskJie Wy.dawnic'bwo Muzy,ozne, Kiraków.
1967
212. Wystawa

dowa",

plecionkarstwa

ludowego

w

LubLinie,

rec.,

"Polska

SZibuka Lu-

R. XXI, nr 3, s. 169 - 176, W,anszawa.

1969
12:13. Malarst.wo

Mariana

214. Malowanki

z

Ud,zteJ.i. (Wstęp

Dqbrowskiego

'liJps'ki'e kwiilaJty"), KJrak6w.
215. Ludowe zabaivki.

(Wstęp

do katal:ogu wystawy), Kra'ków.
(Wstęp do ppog'ramu Wl~doWliska "Za-

Powiśla.

do k,a'balogu pr.a'c F. Seyferba),

Kraków.

1972
216.

Malarsiwo

na

szkle

Eweliny

(W~tęp

Pęksowej.

do 'ka'talogu

wystawy),

s. 5, K!mków.
1973
217. O sztu.ce
:s. 12 - 19.,,K!na,ków.

lu.dowej

dawnej

a

dziś.

(K,a'ta!'og T'ar,gów

SZJt:uki Ludowej),

1974
218. EweLina Pęksowa. MQ)lniThll'a:r pa glas. (Wstęp do katalogu wystawy), s. 6,
,Lund,
2'19. O ws-półcze'snych sztukach lUidowych. (Katalog
II Ogólrwpo!skich
Targów
Sziuki
Ludowej),
s. 21 - 2&amp;, KJnaików.
1977
220.
,katalogu

Malarstwo

na

szkle:

Ewelina

Pęksowa,

Jolanta

(Wstęp

Pęksowa.

do

wyS'tawy), s. 5, Myślenice.

RECENZJE

PRAC

DRUKOWANYCH

'1948
221. Józef

Gaje,k,

Zarys

etnograficzny

zachodniej

części

"Lud",

Podola,

t. 38,

s. 329 - 331, ·Kiraków~LuJblbn.
222.

Adolf

Nasz,

"Lud",

Opole,

t. 38,s.

341 - 342, Kralków-LU!blin.

"1949
223.

Uwagi

-szarze Euro.py,

na

22.4. Drahomira

..•,Polslka

marginesie

pracy

J. Kulczyckiego

"Amcheoll,ogilii", R. II,

S2ltuka

Stranska,

Ludiowa",

'S.

Lidove

R. III,

nr

pt.

Praformy

kroje

v Ceskoslovensku,

11/1'2, s.

226.

Rudolf

Kr.zyw.iec,

Podstawy

ar

227. Vecż a lwe, R. III,
2, s. 11.2-U~, WGlI1szawa.
228. Bułgarskie

cz. I,

Praha

(b.d.),

365 - 366, W'8.ll'sz,a;,Wla.

1951
22.5. Rudolf
Bednarik,
Ludove
nahrobnikii
na Slo'l:ensku,
.1949, "Pio'lsklll SZitU!kaLU!doWlił", R. V, 'nr 112, ,s. 62, WaI's'zarwa.
1952
1950, "Po1slka S1JtUika Lu-dowa",

mebli na ob-

18'5- 19,6, Wl1ocła'w.

technologii

ceramiki

TUirc.

sv.

(skrypt),

MartJn

Warszawa

R. VI, nr 2, s. H3, Woa:rSlZalWlił.
.z. 5/6, Praha 1951, "Po1,s'ka Smuoka LUJdowa", R. VI,

i rumuńskie

wydawnictwa

strojów

ludowych.

(Blgarski

na rodni

�Bibliografia

65

R. Reinjussa

prac

nosii i szewic.i, Sofia 1950. Costl~mes nationaux
de la Republique
Populaire
ma; ne), "P.oh.k:l Sz:tuka Ludowa", R. VI, 'nr 3, s. 18'2- 183, \\larszo,w1a.
2~'}. Konra~l

Ja:::diewski,

C;clai~sk 1~;'j~. "Polska

lisk,

2:~1).

E.

llercik,

Gdańsk

Sztuka

wC2;esno.~rednicwiec.::ny

Ludow:a",R.

Ceskoslovenske

lic/ove

nr

VI,

hracky,

w

świeLle

Rou-

1vykopa-

6, S. 3'61, Vlarszawa.

1951, "Pol'Ska

Pr,aha

Szt.uka

L\.ld',w~", R. VI, nr 6, s, 361 - 36,2, War.,zJ.lwa.
195:3
:n1. Architekt.ura
polska
(lo polowy
XIX
wieku
(album),
w].jd.
I, Vv'arszawa
19.':!, "Pol.-;'ka S;~.tllka Lud.owa", R Vlf, nr :.l, S, 187 - 139, W.ar:s'za.\V'a.
2:n. Katalog
garncarstwa
ludowego
województwa
rzeszowskiego,
Łódź 1952,
"Pols.ka Sztuka Ludowa", R. V rr, nl' 3, s. 183 - 190, \Varsz;nva.
7.:33. N1anesove 7Caroclnopisne .'itudie (t2ka), Praha 1952, "Polska Sztuka Ludowa", n. VIr, nr :J, s. 185, Wars:6awa.
1954

2::4.
d"'.~'a·',

Dieloru.\skojc

n.

2:35. An.

nr

llarodnoje

iskusstwo,

"PoL5,ka Sztuka

cz. I, Mi1~sk 1951,

Lu-

V1TI, nr 5, s. :317- 318, Wa'rszaw".
populairc

Slovaque,

s. 382 - :~8:3, vVarsza\va.
Z:J(j. RI(cioLf Kr::)Jwicc,

1953, "Polsk,a Sztuka

Bratislava

Ludowa",

R. VIII,

t'i,

Hisuil'ia

pieca

R. VllI,

TechnoLogia

uarncarskicgo,

rzemiosŁa

garncarskiego

Poznmi-Wroc!aw

1954,

c.::. II,
Ludowa",

(skrUpt),

"Pol"ka

Sztuka

nr 4, s. 255 - 256, Warszawa.

1955
237.
238.

Kotl~la, Poszukiwania
metryk
dla stroju
S7;t'uka Ludowa", R. IX, nr 2, ,s. 125, W;ansz;aw~a.

Franciszek

19:;4, "Polska

Rumenskoje

naro.clnoje

iskusstwo,

dowa", R. IX, nr 2, s. 124, W'a,rS'za:wa.
2~9. Supliki
chlopskie
XVIII
u:ieku,
R. IX, nr 2, s. 123 - 124, Warszawa.
240.

"Prace

Bucuresti

Wa1'Szawa

1954,

i IIJaterialu
Etnograficzne",
t. 10, z.
R. IX, nr 3, s. 187 - 188, Warszawa.

SzL'ka Ludowa",

Ludowego,

"Polska

1953,

"Polska

Sztuka

Sztu,ka

Wroclaw

1,

R.zeszów

Lu-

Ludowa",
"Polsim

1954,

HJ56
I3ieloruski

241.

narodn?:

arnamient,

Mińsk

1953,

"PolSIka Sztuka

Ludowa",

R. X, nr 4/5, s. 282, W'arszJa:wa.
24'2. Inweniar;::e

dóbr

b,iskwpstwa

chelmińskiego

244. Albert

FiedLer,

Deuisehe

VoLkstrachten,

Toruń

(1646 - 1676),

ska Szt,uik~ LudowIa", R. X, :nr 4/5, s. 279 - 231, Warszawa.
2'43. Tancred
Banateanu,
Portul
Popular
din Tara
"Polska Sztu:k,a Ludo'Na", R. X, nr 6, s. :~60, W!aJl'szaw:a.
Leipz,ig

Oasului,
1954,

1955, "Pol-

Bucuresti

,,:801Is,kaSztuka

1954,

Lu-

dowa", R. X, nr 6, s. 2(;9, W'airszawa.
245. Friedrich

Sie,ber,

Bunie

Mabel

der

Oberlausitz,

BerLin

1955, "Pahka

ka Ludowa", R. X, JJir 6, s. 361 - 362, W'a:rs'Zawa.
246. P. I. Makuszenko,
Z. A. Petrowa,
Narodnaja
architektura
Kijów
1956, "Pcił9ka SZJtuka Ludowa", R. X, nr 6, s. 362,\.V'amszawa.
Jan

247.

Manugiewicz,

ska 8Z1tuJk'aLudowa",

Jlolskie

R. X, ,nr 2,

S.

stroje

Ludowe

(aLbum),

W·arszawa

Sztu-

Zakarpatia,
1956,

"P.ol-

1;12- 1.34,Wansza'wa.

1957
248. "Przemysl
dzielczości

Pracy,

- 61 ,W'3'I1S'za:w:a.
5 "Lud"

-

tom 64

.i Artustyczny".
Kwartalnik
Ce·ntr,alnego Związku
Spół1/3, Warszawa, "Pdłs'ka Sztulka Ludowa" ,R. XI, nr 1, .s. 60-

Ludowy
nr

�66

ZOFIA
249. Josef

ska SzLuka

CIEŚLA~REINFUSSOW

Ma:nk'ov, Sloven&lt;sky

Ludowa",

2.50. Kazimierz

R. XI,

li&lt;Lovy odev

v Minulosti,

Bratislava

1955, "Pol-

Warszawa

1956,

l, s. 61 - 62, Wa,rsZJa'Wla.

1111'

Saysse-Tobiczyk,

sika Sz,tu:ka Ludowa",

A

R. XI, nr l,

Pod

wierchami

Tatr,

polska
do poŁowy XIX wieku (album), wyd.
SzLuk'a L'Uldiowla", R. XI, mr l, s. 63 - 64, Wa!r5ZJa,wa.

251. Architektura
1956, "Polsik'a
252.

Sztuka

Banicka

dedina

Ludowa",

"Pol-

62 - 03" W'ans'z:awta.

'S.

Zakarovce

(praca

zbiorowa),

II,

Bratislava

Warszawa

"Pc:lska

1956,

R. XI, nr 3, s. 180 - 181, Wla1rs'ZJa:wa.

1958
253.

BogusŁaw

1958, "Polska

Kopy,dŁowsk'i,

S21tu:ka LudQwa",

Polskie

R.

xn,

kowalstwo

architektoniiozne,

Warszawa

3, s. 180 - 181, Wa\I'szawia.
254. A. Bożynow,
Ch. Wakarelski,
D. Drumew,
Kowano
żelezo, Sofia
1957,
"POl~Sik1aSztuka Ludowa", R xm, nr 3, :s. lSI - 1'82, Wal'sz,awa.
255. Rumuński
Atlas Strojów
Ludowych,
Bukareszt,
"PoLs.k.a Sztuka Ludowa",
R. XlI, nr 3, s. 18:2- 183, W,a 1'5:zawa.
256. Josef Vydra,
Lidova
architektura
na Slovensku,
Bratislava
1958, "Pol;ka
Sztuka Ludowa", R. XIl, nr 3:, s. 183 - 184, WlaTSIZl&lt;llw:a.
2:57. Siegfried
Sieber, Die SpitzenklOppelei
im Erzgebirge,
Leip.:,ig 1955, "Polsika Sztuka Ludowa",
R. XII, .nr l, IS. 55 - 57, Wlarsza:wa.
IJIr

i

258.
w

XVII

Jan

Pachoński,

i XV1II

Zmierzch

wieku,

Kmków

sŁawetnych.
1956,

Z

życia

,,'Pol's:!m Sz,tu:ka

mieszczan

w

Ludowa",

Krakowie

R. XII,

nr

2,

s. 123, WlanSlZJalwa.
1959
2,59. Rosica

Czukanowa,

Blgarska

narodna

szjewica,

nr 1/2, s. 100, W,al11sZla:wa.
260. Josef Ludovit
Holuby,
Narodapisne
prace,
ka Ludowa",
R. XILl, nr 1/2, 'S. 100 - 101, WarszaW1a.

Sofia

"P.oIliska SztLu-

1957,

ka Ludo&lt;wa", R. XIII,

261. Paul

Sztuka

Stahl,

Ludowa",

Planurile

R. XlII,

Casselor

Rominesfi

Bratislava

1958, "Pdlsk:a

Taranesti,

Sibiu

1958,

Sz.tu"Polska

.nr 1/2, s. 101 - 103, WarsZJa,wa.

1960
262. Otokar

Macel,

Jaroslav

Vajdis,

Slovaclw

architektoniclqj

vyvoj

"P'o'1s,j&lt;a SZJtUlka LUldowa", R. XIV, nr l, s. 58, Wars,;o3wa.
2,63. Caie,te de arta populara,
Bucurest.i,
"P'ol:ska SzJtuka Ludowa",
nr l, s. 58 - 5'9, W'a'n3ZJaw.a.
Praha

vcsnice,

1958,

R. XIV,

19&amp;2
264.

R. XVI,

Łużycki

Atlas

Strojów

Ludowych,

Bautzen,

"Po,lska

SzLuka

Ludowa",

nr l, s. 56, Warszawa.

1968
265.

Ceo'1'gi

KoiucharOow,

Błgarskata

"Pcllsika S:otL:ka LudoJW·a", R. XXII,

k'aszta

prez

pet

sioletJja,

Sofia

1967,

nr 1/2, s. 162, Wkl'!\&lt;;!w'wa.

1973

Kos, A Vargyasi
jestett
butar,
Kluj
1972, ".:8c,1.-;ka Sz;tuka Ludo3, s. 180, W'ars.ZJa'wa.
2i67. Joan Codea, Monumente
de architectt~ra
populara
din norcZ-vest1Ll Romaniei,
t. 1, OrucLea 1972, "Fi()~sll&lt;oaSlitUJk'a Ludowa",
R. XXVII,
nr 3, s. 181, Warsza,wa.
263. Rudolf
Bednarik,
Cintoriny
na Slovensku,
Bratislava
1972, "Po'lska
SZituk!a Ludowa",
R. XXVII, nr 4, s. 240, Warszawa.
266. Karoly

wa", R. XXVII,

D1r

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10516" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10494">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2d217178007f89535d611e445f4f3dba.pdf</src>
        <authentication>ee15fcf180456e7562612848e7c63cd3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1625</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125213">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125214">
                <text>obrzędy ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125215">
                <text>Małopolska - kultura duchowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125216">
                <text>Kraków - obrzędy ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1504</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125218">
                <text>Żywotność obrzędów ludowych w Krakowie i na wsi podkrakowskiej / LUD 1977 t.61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125219">
                <text>LUD 1977 t.61,s.130-145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125220">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125221">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125222">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125223">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125224">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125225">
                <text>Lud, t. 61, 1977

ZOFIA

CIEŚLA-REINFUSSOW A

ŻYWOTNOŚĆ OBRZĘDOW LUDOWYCH W KRAKOWIE
I NA WSI PODKRAKOWSKIEJ

Aby mówić o obecnej żywotności obrzędów i zwycza]ow w Krakowskiem, musimy znaleźć płaszczyznę odniesienia, która pozwoliłaby uwidocznić i ocenić zmiany, jakie w tej dziedzinie ludowej kultury zachodziły. Uważ.am, że najdogodniej będzie przyjąć za punkt wyjściowy początek drugiej połowy ubiegłego wieku. Z tego bowiem okresu posiadamy
stosunkowo pełną dokumentację zawartą w Krakowskiem Oskara Kolberga, uzupełnioną materiałami historycznymi, częściowo pamiętnikarskimi Ambrożego Grabowskiego, Władysława Anczyca, Kazimierza Girtlera I In.
W owych czasach, od których dzieli nas przeszło stulecie, zarówno
\\7 samym Krakowie,
jak i na wsi podkrakowskiej, obrzędy i zwyczaje
były jeszcze bardzo żywotne, ale już wówczas, o czym pisał Anczyc
w L 1862, dało się zauważyć, że pewne zwyczaje, niegdyś znane i obchodzone, zanikły całkowicie jak np. żakowskie dialogi mięsopustne 1.
Mówiąc o zwyczajach i obrzędach w Krakowskiem, należy zacząć od
samego Krakowa. Miał on pod tym względem bogatą tradycję, a wpływami swymi promieniował na wsie okoliczne. W wielu przykładach
źródłem były dawne zwyczaje i obrzędy żakowskie, które w spadku po
źakach przejęła w XIX wieku młodzież rzemieślnicza. Przybywała ona
często do miasta ze wsi. Po wyuczeniu się zawodu jakaś jej cz·ęŚćwracała z powrotem do miejsc rodzinnych. Tą więc drogą przenosiły się na
wieś charakterystyczne dawniej dla miast zwyczaje żakowskie. Doskonałym tego przykładem są podkrakowskie puchery czyli pucheroki względnie zocki z okoHc Wadowic.
Specjalne warunki złożyły się na to, że Kraków mógł dłużej niż inne

1

O. Kolberg, Krakowskie,

cz. I, Kraków

1871, s. 208.

�Zywotność

obrzędów

ludowych

1;31

miasta zachować swe zwyczaje i obrzędy. Pozbawiony od dawna godności stolicy, łupiony w czasie szeregu kolejnych wojen, podupadł tak
pod względem materialnym, jak i kulturalnym. Z początkiem XIX w.
było to miasto biedne, otoczone wieńcem rozpadających się murów,
\v którym klasztor stał obok klasztoru, a prawie każdy z nich - dla
zjednania sobie wiernych - kultywował jakieś tradycje. Organizowano
jasełka, wystawiano w czasie Wielkanocy bogato przystrojone g,roby,
norbertanki patronowały lajkonikowi itp. Przeważającą część mieszkańcóv/ stanowili drobni rzemieślnicy i kupcy. Był to element konserwatywny, zachowujący zarówno wszelkie zwyczaje związane z życiem religijnvm, podtrzymywanym umiejętnie przez klasztory, jak i stare zwyczaje
mieszczańskie w rodzaju Bractwa Kurkowego, które wywodząc się z dawnego przysposobienia obronnego mieszczan, dotrwało do dnia dzisiejszego. Czasy Rzeczpospolitej Krakowskiej wpłynęły korzystnie na poprawę
bytu materialnego mieszkańców Krakowa, trwały jednak zbyt krótko,
aby przekształcić w sposób istotny zwyczaje i obrzędy. Wprawdzie policja krakowska ścigała czasem kolędników chodzących z szopką, ale jak wyjaśnia to w swych pamiętnikach A. Grabowski - szło tu przede
wszystkim o satyryczne teksty, ośmieszające osoby wysoko postawione
w hierarchii miniaturowej Rzeczpospolitej.
W II połowie ubiegłego wieku w okresie między Bożym Narodzeniem
a świętem Trzech Króli chodzono jeszcze po Krakowie z gwiazdą ale jak pisze Anczyc - około r. 1840 zwyczaj ten już ustawał 2. Zywa natomiast w pełni była szopka kukiełkowa. Obnosili ją po mieście "murarczycy", czyli rzemieślnicza młodzież pracująca w zawodzie murarskim.
Szopka krakowska posiadała już wówczas wspaniałą architekturę z gotyckimi wieżami, oklejana była kolorowymi papierami, co w sumie sta\'.:iało ją znacznie wyżej od białej, byle jak skleconej szopki warszawskiej 3.
Za czasów Anczyca w zespole kukiełek nie było już konfederata, klechy ani szlachcica 4, w ich miejsce weszły nowe postacie, jak np., kozak
i kozaczka, co może wiązać się z przemarszami wojsk rosyjskich idących
na pomoc Austrii w czasie powstania węgierskiego. Z okresu austriackiego pochodzą kukiełki przedstawiające sapera, policjanta, strażaka. Jak
zobaczymy dalej, aktualizowanie zestawu lalek szopkowych występuje
i w czasach dzisiejszych. Szopka krakowska, która swe najwspanialsze
lata rozwoju przechodziła na przełomie XIX i XX wieku, po I wojnie
światowej wyraźnie zaczęła w Krakowie upadać. Znikły wtedy z Rynku

2
3
4

Tamże,
Tamże,
Tamże.

s. 249.
s. 209.
s. 208.

�132

ZOFIA

CIESLA-REINFUSSOWA

kukiełkowe zespoły szopkarskie, zaprzestano je zapraszać do domów, jak
to było dawniej.
Szopka kukiełkowa cofnęła się na przedmieścia, gdzie przetrwała nawet ciężkie lata okupacji.
Przed I wojną światową w Bibliotece Krakowskiej wydana została
książeczka a szopce krakowskiej, opracowana przez prof. Stanisława
Estreichera pod pseudonimem Jana Krupskiego. Zawiera ona pełny tekst
przedstawienia szopkowego z różnymi wariantarr:.i oraz ilustracje; szopki
Leona Ezenekiera. Książka ta stała się po dzień dzisiejszy podręcznikiem
krakowskich szopkarzy. Z tych tekstów korzystał jeszcze po II wojnie
światowej Jan Malik oraz zasłużony szopkarz krakowski, Zdzisław Dudzik. Przedstawienia szopkowe, organizowane obecnie przez Muzeum Historyczne miasta Krakowa lub przez Teatr Ludowy, cieszą się stałym
powodzeniem i ogromną frekwencją publiczności. Oprócz szopek kuki.ełkowych w okresie Bożego Narodzenia, pierwotnie przed kościołem Mariackim, a później u stóp pomnika Mickiewicza na Rynku, sprzedawano
małe szopeczki o prostej konstrukcji, kupowane masowo dla dzieci. Wykonywane co roku w martwym sezonie przez rodziny murarskie, szopeczki te można było widzieć jeszcze w pierwszych latach po okupacii,
a dopiero zakaz administracyjny położył kres ich produkcji.
W okresie międzywojennym chodzili po Krakowie mali chłoIX.'.fkolędujący po domach. Nosili oni zazwyczaj małą szopkę, licho sklee,)ną,
którą z trudem można było uznać za rekwizyt obrzędowy. W 19:17 r.
staraniem dra Jerzego Dobrzyckiego, pełniącego wówczas funkcję kierownika Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta Krakowa, zorganizf'J'.vano
pierwszy konkurs na najpiękniejszą szopkę krakowską. Celem konkursu
było podniesienie poziomu ,artystycznego tych obnoszonych przez młodzież szopek. Od tego czasu konkursy na najpiękniejszą szopkę krak':)'.\,ską odbywają się corocznie (z wyjątkiem lat okupacji) i stały się imprezą
ogromnie żywotną. W gronie szopkarzy, prócz tradycyjnych murarzy (ci
się już prawie zupełnie wykruszyli) występują przedstawiciele 'Wszystkich warstw społecznych i wszystkich kategorii wieku, od dzieci SZKolnych po BO-letnich starców. Doroczny konkurs szopek, mający miejsce
pod pomnikiem Mickiewicza, ściąga olbrzymi tłum widzów komentujących żywo wystawione szopki, typujących nagrody i wiodących spory
o to, które z szopek zasługują na pierwsze lokaty (ryc. 1). Pokonkursowa
wystawa szopek, organizowana przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, cieszy się takim zainteresowaniem, że ilość zwiedzających w ciągu
jednego miesiąca przekracza zwykle całoroczną frekwencję tego Muzeum.
W ubiegłym wieku chodziły po Krakowie małe grupy kolędników,
wśród których znajdował się góral, diabeł i śmierć. Współcześni autorzy
nie wspominają ich zupełnie. Umieścił ich jednak na powierzchni ma1o-

�ZJJwotność

oUrzędó~()

Ryc. 1. Konkurs

tudou:ych

szopek

v;anegc ;';afla piecowego Jan Oksitowicz,
majster
garncarski
działający
w Kra};:Jwie w latach 1830--18425.
B,;rdzo wesoło było w Krakowie
w Tłusty Czwartek,
przypadający
w ostatnim tygodniu karnawału.
W pierwszej
połowie XIX wieku w tym
dniu odlwwał sill tzw. comber, w czasie którego rozochocone
alkoholem
" .T. Eostysz,
LudOWe

1952,

Jan Oksitowicz,
garncarz
nr 6, s. 325, ryc. 17,

krakowski

i jego

dzielo.

"Polska

Sztuka

�ZOFIA

CIESLA-REIN

FUSSOW A

krakowskie przekupki porywały siłą do tańca pochwyconych na ulicy
przechodniów. Podobnie obchodzone były zapusty, z tą jednak różnicą,
że odbywały się one na Placu Szczepańskim, gdzie stały kramy przekup€k, harcowały grupy chłopców poprzebieranych w guńki i kierpce, mających na głowie wysokie, stożkowe, ubrane papierowymi, kolorowymi
wstążeczkami tekturowe czapki. Towarzyszył im przebrany "dziad" ze
słomianym biczem w ręku. Biczem tym, unurzanym w błocie. okładał
przechodniów domagając się okupu.
Zarówno comber, jak opisana tu zabawa zapustna znalazły swój koniec w r. 1846 wraz z Rzeczpospolitą Krakowską, gdyż - jak pisze
Anczyc - policjanci rekrutowali się "z austriackich urlopników. którzy
nader surowo karcili wszelkie objawy pustoty i prześladowali dawne
zwyczaje" 6.
Ofiarą policyjnych zakazów padł również sam "Zapust" czyli "Mantuański książę", który w fantastycznym przebraniu chodził po domach
wygłaszając wierszowane oracje. Dłużej utrzymał się jeszcze u ,.ogrodników" na przedmieściach, gdzie w r. 1862 można było zobaczyć i wysłuchać Mantuańskiego księcia - Zapusta 7. Obecnie zwyczaj ten jest już
zupełnie zapomniany.
Okres wielkanocny był w Krakowie mniej bogat.\' w zwyczaje niż
okres świąt zimowych, ale i tu wspomnieć należy o kilku interesujących
zjawiskach, tym bardziej, że zachowały się one do dnia dzisiejszego. Pe'i\'nego rodzaju ciekawostką jest istnienie w Krakowie od czasów średni'Jwiecza Kościelnego Bractwa Dobrej Smierci, które dawniej zajmowało
się między innymi grzebaniem zmarłych podczas zarazy. Dziś opiekuje
się chorymi i spełnia posługi pogrzebowe. Członkowie bractwa, przyodziani w średniowieczne szaty, w kapturach z wyciętymi otworami na oczy,
biorą w każdy czwartek Wielkiego Postu udział w wieczornym nabożeństwie w kościele franciszkanów, kończącym się procesją ze świecami po
klasztornych krużgankach. Swoisty charakter i nastrój tego nabożeństwa
oraz procesji ściąga na nie tłumy krakowian, jak również poszukujących
egzotyki turystów.
Przed świętami wielkanocnymi pojawiają się w Krakowie sprzedawcy
palm, które zatraciły już swój dawny miejscowy styl na rzecz barwnych
kompozycji z farbowanych traw i suchych kwiatów. Sposób ułożenia ich
przypomina przedwojenne palmy wileńskie. Utrzymuje się nadal obchodzenie w Wielki Piątek i Wielką Sobotę kościołów, gdzie wystawiony
jest grób Chrystusa, jak również zwyczaj święcenia jadła.

6
7

O. Kolberg, op. cit., s. 265.
Tamże, s. 263-264.

�Zywotność

obrzędów

ludowych

13;";

W drugim dniu Wielkanocy krakowianie tłumnie udają się na tzw.
Emaus, który odbywa się na Zwierzyńcu w pobliżu klasztoru norbertanek. Jest to rodzaj odpustu, z tym, że nie posiada on już obecnie charakteru religijnego. Niegdyś na Emausie sprzedawane były tradycyjne
zabawki przynoszone przez wytwórców lub handlarzy. Były tam drewniane siekierki, gliniane dzwonki, prymitywne zabawki rzeźbiońe z drewna,
przedstawiające krakowiaków, flisaków w czółnie oraz całe serie figurek
brodatych Żydów, w szatach modlitewnych, kiwających się na nogach
ze sprężynek. Obecnie na Emausie znikły tradycyjne drewniane zabawki,
zapanowały typowe odpustowe kramy z tandentnymi wyrobami produkcji fabrycznej, słodyczami, kolorowymi balonikami itd. Utrzymały się
jedynie nadal kiwające Żydki, cieszące się zawsze niesłabnącym powodzeniem u nabywców. W bieżącym roku, w celu podniesienia poziomu
emausowych pamiątek i przywrócenia dawnego charakteru, zrzeszenie
chałupników "Milenium" skłoniło kilku swoich członków do sprzedmNania na Emausie własnych wyrobów. Było więc nieco więcej niż zwykle
kiwających się w czasie modlitwy Żydków, pokazały się zabawki gliniane
w postaci gwizdających koników i kogucików. Specjalny sąd konkursowy powołany przez "Milenium" przyznawał nagrody dla sprzedawców
wyrobów tradycyjnych, jak również dla kramarzy, których stoiska wyróżniały się estetycznym wyglądem.
W trzecie święto Wielkanocy, dziś już zniesione, udają się krakowianie na rękawkę, odbywającą się w Podgórzu, na Krzemionkach, między
Kopcem Krakusa a romańskim kościółkiem św. Benedykta. Ręka\vka
posiada charakter odpustu z kramami, karuzelą, różnymi grami, strzelnicą itd. W ubiegłym wieku był zwyczaj, że ze stromego wzgórza Krzemionek zrzucano w dół bułki, cukierki, orzechy, które na dole \\Tśród
tumultu i bitki chwytały ubogie dzieci. W latach poprzedzających II wojnę światową próbowano wskrzesić ten zwyczaj, jednakże na apel prasowy zareagowało zaledwie kilka osób rzucających dzieciom cukierki
i pomarańcze.
Żywym do dziś zwyczajem w Krakowie jest obchód lajkonika, odbywający się w oktawę Bożego Ciała. Nie będę tu wdawała się szczegółowo
w historię tego zwyczaju, poprzestańmy na tym, że z przedmieścia Zvvlerzyniec, a ściślej z klasztoru norbertanek wyrusza korowód składający
się z Tatara harcującego na drewnianym konrku, chorążego powiewającego czerwoną chorągwią z żółtym krzyżem i paru członków asysty
oraz kapeli grającej charakterystyczną melodię towarzyszącą stale lajkonikowi. Pochód odbywał długą trasę od norbertanek do Rynku otoczony
tłumem widzów. Siedzący na koniku Tatarzyn rozpędzał gapiów waląc
na lewo i prawo buławą, a przychodziło mu to tym łatwiej, im więcej
odwiedzał po drodze restauracyj, gdzie traktowano go wódką. Orszak

�136

ZOFIA

CIEŚLA-REINFUSSOW

A

lajkonika wkraczał na Rynek w momencie, kiedy kończyła się tam
olbrzymia procesja.
W przeszłości pochód lajkonika organizowali włóczkowie, czyli flisacy,
mieszkający na Zwierzyńcu. Przed I wojną światową zewnętrzne dekorum
lajkonika, a więc kostiumy i rekwizyty, musiały wyglądać dosyć nędznie,
skoro na zamówienie władz miejskich Stanisław Wyspiański zaprojektował dla całego zespołu nowe wspaniałe ubiory. Wykonano je na koszt
Miasta. Od tego czasu były przechowywane w Muzeum Historycznym
Miasta Krakowa, gdzie do dziś widzieć można pierwszy kostium lajkonika zrobiony według szkiców Wyspiańskiego.
Km.:a lat przed II wojną światową miało miejsce wydarzenie, które
głęboko wstrząsnęło mieszkańcami Zwierzyńca. "Pod lajkonikiem" zaczął chodzić nie obywatel tej dzielnicy, ale o zgrozo, niejaki Andrasz,
mieszkający w starych fortach austriackich koło Bronowic. Głęboko
doiknięlo to szczególnie Zdzisława Dudzika, wybitnego szopkarza krako\\'skiego, miłośnika tradycji, a przede wszystkim 'zwierzynieckiego pah-ioty. który tak długo walczył z Andraszem, aż w imię honoru Zwierzyńca zajął jego miejsce "pod lajkonikiem".
Dzień obchodu lajkonika jest i obecnie ważnym wydarzeniem w dorocznych imprezach Krakowa. Na trasie przemarszu gromadzą się tłumy
publiczności żywo reagującej na harce Tatarzyna, który teraz mniej bije
i pije, a więcej tańczy.
Duże znaczenie w życiu Krakowa miały, a po części nadal mają do
dzis, odpusty. Należy tu wymienić głównie dwa: na św. Stanisława (8 V)
u paulinów na Skałce i na Zielone Świątki u kamedułów na Bielanach.
Odpust na Skałce gromadził w przeszłości ogromne rzesze pątników,
przyby\vających nawet z odległych wsi Kongresówki, dawał zatem ciekawy przegląd strojów ludowych. Dziś rola tego odpustu zwęziła sit: do
skromnego święta typu parafialnego, w czasie którego przed klasztorem
rozbija swoje kramy garstka przekupniów.
Natomiast odpust na Bielanach był przede wszystkim uciechą krakowian. Udawali się oni na Bielany różnymi środkami lokomocji: umajonymi chłopskimi furkami, platonami miejskich wozaków, wiślanymi statkam;. W pięknym lesie dębowym,u stóp klasztoru, czekały ich wielkie
atrakcje odpustowe zarówno typu gastronomicznego (ogórki z beczki
i kabanos), jak i rozrywkowego w postaci karuzel, huśtawek itp. Kilka
SCEn rodzajowych
mających miejsce na Bielanach utrwalił na swych
kernach nieoceniony zdun, Jan Oksitowicz 8. Odpust na Bielanach jest po
dzień dzisiejszy dla Krakowian tradycyjną okazją do odbycia tam wy-

" J. KostY05Z, op. cit., s. 324 i ryc.

21.

�2ywotno.&lt;ć

obrzędów

137

ludowych

ciec~ki i zwiedzenia kościoła, dostępnego dla kobiet jedynie w tych
dwóch dniach Zielonych Świąt.
Do tradycji związanych silnie z Krakowem należą wianki, które łączą
w sGi}ie pierwiastek sobótkowy z legendą o mitycznej królowej Wandzie.
Sobótkowe ognie rozpalano w dawnej Polsce nie tylko na pustkowiu, ale
~ na ulicach miast. W Krakowie palono sobótki na Błoniach i bliżej nad Rudawą. Tańczono z płonącymi głowniami, spiewano, ska··
kano nad ogniskiem, a dziewczęta puszczały wianki na Rudawie,
Wildze. Białuszc i Wiśle. Dopiero po wielkim pożarze Krakowa w r. 1850
wszystkie imprezy sobótkowe, ze względu na przepisy przeciwpożarowe,
przeniosły się nad Wisłę, pod kontrolę policji i straży pożarnej 9. Zmienił si(~ \vtedy charakter dawnego zwyczaju. Zaroiło się na Wiśle pod
\l:zgÓ!'zdn wawelskim od fantastycznie udekorowanych łodzi, na których
pal:.::1Osobótki, albo uformowane były żywe obrazy, mające najczęściej
za tlmat Wandę "co nie chciała Niemca", otoczoną orszakiem rusałek.
Całose"'uzupełniały ognie sztuczne w postaci rakiet, wodospadów, fontann
itd. W;anki w tej formie przetrwały do dnia dzisiejszego, są stale upiększaj,(- (ostatnio na wzór Zachodu) wprowadzono, "światło i dźwięk".
W noc świętojal1ską - kiedy odbywają się wianki - można prawie
"cal: Krakó'w" spotkać nad Wisłą.
Ja;{ wspomniałam na wstępie, zwyczaje i obrzędy obchodzone w KrakowiE były niejednokrotnie wzorem dla mieszkańców wsi. Widoczne jest
to przede: wsz)-'stkim w zwyczajach dorocznych, wykazujących na ogół
wiE;J:~zc!żywotność na wsi aniżeli w mieście. Przykładem jest szopka,
ktć;:-~: \'.'l: wsiach z okolic Krakowa zapożyczyła archi'tekturę od krakowsklej szopki miejskiej i podobnie jak ona posługuje się kukiełkami.
Wedh,g Anczyul, w ubiegłym stuleciu kukiełkowa szopka wiejska była
niema, obecnie przedstawieniu towarzyszy tradycyjny tekst. Z dawnego
zespJ1L, Jalek szereg postaci, niezrozumiałych już dziś, zostało wyeliminor,-a:',:,ch, :jak np. olejkarz, Madziar, a na ich miejsce weszły nowe,
typO\\T dla danej okolicy, np. górnik spod Wieliczki. Również pewne
sceny oywają aktualizowane. W jednej z szopek grana jest krótka scenka mit:;dzy producentem bimbru a milicjantem. Niekiedy komponowane
teksty szopki mają charakter satyryczny i stanowią narzędzie walki
() różr:', żywotne sprawy wsi. Przykładem może tu być szopka z Kryspinowa, organizowana przez miejscową straż pożarną, w której w końccwych piosenkach "dziadka" piętnuje się niewłaściwe zachowanie młodziezy w świetlicy, apeluje się do kierowców, żeby podwozili dzieci do
szkol:" i wytyka władzom gminnym, że nie mogą zdobyć się na wybudowaniE ustępu przy świetlicy. W nawiasie należy dodać, że to, o co się9

T. SewcrY'1. Tradycje

i zwyczaje

krakowskie,

Kraków

1961, s. 81, 85.

�ZOFIA

CIEŚLA-REINFUSSOW

A

Ryc. 2. "Herody"

starali strażacy drogą urzędowych
pism i podań, zostało mon~ntalnie
załatwione
dzięki dowcipnej, satyrycznej
piosence szopkowego dziadka.
Dużą żywotność wykazuje w Krakowskiem
tzw. "żywa szopka" albo
Herody (ryc. 2). Są to zespoły złożone z kilku do kilkunastu
osób: Heroda, marszałków,
Turka, ułana, anioła, diabła, śmierci, Żyda, turonia,
którzy w odpowiednich
przebraniach
chodząc po wsi odgr} wają po
chałupach urywek z opowieści biblijnej a Herodzie i rzezi niewiniątek,
kończącej
się śmiercią
króla, a następnie
wesołym
występem
Żyda
harcującego
z turoniem 10. W okolicach Krakowa,
Miechowa, Skawiny
zespoły takie, konkurujące
między sobą bogactwem kostiumów i umiejętnością odpowiedniej
interpretacji
(bardzo poza tym ujednoliconego
tekstu), chodzą po wsiach do dziś, podobnie jak w okolicach Myślenie,
Wieliczki i Bochni spotyka się zespołu grające pastorałkę.
Te grupy
kolędnicze
organizują
się spontanicznie
bez udziału jakiejkolwiek
instytucji.
Posługują
się, jeśli idzie o Herodów,
tekstami
zapisanymi
w zeszytach przekazywanych
przez dawnych kolędników,
zaś zespoły
chodzące z pastorałką korzystają
z kantyczek ks. Mioduszewskiego.
Tak
jedni, jak i drudzy,
są przez ludność wiejską
przyjmowani
chętnie
i nieźle wynagradzani,
skoro opłaci się im przygotowywać
\vspaniałe
10

O. Kolberg,

op. cit.,

s. 197.

�Zywotność

obrzędów

ludowych

13~

kostiumy, których koszt w sumie wynosi często kilkanaście tysięcy
złotych. Są nawet wiejscy specjaliści zajmujący się wykonywaniem kolędniczych strojów, głównie bogatych nakryć głowy, jak korony Heroda,
hełmów marszałków, czaka ułańskiego czy czapki Turka. Ubiory te,
jakie znamy z okresu międzywojennego i czasów po okupacji, był,y"
jeszcze bardzo skromne. Zaczęły dopiero wzbogacać się w ciągu kilkunastu ostatnich lat.
Od pewnego czasu wiejskimi zespołami kolędniczymi zainteresował
się Wydział Kultury Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie i za nim referaty kultury w byłych powiatach myślenickim, limanowskim i miechowskim, a także dyrekcja Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie. Organizowano dla różnego rodzaju kolędników konkursy z nagrodami, a najlepsze zespoły wysyłano na zimowy karnawał do Bukowiny Tatrzańskiej. Niektóre z zespołów kolędniczych dawały też przedstawienia
w Krakowie, cieszące się dużym i zasłużonym powodzeniem.
Obecna reorganizacja władz administracyjnych
osłabiła nieco tę
akcję, która bardzo przyczyniła się do podtrzymania tradycyjnych zwyczajów zimowych. Dzięki konkursom, posiadającym z reguły charakter
otwarty, ujawniły się pewne zwyczaje uważane dotąd za zapomniane,
jak np. chodzenie z kobyłką, gwiazdą, rajem, czy obchód, w którym
biorą udział Trzej Królowie. Tą drogą ,wydobyte zostały na światło
dzienne "draby noworoczne" w swych prymitywnych słomianych przebraniach, a także ludowe widowisko o świątobliwej królewnie Do,rocie.
Przy okazji konkursów ujawniło się dużo tzw. okolędowań, czyll
świeckich kolęd z życzeniami oraz melodii, które w znaczny sposób
wzbogacają materiały przekazane nam przez Kolberga i innych autorów.
W czasie "zapustów", zwanych też "kusymi dniami", w południowej
części Krakowskiego chodzi się "po drobsku", to znaczy chłopcy (v.ryjątkowo dziewczęta) poprzebierani w kożuchy odwrócone sierścią na
wierzch i przepasanych powrósłem, z twarzami umazanymi sadzą, biegają
po wsi wyłudzając od mieszkańców dutki. Wieczorem te "działające"
luzem "droby" zbierają się na wsPÓlną zabawę w gospod'zie. Współc:zesne stroje drobów, szczególnie te, które widzi się na wieczornej zabawie,
przypominają już raczej przebrania miejskiej młodzieży, np. w czasie
juwenaliów. Z zapisków Anczyca wiadomo, że w połowie XIX wieku,
w czasie ostatków, chodzili po wsi podkrakowskiej przebierańcy z kozą
czyli maszkarą podobną do turonia 11. Zwyczaj ten jednak został już
całkowicie zapomniany.
W okresie wielkanocnym bardzo interesująco przedstawiały się zwyczaje związane z Niedzielą Palmową. Zaginął wprawdzie zwyczaj prol

11

Tamże,

s. 263.

�1·10

ZOFIA

CIESLA-REINFUSSOWA

CE:syjnego wprowadzania przed kościół jadącego na ośle aktora grającego Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy. Warto tu jednak wspomniEĆ na marginesie, że w Tokarni, wsi leżącej na południe od Myślenic,
:;a pograniczu Krakowskiego i Góralszczyzny, włączona zostało do prow Niedzielę Palmową rzeźba, przedstawiająca naturalnej wielkości
Chrystusa siedzącego na ośle. Rzeźba umieszczona na podstawie z kółkdmi ciągniona jest w czasie procesji przez mężczyzn. Twórcą jej jest
:-n:ejscowy rzeźbiarz ludowy.
Powszechny jest do dziś zwyczaj święcenia palm, przy czym ich
"p,)sób wykonania i zdobienia jest bardzo różny. W części południowej,
JE,lo Myślenic i Lipnicy Murowanej, palmy przystrajane kwiatami i kolorowymi wstęgami dochodzą do wysokości 6-8 m, pod Krakowem
: \". części północnej Krakowskiego nie przekraczają one zwykle jednego
;-,]("tra.W skład palmy wchodzą zazwyczaj gałązki wikliny, suche trawy
: j{v,·iaty. W niektórych miejscowościach, położonych na południe od
Kr akowa, urządzane bywają w Niedzielę Palmową konkursy na naj9iękniejszą palmę, dla podtrzymania dawnej tradycji. I tak np. w wy:l;jenionej wyżej Tokarni co roku konkurs dla młodzieży urządza miejSJ'\VY
proboszcz, zaś w Lipnicy Murowanej Towarzystko Przyjaciół
Lpnicy. Jeszcze po zakończeniu ostatniej wojny widywało się w okolicach Krakowa palmy wielkanocne wetknięte w strzechę lub osadzone
r;ri kalenicy dachu, co miało zabezpieczać
od piorunów. Obecnie,
'.\" z\viązku ze zmianami w budownictwie, zwyczaj ten zaniknął, utrzyffi;;.je się natomiast wbijanie na polach krzyżyków z patyków rozebranej
palmy lub nawet całych palm.
Vi Niedzielę Palmową rano we wsiach podkrakowskich
biegają
'sspomniani poprzednio pucherocy. Są to chłopcy w wieku szkolnym,
:;,ajcicy na głowach wysokie spiczaste czapki, z twarzami umazanymi
sadzą lub tylko z namalowanymi wąsami, owinięci na krzyż słomianymi
l::;·wrósłami; w rękach dzierżą drewniane młotki na długich styliskach
: koszyki, do których zbierają ofiarowane im dary, przede wszystkim
5a~ka.

Pucheroki wygłaszają skandowane, bezsensowne oracje, wybijając
ro\\'nocześnie rytm uderzaniem młotka w podłogę. Zwyczaj chodzenia
..po pucherach" utrzymał się najlepiej w Zielonkach, gdzie w okresie
:11it:dzywojennym
działał w tym kierunku miejscowy kierownik szkoły.
Po okupacji zwyczaj był kontynuowany, sprzyjał temu w pewnej
:-nierze fakt, że na oglądanie pucherków przychodziła corocznie do
Zjelonek wycieczka z Krakowa organizowana przez PTTK.
Kilka lat temu Wydział Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej
\'" Krakowie urządził w Modlnicy konkurs dla pucheroków. Zgłosiło się
wó\vczas z kilku wsi ponad 100 chłopców. Konkurs ten, powtórzony

�Zywotno.~ć

ob"zędow

ludowych

III

w roku bieżącym, dał bardzo słabe rezultaty, przybyło około 20 osób,
w tym 3czy 4 dziewczynki, które nigdy po pucherachdawniej
nie
chodziły. Znacznie gorzej wypadły również oracje, gdyż większość stających do konkursu nie umiała już skandować. Puchery są niewątpli\vie
zwyczajem ż,akowskim, przeniesionym w dawnych czasach z Krakowa na
wieś. Zasięg tego zwyczaju był rozległy, sięgał na zachodzie po okolice
Wadowic; jedynie nazwa była inna, gdyż nazywano ich tu zockami.
Dziś w Wadowickiem o zoc'kach pozostało już tylko wspomnienie.
W Wielki Czwartek na terenach położonych na południe od Krakowa palono "Judasza". "Judasz" była to kukła wykonana ze słomy, którą
po polach obnosili chłopcy :z uczernionymi sadzą twarzami. Spalan'ie
odbywało się nocą przy ognisku, dookoła którego chłopcy tańczyli z kukłą zanim ją wrzucono w ogień. Zwyczaj ten, dość powszechny jeszcze
w okresie międzywojennym, obecnie 'zachował się już tylko wyjątkowo,
np. w Rudniku koło Sułkowic. Pozostałością jego jest palenie ognisk po
polach, a w Drogini czuwanie przy nich przez całą noc.
W pierwszy dzień Wielkanocy w południowej części Krakowskiego
chodzą w słomianych przebraniach tzw. draby śmigustne, a w drugie
święto w okolicy Wieliczki chodzi tzw. Siuda-baba z grupą przebierańców. Wśród wrzasków i strzelania z bicza obchodzą oni wieś z wózeczkiem, na którym znajduje się ruchoma figurka tracza i rzeźba
przedstawiająca Chrystusa Zmartwychwstałego. Za czasów Kolberga
zwyczaj chodzenia z traczem miał zasięg znacznie szerszy, gdyż występował też ńa zachód od Krakowa w Prądniku 12. Obecnie utrzymuje si,~
on w kilku wsiach koło Wieliczki. Jest rzeczą ciekawą, że obchód Siuda-baby organizują instytucje w rodzaju Związku Młodzieży Wiejskiej
lub straży pożarnej. Za wygłaszane przy tym oracje i śpiewane pieśni
dostają jajka, które zbierane do dużego kosza sprzedaje się następnie
w spółdzielni, a uzyskany grosz przeznacza na cele społeczne, np. na
urządzenie świetlicy, kupno magnetofonu itp.
W drugi dzień Wielkanocy, w tzw. "śmiguśny" lub "lany" poniedziałek, odbywało się także chodzenie po wsi i oblewanie wodą. Czasem
chłopcy przebierali się za "dziadów", składali mieszkańcom wiosek życzenia, a napotkanych, szczególnie dziewczęta, oblewali wodą. Niejednokrotnie zdarzało się, że wrzucali nawet je do, rzeki czy stawu. Dziewczęta wykupywały się od zimnej kąpieli, dając "dziadom" wódkę, ser
lub jajka. Koło Myślenie (Skomielna Czarna) gospodynie, wracające
z kościoła, były zadowolone, kiedy zostały oblane przez śmigustnych
dziadów, gdyż miało to im zapewniać mleczność posiadanych krów. Jeszcze dziś śmigus jest odbywany żywo i z pełnym zaangażowaniem. Stra12

Tamże,

s. 2fl5.

�142

ZOFIA

CIESLA-REINFUSSOWA

cił on jednak SWO] magiczny charakter, a często wodę źródlaną zastępuje obecnie o wielu zapachach woda kolońska.
Ognie sobótkowe, jak wiadomo, palone są w Krakowskiem nie
w wigilię św. Jana, tylko w czasie Zielonych Świąt. Zwyczaj ten stosunkowo wcześnie zaczął zanikać, do czego prawdopodobnie przyczyniło
się też duchowieństwo zwalczające zwyczaj odczuwany jako święto pogańskie. Już w Krakowskiem Kolberga czytamy, że "obrzęd palenia
Sobótek w coraz większe popada zaniedbanie od strony granicy szląskiej.
Tam ponad Wisłą i Przemszą gdzieniegdzie tylko obchodzony bywa [...J.
W okręgu krakowskim i w pasie nadg.ranicznym Królestwa Kongresowego goreją te ognie po dziś dzień. Za Olkuszem, Miechowem i Szkalmierzem ku północy już ich nie widać. Na Powiślu atoli ciągną się aż
ku Połańcowi" 13.
Obecnie w czasie Zielonych Świąt w prawobrzeżnej części Krakowskiego również płoną ognie sobótkowe. Widać także ruchome świetlne
punkty - pochodnie chłopców obiegających pola. Utrzymuje się więc
zwyczaj palenia ognisk sobótkowych, zagubiła się natomiast już cała
treść folklorystyczna obrzędu, a szczególnie pieśni sobótkowe, których
zapomniane teksty i melodie można znaleźć li tylko w nieocenionych
dziełach Kolberga.
Radosnym akcentem kończącym żniwa były do·żynki. Z ostatniej
kępki żyta, pszenicy, jęczmienia czy owsa kobiety i dziewczęta wiły
wieniec. Miał on, zależnie od okolicy, różną formę. Niektóre posiadały
kształt kopulasty, inne znów były płaskie jak duże bochny okrągłego
chleba. Wszystkie jednak bywały przystrojone kwiatami i wstążkami.
Wieniec niosła przodownica, a towarzyszyli jej żeńcy, którzy grali i śpiewali różne obrzędo,we pieśni. Wieniec ofiarowywano gospodarzowi, który
rewanżował się żeńcom poczęstunkiem i zabawą z muzyką. Tańczono
przy tym i bawiono się do późna w noc.
Dziś dożynki utrzymują się nadal. Zmieniły one swój dawny charakter obrzędowy, a stały się "świętem 'Plonów", uroczystością nie tylko
ludową, ale ogólnopaństwową, połączoną z .zabawą.
O ile w mieście Krakowie zwyczaje i obrzędy rodzinne dziś już nie
przedstawiają się ciekawie z punktu widzenia zachowania tradycji,
o tyle wieś ma ich jeszcze sporo, choć nie wszystkie ujawniają się na
pierwszy rzut oka.
Obecnie chłopom powodzi się na ogół nieźle, a szczególnie wtedy,
gdy część członków jednej rodziny pracuje w mieście. Wesela wiejskie
odbywają się teraz hucznie, wystawnie, ale elementów tradycyjnych
pozostało niewiele. Skład orszaku ślubnego właściwie został zachowany,
13

Tamże,

s. 296.

�Zywotność

obrzędów

ludowyC/l

143

prosi się starostt:, starościny, swaszki i qczywiście druhny i drużbów.
W czasie wesela śpiewa się daleko mniej niż niegdyś, i to śpiewają
przeważnie tylko starsi. Rzadko także zdarzają się czepiny, a jeśli już
mają miejsce, to nie w dawnej obrzędowej fmmie, lecz raczej nadaje
sit:: im charakter żartobliwy. Nie tańczy się tradycyjny'ch weselnych
tańców. Z dawnego obrzędu pozostało jedynie błogosławieństwo przed
wyjściem młodej pary do ślubu kościelnego i witanie ich chlebem i solą
po powrocie z kościoła.
Pomimo takiego stanu rzeczy, gdy parę lat temu zorganizowano
w byłym powiecie krakowskim konkurs na tradycyjne wesele, zgłosiło
się do niego dwadzieścia parę wsi, z których mniej więcej połowa potrafiła w sposób doskonały odtwo'rzyć dawny obrzęd weselny z najdokładniejszymi szczegółami. W bieżącym roku konkurs ten został powtórzony w skali całego województwa krakowskiego. Do konkursu przystąpiło 16 wsi.
Jest rzeczą charakterystyczną, że poszcz'ególne ad hoc zorganizowane
grupy weselne, wystawiając obrzęd weselny na scenie świetlicy wiejskiej, robiły różne błędy jeśli chodzi o zaaranżowanie izby tradycyjnE-j na scenie, rzadko natomiast myliły się czy potykały w sprawach
związanych z samym obrzędem. Wynikałoby z tego, że w pamięci
starszego pokolenia utrzymuje się w pełni obraz tradycyjnego obrzędu,
który mogą niemal bez przygotowania zademonstrować w formie adaptowanej na scenie.
Przedstawione po wsiach w czasie trwania konkursu obrzędy weselne
cieszyły siC;dużym zainteresowaniem publiczności, która - pomimo iż
przeglądy wypadały w czasie gorących prac w polu - szczelnie wypełniała salę i żywo komentowała widowisko. Uczestnicy zaś wesela
nie potrzebowali wcielać się wabce
postacie, gdyż wystarczyło, aby
po prostu byli sobą. Wyniesienie tradycyjnego, realistycznie odtworzonego obrzędu weselnego na scenę podnosi jego rangę w oczach młodego
pokolenia. Zdarzało się nawet słyszeć wypowiedzi młodych osób, że
"gdy sam się będę żenił, to wesele zrobię na starą modę".
Jak wynika z przedstawionego przeglądu miejskich i wiejskich obrzędów, sporo ich wytraciło się na przestrzeni ostatniego stulecia, sporo
jednak przechowało się do dnia dzisiejszego. Niektóre z nich są jeszcze
żywy;-ni i praktykowanymi, jak np. Herody czy Siuda-baba, inn€ są już
przetworzone: mam tu na myśli krakolv,rskie miejskie !Szopkarstwo, które
zatraciło swą funkcję pierwotną teatrzyku kukiełkowego i zamieniło
się w czysto artystyczną działalność plastyczną, uprawianą na zasadzie
swoistego hobby przez pewną grupę miłośników tradycji krakowskich.
Utrzymujące się do dziś tradycje w postaci chodzenia po kolędzie,
palenia ogni sobótkowych czy zatykania palm wielkanocnych na polach,

�III

ZOFIA

CIEŚLA-REINFUSSOWA

nie posiadają obecnie charakteru obrzędowego. Są to zwyczaje kultywowane na zasadzie przyzwyczajenia. Właściwa dzisiejsza ich funkcja
ogranicza się do roli dekoracji, upiększającej w pewnych okresach .szarzyznę codziennego bytowania, dająca niejednokrotnie okazję cz:'nn'2go
wyżycia się młodzieży, która wbrew przewidywaniom jest często motorem podejmowanych akcji. Znane są przypadki, że organizatorami czy
głównymi uczestnikami różnych imprez o charakterze jak najbardziej
tradycyjnym są młodzi ludzie dojeżdżający do pracy w mieście, a nawet
stale w mieście już przebywający, którzy wracają na wieś np, \V okresie, kiedy się chodzi z Herodami.
Folklorystyczne tradycje zanikły w procesie postępującej urbanizacji wsi między innymi i dlatego, że traktowano je na wsi jako praktyki
przynoszące ujmę, jako dowody zacofania kulturalnego. Dziś dzięki
opiece państwa, dzięki temu, że tradycyjne zwyczaje i obrzędy eksponowane są na festiwalach, w programach telewizyjnych i radiowych,
wieś wyzbywa się zastarzałych kompleksów. Zaczyna dostrzegać', iż t·),
czego się niesłusznie wstydzono, ma swoją wartość, jakkolwiek inną niż
w przeszłości, a mianowicie artystyczną. Dziś tradycyjne zwyczaje staią
się często zaczynem dla pracy kulturalnej na wsi. Zdarza się, że ze
spontanicznie zebranej grupy weselników, którzy zgłosili się na konkurs, powstał stały zespół ożywiający swą działalnością miejscow~' dom
kultury. Na przykładzie szopki z Kryspinowa widzimy, jak tradycja
przesiąka współczesnością i jak można z tego uzyskać cenny oręż w walce o poprawienie sytuacji na wsi.
Organizowanie wspólnych akcji daje młodzieży wiejskiej - i nie
tylko młodzieży - okazję wyżycia się artystycznego, Niejednokrotnie
stanowi pomost wzajemnego porozumienia między młodymi a stnrymi,
które często szwankuje w związku z powtarzającym się konfliktem pokoleń.
Patrząc z pewnym optymizmem na postępującą na wsi zmianę stosuku do swej własnej tradycji, musimy jednak mieć pełną świadomość tego, że to, co się tworzy obecnie na wsi w oparciu o przekazy
przeszłości, jest już czymś innym, niż było dawniej. Wykruszają się
stare treści wierzeniowe, a również i tradycyjna forma nie wytrzymuje
naporu nowych wzorów, które przenikaja na wieś znacznie łatwiej
niż to miało miejiSce w prze.szłości.
Wyczuwał to doskonale Władysław Anczyc, pisząc w r. 1862, a więc
przeszło 100 lat temu, w następujący sposób o szopce krakowskiej: "Wspomnienie to pragnę odświeżyć w waszej pamięci: piosnki i dialogi jasełek
chcę przechować przyszłym pokoleniom, które może ich nie ujrzą, bo
postęp, cywilizacja, jak strojowi, tak i dawnym zwyczajom narodów
niesie zagładę. Znikną z czasem bezpowrotnie jasełka, jak znikły dia-

�Zywotnosć

obrzędów

(udowych

Hu

logi szkolne, jezuickie, mięsopustne i dominikańskie, o których dziś
tyle tylko wiemy, ile wieści przechowały nam o nich stare księgi" a.
Przewidywania Anczyca nie spełniły się jeszcze, nie można kwestionować jednak ich słuszności. Obecnie, g,dy kultura ludowa weszła na
drogę zasadniczych przemian, tym bardziej musimy zadbać o to, aby
zachowane do dziś resztki przekazane zostały następnym pokoleniom
w przez nas opracowanych księgach.

11

10 -

Tamże,

Lud,

tom

s, 208.
LXI

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10554" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10532">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3cb5e105ff6ccde5547fd0f6b1a96077.pdf</src>
        <authentication>0fa50f021c264a2297ab31fc7b9a70ed</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125653">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125654">
                <text>1954</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125655">
                <text>Mazury - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125656">
                <text>tkanina dwuosnowowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3696</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125658">
                <text>Dywany dwuosnowowe braci Składanowskich z Wyszkowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1954 t.8 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125659">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1954 t.8 z.1 ; s.36-49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125660">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125661">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125662">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125663">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125664">
                <text>DYWANY

DWUOSNOWOWE

BRACI SKŁADANOWSKICH Z W Y S Z K O W A

ZOFIA

W ś r ó d czynnych d o ' dziś w a r s z t a t ó w tkackich, w y ­
k o n u j ą c y c h tzw. tkaniny
dwuosnowowe, j e d n y m z
ważniejszych jest pracownia braci S t a n i s ł a w a i W ł a ­
dysława Składanowskich
(ryc. 1), z n a j d u j ą c a się w
Wyszkowie, miasteczku położonym w powiecie p u ł ­
tuskim, na p o ł u d n i o w y c h kresach
Kurpiowszczyzny.
Według tradycji rodzinnej z a w ó d tkacki ma b y ć w
rodzie S k ł a d a n o w s k i c h dziedziczony od 300 lat, na­
tomiast z przeprowadzonych w parafii wyszkowskiej
b a d a ń ksiąg metrykalnych, sięgających X V I I I w i e ­
ku, wynika, że najstarszym z uchwytnych dla nas w
materiale ź r ó d ł o w y m członków tej rodziny b y ł Jan
S k ł a d a n e k , m i e s z k a j ą c y w połowie X V I I I w i e k u we
wsi Porządzie, należącej w ó w c z a s do tejże parafii.
Syn jego Tomasz nadaje swemu nazwisku brzmienie
szlacheckie i w y s t ę p u j e j u ż jako S k ł a d a n o w s k i .
Czy przodkowie dzisiejszych tkaczy r ó w n i e ż zajmo­
w a l i się t y m zawodem, trudno jest stwierdzić, gdyż
księgi metrykalne nie z a w i e r a j ą w t y m k i e r u n k u ż a d ­
nych w s k a z ó w e k . Dopiero o ojcu żyjących dziś tkaczy
wyszkowskich wiadomo na pewno, że t r u d n i ł się w y ­
robem dwuosnowowych d y w a n ó w . W e d ł u g z a p i s k ó w
z k s i ą g parafialnych, urodził się on w r o k u 1860 w T u m a n k u koło Niegowa, gdzie później przez czas j a k i ś
p r o w a d z i ł p r a c o w n i ę t k a c k ą . Około r o k u 1900 prze­
niósł się do Wyszkowa i tam osiadł na stałe. W Wysz­
kowie urodzili się jego synowie do dziś żyjący: Stani­
s ł a w (1901) i W ł a d y s ł a w (1905). Prócz d w ó c h wyżej
wymienionych p r a c o w a ł o t u do niedawna jeszcze k i l ­
k u tkaczy tego samego nazwiska, którzy jednak z a w ó d
t k a c k i porzucili. N i e k t ó r z y z nich przenieśli się na
Ziemie Odzyskane, gdzie znaleźli zajęcia bardziej i m

36

CIEŚLA-REINFUSSOWA

o d p o w i a d a j ą c e . S p o ś r ó d tych, k t ó r z y odeszli od zawo­
du tkackiego, najzdolniejszym m i a ł b y ć podobno 16letni S ł a w e k S k ł a d a n o w s k i , p r z e b y w a j ą c y obecnie w
Warszawie.
S k ł a d a n o w s c y t k a j ą swe dwuosnowowe dywany w e ł ­
niane na szerokim warsztacie p o d n ó ż k o w y m o czterech
nicielnicach. P r a c u j ą zawsze we dwóch, gdyż jeden
nie b y ł b y w stanie p r z e w l e k a ć osnowy i p r z e r z u c a ć
czółenka na całą szerokość tkaniny. W y m i a r y d y w a ­
n ó w w a h a j ą się mniej więcej około 1.5 X 2 m . Ojciec
S k ł a d a n o w s k i c h w t y m samym mniej więcej czasie,
kiedy ze w s i przeniósł się do Wyszkowa, a w i ę c oko­
ło r o k u 1900, n a b y ł warsztat ż a k a r d o w y , na k t ó r y m
t k a ł czas j a k i ś swe dwuosnowowe dywany. Wzory
szablony) do ż a r k a d u wyrabiano dla niego w Łodzi, na
podstawie r y s u n k ó w dostarczonych na papierze k r a t ­
k o w a n y m . Jeden t y l k o z tych w z o r ó w był „ n a gotowo"
sprowadzony z Łodzi. Miał to b y ć wzór ,,w róże", k t ó ­
ry jednak nie podobał się odbiorcom do tego stopnia,
że S k ł a d a n o w s k i z a p r z e s t a ł go stosować w swoich d y ­
wanach. Nabywcy na ogół n i e c h ę t n i e ustosunkowywali
się do w y r o b ó w ż a k a r d o w y c h nawet w ó w c z a s , gdy
t e c h n i k ą t ą tkane były wzory tradycyjne. Przyczyna
tej niechęci leżała w momentach technicznych. W a r ­
sztat ż a k a r d o w y
nastawiony na o k r e ś l o n ą
gęstość
tkaniny przy zastosowaniu w e ł n y o nieco innej g r u ­
bości powoduje d e f o r m a c j ę wzoru, czego m o ż n a unik­
n ą ć przy z w y k ł y m warsztacie, gdzie gęstość tkaniny
regulowana bywa o d p o w i e d n i ą gęstością płochy, do­
bieranej do grubości n i t k i . U r z ą d z e n i e to pozwala na
otrzymanie poprawnego w z o r u przy każdej grubości
użytej przędzy.

�Ryc.

1. Bracia Stanisław
(z lewej) i Władysław
kowa (pow. Pułtusk), wytwórcy
dywanów

Obecne dywany S k ł a d a n o w s k i c h tkacie są z reguły
w d w u kolorach, przy czym zestawienia barwne za­
leżne są od gustu z a m a w i a j ą c y c h (najczęściej czerwony
z czarnym, zielony z czerwonym lub r ó ż o w y m ) . W i ę k ­
szą ilość k o l o r ó w p r ó b o w a ł w p r o w a d z i ć S t a n i s ł a w
S k ł a d a n o w s k i (ojciec), j e d n a k ż e w e d ł u g informacja s y ­
n ó w odbiorcy nie ustosunkowali się do tego p o z y t y w ­
nie. Jeden z takich czterokolorowych d y w a n ó w w y ­
konanych przez S t a n i s ł a w a S k ł a d a n o w s k i e g o (ojca)
o rozmiarach 300 X 500 cm znaleziony został w Starej
Wsi, pow. W ę g r ó w , i n a s t ę p n i e odrobiony w nowej
szacie kolorystycznej przez D o m i n i k ę B u j n o w s k ą z
W ę g r o w a w r o k u 1952 (ryc. 2).
Dywany S k ł a d a n o w s k i c h kompozycyjnie są bardzo
proste; wzór s k ł a d a się z d w ó c h części, a mianowicie:
pola ś r o d k o w e g o i o b r a m i a j ą c e j je z czterech stron
bordiury. Czasem dodatkowym elementem są obrze­
żenia, z n a j d u j ą c e się po z e w n ę t r z n e j stronie bordiury
w formie dwukolorowej kostki, a ponadto jeszcze nie­
kiedy kilkucentymetrowe paski mocno zbitej tkaniny.
W y k o ń c z e n i e b r z e g ó w s t a n o w i ą frędzle,
biegnące
w z d ł u ż wszystkich k r a w ę d z i dywanu l u b t y l k o znaj­
d u j ą c e się przy jego węższych bokach.
Wzorów, k t ó r e obecnie stosują S k ł a d a n o w s c y w swych
wyrobach, jest niewiele. Liczba ich sięga zaledwie 10,
z czego p o ł o w a to m o t y w y służące do w y p e ł n i e n i a pól
ś r o d k o w y c h , p o ł o w a zaś u ż y w a n a jest do tkania bordiur. W e d ł u g informacji żyjących dziś S k ł a d a n o w s k i c h ,
te same wzory m i a ł s t o s o w a ć też i ich ojciec.
Wzory u ż y w a n e przez S k ł a d a n o w s k i c h do w y p e ł n i a n i a
pól ś r o d k o w y c h p o s i a d a j ą swe nazwy. S p o ś r ó d nich
najbardziej t y p o w y jest w z ó r „w k o ł a " zwany
też „ g w i a z d ą z pazurkami". Jest to rodzaj rozety;
składającej się z 4 z ę b a t y c h p ł a t k ó w , oddzielonych od
siebie „ p a z u r k a m i " w postaci j a k gdyby stylizowanej
palmy. Stosując o m ó w i o n y tu m o t y w tka się dywan
„w d w a k o ł a " (ryc. 3), b ą d ź „ w t r z y " (ryc. 4). Ze
względu na to, że szerokość d y w a n ó w jest mniej w i ę ­
cej jednakowa (około 150 cm), w pierwszym wypadku*
dodaje się b o g a t s z ą b o r d i u r ę , k t ó r e j szerokość r ó w n a
się prawie ś r e d n i c y „gwiazdy", w drugim wypadku

Składanowscy
z Wysz­
dwuosnowowych.

bordiura jest o p o ł o w ę węższa. W ś r ó d starych dywa­
n ó w wyszkowskich z d a r z a j ą się czasem tkane ,,w 4
koła" bez bordiury .
1

N a s t ę p n y m motywem u ż y w a n y m do w y p e ł n i a n i a
pól ś r o d k o w y c h są tak zwane przez S k ł a d a n o w s k i c h
..dębowe liście", s t a n o w i ą c e w rzeczywistości m o t y w
winorośli (ryc. 5), k t ó r y bez zmian stosowany jest w
tej rodzinie jakoby od k i l k u pokoleń. Odmienny cha­
rakter p o s i a d a j ą
dywany tkane „ w k r a t ę " (ryc. 7)
o u k o ś n y c h k w a d r a t o w y c h oknach, z k t ó r y c h k a ż d e
w y p e ł n i o n e jest przez cztery umieszczone na k r z y ż
k w i a t k i sześciopłatkowe. Na zasadzie u k o ś n e j k r a t y
zbudowane są r ó w n i e ż dwa dalsze wzory d y w a n ó w ,
mianowicie w z ó r „w ł a ń c u c h y " (ryc. 8) oraz w z ó r
„ p r u s k i " (ryc. 6), k t ó r y w e d ł u g w i a d o m o ś c i przekaza­
nych S k ł a d a n o w s k i m przez m a t k ę m i a ł b y ć przynie­
siony „z M a z u r ó w " .
Kompozycja ś r o d k o w a ujęta jest w Wąską r a m k ę
w postaci jednej (ryc. 4), d w ó c h (ryc. 6) lub trzech
(ryc. 5) l i n i i prostych, oddzielających pole w e w n ę t r z n e
od dekoracji k r a w ę d z i o w y c h . S p o ś r ó d w z o r ó w stoso­
wanych na b o r d i u r y najprostszy przedstawia ryc. 13:
s k ł a d a się on z połączonych n a r o ż a m i u k o ś n y c h k w a ­
d r a t ó w , biegnących między l i n i a m i prostymi. Pozo­
stałe trzy wzory k r a w ę d z i o w e zbudowane są na za­
sadzie l i n i i ł a m a n e j . W miejscach z a ł a m a n i a umiesz­
czone są abstrakcyjnie potraktowane m o t y w y r o ś l i n ­
ne (ryc. 9) lub geometryczne (ryc. 10, 11, 12). Ze w z g l ę ­
d ó w technicznych (zbijanie w ą t k u przy pomocy p ł o ­
chy), we wzorach
krawędziowych
powstaje często
pewna różnica p o w o d u j ą c a , że bordiura w z d ł u ż b o k ó w
dłuższych ma nieco inne proporcje niż ta, k t ó r a za­
myka boki krótsze, mimo że w obu wypadkach wzo­
ry zbudowane są w sposób identyczny (ryc. 5). Rza­
dziej zdarza się, by wzory k r a w ę d z i o w e zdobiące boki
dłuższe i k r ó t s z e d y w a n u różniły się m i ę d z y sobą w
kompozycji czy doborze m o t y w ó w .
Przypadek taki

1

D y w a n tego rodzaju posiada Apolonia Jaroszewska
z Orzechówki, pow. W ę g r ó w .

37

�przedstawia fotografia d y w a n u ze Starej Wsi (ryc. 15),
wykonanego w roku 1901 przez S t a n i s ł a w a S k ł a d a nowskiego (ojca). Z w y k l e w jednym z r o g ó w dywanu,
czy to na polu ś r o d k o w y m , czy na bordiurze, umieszr
czona jest data wykonania oraz monogram właściciela
(nigdy zaś wykonawcy).
Pracownia S k ł a d Ł n o w s k i c h obsługuje teren w sze­
rokim promieniu. Z a m ó w i e n i a o t r z y m u j ą
z Suwal­
szczyzny, z okolic Czyżewa k. Ostrowi Mazowieckiej
i zza Buga. Ostatnio z a m a w i a j ą u n i c h r ó w n i e ż wyszkowianie, a nawet ta część okolicznej ludności, k t ó r a
przeniosła się obecnie na Ziemie Odzyskane.
Tkanie dywanu dwuosnowowego jest p r a c ą ż m u d n ą
i p o c h ł a n i a j ą c ą wiele czasu. Dla p r z y k ł a d u należy po­
dać, że wykonanie jednego dywanu w dwa l u b trzy
,,koła z pazurkami" o wymiarach 1,5 X 2 m wymaga
jednego tygodnia pracy dla d w ó c h ludzi siedzących
przy warsztacie po 10 godzin dziennie. Obecnie ilość
z a m ó w i e ń na dywany dwuosnowowe p o w a ż n i e zmala­
ła, dawniej jednak było ich tyle, że pracownia z t r u ­
dem mogła z a m ó w i e n i o m podołać. Ś w i a d e c t w e m tego
jest informacja J u l i i Dziemianowskiej (ze Starej Wsi),
k t ó r a przed I w o j n ą ś w i a t o w ą m u s i a ł a czekać cały rok,
zanim S t a n i s ł a w S k ł a d a n o w s k i (ojciec) w y k o n a ł jej
trzy z a m ó w i o n e dywany.

Ryc. 2. Dywan dwuosnowowy
Bujnowską
(Węgrów)

33

W e d ł u g informacji
Składanowskich
poszczególne
wzory nie wszędzie b y w a j ą jednakowo lubiane. I tak
na p r z y k ł a d w z ó r „w k r a t ę " rozchodzi się najbardziej
w okolicy Ostrowi Mazowieckiej, „w koła z pazurka­
m i " popularny jest przede wszystkim na Kurpiach
w okolicy P u ł t u s k a , zaś wzór „w d ę b o w e liście" w
ogóle bywa mniej zamawiany, gdyż jest „ d r o b n y i za­
mazany", W m a ł e j ilości rozchodzi się r ó w n i e ż wzór
„pruski".
Produkcja warsztatu S k ł a d a n o w s k i c h , o g r a n i c z a j ą c a
się do stałego powtarzania k i l k u w z o r ó w odziedzi­
czonych po ojcu, posiada wszelkie cechy produkcji
rzemieślniczej. Charakteryzuje j ą wysoki poziom tech­
niczny wykonania przy r ó w n o c z e s n y m b r a k u inwencji
t w ó r c z e j . Jest zjawiskiem bardzo znamiennym, że ci
dwaj tkacze w ciągu swego pracowitego życia nigdy
nie usiłowali sięgnąć po nowe wzory i m o t y w y czy
bodaj w p r o w a d z i ć pewne zmiany w o b r ę b i e tego zes­
połu form, k t ó r y został i m przekazany w dziedzi­
ctwie.
W tkactwie dekoracyjnym często spotykamy
się
z t y m , że pewien m o t y w czy też cały w z ó r w ę d r u j e
z pracowni do pracowni i b y w a tam niemal bez zmian
stosowany. Spotykamy się z t y m z a r ó w n o w ś r ó d za­
wodowych tkaczy (np. na zachodnim Podlasiu), jak

— wzór „w gwiazdy z pazurkami" — skopiowany w 1952 roku przez D o m i n i k ę
ze starego dywanu tkanego przez Stanisława
Składanowskiego
(ojca).

�39

�Ryc. 5. Dywan dwuosnowowy — wzór

„w dębowe Uście" — wykonany przez braci
z Wyszkowa.

Składanowskich

�41

�Ryc. 9. Wzór krawędziowy

z dywanu dwuosnowowego, stosowany w pracowni Składanowskich

z

Wyszkowa.

�Ryc. 12. Wzór krawędziowy

i w ś r ó d kobiet wiejskich,
w sposób dorywczy.

z dywanu dwuosnowowego. stosoioany w pracowni

zajmujących

się tkactwem

Ciekawe w y n i k i daje p o r ó w n a n i e d y w a n ó w w y r a ­
bianych przez S k ł a d a n o w s k i c h z podobnymi t k a n i n a ­
m i , pochodzącymi z innych o ś r o d k ó w . Jak wiadomo,
zasięg dawnej i dzisiejszej produkcji d y w a n ó w d w u osncwowych na terenie Polski obejmuje Mazury (oko­
lice Ełka, Olecka, P i s z u , Grajewa), Podlasie zachod­
nie (pow. W ę g r ó w i Sokołów) i wschodnie (pow. Bielsk
z o ś r o d k a m i w Ciechanowie i B r a ń s k u ) oraz powiaty:
sokolski i augustowski. Geograficznie o ś r o d e k wysz­
kowski sąsiaduje najbliżej z pracowniami Podlasia
zachodniego, czynnymi jeszcze na p o c z ą t k u bieżącego
stulecia. W okresie, kiedy wyroby ojca S k ł a d a n o w 2

Konrad H a h m :
Jena—Berlin 1937.

Ostpreussische

Bauernteppiche.

z

Wyszkowa

skich rozchodziły się za Bug, na teren p o w i a t u w ę ­
growskiego i sokołowskiego, istniało t a m k i l k a pracow­
ni tkackich (w Kosowie, Toczyskach, Sokołowie Pod­
laskim) ,
k t ó r y c h produkcja b y ł a S k ł a d a n o w s k i e m u
n i e w ą t p l i w i e znana. Wyroby zachodnio-podlaskie, o
bardzo charakterystycznych wzorach geometrycznych
czy r o ś l i n n y c h , w najmniejszym nawet stopniu nie
oddziałały na pobliski ośrodek wyszkowski. N i e w ą t ­
pliwy natomiast związek zachodzi m i ę d z y n i e k t ó r y m i
wzorami stosowanymi przez S k ł a d a n o w s k i c h a t y m i ,
które w y s t ę p o w a ł y na starych tkaninach mazurskich.
Jednym z p r z y k ł a d ó w może tu b y ć w z ó r „w ł a ń c u c h y "
(ryc. 8), k t ó r y w formie niemal identycznej rozpozna­
jemy na fragmencie zniszczonego d y w a n u mazurskiego
3

4

3

2

Składanowskich

Roman Reinfuss: Sztuka ludowa Podlasia zachod­
niego. „Polska Sztuka L u d o w a " 1952 nr 4—5.
jw.
4

�Ryc. 15. Dywan dwuosnowowy wykonany przez Stanisława
Składanowskiego
(ojca) z Wyszkowa w 1901
roku. Wzór „w dębowe liście". Bordiura jak na ryc. 10 i 11.

44

�Ryc. 16. Mazurski dywan

dwuosnowowy.

(ryc. 16). Ten sam zasadniczo wzór, ale wzbogacony
o motyw k w i a t o w y , nieznany S k ł a d a n o w s k i e m u , w y stępuje r ó w n i e ż na i n n y m dywanie mazurskim z okolic E ł k u (ryc. 17).

Dalszych analogii dostarcza nam m o t y w „ d ę b o w y c h
liści". Na dywanie S k ł a d a n o w s k i c h m o t y w ten, k t ó r y ,
jak p o d k r e ś l o n o wyżej, przedstawia w istocie g a ł ą z k ę
winorośli, w y s t ę p u j e w d w ó c h wariantach p o w t a r z a j ą -

Ryc. 17. Mazurski dywan

dwuosnowowy.

45

�Ryc. 18. Fragment wzoru
krawędziowego
z mazurskiego dywanu dwuosnoioowego.

cych się na z m i a n ę w układzie szachownicowym (ryc.
5). Jeden wariant staaowi g a ł ą z k a w postaci listka
i schematycznie potraktowanego grona, drugi s k ł a d a
się z d w ó c h listków od siebie o d w r ó c o n y c h Ten ostat­
ni w ł a ś n i e m o t y w w formie bardzo zbliżonej spotyka­
my t a k ż e na starym, zniszczonym dywanie mazur­
skim (ryc. 14).
I n t e r e s u j ą c y c h analogii d o s t a r c z a j ą r ó w n i e ż motywy
k r a w ę d z i o w e . I tak na p r z y k ł a d w z ó r stosowany na
bordiurze przez S k ł a d a n o w s k i c h , złożony ze s t y k a j ą ­
cych się n a r o ż a m i k w a d r a t ó w (ryc. 13), czy jeden ze
w z o r ó w zygzakowatych (ryc. 12) z n a j d u j ą ścisłe o d ­
powiedniki na dywanach mazurskich (ryc. 18 i 22).
Do w z o r u bordiurowego przedstawionego na ryc. 11
zbliżony jest wzór w y s t ę p u j ą c y przy k r a w ę d z i d ł u ż ­
szej dywanu z okolic E ł k u (ryc. 19), wykonanego na
początku ubiegłego stulecia.
Szereg wskazanych wyżej zbieżności, zachodzących
między wzorami w s p ó ł c z e s n y c h d y w a n ó w dwuosnowowych produkowanych przez braci S k ł a d a n o w s k i c h
a w y s t ę p u j ą c y m i na dywanach mazurskich z k o ń c a
X V I I I i połowy X I X wieku, wskazuje na to, że przy­
najmniej część z a s o b ó w ornamentalnych, j a k i m i dy­
sponuje pracownia S k ł a d a n o w s k i c h , stanowi dziedzic­
two odleglejszej przeszłości przekazanej do naszych
czasów w formie prawie nie naruszonej. Jest z j a w i ­
skiem i n t e r e s u j ą c y m , że tak bezpośrednich analogii
między wzorami współczesnych t k a n i n dwuosnowowych a z a b y t k o w y m i tkaninami mazurskimi nie uda­
ło się dotychczas o d k r y ć ani na terenach s ą s i a d u j ą ­
cych z Mazurami (Augustowskie), ani w ś r ó d dwuosnowowych d y w a n ó w z p o w i a t u sokolskiego, mimo że one,
jak słusznie stwierdził w swej pracy A . Wojciechow­
ski, z a r ó w n o w ogólnej kompozycji, jak i w zakresie
m o t y w ó w ornamentalnych w s k a z u j ą na w y r a ź n e po­
w i ą z a n i a z d a w n y m tkactwem m a z u r s k i m . Wzory
t k a n i n sokolskich czy augustowskich nie p o s i a d a j ą j u ż
charakteru bezpośredniego dziedzictwa warsztatowego,
jakie obserwujemy p o r ó w n u j ą c poszczególne m o t y w y
S k ł a d a n o w s k i c h ze starymi w y r o b a m i mazurskimi.
5

s

Aleksander Wojciechowski: Dwuosnowowe t k a n i n y
białostockie. „Polska Sztuka Ludowa" 1950 nr 7—12.

46

Wzór określony przez S k ł a d a n o w s k i c h jako „ p r u s k i "
(ryc. 6) nie ma odpowiednika w znanych nam wzo­
rach d y w a n ó w mazurskich. Podobny schemat w y p e ł ­
nienia pola ś r o d k o w e g o spotykamy w jednym z d y ­
w a n ó w dwuosnowowych, z n a j d u j ą c y c h się w koście­
le w J a b ł o n n e j (pow. S o k o ł ó w Podlaski), gdzie jednak
poszczególne elementy t w o r z ą c e ornament s ą bez po­
r ó w n a n i a uboższe (ryc. 20) od tych, k t ó r e zdobią d y ­
wany S k ł a d a n o w s k i c h .
D w a pozostałe wzory z w i ą z a n e z p r o d u k c j ą wysz­
kowskiego o ś r o d k a tkackiego (wzór „ w k r a t ę " i „ w
k o ł a " czy „ w gwiazdy z pazurkami") nie p o s i a d a j ą
analogii ani w starych tkaninach mazurskich, ani w
znanych nam późniejszych wyrobach augustowskich,
sokolskich czy zachodnio-podlaskich. Z n a j ą c jednak
konserwatyzm, z j a k i m stare m o t y w y tkackie b y ł y
przez p r a c o w n i ę S k ł a d a n o w s k i c h z pokolenia na po­
kolenie przekazywane, m o ż e m y przypuszczać, że i te
wzory r ó w n i e ż
należeć
m o g ą do zasobu m o t y w ó w
starych.
A n a l i z u j ą c w y r o b y S k ł a d a n o w s k i c h na tle posiada­
nego m a t e r i a ł u p o r ó w n a w c z e g o , stwierdzić musimy, że
najwięcej b e z p o ś r e d n i c h p o w i ą z a ń łączy je z t k a n i n a ­
m i mazurskimi. Należy jednak podkreślić, że w zespole
wzorów stosowanych przez S k ł a d a n o w s k i c h znalazła
swe odbicie jedynie m a ł a cząstka m o t y w ó w znanych
nam z tkactwa mazurskiego. Szereg natomiast r o z w i ą ­
zań kompozycyjnych czy m o t y w ó w (jak chociażby m o ­
t y w y zoo- i antropomorficzne) w ogóle nie weszło do
inwentarza form dekoracyjnych, u ż y w a n y c h przez
o ś r o d e k wyszkowski. P r z y c z y n ą tego zjawiska jest
być m o ż e to, że w y r o b y mazurskie t w o r z ą dość roz­
legły wachlarz form, k t ó r y c h pochodzenie warsztatowe
jest najprawdopodobniej r ó ż n e . Nie w c h o d z ą c w szcze­
gółową analizę d y w a n ó w mazurskich, p r a g n ę jedynie
zwrócić u w a g ę na istnienie w ś r ó d nich d w ó c h grup,
różniących się od siebie wyrazem plastycznym. Do
jednej z grup, liczebnie mniejszej, n a l e ż ą
dywany
o d u ż y m bogactwie m o t y w ó w , niejednokrotnie r ó ż ­
niących się między sobą w szczegółach l u b w ogóle
nie p o w t a r z a j ą c y c h się, gęsto w y p e ł n i a j ą c y c h pole
ś r o d k o w e w sposób, k t ó r y na pierwszy rzut oka robi

�Ryc. 1&amp;. Fragment wzoru
krawędziowego
z mazurskiego dywanu dwuosnoviowego.

w r a ż e n i e u k ł a d u dość swobodnego, jeśli nie chaotycz­
nego (ryc 21).
Biegun przeciwny s t a n o w i ć b ę d ą
dywany grupy
drugiej, w k t ó r e j na plan pierwszy wybija się u k ł a d
wzoru, p o d p o r z ą d k o w a n y ściśle założeniom geome­

Ryc. 20. Dywan dwuosnowowy

trycznym, s k ł a d a j ą c y się z niewielkiej ilości powtarza­
j ą c y c h się e l e m e n t ó w (ryc. 22). D y w a n y pierwszej
grupy, z a r ó w n o ze w z g l ę d u na treść, j a k i f o r m ę oraz
u k ł a d m o t y w ó w dekoracyjnych, m o ż n a z a k l a s y f i k o w a ć
do kategorii w y r o b ó w ludowych, k t ó r y c h t w ó r c a m i

znaleziony w kościele

w Jabłonnej

(pow.

Sokołów

Podlaski).

47

�Ryc. 21. Mazurski dywan

były zapewne kobiety wiejskie, podobnie jak to ma
miejsce do dziś na terenie Augustowskiego czy Podla­
sia. Natomiast dywany grupy drugiej, o s w y m ubo­
gim, technicznie b e z b ł ę d n y m wzorze, o u k ł a d z i e zdy­
scyplinowanym aż do oschłości, robią w r a ż e n i e czegoś
obcego ludowej twórczości, p e ł n e j temperamentu, nie
uznającej monotonii i nudy. Być może, że wspomnia­
ne tu dywany grupy drugiej s t a n o w i ą pewnego rodzaju
odpowiednik zachodnio-podlaskich d y w a n ó w „ t k a c o w skich", wyrabianych przez zawodowych tkaczy.
Ce­
chą d y w a n ó w „tkacowskich", jeśli chodzi o wyroby
podlaskie, jest w ł a ś n i e rzemieślnicza doskonałość tech­
n i k i wyrobu, niewielka ilość stosowanych m o t y w ó w

48

dwuosnowowy.

i ich u k ł a d w y k l u c z a j ą c y w s z e l k ą dowolność i swobo­
dę kompozycji. Jeżeli w y s u n i ę t e wyżej przypuszczenie
o r z e m i e ś l n i c z y m pochodzeniu części d y w a n ó w mazur­
skich jest słuszne, m o g ł o b y to w pewnej mierze t ł u ­
maczyć, dlaczego w tej w ł a ś n i e grupie w z o r ó w znaj­
dujemy analogie dla w y r o b ó w o ś r o d k a wyszkowskiego.
Jest bowiem rzeczą z r o z u m i a ł ą , że do rzemieślniczych
w a r s z t a t ó w tkackich tego t y p u co warsztat S k ł a d a nowskich ł a t w i e j p r z e n i k a ł y wzory z innych pracowni
zawodowych tkaczy, niż z tkactwa wiejskiego, do k t ó ­
rego wyszkoleni r z e m i e ś l n i c y tkaccy odnoszą się w
sposób lekceważący. Opinie te p r z e d o s t a w a ł y się r ó w ­
nież do ś r o d o w i s k a wiejskiego p o w o d u j ą c , że dywany

�Ryc. 22. Mazurski

dywan

„ t k a c o w s k i e " b y ł y w y ż e j cenione od w y k o n y w a n y c h
przez tkaczki wiejskie. Te ostatnie często s t a r a ł y się
n a ś l a d o w a ć wyroby swych zawodowych k o n k u r e n t ó w ,
czym t ł u m a c z y ć należy p o d o b i e ń s t w o w i e l u m o t y w ó w ,

Ryc. 14, 15, 16, 18, 19, 21 i 22

reprodukowane

Fotografie

dwuosnowowy.

k t ó r e — j a k na p r z y k ł a d m o t y w w i n o r o ś l i czy szereg
wzorów
k r a w ę d z i o w y c h — z tkactwa zawodowego
p r z e n i k n ę ł y do produkcji
dwuosnowowych d y w a n ó w
włościańskich w Augustowskiem czy na Podlasiu.

są z pracy: Konrad
Jena—Berlin 1937.

i reprodukcje

wykonał

St.

Hahm,

Ostpreussische

Bauernteppiche.

Deptuszewtki.

49

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10638" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10616">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1d6758207a413eb38a7c542187171c82.pdf</src>
        <authentication>80fc15b5efa8f134e0f487c44fcb898c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126757">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4844</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126758">
                <text>1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126759">
                <text>obrzędy ludowe - wystawy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126760">
                <text>Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126761">
                <text>wystawy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4495</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126763">
                <text>Wystawa obrzędów ludowych w Muzeum Etnograficznym - Wrocław / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1969 t.23 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126764">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1969 t.23 z.1; s.63-69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126765">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126766">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126767">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126768">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126769">
                <text>П. 1. Fragment

ZofiaZCieśla-Reinfusso

ekspozycji.

wet

WYSTAWA OBRZĘDÓW LUDOWYCH W MUZEUM ETNOGRAFICZNYM-WROCŁAW
W następstwie w i e l k i e j akcji osiedleńczej, podjętej
przez państwo polskie po I I w o j n i e światowej na Zie­
miach Zachodnich, znalazła się t a m obok siebie ludność
pochodząca z różnych stron k r a j u a także repatriowana
z zagranicy, głównie zaś л terenów wschodnich. Osad­
nicy p r z y b y l i do swych nowych siedzib, niosąc spory
zasób tradycyjnej k u l t u r y ludowej. Początkowo była
ona dosyć w s t y d l i w i e u k r y w a n a , jednakże w trakcie
procesów integracyjnych zaczęła ujawniać się coraz
śmielej, tworząc grunt, na którym wyrastają nowe treści
k u l t u r o w e . Widoczne to jest głównie w dziedzinie zwy­
czajów i obrzędów l u d o w y c h wykazujących większą o d ­
porność wobec niwelujących postępów urbanizacji niż
np. zjawiska z zakresu k u l t u r y materialnej.
Dotychczas mało interesowano się t y m , co w zakre­
sie k u l t u r y tradycyjnej dzieje się u ludności przesied­
lonej na Ziemie Zachodnie i w j a k i e j mierze wykazuje
ona żywotność w nowych i t a k bardzo odmiennych od
dawnych w a r u n k a c h . Dlatego z dużym zadowoleniem
należy powitać inicjatywę Działu Etnograficznego M u ­
zeum Śląskiego we Wrocławiu, które do serii bardr.o
dobrze przygotowanych wystaw dodało ostatnio nową
pt. „Współczesna plastyka obrzędowa na w s i dolno­

śląskiej", będącą pierwszą z tego zakresu ekspozycją
zorganizowaną n a terenie Wrocławia.
Wystawa mieści się w czterech niedużych salach.
Pierwsza z nich poświęcona jest c y k l o w i zwyczajów
dorocznych począwszy od wiosennych poprzez letnie do
jesiennych (il. 1). Pewnym dodatkiem w t e j sali, mali)
zresztą uzasadnionym, są nieliczne r e k w i z y t y należące
dn obrzędów rodzinnych, którymi na wystawie jedynis
zamarkowano zwyczaje związane z weselem. Dalsze trzy
sale wypełnione są eksponatami odnoszącymi się do
obrzędów zimowych, związanych przede
wszystkim
z okresem świąt Bożego Narodzenia, od w i l i i do środy
popielcowej. Ta dysproporcja (1:3) w eksponowaniu
obrzędów wiosenno-letnio-jesiennych i zimowych spo­
wodowana była chyba t y m , że realizatorzy w y s t a w y
dysponowali nieporównanie większym zasobem r e k w i ­
zytów obrzędowych związanych ze zwyczajami zimo­
w y m i niż dotyczącymi innych pór r o k u .
Topienie „Marzanny" było niejako symbolem zakoń­
czenia zimy i p o w i t a n i a wiosny. T y m też zwyczajem
realizatorzy rozpoczynają pokaz r o k u obrzędowego. W y ­
eksponowano dwie różne „Marzanny" — jedną słomia­
ną, dzieło rąk dzieci z p o w i a t u zgorzeleckiego, drugą —

6*5

�3

II. 2. Szopka ze styropianu,
wyk. Władysław Łapa,
Wrocław. 11. 3. Szopka kulista, pow. Ząbkowice Śląskie.
II. 4. Szopka, pow. Kamienna
Góra. II. 5. Maska, pow.
Ząbkowice Śląskie.
2"

z białej m a t e r i i , wykonaną рггег osadnika z Rzeszow­
skiego.
Obok nich znajdują się wysokie palmy wielkanocne,
zrobione z wierzby, barwinka, bukszpanu, suchych t r a w
i kolorowych papierów przez przybyszów z różnych
stron Polski (np. z Krakowskiego, Rzeszowskiego czy
repatriantów z Polesia), oraz wiele palm wileńskich w y ­
konanych z nieśmiertelników, często bardzo barwnie
farbowanych, układanych ozdobnie, odznaczających się
wyjątkowym pięknem. I c h kolorystyczny w a l a - pod­
kreślają jeszcze siwaki, w których te palmy są umiesz­
czone.
Z wiosennymi zwyczajami silnie związane są p i s a n ­
k i , mające na wsi dolnośląskiej specjalne w a r u n k i nie
t y l k o bytowania, ale i rozwoju. Jest to dziś jedna
z żywszych gałęzi p l a s t y k i ludowej na tutejszym tere­
nie. Obok pisanek w y k o n a n y c h przez osadników z K r a ­
kowskiego (sic!) czy Rzeszowskiego znajdują się na w y ­
stawie pisanki zrobione przez repatriantów zza Bugs,
a nawet z rumuńskiej B u k o w i n y .
Ciekawe jest pieczywo obrzędowe związane ze świę­
tem Zwiastowania M a t k i Boskiej w dniu 25 marca. Są
to tzw. „busłowe łapy" (bocianie łapy) i „sierpy" r o ­
bione przez repatriantów z Polesia. Ofiarowują je r o ­
dzice s w y m dzieciom, przy czym „sierpy" dostają dziew­
częta, aby „dobrze pracowały" a chłopcy — „łapy bo­
cianie", aby b y l i płodni.

66

4

�5

'W niektórych wsiach dolnośląskich ?. okresem Wiel­
kanocy wiąże się zwyczaj ozdabiania izby pająkami ze
słomy i kolorowej bibuły, wieszanymi nad stołem. Przy­
kłady takich pająków znajdują się na wystawie.
Do letnich zwyczajów należy wicie wianków poświę­
canych w uktawę Bożego Ciała, które następnie zatyka
się w dach nad d r z w i a m i lub wiesza na ścianie, aby
w ten sposób uchremć domostwo przed burzami, poża­
r a m i i złymi duchami. Obok tych wianków na wystawie
znajduje się k i l k a bukietów /. ziół oraz kwiatów
z wetkniętymi j a m nami czy kolba k u k u r y d z y , której
uprawa coraz bardziej rozpowszechnia się na w s i dolno­
śląskiej, poświęcanych w dniu 15 sierpnia — na Matkę
Boską Zielną
Okres obrzędów letnich kończą dożynki. Wystawiono
k i l k a przykładów wieńców j a k : korony żniwne o czte­
rech lub ośmiu żeberkach, duże wieńce kopulaste ora*
płaskie koliste. Z tych ostatnich d w a są wyjątkowo pięk­
ne — jeden zrobiony z owsa, drugi z l n u , ozdobione
k o l o r o w y m i k w i a t a m i , wykonane przez repatriantów
z Polesia Akcentem kuiuiącym zwyczaje związane z l a ­
tem jest „przepiórka", zwana też „kozą" (jeśli wykonana
jest z żyta), symbol zakończenia żniw, pozostający nie­
kiedy na rżysku aż do jesiennych podorywek (il. 1).
C y k l zwyczajów dorocznych przerwany jest, j a k
wspomniano, eksponatami związanymi z weselem, gdyż
jak głosi napis: „Wesela wiejskie urządzane są n a j ­

częściej w okresie jesiennym...". Znajdujemy t u : rózri
weselne wykonane bądź z kolorowych kwiatów, pocho­
dzące z Jawiszowa pow. Kamienna Góra a zrobione
przez osadnika z pcw. Nowy Sącz, bądź z piór, pieczywo
weselne, czyli „korowaje". Na szczególną uwagę zasłu­
guje korowaj pięknie zdobiony wałeczkami z ciasta,
naklejonymi na wierzchu i przybrany dodatkowo zbo­
żem, sztucznymi k w i a t a m i itp., zrobiony przez r e p a t r i a n t kę z Polesia. Drugi, mniej „paradny", w y k o n a n y został
przez osndniczkę pochodzącą z Lubelskiego.
Окгеч zwyczajów zimowych zapoczątkowują na w y ­
stawie szopki. Zajmują one wąską salę, rodzaj korytarza,
a ustawione są na cokołach przy dłuższych ścianach sali.
Różnorodność f o r m jest duża. Obok najliczniej repre­
zentowanych na wystawie szopek trójwieżowych ( i l . 4)
spotykamy t u szopkę wyrzeźbioną г jednego kawałka
drewna przez repatrianta z Tarnopolskiego oraz szopkę
w formie k u l i wykonaną również przez osadnika z T a r ­
nopolskiego. Oblepiona jest ona kuioruwą bibułką.
Wewnątrz k u l i na kole obracanym korbką ustawione
są postacie, poruszające się dookoła żródla światła, znaj­
dującego się w samym środku k u l i . Kiedy światłu s&gt;Li;
pali, na powierzchni k u l i pojawiają się przesuwające
się w kolo cienie postaci (il. 3).
Szopki wieżowe są albo parterowe, albo d w u - , a na­
wet trójkondygnacjowe. Wykonane są z t e k t u r y albo
dykty bądź częściowo z drewna i t e k t u r y . Oblepione

67

�są k o l o r o w y m papierem l u b bibułą z bardzo małym
dodatkiem staniolu. Są one z reguły kukiełkowe a ze­
staw lalek szopkowych waha się w granicach od 10—20
postaci (11. 4). Kukiełki wykonane są zazwyczaj ręcznie
z drewna, często doskonałe w typie, co świadczy o zdol­
nościach rzeźbiarskich wytwórców. Najlepsze są zwykle
postacie Żydów, diabła, anioła, Heroda i śmierci.
Nowością jest zastosowanie przy budowie szopki n a j ­
nowocześniejszego sztucznego tworzywa, j a k i m jest sty­
ropian. Z tej białej p i a n k i zrobione są dwie szopki,
które nazwano „Pałacem Heroda" (il. 2). Są one w y ­
konane przez osadnika z Krakowskiego, zamieszkałego
obecnie w e Wrocławiu. Szopki te mają rzeczywiście
wygląd raczej b u d y n k u mieszkalnego — kamienicy k i l ­
kupiętrowej z ładnie rozwiązanym parterem-hallem,
w którym znajduje się sala tronowa Heroda. Zakończe­
nia wież zrobione są z żarówek elektrycznych pomalo­
wanych kolorowo.
Ciekawie rozwiązana jest na wystawie sala z obrzę­
d o w y m i maszkarami. Ściany pomalowane na granatowo
i nikłe światło wywołują wrażenie wieczoru czy gwiaź­
dzistej nocy, w czasie której po wsiach chodzą „Herody",
grupy kolędników z „kozą" l u b „turoniem". Zespół t a k i
zatrzymuje się pod domem i kolędując czeka na zapro­
szenie do wnętrza. Ten moment właśnie został przez
realizatorów wystawy uchwycony i wykorzystany w
ekspozycji (il. 6). Maszkary w postaci t u r o n i , kóz, „krów"
i t d . (il. 7, 8) umieszczone zostały za płotem, którego

ił. 6. Fragment
6

68

ekspozycji.

II. ?. Koza,

b r a m k a jest otwarta i wchodzi przez nią śmierć, anioł,
diabeł i Żyd.
Na przeciwległej ścianie znajduje się sześć różnej
wielkości gwiazd, prawie wszystkie sześciDpromienne,
zrobione z kolorowego papieru na drewnianych stela­
żach. Ozdobione są one w y c i n a n k a m i . Gwiazdy są prze­
ważnie dziełem osadników z Krakowskiego.
Umieszczony w pobliżu napis informuje, że: „Zwy­
czaj kolędowania z gwiazdą jest na w s i dolnośląskiej
p r a k t y k o w a n y przez osadników z Krakowskiego, Rze­
szowskiego oraz repatriantów z Polesia. Kolędnicy cho­
dzą z gwiazdą od domu do domu w okresie od św.
Szczepana do Trzech Króli, niekiedy w towarzystwie
Dsób przebranych w m a s k i (il. 5) t u r o n i a czy kozy".
Ostatnia sala jest pod względem ekspozycyjnym n a j ­
słabsza. Zgromadzono w niej na niezbyt dużej przestrze­
ni mnóstwo rekwizytów i maszkar związanych z obrzę­
dami świąt Bożego Narodzenia. Są t a m trzej rycerze
na koniach, dwie kobyłki z chłopcami, dziad w i g i l i j n y
i t d . Składa się to na całość mało przejrzystą i mało
zwartą, przytłaczającą ilością nagromadzonych ekspo­
natów, mających jednak dużą wartość etnograficzną.
Wystawę uzupełniają liczne fotogramy, wykonane
z niesłychanym smakiem artystycznym i doskonałe pod
względem technicznym. Do t a k i c h należy np. m a l o w a ­
nie pisanek, gdzie ogromnie sugestywnie została wydo-«
byta ręka malująca jajko. Czasem fotogram użyty jest
jako tło dla eksponatu, j a k np. przy „przepiórce", po­

pow. Trzebnica.

II. 8. Koza,

pow.

Wołów

�S

7

kazanej na „żywo" i zestawionej z fotogramem przed­
stawiającym tę samą przepiórkę na rozległym rżysku.
Pewne zastrzeżenia budzić może jedynie sposób w y ­
stawienia pisanek. Zostały one ułożone nie według tech­
nik czy wzorów, ale według zestawień kolorystycznych,
co stwarza mieszankę równie przypadkową j a k skład
ludności poszczególnych w s i dolnośląskich.
Wystawa, według słów autora wstępu do katalogu
dyr. dra Leszka I t m a n n a , miała jako podstawowy cel
pokazanie ludowej twórczości artystycznej Dolnego Ślą­
ska związanej z obrzędowością doroczną i zwyczajami
rodzinnymi. Cel ten zrealizowany został t y l k o częściowo
wobec znacznej przewagi eksponatów z zakresu zwy­
czajów dorocznych. Wystawa ukazała zdumiewające bo­
gactwo i żywotność, z jaką zwyczaje doroczne u t r z y ­
mują się na w s i dolnośląskiej.
Wydany z okazji wystawy przewodnik, opracowany
przez mgr M a r i e Golubkow, jest raczej
poszerzonym
komentarzem obejmującym całokształt obrzędów l u d o ­

Fot. Jan

wych na Dolnym Śląsku bez względu na to, czy były
one przez odpowiednie eksponaty reprezentowane na
wystawie. Słabą stroną katalogu są niezbyt precyzyjne
określenia miejsca pochodzenia osadników. Wyrażenie
z „Krakowskiego" może oznaczać zarówno całe w o j e ­
wództwo krakowskie, jak też teren zamieszkiwany przez
etnograficzne) grupę Krakowiaków. W rezultacie nie
wiemy, czy osadnik „z Krakowskiego" to chłop rzeczy­
wiście od K r a k o w a , czy podhalański Góral, względnie
Łemko z powiatu nowosądeckiego, a określeń t y p u „Kra­
kowskie", „Lubelskie", „Rzeszowskie" jest t a k w kata­
logu jak i na wystawie dużo.
Drobne uwagi krytyczne, jakie nasuwają się przy
zwiedzaniu wystawy i przeglądu „Przewodnika", nie
umniejszają w niczym zasług organizatorów, którzy
przygotowali wystawę dobrą i dali j e j interesującą opra­
wo plastyczną. Zebrane eksponaty, nie wyciągnięte z l a ­
musa muzealnego, lecz przywiezione bezpośrednio z te­
renu, zachwycają swoją świeżością i barwnością.

Swiderski.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10715" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10693">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b911ed4a7d5bb4675754e6e2b39260f9.pdf</src>
        <authentication>19374afc48de546335cd5826c7452f64</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127760">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3483</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127761">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3265</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127763">
                <text>Aleksandra Polańska-Hryńczuk, pisankarka łemkowska / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127764">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.227-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127765">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127766">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127767">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127768">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127769">
                <text>Zofia Cieśla - Reinfussowa

ALEKSANDRA POLAŃSKA-HRYŃCZUK, PISANKARKA ŁEMKOWSKA

Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k
( i l . 1) pochodzi
z rodziny łemkowskiej. Wedle t r a d y c j i P o l a ń s c y b y l i
nobilitowani i pieczętowali się herbem w postaci n i e d ź ­
wiedziej łapy. Polańscy w Ł a b o w e j b y l i n a j z a m o ż n i e j si. Początkowo ojciec Aleksandry p o s i a d a ł ponad 130
ha ziemi i lasu, młyn, tartak, co w sumie s t a n o w i ł o
równoważnik niezłego f o l w a r k u . P ó ź n i e j
konieczność
spłacania cudzych weksli s p o w o d o w a ł a , że m a j ą t e k
zmniejszył się znacznie, w y s t a r c z y ł o go jednak na tyle,
aby dać dzieciom w y k s z t a ł c e n i e , o k t ó r y m nie mógł
marzyć przeciętny góral ł e m k o w s k i .
Aleksandra urodziła się 11 stycznia 1911 r. we w s i
Łabowa położonej koło Nowego Sącza. B y ł a d z i e s i ą ­
tym dzieckiem w rodzinie, a po niej p r z y b y ł o jeszcze
dwóch braci. Od d z i e c i ń s t w a żyła życiem
dziecka
wiejskiego. Ojciec jej z a t r u d n i a ł w gospodarstwie na­
jemnych p r a c o w n i k ó w , m ę ż c z y z n i kobiety. Pochodzili
oni z Łabowej w z g l ę d n i e z n a j b l i ż s z y c h wsi ł e m k o w ­
skich. Nosili jeszcze w ó w c z a s stroje ludowe, m i e l i bo­
gaty folklor w y r a ż a j ą c y się w muzyce, ś p i e w i e i t a ń ­
cu; wszystko to w p o ł ą c z e n i u z w s p a n i a ł ą p r z y r o d ą
Beskidu Krynickiego
kształtowało psychikę
dziecka
wrażliwego na wszelkie przejawy p i ę k n a i sztuki. Do
dziś pamięta chodzenie „ w pole" z jedzeniem dla k o ­
siarzy czy żniwiarzy, j a z d ę wozem, konno, na baranie,
opowiadania starych kobiet, z n a j ą c y c h m n ó s t w o legend
łemkowskich. Przeszłość p o z o s t a w i ł a niezatarty
ślad
w jej pamięci. „Dziś r o b i ą c pisanki p r z e ż y w a m s a m ą
siebie — mówi — od rozkosznego d z i e c i ń s t w a przy pa­
sieniu krów, ogniskach i w ę d r ó w k a c h z p r z y j a c i ó ł m i
wśród pól i łąk ukwieconych, poprzez losy późniejszego
wieku aż do o k r u c i e ń s t w ostatniej wojny".
To dziecko wsi z t r u d e m znosiło rygor szkolny.
W Łabowej chodziła do pierwszej i drugiej klasy szko­
ły podstawowej, n a s t ę p n i e posłali ją rodzice do Nowego
Sącza, gdzie m i e s z k a ł a jej babka — nauczycielka. Ale
tęskniła za wsią, z Nowego Sącza u c i e k a ł a gdy się
tylko dało: „do siebie, do domu, na wieś, do Ł a b o w e j ,
do mojego raju, tam z n a j d y w a ł a m to wszystko co mnie
cieszyło i d a w a ł o tyle w s p a n i a ł y c h p r z e ż y ć " . B y ł a
wątła, często z a p a d a ł a na zdrowiu, w y m a g a ł a w i ę k s z e j
opieki, t y m bardziej, że przed jej urodzeniem j u ż
czworo r o d z e ń s t w a u m a r ł o na gruźlicę. S t ą d chyba
wynikała jej, widoczna w p ó ź n i e j s z y c h latach, n i e c h ę ć
do wspólnych zabaw, brania u d z i a ł u w t ł u m n y c h we­
selach, chrzcinach czy „ w e c z y r k a c h " . B a ł a się zaduchu,
który jej szkodził. U w i e l b i a ł a natomiast wszelkie w y ­
cieczki np. na H a l ę Ł a b o w s k ą czy J a w o r y n ę .
Ukończyła z d o s k o n a ł y m i w y n i k a m i
seminarium
nauczycielskie, a nawet została wpisana do szkolnej
„złotej księgi". M i a ł a wiele p l a n ó w ż y c i o w y c h nie da­
jących się z r e a l i z o w a ć z powodu choroby m a t k i i za­
jęć z w i ą z a n y c h z gospodarstwem w Ł a b o w e j , k t ó r e m i ­
mo, że po śmierci ojca zostało znacznie okrojone i tak
wymagało wiele pracy. Razem ze s t a r s z ą siostrą He­
leną, m a j ą c ą u k o ń c z o n ą Wyższą S z k o ł ę H a n d l o w ą w

Krakowie, p o s t a n o w i ł a p r o w a d z i ć pensjonat w K r y n i ­
cy. W t y m celu Aleksandra, aby z a p o z n a ć się z no­
woczesnym hotelarstwem, w y j e c h a ł a do Wiednia w r.
1938. „ P o d w ó c h m i e s i ą c a c h pobytu p o c z u ł a m się źle
i z a c z ę ł a m c h o r o w a ć . Lekarz s k i e r o w a ł mnie do sana­
t o r i u m w g ó r a c h na leczenie (...) Było t a m w Alpach
(3000 m n.p.m) p i ę k n i e , a ja leżąc i w e r a n d u j ą c m y ś l a ­
ł a m o Ł a b o w e j , m a r z y ł a m o powrocie do wsi. Stwier­
dziłam, że n a j ł a d n i e j jest w Ł a b o w e j w lesie nad po­
tokiem". N i e d ł u g o potem w r ó c i ł a „bo to czas b y ł nie­
pewny, b u r z l i w y a przy t y m matka i brat ciężko za­
chorowali".
1-go w r z e ś n i a 1939 r. Aleksandra wraz z wieloma
Ł e m k a m i została aresztowana i przewieziona do Berezy
Kartuskiej, s k ą d ją po paru tygodniach zwolniono.
W n a s t ę p n y m r o k u w y s z ł a za m ą ż za Bohdana H r y ń czuka, i n ż y n i e r a — leśnika. U niego w n a d l e ś n i c t w i e
Sietnica koło Gorlic p r z e b y w a ł a całą okupację. Tam
urodziła dwoje dzieci, c ó r k ę K s e n i ę i syna Borysa.

2 2 7

�Po zakończeniu w o j n y Aleksandra z całą r o d z i n ą
wraca do Ł a b o w e j , a w r. 1947 osiedlają się w oko­
licach Lubina, w Chojnowie, gdzie m ą ż jej dostał
p r a c ę ' w n a d l e ś n i c t w i e . Po u k o ń c z e n i u przez dzieci
szkoły podstawowej i liceum p r z e n o s z ą się wszyscy
w 1959 r. do W r o c ł a w i a i t u do dziś m i e s z k a j ą . C ó r k a
Ksenia jako dr pedagogiki zatrudniona jest na U n i ­
wersytecie i m . B , Bieruta we W r o c ł a w i u , syn Borys
ukończył A k a d e m i ę Rolniczą i pracuje w L a s k o w i ­
cach koło W r o c ł a w i a .
Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k przez całe swoje
życie „ c i a p a ł a " (jak m ó w i l i Ł e m k o w i e w Ł a b o w e j ) p i ­
sanki. Wykonuje je t e c h n i k ą w o s k o w ą b a t i k o w ą , po­
legającą na t y m , że na u m y t ą , starannie oczyszczoną
oraz lekko p o d g r z a n ą p o w i e r z c h n i ę jaja n a k ł a d a roz­
topiony wosk, s p ł y w a j ą c y z główki szpilki, w b i t e j na
koniec patyczka, p r z y p o m i n a j ą c e g o k s z t a ł t e m ołówek.
Rysunek zrobiony przy pomocy szpilki s k ł a d a
się
z charakterystycznych przecinkowatych k l e k s ó w , k t ó r e
są w e d ł u g Aleksandry „ t a k i e kropelkowe" i one w ł a ś ­
nie s t a n o w i ą p o d s t a w ę wszystkich w z o r ó w i m o t y w ó w
pisankarki. Nie stosuje nigdy „ p i s a k a " , ani nie w y ­
skrobuje w z o r u , bo j a k twierdzi „chcę z a c h o w a ć t r a ­
dycyjną t e c h n i k ę ł e m k o w s k ą , a zresztą wzory roślinne,
jakie p r z e w a ż n i e robię, daleko ł a d n i e j w y g l ą d a j ą w y ­
konane szpilką". Zamiast szpilki może też u ż y w a ć od­
powiedniej wielkości gwoździków, a nawet w czasie
okupacji zdarzyło jej się „ c i a p a ć " pisanki z b r a k u szpi­
lek drutami z parasola. „W starych parasolach d r u t y
b y ł y o m a l e ń k i c h g ł ó w k a c h i z u p e ł n i e dobrze m i słu­
żyły". Proste kreski „nie te kropelkowe" też robione
są szpilką. „ J e s t to z u p e ł n i e proste, zaczynam od k r o ­
pelki nałożonej d w u k r o t n i e woskiem, potem nagrze­
w a m t r o c h ę szpilkę nad ś w i e c ą i p r o w a d z ę k r e s k ę
od ś r o d k a nawoskowanej k r o p k i . W ten sposób m o ż n a
w y c i ą g n ą ć tak c i e n i u t k ą k r e s k ę j a k ą się chce, a cza­
sem to ledwie w i d o c z n ą . Trzeba mieć t y l k o odpo­
wiednie szpilki". Pisankarka ma szpilki o r ó ż n e j w i e l ­
kości główek. „Ileż to szpilek n a p s u j ę zanim w y p i ł u j ę
t a k ą c i e n i u t k ą o m a l u t k i e j główce, ale takiej, żeby
dobrze z niej s p ł y w a ł wosk". O te szpilki dba ogrom­
nie, a j a k p r z y c h o d z ą amatorzy, p r a g n ą c y się uczyć
„ p i s a ć " albo wnukowie, to „ p r ę d k o chowam t a k ą szpil­
kę, aby nie zepsuła się, d a j ę inne, k t ó r y m i m o g ą ro­
bić".
1

„ K o n i u s z e k tej cieniutkiej szpilki trzeba m a c z a ć
r ó w n o m i e r n i e aby rysunek b y ł delikatny, a p o n i e w a ż
wosk l u b i o d p a d a ć dlatego trzeba p i s a n k ę z f a r b ą nie­
co p o d g r z a ć , jednak tak u m i e j ę t n i e , żeby nie ścięło się
w e w n ą t r z jaja białko, bo nie m o ż n a b y w y d m u c h a ć " .
H r y ń c z u k posługuje się najczęściej dwoma szpilkami,
przy czym jej zdaniem g r u b o ś ć n a ł o ż e n i a wosku za­
leży nie t y l k o od główki szpilki, ale t a k ż e od jej na­
grzania oraz od głębokości zanurzenia w wosku. Tech­
nika stosowana przez n i ą obecnie jest ta sama, jakiej
n a u c z y ł a się b ę d ą c jeszcze dzieckiem. Oto jak opowia­
da o swoich pierwszych p r ó b a c h pisankarskich: „To
było gdzieś m i ę d z y 5 a 6 r o k i e m życia. Nie u m i a ł a m
jeszcze pisać na tabliczce rysikiem a j u ż c i a p a ł a m p i ­
sanki. W W i e l k i m Tygodniu mamusia n a g o t o w a ł a duży
garnek j a j . Wosk d o s t a l i ś m y od s ą s i a d ó w , p o s i a d a j ą ­
cych pasieki. Szpilki m o ż n a było k u p i ć u Ż y d ó w Tcia
i F u l i , k t ó r z y w swoich m a l u t k i c h sklepikach w Ł a b o ­
wej m i e l i wszystko. P u d e ł k o na wosk — to wieczko
z p u d e ł k a od pasty do obuwia. N a k ł a d a l i ś m y wosk do
p u d e ł e k , s t a w i a l i ś m y je na skraju dobrze ciepłej k u c h ­
ni i kiedy wosk się już odpowiednio n a g r z a ł macza­
liśmy g ł ó w k ę nabitej na patyk szpilki w wosku i ten
trzeba było szybko p r z e n i e ś ć na jajo. Starszej siostrze
u d a w a ł o się to, chociaż robione przez n i ą kreski nie

228

m i a ł y r ó w n e j długości ani r ó w n y c h odstępów. Mnie
natomiast wosk p r ę d k o o s t y g a ł na szpilce i kiedy na- Ł
k ł a d a ł a m na jajo natychmiast o d l a t y w a ł albo w ogóle f
nie chciał się przyczepić. B r a t młodszy i ja byliśmy I
za m a l i i niewygodnie nam było sięgać na wysoką
k u c h n i ę , więc p r z y s t a w i a l i ś m y sobie do kuchni ma- I
lutkie stołeczki, wtedy już m i lepiej szło, ale brat i tak I
w k r ó t c e o d p a d ł . Jak już w z ó r był zrobiony trzeba j
b y ł o jajo włożyć do słoika do farby, a po ubarwieniu
wosk się ścierało".
Obecnie, kiedy nie ma dawnych pieców kuchen­
nych, warsztat p i s a n k a r k i m u s i a ł ulec zmianie. „Na
gazie nie da się robić", wobec czego nalewa wosk do .
kieliszka, daje knot b a w e ł n i a n y i r o b i świecę, „która
dużo więcej spala wosku niż tego potrzeba. Wosk w
ś w i e c y r ó w n i e ż inaczej się rozgrzewa niż w naczyniu !
na blasze kuchennej, nie jest przez to tak ekonomicz- I
ny j a k dawniej, niepotrzebnie się go tyle marnuje j
przy stale p ł o n ą c e j ś w i e c y " . Kiedy wosk się nadtopi j
H r y ń c z u k lekko nagrzewa szpilkę (tylko „ t a k prze- \
l a t u j ę nad p ł o m i e n i e m " ) , zanurza w wosku i prędko ,
n a k ł a d a na jajo. Pisankarka p r ó b o w a ł a też używać i
świec z w y k ł y c h , ale w e d ł u g niej wosk ma lepszą przylepność i nie odpada. Czasem u d a ł o jej się dostać
świece, k t ó r e nie kopciły, a po n a ł o ż e n i u b y ł y przej­
rzyste i kolor wzoru był czysty. „ T a k to ł a d n i e i ory­
ginalnie w y g l ą d a ł o , że na k i l k u «jasnych b a b a c h » nie j
s t a r ł a m świecy z pisanki a «baby» zrobiły się jak §
haftowane".
Po c a ł k o w i t y m zrobieniu pisanki usuwa wosk na
gorąco, co w e d ł u g jej o p i n i i ma k o n s e r w o w a ć farbę 1
i u t r w a l a ć ją. Nie stosuje j a k n i e g d y ś skrobania, po­
n i e w a ż przy skrobaniu „ n i e j e d n o k r o t n i e niszczyło się
w z ó r na pisance". Obecne zdejmowanie wosku to długa
procedura i cała wiedza. Odbywa się to w następujący
sposób: „ P o zrobieniu w y d m u s z k i d a j ę na gaz (bar­
dzo m a ł y ) p ł y t k ę b l a s z a n ą i nagrzewam tak pisankę i
aż wosk się r o z m i ę k c z y i nadtopi (parzy ogromnie &lt;i\
w ręce) wtedy b i o r ę t a m p o n i k z ligniny, nagrzewam go
też, ale momencik, na blasze i ś c i e r a m kawałeczek I
wosku z pisanki, znowu nagrzewam p i s a n k ę i ligninę
i z n ó w ś c i e r a m n a s t ę p n y k a w a ł e c z e k i tak już do
końca".
Dawniej „ p i s a ł a " artystka, j a k to było w powszech­
n y m zwyczaju, na jajach gotowanych na twardo, obec­
nie robi to najczęściej na ś w i e ż y c h jajach, a następnie
po ufarbowaniu robi wydmuszki. U w a ż a , że wydmusz­
k i są lepsze, bo „ n i e p s u j ą się, nie z a t r a c a j ą barwy,
a ponadto, jeśli pisanka się nie uda to w ó w c z a s idzie
na p a t e l n i ę " . Nie k a ż d e jajo, j a k twierdzi artystka,
nadaje się do zrobienia pisanki. „ R ó ż n e są jaja tak
co do k s z t a ł t u , koloru j a k i powierzchni samej sko­
r u p k i . Ja już przy m y c i u j a j czuję, k t ó r e skorupki
b ę d ą dobrze ł a p a ł y wosk. Są jaja tak n i e r ó w n e owal­
nie, że ż a d e n w z ó r na nich nie wyjdzie, a czasem po­
w i e r z c h n i ę m a j ą tak g r u z e ł k o w a t ą , że są zupełnie nie
do użycia". W z w i ą z k u z t y m pisankarka ma zawsze
wiele k ł o p o t u z doborem odpowiednich j a j . Kiedy je
kupuje nie zawsze p o z w a l a j ą jej p r z e b i e r a ć i wybier a ć odpowiednie sztuki. Czasem nawet spotykają ją
p r z y k r o ś c i . „Najczęściej k u p u j ę b i a ł e jaja o ładnym
kształcie, choć i z t y c h d u ż o przy pracy odpada".
Do malowania jaj u ż y w a obecnie Aleksandra Hryń­
czuk r ó ż n e g o rodzaju farb. Stosuje, j a k dawniej, barw­
n i k i naturalne oraz chemiczne, kupowane w sklepach
gospodarczych (farby do barwienia tkanin, drewna
czy papieru). M a r ó w n i e ż farby zagraniczne, ale te
nie o d p o w i a d a j ą zbytnio pisankarce, bo „nie nakła­
d a j ą się dobrze na siebie. Ja l u b i ę robić pisanki poje­
dynczo k u w ł a s n e j uciesze w k ł a d a j ą c kilkakrotnie do

I

�różnych farb, ale one mieszają się i kolory się psują.
Pisanka nie wychodzi. Nasze kupne farby są znacznie
lepsze, mimo, że gatunkowo obecne są daleko gorsze
od tych, które p a m i ę t a m z dawnych lat". Przypomina
sobie również pisankarka jarmarki, jakie o d b y w a ł y się
w Łabowej co drugi czwartek. Przed ś w i ę t a m i w i e l ­
kanocnymi można było na nich k u p i ć w kramach
szpilki z dużymi główkami, specjalnymi do robienia
pisanek oraz farby do ich barwienia.
Kiedy H r y ń c z u k zaczynała swoją k a r i e r ę pisankarską jako 5-letnia dziewczynka „był to czas w o j n y
(I-sza wojna światowa — ZR) i k u p n ą f a r b ę nie zaw­
sze można było dostać. Z r e s z t ą starzy ludzie nigdy
nie kupowali farb. U ż y w a l i w y w a r u z ł u s e k cebuli,
suszonych borówek (jagód), « g a r b u z kory», b r a l i na­
wet opakowania z cykorii, k t ó r e d a w a ł y kolor czer­
wony, 'kolorową bibułkę lub kopiowy ołówek. „ C e b u l ę
same przyrządzałyśmy, ale f a r b ę z k o r y p r z y n o s i ł a
nam gotową Judija K o n k o l z Potoka. Ona też n a u c z y ł a
nas jak uzyskać zielony b a r w n i k z żyta. M y ś m y goto­
wały z siostrą oziminę razem z j a j a m i lecz jaja w y ­
chodziły jasno-brudnawo-zielone. Judija k a z a ł a narn
oziminę tłuc w stępie, w y c i s n ą ć sok i w n i m t r z y m a ć
jaja. Skorupki na jajach m u s z ą b y ć bardziej wapien­
ne, gdyż lepiej biorą f a r b ę " . Judija s p o r z ą d z a ł a też
farbę b r u d n a w o - c z e r w o n ą , ale H r y ń c z u k już nie p r z y ­
pomina sobie z czego ją o t r z y m y w a ł a , „a m o ż e też nie
zdradziła?".
Nasza pisankarka dzisiaj też u ż y w a n a t u r a l n y c h
barwników, k t ó r e sama przygotowuje. Do nich n a l e ż ą :
łuski z cebuli, suszone b o r ó w k i , kora d ę b o w a i olszy­
nowa, ozimina. Z m ł o d y c h g a ł ą z e k olszyny ściąga korę,

n a s t ę p n i e ją suszy, potem w k ł a d a do słoików i zalewa
ciepłą w o d ą . Do jednego słoika dodaje jeszcze drobne,
żelazne gwoździki. Po k i l k u dniach tam, gdzie są
gwoździe farba ma kolor b r ą z o w o - c z a r n y , a tam gdzie
ich nie było — żółty. Podobnie p o s t ę p u j e z k o r ą d ę ­
b o w ą i wtedy dostaje b a r w ę ciemną, b r ą z o w ą a na­
wet prawie c z a r n ą . Z suszonych b o r ó w e k przez do­
danie ciepłej wody powstaje kolor od niebiesko-sta1 owego do granatu, co zależy od ilości zawartych w
wodzie jagód. Zielony kolor, j a k to już wyżej było
wspomniane, otrzymuje się z oziminy. P o n i e w a ż H r y ń ­
czuk mieszka stale we W r o c ł a w i u i o oziminę jest
trudno, w y b r n ę ł a z tej sytuacji w ten sposób, że w
swoim o g r ó d k u koło domu p r z e z n a c z y ł a poletko na po­
midory, a na n i m jako przedplon zasiała żyto. „Teraz
zieleni się i b ę d ę m i a ł a odpowiedni b a r w n i k do p i ­
sanek wielkanocnych, potem zetnie się oziminę i za­
sadzi pomidory". Z ł u p i n z cebuli można o t r z y m a ć
całą g a m ę odcieni od żółtej do b r ą z u , co zależy nie
t y l k o od ilości łusek, ale też i od długości czasu mo­
czenia, wreszcie i od samej skorupki jaja. W t y m roku
(1980) p r z y j e c h a ł a w odwiedziny do Aleksandry znacz­
nie od niej starsza krewna, pochodząca t a k ż e z Ł a b o ­
wej, k t ó r a p r z y p o m n i a ł a pisankarce, że pisanki farbo­
wano jeszcze w w y w a r z e z czarnego bzu, którego ko­
biety u ż y w a ł y też do barwienia lnianego płótna. Pa­
m i ę t a też, że starsze kobiety w Ł a b o w e j f a r b o w a ł y
pisanki na czerwono sokiem z ziela. Nazywano je „ n e d w i d " (?). W zasadzie jednak taka d u ż a ilość barw­
n i k ó w nie jest konieczna, „ m a j ą c kolor żółty, zielony
i czerwony w y d o b y w a m o l b r z y m i ą g a m ę kolorów i od­
cieni".

I I . 2. Fragm. listu pisankarki do autorki a r t y k u ł u o w y k o n y w a n i u

wzoru

pisanki.

229

�7

I I . 3. Podział r ó w n i k o w y . I I . 4. P o d z i a ł p o ł u d n i k o w y , w z ó r „ K s e ń k a " . I I . 5. P o d z i a ł r ó w n i k o w o - p o ł u d n i k o w y , wzór
„ k r z y ż e " . I I . 6. „Wiosna". I I . 7. „Słoneczko". I I . 8. „Słoneczko i sosenka".

Najdawniejsze, tradycyjne pisanki ł e m k o w s k i e , j a ­
kie z a p a m i ę t a ł a H r y ń c z u k , m i a ł y zawsze b i a ł y w z ó r
na kolorowym tle. B y ł y one powszechne nie t y l k o
w Ł a b o w e j , ale na całej Ł e m k o w s z c z y ź n i e . A b y za­
c h o w a ć t r a d y c j ę w y k o n u j e je H r y ń c z u k do dziś dnia,
stosując do ich farbowania prawie w y ł ą c z n i e b a r w n i k i
naturalne. „ Z a w s z e l u b i ł a m te dawne pisanki, k t ó r e
p r z e p i ę k n i e w y g l ą d a j ą w misach glinianych czy d r e w ­
nianych na stole ś w i ą t e c z n y m " . Po 1 wojnie ś w i a t o w e j
pisanki malowano trzema kolorami, później wieloma.
Zdaniem pisankarki „ k o l o r y szły od wschodu". Obec­
nie H r y ń c z u k wykonuje pisanki w 5—6 kolorach, ale
ma i takie, k t ó r e są w 7, 8 a nawet 10 barwach, na­
turalnie, jeśli się będzie liczyć r ó w n i e ż r ó ż n e odcienie
jednego koloru. Przy robieniu pisanek starannie dobie­
ra barwy, żeby „ g r a ł y ze sobą". Jeżeli przypadkowo
j a k i ś kolor nie wypadnie tak j a k sobie życzyła to
„ p o d p i e r a go i n n ą b a r w ą " tzn. w k ł a d a jajo do odpo­
wiedniej farby, k t ó r a poprawia kolor poprzedni.
Pokrywanie jaj w i e l o b a r w n y m i
zdobinami otrzy­
muje się przez kolejne zanurzanie jaj w coraz to ciem­
niejszej farbie. Bardzo w a ż n e jest j a k skorupka p r z y j ­
mie f a r b ę , bo od tego zależy całe p i ę k n o pisanki. P i sankarka przypomina sobie, że k i e d y ś z d a r z y ł o jej

230

się tak, że na 10 ugotowanych jaj, po zrobieniu na
nich woskiem w z o r ó w i w ł o ż e n i u do farby, a następ­
nie w y j ę c i u , t y l k o dwie pisanki „ b y ł y ł a d n i e ufarbowane, a reszta albo nie z ł a p a ł a farby albo wyszły
w plamy j a k k r a s u l k i " . F a r b y chemiczne rozrabia pisankarka w szklankach, tyle t y l k o aby
„przykryte
b y ł o jajo". Szanuje te farby „bo są drogie". Barw­
n i k i naturalne t r z y m a w słoikach.
Między jednym a drugim
farbowaniem nanosi
woskiem na skorupce jaja nowe elementy rysunku,
k t ó r e pragnie o t r z y m a ć w d a n y m kolorze. Kolejność
farbowania jest w e d ł u g niej n a s t ę p u j ą c a : w z ó r biały,
jasnożółty, ciemnożółty, jasnoczerwony, ciemnoczerwo­
ny, tło — np. b r ą z o w e , ciemnozielone, granatowe,
czarne.
A ż e b y m i e ć zielone kropeczki n a k ł a d a A. Hryń­
czuk s z p i l k ą zieloną f a r b ę już na ż ó ł t y m tle, następnie
p r z y k r y w a woskiem i dopiero wtedy w k ł a d a jajo do
farby czerwonej. Jeśli pragnie o t r z y m a ć jakieś odcie­
nie tego samego koloru, w ó w c z a s zanurza jajo do przy­
gotowanej farby o w ł a ś c i w y m s t ę ż e n i u . Gdy chodzi jej
o silne przyciemnienie j a k i e g o ś koloru wsadza jajo na
moment do czarnej lub b r ą z o w e j farby, zależnie od
poprzedniego k o l o r u i natychmiast wraca do farby

�wyjściowej. Farby często psują się, gdyż z a b a r w i a j ą
się wcześniejszymi kolorami. Kiedy na pisance prag­
nie mieć duże liście zielone, takie j a k np. we wzorze
„kwiat paproci", to po nałożeniu woskiem wszystkich
kolorów wywabia tło s p ł u k u j ą c farby (w letniej w o ­
dzie z dodatkiem proszku „ E " lub „ l x i " ) i w k ł a d a do
farby zielonej, następnie p o k r y w a woskiem k s z t a ł t
liścia, a potem daje do farby czarnej albo ciemnozie­
lonej, zależnie od tego jakie jest przewidziane tło p i ­
sanki. Zdarza się jednak dość często, że tak w y p ł u ­
kane skorupki nie chcą już p r z y j m o w a ć farby.
Aleksandra ma swoje ulubione zestawy kolorys­
tyczne np. biały-żółty-czerwony (czasem jeszcze poma­
rańczowy lub cynobrowy), w z ó r na tle ciemnym np.
brązowym, zielonym czy czarnym. „ K o c h a m te k o ­
lory jesienne". Ale „ n a j w i ę k s z e utrapienie m a m tam,
gdzie jest dużo kolorów j a k np. we wzorze «wiosna»,
bo tu trzeba cały szereg k o l o r ó w n a k ł a d a ć , k i l k a razy
spłukiwać, a przy końcu to s k o r u p k i j u ż bardzo trudno
farbę biorą. Czasem siedzę i po k i l k a n a ś c i e godzin,
aż wyjdzie mi pisanka czysto. Jajo to nie papier. N a ciapie się wzór, włoży do farby, a po w y j ę c i u do
niczego cała robota".
Mimo stosowania przez a r t y s t k ę na jednej „ d o b r e j "
pisance tylu różnych b a r w są one zawsze doskonale

zestawione pod w z g l ę d e m kolorystycznym i sharmonizowane. Dobór kolorów, ich odcieni jest niezwykle
subtelny a nawet wyrafinowanie wysmakowany.
„Nie p o t r a f i ę zrobić d w ó c h jednakowych pisanek,
chyba t y l k o te dawne" stwierdza H r y ń c z u k . I to jest
p r a w d ą . O g l ą d a j ą c bogaty zbiór jej pisanek nie spo­
t y k a się d w ó c h identycznych. Nawet jeśli w z ó r jest
t a k i sam, to inna jest jego kolorystyka, coś zostało
dodane czy u j ę t e i j u ż mamy n o w ą p i s a n k ę . N a t u ­
ralnie, odnosi się to do tych m o t y w ó w , k t ó r e są wzo­
r a m i w ł a s n e g o p o m y s ł u pisankarki, opartymi na bar­
dzo swobodnie potraktowanych tradycyjnych elemen­
tach zdobnictwa pisanek ł e m k o w s k i c h . Niewiele mamy
o nich w i a d o m o ś c i . Seweryn Udziela podaje k i l k a przy­
k ł a d ó w pisanek z r. 1890 z F l o r y n k i oraz Krasnego,
dodając, że „ n a w e t pisanki brzydko m a l u j ą " . F a l ­
k o w s k i i Pasznycki zamieszczają w swej książce t a b l i ­
cę p r z e d s t a w i a j ą c ą
pisanki ł e m k o w s k i e z
terenów
wschodnich, jednobarwne (biały wzór, kolorowe tło —
ZR), pochodzące z okolic Sanoka a znajdujące się w
w zbiorach Muzeum Towarzystwa Ł e m k i w s z c z y n a . Tło
tych pisanek b y ł o : fioletowe, k o l o r u sieny palonej, czer­
wone i czerwono-buraczkowe. Zdaniem a u t o r ó w „piszą
je nie we wszystkich wsiach, a tam gdzie robią to
już nie są tak ł a d n e j a k n i e g d y ś " . Tymczasem A l e k 2

3

II. 9. Podział r ó w n i k o w y , w z ó r „ k o r o n k o w y " . I I . 10. P o d z i a ł p o ł u d n i k o w y , w z ó r „ k o r o n k o w y " . I I . 11. „ D z b a n ­
k i " . I I . 12. „ O p ł o t k i " . U . 13. „ K r z y ż e i kapliczki". I I . 14. „ K w i a t y z pól (len), łąk, lasu, o g r ó d k a " .

12

13

231

�sandra H r y ń c z u k twierdzi, że w okolicach Nowego S ą ­
cza i we wsiach s ą s i a d u j ą c y c h z Ł a b o w a pisanki b y ł y
zawsze ł a d n e , o r ó ż n o r o d n y c h wzorach, choć r ó w n i e ż
miały t y l k o biały wzór i kolorowe tło.
Elementem podstawowym, w y n i k a j ą c y m ze stoso­
wanej techniki, z k t ó r e g o p o w s t a j ą wszystkie zdobiny
jest „ p r z e c i n e k " w y k o n y w a n y szpilką o r ó ż n e j w i e l ­
kości główki. Z tych „ k r o p e l k o w y c h " (określenie p i sankarki — ZR) e l e m e n t ó w tworzy ona z a r ó w n o t r a ­
dycyjne, j a k i nowe motywy. Czasem przecinek r e d u ­
kuje się do k r o p k i , a niekiedy odwrotnie — kropka
staje się niewidoczna a zostaje kreska — l i n i a prosta.
P r z e w a ż n i e są to jednak całe przecinki, k t ó r e u k ł a ­
dają się w r ó ż n e m o t y w y — faliste, ł u k o w a t e , ł a ń ­
cuszkowe itd., t w o r z ą c najrozmaitsze wzory: r o ś l i n n e
(kwiaty, liście), geometryczne (gwiazdki, romby, k w a ­
draty itd.), architektoniczne (kapliczki i k r z y ż e czy
ratusz w r o c ł a w s k i ) w z g l ę d n i e zoomorficzne (ryby, r a k i ,
żaby).
Na pisankach stosuje H r y ń c z u k r ó ż n e podziały po­
wierzchni jaja. Mogą b y ć one r ó w n i k o w e ( i l . 3) i po­
ł u d n i k o w e ( i l . 4), w z g l ę d n i e jedne i drugie ( i l . 5).
Spotyka się pisanki, k t ó r e nie m a j ą ż a d n e g o podziału
(il. 6). Przy podziale r ó w n i k o w y m p o w s t a j ą dwa pola
z centralnie p o ł o ż o n y m biegunem, na k t ó r y m może lecz
nie musi z n a j d o w a ć się j a k a ś zdobina, za to rozbudo­
wany jest pas ś r o d k o w y . W w y p a d k u p o d z i a ł u p o ł u d ­
nikowego uzyskuje pisankarka dwa owalne pola, k t ó r e
w y p e ł n i a j a k i m ś m o t y w e m o koncentrycznie u ł o ż o n y c h
elementach, w z g l ę d n i e j e d n y m wzorem np. „ r y b ą " .
Przy podziale r ó w n i k o w o - p o ł u d n i k o w y m mamy do czy­
nienia z linią r ó w n i k a i dwoma p o ł u d n i k a m i , przecina­
j ą c y m i się na biegunach pod k ą t e m prostym. P o w s t a j ą
w ten sposób 4 pola na k a ż d e j p ó ł k u l i o k s z t a ł c i e sfe­
rycznego t r ó j k ą t a r ó w n o r a m i e n n e g o , opartego p o d s t a w ą
o linię r ó w n i k a . W i e r z c h o ł k a m i t r ó j k ą t y zbiegają się
na biegunie. W polu k a ż d e g o z t r ó j k ą t ó w rysuje np.
krzyż p r a w o s ł a w n y , a sam t r ó j k ą t w e d ł u g niej „to
p r z y d r o ż n a kapliczka ł e m k o w s k a " . Robi też pisanki
bez p o d z i a ł u na pola zdobnicze. C a ł a powierzchnia jaja
staje się w ó w c z a s j e d n ą płaszczyzną ornamentacyjnr:,
p o k r y t ą jakby bukietem k w i a t ó w o b e j m u j ą c y m
całe
jajo, z w i ą z a n y m u jednego bieguna, podczas gdy w i e r z ­

chołki k w i a t ó w skierowane są w s t r o n ę drugiego bie­
guna.
Aleksandra H r y ń c z u k nie przygotowuje rysunKU
p r z y s z ł y c h w z o r ó w . Pomaga sobie jedynie, dla otrzy­
mania jednakowych pól c i e n k ą g u m k ą , k t ó r ą n a k ł a d a
na jajo tak, aby p r z e c h o d z i ł a przez oba bieguny ( i l . ,2).,
Zaczyna m o t y w od „ z ą b k ó w " , położonych
najbliżej
gumki, m i ę d z y nie daje „ s k r z y d e ł k a " oraz k r o p k ę lub
kółko, a w o k ó ł niego p ł a t e c z k i i w ten sposób uzys­
kuje k w i a t e k . Na samym ś r o d k u koncentrycznie uło­
żonego w z o r u umieszcza wielolistny k w i a t e k . „ P r z y ro­
bieniu takiego wzoru nie trzeba nic r y s o w a ć ani zna­
czyć, bo „ z ą b k i " s ą t y m elementem, do k t ó r e g o dora­
bia się r e s z t ę " . Po w y k o n a n i u zdobin na obu polach
pisankarka zdejmuje g u m k ę , a na j e j miejsce daje
g a ł ą z k ę . S ą jednak wzory, gdzie w y s t ę p u j e „ k r a t k a " .
„Ta musi w y j ś ć r ó w n i u t k o , z t y m nie daję sobie rady
od r ę k i i wtedy leciutko r o b i ę o ł ó w k i e m k r a t k ę , w
k t ó r e j m o ż n a w y k o n a ć r ó ż n e wzory, skosy też, a spod
ciemniejszej farby o ł ó w k a nie w i d a ć , zresztą on zmy­
wa się już w żółtej farbie". P o c z ą t k o w o szło jej to
powoli i niezręcznie, odległości b y ł y n i e r ó w n e , elemen­
ty niejednakowe. Obecnie „ w p r a w a i oko r o b i ą swoje,
a jeśli są j a k i e ś drobne odchylenia przecież to nic
nie szkodzi".
Najdawniejszym m o t y w e m , k t ó r y sobie z a p a m i ę t a ­
ła H r y ń c z u k było „ s ł o n e c z k o " ( i l . 7) powszechnie sto­
sowane w Ł a b o w e j i okolicznych wsiach, a właści­
wie znane na c a ł e j Ł e m k o w s z c z y ź n i e . „ T e słoneczka
r o b i ł a jeszcze moja babcia, a nawet prababcia, która
u m a r ł a m a j ą c 92 lata, kiedy b y ł a m m a ł ą dziewczynką".
M o t y w słońca powtarza się w pisankach H r y ń c z u k
dość często. „ T e pisanki ze s ł o n e c z k i e m p r z e d s t a w i a j ą
słońce i m ł o d e gałązki — to p o w r ó t wiosny, ciepła,
nowego życia w przyrodzie". S w o j ą k a r i e r ę p i s a n k a r s k ą
jako 5-letnia dziewczynka zaczęła Aleksandra właśnie
od „słoneczka", co tak opisuje: „ K i e d y s i e d z i a ł a m przy
rozgrzanej k u c h n i , w o k ó ł k t ó r e j tłoczyła się cała gro­
mada dzieci, p r ó b o w a ł a m na ugotowanym j a j u robić
„słoneczko". Nie szło m i to z p o c z ą t k u zupełnie. Po
odrzuceniu k i l k u nieudanych j a j , j u ż na górze i na
dole (biegunach — ZR) j a k i e ś koszlawe „słoneczko"
wyszło, ale na boku ani rusz. Mamusia p o r a d z i ł a mi,
4

I I . 15. „ Z a g u b i o n e w i a n k i " . I I . 16. „ W i a n k i ze stokrotek". I I . 17. „ K w i a t paproci".

16

232

�ażebym dała ś r o d k i e m gałązkę, tak j a k to robiła moja
starsza siostra, k t ó r e j rzeczywiście pisanki lepiej w y ­
chodziły. Przy robocie p o c z ą t k o w o p o m a g a ł a m i mama,
ale ona ni3 miała zbyt dużo czasu. Potem już jakoś
szło. Najładniejsze pisanki w Ł a b o w e j
wykonywała
moja matka chrzestna Julia W ó j t o w i c z o w a . Podpatry­
wałam ją i c h c i a ł a m zawsze tak p i ę k n i e robić jak ona.
Nie udawało m i się, a i teraz wydaje m i się, mimo
wprawy, że ja nie potrafię t y c h tradycyjnych pisanek
tak ładnie „pisać" jak to k i e d y ś ona robiła. Jej p i ­
sanki były tak p i ę k n e , że od niej brano co r o k u ma­
lowane jaja na p l e b a n i ę " .
Do pisanek dorabia sobie Aleksandra H r y ń c z u k
wierszyki. Malując na biegunach, na b r z u ś c u
jaja
„słoneczka" dodaje g a ł ą z k ę s o s n o w ą (ił. 8), otacza je
wiankiem i równocześnie u k ł a d a s t r o f k ę :
Bo ja z gór p r o s z ę was / Gdzie ś w i e r k o w y las,
Tam słoneczko wschodzi / Do pracy już czas.
Biały „ k o r o n k o w y " w z ó r na k o l o r o w y m tle, k t ó r y
nauczyła ją robić babka u p a m i ę t n i ł a wierszykiem:
Wzory na m y c h jajach / Od babuni wzięte,
Są jak koroneczki / Bielutkie i p i ę k n e .
Motywy „ k o r o n k o w e " ( i l . 9, 10) są bardzo subtelne, j a k
najdelikatniejszy hafcik czy koroneczka. Pisankarka
wykonuje je z dużą p r e c y z j ą . „ Z d a w a ł o m i się, że
nigdy nie w y c z a r u j ę tak subtelnego wzoru j a k i dosta­
łam od babci. Dużo pisanek n a p s u ł a m , ale przecież
zrobiłam i chyba jej d o r ó w n a ł a m " .
Motywy „ s ł o n e c z k a " i „ k o r o n k o w e " w y k o n u j e ar­
tystka i obecnie dość często: „bo je bardzo lubię, p r z y ­
pominają m i one najszczęśliwsze lata mojego dzie­
ciństwa i młodości. W jesieni życia na codzień pa­
mięć tak nie dopisuje, a wspomnienia lat dziecięcych
są tak t r w a ł e j a k gdyby b y ł y w y r y t e w granitowej
skale".
Oprócz tych t r a d y c y j n y c h w z o r ó w r o b i r ó w n i e ż
dwubarwne (biały w z ó r i kolorowe tło) pisanki o te­
matyce nowej. P o m y s ł y do nich czerpie ze wspom­
nień. W ten sposób p o w s t a j ą „ d z b a n k i " ( i l . 11), „ g a r n ­
k i " czy „ m i s k i " , k t ó r y c h zdobiny n a w i ą z u j ą do malatur na naczyniach glinianych, sprzedawanych
na
targach czy „ k r z y ż e " cerkiewne i „ o p ł o t k i " (il. 12)
z ł e m k o w s k i e j wioski.

Wielokolorowe pisanki zaczęła H r y ń c z u k
wyko­
n y w a ć dopiero po przyjeździe do W r o c ł a w i a (1959 r.)
„pisząc" wielobarwnie n i e k t ó r e dawne wzory
dwu­
barwne, j a k np. „ d z b a n k i " , „ g a r n k i " czy „ k r z y ż e " (il.
13). W p r o w a d z i ł o też w ó w c z a s wiele nowych w z o r ó w
j a k : „ w i o s n a " (il. 6), „ k w i a t y z pól - (len), łąk, lasu,
o g r ó d k a " ( i l . 14), „ z a g u b i o n e w i a n k i " ( i l . 15), „ w i a n k i
ś w i ę t o j a ń s k i e " , „ w i a n k i ze stokrotek" ( i l . 16), „ k w i a t
paproci" ( i l . 17), „ b a b y " , „ b a b y kwiaciaste", „ b a b y
t a ń c z ą c e " (il. 18), „ b a b y jasne", „ f a r b a n k y " (spódnice
drukowane r ę c z n i e — ZR), „beczułki", „krzyże i kap­
l i c z k i " i t d . Wszystkie te m o t y w y są t w o r e m w y o b r a ź n i
pisankarki, k t ó r a przeżycia swej młodości chce w y r a ­
zić w pisance. Są to wspomnienia pisane woskiem.
„ J e d e n pisze, i n n i w y ś p i e w u j ą swoją dolę — niedolę,
a ja « w y e i a p a ł a m » j ą na pisankach, a moje wspom­
nienia u p i ę k s z a m k w i a t a m i " .
W ciągu swojej kariery pisankarskiej H r y ń c z u k
zrobiła wiele, sama nie wie już ile, r ó ż n y c h wzorów.
„Dużo p a m i ę t a ł a m z dawnych lat, t r o c h ę przypomnieli
starzy ludzie — Ł e m k o w i e , a r e s z t ę poniosła fantazja.
Bardzo dużo w i d z i a ł a m gdy było święcenie, ale już
z a p o m n i a ł a m , bo lata m i j a j ą " .
Gdy artystka bierze w r ę k ę jajo nigdy nie wie
j a k r o z w i ą ż e jego d e k o r a c j ę . Wzór na pisance zależy
przede wszystkim od jej nastroju w danej c h w i l i .
„ M a l u j ą c pisanki m y ś l a m i jestem w Ł a b o w e j i wszyst­
kie obrazy z d z i e c i ń s t w a tłoczą m i się w głowie, chcia­
ł a b y m je u t r w a l i ć na j a j u " . Gdy przed oczyma prze­
s u w a j ą jej się ludzie idący do c e r k w i w tradycyjnych,
paradnych strojach ł e m k o w s k i c h , w ó w c z a s
powstają
„chłopy i baby" ( i l . 19, 20) — m ę ż c z y ź n i ubrani w d ł u ­
gie, b r ą z o w e „czuhy", kobiety w kolorowe, drukowa­
ne r ę c z n i e „ f a r b a n k y " czy z kupnego m a t e r i a ł u „ k a ­
baty" (spódnice), spod k t ó r y c h w y s t a j ą b i a ł e koronecz­
k i , w b i a ł e „oblicza" (koszule) z koronkowymi krezami
w o k ó ł szyi. Czasem p r z y p o m i n a j ą jej się momenty
z wesela •— wtedy p o w s t a j ą „ b e c z u ł k i " :
Beczułki, beczułeczki/Na wino, na piwo,
Ż e b y na weselu / Wesolutko było.
Niekiedy stają jej przed oczyma zabawy d o ż y n k o w e ,
kiedy wszyscy b a w i l i się wesoło i w ó w c z a s „ b a b y
kwiaciaste" czy „ b a b y jasne" (bo malowane jasnymi

I I . 18. „ B a b y t a ń c z ą c e " . I I . 19. „ B a b y " . I I . 20. „Chłop w

huni".

233

�farbami) z a m i e n i a j ą się w „ b a b y t a ń c z ą c e "
o w i r u j ą c y c h spódnicach. Tak o nich pisze:

(il.

18)

T a ń c z ą baby, dziewczę skacze / Bo muzyka gra
wesoła,
Jak zobaczą gdzie szuchaja, (parobka — ZR) /
Z a b i e r a j ą go do koła.
„ P a t r z ę na moje baby i u ś m i e c h a m się do nich, tak
j a k b y m je w Ł a b o w e j w i d z i a ł a . Ileż o nich m o ż n a po­
wiedzieć! Jedna to nasza niania Glicera, druga Sztefka, ona m i mysie ogonki plotła, o mnie nawet w ostat­
niej godzinie życia p a m i ę t a ł a . Tyle ich u m a r ł o , n a j ­
pierw Glicera, potem moja mama, a n a s t ę p n i e Sztefka.
A teraz o wesołej Lompie, o dziewusze, k t ó r a b y ł a j a k
sam ogień, r o z ś p i e w a n a od samego rana j a k szła z k o n ­
w i a m i po w o d ę do potoka, k t ó r a wiecznie h u l a ł a i ś p i e ­
w a ł a . Jak t a k ą L o m p ę u w i e c z n i ć na pisance? Dużo
p r ó b o w a ł a m , bo trudno zrobić to na j a j u coby się
chciało, ale przecież coś niecoś m o ż n a . I wreszcie
jest, u d a ł o m i się! D a ł a m kabat w s k o ś n e pasy, j a k
to bywa w t a ń c u albo j a k w i a t r podwieje, k w i a t y
ogniste z p ł a t k a m i rozwianymi, p o s k r ę c a n y m i w ę ż o ­
wo. Jest w nich coś takiego kusicielskiego i jeszcze
porwane listeczki! Tak, to b y ł a Lompa! T ę p i s a n k ę
oczywiście odłożyłam do moich ulubionych. I wtedy
zaczęłam robić te „ t a ń c z ą c e baby". Czy d r u g ą t a k ą
L o m p ę zrobię? Chyba nie. Potem wiele razy p r ó b o ­
w a ł a m p o w t ó r z y ć t ę p i e r w o r o d n ą p i s a n k ę uwiecznia­
jącą Lompę, ale m i się już tak nie u d a ł o " . (Pisanki
pierworodne czyli pierwsze z nowego udanego wzoru
zatrzymuje sobie artystka jako wzory).
„Ach te moje „ b a b y t a ń c z ą c e " w w i r u j ą c y c h ka­
batach, jedne r o z t a ń c z o n e aż rozczochrane, inne do­
stojne, j a k b y w t a ń c u p ł y n ę ł y . Nic — to ja to tak
widzę wszystko i p r z e ż y w a m , to takie nic, sama ś m i e ­
j ę się z siebie".
Kiedy indziej p r z y p o m i n a j ą jej się chwile j a k
u g a n i a ł a na koniu w ś r ó d k w i e t n y c h pól l u b b i e g a ł a
ze swymi p r z y j a c i ó ł k a m i w s t r o n ę lasu, p o w s t a j ą więc
na kanwie tych w s p o m n i e ń k w i a t y z pól ( i l . 14):
Na swoich pisankach w i o s n ę n a m a l u j ę .
W górze słoneczko. / C i a p n ę raz, drugi i już
wszystkim ciepło.
Wyjdzie stokrotka, otworzy oczy / A t u kaczeniec z moczary kroczy,
K r o k u s ó w stado / p a g ó r p r z y s i a d ł o ,
Gdzież te fiołeczki się z a p o d z i a ł y ? / Zapachem
w i o s n ę nam w i t a ć m i a ł y . (...)
0 — jeszcze ptaszek, co w o ł a ł a d n i e
Zofija, Zofija, Zofija.
Wiem ptaszku, w i e m drogi / Wszystko p i ę k n e
1 dobre
Przemija, przemija, przemija.
T a k i p o c z ą t e k m a j ą pisanki „ d r ó ż k a do lasu" ( i l . 21)
wyrażone skośnym układem kwietnych motywów. Tęs­
knota za „ u t r a c o n y m rajem" jest u H r y ń c z u k ogrom­
na, co w y r a ż a się np. t a k i m wierszykiem:
Ł ą k a ma w kwiatach, s ł o ń c e m nagrzana,
Zielem p a c h n ą c a — taka kochana.
Czy też tak t ę s k n i — czy p a m i ę t a ona,
Jak mnie t u l i ł a do swego ł o n a ?
Z k w i a t ó w polnych p l o t ł y sobie dziewczynki
Mamy w i ę c i „ z a g u b i o n e w i a n k i " (il. 15):

wianki.

Waniczku m ó j drogi / Wianeczek ci d a ł a m
T y ś i n n ą p o s z u k a ł / Ja sama z o s t a ł a m .
M a m też na jajeczkach / Zagubione w i a n k i ,
I różczki weselne / Dla twojej kochanki.
S ą „ w i a n k i ze stokrotek" ( i l . 16), ale b y w a j ą i „ w i a n k i
ś w i ę t o j a ń s k i e " , k t ó r y c h „u nas w g ó r a c h nie puszcza­
234

no na w o d ę lecz w k ł a d a ł o się je do m i s k i z umieszczo­
n ą w ś r o d k u w i a n k a ś w i e c ą i d a w a ł o do w n ę t r z a kap­
l i c z k i albo wieszało się na k r z y ż a c h p r z y d r o ż n y c h " :
Na p r z y d r o ż n y m k r z y ż u / Wianek zawieszę,
D r u g i do misy w kapliczce włożę,
A w ś r o d k u świecę, z a p a l o n ą , j a s n ą / Kiedy na
Jana gwiazdy z a g a s n ą .
Z „ w i a n k a m i ś w i ę t o j a ń s k i m i " w i ą ż e się wzór pisank o w y „ k r z y ż e i k a p l i c z k i " ( i l . 13):
Na r o z d r o ż a d h k r z y ż wysoki,
O g r ó d e k w koło — m a l w a czerwona,
A nad n i m p ł y n ą b i a ł e obłoki...
Z kapliczki w icher k o p u ł k ę z e r w a ł ,
M i o t a ł n i ą w rowie, gonty pozr.ywał,
Nie ma k o p u ł k i , z deszczułek daszek
Wije w n i m gniazdko m a l u t k i ptaszek.
Ze ś w i ę t e m K u p a ł y łączy się wiele p r z e ż y ć pisankarki.
P r z e c i e ż to w noc ś w i ę t o j a ń s k ą k w i t n i e „ k w i a t pap­
r o c i " (il. 17), k t ó r e g o dziewczyna nieraz nadaremnie
szukała:
Kiedy s z u k a ł a m k w i a t u paproci / P ł o n ę ł a m cała.
Spotkałam
miłość:
piękną,
n i e w i n n ą / Lecz
krótko trwała.
Wzór „ k w i a t u paproci" charakteryzuje się ognistymi
b a r w a m i , i m i t u j ą c y m i b u c h a j ą c e p ł o m i e n i e z ogniska,
p ł o n ą c e g o na polanie, k t ó r e nie pozwoliło zbłądzić w
lesie s z u k a j ą c y m wymarzonego k w i a t u .
A wreszcie wspomnienia t y c h cichych wieczorów,
kiedy stara piastunka Glicera o p o w i a d a ł a z a s ł u c h a n e j ,
przewrażliwionej
dziewczynce o strachach, dobrych
i z ł y c h duchach, czy b a ś n i e i legendy j a k np. ta, k t ó r a
specjalnie u t k w i ł a w jej p a m i ę c i , tzn. o wodospadzie
na Felczynie z w a n y m „ T o p i e l c e m " , gdzie j a k przestrze­
g a ł a niania nie wolno się b y ł o k ą p a ć nigdy w samo
p o ł u d n i e , bo m ó g ł b y z głębi, spod skał, w y p ł y n ą ć to­
pielec zamieniony w r y b ę i w c i ą g n ą ć w g ł ę b i n ę na
zawsze. S k ą d w z i ą ł się ten topielec? „ N a d wodospa­
dem m i e s z k a ł a w k u r n e j c h y ż y m ł o d a wdowa Ołena
z synkiem Semkiem. C h ł o p a k b y ł ł a d n y i rósł zdrowo.
K a ż d e g o r o k u na W e ł y k d e ń (Wielkanoc) matka ciapała
m u pisanki, a ż e b y m ó g ł się n i m i p o c h w a l i ć przed
i n n y m i dziećmi, k t ó r e r ó w n i e ż p r z y c h o d z i ł y do cerkwi
ze swoimi p i s a n k a m i Wszyscy b o w i e m wiedzieli, ze
pisanki O ł e n y są n a j ł a d n i e j s z e . C h ł o p i e c w y r ó s ł na
p i ę k n e g o m ł o d z i e ń c a i wtedy matka zrobiła m u jego
u l u b i o n ą p i s a n k ę — słoneczko z s o s e n k ą ( i l . 8). Za­
w i j a ł ją w c h u s t e c z k ę i w k ł a d a ł do kieszeni w huńce.
M a t k a w i e d z i a ł a , że to dla Kseni, z k t ó r ą przehukiw a ł się k a ż d e g o wieczoru i d ą c z roboty z pola lub
lasu. Pewnego r o k u kiedy czekał na m a t k ę , aby z nią
razem iść do c e r k w i , poszedł za dom spojrzeć na wo­
dospad, bo po w i e l k i e j wiosennej ulewie potok, zawsze
m a ł y , w e z b r a ł i h u c z ą c toczył ogromne kamienie. Sta­
n ą ł jak z w y k l e na w y g i ę t y m p n i u czeremchy i zauro­
czony o g ł u s z a j ą c y m h u k i e m w p a t r y w a ł się w kłębo­
wisko wody s p a d a j ą c e j ze skał. Czy poślizgnął się
czy m u się w g ł o w i e z a k r ę c i ł o , a m o ż e rzeczywiście
coś go z a u r o c z y ł o — dość, że w p a d ł pod wodospad
i p r z e p a d ł na w i e k i . Szukano jego ciała w z d ł u ż po­
t o k u i rzeki, nigdzie nie znaleziono. Od tego czasu
wodospad i baniur pod n i m nazwano «Topielcem».
Starzy ludzie opowiadali, że spod H a l i Łabowskiej
p ł y n i e woda i pod s k a ł a m i , gdzie są pieczary, tam
żyje zaczarowana k n i a h y n i a t y c h gór, zamieniona w
złotą r y b k ę . Ona to napewno u p o d o b a ł a sobie piękne­
go parobka, w c i ą g n ę ł a do g ł ę b i n i z a m i e n i ł a w piękną
r y b ę . Ryba ta ukazuje się raz do r o k u na Wełykdeń,
ale nie k a ż d y może j ą zobaczyć. Ponoć p i ę k n a Kse­
nia po utopieniu się ukochanego bardzo rozpaczała.
5

�I I . 21. „ D r ó ż k a do lasu". I I . 22. „ R y b y " . I I . 23. „ R a t u s z

Często s i a d y w a ł a nad wodospadem i w p a t r y w a ł a się
w pieniącą w o d ę , ale oprócz ryb, czasem ż a b y czy
raka, k t ó r e w y ł a z i ł y spod darniny przy brzegu, nic
nie widziała. Na d r u g i rok na W e ł y k d e ń Ksenia poszła
nad wodospad z p i s a n k ą w ręce, w samo p o ł u d n i e ,
jak biły dzwony w cerkwi, a potem w r ó c i ł a bardzo
szczęśliwa. I tak już b y ł o co r o k u , a dla znajomych
nie było już t a j e m n i c ą dlaczego s t a m t ą d przychodzi
z a p ł a k a n a ale wielce uradowana. Od czasu kiedy Kseni już nie stało, p r z e k a z y w a ł y babki t a j e m n i c ę i da­
wały r a d ę d z i e w c z ę t o m na «szczęśliwą miłość». M u ­
sisz b y ć n i e w i n n a i czysta, po spowiedzi i k o m u n i i
wielkanocnej, w samo p o ł u d n i e w W e ł y k d e ń , kiedy
w cerkwiach w Ł a b o w e j i M a d e j o w e j biją dzwony,
w tej c h w i l i wrzucisz p i s a n k ę ze «słoneczkiem w w i a n ku» pod sam wodospad, do samej głębi. Dzwony wciąż
będą jeszcze biły, a spod s k a ł z głębi w y p ł y w a ryba,
ale taka niezwyczajna, k t ó r a się błyszczy i mieni
wszystkimi kolorami. Kiedy zobaczysz ją z w i n n ą , zie­
lenią ś w i ę t o j a ń s k i c h r o b a c z k ó w będzie świecić, a k i e ­
dy wyłoni się z wody w blasku słońca — ujrzysz
głowę chłopca o p ł o w e j czuprynie i siwych, ś m i e j ą ­
cych się oczach. W g ł o ś n y m szumie wody powie ci
«Chrystos Woskres» (Chrystus Z m a r t w y c h w s t a ł ) . Nie
daj się z a u r o c z y ć a p r ę d k o odpowiedz «Woistynno Woskres» (rzeczywiście Z m a r t w y c h w s t a ł — ZR). On z po­
wrotem zanurzy się i z n ó w jako r y b a zniknie w g ł ę ­
bokich czeluściach pod s k a ł a m i wodospadu. Wtedy napewno s p e ł n i ą się t w o j e marzenia i polubi cię c h ł o ­
piec j a k i e g o ś sobie w y b r a ł a " .
To opowiadanie n a t c h n ę ł o A l e k s a n d r ę H r y ń c z u k do
wykonania w z o r ó w z „ r y b a m i " ( i i . 22), „ r a k a m i " czy
„ ż a b a m i " i m o t y w e m p i ę k n e j Kseni ( i l . 4).
A r t y s t k ę ponoszą w c i ą ż nowe, cisnące się wspom­
nienia c h w i l młodości, ponosi fantazja a połączone
z t y m zdolności plastyczne p o w o d u j ą , że tworzy nadal
nowe wzory. „ P a n i pisanki trzeba przede wszystkim
r o z u m i e ć i czytać, a dopiero potem p o d z i w i a ć " — po­
wiedział jeden z k o l e k c j o n e r ó w pisanek po obejrze­
n i u jej prac.
Niekiedy na swych pisankach z t r a d y c y j n y m „sło­
neczkiem" umieszcza H r y ń c z u k napisy w j ę z y k u ł e m ­
k o w s k i m j a k „ C h r y s t o s Woskres", a nawet całą z w r o t ­
k ę znanej piosenki ł e m k o w s k i e j :

wrocławski"

Oj wersze, m i j wersze / M i j zelenyj wersze,
J u ż m i tak ne bude / Jak m i było persze.
Na pisankach p r z e s ł a n y c h na konkurs do Krakowa
z n a l a z ł y się napisy „R. 1969" oraz na pisance z moty­
w e m ratusza w r o c ł a w s k i e g o „25 lat W r o c ł a w i a " . Od
k i l k u lat H r y ń c z u k
sygnuje swoje pisanki „łem"
(skrót od ł e m k o w s k i e — ZR) pisanym cyrylicą. W ten
sposób chce zaznaczyć charakter regionalny pisanek,
a t a k ż e z a c h o w a ć swe prawa autorskie. Zdarzało się
bowiem, że na konkursach czy wystawach mieszano
pisanki r ó ż n y c h a u t o r ó w . „ P r z e k o n a ł a m się k i l k a k r o t ­
nie, że pochodzenie moich pisanek było mylnie poda­
wane albo przypisywano je k o m u ś innemu lub innej
części Polski, a nie Ł e m k o w s z c z y ź n i e " .
Aleksandra H r y ń c z u k mieszka od lat we W r o c ł a ­
w i u . Zżyła się i z w i ą z a ł a z nim, więc w p l o t ł a do
swoich pisanek m o t y w y w r o c ł a w s k i e j a k np. ratusz
(il. 23). Niestety źle została zrozumiana i w jednym
z a r t y k u ł ó w , k t ó r y został jej poświęcony, zrobiono
z niej p i s a n k a r k ę m i e j s k ą , czym ogromnie poczuła się
d o t k n i ę t ą . „ P o c h o d z ę ze wsi ł e m k o w s k i e j , c i a p a ł a m p i ­
sanki od dziecka takie, jakie u nas robiono. Teraz
przebywam we W r o c ł a w i u , c h c i a ł a m to miasto jakoś
p o k a z a ć w mojej twórczości. W y k o n a ł a m więc ratusz
i w ł o ż y ł a m go do koszałki wielkanocnej. Czy to grzech
i znak, że jestem już p i s a n k a r k ą m i e j s k ą ? " . A prze­
cież w z o r ó w innych, nie „miejskich", zrobiła wiele,
nawet nie wie ile. „Tego jest dużo, może 500, a może
i w i ę c e j , trudno je wszystkie wyliczyć i spamiętać".
Nie ma pory roku, w k t ó r e j artystka nie robiłaby
pisanek. „ C i a p a n i e " zależy od w i e l u c z y n n i k ó w . Prze­
de wszystkim „ p i s z e " wtedy, gdy lepiej się czuje f i ­
zycznie, a t a k ż e w ó w c z a s , kiedy nikogo nie ma w do­
mu. W tych w a r u n k a c h zdarza się, że nad malowa­
niem jaj spędza nieraz po k i l k a n a ś c i e godzin. Natural­
nie n a j w i ę c e j r o b i przed ś w i ę t a m i wielkanocnymi i to
na d ł u g o w c z e ś n i e j , bo w y p a d a j ą konkursy, wystawy,
a „przecież i rodzinie, znajomym trzeba dać na ś w i ę ­
cenie, t r o c h ę p r z y g o t o w a ć na kiermasz w r o c ł a w s k i " .
Przy pracy l u b i m i e ć b e z w z g l ę d n y spokój, nie chce
się r o z p r a s z a ć , nawet rozmowa d o m o w n i k ó w jej przesz­
kadza.
Rodzina p o c z ą t k o w o sceptycznie odnosiła się do
pracy pisankarki. M ą ż b y ł oporny dłuższy czas, a cór235

�ka nie będąc p e w n ą s u k c e s ó w m a t k i o d r a d z a ł a jej
brania u d z i a ł u w konkursach. „ T e r a z wszystko się
zmieniło. Jak p r a c u j ę to m ą ż siedzi cichutko i czyta,
a potem pokazuje moje dzieła i chwali się n i m i , przy­
prowadza m i a m a t o r ó w l u b i ą c y c h pisanki. Cieszy go
to jak mnie i n n i c h w a l ą . C ó r k a ma r ó w n i e ż wiele ra­
dości z moich pisanek, a n a j w i ę c e j p r z y j e m n o ś c i spra­
wia jej, kiedy może o f i a r o w a ć pisanki mamy swoim
kolegom i p r z e ł o ż o n y m na uniwersytecie, gdzie przy­
gotowuje się do docentury na wydziale pedagogicz­
nym. Ona też n a j w i ę c e j zabiera pisanek przed ś w i ę ­
tami. Syn zawsze odnosił się z pietyzmem do moich
malowanych j a j . Ceni je bardzo, m a ł o rozdaje, ale
i on ma teraz nowy temat do chwalenia się swoją
m a t k ą " . Z rodziny n i k t już nie r o b i pisanek. Aleksand­
ra chciała n a u c z y ć c ó r k ę kunsztu pisankarskiego, nie­
stety nie u d a ł o się. „ O n a nie ma do tego c i e r p l i ­
wości".
Zapytana jak długo r o b i j e d n ą p i s a n k ę , artystka
nie umie dać odpowiedzi. Zależy to g ł ó w n i e od wzoru.
„Te tradycyjne «słoneczka» w y k o n y w a n e szpilką o dość
dużej główce idą szybko i m o g ę ich n a c i a p a ć nawet
k i l k a na dzień, ale „ k o r o n k o w e babuni", nie zawsze
się udają, bo są niezwykle delikatne, cieniutkie kreseczki wosku o d p a d a j ą ł a t w o i już po p r z y j e m n o ś c i " .
Wzory „ k o r o n k o w e " i wielobarwne są dla pisankarki
ogromnie męczące, może więc n a j w y ż e j zrobić j e d n ą
dziennie. Zresztą jak m ó w i jest jedno duże „ a l e " od­
noszące się do wszystkich bez w y j ą t k u pisanek, a m i a ­
nowicie w y n i k zależy przede wszystkim od dobrego
zafarbowania. „Zresztą ja teraz k a ż d ą p i s a n k ę r o b i ę
powoli, bo i ręce m i drżą, niedowidzę, a przy t y m
bardzo m i szkodzi s w ą d świeczki, tak że m u s z ę p r a c ę
często p r z e r y w a ć " . M i m o tych t r u d n o ś c i H r y ń c z u k nie
może nie w y k o n y w a ć pisanek. P o d t r z y m u j ą ją one na
duchu i s p r a w i a j ą jej wiele radości. Toteż nie l u b i
pozbywać się ich. „ N a j ł a d n i e j s z e o d k ł a d a m , a i tak
już sporo poszło w świat. M a m na swoje pisanki
wielu a m a t o r ó w , k o l e k c j o n e r ó w t u w k r a j u i za gra­
nicą, szczególnie w Ameryce. A l e ciężko m i jest z k a ż ­
dą się pożegnać, bo przecież tyle mam p r z y j e m n o ś c i
przy p r z e g l ą d a n i u ich np. w czasie choroby czy jak

mnie smutek ogarnie. Gdy o w ł a d n ą m n ą wspomnie­
nia, to wtedy wszystko idzie na opak, nie przespane
noce, nie p o s p r z ą t a n y dom, nie ugotowany obiad, tylko
w robocie kropelki na serce i cieszenie się pisankami".
A r t y s t k a ma h o j n ą r ę k ę i rozdaje pisanki ale szczegól­
nie wtedy gdy czuje, że osobie obdarowywanej sprawi
swoimi pracami r a d o ś ć . Sprzedaje m a ł o , t r o c h ę na
kiermaszu w r o c ł a w s k i m , ale t y l k o te, „ k t ó r e nie są mi
potrzebne".
Aleksandra H r y ń c z u k , j a k w i e m y „ c i a p i e " pisanki
stale od dzieciństwa, nawet w najcięższych chwilach
swego życia. Co r o k u jej malowane jaja m u s i a ł y zdo­
bić choćby najskromniejszy stół ś w i ą t e c z n y , j a k i by­
w a ł w czasie okupacji. B y ł y to jednak pisanki trady­
cyjne. Dopiero przyjazd do W r o c ł a w i a i wzięcie udzia­
łu w konkursie w 1968 r., ogłoszonym przez Muzeum
Etnograficzne we W r o c ł a w i u s p o w o d o w a ł o , że H r y ń ­
czuk podbudowana I-szą n a g r o d ą j a k ą w ó w c z a s otrzy­
m a ł a , zaczęła w y k o n y w a ć pisanki wielobarwne. Po
raz drugi u z y s k a ł a I-szą n a g r o d ę na „Ogólnopolskim
konkursie na n a j p i ę k n i e j s z ą p i s a n k ę " , ogłoszonym w
1969 r. przez Muzeum Etnograficzne w K r a k o w i e . Te
osiągnięcia s t a ł y się motorem jej dalszej pracy i szu­
kania nowych w z o r ó w . „Od k o n k u r s u krakowskiego
m i n ę ł o już 11 lat a ja zawsze r o b i ę pisanki. M a m
wiele starych m o t y w ó w , ale są też i nowe. Muszę
jednak powiedzieć, że wszystkie są daleko lepsze w
w y k o n a n i u niż b y ł y poprzednie. Co r o k u r o b i ę po k i l ­
kadziesiąt i więcej".
Po tych d w ó c h konkursach p r z y s z ł y inne, w różnych_ miastach Polski i wszędzie artystka zdobywa
pierwsze nagrody. Często też jej pisanki są pokazy­
wane na wystawach zbiorowych, w z g l ę d n i e t y l k o iej
p o ś w i ę c o n y c h . M i e l i i m a j ą możność w r o c ł a w i a n i e po­
dziwiać je na
wystawach u r z ą d z a n y c h w
okresie
ś w i ą t wielkanocnych w klubach empiku, w salach
Uniwersytetu W r o c ł a w s k i e g o czy Muzeum Etnograficz­
nego we W r o c ł a w i u . Na s t a ł e j wystawie z n a j d u j ą się
pisanki Aleksandry H r y ń c z u k w Muzeum Etnograficz­
n y m w Krakowie, k t ó r e m u o f i a r o w a ł a artystka duzą
k o l e k c j ę swoich prac.

PRZYPISY
1

Aleksandra H r y ń c z u k zna t e c h n i k ę w y s k r o b y ­
wania w z o r ó w na jajach. P a m i ę t a , że w Ł a b o w e j w i ­
działa r ó w n i e ż tak w y k o n y w a n ą d e k o r a c j ę . Robili ją
p r z e w a ż n i e chłopcy. C e l o w a ł w tej technice n a j m ł o d ­
szy syn jej m a t k i chrzestnej J u l i i W ó j t o w i c z o w e j z Ł a ­
bowej W y ż n e j . B y ł y to p i ę k n i e skrobane wzory, ale
ten sposób zdobienia jaj, w e d ł u g H r y ń c z u k , w y s t ę p o ­
w a ł w Ł a b o w e j i okolicy bardzo rzadko.

o f i a r o w u j ą pisanki c h ł o p c o m " . Ziemia łemkowska
przed
półwieczem,
L w ó w 1934, s. 32, 33, 69 ( r y c ) .
J. F a l k o w s k i — B. Pasznycki, Na
pogranicza
łemkowsko-bojkowskim,
L w ó w 1935, s. 85, tabl. I X .
M o t y w „ s ł o n e c z k a " z g a ł ą z k a m i sosenek i i n ­
nych dekoracji jest powszechny na terenie Polski tam,
gdzie p i s a n k a r k i zdobią jaja przy pomocy szpilki. Naj­
częściej spotyka się je na wschodzie k r a j u .
Gdy dzieci szły do c e r k w i na n a b o ż e ń s t w o w
W i e l k ą Niedzielę (Wełykdeń) w p o ł u d n i e , to k a ż d e mu­
siało m i e ć w r ę k u p i s a n k ę z a w i n i ę t ą w chusteczkę
albo bez niczego n i e s i o n ą w garści. Po przyjściu do
c e r k w i s t a w a ł y dzieci pod carskimi wrotami, gdzie
jedno drugiemu p o k a z y w a ł o j a k ą ma p i s a n k ę . Odby­
w a ł się sąd, k t ó r a n a j ł a d n i e j s z a (inf. A . H r y ń c z u k ) .
3

4

5

2

S. Udziela: „W czasie zbliżających się ś w i ą t w i e l ­
kanocnych dziewczęta r o b i ą pisanki, to jest m a l u j ą
woskiem na j a j u zwyczajne gwiazdki, a czasem inne
wzory, jaja b a r w i ą na czarno lub czerwono. J e d n a k ż e
sztuka pisania na jajach u R u s n a k ó w stoi na bardzo
niskim poziomie. Dziewczęta oblane w ś m i g u s w o d ą

Fot. J . Swiderski, il. 3—23

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
