<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=51&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-10-04T23:53:20+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>51</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="11186" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11164">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/67efa61498f732ad90272e9cb86298bb.pdf</src>
        <authentication>f7345a72ca736938bab70e91c090f0d1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133356">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3318</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133357">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133358">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3110</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133359">
                <text>W kręgu okultystów Janowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133360">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.57-76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133361">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133362">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133363">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133364">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133365">
                <text>Seweryn A. Wisłocki

W KRĘGU OKULTYSTÓW J A N O W A
I. T E O F I L

Osada

J a n ó w m a starą historię. J e j dzieje

OCIEPKA

niewiele

różnią

I JEGO

UCZNIOWIE

nictwa

gwarowego,

się o d d z i e j ó w w i e l u w i ę k s z y c h i m n i e j s z y c h o s i e d l i n a Ś l ą s k u .

uprawiania

Okres

poczesne miejsce

wielowiekowego

wytworzył

niemieckiego

specyficzną

formację

podziału n a panów i wyrobników
Niemcy
tępny

ściśle

określili

X I X

wieku

był

1

stopień

pochodzenia

on powoli

na

tej

Etniczna

była zarazem

górny

d l a ludności śląskiej

ćwierci

panowania

kulturową.

ziemi
granica

granicą

kultur.

wykształcenia

polskiego.

podnoszony,

Od
co

i konieczności

dos­

drugiej

wynikało

z postępu technicznego

w przemyśle

przyuczonych do danej

technologii, czyli wydajnych i nie przy­

posiadania

przez

obecne i w

przedziwny

u Ślązaków

towanym

(poza

rzono
utopce,

po

Skutkiem

takiej

polityki

szkól
wobec

zaczarowane

Śląska, p r z y odcięciu j e j o d p o l s k i e g o
riery

językową

i klasową

wiele

archaicznych

autochtonicznej

p n i a i izolacji przez ba­

od niemieckiej

elementów

ludności

e l i t y , przetrwało

k u l t u r o w y c h , zanikłych

niej n a i n n y c h z i e m i a c h p o l s k i c h . Dotyczyło t o zarówno

II.

1. T e o f i l

O c i e p k a , Kuchnia

tu

a

później

żyjąc

—

której

zielarstwo.

sposób k o e g z y s t o w a ł y

zarówno z

w

niemiecką)

istnienie
żaby,

takich

ewangelizmem.
stworów

jak

pow­

reprezen­
Wie­

koboldy,

wilkołaki, S k a r b n i k , topielice,
b y t y . Zdumiewające

zie­
jest,

t e pozostały ż y w e w bezpośredniej bliskości w i e l ­
d u ż y c h m i a s t , a często i n a i c h t e r e n i e .

Śląska p r z e c h o w a l i p o l s k o ś ć , n a j p i e r w
bardziej

mitami,

które

świadomie
spajały

trzymając

się

i współtworzyły

mimowolnie,

swycłi

wierzeń,

i c h kulturę,

icli

odrębność.

wcześ­
słow­

traktowane

katolicyzmem, j a k i nielicznie

przemysłu, o b o k

mieszkańcy

zawodowych.

mentalnych

słowiańskiej, w

Zamknięci w s w o i m , l u d o w y m kręgu k u l t u r o w y m r o d z i m i

niemiecku), przyuczano do zawodu, a dla nielicznych i lojalnych
istniała możliwość ukończenia

magii

l o n e d u c h y leśne i i n n e f a n t a s t y c z n e
kiego

c z y t a n i a i p i s a n i a (oczywiście

pojęciowy cli,

specyficznie

mniejszością

powszechnie

że w i e r z e n i a

nauki

białej

zajmuje

szechnym

wojną

obok

j a k kręgów

kobiety

W ł a ś n i e w s z e l k i e g o r o d z a j u c z a r y , gusła, j a k i m a g i a b y ł y w s z e c h ­

noszących szkód pracowników. W o s t a t n i c h l a t a c h p r z e d pierwszą
światową

1

Tak

było n a całym

Śląsku. W

Janowie,

położonym

daw­

n i e j w k o m p l e k s i e l a s ó w c i ą g n ą c y c h się aż d o P u s z c z y P s z c z y ń -

alchemików,

olej/pł., w y m . 1 2 0 , 5 x 6 1 c m

"•ST

57

�s k i e j , a 'współcześnie s t a n o w i ą c y m p e r y f e r y j n ą dzielnicę K a t o w i c ,
na

początku

l a t d w u d z i e s t y c h można

było

zaobserwować

cie­

I n n y z jego uczniów, E r y k P a w , k t ó r y t w i e r d z i , że posiadł
„kamień

mędrców", inaczej

„kamień filozoficzny",

w

elemen­

k a w e z j a w i s k o . K i e d y t r a d y c y j n a k u l t u r a l u d o w a zaczęła ulegać

t a r n e j p o s t a c i m e d y c y n y u n i w e r s a l n e j , gwarantującej m u zdro­

powolnemu,

wie

nowie
był

ale

systematycznemu

niespodziewanie

przygodą

wiadome".

pojawił

„intelektualną",

Nieliczny

rozkładowi,

się

wtedy

o k u l t y z m , który

próbą

w

Ja­

dla wielu

w y p a d u w „wielkie

z p o c z ą t k u k r ą g s k u p i a ł się w o k ó ł

W

czasie pierwszej

Teofil
wojny

Ociepka.
światowej, j a k o

żołnierz

cesar­

s k i e j a r m i i n i e m i e c k i e j , z e t k n ą ł się z o k u l t y z m e m . W i e l k i e w r a ­
żenie
dwa

wywarła
imiona

na

nim

książka

L e k t u r a tegoż

Boże.

zatytułowana
traktatu

Siedemdziesiąt

okultystycznego na­

ł o ż y ł a się w j e g o w y o b r a ź n i n a ś w i a t l e g e n d i b a ś n i w y n i e s i o n y
z rodzinnego

domu.

P o p o w r o c i e z w o j n y u d a ł o się O c i e p c e n a w i ą z a ć k o r e s p o n ­
d e n c y j n y k o n t a k t z n i e m i e c k i m okultystą F i l i p e m H o h m a n n e m
z

W i r t e m b e r g i i . H o h m a n n posyłał

Ociepce literaturę

tyczną, za co o t r z y m y w a ł r e g u l a r n e i spore p r z e k a z y

okultys­
pieniężne.

O n też dawał Ociepce pewne k o n k r e t n e z a d a n i a do w y k o n a n i a .
Jednym

z

nich

było

utworzenie

ośrodka

okultystycznego

m i e j s c u z a m i e s z k a n i a , a n a s t ę p n y m —• r o z p r z e s t r z e n i e n i e
t y z m u n a terenie

okul­

Polski.

ż e się m o d l i , m o c n o

w

Janowie,

a

potem

zaczął

się o g ł a s z a ć

na

łamach

do jedynej p r a w d y o istocie egzystencji w kosmosie, we
świecie, n i c t y l k o n a Z i e m i . N i e przyniosły t e próby
więc

Ociepka

skoncentrował

wszech­

większych

się n a d z i a ł a l n o ś c i

łącznie w kręgu J a n o w a . W p ł y w y jego sięgały t a k i c h

wy­

sąsiadują­

c y c h z J a n o w e m osiodli i osad j a k Giszowiec, N i k i s z o w i c c , H e l ­
goland,

Szopienice.

J a k t o wyglądało w p r a k t y c e , najlepiej przedstawiają
żyjący

jeszcze u c z n i o w i e . W

cytowanych wypowiedziach

jego
będę

się s t a r a ł j a k n a j w i e r n i e j z a c h o w a ć i c h k s z t a ł t s ł o w n y , j a k r ó w ­
nież t o k m y ś l o w y m o i c h r o z m ó w c ó w . W

t e n o t o sposób p r z e d ­

s t a w i a swoje s p o t k a n i e z Ociepką j e d e n z jego uczniów, a później
antagonistów
robotniczej.

—

Bolesław

Gdy

miałem

w kopalni ,,Kaiser."
raturą

socjalizmu.

Skulik:

„Urodziłem

czternaście

się w

l a t poszedłem

rodzinie
do

pracy

O j c i e c s o c j a l i s t a i n t e r e s o w a ł się t y l k o l i t e ­
Chętnie

czytałem

te

broszurki,- bo

mnie

b a r d z o interesowało życie. D l a c z e g o żyję, k t o m a korzyści z m o ­
jego życia, n o i t e różne z a g a d n i e n i a tłumaczone przez m a t e r i a ­
l i z m h i s t o r y c z n y . L a t a całe c z y t a ł e m literaturę, k t ó r ą m i o j c i e c
dostarczał, ale j e d n a k n i e k i e r e (niektóre —

gwarowe)

zagadnie­

n i a b a r d z o m n i e nurtowało, że j e d n a k t a d r o g a n i e j e s t d o p r a w ­
dy. Przypadkowo,
spotkałem

na

g d y s z e d ł e m d o łasa

drodze,

j a k dyskutował

n a spacer w
z

ludźmi

niedziela,

—

Ociepkę.

B y ł o t o w 1 9 2 8 r o k u . D o t e g o czasu ż e m g o n i e znał, p o m i m o ,
że n i e d a l e k o p o d l a s e m mieszkał. Stanąłem, posłuchałem,
prosiłem i m ó w i ę : —
runku,
—

który

wy

rzekomo

zastępujecie.

T o chodź d o m n i e , d o góry. —

kania

jego —

biblioteka,
dobrze

miał w

ponieważ

n i m szeroko
był

Pokozoł n a t a literatura
tyj

Na

to

Ociepka:

w

elektrowni

I

może osiem lat. W

Książka

k s i ą ż k i se p o ż y c z a ć . O n m o ł a d n e k s i ą ż k i —
do niego

A b y ł t a k i d o b r y c z ł o w i e k , j a k m n i e z o b a c z y ł , t o się z t e g o u c i e ­
szył, a książki t o o n w

M o s z dostęp

Gdy

ją

ogóle za d a r m o pożyczoł! I n o m y

się

z a p i s a l i co m y w y b r a l i , a j a k m y przynieśli n a z a d , o n podpisał,
że z d a n e . Z a ś n a m k a z o ł s z u k a ć i n n e k s i ą ż k i , a j a k m y j u ż c o
w y b r a l i , t o m ó w i ł co w n i c h szukać i j a k t o znaleźć. I m y z n a j ­
d o w a l i , a o n t o sprawdzoł z nas. Serdeczny
Jak

chcesz, t o m a s z !

Szukej

się, n a p i s z

kolega był z niego.

coś z a k s i ą ż k a

wzion,

a przynieś p o t e m . Co o n t e g o mioł, t y c h książek! O ! O n j e z b i wojny

światowej."

O c i e p k a chciał s w o i c h u c z n i ó w skontaktować

bezpośrodnio

z F i l i p e m H o h m a n n e m , a b y o n i też za opłatą o t r z y m y w a l i o d
niego literaturę dotyczącą w i e d z y
wanie

wynikł

pierwszy

konflikt

niespodzie­
bardzo

p r z y z i e m n e j , b o m a t e r i a l n e j . T a k o t y m m ó w i Bolesław

Skulik:

„Przez

nimi

tajemnej. Wtedy

natury

z

między

czterdzieści l a t oszukiwał Ociepkę

Filip

Hohmann

W i r t e m b e r g i i . O b i e c y w a ł m u k a m i e ń m ę d r c ó w , że go osiągnie

w

duchowej

Ociepka

p o s t a c i najpóźniej

m n i e też chciał w

do

szośdziesiątego

roku

życia.

1928 r o k u namówić n a z w o l e n n i k a

tego H o h m a n n a .
J a go n i e znałem osobiście, b o n i e m o g ł e m jechać d o W i r ­
tembergii,
Teofil.
tych,

alem

go

widział

O n chciał, ż e b y m
a to był pized

na

zdjęciu,

posyłoł

wojną

co

duży

które

miesiąc

pokazywał

dwadzieścia

pieniądz, t o będę

d l a siebie książki. N a t o powiedziałem t a k : —

mi
zło­

dostawał

J a m a m m u po­

syłać 20 z ł o t y c h ? T o j e s t o s z u s t , k t ó r y j a k m a k i l k u t a k i c h j a k
w y , i k a ż d y m u coś p o ś l e , t o m u się ż y j e , a ż y j e ! J a k H o h m a n n
uważa

się z a

różokrzyżowca,

a

jest

to

stowarzyszenie

tajne,

t o c z e m u j a k pisoł d o C e n t r a l i w K a l i f o r n i , ale g o n i e przyjęli ?
I

O c i e p k a m u t o w s z y s t k o napisał, a t e n odpisoł b a r d z o

Jak

Teofil

m n i e spotkał, m ó w i , p r z e c z y t a j

uważa. B y ł o t o w 1930 r o k u . W
oszust i n i e m a t e j siły
i

l i ś c i e t y m s t a ł o , że w

tobie

krótkim

H o h m a n n jest i n o

b o b y t o musioł być c o r n y m a g i k , n i e ?

z n a ć się d o ś ć g ł ę b o k o n a z ł y c h
Już

szybko.

l i s t , co o n o

c z a s i e j o u m r z a . T y l k o m się z t e g o o ś m i o ł —
prądach.

później, p o t r z y d z i e s t u l a t a c h , j a k Ociepka

mioł od­

jeżdżać d o B y d g o s z c z y , t o spytołem go o tego H o h m a n n a :
Piszecie dalej śnim? —

Nie —

mówił Teofil —

o n już

—

umarł.

— A w i e l e m u b y ł o ? — Sześdzicsiąt c z t e r y l a t a . — Jeśli o n o b i e ­

lat w zdrowiu tutaj

za książką, łata. M o ż e

różokrzyżowy.

t a k godali. J a t a m

poszedł i prosiłem, ż e b y m n i e przyjął d o tego g r o n a .

c y w a ł i n n y m , b o m ó w i ł , że s a m m a k a m i e ń m ę d r c ó w , a l c h e m i c y

do

pięć,

jego b i b l i o t e c e zwróciłem uwagę n a książkę

М а х а H e i n d l a Światopogląd

nimi

t a s p r a w a , a p o t e m m ó w i ą , że j a t e ż m ó g ł b y m iść d o O c i e p k i

był

przestudio­

w materii

t o c z e m u o n n i e żyje, j a k n i e

oszust?,,
Eryk

czytołem.

s z u k a l i t e n kamień mędrców. J a z

chodziłem zawsze n a spacery. Jednego r a z u S k u l i k i Goj p o r u s z y l i

biblioteki i czytoj.

i inna.

i nie tylko

w i e r z y l i , że g o z r o b i o n a , a k t o go mioł, m ó g ł ż y ć i d w a tysiące

T o była l i t e r a t u r a i n o o k u l t y s t y c z n e N i e m i e c k a , f r a n c u s k a
jak

dostawał z N i e m i e c

zarabiał

książkach.
i powiedzioł: —

modli.

wielka

biblioteka. Bardzo

kawalerem,

i szukał t y j p r a w d y w

—

T a k przyszedłem d o pomiesz­

się

O c i e p k a t y l e książek

k o n t a k t i o n i wszyscy

prze­

T o m n i e interesuje! N i e z n o m tego kie­

Ociepce:

z N i e m i e c . B o l e k S k u l i k i W a l t e r G o j m i e l i już wcześniej z n i m

zdobył

I K A C - a proponując l u d z i o m dostęp d o p r a w d t r a n s c e n d e n t n y c h ,

efektów,

Ten

rał o d p i e r w s z e j

T e o f i l O c i e p k a uwierzył w swoje posłanie, n a j p i e r w
uczniów

w

o Teofilu

kiej p r a w d y . Przez czytanie i m o d l i t w y . O n m i nie raz mówił,

mistrza, którym był maszynista z olektrowni k o p a l n i ,,Kaiser"
( o b e c n i e „ W i e c z o r e k ') —

tak opowiada

„ O n chcioł d r o g ą m e d y t a c j i i m o d l i t w y dojść d o t y j w i e l ­

nie­

swego

i długowieczność,

P a w p r z e d s t a w i a tę samą sprawę b a r d z o

podobnie:

„ O c i e p k a ślepo t e m u H o h m a n n o w i w i e r z y ł . Co m u t e n n i e
powiedział, o n m u wierzył. M y ś m y

(tzn. Skulik, Paw, Goj

—

p r z y p i s S.A.W.), zaraz tego F i l i p a u z n a l i za oszusta, b o o n i n o
chcioł k u p a p i e n i ę d z y , a t e m u o s z u s t o w i o k r o p n i e d u ż o

dawał.

w a ł e m , t o z r o z u m i a ł e m , żo j e s t t o t a k o g ł ę b o k o w i e d z a ,

jakom

T e książki co j e w y s y ł a ł O c i e p k o w i , n i e b y ł y w a r t e j e d n e j t r z e c i e j

jeszcze n i e p o z n o l —

minęło

tej

wiedza

esoteryczno.

Pomimo,

że

już p r a w i e 500 łat, w 1486 r. zmarł C h r i s t i a n R o s o n k r e u z
n i e było p o t e m n i c głębszego —
zywać, czy n i e t o zależy
wieka

—

uważam,

psychologii."

58

—

to

czy t o hipotezą m o g i e m y na­

o d postępu d u c h o w e g o

żo t a w i e d z a

2

przewyższa

danego

obecny

te l i s t y

czło­

kierunek

forsy.

H o h m a n n musioł

mieć

córkę,

albo

kogoś, k t o m u

l i s t y odbijał, bo ono zawsze b y ł y o d b i t e , a n i e pisane — j o w i d z i o l
co j e O c i e p k a o d n i e g o

S k u t k i e m tego k o n f l i k t u
trza
wili

u

jogo

najważniejszych,

o n i sprawdzić,

dostawał."

było p o d e r w a n i e
najbliższych

n a ile sam Ociepka

autorytetu mis­

uczniów.

Postano­

jest w i a r y g o d n y ,

czy

��p r z y p a d k i e m osobiście n i e o s z u k u j e . G d y b y
ofiarą

w

rękach

sprytnego

z jego sieci. W

S k u l i k a . N a terenie J a n o w a

będący i c h rówieśnikiem. N a z y w a ł

się p o t r o s z e

o k a z a ł się

zamierzali

go

jedynie

wyciągnąć

t y m c e l u p o s ł u ż y l i się o r y g i n a l n ą m e t o d ą

mysłu Bolesława
wiek

mataeza,

znachorstwem,

żył w t e d y

się J a n K l i c h .

głównie ziołolecznictwem

po­
czło­

Parał

którego

b o t y n a powierzchnia, bo jednej

n o g i d o końca życia n i e w y ­

goił. O n mioł b a r d z o ciężkie życie. J a k długo P i s m o cytoł, znaey
B i b l i a , t o m u się j a k o ś p o w o d z i ł o ,

ż y ł ze ż o n ą j a k się n a l e ż y ,

ale nagle w niego wstąpił Mefistofeles

i go opętał i n i e

do

i n o szukał, j a k t y n k a m i e ń m ę d r c ó w

do

miala

widzenia.

acz l o k a l n e j sławy. Posiadał o n ponoć d a r jasno­

Przy

swego m i s t r z a

jego

pomocy

postanowili uczniowie

sprawdzić

Teofila.

dzenia

się z

zrobić. Żona jego n i e u -

t y m pogodzić, b o o n różne rzeczy o d n i e j

żądoł,

ż e b y się w y b r a ł a z d o m u , b o m i e s z k a l i u j e j r o d z i c ó w , k a j s i d o
łasa, p r a , l e p i a n k ę k c i o ł z b u d o w a ć . T a m m i e l i m i e s z k a ć z

„ T e n J a n e k K l i c h — m ó w i Bolesław S k u l i k — d a r j a s n o w i ­
Jak

poszedł,

t y c h jego książek. Jedną z n i c h u k r o d i o d t e j c h w i l i n i c ,

n a u c z y ł się o d s w o j e j b a b k i , a l e n i e t o b y ł o j e g o g ł ó w n y m t y t u ł e m
znacznej,

wypuścił

d o końca. Stało się t o niedługo p o t y m , j a k d o T e o f i l a

mioł o d szóstego

m u powiedziałem

roku
o

życia,

Ociepce,

c z y l i miał go

że

się

wrodzony.

interesuje

mistyką,

że się ć w i c z y w postępie d u c h o w y m i t a k d a l e j , i t a k d a l e j , t o
o n poszedł ze m n ą z a r a z d o n i e g o . T o b y ł o w
bo

zrobić t o złoto! U

dzie­

teściów n i e mógł

n a n i c sobie pozwolić. R o d z i c e b y l i t e m u p r z e c i w n i , no i

roz­

w ó d ! O n a była dobrą żoną i matką, sama wychowała te dzieci.
T e ż miała ciężkie

1933 r o k u . K l i c h

i n o wejrzał n a Ociepkę i powiedział: — W y żodnego postępu n i e
będziecie robić w duchowości,

ciakami, by w tajemnicy

życie.

J a k go w y c i e p l i , tego Goja

z domu, to wpierw

uciekł

do

łasa i t a m t r o c h ę m i e s z k o ! w t a k i e j l e p i a n c e , a l e p o t e m m u t o

uprawiacie onanio, a onanio

zmierzło i poszedł d o baraków n a L i g o n i u . O n n i e poradził bez

s z k o d z i w r o z w o j u duchowości. O c i e p k a był przecież k a w a l e r e m .

b a b y ż y ć , t o już b y ł a u n i e g o z g u b a . T e n co chce k a m i e ń m ę d r c ó w

P o t e m K l i c h p u ś c i ł się w t r a n s i p o w i e d z i a ł j a k w y g l ą d a H o h m a n n

znaleźć, n i e śmie mieć k o b i e t y . N i e śmie! A

z W i r t e m b e r g i i , a p o t e m t a k jeszcze O c i o p k o w i m ó w i ł : —

m u nigdy ani tyle medycyny

chajcie

Słu­

O c i e p k a ! W o s t a k i c h w Polsce jest d w u d z i e s t u , którzy

przysyłocie

pieniądze

Hohmannowi,

a

to

jest

szarlatan.

d o k a m i e n i a m ę d r c ó w ! (...)

t e n je mioł i

Bóg

uniwersalnej n i e pokazoł, a gdzie
O n myśloł, że l a d a c h w i l a t e n k a ­

Tak

mień będzie mioł, t o i złota p o d d o s t a t k i e m i że n i e t r z a m u

m u t o w s z y s t k o K l i c h p o w i e d z i o ł , a t e n n a p i s a ł ze,raz d o H o h m a -

p r a c o w a ć w k o p a l n i , a n i t r o s z c z y ć się o c o k o l w i e k . M ó w i ł m i ,

n n a , k t ó r y z a ś o d p i s a ł : — N i e z a d a w a j się ś n i m , b o t o j e s t c o r n y

ż e j e s t j u ż t a k d a l e k o , żo i n o p a t r z e ć j a k b ę d z i e t o z ł o t o .

m a g i k . O c i e p k a p o k a z a ł t e n l i s t K l i c h o w i , a o n się o ś m i o ł i p o wiado;

—

J a ! J o jest corny m a g i k , bo j a k o bezrobotny

biedaszyby

kopia

O n s i ę b o ł , ż e j a m o g ę g o p o d p a t r z e ć , j a k się t o r o b i .
się t e ż , ż e b y n a n i e g o

Bał

n i e zameldować! To nie jest t a k i e pros­

i j a k z n i c h wychodzą, t o m jest c o r n y j a k diobeł!"

t e , b y s a m o złoto zrobić i już b y ć z a d o w o l o n y m ! J a k o t y m za­

Z a s a d n i c z y m celem p r a k t y k o k u l t y s t y c z n y c h jest uzyskanie

meldują władzy, j a k onego oapną, t o będzie t a k długo siedzioł,

przez

człowieka

najwyższego

stopnia

doskonałości

duchowej,

c z y l i w t a j e m n i c z e n i a . P r z e z ć w i c z e n i a , ascezę, m e d y t a c j ę

opartą

aż p o w i e

j a k d o t e g o doszedł. G o j się t e g o n a j b a r d z i e j

boł.

m . i n . n a w n i k l i w e j l e k t u r z e P i s m a Ś w i ę t e g o m o ż n a j e osiągnąć

j a k się k r ó l d o w i e d z i a ł o t y m , t o g o d o w i ę z i e n i a w c i e p : —

d o sześćdziesiątego r o k u

m i t a mikstura i t e n proszek! —

biologicznej

ż y c i a . W i ą ż e się t o z u z y s k a n i e m siły

niezbędnej

do

duchowej

transmutacji.

Okultyści

uważają, że j e d y n i e m ę ż c z y z n a p o w o ł a n y jest d o t e g o , b y osiągnąć
stan

jedności

mistycznej

średniowiecznego
W

jednej

„Wiedza

szyfru

z

Bogiem,

nosi

rozpraw

ezoteryczna

z

która

nazwę

w

„kamienia

o k u l t y s t y c z n y c h jest

podaje

dwa

rodzaje

Jeden z nich ma charakter pozytywny',

starogOj

formie

szek c z e r w o n y ,

tak

m u s i do niego

Najprzód

no

nie?

J a n i e szukałem

Ociepka nigdy

Daj

m u s i stworzyć pro­

dojść. O ł ó w się r o z t o p i , w r z u c i

się d o n i e g o p r o s z k u i k a ż d y p a t r z y : —

mędrców".

to

W

t y c h k s i ą ż k a c h p i s z o m , ż e u d a ł o się n i e k t ó r y m z ł o t o r o b i ć , a l e

złoto!!! —

Jest to cud,

t e g o , b o się b a ł e m p o k u s y

n i e eksperymentował.

szatana.

O n ino cytoł i

cytoł

ujęte:

i cekoł n a o b j a w i e n i e b o s k i e , ż e b y B ó g m u o b j a w i ł , w j a k i sposób

wzajemniczenia.

o n i n o k a m i e ń w y k o n a ć , c o m o u ż y w a ć , j a k ą d r o g ą m a iść. a b y

męski ( d o r y c k i ) ,

drugi

n a t o m i a s t n e g a t y w n y , żeński ( j o ń s k i ) " . Z a t e m mężczyzna, k t ó r y

to

złoto zrobić.

To

była, p o w i e d z m y

droga

ludzka, a Goj

to

j a k eksperymentował,

to

chciał siłom.

dąży do najwyższego s t o p n i a w t a j e m n i c z e n i a m u s i żyć w surowej

Cytoł,

a

źle

rozumioł

i

potem

a.scezie. W ł a ś c i w i e w s z y s c y u c z n i o w i e T e o f i l a O c i e p k i n i e s p e ł n i a l i

m u się w c a l e n i e z g a d z a ł o . Z a t e j P o l s k i t o m i e s z k a ł w b a r a k u

tego w a r u n k u . S k u l i k

kolo

o ż e n i ł się, t a k s a m o

Paw

i Goj. Skulik

szybu

Była

Pulaski.

to tako

ostatnio, najgorsza

baraka

usiłował o k u l t y z m rozgryźć p r z y p o m o c y m e t o d o l o g i i n a u k o w e j ,

i t a m go d a l i , j a k g o w y s i e d l i l i z i n n y c h l e p s z y c h . N i e w i e m c y

m a r k s i s t o w s k i e j , a m a r k s i z m z kolei traktował

mioł t a m jakiś piec, albo jakiś r o n d e l , p r a , gdzie t y n ołów można

światopoglądom

r ó ż o k r z y ż o w c ó w , c o z r e s z t ą c z y n i ł p r z e z b a r d z o d ł u g i e l a t a , aż

t o p i ć . C h w o ł i ł się i n o p i z e d

w końcu uznał d e f i n i t y w n i e wyższość o k u l t y z m u n a d m a t e r i a l i z m .

n a j w i ę c e j p r z e d S k u l i k i e m , b o B o l e k t e ż p r ó b o w a ł , a l e n i e osią­

Najgorzej

i najtragiczniej wyszedł n a k o n t a k t a c h z wiedzą

gnął

tajemną W a l t e r G o j , który, p o d o b n i e j a k w i e l u p r z e d n i m w m i ­
n i o n y c h w i e k a c h , wziął dosłownie t r a k t a t y alchemiczne.

Według

tego!"
Tragedia

gląda

nieco

współczesnej wykładni o k u l t y s t y c z n e j , d a w n e t r a k t a t y a l c h e m i ­

na

ków były

lecz z a r a z e m

pozornie

matorialnej natury, w postaci

alegorycznej

przedstawiały m e d y t a c j e n a d e z o t e r y c z n y m r o z u m i e n i e m

wszech­

—

nazwijmy

średnich
zycją,

ją

—

egzystować

przy

Otóż

l a b o r a t o r y j n e j , pozwalały

unikając

bliższych

u p r a w i a n i u swojej,

wspomniany

Walter

w

kontaktów

istocie

Goj

po

w

wiekach
z

zakazanej,

inkwi­

filozofii.

przestudiowaniu

dnie

Waltera
inaczej

satysfakcja

Goja

i w
z

w

oczach

Bolesława

Skulika wy­

jej p r z e d s t a w i e n i u jest j a k b y
niepowodzenia,

z

nieszczęścia

współrywala w wyścigu d o z d o b y c i a

ukryta
kolegi,

kamienia f i ­

lozoficznego :

świata. T e n sposób z a p i s u , j a k i zasłona d y m n a w p o s t a c i p r a k ­
tyki

n a m i , że o n będzie mioł złoto, a

„ T y n G o j już za t a m t e j P o l s k i za t y m k a m i e n i e m zwariował.
P r z e z t o n i e ż y ł ze s w o j ą ż o n ą , a u c i e k d o łasa. J a k t a m n i e
w y t r z y m a ł , t o się w r ó c i ł i r ó ż n i e m i e s z k o ł . P o
go d o b a r a k u , g d z i e b y l i za N i e m c a

tej wojnie

jeńcy radzieccy.

dali

T a m był,

kilku

bo c z y n s z u n i e płacił, n i e miał za co, b o n i e pracował, a p o t e m

r o z p r a w w y p o ż y c z o n y c h o d T e o f i l a O c i e p k i , doszedł d o w n i o s k u ,

d a l i m u e m e r y t u r y coś s i e d e m s e t z ł o t y c h z a t e p a r ę l a t , co p r z e ­

że n i e b ę d z i e się b a w i ł w p r z y k r ą ascezę, l e c z s p r ó b u j e o s i ą g n ą ć
kamień
jego

w

filozoficzny

pomocy

i

potom

pizy

i na powierzchni.

C h y c i l się

jakiejś

gdowy,

O n a p o t e m odeszła o d n i e g o , b o t e g o złota n i o b y ł o widać. J a

wyrobnikiem.

o n chce stworzyć t e n kamień mędrców, t o t y l k o m i powiedział:

takim

micznych. Mówi E r y k
„Walter
W

takim

Goj

przyznać,
właśnie

że

j a k n i e m i e c k i graf,

robił p o d ziemią

c o się z l a k o m i l a n a j e g o b a j k i o z l o c i e i r a z e m ż y l i w t y b a r a o o .
t a m r a z b y ł , a l e n i c m i n i e c h c i o l p o k a z a ć . J a się g o p y t o ł , j a k

Trzeba

co n a j m n i e j

zrobić

do

przed

żyć

postaci,

którego k o p a l n i a „ K a i s e r " należała, a w której G o j b y ł n ę d z n y m
uczniów

złoto

fizycznej

Ociepka

rozumieniem

ostrzegał

swoich

traktatów

alche­

Paw:

byl za starej

oddzielę p r a c o w a ł ,

Polski

gdzie

ładowaczom

tąpnięcie

n a filarze.

było. J a k tąp to,

o n e g o zasuło, n o i mioł nogi połomane. P o t e m

60

J o b y musiał znaleźć t a k i e g o męczennika, n i e w i n n e g o ,
jest

dali go do r o ­

t o r t u r o w a n y i z t y c h k r o p l i lez zrobić

kamień

który

mędrców.

T a k m ó w i ł d o m n i e , a za j a k i ś czas, j a k e k s p e r y m e n t o w a ł z fosi o i u i n wypalił sobie

o k o i choć m u ta. łza s p ł y n ę ł a d o r e t o r t y ,

n i c n i e osiągnął! Będzie już pięć l a t j a k n i e

żyje."

�Czuje
szywo

się t u w y r a ź n ą , u l g ę , iż całe d z i a ł a n i e G o j a b y ł o f a ł ­

i nieskutoozne.

jednakowo

Trzeba

przecież

pamiętać,

że

w i e r z y l i w możliwość u z y s k a n i a owego

alchemicznego

panaceum!

glądami co do m e t o d y

Różnili

się w

obydwaj

cudownego,

zasadzie j e d y n i e

po­

działania.

Utrzymywał

rapsychicznym

również k o n t a k t z T o w a r z y s t w e m

i m . Juliana

merował systematycznie
będący

terycznej,

Ochorowicza

we

m i e s i ę c z n i k Lotos.

jego organem

J e d n y m ze s p o s o b ó w , a r a c z e j d r ó g w i o d ą c y c h d o d o s k o n a l e ­

n i a d u c h a jest r o z w i j a n i o p o c z u c i a piękna, g d y ż o n o s a m o w so­
bie s t a n o w i p i e r w i a s t e k b o s k i . Z
wynika
Sam

T e o f i l O c i e p k a n i e o g r a n i c z a ł się d o k o r e s p o n d e n c j i z W i r ­
tembergią.

j

Lwowie,

Synteza

prenu­

wiedzy

wydawany

(Lotos

Pa­
ezo­

był w

Wiśle

t e j przesłanki o k u l t y s t y c z n e j

malarstwo mistrza Teofila

Ociepka

s t a r a ł się w

symboliczną
trafniej —

swych

okultystycznej

o wszechbycie.

j e ściśle t r e ś c i t r a k t a t ó w

i niektórych
obrazach

wiedzy

o

jego

zawrzeć

uczniów.
wykładnię

wszechświecie

Z tego też p o w o d u

a

okultystycznych. Nigdy

nie malował

w y ł ą c z n i e p o t o , b y t w o r z y ć p i ę k n e o b r a z y ! S t a r a ł się —
p o k a z a n i e i s t o t ze ś w i a t a a s t r a l n e g o , icłi w z a j e m n y c h
z n a s z y m światem —

dostarczyć w s z y s t k i m p r a w d z i w e j

t o r ó w stałych w k r a j u oraz wśród środowisk p o l o n i j n y c h ) . B y ł też

o

tajemnicach.

członkiem

służyć p r z e d e

różokrzyżowców,

wywodzącej

założonego w w i e k a c h średnich p r z e z
później
jak

wyklętego

przez

Kościół,

Chrystiana

bowiem

i jego z a k o n , wątki f i l o z o f i i starożytnej

analizą

pism

a p o k r y f i c z n y c h , będących

sadami d o k t r y n y katolickiej.
Z

szeregów

wybitniejsi

okultystycznej
świata.

—

a

Rosenkreuza,

kontynuował
oraz

zajmował

sprzeczności

wywodzą

według

tego

się

wszyscy

współczesnej

kierunku

l a t związani

renu Niemiec

z

poznania

larze,

symbolikę

dobra

c z y zła p o s i a d a j ą

za­

efekt

kolorystyczny

wszech­
ma­

literaturę

filozoficzną

d l a siebie i s w o i c h

I

uczniów.

miały

i moralizatorskim,

malarza

paletę

anegdocie
zące

się

kolorów.

w

obrazu

sobą

nie

o

określonych

przypisane

tyle

t y m właśnie

rygorystycznie

tworzonego
ze

Postacie

stało sobie

zależy

kierunku,

podporządkować

od

barw,

stąd

przeto

świadomego

ile malarz
fabule,

dzieła. Stąd zaskakujące

zestawienie

walorach

kolory,

musi

czy

też

zupełnie i

gry­

niezwykłe

natężenie

kolorów i i c h nienaturalność.
Dziwaczność

i niezrozumiała d l a większości

współczesnych

s y m b o l i k a jest z o k u l t y s t y c z n e g o p u n k t u w i d z e n i a oczywistością.
N a l e ż y w t y m p r z y p a d k u p r z y p o m n i e ć , że w średniowieczu i s t ­

przepędzeni.

T e o f i l O c i e p k a u t r z y m y w a ł ścisłą w i ę ź z l o ż ą , d o s t a w a ł o d
niej

swą

Niemczech,

dojściu d o w ł a d z y H i t l e r a z o s t a l i z t e ­

wiedzy

te obrazy

więc O c i e p k a stosował w n i c h , p o d o b n i e j a k średniowieczni m a ­

się

naj­

Ponieważ

wszystkim celom poznawczym

on,

wykładni

n a zasadzie loży

sońskiej p o s i a d a l i s w o j e d w a g ł ó w n e c e n t r a : j e d e n w
drugi w Kalifornii. Po

zakonu

działania

więc

myśliciele

Od ponad dwustu

w

z

3

różokrzyżowców

alchemicy,

się

transcendentnych

przez

powiązań

p o d redakcją J . K . H a d y n y i posiadał l i c z n e g r o n o p r e n u m e r a ­
loży

może

podporządkowuje

oraz

zestawy

ćwiczeń

duchowych

niała
Nie

moralizatorska koncepcja
t y l k o astrologowie,

najwybitniejsi

teologowie

wpływu

niezbyt
tamtego

planet

t o l e r o w a n i przez

na

człowieka.

Kościół,

czasu j a k n p . ^ w .

ale

Bonawen-

�T e o f i l O c i e p k a uważał tę książkę za jedną z najważniej­

Saturn.
szych

pod

względem

istotnych

„prawd"

w

niej

zawartych.

Stąd też w jego o b r a z a c h można odnaleźć cale s a t u r a b l e b o s t i a num,
i

które

w

otoczenia

najdrobniejszych

odpowiada

szczegółacli

drobiazgowym

kształtu,

koloru

książkowym

opisom.

N i e są t o z a t e m c z y s t e W o r y w y o b r a ź n i T e o f i l a O c i e p k i . M a l a r z
wierzy

w

istnienie t y c h

egzystujące
się w

w

tworów,

kosmosie

traktuje

t y m p i z y p a d k u «do m o r a l n e g o

formować

je

jako

faktycznie

b y t y , o których i s t n i e n i u —
obowiązku —

poczuwa

musi poin­

bliźnich.

Dlaczego Ociepka przykładał t a k w i e l k i e znaczenie

do tego,

co d z i e j e się n a S a t u r n i e i c z e m u t a k p i l n i e n a s o t y m usiłował
p o u c z y ć ? B y t o z r o z u m i e ć , n a l e ż y w i e d z i e ć c o k r y j e się p o d t a ­
kimi

pojęciami

filozofii

okultystycznej,

astralno i s t o t n y " i najważniejsze
to
a

służą

do

duchem.

oznaczenia

We

—

tworów

wszechświecie

j a k - „astralny

„astralne ciało".

pośreduich

odróżniano

między

materią

świat m a t e r i i , świat

a s t r a l n y i świat d u c h o w y , a w człowieku analogicznie
ciało f i z y c z n e ,

ciało a s t r a l n o , c z y l i duszę, o r a z

ducha. T a k więc dusza

świat,

Terminy

widziano

nieśmiertelnego

człowieka należy d o świata

astralnego,

do którego w r a c a po śmierci. Jest t o n świat z a l u d n i o n y i s t o t a m i
demonicznymi

stojącymi

na takim

samym

stopniu rozwoju

co

dusza, c z y l i nieco wyżej o d m a t e r i i , ale m a r n y m i , niedoskonałymi,
które posiadają

j e d n a k m o ż l i w o ś ć d o s k o n a l e n i a się. M i e s z k a ń c y

strefy astralnej mogą wchodzić w k o n t a k t y z ludźmi, mieć n a
n i c h p o w a ż n y , często n i e d o b r y w p ł y w . O s p o s o b a c h k o m u n i k o ­
wania

się ze ś w i a t e m

Istnieje

zatem

astralnym traktuje

wyraźna

zbieżność

magia.

w

poglądach

na

temat

w p ł y w u p l a n e t n a życie człowieka między średniowieczną
logią a okultystyką. W a r t o

w

teo­

t y m m i e j s c u zwrócić uwagę,

że

p o d o b n e p o g l ą d y n a ustrój człowieka i świata wygłasza m i s t y k a
indyjska —

A k a s a , którą O c i e p k a także znał. A k a s a t o n i e j e s t

tylko nazwa
jący
I I . 7. J u l i a n a O c i e p k a ,
6 0 x 67 c m , 1 9 6 0 r .

Drzewa-

rvs. ołówkiem,

stwory.

wym.

szkoły, lecz zarazem

najwyższy

tralne,

i

termin filozoficzny

najsubtelniejszy

z którego

przez

z

żywiołów

polaryzację

powstają

—

cztery

W e d ł u g p r z e k o n a n i a O c i e p k i , zaczerpniętego
stępnych m u traktatów, miejscem

na

wają

człowieka,

n a jego

tego w p ł y w u n a duszę.

„Człowiek

ciało,

aczkolwiek

mądry

panuje

odmawiali
nad

gwiaz­

d a m i " — co oznacza, że j e s t w s t a n i e opanować s w e namiętności
wynikające z w p ł y w u g w i a z d — twierdził św. T o m a s z z A k w i n u .
Z d a n i e t o j e s t równie i s t o t n e d l a działań oraz całego s y s t e m u
w i e r z e ń o k u l t y s t y c z n y c h , m i m o że w s e n s i e d o g m a t y c z n y m
wiele

m a o n wspólnego

z nauką

Kościoła. Można

drogi

rozeszły

się

w

przeciwnych

nie­

powiedzieć,

ż e w t y m p r z y p a d k u w y c h o d z ą c zo w s p ó l n e g o p u n k t u
wego,

kierunkach.

dzieje

znaleźć

się

można

na Ziemi
między

m a planeta
innymi

w

Saturn. Wykładnię

dziele

Jacoba

Lorbera

nasze ciała

Saturn.

as­
ele­

astralne

T a k więc

przed

pokazywanie

w

z lektury do­

Kosmosie,

i po

gdzie

przeby­

jest

planeta

śmierci —

n a obrazach

bestii, czyli

de­

m o n ó w t a m zamieszkałych s t a n o w i p r z e k a z i s t o t n y c h i n f o r m a c j i
dla nas samych —

o nas samych, bowiem

t e b y t y a s t r a l n e są

personifikacją n a s z y c h namiętności, żądz i w s z e l k i c h skłonności
n i e zawsze w pełni uświadamianych. J e s t t o t a cala sfera, którą
F r e u d określił m i a n e m

wyjścio­

podświadomości.

P o drugiej w o j n i e światowej, p r z y k o p a l n i , która
nazwę

Okultyści uważają, że p o w a ż n y i bezpośredni w p ł y w n a t o ,
co,

inne

m e n t y , a z i c h k o m b i n a c j i r o d z i się cała g a m a sił i m a t e r i i ś w i a t a .

t u r a , c z y św. T o m a s z z A k w i n u s t w i e r d z a l i w p ł y w ciał n i e b i e s k i c h
organizm

oznacza­

światło

z

,,Kaiser"

na

„Wieczorek",

powstało

zmieniła

koło

malarzy

naiwnych.

tego

„Pamiętam

Der

raz dygnitarz t u t a j

—

mówi

Leopold

Wróbel

—

jak

przyjechał

i k a z a l i n a m p o dwadzieścia pięć

dać i zrobić b i e g i e m

wystawa.

J a k wyjechał,

obrazów

t o d o kąta nas

i j u ż m y są i m d o n i c z e g o n i e p o t r z e b n e . T a k n a s t r a k t o w a l i . "
II.

8. T e o f i l

Ociepka,

Człowiek

Saturna,

olej/pł.,

1965 r.

Członkowie
polecono,
dyplom,

koła

mimo

plastycznego
buntów

możliwość

wykonywali
a

wewnętrznych,

wystawy

d w a razy

w

wszystko,
za

co

im

t o nagrodą

był

roku w

świetlicy,

a

później w d o m u k u l t u r y k o p a l n i .
Ociepka,
sławy
nie

malarz

dopóki
—

wykonywał.

nego

z koła n i e wystąpił,

prymitywista, nigdy
Odmawiał,

z malarstwem

mówiąc,

prawdziwym.

I

już

takich

jako

światowej

„obstalunków"

że n i e m a t o n i c wspól­
t e n , który

n i o starał

się

o w z g l ę d y m a l u t k i c h l o k a l n y c h k a c y k ó w , k t ó r y głosił sprzeczną
z oficjalną filozofią materialistyczną w i e d z ę ezoteryczną —
w ł a ś n i e w y p ł y n ą ł w s z e r o k i ś w i a t ! T r u d n o się d z i w i ć w

ten

takiej

s y t u a c j i w ś c i o k ł o ś c i i z a z d r o ś c i k o l e g ó w z k o ł a : o n i t u się m ę c z ą ,
a

t e n , n i e wiedzieć

Londynie,
dostaje

Wiedniu,

czemu

wystawia

Amsterdamie

nagrody, wszyscy

i

w

Warszawie,

innych miastach

Paryżu,
świata,

o n i m piszą.

Główny r y w a l d o sławy i zarazem p r e t e n d e n t d o r o l i p r z y ­
wódcy

62

kręgu

okultystycznego

w

Janowic,

Bolesław

Skulik,

�tak o t y m mówi: „ W

Trybunie Robotniczej

,,(...) W s z y s c y

n a Barbórka pisy­

w a l i z a w s z e o O c i e p k u . R o b i l i go w i e l k i m g ó r n i k i e m —

przodow­

twórczość

jest

ci samoucy

wyrazem

malują

jakiejś

t a k , j a k umieją

wewnętrznej

i ich

potrzeby

znale­

n i k i e m . O n t y m w ogóle nio b y l . Pracował w e l e k t r o w n i i n i e mioł

z i e n i a g ł o d u k o l o r y s t y k i t a k u l u b i o n e j n a s z a r y m Śląsku. P r ó b u j ą

bezpośrednio n i c wspólnego

różnych

к k o p a n i e m w ę g l a . O n i zaś

robili,

form dla ilustracji

swych

tematów.

Wiele

tych

prac

żo n i b y f e d r o w a ł , b o t o j a k o ś l e p i e j w y g l ą d a ł o u n i c h , n i b y l e p i e j

w y r ó ż n i a się ś m i a ł ą k o l o r y s t y k ą i w a s p e k c i e

d l a O c i e p k i . J o myślą, że t o n i e służyło d o

j e s t n a p e w n o u z a s a d n i o n e p s y c h o l o g i c z n i e . . . N a Śląsku większość

bo

niczego

dobrego,

t o k ł a m s t w o , a. k ł a m s t w o n i g d y n i c z e m u d o b r e m u n i e słu­

malarzy-samouków

ży. L u d z i e co t o p i s a l i o t y m w i e d z i e l i , ale p e w n i e t a k pasowało

a

do

techniką

propagandy."

jak

Wszyscy

chcieli

Ociepka.

Kiedy

sceny

zgoła

zdobyć

w

kole

janowskim

taką

sławą,

p r z y c h o d z i l i t a m dziennikarze, działy

Bolesława

Skulika

mówi E r w i n

—

Sówka,

i wielką duszę. P r z e z tę propagandę, t o z naszego koła
niesamowita

banda.

Każdy

uczeń

t r z e b a m i e ć w i e l k i e serce

t y l k o patrzył

swego

zrobiła
interesu

miała

przemysłem,
i

siłami

l u b m a do czynienia

gdzie bezpośrednio

z

górnictwem,

człowiek

s t y k a się

dzięki swej
u

gdyż

niogo

fantastyczno-mistycznej

bynajmniej

wypływa

z

przyrody...

T e o f i l O c i e p k a zyskał sobie n a t o m i a s t rozgłos przede
tkim
jost

„Chcąc być w i e l k i m artystą —

się

się

niesmaczne:

okultystyczny

więc

psychologicznym

z

jego

jakimś

tematyce,

nieuzasadnionym

mistycznego

wszys­

która

nie

kaprysem,

światopoglądu.

Charakte­

r y s t y c z n e , że O c i e p k a żyjąc i pracując n a Śląsku, zgoła p o m i j a
j e g o współczesną

t e m a t y k ę , n i e idąc śladem w i e l u i n n y c h m a ­

larzy

którzy

samouków,

sobie

tę

tematykę

umiłowali...

Zna­

i ż e b y d r u g i e m u w b i ć n ó ż w p l e c y . D o p ó k i n i e z a c z ę l i się n a m i

m i e n n y m f a k t e m j e s t , że w i e l u publicystów p o p u l a r n y c h p i s m

interesować r e p o r t e r z y , f i l m o w c y

z poza

Ś l ą s k a (...)

chwyta

się O c i e p k i i j e g o t e m a t y k i (...)

—

wszystko

było

okay!

Ale

p ó ź n i e j ?!
J a k t y l k o k t o przyjechał, t o z a c z y n a l i przełazić przez

dru­

na

to sprawy

—

w p o g o n i za niezwykłością,

z upodobaniem

Realistycznie

patrząc

można, p o w i e d z i e ć , ż e rozgłos w o k ó ł

sprawy

g i e g o , ż e b y się t y l k o d o s t a ć n a p r z ó d , b o t o j e s t ś w i e t n a r e k l a ­

Teofila

ma,

jego twórczości, a n a w e t s z k o d l n v y d l a jego kolegów po pędzlu,

To

potem
był

nogo",

można

cały

te

swoje

gnioty

sprzedawać

cyrk. J a k raz przyjechali z

za

pieniądze.

„Magazynu

Rodzin-

t o m a ł o się n i e p o z a b i j a l i , b o k a ż d y c h c i o l m i e ć

g ę b a w a p a r a c i e . A n a co t o p o t r z e b n e ? I t o z e p s u ł o
Każdy

swoja

wszystko.

t a m , w t y m „ W i e c z o r k u " p c h a się d o p r z o d u o

reklama,
W

a mało

pcłia s w o j e

swoja

malarstwo."

Ociepki

w

wielu

ateistów

jest

niewspółmierny

wśród których z n a j d u j e m y wiele talentów większych o d
kowego.
gdyby

Zjawisko

wspomniane

nie snobistyczne

Ociepce,

którym

niowieczu,

lecz w

nie

byłoby

upodobania

marzy

d z i m e g o p o k r o j u (...)

n u m e r z e m a r c o w y m k a t o w i c k i e g o miesięcznika

wypadkach

się

jakiś

zresztą

szeregu

nowy

Ociep-

możliwe,

autorów

prac

T e o f i l O c i e p k a n a t o m i a s t n i e żyje w śred­

X X

wieku, w

kraju,

w

którym

stawia

sztuce szczególne w y m a g a n i a .

p o d t y t u ł e m Dwa

z j a k i c h ź r ó d e ł w y w o d z i s i ę t w ó r c z o ś ć d a n e g o a r t y s t y (...)

wcielenia

„Droga

Teofila

P o p r z e d z a go

Ociepki.

Redakcjo!

że dobrze

I

b y n a j m n i e j nie jest

70-letni m a l a r z - s a m o u k o d d a w n a czerpie

M y członkowie S A i W

w Janowie-Niki-

s z o w c u c z y t a j ą c a r t y k u ł J a n a C z e r n e g o V iródel
dzamy,

list,

zacytować:
stwier­

astrologii

b y było, a b y a u t o r poruszył sprawę

wierzeń

swe aspiracje

cze z p r z e k o n a ń o i s t n i e n i u „ s i ł n a d p r z y r o d z o n y c h " . M a ł o , gło­
s i t o o t w a r c i e , ze s z k o d ą d l a w a l k i j a k ą t o c z y m y
kami

zabobonów

i irracjonalnych mitów

ze z w o l e n n i ­

(...)

Trzeba

bowiem

Śląska

rozgłos

Ociepki

w

ł ą c z y się i n t e g r a l n i e z p r z e k o n a n i e m , ż e s k o r o t a k s z y b k o

prasie

została

że

nie jest

publicznie

wypowiada

naszym
bez

zdaniom

znaczenia

uwagi

ujęta

fakt,

iż

uzasadniając

niewłaściwie.

Teofil

Ociepka

istnienio „sił

nad­

przyrodzonych".
Znając

gtlyż

mieszka

w

naszej

miejscowości

m o ż e m y s t w i e r d z i ć , żo p o p u l a r n o ś ć j e g o d a l e k o w y k r a c z a
ramy

—
poza

jego m a l a r s t w a i w w i e l u w y p a d k a c h jest szkodliwa d l a

walki,

jaką

toczy

SAiW

z

zabobonami

i mitami

religijnymi.

nał

się

korespondencyjnie

z

1927 r o k u

niejakim Philipem

wierzył,

c h o w y c h naszej

że

H o h m a n n jest

Z i e m i oraz

—

mieszkańców

które

nim

ponoć

pisze

o istnieniu

„kierują",

to

„sił

widać

t y m b y ć jakaś p r a w d a ! Że u t w i e r d z a t o zarazem

co j o s t a b s u r d o m , t o —

co m ó w i ą c j ę z y k i e m ś c i s ł y m —

to,

podbu­

d o w u j e irracjonałno z a b o b o n y i przesądy i z a p r z e c z a osiągnięciu
materialistycznej
kreślać.

Czy

nauki

—

nie trzeba

tak powinno

chyba

szczególnie

pod­

być ?"

P o u k a z a n i u się t e g o a r t y k u ł u w r a z

z cytowanym listem,

S k u l i k p o b i e g ł d o O c i e p k i z o b a c z y ć j e g o r e a k c j ę i n a c i e s z y ć się

Hohmannem

s w y m t r i u m f e m . O c i e p k a o d r a z u d o m y ś l i ł się, k t o b y ł a u t o r e m

(...)

k i e r o w n i k i e m prądów d u ­

że p o s i a d a

wielu

zapoz­

z W i r t e m b e r g i i , k t ó r y m i a n o w a ł się s a m „ r ó ż o k r z y ż o w c e m " .
Ociepka

dla

nadprzyrodzonych",

J a k a jest p r a w d a o T e o f i l u Ociepce ? O d młodych l a t Ociepka
i n t e r e s u j e się o k u l t y z m e m i k a b a l i s t y k ą i w

że

o n i m prasa, skoro przytacza, jego w y p o w i e d z i
musi w

w/w —

Ten
twór­

pamiętać,

naszej

się

obojętne,

i twórczości O c i e p k i , która w szeregu artykułach o p u b l i k o w a n y c h
Uważamy,

o

H i e r o n i m Bosch, ro­

i w o l n o m y ś l i c i e l i „ M y ś l W o l n a " w r o k u 1 9 6 2 u k a z a ł się a r t y k u ł
który pozwolę sobie

do

„kamień

mędrców"

c a ł e j a k c j i i z e r w a ł zo z d r a j c ą s t o s u n k i t o w a r z y s k i e . S a m S k u l i k
określił
pod

je

jako

wpływem

długoletnią
lokalnej

przyjaźń.

W

jakiś

n a g o n k i , zdecydował

czas

się

później,

Ociepka

na

i przez przeszło trzydzieści l a t przesyłał H o h m a n n o w i pieniądze,

w y j a z d d o B y d g o s z c z y , skąd pochodziła j e g o żona. O t e j s p r a ­

b y otrzymać

wie Skulik opowiada t a k :

Teofil

„kamień mędrców".

Ociepka

wierzy,

(...)

że jego żonie

wszystko

n a w e t w i e r z y , ż e ż o n a m a j a s n o w i d z e n i e . (...)

literatura

okultys­

t y c z n a (...)

G d y tę literaturę c z y t a człowiek logicznie

myślący,

tomiast
„Myśli

w

i c h pisaninę j a k o
to wszystko

Wolnej"

absurdalną.

wierzy...

najserdeczniejsze

jęcie o d p o w i e d n i e g o

obszerna

czasie między­

w

uznać

wychodziła

wyśni,

wojennym
musi

Polsce

W

się

Łączymy

Teofil

Ociepka na­

d l a całej

Redakcji

p o z d r o w i e n i a , p r o s i m y o za­

stanowiska. Zarząd K o l a S A i W w Janowie-

-Nikiszowcu."
Ton

„Ja
napisał

namówiłem
artykuł

redaktora z

„Myśli

żeby

co w

ga­

s t a w i e z r o b i ł a r t y k u ł p o d t y t u ł e m Dwa

wcielenia

Teofila

Ociepki.

W y s z ł o t o . O c i e p k a j a k się d o w i e d z i a ł , k u p i ł t e n n u m e r i p o s z e d ł
do

r e d a k c j i , że

że m u w s z y s t k o
Ociepka: —

oskarży

t e g o , co t o napisał. R e d a k t o r

opowiedział j e d e n człowiek

mówi,

z Janowa. N a

to

T o nie mógł być n i k t i n n y t y l k o Bolek Skulik.

—

N i e d o i d o sądu a n i m n i e , a n i t e g o r e d u k t o r a , a l e c o się s t a ł o ?

specyficzny

donos

jest

osobistym

dziełem

Bolesława

Wtedy

b y ł e k jesce p a r t y j n y , jesco m n i e n i e w y r z u c i l i .

dziolem

się, że

w

Wolno"

—

Ateistów

i

Wolnomyślicieli,

znajdował

się

za

t e n artykuł

majom

zlikwidować

t a k j o poszedł d o W o j e w ó d z k i e g o

w zarządzie k o l a j a n o w s k i e g o . W y g ł a s z a ł też n a jego f o r u m o d ­

nek

c z y t y , n p . Historia

jakiego p o w o d u likwidujecie t a „Myśl W o l n o " ,

religii.

P o o t r z y m a n i u l i s t u przyjechał do J a ­

n o w a r e d a k t o r Czerny. Zbadał sprawę, był u „ c z y n n i k ó w " , a p o ­
t e m wysmażył w s p o m n i a n y artykuł. Zacytuję z niego k i l k a
s m a k o w i t s z y c h f r a g m e n t ó w , p o d o b n i e j a k w liście koła
w i e r n i o zachowując

Wolnej",

te kłamstwa,

zetach o n i m p i s a l i t o m wyciągnął, b o m je mioł i o n n a t e j p o d ­

S k u l i k a . N a l e ż y wiedzieć, że w t y m czasie działał o n a k t y w n i e
Stowarzyszeniu

tego

o Ociepce. W s z y s t k i e

co

SAiW,

stylistykę i l o t myśli. O t o J a n Czerny:

so d w u t o w a r z y s z y

n a świadków

Dowie-

ta

„Myśl

K o m i t e t u , wzio-

i mówię:

Słuchajcie!

Z

a ten partyjny

z K o m i t e t u m i p a d a : — B o b a r d z o zły był artykuł o m a l a r s t w i e
Ociepki. J a na t o : —
—

To

sztuka i malarstwo? —

na t o : —

znacy,
A

żo w y m a c i e p o d s o b ą

w y się n a t y m z n o c i e ? —

dział
A

T o n i m o n i c d o rzeczy, b o t o z góry przyszło. —

on
Z

63

T

�góry —

powiadam

—

to pewnie

suje O c i e p k o p o świecie. —
i

z К С od Czajki.

N a to o n : -

b o ona for­

4

T u n i e m a co g a d a ć

t a k będzie z l i k w i d o w a n o . "
Kiedy

miejsce
jednak

Ociepka

przywódcy

O sobie

z Janowa,

duchowego

gminy

części

Skulik

zajął

wreszcie

okultystycznej.

popularności

swego

Nigdy

mistrza.

w wojna, ale w

1951 r o k u

Kwatery

i zaś

C i e s z y ł e m się z t e g o b a r d z o , b o d a w n o

już uznałem i c h światopogląd za najwyższy o i l czasu E g i p t u , o d
innych

w o l n o m u l a r z y c z y też kierunków

okultystycznych. I c h

p o g l ą d n a świat j e s t najgłębszy. Co miesiąc dostawałem o d n i c h
l i s t , ćwiczenia d u c h o w e , a j a k j e rozwiązałem wysiałem d o n i c h .

mówił t a k :

„Czterdzieści

Miniom przerwa

o d n o w i ł e m się u n i c h .

wyjechał

n i e osiągnął n a w e t

ka-korespondenta.

udało m i się napisać d o K a l i f o r n i i d o Głównej

l a t studiuję

filozofię

Różokrzyżowców.

5

Od

1932 r o k u b y ł e m z n i m i w stałym k o n t a k c i e , m i e l i m n i e z a człon­

O s t a t n i o z r e z y g n o w a l i ze m n i e . N i e o d p i s u j ą j u ż m i . P e w n i e b o m
już s t a r y i za słaby. N i e robię postępów

w

duchowości."

„ лиг
II. 9. Teofil

O c i e p k a , Łódź,

TEOFIL O C I E P K A , P O S T A Ć

B a r d z o różne o p i n i e krążą w Polsce n a t e m a t T e o f i l a O c i e p k i
oraz i s t o t y jego m a l a r s t w a . P o m i j a m t r y w i a l n e , b r u k o w e
lacje

z p r a s y l a t pięćdziesiątych

rzeczywistą

proweniencję

sztuki

deprecjonujące
janowskiego

była sprzeczna z ortodoksyjną, oficjalną

rewe­

l u b fałszujące

twórcy,

bowiem

efektownej

i eleganckiej,

A n d r z e j a B a n a c h a Ociepla
w

pełnym

siódmego).

ale i salonowo

— malarz

dnia

płytkiej

półprawd

tekście

Alfreda

zresztą

t z w . poważne

Ligockiego

książce

j a k również
(Artyści

opinie

podane

dnia
do

p u b l i c z n e j wiadomości n a t e m a t t o g o t w ó r c y posiadają jedną za­
s a d n i c z ą cechę w s p ó l n ą . N a z w a ł b y m j ą „ n a i w n ą
Na

entomologią".

c z y m o n a polega? Otóż O c i e p k a t r a k t o w a n y jest j a k o

okaz

barwnego i egzotycznego m o t y l a , oglądany i o p i s y w a n y w oder­
w a n i u o d środowiska, które go w z n a c z n y m s t o p n i u

ukształto­

wało, jest porównywany do i n n y c h , p o d o b n y c h sobie

„gatunko­

w o " o k a z ó w w s p o s ó b dość d o w o l n y , w e d l e f a n t a z j i i p r e d y l e k c j i
a u t o r a d a n y c h d y w a g a c j i . J e ś l i n a w e t sięga się p o p e w n e r e a l i a ,
t o w y b i e r a się z c a ł o ś c i , n i e r o z p o z n a n e j d o k o ń c a , d e t a l e m a j ą c o
w i n t e n c j i a u t o r a a l b o ubarwić anegdotę, albo stanowić „ d o w ó d "
dla postawionej

faktycznie a priori

realia

były

tezy.

T a k właśnie o c e n i a m m e t o d ę p r a c y A n d r z e j a B a n a c h a , k t ó r y

jedynie

formułowania

przeszkodą

syntez,

d l a wprow£.dzenia

odnajdywania

to typowy

skojarzeń,

błyskotliwych

z niemal wszystkimi dziedzinami i okresami sztuki
Jest

siódmego,

Wszystkie

MITYCZNA

g m i n i e o k u l t y s t y c z n e j . M o ż n a odnieść wrażenie, j a k b y d l a i iego

doktryną.

Cień t a m t y c h l a t i t a m t y c h p r a k t y k znaleźć można w salo­
nowo

ołówkiem.

rye.

paraleli
światowej.

przykład instrumentalnego p o t r a k t o w a n i a

T e o f i l a O c i e p k i , p r z y pełnej świadomości, żo u j d z i e o n o n a s u c h o ,
b o w i e m o f i a r a t y c h p r a k t y k była zupełnie b e z b r o n n a . P o p r o s t u
pan

B a n a c h wykorzystał

wielką u schyłku l a t pięćdziesiątych

popularność O c i e p k i d o p o p i s y w a n i a się p r z e d szeroką p u b l i c z ­
nością swoją erudycją o r a z subtelnością w k o j a r z e n i u niuansów.
Jednocześnie książka t a jest przykładem i g n o r a n c j i bądź świado­
mego
jego

przemilczania
książki

faktów.

o Ociepce

Przykład?

zatytułowany

Choćby

rozdział

Surrealizm

Ociepli.

X I V
Po­

równuje t u B a n a c h O c i e p l ę d o w i e l k i e g o S a l w i d o r e D b l i , choć
z k o k i o t e r y j n y m zastrzeżeniem p r z e d dosłownym
paraleli —
wy kwintny,

bowiem,

j a k pisze

zrozumieniem

B a n a c h , jest t o surrealizm me­

zaściankowy.

Tymczasem

m a l a r s t w o O c i e p k i n i e m a n i c wspólnego z sur­

r e a l i z m e m , jest o n o zamknięte w głębokiej s y m b o l i c e

teozoficznej.

O n s a m s u r r e a l i z m u n i e znosił, m i a ł go za s z a l b i e r s t w o w s z t u c e ,
a Dalego za zwykłogo oszusta. B a n a c h o t y c h poglądach O c i e p k i
wiedział, więc

w książce

świadomie

skłamał, n i e b a r d z o

serio

traktując „ p r o s t a c z k a z J a n o w a " . G d y b y n a w e t p r z y j ą ć , że n i e

n i e zadał sobie n i g d y t r u d u r z o t e l n e g o z a p o z n a n i a się z w a r u n k a m i

znał przekonań O c i e p k i w t e j m i e r z e , c z y l i n i e rozumiał i s t o t y

życia i społecznego f u n k c j o n o w a n i a T e o f i l a O c i e p k i w j a n o w s k i e j

jego s z t u k i , t o p o w s t a j e p y t a n i e , dlaczego napisał książkę o p r z e d -

04

�miocie,

mówiąc

delikatnie,

niezbyt

dobrze

sobie

znanym?!

Tak

więc

istnieje

m i t , że T e o f i l

Ociepka

był

poważnym

i głębokim f i l o z o f e m m a j ą c y m bezpośrednie k o n t a k t y z I n d i a m i ,
Książka B a n a c h a jest e f e k t e m ogólnie przyjętego w kręgach
inteligenckich

traktowania Ociepki

jako

swego r o d z a j u

cieka­

w o s t k i . O c i e p k a raróg, oryginał, postać z jakiegoś innego świata,
na

tyle

nad

prymitywnego,

iż

n i m nachyleniem.

szkoda

,,My z

brudzić

wielkiego

się
i

dokładniejszym

jedynie

słusznego

ś w i a t a w a r t o ś c i p o c h y l a j ą c się n a d p r o s t a c z k i e m p o c z u w a m y
do

obowiązku

stworzenia

co n a m n i e o d p o w i a d a ,
omylnym

m u ładnej

legendy,

zasłonięcia

l u b zgoła r a z i , a d o d a n i a , n a s z y m

zdaniem, efektownych

się
tego
nie­

uzupełnień."

pierwsze,

Ociepki

co w t ó r e ?

powodów

—

fantastyczne,

Takie,

wskazywania

czy

lub owakie?

na

wyłącznie

o k u l t y s t y c z n e ? Co

Jednym

z

głównych

fantastyczny

charakter

t w ó r c z o ś c i m i s t r z a T e o f i l a , eo m a z r e s z t ą m i e j s c e t y l k o w P o l s c e
— było i jeszcze w jakimś s t o p n i u jest „oficjalne w s t y d a n i e
jak

mawiał

Stanisław

Szukalski,

okultystycznej s y m b o l i k i w niej

ezoterycznej,

a

a trwała aż d o śmierci m i s t r z a T e o f i l a . W szczególnym p o w a ż a n i u
z n a j d o w a ł się o n j a k o b y u M a h a t m y G a n d h i e g o ,
z n a j d o w a ć się m i a l
nspirowany

skuteczność

się"

u R a b i n d r a n a t h a Tagore, który
Ociepkę napisał w a ż n y p o e m a t

ponoć

za-

filozoficzny.

wysoko

oceniał stopień w t a j e m n i c z e n i a

adepta

z Janowa.

Był

też o n , j a k mało k t o w Polsce, biegły w k a b a l i s t y c e i m i a l b e z p o ­
średnie

i s i l n e k o n t a k t y ze ś w i a t e m

wstrząsające
chodziły
które

i wspaniałe

na nie duchy

duchowym.

seanse s p i r y t y s t y c z n e .

najpoważniejszych

Organizował
Zawsze

niegdyś

przy­

osobistości,

wzywał.

O

doświadczeniach

spirytystycznych mistrza Teofila

opo­

w i a d a M a r i a Bąk, żona n i e żyjącogo o d d a w n a , znanego m a l a r z a -

zawartej.

Wedle

relacji

M a r i i pewnego razu Ociepka wywoływał ducha u nich w

i

zarazem

ucznia

Ociepki

z

Janowa.

miesz­

k a n i u , a l e coś p o m y l i ! w f o r m u l e , n i e u ż y ł w a ż n e g o s ł o w a , i d u c h

o m i j a n i e p r a w d y służyć m o ż e j e d y n i e d o czasu. Osobiście j e s t e m

t e n n i e d o t a r ł d o n i c ł i , l e c z Znalazł się n a s ą s i e d n i m s t r y c h u , g d z i e

o

okultystycznej

Ociepki, o jej teozoficznym
dydaktycznego

wykładni, lecz

pozwala

j a k każde

pizekonany

tego r o d z a j u

przez

J a k i , n i e s t e t y n i e d o w i e d z i a ł e m się. T a k ż e o ż y w i o n ą k o r e s p o n d e n ­

-amatora
pewną

z którym w y ­

m i e n i a l i swe t r a k t a t y o istocie b y t u . Również w w i e l k i e j estymie

szczególnie

N i k ł a znajomość społeczna „ n a u k h e r m e t y c z n y c h "
na

serio.

B y ł a t o o ż y w i o n a k o r e s p o n d e n c j a , k t ó r a z a c z ę ł a się p r z e d w o j n ą ,

cję m i a l p r o w a d z i ć O c i e p k a z R u d o l f e m S t e i n e r e m , k t ó r y r z e k o m o

Z t y c h ż r ó d o ł w y w o d z i się m i ę d z y i n n y m i g ł ó w n a l i n i a s p o r u
omalarstwo

gdzie największe szkoły teozoficzne traktowały go b a r d z o

proweniencji

charakterze z wyraźnym

obszar
i

Teofila

założeniem

przyswójonycli

traktatów

s t a n o w i plastyczną

która

i rozpraw

wykładnię

wykracza

poza

okultystycznych,

własnych

przemyśleń

wyobrażeń a r t y s t y .

n y m , a swobodą twórcy u O c i e p k i jest p o d o b n a (nie i d e n t y c z n a ) ,
do dawnej s z t u k i obrzędowej, gdzie t e m a t był p i e r w o t n y , dany,
n i e r o d z i ł się z w y o b r a ź n i , a l e m i a ł r e l i g i j n ą p o d s t a w ę , w y n i k a ł
z powszechnie
mogła

być

przyjętych
mniej

mitów.

l u b więcej

Jedynie

forma

dowolna.

była

Dowodem

wtórna

słuszności

takiego, a nie innego stanowiska może być t r a k t o w a n i e Ociepki
i jego obrazów w n a j b a r d z i e j właściwym j e m u środowisku, a więc
we

współczesnych,

prowincjonalnych

kręgach

teozoficznych

w Polsce. N i e należy zapominać o t y m , że jest t o w przeważającej
mierze

specyficzne m a l a r s t w o „religijne", więc w

na jego t e m a t n i e w o l n o pominąć o p i n i i żyjących

rozważaniach
współwyznaw­

c ó w m i s t r z a , d l a k t ó r y c h i n s p i r u j ą c e O c i e p k ę m i t y są w d a l s z y m
ciągu powszechną, wyobrażeniową

rzeczywistością.

bardziej r e p r e z e n t a t y w n y m . Parę l a t t e m u otrzymałem

źródłową

i n f o r m a c j ę , ż e z a j m u j ą c y się p r o p a g o w a n i e m n a u k s w e g o m i s t r z a
Hohmanna, Teofil

Ociepka

o g ł a s z a ł się w i e l o k r o t n i e n a

łamach „ I K C - a " , a właściwie w jego d o d a t k u „ m e t a p s y c h i c z n y m "
i

tą

drogą

doszło

do

Chrzanowa,

łapę"

parę.

obrazów, tłumaczono m i w

Chrzanowie,

że

m i a ł y one w założeniu swego t w ó r c y pełnić d w i e p o w a ż n e f u n k c j e :
j e d n a z n i c h t o jest u k a z y w a n i e d r o g i d o głębszego

wtajemni­

czenia d l a teozofów, a d r u g a — t o przostroga i próba w s k a z y w a n i a
W n i k l i w e s t u d i o w a n i e d z i e ł O c i e p k i p r z e z t e o z o f ó w j e s t , j a k się
dowiedziałem,

powstania

grupy

współwyznawców

ale p o jakimś czasie t a m t e j s z y

Na

moje

powszechną

w

praktyką

w

wielu

kręgach

Polsce.

wątpliwości, dlaczego n a t e n t e m a t

sam mistrz

T e o f i l n i e m ó w i ł ze s w y m i r z e c z y w i s t y m i p r z y j a c ó ł m i z w i e l k i e g o
świata,

którzy

prostym

mu

pomagali

stwierdzeniem:

nie mógł wszystkiego
O n i t a k wyjątkowo
nie rozumiano

i

Teofil

lansowali
Ociepka

powiedzieć

go,

odpowiedziano

j a k każdy o k u l t y s t a

osobom

niewtajemniczonym.

dużo chciał przekazać i p r z e k a z y w a ł ,

go, bo go

zrozumieć

krąg

na

okul­

do M u z e u m Regionalnego

ale

n i e m o g l i l u d z i e głusi n a

prawdę. Jest p e w n a sfera, której g r a n i c y n i g d y n i e przekroczył
w przekazywaniu prawdy i informacji o
Również
kontakty

w

Chrzanowie

Teofila

sobie.

potwierdzono

żywe i

bezpośrednie

O c i e p k i z kręgami o k u l t y s t y c z n y m i i masoń­
kręgów

artystycznych.
Ociepka
Sikorskim,

przez

długie

postacią

lata

bardzo

przyjaźnił

barwną

i

się

zarazem

z

Franciszkiem
zasłużoną

dla

Ś l ą s k a . O t o , c o n a t e m a t t y c h z w i ą z k ó w u d a ł o m i się u z y s k a ć o d
s y n a nieżyjącego F r a n c i s z k a , Jerzego S i k o r s k i e g o . „ J a

osobiście

n i e znałem O c i e p k i — m ó w i o n — ale m ó j ojciec b y ł z n i m w za­
żyłej przyjaźni
powiedzieć,

t y s t y c z n y r o z p a d ł się i s t r a c i ! w i ę ź z j a n o w s k i m c e n t r u m . P o d
k o n i e c 1983 r o k u zostałem zaproszony

dość

wtajemniczonych

i e h zbieżne w s u m i e o p i n i e n a przykładzie n a j c i e k a w s z y m i n a j ­

terenie

kocią

s k i m i K r a k o w a , k o n k r e t n i e m a s o n e r i ą w y w o d z ą c ą się z

Z e t k n ą ł e m się z n i m i p r z y p a d k o w o p a r o k r o t n i e . P r z e d s t a w i ę

Filipa

„na

Co d o s a m y c h

w ł a ś c i w e j i j e d y n i e słusznej p r a w d y o w s z e c h ś w i e c i e d l a p r o f a n ó w .

Chcę zwrócić u w a g ę , że r e l a c j a m i ę d z y k a n o n o m o k u l t y s t y c z ­

i

zrobił o g r o m n e spustoszenie i p r z y o k a z j i przegonił jakąś współ­
żyjącą

c e l u . P r z y t y m w s z y s t k i m c e c h u j e się o n a s p e c y ­

ficzną fantastyką, oryginalną wizyjnością
bowiem

twórczości

i nieraz odwiedzał go w

to wiem

Zajmował

od

Janowie. To

co

mogę

astronomią, ale również

tymi

ojca.

się o n a m a t o r s k o

p r o b l e m a m i , które nazywają

się o k u l t y z m e m i j a k o ś

nawiązał

w C h r z a n o w i e , celem wygłoszenia o d c z y t u n a t e m a t . . . j a n o w s k i e g o

w 1946 r o k u k o n t a k t z Ociepką. T o b y ł m a s z y n i s t a w e l e k t r o w n i

kręgu

k o p a l n i a n e j , człowiek n i e z w y k l e p r o s t y , bez s z l i f u t o w a r z y s k i e g o ,

okultystycznego.

Powodem

bezpośrednim

były

p u b l i k a c j e ną t e n t e m a t w „ T y g o d n i k u K u l t u r a l n y m " .
się, ż e p r z y t y m m u z e u m z n a j d u j e się k r ą g l u d z i
nych

teozofią i traktujących

naiwnego,

lecz

Wielkiego

Teofila

Okazało

Nauk

malarza

Hermetycz­

nych !
T e g o , co p r z y t o c z ę w o p a r c i u o r o z m o w y w C h r z a n o w i e , n i e
jako

fakty

możliwości

i zdarzonia

wiarygodnego

autentyczne.

N i e miałem j a k

ich potwierdzenia

l u b zaprze­

czenia. Ponieważ o p i n i e t a k i e krążą j e d y n i e w p e w n y c h
teozoficznych,

nie

mając

dowodowego

oparcia,

w

owych

sferach

i stale

rosnący

m i t

sferach

czynię

i c h z a p i s , mając p r z e k o n a n i e , że j e s t t o współcześnie
jący

uczciwy.

Ociepka

z

d o m u rodzinnego

hermetyczno-tajemnych,
wy,

jednak

jakieś

wyniósł

skłonności

do

których status poznawczy jest

prawdy

o

życiu,

nawet

nauk

wątpli­

głębsze, zawierają.

O n u j m o w a ł cało ż y c i e w- k a t e g o r i a c h w a l k i zła z d o b r e m i f a s c y ­

traktuję
dotąd

ale głęboko

zafascynowa­

Ociepkę n i e j a k o

Wtajemniczonego

moje

więc

funkcjonu­

Ociepki

teozofa.

nował

się z a g a d n i e n i e m

życia,

jako

antytezy

śmierci. T o

t a k i t y p f i l o z o f a w y r o s ł y n a g r u n c i e śląskiej k u l t u r y
która

była

Mój
czasów

kulturą

ojciec
cesarza

z Katowic

o bardzo

wysokim stopniu spirytualizacji.

b y l j e d y n y m p o l s k i m księgarzem n a Śląsku
Wilhelma

wyprowadzić

I

był

robotniczej

do

roku

1907. P o t e m

musiał

za
się

w związku z obłożeniem go karą 500

m a r e k , co b y ł o fantastyczną sumą, za n i e l e g a l n e

rozprowadzanie

65

�„Przeglądu

Wszechpolskiego''.

Przeprowadził

Trzebini, a potem do Lwowa.
oddziaływania

Juliana

We

Lwowie

Ochorowicza,

się

naprzód

z n a l a z ł się w

który

naukowo, z

do

wanic

kręgu
pozycji

zofii Karola Richeta wydanej
t o m o w ą r o z p r a w ę Psychologia
co

nazywamy

dzisiaj

16-sto t o m o w e j

w Paryżu. Ponadto
a medycyna.

parapsychologią,

„wspaniałych

Czajka,-Stachowicz,

p o z y t y w i s t y z a j m o w a ł się z a g a d n i e n i a m i p a r a p s y c h o l o g i i i o p u b l i ­
kował dział m a g n e t y z m u i m e s m e r y z m u w

swych

artystycznej

filo­

biedak

Teofila

jakby

Ociepki.

się p o t o c z y ł y

Sama

trochę

losy

ekscen-

t r y c z k a , mająca duże w p ł y w y w W a r s z a w i e , broniła go s k u t e c z n i e
przed

B y ł o n twórcą

tego,

Ociepkę w świat i w związku z t y m uczyć go t o w a r z y s k i e j ogłady.

czym

traktował

wszelkimi

kopiowali obrazy

z a g a d n i e n i a m i aż

podłościami.

Ona

też

zaczęła

wprowadzać

W m i a r ę z d o b y w a n i a , r o z g ł o s u rosła n a Ś l ą s k u l i c z b a j e g o w r o g ó w .

to mojego

do

śmierci".

wszystkim malarze-amatorzy,

którzy

bezczelnie

O c i e p k i i s t a r a l i się g o n a c h a l n i e w y p r z e ć

ze

świeżo powstałego r y n k u a r t y s t y c z n e g o . Grały w t y m p r z y p a d k u

Obszerna

relacja

Jerzego Sikorskiego

którą

tutaj

rolę w z g l ę d y czysto

przyta­

O c i e p k i w k a t o w i c k i m kręgu

„mistrza",

lecz

on

raczej

godnego,

choć

malarstwa

okultystycznym w latach

p o w o j e n n y c h , p r z y c z y m nie występował t a m w r o l i
skromnego

ucznia.

Miał

respekt i uznanie sprzed w o j n y d l a Juliana Ochorowicza,

materialne.

„ Z a i n t e r e s o w a ł się n i m — m ó w i J . S i k o r s k i — j a k i ś h o b b y s t a

czam zawiera źródłowe i n f o r m a c j o o k o n t a k t a c h i f u n k c j o n o w a n i u
Teofila

wtedy'

dwu­

przy

się t y m i

się

wydał

B y l i to przede

zajmował

Znalazł

to nio wiadomo

kariery

tę d z i e d z i n ę w sposób ścisły, p r e c y z y j n y , n a u k o w y . Z a f a s c y n o w a ł o
ojca, który

dziel".

w t a k i c h o p a ł a c h , że g d y b y n i e j e g o p r o t e k t o r k a , ł.apiUm I z a b e l l a

nawet

prymitywnego

dwie

wystawy.

z Wiednia

B y l to

i urządził m u jedną,

więzień

polityczny

czy

Oświęcimia

wielki

i z n a l się z ł a g r u o s o b i ś c i e z J ó z e f e m C y r a n k i e w i c z e m . T r . k p r z e z

które

W a r s z a w ę i W i e d e ń w y d o s t a ł się O c i e p k a w ś w i a t . T u , n a Ś l ą s k u ,

przeniósł w p r o s t n a jednego z j o g o bezpośrednich uczniów, c z y l i

j a k b y ł o m u n i e n a j l e p i e j szukał z a w s z e o p a r c i a u m o j e g o

na

W i e m , żo c z ę s t o p r o s i ł g o , b y z n i m j e ź d z i ł d o W a r s z a w y , b o s a r n

F r a n c i s z k a S i k o r s k i e g o . J e s t też w o p i n i a c l i j e g o s y n a o d ­

ojca.

funkcjonuje

n i o czuł się t a m raźnie, ale ojciec m ó j , m i m o podeszłego w i e k u ,

w p e w n y c h kręgach i n t e l i g e n c k i c h K a t o w i c . Z (ego też względu

m i a ł w t e d y j u ż p o n a d o s i e m d z i e s i ą t l a t , stało p r a c o w a ł i p r z e z

zasługują n a uwagę w t a k i e j f o r m i e , w j a k i e j zostały m i p r z e k a ­

t o n i e mógł Ociepce

zane.

Jak

bicie

obrazu

Teofila

Ociepki,

jaki

współcześnie

towarzyszyć, t y l k o dawał m u różne r a d y .

się zachować, co robić. Ł ą c z y ł a

okultystycznych, dlatego
„Ociepka, według o p i n i i mego ojca — m ó w i J e r z y S i k o r s k i —
b y ł c z ł o w i e k i e m n i e z t e j z i e m i , w całości o d d a n y w i z j o m

zaświa­

k t ó r e p o t e m się s p r a w d z a j ą . W n o w o c z e s n e j p a i a p s y c h o l o g i i t o się
często n a z y w a

prekognicją

—

człowiek wyobraża

sobie

pewne

portretu

Gandhiego.
i potem

umiarkowanymi

zawsze pociągała

zrobiony z inspiracji mojego

t a k się t e ż s t a ł o . W s z y s t k o t o o p o w i a d a ł o j c u O c i e p k a , a p r z e c i e ż
A p o r t s p i r y t y s t y c z n y wywołany przez

tego B a w a r c z y k a .

Przed

w

albo

jeden

Ociepkę. Nabyło

u r o c z y s t y m akcie

go

przekazało

k o n t y n u a c j a etosu indyjskiego,, tej w a l k i

prowadzonej

t e r u i zdarzeń p s y c h i c z n y c h prawidłowy i poza t y m n a w i e d z i go

postaci

jedyny,

Ministerstwo K u l t u r y
Gandhiego,

j a k w czystej

był

n a m a l o w a n y c h przez

d u o h i o n p o t e m z a c z n i e m a l o w a ć . I t a k j a k t o n H o h m a n n napisał,
początek jego m a l o w a n i a , t o n i c innego

'To

z n i e w i e l u portretów

i n d y j s k i e j ambasadzie d l a p r e m i e r a Dżawaharłara N e l i r u . Postać

występują.

T e n j a s n o w i d z z B a w a r i i u s p o k a j a ł g o , żo j e s t t o r y s c h a r a k ­

niemal

K i e d y ś , m i ę d z y i n n y m i podsunął m u koncepcję n a m a l o w a n i a
duchowego

że m a t a k i e s n y wieszcze,

z d a r z e n i a , któro w przyszłości rzeczywiście

przekonań

dla niego

wyrocznią.

t o w y m . W jakiś sposób nawiązał k o n t a k t k o r e s p o n d e n c y j n y z jas­
n o w i d z e m z B a w a r i i . Z w i e r z a ł m u się

i c h wspólnota

też słowo o j c a było

Według

opinii

powszechnienia
i

Ociepkę

środkami

i ludzi

kultury

złem
oporu

śląskiej. T a k

obraz

ojca w y l ą d o w a ł gdzieś w I n d i a c h . "

J . Sikorskiego

n i e bez

znaczenia

się n a Ś l ą s k u n a p r z e ł o m i e

parapsychologii był

ze

psychicznego

kierowany

przez

dla

roz­

stuleci o k u l t y z m u

Wincentego

Lutosław­

w o j n ą w sądach rozstrząsane b y ł y s p r a w y oddzielnego t r a k t o w a n i a

skiego r u c h „ E l e u z i s " , który propagował w środowiskach r o b o t ­

morderstw z Aportu.

n i c z y c h jogę; p o t e m p o k i l k u l a t a c h jogo u c z n i o w i e przeszli n a

Malarstwo Ociepki jest malarstwem wizji pozaplanetarnych,
t o n i e jest wyobraźnia w y n i e s i o n a z przeżyć scnsualistycznych,
z o b s e r w a c j i b e z p o ś r e d n i e j p r z y r o d y . R z e c z całą- t r z e b a w i d z i e ć
w r a m a c h a p a r a t u r y pojęciowej t e o z o f i i , która jest s y n k r e t y z m e m
różnych

wierzeń

s t a r o c h a l d e j s k i c h , trochę

chrześcijaństwa. T o j e s t t a k i

z

wed

indyjskich,

skautowanie,

terenie, p o t e m

prze­

k s z t a ł c i ł o się t o n i b y w z a k o n , a b y d o j ś ć d o P O W ( P o l s k a

Orga­

nizacja Wojskowa).

ruchowe

w

T o była zaszyfrowana

działalność n i e p o d l e ­

wadzenie robotników n a p o z i o m k u l t u r y i świadomości ogólno­
„Wiedzy

B o d a j o n k i e d y ś m ó w i ł m o j e m u o j c u , żo p s z c z o ł y n a ś w i e c i e

ćwiczenia

głościowa,, c h o d z i ł o o w y t w o r z e n i e s i l n e j w o l i o s o b n i c z e j , o w p r o ­
narodowej.

melanż.

czyli

indyjskiej

Było

w

Katowicach

przed

D u c h o w e j ' , które specjalizowało
literatury

ezoterycznej.

wojną

wydawnictwo

się w p u b l i k o w a n i u

Istniała w Wiśle g r u p a p o d

p o j a w i ł y się d l a t e g o , że p r z y l e c i a ł y z J o w i s z a , c z y i n n e j p l a n e t y .

p r z e w o d e m J . K . H a d y n y , która wydawała, c z a s o p i s m o

To wszystko

Miesięcznik t e n b y l o r g a n e m T o w a r z y s t w a P a r a p s y c h i c z n e g o i m .

są r e m i n i s c e n c j e l e k t u r t e o z o f i c z n y c h .

razie zarówno m o m e n t rozpoczęcia przez

niego

W

każdym

malowania, jak

Juliana Ochorowicza

i t e m a t y k a , a raczej w y m o w a obrazów p o w i n n y być r o z p a t r y w a n e
wyłącznie n a płaszczyźnie p a r a p s y c h o l o g i i i m e t a f i z y k i s y n k r e tycznej.

T a k zawszo twierdził mój

ojciec.

terenie osiedla robotniczego,

gdzie przede

we

Lwowie.

o n r bezpośrednie

kontakty

z

Indiami.

w s z y s t k i m myśli

dowodem

j e s t właśnie T e o f i l

Ociepka

i u t w o r z o n y przoz

sowań i wynikającej

i

w e m , a n i anomalią kulturową. W y r a s t a ł w p r o s t z

musiał wystąpić k o n f l i k t .

malarzy-amatorów zorganizowanej
wódzką Radę K u l t u r y . W t e d y

sprawy

S t a ł o się t o p r z y

wystawie

zaraz po w o j n i e przez

Woje­

O c i e p k a uzyskał I nagrodę, a to

było d o b r y c h kilkadziesiąt tysięcy złotych. Z miejsca

niego

w J a n o w i e krąg o k u l t y s t y c z n y . T a k więc f e n o m e n jego zaintere­

się o s z t u c e mięsa, a n i e o s z t u c e . O n b a r d z o odbijał o d r e s z t y
dlatego

Te

b a r d z o interesowały p r z e d I I wojną światową polską i n t e l i g e n ­
cję n a Ś l ą s k u , a t a k ż e i w a r s t w y n i o i n t e l i g e n c k i e , c z e g o n a j l e p s z y m

J a k o człowiek z t a k i m i poglądami t r a k t o w a n y b y l j a k o raróg
na

Mieli

„Lotos".

go

podglebia,

z n i c h twórczości n i o jest ż a d n y m c u d a c t -

jedynie

nieznajomość

realiów

otaczającego

kultury

regionu

śląskiego o d początku naszego s t u l e c i a t a k i e wrażenio m o ż e w y ­

posypały

w o ł a ć . W s p ó ł c z e ś n i e u n i k a się o m a w i a n i a i w o g ó l e w s p o m i n a n i a

się n a n i e g o d o n o s y , n a w e t d o U r z ę d u B e z p i e c z e ń s t w a , ż e t o j e s t

e z o t e r y c z n y c h nurtów w k u l t u r z e p o l s k i e j , d l a t e g o też, z prostego

człowiek o b c y środowisku r o b o t n i c z e m u , że n i e jest z w o l e n n i k i e m

b r a k u i n f o r m a c j i , często d o c h o d z i d o q u a s i n a u k o w y c h w y k ł a d ­

materializmu dialektycznego,

ni

a n o n i m y do prezydenta
Autorami

tych

a k i e d y to nie pomogło

pisywano

Bolesława B i e r u t a . "

donosów

byli,

j a k łatwo

i i n t e r p r e t a c j i różnych

faktów

kulturowych.

Człowiek, k t ó r y m a jakieś określone z a i n t e r e s o w a n i a , a t a k i m
się d o m y ś l e ć

za­

b e z w ą t p i e n i a b y ł T e o f i l O c i e p k a , p o s z u k u j e t o g o , c o się n a z y w a

w i s t n i r y w a l e z kręgu m a l a r z y n a i w n y c h , którzy m a l o w a l i „ p o

samoidentyfjkacją.

l i n i i i n a b a z i e " , a przecież n i o i m przypadła n a g r o d a .

t o znaczy m u s i znaleźć d l a siebie jakiś układ o d n i e s i e n i a , porów­

Ponadto,

wodług interesującej r e l a c j i J . S i k o r s k i e g o , b a r d z o s z y b k o

poja­

w i l i się n a ś l a d o w c y m a l a r s t w a O c i e p k i , z a r z u c a j ą c y m u p l a g i a t o -

66

nania,

b y poprzez

M u s i się p o p r o s t u
jego

akceptację,

z czymś

albo

przoz

identyfikować,
zróżnicowanie

uzyskać swoją osobowość. D l a każdego człowieka należy szukać

�takiego

ukludu

Przeważnie

odniesieniu

w miejscu

w

jego

bytowania

najbliższym

znajdują

k t ó r y c h o n c h c e s t a ć się w s p ó ł t w ó r c ą l u b k t ó r e
Nio
w
z

można

jakichś
której

więc rozpatrywać

uniwersalnych

wyrósł.

fenomenu

kategoriach,

Działalność

mistrza

środowisku.

się t a k i e

od

i jego

b o w i e m o n a była p i e r w o t n a i najważniejsza w sensie

gleby

uczniów,

sprawczym

nurt

w

w ogóle. R ó w n i e ż k i e r u n e k i rodzaj kontaktów z
z

tych

tajemnej"

uwarunkowań

Ociepka

(Wirtembergia,

wynikał.

Okultyzm

w szerogach a r m i i kajzera

podatny i przygotowany

skrzypce.

komity

technicznie

co

niesamowite,

jest

chwyciło w
opozycja:

Idą do

zagranicznymi

Kalifornia)

ściśle

z j a k i m zetknął

się

W i l h e l m a trafił u niego n a

malarz.

On

Zawsze b a r d z o bawiło m n i e „odwracanie k o t a do góry ogo­
u p r a w i a n e przez Alfreda

Ligockiego

c h c ą c (z j a k i c h p r z y c z y n ? )
teresowania

świat

czy przez
mistrza

Cezarego

zatrzeć f a k t i s t n i e n i a silnego

Teofila

zna­

umiał

laserunkiem

zieleniami.

Coś

malować,

co m n i e

piekło-niebo,

za­
jako

dobro-zło!

była d l a m n i e jego d e t e r m i n a c j a , która z t a ­

kiego

s t o s u n k u d o życia

tym,

siedząc

wynika. To

t a m , n a t y m Śląsku

było

niesamowite!

ciemnym,

Przy

ohydnym,

miał

wyobraźnię pejzażu, a n i g d y n i e widział poważnej łąki, poważ­
nego lasu, poważnych

gór

i wyobrażał

sobie j a k t o

wygląda

i malował przepięknie! Przepięknie! Właśnie pejzaże, a włączał

to naprawdę

jest

w

jego

wyobrażeniowym

t e ż z w y o b r a ź n i sił d o b r a i zła

obrazach

fascynujące!

Poza

—

t y m on

uwielbiał czerwień, którą j a też u w i e l b i a m , c z y l i c y n o b e r . T o jest

Otóż

d l a m n i e najpiękniejszy k o l o r świata i j a , j a k zobaczyłem

cyno­

zain­

browe

Boże!

Teofila.

o k u l t y - z m e m w ś r ó d śląskiej i n t e l i g e n c j i i

skutkówoprzyczynowych

jest t o przede w s z y s t k i m

w n i e d i a b ł ó w i a n i o ł ó w i t o r o z g r y w a n i e się w

w r o d z i m y m kręgu g r u n t .

L o z a ń s k i e g o , k t ó r y n a p i s a ł Kolorowy

rzuć

to jego stosunek d o życia, pojętego

pejzażu w a l k i w y e w o k o w a n y e h
nem"

woła:

ciebie!

cudownymi

obrazach

Fascynująca

ogólniej­

s z y m p r ą d z i e o k u l t y s t y c z n y c h zainteresowań n a Śląsku i w P o l s c e
ośrodkami „ w i e d z y

pędzle i bierz

Mój stosunek d o O c i e p k i —

wyłącznie

oderwanych

ludowy

i w y p a t r u j e , c z y ktoś n i e jedzie d o niego i j a k t r z e b a

zwalcza.

Ociepki

Teofila

d l a jogo s z t u k i , stanowiła n a i w n y —

wartości,

związków

fragmenty, patrzyłem n a jego oczy i pomyślałem:

O n naprawdę

O c i e p k i z t y m i k r ę g a m i , usiło­

Trzecia

widzi! Widzi

rzecz, b a r d z o

kolor!
ciekawa,

która

mnie

zachwyciła,

to

w a l i w s z y s t k o zwalić n a . . . k r a s n o l u d k i , n a baśniowy świat l u d o w e j

e r o t y k a , też r o b i o n a

m i t o l o g i i Śląska. P o d p ó r k ą i „ a r g u m e n t o m " d l a t y c h

m n i e się śniło o k o b i e t a c h k i e d y m i a ł e m p i ę t n a ś c i e , s i e d e m n a ś c i e

miały być obrazy

m a n i p u l o w a n i e f a k t a m i , i c h kolejnością i p r z y c z y n ą
Obrazy

wywodów

t e n świat przedstawiające. B y ł o t o świadome

mające ilustrować

fantastyczne

zaistnienia.

wyobrażenia

ludu

śląs­

k i e g o zostały zasugerowane Ociepce przez jego przyjaciół i opie­
kunów
kać

(Ligęza, Żywirska)

jedynie

wtedy

w l a t a c h pięćdziesiątych, a b y

słuszny

argument

—

ludowości,

lat, t o o n namalował. P o t e m

poznałem k o b i e t y , t o przestałem

śnić o n i c h . A u O c i e p k i t o b y ł s e n o k o b i e t a c h , o m i ł o ś c i , o e r o ­
t y z m i e , o p r a w d z i w y m zaangażowaniu w kobietę i t o było wspa­
niale

uzys­

„naszej,

z w y o b r a ź n i . M u s z ę p o w i e d z i e ć , że t o c o

wymalowane!

Uważam
malarza,

go

który

za

wielkiego

jest

poza

malarza,

wszelkimi

prawdziwie

wielkiego

k r y t e r i a m i , czy

amator,

regionalnej, śląskiej", do o b r o n y twórcy z J a n o w a przed a t a k a m i

czy

za r e l i g i a n c t w o , u d z i w n i e n i e , f o r m a l i z m i i n n e ciężkie ówcześnie

z w i e l k ą w y o b r a ź n i ą , z n i e s a m o w i t ą s p r a w n o ś c i ą , a t o są

„grzechy". Była t o zapewne i tarcza ochronna, w intencji przy­

wielkiego

niedzielny,

jaciół O c i e p k i , n a t y l e zręcznie m u podsunięta, że przyjął ją chęt­
n i e , a śląskie w i e r z e n i a
tycznych

mitologiczne

włączył do s w y c h o k u l t y s ­

rozważali.

czy ludowy.

To

był prawdziwie

wielki

malarz
cechy

malarza".

D y t y r a m b n a chwałę m a l a r s t w a

Teofila

Ociepki

n a i w n y ( m a m n a myśli passus o doświadczeniacłi

miejscami

sonsualistycz-

n y c h m a l a r z a , który n i g d y n i e widział „poważnej ł ą k i " ! ) . W a ż n e

M n i e m a m , że i n t e r e s u j ą c y m k o n t r a p u n k t e m d l a w y o b r a ż e ń

w

n i m jest j e d n a k

t o , że w y g ł o s z o n y

został n a początku 1984

o Ociepce w kręgach n a i w n i e - o k u l t y s t y c z n y c h , j a k i d l a m a n i ­

r o k u , a więc n i e jest o k r z y k i e m sprzed l a t w y w o ł a n y m przelotną

pulatorów, a zarazem

euforią.

pomniejszaczy

m o ż e b y ć głos n i e z m o r d o w a n e g o

jego osoby i twórczości

animatora krakowskiej

nicy pod B a r a n a m i " , wyrafinowanego
Skrzyneckiego.

konesera s z t u k i —

J e g o u w a g i są o s o b i s t e i z a r a z e m

dla wrażliwych i i n t e l i g e n t n y c h

odbiorców

—

Piotra

reprezentatywne

sztuki

w

Przedstawiony

„Piw­

ogóle,

a

przezez m n i e

z konieczności s z k i c o w o

krąg

w y o b r a ż e ń , sądów i o p i n i i współcześnie funkcjonujących n a t e m a t
Ociepki

i jego m a l a r s t w a

wyczerpuje

w

zasadzie

a n t y n o m i e w t e j m i e r z e . U w a ż a m , żo n a j w a ż n i e j s z ą

podstawowe
jednak

jest

twórczości O c i e p k i szczególnie. Jest w n i c h o d b i c i e w i e l u uprosz­

w t y m p r z y p a d k u opozycja między wszelkimi, racjonalistycznymi

czeń, w y g ł a d z e ń i s t y l i z a c j i w j a k i c h m i s t r z z J a n o w a

próbami objaśnienia twórczości m i s t r z a z J a n o w a , a j e j wykład­

kręgach

w

tych

funkcjonuje.

nią

„Byłem u Ociepki kilka razy —

mówi Piotr Skrzynecki

—

a pierwszy

r a z pojechałem d o n i e g o z Martą G e l h o r n , żoną H e -

mingwoy'a

z czasów w o j n y

hiszpańskiej. K i e d y

o s z ó s t e j w i e c z ó r ze s c e n o g r a f e m
zimierzem
ciemno.

Wiśniakiem
Ociepka,

grał

taksówką
na

Andrzejem
wynajętą

skrzypcach,

przyjechaliśmy

Majewskim
przez

i

Ka­

Martę,

t a k troszkę

było

jakby

dla

picu.

ze

współczesnego,

nieoficjalnego

pełnie inaczej

j a w i się w n i m T e o f i l

ma

sztuka.

t a m jego

Jest to podobna

Golhorn

była

dziennikarką,

brała

hiszpańskiej, widziała w życiu różne r z e c z y

i

udział

w

wojnie

najdziwniejszych

ludzi.

i odmienny

sens

s y t u a c j a j a k z wykładnią dzieł Stanisława

nauk np. Hermesa

Trismegistosa

i zgoła n i e b i b l i j n e j k o s m o g o n i i

n i g d y n i e będą w pełni przez ogól odbiorców z r o z u m i a n o . Z t y c h
s a m y c h materiałów źródłowych czerpali i Ociepka i Wyspiański
skutkiem,

to

już

l e k t u r o k u l t y s t y c z n y c h , а że z r ó ż n y m

zupełnie

inna

historia. Jeden

osiągnął

jemniczenie w Paryżu p o d k i e r u n k i e m samego E d o u a r d a

wta­

Sehure,

а d r u g i z poważnymi b r a k a m i elementarnej wiedzy b y l l u d o w y m

Z a c h w y c i ł a się O c i e p k ą , d ł u g o z n i m r o z m a w i a ł a .
ciła się j e g o d z i e ł a m i i j e g o duszą. K u p i ł a w t e d y
pamiętam,

kulturowego. Zu­

Wyspiańskiego, które bez k l u c z a w i e d z y t a j e m n e j , bez znajomości

o o z y m świadczą w y k a z y

Marta

obiegu
Ociepka

d w a albo

trzy

Zachwy­

u niego,

nie

obrazy.

okultystą-samoukiem, który j e d y n i e mógł czytać i czytał w nie­
m i e c k i m p r z e k ł a d z i e (o c z y m i n f o r m o w a ł m n i e B o l e s ł a w S k u l i k )
jego

głośne

hormetyczno-teozoficzne

dzieło

Wielcy

Wtajemni­

czeni.
Zawsze j a k go odwiedzałem, grał n a s k r z y p c a c h
kiedyś zapytałem, czy o n t a k naprawdę w y g r y w a .

(...), w i ę c

Wtedy

zwie­

Skąd t o porównanie? Choćby t y l k o za przyczyną
studiowanego

r z y ł się w t a j e m n i c y , ż e ż o n a u w a ż a , i ż t a k b ę d z i e l e p i e j w y p a d a ł

skiego były

w oczach l u d z i z „wielkiego świata", więc o n a siedzi p r z y

łów.

oknie

przoz

Ociepkę, gdzie f r a g m e n t y

często c y t o w a n e ,

z dzieł

„Lotosu"
Wyspiań­

l u b służyły za m o t t a d o

aityku-

67

�III.

D Y S Y D E N T

B O L E S Ł A W

SKULIK

J A N O W S K I E G O

Kilka

lat mozolnych

dociekań n a d j a n o w s k i m

-

fenomenem

k u l t u r o w y m u d a ł o m i się u k o r o n o w a ć z d o b y c i e m

wiarygodnych

i

na

u d o k u m e n t o w a n y c h materiałów

poprzedniego

napisanie

rozdziału. N a początku 1981 r o k u zaproponowałem

zorganizowanie
janowskim

pozwalających

n a Śląsku s y m p o z j u m n a u k o w e g o

o k u l t y s t o m . Chciałem

CZYLI

K R Ę G U

poświęconego

wówczas udostępnić u c z e s t n i ­

„ F I L O Z O F I C Z N E

P O D S T A W Y '

P L A S T Y C Z N E G O

oddziału

Polskiego

Towarzystwa

pomógł d r J a n K a m o c k i )
miasta

Krakowa.

Ludoznawczego

i Wydziału K u l t u r y

Uzyskałem

poparcie

drzeja D y j i oraz m g r a Tadeusza

(bardzo

m i

i S z t u k i Urzędu

b. dyrektora mgra

An­

Skoczka i wydatną pomoc m a ­

t e r i a l n ą , d z i ę k i c z e m u u d a ł o się z o r g a n i z o w a ć r z e c z o n e s y m p o z j u m
oraz wystawę prac m a l a r s k i c h w M u z e u m Okręgowym w

Nowym

k o m s y m p o z j u m zgromadzono przeze m n i e informacje i materiały

Sączu. A t o , że w N o w y m Sączu — zawdzięczać należy zaangażo­

łącznie z l i s t a m i L o ż y R ó ż o k r z y ż o w c ó w , j a k i e o t r z y m y w a ł r e g u ­

waniu i pomocy

larnie

o d b y ł o się w l i p c u

Bolesław

Skulik

członek-korespondent
Dwaj

ostatni

—

w

owym

czasie j e d y n y

na

Śląsku

ze s t r o n y m g r a A n t o n i e g o

okultystyczni

Teofila

Ociepki,

R e l a c j ę z a w a r t ą w t e j części o p i e r a m n a materiałach

którzy m o g l i przedstawić wiele. w i a r y g o d n y c h d a n y c h i realiów

kanych

z życia

przygotowywania.

już b a r d z o

starzy

kręgu w y z n a w c ó w

Ponieważ
szego

tajemnej,

z tym,

dziana
Skulika

n a Śląsku m o j a p r o p o z y c j a

zainteresowania,

byli

odejść.

zwróciłem

U.

68

wiedzy

i s t e r a n i ż y c i e m , n a l e ż a ł o się l i c z y ć

iż w każdej c h w i l i m o g ą

Sympozjum

interesujących

danych.

Loży.

uczniowie

janowskiego

Kroha.

1982 r o k u i przyniosło w i e l e

się

z

n i e wzbudziła
nią

do

więk­

krakowskiego

1 0 . B o l e s ł a w S k u l i k , Pracownia,

w

czasie rzeczonego

wcześniej
koronny

Tuż

sympozjum,

przed

sytuacja:
świadek

otwarciem

Eryk

Paw,

lub w

zaistniała
drugi

okultystycznych

obok

Bolesława
adepta

pierwotnej

z g o d y , u d z i a ł u w s y m p o z j u m . P o w o d e m s t a l się f a k t , iż

c m , 1971 r.

jego

nieprzewi­

praktyk

T e o f i l a O c i e p k i i zarazem jego uczeń, odmówił, m i m o

olej/pł., w y m . 5 0 x 6 0

uzys­

trakcie

miały

�w

n i m brać udział k o b i e t y . ( B y ł y t o reprezentujące k r a k o w s k i

oddział

PTL-u

panie

Jacher-Tyszkowa).

Ewa

Fryś-Pietraszkowa

Zdaniem

Eryka Pawia

i

Aleksandra

kobiety nie

Testamencie przez samego Jezusa Chrystusa, dlatego

toż n i e g o d z i

ino

się p r z y n i c h n a w e t m ó w i ć n a t a k i e t e m a t y .

W

si a n i jeden werzet

Chrystus

wiecne."

d o t y c z ą c y okoliczności i s p o s o b u w j a k i osiągnął ,,kamień

jemnicenio

elementarnej

postaci

„medycyny

filo­

uniwersalnej".

wyższym

jego

najmłodszy

p r z e d s t a w i c i e l , uczeń

Bolesława

Skulika,

rozumowo
intuicji

się . z

koła

plastycznego

a p ó ź n i e j p r z e n i ó s ł się d o

przy

kopalni

—

każdy

w

naszym

kole

mówi

Erwin

stanowił jakiś f e n o m e n ,

osobą ciekawą. O c i e p k a i S k u l i k b y l i f i l o z o f a m i , k a ż d y

był

zresztą

miał jakiś swój własny światopogląd. K a ż d y inaczej patrzył n a
ś w i a t . Ż a ł u j ę , że b y ł e m w t e d y

za młody, b y zrozumieć t o , co

nauczał O c i e p k a . F a n t a z j a n i e była w e m n i e dostatecznie

roz­

b u d z o n a . J a d o p i e r o z a c z ą ł e m się p r z e b u d z a ć , b y się t y m w s z y s t ­
kim
tej

zainteresować.
zapałki, która

Tkwiło

t o gdzieś

potrafiłaby

we

m n i e , ale

brakowało

m n i e podpalić. T a k i m d l a m n i e

s t a l się B o l e k . O n b y ł w t e d y d o b r y w t y m c o r o b i ł , r ó ż n e c i e k a w e
rzeczy opowiadał, które miały w p ł y w n a moją p s y c h i k a i w y ­
obraźnia. O n zresztą chciał b y ć zawsze, d o końca, m o i m n a u c z y ­
c i e l e m , ale t o n i e było możliwe, b o n i e przeszedł w s z y s t k i e g o

W
zaraz

kole

n a początku

było

kilku

takich,

Ociepki. Potem

co przed

wojną

k r y l i się z t y m ,

b o władza tego n i e popierała, ale d y s k u s j e n a t e m a t y filozoficzne
to były ciekawe

u n o s . T a k b y ć p o w i n n o , m n i e się w y d a j e ,

bo

m a l a r s t w o j a k c h c e b y ć p r a w d z i w e , b e z f i l o z o f i i o b e j ś ć się n i e
m o ż e . M u s i się d u ż o c z y t a ć i m i e ć w i e d z a . J a k T e o f i l

Ociepka

w y c o f a ł się z k o ł a , t a k p r z y ł ą c z y ł się d o n a s B o l e k S k u l i k . W y ­
g l ą d a ł o n a t o , j a k b y się c h c i o ł o g r z a ć p r z y n a s z y c h d y s k u s j a c h ,
a l e s t o ł się g i b k o t a k o m s p r ę ż y n o m k o l a , j a k b y j e g o

duchem,

k t ó r y u m i o ł w s z y s t k i c h pobudzić. J a k b y zajął miejsce p o O c i e p k u .
M ł o d s i j u ż t a k m o ż e n i e w i e r z y l i , b a r d z i e j o g l ą d a l i się c o z w i ą z k i ,
czy

partio mogom

n a t o powiedzieć, ale między s t a r s z y m i w y ­

w i ą z y w a ł y się o s t r e d y s k u s j e n a t e m a t y m a t e r i a l n e i d u c h o w e .
S k u l i k z p o c z ą t k u w o g ó l e n i e m a l o w a ł , a l e p r z y n a s c h y c i ł się
pędzla i t a k już

wzory

warunków
Nieroz

były

zbyt

stare. Wiele

i m brakowało

życio. T y n jego świat b y ł

do

dość d z i w n y ,

nowych

magiczny.
się

śmioł, że t o i n o t k w i w j e g o w y o b r a ź n i , ale O c i e p k a w t o w i e r z y ł
i przez t o miało t o sens! T o m u dawało wewnętrzne

zadowolenie,

k t ó r e g o B o l e k n i e m ó g ł o s i ą g n ą ć . J e m u się s f e r a d u c h o w a n i e
zgadzała o świat m a t e r i a l n y . J o m u n i e r o z godoł, n i e s t e t y , d u c h
i m a t e r i a t o d w i e zupełnie i n n e rzeczy. M a t e r i e t r z a

pisemnie

zrozumieli

Mateusza

pocynając

Rosenkreutz

w

ci

apostołowie,

do

X I V

badać, b o i n t u i c j i

polego.

poruszałem
(przy

co

byli

Jana

Chrzciciela,

ale

w i e k u stworzył system,

że

nie

T o s o m rzecy,

miołek, a w

t y m wiele

które s e t k i l a t były

na

wałkowane

Różokrzyżowców

Bałsamo.

wychodzi

z pozycji

chrześcijań­

te sprawy,

choćby

kop. „Wieczorek"

—

w

naszym

zespole p l a s t y c z n y m

przypis S.A.W.).

Tam byli

różni

l u d z i e , r ó ż n i e m y ś l ą c y . C h c i o ł e k , b y się z a g ł ę b i l i w treść i s e n s
j a k i m i a ł b y ć w ż y c i u c z ł o w i e k a . M y ś l o ł e m t e ż , b y b y ł j a k i ś sens
w

t y m naszym d o m u kultury. W

nien być

każdym d o m u k u l t u r y powi­

głębszy sens, b o t a k s z a b l o n o w o ,

t o można

trzymać

przez l a t a , ale n i e o t o c h o d z i w k u l t u r z e . P r a w d z i w i e interesować
się s z t u k ą , c h o ć b y n a s z y m z e s p o ł y m , t o n i e m o ż e b y ć t a k p o ­
wierzchownie

robione, j a k to było przez

te wszystkie

lata

od

powojny."
W

o s t a t n i c h k i l k u z d a n i a c h S k u l i k nawiązał do d w u i s t o t ­

s p r a w , n a które chciałbym zwrócić uwagę, były

znaczące d l a j a n o w s k i e j g r u p y . P i e r w s z a
kręgu

okultystycznego

wypowiedzi
religii

wynika

świata,

do

jasno,

oprócz

kościoła.
iż

to stosunek

Z

wielu

Bolesław

Skulik

buddyzmu

(którego

bowiem
członków

wcześniejszych
do

na

wszystkich

dobrą

sprawę

z u p e ł n i e n i e z n a ł ) o d n o s i ł się z l e k c e w a ż e n i e m , a d o k a t o l i c y z m u
z pogardą. Owszem,

chodził d o kościoła, zresztą z dużą o s t e n ­

tacją, ale czynił t o j e d y n i e p r z e z

wzgląd n a żonę, której

pry­

m i t y w n e i fanatyczne otoczenie nie dałoby żyć spokojnie. W i e l o ­
k r o t n i e podkreślał, że j e s t p o n a d r e l i g i e , b o j e s t o w i e l e
wtajemniczony.
W

Podobnie

Eryk

Paw

będący

wyżej

ewangelikiem.

r o z m o w a c h ze m n ą p o d k r e ś l a ł w i e l o k r o t n i e , ż e k o ś c i ó ł n i e m a

dla niego
udawał

żadnego znaczenia.

praktykującego.

samodzielne,

wyłączyć,

dążyć."

Skulika
śmiała

Po

P r o f o r m a i t y l k o za życia
j e j śmierci, k i e d y

p r z e s t a ł b a w i ć się w

żony

d z i e c i stały

się

pozory.

jego

o r y g i n a l n a , j a k n a początek

i p i o n i e r s k a i n i c j a t y w a założenia

czorek"
gicznego.

koła

parapsychologów

lat
w

sześćdziesiątych

Z D K

p o d nazwą

kop.

zespołu

Ateistów i

„Wie­

psycholo­

K o ł o t o miało być de facto kołem okultystów

jącym p o d szyldem Stowarzyszenia

działa­

Wolnomyślicieli

a miał n i m kierować jego założyciel. Oczywiście n i g d y d o zało­
żenia koła n i e doszło, S k u l i k określił j e d n a k j e g o p r o g r a m d z i a ­
łania, k t ó r y

praktycznie był niewyczerpalny,

chodziło

miano­

w i c i e o przeprowadzenie studiów porównawczych między psyohologią naukową a parapsychologią okultystyczną, c e l e m

ostatecz­

nego w y k a z a n i a wyższości jednej z n i c h n a d drugą!

Bolesław S k u l i k , m a j ą c y w t e d y 76 l a t , w długim i n i e p r z y ­
gotowanym

to

d u c h o w y m , b o m i e l i różne s t o p n i e w t a -

Drugą sprawą jest wynikająca z przekonań i zainteresowań

opowiadoł o t y c h stworach, a B o l e k S k u l i k z niego

j a k się d o d u c h a c h c e

Testamencie.

s k i c h , a n i e k a t o l i c k i c h , t o jest b a r d z o dużo różnico. J o nieroz

zostało".

„ C z e m u S k u l i k i i n n i o d r z u c a l i n a u k a O c i e p k i ? J a myślą, że
jego

od

System

nych

p o n i e j słuchali n a u k

tym Nowym

z a i p r z e c i w . B y l i r ó ż n i , c o się p o d s z y w a l i p o d t a n a z w a a b y l i

jako

myśliciel.

i

w

ciało m a t e r i a l n e i d u c h o w e . M y n i e

szalbierzami, j a k Cagliostro, czy Józef

Bydgoszczy.

„ U w a ż a m , że w t e d y , n a s a m y m p o c z ą t k u —
Sówka

„Wieczorek",

Różnie
poziomie

Christian

S k u l i k a w j a n o w s k i m kręgu o d m o m e n t u , k i e d y T e o f i l
wycofał

„Jest

o d a t o m u d o k o s m o s u w s z y s t k o j o s t jedność. J a t o m o g ł e m t y l k o

E r w i n S ó w k a . O n też b a r d z o interesująco określił rolę Bolesława
Ociepka

coś i n n e g o

P a w e ł najwięcej wniknął i zrozumioł naukę C h r y s t u s a .

T r z e c i m r e p r e z e n t a n t o m j a n o w s k i e g o kręgu o k u l t y s t y c z n e g o
był

proroków,

i n t e r e s u j e m y się t y m m a t e r i a l n y m , b o o n o p r z e c h o d z i , a d u c h o w e
jest
na

w

zrobił

Święty Paweł pisze:

związku z t y m nagrałem z E r y k i e m P a w i e m d o d a t k o w y w y w i a d
zoficzny"

o t y m o d Mojżesza d o

Jehowa.

nadają

się d o w t a j e m n i c z e ń t e o z o f i c z n y c h , c o z o s t a ł o d o w o d n i e w y k a z a n o
w Nowym

znajduje

wystąpieniu

na

sympozjum

sądeckim

„Chciołek w n a s z y m D o r n i e K u l t u r y zrobić koło psychologicne —

relacjonował

w

Nowym

Sączu Bolesław S k u l i k —

ale

określił swoją drogę d o o k u l t y z m u (opisaną w p o p r z e d n i m r o z ­

się s p r z e c i w i l i . K o m u b y t o s z k o d z i ł o ? W i e l u b y p o m o g ł o u k s z t a ł ­

dziale)
o

a następnie przedstawił swój

dociekaniach filozoficznych,

członków janowskiego

koła

światopogląd i mówił

też

tować własne życie. Przestudiowałek

miały

na

1962 d o 1 9 6 8 r o k u , różne j e j k i e r u n k i , b o m chcioł wiedzieć o z y

które

plastycznego.

„Musza powiedzieć n a c y m polega
żowców —

istotny wpływ

psychologowie

światopogląd

tłumaczy Bolesław S k u l i k —

Różokrzy­

b o w Polsce może

znać i n o n o s d w u d z i e s t u , co d o c e n t r a l i k a l i f o r n i j s k i e j

przyjęci, a b o n a w e t może i m n i e j , b o p a r u o s t a t n i o zmarło. T o
Stowarzyszenie
żył w XIV

pochodzi

od

Christiana

Rosenkreuza,

który

w i e k u . P o n i m j e s t n a z w a . Jest t o m i s t y c z n e c h r z e ś c i ­

i s o m mistycy. W S t a r y m Testa­
mencie nie ma mistycyzmu, tam jest ino B ó g , Jehowa, a nie
jaństwo. Różokrzyżowcy b y l i

głębiej

istotę człowieka,

żowcy, a l e m przyszedł d o p r z e k o n a n i a przez

go

zostali

znajom

dokładnie p s y c h o l o g i o

R o b i l i postępy w
czy

różnych k i e r u n k a c h ,

czy

od

Różokrzy­

t e 6 l a t , że n i e !

czy to był

Freud,

to b y l i Amarykanie, cy Francuzi, czy nawet Rosjanie,

ale

n i e znaleźli i s t o t y człowieka, a j a już b y ł e m za s t a r y , a b y przejść
te barierę o d świadomości d o nieświadomości

Pewne rzecy po­

ruszył F r e u d co d o p o d ś w i a d o m o ś c i , ale d a l e k o

m u do istoty

r z e c y , b o są s p r a w y , k t ó r e p r z e w y ż s z a j ą n a s e m o ż l i w o ś c i r o z u m o ­
wanie

69

1

�Myślenie i r o z w ó j doskonałości t o sie różnie t ł u m a c y .
cholodzy na przestrzeni powiedzmy
sprawy

uczuć,

stopnia

O n i n i o m o g l i sięgnąć r o z u m e m d o doskonałości

wiele rzecy
dzialnych

impulsów,

Psy­

5 0 l a t dość d a l e k o r o z w i ą z a l i

kompleksów,

ale

ino

do

pewnego
Freud

z m i s t y f i k o w a ł , j a k choćby sen. S o m pisoł o n i e w i ­
p o m o c n i k a c h i i c h działalności. J a c y

som ci niewi­

d z i a l n i p o m o c n i c y ? Tego n i e w i e m , ale p r z y t w o r z e n i u świata,
t o musiały b y ć różne siły, ale j a n i e osiągnąłem
do tego s t o p n i a , żeby sobie t o chociaż
Kto

n a m pomaga

niekiedy?

są

duchowe,

sprawy

które

przewyższają

nasz

umysł.

n a u k o w c y materialiści p i s o m : „ N a s z mózg daleko m o d o

pełnego rozwinięcio, a m y p r a w i e n i c n i e w i e m y
C y t o ł e k p r z e z t e sześć l a t p s y c h o l o g i c n e

onim."

książki w

języku

p o l s k i m i n i e m i e c k i m , j a k i e m i n o m ó g ł dostać. A r t y k u ł y i b r o ­
s z u r k i , b o m chcioł dotrzeć d o p r o w d y . M o m y

dużo

kierunków

p s y c h o l o g i c z n y c h , a l e j e s c e n i e u r o d z i ł się t a k i , k i e r y p o r a d z i ł b y
przejść t a g r a n i c a p o n a d świadomość, b o ż y j e m y
zmysłami,

a

juz w

X I

wieku filozof

i n o pięcioma

arabski Awicena

0 dziesiąci zmysłach: pięć zewnętrznych

i pięć

mówił

wewnętrznych.

1 n a w e t pisoł o t y m nasz p s y c h o l o g Józef P i e t e r w książce
logia

jako

wego

nauka.

Te duchowe

Psycho­

zmysły s o m potrzebne do ducho­

poznanio."

Jest t o stwierdzenie b a r d z o ważne d l a okultystów.

Poznanie

umysłowe jest według n i c h nikłe, m a r n e , mało i s t o t n e .
poznanie

duchowe,

pozazmysłow-o

stanowi

element

Dopiero

wtajemni­

czenia wyższego s t o p n i a . Interesujące światło n a sprawę studiów
p s y c h o l o g i c z n y c h S k u l i k a rzucił n i e d a w n o Z y g m u n t L i s , a r t y s t a - m a l a r z , k t ó r y o d 1956 d o 1970 r o k u był, świetnie zresztą w y ­
w i ą z u j ą c y m się ze s w e j r o l i , i n s t r u k t o r e m w z e s p o l e p l a s t y c z n y m
przy Z D K kopalni „Wieczorek" w
Trzeba

jeszcze za czasów W i l h e l m a I . S w o j e

dzielne

teozoficzne,

pod

wpływem

samo­

Ociepki

rozpoczął w 1928 r o k u , opierał n a s t u d i o w a n i u niemieckojęzycz­
n y c h k s i ą ż e k . P o d w ó j n i e t r u d n o b y ł o m u z a t e m p o r u s z a ć się p o
obszarze polskiej l i t e r a t u r y n a u k o w e j ! Było t o , zaiste,
się z m o t y k ą n a słońce. M o t y w a c j a d o t y c h s t u d i ó w
nie t y l k o z samej

potrzeby

poznaw czej

porwanie
wypływała

(o k t ó r e j , j a k o

r

jedynej

m o t y w a c j i , m ó w i ł s a m S k u l i k ) a l e t a k ż e z chęci u t r z y m a n i a r o l i
przywódcy

duchowego,

„obojga n a u k " :

niekłamanego

normalnej

i

sięgały d a l e j , j a k o t y m świadczy
koła

autorytetu w

tajemnej.

Zresztą

dziedzinie

jego

ambicje

chociażby p r o j e k t

założenia

i bez w y b o r u , pozycje

naukowe

parapsychologicznego.
Skulik

sensu

czytał chaotycznie

stricto obok

broszur z „biblioteki

prelegenta".

Zdobyta

w i e d z a p o z w o l i ł a m u jakiś czas błyszczeć w j a n o w s k i m k o l e g d z i e
egzystował.

Natrafiając

przy

na bariery nie do przebycia,

lekturze

dzieł

psychologicznych

c z ę s t o o d w o ł y w a ł się d o

pomocy

Z y g m u n t a L i s a , n a i w n i e m n i e m a j ą c , iż j e s t o n d o b r z e
wany

we

wszystkich

Obdarzony
Skulikowi

kierunkach

współczesnej

zoriento­

psychologii.

k ł o p o t l i w y m dlań z a u f a n i e m Z y g m u n t L i s pozwalał
wertować

encyklopedię

u

siebie

p o m a g a j ą c m u w r o z w i ą z y w a n i u kłopotów

1

w

domu,

czasem

językowych. N i e miał

o n też pełnego p r z e k o n a n i a , c z y suche i w y r w a z i e z szerszego k o n ­
tekstu

znaczeniowego

hasła

encyklopedyczne

zostały

w połowie prawidłowo zrozumiane przez S k u l i k a , który
zgodnie

ze s t a r ą z a s a d ą , c z e g o n i e p o j ą ł , t o s o b i e p o

T r z e b a wiedzieć, iż w t y m czasie, a jeszcze długo p o t e m b y l
a k t y w n y m członkiem

„Ja
pisołek

korespondowałek
do

Lipska

koledzy

odwrócili

się o d n i e g o ,

t a książka

Potem

Różokrzyiowy.

m ó w i ł Bolesław
Маха

zlikwidował

Skulik

Heindla

reżim

hitlerowski i

wolno-

p o g l ą d u , co go w y ł o ż y ł A l f r e d R o z e n b e r g

w k s i ą ż c e My

są z

o d n o w i l i się w A m e r y c e w K a l i f o r n i i . P o w o j n i e j a k się o d n o w i ł e m
u

nich,

to

p i s a l i do m n i e i posyłali l i t e r a t u r a i ćwiezenio

zeszłygo r o k u ( 1 9 8 1 —

przypis S.A.W). Z jednej strony

d o b r z e , b o t a k mając 76 l a t , t o człowiek n i e osiągnie j u s w e j r z e ­
nia

duchowego,
Jo

bo

n i moga

nima

tej

siły.

powiedzieć,

że j e s t e m

Różokrzyżowcem. M u -

siołbym osiognoć t a k o w y s o k o w i e d z a d u c h o w o , żeby
niezw-ykłe s p r a w y . N i e m o g a !

Ta wymiana

pojmować

myśli, te

ćwicenio

trwały między n a m i lata. O n i m n i e n i e m o g l i nic pomóc, t y l k o
nakierować

teoretycznie

na

właściwa

droga,

ale

praktycznie,

t o m u s i c ł o w i e k s a m r o b i ć , ż e b y coś o s i ą g n ą ć w j a k i m
Mnie

fascynowało

wnikanie w

mnie fascynuje! Bardzo!

zagadki

Nieroz

wszechbytu.

to

osiągnąć, b o m

stopnia.

w o , u m i a rozróżnić co m o ż e b y ć , a co n i e m o ż e b y ć ! U m o c n i ł e m
tyż pamięć, b o w e ź m y
tu

mówią. D l o m n i e

to

som

takie:

n i e musiołek

najważniejsze

Życiowe

Ciało;

Rozwój

U c z u c i a ; Działalność Słowa i M o c y ;
Rozwoju;

t o wszystko,

świadomości;

Rozwój

Rozwój Mądrości;

Rozwój

ja

t o m b a r d z o długo rozmyślał, a l b o t a k a s p r a w a

i

wiecne

teraz!

Weźmy

przeszłość,

i przyszłość, ale wiecne teraz ? J a k t o możno rozwiązać ? S z u k a n i e
prowdy,
ta

z i e m s k i rozwój, wartość rytuałów

różnorodność

mistyki

ale

—

t o jest

r y t u a ł ó w , n i e t y l k o kościoła

choćby

różnych

wierzeń

ciekawe,

katolickiego,

afrykańskich,

które

A

weźmy

t a k i „kamień

mędrców" —

siła m i ł o ś c i , d z i a ł a l ­

ność n a t u r y , ś w i a t ł o , e n e r g i a — g ł ó w n o p o d p o r a e w o l u c j i . M o m y
ewolucjo,

jest i n w o l u e j o i jest epigenezis!

Przez ewolucjo

t o j e s t coś n o w e g o ! A s a m o z a u f a n i e w e ź m y , j a k t o j e s t t r u d n o
zdefiniować. Skalno jest droga d o p r o w d y . B ó g w nas i w
n i u Kadecensza. Kadeceus,
Idziemy

drogom

e w o l u c j i , szliśmy n i o m m i l i a r d y l a t —

to nas

rozwój. Teros p r z y c h o d z i m y i n w o l u e j o — przemianę d u c h o w o m ,
dążenie d o B o g a , a który chce b y ć w t a j e m n i c o n y — i d z i e d r o g o m
najprostrzom.
T o co ludzkość m o ż e osiągnąć za m i l i o n y l a t , w t a j e m n i c o n y

jedyny

nom drogom,

tłumacom

t o n i e jest d l a każdego.
tako

i różnie

lekcjo

—

Wtajemnicenie.

chcieli praktykować.

silno, która

trzynsła

cłowiek. D o R ó ż o k r z y ż o w c ó w

i nieudaczników

wy­
ciągu

historycznym.
W

1932 r o k u , idąc

70

lekejo,

i n o wykształceni.
która

bezpłatnie, b o
za namową i przykładem

Ociepki na­

wiązał S k u l i k k o n t a k t z ośrodkiem Różokrzyżowców

w

znacy-

t o jest w pewnej f o r m i e opisane t a k :

ne kołowanie wokół szalbierzy,

całym

idzie

cały świat, przez i n w o l u e j o p r z e m i a n y wewnętrzne, ale epigenezis

należeć

w

cy
po

cęści m o g ł e m z r o z u m i e ć z t y c h książek, c o m j e c y t o ł .

e k l e k t y z m w p r z e k o n a n i a c h i w y w o d a c h S k u l i k a oraz n a m a n i a k a l ­
alchemików

—

teraźniejszość

o s i ą g o w s w y m ż y c i u z i e m s k i m , a l e ż y ć w o d ł u g t e g o , iść t o m t r u d -

też zwrócić uwagę n a n a i w n y

szeregach

co

Różokrzyżowców

Wiara.

O wierze
wiecne

notować

rozprawy

Różni,

różnie

Niem­

trwała

majom

światem, w y w o ł y w a ł a

wojny,

T a m n i móg
móg

dwanaście

o n i mówiom.

to

Wolnomularzo

organizacjo

w

dalij

n i e r o z u m i a d o końca, co o n i

d o m n i e przysyłali może n i e umiołem tej w i e d z y
d u c h o w o n i e doszedł d o t y g o

kierunku.
I

ale t a m p o t r z e b n o było płacić wstęp miesięcnie i d o t y g o

licznie

do

bardzo

j e d n a k powrócę później. Trzeba

stępujących

XX

Onego p o t e m powiesili w N o r y m b e r d z e , a Różokrzyżowcy

wieku.

uczeń — E r w i n S ó w k a obnażył w s z y s t k i e b r a k i m i s t r z a . D o tego

oszustów

—

Światopogląd

choć

swojemu

a

po

partii.

śnimi —

m u l a r z y i różokrzyżowców, b o t o n i e pasowało d o j e i c h świato­

Weźmy
jednak

z odnowienia kontak­

zresztą

dośpiewał.
Później

strony były zadowolone

tów.

P o z n o ł e m j e d n a k p e w i e n stopień p r a w d y , k t ó r y choć umysło­

wiedzieć, że Bolesław S k u l i k miał ukończone 6 k l a s
które

władzo

o d O c i e p k i adres k a l i f o r n i j s k i e j c e n t r a l i S t o w a r z y ­

szenia. O b y d w i e

Janowie/Nikiszowcu.

szkoły p o d s t a w o w e j
dociekania

otrzymawszy

M y n i e w i e m y , ale p r z y c h o d z i
Bo

ćwiczeń d u c h o ­

do m o m e n t u z l i k w i d o w a n i a loży przez

hitlerowskie. P o n o w n y k o n t a k t nawiązał po w o j n i e w 1951 r o k u ,

Skulik

się z t y m , a t y m " . D l a c e g o p r z y c h o d z i ?

pewne

w y c h , t o znaczy

wtajemnicenia

wyobrazić!

myśl „ N i e zgadzam
Nawet

czech i został p r z y j ę t y j a k o k a n d y d a t - k o r e s p o n d e n t . P r z e z d w a
l a t a o t r z y m y w a ł literaturę filozoficzną i z e s t a w y

należeć

należeć bezpłatnie

listów,

że prawdę

przysyłali
za

darmo

z d o b y ć i za d a r m o d a l e j ją d a ć ! N a c y m p o l e g a

mogli

zwykły,
co

i

szary
każdo

miesionc

musis sam

wtajemnicenie?

Cłowiek m ł o d y , s t a r y j u s n i e , siły seksualno m o obrócić w

siły

�duchowe.

A

duchowe,

które

w

jaki

sposób ? W

kręgosłupie m o m y

pewne

siły

sława

S k u l i k a (relacja

Pawia

pokrywa

się w

istocie

z

opisem

cwicenio

S k u l i k a , n i e b ę d ę j e j w i ę c p r z y t a c z a ł ) t a k u s t o s u n k o w u j e się d o

m o ż n o obrócić d o m ó z g u i go zasilić, b o m ó z g , k t ó r y j e s t masą

k a r i e r y m a l a r s k i e j swego nauczyciela i m i s t r z a : „ J a k t a Czajka

materialną, m a p e w n e właściwości, g d y je r o z w i n i e —

duchowe.

zaczęła

Te

hindusku

a l e m e d y t a c j i n i e z a p r z e s t a w o ł . M ó w i ł , ż e t o się u n i e g o w

przez

życie

cystę,

życie

duchowe

c w i c e n i o , t y n sposób j a k t o zrobić n a z y w o

suszunna. Jest

to pewna

i

sie p o

siła d u c h o w o , k t ó r a

sięga z d o ł u

do

obrazy

składa.

Nas

Ociepki

też

nadal

forsować,
chętnie

on

zaczął

przyjmował,

malować
mnie

więcej,
jedno

szczególnie.

mózgu. O n a m u s i być ćwicono, cłowiek m u s i żyć wstrzemięźliwie

N o , j a k m u minęło t o sześćdziesiąt l a t , i zobaczył, że n a n i c t e

s e k s u a l n i e , t o w t e d y m o ż e j o m p r z e r o b i ć n a siła d u c h o w o . J a k

jego długoletnie m ę k i , b o „ k a m i e n i a m ę d r c ó w " n i e osiągnął, t a k

o n a się o b j a w i o ? M ó z g d u ż o l e p i e j p r a c u j e , p a m i ę t a i n a j w a ż n i e j ­

chociaż

sze —

d l a p i e n i ę d z y . M o ż n o p o w i e d z i e ć , żo B ó g m u b ł o g o s ł a w i ł w t y m

jest

kojarzy.

Przez

t o cłowiek m o ż e poznoć, co d l a i n n y c h

malarstwie.

zakryte."
W

trakcie dyskusji na sympozjum

mowa

zeszła p r z y p a d k o w o

na temat

w

Nowym

Ludwiga

Sączu

Zimmerera.

lesław S k u l i k , m ó w i ą c o m a l a r s t w i e j a n o w s k i c h t w ó r c ó w ,
woli

naświetlił s p e c y f i c z n y

tematy

t a k o b i e t a osiągnął, ale p o t e m

malowanych

wpływ

n a jego

jaki

wywierał

zamówienie

roz­

wizje

Bo­

uinioł

mimo

Zimmerer

obrazów.

na

Orientował

—

To

były

t o już więcej

obrazki nie normalne, bo

dużo było w n i c h p o w i e d z i a n o

domyśleć,

t o wiedzioł

jakie

to

malował

to były

takie

t y j p r a w d y , a k t o sie
s o m wartościowe

rzecy.

O c i e p k a w s w o i c h o b r a z k a c h w y k ł a d a ł w s z y s t k o t o , co w y c z y t o ł
z o k u l t y s t y c z n y c h książek. B y ł o t o zaszfrowane.

I n o t e n , so się

znoł n a t y j s p r a w i e , m ó g ł t o zrozumieć, co T e o f i l naprawdę mioł

gminy

na myśli. K a z namalował noga kobieco, w t y m czułym miejscu —

o k u l t y s t y c z n e j , j a k i w r o l i każdego z j e j członków, w t y m oczy­

rozumiesz p a n — namalował o k o . N o r m a l n i e patrzące o k o . P o k o -

się

o n oczywiście

dość

biegle

w

niuansach tamtejszej

w i ś c i e i Bolesława S k u l i k a . O k a z a ł o się, t o n w i e l k i z n a w c a p o l s k i e j

z o ł t e n o b r a z e k , t u u n a s , w d o m u k u l t u r y , a m n i e k a z o ł t a m iść

sztuki

braku

i słuchać c o l u d z i e b ę d ą g a d a ć . C h ł o p c o m t o się p o d o b a ł o , a b a b y

a r t y s t y c z n e j k r y s t a l i z a c j i p e w n y c h m i s t y c z n y c h wierzeń i sam...

j e d n a za d r a g o m m ó w i ł y : — T a k i e świństwo! Chodź s t a r y ! I d z i e ­

sugerował

m y d o d ó m ! — P o w i e d z i a ł e m t o O c i e p k o w i , że w s z y s t k i e k o b i e t y

ludowej

i

samorodnej

tematy

taką właśnie

obrazów

często

nie

mających

wytrzymywał

wedle

jego

intuicji

być

n i e u m i a ł y p a t r z e ć n a t o i u c i e k a ł y . O c i e p k a i n o się o ś m i o ł : — J o

krystalizacją!

„ L u d w i g Z i m m e r e r , o! o n jest duży m i s t y k —
sław S k u l i k —

on szuka przede

mówi

wszystkim mistyki w

Bole­

obrazach

i rzeźbach. J a k m u tego b r a k u j e , t o nicroz s a m d o p o w i a d o ,

co

w i e m , j o w i e m ! T o jest właśnie specjalnie

dla nich. T u i m po­

w i e d z i a ł e m , że p r z e z t o , c o o n e m a j o m o p a n o w u j o m

mężozyznę!

One mają właśnie t a k i e o k o i t y l k o n i m p a t r z o m n a świat.

i j a k b y t u nainalow ać. M n i e o s t a t n i o n a m a w i o ł d o t a k i e g o o b r a z u :
r

J o siedzę n a r y c z c e p r z y p i e c u w k u c h n i , a przez d z w i w c h o d z i d o
mnie Bóg
mu

taki,

Ojciec,

a w ręce m o dła m n i o B i b l i o . N a m a l o w a ł e k

jak chciol, a w miesionc

p o t o m przyjechoł

p r z y j a c i e l , zapłacił i zabrał, t e n i jesce i n n o

t y n jego

obróżki".

Charakteryzując n a c z y m polegał zasadniczy k o n f l i k t m i ę d z y
n i m a Ociepką S k u l i k stwierdził, że jego z d a n i e m w
było

bardzo

osoby

dużo

jak Anna

szalbiorkę, i

absurdów.

Besant,

Głosiły

Helena

te

absurdy

Bławecka,

którą

okultyzmie
tak

sławne

uważano

o ż e n i ł , t o się c o ł k i e m

doł

obałamucić

j e j w i e r z y ł , a t a go bujała, że

s n a m i , c o j e j się w s z y s t k o

wyśniwało

wprzódzi.

O n s t o ł się p o t e m s ł a w n y , w e F r a n c j i m u w t a k i e j k s i ą ż c e w s z y s t ­
kie

obrazki pokozali w

k o l o r a c h . J o chciałem teroz

niedawno

o d t e j jego żony t a książka pożyczyć, b o t o s o m z n a k i o k u l t y s t y c n e , ale ona mięsko teraz daleko, kajsi w

Bydgoscy.

Cłowiek m o c n o w t a j e m n i c o n y t o j e s t a d e p t . J o n i m jesce n i e

Teofila,

obrazy

Ociepki

n i e są j e g o o r y g i n a l n ą f a n t a z j ą ,

stopień B ó g m i p o z w o l i ł osiągnąć, m o ż e d a i następne. T e o b r a z k i
O c i e p k i p r z y d a ł y b y się m i d o m e d y t a c j i . "

że

N a zakończenie chciałbym przytoczyć f r a g m e n t y

wypowiedzi

korzysta z traktatów teozoficznych,

ż e p o s i ł k u j e się o b r a z k a m i

Erwina

z

i

j e g o w y p o w i e d z i z sesji sądeckiej, j a k r ó w n i e ż z r o z m o w y

pudełek

również

o d papierosów.

w

Sączu,

nieudolnymi
przecież

żeby

Żarliwie

wreszcie

kopiami,

Teofila

tymi

Ociepki

namiętnie

przestać

się

niezdarnymi

n i e staó

było

tłumaczył

zajmować
na

świecie

i jako

„członek

KC"(!!!)u

bo

przyzwoite

i p o p r a w n o k o p i o w a n i e z różnych wzorów, z których
w

to

tymi

deformacjami,

nawet

o n a go

nas mówiła

w s z y s t k i m , n a w e t F r a n c u z o m i i n n y m z a g r a n i c z n i k o m , że O c i e p k a
to jest d o b r y m a l a r z . A t o jest kłamstwo i o n z t y m walczył d o
samego o s t a t k a . Czajce w ogóle t o chodziło t y l k o . o pieniądze,
b o j a k o i m p r e s a r i o brała p o trzydzieści p r o c e n t o d o b r a z u , t a k
że z t e g o z ł o ż y ł a się j e j n i e z ł a s u m k a . B o l e s ł a w S k u l i k p r o w a d z i ł
przez

pewien

czas w y k S z

sprzedanych

przez

Ociepkę

obrazów

i cen, j a k i e one uzyskiwały, b o w i e m T e o f i l prostodusznie,
tywany

dane

lansowanie

w

świecie

szkodliwego

i złego

malarza

n o i p o k ł ó c i l i się. O n a n a p i s a ł a

w

którym

Sówka

pozostawał

pod

wpływem

„ O d k i e d y go z n o m , n i g d y n i e był c z y s t y —
Sówka o s w y m nauczycielu —

mówi E r w i n

j a się d o p i e r o później spostrzegł,

że j e s t w n i m z i a r n o nienawiści. B y l t o d l a m n i e człowiek małej
w i a r y . O n j a k coś r o b i ł , t o g o w c i ą g a ł o , t e n ś w i a t m a g i i g o w c i ą g a ł ,
ale o n m u n i e chciał wierzyć. N a l e ż y bezsprzecznie wierzyć, j a k
się n a coś z d e c y d o w a ł o . O n p r ó b o w a ł t a k i c h r ó ż n y c h
zaczepienio,

a brakowało

m u tej wielkiej

punktów

w i a r y i dlatego

nie

z b l i ż y ł się n a w e t d o s f e r d u c h o w y c h , j a k O c i e p k a .
Co d o t e j n a s z e j
im

tego nauczyciela,

g r u p y o k u l t y s t y c z n e j , t o m y ś l ą , że b r a k ł o
m i s t r z a i o n i błądzili j a k b y p o

omacku.

B o l e k b a r d z o n i m chciał b y ć , ale d o t e g o n i g d y n i e dorósł.
J a g e g z d ą ż y ł z a u w a ż y ć , p o d k o n i e c ż y c i a o n się s p o s t r z e g ł
g d z i e i k i e d y zrobił błąd, ale już j e g o ciało b y ł o b e z s i l n e ,

już

p o d d a ł się w s z y s t k i e m u . N i e m i a l s i ł y , ż e b y w a l c z y ć . N i e s p o t k a ł

C y m u , t o n i k t n i e w i e . P e w n i e p a d ł o coś j e j n a u m y s ł i t a k n a p i ­

w życiu, szczególnie za m i o d u t a k i e g o , k t ó r e m u b y uwierzył d o

sała. O n się t o g o t r o c h ę b o i i z t y m l i s t e m p o s z e d ł d o K a t o w i c ,

końca. T o s k r z y w i e n i e widać było u niego

do

Głównego

n i g d y n i e był d o końca szczery, a n a t y j drodze

mu

powiedzieli:

Związku

N i e obawiajcie

l i s t , że g o

okres

prowa­

dwudziesto­

zniszczy!

Zarządu

do niygo

—

p o sesji, w p e w n y m sensie podsumowującej

zarówno

Skulika.

Ociepki.

„ T y ż t o m u s i a ł o się ź l e s k o ń c z y ć — m ó w i ł B o l e s ł a w S k u l i k

S ó w k i . Ze w z g l ę d u n a jasność w y w o d u cytuję

pięcioletni

wypy­

o t o , n i o zatajał p r a w d y . Z a w i s t n i k gromadził t e

d o oskarżenia C z a j k i o „nielegalne i n a d m i e r n e w z b o g a c e n i e s i ę "
i

dzonej

korzystał.

U w a ż a ł , że w s z y s t k i e m u j e s t w i n n a C z a j k a - S t a c h o w i c z ,
wysforowała

tyj

szkodo

j e s t , a l e c h c i o l b y m b y ć . D l a t e g o się n i e ż e n i ę d r u g i r o z . P i e r w s y

Zżerała go zazdrość o sławę z d o b y t ą p r z e z m i s t r z a
że

się p o t e m

godki. Z t y m i

za

inni.

z n a k o m i t e g o n a i w n e g o m a l a r z a . S k u l i k biegał, pisał, donosił g d z i e
mógł,

Jak

swojej kobiecie. W s z y s t k o

Zawodowego

Górników.

się, w o r n n i c n i e m o ż e

Tam

zrobić.

wyszło".

własnej

relacji

stopień w t a j e m n i c z e n i a

I

W i e d z i o ł , ż e źle d ą ż y , u c i e k o ł j a k b y p r z e d t y m , b r a k o w a ł o
mu

sił w

sobie,

ale jego umysł b y ł t y m całkiem

zaprzątnięty.

T o g o z ł a p a ł o , a l e c i ą g l e coś m u b r a k o w a ł o , a t o b y ł b r a k t y j

К r y k 1'aw, j e d y n y uczeń l o o z o f i o z n y
wedle

—

m u s i się b y ć

d o końca szczerym, b o , n i c p o n a d t o , n i e s t e t y , n i e m o m y !

T o o n j e j w liście pisoł, k a j był i co m u p o w i e d z i e l i , a o n a m u
j e s c e p i s a ł a , że se s n i i n i t a k p o r a d z i , n o a l e n i c j e j z t e g o n i e

n a w e t w oczach

osiągnął

(juk to

T e o f i l u O c i e p k i , który,

w i e l k i e j d u c h o w e j w i a r y . O n leż dążył d o tego. żeby m u D u c h

sprawdzić?!)

p o m a g a ł , w szczęściu m a t e r i a l n y m . O n b y ł p r z e k o n a n y , że j a k

pierwszy

w postaci opisanej powyżej przez

Bole­

będzie t o głosił i t e m u służył, t o m u t o będzie p o m a g a ł o .

Nie

�m a n i c g o r s z e g o i g ł u p s z e g o , j a k t a k i e m y ś l e n i e . J e m u się z d a w a ł o ,
ż e t e g o D u c h a t o u d a m u się n a g o n i ć

do roboty konkretnej,

j a k b y t o p o w i e d z i e ć ? ż e b y m u w m ł y n i e kamień kręcił.
T e o f i l O c i e p k a t o był n a p e w n o robociarz i był wewnętrznie
b a r d z o u c z c i w y , t y l k o o n i o t y m n i e w i e d z i e l i , b o b y ł za s k r o m n y .
B y ł też p r a w d z i w i e n a w i e d z o n y , a c i jego u c z n i o w i e , j a k choćby
z k o ł a n a s z e g o , n i e c h c ę m ó w i ć i c h n a z w i s k , b o się d l a
Ociepki wyparli, gdyby

wygody

m i e l i jakieś s u m i e n i e , jakiś wewnętrzny

w y r z u t , t o b y n i e r o b i l i t a k i c h błędów w życiu, j a k chociażby
B o l e k S k u l i k . M o g l i b y się w z n i e ś ć n a w y s o k i s z c z e b e l d u c h o w y ,
a t a k i n o b a b r a l i się w b ł o c i e . T o b y ł a t a k o w a l k a , j a k b y c z ł o ­
w i e k a d z i k i e g o , k t ó r y c h c e coś o s i ą g n ą ć , a n i e w i e j a k , i p r ó b u j e
zarzynać drugiego.

W

życiu j e d n a k zawsze w końcu jest

zwy­

cięstwo d u c h a n a d materią.
S k u l i k n i e k o n s e k w e n t n i e pracował n a d wolą swego

umysłu

i ciała i z t e g o p o w o d u n i e osiągnął w y ż s z e g o s t o p n i a w t a j e m m
c z e n i o . J o t y ż m a m z t y m t r u d n o ś c i , a l e w i e m o s w o i c h słaboś­
c i a c h , dlatego n i g d y n i e sięgam n a w y ż y n y , b o t o d l a m n i e n i e
jest teroz możliwe. J e s t e m żonaty i dlatego p o p r o s t u n i e próbują.
J a się t y m b a w i ą , j o w t o w i e r z ą , a l e z a w s z e t r z e b a c z e k a ć .

To

j e s t j a k n a t c h n i n i e , co c z a s e m p r z y c h o d z i d o człowieka, j e d n a k
samo!
Musi
a

samo

przecież

przyjść,

t y człowieku

możesz

n i c z e g o n i e osiągniesz. W i e r z ą ,

niekiedy

że jeszcze

chcieć,

do

mnie

p r z y j d z i e , m i m o t e g o j a k żyjo., b o k i e d y d u ż o się r o z m y ś l o , t o
j e d n a k s f e r o d u c h o w o m o p e w n ą p a m i ę ć o t o b i e i z a w s z e m a się
kontakt

ze s w o i m b e z o s o b o w y m

ja —

t a k b y m t o określił

—

które gdzieś t a m w n i e m a t e r i a l n e j p r z e s t r z e n i istnieje.
J a u w a ż a m , że m a l a r s t w o n i e p o l e g o wyłącznie n a m a l o w a n i u ,
z n a c y n a s a m y m m a l o w a n i u , ale n a kształtowaniu swojej
osobowości.

To

jest

jodynie

ważne: jacy

jesteśmy,

I I . 1 1 . Autoportret,
olej/pł./wym- 6 4 , 6 x 4 9 , 5 c m ; i l . 12. B . S k u l i k
i l . 1 3 , 1 4 . N o t a t k i B o l e s ł a w a S k u l i k a z l e k t u r : Stanisław
Przy­
byszewski
pozujący
d obrazu
ffuJetetcza
i s c e n a Wygnania
z
Baju
0

własnej

takie

jest

nasze m a l a r s t w o . A t e c h n i k a ? T o n i e ważne. T o z czasem p r z y ­

psuł w s z y s t k o t e n p r y m i t y w n y m a t e r i a l i z m . N o a S k u l i k poszedł

c h o d z i s a m o . T e c h n i k a t o r z e c z n a b y t a , l i c z y się t y l k o w i e d z o

n a sekciarstwo, t a k t o można nazwać. J e m u t o widać więcej o d ­

duchowo,

p o w i a d a ł o , b o o n m i o ł d z i w n a t a m e n t a l n o ś ć . W i ą z o ł się p o m i ę d z y

którą

możesz być

posiadasz.

Ona stanowi o

t y m jakim

dużym

artystą!

m y ś l a m i a n a s z ą m a t e r i ą i p r z e z t o n i e p o t r a f i ł z b l i ż y ć się d o

G d y b y o n i t u m i e l i oparcie o jakąkolwiek religio

wschodnio

Boga. Zawsze go odrzucol i t o go

t o już byśmy d u c h o w o wyżyłi. Choćby o b u d d y z m , o h i n d u i z m ,

J e g o ówczesne w y p o w i e d z i

pokonało."

dotyczące f i l o z o f i i

wyznawanej

o c o k o l w i e k , w t e d y myśli i c h b y ł y b y bardziej czyste, t a egzotyka

w j a n o w s k i m k r ę g u o k u l t y s t y c z n y m są j e d y n y m i i o s t a t n i m i j a k i e

epiej

udało się

b y i c h ściągała, ale n i e m i e l i t a k i e j m o ż l i w o ś c i , a jeszcze

zanotować.

P R Z Y P I S Y
W e r s j a f r a g m e n t u t e k s t u którą opublikowało w „ P i s m o " ,
K r a k ó w , 1 9 8 4 , n r 1 , s. 8 7 — 1 0 4
W l i t e r a t u r z e p r z e d m i o t u d a t a śmierci R o s e n k r e u z a p o ­
d a w a n a jest n a r o k 1484
P o r . : J e r z y P r o k o p i u k , Buch
Bóżokrzyżowy
a
medytacja,
w p r a c y z b i o r o w e j p o d r e d . J . P r o k o p i u k a : Medytacja
—
historia
i zainteresowanie,
War^-iwskie Centrum Studenckiego R u c h u
1

2

3

T o t . : S . D e p t u s z e w s k i , i l . 1—5;

Naukowego, Warszawa 1981
* Czajka n i g d y nie była członkiem К С , n i e pracowała n a w e t
w W y d z i a l e K u l t u r y К С . Także n i e p r a w d z i w a jest wersja o przy­
czynach l i k w i d a c j i „Myśli W o l n e j " (Red.)
P o r . J . R . , Bóżokrzyiowcy.
Zarys
dziejów i doktryny,
„Wisła"
1937
5

J.

Świderski, 11. 8—8,

9, 11.

�***
LISTY RÓŻO KRZYŻOWCÓW (WYBÓR)
świata

List nr 1

zewnętrznego,

przekazywane

nam

dzięki

n a s z y c h przekaźników określanych j a k o pięć
T w ó r c z a

siła

Z t y c h obrazów d u c h o w y c h wyciągamy abstrakcyjne w n i o s k i

m y ś l i

o przedmiotach zaobserwowanych

G d y E g o , w czasach o p o k i l e m u r y j s k i e j , objęło w

posiadanie

s w y c h n o s i c i e l i , n i e miało jeszcze m ó z g u a n i k r t a n i . A b y w y r ó w ­
n a ć t e n b r a k , część s i ł y t w ó r c z e j , k t ó r a d o t e j p o r y b y ł a w y ­
k o r z y s t y w a n a t y l k o w c e l u z a c h o w a n i a g a t u n k u , została s k i e r o ­
w a n a d o b u d o w y t y c h organów, które z k o l e i p o w i n n y
wić

Ego

myślenie

i

możliwość

przekazywania

umożli­

myśli

innym.

Z t e g o , że myśli powstały za p o m o c ą siły twórczej w y n i k a ,
że również o n e posiadają
glos,

znaczy

siłę t w ó r c z ą . T w ó r c z y m

t o iż s ł o w o w y p o w i e d z i a n e

posiada

jest
siłę

z a o s z c z ę d z o n a siła t w ó r c z a

(płciowa), pozostanie

znacznie
Siła
duchowej

silniejsze
seksualna

działania

musi

dyspozycji

umysłowego i t o działanie

niż l u d z i , k t ó r z y

l u b fizycznej

do

być

swe siły

albo

w

świadomie

budowniczej,

a

nie zostanie

zmieniony

to wywoła ona choroby nerwowe

kierunek jej

i zakłócenia

jedynie

działania,

uczueiowo-umys-

łowc.

Z a pomocą

w naszym otoczeniu. W n i o s k i

siły w o l i r z u c a m y jakaś ideę n a e k r a n

i n t e l e k t u , g d z i e p r z y j m u j e o n a postać rzeczową w f o r m i e
przyciągając

materiał

rozumienia

z

kręgu

myśli,

myśli k o n k r e t n y c h .

T a f o r m a m y ś l i u b i e r a się z a z w y c z a j w m a t e r i a ł o d c z u ć

otrzy­

mywany

żywą.

z

ciała

doznaniowego,

Następnie myśl oddziałuje

stając

się t y m s a m y m

na mózg eteryczny

i poprzez

odpo­

w i e d n i e c e n t r a m ó z g o w e i n e r w y p r z e k a z u j e siłę ż y c i a d o m i ę ś n i ,
które

z kolei wykonują

Myśli zawierające
n a ciało d o z n a n i o w e

odpowiednie

obawy

działanie.

i kłopoty

działają

niszczycielsko

i hamują rozwój d u s z y . Ciało

doznaniowe,

którego prądy, w n o r m a l n y m stanie, płyną długimi, równomier­
nymi

f a l a m i , poprzez

kłopoty

zmienia

się w

zdrętwiałą

masę,

w k t ó r e j m i e j s c a m i o s a d z o n e są m a ł e , d r g a j ą c e p u n k t y ; w
gorszym

odpowiedzialnej

służbie u s z l a c h e t n i a n i a r o d z a j u l u d z k i e g o . J e ż e l i będzie
zmniejszoną

będzie

trwonią.

wykorzystana

pracy

te t o idee.

również

twórczego. L o g i c z n y m z t e g o w n i o s k i e m j e s t t o , że jeżeli zostanie
duża ilość siły d l a działania

zdolnościom

zmysłów.

z

tych

przypadku
drgających

ciało

doznaniowe

punktów.

Czyni

składa

to w

podjęcie k o n i e c z n y c h działań mających

się

końcu

niemożliwym

n a celu poprawienie sy­

t u a c j i powodującej owe kłopoty i z m a r t w i e n i a . L o s o w y c h
porównać

można

d o marznącej

temperaturze p u n k t

wody,

naj­

wyłącznie

osiągając

dzięki

ludzi

niskiej

zamarzania.

O b a w a wyrażana wątpliwościami i p e s y m i z m e m

może

rów­

nież b y ć porównana d o marznącej w o d y , g d y ż ciało

doznaniowe

e f e k t e m d z i a ł a ń z a r ó w n o m ó z g u f i z y c z n e g o j a k toż i e t e r y c z n e g o

tego, który m a stale tego t y p u myśli, jest p r a w i e

nieruchome.

oraz i n t e l e k t u . O d b y w a

J e s t o n n i e d o u r a t o w a n i a w sensie p s y c h i c z n y m , n i e j e s t m o ż l i w a

Myślenie jest bardzo s k o m p l i k o w a n y m procesem, który jest
się t o w n a s t ę p u j ą c y s p o s ó b : j a k o E g o

z a w a r c i jesteśmy bezpośrednio w p r e c y z y j n e j
myśli

abstrakcyjnych,

osobistej

aury.

Tutaj

które

wytworzyliśmy

zawarte

są

wrażenia

substancji obszaru
w

kręgu

naszej

przechodzące

ze

z m i a n a jogo s t a n u a n i p r z e z słowa a n i przoz u c z y n k i .
Jeżeli p o z w o l i m y t y m n i s z c z ą c y m m y ś l o m dojść d o n a s z e g o
umysłu, s p o w o d u j ą o n e s t w a r d n i e n i a ciała d o z n a n i o w e g o

i utwo-

73

�..^ Z '
* W

.

...

b.OS 1 N K B E . U 2 E 1 . " G E M E I N S C H A F T

« ,
ROSJNKREU2SR-PHILOSOPHIE

- ERG/WZllNCSKURS

А». jKtWS
Brief

'Ладене! id-

1

B i e q^buplertarhe K r a f t d e r G e d a n k e n .

Hie sir ben S g ć ^ u n g S t ^

Z.ur Z e i t d e r l e m u r t a e h e n E p o c h e . B i s dee E g o von a e i n s n T r a g e r n E a s u t
e r g r i i f . Ьееаи e s w e d e r eln G e n i m e o c h e i n e n K e h l k o p f . U m d i e e e n M a a g e l
Łuazugletehen, w u r c e eln T e l l d e r s c h d p f e r i s c h e n K r e f t , d i e b i e h e r n u r f u r
ate F o r t p f l a n i u n g verwefide: w a r d e n w a r . n a c h eufwarte g e r l c k t e t s u m B a u
6 1 e * e r Orgar.*, d i e
d * m E g o e r m 5 g 3 l c h e n eollten, z u der.!&lt;e:i und веще
GedanfeeK a n d e r e n raltłatellen. E t e r a u s . deB d i e Gedanfcen v e r m l t l e l s d e r
e c h s p f e r l e c h e n K r a f t e r w o r o e n ^ r d e n . ergifei e l c h , dafi a l e » с Ь С р ? е г » Л
e i « d . D i * Sttełme l e t g l e i c b f a l i e e c b u p f e r i a c h . d . b . dee g e s p r o c h e n e W o r l
Ьев1ш die K r e f i , a e b e p f e r i e r f i « u v i r W e n , « « d 8-war a s s dera g l e i c h w i G r u n de, R S i t t &amp; c l f w e i l e s s e l d e n U r s p r u n g Id d a r s c h a p j e r i e c h e n K r a f t h u t . D e r
l o g U c h e ScMufi d a r a u e l a t ; W e n » dip e c h o p f e r l e c h e G e s c h l e c h t e l t r a l t a u r g e s p a r t w i r d , etebt una e i n g r o f i e r e r B e t r a g a n K r a f t fftr den O t n » v o r g a n g z a r
v e r j S ^ u n g , und s n s e r Berilcv«rm6gea w i r d bedeuteiui e t a r k e r e e l n a i a d a a j e r.ige е ш е » Meftschen. d e r d i e e e K r a f t v e r g e u d e t . D i e e e x u e t l e K r a f t miiirte
In enter an№auenden geietlgen Oder k e r p e r l i c a e n A r b e i t o d e r i m v e i ^ m t w o r tuoKabttwn&amp;'.en Q . e n s t e an d e r I T e r e d i u i ^ dee'Menact-,enge#eWeŁhtca bentr*..
w e r d e n . W i r d e l e l e d i g i i e b u m e r d r O c k t anetatt utngewaftdelt, s o ruft s i e
E c h l i e S i i c h n e r v e e e K r a n a n e i t s n . G e f Q b l a . and C e d a n k e n e W r u n g e n b e r v o r .

« . «~»!i"Ji«

•iW W .

Nr,

W,.a.J*&amp;'

lists "Tjanken i&amp;t.eitŁ«eJtr,i«ltni&gt;ltóierter V o r g a n g . d e c j t i c a t n u r dBB y b s s i a c b e
Oehittt. a o n d e m a n c b d a a a t h e r i a c b e Q e f e i ^ n j u i t l d e n ^ n t p u n d g n g K l e l b y n d
denJntsĄeM, der. tjeasnaenlt&amp;rper, i n A n s p r u c b n i m t n t . D i e s getn^tolgendurrfvaCen v a n a t a x t e n ^ W i r a e l b e r a l e E g o betatigen.-uns u r m u t t e l b a r i n d e r feir.er.
S u o a t a t i i dee B e r e i c b a d e r aoatralcteti Oenanlcen, d i e t f i r inr.erhalb df:a U f k r e i s e e u n e e r e r p e r e s o i i r b e n A a r a i m e t n s e b e a aaagearbeitet (apectailzed)
hjiben,_ i i i e r w e r d e n w i r d a r v u n d e r a u S e n w e l t k ^ m n i e n d e n E i n d r u c i t e g e w a n r j . ' d i e d u r c b d i e ^ŁbigkeitOT t m s e r e r T r S g e r , die w i r a i s u n e e r e
:w
^.innej^zeicnnen. ans vermtttelt werden.
ńue .^ieeen g e i a u g e n B i l d e r n Z i e h e n w i r d i e a b s t r a k t e n S c h l t l s s e Qbrr die
D i r g e , d i e w l r i n n n s e r e r 15t«gebung beebedbtet baben. C l e a e S c b l t b i s e etnd
Irtean, V e t ' t n f l g e d e r Willenfiitraft w e r f e n (project) w . r s i n e I d e e auf dan l^ip.iJeltt, wo a i a ge^enetandlicbe G e s i a l t a l e G e d a n k e n f o r m s n n i m r e t . m d e m Eic
Veresandeeetoff a u s detn B e r e i c t t d e r aonareten Gedar.k-pn r i n r e i-m s i r h
f-.erjmzieht. D l e a e G e d a a k e n i o r m bokteidet a i c b gewobnlirit m i : E n . o ; i № ^ .
stoff, c e n t i e aus d a m Empftndtntgeleib /iebt u:id [tu.-vh oeti a:e if.^eiKj.ec-i'
v v r d . I&gt;abn v e r m a g o a r G e d a n k e attf d a s f n n e r i K c h e C e o i r n eu v : r i ( c ; i unci :..e
L ^ i e n a i L r a f t d u r c h die geeigaeten tieblm/.ent.-en und Xc: v a n v o r w a ; t.-.-uepiocn z u den w l l l k u r t i e b e n M a e k e b t , welcbe dtu e ! i o r f i e r i i r l i e il.'.ri^lung gt^-uh

^*V*4-,&lt; У»
A+MJ&amp;SJ
»•«•«.
. W . л'й&lt;Й,у «У»

4

G e e a u k e n d e r Pv^rtt.i und C r a K u m m e l ' S wjHien ^ c ^ '
dur.ijaleib ein u:w heir.nten d i t E n t w i c k t u n g d e r S e e l

rzy

się j a k b y s t a l o w y

czajenia

pancerz,

w którym

człowiek

W i e l k ą rolę w r o z w o j u ludzkości o d g r y w a
Eter

z powietrza, którym oddychamy,

całego naszego otoczenia. N a j s k r y t s z e

zawiera

z najwyższych
ciała,

List nr 2

przyzwy­

dokładny

w n i e j , zostają p r z e k a z a n o
jako

sędziowie

jest

ujemnym atomem
w

pośmiertnym

jedną
Obrazy

żyjącego

życiu

ludz­

kim.

ż y c i a

w y ż s z e g o

S p e c j a l n e z d o l n o ś c i i t a l e n t y n i e k t ó r y c h l u d z i , n i e są d a r a m i
n a t u r y a t y l k o właściwościami osiągniętymi przez pracę i
Wszyscy

mogą

egzystencję
Oprócz

M y ś l i o d ż y w i a j ą się t w o r z y w e m c i a ł a i z n a n e j e s t n a u c e , że
niszczące

myśli,

obawy,

złości, p o p ę d y

i

rozpusta

są t y m i , k t ó r e n i s z c z ą s i ł y o c h r o n n e o r g a n i z m u , p o w o d u j ą c
zmniejszoną

dojść

do

materialną,

prawdy
jak i

o

wędrówce

również

duszy

uzyskać

togo można poznać Prawdę, a n a w e t

odporność n a c h o r o b y .

jego

Człowiek pogodnego uspo­

Ego
żądzo

te

trud.

poprzez
zdolności.

rozwinąć

i

s t a n u zależy,

Ego

władzę

r a k t e r z e d e s t r u k c y j n y m i c i e s z y się l e p s z y m

skim.

k t ó r y się m a r t w i . P r z e z m y ś l i m i ł o ś c i , z a d o w o l e n i a i d o b r a , b u d z i ­
podobne

uczucia

jednocześnie

do

siebie

u

swoich
ludzi

współtowarzyszy,

o podobnj^ch

przyciągając

właściwościach.

d e l i k a t n a i w ł a d c z a siła m y ś l i m o ż e b y ć w y k o r z y s t a n a w
uzdrawiających.
jest

w

Również

stanie

dzięki

myślom

unieść się p o n a d

m a t e r i a l n y m i z e t k n ą ć się z

Ta

celach

a b s t r a k c y j n y m , czło­

otaczającym

go

światem

Bogiem.
o przyjaźni,

pomocy

nosicieli odbudowane

Budowa

i jakość

średnia, o d p o w i e d n i o

j a k mało

poprzez
w

ciało życia,
właściwości

może

tego

są p i z e d

wykonać

życia

może

być

dobra,

realizacji

ziem­

zła

albo

do wiadomości u z y s k a n y c h przez te p r a ­

ziemskich.

działanie,

życiu.

każdym życiem

f o r m y , j a k również i c h doświadczeń u z y s k a n y c h w
egzystencjach

stając

Te
się

cudowne
coraz

narzędzia
bardziej

poprzednich
ulepszano

istotną

są

pomocą

Dzieła.

Czas, p o t r z e b n y d o r e a l i z a c j i p o z y t y w n e g o
wego,

Jeżeli stale m y ś l i m y o p t y m i s t y c z n i e —

j a k dużo, względnie

o d których

ze s w e g o z a d a n i a , z b i e r a n i a d o ś w i a d c z e ń %v k a ż d y m

Praformy

z d r o w i e m niż t e n ,

p o s i a d a różne i n s t r u m e n t y : ciało f i z y c z n e ,

i i n t e l e k t . Są o n e n a r z ę d z i a m i ,

s o b i e n i a , pobożnej n a t u r y i pełen Aviary m a m n i e j myśli o c h a ­

wiek

r o z w o j e m

boską.

negatywne,

my

n a d

obraz

myśli, doznania i uczucia

f o r m i s t n i e n i a w y t w o r ó w ciała żyjącego.

a b y służyły

P r a c a

piodświadomość.

zostają p r z e k a z a n e d o płuc a następnie d o k r w i . K r e w
zawarte

z

m y ś l ą c y i v t a k i s p o s ó b o d c i n a się w k o ń c u o d ś w i a t a .

zależny

je3t

o d pracowitości.

s t a l i ś m y ze z w y c z a j n e g o

Gdy

rozwoju ducho­

tylko

letargu i zaczynamy

wytrąceni

zo­

się r o z w i j a ć , p o ­

i n n y m — z m i e n i a się o d p o w i e d n i o k o l o r n a s z e j a u r y . N a s z e c i a ł o

w s t a j e p y t a n i e — co należy d a l e j czynić. O d p o w i e d z i ą n a t o jest

jest

wywierają

p r a c a człowieka n a d p o p r a w i e n i e m i u d o s k o n a l e n i e m s w o i c h n o ­

przynosząc

s i c i e l i i s t a ł e z a t r u d n i e n i e i c h м- s ł u ż b i e l u d z k o ś c i . P r a c a n a d r ó ż ­

z d r o w i e i materialną pomyślność. Jest t o t y l k o jeden z przykła­

n y m i ciałami p o w i n n a przebiegać równocześnie. Ciało n i e m o ż e

wyrazem

pozytywny
dów

naszego

wpływ

stanu

ducha.

Dobre

mj-.śli

n a nasze ciało, nasze otoczenie,

potwierdzających

prawdziwość

słów

Chrystusa,

n a m będzio w s z y s t k o , jeżoli szukać b ę d z i e m y p r z e d e
Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości.

74

że

elano

wszystkim

być p o d d a n e

jakiemuś w p ł y w o w i , n i e czyniąc t e g o samego w s t o ­

s u n k u d o i n n y c h . Sensem p r a c y n a d ciałem j e s t jego
z wyższym J a . Jeżeli zastosowana

zjednoczenie

z o s t a n i e świadoma staranność

�h i g i e n y i d i e t y , ciało f i z y c z n e

wyciągnie z tego zasadniczo

rzyści. Oddziałuje

w pewien

t o również

sposób n a ciało

ko­
życia

i ciało ż ą d z y , g d y ż z i m ezyściejszego materiału z b u d o w a n o
ciało f i z y c z n e ,

t y m lepszej jakości będą jego cząsteczki.

jest

Jeżeli

na

ścieżce

ewolucji

j ą ze s t r o n y f i z y c z n e j ,
kręgi,

ciało życia i ż ą d z y pozostaje

uzmysłowieniu

z t y m , że l u d z i o m ł a t w i e j m o ż e p r z y j ś ć z e t k n i ę c i e się z d o b r e m
niż g d y b y używali zepsutego
Rozwój

ezoteryczny

rozpoczynamy

zaczyna

się

wtedy,

kiedy

pracę n a d ciałem ż y c i o w y m . Podstawową

dopiero

zasadą

b u d o w y ciała ż y c i o w e g o j e s t p o w t ó r z e n i e . D l a t e g o
g d y poprzez

ważnym jest,

c z y n y i s ł o w a d a j e się w y r a z p r a w d o m

duchowym.

P r z y w ó d c y ludzkości, a b y n a m pomóc, używają m o d l i t w y j a k o
środka pozwalającego panować c z y s t y m i ś w i e ż y m m y ś l o m p o n a d
ciałem ż y c i o w y m . Jeżeli

modlitwy

do

nasze ciało

Boga

i oczyszczamy

Niezmiernie
stany

są p r a w d z i w e ,

unosimy

się

życiowe.

ważną rolę, g d y c h c e m y

jednoczące

niezauważalnie

osiąga

wyższy

a l b o k r z y w ą l u b f i g u r ą 8, j e ż e l i w i d z i m y

się

w

j a k i d u c h o w e j . W f i g u r z e 8 są d w a

punkcie

nieśmiertelnego

środkowym.

ducha,

Kręgi

te

rozwijającego

służą

się

Ja.

J e d e n z kręgów oznacza życie w świocie f i z y c z n y m , o d u r o d z e n i a
się aż

pożywienia.

to

ją z a r ó w n o w fazie f i z y c z n e j

j e d n a k z w r a c a się u w a g ę j o d y n i e n a h i g i e n ę i p o ż y w i e n i e , o s o b i s t o
t a k samo nieczyste j a k poprzednio,

i przez

s t a n świadomości. D r o g a e w o l u c j i j e s t spiralą, jeżeli p o t r a k t u j e m y

d o śmierci.

Przez

cały

t e n czas człowiek,

przez

każde

działanie i każdą m y ś l , sieje z i a r n o i p o w i n i e n zebrać za t o p e w n ą
sumę

doświadczeń.

pomnaża,

Tak

owocowanie

j a k staranność

ziarna,

tak i

i

troskliwość

praktyczne

n a u k i życia i doświadczeń z naszego otoczenia,

bardzo

zastosowanie

pozwoli na to,

a b y p r z ó d d r z w i a m i ś m i e r c i n a s z e J a z n a l a z ł o się b o g a t e w o w o c e
życia.

Kiedy

przeminie

obioktywna

praca

naszej

egzystencji,

zakończony będzie Dzień Działania, w t e d y J a zaczyna
tywną

pracę a s y m i l a c j i , która będzie w y k o n a n a

pobytu

w

niewidzialnych

światach,

w

subiek­

czasie jego

znajdujących

się

między

uwolnić d w a

wyższe

śmiercią a n a r o d z i n a m i . T o właśnie j e s t s y m b o l i z o w a n e p r z e z d r u g i

e t e r u o d d w ó c h niższych spełnia k o n c e n t r a c j a . Z

dwóch

krąg f i g u r y 8. K i e d y J a osiągnie ś r o d k o w y p u n k t l e m n i s k a t y , k t ó ­

piorwszych powstaje
konieczne,

w t e d y ciało d u c h o w e . R o z d z i e l e n i e t o j e s t

a b y umożliwić poszukującemu

świadome

uczestnic­

r y d z i e l i świat f i z y c z n y
czy

królestwo, w

o d psychicznego,

którym

w zależności o d tego

J a się w ł a ś n i e

znajduje,

opuszczone

t w o w świecie w y ż s z y m . Jeżeli m o d l i t w a p o c h o d z i z b e z w a r u n k o ­

j e s t p r z e z n i e c z y też następuje w s t ą p i e n i e , następuje k u l m i n a c j a

wego,

w s z y s t k i c h zdolności i talentów n a b y t y c h w p o p r z e d n i m

zbiór

czystego o d d a n i a

się i d e o m

stoi ona wyżej

niż

zimny

myśli.

J a może je w nadchodzących d n i a c h życia zgodnie

Większość l u d z i opuszcza

ciało ż y c i o w e z t y m s a m y m

tem­

p e r a m e n t o m , z j a k i m go objęło. Poszukujący m u s i j e d n a k p l a n o w o
p r z e z w y c i ę ż y ć w s z y s t k i e p r ó b y o p a n o w a n i a go p r z e z ciało d o z ­
r

nań. M u s i o n , w s z l a c h e t n y m

dążeniu, zwalczać miłość

własną

dążąc d o o p a n o w a n i a i n n y c h l u d z i , j a k również pożądanie mająt­
k u , władzy, sławy. W y b u c h t e m p e r a m e n t u może doprowadzić d o
zatrucia

całego

systemu

cielesnego.

kultywować równomierny temperament
życia

powinien

pośród s k a r g

i

ataków

codziennego.

Jednym
lekt,

Poszukujący

t r u d n o jest

rozwoju

jednak

ludzkości.

intelektu, jest
kosmicznej,

—

Bezcennej

go

na

obecnym

inte­

stopniu

przy

opanowywaniu
planu ewolucji

wolne

wartości

ducha jest

i dokładne s t u d i u m

intelekt

które

instrumentów

opanować

szczegółowe

ponieważ

abstrakcyjnych

a l b o w y k o r z y s t a ć a l b o m o ż e dać i m zmarnieć. O d w y k o r z y s t a n i a ,
tych
w

zdolny
są

jest

od

l u d z i o m o d e r w a n i e się o d t a k z w a n e j

do

ochrony

egoizmu

i

myśli

umożliwiają

i powszechnej

egzystencji

zdolności

życiu

turze, trzymając

ćwiczeniom: koncentracji, m e d y t a c j i ,

obserwacji,

rozróżniania, naśladowania i ubóstwiania Najwyższego. J e s t
ostatnim

k r o k i e m , przez

który

człowiek

łączy

się

ze

całego j e s t e s t w a i d z i ę k i t e m u osiąga n a j w y ż s z y c e l , j a k i
o s i ą g n ą ć aż p o D z i e ń

to

źródłem

powiedzianego
którą

obowiązek
i

czynów

służenia ludzkości. P o w t a r z a n i e
wyrażających

się t a k ż e

w

prawidłowych

działaniu, jest

myśli

najkrótszą

wynika

następuje

którego

lekcje

jakkolwiek

jasno,

proces

życia

Ego.

której

Jeżeli

egzystencja
prze-

działań,

że

„przyrost
po

wszczepione

będzie

samo

osiągniętej

śmierci,

w

w

Różnica

którzy

w

o wiele

temperamencie

za i c h podział n a d w i e

Ego,

doświadczenie.
potrze­

szybciej

doświadczenia i dlatego potrzebują

p r z e s t r z e n i działania.

czasie

świadomość

w o l n y i żmudny proces o d p o w i a d a

m a s , są j e d n a k P o j e d y n c z y ,

czerpują zw3'czajne

duszy"

„działalności" w życiu f i z y c z n y m ,

powtórzenia

będą

zapomniane

Ten wyjątkowo
bom

jest

wy­

większej
odpowie­

klasy.

J e d n a z t y c h k l a s , w i o d ą c a p r z e z o d d a n i e się C h r y s t u s o w i ,
i d z i e w s w y m d z i e l e życia, z a g ł o s e m s e r c a , są t o c u d o w n e c h a r a k ­
t e r y , płomienie miłości w cierpiącym świecie, n i g d y n i e k i e r o w a n e
przez

powody

Rozum
ludziom

Podstawą m e t o d y r o z w o j u duchowego Różokrzyżowców jest

duszy"

niższa,

się z d a l a o d w s z y s t k i c h „ z b ę d n y c h "

przez proces e w o l u c j i w y m a g a

można

Połączenia.

,,wzrost

natura

w t e d y p o z o s t a n i e z t y ł u n a d r o d z e d o s k o n a l e n i a się. Z u p r z e d n i o

Wciągnięcie i n t e l e k t u we władanie d u c h a możliwe jest dzięki
następującym

zależy

zadowolona

m a r z y swoje życie w m e t a f i z y c z n y c l i m e d y t a c j a c h o B o g u i N a ­

dzialna

konkretnej.

i talentów

będzie

p o l e g a n a t y m b y j e ś ć , p i ć i w e s e l i ć się l u b j e ż e l i c z ł o w i e k

za

z najważniejszych

życiu.

ze s w ą w o l ą

egoistyczne,

gotowe

poświęcić

jest z n a k i e m r o z p o z n a n i a

pomóc

w

i c h dążeniu

swoją

wygodę.

klasy drugiej. A b y t y m

do poznania,

zostają

założone

b a r d z o wcześnie s z k o ł y misteriów', ukazując d r a m a t świata i g d z i e
szukającej

duszy

odpowiada

się

na

pytania

dotyczące

prze­

szłości i p r z y s z ł o ś c i r o d u l u d z k i e g o .

i najpełniejszą drogą d o B o g a . D o c h o d z i m y p r z e z t o d o świado­
mego

wyobrażenia

podstawowej

jedności

wyższych

żyjących,

t o znaczy

wszechświata j e d y n i e

tyle, ile m u sami dajemy.

Teraz

K i e d y p o ś m i e r c i o p u s z c z a m y n a s z e ciała i i d z i e m y d o c z y ś c a ,

do

j e d n o ś c i j e d n e g o i ze W s z y s t k i m . O t r z y m u j e m y o d
jednak

rozwija
w

się p r z e d

odwrotnej

nami panorama

naszego poprzedniego

kolejności, b y ukazać n a m działania

jesteśmy dłużnikami, ale m o ż e m y zapłacić nasze długi przez dos­

czyny.

k o n a l e n i e n a s z y c h n o s i c i e l i i p r z e z służbę d l a d o b r a ludzkości, t a k

liśmy

aby

wieczorne ćwiczenia, t a k a b y każdego w i e c z o r u przeżyć t o nasze

s t a ć się g o d n y m i

wyniesienia

na wyższy

stopień

rozwoju

życie

duchowego.

czując

Czuć w t e d y
innym.

Winniśmy

czyśćcowe,

na jakie

ostro każdy

przeżyjemy
naukowej

zbliżymy

egoizmu

w
w

danym

egzystencji

ból, j a k i

sposób
dniu
po

na tej drodze,

jest

sobie
Tylko

i j a k i e są d o n i e g o

w a r u n k i wstępne, studiujący p o w i n i e n

zda­

w a ć s o b i e s p r a w ę z t e g o , że cała l u d z k o ś ć r o b i p o m a ł u p o s t ę p y

nasze

zasłużyliśmy,
w

śmierci
zaplątanie

t o n sposób

i na

drodze

Największym
się w

i jedyną ochroną p r z e c i w t e m u jest rozwinięcie

pętli
wiary,

sympatii.

Jeżeli studiujący d o b r z e przemyślał p o p r z e d n i e
A b y d o k ł a d n i e j z r o z u m i e ć , z c z e g o s k ł a d a się w t a j e m n i c z e n i e

przysporzy­

prowadzić

się d o c e l ó w w t a j e m n i c z e n i a .

o d d a n i a i wszechogarniającej

W t a j e m n i c z e n i a

wzmożony

podobny

ból s p r a w i o n y i n n y m .

rzeczywistość

niebezpieczeństwem

L i s t n r 16

będziemy

życia

i ich przy­

argumenty,

p r a w d o p o d o b n i e poją} analogię między d r u g i m kręgiem e w o l u c j i
w czasie a krótkim kręgiem n a D r o d z e P r z y g o t o w a n i a .

Powinno

b y ć j a s n y m d l a każdego, że n i e m o ż n a t e j p r a c y w y k o n a ć z a kogoś,

75

1

�. и л j a t ; ш о m o ż n a z a k o g o ś jeść p o ż y w i e n i a f i z y c z n e g o i p r z e ­

który s y m b o l i z u j e wytwarzającą

nieść n a n i e g o

waną m a r s o w y m

w z r o s t i silę.

M u s i s z p o s i a d a ć ż ą d a n ą d o w t a j e m n i c z e n i a silę l u b n i k t n i e
będzie

mógł

cię

wtajemniczyć.

Jeżeli

ją

posiądziesz,

staniesz

w t e d y n a P r o g u własnym wysiłkiem i będziesz miał p r a w o
jemniczenia. Uświadommy

sobie

wta­

m o c n o , że w t a j e m n i c z e n i e

jest ceremoniałem zewnętrznym, ale doświadczeniem

nie

wewnętrz­

n y m , które u c z y j a k przez życie w Czystości i Służbie, może b y ć
wykorzystana

nagromadzona

we

wnętrzu

siła.

O k u l t y s t y k a t r a k t u j e k r e w j a k o gaz płynący żyłami i a r t e r i a ­
mi.

NOUR

przedstawia

materialnej
lub

r ó w n i e ż siarkę i fosfor,

manifestacji

myśli.

ducha. Symbolizuje

jako

istotę

troli

nad swym

trwałe

ludzką

nosicielem.

ziemskie

RAUCH

ciało,

marsowy

m u dokonywać

IABESHA

—

po

dla

powietrze

rozum,

Ego

racjonalnej

kon­

ziemia,

reprezentuje

przy

narodzinach

wykrystalizowane

o d niego

konieczne

•— o z n a c z a

Ego, otulone w

i pomaga

nosiciela i oddzielone

Miesięczna lekcja dla uczniów, styczeń 1979

ciepło czerwoną k r e w , nałado­

żelazem i energią.

śmierci.

K a m i e ń M ą d r o ś c i t w o r z y się p o p r z e z c i ę ż k ą p r a c ę i d o ś w i a d ­
K a m i e ń

czenie. B e z wysiłku n i e p o w s t a n i e n i c wartościowego, a i m b a r ­

m ą d r o ś c i

dziej
Najwyższą

zdobyczą

również w zbliżającym

ludzkości

w

naszym

okresie,

jak

się o k r e s i e W o d n i k a n i e j e s t j a k i e ś m a ­

wartościowszy
Legenda

o

jest

c e l , t y m cięższa

Kamieniu

jest

Filozoficznym,

praca.

wyjaśniająca

jego

konstrukcję j a k o połączenie w o d y i o g n i a , m a swój początek w e

t e r i a l n e , społeczne c z y k u l t u r a l n e o d n o w i e n i e . J e s t t o , w p e w n y m

wczesnej

sensie,

starań

mający wybudować Świątynię Salomona bez uderzenia młotkiem,

przemiana

z e b r a ł m e t a l e ze w s z y s t k i c h k r a ń c ó w ś w i a t a i w ł o ż y ł j e d o p i e c a ,

kulminacyjny

ludzkości.

Jest

to

punkt

wszystkich

tworzenie

Kamienia

ważniejszych
Mądrości,

l u d z k i e j siły twórczej. K a ż d a i s t o t a l u d z k a m a w sobie

możli­

aby

się

historii

wolnomularstwa.

wzajemnie

wymieszały.

wość s t w o r z e n i a K a m i e n i a Mądrości, i w czasie p o ciężkiej p r a c y ,

Kaina,

będzie ją mogła

H i r a m a , a b y wlać r o z t o p i o n e

Wierzono
mianą

urzeczywistnić.

w ś r e d n i o w i e c z u , że a l c h e m i c y p r a c u j ą n a d p r z e ­

metali nieszlachetnych

kami

byli

jednak

uczniowie

w

złoto.

wyższej

Prawdziwymi
wiedzy

alchemi­

okultystycznej,

Hiram

Hiram

synów Setha. I n d y w i d u a te, poprzez
Boga

Adama

Jedynym
ludzkie

Mądrości

Filozoficznego).

jest

to

w

którym

się t o c z y n i

rzeczywistości

jest

alchemia

ciało

duchowa,

Próba

mieszaninę

i Ewę,

szpiegów
potomków

i s p o w o d o w a ł y eksplozję. H i r a m skoczył

wtedy

do c e n t r u m ziemi, gdzie

spotkał swojego p r z o d k a K a i n a . K a i n dał m u n o w e Słowo i n o w y
Młot, któro w t r a k c i e upływu czasu p o w i n n y umożliwić

laboratorium, w

bowiem

potomkiem

Księżyca J e h o w y , były s p o k r e w n i o n e z wodą. Nalały one

d o wrzącej m a s y i został p o p r o w a d z o n y

(Kamienia

był

ducha ognia.

otrzymaną w piecu, do f o r m y , była sabotowana przez

W

p o ś w i ę c i l i się o d k r y c i u f o r m u ł y w y t w a r z a n i a K a m i e n i a

budowniczy,

jezioro, przeźroczystą

do f o r m y w o d y

Różokrzyżowey

Abiff

t e n zaś b y ł p o t o m k i e m L u o y p e r a ,

a p r z e d m i o t e m i c h studiów była p r z e m i a n a n i s k i e j n a t u r y w d u c h a .
t y m sensie p r a w i d ł o w e j e s t s t w i e r d z e n i e , że

Abiff,

wymie­

szanie przeciwieństw — o g n i a i w o d y oraz u f o r m o w a n i e K a m i e n i a
Mądrości. Również

Objawienie

15:2 powołuje

się n a

stopione

s a m o E g o , p r a c u j ą c e w s w o i m f i z y c z n y m c i e l e , s t a j e się K a m i e ­

j e z i o r o , m ó w i się o j e z i o r z e ze s z k ł a p o ś r o d k u p i ę k n e g o m i a s t a .

niem

W m i e ś c i e t y m , słońce i k s i ę ż y c n i e b ę d ą d ł u ż e j p o t r z e b n e , p o n i e ­

Filozoficznym.

Ciało,

wiera wszystkie, konieczne
Tworzenie

które

jest

warsztatem

ducłia,

w a ż światłość p r z y j d z i e

Kamienia

Mądrości

zależy

od

postępowego

r u c h u siły t w ó r c z e j . B y l i ś m y k i e d y ś h e r m a f r o d y t a m i i w

stanie

pozwalającym n a reprodukcję. P o w i n n i ś m y z n o w u uzyskać
cielesny,

naturalny

stan,

za­

do tej pracy dodatki.

i

dodatkowo

zostać

czone dusze

d u c h o w o . S i ł a t w o r z e n i a , k t ó r a w y r a ż a się t e r a z t y l k o c z ę ś c i o w o ,

ezoterycznym,
drodze

serca.

wiek

Rosenkreuza

mógł

wypowiedzieć

w

rzeczywistym

i

żyjącym

stiana

słowie wyobrażenia; wypełni je życiem. T a d w o j a k i e g o

rodzaju,

Dążącym

b ę d ą c a w n a s siła t w ó r c z a j e s t e l i k s i r e m ż y c i a ,

wytryskającym

ze

Filozoficznego"

źródła

„Kamienia

hermafrodycznego

W z n o s z e n i e siły
rdzeniu

Żyjącego",

duchowego

kręgowym,

„Kamienia

Ja.

bardziej

k u ścieżce

I m i ę założyciela

rodzaj

się w b o s k i e g o

i

się, p r z y

głowy

niż

synom

wychowaniu

ku

rozwojowej

Z a k o n u Różokrzyżowców,

emblemat

Krzyża

i drogę, n a której

Różowego

Chri­

wskazują

człowiek p o w i n i e n

zmienić

nadczłowieka.

S y n o w i e K a i n a b u d o w a l i K a m i e ń Mądrości k r o k za k r o k i e m ,
p r z y c z y m przeszli o n i różne s t o p n i e w t a j e m n i c z e n i a i prawidło­

t w o r z e n i a d o k o n u j e się w
gdzie

i uduchowionycli

Formuła o t r z y m a n i a K a m i e n i a Mądrości d a n a była
K a i n a , t y m w s z y s t k i m , k t ó r z y skłaniają

p o p r z e z k r t a ń i m ó z g , s t a n i e się w t e d y c a ł k o w i t a , p r z e z c o c z ł o ­
będzie

z przekształconych

ciał.

nasz

hermafrodyezni

sama o d mieszkańców, których oczysz­

będą wyjęte

znajdują

się

trzyczęściowym

zasadnicze

elementy

wej

kolejności i u z y s k a l i w

odpowiednim

momencie

swoją

siłę

duchową.

a l c h e m i c z n e : sól, s i a r k a i rtęć ( m e r c u r i u m ) . D a l e j i s t n i e j e e l e m e n t
c z w a r t y - a z o t , którego n a z w a oznacza

samozwartość i który

połączony p r o m i e n i e m d u c h o w y m z N e p t u n e m . Jest t o w y s u b l i ­
m o w a n a esencja siły d u c h o w e j . T r z y s e g m e n t y r d z e n i a kręgowego
r z u c o n e są p r z e z K s i ę ż y c , M a r s i M e r k u r e g o . N e p t u n o ś w i e t l a r e g e ­
nerujący

ogień

stosu

pacierzowego,

rzenia.

Ten rzeczywisty

chetne

myśli poświęcenia

o rzeczach
aż

silę

two­

ogień jest r o z d m u c h i w a n y przez

szla­

w życiu

duchowych. Kiedy

do głowy i poruszy

wznoszącą

codziennym

się
oraz

i szyszynkę,

się

prze­

n i k n i e o n s w o i m p r o m i e n i e m całe c i a ł o .

sach, ale raczej
śladować

w procesie

stopnie

rozwoju

od proroctwa

Kamień

Mądrości

wypracowany

Mądrości d l a dążących

duchowo

stopniu transfiguracji (przemienienia).

n a t u r y . W y k o r z y s t u j ą c siłę r e g e n e r a c j i

Chrystusa,
Kamienia
punkt

K a m i e ń Mądrości

jest

(powtórnego

stworzenia)

i śmierć.

części c i a ł a i s y m b o l i ­

z u j e s u b t e l n e , f l u i d a l n e ciało ż ą d z y . N O U R —

76

na

w i ę c s y m b o l e m u w o l n i e n i a się ł u d z i o d m a t e r i i i o d t y r a n i i n i ż s z e j
przezwycięży grzech

podstawowe

przez

t w o r z e n i e się

osiąga swój najwyższy

będą­

formuje

został

k i e d y zamieszkiwał j e g o ciało. D l a t e g o

woda,

Księżyca,

przyjścia

świat aż d o z m a r t w y c h w s t a n i a .

i ognia,

element

również

całościowym. O k u l t y s t a próbuje n a ­
Jezusa,

c y m i również e l e m e n t a m i K a m i e n i a Filozoficznego. I A M —

określeniami elementów: Z i e m i , p o w i e t r z a , w o d y

drogą serca,

I c h c i a ł o d u c h o w e n i e r o z w i j a się t a k j a w n i e w s t o p n i a c h i o k r e ­

w

U t r w a l o n e n a k r z y ż u C h r y s t u s a l i t e r y I N R I są h e b r a j s k i m i

Setha, m i s t y c y , postępujący

formują t e n Ż y j ą c y K a m i e ń , ale często czynią t o nieświadomie.

medytacje

w końcu ogień t e n podniesie

przysadkę mózgową

Synowie

jest

oznacza

ogień,

przełożył

Wawrzyniec

Sawicki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11458" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11436">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7d6e08f11ef70450725e9ee4a43043a.pdf</src>
        <authentication>28fd5dec133d5e24452934c38e8aea0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136504">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136505">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136506">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2412</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136507">
                <text>Jacek Malczewski - artysta pogranicza dwu kultur / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136508">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136509">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136510">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136511">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136512">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136513">
                <text>Jacek Malczewski - artysta pogranicza dwu kultur
Seweryn A. Wisłocki

W Muzeum Śląskim w Katowicach miała miejsce wyjątkowo
ważna i znacząca wystawa. Od czerwca do końca września 1996
roku prezentowano dzieła Jacka Malczewskiego ze zbiorów
Lwowskiej Galerii Obrazów. Zaistniało więc w Katowicach
udostępnienie polskiej publiczności znaczącej części dorobku
artystycznego jednego z najwybitniejszych polskich malarzy,
wyłączonego od ponad półwiecza z naszej świadomości kul­
turowej.
Lwowska kolekcja dzieł Malczewskiego jest zbiorem boga­
tym, obejmującym wszystkie okresy jego twórczości. Tworzy ją
68 obrazów oraz 18 rysunków i akwarel. Uprzednio znajdowały
się one w Ukraińskim Muzeum Narodowym we Lwowie,
Muzeum Lubomirskich, w zbiorach Leona Pinińskiego, Kon­
stantego Brunickiego, Bolesława Orzechowskiego, a pojedyn­
cze prace w kolekcjach innych znawców. Warto przypomnieć,
iż podstawą zbiorów Ukraińskiego Muzeum Narodowego we
Lwowie była kolekcja obrazów Malczewskiego zakupionych
i sprezentowanych narodowi ukraińskiemu przez Romana
Aleksandra Marię hrabiego Szeptyckiego, arcybiskupa lwows­
kiego, kościoła grecko-katolickiego. Ten gest wykonany przez
wytrawnego polityka, zawierał w sobie całą świadomość jego
doraźnych znaczeń spektakularnych jak i znaczeń na przy­
szłość. Miał on, w intencji Szeptyckiego, określić, czy wręcz
przypisać Jacka Malczewskiego i jego dorobek artystyczny do
kultury ukraińskiej. Nie należy także zapominać, że jest w nim
również odbicie postawy donatora, jako wyrafinowanego znaw­
cy sztuki.

W świadomości polskiej twórczość Malczewskiego jest perłą
w dorobku naszej współczesnej sztuki. Potwierdza to choćby
ostatnie zdanie noty biograficznej artysty w czterotomowej
Encyklopedii
Powszechnej P W N 1994: „Twórczość M . jest
zaliczana do najwybitniejszych zjawisk nowoczesnej sztuki
polskiej."'
Prawda leży gdzieś w okolicach środka. Sam artysta miał bez
wątpienia pełne poczucie przynależności do narodu polskiego,
co zresztą znajduje dobitne odzwierciedlenie w cyklach obra­
zów o tematyce związanej z polską martyrologią po powstaniu
styczniowym (Niedziela w kopalni 1882, Na etapie 1883,
Wigilia zesłańców 1892), nawiązujących bezpośrednio do twór­
czości Juliusza Słowackiego i Artura Grottga a. Z drugiej strony
jego naturalne związki z Podolem, rodzinne, a raczej rodowe są
oczywiste i bezdyskusyjne.
Ziemie ukraińskie odegrały rolę nie do przecenienia w roz­
woju wczesnej sztuki Słowian Wschodnich. To właśnie tutaj od
końca X wieku, w Rusi Kijowskiej rozwinęła się architektura
monumentalna w bezpośrednim powiązaniu ze sztuką Bizanc­
jum (np. Cerkiew Dziesięcinna X w „ oraz cerkwie w Kijowie
i Czernihowie), a także malarstwo monumentalne i miniaturo­
we. Od X I V wieku sztuka Rusi Czerwonej (w odróżnieniu od
Rusi Czarnej sąsiadującej bezpośrednio z ziemiami litewskimi,
Białorusi oraz obszarem wpływów księstwa suzdalsko-moskiewskiego, czyli późniejszej Rosji), kształtowała się wpływem
sztuki zachodniej. Podole, ziemie halickie i wołyńskie znalazły
się w polskim obszarze artystycznym. Przemiany stylowe

135

�И. 3. Jacek Malczewski, „Rycerz i muza", 1903, olej, płótno 49 x75 cm

II. 4. Jacek Malczewski, „Przed modelem", ok. 1960, olej,
płótno 74,5x97.5 cm

znaczone są przez gotyk, renesans i manieryzm {vide: architek­
tura, rzeźba i malarstwo zaistniałe we Lwowie), barok (np.
klasztor w Poczajowie), rokoko (reprezentatywny przykład to
ratusz w Buczaczu) oraz klasycyzm i eklektyzm. Wpływy
kultury i sztuki polskiej sięgały także na pozostałe ziemie
ukraińskie, będące poza polskim terytorium państwowym.
Sztuka ukraińska rozwijała się jednak w oryginalnym, sobie
właściwym wymiarze duchowym i formalnym, kontynuując
własne tradycje ruskie, nawiązując jedynie do elementów
stylów zachodnich, czego znamiennym przykładem jest „barok
ukraiński" - oryginalny, dekoracyjny styl odzwierciedlony np.
przy rozbudowie Ławry Peczerskiej, w Bramie Zaborowskiej
w Kijowie, w ikonostasach itd. W X V I I I wieku na terenie Rusi
Czerwonej rozwinął się pokrewny sarmackiemu - portret
i grafika.
W pierwszej połowic X V I I wieku wpisali się na trwałe do
skarbnicy literatury polskiej dwaj lwowscy mieszczanie: Szymonowicz i Szymon Zimorowicz. Ich poezje, a szczególnie
sielanki są wybornym przykładem stopu kultur polskiej i rus­
kiej. Na początku X I X stulecia zaistniała tzw. ukraińska szkoła
poetów. Nazwa ta określała poetów romantycznych południo­
wo-wschodnich kresów dawnej Polski podejmujących w twór­
czości tematykę związaną z folklorem i dziejami Ukrainy.
Należeli do niej m.in. Antoni Malczewski, Seweryn Goszczyń­
ski i Józef Bogdan Zaleski, tworząc, jak ich ówcześnie nazywa­
no, „trójcę mniejszych w i e s z c z ó w " (w odróżnieniu od M i c ­
kiewicza, Słowackiego i Krasińskiego). Bez wątpienia naj­
wybitniejszym poetą był wśród nich Antoni Malczewski (głoś­
na, kunsztownie napisana powieść poetycka Maria).

w wyprawie archeologicznej do Azji Mniejszej, zorganizowanej
przez Karola hrabiego Lanckorońskiego. Artysta od 1897 roku
był członkiem i współzałożycielem Towarzystwa Artystów
Polskich „ S z t u k a " , w latach 1896-1900 oraz 1912-1921
profesorem ASP w Krakowie, a od 1912 roku piastował godność
rektora Akademii.
Znaczące sukcesy artystyczne osiągnął szybko. Na Pierwszej
Wielkiej Wystawie Sztuki w Krakowie w roku 1887 otrzymał
nagrodę Polskiej Akademii Umiejętności za obraz Na etapie.
W 1891 roku na Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Berlinie
otrzymał Złoty Medal I I klasy za obraz Introdukcja,
w rok
później również. Złoty Medal I I klasy na Międzynarodowej
Wystawie Sztuki w Monachium za obraz Śmierć na etapie,
a w osiem lat później Srebrny Medal za Melancholię w Paryżu.
W 1903 roku odbyła się pierwsza indywidualna „Wystawa
Stu Dzieł Jacka Malczewskiego" zorganizowana przez Towa­
rzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie, a następnie
prezentowana w Krakowie i Warszawie.
Jacek Malczewski po śmierci pochowany został w krypcie
kościoła O.O. Paulinów na Skałce w Krakowie, w miejscu
wiecznego spoczynku wybitnych i zasłużonych Polaków.
Artysta uznawany jest za jednego z głównych przedstawicieli
Młodej Polski w jej symbolicznym nurcie sztuki. Nie należy
jednak jego dorobku sytuować wyłącznie w estetyce i filozofii
modernistycznej. Malczewski początkowo malował wiejskie
sceny rodzajowe inspirowane w znacznej mierze folklorem
i pejzażem podolskim, później stworzył cykl obrazów związa­
nych tematycznie z walką o niepodległość Ojczyzny. Były
prace realistyczne, tworzące pełen ekspresji dokument artj*
tyczny martyrologii narodowej po upadku powstania stycz­
niowego. Około 1890 roku zwrócił się w stronę symbolizmu
tworząc własny, odrębny styl. Symbolizm i ekspresja przekazu
zasadzały się na baśniowości, wizyjności mitycznej łączonej
z realizmem detali i poszczególnych m o t y w ó w oraz na opero­
waniu żywą gamą kolorystyczną o dysonansowych zestawie­
niach.

Sytuując twórczość Jacka Malczewskiego na takim, z konie­
czności nader szkicowo zarysowanym tle, można rozumieć
i odczytywać motywy malarskie wywodzące się z tradycji
kulturowej Podola, ich specyficzne znaczenia symboliczne
i metaforyczne wpisane w większość dzieł malarskich tego
artysty.
Studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych u Włady­
sława Łuszczkiewicza, Feliksa Szynalewskiego i Jana Matejki.
To właśnie on pierwszy dostrzegł wielki talent Malczewskiego,
który ostatecznie przeniósł się do jego pracowni. W 1876 roku
artysta wyjechał do Paryża, gdzie przez rok kształcił się w Ecole
des Beaux-Arts u Ernesta Lehmanna. Po powrocie studiował
ponownie u Matejki.
Zgodnie z duchem czasu Malczewski odbył wiele podróży
artystycznych do Włoch. W 1884 r. uczestniczył jako rysownik

136

10

mll|L

W dziesięć lat później kształtuje się ostatecznie i /a.l
stałe miejsce w twórczości Malczewskiego portret. Arty
również w tym przypadku wypracował własną formułę eks
presyjno-filozoficzną. W skrócie można ją określić jako И* '
wanie (najczęściej) półpostaci na tle krajobrazu, z zastoso*^
niem kontrastu nie tylko kolorów, lecz przede wszys^
nastroju w wizerunkach przyrody i człowieka. Człowiek i N
ra. Pogodny pejzaż tworzy kontrast dla powagi człowieka, J -

sla

1

atL1

�melancholijnych rozważań. Tak są traktowane liczne autoport­
rety malarza, na których przedstawia się w różnych strojach
i z różnym rekwizytorium znaczących symbolicznie atrybutów.
Lubił przedstawiać się w otoczeniu muz, aniołów, faunów,
rusałek i harpii. Byty fantastyczne na jego płótnach współist­
nieją z bytami realnymi na równych prawach, tworząc amal­
gamat znaczeń nadrealnych, asocjacji kreujących „krajobraz
duchowy" artysty (w przypadku autoportretu), bądź port­
retowanego modelu. W takim samym sztafażu symbolicznym
malarz starał się przekazywać idee, duchowe posłania właściwe
dla czasu, dla epoki, a jednocześnie ponad czasowe, uniwersalistyczne.
Świat ducha i świat materii kreowane są jako jeetność
w osobistej, antropologicznej perspektywie, w wizjach malars­
kich czerpiących jednocześnie z tradycji polskiej, ukraińskiej
i europejskiego dziedzictwa historyczno-kulturowego. Szcze­
gólną rolę odgrywa w nich kobieta personifikująca wielość
znaczeń od metafor potocznych, wręcz banalnych do skom­
plikowanej symboliki metafizycznej. Można domniemywać, że
było to zgodne z duchem sztuki modernistycznej, z jej fascyna­
cją, filozofią i sztuką indyjską, szczególnie tantrą, choć w malar­
stwie Malczewskiego nie ma bezpośrednich, formalnych nawią­
zań do sztuki indyjskiej. M o ż n a jedynie mówić w tym przypad­
ku o pewnym powinowactwie w obrębie ideii kreujących sztukę
na gruncie europejskim w tamtym czasie.
Dla porównania, szczególnie w odniesieniu do sztafażu
symbolicznego wywodzącego się z kultury i mitologii greckiej,
odwołam się do Stanisława Wyspiańskiego. Mam na myśli
projekt kurtyny do teatru im. J. Słowackiego, który Wyspiański
zgłosił na konkurs, a który nie znalazł uznania. Otóż koncepcja
artyslyczno-filozoficzna tego dzieła (zachował się projekt na
kartonie) opierała się na misterium eleuzyńskim, na jego istocie,
czyli micie o śmierci i odrodzeniu w rocznym cyklu procesów
przyrody. Wyspiański jednak w tym przypadku, jak i w innych
dziełach, szczególnie literackich, nie czerpał bezpośrednio

U. 5. Jacek Malczewski, „Trzej aniołowie z Tobiaszem", 1906, olej.
tektura 32.2 x 24,4 cm

11. 6. Jacek Malczewski. „Rycerz". 1904. olej, płótno 182 x 122 cm

z mitologii i filozofii starożytnej. Po odpadnięciu przy eg­
zaminach w państwowej Akademii Sztuki w Paryżu, zapisał się
do „ a k a d e m i i " prywatnej, gdzie Paul Serusier wykładał filozo­
fię propagując Platona i mistrzów szkoły aleksandryjskiej:
Filona oraz Hermesa Trismogistosa, a szczególnie od roku 1889
nową wersję hermetyki głoszoną przez Edourda Schure, autora
dzieła Wielcy wtajemniczeni. Książka ta stała się wręcz Biblią
epoki symbolizmu.
Tadeusz Sinko w swoim czasie wyraził przekonanie, iż.
światopogląd Wyspiańskiego opierał się na trzech źródłach:
doktrynie hermetycznej Schurego, kulturze greckiej i filozofii
Fryderyka Nilzschego. Tak więc wspomniany projekt kurtyny
zawierał posłania symboliczne nawiązujące do greckiego mitu,
ale w duchu interpretacji mającej źródło w Wielkich wtajem­
niczonych.
W tym samym czasie Jacek Malczewski, zafascynowany
również, kulturą grecką, jej przekazem symbolicznym, a także
hermeneutyka głoszona przez Edouarda Schure, wprowadza do
swoich obrazów postacie alegoryczne w rozbudowanych kon­
tekstach symbolicznych. Rebusy symboliczne sytuował w kra­
jobrazie, w architekturze, bądź w ich wybranych elementach,
z terenu zachodniej Ukrainy. Budował przy ich użyciu klimat
obrazu, klimat nostalgii, melancholii, a raczej melancholijnej
autorefleksji tak specyficznej i jedynej w swoim rodzaju, iż.
kojarzy się bezpośrednio ze smutkiem stepowym i ukraińską
dumką.
Eksponowane w Muzeum Śląskim obrazy pochodziły ze
wszystkich okresów twórczości artysty i prezentowały prawie
wszystkie istotne dla niej motywy i oraz wątki tematycznosymboliczne. Ich wybór dokonany przez Igora Chomycza,
kustosza Lwowskiej Galerii Obrazów posiadał bardzo ważną
cechę: był dopełnieniem dzieł Malczewskiego, które są w kraju,
w polskich zbiorach muzealnych i prywatnych. Nie można mieć
pełnego przekonania o wielkości tegoż artysty, bez zapoznania
się ze znakomitą kolekcją Lwowskiej Galerii Obrazów.
Katowickiej wystawie towarzyszył katalog wydany na euro­
pejskim poziomie edytorskim i merytoryczin m. co je-st w znacz­
nej części autorską zasługą Igora Chomycza a także Muzeum
Śląskiego.
Jacek Malczewski Malarstwo, ze zbiorów Lwowskiej Galerii
Obrazów, Muzeum Śląskie, Katowice, czerwiec - wrzesień
1996 r„ komisarze wystawy: Roman Fedyna, Izabela Kanta,
Zofia Krzykowska, aranżacja przestrzenna: A . Cioska, M .
Madej, M . Paluchiewicz.

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11365" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11343">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/106809f60d6b7f696d800deeb2d77239.pdf</src>
        <authentication>8fbd300756b9ab61bf37bb4025aadcb2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135412">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2863</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135413">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135414">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135415">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2668</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135416">
                <text>"W cieniu wieżowca": próba antropologicznego spojrzenia na nową architekturę Warszawy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135417">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.94-103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135418">
                <text>Wit - Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135419">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135420">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135421">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135422">
                <text>CIENIU WIEŻOWCA"...

Tomasz Wit Szerszeń •

Claude Levi-Strauss, w napisanym w latach 40 ese­

TOMASZ

WIT

SZERSZEŃ

j u Nowy ]ork post i prefiguratywny,

tak opisuje swoją

wizytę w „stolicy świata": „kilometrami przemierzałem
ulice M a n h a t t a n u , głębokie kanały, nad którymi nawisły fantastyczne urwiska drapaczy c h m u r . . . " . W relacji
4

„W cieniu wieżowca":
próba antropologicznego
spojrzenia na nową
architekturę Warszawy

tej, ulice są „kanałami", zaś ściany wieżowców — „urwi­
skami". To nie tylko wyobraźnia antropologa: opis ten
pokazuje, jak bardzo zmienił się p u n k t widzenia. Czło­
wiek wielkiego miasta „oswoił" wysokość - już nie pa­
trzy z poziomu ulicy. Teraz jego horyzont wyznaczają da­
chy wysokościowców. M i r o n Białoszewski - pilny obser­
wator rzeczywistości społecznej — konstruuje, w swych
wierszach, p o d m i o t liryczny, który „pisze" z p u n k t u w i ­
dzenia „mrówkowca", spogląda na świat z dziewiątego
piętra.

„ P A T R Z Ę W Z W Y Ż , t a m gdzie kończy się h o t e l Bonaventura.
Jego metalowa, przeszklona bryła obraca się p o w o l i nad hotelo­

„Miasto się odrąbało.

w y m cocktailbarem.(...) W końcu zaczynam widzieć, jak całe

Ja w y w i n d o w a n y . N a dziewiąte.

miasto wiruje wokół nieruchomego b u d y n k u . Zawrót

(...)

głowy

wzmaga wnętrze h o t e l u z l a b i r y n t o w y m i zawirowaniami prze­

Reszta dalej n o r m a l n i e ,

strzeni. (...) Między wnętrzem i zewnętrzem nie ma łączności.

j e d e n na c z u b k u na o b c o w a n i e z bóstwem.

Szklane fasady odsyłają otoczeniu jego własny obraz. S ą bar­

Zobaczę teraz na s w o i m n o w y m p u n k c i e w niebie z łóż­

dziej nieprzekraczalne niż j a k i k o l w i e k m u r z kamienia. Przypo­

k i e m , czy t o p r a w d a . ( . . . ) "

minają ludzi w czarnych okularach. Spojrzenie ukryte za barie­
rą c i e m n y c h szkieł, w których można dostrzec rylko własne o d ­

5

A r c h i t e k t u r a wyznacza nowe doświadczenie czło­

bicie. B u d y n k i takie jak h o t e l Bonaventura próbują być jak do­

wieka - życie „na wysokościach", jest u Białoszewskie-

skonałe i samowystarczalne m i k r o m i a s t a . "

go ciągłym t r u d e m , n i e u s t a n n y m wysiłkiem, by „oswo­
Jean B a u d r i l l a r d

i ć " wysokość. O d d a j m y głos poecie:

Ameryka
„Niebo m n ą kołuje.

N

Słońce mnie muruje

a X V I I I - w i e c z n y c h w e d u t a c h niebo zajmowa­

t e n potwór

ło blisko 2/3 p o w i e r z c h n i obrazu. U B e l l o t t a

tur tur t u r "

1

wizerunek miasta to zaledwie wąski pas, w c i ­
2

N o w y p u n k t w i d z e n i a — p o z i o m d a c h ó w wieżow­

śnięty między niebo i wody rzeki. Budowle odcinają się

ców, t o już „inna rzeczywistość", rządząca się t r o c h ę

ostro o d tła, obwiedzione wyraźnymi k o n t u r a m i . To
pewien wzorzec przedstawiania -

o d m i e n n y m i p r a w a m i („życie na wysokościach" j a k o

dzieło wyobraźni.

a l t e r n a t y w a wobec życia na ziemi - w mieście, t o

D l a porównania - wizerunek współczesnego miasta:

m o t y w pojawiający się w m o d e r n i s t y c z n e j

pocztówka z N o w e g o Jorku. Powierzchnia k a r t k i „wy­

W

pełniona" jest przedstawieniami o g r o m n y c h wertykal­

Białoszewski w wierszach N a n o w y m punkcie („róże

Doskonale widać zmianę: przez te 200 lat człowiek

t u n a górze/ z d y c h a j ą " ) i Nawołują
7

„utracił" kawałek nieba. Zachowanie proporcji klasycz­

ziemskiemu

nej weduty byłoby niemożliwością: by doskonale naśla­

po jakiemu?/

po

(„na w y s o k o ś c i upał / na niskości nie

wiem" ).
8

dować rzeczywistość, trzeba więc z czegoś zrezygnować.

W wizji poety opisującego doświadczenie egzysten­

Można „uciąć" kawałek nieba (jeśli chcemy zachować

cjalne mieszkańca wielkiego miasta, wjeżdżanie windą

właściwe proporcje budynków), lub „zmniejszyć" m i a ­

jest codzienną „wspinaczką", natomiast sam wieżo­

sto (by zachować niebo).

wiec może być „drabiną"(niebios?):

Taki sposób przedstawiania miasta, jak na XVIII-wiecz­
nych „sylwetach" Bellotta - czyli horyzontalnie, z dużej
odległości — stracił więc rację b y t u . Wyjątkiem jest chy­
ba jedynie nowojorska sky-line. Popularność tego przed­

„Może b r a k n ą ć szczebli,
można zamknąć oczy
i wchodzić, można w t e d y spać,

stawienia to swoisty fenomen: sylweta ta stała się wręcz
dwudziestowiecznego m i a s t a ,

utopii.

( 1 9 2 3 ) , Boris A r w a t o w

sorach", by „odciążyć z i e m i ę " ) , na co zwraca uwagę

B u d y n k i pną się w górę, p i o n zastępuje poziom.

wizerunkiem

Utopii urzeczywistnionej

postuluje w y b u d o w a n i e „powietrznych miast na re­

n y c h b u d o w l i , w o l n e j przestrzeni pozostaje niewiele.

ikoną,

6

przyśni się w c h o d z e n i e

3

i spadanie (...)"

podobnie jak N o w y Jork stał się wzorcowym „miastem

(Drabina

nowoczesnym".

94

do wchodzenia

wyżej).

9

�Tomasz Wit Szerszeń *

„W CIENIU WIEŻOWCA"...

Wysokość fascynuje, ale i wywołuje strach. N i e ma

Ze w t y m d o m u dostatek mieszka i porządek.

w t y m nic dziwnego - w tradycji ludowej niebo nigdy

B r a m a na wciąż o t w a r t a p r z e c h o d n i o m ogłasza,

nie było domeną ludzką. W m i t o l o g i a c h większości l u ­

Ze gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza."

dów to sfeta działania żywiołów i przeróżnych sił n a d ­

(Adam Mickiewicz Pan Tadeusz)

przyrodzonych. Gwiazdy natomiast, utożsamiane były
z bogami - były i c h „wizerunkiem". Fritz Lang w relacji

Oczywiście opis t e n , więcej niż o rzeczywistym w y ­

z podróży do A m e r y k i (1924) tak opisywał N o w y Jotk:

glądzie d w o r u , mówi nam. o p e w n y c h tendencjach

„drapacze c h m u r ukazują się w błękicie i złocie, bieli

w naszej kulturze. Mieszkanie w d w o r k u , jakby auto­

i purpurze, a jeszcze wyżej ciągną się neony r e k l a m ,

matycznie „zmusza" do życia poza miastem. Peter M a r ­

swym światłem P R Z E W Y Ż S Z A J Ą C E

t y n , w swym eseju Miejskość:

GWIAZDY...".

mit i rzeczywistość,

14

zwra­

Wieżowce przewyższyły (przezwyciężyły) „bogów", za­

ca uwagę na brak poważniejszych tradycji miejskich

stąpiły i c h . Le Corbusier mawiał, że N o w y Jork „przyj­

w Polsce. Tadeusz C h r z a n o w s k i

muje człowieka na s t o j ą c o " .

M e t a f o r a ta, wskazuje na

tradycję przybudówki w polskiej architektutze, a także

10

15

z kolei, podkreśla

zasadniczą c e c h ę w i e l k i c h miast współczesności - i c h

„horyzontalność" polskiego k t a j o b r a z u . W i e ż o w c e

wettykalność. L i n i a wertykalna zaś, „zwraca wzrok k u

(podobnie jak m i n i - m i a s t a , czyli b i u r o w c e ) w y m y k a ­

niebu, k u B o g u " .

16

C e n t r a w i e l k i c h miast stały się

ją się więc t a k i e m u doświadczeniu d o m u , jakie stało

„skupiskiem" p i o n o w y c h l i n i i , odsyłających wzrok k u

się naszym udziałem - to „dziwa", któte odmieniły zu­

górze - co więcej, nigdy nie występowało i c h tak wiele

pełnie przestrzeń Warszawy. I c h nagłe pojawienie się

jednocześnie. O d czasu, gdy pojawiły się wieżowce -

to wyzwanie, jak uporać się z czymś, co jest zupełnie

„potwory, któte

N O W E , INNE, OBCE.

11

17

zapładniają się w nieskończoność

i prowokują się wzajemnie w przesttzeni ogarniętej dra­
matyzmem i c h zawodów"

12

To zadanie poznawcze.

1 8

Zgodnie z hasłem C l i f f o r d a Geertza, by badać zjawi­

- „PATRZENIE W Z W Y Ż "

ska T U i T E R A Z , wyruszam więc na wędrówkę o d

stało się więc codziennym doświadczeniem człowieka.

biurowca do biurowca, zagłębiam się w niedostępne
wnętrza, wjeżdżam na dach...

• ••

Materiały

Wysokościowce, o d m o m e n t u gdy zaczęły powsta­
wać, nieustannie wzbudzały emocje. B u d o w a wieży

„Nowy C i t r o e n jawnie spada z nieba, gdyż najpierw

Eiffla wywołała równie wiele zachwytów jak i sprzeci­
wów.

13

prezentuje się jako przedmiot doskonały. Trzeba pamię­

Pierwsze nowojorskie wieżowce dla j e d n y c h

były bluźnierstwem, dla d r u g i c h -

tać, że przedmiot jest najlepszym zwiastunem n a d n a t u -

znakiem czasów,

ry: w przedmiocie z łatwością można zauważyć dosko­

symbolem postępu.

nałość i nieobecność źródła, zamknięcie i blask, prze­

W Polsce pomysł by budować „aż do c h m u r " , znalazł

mianę życia w m a t e r i ę . . . "

realizację dopiero w latach 1931-1933, gdy Watszawa

19

(Roland Barthes Mitologie)

zyskała swój pierwszy wysokościowiec - gmach zakładu
„Architektura jest sztuką zapełniania p t z e s t r z e n i "

ubezpieczeń Prudential. Budynek nie był zbyt okazały —
-

w Ameryce należałby ledwo co do „średniaków" - ale

20

t y m , co tę przestrzeń zapełnia, jest forma, czyli

i tak wzbudzał emocje. Dziś możemy go podziwiać (ze

kształt i materiał. Materiał jest poznawalny zmysłowo:

zmienioną fasadą) jako hotel Warszawa i osobiście prze­

wztok jest bardziej magiczny, zaś dotyk - batdziej de-

konać się, jak słabo zakorzeniona w naszej kultutze jest

mistyfikatorski.

idea „podniebnych" domów (jak nisko było zawsze „pol­

natury", ttzeba oszukać zmysły, lub stworzyć „mate­

skie niebo"), jak słabo jesteśmy „zaznajomieni" z kate­

riał d o s k o n a ł y " . W swoich Mitologiach Roland Bar­

21

By b u d o w l a była „zwiastunem nad-

utrwalonym

thes tak pisze o N o w y m C i t r o e n i e : „Wiadomo, że gład­

w naszej wyobraźni zbiorowej wyobrażeniem idealnego

kość jest zawsze a t r y b u t e m doskonałości, ponieważ jej

gorią wysokości. Swoistym symbolem,

przeciwieństwo zdradza techniczną i ludzką operację

d o m u , jest mickiewiczowski dworek szlachecki.

dopasowywania: t u n i k a Chrystusa była pozbawiona
„Na pagórku n i e w i e l k i m , we b r z o z o w y m gaju,

szwów, podobnie jak s t a t k i kosmiczne

S t a ł dwór szlachecki, z drzewa, lecz p o d m u r o w a n y ;

science f i c t i o n , których powierzchnia pozbawiona jest
jakichkolwiek połączeń".

Świeciły się z daleka pobielane ściany,

22

z powieści

W Warszawie jedynie N o r ­

way House (na rogu Koszykowej i Poznańskiej) nie o d ­

(...)

gradza się o d przechodnia ścianą szkła i m e t a l u

D o m mieszkalny n i e w i e l k i , lecz zewsząd chędogi,

-

wprost ptzeciwnie, do środka można „wejrzeć", zoba­

I stodołę miał wielką, i przy niej trzy s t o g i "

czyć, jak f u n k c j o n u j e . W t y m wypadku szyba łączy,
a nie dzieli: ludzi wewnątrz widać doskonale, „pojawia­

I jeszcze jeden fragment:

j ą " się na ścianie, niczym na w i e l k i m ekranie, podczas
gdy przechodzień jest również doskonale w i d o c z n y .

„I widać z liczby kopie, (...) widać z liczby pługów

23

Generalnie jednak biurowiec „ukrywa" swą k o n s t r u k -

(...)

95

�Tomasz Wit Szerszeń * „W CIENIU WIEŻOWCA"...

cję: ukazuje fasadę pozbawioną łączeń. Szklano-meta-

trza, dokąd gościnnie zapraszał gościa d o m nieozdobny

lową, więc gładką i błyszczącą. M a m y t u do czynienia

na zewnątrz".

z całą „mitologią błyszczącego szczegółu b u d o w l a n e ­

o jego wnętrzu - patrząc z semiotycznego p u n k t u widze­

go",

31

Lustrzana fasada biurowca nie mówi n i c

która stwarza poetykę wypowiedzi o b i u r o w c a c h

nia, to znak pozbawiony znaczenia. Lustra na ścianie o d ­

(„srebrzysty p t a k " , „wieżowiec połyskujący w słońcu",

bijają rzeczywistość - przegląda się w n i c h miasto (fasa­

„szklane piramidy odbijały s ł o ń c e . . . " - o t o próbka tej

dy warszawskich biurowców stały się swoistymi „ekrana­

p o e t y k i ) . Błysk daje prestiż - błyszczą tylko powierzch­

m i przemian"), odbija się również niebo - wieżowce zle­

nie gładkie (więc „doskonałe"), błyszczy t o , co n o w e .

wają się z n i m : przy odpowiedniej pogodzie trudno wła­

Doskonałość całkowicie gładkich powierzchni ścian

ściwie wskazać miejsce, w którym kończy się budynek,

wieżowców sprawia, że nie wydają się one stworzone

a zaczyna powietrze. To prawdopodobnie najbardziej i l u -

przez człowieka - są obce i nadprzyrodzone (ale zara­

zjonistyczna architektura, jaka kiedykolwiek powstała.

zem wiecznie nowe, więc wiecznie d o s k o n a ł e ) . „Ma­

Wielkie powierzchnie lustrzane odbijają rzeczywistość

gia" materiału polega właśnie na jego niezniszczalno-

przetworzoną, zniekształconą, „powodują pomieszanie

ści. I dlatego dyrektor supernowoczesnego biurowca

dwóch porządków: obrazu i rzeczywistości".

Raiffeisen może ogłosić d u m n i e :

-lustro wtapia się w środowisko, odzwierciedlając j e " ,

24

25

26

2 7

„jesteśmy t u na za­

32

„Budynek33

wsze!" (co praktycznie znaczy tyle: „nasz budynek zbu­

c h o ć przecież refleksy nie oddają żadnego naprawdę re­

dowany jest z mitycznego materiału d o s k o n a ł e g o " ) .

alnego kształtu. Pora zadać pytanie o ontologiczny sta­

28

tus odbicia. D l a przykładu, w tradycji scholastycznej

Czym jest biurowiec dla przechodnia? Wrogą m u

odbicie zajmowało niższe miejsce na „drabinie bytów"

T W I E R D Z Ą ze szkła i metalu. „Metal i szkło" - warto

niż przedmiot odbijany. „Granica między rzeczywistą

prześledzić dzieje tego hasła. Zajmuje ono trwałe miej­

przestrzenią miejską i jej symulowanymi powtórzeniami

sce w poetykach modernizmu, jest j e d n y m z jego czoło­

tworzącymi przestrzeń iluzji, rozpada się na szereg ekra­

wych postulatów („budujmy ze szkła i stali"). W Utopii
urzeczywistnionej

nów, n a których wyświetla się miasto - zauważa Ewa

(1923), Boris A r w a t o w zapowiada

Rewers.

stworzenie „miast w powietrzu, miast ze szkła, miast na
resorach". „Szkło i m e t a l " mają więc budować nową

„skradzione". Lustro jest synonimem „labiryntowych za­

hasło to pojawia się również na początku lat 90. (w roz­

wirowań przestrzeni": odbicia stwarzają labirynt. Ekra­

m o w a c h o architekturze Warszawy), stając się synoni­

35

ny na ścianach wieżowców są jakby wariacją na temat

m e m zmian. Jednocześnie materiały te stały się zbyt po­

barokowego pałacu jego gabinetów lustrzanych i „iluzjo-

pularne: nie mogą już pełnić f u n k c j i mityzowanego „do­

nistycznych" korytarzy, „których ściany zwielokratniają

skonałego budulca". N a to miejsce pojawiło się jednak

w nieskończoność swoje odbicia". W filmie A l a i n a Re-

nowe hasło - obco brzmiący t e r m i n high-tech. To nowy

snais'go Zeszłego roku w Mańenbadzie,

„niezniszczalny" materiał, ukazywany jako „substancja

właśnie barokowy

pałac staje się metaforą labiryntu czasu - „zawirowania",

myśląca". Zbudowany w tej technologii Raiffeisen В С

którego człowiek nie może opuścić. Labirynt to prze­

to „... naprawdę inteligentny budynek (kontrolujący
nawet dostęp do k a w y ) " ,

- Ekrany miejskie produkują przy t y m (...)

cych się w projekty innego miasta". Jest to miasto gorsze,

rzeczywistość. Jakby na potwierdzenie tego postulatu,

29

34

obrazy architektonicznych kompozycji i detali układają­

strzeń groźna dla człowieka, przestrzeń nieoswojona.

podobnie biurowiec Focus

W w i e l k i m mieście początku X X I wieku, człowiek może

(„najnowocześniejszy budynek Europy...") - „zbudowa­

go zaznać - może znaleźć się nagle między lustrzanymi

ny z kosmicznych materiałów"(które jednak pozostają -

ekranami, tworzącymi „przestrzeń iluzorycznej perspek­

dla przechodnia - tajemnicą. Tak naprawdę tylko nie­

t y w y " i stracić - choćby na m o m e n t - orientację w prze­

wielu wie, co kryje się pod nazwą high-tech. W i a d o m o

strzeni, doświadczyć Chaosu (pogłębianego przez fakt,

jedynie, że są to materiały i technologie „kosmiczne").

że odbicie przedstawia „widok odwrócony", który pozba­

Wypowiedzi te „pokazują", że „substancja myśląca" po­

wiony jest przestrzenności). Odbijające miasto ściany

trafi zastąpić człowieka. Również dlatego, biurowiec wy­

wieżowców zaburzają więc przestrzenny ład - są jakby

daje się miejscem „nie dla ludzi" - przestrzenią wrogą.

przeciwko urbanizmowi. Plątanina

Swoistym fenomenem (i t o nie tylko na naszą - lokal­

wąskich uliczek,

z którą tak uparcie walczył modernizm, powraca więc

ną - skalę) są wieżowce-biurowce, o ścianach obłożo­

w postaci plątaniny odbić.

nych wielkimi lustrzanymi powierzchniami, odsyłający­
m i otoczeniu jego odbicie. Gładkość materiału i jego

Ściany, które „kradną miasto": t o znak prestiżu.

„nieprzejrzystość", są czynnikami, które jeszcze bardziej

„ M i e ć " taką ścianę, t o budować swój prestiż. Pokazać,

podkreślają obcość biurowca - jego „wrogość" wobec

że „stać nas" na odgrodzenie się o d miasta nieprzekra­

otoczenia, stanowiąc zarazem granicę między światem

czalnym m u r e m . Lustro zrobione jest ze szkła. Wyrób

a wnętrzem. Baudrillard pisze: „Między wnętrzem a ze­

szkła był przez w i e k i procederem o k r y t y m tajemnicą,

wnętrzem nie ma łączności. Szklane fasady odsyłają oto­

czynnością alchemiczną. Jest więc lustro „materiałem"

czeniu jego własny obraz. S ą bardziej nieprzekraczalne

prawdziwie magicznym.

niż jakikolwiek m u r z k a m i e n i a " . Taki budynek zaprze­

Charakterystyczna jest „droga", jaką przebyło lustro,

cza więc doświadczeniu domu, które zostało zapisane

by znaleźć się na fasadach biurowców. Bierze ona oczy­

w tradycji: „szlachecka wspaniałość zwracała się do wnę­

wiście swój „początek" w micie narcystycznym.

30

96

��Tomasz Wit Szerszeń *

„W C I E N I U WIEŻOWCA"

98

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA".

N a r c y z m związany jest nierozerwalnie z wodą. N a d

bina kąpielowa" - dziwne to skojatzenie, ostatnio bar-

wodą ludzie budują i b u d o w a l i miasta. Z a n i m p o j a w i ­

dzo w Warszawie popularne. W a r t o przypomnieć jego

ły się lustrzane ekrany, miasta „przeglądały się" w ta­

dzieje: trzy lata t e m u , wśród taczej niskiej zabudowy

flach pobliskich rzek.

Ochoty,

36

M i a s t a „od zawsze" były więc

R e f o r m Plaża -

wieżowiec

k o n t r o w e r s y j n y m kształcie, własność

wyrósł nagle

tureckiego

swoistymi N a r c y z a m i . N a t o m i a s t na „narcyzm" współ­

0

czesnej a r c h i t e k t u r y zwraca uwagę Charles

k o n s o r c j u m . B u d y n e k powstał „z d n i a na dzień", nie

Jencks

(„Jego delikatna, błyszcząca jakość jest znakiem nar­
cyzmu..."

37

licząc się z s e n t y m e n t a m i i przestrzennymi przyzwycza­

- t o fragment opisu b u d y n k u , zbudowane­

j e n i a m i mieszkańców okolicy. „Przypominający wielką

go z „połyskujących" materiałów). Lustra na fasadach

kabinę kąpielową t u t e c k i wieżowiec"

41

poddany został

budynków: to dla człowieka zupełnie nowe zjawisko,

totalnej krytyce: wyszydzony został zwłaszcza jego

poza sferą jego doświadczenia. Zwierciadła b o w i e m n i ­

kształt - wiele, spośród dotyczących go określeń we­

gdy nie były źródłem zbiorowego samopoznania.

szło do języka mieszkańców Warszawy. „Kabina kąpie­

W poetykach wypowiedzi o b i u r o w c a c h można się

lowa", „prysznic", „toi-toi", „komórka", „turecka pała",

spotkać z wyobrażeniem wieżowca jako „szklanej pira­

czy wreszcie to najbardziej dosadne - „fallus": to tylko

m i d y " . Zgrabna to metafora. Wieżowiec - podobnie

niektóre ze skojarzeń, jakie wywołuje kształt b i u r o w ­

jak p i r a m i d a - zbudowany jest cały z jednego materia­

ca.

łu, równomiernie umieszczonego ze wszystkich s t r o n .

swoista „czarna legenda" — „okazało się", że b u d y n e k

42

R e f o r m Płaza wzbudza wrogość: szybko powstała

N a t o m i a s t - jak podkreślał Y i - F u T u a n - „typowy d o m

t e n t o „centrum h a n d l u n a r k o t y k a m i " , „turecka pral­

mieszkalny przedstawiciela klasy średniej m a na ogół

nia b r u d n y c h pieniędzy".

atrakcyjną fasadę wejściową, która m a sprawić wraże­

„Turek" to f e n o m e n : przez trzy lata zdążył stać się

nie (...) i skromną fasadę tylną, z wejściem używanym

„negatywnym symbolem" Warszawy, wywołał dyskusję

przez ludzi o niższym statusie...".

n a d c h a r a k t e r e m zmian w latach 90. Jarosław Zieliń­

38

Ten klasyczny („na­

t u r a l n y " ) podział na fasadę „główną" i „tylną", na

ski poruszał t e n temat w „Res Publice N o w e j " : „Przy­

przód i tył, nie występuje a n i w piramidzie, ani w b i u ­

pominający wielką kabinę kąpielową t u r e c k i wysoko­

r o w c u . Budowle te wzbudzają konsternację: nie wia­

ściowiec R e f o r m Plaża jest k o l e j n y m przykładem b u ­

d o m o , z której strony „należy" podejść, nie w i a d o m o ,

d y n k u , któtego p r o j e k t przywieziono do Polski w tecz­

która ze s t r o n jest tą „najważniejszą". Człowiek czuje

ce i który mógłby stanąć w d o w o l n y m k r a j u . Z n a k o m i ­

się zdezorientowany przestrzennie - budynek w y k o n a ­

ta większość warszawskich wysokościowców wzniesio­

ny w t a k i sposób, z t a k i c h materiałów w y m y k a się je­

n y c h w o s t a t n i c h l a t a c h była p r o j e k t o w a n a przez za­

go doświadczeniu d o m u , jest obcy. B u d y n e k t a k i w y ­

graniczne zespoły związane z z a c h o d n i m i i n w e s t o t a m i ,

daje się niedostępną twierdzą, jest „zwiastunem n a d -

które nie miały zamiaru oddawać p o l s k i m architek­

n a t u r y " . „Jawnie spada z nieba".

tom krociowych honorariów".

43

Kształt zostaje wyszy­

dzony, ponieważ „nie jest swój". Ponieważ t a k i m c h c ą

Kształty

go zobaczyć. Obce, niepolskie pochodzenie warszaw­
skich wieżowców, podkreślane jest w wielu wypowie­
dziach o architekturze W a r s z a w y :

„Rzeczywistość może być całkowicie drugorzędna,

można zauważyć

swoisty paralelizm O B C O Ś C I kształtów, nazw i wła­

zaś m i t jest wszechobecny. Każdy widzi to, co chce zo­
baczyć".

44

ścicieli biurowców („... najwyższy z n o w y c h budynków

39

T r u d n o nawet uwierzyć, jak „płynna" może być ka­

- 184-metrowy Warsaw Trade Tower siedziba Daewoo

tegoria K S Z T A Ł T U . „Trójkątne" piramidy ( c h o ć rów­

- zwraca uwagę niezwykle dynamiczną bryłą, typową

nie rozległe jak wysokie) na pustyni, dają poczucie

dla wieżowców a z j a t y c k i c h " ) .
45

wertykalizmu (ich wymiar horyzontalny t r a c i znacze­

W poetykach rozmów o nowej architekturze W a r ­

n i e ) . N a amerykańskiej prerii wielkie, pękate zbiorni­

szawy kategoria kształtu zostaje często poddana języ­

k i na wodę, postrzegane są jako coś naturalnego. W y ­

k o w y m m a n i p u l a c j o m , bywa o b i e k t e m „retorycznej"

dają się wręcz niezbędnym akcentem,

„równoważą­

gry. C i e k a w y m na to przykładem jest, ptowadzona

c y m " horyzontalność

więc

widać,

m . i n . na łamach „Gazety Stołecznej", „dyskusja" doty­

kształt jest - w dużej mierze - wyobrażeniem. To nie

cząca n o w o otwartego Raiffeisen Business Center. Je­

krajobrazu. Jak

tylko cecha myślenia ludzi k u l t u r tradycyjnych - jego

go przeciwnicy atakują właśnie jego kształt, podkreśla­

„pogłosy" możemy zaobserwować również dziś, w w i e l ­

ją, że jest o n agresywny, że zdominował okolicę. B i u r o ­

k i m mieście. Analizując, co warszawiacy mówią i piszą

wiec zyskał sobie nawet w p e w n y c h kręgach nieoficjal­

o kształtach biurowców, d o w i a d u j e m y się również, jak

ną nazwę: „(warszawska) dupa", co miałoby jakoby

je widzą. A widzą tak, jak c h c ą zobaczyć. Paweł Śpie­

opisywać jego charakterystyczne wybrzuszenie. A o t o

w a k tak opisuje stołeczne miasto: „Warszawa r o b i nie­

głos zwolenników: „nowy biurowiec u zbiegu Kruczej

kiedy wrażenie, czym m a l u b chce być - może M a n ­
hattanem

Środkowo-Wschodniej

1 Pięknej jest niczym srebrny statek kosmiczny, który

Europy usianym

wylądował w sąsiedztwie domów z przełomu X I X i X X

brzydkimi wieżowcami, z których większość przypomi­
na wysokie kabiny k ą p i e l o w e " .

40

w i e k u . Wyróżnia go łagodny owal narożnika, pasy

„Budynek jako ka­

szkła na przemian z pasami a l u m i n i u m " .

99

4 6

To,co j e d n i

�Тотшвд Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA"...

nazywają „dupą", dla d r u g i c h może być „łagodnym

dowy nowej siedziby Banku Raiffeisen zużyto „... około

o w a l e m " . Rzeczywistość jest t u kwestią drugorzędną...

15tys. metrów sześć, betonu. Wykorzystano 1200 t o n

Raiffeisen В С to „srebrny statek kosmiczny": nie­

stali zbrojeniowej, co równa się pojemności o k . 45 wa­

znany (kosmiczny) kształt staje się symbolem nakiero­

gonów kolejowych. Całkowity koszt inwestycji równy

w a n y m na P R Z Y S Z Ł O Ś Ć . „Sąsiedztwo domów z prze­

jest 37,5 m i n dolarów". Wszystkie te dane, cała ta „re­

łomu X I X i X X w i e k u " ukazuje całą wspaniałość b i u ­

toryka ilości", służyć mają budowie prestiżu (charakte­

rowca, uwydatnia jego kształt. D y r e k t o r Raiffeisena

rystyczne, że metafora „budowy-budowania" jest tak

47

trwale związana z „tym co ideologiczne"; w przypadku

N a zawsze, ponieważ „budujemy z m e t a l u , ponieważ

warszawskich biurowców mniej ważne jest „co" i „w ja­

używamy kosmicznych technologii, które

pozwalają

k i m celu" budowano - ważne „za ile"), nadaniu budow­

stworzyć t e n właśnie K S Z T A Ł T " . Otaczające biuro­

li „dodatkowych" znaczeń. To wręcz zabieg magiczny.

ogłasza podczas otwarcia: „jesteśmy t u na zawsze".

wiec b u d y n k i są mniejsze, starsze, nie błyszczą w słoń­

Znamy więc ilość budulca zużytego do budowy wieżow­

cu (nie mają również „kosmicznego kształtu"). Można

ca, wiemy, ile co kosztowało. „Wiedza" ta (tak hojnie

W tej poetyce przyszłość (nowe) musi

udzielona), nie satysfakcjonuje nas, ponieważ nie może­

zatriumfować więc n a d przeszłością (stare). Jak w m o ­

my jej zweryfikować: szklane ekrany i metalowe, błysz­

dernistycznym micie postępu. Jest o n stale

je wyburzyć.

48

obecny

czące fasady uniemożliwiają przechodniowi skuteczny

w poetyce rozmów o architekturze Warszawy lat 90.

„wgląd" do środka. Granica między wnętrzem a zewnę­

Podobnie zresztą jak i n n e m i t y i postulaty m o d e r n i ­

trzem pozostaje w zasadzie nieprzekraczalna, „pieniądz"

styczne. A m b i w a l e n t n y stosunek wobec kształtów n o ­

pozostaje w ukryciu. O Raiffeisen В С możemy przeczy­

wej architektury nie jest jednak niczym n o w y m , zaś

tać: „po prostu kosmiczny wystrój! Z masą tajemni­

głosy, w toczącej się wokół niej dyskusji, doskonale

czych k o n s t r u k c j i "

wpisują się do trwającego (stale) o d 200 lat dyskursu.

aurą tajemnicy i niezwykłości. „Wnętrza warszawskich

Dyskursu, którego t e m a t e m jest nowoczesność.

biurowców, bez względu na to czy udane, czy nie, nie
budynków..."

r o k u , wieża Eiffla. „To co ideologiczne, jest również se49

- budowla o d razu stała się symbolem.
50

czywistości". Ciągłość doświadczenia przestrzeni miej­
skiej zostaje przerwana -

jednych była „pomnikiem świeckiego geniuszu", dla i n ­
A więc „pomnik" czy „penis"? Tych

strzeń wydzieloną": należą do niej cmentarz, świątynia
i muzeum. Każde z tych miejsc jawnie „przeciwstawia

jeden, jedna jest rzeczywistość...

się" przestrzeni miejskiej. Cmentarz - nekropolis -

Jak już pisałem, wieżowce-biurowce są dla warsza­

przestrzeń zorganizowana jest jednak podobnie (ulice -

poza sferę i c h doświadczenia. Być może właśnie to jest

alejki, domy — groby). Świątynia jest natomiast symbo­

przyczyną popularności t a k i c h określeń jak „szklana
kosmiczny",

licznym modelem świata, mikrokosmosem. Przestrzeń

„srebrny

świątyni przeciwstawia się „temu, co na zewnątrz", prze­

okręt". Wszystkie opisują kształty biurowców. Mówią

strzeni miejskiej. M u z e u m natomiast, to „ świątynia pa­

też wiele o stosunku do n i c h . Zarówno okręt, statek

mięci" - miejsce, którego przeznaczeniem jest zachowa­

kosmiczny, jak i piramida, to miejsca w których nie da

nie przeszłości. Stoi więc w opozycji do „zewnętrza" -

się żyć - miejsca „nie dla l u d z i " . S ą to również miejsca,

t a m „panuje" teraźniejszość.

które silnie przeciwstawiają otaczającej je przestrzeni
(piramida -

pustyni, statek kosmiczny -

to

przeciwieństwo miasta - metropolis, w obu wypadkach

wiaków zjawiskiem zupełnie n o w y m , wykraczającym

statek

w środku panuje C I S Z A .

Miejskie strefy ciszy, zawsze jednak stanowią „prze­

określeń nie da się pogodzić, a przecież kształt jest tylko

„srebrny

fasady odbijając, „kradnąc" miasto

strzeni miejskiej. „Tajemnicze" wnętrze (niewidoczne

wiedzi o Wieży Eiffla pełne były uwag o jej kształcie: dla

piramida",

-

przecież z zewnątrz) zdaje się już należeć do „innej rze­

bel" i porażki „skarlałych kleryków". Ówczesne wypo­

51

54

wchodzą z n i m w „dialog": są ciągle elementem prze­

Symbolem „wszechpotęgi n a u k i wznoszącej Wieżę Ba­

n y c h - „penisem".

- wnętrze biurowca otoczone jest

mają z reguły nic wspólnego z zewnętrznym wyglądem

W tę samą tradycję wpisuje się, wybudowana w 1889
miologiczne"

53

otchłani,

„Przestrzeń wyłączona" tworzy więc własny m o d e l

okręt - morzu), które są ostoją człowieka (kultury)

świata. T a k i m właśnie miniświatem, „doskonałym i sa­

wobec żywiołów ( n a t u r y ) .

mowystarczalnym m i k r o m i a s t e m " , próbuje być b i u ­

52

Jak więc widać, odczucia

55

warszawiaków wobec biurowców ( i i c h kształtów) są

rowiec.

a m b i w a l e n t n e : o d wrogości po podziw i uznanie.

56

Jednym

z kluczowych

zagadnień

poruszanych

w pracy Zbigniewa Benedyktowicza Widmo

Świątynie pieniądza

świata.

Przyczynek

do antropologii współczesności ,
57

środka
jest

pytanie: „jak dalece P R O F A N U M może się zmienić
Niektóre budowle stają się symbolami. Z różnych re­

w S A C R U M ? " . Przestrzeń biurowca ukształtowana

lacji możemy się dowiedzieć, że 184-metrowy wieżowiec

jest podobnie jak przestrzeń świątyni- na wzór prze­

Daewoo to najwyższy biurowiec Europy Srodkowo-

strzeni świętej. Cechuje ją „wyłączenie", jest „mode­

-Wschodniej (i nie ma większego znaczenia fakt, że po­

l e m świata". N o s i cechy „(pseudo) sakralizacji". W i e ­

nad połowa powierzchni pozostaje niezagospodarowa-

lokrotnie już nazywano biurowiec Ś W I Ą T Y N I Ą . Czy

na), Focus Filtrowa jest najnowocześniejszy, zaś do b u ­

można jednak mówić o H I E R O F A N I I P I E N I Ą D Z A ?

100

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA"...

w sfetę słowa pisanego: napisy zdobią szklane szyby

„Wrota"

i posadzki (jak w w y p a d k u Warszawskiego C e n t r u m
Finansowego), umieszczane są p o n a d wejściem ( n p .

Biurowiec jest więc świątynią. Jest ona niedostępna

w i e l k i napis „Focus" n a d wejściem do b i u r o w c a Focus

niczym twierdza. Człowiek, który chce wejść do środ­

F i l t r o w a ) , n a słupach koło „wrót". D o w i a d u j e m y się

ka, napotyka na swej drodze nieprzekraczalny m u r

z n i c h przede wszystkim, o nazwie b u d y n k u - są to

z żelaza i szkła, który nie pozostawia zazwyczaj szansy,

swoiste „wizytówki".

by choćby zerknąć, co kryje się we wnętrzu. Staje bez­

hybrydyczne: składają się z w i e l u członów, często są

radny niczym wobec sacrum - podobnie jak do każdej

zbitką słów p o l s k i c h i angielskich. Również załogi w y ­

60

A nazwy biurowców są iście

świątyni, tak również do tej, wejść można tylko przez

sokościowców są międzynarodowe. To „pomieszanie

jedyne, główne w r o t a . O i c h symbolicznym znaczeniu

języków" zmienia b i u r o w c e we „współczesne Wieże

pisze M i r c e a Eliade: „Wrota otwierając się k u wnęttzu

Babel"...

zaznaczają przerwanie ciągłości. Próg dzielący dwie

Wejście, do tego samowystarczalnego m i k r o m i a s t a ,

przestrzenie wskazuje zarazem na dystans między d w o ­

jest więc bardzo nasycone semiotycznie: biurowiec

m a sposobami istnienia - świeckim i r e l i g i j n y m . Próg

„daje n a m z n a k i " . Przyjrzyjmy się i n n y m m i e j s k i m

jest zatazem słupem granicznym, granicą, która odróż­

przesttzeniom „wyłączonym": w r o t a cmentatza, m u ­

nia i przeciwstawia d w a światy, oraz miejscem para­

zeum czy świątyni chrześcijańskiej są granicą przede

doksalnym, w którym owe światy nawiązują
ność".

58

łącz­

wszystkim symboliczną -

Wszystkie te cechy, charakterystyczne d l a

faktyczne odgrodzenie o d

otaczającej je przestrzeni pełni funkcję drugorzędną

wrót świątyni, posiada również wejście do b i u r o w c a :

(człowiek niereligijny, wkraczając do kościoła, nie za­

rozdziela bardzo silnie d w a typy przestrzeni ( c h o ć ,

wsze zdejmie czapkę. Również cmentarz nie zawsze

w t y m wypadku nie możemy, rzecz jasna, mówić o roz­

jest miejscem wyłącznie sakralnym - znam ludzi, któ­

graniczeniu przestrzeni świętej i świeckiej), jest grani­

rzy regularnie chodzą na cmentarz, by spacerować).

cą swoistego universum

N a t o m i a s t granica, która wyodrębnia biurowiec, jest

( j a k i m jest b i u r o w i e c ) , lecz za­

razem miejscem, które łączy je z „prawdziwym" świa­

przede wszystkim realna, „dosłowna".

t e m . Ciągłość doświadczenia przestrzeni zostaje prze­

W b i u r o w c u zamknięcie symboliczne (tak chatak-

rwana bardzo dosłownie: w większości biurowców w e j ­
ścia do środka

to k i l k a par przeszklonych drzwi

(o p r z y c i e m n i o n y c h szybach) l u b obracające się p o w o ­

o n „pseudoświątynią" - zaledwie powtarza strukturę

kraczanie granicy wiąże się zawsze z rytuałami przej­
próg świątyni

czonych, tworzących własny „model świata") zostaje
„zastąpione" przez zamkniecie rzeczywiste. A więc jest

l i drzwi r u c h o m e . Wszystko doskonale strzeżone. Prze­
ścia. Przekraczając

terystyczne dla wszystkich m i e j s k i c h przestrzeni wyłą­

przestrzeni świętej...

chrześcijańskiej,

człowiek religijny zdejmie czapkę, uczyni znak krzyża.

Atrium

Wejście do b i u r o w c a wymaga „rytów" o i n n y m cha­
rakterze. Wchodzący nie m u s i wykazywać się „inicja­
tywą": żaden symboliczny gest nie otworzy wejścia do
wnętrza. To o c h r o n a czujnie obserwuje każdego, k t o
zmierza do środka, równocześnie śledzą go kamery. O d

Relacja między „wnętrzem" a „zewnętrzem", między
t y m , co widać na fasadzie

(czyli t y m , co jesteśmy

w stanie zobaczyć na pierwszy rzut oka), a t y m co k r y ­
je się wewnątrz, zawsze intrygowała, zawsze była za­

m o m e n t u przekroczenia „granicy", wchodzący staje

gadkowa. „Wejrzeć do środka" - t o zadanie poznaw­

się „teleobecny" - „istnieje" na ekranie kamery. B i u r o ­

cze. Istnieje wiele legend opisujących „ukryte raje",

wiec jest więc przestrzenią zwielokrotnienia - p o d w a ­

podziemne miasta, k r a i n y szczęśliwości „skryte w d o l i ­

jają przecież zarówno lustrzane ekrany na ścianach

nie".

(na i c h p o w i e r z c h n i a c h „obecny jest" świat zewnętrz­

6 1

W y p t a w y do t a k i c h „alternatywnych światów"

miały zazwyczaj charakter

n y ) , jak i kamery (na i c h ekranach pojawia się z kolei

inicjacyjny: sforsowanie

wszystkich barier, „zmierzenie się" z mało obiecującym

t y l k o t o , co jest wewnątrz). M a m y więc do czynienia

„zewnętrzem" dawało nagrodę w postaci zaskakujące­

z cztetema (!) „rzeczywistościami" - d w o m a r e a l n y m i

go, tajskiego „wnęttza". To, co czekało ukryte w środ­

i d w o m a przetworzonymi...

k u , było ostatecznym celem.

Jean H a n i tak opisuje ikonosfetę wrót świątyni:

Claude Levi-Sttauss tak opisuje N o w y Jotk w la­

„sakralność przejścia i bramy nabiera pełni znaczenia

t a c h czterdziestych: „Wzorem t k a n k i miejskiej t k a n k a

w świątyni i dlatego właśnie przed wejściem do b u ­

społeczna i k u l t u r a l n a miała mnóstwo dziur. W y s t a t -

d o w l i sakralnych stawiano 'strażników progu'

czyło je wybrać i wślizgnąć się przez nie, żeby, niczym

(...).

O w i strażnicy m i e l i za zadanie, przypominać groźny

A l i c j a po drugiej stronie lustta, znaleźć

charakter k r o k u , j a k i miał uczynić wkraczając do sa­

T A K C Z A R O D Z I E J S K I E , że wydawały się N I E R Z E ­

crum"

CZYWISTE".

5 9

- „strażnikami" wrót wieżowców są właśnie

ŚWIATY

6 2

wszechobecne kamery. Ikonosfera drzwi jest jednak

Dziś t a k i m i czarodziejskimi, nierzeczywistymi świa­

o wiele bogatsza: są one pokryte logami, nazwami

t a m i wydają się wnętrza biurowców: i c h attia. W sta-

f i r m . T o oczywiście znaki prestiżu. W k r a c z a m y t u

r o i t a l s k i c h d o m a c h a t r i u m było nie t y l k o minidzie-

101

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA"...

dzińcem: pełniło też funkcję poniekąd sakralną - t a m

wi) doskonałe f u n k c j o n o w a n i e . We wszystkich k u l t u ­

znajdowały się nisze z posągami przodków, t a m czczo­

rach to, co ukryte, jest W S T Y D L I W E (i na odwrót).

n o bożków-opiekunów ogniska domowego. A t r i u m

Biurowiec skrywa to, co obaliłoby m i t jego doskonało­

wieżowca jest również „ołtarzem" - t u „czczony" jest

ści, piękna, samowystarczalności.

pieniądz. To zdecydowanie najważniejsze

miejsce

• ••

w strukturze przestrzennej b u d y n k u , to c e n t r u m „mikroświata": dlatego otacza je aura tajemnicy. N a ze­

„W cieniu wieżowca"

wnątrz docierają jedynie relacje o t y m , co jest we­
wnątrz - przypadkowy przechodzień ma małe szanse,
by „poznać" (zwiedzić) b i u r o w i e c .

„Nikt się nie przejmuje n a w y k a m i lub sentymenta­

63

A o t o jak opisano a t r i u m n o w o otwartej siedziby

m i mieszkańców miasta l u b dzielnicy. N i k t nie wie, jak

banku Raiffeisen: „Zwraca uwagę a t r i u m p o d szklanym

zapadają te żywotne dla warszawiaków decyzje. K a p i ­

dachem, skąpane w świetle. M a po prostu kosmiczny

talizm i władze miasta przyzwyczajają nas do tego, że

wygląd - z całą masą tajemniczych k o n s t r u k c j i . N a

żyjemy w cywilizacji r a d y k a l n y c h zmian i podwyższo­

górnym tarasie został urządzony ogród. W styczniu po­

nego ryzyka. N i k t nie może czuć się bezpieczny u sie­

sadzono bambusy. Wszystkich intryguje t e n b a l k o n n a d

bie, w dobrze oswojonej przestrzeni".

bambusami. D o czego może o n służyć?".

65

Wieżowce-biurowce powstają błyskawicznie. Szyb­

64

a t r i u m jest jego c e n t r u m

kość i sprawność budowniczych to również znak presti­

- w tej „krainie cudów" możemy zobaczyć nie tylko

żu, tworzący m i t t e c h n i k i , m i t nowoczesności - m i t biu­

Biurowiec jest universum,

bambusowe ogrody: są również minikaskady, m i n i j e -

rowca. Robotnicy pracujący przez cały czas, w dzień

ziora, wielkie donice z drzewkami. Są restauracje (dla

i w nocy, najnowocześniejsze technologie użyte do budo­

pracowników), balkony i zawieszone

wy - mieszkaniec pobliskiej kamienicy ma bardzo mało

w powietrzu

m o s t k i (niczym góry). Jest „sztuczne n i e b o " (w posta­

czasu, by przyzwyczaić się do wyrastającego tuż za jego

c i przeszklonego d a c h u ) . Każdy „model świata" ma

o k n e m „olbrzyma". W oswojoną przestrzeń, która go

swoją „oś kosmiczną" - w b i u r o w c u jest nią, łącząca

otaczała, wdarł się chaos - ład przestrzenny zostaje zbu­

wszystkie piętra i poziomy, w i n d a (winda kształtuje

rzony. Wieżowiec wdziera się również w przestrzeń pry­

również sposoby posługiwania się ciałem przez pra­

watną - zabiera światło. Paradoksalnie m o m e n t e m , kie­

cowników b u d y n k u -

dy „wszystko wraca do n o r m y jest noc - wtedy biurow­

„człowiek b i u r o w c a " prawie

wcale nie chodzi. M a ł o porusza się również po osi h o ­

ce „wyłączają s i ę " ,

ryzontalnej; z k o l e i nadzwyczaj często porusza się po

go nieba. Przestają zagrażać. „Zycie w cieniu wieżowca",

osi góra - dół, pokonuje różnicę wysokości bardzo

w nieoswojonej przestrzeni, stało się już doświadczeniem

szybko - w i n d a w wieżowcu działa tak sprawnie i c i ­

mieszkańców wielu metropolii. N o w y Jork (a także De­

66

stają się niewidoczne na tle ciemne­

cho, że ciężko się nawet zorientować, że jest ona w r u ­

t r o i t ) , na przykład, to miasto w którym ład przestrzeni

c h u ) . T e n egzotyczny „świat w m i n i a t u r z e " to nie t y l ­

nie panował nigdy dłużej niż chwilę: na miejscu dopiero

ko symbol prestiżu. To również alternatywna (wobec

co wybudowanych wieżowców już stawia się nowe. W y ­

miasta) rzeczywistość z „własnym" czasem.

burza się b u d y n k i stare - „wiek" nie jest t a m kryterium.
Kategoria trwania, przyzwyczajenia nie istnieje w N o ­
w y m Jorku: N O W E wiecznie wypycha S T A R E .

Dach

W
D a c h y wieżowców znajdują się „prawie w niebie",

Warszawie sytuacja jest szczególna:

panujący

przez kilkadziesiąt lat l a d organizowany przez Pałac

a więc umieszczanie t a m r e k l a m jest manifestacją pre­

K u l t u r y uległ nagle rozbiciu. Z kolei ludzie chyba jesz­

stiżu i symbolem d o m i n a c j i n a d i n n y m i b u d y n k a m i ,

cze nie przyzwyczaili się do życia „na w y k o p i e " , „w cie­

n a d miastem, n a d wysokością, n a d naturą.

n i u wieżowca" - w nieoswojonej przestrzeni. Zamiana
chaosu w kosmos, nowego w stare jest jednak czymś

Aż do k o ń c a lat 80. Jedyną szansą dla mieszkańca
Warszawy, by spojrzeć na świat „z l o t u ptaka", był

n a t u r a l n y m . Człowiek „ujarzmił" wysokość, podobnie

wjazd n a szczyt Pałacu Kultury. Teraz t a k i c h punktów

jak warszawiacy przyzwyczaili się już kiedyś do Pałacu

w i d o k o w y c h jest wiele, miasto można oglądać z róż­

Kultury, zaś mieszkańcy Paryża „oswoili" wieżę Eiffla.

n y c h miejsc - P K i N stracił m o n o p o l na jedyną możli­

Za jakiś czas n o w a warszawska a r c h i t e k t u r a nie będzie

wą panoramę.

budziła już t a k i c h emocji. Wieżowiec pozostanie jed­
nak wyzwaniem r z u c o n y m naturze - zawsze będzie

Podziemia

wzbudzał ambiwalentne uczucia. Lęk i fascynację.

Skoro biurowiec odwzorowuje strukturę świata, m u ­

• ••

si mieć również swoje P I E K Ł O . S ą n i m (oczywiście)
podziemia b u d y n k u - t a m mieszczą się parkingi, k u c h ­
nie

(z całą sferą zapachową), zaplecza,

1

magazyny.

Myślę tu ptzede wszystkim o obrazie Widok Warszawy od strony
Pragi, jako dziele wzorcowo wpisującym się w kanon gatunku,

Wszystko to, co zapewnić ma organizmowi (biurowco­

102

będącym zatazem „modelowym" przedstawieniem Watszawy.

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA".

Na XVIII-wiecznych wedutach, przedstawienie miasta zajmo­

"

B. Frydyczak, op. cit., s. 112

wało zazwyczaj nie więcej niż 1/6 powierzchni obrazu.

54

E. Rewets, Język i przestrzeń w poststmkturalistycznej filozofii kul­

nież mieszkańcy Warszawy mogą jej „doświadczać".

i 3

J. Baudrillard, Ameryka, op. cit., s. 79

C. Levi-Strauss, Nowy Jork post- i prefiguratywny w: Spojrzenie

3 6

Zwraca na to uwagę E. Rewers.

z oddali, Warszawa 1993, s. 417

37

Architektura późnego modernizmu, Warszawa 1989, s. 68

„Nowojorska" sky-line podnosi prestiż miasta. O d kilku lat rów­

tury, Poznań 1996, s. 99 (za B. Frydryczak, op. cit.)

Moje nowe miejsce; Odczepić się, Warszawa 1978, s. 14

'

Ja lubię ciemno, ciemno/ a tu jasno, jasno; Odczepić się s. 14

8

3 9

Białoszewski, op. cit., s. 9

Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, Watszawa 1987, s. 60
Z poslowia do książki L. Stommy Antropobgia kultury wsi pol­
skiej XIX wieku, Watszawa 1986

Białoszewski, op. cit., s. 17
Białoszewski, op. cit., s. 16
C. Levi-Strauss op. cit. s. 418

4 0

Bez korzeni, „Res Publica Nowa" 6/2000

4 1

J. Zieliński, Idzie Nowe, „Res Publica Nowa" 6/2000

4 2

Jakże „bogata" jest wyobraźnia warszawiaków!

J. Hani, Symbolika świątyni chrześcijańskiej, Kraków 1994, s. 73

4 3

J. Zieliński, Idzie Nowe, op. cit.

J. Baudrillard, Ameryka, Warszawa 1998, s. 27. „Przestrzeń

4 4

N p . J. Zieliński, op. cit.

ogarnięta dramatyzmem zawodów" przypomina przesttzeń te­

4 5

J. Zieliński, op. cit.

atralną (lub przestrzeń sportowego widowiska). Ptzestrzeń „gry"

4 6

D. Bartoszewicz, „Gazeta Stołeczna", 17/04/2001

nigdy nie jest przestrzenią neutralną - przyciąga uwagę, „anga­

4 7

D. Bartoszewicz, op. cit.

żuje" zmysły. Dla człowieka kultur ttadycyjnych, niebo nie było

4 8

Można wręcz stworzyć antologię watszawskich wybutzeń doko­

ogarnięte „dtamatyzmem zawodów": było sferą natury, sferą sa-

nanych w latach 90: do najbardziej rażących należy m . i n . zbu­

kralności — miejscem niezmiennym, o stałej symbolice.

rzenie legendarnego klubu jazzowego Akwarium pod budowę

0 wieży Eiffla jako o symbolu pisze Ludwik Stomma w nawpół

wieżowca, czy nielegalne „zniknięcie" zabytkowej fabryczki C i ­

żartobliwym tekście Uroda ludzkiej pomyłki

troena na Górnośląskiej, czy (ostatnio) - kamienicy przy placu

(„Konteksty"

Zbawiciela.

1/1991) s. 11-13
4 9

Jak podsumował Krzysztof Kłosiński we wstępie do Mitologii Ro­

5 0

L. Stomma Uroda ludzkiej pomyłki „Konteksty" 1/1991, s. 11-13

51

Refotm Plaża nie jest więc jedynym budynkiem, który wzbudza

„drapaczem chmur", ale nic więcej ich nie dzieli. Poza tym „wy­

5 2

Co wartościuje te okteślenia pozytywnie.

obraźnia zbiorowa" ttwale połączyła te tetminy.

5 5

Bardzo cwany budynek w: „Gazeta Stołeczna" (17/04/2001)

Np. swe centralne miejsce w strukturze przestrzennej Warszawy

3 4

J. Zielińskijdzie nowe, „Res Publica Nowa" 6/2000 (o tej nie-

„Ostatnia dekada X X wieku przyniosła Warszawie rewolucyjne

5 3

J. Baudrillard, op. cit., s. 80

zmiany w architekturze (...). O d końca lat osiemdziesiątych

5 6

„Kwartalnik Filmowy" 27/28 (2000)
T. Chrzanowski, Wędrówki

landa Barthes'a.

po Sarmacji europejskiej, Kraków

1988, s. 14
W mojej pracy będę się posługiwał terminami „wieżowiec"

takie skojarzenia...

1 „biurowiec" wymiennie; co prawda nie każdy biurowiec jest

adekwatności wnętrza i „zewnętrza" już pisałem).

stracił Pałac Kultury — warszawski axis mundi.

każdy nowy budynek, najczęściej biurowiec lub hotel, wznoszo­

Idea samowystarczalności była stale obecna w myśleniu utopij­
nym. Swoistym „mikromiastem" była przecież corbusierowska

ny z nowoczesnych materiałów, bez normatywnych ograniczeń

unite d'habitadon.

był powszechnie komentowanym wydarzeniem i prowokacyjnie

3 7

„Konteksty" 1/1991 s. 18: „W obliczu Pałacu Kultury stajemy

odcinał się od tła" (j. Zieliński, Nowe Idzie, „Res Publica Nowa"

wobec pytania, jakie Claude-Henri Rocquet stawiał Eliademu

6/2000)

o mauzoleum Lenina-czy jest ono obiektem sakralnym? Jak da­
lece Profanum może stać się Sacrum?".

R. Barthes, Mitologie, Warszawa 2000, s. 190
H . Read, O pochodzeniu formy w sztuce, Warszawa 1973, s. 103

38

Sacrum, mit, historia, Watszawa 1974, s. 52-53

R. Barthes, op. cit., s. 84

3 9

J. Hani, op. cit., s. 86

R. Batthes, op. cit., s. 190-191

6 0

Podobne funkcje pełniły, w miastach barokowych, gigantyczne
kattusze, z godłami rodowymi. Natomiast w książce Yi-Fu Tu-

Idea jawności procentuje: ludzie zaakceptowali Norway House,
uznali go za „swój"- biurowiec wygrywa lokalne konkursy, pod­

ana (Przestrzeń i miejsce) możemy ptzeczytać: „Bramy miasta

kreśla się jego świetne wpasowanie w otaczającą zabudowę. Jest

miały najwyższe znaczenie symboliczne, któte (...) wyrażało się

„ulubieńcem", ponieważ jest przyjazny człowiekowi.

ogromnymi budowlami - ich rozmiary znacznie przekraczały

J. Wujek, Mity i utopie architektury XX wieku, Watszawa 1986

pottzeby wynikające z praktycznej funkcji..." (w The Pivot of Fo­
ur Quartes Chicagol971 s. 435).

„Gazeta Stołeczna" - fragmenty różnych wypowiedzi o nowych
biurowcach.

6 1

Do najbardziej znanych należą: skryte wśród niedostępnej
dżungli złote miasto El Dorado, oraz chrześcijańskie miasto

Bo przecież płaskie ściany biurowców nigdy nie staną się chro­

szczęśliwe ukryte pod (w) jeziorem Kitieź.

powate: na tym polega „magia" materiału.
W dniu jego otwarcia; „Gazeta Stołeczna"(17/04/2001)

6 2

Nowy Jork post- i prefiguratywny, s. 421

Pod pewnymi względami, takim materiałem jest PLASTIK sub­

6 3

Sam się o tym ptzekonałem: by otrzymać pozwolenie na wyko­

stancja, którą Barthes podziwiał za „dat błyskawicznego zmie­

nanie zdjęć we wnętrzu Focus Filtrowa, musiałem zjeździć kilka

niania wyglądu zewnętrznego" (fregolizm): Barthes, op. cit., s.

pięter, wykonać kilka telefonów, odwiedzić siedzibę administra­

76. Plastik „stworzył" własną mitologię: to jedno ze slów-kluczy

tora budynku. Zgody i tak nie otrzymałem...

do popkultury.
Artykuł pt. Niezwykle

6 4

D. Bartoszewicz, „Gazeta Stołeczna", Bardzo cwany budynek

6 3

R Śpiewak Bez korzeni, „Res Publica Nowa" 6/2000

cwany budynek; „Gazeta Stołeczna"

17/04/2001

(17/04/2001)
J. Baudtillard, Ameryka, s. 79

6

"

Wygaszanie świateł w biurowcach staje się rytuałem: w Watsza-

T. Chrzanowski, op. cit., s. 107

wie, każdego wieczoru, mniej więcej o tej samej godzinie „zni­

B. Frydyczak, Ulica jako przestrzeń artystyczna, w: Formy estety-

ka" kilkadziesiąt budynków.

zacji przestrzeni publicznej red. A . Zeidler-Janiszewska, Warsza­
wa 1998, s. 112

103

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9505" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9483">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7cb851ef923a61daf2a267d9a19126e.pdf</src>
        <authentication>7c929bd3a0c48eac850fc50c94da589c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113185">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5408</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113186">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113187">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113188">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5026</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113189">
                <text>Brisées czyli ślady Afryki/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113190">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.107-113</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113191">
                <text>Wit-Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113192">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113193">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113194">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113195">
                <text>TOMASZ SZERSZEŃ

Aujourd'hui j'oublie que je suisen Afrique 1
(Michel Leiris, rAfrique Fant6me)

Brisees
czyli ślady Afryki

*

19 maja 1931. MichelLeiris zapełnia pierwszą stronę swego dziennika podróży. Trzy lata później Gallirnard wydaje te liczące 650 stron zapiski - owoc misji
badawczej Dakar- Dżibuti2 • Konsternacja. "LAfrique
Fant6me wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Istnieje

O dzienniku afrykańskim

gdzieś na styku "nauki", "sztuki" i "życia".

W wiele lat po powrocie z Afryki Leiris zostaje
sportretowany przez swego przyjaciela Francisa Bacona. Deformacja, rozkład malowanej postaci, tak przecież charakterystyczne dla stylu angielskiego malarza,
zaskakująco korespondują z osobą autora Afrique
i z jego dziełem. Niezwykły dziennik afrykański jest
bowiem dokumentem właśnie takiej dezintegracji: Leiris zaczyna codziennie pisać od nowa - każdego dnia
konstruuje na nowo swą osobowość. Bacon doskonale
oddał tę cechę, to wieczne stawanie się - przywoływa­
ny portret i "LAfrique FantOrne prezentują nam zaledwie cień osoby, jej fragment.
Brisees, czyli "ślady", 3 ale również "pokruszone kawałki szkła". A idąc dalej: "fragmenty". Brisees:4 taki
tytuł nadał Leiris wydanemu w 1966 roku zbiorowi
krótkich tekstów, esejów i recenzji, pisanych na przestrzeni czterdziestu lat. Tytuł oddający metaforycznie
nie tylko bliską mu koncepcję kultury czy osobowości,
ale odnoszący się również do całości jego dzieła.
Wszystkie jego teksty są bowiem jakby fragmentami
większej całości - Leiris pisał przez całe życie tę samą
książkę. Wszystkie jej wątki biorą swój początek wła­
śnie z "LAfrique Fant6me. Tym zaś, co pozostaje z lektury tych 650 stron, jest zaledwie fragment, aforyzm, impresja. Brisees.

*
Raymond Roussel,5 francuski pisarz, jeden z prekursorów surrealizmu, nigdy nie był w Afryce - czytał
jedynie opisy podróży. Afrykańską przygodę swej wyobraźni przelał na papier w postaci Impressions d'Afrique. 6 Tak się złożyło, że młody Michel był na przedstawieniu7 opartym na tekście Roussela. Oniryczna Afryka, a także idea poetyckiej podróży w wyobraźni, mocno go urzekły. Gdy po latach pojawia się rzeczywista
możliwość podróży na Czarny Ląd, staje się ona dla
niego realizacją chłopięcego marzenia- symbolicznym
powrotem do krainy dzieciństwa, tam gdzie rzeczy nie
są jeszcze zmącone, nie podlegają rozpadowi (rozwinięciem tego wątku będzie Wiek męski). Podróży realnej towarzyszy więc ta poetycka, będąca nostalgicznym powrotem, poszukiwaniem ojczyzny duchowej.
W takim oglądzie Afryka zyskuje wymiar figury literackiej, zostaje upersonifikowana. "Zwracam się do
tej kobiety jedynie dlatego, że jest nieobecna - do kogóż by pisać, jeżeli nie do osoby nieobecnej? Ponieważ

Michela Leirisa

jest w oddaleniu, utożsamia się ona z moją nostalgią,
wkrada się między mnie samego a moje myśli. Zapewne nie ma mowy, aby została ukochanym przedmiotem; raczej substancją melancholii, obrazem wszystkiego, czego mi brak ... ": 8 ten fragment Wieku męskiego
odnieść można również do Afrique. Afryka jako coś
istniejącego "między nim samym a jego myślami", rodzaj obsesji, idee fixe. Afryka jako kobieta. Jako kochanka, przedmiot pożądania sięgającego swymi korzeniami dzieciństwa.
"Zawsze pociągały mnie alegorie, obrazy pouczają­
ce i zagadki do rozwiązania, będące często kobiecymi
postaciami, silnymi własną pięknością i tym, co ciemne i niepokojące w symbolu"9 - napisze. Afryka była
dla niego, taką właśnie alegorią. Obrazem, który "znaczy", który coś "mówi". W którym przeglądał się niczym w lustrze będącym źródłem samowiedzy: Afryka
to lustro Leirisa.
Ale jest tu coś jeszcze. Wyruszający na Czarny Ląd
Leiris przypomina melancholika, który nagłym ruchem próbuje zerwać zasłonę, którą się otoczył, rozbić
szybę, która dzieli go od świata. To konfrontacja ze
światem i z samym sobą. W przedmowie napisze, że ta
podróż wtajemnicza go w etnografię. Można bowiem
czytać Afrique jako opowieść o wtajemniczaniu, jako
wielopłaszczyznową historię inicjacji ...

*

"Marzyłem więc o byczym rogu. Trudno mi się było pogodzić, że jestem tylko literatem" (z przedmowy

do Wieku

męskiego lO) .

"Czego się nauczyłem? Wszystko dzieje się tak, jak
gdyby złudne fundamenty, na których opierało się
moje życie, zostały podważone, nic jednak, co mogło­
by je zastąpić, nie zostało mi dane. (... ) Będąc zawsze
powyżej lub poniżej konkretnych zdarzeń, jestem
uwięziony w następującej alternatywie: albo świat jest
przedmiotem rzeczywistym, który zagarnia mnie i pożera cierpieniem albo też zmienia się w czysty fantazmat, który rozpłynie się w rękach ... Może moim ce-

�lem powinno być właśnie uniknięcie dylematu - przez
odkrycie środka, dzięki któremu świat i ja - przedmiot
i podmiot - stanęliby twarzą w twarz, na równych
prawach, jak matador z bykiem" (zanotowane po powrocie z Afryki 11 ).
Leiris wielbił tauromachię. Walki byków były dla
niego ostatnim prawdziwym rytuałem Zachodu- jedynym, który zachował jeszcze wymiar sakralny. Tauromachia bowiem jest jednym z tych szczególnych momentów, gdy "przylegamy do świata", gdy stajemy wobec śmierci, gdy wykraczamy poza "ja". Leiris wracał
do tego tematu parokrotnie: pierwszych wzmianek
o wspaniałościach korridy doszukać się można w Afrique, w 1939 powstaje natomiast rozprawa Lustro tau-

romachii -

niezwykła książeczka, będąca bezpośrednią

inspiracją

dla Georges'a Bataille'a i jego teorii erotyzmu jako transgresji. W 1946 wydrukowany zostaje
Wiek męski (dedykowany z kolei Bataille'owi - obaj
autorzy przyjaźnili się), poprzedzony rozprawą Literatura jako tauromachia, w której "walki byków", "byczy
róg" stają się metaforami i zostają włączone w sferę
dyskursu literackiego.
"Stworzyć książkę, która byłaby czynem (... ) odnoszącym się do mnie samego. (... ) Szło (... ) o literaturę,
w którą starałem się całkowicie zaangażować samego
siebie" 12 - napisze Leiris. Ta obsesja zaangażowania,
pragnienie "byczego rogu" to dramatyczna próba zlikwidowania stałego dysonansu między nim a światem,
wzrastającej próżni. Autora Afrique prześladuje bowiem poczucie nierzeczywistości, pragnienie autentyczności: "Czy zerwę kiedykolwiek ostatecznie z tymi
intelektualnymi gierkami, sztuczkami mowy?" 13 - pyta. Tym co wyznacza jego doświadczenie, jest również
wrażenie ślizgania się po powierzchni, 14 nie możność
dotknięcia istoty rzeczy.
Tymczasem Afryka, jako rzeczywistość mocna,
"głębsza", jako mityczna przestrzeń przygody, wydaje
się idealnym miejscem, by zlikwidować to poczucie
sztuczności, by być "naprawdę". By skonfrontować się
z rzeczywistością. Leiris wierzy, że obca kultura, zmiana codziennych nawyków podziałają jak "byczy róg":
spowodują to ukłucie wewnątrz, które sprawi, że to
poszukiwane "przylgnięcie do świata", "roztopienie się
w nim" (nieosiągalne od czasów dzieciństwa) stanie się
znowu możliwe. Roztopienie "ja" w mentaliu! primitive.
To naiwne marzenie okazuje się niemożliwe do zrealizowania: autor Afrique rozpoczyna więc pisanie Wieku
męskiego- chce stworzyć dzieło wykraczające poza fikcję literacką, dzieło-czyn. Polem walki pozostaje literatura.

"Maski: sekretny język społeczeństwa."
(I.:Afrique Fan[()me16)

Maska jako główny temat Leirisa, jego wielka fascynacja. W 1931 roku zamieszcza w "Documents" artykuł, w którym porusza temat masek erotycznych opisywanych w powieściach Williama Seabrooka.17 Pisze
tam o przebieraniu się -jako o jednej z bardziej znaczą­
cych czynności ludzkich. "Ja" jako "inny": idea wcielania się w kolejne role towarzyszyła autorowi Afrique
przez całe życie Oames Clifford nazywa tę skłonność
Leirisa do przebieranek "teatralną koncepcją ja") .
Poczucie bycia "aktorem" nie opuszcza Leirisa również w Afryce: "odczuwam przygnębienie z powodu odgrywania swej roli (etnografa - przyp. aut.)" wyznaje.
Opisana w dzienniku podróż, to w gruncie rzeczy proces
nieustannego (równoległego) odgrywania kolejnych
ról. Mamy więc do czynienia z etnografem, podróżni­
kiem, "dzielnym kapitanem" (bohaterem powieści przygodowej), przedstawicielem francuskiej nauki, rozczarowanym pisarzem, poetą podążającym tropami Rimbauda i Roussela, surrealistą owładniętym poczuciem
dziwności świata, melancholikiem, pacjentem poddają­
cym się kuracji psychoanalitycznej. Żadnym z nich nie
jest w pełni - stałoby to w sprzeczności z jego koncepcją życia: jako demaskowania kolejnych przebrań. I to
jest właśnie "reguła gry", w którą gra Leiris (La regle du
jeu- tytuł cyklu autobiograficznego, który autor Afrique
pisał przez znaczną część swego życia).
Cóż jednak pozostanie, gdy kolejne maski opadną?
Leiris odwleka ten moment, nie odkrywa się do koń­
ca. Być może odczuwa lęk przed "nagą twarzą", przed
"prawdziwym ja". W I.:oei! de l'etnographeiB wykłada
swój pogląd: osobowość ludzka przemija pod wpływem
kontaktu z "innymi". Czyżby więc ta obłąkańcza gra
masek była walką z pustką, skrywaniem nicości?
Każdy kolejny dzień Afrique rozpoczyna się od
przebudzenia: "pióro zaczyna pisać każdego dnia na
nowo".19 Każdy dzień jest bowiem fragmentem, "odpryskiem", brisees rozbitej osobowości - Leiris każdego
dnia od nowa konstruuje swą tożsamość, nakłada maskę, by ją następnie zedrzeć. Gdzieś pod koniec L:Afrique Fantorne czytamy: "rzeczy, które zdawały się być jasne, zmieszały się na nowo". Gra z czytelnikiem czy
poczucie klęski? Podróż do Afryki jako nieudana próba zmiany tożsamości, jako (nie)odnalezienie siebie?

*

"Jestem specjalistą, maniakiem od spowiedzi ... "
(Wiek męski20)

sześć lat po powrocie z Afryki Leiris odsłania
aspekt "bycia tam": ,;wydostawszy się z tych otchłani i poradziwszy lekarza, pomyślałem, że nie od
rzeczy byłoby zakosztować trochę twardszego i surowszego życia, którego mi najwyraźniej brakowało. Skorzystałem więc ze sposobności, aby odbyć długą po-

W

Chciałbym

ważny

*

najpierw zagrać rolę Rolli, potem Hamleta, dzisiaj- Gerarda de Nerval. Jaką jutro? Co dzień
wdziewam maski. ..
(fragment dziennika z 1924 15)

108

�Tomasz Szerszeń • BRISEES CZYLI ŚLADY AFRYKI

dróż: wyjechałem

na dwa lata do Afryki jako uczestnik
misji etnograficznej" .Z!
Doświadczenie lektury dzienników Malinowskiego
sprawia, że takie wyznania już nie dziwią. Dziennik
w ścisłym tego słowa znaczeniu jest zapisem mozolnej
pracy nad sobą i procesu samopoznania (mającego
również swe ciemne strony). Intuicje Malinowskiego
opisujące psychikę ludzką, choć momentami bardzo
nowoczesne, nie są jednak jeszcze silnie zakorzenione
w myśli Freuda.
Z kolei dziennik Leirisa powstaje w momencie, gdy
psychoanaliza święci triumfy. Podróż do Afryki i podjęcie pracy etnografa są kluczowym momentem kuracji, którą podjął późniejszy autor Wieku męskiego. Pamięć o tym nie opuszcza Leirisa: do jego lektur należy
Notes and Queries on anthropologyZZ (zawierająca komentarze do teorii Junga), zaś w samej Afrique sporo
jest fragmentów poświęconych naturze erotyzmu, marzeniom seksualnym, prób objaśniania snów. Jest też
moment buntu przeciw "ja", przeciw represyjności
kultury: "Przeklinam całe moje dzieciństwo, całą edukację którą otrzymałem, kretyńskie konwencje ... ". 23
Dziennik afrykański wymyka się jednak kluczowi
psychoanalitycznemu. Według Junga funkcją snu jest
rozjaśnianie, ujawnianie problemów śniącego. Tymczasem lektura Afrique nie zaświadcza o postępie: problemy Leirisa pozostają nierozwiązane, kuracja nie postępuje. Każdy dzień zaczyna się przebudzeniem, każdy
dzień to budowanie od nowa swej osobowości, to autonomiczna całość. Leiris świadomie kreuje w I.:,Afrique Fantorne i w Wieku męskim obraz samego siebie jako bardzo wieloznaczny i uniezwyklony. Niezgoda na
bycie zaszufladkowanym, niezgoda na banalność czło­
wieka zdemaskowanego przez psychoanalizę, "ja"
sprowadzonego do kilku podstawowych popędów. Obraz Michela Leirisa wymyka się nam, tak jak wymyka
się lektura Afrique. "Au diable la psychoanalyse!"24

"Ile kilometrów trzeba było przebyć, by poczuć, że jest
się wreszcie u progu egzotyzmu".Z8 Przytoczone fragmenty dziennika zdają się być zapisem doświadczenia
"rzeczywistej obecności", poszukiwanym przebły­
skiem. Iluzja trwa krótko: jesteśmy świadkami kolejnej
demaskacji. Leiris zdaje sobie sprawę, że Afryka, jakiej
poszukuje -Afryka egzotyczna- jest widmem. Tworem europejskiej wyobraźni.
Leiris zachwycał się Jądrem ciemności Josepha Conrada i podróżniczymi reportażami Williama Seabrooka. Konstruują one obraz Afryki jako przestrzeń przygody lub wtajemniczenia: jako "rzeczywistość mocną".
Czarny Ląd to miejsce ucieczki Rimbauda, miejsce
przemiany bohaterów powieści Kurtza i Madowa,
przestrzeń podróży Livingstone'a i orgii kanibali. Natężenie wszelkiej niezwykłości. Afrykański dziennik
Leirisa jest dokumentem ambiwalentnym: jego autor
raz ulega tej tworzonej przez pisarzy kliszy, raz z nią
walczy. Taką dwoistą funkcję pełni dołączona do
dziennika pod datą 19 czerwca 1932 roku lista Imagerie africaine29 (a więc: ,,Aida Verdiego skomponowana
na otwarcie Kanału Sueskiego; Ojciec Jan; śmierć Livingstone'a; Fachoda; Rimbaud; bitwa pod Piramidami; konferencja w Algesiras; Impressions d'Afrique ... ").
Leiris ujawnia mechanizm rządzący europejską wyobraźnią. "Nasza" wizja Afryki okazuje się zaskakująco
spójna: zasadą, która łączy elementy składające się na
jej obraz, jest "niezwykłość". Tymczasem epoka Livingstone'a minęła bezpowrotnie. Afryka ukazana
w dzienniku Leirisa, rozkłada się, wymyka narzuconej
wizji. Ukazuje swój widmowy, niejasny charakter.
Rimbaud i Marlow wrócili z Afryki wyniszczeni.
Wrócili ze świadomością, że tego, co przeżyli, nie da
się opowiedzieć: Rimbaud nie pisze już więcej, Marlow
przywozi ze sobą symboliczne "jedno mocne słowo".
Leiris wraca z 650 stronami Afrique.

*

*

"Prawdziwa chandra: chandra kolonialna"

"Tropiki dokładnie takie, jak je sobie wyobrażamy."

(I.:Afrique FanromelO)

(I.:Afrique FantómeZ5)

Leiris bardzo chce ujrzeć niezafałszowany obraz
Afryki- chce ją zobaczyć "naprawdę". Słabość europejskiego oka polega jednak na tym, że stylizuje ono
rzeczywistość, przemienia w serię klisz, pamiątek
z Czarnego Lądu. Fotograficzna metaforyka przypomina o nieoczywistości "bycia tam": "Zdawać by się mogło, że oglądam zdjęcia, które powinny zostać wywoła­
ne, bym mógł sobie uświadomić, że jestem w czymś co
przypomina Afrykę". 26 Wrażenie nieautentyczności,
poczucie obcowania zaledwie z widmem Afryki, zmieniają podróż Leirisa w poszukiwanie jądra pierwotności. Autor Wieku męskiego co pewien czas odnajduje
"prawdziwy" nastrój Czarnego Lądu, by chwilę później
go utracić: "Trzeba odnaleźć miejsca naprawdę niezwykłe, by mieć choć trochę wrażenie egzotyzmu", 27

I.:,Afrique FantOrne to być może pierwszy tak stanowczy głos przeciw etnografii. Leiris - wrzucony w rolę etnografa, sekretarza misji - nie potrafi zbliżyć się do
świata, który bada, zostaje skazany na "nieludzką pozycję obserwatora"3L. Niemożność empatii, zrozumienia
"naprawdę", prowokuje go do dramatycznego wyznania: "Moja depresja wzmaga się. (... ) potrzebuję wniknąć w ich problemy (... ) NIGDY NIE SPAŁEM
Z CZARNĄ KOBIETĄ".JZ Prawdziwa Afryka jest wła­
ściwie niedostępna - to co nam pozostaje, to zaledwie
jej cień: "egzotyzm" (jako coś stworzonego przez i dla
Europejczyków). Leiris jest pesymistą: badanie zwyczajów nie daje pełnego wglądu w obcą kulturę. Etnografia
pozostaje poznawaniem zaledwie tego, co zewnętrzne.
Esprit Afryki - prawdziwe wniknięcie w czarną kobietę
(niepowiązane z relacją władzy) -jest nieuchwytne.

�Michel Leiris, zapewne jako pierwszy, zwraca uwana kolonialne uwikłania etnografii. Demaskuje jej
teatralny charakter: etnografia na terenach znajdują­
cych się pod panowaniem kolonialnym niewiele ma
wspólnego z rzeczywistą, obiektywną próbą zrozumienia badanych społeczeństw, więcej z procesem utwierdzania władzy (osiąganym m.in. poprzez aranżowanie
sytuacji, zbieranie artefaktów). W takiej sytuacji ankieta etnograficzna niewiele się różni od protokołu policyjnego.
Dla Leirisa przemierzanie terytoriów należących do
Francji ma w sobie wiele z wyprawy turystycznej. To
nie prawdziwa Afryka, to zaledwie jej fantc3rne : Afryka
- scena teatralna dla europejskich podróżników. Afrique rozpoczyna drogę Leirisa ku odkryciu powiązań etnografii i kolonializmu. Jego stanowisko stopniowo
krystalizuje się: w 1950 roku publikuje artykuł I.:etnographe devant Ie colonialisme, 33 będący podsumowaniem jego rozważań na ten temat. Społeczeństw nie da
się więc badać z zewnątrz - przynajmniej w sytuacji
kolonialnej. By opisać Czarny Ląd, potrzeba kogoś
niezaangażowanego w relację władzy, kogoś zdolnego
do empatii.
Jak więc być w Afryce "naprawdę", czy Europejczyk ma na to w ogóle szansę? Czy może wystarczy
zrzucić maskę etnografa, odłożyć zeszyt i pióro? Leiris
zostaje postawiony w takiej sytuacji: w Etiopii (poza
zasięgiem władzy kolonialnej) zbliża się do czarnej poetki Emawayish- "kobiety w turbanie, kobiety o zniszczonych piersiach" - która zadaje mu pytanie: "Czy
miłość istnieje we Francji? Czy poezja istnieje we
Francji".J4 Staje bezradny wobec tajemnicy.

Mniej istotny jest dowolny charakter tego wyliczenia
zalążkiem ogromnego cyklu
autobiograficznego, który przybierając różne formy
(dziennika, powieści, traktatu, eseju), służy jednemu
celowi: zbadaniu i opisaniu "ja".
Nuda Afryki, nuda badań terenowych sprawia, że
Leiris zaczyna uprawiać "antropologię samego siebie"
(w kilkadziesiąt lat później Georges Perec wpada na
pomysł pokrewny: uprawiania "socjologii samego siebie". Warto zaznaczyć, że MichelLeiris należał do ulubionych pisarzy Pereca ... ). 650 stron Afrique ujawnia
bowiem niemożność uchwycenia "innego": tak naprawdę, możemy badać tylko nas samych.

gę

*

Leiris jako pierwszy demaskuje nudę badań terenowych. W serii notek manifestuje swe całkowite zniechęcenie, rozczarowanie: "Nie ma na świecie miejsca
które by nie gniło". I dalej : "Złe nastawienie do Francji,
obojętność dla Afryki ... ".J5 Niechęć do tropików przeradza się w niechęć do etnografii, do pisania, w kryzys
pisarski: "Przekleństwo pisania. Przekleństwo tego
dziennika ...".3 6 "Bycie tam" staje się dla niego, w pewnym momencie, wręcz występkiem: "Dlaczego tu jesteśmy, skoro w Europie dzieją się tak ważne rzeczy?"37
650 stron Afrique nie da się przeczytać. Pomimo
wielu dobrych momentów, jest po prostu nie do czytania - zbyt wiele w niej nużących opisów codzienności.
Afrique jest nudna, ponieważ "tam" nic się nie dzieje:
wyprawa w tropiki także może być monotonna. Odpowiedzią Leirisa, ucieczką przed nudą, jest skupienie się
na własnej osobie. Jego marzeniem jest surrealistyczne
z natury dążenie do uniezwyklenia codzienności, do
zrównania jej z rzeczywistością mityczną. Leiris uniezwykla więc "ja": podnosi swą wędrówkę po Afryce do
rzędu takich figur mitologicznych jak "zejście do piekieł, włóczęga Edypa, (... ) krucjaty, podróże średnio­
wiecznych alchemików, wielkie rajdy sportowe".38

- I.:Afrique FantOrne jest

*

W Afrique nie ma wielu momentów informujących
nas o strategii pisarskiej Leirisa. Pierwszy z nich zawarty jest w Przedmowie i zawiera w sobie postulat, któremu autor Wieku męskiego pozostanie wierny już całe
życie: "Gdy piszę od siebie, wzrasta wartość mojego zeznania"; "To poprzez sięgający paroksyzmu subiektywizm, mamy szansę dotknąć prawdy"39. Skrajny sceptycyzm wobec świata i wobec etnografii, wpływa na jego technikę opisu: "tylko konkret jest prawdziwy"40 napisze. Tylko konkret, szczegółowy opis codzienności, traktujący na równi sny, marzenia, lektury i "to co
naprawdę", ma szansę ocalić coś z ulegającego nieustannej destrukcji "ja". Afrique to pochwała fragmentu.

*

Otwieram I.:Afrique FantOrne i czytam: ,,Wielkie
kwiaty kiełkowały. Odmiany białych i czerwonych lilii
wzrastające grupami na tej samej łodydze i przypominające świeczniki w stylu moderne. Pytam sam siebie:
czy kwiaty nami zawładnęły... ".41 Czy to jeszcze etnografia? Ten fragment odsyła do fundamentalnego pytania, przed jakim stawia nas lektura dziennika Michela
Leirisa: czy branie udziału w ekspedycji naukowej i deklarowanie się jako etnograf sankcjonuje takie pisanie?
Czy można zestawiać "sztukę" (poezję?) z "nauką", nie
wskazując gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie?
Dziennik Leirisa zostaje właściwie odczytany
i w pełni doceniony dopiero po latach.4 2 Afrique to bowiem najbardziej spektakularna clekonstrukcja autorytetu etnograficznego. Po 300 stronach mniej lub bardziej udanego budowania swego "autorytetu", ukazywania siebie jako etnografa Leiris jednym zdaniem
przekreśla sens swych badań, demonstruje totalną niewiarę w naukę, w sens samej podróży. Pisze tak: "Skoń­
czyłem czytać &lt;
&lt;Pickwicka&gt;&gt; . Dziwna rana otwarta przez
tę książkę ... Realne przygody, w środek których rzucamy się, w rzeczywistości nie są tak ekscytujące jak te
które powstają w naszej głowie ... ".43 Inspiracji Rousselowskiej nie da się przecenić- dla autora Afrique fikcja
pozostaje równie ważną materią (materiałem etnograficznym) jak to, co nazywamy "rzeczywistością".

110

�Tomasz Szerszeń • BRISEES CZYLI ŚLADY AFRYKI

"Słowem, szło

*

o zaprzeczenie powieści ... "
(przedmowa do Wieku męskiego-H)

W gruncie rzeczy Afrique to parodia. Pod koniec
pierwszej części dziennika wydaje się, że stajemy
u wrót przygody: "Oto wreszcie Afryka, ziemia 50
stopni w cieniu, ziemia niewolniczych konwojów, festynów kanibali ... ".45 Nic się jednak nie wydarza- misja zostaje zatrzymana na granicy abisyńskiej, kolejny
dzień zaczyna się od przebudzenia i nudnego opisu codzienności. Mamy do czynienia z parodią powieści podróżniczej: "Epoka Livingstone'a minęła" i przygody,
jakie mogą nas spotkać, są na miarę tych nowych,
"gorszych" czasów. Leiris zresztą otwarcie przyznaje, że
najwyżej sobie ceni przygody wyobraźni - te, które
przeżywamy dzięki lekturze.
Afrique nie broni się również jako traktat etnograficzny. Obraz rzetelnie notującego Malinowskiego
mógłby być przeciwwagą dla obrazu robiącego notatki
terenowe Leirisa. Co zapisuje w dzienniku: uwagi
o maskach Dogonów czy swoje fantazje seksualne?
W istocie obraz ciągle piszącego autora (650 stron!)
do niczego nie odsyła - jedyna prawda, jaka kryje się
rzeczywiście za tym potokiem słów, neguje sens etnografii: nie da się opisać obcej kultury.
Wielość i przemieszanie gatunków w dzienniku
Leirisa: przychodzi na myśl Smutek tropików (Levi-Strauss znał Afrique. Wielki temat do napisania: o ich
wewnętrznym pokrewieństwie). Dziennik intymny,
dziennik z podróży, powieść przygodowa, powieść inicjacyjna, traktat etnograficzny, traktat o kolonializmie, sennik ... Każdy z występujących tu gatunków zawiera w sobie pęknięcie. Żadna z rozpoczętych inicjacji (w Afrykę, w etnografię, w przygodę, w poznawanie
samego siebie ...) nie zostaje doprowadzona do końca,
żaden wątek nie zostaje zakończony (przerwana kuracja, niezrealizowane marzenia erotyczne ... ). Nie mamy
żadnego rozstrzygnięcia - brakuje puenty.
Czy na pewno? Na ostatniej stronie czytamy: "Nie
pozostaje mi już nic innego do roboty, z wyjątkiem zamknięcia tych notatek, zgaszenia światła, przeciągnię­
cia się- i oddania snom ... ".46 Leiris zwodzi po raz kolejny: kwestionuje te 650 stron, nadając im charakter
snu, halucynacji, marzenia. Żartu.

,,Wróciłem

*

w 1933, zabiwszy mit

podróży

jako

ucieczki."
(W~ek męski41)

,,W Afryce (... )
dzenie".

znalazłem

wiele, ale nie oswobo-

(przedmowa do LAfrique Fantóme4B)

Powieść Georges'a Pereca Życie. Instrukcja obsługi.
z kilkudziesięciu luźno ze sobą powiązanych

składa się

opowieści. Jedną z nich jest historia Marcela Appenzzella - antropologa-idealisty, który postanawia wtopić
się całkowicie w życie badanego plemienia. Fikcja ta
zostaje subtelnie wplątana w łańcuch rzeczywistych
odniesień (pojawiają się m.in. postacie Marcela Maussa i Malinowskiego, z którym Appenzzell prowadzi korespondencję), zaświadczających o wszechstronnym
oczytaniu i wyrafinowanym poczuciu humoru autora.
Opowieść o ("prawdziwej") inicjacji w etnografię
i w obcą kulturę kończy się groteskowo: etnograf nie
jest w stanie zbliżyć się do wybranego plemienia "dzikusów doskonałych" - każda próba kończy się ich
ucieczką. Załamany Appenzzell ostatecznie znika, nakreślając przedtem, w liście, który wysyła do matki,
obraz swej klęski:
"Przy całej goryczy zawodu, którego spodziewać się
musi każdy, kto duszą i ciałem poświęcił się profesji etnografa, zapragnąwszy zgłębić rzeczywisty obraz natury
Człowieka (czyli, innymi słowy, poznać minimum
uspołecznienia, które - nie bacząc na wszelkie różnice
rozmaitych kultur - określa ludzkie bytowanie) - przy
całej świadomości, iż da się wydobyć z mroków jedynie
względne prawdy (nadzieja bowiem na zgłębienie
prawdy ostatecznej jest iluzją) - najgorsze z przeciwieństw, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, było całkiem
odmiennego rodzaju: marzyłem, aby dotrzeć do samego jądra pierwotności; czyż nie wypełniało mnie bez
reszty uczucie szczęścia, kiedy dane mi było przebywać
wśród ujmujących Tubylców, których nikt przede mną
nie napotkał i których, być może, nikt już więcej nie
zobaczy? Gdy wreszcie - u kresu emocjonującej wę­
drówki - udało mi się ich odnaleźć, pragnąłem jedynie
stać się jednym z nich, dzielić z nimi życie, troski i obrzędy! Niestety- oni mnie nie chcieli; nie byli gotowi
wtajemniczyć mnie we własne zwyczaje, objaśnić swe
wierzenia! Nie potrzebowali podarunków, które kła­
dłem przed nimi, nie potrzebowali pomocy, jakiej,
w moim mniemaniu, mogłem im udzielić! To właśnie
z mojej przyczyny opuszczali wioski - po to tylko, aby
mnie zniechęcić, przekonać, iż nadaremnie ich ścigam;
zaszywali się w coraz to bardziej wrogie okolice, naraża­
jąc się na coraz potworniejsze warunki życia w tym jedynie celu, bym w końcu zrozumiał, że wolą wulkany,
bagna, trujące opary, słonie i śmiercionośne pająki aniżeli ludzi! Myślę, że nieobce są mi cierpienia ciała. Po
stokroć jednak gorzej jest czuć, jak umiera dusza ... ".49
Książka Pereca pełna jest intertekstualnych odwołań: przywołany fragment (nieznacznie przetworzony)
autor Życia ... bierze z tekstu Michela Leirisa A travers
Tristes Tropiques,5° pierwotnie pochodzi jednak ze
Smutku tropików. Leiris zaledwie go cytuje. Niezwykły
splot: Perec, Leiris, Levi-Strauss. Każdy z nich, wykorzystując te same słowa, opowiada historię o klęsce etnografii, o rozczarowaniu. O końcu pewnej osobistej
iluzji związanej z wyprawą w tropiki.
"Żegnaj Afryko. Zimno. Smutek. Niechęć do Morza Śródziemnego"5 1 - czytamy na jednej z ostatnich

�IO
11
IZ

u
14

15
16
17

18
19

zo
21
22

23

24
25

26
27
28
29
30
31

Przypisy

ukazało się w Paryżu w 1910. Książka
Roussela sprawia podobne problemy jak LAfrique Fant6me: nie
wiadomo, jak ją sklasyfikować.
Leiris M., Ubrage, Gallirnard 1992 s. 27. Przedstawienie to grane było w latach 1911-1912, najpierw w Theatre Femina, a następnie w Theatre Antoine.
Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972 s. 130, tł. T J. Błońscy
Leiris M., op. cit., s. 44
Leiris M., op. cit., s. 10
Leiris M., op. cit., s. 169-170
Leiris M., op. cit., s. 11
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 260
Leiris M., op. cit., s. 445
Leiris M., Wiek męski, s. 129
Leiris M., rAfrique Fant6me, s. 129
Leiris M., Ubrage, s. 35-41 (Le • caput mortuum • ou La femme de
l'alchemiste} . W. B. Seabrook, amerykański podróżnik i pisarz, był
bohaterem kilku tekstów Leirisa. W 1929 roku w "Documents"
pojawia się artykuł autora LAfrique Fant6me o riie magique: powieści-reportażu Seabrooka, opisującego kult wudu na Haiti.
Leiris M., Ubrage, s. 33-34
Clifford J., Kłopoty z kulturą, Warszawa 2000, s. 188
Leiris M., Wiek męski s. 131
Leiris M., op. cit., s. 168
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 307-309. Clifford podaje (Klapoty z kulturą, s. 186}, że autorem Notes ... był W. H. R. Rivers.
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 621
Leiris M., op. cit., s. 157
Leiris M., op. cit., s. 174
Leiris M., op. cit., s. 213
Leiris M., op. cit., s. 202
Leiris M., op. cit., s. 281
Leiris M., rAfrique Fant6me, s. 365
Leiris M., o p. cit., s. 61 S
Leiris M., op. cit., s. 433
Leiris M., op. cit., s. 260
Leiris M., Brisees s. 141-164
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 444
Leiris M., op. cit., s. 157
Leiris M., op. cit., s. 622
Leiris M., op. cit., s. 259
Leiris M., op. cit., s. 389
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 263
Leiris M., op. cit., s. 265
Leiris M., op. cit., s. 350
Gdy na gruncie antropologii amerykańskiej pojawi się nowe podejście do etnografii- jako do aktywności pisarskiej.
Leiris M., op. cit., s. 302
Leiris M., Wiek męski, s. 12
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 279
Leiris M., op. cit., s. 648
Leiris M., Wiek męski, s. 169
Leiris M., LAfrique Fant6me, (Preambule) s. 7
Georges Perec, Życie. Instrukcja obsługi., Warszawa 200 l s. 146147.
Leiris M., Brisees, s. 223-235
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 645
Bronisław Malinowski, Dziennik w ścisłym tego słowa znaczeniu,
Kraków 2001 s. 656-657

Impressions d'Afrique

stron dziennika rAfrique Fant6me. Rozczarowaniu
"byciem tam" towarzyszy równie silna niechęć do wła­
snej kultury.
Powroty. Na niedługo przed opuszczeniem Trobriandów, Malinowskiego prześladuje myśl o śmierci
(pod datą 18.07.1918, na ostatniej już stronie Zeszytu
trobriandzkiego, czytamy: "Znowuż myśli straszne:
śmierć (... ) Własna śmierć staje mi się czymś nieskoń­
czenie realniejszym. Silne poczucie: spotkać się z Matką, złączyć się z Matką w nicości. (... ) Chwilami czuję,
że to jest tylko śmierć "czegoś" we mnie ... "52).
Zadziwiająca zbieżność: Appenzzell nie wraca już
nigdy do Europy; znika na zawsze. Również w nim
umarło "to coś" wewnątrz.
Końcowe strony Smutku tropików zawierają pomysł
na dramat o roboczym tytule Apoteoza Augusta. Również Leiris u końca swej podroży zwraca się ku sztuce
- planuje napisanie powieści (kolejne podobieństwo
Afrique i Smutku), której bohater będzie nosił nazwisko znane z Conradowskiego Zwycięstwa: Heyst.
Powrót z tropików to symboliczny moment przejścia - przekraczania granic, bycia poza kulturami. Moment, w którym najlepiej widać niezwykły splot "etnografii" ze "sztuką" i z "życiem". Związek ten w Smutku
tropików i w dzienniku Malinowskiego zaledwie dyskretnie zarysowany, ujawnia się w pełni w rAfrique
Fantorne - tym dziele-monstrum, dziele-żarcie, które
jest przedziwnym splotem nudy i olśnienia.

"Dzisiaj zapomnialem (zapominam - uwaga aut.) że jestem
w Afryce" (wszystkie cytaty z LAfrique Fant6me w tłumaczeniu
autora}; Leiris M., LAfrique Fant6me, Gallirnard 1934, 2001,
s. 230.

32

Szefem misji był Marcel Griaule. Wyprawa została zorganizowana przez Instytut Etnologii i Muzeum Historii Naturalnej oraz
dotowana przez rząd francuski. Jednym z jej celów było uzupeł­
nienie zbiorów Musee du Trocadero. Wyprawa przebyła wszerz
całą Afrykę: od Senegalu do Somalii.
Wielki słownik francusko-polski (Wiedza Powszechna, 2003)
wskazuje na całą grupę znaczeń związanych z czasownikiem briser: "stłuc, potłuc, pokruszyć, rozbić, połamać; zniszczyć, zburzyć, skruszyć". Briser odnosi się również do rozpryskujących się
fal ("rozpryskiwać się, rozbijać się"); oznacza również "pękanie,
załamywanie się promieni światła". Pokrewne wyrazy to brise(e)
("przerwany, złamany"), brisement, czyli "rozpryskiwanie się fal
(o brzeg)", ale również "burzenie, kruszenie, tłuczenie"; briseur
d'images to "ikonoklasta, obrazoburca"; suiwe !es brisees de quelqu'en, czyli "podążać czyimś śladem". Natomiast samo brisees
występuje jako "ślady zwierzyny". Wydaje się, że Leiris wykorzystuje wieloznaczność tej grupy słów: tytuł wskazywać ma na
fragmenta ryczność, wieloznaczność, trudność zdefiniowania

36

51

dzieła.

52

33

34
35

37
38

39

40
41

42

43

44
45
46
47
48
49

50

Leiris M., Brisees, Gallirnard 1966, 1992
Raymond Roussel (1877-1933)- francuski pisarz, autor Impressions d'Afrique i Nouvelles impressions d'Afrique, uznany za jednego z prekursorów surrealizmu. Jego oryginalna twórczość została w pełni doceniona dopiero po latach. Leiris pisał o nim
kilkakrotnie - teksty te ukazały się w zbiorze Roussel l'ingenu
(1987).

112

�Tomasz Szerszeń • BRISEES CZYLI ŚLADY AFRYKI

MichelLeiris (1901-90)

Michel Leiris
Zebrage

Etnograf, pisarz, poeta, eseista francuski. Uczestnik
ruchu surrealistycznego (od 1924 do 1929 roku). W latach 1931-33 brał udział w etnograficznej misji badawczej Dakar - Dżibuti. Wyprawa do Afryki rozpoczęła
jego przygodę z etnografią- do roku 1971 pracował jako etnolog w Musee de l'Homme w Paryżu.
Jego działalność pisarska była bardzo urozmaicona.
Niemal przez całe życie prowadził dziennik (1922-89),
którego szczególną częścią jest tAfrique Fantorne
(1934); pisał powieści (Aurora) i poezję (surrealistyczne, wydane w 1925 roku, Simulacre; inne tomiki poetyckie, które wydał, to m.in. Haut ma!, Mots sans
memoire). Jako jeden z pierwszych etnologów zwrócił
uwagę na powiązania etnografii i kolonializmu (esej
Etnographe devant la colonialisme z 1950 roku). Ważną
częścią jego twórczości była refleksja o sztuce: badał
art negre, napisał książkę o sztuce afrykańskiej (Afrique
noire; wraz z Jacqueline Delange), o Picassie (zbiór zatytułowany

MICHEL LEIRIS
L'Afrique fantorne

fel galiimord

Un genie sans

był również

piedestał

et autres textes sur

autorem wstępu do katalogu z wystawy Picassa), o Francisie Baconie (Bacon. Face et
profil), Giacomettim, Arpie, Duchampie. Leiris zasły­
nął monumentalnym cyklem autobiograficznym, pisanym niezależnie od dziennika. W 1939 roku powstaje
Wiek męski, zaś między 1948 a 1976 wychodzą kolejne
części La regle du jeu (Biffures, 1948; Fourbis, 1955; Fibrilles, 1966; Frele bruit, 1976). Cykl dopełniają: Le ruban au cou d'Olympia (1981), Langage Tangage (1985)
i A cor et acri (1988). Systematyczne badanie i opisywanie samego siebie, to element szerszego zamysłu projektu antropologii życia codziennego. Ideę tę propagowali w latach 30. ci badacze społeczni, którzy wywodzili się z kręgu skupionego wokół surrealistycznego pisma "Documents" i w College de Sociologie:
oprócz Leirisa m.in. Georges Bataille i Roger Caillois.
Michel Leiris to jeden z najlepszych świadków tego, co w humanistyce i sztuce nazwać możemy "francuskim wiekiem dwudziestym". Do jego przyjaciół
i znajomych należeli m.in.: Georges Bataille, Roger
Caillois, Claude Levi-Strauss, Marcel Griaule, Alfred
Metraux, Antonin Artaud, Luis Aragon, Paul Eluard,
Aime Cesaire, Andre Masson, Pablo Picasso, Francis
Bacon, Max Jacob, Alberto Giacometti, Pierre Reverdy, Jean-Paul Sartre, Raymond Queneau, Pascal
Quinard.
Był propagatorem twórczości Raymonda Roussela.
Dotychczas na język polski przetłumaczone zostały
Wiek męski (tłum. Teresa i Jan Błońscy, Warszawa
1972) i Lustro tauromachii (Maryna Ochab, Gdańsk
1999).

Picasso;

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8571">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e0d158a8d15ca274954da19992b01f17.pdf</src>
        <authentication>a9da91409bf741b6a9958ea08c4ba9b6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102638">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3707</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102639">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102640">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3484</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102642">
                <text>Listy do Bronisława Malinowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102643">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.240-292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102644">
                <text>Witkiewicz, Stanisław I.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102645">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102646">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102647">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102648">
                <text>Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW M A L I N O W S K I

don't say no, I beg you, because the "milieu" hete is just
right for divagations a la St. Lack.
Kisses
Your Staś

STANISŁAW IGNACY
WITKIEWICZ

Letters to Bronisław
Malinowski
(Translated by Daniel Gerould
and Michał Kłobukowski)
i.
[Syłgudyszki, September 1 0 - 15, 1903]
Dear Bronio,
Yesterday I came from Poiaga and today I got a
formal card i n which you ask my cousin for my address.
You jerk. I'd written to the Lublin Guberniya - four
letters from Bogdanówka, two from Syłgudyszki. Then
three more to Petrograd. 1 wrote nine letters altogether
and got nothing from you! You've made me quite mad.
Aren't you planning to go to Warsaw by any chance.
I'm going there in ten days or a fortnight, more or less
for a week. I'm moving to Cracow for the winter Don't
go to Catania yet. We'll see how we can work things out
together. This might be conceit on my part (as Prim
Patrykowicz would have said).
Write me extensively about your plans, dates of
departures, things like that. Pay no mind to the style
and try to wallow in your own Being. Your digressions in
that direction delight me. Don't spin out any theories
about my "brutality", like alt my other friends have
stupidly done. There's just one recollection you ought
to blush at - namely, having drawn my attention to the
fact that Mrs. Ewa had some scrambled eggs on her lip,
while your green eyes were looking at me searchingly
through your sunglasses. I burst out laughing each time
I remember that scene.
I've been quite empty after all this painting of
seascapes.
The erotomania has quietened down for a while.
My Aunt has heard so much about you that she
wants you to visit me in Syłgudyszki. She's asking you to
drop by for a few days on your way back from Petrograd.
A second class ticket for a local train will cost you 75
kopecks. You need to start from the railway station in
Swięciany. The trains leave from Swięciany to
Syłgudyszki at half past noon and at 4 a.m. I'll be most
grateful if you come. Rite /sic!/ me back at once and
1AC\

You may find my comparisons tasteless, but as you
read this passage from Prinz Patrykowie z's
correspondence: "... you see: my heart is hard /you
understand the difference between heart and
imagination/..." — doesn't it make you think of phrases
like; "...to die?? /contemporary writers are more
handy/..." or: "erupting spontaneously, grotesquely
/Romanticism, the Martinique disaster/..." - St. Lack,
St. Lack, mon cher. Or take this; on the envelope in
which Aunt Jadzia's letter came: "To Uncle and Staś I
wish all the best, amen. Tadek". Isn't it "the greatest
improductivism of yesterday's goals and colours"? What
I'm doing is very tasteless, indeed. Because Tadek really
loves me, in fact. I couldn't reciprocate his feeling since
I "didn't know him". Unless he's "sensed tout ceci, tout
cela, qui sent un peu du grimoir". His letter to me
emanates some mysterious sadness. As a matter of fact
I'm sorry I've written all that.
Trans, by M.K.

2.
[Zakopane, summer 1906]
Dear Bronio:
I'm answering at once in order to explain why I
wrote to Z[ofia] D[embowska] and admitted to her that
I had told you about the debauchery (I did write her all,
so you can discuss with her whatever you like). The
thing is, I began to feel so guilty about Z.D, that I
wanted to try to undo the damage in any possible way,
even risking some kind of swinery against you, so I
asked her to tell you everything, since you knew it
anyway. She is such a fabulously noble person that she
did write you all. For that I owe you an apology, but a
man whose conscience has been burdened with as many
swineries as mine is ought to be forgiven just one more
swinery (at your cost) committed in order to eradicate
the earlier instances of piggishness. I can imagine your
demoniac smile as you read this. I'm sending you het
lettet; maybe you will draw some interesting
conclusions from it. You accuse me of being „common",
but I sincerely forgive you, because a person who is an
object of someone else's game must of necessity judge
the player common - that particular player or a
participant i n any other sort of play. Thus, you may find
my life in general very common. But 1 cannot help it.
You haven't learnt enough maths, apparently, to invent
an equation for the curve that I have been sketching

�i ' t u n i s k u * Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA M A L I N O W S K I E U 3

STANISŁAW
IGNACY
WITKIEWICZ

[Syłgudyszki, 10-15 września 1903 r.]
Drogi Broniu!
Wczoraj przyjechałem z Połągi i dziś otrzymuję kartkę
oficjalną do mego kuzyna, w której prosisz go o mój ad­
res. Jesteś Fujara. Pisałem do gub. Lubelskiej, 4 listy
z Bogdanówki, 2 z Syłgudyszek. Następnie 3 do Pitra. Ra­
zem 9 listów!!! A Ty nic. Jestem zły na Ciebie. Czy nie bę­
dziesz w Warszawie. Ja tam jadę za 10 dni lub 2 tygodnie
i będę tam z tydzień. Na zimę idę do Krakowa. Nie jedź
do Catanii jeszcze. Zobaczemy jak nam tu pójdzie razem.
Może to zarozumiałość (jak by powiedział Xiążę Patrykowicz).
Napisz mi duży, wyczerpujący list o Twoich zamiarach,
datach wyjazdów i innych tym podobnych rzeczach. Nie
zważaj na styl i pobabraj się w twojej Jaźni. Dywagacje
twoje w tym kierunku sprawiają mi szaloną rozkosz. Nie
wytwarzaj sobie teorii o mojej „brutalności". Choć Ty je­
den z moich przyjaciół nie rób tego głupstwa. Na jedno
wspomnienie tylko musisz się czerwienić, t j . to, jak mi
zwracałeś kiedyś uwagę, że p. Ewa ma jajecznicę na
ustach i patrzyłeś na mnie badawczym zielonym wzro­
kiem zza ciemnych okularów. Tarzam się ze śmiechu, jak
to sobie przypomnę.
Jestem pusty po tym malowaniu morza.
Erotomania uspokoiła się na chwilę.
Moja Ciotka słysząc tak wiele o Tobie pragnęłaby, że­
byś odwiedził mię w Syłgudyszkach. Prosi Cię więc, żebyś
wracając z Pitra wstąpił tu na patę dni. Będzie Cię to ko­
sztować 75 kop. za bilet I I kl. na podjazdowej kolei, która
chodzi o 1/2 1 w południe i 4-tej rano ze Swięcian do Sył­
gudyszek. Stacja K.Z.W.R Swięciany. Zrób to, a będę Ci
bardzo wdzięczny. Opisz [sic!] natychmiast i potwierdza­
jąco. Proszę Cię o to nadzwyczajnie, bo „milieu" jest do­
bre do dywagacji a la St. Lack.
Całuję Cię
Twój Staś
Może Ci się wydadzą niesmaczne moje porównania,
ale czy ten ustęp z korespondencji Xiecia Patrykowicza:
„...uważasz: moje serce jest twarde (rozumiesz różnicę
między sercem a wyobraźnią)..." - nie budzi w Tobie na­
stępujących kojarzeń: „...umrzeć?? (współcześni są wygo­
dniejsi)...", albo: „wybuchających spontanicznie, grote­
skowo (Romantyzm, katastrofa na Marrynica)..." - St.
Lack, St. Lack, mon cher, albo to: na wierzchu listu Cio­
ci Jadzi: „Wujaszkowi i Stasiowi wszystkiego dobrego ży­
czę, amen. Tadek". Czy to nie jest „największy improduktywizm celów i barw wczorajszych"? To b. niesmaczne, co
ja robię. Bo Tadek mnie, swoją drogą, kocha. Ja nie mo­
głem, bo go „nie znałem". Chyba żeby „przeczuwał tout
ceci, tout cela, qui sent un peu du grimoir". Z listu Tad

Listy do Bronisława
Malinowskiego
ka do mnie emanuje się jakiś tajemniczy smutek i ptzykro
mi nawet, żem to wszystko napisał.

2.

[Zakopane, lato 1906]
Drogi Broniu:
Odpisuję zaraz, tlomacząc się z tego, że napisałem do
Z[ofii] Dfembowskiej] o tym, że Ci powiedziałem o wyuzda­
niu (napisałem do niej w s z y s t k o i możesz z nią mówić,
o czym tylko chcesz). Otóż dostałem tak gwałtownych wy­
rzutów sumienia co do Z. D., że chciałem jakkolwiek to na­
prawić, nawet popełniając świństwo względem Ciebie, i po­
prosiłem jej, żeby Ci opisała wszystko, bo wiesz o wszystkim.
Ona jest tak bajecznie szlachetną, że napisała Ci wszystko.
Za to bardzo Cię przepraszam, ale kto tak piekielnie naświnil jak ja, może być wytłumaczonym jeszcze z jednego świń­
stwa (względem Ciebie), które popełnił, aby zmazać poprze­
dnie. Widzę Twój uśmiech demoniczny, kiedy to czytasz. Po­
syłam Ci jej list, z którego może coś wywnioskujesz ciekawe­
go. Co do Twego zarzutu, że jestem „gminnym", to przeba­
czam Ci z całego serca to przekonanie, ponieważ człowiek,
którym się ktoś bawi, musi uważać za gminnego człowieka,
który się nim bawi albo który w ogóle się bawi. Dlatego mo­
je życie może Ci się wydać bardzo gminnym w ogóle. Ale na
to nic nie poradzę. Widocznie za mało obkuleś matematyki,
żeby wynaleźć równanie krzywej, zakreślonej moją artystycz­
ną ręką. Jestem na drodze do wyidealizowania mego życia na
powrót i może wtedy zechcesz ze mną gadać.
Ojciec ciężko chory. Ma gorączkę i pluje krwią. W domu
zamęt i dlatego nic ciekawszego nie mam humoru pisać.
Maluję dość dużo i robię postępy stale.
Może byś pozwolił przyjechać mi na Twój doktorat? Na­
pisz, kiedy to będzie. Po doktoracie postawisz kolację
w „Grandzie".
Całuję Cię serdecznie
Twój Staś

Myślę, że już nie będziemy mieli do siebie żadnych uraz.
Przebacz mi, synu. Zegnaj, Małgorzato. Książę i Warwick do
tego mnie zmusza.

241

�Sumislaw

Ignacy Witkiewicz

* L E T T E R S T O BRONISLAW MALINOVCSK!

with my artist's hand. 1 am on my way to bringing my
life back to its ideal form, so maybe you will talk to me
again.
Father is gravely ill. He has a fever and spits blood.
The house is in a turmoil so I am in no humour to write
anything that could be of greater interest.
I have been painting quite a lot, making steady
progress.
Would you let me come to celebrate your doctorate?
Just write me when. After you get it you will buy us
dinner at The Grand.
A lot of kisses
Your Stas
I think there will be no more grudges between the
two of us. Forgive me, son. Farewell, Margaret. The
Prince and Warwick are forcing me to do this.
Trans, by M.K,

3.

a most unpleasant feeling: I'd love to write you many
things but cannot. Whenever I sit down to write I get
so nervous that I break into little pieces.
I've been working quite passionately, on and off. I'm
not going to write you about my new artistic inventions
since those things make sense only to someone who's
also involved in them. As for the "erotica", nothing has
changed.
I'd appreciate it i f you would send me the
pragmatists and James, as well as the address of a
bookstore where I could order such stuff.
Write me at length, I beg you, about your
experiences, states of mind and the work you've been
doing. Whatever I can write you about my work doesn't
interest you. W i t h me and your work it's just the
opposite.
Maybe in a week's time I'll manage to write a letter.
I wish all the trifles of last summer could be crossed out.
My basic attitude towards you is always one of
deepest friendship.

[Zakopane, October 1906]

A constant point i n the universe. The end of my life
will be terrible.

Bronio, My Dear,

A posthumous exhibition could be interesting.
Right now I can write nothing.
My nerves are in an awful state.
Karol Szymanowski has been staying with us.
Miciriski and Wielopolska are coming. I'll write you
about their visit.

I hope you will excuse the brevity of this letter, but it
is getting late and I have been working quite a lot so I
need to get up early in the morning.
We have discovered a new talent. Leon Chwistek
has painted a landscape which has delighted (as an
early work, that is) my father, Slewinski and all the
young artists, myself included (although I may have
raved about it somewhat less than the rest of them). I
wonder what will become of him.
Write me what's new with you (just a few words: I
know you must be busy) - whether you have been
keeping up your correspondence with Zosia
D[embowska] and how are her nerves. (You absolutely
have to write me about the condition of the old hag's
stomach.)
Hugs and kisses
Your Stas
I've just got a letter from Zosia asking me what's
happening with you and why you've stopped writing her.
Could you please write either Zosia or me so that I can
enlighten her? Do it at once, I implore you, because
she's quite desperate.

Kisses
Your Stas
I kiss Mrs. Malinowska's little hands.
Mother sends her cordial greetings to Mrs. and Mr.
Malinowski. She's been very busy running the pension.
Trans, by M.K.

5.
Bronio, My Dear,

4.

The most horrible misfortune has befallen me. Poor
Miss Jadwiga has committed suicide. I've been much to
blame for many of the things that have happened since
the beginning of the year. I felt quite terrible and she
thought she was responsible for my state of mind. That
misunderstanding resulted in certain events which
through a fatal coincidence made her do that rash deed.
If not for Mother, I would have long been dead. Those
who make me go on living although I find life absolutely
impossible take an awful responsibility upon themselves.

[Zakopane, January 1914]
Bronio, My Dear,
I'm totally incapable of writing any letters. Father
sometimes goes for as long as two weeks without a note
from me, although I have a bad conscience about it. It's

I am a completely broken man. She used to be my
only source of motivation for trying to achieve
something in art, since otherwise I felt quite redundant.
As far as I can tell, I am totally finished as an artist. But
1 have to go on living as long as Mother does. I am in
duty bound to stay with her and be accountable for this

Trans, by M.K.

242

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MAUNOWSK1EUO

3.

Pani Malinowskiej rączki całuję.
Mama przesyła Państwu serdeczne pozdrowienia. Zajęta
b[ardzo] pensjonatem.

[Zakopane, październik 1906]
Kochany Broniu:
Wybacz, że nie piszę dużo, ale późno, a pracuję dość du:o i muszę wstać rano.
Odkryliśmy nowy talent. Leon Chwistek wyrżnął pejzaż,
którym zachwyceni są (jak na pierwszy występ) mój ojciec,
Ślewiński i wszyscy młodzi artyści, nie wyłączając mnie (mo­
że byłem najpowściągliwszy w pochwałach). Ciekawa rzecz,
co z niego dalej będzie.

5.

Napisz mi, co z Tobą słychać (choć parę słów, bo wiem,
że musisz być zajęty) - czy korespondujesz jeszcze z Zosią
D[embowską] i jak z jej nerwami. (I koniecznie, jak się ma
stara baba z żołądkiem.)
Ściskam Cię i całuję serdecznie
Twój Staś
W tej chwili otrzymałem list od Zosi pytający mnie, co
się z Tobą dzieje i dlaczego do niej nie piszesz. Może napi­
szesz albo do niej, albo do mnie, żebym jej mógł odpowie­
dzieć. Proszę Cię, zrób to zaraz, bo ona jest w rozpaczy.

4.
[Zakopane, styczeń 1914]
Kochany Broniu:
Absolutnie nie jestem w stanie napisać listu. Do ojca nie
pisuję czasem po dwa tygodnie mimo wyrzutów sumienia.
Stan b[ardzo] przykry, ponieważ chciałbym Ci wiele rzeczy
napisać, a nie mogę. Kiedy siadam do pisania, przychodzi
stan takiego zdenerwowania, że się rozlatuję w drobne ka­
wałki. Pracuję dość gwałtownie, ale z przerwami. Nie piszę
Ci nic o nowych wynalazkach w dziedzinie artystycznej, bo
te rzeczy mogą być zrozumiałe tylko dla kogoś, co sam to ro­
bi. Co do „erotyki", stan jest zupełnie ten sam.
Bardzo bym Ci był wdzięczny za pragmatystów i Jamesa,
i za adres księgarni, z której mógłbym takie rzeczy wypisać.
Proszę Cię bardzo, napisz długo o swoich przeżyciach,
stanach, pracach itd. To, co ja Ci mogę napisać o mojej pra­
cy, jest dla Ciebie nieciekawe. Z Tobą jest przeciwnie.
Może za tydzień będę mógł się zdobyć na list. Chciałbym,
żeby wszystkie drobiazgi letnie były wykreślone.
Zasadnicze stanowisko moje dla Ciebie jest zawsze naj­
głębsza przyjaźń.
Punkt trwały we wszechświecie. Koniec mego życia bę­
dzie okropny.
Wystawa pośmiertna może być interesująca.
Na razie nic nie mogę napisać.
Stan moich nerwów jest fatalny.
Mieszka u nas Karol Szymanowski.
Ma być Miciński z Wielopolską. Napiszę o rym dalej.
Całuję Cię
Twój Staś

[Zakopane, koniec lutego 1914]
Kochany Broniu:
Spotkało mnie najstraszniejsze nieszczęście, jakie być
może. Nieszczęsna panna Jadwiga popełniła samobójstwo.
Wiele było w tym, co zaszło od początku tego roku, mojej wi­
ny. Czułem się b[ardzo] źle, ona brała to do siebie i wynikły
stąd rzeczy, które przy fatalnym zbiegu okoliczności dopro­
wadziły Ją do tego. Gdyby nie Matka, już bym dawno nie żył.
Straszną odpowiedzialność biorą ci, którzy żyć każą mimo zu­
pełnej niemożliwości życia.
Jestem człowiek złamany kompletnie. Dla Niej tylko coś
robiłem w sztuce czując się niepotrzebnym. Jestem, o ile mi
się zdaje, zupełnie skończony jako artysta. Ale póki Matka
żyje, żyć muszę i mam obowiązek być z Nią i zdać sprawę z te­
go okresu życia i postanowiłem przez gwałt pracować, jak
przez gwałt żyję. Mogłem Ją zatrzymać nad brzegiem przepa­
ści i nie zrobiłem tego. Ten wyrzut mnie zabija, a oprócz te­
go jestem sam i czuję się opuszczony przez wszystko.
Nie będę Ci opisywał tego, co się stało. Boję się życia bez
wiary, które zmusza do kompromisów. Boję się życia poniżej
tego, co wymagam od siebie jako artysta i jako człowiek,
a póki Matka żyje, nie mogę Jej opuszczać. Nic nie wie i nie
rozumie ten, kogo nie spotkała rzecz tak straszna. Nie jest to
słabość. Jest to poczucie, że wszystko skończyło się napraw­
dę aż do ostatniej głębi. I siła nadludzka, którą pokonywam
siebie, aby żyć, nie daje mi żadnego zadowolenia. Przeciwnie,
poniża mnie w moich własnych oczach. Widzenie się z Tobą
byłoby dla mnie szczęściem w tym okropnym opuszczeniu.
Cóż, kiedy to niemożliwe.
Na jak długo wystarczy mi siły, aby żyć tak dalej - nie
wiem. Boję się obłędu najbardziej, bobym juz nie panował
nad kwestią śmierci.
Tydzień upłynął od tego czasu. Chwilami nie wierzę, że
się to stało. Czasem myślę, że to było lata cale, a czasem, że
tylko co się stało.
Każdy dzień jest cotaz gorszy i jedyna myśl to chęć skoń­
czenia wszystkiego.
Mógłbym usprawiedliwić to życie jakąś niesłychaną
twórczością. Ale jej przed sobą nie widzę. Nic oprócz straszli­
wej pustki życia już po śmierci istotnej wszystkiego, dla cze­
go żyć warto.
Jesteś dla mnie jedynym punktem jasnym w świecie
oprócz Rodziców.
Pamiętaj o mnie i nie posądzaj mnie o tchórzostwo.

243

Całuję Cię mocno
Twój Staś

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

period of my life, so I have decided to force myself to
work, just as I've been forcing myself to live. I could
have stopped Her at the very brink of the abyss, but I
failed to do so. Bad conscience is killing me. Besides, I
feel quite alone, totally forsaken.
I am not going to give you any details of what has
happened. The very idea of life as a faithless business in
which compromises are unavoidable seems frightening. I
am frightened of a life that has to be lived far below the
level of what 1 require of myself as an artist and a
human being, but as long as Mother is alive, I mustn't
leave her alone. Those who have not experienced this
sort of a nightmare know nothing and understand
nothing. This is not a weakness. It is rather a feeling
that everything has ended, really, down to the very
bottom of the abyss. The superhuman strength that I
am using to make myself go on living gives me no
satisfaction at all. O n the contrary, 1 find it demeaning.
Seeing you would make me very happy in this terrible
desolation. Alas, that is impossible.
I don't know how long I can keep going like this.
What frightens me most is the thought of going mad,
because in that case the choice of life or death would
fall beyond the scope of my decision.

come. But no miracle happens. Any move to control
these phenomena provokes greater and greater
resistance on their part. Invincible self-doubt and
death, that's all there is. What shall I do, just tell me.
Whatever the future has in store for me can only
become steadily worse and more disgusting. No hope of
a change.
If only you could know how awful and hideous all
this is.
No faith at all, only that gray emptiness, while each
moment of my life takes me one step away from death,
turning me into a filthier and tilthier cartoon of myself.
A l l of this is my terrible fault. I've spent my life
squandering my energies on trifles and now I'm
powerless.
Please come soon. Those few moments with you
might be better, at least.
I'm so very lonely, completely forsaken, even though
I Jo live with people.
Loneliness, an old man's boredom and despair are in
me.
Your Stas
Trans, by M.K.

A week has passed since that thing happened.
Sometimes I just cannot believe it really did. There are
moments when it seems like years have gone by already.
A t other times I have the feeling that it happened just a
little while ago.

7.
[Zakopane, March 1914]

Every day is worse than the previous one and I only
wish I could put an end to all this.

Bronio, My Dear,

I might try to acquit myself with some extraordinary
fit of creativity, but I see nothing of the sort ahead of
me. Only the terrible emptiness remains when
everything that used to make life worthwhile is dead.
You are the sole bright point in my life besides my
Parents.
Remember me and do not think that I am a coward.
W i t h lots of kisses
Your Stas
I kiss Mrs. Malinowska's little hands and ask her to
remember me. The letter I wrote to her has been sent
back.
Write me about yourself immediately. Maybe you
can give me some kind of advice. A reading list is a
necessity. I have nothing to read, nothing at all.
Trans, by M.K.
6.
[Zakopane, March 1914]
Bronio, My Dear,
I'm getting worse and worse. I'm waiting for you to

I've been deeply moved by your letters. It is
extremely important for me to think that you are with
me - and in such a way, too. But what will become of
me, of that I know nothing. A l l I can see before me is
total emptiness. There's that awful fact, the unbearable
sense of being guilty of Her death, but apart from that I
feel, as an individual - if one can think of me as of an
entity separate from what I've experienced - finished
once and for all. 1 believe in nothing in this world. I'd
never been much of a believer, anyway. She was my last
belief. I worked only for Her.
And so my own worthlessness was demonstrated to
me. This is the reason why I cannot be reborn. I used to
think that when Mother dies She would be my only
chance of survival. Now that I have to live for Mother
and do this maddening work (I have started working
again, with superhuman effort), walking around with
death lodged deep inside me, I see this as a monstrous
experience, inconceivable to anyone who has not gone
through the same things that 1 have. I wanted to tell
myself: " I ' l l go on living as long as Mother does and I'll
vindicate this period of my life with some extraordinary
work." I was wrong. That cannot be done. One just
cannot live carrying death inside. A mere thought

244

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

* LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Bronisław Malinowski jako „Xerxes Jakszma", ohraz olejny Stanisława I. Witkiewicza, ok. 1912. Oryginał zaginął.
Fotografia Stanisława I. Witkiewicza. Ze zbioru E. Franczak i S. Okolowicza
Bronisław Malinowski as "Xerxes Yakshma", oil on canvas by Stanisław l. Witkiewicz., ca. 1912. Original lost.
Photo by Stanisław

l. Witkiewicz.

The collection of

Pani Malinowskiej rączki całuję i o pamięć proszę. List,
który do Niej pisałem, został mi odesłany.
Napisz mi zaraz coś o sobie. Może mi dasz jaką radę. L i ­
s t ę k s i ą ż e k k o n i e c z n i e . N i e m a m co c z y t a ć
zupełnie.

E. Franczak

and S.

Okołowkz

Przyjeżdżaj prędzej. Może choć te parę chwil z Tobą będą
lepsze.
Jestem tak strasznie sam i opuszczony mimo ludzi, którzy
ze mną żyją.
Samotność i starcza nuda, i rozpacz jest we mnie samym.
Całuję Cię
Twój Staś

6.
[Zakopane, marzec 1914]
Kochany Broniu:

7.

Coraz gorzej ze mną. Czekam Twego przyjazdu. Ale cuda
się nie dzieją. Każde opanowanie wywołuje tylko coraz więk­
szy opór tych rzeczy. Niezwyciężone zwątpienie w siebie
i śmierć. Co robić, powiedz. Coraz gorsze i obrzydliwsze rze­
czy czekają mnie dalej w życiu. Żadnej nadziei, żeby coś się
zmienić mogło.
Żebyś wiedział, jakie to wszystko okropne i ohydne.
Żadnej wiary, tylko szara pustka i każda przeżyta chwila,
oddalając mnie od śmierci, czyni ze mnie coraz obrzydliwszą
karykaturę mnie samego.
Wszystko moja wina okropna. Całe życie roztrwanialem
siły na głupstwa i teraz ich mieć nie mogę.

[Zakopane, marzec 1914]
Kochany Broniu:
Jestem bardzo głęboko wzruszony Twoimi listami. Ta
myśl, że jesteś ze mną, i to w taki sposób, jest dla mnie czymś
niezmiernie ważnym. Ale co będzie ze mną, nic nie wiem.
Widzę przed sobą zupełną pustkę. Poza tym faktem okrop­
nym, poza wyrzutami nie do zniesienia. W stosunku do Niej,
czuję, że ja sam - jeżeli można mnie brać niezależnie od te­
go, co ptzezyłem - jestem definitywnie skończony. W nic
w życiu już nie wierzę. Nigdy nie wierzyłem bardzo. Ona by­
ła źródłem tej wiary ostatniej. Dla Niej tylko pracowałem.

245

�Stamslaw Ignacy Witkuxutcz

• LETTERS T O BRON1SLAW MAL1NOWSK1

about tomorrow is horrifying, unbearable - not to
mention the years to follow. That event has devastated
me by destroying the very core of my general faith in
life.

seems to have lost all meaning even before that awful
misfortune happened.
I love you very much

Thank you for wanting to come here and for your
invitation, but I cannot leave Mother alone right now,
although I could procure the money.
Do not sacrifice too much for my sake, since I'm not
sure i f it's worth it. Every cent spent on me is lost. A n
investment in a business gone bankrupt.
I have to stop writing because I'm going out with
Mother.
I love you and thank you with all my heart.
Give my thanks - and Mother's - to Mrs.
Malinowska. Mother was very moved by your kindness.
As soon as your lectures are finished, try to come and
visit us. But do it only after careful consideration
whether such a trip could be worthwhile. Three weeks I don't think I can survive that long. But don't hold it
against me i f I won't amount to anything anymore.
Remember my saying that I couldn't really visualize
being thirty and going on. That thing happened three
days before my birthday.
Yours always Stas
Trans, by M.K.
8.
[Zakopane, March 1914]
My Dear Bronio,
Do not be so upset by those ideas of mine. If I go
anywhere at all, it will be to Brittany with the
Borkowski couple, to visit Slewinski.
I am still the same way. That is, I feel so terrible that
it just cannot possibly go on.
I only wish I could die, because then 1 would not
need to suffer any more, to carry around the horrible
burden of life and drag myself through it like a living
corpse.
I am looking forward to your visit here. I f I cannot
pull myself together, nothing will help me. But just
think what kind of a future is in store for me. Nothing
but material poverty.
I've been trying to work ever so little, but it's only
made me more desperate.
The remnant of life still left in me is not worth half
a penny. In such a state of mind one cannot hope to
create anything of value. A n d even if 1 did create
something, so what! It won't give me any pleasure.

I kiss Mrs. Malinowska's little hands. Mother sends
her cordial greetings.
Stas
Trans, by M.K.
9.
[Zakopane, March 1914]
Bronio, My Dear,
When I thought of going away with you it was
merely momentary madness and an attempt at rescuing
myself. There is no rescue and there cannot be. Even i f
I did have the money it would make no sense to leave
Mother right now.
You do not mention the prospect of your coming
here. I'm not going to try and convince you, although it
would make me very happy. But seeing the ruin of a
man whom you once found interesting would only make
you sad.
My despair is growing stronger by the minute. I don't
know whether I have it in me to go on living like this
much longer. I see nothing but Her wasted life . nd the
ruin of my own.
It's all my doing, but I was like a blind man who has
now seen the light.
You cannot possibly have any idea of how I suffer
and what effort it takes to live from moment to
moment.
That's all I can write, because there's nothing in me
but the terrible unwillingness to live and the unbearable
suffering.
W i t h lots of kisses
Your Stas
Mother sends her cordial greetings to Mrs. and Mr.
Malinowski.
If you knew what it was and how terrible was all that
happened, you'd understand why there's no more life
left in me. I'm faced by horrible emptiness. My work
makes me feel quite desperate.

I'm in horrible pain, the whole meaning of life is
lost, my youth has been wasted and now I'm bearing the
brunt.
Death would end all and justify all. The only other
solution is to keep on trudging through a mess that now

Your Stas

I'd always thought that only after my death all this
effort might yet turn out to have been of some avail.
But my torment, the source of all my creativity, was also
Hers. Together we could have achieved something.
Now my torment is pointless.
I'm supposed to be living for Mother, but my state of
mind only makes her suffer most terribly.

246

�Stanisław

Ignacy WilkiewUz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Okazało mi to moją własną marność. To jest przyczyna,
dla której odrodzić się już nie mogę. Myślałem, że kiedy
umrze Matka, przez Nią bym tylko mógł to przetrzymać. Te­
raz życie dla Matki z pracą, która mnie przyprawia o obłęd
(bo zacząłem z nadludzkim wysiłkiem pracować) i ze Śmier­
cią w sobie jest czymś tak potwornym, że przechodzi pojęcie
każdego, co nie przeżył tego co ja. Chciałem sobie powie­
dzieć: „Będę żył, póki żyje Matka, i jakimiś nadzwyczajnymi
pracami usprawiedliwię ten okres życia." Nieprawda - jest to
niemożliwe. Nie można żyć nosząc w sobie śmierć. Myśl
o dniu jutrzejszym jest straszna, nie do zniesienia - a cóż
mówić o latach. To mnie zniszczyło, sam ośrodek wiary w ży­
cie w ogóle.

Śmierć teraz byłaby końcem usprawiedliwiającym wszyst­
ko. Dalej tylko wleczenie czegoś, co już sens utraciło dawno,
zdaje się, że jeszcze przed tym okropnym nieszczęściem.

Dziękuję Ci, że chcesz być tutaj, i za zaproszenie. Teraz
odjechać od Matki nie mogę, mimo że pieniądze by się zna­
lazły.

[Zakopane, marzec 1914]
Kochany Broniu:
Ten zamiar wyjazdu z Tobą to był chwilowy obłęd i szu­
kanie ratunku. Ratunku nie ma i być nie może. Nawet gdy­
bym miał pieniądze, opuszczenie Matki teraz byłoby nonsen­
sem.
Nic nie piszesz o swoim przyjeździe. Ja Cię nie nama­
wiam, mimo że to byłoby dla mnie szczęściem. Zmartwisz się
tylko zobaczywszy taką ruinę człowieka, niegdyś interesują­
cego Ciebie.
Rozpacz moja potęguje się z każdą chwilą. Czy długo bę­
dę mógł ciągnąć takie życie, nie wiem. Ciągle tak samo nic
przed sobą nie widzę oprócz zmarnowanego Jej i swojego ży­
cia.

Nie rób zbyt wielkich poświęceń dla mnie, bo nie wiem,
czy warto. Każdy cent wydany na mnie jest stracony. Wkła­
danie kapitału w zbankrutowany interes.
Kończę, bo jadę z Matką.
Całuję Cię i dziękuję Ci z całego serca.
Ode mnie i od Matki podziękuj Pani Malinowskiej. Ma­
ma bardzo wzruszona Twoją dobrocią. Jeżeli będziesz mógł,
przyjedź po skończeniu wykładów. Ale oblicz się dobrze, czy
warto. Trzy tygodnie - wydaje mi się niemożliwym, abym to
przeżył. Ale nie bierz mi za złe, jeśli już ze mnie nic nie bę­
dzie. Pamiętasz, jak mówiłem, że po trzydziestym roku nie
widzę swego życia. Stało się to na trzy dni przed moimi uro­
dzinami.
Twój zawsze Staś

Całuję Cię bardzo
Twój Staś

Pani Malinowskiej rączki całuję, a od Mamy serdeczne
pozdrowienia przesyłam
Staś

9.

Wszystko to ztobiłem sam, ale byłem jak ślepy, który
przejrzał.
Nie możesz mieć pojęcia, jak straszliwie cierpię i jakiego
wysiłku wymaga każda chwila przeżyta.
Nic Ci więcej napisać nie mogę, bo nic oprócz strasznej
niechęci życia i cierpienia nie do zniesienia we mnie nie ma.
Całuję Cię bardzo serdecznie
Twój Staś

8.
[Zakopane, marzec 1914]
Kochany mój Broniu:
Nie bierz do serca tych pomysłów. Jeżeli pojadę, to do
Bretanii z Borkowskimi do Slewińskiego.
Ze mną tak samo. To znaczy tak strasznie, że dalej być
nie może.
Tylko śmierci pragnę, żeby tylko nie cierpieć i [nie] czuć
strasznego ciężaru życia i wleczenia siebie po śmierci za życia.
Bardzo czekam Twego przyjazdu. Jeśli sam siebie nie
podźwignę, to nic mi nie dopomoże. Ale zastanów się, jaka
ptzyszlośc mnie czekać może. Nędza materialna tylko.
Pracuję trochę, ale to mnie tylko do gorszej rozpaczy
przywodzi.
Nie ma we mnie życia za 7, penny. Z tym nie można mieć
nadziei, że się stworzy rzeczy wartościowe. A nawet
gdy[by]m coś stworzył, co z tego, kiedy mnie to już żadnej
ptzyjemności nie sprawi.

Matka przesyła Państwu serdeczne pozdrowienia.
Żebyś wiedział, czym to było i jak straszne było to wszyst­
ko, co się stało, to byś zrozumiał, czemu we mnie życia nie
ma. Straszliwa pustka przede mną. Praca moja doprowadza
mnie do rozpaczy.
Zawsze myślałem, że tylko po śmierci mojej coś z tego bę­
dzie. Ale moja męka, z której wszystko powstawało, była też
Jej męką. I razem mogliśmy czegoś dokonać.
Teraz męka moja stała się bezcelową.
Żyję niby dla Matki, a sprawiam Jej swoim stanem stra­
szne cierpienie.
Nikt i nic mnie z tego wydobyć nie może. Każdą kobietę,
żeby nie wiem czym była, znienawidziłbym za to, że nie jest
Nią. I co zresztą mogę dać komuś sam tylko śmierci pragnąc.7

Ból okropny, sens życia stracony, zmarnowana młodość
i skutki tego mszczą się.

247

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

I kiss Mrs. Malinowska's little hands and send
cordial greetings from Mother to both of you.

Nobody and nothing can bring me out of this. Every
woman, however wonderful, I'd hate for not being Her.
Anyway, what do I have to offer anyone when my only
wish is to die?

T r a n s , by

Trans, by M.K.

M.K.

11.

10.

[Zakopane, March - April 1914]
Bronio, My Dear,

[Zakopane, March - April 1914]
Bronio, My Dear,
I have to admit that the postponement of your visit
here has saddened me greatly. I'm in a really awful state.
The longing for death is with me constantly. I am
tormented by terrible pangs of conscience and cannot
see any way out. I'm not strong enough to suffer this
torment and death is the only solution. I don't know
where to find the strength to survive all this and stay
with Mother. Nobody has any idea what kind of
inhuman suffering my life has become. Otherwise
someone would certainly shoot me.
I have a request to make and I hope that as a real
friend vou won't refuse.
I need some potassium cyanide so as to have
complete mastery over my life at all times. If I do decide
to finish all this, I don't want to shoot myself because
that is an uncertain method: one can easily miss and be
brought back to life. If I ever decide to go ahead with i t ,
I want to do it deliberately and surely, since I'd hate to
come back, not at any price. Your conscience will
remain clear, because if it finally turns out that I won't
and cannot live, I can do myself in anyway, only
through some more unpleasant means. My dear, do not
refuse. I promise not to make any rash decisions.
Wasserberg used to have it. But you are so well
connected that you can easily get hold of it (in view of
a journey, the prospect of being roasted alive by savages
or some such thing). Do me this huge favour if you love
me just a little.
A l l of you who keep trying to convince me that I
should get on with my life have no idea what terrible
state I'm i n .
Every day being dragged out of nothingness with
superhuman effort.
Don't mention this request of mine when you write
back, or else Mother might read it. Just bring me some
(laboratory in Leipzig), I'm sure you have friends there.
Sealed in a piece of glass pipe.
Sorry about the trouble.
I've drawn several compositions but cannot do any
good portraits. I'll never amount to anything.
Hugs and kisses.
Your Stas

Thanks a lot for the card and book. Could you
please bring me (but I absolutely insist on paying you
back) a pair of black English shoes more or less your
size, or a little smaller, perhaps. I'm in an absolutely
horrible state.
Don't forget about my request. Rest assured that I'll
always feel responsible for Mother and will do nothing
rash. Destroy the letter I wrote you the other day.
I suffer so terribly that life becomes an absolute
impossibility, but live I must. Some days I spend a whole
morning weeping like a baby.
I've been painting a composition, but I don't believe
it can develop.
I believe in nothing. No development is possible. I'm
finished. 1 used to write, now I can't. I've drawn a
number of compositions but now I cannot do anything
and can't even visualize any possibility of work. We'll
become destitute and Mother will have to walk around
begging with a madman. I used to doubt if I could ever
come into any money and now the very thought sends a
cold shiver down my spine. As a matter of fact, being
this moral ruin that I am, I can do nothing for Mother.
This life that I've been living supposedly for Mother
merely adds to her suffering. I see nothing but death
before me. Every day I give ir another try and every day
I break down under the terrible burden of guilty feeling
about our wasted lives, Hers and my own, and I suffer
so cruelly that no words can express it.
When 1 tell you all, maybe you'll understand why life
is so hideous.
My dear, you wouldn't be talking about states of
downfall if you knew real suffering by which one is
broken and destroyed, with no chance of a rescue.
Gather strength while there is still time.
For me it is already too late to attempt anything.
I only want to die.
Set me free from life if you want to show me some
mercy, all of you.
If only Mother stopped having faith in me and began
to share my wish.
I kiss you, my dear Bronio
StaS
Helena has been staying with us. She's been very
kind to me. Everybody's been kind. You too have been

248

�S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz

• LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

trafię zrobić. Tylko będzie to dla mnie przykrzejsze. Mój dro­
gi, nie odmów mi tego. Wiedz, że l e k k o m y ś l n i e n i e
p o s t ą p i ę . Miał to kiedyś Wasserberg. Ale przy Twoich
znajomościach to Ci łatwo przyjdzie (ze względu na podróż,
pieczenie żywcem przez dzikich czy coś podobnego). Łaskę
mi wielką zrobisz, jeśli mnie choć trochę kochasz.

10.
[Zakopane marzec/kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Przyznaję się, że odłożenie Twego przyjazdu zmartwiło
unie bardzo. Stan mój jest wprost oktopny. Chęć śmierci nie
opuszcza mnie ani na chwilę. Wyrzuty straszne gnębią mnie
i żadnego wyjścia absolutnie nie widzę. Znoszenie tej męki
jest nad moje siły i jedna śmierć może to rozwiązać. Skąd
wziąć siłę na przeżycie tego i pozostanie z Matką, nie wiem.
Żeby kto wiedział, jak nieludzką męczarnią jest dla mnie ży­
cie, to by mnie pierwszy zastrzelił.
Będę miał do Ciebie prośbę i myślę, że właśnie jako mój
przyjaciel prawdziwy n i e o d m ó w i s z m i t e g o .
Chcę mieć cyjanek potasu dlatego, żeby w każdej chwili
być panem swego życia. Gdybym kończył, to nie chcę się
strzelać, bo to niepewne i można chybić i być odratowanym.
Gdybym to zrobił, to z rozmysłem i na pewno, i już wrócić
bym nie chciał za żadną cenę. Nie będziesz nic mial na su­
mieniu, bo jeśli żyć nie zechcę i nie będę mógł, to i tak to po­

7/5 [18)99. Ja

w beczce

(zdejmowała

Nie macie pojęcia wszyscy ci, którzy mnie do życia nama­
wiacie, jaki jest mój stan.
Dzień każdy wywleczony z nicości nadludzkim wysiłkiem.
O tej prośbie mojej n i c n i e pisz, żeby Matka nie zo­
baczyła. Tylko mi przywieź (laboratorium w Lipsku), musisz
tam mieć znajomych. Zatopiony w szklannej rurce.
Przepraszam Cię, że Cię męczę.
Narysowałem trochę kompozycji, portrety mi się nie
udają. Nic ze mnie nie będzie.
Ściskam Cię i całuję
Twój Staś
Pani Malinowskiej rączki całuję i od Mamy dla Obojga
Państwa serdeczne pozdrowienia przesyłam.

A ń d z i a ) S ł o ń c e przez

Zakopane, 1899.
7/5 / 1 8 ) 9 9 . Me m a barrel (taken by Ańdzia)

chmury,

godż,

11-12. Cz.[as] 4",

S t a n i s ł a w I. Witkiewicz,

Ze zbioru E. Franczak i S. Okolowicza

Sun thmugh clouds,

11-12 hrs. TĄime) 4", Stanisław /. Witkiewicz,

The collection oj E. Franczak

249

and S.

Ohołowicz

Zakopane,

1899.

�j t a n u w u / Ignacy Witkiewkz

' L E T T E R S T O BRON1SLAW MALINOWSKI

wonderful. Come, it might be our last chance to see
each other. But not for comfort and empowerment,
because no one can do that.
Your Stas"
Trans, by M.K.

12.

repeat myself on and on. There is nothing and nothing
can save me.
I kiss you very warmly.
I kiss Mrs. Malinowska's little hands.
Your Stas1
Mother sends her cordial and grateful greetings to
Both of You.
T r a n s , by

M.K.

[Zakopane, March - April 1914]

13.
Bronio, My Dear,
I'm getting worse from day to day. I can't control
myself in front of Mother, for whom I supposedly live,
but I've been poisoning her life and damaging health.
Today I had another fit of a suicidal mania. I cannot
sleep at night and in daytime (I wake up at six or seven
o'clock after just a few hours of sleep) I try to work, but
it feels like a hideous comedy and only makes me loath
life and the prospect of going on with this awful
existence towards no discernible goal. Only the thought
of traveling with you to some wild country seems to
make some sense. A change radical enough to turn
everything upside down.
I think that during such a journey I could still do
some work that would pay the expenses. But where
shall I turn for the money to start with? This morning I
wanted to go to London at once. But those are mere
palliatives. Death is in me wherever I go and it doesn't
depend any longer on memories and on staying in the
same places all the time. It's the only possible cure for
me.
Not to exist any longer, that is my strongest wish. I
cannot add anything to my opus. I have no faith
whatsoever in my own creativity. I've been writing a
theoretical piece that is supposed to include all my ideas
and thoughts on art, philosophy and social problems.
But even that writing seems like some cheap farce in
front of the nothingness I'm faced with. Every day
crawls along like a nightmare. To rescue oneself one
needs at least a shadow of faith. I have nothing - no
strength, no faith, no sense to anything.
If I do go on it's because I still have some
consideration for Mother, but that is a weak emotion
compared with my inner devastation. It doesn't seem
worthwhile to try to achieve anything, since all of this is
going to end soon, anyway.
You are extremely valuable to me and I love you
very much, but the thought of you gives me no support.
I think that nothing in the world can save me.
Loathing one's own life, wasted through one's own
fault. Too late for anything, all faith is ruined. In view of
this, what do all those years mean. A n d old age. I feel
old already and cannot begin anew.
Forgive me these letters I've been writing. I can only

[Zakopane, April 1914]
Bronio, My Dear,
Thank you very much for frequent news and your
friendship. I'm getting worse and worse every day. I've
realised that I have no right to live since I don't deserve
it. Because of Mother I have to overcome my inertia
with superhuman effort. But I'm scared of madness. My
own work has been turning against me. That is worst of
all.
Whenever I happen not to think about death I feel
horrid disgust. When I work, I have the feeling that I'm
acting out some kind of comedy in order to save my life.
Now I've learnt the very worst things about myself.
Long ago I used to think that I'd do myself in as soon as
I saw that I'd stopped being creative. But now I see that
even i f I did produce something really perfect it would
make me loathe life in a most horrible way.
I fall asleep late and wake up at six o'clock. The
mornings crawl along like nightmares. I've been writing
a theoretical piece (rather humorous = my pessimistic
view of life). I read, but the days just drag themselves,
so monstrously long and absurd.
The very thought of the days that are still in store
for me is sickening. The only thing that seems appealing
is the prospect of that journey with you.
Let me know how much money is needed to begin
with and approximately how much one would have to
spend monthly. Could I perhaps serve as photographer
and draftsman? I draw quickly and know how to render
a likeness. Answer me, because in this emptiness that
surrounds me the thought of a trip with you is the
brightest point.
Don't think I'm going down. The very fact that I'm
still struggling is the greatest horror.
I kiss you very warmly.
I kiss Mrs. Malinowska's little hands.
Think of our journey, but with no concessions,
of course.
Mother sends her cordial greetings to Mrs.
Malinowska and grateful thanks to you for the kindness
you've shown me.

250

T r a n s , by

M.K.

�S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz • LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

11.
[Zakopane, marzec/kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za kartkę i książkę bardzo. Może zechcesz mi
przywieźć (ale absolutnie za zwróceniem kosztów) buty an­
gielskie czarne mniej więcej na Twoją nogę, może trochę
mniejsze. Stan mój jest wprost s t r a s z n y .
N i e z a p o m n i j o m o j e j p r o ś b i e . Wiedz, że lek­
komyślnie w stosunku do Matki tego nie zrobię. List tamten
zniszcz.
Cierpienie moje jest tak potworne, że zupełnie żyć nie
mogę, a muszę. Na przykład płaczę cały ranek jak małe
dziecko.
Maluję kompozycję, w której dalszy ciąg nie wierzę.
Nie wierzę w nic. Nie ma możności rozwoju. Skończyłem
się. Dawniej pisałem, teraz nie mogę. Narysowałem szereg
kompozycji, a teraz już nic nie mogę i możliwości pracy przed
sobą nie widzę. Czeka nas nędza i potem Matka będzie cho­
dzić po żebraniu z wariatem. Dawniej nie miałem wiary
w zdobycie pieniędzy, a teraz na myśl o tym zimno mi się ro­
bi. Właściwie będąc tak zrujnowanym moralnie nic dla Mat­
ki zrobić nie potrafię.
Cale to życie dla Matki to tylko przysparzanie Jej cierpie­
nia. Tylko śmierć przed sobą widzę. Próbuję co dzień i co
dzień łamię się od straszliwego wyrzutu zmarnowanego Jej
i mojego życia i cierpię w sposób tak okrutny, że żadne słowo
tego wypowiedzieć nie może.
Jak Ci opowiem wszystko, to może pojmiesz, dlaczego ży­
cie tak jest ohydne.
Mój kochany, nie mówiłbyś teraz o stanach upadków, że­
byś znal prawdziwe cierpienie, które łamie i niszczy bez ra­
tunku.
Zbieraj siłę, póki czas.
Dla mnie za późno już na wszystko.
Tylko śmierci chcę.
Uwolnijcie mnie od życia, a łaskę mi zrobicie. Ze by Mat­
ka przestała już we mnie wierzyć i sama tego chciała.
Całuję Cię, mój kochany Broniu
Staś
Mieszka u nas Helena. Bardzo dobra dla mnie. Wszyscy
są dobrzy. 1 Ty jesteś nadzwyczajny. Przyjedź, bo może ostat­
ni raz się będziemy widzieć. Nie dla pocieszenia i dania siły,
bo tego nikt nie potrafi.
Twój Staś

12.
[Zakopane, marzec/kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Stan mój z dniem każdym coraz okropniejszy. Nie mogę
się opanować wobec Matki, dla której niby żyję, a której ży­
cie zatruwam i niszczę zdrowie. Dziś miałem znowu atak ma-

Stanislaw I. Witkiewicz, Zakopane, ok. 1910-12.
Ze zbioru E . Franczak i S. O k o ł o w i c z a

Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane, ca. i910-12.
The collection of E. Franczak and S. Okolowicz
nii samobójczej. W nocy spać nie mogę, a w dzień (budzę się
0 szóstej-siódmej po krótkim śnie) staram się pracować, co
wydaje mi się ohydną komedią i napawa tylko okropnym
wstrętem do życia i dalszego ciągnięcia nie wiadomo po co
tej strasznej egzystencji. Jedynie myśl o podróży z Tobą w ja­
kiś kraj dziki coś przedstawia. Jakaś zmiana tak radykalna,
żeby wszystko wywrócić do góry nogami.
Przypuszczam, że w podróży takiej jeszcze mógłbym coś
zrobić, co by potem wróciło koszta. Ale skąd wziąć coś na
początek? Dziś rano chciałem zaraz jechać do Londynu. Ale
to tylko paliatywy. Śmierć jest we mnie, gdziekolwiek jestem,
1 nie zależy już to wszystko od wspomnień i miejsc tych sa­
mych. Jedynie to mnie uleczyć może.
Niczego tak nie pragnę, jak nie istnieć. Nic już po sobie
więcej zostawić nie mogę jak to, co zrobiłem. Nic nie wierzę
w moją twórczość. Piszę rzecz teoretyczną, w której chcę za­
mknąć wszystkie moje poglądy i przemyślenia w kwestiach
sztuki, filozofii i spraw społecznych. Ale to nawet pisanie wy­
daje mi się marną farsą wobec tej nicości, którą widzę przed
sobą. Każdy dzień wlecze się jak zmora. Ratować się może
człowiek, który ma choć cień wiary. Ja nic - ani sił, ani wia­
ry, ani sensu żadnej rzeczy.
Trzyma mnie cień względu na Matkę, ale to słabe uczu­
cie, nawet wobec tego zniszczenia wewnętrznego. Może nie
warto się o nic starać, bo i tak się to niedługo skończy.

251

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

14.
[Zakopane, after May 9, 1914]
Bronio, My Dear,
You have no idea how hard it is for me to make any
decisions. In a few days I'll know and then I'll write you.
1) Can one go having a little less money than the
sum stated?
2) Will a metal box for the painting stuff be needed?
3) Are there any special paints and canvases
avadable for use in the tropics and i f so, are they
expensive?
4) Does a gun like the one that you're taking with
you cost a lot?
5) Will the money that I already have suffice for this
sort of preliminary expenses?
Do you think I'll be able to work during the journey?
Find out and let me know at once.
I'm in a terrible state, no willpower as yet.
If I do go with you rest assured that I won't be in the
way.
After you left I had a suicidal fit that lasted three
days. Now I feel a little better - that is, uglier.
I'm giving you a big hug and thank you for all your
efforts.
Your Stas
T r a n s , by

M.K.

assure you that I have absolutely no intention to be a
burden, unless one or both of us fall ill.
What paints and other painting materials are used in
those parts? Are they expensive there? I could be your
photographer and draftsman. I think I'm a good
observer as well.
Whether we go through Ceylon or not, I must travel
with you - and not by third class, either. It is one thing
to undertake a difficult journey by land, and quite
another to suffer during a sea voyage. It could break me
at once, both in spirit and body. Can one paint on
canvas stretched on wooden frames? Can a large tin
box for keeping ants away be bought cheaply? I think
we can survive anything once we land. The main thing
is to live through the passage by sea.
Remember that this trip is my only, my last chance
of a radical breakthrough. Otherwise I don't know what
will happen. Think about it and And out immediately
whether painting equipment can be locally bought and
send me a cable at once with a final yes or no. Do you
think I can do some efficient painting someplace during
our stay in Australia white you have fun with the
congress there. Because that time (at the moment
there's 600 or 700 roubles left for Australia and for the
beginning of the Guinea part of the trip. Mother is
supposed to send 500 to Sydney before we leave for
Guinea). Sorry to trouble you again. Please send me a
cable at once.
Kiss Mrs. Malinowska's little hands from me and
thank her for everything. I'm leaving just after the cable
arrives. If the answer is yes, buy me a ticket
immediately, I'll pay you back on my arrival or have the
money forwarded to the bank in London while I travel.

15.
[Zakopane, before May 21, 1914]
Bronio, My Dear,
In your last letter you did not answer my
fundamental question about the prices of tropical
painting equipment. Will 40 pounds be enough to equip
myself so that I can work efficiently and ants won't eat
my pictutes? My only chance of returning the money
borrowed rests on that. Right now I've got 2,000
roubles and Mother promises to come up with another
500 by September. Do you think that's enough to start?
I've got 500 roubles from Aunt Zenia and another 500
from you (for which I thank you with all my heart) 2,000 all together. Traveling third class is out of the
question. I must restore my energies during the journey
if I'm to be of any use when I arrive. Otherwise I'd have
to stay in hospital in Capetown. Is 70 pounds the price
of a second, third or first class ticket? I'd rather travel
with you. I promise not to make a nuisance of myself
and my mental states; we could speak English and I
could do some reading to educate myself so as to be
more useful in your undertaking. I'm quite willing to
help and will do whatever I can to be of use. Not as a
Slehodzinski but as a friend who wishes you well. I can

With cordial kisses
Your Staś
Bronio, remember that Staś can travel with
You or not at all. Kisses
Maria W[itkiewiczowa]
Trans, by M.K.

16.
[R.M.S. Orsova
12/13 June 1914]
Terrible pangs of conscience for coming on the trip
and spending the money, all for nothing. But some of
the responsibility also falls on the people who wouldn't
let me do away with myself when the time was right.
That is why my end will be even uglier. Seeing the
world's beauty is the crudest suffering that can be
imagined. What in other circumstances would be

252

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Jesteś dla mnie niezmiernie czymś wartościowym i , ko­
cham Cię bardzo, a jednak na myśli o Tobie nie mogę się
oprzeć zupełnie. Myślę, że nic takiego nie ma, co by mnie
uratować mogło.
Wstręt do zmarnowanego z własnej winy Życia, za późno
na wszystko, ruina wszelkiej wiary. Cóż te lata znaczą wobec
tego. I starość. Czuję się już starym i zaczynać na nowo nie
mogę.
Wybacz te listy. Ciągle to samo tylko powtarzać mogę.
Nie ma nic i nic mnie nie uratuje.
Całuję Cię bardzo.
Pani Malinowskiej rączki całuję.
Twój Staś
Mama przesyła Wam Obojgu serdeczne pozdrowienia
i wyrazy wdzięczności.

13.
[Zakopane, kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci bardzo za tak częste wiadomości i Twoją
przyjaźń. Ze mną z każdym dniem gorzej. To mi pokazało, że
żyć nie mam prawa, bo nie jestem wart. Muszę przełamywać
się z nadludzkim wysiłkiem ze względu na Matkę. Ale boję
się obłędu. Praca zwraca się przeciw mnie. To najgorsze.
O ile nie myślę o śmierci, czuję ohydne obrzydzenie. Kie­
dy pracuję, mam wrażenie, że odegrywam jakąś komedię dla­
tego, aby ratować życie. Teraz dowiedziałem się o sobie rze­
czy najgorszych. Z początku myślałem, że wtedy skończę,
kiedy zobaczę, że już nic zrobić nie mogę. Tymczasem teraz
widzę, że gdybym zrobił rzecz naprawdę doskonałą, i ta by
mnie napoiła najgotszym wstrętem do życia.
Zasypiam późno, a budzę się o szóstej. Ranki ciągną się
jak zmora. Piszę rzecz teoretyczną (raczej humorystyczną =
mój światopogląd pesymistyczny). Czytam, a dnie wloką się
tak potwornie długie i bezsensowne.
Na myśl o dniach, które mnie czekają, niedobrze mi się
robi. Jedna rzecz, na którą miałbym ochotę, to ta podróż
z Tobą.
Napisz, ile t r z e b a naraz, a p o t e m
ile
m n i e j w i ę c e j m i e s i ę c z n i e . Czy nie mógłbym peł­
nić funkcji fotografa i rysownika? Rysuję szybko i podobnie.
Napisz o tym, bo w tej straszliwej pustce, która mnie otacza,
ta myśl podróży z Tobą jest najjaśniejsza.
Nie myśl, że się opuszczam. Tylko właśnie to, że walczę,
jest najokropniejsze.
Całuję Cię bardzo.
Pani Malinowskiej rączki całuję.
Pomyśl o tej podróży, naturalnie z całą bezwzględnością.
Mama przesyła pozdrowienia serdeczne Pani Malinow­
skiej, a dla Ciebie wielką wdzięczność za Twoją dobroć dla
mnie.

1

14.
[Zakopane, po 9 maja 1914]
Kochany Broniu:
Nie masz pojęcia, jak mi trudno na coś się zdecydować.
Za dni parę będę wiedział i napiszę.
1) Czy można jechać nie mając reszty pieniędzy?
2) Czy trzeba metalowe pudełko do malowania?
3) Czy są specjalne tropikalne farby i płótna i czy drogie?
4) Czy dużo kosztuje karabin taki, jak Ty bierzesz?
5) Czy to, co mam, wystarczy na wydatki przygotowaw­
cze tego rodzaju?
Czy myślisz, że praca będzie tam możliwa?
Dowiedz się o tym i donieś mi zaraz.
Stan mój okropny i zupełny brak woli na razie. Jeślibym
pojechał z Tobą, możesz być pewnym, że Ci nie będę już tym
zawadzał.
Po Twoim wyjeździe miałem trzydniowy atak samobójczy.
Teraz trochę lepiej, to znaczy wstrętniej.
Ściskam Cię i dziękuję za trudy, które ponosisz.
Twój Staś

15.
[Zakopane, przed 21 maja 1914]
Kochany Broniu:
W liście Twoim nie odpowiedziałeś mi na kardynalne py­
tania co do cen tropikalnych przyborów do malowania. Czy
za czterdzieści funtów zdołam się wyekwipować tak, aby móc
tam pracować ze skutkiem, i czy moje prace nie zostaną zje­
dzone przez mrówki? Chodzi tu przecie o możliwość oddania
pożyczonych pieniędzy. Mam w tej chwili dwa tysiące rubli,
a pięćset rubli Matka obowiązuje się dostarczyć do września.
Czy myślisz, że z tym można zaczynać? Ciotka Zenia dała
pięćset rubli, z Twoimi pięciuset (za co Ci bardzo dziękuję
z całego serca) - dwa tysiące. Co do jazdy trzecią klasą, to
niemożliwe. Muszę się tą podróżą odrestaurować, abym do
czegoś był zdolny na miejscu. Tym sposobem zostałbym
w Capstadzie w szpitalu. Czy siedemdziesiąt f[untów] druga,
czy trzecia, czy pierwsza? Chciałbym jechać razem z Tobą.
Nie narzucałbym Ci się już wtedy z moimi stanami psychicz­
nymi, ale moglibyśmy mówić po angielsku, czytałbym coś ta­
kiego, co mogłoby mnie wykształcić w kierunku pomocy dla
Ciebie. Nie odrzekam się od tej pomocy i wszystko, co będzie
w mojej mocy, zrobiłbym, aby Ci tam być pożytecznym. Nie
jako Ślebodziński, tylko jako Twój przyjaciel, który Ci dobrze
życzy. Tego bądź pewnym, że ciężarem dla Ciebie poza cho­
robą, która obu nas może trafić, nie mam zamiaru być.
Na czym się tam maluje i jakimi farbami? Czy są drogie
te rzeczy? Mógłbym być Twoim fotografem i rysownikiem.
Myślę, że mam też zdolności obserwacyjne.

�Sttmishw

Ignacy Witkkwkl

* L E T T E R S T O BRONISLAW MAUNOWRKI

happiness (such a trip) is unbearable torture. I shall try
to get hold of myself, but if I don't hold out, 1 beg fot
your forgiveness. Take pity on me and don't bear me
any i l l will for doing away with myself, because if you
could really see me as I am, you would kill me yourself
to take me out of my misery. 1 must force myself to live
through each second with its frightful pain and with the
consciousness that my suffering will go on endlessly
until my death. I actually feel worse and worse with
each passing moment. The first day of the ocean voyage
already seems endless. What will it be like latet? I don't
know if I'll last until Colombo. It will be even more
beautiful there and for just that reason, more dreadful.
It is dreadful that just when I feel fatter on the whole,
then it is the worst. Then the entire monstrosity of my
unhappiness appears with terrifying force. I see
everything that 1 have within me and that is
condemned to annihilation. I f I am depressed, I think of
death and everything appears in a single tonality. In the
moments when I feel the variety of life and want to go
on living, it is most dreadful for me. That is why any
rebirth is an impossibility. Take pity on me and forgive
me and don't think ill of me. When she was alive, I
wasn't able to appreciate her and I destroyed everything
myself. But my "friends" Karol Szymanowski and
Tadeusz Micinski abetted me in all of this. Karol is a
bom scoundrel, and I feel less resentment against him
than against myself for believing him. But Micinski what an obscene ham. In all of this he was the behindthe-scenes instigator of many things. It's all dreadful,
but the worst guilt is mine. May remembrance of me
when I'm gone not be poisoned by reproaches. I am too
tormented now to be burdened with reproaches after
my death.
Trans, by D.G.

17.
[The xerox copy does not make it clear whether the
letter was sent in an envelope or without it, folded in
four, with the address written on the blank side]
B. Malinowski. read and return to sender
R.M.S. "Orsova"
[June 13 - 15, 1914)

shooting at me from behind a fence, condemning me as
a ruthless Don Juan and then - what cheek! - sending
me his scribbles. Why has it taken me so long to realize
who my friends were. A n d at just such a moment, when
I was being really unkind to poor Her, I let those people
into my house. Why am I seeing this only now. My guilt
is terrible, but those gentlemen behaved like utter
swine. I want Micinski to know this. It might inspire
him to some sort of libel. It might teach them
something. Unfortunately, I've been immune to all sorts
of lessons that life had tried to teach me. Stricken with
a terrible blow, seeing only mv own guilt. I let those
people show me compassion. I loathe myself for that. I
cannot come back. 1 cannot bear to think of any of the
places I've been to. I want to end my life far away from
that loathsome company. I can travel on, but sooner or
later it's death for me. So why should I torment myself,
swallowing dose after dose of my aimless future and of
the terrible guilty feeling about my whole past.
Forgive me.
Let Micinski know at once or else he might write
something about me. It would be most unfair.
Trans, by M.K.

18.
R.M.S. "Orsova"
[June 13 - 15, 1914]
No one will ever understand since no one knows
what's happened. I've lost my honour. Not because of
what turned out to be the last straw that caused our
break-up. She was always right and her very endurance
in staying with me so long proves how exquisite feelings
she had for me. I've lost my honour not because of the
people who are to blame in this connection. I kept
pushing myself lower and lower. I would have to write
whole volumes to explain why it is impossible to live on.
Nothing in me gives any support whatsoever. Nothing
has survived. Whatever I did was bad. But not
deliberately, semi-consciously as it were. Believe me. I
cannot describe everything. Only death can rescue me.
There's nothing ahead of me except terrible suffering.
Let no one blame me. If anyone knew how I've suffered
recently, i f people realised the extent of my awful
suffering right now, caused by what I'm doing to my
dearest Parents. But there's no way out.

Unfortunately, my entire life has been plagued by
I'isprit d'escalier. I should have prevented any intimacies
with Micinski after some things happened that I knew
about. He likes to arrange situations of a certain sort
either in order to square personal accounts or having a
"literary" goal in mind. I knew what that gentleman
meant by "friendship". But M . with his lofty phrases,

254

Trans, by M.K.

19.
R.M.S. "Orsova"
[June 1 3 - 1 5 , 1914]
If someone only knew how monstrous my torment

�SwnuŁni' lgnucy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Czy przez Ceylon, czy nie, ale jechać muszę z Tobą i nie
trzecią klasą. Trudy na lądzie co innego. Co innego ta
podróż, która by mnie z punktu mogła złamać i psychicznie,
i fizycznie. Czy można malować na drewnianych blejtramach
i czy można za tanie pieniądze mieć skrzynię blaszaną do
chowania tego przed mrówkami.' Tam chyba zniesiemy wszy­
stko. Tylko morze to grunt, żeby przetrzymać.
Pamiętaj, że ta podróż to moja jedyna, ostatnia nadzieja
radykalnego przewrotu. Inaczej nie wiem, co będzie. Pomyśl
nad tym i zaraz dowiedz się o ekwipowanie się malarskie i za­
raz z a t e l e g r a f u j t a k l u b n i e ostatecznie. Czy pod­
czas pobytu w Australii myślisz, że będę mógł malować gdzieś
tam ze skutkiem podczas Twoich zabaw z kongresem. Bo ten
czas (na razie zostaje sześćset-siedemset rubli na Australię
i początki Gwinei. Pięćset Matka ma dosłać do Sydney przed
odjazdem na Gwineę). Wybacz, że Cię jeszcze raz trudzę.
Proszę, zaraz zatelegrafuj.

żającą siłą. Widzę to wszystko, co jeszcze jest we mnie i co
jest skazane na zagładę. Jeżeli jestem zgnębiony, myślę
o śmierci i wszystko jest w jednym tonie. W takich chwi­
lach, kiedy czuję życie i chcę żyć, a nie mogę, jest mi najokropniej. Dlatego wszelkie odrodzenie jest niemożliwo­
ścią. Miejcie litość i przebaczcie i nie myślcie źle o mnie.
Kiedy Ona żyła, nie umiałem Jej cenić i sam zniszczyłem
wszystko. Ale moi „przyjaciele", Karol i Miciński, pomo­
gli mi w tym wszystkim. Karol jest kanalia urodzona, do
niego nie mam tyle pretensji, raczej do siebie, że mu wie­
rzyłem. Ale Miciński - co za plugawy kabotyn. O n byl
aranżerem wielu rzeczy w tym wszystkim. Okropne to
wszystko, ale wina najgorsza jest moja. Żeby pamięć po
mnie nie była zatruta wyrzutem. Zanadto się na to męczę,
aby po śmierci wyrzutami mnie obciążać.

Pani Malinowskiej rączki ucałuj i podziękuj za wszystko.
Zaraz po telegramie wyjadę. Jeśli tak, kup zaraz bilet dla
mnie, a zwrócę Ci po przyjeździe lub jednocześnie ze mną
pieniądze pójdą do banku w Londynie.

17.
B. M a l i n o w s k i

Całuję Cię serdecznie.
Twój Staś

Po p r z e c z y t a n i u

Pamiętaj, Broniu, że Staś może tylko jechać z To b ą lub
w c a l e . Całuję Ciebie.

Maria W[itkiewiczowa]

16.
[RMS „ORSOVA", 12/13 czerwca 1914]
Straszny wyrzut sumienia, że pojechałem w podróż
i wydaję pieniądze, co jest na nic. Ale trochę odpowie­
dzialności jest i na ludziach, którzy mi nie dali skończyć
ze sobą w porę. Dlatego koniec mój będzie jeszcze brzyd­
szy. Widok piękności świata jest najokrutniejszym cierpie­
niem jakie sobie wyobrazić można. To, co w innych wa­
runkach byłoby szczęściem (taka podróż) jest męczarnią
nie do zniesienia. Będę jeszcze starał się opanować, ale je­
śli nie wytrzymam, błagam o przebaczenie. Zlitujcie się
nade mną i nie miejscie za złe, że odchodzę, bo gdybyście
mogli widzieć mnie naprawdę, to byście sami mnie zabili,
żebym się już nie męczył. Każdą sekundę przeżywam gwał­
tem ze strasznym bólem i z tą świadomością, że cierpienie
moje jest bez końca aż do śmierci. Jest m i właściwie coraz
gorzej z każdą chwilą. Pierwszy dzień podróży morskiej już
wydaje się bez końca. Co będzie dalej. Nie wiem, czy do­
trzymam do Colombo. Tam będzie jeszcze piękniej i przez
to jeszcze okropniej. Strasznym jest to właśnie, że jeżeli
się czuję ogólnie l e p i e j , to wtedy jest n a j g o r z e j .
Wtedy cała potworność nieszczęścia występuje z przera­

odesłać

RMS „ORSOVA" [13-15 czerwca 1914]
Niestety całe życie miałem esprit d'escalier. Powinie­
nem był nie dopuszczać Micińskiego do żadnej ze sobą
konfidencji po pewnych faktach, które znałem. Lubi on
aranżować sytuacje albo dla załatwienia rachunków oso­
bistych albo dla celów „literackich". Wiedziałem, co zna­
czy dla takiego Pana „przyjaciel". Ale M . ze swoimi
wzniosłymi hastami, który strzela zza płotu do mnie j a k o
do bezlitosnego Don Juana i potem ośmiela się swoje ra­
moty mnie przysyłać. Czemu tak późno widzę, czym byli
moi przyjaciele. I w takiej chwili, kiedy faktycznie byłem
dla Niej biednej niedobry, takich ludzi wpuściłem do do­
mu. Dlaczego teraz dopiero widzę to. Moje winy są stra­
szliwe, ale panowie ci zachowali się jak skończone świnie.
Chcę, aby o tym wiedział Miciński. Może go to natchnie
do jakiego paszkwilu. Może ich to czego nauczy. Mnie
niestety nic w życiu nauczyć nie mogło. Uderzony stra­
sznym ciosem, w i d z ą c t y l k o m o j ą winę, pozwoli­
łem tym ludziom okazywać mi współczucie. Czuję wstręt
do siebie za to. Wrócić nie mogę. Nie mogę myśleć o żad­
nym miejscu, w którym byłem. Chcę skończyć z daleka od
tego obrzydliwego towarzystwa. Mogę jeszcze jechać da­
lej, ale czy prędzej, czy później śmierć. Więc po co się mę­
czyć i łykać po trochu całą ohydę przyszłości bez celu
i straszny wyrzut za całą przeszłość.
Przebaczcie mi.
Niech M[iciński] zaraz się o tym dowie, aby broń Bo­
że czego o mnie nie napisał. Byłaby to straszna krzywda
dla mnie.

255

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

has been. When misfortune srrikes a man conscious of
his own worth he can pick himself up. But looking all
around me I see nothing but evil, irreparable evil that is
my own doing. Every sort of effort seems totally
worthless since I have nothing to lean on. I'm a
worthless person because, being in love with Her, in a
love that happens once in a thousand years, I did not
create life and through contemptible foolishness which I
could have easily avoided I've wasted both of us. As an
artist I'm finished for sure. One senses such things. I
have no support whatsoever. After all, in otder to live
for one's Parents one must have some kind of substance
in one's very being. A n d I have nothing. Now I love
Her as I should have loved Her from the very
beginning. The conviction that it was I who has
destroyed that love causes me unbearable pain. There
are things I cannot describe, too simple and terrible in
their simplicity. Things that seem to be trifles but are in
fact most important. The chasm between theory and
everyday reality. No woman could have withstood that.
She must have been a Saint for being able to endure
the life that we led for such a long time. A n d I knew
that very well but did nothing at all to change the
situation. I cannot even put all this into writing. But
believe me, all of you, life has become utterly
impossible. I suffer terribly - and justly. The people who
have helped me destroy everything are also guilty. Bui I
can blame neither the born scoundrel that Karol is nor
a cheap bohemian like Micinski. Knowing them both
very well 1 pushed Her into their company and
withdrew, leaving Her totally abandoned. My horrible
crime. 1 want them both to know what 1 think of them.
Too late, alas. The worst part is that 1 did not really
want to notice what was going on. I kept my eyes closed
whenever a sign appeared that could have corrected my
ways. Pity I cannot describe in detail what went on. If I
did, even Mother couldn't hold against me my inability
to go on living. Why, the torment I'm going through
right now and whatever pain 1 still need to suffer when
I'll be dying will atone for everything. Forgive me,
believe me, I really couldn't have gone on living. Every
second causes me excruciating pain from which nothing
beautiful or exalted can be born any more. The sea
voyage which forces me to rack my memory is the
crudest punishment that could have been invented for
me. I don't know if I'll make it to Colombo. It takes all
my remaining willpower to keep in check my
overwhelming desire to die.
Dearest Mother, forgive me. Seeing me under
torture, wouldn't you wish me a quick death. This is
worse than being broken on a rack and burnt alive.
What I'm doing is terribly unfair, but my torment is
simply inhuman. Where can 1 find any support now
that I'm not an artist any more and have lost all faith in

myself as a human being. Have pity and forgive me, all
of you.
Trans, by M.K.

20.
[R.M.S. Orsova
Ca. 15 June 1914]
For Bronisław Malinowski
Send it to my family
I am writing for the last time. The terrible wrongs for
which I am to blame prevent my living any longer.
Forgive me, dearest parents. I cannot go on. I am
frightfully guilty. She was a saint for being able to stay
with me as long as she did. Forgive me, Broneczek, for
abandoning you, but you don't know how frightfully I'm
suffering. I kiss you and bid you farewell. Don't be angry
with me.
You alone know the entire ghastliness of my
suffering.
Yout Staś

Last Will and Testament
Tu Irena Solska: a composition
drawing and an oil portrait of her.

(Begging

for

Merc}), a

To Mr. and Mrs. Janczewski: her remaining v rowings
and my portraits (drawings) of her. Negatives ot
photographs of het.
To Mr, Langier: a painting with "The Dream Bird,"
two

compositions: A n lllmatched

Couple

and

Melancholy.

A walking stick carved by me which belonged to her.
A l l the negatives except those of her (including the
reproduction rights for the compositions).
To Bronio Malinowski: My camera. If he returns
from the expedition, he may choose any paintings he
wants his own discretion.
To Miss ladwiga Zielińska: A l l the portraits of her
and the albums containing reproductions of my works,
which belonged to the late Jadwiga Janczewska.
To Miss Aniela Zagórska: Photo albums of my works,
which were in my possession. A l l my literary works (the
novel, poetry, etc.).
Bury all her letters and mementos with her under
the stone which is to be erected for me at the spot
where she took her own life.
God forbid that that ultta-ham Miciński should write
a single word about me. This is my most ardent wish. I
would rather be completely forgotten. Read this to him:
The Last Will of the Deceased.

256

Once more I ask all of you for forgiveness. Don't

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

18.

19.

RMS „ORSOVA" [13-15 czerwca 1914]
Nikt tego nie będzie mógł zrozumieć, bo nikt nie wie,
co było. Straciłem honor. Nie dlatego, co było ostatnią
przyczyną mojego zerwania. Ona miała zawsze rację i to,
że ze mną tyle czasu mogła wytrzymać, dowodzi, jak pięk­
ne było to uczucie, które miała dla mnie. Straciłem swój
honor niezależnie od ludzi, którzy tu są winni. Sam siebie
powoli spychałem coraz niżej. Musiałbym napisać całe to­
my, żeby wytlomaczyć, dlaczego życie moje jest niemożli­
we. Na niczym w sobie nie mogę się oprzeć. N i c nie oca­
lało z tego. Każdy mój czyn był zły. Ale nie świadomie,
właściwie pół świadomie. Wierzcie mi. Nie mogę opisać
wszystkiego. Tylko jedna śmierć może mnie wyzwolić. Nie
ma nic przede mną oprócz straszliwego cierpienia. Niech
nikt nie ma dla mnie wyrzutu. To, co przecierpiałem te­
raz, żeby kto wiedział i jak strasznie cierpię z powodu te­
go, co robię Rodzicom Najdroższym. A jednak wyjścia nie
ma.

Jadwiga Janczewska, fot S t a n i s ł a w I. Witkiewicz, Zakopane,
ok. 1913. Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza
Jadwiga Janczewska,

photo by Stanisław

ca. 1913. The coUection oj

i. Witkiewicz,

E. Franczak

and S.

Zakopane,

Olcolrwicz

RMS „ORSOVA" [13-15 czerwca 1914]
Żeby kto mógł znać potworność mojej męki. Człowiek,
który czuje swoją wartość i na którego spada nieszczęście,
może się podnieść. Ja, gdzie spojrzę, widzę tylko zło, które
wyrządziłem i które jest nie do naprawienia. Widzę zupeł­
ną bezwartościowość wszelkiego wysiłku, bo nie mam na
czym się oprzeć. Jestem bez wartości jako człowiek, bo
z Nią, mając taką miłość, jaka się raz na tysiąc lat zdarza,
nie stworzyłem życia i przez marne głupstwa, których z ła­
twością mogłem uniknąć, zmarnowałem siebie i ją. Jako ar­
tysta jestem skończony napewno. Takie rzeczy się czuje. Na
niczym nie mogę się oprzeć. Zeby żyć dla Rodziców, trzeba
bądź co bądź mieć coś w sobie. Ja nie mam nic. Teraz ko­
cham Ją tak, jak powinienem kochać od początku. I to po­
czucie, że sam zniszczyłem to, jest męką nie do zniesienia.
Nie mogę opisać wszystkiego, bo zbyt to jest proste i w swej
prostocie okropne. Pozornie małe rzeczy, które są najważ­
niejsze. Niezgoda teorii z codzienną rzeczywistością. Żadna
kobieta tego by nie wytrzymała. Ona była święta, że tyle
czasu znosiła takie życie jak ze mną. I wiedziałem o tym,
a jednak nic na to nie zrobiłem, aby zmienić wszystko. Nie
mogę nawet napisać tego wszystkiego. Ale wierzcie mi, że
życie to niemożliwym jest zupełnie. Straszliwe jest moje
cierpienie, ale na nie zasłużyłem. Ludzie, którzy pomogli mi
w tym zniszczeniu wszystkiego, też są winni. Ale nie mogę
mieć pretensji ani do urodzonej kanalii, jaką jest Karol, ani
do kabotyna z laski Bożej, jakim jest Miciński. Znałem do­
brze i jednego, i drugiego, i sam jakby Ją w to towarzystwo
popchnąłem i opuściłem sam zupełnie. Potworna zbrodnia
z mojej strony. Chcę, aby obaj wiedzieli, co o nich myślę.
Za późno niestety. Nie chciałem tego wszystkiego widzieć,
to najgorsze. Zamykałem oczy na wszystko, co mogło mnie
naprowadzić na lepszą dorgę. Żałuję, że nie mogę tego, co
było, opisać. Wtedy nikt, nawet Matka, nie miałaby do
mnie pretensji, że żyć nie mogę. Przecież to cierpienie,
które jest teraz, i to, co przecierpię musząc umrzeć, okupi
wszystko. Błagam Was, przebaczcie mi i wierzcie, że na­
prawdę żyć nie mogłem. Każda sekunda jest rozdzierającym
bólem, z którego już nic pięknego i wzniosłego powstać nie
może. Podróż okrętem, która zmusza do rozpamiętywania,
jest czymś najokropniejszym, co dla mnie wymyślonym być
mogło. Nie wiem, czy zdołam dojechać do Colombo. Le­
dwo ostatnim wysiłkiem woli trzymam straszliwą w swej
mocy chęć śmierci.
Matko Najdroższa, przebacz mi. Żebyś widziała, jak
mnie torturują, czyż nie życzyłabyś mi śmierci. To gorsze
od łamania kołem i palenia żywcem. Straszną krzywdę ro­
bię, ale nieludzka jest moja męka. Na czym oprzeć się mo­
gę, kiedy przestałem być artystą i nie wierzę w siebie jako
człowieka.
Z l i t u j c i e się nade mną i przebaczcie
mi.

257

�j u m u t m c ignacy Witkiewuiz

• L E T T E R S T O BRON1SLAW MALINOWSKI

judge me too harshly for choosing death. It is preferable
to constant suffering without end and lack of creativity.
RMS Orsova between Tarent and the Suez Canal on
15 June 1914
Stanislaw Ignacy Witkiewicz
RS. Important
To Mrs. Eugenia Borkowska: a composition entitled
The Kiss of Death, one of the last, on the understanding
that she will never try to take her own life. I mention
this because two years ago she talked about it several
times. She must never do i t .
Trans, by D.G.

21.
[No address, no stationery mark]
[R.M.S. "Orsova" in the Suez Canal]
June 18, 1914
The further 1 travel, the more monstrous everything
becomes. A n evening in Port Said gave me a taste of
what might be in store for me: nothing but torment and
getting worse. Whatever I see that is beautiful, strange
or unusual turns into horrible torture. I wish I could see
all those sights with Her. I've got used to the idea that
all events took their whole value from Her presence by
my side. Without Her everything is suddenly too strong,
too terrible for me to endure. Every single detail that
could have been a thing of power and beauty turns
against me like the worst kind of poison. That awful
sense of guilt for having failed to give shape to my own
life, although all the necessary potential was there, for
having wasted Her life by refusing to fully offer myself
to Her and through a lot of seemingly trivial actions
which I cannot even mention in writing. Those who
don't know the details of our relationship will never
realise how ghastly all this is. The longer I live, the
more awful my guilt becomes. I cannot turn my
thoughts elsewhere for where shall I find any support. I
try to think about things that used to preoccupy me. I
think like a wound-up dummy but there is nothing
creative in it. Everything has become worthless because
it doesn't relate in any way to my deepest essence,
which is nothing but horrible pain and remorse. There
is nothing in me except this love I have for Her, an
emotion which is quite awful to experience because of
its belated manifestation. Yes, it had been there, but
only uncommitted, weak, vacillating and coveted up
with a thousand minor errors, so the life that we shared

didn't give Her a sense of a total possession of me and
by the same token couldn't make Her happy. A n d when
She rebelled against such a state of affairs, I rejected
Her brutally, pushing Her into death and annihilation.
Since I was undecided and refused to focus my whole
being in that one love, even in purely external, social
matters I treated Her in a way that was below Her
dignity. Keeping our relationship secret (because the
final decision still had to be taken) made my external
situation vague and hazy, from which many bad things
resulted; meanwhile She was obviously losing faith in
my strength and couldn't rely on me. This I see as proof
of my awful worthlessness as a human being; I have to
recall my shameful behaviour on and on, feeling pain
and disgust with myself. It's too late for selfimprovement, since She who alone could have made
me change is no more. I'm not one of those people who
can suddenly start living in totally different dimensions
than before, doing it either for the sake of others or
through a simple love of life. I cannot get over it that
all my creativity has ended and just go on living in
torment so as not to hurt Mother and Father. I've been
trying to live for months. The only result is that the
torture is getting worse and the task turns out to be
overwhelming. A n d whenever a man takes upon himself
something that overwhelms him, the excessive effort
will break him and turn his moral worth into evil. I
didn't want to go. I had not a vestige of willpower left,
because a man who has nothing but death in him
cannot muster up his will for any given task. I relied on
other people's will - Mother's, Bronio's, all those who
claimed that the external circumstances could make a
difference. Indeed, they could have changed something
in a man who had retained even a tiny remnant of his
worth untouched by his misfortune. Nothing but
creativity existed for me. A n d that only reality has been
irrevocably destroyed. Had I any faith in moral value, I
could have built something on it. But here my past
shared with Her poses the question: What have I done
while I possessed all that bounty and was still creative?
Destruction and despair. Can I begin anew while the
sole thing alive in me is the love for Her, the love that
blinds me to the rest of the world but creates nothing,
only poisons me with the worst kind of remorse and
doubt in the value of any sort of effort. Why can't She
see all this, why can't She go on with Her writings. I f I'd
really tried to understand them, I could have made
amends for everything that Her ambition prevented Het
from complaining about. Seeing the beauties of this
world with the thought that She cannot look at them
any longer is more than I can do. Neither Mother nor
Father have ever suffered such a terrible misfortune in
their lives, so they won't be able to comprehend why I
cannot go on living. If they did, if they knew what I've

258

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY TO BRONISŁAWA MALINOWSKIECiO

RS. W a ż n e
P a n i E u g e n i i B o r k o w s k i e j kompozycja pod
tytułem „Pocałunek śmierci", jedna z ostatnich, z tym że­
by nigdy nie śmiała sobie odebrać życia. Piszę to dlatego,
że parę razy 2 lata temu o tym mówiła. Niech tcj,H&gt; nigdy
nie uczyni.

20.

B. Malinowski
Odesłać Rodzinie
[RMS „ORSOVA", 15 V I 1914]

21.

Ostatni raz to piszę. Straszne winy nie pozwalają mi
żyć dłużej. Przebaczcie Najdrożsi Rodzice. Nie mogę dłu­
żej. Jestem straszliwie winny. Ona była święta, że tyle cza­
su ze mną przeżyć mogła. Przebacz, Broneczku [że Cię]
opuszczę, ale nie wiesz, czym jest straszliwe cierpienie.
Całuję Cię i żegnam. Nie gniewaj się na mnie.
Ty jeden znasz całą okropność mojego cierpienia
Twój Staś

[RMS „ O R S O V A " , na Kanale Sueskim] 18/VI 1914

TESTAMENT
Kompozycja (Błaganie o litość), rysunek i portret olej­
ny p a n i I r e n i e S o l s k i e j .
PR J a n c z e w s k i m pozostałe rysunki Jej i moje Jej
portrety rysunkowe. Klisze z Jej fotografii.
P L a n g i e r o w i obraz z „Ptakiem snu", kompozycje:
Niedobrana para i Melancholia. Pałę zrobioną przeze
mnie, która była Jej własnością. Wszystkie klisze oprócz
Jej (z prawem reprodukowania kompozycji).
B r o n i o w i M a l i n o w s k i e m u Aparat fotogra­
ficzny. Jeśli wróci z wyprawy, niech sobie wybierze obrazy,
jakie zechce a discretion.
P a n n i e J a d w i d z e Z i e l i ń s k i e j wszystkie jej
portrety i albumy z reprodukcjami moich prac, które były
własnością śp. Jadwigi Janczewskiej.
P a n n i e A n i e l i Z a g ó r s k i e j Albumy z photo
z moich prac, które były moją własnością. Wszystkie pra­
ce „literackie" (powieść, wiersze itd.)
Listy Jej i pamiątki po niej pochować pod kamieniem,
który ma być dla mnie postawiony w dolinie Kościeliskiej,
tam gdzie ona sobie życie odebrała.
Niech, Broń Boże, ultra kabotyn Miciński nie napisze
o mnie ani słowa. Błagam o to najmocniej. Wolę być zu­
pełnie zapomniany. To mu przeczytać. O s t a t n i a w o ­
la u m a r ł e g o .
Proszę jeszcze raz o przebaczenie wszystkich. Niech mi
nie biorą za złe śmierci. Lepsze to niż ciągła męka bez
końca i brak twórczości...
R.M.S. „ O R S O V A " , między Tarentem a Suezem dnia
15/VI 1914 r.
Stanisław Ignacy Witkiewicz

Im dalej jadę, tym potworniejsze wszystko się staje.
Wieczór w Port Said dał mi poznać, czym może być wszy­
stko, co przyjdzie: coraz okropniejszą męczarnią. Wszyst­
ko, co widzę pięknego czy dziwnego i niezwykłego, zamie­
nia się w straszną mękę. Wszystko to chciałbym oglądać
z Nią. Przywykłem, że wszystko, co się działo, miało tylko
wartość przez Jej obecność przy mnie. Wszystko teraz jest
za silne, za straszne do zniesienia bez Jej obecności. Wszy­
stko, co być mogło siłą i pięknością, zwraca się przeciw
mnie jak najgorsza trucizna. Straszliwy wyrzut co do
mnie, że życia mego nie umiałem stworzyć mając wszyst­
kie dane do tego, że Jej życie zmarnowałem przez niecał­
kowite oddanie się Jej i przez cały szereg drobnych pozor­
nie rzeczy, o których pisać nie mogę. Jak to wszystko jest
okropnem, nikt tego wiedzieć nie może, kto nie znał ca­
łego naszego stosunku. Im dalej żyję, tym okropniejszą
jest moja wina. Zwrócić myśli gdzie indziej nie mogę, bo
na czym się oprę. Próbuję myśleć o rzeczach, które mnie
dawniej obchodziły. Myślę jak manekin nakręcony, ale
nie w sposób twórczy. Wszystko to straciło wartość, bo nie
ma żadnego związku z moją najgłębszą istotą, która jest
tylko jednym strasznym bólem i wyrzutem sumienia. Nic
oprócz straszliwej, bo za późno objawionej miłości dla
Niej we mnie nie ma. Wszystko to było, ale było niezde­
cydowane, słabe, chwiejne i przywalone tysiącami drob­
nych błędów i życie ze mną bez zupełnego poczucia posia­
dania mnie nie mogło Jej dać szczęścia. A kiedy się prze­
ciw temu zbuntowała, odepchnąłem Ją brutalnie
w śmierć i zatracenie. Wskutek tego niezdecydowania
i niezamknięcia się w tej jednej miłości postępowanie mo­
je było niegodnym Jej nawet w rzeczach czysto zewnętrz­
nych towarzyskich. Ukrywanie naszego stosunku (przez
brak decyzji ostatecznej) czyniło moją sytuację zewnętrz­
ną niewyraźną i niejasną, skąd wiele złych rzeczy wynikło,
a ona musiała tracić wiarę w moją siłę i oparcia we mnie
znaleźć nie mogła. W tym widzę straszny brak wartości
mojej jako człowieka i muszę przypominać sobie moje
niegodne zachowanie się z bólem i wstrętem do samego
siebie. Na poprawę za późno, bo nie ma Jej, dla której je­
dynie innym stać się mogłem. Nie jestem z tych ludzi,
którzy mogą dla innych albo z chęci samego życia zacząć
żyć w zupełnie innych wymiarach, niż żyli dotąd. Nie mo-

259

�Stanislaw

Ignacy Witkiewkz

* LETTERS T O BRON1SLAW MALINOWSKI

been through staying alive after Her death, they'd
forgive me everything. There used to be nothing ugly in
my life till now. There were mistakes, there was evil and
the suffering it caused. Now the time comes when
ugliness may intrude. Please don't ask me to turn ugly,
let me leave in peace. I implore you, death is a
wonderful thing. I'll try with all my might, but forgive
me if I fail. I know, all of you may think that this is just
a passing aberration. It is not, I assure you. I know
myself now. But at times I get mad with the thought of
death and that madness is the only truth. The rest is
just lies and ugliness. A man who's spent thirty years
never making a sacrifice cannot be required all of a
sudden to start living in the most awful torment only
for his Parents. Inner absurdity is killing me. I was
nothing but an artist, born to love one woman only. I've
wasted everything. My fault. My suffering is unbearable.
Living on in the spirit of sacrifice would only make me
crazy. I cannot come back. I can only die. The very
thought of a return is frightening. I must travel on as
long as there's any strength left in me and when all of it
goes out, forgive me my faults.
I implore you.
I'm determined to endure till we arrive in Colombo.
Something may still change, although it's getting worse
and worse. I'm seeing all the irreparable evil that I've
done but have refused to look at until now. If I'd been
completely unaware, at least. But no, I could have
changed everything but kept postponing it from day to
day. Nothing can save me. I'll try to endure for as long
as I can, but forgive me if I lose control.
Trans, by M.K.

22.
R.M.S. "Orsova"
[June 19 - 28, 1914]
Do you realise how I suffer because of my Parents?
Can anyone understand how terribly I've been
suffering?
I keep trying to write exhaustively about everything.
But 1 can't. You must believe me. This is not merely
despair. But what I've thought through during the sea
voyage. It's a conceptual construct that I cannot
overcome. It's easy to say, "live for us". But W H O is
supposed to live for you. A tortured corpse which
cannot muster up even the slightest fondness for
himself. If you only knew how terrible this suffering is. I f
I could only describe it. Having travelled even this far
has cost me an awful lot of effort. No chance of a
rescue. I'd like to die serene but I can't because by

doing that I'd torment my Parents to death. What
terrible torture. If someone could only know the
monstrosity of this. People will say that I was weak. To
die one also needs some strength and the awareness
that it is really impossible to go on. One needs to know
one's worth, too, and the fatality of one's nature. A l l my
life I've been a man bound with ropes. But that torment
made sense. I was creative. Now there's nothing. A h ,
why write at all. Will your judgement change? You'll go
on blaming me - that's all that'll remain. If someone
could know my life and all this. If someone knew? She
alone could have said something about i t . Tetrible
torture. Forgive me. If just one section in this circle of
thoughts could by its nature let a person focus on it. / A
drawing of a circle divided into six parts is enclosed. / If
I could only explain why death alone can exculpate me
and give me some dignity. One cannot live with
hideousness in one's heart. These are things one can
neither stomach nor atone for since She is no more. A l l
the errors resulted from Her unwillingness to make our
engagement publicly known - but why. Because I'd
already tried to break up with her once, so she couldn't
be sure of anything. She couldn't rely on me. But
neither did I_want the engagement to become public
knowledge. Because I couldn't tely on myself, either. As
a result things happened where I had to behave
inadequately from the point of view of honour. I
couldn't act as Her guardian and protector. In front of
other people I had to put up a show which authorised
them to do things I couldn't object to. But it's been my
fault. A n d that is why my honour has been damaged. I
wish I could describe all that so as to make you believe
me. Many mysteries will remain unexplained. But I
have erred horribly. I represent none of those values
that a new life can be created from. It is possible to
survive somebody else's death but not one's own moral
demise while one is still alive. This is awful. Death will
purify all that and you will have a clear memory. That it
didn't happen earlier and I kept on hurting people,
making them believe that I'd go on living, is not only
my fault. I've told you: the further I go, the worse it
gets. A terrible truth has been manifesting itself to me
with increasing clarity. A n d its light is making me look
more and more ghastly.
Forgive me.
Only death.
Wherever I look I see nothing but things that aeath
alone can cleanse.

260

Trans, by M.K.

23.
[No address or stationery mark]
[June 1 9 - 2 8 , 1914]

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

gę pogodzić się z tym, że moja twórczość skończyła się
i żyć w męczarni dlatego, by nie krzywdzić Matki i Ojca.
Próbowałem przez 4 miesiące żyć. I z jakim rezultatem, że
męka coraz straszniejsza i zadanie ponad siły. A wszystko,
co człowiek ponad siły na siebie weźmie, musi go złamać
i przekręcić jego moralną wartość na zło. Nie chciałem je­
chać. Byłem zupełnie bez woli, bo człowiek, który tylko
ma śmierć w sobie, nie może mieć woli do żadnego po­
szczególnego zadania. Zdałem się na wolę innych - Mat­
ki, Bronia itd., którzy twierdzili, że zewnętrzne warunki
mogą coś zmienić. Mogą w człowieku, który zachował
choć jakąś jedną małą część swojej wartości nie zniszczo­
ną przez nieszczęście. Istniała dla mnie tylko twórczość.
To zostało bez ratunku zniszczone. Żebym miał wiarę
w wartość moralną, to bym mógł na tym coś zbudować.
Ale na to odpowiada mi przeszłość z Nią przeżyta. Cóż
zrobiłem mając to wszystko i mogąc tworzyć? Zniszczenie
i rozpacz. Czyż mogę zacząć to nie mając sobie nic oprócz
miłości dla Niej, która wszystko mi zakrywa, a nic nie
tworzy, tylko truje najgorszym wyrzutem i zwątpieniem
w wartość każdego wysiłku. Czemu Ona tego wszystkiego
widzieć nie może, czemu nie może pisać dalej swoich
prac, które żebym chciał rozumieć, naprawdę mogłem
wszystko był naprawić, to na co wprost skarżyć się nie po­
zwalała Jej ambicja. Męka oglądania piękności świata z tą
myślą, ze Ona juz tego widzieć nie może, jest czymś prze­
chodzącym moje siły. A n i Matka, ani Ojciec nie mieli tak
potwornego nieszczęścia w życiu i dlatego nie zrozumieją
nigdy, dlaczego żyć nie mogę. Gdyby zrozumieli, gdyby
wiedzieli, co wycierpiałem żyjąc teraz po Jej śmierci, prze­
baczyliby mi wszystko. Dotąd nie było w moim życiu nic
b r z y d k i e g o . Były błędy, było zło i męka z tego powo­
du. Teraz może przyjść brzydota. Nie chciejcie, abym się
stał brzydkim i pozwólcie odejść w pokoju. Błagam o to,
śmierć jest cudowna rzecz. Będę się starał wszelkimi siła­
mi, ale jeśli nie będę mógł, przebaczcie mi. Wiem, że
wszyscy mogą myśleć, że to „stan chwilowy". Wierzcie mi,
że tak nie jest. Znam teraz siebie. Ale miewam chwile
strasznego obłędu śmierci i to jest j e d y n a p r a w d a .
Reszta to kłamstwo i brzydota. Nie może człowiek, który
30 lat żył bez poświęcenia, nagle w najstraszniejszym cier­
pieniu żyć tylko dla Rodziców. Bezsens wewnętrzny mnie
zabija. Byłem tylko artystą i byłem stworzony, aby kochać
jedną kobietę. Zmarnowałem wszystko z własnej winy.
Cierpienie nie do zniesienia. Poświęcenie i życie dalsze
doprowadziłoby mnie tylko do obłędu. Wrócić nie mogę,
tylko umrzeć. Na myśl o powrocie straszno się robi. Mu­
szę jechać dalej, póki sił starczy, a jeśli nie starczy, daruj­
cie mi moje winy.
Błagam Was o to. Postanawiam dotrzymać do Colombo, Może się coś je­
szcze zmieni, jakkolwiek jest coraz gorzej. Tak wyraźnie
teraz widzę wszystkie moje winy nie do odkupienia,
których widzieć przedtem nie chciałem. Gdybym był cał­

kiem bezświadomy. Ale wszystko mogłem zmienić i od­
kładałem z dnia na dzień. Nic nie może mnie uratować.
Będę się starał wytrwać, ile tylko będzie możliwe, ale
przebaczcie mi, jeśli nie zdołam się opanować.

22.
RMS „ O R S O V A " [19-28 czerwca 1914]
Czy w i e c i e co ja c i e r p i ę z p o w o d u Ro­
dziców?
Czy kto może zrozumieć, jak strasznie cierpię?
Zabieram się ciągle, żeby napisać wyczerpująco
0 wszystkim. Ale nie mogę. Musicie mi wierzyć. To nie
jest tylko rozpacz. Ale to, co przemyślałem przez drogę na
okręcie. To jest konstrukcja myślowa, której nie mogę
przezwyciężyć. Łatwo mówić - żyj dla nas. Ale K T O ma
żyć dla Was. Umęczony ttup, który najmniejszej sympatii
do siebie mieć nie może. Żebyście wiedzieli, jak straszne
jest to cierpienie. Żebym mógł to opisać. To straszliwy wy­
siłek, że dotąd dojechałem. Nie ma ratunku. Chcę
umrzeć z pogodą, a nie mogę, bo zamęczę Rodziców. Co
za straszna męka. Zeby kto mógł wiedzieć potworność te­
go. Powiedzą ludzie, że byłem słaby. Na śmierć trzeba też
pewnej siły i świadomości, że naprawdę już dalej nie moż­
na. Trzeba znać swoją wartość też i fatalność swojej natu­
ry. Byłem człowiekiem skrępowanym powrozami całe ży­
cie. Ale męka miała sens. Była twórczość. T e r a z n i c .
Ach, po co pisać. Czyż sąd Wasz się zmieni? Zostanie żal
do mnie. A gdyby kto mógł znać moje życie i to wszystko.
Zeby kto wiedział? Jedna Ona mogłaby coś o tym powie­
dzieć. Straszna męka. Przebaczcie mi. Zeby choć jeden
wycinek z tego kółka myśli był taki, żeby się na nim za­
trzymać. [Tu rysunek koła podzielonego na 6 cząstek].
Żebym mógł wytłomaczyć to, że tylko jedna śmierć może
mnie usprawiedliwić i nadać mi wartość. Nie można żyć
z ohydą w sercu. To są rzeczy, których nie można strawić
1 nie można odpokutować, bo Jej n i e ma. Błędy wy­
nikły stąd, że ona nie chciała, aby wiadome było narzeczeństwo - ale czemu. Bo już raz chciałem z Nią zerwać
i niczego nie była pewna. Nie mogła mi wierzyć. Ale ja
t e ż nie chciałem tego, aby to było wiadome. Dlatego, że
nie wierzyłem sobie. I stąd wynikły rzeczy, w których mu­
siałem być niedociągnięty pod względem honoru. Nie
mogłem być Jej obrońcą i opiekunem. Musiałem udawać
wobec ludzi, co upoważniało ich do rzeczy, na które nie
mogłem reagować. Ale to moja wina. W tym jest nad­
szarpnięty mój honor. Chciałbym módz to wszystko tak
opisać, abyście musieli mi wierzyć. W i e l e t a j e m n i c
z o s t a n i e n i e w y j a ś n i o ny c h. Ale winy moje są
okropne. Nie mam nic z tych wartości, których nowe ży­
cie stworzyć można. Można znieść czyjąś śmierć, ale nie
można znieść swojej moralnej śmierci za życia. To okrop-

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

Dearest Parents. Destiny has decided. I cannot go on
living. I've been like a man covered with wounds who's
been bathed i n sulphuric acid. Every sinde thing - the
sea, the people, the sky, each word causes me boundless
pain. Forgive me. A man turns into a monster when
he's forced to struggle against overwhelming odds,
finding inside himself nothing to rely on. No words can
express what I've been going through. Nothing but
death. I beg your forgiveness.
Trans, by M.K.

24.
[Address:]
B. Malinowski / read and send to the Family / send
all letters as registered mail
R.M.S. "Orsova"
[June 1 9 - 2 8 , 1914]
Telling someone else to live is a terrible thing to do.
Wouldn't it have been better i f I'd finished with myself
right away, just as I wanted to. I f a man as attached to
life as I've been suddenly wants to die that's proof
enough that everything is really finished. Why not [one
or more lines are missing from the xerox copy] terrible
complications without the awful torment of the last
months. If someone only knew how terrible my suffering
has been. What I've lost. Everything: the most
beautiful, the only love, My Only One for whom I could
have still created something in this world.
I am alone.
Mother, don't be angry.
I wish Father didn't blame me.
It's been my destiny.
Believe me, I just couldn't go on living. This is not a
passing condition. It's getting more and more ghastly.
Forgive me.
I beg you again.
Trans, by M.K.

25.

26.
2 July 1914
Anurasdhapura
Explications for the Authorities of Ceylon
After having lost my bride who has suicided herself, I
would beforfe] 4 months to kill myself [wanted to kill
myself four months ago]. My Family has concealed
[counseled] me to make a journey. My friend (the one
of my two best friends) was just going for New Guinea
in a scientific Expedition. He was so kind that he has
lent me £ 50 to the sum, I have had, and has taken me
with him in a very bad psychic state and on account of
it has had many troubles. He was so good as a best
brother. A n d I am sorry that I must do him than
unjustice and leave him in his dangerous tripes. But I
see that travelling instead of improving my state makes
me a horrible pain. Because I see the bea[u]tifull things
that She never will see and this makes me most
unhappy. More than I was before i t .
I am writing it in scope that my dearest Friend Dt.
Malinowski has no troubles on account of my death to
make him avoid any formalities or inquiry, that can
make him too late for his ship. That is my last will that
he does not be disturbed on account of me in his
journey, because he must be in Australia for the
Congress of British Association. It would be for me a
very great pain that I instead to be grateful! to 1 im have
made him any trouble
Excuse me for my horrible English.
Yours,
S. I . Witkiewicz
[Original letter in English]
Dear Bronio:
You'll think this is ham acting.
I don't wish you ever to suffer even a part of what
I've been through.

[Address:]

[Printed on the envelope:]

B. Malinowski / read and send to the Family
Clarke's Botanic Hotel
North Terrace
Adelaide
Telephone 665

R.M.S. "Orsova"
[June 1 9 - 2 8 1914]
Can anyone comprehend the awfulness of my
torment. If anyone knew, they'd forgive me. Let a little
pure memory of me remain, at the very least.
Have pity on the unhappiest man in the world.
I kiss your hands.
Forgive me.
Forgive -

[In Witkiewicz's hand:]
B. Malinowski
Open in case of my death

Trans, by M.K.

262

[On the reverse side of the envelope:]

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

ne. Śmierć oczyści to wszystko i będziecie mogli mieć czy­
stą pamięć. Ze wcześnie się to nie stało i tyle krzywdy je­
szcze wyrządziłem łudząc wszystkich, że żyć będę, nie tyl­
ko moja wina. Mówiłem: im dalej, tym gorzej. Straszliwa
prawda coraz jaśniej zarysowuje się przede mną. Coraz
straszniej wyglądam w tym świetle.
Przebaczcie.
Tylko śmierć.
Gdzie spojrzę, nie ma rzeczy, której by tylko śmierć
oczyścić nie mogła.

23.
[RMS „ORSOVA", 19-28 czerwca 1914]
Najdrożsi Rodzice. Takie było przeznaczenie. Żyć dłu­
żej nie mogę. Jestem jak człowiek cały w ranach, którego
kąpią w kwasie siarkowym. K a ż d a r z e c z - morze, lu­
dzie, niebo, każde słowo jest męczarnią bez granic. Prze­
baczcie. Człowiek potwornieje, kiedy musi przezwyciężać
rzeczy silniejsze od niego nie mając w sobie nic, na czym
mógłby się oprzeć. Nie ma słów na to, co cierpię. Jedyna
śmierć. Błagam o przebaczenie.

Statek „ O r s o v a " . Ze zbiorów Terence'a Wrighta
Orient Liner

„OrstW. The collection of Terence

Wright

25.
Dr Bronisław Malinowski
Po przeczytaniu proszę odesłać Rodzinie
RMS „ORSOVA" [19-28 czerwca 1914]

24.
B. Malinowski
Po przeczytaniu odesłać Rodzinie
Listy proszę wysłać rekomendowane
RMS „ORSOVA" [19-28 czerwca 1914]
Straszna rzecz kazać komuś żyć. Czyż nie lepiej było
skończyć zaraz wtedy, kiedy chciałem. Jeśli człowiek tak
przywiązany do życia jak ja chce umrzeć, to dowód, że na­
prawdę wszystko się już skończyło. Czemu nie [brak jed­
nego lub więcej wierszy w kserokopii] strasznych kompli­
kacji bez straszliwej męki tych miesięcy. Zeby kto wie­
dział, jak straszne jest moje cierpienie. Co straciłem.
Wszystko: najpiękniejszą, jedyną miłość. Jedyną, dla
której mogłem jeszcze stworzyć coś na świecie.
Jestem sam.
Matko, nie gniewaj się.
Zeby ojciec nie miał żalu.
Takie było przeznaczenie.
Wierzcie mi, że żyć nie mogłem. To nie stan chwilowy.
Coraz straszniej jest.
Przebaczcie mi.
Jeszcze raz błagam.

Czy kto jest w stanie zrozumieć okropność mojej mę­
ki. Gdyby kto wiedział, przebaczyłby mi. Niech przynaj­
mniej trochę pamięci czystej po mnie zostanie.
Zlitujcie się nad najnieszczęśliwszym człowiekiem na
świecie.
Całuję ręce Wasze.
Przebaczcie.
Przebaczcie —

26. *
2 V I I 1914, Anuradhapura
Explications for the Autorities of Ceylon
After having lost my bride who has suicided herself,
I would befor[e] 4 months kill myself. My Family has conce­
aled me to make a journey. My friend {the one of my two
best friends) was just going for New Gwinea in a scientific
* O r y g i n a ł listu pisany w wersji angielskiej. T ł u m a c z e n i e
poniżej.

263

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

H.M.
To the authorities or Police of Ceylon
St. Ignacy Witkiewicz
Explications
humorous [added later]
Trans, by D.G.

27.
Freemasons Hotel,
Stirling Terrace

Albany, August 3, 1914
Western Australia

Dearest Parents,
The awful news about the war reached us in Albany
today. I f it turns out to be true, I'm coming back from
Fremantle by the first steamboat. Only in this way can I
still be useful and do something. Otherwise there's
nothing but this terrible madness from which no
creative urge results that could perhaps justify my
existence. It could be a more honourable way to end
one's life than by committing suicide, painting
landscapes in New Guinea or coming down with yellow
fever.
This whole journey makes no sense at all. I'm
worried about Mother. What's going on back there?
There's unconfirmed news about wars that Austria
fights against Russia and France against Germany."
Personal problems need to be put aside so that one can
somehow acquit oneself of this miserable existence.
The pointlessness of this trip is simply terrible.
Bronio is becoming more and more of a stranger to me.
Studying the little plants of Australia while such awful
things are going on in Europe makes no sense at all. In
such a situation life seems to be more to the point. I'll
refrain from describing Australia in a more detailed way.
I'm so upset that I cannot write any longer
1 kiss you both
Stas
What can one write in the face of really great
matters?
I shouldn't have embarked on this trip. I had the
right premonition during the last days in Zakopane and
London.
How terrible: my entire life has been cursed with
bad timing.
Both personal life and art totally wasted. Maybe in
this way something will happen for real or else death
will come.
Trans, by M.K.

28.
R.M.S. "Orvieto"
August 5, 1914

The time has come to put aside everything personal,
give up all suicidal thoughts which are mere foolishness
compared to what is going on now and at last make
something out of one's life, out of that remnant of
extant energies. Just think what a terrible thing has
happened to me, as if it were not enough. In this awful
time, when the country and you two are threatened, I
cannot join you but have to stay thousands of miles
away, drowning in idleness and despair. My fate is really
tragic. It must have been some sort of premonition that
made me plan this journey with such awful reluctance.
It wasn't my doing. 1 couldn't have made the decision
because I did not want to go on living. A n d now I'm
denied the only chance to salvage my honour, to do
something at last and perish together with those who
fight. The supreme torment that I've suffered wasn't
enough, apparently. Now this very worst nonsense
comes up. I cannot even write about it, being strangled
by a despair even more monstrous than what I'd already
gone through. I'll try to come back to Poland, but if [ I
fail, then] what shall I do? I won't survive this idleness.
The last opportunity is slipping out of my grasp and
all that remains is the monstrous pointlessness of a life
lived with no chance to do anything. When art has
petered out, one could still do this one thing. But even
that is impossible.
Why this cruel punishment?
My present state is beyond words.
Suffering with no possibility of a beautiful ei d by
suicide.
I wish I could he there now and fight and at least die
honorably.
Even that I cannot do. My conscience is killing me
for having left the country.
But it wasn't only my doing. Who can understand
the horror of that. To be separated from the others
while the fate of the country hangs in the balance. To
go sightseeing in Australia at such a time.
I cannot write.
Terrible, unbearable.
If I cannot get hack to my country, I won't be able to
go on living.
The absurdity of this is just too horrible.
The last possibility denied.
Horrible suffering.
Trans, by M.K.

29.
R.M.S. "Orvieto"

-

August 6, 1914
This journey, so lightheartedly decided upon and
begun almost without the participation of my own will,

264

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY LX) BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Expedition. He was so kind that he has lent me £ 50 to the
sum, I have had, and has taken me in a very bad psychical
state with him and on account of it has had many troubles.
He was so good as a best brother. And 1 am very sorry that
I must do him than unjustice and leave him in his dangeroes tripes. But I see that the travelling instead of improving
my state makes me a horrible pain. Because I see the
bea[u]tyfull things that She never will see and this makes
me most unhappy. More as 1 was before it.
I am w r i t i n g i t i n s c o p e t h a t my d e a r e s t
F r i e n d D r M a l i n o w s k i has n o t r o u b l e s on
account of my death to make him avoid any formalities and
inquiry, that can make him too late for his ship. That is my
last will that he does not be disturbed on account of me in
his journey because he must be in Australia for the Congress
of British Association. It would be for me a very great pain
that I instead to be gratefull to him have made him any
trouble.
Excuse me my horrible English
Yours
S. I . Witkiewicz m.p.
[Dopisek ołówkiem na marginesie:]
Broniu Kochany.
Pomyślisz, że to kabotyństwo.
Nie życzę Ci, abyś k i e d y c z ą s t k ę
piał co ja.

stwo, przed czterema miesiącami chciałem się zabić. Moja
rodzina doradziła mi udanie się w p o d r ó ż . Mój przyjaciel (je­
den z dwóch moich najlepszych przyjaciół) wybierał się wła­
śnie na Nową Gwineę z wyprawą naukową. Był tak uprzej­
my, że do sumy, jaką rozporządzałem, pożyczył mi pięćdzie­
siąt funtów szterlingów i zabrał mnie ze sobą w bardzo złym
stanie psychicznym, na skutek czego miał wiele kłopotów.
On był tak dobry jak najlepszy brat. I jest mi bardzo przykro,
że jestem zmuszony popełnić wobec niego taką niegodziwość
i opuszczam go w jego niebezpiecznych wędrówkach. Ja jed­
nak widzę, że podróżowanie zamiast poprawić mój stan,
sprawia mi okropne cierpienie, ponieważ fakt, iż ja mogę
oglądać piękne rzeczy, których Ona nigdy nie zobaczy, czyni
mnie w najwyższym stopniu nieszczęśliwym. Jeszcze bardziej
niż byłem poprzednio.
Piszę to z p e ł n ą o d p o w i e d z i a l n o ś c i ą , że­
by m ó j n a j d r o ż s z y p r z y j a c i e l d r M a l i n o w ­
s k i n i e m i a ł ż a d n y c h k ł o p o t ó w w związku z mo­
ją śmiercią, zeby uniknął wszelkich formalności i przesłu­
chań, co mogłoby spowodować jego spóźnienie na ten sta­
tek. To jest moja ostatnia wola, żeby z mojego powodu nie
doznał on żadnych przeszkód w podróży, ponieważ musi być
w Australii na Kongresie Stowarzyszenia Brytyjskiego. Spra­
wiłoby mi wielki ból, gdybym zamiast okazać moją wdzięcz­
ność stał się przyczyną jakichkolwiek dla niego kłopotów.
Proszę wybaczyć mój okropny angielski.
Wasz
S. I . Witkiewicz, m.p]

t e g o przecier­

[Koperta z nadrukiem:]
Clarke's Botanic Hotel,
North Terrace,
Adelaide.
Telephone 665

27.
Freemasons Hotel,
Stirling Terrace

Albany, 3 VIII 1914
Western Australia

B. Malinowski

H. M .
To the Autorities or Pol (ice)
of Ceylon or given
St. Ignacy Witkiewicz
Explications

Najdrożsi Rodzice:
Dziś otrzymaliśmy w Albany fatalne wiadomości co do
wojny. Jeśli to okaże się prawdą, to wracam zaraz z Fremuntle pierwszym parowcem. Jeszcze jedyna forma, w jakiej mo­
gę być użytecznym i coś zrobić. Tak tylko obłęd okropny bez
twórczości, jedynego usprawiedliwienia mego istnienia. Mo­
że w ten sposób godniej zakończę życie niż w samobójstwie
albo malowaniu pejzażyków na Nowej Gwinei czy też [w]
żółtej febrze

[późniejszy dopisek autora listu:]

Cała ta podróż w ogóle sensu żadnego nie ma. Jestem
niespokojny o Mamę. Co tam się teraz dzieje.'

Otworzyć w razie śmierci
[Na odwrotnej stronie koperty:]

humorystyczne
12 V I I 1914, Anuradhapura
Wyjaśnienia dla Władz Ceylon u
Po utracie mojej narzeczonej, która popełniła samobój-

Wiadomości niepotwierdzone o wojnie austro-rosyjskiej
i francusko-niemieckiej. Trzeba osobiste rzeczy odłożyć na
bok i w jakiś sposób usprawiedliwić to nędzne istnienie.
Bezsens tej podróży okropny. Bronio jest coraz bardziej
obcy dla mnie. Oglądanie roślinek australskich, kiedy tam
wypadki tak straszne, żadnego sensu nie ma. Wobec takich

265

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

is now turning into a horrible crime. I'm denied the
opportunity to perform the only task I was still capable
of after I've lost my artistic talent. My fate has really
been tragic. I feel as i f I've woken up from an awful
dream. I n the last two days I've spent less time than
before thinking of that terrible misfortune that befell
me. I can only think about death with disgust and
contempt. But the only chance of living on has been
denied. The news gets worse and worse. Getting back to
Poland is out of the question.

still occupy myself with unimportant trivia, with
superstition. However, twenty minutes to ten has beei
such a fateful hour i n my life that I feel an
uncontrollable urge to describe a few facts connected
with i t .
Mv first impression connected with that hour.
I was about ten years old. I was going to bed.
Mother was playing the piano. Between her and me
there were two dark rooms. A candle was burniiu
afraid of something, I don't really know what it was.
The time was twenty to ten. A t least that is my earliest
recollection associated with that hour. It is noteworthy
that as a child I used to be especially fascinated by
Australia. As evidence I can quote a map of that
continent from a small atlas which Mrs. Dembowska
gave me. I used to scribble all over that map. The torn
of Adelaide in particular is underlined, with longitude
and latitude given. Another of my childish fascination
was potassium cyanide. It was my dream to have it in
my collection of chemicals.

I had intuition but lacked willpower. I forced myself
to go on this trip but started out still thinking of death.
Even while already i n Perth I still wanted to poison
myself with cyanide. But I thought of you and that has
stayed my hand. I've sent some crazy letters. Luckily,
they've all been lost. How mediocre all that seems i n
the face of this terrible reality. How I envy those who
can do their duty now. I used to joke that joining the
riflemen was the only thing to do. But i n peaceful times
and i n my then state of mind it looked like a farce.
Now the awfulness of this inertia which has been
forced upon me surpasses all.
What's happening with all of you? Why can't I be
there and fight so that I could at least erase with my
useful death all the bad things I've done. I don't know i f
I can live through what's i n store for me i f I cannot get
back to the country.
The thought of a future is frightening. Suicide seems
just as hideous as life now. The unhappiness I used to
suffer was not enough. Now the worst thing comes.
I told you it was madness. No one has stopped me.
Now it's too late for anything. How awful. Being unable
to end one's life with dignity.
I'm not blaming anyone. Everybody meant well. The
result has been as bad as it could possibly be.
No one will ever know what I've suffered.
But [in] my sterile emptiness, misled by ambition,
I've rejected my last love. False ambition has been the
root of all evil.
Why didn't I stay when I'd come back from Berlin?
Why did everybody tell me to go? A n d I had no will
of my own because I did not want to live.
How terrible it is to end one's life like this.
The only thing left to do and even that cannot be
done.
Trans, by M.K.

30.
August 10, 1914, Botanic Hotel
Adelaide (Australia)
It may seem stupid that although I'm quite
overwhelmed by a terrible personal misfortune, the
awful news about the war and my enforced idleness, I

Whenever I saw that hour on a clock (even an
inaccurate one - say, set at five o'clock or at midnight),
something unpleasant always happened to me within
ltnin
three or four days.
I first saw that hour on a stopped watch in
Sytgudyszki - that is, i n Lithuania. Going out f o r a i
I forgot to take my watch with me. When I came back
to my room in the evening, I saw that same watch
stopped at that hour. Next day I was ill with typhoid, a
rather dangerous case (the only serious illness thattl I
had since I was six).
For the second time it happened in Rome. I was
supposed to meet Miss T. in Florence. I wanted to have
a final talk with her about our future relationship.
I'd been in love with her since I was sixteen. I wen;
to bed early, about nine. Karol Szymanowski, with
whom I was traveling at the time and who knew about
this superstition of mine, noticed that my watch had
stopped and set it for twenty to ten. In the morning 1
didn't wake him up, so I left quite convinced that
something bad was going to happen. In three days time
I had a talk with Miss T. from which it transpired that
our future together was not to he. We went on writing
each other but that correspondence ended barely a
later. It was in Florence that I had my first onset of
suicidal thoughts.
In 1909 in December (or at the end of Novemba
while staying with Mr. and Mrs. Smialowski I set their
ancient clock - one that had stopped ages ago - i
hour in question, trying to overcome my superstitioa
&lt;Before January &gt; 1 Before March I met the late
1

S u c h parentheses denote fragments crossed,

author.

266

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz • LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

29.

• c z y życie nabiera większego sensu. Wstrzymuję się z dall y m opisem Australii.

RMS „ORVIETO", 6 V I I I 1914

I Jestem tak zdenerwowany, że więcej pisać nie mogę.
Całuję Was
Staś
I Cóż można pisać wobec rzeczy prawdziwie wielkich?
1 Trzeba było nie jechać wcale, tak jak czułem w ostatnich
liniach w Zakopanem i w Londynie.
Co za straszna rzecz, że wszystko w moim życiu nie w po­
ł ę się dzieje.
j Zmarnowane życie osobiste i sztuka. Może w ten sposób
coś się stanie naprawdę albo śmierć.

Podróż, tak lekkomyślnie postanowiona i rozpoczęta pra­
wie bez udziału mojej woli, zamienia się teraz w okropną
zbrodnię. Jedyny czyn, do którego po utracie sztuki byłem
zdolny, jest mi odjęty. Naprawdę los mój jest tragiczny. Mam
uczucie, że się zbudziłem ze strasznego snu. Od dwóch dni
mniej myślę o tym strasznym nieszczęściu, które mnie spo­
tkało. Nie mogę myśleć o śmierci bez obrzydzenia i pogardy.
A jedyna możność życia odjęta. Wiadomości coraz gorsze.
Mowy nie ma o dostaniu się do kraju.

28.

Miałem intuicję, ale nie miałem woli. Zmusiłem się gwał­
tem do tej podróży, a jechałem ciągle z myślą o śmierci. Je­
szcze w Perth chciałem się otruć cyjankiem. Znowu myśl

i RMS „ORVIETO", 5 VIII 1914

IPrzyszedł czas, że osobiste r ^ z y trzeba by odłożyć, wyrzec
L myśli samobójczych, które są głupstwem wobec tego, co
się dzieje, i zrobić nareszcie coś ze swego życia, z resztki sił,
• które zostały. Pomyślcie, jak straszne jest to, co mnie jeszcze
spotyka. W tak strasznej chwili, kiedy krajowi i Wam grozi
niebezpieczeństwo, ja nie mogę się do Was dostać - o tysiące
kilometrów od Was odległy w bezczynności i rozpaczy. Na­
prawdę los mój jest tragiczny. Miałem jakieś przeczucie, że
Itak strasznie nie chciałem jechać. Nie moja wola była w tej
[podróży. Nie miałem decyzji, bo sam żyć nie chciałem. Teraz
[jedyna sposobność, aby uratować honor i nareszcie dokonać
czegoś i zginąć razem z walczącymi, zostaje odjęta. Za mało
było najstraszliwszej męki. Jeszcze ten bezsens najgorszy. Pisać
nit mo£5C te^o bo mnie dławi rozpacz jeszcze potworniejsza
|niż to, co było dotąd. Będę się starał dostać do kraju, ale jeśli
i [nie, to] co robić? Nie przeżyję tej bezczynności.
I Ostatnia rzecz wymyka mi się z rąk i zostaje potworny
i bezsens życia już bez żadnej możności czynu Kiedy sztuka się
'skończyła, można by jeszcze to dokonać Ale i to nie
* Za co tak straszna kara?

i

0 Was mnie wstrzymała. Wysłałem wariackie listy. Na szczę­
ście zginęły. Jakież to wszystko marne wobec tej okropnej
rzeczywistości. Jakże zazdroszczę tym, którzy mogą spełnić
teraz obowiązek. Mówiłem żartem, że jedyna rzecz to zapisać
się do Strzelca. Ale w czasie pokoju wydawało mi się to far­
są w tym stanie, w jakim byłem.
Teraz okropność tego bezwładu przymusowego przecho­
dzi wszelkie granice.
Co z Wami się dzieje? Czemu nie mogę być tam i walczyć,
1 przynajmniej śmiercią pożyteczną zatrzeć te wszystkie złe
rzeczy, które popełniłem. Nie wiem, czy przetrzymam to, co
mnie czeka, o ile nie będę mógł się dostać do kraju.
Strach pomyśleć o przyszłości. Samobójstwo teraz jest
tak ohydne jak życie. Za mało było tego nieszczęścia. Teraz
przychodzi rzecz najokropniejsza.
Mówiłem, że to szaleństwo. Nikt mnie nie wstrzymał. Te­
raz za późno na wszystko. Jakież to okropne. Nie móc skoń­
czyć życia w sposób godny.
Nie obwiniam nikogo. Wszyscy chcieli dobrze. Wyszło
najokropniej.
Nikt wiedzieć nie będzie, co przecierpiałem.
Ale [w] pustce bezpłodnej odtrąciłem miłość ostatnią
przez ambicję. Przez fałszywą ambicję wszystko złe się stało.

To, co teraz jest, to się wyrazić nie da. Cierpienie już bez
§ożności pięknego końca w samobójstwie.
Chciałbym teraz być tam i bić się, i zginąć przynajmniej
nie.
Nawet tego nie mogę. Straszny wyrzut, że pojechałem.
Ale nie tylko moja w tym odpowiedzialność. Kto zrozunie straszność tego. Nie móc być tam ze wszystkimi, kiedy
; ważą losy kraju, i jechać po Australii oglądać widoki.
Nie mogę pisać.
Straszne, nie do zniesienia.

Czemuż nie zostałem wtedy po powrocie z Berlina?
Czemuż wszyscy mnie namawiali? A woli własnej nie
miałem, bo żyć nie chciałem.

Jeśli nie będę mógł się dostać do kraju, żyć nie będę

Może to wydać się głupim, że przygnieciony strasznym
osobistym nieszczęściem i strasznymi wiadomościami o woj­
nie i swoją przymusową bezczynnością zajmuję się rzeczami
małej wagi, przesądami. Jest jednak w moim życiu przezna­
czenie związane w tak dziwny sposób z godziną dwadzieścia

Naprawdę zbyt straszny jest bezsens.
Ostatnia możliwość odjęta.
Straszliwe cierpienie.

Straszne to tak życie kończyć.
Jedyny czyn, i tego nie móc spełnić.

30.
Botanic Hotel, Adelaide (Australia), 10 V I I I 1914

267

�S t a n i s l a s Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW M A L I N O W S K I

late J. Janczewska had lived there for a long time, I
noticed that the clock didn't in fact show twenty to
eleven but twenty to ten. I t was morning. I was just
telling Her about this superstition of mine and
happened to mention the clock in the picture. I came
nearer to have a look at it and saw (almost with horror)
that the hour hand was slightly bent, so the clock really
showed twenty to ten. As i f it had been lying in ambush
for two months to make us stay in that house. A t that
very moment I thought that some awful misfortune was
sure to happen to me there. Moving from Sliwiak's
house after seventeen years and finding in the new
place a clock stopped at the fatal hour must have
seemed strange, indeed.
O n January 17, which was Friday (and Friday is my
bad day, too) I proposed to the late J[adwiga]
Janczewska. I didn't want her to go to Leszcze in June.
In April the round clock that Mother got as a gift from
Miss T. stopped at twenty to ten.

Jadwiga Janczewska at Miss M.B's. In March I met Mrs.
Irena Solska. When my relationship with the latter
began, I was planning to go to Zakopane at the end of
June. She was already there. I lived in Cracow i n
Grodzka Street. (The timing was as follows. I f a clock
was working and I saw its hands point to the fatal hour,
I had to expect a minor unpleasantness to happen
within three days. I f a clock had stopped at twenty to
ten, the event followed three months later. I cannot
remember why this particular timetable took hold or
how the whole superstition started.) Walking to the
Market in Cracow I always chose the left side of a
street. O n the eve of my departure walking out of the
house I saw a coal cart standing right in front of the
gate. I had to walk around it, so I crossed the street and
only then did 1 notice a watch repair shop opposite
where I lived. In the shop window there was a huge
hanging clock which had stopped at my fatal hour. (The
hand showing minutes should never go beyond number
V I I I or 8. It doesn't necessarily have to point to the
number itself.)

With that departure the best days of my life ended.
Relations between us were getting worse and worse (it
was all my fault. I had underestimated both of us and
was punished in this cruel way). In January or February
while staying in a sanatorium I set a clock for twenty to
ten - as a joke. 1 did it during Rubinstein's concert. O n
February 21 that awful thing happened. O n February 24
I began the thirtieth year of my hopelessly wasted life.
O n Friday the 20th we had an argument which caused
that terrible disaster.

In the month that followed things happened in
connection with Mrs. SfolskaJ which strongly affected
my whole future life. I wanted to leave her, but I was
too weak, so the relationship (to which I owe my awful
notoriety) dragged on for a long time. (I've always said
that 1 can only imagine being alive till thirty. The
thirtieth year of my life will never be completed and in
such numbers as 31, 32, 35 or 40 I cannot see "a
succession of my" birthdays. 17 has been my fatal
number, too, for some reason.)
In 1911, when I planned to travel to London from
Brittany, my watch stopped at nine forty. In the evening
it showed nine thirty five, but I must have jostled it
somehow and then forgot to wind it up, so by morning
it had stopped at the fatal hour. The five minutes'
difference must have resulted from some involuntary
movement of mine.
Going by bus in Cambridge I saw a large clock which
had stopped at the hour in question, hanging in a shop
window. Leafing through a newspaper in a dentist's
waiting room I saw a watchmaker's advertisement with
a picture of a clock showing twenty to ten. In two
months time the break-up with Mrs. S[olska] began. It's
used up a lot of my energies and generally speaking,
that whole period of my life was extremely unpleasant.
We spent seventeen years living in Sliwiak's house.
Then we moved to Bystre and into a villa called
"Nosal". (Bystre used to be my first address in Zakopane
when I was two years old.) There was a picture there
with a clock in it. It was my habit to examine all clocks
in any new place I moved into. To my satisfaction I saw
that the clock i n the picture showed twenty to eleven.
Two months later, when we were well settled and the

The decisive letter from B. Malinowski without
which this whole journey would never have started
reached me at T. Langier's. His alarm clock had stopped
at twenty to ten.
When I first went shopping for tropical equipment
at Gani's in London, I saw a large hanging clock that
had stopped at the very same hour. A few days later also
in London when I went to a watchmaker's to have my
watch repaired I noticed a defunct alarm clock showing
nine forty.
One evening I got off at Southampton Row
instead of Grays Inn Road, walked along Theobald
Road and glancing in a shop window saw an alarm
clock which had stopped at the hour in question.
Walking out of a dentist's i n West-Hampstead I meant
to go to Kings Cross, but for some reason bought a
ticket to Baker-street. Walking along Regent Street
later on I saw a small watch that had stopped at twenty
to ten.
Ignoring all those warnings, I went away. It was
"Orsova's" seventeenth passage. Having arrived in
Ceylon I wanted to kill myself in Domhilli and
Naalande. I was sitting, holding a Browning to my
temple. I couldn't shoot myself, because the thought of
my Parents stopped me at the very last moment. This

268

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

* LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

minut przed dziesiątą, że nie mogę się wstrzymać, ażeby nie
opisać faktów z tą godziną związanych.
Pierwsze

wrażenie

związane

z tą

godzi­

ną.
Miałem koto dziesięciu lat. Kładłem się spać. Matka gra­
ła na fortepianie. Oddzielały mnie od Niej dwa pokoje ciem­
ne. Paliła się świeca. Bałem się czegoś, sam nie wiem czego.
Była wtedy ta godzina. Przynajmniej jest to ostatnie wspo­
mnienie, które się z pojęciem tej godziny wiąże. Zwracam
uwagę, że kiedy byłem dzieckiem, zajmowała mnie specjalnie
Australia. Dowodem tego jest mapa Australii z małego atla­
su, który dostałem od pani Dembowskiej, cała pokreślona.
Miasto Adelaide jest oznaczone specjalnie, z długością i sze­
rokością geograficzną. Drugim ideałem dzieciństwa z okresu
chemicznego był cyjanek potasu. Marzyłem o tym, aby mieć
go w mojej kolekcji chemikaliów.
Kiedy zobaczyłem tę godzinę na zegarze idącym (choćby
źle, na przykład o piątej lub dwunastej w nocy), zawsze
w ciągu dni trzech-czterech spotkało mnie coś nieprzyjemnego.
P i e r w s z y raz zobaczyłem zegar na tej godzinie stoją­
cy na Litwie w Sylgudyszkach. Wyjeżdżając na spacer zapo­
mniałem zegarka. Wieczorem, kiedy wróciłem do mego po­
koju, zastałem zegarek mój stojący na tej godzinie. Nazajutrz
byłem już chory na tyfus, dość niebezpiecznie (jedyna ciężka
chotoba, którą miałem od siódmego roku życia).
D r u g i raz było to w Rzymie, miałem spotkać się we
Florencji z Panną T. Chciałem rozmówić się definitywnie
z Nią co do mojego stosunku do Niej w przyszłości.
Koch.iłem się w Niej już od siedemnastego roku życia.
Położyłem się spać wcześnie kolo dziewiątej. Karol Szyma­
nowski, z którym podróżowałem i który wiedział o tym mo­
im przesądzie, zobaczywszy, że zegarek mój stanął, n a s t a ­
wił go na t ę g o d z i n ę . Rano nie budziłem go i wyje­
chałem z rym przekonaniem, że coś złego się stanie. W trzy
dni miałem we Florencji w Museum Borgello rozmowę
z panną T , w której się okazało, że z przyszłości naszej nic
być nie może. Mimo późniejszej korespondencji stosunek li­
stowny skończył się w rok niecały potem. We Florencji
pierwszy raz miałem myśli samobójcze.
W roku 1909 nastawiłem w grudniu (lub końcu listopa­
da) zegar u pp. Smialowskich, zegar starożytny, który nigdy
nie chodził, na tę godzinę, chcąc przezwyciężyć ten przesąd.
&lt; Przed styczniem &gt; * Przed marcem poznałem u panny M.
B. śp. Jadwigę Janczewską, w marcu poznałem panią Irenę
Solską. Kiedy stosunek się zawiązał z tą ostatnią, miałem
w końcu czerwca jechać do Zakopanego. Ona juz tam była.
Mieszkałem w Krakowie na ulicy Grodzkiej. (Czas wydarzeń
był następujący. Jeśli zegar szedł i widziałem tę godzinę,
drobna przykrość miała się zdarzyć w przeciągu trzech dni od
zobaczenia. Jeśli zegar stal, czas był ttzy miesiące. Dlaczego
* W takich ostrych nawiasach znajdują się wyrazy przekre­
ślone przez S. I. Witkiewicza.

taki właśnie termin i kiedy ten rytuał powstał, nie mogę so­
bie przypomnieć, jak i samego początku tego przesądu.) Za­
wsze idąc do Rynku, szedłem po stronie lewej. Na dzień
przed wyjazdem wychodząc z domu zobaczyłem przed bramą
wóz z węglami. Musiałem go obejść. Tym rozpędem przesze­
dłem na drugą stronę i po raz pierwszy zobaczyłem, że jest
tam zegarmistrz. Ogromny zegar ścienny stał na tej godzinie.
(Wskazówka minutowa nie powinna była być poza ósemką
VIII lub 8. Niekoniecznie na samym punkcie.)
W przeciągu miesiąca miałem przeżycia w związku
z p[anią] S[olską], które zasadniczo wpłynęły na całe moje
późniejsze życie. Chciałem z Nią zerwać, ale nie miałem siły,
i stosunek ten (wskutek którego miałem później opinię najfatalniejszą) wlókł się przez czas długi. (Zawsze mówiłem, że
życie moje widzę do trzydziestego roku życia. Trzydziesty tok
niewyraźnie, a cyfry takie jak 31, 32, 35 lub 40 nic mi nie
mówią jako cyfry oznaczające moje lata. 17 była moją cyfrą
fatalną, też nie wiem czemu.)
Kiedy miałem jechać do Londynu z Bretanii 1911 roku,
mój zegarek stanął na dwadzieścia do dziesiątej. Wieczorem
stał na dwadzieścia pięć, musiałem go trącić i zapomniałem
nakręcić - rano stal na tej godzinie. Widocznie przeszedł te
pięć minut wskutek potrącenia.
W Cambridge z autobusu widziałem na wystawie duży
ścienny zegar stojący na tej godzinie. A u dentysty, przeglą­
dając gazetę, zobaczyłem ogłoszenie zegarmistrza z zegarem
z tą godziną. W dwa miesiące zaczęło się zrywanie stosunku
z p[anią] S[olską], które kosztowało mnie wiele siły, i cały
ten okres życia był niezmiernie przykry.
W domu Ślimaka mieszkaliśmy lat siedemnaście. Po
siedemnastu latach przenieśliśmy się na Bystre do willi
„Nosal". (Na Bystrem mieszkałem pierwszy raz w Zakopa­
nem, kiedy miałem dwa lata.) Wisiał tam obraz z zegarem
w środku. Miałem zwyczaj oglądania zawsze zegarów w no­
wym miejscu. Z zadowoleniem skonstatowałem, że zegar
ten stoi na dwadzieścia min[ut] przed jedenastą. W dwa
miesiące, kiedy już zupełnie byliśmy w tym domu zagospo­
darowani i kiedy śp. J. Janczewska już od dawna tam mie­
szkała, zobaczyłem, że zegar ów nie stał na dwadzieścia
przed jedenastą, tylko dwadzieścia min[ut] przed dziesiątą.
Było to rano. Opowiadałem Jej właśnie o tym przesądzie
i mówiłem o tym zegarze. Podszedłem do zegara i zobaczy­
łem (prawie z przerażeniem), że wskazówka godzinowa by­
ła lekko zagięta i zegar ten faktycznie stał na dwadzieścia
przed dziesiątą. Jakby się zaczaił i wskazywał inną godzinę
przez dwa miesiące, abyśmy tego domu nie opuścili. Wtedy
to pomyślałem sobie, że w tym domu musi mnie spotkać ja­
kieś straszne nieszczęście. Bo fakt ten, żeby po siedemnastu
latach mieszkania u Ślimaka przenieść się do domu innego
i tam zastać zegar stojący na tej godzinie, jest chyba dość
dziwny.
17 stycznia w piątek (piątek jest mój zły dzień) oświad­
czyłem się śp. J[adwidze] Janczewskiej. Nie chciałem, aby
w czerwcu wyjeżdżała do Leszcz. Kula zegarowa, którą Mat-

269

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

journey has been nothing but boundless torment to me.
Between death and the thought of Mother. I n
Kolgooslie (in Australia) I stole a piece of sodium
cyanide from a gold factory. Yes, I finally got hold of a
dose, in Australia - of all places. Anothet weird
connection, too. (As we were boarding the "Orontes" in
Colombo, the clock in the dining room said twenty to
ten. In Perth before leaving for Albany I had a terrible
day. I wrote father that only marriage with Miss S. could
save me (although I kept up correspondence with Miss
Z.). As I walked out to mail that letter I saw a clock in
the hotel saying twenty to ten. When I came back I
wanted to poison myself with the cyanide. But I was too
weak, again. I held the crystal in my hand, licked it e v
e n, but did not dare take it into my mouth and bite.
Isn't it awful? A n d monstrously funny at the same time.
Only the thought of my Parents keeps me alive, but
what do I have to offer them while I'm in this state?
Before that I went to the Museum looking for
Malinowski. I actually expected to see twenty to ten on
a clock that day. O n my way back I did not walk along
Baker Street as I usually did but chose the pavement on
the opposite side (I don't know why) and saw a small
watch that had stopped at twenty to ten. That evening
we went to Albany where I found out that the war had
broken out.
Terrible anxiety about the fate of my Parents and
the total hopelessness of my situation. Really great
things are happening i n Europe, things for which one
could sacrifice one's life, while I'm studying Australian
flowers i n the company of Englishmen. The monstrous
absurdity of this set-up. I n this context I suddenly saw
suicide as an odious thing. I decided to come back.
I wanted to stay i n Perth and wait for a ship. News
about the seizure of Australian steamers. I took
Malinowski's advice and went to Adelaide (I must have
been destined to go there). During the passage we
crossed paths with "Orsova" on its way back to Europe.
Could be the last steamer that will get there. Bronio's
advice, seemingly good, always has bad results. My
helplessness here in the face of the war is monstrous.
A l l the misfortunes that I've suffered so far were not
enough. Now comes the very worst thing. No chance of
acquittal and of committing the last and only deed I
was still capable of.
Today, between a visit - unsuccessful - at the
Russian consul's and another one at his Austrian
counterpart's (where I found out that there was no
hope of a return journey) I saw a watch in King William
Street which had stopped at twenty to ten. The Russian
consul said the same thing. No hope of a return and of
doing that last deed. The ship I could leave on departs
from Melbourne on Wednesday. W i l l I get on board?
What's going to happen? What will happen to my

Parents? Father won't get any money from Russia. What
will Mother do with the pension in times like these?
Nobody will send me any money, either. To go on with
this trip seems monstrously absurd. O n the other hand,
it's almost impossible to come back. Pining for Her, for
my lost life and creativity. Desperate anxiety about my
Parents' fate. Despair, because it's impossible to fight
and end my life with dignity, after all. What a terrible
thing my life has suddenly turned out to be. What's
going to happen?
The day when Helena C[zerwijowska] was leaving
and I was staying behind, alone with the late J.
Janczewska, I saw Mrs. S[olska] for the first time since
our break-up at Antałówka. That day seems to have
encompassed everything that was to happen. Because
the social relations that I kept up with Mrs. S [olska] as
well as the presence of H[elena] C[zerwijowska] in
Zakopane were in fact among the reasons why &lt;the
only one&gt; all that has ended so terribly. Her faith in
me was diminishing by degrees. O n my way back from
Antałówka (when I went there to fetch H [elena]
C[zerwijowska]'s forgotten purse) on my way back I
found a card lying in the mud. It was the nine of hearts,
which in my private cabala stands for erotic feelings. I
don't believe in cabala, I don't believe in anything of
the sort, even i n that superstition connected with the
hour twenty to ten. But the facts I'm quoting here are
nothing but strange.
I hid that catd. I n May 1914 I came across it by
chance, tore it to pieces and threw it away. Walking to
Olcza to see Miss Z. (why did I ever reject her great
love because of some excess of honesty. I could give
her nothing but despair left by Her death. I can never
love anyone else. Why did I ever go on this journey
which has turned the last moments of my life into
fruitless, terrible torment and prevented me from
doing the last honourable thing), I found the same
card, nine of hearts, on my way to Olcza. It seems that
when I came back from Berlin that time I did it for
Miss Z. Wasn't it premonition, the last opportunity in
a lifetime? I n London I made a superhuman effort and
decided to go.
A n d what's the good of it all? I'm half-mad. My state
is just terrible. Every moment is pure torment. What
with the war and all the rest. I don't know how I'm
going to survive all this.
This is the thirtieth year of my life, of which I used
to say that I could visualise it but vaguely. Only 29
made any sense as the number of my years. Beyond that
there's nothing but madness or death. It is impossible to
go on with this suffering. The only thing left to do is
denied me.

270

Forgive me, whatever happens with me next.

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Straszny niepokój o Rodziców i zupełna już beznadziej­
ność mojego położenia, Tam dzieją się rzeczy prawdziwie
wielkie, za które można życie oddać, a ja oglądam kwiaty australskie w towarzystwie Anglików i jestem bezsilny. Potwor­
ny nonsens tej sytuacji. Samobójstwo wydało mi się czymś
wstrętnym wobec tego. Postanowiłem wracać.

ka dostała od panny T., stanęła na dwadzieścia do dziesiątej
w kwietniu.
Z wyjazdem tym skończyły się najlepsze dni mego życia.
Stosunek ten psuł się coraz bardziej (wszystko była moja
sttaszna wina. Niedocenianie i siebie, i Jej, za co mnie tak
straszliwa kara spotkała). W styczniu czy lutym 1914 roku
nastawiłem dla żartu zegar w sanatorium na tę godzinę. By­
ło to w czasie koncertu Rubinsteina. Dnia 21 lutego stała się
ta rzecz okropna. 24 I I zacząłem trzydziesty rok mojego
zmarnowanego beznadziejnie życia. W piątek dwudziestego
było między nami nieporozumienie, które było powodem tej
strasznej katastrofy.

Chciałem zostać w Perth i czekać na okręt. Wiadomości
o zatrzymaniu parowców australskich. Usłuchałem rady Ma­
linowskiego i pojechałem do Adelaidy (przeznaczenie, że
musiałem być w Adelaidzie). W drodze m i n ę l i ś m y
„ O r s o v ę " , wracającą do Europy. Może ostatni parowiec,
który dojdzie. Rady Bronia, pozornie dobre, wychodzą za­
wsze na złe. Bezsilność moja tutaj wobec wojny jest czymś
potwornym. Za mało było tych nieszczęść. Teraz przychodzi
rzecz najokropniejsza. Niemożność rehabilitacji i spełnienia
ostatniego jedynego czynu, do jakiego byłem zdolny.

Kiedy otrzymałem list od B. Malinowskiego decydujący
o całej podróży, było to rano u T. Langiera. Budzik jego stał
na tej godzinie.
W Londynie u Ganiego, kiedy kupowałem pierwszy raz
tropikalne przybory, widziałem duży zegar ścienny, stojący na
tej godzinie. Dalej, też w Londynie, w parę dni potem, odda­
jąc zegarek do naprawy, widziałem budzik stojący na tej go­
dzinie. Któregoś wieczoru zamiast na Grays Inn Road wysia­
dłem na Southampton Row i idąc przez Theobald Road zo­
baczyłem budzik na wystawie stojący na tej godzinie. Wy­
chodząc od dentysty w West-Hampstead miałem jechać na
Kings Cross. N i e w i a d o m o c z e m u wziąłem bilet na
Baker-street. Idąc potem przez Regent Street zobaczyłem
mały zegarek stojący na tej godzinie.
Mimo tych wszystkich ostrzeżeń wyjechałem w podróż.
Była to s i e d e m n a s t a p o d r ó ż „ O r s o v y " . Na
Ceylonie w Dambulli i w Naalande chciałem się zabić. Sie­
działem z browningiem przy skroni. Nie mogłem tego zrobić,
bo wstrzymała mnie w ostatniej chwili myśl o Rodzicach.
Podróż ta to męka bez granic. Między śmiercią a myślą
o Matce. W Kalgoorlie (w Australii) wziąłem kawałek sinku
sodu w fabryce złota. Zdobyłem nareszcie sinek, i to w Au­
stralii. To też dziwaczne połączenie. (Kiedy w Colombo
wchodziliśmy na „Orontes", na zegarze w sali jadalnej było
dwadzieścia minut do dziesiątej.) W Perth przed wyjazdem
do Albany miałem dzień straszny. Napisałem do ojca, że tyl­
ko małżeństwo z panną S. uratować mnie może (mimo kore­
spondencji z panną Z.). Wychodząc na pocztę z tym listem
widziałem na zegarze w hotelu dwadzieścia do dziesiątej.
Kiedy wróciłem, chciałem się otruć sinkiem. Znowu nie mia­
łem siły. Trzymałem w ręku kryształ, polizałem nawet(!) i nie
miałem odwagi wziąć do ust i rozgryźć. Czyż to nie okropne?
A jednocześnie potwornie śmieszne.

Dziś między wizytą nieudaną u konsula rosyjskiego a wi­
zytą u konsula austriackiego (u którego dowiedziałem się, że
nie ma żadnej nadziei powrotu) widziałem na King William
Street zegarek s t o j ą c y na d w a d z i e ś c i a
przed
d z i e s i ą t ą . U konsula rosyjskiego to samo. Żadnej nadziei
powrotu i spełnienia ostatniego czynu. Statek, którym je­
chać mógłbym, wychodzi z Melbourne we środę. Czy nim
wyjadę? Co będzie? Co z Rodzicami będzie? Ojciec nie do­
stanie pieniędzy z Rosji. Co Matka pocznie z tym pensjona­
tem w takich czasach? Mnie nikt też pieniędzy nie przyszłe.
Jechać dalej nonsens potworny. Wracać prawie niepodo­
bieństwo. Rozpacz za Nią, za utraconym życiem i twórczo­
ścią. Rozpacz o Rodziców i rozpacz z powodu niemożności
walki, w której jeszcze godnie życie zakończyć mogłem. Co
za straszna rzecz zrobiła się nagle z mego życia: Co będzie?

Tylko myśl o Rodzicach trzyma mnie przy życiu, a cóż im
dać mogę w tym stanie?

Tego dnia, kiedy wyjeżdżała Helena C[zerwijowska], kie­
dy ja zostawałem sam z śp. J. Janczewską, widziałem po raz
pierwszy panią S[olską] od czasu zerwania na Antałówce.
Był to dzień, w którym jak gdyby zawarte było wszystko to,
co być miało. Bo to, że zachowałem stosunki towarzyskie
z panią S[olską] i obecność Hfeleny] C[zerwijowskiej] w Za­
kopanem, były to jednak wszystko powody, że &lt;ten jedyny &gt;
wszystko to tak strasznie się skończyło. Ona traciła we mnie
coraz bardziej wiarę. Wracając z Antałówki (kiedy posze­
dłem po zapomnianą portmonetkę H[eleny] C[zerwijowskiej]) znalazłem wracając na drodze w błocie kartę. Była to
dziewiątka coeur, która w m o j e j k a b a l e wyraża uczucia
erotyczne. W kabałę nie wierzę, nie wierzę w nic podobne­
go, nawet w ten przesąd tej godziny. A jednak fakty, które tu
podaję, są dość dziwne.

Ptzedtem poszedłem szukać Malinowskiego do Muzeum.
M y ś 1 a 1 e m, że pewnie dziś zobaczę dwadzieścia do dziesią­
tej. I wracając nie poszedłem jak zwykle lewą stroną Barrack
Street, tylko prawą (nie wiem czemu) i z o b a c z y ł e m
m a ł y z e g a r e k s t o j ą c y na d w a d z i e ś c i a
do
d z i e s i ą t e j . Tego wieczoru pojechaliśmy do Albany i tam
dowiedziałem się o wybuchu wojny.

Schowałem tę kartę. W maju 1914 znalazłem ją przypad­
kiem, podarłem i wyrzuciłem. Kiedy szedłem na Olczę do
panny Z.[ielińskiej] (czemuż odtrąciłem Jej wielką miłość
przez jakiś nadmiar uczciwości. Nic Jej oprócz rozpaczy po
Zmarłej dać nie mogłem. Nikogo już kochać nie będę mógł.
Czemuż pojechałem na tę podróż, która ostatnie chwile me­
go życia zamieniła na bezpłodną, okropną męczarnię i unie-

271

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

Bronio, don't laugh at what I'm writing. One day
you'll understand all.

probably reached their destination as well. I'm staying
at this hotel for three shillings sixpence.

Dearest Parents, forgive me if I can't stand all this.
Stas

I met Nechayev quite by chance. O n Saturday I'm
moving on.
I'm not going to write about our relationship since
«1 can add nothing* I have nothing to say as yet. In
Papua you'll have plenty of time to think and maybe
you'll understand a lot of things when you look at them
from a distance and in solitude. If there's still time and
if you're really fond of me (of which I haven't seen any
indication lately), sometime in the future we may talk
about this in a different mood when we meet at Olcza. I
sincerely wish you'd change before life gives you a
crueller lesson than it has so far.

In 1913 I dreamed that I wanted to commit suicide
in my room in the "Nosal". The wardrobe stood in the
same spot where it did in the spring of 1914 when I
lived in that room with Mother. Helena C[zerwijowska]
was sitting by the window. I fired a shot from my
Browning (the one that She, the unfortunate, killed
herself with) into my temple. The gun misfired and I
woke up.
In January or [at the] beginning of February 1914 I
had a dream in which I tried to poison myself. I drank
some poison and went walking along a winding path
among the fields. Then I fell down but could not die.
The other day on my way to Albany I dreamed that I
was i n a room (like a huge coupe in a railroad car) with
Mother and she said: " I saw Miss Jadwiga." I asked her
where. Mother pointed to a corner of the room where a
couch stood «It was there that She was sitting». A t first
I saw nothing but after a while a transparent face, then
the whole silhouette gradually began to take shape. I t
was Her spirit. Later on I saw Her more and more
clearly, but always as a transparent entity. She was
sitting i n profile, dressed i n an astrakhan fur (which she
always wore while sitting on a porch), and looked away
with awful sadness in her eyes. She used to have this
expression sometimes when she said she was feeling
suicidal.

For certain things I owe you my deepest gratitude. If
what you've done remained effectless, that's because I'm
a broken man and only death can cure me. Six months
have already passed and things are just as they used to
be, even worse. May I die not by some stupid chance
but i n a useful way. This one thing all of you ought to
wish me.
It is my strong belief that your expedition will be a
success and that you'll return unharmed.
I shake your hand
Stas
PS. When we passed Toowoomba, albums of
photographs taken in the queenslandskaya guberniya
were given out free. O n a tower in Toowoomba the
clock always says (only in the picture, of course) twenty
to ten. Lupton can tell you I'm not lying. Isn't it some
kind of a supreme bad luck?

How terrible all this is.
Terrible and absurd like some endless dream.
Going to Albany I had another dream i n which I
tried to poison myself with cyanide. I drank some
poison but could not die and lived on in awful torment.

Trans, by M.K.
32.
P &amp; O.S.N.Co.
S.S. "Morea" 2
September 2, 1914

[Later postscripts:]
For some ten years I've had a constant feeling that
I'll die accused of things I did not do.
A poem about my death, written in October.
In a diary that I later burned I wrote in October: " I ' l l
die i n terrible agony".
Trans, by M.K.

31.
Hotel Metropole
Sydney, September 2, 1914
Bronio, My Dear,
I wish to let you know that I've received letters in
reply to those I had sent from Kandy, so yours have

Bronio, My Dear,
Thanks for writing, but even i f I happened to be in
London I'd try not to accept your offer. Turner's help
has obviously become quite unacceptable due to the
reciprocal disclosures. If nothing changes, Nechayev
and I plan to travel from Port-Said. There's a chance
that I'll get money from Russia already in Greece or in
Bulgaria. I don't know how cables work in the present
situation. Nechayev is traveling first class, so I hardly
ever see him.
The Goldings have been very kind and gentle with
me. I like them very much. I wish you'd think about
your character. Not for my sake, but for yours. You may
yet feel very sorry sometime in the future.

272

�Stanisław I. Witkiewicz, Bronisław Malinowski, pastel, 1930.
Ze zbioru Heleny Wayne
Stanisław

l. Witkiewicz.

Bmnislaw

The collection

Malinowski, pastel.

of Helena

1930.

Wayne

Stanisław I. Witkiewicz, autoportret ['l na tle własnej litografii,
Zakopane, ok. 1913. Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego

Sttmisioui

/. Witkiewicz:, self-portrait

litograph,

Zakopane,

f .'j.

against the background

ca 1913. The collection

of Tatra

of his

Museum

Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane, ok. 1903. Ze zbiorów Muzeum

Suniltan'

Tatrzańskiego
1. Witkiewicz.

Zakopaite,

ca 1905. The collection

Museum

of Tatra

��Jadwiga Janczewska w łóżku, fot. Stanisław
1. Witkiewicz, Zakopane, ok. 1913.
Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego

Jadwigi Janczewska in lied. Photo
by Stanisław
1. Witkiewicz, Zakopane, ca 1913.
The collection of the Tatra
Museum
WiJok na Giewont z ulicy Kościeliskiej,
fot. Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane,
wiosna 1902 r. Ze zbioru E . Franczak
i S. Okolowicza
Vieu' o/
Photo by

Giewont from Kościeliska Street.
Stanidaw l. Witkiewicz, Zakopane,

spring (902. The collection oj E . Franczak

and S. Okolowicz

Stanisław I. Witkiewicz ze stryjem
Ignacym i Bronisławem Malinowskim. Fot.
Stanisław Witkiewicz (ojciec), Zakopane,
zima 1902. Ze zbioru E . Franczak
i S. Okolowicza

Stanisław i. Witkiewicz with his uncle Ignacy
ttnd Bronisław Malimneski. Photo by
Stanisław Witkiewicz (father). Zakopane,
winter

1902.

The collection
and S.

of

Okolowicz

E.

Franczak

�Lokomotywa nr 16006 na stacji w Zakopanem. Fot. Stanisław 1. Witkiewicz, 1 8 9 9 . Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego
Locomotive N o . ( 6 0 0 6 at the railway

.station m Zakopane.

Photo by Stanisław

I. Witkiewicz,

J 8 9 9 . The collectif m of the Tatra

Stanisław I . Witkiewicz, pejzaż australijski, 1 9 2 3 , pastel. Ze zbiorów Magdaleny i Janiny Kraszewskich
Stanisław

/. Witkiewicz,

Australian

Landscape,

¡923,

pastel

Collection

ofMagdalena

and Janina

Kraszewska

Museum

�3taniskiw Ignacy Witkiewicz

* LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

możliwiła mi spełnienie ostatniego czynu), znalazłem tę sa­
mą kartę dziewiątkę coeur na drodze do Olczy. Dla panny Z.
zdaje się wróciłem wtedy z Berlina. Czyż to nie było przeczu­
cie i ostatnia możliwość życia? W Londynie z nadludzkim
wysiłkiem zdecydowałem się jechać,
I na cóż to wszystko? Jestem pótobłąkany. Stan mój stra­
szny. Każda chwila to straszna męka. I do tego ta wojna i to
wszystko. Nie wiem, jak przetrzymam to wszystko.
To jest ten trzydziesty rok życia, o którym mówiłem, że go
niewyraźnie przed sobą widzę. Tylko 29 miała sens jako licz­
ba lat mego życia. Dalej obłęd albo śmierć. Tak męczyć się
niepodobna. Jedyna rzecz, i ta mnie omija.
Przebaczcie, cokolwiek ze mną będzie.
Broniu, nie śmiej się z tego, co piszę. Kiedyś zrozumiesz
wszystko.

mieszkałem. Helena C[zerwijowska] siedziała przy oknie.
Strzeliłem z mego browninga (tego, którym Ona biedaczka
się zabiła) w skroń. Browning nie wypalił i obudziłem się.
W styczniu czy [na] początku lutego 1914 miałem sen, że
się trułem. Wypiłem truciznę i szedłem ścieżką krętą wśród
pól. Potem padłem i nie mogłem umrzeć. Teraz, kiedy jecha­
łem do Albany, miałem sen, że byłem z Matką w pokoju (jak­
by ogromne coupe w pociągu) i Matka powiedziała: „Widzia­
łam pannę Jadwigę." Ja spytałem, gdzie. Matka pokazała mi
róg pokoju, gdzie stała kanapa. &lt;Tam Ona siedziała&gt;. Z po­
czątku nie widziałem nic, a potem zaczęła się zarysowywać
powoli najpierw twarz przezroczysta. Był to duch Jej. Potem
coraz wyraźniej, ale cała była przezroczysta. Siedziała bokiem
do mnie, ubrana w karakułowe futerko (w którym zawsze
werendowała) i patrzyła w bok ze strasznym smutkiem. Taki
wyraz miewała, kiedy mówiła, że jest w stanie samobójczym.

S t a n i s ł a w I . Witkiewicz k o ł o Sfinksa i piramidy Cheopsa w Egipcie, w drodze powrotnej z Australii,

1914-

Ze zbiorów S. Okolowicza
Stanisław

l. Witkiewicz

near the Sphmks and the Cheops pyramid in Egipt on his way hack from Australia,
The collection of S.

1914.

Okolowicz

Najdrożsi Rodzice, przebaczcie mi, jeśli nie wytrzymam
tego wszystkiego.
Staś

Jakież straszne to wszystko.
Straszne i bezsensowne jak jakiś sen bez końca. Jadąc do
Albany miałem drugi sen, że się trułem cyjankiem. Wypiłem
truciznę i nie mogłem umrzeć, i męczyłem się strasznie.

W roku 1913 miałem sen, że chciałem w moim pokoju
w „Nosalu" popełnić samobójstwo. Szafa t a k s t a ł a
jak teraz na wiosnę 1914 roku, kiedy z Matką w tym pokoju

Cały czas od jakichś lat dziesięciu mam przeczucie, że zgi­
nę oskarżony o rzeczy, których nie popełniłem.
Wiersz o mojej śmierci pisany w październiku.

273

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

* L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

One can err and try to atone for one's errors. But
one mustn't take a cynical view of oneself. For those
who do so the path of self-improvement is closed.
I must admit that right now I have no faith in you
whatsoever. A n d I don't mean your attitude towards
me. It could neither have harmed me nor helped me.
You were right when you said that twenty pounds more
or less made no difference i n view of the "horrors" I was
about to go through. Generally speaking, nothing can
hurt me or help me. If I hold any grudges against you it
is not for my but for your own sake.
I wish you a change in lifestyle - I mean the inner
life, first of all - and the very greatest achievements in
science.
I shake your hand
Stas"
If anything of importance happens, I'll write.
Trans, by M.K.

33.

34.
[St. Petersburg, mid-October 1914]
Bronio, My Dear,
I've been in Petrograd for two days, trying to get into
the army, which is a fiercely difficult task, since I have
no papers. I've obeyed nothing but my own free will for
quite a long time now. Otherwise I'm still in the same
state and only the hope of fighting this war allows me to
remain more or less stable.
That handful of riflemen fighting for a piece of
Galicia in alliance with the Germans who've devastated
most of the Kingdom and have been torturing in a
beastly way the Poles living there is a tragic monstrosity.
The soldierly honour which makes them stick to
Austria and fight on the German side could in itself be
a beautiful thing but under the present circumstances
it's just horrible.
Thus i n our abnormal situation merits turn into
crimes against the spirit of the nation. Being quite alone
with my thoughts about Russia and the need to take its
side against the Germans I've lived through some awful
moments pondering this question. Now the riflemen
movement in Galicia has completely collapsed and
every Pole can march with a clear conscience against
our only real enemy - the Germans.

P. &amp; O.S.N. Co.
S.S. "Morea"
October 1, 1914
Bronio, My Dear,
Sorry about those unpleasant letters that I wrote.
Alas, you know, damn it, sir!
We'll probably never see each other in our lives and
will have no opportunity to discuss this question.
The "Morea" is v[ery] nice, much better than the
Orient liners. We've been to Bombay. Wonderful city.
Tomorrow we're sailing into Aden, from Port-Said to
Alexandria and then to Salonika.
I'm short of dough, just enough to get to the border.
My fate is highly uncertain. Mrs. Golding is a wonderful
woman. Pity she's so old.

What horrid stories (not journalists' lies but letters
from eyewitnesses). The poor Mrs. Janczewska in
Leszcze flooded by those hordes. If I manage to go into
the army I won't even be able to read her memoirs
before death comes - if it comes. A n d you may be dying
of fever or something worse. In spite of all that
happened I have a bad conscience about leaving you
alone there.
But the way you treated me was not encouraging.
I'm writing to your spirit, which is a thing of the past.
Malinowski doesn't exist for me at all and I must admit
that I haven't missed him even for a second. Being with
you I missed Bronio and now I often think of our good
old days when the dialectics of emptiness and the
spewing of significant lies used to cover up the
mediocrity of what we did.

I've seduced a Portuguese whore from Brazil but
with not much pleasure. Two trepangs and then I got
bored.
My life is awful.
I've been flirting with some females, complete
strangers. I do not recognise myself. I'm quite stupefied.
I've been drawing quite a lot of portraits. The company
here is infernal.
In my lucid moments 1 feel terrible. I'm trying to
stupefy myself enough to survive this trip.
Then let me be hit by whatever shafts happen to fly
my way.
1 shake your crooked claws. Sometimes I woiry
about Your health.
I miss the tropics. But in this state of mind the
beauty of the world is torture.
T r a n s , by M . K .

Right now the conscience of a Pole is a terrible
thing. But there is only one way to follow. Zeromski got
wounded fighting as a rifleman - so what. A writer of
genius contaminated with a false idea. Strug got killed so what. When one cannot accept those ideas. A tragic
mistake. While there is only one way to follow. I do
understand them, but I've been consistent i n my
behaviour. I've always considered the riflemen
movement to be nothing but a nice way of committing
suicide. (Wlodzio Tetmajer shot himself in the head
when he rode into Kielce. He must have seen the truth

274

�S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz

• LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

W dzienniku, który spaliłem, napisałem w październiku:
„Umrę w strasznych męczarniach."

31.
Hotel Metropole, Sydney, 2 IX 1914
Kochany Broniu:
Donoszę Ci, że otrzymałem listy w odpowiedzi na listy
wysłane z Kandy, pewno więc i Twoje doszły tak samo. Mie­
szkam za trzy s. sześć d. w tym hotelu.
Przypadkowo trafiłem na Nieczajewa. W sobotę wyjeż­
dżam dalej.
O kwestii naszego stosunku nie piszę, bo &lt; dodać nic nie
mogę&gt; na razie nie mam nic do powiedzenia. W Papui bę­
dziesz miał wiele czasu na rozmyślania i może wiele rzeczy
zrozumiesz, jak się na nie z daleka i z samotności popatrzysz.
Jeśli nie będzie za późno i jeśli mnie będziesz lubił naprawdę
(czego teraz dopatrzeć się nie mogłem), może kiedyś na
Olczy będziemy inaczej o tym mówić. Chciałbym bardzo,
abyś się zmienił, zanim Cię życie nauczy różnych rzeczy
w sposób bardziej okrutny niż dotąd.
Za pewne rzeczy mam dla Ciebie głęboką wdzięczność.
Jeśli nie było skutku, to dlatego, że jestem człowiekiem kom­
pletnie złamanym, którego jedynie śmierć uleczyć może. Pół
roku minęło i wszystko jest tak, jak było, a nawet gorzej. Oby
moja śmierć nie była głupim przypadkiem i żebym zginął po­
żytecznie. Tej jednej rzeczy można mi życzyć.
Wierzę mocno, że Ci się uda wyprawa i że wrócisz cało.
Ściskam dłoń Twoją.
Staś
PS, Za Toowoomba rozdawano albumy z photo z kinslandskoj guberni. Na wieży w Toowoomba zegar stoi (oczy­
wiście stoi to na obrazku) na dwadzieścia minut do dziesią­
tej. Lupton jest świadkiem. Czyż to nie wyższy pech.'

32.
P &amp; OS.N.Co.
SS „MOREA", 14 IX 1914
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za Twoje listy, ale nawet gdybym był w Lon­
dynie, postarałbym się nie skorzystać z Twojej oferty. Oczy­
wiście pomoc ze strony Turnera jest przez obustronne rewe­
lacje kompletnie uniemożliwiona. Jak dotąd, mamy zamiar
z Nieczajewem jechać z Port-Said. Możliwe, że będę mógł
dostać pieniądze z Rosji już w Grecji lub Bułgarii. Nie wiem,
jak jest z telegramami w takim stanie jak teraz. Nieczajew je­
dzie I kl[asąj i mało go widuję.

Bardzo ich lubię. Chciałbym, abyś się zastanowił nad Twoim
charakterem. Nie dla mnie, tylko dla siebie samego. Może Ci
być kiedyś bardzo przykro.
Można popełniać błędy i starać się je odpokutować. Ale
nie można na samego siebie patrzeć z cynizmem. Droga do
poprawy jest wtedy zamknięta.
Muszę się przyznać, że na razie nie wierzę w Ciebie. Nie
w stosunku do mnie. Mnie to ani by zaszkodziło, ani po­
mogło. Tak jak słusznie twierdziłeś, że £ dwadzieścia mniej
czy więcej wobec „okropności", które przeżywać będę, są ni­
czym. W ogóle już mi nic pomóc ani zaszkodzić nie może.
I nie mam pretensji do Ciebie o siebie, tylko o C i e b i e
samego.
Życzę Ci innego życia, wewnętrznego przede wszystkim,
i wszystkiego najlepszego w nauce.
Ściskam dłoń Twoją.
Staś
Napiszę, o ile zajdzie coś ważnego.

33.
P &amp; O.S.N.Co.
SS „MOREA", 1 X 1914
Kochany Broniu:
Przykro mi, że napisałem listy nieprzyjemne. Trudno wie
pan, psiakrew!
Prawdopodobnie nie zobaczymy się już w życiu i nie bę­
dziemy mieli sposobności dyskutowania tej kwestii.
„Morea" jest bfardzo] sympatyczna, daleko lepsza od
Orient-lainerów. Byliśmy w Bombay. Cudowne miasto.
Jutro zajeżdżamy do Adenu, z Port-Said do Aleksandrii,
a stamtąd do Saloniki.
Z flotą krucho, tylko żeby do granicy dobrnąć. Los w wy­
sokim stopniu niepewny. Goldingowa jest cudowna kobieta.
Szkoda, że stara.
Uwiodłem portugalską kurwę z Brazylii, ale bez wielkiej
przyjemności. Dwa trepangi, po czym odechciało mi się.
Straszne jest moje życie.
Flirtuję z jakimiś obcymi babami. Nie poznaję siebie. Je­
stem zupełnie ogłupiały. Rysuję dość dużo portretów. Towa­
rzystwo piekielne.
W chwilach jasnowidzenia jest okropnie. Staram się
ogłupieć, aby wytrzymać tę podróż.
Potem cokolwiek będzie, niech uderza we mnie. Ściskam
Twoje zakrzywione szpony. Boję się chwilami o Twoje zdro­
wie.
Zal mi tropików. Ale w rym stanie piękność świata jest
torturą.

Goldingowie są dla mnie niezmiernie dobrzy i delikatni.

275

�Stanisław Ignacy

Witkiewicz

* LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

then. That's what being in accord with one's sense of
honour means.)
Your claim that I've taught you how to be cynical is
a terrible lie. It was from you that I've learnt to view
the whole world and myself with cynicism. Just think
about it. That comfortable attitude of yours, no faith at
all in any noble impulse, your cold little smile and the
conviction that there's always meanness at the bottom
of things. It's very easy to view life in this way if one
chooses to. Flowers grow in mud. One can look at them
without sticking one's nose in the mire. I was alone and
suffered terribly. Now I see that everybody is like this.
But a lot of people still do not believe in Russia and sit
comfortably in their snug little corners.
The people here have been so disposed that uncle
Jałowiecki refused to shake my hand. I owe this
notoriety to the Janczewski family. I hope this situation
will at least protect my poor fiancee's memory from
gossip. I hope the entire blame will rest on me. I'm not
going to explain my behaviour to anyone.
I've become Ada Zukowska's protege. I hope
something'11 come out of it. She's the only person who
still stands by me. I've survived a terrible scene with
aunt Jałowiecka who has scolded me for everything.
They've all been imagining that I have some kind of
responsibility to my Parents. It's either this or moral rot.
I didn't come back from Australia so that I could end
up rotting to death in some dark corner, having missed
my destiny one more time. A l l of it seems like some
kind of a nightmare.
I don't want you to presume that the trip with
Nechayev is the reason why I think differently now. I've
made all those discoveries on my own, through terrible
doubt and torment. A n d there are no contradictions
now within my conscience. I only want to avoid any
triteness and accomplish something in order to confirm
my ideas.

You see how awfully inconsistent I've been. While at
bottom things are just as they used to be. Nothing but
despair because my Only One has died. You may think
that all of this is nothing but cheap Bohemianism. O h ,
how you have broadened the scope of this notion. A n d
that of snobbery as well. Both these notions are so
broad now that they will soon engulf all the
manifestations of the human soul and the world will
adapt itself totally to the Malinowski mode, maligned
and mal-aligned.
I apologize for having written this. Don't think that 1
hate you. It's just that Malinowski doesn't exist for me
anymore. I'm writing to Bronio about Malinowski and
the other guy who's not Staś any longer but hasn't
turned into anything new.
I've applied to the minister of war, asking him to let
me join the Ismailovsky Regiment of the Guards. I
haven't got my birth certificate with me or the record of
service in the reserves, either. But maybe they'll accept
me.
I called at the Brzezińskis' but a fire that broke out
across the Fontanka interrupted the visit. When the
war began, Mrs. Malinowska was at the Staszewskis'.
Those parts are ip German hands now and no news
comes from there.
I give you a hug.
I needed to write to you and could only do it frankly.
Staś Witkiewicz
Trans, by M.K.

What the Russian newspapers have been writing is
quite unbelievable. About Poland, I mean.
What enthusiasm, compassion, what a lot of money the
people here have been donating for the Poles in the
Kingdom who had suffered from German robberies. The
only moment in our history that mustn't be wasted.
My time on the "Morea" seems like a nice
hallucination now. I've a most pleasant recollection of
the Goldings. She's a wonderful woman. It's a pity she's
so old and has to shave. I feel nothing but disgust at the
thought of the Portuguese whore who's turned out to be
half-German. Some melange! You have every right to
smile cynically. I'm quite a brute at heart. Alas, you
know. Inconsistency is a terrible thing.
I spent the last three days of the trip being madly in
love with Mrs. Minchin, the wife of a lame pussycoccus
from Uganda, Nyanza and London. She's ugly but

wonderful, stupid and full of charm. Had I loved Miss
Z. like I love her, I could have ended up quite
differently. A few talks with me have made her sick, so I
didn't see her at the last moment. She said she had no
taste for "gruesome things". How terribly unfair.

35.
[St. Petersburg, ca. October 1916 (September 12 November 23)
Bronio, My Dear,
I may go to the Crimea to cure my nerves. Could
you please find out which of the banks in Sydney has
money waiting for me and whether it can be sent here.
Mother wrote me that the money was there but did not
mention the name of the bank. It can easily be found
out by phone and sending a cable to all the banks is an
impossibility.
You've no idea how terribly I feel. If this passes I'll go
back to the front. Right now I don't even want to die
but have no great desire to live on, either.

276

�Staiisbmi Ignacy Witkiewicz • LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

34.
[Petersburg, polowa października 1914]
Kochany Broniu:
Od dwóch dni jestem w „Petrogradzie" i robię starania
o przyjęcie mnie do wojska, co przy moim braku dokumen­
tów jest rzeczą wściekle trudną. Postępuję od dłuższego już
czasu według woli własnej. Poza tym stan mój identycznie
ten sam i tylko nadzieja walki trzyma mnie teraz we względ­
nej równowadze.
Garstka strzelców, walcząca o kawałek Galicji razem
z Niemcami, którzy spustoszyli w najokropniejszy sposób
większą część Królestwa i pastwią się nad tamtejszymi Pola­
kami jak zwierzęta, jest rzeczą tragiczną i potworną. Honor
żołnierski, który ich trzyma przy Austrii i każe walczyć razem
z Niemcami, tak piękny w innych warunkach, jest w tym wy­
padku czymś okropnym.
Tak to w naszych nienormalnych warunkach cnoty stają
się zbrodniami przeciwko duchowi narodu. Byłem sam
w moich myślach o Rosji i konieczności walczenia z nią prze­
ciw Niemcom i przeszedłem straszne chwile na ten temat.
Tetaz ruch strzelecki w Galicji klapnął zupełnie i każdy Po­
lak może z czystym sumieniem iść przeciw naszemu jedyne­
mu istotnemu wrogowi, przeciw Niemcom.
Co za okropne historie (nie blaga prasy, ale listy naocz­
nych świadków). Biedna pani Janczewska tam w Leszczach
pod tym zalewem. Jeśli zdołam pójść do wojska, nie będę
mógł nawet pamiętników Jej przeczytać przed możliwą
śmiercią. A Ty może tam konasz na febrę czy coś gorszego.
Mimo wszystko mam wyrzuty sumienia, że tam sam zostałeś.
Ale postępowanie Twoje ze mną nie było zachęcające.
Piszę do Twojego dawnego ducha. Malinowski nie istnieje
dla mnie zupełnie i muszę przyznać, że ani razu za nim nie tę­
skniłem. Tęskniłem będąc z Tobą za Bronieni i teraz myślę
0 naszych dawnych dobrych czasach, kiedy dialekryka pust­
ki i bełkotanie istotnych kłamstw zakrywało nędzę czynu.
Straszne jest sumienie Polaka w tej chwili. Ale droga jest
jedna. Cóż z tego, że Żeromski jest tanny w Strzelcu. Genial­
ny artysta z fałszywą ideologią. Cóż z tego, że Sttug zabity.
Kiedy nie można się godzić z myślami tymi. Tragiczna pomył­
ka. A droga jest tylko jedna. Ja ich rozumiem, ale jestem
konsekwentny. Uważałem zawsze Strzelca za ładne samobój­
stwo. (Włodzio Tetmajer strzelił sobie w łeb po wjeździe do
Kielc. Widocznie zobaczył prawdę. To jest konsekwencja ho­
noru,)
Jakże Ty strasznie kłamiesz mówiąc, że ja Ciebie nauczy­
łem cynizmu. To Ty mnie nauczyłeś patrzenia na wszystko
1 na siebie z cynizmem. Pomyśl nad rym chwilę. Stanowisko
wygodne zupełnego braku wiary w jakiekolwiek szlachetne
porywy i Twój zimny uśmieszek, i to przekonanie, że na dnie
jest zawsze podłość. Jeśli się chce tak widzieć życie, to jest
bardzo łatwo. Na błocie rosną kwiary. Można patrzeć na nie,
a nie wtykać nos w błoto. Byłem sam i męczyłem się stra­

sznie. Teraz widzę, że wszyscy są tacy. Tylko mnóstwo jeszcze
i w Rosję nie wictzy i ci siedzą wygodnie za piecem.
Tu ludzie tak usposobieni, że wuj Jałowiecki ręki mi nie
podał. Janczewscy taką opinię mi wyrobili. Niech to chroni
Jej biednej pamięć przed plotkami. Niech cala wina będzie
na mnie. Ja tłumaczyć się przed nikim nie będę.
Ada Żukowska zajmuje się moją protekcją, może coś z te­
go będzie. Jedyna osoha, która jest ze mną. Wytrzymałem
straszne w^Tnyślanic ciotki Jałowieckiej za wszystko. Im się
śni jakaś odpowiedzialność przed Rodzicami. Albo ta droga,
albo zgnicie moralne. Nie na to jechałem z Australii, aby tu
zgnić gdzieś w kącie, jeszcze raz minąwszy się z moim losem.
Wszystko to jak sen jakiś okropny.
Nie myśl, że to jazda z Nieczajewem przerobiła moje my­
śli. Sam doszedłem do tego wszystkiego przez straszne zwąt­
pienia i mękę. 1 w moim sumieniu sprzeczności teraz nie ma.
Chcę tylko, aby to nie było tanie, i chcę spełnić czyn, który
by te myśli przypieczętował.
Nie do uwierzenia rzecz czytać teraz rosyjskie gazety. Co
się pisze o Polsce. Jaki entuzjazm, współczucie, ile pieniędzy
dają na polską ludność Królestwa zniszczoną przez niemiec­
ki rabunek. Jedyna chwila w naszej historii, której puścić
kantem nie wolno.
Pobyt na „Morei" wydaje się przyjemną halucynacją.
Niezwykle przyjemne wspomnienie zostało mi po Goldingach. Ona jest cudowna kobieta. Szkoda, że stara i że się go­
li. Szalony niesmak mam po tej Portugalce, która okazała się
pół-Niemką. Widzisz, co za melange. Masz prawo się uśmie­
chać cynicznie. Wiele jest bydlęcia we mnie. Trudno, wie
pan. Straszne są niekonsekwencje.
Trzy dni ostatnie kochałem się strasznie w pani Minchin,
żonie kulawego topokoka z Ugandy, Nyanza i Londynu. Ko­
bieta nieładna, a cudowna, głupia i pełna uroku. Żebym tak
mógł był kochać pannę Z. jak ją, byłbym może zupełnie ina­
czej skończył. Wskutek paru rozmów ze mną zachorowała
i w ostatniej chwili jej nie widziałem. Powiedziała, że nie ma
ochoty na „gruesome things". Co za okropna niesprawiedli­
wość.
Widzisz, jak okropna niekonsekwencja. A na dnie wszy­
stko to samo. Rozpacz po Jedynej Zmarłej. Możesz uważać to
wszystko za „kabotyństwo". O, jakże rozszerzyłeś to pojęcie.
Zarówno jak pojęcie snobizmu. Tak są te pojęcia szerokie, że
jeszcze trochę, a pomieszczą w sobie wszystkie objawy duszy
ludzkiej i świat będzie „zmalinowialy" (wypłowiały, wyliniały,
zniszczona kanapa I klasy: „zmalinowiony" byłoby zbyt pozy­
tywnie) doszczętnie.
Wybacz to, co piszę. Nie myśl, że Cię nienawidzę. Tylko
Malinowski nie istnieje dla mnie zupełnie. Piszę do Bronia
o Malinowskim i o tym, który przesta! być Stasiem, a nie stał
się niczym innym.
Podałem prośbę do ministra wojny o przyjęcie mnie do
Izmailowskiego Pułku Gwardii. Brak mi metryki i świadec­
twa z rezerwy. Ale może mi się uda.
Byłem u Brzezińskich, ale pożar po drugiej stronie Fon-

277

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

Write me back right away and find out about that
money.
Kisses
Stas
To the regiment or to the Jalowiecki's.
Trans, by M.K.

36.

[Aniela Zagorska] is i n Warsaw... She's earning her
living working for Americans.
Janusz Tyszkiewicz died... I've magnified my
individuality to gigantic proportions and I'm suffering
from chronic but acute megalomania.
Last year I drank a lot. This year less. I'm working
like crazy...
Do you have a photo of me taken in Ceylon? Please
send me the negative or a couple of prints.
Trans, by D.G.

Zakopane

37.

26 May 1921
Dear Bronio:

20 January 1923

Thanks for your letter. I'm not writing much,
because I'm not sure of your address. Send me your
address right away and I'll immediately send you my
samtliche Werke. My play Tumor Brainiouiicz is now being
printed and it will probably be produced i n Cracow at
the beginning of June. As for living conditions in
Poland, I'm not able to tell you anything. One can live
on a million a year, but as for the conditions of a
professorship, talk it over with someone competent,
after all, you have so many acquaintances here. I've
made it up with Chwistek. He is a painter and we
exhibit in the same group. Besides that there's logic.
Tymbeusz married Zofia Ben and is in Paris. Nalepusz
[Tadeusz Nalepiriski] died of the Spanish flu. Miciriski
met his end in Russia. My Mother had a very serious
operation. Now she feels fine. We've changed where we
live. I'd have lots to tell you in person, but I have a
terrible aversion to writing. I was at Olcza today, a
marvelous May day, and I remembered the old times.
Mardula and the Galarowskis always ask about you.
Have you become completely Anglicized? Have you
really changed religion? Ceylon and Australia are
nothing compared to Olcza in the sunlight. Too bad
that you can't come for the summer this year. Is the
Jurek you're asking about Jurek Wasserberg? Wasserberg
served in the army, and he's leaving his wife. I'd so like
you to become Polish again. It's a pity to lose one's
nationality that way. Remember how we considered
Conrad a traitor. Answer immediately and include your
address.
A heartfelt hug.
My regards to Mrs. Malinowski and Josephine.
Mother sends her very best to both you and Mrs.
Malinowski.
Your Witkacy
Chramcowki St., Tatty Villa, Zakopane
[Postscripts on the margins:]
Zutawski died. Kazia is in Toruri. She moved
recently. Many new acquaintances. O h , oh. Zag6ra

Dear Malinowski:
Thank you very much for your kind letter and for
the subscription of [postscriptum by] Lady Elsie. My
marriage is presently impossible on account of the
complete absence of any feelings towards me on the
lady in question. I will wait a little time (till march, I
suppose) and meanwhile I will look round for
something another and perhaps better. First time I
seemed to be in love without return [any
reciprocation |. What do you think (and Lady Elsie also)
about the marriage with a young Jewish lady, 19 years,
horribly intelligent and very rich? Write me please
immediately, because it is the most dangerous moment
in my life. I'm going with a speed of an express-1 rain
and have no signals. The first lady is the daughter of
the so called "King of succury [Chicory]" (Polish) and is
fairhaired and the daughter of my third love. But the
damned beast (19 years old also) is in love with some
bloody young rascal, and I cannot suffer rivals. You
know I am quite paralysed when I must fight tor a girl.
If that were not a marriage-question 1 should
overwhelm the damned scoundrel with my
Zakopajeniacal demonism without any difficulty - like
some sporting-problem. But when I am in serious I loose
all my demonism and became an elderly stupid fool,
completely strengthless (?). She has also a little drop of
semitical blood inside, from her father, and is
enormously rich. (The other pure-blood jew) is not so
fair, but incomparably more intelligent. What to do?
The first will come here in february and the thing must
be decided. When not, advise me, please (both of You Do you hear? Eh!!) to through [throw] myself on the
Jewish girl, or not? Don't kill animals, unless you are
very tormented by them, and you can't stop it in
another way. How I envy You, Dearest Malinower, to
have a good wife and a quiet life. O h , oh! Most of my
loves are simply vampires that are sucking my blood.
My heart is sinking into my breeches when I think
about future life. I have stopped drinking and now I am

278

�Stanislaw Ignacy Witkiewicz

' LISTY 1X3 BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

tanki przerwał tę wizytę. Pani Malinowska w chwili wybuchu
wojny znajdowała się u Staszewskich. Wszystko to teraz w rę­
kach niemieckich i żadnej wiadomości mieć nie można.
Ściskam Cię.
Czułem potrzebę napisania do Ciebie, a nieszczerze pisać
nie mogłem.
Staś Witkiewicz

35.
[Petersburg, + / - 2 3 X 1 1916)]

październik 1916

(między 12 IX

Kochany Broniu: Możliwe, że wyjadę na Krym dla le­
czenia nerwów. Czy możesz dowiedzieć się, w jakim ban­
ku w Sydney są dla mnie pieniądze i czy nie można ich
przesłać tutaj. Matka pisała, że tam są pieniądze, a nie pi­
sze, w jakim banku. Przez telefon łatwo się dowiedzieć,
a telegrafować w każdy bank niemożliwe.
Nie masz pojęcia, jak się okropnie czuję. Jeżeli to
przejdzie, to znowu pójdę na front. W danej chwili nawet
nie chcę umierać, ale i żyć też nie ma[m] wielkiej ochoty.
Napisz zaraz koniecznie i dowiedz się o tych pienią­
dzach.
Całuję Cię
Staś
Albo do pułku, albo do Jałowieckich.

to nie możesz przyjechać. O jakiego Jurka pytasz, czy
Wasserberga. Wasserberg służył w wojsku, ucieka od żony.
Tak bym chciał, abyś spolaczal znowu. Szkoda się tak wy­
naradawiać. Pamiętaj, jak uważaliśmy Conrada za zdraj­
cę. Odpisz z a r a z z adresem.
Ściskam Cię bardzo serdecznie.
Pani Malinowskiej i Józefinie ukłony przesyłam. Ma­
ma pozdrawia Obojga Państwa b. serdecznie.
Twój Witkacy
ul. Chramcówki, willa „Tatry", Zakopane
Żuławski umarł. Kazia w Toruniu. Przeniosła się nie­
dawno. Mnóstwo nowych znajomych. O o!!!
Zagóra w Warszawie. Wyszła [defekt jednego wyrazu
na kserokopii] i pracuje na życie u Amerykanów [?]
Janusz Tyszkiewicz umarł [defekt kilku wyrazów na
kserokopii]
Indywidualność wyolbrzymiłem szalenie i cierpię na
chroniczną, ale ostrą megalomanię.
Ostatni rok piłem bardzo. Teraz mniej. Pracuję s z a ­
lenie.
Czy nie masz mojej photo z Ceylonu. Bardzo cię pro­
szę, przyszlij klisze lub parę odbitek.

37.
20 stycznia 1923
Drogi Malinowski!

36.
[Zakopane] 26 V 1921
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za list. Nie piszę dużo, bo jestem niepew­
ny twego adresu. Przyszli] mi zaraz adres, a wyszlę ci na­
tychmiast moje sammtliche [?] Wake. Jedna moja sztuka
teraz się drukuje i będzie prawdopodobnie grana w Kra­
kowie w początku czerwca. Co do warunków życia w Pol­
sce, nie umiem ci nic donieść. Za milion rocznie żyć moż­
na, ale co do warunków profesury porozumiej się z kimś
miarodajnym, masz przecie tylu znajomych. Z Chwist­
kiem pogodziłem się. Jest malarzem i wystawiamy w jed­
nej grupie. Pozatem logika. Tymbeusz ożenił się z Zofią
Ben i jest w Paryżu. Nalepusz umarł na hiszpankę. Miciński zaginął w Rosji, Matka moja przechodziła b. ciężką
operację. Teraz ma się dobrze. Zmieniliśmy mieszkanie.
Masę rzeczy miałbym ci do powiedzenia, a pisać się nie
chce okropnie. Dziś byłem na Olczy w cudowny dzień
majowy i przypominałem dawne czasy. Mardula i Galarowscy zawsze się o Ciebie pytają. Czyż zupełnie zangliczałeś? Czy naprawdę zmieniłeś religię? Ceylon i Austra­
lia niczym są wobec Olczy w słońcu. Szkoda, że na to la­

Bardzo Ci dziękuję za łaskawy list i za postscriptum od
Pani Elsie. Moje małżeństwo nie może w tej chwili dojść
do skutku, a to z powodu całkowitego braku jakichkol­
wiek uczuć wobec mnie ze strony damy, o którą chodzi.
Jeszcze trochę poczekam (pewnie do marca), a tymcza­
sem rozejrzę się za czymś innym i może lepszym. Zdaje się,
że pierwszy raz w życiu zakochałem się bez najmniejszej
wzajemności. Co sądzisz (ty i Pani Elsie) o tym, żebym się
ożenił z młodą Żydówką, dziewiętnastoletnią damą, stra­
szliwie inteligentną i bardzo bogatą? Proszę, odpisz mi na­
tychmiast, bo jest to najbardziej niebezpieczna chwila
w moim życiu. Pędzę jak pociąg ekspresowy, a po drodze
żadnych sygnałów. Ta pierwsza dama jest córką tak zwa­
nego „Króla Cykorii" (Polaka), blondynką i córką mojej
trzeciej miłości. Ale ta przeklęta bestyjka (także dziewięt­
nastoletnia) kocha się w jakimś cholernym młodym łaj­
daku, a ja nie cierpię rywali. Wiesz, że kiedy muszę wal­
czyć o dziewczynę, trafia mnie zupełny paraliż. Gdyby nie
szło o małżeństwo, bez trudu załatwiłbym przeklętego
drania swoją zakopiańską demonicznością - ot tak, dla
sportu. Ale kiedy się serio angażuję, tracę całą demoniczność, staję się podstarzałym durniem i opuszczają mnie
wszystkie siły. Ona też ma kropelkę żydowskiej krwi, po
ojcu, i jest ogromnie bogata. Ta druga, czystej krwi Zy-

279

�btanishw

Igruwy Witkiewicz

' L E T T E R S T O BRONISLAW MALINOWSKI

doing now the Karlshad-cure. But with my painting
becomes something horrible. I cannot do a single [?]
thing. I have written two pieces, one about a villagelord-mayor (wojt in Polish) that has become a President
of the State and has became a "flak" (entraille) [a wet
noodle] on account of that [Jan Kami Maciej Hellcat].
Another about "Lunatic and nun"|The Madman and the
Nun]. If with that thing I will not have success I am a
damned fool. Write me if it is worth that I translate a
piece of myself in this manner, as I am writing this letter
and that I sent it to you to improve it and be sent for a
stage in London. Write me quite "openly," I am not a
megalomaniacal idiot and I shall not be offended. It is
horrible you cannot stay in Poland. Your plans frighten
me. How dare you make plans for 2 years? When you
will accept the "professury" in London you will be lost
forever. Keep clear! How it is tiring to write in english.
Dear Bronio: I kiss you verv heavily on Your checks.
I shake hands very cordially with your Lady, and I grin
amicically on your both daughters.

I am extremely upset by your illness. Maybe the
doctors are alarming you needlessly. Write in detail
about your state of health. Undoubtedly it's only rechte
Lungenspitzezaiork. Potter and lots of rest. I had it once
- remember when I was screwing up a storm in Cracow.
My fiancee is not very pretty, but she's very likable.
She doesn't love me at all, and I don't even appeal to
her especially. But that's beside the point. She doesn't
have any material possessions, but she understands the
nature of the fantastic in life and beyond life. I d o n ' t
have any idea what will result, but maybe this is the
right premise to start from. I don't think I've gone over
the deep end. I'm in complete possession of all my
faculties, but I'm thinking of going to my wedding
drunk, or under anesthesia.
I'm enjoying myself and making the best of lite. But
it is in preparation for the ultimate concentration and
the defeat of all my hopes for life.
Please send me a quick answer.
Heartfelt kisses. To Lady Elsie and your daughters I
send greetings. Mama sends both you and Mrs.
Malinowski warmest regards.

My Mother sents (the best she can find)
compliments to the whole family.
Yours very truly and
very unhappy friend,
Witkacy (recte Stas)
Don't be a fool and come back to Poland. We shall
die at our posts in this fantastic land, that by mere pure
accident is our native-country.

Your Stas
If I don't get a letter in two weeks, I'll write again. I'd
prefer that you answer me immediately.
I have the most dreadful torebodums in the whole
world. But there's nothing to be done - you can't beat
the wall against your head.

My piece Kurka Wndna [The Water Hen], has been
translated into german and put in the
Kammerspieltheater in Hamburg. But I don't know rill
yet if it is accepted.

Tran&gt;. by D . G .

39.
August 26, 1927

[Original in English]
Dear Bronio,

38.
Zakopane
10 March 1923
Dear Bronio:
Thank you very much for your letter, which made a
big impression on me. O n that account I'm engaged to
be married to Miss Jadwiga Unrug (first cousin of
Aniela Zag6rska). I want to have the wedding around
14 April. She wants to go somewhere even i f it's only
for two weeks. Write and tell me how much the fare
would be to go second class to see you and how much it
would cost to stay in a cheap hotel (pasta and a carafe
of wine) for two people (without children), but two
separate rooms. If I make some money in the theater, I
could make the trip. Answer immediately by registered
mail.

Rather than write to you I wrote to your wife, feeling
that after a year's silence to write letters in your newly
adopted style would be somehow inappropriate. I
showed the letter in question to Chwiston (with whom
I've been once again on rather distant terms) and he
was outraged. Never mind. Your latest letter, its rather
morose tone notwithstanding, was nice to read just
because it lacked that particular sort of buoyancy that
smacks of a brothel. I'm very sorry that none ot those
things that other people tend to dream about as of the
utmost happiness makes you sate in any significant way.
What can one do? Maybe coming back to Olcza could
help. I'd be quite happy to talk with you but writing
letters is an impossible task. I'd like to stay in touch so
that we do not turn out to be total strangers in case we
run into each other sometime in the future. My inner
state is quite doggoned and the external situation does
not offer even the slightest comfort. I might become a

280

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

dówka, nie ma takich jasnych włosów, ale bez porówna­
nia większą inteligencję. Co robić? Ta pierwsza przyjedzie
ru w lutym i będzie trzeba wtedy zadecydować. Jeżeli na
nie, to poradź mi, proszę (poradźcie mi oboje, słyszycie?
Ech!), czy mam się rzucić na tę Żydówkę? Nie zabijaj
zwierząt, chyba że cię strasznie dręczą i nie możesz w ża­
den inny sposób przerwać tej udręki. Jakże ja ci zazdro­
szczę, najdroższy panie Malinower, dobrej żony i spokoj­
nego życia. Och, och! Większość moich ukochanych to
po prostu wampirzyce, które wysysają ze mnie krew. Du­
sza idzie mi w pięty, kiedy myślę o swojej przyszłości. Prze­
stałem pić i właśnie przechodzę karlsbadzką kurację. Ale
coś okropnego dzieje się z moim malowaniem. Nic mi nie
wychodzi. Napisałem dwie sztuki - jedną („Jan Karol Ma­
ciej Wścieklica") o wiejskim wójcie, który został prezy­
dentem i zupełnie przez to sflaczał. Druga pod tytułem
„Wariat i zakonnica". Jeżeli nie odniesie sukcesu, to prze­
klęty dureń ze mnie. Napisz mi, czy warto, żebym przetłu­
maczył którąś ze swoich sztuk, tak jak piszę ten list, i przy­
słał ci, żebyś ją poprawił i umieścił w jakimś londyńskim
teatrze. Napisz mi całkiem otwarcie. Nie jestem idiotąmegalomanem, więc się nie obrażę. Straszne, że nie mo­
żesz zostać w Polsce. Twoje plany mnie przerażają. Jak
śmiesz planować z dwuletnim wyprzedzeniem? Jeżeli
przyjmiesz tę profesurę w Londynie, będziesz stracony na
zawsze. Uważaj! Jakie to męczące, pisać po angielsku.
Drogi Broniu, całuję cię mocno w oba policzki. Bardzo
serdecznie ściskam dłoń Twojej Pani i komicznie się
uśmiecham do obu Waszych córek.
Mama przesyła pozdrowienia (najżyczliwsze, jakie po­
trafi wymyślić) dla całej rodziny.
Twój szczerze oddany i bardzo nieszczęśliwy przyjaciel

wziąć ślub koło 14/IV. Ona chce gdzieś wyjechać choćby
na 2 tygodnie. Napisz mi, ile trzeba na drogę I I k l . do Was
i ile by kosztował pobyt w tanim hotelu (makaron, flaszka
winka) na 2 osoby (bez dzieci), ale 2 osobne pokoje. O ile
zarobię coś w teatrze, mógłbym przyjechać. Odpisz zaraz
rekomendowanie.
Jestem szalenie zmartwiony Twoją chorobą. Czy Cię
nie nabierają doktorzy. Napisz dokładnie o Twoim stanie
zdrowia. Pewno tylko rechte Lungenspitze zatork. Porter
i spokój. Ja to miałem kiedyś - pamiętasz, jak się przeobłapiałem w Krakowie.
Moja narzeczona jest nie b. ładna, ale b. sympatyczna.
Nie kocha mnie wcale, a nawet się jej specjalnie nie
podobam. Ale mniejsza o to. Nie posiada żadnych dóbr
materialnych, ale rozumie, co to jest fantastyczność w ży­
ciu i poza życiem. Nie wiem nic, co będzie, ale może ta
hypoteza jest słuszna. Nie myśl, że dostałem bezika. Je­
stem zupełnie przytomny, ale ślub myślę wziąć po pijane­
mu, albo pod narkozą.
Bawię się i używam życia. Ale jest to przygotowaniem
do ostatecznego skupienia i klęski życiowej.
B. Cię proszę o szybką odpowiedź.
Całuję Cię serdecznie. Pani Elsie i córkom przesyłam
pozdrowienia.
Mama zasyła Państwu b. uprzejme ukłony.
Twój Staś
Jeśli do 2 tygodni nie otrzymam listu, napiszę drugi
raz. Wolałbym, abyś mi zaraz odpisał.
Przeczucia mam najfatalniejsze we świecie. Ale trud­
no - ścianą łba nie rozkwasisz.

39.
[Zakopane] 26 V I I I 1927

Witkacy (recte Staś)
Nie bądź głupi, wracaj do Polski. Umrzemy na poste­
runku w tej fantastycznej krainie, która przez najczystszy
przypadek jest naszą ojczyzną.
Moją sztukę, „Kurkę wodną", przetłumaczono na nie­
miecki i zaproponowano hamburskiemu Kammerspiel
Theater. Ale jeszcze nie wiem, czy się spodobała.
Przełożył Michał Klobukowski

38.
[Zakopane] 10 III 1923
Kochany Broniu:
Dziękuję Wam b. za list, który zrobił na mnie duże [tu
w kwadratowym nawiasie kółeczko i dopisek: '/, natural
Size] wrażenie. Jestem wobec tego zaręczony z panną Ja­
dwigą Unrug (cioteczna siostra Anieli Zagórskiej). Chcę

Kochany Broniu:
Nie pisałem do Ciebie, tylko do Twojej żony, bo uwa­
żałem, że po roku milczenia pisanie listów w tym stylu jak
to czyniłeś, jest j a k i e ś niestosowne. Pokazałem list
Chwistonowi (z którym jestem dość daleko znowu) i był
oburzony. Ale o to mniejsza. Twój ost[atni] list, jakkol­
wiek ponurawy, zrobił mi przyjemność właśnie z powodu
braku morowości w stylu burdelowym. B. mi przykro, że
wszystko to, o czym marzą jako o najw[yższym] szczęściu
różni ludzie, nie nasyca cię w sposób istotny. Cóż na to ro­
bić? Chyba wrócić na Olczę.
Chętnie bym z Tobą porozmawiał, ale pisanie listów
jest dla mnie niemożliwością. Chciałbym utrzymać kon­
takt między nami, abyśmy w razie spotkania nie byli dla
siebie zbyt obcy. Stan mój wewnętrzny jest pod psem,
a sytuacja zewn[ętrzna] b. niepocieszająca. Może zostanę
aktorem kinowym. (Zupełnie serio - mam propozycje.)
Byłoby b. ciekawe, abyś choć krótko napisał, czemu nie

281

�. « t w / i t í - IJ-TTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

movie actor. (This is serious - I've had some offers.)
Write me in a few words at least why you don't like my
novel. I'm very curious. I'd love to ttavel, let it even be
Spain. Send me a card, maybe we can manage to set up
some kind of a correspondence. I'm giving you a cordial
hug. I wish you could sense my presence within the
infinite absurdity of existence. My cordial greetings to
Mrs. Malinowska and the daughters. Mother sends her
regards.

Your Witkacy
If you can, write to Warsaw, 23 Bracka St.,
Apartment 42.
Did you get our photograph from the days when I
lived with my family at the Ślimak cottage?
Come to Poland.
My intuition tells me that it will do you good.
Trans, by D.G.

Your Witkacy
Trans, by M.K.

43.

40

[Fragment of a letter written before October 2,
1936]

Dear Malinowski,
I'd be most grateful i f you sent me postcards with
their mugs. I want to send my work to Whitehead,
because I've just read three of his and I plan to take up
that hostile but admirable giant. What's his address?
Can I send the book to Cambridge Univ. Press, Fetter
Lane.

How come you're not writing and the last time you
were here you didn't come to see me but found time
instead to meet with Chwistek, that dreadful and
damned man, and call me a Don Juan (which Chwistek
later told me with relish). Write me at once or else
"taste not the Pierian Spring".
Your devoted Witkacy

What about The Argonauts! When shall I have a
chance to repay you if you won't come here.

Trans, by M.K.
Many kisses
Staś

41.

Antoiówka. Zakopane 3
The Witk.[iewicz] House

[A little card with a dedication that Malinowski was
supposed to paste into his copy of "Notions and
statements..." which Witkacy had Mianowski send
him.]

T r a n s , by

M.K.

44.
2 October 1936 Cracow

To my dear Bronio Malinowski as a token of
friendship, in memory of the years we shared in our
youth, from

Dear Bronio:

Witkacy, July 1935
T r a n s , by

M.K.

42.
[Warsaw] 15 October 1935
Dear Bronio:
I'd like you not to feel lonely and abandoned in this
misfortune that has struck you [the death of
Malinowski's first wife] because I'm apart from you; you
always have in me a constant friend from the old days.
Did you get my registered letter sent half a year ago and
the book of philosophy published by Mianowski?
I hug you with all my heart and great sympathy.
Regards to the children.

I just attended a philosophical conference where I
even enjoyed (within my dimensions) some modest
success. Memories of former times came back to me.
Well, now, there's a certain limit in not answering
letters, beyond which in actual fact people stop existing
for one another. I'm afraid we're reaching that point.
Through an oversight my publisher, Kasa
Mianowskiego, failed to send you a copy of my
(philosophical) Hauptwerk. Has it finally reached you
on the second try and also a reprint from Przegląd
Filozoficzny containing mv polemic with Kotarbiński?
These are rather serious matters for me. (Incidentally,
I'm undergoing a devastating personal crisis; after five
and - a - half years of being in love, the only woman in
my life and I have had to part as of 2 August 1936 - the
most dreadful thing that's happened to me since
Janczewska's death.)
4 October 1936 (continued). First of all, I must tell
you that any sort of communication with Tymbeusz

282

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRON1SŁ « A

MALINOWSKIEGO

43.

podoba Ci się moja powieść. Marzę o podróży choć do
Hiszpanii.

[Fragment listu sprzed 2 X 1936]

Napisz niedługo, a może jaka taka korespondencja się
sklei. Ściskam Cię serdecznie. Chciałbym, abyś odczuwał
moją obecność w niesk[ończonym] bezsensie istnienia.

B. bym był Ci wdzięczny za przesłanie kartek z ich py­
skami. Chcę Whiteheadowi posłać moją pracę - bo teraz
przeczytałem jego 3 rzeczy i myślę zmierzyć się z tym wro­
gim mi, a jednocześnie podziwu godnym tytanem. Jaki
jest jego adres? Czy można przesłać do Cambridge Uniw.
Press na Fetter Lane.
A co z Argonautami? Kiedy Ci się wywdzięczę, jeśli nie
chcesz tu przyjechać.
Całuję Cię serdecznie
Twój Staś

Pani Malinowskiej i córkom przesyłam serd(eczne)
pozdrowienia]. Mama kłania się Państwu.
Twój Witkacy

40.
11 V 1929
Drogi Malinowski:
jak mam sobie to wytłumaczyć, że nie piszesz i że bę­
dąc tutaj ostatnim razem nie przyszedłeś do mnie, ale
miałeś czas z tym okropnym i przeklętym Chwistkiem
spotkać się i mnie Don Juanem nazwać (co on mi z przy­
jemnością powiedział). Pisz natychmiast, albo „taste not
the Pietian Spting".

Antałówka Zakopane, 3
Dom Witkiewiczów]

44.

Twój oddany Witkacy
[Oryginał pisany po angielsku]
Kraków, 2 X 1936

41.

Kochany Broniu:

[Karteczka z dedykacją, którą B. Malinowski miał so­
bie wkleić w Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie
Istnienia S.I. Witkiewicza - wysiane mu - na prośbę auto­
ra - prosto z Kasy Mianowskiego.)
Kochanemu Broniowi Malinowskiemu z wyrazami
przyjaźni na pamiątkę młodości razem przeżytej ofiarowu­
je
Witkacy 1935 V I I

42.
[Warszawa ] 15 X 1935
Kochany Broniu: Chciałbym, żebyś w nieszczęściu,
które Cię spotkało, nie czuł się osamotnionym choćby
z tego powodu, że jestem z Tobą na odległość i że zawsze
masz we mnie niezmiennego przyjaciela z dawnych lat.
Czy otrzymałeś mój list polecony sprzed 1/2 roku i książ­
kę filozoficzną z Kasy Mianowskiego?
Ściskam Cię z całego serca z wielkim współczuciem.
Pozdrów Dzieci.
Twój Witkacy
O ile możesz, napisz do Warsza^: Bracka 23 m. 42
Czy otrzymałeś naszą fotografię z czasów chałupy Śli­
maka.
P r z y j e d ź do K r a j u Mam intuicję, że to Ci dobrze zrobi.

Byłem na zjeździe filozoficznym, gdzie nawet odniosłem
(w moich wymiarach) maleńki sukcesik. Przypomniały się
(mi) dawne czasy. Otóż: jest pewna granica w nieodpowiadaniu na listy, poza którą praktycznie ludzie przestają dla sie­
bie istnieć. Obawiam się, że zbliżamy się ku tej granicy.
Przez pomyłkę nie wysłano Ci z Kasy Mianowskiego mo­
jego hauptwerku (filozoficznego). Czy za d r u g i m r a ­
zem d o s z e d ł
i czy d o s z ł a C i ę
odbitka
z „Przeglądu Filozoficznego"
zawierająca
p o l e m i k ę z K o t a r b i ń s k i m ? Dla mnie są to dość
ważne rzeczy. (Nawiasowo mówiąc, jestem też po katastrofie
życiowej, bo po latach 57, W[ielkiej] miłości musieliśmy się
rozejść z jedną kobietą - od czasu t Janczewskiej najgorsza
rzecz, jaka mnie spotkała - 2 VIII 1936.)
4 X 1936 (cd.). Przede wszystkim muszę Ci donieść, że
porozumienie z Tymbeuszem okazało się niemożliwe. Polacy
za granicą mumifikują się dziwnie i nie przyjmują nowej rze­
czywistości. To jest mumia przedwojenna ze wszystkimi zły­
mi narowami. B[ardzo] mi przykro, że tak jest, ale jakiejś
dziury nie mogliśmy zapełnić. Przy tym do Zofii de Schöm­
berg mam zdecydowaną antypatię.
Otóż chciałem Ci zaproponować, en ma qualité de monadiste, czybyś - znając Wildona Carra - nie zaproponował
jemu założenia pisma wszechświatowego, które by skupiło
wszystkich monadystów, których jest obecnie b[ardzo] mało.
Wildon, ja, Stern, jakiś Serb i zdaje się, koniec. Ale ten po­
gląd zacznie się obecnie rozrastać. Przesłałbym Carrowi mo­
ją książkę (tam jest na końcu niemieckie streszczenie).
Następnie prosiłem Cię o kartki z podobiznami: Carra,
Russella, Whiteheada, Warda (Jamesa t ) i Wittgensteina.

283

�Stanislaw Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

proved to be impossible. Poles living abroad tend to
mummify in a bizarre way and are unable to accept new
realities. Tymbeusz is a prewar mummy with all the
defects. I'm sorry that that's the way it is, but we
couldn't breach the gap between us. Besides, 1 feel a
decided antipathy for his wife, Zofia de Schömberg.
Now, 1 wanted to ask you en ma qualité de rnonadiste,
whether you - since you know Wildon Carr - couldn't
suggest founding an international journal of monadology,
which would bring together all the monadologists, who
at present aren't very numerous. There's Wildon, me,
Stern, some Serb, and that's about it. But I think
monadology has a future. I could send Carr my book
(there's a summary in German at the end).

1) I did not receive your Haupiwerk, and also the
brochure. (If you did not, cross out the appropriate
noun.) For which I thank you.
2) I did (not) talk with Wildon Carr. He does (not)
agree to found a journal. Do (not) send him your book.
3) I do (not) enclose the photographs of the
philosophers at the same time.
4) I do (not) enclose as a gift my Argonauts and
Russell's Analysts of Matter.
Heartfelt hugs.
Your (Signature - it can be illegible if you are in a
hurry)

Then I asked you to send me postcards with
likenesses of Carr, Russell, Whitehead, the late James
Ward, and Wittgenstein. I'm writing about them, and
yet I have no idea what their mugs look like - and
that's a matter of importance to me. Couldn't you make
me a present of your Argonauts and of Russell's Analysis
of Matter. I'm financially strapped. (If, by chance, you've
failed to answer an offer of an honorary doctorate from
Harvard University, then I forgive you for not
responding to my letter.)
I have the feeling it would do you good to spend a
couple of months in Poland just resting and doing
nothing at all.

Many heartfelt hugs - I don't think there would be
any problems of communication between us.
Your Witkacy, the Little Squirt from Zakopane
Enclosure No. 1 - Form letter to be filled out.
PS. Once again my sincerest thanks for the Du
Maurier. But you must have someone who can take cate
of many of my requests so that you don't have to spend
your time on them.
(Regards to your daughters from their far-off Uncle
Vhit Katz.) Congtatulations on your recent honors.
Despite the insinuations made by the Tymbeuszes, who
bored me to death with incessant chatter about you, I
am not jealous of your fame and success.
Stop driving yourself so hard, or you'll come to a bad
end.
Do you still smoke.71 haven't smoked for four years!

I received your letter of 3 October 1936, for which
many thanks.

Trans, by D.G.
45.
(Zakopane) 26 October 1936
Dear Bronio:

I'm about to leave for Zakopane; if you decide to
write, send the letters to my Warsaw address: 23 Bracka
Street, Apt. 42 (in case you come to Poland the
telephone number is 277 - 18).

Enclosure No. 1
Day
1936
Dear Staś:

Please have this letter sent by your footman to:
S. I. Witkiewicz, L. S. from Z.
23 Bracka, Apt. 42
Warsaw

I am touched that such a notorious nonwriter of
letters has written to me. I'll straighten out one
misunderstanding right away: I'm not i n the least
interested in the autographs of those guys, only in their
mugs. Since I'm writing about them, I'd like to see what
they look like.
Too bad that you can't find a way to come to Poland
- I have the feeling it would have a wonderful effect on
you. I hope that once you return you'll finally answer
the questions I posed in my letter.
I am currently in Zakopane and constantly look at
Olcza from the window of my room. A t the moment I
am writing about Carnap. I am on friendly terms with
several Cracow philosophers (Kotarbiński, Ingarden,
Metallman, and Szuman - actually the latter does not
know much about philosophy) and I correspond with
them and with old Hans Cornelius, who despite our
conceptual disagreements considers me his best friend
at a distance.
After 15 November I'm going to Warsaw, where I'm
to give a lecture at the Philosophical Society. So write
me there.
My sincerest thanks.
I tell you: come, or we'll croak without ever having
talked over the important things.
Thanks again and a heartfelt hug.
Your
Staś
Trans, by D.G.

284

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

45.

Piszę o nich, a nie wiem, jakie mają gęby - a to dla mnie jest
ważne. Czybyś nie ztobil mi prezentu z Argonautów i Analysis of Matter Russella. Jestem stale bfardzo] skromnie z flotą.
(O ile nie odpowiedziałeś na przykład Harvard University na
dr hon[oris] causa, to Ci przebaczam brak odpowiedzi na
mój list.)
Mam wrażenie, że dobrze by było, abyś pobył parę mie­
sięcy w Polsce nic nie robiąc i odpoczywając.
Obecnie jadę do Zakopanego; o ile odpowiesz, proszę
p[od] adres warszawski: Bracka, 23 m. 42 (277-18 tel. w ra­
zie przyjazdu).
Ściskam Cię bardzo serdecznie - myślę, że między nami
nieporozumień by nie było.
Twój Witkacy G. Z.
PS. Jeszcze raz dziękuję Ci serdecznie za Du Mauriera.
Przecież masz kogoś, który część moich próśb załatwić może,
nie zabierając czasu.
(Pozdrów Córki od dalekiego Uncle Vhit Katz.)
Gratuluję Ci dostojeństw. Wbrew aluzjom Tymbciów,
którzy mnie piłowali Tobą jak tępą brzytwą; nie jestem za­
zdrosny o Twoją sławę i powodzenie.
Przestań się śpieszyć, bo zginiesz mamie.
Czy palisz.' Ja nie palę c z t e r y

[Zakopane] 26 X 1936
Kochany Broniu:
Jestem wzruszony, że taki niepiśmiennik napisał. Prostu­
ję zaraz jedno nieporozumienie: mnie nie chodzi b y n a j ­
m n i e j o autografy tych facetów, tylko o ich gęby. Ponieważ
o nich piszę, więc wolałbym widzieć, jak wyglądają.
Szkoda, ze nie możesz zdobyć się na przyjechanie do Kra­
ju - mam wrażenie, że to by Ci świetnie zrobiło. Mam
nadzieję, że po powrocie odpowiesz mi wreszcie na pytania
zadane w liście.
Ja jestem obecnie w Zakopanem i ciągle patrzę w Olczę
z okien mego pokoju. Piszę obecnie o Carnapie. Jestem
w przyjaźni z paroma filozofami krajowymi (Kotarbiński, In­
garden, Metallman i Szuman - właściwie to ten o fil[ozofii]
wie niewiele) i koresponduję z nimi i ze starym Hansem Corneliusem, który mi[mo] scysji pojęciowych t e ż uważa mnie
za swego n a j l e p s z e g o przyjaciela at the distance.
Po 15 XI jadę do Warszawy, gdzie mam mieć odczyt
W Tow[arzystwie] Filozoficznym]. Tam więc adresuj.
Dziękuję Ci b[ardzo] serdecznie.
Mówię Ci: przyjedź, bo zdechniemy nie rozmówiwszy się
o ważnych rzeczach.
Dziękuję raz jeszcze i ściskam Cię serdecznie.
Twój Staś

lata!

Załącznik Nr 1 - Formularz listu do wypełnienia
dnia
1936 r.
Kochany Stasiu:
List Twój z dnia 3 X 1936 otrzymałem i dziękuję Ci zań
serdecznie.
1) Twój Hauptwerk (Giówniak) otrzymałem, jako też
broszurkę. (W razie jeśli nie otrzymałeś, należy rzeczowniki
odpowiednie przekreślić) i dziękuję Ci.
2) Z Wildonem Carrem (nie) mówiłem. (Nie) zgadza się
założyć pismo. (Nie) przyślij mu swą książkę.
3) Fotografie filozofów (nie) wysyłam jednocześnie.
4) (Nie) Załączam jako podarek Argonautów i Russella
Analysis of Matter.
Ściskam Cię serdecznie.
Twój (podpis - może być nieczytelny, jeśli w pośpiechu)
List ten proszę za pośrednictwem lokaja wysłać p o l e ­
cono
Bracka, 23 m. 42
S. I. Witkiewicz G. Z.
Warszawa

46.
[Zakopane] 11 III 1937
Kochany Broniu:
Chciałbym raz wiedzieć, czy stosunki nasze trwają, czy
też mam uznać je za zlikwidowane. Przesiałem Ci formularz
do wypełnienia i miałem list z Oslo z zapowiedzią. Wysłałem
wyjaśnienie, że nie chodzi mi o autografy Whiteheada, Carra, Russella i Warda, tylko o podobizny. Prosiłem Cię o Anulysis of Mauer B. Russella - szalenie potrzebuję tej książki,
jest wyczerpana, a ja wyczerpany finansowo. Prosiłem Cię
też o Argonautów, których mi spiździł Limanowski. Żadnego
śladu reakcji.
A do jakichś dawnych kobiet piszesz. Czy Tymbciowie
zrobili „intrygę".'
Jeśli na ten list do miesiąca nie otrzymam odpowiedzi,
wykreślani Cię z listy żyjących dla mnie. Proszę Cię, odpisz,
czy mam uważać nasze stosunki za skończone, czy też zrobisz
to, o co Cię proszę.
Załączam nasze zdjęcie „dziecinne" (17 i 19 lat).
Twój Witkacy
Odpisz rekomendowanie — Kochanie i Russella mi
przyślij.
A d r e s : Zakopane 3
Antałówka, Dom Witkiewiczów

285

�Stanislaw Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

46.

M|ajesty] Queen of Greece and to this old fool of ours the
Emperor of Bessarabya.
Yours truly

[Zakopane] 11 March 1937

Vitcatius
Zakopane, 3
Antolovka

Dear Bronio:
I'd like to know once and for all whether our
relationship is still valid, or whether I should consider it
terminated. I sent you a form to fill out and I got a
letter from Oslo with a promise of things to come. I sent
an explanation that I'm not interested in getting
autographs of Whitehead, Carr, Russell, and Ward, I
only want their likenesses. I asked you for Bertrand
Russell's Analysis of Matter - I desperately need this
book, it's out of print, and I'm out of money. I asked
you for The Argonauts, which Limanowski pinched from
me. No sign of any reaction on your part.
But you're writing to some former girlfriends. Have
Tymbeusz and his wife been "intriguing"?
If I don't get an answer to this letter in a month, I'll
cross you off the list of people who mean something to
me.
Please write whether I should consider our
relationship over, or whether you'll do what I'm asking
you to.
I'm enclosing a "childhood" photo of us (17 and 19
years old).
Your Witkacy
Answer by registered letter - be a dear .
Address: Zakopane 3
Antałówka, the Witkiewicz house
Trans, by D.G.

[16 V 1937
(Dawniej) Drogi Profesorze Malinowski:
Posyłam Ci ten papier jako podarek pożegnalny. Nie
sądzę, żeby to było bardzo piękne z Twojej strony niszczyć
całożyciową przyjaźń jak nasza z powodu „intryg" i plotek.
Pomimo to jest to „smutny" fakt, jak czasami mówimy my,
inni biedni polscy ludzie.
Niech Bóg Cię strzeże przed złodziejami kieszonkowymi.
Twój dawniej
S. I . Witkiewicz
Nie myśl, że nasz stary Tymbeusz, reklamujący się jako
geniusz przyszłości, może skompromitować Twój autorytet
w opinii dalszych generacji. To, że nie przysłałeś mi
egzemplarza polskiego przekładu Twojej cholernej książki,
jest świństwem najwyższej klasy (wszystko inne już dawno
zapomniałem).
Przesyłam najlepsze życzenia Tobie, Księżnej Kentu, Jej
Wysokości Królowej Grecji oraz temu statemu głupcowi,
Cesarzowi Bessarabii.
Z poważaniem
Vitcatius
Zakopane, 3
Antałówka]
Allow me dear Professor to give You this last mark of
my life on this planet.

47.

Not quit [e] Yours former friend
[Zakopane] 16 V 1937

Vitcatius

(Formerly) Dear Professor Malinowski:
I sent You this paper (ten papier) as a farewell-cadeau.
I dont think it is very beautifull on Your side to destroy
such a longlife friendship as Our because of „intrigues" and
gossip. Neverthless it is a „sorry" fact, as we others poor
polish people 1 say sometimes.
God beware You of pickpockets.
Yours formerly
S. I. Witkiewicz
Dont You think that declaring our old Tymbeusz as
a future genius You can compromise Your Authority in
opinion of further generations. That You have not sent me
a copy of polish translation of Your bloody book is
a pigeshness of best sort (othets I have forgotten already).

Show that please to Your friends Count and Countess
de Schömberg
[Pozwól mi, drogi Profesorze, ofiarować Ci ten ostatni
znak mojego życia na tej planecie.
Niezupełnie Twój dawny przyjaciel
Vitcatius
Proszę Cię, pokaż to Twoim przyjaciołom Hrabiemu
i Hrabinie de Schömberg.]
[Original in English]
[there now follows "the paper" that is a typewritten
poem To My Asshole Buddies by Witkiewicz]

My best wishes to You, to the Duchess of Kent, H[er]

286

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

[tu następuje „ten papier" czyli pisany na maszynie
wiersz S.I. Witkiewicza Do przyjaciół gówniarzy z ręcznym
nadpiskiem:]

47.*
[Zakopane] 16 V 1937
(Formerly) Dear Professor Malinowski:
I sent You this paper (ten papier) as a farewell-cadeau.
I dont think it is very beautifull on Your side to destroy such
a longlife friendship as Our because of „intrigues" and gos­
sip. Neverthless it is a „sorry" fact, as we others poor polish
people I say sometimes.
God beware You of pickpockets.
Yours fotmerly
S. I . Witkiewicz
Dont You think that declaring our old Tymbeusz as a fu­
ture genius You can compromise Your Authority in opinion
of further generations. That You have not sent me a copy of
polish translation of Your bloody book is a pigeshness of best
sort (others I have forgotten already).
My best wishes to You, to the Duchess of Kent, H[er]
M[ajesty] Queen of Greece and to this old fool of ours the
Emperor of Bessarabya.
Yours truly
Vitcatius
Zakopane, 3
Antolovka
[16 V 1937
(Dawniej) Drogi Profesorze Malinowski:
Posyłam Ci ten papier jako podarek pożegnalny. Nie są­
dzę, żeby to było bardzo piękne z Twojej strony niszczyć całożyciową przyjaźń jak nasza z powodu „intryg" i plotek. Po­
mimo to jest to „smutny" fakt, jak czasami mówimy my, in­
ni biedni polscy ludzie.
Niech Bóg Cię strzeże przed złodziejami kieszonkowymi.
Twój dawniej
S. I. Witkiewicz
Nie myśl, że nasz stary Tymbeusz, reklamujący się jako
geniusz przyszłości, może skompromitować Twój autorytet
w opinii dalszych generacji. To, że nie przysłałeś mi egzem­
plarza polskiego przekładu Twojej cholernej książki, jest
świństwem najwyższej klasy (wszystko inne już dawno zapo­
mniałem).
Przesyłam najlepsze życzenia Tobie, Księżnej Kentu, Jej
Wysokości Królowej Grecji oraz temu staremu głupcowi,
Cesarzowi Bessarabii.
Z poważaniem
Vitcatius
Zakopane, 3
Antałówka]
* Oryginał pisany po angielsku. T ł u m a c z e n i e polskie poniżej.

Allow me dear Professor to give You this last mark of my
life on this planet.
Not quit[e] Yours former friend
Vitcatius
Show that please to Your friends Count and Countess de
Schömberg
[Pozwól mi, drogi Profesorze, ofiarować Ci ten ostatni
znak mojego życia na tej planecie.
Niezupełnie Twój dawny przyjaciel
Vitcatius
Proszę Cię, pokaż to Twoim przyjaciołom Hrabiemu
i Hrabinie de Schömberg.]
D O PRZYJACIÓŁ GÓWNIARZY
Motto:
Kto się za ten wiersz obraża,
ten się sam za gówniarza uważa!
Przeglądam w myśli wszystkich mych przyjaciół twarze
I myślę sobie: Och, psiakrew! Czyż wszyscy są gówniarze?
Ach, nie - jest kilku wiernych, z tymi pojechałbym na­
wet do Kielc,
A reszta? Ach, reszta, to, proszę pani, gówno, wprost na
szmelc!
Pytacie mię, czemu do Kielc, a nie do Afryki lub na Bor­
neo?
O, tam łatwiej przyjacielem być wśród tropikalnych
puszcz,
Niż gdy za ścianą woła ktoś: „Puszcz mnie pan, ach,
puszcz!"
A pluskwy w ohydnej wszawości małego miastka,
Gdy metafizyk głąb wypiera dowolna wprost namiastka,
Gdzie zamiast uczuć wszelkich są tylko jakieś marne sub­
stytuty,
A miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty
(Bo krzywych zabrakło już,
A syf i tryper biegną w krok tuż, tuż),
Gdzie zwykła dorożkarska wóda zastąpi wszystkie narko­
tyki świata
I gdzie piękna jest na zgniłych domkach jakaś,
proszę pani, wieczorna ta tak zwana, ach, poświata.
I to wszystko na tle zupełnej nędzy
W smrodzie, u jakiejś gospodyni potwornej wprost jędzy,
W ciągłej niepogodzie, co lepsza jest od słońca,
Bo wtedy wszystko zda się bliskim końca.
Tak sobie wyobrażam Kielce-Symbol jako szczyt ohydy,
Jako paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy,

287

�Sumislaw

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONIStAW M A U N O W S K I

T O MY ASSHOLE BUDDIES

And he sees himself in himself as a monster reeking
of self-made sauce.

Motto:

A l l those things may happen yet or they may not Anyway, it is nothing but stink and rot,
Written with shit not with blood, each letter a blot.
I don't want it, I don't want what I've got.
Neither do I want them, I'm fed up
With my asshole friends, the whole line-up.
I prefer cattle, cats - dogs! - worms, bedbugs or
rubber dolls Even those faceless orphans - slot machines in
railway halls,
Because I know that a dog's bark never lies, nor does
a cat's scream,
A cow won't squirt vitriol into my mug but purest
cream,
And a bedbug... never mind, dear queen,
It's obvious that lots of people are hopelessly mean.
But if I put a penny in a slot machine painted with
Day-Glo,

A l l those who feel offended by these stanzas
Think themselves assholes and undiluted dunces.

I think of my friends (and I have quite a passel)
A n d I ask myself: Damn, are they all assholes?
O h , no: some are true. With those I'd go to Kielce,
even.
The rest are shit and junk, they should be crying
and grieving!
Why Kielce and not Africa, Alaska or Borneo?
A h , it's easier to be a friend trudging through jungle
and snow,
Than hearing a scream next door: „Let me go,
mister! Let me go!"
Just think of all the bedbugs in the filthy lousiness of
that jerkwater,
Where metaphysics is replaced by an ersatz, any
stupid matter,
Where there are no feelings, just cheap substitutes,
A n d love comes only from unfortunate prostitutes
(The constitutes have all been used up,
A n d we are threatened by the syph and clap),
Where plain cabby's rye stands for all the drugs with
their otherworldly might
A n d the rotten huts bathe, dear queen, in the most
exquisite twilight,
Though the total poverty around us is a real drag
While we are lodged in stink with some unspeakable
hag,
In constant rain, which is still better than the sun,
Since on bright days the world seems ready to end
soon.
This is my image of Kielce as a symbolic summit of
ugliness,
The paramount paragon of the worst small-town
mugginess.
Although it may be quite a beautiful townlet, quite
nice perhaps.
A n d I may have overdone all those syphs and claps.
Anyway, it's harder to be a friend there than in a
desert.
Africa by contrast seems infinitely more pleasant
Than when a man shits with his gob,
Using his ass to spy on the stars
A n d planets circling and wheeling.
On the revolutions of a distant globe,
While climbing up to the ceiling
To smash bedbugs by scores
When hopelessness throttles him like a nightmare
hideous and gross

Then - whether I'm somebody's brother or even son
in law
In any case I'll get a bar of chocolate
Rather than false speech, a bunch of noise, smug
and obsolete,
Slyly spiteful, bent on blighting and slighting me
Most unfairly and undeservingly.
No automaton ever toadies to me, licks mv hands
Or cordially squeezes them till they hurt
A n d then behind my back cheats, lurks and
lurches
In the name of some illusory merits and virtues,
Waiting to be engulfed alive by heavenly bliss.
For he's so good and perfect, oh, with not one
defect.
Quite possibly he does not even defecate.
He might be a hangman and never piss.
He's a boil that stinks and festers
W i t h the purest beauty in his commonest gestures,
Like sticking a finger in his nostril
Or licking some kind of sauce, self-made and not too
costly.
Trans, by M.K.
48.
[Zakopane, 16 V 1937 t.)
Old Pig - I have not known tha[t] You are serving in
Polish Army and that You have such nice dog.
Accept my congratulations.
[Original in English]

288

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

48.

A może piękne to, ach, miasteczko, ach, i nawet mile
1 niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę.
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warun­
kach
Trudniej jest niż w afrykańskich
choćby wprost stosunkach,

[Zakopane, 16 V 1937 r.]

najpiekielniejszych

Old Pig - 1 have not known tha[t] You are serving in Po­
lish Army and that You have such nice dog.
Accept my congratulations.

1 mgławic dalekich spirale,
Gdy mu muzyczka skądsiś gra,
A on gdzieś przy powale
Wydusza miliony pluskiew gniazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohydna i śmierdząca zmora,
Gdy człowiek siebie w sobie widzi jako cuchnącego wła­
snym sosem, ach, potwora.

[Stara Świnio - nie wiedziałem, że służysz w Wojsku Pol­
skim i że masz tak pięknego psa.
Przyjmij moje gratulacje.]

Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd

•j-ko lfvU&gt;

Może to wszystko przyjdzie, ach, a może nie W każdym tazie to jest wszystko bardzo fe.
A do tego napisane nie krwią, a gównem bardzo źle.
Ja nie chcę tego - nie, nie, nie, nie.
I nie chcę, potąd mam już ich
Przyjaciół mych gówniarzy tych,
Wolę bydło wprost, koty, nie mówiąc o psach, robaki
i pluskwy, jakieś automaty -

V

Nawet takie jak na stacjach, choć bez twarzy,
Co nie mają ni mamy, ni taty,
Bo wiem, że kot nie skłamie miaucząc, a pies swym szcze­
kaniem,
Ze krowa mi nie siknie witriolejem w pysk, tylko mle­
kiem,
Ze pluskwa (ale szkoda gadać, proszę pani), że świat się
roi od drani.
Ze gdy na przykład w automat włożę groszy pięć,
To czym jest czyjś brat, czy teść, czy nawet zięć,
To wyjdzie mi na pewno czekoladka,
A nie kłamliwa mowa, brechnia obłudna i już zbyt
wprost nader hadka
W swym śliskim kłamstwie
I w zaczajonej za nim złośliwości, chęci krzywdy
I zlekceważenia, ach, i zwykłym chamstwie.
Automat nie będzie obśliniać mnie
1 dusić aż do bólu rąk mych z czułości,
A potem za plecami albo i przed,
To wolę nawet już - robić małych obrzydliwości
W imię jakichś urojonych zalet i cnót
Czekając na swego wniebowzięcia już za życia cud.
Bo on jest taki dobry, ach, i doskonały,
Ze nie wiadomo już, czy nawet on oddaje kały Może on wiesza i nie robi pipi,
Takie ścierwo doskonały jest,
Ze w samo piękno zmienia się jego najpospolitszy gest:
Jakieś dłubnięcie w nosie
Czy umazanie ręki w jakimś własnym sosie.
S. 1. Witkiewicz

June 14th, 1937
My dear Professor Witkiewicz,
I am under a very deep obligation to you sending me the
copy of your last work. Although my attention has strayed
now from the elevated problems of philosophy, 1 have read
your contribution and have since then shrunk into a monad.
In other words, I have adopted your system of cosmological
monadology.
You chide me for my remissness in writing. May I suggest
that this is a complaint which early in my career I caught
from you; and that an infection may take more virulent
forms in a feeble organism like myself is altogether under­
standable as (rom one monadologist to another, but I alwa­
ys follow your letters, your career and your wishes with ke­
en attention.

289

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

49.
June 14th, 1937.
My dear Professor Witkiewicz,
I am under a very deep obligation to you sending me
the copy of your last work. Although my attention has
strayed now from the elevated problems of philosophy,
I have read your contribution and have since then shrunk
into a monad. In other words, I have adopted your system
of cosmological monadology.
You chide me for my remissness in writing. May
1 suggest that this is a complaint which early in my career
1 caught from you; and that an infection may take more
virulent forms in a feeble organism like myself is altogether
understandable as from one monadologist to another, but
I always follow your lettets, your career and your wishes
with keen attention.
As regards the letter, would you kindly inform me
whether you are still desirous of obtaining a copy of an
early and unworthy book of mine entitled Argonauts of the
Western Pacific. Also, would it interest you to have a copy
of my latest work entitled Foundations of Faith and Morals!
1 should be glad to send it to you on request and by return
of post.
Should you like, I would be glad also to send you
a book of mine in Chinese for a collection of oddities and
monstrosities.
Your ever devoted admirer and ex-friend,
[Bronislaw Malinowski]
[Original in English]

50.
[Zakopane] 25 July 1938
Dear Bronio:
Thanks for your letter. I haven't written because I
wanted to write you something cheerful, but it's getting
worse and worse and I've decided (in the near future
after I finish a few things I'm working on) to bring my
life to an end a bit prematurely, because it's high time.
The woman who was in love with me and who for
the past seven years meant everything (as the saying
goes) to me has abandoned me; in part, it's my own
fault (some slight infidelities, which she found out
about from others) and she won't even listen to my
explanations.

I'm in a terrible state. I'm suffering almost as much
as when we went to Australia.
Perhaps some "miracle" can save me, but I don't
anticipate anything like that.
" I have cooked my goose," as the British say.
So I'm saying good-bye for now, my dearest friend, I
give you a hug and thank you for everything you have
done for me.
(I'm not saying what will happen as an absolute
certainty, but it's 98% sure.)
Your Staś
Antałówka, Zakopane 3
Trans, by D.G.

51.
[Warsaw] 22 September 1938
Dearest Broneczek:
My sincerest thanks for your letter. I've come back to
life, unfortunately not thanks to my own strength
(although I kept going for half a year miraculously
"leaping from one dry spot to another over the
quagmire" in the midst of atrocious tortures), but only
thanks to the fact that she first deigned to write to me,
then allowed me to talk to her, and finally has returned
to me - but I'll never be what I once was for her.
As for myself, I'm totally "reformed" and I'll hold on
for certain as long as she doesn't leave me. She is truly
an exceptional being. I was 100% finished, emotionally,
tormentologicallv, and mentally, and if she hadn't come
back, giving me the possibility of moral reformation, I
wouldn't have been able to go on living.
For the time being I'm continuing with my work and
I'm waiting for whatever happens.
I want to end my life in a way that will make sense of
u.
I'm very sorry that you're still unwell and I'm
distressed that you won't be coming to Poland. Won't
we see each other again before we die?
My wife (who is a miraculous specimen of her kind)
dreams of meeting you.
Heartfelt hugs and all my gratitude and friendship.
Your Staś
I'm enclosing a letter from the person mentioned in
my letter. I haven't read i t .
I don't know i f I wrote you that Cornelius (Hans)
visited me last year.
Trans, by D.G.

290

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Kobieta, która mnie kochała i która od siedmiu łat była
dla mnie (jak to się mówi) wszystkim, opuściła mnie po czę­
ści z mojej winy (drobne zdrady, o których dowiedziała się
z boku) i nie chciała żadnych wyjaśnień.
Stan mój jest okropny. Prawie tak cierpię jak wtedy, gdy­
śmy jechali do Australii.
Uratować mnie może jakiś „cud", ale go nie przewiduję.
I have cooked my goose, jak mówią Angliczanie.
Tak więc tymczasem żegnam Cię, mój Kochany, ściskam
serdecznie i dziękuję za wszystko, coś dla mnie uczynił.
(Nie mówię tego na pewno, ale na 98%.)
Twój Staś
Antałówka, Zakopane 3

As regards the letter, would you kindly inform me whe­
ther you are still desirous of obtaining a copy of an early and
unworthy book of mine entitled Argonauts of the western Pa­
cific- Also, would it interest you to have a copy of my latest
work entitled Foundations of Faith and Morals? I should be
glad to send it to you on request and by return of post.
Should you like, 1 would be glad also to send you a book
of mine in Chinese for a collection of oddities and monstro­
sities.
Your ever devoted admirer and ex-friend,
[Bronisław Malinowski]
[14 czerwca 1937 r.
Mój drogi Profesorze Witkiewiczu,
Jestem Ci bardzo głęboko zobowiązany za przysłany mi
egzemplarz Twojej ostatniej pracy. Chociaż teraz moja uwa­
ga odbiegła od wzniosłych problemów filozofii, przeczytałem
Twoją rozprawkę i od tej chwili skurczyłem się do rozmiarów
monady. Innymi słowy, przyjąłem Twój system monadołogii
kosmicznej.
* Oryginał pisany po angielsku. T ł u m a c z e n i e polskie poniżej.

Zbeształeś mnie za moją opieszałość w pisaniu. Pragnął­
bym zauważyć, że jest to zarzut, który od dawna w moim ży­
ciu spotykał mnie z Twojej strony. Takie zakażenie może
przybierać bardziej złośliwe formy w tak słabym organizmie
jak mój, ale jest zupełnie zrozumiałe, jeśli przechodzi z jed­
nego monadologisty na drugiego - ja jednak zawsze śledzę
z najgłębszą uwagą Twoje listy, bieg Twego życia i Twoje ży­
czenia.
Co się tyczy listu - czy byłbyś łaskaw poinformować
mnie, czy wciąż pragniesz otrzymać egzemplarz mojej wcze­
snej i bezwartościowej książki pod tytułem Argonauci zacho­
dniego Pacyfiku? A także, czy byłbyś zainteresowany posiada­
niem egzemplarza mojej ostatniej pracy, zatytułowanej Podsiawy wiary i moralności? Byłbym wielce rad wysyłając Ci na
życzenie tę książkę drogą pocztową. Jeślibyś chciał, z równą
przyjemnością wysłałbym Ci moją książkę po chińsku do
Twoich zbiorów osobliwości i potworności.
Twój wciąż oddany wielbiciel i byty przyjaciel,
[Bronisław Malinowski]

51.
[Warszawa] 22 IX 1938
Najdroższy Broneczku:
Dziękuję Ci bardzo serdecznie za list. Wróciłem do życia,
niestety, nie dzięki własnej sile (mimo że trzymałem się pół
roku cudem „skacząc po kępach nad trzęsawiskiem" w po­
twornych męczarniach), tylko dzięki temu, że ona zechciała
do mnie napisać, następnie pozwoliła gadać, a obecnie
wróciła do mnie - jednak nie będę już nigdy dla niej tym,
czym byłem.
Sam jestem już „poprawiony" i wytrwam na pewno, o ile
ona mnie nie opuści. Jest to istota naprawdę wyjątkowa. Tak
więc ja byłem na 100% i uczuciowo, i m ę c z a r n i o w o ,
i rozumowo, i gdyby ona nie wróciła, d a j ą c m i m o ż ­
n o ś ć m o r a l n e j p o p r a w y , to bym żyć nie mógł. Na
razie pracuję dalej i czekam wypadków. Chcę życie skończyć
z sensem.
B[ardzo] mi przykro, że ciągle chorujesz, i martwię się, że
nie przyjedziesz. Czyż się nie zobaczymy przed śmierciami?
Moja żona (która jest cudownym okazem w swoim rodza­
ju) marzy o poznaniu Ciebie.
Ściskam Cię serdecznie z wdzięcznością i przyjaźnią
Twój Staś
Załączam list Osoby, o której mowa w liście. Nie czyta­
łem go.
Nie wiem, czy Ci pisałem, ze rok temu był u mnie Cor­
nelius (Hans).

50.
[Zakopane] 25 V I I 1938
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za listy. Nie pisałem, bo chciałem Ci coś do­
brego napisać, tymczasem jest coraz gorzej i jestem zdecydo­
wany (w najbliższym czasie po ukończeniu pewnych prac)
skończyć ze sobą nieco przedwcześnie, bo i tak pora.

291

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11492" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11470">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3cffd15715a4733cb502b203e404d34c.pdf</src>
        <authentication>542efa1e1c2098712e24454e499e9ae5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2837</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136902">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136903">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2644</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136904">
                <text>Letters from the Tropics=Listy z podróży do tropików / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136905">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.294-305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136906">
                <text>Witkiewicz, Stanisław I.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136907">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136908">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136909">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136910">
                <text>Stanisław Ignacy Witkiewicz • LETTERS FROM T H E TROPICS

S T A N I S Ł A W
I G N A C Y
W I T K I E W I C Z

Letters from the
Tropics
Letters to Mother
Orient Line of Royal Mail Steamers
R.M.S "Orsova"
June 20, 1914
Dearest Mother,
We're nearing the strait of Bab'el Mandeb and are
about to cross into the Indian Ocean. The voyage
through the Mediterranean seems like a sojourn i n
subarctic regions compared with the crazy heat that
we're having now. The sun has reached the tropic of
Cancer which we're crossing at this very moment, so
the sun's rays are hitting us at right angles. One could
say that it was quite cool till we reached Suez. We
arrived in Port Said at 11 a.m. and left eatly next
morning, at 2 o'clock. Bronio and I took a walk i n the
Egyptian quartet. Marvellous faces and costumes.
Mostly blue long robes. Faces eithet wild ot languid
with delight. Men only, quite obviously. In the streets
thete are stands selling poppy cakes as well as other
sweets of a weird persuasion. A n d coffee-houses with
gentlemen sitting in them who are not of this world but
nevertheless seem to be more trustworthy than the
Italians in Naples. Even the worst rogues do not convey
the impression of a scoundrel; on the contrary: they
emanate a sort of seriousness and dignity. I n front of a
cafe, on the pavement, there may be a buffet with a lot
of brass vessels standing on it or hanging on long
strings. (This is a letter of a total moron but I feel
justified by this ctazy heat). - Just think: a rather
narrow sea between two burning-hot deserts. The
bishop of New Guinea who's been traveling with us told
us today, when we were taking tea - barely conscious
from the heat and drenched with sweat as if we'd just
come out of a bath - that back in New Guinea he'd
never experienced such pleasant coolness. Sounds like a
nice prospect for Bronio, who's planning to do some
conceptual work. The landscape along the Canal seems
awfully weird. The Canal itself is narrow, maybe 30 or
50 yards. O n one side there's Egypt - oases, palms and
strange trees with fluffy flowers and a wonderful smell
that reminds me of linden. O n the other side there's the

dreadful Arabian desert - yellow-orange sands which
begin right on the shore as little wavelets and gradually
turn into huge mountains gleaming with a pink
phosphorescent glow on the horizon. The valleys with
salty sediment at the bottom glitter with a bluish
reflection of the sky. We pass two steamers which hug
the shore to let us through. Every now and then we
come across the posts of the Ftench company that owns
the Suez Canal. Little houses among palms and ttees
with wonderful crimson flowers. Ctd. We left Port Said
at 2.30 a.m. and reached Suez only about 1 p.m. The
ship bately crawls, guided by a local pilot. It accelerates
a little when crossing salty lakes that the Canal passes
through. We stayed for half an hour in Suez. Marvellous
hues of the sea which cuts into the red and yellow sand.
Bands of emerald, tutquoise, yellow, green, celadon and
ultramarine topped with a chain of wild rocky
mountains, purple (that's a fact) in colour Then we
entered the Gulf of Suez, flanked by the rocky
mountains of Egypt on one side and the otange sandy
mountains of the Sinai Peninsula on the other. We
could see both shores late into the evening.

294

It's been two days now since we saw any land and
the heat is getting worse. I'm sitting writing a letter,
sweat streaming down my forehead. This is the Music
Room on the deck. The cabin is a real sauna. A l l night
long the ventilator keeps booming. We sleep completely
naked. A t 7 the sound of a monstrous gong wakes us up
so we can take a bath. Then breakfast (smoked meat,
fruit with rice and coffee). One can have both fish and
roasted meat. Then lying on the deck and reading
begins. Then some stupid games. Awful boredom. In
the evening we go aft and join the riffraff in the third
class to watch the stats. Last night we could see the
Alpha Centauri or the Canopus. The Cross hasn't
appeared yet. Venus is shining in the west. You and I
may be watching it simultaneously. The sea hardly
moves at all and our huge ship (123000 tons) sways
very lightly and seriously. There's nothing curious in the
Red Sea except the heat, flying fish and
phosphorescence. The fish (about 10 inches long) fly in
droves, crossing a distance of some 50 yards, throwing
silver gleams against the dark blue wave.
Phosphorescence can be seen only in the wake of the
ship, along the twin walls of foamy water churned by
the two screw propellers. (Many, many kisses for
Mother from Staś). Greenish sparks shoot from the
screws, fan out into the wan light and disappear a dozen
or so yards behind the ship.
June 21 - Today we passed 12 volcanic islands called
Zebayr. Wonderful pumice rocks, white and brown,
perforated like sponges. Two of them had distinct
volcanic cones. About 5 o'clock the island Jebel
Zukush. Coffee-coloured sky and a greenish sun. Green-

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LISTY Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

Do M a t k i w Zakopanem

*
S T A N I S Ł A W
I G N A C Y
W I T K I E W I C Z

[Papier z nadrukiem:] Orient Line O f Royal Mail Ste­
amers RMS „ORSOVA"
20 V I 1914
Najdroższa Mamo: Zbliżamy się do cieśniny Bab-el-Mandeb, po której zacznie się Ocean Indyjski. Podróż
przez Morze Śródziemne wydaje się pobytem w podbiegu­
nowych okolicach wobec tego szalonego upału, który te­
raz mamy. Przejeżdżamy właśnie zwrotnik Raka, w którym
obecnie znajduje się słońce i świeci na nas kompletnie
prostopadle. Do Suezu można powiedzieć, że było chłod­
no. W Port Said staliśmy od 11-2 w nocy. Byliśmy z Bro­
nieni na spacerze w dzielnicy egipskiej. Twarze i stroje cu­
downe. Niebieskie, długie szaty przeważają. Twarze o wy­
razach dzikich albo mdlejących z rozkoszy. Tylko mężczy­
źni oczywiście. Na ulicy stragany, w których sprzedają się
słodycze i makagigi dziwnego nabożeństwa. Kawiarnie,
w których siedzą panowie nie z tego świata, ale jednak
bardziej wzbudzający zaufanie niż Włosi w Neapolu. Na­
wet u najgorszych wywłok nie czuje się kanaliowatości,
tylko jakąś powagę i dostojność. Przed kawiarnią, na trotuarze, stoi bufet obstawiony i obwieszony naczyniami
mosiężnemi na długich sznurach. (List zupełnego krety­
na, ale upał szalony usprawiedliwia.) - Proszę pomyśleć:
wąskie stosunkowo morze między dwiema rozpalonymi
pustyniami. Biskup Nowej Gwinei, który jedzie z nami,
powiedział dziś przy podwieczorku do nas, nieprzytom­
nych z upału i spoconych, jak gdybyśmy wyszli z kąpieli,
że nie pamięta takiego zimna przyjemnego na Nowej
Gwinei jak dzisiejszy dzień na statku. Wesoła perspekty­
wa dla Bronia, który ma umysłowo pracować. Pejzaż
wzdłuż Kanału strasznie dziwaczny. Kanał wąski. Może
ma 30-50 m szerokości. Z jednej strony Egipt z oazami,
palmami i jakiemiś dziwnymi drzewami o puszystych
kwiatach i cudownym zapachu przypominającym lipę.
Z drugiej straszliwa pustynia arabska, z żółto-pomarańczowemi piaskami, które od małych fal przy brzegu Kana­
łu przechodzą w ogromne góry świecące różowym fosfo­
rycznym blaskiem na horyzoncie. Doliny świecą od osa­
dzonej w nich soli niebieskawym odblaskiem nieba. Mija­
my dwa parowce, które się przytuliły do brzegu, aby nas
przepuścić. Co pewien czas stacje kompanii francuskiej,
do której Sueski Kanał należy. Domki obsadzone palma­
mi i drzewami o cudownie purpurowych kwiatach.
C D . Z Port Said wyjechaliśmy o V 3 w nocy, a w Suezie byliśmy dopiero koło 1 w południe. Okręt ledwo się
wlecze, prowadzony przez pilota miejscowego. Trochę
szybciej jedzie się przez słone jeziora, któte Kanał przeci­
na. W Suezie staliśmy '/ godziny. Cudowne kolory mo­
rza, wrzynającego się w czerwono-żółty piasek. Szmarag2

2

Listy z podróży do
tropików
dowe, turkusowe, żółte, zielone, seledynowe i ultramary­
nowe pasy. Nad tym linia gór dzikich, skalistych, fioleto­
wego (dosłownie) koloru. Potem wjechaliśmy w Zatokę
Sueską, mając po jednej stronie skaliste góry egipskie, po
drugiej pomarańczowe góry piaskowe Półwyspu Synajskiego. Do wieczora widać było brzegi oba.
Już drugi dzień bez lądu, wśród wzrastającego upału.
Siedzę spokojnie pisząc list, a pot leje się m i z czoła ciur­
kiem. To w Music Roomie na pokładzie. W kajucie ła­
źnia. Całą noc huczy wentylator. Śpimy nadzy zupełnie.
0 7 budzi nas potworny gong na kąpiel. Potem śniadanie
(wędzonka, owoce z ryżem i kawa). Można jeść i rybę,
1 pieczeń. Potem zaczyna się leżenie na pokładzie i czyta­
nie. Potem idiotyczne gry. Nuda straszna. Wieczorem
idziemy do 3 k l . na tył między baciarów i obserwujemy
gwiazdy. Wczoraj widać było albo Alfa Centauri albo Canopus. Krzyża jeszcze nie ma. Wenus świeci na zachodzie.
Może jednocześnie na nią patrzymy. Morze bardzo mało
się rusza i nasz statek duży (12300 ton) bardzo lekko i po­
ważnie się kołysze. Na Morzu Czerwonym oprócz gorąca,
ryb latających i fosforescencji nic osobliwego nie ma. Ry­
by (wielkości 30 cm) latają po jakieś 50 m całymi stada­
mi, świecąc srebrem na tle granatowej fali. Fosforescencję
widać tylko z tyłu statku wzdłuż dwóch wałów wody, spie­
nionej od ruchu dwóch śrub okrętu. Zielonawe iskry wy­
latują spod śrub i rozszerzając się w mdłe światło giną
o kilkanaście metrów za statkiem.
21 V I [1914]
Dziś przejeżdżaliśmy koto 12 wulkanicznych wysepek
Zebayr. Cudowne skały pumeksowe białe z brązowym jak
gąbki dziurawe. 2 znowu miały wyraźne stożki wulkanicz­
ne. Koło 5 wyspa Jebel Zukustr. Niebo koloru kawy i zie­
lonawe słońce. Chmury na tern tle zielononiebieskie, ja­
sne, wyglądają jak przeziory w szarem niebie. Wyspa brą­
zowa ginie w kawowej mgle. Pod nią morze z seledyno­
wym odbiciem słońca jak tafla z aluminium. Koło 10 wie­
czorem wjeżdżamy w Bab-El-Mandeb. Monsoon podobno
jeszcze nie zaczął wiać. Bardzo się tym martwię. Dotąd
morze zupełnie spokojne.

295

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LETTERS FROM T H E TROPICS

blue, pale clouds look against this background like
openings i n the grey sky. The brown island drowns in
the coffee-coloured mist. Underneath the sea with a
celadon reflection of the sun resembles an aluminium
sheet. About 10 p.m. we're entering the Bab-ElMandeb. They say the monsoon hasn't started blowing
yet. I'm very worried. The sea has been quite calm so
far.
Trans, by M.K.
June 24, 1914
Our last day in the Red Sea and the day that we
spent i n the Gulf of Aden were both monstrously hot.
39° R (sic) i n the cabin. Even worse out there i n the
sun. Bronio's been totally lifeless. He doubts it if he can
stand New Guinea. Wheteas I've got quite used to the
conditions and have been feeling fine these days. The
day before yesterday at 10 p.m. we passed Perim, a port
in the strait of Bab-El-Mandeb. We saw nothing but the
leering eye of a lighthouse. Then we spent the entire
day traveling across the Gulf of Aden with not a trace
of land i n sight. That night we decided to sleep on the
deck because the heat was just terrible. The Alpha and
Beta Centauri can already be seen. The former is the
star nearest us. The light takes 4 years to reach here. A t
night the ship began to rock slightly and at 6 a steward
woke us up telling us to remove our stuff since the
waves wete going to start washing over the deck soon.
We were passing cape Guarda Fui at that moment (see
map). Some 4 miles away in the morning mist one
could see a vertical rock about 300 yards high and an
utterly yellow hill. About 8 o'clock, as soon as we
passed the cape and crossed into the Indian Ocean, the
monsoon started blowing and the huge waves of the
open sea grabbed us. We sat on the deck for a while,
wearing highly incomplete costumes. (The women sleep
on the left side of the deck and the men on the right).
The women started crossing over, so I went to take a
bath, but as soon as I tried to dress, I threw up quite
awfully. Horrible sinking of the floor or violent upward
movement of same. I hadn't eaten anything so I kept
throwing up bile. Bronio, as it later turned out, was
doing the very same thing on the deck. Then I fell
asleep and slept till 10 o'clock. A navy officer by the
name of Pitcher woke me up, sent down by Bronio to
my rescue. He helped me dress (meanwhile I threw up
another portion of bile) and led me up onto the deck.
A l l the symptoms ceased at once and we spent the test
of the day lying side by side, feeling sort of vomitive.
Just an orange for lunch. We only went downstairs at 7
o'clock to have dinner. But we ate just one course and
fled back onto the deck. Don't tell anyone about
Bronio's symptoms. I think he'll get used to the heat.
Another night on the deck. This morning Bronio kept

296

throwing up. I've got quite accustomed to the swaying
by now (it sounds like a risky statement since we need
another three days to reach Colombo). The waves come
at us from the side. It's a west-southerly monsoon.
Every once i n a while the whole huge ship moves
sideways climbing a wave (about 6 yards high) and then
falls into an abyss. The sun is shining. The wind makes
the air cooler and it's quite a pleasant time, really,
unless one is throwing up. The waves are just
marvellous. They rise slow as mountains and scatter
into splashes of green foam as soon as they meet
another wave which is moving forward. It'll go on like
this till we reach Colombo. The Southern Cross has
finally appeared.
[the letter ends here]
Trans, by M.K.

*
Letters to Father
R.M.S. "Orsova", June 21, 1914
Dearest Father,
We're nearing the strait of Bab-El-Mandeb and we're
going to cross it at midnight. We've just passed 12
volcanic islands called Zebayr (scattered along some 6
miles). Weird, small, uninhabited, contorted i n shape
and fotm, except fot the two that emerge from the
water as regular cones. The sky looks like coffei and
milk with little celadon-blue clouds. A t the beginning of
our journey we took them for openings i n the overcast.
The sea is calm. It's getting hotter and hotter. We're
right on the tropic and since this is summet the rays of
the sun fall quite vertically. This morning the
thermometer in my cabin read 34° R. I'm sitting in the
Music Room, wearing a shirt with sleeves rolled up.
Sweat is stteaming down my face. Frightful heat, we're
lucky that it's dry. The bishop of New Guinea, w h o '
been traveling with us, told us yesterday while we were
having tea that back in his diocese he'd never
experienced such pleasant cool days. (The paper is wet
with sweat which is literally pouring from my hands.)
The greenish sun seen against the coffee-coloured
sky reflects itself in the copper water as celadon sparks.
Droves of flying fish start from under the bow,
glittering in the sun as if they were made of metal. One
of them (10 inches long) fell through the window into
my cabin yesterday. The Mediterranean as I remember
it now seems like some subarctic country. The stars of
the southern sky begin to appear (such as the Canopus
or the Alpha Centauri). A t night green sparks of
phosphorescence explode from under the propeller
screws and get spewed through the apertures in the hull
to melt in the foam, turning into broad, pale, luminous

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LISTY Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

D o Ojca w Lovranie

24 V I 1914
Ostatni dzień na Morzu Czerwonem i dzień w zatoce
Aden mieliśmy gorąco potworne. 39°R (sic) w kajucie.
Cóż dopiero w słońcu. Bronio zupełnie zdechły. Wątpi,
czy mu się uda być na Nowej Gwinei. Ja zupełnie się przy­
zwyczaiłem i te dni czułem się fizycznie zupełnie dobrze.
2awczoraj wieczorem o 10 minęliśmy port Perim w cieśni­
nie Bab-El-Mandeb. Z tego widzieliśmy tylko łypiące oko
latarni morskiej. Potem cały dzień bez kawałka lądu przez
zatokę Adenu. Tej nocy postanowiliśmy spać
na pokładzie, bo upał był straszny. Widać już
Alfa i Beta Centauri. Alfa najbliższa nam gwiazda, do
której światło idzie 4 lata. W nocy zaczęło się lekkie falo­
wanie, a o 6-tej zbudził nas steward, żebyśmy rzeczy usu­
nęli, bo fala będzie zalewać pokład. Właśnie mijaliśmy
przylądek Guardafui (obacz na mapie). W odległości ja­
kichś 7 km widać było w rannej mgle prostopadłą skałę
jakich 300 m i wzgórze zupełnie żółtego koloru. Jak tylko
minęliśmy przylądek koło 8-ej i znaleźliśmy się na Ocea­
nie Indyjskim, zadął Monsoon i chwyciły nas wielkie fale
pełnego morza. Siedzieliśmy chwilę na pokładzie w stro­
jach mocno niewykończonych. (Na lewej pokładu stronie
śpią kobiety, na prawej mężczyźni). Kobiety zaczęły prze­
łazić, więc poszedłem do kąpieli, zaledwie jednak po­
próbowałem się ubierać, rzygnąłem strasznie. Potworne
zapadanie się podłogi lub wypychanie do góry gwałtem.
Ponieważ nic nie jadłem, więc rzygałem żółcią. Bronio,
jak się okazało później, robił to samo na pokładzie. Potem
zasnąłem do 10. Obudził mnie oficet marynarki wojennej
p. Pitcher przysłany na ratunek przez Bronia. Pomógł mi
się ubrać (przy czym znowu rzygnąłem żółcią) i wywiódł
na pokład. Od razu wszystko przeszło i cały dzień przele­
żeliśmy obok siebie w półrzyglikowym usposobieniu. Na
lunch pomarańcza. Dopiero na obiad o 7 poszliśmy na
dół. Ale tylko jedno danie zjedliśmy i uciekliśmy na górę.
O symptomach Bronia nie trzeba nic nikomu mówić. My­
ślę, że się przyzwyczai do upału. Znowu noc na pokładzie.
Dziś Bronio jeszcze rzygał rano. Ja już się przyzwyczaiłem
zupełnie (boję się to mówić, bo jeszcze 3 dni do Colom­
bo). Fale mamy z boku. Monsun zachodniopołudniowy.
Co chwila cały olbrzymi statek wyjeżdża bokiem na szczyt
fali (jakieś 6 metrów wysokiej) i zapada w otchłań. Słoń­
ce świeci. Wiatr ochładza powietrze i o ile się nie rzyga,
jest dosyć przyjemnie. Fale są cudowne. Podnoszą się po­
woli jak góry i rozpryskują się w zielonej pianie, kiedy spo­
tykają falę idącą od przodu. Do Colombo ciągle to samo.
Już widać Krzyż Południowy,
[na tym list się urywa]

RMS „ORSOVA", 21 V I 1914
Najdroższy Tato:
Zbliżamy się do cieśniny Bab el-Mandeb, którą przeje­
dziemy o północy. Minęliśmy tylko co 12 (na przestrzeni
10 km) rozsianych, wulkanicznych wysp Zebayr. Dziwacz­
ne, małe bezludne, wykręcone w sylwetach i budowie,
z wyjątkiem dwóch, tworzących tegularne stożki wystają­
ce z wody. Niebo koloru kawy z mlekiem, na tle czego
chmurki seledynowoniebieskie, które z początku braliśmy
za przeziory niebieskie. Morze spokojne. Upał wzmaga się.
Jesteśmy na zwrotniku, a ponieważ jest lato, słońce świe­
ci zupełnie prostopadle. W kabinie było 34° Reaumura
rano. Siedzę w koszuli z zawiniętymi rękawami w Musie
Roomie. Pot leje się z twarzy ciurkiem. Straszliwe gorąco,
całe szczęście, że suche. Biskup Nowej Gwinej, który
z nami jedzie, oświadczył wczoraj przy podwieczorku, że
nie pamięta tak przyjemnie chłodnych dni w swojej die­
cezji. (Papier mokry od potu, który się leje z rąk.)
Na tle nieba kawowego słońce zielonkawe, odbijające
się w miedzianej wodzie seledynowymi iskrami.
Stada rybek latających wylatują spod okrętu, lśniąc
się w słońcu jak z metalu. Jedna (30 cm) wpadła do kaju­
ty wczoraj przez okno. Morze Śródziemne we wspomnie­
niu przybiera charakter kraju podbiegunowego. Pokazują
się gwiazdy południowego nieba (Canopus czy Alfa Cen­
tauri). W nocy spod śrub i tych womitujących otworów
okrętowych wylatują zielone iskry fosforescencji i roztap­
iając się w pianie na szerokie, blade plamy świecące, nik­
ną w ciemnościach.
W Port Said staliśmy od 11-2 w nocy. Udaliśmy się
z Broniem do dzielnicy egipskiej.
Domy otoczone balkonami na słupach ponad trotuarami. Zapach kóz, kawy i makakigów dziwacznej formy,
które się sprzedaje na straganach. Ludzie piekielni, o twa­
rzach dzikich albo omdlałych z rozkoszy. Tylko mężczyzn
widzi się na ulicach. Trafiliśmy na pochód weselny (tylko
mężczyźni), w powozach panowie w fezach. Furmani trzy­
mają rury, z których buchają płomienie acetylenu, i pie­
kielna, ponura, monotonna muzyka (piszczałki i bębny)
za nimi. Ubrani w długie szaty, przeważnie niebieskie.
Najgorsza hołota w Egipcie ma powagę i dostojność
wschodnią i ostatni baciarz wzbudza zaufanie.
Kanał wąski (50 m, może trochę więcej). Minęliśmy
dwa parowce, które przytulone do brzegu czekały na nasz
przejazd.
Z jednej strony Egipt pełen oaz i palm, z drugiej, stra­
szliwa, drgająca w słońcu Pustynia Arabska, płaska
u brzegu, górzysta w oddali. Pomarańczowe piaski drgają­
ce w słońcu i doliny pokryte solą, w których niebo odbija
się mdłym, szarym fioletem. Co chwila stacje francuskiej
kompanii, do której należy Suez. Domki otoczone palma-

297

�Stanisław

Ignacy

Witkiewicz • L E T T E R S FROM T H E TROPICS

stains and finally disappear in the darkness.
We stopped in Port Said from 11 p.m. to 2 a.m.
Bronio and I went to the Egyptian quartet.
Houses ringed with balconies, raised on columns,
seem to hang over the pavements. Smell of goats, coffee
and strangely shaped poppy cakes sold from the stalls.
The people here are just infernal, their faces either wild
or languid with delight. Only men can be seen in the
streets. We came across a wedding pageant (men only)
composed of fezzed gentlemen riding in carriages. The
coachmen held pipes with acetylene flames blowing
from them. Infernal, morose, monotonous music (fifes
and drums) followed that whole parade. The men wore
long robes, most of them blue. The worst riffraff in
Egypt emanates eastern seriousness and dignity so that
even the lowest bum seems trustworthy.

wings and white tails add to this sombre picture.
Frightful heat. Even the bishop has been sweating a
little and got slightly red. 34° R in the cabin. Sea water
at 80° F - about 30° R. I've been tolerating the heat
quite well, the only trouble is that I'm sweating awfully,
but then everyone does. This glare, this general melting
into the brown fog, these mysterious desert islands
which disappeat in the coffee-coloured haze have
something extremely attractive and fantastic about
them. Now and again a steamer scurries past (we see
seven or nine of them daily) or there's a lighthouse on
an island, with a solitary man on a pumice rock blinking
at night. Some of these islands of white pumice look
like huge sponges.
Trans, by M.K.

*

The Canal is narrow (50 yards, maybe a little more).
We passed two steamships which hugged the shore,
waiting for us to move along.

R.M.S. "Orsova", June 24, 1914

On one bank there's Egypt full of oases and palms,
on the other - the frightful Atabian desert shimmering
in the sun, flat near the shore, mountainous in the
distance. Orange sands shimmering in the sun and
valleys covered with salt. The sky teflected in the latter
looks bland, greyish-purple. Every once in a while we
pass posts of the French company that owns Suez. Little
houses among palms, trees with crimson masses of
flowers and others, smelling like linden. It takes us till
afternoon to arrive in Suez. Marvellous hues of the sea
which cuts into the desert with narrow bands, any
colour you can name, from ultramarine through
emerald and turquoise to yellowish green in shallow
places. Topped with wild rocky mountains, purplereddish. Whirlwinds milling the sand everywhere.

The evening before last we crossed the Bab elMandeb. The only proof of that was the lighthouse in
Perim which leered at us with a greenish light. Then a
whole day of crazy heat in the Gulf of Aden. (39° R in
the cabin). We slept on the deck, on blankets. The
women on the left side, the men on the right. The
mood downstaits is just terrible. Smells like a
hairdresser's and a loo combined. It's stuffy beyond
anyone's endurance. Plus the moaning of the pump.
Hell.
A steward woke us at 6 telling us to grab our gear
because the waves were about to start jumping. We
were already swaying quite impressively, passing cape
Guardafui, the last barrier between us and the Indian
Ocean, some 4 miles away. A vertical rock about 300
yards high and a yellow hill disappearing in the morning
mist. The colours of the sky at sunrise and sunset are
pale and the sun itself is greenish-yellow. As soon as we
passed the cape, the southerly-western monsoon began
to blow and the huge ocean waves grabbed us. We will
remain in their power till Colombo where it will take us
three days to arrive without seeing a scrap of land in
the meantime. The sea is marvellous with the
whitecaps. Waves huge as mountains rise and lift us
sideways (each wave parallel to the path of our
colossus). Then we fall [into] swaying ravines. The tops
of the waves have a marvellous colour like translucent
oxide finishing. I went down to take a bath but threw
up some gall instead from my empty stomach. I slept for
two hours and couldn't go out because I kept getting
sick whenevet I tried to get up. The terrible heat in the
cabin put me in a vomitive mood. Mr. Pitcher, a navy
officer, rescued me at last, sent down by Bronio who
was puking up on the deck meanwhile. Mr. Pitcher

Then the Gulf Suez. O n one shore we see the sandy
Arabian mountains of the Sinai Peninsula, while on the
othet thete are the tocky, funnel-shaped mountains of
Egypt. The heat makes writing impossible. I lie in a
deckchair all day long and go to the bar from time to
time to have an iced drink. Even reading is difficult in
this hell. We've got acquainted with some French
people from the first class and they often drop in for a
visit. I've developed a loathing of the English. Having
seen them in close-up I've decided that they [are]
nothing but brutes lacking any emotions ot aesthetics.
About 5 p.m. we passed the island of Jebel Kuzur. Four
volcanoes joined together A deathly, sombre,
fascinating sight. Brown island against the coffeecoloured sky [dtawing in text]. Some grey-green trees
and yellow beaches on the long flat shore. The rest
(mountains about 500 yards high) is nothing but brown
lava. The bluish-green sun reflected in the slightly
wavy, bronze sea looks like a sheet of melted
aluminium. The brown seagulls with white-rimmed

298

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LISTY Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

Stanisław I. Witkiewicz z ojcem Stanisławem Witkiewiczem - fotografia wykonana przy pomocy samowyzwalacza,
fot. Stanisław I. Witkiewicz, Lovrana, 1913. Ze zbioru Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem

Stanisław l. Witkiewicz with his father Stanisław Witkiewicz - photograph by time releaser, photo by Stanisław l. Witkiewicz,
Lovrana, 1913. The collection of the Tatra Museum, Zakopane
mi, drzewami o purpurowych masach kwiatów i inne, wy­
dające zapach podobny do lip. Dopiero po południu
w Suezie. Cudowne kolory morza wrzynającego się w pu­
stynię wąskimi pasami, od ultramaryny, przez szmaragdy
i turkusy, aż do żółtej zieloności - gdzie płyciej. Nad tym
góry floletowoczerwonawe, dzikie, skaliste. Wszędzie zry­
wają się trąby piasku.
Potem zatoka Suez. Z jednej strony, piaskowe góry
arabskie (półwyspu Synaj), z drugiej, egipskie skaliste, lej­
kowato wymodelowane. Gorąco odbiera możność pisa­
nia. Leżę cały dzień w leżaku i od czasu do czasu piję ice
drink w barze. Czytać nawet niewiele można w tym pie­
kle. Zaznajomiliśmy się z Francuzami z I kl. i ci u nas czę­
sto bywają. Do Anglików mam już wstręt. Przy bliższym
przyjrzeniu się jest [to] bydło bez żadnych uczuć i estety­
ki. Koło 5 po południu przejeżdżaliśmy koło wyspy Jebel
Kuzur. Wulkany 4 złączone. Śmiertelnie ponury i fascynu­
jący widok. Wyspa brązowa na tle nieba [tu rysunek
w tekście] kawowego. Na długim, płaskim brzegu jakieś
drzewa szarozielone i plaże żółte. Reszta (góry może z 500
) z brązowej lawy. Słońce niebieskawozielone odbija się
lekko sfalowanym morzu koloru brązu (metalu) i odbi­
m

w

cie słońca wygląda jak płyta roztopionego aluminium.
Mewy brunatne z białymi obrzeżeniami skrzydeł i białymi
ogonkami dopełniają ponurości. Upał straszliwy. Nawet
biskup się spocił trochę i sczerwieniał. 34°R w kabinie.
Woda w morzu 80° Farenheita. Kolo 30°R. Zupełnie do­
brze znoszę gorąco, tylko pocę się, jak zresztą wszyscy
w sposób straszliwy. W tym rozżarzeniu, roztopieniu
w brunatnej mgle, tych tajemniczych wyspach pustych,
znikających w kawowej srężodze jest [coś] niesłychanie
pociągającego i fantastycznego. Od czasu do czasu prze­
myka parowiec (może z 7-9 dziennie widzimy) albo na
którejś z wysp widać latarnię morską, z której w nocy
mruga jakiś samotnik na skale z pumeksu. Niektóre wy­
spy z białego pumeksu wyglądają jak olbrzymie gąbki.
*
RMS „ORSOVA", 24 V I 1914
Zawczoraj wieczorem o 10 przejechaliśmy Bab el-Mandeb. Jedynym znakiem tego była latarnia morska
w Perim, która łypała na nas zielonkawym światłem. Po­
tem cały dzień upału szalonego w zatoce Aden. (39°R

299

�Stanisław

• L E T T E R S FROM T H E TROPICS

Ignacy Witkiewicz

helped me dress and took me upstairs. I got better right
away. We lay down and ate nothing till lunch, of which
we only managed to have one course. Anothet night up
on the deck. Bronio has no stomach for the heat and
the sea, whereas I've got used to them and physically
I'm quite fine. Even this morning Bronio was getting
sick. I'm quite well now and although the waves are 6
yards high I can eat whatever's offered. But even these
varied experiences are getting tiresome.
Evening. The Southern Cross can already be seen
quite clearly. The storm keeps raging with unrelenting
force. We devoured our lunch like real sea wolves.
Whole crowds of little flying fish surround the ship
just as they used to do. I wish we wete in Colombo
already. I also wish the waves got bigget and bigger,
even if I had to vomit again. Life on a ship is so
frightfully boring that a struggle with sea sickness turns
into quite an entertainment. I've been reading Lord Jim
by Conrad. A real masterpiece. Have you read it? There
is a Polish trans [lation].
Trans, by M.K.

conscience. That's not the case at all. They give the
impression of being animals. Wonderful people. In color
ranging from red chocolate to black bronze. Some with
long hair, others with a top knot and circular combs all
around their heads; the ends of these combs sparkle i n
the sun like phlox roses. The diabolical impression a
tropical garden makes. Trees with forms and colors that
are beyond belief. Bamboos, lianas, eucalyptuses, flowets
of every color with shapes out of fairy tales. Then a
Buddhist temple 150 years old. New wall paintings and
gigantic painted statues and frescoes. But everything
gaudy and exaggerated. You could tell that everything
was new. We were taken fot Jews. Six little Sinhalese
took our shoes off. Aftet lunch we went out of the city.
Little houses in the midst of palm forests. Wonderful
costumes. Pieces of chocolate and black flesh amid
purple violets. Clean-shaven priests in long yellow
garments with fans. We're in tropical outfits with pith
helmets covering our heads. Despite the sweltering heat
and dirt, and garbage in the streets, almost no
unpleasant smell whatsoever Colombo isn't any city at
all. Just little houses scattered among the palm fotests.
Every blade of grass, every stone has its own individual
character and doesn't remind us of anything we know.
Outside the city, scrubby brush amid swampland
skirting a golf course where stodgy Englishmen play golf.
If you half-shut your eyes, you might think that you
were in Lithuania. We slept for a rupee a person in a
Sinhalese hotel. Everything is so original down to the
smallest details. Mysterious, bronze monkeys wait on us
half-naked. The beds have mosquito nets. Terrific heat.
The sweat pours off a naked person lying quietly.
Colombo is full of ravens that croak hopelessly all day
and night and give a dismal cadaverous atmosphere to
everything. (We were late for the train to Kandy and
thus had to spend the night in Colombo.) In the port,
instead of seagulls, red-bronze vultures with jagged
wings fly about.

Hotel Suisse
Kandy, Ceylon
Monday, 29 June 1914
Dearest Father:
I'm in no state to describe the wonders I am seeing
here. These things are absolutely monstrous in their
beauty. We spent our last days at sea in frightful heat,
apathy, and lethatgy. The ocean was relatively calm and
we weren't at all sick to our stomachs. O n Saturday the
second-class passengets were allowed to sleep on the
first-class deck so they wouldn't get buried under the
coal while they wete refueling the ship at Colombo.
Bronio preferred to choke in his cabin. I didn't sleep
from the moment I saw the lighthouse at Colombo.
From then I waited for us to land. A t 2:30 A . M . we
dropped anchor Except for several nearby ships and
different colored signal lights, I , of course, couldn't see
anything. They woke me up at six and we packed,
sweating profusely in the forty-degree centigtade heat in
the cabin. My first impressions were unpleasant.
Sweltering heat at nine in the morning. Red houses,
streets red as the earth (terra rossa). Lush greenery. I
went to look at the ocean (the color of the Baltic plus a
beach). As soon as we passed by India, the sea changed
from blue to gteen. There I chatted on a bench with a
Sinhalese fot the first time in my life. Bronio went to
see some guy to whom he'd been given a letter of
recommendation. Then we took rickshaws (each of us
in a separate one) and went to Cinnamon Gatdens.
I had thought a ride in a rickshaw would be
something unpleasant because of having a guilty

In the morning we're on our way to Kandy. The
capital of the independent state of the Sinhalese. A rich
Sinhalese planter is going with us and he's explaining
things to us. Diabolical vistas. Meadows flooded with
water in the midst of forests. Strange olive-green
calami. In little ponds, purple-violet water lilies. The
vegetation madder and madder, and the people more
and more gaudily but wonderfully dressed (violet,
yellow and purple, sometimes emerald green), which
along with the chocolate and bronze bodies, and the
strange plants in the background, creates a diabolical
effect.
The mountains begin halfway there. Angolla Peak.
The mountains give the impression of something soft
made of peat. Everything is choked by the frenzy of
luxuriant vegetation. Trees with leaves in unheard-of

300

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LISTY Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

w kajucie.) Spaliśmy na pokładzie na kocach. Po lewej
stronie kobiety, po prawej mężczyźni. Nastrój na dole
straszny. Zapaszek fryzjersko-klozetowy, 39° i duszność
nie do zniesienia. Do tego jęczący odgłos pompy. Piekło.
O 6 zbudził nas steward, żeby zabietać rzeczy, bo fala
będzie skakać. Już kołysaliśmy się porządnie. Mijaliśmy
właśnie przylądek Guardafui. Ostatnia przegroda oddziela­
jąca nas od Oceanu Indyjskiego w odległości około 7 km.
Skała prostopadła na jakie 300 m i ż ó 11 e wzgótze giną­
ce w mgle porannej. Kolory nieba o wschodzie i zachodzie
- blade, a słońce zielonkawożółte. Zaraz za przylądkiem
zadął monsun południowo-zachodni i chwyciły nas wiel­
kie fale Oceanu, i nie popuszczą aż do Colombo, dokąd
mamy trzy dni drogi bez lądu. Morze cudowne z baranka­
mi- Góry powstają i podnoszą bokiem (fala równoległa do
kierunku) naszego kolosa, po czym zapadamy [w] roz­
chwiane jamy. Cudowny kolor wierzchołków fali - oksyd
przezroczysty. Zeszedłem na kąpiel i zamiast tego rzygną­
łem żółcią będąc na czczo. Leżałem i spałem 2 godziny nie
mogąc wyjść, bo co wstałem, rzygałem. Gorąco okropne
w kajucie usposobiło do rzyglików. Wybawił mnie p. Pit­
cher, oficer marynarki wojennej, przysłany przez Bronia,
który rzygał na pokładzie. Pomógł się ubrać i wyprowa­
dził. Od razu zrobiło się lepiej. I tak na czczo przeleżeli­
śmy do obiadu, z którego tylko jedno danie zdołaliśmy
zjeść. Znowu noc na pokładzie. Bronio w ogóle źle znosi
upał i morze. Ja już się przyzwyczaiłem i do tego, i do te­
go, i fizycznie mam się zupełnie dobrze. Dziś Bronio je­
szcze chorował rano. Ja już mam się dobrze mimo fal 6-cio
metrowych i jem wszystko. Ale nawet ta rozmaitość już
się przykrzy.
W i e c z ó r . Widać już wyraźnie Krzyż Południowy.
Burza trwa z tą samą siłą. Obiad zjedliśmy zupełnie jak
wilki morskie.
W dalszym ciągu tłumy rybek latających otaczają
okręt. Marzę o dostaniu się do Colombo. Teraz chciałbym
już fal coraz większych i nawet za to zdecydowałbym się
chorować znowu. Tak strasznie nudne jest życie na stat­
ku, że walka z chorobą morską już jest rozrywką. Czytam
Lorda ]ima Conrada. Arcydzieło. Czy Tata to zna? Jest
w tłom[aczeniu] polskim.

*
Hotel Suisse, Kandy, Ceylon
Poniedziałek, 29 V I 1914
Najdroższy Tato:
Nie jestem w stanie opisać tych cudów, które tu w i ­
dzę. Są to rzeczy wprost potworne od piękności. Ostatnie
dni na morzu przeżyliśmy w straszliwym upale, bezwładzie
i zniechęceniu. Morze było z lekka sfalowane i nie rzyga­
liśmy wcale. W sobotę pozwolono spać I I kl. na pokładzie
I klasy, bo Bronio wolał dławić się w kajucie. Nie spałem

od czasu, kiedy zobaczyłem latarnię w Colombo. Potem
czekałem wylądowania. O 7, 3 w nocy zarzuciliśmy ko­
twicę. Oprócz kilku bliskich statków i różnokolorowych
sygnałów nie widziałem oczywiście nic. O 6 zbudzono
mnie i pakowaliśmy się, oblewając się potem w 40° w ka­
jucie. Pierwsze wrażenie było nieprzyjemne. Upał o 9 ra­
no. Domy czerwone, ulice czerwone od ziemi (terra rossa). Zieleń jaskrawa. Wyszedłem nad morze (kolor Bałty­
ku z plażą). Już od czasu kiedy minęliśmy Indie, morze
stało się zielone z niebieskiego. Tam rozmawiałem na ław­
ce z Syngalezem po raz pierwszy w życiu. Bronio poszedł
do jakiegoś faceta, do którego miał list polecający. Potem
wsiedliśmy w rikszas (każdy w innego) i udaliśmy się do
Cinamon Gardens.
Myślałem, że jazda rikszasem będzie czymś przykrym
ze względu na wyrzuty sumienia. Tymczasem nic. Robią
wrażenie zwierząt. Ludzie cudowni. Od koloru czerwonej
czekolady do czarnego brązu. Jedni z długimi włosami, in­
ni z węzełkami i grzebieniami okrągłymi naokoło całej
głowy, których końce świecą w słońcu jak płomykowa te
różki. Piekielne wrażenie tropikalnego ogrodu. Drzewa
0 formach i kolorach nie do uwierzenia. Bambusy, liany,
eukaliptusy, kwiaty wszystkich barw o kształtach z bajki.
Potem świątynia Buddy sprzed 150 lat. Nowe polichromie
1 olbrzymie posągi malowane i freski. Ale wszystko jaskra­
we i przesadzone. Znać, że nowe. Wzięto nas za Żydów.
Buty zdejmowało z nas 6 małych Syngalezów. Po obiedzie
(lunchu) udaliśmy się za miasto. Domki wśród lasów pal­
mowych. Cudowne stroje. Kawały mięsa czekoladowego
i czarnego wśród purpury, fioletów. Kapłani ogoleni
w długich, żółtych szatach z wachlarzami. My w ubra­
niach tropikalnych, w hełmach na głowach. Mimo upału
i brudu, i śmieci na ulicach żadnego prawie przykrego za­
pachu. W ogóle miasta Colombo nie ma. Tylko wśród
palmowych lasów rozsypane domki. Każda trawka, każdy
kamień ma swój odrębny charakter i nie przypomina nic
naszego. Za miastem zarośla nad bagnami otaczającymi
teren golfowy, na którym grają ogłupiali Anglicy. Jak
przymknąć oczy, można by myśleć, że się jest na Litwie.
Spaliśmy za 1 rupię od osoby w hotelu syngaleskim. Wszy­
stko oryginalne do ostatnich szczegółów. Usługują taje­
mnicze, brązowe małpy półnagie. Łóżka z siatkami od moskitów. Upał szalony. Z nagiego człowieka leżącego spo­
kojnie pot leje się. Całe Colombo pełne kruków, które ca­
łą noc i dzień rozpaczliwie kraczą i nadają wszystkiemu
ponurotrupi charakter. (Spóźniliśmy się na pociąg do
Kandy i dlatego musieliśmy nocować w Colombo.) W po­
rcie zamiast mew latają czerwonobrązowe sępy z wystrzę­
pionymi skrzydłami.
Rano jedziemy do Kandy. Stolica samoistnego pań­
stwa Syngalezów. Jedzie z nami bogaty plantator Syngalez, który nam udziela wyjaśnień. P i e k i e l n e w i d o k i .
Łąki wśród lasów zalane wodą. Dziwne tataraki oliwkowozielone. Na stawikach - nenufary purpurowofioletowe.

301

�-s'~&gt;-_7

wiuaeuncz

L E T T E R S FROM THE TROPICS

shapes, from huge voluminous ones to different designs
fringed with minute jagged edges. The mountains bigger
and bigger. We're going over valleys hundreds of feet
deep, in the midst of which rice fields lie drowned in
water, cut out i n strange patterns. The trees are covered
with flowers going from purple and orange vermilion to
violet and red and white... [ A page is missing.]
They cart around fruits resembling orange melons,
full of sweet juice (a quart in each one) contained
within thick, л hite walls. Green, yellow, and violet
fruits. Gum trees, breadfruit trees. Coconut and banana
palms. By the railroad-crossing gate, a group of children
going to school. Further on you can see the school
without any walls, full of children of many different
colors. Mountains in fantastic shapes. Sheer cliffs fall off
into the thick of the jungle. We were in Kandy at
eleven i n the morning. A l l along the way bushes
covered with flowers, orange bordering on vermilion.
The hotel where we're staying, on the slope of the
mountains covered with palms, lianas, and the devil
knows what, on the edge of a lake full of fish and
turtles, is an enchanted palace. (Eight rupees including
meals.) A l l this causes me the most frightful suffering
and unbearable pain, since she's no longer alive with
me. Only the worst despair and the senselessness of
seeing this beauty. She won't see this - and I'm not an
artist.
I wouldn't wish my worst enemy to go through what
I've been living through mentally on the ship and what
I'm suffering, looking at the inconceivable beauty of the
world.
A l l this is too much for me mentally and spiritually.
Everything is poison which brings close thoughts of
death. W i l l this inhuman suffering ever come to an end!
I kiss you, Dad, my dearest Dad.
I kiss Mrs. Dembowska's hand.
Staś
Bronio sends his respects.
Trans, by D.G.

Forgive me everything. Destiny has arranged our
meeting at a fatal moment: you were serene and pure,
just about to begin life, while I was broken,
disappointed and unable to create anything, descending
into death. I could never make you happy while I'm so
terribly, hopelessly and solely in love with My Lost One.
It's quite possible that I do love you, but even that
could not save me in this state of destruction I'm in.
The beauty of what I'm seeing makes a monstrous
impression on me. I knew in advance that whatever I
attempt to do would ovetwhelm me, so I shouldn't have
embatked on this journey. Well, what's done is done.
But nobody /one or more lines missing from the xerox
copy / nor my Parents should have made me suffer so
terribly with no hope and no goal. That's why I'm
asking all of you to forgive me everything. I still try to
exert myself, but whatever I think of, the one thing I
find in me is hopeless emptiness, while the world with
its beauty only makes me experience the torment of
uncreative barrenness and the terrible guilt at the
thought that She cannot enjoy this beauty any longer
and that I am to blame. Whatever Karol, that born and
professed scoundrel, has done (which I cannot hold
against him, the persistent pig that he is), aided by
Miciński, that ultra-bohemian who commits little acts
of meanness in the name of lofty ideas, my guilt has
been so enormous as to dwarf anything else by
comparison. I've been going through horrible torment.
Until now everything in my life was beautiful. Now life
has turned into ugliness. Only death can put an end to
this. Please, forgive me.
Trans, by M.K.

*
To Karol de Beaurain
[Address on the envelope] The Honourable Doctor
/Karol Beaurain/ Executive/Sanatorium in Wisła/Ustroń
post-office/Szlazk/Schlesien/Austria/Ósterreich/Europe
R.M.S. "Orsova"

To Jadwiga Zielińska

[June 1 8 - 2 8 , 1914]

[Envelope marked] Hotel Suisse/Kandy, Ceylon

Dear and Respected Doctot,

The Honourable Miss Jadwiga Zielińska ( с о . Mr &amp;
Mrs Szyszlowski)

I did not come to you because every moment spent
in Poland was an awful blow to my ambition. It was
either death ot New Guinea for me, nothing else. Well,
easier said than done. Death and the thoughts that
push one i n its direction are just the same i n Zakopane
as i n the Red Sea. I want to make it to Colombo. Every
moment causes me unbearable pain. I'm worthless. As a
human being I've been compromised. As an artist I
have destroyed myself. Now I've decided to try and cure

47 Łobzowska Street, Cracow, Galizien/Austria,
Europe
June 18, 1914
Passing through the Suez Canal
I'm awfully unhappy and feel that the end is near

302

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LISTY Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

Coraz wścieklejsza roślinność i ludzie coraz bardziej ja­
skrawo, ale cudownie ubrani (fiolet, żółć i purpura, cza­
sem zieleń szmaragdowa), co przy ciałach czekoladowych
i brązowych, na tle roślin dziwnych, robi efekt piekielny.
Od połowy drogi zaczynają się góry. Angolla Peak.
Góry robią wrażenie czegoś miękkiego zrobionego z torfu.
Wszystko dławi się od rozwścieczonej roślinności. Drzewa
o liściach form niebywałych, od olbrzymich fałdzistych do
wystrzępionych w drobne ząbki różnych kształtów. Góry
coraz większe. Jedziemy nad dolinami po kilkaset metrów,
wśród których leżą zatopione w wodzie, porysowane
w dziwne desenie pola ryżowe. Drzewa pokryte kwiatami
od purpury i minii oranżowej do fioletu i laki z białą [btak
stroniczki w tękopisie].
Roznoszą owoce jak dynia pomarańczowe, pełne soku
słodkiego (kwarta w każdym), zamkniętego w grubych,
białych ścianach. Owoce zielone, żółte i fioletowe. Drze­
wa gumowe, chlebowe. Palmy kokosowe i banany. Przy
rampie grupa dzieci idących do szkoły. Dalej widać szko­
łę bez ścian, pełną różnokolorowych dzieci. Góry o kształ­
tach fantastycznych. Skały prostopadłe spadają w gąszcza
dżungli [tu rysunek w tekście].
W Kandy byliśmy o i l tano. Wzdłuż całej drogi krza­
ki pokryte pomarańczowymi jak minia kwiatami.
Hotel, w którym mieszkamy na zboczu gór pokrytych
palmami, lianami i czort wie czym, otaczających jezioro
pełne ryb i żółwi, jest zaczarowanym pałacem. (8 rupii
z jedzeniem). Wszystko to sprawia najstraszniejsze cier­
pienie, ból nie do zniesienia, bo Jej nie ma ze mną. Tylko
rozpacz najgorsza i bezsens widzenia tej piękności. Ona
tego nie widzi - a ja nie jestem artystą.
Najgorszemu wrogowi nie życzyłbym, [aby] przeżył to,
co ja przemyślałem na okręcie i co cierpię patrząc na nie­
pojętą piękność świata.
Wszystko to się we mnie nie mieści psychicznie. Wszy­
stko trucizna, która zbliża do myśli o śmierci. Kiedyż się
skończy to nieludzkie cietpienie.
Całuję Tatę, Mój Najdroższy Tato.
Pani Dembowskiej rączki całuję.
Staś
Bronio przysyła Tacie wyrazy czci i całuje serdecznie.

Do Jadwigi Zielińskiej
[Koperta z nadrukiem:] Hotel Suisse/KANDY, Ceylon
[Adres:] Wielmożna Panna Jadwiga Zielińska (u W. R
S z y s z ł o w s k i c h / 4 7 Łobzowska / K r a k ó w / Cracow
/ Galizien Austria/Europe
18V11914Na K a n a l e

Sueskim

Jest mi strasznie źle i czuję, że koniec jest już niedługi,
i Niech Pani przebaczy mi wszystko. Los kazał się nam spo­

tkać w fatalnej chwili, kiedy Pani spokojna i czysta wstę­
powała w życie, a ja złamany, bez wiary i możności twótczości, schodziłem w śmierć. Nigdy bym Pani szczęścia nie
dał kochając tak strasznie i beznadziejnie Ją jedną. Moż­
liwe, że Panią kocham, ale to nie mogłoby mnie uratować
w tym stanie zniszczenia. Potworne wrażenie robi na mnie
piękność tego, co widzę. Wiedziałem, że wszystko, co zro­
bię, jest ponad moje siły i nie powinienem był jechać. Sta­
ło się. Ale nikt [w kserokopii ucięta jedna - ? - linijka
tekstu] ani Rodzice kazać mi się męczyć tak potwornie
bez żadnej nadziei i bez celu. Dlatego przebaczcie mi
wszystko. Jeszcze się staram robić wysiłki, ale gdziekol­
wiek myśl zwrócę, pustka beznadziejna we mnie, a świat
ze swoją pięknością daje mi tylko poznać mękę niemoż­
ności pracy twórczej i strasznego wyrzutu, że Ona już tej
piękności pojmować nie może i to z mojej winy. Cokol­
wiek zawiniła taka kanalia z przekonań i z urodzenia jak
Karol (za co nie mogę mieć pretensji, bo jest w nim kon­
sekwencja świństwa) i tak ultrakabotyn jak Miciński,
który popełnia małe świństwa w imię wzniosłych idei,
moja wina jest tak okropna, że wszystko wobec tego ma­
leje. Straszna jest moja męka. Dotąd wszystko było w mo­
im życiu piękne. Zycie teraz jest brzydotą. Tylko jedna
śmierć to skończyć może. Niech m i P a n i przebaczy.

Do Karola de Beaurain
[Na kopercie adres:] Wielmożny Pan Doktór / Karol
Beaurain / Dyrektor Zakładu Leczniczego w W i ś l e /
P o c z t a U s t r o ń / Szlązk/Schlesien/Austria/Osterreich/Europe
RMS „ORSOVA". [18-28 czerwca 1914]
Szanowny i Kochany Panie Doktotze:
Nie przyjechałem do Pana Doktora, bo każda chwila
spędzona w kraju zadawała straszliwe ciosy mojej ambicji.
Albo śmierć, albo Nowa Gwinea. Tymczasem łatwo tak
mówić. Śmierć i myśli, które do niej skłaniają, te same są
w Zakopanem, co na Morzu Czerwonym. Chcę dobrnąć
do Colombo. Każda chwila jest męką nie do zniesienia.
Jestem bez wattości. Jako człowiek zblamowałem się. Ja­
ko artysta zniszczyłem siebie. Wziąłem teraz na siebie zo­
bowiązania wyleczenia się przez podróż. Zabija mnie to do
reszty. Wszystko, co widzę pięknego, działa jak najstra­
szliwsza trucizna. Czemu Ona tego nie widzi, czemu
zmarnowałem Ją i najpiękniejszą miłość, jaka kiedykol­
wiek istniała. Nie idealizuję tego przez śmierć. Nie umia­
łem s i e b i e cenić. Bo byłem bezwartościowym. Tylko Ją
teraz kocham i tylko siebie nienawidzę. Śmierć musi
przyjść czy prędzej, czy później, bo męki tak okropnej dłu­
go znosić niepodobna.

303

1

�Stanisław

' L E T T E R S FROM T U L IROP1CS

Ignacy Witkiewicz

happened. What of him. He's just an unpretentious pig.

myself with this journey. But it's been killing whatever's
still alive in me. Every beautiful thing that I see turns
into the most lethal poison. Why can't She see all this,
why did I waste Her and the most beautiful love that's
ever existed. I'm not idealising them just because they
are dead. I did not appreciate myself. Since I was
worthless. Now I only love Her and hate nobody but
myself. Death must come sooner or later because it's
impossible to suffer such terrible torment for a long
time.

She really loved me and that's why my errors have
been the worst.
Trans, by M.K.

*
From Aniela Jałowiecka to Maria Witkiewicz
(the letter defines the date of Witkiewicz's arrival in St.
Petersburg on the end of September 1914)

Farewell, then, Dear Doctor. I kiss your wife's hands
and thank both of you for all the kindnesses.
S. Witkiewicz

[St. Petersburgh,
February 13 Qanuary 30), 1915]

My self-portrait and the drawing of you will be
waiting for you to claim them.
Trans, by M.K.

To Mrs Jadwiga Janczewska (Mother)
[Envelope marked] Hotel Suisse/Kandy, Ceylon
The Honourable Mrs Jadwiga Janczewska/Leszcze
estate/Klodawa post-office/Kingdom of Poland/Kaliśka
Guberniya/Russia, Europe.
Hotel Suisse, Kandy
[June 30, 1914]
My Dear and Respected Lady,
Why isn't She with me here. What a pity I didn't
borrow some 2,000 roubles from you and we didn't
come here. I could have made a fortune painting the
beautiful things that I'm seeing here instead of being
stuck in stinking Zakopane with all that rabble.
Without Her everything is more awful than words can
say. Why cannot She, poor thing, see this. A l l this /one
or more lines missing from the xerox copy/
Had our relations been normal, had we got married
a long time ago, She'd surely have been happy with me.
I feel nothing but the terrible love I have for Her and
the awful regret. Seeing the beauties of this world and
realising that She is no more and will never be again.
It's a horrible punishment, too severe for my faults.
Forgive me and think of me sometimes as you
remember Her.
I kiss yours and Father's hands
S.Witkiewicz
Please send my works to a posthumous exhibition.
Miciński has been much to blame for what

My Dear,
I thought you'd known for a long time what had
been happening with your son. As far as we know, you
should have received his letter telling about the events
of his life in the latest months when he made the
irrevocable decision to join the Russian army and
defend Poland. He came here at the end of September,
and having conquered many obstacles got admitted into
the cadet school which he's going to leave in two
months with an officer's certificate and join the army the Polish legion, perhaps, which is being formed at this
very moment. No reasoning, nobody's influence could
persuade him to change his mind. He'd never been like
he is now. Cool, one might even say - joyful, holding
himself erect, carrying his head high, he shook 1 limself
free of that desperate apathy and inertia in which we
saw him on his arrival. He's been studying diligently for
the exams in military theory and has had no problems
accepting the discipline. His health is perfect. He looks
very handsome in his uniform; the heavy boots, the
thick coat and the sabre do not cramp his style in the
least. Believe me, I've had a really hard time before I
accepted the idea of seeing him in the army, but that
must have been God's will. His help often comes from
the most unexpected quarters and is nonetheless
effective. Towards the end of his military career your
son may regain his spiritual balance and come back to
you quite adjusted to normal life. We've sent 650
roubles to Lovrana since October. How come my
brother hasn't got any of that money? My husband has
complained at the Spanish embassy here. We'll try to
find another way of sending money. We thought Mary
and Niusia were in Florence but it seems that they are
still in Zakopane, is that so? We've known nothing at all
about Zencia's and our children's whereabouts for more
than two months. The rest of the family are fine. We
kiss all of you
Aniela
Trans, by M.K.

304

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LISTY 'l. PODRÓŻY DO TROPIKÓW

O d Anieli Jałowieckiej do Marii Witkiewiczowej

Żegnam więc Kochanego Doktora i Pani rączki całuję
dziękuję Państwu za wszystko

(list pozwala określić datę przyjazdu Witkiewicza do

S. Witkiewicz

Petersburga na koniec września 1914 r.)

Portret mój własny i rysunek p. Doktora będą zawsze
|o odebrania.

[13 lutego (30 stycznia), Petersburg 1915

Do Jadwigi Janczewskiej (matki)
[Koperta z nadrukiem:] Hotel Suisse/KANDY, Ceylon
[Adres:] Wielmożna Pani Jadwiga Janczewska / maj.
Leszcze, poczta K ł o d a w a

/ Królestwo Polskie, Gub.

Kaliska / Russia, Europe.
Hotel Suisse, Kandy, [30 V I 1914]
Pani Szanowna i Kochana:
Czemu tu z Nią nie jestem. Co za szkoda, że nie poży­
czyłem od Państwa ze 2000 rubli i nie wyjechaliśmy tutaj.
Mógłbym zrobić majątek malując te cudowne rzeczy,
które tu widzę - zamiast siedzieć w tym parszywym Zako­
panem z tą całą hołotą. Bez Niej wszystko tak straszne, że
słów nie mam do wyrażenia tego. Czemu Ona, biedaczka,
nie widzi tego. To wszystko [w kserokopii ucięta jedna —?—
linijka tekstu]
Żeby nasze stosunki były normalne, żebyśmy wzięli
ślub dawniej, b y ł a b y n a p e w n o ze mną szczęśliwa.
Nic, tylko straszna miłość do niej i żal okropny. Straszna
męka widzenia piękności świata z tym poczuciem, że Jej
nie ma i n i g d y nie będzie. Straszna kara, za wielka na
moje winy. Niech Pani przebaczy mnie i pomyśli czasem
o mnie wspominając Ją.
Całuję ręce Pani i Ojca
S. Witkiewicz
Moje prace, prosiłbym, żeby posłali Państwo na wysta­
wę pośmiertną. Miciński bardzo winien był wszystkiemu.
Cóż tamten. Zwykła świnia bez pretensji.
Moje winy najgorsze, bo Ona mnie naprawdę kocha­
ła.

Moja Droga! Sądziłam, że od dawna już jesteś poinfor­
mowana o losie swojego syna. Według naszych obliczeń
powinnaś była dostać jego list. w którym opisuje dzieje
ostatnich swych miesięcy życia, kiedy to powziął nie­
odwołalną decyzję wstąpienia do rosyjskiej armii, aby bro­
nić Polski. Przybył on tutaj w końcu września i po licz­
nych trudnościach został przy-jęty do wojskowej szkoły
oficerskiej, skąd wyjdzie za dwa miesiące w stopniu ofice­
ra, by wstąpić do armii - być może polskich legionów,
które są właśnie w trakcie formowania. Żadne perswazje
ni niczyj wpływ nie były w stanie zmienić jego postano­
wienia. Takim, jakim jest teraz, nie był ni-gdy dotąd. Spo­
kojny, można by rzec - wesoły, trzymający się prosto, z wy­
soko podniesioną głową, otrząsnął się zupełnie z tego roz­
paczliwego stanu apatii i inercji, w jakim zobaczyliśmy go
po powrocie. Przygotowuje się znakomicie do egzaminów
teoretycznych i świetnie znosi wojskowe rygory. Zdrowie
jego jest doskonałe. W mundurze wygląda bardzo dobrze;
ani wielkie buciska. ani gruby płaszcz, ani szabla bynaj­
mniej go nie krępują. Wierz mi. że przeżyłam doprawdy .
ciężkie chwile, zanim pogodziłam się z tym. że zobaczę go
wojskowym - taka była jednak najwidoczniej wola Boga.
Pomoc Jego przychodzi niejednokrotnie z najbardziej nie­
przewidzianej strony, nie będąc przez to mniej skuteczną.
Być może u końca swojej wojskowej kariery syn Twój
odzyska równowagę duszy i powróci do Ciebie zupełnie
już przystosowany do normalnego życia. O d października
wysialiśmy do Lovrany 650 rubli, czy jest możliwe, by brat
mój nic jeszcze nie był otrzymał? Mąż zaczął reklamować
w ambasadzie hiszpańskiej - spróbujemy innej drogi dla
przesyłania pieniędzy. Sądziliśmy, że Mary i Niusia są we
Florencji, tymczasem, zdaje się, nie opuściły one Zakopa­
nego? O Żeńci i o naszych dzieciach nie wiemy zupełnie
nic od przeszło dwóch miesięcy. Reszta rodziny miewa się
dobrze. Całujemy Was wszystkie.
Aniela

305

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11493" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11471">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8203c72a7d0900b22e4cf94514b49461.pdf</src>
        <authentication>f2b865753f2f48d63be6a6e9e42bc5ce</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2834</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136912">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136913">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2641</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136914">
                <text>A Journey to the Tropics=Z podróży do Tropików / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136915">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.226-235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136916">
                <text>Witkiewicz, Stanisław I.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136917">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136918">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136919">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136920">
                <text>Stanisław I. Witkiewicz • A JOURNEY T O T H E TROPICS

STANISŁAW

I.

W I T K I E W I C Z

A Journey
to the Tropics
i

I

n the June heat, when the sun nears the Tropic
of Cancer, the Red Sea turns into an indescribable
hell.
Leaving behind us yellow and orange sands cleaved
by gulfs shimmering with all possible shades of green
and blue - from light willow green and turquoise to
navy blue and dark violet - we immerse ourselves in
a water desert, on both sides of which two deserts of
rock and sand spew out a terrible, dry heat like two
enormous furnaces.
Shortly after the last, tooth-like peaks of the Sinai
Peninsula's mountains - looking as if made from
transparent amethyst - disappear behind the horizon
the sky changes its hue, turning from blue to the colour
of milky coffee. This is most probably caused by the
huge clouds of dust raised from both deserts by the
southern winds which blow at this time of year. The sun
turns silvery-green, its reflection a cold, metallic glow in
the lightly wrinkled sea, making it resemble a twisted,
red-hot copper ovenplate. The excruciating heat
reaches its zenith. Even at night the temperatures do
not fall below 40 degrees on the Reamut scale.
We leave behind us the deserted volcanic island of
Jebel Sukur, built of black and white rock. Its tangled
and twisted form leads one to think that it must have
been heaved from the seabed in some kind of terrible
convulsion. Small, blue-coloured clouds cling to the
clifftops, looking like blue fog-eyes against the mass of
coffee-coloured cumulus filling out the peaceful sky.
In the night we pass Perim, a seaport on the Arab
shore, whose lighthouse chases us with its restless
flashing for a long time, the light cutting through the
black, stifling darkness. Because of the heat we spend
the nights on deck - the left side reserved for the men,
the right side for the women.
In the morning a "steward" chases the passengers off
the deck with a warning that waves may soon start to
roll over it. We are indeed approaching an area
dominated in the summer months by a wind blowing
from the south-west called the South-West Monsoon. I n
the morning mist we see the hazy features of the cape of
Guardafua: several hundred metres of rock, behind

226

which to the right rises a bright-yellow-coloured hill.
Because of the fog it is impossible to determine what
gave the rising its colour. The ocean, restless up to
somewhere around Madagascar, now becomes
increasingly unruly, although the wind is tathet weak.
As soon as we pass the cape screening us from the
southern horizon the South-West Monsoon begins to
blow and we are grasped by the huge waves of the
Indian Ocean.
We proceed along the shores of the island of
Sokotra, its outline hazily visible through the foggy air.
Ragged clouds rush across the pale-blue sky. Snowwhite, dazzling foam crests the waves. The hissing of
the foam and the roar of the waves as they clash with
the wave produced by our ship mingle with the howling
of the wind in the mast riggings and the ship's upper
parts - off limits to second-class passengers - where
funnels spew out black, thick smoke and huge
ventilators gape like open jaws.
Every now and then swarms of flying fish rise from
the tops of the waves and disappear again into the
watery abyss. The waves attack us from the starboard
side - five, six-metre-high mountains made up of masses
of smaller hillocks. Our 12-ton giant starts rising and
falling and simultaneously rocking to the left and right.
This state, called rolling, is the worst kind of rocking when a ship starts rolling it is practically impossible to
find a relatively calm piece of water for it to quieten
down. After some time the rolling makes it difficult for
us to admire the storm - for obvious reasons. Our faces
become pale, our eyes mist over and aftet a short battle
with the inevitable we all completely succumb to our
fate.
After two days of this - with dark beer as our only
salvation from utter dejection - the wind weakens
a little and we can once mote admire the sea without
having to pay it a painful tribute.
As we pass India, hidden behind the horizon, the
ocean turns from blue to dark green and the air fills
with the iodine-tinted smell of algae - a sign that land
is near. Around noon on the fifth night following our
passage through the Bab el Mandeb strait the darkness
is torn apart by the flash of a lighthouse light signalling
out current destination - Ceylon's capital Colombo.
We can see nothing beyond the multi-coloured
signal lights of the ships berthed closest to us and a row
of lanterns on the shore. We wish we could pierce the
darkness with out eyes and finally take a look at this
unknown tropical landscape. My unsatisfied curiosity
doesn't let me fall asleep, and when I do I dream
disquieting visions.
The first impression is painfully unpleasant. Despite
the early morning hours the heat is simply infernal and
made still worse by the highly humid air. Through

�Stanisław 1. Witkiewicz • Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW-

S T A N I S Ł A W
orze Czerwone w czasie czerwcowych upałów, kie­
dy słońce dochodzi do zwrotnika Raka, staje się
piekłem nie do opisania.
Minąwszy żółte i pomarańczowe piaski, poprzerzynane
zatokami mieniącymi się wszystkimi odcieniami zieleni i błę­
kitu, od tonów jasnoseledynowych i turkusowych aż do gra­
natów i ciemnych fioletów, zagłębiliśmy się w pustynię wod­
ną, z obu stron której dwie pustynie skał i piasków zioną, jak
dwa olbtzymie piece, potwornym suchym żarem.
Wkrótce po zniknięciu za horyzontem ostatnich zębów
gór półwyspu Synaj, gót zrobionych jakby z przeźroczystego
ametystu, niebo zmienia swą barwę i z błękitnego przechodzi
w kolor białej kawy. Przyczynia się do tego ptawdopodobnie
wielka ilość pyłu, który z dwu pustyń podnoszą wiejące
w tym czasie południowe wichry. Słońce staje się zielonkawosrebrne i odbija się zimnym, metalicznym blaskiem w lek­
ko sfalowanym morzu, przypominającym powyginaną, rozża­
rzoną miedzianą blachę. Upał sttaszliwy dosięga szczytu. Na­
wet w nocy tempetatura nie spada niżej niżej 40° Reaumura.
Zostaje za nami samotna, wulkaniczna wyspa Dżebel Sukur, złożona z czarnych i białych skał. Budowa jej, splątana
i wyktęcona, robi wrażenie, że jakieś straszne konwulsje wydźwignęły ją z dna morza. Szczytów skał czepiają się chmur­
ki błękitnego koloru, które na tle kawowej batwy wyglądają
jak błękitne przeziory w jednolitej masie obłoków, jaką się
zdaje pogodne niebo.
W nocy mijamy Perim, port na btzegu atabskim, którego
latarnia ściga nas jeszcze dłuższy czas niespokojnymi błyska­
mi, przeszywającymi czarne, jakby rozpalone ciemności.
Z powodu upału noc spędza się na pokładzie. Lewa strona
zarezerwowana dla mężczyzn, prawa dla kobiet.
Nad ranem „stewatd" spędza podróżnych z pokładu,
oświadczając, że za chwilę fala może zacząć go zalewać. Zbli­
żamy się bowiem do sfery wichru wiejącego w lecie z południo-zachodu, tzw. South-West Monsoonu. W porannej
mgle widać niewyraźne zarysy przylądka Guardafui: skała
kilkusetmetrowa, poza któtą na prawo wznosi się wzgórze jaskrawożółtego koloru. Z powodu oporu nie można rozpo­
znać, co jest powodem tego zabatwienia. Ocean rozhuśtany,
gdzieś aż do Madagaskaru, faluje coraz bardziej, mimo że
wiatr jest stosunkowo dość słaby. Zaledwie jednak minęliśmy
ptzylądek, zasłaniający horyzont od południa, zadął Monso­
on i chwyciły nas wielkie fale Oceanu Indyjskiego.
Posuwamy się wzdłuż wyspy Sokotra, której sylweta ma­
jaczy w zamglonym powietrzu. Na tle bladobłękitnego nieba
pędzą poszarpane obłoki. Grzbiety fal pokrywają się śnieżną,
oślepiająco błyszczącą pianą. Syk piany i huk fali, spotykają­
cej się z falą odbitą przez okręt, łączy się z wyciem wichru
w linkowaniu masztów i wśród niedostępnych dla pasażerów
II klasy górnych częściach statku, gdzie stoją buchające kłę­
bami czarnego, gęstego dymu kominy i szczerzą się olbrzymie
paszcze wentylatorów.

I. W I T K I E W I C Z

Z podróży
do Tropików
Co chwila z grzbietów fal unoszą się tłumy latających ry­
bek i zapadają znowu w wodne otchłanie. Fale uderzają
z prawego boku. Najmniej pięcio-sześciometrowe góry złożo­
ne z całej masy drobnych wzgórz. Nasz dwunastotonowy
olbrzym zaczyna wspinać się na góry i zapadać w doliny,
chwiejąc się przy tym to na lewo, to na prawo: najgorszy ga­
tunek kołysania, tzw. rolling, który uniemożliwia znalezienie
jakiegoś choćby względnie spokojniejszego miejsca. Po chwi­
li czyni to zachwyt nad wzburzonym morzem prawie niemoż­
liwym z powodów łatwo zrozumiałych. Twarze stają się bla­
de, wzrok błędny i po któtkiej walce następuje zupełne pod­
danie się przeznaczeniu.
Po dwóch dniach takiej jazdy, podczas któtej ratuje od
ostatecznej rozpaczy jedynie czarne piwo, wiatr słabnie tro­
chę i motze daje się znowu podziwiać, nie wymagając ofiar
zbyt ciężkich.
Kiedy mijamy ukryte za horyzontem Indie, ocean z nie­
bieskiego staje się ciemnozielony, a w powiettzu rozchodzi
się jodowy zapach alg, oznaczający bliskość lądu. Piątej nocy
od przepłynięcia cieśniny Bab el-Mandeb, około dwunastej
rozdziera ciemność błysk latami morskiej zwiastujące kies
najbliższy podróży: stolicę Cejlonu, Colombo.
Oprócz różnokolorowych, sygnałowych świateł okrętów
bliżej stojących i szeregu nadbrzeżnych latarni nie można nic
więcej zobaczyć. Chciałoby się wzrokiem przebić ciemności
i ujrzeć nareszcie nieznany, tropikalny krajobraz. Nie zaspo­
kojona ciekawość nie daje zasnąć i we śnie nawet męczy nie­
pokojącymi wizjami.
Pierwsze wrażenie nad wyraz przykre. Mimo wczesnego
ranka żar wprost piekielny, spotęgowany przesyceniem po­
wietrza wilgocią. Przez rozedrgany w słońcu opar widać brzeg
niski, pokryty palmami i czerwonawe domy wśród nieprzyje­
mnie jadowitej zieleni. A n i śladu tropikalnego uroku. Obcość
przykra, a nie dziwaczna: jakby jakiś nudny, a złowrogi sen.
Na pokładzie roi się od ludzi. Wśród europejskich białych
lub koloru „khaki" strojów widać już tropikalne hełmy, chro­
niące od słonecznego udaru. Widok ten zdaje się powiększać
jeszcze potworne gorąco. Są też i krajowcy: Syngalezi, prze­
ważnie hotelowi portierzy i tragarze. Słychać gwar nieznanej
* Pierwodruk artykułu ukazał się w „Echu Tatrzańskim" we
wrześniu i październiku 1919

(nry: 15,

16, 17, 18). Następnie

w „Literaturze Ludowej" 1974, nr 3 i w S.I. Witkiewicz, Bez kom­
promisu. Pisma krytyczne i publicystyczne.
Warszawa 1976

227

Zehtal i opr. J. Degler, PIW,

�Stanisław I. Witkiewicz • A JOURNEY T O T H E TROPICS

a shimmering, hot mist we can see a low shoreline with
palm trees and reddish houses surrounded by
unpleasant, poisonous-green foliage. There is no trace
of tropical beauty, only a strangeness that is more
unpleasant than exotic - like a boring but sinister
dream.
The deck is crowded with people. Tropical helmets protection against sunstroke - appear amidst Europeanstyle whites and khakis. The sight seems to enhance the
already excruciating heat. Singhalese locals appear, most
of them hotel porters and bearers. We can hear the
sounds of an unknown language which at times
resembles Italy's Naples dialect. Naked bodies of all
colours - from black-brown to reddish-chocolate glisten in the sun. The latter hue is disquieting to look
at: the bodies seem to be suffering inhuman torment
and the skin looks as if ready to scorch you with
a hideous heat if touched.
There is a multitude of boats next to the ship, their
owners haggling for passengers as if possessed.

move their thin, brown shanks with such ease and pull
their little carts with such nonchalance (throwing their
arms upwards in the process) that we soon regard them
as something quite ordinary.
We travel down broad streets and amidst scattered
houses hidden behind small palm groves and thick,
flower-covered bushes. Each garden is surrounded by
a low wall covered with colourful fungae.
O n our way we encounter a Muslim funeral. The
coffin is covered with rags of sundry colours, the
mourners are dressed in bright robes of all possible hues.
A t the head of the procession walks the bereaved, his
face twisted by sorrow. A l l are singing some kind of
song without a beginning or end in high, wailing voices.
The red-hot sun is blinding. Swarms of ravens fly
about everywhere, crowing madly. They aren't hunted
here thanks to their social usefulness as devourers of
waste and leftovers.
Victoria Park is our first encounter with real tropical
flora. The impression is terrifying. The over-abundance
of life, the chaos of form and colour produce
a depressive effect. The feeling is one of senselessness,
excess and wastefulness, disquieting strength and
passion bordering on madness. One senses one's own
weakness, and a kind of awkwardness that is strangely
unpleasant. This is enhanced by the overpowering heat
and stifling humidity: the wet, scorching air burns your
nose as you breathe i n like steam in a Roman bath.

II
Facing the debarkation ramp is a small square with
a statue of Queen Victoria surrounded by hideous,
reddish-orange houses built in an Indian-bungalowtropical-depot-stationhouse style.
A l l around us are "rikshas" - Singhalese pulling
small, two-wheeled carts with room for one passenger,
horse-drawn carriages with servants and drivers in red
or white turbans pass us. The less wealthy use small,
two-wheeled carriages drawn by little, hump-backed
oxen which look like prematurely adult, degenerate
calves.
O n the other side of the cape on which the port lies
is a large beach separated from the road running along
the shoreline by a brick wall without railings. The
yellowish, monsoon-torn sea breaks on the red sand
with an ominous hiss.
Further along the shoreline a silvery-green, wind­
blown, feathery palm forest stands immersed in clouds
of seafoam.
In the shade of a small hut sits a frightening figure
with gentle eyes and an acne-riddled face: a Singhalese
studying his own religion from an English-language text.
The unpleasant dream doesn't want to end. Is this
really a tropical paradise?
My disenchantment is, of course, senseless. Having
expected exotic wonders, however, I find that my first
impressions stand in striking contrast to what I'd
imagined.
We hire several "rikshas" to take us to the distant
Victoria Park. Seeing a man perform the work of
a harness animal is unpleasant at first but the rikshas

The sun, a rare occurrence in our latitudes and
therefore seen as a beneficial deity, changes here into
a terrible, murderous monster lying in wait to vanquish
us, its victims from the North.
The blinding glare of the grass is reminiscent of the
April snows at home. The shadows - black, bottomless
pits - exude a terrible heat. The general impression on
this bright, tropical day is one of gloom and
ominousness. It is all like an exhausting, feverish dream
in which everything becomes extra large, terrifyingly
beautiful and threatening - and too overwhelming for
one poor, sick man. Dark-green bushes sprouting huge,
purple flowers with long, yellow-orange anthers;
gigantic trees covered with white bark and as if
entwined by lianas sporting broad, shovel-shaped
leaves; clusters of thick, several-metre-high bamboo
stems giving out a strange crackling and screeching
sound as they rub against each other in the wind.
The monsoon is blowing at no more than about 8-9
metres per second but the impression is of a huge
bellows pressing out air from inside an enormous
furnace. The scorched earth burns from underneath like
a hot tin plate. Young bamboo shoots, thick like
telegraph poles and closely covered with scaly leaves
push out from the ground in some kind of menacing
trance. Each leaf thins out into a thorn and is

228

�Stanisław I . Witkiewicz • Z PODRÓŻY 1X3 TROPIKÓW

mowy, przypominającej chwilami wioski, neapolitański dia­
lekt. Błyszczą w słońcu nagie ciała wszystkich kolorów, od
czarnego brązu do czerwonej czekolady. Ten ostatni kolot ro­
bi przykre wrażenie: zdaje się, że ciało to cietpi w nieludzki
sposób, a przy dotknięciu palić musi jakimś obrzydliwym ża­
rem.
Mnóstwo łódek tłoczy się naokoło okrętu, a wioślarze ry­
czą jak wściekli o pasażerów.

II
Na wprost debarkadetu mały placyk z pomnikiem królo­
wej Wiktorii otoczony potwornymi, czerwono-pomarańczowymi domami w stylu indyjsko-bungalowowo-tropikalnomagazynowo-stacyjnym.
Uwija się mnóstwo „fikszów", tj. Syngalezów ciągnących
małe, jednoosobowe powoziki na dwóch kołach. Przejeżdża­
ją ekwipaże z lokajami i woźnicami w czerwonych lub bia­
łych turbanach. Uboższa ludność jeździ małymi, dwukolnymi bryczkami, zaprzęgniętymi w garbate, małe woły, które
robią wrażenie przedwcześnie dojrzałych, zdegenerowanych
cieląt.
Na dtugiej stronie przylądka, przy którym leży port, roz­
ciąga się wielka plaża, odgrodzona murem bez poręczy od
drogi biegnącej wzdłuż morza. Żółto zabatwione, wzburzone
przez Monsoon morze rozbija się z ponurym sykiem na czer­
wonym piasku.
Dalej ciągną się nadbrzeżne lasy palmowe, srebrzystozielonkawe, o sylwecie rozwianej, pierzastej, zatopione w opa­
rze rozpylonej piany morskiej.
W cieniu malej budki siedzi potworna postać o łagod­

nych oczach i twarzy pokrytej wysypką: Syngalez studiujący
swoją własną religię w angielskim przekładzie.
Dalszy ciąg nieprzyjemnego snu przedłuża się. Więc to
jest ów wymatzony tropik?
Rozczarowanie to jest oczywiście nierozsądne, ale po
oczekiwaniu jakichś niepojętych cudów pierwsze wrażenia
stoją z wyobraźnią w rażącej sprzeczności.
Bierzemy „rikszów" w celu zwiedzenia odległego parku
Victoria. Z początku używanie człowieka jako zwierzęcia po­
ciągowego sprawia pewną przykrość. Ale „rikszowie" z taką
lekkością wymachują cienkimi, btązowymi łydkami i z taką
nonszalancją ciągną swoje bidki, wyrzucając przy tym ramio­
na w górę, że po chwili uważa się to za rzecz całkiem natu­
ralną.
Jedziemy rozległymi ulicami, wśród rozrzuconych dom­
ków, ukrytych w laskach palm i gąszczu kwiecistych krze­
wów. Każdy ogród otoczony niewielkim murem, pokrytym
przeważnie różnokolorowymi pleśniami.
Spotykamy muzułmański pogrzeb. Trumna pokryta kolo­
rowymi szmatami, uczestnicy w szatach jaskrawych wszyst­
kich możliwych kolorów. Na czele idzie poszkodowany z twa­
rzą wykrzywioną bólem. Wszyscy zawodzą jęczącymi glosami
jakąś ciągnącą się pieśń bez początku i końca.
Słońce rozżarzone oślepia; wszędzie unoszą się stada klu­
ków zapamiętale kraczących. Nie tępią ich tu z powodu ich
działalności publicznej, jako zbieraczy odpadków i śmieci.
W parku Victoria następuje pierwsze zetknięcie się
z prawdziwą tropikalną roślinnością. Wrażenie wprost stra­
szne. Ten nadmiar życia, rozwydrzenie form i kolorów działa
przygnębiająco. Jest w tym jakiś dziki bezsens, zbytek i roz­
rzutność, niepokojąca siła i namiętność granicząca z szałem.

229

�Stanisluw I . Witkiewicz • A JOURNEY T O T H E T R O r i C S

overgrown with criss-cross patterns of small hairs. The
leaves, in hues from violet to yellow-green ochre, form
a separate decorative motif.
Every little plant and every grass shoot is different
than at home. The grass consists of small white-green,
tooth-ridged leaves, around which fly huge, bird-sized
butterflies, mostly black and navy blue with touches of
willow-green, and the golden-green, matchbox-sized
beetles that Singhalese children hunt and peddle as
lucky charms.
O n our way back we visit a small, relatively new
Buddhist temple. Our guide is a monk with a shaved
head dressed in a faded yellow robe.
Inside the temple stands a several-metre-high statue
of Buddha, painted yellow. The prophet's lips are
crimson-coloured, his face twisted into a foolishly
contemplative, sensuous smile. The entrance is guarded
by reliefs of lions standing on their hind paws, their tails
raised. Their glass eyes give out a phosphorescent light.

traditional haircuts, the hair curly and negro-like.
Usually only old men wear turbans. Most walk about
with bare heads and one wonders how their shaved
scalps manage to stand temperatures that would kill
a European within minutes if he dared to take his cork
helmet off.
Some are half-naked, others wear colourful shawls
draped around their shoulders. Almost everybody wears
colourfully hued skirts. The colours of the clothes vary
greatly - from blue to orange and from crimson to
emerald green.
Yellow is reserved for the uppet classes and worn
rarely. Some of the women wear navy blue robes laced
with a broad, yellow strip. The men have very soft,
feminine movements and as their hairstyles don't differ
much from the women's it is sometimes hard to tell
them apart. Ladies of more distinction wear short,
white, low-necked bodices with short sleeves and lace
decorations.

The frescoes inside the temple are not exactly
primitive, but hastily drawn in bright, disharmonious
colours and showing traces of cheap, European styling.
The native districts are crowded with small, mostly
single-storey houses at first glance resembling Jewish
shleth. Only the people are as if taken from a wicked
dream. There are very few women on the streets - only
occasionally do you get to see a young and pretty face,
its features slightly reminiscent of the girls in
Poland's Podole region. But the male part of the
population is simply terrifying: old men with yellow or
saffran-coloured eyes, their faces full of cruelty and
criminal intent. Possibly they are the world's kindest
creatures but the distinctness of their features and
colour influence the imagination in such a way that we
suspect them of possessing an exceptionally menacing
mentality.

The beggars usually lie on street corners covered up
to their heads with grey-coloured pieces of canvas, from
under which they stick out greedy, thin black hands
holding jugs or bowls for money. From under the canvas
come stifled wails and moans.

The strange and unknown always carries an element
of danger, especially if coupled with ominousness. The
faces of the young people are sly or sad - but repulsive
even in sadness. There is something insincere, servile
and deceitful in every one of them. One rarely sees an
honest, sincerely happy face or one showing strength
and determination. I n all, the general impression is
gloomy and irritating.
Hairstyles differ greatly. The priests, dressed in long,
yellow robes made of a single piece of cloth, have
closely-shaven heads. The men sport their hair in
a variety of ways. Most wear it long which, together
with their moustaches and beards, gives them
a repulsive look. Some tie it into a knot on the back of
their heads and decorate it with round, yellow combs
whose sharp teeth stick out to the fore like little,
flaming horns in the sunlight. Some have shaved scalps
with wisps of hair left at the back, others wear

The bells of the rikshas and the impatient, seemingly
indignant shouts of the ox-drivers as they urge on their
animals, slowly dragging carts topped with semi-circular
boxes made of palm leaves, can be heard against the
incessant crowing of the countless crows and the rabble
of conversation. A l l around one hears shouts of, "Ahh!
A h h ! " , as if someone's tooth had just been pulled too
suddenly.
The main street ends with the Kelani river, a stream
about two hundred steps wide. Like everywhere in
Ceylon, the murky, dirty-yellow water seems to be
standing still, its lazy weirs reflecting a huge cloud, rosered in the setting sun.
O n the opposite bank stands a palm forest,
concealed among the trees are houses in whose
windows lights appear as soon as the sun sets. A thin
afterglow hangs low over the horizon for no more than
a minute or two, darkness falls quickly and suddenly,
pitch-black after the just-disappeared daytime glare. We
take a ferry across the river together with a crowd of
Singhalese, baskets of fruit and other goods.
The road winds among tall palm trees, their plumes
swaying in the evening breeze. Near the river bank
crowds of people are bathing in the muddy water. Their
black, thin silhouettes look strange against the quickly
dying evening sky. The first stars, Alpha and Beta
Centauri, appear high above. A t this time of year they
and the famous Southern Cross are the only stars visible
in the early morning hours in this part of the southern
sky. Huge Canopus, the biggest star on both

230

�Stanisław 1. Witkiewicz • Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

Doznaje się poczucia własnej słabości i jakby niedołęstwa
w jakiś dziwnie nieprzyjemny sposób. Potęguje to wrażenie
obezwładniający upał i wilgotna duszność: powietrze mokre
i rozpalone szczypie w nos ptzy oddychaniu, jak para w łaźni
rzymskiej.
Słońce, któte u nas rzadko się ukazując i łagodnie grze­
jąc zdaje się dobroczynnym bóstwem, tu zmienia się w stra­
szliwego, morderczego potwota, który czyha na zgubę swoich
ofiar z północy.
Oślepiający blask trawy ptzypomina blask kwietniowego
śniegu u nas, podczas gdy cienie, czarne jak bezdenne
otchłanie, zieją straszliwym upałem. Ogólne wrażenie jasne­
go tropikalnego dnia jest ponure i groźne. Zdaje się, że to ja­
kiś męczący, gorączkowy koszmar, w którym wszystko staje
się olbtzymie, piękne w swej potworności i złowrogie i przy­
tłacza nieszczęsnego, chorego człowieka. Ciemnozielone
krzewy pokryte ogromnymi purpurowymi kwiatami z długi­
mi, żółto-pomarańczowymi pylnikami: drzewa olbrzymie
o pniach białych, jakby oplecione lianami o szerokich lopatkowatych liściach, kępy potężnych, kilkunastometrowych
bambusów, dziwnie ttzaskających i skrzeczących przez ocie­
ranie się pni za podmuchem wiatru.
Monsoon dmie z siłą może 8-9 m na sekundę, ale robi to
wrażenie, że z olbtzymiego pieca dmą jakieś potworne mie­
chy. Zar od rozpalonej ziemi pali od dołu, jak od rozżarzonej
blachy. Pędy młodych bambusów, grube jak telegraficzne słu­
py, wydzierają się z ziemi z jakimś złowrogim zapamiętaniem;
pokryte przylegającymi liśćmi jak łuską; każdy liść zakończo­
ny kolcem i porysowany małymi włoskami w dziwne desenie

stanowi oddzielną dekoracyjną kompozycję w kolorach od
fioletu aż do żółto-zielonej ochry.
Każde źdźbło, każda ttawka inna niż u nas. Trawa składa
się z białawozielonych, wycinanych w ząbki listków. Unoszą
się motyle ogromne, jak ptaszki, przeważnie w czarno-granatowych kolorach z seledynowymi deseniami. Latają duże jak
pudełka zapałek żuki o złoto-zielonych pokrywach, które ła­
pią mali Syngalezi i sprzedają jako talizmany.
Wracając zwiedzamy małą, niezbyt starą świątynię bud­
dyjską. Oprowadza nas kapłan z ogoloną głową, ubtany
w żółtą, wypłowiałą szatę.
W głębi świątyni leży kilkumetrowy Budda, wylakierowany na żółto, o ustach purpurowych i głupkowato zamyślo­
nym, zmysłowym wytazie twarzy. Wejścia bronią wypukło
rzeźbione lwy, stojące na dwóch łapach, z podniesionymi
ogonami, a oczy ich ze szklanych gałek świecą jakby fosfo­
rycznie.
Freski nie prymitywne, ale niedbale rysowane, w kolo­
rach jaskrawych i nieharmonijnych, przetrząśnięte ogólno­
europejskim tandetnym stylem.
W dzielnicach ktajowców małe domki przeważnie parte­
rowe, stoją gęsto. Na pozór robi to wrażenie małego żydow­
skiego miasteczka. Tylko ludzie jak z jakiegoś potwornego
snu. Kobiet batdzo mało na ulicach. Czasem przewinie się ja­
kaś twatz młoda i ładna, trochę w typie naszych dziewcząt
z Podola. Ale mężczyźni wprost okropni. Starcy o białkach
ócz żółtych lub szafranowych, o twarzach pełnych okrucień­
stwa i zbrodniczych chęci. Być może, że są to najlepsi ludzie,
ale odtębność rysów i koloru działa na fantazję w ten sposób,

231

�Stanisław l. Witkiewicz • A JOURNEY T O T H E TROPICS

hemispheres after Sirius, will appear much later. The
Big Dipper lies close above the horizon, pointing the
way to the North Star. The equatorial starbelt with
Arcturus, Spica and Antares moves across the
sky's zenith.

Ill
We make our way back to the port late at night.
Underway we suddenly hear the sounds of devilish
music with no beginning or end and no discernible
melody. Pipes scream breathlessly, against them a drum
produces quaint, off-beat rhythms. A wedding ceremony
in a rich Tamil home.
The musicians are sitting on the hallway floor,
passers-by stop to gape at the mysterious wedding rites
through the open door. A t a distance a Brahmin temple
in which evening services are held stands in strange
contrast to the chatter of the wedding guests. We are
not allowed inside although we pledge to take our shoes
off. Standing in the doorway, we are deeply moved by
the ceremonious atmosphere inside. Hanging lamps
shaped like glass bowls bum in ornamented brass
settings. Further inside, at the end of a small corridor,
stands an altar with a statue of Vishnu. O n a table lit by
candles held by human figures moulded from brass or
gold stand several vessels. A priest chants some kind of
prayer or incantation over them and offers one of the
faithful drink and food. Everyone in the temple goes
through the same rites. Somewhere from inside the
temple comes a monotonously-chanted prayer which

sounds faintly like the May services in the Catholic
Church. Moved by our pious behaviour, the priest gives
us white flowers strung on a piece of thread and
exuding a mixed scent of jasmine and tuberose. We
depart from the temple leaving a small offering.
The temple's front is covered with stylised reliefs of
elephants and fantastic monsters. The roof, melting into
the darkness above, boasts an array of larger and
smaller figures. A l l this nevertheless displays a strange
measure of stylistic maturity, seasoned over the ages and
avoiding ornateness despite the diversity of the many
figures. Amidst the alien bustle of the streets the temple
seems like a peaceful oasis, with even racial differences
lost in the face of the great Secret of Life that all
religions express.
The night, spent in a Singhalese hotel, is not too
pleasant. There are mosquito screens over the beds but
the insects manage to find invisible holes in them and
sting us mercilessly. A t four in the morning thousands
of crows start their terrible cawing. Lacking sleep and
tired, we depart from the Maradana station at seven,
our destination Kandy, the former capital city under
Ceylon's independent rulers.

232

A t first the train taking us to Kandy crosses flatlands
covered with palm trees and mixed forests - the socalled "wet" or "high" jungle - cut by bright yellowgreen rice fields falling in terraces towards the tracks.
As we move deeper into the mainland the flora
becomes more diverse in form and colour.
After leaving the station at Polgahavella the train
begins a laborious climb upwards, the track serpentining

�Stanisław l. Witkiewicz • Z PODRÓŻY DO TROPIKÓW

że psychikę ich wyobrażać sobie trzeba na podstawie tych
danych w szczególnie okropny sposób.
Dziwne i nieznane działa zawsze z współczynnikiem gro­
zy; cóż dopiero dziwność potworna. Młodzi ludzie o wyra­
zach chytrych lub smutnych, ale nawet w smutku wstręt­
nych. Coś nieszczerego, psio-uległego i podstępnego jest we
wszystkich twarzach. Rzadko widzi się twarz poczciwą albo
szczerze wesołą, rzadko też wyraz siły i zawziętości. Na ogół
wrażenie ponure i męczące.
Uczesania najróżnorodniejsze. Kapłani ubrani w długie,
żółte szaty z jednej sztuki noszą głowy golone zupełnie. Męż­
czyźni cywilni mają wszystkie możliwe stopnie uwłosienia
głowy. Przeważnie noszą długie włosy albo rozpuszczone, co
przy brodzie i wąsach wygląda obrzydliwie, albo zawiązane
w węzeł z tyłu głowy. We włosy zaś mają wpięty okrągły, żół­
ty grzebień, któtego ostro zakończone końce sterczą z przo­
du i w słońcu robią wrażenie płomykowatych rożków. Nie­
którzy ogoleni zupełnie zachowują w środku głowy mały
„osełedec"; inni mają zwykłe, tylko z murzyńska kędzierzawe
czupryny. Przeważnie tylko starcy chodzą w turbanach.
Większa część mężczyzn ma głowy gołe i podziwiać trzeba
tych, co ogoleni chodzą bez nakrycia w upale, który w parę
minut zabija Europejczyka, mającego odwagę zdjąć korkowy
hełm z głowy.
Niektórzy do połowy nadzy, inni w kolorowych, przewie­
szonych przez plecy szalach; wszyscy prawie w kolorowych
spódniczkach. Barwy ubrań najróżniejsze: od niebieskich do
pomarańczowych, od purpurowych do zielonoszmaragdowych.
Żółty kolor, zarezerwowany wyłącznie dla bonzów, spoty­
ka się dość rzadko. Niektóre kobiety noszą szaty granatowe,
obramowane szerokim, żółtym szlakiem. Mężczyźni mają ru­
chy tak miękkie i kobiece, że wskutek braku wielkich różnic
w uczesaniu trudno ich czasem od kobiet odróżnić. Bardziej
dystyngowane damy noszą krótkie, białe staniczki, obszyte
koronkami, z dużym dekoltem i krótkimi rękawami.
Żebracy leżą przeważnie na rogach ulic, przykryci z gło­
wami szarymi płachtami, wystawiając jedynie spod nich dra­
pieżne, chude, czarne łapy z dzbankami lub miseczkami na
pieniądze i wydając spod płacht stłumione ryki i jęki.
Na tle bezustannego krakania niezliczonych kruków
i gwaru rozmów słychać dzwonki „rikszów" i niecierpliwe,
jakby pełne oburzenia nawoływania woźniców na woły, cią­
gnące powoli bidy, pokryte półokrągłymi, plecionymi z liści
palmowych budami. Aa! Aa! rozlega się wszędzie i zdaje się
co chwila, jakby gdzieś komuś ząb znienacka wyrywano.
Główna ulica wychodzi nad
dwieście kroków szeroką. Mętne,
dzie zresztą na Cejlonie, zdają się
ją w leniwych wirach olbrzymi,
słońca obłok.

nacka, zdając się jeszcze czarniejszym wobec tylko co znikłe­
go, rażącego blasku dnia. Przeprawiamy się na drugi brzeg
promem, pełnym Syngalezów, koszów z owocami i innych to­
warów.
Droga idzie wśród palm wysokich, potrząsających pióro­
puszami w powiewie wieczornym. Blisko brzegu kąpie się
w błotnistej wodzie mnóstwo ludzi. Dziwnie wyglądają ich
czarne, chude sylwety na tle szybko gasnącego, wieczornego
nieba. Pokazują się pierwsze gwiazdy: a i В Centauri, które
z nad miarę osławionym Krzyżem Południowym stanowią je­
dyną ozdobę południowego nieba w tej porze roku o wcze­
snych godzinach. Dużo później dopiero wstaje olbrzymi Canopus, największa gwiazda po Syriuszu na obu półkulach.
Wielki Wóz, wywrócony tuż nad horyzontem, wskazuje na
niewidzialną we mgle Gwiazdę Polarną. Pas równikowy
z Arkturem, Spicą i Antaresem przesuwa się przez sam zenit.

III
Wracamy późnym wieczorem w kierunku portu. Słychać
dźwięki piekielnej muzyki bez początku i końca, bez żadnego
określonego tematu. Piszczałki dmą bez tchu; na tym tle bę­
ben wyprawia dziwne, nieregularne skoki. To wesele w boga­
tym domu tamilskim.
Muzykanci siedzą na ziemi w przedpokoju, a przechodnie
z ulicy obserwują przez otwarte drzwi tajemnicze praktyki
ślubne. Dalej świątynia btahmańska, w której odbywa się
wieczorne nabożeństwo, stanowi dziwny kontrast z gwarem
tamilskiego wesela. Nie wpuszczają nas do środka, mimo
obietnicy zdjęcia pantofli. Stoimy we drzwiach, przejęci do
głębi tajemniczym nastrojem wnętrza. Palą się lampy wiszą­
ce w kształcie mis szklanych, umocowanych w mosiężnych,
rzeźbionych oprawach. W głębi, na końcu małego korytarzy­
ka ołtarz z posągiem Wisznu. Na stole oświetlonym kaganka­
mi, trzymanymi przez rzeźbione mosiężne czy złote postacie,
stoją naczynia. Kapłan odprawia nad nimi modlitwy czy za­
klęcia i daje coś do wypicia czy zjedzenia jednemu z wier­
nych. Po kolei przechodzą przez tę praktykę wszyscy obecni.
Z głębi słychać monotonnie śpiewane modlitwy, trochę przy­
pominające katolickie majowe nabożeństwo. Wzruszony na­
szym pobożnym zachowaniem się kapłan daje nam białe
kwiaty o zmieszanym zapachu jaśminu i tuberozy, nanizane
na nitkę. Składamy drobną ofiarę i opuszczamy świątynię.

rzekę Kelani, może jakie
burożółte wody, jak wszę­
nie płynąć wcale i odbija­
różowy od zachodzącego

Na drugim brzegu las palmowy i ukryte w nim domki,
w których zaczynają się ukazywać zaraz po zachodzie światła
w oknach. Wąska, tuż nad horyzontem trzymająca się zorza
trwa minutę lub dwie zaledwie i mrok zapada szybko i znie­

233

Fronton jej pokryty wypukłymi rzeźbami, przedstawiają­
cymi stylizowane słonie i fantastyczne potwory. Na dachu gi­
nącym w ciemności roi się od mnóstwa większych i mniej­
szych pomieszanych ze sobą postaci. Mimo to panuje w tym
wszystkim dziwna miara stylu dojtzałego przez wieki i wielość
postaci nie sprawia wrażenia przeładowania. Wśród obcości
ulicznego życia świątynia ta robi wrażenie jakiejś spokojnej
oazy. Wobec wielkiej Tajemnicy Istnienia wyrażonej we
wszystkich religiach zatraca się nawet odległość rasowa.
Noc w syngaleskim hotelu niezbyt przyjemna. Na łóż­
kach moskitiery, pomimo których moskity dostawszy się
przez jakąś niedostrzegalną dziurkę tną bez litości. Od g.

�Stanisław l. Witkiewicz ' A JOURNEY T O T H E T R O I 4 C S

over deep chasms. Visible on the horizon are
mountains, among them the rocky massif of Angalla
Peak, shaped like an enormous sugar loaf, and another,
its top cut off horizontally to form a fortress-shaped
crag. The highest peaks are lost in a grey-violet mist
from which grey curtains of rain pour down every now
and then onto the hills which lie at the foot of the
mountains like huge clumps of moss. Both the closer
and more distant peaks are covered with an abundance
of flora, which gives them a feathery look, as if they
were made of a soft, fluffy fabric.
The fantastically-shaped trees of the roadside jungle
contrast with the dark-blue horizon. Palms, huge, with
fan-shaped leaves and sprouting enormous, orangecoloured fruit or small, thick and spread out like
bouquets of flowers. Some are thin, tall and topped with
small clumps of leaves with something resembling
a large birdnest below the spot from which the leaves
sprout. Others have huge, glistening, dark-green leaves
notched like oak leaves and bright green, round fruit.
There are trees with light-green leaves resembling huge
frayed carpet-beatets and clusters of fruit hanging down
like the segmented tentacles of gigantic squids, trees
with small leaves covered with cup-shaped, orange
flowers and bushes topped by tight clusters of blindingly
pink-violet blossoms. Near the ground grow mint bushes
whose little flowers go through all colours from violetpurple to bright orange as they blossom. Othets, still
smallet, have bright-violet flowers growing halfway up
their snakelike, twisted stems.
Every now and then the track takes a turn,
disclosing a view of mountaintops and craggy precipices,
at the bottom of which lie ricefields criss-crossed by
strangely-patterned terraces used to preserve water. O n
the bare earth, mostly the colour of deep-red brick, are
plantations of small, round, dark-green tea trees and tall
gum trees, their off-white bark marked by oblique,
spiral-like cuts, underneath which hang little bowls
made from coconut shells to gather the white, fresh
gum-juice. O n the hillsides are abandoned coffee
plantations overgrown with tall, bright-green grass that
ripples in the wind.

234

O n the stations we see crowds of people, their
clothes crazy with colour. The colours of the clothes
are, so to speak, kept in line by the black-brown of the
natives' skins, unchanging against the diversity of hues.
Even a local Catholic bishop is dressed to fit in with the
wild colours of the surrounding nature and the local
garb: violet stockings, a white robe, bright-green tassels
on his hat and a similarly-coloured rope tied around his
waist.
The heat incteases and we begin to feel thirst. One
of our travelling companions, a civilised Singhalese
planter dressed in European style, suggests we buy the
orange-coloured fruit of a certain palm variety, which
we do at the next stop. The boy vendor selling the fruit,
who looks like a little Satan, cuts out a square-shaped
opening in the fruit's narrow end with a knife. Out of
the bluish-white gash comes a watery juice. We try to
drink it. The juice tastes like warm, sweet water,
reminding us of freshly-cut willow branches. Every time
we ask out planter friend for the names of the trees we
see on our way he answers derisively, "those are wild
trees". But his eyes light up when he gets a chance to
provide information about any utility plants we
encounter - which he does competently.
Through the valley runs a river, its yellow-brown
currents winding amidst huge, round, water-smoothed
rocks. Through the trees we catch glimpses of a temple
topped by a cone-shaped dome and natives bathing
sacred elephants, the animals spilling water over their
bodies from their trunks.
Brick-coloured streams flow down from the
mountainsides, near-naked natives covered to their
waists with muddy eatth are ploughing ricefields with
the help of grey-coloured oxen. A valley opens up
among the jungle-covered hills. In the valley, on the
shores of a huge lake, lies the city of Kandy, with
Ceylon's most famous pagoda, the so-called Temple of
the Holy Tooth.
July 19, 1914
Translated by Maciej

Bańkowski

�Stanisław I. Witkiewicz * 1 PODRÓŻY DO TROPIKÓW

czwartej z rana zaś zaczyna się straszliwy wrzask tysięcy klu­
ków. Niewyspani i zmęczeni wyjeżdżamy o g. siódmej rano ze
stacji Maradana w kierunku Kandy, dawnej stolicy niezależ­
nych któlów Cejlonu.
Kolej żelazna do Kandy idzie z początku wśród płaszczyzn
porosłych palmowym i mieszanym lasem, tak zwaną mokrą,
czyli wysoką „dżunglą", przerywaną przez jaskrawo żółto-zielone, tarasami spadające ku torowi, pola ryżowe. W miarę
posuwania się w głąb kraju roślinność staje się coraz bardziej
rozmaita w formach i kolorach.
Od stacji Polgahavella pociąg zaczyna z ttudem piąć się
pod gótę po serpentynach wiszących nad głębokimi przepa­
ściami. Na horyzoncie ukazują się skaliste szczyty: Angalla
Peak w kształcie olbtzymiej głowy cukru i inny stanowiący
poziomo u góry ściętą w kształcie fortecy krzesanicę. Naj­
większe toną w mgłach szarofioletowych, z których na odle­
głe, u stóp ich położone wzgótza, podobne do olbtzymich
kęp mchu, zaciąga się co chwila szata zasłona ulewnego de­
szczu. Niższe i bliższe szczyty wskutek doszczętnego pokrycia
ich wybujałą roślinnością mają sylwety pietzaste i zdają się
być zrobione z jakiejś miękkiej, puszystej materii.
Na tle granatowej dali rysują się niebywałe kształty drzew
przydrożnej dżungli. Palmy olbrzymie z wachlarzowatymi li­
śćmi i gronami pomarańczowych, ogromnych owoców albo
małe, krępe, rozłożone jak bukiety. Inne cienkie, wysokie
z małą kępką liści na szczycie i jakby ogromnym ptasim gnia­
zdem pod miejscem, skąd wychodzą liście. Dtzewa o kolosal­
nych, lśniących, ciemnozielonych liściach, karbowanych jak
liście dębu i jasnozielonych, kulistych owocach. Inne szaro­
zielone, podobne do olbrzymich wysttzępionych ttzepaczek
z gronami owoców zwieszających się w postaci ogtomnych
ośmiornic o członkowanych ramionach. Drzewa o małych li­
stkach, pokryte pomarańczowymi kielichami kwiatów, krze­
wy, których szczyty stanowi zbita masa kit oślepiająco tóżowo-fioletowych. U spodu krzaki mięty, pokryte kwiateczkami ptzechodzącymi w swym rozwoju od pączka do kwiatu
wszystkie kolory, od fioletowej purpury do jaskrawego oranżu. Inne mniejsze, z jasnofioletowym kwiatem, przyczepio­
nym w połowie wężowato skręconej łodygi.

wody. Naga ziemia przeważnie koloru ciemnoczerwonej ce­
gły. Na niej plantacje małych, oktągłych, ciemnozielonych
drzewek herbaty albo wysmukłych, o białawej korze drzew
gumowych z ukośnymi spiralnymi nacięciami i przywiązany­
mi do nich miseczkami z kokosowych orzechów, do których
ścieka biały sok świeżej gumy. Na wzgórzach opuszczone
plantacje kawy, zarosłe olbrzymią, jasnozieloną, falującą na
wietrze trawą.
Na stacjach tłum w ubraniach różnokolorowych aż do
obłędu. Wszystkie barwy trzymane jakby w ramach jedno­
stajnym w stosunku do ich różnorodności czarno-brązowym
kolorem nagich ciał krajowców. Nawet biskup katolicki
ubrany odpowiednio do rozszalałych barw natury i strojów:
ma fioletowe pończochy, białą szatę i jaskrawozielone po­
mpony na kapeluszu i sznury opasujące go w połowie ciała.
Upał wzmaga się i zaczyna nam dokuczać pragnienie. Ja­
dący z nami cywilizowany i po europejsku ubrany plantator
Syngalez radzi nam kupić pomarańczowy owoc pewnej
odmiany palmy kokosowej. Kupujemy na najbliższej stacji.
Sprzedający chłopiec, wyglądający na małego diabełka, wy­
cina nożem kwadrat w węższym końcu owocu. Spomiędzy
niebieskawobiałych ścian wytryska sok wodnisty. Próbujemy
pić, ale jest to ciepła woda o słodkim smaku, przypominającym świeżo złamaną gałązkę wierzby. Na wszystkie pytania
co do nazw dtzew spotykanych plantator odpowiada z pogar­
dą: „to są dzikie drzewa", a oczy mu płoną i udziela facho­
wych informacji na widok jakichkolwiek roślin użytkowych.
Doliną płynie tzeka żółtobrązowego koloru wśród olbrzy­
mich, okrągłych, utoczonych przez wodę głazów. Wśród
drzew miga szczyt świątyni, zakończonej stożkowatą „dagobą" i widać, jak krajowcy kąpią święte słonie, któte polewa­
ją się wodą ptzy pomocy swych trąb.
Ze stoków gór spadają potoki o wodzie ceglastego kolo­
ru, a na przygotowanych pod uprawę ryżu polach orzą w sza­
re woły, stapiani po pas w bagnistej ziemi, prawie całkiem
nadzy krajowcy. Roztwieta się dolina wśród wzgórz pokry­
tych „dżunglą". W dolinie nad ogromnym jeziorem roztacza
się miasto Kandy z najsławniejszą pagodą na Cejlonie, tzw.
Świątynią Świętego Zęba.

Co chwila na zakrętach widok odsłania się na szczyty
i ptzepaście skalne, na dnie których leżą pola ryżowe poryso­
wane w dziwne desenie tarasami służącymi do utrzymania

235

19 lipca 1914

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12812" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13341">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e34a8a647921500b0ba330830d93691.pdf</src>
        <authentication>bd4a2e9cbb0a34609c081438ea765106</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154146">
                <text>�Siódme niebo, podwójny kłos.&#13;
O liczbach w kulturze ludowej&#13;
&#13;
�ISSN: 1899-0258&#13;
seria PTL „Biblioteka Literatury Ludowej”&#13;
ISBN: 978-83-64465-68-0&#13;
&#13;
Tom 13&#13;
&#13;
Redaktor naczelna serii&#13;
Katarzyna Marcol&#13;
&#13;
�MAGDALENA WÓJTOWICZ-DEKA&#13;
&#13;
Siódme niebo, podwójny kłos.&#13;
O liczbach w kulturze ludowej&#13;
&#13;
P O L S K I E TO WA R Z Y S T W O L U D O Z N AW C Z E&#13;
WROCŁAW 2024&#13;
&#13;
�Recenzentki:&#13;
dr hab. Ewa Masłowska, prof. IS PAN&#13;
dr hab. Marta Wójcicka, prof. UMCS&#13;
&#13;
Projekt okładki:&#13;
Katarzyna Kiełkowska&#13;
&#13;
Redakcja, korekta:&#13;
Magdalena Rudnik&#13;
&#13;
Skład, łamanie i druk:&#13;
TYPO Usługi Wydawnicze Jadwiga Popowska&#13;
&#13;
Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa,&#13;
przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
w ramach Programu Doskonała Nauka II – Wsparcie monografii naukowych&#13;
&#13;
© Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 2024&#13;
&#13;
ISBN: 978-83-64465-68-0&#13;
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze&#13;
ul. Fryderyka Joliot-Curie 12, 50-383 Wrocław&#13;
tel. (+48) 71 375 75 83&#13;
e-mail: ptl@ptl.info.pl, www.ptl.info.pl&#13;
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego&#13;
&#13;
�Książkę dedykuję Lili i Gosi&#13;
&#13;
��Spis treści&#13;
&#13;
Wstęp ����������������������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 11&#13;
1. Liczba i liczenie w kulturze ludowej ������������������������������������������������������������������� 27&#13;
1.1. Liczba i liczyć – historia i znaczenie leksemów ������������������������������������������ 27&#13;
1.2. Wynalazek liczb – aspekt praktyczny i symboliczny ������������������������������� 30&#13;
1.3. Liczenie w polskiej kulturze ludowej ����������������������������������������������������������� 33&#13;
		&#13;
1.3.1. Symboliczna inwentaryzacja ������������������������������������������������������������� 34&#13;
		 1.3.2. Formuła ile – tyle ��������������������������������������������������������������������������������� 37&#13;
		&#13;
1.3.3. Wielość i wybrane atrybuty mnożenia ������������������������������������������� 40&#13;
		&#13;
1.3.4. Koncept liczbowy w strukturze tekstów folkloru������������������������� 47&#13;
1.4. Podsumowanie ��������������������������������������������������������������������������������������������������� 52&#13;
2. Opozycja parzystość – nieparzystość ����������������������������������������������������������������� 55&#13;
2.1. Cetno i licho, czyli o opozycji parzystość – nieparzystość w języku ������� 56&#13;
2.2. Nieparzystość w kulturze��������������������������������������������������������������������������������� 60&#13;
2.3. Parzystość w kulturze ��������������������������������������������������������������������������������������� 65&#13;
2.4. Podsumowanie��������������������������������������������������������������������������������������������������� 68&#13;
3. Liczba 1 ����������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 71&#13;
3.1. Czas ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 72&#13;
		&#13;
3.1.1. Jeden rok ������������������������������������������������������������������������������������������������� 72&#13;
		&#13;
3.1.2. Magia dobrego początku – obrzędy doroczne ����������������������������� 73&#13;
		&#13;
3.1.3. Pierwszeństwo i czynności inicjacyjne ������������������������������������������� 78&#13;
3.2. Przestrzeń ����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 81&#13;
3.3. Postacie ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 82&#13;
3.4. Zwierzęta ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 88&#13;
3.5. Atrybuty i czynności ���������������������������������������������������������������������������������������� 91&#13;
3.6. Podsumowanie ��������������������������������������������������������������������������������������������������� 94&#13;
&#13;
�4. Liczba 2 ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 97&#13;
4.1. Czas ������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 98&#13;
4.2. Postacie ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 101&#13;
		 4.2.1. Demoniczne ��������������������������������������������������������������������������������������� 101&#13;
		 4.2.2. Ludzkie ������������������������������������������������������������������������������������������������� 105&#13;
4.3. Zwierzęta ����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 109&#13;
4.4. Atrybuty ����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 111&#13;
		 4.4.1. Roślinne ���������������������������������������������������������������������������������������������� 111&#13;
		 4.4.2. Przedmiotowe ������������������������������������������������������������������������������������ 113&#13;
		 4.4.3. Cielesne������������������������������������������������������������������������������������������������ 114&#13;
		 4.4.4. Żywioły ������������������������������������������������������������������������������������������������� 117&#13;
4.5. Funkcje ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 119&#13;
		 4.5.1. Lecznicze ��������������������������������������������������������������������������������������������� 119&#13;
		 4.5.2. Wróżebno-matrymonialne��������������������������������������������������������������� 121&#13;
4.6. Podsumowanie������������������������������������������������������������������������������������������������� 128&#13;
5. Liczba 3 ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 129&#13;
5.1. Czas ������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 130&#13;
5.2. Przestrzeń ��������������������������������������������������������������������������������������������������������� 139&#13;
5.3. Postacie ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 142&#13;
5.4. Atrybuty roślinne ������������������������������������������������������������������������������������������� 146&#13;
5.5. Działania – powtarzanie i zwielokrotnienie��������������������������������������������� 148&#13;
		&#13;
5.5.1. Obrzędy rodzinne ����������������������������������������������������������������������������� 150&#13;
		&#13;
5.5.2. Obrzędy doroczne ����������������������������������������������������������������������������� 155&#13;
5.6. Funkcje lecznicze ��������������������������������������������������������������������������������������������� 157&#13;
		 5.6.1. Trzykrotnie powtarzane gesty i czynności ����������������������������������� 157&#13;
		&#13;
5.6.2. Magia słowa ����������������������������������������������������������������������������������������� 161&#13;
		&#13;
5.6.3. Czas i przestrzeń��������������������������������������������������������������������������������� 163&#13;
		&#13;
5.6.4. Krotności liczby 3������������������������������������������������������������������������������� 167&#13;
5.7. Funkcje magiczne ������������������������������������������������������������������������������������������� 169&#13;
5.8. Podsumowanie ������������������������������������������������������������������������������������������������� 171&#13;
6. Liczba 4 ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 173&#13;
6.1. Czas ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 174&#13;
6.2. Przestrzeń ����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 178&#13;
		&#13;
6.2.1. Strony świata ����������������������������������������������������������������������������������������� 179&#13;
⩶8⩶&#13;
&#13;
�		&#13;
		&#13;
		&#13;
		&#13;
		&#13;
6.3.&#13;
6.4.&#13;
6.5.&#13;
		&#13;
		&#13;
6.6.&#13;
6.7.&#13;
&#13;
6.2.2. Wieś������������������������������������������������������������������������������������������������������� 184&#13;
6.2.3. Pole ������������������������������������������������������������������������������������������������������� 188&#13;
6.2.4. Dom ������������������������������������������������������������������������������������������������������� 189&#13;
6.2.5. Stół ��������������������������������������������������������������������������������������������������������� 192&#13;
6.2.6. Trumna ������������������������������������������������������������������������������������������������� 193&#13;
Postacie ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 195&#13;
Zwierzęta����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 197&#13;
Atrybuty ����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 200&#13;
6.5.1. Roślinne ����������������������������������������������������������������������������������������������� 200&#13;
6.5.2. Przedmiotowe ������������������������������������������������������������������������������������� 201&#13;
Miary ����������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 203&#13;
Podsumowanie������������������������������������������������������������������������������������������������� 205&#13;
&#13;
7. Liczba 7 ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 207&#13;
7.1. Znak graficzny – cyfra 7 ������������������������������������������������������������������������������� 208&#13;
7.2. Stałe zestawienia i kolekcje ��������������������������������������������������������������������������� 210&#13;
7.3. Czas ������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 213&#13;
		&#13;
7.3.1. Siedmiodniowy tydzień ������������������������������������������������������������������� 214&#13;
		&#13;
7.3.2. Tygodnie i lata������������������������������������������������������������������������������������� 215&#13;
7.4. Przestrzeń ��������������������������������������������������������������������������������������������������������� 220&#13;
7.5. Postacie ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 222&#13;
		 7.5.1. Demoniczne����������������������������������������������������������������������������������������� 223&#13;
		 7.5.2. Ludzkie ������������������������������������������������������������������������������������������������� 224&#13;
7.6. Zwierzęta����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 226&#13;
7.7. Funkcje ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 229&#13;
		 7.7.1. Lecznicze ��������������������������������������������������������������������������������������������� 229&#13;
		 7.7.2. Magiczne����������������������������������������������������������������������������������������������� 231&#13;
7.8. Podsumowanie������������������������������������������������������������������������������������������������� 232&#13;
8. Liczba 12 ������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 235&#13;
8.1. Kolekcja potraw wigilijnych ������������������������������������������������������������������������� 236&#13;
8.2. Czas ������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 237&#13;
8.3. Postacie ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 246&#13;
8.4. Podsumowanie ������������������������������������������������������������������������������������������������� 247&#13;
9. Liczba 100 ����������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 249&#13;
9.1. Czas ������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 249&#13;
⩶9⩶&#13;
&#13;
�9.2.&#13;
9.3.&#13;
9.4.&#13;
9.5.&#13;
9.6.&#13;
9.7.&#13;
&#13;
Przestrzeń ��������������������������������������������������������������������������������������������������������� 251&#13;
Postacie ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 252&#13;
Zwierzęta����������������������������������������������������������������������������������������������������������� 253&#13;
Miary i pieniądze��������������������������������������������������������������������������������������������� 255&#13;
Działania – multiplikacje ����������������������������������������������������������������������������� 259&#13;
Podsumowanie������������������������������������������������������������������������������������������������� 261&#13;
&#13;
Zakończenie ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 263&#13;
Informatorki i informatorzy ����������������������������������������������������������������������������������������� 274&#13;
Bibliografia ����������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 280&#13;
Źródła ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 280&#13;
Słowniki i leksykony ������������������������������������������������������������������������������������������������� 284&#13;
Opracowania ������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 286&#13;
Streszczenie ����������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 299&#13;
Summary ��������������������������������������������������������������������������������������������������������������������������� 301&#13;
&#13;
⩶ 10 ⩶&#13;
&#13;
�Wstęp&#13;
&#13;
Wynalezienie szeregu liczbowego było ważnym i długotrwałym procesem w historii cywilizacji i kultury, a jego znaczenie można porównywać do rangi wynalezienia pisma. Liczby wyabstrahowane i funkcjonujące w samodzielnym systemie są&#13;
właściwe matematyce. W kulturze zaś stanowią podstawową i powszechnie używaną kategorię, która pozwala przekształcić wrogi chaos w oswojony kosmos. Świat&#13;
uporządkowany za ich pomocą łączy się z rozbudowaną i wieloaspektową symboliką, która odnosi się między innymi do struktur pozaziemskich. Liczby podlegają&#13;
więc semantyzacji, przypisuje się im bogate konotacje i funkcje kulturowe. Służą&#13;
do podziału przestrzeni i czasu (na przykład wiek określany za ich pomocą jest&#13;
obligatoryjnym elementem inskrypcji nagrobnych), są wykorzystywane w lecznictwie, działaniach magicznych, służą do przepowiadania przyszłości, są uznawane&#13;
za pechowe lub szczęśliwe, mają performatywną moc oraz przejawia się przez nie&#13;
sacrum. Dlatego występują powszechnie w tekstach folkloru, ujawniając wiele znaczeń. Niniejsza praca prezentuje perspektywę depozytariuszy i depozytariuszek&#13;
polskiej kultury ludowej, a jej celem jest eksplikacja naddanego znaczenia wartości liczbowych. Zostanie więc wskazana symbolika liczb, ale także ich znaczenia&#13;
konotacyjne, stereotypowe, poetyckie oraz pełnione przez nie funkcje. Ujmując&#13;
rzecz bardziej konkretnie, Czytelnik i Czytelniczka mogą znaleźć w pracy odpowiedź na pytania: dlaczego w kulturze ludowej podwójny kłos przynosi szczęście,&#13;
ale „podwójne zęby” u noworodka to już zły prognostyk, ile potraw przygotowywano na Wigilię, czy tydzień zawsze był siedmiodniowy, które dwanaście dni pozwala przewidzieć pogodę w kolejnym roku, a także z czego wynika lecznicza moc&#13;
trzysta razy święconej kości. Relacje z badań ukazują także liczby umożliwiające&#13;
kontakt między światem ludzkim i pozaludzkim, powodujące uległość pozaziemskich mocy oraz te, które wpływają na mnożenie dobytku i pieniędzy oraz kreację&#13;
przyszłego szczęścia. Ponadto dają odpowiedź na pytanie, która liczba patronuje&#13;
⩶ 11 ⩶&#13;
&#13;
�sferze miłosnej, a która, za sprawą kształtu cyfry, wiąże się ze śmiercią oraz jakie&#13;
znaczenie nadawano bliźniętom. Niektóre wierzenia „liczbowe” wykraczają poza&#13;
kulturę ludową i są obecne w powszechnym obiegu, stąd Czytelnika i Czytelniczkę może zainteresować, dlaczego na pogrzeb przynosimy parzystą liczbę kwiatów,&#13;
mówimy „do trzech razy sztuka”, ustawiamy cztery ołtarze na Boże Ciało, z jakiego&#13;
powodu siódme niebo konotuje szczęście oraz z czego wynika pechowość trzynastki.&#13;
Te i wiele innych zagadnień rozwijam w pracy, gdyż moim celem było pokazanie&#13;
fenomenu liczb, które determinują sposób postrzegania i interpretowania świata&#13;
oraz są mocno wrośnięte w kulturę.&#13;
&#13;
Stan badań&#13;
Motywacją podjęcia pracy nad niniejszą książką, obok kulturowej rangi zagadnienia, jest niedostateczny stan badań na temat liczb w naukach o kulturze, etnologii&#13;
czy folklorystyce. Widoczny jest przede wszystkim brak opracowań teoretycznych&#13;
w tym zakresie, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę dużą częstotliwość występowania wskaźników liczbowych w tekstach językowych i kulturowych.&#13;
Badania nad liczbami nie są zarezerwowane dla nauk ścisłych. Problematyką&#13;
tą od dawna interesowały się nauki humanistyczne, szczególnie filozofowie dostrzegali w liczbach duży potencjał poznawczy. Pitagoras uznał je za arche wszechrzeczy, zasadę budowy świata; Platon zaś twierdził, że matematyka jest pomostem&#13;
między światem idei a światem realnym; dla Arystotelesa liczby stanowiły jedną&#13;
z kategorii poznawczych. Widziano w nich fundament struktury wszechświata&#13;
(Ghyka 1931/2001), genialny wynalazek ludzkości rozpisany na wiele tysiącleci&#13;
(Ifrah 1981/1990) czy podstawę systemów religijnych (Feuerstein 1994/1995).&#13;
Dostrzegano także ich symboliczny wymiar (Butler 1970; Flegg 1983; Glynne-Jones 2007).&#13;
Na gruncie polskich nauk humanistycznych i społecznych także podejmowano&#13;
problematykę semantyki liczb, na przykład w rozważaniach dotyczących filozofii&#13;
starożytnej i średniowiecznej (Widomski 1996; Dadaczyński 2000) czy antropologii religii (Dulęba 2003). Wskazywano paraarchetypowe determinanty znaczeń&#13;
liczb obecne w różnych kulturach (Sołtysiak 2003a; 2003b). Pojawiły się także&#13;
opracowania dotyczące rozbudowanej numerologii i znaczenia liczb w tekstach biblijnych (Kobielus 1995; Hanelt 2009; Szczepanowicz 2018) oraz w późniejszych&#13;
wykładniach teologicznych, na przykład w egzegezie aleksandryjskiej (Szram 2000;&#13;
2001). Zwracano także uwagę na symbole liczbowe w ikonografii chrześcijańskiej&#13;
( Janicka-Krzywda 1993). Socjologiczna analiza tej tematyki pojawia się w pracy&#13;
⩶ 12 ⩶&#13;
&#13;
�zatytułowanej Życie społeczne w krainie liczb (Partycki 2016). Sporo miejsca poświęcono im w językoznawstwie, na różnych poziomach opisu języka, jak morfologia, składnia czy semantyka (tom zbiorowy Liczba, ilość, miara. Materiały&#13;
z konferencji naukowej w Jadwisinie, 11–13 maja 1972, 1973; Bednarek 1994),&#13;
skupiano się na liczebniku jako części mowy (Frankowska 1983; Siuciak 2008),&#13;
zależnościach między liczeniem i językiem (Rutkowski 2010), znaczeniu leksemu&#13;
liczba w historii języka (Gardzińska 2011) czy na komponencie liczbowym we frazeologizmach i przysłowiach (Dźwigoł 2012). Ukazało się także interdyscyplinarne wydawnictwo na temat liczb pod tytułem Ilość – wielkość – wartość (Łódź 2010).&#13;
Zaś z zakresu lingwistyki antropologicznej i kognitywnej można wyróżnić Liczby&#13;
i słowa. Sposoby wyrażania ilości oraz ich odniesienia kulturowe Jadwigi Zieniukowej&#13;
(1994), a w ostatnim czasie (2018) wyszła drukiem obszerna praca Marty Nowosad-Bakalarczyk pod tytułem Kategoria ilości i jej wykładniki we współczesnej polszczyźnie. Badaczka wskazuje, że jednym ze sposobów parametryzacji świata jest liczenie i liczba – obok mierzenia i miary oraz oceniania i oceny ilości. Szczegółowo&#13;
analizuje też leksemy liczba i liczyć w źródłach leksykograficznych. Ponadto śledzi&#13;
znaczenia słownikowe kolejnych liczb z pierwszej i drugiej dziesiątki, ich krotności&#13;
oraz setki, a także derywaty. W drugiej części pracy Autorka komparatystycznie&#13;
bada ilościowe ujmowanie świata w tekście literackim i urzędowym.&#13;
Polscy etnolodzy i etnolożki oraz folkloryści i folklorystki nie poświęcili dotychczas wystarczającej uwagi liczbom, chociaż stanowią one istotną kategorię&#13;
antropologiczną. Początki zainteresowania tą tematyką w kulturze ludowej wiążą&#13;
się z nazwiskiem Jana Świętka (artykuł pod tytułem Liczby Trzy i Dziewięć w mitach, wyobrażeniach, mistycznych praktykach i zwyczajach ludowych, „Lud” 1905).&#13;
Badacz postawił tezę o funkcjonowaniu bazy trójkowej i jej dalszych podziałów&#13;
w postaci liczby 9, która poprzedziła bazę dziesiętną. Na jej potwierdzenie zaprezentował bogaty zestaw materiałów pochodzących z badań terenowych. Podkreślał, że trójka i dziewiątka są bardzo rozpowszechnione w tekstach i praktykach&#13;
ludowych, dlatego powinny zostać dokładnie zbadane.&#13;
W niektórych opracowaniach dotyczących kultury ludowej zamieszczono&#13;
poszerzoną refleksję nad znaczeniem liczb. Przykładowo jeden z rozdziałów pracy&#13;
Kultura ludowa Słowian Kazimierza Moszyńskiego nosi tytuł Umiejętności matematyczne i miary. Badacz przedstawia w nim stopień zaawansowania posługiwania się liczbami przez lud, analizuje umiejętności geometryczne mieszkańców wsi,&#13;
sporo miejsca poświęca też miarom. W dalszej części pracy pojawia się refleksja na&#13;
temat mistyki liczb w folklorze, jednak dość zdawkowa. Także Ludwik Stomma&#13;
w Antropologii kultury wsi polskiej XIX w., wydanej w 1986 r. (Stomma 1986),&#13;
⩶ 13 ⩶&#13;
&#13;
�nieco uwagi poświęcił liczbom w kontekście opozycji binarnej otwarte – zamknięte, której paralelnie odpowiada nieparzystość – parzystość. Badacz ten między innymi analizował recepty z zakresu magicznego lecznictwa ludowego oraz przedstawił ciekawą interpretację znaczenia liczby potraw wigilijnych. Natomiast Piotr&#13;
Kowalski w leksykonie dotyczącym kultury magicznej (Kow Lek) docenił rangę&#13;
liczb, o czym świadczy to, iż zostały one opracowane jako osobne hasło. Znalazło&#13;
się tam sporo tropów interpretacyjnych odnoszących się do światopoglądu ludowego i uniwersalnego znaczenia poszczególnych wyobrażeń liczbowych. Ponadto&#13;
Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska poświęciła inspirujący rozdział konceptowi liczbowemu w pracy Wzorce tekstów ustnych w perspektywie etnolingwistycznej&#13;
(2007). Autorka przytacza teksty, których struktura opiera się na liczbach z pierwszej dziesiątki i dwunastce, poddając analizie ich symbolikę i funkcje.&#13;
Wzmianki na temat znaczenia liczb można znaleźć w pracach dotyczących&#13;
różnych aspektów polskiej kultury ludowej takich autorów jak: Joanna i Ryszard&#13;
Tomiccy (1975), Danuta Tylkowa (1981), Anna Brzozowska-Krajka (1994) Jan&#13;
Adamowski (1999 i inne), Katarzyna Smyk (2009a; 2014), Katarzyna Łeńska-Bąk (2010), Joanna Paczos (2011), czy w Słowniku stereotypów i symboli ludowych (1996–2022) pod redakcją Jerzego Bartmińskiego. Badacze i badaczki zwracali uwagę także na troistość jako istotną cechę ludowych tekstów prozatorskich,&#13;
w szczególności bajki. Na gruncie polskiej folklorystyki byli to między innymi: Julian Krzyżanowski (1980), Magdalena Zowczak (2013), Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska (2007), a ostatnio Marta Wójcicka (SPBL Wrób 3, 268–274).&#13;
Nad symboliką liczby 3 w materiałach ekscerpowanych z dzieł Oskara Kolberga pochyliła się Małgorzata Głowacka-Warchoł (2004). Zwróciła ona uwagę na zastosowanie trójki w medycynie ludowej, w działaniach o charakterze&#13;
apotropeicznym i magicznym czy w obrzędach rodzinnych. Artykuł ma jednak&#13;
charakter przyczynkowy, co na wstępie zaznacza autorka, a materiał etnograficzny znacznie przeważa nad jego analizą. Dalsze badania Głowackiej-Warchoł&#13;
zaowocowały rozprawą doktorską Symboliczne znaczenia liczb w polskich tekstach folklorystycznych, napisaną pod kierunkiem prof. Tadeusza Szymańskiego&#13;
(Głowacka-Warchoł 2008). W tej pracy autorka interpretuje liczby z pierwszej&#13;
dziesiątki, analogicznie do analizy trójki w wyżej wymienionym artykule. Dysertacja nie została opublikowana.&#13;
Na szczególną uwagę zasługują prowadzone na gruncie rosyjskim badania&#13;
nad znaczeniem liczb w folklorze słowiańskim. Za najistotniejsze należy uznać&#13;
następujące teksty: przetłumaczony na język polski artykuł Władimira Toporowa&#13;
O modelach liczbowych w kulturach archaicznych (1974), w którym autor pokazuje&#13;
⩶ 14 ⩶&#13;
&#13;
�wpływ liczb na kształtowanie się obrazu antropokosmosu, a także artykuł Čislovoj&#13;
kod v zagovorach. Po materialam sbornika L.N. Majkova „Velikorusskie zaklinanija”, [w:] Zagovornyj tekst. Genezis i struktura1 (2005) dotyczący tekstów zamówień&#13;
z komponentem liczbowym. Publikacje na temat liczb wyszły także spod pióra&#13;
Swietłany Tołstojowej, badaczki związanej z moskiewską szkołą etnolingwistyczną, czego przykładem jest praca Semantičeskije katiegorii jazyka kul’tury. Očerki&#13;
po slavjanskoj etnolingvistikie (2010). Badania nad symboliką liczb są na gruncie&#13;
rosyjskim kontynuowane, o czym świadczy rozprawa doktorska na ten temat (Šabalina 2011) czy praca zbiorowa Čisla v sisteme kul’tury (2012).&#13;
Znaczeń poszczególnych liczb można także szukać w słownikach symboli&#13;
(szczegółowa lista w Bibliografii, w części Słowniki i leksykony). Cechą takich haseł&#13;
jest całościowa eksplikacja symboliki czyli inwentaryzacja znaczeń, które pojawiają się w różnych kontekstach kulturowych. Wieloznaczne hasła stanowią jednak&#13;
tylko przyczynek do analizy i interpretacji danego aspektu symboliki występującej&#13;
w polskim folklorze.&#13;
Niewielki zbiór opracowań teoretycznych na gruncie polskiej etnologii i folklorystyki jest niewspółmierny z obecnością liczb w tekstach źródłowych, gdyż występują one niemal we wszystkich materiałach etnograficznych i tekstach folkloru&#13;
dotyczących polskiej i słowiańskiej kultury ludowej. Bogactwo wskaźników liczbowych można odnaleźć zarówno u Oskara Kolberga, Henryka Biegeleisena czy&#13;
Adama Fischera, jak i w bardziej współczesnych monografiach regionalnych i materiałach z badań terenowych. Częstotliwość występowania liczb w danych źródłowych zaprzecza przypadkowości, ale nie znajduje odzwierciedlenia w tekstach&#13;
naukowych. Monografia, w której zostanie przeprowadzona analiza i interpretacja&#13;
liczb w polskiej kulturze ludowej, uzupełni więc lukę badawczą.&#13;
&#13;
Metoda&#13;
W pracy zastosowano metodologię etnolingwistyczną, która jest kierunkiem&#13;
współczesnego językoznawstwa. Wywodzi się ze strukturalizmu, mieści się w nurcie kognitywizmu o charakterze transdyscyplinarnym. Jej celem jest rekonstrukcja&#13;
sposobu poznania świata właściwego myśleniu potocznemu (Adamowski, Smyk&#13;
2010, 87–88), która wyraża się w zamierzeniu, „by wychodząc od języka docierać do człowieka, do jego sposobów pojmowania świata” (Bartmiński 1986a, 17).&#13;
Podstawowym założeniem teoretycznym tej dyscypliny jest przekonanie, że język&#13;
1&#13;
Z tego tomu, zredagowanego przez Toporowa, pochodzi także inny artykuł na temat liczb:&#13;
Čislovoj kod v nekotorych tipach rumynskich zagovorov (Svešnikova 2005).&#13;
&#13;
⩶ 15 ⩶&#13;
&#13;
�i kulturę łączy tak głębokie pokrewieństwo, że powinny być badane w powiązaniu. Język niesie skodyfikowane interpretacje rzeczywistości, jest klasyfikatorem&#13;
doświadczeń i interpretantem świata, a także swoistym archiwum kultury, gdyż&#13;
przechowuje pamięć o przeszłości, z tego względu więc warto eksponować znaczenia symboliczne i mitologiczne. Etnolingwistykę należy traktować jako dyscyplinę naukową syntetyzującą dane dialektologiczne, folklorystyczne i etnograficzne,&#13;
w której analiza materiałów archiwalnych łączy się z intensywną pracą terenową,&#13;
bazującą na zapisywaniu relacji w formie wywiadów uzyskiwanych bezpośrednio&#13;
od żyjących ludzi. Jest to więc łączenie prac polegających na zbieraniu materiałów,&#13;
analitycznych i interpretacyjnych z edytorstwem tekstów i materiałów źródłowych (Bartmiński 2016, 12).&#13;
Dyscyplina, która skupia uwagę na relacjach języka i kultury, ma początek&#13;
w pracach Johanna G. Herdera, Wilhelma von Humboldta, Franza Boasa, Edwarda Sapira i Benjamina Whorfa. Obecnie prace przynależne do nurtu etnolingwistycznego prowadzone są w wielu krajach słowiańskich. W rejonie Europy&#13;
Środkowo-Wschodniej można jednak wskazać dwa centralne ośrodki: moskiewski Nikity i Swietłany Tołstojów, kojarzony z nurtem etnolingwistyki dialektologicznej o orientacji semiotycznej, oraz lubelski – związany z osobą Jerzego Batmińskiego, sytuowany w nurcie etnolingwistyki antropologiczno-kognitywnej&#13;
i zorientowany lingwistycznie (Niebrzegowska-Bartmińska 2010, 21). Problemy&#13;
teoretyczne związane z tą dyscypliną oraz przykłady jej implementacji są publikowane i dyskutowane na łamach czasopisma „Etnolingwistyka”, zostały przedstawione także w licznych publikacjach (Bartmiński 1986a, 1988, 1993a, 1996,&#13;
1998, 2004, 2006, 2007, 2012, 2016 i inne; Bartmiński, Niebrzegowska-Bartmińska 1998; Bartmiński, Tokarski 1993; Adamowski 1999; Kajfosz 2001; Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 2010, 2013; Różyło 2004; Smyk 2009a; Marczewska&#13;
2012; Szadura 2017; Nowosad-Bakalarczyk 2018; Kielak 2020 i innych). W 2020&#13;
r. ukazała się obszerna monografia Definiowanie i profilowanie pojęć w (etno)lingwistyce autorstwa Stanisławy Niebrzegowskiej-Bartmińskiej. Autorka porządkuje i systematyzuje rozległą wiedzę, a publikacja ma charakter teoretyczny i metodologiczny oraz prezentuje przykłady analizy wybranych haseł.&#13;
Zasadniczym celem metody etnolingwistycznej jest rekonstrukcja językowego obrazu świata. Definicja tego terminu została po raz pierwszy sformułowana na gruncie polskim przez Walerego Pisarka (Pisarek 1978, 143). Definiowali go także w połowie lat osiemdziesiątych Jerzy Bartmiński i Ryszard Tokarski&#13;
(Bartmiński, Tokarski 1986, 72) oraz Renata Grzegorczykowa (Grzegorczykowa&#13;
1999, 41). W późniejszych opracowaniach Bartmiński zmodyfikował definicję&#13;
⩶ 16 ⩶&#13;
&#13;
�językowego obrazu świata, która zyskała następujący kształt: „Jest zawartą w języku, różnie zwerbalizowaną interpretacją rzeczywistości dającą się ująć w postaci&#13;
sądów o świecie. Mogą to być sądy ‘utrwalone’, czyli mające oparcie w samej materii języka, a więc w gramatyce, słownictwie, w kliszowanych tekstach, ale także&#13;
sądy presuponowane, tj. implikowane przez formy językowe, utrwalone na poziomie społecznej wiedzy, przekonań, mitów i rytuałów” (Bartmiński 2012, 12).&#13;
Badacze i badaczki zwracali uwagę także na kulturowy obraz świata, który jest&#13;
pojęciem szerszym w stosunku do językowego obrazu świata. Oprócz elementów&#13;
językowych mieszczą się w nim również elementy produkowane za pomocą innych systemów znakowych, jak: mimika, gesty, zachowanie, ale również komponenty naukowe, ideologiczne, religijne, gospodarcze czy ekonomiczne (Anusiewicz, Dąbrowska, Fleischer 2000). Jan Adamowski i Katarzyna Smyk proponują&#13;
„wprowadzenie – i niestosowanie zamiennie z językowym obrazem świata – pojęcia językowo-kulturowego obrazu świata, które każe zwrócić uwagę na fakt, że&#13;
równoprawnym dla danych z poziomu języka jest zestaw danych o charakterze&#13;
semiotycznym, pochodzących z innych niż język systemów znakowych. Pozostają&#13;
one względem siebie izomorficzne i stanowią kontekst interpretacyjny dla tekstów kultury, w tym także tekstów folkloru” (Adamowski, Smyk 2010, 94; zob.&#13;
też Smyk 2009a).&#13;
Przedmiotem opisu w ramach etnolingwistyki są stereotypy i symbole.&#13;
Na gruncie lingwistyki kulturowej stereotyp jest traktowany jako konstrukt&#13;
mentalny, który pośredniczy w komunikacji człowieka z otoczeniem (Masłowska 2012, 43–44; zob. Bartmiński 2007). Jerzy Bartmiński definiuje to pojęcie&#13;
jako „subiektywnie determinowane wyobrażenie przedmiotu obejmujące zarówno cechy opisowe, jak i wartościujące obraz, oraz będące rezultatem interpretacji&#13;
rzeczywistości w ramach społecznych modeli poznawczych” (Bartmiński 1998,&#13;
64)2. Powyższe rozumienie uwzględnia więc podmiot, w stosunku do którego&#13;
zrelatywizowany jest obraz danego przedmiotu. Stereotyp jest nieodłącznym&#13;
elementem języka, w szczególności potocznego. Cechuje się dużym stopniem&#13;
stabilizacji, gdyż wyraża utrwalone sądy o danym obiekcie, które nosiciele języka&#13;
uznają za wiarygodne bez konieczności ich sprawdzania. Stereotyp jest więc językowo-kulturowym wyobrażeniem, które jest motywowane przez obiektywne&#13;
cechy rzeczy i przez czynnik subiektywny. Z tego względu zawiera treści opisowe oraz aksjologiczne. Wbrew potocznemu znaczeniu leksem stereotyp nie ma&#13;
Definicja stereotypu, którą cytuję tu z wydania późniejszego, została sformułowana przez&#13;
Jerzego Bartmińskiego w 1980 r. wraz z opublikowaniem Zeszytu próbnego Słownika językowych&#13;
stereotypów ludowych (SJSL).&#13;
2&#13;
&#13;
⩶ 17 ⩶&#13;
&#13;
�wartości jedynie negatywnej. Dostarcza on nie wiedzy na temat, którego dotyczy, ale raczej informacji o jego twórcach i ich sposobach oswajania świata (Bartmiński 1998, 65).&#13;
Interesująco przedstawia się kwestia odróżnienia stereotypu od symbolu, jeżeli sięgniemy do powstającego w lubelskim ośrodku etnolingwistycznym Słownika stereotypów i symboli ludowych. Mianowicie Zeszyt próbny przywołanego słownika, który ukazał się w 1980 r. pod redakcją Jerzego Bartmińskiego, nosił tytuł:&#13;
Słownik ludowych stereotypów językowych (SLSJ), zaś pierwszy tom, który wyszedł&#13;
drukiem w 1996 r., a w związku z tym i cała seria, zmieniły tytuł na Słownik stereotypów i symboli ludowych (SSiSL). We wstępie redaktor serii w następujący&#13;
sposób definiuje jednostki opisu: „Przez «stereotyp» rozumiemy tu – najogólniej mówiąc – wyobrażenie przedmiotu uformowane w pewnej społecznej ramie&#13;
doświadczeniowej i określające, czym przedmiot jest, jak wygląda, jak działa, jak&#13;
jest traktowany przez człowieka (Putnam 1975), zarazem wyobrażenie utrwalone&#13;
w języku, dostępne poprzez język i przynależne do wspólnotowej wiedzy o świecie. Przykładowo słońce jest darzone sympatią i swego rodzaju czcią, jest postrzegane nie tylko jako źródło światła i ciepła, ale też zadowolenia, radości, szczęścia;&#13;
w jakiś sposób wciąż jest traktowane jako żywe, bo porusza się po niebie, wschodzi&#13;
i zachodzi, mówi się o nim, że jest złote, w czym zawiera się nie tylko charakterystyka koloru, ale i wyraz subiektywnego stosunku człowieka do niego itd. […] Przez&#13;
«symbol» rozumiemy takie wyobrażenie przedmiotu, które jest traktowane jako&#13;
reprezentant innego wyobrażenia w ramach większego układu znaków: słońce to&#13;
w kulturze ludowej twarz lub oko Boga, który z wysoka patrzy na świat, to samo&#13;
życie, dobro, doskonałość itp., a z drugiej strony jego emblematami, zastępnikami, są: jajko, wąż, dąb, gołąb, biedronka i inne, pozostające ze słońcem w mniej&#13;
lub bardziej wyraźnych powiązaniach i przejmujące pewne jego cechy i funkcje”&#13;
(Bartmiński 1996, 9).&#13;
W kontekście symboliki liczb warto rozjaśnić pojęcie symbolu i odróżnić je&#13;
od stereotypu. Liczby w wielu kontekstach kultury ludowej funkcjonują jako rozbudowane i wieloaspektowe symbole, a zatem nie tylko w prosty sposób wskazują&#13;
coś poza sobą, ale generują więcej znaczeń i funkcji. Poszerzę więc refleksję nad&#13;
nimi, tym bardziej że pojęcie symbolu „choć stosowane powszechnie i obrosłe&#13;
bogatą literaturą, nie ma satysfakcjonującej definicji operacyjnej, to znaczy takiej&#13;
metodologii opisu, która przedmiotowi pozwalałaby w sposób przewidywalny,&#13;
«kontrolowany» przypisywać określone znaczenia symboliczne” (Niebrzegowska-Bartmińska 2013, 127). W kulturze tradycyjnej, której depozytariusze i depozytariuszki podzielają magiczno-religijny pogląd na świat, symbole (w tym liczby),&#13;
⩶ 18 ⩶&#13;
&#13;
�mity i rytuały mówią zawsze o sytuacji ostatecznej człowieka, to znaczy tej, którą człowiek odkrywa, uświadamiając sobie swoje miejsce we wszechświecie, a nie&#13;
tylko o jego sytuacji historycznej (Eliade 2009a, 41). Pokazują także paralelizm&#13;
struktur kosmicznych i ludzkich, pełnią zatem funkcję przybliżania kosmosu,&#13;
oswajania go, a także pokazywania indywidualnego doświadczenia w wymiarze&#13;
ogólnym (Eliade 1994, 218; Masłowska 2012, 31)3. Człowiek odczytuje sacrum&#13;
z elementów świata, dlatego hierofania przybiera postać słońca, księżyca, wody,&#13;
roślin i zwierząt (Ricoeur 1986, 14–16). Paul Tillich twierdzi, że wyróżnikiem&#13;
symbolu religijnego jest reprezentowanie rzeczywistości ostatecznej. Można powiedzieć, że symbol otwiera głębsze warstwy rzeczywistości i duszy człowieka na&#13;
numinosum (używając terminu Rudolfa Otto). W symbolu religijnym da się wyróżnić dwie podstawowe warstwy – transcendentną, która wykracza poza rzeczywistość empiryczną, oraz immanentną, która jest poznawalna zmysłowo, dlatego&#13;
sprawia, że elementy niewidzialne, transcendentne czy idealne stają się dostępne&#13;
ludzkiej percepcji. Między innymi ta właściwość decyduje o tym, że symbol posiada wewnętrzną moc, która konstytuuje jego religijny charakter (Tillich 1991,&#13;
148–149; zob. też Springer 2004, 258–259). Na podobny aspekt charakterystyki&#13;
symbolu zwraca uwagę Victor Turner. Badacz ten przyjmuje, że symbol jest najmniejszym elementem rytuału, ukształtowanym pod wpływem kontekstu działania. Jest on podstawowym nośnikiem „energii” rytualnej (Turner 2006, 27; zob.&#13;
W pracy Lecha Miodyńskiego Symbole miejsca w kulturze i literaturze macedońskiej znajdujemy&#13;
charakterystykę poszczególnych teorii symbolu, które autor prezentuje, powołując się na innych badaczy i badaczki. Warto w tym miejscu skrótowo je przytoczyć, gdyż dają one spojrzenie całościowe. Autor&#13;
na wstępie opisuje trzy koncepcje tradycyjne. W pierwszej z nich pojęcie symbolu wynika z jego mocy&#13;
ewokacyjnej powiązanej z absolutną siłą wyższą. W drugiej symbol kopiuje świat niedostępny zmysłom,&#13;
jest zatem łącznikiem między makro- i mikrokosmosem. W trzeciej koncepcji symbol przynależy do&#13;
dziedziny sztuk plastycznych i literatury. Spośród teorii współczesnych Miodyński wymienia substytutywizm, zakładający, że między składnikami symbolu zachodzi ścisła zależność, decydująca o odpowiedniości całych systemów symbolicznych, a także interakcjonizm, który podkreśla dynamiczny charakter połączenia poszczególnych elementów symbolu, a także akcentuje rolę języka jako instrumentu&#13;
i zarazem obiektu manifestowania się relacji symbolicznych. Kolejno zostaje wskazany nurt koncepcji&#13;
psychoanalitycznych, w szczególności zaś freudyzm i jungizm, które z kolei stały się inspiracją dla teorii&#13;
pansymbolicznych spod znaku Ernsta Cassirera. Przywołuje także stanowisko grupy konceptualistów&#13;
przekonanych o powszechności zjawiska symbolizmu w całej historii kultury. Bliska temu poglądowi&#13;
jest szkoła psychologii kognitywnej. Zaś w klasycznej orientacji antropologii kulturowej, szczególnie&#13;
w jednym z jej nurtów, czyli chicagowskiej antropologii symbolicznej (Clifford Geertz, Victor Turner,&#13;
Mary Douglas) odnoszono się do konkretnego kontekstu, w którym symbol funkcjonuje. Miodyński&#13;
wymienia także inne nazwiska badaczy, którzy wnieśli istotny wkład do rozważań teoretycznych nad&#13;
symbolem, jak Mircea Eliade i Tillich, docenia jeszcze naturalistyczno-biologiczno-genetyczną koncepcję Dana Sperbera. Ponadto charakteryzuje nurt socjologiczny, w którym najistotniejsze znaczenie mają&#13;
funkcje symbolu w społeczeństwie (Miodyński 2011, 35–50).&#13;
3&#13;
&#13;
⩶ 19 ⩶&#13;
&#13;
�też Szyjewski 2006, XVIII). Dwoistość, która charakteryzuje strukturę symbolu,&#13;
Turner określa mianem polaryzacji znaczenia. Istnieją zatem dwa bieguny: „ideologiczny”, gdzie lokują się elementy związane z moralnym i społecznym porządkiem, abstrakcyjnymi normami i wartościami, oraz drugi, nazwany „sensorycznym”, gdzie zachodzą procesy naturalne i fizjologiczne, związane z zewnętrzną&#13;
formą symbolu (Turner 2006, 37–39).&#13;
Bogusław Żyłko, referując założenia szkoły tartusko-moskiewskiej, także&#13;
podkreśla dwoistą naturę symbolu, oddaje on bowiem pewną treść, która służy&#13;
z kolei jako plan wyrażania cennych kulturowo sensów. Zarówno w planie wyrażania, jak i w planie treści stanowi pewien tekst, czyli ma jedno znaczenie, i granicę, która pozwala wyodrębnić go z kontekstu semiotycznego, stąd cechą symbolu&#13;
jest znakowość czy figuratywność. Jego kolejnym wyróżnikiem jest archaiczność,&#13;
gdyż wiele symboli sięga czasów sprzed wynalezienia pisma, stanowiły one nośnik&#13;
sensów funkcjonujący w kulturze oralnej. Kilkutysięczny rodowód symbolu uprawomocnia stwierdzenie, że jest on ponadczasowy, niweluje diachronię, stanowi&#13;
pomost łączący czas i przestrzeń, zapobiega, mówiąc po Łotmanowsku, powstaniu&#13;
kulturowej wieży Babel. Z tą cechą wiąże się integrująca funkcja symbolu, gdyż zapewnia on komunikację pomiędzy różnymi sferami kosmosu i warstwami kultury.&#13;
Symbole są elementem uniwersalnej gramatyki kultury, a także generatorem pamięci oraz gwarantem ciągłości tradycji. Badacze ze szkoły tartusko-moskiewskiej&#13;
podkreślają jeszcze „giętkość” symbolu, czyli fakt, że modeluje on swoje znaczenie&#13;
w zależności od kontekstu. Z jednej strony więc symbol przenika diachronię kultur, przypominając o prastarych podstawach, z drugiej strony koreluje z konkretnym otoczeniem historycznym i kulturowym, zmieniając w stosunku do niego&#13;
niektóre aspekty znaczenia (Żyłko 2009, 221–236).&#13;
Symbol jest także wieloznaczny, a nawet wewnętrznie sprzeczny, dlatego nie&#13;
może zostać wyjaśniony jednoznacznie. Klarowne eksplikacje wręcz odbierają mu&#13;
funkcję narzędzia badawczego, jest on bowiem wielowarstwowy, tak jak złożony&#13;
i niejednorodny jest świat, a wielość rzeczy i działań może być reprezentowana przez&#13;
jeden układ (Eliade 2009a, 15–16; Turner 2006, 37–39). Indeks przywołanych tutaj cech i funkcji symbolu uzupełnia stwierdzenie, że ma on charakter społeczny.&#13;
Funkcjonuje bowiem, jeśli powszechnie uznaje się jego znaczenie. Jest on nie tylko&#13;
przez członków danej wspólnoty zrozumiały, ale także wskazuje istotę tożsamości,&#13;
informuje na przykład o statusie społecznym, stanie cywilnym czy wieku. Celem&#13;
symbolu jest zaś połączenie cząstki, jaką jest człowiek, z jednością wyższego rzędu:&#13;
ze społeczeństwem i kosmosem (Eliade 2009b, 464–465). Symbol jest nośnikiem&#13;
wartości najważniejszych dla danej wspólnoty (Niebrzegowska-Bartmińska 2015).&#13;
⩶ 20 ⩶&#13;
&#13;
�Można wyróżnić grupę badaczy pansymbolistów, według których symbolizm&#13;
jest wyróżnikiem ludzkiej percepcji świata (Cassirer 1971; Durand 1986; Eliade&#13;
2009a; Lurker 2011). Clifford Geertz podkreśla wagę i potrzebę badania strefy&#13;
symbolicznej, gdyż człowiek jest „zwierzęciem poszukującym znaczeń”, a symbole&#13;
ułatwiają orientację w świece i są strategiami umożliwiającymi opanowanie sytuacji (Geertz 2005, 166–167).&#13;
Istnieją dwie podstawowe materie, które posłużyły do formowania znaczeń&#13;
symbolicznych: świat przyrody i ciało ludzkie. Zrąb wielkich symboli powstał&#13;
w czasach, gdy medium spotkania ze świętością stanowiła przyroda (Miodyński&#13;
2011, 44), dlatego zmiany cywilizacyjne mają niewątpliwy wpływ na podejście do&#13;
symboliki, ale nie są w stanie wyrugować jej z kultury. Natomiast ciało niezmiennie pozostaje „epicentrum” oglądu świata, stąd trwałość symboliki somatycznej.&#13;
Udział w formowaniu się symboli ma także kontekst historyczny i kulturowy.&#13;
Badacze i badaczki akcentowali także wielokodowść symbolu, który przejawia się przede wszystkim pod postacią słowa, ale może przybrać także formę&#13;
przedmiotu, gestu, czynności, fragmentu przestrzeni czy charakterystycznego&#13;
odcinka czasu. W kulturze opartej na oralności znacznie wzrasta ranga kodów&#13;
niewerbalnych, gdyż kontekst współtworzy ogólny sens zwyczajów (Bartmiński&#13;
1990a, 123–148). Nikita I. Tołstoj pisze o izomorficznych postaciach symbolu,&#13;
występującego w obrzędzie w trzech aspektach, które określa jako: realny (przedmiotowy), akcjonalny (skuteczny) i werbalny (językowy) (Tolstoj 1995; zob. też&#13;
Turner 2006, 27; Niebrzegowska-Bartmińska 2013, 129–132).&#13;
Przy rekonstrukcji językowo-kulturowego obrazu świata, który w kulturze&#13;
ludowej jest budowany przez stereotypy i symbole, istotne jest uwzględnienie&#13;
punktu widzenia. Jego definicja brzmi: „czynnik podmiotowo-kulturowy, determinujący sposób mówienia o przedmiocie, w tym o jego kategoryzacji, wyborze podstawy onomazjologicznej przy tworzeniu jego nazwy oraz cech, które są&#13;
o przedmiocie orzekane w konkretnych wypowiedziach i utrwalone w znaczeniu.&#13;
Przyjęty przez podmiot mówiący jakiś punkt widzenia funkcjonuje więc jako zespół dyrektyw kształtujących treść i strukturę treści słów i całych wypowiedzi, dając też podstawę do identyfikacji gatunków mowy i stylów językowych” (Bartmiński 2012, 78). Punkt widzenia wpływa na odmienne ujmowanie postrzeganego&#13;
przedmiotu: funkcjonalne, percepcyjne lub kulturowe.&#13;
Kolejnym pojęciem istotnym dla rekonstrukcji językowo-kulturowego portretu świata jest profilowanie, w przypadku którego dużą rolę odgrywają takie&#13;
czynniki jak typ racjonalności, wiedza o świecie i wartościowanie, przede wszystkim jednak punkt widzenia. Z tego względu profilowanie jest operacją stricte&#13;
⩶ 21 ⩶&#13;
&#13;
�podmiotową, podejmowaną z określoną intencją w imię założonych celów.&#13;
Efektem działania wymienionych czynników jest interpretacja danego przedmiotu&#13;
w ramach określonego modelu poznawczego, poprzez jego specyficzne ukształtowanie, czyli stworzenie jego profilu, który jest „subiektywną (tj. mającą swój podmiot) operacją językowo-pojęciową polegającą na swoistym kształtowaniu obrazu&#13;
przedmiotu poprzez ujęcie go w określonych aspektach […] w ramach pewnego&#13;
typu wiedzy i zgodnie z wymogami określonego punktu widzenia” (Bartmiński,&#13;
Niebrzegowska 1998, 212). Kategoryzacja polega na charakterystyce przedmiotu&#13;
hasłowego ze względu na różne kategorie, zwane także fasetami czy domenami&#13;
(por. Wierzbicka 1999, 83–137). Tworzenie językowo-kulturowego obrazu danego przedmiotu musi uwzględniać także wartościowanie, które stanowi wstęp&#13;
do wyżej wymienionych operacji4.&#13;
Narzędziem opisu znaczenia w ramach etnolingwistyki jest definicja kognitywna. Jej struktura, jak i sama nazwa zostały wypracowane w lubelskim ośrodku&#13;
etnolingwistycznym, zastosowano ją natomiast w Słowniku stereotypów i symboli&#13;
ludowych (SSiSL I–II). Definicja kognitywna cechuje się kategorialnym (fasetowym) uporządkowaniem zdań definicyjnych. Wprowadzenie pojęcia fasety&#13;
pozwala zdać sobie sprawę z wielości możliwych punktów widzenia, które pozostają w związku z określonym typem podmiotu postrzegającego, kreującego subiektywną wizję danego przedmiotu (Bartmiński 2004, 17). Definicja taka pokazuje strukturę kognitywną pojęcia także poprzez wewnętrznie zorganizowaną&#13;
strukturę faset, wyznaczając te wyraziście dokumentowane i lepiej wypełnione&#13;
treścią oraz te, które pozostają dla obrazu danego wycinka świata drugorzędne&#13;
(Adamowski, Smyk 2010, 99). W takiej definicji zostają uwzględnione konotacje&#13;
utrwalone społecznie i wyrażone tekstowo, stereotypy i cechy uwypuklone przez&#13;
kontekst kulturowy (Bartmiński, Tokarski 1993, 47–61), oprócz materii językowej konieczne jest więc uwzględnienie danych „przyjęzykowych”, czyli utrwalonej&#13;
społecznie wiedzy o świecie wspólnej nadawcy i odbiorcy oraz towarzyszących jej&#13;
wierzeń i przekonań (Bartmiński 2012, 14). Ponadto naukowy charakter definicji&#13;
zostaje odrzucony na rzecz wiedzy potocznej, czyli tego, co ludzie rozumieją pod&#13;
określonymi słowami. Przedmiotem opisu jest wyobrażenie przedmiotu typowego (prototypowego, stereotypowego). Definicja taka zostaje określona mianem&#13;
eksplikacji, gdyż operując formą opisu otwartego, włącza cytaty (stają się one inSzerzej na temat wartościowania zob. Puzynina 2013; Wartości w językowo-kulturowym obrazie&#13;
Słowian i ich sąsiadów, t. 3: Problemy eksplikowania i profilowania pojęć, red. Iwona Bielińska-Gardziel,&#13;
Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska, Joanna Szadura, Lublin 2014 i inne prace, które ukazały się&#13;
w ramach „czerwonej serii” Instytutu Filologii Polskiej UMCS.&#13;
4&#13;
&#13;
⩶ 22 ⩶&#13;
&#13;
�tegralnymi elementami hasła), to znaczy nadaje im funkcje nie tylko egzemplifikujące, ale także wyjaśniające (eksplikacyjne) (Bartmiński, Tokarski 1993, 59).&#13;
Świadomość językowa ma bowiem kilka różnych poziomów; istnieją fakty, które&#13;
znajdują się blisko powierzchni, ale są również takie, ukryte głęboko, a nawet bardzo głęboko pod powierzchnią, stąd wypowiedzi informatorów należy traktować&#13;
jako jeden rodzaj danych, a następnie należy je interpretować i tłumaczyć (Wierzbicka 1999, 415).&#13;
Poddawane analizie leksemy reprezentują różne desygnaty, które są zróżnicowane gatunkowo. Są to więc przedmioty, elementy świata przyrody, ludzie,&#13;
pojęcia abstrakcyjne itd. Struktura kognitywna każdego z nich będzie kształtowana odmiennie. Liczby należą do tej ostatniej kategorii, która do tej pory nie&#13;
była często opracowywana (zob. Wójtowicz 2013c) – pojęcia abstrakcyjne będą&#13;
przedmiotem analizy w kolejnych tomach SSiSL. Dodatkowo w kulturze ludowej&#13;
liczby nie funkcjonują jako samodzielne abstrakty, gdyż ilość jest scementowana&#13;
z jakością. Z tego względu łączą się z innymi bytami, nawzajem modyfikując swoje&#13;
znaczenia, uzupełniając je, lub tworzą nową wartość symboliczną. Przedmiotem&#13;
analizy w niniejszej pracy są więc zestawienia liczb z policzalnymi fragmentami&#13;
rzeczywistości5. Ciąg liczbowy w kulturze ludowej jest ponadto heterogeniczny.&#13;
Liczby nie są sobie równe pod względem statusu, ale są liczby o większym i mniejszym znaczeniu. W książce zostały uwzględnione te, które pojawiają się z największą częstotliwością, wyróżniają się i są mocno obudowane symbolicznie. Ponadto&#13;
istotna była reprezentatywność, stąd uwzględniono zróżnicowane semantycznie&#13;
liczby z pierwszej dziesiątki, ale także dwunastkę i setkę.&#13;
W rozdziale pierwszym następuje wprowadzenie do świata liczb. Zostaje więc&#13;
wskazana historia i znaczenie leksemów liczba i liczyć oraz pokrótce przybliżona&#13;
historia wynalezienia liczb. Kolejno opisuję znaczenie przypisywane przez depozytariuszy i depozytariuszki kultury ludowej czynności liczenia oraz konceptowi&#13;
obecnemu w wielu tekstach folkloru. Rozdział drugi dotyczy znaczenia opozycji&#13;
parzystość – nieparzystość w języku, gdzie jednym z jej wykładników leksykalnych&#13;
jest cetno i licho; a także w kulturze, gdzie symbolizuje zamknięcie – otwarcie. Rozdziały od trzeciego do dziewiątego stanowią eksplikację wybranych liczb, takich&#13;
jak 1, 2, 3, 4, 7, 12 i 100. Każdy z nich jest podzielony na podrozdziały, które&#13;
wyznaczają kolejne fasety. A zatem na wstępie została zaprezentowana ogólna&#13;
symbolika liczb, opracowana przede wszystkim na podstawie słowników symboli.&#13;
5&#13;
Por. definicje kognitywne złotych, srebrnych i żelaznych przedmiotów autorstwa Katarzyny Prorok (SSiSL I/4, 207–278, 303–321, 364–387).&#13;
&#13;
⩶ 23 ⩶&#13;
&#13;
�Następnie wskazano takie fasety jak kolekcje, czas, przestrzeń, postacie, zwierzęta, atrybuty, miary, działania na liczbach oraz funkcje. Każdy rozdział kończy&#13;
podsumowanie. Wzorem dla takiego układu były definicje kognitywne zawarte&#13;
we wspomnianym już Słowniku stereotypów i symboli ludowych, jednak zaprezentowane w poszczególnych rozdziałach opisy nie stanowią całościowych i wyczerpujących eksplikacji poszczególnych liczb. Zostały one opracowane na podstawie&#13;
wyboru, prezentują najczęściej pojawiające się wątki, najlepiej udokumentowane&#13;
oraz wyselekcjonowane ze względu na ich unikalny charakter. Z tego względu zestaw faset jest powtarzalny, ale nie jest identyczny w odniesieniu do każdej z liczb.&#13;
&#13;
Podstawa materiałowa&#13;
W pracy wykorzystałam dwa rodzaje źródeł: zastane i wywołane. Podstawę analizy stanowią więc dane z ogólnopolskich i regionalnych materiałów językowych,&#13;
dialektologicznych, etnograficznych i folklorystycznych, takich jak słowniki językowe, w tym gwarowe, teksty folkloru, zapisy wierzeń, zwyczajów, obrzędów,&#13;
monografie regionalne, w tym dzieła Oskara Kolberga.&#13;
Drugi korpus materiałów źródłowych to relacje pochodzące z własnych&#13;
badań terenowych, prowadzonych w latach 2007–2015. Podstawowym kryterium wyboru informatorów i informatorek był wiek oraz miejsce zamieszkania. Wywiady przeprowadzono z najstarszymi mieszkańcami i mieszkankami&#13;
wsi, gdyż celem badania była rekonstrukcja tradycyjnego obrazu świata, opartego na myśleniu mityczno-magicznym. Większość wywiadów zrealizowano&#13;
na podstawie kwestionariusza badań terenowych (zob. Lutyńska 1984), opracowanego na bazie literatury przedmiotu i materiałów źródłowych. Został on&#13;
podzielony na dwie części. Pytania w pierwszej z nich odnosiły się do liczb&#13;
w poszczególnych dziedzinach kultury ludowej, jak obrzędowość doroczna,&#13;
rodzinna, medycyna ludowa czy demonologia. Pytania w drugiej części dotyczyły bezpośrednio liczb. Materiał został utrwalony na kartach pamięci za&#13;
pomocą dyktafonu cyfrowego. Zgromadzone relacje zostały wybiórczo przetranskrybowane w konwencji półfonetycznej. Wykorzystano także skróconą&#13;
wersję kwestionariusza, która zawierała pytania o konkretne wskaźniki liczbowe, a odpowiedzi udzielono w formie pisemnej. Uwzględniłam także relacje&#13;
z badań terenowych, które wykonałam na potrzeby dwóch prac magisterskich,&#13;
napisanych pod kierunkiem prof. dr. hab. Jerzego Bartmińskiego (Wójtowicz&#13;
2008) i prof. dr. hab. Jana Adamowskiego (Wójtowicz 2010), oraz wywiady,&#13;
które przeprowadziłam dla portalu Etnografia Lubelszczyzny Ośrodka Brama&#13;
⩶ 24 ⩶&#13;
&#13;
�Grodzka Teatr NN. Korzystałam także z materiałów Archiwum Badań&#13;
Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS oraz Pracowni Etnolingwistycznej im. Jerzego Bartmińskiego. Łącznie uwzględniłam relacje kilkudziesięciu informatorów i informatorek, którzy reprezentują 11 województw. Ekscerpowany&#13;
materiał oraz badania własne dotyczą terenu Polski w jej obecnych granicach.&#13;
Zestawienie tekstów odległych w czasie, o rozpiętości chronologicznej od dziewiętnastego wieku po ostatnie lata, pokazuje petryfikację symboliki liczbowej.&#13;
Warto jeszcze zaznaczyć, że wykorzystane w pracy relacje z badań terenowych&#13;
w dominującej większości zostały przekazane przez mieszkanki wsi – kobiety. Wykorzystane relacje pozyskane ze źródeł zastanych także pochodzą w dużej części&#13;
od kobiet. Z tego względu będę używała w pracy przede wszystkim form typu:&#13;
informatorki, depozytariuszki kultury ludowej, mieszkanki wsi oraz form podwójnych. Niewątpliwe żeński punkt widzenia jest ostatnio mocniej akcentowany, czy&#13;
ujmując to bardziej dosadnie: w końcu dostrzeżony, o czym świadczy chociażby&#13;
publikacja Chłopki. Opowieść o naszych babkach (Kuciel-Frydryszak 2023), która&#13;
pokazuje perspektywę kobiet wiejskich. Moim celem nie jest jednak ukazanie obrazu liczb w folklorze w rozróżnieniu na perspektywę żeńską i męską, ale właściwe&#13;
określenie moich rozmówczyń, a pośrednio także zaakcentowanie mocnej obecności kobiet jako depozytariuszek polskiej kultury ludowej.&#13;
&#13;
Podziękowania&#13;
Za pomoc w tworzeniu książki dziękuję Informatorkom i Informatorom, którzy z życzliwością udzielili mi wywiadów. Za opiekę naukową – profesorowi&#13;
Janowi Adamowskiemu, Promotorowi mojej pracy doktorskiej, na podstawie&#13;
której powstała ta książka, a także Promotorce pomocniczej profesor Katarzynie Smyk. Dziękuję Recenzentkom za przychylność i krytyczne uwagi – profesor Ewie Masłowskiej oraz profesor Marcie Wójcickiej, która także zainicjowała&#13;
cały proces tworzenia publikacji. Ogromne podziękowania dla profesor Katarzyny Marcol, redaktorki serii PTL „Biblioteka Literatury Ludowej”, za upór&#13;
w dążeniu do wydania Siódmego nieba…&#13;
Dziękuję Mężowi za wsparcie i przestrzeń do realizowania planów. Mamie za&#13;
pomoc i poświęcony czas, a także za pielęgnowaną od dziecka fascynację kulturą&#13;
ludową. Mama – Elżbieta Wójtowicz jest twórczynią ludową, laureatką nagrody&#13;
im. Oskara Kolberga w kategorii pisarstwo ludowe. Babcia – Krystyna Poczek&#13;
była poetką i śpiewaczką ludową. Jestem także spokrewniona z Janem Pockiem,&#13;
uznawanym za jednego z najwybitniejszych poetów ludowych.&#13;
⩶ 25 ⩶&#13;
&#13;
�Za pomoc dziękuję Rodzeństwu, przede wszystkim Marcie za wsparcie merytoryczno-logistyczno-translatorskie; Przyjaciółkom, szczególnie Ewie Frączek-Biłat za motywowanie i uwagi do tekstu; Teściom – Marii i Waldemarowi za pomoc w opiece nad córeczkami.&#13;
Magdalena Wójtowicz-Deka&#13;
&#13;
�&#13;
&#13;
⩶ 26 ⩶&#13;
&#13;
�1 Liczba i liczenie w kulturze ludowej&#13;
Liczby są obecne w kulturze ludowej w różnych formach. Przede wszystkim funkcjonują liczby indywidualne, bogate w symbolikę i niezwykle przydatne. Ich fenomen polega na dużej użyteczności, gdyż są klarowne, wprowadzają porządek,&#13;
a jednocześnie cechuje je mistyczność i tajemniczość, drzemie więc w nich duży&#13;
potencjał. Już sama czynność liczenia zaprowadza ład, a tym samym oswaja liczone&#13;
elementy. Jednak na tym nie koniec – ma ona o wiele większą moc w sytuacjach&#13;
obrzędowych czy leczniczych, gdyż za jej pomocą można sprowadzać pomyślny&#13;
los i wpływać na wyroki sacrum. Liczby służą do wyrażania wielości, która ma konotacje przede wszystkim pozytywne. Funkcjonują także pod postacią konceptu&#13;
liczbowego.&#13;
&#13;
1.1. Liczba i liczyć – historia i znaczenie leksemów&#13;
Historycznie leksem liczba w północnych językach słowiańskich to nomen actionis od czasownika *ličiti ‘rachować’ z przyrostkiem *-bba, który tworzył nazwy&#13;
czynności. Ma on następujące znaczenia: ‘pojęcie i znak, przy pomocy którego&#13;
wyraża się ilość i prowadzi się rachunek’ oraz ‘ilość, poczet, grono, grupa’ (Sł SE&#13;
4, 240). W innych językach słowiańskich funkcjonuje identycznie zbudowany&#13;
nomen actionis od czasownika *ličiti, ale w znaczeniu ‘czynić widocznym, obwieszać, ogłaszać’, a także ‘kształtować, formować, zdobić’. Stąd też czeskie ličba ‘opis,&#13;
opisywanie, malowanie’, bułgarskie ličba ‘znak, wróżba’ czy ‘uroda, obwieszczenie’&#13;
w dialekcie bułgarskim (Sł SE 4, 241).&#13;
W Słowniku etymologicznym Wiesława Borysia odnajdujemy zaś informacje,&#13;
że liczba funkcjonuje w polszczyźnie od XIV w. w znaczeniu ‘pojęcie i znak, za&#13;
pomocą którego wyraża się ilość’. W staropolszczyźnie leksem ten oznaczał ‘ilość,&#13;
poczet, grono’, ale też ‘określona górna granica ilościowa’, ‘rachunek, obrachunek’,&#13;
⩶ 27 ⩶&#13;
&#13;
�‘sposób liczenia wartości, wartość’, ‘spis’. Pierwotna nazwa czynności została wtórnie skonkretyzowana, oznaczając ‘to, co policzone, ilość’ (Bor SEJP 287–288).&#13;
Liczyć zaś to wyraz ogólno-słowiański: górnołużycki ličić ‘liczyć, rachować’, czeski&#13;
ličit ‘opisywać, przedstawiać; szminkować, malować’, rosyjski dawny i dialektyczny ličit ‘rachować’, cerkiewnosłowiańskie słowo ličiti ‘podawać do wiadomości,&#13;
obwieszczać’, bułgarskie ličá ‘być widocznym, wpadać w oczy; być podobnym’.&#13;
Hipotetyczne formy prasłowiańskie tego leksemu to: *ličiti ‘kształtować, formować, zdobić’, ‘być widocznym, być podobnym’, a w językach północnosłowiańskich ‘rachować, liczyć’ (Bor SEJP 288).&#13;
W Słowniku etymologicznym Andrzeja Bańkowskiego znajdujemy informację, że liczyć to ‘rachować, dodawać (w sensie matematycznym) kolejne jednostki&#13;
wziętego w rachubę zbioru w celu określenia ich sumy liczebnikiem’ i dalej, że dotyczyło to jednostek w naturze, takich jak monety, bydlęta, beczki, worki, snopy,&#13;
fury, albo ich zapisów: znaczków, kresek, karbów na kiju. Takie wskazanie pokazuje, że liczba ściśle wiąże się z tym, co jest liczone. Kolejne znaczenie związane jest&#13;
z czasownikiem liczyć się, tj. ‘być branym w rachubę, zasługiwać, być wartym odnotowania, wzięcia pod uwagę’ (Bań ES 2, 40–41). Etymologia w tym przypadku&#13;
pokazuje, że liczenie od początku było związane z wartościowaniem. Należy także&#13;
zwrócić uwagę na korelację nazwy liczby z bazą dziesiętną. W języku praindoeuropejskim leksem dziesięć oznaczał ‘dwu rąk’, co potwierdza, że bazę dla systemów&#13;
liczbowych stanowiło ludzkie ciało (Ifrah 1990; Mosz Kul 2, 97–107).&#13;
Etymologia leksemów liczba i liczyć oraz definicje z najstarszych słowników&#13;
języka polskiego podpowiadają pewne tropy interpretacyjne1. W Słowniku prasłowiańskim jest definiowana forma *čisti ‘liczyć, rachować’, ‘rozpoznawać znaki;&#13;
odgadywać, wróżyć; zwracać uwagę, spostrzegać, pojmować; rozumieć; mniemać;&#13;
sądzić; zważać; uważać na kogoś, otaczać czcią, poważać’, ale też ‘interpretować, rozumieć tekst biblijny’. Od tego słowa pochodzi także *čitati, tj. polskie czytać (SPr 2,&#13;
206–207). Związek między leksemami liczyć i czytać wiąże się z ich wspólnym pochodzeniem, czego efektem jest także to, że liczenie stało się istotną kategorią umożliwiającą rozumienie i interpretowanie otaczającej człowieka rzeczywistości oraz&#13;
podkreślony został związek liczb z tekstem biblijnym (Gardzińska 2011, 236–241).&#13;
Marta Nowosad-Bakalarczyk wskazuje, że we współczesnych słownikach języka polskiego leksem liczba jest pojęciem matematycznym, którego treścią jest&#13;
wynik liczenia. Liczba w tym znaczeniu jest składnikiem wielu specjalistycznych&#13;
1&#13;
Szerzej na temat wykorzystania etymologii w rekonstrukcji językowego obrazu świata zob.&#13;
Brzozowska 2009; Popowska-Taborska 2012; Jakubowicz 2012.&#13;
&#13;
⩶ 28 ⩶&#13;
&#13;
�terminów naukowych. Oznacza ona też stan liczebny – ogół takich samych lub&#13;
podobnych obiektów, ludzi lub zwierząt. Trzecie z podstawowych znaczeń to ‘grono osób, grupa, kategoria, zbiór kogoś lub czegoś’. Słowo to funkcjonuje także jako&#13;
termin językoznawczy.&#13;
Liczebnik, nazywając pewną kategorię słów używanych do wyrażenia ilości, potwierdza dużą wagę pojęcia liczby w języku (Nowosad-Bakalarczyk 2018,&#13;
103–108). Lubelska etnolingwistka analizuje znaczenie leksemu liczyć we współczesnych słownikach języka polskiego i wskazuje, że jest to wyraz wieloznaczny,&#13;
który ma od 7 do 16 znaczeń. Jedno z naczelnych to ‘wymieniać liczby w ich kolejności’, które obrazuje ścisły związek mówienia z liczeniem, polegający na wyodrębnieniu zbioru, którego elementy są pod pewnymi względami do siebie podobne.&#13;
Drugie z przytoczonych znaczeń, czyli ‘wykonywać działania arytmetyczne, rachować’, zakłada już pewną znajomość abstrakcyjnych liczb. Wyróżnione definicje wskazują, że czynność ta, związana z myśleniem i mówieniem, jest przypisana&#13;
człowiekowi. Ponadto liczy się rzeczy z jego perspektywy cenne, jak pieniądze czy&#13;
czas. Operacja ta ma na celu zdobycie przydatnej wiedzy, ułatwiającej orientację&#13;
w świecie. Derywaty wskazują zaś, że jest to wyraz o dużej aktywności słowotwórczej (Nowosad-Bakalarczyk 2018, 90–103).&#13;
Na temat budowy liczb z pierwszej dziesiątki pisze Mirosława Siuciak: „Specyfikę słowiańską stanowi fakt, że liczebniki główne pod względem morfologicznym&#13;
i składniowym dzielą się na dwie grupy: leksemy określające wartości 1–4 i liczebniki&#13;
nazywające wartości od 5 wzwyż” (Siuciak 2008, 15). Odmienny od pozostałych&#13;
jest status liczebnika jeden, który pod względem numerycznym i składniowym zachowuje się w sposób zbliżony do przymiotnika, ale w funkcji numerycznej nie ma&#13;
kategorii liczby. Podział liczebników z pierwszej dziesiątki na dwie grupy jest pozostałością okresu prasłowiańskiego, w którym leksemy z pierwszej grupy były przymiotnikami, natomiast wyrazy określające liczby od pięciu do dziesięciu, 100 i 1000&#13;
funkcjonowały jako rzeczowniki. Taki podział zarysował się już w okresie praindoeuropejskim, kiedy to tylko liczebniki od jednego do czterech miały pełną odmianę&#13;
przez przypadki i rodzaje, natomiast wyrazy określające wartości od pięciu wzwyż&#13;
były przymiotnikami nieodmiennymi. Ten sięgający odległej przeszłości podział jest&#13;
zgodny z możliwościami percepcyjnymi: istota ludzka na pierwszy rzut oka potrafi&#13;
rozróżnić cztery obiekty, czyli „naturalna zdolność człowieka do bezpośredniego postrzegania liczb nie wykracza poza czwórkę!” (Ifrah 2006, 60). Określenia odpowiadające liczbom od 1 do 4 należą do leksyki podstawowej języka, natomiast leksemy&#13;
nazywające wartości liczbowe od 5 wzwyż, wymagające umiejętności abstrakcyjnego&#13;
liczenia, pojawiły się później, a dalsze kombinacje numeryczne wykształciły się już&#13;
⩶ 29 ⩶&#13;
&#13;
�na wyższym poziomie rozwoju ludzkości (Siuciak 2008, 16). Warto dodać, że szczegółową analizę derywatów od poszczególnych leksemów nazywających liczby przeprowadziła Marta Nowosad-Bakalarczyk (Nowosad-Bakalarczyk 2018, 134–148).&#13;
Georges Ifrah z kolei analizował nazwy wartości liczbowych z pierwszej&#13;
dziesiątki języków indoeuropejskich. Wskazał, że na podstawie dogłębnych badań porównawczych udało się odtworzyć ich hipotetyczne formy. Nie pozostał&#13;
ślad pierwotnych znaczeń tych słów, ale nazwy przechowały świadectwo czasów,&#13;
kiedy liczby większe od dwóch określano mianem „dużo”. Najważniejszym dowodem na istnienie takiego pierwotnego ograniczenia jest obecność liczby pojedynczej, podwójnej i mnogiej. Także analiza leksemów pokrewnych liczbie&#13;
3 potwierdza, że znaczyła ona ‘mnogość, wielość, tłum, nagromadzenie, przekroczenie, najwyższy stopień’, wskazywała więc granicę pojmowania i określoności.&#13;
Leksemy oznaczające liczby z pierwszej dziesiątki nie uległy dużym zmianom językowym w stosunku do ich budowy w języku praindoeuropejskim (Ifrah 2006,&#13;
114–116).&#13;
Uwzględniając w rekonstrukcji językowego obrazu liczb etymologię, można&#13;
wskazać pewne tropy interpretacyjne, które znajdą odzwierciedlenie w analizowanym materiale. Pierwotne znaczenie leksemów liczba i liczyć związane z rachowaniem pozostało bez zmian. Jednakże zostały wskazane także inne znaczenia,&#13;
jak ‘czynić widocznym’ i ‘formować’ – to co jest policzone, zostaje wyróżnione&#13;
z migotliwej i wieloelementowej rzeczywistości, staje się dostrzegalne dla człowieka. Taki pogląd przywodzi na myśl hipotezę Sapira-Whorfa w jej najbardziej&#13;
skrajnym wydaniu, zakładającą determinujący wpływ języka na postrzeganie rzeczywistości. To co jest obecne w języku, może zostać także zauważone w świecie&#13;
realnym (zob. Sapir 1978; Whorf 2002). To co policzone, tak jak to, co nazwane,&#13;
zostaje włączone do ludzkiego świata.&#13;
&#13;
1.2. �Wynalazek liczb – aspekt praktyczny&#13;
i symboliczny&#13;
Umiejętność liczenia to ważny wynalazek w historii cywilizacji i kultury, który&#13;
można uznać za starszy od pisma. Pierwotne formy liczenia to robienie nacięć&#13;
i dziurek na różnych przedmiotach, plecenie węzełków czy przekładanie drobnych przedmiotów. Najstarsze sposoby rachowania zachowały się w etymologii&#13;
liczb, gdyż na przykład nazwa „kalkulować” pochodzi od łac. słowa calculi, które&#13;
oznacza ‘małe kamienie’ (Ifrah 1990, 87; Aczel 2002, 23). Mianem najstarszego&#13;
„liczydła” można określić ludzkie ciało, gdyż liczono na palcach rąk, których liczba&#13;
⩶ 30 ⩶&#13;
&#13;
�ukształtowała bazę dziesiętną, ale wspomagano się także palcami nóg i innymi&#13;
częściami ciała, co doprowadzało rachunki nawet do wartości miliardowych&#13;
(Ifrah 1990, 71–72). Warto także zaznaczyć, że wynalazek liczb nie był wyabstrahowanym dziełem naukowców, ale rozłożoną na tysiąclecia powolną kreacją&#13;
związaną z aktywnością i pracą. Liczenie było potrzebne hodowcy, kiedy jego bydło wychodziło na pastwisko, musiał bowiem w jakiś sposób sprawdzić, czy tyle&#13;
samo sztuk wraca wieczorem, ile wyszło rano.&#13;
Pierwotny etap liczenia polegał na zasadzie odpowiedniości jeden : jeden.&#13;
Pasterz bowiem przy każdym wychodzącym zwierzęciu nacinał kreskę, na przykład na kiju, a po ich powrocie sprawdzał, czy nacięcia i powracające bydło tworzą&#13;
pary. Ludzie z różnych stron świata wykorzystywali do tej czynności także muszle, paciorki, pestki, kostki, patyczki, gliniane kulki czy ziarna kakaowe. W myśl&#13;
zasady odpowiedniości jeden : jeden jest skonstruowany różaniec, który jest używany, aby uniknąć pomyłek – przez chrześcijan przy wielokrotnym powtarzaniu&#13;
modlitw, a przez wyznawców islamu przy wymawianiu imion Allaha. Liczenie&#13;
było także niezbędne podczas określania wielkości łupów wojennych, sprawdzania liczby wojowników po bitwie, wyznaczania daty ważnych świąt czy wymiany&#13;
towarów oraz przy posługiwaniu się pieniędzmi oraz przedmiotami, które wcześniej pełniły ich funkcję (Ifrah 2006, 61–83). Także na obszarze Słowiańszczyzny spotykano umiejętność liczenia do wielkich liczb. Mieszkańcy i mieszkanki&#13;
wsi pomagali sobie w trakcie tej czynności palcami, ziarnami grochu, bobu, fasoli&#13;
czy kukurydzy. Rachowano na stawach zgiętych palców, z uwzględnieniem wewnętrznej i zewnętrznej strony dłoni. Dziesiątki zaznaczano poprzez odkładanie kamyczków i ziarenek. W celu uproszczenia rachunku układano przedmioty&#13;
po dwa, trzy, piętnaście, a także sto (Mosz Kul 2, 97–107). Krystyna Pisarkowa&#13;
zwraca uwagę, że rozwój sposobów liczenia został utrwalony w wyliczankach, na&#13;
przykład poprzez zachowanie nazw liczebników w językach, które już wymarły.&#13;
Ponadto wyliczanki służyły do mierzenia czasu czy liczby przedmiotów.&#13;
Dzieciom, które dawniej musiały pracować, takie miarowe powtarzanie formułek pozornie skracało czas pracy (Pisarkowa 1988, 11–17). Powszechność liczb&#13;
w wyliczankach dziecięcych, utrwalona już w samej nazwie gatunku, podpowiada&#13;
dwa wnioski. Pierwszy z nich wynika ze specyfiki zabawy: „Dzieci pozostawione&#13;
we własnym gronie, uwolnione spod opieki dorosłych, zachowywały się spontanicznie, bawiły się aktywnie i twórczo” (Marcol 2008, 178–179), a więc liczenie&#13;
(bezpośrednie i pośrednie) bardzo naturalnie wkraczało do dziecięcego świata.&#13;
Jednak musiało się to odbywać poprzez naśladowanie tego, co było używane&#13;
przez dorosłych, i tu drugi wniosek: dzieci zaadaptowały pierwotne zachowania&#13;
⩶ 31 ⩶&#13;
&#13;
�obrzędowe, które tym samym zmieniły funkcję na ludyczną i współcześnie są&#13;
znane szerokiemu kręgowi odbiorców (Marcol 2008, 180). Konkludując – liczby&#13;
były obecne w działaniach o charakterze obrzędowym i magicznym (por. Pisarkowa 1988, 8–11).&#13;
Zarówno w kulturach, których historia sięga tysiącleci przed naszą erą, jak&#13;
i w kulturze Słowian liczby nie służyły wyłącznie celom matematycznym. System&#13;
liczbowy stanowił jedną z podstawowych kategorii, za pomocą której człowiek porządkował i interpretował otaczający go chaos. Dzięki liczbom odróżnił siebie od&#13;
grupy, czyli jedność od wielości, rozpoznał dualizm wpisany w kondycję ludzką&#13;
(życie – śmierć) i otaczający go świat (dzień – noc) oraz dostrzegł zasadniczą heterogeniczność sfer wyznaczających porządek życia człowieka (sacrum – profanum).&#13;
Opisał także uniwersum – w układzie wertykalnym dzielone na trzy sfery (niebo,&#13;
ziemię, podziemie), zaś w horyzontalnym na cztery strony świata. Człowiek zauważył pewną powtarzalność czasu i porządek przestrzeni i ujął je w karby systemów liczbowych. Z kolei znaczenie liczb kształtowała obserwacja kosmosu – dostrzeżono na przykład kwadry księżyca, siedem widocznych planet czy dwanaście&#13;
znaków zodiaku. Liczby są tak mocno wrośnięte w kulturę, że antropologiczna&#13;
geneza ich powstania zaciera się lub staje się transparentna, na przykład oczywisty&#13;
jest podział czasu na dwunastomiesięczny rok czy siedmiodniowy tydzień. Obecnie trudno sobie wyobrazić ośmiodniowy tydzień czy trzynastomiesięczny rok,&#13;
choć takie podziały czasu funkcjonowały.&#13;
Użyteczność liczb dla orientacji w rzeczywistości dostrzegli wspomniani pitagorejczycy, którzy sądzili, że cały świat wzoruje się na nich, a one same&#13;
wydają się pierwsze w całej naturze, niebo zaś jest harmonią i liczbą. Utożsamienie rzeczy i liczby wynikało z odkryć Pitagorasa w dziedzinie muzyki oraz&#13;
właściwości figur geometrycznych, które dały się ująć jako stosunki liczbowe ich&#13;
elementów. Liczby pełniły więc funkcję epistemologiczną, wszystkie rzeczy dostępne są poznaniu za ich pomocą – nic nie może być pojęte i poznane bez nich&#13;
(Dadaczyński 2000, 31–32).&#13;
Biblijne sentencje głoszą, że człowiek widzi świat urządzony według miary,&#13;
liczby i wagi (Mdr 11, 20), a włosy na głowie wszystkie są policzone (Łk 12, 7).&#13;
Kiedy zaś w świecie doświadczanym zmysłowo odkryto porządek oparty na kodach liczbowych, przetransponowano go także na izomorficzne zaświaty. Liczby&#13;
zaczęły zatem określać bóstwa – na przykład triady znane są w wielu religiach świata (For Sym 43–44; Her Lek 165–166; Lur Słow 252–253). Dorothea Forstner&#13;
napisała: „Poza realną wartością liczb przeczuwano jeszcze pewne regularności sił,&#13;
zwłaszcza w zakresie liczb, które regularnie występują w zjawiskach i procesach&#13;
⩶ 32 ⩶&#13;
&#13;
�natury. […] Stąd spotykamy się z mistyką liczb w magii i we wszystkich religiach.&#13;
Istnieją święte liczby, to znaczy takie, które zostały objawione przez bogów, albo&#13;
takie, dzięki którym – jak wierzono – można było uzyskać władzę nad zjawiskami&#13;
natury” (For Sym 41). Liczby są więc obecne w kulturze od kilku tysięcy lat, wiążą&#13;
się z obserwacją kosmosu i ludzkiego ciała, a liczenie ułatwia zrozumienie i poznanie rzeczywistości oraz odkrywanie tajemnicy sacrum.&#13;
Wartości liczbowe w kulturze ludowej mają różny status, są więc liczby ważne, pechowe, szczęśliwe lub święte. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że ciąg&#13;
liczbowy w tradycyjnym obrazie świata jest zróżnicowany, podobnie jak przestrzeń i czas. Władimir Toporow pisze, że liczby używane najczęściej niejako „zarażają się” hierarchią, ponieważ ich status odnosi się do poziomu oznaczonego&#13;
pozytywnie, emblematycznego, niemal świętego, a jego odbicie najczęściej pada&#13;
również na to, co jest określane przez te liczby. Zachodzi także relacja odwrotna:&#13;
liczby częściowo przejmują cechy właściwe rzeczownikom oznaczającym „wysokie” przedmioty lub pojęcia. Nie można jednak traktować wszystkich liczb jako&#13;
świętych, gdyż sacrum nie możne istnieć bez profanum. Liczby nie są zatem równe pod względem statusu, podobnie jak pojęcia, które są z nimi łączone. Istnieje&#13;
także współzależność: jeśli coś jest liczone, staje się zindywidualizowane i doprecyzowane, ale także przedmiot, który został policzony, rzuca swój „cień” na liczby, które go określają. Dlatego nie tylko przedmiot jest oznaczony przez liczbę,&#13;
ale także liczba zyskuje pełne znaczenie, gdy wiadomo, które byty określa (Toporov 2005, 194–197).&#13;
&#13;
1.3. Liczenie w polskiej kulturze ludowej2&#13;
Nie tylko konkretne liczby, ale także sama czynność liczenia ma szczególny status w kulturze ludowej. Swietłana Tołstojowa przytacza liczne przykłady ze słowiańskiego folkloru, które pokazują, że liczenie jest wykorzystywane w zabiegach&#13;
magicznych i przypisuje się mu znaczenie zarówno pozytywne, jak i negatywne.&#13;
W tym pierwszym aspekcie funkcjonuje jako działanie o charakterze produktywnym, prognostycznym i ochronnym. Przykładowo: u Słowian wschodnich znane&#13;
są wiosenne obrzędy, podczas których liczono i nazywano wszystkie przedmioty&#13;
w domu i gospodarstwie, w tym bydło, narzędzia czy ubrania, co miało na celu zachowanie i powiększenie gospodarki. Natomiast negatywny aspekt tej czynności&#13;
przejawia się w wierzeniu, że policzenie kolędników mogło spowodować śmierć&#13;
2&#13;
&#13;
Rozdział był drukowany w kwartalniku „Twórczość Ludowa” (zob. Wójtowicz-Deka 2022).&#13;
&#13;
⩶ 33 ⩶&#13;
&#13;
�jednego z nich, zaś efektem rachowania uli przez nieznajomego było zauroczenie&#13;
pszczół (Tolstaja 2010, 208). Z kolei Krystyna Pisarkowa zwracała uwagę, że formuła wyliczania, zanim trafiła do zabaw dziecięcych, miała nadludzką moc, mogła&#13;
bowiem nawet decydować o życiu i śmierci, gdyż pasterze za jej pomocą wybierali&#13;
z trzody zwierzę na ofiarę, a zwycięzcy co dziesiątego spośród pokonanych żołnierzy skazywali na stracenie (Pisarkowa 1988, 9).&#13;
Ponadto Swietłana Tołstojowa zwróciła uwagę na – wynikający z analiz etymologicznych w językach słowiańskich – paralelizm między leksemami czytać,&#13;
liczyć i nadawać imię (2010, 207). Liczenie więc, podobnie jak nazywanie, powołuje do istnienia lub pełni inne ważne funkcje. Tylko bowiem to, co ma swoje&#13;
imię, przyjmuje kształt, zostaje wyróżnione w kalejdoskopie rzeczywistości i jest&#13;
postrzegane przez istotę ludzką.&#13;
&#13;
1.3.1. Symboliczna inwentaryzacja&#13;
W polskiej kulturze ludowej można wskazać sytuacje, kiedy następuje symbo liczna inwentar y zacja domowników poprzez przyporządkowanie im odpowiedniej liczby obrzędowych pokarmów3. W wigilię Bożego Narodzenia opłatek&#13;
jest więc dzielony na tyle kawałków, ilu jest członków rodziny, co poświadcza relacja informatorki:&#13;
No łamało się i ile domowników, na przykład było opakowanie i domowników&#13;
osiem, to na osiem porcji się łamało, a potem resztki niosło się do obory dla zwierząt, w chlebku się ten opłatek ukrywało i żeby krówka zjadła, to mi się podobało&#13;
[HW, p. Pułtusk]4.&#13;
&#13;
W czasie Świąt Wielkanocnych także przestrzegano wymogów liczbowych&#13;
dotyczących ilości przyrządzanego pożywienia. Podawane na śniadanie wielkanocne jajko dzielone jest na tyle części, ilu jest domowników. Według innych&#13;
relacji istotne znaczenie ma liczba jajek święconych w Wielką Sobotę. Przygotowywuje się więc ich tyle, ile osób mieszka w domu, a w niektórych regionach także jedno dodatkowe dla niespodziewanego gościa lub w innych wariantach (przy&#13;
czym adekwatnie do liczby domowników):&#13;
3&#13;
Szerzej na temat symboliki pokarmów obrzędowych można przeczytać w pracy Marioli&#13;
Tymochowicz z 2019 r. (s. 271–275).&#13;
4&#13;
W nawiasie zaznaczono inicjały informatorek i informatorów oraz powiat, w którym dana&#13;
osoba mieszka. Szczegółowe dane zostały zamieszone w końcowej części pracy. Ze względu na&#13;
ochronę danych osobowych nie podaję jednak pełnych imion i nazwisk rozmówców i rozmówczyń.&#13;
&#13;
⩶ 34 ⩶&#13;
&#13;
�Dla każdego, nie wolno było przecinać jajka na pół, każdy dostał jedno jajko całe&#13;
i to jajko musiał pirw zjeść w czasie święcunki rano, jak wrócili z kościoła [UP,&#13;
p. Gostyń];&#13;
Na ogół było tyle jajek, żeby każdy w domu dostał to jajko i jeszcze coś zostało dla&#13;
gościa, który by przyszedł [MWS, p. tatrzański];&#13;
Święconkę to tak jak było, na przykład kiedy ja co pamiętam, jak nas było dwoje&#13;
dorosłych, ja miałam dwoje dzieci, to cztery pisanki, jajka się wkładało do koszyczka [CL, p. Ostrołęka];&#13;
MF: No jajka, to ile osób w rodzinie i jeszcze nieraz jedno w razie ktoś przyjdzie, gość, to jeszcze jedno się święci. JM: U nas cztery osoby, to były dwa jajka&#13;
[MF, JM, p. Kalisz]&#13;
To zależy jaki był koszyk, jaka duża rodzina. [MW: To co to znaczy, że zależało, jaka duża rodzina, to dla każdego musiało być po jednym?] Dla każdego&#13;
święcone, a jak mały koszyk, to najwyży się kroiło to jajko tak na części, ale każdy&#13;
musiał święcone jajko zjeść [MM, p. Wolsztyn].&#13;
&#13;
Koszyczek wielkanocny&#13;
Foto: Marta Wójtowicz.&#13;
&#13;
⩶ 35 ⩶&#13;
&#13;
�Zwyczaj, aby rytualne pożywienie było przygotowywane w ilości odpowiadającej liczbie członków rodziny, skłania do porównania go do przywołanych wyżej&#13;
zwyczajów występujących u Słowian wschodnich. Świąteczny czas tych rytualnych&#13;
czynności cementuje wspólnotę, jest to bowiem communitas, a zatem przestrzeń,&#13;
w której wszyscy są równie ważni i zobligowani do uczestnictwa w obrzędzie.&#13;
Przyporządkowanie pokarmów członkom wspólnoty jest rodzajem inwentaryzacji domowników i ma na celu zaprogramowanie, aby wszyscy doczekali kolejnego liczenia. Jedzeniem dzielono się z bydłem, a więc ono także zostaje włączone&#13;
do wspólnoty. Uczłowieczone za sprawą tego gestu zwierzęta są traktowane na&#13;
równi z innymi domownikami (zob. Kielak 2020, 117–118). Zaś na wschodnich&#13;
terenach Polski ta odpowiedniość rytualnego pokarmu określana za pomocą liczb&#13;
dotyczy nie tylko żywych, ale także zmarłych członków wspólnoty:&#13;
Dwa, przeważnie po dwa kładą [jajka]. Tam, jak dwa groby, przeważnie, tak&#13;
u nas razem tam chowają, rodzina, to tam położą [WD, p. Hajnówka].&#13;
&#13;
O innym wariancie tego wspólnego posiłku ze zmarłymi wspomina Anna Szyfer: na Warmii karmiono żebraków specjalnym pieczywem (tyle chlebów, ile w rodzinie&#13;
dusz zmarłych) (Szyfer MiW 73). Relacja ta pokazuje przyporządkowanie pokarmów żywym i zmarłym członkom rodziny, a tym samym implikuje przekonanie&#13;
o wspólnocie, która trwa pomimo śmierci niektórych jej członków. Jest to wyraz&#13;
solidarności z życiem – stanowiącej kluczową wartość etosu chłopskiego – która&#13;
przejawia się nie tylko w relacjach człowiek – człowiek, człowiek – zwierzę, roślina&#13;
czy kosmos, ale także obejmuje świat nadprzyrodzony, dlatego wierzono, że żywi są&#13;
w stałym kontakcie ze zmarłymi (Niebrzegowska-Bartmińska 2020, 397–398).&#13;
W Wielką Niedzielę wykonywano czynność, która miała zabezpieczać pola,&#13;
na przykład przed burzami czy gradem, i zapewniać przyszły urodzaj, a opierała&#13;
się także na zasadzie adekwatności:&#13;
W Wielką Niedzielę po rezurekcji, po tej rannej mszy, to z tych patyczków tę palmę, to robiło się krzyżyki i nosiło się w pole, ile tam tych działek tego pola było, to&#13;
się ten się ten krzyżyk, tego święconego palma wstawiało [MW: A ile się tych&#13;
krzyży robiło?] No, ile... Jak miał tam trzy kawałki tego pola, czy cztery, to tyle&#13;
się robiło [LO, p. Wieluń].&#13;
&#13;
Funkcję wytwórczą i ochronną ma więc działanie, która polega na sakralizacji przestrzeni, a dokonuje się ona także dzięki temu, że liczba krzyży jest równa&#13;
liczbie działek.&#13;
⩶ 36 ⩶&#13;
&#13;
�Zasada adekwatności dotyczyła także wykonywania innych obrzędowych&#13;
atrybutów, na przykład plecenia wianków w oktawę Bożego Ciała: No różnie ludzie wili, albo, no były takie, ile ludzi jest w domu, to tyle było wianków&#13;
[DG, p. Szydłowiec].&#13;
Liczenie było również uznawane za skuteczny m e d y k a m ent : na Mazowszu&#13;
osobie, która miała pryszcze i chciała się ich pozbyć, zalecano, aby ktoś je porachował (K 42 Maz 397). Przekaz ten koresponduje z innego rodzaju sposobem&#13;
leczenia notowanym w prowadzonych badaniach terenowych:&#13;
Na rence, na sznurek, na rence, jak ci poprzekładała, dwadzieścia cztery jeden od drugiego w taki uodległości. I wtedy dziadek przywiózł te sznurki&#13;
i mówi: „Weź tak po wymionach i zawiunż im na grzbiecie”. I tak zawiunzoł.&#13;
[…] Popatrz, siadłam pod jednu pod drugu, wydoiłam, nie ruszyła się. I wierze&#13;
[MG, p. Puławy].&#13;
&#13;
Liczenie lub wiązanie sznurków w odpowiedniej liczbie jest zatem działaniem, które ma moc sprawczą, wykorzystywaną do pozbycia się choroby. Szerzej&#13;
rzecz ujmując, liczenie w specyficznych kontekstach kultury ludowej nie jest czynnością neutralną, ale działaniem, dzięki któremu można przekształcać niekorzystny los i wpływać na rzeczywistość.&#13;
&#13;
1.3.2. Formuła ile – tyle&#13;
Formuła formuła ile – tyle, która implikuje liczenie, pod postacią ma g i i t oż s a m o ś c i i l o ś c i owe j jest wykorzystywana do składania życzeń, przy przewidywaniach, wróżbach czy zaklęciach (Tolstaja 2010, 212)5. Kumulację takich formuł&#13;
odnajdujemy w życzeniach składanych w okresie świątecznym:&#13;
Abyście mieli telo wołów, kielo w płocie kołów. Byście mieli telo cieliczek,&#13;
kielo w lesie jedliczek. Abyście mieli telo owców, co w kopcu mrowców&#13;
(Smyk Czad 39);&#13;
Ile liści na kapuście,&#13;
tyle dziadów na odpuście.&#13;
&#13;
Jugosłowiański „polaznik” (pierwszy gość w domu na Boże Narodzenie) zrusza węgiel&#13;
w kominku i mówi przy tym: „Ile iskier, tyle owiec, jagniąt, cieląt, świń, pieniędzy, dzieci...” (SD 4, 129);&#13;
białoruskie życzenia ślubne zawierają formułę: „ile w bagnie kęp, tyle życzymy wam synów i córek”&#13;
(SD 1, 191). Na Uralu dziewczyny dowiadywały się, ile będą mieć dzieci, losowo wybierając kawałek&#13;
drewna ze stosu i licząc na nim sęki (Czagin 1998, 91) (Tolstaja 2010, 212).&#13;
5&#13;
&#13;
⩶ 37 ⩶&#13;
&#13;
�Ile panien do zamężcia,&#13;
winszuje wam zdrowia, szczęścia&#13;
(Bart PANLub I, 360)6.&#13;
&#13;
Pieśni życzące oraz szopki bożonarodzeniowe stanowią najstarsze formy polskiego kolędowania, a ich integralnym składnikiem jest „dar słowny”. Dotyczy&#13;
on przede wszystkim dostatku, bogactwa, płodności, plenności roślin i wegetacji&#13;
zwierząt. Liczby zaś, bezpośrednio lub poprzez przywołanie elementów, które cechuje mnogość lub niepoliczalność, są doskonałym narzędziem do wyrażenia idei&#13;
wielości i pomnażania.&#13;
Czas świąteczny sprzyja nie tylko projektowaniu przyszłego dobrobytu poprzez składanie życzeń, ale także przewidywaniu urodzaju:&#13;
Potem kładą się chłopi na wznak na izbie, biorą źdźbła słomy prostej, pozostałej&#13;
od powróseł, i ciskają je na powałę, na belki; ile ździebeł utkwi w powale, tyle kop&#13;
żyta, jak sądzą, zbiorą w żniwa (K 20 Rad 74);&#13;
A to kiedyś, nie wiem, jak teraz, to przynosili snopek słomy, wiązali sie, za obraz&#13;
rzucali taku garść. Jak sie zatrzymało za obrazem, to ile tam tych no tych niby&#13;
słumki, to tyle sie urodzi na drugi rok zboża [ZC, p. Puławy];&#13;
EugW: A w Szczepuna to juz to słume, wszystka zwiunzana była, i zwiunzono&#13;
tak, tako kopa sio nazywała i na pole. Raniutko z tu kopu na pole, zeby to tyle&#13;
było wszystkiego. [Czyli tak pozbierali słomę?] Z obrazów, a nie z ziemi i na&#13;
pole, żeby to tyle było wszystkiego, ile tu tych ździebełków. SW: Ile za obrazów&#13;
wyjąte, żeby tyle kup [EugW, SW, p. Puławy]; warianty: [ECZ, p. Zwoleń];&#13;
(K 16 Lub 101).&#13;
&#13;
Do wróżb zostają użyte źdźbła siana lub słomy, które w trakcie wieczoru wigilijnego zostają wykorzystane podczas zabiegów magicznych mających zapewnić obfite zbiory i udaną hodowlę (zob. Smyk 2009a, 93; SSiSL II/1, 173–174),&#13;
a także do prognozowania urodzaju, tak jak w powyższym przykładzie. Ponadto&#13;
źdźbła są rzucane za obraz, czyli atrybut religijny uświęcający przestrzeń domową. Kumulacja tych magiczno-sakralnych elementów połączona z czynnością&#13;
rzucania i liczenia pozwala przewidzieć obfitość plonów.&#13;
Wróżby na temat przyszłych losów, na przykład długości życia, do których&#13;
wykorzystywano liczby, podejmowano także w innych momentach roku:&#13;
6&#13;
Fragment tekstu Szopki z Woli Chomejowej, opowiadanej przez Edwarda Kozę, a opracowanej przez Jana Adamowskiego.&#13;
&#13;
⩶ 38 ⩶&#13;
&#13;
�Natomiast liczono na wiosnę, jeżeli zakukała kukułka, więc liczono, ile razy usłyszał te kukanie, no tyle lat życia przed tym, kto to usłyszał, ile razy ona zakukała [ZD, p. Olecko]; wariant: (K 17 Lub 141–142);&#13;
Tak mówiły, albo trza było mieć pieniądze, bo jak nie miały pieniędzy, to: „O mój&#13;
Boże, okukała mnie bez pieniędzy, nie będę miała cały rok pieniędzy!” albo se&#13;
śpiewały: „Kukułeczko z drobnego ziela, wukukoj mi, ile do mego wesela!”&#13;
[GK, p. Kielce].&#13;
&#13;
Symbolikę kukułki (zob. Zowczak 2013, 127–129; też rozdział Liczba 1)&#13;
należy poszerzyć o jej szczególny związek z liczbami. Ze względu na wydawane przez tego ptaka odgłosy, które są niejako „policzalne”, został on powiązany z pieniędzmi. Dodatkowo kukułka jest przywoływana we wróżbach, które&#13;
dotyczą długości życia czy okresu oczekiwania na znaczące wydarzenie, jak zamążpójście. Opierają się one na magii tożsamości ilościowej – liczba odgłosów&#13;
kukułki przekłada się na lata.&#13;
Ponadto formuła ile – tyle występuje w tekstach folkloru i pełni funkcję&#13;
aproksymacji (przybliżania), służy bowiem także do wyrażania wielkości uczuć&#13;
i abstraktów, które są niepoliczalne, poprzez zestawienie ich z elementami policzalnymi, przede wszystkim takimi, które charakteryzuje wielość:&#13;
Nie, tylko jak mama rozpalała, jak miała ten ogień rozpalać, to wzięła i pobłogosławiła, znak krzyża zrobiła, tylko tyle powiedziała, że „Boże niech każda iskierka będzie na chwałę twoją! Ile tych iskierek w ogniu, tyle bądź pozdrowiony ty&#13;
Jezu, Matko Twoja i wszyscy Święci!” [ JW, p. Puławy];&#13;
Ile liter, ile liter na białym papierze,&#13;
tyle złości i podłości w każdym kawalerze.&#13;
Ile wełny, ile wełny na białej owieczce,&#13;
tyle dobra i pokory w każdej panieneczce&#13;
(Ad Bor 98–99).&#13;
&#13;
Porównanie zawarte w modlitewce służy wyrażeniu tego, w jakim stopniu pokorny człowiek chwali swego Boga – zestawienie z iskrami7, których jest wiele, są&#13;
wręcz niepoliczalne, podkreśla ogrom uwielbienia i czci. Natomiast inny charakter ma&#13;
Za odmianę mnożenia/powielania można uznać także następujące wierzenie związane&#13;
z iskrami: A nieraz jak się ruszyło pogrzebaczem, nieraz drzewa czy wągla, to już iskry na kumin się&#13;
zasypało. „Oj, ktoś przyjedzie, goście bedu!” To teraz jak nieroz się ruszy, to może ktoś nas uodwidzi. Tak&#13;
było, iskry to goście [WW, p. Puławy].&#13;
7&#13;
&#13;
⩶ 39 ⩶&#13;
&#13;
�porównanie w drugim tekście. Pieśń jest rodzajem przestrogi dla panienki, stąd zestawienie odmiennych elementów na zasadzie uogólnienia służy maksymalnemu&#13;
podkreśleniu kontrastu pomiędzy charakterem kawalerów i panien.&#13;
Podsumowując, można stwierdzić, że formuła ile – tyle pełni funkcje, które&#13;
najszerzej można określić jako prognostyczne, mnożące oraz poetyckie.&#13;
&#13;
1.3.3. Wielość i wybrane atrybuty mnożenia&#13;
Przedstawione wyżej teksty nie tylko zawierają formułę ile – tyle, ale także przywołują znaczenie wielości. Takie znaczenie związane z liczbami potwierdza&#13;
chociażby leksem liczny, który oznacza ‘składający się z wielu jednostek lub elementów; zdarzający się, spotykany często’ (Sł SE 4, 244). Od niego pochodzi&#13;
przysłówek licznie i rzeczownik liczność. Stanowią one nośniki znaczenia ‘wiele’&#13;
i ‘dużo’. Wskazują także, że liczenie jest postrzegane jako czynność niemająca granic (Nowosad-Bakalarczyk 2018, 101). Mnożenie i powielanie sygnuje bogactwo,&#13;
jest więc stałym motywem tekstów życzących. Oprócz zastosowania w nich magii&#13;
tożsamości ilościowej, projektowanie dostatku i płodności dokonuje się poprzez&#13;
opisywanie potencjalnego dobrobytu za pomocą dużych liczb (por. rozdział&#13;
Liczba 100):&#13;
„Żeby wum sio darzyło i mnożyło, w każdym kątku po dziesiątku!”. Po dziesiątku, czyli jest dziesięć snopków w tym dziesiątku, na polu, jak się żyto kosi. To&#13;
stawia się, żeby wyschło to zboże, a kosiło się kosą oczywiście i wtedy tam dziesięć&#13;
snopków i to od tego było „W każdym kuntku po dziesiuntku, a za piecem troje”. [A co to znaczy?] No to znaczy tych dzieci, żeby wam się darzyło i mnożyło&#13;
w każdym kątku po dziesiątku, czyli tych dzieci całe gromadki, a za piecem troje,&#13;
czyli takie były piece do ogrzewania i za tym piecem jeszcze ze troje żeby było, tak&#13;
dużo [CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
Pojawiające się w tekście powielanie i mnożenie, dotyczące roślin i ludzi,&#13;
odnosi się do najważniejszego, pożądanego w ludowym światopoglądzie dobra.&#13;
Wzrost i przybywanie wyraża bowiem ideę solidarności z życiem.&#13;
Formuły z wykorzystaniem wielości są obecne w pieśni, w której panna rozpacza po śmierci ukochanego na wojnie:&#13;
Choć będę wybierać&#13;
co na boru wrzosu,&#13;
już nie będę słyszeć&#13;
mego Jasia głosu.&#13;
&#13;
⩶ 40 ⩶&#13;
&#13;
�Choć będę wybierać&#13;
jak na śliwce śliwek,&#13;
już nie będę słyszeć&#13;
mego Jasia śpiewek&#13;
(K 12 Poz 259).&#13;
&#13;
Inne formuły wielości wskazywane w wariantach tekstu to: jak na strąckach&#13;
naci, jak na boru wrzosu, jak w sadeńku wiśni, jak w polu kamieni (K 27 Maz 337);&#13;
jak w Wieliczce soli, jak w morzu kamienia (K 2 San 157). Zastosowanie takich porównań uwypukla rozpacz dziewczyny i obrazuje wyjątkowość ukochanego, którego nie da się zastąpić. Ukazują one także, że otaczająca człowieka rzeczywistość&#13;
jest pierwowzorem dla idei wielości. Z tego względu jest ona wyrażana przez symbole, takie jak zboże, mak, piasek, trawa, liście, gwiazdy, wełna, litery czy iskry, konotuje zaś płodność, bogactwo i dobrobyt. Wielość może oznaczać niezliczoność,&#13;
dlatego uznawano ją za przeszkodę na drodze złej siły (por. posypywanie makiem&#13;
domu, zagrody, bydła – dopóki nieczysta siła nie policzy maku, a na pewno będzie&#13;
to robić, przyjdzie świt, zapieją koguty i zły duch straci swe magiczne zdolności)&#13;
(Tostaja 2010, 211–212)8.&#13;
Jednym z atrybutów wielości są z b oż a 9 . Oprócz daru słownego, wyrażanego&#13;
za pomocą dużych liczb, przekaz jest synonimicznie wzmacniany poprzez obsypywanie zbożem:&#13;
A u nas na nowy rok, przed… w Sylwestra koło północy no to przychodzą sąsiedzi i na szczęście, na zdrowie sypią zbożem koło północy w domu. [Tak?] Tak.&#13;
[MW: Ale co w garściach przynoszą?] W garściach przynoszą, na szczęście, na&#13;
zdrowie na ten Nowy Rok, żeby wam się darzyło, mnożyło, w każdym kątku po&#13;
dzieciątku, a na piecu dwa!” [AK, p. Sucha Beskidzka];&#13;
To znaczy u nas to w domu chodziły dawniej dzieci od domu do domu i sypały gospodarza owsem, to znaczy jak przyszły dzieci i obsypały, to znaczy, że&#13;
będzie szczęście w tym domu. [MW: I co mówiły? Niech pani powie.] „Na&#13;
szczęście, na zdrowie, na ten nowy rok. Żeby wam się darzyła psenicka i groch”&#13;
[KR, p. Kolbuszowa].&#13;
Swietłana Tołstojowa, powołując się na badania etnograficzne, przytacza więcej przykładów: bułgarska kobieta, gdy zamierzała wyjść z dzieckiem na ulicę, przed przekroczeniem progu&#13;
dotykała swego fartucha i trzy razy mówiła: „Kto może zliczyć wzdłuż i poprzek nitki na moim&#13;
fartuchu, ten rzuci urok na moje dziecko” lub dotykała prawego rękawa, wypowiadając słowa: „Gdy&#13;
z dziewięciu wiosek zejdą się dziewięć sióstr i policzą na rękawie osnowę i wątek, gwiazdy na niebie,&#13;
piasek w morzu, oczka w sicie, wtedy na Katerinę zostanie rzucony urok” (Tolstaja 2010, 212).&#13;
9&#13;
Symbolice zbóż został w całości poświęcony zeszyt w drugim tomie Słownika stereotypów&#13;
i symboli ludowych (SSiSL II/1).&#13;
8&#13;
&#13;
⩶ 41 ⩶&#13;
&#13;
�W Boże Narodzenie, w dzień św. Szczepana i w Nowy Rok chodzili po domach kolędnicy, składali życzenia i obsypywali owsem domostwo i domowników.&#13;
Owies, który jest symbolem płodności i obfitości, wróżył dostatek (SSiSL II/1,&#13;
341–342). W dniu św. Szczepana także kawalerowie obsypywali panienki, które&#13;
wierzyły, że będą mieć tylu zalotników, ile ziaren owsa przyczepi się do ich ubioru&#13;
(Pośp Śląsk 84; SSiSL II/1, 341).&#13;
Zwyczaj obsypywania owsem zagościł także w świątyniach:&#13;
No to w kościele, to było tak, ze zamiast ksiundz iść z wodu święconu, to z owsem,&#13;
a było i tak, ze księdza sypały owsem ludzie […] A ludzie go sypały tym owsem,&#13;
a często to się i na chór wlazło i się sypało tym owsem. [Dlaczego?] No na urodzaj,&#13;
na urodzaj, owies to było poświęcenie owsa, to była tradycja tako, że jeśli będzie&#13;
owies poświęcuny, to będzie urodzaj [ECZ, p. Zwoleń].&#13;
&#13;
Czynność ta została zasymilowana przez Kościół, który nadał jej własną&#13;
interpretację, jako pamiątkę ukamienowania pierwszego męczennika św. Szczepana. Jednakże pierwotna, magiczno-agrarna symbolika tej czynności została&#13;
wyeksponowana w przedstawionej relacji: wierzono, że owies zapewnia urodzaj,&#13;
a istotne znaczenie w takiej wykładni ma ten komponent znaczenia, który wskazuje na wielość ziaren.&#13;
Powszechnym atrybutem wielości są g wi a z d y 10 . Służą one do przewidywania bogactwa, urodzaju i obfitości pokarmów:&#13;
Otwórzże nam Panie – nowy dwór,&#13;
bo ci prowadzimy – wsystek zbiór.&#13;
Nażęliśmy, nawiązali – kopecek,&#13;
jak na niebie – gwiazdecek&#13;
(K 20 Rad 122);&#13;
Liczyli gwiazdy, po tych gwiazdach uznawali te jakie będą urodzaje, jaki rok,&#13;
czy ten rok będzie ciężki, czy będzie możliwy, czy będzie urodzajny, czy będzie&#13;
mieć pieniądze, czy będą mieli za co żyć. Tak to obliczali, mogę pani powiedzieć&#13;
[FJ, p. Gostyń];&#13;
A z gwiazdami to jak gwieździsty, to był rok nośny, droga była jasno, to mówiło&#13;
się, że droga mleczno, to bedu krowy dużo mlika dawać, to takie te były wróżby. [MW: A jak dużo gwiazd?] No to rok nośny, że będą kury dużo jajek niść&#13;
[ECZ, p. Zwoleń].&#13;
&#13;
10&#13;
Szerzej na temat symboliki gwiazd (zob. SSiSL I/1, 203–221). Tam też zgromadzono&#13;
więcej formuł pokazujących wielość i niepoliczalność tych ciał niebieskich.&#13;
&#13;
⩶ 42 ⩶&#13;
&#13;
�Gwieździste niebo z widoczną drogą mleczną&#13;
Foto: www.istockphoto.com.&#13;
&#13;
W każdej z przytoczonych relacji gwiazdy są zestawiane z dobrami, które mają&#13;
się mnożyć, czyli kopami zboża, pieniędzmi, a także mlekiem i jajkami. Gwiazdy&#13;
występujące w dużej liczbie stanowią wzór wielości dla tych produktów, a samo&#13;
zastosowanie porównania ma zmieniać rzeczywistość.&#13;
Gwiazdy cechuje nie tylko wielość, ale także nieprzeliczalność:&#13;
Pole niewymierzone,&#13;
bydło niezliczone,&#13;
parobek rogaty,&#13;
a gospodarz bogaty.&#13;
[Niebo, gwiazdy, księżyc i słońce] (Fol Zag 201);&#13;
Ile gwiazd na niebie?&#13;
[Tysiąc tysięcy i jeszcze więcy] (Fol Zag 278);&#13;
Gwiazdy to liczono. To zajmowali się, ale to sporadycznie, dlatego że u nas to było&#13;
takie powiedzenie, że „wszystko policzysz, tylko gwiazd na niebie nie”. Więc nie&#13;
było chętnych, żeby ktoś się tego podejmował liczyć [ZD, p. Olecko]; warianty:&#13;
Maz 459; K 26 Maz 243).&#13;
&#13;
Formuła niepoliczalności konotuje niemożność zrozumienia i oswojenia. Liczenie, podobnie jak nazywanie, oznacza podporządkowanie, oswojenie, poznanie i zrozumienie, natomiast niemożność policzenia znamionuje pojęcia o prze⩶ 43 ⩶&#13;
&#13;
�ciwstawnym znaczeniu. Niezliczone gwiazdy, także ze względu na ich położenie&#13;
na sferze niebiańskiej, stanowią element sacrum11 z właściwą mu tajemnicą.&#13;
W roli atrybutów pobudzających płodność wykorzystywano także pokarmy,&#13;
na przykład mak. Tenże ze względu na swój kolor i właściwości usypiające jest&#13;
uznawany za szczególny środek, który pełni funkcje mediacyjne oraz zaduszkowe i to właśnie one sprawiają, że jest składnikiem wigilijnego menu (Łeńska-Bąk&#13;
2010, 253–256; zob. też. Tymochowicz 2019, 292–293). Jednak są one mniej&#13;
istotne w prezentowanym niżej zwyczaju posypywania drzewek. Zasadnicze znaczenie ma bowiem w tym przypadku symbolika maku związana z liczebnością:&#13;
To znów wychodzili na dwór zaraz po pośniku i obsypywali makiem drzewka, żeby&#13;
tyle było owoców, ile maku tam wysiali […] gospodarz szedł z makiem, obsypywał&#13;
tam, żeby miało tyle owoców, ile tego maku nasypał [HM, p. Radzyń Podlaski].&#13;
&#13;
Piotr Kowalski następująco eksplikował symbolikę maku: „Obfitość nasion&#13;
wypełniających makówki dostarczała praktycznych uzasadnień dla wiązania maku&#13;
z płodnością i urodzajem. Plenność maku, który z jednego nasienia wydaje tysiąc&#13;
ziaren, wykorzystuje się, aby wzbudzić taką samą płodność wszystkiego, co dopiero ma się urodzić” (Kow Lek 303). Wielość konotuje plenność i urodzaj, stąd&#13;
mak nabiera mocy wegetacyjnych i jest wykorzystywany do posypania drzewek12,&#13;
11&#13;
Pojęcie to nie odnosi się więc wyłącznie do sfery boskiej, ale pojmowane jest zgodnie z długą tradycją badań antropologicznych związanych z nazwiskiem Émile’a Durkheima, a na polskim&#13;
gruncie naukowym z badaniami Ryszarda Tomickiego. Sacrum w tym rozumieniu jest ambiwalentne: „Istnieją dwa rodzaje sił sakralnych. Jedne są dobroczynne, strzegą porządku fizycznego i duchowego, dysponują życiem, zdrowiem i wszelkiego rodzaju wartościami cenionymi przez ludzi.&#13;
[…] Z drugiej strony istnieją nieczyste siły zła, siejące zamęt, będące przyczyną śmierci, chorób i profanacji” (Durkheim 1990, 391). Pierwsza forma sacrum wzbudza szacunek i uczucie miłości, także&#13;
w stosunku do tego, z czym pozostaje w kontakcie, czyli do rzeczy i postaci świętych, miejsc kultu,&#13;
kapłanów i ascetów. Druga forma sił sakralnych wywołuje uczucie strachu, który miesza się z przerażeniem, staje się źródłem wszelkiej profanacji, a sztafaż postaci demonicznych stanowi personifikację tych sił (Durkheim 1990, 391). Jan Adamowski wyróżnia dwa podstawowe sposoby ujmowania&#13;
sakralności kultury tradycyjnej: w sensie węższym sakralność sprowadza się do rozumienia czysto&#13;
religijnego (konfesyjnego). Wiąże się z osobowo pojmowanym Bogiem. Wszelkiego rodzaju sakralizacje, a w konsekwencji również symbole świętości, należy identyfikować jako efekty bezpośredniej lub relacyjnej obecności czy działalności Boga. W sensie szerszym (antropologicznym) sakralność kultury tradycyjnej wiąże się także z odniesieniami mitycznymi, magicznymi i wierzeniowymi&#13;
(Adamowski 2016, 29–31; zob. też Adamowski 1999, 215–227; Smyk 2015; Wójtowicz 2016a).&#13;
12&#13;
Katarzyna Łeńska-Bąk twierdzi, że gest obsypywania makiem miał przede wszystkim zapewnić płodność, ale pełnił także funkcje apotropeiczne, stąd obsypywano nim przestrzeń, szczególnie w czasie tych świąt, kiedy to następowała wzmożona aktywność dusz i duchów (Łeńska-Bąk&#13;
2010, 269).&#13;
&#13;
⩶ 44 ⩶&#13;
&#13;
�aby te – analogicznie pod względem ilości – obsypały się owocami. Natomiast&#13;
zjedzenie maku przez dziewczynę wpływa na jej płodność, zaś przez innych biesiadników na ich bogactwo, stąd obligatoryjne jest spróbowanie wszystkich potraw z tym składnikiem podczas wieczerzy wigilijnej:&#13;
Żeby dziewczyny klusków z makiem spróbowały na płodność [ECZ,&#13;
p. Zwoleń];&#13;
Pare takich klusków z ciasta pierogowego mama robiła, omaściła tym, tym [makiem – przyp. MWD] i każdy musiał po jednej wziąć, bo to jest taki dobrobyt,&#13;
bogactwo [HD, p. Kolbuszowa].&#13;
&#13;
Kluski z makiem&#13;
Foto: www.istockphoto.com.&#13;
&#13;
Inną potrawą wigilijną przygotowywaną z maku, a także zbóż, znaną na terenach wschodnich, jest kutia. O powiązaniu maku z liczebnością świadczą chociażby działania czynione w celu sprowadzenia deszczu. Wykorzystywano wówczas&#13;
makówkę poświęconą w dniu Matki Boskiej Zielnej:&#13;
⩶ 45 ⩶&#13;
&#13;
�[…] zbierajo się dzieci małe troje i makówkie bioro święcone, i ten mak liczo: po&#13;
trzy ziarenka dziewięć razy. I ido przez wieś, i do dziewięciu studni sypio ten mak&#13;
policzony (Ad Chełm 32).&#13;
&#13;
Kutia&#13;
Foto: www.istockphoto.com.&#13;
&#13;
W trakcie tego wyjątkowego wieczoru obok maku także kasza ze względu na&#13;
wielość ziarenek sygnuje bogactwo:&#13;
Tak, zawse się mówiło: „Spróbuj kasy, to bedu grosy!”. Ze nie będzie bidy.&#13;
To był właśnie taki zwyczaj, te potrawy wróżyły, że będzie dostatek, że nie będzie bidy, żebyśwa drugiego roku doczekali, żebyśwa przednówku nie zaznali&#13;
[ECZ, p. Zwoleń].&#13;
&#13;
Wielość konotuje liczenie, które dotyczy pieniędzy, a więc drogą takich&#13;
asocjacji skojarzeniowych potrawy, które cechuje mnogość ziaren, stanowią prognostyk bogactwa13 w nadchodzącym roku. Nie bez znaczenia pozostaje czas ich&#13;
Wszy, które także cechuje wielość, wróżą pieniądze: Wszy to pieniądze, a jak ręka swędzi, to&#13;
będzie się tam z kimś człowiek witał. A owoce to raczej pozytywnie, że to jakiś tam owoc przyjdzie, czy&#13;
się ktoś tam przeniesie, nawet teraz tutaj nie tak dawno, co to mi się Marysiu śniło, co w totka poszedłem&#13;
zagrałem, wszy mi się chyba śniły. Śnią się wszy mówie, ty wiesz, że niespokojny byłem i tu do Markuszowa niedaleko jeździłem chyba, zaszedłem, zagrałem w totolotka, e tam nawet dwójki nie było, chyba&#13;
jedynka. [Śmiech] Bo jak wszy, to wiem, że pieniądze [HP, p. Puławy].&#13;
13&#13;
&#13;
⩶ 46 ⩶&#13;
&#13;
�spożywania, czyli wigilia Bożego Narodzenia – jest to moment, gdy sfera sacrum&#13;
i profanum są blisko siebie, co sprzyja podejmowaniu wszelkich działań o charakterze wróżebnym i kreacyjnym.&#13;
Symbolika wielości jest aktualizowana także w zwyczaju, który polega na&#13;
rozbijaniu naczyń w trakcie wesela :&#13;
To nie kieliszek tłukli, tylko pani to te prezonty, taki był talerz nie, na ten talerz&#13;
kładli te prezonty. Później, jak już sie skończyły te prezonty, dawanie, to późni&#13;
tego, późni talerz do góry buch, buch. [Śmiech] [MW: Na szczęście?] Na szczęście, tak. To nie kiliszki, tylko talerz, talerz [ZC, p. Puławy].&#13;
&#13;
To właśnie fakt, że naczynia rozpadają się na wiele drobnych kawałków&#13;
(im więcej, tym lepiej), zapowiada urodzaj, wegetację, płodność i bogactwo.&#13;
Rozbijanie naczyń projektuje zatem przyszłe szczęście nowożeńców. Obrazuje to&#13;
także szeroko rozpowszechniony w zachodniej Polsce zwyczaj o niemieckiej proweniencji, zwany pulteram. Polega on na rozbijaniu naczyń, dawniej glinianych, obecnie&#13;
szklanych, i porcelany przed domem panny młodej w dzień poprzedzający wesele.&#13;
Zwyczaj ten w nieco zmienionej formie jest ciągle kultywowany (zob. Jełowicki 2017).&#13;
&#13;
1.3.4. Koncept liczbowy w strukturze tekstów folkloru&#13;
Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska przedstawia dwa sposoby występowania&#13;
liczb w tekście – mogą być one tematyzowane lub wpisane w jego strukturę. W tym&#13;
drugim przypadku funkcjonują eksplicytnie, czyli są wskazywane bezpośrednio,&#13;
lub implicytnie, czyli wynikają z wiedzy o świecie, na przykład przedstawionej poprzez wyliczanie kolejnych dni tygodnia. Koncept w tekstach folkloru przywołuje&#13;
symbolikę danej liczby, zaś jako wyznacznik struktury tekstu konstruowany jest na&#13;
zasadzie odliczania rosnącego lub malejącego. Rosnące służy eksponowaniu całościowości zbioru, jego hierarchii i gradacji członów, a także stopniowaniu przedmiotów, obiektów i osób. Odliczanie malejące zaś, szczególnie odliczanie do zera,&#13;
wprowadza efekt zupełnej likwidacji lub zamknięcie, oznacza zakończenie czegoś&#13;
(Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 346–349).&#13;
W tym miejscu zostanie zaprezentowanych tylko kilka przykładów tekstów&#13;
z konceptem liczbowym, w których pełni on różne z wyżej wymienionych funkcji.&#13;
Jednym z najbardziej popularnych jest tekst z liczbą 3 (szerzej zob. rozdział Liczba 3):&#13;
Widzieliśmy, spadła z jiśni&#13;
i rozdarła sukieneckie, sywaliśmy.&#13;
&#13;
⩶ 47 ⩶&#13;
&#13;
�Jeden trzymał, drugi sywał,&#13;
a ten trzeci przyskoczywsy, porozrywał&#13;
(K 40 Maz 512); wariant: (K 41 Maz 197).&#13;
&#13;
Występują także teksty tego typu oparte na czwórce:&#13;
Oj, ćtyroch bratów było,&#13;
oj, bardzok sie kochali,&#13;
oj, na wysokij górce,&#13;
da, karcmę zmurowali.&#13;
Oj, jeden wódke palił,&#13;
oj, a drugi sénkował,&#13;
oj, trzeci na skrzypcach grał,&#13;
da, a cwarty gazdował&#13;
(K 45 Gór 20–21).&#13;
&#13;
W pieśniach koncept służy zwróceniu uwagi na liczebność danego zbioru&#13;
oraz poprzez gradację czy wzrost napięcia akcentuje ostatni element wyliczenia.&#13;
W powyższych przypadkach wymieniane są postacie, z których ta ostatnia w jakiś&#13;
sposób się wyróżnia. Występują także rozbudowane teksty przedstawiające liczby&#13;
o wartościach większych niż kilka. W jednym z nich bohater opisuje swoje zachowanie w stosunku do dwudziestu czterech panien:&#13;
Przy jednej usiądę,&#13;
na drugą spoglądam,&#13;
trzeciej do ust mówię, czwartej jeszcze żądam.&#13;
[...]&#13;
U dwudziestej trzeciej&#13;
jestem ulubiony,&#13;
do dwudziestej czwartej&#13;
idę jak do żony.&#13;
O moje panienki,&#13;
co ja was wynoszę,&#13;
całe dwa tuziny&#13;
w swej kieszeni noszę.&#13;
Ponoszę, ponoszę&#13;
i zapomnę o was,&#13;
a wy się chlubicie,&#13;
a mnie kaci po was&#13;
(K 48 Ta-Rz 130–131).&#13;
&#13;
⩶ 48 ⩶&#13;
&#13;
�W powyższym tekście duża liczba, która kształtuje koncept, pokazuje rozwiązłość kawalera, a uwodzenie wielu panien świadczy o niestałości jego uczuć.&#13;
Przykład ten potwierdza, że odliczanie nie tylko buduje strukturę tekstu, ale także&#13;
jest nośnikiem znaczenia. Koncept liczbowy pełnił też funkcje mnemotechniczne, ułatwiał bowiem zapamiętanie danych tekstów i odtworzenie ich z pamięci,&#13;
co przy ustnym charakterze folkloru miało istotne znaczenie. Dla porównania:&#13;
wyliczanie w zabawach dziecięcych również ułatwiało zapamiętywanie i powtarzanie ustalonych formuł, jednak zasadnicze znacznie miała w tym przypadku&#13;
forma, a nie znaczenie czy funkcja pragmatyczna, na przykład: Raz – dwa – trzy/&#13;
wy – chodź – ty (odchodź ty)! kryje rozkaz, który przesądza o dalszym biegu zabawy (Marcol 2008, 120).&#13;
Odwrotny kierunek wskazywania kolejnych elementów szeregu liczbowego to specjalny typ strategii obecny i dość powszechny w tekstach zamówień,&#13;
równoznaczny z intencjonalnym pomniejszaniem choroby aż do jej unicestwienia:&#13;
I liczyła, wodę miała w gornusku tam, w jakimś takim małym naczyniu, zimną i wygarnywała te węglki i liczyła od tyłu do przodu, od dziewięci, dziewięć,&#13;
osiem i tak dalej. Jeżeli były te uroki, to te węgielki się pewnie że się zagasiły na&#13;
wodzie, ale utonęły [HD, Kolbuszowa];&#13;
Jest tu żółw, co ma siedm głów (sprawca choroby) od siedmi do sześci, od sześci&#13;
do pięci, od 5 do 4, od 4 do 3, od 3 do 2, od 2 do 1, od jednego do nic. (Umniejszenie liczb, którego się stale przy zamawianiach używa, oznaczać ma pomniejszenie się choroby aż do jej zniknięcia) (Bieg Lecz 52).&#13;
&#13;
Należy zauważyć, że starsze są zamawiania chorób niż zaklęcia na zdrowie.&#13;
Płynie stąd wniosek, że pozytywna sekwencja nie wymaga numerycznego towarzystwa, a negatywna ma powiązania z malejącym szeregiem liczbowym. Redukcja&#13;
nosicieli zła, czyli także chorób, już stanowi krok w kierunku zdrowia (Toporov&#13;
2005, 200). Odliczanie malejące powoduje unicestwienie, wywołuje więc zmianę&#13;
w rzeczywistości, do której prowadzi wypowiedzenie kolejnych liczb w kierunku&#13;
odwrotnym. Często wykorzystywana jest w nim liczba 9, która pełni funkcję liczby dużej, podobnie jak liczba 7 (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 346–349; zob.&#13;
też Svešnikova 2005, 441–442).&#13;
Ciekawa ekspozycja konceptu liczbowego zbudowana jest z pytań o kolejne&#13;
liczby oraz odpowiedzi na nie i występuje w różnych wariantach. W utworach,&#13;
w których pojawił się taki zabieg, do każdej z pierwszych dwunastu liczb naturalnych są przypisane symboliczne wartości, zazwyczaj w formie odpowiedzi na&#13;
⩶ 49 ⩶&#13;
&#13;
�pytanie. Teksty takie były szeroko rozpowszechnione w Europie, głównie w postaci poezji o treści duchowej, wersetów szkolnych lub pieśni wykonywanych w różnym czasie i przy różnych okazjach. Często pełniły funkcje magiczne i obrzędowe.&#13;
Motyw ten jest obecny również w niektórych gatunkach narracyjnych (bajkach&#13;
i legendach). Opowieść o liczbach zawiera dwanaście pytań i odpowiedzi, a zatem&#13;
znaczenie ma już sama liczba interpretowanych jednostek (Tolstaja 2007; 2010,&#13;
253–259)14. Najważniejszym kryterium podziału tekstów, umożliwiającym także ich porównywanie, są znaczenia przypisywane kolejnym liczbom. Mogą to być&#13;
interpretacje: które powołują się bezpośrednio na teksty biblijne (starotestamentowe lub ewangeliczne); nieposiadające bezpośredniego źródła w Piśmie Świętym,&#13;
czyli pochodzące z innych tekstów (w większości apokryficznych) lub z tradycji&#13;
chrześcijańskiej; wreszcie są to interpretacje o charakterze świeckim (Tolstaja&#13;
2007, 220).&#13;
W tym miejscu zostaną zaprezentowane dwa teksty. Pierwszy z nich posiada&#13;
wykładnię religijną, natomiast drugi – świecką:&#13;
A ty zacku uczony – coś we skołach ćwiczony,&#13;
powiedz, co jest Jeden?&#13;
Jeden Syn Maryi, co w niebie króluje,&#13;
a na ziemi Pan. A ty zacku uczony – coś we skołach ćwiczony,&#13;
powiedz, co jest Dwa?&#13;
Dwie tablice Mojżeszowe, jeden syn Maryi,&#13;
co w niebie króluje,&#13;
a na ziemi Pan.&#13;
A ty zacku uczony – coś we skołach ćwiczony,&#13;
powiedz, co jest Trzy?&#13;
Trzech Patryarchów, w Trójcy jeden,&#13;
dwie tablice Mojzesowe itd.&#13;
(K 5 Krak 204–206).&#13;
&#13;
Kolejno pojawiają się następujące odpowiedzi: ctéry listy Ewangielisty, pięć&#13;
ran cierpiał Pan, seść grano lelija, siedem świętych sakramentów, osiem boskich miłości, dziewięć chórow anielskich, dziesięcioro Bożego przykazania, jedenaście tysięcy&#13;
męcenniczek, aż w końcu: dwunastu apostołów, dobrych duchów i aniołów (K 5 Krak&#13;
204–206). Zasadą konstrukcyjną powyższej pieśni jest koncept liczbowy złożony&#13;
Także polscy badacze i badaczki, tacy jak Julian Krzyżanowski (SFP Krz 135), Magdalena&#13;
Zowczak (2013, 484–488) czy Niebrzegowska-Bartmińska (2007, 268–270), pochylali się nad tymi&#13;
tekstami, analizując ich proweniencję, treść i formę.&#13;
14&#13;
&#13;
⩶ 50 ⩶&#13;
&#13;
�z liczebników głównych, z których każdy odnosi się do postaci lub motywów biblijnych. Diabeł spotyka żaczka i zadaje mu kolejne pytania. Pieśń ma charakter&#13;
szkolny i mnemotechniczny, nadawca chce, aby odbiorca posiadał taką samą wiedzę jak on na temat przywoływanych w tekście konceptów liczbowych (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 270). Elementy zestawiane z liczbami mają charakter&#13;
starotestamentowy, ewangeliczny i katechetyczny, odnoszą się więc do różnych&#13;
aspektów wierzeń chrześcijańskich, ale tych charakteryzowanych poprzez liczby,&#13;
które niekiedy współtworzą ich sens (na przykład Trójca Święta). Przywołują też&#13;
ważne w kulturze ludowej odniesienia chrześcijańskie liczb. Warto zwrócić uwagę,&#13;
że pieśń kończy nie tylko nowotestamentowe odwołanie do dwunastu apostołów,&#13;
ale także do godziny dwunastej w nocy (szerzej zob. rozdział Liczba 12), kiedy to&#13;
następuje zwycięstwo nad złym duchem:&#13;
na dwanaście (północ) kur zapieje, to aż się zły&#13;
duch rozleje – i nié ma nic&#13;
(K 5 Krak 206).&#13;
&#13;
Prezentowany niżej wariant tekstu zawiera świecką wykładnię ludową. Nie&#13;
funkcjonuje on jako pieśń, ale jako fragment bajki. Podobieństwo z wyżej przytoczonym przykładem zasadza się na tym, że to diabeł zadaje kolejne pytania:&#13;
– Co to jest pierse?!&#13;
A dziadek mówi:&#13;
– Pirsa ziemia nieśli [niźli] świat!&#13;
– Co jes druge?&#13;
– Ziemia uozdobi cały świat! Słońce, księżyc i gwiazdy. No to przyuozdobi kwiatamy, łąkamy, drzewamy.&#13;
– Co jest trzecie?&#13;
– Trzy kosiarze kosi cały świat: słońce, księżyc i gwiazdy.&#13;
– Co jes czwarte?&#13;
– Cztery koła, cały wóz.&#13;
– Co jes piąte?&#13;
– Pińć palcy, cała ręka.&#13;
– Co jes szóste?&#13;
– Sześć par dziewek, cały taniec!&#13;
– Co jes siódme?&#13;
– Siedem wieprzy, cała gospodarka&#13;
(Bart Wąż 145–146).&#13;
&#13;
⩶ 51 ⩶&#13;
&#13;
�W zbliżonym wariancie tekstu można znaleźć kilka różnic, w tym odpowiedzi na początkowe trzy pytania: pierwsza rola niż las, dwa ócz, co widzi cały świat,&#13;
trzech kosiarzów (Bart Wąż 147).&#13;
Tekst poprzez kolejne liczby i przyporządkowane im obiekty prezentuje hierarchię wartości istotnych dla depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej.&#13;
Są więc wśród nich ziemia/rola, pojmowana nie tylko jako źródło utrzymania, ale&#13;
darzona miłością, uwielbieniem i pewnego rodzaju kultem. Praca – wprowadzona&#13;
w tekście poprzez trzech kosiarzy i cztery koła, składające się na cały wóz – stanowi kolejną wartość, osoby pracowite są zaś wysoko cenione (zob. Niebrzegowska-Bartmińska 2020, 371–379). Efektem sumiennej pracy jest posiadany dobytek&#13;
(siedem wieprzków – cała gospodarka). W tekście bajki uwaga skierowana jest także&#13;
na części ciała człowieka – pojawiają się dwa ócz, za pomocą których można zobaczyć cały świat, ukazywane jako najważniejszy zmysł; a także pięć palców ręki,&#13;
która służy człowiekowi do pracy. W końcu w postaci sześciu panien tworzących&#13;
taniec zostają wprowadzone wartości ludyczne. Taniec jest jednak częścią zalotów,&#13;
które wiodą do łączenia się w pary, a w dalszej perspektywie do rozmnażania.&#13;
W pierwszym wariancie tekstu występują antropomorfizowane ciała niebieskie, takie jak Słońce, Księżyc i gwiazdy wraz z ich bogatą symboliką sakralną, egzystencjalną i odwzorowującą losy człowieka (por. Adamowski 2001). Ich obecność w tekście poszerza hierarchię wartości o pierwiastki kosmiczne, stanowiące&#13;
fundamenty ludowej wizji świata.&#13;
&#13;
1.4. Podsumowanie&#13;
Liczenie w kulturze ludowej ma wysoki status. Dzięki użyciu liczb – a konkretnie&#13;
poprzez rytualne i adekwatne do liczby domowników dzielenie i spożywanie jedzenia – można zapewnić sobie szczęście i dostatek. Magia tożsamości ilościowej&#13;
jest wykorzystywana we wróżbach, które dotyczą policzalnych elementów rzeczywistości, istotnych dla mieszkańców i mieszkanek wsi, takich jak wielkość plonów czy długość życia. Istnieją również słowiańskie wierzenia dotyczące liczenia&#13;
o charakterze negatywnym, jak to, że rachowanie kolędników może spowodować&#13;
śmierć jednego z nich, lecz znajdują one mniej potwierdzeń w prowadzonych badaniach dotyczących polskiego folkloru.&#13;
Liczenie konotuje wielość, ta z kolei jest stałym składnikiem życzeń, w które&#13;
folklor jest bogaty, na przykład kolęd życzących czy widowiska zwanego szopką.&#13;
Wielość, która zapewnia płodność ludzi, wegetację roślin, plenność zwierząt, a także bogactwo, jest wyrażana poprzez nazywanie czynności (aby wam się mnożyło)&#13;
⩶ 52 ⩶&#13;
&#13;
�oraz poprzez atrybuty: zboża, gwiazdy, pokarmy czy czynność rozbijania. Stają się&#13;
one stałymi symbolami spetryfikowanych tekstów i składnikami zwyczajów i obrzędów, których głównym celem jest przekazanie życzeń szczęścia. Z atrybutami&#13;
wielości, szczególnie z gwiazdami, wiąże się także formuła niepoliczalności, która&#13;
z kolei oznacza niemożność poznania, zrozumienia i oswojenia.&#13;
Liczenie jest obecne w tekstach folkloru także pod postacią konceptu liczbowego. Pełni ono takie funkcje jak: strukturyzacja tekstu, gradacja napięcia, wyodrębnianie ostatniego członu szeregu, prezentowanie wielości czy całości oraz&#13;
unicestwienie poprzez odliczanie malejące. Wskazuje także hierarchię wartości,&#13;
porządkowaną lub opisywaną poprzez liczby, która łączy świeckie oraz stricte religijne wierzenia i symbole.&#13;
&#13;
⩶ 53 ⩶&#13;
&#13;
��2 Opozycja parzystość – nieparzystość&#13;
W tradycyjnych modelach świata liczby służyły nie tylko do poznawania rzeczywistości, ale także do odkrycia rytmu i struktury wszechświata. Modelem opartym&#13;
na liczbie 2 są opozycje binarne, które wyrażają dualizm porządkujący ludzką percepcję rzeczywistości. Są one uniwersalne – obecne w różnym czasie i miejscu1.&#13;
Teoria opozycji pojawiła się w filozofii już w rozważaniach pitagorejczyków&#13;
(Widomski 1996, 31–33). Funkcjonowała także na gruncie lingwistyki: „W strukturalno-funkcjonalnej koncepcji języka i językoznawstwa opozycja zajmowała pozycję centralną, była głównym narzędziem ustalania tożsamości jednostek językowych w systemie, natomiast w koncepcji kognitywno-antropologicznej opozycja&#13;
jest sprowadzana na pozycję wtórą, choć bynajmniej nie marginalną. Jest jednym&#13;
z wielu parametrów opisu semantycznego” (Bartmiński, Niebrzegowska-Bartmińska 2016, 10). Natomiast w obszar nauk kulturoznawczych została włączona przez&#13;
Claude’a Lévi-Straussa, który zastosował ją do opisu struktury społecznej oraz mitów w pracy Antropologia strukturalna, wydanej w 1958 r. (Lévi-Strauss 2009).&#13;
Konstrukcja opozycji binarnych jest według tego badacza fundamentalnym i uniwersalnym procesem tworzenia sensu, ponieważ stanowi produkt fizycznej struktury ludzkiego umysłu. Matrycę przeciwieństw binarnych dla tradycyjnej kultury&#13;
słowiańskiej opracowali Wiaczesław Iwanow i Władimir Toporow (Iwanov, Toporov 1965). Następnie, w pracy z 1978 r., Iwanow podkreślał znaczącą rolę opozycji&#13;
parzystość – nieparzystość w systemie kultury. Pomimo geograficznego, historycznego i kulturowego oddalenia podobny zestaw binarnych znaków i symboli funkcjonował w świecie archaicznym oraz ciągle istnieje w nowożytnym (Iwanov 1978,&#13;
97). Na gruncie polskiej antropologii kulturowej tematem opozycji zajmowali się&#13;
między innymi Stomma (1986) i Niebrzegowska-Bartmińska (1996, 2007).&#13;
1&#13;
Rozdział stanowi zmodyfikowaną i uzupełnioną wersję artykułu Cetno i licho czyli o opozycji&#13;
parzyste – nieparzyste w folklorze polskim (zob. Wójtowicz 2016b).&#13;
&#13;
⩶ 55 ⩶&#13;
&#13;
�W polskiej kulturze ludowej opozycja parzystość – nieparzystość jest istotną&#13;
kategorią, która często ma zasadniczy wpływ na symbolikę danych zwyczajów lub&#13;
działań obrzędowych. Ponadto analiza etymologiczna i leksykograficzna leksemów nazywających składowe tej opozycji prowadzi do ciekawych wniosków, które mają przełożenie na wierzenia.&#13;
&#13;
2.1. �Cetno i licho, czyli o opozycji parzystość&#13;
– nieparzystość w języku&#13;
Para pojęć parzystość i nieparzystość ma w polszczyźnie kilka wykładników leksykalnych, między innymi cetno i licho. Tytułowe cetno (też czetno) oznaczało w dawnej&#13;
polszczyźnie ‘liczbę parzystą’ (PSWP Zgół 6, 246), natomiast licho ‘liczbę nieparzystą’&#13;
(SL 2, 633; SJP Dor 4, 124; PSWP Zgół 19, 151). Leksem licho funkcjonuje zarówno jako przysłówek, który znaczy ‘w sposób, który wskazuje na to, że ktoś lub coś jest&#13;
w złym stanie, gorszym niż przeciętny’, jak i rzeczownik ‘zło, które może spotkać każdego człowieka; dawniej: zły duch, diabeł’ i ‘nieparzysta liczba’ (PSWP Zgół 19, 151).&#13;
Leksem ten pochodzi od lichy ‘małej wartości, marny, nędzny, słaby, drobny, niepozorny’. Jest to wyraz rodzimy i ogólnosłowiański, znany w języku polskim od&#13;
XIV w. W staropolszczyźnie znaczył: ‘zły, niesprawiedliwy, niegodziwy’, od XVI w.&#13;
też ‘biedny’. Kontynuuje on prasłowiański wyraz *lichъ oraz praindoeuropejski&#13;
*leikṷ-so, pochodzący od pierwiastka *leikṷ ‘zostawiać, zostawać’, a jego najbliższy&#13;
odpowiednik indoeuropejski to ‘reszta, szczątek, pozostałość’. Pierwotne znaczenie&#13;
tego leksemu to: ‘który zostaje, pozostaje, zbywa’; ‘przekraczający miarę, nadmierny,&#13;
zbytni, zbyteczny, niepotrzebny’; ‘nieparzysty, pozbawiony pary, w ogóle pozbawiony czego, niekompletny, niecały, pusty, próżny’ (Sł SE 4, 237–238; zob. też Bor&#13;
SEJP 287). Semantyka leksemu rozwijała się w kierunku negatywnym, a więc wyraz&#13;
ten zaczął także znaczyć: ‘o małej wartości, marny, nędzny’, ‘nieprawdziwy, fałszywy, zły’, ‘biedny’ (Sł SE 4, 238; Dług WSE-H 354). Krystyna Długosz-Kurczabowa dodatkowo zauważa, że w okresie przedpolskim i wczesnopolskim przymiotnik&#13;
lichy zachowywał dwa modele odmiany: rzeczownikową i zaimkową. Reliktem tej&#13;
pierwszej jest przysłówek licho (XIV w.) ‘źle, marnie’, na przykład w połączeniach&#13;
wyrazowych licho ubrany, oraz rzeczownik licho (XVI w.), występujący w dwóch&#13;
znaczeniach: ‘liczba nieparzysta, nie do pary’ oraz ‘nieszczęście, bieda; kaduk, diabeł’ (Dług WSE-H 354–355). Dodatkowo Aleksander Brückner zwraca uwagę na&#13;
bliskość pni, od których pochodzi ten wyraz i leksem lichwa (Brüc SEJP 298). Tej&#13;
zbieżności nie potwierdzają jednak inne słowniki etymologiczne.&#13;
⩶ 56 ⩶&#13;
&#13;
�Franciszek Sławski podaje znaczenia tego leksemu w innych językach słowiańskich: czeskim lichý ‘nieparzysty; osamotniony, bez pary; fałszywy, nieprawdziwy, bezpodstawny; błahy, nic nie znaczący, bez wartości’; staroruskim lichyi&#13;
‘pozbawiony czegoś; zbytni, większy, nadmierny, silny; smutny; bez wartości,&#13;
kiepski, zepsuty, zły’; rosyjskim lichój, lich, lichá, lícho ‘powodujący zło, szkodę,&#13;
zły, niedobry, wróżący biedę, nieszczęście; ciężki, trudny; surowy, nie sprzyjający&#13;
życiu’. W staro-cerkiewno-słowiańskim funkcjonował leksem lichъ, który znaczył&#13;
‘nadmierny, ponad miarę, zbytni, większy niż należy; zbyteczny, bezużyteczny,&#13;
zły; pozbawiony czego’, natomiast w cerkiewno-słowiańskim pojawiło się kolejne znaczenie, czyli ‘nieparzysty’. W językach ruskich ze znaczenia ‘przekraczający&#13;
miarę’ rozwinęło się znaczenie o odcieniu pozytywnym: ‘nadmierny, zbytni, silny’; ‘śmiały, dzielny, zuchowaty; zawadiacki’; ‘bystry, rączy, zwinny, robiący coś&#13;
umiejętnie i z zapałem’ (Sł SE 4, 237–238).&#13;
Rodzina wyrazów, do której należą leksemy lichy i licho, rozszerza repertuar&#13;
negatywnych znaczeń. Aleksander Brückner wymienia następujące derywaty: liszyć się znaczy ‘zbywać’, liszny (albo liszni) ‘zbyteczny, zbędny’, dalej liszyć się ‘stronić’, na przykład w sformułowaniu „świata się liszyć”; przezlisz ‘nadto’. Złożenia&#13;
z licho-: licholecie, licholat o ‘nieszczęśniku’, lichoradka ‘febra’ pojawiają się tylko&#13;
u pisarzy wschodnich, którzy wywodzą ch tego słowa z ks (lēk-s), cerkiewne otlěk,&#13;
‘pozostałość’, ‘reszta’, litewskie atłaikas, ‘pozostałość’, atlykis ‘przestanek’, łaikas&#13;
‘czas’; ponadto -lika tworzy w tym języku liczebniki od 11 do 19; łacińskie linquo znaczy to samo co greckie leipō, czyli ‘pozostawiam’ (Brüc SEJP 298). Natomiast Krystyna Długosz-Kurczabowa wyróżnia derywaty rzeczownikowe: lichość&#13;
(XV w.) ‘mała wartość, nędza’; lichota (XIV w.) ‘grzech, niegodziwość, nieprawość’; lichotka ‘biedna dziecina, biedaczek, biedotka’; lichotny (XV w.) ‘mizerny,&#13;
błahy’; lichotarz ‘lichy, nędzny człowiek’; lichocić (XVI w.) ‘wyniszczać, doprowadzać do nędzy’; czasowniki: liszeć (XVI w.) ‘stawiać się lichym, marnieć’; liszyć&#13;
(się) (XVI w.) ‘pozbawiać’; lichmanić (XVI w.) ‘trwonić, marnować’; przymiotniki oddające intensywność cechy wyrażonej przymiotnikiem podstawowym:&#13;
lichuchny, lichuczki, lichutki (Dług WSH-E 355)2. W Słowniku gwar polskich&#13;
Jana Karłowicza zostają wskazane następujące użycia gwarowe: licho ‘złe, diabeł’&#13;
(w tym przypadku autor zaznaczył, że jest to często spotykane znaczenie); licho&#13;
‘mało’; lichoradka ‘ciotka, zimnica’; lichota ‘nędza’. Natomiast lichy to ‘słaby’, ‘zły’&#13;
(Karł SGP 3, 34–35).&#13;
2&#13;
Według słownika pod redakcją Samuela B. Lindego derywaty od leksemu licho to także: lichota,&#13;
lichość ‘bieda, mizeria’; lichotarz ‘nędzny człowiek’ (SL 633–635).&#13;
&#13;
⩶ 57 ⩶&#13;
&#13;
�Etymologia i historia leksemu w różnych językach słowiańskich, a także derywaty i użycia gwarowe pokazują, że semantyka leksemu licho jest głównie negatywna, o czym świadczą przede wszystkim znaczenia związane z biedą, chorobą,&#13;
grzechem i demonem. Julian Krzyżanowski zwraca uwagę na obecność tego leksemu w przysłowiach, na przykład Siedź cicho, kiedy śpi licho (NKPP 2, 303) oraz&#13;
Idź do licha, na suche lasy, na gęste bory, na rozstajne drogi (NKPP 1, 431). Badacz&#13;
wnioskuje, że wiążą się one z bajką ludową o poszukiwaczu licha. Natomiast według Wilhelma Gaja-Piotrowskiego ta istota demoniczna jest charakteryzowana&#13;
następująco: „Miało ono siedzieć na krzyżowych drogach, parami, przy czym jedno z nich było duże, a drugie małe” (Gaj Stal 98). Informatorka, zapytana, co to&#13;
jest licho, udzieliła następującej odpowiedzi:&#13;
Że to jakiś czart tam komuś, no właśnie jak Pani mówi: „Pal cię licho!”, to znaczy,&#13;
że ten czart coś tam zrobił, żeby komuś coś zrobił. U nas w ogóle babcia przestrzegała, żeby nie wymawiać po prostu imion czarta, diabła, że tam: „Idź do diabła!”,&#13;
jak się mówi, to nie wolno było tego mówić ( JM, p. Kalisz).&#13;
&#13;
Słowa te potwierdzają, że licho w ludowej wyobraźni zaliczane jest do istot&#13;
demonicznych, na tyle groźnych, że obłożonych tabu językowym.&#13;
Antonimem leksemu licho jest wyraz cetno, oznaczający ‘liczbę parzystą’.&#13;
W gwarach zaś cetno w przysłowiu znaczy ‘gotówką, co do grosza’ (Karł SGP 1,&#13;
168), a także występuje w zestawieniach cot i liszka, cetno i licho, grać w cotkę i liszkę&#13;
(Karł SGP 1, 257). Ostatni przykład zanotował także Kolberg: grać w cetno i licho, czyli ‘zgadywać, czy przedmioty zamknięte w dłoni są parzyste, czy nie’ (K 60&#13;
Przysł 39). Gra ta była znana w Polsce przed wieloma wiekami. Mówiono także grać&#13;
w liszkę, czyli w grę hazardową polegającą na zgadywaniu, czy w dłoni przeciwnika&#13;
są pieniądze; w grze tej można było wykorzystać także orzechy (SJP Dor 4, 124).&#13;
Zabawa przetrwała w kulturze ludowej Kurpiowszczyzny w ciekawym wariancie:&#13;
jedna osoba chowa w zaciśniętej dłoni garść fafernuchów, czyli pieczywa obrzędowego, a druga ma zgadnąć, czy są w liczbie parzystej (cetno) czy nieparzystej (licho).&#13;
W przypadku poprawnej odpowiedzi fafernuchy zabierała osoba zgadująca, a błędnej – ta, która trzymała ciastka. Zabawa ta mogła mieć również charakter wróżebny. Parzysty wynik był jednocześnie zapowiedzią rychłego ślubu. Natomiast wynik&#13;
licho wróżył pozostanie w stanie panieńskim lub kawalerskim co najmniej przez&#13;
najbliższy rok (Czerwiński 2008, 330)3.&#13;
Warto zwrócić uwagę, że leksem licho przetrwał nie tylko w gwarach, ale także we współczesnej&#13;
polszczyźnie, gdzie funkcjonuje w następujących znaczeniach: lichy ‘taki, który przedstawia małą wartość materialną, zaniedbany, zły, podniszczony’; ‘słaby, wątły’; ‘źle, niestarannie wykonany; tandetny’;&#13;
3&#13;
&#13;
⩶ 58 ⩶&#13;
&#13;
�„Fafernuchy” – tradycyjne kurpiowskie ciastka marchewkowe&#13;
&#13;
Foto: Wach, Muzeum Kurpiowskie w Wachu, fot. Ignacy Skwarcan, Kamila Tyniec, zdjęcie pobrane ze&#13;
strony www.skanseny.net [data dostępu 8.04.2024 r.].&#13;
&#13;
Para pojęć parzysty i nieparzysty ma w polszczyźnie oprócz form cetno i licho&#13;
także inne wykładniki leksykalne, takie jak para, do pary, nie do pary. Para występuje w języku polskim od XV w. i oznacza: ‘dwie sztuki, dwie osoby, dwoje&#13;
zwierząt’; zaś parę, paru to liczebniki nieokreślone służące oznaczeniu liczb od&#13;
dwóch do dziesięciu włącznie. Jest to zapożyczenie ze środkowoniemieckiego par&#13;
‘gatunek, rodzaj’, ‘równy innemu, parzysty’, dziś niemieckie Paar ‘para’, paar ‘kilka, parę’. Leksem został przejęty z języka łacińskiego pār ‘towarzysz, towarzyszka,&#13;
mąż, żona; para’. Przymiotnik pār oznacza ‘równy, równo położony; parzysty’.&#13;
‘nieznaczny, mały pod względem rozmiarów’; ‘zły, kiepski, małowartościowy pod względem moralnym&#13;
albo artystycznym’ (PSWP Zgół 19, 154). W słowniku pod redakcją Witolda Doroszewskiego pojawiają się przykłady licznych użyć frazeologicznych. Przede wszystkim leksem ten funkcjonuje w formie&#13;
przekleństwa: niech licho porwie, weźmie – ‘przekleństwo, zwrot wyrażający zniecierpliwienie, gniew,&#13;
złość’; na licho, po kiego licha ‘po co, na co, co komu po tym’, licha warte ‘nic nie warte, do niczego’; pal&#13;
licho! pal was licho! ‘niech tam, wszystko jedno’. Ponadto licho jest przedstawiane jako obiekt/podmiot&#13;
aktywny, który wpływa na człowieka: bierze kogo licho ‘coś kogoś wyprowadza z równowagi, złości’;&#13;
licho bierze, wzięło porwało kogoś ‘coś przepadało, zginęło, ktoś odszedł, umarł’; licho kogoś przynosi ‘ktoś&#13;
niepotrzebnie przyszedł, jest zbyteczny, sprawia kłopot’ i inne. Leksem ten jest także charakteryzowany&#13;
poprzez nadawanie mu cech właściwych istotom żywym: licho nie śpi ‘zawsze może grozić coś złego’&#13;
(SJP Dor 4, 122–124).&#13;
&#13;
⩶ 59 ⩶&#13;
&#13;
�Od tego leksemu pochodzą następujące derywaty: parzysty, nieparzysty; parzyć się&#13;
‘łączyć się w pary (o zwierzętach)’ (Bor SEJP 412)4. W gwarach funkcjonują następujące leksemy: para ‘liczba z dwóch jedności złożona’, w tym przypadku para&#13;
oznacza dwa; ‘jedność brakująca do pary’, tak jak w przysłowiu: Siódma dróżka&#13;
dobiera sobie z innych na parę; ‘kilka’, na parze ‘na równi’ (Karł SGP 4, 36). Ponadto w gwarach znane jest zdrobnienie parka, które oznacza ‘podwójny kłos zboża’&#13;
(za: SSiSL II/1, 147), a także leksem parnisty ‘dobrany do pary’ (o koniach) (Karł&#13;
SGP 4, 40). Kolberg wyróżnia dodatkowo derywat parzyć się w znaczeniu ‘podwajać’, który występuje w życzeniach rodziców dla państwa młodych:&#13;
Niech was Bóg błogosławi, życzymy wam z naszej biednej doli, abyście długo żyli,&#13;
szczerze się kochali, Boga miłowali, ludzi szanowali; – niech wam się wszystko&#13;
darzy i parzy (vel. w dwójnasób kojarzy) (K 16 Lub 180).&#13;
&#13;
Wykładniki leksykalne wskazują na pozytywne wartościowanie rodziny&#13;
wyrazowej para, chociaż Tołstojowa egzemplifikuje także odmienne podejście&#13;
cechujące słowiański folklor: na Polesiu sile nieczystej pokazywano figę, mówiąc przy tym: „Masz tobie do pary i idź sobie” (Tolstaja 2010, 239). Przywołany fragment relacji zapowiada, że w kulturze ludowej wartościowanie członów&#13;
opozycji parzystość i nieparzystość jest złożone i uwarunkowane kontekstowo.&#13;
&#13;
2.2. Nieparzystość w kulturze&#13;
Władimir Toporow dostrzegł kontekstową waloryzację opozycji parzystość i nieparzystość, pisał bowiem, że gdy parzystość okazuje się bezsilna, ostatniej szansy&#13;
należy szukać w nieparzystości. Te dwa systemy należy wykorzystywać świadomie&#13;
i w zależności od sytuacji (Toporov 2005, 208). Dane pochodzące z materiałów&#13;
We współczesnej polszczyźnie leksem para ma następujące znaczenia: ‘dwie oddzielne rzeczy mające jednak podobny kształt, wygląd i przeznaczenie, często symetryczne względem siebie&#13;
i stanowiące pewną całość oraz spełniające jednakową funkcję’, na przykład: para rąk, nóg, dobrać&#13;
coś do pary, coś jest nie do pary; ‘dwie osoby lub dwoje zwierząt zwykle przeciwnej płci’, na przykład: dobrana, zakochana para, pójść z kimś w parze, ustawić się w pary; ‘jeden egzemplarz dwuelementowego kompletu, zwłaszcza ubioru składającego się z dwu analogicznych części’, na przykład&#13;
para spodni; ‘jedna z dwóch istot, które razem tworzą funkcjonalną całość, komplet’, na przykład&#13;
para od czerwonej skarpetki (PSWP Zgół 27, 369–370). Parzystość zaś to: ‘cecha tego, co wyrażone&#13;
liczbą całkowitą podzielną przez dwa bez reszty’; ‘cecha tego, co występuje parami’. Z kolei parzysty&#13;
znaczy ‘wyrażony liczbą całkowitą podzielną przez dwa bez reszty’; ‘taki, który występuje parami’,&#13;
a parzyście/parzysto ‘występuje parami, symetrycznie’ (PSWP Zgół 27, 453).&#13;
4&#13;
&#13;
⩶ 60 ⩶&#13;
&#13;
�źródłowych także pokazują różnorodne oceny przypisywane członom tej opozycji. Dlatego kulturowe jej wartościowanie nie jest tożsame z tym zakodowanym&#13;
w danych systemowych.&#13;
W trakcie obrzędów rodzinnych i dorocznych liczby były wykorzystywane&#13;
ze względu na ich parzystość lub nieparzystość, które to cechy konotują zamykanie i otwieranie. Używano zatem wówczas odpowiednich liczb, dzięki czemu&#13;
obrzęd był we właściwy sposób spowalniany lub kontynuowany, a także przywoływano inne konotacje tej opozycji. Wykorzystywano zatem parę parzystość&#13;
– nieparzystość, przy czym słowa o przeciwnym znaczeniu nie tylko są zestawiane na zasadzie opozycji, ale także grupowane są w ciągi pojęć o podobnych&#13;
skojarzeniach, na przykład całość – zamknięte – parzyste, zmiana – otwarte –&#13;
nieparzyste (Stomma 1986, 174; zob. też Iwanov, Toporov 1965). Na przykład&#13;
w trakcie celebracji obrzędów aby ułatwiać i przyspieszać metamorfozę, stosuje&#13;
się liczby nieparzyste. Jednym ze zwyczajów obrazujących tę tezę jest konieczność przygotowywania odpowiedniej liczby potraw wigilijnych:&#13;
Przeważnie to tak siedem do dziewięciu. U nas nie było tam dwanaście.&#13;
[MW: A gdzie jest dwanaście?] Nie wiem, ale tak u nas nie było. [MW: Dlaczego siedem albo dziewięć?] No ja nie wiem, że nieparzyste, nie wiem [HG,&#13;
p. Radzyń Podlaski].&#13;
&#13;
Wymogi dotyczące liczby dań wigilijnych są mocno zakotwiczone w tradycji ludowej. W relacjach informatorek pojawiły się następujące dane odnośnie do&#13;
liczby potraw w tym dniu:&#13;
7 – [AK, p. Radzyń Podlaski], [EW, p. Puławy];&#13;
11 – [SK, p. Hrubieszów];&#13;
12 + 1 – [ZS, p. Świdnik];&#13;
13 – [ACH, p. Lublin].&#13;
&#13;
Nieparzystość wiąże się z otwartością, stąd taka liczba dań, odczytana w kontekście wegetacyjno-zaduszkowej symboliki wigilijnego wieczoru, wiedzie do zapoczątkowania pozytywnych zmian w czasie zimowej martwoty, pobudzenia wegetacji, pomnożenia dobytku i zapewnienia pomyślności w nadchodzącym roku.&#13;
Uwzględnienie koncepcji dwubiegunowego postrzegania świata prowadzi do&#13;
wyjaśnienia genezy nakazu zanotowanego przez Kolberga: Do wieczerzy wigilijnej&#13;
zasiada parzysta liczba osób (K 5 Krak 192; zob. też Glog Rok 67). W tym przypadku nieparzystość, która jest równoznaczna z otwarciem na zmiany, mogłaby&#13;
spowodować śmierć jednego z domowników (por. Stomma 1986, 174).&#13;
⩶ 61 ⩶&#13;
&#13;
�Wyjątkowy czas Wigilii sprzyja używaniu liczb nieparzystych, gdyż mają one&#13;
sprawczą moc:&#13;
Liczono łuski karpia i chowano do portfela nieparzystą ilość, aby się pieniądze&#13;
trzymały [BM, p. Parczew].&#13;
&#13;
W tym kontekście wiążą się one z ruchem i dynamizmem, co konotuje mnożenie się pieniędzy.&#13;
Bogato dokumentowanym zwyczajem jest wicie wianków w Boże Ciało&#13;
lub w oktawę Bożego Ciała. W relacjach informatorek powszechnie występuje&#13;
przekonanie o konieczności przygotowywania ich w liczbie nieparzystej, w dzień,&#13;
który jest nazywany przez mieszkanki wsi wiankowym czwartkiem:&#13;
3, 5, 7 – miało być nie do pary – [ZG, p. Puławy];&#13;
5, 7 – [TM, p. Łęczna];&#13;
7 – [ JP, p. Lublin];&#13;
7, 9 – [EP, p. Świdnik];&#13;
13 – [ZS, p. Świdnik];&#13;
Wianuszki się robi z rozchodnika, to chyba na oktawę już jest. Rozchodnik, macierzanka, takie różne rzeczy. [MW: Ile?] Pięć, siedem. Ja robię pięć, bo nigdy&#13;
się nie wyrabiam więcy, bo to jedna chce, druga chce i zazwyczaj, ale siedem czy&#13;
dziewięć, to wtedy tak ślicznie [HW, p. Pułtusk].&#13;
&#13;
To ciągle przestrzegane zalecenie znajduje także uzasadnienie w logice opozycji binarnych. Poświęcone w postaci wianków zioła stanowią pierwsze dary&#13;
ziemi. U progu lata należy więc pobudzać obfitość dalszych zbiorów i otwierać&#13;
się na życie, które w tym czasie buzuje, zaś energia witalna krąży szczególnie&#13;
silnie, stąd wykorzystywanie liczb nieparzystych. Należy jednak zastrzec, że niekiedy używanie niektórych liczb ze względu na wartość symboliczną ustępuje&#13;
miejsca wyborowi opartemu na przekonaniu, że coś pasuje, jest potrzebne lub&#13;
szczęśliwe.&#13;
Występują także warianty, w których wskazuje się konkretną, ale zawsze nieparzystą, liczbę wianków:&#13;
Trzy wianki – z macierzanki, z rozchodników, z róży, i to się nakładało jeden na&#13;
drugi i to było święcone, szło się do kościoła. [MW: A dlaczego akurat trzy te wianuszki?] No bo tak jak Trójca Święta. Potem te wianki, jak ktoś zmarł w rodzinie,&#13;
no to dawali pod poduszkę [LO, p. Wieluń]; wariant: [PM, p. Częstochowa];&#13;
&#13;
⩶ 62 ⩶&#13;
&#13;
�HD: Myśle, że to tak z czasem przyszło, że wszystko było w jednym, ale jo pamiętam jak dawniej, to mama trzy wiła, no nie wiem: jeden był z kwiatków, jeden ze&#13;
ziół, takich zbiranych po łąkach, po tym. Jakoś tak, no nie pytałam nigdy, dlaczego&#13;
trzy. [MW: Jeden z kwiatów, jeden z ziół, a trzeci?] KR: Z takich koło domu,&#13;
z ogródka [HD i KR, p. Kolbuszowa].&#13;
Siedem5, a robiłam zawsze siedem i do dzisiaj mam tę tradycję [TP, p. Mońki];&#13;
MM: To znaczy można sobie było no trzy co najmniej. TC: Trzy musiały być.&#13;
TC: Dziewięć. MM: Dziewięć u was, a u nas były trzy, a teraz to zauważyłam, że w jednym robią wszystko, jeden gruby wianek [MM, p. Wolsztyn; TC,&#13;
p. Wolsztyn].&#13;
&#13;
Wianki poświęcone w oktawę Bożego Ciała&#13;
&#13;
Foto: Magdalena Wójtowicz-Deka.&#13;
&#13;
Można także przywołać symbolikę siódemki (zob. rozdział Liczba 7): jest ona uznana za&#13;
liczbę, która ma szczególną łączność z sacrum, przez to sama „zaraża się” świętością i staje się liczbą&#13;
mocną, stąd późniejsze wykorzystanie poświęconych wianuszków (moc lecznicza budowana jest&#13;
przez kumulację symboliki wianków, wody i liczby): Wcześniej, tydzień temu, to mówili, że jak jest&#13;
uwite siedem na przykład tych wianków, to późni się bierze te wianki na wode, ich się moczy i jak&#13;
krowa nie chce polatować się, znaczy nie ma cielątka, żeby te wode wypiła i uon będzie, będzie tego&#13;
cieluntko, będzie cieluntko [ZZ, p. Puławy].&#13;
5&#13;
&#13;
⩶ 63 ⩶&#13;
&#13;
�W relacjach zostały wymienione następujące liczby: 1, 3, 7 oraz 9, można zatem stwierdzić, że znaczenie ma w tym kontekście nieparzystość i związany z nią&#13;
ruch i progres. Wianki wykorzystywano w celach ochronnych (na przykład wieszano je w punktach granicznych domu czy obejścia) [HD i KR, p. Kolbuszowa]&#13;
i leczniczych [ZD, p. Olecko; JSW, p. tatrzański], wkładano je także zmarłemu&#13;
do poduszki [JW, p. Puławy; LO, p. Wieluń]. W tych działaniach najważniejsze&#13;
jest to, że wianki zostały poświęcone. Jednak, szczególnie w przypadku lecznictwa&#13;
i zwyczajów związanych z nieboszczykiem, istotne jest także uruchomienie znaczenia nieparzystości, czyli otwarcia, ruchu i zmiany.&#13;
Liczby nieparzyste są wykorzystywane także podczas innych obrzędów dorocznych:&#13;
Trzy kartofle na Wielkanoc o w tem koszyczku, trzy oświęciło sie i jak sie zaczyło&#13;
sadzić w polu, to pierwszy te trzy kartofle sie sadziło święcone. Tak, żeby sie udały&#13;
i to wszystko, wszystko z Bogiem… [MW: A dlaczego trzy?] No bo, trzy je nie do&#13;
pary na życie, a dwa to już. Zawsze trzy, pinć to już takie, no… [GM, p. Janów&#13;
Lubelski].&#13;
&#13;
Powyższa relacja stanowi dobrą puentę tej części rozważań, gdyż informatorka bezpośrednio wyjaśnia sens wykorzystania atrybutów w liczbie nieparzystej,&#13;
która jest tożsama z otwartością, a więc i życiem.&#13;
Liczby pojawiają się w ludowym lecznictwie magicznym z dużą częstotliwością. Nie tylko oznaczają ilość i porządek, ale również posiadają specjalną aurę:&#13;
sprawiają, że pewien krąg pojęć słownych zyskuje miano definicji, swego rodzaju stałych epitetów, oraz ciążą ku obszarowi symboliczności. Liczby porządkują&#13;
wszystko, co niezorganizowane i chaotyczne. Sama operacja rachunku zbiera różne i osobne rzeczy w pewną całość, a system liczbowy występuje jako najprostszy&#13;
model porządku (Toporov 2005, 194–208). Niewątpliwie w lecznictwie ludowym dominuje trójka oraz jej krotności. Kolejno pod względem częstotliwości&#13;
wyróżniają się liczby 7 i 9. Pomijając w tym miejscu indywidualną symbolikę poszczególnych znaków liczbowych, nietrudno zauważyć, że tworzą one ciąg liczb&#13;
nieparzystych (w którym oprócz wymienionych liczb jest także piątka). Są one&#13;
wykorzystywane w następującym zamówieniu:&#13;
[MW: Czyli albo trzy razy, albo pięć, tak?] Tak, albo trzy na głowe, serce i na&#13;
kolana. [MW: A pięć?] Aaa, pięć to przeważnie można trzy na głowe, dwa na&#13;
serce, dwa na na kolana… [MW: To siedem?] Siedem. Może być pinć, może być&#13;
siedem. [MW: A parzyste? A dlaczego nieparzyste musi być?] A no tego to jo już&#13;
&#13;
⩶ 64 ⩶&#13;
&#13;
�wim, ale tak… Jo wiem, może być i parzyste, no ale ale jo już bardzi tak trzy, pinć,&#13;
siedem, nieparzyste. Ja wiem. Nie no już tak, tak zrozumiałam, jak mówiła i tak&#13;
utkwiło w tem i już takie nie nieparzyste [GM, p. Janów Lubelski].&#13;
&#13;
Liczby nieparzyste w lecznictwie ludowym urzeczywistniają ideę dynamiki,&#13;
rozwoju, ruchu, energii, wykorzystuje się więc je w celu zmiany niepożądanego&#13;
stanu rzeczy, przekształcenia go, zainicjowania pozytywnych zmian, czyli przywrócenia zdrowia. Nieparzyste znaki liczbowe odnoszą się przede wszystkim do&#13;
choroby (wypędza się chorobę, a nie przywołuje zdrowie), która jest konceptualizowana między innymi jako wróg, najeźdźca i przeciwnik (Marczewska 2012, 64),&#13;
a także gość (Marczewska 2012, 115), który przychodzi z wrogiego świata. Nieparzystość jest więc w pewnej relacji do nieznanego orbis exterior, gdyż wiąże się&#13;
także ze złą, ciemną stroną świata (por. Adamowski 1999, 140–141). Liczenie&#13;
jednak pozwala przekształcić obcy chaos w oswojony kosmos, co potwierdza chociażby etymologia tego leksemu, gdyż oznaczał on także ‘kształtować, formować,&#13;
zdobić’ (Bor SEJP 288). Liczby są więc narzędziem wykorzystywanym do opanowania obcej i groźnej choroby i przywracania ładu, tożsamego w tej sytuacji ze&#13;
zdrowiem.&#13;
&#13;
2.3. Parzystość w kulturze&#13;
Pozytywne wartościowanie parzystości jest czytelne w kontekście symboliki ślubnej. Młode osoby, dla których przyszłe zamążpójście było niezwykle istotne, podejmowały działania wróżebne w celu poznania swojego przyszłego losu.&#13;
Wróżono:&#13;
– w wigilię św. Andrzeja:&#13;
Poszło się, jak się szło po drzewo, nakładło się na rękę, i jak się przyszło po dwa,&#13;
jak wyszła para, to dobrze, jak nie wyszła para, to nawet i płacz był w domu, bo&#13;
się jedno drugiemu sprzeciwiało: „O widzisz, nie wyjdziesz ty za mąż abo się nie&#13;
ożenisz!” [HP, p. Ryki];&#13;
&#13;
– w wigilię Bożego Narodzenia:&#13;
DG: Zjadło się owoc, a te pestki się odkładało na bok i po skończonej kolacji to&#13;
to się układało parami, ile tych pestek, ile tych ogonków gruszek. Jak były pary, że&#13;
się zgadzały na pary, no to że się… Znakiem tego, że dziewczyny wyjdą za mąż,&#13;
a jak nie było pary, to… WG: Jeszcze rok będzie czekać, bo nie ma pary, jeszcze ten&#13;
rok [DG, WG, p. Szydłowiec];&#13;
&#13;
⩶ 65 ⩶&#13;
&#13;
�Tak, wróżby to już przeważnie były po pośniku, po ty wieczerzy wigilijny, no taki&#13;
był zwyczaj, że wypadały dziewczyny na dwór i liczyły sztachety w płocie, kołki&#13;
w płocie, bo to przeć nie było sztafetów, tylko kołki w płocie, jak wysło do pary, to&#13;
się wydawała za mąż, a jak nie, to nie [ECZ, p. Zwoleń].&#13;
&#13;
– w wigilię św. Jana6:&#13;
Dwa wianki i dwie deseczki i się puscało razem na rzece. Jak sły, świecki sie&#13;
zaświcało, jak sły obydwa. A no i jesce się pomyślało się, którym kawalerem, tam&#13;
który był najbliżej. Tu był kawaler, tu była panna, jak płynęły razem, obydwoje&#13;
razem, to znakiem tego, że bedzie wesele, a jak się rozchodziły, to nic z tego, nie&#13;
bedzie para [DG, p. Szydłowiec].&#13;
&#13;
Czynności te zostały opisane także w piosence, której fragment zaśpiewał informator:&#13;
W polu lipeńka, w polu maleńka&#13;
Listeczki swe rozwija.&#13;
Pod nią dziewczyna, pod nią jedyna&#13;
Parę wianuszków wiła [WG, p. Szydłowiec].&#13;
&#13;
Płot sztachetowy&#13;
&#13;
Foto: Walewice (okolice Sulęcina), fot. Janusz Bohdanowicz, 1958, Cyfrowe Archiwum Polskiego Atlasu&#13;
Etnograficznego, https://paenew.us.edu.pl/items/show/ 752#pid=1 [data dostępu: 10.04.2024 r.].&#13;
6&#13;
W tym przypadku – inaczej niż w dwóch wcześniejszych przykładach – wymóg stosowania&#13;
liczb parzystych nie jest powszechny.&#13;
&#13;
⩶ 66 ⩶&#13;
&#13;
�Pary pojawiające się we wróżbach zapowiadają osobie, która próbuje poznać&#13;
swój przyszły los, przynależność do systemu stosunków parzystych, czyli małżeńskich. W pieśni weselnej para wianków odpowiada obrączkom. Parzystość zaś&#13;
wyraża pewien porządek w logice liczenia, wskazuje na normę; nieparzystość&#13;
w tym kontekście stanowi jej naruszenie i jest pewną anomalią. Liczba parzysta&#13;
odzwierciedla stabilność świata, komplementarność i pełnię, która nie wymaga&#13;
uzupełniania. W kontekście ślubno-matrymonialnym oznacza więc połączenie&#13;
dwojga ludzi.&#13;
Również występowanie liczb w innych relacjach potwierdza, że kategoria&#13;
parzystości jest istotna dla depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej,&#13;
na przykład:&#13;
Tak samo jeżeli zbierano coś, czy jakieś owoce, to bardzo często liczono, czy jest do&#13;
pary, czy nie. Jeśli jest do pary, to będzie szczęście, jeśli nie do pary, jakieś nieszczęście spotka. [MW: To parzyste są lepsze?] Lepsze parzyste, bo parzyste szczęście&#13;
przynosiły [ZD, p. Olecko];&#13;
Najważniejsze to były jajka. [Ile?] To zawsze do pary, tam dziesięć, dwanaście.&#13;
[Dlaczego do pary?] Żeby to darzyło się dobrze w gospodarstwie. [To jak do&#13;
pary, to się darzy?] Para to jest… Pojedynczo nie bardzo [ JŁ, p. sokólski].&#13;
&#13;
Z przytoczonych relacji wynika, że parzystość zapowiada szczęście i dobrobyt w gospodarstwie. Wierzenie to prawdopodobnie związane jest z pozytywnym&#13;
wartościowaniem pary w kontekście matrymonialnym, wynika także z symetrii&#13;
i porządku, z którymi jest kojarzona.&#13;
Parzystość pojawia się zatem w folklorze, gdy mowa jest o szczęściu, obfitości, pełni życia, ale także w kontekście kontrastowym, czyli umierania. Wynika&#13;
to z pojmowania całego obszaru związanego ze śmiercią jako odwrotności życia,&#13;
dlatego parzystość w tym kontekście jest oceniana negatywnie. Dwójka stanowi&#13;
prototypową liczbę parzystą, więc jej semantyka rozciąga się na cały zbiór tych&#13;
liczb. Dwoistość koreluje z obszarem pozaziemskim i demonicznym, co wyraża się&#13;
na przykład w wierzeniu, że jeśli w domu nastąpią dwa zgony w ciągu roku, można&#13;
się spodziewać trzeciego. Serbowie w takiej sytuacji zakopują kukłę obok drugiego nieboszczyka, aby uchronić się przed kolejnym zgonem, gdyż twierdzą, że „na&#13;
tamtym świecie nie przyjmują liczb parzystych” (Tolstaja 1995, 22). W folklorze&#13;
polskim powiązanie parzystości ze śmiercią zaznacza się poprzez ustawianie parzystej liczby świec przy trumnie:&#13;
&#13;
⩶ 67 ⩶&#13;
&#13;
�2 – [BM, p. Parczew];&#13;
4 – [EP, p. Świdnik], [TM, p. Łęczna];&#13;
4, 6 – [ACH, p. Lublin].&#13;
[MW: A to dlaczego na pogrzeb się kupuje do pary?] Nie wiem, robię to co&#13;
wszyscy? [MW: I to u was tak jest zachowane?] Tak, tak. [MW: A to jeszcze&#13;
tak przy okazji pogrzebu, a ile świec się ustawia przy trumnie?] Dwie [HW,&#13;
p. Pułtusk].&#13;
&#13;
Nadal panuje zwyczaj przynoszenia na pogrzeb lub grób bukietu lub wieńca&#13;
o parzystej liczbie kwiatów, podczas gdy w innych przypadkach (urodziny, imieniny) jest to raczej liczba nieparzysta:&#13;
Nieparzysta, bo samo to że nawet kwiaty na przykład parzyste, to tylko na pogrzeb, więc uważam, że wszystko, co nieparzyste to szczęśliwe bardziej, no nie&#13;
wiem, może ja sama tak to tłumaczę [HW, p. Pułtusk].&#13;
&#13;
Zwyczaj ten jest reliktem wiary w silny związek dwójki i liczb parzystych ze&#13;
sferą eschatologiczną, ponadto potwierdza aktualność myślenia opartego na zasadzie opozycji binarnych, z którego wynika następująca asocjacja: parzystość – zamykanie – bezruch – śmierć.&#13;
&#13;
2.4. Podsumowanie&#13;
W kulturze ludowej zaznacza się inwersja ocen w wartościowaniu członów opozycji parzystość – nieparzystość. Dlatego tym mocniej należy zaakcentować podmiotowy punkt widzenia, a więc zapytać, kto wykorzystuje liczby parzyste lub nieparzyste, w jakiej sytuacji i czemu one służą.&#13;
Interesująco przedstawia się analiza rozwoju semantyki leksemu licho, który&#13;
od prasłowiańskiego pnia, oznaczającego ‘resztkę, coś niepotrzebnego i liczbę nieparzystą’, poprzez intensyfikację i rozwój negatywnego aspektu znaczenia zaczął&#13;
funkcjonować jako nazwa postaci demonicznej, obecnej nawet we współczesnych&#13;
relacjach informatorek. Etymologia, znaczenie słowa, derywaty i leksyka gwarowa,&#13;
związane z tym wyrazem, wskazują na jego negatywne wartościowanie, w przeciwieństwie do pozytywnego znaczenia cetna, pary, a więc także parzystości. W wierzeniach, zwyczajach i obrzędach waloryzacja tej opozycji jest mniej jednoznaczna&#13;
i zależy od kontekstu.&#13;
&#13;
⩶ 68 ⩶&#13;
&#13;
�Opozycja parzystość – nieparzystość stanowi istotną kategorię w poznawaniu świata przez depozytariuszy i depozytariuszki kultury ludowej. Analizowany&#13;
materiał pozwala wyróżnić kilka poziomów jej funkcjonowania, a najistotniejszy&#13;
z nich można określić jako mityczno-poznawczy, bogato opisany w literaturze pod&#13;
szyldem opozycji binarnych. Narzucają one pewną siatkę kognitywną, która jednocześnie wartościuje zjawiska w układach przeciwstawnych: zmiana – otwarcie –&#13;
nieparzystość; parzystość – zamknięcie – bezruch – śmierć i ujawnia się na przykład&#13;
w układzie: nieparzysta liczba wigilijnych potraw – otwarcie – mnożenie dóbr&#13;
w nadchodzącym roku.&#13;
Semantyka wartości liczbowych potwierdza możliwość inwersji ocen i ich&#13;
zrelatywizowanie w stosunku do podmiotu, który interpretuje rzeczywistość&#13;
i przyjmuje punkt widzenia osoby wtajemniczonej w absolutną semantykę&#13;
liczb (czyli na przykład wie o związku parzystości ze śmiercią) lub niewtajemniczonej, ale kultywującej tradycje. Wykorzystanie członów tej opozycji służy&#13;
także konkretnym celom, na przykład dla gospodyni istotne jest wzmaganie&#13;
obfitości plonów, zaś dla panienki poznanie czasu przyszłego zamążpójścia. Jak&#13;
pokazują więc powyższe przykłady, zmiana ocen i różne interpretacje członów&#13;
opozycji parzystość – nieparzystość nie wykluczają się, ale łącznie budują jej całościowy obraz.&#13;
Dalsze analizy pokażą, że poszczególne liczby w niektórych tekstach folkloru&#13;
są przyporządkowane do jednego z członów tej opozycji, zyskując jego znaczenie,&#13;
a więc na przykład liczby nieparzyste kojarzone są z otwartością, ruchem, progresem i życiem. A zatem przyczyniają się do mnożenia pieniędzy czy plonów.&#13;
W niektórych jednak sytuacjach otwartość może powodować zdarzenia negatywne. Natomiast parzystość konotuje stabilność, symetrię, komplementarność, ale&#13;
także zamknięcie. Dlatego charakteryzuje między innymi sfery matrymonialną&#13;
i eschatologiczną.&#13;
&#13;
⩶ 69 ⩶&#13;
&#13;
��2 Liczba 1&#13;
W uniwersalnej symbolice liczba 1 jest utożsamiana z prapoczątkiem i pierwotną&#13;
jednością. Wskazuje się nawet, że liczby zaczynają się od dwójki, gdyż jedynka stanowi jedność i całość, jest właściwie zaprzeczeniem podziałów opisywanych przez&#13;
ciąg liczbowy (Her Lek 57, For Sym 42–43, AlvSym Ssy 88, Cir Sym 225, Hof&#13;
Lek 35, Kow Lek 281)1. Dorothea Forstner pisze: „Jedynka jest zgodnie z naturą symbolem niepodzielnej jedności, źródłem i korzeniem, «matką» wszystkich&#13;
pozostałych liczb” (For Sym 43). W sferze symboliki liczba 1 była identyfikowana&#13;
z bóstwami, Bogiem, istotą najwyższą, absolutem albo z siłami odpowiedzialnymi&#13;
za stworzenie wszechświata, z początkami, a zatem czasami, kiedy to dokonało się&#13;
przejście od jedności do wielości, oraz z początkiem ruchu (Her Lek 57, For Sym&#13;
43, Kop Ssym 122, AlvSym Ssy 88, Cir Sym 225, Hof Lek 35). Pierwotna jedność&#13;
wiąże się ze sferą sacrum, w przeciwieństwie do naznaczonego podziałami, a przez&#13;
to także biologią, sferą profanum. Władimir Toporow podkreśla, że w tekstach&#13;
najstarszego typu jedynka nie występuje lub pojawia się wyjątkowo rzadko, gdyż&#13;
oznacza ona nie początek szeregu liczb we współczesnym rozumieniu, ale całość,&#13;
której główną cechę stanowi niepodzielność (Toporov 1974, 177–178). Liczba&#13;
ta jest kartą wstępu do nieskończonego świata liczb (For Sym 43, Kop Ssym 122,&#13;
AlvSym Ssy 88). Ponadto cyfra 1 symbolizuje wyprostowanego człowieka oraz&#13;
rodzaj męski (Her Lek 57, Hof Lek 35). W słownikach symboli zostało także&#13;
wskazane, że liczba ta dotyczy indywiduum lub czegoś jednorazowego i oryginalnego (Her Lek 57)2.&#13;
W języku polskim wyjątkowość jedynki na tle ciągu liczbowego znajduje potwierdzenie&#13;
także w zasadach gramatycznych odnoszących się do tego liczebnika, który pod względem morfologicznym i składniowym zachowuje się w sposób podobny do przymiotnika, z tą różnicą, że&#13;
w funkcji numerycznej nie ma kategorii liczby (Siuciak 2008, 15).&#13;
2&#13;
Także Katarzyna Rudkiewicz w artykule na temat metafor z komponentem liczbowym wskazuje, że liczba ta wyznacza indywidualność. Ponadto pierwszy element w zbiorze jest bardziej znaczący niż&#13;
kolejne. Liczba ta w metaforach służy do wyrażania porządku, indywidualności i ważności (pojedynczo,&#13;
1&#13;
&#13;
⩶ 71 ⩶&#13;
&#13;
�W eksplikacji znaczenia jedynki w zgromadzonym materiale z zakresu kultury ludowej najmocniej zaznacza się jej związek z czasem, w mniejszym stopniu zaś&#13;
z przestrzenią, postaciami, zwierzętami oraz czynnościami i atrybutami.&#13;
&#13;
3.1. Czas&#13;
W analizowanym materiale wyróżnia się kilka typów relacji jedynka – czas. Jest to&#13;
więc fakt ukończenia jednego roku, co dotyczy wieku dziecka, oraz trwania czegoś&#13;
przez taki okres. Dużą grupę stanowią teksty przedstawiające wykorzystanie semantyki czynności wykonywanych pierwszy raz. Zostają więc przywołane znaczenia tej liczby porządkowej w trakcie obrzędów dorocznych, rodzinnych i inicjacji&#13;
zawodowych.&#13;
&#13;
3.1.1. Jeden rok&#13;
W ludowej wizji świata wyjątkowym momentem jest ukończenie pier wszeg o&#13;
roku życia, szczególnym okresem jest także jeden rok tr wania czeg oś, na&#13;
przykład małżeństwa, żałoby czy służby. Nadawanie szczególnego znaczenia takiemu przedziałowi czasu nie wynika tylko z symboliki liczby 1, ale przede wszystkim&#13;
z tego, że rok jako jednostka czasu naturalnego odgrywał istotną rolę we wszystkich kulturach, niezależnie od sposobu wyznaczenia jego początku (ten był różny,&#13;
co wynikało z odmiennego pojmowania cyklu solarnego) (zob. szerzej Szadura&#13;
2017, 179–181). To właśnie ukończenie pierwszego roku przez dziecko sprzyja&#13;
poznaniu jego przyszłych losów:&#13;
Gdy dziecko kończy rok pierwszy życia, sadzają je na stole, kładą koło niego książkę, pieniądz, chléb i nóż, i z tego, po co dziecko najprzód sięgnie, wróżą, do czego będzie zdatne, i czy z niego będzie ksiądz, czy kupiec, czy rolnik, czy żołnierz&#13;
(K 11 Poz 162).&#13;
&#13;
Moment ten stanowi więc newralgiczny punkt, który funkcjonuje jak okno,&#13;
z którego otwiera się widok na przyszłość. Wynika to także ze znaczenia jedynki.&#13;
jeden z wielu, po pierwsze, numer jeden – dla określenia najważniejszej osoby) oraz czegoś incydentalnego i kogoś wyjątkowego (jedyny w swoim rodzaju, jeden jedyny). Badaczka zwraca uwagę na inne&#13;
znaczenia liczby 1 w metaforach, takie jak: dążenie do uniformizacji i homonimizacji (jednym głosem,&#13;
stać się jednym ciałem, jak jeden mąż) czy komplementarności (wszystko w jednym). Funkcjonują także&#13;
metafory, które pozwalają uniknąć niewygodnych tematów (wpaść na jednego, wypić jednego na drogę)&#13;
(Rudkiewicz 2005, 228–229).&#13;
&#13;
⩶ 72 ⩶&#13;
&#13;
�Otwiera ona ciąg numeryczny, oznaczający podziały, ale jednocześnie utożsamianajest z całością. Czas także ma strukturę płyną, ale jest pewną całością, podzieloną na jednostki (odmienne w różnych kulturach). Z tego względu na początku danego odcinka czasu (na przykład życia człowieka), oznaczonego w tym przypadku&#13;
przez liczbę 1, można przewidzieć, co zdarzy się później.&#13;
Koniec jednego roku trwania czegoś ma znaczenie także w obrzędach rodzinnych, na przykład po takim czasie kończy się okres żałoby:&#13;
Kiedyś to tam na renku opaska była, na każdym ubraniu, przez rok czasu&#13;
[TN 1563 Janówka 2008 MJ];&#13;
Kiedyś jak była żałoba, to już tyle, ile przysługuje, to chodzili w żałobie.&#13;
[A ile przysługuje?] Za matkie to przysługuje rok. Za ojca dziewięć miesiecy.&#13;
Za siostre pół roku. Za babcie trzy miesiące [TN 1562 Bezwola 2007 AŁ].&#13;
&#13;
Jeden rok stanowi więc przedział czasu właściwy dla przeżywania żałoby&#13;
i pogodzenia się ze śmiercią najbliższych. Ostatnia relacja pokazuje, że także&#13;
inne liczby o dużym znaczeniu w kulturze ludowej (3, 9) były wskazywane dla&#13;
określania czasu żałoby, a zatem nie zostały użyte przypadkowo. Kwantyfikacyjne&#13;
określanie tych okresów pokazuje także, że człowiek przywołuje symbolikę liczb&#13;
w trudnych doświadczeniach egzystencjalnych, sytuacjach granicznych i eschatologicznych. Ujęcie czasu żałoby w karby liczb wyznacza okres na oswojenie i zaakceptowanie faktu śmierci i choć jego granice są umowne, niewątpliwie pełni on&#13;
funkcję terapeutyczną.&#13;
&#13;
3.1.2. Magia dobrego początku – obrzędy doroczne&#13;
Mircea Eliade, opisując dialektykę czasu, twierdził: „Człowiek religijny odczuwa&#13;
potrzebę okresowego zanurzania się w owym czasie sakralnym i niezniszczalnym.&#13;
Dla niego to właśnie czas sakralny umożliwia istnienie zwykłego czasu, świeckie&#13;
trwanie, w którym dokonuje się cała ludzka egzystencja” (Eliade 1970, 104). Intencją okresowego włączania się w czas mitycznych początków jest nie tylko odnajdowanie sakralnego wymiaru życia, ale także kreowanie przyszłej uporządkowanej&#13;
rzeczywistości (Eliade 1970, 91–103). Kontakt ze światem transcendentnym miał&#13;
zasadniczy cel: zapewnianie sobie i swojemu otoczeniu korzystnych wyroków sacrum (zob. Wójtowicz 2012a). Służyła temu magia dobrego początku, która polegała na „krótkotrwałym wykonywaniu pewnych czynności […], w dniu, który uważa się za początek dłuższego okresu czasu (w szczególności za początek roku); takie&#13;
⩶ 73 ⩶&#13;
&#13;
�incypowanie danej czynności ma się jakoby odbić pomyślnie na jej późniejszym&#13;
wykonaniu w ciągu trwania danego okresu. Poza tym do tychże praktyk nawiązuje wszczynanie zamierzonej czynności w pewnych określonych warunkach, w tej&#13;
wierze, iż odbije się to w pożądany sposób na dalszym jej przebiegu” (Mosz Kul 2,&#13;
300). Praktyki te w dużej mierze opierają się na symbolice pierwszeństwa i liczby&#13;
1 – to, co wykonuje się pierwszy raz, rzutuje na następujące po nim czynności i stany. Inny badacz pisze: „Uważna analiza wyrażenia «pierwszym razem» w starych&#13;
tekstach religijnych nie pozwala przyjąć tego znaczenia, które jest właściwe temu&#13;
wyrażeniu we współczesnych językach i kulturach. Można sądzić, że «pierwszym&#13;
razem» wiąże się ściśle ze stworzeniem świata w jego całości, i właśnie to i tylko to&#13;
było pierwotnym i jedynym denotatem tego wyrażenia, oznaczającego stan, który oddzielał stadium niezdeferencjowane w planie przestrzennym i czasowym, od&#13;
stadium, kiedy dyferencjacja dopiero się rozpoczynała. Dopiero z czasem idea początku, pierwszego członu szeregu, stała się ideą panującą” (Toporov 1974, 178).&#13;
Cytat ten pokazuje, że magia incepcyjna, czyli wykonywanie czynności pierwszy&#13;
raz, nawiązuje do opisanego przez Eliadego dzieła rekreacji, właśnie poprzez wykorzystywanie symboliki pierwszeństwa.&#13;
Najwięcej przykładów takich praktyk z wykorzystaniem mocy liczby 1 można znaleźć w trakcie roku obrzędowego i kalendarzowego. W poniższym podrozdziale koncepcja magii dobrego początku zostanie potraktowana szeroko, gdyż&#13;
zostaną uwzględnione nie tylko czynności, ale także znaki, atrybuty czy zdarzenia,&#13;
które mają znaczenie ze względu na fakt pierwszeństwa.&#13;
W okresie Bożego Narodzenia3 depozytariuszki kultury ludowej bacznie obserwowały wszelkie znaki, które były dla nich prognostykami na przyszłość:&#13;
W sam dzień Bożego Narodzenia […] nie lubią, gdy pierwszą do chaty wchodzącą osobą jest kobieta, bo wtedy nie będzie im się wiodło w gospodarstwie przez rok&#13;
cały (K 51 Sa-Kr 66);&#13;
Jak przyjdzie kobieta pierwsza, to jak jest krowa cielna, to będzie jałóweczka, jak&#13;
przyjdzie mężczyzna, to będzie byczek. [MW: A to chodziło o…] Jak ktoś przyjdzie pierwszy z obcych do domu [PH, p. Zawiercie].&#13;
Autorka Powtarzać czas początku, opisując polski rok obrzędowy, stwierdza, że wraz z końcem roku, z sygnałami zamierania przyrody (coraz krótsze dni), wyczerpywał się także ład świata,&#13;
wówczas to na ziemi pojawiały się dusze zmarłych przodków oraz przybyszów z zaświatów, które&#13;
mogły pomóc człowiekowi w poznaniu przyszłych losów oraz kreacji porządku w nadchodzącym&#13;
roku (Zadrożyńska 1985, 41). Czas chaosu, który stopniowo wkracza do ludzkiej egzystencji jesienią, dominuje w czasie zapustów, natomiast post stanowi wstęp do wielkiego świętowania, którego&#13;
kulminacja przypada w czasie Wielkanocy (Zadrożyńska 1985, 97).&#13;
3&#13;
&#13;
⩶ 74 ⩶&#13;
&#13;
�W pierwszym przykładzie wróżba dotycząca pomyślności w nadchodzącym&#13;
roku jest budowana na bazie negatywnego wartościowania żeńskości, a pozytywnego – męskości. Jednakże sedno wróżby stanowi pierwszeństwo i to ono przekłada się na prognozy dotyczące dobrobytu w gospodarstwie lub płci zwierząt. Tak&#13;
jak jedynka otwiera zbiór liczb, tak też pierwsza osoba przynosi pomyślność lub&#13;
jej brak w nadchodzącym roku.&#13;
Z dniem Wigilii wiąże się inny, do dzisiaj znany i praktykowany, zwyczaj obserwowania pierwszej gwiazdy. Ten znak niebios inicjuje inny jakościowo czas:&#13;
Dopiero gdy pierwsza gwiazdka na niebie się ukaże, zasiadają do wieczerzy (K 9&#13;
Poz 116); wariant: (K 35 Prze 14);&#13;
Gdy zauważono pierwszą gwiazdę na niebie, wszyscy umyli sobie ręce i twarz&#13;
wodą, uklękli do pacierza, każdy na swój sposób dziękując Bogu, że pozwolił mu&#13;
dożyć do tych wesołych Świąt, za wszystkie łaski doznane w minionym roku i prosząc Go o to, co kto sobie życzył w przyszłym roku osiągnąć (Smyk Ad 21).&#13;
&#13;
Pierwsza gwiazda w wymiarze symbolicznym jest znakiem początku świętowania, a więc wprowadza szczególny wymiar czasu. Święta bowiem, dzięki otwartemu kanałowi mediacji z zaświatami (por. Smyk 2009a), sprzyjają podejmowaniu&#13;
działań, które przełożą się na pomyślność w dalszej perspektywie:&#13;
Z pasterki kto pierwszy przyjdzie do domu, ten będzie miał szczęście cały rok&#13;
i będzie zdrowy i w polu mu nie zarośnie [GK, p. Kielce];&#13;
I dopiero nazajutrz, to jest w dzień Bożego Narodzenia, jak najranniej, tenże&#13;
sam parobek z tą z dziéwką ubiegają się na wyścigi, aby co predzej to siano wraz&#13;
z odrobinami potraw koniom lub bydłu na czczo dać do zjedzenia; pewni będąc,&#13;
że temu, kto pierwej rozdać je zdąży, bydło lub konie, które ma pod swą opieką,&#13;
szykować (darzyć się) się będzie i paść jak najlepiåj (K 10 Poz 185).&#13;
&#13;
		&#13;
Czytelnym przykładem logiki magii dobrego początku jest zwyczaj, który&#13;
w niektórych rejonach praktykowano, wracając z pasterki, a w innych w czasie&#13;
powrotu z rezurekcji w Wielką Niedzielę. Warto zauważyć, że te dwa okresy charakteryzują się podobną jakością czasu:&#13;
W samą Wielkanoc po resurekcyi, wsiada na wóz, o ile kto może, i pędzi co żywo&#13;
do domu z święconém, a kto pierwej stanie na miejscu, ten też ma pierwéj ukończyć tegoroczne swe żniwo (K 10 Poz 200);&#13;
Ścigali się, kto rano z kościoła pierwszy tam wróci do domu, to będzie pierwszy&#13;
obrabiał się w polu [HP, p. Puławy].&#13;
&#13;
⩶ 75 ⩶&#13;
&#13;
�Pierwszeństwo w tym wyjątkowym dniu, które zostaje osiągnięte w drodze&#13;
pewnego rodzaju zawodów, przekłada się na pierwszeństwo podczas prac polowych i zbioru plonów. Bycie pierwszym jest oceniane pozytywnie, świadczy&#13;
o sprawności, zaradności oraz wiąże się z prestiżem.&#13;
Wiosną pojawia się coraz więcej atrybutów budzącej się przyrody oraz znaków odradzającego się życia. Należy jednak podjąć właściwe działania w odniesieniu do pier wszych w danym roku zjawisk natur y:&#13;
Kiedy pierwszy raz zagrzmi na wiosnę, wybiegają na ulicę wiejskie dzieci, mocują&#13;
się i wywracają koziołki, a nawet to robią i starzy z uprzedzenia, że brzuch, krzyże&#13;
i głowa przez cały rok boleć ich nie będą (K 17 Lub 77);&#13;
Towarzyszący piorunowi grzmot ma różne cudowne własności, więc też na wsi,&#13;
skoro go pierwszy raz posłyszą, wyskakują z chałupy, tarzają się po ziemi, kamieniem, który się znajdzie pod ręką, uderzają się po głowie, aby głowa nie bolała&#13;
(K 19 Kiel 198); wariant: (podobne działania, ale podejmowane w przypadku&#13;
bólu żołądka) (K 35 Prze 234; Bieg Lecz 194);&#13;
Skoro kobieta usłyszy na wiosnę pierwszy grzmot, przewraca na ziemi koziołka,&#13;
aby jej masło przez cały rok prędko robiło (K 51 Sa-Kr 3).&#13;
&#13;
Ludziom żyjącym w ścisłym związku z przyrodą grzmot jawił się jako groźny i niebezpieczny znak z zaświatów. Jednakże podjęcie odpowiednich działań, których logika opiera się na kluczu magicznym lub symbolicznym, mogło&#13;
uchronić od chorób i zapewnić inne pożądane efekty. Ewa Masłowska tak opisuje znaczenie ognia piorunowego: „Błyskawice i pioruny są wyrazem gniewu&#13;
Bożego, zapowiedzią lub narzędziem kary, mają oczyścić świat stworzony przez&#13;
Boga ze zła, uosobionego przez szatana, demony i grzeszników. Bóg niszczy zło&#13;
palącym ogniem, zsyłanym z nieba, który jako ogień zaświatowy zachowuje sakralny charakter, ale dominantą semantyczną staje się jego moc oczyszczająca”&#13;
(Masłowska 2012, 197) (por. SSiSL I/1, 291–292). Przekaz ten wzmacnia fakt,&#13;
że powyższe relacje dotyczą pierwszego w danym roku grzmotu. Jest on wyjątkowy, inny od pozostałych, cechuje się silnym zespoleniem z sacrum, a zatem&#13;
transmituje jego moc.&#13;
Działania zabezpieczające na przyszłość podejmowano także po pierwszym&#13;
gradzie, który również przypisywano złemu duchowi:&#13;
Baba, zobaczywszy pierwszy spadający grad, wybiega i pierwsze ziarno gradu, które złapie, przygryza i rzuca o ziemię (niby złomu duchowi rogi ogryza),&#13;
a wtenczas grad spadający nie bywa w tém miejscu szkodliwy (K 35 Prze 234).&#13;
&#13;
⩶ 76 ⩶&#13;
&#13;
�Sens opisanego działania wynika z magii opierającej się na zasadzie „podobne&#13;
czyni podobne” – przegryziona bryłka lodu traci swą moc, a ponieważ taka czynność dotyczy pierwszego w danym roku gradu, rzutuje na każdy kolejny opad.&#13;
Ważnym momentem w życiu członków i członkiń społeczności agrarnych był&#13;
pier wszy siew. Wiele podejmowanych do tej pory działań służyło obłaskawieniu siły wyższej, aby zapewnić sobie udane plony. Także sama czynność siania musiała zatem przebiegać zgodnie z wyznaczonymi regułami. Pierwszy dzień siewu&#13;
jest obwarowany zakazami, które są tożsame lub podobne do wynikających z tabu&#13;
zakazów obowiązujących w inne dni inicjalne:&#13;
W dzień pierwszego siewu, chociażby nawet rozsady, nie zamiatają izby, nie pożyczą nic z domu i ognia nie udzielą (K 51 Sa-Kr 68).&#13;
&#13;
Ponadto gospodarz rozpoczynał siew od gestu krzyża, stanowiącego odwołanie do Boga. Był to także znak sakralizujący pracę rolnika. Katarzyna Kraczoń&#13;
w następujący sposób eksplikuje jego sens: „Zgromadzony materiał dokumentuje jeszcze jedną istotną funkcję tego gestu, a mianowicie: inicjowanie zwyczajów&#13;
i obrzędów gospodarskich czy rodzinnych. Rozpoczynanie prac czy wszelkich&#13;
działań od przeżegnania się było rytuałem niezwykle powszechnym. W sposób&#13;
szczególny przejawia się to w pracach polowych. Pierwsze wyjście wiosną na pole,&#13;
pierwszą orkę, siew czy wszelkie prace związane ze zbiorem plonów gospodarz zawsze zaczynał od znaku krzyża” (Kraczoń 2012, 192). Czas wykonywania prac&#13;
gospodarskich po raz pierwszy w danym roku sprzyja więc gestom sakralizującym,&#13;
które wyrażają poddanie się woli Boga:&#13;
U nas jak wychodzą zboże kosić, pierwszy, dawniej kosami się kosiło. To zawsze&#13;
gospodarz przeżegna i pierwszy naokoło idzie gospodarz, kosą kosi, podbieraczką podbiera, wiąże. Pierwszy pochód zawsze jest przeżegnany, czyli zaczyna się&#13;
prace z Bogiem [HW, p. Olecko].&#13;
&#13;
Dla odmiany dożynki mają inny charakter niż pozostałe doroczne święta,&#13;
gdyż na pierwszy plan wysuwa się tu praca ludzka i świętowanie z okazji ukończenia zbiorów (Zadrożyńska 1985, 137). Jednakże symbolika atrybutów i czynności&#13;
charakteryzujących się pierwszeństwem akcentowana jest równie silnie jak w czasie świątecznym:&#13;
Tego samego dnia wieczorem, powróciwszy z pierwszym snopem, żniwiarze powtarzają kieliszki u gospodarza, jedzą chleb i co im Pan Bóg dał, a uczta takowa,&#13;
jakkolwiek skromna, nosi nazwisko: Zażynki (K 16 Lub 122–123);&#13;
&#13;
⩶ 77 ⩶&#13;
&#13;
�„Na święty Jacek, (21 Sierpnia) z nowej pszenicy placek”. Bo też już wtenczas&#13;
pszenica zebrana, zwykła się młócić i przysposabiać do siewu, a przy tem gospodarze z pierwszego omłotu radzi są nowych placków skosztować (K 17&#13;
Lub 173).&#13;
&#13;
Koniec prac polowych, dzięki praktykowaniu pewnych rytuałów, daje początek nowemu cyklowi, kultura ludowa nie toleruje próżni i wyłomów, czas jest&#13;
kołowy (por. Szadura 2017, 292–296) – umieranie i odradzanie będzie się powtarzało:&#13;
Pierwszy snop był ścięty przez gospodarza. Gospodarz go zabierał i ten snop był&#13;
przychowywany do Wigilji. Wtedy był przynoszony do domu i stawiany w kącie&#13;
jako król, z którego to zboże później dosypywano do ziarna siewnego, co oznaczało&#13;
urodzaj (Ad Żni 29).&#13;
&#13;
Ważny atrybut dożynek jest przechowywany do Wigilii, kiedy to pełni&#13;
istotne funkcje (między innymi funkcję związaną z płodnością). Jego obecność&#13;
oznacza zamknięcie jednego roku i jednocześnie otwarcie kolejnego. Dlatego&#13;
ten pierwszy snop ma właściwości zazębiania cykli czasu i wskazywania na ich&#13;
ciągłość. Pierwszeństwo w obrzędach dorocznych łączy się zatem z jednością,&#13;
która w odniesieniu do czasu w kulturze ludowej oznacza jego niepodzielność&#13;
i koherencję.&#13;
&#13;
3.1.3. Pierwszeństwo i czynności inicjacyjne&#13;
Waga czynności wykonywanych pierwszy raz była obecna w całym spektrum życia&#13;
nosicieli i nosicielek kultury ludowej. Pierwszeństwo ma więc naddane znaczenie&#13;
nie tylko w trakcie roku obrzędowego, ale również podczas obrzędów rodzinnych&#13;
czy inicjacji zawodowych. Poniżej zostanie przywołanych tylko kilka egzemplifikacji działań podejmowanych w czasie ceremonii zaślubin i wokół nowo narodzonego dziecka, podczas wprowadzania się do nowego domu i wykonywania pracy po&#13;
raz pierwszy przez młodego adepta.&#13;
W trakcie wesela odbywał się swego rodzaju wyścig, w którym pierwsze miejsce musieli zająć państwo młodzi, gdyż rzutowało to na ich przyszłe szczęście:&#13;
Jechali do domu i też się mijali, zajeżdżali tym młodym często, żeby ich nie puścić,&#13;
ale taki furman zawsze był, że no młodzi musieli pierwsi zajechać przed dom&#13;
[CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
⩶ 78 ⩶&#13;
&#13;
�Nieodłączną częścią obrzędów są więc konkursy, w których pierwszeństwo4&#13;
wróży szczęście i powodzenie. Podczas wesela uczestniczą w nich kawalerowie&#13;
i panny, gdyż zwycięstwo w takich zawodach przekłada się na rychły ożenek:&#13;
Jeśli para, zamiast pierścionka, korony mirtowåj używa, tedy zabobonna młodzież stara się o porwanie tejże oznaki, mając przekonanie, że komu się najpierw kradzież uda, ten nieomylnie wstąpi pierwszy do stanu małżeńskiego&#13;
(K 10 Poz 314);&#13;
Po oczepieniu i odejściu panny młodéj, szwachny inne dziewczęta ubiegają się o to,&#13;
która pierwsza z nich usiądzie na stołku, z którego panna młoda wstała, wyciągając z tego wróżbę rychłego i pomyślnego zamążpójścia (K 11 Poz 203).&#13;
&#13;
Obrzędami rodzinnymi, w których dużą rangę ma symbolika pierwszeństwa&#13;
i czynności wykonywanych pierwszy raz, są te z okazji narodzin. Dziecko jest narażone na działanie złych mocy, dlatego podczas pier wszych odwiedzin należało przestrzegać tabu:&#13;
No, i wiadomo, jak pierwszy raz na dziecko patrzyły, to bruń Boże nie wolno było&#13;
powiedzieć, że jest ładne, tylko się mówiło: „Tfu ale paskudne!”. I się wtedy przez lewe&#13;
ramie spluwało i się mówiło „Na psa urok, ale paskudne!”. I się trzy razy splunęło&#13;
przez lewe ramie. Tak robiły właśnie kobiety, które przychodziły [EW, p. Puławy];&#13;
wariant: (Bieg Lecz 245)5.&#13;
&#13;
W celu ochrony noworodka wykorzystywano odpowiednią formułę słowną&#13;
oraz gest spluwania. Zabezpieczenie niemowlaka jest ważne, gdyż kobiety widzą je pierwszy raz. To ważne zdarzenie modeluje bowiem przyszłe losy dziecka,&#13;
Zazwyczaj pierwszeństwo w różnych sytuacjach konotuje zaszczyt, jednakże czasem następuje inwersja znaczeń: „Czekaj, będziemy na tę pannę grać tak: który pierwszy na tę górę wyskoczy,&#13;
tego panna będzie”. Klementy diabłu odpowie: „Ja nie wyskoczę, mam ja tu ojca, który już żółty od starości i ten za mnie skakać będzie”. Puścił więc Klementy zająca, ten wprzód od diabła na górę wyskoczył.&#13;
Bo zdąsany tem diabeł poleciał do piekła i opowiedział drugim towarzyszom, że zając stary przed nim&#13;
wyskoczył na górę (K 19 Kiel 245). I przychodzą do tego pałacu, do diabła, a ten syn karbownikaniów&#13;
mówi: „Oddaj ty mi szablę, konia i uździenicę”. A diabeł mówi: „A oddaj ty mi pannę”. A syn mówi:&#13;
„Jak przelecisz przez łokno na dół tam (w tym pałacu), to ci oddam”. Diabeł mówi: „Ty pierwszy”.&#13;
A ten mówi: „Ty pierwszy”. Ta i się kłócili (K 51 Sa-Kr 218).&#13;
5&#13;
Wariant tekstu, w którym nie zostało podkreślone, że czynność ta dotyczy pierwszych odwiedzin: Jeszcze jak były ładne dzieciaki; „uO, jakie piękne!”, to się nie mówi nigdy: „ uO, jakie ładne!”&#13;
tylko „Tfu, tfu, na psa urok!”. To tak u nas mówili. [MW: Raz?] Raz. Zawsze: „Tfu, tfu na psa urok”,&#13;
tak trzy razy „tfu”, niby że się pluje i „na psa urok”. Że nie mówić: „ uO, jakie piękne!”, bo już wtedy się&#13;
dziecko, no już tak [ JM, p. Kalisz].&#13;
4&#13;
&#13;
⩶ 79 ⩶&#13;
&#13;
�dlatego aby mu nie zaszkodzić, należy przestrzegać specjalnych zasad. W podanym przykładzie intencją mówiącego jest zmylenie (oszukanie) złych mocy. Nie&#13;
mówi się więc do dziecka, że jest ładne, gdyż mogłoby to sprowokować nieziemskie siły do działania czy wywołać negatywne konsekwencje. Natomiast pejoratywna uwaga na temat wyglądu dziecka wzmocniona potrójnym gestem spluwania sprawi, że nie zostanie ono zauroczone.&#13;
Szczególną wagę przykładano do pierwszej kąpieli dziecka. Ma to niewątpliwie związek z rozbudowaną symboliką wody w kulturze ludowej, która oznacza w tym kontekście przede wszystkim oczyszczenie, ale i mediację między&#13;
światami (zob. Mosz Kul 2, 277; SSiSL I/2, 176). Właściwości te potęgowano,&#13;
dodając do niej pobłogosławione przez kapłana wianeczki rozmarynowe, zakładane na głowę nowożeńców (K 10 Poz 85). Ewa Masłowska pisze: „Pierwsza&#13;
rytualna kąpiel niemowlęcia miała za zadanie uwolnić je od pozostałości kontaktu z zaświatami – odmiennym porządkiem właściwym dla świata duchów.&#13;
Noworodek – jako przybysz z innego świata – stwarzał niebezpieczeństwo ingerencji złych mocy, które w momencie jego narodzin mogły wtargnąć w rzeczywistość domu, przed czym należało uchronić przede wszystkim samo dziecko i jego matkę” (Masłowska 2012, 100). Ta pierwsza w życiu dziecka ablucja&#13;
funkcjonuje więc jako granica między tamtym i tym światem, ale także jako&#13;
zapora neutralizująca napływ złej energii z zaświatów, która gubiła wszelkiego&#13;
rodzaju plamy na skórze dziecka (Bieg Mat 135). Liczba 1 w tym kontekście&#13;
wyznacza granicę między światem sacrum i profanum, oczyszcza z tego, co obce&#13;
i niebezpieczne oraz inicjuje ziemską egzystencję pozbawioną negatywnych&#13;
„śladów” tamtego świata.&#13;
Gdy wprowadzano się do nowego domu, także obowiązywał kodeks, wynikający z pierwszeństwa tej czynności, która sprowadza pomyślność lub prowokuje nieszczęście, dlatego właściciel wpuszcza przed sobą czarnego kota, niby obiatę&#13;
dla czarta (K 51 Sa-Kr 65) lub radzono:&#13;
Żeby pierwszy wchodził z chlebem do nowego mieszkania. Nieśli na rękach&#13;
chleb na szczęście, wchodziło sie z chlebem, a późnij dopiero wchodziła reszta&#13;
rodziny. Na początku wchodzili też z obrazem. Na wsi to taka tradycja. Ludzie raczej so wierzący, to jakiś obraz sie wnosiło. Święta Rodzina przeważnie.&#13;
I później chleb. Jak był rok przestępny, to nie wprowadzało sie do nowego domu.&#13;
[...] Już każdy mówił, żeby w tym roku, jak był nawet niewykończony, bo drugi&#13;
rok był przestępny. Mówili, że kto pierwszy wejdzie do nowego domu, ten pierwszy umrze. Każdy sie cofał ale ktoś musiał pierwszy wejść (Ad Dor 32).&#13;
&#13;
⩶ 80 ⩶&#13;
&#13;
�Szczególne znaczenie pierwszeństwa podczas zasiedlin potwierdza wyjątek&#13;
wskazany w relacji. W roku przestępnym, czyli wyróżniającym się spośród zwykłych lat, należy zastosować inwersyjne zachowania, wówczas bowiem pierwszeństwo powoduje śmierć, co pokazuje jego rangę i moc.&#13;
Osobną grupę zwyczajów stanowią inicjacje zawodowe, związane z pracą wykonywaną pierwszy raz przez młodego adepta:&#13;
Kiedy młody parobek pierwszy raz wykonuje męzką robotę, na przykład jeżeli idzie do kosy, wtedy musi się wykupić. Cały dzień towarzysze wołają na niego „wilk”, a po ukończonéj robocie prowadzą z muzyką ustrojonego we wieńce&#13;
na powróśle przed dwór, gdzie harce wyprawiać musi (K 11 Poz 47); wariant:&#13;
(K 11 Poz 48);&#13;
Parobek pierwszy raz idący do kory, zwany wilkiem, winien się wyzwolić na&#13;
kosiarza, czyli konika. W tym celu prowadzą go uroczyście do karczmy wszyscy&#13;
inni kosiarze, trzymając kosy do góry wzniesioną, machając niemi na waze strony,&#13;
i kosą o kosę uderzając. Tu on im się gorzałką wykupić winien po złożeniu dowodów dojrzałości do téj pracy (K 10 Poz 212).&#13;
&#13;
Czynność wykonywana pierwszy raz stanowi przełom w życiu młodego człowieka, otwiera inny pod względem jakości czas. Jest więc wyjątkowa i szczególna&#13;
(szerzej zob. Szromba-Rysowa 1981, 164–168).&#13;
Podsumowując relację liczba 1 – czas, należy wskazać zasadnicze znaczenie&#13;
pierwszeństwa i czynności inicjacyjnych. Wynikają one z wyjątkowości jedynki&#13;
w szeregu liczbowym oraz jej inicjalnego charakteru. Dlatego ten „pierwszy raz”&#13;
determinuje to, co następuje po nim.&#13;
&#13;
3.2. Przestrzeń&#13;
Liczby w kulturze ludowej powszechnie występują w roli parametrów przestrzeni,&#13;
charakteryzując ją zarówno w wymiarze realnym, jak i sakralnym czy fabularnym.&#13;
W odniesieniu do liczby 1, ze względu na jej wyjątkowe miejsce w szeregu liczbowym, można wskazać tylko kilka egzemplifikacji obrazujących jej związki z przestrzenią. Jedną z nich jest perspektywa globalna, zgodnie z którą świat zamieszkiwany przez ludzi jest potocznie ujmowany jako pewna całość i jedność (SSiSL I/4, 25).&#13;
Jest to przecież jedyny świat dostępny ludzkiej percepcji.&#13;
Innym przykładem jest obraz śmierci, która jednym skokiem może pokonać&#13;
odległość stu ludzkich kroków. Taka moc śmierci podkreśla jej potęgę i wyższość&#13;
⩶ 81 ⩶&#13;
&#13;
�nad człowiekiem oraz uświadamia niemożność ucieczki przed nią. Jest to zestawienie, w którym zostaje wykorzystana opozycja liczbowa 1 – 100 i liczby w kontekście przestrzeni:&#13;
Dajcie ji [śmierci] stolicek, niek se siądzie,&#13;
z te dalekie drózki niek se spocnie.&#13;
Ja nie ma siedzity, bo mam ity,&#13;
a ciebie przed Boga dostawity.&#13;
Gołębico śmiertko, daruj mi to,&#13;
dam ci puchary, śrybło, złoto.&#13;
Nie kcę puchar ani śrybło, złoto,&#13;
po co ja zesłana, dostawiam to.&#13;
Zaprzągajcie konie, celadniki,&#13;
będamy uciekać razem wsyćcy.&#13;
Ani mi dwa rocki, ani mi rok,&#13;
gdy twoich sto kroków, mój jeden skok&#13;
(K 45 Gór 304)6.&#13;
&#13;
Tekst obrazuje bezwartościowość ziemskich dóbr wobec śmierci, dla której&#13;
ludzkie synonimy bogactwa, jak srebro, złoto (zob. SSiSL I/4, 163–206, 279–302)&#13;
czy puchary, nie mają żadnego znaczenia. Śmierć przybywa z dalekiej podróży, ale&#13;
nie potrzebuje odpoczynku, planuje natychmiast spełnić powierzone jej zadanie,&#13;
czyli doprowadzić duszę przed Boga. Nie przekonują jej prośby oraz groźba ucieczki.&#13;
Inaczej klasyfikuje czas i przestrzeń (chociaż ciągle jest to ludzki paradygmat), to co&#13;
dla człowieka oznacza ‘dużo’, dla niej jest znikome, co zostaje obrazowo przedstawione za pomocą opozycji liczbowej.&#13;
&#13;
3.3. Postacie&#13;
Systematyzacja relacji postacie – liczba 1 wskazuje odniesienia do Boga, jedynaka/&#13;
jedynaczki i pierwszego syna/ pierwszej córki. Warto zwrócić uwagę, że liczba 1&#13;
jest szczególnie związana z człowiekiem, gdyż, jak pisze Georges Ifrah, „Jeden to&#13;
człowiek aktywny uczestniczący w dziele tworzenia, to osoba ludzka w gronie&#13;
grupy społecznej i jej własna samotność w obliczu życia i śmierci. To także symbol człowieka pionowo stojącego, jedynej żywej istoty, która to potrafi, i symbol&#13;
phallusa wzniesionego, który odróżnia mężczyznę od kobiety” (Ifrah 1990, 14).&#13;
6&#13;
Dialogowa forma tekstu przypomina zabytek polskiej średniowiecznej literatury – dialog&#13;
moralistyczno-dydaktyczny pt. Rozmowa mistrza Polikarpa ze śmiercią.&#13;
&#13;
⩶ 82 ⩶&#13;
&#13;
�W tekstach folkloru uniwersalna symbolika liczby 1 jako znaku Istoty Najwyższej w sposób eksplicytny powielana jest w przywoływanej już pieśni Kuszenie żaczka:&#13;
A ty zaczku uczony – coś we szkołach ćwiczony,&#13;
powiedz co jest Jeden?&#13;
Jeden syn Maryji, co w niebie króluje,&#13;
a na ziemi Pan!&#13;
(K 5 Krak 204–205).&#13;
&#13;
Jedynka utożsamiana jest z Jezusem, który z kolei, uwzględniając katolicki&#13;
dogmat Trójcy Świętej, jest tożsamy z Bogiem. Liczba ta jest pierwsza w szeregu&#13;
liczb, analogicznie Bóg otwiera szereg najistotniejszych biblijnych postaci i motywów, cechuje go jedyność i niepowtarzalność. To, że jedynka charakteryzuje&#13;
bóstwo, oddziałuje także na tę liczbę, która niejako „zaraża się” świętością7.&#13;
Choroby i inne nieszczęścia są postrzegane jako niekorzystne wyroki sacrum,&#13;
które próbuje się zneutralizować za pomocą działań magicznych. Dlatego lecznictwo ludowe opierało się także na czynnościach i atrybutach o charakterze paramedycznym8. Jednym z nich były liczby, także jedynka, charakteryzująca postacie:&#13;
7&#13;
&#13;
Jedynka jest zestawiana z Panem Bogiem także w innym tekście:&#13;
Nic – mówi – dziadku – mówi – ojciec nie umar i matka jesce zyjo, ze nie przy mnie so,&#13;
ale dzie indzij, u drugego tam – mówi – syna, córki – mówi – so i do mnie przychodzo&#13;
– mówi... Oj – mówi – jak ja mam zmartwienie, dziadku, to – mówi – nicht nie wie, jeden&#13;
sam Pan Bóg wi – mówi (Bart Wąż 145).&#13;
&#13;
Charakterystyka za pomocą jedynki podkreśla wyjątkowość boskiej osoby, gdyż stanowi naddatek komunikacyjny. Dzięki niemu zostaje podkreślona unikalność Boga i uwypuklona wielkość&#13;
strapienia.&#13;
8&#13;
Medycyna ludowa jest dziedziną kultury tradycyjnej, w której racjonalne przesłanki&#13;
koegzystują ze światopoglądem mitycznym. Zbigniew Libera podkreśla konieczność całościowego&#13;
badania tej dziedziny: „Tylko uwzględnienie przekonań i praktyk z zakresu medycyny ludowej&#13;
w całokształcie ich wzajemnych stosunków oraz uwzględnienie tych mitologicznych wyobrażeń,&#13;
które leżą u ich podstaw pozwala na określenie systemu medycznego w tradycyjnym obrazie świata,&#13;
jego wyrażenie w magii leczniczej i innych tekstach kultury, traktowanie medycyny jako jednej z form&#13;
interpretacji świata i człowieka oraz odczytanie sensu rozmaitych form leczenia” (Libera 1995,&#13;
12). Warto także zwrócić uwagę na badania Jaromira Jeszkego, który analizował dziewiętnastoi dwudziestowieczną medycynę ludową i wyliczył procentowy udział w niej różnych środków&#13;
leczniczych, a zatem roślinne stanowiły 63%, mieszane – 14%, magiczne – 10%, zwierzęce – 7%,&#13;
mineralne – 2%, ludzkie – 1% ( Jeszke 1996, 76). Badania te pokazują, że wbrew powszechnemu&#13;
przekonaniu udział środków magicznych w medycynie ludowej nie jest przeważający, są one jednak&#13;
obecne, a ich analiza musi uwzględniać kontekst ludowej logiki myślenia. Wyczerpującym studium&#13;
na temat medycyny ludowej jest między innymi książka autorstwa Marzeny Marczewskiej, która&#13;
posłużyła się etnolingwistyczną metodą opisu tego zagadnienia (Marczewska 2012).&#13;
&#13;
⩶ 83 ⩶&#13;
&#13;
�Władzę leczenia tej choroby posiada w ziemi lubelskiej „pierwszy człowiek”,&#13;
tj. pierworodny (przeżytek wyobrażeń patrjachalnych). Potrzebuje on tylko&#13;
wziąć trzy razy do ust martwą kość, chwytając ją lekko zębami, a wkrótce zniknie&#13;
(Bieg Lecz 102).&#13;
&#13;
Szczególny status pierworodnego syna jest warunkowany kulturowo, gdyż&#13;
w społecznościach o charakterze patriarchalnym darzono go dużą estymą. Jego&#13;
udział w akcie leczenia znalazł potwierdzenie w prowadzonych badaniach terenowych, które przyniosły informację, w jaki sposób odczyniano uroki:&#13;
Aaa! No to jak kogoś uroki złapały. To ja pamiętum, tu sąsiadka, to tego to ja przechodziłam z lewej strony na prawu trzy razy. […] Pierwszu z rodzeństwa, a ja&#13;
byłam pierwsza. To pamiętum, to było w lecie. uona leżała pod jabłunku i kazały&#13;
mi przechodzić, to ja taka nieduża jeszcze i tak z lewy struny na prawu, trzy razy&#13;
[MG, p. Puławy];&#13;
Brały tego jedynaka, nie to że jedynaka, tylko pirwszy w rodzinie, poszedł i to&#13;
wszystko, nie w strone słunka, tylko pod słunko, i to wszystko uot… Ale nic nie&#13;
mówił, tylko obchodził. A nie! Spluwoł na ziomie, trzy razy spluwał na ziemio&#13;
[EugW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Także związek jedynki ze sferą sakralną przekłada się na szczególny status&#13;
pierwszego syna, który ma moc potrzebną do wyleczenia chorego:&#13;
Tak, tak o tych urokach to było, ale to była pierwiastek musiał przejść trzy razy.&#13;
Jak kogoś brzuch bolał, to powiedzieli, że może mieć urok, bo też kiedyś jak na&#13;
wyrostek zachorował, to mówili, że na uroki, bo nikt o tych chorobach nie wiedział, to wtedy pierwszy syn czy pierwsza córka kogoś tam poszukali z sąsiadów,&#13;
co pierwszy się urodził, jak nie było w rodzinie, i ten właśnie pierwszy musiał&#13;
przejść [HK, p. Lubartów].&#13;
&#13;
Pierwiastek to ktoś wybrany, wyróżniony i szczególny, analogiczny jest status jedynki wśród liczb. Warto zwrócić uwagę na formę językową użytą przez&#13;
rozmówczynię. Wyróżniony pierwszeństwem syn zyskuje indywidualną nazwę&#13;
analogiczną do pierwiosnka, czyli kwiatka, który jako pierwszy zakwita wiosną&#13;
(zob. Pelc SGLub 5, 354) lub notowanych w gwarach leksemów: pierwiastka&#13;
‘krowa pierwszy raz zacielona’ (Karł SGP 4, 94; też o świni: Pelc SGLub 3, 292),&#13;
piyrwiostka ‘krowa po pierwszym ocieleniu się; też: owca po pierwszym okoceniu się’ (Kąś Podh 8, 131); piernastka/pierniastka ‘pierwszy raz rodząca (zwykle&#13;
o krowie lub świni)’ (MSGP 188). Zaznacza się także związek pierwszego syna&#13;
⩶ 84 ⩶&#13;
&#13;
�lub córki ze strefą sakralną. Mają oni w sobie cząstkę jej mocy, która jest wykorzystywana do leczenia ludzi, a także zwierząt.&#13;
Inny aspekt relacji liczba 1 – postacie zostaje przywołany w prozie bajkowej&#13;
i pieśniach. Tym razem to nie pierworodny, a jedyny syn lub jedyna córka&#13;
są bohaterami bajek ludowych. Jedyność w tym kontekście oznacza brak rodzeństwa. Taka osoba jest szczególnie ukochana przez ojca i matkę, co ma wpływ na&#13;
przebieg wydarzeń:&#13;
To było tak. Był ojciec i matka, i mnieli jednego sinka. No, to sinek rós, bardzo&#13;
pięknie, ładnie, uczył sie, hm, nareszcie wyrós, wie pan, no cóż, trzeba w świat&#13;
sie rzucić! To ojciec, matka nie puszczajo, toż to jedynak, prawda… Ni ma gadki&#13;
(Bart Wąż 96).&#13;
&#13;
Poprzez porównanie zostaje przedstawiona wyjątkowość takiej córki:&#13;
Ino ją jednę mowa (mamy), tylo świce i wosku (córkę, jedynaczkę, jak woskową&#13;
świeczkę) (K 17 Lub 217).&#13;
&#13;
Postać jedynaka pojawia się w pieśniach:&#13;
A ja sobie jedynacek&#13;
u swéj pani matki,&#13;
tęgi, okrągluśki,&#13;
bieluśki i gładki&#13;
(K 6 Krak 386–387); warianty: (K 19 Kiel 5–6; K 45 Gór 127–128; K 26 Maz&#13;
314; K 27 Maz 264–265).&#13;
&#13;
W ostatnim tekście jedynak został odmalowany w bardzo pozytywny sposób,&#13;
przy użyciu superlatyw dotyczących cech wyglądu. Konotują one dobrobyt i powodzenie, które są udziałem jedynego dziecka. Takie pozytywne wartościowanie&#13;
tej postaci poświadczają gwarowe, nacechowane emocjonalnie określenia: jedynocek, jedynocka (Kąś Podh 4, 267).&#13;
W kręgu semantycznym związanym z unikalnością i wyjątkowością mieści się&#13;
także określenie ukochanej lub najbliższej osoby mianem: jedyny, jedyna (K 26 Maz&#13;
239; K 27 Maz 345–346; K 28 Maz 95–96; K 39 Pom 171–172; K 40 Maz 155; K 27&#13;
Maz 344; K 27 Maz 295; K 13 Poz 141; K 12 Poz 100–101; K 22 Łęcz 107 i inne).&#13;
A mój Jasieniu,&#13;
a mój jedyny,&#13;
oj, pod okienkiem nie stój,&#13;
bo chociaz-ci ty&#13;
&#13;
⩶ 85 ⩶&#13;
&#13;
�pod oknem (nie) stojis,&#13;
a i tak będzies ty mój!&#13;
(K 20 Rad 147);&#13;
Moja matulu,&#13;
moja jedyna,&#13;
daj mnie do dwora służyć&#13;
(K 20 Rad 147).&#13;
&#13;
Taka symbolika liczby 1 wskazuje na jej wyjątkowość i unikalność. Osoba&#13;
określona mianem jedynego/jedynej jest bowiem najbliższa sercu, wyjątkowa&#13;
i ukochana.&#13;
W innym przykładzie liczba 1 służy także do pokazania kogoś jedynego, wyjątkowego czy oryginalnego. Osoba ta wyróżnia się, gdyż nie robi tego, co inni, co&#13;
stanowi metaforę uczucia:&#13;
A pod borem na dębie&#13;
gruchały tam gołębie.&#13;
Tylko jeden nie gruchał,&#13;
Co panienkę oszukał, oszukał&#13;
(K 41 Maz 209–210).&#13;
&#13;
Na marginesie tych rozważań można dodać, określenie jedyny, podkreślające&#13;
wyjątkowy status, odnosi się nie tylko do osób, ale także do ważnych atrybutów.&#13;
Przykładowo wianek symbolizuje dziewictwo, jest on tylko jeden, dlatego jego&#13;
utrata jest znaczącym wydarzeniem, które jest popularnym motywem w folklorze:&#13;
Wisi, hej, jeden [wieniec] ze złóta,&#13;
ach, mojać to heń, robota,&#13;
ja po rosie biegała,&#13;
com kwiateczki zbierała na niego&#13;
(K 44 Gór 156); wariant: (K 26 Maz 212).&#13;
&#13;
W tekście na temat erotyki ludowej Jerzy Bartmiński zwraca uwagę, że pieśń&#13;
pomaga sobie rekwizytem, który staje się nośnikiem treści lirycznych. Przedmioty&#13;
okrągłe, miękkie są przypisywane dziewczynie – w przeciwieństwie do podłużnych i ostrych przynależnych chłopcu. Dzięki nim opozycja świata kobiecego&#13;
i męskiego ulega spotęgowaniu i rozszerzeniu (Bartmiński 1974, 16–17). Jednym&#13;
z najbardziej czytelnych i powszechnych w folklorze atrybutów panienki jest właśnie wianek, który cechuje się tym, że jest jedyny.&#13;
⩶ 86 ⩶&#13;
&#13;
�W sytuacji obrzędowej najważniejsze osoby są honorowane także poprzez&#13;
usadzanie ich w szczególnym miejscu:&#13;
Na pierwszém miejscu sadzają państwo młode, po nich starsze wiekiem osoby&#13;
(K 10 Poz 294);&#13;
Ukończono przygotowania do objadu; starszy druåba posadził na pierwszém&#13;
miejscu rodziców panny młodej (K 24 Maz 252).&#13;
&#13;
To szczególne, wyróżnione miejsce, które w obrzędzie weselnym przysługuje&#13;
młodej parze lub rodzicom panny młodej, jest określane jako pierwsze, co koresponduje z gwarowym wyrazem pirsý w znaczeniu ‘najważniejszy, główny’ (Kąś&#13;
Podh 8, 128–129). Utożsamienie najważniejszego i pierwszego miejsca charakteryzuje jedynkę jako liczbę ważną i o wyjątkowym znaczeniu wśród innych liczb.&#13;
Specyfika jedynki wynika między innymi z jej neutralności, sprawiającej, że&#13;
nie trzeba podkreślać, że jest jeden bohater lub że coś zostało zrobione jeden raz,&#13;
podczas gdy w przypadku innych liczb tak się czyni – kilkukrotne powtórzenia&#13;
przywołują konkretną liczbę. Za pewien rodzaj naddatku można więc uznać wykorzystywane w prozie ludowej formuły inicjalne, określające bohaterów opowiadań:&#13;
Był jeden chłop biedny i miał dziecko (K 35 Prze 212);&#13;
Był sobie jeden możny pan. I wyjechał sobie na wojaż, a żonę zostawił w domu&#13;
(K 17 Lub 197);&#13;
Był jeden pijak, nazywał się Walenty Kuternoga (K 51 Sa-Kr 363).&#13;
&#13;
Marta Wójcicka charakteryzuje je jako egzystencjalne wyrażenia formuliczne,&#13;
które są zbudowane z czasownika być, rzeczownika nazywającego bohatera oraz&#13;
składnika fakultatywnego, czyli zaimka nieokreślonego wskazującego na obiekt&#13;
lub nieidentyfikującego go (jeden, pewien) (Wójcicka 2010, 120). Natomiast w kolejnym przykładzie zostaje użyte wyrażenie formuliczne, które pomija aspekt egzystencjalny i wprowadza bohatera, ukazując go w działaniu (Wójcicka 2010, 123):&#13;
Jeden gazda mieszkał na polance wśród lasu, który był wraz z polanką jego własnością (K 35 Prze 226).&#13;
&#13;
Takie formuły oraz inne formy obecności jedynki są powszechne w prozatorskich tekstach folkloru, co pokazują badania Bartmińskiego, który opracował listę&#13;
stu najczęstszych haseł w tekstach pieśni i prozy ludowej. Jeden w funkcji zaimka&#13;
i liczebnika znalazł się kolejno na 57. i 59. miejscu w prozie, natomiast jest nieobecny w pieśniach (Bartmiński 1990a, 225–227).&#13;
⩶ 87 ⩶&#13;
&#13;
�Pozytywna ocena jest dominująca w kategorii liczba 1 – postacie, gdyż jedynka&#13;
określa Boga oraz postacie szczególne i wyjątkowe, jak pierworodny syn lub córka,&#13;
jedynak czy ktoś jedyny, czyli ukochany. Jednakże w przysłowiach pojawia się negatywne wartościowanie jedynki: Co dwóch, to nie jeden. Dwaj więcej mogą niż jeden.&#13;
Dwa więcej ujrzą niż jeden (NKPP 1, 512–514). Wskazują one, że w odniesieniu do&#13;
osób liczba ta może także oznaczać samotność i mniejsze możliwości.&#13;
&#13;
3.4. Zwierzęta&#13;
W relacji jedynki do zwierząt wyróżnia się aspekt, który niejako stanowi kontynuację omówionej już wyżej magii dobrego początku. Szczególną wagę przykładano&#13;
bowiem do pierwszego wyjścia bydła na łąkę, obserwowano też pierwsze pojawiające się w danym roku zwierzęta i notowano ich odgłosy. Dla społeczności wiejskich,&#13;
utrzymujących się z uprawy roli i hodowli bydła, zwierzęta przedstawiały dużą wartość, z tego względu podejmowano działania służące zabezpieczeniu ich przed złymi&#13;
mocami. Były one szczególnie zagrożone podczas pierwszego w danym roku wyjścia&#13;
na łąkę, dlatego krowom okadzano wymiona [WM, p. Wieluń] oraz:&#13;
W Wielki Poniedziałek i Piątek, w dzień Wniebowstąpienia, na Spasa, we wszystkie dnie Matki Boskiej, jak również gdy pierwszy raz na wiosnę bydło w pole&#13;
idzie, nie pożyczają ognia; zapałkę dadzą, byle nie węgli, bo by krowom na wymiona szkodziło (K 51 Sa-Kr 69);&#13;
Wypędzając pierwszy raz bydło wiosną na paszę, kładą pod próg obory łańcuch,&#13;
siekierę, kamień ze zwarki i kłódkę zamkniętą, żeby ludzie mieli usta pozamykane i słowem nie urzekali, robaki zaś, muchy, zwierzęta pyski, aby chudoby nie&#13;
kąsały. Oprócz tego pastuch bierze jaja przy sobie, żeby bydło gładkie było. Watah&#13;
to samo robi, wypędzając pierwszy raz owce, przeciąga tylko jeszcze w bramie łańcuch, przez który owce przechodzą; wszystko to czynią dla zapobieżenia urokom&#13;
(K 51 Sa-Kr 70); wariant z jajkiem: [WM, p. Wieluń];&#13;
Ta krowa po porodzie jak pierwszy roz wychodziła, to była mietła położuna przy&#13;
progu, siekiera, no i trzecia jeszcze jakaś część była, ale w ty chwili nie pamiętam, ale&#13;
trzecie tam coś było położune. To znak tam był taki, niby że to miało, że ta krowa&#13;
miała być zdolno do dalszego porodu, nie takie były zwyczaje [FJ, p. Gostyń].&#13;
&#13;
W przedstawionych relacjach występują liczne działania i atrybuty, które&#13;
na podstawie kryterium motywacyjnego można podzielić na dwie grupy: te,&#13;
które chronią przed chorobami i przeciwdziałają urokom oraz te, które zapewniają pomyślny wzrost zwierząt i płodność. Sens podejmowanych czynności można zrozumieć, odwołując się do paradygmatu światopoglądu ludowe⩶ 88 ⩶&#13;
&#13;
�go9. Wszystkie wymienione działania i wykorzystane atrybuty mają jednak warunek sine qua non – muszą zostać użyte w określonym czasie, czyli podczas&#13;
pierwszego w danym roku wypędzenia bydła na pastwisko. Wykorzystane w tym&#13;
konkretnym momencie mają moc, gdyż chwila ta jest newralgiczna, niebezpieczna i naznaczona obecnością sacrum. W relacji wspomniano także o zakazie pożyczania ognia. Takie tabu obowiązywało także w inne dni świąteczne, a zestawienie go tutaj z wykonywaną pierwszy raz w danym roku czynnością potwierdza&#13;
wyjątkowość i ważność tych momentów inicjalnych.&#13;
&#13;
Wypęd krów na wypas&#13;
&#13;
Foto: Brzegi (okolice Nowego Targu), fot. Zygmunt Kłodnicki, 1967, Cyfrowe Archiwum Polskiego&#13;
Atlasu Etnograficznego, https://paenew.us.edu.pl/items/show/14660 [data dostępu: 10.04.2024 r.].&#13;
&#13;
Zapobieganie chorobom i urokom odbywa się poprzez okadzanie, które nie tylko ma charakter apotropeiczny, ale też jest powszechnie wykorzystywanym w medycynie ludowej sposobem&#13;
na wypędzenie choroby. Działanie to opiera się na wierze w oczyszczające właściwości ognia i dymu&#13;
(zob. Marczewska 2012, 264–266). Kolejno wykorzystane rekwizyty mają zapobiegać urzeczeniom&#13;
słownym, są to: łańcuch, kłódka (zamykanie), kamień (zatykanie), siekiera (ostre narzędzie, które&#13;
służy do odstraszania) (Mosz Kul 2, 309–310). W przeciwieństwie do funkcji zamykających, które zapobiegają niepożądanym działaniom, w celu zapewnienia dalszej pomyślności wykorzystuje się&#13;
przedmioty, które pełnią funkcję otwierającą, jak miotła oraz siekiera (ostrość w tym kontekście konotuje otwartość). Zostaje wykorzystane także jajko, wpływające na dobry rozwój zwierząt, które stają&#13;
się „gładkie” jak ono. Jajko ma bogatą symbolikę, przypisywano mu właściwości magiczne, życiodajne,&#13;
lecznicze, ochronne i dobroczynne (zob. Adamowski 1992b, Ogr Zwycz, Kow Lek 172–179). W powyższych przykładach został uwypuklony ten aspekt symboliki, który jest związany z wyglądem jaja,&#13;
a gładkość i kulistość są wartościowane pozytywnie. Ponadto w jaju zamknięta jest energia, co stanowi&#13;
obietnicę odrodzenia się życia. Z tego względu wykorzystywano je w obrzędach wiosennych w celu&#13;
pobudzenia płodności ludzi oraz zwierząt.&#13;
9&#13;
&#13;
⩶ 89 ⩶&#13;
&#13;
�Kolejny zwyczaj także pokazuje pewnego rodzaju tożsamość symboliki czasu&#13;
świąt i wykonywanej po raz pierwszy czynności:&#13;
W drugie święto Zielonych Świątek chłopca, który pierwszy na wiosnę z obory&#13;
wypędzi bydło w pole, łapią inni chłopcy, gdy przypędzi bydło do domu, pomażą&#13;
mu twarz smołą, całkiem go pobrudzą i płachtą jaką okryją. Następnie wsadza&#13;
w półwozie, gnają go rózgami brzozowemi zielonemi (nie bijąc), i jeżdzą z nim&#13;
po wsi z muzyką od gospodarza do gospodarza, wytrzaskując nad nim batami&#13;
i grając. Jadąc, gdy się zbliżają do jakiej chałupy, wołają: „Wieziema smolarza,&#13;
a do gospodarza!” (K 10 Poz 203).&#13;
&#13;
Chłopiec, który pierwszy wypędził bydło, dzięki przebraniu i pomalowaniu&#13;
twarzy, ale przede wszystkim przez fakt pierwszeństwa podczas tej pracy, zyskuje&#13;
status kogoś obcego, nieprzynależącego do wspólnoty – smolarza (zob. Zadrożyńska 1985, 124). Taka postać, która funkcjonowała także w czasie innych świąt,&#13;
umożliwia kreację pomyślności na przyszłość.&#13;
W polskiej kulturze ludowej niektóre zwierzęta pełniły rolę mediatorów z zaświatami, na przykład te utożsamiane z wiosną i budzącym się życiem. Jednym z nich&#13;
był bocian, darzono go szacunkiem na ternie całej Polski (Zadrożyńska 1985, 27).&#13;
Był on symbolem płodności oraz zwiastunem przyszłych losów człowieka:&#13;
Kto obaczył raz pierwszy na wiosnę lecącego bociana, to dobrze znaczy; ale kto&#13;
siedzącego, cały rok będzie miał zły (K 17 Lub 137);&#13;
Bociana jak się zobaczyło, nie, jak się zobaczyło pierwszego, jak siedział, to&#13;
„O w tym roku będziesz ciężka, przytyjesz”. Jak szedł, jak leciał, to będziesz jak&#13;
wiatr. Jak szedł, to tak pośrodku między ciężkością a lekkością [HW, p. Pułtusk].&#13;
&#13;
Informacje, które przekazywał ten szczególny ptak, miały jednak charakter&#13;
profetyczny tylko w momencie, gdy człowiek zobaczył go pierwszy raz w danym&#13;
roku. Właściwości odsłaniania przyszłych losów przypisywano także kukułce (Zadrożyńska 1985, 28; SLSJ 145–158; Łeńska-Bąk 2014). Z ptakiem tym związane są&#13;
wierzenia nacechowane pozytywnie, cieszy się on szacunkiem ludu, który radzi się&#13;
go w ważnych sprawach (Kop Roś i zwie, 13). Kukułce, zwanej gwarowo zazulą&#13;
czy gżegżółką, a na terenie Lubelszczyzny zezulą, przypisuje się więc dar wróżenia,&#13;
co zostało podkreślone w następujących relacjach:&#13;
To było na wiosnę, że jak się pierwszy raz kukułkę usłyszy i jak się nie ma pieniążka w kieszeni, niektórzy są tak przezorni, że gdzieś tam grosik w kieszeni w takich&#13;
spodniach, co chodzą, czy tam w jakiejś kurtce mieć, żeby jak kukułka zakuka, to&#13;
&#13;
⩶ 90 ⩶&#13;
&#13;
�nie zaskoczyła. Tak było mówione, że jak kukułka okuka, że ma się te pieniążki, no&#13;
więc cały rok będzie taki [HW, p. Pułtusk];&#13;
Kukułkę jak pierwszy raz się słyszy, to trzeba grosik mieć [HW, p. Olecko]; warianty: [GK, p. Kielce]; [ JM, p. Suwałki].&#13;
&#13;
Wróżby są jednak zasadne tylko podczas pierwszego w danym roku kukania,&#13;
które słyszy depozytariuszka wierzeń dotyczących tego ptaka, co świadczy o szczególnym statusie tego czasu.&#13;
Na Lubelszczyźnie żaby zwiastowały nadejście wiosny:&#13;
Gdy żaby pierwszy raz zagrzegotają, wieśniacy klękają i modlą się, zapewnie&#13;
na podziękowanie Bogu, iż raczył dozwolić przeżyć zimę i doczekać wiosny (K 17&#13;
Lub 149); wariant: (K 17 Lub 149).&#13;
&#13;
Rechot żab jest donośny i wpisuje się w sonosferę wiejskiego krajobrazu. Na&#13;
poziomie znaczeń symbolicznych płaz ten uchodzi między innymi za symbol sił&#13;
rozrodczych i urodzaju (Kobielus 2002, 352). Podobnie jednak jak w przypadku&#13;
bociana czy kukułki naddane znaczenie ma tylko ten pierwszy posłyszany rechot.&#13;
Dźwięk ten otwiera inny jakościowo czas, jest bowiem znakiem końca zimy i początku wiosny, wraz z którą odradza się życie. Wskazane w relacjach zwierzęta&#13;
pełnią rolę mediatorów z zaświatami, podobne funkcje wykazuje liczba 1 w tym&#13;
kontekście, gdyż to fakt pierwszeństwa warunkuje profetyzm.&#13;
&#13;
3.5. Atrybuty i czynności&#13;
Jedynka charakteryzuje także obiekty architektury sakralnej, które zyskują naddane znaczenia – oprócz całego ładunku symbolicznego właściwego takiej architekturze – ze względu na kategorię pierwszeństwa. Szczególny status mają&#13;
krzyże i kapliczki przydrożne, które są pierwsze, czyli najbliższe granicy wsi.&#13;
Wokół nich mogą odbywać się ważne czynności, będące elementami rytuału pogrzebowego:&#13;
Trumnę kładą na wóz zaprzężony parą wołmi lub końmi, i przy śpiewach naboznych oraz dzwonka dworskiego odgłosie, wieś cała towarzyszy ciału parami.&#13;
Przy pierwszej figurze, czyli Bożej-męce, zatrzymują się wszyscy; występuje jeden&#13;
z włościan pod figurę i przemawia do obecnych w imieniu nieboszczyka, żegnając&#13;
ich, dziękując za ostatnią posługę i prosząc o przebaczenie za wszelkie z jego strony&#13;
za życia doznane urazy (K 23 Kal 122).&#13;
&#13;
⩶ 91 ⩶&#13;
&#13;
�Pierwsza figura wyznacza granice wsi, jest to więc właściwe miejsce do pożegnania zmarłego z rodzinną miejscowością. Jan Adamowski pisze, że powszechnym zwyczajem jest stawianie krzyży czy kapliczek w miejscach granicznych – na&#13;
skraju: wioski, parafii czy nawet rodzinnych posiadłości, gdzie pełnią funkcję&#13;
sakralizacji mediacyjnej niebezpiecznej przestrzeni granicznej (zob. Adamowski&#13;
1999, 137–154). Takie postrzeganie tych obiektów wynika z ich graniczności&#13;
oraz pierwszeństwa. Zaznacza się więc tutaj zauważona już wcześniej zbieżna symbolika liczby 1 i granicy.&#13;
&#13;
Drewniany krzyż przydrożny&#13;
&#13;
Foto: Olsztynek, Muzeum w Olsztynku, fot. A. Wiklak, zdjęcie pobrane ze strony www.skanseny.net&#13;
[data dostępu 8.04.2024 r.].&#13;
&#13;
W prozie ludowej wykorzystywane są atrybuty, które charakteryzują się&#13;
pierwszeństwem. To między innymi ten fakt sprawia, iż zyskują magiczne właściwości. Egzemplifikacją tej tezy jest bajka o schemacie łańcuszkowym:&#13;
„Moja panienka, kiedy miłujesz, to żebyś jutro koło mnie stanęła; i jak mnie będą&#13;
strzelać, i zabiją, żebyś tę pierwszą krew, co brysknie ze mnie, złapała w swoją&#13;
zapaskę i wylała ją pod okno tego króla, męża drugiego”. I ona wyszła, i jak go zastrzelili, tak ta krew brysła na zapaseczkę, i ona tę krew wypłókała z tej zapaski i tę&#13;
&#13;
⩶ 92 ⩶&#13;
&#13;
�wodę z krwią wylała na prost tego okna. A tu na drugi dzień wyrosła z krwi taka&#13;
piękna gruszka złota ze złotemi listkami. Ten król mąż wychodzi, widzi to i powiada do swoji żony: „Ach, jaka to piękna złota gruszka, chociem konika stracił,&#13;
ale przynajmniej tą złotą gruszkę mam” [...]. A gruszka mówi: „Moja dobra panienko, kiedy ci mnie żal, to pamiętajże o tem, żebyś jak mnie będą ścinali, chwyciła pierwszą trzaskę i rzuciła ją na staw”. Jak tę trzaskę cisła na staw, a z tej trzaski&#13;
zrobiła się kaczka złota. [...] furknęła prędko do góry i na brzeg stawu, i stała się&#13;
znów człowiekiem, tym Jasiem. I ten Jaś zaraz koszule oblek na siebie, płaszczem&#13;
sie zaodział, miecz do boku przypiął i już jest jako pan (K 51 Sa-Kr 254–255).&#13;
&#13;
Zazębiające się, wyróżnione ze względu na pierwszeństwo atrybuty, takie jak&#13;
krew i trzaska, stanowią klucz konstrukcyjny i semantyczny tekstu. W kulturze&#13;
ludowej jedynka (w tym kontekście nie jako liczba główna, a porządkowa) zyskuje szczególny status. Charakteryzowane przez nią obiekty są inne, mocniejsze od&#13;
kolejnych, w powyższej bajce znamionują kolejne metamorfozy kawalera, które&#13;
prowadzą do jego ocalenia.&#13;
Moc takich pierwszych atrybutów zostaje potwierdzona poprzez wykorzystanie ich w magii apotropeicznej:&#13;
Chcąc się zabezpieczyć, aby roje nie uciekały z pasieki, zakopują gwóźdź albo&#13;
przynajmniej kawałek drewna z szubienicy w pasiece, ule zaś smarują pomiotem&#13;
pierwszym ze świeżo urodzonego cielęcia otrzymanym (K 17 Lub 150).&#13;
&#13;
Liczba 1 służy także podkreśleniu, że jakieś działanie jest unikalne, wyjątkowe, nie może więc zostać zastąpione przez inne:&#13;
Nie ma sposobu zabicia tej bestyi, bo każdy, nim bazyliszka upatrzy, sam wprzódy&#13;
zginąć musi. Jeden tylko jest sposób: wziąść wielkie lustro, aby się dobrze za niego&#13;
schować można i z tym lustrem udać się do lochu lub piwnicy, w której bazyliszek&#13;
mieszka, a on, ciekawy, kto idzie, skoro tylko spojrzy w lustro, sam się własnym&#13;
wzrokiem zabija (K 17 Lub 136).&#13;
&#13;
Uwypuklony poprzez wskazanie przez liczbę 1 sposób jest właściwy i słuszny,&#13;
nie ma innej metody pokonania bazyliszka. Jedynka jest więc symbolem tego, co&#13;
unikalne.&#13;
W opowieści wierzeniowej zestawienie jeden raz – kilka razy, dotyczące powtarzającego się niezwykłego wydarzenia, służy do uwierzytelnienia: kilkukrotne&#13;
powtórzenie zastosowane w formule finalnej pozwala osobie opowiadającej podkreślić niezaprzeczalną prawdziwość przedstawianych wydarzeń:&#13;
⩶ 93 ⩶&#13;
&#13;
�Tata, jak opowiadał, jak jechał tam jakiś chłop z młyna i o godzinie dwunastej na&#13;
jakimś mostku baran leżał ogromny, i koń stanął dęba, nie chciał dalej ciągnąć. Po&#13;
prostu w ogóle nie chciał jakoś... I ten się dopiero zaczął modlić, zaczął jakieś tam&#13;
modły odprawiać i po jakimś czasie koń ruszył, no i pojechał dalej, ale to sie powtarzało nie jeden raz, bo to kilkakrotnie takie zdarzenia były (Bart Wąż 199).&#13;
&#13;
Wskazane sposoby ustosunkowania się opowiadającego do przedstawianych&#13;
treści stanowią formuły prawdziwościowe, które mają charakter perswazyjny, gdyż&#13;
służą do przekonania odbiorcy o prawdziwości prezentowanych zdarzeń10, ale&#13;
wskazują także na postawę mówiącego, który sam odbiera przedstawione wydarzania jako niepewne, ale prawdziwe (zob. Wójcicka 2010, 92–98, 150–152).&#13;
&#13;
3.6. Podsumowanie&#13;
Jedynka otwiera szereg liczbowy, jest więc jego częścią, ale jednocześnie różni&#13;
się od kolejnych liczb. Symbolizuje początek i całość, jest zatem zaprzeczeniem&#13;
podziałów oraz stanowi opozycję do wielości. Idąc dalej tym tropem, można&#13;
wskazać, że występuje obok takich atrybutów jak woda (pierwsza kąpiel dziecka)&#13;
i w takich kontekstach oznacza stan potencjalności i amorfizmu (bezkształtu),&#13;
które poprzedzały kreację świata. Natomiast stan sprzed formacji jest przywoływany w działaniach, które mają na celu rekreację świata. Taki aspekt znaczenia&#13;
liczby 1 zostaje więc wykorzystany w magii dobrego początku, którą w kontekście&#13;
naszych badań można określić, parafrazując Moszyńskiego, jako właściwe postępowanie w sytuacji charakteryzującej się pierwszeństwem, które warunkuje następujący po nim czas. W ludowym światopoglądzie silnie zakotwiczona jest wiara w możliwość wpływania na przyszłość poprzez właściwe zachowanie w trakcie&#13;
wykonywania danych czynności po raz pierwszy lub poprzez przestrzeganie tabu&#13;
związanego z szeroko rozumianym pierwszeństwem w dni, które otwierają dłuższy okres.&#13;
Takie aspekty znaczenia liczby 1 jak całość, niepodzielność, wyjątkowość&#13;
i unikalność sprawiają, że jest ona symbolem Boga. Depozytariusze i depozytariuszki kultury ludowej przypisują ponadto szczególne znaczenie pierworodnemu&#13;
synowi, zaś jedyne dziecko ma pozytywne konotacje, co przejawia się głównie&#13;
Podobne znaczenie, które służy uwierzytelnieniu, ma określenie niejeden w kolejnym przykładzie (chociaż nie ma tutaj zestawienia wykorzystującego opozycję): Gadatliwa żonka dodała&#13;
drugie tyle i rozniosła po wsi wieść, której uwierzyli łatwo, bo już niejeden, mówiono, podobnie doświadczył (K 17 Lub 105).&#13;
10&#13;
&#13;
⩶ 94 ⩶&#13;
&#13;
�w pieśniach. Jedynka, dzięki utworzonej od niej specyficznej nazwie, odpowiada&#13;
ukochanej osobie, oznacza kogoś wyjątkowego i szczególnego. Wskazuje więc grono najwyżej ocenianych i wartościowych postaci.&#13;
&#13;
Zagroda bogatego gospodarza&#13;
&#13;
Foto: Lublin, Muzeum Wsi Lubelskiej, fot. Małgorzata Czyżewska, zdjęcie pobrane ze strony www.skanseny.net [data dostępu 8.04.2024 r.].&#13;
&#13;
Jedynka ma także status granicy między światem a zaświatami, czego dowodzą zaprezentowane relacje. Na potwierdzenie tej tezy można przytoczyć tę,&#13;
w której pierwsza figura znajdująca się za wsią jest równoznaczna z jej granicą.&#13;
Jednakże ma to także szersze i mniej dosłowne odniesienia, co widać w takich&#13;
przykładach jak pierwsza kąpiel noworodka, pierwsze odgłosy zwierząt jako znaki budzącego się życia na wiosnę czy pierwsze w danym roku wyjście bydła na łąkę.&#13;
Ten pierwszy raz jest pełen znaczenia, transgraniczny, newralgiczny, może być&#13;
groźny lub rokujący na przyszłość, każdorazowo jednak cechuje się nasyceniem&#13;
⩶ 95 ⩶&#13;
&#13;
�sacrum. Z tego względu w trakcie czynności wykonywanej po raz pierwszy podejmowano różne działania o charakterze sporzącym (pomnażającym) lub zabezpieczającym. Liczba 1 w wymiarze symbolicznym oznaczała jedność, a więc doskonałość, niepodzielność i absolut. Jednakże stanowi ona także początek szeregu&#13;
liczbowego, który inicjuje podział. Jedynka scala odmienne jakości, przynależąc&#13;
do dwóch porządków jednocześnie, funkcjonuje zatem jak granica. Relacja jeden – wiele pełni podstawową rolę w językowym porządkowaniu świata oraz ma&#13;
archaiczną genezę, wynikającą z uświadomienia sobie odrębności istoty ludzkiej&#13;
wobec grupy.&#13;
&#13;
�4 Liczba 2&#13;
Liczba 2 powszechnie utożsamiana jest w kulturze z dualizmem i dwubiegunowością, przeciwnymi zasadami, antytezą, a także rozdwojeniem, podwojeniem, rozdzieleniem i mnogością. To sprawia, że liczba ta postrzegana jest jako złowieszcza&#13;
i zapowiadająca konflikt (Her Lek 36, For Sym 43, Kop Sym 76–77, AlvSym Ssy&#13;
49, Cir Sym 225, Hof Lek 25). Jednocześnie jednak jest utożsamiana z równością,&#13;
równowagą i zaliczana do liczb parzystych (Her Lek 36–37, Hof Lek 25, Kop Sym&#13;
76, AlvSym Ssy 49). Jako podstawa opozycji binarnych stanowiła narzędzie do rozumienia świata (Toporov 2005, 228). Symbolizuje także początek, jądro materii,&#13;
ale przez to jest liczbą niedoskonałą. Oznacza też zasadę żeńską, Wielką Macierz&#13;
(Her Lek 36–37, Cir Sym 225).&#13;
Podkreśla się, że to 2 jest pierwszą liczbą, jedynka stanowi bowiem całość&#13;
i dopiero dwójka inicjuje podział, a więc otwiera szereg liczbowy (Her Lek&#13;
36–37, Kop Sym 76, AlvSym Ssy 49). Jednakże Władimir Toporov sygnalizuje,&#13;
że dwójka, tak jak jedynka, różni się językowo od kolejnych liczb. Formy stanowiące rdzeń dla nich pierwotnie w języku indoeuropejskim nie oznaczały liczb.&#13;
Tę odmienność potwierdzają oboczności pomiędzy formami liczb głównych i porządkowych (Toporov 2005, 223). Badacz ten wskazuje ponadto na związek liczby 2 ze strachem, lękiem i przerażeniem, ale rozumianymi jako uczucia graniczne&#13;
(krytyczne). Odwołując się między innymi do tekstu hinduskich Upaniszad, pokazuje, że pierwszy człowiek nie miał się kogo bać, gdyż był jeden, ale to sprawiło,&#13;
że poczuł brak radości i potrzebę drugiego. Samotność rodzi obawę i strach, ale&#13;
również obecność drugiego wywołuje takie emocje, dlatego ziemskie życie jest&#13;
wypełnione lękiem, który wiąże się także z wyborem, czego efektem jest rozdwojenie. Te wysublimowane rozważania prowadzą do konstatacji, że odwołując się&#13;
do słów z pierwiastkiem *duo, można w obszar zainteresowań nad zakresem znaczeniowym dwójki włączyć następujące idee: inności, odmienności, dualności-rozdwojenia i odpowiadającego im bolesnego rozdarcia, a w końcu stabilności,&#13;
równowagi i oporu (Toporov 2005, 225–227).&#13;
⩶ 97 ⩶&#13;
&#13;
�W polskim folklorze zaznacza się związek dwójki z czasem, postaciami, zwierzętami, żywiołami, atrybutami i przedmiotami. Charakteryzuje ona części ciała&#13;
ludzi i zwierząt, a także pełni funkcje lecznicze i matrymonialne.&#13;
&#13;
4.1. Czas&#13;
Związek liczby 2 z czasem przejawia się w opozycji binarnej dzień – noc. Doba&#13;
jest podzielona na dwie części: dzień, który cechuje jasność, oraz noc, której przypisana jest ciemność. Podział ten był wyznacznikiem rytmu życia człowieka pierwotnego, który nie znając zegarów, orientował się w czasie dzięki naprzemiennemu następowaniu jasności i ciemności. Rytm ten wyznaczał porę czuwania i snu.&#13;
Joanna Szadura zalicza dobę do podstawowych jednostek czasu naturalnego.&#13;
Dzień i noc tworzą całość, jednocześnie stanowiąc swoje przeciwieństwo (Szadura 2017, 153–155):&#13;
Je dwóch bracy, jeden biôły, a drëgi czôrny. Choc sę spotkają, uchodzą sobie z drogi i nigdë sobie do oczów nie zaźerają, bo pierwszy bë zcemniôł, a drëgi bë zblôdł&#13;
[Dzień i noc] (Fol Zag 132);&#13;
Miała gdowa dwoje dzieci:&#13;
córka czarna, synek świeci&#13;
[Doba – dzień i noc] (Fol Zag 139).&#13;
&#13;
W tych przykładach noc jest zestawiona z ciemnością i żeńskością, dzień zaś&#13;
z jasnością i męskością. Tworzą się więc ciągi kojarzonych ze sobą elementów,&#13;
odmiennie wartościowane – w tym przypadku żeńskość zyskuje rys negatywny,&#13;
męskość zaś jest waloryzowana pozytywnie1. Ze Słownika stereotypów i symboli&#13;
Para i parzystość, jak również sama liczba 2, w wielu przypadkach związane są z elementami&#13;
opozycji mężczyzna – kobieta, śmierć – życie. Swietłana Tołstojowa, powołując się na różnych badaczy,&#13;
podaje następujące przykłady potwierdzające ten związek: Bułgarzy w Rodopach liczbę gałązek na&#13;
drzewku weselnym uzależniali od płci osoby, dla której to drzewko było przeznaczone: drzewko&#13;
chrzestnej miało trzy gałązki, a drzewko chrzestnego – dwie, natomiast gdy było tylko jedno drzewko,&#13;
miało mieć pięć gałęzi. Zgodnie z wierzeniami Macedończyków w małżeństwie, które zostało zawarte&#13;
w roku nieparzystym, będą rodzić się chłopcy, natomiast przyszli rodzice, którzy wstąpili w związek&#13;
małżeński w roku parzystym, będą oczekiwać dziewczynek. Przy urodzeniu dziecka Macedończycy&#13;
przyrządzali pity – dwie, jeśli urodziła się dziewczynka, i trzy, jeśli urodził się chłopiec. Analogiczna&#13;
symbolika liczbowa jest znana również w tradycji rosyjskiej: w guberni jarosławskiej aby poznać&#13;
płeć przyszłego dziecka, wyciągali z donicy storczyk (Neotinea maculata) wraz z korzeniem – dwa&#13;
odgałęzienia zapowiadały dziewczynkę, a trzy – chłopaka. U Słowian Południowych symbolika&#13;
liczbowa była zachowywana przy powiadamianiu o śmierci mężczyzn, kobiet i dzieci: w pierwszym&#13;
przypadku było słychać trzy dzwony, w drugim – dwa, natomiast w trzecim – jeden; katolicy takie samo&#13;
znaczenie przypisywali liczbie krzyży, które nieśli podczas procesji pogrzebowej (Tolstaja 2010, 223).&#13;
1&#13;
&#13;
⩶ 98 ⩶&#13;
&#13;
�ludowych dowiadujemy się, że zestawienie słów dzień – noc jest konkretyzacją przeciwstawienia jasność – ciemność. Na tę opozycję nakładane są dodatkowe kontrasty,&#13;
na przykład Bóg – diabeł czy niebo – piekło. Światło symbolizuje szczęście, dobrobyt, jest kojarzone ze świętością, bóstwem i niebem (SSiSL I/4, 86–96). Ciemność jest postrzegana jako negatywna, gdyż jest ona symbolem fałszu, zła, grzechu,&#13;
śmierci, zapomnienia, tajemnicy i smutku. Ciemność to także czas działania złych&#13;
duchów oraz spotkań kochanków (SSiSL I/4, 129–138). Anna Brzozowska-Krajka wskazuje, że para dzień – noc „Stanowi kategorialny komponent ustno-poetyckiego kanonu, konstantę obrazową, ludowy archetyp, praobraz z tradycji, odwołujący się do mitu podstawowego o rozdzieleniu światła i ciemności, zarówno według&#13;
oficjalnie przyjętej kosmogonii judeochrześcijańskiej, jak i ludowej kosmogenezy;&#13;
odnosi się do mitu podstawowego jako wtórnego systemu modelującego konstruującego system wartości porządkujących świat” (Brzozowska-Krajka 1994, 49).&#13;
Podział doby z całym przedstawionym powyżej bagażem symbolicznym w dużej&#13;
mierze kształtuje koncept dwójki jako liczby łączącej sprzeczne wartości, ale także&#13;
inicjującej podziały.&#13;
Naczelnym symbolem dialektyki dobowej jest słońce, stanowiące hierofanię&#13;
bóstwa. W wierzeniach ludowych było ono antropomorfizowane, próbowano&#13;
więc wytłumaczyć sobie, co się z nim dzieje, kiedy przestaje być widoczne:&#13;
Inni zaś, nie znając przyczyny dlaczego słońce świeci, wiedzą tylko, że tocząc się&#13;
po niebie nad nami, oświeca ono nasz świat, a po zachodzie zapada pod ziemię&#13;
i oświeca znajdujący się tam świat inny (K 34 Cheł 254).&#13;
&#13;
Przekazy dotyczące drugiego świata są związane z kultem solarnym i opisaną&#13;
wyżej dialektyką dnia i nocy. Tylko tam gdzie świeci słońce, możliwe jest życie,&#13;
jest ono bowiem siłą twórczą. Według przekazów na tamtym świecie jest bardzo&#13;
dobrze, między innymi na jabłoniach rosną złote jabłka, a ludzie są dla siebie&#13;
życzliwi (SSiSL I/4, 73). Kazimierz Moszyński pisze, że lud wyobraża sobie: „że&#13;
pod ziemią jest drugi świat, podobny do naszego, mający swoich mieszkańców-ludzi, różniących się od nas tylko bardzo małym wzrostem” (Mosz Kul 2, 41).&#13;
W wierzeniach ludowych występuje także podział na ten i tamten świat, który jest&#13;
miejscem przebywania zmarłych, jednak rzadko określany jest jako „drugi świat”&#13;
(SSiSL I/4, 77–85).&#13;
W innej eksplikacji na temat słońca pojawiają się istoty, której mu pomagają:&#13;
Zmiany dnia i nocy pochodzą stąd, że na noc, przestawszy świecić nad ziemią,&#13;
słońce zanurza się w morzu pod ziemią i tam się kąpie, aż przy pomocy dwóch&#13;
jakichś istot wynurza się z rana na przeciwnej stronie nieba (K 34 Cheł 254).&#13;
&#13;
⩶ 99 ⩶&#13;
&#13;
�Ci mitologiczni pomocnicy słońca nie są scharakteryzowani, jednakże ich&#13;
obecność wprowadza element królewski – funkcjonują jako słudzy, którzy pomagają słońcu-królowi wrócić po nocy na jego właściwe miejsce. Jest ich dwóch, co&#13;
wpływa na budowanie harmonijnego obrazu wokół słońca i co można uznać za&#13;
nawiązanie do dialektyki doby2.&#13;
Niewątpliwie symboliczny charakter ma powtarzalność czynności w znaczące&#13;
dni, jakimi są dwa Wielkie Piątki:&#13;
Może ze względów na niepożądane następstwa długiego karmienia, co bywa&#13;
oznaką niskiego stanu kultury, przepowiadają w ziemi krakowskiej dziecku, ssącemu przez dwa Wielkie Piątki, że będzie – gdy dorośnie – złodziejem lub nierządnicą. W powiecie rzeszowskim uważają to za grzech, a chłopiec taki będzie&#13;
niepamiętliwy (słabą będzie miał pamięć) (Bieg Mat 156)3.&#13;
&#13;
Źródło wierzenia zostało podane eksplicytnie w relacji: długie karmienie piersią jest oznaką niskiego stanu kultury. Dodatkowo Wielki Piątek ma negatywne&#13;
konotacje, jest to bowiem w tradycji chrześcijańskiej dzień śmierci Jezusa na krzyżu, a zatem moment największej żałoby zarówno w Kościele, jak i w pobożnych&#13;
domach (Ogr Zwycz 243). Podwojenie czynności w takim charakterystycznym&#13;
okresie jest niepożądane, stąd liczba 2 w tym przypadku też zyskuje negatywny&#13;
wymiar. Swietłana Tołstojowa wskazuje, że u wszystkich Słowian w codziennym&#13;
Oprócz fundamentalnego wyodrębnienia chrononimów związanych z liczbą 2, czyli pary przeciwieństw dzień – noc, funkcjonuje ona także w innych zakazach lub wierzeniach związanych z czasem,&#13;
zazwyczaj w negatywnych kontekstach. Zgromadzony materiał pokazuje jednak, że nie są to przykłady&#13;
częste, pojawiają się incydentalnie i można się zastanowić, czy użycie w nich dwójki kryje głębsze sensy&#13;
symboliczne, na przykład w odniesieniu do dwóch dni i miesięcy:&#13;
2&#13;
&#13;
Ale to nie wiem, czy to był wąż, czy to było co, w każdym bądź razie zaskroniec to nie był, bo był&#13;
takiej grubości [tj. około 10 centymetrów], prosto pełzł do stajni, wie pani. No! W dzień, w południe&#13;
wpełzł do stajni w porze obiadowo, kiedy się właśnie krowy doi, i proszę sobie wyobrazić, i prosto&#13;
pod krowe, i doić jo. [...] I tak żeśmy go gonili obie z mamą, aż tutej do potoka, i w takie krzaki, i go&#13;
wygnaliśmy, ale wie pani, od tego czasu pilnowaliśmy, bo, bo jeszcze coś ze dwa dni do stajni się pchał&#13;
bez przerwy (Bart Wąż 217);&#13;
I uona tak weźnie tego cukru, nasypie w taki gałganek i dziecku w buzie daje, tak smuka. To poji&#13;
mlikiem, to poji herbato. To dziecko wraca ponoć i płace, jak to takie malińkie. To miało dwa miesiónce, jak uona umarła, ta kóbieta, ta matka tygo dziecka (Bart Wąż 167).&#13;
Relacje dotyczą zjawisk z zakresu demonologii i eschatologii, a w tych kontekstach da się zauważyć zwiększoną częstotliwość występowania liczby 2. Można więc postawić hipotezę, że dwójka opisuje&#13;
nadprzyrodzone zjawisko, jak aktywność węża, czy wskazuje wiek dziecka, gdy nastąpiło traumatyczne&#13;
wydarzenie – śmierć matki.&#13;
3&#13;
Wariantywnie w takim kontekście funkcjonuje liczba 3: Dziecko miewa uroczne oczy, które&#13;
w trzy Wielkie Piątki ssało pierś matki (w ciągu trzech lat) (K 3 Kuj 248).&#13;
&#13;
⩶ 100 ⩶&#13;
&#13;
�życiu i praktykach rytualnych przedmioty podwójne i powtarzające się były wartościowane negatywnie. Egzemplifikacją tej tezy jest powszechny zakaz ponownego&#13;
dopuszczania dziecka do piersi po odstawieniu, gdyż będzie ono rzucało uroki oraz&#13;
nie będzie mogło brać udziału w czynnościach rytualnych, na przykład być kolędnikiem, a po śmierci zostanie wampirem4 (Tolstaja 2010, 234–235).&#13;
Dwójka w aspekcie temporalnym wiąże się przede wszystkim z rudymentarnym podziałem doby na dwie przeciwstawne jakości, ale zaznacza się także jej&#13;
ciążenie ku demonologii, co znajdzie więcej potwierdzeń w dalszej części pracy.&#13;
&#13;
4.2. Postacie&#13;
Liczba 2 w polskiej kulturze ludowej charakteryzuje postacie dziwne lub wyróżniające się. Są to więc demony (jak diabeł, strzygoń) oraz ludzie, przede wszystkim&#13;
bliźniacy, ale także bohaterowie i bohaterki bajek (bracia, siostry).&#13;
&#13;
4.2.1. Demoniczne&#13;
Dwoistość koreluje z obszarem pozaziemskim. Wierzenia łączące dwójkę z zaświatami poprzez postacie demoniczne były powszechne w polskiej kulturze&#13;
ludowej, o czym świadczy ich bogactwo w materiach etnograficznych. Podczas&#13;
prowadzonych badań terenowych informatorki także przekazywały takie relacje,&#13;
co potwierdza petryfikację tych wierzeń. Przyczyną zamiany w demona jest na&#13;
przykład posiadanie dwóch duchów:&#13;
Według bowiem mniemania gminu, człowiek-strzygoń, mający dwa duchy, kiedy umiera, ciało jego z duchem dobrym grzebie się, a duch zły jego, nie mogąc&#13;
rozstać się ze światem, błąka się po nim jako straszydło (K 19 Kiel 229);&#13;
Niektóry człowiek ma dwa duchy, taki po śmierci staje się upiorem, dusza zaś&#13;
jego błąka się koło zmarłego ciała aż do dnia sądnego. Strzygonie mają w sobie ducha dobrego i ducha złego. Dobrego w człowieku ducha wiedzie na drogę zbawienia chrzest, złego – bierzmowanie. Po śmierci człowiek o dwu duchach&#13;
wstaje z grobu, napastuje, a nawet zjada ludzi. Sprawia on wylewy wód, jeżeli&#13;
w górę wychodzi z grobu. Najskuteczniejszym przeciw upiorowi lekarstwem wykopać i wraz z trumną wywrócić go do góry nogami, aby wszedł sobie w głąb ziemi,&#13;
4&#13;
&#13;
Por.:&#13;
Jeżeli dziecko urodzi się z zębami albo jeśli nowo narodzonemu dziecięciu matka daje ssać dwa&#13;
razy dziennie, to dziecko takie ma w sobie dwa duchy i dwa serca. Po śmierci takiego człowieka&#13;
drugi jego duch wydobywa się w nocy z grobu i ogląda się wkoło: od tego powstają straszne ulewy&#13;
i woda zatapia wszystko, co ten duch widział (Bieg Mat 126).&#13;
&#13;
⩶ 101 ⩶&#13;
&#13;
�a nie chodził po niej. Człowiek niebierzmowany umiera dwakroć. Za życia odchodzi nieraz od siebie, traci przytomność. O człowieku, który sam do siebie mówi,&#13;
przebieczanie utrzymują, że ma dwa duchy, jeden ślepy, drugi głuchy (Bieg&#13;
Śmier 30); wariant: (Bieg Śmier 114);&#13;
Stryga krakowska przychodzi na świat z dwiema duszami, a gdy nie otrzyma&#13;
drugiego imienia chrzestnego, staje się po śmierci zmorą. Lud nadwiślański tak&#13;
sobie tłumaczy zmorę, upiora i somnabulistę, utożsamiając, ich: „Bywają ludzie&#13;
z dwoma duchami. W czasie snu wychodzi z człowieka ten drugi duch i chodzi po&#13;
drzewach, dachach, a gdy na kogo ma złość, to go dusi, a nawet krew z niego ssie”&#13;
(Bieg Lecz 278).&#13;
&#13;
Leonard Pełka zalicza strzygi do demonów życia społecznego, które obrazowały lęki związane z codziennym życiem. Łączy je także z chrześcijańską koncepcją duszy (Pełka 1987, 169). Całkiem odmienne tezy odnośnie do demonologii&#13;
formułuje Łukasz Kozak. W książce Upiór. Historia naturalna przytacza on liczne&#13;
materiały źródłowe, pokazujące, że strzygi, zwane również wieszczami i upiorami,&#13;
to realni ludzie, którzy wierzyli, że posiadają niezwykłe właściwości lub takie im&#13;
przypisywano. Zazwyczaj ponosili tego bardzo dotkliwe konsekwencje. Badania&#13;
potwierdzają powszechność tej wiary oraz popularność demonów, a także notują&#13;
liczne relacje okrucieństwa, które ich spotkały (Kozak 2023). Niewątpliwie jednak w materiałach źródłowych, opisujących znaki charakterystyczne upiora czy&#13;
sposoby jego unicestwienia, pojawiają się liczby, podobnie jak w poniższych relacjach. Na przykład strzyga to demon, który ma dwie dusze. Osobę, która stanie&#13;
się demonem, można rozpoznać po pewnych znakach, na przykład rodzi się ona&#13;
z „podwojonymi zębami”:&#13;
Dziecię urodzone na Mazowszu „z podwójnymi zębami”, albo w Krakowskiem,&#13;
„z dwoma rzędami zębów”, widocznych „przy pierwszym krzyku”, w kilka dni po&#13;
urodzeniu umiera i zamienia się w strzygę, czyli upiora (Bieg Mat 126); wariant:&#13;
(Bieg Mat 268);&#13;
Tak kiedyś mówili na to, że strzyga się urodziła, te zemby później wyleciały wcześniej, zanim następne jej rosły, to później te i wyleciały. Ale normalnie z dwiema&#13;
zembami się urodziła [MF, p. Kalisz].&#13;
&#13;
Depozytariuszki kultury ludowej w szczególny sposób wartościują rzeczy,&#13;
które odbiegają od normy, są dziwne lub niespotykane. Liczby są narzędziem,&#13;
które ułatwia wprowadzanie ładu, gdyż wielu zjawiskom i rzeczom przyporządkowane są konkretne wartości liczbowe, na przykład ręka ma pięć palców. To co&#13;
⩶ 102 ⩶&#13;
&#13;
�przekracza przypisaną danemu obiektowi liczbę, staje się anormalne, na przykład&#13;
dodatkowy palec piętnuje jego właściciela. W powyższych relacjach dziwnym zjawiskiem są podwojone zęby, które są prognostykiem przyszłej przemiany. Łukasz&#13;
Kozak, powołując się na artykuły prasowe, przytacza drastyczną relację: noworodek, który urodził się z zębami, kilka dni po porodzie został zamordowany przez&#13;
ojca poprzez obcięcie głowy (Kozak 2023, 57). Świadczy to o niepodważalnej&#13;
wierze ludu w istnienie upiorów, co miało także bardzo drastyczne konsekwencje,&#13;
oraz w występowanie stałego repertuaru ich atrybutów.&#13;
Istnienie w postaci strzygi wynika z faktu posiadania dwóch duchów oraz&#13;
tego, co się z nimi dzieje po śmierci człowieka. Także dwa serca stają się atrybutem demona:&#13;
Rodzą się czasami ludzie posiadający podwójne serca. Kiedy jedno z nich (serc)&#13;
umrze, drugie żyć nie przestaje i właściciel jego, pochowany głęboko w ziemi, wstaje z grobu, chwyta i dusi ludzi (Bieg Śmier 115).&#13;
&#13;
Zdemaskowanie postaci demonicznej jest możliwe także na podstawie jej zachowania:&#13;
Oto w Kieleckiem utrzymują, że ludzie zapadający w zachwycenie mają dwa duchy, jeden spokojny, a drugi zły, a ten po śmierci wyrządza różne szkody (Bieg&#13;
Śmier 73).&#13;
&#13;
Dla obrony przed upiorami stosowano praktyki o charakterze magicznym,&#13;
unieszkodliwić je miało na przykład odkopanie trupa i odwrócenie go. Inne praktyki chroniące przed demonami miały charakter religijny:&#13;
Dawniej miewali ludzie tylko jedno imię, dane na chrzcie, i wtedy „spostrzegano&#13;
wielkie zagęszczenie się upiorów”, od kiedy ludzie biorą przy chrzcie dwa imiona,&#13;
a trzecie przy bierzmowaniu, upiory zaczynają znikać (Bieg Mat 239); wariant:&#13;
(Bieg Śmier 113–114).&#13;
&#13;
Wiara, że przyjęcie chrztu może ustrzec przed przemianą w demona, zasadza się na przekonaniu o istnieniu dwóch duchów oraz na szczególnej randze&#13;
słowa. Nazwanie drugiego ducha chroni przed jego niebezpieczną przemianą.&#13;
To co nazwane zostaje bowiem włączone do ludzkiego świata i oswojone, natomiast brak imienia przesądza o przynależności do groźnej, chtonicznej sfery.&#13;
Z chrztem wiązały się także inne wierzenia, na przykład takie, które bazują na&#13;
inwersji ocen: siłę magiczną przypisywano zatem temu, co jest sprzeczne z nor⩶ 103 ⩶&#13;
&#13;
�mą, zakazane i uważane za grzeszne lub niebezpieczne. Jeżeli prawo kościelne&#13;
i codzienna praktyka wykluczają powtórny chrzest, specjalny obrzęd magiczny&#13;
zezwala na ponowne przyjęcie tego sakramentu, na przykład w celu uratowania&#13;
życia ciężko chorego (Tolstaja 2010, 239).&#13;
Przytoczone relacje ukazują dużą aktywność dwójki w kontekście demona zwanego strzygą. Jest to więc liczba szczególnie z nim związana, choć&#13;
pojawiają się egzemplifikacje, ujawniające, iż charakteryzuje ona także inne&#13;
upiory:&#13;
Z kobiety brzemiennej, która utonęła, rodzi się topielec (topień, czyli topnik),&#13;
człowiek o dwu duchach, którego czart utopił, a który po śmierci topi innych ludzi&#13;
(Bieg Mat 99);&#13;
Zmorą staje się kobieta brzemienna, gdy przejdzie między dwiemi drugiemi,&#13;
również brzemiennemi (Bieg Lecz 275).&#13;
&#13;
W powyższych przykładach dwójka zostaje zdublowana: brzemienna, a więc&#13;
„podwójna”. Powiązanie tej liczby ze sferą demoniczną przejawia się w podwójnych atrybutach (duchy, zęby, serca), które posiada przyszły demon, ale także&#13;
w postaci kobiety brzemiennej, która nie tylko stanowi rodzaj medium sprowadzającego życie z tamtego na ten świat (Smyk 2009b), ale jest także, ze względu na&#13;
swój stan, charakteryzowana przez dwójkę, gdyż według wierzeń ma dwie dusze&#13;
(Tolstaja 2010, 213).&#13;
Liczba 2 występuje także w relacjach opisujących podanie remedium na negatywne oddziaływanie zmarłego:&#13;
Wisielec po śmierci straszy, aby więc nie wyrządzał ludziom szkody, lud w Masłowie wkłada mu pod językiem dwa kawałki kredy po siedmkroć święconej, wziętej&#13;
z dwu domów (Bieg Śmier 101).&#13;
&#13;
Podjęcie takiej czynności wynika z przekonania, że działania oparte na kodzie liczbowym są zrozumiałe nie tylko dla ludzi, ale i dla postaci chtonicznych.&#13;
Wskazane egzemplifikacje pokazują silny związek dwójki ze strefą demoniczną. Relacja ta jest efektem uznania istnienia dwóch opozycyjnych światów: sacrum&#13;
i profanum. Ta obca dla człowieka sfera jest światem na opak, dlatego wchłania&#13;
to, co jest niestandardowe, na przykład jeśli jeden z dwóch duchów pozostanie&#13;
bezimienny, przynależy do tamtego świata. Wynika to z anormalności podwojenia&#13;
tego, co powinno być w liczbie pojedynczej.&#13;
⩶ 104 ⩶&#13;
&#13;
�4.2.2. Ludzkie&#13;
Łączenie przeciwieństw, ich inwersja lub uwypuklanie elementów pośrednich&#13;
między nimi następuje w micie i rytuale. Funkcja zjednoczenia opozycji jest zachowana w symbolicznej roli boskich bliźniaków – wyrażającej równowagę dobranych w pary przeciwieństw (Iwanov 1978, 100). W kulturze Słowiańszczyzny&#13;
bliźniaki były obiektem czci lub strachu, postaciami o dużym ładunku semantyczno-symbolicznym (Radenkovič 2012, 64–66). Są one wartościowane zarówno&#13;
pozytywnie, jak i negatywnie. Ocena pozytywna wiąże się z wiarą, że podwojenie&#13;
przynosi szczęście, natomiast znaczenie pejoratywne można zobrazować cytatem:&#13;
Urodzenie bliźniąt, zjawisko niezwykłe, tłumaczył sobie człowiek pierwotny jako&#13;
dzieło złego ducha, przynoszące nieszczęście, później uchodziło za wróżbę nieszczęścia, a przynajmniej za rzecz niesamowitą. Wśród ludu naszego i ruskiego&#13;
istnieje przesąd, że bliźniaki nie chowają się i jedno umrzeć musi, albo i oba&#13;
zmarnieją (Bieg Mat 128).&#13;
&#13;
Również w innej relacji nieszczęście spotyka jedną z bliźniaczek:&#13;
Utrzymują, że z dwóch dziewcząt bliźniaczek, gdy dorósłszy, pójdą za mąż,&#13;
jedna tylko może mieć potomstwo, druga zaś skazaną jest na niepłodność&#13;
(K 34 Cheł 161).&#13;
&#13;
Bliźniaczki&#13;
&#13;
Foto: Dzianisz (okolice Nowego Targu), fot. Zygmunt Kłodnicki, 1964, Cyfrowe Archiwum Polskiego&#13;
Atlasu Etnograficznego, https://paenew.us.edu.pl/items/show/14399 [data dostępu: 10.04.2024 r.].&#13;
&#13;
⩶ 105 ⩶&#13;
&#13;
�Oprócz przesłanek symbolicznych informatorki wskazywały także na względy praktyczne, czyli trudność jednoczesnego wychowania dwójki dzieci. Dlatego funkcjonały różne wierzenia oraz zakazy dotyczące kobiety ciężarnej, których&#13;
przestrzeganie miało zapobiec urodzeniu bliźniąt:&#13;
Oj, po dwie miotły, ani dwie szczotki w rence, nic po dwa nie nosić, żeby sie bliźniaki nie urodziły. [MW: A to nie chcieli bliźniaków?] Nie chcieli bliźniaków,&#13;
tylko to po jednym dziecku, bo trudności były kiedyś z dziećmi [JW, p. Puławy];&#13;
Przestrzegano, żeby po dwa wiadra, bo kiedyś wode ze studni nosili, bo będzie&#13;
miała bliźniaki, ale to może żeby nie brała dwa wiadra, żeby nie było za ciężko.&#13;
[MW: A to niedobrze było jak bliźniaki?] No to właśnie jak bliźniaki, to raczej&#13;
było dobrze, ale z drugi strony to większe trudności z wychowaniem. Ale tak mówili, że jak się urodziły bliźniaki, to że nosiła coś po dwa [EW, p. Puławy];&#13;
Kijon nie brać do runk. Bo jak to dawniej kijonami prały, poobmarzane. To bruń&#13;
Boże, żeby kijonków gdzie młoda nie wzioła do runk i nie niosła, bo bedu bliźniąta. To takie gusła [EugW, p. Puławy]; wariant: (K 34 Cheł 163).&#13;
&#13;
Jak wcześniej wspomniano, w kulturze ludowej wszystko, co anormalne, niecodzienne lub w jakiś sposób wyróżniające się, a za takie można uznać narodziny bliźniaków, zostaje wykorzystane w działaniach magicznych i obrzędowych.&#13;
Funkcjonuje więc wierzenie, że przy pomocy bliźniaków można się uchronić od&#13;
zarazy lub innych nieszczęść. Niekiedy należy skumulować podwójność (bliźniaki&#13;
ludzkie i zwierzęce), multiplikacja ma bowiem większą moc sprawczą:&#13;
Lud twierdzi, jakoby przed laty dwóch parobków bliźniąt oborało cały Tarnów&#13;
dokoła dwoma czarnemi wołami bliźniętami, zabiwszy przy tem dwa czarne&#13;
koguty. Odtąd zaraza tu się nie pokazała i zapewne nie pokaże (K 34 Cheł 138);&#13;
wariant: (K 34 Cheł 203);&#13;
Krążków. Mówią, iż wieś ta od zarazy jest wolną, gdyż dwa wołki bliźnie oborało&#13;
grunta wkoło, gnane przez dwóch braci bliźniąt. Nakazała to św. Rozalija, objawiając się jednéj kobiecie we śnie i mówiąc do niéj: „Niech bracia wieś okrążą”&#13;
(K 10 Poz 135); warianty: (Bieg Lecz 298 – zabezpieczenie od zarazy, gwałtownych burz i gradobicia w Ostruszy; K 10 Poz 6 – wieś Kalawa – oborana&#13;
przez byczki bliźniaki; K 10 Poz 135 – we wsi Zajączki niewiasta urodziła bliźniaki, w tym samym czasie urodziły się bliźniaki byczki, gdy dzieci podrosły,&#13;
oborano byczkami granice wsi, aby zaobiec zarazie; K 10 Poz 374);&#13;
Wtedy staruszkowi, dziadowi dwu bliźniąt, objawił św. Jan we śnie następujący&#13;
środek: „Masz wnuki-bliźnięta i jałówki białe-bliźnięta. Każ im wyorać bruzdę&#13;
przy miedzy, ze wschodu na zachód, a będziecie zabezpieczeni od wszelkiego nieszczęścia” (Bieg Lecz 296).&#13;
&#13;
⩶ 106 ⩶&#13;
&#13;
�W przedstawionych wyimkach zostały skumulowane dwójkowe postacie&#13;
i zwierzęta. Eksplikacja podejmowanego przez nie działania jest następująca:&#13;
oboranie to sposób zabezpieczenia się przed zarazą, tym bardziej, że wykonują&#13;
je bliźniaki, które w tym przypadku są pozytywnie wartościowane. Narodziny&#13;
bliźniaczych chłopców były oczekiwane, gdyż potomków płci męskiej ceniono&#13;
bardziej. Wierzono także, że takie oboranie chroni nie tylko od zarazy, ale także&#13;
od gradobicia (zob. Marczewska 2012, 176–178).&#13;
W wyjaśnianiu symboliki obrzędowej pomocna jest także teza Nikity I. Tołstoja&#13;
o synonimiczności znaków w obrzędzie. Rosyjski badacz pisze, że szczególność „języka” obrzędowego, w odróżnieniu od języka potocznego, jawi się jako jednoczesna&#13;
rozmaitość kodów, spowodowana ogólną tendencją do maksymalnej synonimiczności, do powtarzania tej samej treści na różne sposoby (Tolstoj 1995). Wykorzystane&#13;
w relacji elementy, w szczególności zaś wytyczenie koła, symbolizują zamknięcie.&#13;
Dwójce, jako prototypowej liczbie parzystej, także należy przypisać takie znaczenie&#13;
w kontekście całego zwyczaju mającego chronić wieś przed niebezpieczeństwem.&#13;
Ponadto badacze zwracali uwagę na szczególny status bliźniąt, który sprawiał, iż posiadały siłę magiczną. Zgodnie z powszechnymi przekonaniami dzięki&#13;
opozycji ciało – dusza można pokonać granicę między światem ziemskim i nadprzyrodzonym. Bliźnięta wydają się osobami podwojonymi, występują jako jedna&#13;
osoba w dwóch postaciach. Na tym świecie człowiek jest jednością ciała i duszy,&#13;
a w następnym świecie jest tylko jedną duszą. Bliźniaki usuwają granicę między&#13;
przestrzenią życia a śmiercią. Tylko Bóg i istoty demoniczne mogą przełamać tę&#13;
granicę, stąd ich niezwykła apotropeiczna moc. Postacie bliźniąt oddają istotę&#13;
symboliki dwójki, czyli całości podzielonej na równe części, a więc jednocześnie&#13;
jedności i osobności. Prawdopodobnie w wyobrażeniu bliźniąt przejawia się pragnienie ucieleśnienia drugiej, niewidzialnej strony człowieka, zwanej duszą lub&#13;
cieniem (Radenkovič 2012, 65–66).&#13;
Warto także zauważyć, że w przytoczonych przykładach z dzieł Kolberga&#13;
występują konkretne nazwy miejscowości. Analizując formuły inicjalne i finalne&#13;
w prozatorskich tekstach folkloru, Marta Wójcicka wskazuje, że lokatywne wyrażenia formuliczne, w których zostaje dokładnie określona lokalizacja, mają uwiarygodnić opowieść i stają się miejscem głównego zdarzenia (Wójcicka 2010, 131).&#13;
Nagromadzenie wielu konkretnych nazw miejscowości świadczy o stosunku opowiadającego do przekazywanych treści – w tym przypadku wierzy on w skuteczną&#13;
moc przeciwdziałania zarazom i nieszczęściom za pomocą czynności wykonywanych przez pary bliźniacze ludzkie i/lub zwierzęce. Tym większą, że nakaz wykonania takiej czynności pochodzi od świętych: Rozalii i Jana.&#13;
⩶ 107 ⩶&#13;
&#13;
�Osobne miejsce w polskiej tradycji zajmują bajkowi bliźniacy o nadzwyczajnej sile – Waligóra i Wyrwidąb. Wychowani przez wilczycę, charakteryzują się&#13;
niezwykłą mocą, kochają się i wzajemnie wspierają (SPBL Wrób 1, 336). Opis ich&#13;
postaci przywołuje zatem semantykę dwójki jako całości podzielonej na części, ale&#13;
symetrycznej i harmonijnej.&#13;
Bohaterowie w bajkach ludowych są zestawiani po dwóch (obok popularnego&#13;
konceptu bazującego na liczbie 3, co zostanie przedstawione szerzej w kolejnym&#13;
rozdziale), często na zasadzie kontrastu, co wpływa na uwypuklenie głównych tez&#13;
utworu. Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska zauważa, że opozycja, stanowiąca podstawowy mechanizm porządkowania obrazu świata i obecna w języku na&#13;
poziomie leksykalnym, może funkcjonować jako wzorzec organizacji tekstów ustnych. Lubelska badaczka wyznacza siedem podstawowych par cech, które tworzą&#13;
wzorce bajek: mądry – głupi, bogaty – biedny, pracowity – leniwy, życzliwy – nieżyczliwy, wrażliwy – niewrażliwy, zdrowy – chory oraz dobry – zły (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 313–323). W finale bajek następuje przewartościowanie:&#13;
bohater określony jako głupi okazuje się taki tylko pozornie, dlatego spotyka go&#13;
nagroda (zob. SPBL Wrób 1, 334–338). Opozycyjne zestawienia, które charakteryzują bohaterów, odnajdujemy już w formułach inicjalnych:&#13;
Jeden głupi, a drugi mądry. Pasły uowce. No ji tam mądry – pasły do uobiadu&#13;
(Bart Waż 135);&#13;
Było dwóch braci, jeden bidny, drugi bogaty (K 17 Lub 198).&#13;
&#13;
Bohaterkami bajek są także dwie siostry:&#13;
Wysłał raz król dwie córki swe do lasu po kwiatki – która z nich więcej uzbiera,&#13;
otrzyma cały majątek królewski. Młodsza więcej uzbierała kwiatów do koszyczka,&#13;
co starsza tak się rozgniewała, że zabiła ją i pod lipą pochowała (Bieg Śmier 44).&#13;
&#13;
Strukturę bajki buduje klarowny podział na bohaterów negatywnych i pozytywnych. Opozycyjne zestawienie dwóch sióstr w powyższej egzemplifikacji&#13;
nie pozostawia miejsca na interpretacje pośrednie – ta zła w finale zostaje zdemaskowana przy pomocy fujarki wykonanej z drzewa lipowego, pod którym&#13;
pochowała siostrę. Spotyka ją zatem zasłużona kara. Dwójka jest więc podstawą dualnego widzenia świata, a może raczej dualizm dostrzegany w zjawiskach&#13;
przyrody i życiu człowieka stał się podstawą konceptu dwójki. Anna Wierzbicka ‘dwa’ zalicza do elementarnych jednostek semantycznych (Wierzbicka&#13;
2006, 62–63), co świadczy o randze dwójki w pierwotnej percepcji świata.&#13;
Folklor jest mocno przesiąknięty opozycyjnością, zaś fundamentem dla niej&#13;
⩶ 108 ⩶&#13;
&#13;
�jest para Bóg – diabeł. Wszystko, co piękne, dobre i pożyteczne, jest boskim&#13;
dziełem, natomiast to, co złe, brzydkie, szkodliwe, kłujące, zostało stworzone&#13;
przez szatana.&#13;
&#13;
4.3. Zwierzęta&#13;
W polskiej kulturze ludowej zwierzęta także są zestawiane w dwójkowe grupy,&#13;
jednakże trudno jest wskazać dominującą symbolikę takich połączeń – jest ona&#13;
bowiem kontekstowa i koreluje z gatunkiem tekstu. W pieśni o charakterze profetycznym dwa roje pszczół zapowiadają nieszczęście:&#13;
Śniło mi się, jakby pszczoły&#13;
uciekały we dwa roje,&#13;
pierścień się rozpęk na poły,&#13;
gwiazda spadła na wieś moję.&#13;
Ach, zięciu mój, synie luby,&#13;
jedźże, jedźże do swej żony,&#13;
przygoda ciebie nie minie,&#13;
znajdziesz żal nieutulony.&#13;
Bo lecących pszczół dwa roje&#13;
są płynących łez dwa zdoje,&#13;
a twój pierścień rozłamany&#13;
związek ślubu rozerwany.&#13;
Gwiazdy, co z nieba spadają&#13;
w pogodnej wieczornej dobie (lub:) ciszy,&#13;
te niestety oznaczają,&#13;
że ktoś z krewnych poległ w grobie (lub:) w grobie leży&#13;
(K 42 Maz 232–233).&#13;
&#13;
W tekście tym zostały skumulowane symboliczne obrazy o podobnej, pejoratywnej wykładni. Sen o pierścionku w senniku ludowym na zasadzie metonimii oznacza małżeństwo (Niebrzegowska 1996, 81), stąd pierścień rozłamany&#13;
na dwie połowy jest czytelnym znakiem rozpadu związku małżeńskiego. Zaś sen&#13;
o spadającej gwieździe wróży śmierć, co odwołuje się do wierzeń, że każdy człowiek ma swoją gwiazdę; gdy jest zdrowy i szczęśliwy, świeci ona jasno, gdy choruje&#13;
– ciemnieje, natomiast gdy umiera – spada (Niebrzegowska 1996, 69). Kolejny sen – o pszczołach zapowiada nieboszczyka, co ma związek z archaicznymi&#13;
słowiańskimi wierzeniami, że dusza ludzka, opuszczając ciało, ulatuje w postaci&#13;
pszczoły (Niebrzegowska 1996, 71). Ten przekaz, budowany na zasadzie suge⩶ 109 ⩶&#13;
&#13;
�stywnych obrazów, zostaje dodatkowo wzmocniony, gdyż w pieśni wskazano&#13;
dwa roje pszczół, czyli przywołano negatywną symbolikę dwójki dotyczącą rozłamu i unicestwienia, co wskazuje na związki eschatologiczne. Te nagromadzone złowieszcze znaki zapowiadają śmierć bliskiej osoby.&#13;
Podobną interpretację podwojenia odnajdujemy w następującej relacji:&#13;
Oj, oni [kruki] wysoko leco, dwa ich, i jeden do drugiego: „Trup-trup, trup-trup”.&#13;
Tak kreczo (Bart Wąż 34).&#13;
&#13;
Kruka uznaje się za ptaka diabolicznego, posłańca, który zna przyszłość, zapowiada negatywne zdarzenia, symbolizuje trwałość zła (Zowczak 2013, 124–130).&#13;
Jest to zwierzę podlegające dychotomii, gdyż żyje na ziemi, ale ma specjalny związek z zaświatami. W relacji dodatkowo wprowadzono aż dwa kruki, a zatem negatywne wartościowanie zostało zdublowane i stanowi omen śmierci, którą potwierdzają złowieszcze odgłosy.&#13;
Zgoła odmienne znaczenie mają narodziny dwóch cieląt, które były pożądane:&#13;
Że coś tam mogą wyczarować, albo źle, albo dobrze, bo nie tylko było źle, że&#13;
mogą i dobrze, że coś tam będzie się rozmnażało szybko, że tam jakieś, no jakieś plon będzie dobry, może tam krowa będzie miała dwa cielęta zamiast&#13;
jedno. Różne takie były, nie tylko złe te strachy, tylko i że dobrze mogło być&#13;
[HK, p. Lubartów].&#13;
&#13;
Podwójne narodziny cielaków są wynikiem czarów, w tym przypadku jest to&#13;
biała magia – gdyż ma pozytywne konsekwencje, oznacza bowiem podwójną korzyść dla gospodarza. W kontekście mnożenia dobytku podwojenie zyskuje więc&#13;
pozytywną waloryzację.&#13;
Na końcu podrozdziału można zwrócić uwagę na swego rodzaju ambiwalencję: robakowi, jednemu z najniżej ocenianych przedstawicieli świata fauny, przypisuje się znaczenia związane z Bogiem. Te dwa małe stworzenia stają się w legendzie&#13;
symbolem jego wszechwiedzy:&#13;
I teraz znowu powrócił św. Jendrzyj do Nieba i Pan Bóg go się spytał: „cóż, byłeś&#13;
u mora?” – „byłem” – „i cóż tam widziałeś?” – „kamień widziałem” – „a w tym&#13;
kamieniu co widziałeś?” – „widziałem dwa maleńkie robaczki, co wyszli z tego kamienia” – „otóż, widzisz, nie trza tobie było żałować brać duszy od dzieci, kiedy ja ci&#13;
kazał, bo kiedy ja wiedział o tych dwóch maleńkich robaczkach, co byli w kamieniu&#13;
&#13;
⩶ 110 ⩶&#13;
&#13;
�na dnie mora, to ja wim i pamientam o wszystkim i o tamtych dzieciach wiedziałem&#13;
i wszysko wim, co każe. Tak sobie pamientaj, żebyś nigdy nie żałował brać jaki duszy,&#13;
jak cie poszle, ino żebyś zara brał, bo ja wim, co dobre!” (K 34 Cheł 87).&#13;
&#13;
Legenda poucza, że nie należy wątpić w boskie wyroki, nawet jeśli wydają się&#13;
okrutne lub nielogiczne. Mądrość i wszechwiedza Boga jest bowiem ogromna, co&#13;
zostaje pokazane w postaci dwóch małych robaków, pozornie nic nieznaczących,&#13;
jednak mieszczących się w boskim planie. Dwójka buduje tu także harmonię i symetrię, która wzmacnia ten przekaz.&#13;
&#13;
4.4. Atrybuty&#13;
Liczba 2 charakteryzuje rośliny i przedmioty, które w połączeniu z nią zyskują&#13;
pozytywne lub negatywne wartościowanie. Ponadto istota ludzka ma podwójne&#13;
części ciała, co niewątpliwie kształtowało znacznie dwójki oraz stanowi istotny rys&#13;
jej kulturowej semantyki. Liczba ta jest zestawiana z żywiołami – takim połączeniom przypisywana jest duża moc.&#13;
&#13;
4.4.1. Roślinne&#13;
Podwojone atrybuty w kontekście reprodukcji i pomnażania dóbr stanowiły dobry prognostyk, gdyż zapowiadały dobrobyt:&#13;
Szczęście mieć będzie, kto się w niedzielę urodził, kto znajdzie dwa kłoski na jednej słomce, kto znajdzie czterolistną koniczynę (Sim Wierz 287).&#13;
&#13;
W Słowniku stereotypów i symboli ludowych w haśle opracowanym przez Jerzego Bartmińskiego i Annę Kaczan znajdujemy ciekawy materiał dotyczący podwójnego kłosa. Jego pozytywną waloryzację potwierdzają między innymi nazwy&#13;
gwarowe, takie jak parka, szczęście, bliźniaczki, a także matka zboża, oraz związane z nim wierzenia: kto znalazł podwójny kłos, powinien go schować, a wtedy wszystko będzie mu się darzyć; był on także zapowiedzią obfitych plonów,&#13;
panienkom wróżył szybkie zamążpójście, chłopcom ożenek, a matce bliźnięta.&#13;
Ponadto wierzono, że gdyby pod znalezionym podwójnym kłosem kopać ziemię&#13;
głęboko na dwa łokcie, to znajdzie się tam pieniądze (SSiSL II/1, 17; zob. też&#13;
Szyfer MiW, 138).&#13;
&#13;
⩶ 111 ⩶&#13;
&#13;
�Kłosy zboża&#13;
&#13;
Foto: 1970–1983, Narodowe Archiwum Cyfrowe, https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/&#13;
jednostka/5927675/obiekty/245281#opis_obiektu [data dostępu: 22.04.2024 r.].&#13;
&#13;
We wszystkich tego typu sytuacjach znaczenie pozytywne opiera się na wyobrażeniu o dwóch częściach lub przedmiotach dwoistych jako pewnej jedności&#13;
(jest to również potwierdzone przez fakt, że w wielu rytuałach rozłączone części&#13;
lub połówki po wykonaniu rytualnej czynności łączą się ponownie: zamek jest zamykany na klucz, zęby grzebienia są łączone, części rozrąbanego wzdłuż kawałka&#13;
drewna, przez które przeciągano chorego – także). Natomiast semantyka negatywna liczby 2 jest związana z ideą podziału lub podwojenia całości oraz naruszenia jedności (Tolstaja 2010, 214–215). Ponadto logika przypisywania podwojonym przedmiotom naddanych znaczeń wynika z ich anormalnego charakteru,&#13;
a wszystko, co jest inne, i dlatego dziwne, staje się znakiem. W przypadku podwójnego kłosa wartościowanie rozwija się w kierunku pozytywnym – dodatkowy, ponadnormatywny element oznacza nadmiar, który w tym kontekście jest odczytywany jako zapowiedź szczęścia i dobrobytu. W kolejnych przykładach podwojone&#13;
żółtko zostaje wykorzystane w czarnej magii:&#13;
⩶ 112 ⩶&#13;
&#13;
�Te czarownice bioro kurę i koguta koloru żółtego, alboli tez czarne, które by miały&#13;
po lat siedm, łączą ich przez namowę i władzę czarta, a skoro kura zniesie jajo&#13;
o podwójnem żółtku, które poznać można, przeglądając za świeża pod słońce,&#13;
jaje takie podsadzają pod kurę. Gdy się wylęgną, kurczęta (bliźnięta), a będzie&#13;
kokoszka i kogutek, starannie je wychowują, znowu do lat siedmiu, nie dopuszczając wcześniejszego płodzenia. Po siedmiu zaś latach połączone ze sobą,&#13;
gdy kura znowu zniesie jaje o podwójnem żółtku, sadza czarownica w gnój&#13;
koński gorący jak zazwyczaj, z którego wylęga się już doskonały bazyliszek...&#13;
(K 17 Lub 135–136).&#13;
&#13;
Natomiast zniesienie dwóch jajek jednego dnia przez kurę, której właścicielka&#13;
jest w ciąży, zapowiada narodziny bliźniaków lub diabłów (K 34 Cheł 129).&#13;
&#13;
4.4.2. Przedmiotowe&#13;
W polu semantycznym liczby 2 wyróżnia się kontekst eschatologiczny. Wyżej&#13;
zostało już pokazane, że dwójka jest ściśle związana z demonologią, a więc ze sferą pozaziemską. Na korelację liczby 2 z zaświatami zwraca uwagę też Swietłana&#13;
Tołstojowa, która pisze, że jest to liczba świata odwróconego, świata na opak, co&#13;
wynika z pojmowania całego obszaru związanego ze śmiercią jako odwrotności&#13;
życia. Na potwierdzenie tej tezy podaje przykład ze słowiańskiego folkloru: jeśli&#13;
w domu są dwa zgony w ciągu roku, można spodziewać się trzeciego (Tolstaja&#13;
1995, 22). W polskich wierzeniach i zwyczajach związanych ze śmiercią dwójka jest obecna poprzez liczbę świec ustawianych przy zmarłym – w większości&#13;
relacji jest to liczba parzysta, pojawiły się jednak wypowiedzi, w których następowała konkretyzacja:&#13;
Dwie, na stole, trumna stała tak jak na stole, koło stołu, stół tam stał z tyłu, był&#13;
przykryty białym obrusem, dwie świeczki się świciały. [MW: Dlaczego dwie?]&#13;
Bo tak stawiały, ja wiem, do wystroju, żeby ładnie było. Dwie świeczki się świciały,&#13;
jakieś kwiatki postawiune były [LG, p. Szydłowiec].&#13;
&#13;
Związek liczby 2 ze śmiercią ugruntowuje zwyczaj wykonywania dwumetrowej trumny dla nieboszczyka. Należy jednak podkreślić, że sens tej czynności jest&#13;
przede wszystkim pragmatyczny:&#13;
Nie, to ja wciąż robiłem dwumetrówki, dwumetrówki to już duże ciała mogły&#13;
być, to uone zawsze się zmieściły, ten mały zawsze się zmieścił. Zawsze dwa metry,&#13;
chyba że zdarzyło się tak, że zmarł dzieciak mały, no to się robiło potem mniejsze&#13;
trumny [FJ, p. Gostyń].&#13;
&#13;
⩶ 113 ⩶&#13;
&#13;
�Ponadto obowiązywał nakaz zasłaniania luster zaraz po zgonie, co tłumaczono tym, że lustrzane odbicie nieboszczyka, czyli jego podwojenie, spowoduje kolejną śmierć:&#13;
Zasłania się też zawsze lustra, tłumacząc, że zobaczenie dwu trupów wróży drugą śmierć w domu (Szyfer MiW 92).&#13;
&#13;
Z ogólnosłowiańską symboliką dwójki w kontekście eschatologicznym koresponduje także następujący zwyczaj:&#13;
W okolicy Krzywej utrzymują, że przewożąc nieboszczyka za drugie dzwony (tj.&#13;
przez drugą wieś), ściąga się na tę wieś (i inne, przez którą ciało przewożą) przez&#13;
siedm lat gradobicie (Bieg Śmier 84).&#13;
&#13;
Wycinki rzeczywistości charakteryzowane przez dwójkę mogą sprowadzić&#13;
śmierć. Liczba ta bowiem zapoczątkowała podział, to ona przecież naruszyła idealną&#13;
całość reprezentowaną przez liczbę 1. Dyferencjacja jedności zburzyła boską pełnię;&#13;
dwójka, która za nią odpowiada, konotuje więc biologię, w którą wpisana jest śmierć.&#13;
Inne negatywne aspekty podwójnych przedmiotów wskazano w pieśniach:&#13;
Ojciec umar, da, ja został,&#13;
ja po ojcu nic nie dostał,&#13;
ni majątku, ni fortuny,&#13;
tylko na łbie dwa kołtuny&#13;
(K 42 Maz 73);&#13;
Wcoraj sie ozenił,&#13;
dziś me baba bije,&#13;
ja se nagotuje&#13;
na babę dwa kije&#13;
(K 44 Gór 414); wariant: (K 44 Gór 165).&#13;
&#13;
Kołtuny symbolizują biedę sieroty po śmierci ojca, który nie zostawił nic wartościowego w spadku, zaś kije są wykorzystywane do bicia żony, przy czym liczba&#13;
2 dodatkowo wzmacnia ekspresję danego wyrażenia. Pieśni, mimo iż poruszają&#13;
dość poważne tematy, utrzymane są w żartobliwym tonie.&#13;
&#13;
4.4.3. Cielesne&#13;
Budowa fizjologiczna ludzkiego ciała miała wpływ na ukształtowanie się konceptów liczb: jedynki jako całości, dwójki odpowiadającej oczom, rękom, nogom&#13;
i wielości, na przykład pod postacią włosów. Dlatego teksty folkloru, w których&#13;
⩶ 114 ⩶&#13;
&#13;
�zaznacza się związek między częściami ciała a liczbami, prezentują archaiczne pokłady semantyki kulturowej oraz bazowe doświadczenie w percepcji świata:&#13;
Dwa dołeczki są, a we środku ziareczka&#13;
[Oczy] (Fol Zag 33);&#13;
Dwa węzełki soli,&#13;
cały świat osoli&#13;
[Oczy] (Fol Zag 34);&#13;
Dwóch braci patrzą&#13;
bez małą górczkę,&#13;
a nigdy się ujrzeć nie mogą&#13;
[Oczy] (Fol Zag 133).&#13;
&#13;
Wyróżnienie oczu w tekstach zagadek świadczy o istotnym znaczeniu zmysłu&#13;
wzroku dla człowieka, a pozytywną waloryzację potwierdza ich gwarowa nazwa dwa&#13;
złote (SGP PAN 7, 10). Oczy umożliwiają podstawową orientację w świecie, ale także służą do wyrażania emocji, na przykład poprzez płacz. Inne podwójne części ciała&#13;
są także wymieniane w tekstach folkloru, ale występują z mniejszą częstotliwością:&#13;
Dlaczego mamy po dwa uszy, a tylko jedne usta?&#13;
[Abyśmy więcej słuchali, niż mówili] (Fol Zag 92);&#13;
Dwa drągale,&#13;
nad drągalami bęben,&#13;
nad bębnem dwie pałki,&#13;
nad pałkami jadacz,&#13;
nad jadaczem smarkacz…&#13;
[Człowiek – nogi, brzuch, ręce, gęba] (Fol Zag 202–203).&#13;
&#13;
Sposób chodzenia w kolejnej zagadce staje się metaforą ludzkiego życia:&#13;
Co to za zwierzę, co rano chodzi na czworakach, w południe na dwóch nogach,&#13;
a w wieczór na trzech?&#13;
[Człowiek] (Fol Zag 41).&#13;
&#13;
Podwójne części ciała są wskazywane także w pieśniach:&#13;
Ta malutka – to moja, to moja, to moja,&#13;
bo ma ocka jako ja, jako ja, dwa&#13;
(K 44 Gór 272);&#13;
Ach, Boze mój, com doczekał?&#13;
Nie ujechał w pół drogi,&#13;
wspioł się koń na dwa nogi&#13;
i przyjechał w pół boru, przestrzelił się od zalu&#13;
(K 40 Maz 551–552); wariant: (K 12 Poz 327).&#13;
&#13;
⩶ 115 ⩶&#13;
&#13;
�W analizowanych tekstach ujawnia się antropocentryzm języka, który Anna&#13;
Pajdzińska zobrazowała na przykładzie frazeologii potocznej. Jednym z przejawów relatywizowania frazeologizmów w odniesieniu do osoby ludzkiej jest duży&#13;
udział słownictwa nazywającego części ciała, których cechy rzeczywiste i tradycyjne, przypisywane im przez wspólnotę, determinują ich znaczenie (Pajdzińska&#13;
1990, 61). Analogicznie w przytoczonych wyżej przykładach podstawową i zasadniczą cechą dostrzeganą przez depozytariuszy i depozytariuszki kultury jest&#13;
podwójność oczu, uszu, rąk i nóg.&#13;
Zwierzęta hodowlane były wysoko cenione w społecznościach agrarnych&#13;
(szerzej zob. Kielak 2020). Stanowiły także fragmenty konkretnego i bliskiego obrazu świata, który był opisywany przez przywołanie najbardziej wyróżniających&#13;
się cech. Zagadki pokazują, że charakterystyka poprzez liczbę części ciała jest dominantą w opisie wyglądu ludzi i zwierząt:&#13;
Ćtyry cyce,&#13;
dwie kopyce;&#13;
ćtyry tyki,&#13;
dwa patyki&#13;
[Krowa] (K 45 Gór 557);&#13;
Na dwóch nogach stoi&#13;
Jednym rogiem ryje&#13;
[Gęś] (Fol Zag 71);&#13;
Cztery tyki, dwa patyki, siódme zamnachajło.&#13;
4 nogi, 2 rogi, siódmy ogon – wół&#13;
(K 51 San-Kr 393); wariant: (K 34 Cheł 81).&#13;
&#13;
W poniższym żartobliwym tekście także następuje odwołanie do czterech&#13;
nóg, które służą zwierzętom do poruszania się:&#13;
Przybieżeli do butelki we czterech,&#13;
a odeszli od butelki na czterech&#13;
(Bartmiński 1986b, 183).&#13;
&#13;
Tutaj taki sposób chodzenia dotyczy jednak człowieka. Poruszanie się na&#13;
czworakach obrazuje zatem stan niewłaściwy jego naturze, w którym znajduje się&#13;
po upojeniu alkoholem. Gatunkowo tekst jest pastorałką, w której charakter moralizatorski ustępuje miejsca konwencji śmiechu i żartu.&#13;
O rudymentarności parzystości w odniesieniu do członków dużo mówi postrzeganie osób i zwierząt, którym brakuje jednej z podwójnych lub poczwórnych&#13;
⩶ 116 ⩶&#13;
&#13;
�części ciała lub są one uszkodzone. Postacie te należą do kategorii osób/zwierząt&#13;
o wyglądzie odbiegającym od zwyczajowego, są to więc – w przypadku ludzi&#13;
– chromi, niewidomi czy głusi; także ułomność zwierząt sprawia, że pełnią ważne&#13;
funkcje obrzędowe. Kalectwo jest znamieniem niedokończonego procesu formowania, stąd trudności w jednoznacznym przyporządkowaniu takiej osoby/zwierzęcia do określonej kategorii bytów. Osoby z niepełnosprawnością zyskały więc&#13;
status pośrednika i mediatora między światami, były uznawane za nieczyste i naznaczone poprzez nieopatrzny kontakt z sacrum. Były to na przykład istoty o charakterze chtonicznym, jak diabeł kuternoga (zob. Kow Lek 196–200). Kulawy,&#13;
który zamiast nogi miał kopyto lub koźlą nogę, był również utożsamiany z postacią demoniczną (Tom Drze 37). W okresie bożonarodzeniowym i noworocznym&#13;
odbywało się kolędowanie z żywymi zwierzętami lub zwierzęcymi maszkarami&#13;
(zob. między innymi Kielak 2020, 235–247). Jedną z nich była trójnożna koza&#13;
(K 33 Cheł 122; Glog Rok 105). Pojawiała się ona także w ostatki. Przebrany za&#13;
to zwierzę chłopiec chodził zgięty w pół, był nakryty baraniną, w ręku zaś trzymał kij, który imitował jedną przednią nogę (K 5 Krak 263). Trójnożność – jak&#13;
pisze Jarosław Kolczyński – jest wariantem jednonożności, która symbolizuje&#13;
kontakt bohatera z podziemiami. Chromi wywodzą się od węża, który ma związek z „dolnym światem”, dodatkowo „coś nie zgadza się z nogami” u istot, które&#13;
przekraczają kosmiczne granice, wędrują między światami i władają pozaziemskimi mocami, zaś symbolika jednej nogi i jednego buta jest płodnościowa, lunarna&#13;
i inicjacyjna. Mechanizm takiego wartościowania polegał na tym, że zakłócono&#13;
porządek natury, od czterech nóg odejmując jedną, i trójnożne zwierzę zaczęło&#13;
oznaczać to, co nadnaturalne i tajemnicze (Kolczyński 1996, 87–94). Kulturowa&#13;
ranga takiego zabiegu, jego magiczne i symboliczne znaczenie oraz niezwykle archaiczny charakter (malowidła naskalne z trójnożnymi zwierzętami datuje się na&#13;
okres późnego paleolitu) potwierdzają także ważność opozycji parzystość – nieparzystość i jej somatyczną genezę.&#13;
&#13;
4.4.4. Żywioły&#13;
Negatywna semantyka podwojenia obecna jest w poniższej relacji w spotkaniu&#13;
dwóch żywiołów, które kończy się katastrofą:&#13;
Jak wielkie mają poszanowanie dla ognia stare wiejskie niewiasty, dowód mieć&#13;
można z opowiadania tych kobiet, że gdy się raz zeszedł ogień jednego z ogniem&#13;
drugiego sąsiada, żalił się jeden przed drugim, iż gospodyni ani dbała o jego porządne zachowanie, ani go też na dobranoc nie przeżegnała. Drugi ogień, porząd-&#13;
&#13;
⩶ 117 ⩶&#13;
&#13;
�nie zachowywany, nakazał mu zemstę. Jakoż następnej nocy ogień tamten, równie&#13;
jak wprzódy nieuszanowany, zapalił dom i całe gospodarstwo poszło w perzynę5&#13;
(K 17 Lub 79);&#13;
Kiedy dwa wiatry przeciwne uderzą o siebie, zwłaszcza na płaszczyźnie, a jeszcze&#13;
w takiej okolicy, gdzie są przenośne piaski, lub też w czasie posuchy na miałko&#13;
utarty gościniec (drogę bitą), zrywa się wtenczas słup kurzu lub piasku, który się&#13;
szybko wokoło kręci i coraz więcej wzmaga, dopóki siła wiatru nie rozbiegnie się&#13;
w powietrzu. Wtedy to mówią, że się diabeł cieszy, tańczy i młynkuje, a niebezpieczną jest rzeczą zbliżać się do takiego wiru, albowiem bywały przypadki, że&#13;
ciekawego lub nieostrożnego porwie licho, niesie w powietrzu i potem ciska na ziemię (K 17 Lub 75).&#13;
&#13;
Żywioły są mocno obwarowane symbolicznie, ich podwojenie wytwarza&#13;
energię o dużym ładunku ujemnym. Przykładowo wiatr mógł wyrządzić szkody&#13;
nie tylko w świecie fizycznym. Przypisywano mu także liczne dolegliwości i choroby, które nazywano owianiem czy trąceniem wiatrem. W tym kontekście należy&#13;
dopatrywać się łączenia wichrów i wirów powietrznych z działalnością złych mocy&#13;
nadprzyrodzonych (por. Pełka 1987, 50).&#13;
Funkcjonował także zakaz siania, gdy jednocześnie na niebie widoczne są&#13;
słońce i księżyc:&#13;
Na (za) dwa światła ‘w czasie gdy jednocześnie świeci ksieżyc i słońce, nie można&#13;
siać pszenicy’ czy między dwoma widami (w półmroku, nad ranem) – nie trzeba&#13;
nikogo zagadywać, bo to może być dusza na pokucie (SGP PAN 7, 10).&#13;
&#13;
Słońce jest przypisane do dnia, księżyc zaś do nocy. Kiedy są widoczne jednocześnie, zostaje to odczytane jako zaburzenie naturalnego kosmicznego rytmu,&#13;
które może wpływać na urodzaj. Natomiast granica między dniem i nocą, nazwana w relacji dwa widy, nie należy do porządku ani dnia, ani nocy, jej status jest&#13;
zatem niepewny, co sprzyja aktywizacji postaci chtonicznych.&#13;
&#13;
4.5. Funkcje&#13;
W ludowym lecznictwie magicznym wykorzystywane są liczby, także dwójka,&#13;
chociaż z mniejszą częstotliwością. Wyróżnia się natomiast jej funkcja wróżebno-matrymonialna, „patronuje” ona bowiem sferze miłosnej.&#13;
Por. panujący w plemieniu Kuci zakaz rozpalania dwóch ogni w jednym ognisku: „Nie&#13;
można w jednym ognisku rozpalać dwóch ogni, bo panie domów, skąd wzięto ogień, pokłócą się&#13;
i znienawidzą” (Duciħ 1931, 326) (za: Tolstaja 2010, 237).&#13;
5&#13;
&#13;
⩶ 118 ⩶&#13;
&#13;
�Dwa światła – jednocześnie świeci księżyc i słońce&#13;
Foto: www.istockphoto.com.&#13;
&#13;
4.5.1. Lecznicze&#13;
Z przeprowadzonych badań wynika, że liczba 2 nie występuje powszechnie w magicznych aktach leczniczych. Dla porównania: w analizowanym przez Toporowa&#13;
rosyjskim zbiorze zamówień Leonida N. Majkowa łączna liczba przypadków użycia najczęściej występujących liczb (3, 7, 9) wynosi 670–680, zaś liczba 2 pojawia&#13;
się ponad 50 razy (Toporov 2005, 227–228). Nie jest ona jednak marginalna,&#13;
o czym świadczą przykłady jej wykorzystania w polskiej kulturze ludowej6:&#13;
Jeżeli się kto zacina w mowie, to widocznie ma przyrośnięty do podniebienia język;&#13;
aby tę przeszkodę usunąć, przełamują (w Wieliczce) nad jego głową dwa chleby,&#13;
&#13;
6&#13;
Zostały w nich skumulowane symboliczne elementy, które można przyporządkować do innych faset wyróżnionych w niniejszej pracy, na przykład podwójne przedmioty czy postacie.&#13;
&#13;
⩶ 119 ⩶&#13;
&#13;
�w piecu zrośnięte, a tem samem odrywa się język od podniebienia i człowiek odtąd&#13;
mówi gładko (Bieg Mat 185);&#13;
Jeżeli dziecko w Lubelskiem długo nie mówi, rozłamują mu nad głową dwie zrośnięte bułki chleba (Bieg Mat 185).&#13;
&#13;
W powyższych przykładach sens wykonywanych czynności wynika z podobieństwa sposobu leczenia do konceptu przyczyny choroby: złączone chleby&#13;
leczą język zrośnięty z podniebieniem, co jest postrzegane jako przyczyna braku&#13;
płynności mówienia. Jest tutaj także przywoływana symbolika dwójki jako połączenia, scalenia i całości złożonej z dwóch części. Natomiast sposób na leczenie&#13;
brodawek był następujący:&#13;
Gdy kto na rękach lub nogach ma brodawki, mówią: że aby się cierpiący wykurował, potrzeba, żeby uważał, jak dwóch swawolnych chłopców jedzie na jednym koniu, wtedy niech za niemi rzuci wiecheć z buta i rzecze: „dwojaki, dwojaki, weźcie ode mnie brodawki” – a wtenczas niewątpliwie te brodawki znikną&#13;
(K 17 Lub 164–165).&#13;
&#13;
Istota aktu leczniczego zasadza się na wartościowaniu zjawisk odbiegających&#13;
od normy. Przedstawienie dwóch mężczyzn jadących na jednym koniu można&#13;
scharakteryzować jako ośmieszenie (SLSJ 126); jeśli są to swawolni chłopcy, jest&#13;
to tym bardziej dziwne i niecodzienne w kulturze ludowej, stąd wiara, że mają&#13;
leczniczą moc.&#13;
W ludowym lecznictwie magicznym kumulowano elementy symboliczne&#13;
w celu zwiększenia performatywności aktu leczenia, dlatego wykorzystywano także naddany sens dwójki, wynikający z symulowania ponownych, a więc drugich,&#13;
narodzin:&#13;
„Miesięcznik”, chorobę dzieci, pochodzącą od zapatrzenia się w księżyc, leczą na&#13;
ziemi lubelskiej w ten sposób, że przesadzają chore dziecko przez taką jabłonkę,&#13;
z której pnia wyrastają dwa wyrostki (odnogi). Z dwu stron drzewa stoją dwie&#13;
dziewczyny, pierwsze u matki, bo inaczej kuracja nie pomoże, i podają sobie&#13;
dziecko (Bieg Mat 334).&#13;
&#13;
W powyższej relacji czytelna jest symbolika narodzin. Przełożenie dziecka&#13;
przez dwie odnogi drzewa imituje poród, a nowonarodzony jest wolny od choroby. W celu zwiększenia skuteczności takiego leczenia wykonują je dwie „pierwsze&#13;
dziewczyny”, czyli najstarsze córki, a – co zostało pokazane w poprzednim rozdziale – pierwszeństwo jest nobilitujące. W takich kontekstach semantyka pozytywna dwójki opiera się na przekonaniu o dwóch częściach jako pewnej całości.&#13;
⩶ 120 ⩶&#13;
&#13;
�W bajce ludowej dwa liście dębowe mają nawet moc wskrzeszania zmarłych:&#13;
Przemówił (namówił) jednego żołnierza ten oficer, dał mu pierścień, żeby włożył&#13;
jemu w tłomok i tak się stało. Zrobili rewizyją, znaleźli pierścień, rzekli, że go&#13;
ukradł, i osądzili powiesić tego żołnierza. Ten żołnierz prosił kolegę swego: że jak&#13;
mię powieszą i pogrzebią, weź liście dębowe dwa, odkop mnie i jeden liść przyłóż&#13;
do głowy, drugi na piersi, to ja ożyję i za to ci się wywdzięczę. Tak się stało. Powiesili, pogrzebali, żołnierz odkopał i ten powieszony wstał (K 19 Kiel 230)7.&#13;
&#13;
Marzena Marczewska uznaje dąb za drzewo o wyjątkowym znaczeniu w kulturze ludowej, wskazując także na jego powiązanie z tragicznie zmarłymi. Odsyła&#13;
to do głębszych pokładów światopoglądu mitycznego i ujawnia intencję towarzyszącą pochówkowi pod dębem, czyli zapewnienie zmarłemu życia wiecznego. Jest&#13;
on bowiem utożsamiany z archetypowym drzewem kosmicznym, które stanowi&#13;
medium między światami i gwarantuje odrodzenie (Marczewska 1998, 132). Olbrzymia moc przypisywana liściom dębu w przywołanym powyżej fragmencie&#13;
prowadzi do wniosku, że na zasadzie metonimii kumulują one symbolikę przypisywaną całemu drzewu, a więc mają moc przywrócenia zmarłego do życia. Jest ich&#13;
dwa, gdyż w tym kontekście został przywołany ten aspekt symboliki dwójki, który&#13;
łączy ją z zaświatami, śmiercią, ale i mediacją.&#13;
Podsumowując ten fragment rozważań, można stwierdzić, że chociaż dwójka&#13;
nieczęsto służy jako magiczny medykament, to kiedy jest wykorzystywana do leczenia, zostaje przywoływana jej symbolika związana z podzieloną na dwie części&#13;
całością, ze śmiercią oraz z ponownymi narodzinami.&#13;
&#13;
4.5.2. Wróżebno-matrymonialne&#13;
W polskim folklorze zaznacza się związek liczby 2 ze sferą matrymonialną. Jest&#13;
więc ona obecna począwszy od wróżb dotyczących przyszłego kochanka, poprzez&#13;
zaloty, deklaracje miłości oraz charakteryzowanie uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi, aż po ślub i wesele, a skończywszy na emblematach i opisie wspólnego życia.&#13;
Tak liczne użycia sprawiają, że liczba 2 niejako staje się „patronką” sfery miłosnej.&#13;
Jej pozytywne konotacje w tym kontekście wynikają z podwojenia jako produktywnego połączenia, dopełnienia braku i przezwyciężenia niekompletności. Dlatego w kontekście małżeństwa, wróżb o nim i innych rytuałów matrymonialnych&#13;
idea połączenia dwóch pierwiastków w jedną całość jest semantyczną dominantą&#13;
i otrzymuje znaczenie symboliczne i magiczne.&#13;
7&#13;
W dziełach Oskara Kolberga można odnaleźć wariant z trzema listkami, które Jasio układa&#13;
ukochanej na oczach i sercu i dzięki którym zostaje ona przywrócona do życia (K 51 San-Kr 193).&#13;
&#13;
⩶ 121 ⩶&#13;
&#13;
�Obraz zalotów i deklaracji miłosnych jest częstym tematem pieśni:&#13;
A jak będziesz wyganiała,&#13;
wyganiaj w dąbki, da, w dąbki,&#13;
będziemy się tam kochali&#13;
jak dwa gołąbki, gołąbki&#13;
(K 46 Ka-San 78).&#13;
&#13;
Aby zobrazować zaloty, przywołuje się gołębie, które są znakiem zakochanych, pod warunkiem że są charakteryzowane przez dwójkę. Jeden gołąb ma zupełnie odmienną symbolikę (por. Kop Sym 99–100), co potwierdzają także użycia&#13;
gwarowe: dwa gołąbki ‘o nierozłącznej parze’, na przykład ón i óna – dwa gołómbki&#13;
(SGP PAN 7, 9). Można także lubić się jak dwa koty w marcu (SGP PAN 7, 11).&#13;
Serce to organ odpowiadający w kulturze za uczucie miłości (De Vries Dic&#13;
244), więc kiedy zostaje zdublowane, symbolizuje miłość odwzajemnioną, która&#13;
w poniższym tekście jest traktowana jako boski wyrok:&#13;
Bez boskiego przeznaczenia&#13;
próżne myśli i westchnienia.&#13;
Nie potrafią ludzkie siły,&#13;
by dwa serca wraz złączyły;&#13;
w niebie dekret napisany, kto komu jest obiecany&#13;
(K 48 Ta-Rz 126–127);&#13;
Dwa serca po wodzie&#13;
płynęły, płynęły:&#13;
– Oj, matulu, nie wiesz&#13;
o mojéj przygodzie.&#13;
Płynęły, płynęły&#13;
dwa serca jak liście&#13;
(K 16 Lub 295); wariant: (K 42 Maz 225 – dwa listeczki w parze).&#13;
&#13;
W pieśniach i relacji pojawiają się także inne atrybuty:&#13;
Pływałyć tam w wodzie dwa łabędzie,&#13;
raili się tam dwa ptaskowie, tam wesele będzie&#13;
(K 40 Maz 457);&#13;
Ja jak jeździłam do mojej siostry, to właśnie tam, siostra mieszkała przy dużym&#13;
stawie. To mnie zawsze teściowa mojej siostry uwiła taki wianuszek, bo przecież&#13;
nie miałam zielonego pojęcia, jeszcze jak byłam młoda, to mi robili na deseczce,&#13;
gwóźdź na środku był wbity i na to była postawiona świeczka i tą świeczkę się zapalało i było strasznie dużo tych wianków. I wiło się te wianki dwa: jeden męski,&#13;
znaczy mój i dla mężczyzny, czy my się zejdziemy, czy my się nie zejdziemy.&#13;
&#13;
⩶ 122 ⩶&#13;
&#13;
�No zawsze mi się rozchodziły. Oba te wianki się puszczało i obserwować trzeba&#13;
było, jakoś tam każdy miał zaznaczone te swoje wianki, jeżeli one się złączyły, to&#13;
wiadomo, że będę mieć tego mężczyznę, o kim myślałam; mi się zawsze rozchodziło [PM, p. Częstochowa].&#13;
&#13;
Interpretując powyższe cytaty, należy powiedzieć, że liczba 2 odpowiada parze, a więc dwojgu ludzi. Miłość zaś jest jednym z naczelnych wątków w folklorze, gdyż wiedzie ona poprzez małżeństwo do prokreacji, a rozmnażanie się, czyli&#13;
kierowanie w stronę życia, jest jedną z podstawowych wartości kultury ludowej.&#13;
Powyższe teksty pokazują, że funkcjonuje zestaw podwójnych atrybutów, za&#13;
pomocą których jest opisywany związek ludzi i uczucie między nimi, takich jak:&#13;
serca, wianki, gołębie, łabędzie i liście. Połączenie, na przykład wianków w ostatniej relacji, tworzy nową jakość, buduje lub prognozuje związek. Zaś łabędzie,&#13;
obecne dziś na zaproszeniach, tortach i różnych akcesoriach ślubnych, są znakiem&#13;
kochanków, łączącego ich dozgonnego uczucia i wierności.&#13;
&#13;
Zaproszenia ślubne z łabędziami&#13;
Foto: www.istockphoto.com.&#13;
&#13;
⩶ 123 ⩶&#13;
&#13;
�Miłość bywa tragiczna, jak w poniższej pieśni, w której ślub zestawiono z samobójstwem:&#13;
Uwiję ja dwa winejki, puszcze po wodzie,&#13;
hej, hej, mocny Boże, puszcze po wodzie.&#13;
A moje druzbiny – w wodzie łóziny,&#13;
a moje poduszki – w brzeżku łopuszki,&#13;
a moje muzyki – w lesie słowiki,&#13;
[...]&#13;
Moje białe ciało rybejki zjedzą,&#13;
moje czarne oczy piasek wytoczy&#13;
(K 50 Sa-Kr 211).&#13;
&#13;
W pieśni zostają przywołane atrybuty wykorzystywane w obrzędowości weselnej. Są to między innymi dwa wianki puszczane po wodzie. Stanowią one element&#13;
wróżby miłosnej, zazwyczaj pozytywnej i bardzo wyczekiwanej, jednak w powyższej&#13;
pieśni dają początek traumatycznym zdarzeniom prowadzącym do śmierci.&#13;
Miłość staje się także uczuciem tragicznym, gdy ukochane osoby z jakichś&#13;
przyczyn nie mogą być ze sobą. W tekście zostało zaznaczone eksplicytnie, że miłość dotyczy dwojga ludzi:&#13;
Głowicka go boli,&#13;
serce mu się kraje,&#13;
co to za cięzki zal,&#13;
kiej się dwa kochają,&#13;
a rozéjść się mają&#13;
(K 43 Śl 45–46).&#13;
&#13;
Wymienione symbole miłości, których elementem jest liczba 2, funkcjonują jako stałe poetyzmy wykorzystywane do opisania uczucia, które jest tematem&#13;
wielu pieśni zalotnych i miłosnych, popularnych w folklorze. Nie dziwi więc, że&#13;
leksem dwa znalazł się wśród 100 najczęściej pojawiających się słów w folklorze&#13;
pieśniowym w klasyfikacji opracowanej przez Jerzego Bartmińskiego. Dla porównania w zestawieniu prozy dwa nie występuje (Bartmiński 1990a, 226).&#13;
Kontynuując rozważania nad obecnością liczby 2 w charakterystyce sfery&#13;
matrymonialnej, można wskazać, że występuje ona w opisach ceremonii ślubu&#13;
i wesela . Na wstępie warto przytoczyć obecną w zagadce ludowej charakterystykę małżeństwa przy użyciu wskaźników liczbowych:&#13;
Który święty ma dwie dusze, dwie głowy, czworo usu, rąk i nóg?&#13;
[Św. stan małżeński] (Fol Zag 145).&#13;
&#13;
⩶ 124 ⩶&#13;
&#13;
�W opowieściach wspomnieniowych zostały zawarte bogate opisy tradycyjnego obrzędu, w którym liczba 2 pojawia się nader często:&#13;
We czwartek rano idą uproszone przez parobka dwie baby z flaszką wódki na&#13;
wywiady tj. w oświadczyny (K Lub 16 211);&#13;
Na zaręczynach, w dzień czwartkowy, [...] umawiają się też i o służbę weselną, do&#13;
której obierają sobie obustronnie po 2 starostów i po dwie starościny, czyli swaszki.&#13;
A nadto przybiera ona sobie do boku 2 drużki, on zaś dwóch drużbów, do których przybywa w następstwie ze 12 jeszcze swatów, czyli bojarów (K 35 Prze 54);&#13;
wariant: (K 23 Kal 127);&#13;
W sobotę wieczór pan młody idzie prosić dwóch statecznych i możniejszych gospodarzy w dziwosłęby (K 24 Maz 275);&#13;
Na tydzień przed rozpoczęciem wesela, jako i w przeddzień (sobotę) ślubu, dwaj&#13;
drużbowie spraszają gości na wesele, oba konno i suto w przewieszone przez ramię&#13;
ręczniki przybrani (K 10 Poz 238); (wariant: zapraszanie w przeddzień wesela)&#13;
(K 20 Rad 137);&#13;
W Lubelskiem występują prawie zawsze dwie drużyny weselne: jedna z nich zebrana w domu pana młodego, druga w domu panny młodej (K Lub 16 105);&#13;
To najczęściej byli kawalerowie, którzy jeździli na koniu i ładnie śpiewali, bo oni&#13;
też potem prowadzili wesele. [MW: Ilu ich było?] Dwóch, i też potem prowadzili&#13;
to wesele do kościoła. Zawsze na przodzie wesela jechali pytacy i dopiero potem&#13;
państwo młodzi i goście weselni. […] U nas najczęściej starostą był ojciec chrzestny&#13;
jednego i drugiego, bo to dwóch starostów i dwie starościny to chrzesna matka.&#13;
[…] I jest tak, że to drużki jadą po pana młodego do domu i one go przywożą do&#13;
pani młodej. [MW: A ile tych drużek jest?] W sumie jest cztery, bo dwie są od&#13;
tych pytacy, a dwie są jako druhny stojące za państwem młodym. A w tej chwili&#13;
jest ich więcej, ale generalnie było cztery [MSW, p. tatrzański];&#13;
No to w podczas ślubu dziewczyny, te które nosiły te ołtarzyki, to wtedy wystawiano tej dziewczynie obraz na środek kościoła, druhny szły i wystawiały, bo dziś jest&#13;
jedna świadkowa, kiedyś były dwie druhny, starsza i młodsza, szły i wystawiały&#13;
naokoło, na środek kościoła i dziewczyna na kolach obchodziła ten obraz, żegnała się z nim, bo ona już nie mogła nosić tego obrazu, no to to pamiętam [CK,&#13;
p. Ostrołęka]; wariant: (K 24 Maz 283); dwóch drużbów: (K 24 Maz 269);&#13;
Bo tych dwa ludzi nikt nie z łączy ani nikt nie rozłączy, tylko kapłan i Bóg wszechmogący. Daj Boże, Amen! (K 10 Poz 242).&#13;
&#13;
W powyższych relacjach dominuje dwójkowe grupowanie osób pełniących&#13;
ważne funkcje podczas wesela. Relacje pochodzą z różnych terenów Polski, przy&#13;
czym przebieg tradycyjnego obrzędu był zróżnicowany regionalnie. Należy także&#13;
⩶ 125 ⩶&#13;
&#13;
�zaznaczyć, że jest też wiele przekazów, w których nie zostały zawarte dwójkowe&#13;
wymogi. Jednakże na podstawie zgromadzonego materiału można stwierdzić, że&#13;
dwójka dotyczy różnych osób: swatów, dziewosłębów, druhen, drużbów i gości&#13;
weselnych, a odpowiadają oni naczelnej parze wesela, czyli państwu młodym.&#13;
Przykłady z dzieł Kolberga oraz badania terenowe pokazują, że w polskiej kulturze&#13;
ludowej często ważni goście weselni są wybierani po dwoje. Następuje tu więc pozytywna ocena tej liczby w kontekście matrymonialnym, a jej parzystość oznacza&#13;
harmonijne połączenie dwóch części, co prowadzi do szczęścia.&#13;
W trakcie obrzędu weselnego młodej parze zostają przyporządkowane podwójne emblematy, które symbolizują małżeństwo. Niektóre z nich są powszechne (pierścionki), znaczenie innych wynika z kontekstu sytuacyjnego:&#13;
Ksiądz ich pobłogosławi i pierścionki dwa przez młodego położone na Ewangelii&#13;
wetknie obojgu na palec, większy pierścionek na jego, mniejszy na jej palec&#13;
(K 49 Sa-Kr 371);&#13;
Poklękną oboje przy sobie, a gdy kapłan ich błogosławi, gospodyni (najbliższa&#13;
krewna), klęcząca tuż za niemi, kładzie im obojgu na głowę dwa małe wianeczki rozmarynowe (K 10 Poz 102).&#13;
&#13;
Wymienione przedmioty cechuje kształt kolisty, który symbolizuje powstawanie wspólnoty między młodymi, jak również nieskończoność, całość, powtarzalność, zamykanie cyklu, a także toczenie się świata i życia (Bied Sym 161–162).&#13;
Podobną charakterystykę symboliczną można przypisać dwójce, gdyż scala ona&#13;
parę ludzi, ponadto jako liczba parzysta także konotuje zamykanie, powtarzalność&#13;
i stałość, co w kontekście małżeństwa można odczytać jako wróżbę wspólnego długiego życia. Korowaj to weselne ciasto obrzędowe, znane na wschodnich terenach&#13;
Polski, które także cechuje się kolistością, kontynuuje więc znaczenie wymienionych wyżej atrybutów przedmiotowych (zob. szerzej Ogr Zwycz 88–89; Tymochowicz 2013a, 58–59). W relacjach opisujących to pieczywo obrzędowe także&#13;
funkcjonuje liczba 2:&#13;
Potem zasiadają wszyscy weselni. Starosta domowy przystępuje do korowaja i kraje go, czasami na kolanie. Rozcina go najprzód na dwie połowy&#13;
(K 35 Przem 124).&#13;
&#13;
W niektórych rejonach wypieka się dwa korowaje (K 16 Lub 167), niekiedy&#13;
zaś – jak to zostało ukazane w powyższej relacji – jeden łamie się na dwie połowy.&#13;
W kontekście całego obrzędu jest to czytelny symbol młodej pary, gdyż tak jak&#13;
ona stanowi jedność złożoną z dwóch części.&#13;
⩶ 126 ⩶&#13;
&#13;
�Na kolejnym, końcowym etapie obrzędu wesela, czyli przenosinach do&#13;
domu pana młodego, a także w opisach późniejszego wspólnego życia wyraźnie&#13;
zaznacza się obecność liczby 2:&#13;
Matka zaś dla kniehini wynosi kurkę i dwie miary płótna lnianego, które swacha&#13;
zaraz zabiera do siebie za pazuchę; ojciec zaś przygotował dla niéj w komorze&#13;
pierzynę, w którą matka włożyła dwa bochny chleba; prócz tego zładu je dwie poduszki (zahołovki), dwie łyżki, dwa talerze z pieczenią i płachtę, w którą wszystko to owija, a co weźmie z sobą podstarości, gdy będą mieli wyjść do p. młodego&#13;
(K 35 Prze 106).&#13;
&#13;
Co istotne, rzeczy podwójne pojawiały się w posagu, jaki otrzymuje pani&#13;
młoda, gdyż przynoszą one szczęście małżeńskie, ale także odpowiadają dwóm&#13;
osobom – mężowi i żonie. Ponadto parzystość implikująca zamknięcie i utrwalenie wpływa na zachowanie przekazanego majątku8.&#13;
Symbolika dwójki w odniesieniu do pary implikuje trójkę, czyli potomka:&#13;
Słychać ci to w całym świecie, hup cup,&#13;
kaj jest dwoje, tam i trzecie, dziewczyno moja&#13;
(K 46 Ka-S 146).&#13;
&#13;
Łączenie się w pary prowadzi do prokreacji, zaś ustanawianie nowego życia w tradycyjnym środowisku funkcjonuje jako nakaz. Nowe życie bowiem to&#13;
najlepsza odpowiedź na śmierć i przemijanie. Związek dwójki ze sferą matrymonialną doskonale podsumowują słowa informatorki, która w następujący sposób&#13;
odpowiedziała na pytanie o jej znaczenie:&#13;
No duże znaczenie, bo cały czas chyba też chodzi w życiu, żeby te dwójki były,&#13;
żeby było po dwa. Nie był jeden człowiek, ale był samotny, nieszczęśliwy, tak że&#13;
Pan Bóg stworzył Ewę, czyli para, a para, no w życiu jakoś cały czas chodzi, żeby te&#13;
pary tworzyć. No i chyba to jest jakaś taka liczba szczęśliwa. Stanowi jakby jakąś&#13;
taką całość doskonałość, dwa para, dwie, to już jest takie wydaje mi się, że taka&#13;
fajna, ważna jest ta dwójka, bo o to cały czas chodzi, żeby te dwójki były, żeby te&#13;
pary były [EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Podobny sens i przekonanie o wyższości bycia we dwoje, w parze, nad byciem samotnikiem jest zawarte w przysłowiu: Dwiema lepiej ze sobą niż jednemu&#13;
(NKPP I, 512).&#13;
8&#13;
Podobna intencja towarzyszyła zakazowi dawania w wianie kur, gdyż „rozdrapałyby szczęście” [EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
⩶ 127 ⩶&#13;
&#13;
�4.6. Podsumowanie&#13;
Liczba 2 w polskiej kulturze ludowej jest charakterystyczna dla kilku kręgów tematycznych. Przede wszystkim jest obecna w sferze matrymonialnej, utożsamiając najwyżej cenione przez depozytariuszy i depozytariuszki folkloru wartości.&#13;
Kolejnym wyróżniającym się kręgiem opisywanym przez dwójkę jest demonologia. Można wskazać nawet szersze odniesienie: zaznacza się specyficzny związek&#13;
tej liczby z zaświatami, pojmowanymi jako „świat na opak”, „drugi świat”. Z tego&#13;
względu nie tylko odnosi się ona do postaci demonicznych, ale także występuje w kontekście śmierci i jej zwiastunów. W tym przypadku wartościowana jest&#13;
negatywnie. Jednakże samo niepodważalne przekonanie o istnieniu strefy demonicznej oraz akceptacja śmierci są integralną częścią ludowego światopoglądu. Zaznacza się więc szeroki zakres semantyczny symboliki dwójki, w którym mieszczą&#13;
się tak odmienne strefy jak eschatologiczna i matrymonialna. Pierwotnie świat&#13;
był doskonałą jednością, nie były potrzebne liczby, wszystko wyrażała jedynka.&#13;
Jedność została jednak zburzona, pojawił się podział, a więc i opozycje, jak życie&#13;
– śmierć, a dwójka to pierwsza z liczb, która wskazuje ten podział; delimitacja wiąże się z biologią i w konsekwencji z prokreacją, ale też z umieraniem. Natomiast&#13;
pozytywna symbolika dwójki wynika z wyrażania przez nią idei całości złożonej&#13;
z dwóch części, co sprawiło, że stała się liczbą miłości.&#13;
Dwójka opisuje też niektóre części ludzkiego ciała, co ma szczególny związek&#13;
z kształtowaniem się kategorii liczb i jest wyrazem antropocentrycznego konceptualizowania rzeczywistości. Zaznacza się też ambiwalencja w wartościowaniu podwójnych i podwojonych przedmiotów czy zjawisk, gdyż niektóre z nich wróżą&#13;
szczęście, ale znacznie częściej są znakiem zwiastującym zły los. Ochrona zdrowia&#13;
i życia, która jest istotną wartością w kulturze ludowej, jest wyrażana poprzez braci&#13;
bliźniaków i podejmowane przez nich działania chroniące przed zarazą.&#13;
Istotne miejsce zajmuje liczba 2 w kontekście opozycji binarnych. Dychotomiczne wartościowanie obecne jest na przykład w bajkach ludowych, ale przywoływane jest także w dialektyce doby. Opozycje determinują więc sposób myślenia&#13;
i postrzegania świata. Dwójka zaś, która stanowi podstawę ich struktury, ma istotne znaczenie dla kategoryzacji i wartościowania. Ponadto zaznacza się pokrywanie symboliki liczb parzystych i dwójki, która przecież stanowi prototypowe cetno,&#13;
a zatem kontynuuje taką symbolikę jak stabilizacja, zamknięcie czy utrwalenie.&#13;
W zależności od kontekstu takie cechy mogą być wartościowane pozytywnie lub&#13;
negatywnie.&#13;
&#13;
⩶ 128 ⩶&#13;
&#13;
�5 Liczba 3&#13;
Trójka jest uznawana w kulturze powszechnej za liczbę szczególną, wybraną, ma&#13;
bowiem wyjątkowo rozbudowaną symbolikę i utożsamiana jest z zasadą obejmującą wszystko (Her Lek 165–166, Lur Słow 252–253, For Sym 43–44, Kop&#13;
Ssym 433, AlvSym Ssy 267). Wiąże się ze sferą sakralną, jest sumą nieparzystej&#13;
jedynki, czyli praźródła i symbolu Boga, oraz parzystej dwójki, oznaczającej bipolarny charakter świata – z tego powodu znosi sprzeczności. Dorothea Forstner&#13;
pisze: „Jeżeli jakakolwiek liczba może sobie rościć prawo do świętości i znaczenia symbolicznego, to bez wątpienia jest nią trójka” (For Sym 43). W pierwotnej&#13;
konceptualizacji rzeczywistości była liczbą wyrażającą uniwersalność, gdyż całość to początek, środek i koniec. Ten idealny model każdego procesu, składającego się z trzech etapów, staje się synonimem dynamicznej integralności, która&#13;
prowadzi do pożądanej zmiany (Radenkovič 2012, 69). Ponadto trójka jest liczbą komplementarnej rodziny, spełnienia mężczyzny i kobiety wyrażającego się&#13;
poprzez powołanie na świat dziecka (Her Lek 165, Lur Słow 252, Hof Lek 100,&#13;
Kow Lek 282). Stała się ona podstawowym schematem rozumienia świata oraz&#13;
podłożem systemów porządkujących. Na przykład w świecie fizycznym obserwujemy triadę: rośliny, zwierzęta i ptaki; podział na trzy klasy był przeważający&#13;
w chwili powstawania struktur społecznych. Trójka reprezentuje naturę: narodziny, wzrost, rozkład; czas: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość; światy: niebiański, ziemski, piekielny; a także triady: życie fizyczne, umysłowe i duchowe;&#13;
myśl, działanie i uczucie; młodość, dojrzałość, starość (Her Lek 165–166, Cir&#13;
Sym 225, Hof Lek 100, Kop Sym 433–434, AlvSym Ssy 267).&#13;
Szczególne miejsce w ludowej wizji świata zajmuje trójdzielna budowa kosmosu, składającego się z następujących poziomów: uranicznego (niebo), związanego ze światem boskim; tellurycznego (ziemia), związanego ze światem ludzkim,&#13;
⩶ 129 ⩶&#13;
&#13;
�oraz chtonicznego (podziemia), związanego z krainą zmarłych (Banek 2006, 29).&#13;
Między innymi z tym podziałem była związana trójca bóstw znana w wielu krajach:&#13;
w Chinach, Tybecie, Egipcie, Persji, Babilonii oraz religiach – w hinduizmie i katolicyzmie (For Sym 43–44; (Banek, Łagosz 2006, 29). Doskonałość trójki sprawiła, że stała się ona symbolem nieba i sacrum (Her Lek 165–166, Cir Sym 225).&#13;
Wyróżnia się ona też tym, że jest liczbą niosącą pozytywny przekaz w myśli religijnej, mitologii, legendzie i folklorze, w którym tradycja pomyślnego trzeciego&#13;
razu jest bardzo stara (Tresid Ssymb 226).&#13;
Jedynka, a nawet dwójka, ze względu na budowę wyrazów odmienną od pozostałych liczebników, nie były uznawane za liczby. W takim rozumieniu pierwszą&#13;
liczbą w wielu tradycjach jest 3, gdyż powstała w efekcie świadomej procedury&#13;
(1 + 2) (Toporov 1974, 178).&#13;
Z jednej strony jest to liczba nieparzysta i dynamiczna, można w niej upatrywać męską zasadę. Z drugiej jednak strony triada już w neolicie była przedstawiana jako trójkąt, który symbolizował żeński organ płciowy (Radenkovič 2012, 70). Ta ambiwalencja znajdzie potwierdzenie w tekstach polskiego&#13;
folkloru.&#13;
W polskiej kulturze ludowej trójka występuje z dużą częstotliwością. Świadczy o tym chociażby to, że w rankingu stu najczęstszych haseł, które pojawiają się&#13;
w pieśniach i w prozie, trzy jest obecne w obu typach tekstów (Bartmiński 1990a,&#13;
225–227). W folklorze liczba ta charakteryzuje czas i przestrzeń, całe spektrum&#13;
czynności, bohaterów i różnorakich bytów. Używana jest w działaniach magicznych, szczególnie tych o charakterze leczniczym. Mocno zaznacza się jej obecność&#13;
w obrzędach rodzinnych i dorocznych. Jest wyrażana poprzez różne kody i funkcjonuje w wielu gatunkach tekstu. Folklor jest przesiąknięty tą liczbą i bogaty w jej&#13;
symbolikę.&#13;
&#13;
5.1. Czas&#13;
Liczba 3 jest wykorzystywana do segmentacji czasu, wyznaczając mniejsze i większe przedziały, które zostaną zaprezentowane w następującej kolejności: godziny1,&#13;
tygodnie (niedziele), ćwiartki roku i lata; rozważania zakończy temat trzech okresów czasu ziemskiego.&#13;
Związek między liczebnikami i określaniem godziny na gruncie językowym dostrzega Marta Nowosad-Bakalarczyk: „Warto zwrócić uwagę, że liczebniki porządkowe ulegają substantywizacji, a w użyciu rzeczownikowym regularnie przyjmują znaczenie odpowiedniej godziny i dnia&#13;
1&#13;
&#13;
⩶ 130 ⩶&#13;
&#13;
�W pieśniach podziały temporalne oparte na trójce nie mają tak silnego ładunku semantyczno-symbolicznego jak w obrzędowości czy w lecznictwie ludowym.&#13;
Ich wprowadzenie to przede wszystkim zabieg poetycki, służący uwypuklaniu niektórych elementów poprzez zestawianie ich z bogatą symbolicznie liczbą:&#13;
Oj, płakała dziewcyna, da trzy godziny w sieni,&#13;
Oj, co jej kochanecka da do zołnierzy wzięni&#13;
(K 27 Maz 335);&#13;
Jak ja siądę koło ciebie,&#13;
myślę sobie, żem jest w niebie.&#13;
Jak ja ciebie pocałuję,&#13;
trzy dni słodycz w gębie czuję&#13;
(K 48 Ta-Rz 116);&#13;
Siano cedziła, piasek wiązała,&#13;
po tej robocie trzy dni leżała&#13;
(K 26 Maz 271); wariant: (K 39 Pom 221);&#13;
W kolaseczkę wsiadła,&#13;
jak chusteczka zbladła,&#13;
spojrzała po brzuszku,&#13;
bez trzy dni nie jadła.&#13;
Oj, brzuszku mój, brzuszku!&#13;
Czemużeś wysoczki,&#13;
aż mi się zrówniały&#13;
moje oba boczki&#13;
(K 40 Maz 285).&#13;
&#13;
W powyższych pieśniach liczba 3, charakteryzując czas, pełni funkcję ekspresywną, na przykład dziewczyna płacze po odejściu ukochanego do wojska&#13;
przez trzy godziny, co w tym kontekście oznacza ‘długo’ i uwypukla jej żal oraz&#13;
świadczy o głębokim uczuciu. W innej pieśni chłopiec czuje słodycz przez trzy&#13;
dni po pocałunku, co także wskazuje na długość, a przez to podkreśla walory&#13;
ukochanej i szczęście kochanka, które są zobrazowane poprzez poczucie bycia&#13;
miesiąca. Zjawisko to obejmuje wszystkie liczebniki mieszczące się w ramach odpowiedniej skali mierzenia czasu (przyjętej rachuby czasu) – dla godzin od pierwsza do dwudziesta czwarta, dla&#13;
miesiąca od pierwszy do trzydziesty pierwszy. Przejęcie przez liczebnik znaczenia całego wyrażenia&#13;
(połączenie z rzeczownikiem godzina lub z rzeczownikiem nazywającym miesiąc) świadczy z jednej&#13;
strony o powszechności użycia tych wyrażeń, która sprawia, że redukcja ich części nie wprowadza&#13;
zakłóceń komunikacyjnych (opuszczamy człony oczywiste, których bez problemu możemy się domyślić i jeśli zajdzie potrzeba, wprowadzić do wypowiedzi), z drugiej zaś – o randze tych jednostek&#13;
czasu w komunikacji i dążeniu do ich precyzyjnego określenia” (Nowosad-Bakalarczyk 2018, 126).&#13;
&#13;
⩶ 131 ⩶&#13;
&#13;
�w niebie, a tym samym odczuwanie błogości i przyjemności. Natomiast tyleż dni&#13;
odpoczynku po pracy świadczy o tym, że była ona bardzo wyczerpująca (chociaż&#13;
w powyższym tekście ma to akurat charakter ironii). Z kolei taka liczba dni,&#13;
podczas których dziewczyna nie mogła jeść, uwypukla jej wielkie zmartwienie.&#13;
Trójka pełni więc w analizowanych przykładach także funkcję hiperboli. Ponadto konotuje dynamizm i ruch, który przekłada się na tempo wydarzeń obrazowanych w pieśniach.&#13;
W działaniach obrzędowych trójkowe parcelacje czasu nie są przypadkowe,&#13;
a dominująca w pieśniach funkcja estetyczna ustępuje tu miejsca głębokiej symbolice, która odwołuje się do pokładów świadomości mityczno-magicznej. Czas&#13;
wyznaczony przez liczbę 3 funkcjonuje w obrzędach rodzinnych2, które w poniższej analizie będą reprezentowane przez pogrzeb.&#13;
Już zwiastuny śmierci są konstruowane przy wykorzystaniu trzydniowych&#13;
przedziałów czasu:&#13;
Jak gospodarz chciał wiedzieć, czy konie mówią, czy krowy, one mają swoją mowę,&#13;
on tego nie nie rozumiał, ale musioł coś zrozumieć ten gospodarz, bo on powiedział tak, ten koń, jeden do drugiego: „Jutro, za trzy dni mamy święto, bo gospodarza swojego będziemy chować”. I kochana, on to słyszoł, przelenk się, stratowały&#13;
jego konie i było po gospodarzu. [MW: Za trzy dni?] Tak i moja mama mówiła:&#13;
To je prawda, bo to osobe znam [G, p. Cieszyn]; wariant: (K 10 Poz 186).&#13;
&#13;
W szczególnym czasie, jakim jest Wigilia, dodatkowo o północy, bydło mówi&#13;
ludzkim głosem, jest to więc moment kumulacji niezwykłości i odwrócenia normalnych zasad. W wypowiedź zwierząt, aby podkreślić jej wyjątkowość, zostaje&#13;
wpleciona symboliczna liczba, która oznacza czas dla wypełnienia się tragicznej&#13;
przepowiedni.&#13;
Kolejno trzydniowy przedział wyznaczał czas przebywania zmarłego w domu. Zwyczaj ten dawniej był powszechny, a obecnie znajduje się w fazie&#13;
schyłkowej:&#13;
&#13;
2&#13;
Przykładowo liczba ta pojawia się także w czasie obrzędowości narodzinowej: Wody, użytej&#13;
na pierwszą kąpiel dziecka w okolicy Bochni, nie wylewają przez trzy dni, zostawia się ją w naczyniu,&#13;
do następnych kąpieli, nie wylewa się jej po zachodzie słońca (Bieg Mat 134). Pierwsza kąpiel była niezwykle istotną czynnością, która miała wpływ na późniejsze życie noworodka, dlatego z pietyzmem&#13;
przestrzegano przypisanych jej przez tradycję reguł (szerzej na ten temat zob. rozdział Liczba 1).&#13;
Jedna z nich dotyczyła postępowania z wodą, w której kąpało się dziecko, miała ona bowiem moc&#13;
oczyszczania, jednak aby wykorzystać ją do następnych kąpieli, stała trzy dni, czyli musiał minąć&#13;
odpowiedni czas, aby utrwaliła się jej potencja.&#13;
&#13;
⩶ 132 ⩶&#13;
&#13;
�Zaraz po śmierci czyjejkolwiek z domowych, idą do księdza i dają pieniądze na&#13;
podzwonne, by dzwoniono trzy razy dniem tj. rano, w południe i wieczór, aż do&#13;
trzeciego dnia. Nazajutrz wyprowadzają zwłoki do kościoła, a na trzeci dzień&#13;
na cmentarz (K 16 Lub 132);&#13;
A przedtem to w domu trzymali do trzeciego dnia już na pogrzeb wyprowadzali&#13;
z domu [MF, p. Kalisz]; Bo czasem to mówią, że może się obudzić. Trzy doby&#13;
zmarły przebywał w domu [KK, p. Kielce]; wariant: [TN 1563 Janówka MJ].&#13;
&#13;
Joanna i Ryszard Tomiccy zauważają w tym zwyczaju podobieństwo do „odradzania się” księżyca: „Najbardziej wymownymi przykładami wiary w identyczność losu człowieka i księżyca jest, według nas, początkowa część obrzędu pogrzebowego. Zmarły przez trzy dni i trzy noce pozostawał w domu, a rodzina oraz&#13;
sąsiedzi czuwali nad nim cały ten czas nazywany pustymi nocami (trzydniową&#13;
niewidoczność księżyca zwano pustymi dniami). Oczekiwano na odrodzenie się&#13;
człowieka wzorem księżyca” (Tomiccy 1975, 126). Trójka gwarantuje zatem pośmiertne odrodzenie i stanowi wspólny mianownik w życiu człowieka i kosmosu.&#13;
W liczbie 3 zamykają się etapy obrzędu przejścia (zob. Gennep 2006, 45),&#13;
w którego schemat wpisuje się śmierć i pogrzeb. Faza separacji, czyli oddzielenie od&#13;
wspólnoty, wyłączenie z dotychczasowego życia i stanu, to moment śmierci. W fazie&#13;
marginalnej następuje przemiana ontyczna. Zmarły nie jest już wśród żywych, ale nie&#13;
nastąpiło jeszcze jego pełne przejście do innej społeczności, dlatego może on w tym&#13;
czasie pełnić rolę medium i może mieć zły wpływ na ludzi. Ostatnia faza, czyli włączenie do nowego stanu, odbywa się w chwili pochówku lub po zakończeniu żałoby,&#13;
od tego momentu zmarły jest zaliczony do społeczności przodków (por. Kupisiński&#13;
2007, 165–167). Informatorki powtarzały, że dawniej czuwanie przy nieboszczyku&#13;
trwało trzy doby i w tym czasie wykonywano rytualne czynności zgodnie z ustalonym&#13;
schematem. Był to czas, kiedy następowała wspomniana zmiana statusu. Ludzie ze&#13;
wsi przyjmowali żałobne formy zachowania, schodzili się i odprawiali śpiewy i modlitwy. Była to również forma oswojenia się ze śmiercią, zaakceptowania jej i podzielenia&#13;
się smutkiem ze wspólnotą, gdyż w obrzędach pogrzebowych brała udział cała wieś3:&#13;
Kiedyś to na pewno pamiętam, ponieważ mój dziadek i moja mama prowadzili śpiewy przy zmarłym, to kiedyś bardzo często było, że były to trzy wieczory.&#13;
To znaczy za dnia, jak zmarły leżał dzień, to ludzie też chodzili go odwiedzać&#13;
[TN 1562 Wólka Kątna 2007 EW].&#13;
Zob. szerzej Magdalena Wójtowicz, Językowo-kulturowy obraz śmierci w folklorze Lubelszczyzny, praca magisterska napisana pod kierunkiem naukowym prof. dr. hab. Jerzego Bartmińskiego, Lublin 2008.&#13;
3&#13;
&#13;
⩶ 133 ⩶&#13;
&#13;
�Następuje tutaj zatem kumulacja trójki – środkowa faza trójstopniowego obrzędu przejścia jest celebrowana przez trzy dni. Ma to niewątpliwie związek z nieparzystością tej liczby, która jako liczba otwarta ułatwia właściwą przemianę zmarłego.&#13;
Wyjątkowy charakter trzydniowego okresu w kontekście eschatologicznym&#13;
potwierdzają także wierzenia związane z przebywaniem lub powrotem dusz na&#13;
ziemię:&#13;
Jedni młodzi żenili się z sobą i przyrzekli sobie przy ślubie: że które z nas wprzódy&#13;
umrze, to pochować, a które zostanie żywe, to będzie trzy dni pokutować. Tak się&#13;
też stało. Umarła żona wprzódy; ten mąż pokutował przez dwie nocy: trzeciej nocy&#13;
klęczy na tym grobie, a tu idzie dusza bieleńka i mówi do niego (K 19 Kiel 229);&#13;
W innych okolicach przez trzy dni nie gaszą światła, stawiają chleb, kieliszek&#13;
wódki lub szklankę wody na posiłek dla duszy, która ma przez trzy dni dom nawiedzać (Bieg Śmier 54);&#13;
Po pogrzebie stawiają w izbie, w której nieboszczyk leżał, strawę i napój dla błąkającej się po domu duszy, a trzy kobiety idą co rano, przez trzy dni po pogrzebie,&#13;
na grób nieboszczyka, zapalają tu świecę i stawiają naczynie z winem lub wodą&#13;
(Bieg Śmier 286).&#13;
&#13;
W optyce ludowej przedziały czasu wyznaczane przez liczbę 3 obowiązują nie tylko w świecie ludzi, ale podlegają im również byty przynależne do świata sacrum. W takim wierzeniu ujawnia się przekonanie o niezwykłej sile liczby 3, która oddziałuje na&#13;
pozaziemską egzystencję. Trójka stanowi więc rodzaj wspólnego kodu przenikającego&#13;
odmienne sfery, na przykład wyznacza czas spotkania osoby żyjącej i zmarłej. Wskazuje&#13;
także okres przebywania na świecie ziemskim duszy po śmierci.&#13;
W obrzędach dorocznych także odnajdujemy trzydniowe okresy. Jednym&#13;
z nich są ostatnie dni karnawału:&#13;
Przez ostatnie trzy dni zapust wesołość dochodzi niekiedy do szaleństwa, a w chwili gdy północ przełomu karnawałowego wybija, żegnany jest całą rzeką prawdziwych skarg i żalów, ujętą w formę starożytnych pieśni (K 23 Kal 74); wariant:&#13;
(K 16 Lub 113).&#13;
&#13;
Należy zwrócić uwagę, że trzy dni wyznaczały czas zawieszenia norm i reguł4.&#13;
Był to bowiem karnawał, który cechował się dominacją chaosu; hulaszcze zabawy to znak odwrócenia zasad obowiązujących zazwyczaj. Należało także podjąć&#13;
Barbara Ogrodowska pisze, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach Europy, zapusty to czas zabaw i tańców, często hulaszczej zabawy. W kulturze ludowej z tymi dniami wiązały się różnorodne zwyczaje, w których zachowały się relikty praktyk magicznych i wegetacyjnych&#13;
(Ogr Zwycz 265–266).&#13;
4&#13;
&#13;
⩶ 134 ⩶&#13;
&#13;
�wszelkie działania w celu sprowadzenia pomyślności i wegetacji w nadchodzącym&#13;
roku. Trójka stanowi kontur dla tego wyjątkowego czasu. Jest to liczba, która charakteryzuje dynamizm i ruch, ale ujęte w karby początku, środka i końca. Stanowi&#13;
więc niejako naturalny rytm dla ostatków, dając poczucie właściwego zamknięcia&#13;
karnawału i przejścia w stan postu oraz zapewnienia sobie pomyślnych wyroków&#13;
sił nadprzyrodzonych w kwestii dostatku i pomyślności.&#13;
Trzydniowe okresy występują w tych praktykach i wierzeniach, w których zaznacza się związek z transcendencją, trójka bowiem jest odpowiednia do charakteryzowania tej strefy. Odnoszą się na przykład do jaskółki5, ptaka, który zwiastuje wiosnę:&#13;
Jaskółka przylatuje zwiastować Najświętszej Pannie synaczka, a ludziom radość&#13;
i wiosnę. Ale przedtem ucieka na lasy na trzy doby, obsuszeć się z wody, z której&#13;
wyleciała. W jesieni bowiem siadają jaskółki na trzcinie rosnącej ze stawu i siedzą&#13;
na niej tak długo, póki się nie złamie, po czem wpadają w wodę i śpią w niej aż do&#13;
wiosny (K 17 Lub 140).&#13;
&#13;
Osuszanie z wody, która jest w symbolicznym związku z zaświatami, ma wymiar&#13;
pozbywania się pozostałości śmierci, charakterystycznej dla czasu zimowego. Trzydniowy okres takiego działania gwarantuje skuteczność, gdyż w jego trakcie dokonuje się przemiana, a liczba 3 konotuje ruch i energię, więc ułatwia przekształcenie.&#13;
Kolejnym przedziałem czasu organizowanym przez trójkę jest tydzień. Warto&#13;
zaznaczyć, że wariantywne używanie leksemu niedziela dla określenia tygodnia&#13;
w folklorze potwierdza, że w polszczyźnie niedziela jest genetycznie uznawana za&#13;
pierwszy dzień tygodnia. Kolejne zaś dni są liczone w stosunku do niej, stąd poniedziałek jest pierwszym dniem po niedzieli, wtorek wtórym itd. Wskazuje to na&#13;
chrześcijańską proweniencję zarówno nazw tygodnia, jak i segmentacji czasu (szerzej zob. Matuszewski 1978; Szadura 2013; Szadura 2017, 297–307 oraz rozdział&#13;
Liczba 7). Jednym z symbolicznych aspektów funkcjonowania trzech niedziel jest&#13;
czas, który musi odczekać kobieta po urodzeniu dziecka, gdyż jest ona uznawana&#13;
za nieczystą, skalaną podczas porodu, co wyraża się na przykład zakazem wchodzenia do świątyni:&#13;
Kobiety wiejskie w Rzeszowskiem po „zleżeniu”, zazwyczaj w trzy niedziele po&#13;
połogu, tak obchodzą wywód: kapłan, po ukończonem nabożeństwie, odczytuje&#13;
stosowną modlitwę nad wieśniaczką siedzącą przez ciąg nabożeństwa w babieńcu,&#13;
gdyż przed wywodem nie wolno jej wejść do kościoła (Bieg Mat 110).&#13;
Z tym ptakiem wiąże się także inne wierzenie: Gdy jaskółka latając nizko, jak to się często&#13;
zdarza przed deszczem, przeleci pod brzuchem krowy na pastwisku, to krowa taka trzy dni dawać&#13;
będzie mléko krwawe (K 34 Cheł 169).&#13;
5&#13;
&#13;
⩶ 135 ⩶&#13;
&#13;
�Trzy niedziele w tym kontekście występują wariantywnie, gdyż czas, na który&#13;
zostało nałożone tabu, liczył tydzień lub 40 dni6. Dlatego, obok tożsamościowej&#13;
symboliki liczb7, znaczenie ma także wzmocnienie szczególności tego przedziału&#13;
temporalnego poprzez zestawienie go z mocną wartością liczbową.&#13;
Liczba 3 wyznacza także inne przedziały czasowe, których wybór jest motywowany pobożnością ludową:&#13;
Czarownice zwykle odbierają mleko około świąt Wniebowstąpienia Pańskiego&#13;
(stąd przysłowie: „Boh w nebo, czort w babu”), a także około Zielonych Świątek i Bożego Ciała. Dla dobycia sobie tej mocy winny one w te trzy święta przed&#13;
wschodem słońca leźć nago i nogami do góry na przydrożne krzyże, ale tak, aby&#13;
tego nikt z ludzi nie zobaczył, bo wtedy cała ich władza stałaby się bezskuteczną&#13;
(K 34 Cheł 153).&#13;
&#13;
Relacja dotyczy magicznego sposobu zyskania mocy przez czarownicę&#13;
(por. Ad Czar). Wkraczamy tutaj w obszar demonologii ludowej, z tego względu wzrasta kumulacja religijnych, mityczno-magicznych i symbolicznych czynności i atrybutów. Nietypowe działania mają zostać wykonane kolejno w trzy święta&#13;
związane z kalendarzem kościelnym, a czarownica ma się udać do krzyży (aspekt religijny), które lokowano przy drogach, ma to się odbywać przed wschodem słońca&#13;
(mityczna koncepcja czasu i przestrzeni), ma iść „do góry nogami”, czyli niezgodnie&#13;
z powszechną normą, ma tego jednak nikt nie widzieć (aspekt magiczny), aż w końcu czynność ma być powtórzona trzy razy, gdyż przywołanie liczby otwierającej,&#13;
doskonałej i świętej (aspekt symboliczny) czyni cały akt skutecznym. Moc trójki&#13;
została wzmocniona poprzez kompleksowe połączenie jej z symbolicznymi i mocnymi elementami kultury ludowej o charakterze izofunkcyjnym.&#13;
Inne przykłady negatywnego wartościowania trzytygodniowego okresu to:&#13;
w podaniu ludowym szlachcic, który nie chciał sprzedać wioski, zostaje zaproszony z całą rodziną na zabawę, a w tym czasie jego wieś zostaje rozebrana, zaorana&#13;
i zasiana, trzy tygodnie więc to czas zgubnej zabawy, w trakcie której zostaje zagrabiony majątek (K 23 Kal 225); w pieśniach zaś to czas miłości, o której nie wiedzą&#13;
inni: kochałam cię trzy niedzieli, póki ludzie nie wiedzieli (K 27 Maz 279); wariant:&#13;
(K 40 Maz 167).&#13;
6&#13;
Jerzy Wasilewski wskazuje, że ceremonia błogosławieństwa kobiety, która kończy czterdziestodniowy okres połogu (oficjalnie nie ma on charakteru oczyszczenia), jest bardzo dawna, gdyż&#13;
ustanawiający ją dekret papieża Innocentego III pochodzi z 1198 r. (Wasilewski 2010, 251).&#13;
7&#13;
Sformułowania „tożsamościowa symbolika liczby” używam w znaczeniu zestawu cech symbolicznych przypisywanych konkretnej liczbie, wyróżniających ją.&#13;
&#13;
⩶ 136 ⩶&#13;
&#13;
�W poniższej pieśni t r z y ć w i e r c i r o k u odnoszą się do istotnej miary&#13;
czasu, czyli dziewięciu miesięcy, podczas których kobieta jest w ciąży8, ukazanych&#13;
poprzez użycie liczby 3:&#13;
Stoji Jasieniek za drzwiceńkami,&#13;
z carniusieńkiemi da wąsikami.&#13;
Rąceńkami ściska, wąsikami rucha,&#13;
chodźze dziewcyno do winoogroda.&#13;
Narwiemy jabłek, narwiemy krusek,&#13;
pełen Kasieńce pełen fartusek.&#13;
Juze minuło trzy ćwierci roku,&#13;
odzywają się krusycki w boku.&#13;
Nie trzeba pieprzu ani cytryny;&#13;
ślejcie po babkę, będą rodziny&#13;
(K 28 Maz 267–268).&#13;
&#13;
Okres trzech lat, podobnie jak dni, zostaje wykorzystany w relacjach o niezwykłych zdarzeniach i demonach:&#13;
Inni znowu wnoszą, kiedy gdzie ten ognik w jednem miejscu pokaże się i spoczywa,&#13;
że tam się palą pieniądze zakopane i pilnowane przez złego ducha. Przez palenie&#13;
czyszczą się one ze rdzy i wilgoci, a to co lat trzy bywać zwykło (K 17 Lub 74);&#13;
Diabeł przesiedział o głodzie trzy lata i ciągle czekał, czy się kto nie zapomni przeżegnać przed jedzeniem, ale nie mógł doczekać się tego nijak (K 17&#13;
Lub 204).&#13;
Ciąża pojawia się w pieśniach miłosnych i o miłości, często w kontekście tematu uwiedzionej&#13;
dziewczyny, która po dziewięciu miesiącach rodzi dziecko, będące owocem uwiedzenia lub nieszczęśliwej miłości:&#13;
8&#13;
&#13;
Z tamtej strony boru&#13;
tam słonecko wschodzi,&#13;
naucył sie młody kapral&#13;
do dziewcyny chodzić.&#13;
Mówi pani mama:&#13;
nie chodz z kapralama,&#13;
bo kapral pomaseruje,&#13;
ty zostanies sama.&#13;
Nie wysło nie więcy&#13;
jak dziewięć miesięcy,&#13;
przynosą i kapralecka&#13;
w białych poduseckach (K 44 Gór 369–370).&#13;
&#13;
⩶ 137 ⩶&#13;
&#13;
�Aby wyrazić niezwykłość i niecodzienność, kiedy zaznacza się związek z sacrum, zarówno tym boskim, jak i demonicznym, depozytariuszki kultury ludowej&#13;
wykorzystują liczbę 3. Jest ona więc literą takiego alfabetu, który jest używany do&#13;
wyrażenia treści symbolicznych.&#13;
Ponadto z liczbą tą wiążą się atrybuty obrzędowe:&#13;
Dziewczęta małe i starsze dziewki wiejskie chodzą po dyngusie z gajikiem. Jest&#13;
to wierzchołek chojiny lub czubek z świerka świeżo zerżnięty, trzy odstępy gałęzi&#13;
mający, czyli że ma trzy lata jego wyrost: to dopiero jest ustrojone, a raczej przypstrzone w różnokolorowe wstążki, płatki, pierza, świecidełka i papiery kolorowe&#13;
(K 23 Kal 86).&#13;
&#13;
Gaik symbolizuje odradzające się życie, jest wiecznie zieloną gałęzią; trójka&#13;
jako liczba nieparzysta oznacza otwarcie, w tym przypadku na budzącą się przyrodę. W kontekście magii wegetacyjnej i płodnościowej jest przywoływany ten&#13;
aspekt symboliki liczby 3, w którym oznacza ona spełnienie kobiety i mężczyzny&#13;
wyrażające się poprzez powołanie na świat dziecka. Trudno jednak zweryfikować&#13;
tę hipotezę, gdyż taki powód wyboru gałęzi na gaik nie został eksplicytnie wyrażony przez informatorów i informatorki.&#13;
W pieśniach o wojnie siostra dowiaduje się o śmierci brata po trzech latach:&#13;
Trzy lata się pomijają,&#13;
siostry brata wyglądają.&#13;
A brat leży w szczerem polu,&#13;
ma głowiczkę na kamieniu&#13;
(K 43 Śl 49); wariant: (K 39 Pom 210–211).&#13;
&#13;
Zabarwiony negatywnie jest też obraz trzyletniej niewoli:&#13;
Ciemnickę zbudowano,&#13;
Jasia w nią wpakowano.&#13;
Siedział w niej przez trzy lata&#13;
(K 26 Maz 137).&#13;
&#13;
W wariantach tekstów funkcjonuje także liczba 7. Użycie jednak tych dwóch&#13;
wyróżniających się liczb świadczy o ładunku semantycznym przywoływanego&#13;
okresu. Dotyczy on śmierci bliskiej osoby, a więc jednego z najboleśniejszych wydarzeń w życiu ludzkim, lub niewoli, a więc także traumatycznego doświadczenia. Dla kontrastu można podać, że trzyletnie przedziały czasu występują także&#13;
w żartobliwych przyśpiewkach weselnych, a służą głównie wyolbrzymieniu, a za⩶ 138 ⩶&#13;
&#13;
�tem spotęgowaniu efektu komicznego – goście są więc zapraszani na wieprza tuczonego przez trzy lata (K 27 Maz 173); zaś syta druhna, pękata,/ zjadła byka,&#13;
miał trzy lata (K 27 Maz 209).&#13;
Na zakończenie tej części rozważań zostanie przywołana globalna perspektywa delimitacji czasu:&#13;
3 razy zmienia postać rodzaj ludzki w 3 okresach czasu swego istnienia na ziemi: Za rządów Boga Ojca żyją wielkoludy, pod rządami Boga Syna dzisiejsi ludzie. A pod rządami Ducha Św. żyć będą karły (Świę Trzy 388).&#13;
&#13;
Trójkowy czas ziemskiego trwania jest wyznaczany poprzez malejący wzrost&#13;
istot ludzkich – od wielkoludów, poprzez ludzi, aż po karły. Liczba 3 charakteryzuje więc w folklorze przedziały czasu o różnej długości – od najkrótszych&#13;
po najdłuższe – jednakże przypisana do każdego z nich nadaje im niezwykłości&#13;
i ważności. Każdorazowo jest to przedział, w którym zamyka się całość i pełnia oraz następuje wyczerpanie danego czasu, co najdobitniej pokazuje ostatni&#13;
przykład.&#13;
&#13;
5.2. Przestrzeń&#13;
Trójdzielna budowa kosmosu jest archetypem leżącym u podstaw ludzkiej percepcji świata. Podział na ziemię, podziemie i niebo ma charakter ogólnokulturowy.&#13;
Georg Feuerstein pisze: „Wyobrażenie, że wszechświat tworzą trzy warstwy, należy do najstarszego dziedzictwa tradycji intelektualnej. [...] Tego rodzaju hierarchiczny układ cechuje większość archaicznych kosmologii, w których egzystencję&#13;
przedstawia się jako wielopoziomową strukturę zwieńczoną królestwem nieba.&#13;
Każdy poziom czy wymiar zaludniają inne istoty” (Feuerstein 1995, 81–82).&#13;
Kontakt pomiędzy strefami jest możliwy dzięki osi świata – axis mundi. Obrazem świata jest drzewo i jego potrójna budowa (korona, pień, korzenie) (Tomiccy&#13;
1975, 67–70; Marczewska 2002; SSiSL I/4, 14). Ziemia zaś zawsze stanowi centrum, bezwzględny środek tej trójwymiarowej perspektywy.&#13;
Ten uniwersalny podział kosmosu znajduje odzwierciedlenie także w polskiej&#13;
kulturze ludowej. Liczba 3 funkcjonuje bowiem jako zasada konstrukcyjna tekstu&#13;
pieśni zanotowanej przez Kolberga:&#13;
1. Choćbym ja jeździł we dnie i w nocy,&#13;
choćbym zawiązał koniowi oczy,&#13;
jednak ty moją, musis być,&#13;
i moja wolą ucynić.&#13;
&#13;
⩶ 139 ⩶&#13;
&#13;
�2. A ja się stanę drobną rybecką,&#13;
będę pływała bystrą wódecką,&#13;
jednak ja twoja nie chcę być,&#13;
ani twej woli ucynić.&#13;
3. Mają rybaki takie niewody,&#13;
co wyławiają rybecki z wody,&#13;
jednak ty… itd.&#13;
4. A ja się stanę złotym sygnetem&#13;
będę się tocyć łowickim ślakiem,&#13;
jednak ja twoja… itd.&#13;
(lub: A ja się stanę śrybnym pierścieńcem,&#13;
będę się toczyć bitym gościeńcem).&#13;
5. A mam ja ocy i dobre ręce,&#13;
ujrzę i schwycę takie pierścieńce,&#13;
jednak ty… itd.&#13;
6. A ujmę ja się pod swoje boki,&#13;
i puscę ja się w górne obłoki,&#13;
jednak ja… itd.&#13;
7. A mam ci ja tez pałasz przy boku,&#13;
będę wycinał pannę z obłoku.&#13;
jednak ty musis moją być,&#13;
i wolą moją uczynić&#13;
(K 25 Maz 55–56); warianty: (K 25 Maz 54–55: siwa gołębica – sieci, carny&#13;
kacor – strzelce, biała rybecka – wędy, jasna gwiazdka – ubodzy, którzy za chleb&#13;
uproszą gwiazdę z nieba; K 22 Łęcz 102–103: wodna rybecka – siatecki, wietrzna ptasyna – strzelcy i ruśnice, gwiazda na niebie – dziad, który za jałmuznę&#13;
wymodli gwiazdę).&#13;
&#13;
W wyżej przytoczonym wariancie tekstu9 kolejne zwrotki przedstawiają trzy&#13;
metamorfozy panny i analogicznie – kawalera. Jednocześnie w tekście piosenki&#13;
pojawia się trójka nie tylko jako element konstrukcyjny, ale także semantyczny,&#13;
ujawnia bowiem podział świata na trzy części: ryba związana jest ze sferą akwatyczną, ale także znajdującą się poniżej poziomu ziemi; sygnet/pierścień toczy się&#13;
łowickim szlakiem/ bitym gościńcem, a więc jest związany z miejscem zamieszkania&#13;
Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska, analizując tekst pieśni zalotnej w wariancie z Łęczyckiego, stwierdziła, że przedstawia on swoistą grę zalotną. Panna ucieka przed pozornie niechcianym chłopcem, zmienia się kolejno w rybę, ptaka i gwiazdę, ale kawaler i tak postanawia ją&#13;
schwytać, przekształcając się w rybaka, strzelca i dziada, którego narzędziem jest modlitwa. Tekst,&#13;
realizując zasadę ekwiwalencji na różnych poziomach, służy wyrażeniu idei o istnieniu w otaczającym świecie pewnej harmonii i nieuchronności (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 367–369).&#13;
9&#13;
&#13;
⩶ 140 ⩶&#13;
&#13;
�ludzi; aż w końcu obłoki wyznaczają przestrzeń niebiańską. Joanna i Ryszard Tomiccy piszą: „Źródłem przekonania o trójstopniowości kosmosu było zmysłowe&#13;
doświadczenie świata, którego dwie strefy pozostawały zawsze poza polem bezpośredniej penetracji człowieka. Idea ta, spotykana bodaj we wszystkich światopoglądach społeczeństw plemiennych i tradycyjnych, była i nadal jest jednym&#13;
z podstawowych elementów chrześcijańskiej doktryny eschatologicznej, mając&#13;
dodatkowo ogólnie znane implikacje moralne” (Tomiccy 1975, 67). W tekście&#13;
zostaje przedstawiony kierunek wertykalny ku górze, a więc pozytywny – akcja&#13;
zaczyna się pod wodą, aby przenieść się do obłoków (zob. Wójtowicz 2013b).&#13;
Przedstawiony powyżej podział przestrzeni podlega dalszym wewnętrznym&#13;
parcelacjom, co obrazuje kurpiowska pieśń, kierowana do osieroconej panny młodej w czasie błogosławieństwa:&#13;
Ach, kto to tam tak po górze stuka,&#13;
Pewnie Marysia tatula suka.&#13;
Oj, suka, suka, ale go nie znajdzie,&#13;
Bo jej tatulo leży już w grobzie.&#13;
I to mało, że ta dziewczyna i tak już była przybita, to jeszcze jej to śpiewali [...]&#13;
I to jeszcze było tak, że: „zamknięty na trzy zameczki, pierwszy zameczek żółty&#13;
piaseczek, nie pirsy zameczek ze trzech desecek, drugi zameczek, żółty psiasecek,&#13;
trzeci zameczek zielona murawa, jedźże Marysiu do ślubu sama!”. Pamiętam, że&#13;
tak wszyscy ludzie płakali [CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
W tekst pieśni zostaje wpleciona kunsztowna metafora: zmarły, który spoczywa w grobie, jest uwięziony za pomocą trzech zamków – zielonej trawy, białego piasku i drewnianej trumny. Skumulowanego zamknięcia nie da się otworzyć,&#13;
gdyż śmierć jest nieodwracalna i definitywna. Ludowa wyobraźnia niczym noktowizor prześwietla pion przestrzeni, a trójka charakteryzuje uzyskany obraz.&#13;
Z wyżej analizowanych przykładów wynika, że liczba 3 pełni funkcje nie&#13;
tylko konstrukcyjne. Jest ona także figurą istotnych treści światopoglądu ludowego, wpisuje się zatem w semantykę pierwotnego doświadczania świata&#13;
z antropocentrycznego punktu widzenia. Jednym z jego rezultatów jest podział&#13;
przestrzeni na trzy sfery, który był znany w najstarszych kulturach i jest obecny&#13;
także w tekstach polskiego folkloru, co świadczy o ciągłości tradycji. Parcelacji&#13;
przestrzennej podlega nie tylko strefa doświadczana zmysłowo, ale całe uniwersum, gdyż w trzech obszarach mieści się zarówno profanum, jak i sacrum, co&#13;
może świadczyć o tym, że transcendencja została zakodowana w pierwotnym&#13;
ludzkim doświadczeniu.&#13;
⩶ 141 ⩶&#13;
&#13;
�Postrzeganie przestrzeni poprzez segmenty trójkowe obecne jest także w pieśniach, jednak liczba 3 występuje w nich wariantywnie z innymi liczbami (głównie z 4 i 7) i pełni funkcję uszczegóławiającą oraz intensyfikującą. Współtworzą&#13;
one poetykę tekstów, na przykład: chłopiec na widok dziewczyny przeskakuje&#13;
trzy stoły (K 39 Pom 178–179); wariant: (K 39 Pom 179–180); młodzi wędrują trzy mile (K 28 Maz 241); żołnierz opuszcza ukochaną, ale po przejechaniu&#13;
trzech mil koń pod nim mdleje (K 39 Pom. 200). Trójka wyznacza granicę przestrzenną, na której dokonuje się zmiana toku akcji. Natomiast przemieszczanie&#13;
się bohaterów bajkowych – co zauważa Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska&#13;
– wiąże się często z pokonywaniem rozległej przestrzeni, która bywa wyrażana za&#13;
pomocą określonych miar, na przykład opisywana poprzez pokonywanie trzech&#13;
lasów, gór i mórz, które konotują wielkość, ale i przypisywane im wymiary, czyli&#13;
‘daleko’, ‘wysoko’ i ‘głęboko’. Przydana obiektom liczba 3 dodatkowo tę przestrzeń&#13;
mitologizuje (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 280). Charakterystyka trójkowa przenosi więc przedstawione wydarzenia na poziom uniwersalnych prawd&#13;
dotyczących ludzkiego losu.&#13;
&#13;
5.3. Postacie&#13;
Triady bohaterów i bohaterek są powszechne w folklorze, wyróżniają się na przykład w bajkach ludowych. Julian Krzyżanowski pisze: „Jeszcze szersze zastosowanie ma system trójkowy. Dwie starsze siostry mordują młodszą, dwaj mądrzy bracia doznają porażki w wyprawie na szklaną górę, rękę zaś królewny zdobywa trzeci&#13;
głupiec. Dwaj starsi bracia narażają na zgubę młodszego, podmawiają bowiem&#13;
króla, by zlecił mu zadanie niewykonalne, on jednak przy pomocy wiernego konia&#13;
wywiązuje się z nich bez zarzutu. […] Mocny parobek spełnia trzy nadludzkie roboty. Złodziej nad złodziejami trzy razy zakłada się z panem, że go okradnie. […].&#13;
Kontrast przy układzie parzystym, łagodne zaś stopniowanie przy układzie trójkowym znakomicie podkreślają ruchliwość akcji bajkowej, podtrzymują, względnie&#13;
potęgują, napięcie i w stopniu niemałym przyczyniają się do utrzymania jej poziomu artystycznego” (Krzyżanowski 1980, 100–101).&#13;
Trójkowość jest określana jako zasada konstrukcyjna tekstu bajek. Pojawia&#13;
się często już w początkowej formule, która wytycza dalszą część tekstu (Bartmiński 1977, 29). Liczba bohaterów wprowadzonych w formule wskazuje, z ilu&#13;
segmentów składać będzie się tekst. Marta Wójcicka, powołując się także na badaczy zagadnienia, pisze, że troistość pojawia się też w formule egzystencjalnej,&#13;
wprowadzającej trzech bohaterów; są to zazwyczaj przedstawiciele płci męskiej,&#13;
⩶ 142 ⩶&#13;
&#13;
�często spokrewnieni, którzy wyruszają na poszukiwanie żony. Pozornie najgłupszy&#13;
z nich, trzeci z kolei, okazuje się najmądrzejszy oraz najsprytniejszy, odkrywa porządek świata i to jemu przypada decydująca rola. Potrojenie w bajkach ludowych&#13;
dokonuje się według schematu 2 + 1, który pokazuje, że ogniwa nie są równoważne. Z trzech braci tylko ostatni jest bohaterem, dwaj pozostali stanowią tło&#13;
kontrastowe. W tekstach folkloru troistość ujawnia się również w liczbie elementów fabularnych tekstu. Dotyczy postaci pełniących określone role, czyli liczby&#13;
bohaterów, magicznych pomocników, donatorów, ofiar (zazwyczaj księżniczek).&#13;
Jest to także liczba określająca funkcje postaci działających: pierwszą z nich jest&#13;
odejście, które jest realizowane na przykład przez trzykrotne wyjście do lasu; drugą&#13;
wspomaganie, na przykład bohater otrzymuje trzy magiczne środki lub spełnia trzy&#13;
życzenia; ostatnią szkodzenie, na przykład zostają mu podsunięte trzy przeszkody,&#13;
które musi pokonać (SPBL Wrób 3, 266–273). Przykładowo: w jednej z bajek&#13;
trzej synowie wyruszają po „młodą wodę”, która ma odjąć lat staremu ojcu. Zdobywa ją trzeci, czyli najmłodszy, pokonując przeszkody. Zazdrośni bracia odbierają&#13;
mu młodą wodę i podkładają starą. Tak więc zostaje on oszukany przez rodzeństwo i wypędzony przez ojca, ale to obraca się na jego korzyść, gdyż powraca do&#13;
ukochanej i syna (K 51 Sa-Kr 235–238; zob. też SSiSL I/2, 245).&#13;
Wszechobecna trójkowość w bajce dotyczy także przeszkód, które musi pokonać bohater. W poniższej relacji wśród trzech kobiet musi rozpoznać ukochaną:&#13;
I otworzyli zaraz drzwi do pokoju księżniczki, i widzą, że tu siedzi aż trzy kobiety pod długiemi białemi zasłonami, a wszystkie jednakowo wyglądają&#13;
(K 17 Lub 193)10.&#13;
&#13;
Warto w tym miejscu przytoczyć także kilka egzystencjalnych formuł inicjalnych (zob. Wójcicka 2010, 120), które charakteryzują bohaterów i bohaterki. Już&#13;
we wstępie zostaje zawarta informacja o trójkowym schemacie tekstu:&#13;
O trzech braciach zaklętych w orły (K 34 Cheł 90);&#13;
Byli raz trzy córki u jednego króla, trzy siostry byli, i siedzieli sobie nad drogo&#13;
przy bitym trachcie; i jechał tamtendy młody królewicz (K 34 Cheł 92);&#13;
&#13;
W wariancie tekstu pojawia się dwanaście panien: Rano przychodzi król, a tu wszystko pięknie wybrane. Powiada mu: „Kiedyś taki mądry, to ja ci ją dam, tę córkę, jak ją se poznasz między&#13;
pannami, a będzie ich dwanaście”. Tak on, jak i one stanęły se w dwa glidy (rzędy), wszystkie jednakie&#13;
i jednakowo poubierane, a król powiada: „No wybierz se teraz!“. Ten chodzi, chodzi, nie może poznać.&#13;
Ale poziera, że koło jednéj zawsze się pszczoła kręci; a ten człowiek ze studni powiedział mu, że: któréj&#13;
pannie pszczoła siądzie na nosie, to ta jest (K 35 Prze 215).&#13;
10&#13;
&#13;
⩶ 143 ⩶&#13;
&#13;
�Gazda jeden miał trzech synów; najmłodszy był głupi. Umierając, nakazał gazda, ażeby synowie po jego śmierci po równo się majątkiem i dobytkiem jego podzielili (K 35 Prze 199).&#13;
&#13;
Częstotliwość pojawiania się trójki w bajkach dowodzi, że jej obecność nie jest&#13;
przypadkowa, ale stanowi integralną część tekstów i buduje ich sens. Wielokrotnie&#13;
liczba 3 dotyczy bajkowych postaci, stanowiących podstawę szkieletu konstrukcyjnego tekstów. Jest on zbieżny z ontologią zdarzeń, które mają początek, środek i koniec,&#13;
oraz ze znanym już od starożytności podziałem tekstu na trzy części. Trójkowa budowa służy także jako naturalny środek gradacji i intensyfikacji napięcia. Kieruje uwagę&#13;
na bohatera opisywanego za jej pomocą, uwypuklając jego zalety. Ten trzeci finalnie&#13;
odnosi szeroko rozumiane zwycięstwo, na przykład zdobywa ukochaną lub królestwo.&#13;
Triada bohaterów występuje tak że w folklorze pieśniowym :&#13;
„W pieśniach miłosnych i zalotnych koncept liczbowy oparty na liczbie «trzy»&#13;
– tak jak w zamówieniach i pieśniach obrzędowych – odpowiada liczbie bohaterów działających w tekście i ich gradacji: słowa wypowiadane przez ostatniego bohatera i jego działania są najważniejsze” (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 342):&#13;
Zdało mi się spojrzyć między ogródeczki,&#13;
oj, tam idą trzy grzeczne dziéweczki.&#13;
Jedná Kujáwionka, druga toruńszczánka,&#13;
a ta trzecia, najmiléjsza, pana Marcelonka&#13;
(K 39 Pom 122); warianty: (K 27 Maz 297; K 46 Ka-S 164; K 42 Maz 90–91).&#13;
&#13;
W bajkach i pieśniach folkloru trzej bohaterowie i bohaterki pełnią podobne funkcje. Dwaj/dwie z nich stanowią niejako tło, dzięki któremu zostają&#13;
wyostrzone zalety tego trzeciego/trzeciej. Jest to także najprostszy sposób budowania kontrastu między jednością a wielością. Stanowi także parafrazę przysłowia do trzech razy sztuka. W pieśniach zatem postacie są wskazywane w układzie&#13;
porządkowym:&#13;
Z tamtej strony jeziora&#13;
stoji lipa zielona;&#13;
A na téj lipie a na téj zielonej&#13;
tsech ptaskowie śpiéwają.&#13;
Nie byli to ptaskowie&#13;
tylko kawalerowie.&#13;
Redzili sobie o jednej dziewcynie,&#13;
która mu się dostanie.&#13;
&#13;
⩶ 144 ⩶&#13;
&#13;
�Jeden mówi: to moja,&#13;
drugi mówi: jak Bóg da.&#13;
A tseci mówi: moja najmilejsa&#13;
Cemuześ nie wesoła?&#13;
(K 27 Maz 312); wariant: (K 40 Maz 338–339).&#13;
&#13;
Kompozycja trójkowa dzięki obrazowaniu relacyjnemu uwypukla wartość&#13;
ostatniego kawalera, który jest najmilszy i najbliższy sercu. Taki układ jednocześnie wprowadza dynamizm i stanowi charakterystyczny dla folkloru język artystyczny oparty na koncepcie trójki.&#13;
W zgromadzonym materiale znalazły się relacje, w których liczba 3 jest powiązana z postaciami demonicznymi, jak boginki, które stojąc w nogach kołyski,&#13;
tak dziecko biją i szczypią, że płakać musi. W ziemi radomskiej owe Boginki występują jako „trzy siostry” – (Bieg Mat 271) oraz zmory: Znaną jest i na Mazowszu&#13;
gadka o trzech siostrach, które okrutna macocha przez zaklęcie przemieniła w zmory, odtąd co noc jedna z nich chodziła w krzaki, druga do trzody, a trzecia, najstarsza, do ludzi (Bieg Lecz 281). W odniesieniu do zmory trójka jest wariantywnym&#13;
określeniem ilości, gdyż większość relacji łączy tę postać z liczbą 7 (zob. rozdział&#13;
Liczba 7). W opowieści wierzeniowej w miejscu, w którym utopiły się trzy panny,&#13;
słychać śpiew:&#13;
Taka jeszcze historia była, że ten hrabia w Chobienicach mieszkał, nie? I wiadomo, dziewuszka musiała przyjść na zawołanie i jedna była w ciąży i żeby to&#13;
ukryć, to rozkazał parobkom, żeby wywieźli na Jezioro Chobienickie i pływali&#13;
łódkami po Jeziorze Chobienickim, kołysali łódkami. Trzy panny się utopiły&#13;
i potem w tym miejscu było w nocy słychać „Święty Boże, święty mocny, święty,&#13;
a nieśmiertelny”, ale jak ludzie szli w nocy z Wochabna do Wielkiego Grójca, to&#13;
było słychać te śpiewy, jak gdyby te panny śpiewały [ JM, p. Wolsztyn].&#13;
&#13;
Paranormalne zjawiska, które są integralną częścią ludowej wizji świata, wymagają specjalnego zestawu środków służących do ich charakterystyki. Jednym&#13;
z nich jest trójka z jej ambiwalentną semantyką liczby odnoszącej się jednocześnie&#13;
do świata demonicznego i boskiego sacrum. Dla kontrastu można więc wskazać,&#13;
że powszechna w wyobraźni ludowej jest triada o rodowodzie biblijnym, czyli&#13;
Trzej Królowie:&#13;
Trzy królowe bez poleńko jechali,&#13;
pytali się do Betlejem, pytali.&#13;
&#13;
⩶ 145 ⩶&#13;
&#13;
�Pasterze mili, cóżeście tam widzieli,&#13;
ta jakżeście do Betlejem bieżeli?&#13;
(K 35 Prz 22).&#13;
&#13;
W gospodarskiej kolędzie życzącej trzej furmany, którymi są jaśniutkie słonejko, cichutki deszczejko i złoty miesiączejko, w perspektywie aksjologicznej są identyfikowani jako Trzej Królowie. Wynika to z uzusu kulturowego samej formuły&#13;
językowej, czasu wykonania tej kolędy oraz z poetyki gatunku, w którym występuje konwencja królewskiego przedstawiania postaci. Ponadto kosmicznych bohaterów cechuje głęboka symbolika, która jest przywoływana w celu przekazania&#13;
życzeń adresatowi kolędy, czyli gospodarzowi (Adamowski 2001).&#13;
W święto Trzech Króli święcono kredę, którą wykorzystywano później jako&#13;
rekwizyt o właściwościach magicznych i apotropeicznych:&#13;
Kreda, do domu z kościoła wróciwszy, piszą na wszelkich drzwiach zabudowań&#13;
mieszkalnych i inwentarskich początkowe litery nazwy Trzech Królów z krzyżykami i rok nowy, jako środek przeciw wszelkim czarom i przystępowi złych duchów&#13;
(K 23 Kal 65–66).&#13;
&#13;
W ten dzień można było także zapewnić sobie przyszły dostatek:&#13;
Trzechcentowa jałmużna, dana 3 dziadom w Trzy Króle, zapewnia dotyczącemu człowiekowi dostatek pieniędzy przez cały rok (Świę Trzy 394).&#13;
&#13;
Działania, które opierają się na kumulacji trójki, służą zapewnieniu sobie&#13;
bogactwa. Przywołane w relacji postacie nie tylko mają rodowód biblijny (Trzej&#13;
Królowie), a także szczególny status w kulturze ludowej (dziad jako mediator z zaświatami). Multiplikowanie mocnej liczby, jaką jest trójka, którą cechuje także&#13;
charakter mediacyjny, sakralność oraz otwartość, przyczynia się do pomnażania&#13;
pieniędzy. Dar w postaci jałmużny przynosi korzyści nie tylko obdarowanym, ale&#13;
i obdarowującemu.&#13;
&#13;
5.4. Atrybuty roślinne&#13;
Motywy roślinne oznaczone liczbą 3 są wykorzystywane w obrzędach, na przykład podczas żniw:&#13;
Pępek jest to bukiet o trzech odnogach z ostatniéj garści zboża zrobiony, przywiązany tasiemką różową lub innokolorową w środku, w odnogach i na wierzchu,&#13;
umajony kwiatami polnemi (K 11 Poz 149);&#13;
&#13;
⩶ 146 ⩶&#13;
&#13;
�Po żniwach żeńcy (żniwiarze) ustawiają trzy kopy zboża tak, aby spodem był&#13;
otwór, i dziewkę, która w pobliżu przeleci, chwytają za nogi, przeciągają przez tę&#13;
dziurę i wloką po trzykroć wkoło tych kóp (K 16 Lub 126–127);&#13;
Potem, już jak skończą koszenie, robią taką, nie wiem, jak po litewsku, wiem po&#13;
polsku, nie wiem, takie na trzech nóżkach, jak to się nazywa? [Zwraca się do koleżanki. MW: Po litewsku jak się nazywa?] Trykoja. Ania by wytłumaczyła, ja&#13;
to nie umiem, no takie na trzech nóżkach się postawi. Gospodarze jak kończą, to&#13;
przewrócą, żeby to zboże długo, dobrze no, służyło [HW, p. Olecko].&#13;
&#13;
Sens działań podejmowanych na zakończenie żniw jest dwojaki: z jednej&#13;
strony jest to zaakcentowanie trudu rolnika, z drugiej zaś – pozostawione zboża&#13;
otwierają nowy cykl i stanowią odnowienie życia (Ad Żniwa 67). Dlatego podejmowano zabiegi o charakterze symbolicznym, jak zataczanie koła, oborywanie,&#13;
przeciąganie dziewczyny, które powtarzano trzykrotne. W momencie gdy należało właściwie zakończyć jeden rok gospodarski i jednocześnie otworzyć się na&#13;
nowy cykl kosmiczny, trójka sprawdzała się idealnie. Jest to przecież liczba, która&#13;
łączy w jedną całość początek, środek i koniec. Ponadto konotuje otwarcie, pożądane w tym momencie. Jest to także liczba sakralna i mocna, podkreśla więc&#13;
uroczysty charakter podejmowanej czynności, ale pozwala wyrazić ideę otwarcia&#13;
się na potencjalność przyszłych plonów. O petryfikacji obecności trójki w tych&#13;
kontekstach świadczą leksemy z komponentem trójkowym, jak trykoja. Ponadto&#13;
trójnogie formy czy przedmioty, której mają związek z opisaną wyżej jedno- i trójnożnością, były znane w wielu kulturach. Na przykład w sanktuarium Apollina&#13;
w Delfach stał trójnóg czy wróżąca Pytia siedziała na trójnożnym krześle; podobnie było w wierzeniach zaanektowanych przez Kościół – na takim krześle siedział&#13;
diabeł, pożerając grzeszników. Trójnóg w przywołanych kontekstach jest lokowany wśród przedmiotów demonicznych, ale oznacza również trzy strefy kosmosu,&#13;
funkcjonuje więc jako „wehikuł czasu i przestrzeni” (Kolczyński 1996, 99–100).&#13;
Sensy liczby 3 są wykorzystywane także w obrzędzie weselnym. Jednym&#13;
z symbolicznych jego atrybutów jest rózga: Jest to pręt o trzech gałązkach, na które&#13;
wtykają trzy jabłka, a który zdobią we wstążki, rutę i pozłotkę (szych) (K 23 Kal&#13;
128) oraz korowaj, przystrojony trzema gałązkami wierzbiny, każda o trzech odnogach, w które wczepione są jabłka (dziewięć sztuk) (K 35 Prze 101). Druhny śpiewają także pieśń o winie (K 26 Maz 152–153) lub rucie (K 28 Maz 145), które są&#13;
we trzy rzędy sadzone. Należy jednak dodać, że wskazane atrybuty występują także&#13;
wariantywnie w innych liczbach. W magii miłosnej wykorzystywany jest nawet&#13;
specjalny zestaw ziół, zwany trójzielem:&#13;
⩶ 147 ⩶&#13;
&#13;
�Młodzież, szczególnie dziewczęta, w wodzie świeżo przyniesionej ze trzech studni,&#13;
wprzód nim się ktokolwiek z wiadra napije, moczą wianeczki święcone z ruty, terłyczum i repaky, wodą tą umywają ciało, myśląc przy tem o ukochanym chłopcu,&#13;
i mówią: „Ruto, ruto! Luby mene kruto; ty terłycz z zasim myl kawalyra klycz;&#13;
a wy répaky, jakeśte sia poczepyly, szobyśmo sia tach oboje y kochaly y lubyly!”&#13;
(K 34 Cheł 197).&#13;
&#13;
Następuje tutaj kumulacja znaczenia każdego z tych ziół, które zostało wzmocnione przez trójkę, która wydaje się gwarantować skuteczność działań magicznych.&#13;
Zaś jej obecność w obrzędzie weselnym, oprócz wyżej wskazanych funkcji, pokazuje,&#13;
że depozytariuszki kultury ludowej poświęcają dużo uwagi wymogom liczbowym.&#13;
Nawet jeśli symboliczna wykładnia trójki nie jest dla nich jasna, to poszczególne etapy obrzędu wzbogacone o tę liczbę dają poczucie właściwej celebracji i usankcjonowania obrzędu i zmiany, którą on wprowadza, zmiany statusu.&#13;
&#13;
5.5. Działania – powtarzanie i zwielokrotnienie&#13;
Istotne w analizie symboliki liczb jest charakterystyczne dla kultury ludowej zjawisko powtarzania pewnych czynności. Niekiedy kluczowy jest sam fakt powtarzania,&#13;
często jednak znaczenie ma liczba powtórzeń. W takich przypadkach następuje kumulacja symboliki danej liczby oraz znaczenia przypisywanego powtarzaniu, które,&#13;
jak wskazuje Jerzy Bartmiński, pozostaje w ścisłym związku z sakralną wizją świata,&#13;
jest jej pochodną, a zarazem służy jako środek wyrazu. Badacz stawia tezę o „rytualnej – pochodnej od sacrum i zarazem sakryfikującej funkcji powtórzenia jako&#13;
pierwotnej i podstawowej w stosunku do innych jego licznych funkcji” (Bartmiński&#13;
1990a, 196). Powtarzanie w folklorze ma moc retardacji, a zatem zwalniania czasu, reaktualizuje wieczne „teraz”, cofa do czasów mitycznych początków, odwołuje&#13;
się do idealnego wzorca (Bartmiński 1990a, 194–204). Władimir Toporow zwraca&#13;
uwagę na „senatorską” funkcję rytuału, który wprowadza element spowolnienia,&#13;
pauzy, interwału i refleksji (Toporov 2005, 198), a owa funkcja zostaje osiągnięta&#13;
w dużej mierze przez trzykrotne powtórzenia, z których utkana jest struktura rytuału. Niewątpliwie na upowszechnienie w folklorze trzykrotnych powtórzeń miały&#13;
wpływ pozytywne konotacje tylekroć repetowanych czynności, utrwalone w formule do trzech razy sztuka11. Ten trzeci, ostatni raz ma być udany, mimo wcześniej11&#13;
Po dziś dzień Serbowie mają powiedzenie: «Бог три пута помаже» (Bóg pomaga trzy&#13;
razy) (Radenkovič 2012, 71).&#13;
&#13;
⩶ 148 ⩶&#13;
&#13;
�szych porażek, co daje nadzieję, że tym razem się uda i zachęca do podejmowania&#13;
prób. Władysław Kopaliński widzi w tym sformułowaniu apoteozę tej liczby, gdyż&#13;
pisze: „przysłowie oddające hołd enigmatycznej potędze trójki” (Kop Sym 435).&#13;
Dla rozszerzenia kontekstu warto przytoczyć uwagi nad troistością w tekstach bajek sformułowane przez Władimira Proppa. Badacz ten uznaje, że „w bajce wszystko jest potrójne” – postacie, zadania czy atrybuty. Wyjaśniając przyczynę&#13;
tej potrójności, wskazuje, że nauka liczenia przebiegała powoli i wiązała się z przechodzeniem od jedynki do dwójki, trójka zaś była łączona z pojęciem wielości, dlatego stała się liczbą sakralną. W czasie gdy liczba 3 oznaczała wielość, kształtowały&#13;
się wątki bajkowe, stanowiła ona zatem dla nich wzór. W dawnym folklorze wydarzenia przebiegały z niezwykłą intensywnością, a powtórzenia stanowiły właściwy&#13;
dla nich środek wyrazu, gdyż podkreślają nie tylko gwałtowność, ale i emocjonalne zaangażowanie opowiadającego (Propp 2000, 126–127).&#13;
Sakralna funkcja powtórzenia przejawia się w wierze w równoważność losu&#13;
człowieka i przyrody:&#13;
Oj, Zosiu, Zosiu, zabiję cię,&#13;
Twoje białe rączki połamię cię […]&#13;
Jak to pierwsze słowo wymawiała,&#13;
Jaż się woda z rzeki wylewała,&#13;
Jak to drugie słowo wymawiała,&#13;
Jaż się kalina obsypała,&#13;
Jak to trzecie słowo wymawiała,&#13;
Jaż jo mama we śnie słyszała&#13;
(SSiSL I/2, 342).&#13;
&#13;
Tekst ma następujące znaczenie: przedśmiertne słowa wypowiedziane przez&#13;
dziewczynę wywołują reakcję przyrody, gdyż zgodnie z zasadą paralelizmu, będącego wyrazem animistycznego poglądu na świat, odczuwa ona ból i strach człowieka. Na morderstwo, które jest złamaniem praw ludzkich, reaguje w nienaturalny&#13;
sposób, czyli neguje własny rytm, dlatego woda wylewa się z rzeki, a kalina obsypuje. Trzecie słowo, które wypowiada dziewczyna, dociera do świata ludzkiego&#13;
– słyszy je matka. Potrójna wypowiedź inicjuje pewne sytuacje, co z jednej strony&#13;
pełni rolę pozytywną, gdyż wywołuje empatyczną reakcję świata przyrody i ludzi.&#13;
Z drugiej jednak strony, trójka, która jest nieparzysta, implikuje sytuacje otwarte,&#13;
które podlegają zmianie. Wypowiedziane trzy słowa powodują kontynuację biegu&#13;
zdarzeń, co ma tragiczne skutki dla dziewczyny, za chwilę bowiem okrutny kochanek utopi ją w rzece.&#13;
⩶ 149 ⩶&#13;
&#13;
�5.5.1. Obrzędy rodzinne12&#13;
W obrzędowości rodzinnej można wskazać całą gamę trzykrotnych powtórzeń.&#13;
W trakcie wesela liczba 3 pojawia się wielokrotnie na różnych jego etapach, głównie pod postacią powtarzanych gestów i czynności. Pełnią one istotne funkcje, których sens można rozszyfrować w kontekście całej sytuacji. Należy także pamiętać,&#13;
że depozytariusze i depozytariuszki kultury ludowej wykorzystują pewne liczby,&#13;
mając przeczucie ich ważności i dużego znaczenia. Oskar Kolberg, przedstawiając&#13;
wesela z różnych terenów Polski, wielokrotnie wskazywał na użycie trójki. Była&#13;
ona także często wymieniana przez informatorów i informatorki, z którymi zostały przeprowadzone wywiady. Oto niektóre przykłady wykorzystania tej liczby:&#13;
ojciec z panem młodym przed weselem chodzą do swatów z wódką trzykrotnie&#13;
(K 16 Lub 135); w czasie błogosławieństwa trzykrotnie są powtarzane gesty:&#13;
Przeproś matule swoją/ Matula kochana stoi sfrasowana/ że Marysia idzie, kiedy&#13;
obce ludzie/ jako sieroteńka na świecie. No i matka przychodziła, całowały się, no&#13;
i potem tatula swojego, i babcie swoją i siostry, i stryjny. [Ile razy się całowano?]&#13;
Trzy razy [CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
W czasie drogi do kościoła drużba objeżdża wozy i konnych po trzykroć i za&#13;
każdą razą stając przy każdym pojedynczym wozie, mówi: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Witam was, mili i piękni goście (K 10 Poz 83–84), zaś przed&#13;
samym aktem zaślubin w kościele młodzi obchodzą trzy razy ołtarz do koła&#13;
(K 24 Maz 249). W trakcie witania weselników po powrocie z kościoła matka panny młodej obchodzi weselników trzy razy dookoła, potem panna młoda, po otrzymaniu chlebów, wchodzi do izby i obraca się trzy razy (K 35 Prze 98) lub matka&#13;
obchodzi weselników trzy razy wkoło (poza nimi), po czym zdejmuje chleb i kładzie&#13;
go na głowę obojgu młodym (K 49 Sa-Kr 371). Ponadto matka, nabrawszy z konewki wody do miseczki, kropi wszystkich trzy razy ręką lub kropidłem (K 35 Prze&#13;
119). W trakcie oczepin, a więc w kolejnym znaczącym momencie wesela, także&#13;
powielane są gesty i czynności:&#13;
I ona rzucała trzy razy ten czepiec, zanim jej to, najpierw założyli chemułkę, tak&#13;
jak tutaj, a u nas nakłada się taką małą, na to nakłada się tą chustkę czepną, taką&#13;
haftowaną. I ona to trzy razy najpierw to ściągała. [MW: To tak jakby pokazywała, że nie chce?] Nie chce, dlatego, że nie chce [MK, p. Łańcut]; warianty:&#13;
(K 16 Lub 207; K 16 Lub 241).&#13;
12&#13;
Niektóre fragmenty zamieszczone w tym podrozdziale były wcześniej drukowane (Wójtowicz 2013a, 2013e).&#13;
&#13;
⩶ 150 ⩶&#13;
&#13;
�Powtarzane trzykrotnie gesty akcentują najważniejsze momenty i miejsca,&#13;
które tworzą sakralną przestrzeń wesela (zob. Adamowski 1999, 199–214). Wykonywane są na przykład w domu państwa młodych (trzykrotny pocałunek w czasie&#13;
błogosławieństwa), w drodze do kościoła (drużba objeżdża gości i konie po trzykroć), w kościele (ołtarz jest obchodzony przez młodych trzykrotnie), w karczmie&#13;
lub izbie, gdzie odbywa się zabawa (zrzucanie czepca podczas oczepin). Ich naddany sens polega na współkreowaniu sakralności przestrzeni obrzędu oraz, poprzez&#13;
odniesienie do mocy pozaziemskich, na kształtowaniu pomyślności nowożeńców&#13;
oraz ich zabezpieczaniu. Ponadto trzykrotne powtórzenia wprowadzają dynamizm,&#13;
ruch i wpływają na akcentowanie kulminacyjnych momentów i właściwą celebrację poszczególnych etapów obrzędu. Oprócz tych ogólnych znaczeń weselnych&#13;
powtórzeń można także wskazać ich sensy szczegółowe, na przykład wierzono, iż&#13;
trzykrotne zaproszenie gości warunkuje skuteczność tego aktu, a tylekroć powielane&#13;
gesty w trakcie błogosławieństwa czy powitania młodych stanowiły wyraz usankcjonowania małżeństwa przez członków rodziny i lokalnej społeczności oraz podkreślały akceptację małżeństwa przez rodziców (Tymochowicz 2013b, 193–194).&#13;
Trzykrotne powtórzenia są obecne także w kontekście śmierci, co obrazuje&#13;
ballada opowiadająca o uwięzionej przez matkę dziewczynie, która słyszy głos&#13;
dzwonu13:&#13;
A gdy usłyszała pierwszy dzwonek z wieży:&#13;
Puśćcie mnie, matusiu, Jasio chory leży.&#13;
A gdy usłyszała drugi dzwonek z wieży:&#13;
Puśćcie mnie, matusiu, Jasio w trumnie leży.&#13;
A gdy usłyszała trzeci dzwonek z wieży:&#13;
Puśćcie mnie, matusiu, Jasio w grobie leży.&#13;
Ta niedobra matka puścić ją nie chciała,&#13;
Maniusia w więzieniu trzy razy zemdlała&#13;
(Brzus Pieś 21)14.&#13;
&#13;
W czasie między trzema dzwonkami z wieży następuje śmierć i pogrzeb Jasia&#13;
i jednocześnie rozgrywa największy dramat dziewczyny, którego tragizm zostaje&#13;
potwierdzony trzykrotnym omdleniem15. Trójka jest tutaj symbolem otwarcia&#13;
Więcej o symbolice dzwonów zob. Kwiatkowska-Frejlich, 2011; Masłowska 2014.&#13;
Pieśń ta, w nowej aranżacji, znalazła się w repertuarze grupy folkowej Orkiestra Świętego&#13;
Mikołaja.&#13;
15&#13;
Trzykrotne omdlenie pojawia się także w innych pieśniach (K 40 Maz 178; K 40 Maz&#13;
178–179).&#13;
13&#13;
14&#13;
&#13;
⩶ 151 ⩶&#13;
&#13;
�i całkowitego przekształcenia rzeczywistości. Treść pieśni odzwierciedla strukturę obrzędu przejścia. Pierwszą fazą tegoż jest choroba i śmierć (Jasio chory leży).&#13;
Druga faza to moment celebracji obrzędu pogrzebowego (Jasio w trumnie leży).&#13;
Trzecią fazę kończy pogrzeb (Jasio w grobie leży). Ponadto Maniusia trzykrotnie&#13;
omdlewa, przeczuwając śmierć ukochanego, co także zapowiada zmianę – w kolejnej zwrotce dowiadujemy się bowiem, że dziewczyna zmarła:&#13;
Jasia pochowali na środku cmentarza,&#13;
a Maniusie jego zaraz koło niego&#13;
(Brzus Pieś 21).&#13;
&#13;
Za początkowy etap obrzędu pogrzebowego można uznać zwiastuny, czyli&#13;
znaki z zaświatów, które mają przygotować ludzi na nadchodzącą śmierć. W przekonaniu depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej mają one charakter&#13;
nadprzyrodzony, o czym świadczą między innymi trzykrotne powtórzenia:&#13;
W wilję Bożego Narodzenia gaszą w Górnym Śląsku do trzeciego razu świecę,&#13;
a gdy dym idzie w górę, znak to zdrowia, jeśli upada, osoba, która świecę gasiła,&#13;
umrze niezadługo (Bieg Śmier 17);&#13;
Gdy człowiek w Ropczycach umiera, w trzeciej chałupie kogut skrzydłami zatrzepocze, a kto spojrzy po trzykroć za piec, to śmierć zobaczy (Bieg Śmier 25);&#13;
Dusza umierającego człowieka daje nieraz o sobie wiadomość znakiem lub przestrogą. Kobieta wiejska z okolic Miechowa opowiadała, że w chwili gdy jej ojciec,&#13;
o mil 50 stamtąd mieszkający, miał skonać, ruszyło coś po trzykroć klamką od&#13;
drzwi, lubo były na klucz zamknięte (Bieg Śmier 19).&#13;
&#13;
Integralne składniki zwiastunów śmierci, którymi są trzykrotne powtórzenia, potwierdzają już wyżej wyartykułowaną tezę, że wszędzie tam gdzie następuje&#13;
kontakt między dwoma odmiennymi jakościami – czyli światem ludzkim i pozaludzkim – liczba 3 jest składnikiem symbolicznego komunikatu, który jest zrozumiały dla obu tych stron.&#13;
Na kolejnych etapach tradycyjnego obrzędu pogrzebowego występują trzykrotnie powtarzane formuły słowne16, które można potraktować jako rodzaj zamawiania, gdyż jest to sposób zmiany niepożądanego stanu:&#13;
Anna Engelking magiczne rytuały słowne dzieli na trzy grupy: rytuały stwarzające, czyli&#13;
zaklinania, gdy człowiek chce, aby się coś stało; rytuały odczyniające, czyli zamawiania, gdy człowiek chce, aby się coś odstało, i rytuały ochraniające, których celem jest powodowanie, aby pewien&#13;
niepożądany stan nie zaistniał (Engelking 1991).&#13;
16&#13;
&#13;
⩶ 152 ⩶&#13;
&#13;
�A to mówi się po imieniu: „Pozwól się ubrać – po imieniu – pozwól!”. I wtedy&#13;
ciało się… [Ile razy tak się mówi?] Trzy razy, do trzech razy, ciało takie wiotkie&#13;
się zrobi. […] zawić chustkę chciałam i szarfe założyć i tak na bok miała głowe.&#13;
Mówi: „Powiedz Helu, Helu pozwól na podusi się dobrze położyć, żebyś miała&#13;
prosto głowe”. No i zelżało wszystko, tak jak żywe. To ja nie wiem, czy słyszy człowiek, a to przecież tak sztywny jak drut człowiek jest, a późni taki wiotki się zrobi,&#13;
żeby przemówić do niego. Tak jest, tak to jest prawda [ JW, p. Puławy]; wariant:&#13;
[HK, p. Lubartów; EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Słowa działają w magiczny sposób nie tylko na żywych, słuchają i reagują na&#13;
nie także zmarli. O sprawczej mocy języka w sytuacji mówienia do nieboszczyka, podobnie jak w przypadku lecznictwa magicznego, decyduje spełnienie kilku&#13;
warunków. Formuła ma określony kształt: do zmarłego należy najpierw zwrócić&#13;
się po imieniu, a dopiero potem poprosić o rozluźnienie ciała oraz należy prośbę tę powtórzyć trzykrotnie. Myty i ubierany nieboszczyk znajduje się w drugiej,&#13;
mediacyjnej, fazie obrzędu przejścia, działają zatem na niego słowa, ale tylko te&#13;
właściwie wypowiedziane i trzykrotnie powtórzone. Te trzykrotne powtórzenia&#13;
są obligatoryjnym wymogiem, którego spełnienie powoduje uległość zmarłego&#13;
i zmianę niepożądanego stanu.&#13;
Trzykrotne powtórzenia występują także w trakcie wyprowadzania nieboszczyka z domu. Jedna z informatorek z terenów nadbużańskich stwierdziła, że zwyczajem panującym zarówno u katolików, jak i u prawosławnych jest trzykrotne&#13;
stukanie o próg w czasie wynoszenia trumny. Jest to symboliczny gest pożegnania się zmarłego z całym domem, którego symbolem jest próg. Trójka, jako liczba&#13;
święta i mediacyjna, jest w takim momencie odpowiednia, gdyż akcentuje tę czynność, nadając jej właściwą oprawę. Ponadto, utożsamiana ze zmianą, pieczętuje&#13;
ostatnie pożegnanie, nie zatrzymując duszy, gdyż jest liczbą nieparzystą, a więc&#13;
otwartą17, co znajduje potwierdzenie w kolejnej relacji:&#13;
U nas nie stukano, jak przenosili, jak wynosili, to dwóch już było za progiem,&#13;
a dwóch z tej strony jak nieśli, to trzy razy podnosili tak do góry i z powrotem.&#13;
[MW: A dlaczego?] Żeby to już tu nie wracał czy coś i otwierali drzwi od obór,&#13;
żeby on sobie to wszystko obejrzał i żeby już nie wracał, żeby miał spokój [LO,&#13;
p. Wieluń]; wariant: (Bieg Śmier 54).&#13;
&#13;
W czasie wyprowadzenia powtarzano także inny trójkowy gest, którego sens&#13;
jest eksplikowany poprzez odniesienie do zachowania duszy:&#13;
Aby dusza nie została w domu, wykonywano także inne czynności konotujące otwarcie,&#13;
takie jak: przewracanie stołków, otwieranie drzwi (także od stodoły, obory i innych budynków),&#13;
uchylanie wiek kufrów i skrzyń.&#13;
17&#13;
&#13;
⩶ 153 ⩶&#13;
&#13;
�Równocześnie woźnica, odwożący zwłoki, do trzeciego razu rozpoczyna jazdę,&#13;
cofając wozem także do trzeciego razu na pierwsze stanowisko. Zwyczaju tego&#13;
lud borowski ściśle przestrzega, wierząc, że dusza zmarłego pozostaje w pobliżu&#13;
swego ciała aż do jego pochowania, a jeżeli przy zwłokach nie znajdzie się we właściwej chwili, to bądź ukrywa się pod progami, bądź zwiedza po raz ostatni różne&#13;
zakątki domostwa (Bieg Śmier 54).&#13;
&#13;
Trzykrotny ruch stanowi sygnał dla duszy do opuszczenia domu. Poprzez trzykrotne stukanie wyraża się także pożegnanie zmarłego gospodarza z dobytkiem:&#13;
Wynosząc trumnę z domu na marach czarném pokrytych suknem, obchodzą wkoło podwórze i przystawają przed stajnią, oborą i chlewem. Wtedy przy każdym&#13;
przystanku jeden z tragarzy trzy razy stuknie trumną o mary, mówiąc: „Wasz&#13;
pan was żegna bydełko, nie smućcie się, nie zamorzycie się, bo będzie inny”, gdy&#13;
drugi, wszedłszy do obory, chlewa itd. trzy razy znów poruszy i stuknie tam korytem, na znak, że bydło zrozumiało i w odpowiedzi żegna wzajem swego opiekuna&#13;
(K 10 Poz 217);&#13;
Na ziemi sieradzkiej donosi najstarszy syn pszczołom o śmierci gospodarza: Obchodząc trzykrotnie ule, puka młotkiem i mówi: „Pszczoły, gospodarz wasz nie żyje,&#13;
od dziś ja go będę zastępował, więc żyjcie i nie martwijcie się” (Bieg Śmier 200).&#13;
&#13;
Kondukt pogrzebowy&#13;
&#13;
Foto: autor nieznany 1975, z prywatnego archiwum rodzinnego Autorki.&#13;
&#13;
⩶ 154 ⩶&#13;
&#13;
�Trzykrotny gest jest także właściwym wyrazem pożegnania zmarłego na&#13;
cmentarzu:&#13;
Kopacz poda księdzu na szpadlu szczyptę ziemi z grobu; ksiądz posypie najprzód&#13;
tą ziemią po trumnie, a zaś wszyscy obcy bierą ziemię tę z grobu wykopaną i trzy&#13;
szczypki (szczypty) wzięte na trzy palce trzy razy, i rzucają takową na trumnę; ale&#13;
przyjaciel (krewny) żaden tego nie zrobi (K 10 Poz 79); wariant: (trzykrotne rzucanie gałązek na trumnę i trzykrotne odmówienie modlitwy, Bieg Śmier 251).&#13;
&#13;
Liczba 3 pojawia się w tych elementach obrzędu pogrzebowego, które mają&#13;
związek z „tamtym światem”. A zatem w zwiastunach śmierci, czynnościach wykonywanych w imieniu zmarłego czy działaniach mających zapobiec powrotom&#13;
dusz. Kiedy więc profan próbuje skontaktować się ze światem sacrum, poznać lub&#13;
wpłynąć na wyroki siły nadprzyrodzonej, wykorzystuje do tego liczbę 3. Co więcej, w „trójowym języku” kontaktują się nie tylko żywi ze zmarłymi i odwrotnie,&#13;
ale także zmarli ze zwierzętami. Gdy trudno znaleźć odpowiednie słowo lub pojedynczy gest nie ma wystarczającej mocy, z pomocą przychodzi trójka, gdyż tylokrotne powtórzenie sprawia, że zostaje wyrażona treść wykraczająca poza ramy&#13;
dosłowności. Potrojony gest otwiera kanał mediacji z zaświatami, co pozwala nawiązać kontakt z bliskimi zmarłymi, na przykład poprzez trzykrotne objechanie&#13;
cmentarza (Bieg Śmier 64), lub sprowadzić na kogoś śmierć, co obrazuje następująca egzemplifikacja:&#13;
W Wielbarku zaśpiewanie takie na śmierć odbywać się ma w piwnicy przez&#13;
trzykrotne odśpiewanie psalmu dwa razy dziennie, również przez rok cały&#13;
(Bieg Śmier 166).&#13;
&#13;
Przykłady pokazują, iż liczbie tej przypisywano dużą moc. W obrzędach pełni&#13;
ona zatem funkcje związane z otwieraniem, wpływa na skuteczność działań oraz&#13;
jest wykorzystywana do kontaktów z tym, co transcendentne.&#13;
&#13;
5.5.2. Obrzędy doroczne&#13;
Trzykrotne powtórzenia funkcjonują także w obrzędach dorocznych, na przykład w zwyczaju praktykowanym w noc wigilijną (zob. Wójtowicz 2013d;&#13;
SSiSL II/5, 43–44):&#13;
Toteż trzeba było w wieczór wigilijny wyjść do sadu i zabrać ze sobą siekiere, powrósło, obwiązać jabłonie i trzy razy uderzyć siekierą w drzewo i to drzewo miało odpowiedzieć, czy będzie rodziło jabłka czy nie. Jeżeli gospodarz… jakiś odgłos,&#13;
&#13;
⩶ 155 ⩶&#13;
&#13;
�to znaczy że drzewo będzie rodzić, a jak nie było odgłosu, to znaczy że trzeba je&#13;
wyciąć [MK, p. Łańcut]; warianty: [HP, p. Ryki; SS, p. Puławy]18.&#13;
&#13;
Znaczenie rekwizytów, gestów i słów, które pojawiają się w powyższym&#13;
przekazie, należy odczytać w kontekście całokształtu wierzeń i zdarzeń magicznych (Bystroń 1980, 175–198). Czynność odbywa się po wieczerzy wigilijnej,&#13;
a zatem zwyczaj ten ma związek z koncepcją czasu cyklicznego19, według której&#13;
święta to czas, kiedy można zapewnić sobie pomyślność, dobrobyt i szczęście&#13;
w nadchodzącym roku. W tym celu należy pobudzić wegetację przyrody, co&#13;
czyni się na zasadzie metonimii – poprzez pobudzanie płodności drzew owocowych. Do odprawiania tego rytuału wykorzystuje się na przykład słomę. Jak zauważa Katarzyna Smyk, na początkowych etapach wieczoru wigilijnego atrybut&#13;
ten ma charakter zaduszny, gdyż jest obumarłym zbożem. Dzięki kontaktowi&#13;
ze zmarłymi podczas wieczerzy nabiera szczególnych mocy, które zostają później wykorzystane do animacji wegetacji i płodności (Smyk 2009a, 93; zob. też&#13;
SSiSL II/1, 158–175). Cechą znaków w obrzędzie jest synonimiczność, dlatego potrójny gest uderzania drzewek, jak można wnioskować z przedstawionego&#13;
kontekstu, zostaje przywołany w roli magii agrarnej. Pełni on więc kilka funkcji:&#13;
uobecnia praczas, inicjuje zmiany oraz ułatwia przekształcenie, a tym samym&#13;
niejako „przygotowuje zaplecze” dla realizacji nadrzędnego celu, którym jest zapewnianie dobrobytu w nadchodzącym roku.&#13;
Także podczas innych świąt dorocznych praktykowano zwyczaje polegające&#13;
na trzykrotnym powtarzaniu czynności:&#13;
Na przykład ze zwyczajów wielkanocnych, gdy wracali z kościoła ze święconką,&#13;
należało trzy razy obejść dom dookoła, niosąc koszyk ze święconką. Drzwi były&#13;
zamknięte, inaczej nie wpuszczono do domu. [MW: Dlaczego? Jak to tłumaczono?] Tłumaczono, że ta święcone, no za obejście, trzykrotne obejście domu odstrasza wszelkie złe moce [MK, p. Łańcut].&#13;
Podobną relację przekazuje Jan S. Bystroń: „Groźby te rozwijały się czasem w następującą&#13;
pantomimę: jedna osoba, zazwyczaj właściciel drzewa, chce ściąć nieurodzajne drzewo, lecz druga&#13;
osoba broni drzewa, ręcząc, że w tym roku obrodzi. Tak np. w Polsce w wilię gospodarz idzie do sadu&#13;
z siekierką i zamachuje się na drzewo; gospodyni czy też parobek przyrzeka urodzaj w tym roku,&#13;
wobec czego gospodarz opuszcza siekierkę, zostawiając drzewu rok czasu do «poprawy»” (Bystroń&#13;
1980, 189).&#13;
19&#13;
Każdego roku rozgrywa się walka światła z mrokiem. Czas świąt Bożego Narodzenia pokrywa się z okresem zimowego przesilenia, czyli zwycięstwa jasności i życia. W takich granicznych&#13;
momentach, wyznaczanych w polskim folklorze przez największe święta, następuje powrót do chaosu poprzedzającego akt stworzenia, aby na nowo tworzyć ład rzeczywistości, powtarzać gest kreacji, który nastąpił in illo temporum (Eliade 1970, 96–111).&#13;
18&#13;
&#13;
⩶ 156 ⩶&#13;
&#13;
�W powyższym zwyczaju sens trzykrotnego powtarzania jest tożsamy ze znaczeniem wytyczenia okręgu, czyli zabezpieczenia i uświęcenia wewnętrznej przestrzeni (Mosz Kul 2, 323–324). Trzykrotne zataczanie kręgu praktykowane jest&#13;
także podczas procesji rezurekcyjnej, tyle razy jest bowiem obchodzony budynek&#13;
kościoła. Czynność ta ma więc także charakter religijny.&#13;
Trójkowe powtórzenia w obrzędach dorocznych budują niecodzienny charakter sytuacji, przydają jej mocy i wskazują, że dotyczy ona czegoś ważnego czy&#13;
niezwykłego. Wprowadzają także poczucie właściwej i godnej celebracji, zgodnie&#13;
z harmonijną triadą początek – środek – koniec.&#13;
&#13;
5.6. Funkcje lecznicze&#13;
Z prowadzonych badań wynika, że trójka jest liczbą najczęściej wykorzystywaną&#13;
w magicznym lecznictwie ludowym. Zwracał na to uwagę już Jan Świętek w artykule z 1905 r. (zob. Świę Trzy). Także Toporow podaje, że w analizowanym przez&#13;
niego zbiorze rosyjskich zaklęć liczba 3 występuje w blisko połowie wszystkich tekstów, w których wykorzystano liczby (Toporow 2005, 201). Trzykrotnie powtarzane są gesty, działania i formuły słowne. Liczba ta jest wykorzystywana w różnych&#13;
kodach do tworzenia komunikatów, przy czym są one synonimiczne, a ich celem&#13;
jest wzmocnienie efektywności wykonywanych działań (zob. Wójtowicz 2012c).&#13;
&#13;
5.6.1. Trzykrotnie powtarzane gesty i czynności&#13;
W kulturze ludowej magia liczby 3 była wykorzystywana do przeciwdziałania urokom lub neutralizowania skutków między innymi złego spojrzenia:&#13;
I jeszcze nieraz koń jak była ładny, jechał i ktoś wejrzał oczami i przoczył, to kuń&#13;
się zwijał, turlał się. I mężczyzna, bo kiedyś nosili w butach takie wiechcie ze słomy, żeby było ciepło, włożyli but gumowy, to na spód włożyli słomy, żeby po prostu&#13;
ciepło w nogi było. To wyciągał ten wiecheć z tego buta i tym wiechciem po czole&#13;
ścierał. Albo koszule. [MW: Ile razy?] Trzy razy, do trzeciego razu trzeba było&#13;
zetrzyć [MF, p. Kalisz]; wariant: [KG, P. Puławy].&#13;
&#13;
Można wskazać wiele innych dolegliwości, nie tylko tych powstałych na skutek&#13;
zauroczenia, podczas leczenia których wykorzystywano potrójny gest spluwania:&#13;
Wróż, lecząc bydło, niekoniecznie widzieć je potrzebuje; dość, aby mu pokazać trochę sierści z chorej sztuki bydła. Wziąwszy tę sierść, obchodzi on z nią stół trzy razy&#13;
i splunąwszy trzy razy, zamawia temi słowy: „w imię Matki Boskiej mocy i Świętych dopomocy, idź (złe) na bory, lasy, na wieczne czasy” itd. (K 35 Prze 237).&#13;
&#13;
⩶ 157 ⩶&#13;
&#13;
�Polifoniczność kodów wykorzystywanych podczas odczyniania uroków dostrzegł między innymi Jan Adamowski, który pisał: „Jednakże w świetle współczesnego pojmowania lecznictwa ludowego, zamówienia, ale również inne gatunki&#13;
folkloru wykazują bardzo silny związek z całokształtem sytuacji, w której występują. [...] są wieloaspektowymi tekstami kulturowymi, ściśle wiążącymi zarówno&#13;
znaki słowne jak i znaki kodów niewerbalnych” (Adamowski 2006, 8). W trakcie&#13;
takich działań nakładają się na siebie różne plany wyrażania i kumuluje symbolika.&#13;
Liczba 3 w powyższych relacjach odnosi się między innymi do gestu spluwania.&#13;
Wydzieliny ludzkie to substancje graniczne, „są one intrygujące przez swoją dwuznaczność, pośrednie usytuowanie w opozycjach człowiek – nie człowiek, życie&#13;
– śmierć” (Stomma 1986, 153), ich ambiwalentny charakter prowadzi do tabuizacji. Trzykrotne splunięcie może oznaczać zabezpieczenie przed szkodliwym&#13;
działaniem uroku, ale jest to również symboliczne pozbycie się tego, co złe – ślina&#13;
zostaje utożsamiona z chorobą, która poprzez splunięcie zostaje wydalona z organizmu, a trzykrotność potwierdza dobitnie ten fakt. Ponadto potęguje jego skuteczność oraz inicjuje zmianę niepożądanego stanu.&#13;
Obok plucia można więc wskazać cały repertuar powtarzanych trzykrotnie&#13;
gestów wykorzystywanych w etnomedycynie, na przykład chuchanie20, pocieranie czy zlizywanie. Znaczenie takich gestów (zob. Mosz Kul 2, 265–305) zostaje&#13;
wzmocnione i utrwalone przez ich trzykrotne powtarzanie:&#13;
Stawał on przed osobą urzeczoną, a szeptając w cichości słów kilka, dmuchał na&#13;
nią, od nóg zaczynając aż do głowy, trzy razy. Tak więc urok zdjęty został, a starzec wśród wykrzyków wdzięczności z nagrodą odchodził (K 34 Cheł 146);&#13;
One to na przykład, jak dzieci się urodziły i niektóra się tam śmiała, że przysła i jakieś tam cary, jak dzieciak się darł, ryczał, to tak mówili na Kurpiach, że darł sie,&#13;
rycał, to jakieś tam coś wzięła szmaty, tam coś, ale ona tego głośno, nikt nie mówił,&#13;
że tam po twarzy, trzy razy w koło za ten i coś tam, takie coś było. [MW: Ale że&#13;
trzy razy co?]. W twarz tak i coś tam powiedziała, taki gest [CL, p. Ostrołęka];&#13;
No to znowu i to te uroki to jeszcze teraz są. Bo ja wiem, jak wnuczek mój, jak&#13;
ktoś na niego zobaczy, bo jest ładny chłopoczek, to przyroku dostanie, głowa go boli&#13;
już, cały rozpalony jest, taki nerwowy i do trzeciego razu córka językiem mu zlizuje z czoła, to mu potem przejdzie, bo mówią, że tak się przyrok odczynia [MF,&#13;
p. Kalisz];&#13;
Na cierpiącego ból głowy, znachorki wezwane do niego dmuchają po trzykroć (K 34 Cheł 211);&#13;
Dużym gwoździem robią w wierzbie dziurę, w którą chory trzykrotnie chucha, wydychając chorobę, i natychmiast tym samym gwoździem zabija się dziurę, aby choroba nie mogła się z niej wydobyć. Wierzba&#13;
w kilka dni uschnie, lecz chory będzie wyleczony (Bieg Lecz 313).&#13;
20&#13;
&#13;
⩶ 158 ⩶&#13;
&#13;
�Popatrzyła, potem przyszła do mnie, bo mnie głowa strasznie bolała, wzięła mój&#13;
rąbek koszuli czy tam czego, umocała i tam poobcirała mnie po ty głowie do&#13;
trzech razy. Można też było wziąć do buzi, ale jak dziecko małe, to by wypiło&#13;
nie, trzy razy i wypluć, do buzi i wypluć trzy razy, i potem szła na pole z tym&#13;
naczyniem i tam na psa uroki, nie oglądając się na tego, tak a to jest prawda, ja to&#13;
robiłam moim wnuckom [KR, p. Kolbuszowa].&#13;
&#13;
Czynności wykonywane raz są neutralne, dwukrotnie – mają charakter statyczny , dopiero trzykrotnie powtórzone wprowadzają dynamizm i dosadność, które&#13;
pozwalają odwrócić grożące niebezpieczeństwo lub go uniknąć. Z tego względu&#13;
współtworzą sprawczy charakter rytuałów leczniczych. Potrójne gesty i czynności&#13;
w lecznictwie ludowym występują bardzo często, co podkreśla jedna z informatorek:&#13;
21&#13;
&#13;
Przy kadzeniu to wymawiano te trzy. I tak to powtarzało się, bo czasem takie były&#13;
sytuacje, że jakieś zaklęcia czy coś, to przeważnie trzykrotnie to było robiono.&#13;
Także to trzykrotne to miało bardzo wielkie znaczenie [ZD, p. Olecko].&#13;
&#13;
Można więc podać wiele przykładów leczenia wykorzystującego liczbę 3:&#13;
To na przykład jak dziecko dostało miesięcznika22, to go podawali trzy razy nad&#13;
studnią [EW, p. Puławy];&#13;
[...] schylić się nisko do ziemi trzy razy, tak aby przez rozkroczone nieco nogi&#13;
zobaczył za sobą niebo; wtedy uroki odejdą (K 34 Cheł 144–145);&#13;
Trzy razy należy choremu wleźć do pieca i tam po 7 minut siedzieć – na febrę&#13;
(K 17 Lub 162);&#13;
Jak człowiek zachorował, to się ten poświęcony w wianku rozchodnik w wiankowy&#13;
czwartek sypało w jakieś pudełeczko i zapalało się i właśnie tu się chodziło na&#13;
opak w tym wokół tego łóżka chorego trzy razy [EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Ponadto Henryk Biegeleisen przedstawia następujące sposoby wykorzystywane przy różnych dolegliwościach: na bolaka na nodze objechać na siekierze trzy&#13;
razy po chałupie a gdy to nie pomaga, obejść nóż trzykrotnie na opak (Bieg Lecz 99);&#13;
W terapeutyce ludowej przeważają trzykrotne powtórzenia, ale można wskazać nieliczne przykłady dublowania magicznych i sakralnych gestów: Potem mówi raz jeden: „to żyto, to pszenycia, to jaczmiń, to horoch!” Chucha po dwakroć na oko i za każdym razem spluwa na ziemię. Potem żegna się sama&#13;
krzyżem świętym i odchodzi (K 34 Cheł 207).&#13;
Ale prosze państwa, co to było za... takie, do dziś nie wiem, zamawianie wścieklizny. [...] Coś z książki&#13;
z jakiejś odmawiał 15 minut przed wschodem, 15 przed zachodem słońca i... no, to zależy jak komu, nieraz&#13;
jak był człowiek mocno ugryziony, to tam i trzy razy trzeba było do niego pójść, ale... dwa razy trzeba było&#13;
się przeżegnać zanim i nie było przypadku, żeby ktoś zachorował (Bart Wąż 208).&#13;
22&#13;
Choroba spowodowana przez światło księżyca, który świecił na dziecko w nocy.&#13;
21&#13;
&#13;
⩶ 159 ⩶&#13;
&#13;
�na suchoty trzykrotna kąpiel w wodzie, w której zagotowano mrowisko (Bieg Lecz&#13;
190); niewydarzone dziecko przesadzają trzy razy przez dąbek (Bieg Mat 335); chore&#13;
dziecko przeciska się trzy razy pomiędzy nogami drugiego (Bieg Mat 335); zaogniony&#13;
palec trzy razy tuż po sobie zamaczany w gorącej wodzie, szybko się zagoi (Bieg Lecz&#13;
91). Trzykrotnie powtarzane czynności wykorzystywano także do leczenia zwierząt,&#13;
na przykład obcierano trzy razy po krzyżu i zadzie święconym obrusem, tj. obrusem&#13;
z ołtarza (K 34 Cheł 169); w czasie zarazy kadzono oborę łbem końskim, obchodząc&#13;
ją po trzykroć (K 34 Cheł 212). Procedurę opartą na liczbie 3 obrazują również następujące przykłady:&#13;
I ta krowa się przewróciła nogami do góry, no cuda były. No i akurat tam jakaś babka&#13;
była też i kazała krawat dziadka. I ten krawat położyli krowie na grzbiecie i ona przez&#13;
ten krawat trzy razy ugryzła tą krowę na tych plecach. To pamiętam, jak dzieciak&#13;
byłam, to opowiadali. I krowa wstała, otrząsnęła się, tak jakby strząsała z siebie to&#13;
wszystko, strząsnęła się i potem poszła, piła wodę z tej bali [JM, Krzyżówki, 2014];&#13;
Jak ktoś urzekł prosięta [...] wtedy małe prosięta, to się brało takie spodnie męskie i przez nogawicę się przesadzało na opak trzy razy, a jak już były takie&#13;
większe i nie mieściły się, to się z tymi spodniami trzy razy na opak obchodziło ich&#13;
[EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Wyróżnia się także grupa działań, podczas których potrójnie wykorzystywany jest charakterystyczny przedmiot: narośli na ciele ludzkiem pozbywa się, naciskając ją trzykrotnie palcem umarłego (Bieg Lecz 68); chore śmiertelnie dziecko [...]&#13;
kąpią w wodzie, do której biorą trzy razy piasku z mogił (Bieg Lecz 70); jeśli ciężarna kobieta dotknie swej twarzy w czasie pożaru, dziecku grozi, iż w tym miejscu&#13;
będzie miało znamię – aby temu zapobiec trzy razy potrze miejscem (łożyskiem)&#13;
kobiecem zaraz po narodzeniu dziecka (Bieg Mat 39); aby usunąć guzy na ciele, należy przeżegnać je trzy razy ślubną obrączką (Bieg Lecz 98); na ból zęba pomaga potarcie kością z cmentarza 3 razy (Bieg Lecz 169); na chrypę – trzykrotne posmarowanie pięt dziecka uryną świni innej płci niż dziecko lub trzykrotne gryzienie przez&#13;
starszych świńskiego koryta (Bieg Lecz 181); bolączki za uchem leczą, pocierając&#13;
3 × kamieniem, który spadł z nieba lub nie widział jeszcze nigdy słońca (Bieg Lecz 184).&#13;
W trakcie magicznego leczenia wykorzystywano przedmioty o charakterze mediacyjnym, które zyskały taką właściwość poprzez styczność z osobami, które&#13;
znajdowały się w środkowej fazie obrzędu przejścia. W powyższych przykładach&#13;
są to rekwizyty, które miały kontakt ze zmarłym, z rodzącą kobietą oraz z panną młodą. Wykorzystywano także odchody zwierzęce lub atrybuty, które miały&#13;
w inny sposób styczność z zaświatami (kamień spadający z nieba), bądź zwierzęta&#13;
⩶ 160 ⩶&#13;
&#13;
�– względu na ich znaczenia konotacyjne (świnia). Wspólną ich cechą pozostaje&#13;
jednak to, że aby zwiększyć skuteczność aktu leczenia, w którym są one wykorzystywane, muszą być użyte trzykrotnie.&#13;
Ta ostatnia grupa ludowych recept pokazuje dobitnie, że trójka łączy się z takimi fragmentami rzeczywistości, które nie są neutralne znaczeniowo, a kultura&#13;
ludowa przypisuje im naddane znaczenia. Częstokroć są to czynności, gesty czy&#13;
atrybuty szczególnie związane z sacrum, w jakiś sposób wyjątkowe czy mediacyjne. W połączeniu z liczbą 3 ich moc lecznicza wydaje się niepodważalna (Toporov&#13;
2005, 216). Ponadto zabiegi te stanowiły rodzaj miniscenek teatralnych, czy – jak&#13;
określiła je Marczewska – performance, gdyż rytuał leczniczy wprowadza efekty&#13;
dramatyczne i polega na stosowaniu działań werbalnych i niewerbalnych (Marczewska 2012, 296–299). Trzykrotne powtórzenia doskonale się w nie wpasowują, gdyż wzbogacają ich dramatyzm, akcentują ważne momenty, wprowadzają&#13;
ruch i dynamikę, a tym samym wzmacniają ich skuteczność.&#13;
&#13;
5.6.2. Magia słowa&#13;
W kulturze ludowej słowa mają moc oddziaływania na rzeczywistość. Są w szczególny sposób połączone z obiektami i wypowiedziane w odpowiedni sposób mogą&#13;
mieć realne skutki. W wypowiedzi musi jednak tkwić siła zdolna skłonić nieziemskie moce do posłuchu i uległości23. Dlatego aby miała ona charakter performatywny, należało spełniać określone kryteria, między innymi dotyczące liczby powtórzeń – odpowiednie formuły słowne były zazwyczaj powtarzane trzykrotnie.&#13;
Jako przykład można przytoczyć relację znachorki, o tym jak wyleczyła przestraszonego chłopca:&#13;
Jan S. Bystroń twierdzi, że magia języka opiera się na myśleniu prelogicznym i polega na przekonaniu, że: „Słowa, które istotnie wiążą się z przedmiotem, nie są jego oznaczeniem, lecz jak gdyby jego&#13;
częścią” (Bystroń 1980, 205). Już Bronisław Malinowski wskazywał, że formuły słowne mają największą pragmatyczną moc, gdy są wypowiadane w ramach sytuacji, do której przynależą. Słowom towarzyszą inne kody wyrażania, które są synonimiczne – wyrażenie tego samego za pomocą różnych środków&#13;
wzmacnia skuteczność leczenia. Formuła zamawiania jest złożona i można w jej obrębie wyróżnić&#13;
kilka segmentów konstrukcyjnych oraz strategii zwracania się do choroby. Ze zgromadzonych relacji&#13;
wynika, że aby formuła miała magiczną moc leczenia, nie tylko musi zostać odtworzona jej wewnętrzna struktura, ale konieczna jest także realizacja kodów niewerbalnych (Adamowski 2006, 10–11)&#13;
oraz innych ważnych kontekstów sytuacyjnych. „Tradycyjna formuła, wygłoszona w stosownym miejscu i czasie, ma oddziałać za pośrednictwem księdza czy czarownika na siły ponadludzkie. Oczywiście, formuła taka ustala się w określonej formie i jest skuteczna tylko przy zachowaniu najściślejszym&#13;
tekstów i wymogów miejsca, czasu i osoby, zgodnie z zasadami magii” (Bystroń 1980, 207). Szerzej&#13;
na temat magii słowa zob. Malinowski 1987; Kot Las 1969; Bystroń 1980, s. 204–218; Adamowski&#13;
1991, 97–105; Chudzik 2002; Niebrzegowska-Bartmińska 2001; Adamowski 2006; Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 109–133; Engelking 2000; Marczewska 2012, 273–299; Wójtowicz 2012b i inni.&#13;
23&#13;
&#13;
⩶ 161 ⩶&#13;
&#13;
�Na progu wyjściowych drzwi [ustawia się pacjenta – przyp. aut.], i to się nożem,&#13;
bierze noża i tak: „Bede wycinała rogi, nogi, żeby sie strachy nie szerzyli, kości nie&#13;
łamali, czerwone rozganiali, za Bożą pomocą, przykładowo Grzegorzowi spokój&#13;
dali, jak to dziecko miało na imie, czy Waldek, czy tam jak, i tak trzy razy, trzy&#13;
razy, żeby na bory, lasy twardą dębinę, na białą brzezinę, twardą dębinę, tam&#13;
sobie hulajcie, Grzegorzowi spokój dajcie!” To taka [Śmiech]. I pani pomogło&#13;
dziecku. Pómogła, przyjechali później już trzeci raz z dzieckiem, to i ten chłopok&#13;
taki już wesoły, a tak na początku się bał [BP, p. Włodawa].&#13;
&#13;
Podjęte działania lecznicze mają charakter wielokodowy. Zostają tu wykorzystane środki: mediacyjna przestrzeń, próg czy nóż, czyli atrybut, którego domeną&#13;
jest ostrość. Jednak zasadniczą częścią zabiegu jest trzykrotnie powtarzane zaklęcie, odsyłające chorobę w miejsca odległe człowiekowi. Ma ono na celu wzmocnienie efektu perlokucyjnego, czyli wpływu na odbiorcę, co prowadzi do realizacji&#13;
zasadniczej funkcji leczenia opartego na magii słowa, jakim jest zmiana niepożądanego stanu rzeczy. Powtarzana formuła magiczna zmusza do uległości antropomorfizowaną chorobę:&#13;
No te zamowe, to bardzo krótka modlitewka jest. O to się tu nagra. To mówiła tak:&#13;
„Obłoki, obłoki zabierzcie z tego dziecka, tam imie musiała wymówić, te uroki,&#13;
chłopskie pod czapeczke, babskie pod czepeczek, żydowskie pod warkoczyk. ProszęMatke Boską do pomocy!”. I to przeżegnała i to trzy razy tak. I zdrowaś Mario&#13;
i znowu trzy razy to samo [BP, p. Włodawa];&#13;
Na kołtuna trzeba wymówić trzy razy: św. Benonie, idź precz kołtonie!&#13;
(K 3 Kuj 95); warianty (trzykrotnych powtórzeń formuły słownej): (K 34 Cheł&#13;
145; Bieg Lecz 41);&#13;
Osoba w Augustowskiem, dotknięta liszajem, zbiera palcem o wschodzie słońca&#13;
rosę z szyb okien i smarując nią liszaj, powiada trzykrotnie:&#13;
Dzień dobry! (dobry wieczór) liszaju,&#13;
Precz świnia M a s z a j u (?)&#13;
Dzień dobry, panie liszaju&#13;
Nie bądź jutro, tylko dzisiaj (Bieg Lecz 119)24.&#13;
&#13;
Wyrażenie tego samego za pomocą różnych środków wzmacnia skuteczność&#13;
leczenia, gdyż „słowa i czynności w zamówieniu mają te same intencje – zgodnie z przekonaniem, że skutek zamawiania jest tym pewniejszy, im silniej zostały wzmocnione działania” (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 192). Aby taki akt&#13;
Henryk Biegeleisen przytacza więcej przykładów formuł słownych trzykrotnie powtarzanych&#13;
podczas leczenia, są to: powtarzanie tekstu zamawiania (Bieg Lecz 221–222); zażegnywanie uroków&#13;
(Bieg Lecz 243); zażegnywanie płaczków (Bieg Mat 312); odpędzanie nocnic (Bieg Mat 315).&#13;
24&#13;
&#13;
⩶ 162 ⩶&#13;
&#13;
�werbalno-akcjonalny był skuteczny, niezbędne jest spełnienie wszystkich wymogów, wierne odwzorowanie odpowiednich magicznych formuł i gestów we właściwym miejscu i czasie. Są to więc utrwalone działania językowe wraz z przypisaną im&#13;
konwencjonalną sekwencją zachowań o nienaruszonej strukturze, pełnią zatem&#13;
funkcję rytualną (Chudzik 2002, 61). Płynie stąd wniosek, że trzykrotne powtarzanie jest częścią tej obligatoryjnej struktury, bez niego cały akt traci leczniczą&#13;
moc lub jest ona znacznie słabsza.&#13;
Wyróżniającą się grupą zamówień, opartą na liczbie 3, są teksty o następującej&#13;
budowie:&#13;
Po odmówieniu modlitwy („Zdrowaś Marja”) mówią:&#13;
Święta Otylja trzy córki miała:&#13;
Jedna przędła, druga motała,&#13;
Trzecia trzy dziewięcioro uroków odmawiała...&#13;
Po czem lekarka odmawia znów trzy Zdrowaś Marja, które ofjaruję do Matki&#13;
Boskiej, do Przemienienia Pańskiego i do św. Otylii, patronki od uroków bolenia&#13;
(Bieg Lecz 243).&#13;
&#13;
W powyższym zamówieniu (i jemu podobnych) trójka ujawnia liczbę bohaterek, córek świętej, które wykonują różne działania, najważniejsze jednak z punktu widzenia intencji i funkcji tekstu są działania ostatniej z nich (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 340–341).&#13;
Słowo magiczne działa, ale tylko wtedy, gdy zostanie zorganizowane we właściwy sposób, a jednym z elementów tej właściwej organizacji jest trzykrotne powtarzanie. Należy zaznaczyć, że z perspektywy komunikacyjnej są one redundantne, mają natomiast charakter performatywny, analogicznie do sprawczej mocy&#13;
słów. Marczewska pisze: „Pragnę też zwrócić uwagę na terapeutyczny, wykorzystywany we współczesnej psychologii, aspekt owego spektaklu, w którym uczestniczy&#13;
chory i zamawiający (czasami przy udziale innych osób, a więc publiczności): rytualne powtarzanie słów przy wykonywaniu określonych czynności jest związane&#13;
z afirmacją, psychotechniką, wedle której można myślenie ludzi przeobrażać dzięki językowi, powtarzanie zaś określonych formuł buduje świat i kreuje rzeczywistość, w której człowiek żyje” (Marczewska 2012, 289).&#13;
&#13;
5.6.3. Czas i przestrzeń&#13;
Niektóre wymogi w ludowym lecznictwie magicznym dotyczą odpowiedniego&#13;
czasu i miejsca, które są także związane z trójką. Liczba ta zostaje wykorzystana&#13;
już w działaniach prewencyjnych:&#13;
⩶ 163 ⩶&#13;
&#13;
�Bo to jak była taka wielka choroba, to mówili, że jak postawi się trzy krzyże, na&#13;
granicach, na miedzach, na rozstajnych miedzach, to tyfus ma ustąpić, zginie.&#13;
To było przed pierwszo wojno. U nas panował tyfus. I mój dziadek te trzy krzyże&#13;
wyciesał i wystawili te krzyże (Ad Mag 262).&#13;
&#13;
Opisana praktyka opiera się na światopoglądzie magiczno-religijnym. Krzyże zostają postawione na miedzy, stanowiącej „jeden z centralnych punktów językowego i pojęciowego pola granicy” (Adamowski 1999, 138), która dzieli niejednorodnie postrzeganą przez nosicieli i nosicielki kultury ludowej przestrzeń.&#13;
Granica rozdziela świat oswojony od obcego, jednak jako przestrzeń pośrednia&#13;
należy do jednego i drugiego porządku, dlatego ma charakter mediacyjny. Krzyż&#13;
natomiast jest ważnym symbolem, który pełni przede wszystkim funkcję sakralizacji: w chwili szczególnego „zagrożenia własnej przestrzeni sens stawiania przydrożnych krzyży (według specjalnych wymogów) można zatem interpretować&#13;
jako rodzaj kumulatywnego, tj. jednocześnie odwołującego się do wielu środków,&#13;
przywołania sacrum w celu wywołania skuteczniejszego i pozytywnego oddziaływania świętości na danym obszarze” (Adamowski 1999, 220). Trójka jako liczba&#13;
mediacyjna także pośredniczy w sprowadzaniu z zaświatów mocy potrzebnej do&#13;
zabezpieczenia. Analogicznie do krzyża jest uznawana za liczbę świętą, jej boski&#13;
pierwiastek wzmacnia sens działania, którego celem jest neutralizacja grożącego&#13;
niebezpieczeństwa. Konglomerat działań magiczno-religijnych w ludowym światopoglądzie jest środkiem o dużej mocy i skuteczności – zapora z trzech krzyży ma&#13;
być nieprzekraczalna dla choroby.&#13;
Działanie o podobnej strukturze jak w przypadku prewencji, ale w mniejszym&#13;
wymiarze, opisane zostało w poniższej relacji:&#13;
Aby ustała cholera, grodzi się w Masłowie przez drogę we wsi płot i wsadza się trzy&#13;
krzyże z patyków, widocznie aby cholerze zagrodzić przystęp do wsi. W tym celu&#13;
grodzą płot przez drogę, w tem miejscu, gdzie świeżo umarł człowiek na tę zarazę&#13;
(Bieg Lecz 301).&#13;
&#13;
Łączenie się trójki ze świętym i tak mocnym symbolem jak krzyż podnosi jej rangę i potwierdza, że ma ona także szczególny związek z sacrum. Ponadto pokazuje, że&#13;
zabezpieczenie granic poprzez potrojone krzyże występowało w różnych wariantach:&#13;
A krzyże się robiło, na gromniczny zawsze się robiło krzyże, żeby diabeł nie rzundził. Zapali się grumnicznu, zawsze na godne świąta ju pościerałam, w futrynach&#13;
krzyziki se porobie. I teraz jeszcze grumnice se zapale o raz, dwa, trzy, zawsze&#13;
przeżegnam się, żeby Bóg brunił i uo tak. uod nieszczęścia [WW, p. Puławy].&#13;
&#13;
⩶ 164 ⩶&#13;
&#13;
�Trzy krzyże na górze zamkowej&#13;
&#13;
Foto: Eugeniusz Grocholski, 1918–1933, Narodowe Archiwum Cyfrowe, https://www.szukajwarchiwach.&#13;
gov.pl/jednostka/-/jednostka/5959559/obiekty/250171#opis_obiektu [data dostępu: 22.04.2024 r.].&#13;
&#13;
⩶ 165 ⩶&#13;
&#13;
�W ludowym lecznictwie magicznym mediacyjną i graniczną przestrzeń przywoływano także w celu przywracania zdrowia:&#13;
„To w zagate ktoś ci pewnie płaczki podłożył.” No i te matki szukały biedne po tej&#13;
zagacie tych płaczków, nieraz to i znajdywały, to jak znalazła, to trzeba było wynieść gdzieś tam za trzecią miedzę, dopiero płaczki miał przestać [HP, p. Ryki];&#13;
wariant: lalki wyrzucano na rozstajne drogi [EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Punktem krytycznym dzielącym orbis interior i exterior w powyższej relacji&#13;
jest trzecia miedza. Ma ona charakter bardziej świadomościowy niż realny, trudno jest bowiem wskazać konkretnie, gdzie się ona znajduje. Wierzenie opiera się&#13;
więc przede wszystkim na symbolice miedzy jako granicy i liczbie 3. Na podobne praktyki zwracał uwagę także Jan Adamowski, który pisał, że w wierzeniach&#13;
magicznych dopiero na trzeciej miedzy można zakopać (to jest skutecznie unicestwić) jakiś zaczarowany atrybut. Kwantytatywna charakterystyka miedzy wprowadza dodatkowe konotacje treściowe, które w przypadku trójki wynikają z jej&#13;
nieparzystości, która łączy się z żeńskością, materialnością, a więc także z ciemną,&#13;
czy nawet złą stroną świata, stąd jej udział w praktykach magicznych (Adamowski&#13;
1999, 141).&#13;
Obowiązywała zasada wzmacniania mocy granic, a więc bardziej skuteczne&#13;
pod względem magicznym były skrzyżowania, czyli miejsca, gdzie łączyły się płoty&#13;
lub rozstajne drogi (Adamowski 1999, 17):&#13;
Jak dziecko było chore, takie nyndzne, to kumpały w zielu (święconym na Matkę&#13;
Bosko Zielno). To się ukrzyło tak ze wszystkiego po trochu. To tam wszystko było&#13;
ziele i w tym zielu się dziecko kumpało. I to się kumpało trzy razy: raz przed słońca&#13;
wschodem, drugi raz na wieczór i trzeci raz znów rano na drugi dziń. To trzy&#13;
razy. I te wode się wyliwało, gdzie się trzy płoty schodzi do kupy (Ad Zn 80);&#13;
wariant: (Bieg Lecz 127);&#13;
Aby zdjąć uroki (w Jaćmierzu, pow. sanocki), nabierają do skopca wody w miejscu,&#13;
gdzie się trzy potoki schodzą (Bieg Lecz 247).&#13;
&#13;
Znaczenie granicy jest potęgowane poprzez kumulację symboli granicy, a jednocześnie wzbogacone o mediacyjną, sakralną, ale i powiązaną z ciemnymi mocami symbolikę trójki.&#13;
Mediacyjna przestrzeń, ale o innym charakterze, zostaje wskazana w relacji:&#13;
W chorobie suchot dzieci: kąpanie w odwarze ziemi, wziętej z cmentarza&#13;
z 3 «chłopskich» grobów (Świę Trzy 395).&#13;
&#13;
⩶ 166 ⩶&#13;
&#13;
�Ziemia z grobów, ze względu na styczność z nieboszczykiem, przestaje być&#13;
neutralna, jednak jej lecznicza moc powstaje poprzez potrojenie wymogu związanego z miejscem (lokatywnego).&#13;
Obok przestrzeni w lecznictwie były wykorzystywane także charakterystyczne&#13;
punkty czasu, szczególnie zaś newralgiczne „progi” dnia i nocy, kiedy światło zmaga się z ciemnością, czyli świt i zmierzch (Brzozowska-Krajka 1994, 136), oraz fazy&#13;
centralne, czyli południe i północ, kiedy to następowała komunikacja z bóstwami&#13;
i najwyższa emanacja ich mocy (Brzozowska-Krajka 1994, 141). Ze zgromadzonych&#13;
relacji wynika, że przywoływano świt, południe i zmierzch, łącząc je w trójkowe&#13;
kompleksy temporalne:&#13;
Chory na żółtaczkę, szczególnie gdy mu białka oczu żółcią zachodzą, powinien się&#13;
przeglądać w czystem złocie, na przykład w dukacie lub w kielichu kościelnym, i to po&#13;
trzykroć na dzień o wschodzie i zachodzie słońca i w południe (K 34 Cheł 211);&#13;
Leczenie febry w okolicy Gniezna odbywa się w ten sposób: matka chorego dziecka wrzuca przez trzy dni do studni po trzy ziarna napęcniałego grochu: rano,&#13;
w południe i wieczorem (Bieg Lecz 311).&#13;
&#13;
Trójka ma więc kilka stałych odniesień do chronotopu w medycynie ludowej. Są to przede wszystkim granice, zarówno przestrzenne, jak i czasowe, które,&#13;
charakteryzowane przez tę liczbę, stają się właściwe dla zabiegów magicznych. Zaś&#13;
trójka w połączeniu z mocnym symbolem, jakim jest krzyż, sakralizuje newralgiczną przestrzeń graniczną. Każdorazowo takie zestawienia nadają zabiegom leczniczym dużą skuteczność.&#13;
&#13;
5.6.4. Krotności liczby 3&#13;
Zwiększenie mocy w ludowym lecznictwie magicznym polegało na kumulowaniu różnych kodów, powielaniu treści o wspólnej wykładni symbolicznej. Dodatkowo efekt intensyfikacji można uzyskać poprzez mnożenie trójki. Ludwik&#13;
Stomma wskazuje: „W przypisach «medycyny ludowej», dotyczących zwalczania zaistniałych już chorób, napotykamy niezwykle często wskazania ilościowe.&#13;
Nie są one nazbyt urozmaicone – przeważa liczba trzy, często podnoszona do&#13;
drugiej, trzeciej, a nawet czwartej potęgi” (Stomma 1986, 172). Efekt wzmocnienia poprzez potęgowanie trójki jest widoczny w relacji na temat leczenia&#13;
płaczków, które polegały na długim i uporczywym płaczu dziecka o określonej&#13;
porze dnia lub nocy. W celu pozbycia się tej dolegliwości należało podjąć następujące działania:&#13;
⩶ 167 ⩶&#13;
&#13;
�I wtedy matka, ktoś z rodziny musiał zrobić takie z gałganków, bo kiedyś takie gałgankowe się robiło, dziewięć lalek, po trzy te lalki związał do siebie, po trzy i potem&#13;
razem je związała, czyli dziewięć było ich razem, i no ktoś musiał pójść z domu&#13;
i rzucić te lalki na rozstajne drogi, rzucił te lalki. I dopóki nikt tych lalek nie podjął,&#13;
to to dziecko jakby miało płaczki, a wierzono, że jak ktoś podejmie te lalki, to wtedy&#13;
płaczków nie będzie, płaczki, no zabierze te płaczki [EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Pomimo że w relacji pojawia się dziewięć lalek, zawarte jest w niej wyraźne&#13;
odniesienie do trójki (3 × 3). Lalki skonstruowane są w myśl zasad magii sympatycznej – podobne czyni podobne (zob. Frazer 1965, 37). Stąd choroba u dziecka&#13;
obrazowana jest tu przez miniaturki człowieka. Przeniesienie ich do obcej przestrzeni sprawia, że wraz z nimi znikają uciążliwe dolegliwości. Lalki, w postaci tripletów, stają się zatem nośnikami choroby, przywołują i intensyfikują moce trójki,&#13;
która powoduje zmiany i otwarcie, dlatego choroba może „odejść”. Magiczne właściwości dziewiątki wynikają z mnożenia trójki, trzy po trzy stanowi zwiększenie,&#13;
kumulację mocy: „Znaczenie dziewiątki polega przede wszystkim na trzykrotności liczby trzy. Tak więc to, co odnosi się do trójki, może być zintensyfikowane&#13;
przez tę prostą multiplikację” (Kow Lek 284). Dziewiątka jako iloczyn trójek staje&#13;
się liczbą „doskonałości doskonałej” (Kemp SInd 256). Dlatego liczba 9 jest szeroko rozpowszechniona w zabiegach magicznych u Słowian25.&#13;
Także w innych przykładach zostaje wykorzystana potrojona trójka. Liczby&#13;
dają bowiem możliwość wielokrotnego mnożenia, a więc, przenosząc to na poziom symboliczny, można powiedzieć: intensyfikacji mocy i poprawy skuteczności leczenia. W magii ludowej często pojawia się kombinacja liczb 3 i 9, a także&#13;
zbitka liczbowa trzy dziewięci:&#13;
Przeciw jęczmieniowi na oku radzą w Lubelskiem trzy dziewięci ziaren jęczmienia&#13;
przerzucać przez głowę trzy razy, stojąc przed płonącym kominkiem (Bieg Lecz 145);&#13;
Oto jak pieśń śląska uczy leczyć urok:&#13;
Trzy węgielki w wodę kładź,&#13;
trzykroć głowę zmocz dziecięciu&#13;
i nad dymem rózg dziewięciu&#13;
dziewięć razy kadź&#13;
(K 43 Śl 71);&#13;
Liczne przykłady wykorzystania dziewiątki podaje na przykład Radenkowić. Zwraca on&#13;
uwagę, że symbolika tej liczby wynika z faktu, że jest ostatnią z liczb z pierwszej dziesiątki, a więc zarazem początkiem i końcem, czyli granicą, powyżej której zaczyna się nowy poziom liczenia. Główne symboliczne znaczenie tej liczby w kulturze serbskiej i blisko spokrewnionych z nią kulturach,&#13;
które można zilustrować wieloma przykładami, sprowadza się do następującego: ostatnie, odległe,&#13;
inne, graniczne (Radenkovič 2012, 73–78).&#13;
25&#13;
&#13;
⩶ 168 ⩶&#13;
&#13;
�Chorobę ócz zamawiają: [...] Jak ta rosa znikła, ulotniła się w powietrzu, tak też&#13;
niech te trzy razy dziewięć czarów znikną i rozejdą się w powietrzu (Bieg Lecz 50);&#13;
Aby róża znikła, nakreślają dokoła rany dziewięć krzyżyków trzech królewską&#13;
kredą i powtarzają po trzykroć słowa łacińskie: Rosa passor syx pilla (sześć pigułek) (Bieg Lecz 40); wariant: [ZC, p. Puławy: leczenie róży za pomocą dwunastu lnianych łebków].&#13;
&#13;
Ponadto można wymienić więcej przykładów ukazujących wykorzystanie&#13;
krotności trójki – dziecko chore na suchoty przeciągają przez ucha dwóch kubłów i stół: owe trzy „roboty” z dzieckiem powtarza się trzykrotnie a gdy to nie pomaga,&#13;
ponawia się ten proceder do dziewiątego razu (Bieg Mat 334); kąpiel „trzy dziewięci”&#13;
tj. 3 × 9 = 27 baranich nóżek – robią z nich kąpiel albo każą wziąć ziemi z dziewięciu&#13;
grobów i dać do kąpieli, w której suchotnika trzy razy kąpią (Bieg Lecz 190) lub kąpiel&#13;
z dodatkiem po trzy wierzchołki z dziewięciorakich drzew lub po trzy trzaski z dziewięciu progów – gotują je w wodzie i kąpią chorego (Bieg Lecz 190). Trzy dziewięci&#13;
stanowi apoteozę trynitaryzmu. Wszystko, z czym ma styczność ta kombinacja liczbowa, zostaje napełnione wyższą energią czystej sakralności, która może przeistoczyć&#13;
zło w dobro, niedostatek w dostatek, a chorobę w zdrowie (Toporov 2005, 216).&#13;
Ponadto Ljubinko Radenkowić zwraca uwagę na związek tych liczb z czasem, gdyż&#13;
3 × 9 oznacza liczbę dni miesiąca księżycowego (Radenkovič 2012, 77). Działania&#13;
oparte na tych kodach liczbowych zyskują dodatkowo wymiar kosmiczny.&#13;
Kumulację trójki można zwiększać do dużych liczb, co obrazuje sposób&#13;
na pozbycie się krasnoludków, które dają się we znaki, występując pod postacią&#13;
obrzydliwych robaków. Aby się ich pozbyć, tnie się 81 patyków (3 × 3 = 9; 3 × 9&#13;
= 27; 3 × 27 = 81) i rzuca na wodę (Bieg Lecz 5).&#13;
Liczba 3 w medycynie ludowej wpisuje się w znaczenie aktu leczenia, którego nadrzędnym celem jest przywrócenie zdrowia. Trójka i jej krotności są tak nagminne, że formują wyróżniający się i obligatoryjny składnik magicznych aktów&#13;
leczenia, czyli kod liczbowy, który jest niezbędny dla zachowania skuteczności&#13;
podejmowanych działań.&#13;
&#13;
5.7. Funkcje magiczne&#13;
Trzykrotne powtarzanie, przede wszystkim czynności i gestów, odnajdujemy także&#13;
w działaniach magicznych. Ich symbolika, funkcje i sposób realizacji są analogiczne do opisanych wyżej działań podejmowanych w medycynie ludowej. Z tą różnicą, że o ile w lecznictwie są one nakierowane na wywołanie pozytywnych skutków,&#13;
⩶ 169 ⩶&#13;
&#13;
�o tyle w magii odwołanie do sił i mocy nadnaturalnych ma na celu wywołanie&#13;
skutków zarówno pozytywnych (magia miłosna, płodnościowa, ochronna), jak&#13;
i negatywnych (czarna magia). Wspólnym mianownikiem tych działań, podejmowanych z różną intencją, są trzykrotne powtórzenia: dla pozyskania miłości: Gdy&#13;
ukochany jedzie drogą, to dziewka chwyta garść piasku z przed niego i po trzykroć&#13;
ciska mu nim w oczy (K 34 Cheł 161); dla uzyskania siły:&#13;
Wilija św. Wojciecha [...] kto dnia tego węża zabije, głowę mu utnie, do głowy&#13;
tej włoży trzy ziarnka konopne i do ziemi zakopie, a potem, gdy konopie urosną,&#13;
nawije z nich sznur i opasze się nim, będzie taki mocny, że go nikt nie potrafi zwyciężyć (K 19 Kiel 202);&#13;
&#13;
W celu spowodowania licznego potomstwa u kury za odlatującym stadem&#13;
gęsi bierze się po trzykroć z ziemi garść zeschłej trawy czy śmiecia, słomy lub piasku,&#13;
wedle tego, gdzie się wtedy stoi i co się ma właśnie pod nogami, i rzuca się tém za odlatującém stadem (K 34 Cheł 171); aby dziecko szybciej zaczęło chodzić:&#13;
[...] trzeba je przeprowadzić trzy razy tam i z powrotem przez obuch siekiery,&#13;
widocznie przeznaczonej do rozcięcia niewidomych więzów, [...]. Gdzie indziej&#13;
dziecko, jeżeli ma wcześniej chodzić, przeprowadzają po trzykroć przez próg&#13;
(Bieg Mat 182).&#13;
&#13;
Za szczęśliwą wróżbę podczas drogi z kościoła z gromnicą uznaje się, kiedy trzy&#13;
krople wosku na ręce padną (K 24 Maz 114). Potrójne czynności wykorzystywano&#13;
także, rozpoczynając gaszenie pożaru: ktoś rozebrany do naga obiegł trzy razy palący&#13;
się budynek (K 34 Cheł 255). Trzykrotne wytyczenie okręgu jest obecne także w następującym wierzeniu: złą jest przepowiednią, gdy się spotka na drodze zająca. Trzeba&#13;
wtedy dla odwrócenia złego, obejść albo objechać trzy razy dokoła gruszę najbliżej stojącą (K 34 Cheł 199) oraz w działaniu, które ma na celu zdemaskowanie czarownicy:&#13;
Prawie we wszystkich tutejszych parafjach panuje zabobonne przekonanie, że kto&#13;
w czasie resurekcyi nie obejdzie w procesyi z kapłanem i z ludem trzy razy około&#13;
kościoła, ten musi być czarownikiem lub czarownicą (K 19 Kiel 193).&#13;
&#13;
Trzykrotne uderzenie dziewczyny, nawet niezamierzone, może mieć dla niej&#13;
negatywne konsekwencje:&#13;
Nie należy nigdy za karę, a choćby żartem tylko, bić dziewczyny praczem (kijanką&#13;
do prania), bo gdy się dziewczynę po tyle praczem trzy razy uderzy, to ona już&#13;
nigdy dzieci mieć nie będzie, a więc i błogosławieństwa Bożego: grzech zaś za to&#13;
spada całkowicie na tego, kto ją bił (K 34 Cheł 161).&#13;
&#13;
⩶ 170 ⩶&#13;
&#13;
�Przedstawione relacje pokazują, że w magii, która stanowi próbę oddziaływania na zaświaty w celu wywołania pożądanych skutków w świecie realnym, zostaje wykorzystana moc trzykrotnych powtórzeń. Pojawiają się one w towarzystwie&#13;
działań i atrybutów nacechowanych symbolicznie, na przykład siekiery, progu czy&#13;
zataczania okręgu, które zostają zintensyfikowane oraz wzbogacone o symbolikę&#13;
liczby 3. Łącznie tworzą zestaw narzędzi, które w przekonaniu wykorzystujących&#13;
je osób mogą powodować uległość wobec sacrum.&#13;
&#13;
5.8. Podsumowanie&#13;
Liczba 3 w kulturze ludowej wyróżnia się w szeregu liczbowym, jest to liczba najbardziej obwarowana symbolicznie, ale też prototypowa, stąd duża jej użyteczność&#13;
i powszechność. Z analizowanego materiału wynika, że czynnościom i gestom powtarzanym trzykrotnie jest przypisywana skuteczność. Są one wykorzystywane&#13;
w lecznictwie, a więc w celu przywrócenia zdrowia, które jest jedną z naczelnych&#13;
wartości w światopoglądzie ludowym. Popularność trójki w folklorze można też&#13;
tłumaczyć relacyjnie: to, co jest pojedyncze, jest neutralne, natomiast dwójka wiąże się z kontrastem, dwubiegunowością, ale i – zazwyczaj niepożądanymi w sytuacjach obrzędowych i magicznych – zamknięciem i stabilnością. Trójka zaś znosi&#13;
te sprzeczności, jest w niej rytm wyrażający idealną całość złożoną z początku,&#13;
środka i końca. Jeśli coś ma zostać zaakcentowane czy wyróżnione z otoczenia,&#13;
to idealnie nadaje się do tego trójka. Szczególnie trzykrotne powtórzenia współtworzą dynamikę obrzędu, wprowadzają ruch i energię. Z perspektywy komunikacyjnej są one redundantne, stanowią więc naddatek, który ma jednak charakter&#13;
performatywny.&#13;
Liczba 3 jest wykorzystywana także w sytuacjach „komunikacji” ze sferą&#13;
sakralną. Jest więc ona mediatorem – pośrednikiem między odmiennymi jakościami. Dla depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej wiara w nieustanne&#13;
oddziaływanie zaświatów na świat ludzki, ale i możliwość wpływania przez człowieka na tę odmienną sferę, jest naturalna i oczywista. Wymaga tylko znajomości specjalnego szyfru symbolicznego, zrozumiałego dla obu tych stron, a jednym&#13;
z jego podstawowych elementów jest liczba 3.&#13;
Trójka stanowi figurę kognitywną, przy pomocy której człowiek konceptualizuje doświadczaną przestrzeń, dzieląc ją na strefy w układzie wertykalnym. Nie&#13;
tylko przekłada się to na inne podziały przestrzeni, ale także ma konsekwencje&#13;
światopoglądowe. Trójfazowy charakter obrzędów przejścia stanowi kościec dla&#13;
⩶ 171 ⩶&#13;
&#13;
�obrzędów w kulturze ludowej, który dodatkowo jest uzupełniany przez trójkowe&#13;
zbiory. Wynika to z przekonania o ważności tej liczby, jej mocy inicjowania metamorfoz, ułatwiania przekształcenia i mediowania, a cechy te są szczególnie ważne&#13;
podczas zmiany statusu.&#13;
Liczba ta wykazuje dużą łączliwość z postaciami, co jest widoczne przede&#13;
wszystkim w bajkach i pieśniach. Funkcjonuje tam jako zasada konstrukcyjna tekstów, służy gradacji napięcia. Staje się synonimem dynamizmu prowadzącego do&#13;
pożądanej zmiany. Eksplikacja znaczenia trójki w tekstach folkloru wskazuje na&#13;
niezwykłą trwałość kodów liczbowych, które opisują podstawowe sposoby konceptualizacji i porządkowania świata realnego i fabularnego.&#13;
&#13;
⩶ 172 ⩶&#13;
&#13;
�6 Liczba 4&#13;
Od najdawniejszych czasów liczba 4 była uznawana za symbol trwałości i statyczności. To ona kształtuje obraz uniwersum w jego aspektach przestrzennych&#13;
i czasowych, człowiek wyznaczył bowiem cztery strony świata i cztery pory roku.&#13;
Badacze i badaczki kultury wskazują także, że to czwórka charakteryzuje żywioły&#13;
(Her Lek 29, s. 33; For Sym 44; Hof Lek 20; Kow Lek 283; Lur Słow 40; Cir&#13;
Sym 225; AlvSim Sym 37–38; Kop Sym 61–62). Obrazowo symbolika tej liczby jest wyrażana poprzez krzyż, który stał się znakiem chrześcijaństwa; jest ona&#13;
związana także z kwadratem (Her Lek 29, Hof Lek 20, AlvSim Sym 37–38, Kop&#13;
Sym 61). Ponadto swastyka, która w starożytnych kulturach była symbolem słońca, ma cztery ramiona (Kow Lek 283). Liczba 4 definiuje więc widzialną rzeczywistość, odnosi się do stabilności i skończoności, czego efektem jest obecność jej&#13;
symboliki w kulcie zmarłych. Fizyczne cechy form kubicznych wyraźnie wzmacniały to znaczenie. Skoro to, co widzialne i stworzone, jest skończone, to można&#13;
by wnioskować, że jest również śmiertelne; takie rozumienie spotykamy w Japonii, gdzie tego samego słowa używa się na określenie liczby 4 i śmierci (AlvSim&#13;
Sym 37–38). Ponadto klasyfikuje ona to, co różnorodne: pory roku, fazy życia,&#13;
strony świata, żywioły i temperamenty. Jest to liczba związana z materią i sprawami ziemskimi. Stworzony przez Boga świat jest podzielony czterema rzekami,&#13;
a wokół tronu Stwórcy zgromadzone są cztery istoty żyjące. Dobrą nowinę zanieśli w świat Czterej Ewangeliści, ponadto wyróżnia się tyleż cnót kardynalnych&#13;
(Hof Lek 20, For Sym 45).&#13;
W eksplikacji symboliki czwórki w kulturze ludowej najbardziej rozbudowane są fasety dotyczące czasu i przestrzeni. W mniejszym stopniu liczba 4 charakteryzuje postacie, zwierzęta i przedmioty.&#13;
&#13;
⩶ 173 ⩶&#13;
&#13;
�6.1. Czas&#13;
Liczba 4 wyznacza istotne parametry struktury temporalnej – podział roku na&#13;
pory roku oraz miesiąca na tygodnie. Wynikają one z obserwacji świata przyrody, a jednym z najbardziej uniwersalnych i archaicznych symboli jest księżyc i to&#13;
on stał się podstawą wyznaczenia struktury czasu. Mircea Eliade zwraca uwagę&#13;
na jego szczególną etymologię: „Najstarszy rdzeń indoaryjski odnoszący się do&#13;
gwiazd oznacza księżyc; jest to rdzeń me, który w sanskrycie «mami» – «mierzę». Księżyc jest zawsze powszechną miarą (czasu)” (Eliade 2009b, 166). Z tego&#13;
samego rdzenia pochodzi polska nazwa miesiąc. Joanna Szadura także wskazuje na&#13;
zależność pomiarów czasu w cyklu miesięcznym od obserwacji zmienności księżyca (Szadura 2017, 164). Lubelska badaczka rozróżnia miary czasu bazujące na&#13;
obserwacji zjawisk przyrodniczych, są to, oprócz miesiąca, doba (czas obrotu Ziemi wokół własnej osi) i rok (czas obrotu Ziemi wokół Słońca). Odmienny charakter mają mechaniczne podziały czasu, takie jak sekunda, minuta, godzina, dekada&#13;
czy wiek (Szadura 2017, 152). Czwórkowe miary czasu należą do tej pierwszej&#13;
grupy, co nasuwa wniosek o ich archaicznym charakterze. Wyróżnienie czterech&#13;
głównych pór roku jest jednak zależne od danej szerokości geograficznej, a także,&#13;
przynajmniej częściowo, konwencjonalne, można bowiem dodatkowo uwzględnić okresy przejściowe, co mogłoby zwiększyć ich liczbę.&#13;
Podziały czasu zostały utrwalone w zagadkach ludowych:&#13;
Stoi dąb, ma cztery odnogi&#13;
[Rok. Cztery pory roku] (Fol Zag 155);&#13;
Sztery ćwierci dobry miary&#13;
w nowy worek wysuł stary&#13;
[Nowy rok. Cztery kwartały] (Fol Zag 191);&#13;
Cztery łabędzie, dwanaście gęsi, pięćdziesiąt dwie kaczki i trzysta sześćdziesiąt&#13;
pięć ćpaków i tylko wszyscy razem jedno jaje znieśli [Rok – cztery kwartały,&#13;
dwanaście miesięcy, pięćdziesiąt dwa tygodnie, trzysta sześćdziesiąt pięć dni]&#13;
(Fol Zag 202).&#13;
&#13;
Tekst zagadek wprowadza podstawowe miary czasu oraz ich wzajemne relacje. Czwórka jest zestawiana z odnogami drzewa czy łabędziami, aby za pomocą&#13;
tych prostych obrazów przybliżyć bardziej skomplikowaną strukturę temporalną,&#13;
a szczegółowy podział czasu wymaga zaawansowanej znajomości liczb (52 tygodnie, 365 dni).&#13;
⩶ 174 ⩶&#13;
&#13;
�W kulturze ludowej funkcjonuje odniesienie do podziału czasu opartego na&#13;
obserwacji księżyca (a konkretnie – jego widocznych czterech faz) poprzez posługiwanie się miarą cztery tygodnie lub cztery niedziele: Pogoda na Nikodema, (to)&#13;
cztery niedziel deszczów nie ma (K 24 Maz 190). Podczas leczenia gośćca podejmowano działania, których częścią było polecenie, aby czapki przez cztery niedziele&#13;
nie zdejmować, aby się kołtun zwijał (Bieg Lecz 262). W pieśniach ludowych określenie czasu cztery niedziele występuje powszechnie, jest więc stałym zestawieniem,&#13;
pozwalającym na szczegółowe opisywanie wydarzeń. Stanowi także opozycję do&#13;
„podawania w przybliżeniu”, czyli sytuacji, gdy nie zostaje wskazana szczegółowa&#13;
liczba dni, tylko przybliżony czas. Pamięć ludzka1 ma tendencję do zaokrąglania&#13;
oraz posługiwania się kliszowanymi tekstami. W zależności od punktu widzenia&#13;
ten sam przedział czasu będzie oznaczał ‘długo’ lub ‘krótko’:&#13;
Przyjechał do niej na parę koni [...]&#13;
Nie uszło wiele, cztery niedziele,&#13;
jak za nim posyłała&#13;
(Ad Bor 123);&#13;
Wesele, wesele u siostry na dole,&#13;
i u nas też będzie za cztery niedziele.&#13;
(Udz Krak 78);&#13;
Choćbym przegrał i drugie sto,&#13;
i to niewiele,&#13;
a tyś głowy nie czesała&#13;
cztery niedzieli&#13;
(K 46 Ka-S 113); warianty: (K 2 San 130; K 39 Pom 130–131; K 48 Ta-Rz&#13;
128; K 48 Ta-Rz 129; K 50 Sa-Kr 48–49).&#13;
&#13;
Kontekst podpowiada, że w dwóch pierwszych tekstach cztery niedziele wyznaczają krótki czas, natomiast w przykładzie dotyczącym braku higieny panny&#13;
jest to już długi okres, choć komentarz na ten temat cechuje nieco żartobliwy ton,&#13;
gdyż wpleciony został w tekst pieśni zalotnej, stanowiącej rodzaj gry między panną a kawalerem (por. Liczba 100).&#13;
W kolejnych przykładach zaznacza się związek czasu wyznaczanego przez&#13;
liczbę 4 z kręgiem tematycznym śmierci:&#13;
Już cztery niedziele&#13;
nie byłem w kościele,&#13;
1&#13;
&#13;
Szerzej na temat pamięci zbiorowej zob. Wójcicka 2014; Marcol 2020 i inni.&#13;
&#13;
⩶ 175 ⩶&#13;
&#13;
�żonka mi umarła,&#13;
leżałem przy ciele&#13;
(K 44 Gór1 417);&#13;
Wierzą, że „dusza nawet po pogrzebaniu przez cztery tygodnie czuwa przy grobie i płacze, wyrzekając na ciało, że przez nie cierpi” (Bieg Śmier 55).&#13;
&#13;
Liczba 4 w kontekście przebywania dusz na ziemi po śmierci jest dość powszechną figurą w polskiej kulturze ludowej. Występuje w wariantach – cztery&#13;
tygodnie oraz czterdzieści dni. Ten pierwszy okres należy powiązać z symboliką&#13;
czasu opartego na obserwacjach lunarnych. Księżyc jest bowiem ciałem niebieskim, które z ludzkiej perspektywy rośnie, maleje i znika, życie jego podlega uniwersalnemu prawu stawania się, rodzenia i umierania (Eliade 2009b, 165). Cykl&#13;
ten trwa cztery tygodnie i jest bez końca powtarzany, nie jest to więc umieranie&#13;
bezpowrotne. Istnieje paralela między wszechświatem a człowiekiem, wystarczy&#13;
więc przeczytać elementarny alfabet kosmosu, aby wiedzieć, że po śmierci nastąpi&#13;
odrodzenie – dlatego dusza przebywająca na ziemi cztery tygodnie takiego odrodzenia w kolejnym życiu oczekuje. Potwierdzenie tej tezy można znaleźć w następującej relacji, która pokazuje, jak dużą moc ma liczba 4:&#13;
Ksiądz w Lublinie nie śpiewa przy zwłokach całych „wilij”, tylko trzy części, bo&#13;
przy czwartej wstałby umarły (Bieg Śmier 82).&#13;
&#13;
Wydzielonym na podstawie czterech niedziel czasem wpisanym w kalendarz liturgiczny, ale także ludowy, jest adwent, z którym wiązały się następujące&#13;
zwyczaje:&#13;
Adwent trwał cztery tygodnie. W pierwszą niedzielę robiono z choiny wianek&#13;
i przybierano go czerwonymi wstążkami, ustawiano na nim jedną świeczkę. Całość zawieszano w pokoju pod sufitem. W każdą następną niedzielę dodawano&#13;
jedną świeczkę, tak aż do czterech (Szyfer MiW 18–19).&#13;
&#13;
Adwent w liturgii chrześcijańskiej ma podwójne znaczenie – jest to bowiem&#13;
czas oczekiwania na narodzenie Jezusa oraz na jego ponowne przyjście na końcu czasów. Można przypuszczać, że wybór czterech niedziel dla wyznaczenia tego&#13;
czasu ma związek z cyklem odradzania się księżyca. Natomiast niewątpliwie w religijności ludowej adwent stał się podglebiem dla zwyczajów i wróżb:&#13;
Wierzono, że to co się śniło w pierwszą niedzielę adwentu, było wróżbą aktualną na cały pierwszy kwartał, co się zaś śniło w następną – dotyczyło drugiego&#13;
kwartału itp. (Pośp Śląsk 12).&#13;
&#13;
⩶ 176 ⩶&#13;
&#13;
�Relacja ta potwierdza, iż adwent w kulturze ludowej jest istotny także ze&#13;
względu na długość jego trwania, gdyż to, co zdarzy się w tym krótkim okresie,&#13;
przekłada się na kwartały kolejnego roku. Zaznacza się analogia: cztery niedziele&#13;
– cztery kwartały roku2, a zdarzenia w wymiarze mikro antycypują skalę makro.&#13;
Oznacza to także, że czwórkowe podziały, również te dotyczące roku, są obecne&#13;
w świadomości mieszkańców i mieszkanek wsi.&#13;
W kulturze ludowej występują także okresy czteroletnie. Jest to ogólna&#13;
tendencja, która polega na tym, że jeśli dana liczba jest podstawą mocno utrwalonego przedziału czasu (cztery niedziele), to jej symbolika rozciąga się także na&#13;
inne miary temporalne:&#13;
Cztery lata zawszym pasał w tej to dolinie,&#13;
I jako żywo nie słyszałem o tyj nowinie:&#13;
By synaczka panineczka miała porodzić,&#13;
aby panieństwo z macierzyństwym miało sie zgodzić&#13;
(Bartmiński 1986b, 151);&#13;
Cztery lata wiernie’m służył gospodarzowi, matulu,&#13;
gospodarzowi,&#13;
rano’m wstajał, sieckę krajał&#13;
niech on sam powié…&#13;
(K 25 Maz 58); warianty: (K 48 Ta-Rz 183; K 48 Ta-Rz 184; K 17 Lub 40;&#13;
K 2 San 139; K 5 Krak 241–242).&#13;
&#13;
Cztery lata3 stanowią zamkniętą pełną całość, dlatego po tym okresie następuje&#13;
pewna refleksja i/lub zmiana danego stanu. Analiza danych pozwala zauważyć, że&#13;
przedstawione teksty cechuje duży stopień wariantywności – służba trwa także trzy&#13;
Wróżby o podobnym charakterze dotyczą także innych ważnych momentów roku, na przykład dwanaście dni między św. Łucją a Bożym Narodzeniem przekłada się na miesiące w nadchodzącym roku.&#13;
3&#13;
Cztery lata funkcjonują także w innych tekstach folkloru, na przykład w pieśni zalotnej współwystępują z jednym rokiem i potem na zasadzie gradacji są zestawione z długością życia:&#13;
2&#13;
&#13;
Bóg widzi, Marysiu,&#13;
jedyna urodo,&#13;
że cię szczerze kocham,&#13;
niech mię czarci biorą.&#13;
A będę ci wierny,&#13;
nie roczek, nie cztery,&#13;
jeno jak Bóg widzi,&#13;
jakem charakterny.&#13;
Będę wierny zawsze,&#13;
jeno mi daj gęby&#13;
(K 27 Maz 249).&#13;
&#13;
Liczby w tym zestawieniu służą podkreśleniu wierności kawalera.&#13;
&#13;
⩶ 177 ⩶&#13;
&#13;
�lub siedem lat. Jednak każda z tych liczb wyznacza pewien wydzielony zamknięty&#13;
i symboliczny czas. Ponadto ukonkretnienie danego okresu poprzez kwantyfikację&#13;
ilościową zwiększa wiarygodność i obrazowość przedstawionych zdarzeń4.&#13;
Podsumowując znaczenie czwórki w aspekcie temporalnym, można stwierdzić, że przede wszystkim wyznacza ona cztery tygodnie, które stają się miarą&#13;
czasu o znaczeniu symbolicznym, obejmując całość cyklu umieranie – odrodzenie czy czas oczekiwania. Zaś okres czterech lat także wyznacza pełnię pod jakimś względem, jednak charakteryzuje się dużym stopniem wariantywności (na&#13;
przykład zamiast liczby 4 jest 7). Dla depozytariuszy i depozytariuszek kultury&#13;
ludowej istotny jest także podział roku na kwartały, które funkcjonują jako odrębne jednostki.&#13;
&#13;
6.2. Przestrzeń&#13;
Zależność pomiędzy ludzkim ciałem a czwórkową segmentacją przestrzeni została utrwalona w ludowej recepcie oraz w zwyczaju praktykowanym w dniu Matki&#13;
Bożej Gromnicznej:&#13;
Chcąc się przekonać, „czy się kołtun chce zwinąć lub nie”, ucinają z czterech stron&#13;
głowy szczyptę włosów i noszą je w woreczku na dołku sercowym (Bieg Lecz 260).&#13;
Jeden krzyż na wejściowych drzwiach, no i później tą gromnicą brała kłaczek&#13;
włosów i we czterech miejscach tam nam przypalała te włosy. [MW: Dlaczego&#13;
w czterech miejscach?] No według krzyża. I trzeba było się przeżegnać i mama&#13;
w czterech miejscach według krzyża robiła tak, taki znak krzyża [TP, p. Mońki].&#13;
&#13;
Przykłady te są istotne, ponieważ wiążą się z czwórkowym modelem orientacji w przestrzeni, który został stworzony na bazie doświadczenia antropocentrycznego. Na odniesieniu do ciała człowieka bazuje szczegółowe rozróżnienie wymiarów poziomych; można wskazać, że coś jest z przodu, z tyłu oraz z lewej i prawej&#13;
strony (Bartmiński 1993b, 123). Wymienione pary stanowią opozycje binarne,&#13;
a więc podstawowe kategorie w ludzkiej percepcji świata.&#13;
4&#13;
&#13;
Liczba 4 ulega zwielokrotnieniu, co służy ukazaniu długiego okresu czasu:&#13;
Już to temu lat cztery czterdzieści,&#13;
jak stoisz profesyją,&#13;
marszczki mu się na pysku porobią,&#13;
ślepie mu się w łeb skryją&#13;
(K 40 Maz 262).&#13;
&#13;
Wykonywanie danej profesji przez długie lata, co jest charakteryzowane przez zmultiplikowaną&#13;
czwórkę, jest także potwierdzone poprzez sugestywny opis starzenia się.&#13;
&#13;
⩶ 178 ⩶&#13;
&#13;
�W segmentacji przestrzeni w kulturze ludowej przy użyciu liczby 4 zaznaczają&#13;
się różne stopnie podziału – nie tylko świat ma cztery strony, ale także mentalny&#13;
kształt wsi jest oparty na tej liczbie, a pola formują figury geometryczne o czterech rogach. Dom zaś ma cztery ściany oraz cztery progi. W jego wnętrzu znajduje się stół, w którego konstrukcji podkreślana jest czwórkowość, co uwidacznia&#13;
się w niektórych zwyczajach. Natomiast dom pośmiertny, czyli trumna, nie tylko&#13;
zbudowany jest z czterech desek, ale także ma cztery strony.&#13;
&#13;
6.2.1. Strony świata&#13;
Liczba 4 opisuje przestrzeń w jej aspekcie horyzontalnym, gdyż wyznacza strony&#13;
świata – w przeciwieństwie do liczby 3, która charakteryzuje przestrzeń w jej wymiarze wertykalnym, czyli dzieli ją na podziemie, ziemię i niebo. Ten symboliczny&#13;
związek między liczbą 4 a całością ziemskiego uniwersum uwidacznia się w micie&#13;
kosmogonicznym, który przytacza Henryk Biegeliesen: Ziemię podtrzymują cztery smoki (Bieg Mat 279–280). Mityczne zwierzęta zapewniają globowi stabilność,&#13;
gdyż czwórka „tworzy całość statyczną, idealnie stałą strukturę. Z właściwości tej&#13;
wynika wykorzystanie liczby 4 w mitach o stworzeniu Wszechświata i orientacji&#13;
w nim” (Toporov 1974, 179)5.&#13;
Czwórkowość w parcelacji przestrzeni potwierdzają kierunki i strony świata. O ile główne kierunki geograficzne jest to termin naukowy, o tyle strony świata&#13;
należą do potocznych sposobów konceptualizacji przestrzeni poprzez lokowanie&#13;
pewnego jej fragmentu pomiędzy kierunkami6. Wynika to z opisanego wyżej antropocentrycznego sposobu pojmowania przestrzeni, przede wszystkim jednak&#13;
z obserwacji słońca, które wschodzi i zachodzi w pewnym miejscu widnokręgu.&#13;
Dla porównania w bajce ajtiologicznej zostają wskazane cztery złote narzędzia, które zostały&#13;
dane ludziom: Kiedy ziemia była jeszcze pustą, a ludzie już z raju wypędzenie zostali, z nieba spadły cztery&#13;
złote narzędzia: pług, jarzmo, siekiera i dzban, najmłodszy z synów z ziemi podjął je i wkrótce nauczywszy&#13;
się nimi pracować jako najjędrniejszy wybrany został królem (Piąt Sier 415).&#13;
6&#13;
Kierunki świata to pojęcie geograficzne, są one określane na podstawie ruchu obrotowego Ziemi wokół osi ziemskiej. Punkty przecięcia osi z powierzchnią Ziemi to bieguny geograficzne: północny&#13;
i południowy. Połączone są półokręgami, określanymi jako południki, które wyznaczają kierunek północ-południe. Natomiast punkty, gdzie pojawia się albo znika Słońce w dniu równonocy, wyznaczają&#13;
kierunki: wschodni i zachodni. Bliskie znaczeniowo są określenia: punkty horyzontu, kierunki geograficzne i strony świata. Zakres znaczeniowy pojęcia strona świata jest bliższy pierwszemu ogólnemu znaczeniu słowa strona, zawierającemu w sobie pojęcie powierzchnia. Określenie strona świata rozumiane&#13;
jest, zwłaszcza potocznie, nie tyle jako precyzyjnie wyznaczony kierunek (linia ze zwrotem), co jako&#13;
większa lub mniejsza część powierzchni, która jest bliska danemu kierunkowi, bądź część powierzchni&#13;
Ziemi zawarta między zbliżonymi kierunkami geograficznymi. Źródło: strony świata – Wikipedia, wolna encyklopedia [data dostępu: 24.05.2019 r.].&#13;
5&#13;
&#13;
⩶ 179 ⩶&#13;
&#13;
�Szczególne znaczenia miała oś wschód-zachód i ruch słońca na niebie, który&#13;
wyznaczał wykonywanie prac gospodarskich (SSiSL I/4, 23).W Księdze Ezechiela Ziemia ma „cztery rogi”, a według słowa pochodzącego z sanskrytu Ziemia jest&#13;
caturanta, czyli posiada „cztery końce” (Lur Przes 209). Znaki i gesty wykonywane w czterech kierunkach, czyli symbolicznie na wszystkie strony świata, są podejmowane w działaniach o charakterze sakralnym, magicznym i leczniczym, na&#13;
przykład pannie młodej jadącej do ślubu nakładają na głowę wianek z barwinka,&#13;
wewnątrz umieszczają cztery ząbki czosnku, niby na cztery strony świata (Tymochowicz 2019, 299), lub:&#13;
Sól poświęcona przez księdza (sól św. Agaty) chroni od ognia. Gdy się dom pali,&#13;
należy koło niego rzucić szczyptę soli św. Agaty na cztery strony, a wnet ogień&#13;
zgaśnie lub dalej nie pójdzie, bo nie ma już mocy (K 17 Lub 123).&#13;
&#13;
W powyższym przykładzie gest rozrzucenia soli św. Agaty na cztery strony&#13;
(czyli użycia atrybutu o dużej mocy apotropeicznej) neutralizuje negatywne działanie ognia oraz zabezpiecza przed jego rozprzestrzenianiem. Ten pierwszy efekt&#13;
zostaje uzyskany głównie za sprawą właściwości atrybutu (zob. Tymochowicz&#13;
2019, 301–302), natomiast w przypadku drugiego istotna jest ranga gestu opartego na liczbie 4, który w tym przykładzie ma znaczenie podobne do obrysowania&#13;
czegoś/kogoś okręgiem. Okrążanie pełni funkcję ograniczenia, zamknięcia tego,&#13;
co w środku, zmiany jego statusu i oddzielenia od przestrzeni zewnętrznej. Negatywne działanie ognia zostaje zatrzymane w środku przestrzeni wyznaczonej przez&#13;
ten gest, wykonywany na cztery strony świata i oznaczający całkowite zabezpieczenie. Natomiast poniżej zostają przedstawione działania lecznicze, w których gesty&#13;
oparte na liczbie 4 także zabezpieczają całość przestrzeni, ale odsyłając niebezpieczeństwo niejako „na zewnątrz”:&#13;
Ledwie nie każda gospodyni domu umie odczyniać uroki. Mówią, że przede&#13;
wszystkiem trzeba obetrzeć podołkiem od koszuli czoło chorego i spluwać na&#13;
wszystkie cztery strony; czasem to po trzykroć powtarzają (K 17 Lub 113);&#13;
Bo nad dzieckiem no to ten urok, a jak na przykład zachorował jakiś starszy człowiek, to tak jak przychodziła jakaś babka, to na te wszystkie cztery rogi w chałupie rzucała tam coś, machała, tam coś odmawiała, po wszystkich czterech rogach ty chałupy, żeby to wygnać, po prostu żeby to wygnać, te chorobe z tego domu&#13;
[LG, p. Szydłowiec].&#13;
&#13;
Wykonywane na cztery strony spluwanie i rzucanie wyrażają odesłanie choroby do obcego miejsca, oczyszczenie całości wewnętrznej przestrzeni.&#13;
⩶ 180 ⩶&#13;
&#13;
�W ekscerpowanych materiałach odwołanie do stron świata jest wyrażane także poprzez formułę cztery wiatry. Geneza takiej nazwy zostaje wyjaśniona w następującej relacji:&#13;
Wiatr, że wieje, przypisują to działaniu czterech tajemniczych istot, które pod&#13;
rozkazami głównego „witroduja” wieją wiatrem na ziemię ze wszystkich czterech&#13;
stron (K 34 Cheł 256).&#13;
&#13;
Relacja z Chełmskiego wpisuje się w ogólnokulturowy sposób pojmowania&#13;
tego żywiołu. Przyjmowano więc, że są cztery główne wiatry7, co ściśle wiąże się&#13;
z konceptualizacją stron świata, ich rodzaj i nazwa zależą bowiem od tego, skąd&#13;
wieje wiatr. Ponieważ nie znano fizycznych właściwości i pochodzenia tego żywiołu, wyobrażano sobie, że odpowiadają za niego tajemnicze istoty. Wyrażenie&#13;
na cztery wiatry występuje w folklorze, na przykład w opisie działań o charakterze&#13;
magicznym:&#13;
Opowiadano, że duch Kasi błąka się po wsi, że nieszczęście sprowadzi na wieś, że&#13;
Bóg skarze niewinnych za znieważenie cmentarza itp. W końcu Gorale zemścili&#13;
się na ciele biednej Kasi za sponiewieranie, w ich mniemaniu, zwyczaju. Tajemnie odkopali trupa nieszczęśliwej w nocy, wywieźli go w połoniny i tam spalili na&#13;
stosie, a prochy rozrzucili na cztery wiatry (K 51 San-Kr 40).&#13;
&#13;
Rozrzucenie prochów na cztery wiatry oznacza, że spalone prochy zostały&#13;
rozrzucone całkowicie. Stanowi to wręcz „apogeum całkowitości”. Zrobiono to&#13;
w taki sposób, aby błąkający się duch nie mógł przybrać postaci cielesnej. Natomiast w leczeniu odsyłano złe, czyli chorobę, na cztery wiatry, ale dodatkowo czynność tę wzmacniano za pomocą atrybutów, na przykład strzelając z fuzji w czasie&#13;
leczenia zastrzału (Bieg Lecz 221), zaś nieprzytomnego noworodka cucono, rozrzucając drewno z rogu stołu na cztery wiatry (Bieg Mat 129). Wskazane sposoby&#13;
leczenia są zakorzenione w wierze, że można się pozbyć negatywnej przypadłości&#13;
poprzez odesłanie jej na wszystkie strony świata. Gest ten funkcjonuje także jako&#13;
spetryfikowany i powielany element folkloru, potwierdzający sposób percepcji&#13;
przestrzeni.&#13;
Cztery wiatry są związane z kierunkami świata; ich liczba jest założeniem konwencjonalnym,&#13;
bowiem liczne fakty potwierdzają, że można wyróżnić znacznie więcej „wiatrów”, na przykład przy&#13;
użyciu róży wiatrów. Róża wiatrów to ‘graficzne wyobrażenie rozkładu kierunków wiatrów, zwykle jest&#13;
ich 4, 8 a nawet 16, czasem 12. Wiatry związane są z czterema temperamentami, czterema elementami,&#13;
czterema porami roku. Wieża Wiatrów astronoma Andronikosa z Kyros zbudowana ok. 40 p.n.e.&#13;
u wejścia na agorę ateńską, była ośmioboczna, a każda jej ściana odpowiadała kierunkowi jednego&#13;
z ośmiu wiatrów. Jest to jeden z najlepiej zachowanych pomników starożytności’ (Kop Sym 454).&#13;
7&#13;
&#13;
⩶ 181 ⩶&#13;
&#13;
�Rozstajne drogi mają w kulturze ludowej dwa modele geometryczno-przestrzenne: jeden nawiązuje do formy krzyża, a drugi polega na odtworzeniu&#13;
kształtu znaku ypsylon (Adamowski 2011, 180). Dla niniejszych rozważań interesujące jest to pierwsze wyobrażenie, czyli czterech dróg, prowadzących na&#13;
cztery strony świata:&#13;
Lnu na roszenie nie należy rozścielać w pobliżu rozstajnych dróg, jeżeli na tych&#13;
rozdrożach nie ma figur świętych, albowiem wiatr, panujący tam często, rozniesie&#13;
len czterema drogami na cztery strony świata (K 34 Cheł 166).&#13;
&#13;
Jak wskazuje Jan Adamowski, krzyżówka to miejsce demoniczne, dlatego&#13;
stawiano tam kapliczki, często z postaciami świętych, w celu sakralizacji tej&#13;
przestrzeni. Brak takiego obiektu oznacza, że jest ono we władaniu złych sił&#13;
utożsamianych w powyższej relacji z wiatrem. Dodatkowo jest ono otwarte na&#13;
cztery strony świata, czyli zupełnie, a zatem pozaziemskie moce mają tu nieograniczony dostęp.&#13;
Na marginesie rozważań o czwórkowej przestrzeni można przytoczyć relację opisującą sposób leczenia, w której skumulowane zostały naddane znaczenia liczby 4:&#13;
Na różę. Chory wyciąga rękę z różą, względnie chorą część [ciała], a znachor znaczy na tej chorej części w kierunku od zachodu ku wschodowi cztery krzyże węglem w kółko, wymawiają, przy pierwszym krzyżyku „róża”, przy drugim „tela”,&#13;
przy trzecim „pila”, przy czwartym „ríxa”. Po czym ma nastąpić zupełne ozdrowienie (K 51 San-Kr 17).&#13;
&#13;
W teście zostały zestawione symbole o dużym potencjale, które łączy wspólna wiązka znaczeń. Związek liczby 4 i krzyża jest bardzo ścisły, krzyż bowiem&#13;
tworzą dwie przecinające się belki i symbolizuje on, podobnie jak czwórka, strony&#13;
świata8. Znaczenie krzyżyków na ciele chorego jest jednym z wariantów gestycznych krzyża (Kraczoń 2012, 189), który oznacza ochronę i uświęcenie chorego&#13;
miejsca. Kreślenie ich w kółko, na wspak, czyli ruchem przeciwnym do ruchu&#13;
słońca, sprawia, że choroba zostaje zamknięta w tym „opacznym” kole, uświęconym przez cztery krzyże, przez co ma zostać unicestwiona. Koło, krzyż i liczba&#13;
4 są więc znakami homonimicznymi na poziomie symbolicznym, a ich łączne&#13;
wykorzystanie w rytuale leczniczym ma na celu maksymalne wzmocnienie jego&#13;
skuteczności.&#13;
8&#13;
&#13;
Szerzej na temat symboliki krzyża zob. Kobielus 2011; Uspienski 2010.&#13;
&#13;
⩶ 182 ⩶&#13;
&#13;
�Drużyna pana młodego z rózgą weselną&#13;
&#13;
Foto: autor nieznany 1969, z prywatnego archiwum rodzinnego Autorki.&#13;
&#13;
Boska kosmogonia wiąże się z wytyczaniem czterech stron świata w układzie horyzontalnym i trzech stref w układzie wertykalnym. Coroczny powrót&#13;
do mitycznego czasu w celu jego odnowienia, co następuje w wigilię Bożego Narodzenia, musi odbywać się także poprzez wykorzystanie tych kardynalnych dla&#13;
kosmogonii liczb. Katarzyna Smyk, powołując się na źródła oraz innych badaczy,&#13;
pisze: „Na przykład na sośnie zlokalizowana jest kategoria przedmiotów dających&#13;
początek kolejnym elementom kosmosu, jego czterem stronom i – co istotniejsze&#13;
dla naszego wywodu – trzem sferom: Stoi sosna śród podwórca [...]/ na tej sośnie,&#13;
trójpozytek rośnie./ A w spodku becka smoły,/ a we środku jare pscoły, a u wierzchu&#13;
śtery koła,/ w kazdem kole po sokole (Bart PKL 256). Kompleks ten «nie pozostawia żadnych wątpliwości, że mówi się o wiecznie owocującym drzewie życia.&#13;
Dzięki dość przejrzystym symbolom staje się ono uosobieniem kosmosu, wyrażając podział na trzy sfery oraz cztery strony świata symbolizowane przez cztery koła (?) i ptaki» – piszą Tomiccy (Tom Drz 76)” (Smyk 2009a, 89). W taki&#13;
sposób choinka staje się promieniującym centrum rekreacji świata. Analogicznie&#13;
w obrzędzie weselnym skumulowane zostały zachowania i atrybuty o charakterze&#13;
symbolicznym w celu kreacji przyszłego szczęścia i powodzenia młodych. Jednym&#13;
z rekwizytów jest rózga weselna:&#13;
⩶ 183 ⩶&#13;
&#13;
�Rózga ta (inaczej: palma, wieniec), jest to kij sosnowy na łokieć długi o czterech&#13;
gałązkach (z pnia wyrastających lub wreszcie wprawionych) obwitych w pierze&#13;
i piórka (K Lub 16 194).&#13;
&#13;
Czas, w którym funkcjonuje choinka, to moment odnowy świata w celu zapewniania pomyślności w nadchodzącym roku, natomiast symboliczny atrybut,&#13;
wykorzystywany w trakcie obrzędu weselnego, wpływa na przyszłe szczęście młodych. W jednym i drugim przypadku zostaje więc przywołana liczba 4, która nawiązuje do dzieła kreacji.&#13;
Reasumując: cztery strony świata nie tylko kształtują percepcję przestrzeni&#13;
w układzie horyzontalnym, ale także symbolizują jej całość, otwartość i zupełność,&#13;
a zatem umożliwiają odsyłanie szeroko rozumianego niebezpieczeństwa zagrażającego człowiekowi poza obręb oswojonej przestrzeni. W kontekstach obrzędowych&#13;
czynności wykonywane na cztery strony oznaczają powtarzanie boskiej kosmogonii.&#13;
&#13;
6.2.2. Wieś&#13;
Mircea Eliade, analizując uniwersalia dotyczące doświadczenia religijnego, wskazywał, że wybór miejsca zamieszkania był poprzedzony uświęceniem go, co zmieniało wrogi chaos w przyjazny kosmos. Działanie to jest każdorazowo odtworzeniem stworzonego przez bogów uniwersum egzemplarycznego. Badacz ten pisze:&#13;
„Podobnie jak wszechświat rozwija się z pewnego centrum i rozprzestrzenia w cztery strony niebios, wieś powstaje wokół skrzyżowania dróg. Na Bali i w niektórych&#13;
innych rejonach Azji przed założeniem wsi poszukuje się najpierw naturalnego&#13;
punktu węzłowego, w którym dwie drogi krzyżują się prostopadle. Utworzony&#13;
wokół punktu środkowego kwadrat stanowi imago mundi. Podział wsi na cztery&#13;
sektory, warunkujący zresztą odnośny podział wspólnoty, odpowiada podziałowi&#13;
wszechświata na cztery strony horyzontu” (Eliade 2008, 45–46). Trudno w tym&#13;
miejscu odpowiedzieć, czy lokacje wsi na Słowiańszczyźnie miały podobny charakter, gdyż wymagałoby to pogłębionych studiów historyczno-geograficznych,&#13;
można jednak podać pojedynczy przykład, gdzie informatorka wyjaśnia sens ustawiania czterech ołtarzy w Boże Ciało 9 w następujący sposób:&#13;
Tak, cztery ołtarze i do dzisiaj jest ta tradycja w naszej parafii na Boże Ciało – na&#13;
czterech ulicach ubiera się cztery ołtarze. [MW: A dlaczego na czterech?] No&#13;
bo u nas parafia, na przykład moja parafia to jest w Goniądzu i tak pasuje, że tam&#13;
cztery ulice i tam się ubiera od zawsze [TP, p. Mońki].&#13;
9&#13;
&#13;
Więcej na temat znaczenia Bożego Ciała zob. Smyk 2019.&#13;
&#13;
⩶ 184 ⩶&#13;
&#13;
�Wspomniane cztery ulice miasta Goniądza przecinają się (formując zniekształcony krzyż), dlatego można potraktować tę relację jako argument przemawiający za tezą Eliadego o archaicznym sposobie wyboru miejsca zamieszkania.&#13;
O związku czterech ołtarzy z kształtem wsi mówi kolejna relacja:&#13;
Więc u nas na wioskach był zwyczaj, że chodzili wokół wioski i były cztery ołtarze i do tych czterech ołtarzy dochodzili, duża wioska i długo musieli iść (UP,&#13;
p. Gostyń).&#13;
&#13;
Wynika z niej, że ołtarze były sytuowane w taki sposób, aby w miarę możliwości okrążyć całą wieś. Idea wytyczania czterech stron świata z centrum jest&#13;
stara i szeroko rozpowszechniona (Eliade 2008, 47), natomiast wszelkie święta&#13;
stanowią coroczne odnawianie boskiego wymiaru życia, powtarzanie kosmogonii w celu tworzenia na nowo ładu świata. Sens obchodów Bożego Ciała, obok&#13;
kościelnej wykładni związanej z symboliką hostii, wiąże się także z powielaniem&#13;
dzieła kreacji w celu zapewnienia sobie wstawiennictwa sacrum (zob. szerzej Smyk&#13;
2020). Tę archaiczną symbolikę powtarzania czasu początku, właściwą religijności&#13;
pierwotnej, potwierdza właśnie zwyczaj ustawiania czterech ołtarzy, korespondujący z symbolicznym osiedlaniem się w danym miejscu poprzez wytyczenie jego&#13;
czterech stron. Jedna z informatorek wskazała obie wspomniane motywacje:&#13;
A ja nie wiem, tego to nawet z Pisma Świętego nie wiem, dlaczego. Na cztery&#13;
strony świata pochwalamy Boga (HK, p. Częstochowa).&#13;
&#13;
Z tym świętem, powszechnie obchodzonym na terenie całej Polski, jest związane działanie, które miało służyć zabezpieczeniu wsi:&#13;
Albo na Boże Ciało napisane cztery Ewangelia zawiązują w wianki, które się&#13;
święci zwykle i takowe zostają w kościele przez całą oktawę; po oświęceniu biorą te&#13;
ewangelia wraz z wiankami, i także na granicach wsi zakopują (K 17 Lub 79);&#13;
wariant: (K 23 Kal 94).&#13;
&#13;
Odwołanie do czterech ewangelii wiąże się z historią święta. Janusz Hochleitner, odwołując się do innych badaczy, pisze: „W trakcie procesji wprowadzono&#13;
w połowie XV stulecia na ziemiach polskich tradycję śpiewania początkowych&#13;
wersów Ewangelii przy czterech ołtarzach. W życiu liturgicznym średniowiecza&#13;
stanowiły one uroczystą formułę błogosławieństwa. Śpiewanie perykop na cztery strony świata miało przynieść szczególną pomoc i oddalić wszelkie niebezpieczeństwa. W agendach warmińskich i brewiarzu warmińskiego biskupa Łukasza&#13;
⩶ 185 ⩶&#13;
&#13;
�Watzenrodego z okresu przed soborem trydenckim występują obrzędy procesji&#13;
Bożego Ciała połączone z czytaniem czterech początków Ewangelii. Symbolikę śpiewanych czterech początków Ewangelii na cztery strony świata tłumaczył&#13;
biskup S. Hozjusz pragnieniem Kościoła, by Ewangelia Chrystusa była znana&#13;
wszystkim ludziom, na wszystkich krańcach świata, tak jak czynili to Apostołowie” (Hochleitner 2003, 89). Wykładnia katechetyczna nie wyklucza archaicznych przedchrześcijańskich motywacji, czyli wskazania stron świata w celu jego&#13;
rekreacji i zabezpieczenia granic własnej miejscowości. Ponadto czwórka utożsamia całość przestrzeni ziemskiej oraz przestrzeni wsi – zakopanie czterech ewangelii na jej granicach oznacza, że została ona w pełni zabezpieczona. Bardziej obrazowo przedstawiono to w kolejnej relacji:&#13;
Chcąc zabezpieczyć się od grasującej cholery, stawiają w okolicy Pińczowa w czterech rogach wsi krzyże z drzewa osikowego, które w lesie bez mierzenia ucinają.&#13;
Dopóki te krzyże stać będą, dopóty we wsi nie pojawi się cholera (Bieg Lecz 301).&#13;
&#13;
Wskazane cztery rogi wsi przywołują figury geometryczne, jak prostokąt czy&#13;
kwadrat, których symetria implikuje statyczność (For Sym, 60), a ta z kolei konotuje poczucie bezpieczeństwa. Wpisanie kształtu wsi w czworobok stanowi rodzaj mentalnego wyobrażenia (rzeczywisty kształt wsi może być bowiem inny),&#13;
które można uznać za ewolucję pierwotnego sposobu zakładania wsi w miejscu krzyżowania się dróg. Warto wziąć także pod uwagę stwierdzenie, że Roma&#13;
Quadrata, czyli pierwotny kształt granic Wiecznego Miasta, należy rozumieć&#13;
nie w sensie „kwadratowości”, ale podziału na cztery części (Eliade 2008, 47).&#13;
Ponadto postawienie krzyży na rogach zamyka przestrzeń całej wsi, otacza ją&#13;
bezpieczną granicą, analogicznie do opisanego wyżej obrysowania koła w trakcie czynności magicznych.&#13;
Zachował się zwyczaj zr y wania podczas Bożego Ciała g ałązek brzozowych z ołtarzy, przy których zatrzymują się wierni podczas procesji – ze wszystkich, z jednego, z dowolnego z nich lub z czwartego – i umieszczania ich w domu&#13;
w celu ochrony przed nieszczęściami, takimi jak uderzenie pioruna:&#13;
Brzózki to ustawiane były w Boże Ciało, jak robione były na wsi te cztery ołtarze,&#13;
to były obgradzane tymi brzózkami, wycinane. I po mszy w Boże Ciało, jak cztery&#13;
te ołtarze na wsi były, to z każdego się ołtarza gałązkę tej brzózki się urywało&#13;
i do domu się przynosiło, no i to się tam, albo w rogach okna, albo na strychu pod&#13;
strzechę, no to święcone z Bożego Ciało, to miało chrunić przed nieszczęściami&#13;
(LO, p. Wieluń).&#13;
&#13;
⩶ 186 ⩶&#13;
&#13;
�Drewniana kapliczka w izbie z gałązkami brzozowymi&#13;
&#13;
Foto: Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie, fot. A. Wolszczak, zdjęcie pobrane ze strony www.skanseny.net&#13;
[data dostępu 8.04.2024 r.].&#13;
&#13;
Sens takich działań można interpretować, mając na względzie właściwości&#13;
apotropeiczne poświęconych rekwizytów – umieszczenie w domu gałęzi z ołtarza&#13;
zabezpiecza go przed negatywnymi wpływami. Jednak odwołując się do głębszych&#13;
sensów zwyczaju, należy przywołać homologię ciało – dom – kosmos (Eliade&#13;
2008, 184–192) i dołączyć kolejny termin, czyli „wieś”. Wspólnym mianownikiem&#13;
tych elementów jest konceptualizowanie ich za pomocą czwórki. Człowiek o religijności archaicznej lokował siebie w centrum otwartym na pozostałe wymiary,&#13;
dzięki czemu mógł obcować z bóstwem. Ciało i dom stanowiły swoiste mikrokosmosy, które miały swoje punkty otwarcia; dla domu były to na przykład komin,&#13;
drzwi czy dach, dlatego należało je zabezpieczyć:&#13;
Trzeba było zerwać gałązkę od czwartego ołtarza, brzozową, przynieść i zanieść&#13;
na strych, wstawić. I to właśnie chroniło od nieszczęść i burz. To było takie też&#13;
ważne [EW, p. Puławy];&#13;
Gałunzki to tylko brane były z Bożego Ciała, z tych… Cztery ołtarze były robiune, to sio przynosiło i to była ochruna. I sio przed drzwiomi przywiązywało,&#13;
a jak nie to w sioni [EugW, p. Puławy];&#13;
&#13;
⩶ 187 ⩶&#13;
&#13;
�Tak brzózki zawsze właśnie taki symbol był brzózkę się przynosiło do domu i się&#13;
wkładało za obraz, jak burza była, jakaś tam wichura, to żeby chroniło przed&#13;
różnymi takimi [TP, p. Mońki];&#13;
U nas są przy tych ołtarzykach świeże brzózki, świeżo tam przyniesione i wtedy&#13;
tam jak już przejdzie ta procesja, to przy ostatnim tym przy kościele, nie, nie to, że&#13;
przy ostatnim, to zależy, który tam jest umajony tymi brzózkami, to od tej brzózki&#13;
ludzie łamią te gałązki, przynoszą, wtykają za obrazy, ale również niosą na&#13;
pole, gdzie rośnie kapusta i wtykają w to kapustę na tym polu, żeby liszki nie jadły&#13;
tej kapusty. To do tej pory jest takie wierzenie [CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
Co roku powtarzany jest akt kreacji w celu uświęcenia przestrzeni zamieszkania – nie tylko w odniesieniu do obszaru wsi czy miasta, ale także domu. Budynek&#13;
zostaje bowiem zabezpieczony uświęconymi gałązkami z czterech ołtarzy w miejscach newralgicznych (dach, drzwi) lub świętych (obraz). Czwórka niejako „patronuje” tym czynnościom, gdyż odnosi się do różnych poziomów kategorii miejsca.&#13;
&#13;
6.2.3. Pole&#13;
Umieszczenie poświęconych rekwizytów nie tylko w domu, ale także na rogach&#13;
pola było czynnością o charakterze ochronnym: „Magiczny sens tego rodzaju zabiegów ludowych [był taki, iż] miały przede wszystkim bronić przez złymi wpływami. Rozmaite przedmioty zakopywane czy wieszane na granicznych drzewach&#13;
zdają się wskazywać na magiczną obronę własnego terytorium. W naszym przypadku wzmacnia się to ludowe przeświadczenie poprzez odniesienie do ważnej uroczystości religijnej, która tylko wzmacniała skuteczność tych zabiegów”&#13;
(Hochleitner 2003, 91). W trakcie roku kalendarzowego także podczas innych&#13;
świąt zabezpieczano pola, umieszczając poświęcone rekwizyty na ich rogach:&#13;
W Wielką Sobotę święcone zioła, tj. cierń głównie (jako i palmę z Palmowej Niedzieli), wynoszą z domu, i wianki z nich porobione zatykają na czterech rogach&#13;
pola zasianego oziminą, skrapiając je przy tém święconą wodą (K 10 Poz 199);&#13;
W tym też ostatnim celu zbierano popiół z ogni palonych na cześć wiosennego słońca,&#13;
i zakopywano go po polach, aby je uchronić od gradu, albo na czterech rogach pola&#13;
zapalano ognie, wzniecane zarzewiem z ogni świątecznych. Na Łużycach i dziś jeszcze, gdy w sobotę wieczorem odezwą się po rezurekcyi dzwony, zatykają na czterech&#13;
rogach pola laski bzu, które zabezpieczyć mają pole od kretów (K 24 Maz 340).&#13;
&#13;
Zabezpieczenie pól działa na podobnej zasadzie co wyznaczenie okręgu.&#13;
Umieszczenie poświęconych atrybutów na czterech rogach jest równoznaczne z całkowitą ochroną, gdyż liczba ta w tym kontekście wyraża pełnię, a więc działanie&#13;
⩶ 188 ⩶&#13;
&#13;
�to zabezpiecza pole ze wszystkich stron. Wyznaczenie czterech punktów jest równoznaczne z wytyczeniem zamkniętej, stabilnej całości, otoczenie jej bezpieczną&#13;
granicą lub uformowanie niewidzialnego ogrodzenia, co zapewnia ochronę przed&#13;
niebezpieczeństwami czyhającymi na zewnątrz.&#13;
&#13;
6.2.4. Dom&#13;
Z liczby 4 wywiedziono figury geometryczne, takie jak kwadrat czy prostokąt.&#13;
Z kolei one są podstawą budowy i kształtu domu, który stanowi ważny aspekt&#13;
kategorii lokatywności. W celu ochrony domostwa podejmowano więc działania&#13;
o charakterze sakralnym i magicznym, również związane z liczbą 4. Już podczas&#13;
budowy w narożnikach przyszłego domu wykonywano gesty uświęcające lub kładziono tam symboliczne przedmioty:&#13;
No na cztery rogi... jak były fundamenty kładzione, to zawsze było na czterech&#13;
rogach skropione wodą święconą. [MW: Dlaczego?] No bo święcone to zawsze&#13;
jest, że to zawsze ta opatrzność boska będzie nad tym czuwała i to zawsze na te&#13;
cztery rogi były pokropione tą wodą świeconą [LO, p. Wieluń].&#13;
&#13;
W tym miejscu po raz kolejny należy przywołać tezę o uświęcaniu miejsca,&#13;
które wybiera się do zamieszkania. O ile jednak zaprezentowane wyżej rozważania&#13;
dotyczyły wsi lub miasteczka, o tyle wnioski przedstawione tutaj odnoszą się do&#13;
domu – intymnej sfery życia człowieka. Akt powtórzonej kreacji przebiega podobnie, czyli uświęcenie odbywa się za pomocą działań związanych z liczbą 4:&#13;
Na czterech rogach, to jeżeli budowany był dom, to u góry to, już jak postawiony był&#13;
strop, a jeszcze nie było… To na czterech rogach zawieszany był wianek, robiony, to&#13;
znaczy kwiaty zebrane w taką wiązankę, i zaczepiany na czterech rogach. […] To jakby cały już dom objęty jest błogosławieństwem, bo zioła te kwiaty, to są, że Matka Boska się tym opiekuje, to tak jakby poświęcano ten dom Matce Bożej [ZD, p. Olecko].&#13;
&#13;
Umieszczanie różnego rodzaju cennych rzeczy w narożnikach domu potwierdza legenda:&#13;
I idą dalej. Nadeszli na kukurzysko (pustkowie, gdzie dawniej stała karczma),&#13;
i Pan Jezus mówi: „Trzebaby tu kopać, bo mnie się zda, że tu skarby będą”. I kopali&#13;
na czterech rogach, gdzie cztery były słupki. I należli pod każdym kocioł z piniędzmi (K 17 Lub 205).&#13;
&#13;
W trakcie roku kalendarzowego podejmowano różne czynności zabezpieczające przestrzeń domową poprzez akcentowanie jej czterech stron, o podobnym&#13;
charakterze do przedstawionego wyżej zwyczaju umieszczania gałązek brzozowych&#13;
⩶ 189 ⩶&#13;
&#13;
�zerwanych z ołtarzy podczas Bożego Ciała, na przykład zebraną w wigilię św. Jana&#13;
Chrzciciela bylicę zatykano na czterech węgłach domu (K 19 Kiel 190). Natomiast&#13;
w trakcie wieczoru wigilijnego na pierwszy plan wysuwa się zapewnianie sobie dobrobytu na przyszłość:&#13;
We dworze karbowy przynosi z dworskich gumien cztery snopy do pokoju jadalnego z życzeniami wesołych świat; pan domu łamie się z nim opłatkiem i częstuje go&#13;
miodem. Po czem karbowy stawia w jednym kącie pokoju snop pszenicy, w drugim snop żyta, w trzecim snop jęczmienia, a w czwartym snop owsa lub wiązkę&#13;
grochu albo koniczyny (K 35 Prze 14).&#13;
&#13;
Biorąc pod uwagę wegetacyjną symbolikę wigilijnego wieczoru (zob. Domańska-Kubiak 1979), można powiedzieć, iż ustawienie w kątach izby snopów z różnego rodzaju zbóż antycypuje obfitość każdego z tych plonów w nadchodzącym roku.&#13;
Dom tworzą jego cztery ściany, zostają one zatem przywołane w trakcie obrzędu weselnego:&#13;
Pożegnawszy wszystkich panna młoda, a raczej za nią&#13;
druhny już żegnają wszystkie kąty, śpiewając:&#13;
A jakże z wami będę siadała,&#13;
kiedym się z piecem nie pożegnała.&#13;
Bądźcie zdrowe cztery ściany,&#13;
i ty piecu malowany – już ja odjeżdżam&#13;
(K 24 Maz 288).&#13;
&#13;
Warto zaznaczyć, że pożegnanie przestrzeni domowej poprzez odwołanie&#13;
do jej symboli cechuje czułość równa żegnaniu członków i członkiń rodziny. Poczwórność podczas opuszczania domu akcentowana jest także w obrzędzie pogrzebowym poprzez uderzenie rogiem trumny w cztery kąty ścian (K 18 Kiel 63).&#13;
Świadczy to o randze przypisywanej miejscu zamieszkania, ale potwierdza także&#13;
konceptualizowanie go za pomocą czwórki. W trakcie obrzędów rodzinnych nie&#13;
tylko żegnano całe domostwo poprzez symboliczne zaakcentowanie jego czterech&#13;
ścian lub progów, ale także podejmowano działania o charakterze apotropeicznym.&#13;
Podczas rite de passage świat chtoniczny był bliżej przestrzeni ludzkiej, dlatego należało ją dodatkowo zabezpieczyć, na przykład poprzez okadzenie czterech kątów:&#13;
To znaczy pierwszą czynność, którą wykonywała babka, bo tak u nas to się nazywały te kobiety babki. Przyszła więc, wzięła wianek z rozchodnika, ten poświęcony&#13;
w wiankowy czwartek, no i oczywiście okadziła izbę, gdzie to dziecko, ten poród&#13;
miał się odbywać, okadziła te wszystkie cztery kąty okadziła, no i też przy tym&#13;
chyba się modliła [EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
⩶ 190 ⩶&#13;
&#13;
�Katarzyna Smyk pisze: „Kobieta ciężarna funkcjonuje między światami: przez&#13;
nią z zaświatów przychodzi na nasz świat nowe życie. Jest zatem medium – pośrednikiem dla nowego życia, uczestniczy w bezpiecznym sprowadzeniu go w idealnej formie z nieznanych przestrzeni kosmosu między nas” (Smyk 2009b, 78).&#13;
Należało więc zabezpieczyć przestrzeń, w której dochodziło do kontaktu dwóch&#13;
odmiennych sfer. Okadzenie czterech ścian sprawiało, że lokum człowieka zostało w pełni zabezpieczone. Dokonano tego na początku aktu narodzin, a zatem&#13;
zadaniem tej czynności było przeciwdziałanie potencjalnemu niebezpieczeństwu.&#13;
Natomiast przedstawione w kolejnej relacji działanie magiczne służy pozbyciu się&#13;
już istniejącego zagrożenia:&#13;
Gdy ksiądz odejdzie po wyspowiadaniu chorego i udzieleniu mu ostatniego namaszczenia, pozostali kropią konającego święconą wodą, krzyż mu dają całować&#13;
i w rękę kładą zapaloną gromnicę; kropią oraz i we cztery kąty izby, by czarta&#13;
z domu odegnać (K 11 Poz 162).&#13;
&#13;
Właściwości wody święconej roznoszą się na całą przestrzeń domową utożsamianą przez cztery kąty, co sprawia, iż staje się ona nieprzyjaznym miejscem dla&#13;
istoty diabelskiej.&#13;
W trakcie działań leczniczych także wykonywano czynności o charakterze&#13;
magicznym i przywoływano wówczas symbolikę czwórki:&#13;
Gdy dziecko w innych stronach Polski spać nie może, zbiera się śmieci z czterech&#13;
kątów izby i wsypuje w róg kołyski; w każdym kącie biorący śmieci woła: „Hop!&#13;
hop!”. Na pytanie domowników: „Czego szukasz?”, odpowiada się: „Spania!”&#13;
(Bieg Mat 316);&#13;
No, to brały z cterech z tych pajęczynę z cterech rogów mieszkania i brały ten&#13;
jałowiec, jakoś tam kruszyły cy coś, robiły na taki sufelce, podpalały i jak dziecko&#13;
płakało, to kadziły tym [Śmiech]. Jakieś czary robiły z tego (Nieb Przes 136).&#13;
&#13;
Wykorzystanie medykamentów pochodzących z czterech kątów świadczy&#13;
o tym, że przypisuje się im naddane znaczenie w postaci posiadania leczniczej mocy.&#13;
Dom podlega dalszym czwórkowym parcelacjom, gdyż każdy pokój&#13;
i pomieszczenie także mają kształt czworokąta10:&#13;
&#13;
Wskazują na to także inne przykłady: Cztery kąty i piec piąty – przysłowie, ‘pustki w domu’;&#13;
cztery mile za piec (a piątą na piec) pojechać – przysłowie, ‘nie ruszyć się z domu, zostać na przypiecku’&#13;
(Kop Mit 858).&#13;
10&#13;
&#13;
⩶ 191 ⩶&#13;
&#13;
�Są w pokoju cztery kąty, w każdym kącie siedzi jeden kot, a przed każdym kotem&#13;
są trzy koty. Ile jest wszystkich kotów?&#13;
[Cztery koty] (Fol Zag 211).&#13;
&#13;
Podział przestrzeni domu wyznaczają także cztery progi, co jest akcentowane w pieśniach: (K 39 Pom 114). Zaznacza się paralelizm cztery ściany – cztery&#13;
progi11, co potwierdza tezę o ścisłym związku czwórki z przestrzenią domową, ale&#13;
może także wskazywać na budowę tradycyjnego domu. Przed wyjazdem do ślubu&#13;
śpiewa się „siadanego”:&#13;
A nie będe ja tu z wami jeszcze siadała,&#13;
bom się z czterema progami nie pożegnała. […]&#13;
bom się z czterema ścianami nie pożegnała&#13;
(K 41 Maz 26).&#13;
&#13;
Homologię ściany – progi potwierdza pieśń, która stanowi pożegnanie panny&#13;
młodej; w przedstawionym wyżej wariancie żegnała ona cztery ściany, tu zaś czule&#13;
przemawia do czterech progów. Jak pokazuje powyższa eksplikacja, czwórka wiąże&#13;
się z domem na kilka sposobów, co można podsumować stwierdzeniem, że liczba&#13;
ta, utożsamiająca harmonię i statyczność, w odniesieniu do tej przestrzeni konotuje spokój i bezpieczeństwo.&#13;
&#13;
6.2.5. Stół&#13;
W domu, czyli wewnątrz tej ważnej dla człowieka przestrzeni, zostaje umiejscowiony niezwykle istotny w kulturze ludowej mebel, którego kształt także wiąże&#13;
się z liczbą cztery – stół. Na Podlasiu odnotowano zwyczaj układania chleba na&#13;
czterech rogach stołu w czasie wieczerzy wigilijnej, a na południu Polski sypano&#13;
tam zboże:&#13;
Na Boże Narodzenie, jak się do postniku szykowało, to wtedy to już było związane&#13;
ze zwierzętami, że się siano kładło na cztery rogi, że się zboże sypało też. [MW:&#13;
Gdzie się sypało?] Siano to na cały stół i pod stół, ale zboże po rogach stołu [HK,&#13;
p. Częstochowa].&#13;
11&#13;
&#13;
W innym przykładzie pieśni o charakterze żartobliwym są wskazywane cztery progi:&#13;
[…] i przewleczesz go przez cztery progi.&#13;
Przez cztery progi, przez cztery kije,&#13;
napatrz się, mężu, jak żona bije&#13;
(K 39 Pom 185).&#13;
&#13;
⩶ 192 ⩶&#13;
&#13;
�W tym szczególnym czasie drożny jest kanał mediacji świat – zaświaty, co z jednej strony ma konsekwencje pozytywne, gdyż umożliwia zapewnienie sobie pomyślności w nadchodzącym roku, z drugiej jednak – ułatwiony jest wówczas kontakt&#13;
z mocami demonicznymi, co może mieć groźne skutki. W takiej sytuacji należało się&#13;
odpowiednio zabezpieczyć, a jednym ze sposobów ochrony było rozkładanie gleni&#13;
(kromek chleba) lub rozsypanie zboża (Wójtowicz 2014b, 124). Wieczerza wigilijna&#13;
ma charakter zaduszkowo-wegetacyjny. Z tą dwoistością dobrze korespondują chleb&#13;
i ziarno ułożone na czterech rogach stołu, gdyż oznaczają zamknięcie przestrzeni,&#13;
wokół której zgromadziła się cała rodzina. Czynność ta chroni od niebezpieczeństw&#13;
czyhających z zewnątrz, ponadto kromki te mają zapewnić pomyślność i dobrobyt&#13;
w nadchodzącym roku, dlatego po wieczerzy dzielono się nimi ze zwierzętami, aby&#13;
zapewnić sobie dostatek dobytku i zaakcentować wspólnotę z bydłem domowym.&#13;
Podobne działanie podejmowano w trakcie obrzędu weselnego:&#13;
Gdy pan młody wstępuje do domu, młoda z druhnami schowana jest w komorze.&#13;
Rodzice sadowią dostojnego gościa za stołem przykrytym w biały obrus z położonemi na czterech rogach bochnami weselnego chleba i na środku donicę z piwem&#13;
(K 28 Maz 154).&#13;
&#13;
Czwórka w tym zwyczaju, obecnym w najważniejszych obrzędach dorocznych i rodzinnych, kształtuje funkcję ochronną i projektującą, sygnuje bowiem&#13;
całość przestrzeni stołu ołtarza.&#13;
&#13;
6.2.6. Trumna&#13;
Liczba 4 jest trwale związana z miejscem zamieszkania istoty ludzkiej, dlatego odnosi się nie tylko do jej domu ziemskiego, ale także tego pośmiertnego, czyli trumny. Adam Fischer, powołując się na badania etnograficzne, pisał:&#13;
Na Kurpiach (Dudy Puszczańskie, parafja Myszyniec) robią trumnę z czterech&#13;
prostych białych desek po części nieheblowanych. [...] W Sieradzkiem musi chłop&#13;
poprzestawać na czterech deskach do kupy zbitych i to jeszcze niekiedy ukwestowanych; na wierzchu trumny malują krzyż czarną barwą, a w braku tejże węglem (Fisch Pog 157).&#13;
&#13;
Deski, podobnie jak cztery ściany domu, tworzą zamkniętą przestrzeń. Trumna jest dopasowana do człowieka – o ile bowiem ziemski dom jest wysoki, gdyż&#13;
uwzględnia postawę stojącą, o tyle trumna jest długa, ponieważ po śmierci ciało&#13;
ułożone jest poziomo. Czwórka oznacza także skromność pośmiertnego lokum:&#13;
⩶ 193 ⩶&#13;
&#13;
�Śmierć okrutna nie boi sie króla, pana ani kapłana, tylko jednakowo wszystkich do&#13;
grobowca układa; nikt nic ze sobom z tego świata nie zabierze, choćby najwiencej&#13;
posiadał, jak tylko te pare łokci płótna i te cztyry deski (Bzdę Bis 85).&#13;
&#13;
Trumna jest zbudowana z czterech desek – zarówno ta, w której spoczywają&#13;
biedni, jak i ta sporządzona dla bogatych. W takim podejściu pobrzmiewa echo&#13;
późnośredniowiecznej alegorii dance macabre, której sens polegał na równości&#13;
wszystkich w obliczu śmierci, niezależnie od stanu, pełnionej funkcji i majątku&#13;
(Kop Mit 1168–1169). Cztyry deski i pare łokci płótna sygnują tę równość, gdyż&#13;
oznaczają ubóstwo takie samo dla wszystkich oraz ulotność ziemskiego bogactwa.&#13;
Paralela pomiędzy domem i trumną jest wyraźna w kolejnym przekazie, który&#13;
dotyczy Hucułów:&#13;
Wynosząc trumnę na cmentarz, „zabierają dla nieboszczyka z izby cztery kołacze&#13;
poukładane przy ścianach w chacie i kładą je na czterech węgłach nowej chaty”&#13;
(trumny) (Bieg Śmier 265).&#13;
&#13;
Kołacze są przenoszone z domu do trumny, następuje zatem symboliczna&#13;
zmiana miejsca, w jednym i drugim przypadku akcentowana przez czwórkę. Paralela między czynnościami inicjującymi zamieszkanie w nowym lokum – zarówno&#13;
tym mającym zapewnić schronienie podczas ziemskiej, jak i pośmiertnej egzystencji – jest wyraźna:&#13;
[...] spuszczą ciało do grobu, a diak zabiera to płótno z wieka trumny dla księdza,&#13;
który zapieczętując grób (tj. bierze od grabarza rydel i na 4 rogach zrobi nim&#13;
krzyż, i rzuci 4 razy grudkę ziemi lub gliny), po czym i inni wrzucają po trzy&#13;
garści gliny i odchodzą (K 49 Sa-Kr 532).&#13;
&#13;
Ksiądz uświęca nowy „dom” poprzez poświęcenie jego czterech rogów, jest to&#13;
akt analogiczny do działań wykonywanych podczas wprowadzania się do nowej chaty.&#13;
Podsumowując tę część rozważań, można stwierdzić, że czwórka charakteryzuje antropocentrycznie pojmowaną przestrzeń na zasadzie „szkatułkowej”. Obraz stopniowo się zwęża (Adamowski 1998, 148), zaczynając od tej najbardziej&#13;
rozległej przestrzeni, czyli stron świata, poprzez własną wieś, na domu, tym ziemskim i pośmiertnym, kończąc. W samym środku znajduje się człowiek – podmiot&#13;
charakteryzujący przestrzeń za pomocą czwórki12.&#13;
Dla porównania można przywołać książkę Olgi Tokarczuk Prawiek i inne czasy, w której&#13;
jeden z podrozdziałów nosi tytuł Czas rzeczy poczwórnych. Wyraźnie została zarysowana w nim&#13;
oparta na tej liczbie koncepcja przestrzeni (Tokarczuk 1996).&#13;
12&#13;
&#13;
⩶ 194 ⩶&#13;
&#13;
�6.3. Postacie&#13;
W zgromadzonym materiale grupowanie osób w czwórki nie jest częste. Jednak&#13;
da się w nim wyróżnić unikalne grupy osób oraz takie, które wariantywnie występują w różnych liczbach. Pierwszy ze wskazanych aspektów obrazują następujące&#13;
przykłady:&#13;
W Czeszewie w pow. węgrowskim, przed trumną, czworo dziewcząt niesie na&#13;
chustce jedwabnej, trzymając ją za rogi, koronę, czyli wieniec dziewiczy lub kawalerski [...]. W Wielkopolsce, w Siemianicach w pow. kępińskim, trumnę ze zwłokami małego chłopca niosą cztery dziewczynki, ubrane jak do pierwszej komunji&#13;
św. – biało z jasnemi fartuszkami i wiankami zielonemi na głowie; dziewczynkę&#13;
zaś niosą chłopcy odświętnie ubrani (Fisch Pog 297).&#13;
&#13;
Liczba osób niosących trumnę lub chustę przed nią jest niewątpliwie dyktowana względami praktycznymi, jednakże wymiar symboliczny takiej czwórkowej grupy lokuje się w polu semantycznym związanym ze śmiercią. Czworo&#13;
postaci w takim układzie wprowadza harmonię i statyczność.&#13;
Dodatkowo czwórka jest liczbą parzystą, która wiąże się z zamknięciem.&#13;
Te elementy kształtują symbolikę bezruchu, która niewątpliwie koreluje ze&#13;
śmiercią.&#13;
W zagadce ludowej poczwórność grupy jest pozorna:&#13;
Pod jabłonią było cztery jabka. Śli brat z siostro, mąż z żono, i wzięli se po jednym&#13;
jabku. I jedno jabko zostało. Jak to sie stało? To był brat z siostro, a siostra była dla&#13;
tego męża żoną (Nieb Przes 25).&#13;
&#13;
Natomiast w poniższym fragmencie legendy czwarta osoba jest dodatkowa,&#13;
inna niż pozostałe:&#13;
Szli raz czterej doktorowie od chorego. A byli to: Pan Jezus, św. Piotr, św. Paweł i żyd. I nie chcieli ci trzej zapłaty, ino żeby im dano pożywienie. Dali im&#13;
cztery serki i chleba, i niós to żyd, który nieznacznie za niemi idąc, serki te zjadł&#13;
(K 17 Lub 204–205).&#13;
&#13;
Ten naddany aspekt czwórki w dwóch powyższych relacjach wiąże się z bogactwem semantycznym postaci pojawiających się w trójkowych grupach, które&#13;
występują powszechnie w folklorze, między innymi w bajkach ludowych (zob.&#13;
rozdział Liczba 3). Liczba świętych jest więc wariantywna, wędrują oni także&#13;
⩶ 195 ⩶&#13;
&#13;
�w grupach dwu- i trzyosobowych. Natomiast trzon każdej z tych grup wydają&#13;
się stanowić Jezus i św. Piotr, więc to raczej dwójka wskazuje najważniejsze&#13;
osoby13.&#13;
Interesująco przedstawia się czwórkowe zestawienie w następującej zagadce:&#13;
Jeden dziad,&#13;
cztery baby przysiadł&#13;
[Bróg] (Fol Zag 114).&#13;
&#13;
Bróg to konstrukcja dachu opartego na czterech podporach, która służyła do&#13;
zabezpieczenia siana, głównie przed deszczem. W kulturze ludowej to specyficzne miejsce było wykorzystywane do spotkań kochanków. W zagadce zostały więc&#13;
skontaminowane podstawowe cechy budowy tej konstrukcji oraz rys erotyczny,&#13;
który się z tym miejscem wiązał.&#13;
Kolejne postacie zestawiane z liczbą 4 funkcjonują wariantywnie, są bowiem&#13;
charakteryzowane także przez inne liczby (głównie 3 i 7), co potwierdza ważność&#13;
tych liczb w polskiej kulturze ludowej. Przyjechało więc ćtyrech rekrutantów z wojny (K 4 Kuj 8); dziewczyna pracuje wśród czterech kośników (K 28 Maz 255–256);&#13;
matula cztery córki miała (K 41 Maz 248); ale też cztery syny utopyła (K 34 Cheł&#13;
45–46). W pieśniach miłosnych i zalotnych chłopiec woli jedną panienkę niż&#13;
cztery wdowy (K 1 Pieś 333); wariant: (K 46 Ka-S 71; Bart Wąż 62). W przedstawionych egzemplifikacjach mniejsze znaczenie ma zatem tożsamościowa symbolika czwórki, natomiast sama obecność liczby 4 zwiększa obrazowość przedstawionych zdarzeń. Potwierdza także dużą rolę liczb, gdyż przypisywanie ich wszelkim&#13;
obiektom i charakteryzowanie za ich pomocą jest istotne i naturalne dla depozytariuszy i depozytariuszek folkloru.&#13;
W podlaskim zwyczaju zwanym chodzenie z królewną następuje obrzędowa zamiana ról: w pierwszy dzień Zielonych Świątek mała dziewczynka przebierana jest&#13;
za królewnę, a następnie wraz z orszakiem, który tworzą cztery panienki w strojach&#13;
marszałków, otoczone gromadą dziewczyn, obchodzi granice wsi. Czynność ta ma&#13;
wspomagać urodzaj: gdzie królewna chodzi, tam pszenica rodzi (Fran Kal 49–50).&#13;
13&#13;
Bohaterami legend ludowych są grupy postaci o rodowodzie biblijnym, które dokonują cudownych czynów. Często przedstawiane są wędrówki św. Piotra i Jezusa, który to podczas drogi stwarza różne elementy świata lub je kontroluje oraz w razie potrzeby nagradza lub karze (SPBL Wrób 1,&#13;
319–327): Był sobie w jednem miejscu ojciec, któremu urodził się syn. On, ojciec łaził po wsi za kumotrami,&#13;
ale nie chciał mu nikt iść, co taki nędzny był. Przyszed więc do domu i płakał, a tu idzie do niego dwie osoby&#13;
i zaczęły się prosić za tych kumotrów. Poszli wszyscy do chrztu i ochrzcili tego chłopca. Dali mu na imię&#13;
Seweryś, a te dwie osoby to były: Pan Jezus i święty Pietr. Jak już odchodzili, to dali mu na pamiątkę&#13;
uzdeczkę (K 19 Kiel 233).&#13;
&#13;
⩶ 196 ⩶&#13;
&#13;
�Podobnie odwrócenie ról zostało przedstawione w następującym zwyczaju praktykowanym w Środę Popielcową: kobiety (mężatki) wyprawiają ucztę. Biorą sanki, sadzają na nie skrzypka, a same zaprzęgają się doń we cztery. I idą przez wieś&#13;
(K 9 Poz 127). Czterokonny zaprzęg jest wykorzystywany, jak to zostanie pokazane poniżej, głównie w sytuacjach uroczystych. Na co dzień zazwyczaj zaprzęgano mniejszą&#13;
liczbę koni. Jego poczwórność podkreśla więc wyjątkowy charakter chwili. Dodatkowo&#13;
koń w wymiarze symbolicznym jest związany z pierwiastkiem męskim. W przedstawionym przykładzie następuje więc odwrócenie porządku, związane ze specyficznym&#13;
czasem święta. Role zwierząt pełnią ludzie, i to kobiety, a tym samym zawieszony zostaje naturalny stan rzeczy. Pomieszanie porządków i odwrócenie ról związane jest&#13;
z sytuacją karnawału i święta, jest to Bachtinowski świat na opak, charakteryzujący&#13;
się odrzuceniem reguł i zasad obowiązujących na co dzień. Liczba 4 w odniesieniu do&#13;
zaprzęgu podkreśla charakter świąteczny, natomiast w odniesieniu do korowodu towarzyszącego królewnie akcentuje uroczystość chwili oraz buduje harmonię orszaku.&#13;
&#13;
6.4. Zwierzęta&#13;
Punktem wyjścia dla przedstawionego wyżej zwyczaju praktykowanego w Środę&#13;
Popielcową (choć semantycznie przynależnego do poprzedzającego ją czasu karnawału) jest funkcja czterokonnego zaprzęgu:&#13;
Wychodząc z domu po odebranom błogosławieństwie rodzicielskiem, siada panna młoda zaraz z swachnami na wóz czterokonny (konie czasami przystrojone&#13;
u grzywy tasiemką lub kwiatkami) (K 10 Poz 93);&#13;
Ona jedzie do kościoła&#13;
na cztery konie,&#13;
Wojtuś na nią poglądają,&#13;
oczki sobie zapłakają,&#13;
stojąc na stronie&#13;
(K 48 Ta-Rz 94).&#13;
&#13;
Liczba koni w zaprzęgu niejako informuje o charakterze uroczystości, jest&#13;
jednym z wyróżników ceremonii weselnej. W kolejnej relacji zostały zestawione&#13;
cztery konie zaprzęgnięte do wozu oraz cztery woły, będące częścią posagu:&#13;
Nie trzeba się dziwować,&#13;
tylko posag szykować.&#13;
Cztery woły, trzy krowy,&#13;
jużci posag gotowy.&#13;
&#13;
⩶ 197 ⩶&#13;
&#13;
�Cztery konie do cugu&#13;
i wózeczek do ślubu&#13;
(K 40 Maz 296).&#13;
&#13;
Dobytek i dobra przekazywane pannie młodej w formie posagu często występują w liczbie 4:&#13;
Nie śmiałem się jej zapytać&#13;
cy by mnie chciała;&#13;
ćtery wołki – ćtery krówki&#13;
na wiano miała&#13;
(K 2 San 139); warianty z posagiem: (K 17 Lub 17; K 11 Poz 183–184; Udz Krak 129).&#13;
&#13;
Czwórkowy posag był powszechny w folklorze, można zatem wskazać grupę&#13;
tekstów, w których zostaje on sparodiowany:&#13;
Jest tu Kaśka na wydaniu,&#13;
cztery myszy dadzą za nią.&#13;
Cztery myszy, cztery koty&#13;
i cztery psy do roboty&#13;
(K 25 Maz 229); wariant: (K 42 Maz 69).&#13;
&#13;
Do posagu przypisane są liczby parzyste, chodzi bowiem o utrwalenie przekazanego dobra, a ponieważ parzystość zamyka, zatem majątek nie zostanie roztrwoniony.&#13;
Posiadanie czterech koni jest wizytówką bogactwa, a zestawienie ich z innymi&#13;
czwórkowymi grupami świadczy o dobrobycie ich właściciela oraz o tym, że los&#13;
mu sprzyja:&#13;
Chłopek ci ja, chłopek,&#13;
zawsze w polu orzę,&#13;
wszystko mi się dobrze dzieje,&#13;
dzięki tobie, Boże.&#13;
Mam ja cztery konie,&#13;
dwie par wołów w pługu,&#13;
na mojej chałupie&#13;
żadnego też długu.&#13;
Mam cztery dziewczęta&#13;
i cztery chłopczęta,&#13;
gdy ja na nich pojrzę,&#13;
myślę, że książęta&#13;
(K 40 Maz 431–432).&#13;
&#13;
⩶ 198 ⩶&#13;
&#13;
�Czwórka w powyższej pieśni umożliwia kreację harmonijnego, sielankowego obrazu. Parzystość i symetria wprowadzają ład. Natomiast niejako ponadnormatywna liczba koni wykorzystywanych do prac polowych świadczy o dostatku&#13;
gospodarza. Analogicznie czterokonny, „nadmiarowy” zaprzęg został ulokowany&#13;
w kolędzie życzącej, w której zestawiono pożądane przez gospodarza dobra. Funkcjonuje on obok złotego płużka, także stanowiącego symbol dobrobytu, a dodatkowo sakralizującego pracę rolnika (SSiSL 1/4, 268):&#13;
Bo na twoi roli złoty płużek stoi... jw.&#13;
A przy tym płużku cztery konie w cużku&#13;
(Udz Krak 40).&#13;
&#13;
Potwierdzeniem, że cztery konie są oznaką bogactwa, jest deklaracja wymiany takiej liczby zwierząt za ukochaną dziewczynę (K 40 Maz 320) czy cena za&#13;
wykupienie rekruta z niewoli (K 21 Rad 68–69). W innych tekstach czterokonny zaprzęg zostaje wykorzystany do szybkiego powiadomienia pana o tym, że jest&#13;
zdradzany przez dziewczynę (K 1 Pieś 110–111). Czwórka zatem w zestawieniu&#13;
z końmi funkcjonuje jako duża, a nawet ponadnormatywna, liczba, co służy kreacji semantyki pozytywnego nadmiaru.&#13;
Koń, oprócz tego że oznacza dostatek, w symbolicznym wymiarze jest związany z pierwiastkiem męskim:&#13;
Cztery kunie Jasio miał,&#13;
ćtery kunie Jasio miał,&#13;
wsystkie złotem kować dał&#13;
(K 26 Maz 250); warianty: (K 40 Maz 296); koń związany z mężczyzną&#13;
(K 6 Krak 451–452).&#13;
&#13;
Jerzy Bartmiński w artykule na temat stylu erotyki ludowej zauważa, że&#13;
pieśń posiłkuje się rekwizytami, które stają się wykładnikami określonych treści&#13;
lirycznych. Głównym atrybutem chłopca jest koń – symbol biologicznej męskiej potencji (Bartmiński 1974, 17), dlatego zwierzę to często pojawia się w zestawieniu z młodzieńcem. Wskazanie, że są to cztery konie, intensyfikuje rys&#13;
symboliczny tego zwierzęcia. Męskim atrybutem są także cztery woły (K 4 Kuj&#13;
143). Jednakże to właśnie konie dominują wśród zwierząt charakteryzowanych&#13;
przez czwórkę. Inni przedstawiciele świata fauny pojawiają się rzadziej w takim&#13;
zestawieniu.&#13;
&#13;
⩶ 199 ⩶&#13;
&#13;
�6.5. Atrybuty&#13;
W analizowanym materiale wyróżniają się atrybuty roślinne i przedmiotowe zestawiane z liczbą cztery. Często czwórka w takich połączeniach występuje wariantywnie z innymi liczbami, na przykład dwójką, a zatem w takich kontekstach na&#13;
pierwszy plan wysuwa się znaczenie parzystości.&#13;
&#13;
6.5.1. Roślinne&#13;
W niektórych regionach Polski nadal praktykowany jest zwyczaj zdobienia domu&#13;
w czasie święta Zesłania Ducha Świętego, czyli w ludowej nomenklaturze w Zielone Świątki. Niegdyś przy drzwiach wejściowych ustawiano brzozy symbolizujące&#13;
odrodzenie – w parzystej liczbie, zazwyczaj były to cztery drzewka. Kierowano&#13;
się względami estetycznymi – drzewa ustawione po dwóch stronach drzwi są symetryczne, dzięki czemu wyglądają ładnie. Na poziomie sensów symbolicznych&#13;
parzystość brzózek konotuje stałość, a ponieważ święto to przypada na wiosnę,&#13;
czyli w momencie bujnego rozkwitu wszelkiej roślinności, może to oznaczać dążenie do utrwalenia takiego stanu rzeczy. W wypowiedziach respondentek pojawiły&#13;
się informacje o ustawianiu dwóch, czterech lub sześciu drzewek, a zatem w tym&#13;
zwyczaju istotne jest znaczenie parzystości, a nie tylko tożsamościowa symbolika&#13;
liczby 4:&#13;
I tatarak też się rzucało na podłodze, gdzieś tam przed domem na schodkach&#13;
i w oknach się stawiało, żeby zapach był, i brzózki się stawiało przy domu. Przywiózł i postawiliśmy. [MW: Ile tych brzózek?] A dwie, z jednej strony drzwi&#13;
i z drugiej strony drzwi. [MW: Dlaczego tak robiono?] Chyba że zielone&#13;
drzewko, bo zielone święta, do przybrania, do wystroju [HK, p. Częstochowa];&#13;
A to cztery, sześć, dwie, zależy jak było; Dwie z jednej struny tu stała u nas i z tej&#13;
strony [ZZ, p. Puławy].&#13;
&#13;
Można w tym miejscu próbować odnaleźć analogię między takim usytuowaniem brzóz a lokowaniem wokół kapliczki lub przydrożnego krzyża czterech&#13;
drzew, które oznaczają wszystkie strony świata, czyli pełnię. Dodatkowo struktura&#13;
otoczenia roślinnego przydrożnej architektury sakralnej symbolizuje przezwyciężenie sztywnej czworokątnej formy za sprawą strzelistości krzyża, a więc tego, co&#13;
materialne przez to, co święte. Ponadto cztery drzewa w takim miejscu tworzą&#13;
konstrukcję kwadratowego baldachimu, co przywołuje metaforę osłony, wyznaczając świętą przestrzeń, oraz odwołuje się do uzdrawiającej i związanej z płodnością symboliki cienia (Paczos 2011, 61–62).&#13;
⩶ 200 ⩶&#13;
&#13;
�W przywołanym już wcześniej tekście Jerzego Bartmińskiego, charakteryzującym styl erotyki ludowej, zostają wskazane sposoby obrazowania aktu płciowego, na przykład poprzez wykorzystanie utartej formuły wykorzystującej symbol&#13;
wianka oraz kliszowanych obrazów niszczenia roślin (Bartmiński 1974, 19), które&#13;
pojawiają się w określonej liczbie:&#13;
Stojała w ogrodzie,&#13;
w półkolana w wodzie,&#13;
wyglądała najmilszego,&#13;
z którnej strony jedzie.&#13;
Oj, jedzieć on, jedzie&#13;
warszawskim gościńcem,&#13;
wiezie mi chusteczkę&#13;
z lewandrowym wieńcem.&#13;
Wiezieć mi go, wiezie,&#13;
ale już niecały,&#13;
jużci cztery rumianeczki&#13;
z niego obleciały&#13;
(K 40 Maz 222).&#13;
&#13;
W wariantach tego tekstu są wskazywane następująco określone rośliny: cztery kupki rutki (K 50 Sa-Kr 114); cztery różczki rozmarynu (K 41 Maz 27); cztery&#13;
oblateczki (K 4 Kuj 13); ćtery gałązecki i dwa fijołecki (Nieb Przes 67); nasiałam&#13;
rutki – cztery ogródki,/ zabrała mi je woda (K 33 Cheł 312). Ten popularny motyw, obrazujący utratę dziewictwa jako utratę policzalnych części roślin, występuje w kilku wariantach liczbowych, oprócz czwórki funkcjonują także trójka i siódemka. Płynie stąd wniosek, że tożsamościowa symbolika liczb ma tutaj mniejsze&#13;
znaczenie, na plan pierwszy wysuwa się natomiast próba ukonkretnienia sytuacji&#13;
poprzez użycie jednej z mocnych, bogatych symbolicznie liczb, które podnoszą&#13;
rangę istotnego wydarzenia.&#13;
Na zakończenie tej części należy przywołać jeszcze bardzo popularne wierzenie, że czterolistna koniczyna przynosi szczęście, co wynika z ponadnormatywnej&#13;
liczby listków.&#13;
&#13;
6.5.2. Przedmiotowe&#13;
W folklorze pieśniowym z dużą częstotliwością występują cztery świece:&#13;
Cztery się świece spaliło, spaliło,&#13;
nim się to państwo z sobą rozmówiło.&#13;
&#13;
⩶ 201 ⩶&#13;
&#13;
�W nocy o północy o pierwsyj godzinie:&#13;
obróć-ze Kasińku modre ocka do mnie&#13;
(K 26 Maz 234); warianty: (K 48 Ta-Rz 109–110; K 28 Maz 218; K 1 Pieś&#13;
237; K 6 Krak 154; K 48 Ta-Rz 138).&#13;
&#13;
Świece w takiej liczbie są przywoływane także w relacjach dotyczących obrzędu pogrzebowego. O ile jednak podczas spotkania kochanków świece palą się&#13;
po kolei, łańcuchowo odmierzając jego czas, o tyle podczas pogrzebu płoną one&#13;
jednocześnie, wprowadzając symetrię wokół trumny:&#13;
Zazwyczaj to bywało cztery świece przy trumnie, jak dawniej, bo to przywozili&#13;
z te świeczniki z kościoła, razem z chorągwiami, i stał krzyż, też z kościoła, postawiony przy głowie zmarłego, i stały cztery, dookoła trumny stały cztery świeczniki&#13;
i były świece i to po prostu [ JM, p. Suwałki];&#13;
[MW: Ile świec paliło się przy trumnie?] Przeważnie dwa, czasem i cztery&#13;
[ZD, p. Olecko].&#13;
&#13;
Wokół trumny także ustawiano inne rekwizyty w takiej liczbie:&#13;
Takie lilie białe. Pierw umarła matka i ja tam byłam, to tak było dwa wiadra&#13;
w głowach, dwa wiadra tych kwiatów i tutaj dwa wiadra. Cztery wiadra pełnych&#13;
kwiatów nastawione było (Nieb Przes 98).&#13;
&#13;
Ustawianie takiej liczby świec czy wiaderek z kwiatami wskazuje na związek&#13;
czwórki ze śmiercią, także ze względu na parzystość tej liczby, która utrwala dany&#13;
stan, zamyka, spowalnia, nadając właściwy ton ceremonii pogrzebowej. Co więcej, czwórka wprowadza statyczność, bezruch, jest w tym kontekście synonimem&#13;
śmierci.&#13;
Z niewielką powtarzalnością funkcjonują w pieśniach takie obiekty/przedmioty w liczbie 4 jak: kościoły (K 39 Pom 198) – co ma charakter wariantywny&#13;
(bo występują także w liczbie 3 i 7) – Kasia płaci, aby dzwonić w cztery dzwony&#13;
na zbawienie ukochanego Jasia (K 6 Krak 172); czy podkowy – cztery pary podkówek stracone w tańcu z punktu widzenia chłopca to dużo, natomiast dziewczyny – mało (K 40 Maz 168). Pokazuje to relatywność postrzegania liczb, ta&#13;
sama wartość w danym kontekście może być waloryzowana odmiennie – w zależności od punktu widzenia. Także podczas pieczenia korowaja należało sprostać&#13;
czwórkowym wymogom i wykorzystać 4 garnce do rozczynu, a 4 do zamięszenia&#13;
(K 35 Prze 91).&#13;
&#13;
⩶ 202 ⩶&#13;
&#13;
�6.6. Miary&#13;
Liczby są zestawiane z różnymi rodzajami miar. Warto w tym miejscu zwrócić&#13;
uwagę na podobieństwo liczenia i mierzenia. Przede wszystkim te dwie operacje&#13;
to sposoby ilościowego ujęcia świata, które stanowi odpowiedź na ludzkie potrzeby poznawcze i komunikacyjne (Nowosad-Bakalarczyk 2018, 63–87, 308).&#13;
Pierwszym etapem w rozwoju pojęć metrologicznych był etap antropomorficzny, kiedy to najważniejszymi rodzajami miar były te pochodzące od części ludzkiego ciała. Kolejny etap charakteryzował się szukaniem miar w odniesieniu do&#13;
warunków, przedmiotów i wyników pracy człowieka (Kula 1970, 10). Jednakże&#13;
miary stają się użyteczne, gdy zestawi się je z liczbami, ponieważ wtedy można&#13;
pokazać wielość:&#13;
O mój Boże, mój Boże,&#13;
coż mnie się to tu ma stać,&#13;
cztery łokcie sznuróweczki,&#13;
oj, nie może mi obstać,&#13;
o da dyna, da dyna&#13;
(K 46 Ka-S 160);&#13;
Jak konik rynkuł na jedyj nodze:&#13;
ji rozder ji fartusek na ctery piędzie&#13;
(Nieb Przes 64);&#13;
Niesiemy plon – do naszego pana w dół – do stodół.&#13;
Bodaj zdrowa plonowała – kopa pszenicy cztery korce dała&#13;
(K 28 Maz 101).&#13;
&#13;
Miary wykazują zatem dużą łączliwość z liczbami, ponieważ w takich połączeniach szczegółowo charakteryzują dane wycinki rzeczywistości pod względem&#13;
ilościowym.&#13;
Liczba 4 występuje w pieśniach w połączeniu z miarami odnoszącymi się do&#13;
wielkości pól i plonów, które miały duże znaczenie dla członków społeczności&#13;
agrarnych:&#13;
Ach, mój mocny Boże, co teraz nastało,&#13;
stary babie, stary, młodygo sie chciało.&#13;
Bydło, konie, wozy, wszystko ci daruję.&#13;
cztery morgi pola to ci uodpisuję&#13;
(Ad Bor 32).&#13;
&#13;
⩶ 203 ⩶&#13;
&#13;
�Prawdopodobnie opisana wyżej symbolika liczby 4 w odniesieniu do kategorii przestrzeni, wyrażająca jej całość i pełnię, promieniuje na inne parametry przestrzenne, które „zarażają się” jej symboliką. Dlatego przekazane cztery morgi pola&#13;
stanowią komplet i całość, na co wskazuje także kontekst ukazany w wyżej przytoczonym przykładzie. Ponadto zestawienia czwórkowo-przestrzenne w pieśniach&#13;
oderwały się od tej symboliki i zaczęły funkcjonować jako stałe, powtarzalne formuły, włączając się w kreację języka artystycznego folkloru.&#13;
Innym spetryfikowanym połączeniem liczby i jednostki miary, związanym&#13;
z parametryzacją przestrzeni, jest wyrażenie cztery mile, które powszechnie występuje na terenie Polski w wariantach żartobliwej pieśni o weselu ptactwa:&#13;
Cztery mile za Warszawą, la la la la la,&#13;
ożenił się wróbel z kawą, dyli dyli bum.&#13;
Wszystko ptactwo zaprosili, la la la la la,&#13;
a o sowie zabaczyli, dyli dyli bum&#13;
(K 39 Pom 227–228); warianty: (K 40 Maz 455; K 25 Maz 151–152; K 46&#13;
Ka-S 312; K 2 San 150).&#13;
&#13;
W miejscu znajdującym się cztery mile za Warszawą rozgrywają się także wydarzenia, których bohaterami są nie zwierzęta, a ludzie (K 17 Lub 29–30). Występują również pieśni, w których jest wskazywana taka odległość od Krakowa&#13;
(K 25 Maz 109–110). W gatunkach fabularnych i historycznych geograficzne&#13;
nazwy własne wskazują miejsce głównego zdarzenia (Adamowski 1998, 136).&#13;
Podobną funkcję pełni szczegółowe wskazywanie odległości za pomocą określenia cztery mile. Te artystyczne zabiegi uściślające wpływają na wiarygodność&#13;
i obrazowość fabuły. W przypadku ustnego wykonywania utworów dane miasto&#13;
można było zastąpić najbliższym w danej okolicy, co jeszcze bardziej ukonkretniało przekaz. Ponadto ta miara przestrzeni pojawia się także w innych zestawieniach: Jasio ma uciekać na cztery mile przed służbą wojskową (K 17 Lub 52) czy&#13;
chłopiec jedzie cztery mile bez popasu (K 40 Maz 221). W pieśniach pojawiają&#13;
się jeszcze takie określenia jak cztery pola (uszedł kawaler, nim go panna zawołała)&#13;
(K 40 Maz 261–262; K 41 Maz 469; K 26 Maz 247–248); czy cztery góry, piąty&#13;
klin (K 40 Maz 348).&#13;
Popularna pieśń zawiera opis następującej sytuacji: dziewczyna widzi swojego&#13;
ukochanego, który przez długi czas był nieobecny (niekiedy moment spotkania&#13;
następuje podczas jej wesela z innym). Przeskakiwanie przez nią czterech stołów&#13;
(wariantywnie: trzech) stanowi rodzaj hiperboli podkreślającej radość, gwałtowność uczuć dziewczyny, ale także dramat całej sytuacji:&#13;
⩶ 204 ⩶&#13;
&#13;
�Jak go [pana Dąbrowę] Kasia zobaczyła [na weselu],&#13;
cztery stoły przeskoczyła,&#13;
piąty nóżką uderzyła.&#13;
Kłaniam, kłaniam, mój mąz pirszy,&#13;
idźze sobie pośledniejsy (K 41 Maz 478);&#13;
warianty: (K 4 Kuj 24; K 1 Pieś 225; K 1 Pieś 226).&#13;
&#13;
Znany był także zwyczaj wrzucania przez flisaków chleba do rzeki, celem&#13;
przebłagania demona. Czynili to – na 444 kilometrze od źródła Odry – najmłodsi&#13;
flisacy (gwar. matackorze), płynący pierwszy raz tratwą (Pośp Śląsk 245). Dany kilometr nabiera znaczenia dzięki multiplikacji liczby, tym sposobem zostaje usankcjonowana pewna przestrzeń, która umożliwia kontakt z zaświatami. Chleb wrzucony do rzeki w tym miejscu zyskuje moc oddziaływania na demona. Przykład&#13;
ten jest jednak dość unikatowy, czwórka bowiem jest liczbą „ziemską”, jej związki&#13;
z zaświatami są sporadyczne, a w powyższym przykładzie wynikają głównie z jej&#13;
powielenia.&#13;
&#13;
6.7. Podsumowanie&#13;
Analiza zgromadzonego materiału pokazuje, że liczba 4 w kulturze ludowej strukturyzuje czas, dzieląc go na odcinki oparte na obserwacji lunarnej, jak cztery niedziele, w czym przejawia się zależność struktury temporalnej i liczb od świata&#13;
przyrody. Odcinki czasu wyznaczone na podstawie takich obserwacji, na przykład&#13;
adwent, stają się podglebiem dla zwyczajów i wróżb.&#13;
Czwórka jest także ściśle związana z kategorią miejsca. W takim połączeniu&#13;
liczba ta występuje w folklorze najczęściej. Na zasadzie szkatułkowej wskazuje&#13;
miejsca życia człowieka – od czterech stron świata, przez wieś, dom, konkretny&#13;
pokój, po trumnę. Figura geometryczna o kształcie prostokąta wyznacza najbliższą i najbardziej wartościową przestrzeń ludzkiego życia. Odnosi się więc przede&#13;
wszystkim do świata profanum. Z tego względu wykorzystanie czwórki w ludowym lecznictwie czy obrzędach zasadza się głównie na odniesieniu do stron świata&#13;
czy czterech kątów, które symbolizują całość i pełnię. Liczba ta raczej nie występuje w roli atrybutu inicjującego kontakt z sacrum.&#13;
Inne pełnione przez czwórkę funkcje to: uszczegółowiająca, gdyż charakteryzowane przez nią czas i przestrzeń uwierzytelniają i wpływają na prawdopodobieństwo zdarzeń, oraz – na zasadzie kontrastu – parametryzują czas i przestrzeń&#13;
w przybliżeniu, „w zaokrągleniu”, czy identyfikacyjna – wykorzystanie czterech&#13;
⩶ 205 ⩶&#13;
&#13;
�koni podkreśla sytuację odświętną i wyznacza status właściciela (zamożność), zaś&#13;
w tekstach kolęd taki naddatek wyraża życzenia pomyślności dla gospodarza. Ponadto czwórka jako jedna z liczb parzystych utrwala dany stan i przeciwdziała&#13;
przekształceniom, wprowadza także harmonię, statyczność, bezruch i spokój, co&#13;
wiąże ją nie tylko z domem, pojmowanym jako miejsce odpoczynku, ale także ze&#13;
śmiercią.&#13;
&#13;
⩶ 206 ⩶&#13;
&#13;
�7 Liczba 7&#13;
Symbolika liczby 7 jest powszechna w kulturach świata. Była ona uznawana za&#13;
świętą przez Sumerów, Babilończyków, Egipcjan, Persów, Chińczyków, Hindusów, Germanów, Greków i Izraelitów (For Sym 46–47, Herd Lek 143, Lur&#13;
Słow 212, Kop Sym 376). Przypisywano jej także szczególne znaczenie w kulturze dawnych Słowian. Bogactwo znaczeń i zastosowań magiczno-symbolicznych&#13;
siódemki wynika z zależności jej interpretacji od obserwacji przyrody i kosmosu.&#13;
Przede wszystkim siedem dni liczy kwadra księżyca, a cztery cykle tworzą w przybliżeniu miesiąc. Te pierwotne obserwacje astronomiczne stały się podstawą kalendarza lunarnego, który znany był już w prehistorii (AlvSim Ssym 224). Ponadto Stary Świat znał siedem poruszających się ciał niebieskich (Słońce, Miesiąc,&#13;
Saturn, Jowisz, Mars, Wenus i Merkury). Odkrycie siedmiu planet przyczyniło&#13;
się do przypisania tej liczbie wartości symbolicznych, wykorzystanych chociażby&#13;
w obrazie Drzewa Kosmicznego z siedmioma gałęziami (Eliade 1994, 219).&#13;
Liczba ta wyznacza podstawową jednostkę czasu, czyli tydzień, co najpełniej&#13;
zostało uwypuklone w biblijnym opisie stworzenia. Dodatkowo w Biblii zostały&#13;
zawarte inne obrazy związane z siódemką: tyle dni trwał potop, zaś w proroczym&#13;
śnie Faraona pojawiło się siedem tłustych i tyle samo chudych krów, które zapowiadały okresy dobrobytu i biedy oraz siedem pełnych i pustych kłosów (Lur&#13;
Słow 212–213). Ponadto w judaizmie i chrześcijaństwie siódemka charakteryzuje: gwiazdy, duchy, Boga, pieczęcie, trąby, plagi, dni odpoczynku po stworzeniu&#13;
świątyni zbudowanej przez Salomona w ciągu siedmiu lat czy świecznik. Niejednokrotnie liczba ta występuje w Biblii w pozytywnym znaczeniu, na przykład:&#13;
księga z siedmioma pieczęciami czy siedem darów Ducha Świętego. Tyle jest&#13;
próśb w modlitwie, a także tyle razy należy przebaczyć. W Kościele katolickim&#13;
wyróżnia się tyleż sakramentów i cnót, grzechów głównych, radości i boleści Maryi. Liczba ta występuje też wśród znaków negatywnych, gdyż jest tyle demonów&#13;
i głów smoka apokaliptycznego (Hof Lek 85). W islamie również występowała ta&#13;
symbolika – nakazywano wykonać siedem okrążeń wokół Kaaby, mowa była też&#13;
⩶ 207 ⩶&#13;
&#13;
�o siedmiu niebach, sferach piekła, celach (kierunkach) islamu. Według jogi człowiek ma siedem centralnych punktów (centrów), tyle jest nieb buddyzmu, według&#13;
którego potrzeba siedem siedmiodniowych okresów, aby dusza dokonała przejścia&#13;
z życia do śmierci. W tradycji antycznej spotykamy siedem: Hesperyd, bram Teb&#13;
czy sfer niebieskich (AlvSim Ssym 226). W pismach egzegetów aleksandryjskich&#13;
(VI–VIII w.) siódemka uznana była za liczbę duchową, świętą, ale wierzono także,&#13;
że jest powiązana z siłami nieczystymi oraz wyznacza zamkniętą całość (Szram&#13;
2001, 134–138). Ljubinko Radenkowić wskazuje, że istnieją powody, aby sądzić,&#13;
że liczba 7 jest typowa dla tradycji semickiej i niektórych innych śródziemnomorskich, podczas gdy 9 jest charakterystycznym znakiem indoeuropejskich tekstów&#13;
religijnych i magicznych (Radenkovič 2012, 71).&#13;
Naddane znaczenie liczb wynika także z ich właściwości matematycznych. Siódemka powstaje z dodawania liczby 3, która wyznacza strefy w układzie wertykalnym,&#13;
oraz liczby 4, organizującej strony świata w układzie horyzontalnym. Jednak liczba&#13;
7 nie tylko spina symbolicznie świat w perspektywie pionowej i poziomej, ale także scala sakralną symbolikę trójki i uosabiającą to, co ziemskie, czwórkę. Łączy więc&#13;
pierwiastek sacrum i profanum, stąd uznawana jest za synonim komplementarności,&#13;
pełni oraz całego uniwersum (Toporov 2005, 219–220; Herd Sym 143; AlvSim Ssym&#13;
224–225; Hof Lek 85). Taka symbolika jest obecna także w polskim folklorze.&#13;
&#13;
7.1. Znak graficzny – cyfra 7&#13;
Liczba i charakteryzowany przez nią obiekt w kulturze ludowej tworzą nierozerwalną całość, wzajemnie modelując swoje znaczenia. Jednym z nielicznych przykładów samodzielnego funkcjonowania liczby są wierzenia związane z cyfrą 7.&#13;
W zagadce ludowej zostaje wskazane jej podobieństwo do kosy:&#13;
Drzewo z żelazem&#13;
tworzy 7 razem&#13;
[Kosa] (Fol Zag 154).&#13;
&#13;
Na owe podobieństwo znaku graficznego siódemki i narzędzia zwracały&#13;
uwagę także informatorki i ukazują to dalsze relacje: śmierć w ludowych wyobrażeniach jawiła się jako biała postać z kosą w ręku. Przedstawienie to zostało&#13;
dodatkowo ugruntowane przez grupy kolędnicze przedstawiające Herody (szerzej zob. Adamowski 1986), a także poprzez kolokację śmierć kosi1:&#13;
1&#13;
I tak widziałam, jak chodzą Herody. Łysa, biała i z kosą. I tak mówi, że kosi: „Kosi ta śmierć,&#13;
tak kosi” [TN 1563 Zanowinie 2007 MN].&#13;
&#13;
⩶ 208 ⩶&#13;
&#13;
�A siódemka nic mi się nie kojarzy, tylko powiedzieli, że siódemka, jak kiedyś taka&#13;
pani, twórczyni na Kurpiach zmarła i siedemdziesiąt miała siedem lat, to się&#13;
śmieli, że ileś tam osób siedem, to po kolei umrze, to nie wiem, czy to prawda, bo&#13;
ta kosa, ta siódemka to jest taka kosa, jakby nie, to że to wtedy taka Waszczychowa&#13;
z Kadzidła twórczyni zmarła siedemdziesiąt siedem lat, to że to taka kosa, nie&#13;
bardzo [CL, p. Ostrołęka];&#13;
Wiem, że zawsze się bano siódemki, ale czy to jest rzeczywiście, no bo to jak kosa.&#13;
Bano się siódemki, ale czy to rzeczywiście jest związane z całym regionem czy tym&#13;
kawałkiem, w którym ja się poruszałam. [MW: Ale bano się siódemki…] MWS:&#13;
Jak w dacie wychodziła siódemka, tak jak w dacie wychodziła siódemka, to takie&#13;
niezbyt szczęśliwe to miało być [MWS, p. tatrzański].&#13;
&#13;
Pojawił się tu następujący mechanizm porządkowania: grafia cyfry 7 – podobieństwo do kosy – kosa jako atrybut śmierci. Na zasadzie metonimii więc,&#13;
charakterystycznej dla myślenia magicznego i kultury ludowej, dokonuje się następujące utożsamienie: liczba 7 – śmierć. Ludwik Stomma także je zaakcentował:&#13;
„Obok ilorazów trójki pojawia się jeszcze 7 i 77 (jako odpowiednik 7 × 7: «koso&#13;
bez kose pomnożyć, to bedo dwie kosy»)” (Stomma 1986, 173). Taki koncept tej&#13;
liczby niewątpliwie kształtował jej negatywne wartościowanie.&#13;
&#13;
Herody, a wśród postaci śmierć z kosą (autor obrazu Piotr Czapka)&#13;
Foto: Piotr Czapka.&#13;
&#13;
⩶ 209 ⩶&#13;
&#13;
�Niekiedy, na takiej zasadzie jak opisana powyżej, danemu wiekowi zostaje&#13;
przypisana dodatkowa wartość symboliczna ze względu na wartość liczbową2.&#13;
Należy jednak podkreślić, że charakteryzowanie człowieka poprzez liczbę lat&#13;
wydaje się zupełnie naturalne, a przecież stanowi rodzaj wypracowanej w toku&#13;
dziejów konwencji. Liczenie lat i przysługujące z racji wieku prawa i obowiązki&#13;
są niezwykle mocno zakorzenione nie tylko w kulturze ludowej, ale także powszechnej. Wiek człowieka jest tak istotny, że obok imienia i nazwiska stanowi&#13;
obligatoryjną część inskrypcji nagrobnych3.&#13;
&#13;
7.2. Stałe zestawienia i kolekcje&#13;
Związki frazeologiczne i przysłowia utrwalają pejoratywny aspekt liczby 7:&#13;
Majster klepka od siedmiu boleści (NKPP 2, 372); Brzydki jak siedem grzechów&#13;
(NKPP 1, 211); Brzydki jak siedem nieszczęść (NKPP 1, 210). Negatywne konotacje zostały wskazane także w wypowiedziach informatorek:&#13;
Takie powiedzenie: „A ten to rolnik od siedmiu boleści”. Czyli to jest taka ujma,&#13;
niepozytywne [HW, p. Pułtusk];&#13;
No znaczyło, że jakiś był taki no sprzeczny, taki jakiś dokuczny. Człowiek od siedmiu boleści. No tak się mówiło [LG, p. Szydłowiec].&#13;
&#13;
W powyższych kontekstach liczba 7 jest zestawiona z abstraktami i wykorzystywana do przedstawiania, a wręcz hiperbolizowania, ludzkich wad. Ponadto&#13;
służy do wyrażania definitywności czy intensywności:&#13;
Wyliczenie wieku, także człowieka, odbywa się poprzez trójkowe przedziały czasowe i ich mnożenie w zagadce ludowej:&#13;
2&#13;
&#13;
Trzy lata płot,&#13;
trzy płoty kot,&#13;
trzy koty koń,&#13;
trzy konie człek.&#13;
Najlepszy wiek&#13;
&#13;
[ Jeżeli kot dożyje lat dziewięciu, koń lat dwudziestu siedmiu, to człowiek lat osiemdziesięciu jeden] (Fol Zag 212).&#13;
3&#13;
„The headstone of the grave, complete with the name of the deceased and his age at the&#13;
time of his death, is a permanent representation of him, with parallels in many different cultures” (Nagrobek, na którym znajduje się imię zmarłego i jego wiek w chwili śmierci, jest trwałym&#13;
upamiętnieniem zmarłego, co ma swoje odpowiedniki w wielu różnych kulturach – tłum. aut.)&#13;
(Crump 1990, 34).&#13;
&#13;
⩶ 210 ⩶&#13;
&#13;
�To na przykład jak gdzieś tam się pójdzie i klamki się pocałuje, to się mówi: „O pozamykane na siedem spustów” [HW, p. Pułtusk];&#13;
On mi dojął aż do siódmej/dziesiątej skóry (NKPP 3, 212); Niech cię siódma&#13;
skóra4 zaboli (NKPP 3, 216).&#13;
&#13;
Kolekcja, czyli występowanie w tym samym czasie oraz miejscu różnorodnych elementów pełniących podobne funkcje, odnosi się do zwyczaju przygotowywania siedmiu wigilijnych potraw. Informatorki podawały następujące dane&#13;
na ten temat:&#13;
Kiedyś to robili siedem, nie było dwanaście potraw, tylko robili siedem potraw.&#13;
U nas w domu było siedem potraw. […] Nie wiem, może to się wiąże z siedmioma&#13;
dniami, że było siedem dni. Ale było siedem potraw, dopiero tak niedawno wydaje&#13;
mi się, pojawiała się sprawa dwunastu potraw, przynajmniej u nas było zawsze&#13;
siedem potraw [EW, p. Puławy]; wariant: [KT, p. Świdnik];&#13;
Siedem to zależy, kto tam z czego przygotować miał, bo u nas to tak przeważnie&#13;
siedem było [AK, p. Radzyń Podlaski].&#13;
&#13;
Nakaz przygotowywania siedmiu potraw na wieczerzę wigilijną można&#13;
interpretować na kilka sposobów (por. Wójtowicz 2014a). Jeden z nich został&#13;
zawarty bezpośrednio w relacji: ile dni tygodnia, tyle potraw. Każde z dań odpowiada kolejnemu dniowi, chodzi o to, aby w ten sposób szczelnie wypełnić&#13;
cały tydzień, czyli wskazać pełnię czasu, a tym samym zapewnić sobie pomyślność w nadchodzącym roku. Koresponduje to z bardziej rozpowszechnionym&#13;
współcześnie przekonaniem, że liczba potraw wigilijnych ma wynosić dwanaście. Podobnie jak siedem potraw odpowiada liczbie dni tygodnia, tak liczba 12&#13;
odpowiada liczbie miesięcy roku. Przygotowując więc potrawy w takiej liczbie,&#13;
zapewnia się sobie dobrobyt w nadchodzącym czasie. Wpisuje się to w semantykę agrarną nocy wigilijnej.&#13;
Druga wykładnia menu o takiej liczbie dań opiera się na uwypuklaniu nieparzystości siódemki, co potwierdza relacja przytoczona w rozdziale dotyczącym&#13;
parzystości i nieparzystości. Warto w tym miejscu jedynie przypomnieć, że dania wigilijne mają być nie do pary, gdyż w tym przełomowym momencie, który ma decydujące znaczenie dla całego przyszłego roku, zostaje uruchomiony&#13;
4&#13;
&#13;
W zestawieniu ze skórą funkcjonuje także w zagadce ludowej:&#13;
Co to za wół,&#13;
Co ma siedem skór?&#13;
[Piec] (Fol Zag 54).&#13;
&#13;
⩶ 211 ⩶&#13;
&#13;
�mechanizm przekształcania i otwarcia na zmiany, stymulowany przez nieparzystość. Jego celem jest projekcja lepszego czasu, pomnożenie dóbr i zapewnienie&#13;
szczęścia i pomyślności. Typologicznie należy uznać tę wykładnię za najbardziej&#13;
archaiczną.&#13;
Ostatnia eksplikacja odnosi się do ogólnokulturowej symboliki siódemki, która funkcjonuje jako suma boskiej trójki i ziemskiej czwórki, a także jako&#13;
połączenie sfer w układzie horyzontalno-wertykalnym. Należy dodać, że liczba&#13;
12 także zawiera w sobie te dwie liczby (3 × 4), co jest spójne z siódemkową kolekcją potraw wigilijnych. Taką hipotetyczną tezę potwierdza konsytuacja czasu&#13;
świątecznego continuum. Wigilia Świąt Bożego Narodzenia to w ludowym kalendarzu moment, gdy następuje komunia sfery sacrum i profanum, a więc światy&#13;
i zaświaty się przenikają. Kanałem mediacji staje się tu także choinka, która spina&#13;
klamrą to, co boskie i to, co ludzkie (zob. Smyk 2009a). Kolejna analogia zostaje&#13;
przywołana poprzez mitologiczne drzewo życia, stanowiące oś świata. Według&#13;
Tatarów miało ono siedem gałęzi, natomiast w pieśni szamanów ostiackich (zamieszkujących zachodnią Syberię) posiadało, podobnie jak niebo, siedem stopni.&#13;
W czasie swej podróży szaman wspinał się po nich (Eliade 2009b, 310). Wierzenie to potwierdza związek siódemki z mitycznym obrazem świata.&#13;
W Poznańskiem przygotowywano siedem potraw w trakcie obrzędu weselnego:&#13;
7 zwykle potraw bywa (na wigilię Bożego Narodzenia też siedm ich idzie).&#13;
Przed obiadem atoli drużba każe ustawić stoły parobkom, dwa stoły; przy jednym&#13;
państwo młodzi z gospodarzami i gospodyniami, przy drugim młodzież siedzi&#13;
(K 11 Poz 61).&#13;
&#13;
Opisany wyżej nakaz można interpretować analogicznie do liczby dań wigilijnych. Podczas wesela wszelkie działania obrzędowe i magiczne mają służyć zapewnieniu szczęścia i dobrobytu, tyle że nie w nadchodzącym roku, ale w przyszłym&#13;
wspólnym życiu nowożeńców. Obecność nakazu przygotowywania siedmiu dań&#13;
i jego przenikanie do obrzędów dorocznych i rodzinnych potwierdza, że ma on&#13;
głębsze znaczenia, takie jak: otwartość, pomnażanie przyszłych dóbr i zapewnianie szczęścia.&#13;
Obok tej ważnej kulturowo kolekcji można wskazać także inne, mniej powszechne. Oskar Kolberg przytacza pieśń, w której zestawiono siedem elementów, ważnych i potrzebnych człowiekowi do codziennego funkcjonowania, takich jak: jedzenie, światło, drzewo, z którego można zbudować schronienie (lub&#13;
służy do palenia w piecu), oraz ubranie:&#13;
⩶ 212 ⩶&#13;
&#13;
�Siedem rzeczy w świecie słynie&#13;
jabka, gruszki, złotodynie&#13;
chleb wypiekły, świeca jasna&#13;
dąbczak twardy, suknia ciasna&#13;
(K 13 Poz 156).&#13;
&#13;
W powyższym tekście przywołana kolekcja zaspokaja potrzeby, które można określić jako materialne czy namacalne, natomiast w kolejnym siódemka&#13;
wskazuje uniwersalne prawdy. Na Białostocczyźnie funkcjonował zwyczaj, że&#13;
panna młoda, która pochodziła z innej wsi, musiała odgadnąć siedem zagadek&#13;
śpiewanych jej przez miejscowe panny: A ty druchnicko z innego sioła,/ odgadnij&#13;
mnie siedem zagodynków [zagadka] (K 28 Maz 154). Zagadki dotyczą kardynalnych dla kultury ludowej symboli oraz ich cech: woda bieży bez powodera, słońce – piecze bez płomieni, miesiąc – świeci bez jasnej świecy, wiater – świszcze bez&#13;
języka. Kolejne zagadki odnoszą się wyglądu trzech ptaków: dzięcioła, który jest&#13;
raby a nie pisany, kruka, który jest carny a nie cerniony i łabędzia białego a nie bielonego. Są one więc naturalne i prawdziwe. Ostatnia zagadka (ósma), stanowiąca&#13;
punkt kulminacyjny wyliczenia w sensie składniowym i semantycznym, dotyczy&#13;
samej dziewczyny, która ma być miła, a nie hodowana. Siódemka zatem buduje kolekcję, do której należą ciała kosmiczne i ptaki, a które są wprowadzane&#13;
poprzez ich atrybucje. Taka konstrukcja zagadek służy uwypukleniu pożądanej&#13;
cechy panny młodej.&#13;
&#13;
7.3. Czas&#13;
Określanie czasu poprzez podziały wyznaczane przez wskaźniki liczbowe jest tak&#13;
mocno zakorzenione w kulturze, że wydaje się naturalne i immanentnie wpisane w strukturę temporalną. Tymczasem podział czasu przy użyciu liczby siedem&#13;
powstał pod wpływem obserwacji księżyca, mającego cztery fazy, z których każda&#13;
trwa siedem dni. Nie był on jednak powszechny, pomimo że wiązał się z obserwacjami lunarnymi. Niektóre bowiem ludy w ogóle go nie znały, inne przypisywały&#13;
tygodniowi różną liczbę dni, na przykład trzy, pięć, siedem, osiem lub dziesięć.&#13;
W literaturze przedmiotu podkreśla się, że na powstanie siedmiodniowego tygodnia u żydów wpływ miały nie względy chronologiczne, ale raczej świętość liczby 7.&#13;
Obserwacje księżyca – oraz ogólniej: natury – i tworzenie na podstawie jego faz&#13;
kalendarza lunarnego, nie wykluczają jednak motywacji odnoszących się do symboliki liczb (Matuszewski 1978, 16).&#13;
⩶ 213 ⩶&#13;
&#13;
�7.3.1. Siedmiodniowy tydzień&#13;
W polskiej kulturze ludowej utrwaliła się struktura czasu, którą tworzą siedmiodniowe tygodnie, co wyraża zagadka:&#13;
Siedmiu braciszków cały rok się gonią,&#13;
i z roku na rok, i z wieku na wiek&#13;
[Dnie w tygodniu] (Fol Zag 134).&#13;
&#13;
Zostały w niej utrwalone następujące parametry temporalne: dni – tygodnie&#13;
– lata – wieki, a jednocześnie wyrażono przekonanie o płynności i przemijalności czasu. Istnieje przysłowie, które z kolei zawiera informację o liczbie dni, potrzebnych, aby&#13;
dokonać dzieła kreacji świata: Pan Bóg Bogiem, a siedem dni świat stwarzał (nie od razu&#13;
Kraków zbudowano) (NKPP 1, 180). Wyraża ono przekonanie, że wobec mocy Boga&#13;
siedem dni na stworzenie świata to długi czas. W powyższym przysłowiu przywołano&#13;
kosmogonię judeochrześcijańską opartą na Księdze Rodzaju (por. SSiSL I/4, 17–21).&#13;
Wedle tej tradycji Pan Bóg po dokonaniu dzieła kreacji siódmego dnia odpoczywał.&#13;
W tym kontekście interesująco przedstawia się analiza nazw dni tygodnia. W tradycji&#13;
słowiańskiej niedziela jest dniem zerowym, a więc najważniejszym, i zgodnie z etymologią słowa tego dnia nie można było działać, czyli pracować (Bań ES 2, 302). W ostatnim czasie, kiedy to postępuje laicyzacja życia i rozluźnieniu ulegają związki z Kościołem, jest ona traktowana jako siódmy dzień tygodnia (Szadura 2017, 300–307).&#13;
Jednakże w kulturze ludowej niedziela niezaprzeczalnie ma charakter religijny:&#13;
Siedmiu braci przeszło smugiem,&#13;
idąc jeden poza drugim.&#13;
Sześciu pracowało pilnie,&#13;
Siódmy modlił się usilnie&#13;
[Siedem dni w tygodniu] (Fol Zag 134).&#13;
&#13;
Zagadka, za sprawą obrazu siedmiu braci, z których sześciu cechuje pracowitość, zaś tylko jednego pobożność, utrwaliła charakter niedzieli jako dnia poświęconego na modlitwę i tym wyróżniającego się spośród pozostałych dni tygodnia.&#13;
Tydzień jako wyodrębniony przedział czasu nabrał w kulturze ludowej znaczenia o charakterze magicznym lub symbolicznym, był na przykład okresem&#13;
ochronnym dla kobiety po urodzeniu dziecka:&#13;
Tydzień czasu nie wolno było. Tam babcia ta zakazywała: „Nie wychodź na dwór,&#13;
żeby cie nie podwiało, bo będziesz kawęczyć całe życie. Nie wychodź na dwór, wypocznij sobie w mieszkaniu!”. A przeważnie zimowu poru, bo jak w lecie było cieplutko, to&#13;
tak nie zagrażało to podwianie, przewiew ten, a tak to zagrażało [JW, p. Puławy].&#13;
&#13;
⩶ 214 ⩶&#13;
&#13;
�Siódmego dnia klarują się nadprzyrodzone właściwości, stąd taki przedział&#13;
temporalny ma także charakter magiczny. W przykładzie z Górnego Śląska liczba&#13;
7 wyznacza czas pojawienia się kamienia o właściwościach leczniczych, natomiast&#13;
w przysłowiu określony jest okres trwania ślepoty:&#13;
W miejscu gdzie piorun uderzył, wyrasta po siedmiu dniach „piorunowy kamień”.&#13;
Ma on moc leczącą i należy go przykładać do chorego miejsca (Sim Wierz 237);&#13;
Kaszëba setme (dzewińc) dni nie widzi po urodzenim, ale jak on też przezdrzi,&#13;
to on bez dębowi del widzi (NKPP 2, 41).&#13;
&#13;
Siódemka nie tylko wyznacza kardynalny podział czasu, czyli tydzień, szczególne znaczenie przypisuje się także siódmemu dniowi – w takim ujęciu akcent&#13;
pada na symbolikę liczby, dzięki której ostatni dzień tego okresu zyskuje niezwykłe właściwości:&#13;
Po powrocie z chrztu, który w Jagodnem odbywa się na trzeci lub siódmy dzień po&#13;
urodzeniu, ojciec kładzie dziecko na progu izby i bijąc je lekko rózgą, mówi: „A nie&#13;
chodź po wsi, słuchaj ojca matki, a jedz groch z kapustą, będziesz dobry gospodarz”&#13;
(Bieg Mat 152).&#13;
&#13;
W tekście siódemka obok trójki wyznacza czas praktykowania zwyczaju, podczas którego podjęta czynność – bicie rózgą w odpowiednim miejscu, na progu&#13;
– ma sprawić, że noworodka w przyszłości spotka dobry los. Zestawienie dwóch&#13;
liczb 3 i 7 wskazuje, że oprócz symboliki siódemki ma tutaj również znaczenie nieparzystość, która wiąże się z otwarciem ułatwiającym zaplanowanie losów dziecka.&#13;
Dodatkowo te dwie liczby mają wspólny rys symboliczny, a mianowicie możliwość inicjowania kontaktu z zaświatami.&#13;
&#13;
7.3.2. Tygodnie i lata&#13;
Siódemka odnosi się przede wszystkim do liczby dni, które tworzą utrwalony kulturowo przedział czasu, ale charakteryzuje także inne okresy:&#13;
Był tu jeden człowiek nazwiskiem Cymbor, który miał złe oczy. Gdy spojrzał na&#13;
kogo nie wprost, lecz z ukosa lub przez ramię, to go urzekł. Urzekł on Michałową&#13;
G. tak, że siedm tygodni trzymało ją chorą w łóżku (K 51 San-Kr 23).&#13;
&#13;
W innej relacji choroba siedem tygodni trzymała w łóżku kobietę, która miała&#13;
przez ten czas kołtun (Cyg Święt 27). Odcinki temporalne wyznaczone przez liczbę,&#13;
którą cechuje aura mistyki, korelują z magicznym podłożem przywołanych chorób.&#13;
⩶ 215 ⩶&#13;
&#13;
�Liczba siedem funkcjonuje jako miara czasu w odniesieniu do lat. Taki przedział czasu jest mocno osadzony w tradycji judeochrześcijańskiej, co potwierdza&#13;
chociażby wspomniana opowieść biblijna o siedmiu latach tłustych, po których nastąpiło siedem lat chudych. Istnieją liczne relacje, przywołujące okres siedmiu lat.&#13;
Pochodzą one przede wszystkim z Lubelszczyzny i dzielą się na kilka grup. Jedną&#13;
z nich nazwijmy „demoniczną”, gdyż podczas siedmiu lat następuje przemiana ontyczna lub okres ten jest w inny sposób związany z demonami:&#13;
Topczyk jest to istota bez chrztu utopiona. Rośnie do lat siedmiu we wodzie. Potem ożyje i różne ludziom figle płata, a nawet ich ściąga do wody (K 17 Lub 93);&#13;
Kiedy tych topczyków zaprowadzili do dworu, to się one kryły po kątach, a dopiero&#13;
kiedy księdza sprowadzili, a ten ich ochrzcił, przemówiły, i dowiedziano się, że&#13;
matka ich była niemą i „tak” sobie ich dostała od kogoś i potopiła; i że ów garbaty,&#13;
to w garnek był włożony, ale po siedmiu latach garnek pękł, a on wyszedł ze&#13;
skorupy i rósł we wodzie (K 17 Lub 94);&#13;
W Badecznicy lud mówi, że gdy grzmi, to dusza niechrzczonego dziecięcia po&#13;
siedmiu latach pokuty ucieka i woła: „Chrztu!” (K 17 Lub 77);&#13;
O upiorze, który chodził do kobiety i z nią nawet dziecko spłodził, z którego jak&#13;
wieda (jak wiadomo) po siedmiu latach robi się „niewiada” (K 17 Lub 97);&#13;
Przez szczególne zamówienia, może nawet czarownica zrobić bazyliszka z wybranego na to koguta czarnego zaraz po siedmiu latach, a stąd to, mówią, urosło&#13;
przysłowie: „Nie bierz dziewki za żonę po trzydziestu latach, bo ona to samo znaczy co kogut po siedmiu” (K 17 Lub 136); wariant: (K 17 Lub 135);&#13;
Utrzymują niektórzy, że jeżeli strzygoń przez lat siedem bez przeszkody chodzi po&#13;
świecie, to w siódmym roku „pójdzie na bagna” i stanie się czarnoksiężnikiem&#13;
(Udz Św 43).&#13;
&#13;
W odniesieniu do każdej z analizowanych liczb znaczenie ma nie tylko ich&#13;
tożsamościowa symbolika, ale także przyporządkowanie do opozycji parzystość&#13;
– nieparzystość, co było już wielokrotnie podkreślane. Nieparzystość konotuje&#13;
otwarcie, zmianę czy możliwość przekształcenia, co szczególnie uwidacznia się&#13;
w przykładach siedmioletnich okresów, kiedy to powstaje demon. Okres ten daje&#13;
więc asumpt do przemiany. Ponadto Henryk Biegeleisen odnotował inne zdarzenia powtarzające się w takim przedziale czasowym, na przykład że dusza zmarłego&#13;
bez chrztu dziecięcia, zwanego niechrzczeńcem, przez siedem lat pokutuje w postaci myszki (Bieg Śmier 35); jeżeli człowiek zginie śmiercią nienaturalną, to jego dusza błąka się przez siedem lat w miejscu, gdzie uszła z ciała (Bieg Śmier 247). Natomiast Seweryn Udziela zanotował relację dotyczącą ziela, które jest skutecznym&#13;
⩶ 216 ⩶&#13;
&#13;
�środkiem przeciw czarownicom, jednak czasami nadmiernie się rozrasta, ale jak to&#13;
ziele mo siedem lot, to sie go już nie pozbędzie (Udz Św 14). Siedem lat diabeł siedzi&#13;
za piecem i próbuje skłócić małżeństwo (K 17 Lub 202). Analiza i interpretacja&#13;
powyższych przykładów prowadzi do wniosku, że liczba 7 jest figurą o statusie&#13;
podobnym do elementów o charakterze magicznym (formuły słowne) czy odbiegającym od normy (nienaturalna śmierć, brak chrztu, zabójstwo własnych dzieci).&#13;
Ponadto można odnieść ją do specyficznego miejsca (pod figurą), czasu (północ)&#13;
oraz nietypowej osoby (kobieta niema). Wszystkie te składniki w ludowej wizji&#13;
świata sprzyjają przekształceniu rzeczywistości i przemianie w postacie chtoniczne. W przedstawionych przykładach liczba 7 pełni więc funkcję kreacyjną, umożliwia metamorfozę w demona, wywołuje negatywny stan rzeczy lub zostaje wykorzystana do ochrony. Siódemka ułatwia więc interpretację zjawisk nietypowych,&#13;
dziwnych i związanych z zaświatami.&#13;
Kolejny przykład dobitnie pokazuje rangę liczby 7, której przywołanie zawiązuje akcję prowadzącą do kreacji demona:&#13;
A jak zdobywano kłobuka? Według relacji informatorów z Warmii oraz z niektórych wsi w Ostródzkiem i Szczycieńskiem dobrym sposobem jest zakopanie pod progiem domu płodu lub dziecka, które urodziło się martwe. Ma ono po siedmiu miesiącach (dniach lub latach) żądać chrztu. Jeśli się wtedy powie: będziesz kłobukiem,&#13;
wówczas duch dziecka, już jako kłobuk, służy gospodarzowi (Szyfer MiW 107).&#13;
&#13;
Ponieważ wskazano wariantywnie okresy czasu, takie jak tydzień, miesiąc lub&#13;
rok, na pierwszy plan wysuwa się znaczenie liczby 7, która symbolizuje potencjalność i moc.&#13;
W kulturze ludowej można odnaleźć liczne relacje ukazujące negatywne konotacje siedmioletnich okresów:&#13;
No tak mówiono, że jak panna stłucze lustro, to będzie miała siedem lat niepowodzenia, siedem lat niepowodzenia. [Dlaczego?] A ja wiem, no tak mówiły,&#13;
że jak potłukło się lusterko, to że nie ożeni się, nie wyjdzie za mąż, bo potłukła&#13;
lusterko [LG, p. Szydłowiec]; wariant: [HW, p. Pułtusk];&#13;
Pole, przez które przejdzie łańcuch geometry przy pomiarze, nie wydaje plonu przez&#13;
siedem lat. Dla zapobieżenia temu należy łańcuch owinąć słomą, ażeby ziemi bezpośrednio nie dotykał (K 34 Cheł 166–167); wariant: (K 34 Cheł 250–251).&#13;
&#13;
Ponadto słomy, na której leżał nieboszczyk, nie wrzucano nawet do obornika, gdyż wierzono, że na takim nawozie przez siedm lat nicby się w polu nie urodziło, duch umarłego wytępiłby cały plon (Bieg Śmier 240); piorun, uderzając w dom,&#13;
⩶ 217 ⩶&#13;
&#13;
�wpada w ziemię na siedem łokci głęboko i co roku po łokciu wychodzi w górę, a za lat&#13;
siedem znowu w to samo miejsce uderzy, dlatego nie stawiają domu na tym miejscu,&#13;
na którym spalił się dom od piorunu (Bieg Lecz 342). Z powyższych przykładów&#13;
można wnioskować, że podział czasu na siedmioletnie okresy jest stosowany&#13;
w działaniach i wierzeniach o charakterze magicznym, które mają negatywne konsekwencje. Siódemka pasuje do nich, podkreśla ich niezwykłość, przydaje tajemniczości i mistyki. Niekiedy w celu zwiększenia mocy następuje zwielokrotnienie&#13;
miar czasu:&#13;
To kiedyś było tak, że mówili, pamiętam, starzy ludzie, że tacy byli znachorzy, magicy, którzy. Kot musiał mieć siedem lat, siedem miesięcy i siedem dni. Czarny&#13;
kot. I ten. Tego kota trzeba było zabić i serce z niego wyjąć. To człowiek móg sie stać&#13;
niewidzialny wtedy (Bart Wąż 313).&#13;
&#13;
W powyższym przykładzie zostały zestawione atrybuty o charakterze symbolicznym, jak kot, serce i liczba 7, która w tym kontekście ma moc kreacji. Jej&#13;
multiplikacja pozwala bowiem na uzyskane niezwykłej umiejętności: bycia niewidzialnym. Dodatkowo zestawienie trzech okresów określonych przez tę liczbę&#13;
intensyfikuje jej moc.&#13;
Nieco inną funkcję pełnią siedmioletnie okresy w pieśniach. Ten przedział&#13;
czasu jest często przywoływany, a wiąże się z przebywaniem bohatera na wojnie,&#13;
jego nieobecnością: siedem lat wojował, sabli nie wyjmował (K 19 Kiel, 42); warianty: (K 19 Kiel, 139–140; K 6 Krak 410; K 1 Pieś 173–174); siedem lat juz&#13;
minęło jak mój mąz wojuje (K 21 Rad 61). Jest to także czas rozłąki: siedem lat&#13;
nie przyjechał (K 1 Pieś 187–188); siedem lat go nie widziała (K 12 Poz 256),&#13;
przebywania w więzieniu: siedział ja na zamku [w więzieniu]/ siedem roczków tydzień (K 45 Gór 162), choroby: nawidził go Bóg chorobą,/ bez siedem lat chorowali&#13;
(K 17 Lub 13), siedem lat mnie boli głowa (K 12 Poz 114), wdowieństwa: bo ja&#13;
wdowa sturbowana siedem lat po męzu (K 21 Rad 61) i innych negatywnych zdarzeń: gdzie nie było siedem roczków trawy (K 44 Gór 240–241); pozarli go krucy,&#13;
wrony. haleluja!/ i zarlić go przez siedem lat (K 40 Maz 385); za Krakowem carna&#13;
rola/ siedem rocków nieorana (K 45 Gór 3); siedem rocków banówała5 (K 44 Gór&#13;
396). Można spotkać się także z siedmioletnim okresem służby: wam ja będę służył/ siedem roczków za to (K 44 Gór 295) (długość okresu służby w tym przypadku&#13;
wyraża wartość pracy; służba trwała też trzy i cztery lata – w wariantach tekstu występują zatem liczby 3, 4), ale także ze służbą żołnierza u diabła (taki przykład wy5&#13;
&#13;
Banować ‘odczuwać żal, rozpacz, smutek, zwykle z powodu straty kogoś lub czegoś’ (MSGP 18).&#13;
&#13;
⩶ 218 ⩶&#13;
&#13;
�stępuje w prozie) (K 19 Kiel 221). Powyższe przykłady pokazują, że w pieśniach&#13;
przeważają negatywne konotacje liczby 7, gdyż wyznaczony przy użyciu tej liczby&#13;
czas jest okresem najgorszych zdarzeń, jakie mogą dotknąć człowieka.&#13;
Wydarzenia historyczne wpływały na utrwalenie pozytywnego lub negatywnego znaczenia symboli liczbowych6. Na wykreowanie szczególnego znaczenia wieku siedmiu lat, obok znaczenia liczby, miał wpływ zwyczaj postrzyżyn,&#13;
o którym w następujący sposób pisze Henryk Biegeleisen, powołując się na źródła&#13;
kronikarskie: „W zwyczajach tych mamy ślad przedchrześcijańskiego obrzędu postrzyżyn, który się odbywał prawdopodobnie w siódmym roku życia pacholęcia&#13;
pod władzą ojcowską. Podanie kronikarzy, jakoby Mieczysław I. (Mieszko) urodził się ślepym i dopiero w siódmą rocznicę urodzin przejrzał, tłumaczono sobie&#13;
alegorycznie: Ślepota oznaczać ma ciemnotę ducha w pogaństwie, rozprószyło ją&#13;
światło nauki Chrystusowej. Jest to jednak pogląd późniejszy, obcy umysłowości&#13;
«pogańskiej». [...] Zachował się ten zwyczaj do późna, wspomina o nim W. Potocki w dziele Poczet herbów (1619) temi słowy: Zwyczaj był u Polaków w siedm&#13;
lat strzyc czupryny i zwano to – sprawiwszy bankiet – postrzyżyny” (Bieg Mat&#13;
188–189). Zwyczaj ten mógł wpływać na przypisanie szczególnej rangi wiekowi&#13;
siedmiu lat, a to z kolei było zalążkiem wierzeń o charakterze magicznym:&#13;
Kaszubi nazywają dziecko rodzące się w wieszczbie, tj. w czepku, Wieszczym albo&#13;
Strzyżem. „Takie niemowlę – powiadają – gdy dorośnie i umrze, chodzi po śmierci,&#13;
dusi ludzi i krew ich wypija”. Jako skuteczny przeciw temu środek zalecają wieszczbę&#13;
spalić na popiół i dać dziecku wypić, gdy zacznie siódmy rok życia (Bieg Mat 268).&#13;
&#13;
Uznaje się więc, że wraz z początkiem tego roku życia dziecko przekracza&#13;
pewną granicę, która dzieli odmienne jakościowo okresy7.&#13;
Eksplikacja semantyczno-kulturowych znaczeń przypisywanych siódemkowej delimitacji czasu akcentuje różne jej stopnie. Jednakże punktem wyjścia&#13;
dla nich jest siedmiodniowy przedział, którego podstawę stanowiła obserwacja&#13;
księżyca. Przy czym jego symbolika promieniowała na inne przedziały czasowe oparte na liczbie 7, które stały się podglebiem dla wierzeń o charakterze demonicznym i magicznym. Siódmy rok funkcjonuje także jako punkt graniczny,&#13;
Tak stało się w przypadku liczby 13; na jej negatywną symbolikę, która wynikała między&#13;
innymi z pojmowania liczby 12 jako całości i pełni, a 13 jako kolejnego, zbędnego elementu, nałożyło się wydarzenie historyczne: 13 października 1307 r. rozpoczęto powszechne aresztowanie&#13;
Templariuszy.&#13;
7&#13;
We współczesnej kulturze także przypisuje się takiemu wiekowi szczególne znaczenie, na&#13;
przykład jest to czas rozpoczęcia przez dziecko nauki w szkole podstawowej.&#13;
6&#13;
&#13;
⩶ 219 ⩶&#13;
&#13;
�wyznaczający odmiennie jakości czasu. Zaznacza się także dyferencjacja gatunkowa siódemkowych odcinków temporalnych: w opowieściach wierzeniowych jest&#13;
to okres demoniczny, zaś w pieśniach czas rozgrywania się negatywnych zdarzeń.&#13;
&#13;
7.4. Przestrzeń&#13;
Liczba 7 w ludowej wizji świata występuje w funkcji miary przestrzeni. Poświadczają to spetryfikowane formuły inicjalne bajek lub podań ludowych typu: za siedmioma lasami, górami, rzekami, morzami, które znaczą „bardzo dużą czy wręcz&#13;
nieokreśloną odległość” (Adamowski 1999, 23). W Nowej księdze przysłów i wyrażeń przysłowiowych znajdujemy następującą egzemplifikację: Za siódmą rzeką&#13;
(za dziesiątą przeprawą), to znaczy bardzo daleko, jest to zwrot stosowany w bajkach (NKPP 3, 126), analogicznie w Słowniku stereotypów i symboli ludowych:&#13;
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami – co znaczy ‘bardzo daleko, w innym świecie’ (SSiSL I/2, 327). Te kliszowane wyrażenia formuliczne lokują więc&#13;
przedstawione w opowieści wydarzenia w miejscach dalekich, nieznanych, czyli&#13;
poza obszarem oswojonym i bezpiecznym. Siódma góra czy rzeka stanowią granicę, za nimi rozciąga się bajkowa kraina, która konstytuuje niezwykłe zdarzenia.&#13;
W trakcie badań informatorzy i informatorki także wskazywali miejsca charakteryzowane za pomocą tej liczby:&#13;
Dawniej nie było telewizorów i opowiadali bajki, opowiadali legendy, opowiadali różne strachy. To się cała rodzina gromadziła, a jeszcze przychodzili sąsiedzi&#13;
i kto umiał dobrze opowiadać, to tak właśnie opowiadał takie bajki, ojciec mój to&#13;
umiał bardzo powiadać. To właśnie tak było: za siedmioma górami, za siedmioma lasami, a to potem opowiadały, jak duchy, jak to takie świeczniki prowadzały&#13;
[LO, p. Wieluń].&#13;
&#13;
Siódemka wyznacza granicę dla obcej przestrzeni, która jest miejscem pojawiania się istot pozaziemskich. Formuły liczbowe występują więc w funkcji miary&#13;
przestrzeni, taką ich rolę potwierdza także obecny w bajkach i baśniach atrybut&#13;
siedmiomilowe buty (Kop Mit 1064). Ich niezwykła właściwość polega na umożliwieniu szybkiego przemieszczania się. Właściciel owego obuwia, stawiając zaledwie kilka kroków, pokonuje znaczną odległość, konkretyzowaną jako siedem mil.&#13;
Do takiej przestrzeni, stanowiącej strefę chaosu, jest też odsyłana choroba:&#13;
Postrzale, postrzale! Wyjdź z tej nogi, idź na rozstajne drogi, za siódmą górę, za&#13;
siódmą rzekę, za siódmy bór! (za: SSiSL I/2, 335).&#13;
&#13;
⩶ 220 ⩶&#13;
&#13;
�W zamówieniu zostają zestawione podobnie określane miejsca. Rozstajne drogi&#13;
są związane: ze śmiercią (miejsce zadawania śmierci, pochówku samobójcy czy zmarłej dziewczyny, żołnierzy); z sensami wierzeniowymi (obszar działania diabła, miejsce&#13;
sabatów czarownic czy błąkających się dusz dzieci zabitych przez matkę); z realizacją&#13;
praktyk, między innymi o charakterze magicznym (Adamowski 2011, 180–185).&#13;
W formule słownej wykorzystywanej w trakcie leczenia oprócz tak bogatego semantycznie rozstaja dróg zostały wskazane także inne miejsca, z których każde ma indywidulną wartość symboliczną. Ogólnie rzecz ujmując, są to przestrzenie odległe,&#13;
niedostępne dla człowieka, a każda z nich jest obca, nieoswojona, należy bowiem do&#13;
świata orbis exterior. Obiekty o funkcji lokalizującej miejsce wypędzania chorób wariantywnie są charakteryzowane za pomocą liczby 7, choć to ona dominuje. Zabieg&#13;
ten intensyfikuje obcość tych przestrzeni, są one tym bardziej poza ludzką percepcją&#13;
oraz zyskują aurę tajemniczości i niezwykłości. W przypadku lecznictwa ludowego&#13;
kumulacja magicznych elementów jest pożądana, gdyż wzmacnia to skuteczność całego aktu. Siódmy element wyznacza granicę, za którą rozciąga się odmiennie waloryzowana przestrzeń, dlatego staje się ona także liczbą graniczną, czyli przynależną&#13;
do dwóch przestrzeni jednocześnie, a zatem mediacyjną. Potwierdzeniem tej tezy jest&#13;
przykład zamawiania kurdziela, w którym liczba 7 eksplicytnie została zestawiona&#13;
z granicą: Idź za 9 górę, 7 rzekę i piątą granicę! (za: SSiSL I/2, 335).&#13;
Liczba 7 konstytuuje także inną, tym razem nacechowaną pozytywnie, przestrzeń, w utrwalonym językowo zestawieniu siódme niebo, które oznacza miejsce,&#13;
gdzie jest się niezwykle szczęśliwym:&#13;
Bo berło królewskie nie ma tej słodyczy,&#13;
a dziewczyna czasem, czasem&#13;
buziaka użyczy.&#13;
Buziaka użyczy, przytuli do siebie,&#13;
a ten frajer myśli, myśli,&#13;
że jest w siódmym niebie.&#13;
Że jest w siódmym niebie między aniołami,&#13;
a uon jest na ziemi, ziemi&#13;
między panienkamy&#13;
(Nieb Przes 72);&#13;
[MW: A co oznacza, jak się mówi, że jestem w siódmym niebie?] Szczęście.&#13;
[A tak się mówi?] Mówi się, tak, tak [HW, p. Pułtusk].&#13;
&#13;
Chociaż jest to przestrzeń pozytywna, jednak, podobnie jak ta, znajdująca&#13;
się za siódmą górą czy rzeką, jest ona jakościowo odmienna od świata profanum.&#13;
Niebo jednoznacznie kojarzy się z sacrum, czymś pożądanym. Charakteryzowanie&#13;
⩶ 221 ⩶&#13;
&#13;
�go za pomocą siódemki intensyfikuje ten pozytywny obraz, służy bowiem do opisania ogromnego szczęścia, ma więc charakter hiperboliczny, ale jest także zbieżne z szeroko rozpowszechnionymi wierzeniami, że niebo składa się z siedmiu lub&#13;
dziewięciu sfer, rozciągających się jedna nad drugą (SSiSL I/1, 85). Bóg mieszka&#13;
właśnie na siódmym piętrze; najwyższe niebo, zwane „empirejskim”, jest gwieździste, niżej znajduje się sześć kryształowych sklepień, po których poruszają się&#13;
słońce i księżyc, a jeszcze niżej są obłoki. Ponadto wierzono, że każda z planet&#13;
umieszczona jest na kryształowym niebie, po którym odbywa swoje wędrówki&#13;
(SSiSL I/1, 88; 115–116).&#13;
Podsumowując, można stwierdzić, że liczba 7 wykazuje dużą łączliwość&#13;
z tymi elementami, które odnoszą się do orbis exterior, staje się więc ona parametrem przestrzeni sakralnej.&#13;
&#13;
Droga wiejska&#13;
&#13;
Foto: Ł Jegliniec (okolice Sejn), fot. Zygmunt Kłodnicki, 1973, Cyfrowe Archiwum Polskiego Atlasu&#13;
Etnograficznego, https://paenew.us.edu.pl/items/show/15183 [data dostępu: 10.04.2024 r.].&#13;
&#13;
7.5. Postacie&#13;
Liczba 7 grupuje postacie demoniczne i ludzkie. Dla każdej z tych dwóch grup powody użycia siódemki są odmienne. Postacie z zaświatów tylko dlatego że są obce&#13;
i dziwne, muszą być charakteryzowane przez liczbę mocną i mediacyjną, która&#13;
wyróżnia się w szeregu liczbowym. Natomiast w odniesieniu do postaci ludzkich&#13;
⩶ 222 ⩶&#13;
&#13;
�o ich niezwykłym statusie decyduje między innymi fakt, że są charakteryzowane&#13;
przez liczbę z bogatym zapleczem symbolicznym. Ponadto wyróżnianie siedmioosobowych grup wiąże się z właściwą człowiekowi zdolnością ujmowania elementów „na pierwszy rzut oka” (Toporov 2005, 220).&#13;
&#13;
7.5.1. Demoniczne&#13;
Siódemka pojawia się w kontekstach demonicznych nie tylko w aspekcie temporalnym, ale także w innych kontekstach, na przykład przysłowie ludowe głosi:&#13;
Jak kobieta idzie za mąż, to siedmiu diabłów pod pachą trzyma (NKPP 2, 86).&#13;
Zaznacza się więc związek kobieta – diabeł – liczba 7. Idąc tropem ciągów semantycznych podobnie waloryzowanych (por. Stomma 1986, 174), można powiedzieć, że liczba 7 zostaje usytuowana wraz z elementami wartościowanymi&#13;
negatywnie. W innym przykładzie czynność siedmiokrotnego uderzania pozwala na unicestwienie strzygonia (Bieg Śmier 119). W kontekście liczby 7 często&#13;
pojawia się postać utopca:&#13;
Szczególnie wiele opowiadań dotyczy młynarza, który obiecywał siedem ofiar&#13;
i rzucił mu siedmioro kociąt. Utopiec w ciągu miesiąca utopił mu siedmiu członków rodziny (Sim Wierz 245).&#13;
&#13;
Jednak demonem szczególnie mocno związanym z siódemką jest zmora:&#13;
W rodzinie jest siedm córek, a nie ma żadnego syna, to jedna z dziewcząt jest&#13;
zmorą (znad Raby, u Kasubów i innych). Wśród 7 dziewcząt lub 7 chłopców&#13;
dziewuchę nazywają zmorą, a chłopaka zmorcuchem. (Z Krak.) Powszechne&#13;
u ludu ruskiego jest wyobrażenie, że najmłodsza z siedmiu córek jest zmorą&#13;
(7 jest liczbą mistyczną) (Bieg Lecz 275); wariant: (Bieg Mat 124).&#13;
&#13;
Anna Szyfer tak pisze na temat ajtiologii tego ludowego demona: „Gdzieniegdzie uważają, że marą jest trzecia lub siódma córka w rodzinie” (Szyfer Kul 430).&#13;
Leonard Pełka zaś wskazuje, że wierzenia dotyczące siódmej córki, która staje się&#13;
zmorą (zob. też Czyż Zmora), są charakterystyczne dla południowo-wschodniej&#13;
Lubelszczyzny. Potwierdzają to przeprowadzone badania terenowe, w trakcie&#13;
których zebrano bogaty materiał dotyczący tego demona:&#13;
Nie wiem, jak powiedzieć, ale powiedziały tak, słyszałam, jeszcze moja mama opowiadali, że jak jest siedem córek, to jedna jest zmora, takie coś. Że siódma, to jest&#13;
zmora [KG, p. Puławy];&#13;
No że te zmory, to ciągle tam dokuczały ludziom, dokuczały ludziom, dokuczały zwierzętom, no że te zmory, to była, ale tak myślę, że te zmory, to chyba były&#13;
&#13;
⩶ 223 ⩶&#13;
&#13;
�czarownice, tylko tak były u nas nazywane te, że zmory. I jak była siódma córka&#13;
w rodzinie się urodziła, to już na pewno ona była taką zmorą [EW, p. Puławy];&#13;
A to zmora, to gdzie było siedom córek, jedna była zmora. Siedom córek jak było,&#13;
to jedna była zmora i tak dusiła [EugW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Jakie są przyczyny wzmożonej obecności liczby 7 w demonologii ludowej?&#13;
Przede wszystkim jest to jedna z „wyróżniających się” liczb w obrazie świata nosicieli kultury ludowej, jest ona bardziej nacechowana symbolicznie od innych liczb&#13;
z szeregu. Jej znaczenie wynika z obserwacji księżyca, w starożytności znano przecież siedem ciał niebieskich, co utrwalało jej związek ze sferą niebiańską. Miała&#13;
swoje stałe miejsce w zestawie atrybutów, po które należy sięgnąć, aby uruchomić&#13;
kontakt z transcendencją lub w sytuacji, gdy trzeba pojąć to, co wymyka się zrozumieniu. Dodatkowo przypisywano jej możliwość łącznia przeciwieństw, liczb 3&#13;
i 4, a więc także odmiennych jakościowo sfer, czyli świata i zaświatów. Podobny&#13;
status ma także demon, który łączy w sobie pierwiastek człowieczy i pozaludzki.&#13;
Jest to przecież postać przynależna do zaświatów, ale uwięziona w ciele. Ta wspólna cecha siódemki i ludowych demonów sprawia, że często tworzą parę.&#13;
&#13;
7.5.2. Ludzkie&#13;
Siódemka jest to także liczba o charakterze ambiwalentnym (co jest jednym z podstawowych rysów charakterystyki symbolu), gdyż w takich samych kontekstach&#13;
jest uznawana za liczbę pechową lub szczęśliwą – jednak przy wyraźnym pozytywnym wartościowaniu męskości i negatywnym żeńskości. Z jednej strony wskazywano powyżej, że siódma córka staje się zmorą, z drugiej jednak strony równie&#13;
popularna jest wiara, że bycie siódmym dzieckiem przynosi szczęście:&#13;
Jeżeli to było siódme dziecko, to było zawsze szczęśliwe dziecko, a już, jeśli się&#13;
urodził siedem synów, no to ten siódmy syn zawsze był poświęcony tak jakby dla&#13;
swojej ojczyzny i zawsze zapraszali kogoś z wyższych władz z wyższych sfer za&#13;
chrzestnego [ZD, p. Olecko].&#13;
&#13;
Wspomniana osoba z wyższych sfer jest konkretyzowana w kolejnej relacji:&#13;
Jak było siódme dziecko, siódme dziecko w rodzinie, to na ten, w kumy proszony był&#13;
prezydent. U nas po sąsiedzku, co ja poszłam do ty miejscowości, to po sąsiedzku było&#13;
siedmioro dzieci i był proszony prezydent. On nie przyjeżdża. Przysyła takie swoje te&#13;
jakieś tam pismo i kwotę do tego dziecka i jest wpisane w jego akta, że od prezydenta,&#13;
jako od chrzestnego ojca, przybranego chrzestnego ojca, normalnie tu był chrzestny&#13;
ojciec. To, to tak. [MW: Czy to jest do dzisiaj?] To jest do dzisiaj [PH, p. Zawiercie].&#13;
&#13;
⩶ 224 ⩶&#13;
&#13;
�Pozytywna ocena siódmego dziecka, ale pod warunkiem że było płci męskiej,&#13;
w powyższych relacjach wykracza poza krąg kultury ludowej, jest uznawana i celebrowana przez władze państwowe. Ponadto w różnych gatunkach folkloru bywa&#13;
przywoływana taka liczba dzieci. W przysłowiu zaś urodzenie siedmiu dziewczynek staje się złym prognostykiem: Kiedy białogłowa ma siedem dziewcząt jedna po&#13;
drugiej, już chłopca nie urodzi (NKPP 1, 80), co jest związane z negatywnym wartościowaniem żeńskości w kulturze ludowej. W legendzie matce siedmiorga dzieci&#13;
zostaje przeznaczona śmierć. Aniołowie, którzy udali się, aby zabrać ją z ziemi, nie&#13;
byli w stanie tego zrobić ze względu na ich płacz. Udało się to dopiero aniołom,&#13;
którzy byli niewidomi i głusi (K 51 San-Kr 106). Siódemka, poprzez wskazywanie&#13;
licznej gromady dzieci, podkreśla tu ogrom tragedii, ale także niezmienność boskich wyroków8. Zestawienie siedem córek lub siedmiu synów jest stałym motywem&#13;
przywoływanym w pieśniach: jedna babuleńka siedem córek mniała (K 42 Maz, 90);&#13;
warianty: (K 24 Maz, 83–84; K 26 Maz, 273); w innym tekście dziewka topi&#13;
w rzece siedmiu synów (K 40 Maz 383); wariant: (K 40 Maz 384).&#13;
Taka liczba braci została utrwalona w przysłowiu: Śpi za wszystkich Siedmiu&#13;
Braci Śpiących (NKPP 3, 177). Wiąże się ono z legendą z pierwszych wieków&#13;
chrześcijaństwa, według której prześladowani przez cesarza Decjusza męczennicy&#13;
zasnęli na prawie trzysta lat (Kop Mit 1065). Ich święto przypada 10 lipca i tego&#13;
dnia można wróżyć pogodę na kolejne tygodnie: Jaka jest pogoda w dzień Siedmiu Braci Śpiących, taka będzie przez następujących siedem tygodni; Dzień Siedmiu&#13;
Braci deszczowy jest bez pożytku i bez wygody; Siedmiu Braci ziemniaki znaczy, jak&#13;
pogoda, to żyją, jak deszcz pada, to gniją (NKPP 3, 177).&#13;
Oprócz rodzeństwa w kulturze ludowej funkcjonowały także inne siódemkowe grupy, przykładowo w obrzędzie weselnym przywołana jest siedmioosobowa&#13;
drużyna: przybywszy w siedmioro na zaręczyny, siadają, zaproszeni, za stół (K 49&#13;
Sa-Kr 312). Tylu kawalerów prowadzi dziewczynę do ślubu, tworząc drużynę weselną, która w poniższej pieśni jest ukazana poprzez kunsztowne porównanie do&#13;
księżyca i gwiazd:&#13;
Świci miesiąc świci&#13;
Gwiazdy mu się zdadzą,&#13;
Siedmiu parobecków&#13;
Dziewcynę prowadzą&#13;
(K 6 Krak 474); wariant: (K 35 Prze 96).&#13;
8&#13;
W wariantach tekstów funkcjonuje także kilkoro i pięcioro dzieci, co ukazuje, że celem jest&#13;
pokazanie ich dużej liczby.&#13;
&#13;
⩶ 225 ⩶&#13;
&#13;
�Tak liczna grupa towarzysząca młodej parze podkreśla uroczysty charakter&#13;
ceremonii weselnej oraz wyróżnia przyszłych małżonków. Analogicznie siedmioosobowa drużyna zostaje wskazana w pieśni pogrzebowej:&#13;
Wszystkie gospodynie wyganiają świnie –&#13;
ino moja Kasia śpi;&#13;
trzeba by mi trzeba siedmi pacholików,&#13;
żeby mi ją podnieśli.&#13;
Ka’ś ty Jasiu widział – żebyś przebudzić miał?&#13;
takie kwarde (twarde) zaspanie!9&#13;
(K 2 San 158).&#13;
&#13;
Siedmiu pacholików ma obudzić Kasię, nie jest to jednak możliwe, gdyż zapadła ona w twardy śmiertelny sen. Duża liczebność drużyny podkreśla więc definitywność śmierci.&#13;
W większości dane dotyczące osób związanych z liczbą 7 pokrywają się z informacjami pochodzącymi ze Słownika gwar polskich, w którym zostają wymienione następujące postacie: siedmi służących; siedmi kawalerów miała; siedmi synów&#13;
porodziła; miała siedmi synów; siedmi opuściła czy sidemi pacholików. Dodatkowo&#13;
wskazano następujące postacie: siedemdziesiąt i siedmi zakonników ścięto; siódmi&#13;
zbójców (Karł SGP 5, 121–122).&#13;
Ponadto liczba 7 współwystępuje z liczbą 1 w przysłowiach i pieśniach: Jak&#13;
przidzie jedyn, to ich przidzie siedym (o nieprzewidzianych, niespodziewanych gościach) (NKPP 1, 840); Siedem siół, jedne wół i ten gół (NKPP 3, 196). Na zasadzie&#13;
opozycji funkcjonuje na przykład w tekście: frajereczek siedem,/ a ja chłopiec jeden&#13;
(K 45 Gór, 260). Liczby wykorzystane w takich opozycyjnych zestawieniach służą&#13;
do pokazania kontrastu dużo – mało i wówczas siódemka oznacza wielość.&#13;
&#13;
7.6. Zwierzęta&#13;
Liczba 7 inwentaryzuje konie w kulturze ludowej. Jest to zrozumiałe, gdyż badany materiał związany jest z wizją świata członków społeczności agrarnych,&#13;
w których koń wykorzystywany był nie tylko jako środek lokomocji, ale także jako&#13;
zwierzę robocze. Jednakże w przypadku siedmiu koni dominuje raczej wizerunek&#13;
konia żołnierza czy kawalera (Bartmiński 2012, 93). W pieśniach powracającym&#13;
9&#13;
Agnieszka Kościuk, powołując się na wcześniejszych badaczy tematu, wskazuje, że pieśń ta&#13;
w rzeczywistości uchodziła za ludową pieśń pogrzebową (Bart PANLub II, 670).&#13;
&#13;
⩶ 226 ⩶&#13;
&#13;
�motywem jest zatem wojowanie, które w czasach gdy owe teksty funkcjonowały, związane było z wykorzystaniem koni: krakowiaczek jeden miał koniczków siedem/ pojechał na wojnę został mu się jeden(K 45 Gór 121). Ponadto konie stają&#13;
się świadkami relacji damsko-męskich w pieśni o incipicie Siedem koni Jasio miał:&#13;
Ji sam usiad pod miedzo,&#13;
az sie konie najedzo,&#13;
kalina-malina, kalina moja,&#13;
aż się konie najedzo.&#13;
Ji tak sobie rozmyślał,&#13;
jak dziewcyne zdradzić miał&#13;
(Bar Wąż 65).&#13;
&#13;
Niekiedy zwierzęta w takiej liczbie symbolizują uczucia między dwojgiem&#13;
młodych ludzi. W takim podejściu uwidacznia się silny związek ludzi i zwierząt&#13;
domowych, które mają zdolność współodczuwania z człowiekiem. Koń – symbol&#13;
mężczyzny, towarzyszy mu empatycznie: Siedem Jasio koni miał,/ wszystkie kowal&#13;
podkował [...] Niech to konik dratuje (tratuje)/ co dziewczyna daruje (K 16 Lub&#13;
274–275; wariant cztery konie K 16 Lub 274). Siódemka w tych tekstach jest&#13;
także włączona w kreację języka artystycznego, a liczba koni służy podkreśleniu&#13;
zmienności miłosnego uczucia. Koń jest także symbolem szybkości, a zatem jego&#13;
zwielokrotnienie intensyfikuje tę symbolikę:&#13;
A nad Magdalenką&#13;
w wielkie dzwony dzwonią&#13;
a Stasia hultaja&#13;
w siedem koni gonią.&#13;
A nad Magdalenką&#13;
ojciec matka płacze&#13;
a przed Stasiem hultajem&#13;
śmierć na mieczu skacze&#13;
(K 1 Pieś 83).&#13;
&#13;
W ostatnim przykładzie liczba 7 wskazuje naddatek, a dzięki takiej hiperboli&#13;
dobitnej zostaje wyrażona jedna z zasadniczych cech ballady ludowej: zbrodnia&#13;
zostaje ukarana.&#13;
W folklorze z liczbą 7 zestawiane się także inne zwierzęta. Takie określenia mają aspekt zarówno negatywny, jak i pozytywny. Za egzemplifikację pierwszego z nich może posłużyć opowieść wierzeniowa E, szerszeń, siedem szerszeni&#13;
ukąsi konia, koń pada na miejscu (Bart Wąż 255) czy podanie o siedmiu synach,&#13;
⩶ 227 ⩶&#13;
&#13;
�którzy przeklęci w złą godzinę przez matkę, przemieniają się w kruki, przyobleczone za pokutę w czarne pierze (Bieg Śmier 40). Motyw siedmiu kruków jest obecny&#13;
w kulturze w bajce występującej w Europie w licznych wariantach, na przykład:&#13;
„dziewczyna wyrusza w świat na poszukiwanie braci czarami zmienionych w kruki, znajduje ich na szklanej górze, ale by ich odczarować, musi milczeć przez siedem lat i uszyć siedem koszul. W niemej szwaczce zakochuje się królewicz, żeni&#13;
się z nią, mają dziecko, wreszcie po upływie terminu przylatują kruki: pojawia się&#13;
siedmiu szwagrów, a żona zaczyna mówić!” (Kop Mit 1063–1064). Zwierzęta&#13;
w liczbie 7 stanowią wizualizację negatywnych emocji:&#13;
Bogusław osłabiony, i robiąc sobie gorzkie wyrzuty, iż przeniewierzył się Urszuli i opuścił ją, gdy usłyszał ten śpiew i zawołał: „Gdzież jestem?” - ujrzał kilka&#13;
kroków od siebie jasny ogień, około którego siedziało siedem sów ze spuszczonemi&#13;
głowy (K 14 Poz 129).&#13;
&#13;
W opowieści wierzeniowej zostaje przywołany siedmiogłowy smok&#13;
(K 18 Kiel 215); natomiast w innym tekście za pomocą tej liczby zostaje scharakteryzowane zachowanie kota, który siedem razy na każdą noc podchodzi do&#13;
człowieka, aby go zjeść (K 34 Cheł 180). Przywołanie liczby 7 w kontekście&#13;
wymienionych zwierząt nadaje im rys pejoratywny oraz wskazuje na ich bajkowy charakter lub określa liczbę podejmowanych prób, które prowadzą do&#13;
niecodziennych zdarzeń.&#13;
Natomiast w aspekcie pozytywnym siedem zwierząt funkcjonuje w bajce ajtiologicznej, chociaż warto zwrócić uwagę, że pojawia się w niej również kontekst&#13;
demoniczny:&#13;
Widzi tę niefortunną przygodę czarownica i by lepszy i prędszy zaludnienia osiągnąć skutek, radzi mu zamiast ludzkiej duszy ponieść do Liska swą druhę, prośną&#13;
świnię. Ucieszony tak pięknym pomysłem, chwyta raźno diabeł wciornaski dużą&#13;
lochę i dalejże z nią ponad bory i lasy ku pustemu miastu, ale i tym razem staje mu&#13;
kur na przeszkodzie. Świnia, podobnie jak i jej poprzednik, na tym samym pada&#13;
miejscu. Nim jednak zamieniła się w kamień, wypuszcza z siebie, jak to snadź&#13;
czarownica przewidziała, siedmioro prosiąt, które chrząkając pobiegły w stronę&#13;
Liska, tu osiadły i, jak wieść niesie, bujnie rozpleniły pracowite tego sławetnego&#13;
grodu mieszczaństwo (K 51 San-Kr 79).&#13;
&#13;
Ludzie pochodzą więc od prosiąt, co może wydawać się obraźliwe, jednak&#13;
pokazuje charakterystyczne dla kultury ludowej zatarcie granicy między światem&#13;
ludzkim i zwierzęcym (Kielak 2020, 99–120). Nieparzystość liczby 7, która kono⩶ 228 ⩶&#13;
&#13;
�tuje otwarcie i umożliwia przekształcenie, niewątpliwie ułatwiła tę metamorfozę.&#13;
Ponadto siódemka „pasuje” w tym tekście, gdyż jest dużą liczbą z pierwszej dziesiątki, wprowadza zatem mnogość, ale także indywidualną semantykę – jest bowiem powszechnie uznana za liczbę bogatą znaczeniowo, która często występuje&#13;
w kontekstach demonicznych.&#13;
&#13;
7.7. Funkcje&#13;
Liczba 7 ze względu na dużą moc jest powszechnie wykorzystywana w działaniach leczniczych i magicznych.&#13;
&#13;
7.7.1. Lecznicze&#13;
Liczba 7 jest łączona z niektórymi chorobami:&#13;
W ogóle ludy słowiańskie i germańskie rozróżniają 7 lub 77 rodzajów zimnicy&#13;
i tyleż środków przeciw niej, a tajemnicze te liczby przychodzą już w starożytnej&#13;
Atharwawedzie (Bieg Lecz 308);&#13;
Lud łańcucki utrzymuje, iż febra ma 77 wierzchołków (wierzchów), […] więc&#13;
aby ją stracić, trzeba użyć 77 lekarstw rozmaitych (Bieg Lecz 305).&#13;
&#13;
W ludowej wizji świata choroba jest stanem niepożądanym, który zagraża&#13;
człowiekowi. Ponieważ pojawiała się niespodziewanie, często próbowano wyjaśnić sobie jej przyczynę w sposób magiczny. W polskich wierzeniach zachowały się wyobrażenia choroby jako postaci zwierzęcych, ludzkich i demonicznych,&#13;
które uzewnętrzniają odwieczną ludzką „potrzebę panowania nad własnym losem&#13;
i sprowadzania zjawisk niepojętych do poziomu zwykłego odbioru świata” (Marczewska 2012, 112). W tym kontekście interesująca jest wizualizacja choroby przy&#13;
pomocy liczby (febra ma 77 wierzchołków). Metaforyczne ujmowanie zjawisk abstrakcyjnych, będących poza ludzką percepcją, służy ich oswojeniu i przybliżeniu.&#13;
Percepcja choroby poprzez siódemkę staje się zatem mechanizmem ułatwiającym&#13;
człowiekowi jej zrozumienie. Liczba jest więc narzędziem kognitywnym, dzięki&#13;
któremu można nadać kształt abstrakcyjnemu zjawisku. Ponadto użytkownicy&#13;
zamawiań widzieli w liczbie 77 wzmocnioną wersję siódemki (Radenkovič 2012,&#13;
73) czy najbardziej skoncentrowaną istotę „siódemkowości” (wielokrotnie mnożona liczba 7), która polegała przede wszystkim na łączeniu przeciwieństw: pionu&#13;
i poziomu, elementów dynamicznych i stabilnych, pierwiastka męskiego i kobiecego (Toporov 2005, 220).&#13;
⩶ 229 ⩶&#13;
&#13;
�Ponieważ febra i zimnica są związane z liczbą 7, to lecząc te choroby, także wykorzystywano siódemkę, na przykład przygotowując lekarstwo z 77 wierzchołków&#13;
(liścia lub kwiatu) z pokrzywy połączonych z gorzałką (K 51 San-Kr 14) czy z 7 ziarnek pieprzu (Bieg Lecz 326) dodanych do wódki. Spójność pomiędzy przyczyną choroby a sposobem jej leczenia pokazuje, „jak bardzo wizja poszczególnych dolegliwości, odtwarzana na podstawie sposobu mówienia o nich, uzewnętrznia się w zasadach&#13;
leczenia rytualnego (odczyniania, zamawiania)” (Marczewska 2012, 322).&#13;
Można w tym miejscu także sformułować tezę, że siódemka stanowi magiczny medykament, ponieważ nie jest to już liczba intuicyjna (liczby 1–4), jest&#13;
większa, a zatem wymaga umiejętności liczenia. Z tego względu ma charakter&#13;
elitarny, jej lecznicza moc jest dostępna dla wtajemniczonych, co przywodzi na&#13;
myśl podobieństwo do magicznych formuł stosowanych przez osoby posługujące się czarami czy zajmujące leczeniem. Znane były one tylko wtajemniczonym,&#13;
często znachorzy wypowiadali je po cichu lub w trakcie leczenia udawali się do&#13;
innego pomieszczenia. Ogólnie rzecz ujmując, liczby pasują do magicznych formuł, gdyż przydają im tajemniczości, natomiast „Czystość formalna, czyli stałość&#13;
tekstu, mimo niezrozumiałości i właśnie owa jego tajemnicza niejasność znaczenia są tym, czego potrzeba prawdziwie magicznemu, czarodziejskiemu zaklęciu”&#13;
(Pisarkowa 1988, 11).&#13;
W relacji informatorki została wskazana choroba, której przyczyna także jest&#13;
związana z liczbą 7:&#13;
I mi się przyśniła, taka pani przyszła na biało ubrana we śnie, i mówi: „Oj, cieszysz się dziecko, ale niedługo będzie tej twojej radości, bo mąż odziedziczy chorobę, siódmego pokolenia, nieuleczalną chorobę siódmego pokolenia”. Ja sie przebudziłam i tak sobie myśle: „Boże, co mi się śniło?”. Tak sobie ten sen zapamiętałam,&#13;
ale jakiś czas był zdrowy, bo potem czterdzieści dwa lata miał i zachorował na&#13;
cukrzyce, choroba nieuleczalna i pietnaście lat i umarł. I mi się też wyśniło (HK,&#13;
p. Lubartów).&#13;
&#13;
Cukrzyca według informatorki pojawia się co siedem pokoleń. Jedną z przyczyn tej zależności można upatrywać w tym, że liczba ta odnosi się do ludzkiej pamięci, gdyż człowiek może znać siedem pokoleń: ojca, dziada, pradziada oraz syna,&#13;
wnuka i prawnuka. Sam jest osią „rodowej symetrii” (Toporov 2005, 219–220).&#13;
Ludwik Stomma zauważa wykorzystanie liczb w medycynie ludowej, przede&#13;
wszystkim 3, 7 i 9, co interpretuje w duchu opozycji otwarte – zamknięte. Zwraca&#13;
także uwagę, że liczba 7 staje się symbolem zmiany totalnej i całościowej, w odróżnieniu od trójki symbolizującej zmianę częściową i fragmentaryczną. Dalej&#13;
⩶ 230 ⩶&#13;
&#13;
�pisze: „Potrójnie są tu więc leczone przeważnie przypadłości dające się wyraźnie&#13;
zlokalizować, jak ból zębów, gardła, płuc, zranienia itp. Do liczby siedem sięga się&#13;
natomiast w przypadkach „ogólnych”, jak febra, żółtaczka, epilepsja... Nie jest to&#13;
wprawdzie żelazna reguła, ale na pewno tendencja wyraźna i wymagająca baczniejszej uwagi” (Stomma 1986, 175). Zgromadzony materiał potwierdza tę sugestię,&#13;
gdyż wymienione choroby, czyli zimnica, febra i cukrzyca, mają charakter ogólny&#13;
(nie dotyczą jednego konkretnego organu, ale przejawiają się złym samopoczuciem i osłabieniem całego ciała).&#13;
&#13;
7.7.2. Magiczne&#13;
Liczba 7 jest wykorzystywana w magii o różnym charakterze, na przykład w magii&#13;
ochronnej służy do stworzenia apotropeionu – dymu:&#13;
Wielki Piątek. Dla zabezpieczenia się od wpływu złowrogiego czarów przybijają&#13;
w niedzilę kwietną do drzwi stajen i obór palmy, a nadto wykadzają te miejsca, co&#13;
się uskutecznia w taki sposób, że na żarzący węgiel kładą siedem warstw rozmaitego ziela, a gęsty dym z tego powstający odstraszyć ma złe duchy (K 43 Śl 24).&#13;
&#13;
W celu ochrony zostaje wykorzystany cały repertuar znaczących elementów:&#13;
atrybut – palma, czyli poświęcona gałązka o bogatej symbolice, zostaje umieszczona na drzwiach, a więc w miejscu granicznym, w charakterystycznym czasie&#13;
Wielkiego Piątku. Ponadto stosowane jest okadzanie, związane z magicznymi&#13;
właściwościami dymu, do którego wykorzystywane są zioła ułożone w siedem&#13;
warstw. Skoro więc przywołane elementy zostały zestawione ze względu na klucz&#13;
magiczny, także siódemka musi do tej kolekcji pasować. Na podstawie kontekstu&#13;
można więc wnioskować, że ma ona właściwości mediacyjne lub/i apotropeiczne.&#13;
W relacji z badań terenowych można także odnaleźć przykłady czarnej magii&#13;
opartej na liczbie 7:&#13;
Myśmy szli w pole, jeszcze z mężem, jak żył, to tego, to u Praźmy, ten Pieter, co&#13;
jeszcze żyje przecież, to jak mógł płakać. No ta matka go uspokoić nie mogła. I do&#13;
góry, na rękach i to co dzień takie, i to co dzień. Nie wiem, przez ile to tygodni.&#13;
To mówiły, że to płaczki su. [Śmiech] A to że tam takie siedem lalek ktoś robi&#13;
i gdzieś tam za tego do tego sunsiada, jak ma dziecko i tam położy, to późni to&#13;
dziecko tak krzyczy, ale czy to prowda, to ja nie wiem [ZC, p. Puławy].&#13;
&#13;
W powyższej relacji uwidacznia się klasyczna Frazerowska zasada działania&#13;
magii sympatycznej, którą można wyrazić słowami „podobne czyni podobne”&#13;
⩶ 231 ⩶&#13;
&#13;
�– umieszczenie w odpowiednim miejscu laleczek kojarzonych z dziećmi sprowadza&#13;
uporczywy płacz na najmłodszego członka rodziny. Muszą one być w odpowiedniej&#13;
liczbie, gdyż jest to jednym z warunków sine qua non wywołania niepożądanego&#13;
stanu rzeczy. Zostaje więc przywołany ten aspekt symboliki siódemki, który wiąże&#13;
się z możliwością zainicjowania przez tę liczbę negatywnej zmiany, oraz jej mediacyjny charakter.&#13;
Zaawansowana numerologia jest zjawiskiem charakterystycznym dla ludowego lecznictwa magicznego. W kolejnym przykładzie zastosowano multiplikację&#13;
liczb, ale akcent pada na siódemkę, o czym świadczy to, że siedmioletni czas noszenia kołtuna zostaje wskazany aż trzykrotnie. Zwielokrotnienie może dotyczyć&#13;
jednej liczby i/lub takie znaczenie może być zbudowane poprzez zestawienie kilku&#13;
liczb o dużym potencjale symbolicznym:&#13;
Oto w jaki sposób lud pińczowski zadaje niemiłej osobie kołtuna: potrzeba wyszukać Żyda, który by przez siedm lat miał kołtuna w brodzie, potem konia, mającego&#13;
w grzywie przez siedm lat kołtuna, i psa, noszącego przez siedm lat tę chorobę.&#13;
Tak z Żyda, jako z konia i psa wyrwać z tego miejsca, gdzie kołtun gości, po kilka&#13;
włosów. Następnie udać się do takiego budynku, w którym znajduje się 27 („trzy&#13;
dziewięci” 3 × 9 = 27) stragarzy i pod środkowym stragarzem te kołtunowate włosy moczyć przez dobę w wodzie, którą daje się owej osobie zażyć w wódce lub jadle&#13;
(Bieg Lecz 258).&#13;
&#13;
Cały zabieg pozbycia się kołtuna jest budowany na bazie symboliki liczb&#13;
(7, 3 i 9), to w nich się kryje sprawcza moc. Skuteczność czarów wymaga wykorzystania elementów, które mają łączność z zaświatami, a za takie uznawane są&#13;
liczby – ich multiplikacja udrożnia kanał mediacji między sacrum a profanum,&#13;
a tym samym potęguje skuteczność całego aktu. Ponadto wskazane liczby oraz ich&#13;
multiplikacje budują aurę mistyki charakterystycznej dla magicznych formuł.&#13;
&#13;
7.9. Podsumowanie&#13;
Liczba 7 jest jedną z wyróżniających się, prototypowych liczb w polskiej kulturze&#13;
ludowej. Przypisuje się jej bogactwo znaczeń symbolicznych. Podobnie jak inne&#13;
liczby charakteryzuje czas i przestrzeń. Wyznacza jeden z powszechnie obowiązujących przedziałów czasu, czyli siedmiodniowy tydzień, na który w kulturze ludowej&#13;
dodatkowo nakładają się wierzenia magiczne. Liczba ta określa także siedmioletnie okresy, które – przede wszystkim w pieśniach – zyskują negatywne konotacje.&#13;
⩶ 232 ⩶&#13;
&#13;
�Siódemka jest parametrem obcej przestrzeni, gdyż wytycza granicę, za którą rozciąga się orbis exterior – miejsce właściwe dla niezwykłych zdarzeń i bytów z zaświatów. Dlatego to tam odsyłana jest choroba i lokowane bajkowe zdarzenia.&#13;
Siódemka wykazuje zwiększoną częstotliwość występowania w kontekstach&#13;
demonicznych, charakteryzuje przede wszystkim takie postacie jak zmora, diabeł,&#13;
strzygoń czy utopiec. Jest to więc zarówno liczba „demonogenna”, ułatwia metamorfozę w istotę chtoniczną, jak i jest jednym z warunków tej przemiany. Liczba&#13;
7 umożliwia kontakt z zaświatami, jest więc liczbą mediacyjną, dlatego wykorzystywana była w lecznictwie ludowym oraz magii ochronnej i czarnej. Liczba ta jest&#13;
częścią symbolicznego języka, który opisuje zaświaty, sprzyja także tworzeniu aury&#13;
tajemniczości w formułach magicznych.&#13;
Nietypowe jest zwracanie uwagi przez depozytariuszki kultury ludowej na&#13;
kształt cyfry; siódemka kojarzona jest z kosą, a przez to ze śmiercią, co prowadzi do ich utożsamienia. Przedstawione wierzenia dotyczące siódemki w polskim&#13;
folklorze wskazują na przewagę jej negatywnego wartościowania, jednakże w relacji informatorki jest ona eksplicytnie uznawana za liczbę przynoszącą szczęście:&#13;
A siódemka, siódemka to jest taka szczęśliwa liczba. Przynajmniej tak to potocznie się uważało, że siódemka to jest taka szczęśliwa liczba, co przynosi szczęście&#13;
[EW, p. Puławy].&#13;
&#13;
Liczbie tej przypisywane są też wartości odmienne, przy czym te dwie perspektywy nie wykluczają się, ale budują jej całościowy obraz. Obecność w wielu&#13;
kontekstach czy bogactwo konotacji potwierdzają dużą rangę siódemki. Depozytariusze i depozytariuszki kultury ludowej bowiem z językowo-kulturowego repozytorium środków wybierają te, które uznają za szczególnie istotne.&#13;
&#13;
⩶ 233 ⩶&#13;
&#13;
��8 Liczba 12&#13;
Liczba 12 oznacza pełnię i doskonałość. Jest symbolem kosmicznym cyklicznego&#13;
rozwoju w przestrzeni i czasie oraz podziałów chronotopowych. Niebo wyobrażano sobie jako wielką kopułę, podzieloną na dwanaście segmentów, z których&#13;
każdy odpowiadał jednemu z dwunastu znaków zodiaku; tyleż miesięcy ma rok&#13;
u Asyryjczyków, Chińczyków i judeochrześcijan, dwanaście godzin trwa dzień&#13;
i tyle samo noc (Her Lek 37, Lur Słow 52–53, AlvSim Ssym 50). Rozbudowana&#13;
symbolika dwunastki wynika z faktu, że jest ona iloczynem trójki – symbolu nieba&#13;
– i czwórki, symbolu ziemi. Dlatego też liczba ta jest uznawana za pełną, doskonałą i stanowiącą idealną jedność (For Sym 51) oraz uważa się, iż łączy sferę duchową&#13;
i materialną (Tresid SSymb 42).&#13;
Z tej wizji dwunastki jako liczby całości i doskonałości absolutnej wynika jej&#13;
znaczenie w tradycji judeochrześcijańskiej. Było dwunastu synów Jakuba, a zatem&#13;
tyleż pokoleń Izraela; Chrystus powołał dwunastu apostołów (miejsce po Judaszu&#13;
uzupełniono, wybierając Macieja); bramy Jerozolimy Niebieskiej określano imionami dwunastu pokoleń synów Izraela, a jej mury miały dwanaście warstw fundamentów z imionami apostołów; niewiasta apokaliptyczna nosiła wieniec z dwunastu gwiazd; dwukrotność dwunastki to liczba pojawiająca się w Apokalipsie&#13;
w odniesieniu do starców; zaś dwanaście tysięcy przedstawicieli dwunastu plemion Izraela zostanie wybranych na końcu czasów (co daje sto czterdzieści cztery&#13;
tysiące wiernych) (Hof Lek 25).&#13;
Georges Ifrah postawił hipotezę, że baza sześćdziesiętna, która była używana&#13;
w starożytnej Mezopotamii, powstała w wyniku połączenia dwóch różnych kultur,&#13;
z których jedna posługiwała się rachunkiem palcowym o podstawie pięć, a druga&#13;
– metodą liczenia kciukiem czterech palców, z których każdy ma 3 kostki (zgięcia). Kombinacja tych dwóch metod dała jednostkę wyższego rzędu, czyli podstawę sześćdziesiętną (Ifrah 2006, 274). Nasza kultura zachowała wyraźne ślady tej&#13;
podstawy, o czym świadczy mierzenie czasu w godzinach, minutach i sekundach.&#13;
W zgromadzonym materiale wyróżniają się trzy kategorie opisywane przez&#13;
liczbę 12. Są to kolekcja potraw wigilijnych, czas i postacie.&#13;
⩶ 235 ⩶&#13;
&#13;
�8.1. Kolekcja potraw wigilijnych&#13;
Powszechną w kulturze ludowej fasetą związaną z liczbą 12 jest kolekcja potraw&#13;
wig ilijnych. Informatorki w badaniach terenowych, pochodzące z różnych regionów Polski, wskazywały na taką liczbę dań oraz na różne powody ich przygotowywania. Pierwszy z nich wypływa z religijności ludowej, o czym świadczy to, iż&#13;
w uzasadnieniu występuje odwołanie do dwunastu apostołów:&#13;
No dwanaście, bo to było chyba dlatego, że to było dwunastu apostołów i każdy&#13;
musiał mieć te swoje, no i chyba to tak musiało być. Dwanaście potraw zawsze się&#13;
stawiało [LG, p. Szydłowiec]; wariant: [TS, p. Olecko].&#13;
&#13;
Jak zostało ukazane we wstępie do niniejszego rozdziału, badacze i badaczki&#13;
Pisma Świętego podkreślają rozbudowane znaczenie dwunastki. Liczba apostołów&#13;
stanowi kontynuację symboliki starotestamentowej. Mieszkańcy i mieszkanki wsi&#13;
łączą więc liczbę dań wigilijnych z liczbą uczniów Chrystusa. Być może mają tutaj&#13;
znaczenie asocjacje z ostatnią wieczerzą, chociaż ostatni wspólny posiłek apostołów z Jezusem nie został tu przywołany bezpośrednio. Natomiast powyższa interpretacja jest charakterystyczna dla pobożności ludowej i wpisuje się w biblijny,&#13;
judeochrześcijański model świata.&#13;
Kolejna motywacja, wyrażona eksplicytnie, wynika z podziału roku na dwanaście miesięcy.&#13;
Szczęśliwy rok, szczęśliwe miesiące, bo to dwanaście miesięcy i za każdy miesiąc,&#13;
by było szczęście, jedzenie, by było… No, dobrobyt po prostu żeby był. Bo to też&#13;
kiedyś bieda, różnie było [ JM, p. Wolsztyn].&#13;
&#13;
Każde z dań odpowiada jednemu z miesięcy nadchodzącego roku, tym samym zapewniając pomyślność w tym okresie. Istotne znaczenie ma tutaj symbolizowana przez dwunastkę całość i pełnia. Taki trop semantyczny jest implikowany&#13;
łączeniem przez dwunastkę mocnych liczb, czyli 3 i 4. Warto przypomnieć, że siódemka także scala te dwie wartości liczbowe oraz ma udział w strukturyzacji czasu.&#13;
Dlatego można wnioskować, że w kontekście wigilijnych wymogów ilościowych&#13;
wykorzystywana jest symbolika pełni oraz następuje odwołanie do segmentów&#13;
temporalnych – dni w tygodniu, miesięcy w roku (zob. rozdział Liczba 7).&#13;
Przygotowywanie określonej liczby potraw wigilijnych w przekonaniu depozytariuszek kultury ludowej wynika z przekazywanego z pokolenia na pokolenia&#13;
nakazu tradycji, wymaga zatem kultywowania:&#13;
⩶ 236 ⩶&#13;
&#13;
�U nas dwanaście. [MW: A dlaczego dwanaście?] Taka tradycja z dziadka pradziadka [HW, p. Olecko];&#13;
To dwanaście potraw musi być. [MW: Dlaczego?] No dlaczego? Bo taka jest&#13;
tradycja, tak że zawsze liczymy, żeby tych potraw dwanaście było. To też jest tak&#13;
przekazywane z pokolenia na pokolenie, dwanaście tych potraw takich wigilijnych&#13;
[MM, p. Wolsztyn].&#13;
&#13;
W relacjach były także wskazywane równorzędnie następujące motywacje:&#13;
Przeważnie dwanaście potraw. [MW: Dlaczego?] No to jest tak tradycyjnie&#13;
z każdego miesiąca jedna potrawa, dwanaście. No i dwanaście apostołów było,&#13;
i na dwanaście tych dań się szykuje. [MW: Czy trzeba było każdej potrawy&#13;
spróbować?] No, każdej potrawy, chociaż się nie lubiało, ale trzeba było zjeść.&#13;
[MW: Dlaczego?] No, że to wszystko [MF, p. Kalisz]; wariant: [CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
Kolekcję tworzą różne potrawy, które występują w tym samym czasie, miejscu,&#13;
mają jednak charakter izofunkcyjny (Bartmiński 1990b, 161), są więc tak samo&#13;
ważne. Z tego względu każdego z wigilijnych dań należało spróbować. Pominięcie&#13;
chociaż jednego niszczyło funkcję całego zestawu. Łącznie stanowią bowiem całość, a każdy z elementów składowych ma tak samo ważny status w sprowadzaniu&#13;
obfitości w nadchodzącym roku.&#13;
&#13;
8.2. Czas&#13;
Podstawową jednostką czasu dla mieszkańców naszego globu jest rok, który stanowi czas okrążenia Słońca przez Ziemię. Jednakże w przeszłości na wschodzie&#13;
rok miał dwanaście miesięcy, na zachodzie zaś dziesięć. Były też ludy, które miały&#13;
rok trzynastomiesięczny. Według tradycji Estów trzynasty miesiąc ukradli feudałowie, żeby nie płacić za niego podatków (Mosz Kul 2, 141). Joanna Szadura&#13;
wyjaśnia, że ponieważ czas obiegu Księżyca wokół Ziemi w ciągu roku nie jest&#13;
równy okresowi obiegu Ziemi wokół Słońca, gdyż rok synodyczny jest krótszy,&#13;
zastosowano wyrównanie polegające na dodawaniu lub odejmowaniu dni kolejnym miesiącom (stąd różnice w ich długości). Jednakże według przekazów&#13;
etnograficznych jeszcze w XIX w. lud mierzył czas fazami księżyca1. Materiały&#13;
potwierdzają używanie kalendarza lunarnego, a nawet zostaje w nich wskazany&#13;
Z dawnego mierzenia czasu według księżyca dochował się natomiast ślad dawnego podziału na miesiące księżycowe: „to siedem księżyców temu było” czy „dwa mniesiunczki temu nazad”&#13;
(Szyfer Kul 435).&#13;
1&#13;
&#13;
⩶ 237 ⩶&#13;
&#13;
�trzynasty miesiąc, przypadający między lutym a marcem, nazywany podmarcyk&#13;
(Mosz Kul 2, 169; Szadura 2017, 164–165)2.&#13;
W kulturze ludowej struktura czasu w postaci podziału na dwanaście miesięcy została odzwierciedlona w zagadkach:&#13;
Co to za miasto, którego pilnuje dwunastu stróżów i dwie niewiasty?&#13;
[Rok, dwanaście miesięcy, noc i dzień] (Fol Zag 202);&#13;
Cztery łabędzie, dwanaście gęsi, pięćdziesiąt dwie kaczki i trzysta sześćdziesiąt&#13;
pięć ćpaków i tylko wszyscy razem jedno jaje znieśli&#13;
[Rok – cztery kwartały, dwanaście miesięcy, pięćdziesiąt dwa tygodnie, trzysta&#13;
sześćdziesiąt pięć dni] (Fol Zag 202);&#13;
Stoi buk, na tym buku dwanaście konarów, a na tych konarach po czworo młodych&#13;
[Rok – dwanaście miesięcy, cztery kwartały] (Fol Zag 202);&#13;
Jedna baba miała dwanaście córek, a te córki miały po cztery córki, a te cztery&#13;
córki miały po sześciu synów&#13;
[Rok ma dwanaście miesięcy, miesiące cztery tygodnie, tydzień sześć dni]&#13;
(Fol Zag 202);&#13;
Co to za kościół ze słupem, na którym stoi dwanaście miast, mających po trzydzieści domów, w każdym po mężu i żonie?&#13;
[Niebo, rok, miesiąc, dzień i noc] (Fol Zag 205).&#13;
&#13;
W obrazowaniu podziałów tkanki czasu odnajdujemy nawiązania do archetypowych symboli, które służą do interpretowania rzeczywistości. Tekst zagadek wprowadza w sposób symboliczny koncept czasu jako rozbudowanego drzewa, zbiorowiska ptaków, wielopokoleniowej rodziny czy rozbudowanego kościoła ze słupem.&#13;
Obraz czasu ujawniony przez liczby pozostaje zatem w ścisłym związku z obrazem&#13;
świata i jego strukturą (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 333–334). Liczby stanowią kategorię, za pomocą której człowiek próbuje zrozumieć zjawiska abstrakcyjne.&#13;
Podział czasu w dwunastomiesięczne cykle utrwalają zabiegi o charakterze&#13;
obrzędowym, magicznym lub wróżebnym. Przykładowo na Kurpiach przygotowywano pieczywo nazywane nowe latko, które służyło jako kalendarz. Pełniło ono&#13;
W Sklepach cynamonowych Brunona Schulza pojawia się opis dodatkowego miesiąca: „Każdy wie, że w szeregu zwykłych, normalnych lat roǳi niekiedy zǳiwaczały czas ze swego łona lata&#13;
inne, lata osobliwe, lata wyrodne, którym – jak szósty, mały palec u ręki – wyrasta kędyś trzynasty,&#13;
fałszywy miesiąc. Mówimy fałszywy, gdyż rzadko dochoǳi on do pełnego rozwoju. Jak ǳieci późno&#13;
spłoǳone, pozostaje on w tyle ze wzrostem, miesiąc garbusek, odrośl w połowie uwiędła, raczej domyślna niż rzeczywista” https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schulz-sklepy-cynamonowe/ [data&#13;
dostępu 20.04.2024 r].&#13;
2&#13;
&#13;
⩶ 238 ⩶&#13;
&#13;
�jednak nie tylko funkcję praktyczną, wiązały się z nim także wierzenia hodowlano-pasterskie – miało ono zapewnić dobrobyt w nadchodzącym roku:&#13;
A nowe latko to jest taka figurka, no w tej chwili tu przy sobie nie mam, ale mogę&#13;
to pani potem pokazać. To jest pastuszek, dookoła niego dwanaście gąsek. [MW:&#13;
Dlaczego dwanaście?] Bo dwanaście miesięcy jest. I wtedy kiedy jeszcze nie było&#13;
kalendarzu na wsiach, to liczono miesiące na tych gąskach, jak minął miesiąc, czy&#13;
nadchodził, to zależy, jak kto sobie tam ustalił, to po prostu odłamywało się dziób&#13;
gąsce i wiadomo było, że następny miesiąc. I jest taka legenda na temat tych, tego&#13;
nowego latka, jak sama nazwa mówi, robione jest to na nowy rok, nowe latko,&#13;
czyli kalendarz. A było to tak, że pastuszek pasł w puszczy gęsi, napotkał na jakiś&#13;
tam rabusiów, parę gąsek mu ukradli, a jego związali, a on przyszła noc nie mógł&#13;
wrócić do domu, pomylił drogę, a było zimno, to te gąski go obsiadły wokół, grzejąc&#13;
go, bo gąski mają piórka naprawdę cieplutkie takie. No i kiedy rankiem słońce wyjrzało, pastuszek znalazł drogę, wrócił do domu, szczęśliwie wrócił, przyszedł do&#13;
domu, jego mama piekła chleb, przyszedł do domu i wykonał taką, ten, odtworzył&#13;
tę historię, jaka mu się zdarzyła, przelewając to na to ciasto, nazwał to nowe latko&#13;
i na tą pamiątkę robimy to do tej pory. To jest legenda [CK, p. Ostrołęka].&#13;
&#13;
W relacji zostaje wskazana geneza funkcji, jakie pełni obrzędowy atrybut.&#13;
Dwanaście uczynnych gąsek, które występują w opowieści, ze względu na ich&#13;
liczbę, zostaje przyporządkowanych do miesięcy w roku. Jednocześnie moment&#13;
wypieku pieczywa, związany z zimowym czasem przejścia, umożliwia kreację dobrobytu w nadchodzącym czasie.&#13;
W społecznościach agrarnych wróżby na temat pogody miały istotne znaczenie, gdyż od niej zależała obfitość zbiorów, stąd bogactwo ich odmian i sposobów&#13;
wróżenia. Szczególnie interesowano się, jakie będą pod względem aury kolejne&#13;
miesiące nadchodzącego roku:&#13;
A teraz powróżyć pogodę, jaka będzie pogoda. Przynoszono cebulę, łupano takie&#13;
łuski cebuli, takie głębokie miseczki, kładziono na stole i sypano sól do tego, po&#13;
odrobince soli, i naznaczano, wszystkie miesiące nazywano sobie, żeby zapamiętać, i potem jak przyszli po pasterce z kościoła, albo po pasterce, różnie było, u nas&#13;
było po pasterce, a w sąsiedniej miejscowości było już po na Szczepana, w Boże Narodzenie, znaczy w Boże Narodzenie odczytywano, albo po pasterce zaraz, albo&#13;
rano, jak nie szli na pasterkę. Na przykład styczeń – cebula mokra, bedzie lało,&#13;
styczeń będzie mokry – w zależności od tego, jaka ta sól była. Na przykład marzec,&#13;
była woda już, tam nie było soli, była woda: „Oj, w marcu będzie jeszcze zła pogoda”. Potem czerwiec – o tam na początku pół soli zmokło, pół nie, a początek będzie&#13;
taki, albo połowa miesiąca będzie sucha, połowa mokra, źle na siana i tam wróżyły&#13;
z tego, wróżenie z cebuly. To było we wigilije [MK, p. Łańcut].&#13;
&#13;
⩶ 239 ⩶&#13;
&#13;
�Nowe latko&#13;
&#13;
Foto: Katarzyna Kraczoń.&#13;
&#13;
⩶ 240 ⩶&#13;
&#13;
�Oprócz zaprezentowanej wróżby przy użyciu cebuli znane były także inne&#13;
sposoby prognozowania pogody w nadchodzącym roku. Jednym z nich było wyróżnienie dwunastodniowych okresów, które przekładały się na kolejne miesiące&#13;
przyszłego roku. Nie były one jednak wyznaczane przypadkowo, ale ich punkt&#13;
centralny stanowiło Boże Narodzenie. Miniaturą pogodową roku były więc dni od&#13;
św. Łucji (13 grudnia) do Wigilii włącznie oraz okres zaczynający się 26 grudnia&#13;
i trwający do święta Trzech Króli (6 stycznia) (por. Petera 1986, 26):&#13;
Przed Bożym Narodzeniem, dwanaście, do Wigilii, dwanaście dni, to chyba jest&#13;
od św. Łucji, jeśli się nie mylę, i każdy dzień oznaczał nowy miesiąc, znaczy kolejny&#13;
miesiąc w nowym roku, i jaka pogoda będzie w ten dzień [MWS, p. tatrzański];&#13;
Od Łucji do Wilii – licz dwanaście sobie dni,&#13;
a w jakim po sobie toku&#13;
słonko we dnie, pod noc gwiazdy&#13;
światłem tuż po sobie lśni,&#13;
takim będzie miesiąc każdy&#13;
w nadchodzącym tobie roku&#13;
(K 48 Ta-Rz 61);&#13;
Mniemają, że pogoda każdego z 12 dni między Bożym Narodzeniem a Trzema&#13;
Królami jest przepowiednią pogody na 12 następujących miesięcy (K 9 Poz 116).&#13;
&#13;
Według literatury naukowej tradycja ta wywodzi się z pogańskich świąt obchodzonych z okazji zimowego przesilenia, takich jak Saturnalia (Tresid SSymb 42).&#13;
Anna Szyfer podaje, że czas od pierwszego dnia Bożego Narodzenia do Trzech&#13;
Króli na terenie Warmii i Mazur ma kilka charakterystycznych nazw, na przykład wieczory w tym okresie są określane jako dwunastki. Kolejne dni od Bożego&#13;
Narodzenia do Trzech Króli mają symbolizować poszczególne miesiące roku, na&#13;
przykład pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia – styczeń, drugi dzień – luty&#13;
itd. Niektórzy informatorzy pokazywali prowadzone systematycznie przez wiele&#13;
lat notatki zawierające opisy pogody w te dni i ich zestawienie ze stanem w ciągu&#13;
roku, potwierdzające trafność wróżb (Szyfer MiW 23). Obrazują one, że w świadomości ludowej dwunastka dzieli rok na miesiące, którym przypisuje się indywidualną charakterystykę pogodową. Każdy z nich jest zatem traktowany jak odmienna i autonomiczna jednostka w strukturze temporalnej, oddzielona niejako&#13;
grubą kreską od innych. Przywodzi to także na myśl nazwy poszczególnych miesięcy, które kształtowały się pod wpływem obserwacji przyrody (zob. Mosz Kul 2,&#13;
143–153; Szadura 2017, 166–177).&#13;
Wskazany wyżej dwunastodniowy przedział czasu sprzyjał nie tylko prognozowaniu pogody, ale także działaniom o charakterze magicznym:&#13;
⩶ 241 ⩶&#13;
&#13;
�Nie tylko do usunięcia krasnoludków posługują się tak zwanym dwunastkowym&#13;
popiołem, zebranym w czasie świąt od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Popiołu tego używa się też do djagnozy choroby (Bieg Lecz 5).&#13;
&#13;
Zgromadzone relacje wskazują także na związek dwunastu dni, przypadających między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli, z duszami zmarłych&#13;
i wątkami eschatologicznymi:&#13;
Szeroko to rozprzestrzeniona wiara w potrzebę karmienia dusz zmarłych w tak&#13;
zwaną dwunastnicę (od 24 grudnia do 6 stycznia) (Bieg Śmier 305);&#13;
Kto w Dytmarskiem umrze podczas dwunastnicy (od Bożego Narodzenia do&#13;
Trzech Króli), ten pociągnie za sobą w następnym roku 12 osób na drugi świat&#13;
(Bieg Śmier 91).&#13;
&#13;
Specjalna nazwa dla tego okresu poświadcza, że jest on istotny, ale także silnie&#13;
obecny w świadomości depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej. Wróżby, działania magiczne oraz wątki eschatologiczne związane z tymi wyróżnionymi&#13;
w strukturze czasu dniami są determinowane przede wszystkim przez dwa czynniki. Pierwszym jest specyfika temporalna tego okresu – jest to czas świąteczny,&#13;
mocny, kiedy zaświaty są bliżej człowieka, drugim zaś fakt, że te dni spięte są dwunastkową klamrą, co buduje specyficzną aurę sprzyjającą powyższym wierzeniom.&#13;
Taką symbolikę dwunastki potwierdzają konotacje liczby 13, która jest sumą jedności i dwunastki, narusza więc doskonały zbiór i jest przyczyną licznych nieszczęść&#13;
(AlvSim Ssym 267). Przekonanie o trzynastce jako liczbie pechowej jest szeroko&#13;
rozpowszechnione nawet w naszych czasach. W okolicach Dubrownika wierzono,&#13;
że jeśli trzynaście osób siedzi przy stole, jedna z nich wkrótce umrze (Radenkovič&#13;
2012, 60). Na Mazowszu podobne wierzenie wiązało się z liczbą osób na wieczerzy&#13;
wigilijnej, dlatego uważni gospodarze, jeżeli zauważali, że jest ich trzynastu, prosili,&#13;
aby ktoś z młodych odszedł od stołu (K 42 Maz 397). Trzynasty to ten dodatkowy,&#13;
ponadnormatywny, zaburzający doskonałą pełnię dwunastki.&#13;
Dwunastka jest podstawą także innej delimitacji czasu: dzień i noc liczą&#13;
po dwanaście godzin3, choć warto zwrócić uwagę, że dziennej obecności światła&#13;
i pory jego braku nie łączono w jedną, dwudziestoczterogodzinną jednostkę, zaś&#13;
pierwotnie podziału czasu nie były mechanicznie odliczane godziny, ale kompleks zjawisk przyrodniczych złożonych z doby, miesiąca i roku (Szadura 2017,&#13;
Interesująca jest teza, że łatwiej byłoby nam posługiwać się systemem dwunastkowym niż dziesiętnym, gdyż wtedy nie byłoby rozbieżności pomiędzy czasem pracy (liczonym w systemie dwunastkowym) a zapłatą za pracę (wyliczaną w systemie dziesiętnym)&#13;
(Ifrah 2006, 137).&#13;
3&#13;
&#13;
⩶ 242 ⩶&#13;
&#13;
�152–153). Anna Brzozowska-Krajka pisze: „Segmentacja czasu w obrębie zegara&#13;
dobowego wpisana w werbalne i pozawerbalne znaki ludowej ekspresji, oprócz&#13;
faz granicznych (świt, zmierzch), obejmuje również fazy centralne (południe, północ), których aksjologiczny wymiar wyznacza ciąg mitycznych opozycji skorelowanych wokół pary bóstw stwórczych, antycznych demiurgów – solaryzowanego Boga i Księcia Ciemności, Diabła oraz ich nieustannego współzawodnictwa”&#13;
(Brzozowska-Krajka 1994, 141). W dalszej części – powołując się na Eliadego – stwierdza, że centrum to punkt idealny, należący do przestrzeni sakralnej,&#13;
stasis, to wieczna bezczasowa teraźniejszość, pozwalająca dokonać przeniesienia&#13;
z rzeczywistości ziemskiej do strefy transcendentnej. To centralne słupy czasu&#13;
umożliwiające kontakt między sferami niebiańską, ziemską i inferalną, dlatego,&#13;
jak pokazują badania, momenty te cechuje najwyższy stopień demonogenności&#13;
(Brzozowska-Krajka 1994, 141–145). Pomimo że podział doby na godziny miał&#13;
charakter wtórny, był on znany już najstarszym cywilizacjom (Egipt, Sumer, Indie,&#13;
Chiny), chociaż rachuby te były odmienne od obecnie stosowanych (na przykład&#13;
różna była długość godziny lub liczenie godzin nowego dnia zaczynano od świtu). Niemniej jednak można przypuszczać, że wskazywane punkty centralne doby&#13;
z ich rozbudowaną symboliką wiążą się z bogactwem naddanych znaczeń liczby&#13;
12. A zatem zarówno godzina dwunasta w południe, jak i dwunasta w nocy są&#13;
w kulturze ludowej momentami, którym informatorki przypisują zdarzenia o charakterze pozaziemskim i demonicznym.&#13;
Kulminacja południowa jest związana z aktywnością postaci demonicznej –&#13;
południcy, wysokiej kobiety, która przechadza się latem, w okresie żniw po polach&#13;
i skręca ludziom głowy, co powoduje piekący ból w szyi (Mosz Kul 2, 696–698).&#13;
Był to także czas odmawiania modlitwy Anioł Pański, następowała przerwa w pracy oraz podejmowano działania o charakterze magicznym i religijnym (zob. Brzozowska-Krajka 1994, 141–166).&#13;
Natomiast nocna faza środkowa stanowi moment dominacji szatana i największej aktywności istot demonicznych. W trakcie kwerendy i badań terenowych zgromadzono liczne opowieści potwierdzające taką percepcję tego czasu. Przykładowo&#13;
jeden z informatorów opowiadał, że w Zaduszki wszystkie dusze z cmentarza szły&#13;
o godzinie dwunastej w nocy do kościoła. Zobaczyła je matka, która bardzo opłakiwała zmarłą niedawno córkę. Dziewczyna szła z tyłu i dźwigała wielki dzban, matka&#13;
więc pyta ją:&#13;
„Co tutaj tak dźwigasz przy sobie?” A ona mówi: „Ten dzban dźwigam twoich&#13;
łez, żebyś nie płakała, bo mnie jest bardzo dobrze! Żebyś więcej nie płakała od tej&#13;
pory!” [SS, p. Puławy].&#13;
&#13;
⩶ 243 ⩶&#13;
&#13;
�W drugiej opowieści tego samego informatora pojawia się motyw straszenia&#13;
w Zaduszki. W czasie drogi powrotnej do domu usłyszał on:&#13;
Świst i cudowne te głosy rozmaite, jak mnie przejął strach, nie wtedy, kiedy to się&#13;
działo. Ja jak poszedłem, to kuniem trzeba by mnie gunić. Ja do dumu wpadłem,&#13;
a tu siedem po dwunasty! [SS, p. Puławy].&#13;
&#13;
O tej godzinie demony zagrażają ludziom:&#13;
I tak już było przed dwunastą szłam spać i położyłam, jeszcze dobrze nie zasnęłam, o czymś tam pomyślałam i od razu mnie coś dusi. No i przyszła ta dziewczyna, ta która tego... I tak mnie dusiła, a ja wtedy w nocy zaczęłam krzyczeć do&#13;
męża: „Janek, Janek, ratuj mnie, coś mnie dusi!”. I wtedy to coś odeszło ode mnie&#13;
[MF, p. Kalisz];&#13;
&#13;
Zaś wykonana według specjalnych zaleceń piszczałka:&#13;
[...] ma własność, że skoro w nocy uderzy wpół do dwunastej, a na niej się przy&#13;
smętarzu zagra, to całe wojsko upiorów ze swych mogił powstaje w ogromnych postaciach, którzy wychodzą nie tylko pieszo, ale nawet na koniach i w zbroji, jeżeli&#13;
byli wojownikami za życia (K 17 Lub 96).&#13;
&#13;
W relacjach zostały sugestywnie przedstawione pojedyncze dusze oraz całe&#13;
zastępy dusz, które przychodzą na ziemię. Wyraźnie podkreślono, że zdarzenia te&#13;
następują o godzinie dwunastej w nocy. Północna kulminacja desakralizacji czasu sprzyja wszelkim działaniom utrwalającym antyład. Jest ona więc momentem&#13;
przemieszania się porządków – ludzkiego i pozaludzkiego. Dlatego o tej godzinie można na przykład pozyskać latańca poprzez zjedzenie mięsa upieczonego&#13;
czarnego kota (Szyfer MiW 107–108). Wierzenia związane z godziną dwunastą&#13;
utrwala zabawa zwana strzygoniem:&#13;
Dzieci ustawiają się w koło, a jedno z nich udając strzygonia, kładzie się w środku&#13;
koła twarzą do ziemi, zamyka oczy, udając, że śpi. Dzieci obchodzą kołem leżącego&#13;
strzygonia i mówią chórem: „Pierwsza godzina strzygoń śpi, druga godzina strzygoń śpi itd.” Wreszcie godzina dwunasta – strzygoń wstaje. Strzygoń zrywa się z ziemi i goni dzieci, te zaś rozbiegają się na wszystkie strony. Które dziecię pochwycił,&#13;
prowadzi tam, gdzie leżał i to zostaje strzygoniem, a gra trwa dalej (Bieg Mat 378).&#13;
&#13;
Jest to więc czas silnie obudowany wierzeniami demonicznymi, utrwalonymi w świadomości ludowej. Obecność ich w zabawie dziecięcej świadczy o ich&#13;
powszechności. Wierzenia te wynikają z tego, iż jest to godzina graniczna, dzieli&#13;
dobę „na połowę”, wyznacza moment pełni i apogeum nocy.&#13;
⩶ 244 ⩶&#13;
&#13;
�Godzina dwunasta w nocy sprzyja także podejmowaniu działań o charakterze&#13;
magicznym, które mogą mieć pozytywne konsekwencje, na przykład służą pozyskaniu niezwykłego kwiatu (K 23 Kal 96) lub wody o szczególnych właściwościach,&#13;
która sprawia, że włosy stają się złote (K 51 San-Kr 240). Zaświaty w tym szczególnym momencie są bliżej człowieka, jest to sytuacja groźna, ale jednocześnie, przy&#13;
ścisłym zachowaniu wymogów rytualnych, można czerpać z niej korzyści.&#13;
Północ wyznacza koniec jednego dnia i początek drugiego4, stąd w momentach przełomowych nabierała ona szczególnego znaczenia:&#13;
W karczmie w ostatni wtorek wchodzi stróż o północy i gwiżdże dwunastą godzinę. Wtenczas skrzypek zrywa wszystkie struny, klęka na środku izby karczemnéj,&#13;
a każdy z obecnych kładzie mu swą czapkę na głowę, przez co robi się na jego&#13;
głowie piramida czapek, które następnie najstarszy z obecnych gospodarzi strąca&#13;
mu kijem z głowy, jakoby zapustowi ścinał głowę. Poczém gdy się skrzypek z ziemi&#13;
podniesie, gospodyni podaje popiół, a każdy posypawszy sobie nieco popiołu na głowę, bije się w piersi i idzie do domu (K 11 Poz 144);&#13;
Święto Sylwestra, czyli Lasoty, na ostatni dzień roku przypada. W wielu domach&#13;
jest w używaniu niemiecki zwyczaj obchodzenia go zabawą, i czekania w licznej&#13;
drużynie godziny dwunastej północnej, by słowem i kielichem uczcić przybycie&#13;
roku nowego (K 24 Maz 91).&#13;
&#13;
Takie przełomowe daty uwypuklają graniczny charakter godziny dwunastej,&#13;
wraz z całym bagażem naddanych znaczeń przypisywanych w kulturze ludowej&#13;
graniczności. W aspekcie temporalnym godzina ta oddziela karnawał od postu,&#13;
stary i nowy rok, a więc zupełnie odmienne jakości. Daty przełomowe warunkują&#13;
także adekwatne zachowanie człowieka, na przykład zabawę versus wstrzemięźliwość i zadumę. Dzieląca je granica jest mgnieniem, gdyż – jak obrazowo pisał&#13;
św. Augustyn w Wyznaniach – będąc teraźniejszością, nie ma żadnej rozciągłości.&#13;
Trudno więc uwierzyć, że żłobi tak głębokie podziały, tym bardziej więc ich ciężar&#13;
spoczywa na liczbie 12.&#13;
Odliczanie kolejnych godzin aż do dwunastej jest zasadą konstrukcyjną&#13;
pieśni pogrzebowej o incipicie Żegnam cię, mój świecie wesoły. Kolejne godziny,&#13;
odmierzane miarowym biciem zegara, wyznaczają ostateczne pożegnanie zmarłego: z rodzicami, znajomymi, krewnymi, przyjaciółmi, książętami i sługami, kolejno z mitrami, koronami, tronami, następnie z pokojami, strojami, zwierzętami,&#13;
Nie zawsze w taki sposób dzielono dobę, przykładowo Babilończycy, żydzi i muzułmanie dzień liczyli od zachodu słońca, Egipcjanie od świtu, Słowianie od wschodu, Rzymianie&#13;
od północy, a Umbrowie i Ateńczycy od południa (Szadura 2017, 154–155).&#13;
4&#13;
&#13;
⩶ 245 ⩶&#13;
&#13;
�żywiołami, niebieskimi planetami, najmilszymi zabawami, aż w końcu z powierzchownymi sprawami. Punktem kulminacyjnym pieśni jest godzina dwunasta, kiedy to dusza rozstaje się z ciałem:&#13;
Żegnam was godziny cukrowe&#13;
Momenta i dni kanarowe&#13;
Już zegar wychodzi&#13;
Indeks nie zawodzi&#13;
Do wiecznego spania&#13;
Śmierci duszę wygania&#13;
Bije dwunasta godzina&#13;
[TN UMCS 1562 Dorbozy 2007 MM]; wariant: (K 22 Łęcz 41–42).&#13;
&#13;
W kolejnych zwrotkach następuje więc pożegnanie ze światem ludzkim,&#13;
z naturą w wymiarze kosmicznym, reprezentowanym przez planety, z żywiołami oraz otaczającą człowieka przyrodą. Zmarły żegna też życie społeczne&#13;
(por. Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 174–175). Cały świat zamyka się więc&#13;
w dwunastu godzinach, co potwierdza, że liczba ta symbolizuje pełnię i całość.&#13;
Dodatkowo miarowe bicie kolejnych godzin pełni funkcje estetyczne, ale także&#13;
mnemotechniczne, gdyż ułatwia zapamiętywanie kolejnych zwrotek i odtwarzanie tekstu z pamięci.&#13;
Z tej części rozważań płynie wniosek, że liczba 12 wyznacza fundamentalną&#13;
jednostkę cyklów czasu, zarówno w wymiarze makro, czyli roku, jak i mikro,&#13;
czyli doby.&#13;
&#13;
8.3. Postacie w liczbie 12&#13;
Liczba 12, która stanowi symbol pełni i całości zbioru, jest zestawiana z postaciami&#13;
demonicznymi i ludzkimi:&#13;
W Józefowej, wsi powiatu przasnyskiego, była włościanka chorą, o której powiadano, że czarownica trzy razy wsadzała w nią złego, inna ciotunia zadała chorej&#13;
babie aż dwunastu djabłów (Bieg Lecz 5–6).&#13;
&#13;
W innym wariancie chorą na obłęd nazywano ciotunią dwunastu djabłów&#13;
(Bieg Lecz 206). W bajce dwunastu diabłów chce zgładzić głównego bohatera, ale zostają one przez niego przechytrzone (Bart Wąż 130–134). Dość powszechne w folklorze jest zwielokrotnianie liczby diabłów, co ma na celu zintensyfikowanie ich znaczenia i funkcji ekspresywnej, wzmożenie obrazowości&#13;
⩶ 246 ⩶&#13;
&#13;
�i zwrócenie uwagi na różnorodność diabelskich istot (Dźwigoł 2012, 115–16).&#13;
Demony w liczbie dwunastu stanowią całościową, zamkniętą grupę, która pełni&#13;
określone funkcje. Ponadto jest to właściwa liczba do charakteryzowania świata&#13;
chtonicznego, co potwierdza wyartykułowaną już tezę, że w kulturze ludowej&#13;
symboliczne liczby, które cechuje mistyczna aura, służą do mówienia o tym, co&#13;
inne i obce. Natomiast Stanisława Niebrzegowska-Bartmińska wyróżnia teksty,&#13;
w których funkcjonuje dwunastu aniołów (Niebrzegowska-Bartmińska 2007,&#13;
345–346, zob. też Ad Pocz 29–30).&#13;
W prozie bajkowej często w liczbie 12 występują zbójcy, przykładowo jeden&#13;
z nich złapał złote jabłko rzucone przez księżniczkę, co oznaczało, że zostanie jej&#13;
mężem (K 17 Lub 188). Taka liczba tych postaci pojawia się również w przekazach z innych regionów (K 51 Sa-Kr 300). Także synowie są zestawiani z liczbą 12:&#13;
Byli raz trzy córki u jednego króla, trzy siostry byli, i siedzieli sobie nad drogo przy&#13;
bitym trachcie; i jechał tamtendy młody królewicz. A jak on jechał, tak oni gadali&#13;
sobie tak, żeby ich słyszał: najstarsza mówi: żeby sie ten królewicz ze mno ożenił, to bym mu bochenkiem wojsko nakarmiła, jednym bochenkiem, całe wojsko;&#13;
a średnia mówi: a żeby sie ten królewicz ze mno ożenił, to bym mu wrzecionem&#13;
cale wojsko przykryła, jednym wrzecionem; a namłodsza mówi: a żeby sie ze mno&#13;
ożenił ten królewicz, to bym mu urodziła dwanaście syny, a każdy by miał miesionc na czole, a jasne zore na tyle głowy (K 34 Cheł 92).&#13;
&#13;
W innej bajce ludowej ojciec oddaje chłopca na wychowanie do czarnoksiężnika, po roku chce go odzyskać, a żeby to zrobić, musi rozpoznać syna wśród dwunastu kruków, gołębi i koni (Bart Wąż 110–114). W każdym z powyższych przykładów taka liczba postaci służy zintensyfikowaniu znaczenia: dwunastu zbójców&#13;
wskazuje, że jest ich dużo, a ten jeden, który w jakiś sposób się wyróżnił, miał trudne zadanie. Obietnica urodzenia dwunastu synów, którzy dodatkowo będą mieć&#13;
takie atrybuty jak księżyc i zorze, jest najbardziej atrakcyjna spośród propozycji&#13;
trzech sióstr. Rozpoznanie syna wśród dwunastu zwierząt jest skomplikowane&#13;
właśnie ze względu na ich mnogość. Taka liczba postaci wskazuje na komplementarność i całkowitą reprezentatywność. Ponadto tworzy atmosferę tajemniczości&#13;
lub podkreśla właściwy porządek świata.&#13;
&#13;
8.4. Podsumowanie&#13;
Podsumowując obecność liczby 12 w polskiej kulturze ludowej, należy stwierdzić,&#13;
że częstotliwość jej występowania jest mniejsza niż omówionych wcześniej liczb&#13;
⩶ 247 ⩶&#13;
&#13;
�z pierwszej dziesiątki. Jednak konteksty, w których się pojawia, wskazują na kontynuowanie przez nią ogólnokulturowej symboliki. Jest więc to liczba wyróżniająca&#13;
się i ważna, stanowi synonim pełni i doskonałości. Taka charakterystyka sprawia,&#13;
że tworzy ona kolekcję wigilijnych potraw, a więc funkcjonuje w jednym z najważniejszych momentów roku, pełniąc funkcje magiczne i religijne, co świadczy o jej&#13;
randze w ludowej wizji świata.&#13;
Dominującym kontekstem występowania dwunastki jest aspekt temporalny.&#13;
Wynika to z obiektywnej obserwacji procesów zachodzących w naturze, które jednak przekładają się na mocno zakorzeniony w powszechnej świadomości podział&#13;
czasu w cyklu rocznym i dobowym. Wyznaczane przez nią miesiące stanowią dwanaście odrębnych i autonomicznych bytów, różniących się między sobą chociażby&#13;
charakterystyką pogodową, którą można przewidzieć. Następuje tutaj także zjawisko przenoszenia symboliki większego okresu na mniejszy, stąd okres dwunastu&#13;
dni przed i po Bożym Narodzeniu zyskuje znaczenie o charakterze profetycznym,&#13;
magicznym i eschatologicznym. Obecność takiej delimitacji czasu potwierdza&#13;
przypisywana jej nazwa dwunastnica. Dwunastka także określa godzinę, która jest&#13;
ważna w cyklu dobowym. Zarówno w szczycie południowym, jak i północnym&#13;
stanowi apogeum, moment graniczny, wyznaczający pełnię. Dlatego przypisywano jej działania o charakterze magicznym, religijnym oraz łączono z duchami&#13;
i demonami. Jest ona także zestawiana z postaciami ludzkimi, wskazując na ich&#13;
całościowy zbiór, mnogość lub uwypuklając wyjątkowość jednej z nich.&#13;
&#13;
⩶ 248 ⩶&#13;
&#13;
�9 Liczba 100&#13;
Symbolikę setki kształtuje podstawa dziesiętna, która jest najpowszechniejszym&#13;
systemem liczenia, używanym na całym świecie, ma więc ogromny zasięg etniczny,&#13;
historyczny i geograficzny (zob. Ifrah 2006, 143–145). Sto zgodnie z regułami&#13;
systemu dziesiątkowego jest więc interpretowane jako pełnia, doskonałość i tajemnica całego rozumnego stworzenia, tworzy zamkniętą całość oraz sygnuje podział.&#13;
Jest to liczba święta i przynależna Bogu. Myśl tę uzasadnia przypowieść ewangeliczna o Dobrym Pasterzu, który pozostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby&#13;
szukać jednej zagubionej. Ogólna liczba owiec wynosi więc 100 (For Sym 55).&#13;
W literaturze chrześcijańskiej setka to także symbol niebiańskiej szczęśliwości;&#13;
podobne znaczenie ma liczba tysiąc (Herd Lek 151). Obie stanowią dziesięciokrotność dziesiątki, co kojarzy się z mnożeniem, powielaniem oraz wyznacza dużą&#13;
wartość. Szczególnie dla ludów niepiśmiennych setka mogła stanowić liczbę abstrakcyjną, do której trudno było doliczyć i dlatego wiązała się z ogromną ilością,&#13;
wielkością czy odległością. Taki rys jej symboliki jest obecny we wszystkich fasetach, które zostały wyróżnione poniżej.&#13;
&#13;
9.1. Czas&#13;
W powszechnie stosowanej segmentacji czasu sto lat to wiek, a wieki odmierzają&#13;
dzieje świata. Kwantyfikacyjne znaczenie jest rezultatem długotrwałego procesu, gdyż pierwotne znaczenie leksemu wiek to ‘życiowa siła, moc’. Z czasem semantyka ilościowa uzyskała konkretną wielkość (Szadura 2017, 190). W polskiej&#13;
kulturze ludowej, ale i ogólnonarodowej, okres stu lat jest mocno zakotwiczony,&#13;
funkcjonuje bowiem w formule składanych życzeń, co potwierdza dokumentacja:&#13;
Kiedy kto kichnie w towarzystwie (mianowicie po zażyciu tabaki), wszyscy życzą&#13;
mu zdrowia, długich lat, sto lat zdrowia, dobrych powodzeń, spełnienia życzeń&#13;
(K 17 Lub 120);&#13;
&#13;
⩶ 249 ⩶&#13;
&#13;
�Nas tatusio wiwat pije,&#13;
niechaj sto lat zyje,&#13;
pije, pije, a nie moze,&#13;
dopomóz mu Panie Boze&#13;
(Ad Bor 133–134); wariant: (K 6 Krak 490–491).&#13;
&#13;
Zestawienie sto lat konotuje przekonanie, że jest to długi czas i każdy jubilat&#13;
życzyłby sobie dożyć takiego wieku. Ponadto sformułowanie to niesie pozytywny&#13;
ładunek, jest to dar przekazywany w formie słownej (zob. Adamowski 1992a), jak&#13;
pokazują powyższe przykłady, nie tylko w sytuacjach oficjalnych i świątecznych,&#13;
ale także prozaicznych i codziennych. W kulturze ludowej takie życzenia kierowane są przede wszystkim do rodziców.&#13;
W pieśniach taka temporalna kwantyfikacja wyznacza długi okres, który jednak należy wytrwać, jeśli komuś obiecywało się miłość:&#13;
Nie będe załować, będe cię miłować,&#13;
chociazbym tez miała sto lat pokutować.&#13;
Sto lat pokutować, jesce odwiecerze,&#13;
kto komu obiecał, musi wytrwać scérze.&#13;
(K 18 Kiel 140).&#13;
&#13;
W innej pieśni, oscylującej wokół tematu miłości, kawaler deklaruje, że będzie przez tak długi czas szukał odpowiedniej kandydatki na żonę:&#13;
Oj, nie będe się zenił, da jaz mi sto lat minie,&#13;
będe upatrywał dobréj gospodynie&#13;
(K 22 Łęcz 147).&#13;
&#13;
Hiperbola z tym komponentem liczbowym służy podkreśleniu, jak ważny&#13;
jest dla niego właściwy wybór żony.&#13;
Okres stu lat jest zestawiany przez informatorkę z czasem oczekiwania na&#13;
wyrośnięcie drzewa: Na duże drzewo to trza czekać sto lat [ZK, p. Lubartów].&#13;
Wiek jest wynikiem mechanicznego podziału czasu (Szadura 2017, 152), jednak w przybliżeniu wyznacza on pożądaną długość życia. Interesujące jest więc&#13;
w powyższym przykładzie, że miara ta zostaje rozszerzona także na świat roślinny. Tyle lat trzeba czekać, aby drzewo osiągnęło dużą wysokość, podczas gdy życie człowieka w takim przedziale się dokonuje. Drzewo więc egzystuje znacznie&#13;
dłużej niż istota ludzka.&#13;
⩶ 250 ⩶&#13;
&#13;
�W bajkach i legendach ludowych sto lat często występuje w formule inicjalnej, wskazując, że coś zdarzyło się dawno temu:&#13;
Ze sto lat może temu będzie, jak chłopi łowiąc ryby, uczuli, ze sieć o coś się w wodzie zaczepiła. Puścili więc w nią zamorczyka (zamorczyk, tj. za morzem wychowany, jak objaśnił opowiadający), który już i przedtem zanurzał się parę razy&#13;
w tym stoku, ale nie mógł trafić nigdzie, a teraz za siecią dostał się do krzyża na&#13;
wieży zapadłego kościoła, bo za niego sieć była uczepioną (K 16 Lub 14).&#13;
&#13;
Oddalenie w czasie wyznaczone przez sto lat ułatwia opowiadanie o niezwykłych wydarzeniach, w powyższym przykładzie jest to odnalezienie zatopionego&#13;
kościoła. Tak długi okres sprawia, że nie jest możliwe zweryfikowanie ich prawdziwości, zatem opowiadający dystansuje się do nich, niejako zawiesza osąd (Wójcicka 2010, 129). Formuła taka niesie także informację, że zdarzenia miały miejsce&#13;
dawno temu. Intencją opowiadającego nie jest wskazanie dokładnej liczby lat, ale&#13;
pokazanie ich ogromu. Setka jako liczba pełna, „okrągła”, a także duża, rozszerza&#13;
swoje znaczenie. W takim kontekście zatem sto lat oznacza ‘wiele’. Na potwierdzenie tej tezy można pokazać inne teksty folkloru, w których liczba ta funkcjonuje&#13;
jako synonim wielości, przykładowo w pieśniach ziemia pochłania kościół, co jest&#13;
karą za nieszczerą pokutę, a jego zniszczenie rozpoczyna się od wstrząsu murów&#13;
jakby pod uderzeniem stu gromów (K 23 Kal 205) lub tyleż postronków jest moczonych, żeby uśmiercić niewierną dziewczynę (K 1 Pieś 111); w zagadkach ludowych naparstek to: Maluśki domeczek,/ A w nim sto okieneczek (Fol Zag 169),&#13;
grzmot zaś jest opisywany jako wół, który ryci na sto gór (Fol Zag 54).&#13;
&#13;
9.2. Przestrzeń&#13;
W kulturze ludowej liczba 100 opisuje przestrzeń w wymiarze symbolicznym.&#13;
W pieśni o spowiadającej się matkobójczyni siedmiu synów ziemia drży na sto&#13;
sążni (sążnia to antropomorficzna miara odpowiadająca długości rozpiętych ramion mężczyzny). Dzięki tej intensyfikacji wyeksponowano olbrzymią połać ziemi, która empatycznie drży z powodu ciężkiego grzechu (K 12 Poz 309). Z kolei&#13;
sto mil w pieśniach jest miarą dużej odległości. Taka hiperbolizowana przestrzeń&#13;
nie stanowi jednak przeszkody w obliczu miłości dwojga ludzi:&#13;
[...] choć będę o sto mil,&#13;
będę listy pisał.&#13;
&#13;
⩶ 251 ⩶&#13;
&#13;
�A ty będziesz pisać,&#13;
a ja odpisywać,&#13;
to już będzie serce&#13;
twoje z mojem bywać&#13;
(K 46 Ka-S 179).&#13;
&#13;
W podobnym znaczeniu zostaje wskazana taka odległość w bajkach. Funkcjonuje ona jako przeszkoda, którą musi pokonać bohater, nie stanowi ona jednak&#13;
dla niego problemu. Przykładowo myśliwy przy pomocy psów (a są to zamienione&#13;
w zwierzęta dusze) szybko pokonuje sto mil, dzięki czemu zapobiega weselu ukochanej z innym mężczyzną (K 35 Prze 208). W innej bajce pokonywanie takiej&#13;
odległości komplikuje i wydłuża trud zdobycia młodej wody. Bohater, który chce&#13;
uzyskać informacje, gdzie może ją znaleźć, jest odsyłany do drugiego, starszego pustelnika, co o sto mil stąd mieszka (K 51 San-Kr 235). Liczba 100 formuje więc długie odcinki; ich pokonanie spowalnia akcję, ale zarazem podkreśla spryt bohatera,&#13;
uwypukla jego pozytywne cechy i wiedzie do szczęśliwego finału.&#13;
&#13;
9.3. Postacie&#13;
Liczba 100 zestawiona z osobami wskazuje duże ich grupy. W przekleństwie&#13;
Do (sto/stu) diabłów! (SGP PAN 5, 512) zostają wyrażone negatywne emocje,&#13;
a multiplikacja istoty demonicznej prowadzi do intensyfikacji ekspresji1. Dzięki&#13;
użyciu liczb to odwołanie do diabła można w nieskończoność poszerzać (Dźwigoł 2012, 107). Przysłowia ze zwielokrotnionymi postaciami demonicznymi&#13;
1&#13;
&#13;
Na podobnej zasadzie zostały użyte zestawienia z liczbą 100 w następujących przykładach:&#13;
A moja matusiu,&#13;
dajcie mi córusię,&#13;
nie stoję o wiano,&#13;
tylko o gębusie.&#13;
Juzem sie ozenił,&#13;
gęba się przejadła,&#13;
da daj matko wiano,&#13;
sto diabłów’eś zjadła&#13;
(K 19 Kiel 37);&#13;
&#13;
Dziewucho bestyja,&#13;
selmo kanalija,&#13;
w serce-ś mi się wkradła,&#13;
sto katów-eś zjadła&#13;
(K 6 Krak 468).&#13;
&#13;
⩶ 252 ⩶&#13;
&#13;
�służą także intensyfikacji znaczenia, na przykład: szpetny jak sto diabłów (NKPP&#13;
3, 410); kwaśny jak sto diobłów (NKPP 2, 263); mróz jak sto diabłów (NKPP 2,&#13;
543); robią jak sto diabłów (NKPP 3, 50); śmierdzi jak sto diabłów (NKPP 3,&#13;
460); rozindyczyła się jak sto diabłów (NKPP 1, 797) czy Nadął się, jakby zjadł sto&#13;
djabłów (Bieg Lecz 205). Kumulacyjne użycie liczby 100 oraz postaci diabelskich&#13;
służy obrazowemu przedstawieniu i maksymalnej hiperbolizacji. Setka wymaga&#13;
zaawansowanej umiejętności liczenia, ale charakteryzuje świat pozaziemski, który&#13;
wymyka się rozumowemu poznaniu. Następuje więc tu pewien paradoks – liczby,&#13;
które porządkują migotliwą rzeczywistość, czyniąc ją przystępną i zrozumiałą dla&#13;
ludzkiego umysłu, charakteryzują diabły, a więc postacie chtoniczne i tajemnicze.&#13;
Setka więc, oprócz dominującej funkcji hiperboli, stanowi narzędzie służące do&#13;
charakteryzowania mocy i siły strefy pozaziemskiej poprzez odniesienie do dużej&#13;
liczby jej przedstawicieli.&#13;
Liczba 100 opisuje nie tylko postacie demoniczne, ale także bohaterów prozy&#13;
ludowej:&#13;
Miał król córkę bardzo urodną i chciał ją wydać za mąż, lecz ta nie chciała iść&#13;
za żadnego, tylko umyśliła żyć w panieństwie. Razu jednego zachorowała bardzo ciężko, aż nadchodzi śmierć i ma królewna umierać. Przyzwała do siebie ojca&#13;
i mówi mu: „Ojcze kochany, ja umrę – a ty pochowasz mię w tym kościele i będziesz mi przysyłać po sto żołnierzy na każdą noc”. Co przyszło tych sto żołnierzów na wartę do niéj, to ona wychodziła z grobu i tych żołnierzy, co byli, zjadła,&#13;
a kości w grobach zostawiła i zawsze przed północą uspokoiła się z tém wszystkiém&#13;
(K 19 Kiel 228).&#13;
&#13;
W tym kontekście liczba 100 podkreśla ogromny wymiar zła wyrządzanego przez dziewczynę po śmierci, które stanowi konsekwencje jej wyboru za życia&#13;
– mimo swej urody nie chciała wyjść za mąż. Ten ciężki grzech był popełniony&#13;
wbrew życiu i rozmnażaniu się, czyli jednej z naczelnych wartości w ludowym&#13;
światopoglądzie, dlatego ma on negatywne reperkusje, których rozpiętość jest&#13;
podkreślana przez setkę.&#13;
&#13;
9.4. Zwierzęta&#13;
W bajkach zwierzęta w liczbie 100 znamionują przeszkodę, którą musi pokonać&#13;
bohater: na przykład król wydaje rozkaz, aby pasł on sto zajęcy przez trzy dni&#13;
(K 35 Prze 211) lub ma przez noc zjeść sto wołów pieczonych i sto pieczywa chleba, i sto beczek wina wypić; i pod nim ma się przez noc spalić sto siąg drzewa&#13;
⩶ 253 ⩶&#13;
&#13;
�(K 51 San-Kr 213). Pokonanie trudności jest stałym motywem bajek ludowych.&#13;
Wykorzystanie liczby 100 w tym kontekście wyolbrzymia skalę przeszkody, tak&#13;
iż pozornie wydaje się ona niemożliwa do pokonania. Wpisuje się to w poetykę&#13;
gatunku, potęgując napięcie oraz podkreślając determinację bohatera w dążeniu&#13;
do osiągnięcia upragnionego celu.&#13;
Natomiast zestawienie setki i koni służy w kulturze ludowej do opisywania użycia dużej siły czy podjęcia olbrzymiego wysiłku w celu zmiany zaistniałej sytuacji, aby w ten sposób uwypuklić niemożność powrotu do stanu wyjściowego2:&#13;
Choć byś gnała na sto koni,&#13;
to juz tego nie dogoni.&#13;
Choćbyś gnała i na trzysta,&#13;
to nie będzies panna cysta&#13;
(K 18 Kiel 165); wariant: (NKPP 1, 328).&#13;
&#13;
Koń był charakteryzowany jako zwierzę szybkie i żywiołowe, co widoczne jest&#13;
w zoonimach (zwierzętom tym nadawano takie imiona jak: Pośpiech, Strzała, Galopek, Wicher, Huragan) (Kielak 2020, 86). W zestawieniach z liczbą 100 cecha,&#13;
taka jak szybkość czy intensywność, zostaje uwypuklona, wyrażona precyzyjnie&#13;
i dobitnie. Liczba ta zestawiana z końmi wskazuje także wielkość:&#13;
Oj, jadąż, jadą, w kolasach jadą,&#13;
w kolasach z drabek, z wielką paradą.&#13;
A sto koni jedzie w przedzie,&#13;
a sto drugie w zadzie jedzie&#13;
(K 24 Maz 239–240).&#13;
W pieśniach zostały wyeksponowane także pojedyncze zestawienia liczby 100 i zwierząt, na&#13;
przykład z owcami, w których setka pełni funkcję potęgowania – w tym przypadku jest to wielkość&#13;
popełnionych win, która jest zestawiana z pozorną chęcią poprawy:&#13;
Przysed ci wilcek do sopki,&#13;
upad panience pod stopki,&#13;
przysięgam zgrzesyłem,&#13;
sto owiec dusiłem&#13;
i więcy.&#13;
Zadnyj owiecki nie rusę,&#13;
ino baranków wydusę,&#13;
zeby nie becały,&#13;
nas nie turbowały&#13;
już więcy&#13;
(K 5 Krak 231).&#13;
2&#13;
&#13;
⩶ 254 ⩶&#13;
&#13;
�Taka liczba koni unaocznia rozmiar i rozmach wesela. Sto koni pojawia się&#13;
także w innym momencie obrzędu weselnego, ukazując nie tylko wielość:&#13;
Bierzesz me, bierzesz od ojca, od matki,&#13;
niechaj my bedą wszelakie dostatki.&#13;
Niechaj my bédzie w śpiżarni i w skrzyni;&#13;
byłaby ze mnie dobra gospodyni.&#13;
Niechaj my bédzie sto koni w karycie,&#13;
dwanaście panien w samym j-aksamicie&#13;
(K 4 Kuj 8).&#13;
&#13;
Liczba 100 występuje tu w funkcji magii życzącej – wskazywanie obfitości&#13;
opisywanej między innymi poprzez setkę (ale też przez dwanaście panien w aksamicie) ma przynieść bogactwo i pomyślność po ślubie. Współkreowanie przez tę&#13;
liczbę życzeń jest wyraźnym rysem w jej charakterystyce.&#13;
&#13;
9.5. Miary i pieniądze&#13;
Powszechnie w kulturze ludowej liczba 100 występuje w pieśniach żniwnych.&#13;
Setka pojawiająca się w utworach tego gatunku konotuje bogactwo i dostatek:&#13;
Przynieśliśmy plon&#13;
jegomości w dom.&#13;
Dajże Boże plonowało,&#13;
po sto garncy z mendla dało,&#13;
jegomości w dom&#13;
(K 9 Poz 158); warianty: (K 9 Poz 160; K 10 Poz 206–207; K 10 Poz 208;&#13;
K 10 Poz 210; K 11 Poz 46; K 11 Poz 152).&#13;
&#13;
Życzenia obfitości dotyczą różnych gatunków zbóż: pszenicy, żyta czy jęczmienia (zob. SSiSL II/1). Setka jako duża liczba jest odpowiednia do wyrażenia dostatku i wielości. W połączeniu z różnymi miarami (garnce, kopy) potęguje obfitość&#13;
przyszłych zbiorów, dlatego jest częścią języka, który jest jednocześnie działaniem&#13;
oraz stanowi dar wyrażany za pomocą słów. Życzenia dostatku i płodności formułowane przy pomocy liczby 100 pojawiają się również w kolędzie życzącej dla panny:&#13;
Z cicha panny przystępujcie,&#13;
do tego dworu po kolędzie.&#13;
Bo w tym dworze grzeczna pani,&#13;
po sto złotych suknia na nij.&#13;
Po sto złotych, po czerwonych,&#13;
kolędniczkom obiecanych.&#13;
&#13;
⩶ 255 ⩶&#13;
&#13;
�Z cicha panny przystępujcie,&#13;
do tego dworu po kolędzie.&#13;
Bo w tym dworze grzeczna pani,&#13;
po sto złotych ciżmy na nij.&#13;
po sto złotych, po czerwonych,&#13;
kolędniczkom obiecanych.&#13;
(W ten sposób śpiewają i dalsze strofy: trzecią, czwartą, piątą i szóstą, zmieniając&#13;
tylko części ubrania; więc w miejsce sukni i ciżm, mówiąc: pończochy, koszulka,&#13;
perły, czépek) (K 24 Maz 108).&#13;
&#13;
Zaprezentowany tekst stanowi młodzieżową kolędę życzącą, tak zwaną ubierankę. Wymienianie poszczególnych elementów stroju i wskazywanie ich wysokiej ceny miało przynieść pannie pomyślność i urodę. Życzenia są przedstawiane&#13;
w konwencji „obrazu spełnionego”, zaś intencja tych pieśni jest wyraźnie zalotna&#13;
(Bart PANLub I, 265)3. Podkreślanie dużej wartości części stroju miało zapewnić&#13;
dziewczynie dostatek, szczęście oraz szybkie zamążpójście.&#13;
Liczba 100 funkcjonuje więc jako miara ilości pieniędzy, które występują&#13;
w różnych historycznie warunkowanych wariantach, takich jak: dukaty, talary,&#13;
złote, czerwone czy grosze:&#13;
A ja ciebie, dziewcze, nie chcę,&#13;
czarne nogi masz.&#13;
i ja też o cię nie stoję,&#13;
bo ty w karty grasz.&#13;
A pojdę ja do jeziora,&#13;
umyję nogi,&#13;
a ty przegrasz sto talarów,&#13;
będziesz ubogi.&#13;
Choćbym przegrał i drugie sto,&#13;
i to niewiele,&#13;
a tyś głowy nie czesała&#13;
cztery niedzieli&#13;
(K 46 Ka-S 113); wariant: (przepijesz/przegrasz sto czerwonych) (K 48 Ta-Rz&#13;
128; K 18 Kiel 136; K 16 Lub 256); (sto talarów) (K 50 Sa-Kr 48–49).&#13;
&#13;
W powyższej pieśni miłosnej (zalotnej), stylizowanej na rozmowę pomiędzy&#13;
dziewczyną i chłopcem, którzy mają się ku sobie i w żartobliwy sposób się przekomarzają, w zależności od punktu widzenia sto talarów stanowi dużo lub mało. Według&#13;
dziewczyny taka kwota to olbrzymia przegrana, która sprowadzi na zalotnika biedę,&#13;
3&#13;
&#13;
W tym tomie zgromadzono liczne przykłady tego typu pieśni z województwa lubelskiego.&#13;
&#13;
⩶ 256 ⩶&#13;
&#13;
�natomiast w ripoście chłopca to niewiele w odniesieniu do niechlujnego wyglądu&#13;
dziewczyny. Takie postrzeganie potwierdza względność punktów widzenia, a tym&#13;
samym uświadamia, że wartość przypisywana liczbom jest warunkowana podmiotowo, a także kontekstowo, co pokazują kolejne przykłady: sumę pieniędzy wyznaczaną przez liczbę 100 jest w stanie zapłacić kawaler za ukochaną dziewczynę (K 6 Krak&#13;
22). Natomiast sto dukatów chce ofiarować pan rodzinie dziewczyny, którą zabił&#13;
(K 1 Pieś 112), co stanowi formę upiornego zadośćuczynienia. W wymienionych&#13;
kontekstach, zarówno pozytywnym, jak i negatywnym, liczba 100 wyznacza dużą&#13;
kwotę, dzięki czemu zostaje podkreślona wartość tego, za co ma być zapłata.&#13;
To, co można kupić za pieniądze, bywa zestawiane na zasadzie opozycji&#13;
sto – tysiąc:&#13;
Posuł ci ji, posuł&#13;
sto złotych na stole,&#13;
zgarnij ze, Kasiulu,&#13;
stanieli za twoje?&#13;
Nie stanie, nie stanie,&#13;
trzeba jesce przysuć,&#13;
drozsy mój wianecek&#13;
nizeli twój tysiąc&#13;
(K 46 Ka-S 153); warianty: (K 12 Poz 153; K 12 Poz 164–165; K 23 Kal 166;&#13;
K 22 Łęcz 100–101).&#13;
&#13;
Zestawienie to funkcjonuje także na zasadzie gradacji:&#13;
Za wianek sto złotych,&#13;
a za cnotę tysiąc&#13;
(K 4 Kuj 13);&#13;
Za wianek sto złotych,&#13;
a za licko tysiąc&#13;
(K 6 Krak 157).&#13;
&#13;
Takie komponenty pokazują hierarchię deklarowanych wartości istotnych dla&#13;
członków społeczności wiejskiej: wianek jest droższy od pieniędzy, z kolei lico i cnota stoją w hierarchii wartości wyżej od niego. W tym pieśniowym, wyidealizowanym&#13;
obrazie świata nie chodzi o precyzyjne wskazanie ceny danych wycinków rzeczywistości, ale, dzięki określeniu ich przy pomocy setki, zaakcentowanie ich wielkości,&#13;
wartości czy intensywności. Śledząc fascynującą historię wynalazku liczb opisaną&#13;
przez Ifraha, można się także wiele dowiedzieć o historii pieniędzy – początkowo wymieniano różne cenne rzeczy, z czasem tworzono tabliczki do wymiany, stanowiące&#13;
prototyp pieniędzy itd. (zob. Ifrah 2006). Liczby służą do określania ilości pienię⩶ 257 ⩶&#13;
&#13;
�dzy, których główny kulturowy i ekonomiczny sens jest konstytuowany przez możliwość ich policzenia. Dlatego obok setki pojawiają się także inne liczby, na przykład&#13;
trójka4 lub czwórka5. Pieniądze w określonej liczbie uiszcza się w jakimś celu, ma to&#13;
na przykład związek z sytuacją obrzędową lub służy gradacji napięcia, stąd wskazana kwota ma naddane znaczenie, które wynika ze znaczenia wartości liczbowej.&#13;
4&#13;
&#13;
W trakcie wesela panna młoda spodziewa się trzech groszy, czyli w tym kontekście jest to dużo:&#13;
Dużo śpiewała, śpiewała,&#13;
trzy złote by się spodziewała&#13;
(K 26 Maz 154).&#13;
&#13;
Wyliczanie kolejnych kwot do zapłaty służy pokazaniu gradacji, a zatem wskazuje wartość tego,&#13;
co może być sprzedane (lub nie):&#13;
Hej, starego dziada mam, da cóz ja z nim poradzę,&#13;
będzie jarmark w Parysewie, da to go zaprowadzę.&#13;
Oj, nie sprzedam go za gros,&#13;
da nie sprzedam go za trzy&#13;
(K 26 Maz 329);&#13;
Powiedz mi, dziewczyno, powiedz mi, jedyno:&#13;
co oni ci za to dali, kiedy mnie nie było?&#13;
Nieborak dał mi grosz, jego brat dał złoty,&#13;
a ten mały potrębaczyk dał mi trzy dukaty&#13;
(K 26 Maz 224).&#13;
Ponadto trzy grosze występują także w innych pieśniach (K 39 Pom 222–223; K 41 Maz 76) oraz&#13;
w bajce ludowej (K 19 Kiel 223).&#13;
5&#13;
Wariantywnie funkcjonują więc cztery grosze:&#13;
Mój mężu kochany&#13;
już krowa sprzedana&#13;
a lulaj itd.&#13;
(Co za nią wzięła?)&#13;
I cztery dukaty,&#13;
i cztery talary,&#13;
aż mi się po stole&#13;
tulały&#13;
(K 1 Pieś 289–291).&#13;
W pieśniach pojawiają się różne rodzaje monet:&#13;
Moja pani matko,&#13;
już dziewcze nie wasze,&#13;
bośmy tu przepili&#13;
cztery maryasze [moneta, złoty polski]&#13;
(K 44 Gór1 296);&#13;
Sukno na spodnie w Krakowie brano,&#13;
po cztery grosze za nie płacono&#13;
(K 48 Ta-Rz 177–179).&#13;
&#13;
⩶ 258 ⩶&#13;
&#13;
�9.6. Działania – multiplikacje&#13;
Funkcją przywołanych wyżej tekstów życzących jest sprowadzanie dostatku, dlatego też w ich treść zostały wplecione symbole bogactwa, płodności czy mnożenia.&#13;
Jednym z nich jest liczba 100, która jest przecież spotęgowaną dziesiątką, a zatem&#13;
konotuje powielanie. Cechą liczb jest możliwość wykonywania na nich działań&#13;
matematycznych, jak mnożenie, dzielenie czy dodawanie. Przekłada się to również&#13;
na znaczenia symboliczne, a zatem większe liczby nie tylko wyrażają wielość, ale&#13;
także ich znaczenia wynikają z kumulacji znaczenia liczb, które łączą. W folklorze&#13;
funkcjonuje zatem liczba 300, która stanowi iloczyn ważnych kulturowo liczb 3&#13;
i 100. Przykład jej użycia odnajdujemy w kolędzie życzącej dla gospodarza o incipicie Nowe latko, dobre latko:&#13;
Krówańki ci siã pocieliły,&#13;
trzysta wołoszków rozmnozyły. […]&#13;
Kobyłki ci siã poźrebiły,&#13;
trzysta źrebiątków rozmnożyły. […]&#13;
Owiecki ci sie pokociły,&#13;
trzysta jagniątków pomnozyły. […]&#13;
(Bart PANLub I, 229).&#13;
&#13;
W innej kolędzie o incipicie Nowy wieczór, szczodry wieczór w liczbie 300 rodzą się następujące zwierzęta: byczki, źrebocki, wieprzocki (Bart PANLub I, 230). Są&#13;
one charakteryzowane poprzez określenia białe nogi i złote rogi. Biel konotuje dobro,&#13;
szczęście, pozytywne cechy oraz wiąże się ze sferą sacrum (Tokarski 2004; Badach&#13;
2016, 91–112), złoto zaś jest elementem sakralizacji pracy rolnika (SSiSL I/4, 208),&#13;
symbolizuje dobro, które człowiek może dać (Smyk 2011, 51; zob. też Kielak 2015).&#13;
Liczbie 300 również można przypisać zbliżoną wiązkę znaczeń: łączy ona w sobie&#13;
trójkę, która ma symbolikę sakralną, jest liczbą nieparzystą sprzyjającą otwarciu&#13;
i zmianie (zob. rozdział Liczba 3), oraz setkę, która wskazuje na mnogość. A zatem&#13;
opisane za pomocą trzysetki, złota i bieli zwierzęta stanowią piękne życzenia dla gospodarza, dowartościowując jego pracę i projektując mnożenie się dobytku.&#13;
Moc liczby 300 zostaje wykorzystana także w tradycyjnym lecznictwie ludowym:&#13;
To mówili takie, to chodziła taka jedna pani, ona miała taką kość, to mówiła, że&#13;
ona trzysta razy święcona, trzysta razy ta kość była święcona, to już taka była&#13;
wyczołgana od tych rąk, i uona tą kością przeżegnała, to przestał bolić, to jakoś ta&#13;
choroba, czy brzuch czy coś. […] Śmieje się sam dzisiaj z tego, bo i u nas jeździły,&#13;
po tu Stachowu, to jak już była starszo, to trza ju było przywiźć, bo uona była&#13;
starszu, jak uona przeszła przez próg to pierwsze, to tak religijne, pochwalony i od&#13;
&#13;
⩶ 259 ⩶&#13;
&#13;
�razu wiedziała, że ji się tu odpowi wszystko, wyjęła tu kość, powiedziała, że uona&#13;
jest trzysta razy święcuna. Ile to pokoleń jiu święciło, ale już taka była błyszcząca&#13;
jak ta rączka, każdy chciał tu kość pomacać, ciekawy był ciekawy, czy to coś dzieje&#13;
się w palcach, sama byś była ciekawa, daj no pani, to pomacam te kość, co uona&#13;
znaczy [KB, p. Puławy].&#13;
&#13;
Trzykrotnie powtarzane czynności były powszechnie wykorzystywane w magicznych aktach leczniczych. Natomiast setka ma pozytywne konotacje w polskiej&#13;
kulturze, gdyż życzenia sto lat są synonimem szczęścia i długiego życia, co niejako&#13;
zaprzecza chorobie. W celu zwiększenia skuteczności leczenia intensyfikowano&#13;
moc wykorzystywanych rekwizytów i czynności, w powyższym przykładzie występuje zatem trzysta razy święcona kość. Zostaje ona wykorzystana do czynienia&#13;
znaku krzyża. W przekonaniu informatora już samo dotknięcie kości może powodować niezwykłe skutki. Wynikają one z sakralizacji tego atrybutu poprzez&#13;
poświęcenie wodą, ale także z faktu, że czynność ta została wykonana trzysta razy.&#13;
Aby wyrazić wielość, wykorzystuje się także większe liczby, na przykład tysiąc.&#13;
Jego symbolika jest zbliżona do liczby 100, powstaje on przecież z mnożenia setki&#13;
przez dziesięć, oznacza więc pełnię, a także dużą ilość:&#13;
Na wielkiej łące owieczek tysiące&#13;
[Gwiazdy na niebie] (Fol Zag 51);&#13;
Leży pod schodami&#13;
Z tysiącem głowami&#13;
[Łańcuch] (Fol Zag 85);&#13;
Tysiąc braci; jednym pasem opasani&#13;
[Snopek zboża] (Fol Zag 134);&#13;
W ogródeczku&#13;
na kółeczku&#13;
wisi zbanuszeczek,&#13;
a w tym zbanuszku&#13;
jest tysiąc ziarneczek&#13;
[Makówka] (Fol Zag 158).&#13;
&#13;
Znamienne jest, że w powyższych przykładach liczba nie jest wskazana po&#13;
to, aby precyzyjnie określić, ile jest ziarenek w makówce czy kłosów w snopie, ale&#13;
funkcjonuje jako formuła obfitości.&#13;
Od liczby 100 w znaczeniu ‘wiele’ pochodzą nazwy takich roślin jak: stokłosa&#13;
‘pospolity chwast występujący głównie w zbożu, mający dużą, rozłożystą wiechę’&#13;
⩶ 260 ⩶&#13;
&#13;
�(Kąś Podh 10, 345) czy stokrotka – kwiat łąkowy, co ma dużo drobnych, białych lub&#13;
różowych płatków (Pelc SGLub 5, 427; zob. też SSiSL II/3, 244). Podobną funkcję&#13;
setki i tysiąca, którą jest wyrażenie wielości, pokazują gwarowe nazwy roślin, takie&#13;
jak stolist ‘roślina przydrożna łąkowa, krwawnik’; Stolist ma takie listki takie drobniutkie i poszarpane takie jakby, jakby jich było dużo razem i stąd ta nazwa (Pelc&#13;
SGLub 5, 428). Jego wariantywna nazwa to tysiąclist, co znajduje następujące uzasadnienie: Liście krwawnika so drobne i długie, a jest tego bardzo dużo, tysiąc pewnie&#13;
i stąd tysiąclist też pewnie się nazywa (Pelc SGLub 5, 475). Inna nazwa roślinna, która&#13;
łączy te dwie liczby, to centuria – od łac. centum ‘sto, mnóstwo, duża liczba’ i aurum&#13;
‘złoto’ – prawdopodobnie została tak nazwana, ponieważ stosowano ją na liczne&#13;
choroby, a zatem była cenna jak złoto. Gwarowa nazwa centurii to tysiącznik, tysiączne ziele, „bo to ziele na tysiąc chorób” (SSiSL 2/4, 113; zob. też Pelc SGLub 5).&#13;
&#13;
9.6. Podsumowanie&#13;
Liczba 100 w kulturze ludowej w różnych kontekstach służy do wyrażania znacznej wielkości, co koduje takie znaczenia jak: bogactwo, obfitość, długość, duża&#13;
odległość czy intensywność, ale też trudności i przeszkody. Przywoływana jest&#13;
więc w gatunkach, które wykorzystują hiperbolę do przekazania istotnych dla&#13;
danego tekstu treści. Przy pomocy setki zostają wyrażone życzenia stu lat, które&#13;
pokazują, że długie życie zajmuje naczelne miejsce w ludowej hierarchii wartości. Setka jest także integralną częścią dłuższych tekstów o charakterze życzącym&#13;
(kolędy życzące, pieśni żniwne), które służą sprowadzaniu dobrobytu i pomyślności. Przy jej pomocy zostaje zobrazowane, że obfitość plonów i bogaty dobytek&#13;
są istotnymi wartościami dla chłopa gospodarza. Natomiast z punktu widzenia&#13;
młodej panienki na pierwszy plan wysuwa się szybkie zamążpójście. Liczba ta ma&#13;
konotacje pozytywne, co potwierdza gwarowy leksem setny w znaczeniu ‘mocny,&#13;
dobry’ (Pod SGŚ 254), a także oznacza intensywność i wyraża, że czegoś jest dużo,&#13;
co z kolei potwierdzają następujące znaczenia gwarowe: setny ‘słowo, którym mówiący podkreśla bardzo duże natężenie jakiejś cechy’, oraz setnie ‘z nacechowaniem emocjonalnym bardzo, zdecydowanie, ostro, też: bardzo dużo’: Trza o tym&#13;
pomyśleć i zjeś pore orzechów, bo obrodziyły setnie (Kąś Podh 10, 42). Ten ostatni&#13;
przykład koresponduje z obecnością tej liczby w życzeniach urodzaju. Wyrażenie intensywności odnajdujemy także w następującym przykładzie: stokrotne Bóg&#13;
zapłać – ‘zwrot używany dla wyrażenia szczególnie serdecznego podziękowania’&#13;
(Kąś Podh 10, 345–346).&#13;
⩶ 261 ⩶&#13;
&#13;
�Liczba sto służy także wskazaniu danych parametrów w przybliżeniu, w przypadku gdy akcent pada na ich wielkość, nie chodzi zaś o podanie konkretnej liczebności. Pokazuje to dobitnie, że nie jest istotna wartość matematyczna tej liczby, ale jej znaczenie naddane, metaforyczne i symboliczne.&#13;
&#13;
⩶ 262 ⩶&#13;
&#13;
�Zakończenie&#13;
&#13;
Analiza i interpretacja wybranych liczb, czynności liczenia oraz opozycji parzystość&#13;
– nieparzystość w kontekstach polskiej kultury ludowej pokazała ich bogate i wielorakie znaczenia oraz istotne funkcje. W symbolach liczbowych drzemie siła i potencjał, ponieważ odwołują się do transcendencji, pokazują paralelizm struktur&#13;
kosmicznych i rzeczywistości ludzkiej, nie tylko porządkują uniwersum, ale także&#13;
mają moc performatywną. Funkcjonują jako rozbudowane symbole, eksponujące&#13;
liczne znaczenia, niekiedy nawet sprzeczne, które jednak się nie wykluczają, ale&#13;
budują całościowy obraz. Kategoria ilości jest jednym z podstawowych sposobów&#13;
ułatwiających orientację w rzeczywistości, zaś liczby charakteryzują byty o różnym&#13;
statusie. Rejestr tych bytów jest jednak w miarę stały, a określające je liczby nie są&#13;
zwykłymi miarami ilościowymi, gdyż ilość w kulturze ludowej jest scementowana&#13;
z jakością. Liczby więc jako stałe epitety współtworzą lub dublują z określonymi&#13;
elementami sens, modyfikują wzajemnie swoje znaczenia lub tworzą nową jakość&#13;
symboliczną.&#13;
Poniższe podsumowanie ma trzy aspekty. Zostaną więc wskazane ogólne&#13;
wnioski odnośnie do semantyki liczb, wynikające z analizy i interpretacji zgromadzonego materiału. Następnie zostaną podsumowane oznaczone liczbowo&#13;
wycinki rzeczywistości, które odpowiadają wyróżnionym fasetom, co pozwala odpowiedzieć na pytanie o kształt liczbowego obrazu świata w folklorze. Na koniec&#13;
zaś wskażę wyróżniające się i najlepiej udokumentowane charakterystyki poszczególnych liczb.&#13;
Już samo liczenie nie jest operacją neutralną znaczeniowo, ale w kulturze&#13;
ludowej jego status można porównać z nazywaniem, policzone obiekty zostają&#13;
bowiem wyróżnione z otoczenia. Zaś na poziomie głębszych znaczeń: rytualne&#13;
i adekwatne do liczby domowników (a więc wymagające ich policzenia) dzielenie&#13;
jedzenia i spożywanie go w ważnych momentach roku obrzędowego jest rodzajem&#13;
symbolicznej inwentaryzacji członków rodziny, która niekiedy obejmuje także&#13;
zmarłych. Formuła ile – tyle jest wykorzystywana w folklorze do aproksymacji (podawania wartości w przybliżeniu), wyrażania abstraktów za pomocą policzalnych&#13;
bytów oraz pod postacią magii tożsamości ilościowej do konstruowania wróżb,&#13;
⩶ 263 ⩶&#13;
&#13;
�które dotyczą obfitości plonów czy długości życia. Liczenie jest obecne w tekstach&#13;
folkloru także pod postacią konceptu liczbowego, który strukturyzuje tekst oraz&#13;
współtworzy jego semantykę.&#13;
Liczby, ze względu na otwartość zbioru liczbowego i możliwość wykonywania działań matematycznych, stanowią doskonałe narzędzie do wyrażania idei&#13;
wielości (mnogości), sprowadzającej płodność ludzi, wegetację roślin, plenność&#13;
zwierząt, a także bogactwo. Służą także do zobrazowania intensywności, długości,&#13;
wielkości obiektu, ukazania cechy lub zjawiska czy stopnia trudności. Wielość jest&#13;
wyrażana poprzez nazywanie czynności (aby wam się mnożyło) oraz przez atrybuty takie jak: zboża, gwiazdy, mak, kasza czy poprzez obrzędowe rozbijanie określonych przemiotów na drobne kawałki. Idea mnogości jest więc obecna w tekstach&#13;
kultury, których głównym celem jest przekazanie życzeń i zapewnienie szczęścia.&#13;
Wielość jest wyrażana także poprzez wskazywanie dużych liczb – dotyczy to&#13;
głównie setki i tysiąca. Funkcjonują one w tekstach, w których hiperbola służy&#13;
do przekazania treści istotnych dla danego gatunku. Mnogość oznacza także dużą&#13;
liczebność danego zbioru, co konotuje formułę niepoliczalności, odnoszoną na&#13;
przykład do gwiazd. Oznacza ona niemożność poznania, zrozumienia i oswojenia.&#13;
Z ideą wielości/mnogości wiąże się także multiplikowanie liczb. Zostają więc&#13;
wykorzystane krotności, na przykład trzykrotne powtarzanie formuł w ludowym&#13;
lecznictwie magicznym w przekonaniu depozytariuszy i depozytariuszek kultury&#13;
ludowej znacznie zwiększa skuteczność wykonywanych rytuałów. Multiplikacja&#13;
kumuluje symbolikę liczb składowych, stąd duża moc lecznicza trzy dziewięci lub&#13;
trzysta razy święconej kości. Realizuje się ona w jeszcze inny sposób, a mianowicie&#13;
symbolika niektórych wartości liczbowych wynika z sumy liczb składowych. Przykładowo znaczenie siódemki czy dwunastki jest interpretowane przez pryzmat&#13;
tego, że scalają one liczbę 3, która ma sakralną symbolikę i odpowiada pionowej&#13;
strukturze uniwersum, oraz liczbę 4, która z kolei odnosi się do świata ziemskiego&#13;
i wyraża jego podział w układzie poziomym. Liczby 7 i 12 są więc symbolami całości uniwersum i komunii sfer sacrum i profanum.&#13;
Kategoria parzystość – nieparzystość ma kapitalne znaczenie dla analizy zgromadzonego materiału. Są więc wierzenia i zwyczaje, w których występuje bezpośrednio formułowane odniesienie do tej kategorii. Przytaczając wybrane przykłady&#13;
z bogatej dokumentacji, można wskazać nieparzystą liczbę wianków plecionych&#13;
w oktawę Bożego Ciała czy wróżby panien o przyszłym małżeństwie oparte na liczeniu sztachet czy kołków w płocie. Interesująco przedstawia się analiza rozwoju&#13;
semantyki leksemu licho, który pochodzi od prasłowiańskiego pnia, oznaczającego ‘resztkę, coś niepotrzebnego i liczbę nieparzystą’, a który, poprzez intensyfikację&#13;
i rozwój negatywnego aspektu znaczenia, zaczął funkcjonować jako nazwa postaci&#13;
demonicznej. Opozycja parzystość – nieparzystość jest także przywoływana pośred⩶ 264 ⩶&#13;
&#13;
�nio – poprzez przyporządkowanie znaczenia konkretnych liczb do jednego z jej&#13;
członów. W tej koncepcji liczby parzyste są synonimami zamknięcia, stabilności,&#13;
statyczności, ale wiążą się także z bezruchem, a więc i śmiercią. Natomiast liczby&#13;
nieparzyste wyrażają ideę otwarcia, materialności, dynamizmu, ruchu, progresu,&#13;
witalności i ogólnie rzecz ujmując – życia. Taką wykładnię można przypisać wielu&#13;
działaniom, gestom i atrybutom, wykorzystywanym głównie w obrzędowości oraz&#13;
lecznictwie. Jednak w ogólnej tendencji do takiego interpretowania członów tej&#13;
opozycji zaznacza się kontekstowa inwersja ocen. Ponadto świat jest opisywany&#13;
i waloryzowany także w układach przeciwstawnych: parzysty – nieparzysty, jak&#13;
i synonimicznych: zmiana – otwarte – nieparzysty, co ma szczegółowe realizacje&#13;
w folklorze, na przykład nieparzysta liczba wigilijnych potraw – otwarcie – mnożenie dóbr w nadchodzącym roku.&#13;
Liczby 1, 2, 3, 7, 12 i 100 służą do ekspozycji szeroko rozumianego sacrum,&#13;
a także komunikacji z nim. W różny sposób funkcjonują więc w kontekstach religijnych, ale także w magicznych, demonicznych i eschatologicznych. Są częścią&#13;
języka, którym posługuje się człowiek kontaktujący się z zaświatami. W bardziej&#13;
szczegółowych kontekstach z bogatego repertuaru przykładów, które pokazują,&#13;
w jaki sposób liczby odnoszą się do sacrosfery, można wskazać kilka: jedynka wyraża ideę Boga; kolejno liczby 2 i 7 są związane z demonami takimi jak zmora,&#13;
strzygoń czy utopiec, natomiast 12 i 100 służą do charakteryzowania diabła; zaś&#13;
trzykrotne powtórzenia mają moc oddziaływania na zaświaty w celu przywrócenia zdrowia, są wykorzystywane w czynnościach wykonywanych „w imieniu zmarłego”, jak pożegnanie z domem, lub stanowią komunikat dla duszy. Wszędzie tam&#13;
gdzie brakuje odpowiednich słów w ludzkim języku, pomocna okazuje się mistyka&#13;
liczb. Co więcej, liczby stanowią także oręż do obłaskawiania tej wymykającej się&#13;
poznaniu sfery, skłaniają ją do uległości oraz służą do obrony przed jej „ciemną”&#13;
stroną. Depozytariusze i depozytariuszki kultury ludowej są więc pewni, że liczby&#13;
nie tylko porządkują sferę dostępną za pomocą zmysłów, ale także stanowią klucz&#13;
do interpretacji struktury zaświatów.&#13;
Liczby funkcjonują jako synonimy całości, kompletności i pełni. Te konotacje&#13;
mają różne wykładnie. Na przykład liczba 1 oznacza idealną boską całość. Dwójka&#13;
sygnuje dzień i noc, które tworzą dobę, a nawet szerzej: jest podstawą struktury&#13;
opozycji binarnych, przeciwieństw, które jednak wzajemnie się dopełniają. Z kolei&#13;
trójka ma w sobie początek, środek i koniec i takie wyobrażenie doskonałej całości&#13;
złożonej z trzech części jest często przywoływaną symboliką tej liczby. Oznacza ona&#13;
także całość uniwersum podzielonego na podziemia, ziemię i niebo, co wyraża bardzo archaiczny sposób percepcji przestrzeni. Z kolei liczba 4 obrazuje wszystkie strony świata. Liczby 7 i 12 symbolizują całość uniwersum, „spinają” go w poziomie i pionie. Komplementarność dwunastki potwierdza także negatywne wartościowanie&#13;
⩶ 265 ⩶&#13;
&#13;
�liczby 13. Przypisywany jej złowróżbny charakter i powodowanie pecha wynika&#13;
między innymi z zaburzania przez nią doskonałej całości, jaką tworzy dwunastka.&#13;
Jest więc ona wartością nadprogramową i zbędną. Aż w końcu liczba 100 w systemie dziesiątkowym wyraża pełnię. Liczbowa symbolika całości ma także bardziej&#13;
szczegółowe i indywidualne realizacje w konkretnych tekstach, na przykład opisywane za pomocą niektórych z wymienionych liczb postacie stanowią wyraz kompletności czy całkowitej reprezentatywności.&#13;
Liczby takie jak 1, 3, 4, 7, 12 i 100 w niektórych kontekstach mają status&#13;
podobny do granicy. Na potwierdzenie tej tezy można podać, iż pierwsza figura&#13;
postawiona za wsią wyznacza jej granicę. Ponadto poza trzecią miedzą czy siódmą&#13;
rzeką znajduje się już inna, obca i niebezpieczna przestrzeń. Dlatego wymienione wskaźniki liczbowe dzielą orbis interior i exterior. W aspekcie temporalnym&#13;
godzina dwunasta w nocy w specyficzne dni oddziela różny jakościowo czas, na&#13;
przykład zapusty od postu lub stary i nowy rok. Graniczność liczb ma także mniej&#13;
dosłowne odniesienia; ujawnia się w takich sytuacjach jak pierwsza kąpiel noworodka czy pierwsze odgłosy zwierząt jako znaki budzącego się życia na wiosnę.&#13;
Ten pierwszy raz jest transgraniczny i newralgiczny, może być groźny lub rokujący&#13;
na przyszłość. Liczba 1 w symbolicznym wymiarze oznacza doskonałość, niepodzielność i absolut. Jednakże stanowi ona także początek szeregu liczbowego, który inicjuje podział, czyli biologię i życie. Jedynka zatem scala odmienne jakości,&#13;
przynależąc do dwóch porządków jednocześnie; analogiczny status ma w kulturze&#13;
ludowej granica.&#13;
Liczby budują także artystyczny język/styl folkloru. Jako poetyzmy czy liczbowe formuły-klisze pełnią różne funkcje, na przykład uogólniającą lub precyzującą. Są przywoływane także ze względu na ich aurę tajemniczości czy niezwykłości.&#13;
Niekiedy ich symbolika tożsamościowa ma mniejsze znaczenie, ważniejsze jest natomiast podkreślenie za ich pomocą na przykład intencji bohatera (siedem grobów&#13;
objechał, nisli na ij grob wjachał (K 41 Maz 476) lub długiego czasu trwania jakiegoś zjawiska (siedem świec zgorzało (K 1 Pieś 306)). Dodatkowo można zauważyć&#13;
pewnego rodzaju „oboczności liczbowe”, na przykład siódemka w przywołanym&#13;
tekście o odwiedzeniu grobów występuje naprzemiennie z liczbą 3 – w wersji opisującej objechanie kościoła (K 46 Ka-S 236), w innym zaś – z liczbą 4 (K 1 Pieś&#13;
220). Najczęstsze liczby stosowane wymiennie to 3/4/7, 2/4/parzystość czy 7/12;&#13;
pokazują one najważniejsze, wyróżniające się i mocne liczby w heterogenicznym&#13;
ciągu numerycznym. Warto też dodać, że gdy teksty oparte są na koncepcie liczbowym, łatwiej wykonuje się je z pamięci, a gdy przekazywane są ustnie, można&#13;
dodatkowo posiłkować się mnemotechniką.&#13;
Na koniec tej części rozważań należy przytoczyć refleksję metodologiczną:&#13;
symbolika liczb jest skomplikowana, wieloaspektowa i niejednoznaczna. Nie&#13;
⩶ 266 ⩶&#13;
&#13;
�można mieć całkowitej pewności, który jej aspekt występuje w danym przykładzie. Depozytariusze i depozytariuszki folkloru używają niektórych liczb, żywiąc przekonanie o ich ważności i dużym znaczeniu oraz kultywując tradycję.&#13;
Obok używania liczb do wyrażania ekwiwalencji pewnych zjawisk czy stanów&#13;
zaznacza się także wariantywne przydawanie ich wycinkom rzeczywistości lub&#13;
ich pomijanie. Z tego względu niektóre elementy rzeczywistości są opisywane&#13;
przez różne liczby, na przykład rózga weselna może mieć 3, 4 odnogi lub więcej,&#13;
a także parametryzacja przy użyciu liczb jest w tych kontekstach pomijana. Dlatego też w nauce używa się sformułowania „spekulacje” w kontekście znaczenia&#13;
liczb czy też mówi się o „mistyce” liczb, co konotuje wprowadzenie pierwiastka&#13;
tajemniczości. W moim przekonaniu trudności interpretacyjne symboliki liczbowej sprawiły, że w analizach tekstów kultury ją pomijano, a zatem niejako bagatelizowano jej powszechność i istotną rolę. Przyjęta w niniejszej pracy metodologia&#13;
umożliwiła ekspozycję wielu kontekstów, które, zilustrowane obszernym materiałem, pozwoliły w znacznym stopniu uwiarygodnić wyartykułowane tezy.&#13;
Zastosowana metoda etnolingwistyczna umożliwiła uporządkowanie zgromadzonego materiału i jego analiz według nadrzędnych kategorii, czyli faset.&#13;
Dzięki takiej segregacji można wyodrębnić te wycinki świata, z którymi liczby&#13;
tworzą pary, współtworząc swoje znaczenia. Samo ich wyróżnienie pokazało policzalne elementy, które są pozytywnie lub negatywnie wartościowane. Na podstawie przeanalizowanego materiału można odpowiedzieć na pytanie, co jest liczone&#13;
w kulturze ludowej, a więc w jakim kręgu pojęć liczby funkcjonują jako stałe epitety i co z tego wynika.&#13;
Jedną z najlepiej udokumentowanych relacji tworzonych przez liczby jest ich&#13;
związek z chronotopem. Podziały i segmenty czasu i przestrzeni budowane są na&#13;
bazie liczb oraz służą do ich ilościowych i jakościowych parametryzacji. Przykładowo obserwacja cyklu księżyca wpływała na naukę liczenia i kształtowanie konceptów poszczególnych liczb. Z obserwacjami lunarnymi wiążą się następujące&#13;
liczby: 2 (dzień – noc), 3 (dni, kiedy nie ma księżyca na niebie, ale też postrzegane&#13;
fazy księżyca), 4 (fazy księżyca) i 7 (długość faz) (por. Szadura 2017, 165–166).&#13;
Symbolika lunarna jest archaiczna i uniwersalna, pokazuje tożsamość kosmosu i losów człowieka, promieniuje także na znaczenie wartości liczbowych. Obraz czasu&#13;
tworzony przy użyciu liczb pozostaje więc w ścisłym związku z obrazem świata&#13;
i jego strukturą (zob. Toporov 1974; Niebrzegowska-Bartmińska 2007, 333–334).&#13;
Lokuje to wartości liczbowe wśród podstawowych kategorii, za pomocą których&#13;
człowiek postrzega, porządkuje i interpretuje płynny i amorficzny czas.&#13;
W kulturze ludowej występują następujące jednostki czasu: godziny, dni, tygodnie (niedziele), miesiące, kwartały i pory roku oraz lata. Wyróżnione w pracy&#13;
przykłady wraz z komponentami liczbowymi wykraczają jednak poza utylitarny&#13;
⩶ 267 ⩶&#13;
&#13;
�charakter tych podziałów, ale wskazują na ich symbolikę, jak całość i wyczerpanie czasu, po którym następują przełomowe wydarzenia. Dodatkowo powszechnie używane segmenty czasu, które wynikają z obserwacji natury, kształtują inne,&#13;
mniejsze lub większe podziały temporalne. Przykładowo 7 jako liczba dni tygodnia&#13;
wpływa na wartość przypisywaną siedmioletnim okresom, a dwunastka, prymarnie odnosząca się do miesięcy w roku, stała się podstawą wyróżnionych w strukturze czasu dni, które zyskały nawet indywidualną nazwę dwunastnica. Dodatkowo&#13;
odpowiedniość zachodząca między ściśle określonymi okresami: krótszy – dłuższy okres, na przykład dwanaście dni między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech&#13;
Króli – miesiące nadchodzącego roku, staje się podstawą wróżb meteorologicznych.&#13;
Zdarzenia w wymiarze mikro antycypują te w skali makro. Ponadto przedziały&#13;
czasu w zależności od określającej je liczby mogą mieć różne funkcje: jeden rok&#13;
stanowi więc okres właściwy dla przeżywania żałoby i pogodzenia się ze śmiercią,&#13;
godzina dwunasta w nocy jest momentem wzmożonej aktywności duchów, trzy&#13;
dni po śmierci dusza przebywa na ziemi, cztery niedziele trwa adwent, podczas&#13;
którego można wróżyć pogodę w nadchodzącym roku, zaś okresy wyznaczone&#13;
przez siódemkę są „demonogenne”. Już tych kilka przykładów ukazuje, że komponenty temporalno-liczbowe stanowią rodzaj wspólnego kodu przenikającego&#13;
odmienne sfery, ale pełnią też funkcje magiczne czy prognostyczne.&#13;
Liczby charakteryzują także przestrzeń. Najbardziej archaicznymi i uniwersalnymi konstantami struktury przestrzennej są liczby opisujące uniwersum:&#13;
3 – w układzie pionowym oraz 4 – w układzie poziomym. Dodatkowo czwórka ma&#13;
zasadnicze znaczenie w kontekście kategorii miejsca, gdyż charakteryzuje antropocentrycznie pojmowaną przestrzeń na zasadzie szkatułkowej – od tej rozległej,&#13;
jak strony świata, poprzez własną wieś, aż po dom, ten ziemski i pośmiertny, czyli&#13;
trumnę. W samym środku tak ustrukturyzowanej przestrzeni znajduje się człowiek. Uwidaczniają się także inne podziały przestrzeni, występujące z miarami, takimi jak: kroki, sążnie, kilometry, mile czy morgi. Służą one podkreśleniu na przykład długości czy intensywności drogi, której pokonanie przez bohatera uwypukla&#13;
jego spryt, są także wykorzystywane do porównywania zestawianych wartości oraz&#13;
współtworzą artyzm utworów, chociażby poprzez potęgowanie ekspresyjności.&#13;
Liczby łączą się z postaciami o różnym statusie ontycznym. Charakteryzują więc istoty przynależne do szeroko rozumianego świata sacrum, czyli samego&#13;
Boga oraz Jezusa i świętych. Znacznie częściej odnoszą się do całej galerii postaci&#13;
demonicznych, głównie liczby 12, 100 i jej krotności charakteryzują diabły, zaś&#13;
strzygi, zmory czy utopce są związane z liczbami 2, 7 i 3. Komponenty liczbowe&#13;
określają także ludzi. Siostry, bracia, synowie i córki to najczęściej liczone postacie.&#13;
Bardzo często są one bohaterami i bohaterkami bajek magicznych, ale występują&#13;
także w pieśniach i opowieściach wierzeniowych. Pokazuje to, że relacje rodzinne&#13;
⩶ 268 ⩶&#13;
&#13;
�są naczelną wartością w analizowanym materiale. Ponadto takie zestawienia pełnią&#13;
funkcje, które w najszerszym sensie można określić jako strukturalne i poetyckie.&#13;
Do grupy „rodzinnej” należą także tacy bohaterowie jak pierworodny, pierworodna, a więc pierwszy syn lub córka, jedynak lub jedynaczka oraz bliźniacy. Ich szczególna rola objawia się chociażby w zabiegach ochronnych i leczniczych. Często&#13;
przywoływano takie postacie jak: kawalerowie, panny czy jedyny/jedyna w znaczeniu ‘ukochany/ukochana’, co pokazuje, że relacje damsko-męskie są czołowym&#13;
tematem tekstów folkloru.&#13;
Świat fauny charakteryzowany przez liczby dzieli się na dwie grupy. Są to&#13;
więc zwierzęta gospodarskie z koniem na czele, co nie dziwi, biorąc pod uwagę&#13;
agrarny charakter społeczności, w której te teksty powstały i/lub funkcjonowały.&#13;
Jednakże w folklorze rola komponentów liczbowo-zwierzęcych wykracza poza&#13;
opisywanie użyteczności, ale polega na identyfikacji sytuacji odświętnych i niecodziennych, obrazuje nadmiar czy służy do wyrażenia hiperboli. Komponenty te&#13;
są obecne także w obrzędowości, o czym świadczy na przykład wymóg parzystej&#13;
liczby zwierząt przekazywanych w posagu. W drugiej grupie wyodrębniono tych&#13;
przedstawicieli świata zwierzęcego, którym przypisywana jest szczególna wartość&#13;
symboliczna, magiczna czy profetyczna. Są to więc sowa, bocian, żaba, kruk, kot,&#13;
pszczoła i inne. W zestawieniu tym jest także kukułka, którą można scharakteryzować jako ptaka szczególnie związanego z liczbami, gdyż wydawane przez niego&#13;
odgłosy są policzalne, co wykorzystywano we wróżbach. Potwierdza to, że liczby&#13;
w kulturze ludowej wykazują dużą łączliwość z bogatymi semantycznie wycinkami obrazu świata fauny, uwypuklają bowiem niezwykły charakter danych zwierząt&#13;
lub są z nimi tożsame pod względem symbolicznym.&#13;
W badanym materiale, dotyczącym zestawień liczb z florą, czołowe miejsce zajmują rośliny, czy szerzej – motywy roślinne, które pełnią funkcję atrybutów obrzędowych, na przykład brzózki w parzystej liczbie ustawiane przed&#13;
domem w czasie Zielonych Świątek. W popularnej pieśni liczby 3, 4 lub 7 charakteryzują policzalne części rośliny (4 rumianeczki z niego obleciały) i obrazują&#13;
utratę dziewictwa. Należy także wyróżnić elementy roślinne, które eksponują&#13;
anormalność, jak podwójny kłos czy czterolistna koniczyna. Naddany element&#13;
nadaje im niezwykłość, dzięki czemu wróżą przyszłe szczęście lub pecha. Od&#13;
liczb pochodzą także nazwy gwarowe niektórych roślin, takie jak stokrotka czy&#13;
tysiącznik pospolity.&#13;
Wśród szeroko rozumianych atrybutów przedmiotowych opisywanych&#13;
przez liczby wyróżniają się pieniądze, których wartość jest konstytuowana przez&#13;
ich policzenie. Służą one do zapłaty za to, co jest cenne dla depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej. W tekstach folkloru powszechne jest określanie liczb&#13;
świec, zarówno tych ustawianych przy trumnie, których liczba musi być parzysta,&#13;
⩶ 269 ⩶&#13;
&#13;
�jak i tych, które odmierzają czas spotkania kochanków. Wyróżnia się także rzeczy&#13;
ze względu na ich pierwszeństwo. Liczby często występują z różnego rodzaju miarami, w takich połączeniach służą do precyzyjnej parametryzacji.&#13;
Liczby 2 i 4, ale także pojedynczość i wielość, odnoszą się do części ciała&#13;
ludzi i zwierząt. W takich zestawieniach uwypuklony został najbardziej podstawowy przejaw antropocentryzmu językowo-kulturowego oraz wskazana matryca&#13;
kształtowania się konceptów liczbowych. Rudymentarny charakter takich połączeń potwierdza status postaci ludzkich lub zwierzęcych, którym brakuje jednej&#13;
z podwójnych lub poczwórnych części ciała – są to na przykład istoty związane ze&#13;
światem chtonicznym.&#13;
Liczby związane są z wykonywaniem działania, na przykład liczone są czynności i gesty. Zaznacza się tutaj opozycja pojedynczość – krotność. Już samo powtarzanie pełni funkcję sakralną i sakralizującą (Bartmiński 1990a, 194–204).&#13;
Dominuje zaś trzykrotne powtarzanie następujących aktywności: zataczanie&#13;
okręgu (w różnych jego wariantach), kropienie, rzucanie czepca weselnego, stukanie o próg podczas wynoszenia trumny z domu i inne formy stukania, rzucanie&#13;
grudki ziemi na trumnę, uderzanie siekierą w drzewka owocowe i wiele innych.&#13;
Bogata w trzykrotne powtórzenia jest medycyna ludowa, której rytuały dodatkowo obejmują takie gesty i czynności jak: plucie, ścieranie, chuchanie, zlizywanie,&#13;
przekładanie (w szczególnych okolicznościach), gryzienie czy czynienie znaku&#13;
krzyża (w różnych wariantach). Owa rekursywność pełni funkcję perswazyjną,&#13;
wpływa na przekonanie odbiorcy o skuteczności podejmowanych działań, a także&#13;
współtworzy dynamizm spektakli rytualnych, wprowadzając ruch oraz akcentując ważne momenty. Trzykrotne powtórzenia także intensyfikują siłę słów, gestów&#13;
i czynności. Dodatkowo mają moc retardacji, a zatem zwalniają czas, wprowadzają&#13;
wieczne „teraz”. Redundantność komunikacyjna trójkowych formuł słownych warunkuje eksplikację ich znaczenia w perspektywie symbolicznej.&#13;
Liczby pełnią także funkcje lecznicze i magiczne. W medycynie ludowej dominuje liczba 3 i jej krotności, ale wykorzystywane są także 7 i 2. Za ich pomocą&#13;
leczone są choroby, którym przypisuje się magiczną genezę, na przykład uroki, miesięcznik, kołtun czy płaczki, ale także inne, jak febra, zimnica, cukrzyca, brodawki&#13;
czy problemy z mową. Liczby w magicznym lecznictwie ludowym formują specjalny kod, który stanowi często obligatoryjny i powszechny składnik rytuałów leczniczych. Działania o charakterze magicznym, podejmowane w innym celu niż wyleczenie, dzielą się ze względu na towarzyszącą im intencję. Wśród nich wyróżnia się&#13;
takie, sklasyfikowane jako magia dobrego początku, które polegają na przestrzeganiu&#13;
tabu i zachowywaniu nakazów związanych z pierwszeństwem danej czynności czy&#13;
zjawiska lub momentem inicjalnym. Ponadto liczby 3, 7 czy 100 są wykorzystywane&#13;
w magii miłosnej, płodnościowej, sporzącej i apotropeicznej oraz czarnej.&#13;
⩶ 270 ⩶&#13;
&#13;
�Znaczenia są kodowane za pomocą liczb także w kontekście matrymonialnym i eschatologicznym. Dwójka na przykład patronuje sferze miłosnej za sprawą&#13;
całego zestawu podwójnych atrybutów, takich jak: wianki, obrączki, serca, gołębie, łabędzie, oraz postaci: drużbów, druhen starostów czy dziewosłębów. Atrybuty symbolizują parę zakochanych (chociaż często jest to nieszczęśliwa miłość),&#13;
zaś uczestnicy i uczestniczki obrzędu odpowiadają naczelnej parze wesela, czyli&#13;
państwu młodym. Natomiast ze śmiercią zasadniczo łączą się liczby parzyste oraz&#13;
indywidualnie: 2 (podwojenie w lustrze nieboszczyka sprowadza kolejną śmierć),&#13;
3 (potrójne czynności i gesty są wykonywane „w imieniu zmarłego” oraz odnoszą&#13;
się do duszy), 4 (trumna jest zbudowana z czterech desek) i 7, która pojawia się&#13;
w tym zestawieniu ze względu na kształt cyfry przypominający kosę, a ta jest atrybutem kulturowych obrazów personifikacji śmierci.&#13;
Ważną i powszechną kolekcją z pierwszoplanową rolą liczb są potrawy wigilijne. Odnosi się do nich 12, 7 oraz nieparzystość, która typologicznie jest najstarszym wskaźnikiem. Przyczyn zachowania tych wymogów liczbowych jest kilka.&#13;
Jedna z nich wynika z pobożności ludowej, a liczba dań wigilijnych jest eksplikowana poprzez odniesienie do apostołów. Kolejną można określić jako magiczno-symboliczną, chodzi bowiem o sprowadzenie bogactwa w nadchodzącym czasie,&#13;
co zapewnia nieparzysta, czyli otwarta, liczba dań. Co więcej, liczby stanowią odniesienie do dni w tygodniu i miesięcy w roku, aby w taki sposób zaprogramować&#13;
dobrobyt w nadchodzącym czasie.&#13;
Podsumowując, można wskazać, że liczbowy świat w folklorze obejmuje całe&#13;
uniwersum, liczone są zarówno byty ziemskie, jak i te przynależne do sacrosfery.&#13;
Przestrzeń i czas są naznaczone delimitacjami liczbowymi. Świat ten jest zapełniony przez postacie ludzkie i demoniczne, zwierzęta gospodarskie oraz takie, które&#13;
mają szczególną łączność z zaświatami. Rośliny pełnią rolę atrybutów obrzędowych, a powtórzenia czynności i gestów mają moc sprawczą. Liczby wykorzystywane są w zabiegach leczniczych i magicznych, miłość i śmierć są obrazowane za&#13;
pomocą miar ilościowych.&#13;
Na zakończenie warto wskazać główne rysy w symbolice poszczególnych&#13;
liczb, wynikające z analizy zgromadzonego materiału.&#13;
Jedynka jest najczęściej przywoływana w aspekcie porządkowym, z czego wynika przypisywanie inicjalnym czynnościom czy zjawiskom znaczeń projektujących i prognostycznych. Liczba ta ponadto wskazuje wyjątkowe osoby i zdarzenia,&#13;
jak Pan Bóg, jedynak/jedynaczka, pierworodny czy jedyny/jedyna w rozumieniu&#13;
‛ukochany/ukochana’. Pierwszeństwo niektórych przedmiotów oraz czynności&#13;
i atrybutów sygnuje ich graniczny charakter.&#13;
Dominującym rysem w symbolice dwójki jest powiązanie z sacrum sensu largo. Jest to więc liczba demoniczna, która wskazuje na przykład atrybuty demona,&#13;
⩶ 271 ⩶&#13;
&#13;
�jak podwojone serce czy zęby. Pozytywna symbolika dwójki wiąże się z wyrażaniem przez nią idei całości złożonej z dwóch części, liczba ta jest więc „patronką”&#13;
sfery miłosnej. Podwojenie żywiołów, jak ogień czy wiatr, lub zwierząt ma zazwyczaj symbolikę negatywną.&#13;
Liczba 3 w tekstach folkloru jest powszechna. Wyróżniają się trzykrotne powtórzenia obecne przede wszystkim w lecznictwie ludowym, ale także w obrzędach. Jest to liczba pionowej struktury świata oraz bohaterów w bajkach oraz pieśniach. Funkcjonują trójkowe parcelacje czasu. Ponadto liczba ta stanowi element&#13;
charakterystyki roślin, atrybutów obrzędowych i pieniędzy. Indeksuje także fazy&#13;
obrzędów przejścia. Drzemie w niej siła sprawcza, gdyż jest liczbą mediacyjną,&#13;
a także dynamiczną, otwartą, a jednocześnie uosabia idealną strukturę całości.&#13;
Czwórka odpowiada za poziomą strukturę świata. Na zasadzie szkatułkowej&#13;
wyznacza przestrzeń życia człowieka. Odnosi się więc przede wszystkim do sfery&#13;
profanum. Dzieli także czas, wyznaczając czwórkowe podziały, jak pory roku czy&#13;
niedziele (w znaczeniu ‘tygodnie’). Oznacza sytuacje odświętne (czego przykładem jest czterokonny zaprzęg).&#13;
Liczba 7 strukturyzuje czas, wyznaczając tygodnie i lata. Odnosi się także do&#13;
przestrzeni, wytycza granicę, za którą rozciąga się orbis exterior. Jest to także liczba&#13;
demoniczna, jej znak graficzny łączy się ze śmiercią. Występuje także w zestawieniach, które służą podkreśleniu intensywności czy wyolbrzymieniu.&#13;
Dwunastka to liczba miesięcy w roku. Dotyczy też ciągle żywej tradycji,&#13;
zgodnie z którą na kolację wigilijną należy przygotować 12 dań. Odnosi się również do godziny dwunastej, wyznaczającej markery doby i kumulację południową&#13;
i północną – momenty o dużej aktywności postaci z zaświatów (przy czym mocnej reprezentowana w materiale jest dwunasta w nocy).&#13;
Setka, jak każda z analizowanych liczb, komponuje się z czasem i w takim&#13;
odniesieniu jest częścią życzeń odnośnie do lat życia. Występuje także z innymi&#13;
komponentami w funkcji życzącej.&#13;
Na koniec należy dodać, że duża częstotliwość liczb w tekstach polskiego&#13;
folkloru pozwala mnożyć przykłady ich użycia, wskazywać dalsze konteksty, a tym&#13;
samym rozbudowywać ich znaczenie. W niniejszej pracy starałam się wyłuskać&#13;
najistotniejsze i powtarzalne charakterystyki poszczególnych liczb oraz pokazać&#13;
wyraźne tendencje i sposoby wykorzystywania ich konotacyjnej i symbolicznej&#13;
treści. Bardzo ciekawe wnioski, w moim przekonaniu, może przynieść dalsza&#13;
analiza leksyki gwarowej. Na pogłębione badania zasługuje także dyferencjacja&#13;
gatunkowa semantyki poszczególnych liczb. W trakcie prowadzonych badań nie&#13;
zaznaczyło się natomiast wyraźne zróżnicowanie regionalne symboliki liczbowej.&#13;
Jednak dalsze prace w tym zakresie mogłyby szczegółowo pokazać, jak kształtują&#13;
się w danych regionach wymogi odnośnie do liczb lub ukazać ich brak w kon⩶ 272 ⩶&#13;
&#13;
�kretnych wierzeniach, zwyczajach i obrzędach. W niniejszej pracy zostały poddane analizie liczby bogate symboliczne i w pewnym stopniu reprezentatywne. Nie&#13;
zmienia to jednak faktu, że wszystkie liczby z pierwszej dziesiątki są kategoriami&#13;
powszechnymi w sferze językowo-kulturowej i zasługują na własne opracowanie.&#13;
W obszar zainteresowań można włączyć także liczby wyrażające olbrzymie ilości.&#13;
Ciekawe wnioski przyniosą także badania nad przemianami w zakresie semantyki&#13;
liczb oraz współczesnymi wierzeniami na ich temat.&#13;
&#13;
⩶ 273 ⩶&#13;
&#13;
�Informatorki i informatorzy&#13;
&#13;
Poniżej zostały zamieszone dane informatorek i informatorów, których relacje wykorzystano w pracy. Wywiady w większości były przeprowadzone na potrzeby niniejszej pracy. Dodatkowo wykorzystałam relacje zgromadzone na potrzeby dwóch&#13;
prac magisterskich (jedna z nich znajduje się w Pracowni Etnolingwistycznej im. Jerzego Bartmińskiego, gdzie obowiązuje specjalny sposób zapisu, zaś druga w Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS) oraz projektu badawczego, co zostało zaznaczone przy konkretnych metryczkach. Wykorzystałam także&#13;
wywiady pochodzące z Archiwum Instytutu Nauk o Kulturze, nagrane i przetranskrybowane przez inne osoby. Dane informatorów i informatorek zostały opisane poprzez wskazanie ich inicjałów, płci, następnie roku urodzenia, miejsca zamieszkania&#13;
(miejscowość, gmina, powiat, województwo), ewentualnie dodatkowych informacji, na końcu zaś roku nagrania.&#13;
ACH –	�kobieta, ur. 1944 r., zam. Kiełczewice Dolne, gm. Strzyżewice,&#13;
p. Lublin, woj. lubelskie, 2011.&#13;
AK –	�&#13;
mężczyzna, ur. 1937 r., zam. Paskudy, gm. Ulan-Majorat, p. Radzyń Podlaski, woj. lubelskie, 2006. Eksploratorzy: mgr Katarzyna Smyk, mgr Marta&#13;
Wójcicka, Klaudyna Potakiewicz, transkrypcja: Magdalena Stasiuk. Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
kobieta, ur. 1933 r., zam. Maków Podhalański, p. Sucha Beskidzka, woj.&#13;
AK –	�&#13;
małopolskie; twórczyni ludowa – hafciarka, laureatka nagrody im. Oskara&#13;
Kolberga, 2014.&#13;
AŁ –	�&#13;
kobieta, ur. 1935 r., zam. Bezwola, gm. Wohyń, p. Radzyń Podlaski, woj.&#13;
lubelskie; jest miejscową przewodniczką śpiewów przy zmarłym, posiada&#13;
zeszyt z zapisem pieśni pogrzebowych, 2007; Pracownia Etnolingwistyczna im. Jerzego Bartmińskiego – TN 1562 Bezwola 2007 AŁ.&#13;
kobieta, ur. 1954 r., zam. Parczew, gm. i p. Parczew, woj. lubelskie, 2011.&#13;
BM –	�&#13;
BP –	�&#13;
kobieta, ur. 1935 r. w Konstantynówce, gm. Hańsk, p. Włodawa, zam. Stary Majdan, gm. Hańsk, p. Włodawa, woj. lubelskie, 2011; Etnografia Lubelszczyzny – portal Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.&#13;
⩶ 274 ⩶&#13;
&#13;
�–	�&#13;
kobieta, ur. 1943 r., zam. Strzałki, gm. Kadzidło, p. Ostrołęka, woj. mazowieckie; twórczyni ludowa – wycinanki, pieczywo obrzędowe, 2012.&#13;
CL&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1953 r. w Wejdo, gm. Łyse, p. Ostrołęka, zam. Ostrołęka, woj.&#13;
mazowieckie; twórczyni ludowa – plastyka obrzędowa i koronkarstwo, 2013.&#13;
DG –	�&#13;
kobieta, ur. 1936 r., zam. Wysoka, gm. i p. Szydłowiec, woj. mazowieckie,&#13;
2013.&#13;
DS&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1941 r., zam. Tymienica, gm. Chotcza, p. Lipsko, woj. mazowieckie, 2013.&#13;
ECZ –	�&#13;
kobieta, ur. 1950 r., zam. Łaguszów, gm. Przyłęk, p. Zwoleń, woj. mazowieckie, 2013.&#13;
EP&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1953 r., zam. Brzezice, gm. Piaski, p. Świdnik, woj. lubelskie,&#13;
2012;&#13;
EugW –	�kobieta, ur. 1928 r. w Abramowie, gm. Abramów, p. Lubartów, zam. od&#13;
1948 r. Wólka Kątna, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2009;&#13;
Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
EW –	�&#13;
kobieta, ur. 1949, zam. Wólka Kątna, g. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie,&#13;
2007, 2010, 2011; laureatka nagrody im. Oskara Kolberga, Pracownia Etnolingwistyczna im. Jerzego Bartmińskiego – TN 1562 Wólka Kątna 2007&#13;
EW; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS; Etnografia Lubelszczyzny – portal Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.&#13;
FJ&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1930 r., zam. Stara Krobia, gm. Krobia, p. Gostyń, woj.&#13;
wielkopolskie; śpiewak, pracował jako stolarz, 2014.&#13;
G&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1939 r., zam. gm. Goleszów, p. Cieszyn, woj. śląskie, 2014.&#13;
GC –	�&#13;
kobieta, ur. 1965 r. w Olsztynie, zam. Belęcin, gm. Siedlec, p. Wolsztyn,&#13;
woj. wielkopolskie, 2014.&#13;
GK –	�&#13;
kobieta, ur. 1928 r., zam. Zagnańsk, gm. Zagnańsk, p. Kielce, woj. świętokrzyskie, 2013.&#13;
GM –	�&#13;
kobieta, ur. 1920 r. (brak dokładnych danych o miejscu urodzenia), zam.&#13;
p. Janów Lubelski, woj. lubelskie; 2012; Archiwum Badań Terenowych&#13;
Instytutu Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
GP –	�&#13;
kobieta, ur. 1948 r., zam. gm. i p. Żywiec, woj. śląskie; twórczyni ludowa&#13;
– instrumenty muzyczne, ptaszki nawodne, zabawki gliniane, 2014.&#13;
HD –	�&#13;
kobieta, ur. 1962 r., zam. Domatków, gm. i p. Kolbuszowa, woj. podkarpackie, 2013.&#13;
HG –	�&#13;
kobieta, ur. 1956 r., zam. Nowiny, gm. Borki, p. Radzyń Podlaski, woj.&#13;
lubelskie, 2006. Eksploratorzy: mgr Katarzyna Smyk, Jakub Sosnowski,&#13;
Dominika Wnuk, transkrypcja: Jakub Sosnowski, Archiwum Instytutu&#13;
Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
CK&#13;
&#13;
⩶ 275 ⩶&#13;
&#13;
�HK&#13;
&#13;
HK&#13;
HM&#13;
HM&#13;
&#13;
HN&#13;
HP&#13;
HP&#13;
HW&#13;
&#13;
HW&#13;
JŁ&#13;
JM&#13;
JM&#13;
JM&#13;
JP&#13;
JSW&#13;
JW&#13;
&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1936 r., zam. Wielkolas, gm. Abramów, p. Lubartów, woj.&#13;
lubelskie; poetka i twórczyni ludowa – plastyka zdobnicza i obrzędowa,&#13;
laureatka nagrody im. Oskara Kolberga, 2011; Etnografia Lubelszczyzny –&#13;
portal Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1950 r., zam. Kościelec, gm. Rędziny, p. Częstochowa, woj.&#13;
śląskie, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1931 r., zam. Głuchów, gm. Głuchów, p. Skierniewice, woj.&#13;
łódzkie, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1933 r., zam. Maruszewiec, gm. Borki, p. Radzyń Podlaski,&#13;
woj. lubelskie, 2006. Eksploatorzy: Justyna Gajewska, Danuta Dziadowicz, Iwona Jurkiewicz, transkrypcja: Justyna Gajewska, Archiwum Badań&#13;
Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
–	�&#13;
kobieta, zam. Głuchów, gm. Głuchów, p. Skierniewice, woj. łódzkie, 2013.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1945 r., zam. Zabłocie, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2009; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1927 r. w woj. łódzkim, zam. (od około 1952 r.) Oszczywilk,&#13;
gm. i p. Ryki, woj. lubelskie, 2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1952 r. w Sadykierzu, gm. Obryte, p. Pułtusk, zam. od 1975 r.&#13;
Lemany, gm. Zatory, p. Pułtusk; zajmuje się wyrobem pisanek, palm, haftem, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1934 r. w Puńsku, p. sejneński, (po wyjściu za mąż) zam. Kowale&#13;
Oleckie, gm. Kowale Oleckie, p. Olecko, woj. warmińsko-mazurskie, 2014.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1954 r., zam. gm. Korycin, p. sokólski, woj. podlaskie,&#13;
2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1951 r., zam. Krzyżówki, gm. Koźminek, p. Kalisz, woj. wielkopolskie; twórczyni ludowa – zabawkarstwo, plastyka obrzędowa, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1955 r., zam. Grójec Mały, gm. Siedlec, p. Wolsztyn, woj. wielkopolskie, 2014.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1956 r. w Suwałkach, zam. Postawelek, gm. Szypliszki,&#13;
p. Suwałki, woj. podlaskie, 2015.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1941 r., zam. Marynin, gm. Konopnica, p. Lublin, woj. lubelskie, 2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1959 r., zam. Ogrodzieniec, gm. Ogrodzieniec, p. Zawiercie,&#13;
woj. śląskie; opiekunka zespołu folklorystycznego, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1925 r. w Abramowie, gm. Abramów, p. Lubartów, zam.&#13;
od 1943 r. Wólka Kątna, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2009,&#13;
2011; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS;&#13;
Etnografia Lubelszczyzny – portal Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.&#13;
⩶ 276 ⩶&#13;
&#13;
�JW&#13;
KB&#13;
&#13;
KG&#13;
&#13;
KK&#13;
KR&#13;
KT&#13;
LG&#13;
LŁ&#13;
LO&#13;
LS&#13;
MC&#13;
MD&#13;
&#13;
MF&#13;
MG&#13;
&#13;
MJ&#13;
&#13;
MK&#13;
&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1950 r., zam. gm. Bodzętyn, p. Kielce, woj. świętokrzyskie, 2013.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1930 r., zam. Zabłocie, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2011; Etnografia Lubelszczyzny – portal Ośrodka Brama Grodzka&#13;
Teatr NN.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1939 r., zam. Wólka Kątna, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2011. Etnografia Lubelszczyzny – portal Ośrodka Brama Grodzka&#13;
Teatr NN.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1946 r., zam. Kamienna Góra, gm. Bodzentyn, p. Kielce, woj.&#13;
świętokrzyskie; przewodnicząca zespołu folklorystycznego, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1955 r., zam. Domatków, gm. i p. Kolbuszowa, woj. podkarpackie, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1948 r., zam. Wola Gardzienicka, gm. Piaski, p. Świdnik, woj.&#13;
lubelskie, 2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1943 r., zam. Zaborów, gm. Orońsko, p. Szydłowiec, woj. mazowieckie, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1934 r. w Nowosadach, gm. Zabłudów, zam. od 1958 r. Kamionka, gm. Zabłudów, p. Białystok, woj. podlaskie, 2015.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1947 r., zam. Brzeziny, gm. Mokrsko, p. Wieluń, woj. łódzkie,&#13;
2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1930 r., zam. Kamionka, gm. Zabłudów, p. Białystok, woj.&#13;
podlaskie; wyznania prawosławnego, 2015.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1939 r., zam. Brodła, gm. Alwernia, p. Chrzanów, woj. małopolskie, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1950 r., zam. Janówka, gm. i p. Biała Podlaska, woj. lubelskie;&#13;
prowadzi śpiewy pogrzebowe, posiada zeszyt z pieśniami pogrzebowymi,&#13;
2008; Pracownia Etnolingwistyczna im. Jerzego Bartmińskiego – TN&#13;
1563 Janówka 2008 MD.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1939 r., zam. Dąbrowa, gm. Koźminek, p. Kalisz, woj. wielkopolskie; twórczyni ludowa – plastyka zdobnicza i obrzędowa, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1928 r., zam. Zabłocie, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2009; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze&#13;
UMCS.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1950 r. w Żulinkach, gm. Komarówka Podlaska, p. Radzyń&#13;
Podlaski, zam. od 1969 r. Janówka, gm. i p. Biała Podlaska, woj. lubelskie,&#13;
2008; Pracowania Archiwum Etnolingwistyczne UMCS – TN 1563 Janówka 2008 MJ.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1923 r., zam. Głuchów, gm. Głuchów, p. Skierniewice, woj.&#13;
łódzkie, 2013.&#13;
⩶ 277 ⩶&#13;
&#13;
�–	�&#13;
kobieta, ur. 1938 r., zam. Sonina, gm. i p. Łańcut, woj. podkarpackie; koordynatorka zespołu obrzędowego, 2013.&#13;
kobieta, zam. Dorbozy, gm. Obsza, p. Biłgoraj, woj. lubelskie, 2007;&#13;
MM –	�&#13;
Pracownia Etnolingwistyczna im. Jerzego Bartmińskiego – TN 1562&#13;
Dorbozy 2007 MM.&#13;
kobieta, ur. 1947 r., zam. Siedlec, gmina Siedlec, p. Wolsztyn, woj. wielkoMM –	�&#13;
polskie, 2014.&#13;
MN –	�&#13;
kobieta, ur. 1939 r. w Rakowcu k. Husynnego, zam. od 1945 r. w Zanowiniu, gm. Dorohusk, p. Chełm, woj. lubelskie; kieruje działającym w miejscowości zespołem folklorystycznym, 2007; Pracownia Etnolingwistyczna im. Jerzego Bartmińskiego – TN 1563 Zanowinie 2007 MN.&#13;
MP –	�&#13;
kobieta, ur. 1923 r., zam. Rokitno, gm. i p. Lubartów, woj. lubelskie, 2011.&#13;
MWS –	�kobieta, ur. 1959 r., zam. Zakopane, gm. Zakopane, p. tatrzański, woj. małopolskie; twórczyni ludowa – maluje na szkle, 2014.&#13;
mężczyzna, ur. 1962 r. w Szczawnicy, gm. Szczawnica, p. nowotarski, zam.&#13;
PG –	�&#13;
w Łącku, gm. Łącko, p. Nowy Sącz, woj. małopolskie; rzeźbiarz i gawędziarz, 2015.&#13;
kobieta, ur. 1949 r., zam. Ryczów-Kolonia, gm. Ogrodzieniec, p. ZawierPH –	�&#13;
cie, woj. śląskie, 2014.&#13;
kobieta, ur. 1947 r., zam. Kościelec, gm. Rędziny, p. Częstochowa, woj.&#13;
PM –	�&#13;
śląskie, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1941 r., zam. Hrubieszów, gm. i p. Hrubieszów, woj. lubelskie,&#13;
SK&#13;
2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1943 r., zam. Dorbozy, gm. Obsza, p. Biłgoraj, woj. lubelskie,&#13;
SL&#13;
2013.&#13;
mężczyzna, ur. 1934 r., zam. Grudki, gm. Białowieża, p. Hajnówka, woj.&#13;
SO –	�&#13;
podlaskie; wyznania prawosławnego, 2015.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1927 r., zam. Wólka Kątna, gm. Markuszów, p. Puławy,&#13;
SS&#13;
woj. lubelskie, 2010; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS, Portal Etnografia Lubelszczyzny – Ośrodek Brama Grodzka&#13;
Teatr NN.&#13;
kobieta, ur. 1938 r., zam. Szczawnica, gm. Szczawnica, p. nowotarski, woj.&#13;
SW –	�&#13;
małopolskie, 2015.&#13;
mężczyzna, ur. 1926 r., zam. Wólka Kątna, gm. Markuszów, p. Puławy,&#13;
SW –	�&#13;
woj. lubelskie, 2009; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze UMCS.&#13;
kobieta, ur. 1956 r. w Wolsztynie, gm. i p. Wolsztyn, od 2004 r. zam. SieTC –	�&#13;
dlec, g. Siedlec, p. Wolsztyn, woj. wielkopolskie; kierowniczka zespołu ludowego, 2014.&#13;
MK&#13;
&#13;
⩶ 278 ⩶&#13;
&#13;
�TM&#13;
TP&#13;
TS&#13;
UP&#13;
WD&#13;
&#13;
WG&#13;
WK&#13;
&#13;
WM&#13;
WW&#13;
&#13;
ZC&#13;
&#13;
ZD&#13;
&#13;
ZG&#13;
ZK&#13;
ZK&#13;
ZS&#13;
ZZ&#13;
&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1955 r., zam. Łęczna, gm. i p. Łęczna, woj. lubelskie, 2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1955 r., zam. Jaski, gm. i p. Mońki, woj. podlaskie, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1939 r., zam. Kowale Oleckie, gm. Kowale Oleckie, p. Olecko,&#13;
woj. warmińsko-mazurskie, 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1954 r., zam. Sikorzyn, gm. i p. Gostyń, woj. wielkopolskie,&#13;
2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1945 r. w Kojlach, gm. Nowobarezowo, p. Hajnówka, zam. od&#13;
1966 r. Teremiski, gm. Białowieża, p. Hajnówka, woj. podlaskie; wyznania&#13;
prawosławnego, 2015.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. 1930 r., zam. Wysoka, gm. i p. Szydłowiec, woj. mazowieckie, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1968 r., zam. Majdan Kozłowiecki, gm. i p. Lubartów, woj.&#13;
lubelskie; twórczyni ludowa – artystka plastyczka obrzędowa i zdobnicza,&#13;
2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1936 r., zam. Popowicie, gm. Pątnów, p. Wieluń, woj. łódzkie&#13;
(w czasie wojny przez 4 lata mieszkała w woj. lubelskim), 2014.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1926 r. w Bobowiskach, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2010; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze&#13;
UMCS.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1924 r., zam. Bobowiska, gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2010; Archiwum Badań Terenowych Instytutu Nauk o Kulturze&#13;
UMCS.&#13;
– �kobieta, ur. 1939 r. w Wólce, gm. Filipów, p. Suwałki, woj. podlaskie, po wyjściu za mąż w 1962 r. zam. Kowale Oleckie, gm. Kowale Oleckie, p. Olecko,&#13;
woj. warmińsko-mazurskie; prowadzi zespół folklorystyczny, 2013.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1954 r., zam. Zagrody, gm. Żyrzyn, p. Puławy, woj. lubelskie,&#13;
2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1930 r., zam. Rokitno, gm. i p. Lubartów, woj. lubelskie, 2011.&#13;
–	�&#13;
mężczyzna, ur. w 1952 r., zam. Zbychowo, gm. i p. Wejherowo, woj. pomorskie, 2015.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1946 r., zam. Pilaszkowice, gm. Rybczewice, p. Świdnik, woj.&#13;
lubelskie, 2012.&#13;
–	�&#13;
kobieta, ur. 1938 r. w Zastawiu, gm. Kurów, p. Puławy, zam. Wólka Kątna,&#13;
gm. Markuszów, p. Puławy, woj. lubelskie, 2011; Portal Etnografia Lubelszczyzny – Ośrodek Brama Grodzka Teatr NN.&#13;
&#13;
⩶ 279 ⩶&#13;
&#13;
�Bibliografia&#13;
Źródła&#13;
Ad Bor – Adamowski Jan, Tam na Podlasiu. Pieśni ludowe z gminy Borki i ich wykonawcy, Lublin 1994.&#13;
Ad Chełm – Adamowski Jan, Wierzenia i zwyczaje ludowe z północnych obszarów woj.&#13;
chełmskiego, „Twórczość Ludowa” nr 3, 1997, s. 30–32.&#13;
Ad Czar – Adamowski Jan, Obraz czarownicy w przekazach ludowych południowej&#13;
Lubelszczyzny, „Twórczość Ludowa” nr 1–2, 2009, s. 24–26.&#13;
Ad Dor – Adamowski Jan, Dorbozy – zwyczaje i wierzenia związane z budową domu&#13;
i lecznictwem, „Twórczość Ludowa” nr 1–2, 2010, s. 31–33.&#13;
Ad Mag – Adamowski Jan, Lubelskie przekazy o zachowaniach magicznych, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 13, 2001, s. 247–265.&#13;
Ad Pocz – Adamowski Jan, Ludowe pieśni i oracje z repertuaru Krystyny Poczek, Lublin 2003.&#13;
Ad Zn – Adamowscy Lucyna i Jan, Zamawiania, odczyniania, modlitewki, „Twórczość Ludowa” nr 1–2, 1993, s. 76–81.&#13;
Ad Żni – Adamowski Jan, Żniwa i dożynki na obszarze województwa chełmskiego,&#13;
„Twórczość Ludowa” nr 3, 1996, s. 28–32.&#13;
Ad Żniwa – Adamowski Jan, Praktyki, zwyczaje i wierzenia żniwne w przekazach mieszkańców zachodniej Lubelszczyzny, „Twórczość Ludowa” nr 1–2, 1994, s. 66–71.&#13;
Bart PANLub – Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, t. 4: Lubelskie, red.&#13;
Jerzy Bartmiński, cz. 1: Pieśni i obrzędy doroczne, cz. 2: Pieśni i obrzędy rodzinne,&#13;
cz. 3: Pieśni i teksty sytuacyjne, cz. 4: Pieśni powszechne, cz. 5: Pieśni stanowe i zawodowe, Lublin 2011.&#13;
Bart PKL – Bartmiński Jerzy, Polskie kolędy ludowe. Antologia, Kraków 2002.&#13;
Bart Wąż – Bartmiński Jerzy, Kielak Olga, Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława,&#13;
Dlaczego wąż nie ma nóg? Zwierzęta w ludowych przekazach ustnych, Lublin 2015.&#13;
Bieg Lecz – Biegeleisen Henryk, Lecznictwo ludu polskiego (z 100 rycinami), Kraków&#13;
1929.&#13;
Bieg Mat – Biegeleisen Henryk, Matka i dziecko w zwyczajach, obrzędach i praktykach&#13;
ludu Polskiego, Lwów 1927.&#13;
Bieg Śmier – Biegeleisen Henryk, Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu&#13;
polskiego. Z 14 rycinami w tekście, Warszawa 1930.&#13;
⩶ 280 ⩶&#13;
&#13;
�Bzdę Bis – Bzdęga Jan, Biskupianie, Warszawa 1992.&#13;
Brzus Pieś – Brzuskowska Maria, Pieśni domowe i polne śpiewanki, Zamość 1990.&#13;
Cyg Święt – Cygan Stanisław, Z gwary świętokrzyskiej. Świat dawnej wsi w relacjach&#13;
mieszkańców Pogwarki. Twórczość ludowa. Słowniczek, Kielce 2009.&#13;
Czyż Zmora – Czyżewski Feliks, Zmora, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 1, 1988, s. 133–143.&#13;
Fisch Pog – Fischer Adam, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921.&#13;
Fol Zag – Polska zagadka ludowa, wybrał i oprac. Sławomir Folfasiński, Warszawa&#13;
1975.&#13;
Fran Kal – Frankowski Eugeniusz, Kalendarz obrzędowy ludu polskiego, Warszawa 1928.&#13;
Gaj Stal – Gaj-Piotrowski Wilhelm, Duchy i demony w wierzeniach ludowych z okolic&#13;
Stalowej Woli, Rozwadowa i Tarnobrzega, Wrocław 1993.&#13;
Glog Rok – Rok polski w życiu, tradycji i pieśni, przedstawił Zygmunt Gloger, Warszawa 1900.&#13;
K – Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie, Wrocław-Poznań:&#13;
K 1 Pieś – t. 1: Pieśń ludu polskiego, 1961 [wyd. fotooffset. z: Lud. Jego zwyczaje,&#13;
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka&#13;
i tańce. Przedstawił... Serya I..., 1857].&#13;
K 2 San – t. 2: Sandomierskie, 1962 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya I [2]..., 1865].&#13;
K 3 Kuj – t. 3: Kujawy, cz. 1, 1962 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya III..., 1867].&#13;
K 4 Kuj – t. 4: Kujawy, cz. 2, 1962 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya IV..., 1867].&#13;
K 5 Krak – t. 5: Krakowskie, cz. 1, 1962 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya V..., 1871].&#13;
K 6 Krak – t. 6: Krakowskie, cz. 2, 1963 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya VI..., 1873].&#13;
K 9 Poz – t. 9: W. Ks. Poznańskie, cz. 1, 1963 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya IX..., 1875].&#13;
K 10 Poz – t. 10: W. Ks. Poznańskie, cz. 2, 1963 [wyd. fotoofset. z Lud... Serya X..., 1876].&#13;
K 11 Poz – t. 11: W. Ks. Poznańskie, cz. 3, 1963 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya&#13;
XI..., 1877].&#13;
K 12 Poz – t. 12 W. Ks. Poznańskie, cz. 4, 1963, [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya&#13;
XII..., 1879].&#13;
K 13 Poz – t. 13 W. Ks. Poznańskie, cz. 5, 1963, [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya&#13;
XIII..., 1880].&#13;
K 14 Poz – t. 14 W. Ks. Poznańskie, cz. 6, 1962, [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya&#13;
XIV..., 1881].&#13;
K 16 Lub – t. 16: Lubelskie, cz. 1, 1962 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XVI..., 1883].&#13;
K 17 Lub – t. 17: Lubelskie, cz. 2, 1962 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XVII..., 1884].&#13;
K 18 Kiel – t. 18: Kieleckie, cz. 1, 1963 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XVIII..., 1885].&#13;
K 19 Kiel – t. 19: Kieleckie, cz. 2, 1963 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XIX..., 1886].&#13;
⩶ 281 ⩶&#13;
&#13;
�K 20 Rad – t. 20: Radomskie, cz. 1, 1963 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XX..., 1887].&#13;
K 21 Rad – t. 21: Radomskie, cz. 2, 1964 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XXI..., 1888].&#13;
K 22 Łęcz – t. 22: Łęczyckie, 1964 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XXII..., 1889].&#13;
K 23 Kal – t. 23: Kaliskie, 1964 [wyd. fotoofset. z: Lud... Serya XXIII..., 1890].&#13;
K 24 Maz – t. 24: Mazowsze, cz. 1, 1963 [wyd. fotoofset. z: Mazowsze. Obraz etnograficzny skreślił..., t. 1: Mazowsze polne, 1885].&#13;
K 25 Maz – t. 25: Mazowsze, cz. 2, 1963 [wyd. fotoofset. z: Mazowsze..., t. 2: Mazowsze polne, 1886].&#13;
K 26 Maz – t. 26: Mazowsze, cz. 3, 1963 [wyd. fotoofset. z: Mazowsze..., t. 3: Mazowsze leśne, 1887].&#13;
K 27 Maz – t. 27: Mazowsze, cz. 4, 1964 [wyd. fotoofset. z: Mazowsze..., t. 4: Mazowsze stare. Mazury. Kurpie, 1888].&#13;
K 28 Maz – t. 28 Mazowsze, cz. 5, 1964, [wyd. fotoofset. z: Mazowsze. Obraz..., t. 5&#13;
Mazowsze stare. Mazury. Podlasie,1890].&#13;
K 33 Cheł – t. 33: Chełmskie, cz. 1, 1964 [wyd. fotoofset. z: Chełmskie. Obraz etnograficzny skreślił..., t. 1, 1890].&#13;
K 34 Cheł – t. 34: Chełmskie, cz. 2, 1964 [wyd. fotoofset. z: Chełmskie..., t. 2, z materiałów pośmiertnych wydał Izydor Kopernicki, 1891].&#13;
K 35 Prze – t. 35: Przemyskie, 1964 [wyd. fotoofset. z: Przemyskie. Zarys etnograficzny..., wydał Izydor Kopernicki, 1891].&#13;
K 39 Pom – t. 39: Pomorze, z rękopisów oprac. Jerzy Kądzioła i Danuta Pawlakowa,&#13;
red. Józef Burszta, 1965.&#13;
K 40 Maz – t. 40: Mazury Pruskie, cz. 5, z rękopisów oprac. Władysław Ogrodziński,&#13;
Danuta Pawlak, red. Danuta Pawlak, 1966.&#13;
K 41 Maz – t. 41 Mazowsze, cz. 6, z rękopisów oprac. Aleksander Pawlak, Medard&#13;
Tarko, Tadeusz Zdancewicz, red. Medard Tarko, 1969.&#13;
K 42 Maz – t. 42: Mazowsze, cz. 7, z rękopisów oprac. Aleksander Pawlak, Medard&#13;
Tarko, Tadeusz Zdancewicz, red. Medard Tarko, 1970.&#13;
K 43 Śl – t. 43: Śląsk, z rękopisów oprac. Jan Szajbel i Bogusław Linette, red. Agata&#13;
Skrukwa, Elżbieta Krzyżaniak, 1965.&#13;
K 44 Gór – t. 44: Góry i Podgórze, cz. 1, z rękopisów oprac. Zbigniew Jasiewicz, Danuta Pawlak, red. Elżbieta Miller, 1968.&#13;
K 45 Gór – t. 45: Góry i Podgórze, cz. 2, z rękopisów oprac. Zbigniew Jasiewicz, Danuta Pawlak, red. Elżbieta Miller, 1968.&#13;
K 46 Ka-S – t. 46: Kaliskie i Sieradzkie, z rękopisów oprac. Jarosław Lisakowski, Walerian Sobisiak, red. Danuta Pawlak, Agata Skrukwa, 1967.&#13;
K 48 Ta-Rz – t. 48: Tarnowskie-Rzeszowskie, z rękopisów oprac. Józef Burszta, Bogusław Linette, red. Józef Burszta, 1967.&#13;
⩶ 282 ⩶&#13;
&#13;
�K 49 Sa-Kr – t. 49: Sanockie-Krośnieńskie, cz. 1, z rękopisów oprac. Bogusław Linette,&#13;
Tadeusz Skulina, red. Agata Skrukwa, 1974.&#13;
K 50 Sa-Kr – t. 50 Sanockie-Krośnieńskie, cz. 2, z rękopisów oprac. Bogusław Linette,&#13;
Tadeusz Skulina, red. Agata Skrukwa, 1972.&#13;
K 51 Sa-Kr – t. 51: Sanockie-Krośnieńskie, cz. 3, z rękopisów oprac. Tadeusz Skulina,&#13;
red. Agata Skrukwa, 1973.&#13;
K 60 Przysł – t. 60: Przysłowia, z rękopisów oprac. i zredagował Stanisław Świrko,&#13;
1967.&#13;
Kot Las – Kotula Franciszek, Folklor słowny osobliwy Lasowiaków, Rzeszowiaków&#13;
i Podgórzan, Lublin 1969.&#13;
Mosz Kul 2 – Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian, cz. 2, z. 1: Kultura&#13;
duchowa, Kraków 1934.&#13;
Nieb Przes – Niebrzegowska Stanisława, Przestrach od przestrachu. Rośliny w ludowych przekazach ustnych, Lublin 2000.&#13;
NKPP – Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich w oparciu o dzieło&#13;
Samuela Adalberga, red. Julian Krzyżanowski, t. 1–4, Warszawa 1969–1978.&#13;
Oles Lub – Olesiejuk Feliks, Obrzędy weselne w Lubelskiem. Materiały etnograficzne&#13;
do badań nad obrzędowością weselną, Wrocław 1971.&#13;
Piąt Sier – Piątkowska Ignacja, Obyczaje ludu ziemi sieradzkiej. Szkic etnograficzny,&#13;
„Lud” 1989, s. 410–435.&#13;
Pośp Śląsk – Pośpiech Jerzy, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole 1987.&#13;
Sim Wierz – Simonides Dorota, Wierzenia i zachowania przesądne, [w:] Folklor Górnego Śląska, red. Dorota Simonides, Katowice 1989, s. 225–301.&#13;
Smyk Ad – Smyk Katarzyna, Adwent i Wigilia przełomu XIX i XX wieku w przekazach Józefa Stręciwilka z Dzwoli, „Twórczość Ludowa” nr 3–4, 2007, s. 19–22.&#13;
Smyk Czad – Smyk-Płoska Katarzyna, Zwyczaje bożonarodzeniowe Górali Czadeckich, „Twórczość Ludowa” nr 4, 2004, s. 35–39.&#13;
Szyfer Kul – Szyfer Anna, Ludowe zwyczaje, obrzędy, wierzenia i wiedza, [w:] Kultura&#13;
ludowa Mazurów i Warmiaków, red. Józef Burszta, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1976, s. 407–440.&#13;
Szyfer MiW – Szyfer Anna, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Mazurów i Warmiaków,&#13;
Olsztyn 1975.&#13;
Świę Trzy – Świętek Jan, Liczby Trzy i Dziewięć w mitach, wyobrażeniach, mistycznych&#13;
praktykach i zwyczajach ludowych, „Lud” t. 11, 1905, s. 371–388.&#13;
Udz Krak – Udziela Seweryn, Krakowiacy, Kraków 1924.&#13;
Udz Św – Udziela Seweryn, Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego mieszkającego po&#13;
prawym brzegu Wisły. Wielkoludy – Czarownice i Czarownicy – Choroby, Warszawa 1901.&#13;
⩶ 283 ⩶&#13;
&#13;
�Słowniki i leksykony&#13;
&#13;
AlvSim Ssym – Chenel Alvaro Pascual, Simarro Álfonso Serrano, Słownik symboli,&#13;
przeł. Marta Boberska, Warszawa 2008.&#13;
Bań ES – Bańkowski Andrzej, Etymologiczny słownik języka polskiego, t. 2, Warszawa&#13;
2000.&#13;
Bied Sym – Biedermann Hans, Słownik symboli, przeł. Jan Rubinowicz, Warszawa&#13;
2001.&#13;
Bor SEJP – Boryś Wiesław, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 2005.&#13;
Brüc SEJP – Brückner Aleksander, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa&#13;
1989.&#13;
Cir Sym – Cirlot Jaun Eduardo, Słownik symboli, przeł. Ireneusz Kania, Kraków 2000.&#13;
De Vries Dic – de Vries Ad, Dictionary of Symbols and Imagery, Amsterdam-London&#13;
1976.&#13;
Dług WSE-H – Długosz-Kurczabowa Krystyna, Wielki słownik etymologiczno-historyczny języka polskiego, Warszawa 2008.&#13;
For Sym – Forstner Dorothea, Świat symboliki chrześcijańskiej, przeł. i oprac. Wanda&#13;
Zakrzewska, Paweł Pachciarek, Ryszard Turzyński, Warszawa 1990.&#13;
Her Lek – Oesterreicher-Mollwo Marianne, Leksykon symboli, przeł. Jerzy Prokopiuk, Warszawa 1992.&#13;
Hof Lek – Hoffsümmer Willi, Leksykon dawnych i nowych symboli do wykorzystania&#13;
w praktyce duszpasterskiej i katechetycznej, przeł. Alicja Makowska, Kielce 2001.&#13;
Karł SGP – Karłowicz Jan, Słownik gwar polskich, t. 1–6, Kraków 1900–1911.&#13;
Kąś Podh – Kąś Józef, Ilustrowany leksykon gwary i kultury podhalańskiej, t. 4, 8, 10,&#13;
Nowy Sącz 2018–2019.&#13;
Kemp SInd – Kempiński Andrzej, Słownik mitologii ludów indoeuropejskich, Poznań&#13;
1993.&#13;
Kop Mit – Kopaliński Władysław, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1988.&#13;
Kop Sym – Kopaliński Władysław, Słownik symboli, Warszawa 1990.&#13;
Kow Lek – Kowalski Piotr, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 1998.&#13;
⩶ 284 ⩶&#13;
&#13;
�Lur Przes – Lurker Manfred, Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, przeł.&#13;
Ryszard Wojnakowski, Warszawa 2011.&#13;
Lur Słow – Lurker Manfred, Słownik obrazów i symboli biblijnych, przeł. Kazimierz&#13;
Romaniuk, Poznań 1989.&#13;
MSGP – Mały słownik gwar polskich, oprac. Renata Kucharzyk i in., red. Jadwiga&#13;
Wronicz, Kraków 2010.&#13;
Ogr Zwycz – Ogrodowska Barbara, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce. Mały słownik, Warszawa 2001.&#13;
Pelc SGLub – Pelcowa Halina, Słownik gwar Lubelszczyzny, t. 3, 5, Lublin 2015,&#13;
2017.&#13;
Pod SGŚ – Podgórscy Barbara i Adam, Słownik gwar śląskich, Katowice 2008.&#13;
PSWP Zgół – Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, red. Halina Zgółkowa,&#13;
t. 6, 19, 27, Poznań 1995, 1998, 2000.&#13;
SFP Krz – Słownik folkloru polskiego, red. Julian Krzyżanowski, Warszawa 1965.&#13;
SGP PAN – Słownik gwar polskich, red. Mieczysław Karaś, [od t. 2] Jerzy Reichan,&#13;
[od t. 6] Joanna Okoniowa, t. 5, 7, Kraków 1998, 2005.&#13;
SJP Dor – Słownik języka polskiego, red. Witold Doroszewski, t. 4, Warszawa 1962&#13;
SL – Słownik języka polskiego, Samuel Bogumił Linde, t. 2, Warszawa 1994.&#13;
SD – Slavjanskie drevnosti, red. Nikita I. Tolstoj, Svetlana M. Tolstaja, t. 1–5, Moskva,&#13;
1995–2012.&#13;
SLSJ – Słownik ludowych stereotypów językowych. Zeszyt próbny, red. Jerzy Bartmiński, Wrocław 1980.&#13;
Sł SE – Sławski Franciszek, Słownik etymologiczny języka polskiego, t. 4, Kraków 1972.&#13;
SPBL Wrób – Słownik polskiej bajki ludowej, red. Violetta Wróblewska, t. 1, 3, Toruń&#13;
2018.&#13;
SPr – Słownik prasłowiański, red. Franciszek Sławski, t. 2, Wrocław 1976.&#13;
SSiSL – Słownik stereotypów i symboli ludowych, red. Jerzy Bartmiński, t. 1–2, Lublin&#13;
1996-2022.&#13;
Tresid SSymb – Tresidder Jack, Słownik symboli. Ilustrowany przewodnik po tradycyjnych wyobrażeniach obrazowych, znakach ikonicznych i emblematach, przeł.&#13;
Bożenna Stokłosa, Warszawa 2001.&#13;
&#13;
⩶ 285 ⩶&#13;
&#13;
�Opracowania&#13;
&#13;
Aczel Amir, 2002, Tajemnica alefów – matematyka, kabała i poszukiwanie nieskończoności, przeł. Tomasz Hornowski, Poznań.&#13;
Adamowski Jan, 1986, O szopce lubelskiej, [w:] Kolędowanie na Lubelszczyźnie, red.&#13;
Jerzy Bartmiński, Czesław Hernas, Wrocław, s. 294–309.&#13;
Adamowski Jan, 1992a, Ludowe sposoby składania życzeń (słowo w kontekście kultury),&#13;
„Język a Kultura” t. 6, s. 97–105.&#13;
Adamowski Jan, 1992b, O symbolice wielkanocnego jajka, „Twórczość Ludowa” nr&#13;
1–2, s. 38–40.&#13;
Adamowski Jan, 1998, Formy uobecniania i organizowania przestrzeni w tekście (na&#13;
materiale folkloru polskiego), [w:] Tekst. Problemy teoretyczne, red. Jerzy Bartmiński, Barbara Boniecka, Lublin, s. 135–152.&#13;
Adamowski Jan, 1999, Kategoria przestrzeni w folklorze. Studium etnolingwistyczne,&#13;
Lublin.&#13;
Adamowski Jan, 2001, Biłgorajska kolęda gospodarska o trzech furmanach, „Twórczość&#13;
Ludowa” nr 2, s. 11–13.&#13;
Adamowski Jan, 2006, Zamawiania znachorskie jako gatunek tekstu (perspektywa komunikacyjna), „Twórczość Ludowa” nr 1–2, s. 8–11.&#13;
Adamowski Jan, 2011, Na rozstaju dróg, czyli o semantyce skrzyżowania w polskiej kulturze tradycyjnej, [w:] Droga w języku i kulturze. Analizy antropologiczne, red. Jan&#13;
Adamowski, Katarzyna Smyk, Lublin, s. 179–188.&#13;
Adamowski Jan, 2016, Sacrum w kulturze tradycyjnej i jego eksponenty, [w:] Sacrum&#13;
w kulturze tradycyjnej i współczesnej, red. Jan Adamowski, Mariola Tymochowicz,&#13;
Lublin-Wrocław, s. 29–41.&#13;
Adamowski Jan, Bartmiński Jerzy, 1986, „Herody lubelskie” – między misterium a kolędą życzącą, [w:] Kolędowanie na Lubelszczyźnie, red. Jerzy Bartmiński, Czesław&#13;
Hernas, Wrocław, s. 240–293.&#13;
Adamowski Jan, Smyk Katarzyna, 2010, Etnolingwistyka jako metoda badań folklorystycznych, [w:] Między kulturą ludową a masową. Historia, teraźniejszość i perspektywy badań, red. Teresa Smolińska, Kraków-Opole, s. 87–109.&#13;
⩶ 286 ⩶&#13;
&#13;
�Anusiewicz Janusz, Dąbrowska Anna, Fleischer Michael, 2000, Językowy obraz świata&#13;
i kultura. Projekt koncepcji badawczej, „Język a Kultura” t. 13, s. 11–44.&#13;
Augustyn św., 1955, Wyznania, przeł. Jan Czuj, Warszawa.&#13;
Badach Marzena, 2016, „Czarno na białym”. Semantyka barw achromatycznych jako&#13;
wykładnia ludowego systemu wartości utrwalona w przysłowiach i wyrażeniach&#13;
przysłowiowych, [w:] Opozycja jako kategoria kulturowa, red. Marzena Badach,&#13;
Katarzyna Smyk, Lublin, s. 91–111.&#13;
Banek Kazimierz, Łagosz Zbigniew, 2006, Liczba trzy w systemach religijnych i ezoteryce, „Przegląd Religioznawczy” nr 3, s. 29–36.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1974, „Jaś koniki poił”. Uwagi o stylu erotyku ludowego, „Teksty: teoria literatury, krytyka, interpretacja” nr 2, s. 11–24.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1977, O derywacji stylistycznej. Gwara ludowa w funkcji języka artystycznego. Rozprawa habilitacyjna, Lublin.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1986a, Czym zajmuje się etnolingwistyka?, „Akcent” nr 4, s. 16–22.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1986b, Kolęda i jej odmiany gatunkowe, [w:] Kolędowanie na Lubelszczyźnie, red. Jerzy Bartmiński, Czesław Hernas, Wrocław s. 78–184.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1988, Definicja kognitywna jako narzędzie opisu konotacji, [w:] Konotacja, red. Jerzy Bartmiński, Lublin, s. 169–183.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1989, Językowe sposoby porządkowania świata. Uwagi na marginesie biłgorajskich relacji o kosmosie, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury”&#13;
t. 2, s. 49–58.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1990a, Folklor – język – poetyka, Wrocław.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1990b, Kolekcja w strukturze tematycznej tekstu ustnego, [w:] Tekst&#13;
w kontekście. Zbiór studiów, red. Teresa Dobrzyńska, Wrocław, s. 155–174.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1993a, O profilowaniu i profilach raz jeszcze, [w:] O definicjach i definiowaniu, red. Jerzy Bartmiński, Ryszard Tokarski, Lublin, s. 269–275.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1993b, Styl potoczny, [w:] Encyklopedia kultury polskiej XX wieku,&#13;
t. 2: Współczesny język polski, red. Jerzy Bartmiński, Wrocław, s. 115–134,&#13;
Bartmiński Jerzy, 1996, O „Słowniku stereotypów i symboli ludowych”, [wstęp w:] Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. I, cz. 1, Lublin, s. 9–34.&#13;
Bartmiński Jerzy, 1998, Podstawy lingwistycznych badań nad stereotypem – na przykładzie stereotypu ‘matki’, „Język a Kultura” t. 12, s. 63–83.&#13;
Bartmiński Jerzy, 2004, Etnolingwistyka słowiańska – próba bilansu, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 16, s. 9–27.&#13;
Bartmiński Jerzy, 2006, Niektóre problemy i pojęcia etnolingwistyki lubelskiej, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 18, s. 77–90.&#13;
Bartmiński Jerzy, 2007, Stereotypy mieszkają w języku. Studia etnolingwistyczne, Lublin.&#13;
⩶ 287 ⩶&#13;
&#13;
�Bartmiński Jerzy, 2012, Językowe podstawy obrazu świata, Lublin.&#13;
Bartmiński Jerzy, 2016, O aktualnych zadaniach etnolingwistyki, „Etnolingwistyka.&#13;
Problemy Języka i Kultury” t. 28, s. 7–29.&#13;
Bartmiński Jerzy, Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2016, Miejsce opozycji w paradygmacie lingwistyki strukturalnej i kognitywno-antropologicznej,&#13;
[w:] Opozycja jako kategoria kulturowa, red. Marzena Badach, Katarzyna Smyk,&#13;
Lublin, s. 9–21.&#13;
Bartmiński Jerzy, Niebrzegowska Stanisława, 1998, Profile a podmiotowa interpretacja&#13;
świata, [w:] Profilowanie w języku i tekście, red. Jerzy Bartmiński, Ryszard Tokarski, Lublin, s. 211–223.&#13;
Bartmiński Jerzy, Tokarski Ryszard, 1986, Językowy obraz świata a spójność tekstu,&#13;
[w:] Spójność tekstu. Zbiór studiów, red. Teresa Dobrzyńska, Wrocław, s. 65–81.&#13;
Bartmiński Jerzy, Tokarski Ryszard, 1993, Definicja semantyczna: czego i dla kogo?,&#13;
[w:] O definicjach i definiowaniu, red. Jerzy Bartmiński, Ryszard Tokarski, Lublin, s. 47–61.&#13;
Bednarek Adam, 1994, Leksykalne wykładniki parametryzacji świata. Studium semantyczne, Toruń.&#13;
Boas Franz, 2010, Umysł człowieka pierwotnego, przeł. Mateusz Pawluczuk, Kraków.&#13;
Brzozowska-Krajka Anna, 1994, Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim&#13;
folklorze tradycyjnym, Lublin.&#13;
Brzozowska Małgorzata, 2009, Etymologia a konotacja słowa. Studia semantyczne, Lublin.&#13;
Butler Christopher, Number symbolism, London 1970.&#13;
Bystroń Jan Stanisław, 1980, Tematy, które mi odradzano. Pisma etnograficzne rozproszone, Warszawa.&#13;
Cassirer Ernest, 1971, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury, przeł. Anna Staniewska, przedmowa Bohdan Suchodolski, Warszawa.&#13;
Chudzik Anna, 2002, Mowne zachowania magiczne w ujęciu pragmatyczno-kognitywnym, Kraków.&#13;
Crump Thomas, 1990, The Anthropology of Numbers, t. 70: Cambridge Studies in Social and Cultural Anthropology, Cambridge.&#13;
Czerwiński Tomasz, 2008, Pożywienie ludności wiejskiej na północnym Mazowszu&#13;
u schyłku XIX i w XX w., Ciechanów.&#13;
Čisla v sisteme kul’tury, 2012, red. Maria V. Achmetova, Moskva.&#13;
Dadaczyński Jerzy, 2000, Filozofia matematyki w ujęciu historycznym, Tarnów.&#13;
Domańska-Kubiak Irena, 1979, Wegetacyjny sens kolędowania, „Polska Sztuka Ludowa” t. 1, s. 17–32.&#13;
Douglas Mary, 2004, Symbole naturalne. Rozważania o kosmologii, przeł. Ewa Dżurak,&#13;
Kraków.&#13;
⩶ 288 ⩶&#13;
&#13;
�Dulęba Przemysław, 2003, Osoby bóstwa w wybranych systemach gnostyckich a kształtowanie się chrześcijańskiej koncepcji Trójcy Świętej, [w:] Antropologia religii. Wybór&#13;
esejów, t. 3, red. Arkadiusz Sołtysiak i in., Warszawa, s. 117–144.&#13;
Durand Gilbert, 1986, Wyobraźnia symboliczna, przeł. Cezary Rowiński, Warszawa.&#13;
Durkheim Émile, 1990, Elementarne formy życia religijnego. System totemiczny w Australii, przeł. Anna Zadrożyńska, Warszawa.&#13;
Dźwigoł Renata, 2012, O liczbie diabłów – na podstawie polskich frazeologizmów&#13;
i przysłów, [w:] Komunikacja międzyludzka. Leksyka. Semantyka. Pragmatyka&#13;
III, red. Ewa Komorowska, Katarzyna Kondzioła-Pich, Anna Ochrymowicz,&#13;
Szczecin, s. 100–119.&#13;
Eliade Mircea, 1970, Sacrum, mit, historia: wybór esejów, przeł. Anna Tatarkiewicz,&#13;
Warszawa.&#13;
Eliade Mircea, 1994, Mefistofeles i androgyn, przeł. Bogdan Kupis, oprac. Robert&#13;
Reszke, Warszawa.&#13;
Eliade Mircea, 2008, Sacrum a profanum: o istocie sfery religijnej, przeł. Bogdan Baran,&#13;
Warszawa.&#13;
Eliade Mircea, 2009a, Obrazy i symbole. Szkice o symbolice magiczno-religijnej, przeł.&#13;
Magda i Paweł Rodakowie, Warszawa.&#13;
Eliade Mircea, 2009b, Traktat o historii religii, przeł. Jan Wierusz Kowalski, Warszawa.&#13;
Engelking Anna, 1991, Rytuały słowne w kulturze ludowej. Próba klasyfikacji, „Język&#13;
a Kultura” t. 4, s. 75–85.&#13;
Engelking Anna, 2000, Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, Wrocław.&#13;
Feuerstein Georg, 1995, Na początku była liczba. Duchowe tradycje świata w języku&#13;
liczb, przeł. Maja Hądzlik-Margańska, Bydgoszcz.&#13;
Flegg Graham, 1983, Numbers. Their history and meaning, London.&#13;
Frankowska Maria, 1983, Czy „jeden” jest liczebnikiem?, „Acta Universitatis Nicolai&#13;
Copernici. Filologia Polska” t. 23, s. 19–26.&#13;
Frazer James George, 1965, Złota gałąź, przeł. Henryk Krzeczkowski, Warszawa.&#13;
Gardzińska Janina, 2011, Słowa i teksty. Studia językoznawcze, Siedlce.&#13;
Geertz Clifford, 2005, Interpretacja kultur. Wybrane eseje, przeł. Maria M. Piechaczek,&#13;
Kraków.&#13;
Gennep van Arnold, 2006, Obrzędy przejścia. Systematyczne studium ceremonii, przeł.&#13;
Barbara Biały, Warszawa.&#13;
Ghyka Matila C., 2001, Złota liczba. Rytuały i rytmy pitagorejskie w rozwoju cywilizacji&#13;
zachodniej, przeł. Ireneusz Kania, Kraków.&#13;
Glynne-Jones Tim, 2007, Księga liczb. Od zera do nieskończoności, przeł. Robert Waliś,&#13;
Warszawa.&#13;
⩶ 289 ⩶&#13;
&#13;
�Głowacka-Warchoł Małgorzata, 2004, Symbolika liczby trzy w tekstach folklorystycznych, „Annales Academiae Paedagogicae Cracoviensis. Studia Linguistica” nr 2,&#13;
s. 79–89.&#13;
Głowacka-Warchoł Małgorzata, 2008, Symboliczne znaczenia liczb w polskich tekstach&#13;
folklorystycznych, praca doktorska, promotor prof. dr hab. Tadeusz Szymański,&#13;
Kraków.&#13;
Grzegorczykowa Renata, 1999, Pojęcie językowego obrazu świata, [w:] Językowy obraz&#13;
świata, red. Jerzy Bartmiński, Lublin, s. 39–46.&#13;
Hanelt Tadeusz, 2009, Znaczenie liczb w Starym Testamencie, „Studia Gnesnensia”&#13;
t. 23, s. 55–64.&#13;
Hochleitner Janusz, 2003, Boże Ciało w tradycji i zwyczajach ludowych: (na przykładzie diecezji warmińskiej w okresie potrydenckim), „Studia Elbląskie” t. 5, s. 77–92.&#13;
Humboldt Wilhelm von, 2002, O myśli i mowie. Wybór pism z teorii poznania, filozofii&#13;
dziejów i filozofii języka, przeł. Elżbieta M. Kowalska, Warszawa.&#13;
Ifrah Georges, 1990, Dzieje liczby, czyli historia wielkiego wynalazku, przeł. Stanisław&#13;
Hartman, Wrocław.&#13;
Ifrah Georges, 2006, Historia powszechna cyfr, przeł. Katarzyna Marczewska, t. 1,&#13;
Warszawa.&#13;
Ilość – wielkość – wartość. Materiały z konferencji 11–13 maja 2009 r., 2010, red. Elżbieta Umińska-Tytoń, Łódź.&#13;
Ivanov Vjačeslav, 1978, Čet i niečet. Asimmetrija mozga i znakovych sistem, Moskva.&#13;
Ivanov Vjačeslav, Toporov Vladimir N., 1965, Slavjanskie jazykovye modelirujuščie semiotičeskie sistemy, Moskva.&#13;
Jakubowicz Mariola, 2012, Badania etnolingwistyczne a etymologia, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 24, s. 173–182.&#13;
Janicka-Krzywda Urszula, 1993, Patron – atrybut – symbol, Poznań.&#13;
Jedynak Stanisław, 1999, Kilka uwag na temat symboliki liczb, [w:] Symbol w kulturze,&#13;
t. 2, red. Gerard Głuchowski, Lublin, s. 13–19.&#13;
Jełowicki Arkadiusz, 2017, Pulteram – fascynująca tradycja w Wielkopolsce, [w:] Pulteram – żywa tradycja w Wielkopolsce, red. Arkadiusz Jełowicki, Szreniawa, s. 91–114.&#13;
Jeszke Jaromir, 1996, Lecznictwo ludowe w Wielkopolsce w XIX i XX wieku. Czynniki&#13;
i kierunki przemian, Wrocław.&#13;
Jung Carl Gustav, 1981, Archetypy i symbole. Pisma wybrane, przeł. Jerzy Prokopiuk,&#13;
Warszawa.&#13;
Kajfosz Jan, 2001, Językowy obraz świata w etnokulturze Śląska Cieszyńskiego, Czeski&#13;
Cieszyn.&#13;
Kielak Olga, 2015, Wartościowanie zwierząt w kolędach gospodarskich z motywem&#13;
mnożenia się żywego inwentarza, [w:] Idee i wartości w języku i kulturze, red. Iza&#13;
Matusiak-Kempa, Alina Naruszewicz-Duchlińska, Olsztyn, s. 266–279.&#13;
Kielak Olga, 2020, Zwierzęta domowe w języku i kulturze. Studium etnolingwistyczne,&#13;
Lublin.&#13;
⩶ 290 ⩶&#13;
&#13;
�Kobielus Stanisław, 1992, „Sześć” – liczba wybrana przez Stwórcę: symbolika i treści&#13;
teologiczne, „Communio” nr 3, s. 71–78.&#13;
Kobielus Stanisław, 2002, Bestiarium chrześcijańskie. Zwierzęta w symbolice i interpretacji. Starożytność i średniowiecze, Warszawa.&#13;
Kobielus Stanisław, 2011, Krzyż Chrystusa. Od znaku i figury do symbolu i metafory,&#13;
Kraków.&#13;
Kolczyński Jarosław, 1996, Trójnożna koza. Uwagi o symbolice trójnożności, „Etnografia Polska” t. 40, nr 1–2, s. 81–107.&#13;
Kozak Łukasz, 2023, Upiór. Historia naturalna, Warszawa.&#13;
Kraczoń Katarzyna, 2012, Gest gestów – o znaku krzyża w kulturze ludowej, „Przegląd&#13;
Religioznawczy” nr 3, s. 187–196.&#13;
Krzyżanowski Julian, 1980, W świecie bajki ludowej, Warszawa.&#13;
Kuciel-Frydryszak Joanna, 2023, Chłopki. Opowieść o naszych babkach, Warszawa.&#13;
Kula Witold, 1970, Miary i ludzie, Warszawa.&#13;
Kupisiński Zdzisław, 2007, Śmierć jako wydarzenie eschatyczne. Zwyczaje, obrzędy&#13;
i wierzenia pogrzebowe oraz zaduszkowe mieszkańców regionu opoczyńskiego i radomskiego, Lublin.&#13;
Kwiatkowska-Frejlich Lidia, 2011, Religijne konotacje dzwonów, [w:] Tam na Podlasiu&#13;
III. Wierzenia i religijność, red. Jan Adamowski, Marta Wójcicka, Wola Osowińska, s. 51–57.&#13;
Lakoff George, 2011, Kobiety, ogień i rzeczy niebezpieczne. Co kategorie mówią nam&#13;
o umyśle, przeł. Magdalena Buchta, Agnieszka Kotarba, Anna Skucińska, Kraków.&#13;
Lévi-Strauss Claude, 2001, Myśl nieoswojona, przeł. Andrzej Zajączkowski, Warszawa.&#13;
Lévi-Strauss Claude, 2009, Antropologia strukturalna, przeł. Krzysztof Pomian, Warszawa.&#13;
Libera Zbigniew, 1995, Medycyna ludowa – chłopski rozsądek czy gminna fantazja?,&#13;
Wrocław.&#13;
Liczba, ilość, miara. Materiały z konferencji naukowej w Jadwisinie 11–13 maja 1972 r.,&#13;
1973, red. Zuzanna Topolińska, Maciej Grochowski, Wrocław.&#13;
Lutyńska Krystyna, 1984, Wywiad kwestionariuszowy. Przygotowanie i sprawdzanie&#13;
narzędzia badawczego, Wrocław.&#13;
Łeńska-Bąk Katarzyna, 2010, O pokarmach, smakach i utraconych znaczeniach... Historia kultury sub speciae kulinaria, Opole.&#13;
Łeńska-Bąk Katarzyna, 2014, „Kukułecko, panienecko powiedzze mi...” Wróżby matrymonialne w kulturze ludowej, „Kwartalnik Opolski” nr 1, s. 63–77.&#13;
Malinowski Bronisław, 1987, Ogrody koralowe i ich magia. Studium metod uprawy ziemi oraz obrzędów towarzyszących rolnictwu na Wyspach Trobrianda. Język magii&#13;
i ogrodnictwa, przeł. Barbara Leś, Warszawa.&#13;
Malinowski Bronisław, 1990, Mit, magia i religia, przeł. Barbara Leś i Dorota Praszałowicz, Warszawa.&#13;
⩶ 291 ⩶&#13;
&#13;
�Marcol Katarzyna, 2008, Słowo i zabawa. Ustna twórczość dzieci na pograniczu polsko-czeskim, Wrocław.&#13;
Marcol Katarzyna, 2020, Toutowie. Język i pamięć w ustanawianiu wspólnoty Wiślan&#13;
w Banacie, Katowice.&#13;
Marczewska Marzena, 1998, Dąb – drzewo zmarłych (z rozważań nad językowo-kulturowym obrazem dębu), „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 9/10,&#13;
s. 121–134.&#13;
Marczewska Marzena, 2002, Drzewa w języku i w kulturze, Kielce.&#13;
Marczewska Marzena, 2012, „Ja cię zamawiam, ja cię wypędzam…” Choroba. Studium&#13;
językowo-kulturowe, Kielce.&#13;
Masłowska Ewa, 2012, Ludowe stereotypy obcowania świata i zaświatów w języku i kulturze polskiej, Warszawa.&#13;
Masłowska Ewa, 2014, Symbolika i profile znaczeniowe dzwonów kościelnych, [w:] Gawędy o kulturach, t. 1, red. Joanna Szadura, Lublin, s. 69–83.&#13;
Matuszewski Józef, 1978, Słowiański tydzień. Geneza, struktura i nomenklatura, Łódź.&#13;
Miodyński Lech, 2011, Symbole miejsca w kulturze i literaturze macedońskiej, Katowice.&#13;
Niebrzegowska Stanisława, 1996, Polski sennik ludowy, Lublin.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2001, Idea działającego słowa w tekstach polskich zamówień, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 13, s. 101–115.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2007, Wzorce tekstów ustnych w perspektywie&#13;
etnolingiwstycznej, Lublin.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2010, Dwa słowniki etnolingwistyczne – moskiewski i lubelski, [w:] Etnolingwistyka a leksykografia. Tom poświęcony Profesorowi Jerzemu Bartmińskiemu, red. Wojciech Chlebda, Opole, s. 21–32.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2013, Ustalenie znaczeń symbolicznych&#13;
w słowniku etnolingwistycznym, „LingVaria” nr 15, s. 127–144.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2015, Znaczenia symboliczne a wartości,&#13;
[w:] Tradycja dla współczesności. Ciągłość i zmiana, t. 8: Wartości w języku i kulturze, red. Jan Adamowski, Marta Wójcicka, Lublin, s. 47–64.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2016, Gatunkowe uwarunkowania znaczeń&#13;
symbolicznych, „LingVaria” nr 22, s. 203–224.&#13;
Niebrzegowska-Bartmińska Stanisława, 2020, Definiowanie i profilowanie pojęć&#13;
w (etno)lingwistyce, Lublin.&#13;
Nowosad-Bakalarczyk Marta, 2018, Kategoria ilości i jej wykładniki we współczesnej&#13;
polszczyźnie, Lublin.&#13;
Paczos Joanna, 2011, Floralne otoczenie przydrożnych krzyży, [w:] Krzyże i kapliczki&#13;
przydrożne jako znaki społecznej, kulturowej i religijnej pamięci, red. Jan Adamowski, Marta Wójcicka, Lublin, s. 57–67.&#13;
⩶ 292 ⩶&#13;
&#13;
�Pajdzińska Anna, 1990, Antropocentryzm frazeologii potocznej, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 3, s. 59–68.&#13;
Partycki Sławomir, 2016, Życie społeczne w krainie liczb, Lublin.&#13;
Pełka Leonard J., 1987, Polska demonologia ludowa, Warszawa.&#13;
Petera Janina, 1986, Obrzędy i zwyczaje ludowe w okresie Bożego Narodzenia, [w:] Kolędowanie na Lubelszczyźnie, red. Jerzy Bartmiński, Czesław Hernas, Wrocław,&#13;
s. 14–45.&#13;
Pisarek Walery, 1978, Językowy obraz świata, [hasło w:] Encyklopedia wiedzy o języku&#13;
polskim, red. Stanisław Urbańczyk, Wrocław, s. 143.&#13;
Pisarkowa Krystyna, 1988, Wyliczanki polskie, Wrocław.&#13;
Popowska-Taborska Hanna, 2012, Rola etymologii w kształtowaniu językowego obrazu&#13;
świata, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 24, s. 155–171.&#13;
Propp Władimir, 2000, Nie tylko bajka, przeł. Danuta Ulicka, Warszawa.&#13;
Puzynina Jadwiga, 2013, Wartości i wartościowanie w perspektywie językoznawstwa,&#13;
Kraków.&#13;
Radenkovič Ljubinko, 2012, Simvolika čisel v narodnoj magii južnych Slavjan,&#13;
[w:] Čisla v sisteme kul’tury, red. Maria V. Achmetova, Moskva, s. 56–84.&#13;
Różyło Anna, 2004, Dzień, noc i inne pory doby – studium porównawcze polszczyzny&#13;
ogólnej i poezji Haliny Poświatowskiej, Sandomierz.&#13;
Rudkiewicz Katarzyna, 2005, Cognitive interpretation of a number metaphor. Low&#13;
integers as a source domain for conceptualisation, [w:] Świat Słowian w języku&#13;
i kulturze. VI. Językoznawstwo, red. Ewa Komorowska i Agnieszka Krzanowska,&#13;
Szczecin, s. 227–232.&#13;
Rutkowski Paweł, 2010, O zależnościach między językiem a liczeniem, „Przegląd Humanistyczny” t. 54, s. 83–91.&#13;
Rzepa Teresa, 1986, Orientacja w miarach rzeczy (cech) i zdarzeń, Poznań.&#13;
Šabalina Jekaterina, 2011, Semantiko-motivacynoje svojebrazje russkoj leksiki s čislovym&#13;
komponentom: etnolingvističeskij aspekt, praca doktorska, promotor prof. Jelena&#13;
Bierezovič, Jekatierinburg.&#13;
Sadowski Robert, 1987, U źródeł symboliki astronomiczno-numerycznej, [w:] Symbol&#13;
i poznanie. W poszukiwaniu koncepcji integrującej, red. Teresa Kostyrko, Warszawa, s. 107–118.&#13;
Sapir Edward, 1978, Kultura, język, osobowość, przeł. Barbara Stanosz, Roman Zimand, Warszawa.&#13;
Siuciak Mirosława, 2008, Kształtowanie się kategorii gramatycznej liczebnika w języku&#13;
polskim, Katowice.&#13;
Smyk Katarzyna, 2009a, Choinka w kulturze polskiej. Symbolika drzewka i ozdób, Kraków.&#13;
Smyk Katarzyna, 2009b, O mediacyjnym charakterze kobiety ciężarnej (na materiale&#13;
z południowego Podlasia), [w:] Tam na Podlasiu, II, Tradycje podlaskiej obrzędowości, red. Jan Adamowski, Marta Wójcicka, Lublin, s. 73–81.&#13;
⩶ 293 ⩶&#13;
&#13;
�Smyk Katarzyna, 2011, Srebrno-złoty świat Jana Pocka, [w:] Jan Pocek, potea «co śpiewał i orał», red. Jan Adamowski, Katarzyna Kraczoń, Lublin, s. 32–52.&#13;
Smyk Katarzyna, 2015, O pojęciu świętości w polszczyźnie – analiza leksykalno-semantyczna, [w:] Tradycja dla współczesności. Ciągłość i zmiana, t. 8: Wartości w języku&#13;
i kulturze, red. Jan Adamowski, Marta Wójcicka, Lublin, s. 215–233.&#13;
Smyk Katarzyna, 2019, Spycimierskie kwietne dywany na Boże Ciało – typologia i symbolika wzorów, „Biuletyn Uniejowski” t. 8, s. 35–65.&#13;
Smyk Katarzyna, 2020, Obrzęd jako tekst kultury. Przykład Bożego Ciała w Spycimierzu, Lublin.&#13;
Sołtysiak Arkadiusz, 2003a, Kilka uwag na temat kultury, ewolucjonizmu i symboliki&#13;
liczb, [w:] Antropologia religii. Wybór esejów, t. 3, red. Arkadiusz Sołtysiak i in.,&#13;
Warszawa, s. 7–20.&#13;
Sołtysiak Arkadiusz, 2003b, Dziewiątka w kulturze Normanów, [w:] Antropologia&#13;
religii. Wybór esejów, t. 3, red. Arkadiusz Sołtysiak i in., Warszawa, s. 167–184.&#13;
Sperber Dan, 2008, Symbolizm na nowo przemyślany, przeł. Bogdan Baran, Kraków.&#13;
Springer Sławomir, 2004, Egzystencjalna interpretacja symbolu w fenomenologii religii&#13;
Mircei Eliadego i w teologii systematycznej Paula Tillicha, [w:] W gąszczu znaków,&#13;
red. Piotr Orlik, Poznań, s. 249–268.&#13;
Stomma Ludwik, 1981, Słońce rodzi się 13 grudnia, Warszawa.&#13;
Stomma Ludwik, 1986, Antropologia wsi polskiej XIX w., Warszawa.&#13;
Svešnikova Tat’jana, 2005, Čislovoj kod v nekotorych tipach rumynskich zagovorov,&#13;
[w:] Zagovornyj tekst. Genezis i struktura, red. Vladimir Toporov, Moskva,&#13;
s. 441–451.&#13;
Szadura Joanna, 2013, Segmentacja tygodnia w świadomości współczesnych Polaków,&#13;
„Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury” t. 25, s. 239–250.&#13;
Szadura Joanna, 2017, Czas jako kategoria językowo-kulturowa w polszczyźnie, Lublin.&#13;
Szczepanowicz Barbara, 2018, Tajemnice liczb biblijnych, Kraków.&#13;
Szram Mariusz, 2000, Szatan a symbolika liczba w alegorycznej egzegezie, [w:] Demonologia w nauce Ojców Kościoła, red. Henryk Pietras, Kraków, s. 81–90.&#13;
Szram Mariusz, 2001, Duchowy sens liczb w alegorycznej egzegezie aleksandryjskiej&#13;
II–V w., Lublin.&#13;
Szromba-Rysowa Zofia, 1981, Zwyczaje towarzyskie, zawodowe i okolicznościowe,&#13;
[w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2, red. Maria Biernacka,&#13;
Maria Frankowska i Wanda Paprocka, Wrocław, s. 155–180.&#13;
Szurek Michał, 2006, Liczby w kulturze, „Matematyka Stosowana” t. 7, s. 52–78.&#13;
Szyjewski Andrzej, 2006, Człowiek w drodze do życia sakralnego; sacrum, rytuał i symbol w koncepcji Victora Turnera, [wstęp w:] Victor Turner, Las symboli. Aspekt&#13;
rytuałów u ludu Ndembu, przeł. Andrzej Szyjewski, Kraków, s. I–XXXII.&#13;
⩶ 294 ⩶&#13;
&#13;
�Tillich Paul, 1991, Symbol religijny, [w:] Symbole i symbolika, red. Michał Głowiński,&#13;
przeł. Maria Bożenna Fedewicz, Warszawa, s. 147–173.&#13;
Tokarczuk Olga, 1996, Prawiek i inne czasy, Warszawa.&#13;
Tokarski Ryszard, 2004, Semantyka barw we współczesnej polszczyźnie, Lublin.&#13;
Tolstaja Svetlana, 2007, Povest’ čisel v južnoslavjanskoj ustnoj i pis’mennoj tradicii,&#13;
[w:] Vostok i Zapad v balkanskoj modeli mira: Pamjati V.N. Toporova,&#13;
s. 214–226.&#13;
Tolstaja Svetlana, 2010, Semantičeskije katiegorii jazyka kul’tury. Očerki po slavjanskoj&#13;
etnolingvistikie, Moskva.&#13;
Tolstaja Svetlana, 1995, Dva, [hasło w:] Slavjanskie drevnosti. Etnolingvističeskij slovar’, t. 2, red. Nikita I. Tolstoj, Moskva, s. 21–25.&#13;
Tolstoj Nikita I., 1995, Jazyk i narodnaja kul’tura. Očerki po slavjanskoj mifologii i etnolingvistike, Moskva.&#13;
Tomicka Janina, Tomicki Ryszard, 1975, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa.&#13;
Tomicki Ryszard, 1981, Religijność ludowa, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury&#13;
ludowej, t. 2, red. Maria Biernacka, Maria Frankowska i Wanda Paprocka, Wrocław, s. 29–70.&#13;
Toporov Vladimir, 1974, O modelach liczbowych w kulturach archaicznych, „Teksty”&#13;
nr 1, s. 179–188.&#13;
Toporov Vladimir, 1987, Čisla, [w:] Mify narodov mira. Encyclopaedia, t. 2, red. Sergei A. Tokarev, s. 629–631.&#13;
Toporov Vladimir, 2005, Čislovoj kod v zagovorach. Po materialam sbornika L.N.&#13;
Majkova „Velikorusskie zaklinanija”, [w:] Zagovornyj tekst. Genezis i struktura,&#13;
red. Vladimir Toporov, Moskva, s. 194–246.&#13;
Turner Victor, 2006, Las symboli. Aspekt rytuałów u ludu Ndembu, przeł. Andrzej&#13;
Szyjewski, Kraków.&#13;
Tylkowa Danuta, 1981, Wiedza ludu, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2, red. Maria Biernacka, Maria Frankowska i Wanda Paprocka, Wrocław,&#13;
s. 71–88.&#13;
Tymochowicz Mariola, 2013a, Lubelska obrzędowość rodzinna w kontekście współczesnych przemian, Lublin.&#13;
Tymochowicz Mariola, 2013b, Rola tradycyjnych obrzędów przejścia w podtrzymywaniu więzi rodzinnych i społecznych (na przykładach z obszaru woj. lubelskiego),&#13;
„Rocznik Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego” t. V, s. 188–211.&#13;
Tymochowicz Mariola, 2019, Tradycyjne pożywienie chłopskie na Lubelszczyźnie, Lublin.&#13;
Uspienski Boris, 2010, Krzyż i koło, z historii symboliki chrześcijańskiej, przeł. Bogusław Żyłko, Gdańsk.&#13;
⩶ 295 ⩶&#13;
&#13;
�Wartości w językowo-kulturowym obrazie Słowian i ich sąsiadów, t. 3: Problemy eksplikowania i profilowania pojęć, 2014, red. Iwona Bielińska-Gardziel, Niebrzegowska-Bartmińska i Joanna Szadura, Lublin.&#13;
Wasilewski Jerzy S., 2010, Tabu, Warszawa.&#13;
Whorf Benjamin L., 2002, Język, myśl i rzeczywistość, przeł. Teresa Hołówka, Warszawa.&#13;
Widomski Jacek, 1996, Ontologia liczby. Wybrane zagadnienia z ontologii liczby w starożytności i średniowieczu, Kraków.&#13;
Wierzbicka Anna, 1999, Język – umysł – kultura, wybór prac – red. Jerzy Bartmiński,&#13;
Warszawa.&#13;
Wierzbicka Anna, 2006, Semantyka. Jednostki elementarne i uniwersalne, przeł. Adam&#13;
Głaz, Lublin.&#13;
Wójcicka Marta, 2010, „Dawno to temu, już bardzo dawno...” Formuły ramowe w tekstach polskiej prozy ludowej, Lublin.&#13;
Wójcicka Marta, 2014, Pamięć zbiorowa a tekst ustny, Lublin.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2008, Językowo-kulturowy obraz śmierci w folklorze Lubelszczyzny, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr. hab. Jerzego Bartmińskiego.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2010, Postawa magiczna jako wyraz światopoglądu mieszkańców okolic Markuszowa, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr. hab.&#13;
Jana Adamowskiego, Lublin.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2012a, Komunikacja człowieka z sacrum na przykładzie magii&#13;
i semantyki liczb, „Przegląd Religioznawczy” nr 4, s. 197–206.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2012b, Magiczne funkcje słowa w przekazach ustnych z Lubelszczyzny – aspekt pozytywny, „Poznańskie Studia Slawistyczne” nr 3, s. 201–213.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2012c, Magiczne funkcje liczby trzy w medycynie ludowej,&#13;
„Acta Humana” 3, s. 111–122.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2013a, Semantyka wybranych liczb w kulturze ludowej mieszkańców wsi, „Studia Wschodniosłowiańskie” t. 13, s. 361–374.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2013b, Semantyka i funkcje liczby trzy w wybranych gatunkach&#13;
literatury ludowej, [w:] W kręgu problemów antropologii literatury. W stronę antropologii niezwykłości, red. Wanda Supa, Białystok, s. 417–427.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2013c, Definicja kognitywna jako sposób opisu semantyki&#13;
symbolu na przykładzie liczby siedem, „Roczniki Kulturoznawcze” t. IV, nr 4,&#13;
s. 71–87.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2013d, Sytuacyjność tekstów folkloru a symbolika liczb,&#13;
[w:] Tekst – kontekst – intertekst, red. Olga Kielak, Anna Kowalska, Joanna Szadura, Lublin, s. 415–426.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2013e, Magiczne funkcje wybranych liczb w kulturze tradycyjnej, [w:] Ezoteryczne tropy w kulturze Zachodu, red. Robert T. Ptaszek, Diana&#13;
Sobieraj, Lublin, s. 145–152.&#13;
⩶ 296 ⩶&#13;
&#13;
�Wójtowicz Magdalena, 2014a, Symboliczne i magiczne sensy liczb a pokarmy obrzędowe w folklorze południowego Podlasia, [w:] Tam na Podlasiu IV. Pożywienie – czyli&#13;
coś dla ciała i coś dla i ducha, red. Jan Adamowski, Marta Wójcicka, Wola Osowińska, s. 63–74.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2014b, Chleb w działaniach magicznych, [w:] Tam na Podlasiu IV. Pożywienie – czyli coś dla ciała i coś dla i ducha, red. Jan Adamowski, Marta&#13;
Wójcicka, Wola Osowińska, s. 117–127.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2016a, Liczby a sacrum w folklorze polskim, [w:] Sacrum&#13;
w kulturze tradycyjnej i współczesnej, red. Jan Adamowski, Mariola Tymochowicz,&#13;
Lublin-Wrocław, s. 43–54.&#13;
Wójtowicz Magdalena, 2016b, Cetno i licho czyli o opozycji parzyste – nieparzyste&#13;
w folklorze polskim, [w:] Opozycja jako kategoria kulturowa, red. Marzena Badach,&#13;
Katarzyna Smyk, Lublin, s. 75–89.&#13;
Wójtowicz-Deka Magdalena, 2017, Dynamics of the Symbolism of Numbers: Case Studies from the Traditional Communities in Eastern Poland, [w:] Roots and Routes of&#13;
Traditional European Cultures in the XXIst Century, Kyiv, s. 90–98.&#13;
Wójtowicz-Deka Magdalena, 2022, Liczenie w polskiej kulturze ludowej, „Twórczość&#13;
Ludowa” nr 1–2, s. 1–7.&#13;
Zadrożyńska Anna, 1985, Powtarzać czas początku. Cz. 1: O świętowaniu dorocznych&#13;
świąt w Polsce, Warszawa.&#13;
Zieniukowa Jadwiga, 1994, Liczby i słowa. Sposoby wyrażania ilości oraz ich odniesienia kulturowe, [w:] Polszczyzna a/i Polacy u schyłku XX wieku: zbiór studiów, red.&#13;
Kwiryna Handke i Hanna Dalewska-Greń, Warszawa, s. 131–143.&#13;
Zowczak Magdalena, 2013, Biblia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze&#13;
ludowej, Toruń.&#13;
Żyłko Bogusław, 2009, Semiotyka kultury. Szkoła tartusko-moskiewska, Gdańsk.&#13;
&#13;
Strony internetowe:&#13;
Strony świata – Wikipedia, wolna encyklopedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Strony_%C5%9Bwiata [data dostępu: 24.05.2019 r.].&#13;
Schulz Bruno, Sklepy cynamonowe, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schulz-sklepy-cynamonowe/ [data dostępu 20.04.2024 r.].&#13;
Wilson Robin, Early Mathematics – Multi-cultural mathematics, http://www.&#13;
gresham.ac.uk/lectures-and-events/4000-years-of-numbers [data dostępu:&#13;
14.12.2012 r.].&#13;
&#13;
⩶ 297 ⩶&#13;
&#13;
�SIÓDME NIEBO, PODWÓJNY KŁOS.&#13;
O LICZBACH W KULTURZE LUDOWEJ&#13;
STRESZCZENIE&#13;
&#13;
Liczby w kulturze stanowią istotną kategorię, która pozwala przekształcić nieuporządkowany chaos w oswojony kosmos. Podlegają one semantyzacji, przypisuje się&#13;
im bogate konotacje i wskazuje ich kulturowe funkcje. Celem pracy jest eksplikacja&#13;
symboliki liczb w typowych i szczegółowych kontekstach polskiej kultury ludowej.&#13;
Książka jest podzielona na dziewięć rozdziałów. We wstępie do pracy zamieszczono&#13;
stan badań nad liczbami w kulturze oraz opis metodologii pracy, która czerpie z etnolingwistyki, badającej powiązania języka i kultury, gdzie język jest analizowany w kontekście społecznym i kulturowym. Zastosowana metoda umożliwiła uporządkowanie&#13;
zgromadzonego materiału i jego analizę według nadrzędnych kategorii. Dzięki takiej&#13;
segregacji wyodrębniono wycinki świata, z którymi liczby łączą się w pary, współtworząc i modelując swoje znaczenia. Podstawę materiałową analizy stanowią dane o charakterze leksykalnym i etnograficznym, ekscerpowane ze źródeł drukowanych. Drugi&#13;
korpus materiałów źródłowych to relacje pochodzące z badań terenowych samodzielnie przeprowadzonych przez Autorkę w formie wywiadu, na podstawie autorskiego&#13;
kwestionariusza. We wstępie zawarto także pogłębioną refleksję nad symbolem, gdyż&#13;
liczby w tradycji ludowej występują jako rozbudowane i wielokodowe znaki symboliczne.&#13;
W rozdziale pierwszym poddano analizie etymologię i kształtowanie się znaczenia&#13;
leksemów liczba i liczyć oraz przedstawiono „historię wielkiego wynalazku”, czyli liczb.&#13;
Wykazano także, że już sama operacja liczenia wskazuje elementy świata istotne dla&#13;
depozytariuszy i depozytariuszek kultury ludowej. Służy ona do symbolicznej inwentaryzacji członków rodziny, zaś formuła ile – tyle jest wykorzystywana do aproksymacji (przybliżania) oraz pod postacią magii tożsamości ilościowej do konstruowania&#13;
wróżb, które dotyczą obfitości plonów czy długości życia. Liczby stanowią doskonałe&#13;
narzędzie do obrazowania wielości (mnogości), która projektuje płodność i bogactwo&#13;
oraz służy do charakteryzowania cech, jak intensywność czy długość. Jest ona wyrażana także poprzez atrybuty, na przykład gwiazdy, zboża, kaszę, mak czy czynność rozbijania na drobne kawałki. Liczenie jest obecne w tekstach folkloru także pod postacią&#13;
konceptu liczbowego, który strukturyzuje tekst oraz współtworzy jego semantykę.&#13;
Kolejny rozdział dotyczy opozycji parzystość – nieparzystość, która ma kapitalne&#13;
znaczenie dla analiz zgromadzonego materiału. Została ona poddana szczegółowej&#13;
analizie językowej oraz kulturowej. Wskazano wierzenia i zwyczaje, w których jest&#13;
eksplicytnie formułowane odniesienie do tej opozycji. Jest ona wprowadzana także&#13;
implicytnie, czyli poprzez interpretację znaczenia poszczególnych liczb ze względu&#13;
na ich przynależność do jednego z jej członów. W tej koncepcji liczby parzyste są&#13;
⩶ 298 ⩶&#13;
&#13;
�synonimami zamknięcia, stabilności, statyczności, ale wiążą się także z bezruchem,&#13;
a więc i śmiercią. Natomiast liczby nieparzyste wyrażają ideę otwarcia, materialności,&#13;
żeńskości, dynamizmu, ruchu, progresu, witalności i ogólniej rzecz ujmując – życia.&#13;
Obecna jest także inwersja ocen.&#13;
Rozdziały od trzeciego do dziewiątego przedstawiają eksplikacje następujących liczb:&#13;
1, 2, 3, 4, 7, 12 i 100. Ciąg liczbowy w kulturze ludowej jest heterogeniczny, w dysertacji zostały więc uwzględnione te liczby, które pojawiają się z największą częstotliwością i są mocno obwarowane symbolicznie. Każdy z rozdziałów w tej części otwiera&#13;
ogólna charakterystyka symboliki danej liczby w kulturze, opracowana w dużej mierze na podstawie słowników symboli. Następnie wprowadzono podrozdziały ułożone według podziału na fasety takie jak: kolekcje, czas, przestrzeń, postacie, zwierzęta,&#13;
atrybuty, miary, działania na liczbach i funkcje. Zestaw i zawartość faset każdej z liczb&#13;
są dostosowane do materiału, co oddaje specyfikę ich struktury znaczeniowej. Te kategorie wskazują istotne, pozytywnie lub negatywnie wartościowane, wycinki ludowej&#13;
wizji świata, które wraz z określającymi je komponentami liczbowymi zostały poddane pogłębionej charakterystyce. Tezy są obrazowane cytatami pochodzącymi z ekscerpowanych materiałów i badań własnych, co wynika ze specyfiki definicji kognitywnej&#13;
i służy egzemplifikacji i eksplikacji symboliki liczb w szczegółowych i różnorodnych&#13;
kontekstach.&#13;
Analizy i interpretacje doprowadziły do rekonstrukcji językowo-kulturowego obrazu&#13;
wybranych liczb oraz sformułowania ogólniejszych tez odnośnie do funkcjonowania&#13;
symboli liczbowych w folklorze. Służą więc one do ujawnienia szeroko rozumianego&#13;
sacrum, a także komunikacji z nim. Funkcjonują zatem w kontekście religijnym, ale&#13;
także w kontekście magicznym, demonicznym i eschatologicznym. Są częścią języka,&#13;
którym posługuje się człowiek kontaktujący się z zaświatami. Na różny sposób symbolizują całość, kompletność i pełnię, niektóre z nich mają status podobny do granicy.&#13;
Liczby budują także artystyczny język folkloru. Jako poetyzmy czy liczbowe formuły-klisze pełnią różne funkcje, na przykład uogólniającą lub precyzującą. Są przywoływane także ze względu na ich aurę tajemniczości czy niezwykłości. Niekiedy tożsamościowa symbolika analizowanych liczb ma mniejsze znaczenie, na pierwszy plan&#13;
zaś wysuwa się wykorzystywanie opozycji parzystość – nieparzystość oraz operowanie&#13;
stworzonymi na jej bazie ciągami pojęć o podobnych skojarzeniach. Zestaw owych&#13;
oboczności jest w dużej mierze powtarzalny, dlatego wskazują one ważne i mocne liczby w ludowej wizji świata, którym została poświęcona niniejsza praca.&#13;
&#13;
⩶ 299 ⩶&#13;
&#13;
�THE SEVENTH HEAVEN, AND DOUBLE SPIKE.&#13;
NUMBERS IN [POLISH] FOLK CULTURE&#13;
SUMMARY&#13;
Numbers form an important cultural category, which allows to symbolically transform&#13;
disordered chaos into a tamed cosmos. Numbers can be subject to semantization,&#13;
assigned rich connotations, and fulfil a multitude of cultural functions. This study&#13;
aims to explore the symbolism of numbers in typical and singular contexts of the&#13;
Polish folk culture.&#13;
The book is divided into nine chapters. The introduction comprises a summary of&#13;
current research on numbers in culture, and an outline of the study’s methodology,&#13;
which is primarily based on ethnolinguistics – studying connections between&#13;
language and culture – with language analysed in the social and cultural context.&#13;
This method allows to organize the collected material and its interpretations under&#13;
overarching categories. Within this categorisation, segments of the world are paired&#13;
with particular numbers, co-creating and modelling their meanings. The first group&#13;
of sources for the analysis comprises lexical and ethnographic data extracted from&#13;
published materials. The second major source corpus includes results of fieldwork&#13;
conducted by the author herself, in the form of interviews based on an original&#13;
questionnaire. Finally, the introduction includes a general reflection on the symbol,&#13;
since numbers in folk tradition function as complex and multi-code symbolic signs.&#13;
Chapter One analyses the etymology and meaning’s evolution for the Polish lexemes&#13;
„liczba” [number] and „liczyć” [to count], and presents the history of numbers as “the&#13;
great invention”. The very operation of counting shows important qualities of the&#13;
world described by depositaries of folk culture. Counting can be used as a symbolic&#13;
inventory of family members, the formula “ile – tyle” [as many as – this many] is&#13;
used for approximation and divination, the numerical equivalency was used to&#13;
construct magical predictions about the harvest or the length of life. Numbers are an&#13;
excellent tool for visualizing multitude, which connotes fertility and wealth, and is&#13;
used to signify characteristics such as intensity and length. Multitude is also expressed&#13;
through attributes such as stars, grains, groats, poppy seeds, or the act of breaking&#13;
things into small pieces. In folklore texts, counting is also present in the form of&#13;
numerical concepts, which may structure a text and contribute to its semantics.&#13;
Chapter Two focuses on the “even – odd” opposition, which is of paramount&#13;
importance for the analysis of the collected source material. As such, it is subject&#13;
to a detailed linguistic and cultural analysis. Beliefs and customs with an explicit&#13;
reference to this opposition are discussed. It can also be activated implicitly, namely,&#13;
by the interpretation of a specific number’s meaning through its odd or even character.&#13;
In this concept, even numbers are synonymous with closure, stability, and immobility,&#13;
⩶ 300 ⩶&#13;
&#13;
�but also associated with stillness, and thus death. On the other hand, odd numbers&#13;
express the idea of openness, materiality, femininity, dynamism, movement, progress,&#13;
vitality, and more generally – life. Occasional inversions of these connotations are also&#13;
noted.&#13;
Chapters Three to Nine contain detailed explications of particular numbers: 1, 2, 3,&#13;
4, 7, 12 and 100. Since the number sequence in folk culture is heterogeneous, the&#13;
study centres on the numbers that appear most frequently and display the strongest&#13;
symbolic attributes. Each of the chapters in this part opens with a general description&#13;
of the given number’s cultural symbolism, largely based on symbol dictionaries. Subchapters focus on particular “facets” of the number’s meaning – such as collections,&#13;
time, space, persons, animals, attributes, measures, calculations and functions. The&#13;
choice and content of facets in each case depend on the source material, reflecting each&#13;
number’s specific symbolic structure. These categories point to significant aspects of&#13;
the traditional vision of the world, both positively and negatively valued, which are&#13;
described in-depth along with their numerical components. Arguments are illustrated&#13;
with quotations from excerpted materials and field research, following the framework&#13;
of “a cognitive definition”, which serves to exemplify and explain the symbolism of&#13;
numbers in detailed and diverse contexts.&#13;
These analyses and interpretations lead to the reconstruction of the linguistic and&#13;
cultural image of selected numbers, as well as the formulation of more general theses&#13;
regarding functioning of numerical symbols in folklore. From this perspective,&#13;
numbers can be used to manifest and communicate with the broadly understood&#13;
“sacrum”. Therefore, numbers often function in religious, but also in magical, demonic&#13;
and eschatological contexts. They form an important element of the language used by&#13;
humans in communication with the afterlife. In a variety of ways, numbers symbolise&#13;
wholeness, completeness, and fullness. Some serve as symbolic markers of borders.&#13;
Numbers are also included in the artistic language of folklore. As poetic means or&#13;
numerical formulas-clichés, they can perform diverse literary functions, including&#13;
generalisation or specification. They can also be evoked due to their aura of mystery&#13;
or singularity. Occasionally, the specific symbolism of analysed numbers is secondary&#13;
for these purposes, as shown by their equivalent uses. Such alternations are recurrently&#13;
seen, pointing to the most important and symbolically powerful numbers in the&#13;
traditional folk vision of the world, which remains at the centre of this study.&#13;
Przetłumaczyła Marta Wójtowicz&#13;
&#13;
�&#13;
&#13;
⩶ 301 ⩶&#13;
&#13;
��ISBN 978-83-64465-68-0&#13;
&#13;
Polskie&#13;
Towarzystwo&#13;
Ludoznawcze&#13;
9 788364 465680 &gt;&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154147">
                <text>Siódme niebo, podwójny kłos : o liczbach w kulturze ludowej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154148">
                <text>kultura ludowa, folklor, wierzenia ludowe, symbolika liczb</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154149">
                <text>Biblioteka Literatury Ludowej, tom 11;&#13;
304 strony, ilustracje kolorowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154150">
                <text>Wójtowicz-Deka, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154151">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154152">
                <text>2024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154153">
                <text>Creative Commons - Uznanie autorstwa, Na tych samych warunkach (CC BY-SA 4.0)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154154">
                <text>pdf/ A</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154155">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154156">
                <text>tekst</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6047" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6027">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80bd9d0e2ab5855315bdcc83b964259d.pdf</src>
        <authentication>d85a0dd3ffbb440013cc1a459d8a3bb9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72141">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72142">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72143">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72144">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:480</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72145">
                <text>Powindah, patańscy koczownicy Afganistanu i Pakistanu / ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72146">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1963 t.7, s.363-396</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72147">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72148">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72149">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72150">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72151">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72152">
                <text>KRZYSZTOF

WOLSKI

POWINDAH — PATAÑSCY KOCZOWNICY
I PAKISTANU

AFGANISTANU

WSTĘP

W wielu krajach świata o b s e r w o w a ć s i ę daje powszechne zjawisko
przechodzenia z gospodarki koczowniczo-pasterskiej do o s i a d ł o - h o d o w l a nej i rolniczo-hodowlanej. N a j p o w a ż n i e j s z e przemiany zaszły w ostatnich
czasach w życiu k o c z o w n i k ó w na stepach azjatyckiej części Z S R R . Lecz
nie tylko tam, nawet w krajach mniej zaawansowanych gospodarczo
r ó w n i e ż m o ż n a z a u w a ż y ć to samo zjawisko. Składa się na to wiele róż­
norodnych przyczyn. Jedną z g ł ó w n y c h jest wzrost zaludnienia i koniecz­
ność przechodzenia do intensywniejszej gospodarki, a także branie pod
u p r a w ę nowych t e r e n ó w . Często n a s t ę p u j e też zmiana z w i e r z ą t hodowla­
nych, maleje p o g ł o w i e zwierząt z w i ą z a n y c h z gospodarką e k s t e n s y w n ą ,
a wzrasta p o g ł o w i e zwierząt bardziej wydajnych. Czasami w z g l ę d y poli­
tyczne grają też p o w a ż n ą rolę w ograniczaniu koczownictwa. Już same
granice, jeśli są dobrze strzeżone, utrudniają swobodne poruszanie się.
J e ż e l i jeszcze w c h o d z ą w grę nie najlepsze stosunki polityczne p o m i ę d z y
dwoma sąsiednimi krajami, wtedy granice tworzą p o w a ż n i e j s z e bariery.
Jeszcze jest gorzej, gdy zasięg w ę d r ó w e k pasterzy wyznacza i de facto
popiera roszczenia terytorialne w y n i k a j ą c e z tradycji historycznych i n ­
filtracji. W wypadku Afganistanu i Pakistanu odwieczne pretensje Afga­
nistanu do terytoriów B e l u d ż y s t a n u , a nawet P e n d ż a b u i Sindu, opierają
s i ę obecnie m i ę d z y innymi na tym, iż na tych ziemiach rokrocznie prze­
b y w a j ą w porze zimowej obywatele Afganistanu jako pasterze, rzemie­
ś l n i c y i kupcy.
Pretensje afgańskie do Pakistanu o tak zwany Pasztunistan o b e j m u j ą
obszar około 490 000 k m , co stanowi około 60% terytorium Pakistanu
Zachodniego (806 511 k m ) . Granicą w s c h o d n i ą spornych t e r e n ó w są po­
ł u d n i o w o - w s c h o d n i e krańce B e l u d ż y s t a n u , n a s t ę p n i e granica tzw. Pasztunistanu przebiega od Dżakobabadu przez Kaszmur, Indusem do Attok,
2

2

�KRZYSZTOF

364

WOLSKI

kierując s i ę przez Rawalpindi do zachodnich rubieży Kaszmiru. A są to
tereny, które przez długi czas p o z o s t a w a ł y bezpośrednio lub p o ś r e d n i o
pod rządami w ł a d c ó w Afganistanu i dopiero w X I X wieku zostały
przez A n g l i k ó w u s u n i ę t e spod politycznych w p ł y w ó w Afganistanu . D l a ­
tego też w ł a d z e pakistańskie starają się ograniczać w ę d r ó w k i patańskich
k o c z o w n i k ó w do minimum. Koczownictwp Powindah powoli zanika.
Z koczowniczym trybem życia w i ą ż e się na wielu terenach ś w i a t a po­
ś r e d n i c t w o handlowe. Ludy koczownicze w y s p e c j a l i z o w a ł y się w handlu
tranzytowym. Jeżeli zaś jeszcze koczownicze ludy p a n o w a ł y na wielkim
szlaku handlowym, z m i e n i a ł y się w k u p c ó w - g r o s i s t ó w , olbrzymimi kara­
wanami przerzucały duże partie towarów. Stolice tych l u d ó w , p r z e w a ż n i e
wielkie oazy, z m i e n i a ł y się w s ł a w n e emporia handlowe, w k t ó r y c h roiło
s i ę od cudzoziemskich k u p c ó w .
T a k i m emporium handlowym na szlaku z Indii do Europy b y ł K a n ­
dahar, w starożytności s ł a w n y jako Aleksandria Arachoton (którą to na­
z w ę otrzymał w roku 329 przed n.e. od Aleksandra Wielkiego); b y ł g ł ó w ­
nym miastem A r a c h o z j i . Tutaj zbiegają s i ę szlaki z zachodu z Meszhedu,
Heratu, w i o d ą c e u podnóży gór Pagman i p ó ł n o c n y c h k r a ń c ó w p u s t y ń
Registanu i stąd rozchodzące się na p ó ł n o c n y w s c h ó d do K a b u l u i na
p o ł u d n i o w y w s c h ó d do Kwetty, Szikarpuru i nad. dolny Indus.
P o ł o ż e n i e na tak dogodnym i ruchliwym szlaku handlowym doprowa­
d z i ł o do daleko idącej specjalizacji zawodowej u z a m i e s z k u j ą c y c h te
strony P a t a n ó w . Ich karawany, kafila, nabrały specjalnego w y g l ą d u .
Karawany pasterzy różniły się od karawan k u p c ó w czy p r z e w o ź n i k ó w .
C i ostatni prawie nie posiadali innych zwierząt poza jucznymi w i e l b ł ą ­
dami, byli zamożniejsi i poruszali się szybciej. Ich karawany docierały
z towarami k u p c ó w z S z i k a r p u r u w głąb Persji i Turkiestanu, łącząc
1

2

3

4

1

Nie należy zapominać, że właśnie z plemienia Ghilzai, z którego głównie
rekrutują się Powindah, wywodzili się w średniowieczu Ghaznawidzi, a w X V I I I
wieku Mir Mahmud, pogromca perskiego państwa S e f e w i d ó w (zdobycie Isfahanu,
1722 г.). Również w armii Nadir-Szacha podczas wyprawy na Delhi (1739 r.) znaj­
dowało się sporo Ghilzai. Obyci z terenem podczas swych koczowniczych w ę d r ó ­
wek, spełniali doskonale rolę przewodników. Historia nowożytna
krajów
Wschodu
[praca zbiór.], t. I, Warszawa 1954, s. 92—103.
K w e t t ę (Szal-Kot) i przełęcz Bolan nabyli Anglicy w roku 1876 od beludżystańskich chanów Kalatu. Zagadnienia Pasztunistanu por.: F . В l e i b e r , Afgani­
stan und Paschtunistan, „Zeitschrift für Geopolitik", t. X X I V : 1953, s. 88—96.
Szlaki handlowe omijały w starożytności i w czasach późniejszych zupełnie
prawie bezwodną i pustynną Gedrozję, dzisiejszy Beludżystan.
Miasto Szikarpur leży w dolinie Indusu, w północnym Sindzie. Zostało za­
łożone w 1617 г., odbierając po trosze znaczenie handlowe starszym miastom
l e ż ą c y m nad rzeką Indusem — Bakkar, Rohri i Sakkar. Szikarpur posiadało s ł a w n e
kryte bazary, dostosowane do użytku podczas gorącej pory roku (latem tempera3

3

4

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

365

te kraje z Indiami, a nawet czasem z n i e g o ś c i n n y m i w y b r z e ż a m i M a ­
krami nad Morzem Arabskim.
T e n pradawny szlak karawanowy zaczął tracić na znaczeniu w cza­
sach n o w o ż y t n y c h w z w i ą z k u z odkryciem dróg morskich, n a s t ę p n i e przez
powolne
monopolizowanie
indyjskiego handlu w rękach Kompanii
Wschodnio-Indyjskiej, a n a s t ę p n i e w rękach kapitału angielskiego .
Szlaki te jednak nadal nie straciły znaczenia dla r y n k ó w lokalnych
i ościennych. Łączność l ą d o w a Persji północnej i wschodniej oraz T u r k ­
menii z doliną Indusu nadal przebiegała przez ziemie afgańskie i p o ś r e d ­
nictwo handlowe przypadało w udziale koczownikom, k t ó r y m bezpiecz­
niej b y ł o przechodzić przez swe ziemie plemienne niż ludziom obcym,
n a r a ż o n y m na rabunek i trudy podróży w p ó ł p u s t y n n y m terenie.
W X I X wieku Anglicy po dwu wojnach afgańskich (1838—1842
i 1878—1880) pozajmowali kolejno Sind, B e l u d ż y s t a n i rdzenne tereny
afgańskie w Górach Sulejmana, dochodząc do posiadania n a j w a ż n i e j s z y c h
s z l a k ó w i przełęczy B o l á n i Kodżak, Gomal i K h a j b e r .
R o z p o c z ę t e zagospodarowywanie terenu dało tym stronom n o w ą linię
k o l e j o w ą , w roku 1880 doprowadzoną do Sibi, w roku 1887 otwartą do
Kwetty, a w roku 1892 doprowadzoną do Czamanu nad granicą afgańską
w odległości 104 km od Kandaharu . W roku 1918 doprowadzono odga­
ł ę z i e n i e tej linii do Zahidanu w Persji.
L i n i a kolejowa s t a n o w i ł a p o w a ż n ą k o n k u r e n c j ę dla karawanowego
transportu t o w a r ó w . Interesy k o c z o w n i k ó w z a j m u j ą c y c h s i ę przewozem
i handlem tranzytowym zostały p o w a ż n i e zagrożone. W trosce o te inte­
resy swych poddanych emir Afganistanu Abdurrahman (1880—1901) za­
bronił s w y m poddanym korzystać z tej k o l e i .
5

6

7

8

9

tura przekracza tutaj 50°C w cieniu). Por. A . C . L o t h i a n , A Handbook vor
Travellers
in India, Pakistan,
Burma
and Ceylon, London 1959, s. 478—480.
Handlowe to miasto u schyłku X I X w. (1891 г.), liczące wtedy 42 000 mieszkań­
ców, zamieszkiwało około 60% Hindusów, a tylko 40% mahometan.
Wybrzeża Makranu, tak perskiego, jak i pakistańskiego, posiadają w swoim
najbliższym zapleczu wysokie i niedostępne góry, które utrudniają komunikację
z lądem. Dalej zaś w głębi lądu znajduje się pas pustyń, potęgujący jeszcze złe
połączenie z lądem.
Por. Historia nowożytna
krajów Wschodu, t. I , s. 413—416.
Historia nowożytna
krajów
Wschodu, t. I , s. 396—404; t. I I , s. 290—305.
Współczesna granica pomiędzy Afganistanem i Pakistanem została ustalona
w ogólnym zarysie w roku 1893 w tzw. traktacie Duranda.
L o t h i a n , A Handbook..., s. 480—482.
Historia nowożytna
krajów Wschodu, t. I I , s. 298. Podczas badań terenowych
w ś r ó d P a t a n ó w w Bostan spotkałem s i ę z pieśnią, pochodzącą z tego okresu.
W pieśni tej śpiewa dziewczyna: „Nie chcę ciebie, bo ty jeździsz koleją i jesteś
zdrajcą mego kraju..."
5

9

7

8

9

�KRZYSZTOF

366

WOLSKI

Nie p o m o g ł y zakazy emira. Wraz z p o s t ę p e m czasu na drogi Afgani­
stanu i Pakistanu w k r o c z y ł y samochody. Na g ł ó w n y c h szlakach w i e l b ł ą d y
k o c z o w n i k ó w m u s i a ł y ustąpić przed n o w o c z e s n ą motoryzacją. Nowa tech­
nika transportu u s u n ę ł a dawnego pośrednika i przewoźnika, zbliżyła rynki
zbytu, p r z y p i e c z ę t o w a ł a w X X wieku upadek handlu Powindah, roz­
poczęty w wieku X I X , zniszczyła leżące na starym szlaku miasta han­
dlowe, z a m k n ę ł a bazary, opustoszyła magazyny, zrujnowała stare k a r a wanseraje, w y l u d n i ł a s ł a w n e kupieckie grody.
Typowym p r z y k ł a d e m jest miasto Szikarpur. Jeszcze przed stu laty
swymi interesami handlowymi sięgało Turkiestanu, dzisiaj prawie puste.
Straciło swe administracyjne znaczenie na rzecz s ą s i e d n i e g o Dżakobabadu,
a handlowe na rzecz Sakkar i nawet dalekiego Karaczi. Hinduscy kupcy
porzucili swe opustoszałe składy i pałacyki i po roku 1947 masowo w y ­
emigrowali do Indii. Ludność Szikarpuru z 62 746 w roku 1941 spadła
do 45 386 w roku 1951 .
10

Podobny upadek przeżyło inne miasto handlowe, Dera Ismail K h a n ,
leżące nad ś r e d n i m Indusem, w zapleczu przełęczy Gomal. W okresie
od 1941 do 1951 roku ludność tego handlowego miasta spadła o 18,8% .
Dawniej Powindah byli często p r z e w o ź n i k a m i na u s ł u g a c h k u p c ó w
z Szikarpuru, Sakkar, Tatty, Kandaharu, Heratu, Meszhedu, Kabulu,
Peszawaru, Lahore czy Multanu. Przez ich ręce jako p r z e w o ź n i k ó w lub
pośredników przechodziły produkty wschodniej Europy i zachodniej A z j i
w drodze na Wschód i odwrotnie, towary indyjskie szły t ę d y drogą l ą d o w ą
na rynki europejskie.
Dzisiaj Powindah to epigoni ubocznych zajęć l u d ó w pasterskich,
biedni, choć nie całkiem ubodzy kupcy, coraz rzadziej spotykani na
swych pradawnych szlakach.
Zanikają typy gospodarki, zmieniają się techniki transportu. Ginie
koczownictwo nawet w krajach centralnej Azji, a Powindah stają się
przeżytkiem.
Podczas pobytu w Pakistanie w okresie od grudnia 1960 do p o ł o w y
1961 roku m i a ł e m jeszcze możność zebrania pewnych m a t e r i a ł ó w doty­
czących życia Powindah, s p o t y k a j ą c się z tymi ruchliwymi Patanami
w B e l u d ż y s t a n i e , Pendżabie, Bahawalpurze i Sindzie, a także na ich
g ł ó w n y m szlaku w i o d ą c y m z Afganistanu przez przełęcz Kodżak, K w e t t ę
i przełęcz Bolan do Sindu oraz na mniej u c z ę s z c z a n y m szlaku przez prze­
łęcz Khajber m i ę d z y Kabulem (Dżalalabadem) a Peszawarem.
u

1 0

Pakistan Statistical Yearbook; 1957, Karachi 1959, s. 24. Podobny upadek
przeżywało więcej miast na szlakach, jak Peszawar, Kohat, Bannu, Dera Ismail
Khan, Nowshera Kalan.
W roku 1941 Dera Ismail K h a n liczyło 51306 mieszkańców, a w roku 1951
tylko 41 663.
1 1

�Ryc. 1. Uliczka w Kolpur na przełęczy Bolan, szlaku Powindah
Fot.

к.

Wolski

co
OS

�KRZYSZTOF

368

WOLSKI

Wypadnie mi jeszcze złożyć serdeczne p o d z i ę k o w a n i e tym wszystkim,
którzy radą i pomocą u ł a t w i l i mi przeprowadzenie badań. Przede wszyst­
kim P.P. Marii i Zbigniewowi Mikulskim z Kwetty. Niechaj p r z y j m ą
r ó w n i e ż w y r a z y g ł ę b o k i e j mej w d z i ę c z n o ś c i P.P. Abdul Aziz K h a n P a nezai i M. Akram K h a n Panezai z Bostan, Hadżi Hafizullah K h a n Aczakzai, malík
Gulistanu, Ghulam — Nabi K h a n Aczakzai z Gulistanu,
nawab sardar Muhammad K h a n Dżogizai z K i l a Nawab Dżogizai w okręgu
Zhob i ci wszyscy, u k t ó r y c h k o r z y s t a ł e m ze w s p a n i a ł e j wschodniej go­
ścinności i serdecznej życzliwości.

I. N A Z W A P O W I N D A H I J E J ZASIĘG

W p o n i ż s z y m szkicu p r a g n ą ł b y m poświęcić u w a g ę zanikającemu koczownictwu i handlowi o k r ę ż n e m u prowadzonemu na terenach Afgani­
stanu i Pakistanu g ł ó w n i e przez patańskie p l e m i ę Ghilzai z Afganistanu.
Ludzi oddających się tym zajęciom i temu trybowi ż y c i a określa s i ę
mianem Powindah . Wśród różnych grup k o c z o w n i k ó w na p o ł u d n i o w o wschodnich krańcach W y ż y n y Irańskiej, w Pakistanie i Afganistanie, Po­
windah są grupą najliczniejszą. Stąd też w opisach tych krajów, w mono­
grafiach gospodarczych czy o g ó l n y c h znajdują się w z m i a n k i o tej gru­
pie, przynależnej etnicznie do narodu P a t a n ó w , czyli P a s z t u n ó w , czyli
1 2

1 3

1 4

1 2

Głoska w w wyrazie Powindah jest wymawiana jako dźwięk pośredni m i ę ­
dzy w i i. K o ń c o w e h jest podobne do h przydechowego, bardzo lekko słyszalne.
N . P e r r i n, L'Afghanistan,
ou description géographique
du pays
théitre
de la guerre, accompagnée
de details sur les tribus de ees contraes, leurs moeurs,
leurs usages etc., etc., Paris 1842; H . B . L u m s d e n , The Mission to
Kandahar,
Calcutta 1860; С. M. M a c G r e g o r , Central Asia, cz. I I : A Contribution
towards
the Better Knowledge
of the Topography, Ethnology, Resources and History of
Afghanistan,
Calcutta 1871: Afghanistan,
Oxford 1908; La structure
économique
de l'Afghanistan,
Paris 1932; J . A. R o b i n s o n , Notes on the Nomad Tribes
of Eastern Afghanistan, Gov. of India Publication 1935; P. S y k e s , A History of
Afghanistan, London 1940; M. A h m a d , Pakistan and Middle East, Karachi 1948;
K . D a v i s , The Populations of India and Pakistan, Princetown New Jersey 1951;
W. K . F r a s e r - T y 11 e r, Afghanistan,
London 1953; P. V i n c e n t , La popula­
tion du Pakistan, „Population", 1955, nr 3, s. 543—546; D. N. W i l b e r , Afgha­
nistan, New Haven 1956; S. M a r o n , Pakistan Society and Culture, New Haven
1957; O. C a r o e , The Pathans, London 1958; J . H u m l u m , La géographie
de
l'Afghanistan, Kobenhaven 1959.
1 3

1 4

Na terenach pakistańskich Patanie określają się prawie w y ł ą c z n i e n a z w ą
„Patan". Są narodem należącym do wschodnioirańskiej grupy j ę z y k o w e j . Mówią
j ę z y k i e m pasztu, czyli paktu. Zamieszkują tereny pograniczne Afganistanu i Paki­
stanu Zachodniego. P a t a n ó w żyje obecnie około 10—11 milionów, z czego około
50% mieszka w Afganistanie.

�A R A B S K I E

PAKISTAN
Wyk. K. Wolski

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

369

15

A f g a n ó w . Zainteresowanie się tymi koczownikami doprowadziło nawet
do wydania w Kwetta pracy specjalnie p o ś w i ę c o n e j Powindah .
Obecnie n a z w ą Powindah obejmuje się wszystkich k o c z o w n i k ó w patańskich , choć czasami u ż y w a n e bywa też inne określenie, oznaczające
c z ł o w i e k a w ę d r o w n e g o , nomada. To drugie o k r e ś l e n i e brzmi
koczy .
Jednak określenie Powindah jest częstsze i powszechniejsze. Określenia
tego u ż y w a s i ę też na terenach z a m i e s z k a ł y c h przez inne grupy etniczne,
które nie rozumieją s ł o w a koczy, jako pochodzącego z języka pasztu.
Inne grupy etniczne lub narody, u ż y w a j ą c e w ł a s n y c h j ę z y k ó w , posiadają
swoje w ł a s n e określenia dla n o m a d ó w lub w ł ó c z ę g ó w : khanabadusz (urdu),
belocz (beludżi).
Nazwa Powindah jest pochodzenia perskiego. Perskie s ł o w o parvandeh,
które d o s ł o w n i e oznacza „tłumok towarów", przyjęło się w Afganistanie
jako powindeh , zaś na terenie Pakistanu jako powindah. Oznacza ono
w ę d r o w n e g o kramarza, a także handlarza tandetą. Współcześnie jednak
na terenie Pakistanu obejmuje się tą n a z w ą wszystkich patańskich ko­
c z o w n i k ó w z Afganistanu, p r z y b y w a j ą c y c h jesienią na zimę do P a k i ­
stanu, bez w z g l ę d u na ich z a w ó d czy uprawiane z a j ę c i e .
1 6

1 7

18

1 9

2 0

I I . E T N I C Z N A PRZYNALEŻNOŚĆ P O W I N D A H

Powindah, w ę d r o w n i kupcy-kramarze, rekrutują s i ę na terenie Afga­
nistanu z k o c z u j ą c y c h r e p r e z e n t a n t ó w patańskiego plemienia Ghilzai .
2 1

15

Narody

Afganistanu,

[w:] Narody

Pieriedniej

Azii.

Narody

mira.

Moskwa

1957.
1 6

R. B . R a i J a m i a t, Rough Notes on the Nasar, Kharot and other Afghan
Powindahs, Kwetta 1922 (Wydawnictwo to obecnie jest rzadkością).
Bardziej koczownicze są plemiona patańskie mieszkające w Afganistanie.
Na 6 milionów Patanów w Afganistanie uważa się, że 2 miliony stanowią koczow­
nicy. Nomady zmówi oddaje s i ę g ł ó w n i e plemię patańskie Ghilzai. Zresztą nawet
tam trzeba rozróżnić kilka rodzajów nomadyzrnu, od całkowitego po częściowy,
połączony z czasową osiadłością, a nawet uprawą roli.
S ł o w o kuczi (język pasztu), pochodzące od perskiego — kucz 'podróż',
'wędrówka', zna też K . F e r d i n a n d (autor rozdziału X I X : Les nómades,
[w:]
H u m l ů m , La géographie...,
s. 277), który przeprowadzał badania etnograficzne
wśród n o m a d ó w Afganistanu w latach 1953—1955.
H u m 1 u m, La géographie...,
s. 344. Spotykałem się w północnym B e l u d ż y stanie, na terenach patańskich (w Gulistanie), też z w y m o w ą powandah.
Wśród P a t a n ó w spotykałem też określenie patańskich koczowników posia­
dających owce, kozy, wielbłądy i osły, trudniących się prawie wyłącznie wypasem
swych trzód, nazwą maidar (Gulistan). Por. też H u m 1 u m, op. cit., s. 282.
D. N. W i 1 b e r, Afghanistan, Country Survey Series. Yale Stations, New
Haven 1956, s. 278.
1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

24 - Etnografia Polska Т. V I I

�KRZYSZTOF

370

WOLSKI

Siedziby tego plemienia w Afganistanie rozciągają się na przestrzeni
p o m i ę d z y górami Koh-i-Baba na północy, a zachodnimi pasmami Gór
Sulejmana na południu; na zachodzie podchodzą do granic prowincji
Kandahar, na wschodzie pod miasto Gardez, sąsiadując z plemieniem
Sulejman-Khil i Waziri, zaś na p ó ł n o c o - w s c h o d z i e sięgają aż poza Ghazni
do Sefid-Koh, sąsiadując na tym odcinku z plemionami Afridi i M a n g a l .
A f g a ń s c y koczownicy, pasterze, zajmujący się r ó w n i e ż handlem, rekru­
tują się też z innych plemion patańskich, m ó w i ą c y c h różnymi narzeczami
j ę z y k a pasztu . Plemiona Durrani (okolice Kandaharu), Slemankhil i K a kar (Góry Sulejmana) dostarczają też k o c z o w n i k ó w , lecz nie tak licznie
jak G h i l z a i . Z dawna z t e r e n ó w Indii znani są ze swego handlu przed­
stawiciele patańskiego plemienia Sulejman-Khil.
Powindah nawet na terenie z a m i e s z k a ł y m przez P a t a n ó w w Pakista­
nie różnią się od otaczającej ludności o s i a d ł e j . Różnice powodują stałe
antagonizmy. Ludność osiadła nie lubi k o c z o w n i k ó w , nomadzi bowiem
wyrządzają swymi trzodami szkody w zasiewach i sadach. Kradną plony.
Często podczas przechodów rabują na drogach. Koczownicy też niejedno­
krotnie przywlekają epidemie oraz pomory na zwierzęta domowe. Powin­
dah nie posiadają własności nieruchomej. Zasadnicza różnica polega też
na tym, że zamieszkują w n a m i o t a c h , a nie w lepiankach.
Namioty ich są kształtu podłużnego. Jako pokrycia u ż y w a się wielkich
czarnych płacht — kilimów, utkanych z koziej w e ł n y . Do przykrycia na22

2 3

24

2 5

2 0

2 2

Ośrodkiem plemienia Ghilzai jest twierdza Kalat-i-Ghilzai, leżąca około
120 km na północny wschód od Kandaharu.
Język pasztu (wg wymowy P a t a n ó w z okolic Kwetty i Fort Sandeman oraz
z Peszawaru) należy do wschodnioirańskiej grupy języków indoeuropejskich. Obec­
nie od r. 1936 wprowadza się pasztu jako język urzędowy Afganistanu, na miejsce
używanego dotychczas perskiego. Por. Pakhtu, „Afghanistan News", London t. X I :
1958, nr 7, s. 8—10.
Plemiona Durrani i Kakar mają ułatwiany handel i przemyt, bowiem sie­
dziby ich znajdują się po obu stronach granicy afgańsko-pakistańskiej, na odcinku
od rzeki Lora-Piszin aż po tereny koło Fort Sandeman w Pakistanie.
Kontakty, pomimo że są bliskie i częste, nie prowadzą do zacieśnienia sto­
sunków osobistych ani do zawierania związków rodzinnych. Odwieczne konflikty
ludności osiadłej i koczowniczej dają się w y c z u w a ć przy każdej sposobności.
Powindah zasadniczo nie zawierają z w i ą z k ó w małżeńskich z ludnością osiadłą,
chyba że jakiś bogatszy koczownik kupi sobie żonę u któregoś z uboższych przed­
stawicieli ludności osiadłej. Sprzedaż córki jakiemuś Powindah spotkałaby się
z taką dezaprobatą osiadłego otoczenia, że to prawie wyklucza możliwość podobnej
transakcji.
Koczownikom Afganistanu i ich namiotom oraz namiotom beludżystańskirn
poświęcił K . Ferdinand specjalne studia. K . F e r d i n a n d , Nomadestudier i Afgha­
nistan, „Nenneskets mangfoldighed", Kobenhaven 1957; t e n ż e , Black tents of
Baluchistan, and their Affinities
in the Neighbouring
Regions, „Journal of the
Danish Etnographical Society", Kobenhaven 1959.
2 3

2 4

2 5

215

�POWINDAH.

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

37]

Ryc. 2. Namioty k o c z o w n i k ó w w dolinie rzeki Boi an (marzec 1961)
Fot.

к.

Wolski

miotu s ł u ż y pięć dużych płacht. N a j w i ę k s z a — to pokrycie górne, pozo­
s t a ł e to zasłony boczne. Do odkrywania przeznaczona jest jedna z dłuż­
szych ścian bocznych i płachta p o d w i n i ę t a ku górze.
U wielu n o m a d ó w kręgu świata m u z u ł m a ń s k i e g o p ł a c h t y przykry­
w a j ą c e namioty są sporządzane z koziej w e ł n y . Z tej w e ł n y (czarnej)
sporządza się r ó w n i e ż płachty namiotowe u Beni Cid H á m m a i Hamema,
n o m a d ó w tunezyjskich . Zresztą przypuszcza się, że typ namiotu czar­
nego, z w i e l b ł ą d e m jako z w i e r z ę c i e m transportującym taki namiot, został
wprowadzony z A z j i na tereny północnej Afryki dopiero od I V wieku
n.e.
Namiot czarny jest duży, w odróżnieniu od m a ł e g o owalnego na­
miotu Khanabadusz, przenoszonego przez osiołki (w Pakistanie).
27

2 8

Ten d u ż y typ namiotu w y r ó ż n i a Powindah od koczowniczego otocze­
nia też na terenie Afganistanu, gdzie spotyka się namioty — jurty
(kibitka) i czworograniaste namioty (o mocnej drewnianej konstrukcji),
2 7

H. N a c h t i g a l , Beiträge
zur Ethnographie
der tunesischen
Nomaden,
„Baessler-Archiv", Neue Folge, Berlin t. I X : 1961, s. 164—167.
E . R a c k o w i W. C a s k e l , Das Beduinenzelt, „Baessler-Archiv", Berlin
t. X X I : 1938. s. 181—184
2 8

�KRZYSZTOF

372

WOLSKI

Ryc. 3. Namioty koczowników na przełęczy Bolan (marzec 1961)
Fot.

к.

wolski

kryte r ó w n i e ż czarną derą. Obecnie coraz częściej widzi s i ę u Powindah
namioty

wprawdzie dawnego kształtu, lecz kryte już grubym
29

namiotowym ,

albo nawet

takie

namioty,

jakich

używają

płótnem

ekspedycje

europejskie.
odzieżą.

W ich

ubiorze p r z e w a ż a kolor czarny lub szary, podczas gdy u ludności

Powindah

wyróżniają

się od otoczenia r ó w n i e ż

osiadłej

3 0

kolor b i a ł y i barwy j a s n e . Odnosi s i ę to z a r ó w n o do ubioru m ę ż c z y z n ,
jak i kobiet.
Mężczyźni
2 9

noszą

czarne

turbany—zawoje

(patkaj),

bez

podkładania

Grupa Powindah z plemienia Slemankhil z Chorasanu, wśród której pro­
wadziłem badania pod Kwettą w maju 1961 г., używała już namiotów krytych
płótnem namiotowym, kształtu odbiegającego od dawnych typów.
Odzież taką u Powindah spotykałem w Czamkani pod Peszawarem (luty
1961 г.), w Sadikabadzie, w Bahawalpurze (kwiecień 1961), w Sibi i Dadhar
(styczeń 1961) i w środkowym Sindzie (marzec 1961). Podczas moich badań zwra­
cano mi stale u w a g ę na w y s t ę p o w a n i e czarnego koloru w odzieży koczowników.
Jest to uwarunkowane brakiem możliwości częstego prania białej lub jasnej odzieży.
Miałem jednak możność stwierdzenia, iż Powindah używają w męskiej odzieży
koloru białego. B y ł y to odświętne, bogato zdobione haftem koszule (haft na man­
kietach i przodach) i -szarawary portug (haft na mankietach nogawic).
3 3

�POWINDAH,

Ryc. 4. Bostan,

KOCZOWNTCY

styczeń

AFGANISTANU

1

373

PAKISTANU

1961. Namiot mały Powindah
Wewnątrz łóżko (kat)

rzemieślników.
Fot.

к. wolski

czapeczki ani kasku. Koniec m a t e r i a ł u ( b a w e ł n a , w y j ą t k o w o jedwab) z za­
w o j u spada na lewe r a m i ę (szambla). Koszule m a j ą z czarnego l u b szarego
p ł ó t n a , o r ę k a w a c h długich, szerokich, w y j ą t k o w o t y l k o p o s i a d a j ą c y c h
europejskiego k r o j u m a n k i e t y i k o ł n i e r z e . Koszule te są szerokie, w giezce
namarszczane, z a p i n a j ą się na piersi po prawej stronie s z y i . S ą d ł u g i e
do k o l a n l u b nawet dłuższe, o j a k i e ś 15 cm, po bokach rozcięte. Nosi s i ę
j e wypuszczone na spodnie.
Spodnie t y p u s z a r a w a r ó w są z podobnego m a t e r i a ł u j a k koszula;
zdobione są h a f t a m i na mankietach. Serdak—kamizelka (sardyj) jest bo­
gato zdobiona o b r z e ż e n i a m i z g a l o n ó w szychowych i t a k i m i ż obszyciami
czterech kieszeni z e w n ę t r z n y c h . Jako odzież zwierzchnia s ł u ż ą szale—za­
woje w e ł n i a n e , n a r z u t y w e ł n i a n e , w o j ł o k o w e , b i a ł e
z rękawami (któ3 1

:i2

:H

Nowsze koszule zapinają się, tak jak współczesne europejskie, na przedzie,
na środku piersi.
Białe kosej są charakterystyczne dla okręgu Kandahar w Afganistanie. Por.
B. M a r k o w s k i , Die materielle Kultur
des Kabulgebietes,
Leipzig 1932, s. 66.
3 3

�Ryc. 5. Kwetta, mai 1961. Nowszy namiot Powindah. Na pierwszym planie siodła khata i kadziawa
J

Fot, K. Wolski

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

Ryc. 6. Bostan, styczeń 1961

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

Ubiory Powindah. Mężczyzna w
białym stroju

375

odświętnym
Fot.

к.

wolski

33

rych się nigdy nie używa), zwane kosej , lub amerykańskie wojskowe
płaszcze z demobilu. Zimą noszą długie baranie kożuchy, zwane postin .
Spotyka się je raczej na szlakach północnych, a nie w Beludżystanie
i Sindzie, gdzie jest cieplej. Kożuchy te nie mają pokrycia. Są wypra­
wiane na kolor żółty. W obrzeżeniach miewają hafty żółtego koloru,
wykonane przędzą bawełnianą lub lacetem.
34

3.1 w i e ś Szikhan, okręg Kwetta — Piszin, 7 I I 1961; por. rysunek bardzo stroj­
nego kosej z haftami obrzeżającymi i na rękawach w Narody Afganistana, [w:]
Narody Pieriedniej Azii. Narody mira, Moskwa 1957, s. 87.
Nazwa postin, określająca kożuch męski, w y s t ę p u j e też na terenie radziec­
kiej Turkmenii. G. P. W a s i 1 i e w a, Itogi roboty turkmienskogo otriada choriezmskoj ekspiedicii za 1948 д., [w:] Archieołogiczeskije
i etnograficzeskije
roboty
choriezmskoj ekspiedicii 1945—1948, Moskwa 1952, s. 449, ryc. 9.
3 1

�KRZYSZTOF

376

Ryc. 7. Bostan, styczeń

WOLSKI

1961. Kobiety Powindah

rzemieślników
Fot.

к.

wolsM

Obuwie Powindah noszą trojakie: skórzane czarne sandały, zwane
capiej , pantofle z z a g i ę t y m i k u górze noskami, zwane kapy, albo buty
z a m e r y k a ń s k i e g o demobilu. Ubodzy Powindah pończoch ani skarpet nie
używają. Bogatsi mają skarpety wyrobu europejskiego.
Pierścienie
noszą m ę ż c z y ź n i na serdecznych i m a ł y c h palcach obu rąk.
3S

3 6

Ubiór kobiecy jest w całości koloru czarnego. Spodnie—szarawary,
koszula długa do kostek, suto marszczona w p o d w y ż s z o n y m stanie
oraz
s z a l — z a w ó j są koloru czarnego.
3 7

3 5

M a r k o w s k i , op. cit., tabl. X X I , dla tych sandałów podaje nazwę z okolic
Kabulu: czepli, zaznaczając, że jest to obuwie górali afgańskich (Bergafghanen),
czyli Patanów, w odróżnieniu od ludności miejskiej Kabulu.
Pierścienie, zw. gutki, b y w a j ą przeważnie srebrne, z dużymi kamieniami
półszlachetnymi z Afganistanu, szlifowanymi półokrągło.
Giezka na przodzie jest bogato zdobiona (grewań)
haftem i okrągłymi naszyciami (różami), zwanymi wotaj, które przyszywa się na narożach pokrytej
haftem powierzchni giezki, a czasem i na ramionach.
3 6

3 7

�KOCZOWNICY A F G A N I S T A N U I

POWINDAH,

PAKISTANU

377

3 8

Koszula—suknia
kobieca zwie się ghagra. Ma ona szerokie r ę k a w y ,
z ozdobionymi haftem mankietami, zw. hule. U dołu sukni przebiega
haftowany szlak. Zimą wkładają kobiety długi watowany chałat. Spodnie
szarawary b y w a j ą dwojakiego kroju. Pierwszy jest analogiczny do kroju
m ę s k i c h portug. Tego typu szarawary noszą też dziewczynki. W drugim
typie w y s t ę p u j ą w ą s k i e nogawki, sięgające od kostek do kolan, w y ż e j
szarawary są fałdziste . W ą s k i e spodnie kobiece b y w a j ą wykonane często
z materiału kolorowego w p o d ł u ż n e pasy czerwone i granatowe. Zasłony
zwanej purdah, czyli burka, koczowniczki nie n o s z ą . Pantofle mają
z p o d g i ę t y m i noskami, suto wyszywane szychem lub (pod w p ł y w e m beludżyskim) kolorową b a w e ł n ą . Bardzo obfita biżuteria, składająca się
z b r a n s o l e t na rękach i nogach, n a s z y j n i k ó w , licznych pierścieni i kol­
c z y k ó w w uszach i nosie, u z u p e ł n i a ubiór.
3 9

4 0

41

4 2

Mężczyźni noszą w ł o s y p r z e w a ż n i e p r z y c i ę t e na w y s o k o ś c i dolnej
części ucha. Kobiety zaplatają w ł o s y nad czołem w liczne drobne war­
koczyki, które n a s t ę p n i e półkolisto upinają po bokach g ł o w y .
4 i

Ciemny kolor odzieży odróżnia Powindah od ludności osiadłej . O d ­
różniają się też ubiorem dzieci, wystrojone wedle afgańskich w y m o g ó w
mody dziecinnej.
Ubiór dzieci podobny jest do ubioru dorosłych z tą jedną różnicą,
że bywa on częściej kolorowy. Dziewczynki mają dokładnie skopiowany
3 8

K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, cz. 1: Kultura materialna, K r a ­
ków 1929, s. 448—449, nazywa ten typ koszuli suknią, zaznaczając, że w y s t ę p u j e
on u Słowian wschodnich. Jako ubiór męski S a r m a t ó w widzi się go na pomniku
Trajana w Rzymie. M. T i l k e (Studien zur Entwicklungsgeschichte
des orientali­
schen Kostüms,
Berlin 1923) zna go z Kaukazu i Persji.
Kobiece szarawary mają nogawki u dołu węższe niż męskie i nie posiadają
tak ozdobnych mankietów. Przy spodniach o wąskich nogawkach stosuje się wato­
wanie dolnej części, która dosyć ściśle przylega do łydek.
Szal —• zawój kobiecy w języku pasztu nosi n a z w ę poruni, a w języku urdu
zwie się dupata.
Szerokie metalowe bransolety, przeważnie srebrne, nazywają s i ę bangrij.
Są one do 20 cm szerokie. Dwie części, górna i dolna, są łączone w całej szerokości
zawiaskami.
Grube naszyjniki (przeważnie srebrne), przypominają polskie z wykopalisk
archeologicznych, lecz obficie zdobione nacięciami i graniastymi guzami, zwą się
łożej. Na szyi zawiesza się też amulety (tawiz, czyli tafiz). Są one prostokątne,
skórzane lub srebrne, nieco podobne do beludżyskich (por. H . F i e l d , An Anthro­
pological Reconaissance in West Pakistan, Cambridge 1955, Massachusetts 1959,
ryc. 64). Na szyi często zawiesza się kilka tawiz na sznurze paciorków lub ta­
siemce. Mężczyźni noszą tawiz na tasiemce na szyi lub w skórzanej opasce w o k ó ł
bicepsa prawej ręki.
Mężczyźni Patanie osiedli noszą koszule i spodnie białe. Podobnie ich kobiety,
które wychodząc z domów o k r y w a j ą się długą do ziemi białą zasłoną, zw. purdah
(urdu) lub burka (pasztu).
3 9

4 0

4 1

4 3

4 3

�KRZYSZTOF

WOLSKI

Ryc. 8. Bostan, styczeń 1961. Dziewczynka Powindah haftująca swój
(dziewczynka 9-letnia)
Fot.

grywan
K.

Wolski

strój kobiecy. Jedynie ghagra posiada mniej fałd. Nie noszą też przed
dwunastym rokiem życia pierścionków i zbyt licznych naszyjników.
Grywan dziewczynek jest bogato zdobiony haftem, a wotaj otoczony mu­
szelkami . Spodnie—szarawary noszą mniej fałdziste, a z a w ó j jest prze­
w a ż n i e czarny lub kolorowy, z kwiecistego perkalu. Czasami spotyka s i ę
też spodnie z barwnego perkalu.
Ubiór d z i e w i ę c i o l e t n i e g o chłopca składa s i ę z długiej koszuli kamiz,
m a ł e g o serdaka sardyj,
zawoju patkaj
i czasami pantofli kapy. Z w y 4 4

4 5

'A Wykonawczynią haftów i ozdób sukien bywa przeważnie nosząca je właści­
cielka.
Patkaj bywa wiązana tak jak męska lub znacznie ciaśniej.
i s

�Ryc. 9. Kwetta, maj 1961. Chłopcy w granatowych kamiz w czerwone pasy. sardyj

i patkaj
Fot.

co
к.

Wolski

-a

�KRZYSZTOF

380

WOLSKI

jątkiem sardyj, który jest w i e r n ą kopią m ę s k i e g o , kamiz i patkaj b y w a j ą
kolorowe, z mocnego, b a w e ł n i a n e g o materiału w pasy (z naszywanymi
ozdobami przy grywan i lastima). Kamiz i patkaj b y w a j ą szare lub czarne.
Kamiz sięga do p o ł o w y łydek, a nawet kostek. Starsi chłopcy otrzymują
spodnie. Mniejsi tej części odzieży nie noszą wcale. Małe dzieci ubiera
się w kamiz (koszula) i kapturek. W tym stroju w y s t ę p u j ą n i e m o w l ę t a
i dzieci do lat trzech. Kapturek ozdobiony bywa dwoma wotaj umieszczo­
nymi ponad skronianii dziecka. M i ę d z y wotaj nad c z o ł e m brzeg kapturka
pokrywa s i ę haftem. M a ł y m dziewczynkom daje s i ę naszyjniki i liczne
szklane bransoletki na obie rączki oraz kolczyki. Chłopcy tych ozdób nie
noszą .
W ubiorze kobiet z a c h o w u j ą s i ę nadal tradycyjne formy. Nawet w bi­
żuterii zachowane są jeszcze pradawne wzory, choć tylko w tej dziedzi­
nie można o b s e r w o w a ć w p ł y w europejskiej sztuki. Konserwatyzm kobiet
m u z u ł m a ń s k i c h pozwala n a w y s u n i ę c i e twierdzenia, że d ł u g o jeszcze b ę ­
dzie się z a c h o w y w a ć u nich tradycyjna odzież. Powolne przemiany spo­
łeczne zachodzące w Afganistanie i Pakistanie chyba dopiero w ostatnim
etapie dojdą do k o c z o w n i k ó w i b ę d ą m o g ł y d e c y d u j ą c o w p ł y n ą ć na ich
sposób bytowania.
Opisany p o w y ż e j ubiór Powindah spotkać m o ż n a jeszcze w s p ó ł c z e ś n i e
na szlakach koczowniczych P a t a n ó w w Afganistanie i Pakistanie. Coraz
częściej zanikają poszczególne części tradycyjnej odzieży, g ł ó w n i e w ubio­
rze m ę ż c z y z n , na rzecz kosmopolitycznych ubiorów europejskich.
4 6

I I I . T E R E N Y WĘDRÓWEK

Terenem działalności i w ę d r ó w e k Powindah są wschodnie krańce W y ­
ż y n y Irańskiej i ziemie tym krańcom przyległe.
Corocznie Powindah z t e r e n ó w Afganistanu, zaliczający się do tam­
tejszych P a t a n ó w m ó w i ą c y c h j ę z y k i e m pasztu, w ę d r u j ą przez przełęcze
Gór Sulejmana, g ł ó w n i e przez przełęcz Kodżak (2100 m n.p.m.) w górach
K w a d ż a Amran w pobliżu Czamanu i przez przełęcz Khajber (1030 m
n.p.m.) p o m i ę d z y Dżalalabadem a Peszawarem w Pakistanie.
Te dwa g ł ó w n e szlaki łączą najlepiej prowincje sąsiednich krajów.
Szlak p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i łączy afgańskie prowincje Kandahar i F a r a h
przez Spin Baldak, Czaman, przełęcz Kodżak, K w e t t ę w Pakistanie i da­
lej przez Spenzand i przełęcz Bolan (1750 m n.p.m.), Kolpur, Macz, Bibi
Nani, Gokurt, Dadhar i Sibi z Szikarpurem w Sindzie i z terenami nad
dolnym Indusem. Droga do Szikarpuru w X I X wieku nie zawsze była
4 6

Czasami mają tylko m a ł e koliste kolczyki.

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

381

bezpieczna. Na odcinku p o m i ę d z y przełęczą B o l á n a Szikarpurem kara­
wany narażone b y w a ł y na napady wojowniczych plemion beludżskich
Mari i Bugti, a także mniejszych Raisani, Magzi, L a h r i czy Dżamali. Stąd
też w p o ł o w i e X I X wieku w ę d r o w a n o przez Kalat do p o r t ó w Morza
Arabskiego i do Dolnego Sindu. O d g a ł ę z i e n i e przez przełęcz Lak, łączące
K w e t t ę z Mastungiem i Kalatem, nie gra obecnie w a ż n i e j s z e j roli, bowiem
szlak przechodzi przez pustynne tereny B e l u d ż y s t a n u i do komunikacji
z Karaczi prawie nie jest u ż y w a n y . Jest to stara droga zwana Patan
Vat . Wiodła ona dwoma szlakami z Karaczi do Kalatu . Szlaki te roz­
chodziły s i ę w Khuzdar, wschodni ( w ł a ś c i w y Patan Vat) w i ó d ł z Karaczi
doliną rzeki Hab, przez Mahři i Gumbaz do Khuzdar, zachodni zaś z K a ­
raczi przez Uthal, Wiaro, Bela, Tharra, Wad do Khuzdar. J a k sama nazwa
drogi wskazuje, b y ł to szlak Powindah (Patanów). Idąc tym szlakiem
omijali p o ś r e d n i c t w o handlowe k u p c ó w z miasta Szikarpur w p ó ł n o c n y m
S indzie. Omijali też trudną dawniej do przebycia płaską, bezwodną, gli­
niastą p u s t y n i ę Pat p o m i ę d z y Sibi a Dżakobabadem. Na terenie tej pu­
styni jeszcze obecnie Powindah starają s i ę nie przecinać jej w kierunku
p o ł u d n i k o w y m z Sibi do Dżakobabadu, lecz obchodzić zachodnimi k r a ń ­
cami z Dadhar (omijając Sibi) do Bhag i na Mirpur Bibiwari do Usta
Mohammad i Dżakobabadu. Wracając do szlaków ś r o d k o w o - b e l u d ż y s t a ń skich, stwierdzić trzeba, ż e z Mastungu i Kalatu prowadzące drogi do
p o r t ó w Makranu b y ł y zawsze słabiej uczęszczane. Prawie zamarły ten
szlak w dobie obecnej wiedzie od Kalatu do Surab, Dżanżal, Pandżżur
i stąd przez Hoszab do m a k r a ń s k i e g o portu Pasni. Drugie odgałęzienie
tego szlaku prowadzi z Hoszab przez Turbat do Santsar i stąd do G w a daru lub Dżiwani.
4 7

4 8

Druga, s ł a w n a historyczna przełęcz Khajber łączy tereny podnóża
g ó r Koh-i-Baba i K a b u l w Afganistanie z P e n d ż a b e m . Szlak ten dochodzi
do Rawalpindi, obecnej stolicy Pakistanu, do Gudżrat, do Lahore. Obecnie
Lahore jest najdalszym punktem tego w a ż n e g o szlaku, lecz jeszcze przed
podziałem Indii, w roku 1947, dochodzono t ę d y do wielkich nizin Hindustanu i do e m p o r i ó w handlowych delty Gangesu i Bramaputry. Szlakiem
tym karawany Powindah docierały aż do Kalkuty. B y ł to bardzo ruchli­
w y i uczęszczany szlak ze w z g l ę d u na dogodne warunki terenowe. P u ­
stynie nie utrudniały tutaj komunikacji. Jedynie p o w a ż n i e j s z e niebez4 7

Odnośnie do dawnego Patan Vat (Szlaku Patanów) trzeba zaznaczyć, iż obecnie
rząd pakistański planuje przeprowadzenie tędy z Karaczi przez Bela, Wad, Khuzdar,
i Kalat do Kwetty autostrady omijającej Sind (znaczne skrócenie trasy przejazdu).
' Od s c h y ł k u X I X wieku datuje s i ę upadek Kalatu. Uspokojenie zaplecza
przełęczy Bolan w y l u d n i ł o szlak Patan Vat. Linia kolejowa odebrała ruch osobowy.
Z kilkunastu tysięcy ludności (szacunkowo) Kalat w roku 1Г51 spadł do 2009 głów
^Pakistan Statistical Yearbook, 1957, s. 21).
,8

�KRZYSZTOF

382

WOLSKI

p i e c z e ń s t w a groziły na odcinku p o m i ę d z y Peszawarem i D ż a l a l a b a d e m
od napaści rozbójniczych plemion patańskich Afridich, Mohmand i Orakzai. Szlaku tego strzegły w górach twierdze Landi Kotal, Dżamrud, P e szawar i Attok. Na tym szlaku, w odróżnieniu od poprzednich, odgry­
w a j ą bardzo poważną rolę w o ł y jako siła pociągowa. Nie wykorzystuje s i ę
tu w o ł ó w jako zwierząt jucznych, lecz jako pociągowych, z a p r z ę g n i ę t y c h
do olbrzymich w o z ó w transportowych. Karawany tych w o z ó w , ciągnię­
tych przez w o ł y , są charakterystycznym widokiem na drogach P e n d ż a b u .
Przy transporcie praktykuje się tutaj przewozy nocne, zaś upalne dnie
przeznacza się na odpoczynek dla zwierząt i ludzi. Transportem tym nie
zajmują się Powindah, którzy najchętniej u ż y w a j ą jucznych w i e l b ł ą d ó w .
Pomniejsze przełęcze i szlaki mają tylko lokalne znaczenie, są one
bowiem w y ż e j położone i trudniej dostępne . Przełęcz Pajwar (na wys.
2600 m n.p.m.) w górach Sefid-Koh łączy przez Pajwarkotal afgański
Gardez i K a b u l z Paraczinarem i Kohatem w Pakistanie . Drobne prze­
łęcze łączą tereny afgańskich prowincji Paktia i Ghazni z sąsiednimi
górskimi ziemiami Pakistanu. Jedna z w a ż n i e j s z y c h tutaj dróg to trzystokilometrowy szlak z Kalat-i-Ghilzai w Afganistanie przez słabiej u c z ę s z ­
czaną obecnie przełęcz Gomal (wysoko położona i m a ł o bezpieczna) do
Fort Sandeman w Pakistanie, a także do Dera Ismail K h a n . Dawniej tym
szlakiem z Dera Ismail K h a n do Ghazni szedł znaczny handel indyjski,
utrzymywany g ł ó w n i e przez Powindah. Szlak ten biegł w z d ł u ż koryta
rzeki G o m a l .
Charakterystyczne jest obecnie, ż e Powindah u s u w a j ą się coraz bar­
dziej na ustronne szlaki, na m a ł o i słabo uczęszczane boczne drogi. Daje
się to o b s e r w o w a ć tak w rejonach nadgranicznych, jak i w e w n ą t r z k r a j u ,
gdzie na mniejszych rynkach, przy mniejszej podaży łatwiej im zbyć s w ó j
j a k o ś c i o w o nie najlepszy towar.
W ostatnim dziesięcioleciu dają się także o b s e r w o w a ć zmiany miejsc
przechodu na przełęczach Gór Sulejmana. Ograniczenia handlu Powindah,
po roku 1950 w Afganistanie
i nieco później w Pakistanie, m i a ł y
z w i ę k s z y ć dochody celne obu p a ń s t w w handlu oficjalnym. W w y n i k u
zamknięcia g ł ó w n y c h szlaków barierami celnymi Powindah przechodzą
obecnie ścieżkami granicznych gór, których praktycznie nikt nie jest
w stanie ustrzec w tych dzikich pustynnych stronach. Powindah prak­
t y k u j ą t e ż inne sposoby w porozumieniu z nadgranicznymi sardarami
4 9

5 0

5 1

52

4 9

Stanowią za to idealne tereny dla przemytu.
Gardez ma też połączenie przez Matun z Thal i Kohatem w Pakistanie.
Po obu stronach granicy na tym szlaku, w pobliżu przełęczy Gomal, ma swe
siedziby i ziemię plemię Sulejman-Khil, z którego zawsze rekrutowało się spare*
Powindah.
Por. H u m l u m, ba géogra.phie..., s. 344.
5 0

5 1

�POWINDAH.

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

383

(naczelnikami szczepów). Przerzucają mianowicie towary w w i ę k s z y c h
partiach przez granicę, składając je u sardara. G ł ó w n y zaś tabor z kobie­
tami i dziećmi przebywa granicę na wielkim szlaku, w i o z ą c towary w m i ­
nimalnej ilości i nie podlegające cłu. Potem dopiero do któregoś rozbi­
tego obozu dowozi się przemycony towar z meliny u sardara .
W zasięgach w ę d r ó w e k również następują pewne zmiany. Przed po­
działem b. Indii Brytyjskich w r. 1947, Powindah zapuszczali się daleko
w głąb ziem indyjskich. Obecnie ograniczają się raczej do t e r e n ó w P a ­
kistanu . Grają tu r ó w n i e ż p e w n ą i nawet znaczną rolę w z g l ę d y religij­
ne, Powindah bowiem są m u z u ł m a n a m i i na terenie Indii nie m o g ą ocze­
k i w a ć ż y c z l i w e g o przyjęcia.
W Pakistanie Powindah docierają wszędzie, nawet do odległego Dol­
nego Sindu, omijają jedynie p o ł u d n i o w y i zachodni B e l u d ż y s t a n , ze
w z g l ę d u na jego ubogi, pustynny, bardzo biedny i n i e g o ś c i n n y charakter.
Powindah handlarze pozostają na obczyźnie dłużej niż pasterze, g d y ż
nie m u s z ą się stosować do potrzeb trzód . Szlaki ich w ę d r ó w e k są nie­
stałe. Niekoniecznie co roku przechodzą przez te same miejscowości. G d y
napotykają gdzieś trudności, w n a s t ę p n y c h latach omijają to miejsce.
Powindah, jak wszyscy koczownicy, czują się ludźmi niezmiernie
wolnymi, swobodnymi. Nie chcą uznawać nad sobą jakiejkolwiek w ł a d z y ,
która by mogła w n o s i ć choć cień p r z y m u s u . Z p o k ł o n e m do swoich
sardarów jeżdżą tylko raz na kilka lat. Sardarowie ich reprezentują zwy­
kle osiadłą część plemienia, choć na bardziej nieurodzajnych terenach
także koczują.
Koczownicy ci związani są ściśle ze swymi malikami , to jest drob­
nymi naczelnikami, zazwyczaj koczującymi razem ze swymi w s p ó ł r o dowcami. Malikowie i sardarowie Powindah nie są bogaci (inaczej niż
u plemion osiadłych). W rękach ich skupiają się wszystkie informacje
potrzebne szczepowi, oni nawiązują kontakty w e w n ę t r z plemienia. Pia­
stują r ó w n i e ż w ł a d z ę sądowniczą. Niekiedy też organizują w ę d r ó w k i ko53

5 4

5 5

56

51

5 3

Gdy w marcu 1961 r. byłem w jednym takim punkcie koło Qila Saifullach,
w okręgu Zhob w Pakistanie, zaproponowano mi wycieczkę z przemytnikami do
Kabulu.
Wg informacji Hadżiego Hafizullaha Khana Aczakzei molika Gulistanu.
Jeszcze z końcem kwietnia i w maju spotykałem w okręgu Nawabszach
W Sindzie Powindah kupców, ciągnących ze swymi wielbłądami po drogach i ścież­
kach kraju.
Powindah z plemienia Slemankhil zapytany o siedzibę swego ¡tardara odpo­
wiedział, że nie ma sardara. Na uwagę, ż e jak nie ma sardara, to nie jest Slemanhil,
tylko bezplemiennym wyrzutkiem, odpowiedział, iż sardar mieszka pod Kabulem
i nie koczuje.
Malik (słowo pochodzenia arabskiego), zarządca, naczelnik szczepowy, niższy
w randze od sardara. Często też tylko naczelnik (dziedziczny) we wsi patańskiej.
5/1

Ъо

5 0

57

�KRZYSZTOF

384

WOLSKI

c z o w n i k ó w . Ich o b o w i ą z k i e m jest opieka nad chorymi, starcami, siero­
tami i wdowami, które nie posiadają bliższej rodziny.
Do przybycia z p o k ł o n e m do sardara skłania Powindah konieczność
w c i ą g n i ę c i a nowo urodzonych chłopców do plemiennych rejestrów sardarskich.
I V . ZAJĘCIA P O W I N D A H

Jeżeli się będzie s k ł o n n y m przyjąć szerokie znaczenie, jakie obecnie
posiada nazwa Powindah, n a l e ż y m ó w i ć o zajęciach Powindah, a nie o ich
zajęciu.
Określając wyrazem Powindah wszystkich k o c z o w n i k ó w patańskich,
będzie ich trzeba podzielić na kilka specjalizujących s i ę grup.
Wśród n o m a d ó w afgańskich w ę d r u j ą na z i m ę do Sindu ze swymi
wielbłądami, osłami, owcami i kozami patańscy p a s t e r z e .
Przy
przejściu granicy z Afganistanem składają w ł a d z o m pakistańskim opłatę
w w y s o k o ś c i 4 anna od owcy lub kozy . Pasterze mają stałe szlaki w ę ­
drówek. S t a ł y m i są też i ich zajęcia, tj. wypas trzód i wynajmowanie
się m ę ż c z y z n do robót polnych z w i e l b ł ą d a m i i osłami. Kobiety zajmują
się w tym czasie przygotowywaniem posiłków, praniem, naprawianiem
lub ozdabianiem odzieży albo produkcją k i l i m ó w na l e ż ą c y c h przeno­
ś n y c h warsztatach. I n n y m zajęciom oddają się pasterze tylko ubocznie.
Wędrują ze swoimi trzodami d o s y ć wolno. A b y nie m ę c z y ć zbytnio
z w i e r z ą t , nie robią dłuższych m a r s z ó w niż około 15 k m na dzień.
5 8

5 9

6 0

Przejście tych pasterzy przez przełęcz Bolan odbywa się często
tradycyjnymi szlakami. Koczownicy omijają n o w ą asfaltowaną szosę,
ciągnąc ze swymi trzodami dawnymi ścieżkami, których obecnie nie
u ż y w a się. Wąską ścieżką u podnóża skał idą sznurkiem wielbłądy, przy
nich plączą się m ł o d e sztuki (przy wiosennym powrocie z Sindu), zw.
dżiongej
(wielbłądziątko), p r z y w i ą z a n e sznurkami z koziej w e ł n y do ogo­
n ó w lub n ó g matek. Obok, mniej u p o r z ą d k o w a n y m szeregiem maszerują
o b ł a d o w a n e osiołki. Na osłach jadą dzieci, czasami m a ł e jagnięta i koźlęta,
a trafia się, że i kury.
Osobno, ł a w ą lub drobnymi grupkami, w ę d r u j ą kozy, bardziej zwartą
grupą owce z.podrastającym p r z y c h ó w k i e m urodzonym w Sindzie. Z w i e ­
rzęta te idą dnem rzeki Bolan, tuż ponad w o d ą słabo sączącą się po
5 8

Pasterzy tych określa się w Afganistanie nazwą moldar.
4 anny równają się 0,25 rupii pakistańskiej. Jest to opłata stosunkowo
wysoka.
Ludność osiadła mówiąc o Powindah pasterzach stale podkreśla ich przy­
wiązanie do swoich zwierząt. Słyszałem nawet takie określenie, iż Powindah ko­
chają swoje zwierzęta tak jak swoje dzieci.
6 9

6 0

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

385

Ryc. 10. Bostan, styczeń 1961. Powindah rzemieślnik w sandałach
Fot.

capiej
K.

Wolaki

szutrowym dnie. Trzoda ta goniona jest przez c h ł o p c ó w — p o d r o s t k ó w lub
mężczyzn.
Dalszą p o w a ż n ą grupą w ś r ó d patańskich k o c z o w n i k ó w odwiedzających
corocznie wschodni i p ó ł n o c n o - w s c h o d n i B e l u d ż y s t a n oraz Sind są r z e ­
m i e ś l n i c y , specjaliści od robót wodno-kanalizacyjnych. C i bądź od­
bijają od grupy swych krewnych pasterzy i podróżują osobno, bądź po­
dążają wraz z nimi starym szlakiem odwiecznej w ę d r ó w k i . W określo­
nych miejscowościach w y n a j m u j ą się do pracy przy czyszczeniu karezów , zakładaniu (kopaniu) nowych karezów w Beludżystanie, czyszcze6 1

6 1

Karez, kanał podziemny łączący cały szereg studzien ciągnących się od
podnóża skał w kierunku niższego dna doliny, coraz płytszych, i w końcu wypro­
wadzający w o d ę m a ł y m strumykiem na powierzchnię terenu.
25 - Etnogralia Polska T. V I I

�KRZYSZTOF

386

WOLSKI

niu k a n a ł ó w n a w a d n i a j ą c y c h w Sindzie lub czyszczeniu albo kopaniu
nowych Rhat (nazwa w j ę z y k u brohui), Rahat (nazwa w j ę z y k u urdu),
czyli szerokich studzien z k o ł o w r o t e m czerpiącym w o d ę , a poruszanym
za pomocą kieratu ciągnionego przez w i e l b ł ą d y czy też w o ł y . R z e m i e ś l ­
nicy drobnymi grupami w y n a j m u j ą się do pracy w ł a ś c i c i e l o m urządzeń
nawadniających. Zamieszkują wtedy u zamindarów .
G d y zatrzymują
się dłużej, wraz z nimi pozostają też ich ż o n y i dzieci, a nawet posiadane
zwierzęta. Wynagrodzenie o t r z y m u j ą w g o t ó w c e i w n a t u r z e .
W ł a ś c i w i Powindah to k u p c y . Znaczenie gospodarcze tego handlu
i m o ż l i w o ś c i tych k u p c ó w dawno n a l e ż y c i e oceniano, a graniczne placówki
celne dostarczały materiałów statystycznych .
Wprawdzie kupcami s ą t e ż pasterze, lecz ci, zbyt uzależnieni od swych
licznych trzód, mają mniejszy zasięg w ę d r ó w e k , a także ich nastawienie
gospodarcze nie jest skierowane w y ł ą c z n i e na handel.
W roku 1931 obliczano ilość Powindah k u p c ó w na około 20 000 głów.
P o ł o w a z tej liczby docierała do Sindu i P e n d ż a b u . W ostatnich latach
Powindah k u p c ó w , w ę d r u j ą c y c h po ziemiach zachodniego Pakistanu, b y ł o
prawdopodobnie nieco w i ę c e j .
K u p c y posiadający jedynie w i e l b ł ą d y docierają najdalej w swych
w ę d r ó w k a c h , do serca Indii, a obecnie w Pakistanie aż do Dolnego Sindu,
w okolice Hajdarabadu, Tatty i Karaczi, nie m ó w i ą c już o Multanie,
Lahore czy Rawalpindi w Pendżabie. B y w a i tak, ż e pewne rodziny za­
t r z y m u j ą s i ę w r ó ż n y c h osadach na szlaku w ę d r ó w k i i tam pozostają aż
do powrotu reszty k a r a w a n y . Wiosną wracają z karawaną do Afgani­
stanu.
62

63

6 4

6 5

6 6

67

6 3

Zamindar, właściciel ziemi (nazwa w językach pasztu d urdu od perskiego
zamin — gleba, ziemia użyteczna rolniczo).
Zamindar Abdul Aziz K h a n Panezai w Bostan, na północ od Kwetty, obli­
czał, iż yard wykopanego karezu kosztował w roku 1959 około 40 rupii pakistań­
skich (relacja ok. 5 rupii = 1 dolar USA).
K u p c ó w tych K . Ferdinand określa nazwą tedżar, którą zna ze wschodniego
Afganistanu, wspominając, i ż wędrują oni na tereny Pakistanu i Indii. Por.
H u m l u m , La géographie...,
s. 285.
Np. plemię Lohani, oddające się w całości i zupełności koczowniczemu
handlowi z Indiami, lato spędzało w Afganistanie a zimę w Indiach. W roku
1836 zarejestrowano 5140 wielbłądów, własności Lohani, przenoszących towary
przez granicę. 40 000 wielbłądów tego plemienia przeszło granicę dźwigając tylko
namioty i bagaże (a zapewne też ukryte towary). La structure économique
de
VAfghanistan, Societě d'Etudes et d' Informations éoonomiques, Paris 1932, s. 23.
Spate O. H. K. India and Pakistan. A General and Regional
Geography,
London 1954, s. 427.
Powody zatrzymania się bywają różne: doraźny zarobek, wykonanie jakiejś
pracy rzemieślniczej, a często porody kobiet. Zatrzymują się wtedy Powindah
w prywatnych karawanserajach, należących do różnych zamindarów.
W swoich
6 3

6 4

6 5

6 6

6 7

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

387

Trzeba zaznaczyć, że kupcy ci odwiedzają raczej ustronne miejsco­
wości, m a ł e bazary poza g ł ó w n y m i szlakami, wsie i niewielkie osady nie
posiadające w ł a s n y c h ośrodków handlowych .
Do charakterystyki Powindah kupca n a l e ż y rys znamienny: brak po­
czucia wartości czasu. Wydaje się, jakby Powindah czas m i e r z y ł powol­
nym krokiem w i e l b ł ą d ó w . Nie efektywny czas, lecz nasycenie skromnego
r y n k u zbytu jest dla niego miarą p o s t ę p o w a n i a i s y g n a ł e m n a k a z u j ą c y m
p o d j ę c i e dalszej w ę d r ó w k i , w której nigdy s i ę nie spieszy. Jedynie u L o ­
hani, w ę d r u j ą c y c h na wielkim szlaku K a b u l — Peszawar, m o ż n a obser­
w o w a ć pewien pośpiech, spowodowany podażą i popytem na towary sezo­
nowo aktualne .
Często Powindah w drodze w y n a j m u j ą się do transportu. Nawet obok
s z l a k ó w kolejowych i samochodowych taniością swych u s ł u g potrafią
k o n k u r o w a ć z nowoczesnymi środkami l o k o m o c j i .
Po ostatnich utrudnieniach tak granicznych, jak w e w n ę t r z n o h a n d l o w y c h w Afganistanie i Pakistanie oraz zakazach handlu i przewozu pew­
nych t o w a r ó w (np. narkotyki) zaczął się specjalnie opłacać przemyt gra­
niczny. Powindah mieli wrodzone skłonności i najlepsze warunki do za­
jęcia się przemytnictwem , co też skwapliwie czynią.
P o ś r e d n i c t w o Powindah i nadgranicznych sardarów
zapełnia przemy­
canymi towarami bazary Peszawaru, Kohatu, Fort Sandeman, K w e t t y
i Sibi.
6 8

6 9

70

71

V. T E C H N I K A H A N D L O W A P O W I N D A H

Znajomość rynku i jego chłonności, specjalnie rynku m a ł e g o , ubogiego,
wiejskiego, zaliczać można do tajemnic zawodowych w ę d r o w n y c h han­
dlarzy.
namiotach trzymają wtedy swoje zwierzęta, które w danej chwili z nimi razem
odłączyły się od karawany.
Takich kupców-kramarzy spotkałem w Rodżan-Dżamali w okręgu Nazirabad we wschodnim Beludżystanie (w pobliżu Dżakobabadu) w marcu 1961 r.
Zatrzymali się w karawanseraju mira Dżafar Khana Dżamali i tam rozprzedawali swe towary, wyroby afgańskie oraz wszelkiego rodzaju galanterię i pasman­
terię.
Takimi towarami są skóry, wełna surowa, kożuchy, suszone owoce z Afga­
nistanu, a ryż, pszenica, wyroby b a w e ł n i a n e i herbata z Pakistanu.
Np. w obrębie przełęczy Bolan biorą często towary od kupców z Sibi lub
Dadhar i przewożą je do Kwetty. Oczywiście wtedy, gdy mają wolne wielbłądy
transportowe. Dla Europejczyków są to środki transportu zbyt powolne.
Przemycają też z Afganistanu do Pakistanu i vice versa wszystkie m o ż l i w e
towary. G ł ó w n i e rzeczy z amerykańskich d a r ó w oraz towary rosyjskie, a także
polskie. Najczęściej jednak starzyznę.
6 8

6 9

7 0

7 1

�KRZYSZTOF

388

WOLSKI

Łatwość przerzucania się z miejsca na miejsce daje możność opłacal­
nego zaopatrzenia rynku, na k t ó r y m popyt jest nikły, a podaży nie ma
wcale. Zbyt towaru Powindah u m o ż l i w i a fakt, że ci kupcy przyjąć są go­
towi zapłatę za towar w części w pieniądzu, a w części w naturze, w su­
rowcach czy półfabrykatach (np. motki włóczki), a także w ż y w n o ś c i dla
siebie i swych zwierząt.
P o w y ż s z e cechy handlu Powindah u m o ż l i w i a j ą im w e g e t a c j ę pomimo
utrudnień, z jakimi jako koczownicy spotykają s i ę w Afganistanie, a spe­
cjalnie w P a k i s t a n i e .
7Z

Towary Powindah są różne. Zależy to od kierunku szlaku. Z Afga­
nistanu wiozą dywany, rzadziej kilimy, skóry wyprawione i surowe, futra,
k o ż u c h y , skórki karakułów, w e ł n ę o w c z ą i wielbłądzią, wyroby b a w e ł ­
niane, z Kandaharu czapki, wyroby miedziane z Ghazni, suszone owoce
(rodzynki kandaharskie kisz-misz),
suszone śliwki i morele, suszone
morwy , m i g d a ł y , orzechy włoskie, orzeszki pistacji (Pistacia vera), k a ­
mienie szlachetne i p ó ł s z l a c h e t n e , biżuterię srebrną i posrebrzaną
z Czarikaru (na p ó ł n o c od Kabulu) oraz cały liczny zestaw drobnych to­
w a r ó w nabywanych w Afganistanie, a dających się sprzedać i pożąda­
nych w Pakistanie .
7 3

74

7 5

Wśród licznych t o w a r ó w p r z e w o ż o n y c h przez Powindah z Afgani­
stanu trzeba b ę d z i e jeszcze w y m i e n i ć m u z u ł m a ń s k i e różańce tazbi ze s ł o ninowca. Tazbi sprowadzane są z Kandaharu, który s ł y n i e z tych w y ­
robów jubilerskich .
7 6

W powrotnej drodze z Pakistanu Powindah wiozą w i o s n ą do Afgani­
stanu materiały b a w e ł n i a n e , herbatę, cukier, owoce suszone (orzechy

7 2

Ostatnio tak władze afgańskie, jak i pakistańskie postanowiły osiedlić na roli
choć cześć swoich nomadów.
Suszone morwy przemielone na żarnach wraz z mąką służą na terenach
patańskich do wyrobu ciastek zwanym talkhan.
Przewożone s ą kamienie oszlifowane z grubsza półokrągło. Lapis-lazuli
z Pamiru i Badakszanu, rubiny z Dżagdaliku na w s c h ó d od Kabulu i z okolic
Kandaharu, beryle — akwamaryny z Nuristanu (czyli Kafiristanu), turmaliny
z Hindukuszu, ametysty z gór Szah Maksud koło Kandaharu, liczne kryształy
górskie z Gór Sulejmana i Koh-Baba oraz karneole, krwawniki, agaty, turkusy,
granaty, jadeity (zielone, rnleczno-przejrzyste) i opale.
Trzeba tu zaznaczyć, ż e między tym poważną rolę obecnie grają towary
rosyjskie. Trafia s i ę w bagażach i opium, jeden ze znanych produktów Afganistanu,
ścigany przez policję pakistańską. Opium przewożą przy sobie przeważnie kobiety,
nie podlegające rewizji osobistej.
Por. B . M a r k o w s k i , Die materielle Kultur des Kabulgebietes,
Lipsk
1932, s. 73. Najcenniejsze tazbi wyrabiane są z bursztynu, który jest na Wschodzie
surowcem droższym od złota.
7 3

7 4

7 5

7 8

�POWINDAH.

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

1

PAKISTANU

389

г

Ryc. 11. Przejście Powindah szosą pod Sibi w Beludżystanie w 1961 r.
Fot.

K.

Wolski

kokosowe i daktyle makrańskie), ryż, korzenie (ilaiczi, czyli
kardamoń),
rzadziej odzież (serdaki z Kwetty) lub obuwie (pantofle haftowane zło­
tem — z Mul tanu) oraz różne drobne towary nadające się do zbycia
w drodze powrotnej lub w rodzinnych stronach.
Powindah są prawie stale w drodze, bowiem nieliczne postoje nie
p r z e r y w a j ą nigdy w ę d r ó w k i na czas dłuższy. Na wszystkich szlakach
m o ż n a spotkać karawany. Szeregiem idą w i e l b ł ą d y . Do ogona w i e l b ł ą d a
przodownika p r z y w i ą z a n y jest mocny sznur z koziej w e ł n y (często ozdo­
biony pomponami), zwany mahar, p r o w a d z ą c y do kołka przebitego przez
nozdrza
n a s t ę p n e g o wielbłąda. Tak połączony łańcuch karawany w i e l ­
b ł ą d ó w bywa zazwyczaj prowadzony przez m ę ż c z y z n ę lub chłopca idą­
cego przed w i e l b ł ą d e m przodownikiem. Pierwszy i ostatni z w i e l b ł ą d ó w
karawany mają na szyjach metalowe dzwonki (zwane grandżioune),
aby
w nocy d a w a ł y znać o idącej karawanie. Wielbłąd przodownik bywa też
kierowany przez c z ł o w i e k a siedzącego na nim.
7 7

Na w i e l b ł ą d a c h jedzie rodzina koczownika, jego mienie i towary. Wiel-

Kołek ten zwie się w języku pasztu

nathyj.

�392

KRZYSZTOF

WOLSKI

Mleka dostarcza w ł a s n a trzoda: kozy, owce, a nawet wielbłądzice.
M i ę s a — k o z y i owce. Tłuszcz s p o ż y w a j ą Powindah p r z e w a ż n i e z w i e r z ę c y
(masło
wtedy, gdy posiadają w i ę k s z ą ilość z w i e r z ą t hodowlanych).
Tłuszcze roślinne (olej) n a b y w a j ą u ludności osiadłej. Z nabiału często
spożywają krut, to jest wysuszony ser z maślanki. Z jarzyn najczęściej
marchew i rzepę, nabywane u ludności osiadłej. Dziki czosnek i rabar­
bar mają uzbierany w i o s n ą w stepie.
Powindah — kupcy nie posiadający trzód i k o c z u j ą c y spieszniej zaku­
pują ż y w n o ś ć u ludności o s i a d ł e j . Psy lub pies
pozostają przy na­
miocie, także d z i e c i pozostają na miejscu.
Na drugi dzień po zatrzymaniu się Powindah oferują na bazarze lub
rzadziej po d o m a c h
swoje towary oraz usługi transportowe swoich
zwierząt. Na postojach zatrzymują się zwykle po kilka dni. Wielbłądy
zarabiają na siebie i swoich właścicieli, a dochody handlowe są zyskami
dodatkowymi.
8 4

8 5

8 6

87

88

VI. UWAGI

KOÑCOWE

Koczownictwo powoli zanika nawet na stepach A z j i Centralnej. Na
szlakach mniej się j u ż widuje Powindah. Nie tylko jest ich mniej, lecz
są już inni. Porzucają c z ę ś c i o w o s w ó j dawny ubiór, zaczynają nosić
części u b i o r ó w europejskich, zatracają s w ó j charakterystyczny w y g l ą d .
P o w a ż n i e utrudniają i m handel rozsiane stosunkowo g ę s t o celne punkty
kontrolne. Na b e l u d ż y s t a ń s k i m szlaku w y s t ę p u j ą takie p l a c ó w k i k i l k a ­
krotnie. W Spin Baldak znajduje się afgański posterunek celno-graodbywa s i ę w ten sposób, że m ą k ę zarabia s i ę wodą i miesi na płachcie worka,
następnie formuje się d u ż e placki przez rozklepywanie i rozciąganie. Rozgrzane
w ognisku kamienie wyjmuje się z ogniska, oblepia ciastem placka i przysuwa
do ognia. Ciasto wypieka się słabo od gorąca kamienia, a silnie (często przypala)
od strony ognia. Sposób ten jest bardzo wygodny, bowiem w góry zabiera się
tylko mąkę.
Masło (raraka) wyrabia się przez kolebanie w worze z koziej skóry (gudij),
powieszonym na sznurach z koziej w e ł n y na trójnogu z żerdek (derbalej).
Tak postępują np. Lohani, podróżujący szybciej z towarami. C i Powindah
doceniają znaczenie szybkości obrotu.
Powindah miewają też ładne psy, płoworude, mocno zbudowane. Są one
cenione jako stróże. Przeważnie psy Powindah są mieszańcami.
Charakterystyczne jest, ż e dzieci Powindah nie zajmują się żebractwem,
w odróżnieniu od dzieci Khanabadusz (innych k o c z o w n i k ó w pakistańskich).
Handel Powindah jest handlem w ę d r o w n y m , ale nie domokrążnym. Miejscem
sprzedaży t o w a r ó w Powindah jest bazar (rynek) miejscowości, w której s i ę za­
trzymano, lub obóz rozbity przez koczowników.
8 4

8 5

8(1

8 7

8 8

8 3

Pasterze, oddalający s i ę ze swymi trzodami w góry, nie zabierają nararaj.
Wypiek placków z pszennej razowej mąki (przyniesionej wraz z solą w worku)

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

393

niczny, w Czaman podobny pakistański, w drodze do Kwetty lotne
straże, a przed wjazdem do K w e t t y od północnej strony posterunek
celny, r e w i d u j ą c y p r z y b y w a j ą c y c h (na wszelkich środkach lokomocji),
za K w e t t ą od strony p o ł u d n i o w e j w Sariabad znowu placówka celników.
Utrudnienia celne po roku 1950 s k i e r o w a ł y Powindah na drogę prze­
mytnictwa. W razie złapania idą pod sąd jako przestępcy. Pogorszenie
się s t o s u n k ó w m i ę d z y Afganistanem a Pakistanem na tle zatargu
o P a s z t u n i s t a n od roku 1958 jeszcze bardziej zaogniło stan rzeczy.
Powindah obok p r z e s t ę p s t w graniczno-celnych i paszportowych zaczęli
b y ć posądzani też o szpiegostwo. B o ć przecież byli obywatelami Afgani­
stanu nie zawsze legalnie p r z e b y w a j ą c y m i na terenie Pakistanu.
Chociaż oficjalnie rządy nie w y s t ą p i ł y otwarcie przeciw nomadyzmowi, to jednak c z ę ś c i o w e m u ograniczeniu uległo koczownictwo patańskie w P a k i s t a n i e oraz handel Powindah. W n i e k t ó r y c h dziedzinach nie
odczuwa się tego ograniczenia handlu, a tym, co s i ę dzieje w m a ł y c h
wsiach i osadach, nikt specjalnie s i ę nie interesuje. Jednak w pewnych
branżach odczuwa się wybitne braki spowodowane tym ograniczeniem,
np. w handlu klejnotami i kamieniami szlachetnymi panuje pewien
zastój , a na rynku brak najpopularniejszych kamieni z Afganistanu.
89

90

9 1

R e a s u m u j ą c całość tych uwag powrócić trzeba do stwierdzenia, że
odwieczny ruch n o m a d ó w m i ę d z y pogórzem irańskim a doliną Indusu
ulega ograniczeniu, a m o ż e nawet częściowej likwidacji. B y ć może, że
j e s t e ś m y ś w i a d k a m i ograniczenia i zahamowania od t y s i ę c y lat t r w a j ą ­
cego p ę d u ludności z Iranu w kierunku Indii.

8 9

The Pakhtunistan
Problem and the Present Relations between
Afghanistan
and Pakistan, London, Press and Informations Section of the Royal Afghan
Embassy; F r a n k D. S., Pakhtunistan.
Disputed Disposition of a
Tribal-land,
„The Middle East Journal", Washington t. V I : 1952, s. 49—69.
Jeden z moich korespondentów, Malikzada Ghulam-Nabi Aczakzai doniósł
mi w kwietniu 1962 г., że przed sześcioma miesiącami został wydany zakaz w s t ę p u
do Pakistanu dla Powindah i ich trzód, wskutek tego w i o s n ą 1962 było ich bardzo
niewielu w Pakistanie, a ci nieliczni szybko wędrowali z powrotem do Afganistanu.
Np. w Kwetcie w roku 1960 i 1961 d a w a ł się odczuwać brak kamieni szla­
chetnych i półszlachetnych, a kupcy-jubilerzy w y r a ź n i e stwierdzali, że ten brak
jest spowodowany niedowiezieniem ich z Kabulu.
9 0

9 1

�394

KRZYSZTOF

WOLSKI

Krzysztof Wolski
POWINDAH — T H E P A T A N NOMADS O F A F G H A N I S T A N
AND P A K I S T A N
Summary
The author of this sketch had an opportunity — while staying in Pakistan
from December 1960 to the half of 1961 — of collecting materials concerning the
life of Powindah, watching these nomads in Baluchistan, Punjab, Bahawalpur
and Sind, along their main tracts leading from Afghanistan through the Kodjak
Pass, Quetta and the Bolan Pass to Sind as well as along the less frequented
tract through the Khyber Pass between Kabul and Peshawar.
Remarks concerning the Powindah are marginally scattered in literature
referring to the area of Afghanistan, Pakistan and India (N. Perrin, H . B . Lumsden, C. M. Mac Gregor, J . A. Robinson, P. Sykes, M. Ahmad, K . Davis, M. G. P i kulin, M. Elphinstone, O. von Niedemayer, W. K . Fraser-Tytler, D . N. Wilber,
O. Caroe, J . Humlum), often without mentioning them by name. Only once has
this problem been dealt with exhaustively (by R. B . Rai Jamiat), but his book,
published in Quetta in 1922 is now a rare library item. There is not even one
short monograph on them in Polish. This sketch is therefore intended to fill up
this gap.
The name "powindah", given originally to the Patan transport workers, co­
vers nowadays also other groups of these nomads. The word itself is of the
Persian origin. The Persian word "parvendah", meaning literally "a bag with goods",
appears in Afghanistan as "powindah", and in Pakistan as "powindah". While
denoting the wandering salesman, it is also given to all Patan nomads from
Afghanistan, coming to Pakistan for winter, regardless of their trade or temporary
occupation.
Powindah come mainly from the Patan tribe Ghilzai, living i n the area
between Koh-i-Baba mountains on the north and the Suleiman Mountains on the
south, bordering with the Pakistan resident tribes Durrani-Achaksai and Kakar.
The area occupied by the Ghilzai tribe reaches the borders of the Afghan province
on the west and the town of Gardez on the east, bordering with the territory of
Suleiman and Waziri tribes; on the Northeast the Ghilzai area reaches over Ghazni
to Safed Koh mountains, bordering with lands of the Afridi and Mangal tribes,
Powindah merchants descend also from the other Patan tribes.
Three professional groups can be distinguished here: a) merchants, b) shep­
herds, c) artisans. Merchants were always the richest. They introduced a l l novelties
borrowed from the neighbouring nations, e. g. light Indian linen tents instead of
the former large barrel-like tents with black doors of goat wool. These merchants
specialized also in cattle breeding, taking dromaders as transport animals in their
trade journeys, leaving even goats, their milk-suppliers, behind, because of
hurry.
Powindah were often used for transporting goods by merchants from Shikarpur, Sukkur, Tatta, Kandahar, Herat, Kabul, Peshawar, Lahore or Multan. Through
their hands as agents or transport workers passed goods from Eastern Europe and
West Asia on their way to the East, and — conversely — Indian products going
by land to the European markets.

�POWINDAH,

KOCZOWNICY

AFGANISTANU

I

PAKISTANU

395

Powindah caravans went deeply into Iran and Turkestan with the Shikarpur
merchants' goods, joining these two countries with India and even with the unhospitable banks of Makran along the Arabian Sea. Taking the northern tract from
Kabul, they reached Lahore and Calcutta through Khyber Pass and Peshawar.
These old caravan tracts lost their importance in the modern times, owing to
the slow monopolisation of the Indian trade by the East India Company, and then
by the English capital. For local and neighbouring markets they remained, never­
theless, important. Northern and Eastern Iran and Turkmenia have no other con­
nection with the Indus river valley but through the Afghan territory with Patan
nomads acting as trade agents.
In the X I X century the English conquered in two Afghan wars (1838—1842 and
1878—1880) Sind, Baluchistan and essentially Afghan territories in the Suleiman
Mountains, with the most important tracts and passes (Bolan, Kodjak, Gomal
and Khyber).
The English started building a new railway line which reached Sibi in 1880,
Quetta in 1887, and Chaman near the Afghan border, 104 kilometers from Kanda­
har. One of the side lines was directed to Zahidan in Iran.
New methods of transport replaced the former agent and transport worker,
brought the markets nearer, and finally caused the decline of the Powindah trade.
Old merchant towns situated along the ancient tracts lost their importance, with
their bazaars closed and old caravanserais destroyed.
The most conservative group of the Powindah are the shepherds. A l l new
things reach them with difficulty. Only among them are the old type tents to be
found. They wander year by year with their herds of dromaders, goats, sheep,
and even donkeys for winter into the Indus river valley to return to Afghanistan
with newly born animals in the spring. When crossing the Pakistan border, they
pay the authorities 4 anna for a sheep or goat. Due to various restrictions they
leave the territory of Pakistan for good in 1961.
Artisans and specialists in water and canalisation works form a separate
group. Their work is very important. These Powindah either wander with the
shepherds or separately. They keep small herds of domestic animals (sheep, goats,
donkeys, rarely dromaders). Working at cleaning canals (in Sind) and at digging
new canals and wells (in Baluchistan), they live with zamindars (land owners) by
whom they are engaged.
Owing to the custom restrictions after 1950, the Powindah trade begins to
dwindle. Former merchants and transport workers turn into smugglers. Forced
to omit the customs and control stations, they leave the main tracts and their
trading abilities disappear.
A l l these factors introduced important changes into the lives of these nomadic
tribesman. Observation of the Powindah clothes show the disappearance of the
traditional folk dresses: it is especially noticeable in mens dresses, where appea­
red ex-army coats and shoes. Powindah do not wear too tight trousers yet, regar­
ded as "indecent", nor too short shirts, also "indecent". Ex-army coats and army
blankets replace the former tweed coats-blankets.
Women's clothes are more conservative. There are no European type dresses.
Gold adornments are the only exception, rings of the Powindah women, bought
in the Afghan towns, often having the modern European shape. The women's
clothes of Powindah are nearer to the women's clothes of Afghan type than to the
Pakistan ones. Men's dresses are more similar (wide trousers, long shirts, tourbans).
One of the characteristic features of the Powindah clothes is the prevalence of

�396

KRZYSZTOF

WOLSKI

black and lately grey. Holiday clothes o í men aire white, and o í women and
children — coloured.
Being in constant touch with many tribes and nations, Powindah have accep­
ted some alien forms of dresses or adornment technique. E . g. from the people
of Baluchistan they have taken small glass embroidery as well as the coloured
embroidery on shoes. They buy these shoes at the Quetta bazaars while travelling
through Baluchistan of Sind. The techniques and motifs of the neighbouringpeoples in dress adorning reach Powindah easier than the European ones. This
is maintty due to the stronger and closer contacts of Powindah with the local
population than with the Europeans, though Powindah often deal also in the
Europeans goods, usually of very low quality. The same religion combined with
the traditional antipathy to Europeans may also account for it.
Concluding these remarks, one may say that the present-day Powindah are
the epigones of nomadic tribes and the shepherd people, poor but not very poor
merchants and shepherds, rare and rarer on their old travelling tracts.
Only specialists have survived these historical changes. Their work in irriga­
tion of land has been and is still indispensable for Baluchistan and Sind agri­
culture.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6066" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6046">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3ca9f60eed5683041ca7ce5e7b939e00.pdf</src>
        <authentication>791322add0a5da80547dad3b239b9ee9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72330">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72331">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72332">
                <text>1972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72333">
                <text>Afganistan - rolnictwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72334">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72335">
                <text>Uwagi nad rolnictwem środkowego Afganistanu / LUD 1972 t.56</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72336">
                <text>LUD 1972 t.56, s.161-188</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72337">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72338">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72339">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72340">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72341">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72342">
                <text>II. A R T Y KUŁ

Y,

O M O W I E N I A,

M A T E R I A LY

Lud,

t. 56, 1972

KRZYSZTOF WOLSKI

UWAGI

NAD ROLNICTWEM
NA PODSTAWIE

ŚRODKOWEGO

BADAŃ TERENOWYCH

AFGANISTANU
Z ROKU 1969

Poniższy artykuł, będący wynikiem
obserwacji
terenowych
z późnych
letnich miesięcy roku 1969, nie rości sobie pretensji do wyczerpania wszystkich zagadnień związanych
z rolnictwem,
zwraca jedynie uwagę na niektóre problemy silniej rzutujące na charakter
afgańskiej
specyfiki agrarnej. Marginesowo zostaną tu potraktowane
zagadnienia
hodowlane, pomimo że ta dziedzina narodowej gospodarki wysuwa się w Afganistanie
na
miejsce czołowe, a niektóre gałęzie hodowli zwierząt dostarczają
produktów mających
pierwszorzędne
znaczenie
w handlu
światowym.
Może
właśnie dlatego, że chów zwierząt w Afganistanie
i oparty na produkcji
zwierzęcej
eksport dywanów,
kilimów i futer (karakuły)
predominuje
\V obrazie
ekonomicznym
i jest powszechnie
znany, zajęto się dziedziną
inną, dziedziną upraw roślin, jako zapoznaną domeną rolnictwa
Afganistanu.
Badania nad rolnictwem w Afganistanie l przeprowadził
autor jako kontynuację swych wcześniejszych
poszukiwań
terenowych
w Beludżystanie,
Sindzie, Bahawalpurze
i Pendżabie
(Pakistan Zachodni) oraz Gudżeracie,
Radżastanie, Pendżabie i Kaszmirze (Indie) i Nepalu w latach 1960-1961,
1964 i 1967. W Afganistanie
przebywał autor latem 1969 r. w następują1 Wypadnie
mi złożyć serdeczne podziękowanie
p. mgr. Mieczysławowi Ptaśnikowi, dyrektorowi Zal7.ądu Muzeów i Ochrony Zaby.tków oraz p. mgr. Bogusławowi
Płazie, vicemini'strowi Kultury i Sztuki za ułatwienie mi wyjaz:du na badania terenowe do Afganistanu. Wyrazy wdzięczności muszę przeka'zać p. ambasadorowi
Janowi Petrusowi i p. radcy Leonowi Kopcińskiemu
z Ambasady PRL w Kabulu
za żyezliwąpomoc
i serdeczną opiekę w Afganistanie. Osobno muszę rpodziękować
moim informatorom
tel'enowym p. Yunusawi Abbosi z Kolangar, p. Mirowkhanowi
Sa fi z Kolangar, p. Aszrafowi Szarif z Gul Bahar i p. Gulam Faruk z Pol-e-Alam.

II -

Lud. tom LVI

�162

KRZYSZTOF

WOLSKI

cych prowincjach: Kabul, Parwan (Czarikar), Bamiyan, Baghlan, Wardak,
Logar, Ghazni. Są to tereny Hindukuszu Centralnego, gór Koh-i-Baba oraz
gór Logar, tworzących północne przedłużenie Sefid Koh (Spin Garh). Badania terenowe przeprowadzono w następujących miejscowościach: Seraj-e-Amir Abdur Rahman Chan, Dar-ul-Aman (przedmieście Kabulu), Paghman, Ghazni (2220 m n.p.m.). Pol-e-Alam i Kolangar w dolinie rzeki
Logar, Czarikar, Gul-Behar i Dżebel-us-Siradż w dolinie Pandżiru, dolina
rzeki Salang i tereny przy przełęczy Salang, Khindża w okręgu Pul-e-Chumri. W dolinie rzeki Ghorband: Czardeh Ghorband, Siahgird, Szehali
u stóp przełęczy Szibar (3000 m n.p.m.) i w kotlinie Bamiyanu. Wszystkie
te miejscowości leżą powyżej 1800 m n.p.m. Najwyżej wzniesione są
Salang (przełęcz leży na wysokości 3660 m n.p.m.) i kotlina Bamiyanu
(ok. 2500 m n.p.m.)
Ludność Afganistanu nie jest jednolita. Południe i południowy wschód
zamieszkują rdzenni Afganie, zwani niekiedy Pasztunami lub Patanami.
Mówią oni wschodnio-irańskim językiem pasztu, dzielącym się na kilka
dialektów poważnie zróżnicowanych. Pasztuni od stu lat osiedlani są przez
władców Afganistanu na obszarze całego kraju (głównie na zachodzie) i mają stanowić element, na którym opiera się obecnie rządząca dynastia,
wywodząca się z pasztuńskiego plemienia Durrani z okolic Kandaharu. Na
zachodzie mieszkają Persowie, wśród których występują niewielkie skupienia Beludżów. Na północy kraju żyją ludy grupy tureckiej: Kirgizi,
Turkmeni i Uzbecy oraz irańscy Tadżycy. Srodek zajmują Tadżycy i ludy
mongolskiego pochodzenia Hazara; jedni i drudzy, podobnie jak Persowie
z zachodu (z okolic Heratu), używają języka farsi czyli perskiego, współcześnie w Afganistanie nazywanego językiem dari 2. W górach wschodniego Afganistanu mieszkają drobne grupy mówiące językami należącymi
do pośredniej grupy pomiędzy językami irańskimi a indyjskimi. W Afganistanie występuje około dwudziestu pięciu języków z licznymi dialektami
na większych obszarach językowych. Kulturowo można Afganistan podzielić na obszary przynależności do kręgów: centralno-azjatyckiego na
północy, irańskiego na zachodzie i południowym zachodzie, a indyjskiego
na południowym wschodzie.
Dzięki takiemu układowi etnicznemu, tradycyjne nazewnictwo narzędzi
produkcji przedstawia prawdziwą mozaikę. Trudno dostępne i odseparowane od reszty kraju doliny górskie powodują jeszcze większe zróżnicowanie; dialektowe w nazewnictwie, a techniczne w szczegółach narzędzi czy
w sposobie wykorzystania i pracy.
2 Ze względów
politycznych podtrzymuje się nazwę dari starając się wycofać
z użycia nazwę farsi, a przeforsować sugestię, jakoby dari mial być innym językiem, niż farsi. W obrębie farsi w Afganistanie występuje sporo lokalnych różnic
dialektalnych.

�Uwagi nad rolnictwem

srodkowego

Afganistanu

163

Prawie 90% ludności kraju jest zawodowo czynna w rolnictwie. Nawet
ludność niewielkich
miast zajmuje się głównie uprawą roli i sadownictwem, a dopiero ubocznie innymi zajęciami, jak rzemiosło, handel czy
pośrednictwo lub transport. Do ludności rolniczej zalicza się koczowników 3
będących w przeważającej
większości hodowcami
zwierząt. Hodowcami
zwierząt są pełni nomadzi 4 (wielcy nomadzi), prowadzący wędrowny tryb
życia i nie zajmujący
się rolnictwem.
Seminomadzi
prowadzą
również
wędrowny tryb życia, lecz przy swych obozach uprawiają
role (ubocznie
trudnią się też zbieractwem). Ludność półosiadła ma swe stałe siedziby we
wsiach, a wędrówki odbywa tylko w określonej porze roku. Dwie ostatnie
grupy zajmują się zarówno hodowlą zwierząt, jak i rolnictwem. Niekiedy
nomadzi wykonują
usługi rzemieślnicze
dla rolniczej ludności osiadłej,
np. trudnią się zakładaniem,
naprawą i czyszczeniem urządzeń irygacyjnych 5, lub sezonowo wynajmują
się do prac rolnych w polach i ogrodach.
Nomadzi uprawiają przeważnie grunty suche 6.
W większych miastach mieszka sporo ogrodników, kupcy zaś i rzemieślnicy posiadają
swoje gospodarstwa
podmiejskie.
Nawet
tak wyłączni
i tradycyjni
kupcy, jakimi są Sikhowie w Kabulu, mają swoje ogrody
w Szamali.
Powierzchnia
Afganistanu
nie jest ani pomierzona dokładnie, ani obliczona. Przyjmuje
się na ogół, że wynosi ona około 650000 km2, z tego
wzniesione do 300 m n.p.m. jest 5600 km2 (0,9%), od 1800-3000
m
210000 km2 (33,1%), a ponad 3000 m 66900 km2 (10,5%) 7. Badane obszary znajdują się w grupie przedostatniej
i ostatniej.
Tereny użytkowane rolniczo zajmują obszar około 120000 km2 co w stosunku do powierzchni kraju wynosi około l81i/o 8. Według innych źródeł
tereny użytkowane
rolniczo (zajęte pod uprawy) zajmują 78000 km2, to
0
jest U,9 /o powierzchni
kraju. W tym tereny nawadniane
wodą z rzek
"rud-i-bar" zajmują 3,38 mil. ha (5,2%), nawadniane wodą ze źródeł i stuW środkowym Afganistanie koczowników określa się słowem kuczi (f.) (a w paszpochodzącym od perskiego kucz podróż, wędróWka. W obrębie
kuczi rozróżnia się: 1. żniwiarzy (wędrownych rolników) deraugar
(f.) czyli Zogar
(p.), 2. kupców tenżar (f. i p.), zwanych też powindah (urdu), i 3. hodowców zwierząt maldar (f. i p.).
4 Por. K. Ferdinand,
Nomadism
in Afganistan
with an appendix
on milk products. Viehwirtschaft und Hirtenkultur. Budapest 1969, s. 127-160.
5 Zob.
K. Wolski, Powindah,
patańscy
koczownicy
Afganistanu
i Pakistanu.
"Etnografia Polska", t. VII, 1963, s. 363-396.
6 Ludność
koczowniczą Afganistanu można szacować na około 2-3 milionów.
7 J. Humlum,
La geographie
de Z'Afghanistan,
Etude d'un pays aride. Copenhague 1959, s. 17; K. Wolski, Afganistan.
Geografia Powszechna, t. IV. Warszawa
1967, s. 336.
8 K. Wolski, op. cit., s. 339.
3

tu

kuczej),

�164

KRZYSZTOF

WOLSKI

dni "czeszmeh sar" 0,87 mil. ha (1,3%), a wodą z kanałów podziemnych
"karizi" 1.06 mil. ha (1,6%), zaś uprawy suche "lalmi" zajmują 2.49 mil.
ha (3,8%). Naturalnie
nie wlicza się do tego łąk i pastwisk zajmujących
3,20 mil. ha (4,9%) 9. Prawie 90% powierzchni
uprawnej
przypada na
zboża. Zasiewy pszenicy obejmują największe obszary. W produkcji pszenica znajduje się także na pierwszym miejscu l0.
Gleby środkowego Afganistanu
przeważnie są ciężkie, ilaste o znacznej
spoistości, co w suchym klimacie powoduje szybkie twardnienie
i zaskorupianie się powierzchni
(grunty te są jednak urodzajne). Wichry nanoszą
tyle urodzajnego, lekkiego pyłu, że stale powstaje less. Wprawdzie znaczna
część tych nawianych pyłów bywa spłukiwana
przez ulewne deszcze, ale
to co pozostaje, dostatecznie użyźnia glebę. Spłukiwane cząstki wody nanosi na pola leżące niżej i tym samym również je użyźnia. Większość gleb
górskich zawiera spore ilości dużych kamieni. Kamienie znajdują się w glebach zboczy dolin, w ziemi na płaskowzgórzach,
a także na polach na
dnie wąskich dolin rzek Ghorband, Khindżan i Salang. W szerszych dolinach zostały już usunięte w czasie wiele wieków trwającej uprawy ziemi.
Są to wszystko poważne utrudnienia
przy uprawie mechanicznej
(radłowaniu i bronowaniu).
Klimat posiada wszystkie cechy ostrości charakterystycznej
dla górskich
regionów suchych tej części Azji Środkowej. Występują tu ostre, mroźne
zimy i suche, gorące lata. Opady, głównie późnojesienne, zimowe i wiosenne, latem trafiają się wyjątkowo podczas gwałtownych burz. Ilości opadów
w poszczególnych
latach bywają różne. Przeciętna
roczna (wyliczona za
lat szesnaście) opadów Kabulu wynosi 300 mm 11. Ale już w leżącym
w pobliżu Paghman jest prawie dwukrotnie wyższa. Zresztą, gdy w dolinach jest sucho, na pobliskich wysokich górach pada deszcz lub śnieg.
Specjalnie zimą duża amplituda dobowa daje się we znaki rolnictwu. Nie
tyle dochodzące do - 20° mrozy nocne, co wysokie (do + 26° w słońcu)
temperatury
dnia powodujące szybkie znikanie pokrywy śnieżnej na polach, szkodliwie odbijają się na ozimych zasiewach. Porywiste
zimowe
wichury północno-zachodnie
wysuszają glebę, odsłaniaj q korzenie pszenicy
i powodują jej wymarzanie. Silnie odczuwa się skutki wichury w szerokich
i długich dolinach, pozbawionych
naturalnej
osłony terenowej. Te cechy
klimatu środkowego Afganistanu
zmuszają tutejszego rolnika do wznoszenia wiatrochronów.
Latem wieją porywiste wichry południowe i połud-

9 D. N. Wilber,
Afghanistan,
its people. its society, its culture. New Haven
s. 281.
lU U. N. Statistical
yearbook
1968. New York 1969, s. 116, 1:.l4, 144 i 151.
11 E. Stenz,
The climate
of Afghanistan,
its aridity,
dryness and divisions.
York 1946, s. :.l.

1962,

New

�Uwagi

nail

Tolni&lt;:twe111

środkowego

165

Afganistanu

niowo-zachodnie, osiągające największą siłę we wczesnych godzinach popołudniowych. W okolicy Czarikar, Begram, dolinie rzeki Pandżir i w dolinie rzeki Ghorband, a także w kotlinie Bamiyan są to wiatry zachodnie,
szalejące popołudniami i ustające wkrótce po zachodzie słońca. Wichry te
wytrącają ziarno z kłosów, otrząsają owoce z drzew, łamią gałęzie w sadach, a łodygi kukurydzy na polach.
Dlatego sady, ogrody i pola muszą być specjalnie osłaniane. Roli wiatrochronów nie mogą spełniać lasy. gdyż środkowy Afganistan nie posiada
prawie zupełnie szaty leśnej. Jako wiatrochrony
stawia się murki gliniane
lub kamienne oraz sadzi różnego rodzaju żywopłoty. Z tym jednak, że nie
są to żywopłoty niskie, a żywopłoty-ściany
z topoli ahar 12 i wierzb bied,
a czasem morw tut. Żywopłoty sadzi się wszędzie tam, gdzie pobliska woda
umożliwia wegetację drzewom. Rosną te osłony od wichrów nad każdym
prawie rowem nawadniającym.
Drzewa są sadzone tak gęsto obok siebie,
że już same ich pnie tworzą zasłonę ogrodu. Topole podkrzesuje się wysoko,
pozostawiając jedynie na czubku drzewa wiechę gałęzi i liście. Trzeba tu
dodać, że żywopłoty i niewielkie gaiki baghczia n rosnące na obszarach
sztucznie nawadnianych,
to główny zasób drzewnego materiału budulcowego i przemysłowego
w środkowym Afganistanie.
Topola i wierzba dostarcza drzewa budulcowego, a morwa i orzech ciesielskiego i kołodziejskiego.
Te wiatrochrony-żywopłoty
rosną nie tylko na skrajach poszczególnych
posesji, lecz i wewnątrz większych ogrodów lub winnic. Doskonale można
obserwować te układy w Szamali, to jest na terenach położonych na północ
od Kabulu. Liczne gliniane mury pandżiara-e-bagh (ogrodzenie ogrodu)
i żywopłoty osłaniają rozległe winnice. W żywopłotach
spotyka się też
drzewo sindżit, obok topól i wierzb. Morw w żywopłotach
widuje się
mniej, drzewo to rośnie raczej w sadach lub nad potokami.
W Afganistanie
środkowym przeważają
gospodarstwa
niewielkie, jako
średnią przeciętną należało by przyjąć powierzchnię około 8-10 dżerib 14.
Afganistan środkowy prawie nie ma gospodarstw obszarniczych, wielkich,
jakie można spotkać na północy w afgańskiej Turkmenii. W Logar bywają
gospodarstwa o powierzchni
60 dżerib, ale też małe mające 4-5 dżerib.
Oczywiście bierze się pod uwagę obszar ziem ab,i, to jest gruntów nawadnianych sztucznie. Inne tereny uważane są za pustki, w których można
(jeżeli się tylko do tego nadają) zasiać sobie jakieś pólko lalmi i jeżeli rok
będzie wilgotny, zebrać plon. Niektóre takie pólka ulegają stałemu zawła-

13

się ahar Populus
piramidaZis
i czinar
występuje rzadziej.
Baghczia i cieniste ogrody, to miejsca świątecznej siesty.

14

1 dżeriba

12

Z topól spotyka

Pandża czinar -

=

Platanus

0,195 ha.

-

Populus

alba.

�166

KRZYSZTOl"

WOLSKl

Ryc. 1. Sady w dolinie l-leki Ghorband.

szczeniu. Jednak obszar pustek i gór uważa się nadal za tereny niczyje,
za wspólną własność najbliższej osady. Jest to teren wypasu zwierząt
danej osady i zwierząt koczowników podczas ich przechodu przez daną
okolicę. Trafia się, że niektóre przedsiębiorcze jednostki usiłują zawłaszczyć część takiego terenu; reakcja grupy jest specyficzna, gdyż takiego
człowieka uważa się za nienormalnego, a jego czyn nie może mieć trwałych skutków i jest traktowany jako niebyły. Bywają gospodarstwa,
w dolinie Salangu i Ghorbandu, które posiadają tylko 2 dżeriby ziemi
uprawnej i niewielki sad przydomowy. Gospodarze tacy miewają grunty
upraw suchych, a także utrzymują się z rzemiosła, pracy najemnej 1;; i pasterstwa bliskiego zasięgu.
Jedną z klęsk rolnictwa Afganistanu jest rozdrabnianie gruntów. Sprzyjają temu zwyczaje spadkowe; w Logar uznają one podział gruntów po
śmierci ojca pomiędzy wszystkie pozostałe dzieci. Wprawdzie nadziały synów są dwukrotnie większe od nadziałów córek, jednak wielodzietne
rodziny stanowią trwałe zagrożenie dla stałości areału gospodarstw rolnych.
15 W Pol-e-Alam
młody miejscowy chłopiec pracujący przy bydle u sąsiada
zarabia r{){:znie:30 ser pszenicy, 30 ser kukurydzy, otrzymuje całkowite wyżywienie.
pagTi (zawój na turban), k'Oszulę,szarawary i buty oraz 200 afgani.

�Uwagi

nad ro1.n.ictweln ,i;rod/~'owego Afganista.nu

Ryc. 2. Arat w gospodarstwie

ogrodniczym

H;7

pod Kabulem.

W tej trudnej sytuacji pewną ochroną areału gospodarstw stanowi zwyczaj (istniejący np. w okręgu Logar), że siostry nie zabierają należnej im
części roli, lecz pozostawiają ją braciom lub bratu. Wzajem brat ma moralny obowiązek pokrycia połowy kosztów pogrzebowych w razie śmierci
siostry. Zabranie przez siostrę należnej jej części z gospodarstwa
rodzinnego powoduje zerwanie wszelkich kontaktów
z pozostałą rodziną. Na
innych terenach (okolice Gardezu lub Kandaharu), córki nie dostają ziemi,
tylko rzeczy osobiste.
Niejednokrotnie
większe gospodarstwa
są de facto podzielone przez
wydzierżawienie
części gruntów. Oczywiście w grę wchodzą w takim wypadku ziemie sztucznie nawadniane, czyli abi. Istnieją różne typy dehkhani
czyli dzierżawy. Zamindar czyli właściciel ziemi daje ziemię i wodę, zaś
robociznę i sprzężaj, narzędzia i zboże na zasiew daje dehkhan; w takim
wypadku plon po zbiorach dzieli się na trzy części, z których zamindar
bierze dwie, a jedną zatrzymuje dehkhan. W wypadku gdy zamindar daje
ziemię, wodę, sprzężaj i ziarno do zasiewu,plon
po żniwie dzieli się na
cztery części, z których tylko jedną zatrzymuje
dehkhan. Jeszcze innym
typem dzierżawy jest tzw. idźiara; czynsz dzierżawny bywa tu ściśle określony i oddawany w ziarnie lub pieniądzu bez względu na urodzaj i wysokość uzyskanego przez dzierżawcę plonu. Są to warunki dzierżawy obo-

�168

KRZYSZTOF

WOLSKI

wiązujące w okręgu Logar. W okolicy Gardezu występują warunki nieco
korzystniejsze dla dzierżawców. Niekiedy trafia się grawi, czyli zastaw
ziemi, jako zabezpieczenie pożyczki pieniężnej.
Dla celów sztucznego nawadniania rzeki Ghorband, Pandżir, Salang,
Kabul czy Logar, podobnie jak i inne na terenie całego kraju są zamykane
licznymi jazami, które chwytają część nurtu i odprowadzają wody do poszczególnych partii pól lub sadów czy ogrodów. Jazy, daka, nie są ani
zbyt mocne, ani zbyt trwałe. Buduje się je w rzekach z dużych kamieni,
które na odpowiednie miejsca dociągają woły. Konstrukcja nie jest spoista,
choć dziury pomiędzy wielkimi głazami utyka się mniejszymi kamieniami,
czasem (jeśli ten materiał jest dostępny) podsypuje żwirem. Tak wyglądają
jazy np. na rzece Ghorband. Na mniejszych rzekach widuje się w konstrukcji drzewo. Jednak i tam przeważnie stosowane są zastawy. z głazów.
Tak jest np. na rzece Khindżan w okręgu Pul-i-Chumri (rzeka ta wypływa
z północnych zboczy Hindukuszu koło przełęczy Salang). Jazy przeciekają
i znaczna część wody rzeki, początkowo uchwycona, ucieka przez kamienie i wpływa z powrotem do głównego nurtu, reszta zaś płynie osobnym
kanałem - strumieniem zwanym naher. Po każdej ulewie czy większym
deszczu woda uszkadza jazy roztrącając kamienie. Wtedy natychmiast
trzeba naprawiać jaz, a raczej budować go na nowo, zbierając rozrzucone
głazy. Prace takie przebiegają szybko z uwagi na to, że pola i sady nie
mogą pozostać bez wody. Niektóre naher i dźiuj (rowy nawadniające) dziesiątkami kilometrów biegną zboczem dolin i doprowadzają wodę do oaz
leżących wysoko na stokach wzgórz. Dźiuj doprowadzają wodę na pola
należące do różnych właścicieli 16. Ludzie ci mają prawo do pobierania
wody w pewnym określonym czasie. Stąd na naher i dźiuj są liczne tamy
i rozdzielnie wody zwane ab bahsz. Jeżeli w związku z pobieraniem wody
powstaną jakieś spory, rozsądza je mirab lub mirau, to jest "sędzia wody".
W środkowym Afganistanie rozróżnia się dwa zasadnicze typy upraw
w zależności od rodzaju nawadniania. Pierwszy typ to uprawy suche znane
pod nazwą lalmi lub barani, zależne wyłącznie od opadów deszczowych,
a także ilości wilgoci nagromadzonej w ziemi z topniejących śniegów
z opadów zimowych. W typie lalmi występują uprawy zbożowe, a na północy kraju także dyniowate (melony, arbuzy, dynie, tykwy). Uprawy
lalmi spotyka się wszędzie tam, gdzie wody jest zbyt mało lub nie można
jej doprowadzić kanałami nawadniającymi (wyższe zbocza dolin, płaskowzgórza). W pobliżu przełęczy Szibar uprawy lalmi wspinają się na zbocza
Hindukuszu na wysolrość około 3300 m n.p.m., zaś na płaskowyżu masywu Koh-i-Baba i wysoczyzny Hindukuszu Centralnego wchodzą prawie

16

Ter€n nawadniany

przez wspólny dżiuj

nazywa się dżiujbor

w Pol-e-Alarn.

�IJW(Jgl nad rolnictwem.

,&lt;!;rodkowego Afganistanu

169

na wysokość 3400 m n.p.m. sięgając bez mała do granic wiecznych sm.egów. Na polach lalmi czyli barani pojawia się tylko jeden zbiór w roku;
stosuje się na nich też jednoroczne lub kilkuletnie ugorowanie. Wyjątkowo
tylko przez kilka lat z rzędu zasiewa się stale jeden i ten sam kawałek
roli. Na polach lalmi stosuje się rzadszy wysiew zboża, a poza tym role te
mniej chronione niż pola abi (otoczone murkami kamiennymi lub glinianymi) narażone są na częściowe wypasienie przez zwierzęta należące do koczowników. Skutkiem tego na polach lalmi zboże rośnie bardzo rzadko.
Natomiast zboże to formuje kłosy mocne i grube, a ziarno twarde i wybitnie dorodne 17. W Logar lalmi to zasiewy jare czyli behari. W górach
Koh-i-Baba i Hindukuszu bywają one także ozime czyli tirmahi. W Logar
bywa siana (choć rzadko kiedy) pszenica ozima na gruntach lalmi i takie
zasiewy noszą tam miejscową nazwę kauzi. Na północy Afganistanu zasiewy suche noszą nazwę bogar i taką nazwę określa się także pszenicę pochodzącą ze zbioru na polach suchych. Często jare zasiewy lalmi należą
do koczowników, którzy posiawszy pszenicę na wiosnę, dopiero w sierpniu
prz'ybywają do pól na żniwa.
Drugi typ to uprawy abi, czyli nawadniane: wodą z rzek, potoków i źródeł, czy też wodą zaskórną lub źródlaną przy pomocy podziemnych kanałów zwanych karcz lub wodą ze studzien, wydobywaną
przy pomocy kieratu z kołowrotem (arat - perski młyn). Na badanych terenach stwierdzałem istnienie karezu tam, gdzie wodę można było sprowadzić z przedpola skalistych wzgórz na pola leżące w szerokiej dolinie. Karez występuje
w okolicy Ghazni, a także w najbliższym sąsiedztwie Kabulu w Szamali
(Daku, okolica Czarikar) 18. Arat widuje się u ogrodników w Dar-ul-Aman,
przedmieściu Kabulu. W uprawach alJ,iw Afganistanie
spotyka się przede
wszystkim ryż, warzywa, okopowe, strączkowe, kukurydzę,
pasze zielone
(koniczyna, lucerna, wyka) i zbożowe. Na grutach abi rosną również sady
i ogrody.
Dodatnimi stronami upraw abi są: możliwości stosowania płodozmianu,
uzyskiwanie kilku plonów w ciągu roku i regulowanie
nawadniania,
zaś
ujemnymi: utrudniona
uprawa, kłopotliwa niwelacja pól, niewielkie powierzchnie poletek uprawnych,
konieczność intensywniejszego
nawożenia
oraz zależność od zapasu wody w urządzeniach
nawadniających.
Do tego
jeszcze należy dodać koszty utrzymania
urządzeń nawadniających
i sŁabszą wydajność zbóż.
17 Z wyżej wymienionych
powodów nie ceni się pszenicy z pól abi i najchętniej
się ją zbywa, zakupując na swój własny użytek domowy (na mąkę) pszenicę lalmi.
Nie wszyscy rolnicy posiadają oba rodzaje pól, choć przeważnie bywa, że właściciel
ról abi ma też rolę lalmi.
18 K. Wolski, Tradycyjne
techniki
sztucznego nawadniania
w krajach
irańskich.

"Lud", LIII, 1969, s. 196-224.

�170

KRZYSZTOF

WOLSK[

Technika uprawy pól abi jest dosyć zawiła i kłopotliwa. Dwie rzeczy muszą być zawsze brane pod uwagę: po pierwsze, aby ziemia nadto nie
przeschła, a po drugie, aby zbytnio nie zaskorupiała.
Obydwa problemy
występują
W rolnictwie
w Logar, na glebach cięższych. Lekkie ziemie
afgańskiej
Turkmenii
nie nastręczają
takich trudności.
Przygotowanie
pola pod zasiew pszenicy składa się z następujących
czynności: pierwszą
jest lekkie zalanie wodą wypasionego do cna wyschłego ścierniska, polal,
aby po wsiąknięciu wody można je były po czterech dniach płytko zradlić.
Po zradleniu
(radło espar) wyrównuje
się powierzchnię
pólka przy
pomocy brony, mala. Następnie przez 10-14 dni zostawia się rolę, aby
chwasty mogły skiełkować i zacząć róść. Po dwu tygodniach trzeba podjąć
dalszą uprawę, gdyż w przeciwnym
razie rola mogłaby się zaskompić.
Teraz następuje
głębokie radlenie. a po nim dokładne niwelowanie
powierzchni pola przy pomocy rhokhol. Zniwelowane pole nawozi się mierzw~~
bydlęcą lub fekaliami z ustępów. Osły nanoszą nawóz w workach na kupki.
Rozrzucanie wykonuje się szuflawą łopatą, cziori. Tak przygotowaną
rolę
zasiewa się ziarnem z płachty, palau, przewieszonej pr:;:o;ez
ramię lub z podołka, doman (w pasztu - laman), ręcznie, siewem rzutowym. Siewników

Ryc. 3. Drewniane

radło płozowe "espar".

Pol-e-Alam

",. okr. Logar.

�Uwagi

nad

rolnictwem

,,:;,.ndkowego

Ryc. 4. Brony "mala" i "kheszawal".

A[gonis!nnu

171

Pol-e-Alam w okr. Logar.

nie używa się. Po siewie następuje bronowanie pola broną zębatą, kheszawal.

Specjalnie pracochłonne jest przygotowanie roli pod warzywa. Zniwelowane pólko zostaje podzielone na liczne grzędy, pulwan, przy pomocy
cziori. Grzędy są wąskie, a wyglądem przypominają raczej przypłaszczone
grobelki. Układ grzęd bywa dowolny. Rzadko widuje się grzędy równe
i równoległe, przeważnie są one wielopalczaste. Funkcja bruzdy jest zdecydowanie odwrotna niż w wilgotnej Europie środkowej. Służą one tutaj nie
do odwadniania grzęd, a do nawadniania. Bruzda jest najmniejszym i ostatnim kanałem irygacyjnym, którym doprowadza się wodę do roślin. Układ
grzęd zależy od rodzaju upraw. Uprawy typu przemysłowego, jak np. ty':'
toń czy bawełna, przeważnie sadzi się samodzielnie na równych i równoległych grzędach. Warzywa takie jak dyniowate, pomidory, papryka, bakłażany, kalafiory a nawet kapustę sadzi się wraz z innymi na grzędach, które zależnie od potrzeby bywają nierówne i wielopalczaste. Wszystkie wyżej
wymienione uprawy są nawadniane przez napuszczanie wody do bruzd,
dżiujcza. Następnie woda podmaka na grzędy oraz przesiąkia do korzeni.
Pędy roślin nie zostają zalewane. Inaczej ma się rzecz przy uprawie na
płaskich, niskich grzędach, np. marchwi, cebuli, porów. W czasie nawad-'
niania zalewa się też i grzędy, choć na nich woda stoi i płyciej i krócej niż

�172

KRZYSZTOF'

WOLSKI

w bruzdach. Ziemniaki sadzi się na grzędach w dwu rzędach, a każdy
nad bruzdą, z której woda zasila wilgocią rośliny.
W środkowym Afganistanie podstawowym i najważniejszym
narzędziem
uprawy jest drewniane
radło płozowe, espar 19 z żelazną radlicą, phal,
ciągnione przez parę wołów w jarzmie, joh. Cały zaprzęg nazywa się
J.cholba.Ten typ radła występuje w Pol-e-Alam i Kolangar w dolinie rzeki
Logar, a także w dolinie rzeki Kabul. W Afganistanie istnieje sporo regionalnych różnic w wyglądzie całości i poszczególnych części radła. Wydaje
się, że nie można mówić o dwu typach radła 20, gdyż jest ich kilka znanych, a należy dodać zastrzeżenie, że mogą jeszcze występować typy dotychczas nieznane w literaturze.
Radło z Pol-e-Alam
w Logar ma trzy
zasadnicze drewniane części: 1) płozę a zarazem niską słupicę - khunda,
w którą wpuszczony jest 2) grządziel - tiir, z trzema dziurkami, - kiliak
na drugim końcu, służącym do regulowania
głębokości pracy narzędziem
i 3) czepigi - matgir umieszczonej prostopadle z tyłu khunda. Matgir ma
u góry jeszcze poprzeczną drewnianą
rączkę - dastgirak. Radło to jest
jednoczepigowe. Innym nieco jest rylcowe radło z kotliny Bamiyanu. Radło
z Bamiyanu składa się z dwu części: jedną stanowi czepiga i plaza, khunda,
a drugą grządziel - tiir. Jeden i drugi typ posiada żelazną radlicę - phal.
Typy radła płozowego i rylcowego występują także w Nuristanie (Kafiristanie). Jeden i drugi typ posiada żelazne radlice, a także ma pojedyńcze
rączki-czepigi.
Radło jest jedynym
narzędziem
rolniczym służącym do
głębokiego spulchniania ziemi (przez rycie).
Rolnicy Afgańscy uważają, że spulchnianie ziemi radłem jest wystarczająco głębokie. Głębokość można regulować
i pogłębiać. Bliskość bruzd
zapewnia spulchnienie i należytą uprawę roli. Pługa nie spotyka się poza
pokazowymi
fermami państwowymi,
i inne nowoczesne maszyny rolnicze.

w których

widuje

się też traktory

Narzędziami rolniczymi o podobnie ważnym znaczeniu jak radło są brony i szufle służące do niwelowania gruntów abi. Bez dokładnie i bezbłędnie
zniwelowanej
powierzchni pólka niemożliwe jest stosowanie nawadniania
przez zalewanie. Niwelowanie takie musi być wykonane tak pod zasiewy
zbożowe (np. pszenicę czy kukurydzę),
jak i pod jarzyny czy okopowe.
Dokładne zniwelowanie
jest jedną z najważniejszych
czynności rolnika
uprawiającego
grunt abi. Jeżeli czynność ta nie będzie zrobiona precy'9 Nazwa
ta i następne podaje się w języku tarsi. Są to nazwy narzędzi rolniczych z Pol-e-Alam i Kolangar w dolinie rzeki Logar.
20 J. Humlum,
op. cit., s. 191-192.
Stwierdza występowanie
dwu typów radIa,
podając radio z Hindukuszu (podobne, choć prymitywniejsze od radia z Bamiyanu _.
ryc. 192 a) i drugie z południowo-zachodniego
Afganistanu.
Na terenie Nuristanu
spotyka się oba typy radeł, tj. pIozowe i rylcowe, zaopatrzone w prostą (bezskrzydłową) radlicę - Narody Mira. Narody Pieriedniej
Azji. Moskwa, 1957, s. 137.

�Uwagi

11(/.(t

rolnictw

en] środkowego

Afganistanu

173

zYJme, to przy nawadnianiu
poszczególne części pola otrzymują
rozne
dawki wody, a to z kolei odbija się na roślinach i plonach. Do równania
bruzd i rozbijania grud, a także bronowania po siewie, służy kheszawal drewniana zębata brona ramowa. Spód jej jest okuty, jak również okute są
zęby. Kheszawal ma około jednego metra wysokości. Trzy łańcuchy zaczepia się do trzech kółek (dwa u dołu, jedno u góry) i doprowadza do jarzma
ciągniętego przez woły. Ziemię równa się mala - broną-deską.
Jest to
narzędzie proste formą, ale funkcjonalne
i wydajne w użyciu. Mala jest
deską grubą na 5-8 cm, szeroką na około 25 cm i długą na około 180200 cm: w połowie długości są umieszczone dwa haki (w odstępie około
40--50 cm) trzeci zaś w środku między nimi. Do tych haków przymocowane są żelazne łańcuchy, doprowadzone
aż do jarzma. Mala robi się
z twardego drewna morwowego, rzadziej z miękkiego topolowego. N a glebach lżejszych poganiacz idzie za broną; zwykle stoi na mala i tym samym ją obciąża. Czasami dla obciążenia mala przywiązuje
się na niej
kamienie. W Pol-e-Alam i Kolangar poganiacz jest wystarczającym
obciążeniem mala.
W dolinie Ghorbandu widuje się mala w postaci topolowego okrąglaka
z dwoma zaczepami. Oczywiście obciążenie kamieniami takiego klocka nie
jest możliwe. Niekiedy poganiający woły staje na takiej belce. W oazie
Pirzada w południowo-zachodnim
Afganistanie
mala (deska) ma dyszel
doprowadzony do jarzma wołów 21. Grobelki, band, potrzebne do zatrzymania wody usypuje się przy pomocy dużej brony-szufli
zwanej rhokhol.
Broną tą niweluje się grunt i przesuwa ziemię. R/1J,okhol, podobnie jak
i kheszawal, posiada trzy kółka, do których przyczepione są trzy łańcuchy
doprowadzone do jarzma. Dół rhokhol jest okuty grubą żelazną blachą,
zaostrzoną, służącą do podgarniania
ziemi. Powyżej znajdują
się dwie
deski, które zatrzymują
podgarnianą
ziemię. Praca tym narzędziem
jest
ciężka, gdyż trzeba je utrzymywać
pod odpowiednim
kątem a następnie
podnosić, gdy dogarnie się ziemię do grobli. Rhokhol jest zawsze ciągnięty
przez parę wołów. Z mniejszych narzędzi są w użyciu: rydel żelazny, beel,
i cziori, łopata-szufla,
którą usypuje się grzędy. Szufla ta bywa gładka,
jak w Logar lub zębata. Taką szeroką i zębatą (o czterech zębach), zwaną
andża, usypuje się pulwan (grzędy) w Gul Behar. Narzędziem tym pracuje
dwu ludzi. Jeden trzyma andża i wbija ją w ziemię, a drugi ciągnie sznur
zaczepiony na dwu końcach dolnej, poziomej części narzędzia.
W Gul Behar z innych narzędzi rolniczo-ogrodniczych
posiadają:
kulang - kilof do rozbijania twardych grud i wyrywania kamieni z ziemi
oraz tesza, motyczkę - bardę żelazną, o ostrzu szerokim na 8 cm. Tesza
ma długości 12 cm, a drewniany trzonek do niej 45 cm. W Gul Behar jest
" J. Humlum,

op. cit .. s. 233.

�174

KRZYSZTOF

WOLSKI

w użyciu sierpek, daskala, w okręgu Logar nazywa się on też aradas. Jest
to narzędzie ogrodnicze służące do podcinania korzeni chwastów podczas
plewienia i przy uprawie warzyw. Daskala ma ostrze zaokrąglone. Długość
sierpka wraz z drewnianą rączką wynosi ok. 30 cm. Do sprzętu zbóż służy
mały półkosek, das, zaś do sieczenia lucerny i koniczyny używa się dużego
półkoska zwanego też das. W Gul Behar do sprzętu zbóż używa się małego
półkoska das, tego samego typu co w Logar. Narzędzie to ma 42 cm długości (wraz z drewnianą rączką, dasta), zaś ostrze ok. 22 cm. W dolinie
Ghorbandu i kotlinie Bamiyanu sierp jest innego kształtu 22. Ostrze jest
półokrągłe, a samo narzędzie nieco mniejsze. Ostrze sierpów nie jest
gładkie.
Do sprzętu kukurydzy, do podcinania jej grubych łodyg, używa się
tawar, topora - tasaka żelaznego, umieszczonego na trzonku o długości
około 1 m.
Narzędzia rolnicze wyrabiają kowale, ohangar i stelmachowie - nadźiar.
Drobne uzupełnienia do części żelaznych; jak trzonki czy rączki drewniane,
są wykonywane przez gospodarzy. Kowale wiejscy obok wykonywania
swego rzemiosła posiadają niewielkie gospodarstwa rolne.
Omłot odbywa się na polach, na specjalnych (przeważnie okrągłych)
klepiskach, hermandżioi mających 5-8 m średnicy. W Pol-e-Alam klepiska
leżą wśród pól, lub na czas młocki przeznacza się na nie część ścierniska
i tam udeptuje się ziemię. W dolinie rzeki Ghorband hermandżioi znajduje
się tuż przy polach, ale już poza terenem abi na nieco wyższych miejscach. Są to stałe hermandżioi. W gospodarstwach uprawiających (odległe
nieraz) grunta lalmi, hermandżioi są lokalizowane w pobliżu domów (tak
domy jak hermandżioi leżą poza obrębem cennych abi). Snopy zboża (wiązane sznurem z koziej wełny) transportuje się z odległych górskich pól
lalmi na grzbietach osłów. Transport odbywa się natychmiast po żniwach.
Zdźbła pszenicy czy jęczmienia, np. przy przełęczy Szibar wyrywa się
z korzeniami. Całodzienny plon nakłada się na osły przybyłe ze żniwiarzami z dolin i wieczorem zabiera na hermandżioi w pobliże domów do osady.
W Hazaradżat koczujący rolnicy, którzy swe pola abi mają nieraz bardzo
odległe od miejsca zamieszkania, przybywają na nie podczas żniw z namiotami. Namioty ustawiają na ścierniskach, a obok uklepują hermandżioi.
Zżęte zboże leży na pomieci czasem nawet kilka dni, aż całe pole zostanie
uprzątnięte. Potem dopiero następuje młocka. W Ghazni i okolicy zboże
w okłotach zwozi się z pól (tak lalmi jak abi) na grzbietach osłów, mułów,
lub wołów na poszczególne hermandżioi, leżące tuż poza opłotkami osady.
W Ghazni na środku okrągłego hermandżioi znajduje się rodzaj stogu,
w którym zmagazynowany jest plon. W koło tego stogu układa się war22

Kształt

tego

sierpa

jest

podobny

do ksztaltu

sierpów

używanych

w Polsce.

�Uwagi nad rolnictu;em

śroGkowego Afga.nistanu

175

stwy zboża (o grubości od 40 cm do 1 m) kłosami ku środkowi. W dolinie
rzeki Ghorband zboże układa się nieregularnie 23 obok hermandżioi, gdzie
oczekuje na młockę. Ziarno z kłosów wydeptują woły. Drepczą one w kółko
po warstwie zboża rozłożonego na hermandżioi. Woly na pyskach mają kagańce, puzband, z włókna palmowego, nie tyle aby nie pożerały zboża, co
żeby nie najadły się ości i nie zachorowały. Nieraz woły ciągną czapar.
Niekiedy czapar bywa ciągnięty przez osły (Ghazni). Czapar jest to wiązka
patyków w ramie lub bez. Niekiedy jest to mata słomiana w drewnianej
ramie różnego kształtu. W Ghazni widywałem prostokątne czapar z wielkim dyszlem. Ciągnęły je osły zaprzężone w jarzmo. Wybija ono ziarno
z kłosów. Czapar jest prymitywnym typem tribulum, znanej z terenów
bałkańskich, a w Persji z Azerbejdżanu, brony do młocki. Czapar używa
się powszechnie do młocki w okolicach Ghazni 24. W dolinie Ghorbandu
używa się do młocki kija, ale tylko w czasie wytłukiwania ziarna z kłosów
pozostałych po odsianiu. Kijem, dabaj, młóci się w Logar zawsze kolby
(szulki - pałki) kukurydzy, fasolę, groch i bób.
Kupy ziarna, plew i trzyn odkłada się na uboczu, podczas gdy na hermandżioi układane są nowe snopy pod racice wołów. Słoma kruszy się
szybko; kłosy opierają się dłużej racicom wołów niż źdźbła wysuszone
i przepalone przez słońce. Gdy jeden z ludzi pogania woły, drugi zrusza
warstwy przy pomocy zwykłego kija lub też wielozębnych drewnianych
wideł zwanych czarszah (cztery zęby). Widły czarszah mają zęby przymocowane do trzonka drewnianymi kołkami i rzemieniami. Czyszczenie omłotu odbywa się na hermandżioi lub obok. Do podgarniania zboża na hermandżioi używana jest drewniana łopata - szufla, raszbyl. Od plew i drobnych trzy n oddziela się ziarno, wykorzystując wiejący w lecie wiatr
południowo-zachodni. Odpowiednią ilość nabiera się na trzcinową (bambusową) szuflę, czadż, a następnie wznosi na całą długość rąk powyżej głowy
i wysypuje zawartość czadż. Wiatr unosi plewy i trzyny, a ziarno pada
u stóp przesiewającego. Ponieważ wiatr nie jest w stanie oddzielić czystego
ziarna od ziarna w plewce (łusce), więc skrąża się je na przetaku (sicie),
rharbal. Ziarno w łusce ponownie zostaje wysypane na hermandżioi pod
racice wołów. Trzyny i plewy przewozi się do obejścia gospodarskiego na
grzbietach zwierząt 25 (woły, osły, wyjątkowo konie) w nosidłach ze sznurów (trangal) lub koszach czy olbrzymich kilimowych worach guni. Nastę23 W okresie
żniw w lecie nie padają deszcze, więc nie musi się troszczyć o zabezpieczenie zboża przed zamoknięciem.
24 W Ghazni
widziałem zamiast drepczących wołów i czapar jeżdżący w kółko
po hermandżiOi
ciągnik. Protektory na oponach spełniały rolę wygniatacza ziaren
z kłosów.
25 Przy mbotach
rolnych nie używa się wozu. Wozy widuje się w Kabulu, a na
prowincji jedynie bryczki - dwukółki jednokonne.

�17t)

KRZYSZTOI"

WOLSKI

pnie są przechowywane
w specjalnych pomieszczeniach (krytych) zwanych
leahdan. Trzyny (leah) są cenioną paszą zimową dla bydła.
Zboże przewozi się w worach wełnianych, dżiowal, na grzbietach zwierząt, a następnie składa w komorach zajmujących
część domu mieszkalnego. Rzadziej trzyma się zboże w osobnych spichlerzach. Pomieszczenie
na przechowywanie
zboża w okręgu Logar zwane jest gandzina lub amborchana. W komorach stoją czasem gliniane beczki, kandu, (owalne lub
czworokątne), w których przechowuje się zboże 26. W afgańskiej Turkmenii,
w okolicach Mazar-i-Szerif,
zboże jest Składane w specjalnych
dołach
wylepionych
gliną lub wymoszczonych
słomą, a następnie
przykrytych
słomą i zasypanych ziemią. Strony tamte są bogatsze i mają więcej ziarna
niż górzysty Afganistan środkowy.
Zboża - rhaladżiat - to główne uprawy Afganistanu,
one to zajmują
większość obszarów rolnych kraju. Określeniem rhaladżiat objęte są również strączkowe i pastewne motylkowe, proso, kukurydza i ryż. Rhaladżiat
jest pojęciem przeciwstawnym
dla sabzidżiat, czyli warzyw ogrodowych.
Ze zbóż uprawia się głównie pszenicę - Triticum vulgare - gandam,
gółkę lub częściej ostkę, która jest łatwiejsza do omłotu. W Logar sieje się
pszenicę odmiany zwanej khaldżiau,
jest to pszenica gółka, czerwona
lub biała, miękka do omłotu, lecz na polu łatwo się wysypuje. Twardsza
do omłotu i mniej sypliwa, jest pszenica ostka, sugdar. W Afganistanie
występuje sporo odmian lokalnych. W Logar zwracano mi uwagę na wprowadzanie pszenicy argentyńskiej,
która jednak szybko się wyradza. Wysiew (ręczny) wynosi w Logar około 7 ser 27 na dżeribę. Jest on wysoki,
lecz liczy się, że sporo ziarna wyzbierają
ptaki i sporo roślin wymarznie
zimą. Zbiór dochodzi do 100 ser ziarna z dżeriby. Przeważnie bywa dużo
niższy. W roku 1969 w Logar zbiór dochodził do około 80 ser z dżeriby
(około 28 q z ha) 28. Są to jednak wyjątkowe
optima i maxima. Pszenica
jest przeważnie kulturą ozimą, czyli tirmahi. Jarą czyli behareh w dolinie
rzeki Logar spotyka się bardzo rzadko. Jęczmień - Hordeum - dżiau
sieje się tylko na paszę dla koni lub osłów. W Logar panuje przekonanie.
że jęczmień
wyjaławia glebę. Jako chwasty w pszenicy w Logar najczęściej
trafiają się: żyto, dżiaudar, wyka, masz i dziady, mordandom. Podobnie do
chwastów zalicza się owies. Częstym chwastem w pszenicy bywa powój
polny, pecziak - Convolvulus
arvensis. Trafia się on i w marchwi. Na
brzegach pól na band (grobelkach - miedzach) widuje się nieraz bieluń
cI; Mąkę
przechowuje
się w koszach starannie
oblepionych gliną, a następnie
wygładzonych. Niekiedy w dużych naczyniach glinianych a rzadziej (podręcznie)
w metalowych.
~7 1 ser
7,066kg = 4 szarak.
28 W
okolicy Kandaharu (pirzada) wydajność z ha wynosi od :1-1:1 q, (J. Humlum, op. cit., s. 231).
O~

�Uwagi nad rolnictwem

"rodkowego

177

Afganistanu

dziędzierzawę - Datura stramonium - dantura. W zbożach lub na brzegach rowów rośnie mak polny, gul-e-ridi - Papaver rhoeas - o delikatnych, czerwonych kwiatach. Również na brzegach grzęd i rowów ściele
się ślaz tik hali, a wśród traw, koniczyn i lucerny rośnie babka wąskolistna,
zubon-e-bara i mniszek - Taraxacum officinale - szir gaya. Zyto - Secale cereale - dżiaudar w Logar i Ghazni trafia się jako chwast w pszenicy ~9 abi, czyli z pól sztucznie nawadnianych.
Głównie występuje w zbożach ozimych. Występuje
tam odmiana Secale cereale var. afghanicum,
ta sama w swej odmianie jarej znajduje się w zbożach jarych. Zyto, wystrzelające swymi pędami ponad niższą pszenicę, zrzyna się na polu sierpem lub półkoskiem. Usuwa się je jeszcze w stanie zielonym. Owies Avena fatua (owies głuchy), woilak, widywałem w Bamiyan rosnący wraz
z pszenicą. Nie uważa się go tam za chwast ale za uprawę samosiewkę ~O.
Również na Lamtym terenie bywa w jęczmieniu. W Logar owies rośnie
w pszenicy, nazywa się on tam gulkajak i uważany jest za chwast. Na
niektórych polach w Bamiyan owies z pszenicą rósł w stosunku pół na
pól. Kukurydza, dżiowar, zajmuje poczesne miejsce w uprawie, jako druga
po pszenicy. Kukurydza bywa uprawiana samodzielnie lub z wsiewem soi
(Glicine ma:r:) lub rzadziej soczewicy (Lenes esculenta), albo fasoli (PhaseoZus) pieszej. Wysiewana jest w Pol-e-Alam (Logar) ręcznie, później plewiona z chwastów. Kukurydzy
się nie obsypuje.
Zbiór następuje
ręcznie,
a łodygi wycina się za pomocą długiego tasaka, tafar. Wydajność przy
uprawie samodzielnej w najlepszym wypadku dochodzi do 120 ser ziarna
z 1 dżeriby, tj. około 42 q z 1 ha. Mąka kukurydziana
służy do wypieku
placków. Często mąkę kukurydzianą
miesza się z pszenną. Kukurydzianka,
kasza kukurydziana,
dalda, często występuje w miejscowej kuchni. Proso,
arzan - Panicum miliaceum - sieje się wyłącznie na karmę dla ptaków.
Ryżu - Gryza sativa - w Pol-e-Alam prawie wcale się nie uprawia ze
względu na jego duże zapotrzebowanie
na wodę. W Khindżan, gdzie wody
nie brakuje, większość gruntów a1Jlizajmuje uprawa ryżu. Podobnie jest
w wzniesionym na 2 200 m n.p.m. Paghman. Spotyka się ryżowiska w dolinie Ghorbandu
i Pandżiru,
ale tylko tam, gdzie nie brakuje
wody.
W uprawie znajdują się dwie odmiany: lok') o ziarnie krótkim i grubym
(mniej cenionym) i mahin a ziarnie długim, cienkim i twardym. Ten ostatni, wysoko ceniony w handlu,
jest mniej wydajny w uprawie. Mahin
uprawia się w rejonie Dżelalabadu. Oprócz wymienionych
dwu głównych
odmian istnieje sporo pośrednich. Odmiany te różnią się nie tylko kształtem i wielkością, ale i barwą bryndż, czyli ryżu łuskanego. Ryż jest siany
29 Por.
J. Humlum, op. cit., s. 171-172. Zyto w Afganistanie
chwast w pszenicy aż do wysokości 2500 fi n.p.m.
30 J. Humlum,
op. cit., s. 172, wymienia też owies jako chwast
leżącej pomiędzy Kandaharem a Girisk.

12 -

Lud, tom L VI

występuje

jako

w oazie Pirzada

�178

KRZYSZTOF

WOLSKI

ręcznym siewem rzutowym wprost na rolę. Najlepsze i naj droższe odmiany ryżu są wysiewane gęsto na rozsadniku, a następnie flancowane (wysadzane) na polu. Ryż jest wydajniejszy niż pszenica.
Na polach spotyka się strachy na wróble i inne ptaki. Są to kukły, sijai,
lub snopy czy wiechy, albo wstążki na żerdziach. Niekiedy widać szałasy - budy strażnicze, czapari, stojące na polach i w sadach. Bywają też
specjalne ochrony przeciw urokom. Takie ochrony pól miałem możność
(8 VIII 1969) obserwować w Khindżan. Na kwitnącym polu ryżowym
umieszczono nazarband przeciw urokom. Na jednym kiju stała wiecha ze
słomy, a na drugim przywiązana była ośla szczęka. Czasami na grubym
kole ustawia się oślą lub końską czaszkę.
Koniczyna perska - Triofolium resupinatum
- szajtal ~l lub szabdar
i lucerna - Medicago sativa - reszka są spasane przez bydło, owce i kozy
jako zielonki lub też suszone na zimę. Specjalnie lucerna reszka jest cenioną uprawą z tego względu, że trwa na polu po 8-9 lat, a w odpowiednich
\&gt;"'arunkach,przy dostatecznej ilości wody i ciepła, daje w ciągu roku 6 pokosów. W Afganistanie centralnym, wysoko wzniesionym, gdzie okres
wegetacyjny jest krótszy, reszka daje 4-5 pokosów rocznie. Szaf tal, biało-różowo kwitnąca koniczyna perska, jest delikatniejsza od czerwonej
koniczyny europejskiej. Jej łodygi są cieńsze, liście i kwiaty drobniejsze.
Zapach ma bardzo silny, przypominający zapach groszku pachnącego i wanilii. Szaf tal bywa uprawiany jako roślina dwuletnia. Daje 3-4 pokosów
delikatnego siana.
Osobno wypadnie nieco uwagi poświęcić kaniance - Cuscuta - której
kilka odmian pasożytuje na różnych roślinach w Afganistanie. Kanianka
znana jest pod miejscową nazwą szereszak (Logar, Ghazni, okolice Kabulu)
i namatak (kotlina Bamiyanu). Najczęściej widuje się tę grożną roślinę pasożytniczą na lucernie, koniczynie i marchwi, lecz także na drzewach
i krzewach: na głogu, wierzbie, iwie i topoli, jak również na winogradzie.
Najgroźniej przedstawia się na marchwi, gdy całą grzędę pokrywa różowo-seledynową czapą. Podobnie bywa na lucernie. Walczy się z kanianką zrywając jej pędy wraz z łodygami żywiciela. Przeważnie jednak kanianka
pozostaje nieusuwana i powoduje poważne straty gospodarcze.
.
W Pol-e-Alam uprawy motylkowe pochłaniają wszelkie nadwyżki wody
i większość gospodarstw nie może z braku wody pozwolić sobie na uprawę
warzyw. Przy nagminnym braku wody do upraw, gospodarstwa warzywnicze pod Kabulem starają się uniezależnić od dostaw wody z dżiuj. Ogrodnicy, baghban, budują arat. Mając dosyć wody mogą sadzić w swych
bostan (ogród warzywny) wodochłonne uprawy.
,31 W dorzeczu
rzeki Logar na wiosnę z liści i pędów "szaf tal" robi się szpinak,
a zimą ze suszonych liści i łodyg, po rozmoczeniu, nadziewkę do pierogów (z tłuszczem).

�Uwayi

narl

rolnictwem

Ryc. 5. Ogórki "tara"

.':;roci.kowego Afga.nistanu.

na targu

179

w Kabulu.

Warzywa - sabzidżiat - uprawia się w Pol-e-Alam jedynie w niewielkich ilościach na potrzeby własnego domu. Z warzyw uprawianych powszechnie wymienić należy: ziemniaki, marchew, pory, cebulę, pomidory,
kapustę i ogórki oraz melony, arbuzy i dynie. Nie znaczy to jednak, aby
płodów gospodarki warzywniczej nie zbywano do Kabulu. Ziemniaki, kaczalu - Solanum tuberosum - wysuwają się na pierwsze miejsce w gospodarce warzywniczej. Coraz też pocześniejsze miejsce zaczynają zdobywać w kuchni afgańskiej. Występują już nie tylko w pobliżu wielkich
miast lub w dolinie Ghorbanclu 32. W ostatnich dwudziestu latach zrobiły
karierę i dotarły wszędzie w górach na najwyżej położone pola. W uprawie
dochodzą do wysokości 3300-3500 m n.p.m., co zdołali zaobserwować
w Hindukuszu Wschodnim czlonkowie polskich wypraw wysokogórskich.
Granica uprawy ziemniaka przesunęła się poważnie powyżej 2 600 m
n.p.m.33. Ziemniaki rosną na polach abi. Marchew, zardak - Daucus carota - jest podstawowym warzywem. Spotyka się tak czerwoną, jak
i białą. Pietruszka, gaszniz - Petrosilium sativum - podobnie jak selery - Apium graveolens - używane w kuchni jako przyprawa, uprawiane
32 Por. J. Humlum,
op. cit., s. 181. Badacz ten spotykał z końcem lat czterdziestych ziemniaki jedynie w okolicy Kabulu i dolinie Ghorbandu,
uprawiane
na
niewielką skalę.
33 J. Humlum,
op. cit., s. 189 (podaje górną granicę uprawy ziemniaka na 2600 !li
n.p.m. wig Wawilowa).

�KRZYSZTOf'

180

Ryc. 6. Kabul,

bazar -

WOLSKI

sprzedawcy

melonów.

są w niewielkich ilościach przeważnie dla cudzoziemców. Gaszniz czyli kolendra - CoriandTum sativum - używana jest na zielono do przypraw
mięs, jarzyn i napojów. W niewielkich
ilościach uprawia się ją w każdym gospodarstwie.
Selery są tu nie korzeniowe
a łodygowe
(naciowe). Wśród warzyw Afganistanu
znajduje się też pasternak - Pastinaca sativa
uprawiany
w ogrodach.
Buraki,
lablabu 1,1
Beta
vulgaris nie odgrywają
poważniejszej
roli wśród warzyw.
Buraki
ćwikłowe
są ciemnoczerwone
i podłużne.
Niektóre
dorastają
do znacznych rozmiarów.
Brukiew,
szalgham Brassica napus var. rapifem - pojawia się częściej. Kapusta, karam - Brassica oleracea jest powszechnie uprawianym
warzywem. Rzadziej widuje się kalafiory,
gulpi - Brassica oleracea botrytis - a wyjątkowo na rynku w Kabulu
kalarepę
Brassica olemcea vaT. gongoloides. Częściej spotyka się
rzodkiewkę, mul-isurchak - Raphanus sativus var. sativus - i rzodkiew,
muli lub torb, białą, długą, rzadziej o fioletowej skórce. Także bardzo popularne są pomidory, badandżian rumi - Solanum lycopersicum - czerwone i żółte, o owocach dużych a także zupełnie drobnych. Z jarzyn wypa34 W latach
po drugiej
stanie i kolo Dżelalabadu

wojnie
uprawę

światowej wprowadzono w północnym Afganiburaków cukrowych dla celów przemysłowych.

�Uway;

nad "o1nictwem

środkowego

Afgani.stanu

181

dnie jeszcze wymienić bakłażany, badandżiansiah - Solanum melongenaa owocach długich około 20 cm (naj dłuższe dochodzą do 30 cm) i kolorze ciemnofioletowym,
rzadziej purpurowym.
Badandżian siah są bardzo lubiane
i popularne w kuchni afgańskiej. Dużo widzi się cebuli, piaz 35 - Allium
cepa - różneso kształtu i smaku, podobnie powszechną jarzyną są pory,
gandana - AlliUJn porum 36 i czosnek, sir - Allium sativum. I, naturalnie,
papryka, murcz - Capsicum annuum - w różnych odmianach od drobne)
i wąskiej do olbrzymiej, znajduje się prawie w każdym ogrodzie.
Osobno należy wspomnieć dyniowate, gdyż ich znaczenie gospodarcze
jest znacznie większe niż poprzednio wymienionych warzyw (za wyjątkiem
cebuli). Melony - Cucumis mela - są znane w kilku gatunkach. Do najpospolitszych należą: kharbuza, duże do 40 cm długości, podłużne, barwy
zielono-żółtawej, w okolicy Kandaharu i Turkmenii uprawiane na eksport
do Pakistanu,
oraz khatakaj, okrągłe, niewielkie,
żółto-pomarańczowe.
Znane są też dastambul zupełnie małe, silnie aromatyczne. Melony Afganistanu odznaczają się plennością, a owoce doskonałym smakiem, słodyczą
i aromatem. Niektóre melony (np. khatakaj) bywają w całości suszone i tak
przechowywane
na zimę. Takie suszone melony spotyka się w handlu krajowym. Arbuzy, tarbuz - Citrullus vulgaris - rosną w Afganistanie również dziko. Z uprawianych
są znane o miąższu różowym, i żółtawo-zielonym. Podobnie jak i melony są eksportowane
do Pakistanu Zachodniego.
Dyń, kadu - Cucurbita maxima - uprawia się mniej
środkowym Afganistanie, obfituje w nie głównie północ kraju, gdzie ziarno z dyń jest surowcem oleistym. Ziarno dyni, tochm-i-kadu, jest spożywane głównie na
północy kraju. Kadu nazywają się też kabaczki i podłużna dynia zwyczajna
(Cucurbita pepa). Dynia ozdobna (z naroślami) nazywa się khurma kadu.
Ogórek, badrang - Cucumis sativus - spotykany bywa jako pospolity,
oraz rzadszy, wydłużony (do około l m), często powyginany, tara. Wymienione warzywa widuje się w każdym ogrodzie. Tykwa, sorahi kadu - Lagenaria vulgaris - trafia się w ogrodach, ale jej ograniczona użyteczność,
w większości wypadków przeważnie zdobnicza, nie przyczynia się do rozpowszechnienia uprawy 37.
Podobnie ważne dla wyżywienia ludności są uprawy fasoli, lubio - Phaseolus - grochu, nakhud - Pisum - i bobu, bokuli - Vicia jaba -

v.:

35 W Ghazni
widziałem ciekawe nawożenie grzęd 'cebuli. Mianowicie zbierano
proch na pobliskiej drodze, a następnie w koszach noszono go na grządki cebuli,
podsypując nim rzędy roślin. Po podsypaniu tym nawozem pólko zalewano wodą.
3G Pory
zbiera się kilkakrotnie wycinając nacinę. Pozostawiona w ziemi cebulka
odrasta. Liście zbiera się dwukrotnie lub trzykrotnie. Następnie 'Plantacje porów
likwiduje się, radłując grzędę.
37 Tykwę widuje się pnącą na drzewa. Niewielkie
owoce tykwy kształtu butelkowatego po wysuszeniu i ozdobieniu są używane na tabakierki na naswar (do miejscowej tabaki do żucia).

�182

KRZYSZTOF

WOLSKI

a także sOji, masz - Glycine max - peluszki, kulul - Pisum arvense _
(groch błękitno-purpurowy) oraz soczewicy, nask - Lens esculenta. Ta
ostatnia specjalnie na dużą skalę jest uprawiana w Pakistanie, choć nie
brak jej w południowym Afganistanie. Uprawia się dwie odmiany soczewicy: soczewicę dużą - bakuli, muszung i małą - daal. Specjalnie ta
ostatnia jest ceniona, ze względu na doskonały smak. Uprawia się też
fasolę urd - Phaseolus mungo. Bokuli to drobny bób (bobik), z ziarnem
a czarnej łusce. Suche ziarno jest mielone a mąka dodawana do pszennej.
Z tej mieszanki wypieka się placki.
Z roślin przemysłowych na pierwszym miejscu wymienić należy mak.
koknar - Papaver somniferum - uprawiany głównie na opium w zachodnim Afganistanie, we wschodnim w okolicy Dżelalabadu oraz na północy
w Badakszanie. W centralnym trafia się też na polach. Z używek uprawia
się konopie, czar - Cannabis indica - głównie na haszysz a ubocznie na
ziarno oleiste, oraz tytoń tanbaku - Nicotiana tabacum - Nicitiana rustica 38. Z oleistych spotyka się w okręgu Logar len, zehrer - Linum usitatissimun - uprawiany wyłącznie dla oleistych nasion. Tylko siemie jest
wykorzystywane, zaś słoma używana na opał. Niekiedy widuje się rzepaki
i gorczycę. Z oleistych sieją tu w ogrodach słoneczniki, aJtobparast - Helianthus annuus.
Bawełna, ponba, jest rośliną od naj dawniej szych czasów zadomowioną
w Afganistanie. Odwiecznie uprawianą jest odmiana Gossypium herbaceum
na północy i południu kraju, zaś Gossypium aJ'boreum var. indicum w okolicach Dżelalabadu. W latach dwudziestych XX wieku została wprowadzona odmiana amerykańska Gossypium hirsutum, początkowo na północy
kraju a następnie rozprzestrzeniona na całym obszarze. Ta odmiana posiada włókno dłuższe i nieco cieńsze. Główne regiony uprawy bawełny to
Afganistan północny (90%). Widuje się bawełnę na polach w okolicy
Czarikaru, w dolinie Ghorbandu i w okręgu Logar, jednak uprawa bawełny
w Afganistanie środkowym nie odgrywa poważniejszej roli gospodarczej.
Bawełnę uprawia się na polach, abi, choć zdarza się też uprawa bawełny
na polach lalmi. Trzcina cukrowa, najszakar - Saccharum officinarum nie znosi mrozu, więc nie jest sadzona w środkowym Afganistanie. Uprawia się ją koło Dżelalabadu.
Z przypraw są uprawiane koper, anyż, kminek, papryka, rzeżucha, mięta
i chrzan. Z nowszych upraw, dostosowanych do kuchni międzynarodowego
konsumenta, widzi się na rynku kabulskim: szpinak (od dawna uprawiany
38 Liście tytoniu
używa się do palenia a także są one podstawowym składnikiem
afgańskiej tabaki naswar. W handlu spotyka się dwa rodzaje naswar a) lżejszą
(skłaoającą się z tabaki i popiołu z kory platana), b) mOC'lliejszą (z tabaki z domieszką wapna). Naswar żuje się.

�Uwagi nad rolnictwem

środkowego Afgani.'tanu

183

w Afganistanie),
sałatę i szczaw ogrodowy, dostarczane
przez podkabulskich ogrodników. Tylko na rynku kabulskim trafia się tut-e-zamini morwa ziemna) czyli truskawki.
Pewne rośliny uprawiane
są w ogrodniczych
gospodarstwach
pod Kabulem, na pozostałym obszarze kraju należą do dziko rosnących.
Taką
rośliną jest rabarbar - Rheum rhabarbarum. W okręgu Logar rośnie dziko
i znany jest pod dwoma nazwami: rawosz - większy o smaku delikatnym
oraz cziuk1'i, mały kwaśniejszy. Na bazarach pojawia się jako jarzyna sezonowa na wiosnę. W okolicy Kandaharu koczownicy i pastusi wiejscy w marcu i kwietniu zbierają rabarbar
podczas wypasów i przynoszą do osad.
Oni również dostarczają rabarbar na targ.
Sadownictwo,
baghdari, odgrywa poważną rolę w rolnictwie.
Owoce,
mewadżiat, w wyżywieniu i eksporcie kraju zajmują niepoślednie miejsce.
W latach 1956-1959
wartość eksportu świeżych owoców stanowiła 10%
całego dochodu z eksportu. Zaś owoce suszone grały w eksporcie jeszcze
poważniejszą
rolę stanowiąc
27,5% wartości
całego eksportu.
Ogółem
wartość owoców w eksporcie była znacznie większa niż wartość karakułów
(25,4%), a wynosiła 37,5%, zaś ilościowo stanowiło to 60800 ton (owoce
suche 27 000 ton a świeże 33 800 ton) 39.
W sadach w Pol-e-Alam podobnie jak w wielu innych miejscowościach
spotyka się głównie morwy. Owoce morw spożywane są w stanie świeżym
i suszonym, zaś drewno stanowi doskonały materiał ciesielski. Liście morw
są podstawą hodowli jedwabników.
Jedwabnictwo
grało dawniej poważniejszą rolę niż obecnie 40. Z hodowli jedwabników
słynął Afganistan
zachodni. Od kilkunastu lat prowadzi się wysiłki mające na celu odrodzenie hodowli jedwabników
w okolicy Heratu, Dżelalabadu,
w Baghlanie
i Kunduzie 41. Morwa, tut - Morus alba - jest cenionym w Afganistanie
drzewem. Sotatut posiada duże, białe owoce. Odmiana Brahichani ma owoce mniejsze, czarno-białe.
Obie te odmiany po dojrzeniu dają owoce niezmiernie słodkie. Odmiana zwana Szahatut - Morus nigra - jest najwyżej ceniona, ze względu na najlepsze owoce, spożywane na świeżo. Szahatui
są duże, czarne, soczyste i lekko kwaskowate.
Suszone owoce morw 42
służą do produkcji mąki, talchan, używanej do wyrobu ciastek. Podobnie
jak w środkowym Afganistanie
suszy się morwy i inne owoce w TurD. N. Wilber, Afganistan ... op. cit., s. 284.
Napływ tkanin z włókna syntetycznego oraz wszelkiej taniej tandety na bazary Afganistanu poważnie podważył opłacalność hodowli jedwabników.
H D. N. Wilber,
op. cit., s. 233-234.
W roku 1953/4 pod egidą FAO sprowadzono
5000 sadzonek morw z Japonii. W 1960-1961
zasadzono w samym Kataghan (prowincja) milion sadzonek morw.
42 Sady morwowe
podcza-s dojrzewania owoców są starannie zamiatane. Z ziemi
wyplewia się trawę. Gdy owoce zaczynają opadać i nieco podsychać (w suchym
39

40

�184

KRZYSZTOF

WOLSKI

kmenii.
dawaną

Suszy się w Turkmenii także i dziko rosnące jeżyny, na mąkę dodo pszennej 43. Następne miejsce zajmują śliwy, alu - Prunus
domestica - występujące w kilku odmianach. Zwykłe alu podobne są do
śliwek węgierek. Renklody określane są nazwą alu balu. Najbardziej ceni
się odmianę dużych ciemno-żółtych renklod, zwanych alu-i-bochara, które
w odmianie mniejszej używane są przeważnie
do suszenia. Ściąga się
z nich skórkę, a następnie suszy w cieniu. Aluczi są niewielkie, żółte, okrągławe lub lekko podłużne, podobne do mirabelek lub ałyczek. Spożywa
się je świeże. Do suszenia się nie nadają. Morele, zerdalu - Prunus armeniaca - i brzoskwinie, szaf talu - Prunus persica - znajdują się prawie przy każdym domu w Pol-e-Alam. Morele rosną też w wysoko położonej (2400 m n.p.m.) kotlinie Bamiyanu.
Owocem pośrednim pomiędzy
morelami a brzoskwiniami jest zardalu-i-kajsi, dojrzewający w tym samym
czasie. Owoc ten kształtem i wielkością przypomina morele, lecz miąższ
ma białawy a skórkę karminowo-czerwoną.
Do suszenia nie nadaje się.
Wśród moreli występują dwie odmiany; większe o morelowej barwie i płaskiej pestce, uważane za szlachetniejsze
i mniejsze, bardziej okrągławe,
żółtawo-cytrynowe,
o pestce okrągławej i mniejszej. Ta druga odmiana
moreli nazywa się gholengh. Podobnie zerdalu i szaf talu rosną w dolinie
Ghorbandu, choć tam raczej powszechnie spotyka się migdały, badam Amygdalus communis. Jest ich kilka odmian o ziarnie różnej wielkości,
o drobnych odchyleniach w kształcie. Zasadniczo rozróżnia się dwie odmiany migdałów: badam-e-kuraki, migdał twardy, posiadający grubą łupinę i badam-e-karazi, czyli migdał papierówkę o delikatnej łupinie, kruszącej się lekko w palcach. Migdały uszlachetnia
się przez oczkowanie 44.
W ten sam sposób uszlachetnia się morele i brzoskwinie.
Migdały są mniej wymagające, a jako łatwiejsze do transportu od brzoskwiń dają lepsze dochody. Migdały są najwyżej
cenionym
owocem
w sadach Afganistanu,
gdyż dochód jaki w razie urodzaju może dać poszczególne drzewo, przewyższa dochód z kilku drzew moreli. Morele suszy
się i dopiero zbywa 45; suszone morele nazywa się kistta. Zerdalu suszy się
powietrzu Afganistanu następuje to szybko), zamiata się je miotłami na kupki.
Następnie zbiera i przesusza na słońcu (często na płaskich dachach domów). Gdy
pod drzewami jest czysto, otrzymuje się czyste suszone owoce. Transport tych
suszek odbywa się w workach. POT. analogiczne obserwacje B. Grąbczewskiego
(B. Grąbczewski, W pustyniach Raskemu i Tybetu, W-'Wa, b.d. s. 33.
43
W. Konig, Zur Wirtschatt
der Turkmenen,
w: "Jahrbuch des Museums £tir
Volkerkunde zu Leipzig", XX, 1964, s. 225.
44
Cytrusy (szlachetne odmiany) rmmnaża się w Dżelalabadzie iPrzez 'Sztubrowanie, a uszlachetnia oczkowaniem.
45 Drewna
moreli, brzoskwiń i migdałów nie ceni się. Są używane na opał, lub
do budowy. Z moreli i brzoskwiń zbiera się pestki, a ziarna zbywa jako gorzkie
migdały lub wyciska z nich olej. Łupiny służą na opal.

�Uwagi nad rolnictwem

środkowego

Afganistanu

185

gdy są już dobrze dojrzałe. Z rozpołowionego
owocu usuwa się pestkę.
Suszenie odbywa się w cieniu. Morele żółte, gho,lengh, w których pestka
jest trudna do usunięcia, nie są wyłuskiwane
i suszy się je wraz z pestkami.
W dalszej kolejności wypadnie wymienić jabłonie, seb - Pirus malus.
Jabłek jest sporo odmian, lecz wszystkie przeważnie
jednakowo
słodkie
po dojrzeniu, choć wyglądem znacznie różnią się między sobą. Do cenionych odmian należy seb karazi, czyli papierówka
(właściwie "jabłko papierne"), o czerwonej skórce. Seb karazi jest bardzo słodkie. Kadu seb jest
to równie słodkie, duże jabłko kompotowe. Odmiany późniejsze są również
przeważnie słodkie. Na południu i południowym
zachodzie jabłoni w sadach jest mało. Jabłka tamtejsze są przeważnie niewielkie, zielone, słodkie,
ale twarde i mączyste. Jabłonie spotyka się w sadach w kotlinie Bamiyanu
na wysokości 2500 m n.p.m. 46. Owoce tamtejsze nie są tak dorodne i duże
jak w dolinie Ghorbandu, okolicach Czarikaru lub sadach podkabulskich.
W okręgu Logar słynie z najlepszych
jabłek miejscowość Mahmadagha.
Stamtąd pochodzą najlepsze seb karazi o delikatnej
skórce. Inna znana
odmiana seb-e-nozokbadan o czerwonej skórce a białym miąższu pochodzi
z miejscowości Modara, koło Gardezu. Jabłka eksportuje się do Pakistanu
w stanie świeżym i suszonym.
Grusze spotyka się w sadach. Gruszka, nok - Pirus communis - jest
w Afganistanie owocem rzadszym, choć bywa dużym i smacznym. Różne
odmiany dostarczane są latem i jesienią na bazary Kabulu. Za najlepsze
uważa się jesienną odmianę nok istalifi o owocach zielonkawych, małych,
soczystych i słodkich. Gruszki przeważnie nie bywają suszone. Widuje się
też zagraniczne odmiany, które zaaklimatyzowano
w podmiejskich sadach.
Jabłonie i grusze są szczepione wysoko, często dopiero na konarach.
W przydomowych sadach na jednym drzewie bywa kilka gatunków owoców 47.
Czereśnie - Prunus avium (cerasus avium) - i wiśnie - Prunus cerasus (Cerasus vulgaris), - te ostatnie w odmianie czarnej - Prunus austeTa widuje się w środkowym Afganistanie
rzadko. W dolinie Logar,
czereśnie, gelas, spotyka się w ogrodach jako pojedyńcze drzewa. W rejonach, gdzie prawie każdy owoc jest przechowywany
i zbywany w postaci
46 Zob. N. I. Wawilow, D. D. Bukinicz, Agricultural
Afghanistan. Supplement 33
to the Bulletin of Applied Bot-any, of Genetics and Plant Breeding. Leningrad 1929,
s. 551-552.
47 W tej
dziedzinie można obserwować niezwykle pomysly ogrodników. Często
trafia się, że na morwie zasz'czepia się morele, winorośl i inne odmiany morw. Szczepienie uważa się za zabieg doskonalszy od oczkowania. Szczepi się jabłonie, grusze,
śliwy, morele, brzoskwinie, morwy a nawet winorośl. W rozpędzie szczepienia zdarza
się, że na topoli jako podkładce zaszczepia się róże.

�186

KRZYSZTO~'

WOLSKl

suchej, wIsme, jako nie mające dużo miąższu, nie kalkulują się w gospodarstwie. Po prostu nie wytrzymują konkurencji owoców większych i bardziej wydajnych. Zresztą owoc kwaśny na obszarach, gdzie ceni się przede
wszystkim owoce słodkie, nie ma racji bytu.
W całym Afganistanie, lecz nie powyżej 2200 m n.p.m. rosną pigwy,
bui lub bihi - Cydonia oblonga. Owoce mają duże i aromatyczne, kształtu
tak okrągłego jak i podłużnego, podobnego do gruszek. Pigwy używa się
na kompoty, konfitury i spożywa obsmażane w cieście. Pestki z pigw są
suszone i używane jako lekarstwo. Wywar pije się przy chrypkach i bólach
gardła.
Afganistan środkowy, wysoko wzniesiony, nie jest terenem występowania granatów. Granaty, anar - Punica granatum - można wprawdzie
spotkać i \V ogrodach Kabulu, lecz rosną one tam jako krzew ozdobny,
ze względu na swe ciemnoczerwone, dekoracyjne kwiaty. Owoc ich bywa
niewielki. Anar rosną głównie w Maszriki (okolice Dżelalabadu) a także
w słynnej odmianie anar-i-Kandahari w okolicach Kandaharu. Ta ostatnia
odmiana odznacza się dużymi owocami. Wczesne anar są koloru białego,
późniejsze różowego a najlepsze, późne, są ciemnoczerwone. Anar spotyka
się też w dolinie Ghorbandu i niższym północnym Afganistanie. Owoc ten
nie znosi przechowywania, a przejrzały pęka i musi być szybko spożyty.
Sok uchodzi za specjalnie zdrowy i jest polecany do picia rekonwalescentom.
Figa, andźir - Ficus carica - nie rośnie w środkowym Afganistanie.
Jest tam dla niej zbyt wysoko i chłodno. Spotyka się jednak czasem w sadach pojedyńcze drzewa, które prawie nie 'Owocują. W okolicy Dżelalabadu, Kandaharu, Farah i Heratu jest ich więcej, a w Seistanie spotyka się
figi dziko rosnące o owocach gorzkawych.
Orzechy włoskie, czarmars - Juglans regia - należą do naj częstszych.
obok morw, drzew w obejściach. Rozróżniają: kurak o grubej, twardej
łupie i karazi (papierowe), miększe o łupinie delikatnej. Kurak niekiedy
bywa~-ą mniejsze, choć przeważnie jedne i drugie są tej samej wielkości.
Orzechy rosną jeszcze na wysokości 2500 m n.p.m. W kotlinie Bamiyanu
widuje się ładne i duże okazy tego drzewa. Orzechy są dorodne o ziarnie
dobrze wykształconym i słodkim. Stanowią one jeden z poważniejszych
produktów eksportowych kraju 48.
Osobno wymienić należy winorośl właściwą (winną latorośl), tok - Vitis
vinifera - występującą w licznych odmianach o owocach przeważnie białych, choć niekiedy spotyka się i czarne. Te ostatnie nie są cenione jako
odmiana handlowa. Spożywa się dużo winogron angur w stanie świeżym.
4"

Orzechy

i Iranu.

eksportuje

się przeważnie

do Pakistanu

i Indii. a

lakże

do ZSRR

�U·WG.gi

na({

roln-ictwenl

środkowego

187

Afganistanll

Odmiana husaini jest biała, o owocach podłużnych, dużych, walcowatych.
Jest ona doskonała i delikatna w smaku. Tej odmiany sporo sadzi się
w Szamali i w dolinie Ghorbandu.
Najwyższą wartość posiada odmiana
biała o owocach drobnych, bezpestkowych
zwana kiszmiszi (tj. rodzynkowe). Na rodzynki suszy się je dwojako: w cieniu, wtedy pozostają żółto-zielonawe, albo na słońcu, wtedy owoce czerwienieją, ciemnieją i nabierają słodyczy. Tereny uprawy winogradu
posiadają specjalne suszarnie
rodzynków. Są to przewiewne gliniane wieże z licznymi otworami, przez
które gorący podmuch wichru dostaje się do środka. Wieże przybudowane
bywają do domów mieszkalnych.
Takie wieże można oglądać w Szamali
na północ od Kabulu. Na nieświadomych
przeznaczenia, te budowle robią
wrażenie wież obronnych ze strzelnicami.
Winograd prowadzi się: 1) na puszta czyli grobelkach ziemnych (np.
w Ghazni, Logar, Kandahar), 2) na rusztowaniach
tok-e-swara w sadach
lub przy domach. Często takie rusztowanie
stoi na płaskim dachu domu
(np. w Czardeh Ghorband w dolinie Ghorbandu, Gul Behar), 3) W okolicy
Mazar-i-Szerif
puszczają winograd na drzewa migdałowe, jabłonie. Odmianę tę nazywają angur-e-drahti (winograd drzewny), owoce ma czarne,
z licznymi pestkami i bywa bardzo słodka. W uprawie używa się do przycinania grubszych pędów piłki am, a cieńsze przycina się sekatorem me-

kraz-e-tokburi.
Winogrona w stanie świeżym eksportuje się do Pakistanu przez przełęcz
Chajber. Transport odbywa się samochodami. Winogrona obkładane liśćmi,
pakowane są do podłużnych wiklinowych koszy kadżawa. W koszu takim
mieści się około 7-10 kg owoców. Winogrona spod Kandaharu znoszą doskonale transport do Kabulu, ale muszą być przewiezione w ciągu kilku
godzin, aby (będąc dojrzałe) nie zepsuły się podczas upału. Z Kabulu bezpośrednio wiezie się je dalej do Peszwaru (do Pakistanu). Głównym produktem eksportu rolnego z Afganistanu
są kiszmisz czyli rodzynki. Na
eksport idą tak drobne, jak i olbrzymie kandahari kiszmisz. Wywozi się
je głównie do Pakistanu i Indii i stamtąd dalej do krajów azjatyckich.
Kiszmisz są również eksportowane do Iranu i ZSRR. Transport odbywa się
tak samochodami jak i karawanami
wielbłądów.
Hodowanie zwierząt u ludności osiadłej w Pol-e-Alam czy w Gul Behar
odgrywa rolę drugoplanową.
Do najważniejszych
zwierząt
domowych
należy

zaliczyć

bydło,

gdyż

woły

stanowią

podstawową

siłę

pociągową

w rolnictwie, a kl'Owy są głównym dostarczycielem
mleka. Latem bydło
przebywa w obrębie podwórza, gdzie pod gołym niebem, -lub pod lichym,
ocieniającym daszkiem z gałęzi stoi przy glinianych żłobach. Terenem wypasów są okoliczne ziemie lalmi oraz ścierniska. Nieco zielonej i treściwej
paszy otrzymuje w żłobach. Zimą też stoi na podwórzu, a w okresie naj-

�188

KRZYSZTOF

WOLSKI

chłodniejszym
l smeznym
bywa zapędzane do pomieszczeń zamkniętych
i krytych. Bydło jest przeważnie drobne, lecz silne i wytrzymałe. W roku
1966-67 szacunkowo obliczano pogłowie na 3700000 sztuk 49. Kóz hoduje
się sporo. Pierwsze miejsce wśród zwierząt domowych Afganistanu zajmują
owce. Hoduje się owce zwyczajne i tłustoogoniaste.
Karakuły są częstsze
w Turkmenii i północnych rejonach środkowego Afganistanu. Welna owiec,
wielbłądów
i kóz jest podstawowym
surowcem w tkactwie dywanów.
Dywany i kilimy oraz skórki karakułów i koźląt należą do najważniejszych
towarów eksportowych
kraju. Na rynku zagranicznym
cenione są także
afgańskie owcze i kozie kożuchy. W roku 1966-67 pogłowie owiec w Afganistanie szacowano na 20100000 sztuk 50. Owce często wraz z trzodami
koczowników wysyłane są na odległe miejsca wypasów letnich. Koni prawie się nie hoduje, uważając je za zwierzęta luksusowe (domeną hodowli
koni jest Afganistan północny). W okręgu Logar spotyka się konie (jako
wierzchowce) 51 w większych gospodarstwach
mających około 50 dżerib
ziemi. Pogłowie koni w Afganistanie jest nieliczne, w roku 1966-67 szacowano je na około 227000 sztuk 52. Konie Afgańskie nie są duże, lecz
mocne i odporne na twarde warunki klimatyczne i terenowe. Osioł jest
pospolitym (obok wołu) zwierzęciem jucznym. Widuje się też sporo mułów.
Wielbłądy w gospodarstwach ludności osiadłej widuje się w okolicach Ghazni; w innych rejonach środkowego Afganistanu wielbłąd jest zwierzęciem
koczowników.

Gospodarstwa

hodują

niewiele

drobiu;

kształtem przypominają
polskie zielononóżki.
W rolnictwie i hodowli w środkowym Afganistanie
idzie przeważnie

starym,

tradycyjnym

porządkiem.

kury

są nieduże,

wszystko

Pojawiają

jeszcze

się już nowe

odmiany roślin, bardziej wydajne od odmian uprawianych
tu od dawna
(np. groch, kukurydza, pszenica), jednak nie wszystkie dobrze się tu aklimatyzują (pszenica) i po pierwszych latach lepszych plonów, degenerują
się. Są też usiłowania w kierunku
wprowadzenia
szlachetniejszych
ras
zwierząt domowych. W gospodarstwach
państwowych
hoduje się krowy
ras wysokomlecznych.
Powstają fermy hodowli drobiu. Jest to, jak dotychczas, przysłowiowym
ziarnkiem piasku w morzu potrzeb olbrzymiego kraju. Nowoczesność wkracza do rolnictwa Afganistanu wraz ze stosowaniem
nawozów sztucznych, a na fermach państwowych z maszynami rolniczymi
i traktorami.
U. N. Statistical Yearbook 1968, New York 1969, s. 125.
Tamże, s. 125.
51 W Logar, w Kabulu
czy Ghazni konie w pojedynkę są zaprzęgane
dwukolnych pojazdów (baggi - pakistańska tonga).
52 Tamże, s. 125.
49

50

do lekkich

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6826" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6806">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8c5bff0523a06aefed039cefc727d68d.pdf</src>
        <authentication>f2d501e5403587d3022ecd645458add1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81320">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4535</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81321">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81322">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81323">
                <text>wspomnienie pośmiertne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81324">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81325">
                <text>Eugeniusz Frankowski 1884-1962/ Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81326">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.4, s. 249-251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81327">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81328">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81329">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81330">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81331">
                <text>EUGENIUSZ

FRANKOWSKI

1884-1962

Dnia 8 lutego 1962 roku, po dłuższej chorobie,
zmarł w Poznaniu prof, d r Eugeniusz Frankowski,
emerytowany profesor zwyczajny Uniwersytetu i m .
Adama Mickiewicza w Poznaniu, światowej sławy
badacz, znawca i teoretyk sztuki ludowej.

\

)

Eugeniusz Frankowski urodził się w Siedlcach
21 listopada 1884 r. Był synem notariusza, p r a w n i k a socjologa, Władysława Frankowskiego
i Ludwiki
z Kozłowskich.
Do szkoły rosyjskiej uczęszczał w Siedlcach, skąd
w r o k u 1902 został wydalony z „Wilczym b i l e t e m "
га walkę o szkołę polską. Przeniósł się następnie do
szkoły w Żytomierzu, skąd też został wydalony
z klasy V I I I w 1905 r. za udział w rewolucji. Szkołę
średnią ukończył w roku 1907, zdając egzamin doj­
rzałości w p o l s k i m gimnazjum w Siedlcach. W l a ­
tach 1907—1911 studiował na Uniwersytecie Jagiel­
lońskim w K r a k o w i e na Wydziałach przyrodniczym
i medycznym. W latach 1911—1914 i 1921—1922 był
asystentem katedry antropologii U . J . w Krakowie.
W r o k u 1921 n a tymże Uniwersytecie doktoryzował
się z archeologii i antropologii u prof, d r a W. Demetrykiewićza. W m a r c u 1922 r. habilitował się
z etnografii i etnologii n a Uniwersytecie Warszawskim u prof, d r a L u d w i k a Krzywickiego.
Prof, d r F r a n k o w s k i w latach 1922—1928 j a k o do­
cent prowadził wykłady zlecone i seminaria z etno­
grafii i etnologii na Uniwersytecie
Warszawskim.
25 maja 1926 r. został mianowany profesorem nad­
zwyczajnym Uniwersytetu Poznańskiego, a 30 k w i e t ­
nia 1948 r. —• profesorem zwyczajnym
etnografii
i etnologii tegoż Uniwersytetu. W okresie okupacji
niemieckiej o d września 1939 do sierpnia 1944 r.
prowadził w zakresie tajnego nauczania wykłady
i seminaria z etnografii Polski i etnologii ogólnej
oraz muzeologii. Od 1 listopada 1944 do 30 marca
1945 r. był nauczycielem
geografii
i arytmetyki
w Szkole Rolniczej w Koszarach (pow. limanowski).

Od 1 września I960 r. Prof. F r a n k o w s k i przeszedł
na emeryturę specjalną z tytułu szczególnych zasług
dla PRL.
Prof. F r a n k o w s k i rozpoczyna badania antropolo­
giczne i etnograficzne n a d góralami p o l s k i m i w l a ­
tadh 1910-41914 w r a z z prof. J . Talfco-Hryncewiczem,
którego był asystentem. W t y m też okresie prowadzi
badania n a Polesiu i północnym Wołyniu, zbierając
bogate materiały ilustracyjne do w i e l u zagadnień do­
tyczących tych terenów. Opierając się na materia­
łach z badań rozpoczyna publikacje \ W r o k u 1914
wyjeżdża na sześć l a t n a badania do Hiszpanii, Por­
tugalii i K r a j u Basków. Później powraca jeszcze
k i l k a k r o t n i e na te tereny n a badania — w latach
,1929, 1930, 1932, 1935 i 1937/30. Publikacje dotyczące
zagadnień archeologicznych, etnograficznych i etnolo­
gicznych Półwyspu Iberyjskiego i K r a j u Basków dały
M u światową sławę , a pionierskie prace n a d sztuką

* E. Frankowski, Krajobrazy
Wołynia, „Ziemia",
1913, S. 2:2—26, ryc. 3, mapka; tenże, Jak lud nasz
oświetlał chaty, „Ziemia", ,1913, s. .164—166, ryc. 10;
tenże, Z Polesia Wołyńskiego, „Ziemia", 1914, s. 165'—
156, 165—&lt;168, 183^-186, 196—197, ryc.
E. Frankowski, L a łucha entre eł hombre у los
espirittus molos por la posesion de la tierra у sa
usufructo,
„Boletin de l a Real Sociedad Espanola de
Historia Natural.", M a d r i d 1916, t. X V I ; tenże, Los
signos quemados у esquilados sobre los animales de
tiro de la Peninsula
Iberica,
„Memoria de l a Real
Sociedad Espanola de Historia 'Natural.", M a d r i d
1916, n r 5, t . X , s. 267^309, i l . ; tenże, As canvas
e jugos Portugueses
de jungir
os bois pelo
cachaso,
„Terra Portuguese", Lislbona 19Щ n r 2, s. 1—46,
i l . 24; tenże, Relato de exploraciones
en las Provincias
Vasaongadas, „Boletin de l a Real Sociedad Espanola
de Historia N a t u r a l " , M a d r i d 1917, t . X V I I ; tenże,
Horreos
у palafitos
de la Peninsula
Iberica.
Junta
para amplacion
de estudios e investigaciones
cientificas, „TrabajoS de l a Comision de
Investigaciones
Paleontologicas у FrehistOricaS", M a d r i d 1918, n r 18,

s. 1'—il'60, tabl. 23, f i g . 9 1 ; tenże, As cabeceiras de
sepultura e as suas tramsformacóes, „Terra Portugue­
sa", Lislbona 191®, n r 25; tenże, Polonia у su mision
en Europa, „Boletin de l a Real Sociedad Geografica",
M a d r i d 1919; tenże, Estełas discoideas de ła Peninsula
Iberica. Junta para Ampiłacioń de Estudios
e Inve­
stigaciones
Cientificas,
„Oomisión de Investigaciones
Paleontologicals у Prehisltoricas", M a d r i d 1920, Me­
m o r i a n r 25, s. 1—192, tabl. X , ryc. 76, mapa; tenże,
Las necesidades mas urgentes de łas ciencias
antropołógicas en Espana, „Boletin de l a Real Sociedad
Espanola de Historia Natural.", M a d r i d 1920, t. X X ,
s. 117—122; tenże, Sisternaitizacion
de los ritos usados
en łas ceremonias
populates,
„Eusko-Ikaslkunza So­
ciedad de Estudios Vascos", San Sebastian 1920; t e n ­
że, Los metodos de la Etnologia,
„Publ. de l a So­
ciedad de Estudios Vascos", San Sebastian 1920;
tenże, A ca baca, „Trabalhos d a Soeiedade P o r t u ­
guesa de Antropologia et Etnologia", Porto 1931,
t. V I I , s. 1—24; tenże, Eł arte popular Vasco, „Congreso de Estudios Vascos. Eusko-Ikaskuntza", San
Sebastian 1935.

2

2

249

�pierwotną i współczesną ludową kulturą materialną
i kulturą duchową l u d u hiszpańskiego i portugal­
skiego spowodowały powołanie Profesora F r a n k o w ­
skiego na członka licznych akademii i towarzystw
naukowych .
3

PO powrocie do Polski obejmuje w r o k u 1922
k i e r o w n i c t w o Muzeum Etnograficznego w Warszawie.
Dyrektorem tegoż Muzeum pozostaje do września
1939, to jest do c h w i l i zniszczenia Muzeum przez
poCiski n i e m i e c k i e . W latach 1922—119Э9 Prof. F r a n ­
k o w s k i jest współredaktorem „Ludu", redaguje też
prace I n s t y t u t u Etnologii Uniwersytetu Poznańskie­
go. W tymże okresie jest k i e r o w n i k i e m Polskiego
B i u r a Etnologiczhego przy Muzeum Etnograficznym
w WarszaWie. Po w o j n i e zostaje współredaktorem
Prac Etnologicznych P T L i A t l a s u Polskich Strojów
Lu'ddwych oraz Etnograficznej B i b l i o t e k i Muzeolo­
gicznej.
4

*

Niezmiernie
szerokie
zainteresowania
naukowe
Prof. Frankowskiego można by w dziedzinie etnografii
podzielić n a pewne działy. Na pieirwszym miejscu
należałoby wymienić Jego zainteresowania sztuką
ludową, n a d r u g i m —• kulturą materialną, n a trze­
cim — zainteresowania kulturą duchową &lt;główhie
magią i obrzędowością ludową). Trzeci dział pozo­
staje w bardzo b l i s k i m związku z badaniami nad
sztuką ludową.
Nie należy też pomijać zainteresowań muzeolo­
gicznych Profesora, t a k teoretycznych j a k i prak­
tycznych
(technika ekspozycji), rozwijanych przez
18 l a t n a stanowisku d y r e k t o r a Muzeum Etnograficz­
nego w Warszawie. Z pracami w dziedzinie muzeal­
n i c t w a łączą się ściśle zainteresowania fotografiką
naukową i dokumentarną . Prof. F r a n k o w s k i pod­
kreślał zawsze (choć sam bardzo dobrze i szybko
rysował), iż „żaden najpoprawniejszy rysunek n i e
może być porównany j a k o dokument n a u k o w y z do­
brze w y k o n a n y m Zdjęciem f o t o g r a f i c z n y m " . Stąd
też zwracał zawsze niezmiernie baczną uwagę na
poprawne w y k o n y w a n i e zdjęć poszczególnych bada­
nych obiektów, i c h wielostronne ujęcie, a przy fo­
tografowaniu narzędzi — n a wykonanie zdjęć na­
rzędzi w i c h f u n k c j i . Również kierując pracami
Swych uczniów stale kładł nacisk na stosowanie pra­
widłowej dokumentacji fotograficznej.
5

e

7

Człohek-korespondent Król. A k a d e m i i H i s t o r i i
w Madrycie 1918, członek-korespondent Król. A k a ­
demii Galicyjskiej w L a Cbruna 1919, członek-koresp.
Narodowego Muzeum Antropologii w Madrycie 1918,
członek-korespondent
Portugalskiego
Towarzystwa
A n t r o p o l o g i i i Etnologii w Porto 1918, człohek-korespohdent Portugalskiego Towarzystwa
Etnografii
i Archeologii w Lizbonie 19119.
W katastrofie Muzeum utracił Prof. F r a n k o w ­
ski znaczną Część Swoich materiałów z badań, p r a w i e
cały dorobek życia, przygotowane do d r u k u prace
i wielką ilość pieczołowicie zebranych eksponatów.
Zniszczenie Muzeum Etnograficznego w Warszawie
było największym ciosem w życiu Prof. F r a n k o w ­
skiego.
E. F r a n k o w s k i , Zbiory
etnograficzne
w Pol­
sce I. „Lud", L w ó w 1922, t . X X I , s. 40—50; tenżey
3

4

5

250

W dorobku n a u k o w y m Prof. Frankowskiego na
pierwsze miejsce wysuwają się praCe poświęcone
sztuce ludowej w e Wszelkich j e j przejawach, zwią­
zanych z c y k l e m dorocznym i cyklem życia człowieka
wraz z t y m wszystkim, co człowieka otacza. W po­
glądach n a sztukę ludową Prof. F r a n k o w s k i skłaniał
Się k u psychologizmowi, z t y m jednak, że zawsze
podkreślał wyraźnie, iż w badaniach nad sztuką l u ­
dową, pojętą zawsze Wielostronnie, musi się pamiętać
0 aspekcie historycznym. Swoje poglądy podał w roz­
prawie o sztuce ludowej , określając j e j a k o „próbę
teorii f o r m y i emocji".
Streszczając SWe poglądy Prof. F r a n k o w s k i pisał:
„Sztuka jest przejawem poczucia piękna, które jest
organiczną Częścią duszy ludzkiej. Jest ona bogac­
t w e m i radością Wszystkich członków gromady współ­
żyjącej, ale j e j twórcami są t y l k o t y p y twórcze.
Piękno, które nie zha rozwoju w czasie i przestrze­
n i , może się przejawiać w myśli, słowie i uczynku,
w samym człowieku l u b w jego dziełach. Forma
dzieła sztuki jest zewnętrznym wyrazem jego prze­
znaczenia i treści. Forma wyrobów l u d z k i c h uzależ­
niona jest o d materiału i techniki, które kształtują
formę i Wpływają n a stopień zmienności jej treści.
Z zagadnieniem f o r m y i materiału nierozerwalnie
związanym pozostaje zagadnienie b a r w y i ornamen­
tu. Ornament, który r y t m i c z n i e wiąże się z formą,
jest przejawem głębokich wartości piękna. Dążąc dó
w y r a z u czystej r y t m i k i dzieło sztuki może docierać
d o głębi twórczych złoży naszej jaźni, do źródeł
emocji, wyładowywać j e i rzutować n a świat otacza­
jący, wyrażając j e w Czterech w y m i a r a c h czasu
1 przestrzeni."
Powyższe krótkie podsumowanie obszernego a r t y ­
kułu nie może oczywiście przedstawiać całokształtu
emocjonalnej teorii sztuki (nie t y l k o sztuki ludowej),
której to teorii tWórcą był Prof. F r a n k o w s k i .
Rolę czynnika emocjonalnego w sztuce ludowej
podkreślał Prof. F r a n k o w s k i także w Swych wcze­
śniejszych pracach, wydawanych w języku hiszpańskilm .
N a temat sztuki ludowej wypowiadał się Prof.
F r a n k o w s k i na konferencji w Jadwisinie, stwier­
dzając, że należy traktować sztukę j a k o „moment
biologicznego wyładowania fizjologicznego i psycho­
logicznego". „Trzeba dać kulturę l u d o w i , a wtedy
zobaczymy, że te tradycje, które tkwią w n i m i w nas,
8

8

10

Le musee ethnagraphiąue
Paris 1928, n r 5.

de Varsavie,

„Muselon",

E. F r a n k o w s k i , Fotografia
w
ludoznawstwie,
„Ziemia", Warszawa 1922, V I I , s. 100—111.
6

,
E. Frankowski, Sochy, radia, płużyce i pługi
w Polsce, W y d . Inśt. Etnologii U. P., Poznań 1929,
n r 1, s. 22.
7

E. Frankowski, Sztuka ludowa, „Wiedza o Pol­
sce", t. I I I , s. 3415H-4I16, talbl. X X X I I , i l . 129.
8

8

E. F r a n k o w s k i , Sztuka

ludowa, cyt. wyd., s. 416.

io Ę Frankowski, Estelas discoideas de la Penin­
sula Ibćrhcn, „Memorias de l a Comisión de Investigaciones Paleonltológicas у Prehistóricas", M a d r i d
1920, n r 25, s. 192, rye. 72, tabl. X , bibl., mapa.

�znajdą swój w y k w i t i przejawy w w a r u n k a c h prze­
żyć, które są nieodzowne d l a wytworzenia p r a w d z i ­
wej s z t u k i . " Profesor zajimował się aż do końca
SWego życia zagadnieniami, związanymi z metodo­
logią badań n a d sztuką ludową .
Sztuką l u d u polskiego interesował się Prof. F r a n ­
kowski żawSZe Wszechstronnie. Zajmowały go wszyst­
kie dziedziny tej sztuki i j e j Wszelkie przejaWy
Duże zbiory materiałów ż tej dziedziny Stracił Prof.
Frankowski w Warszawie W r o k u 11939, lecz pozostało
jeszcze вроГе a r c h i w u m MiSz w p r y w a t n y c h zbiorach.
Profesor zajmował się także sztuką ludową Hisz­
panii, Portugalii i K r a j u Basków. Praca o wypala­
nych i wystrzygiwanych ozdobach (i znakach) n a skó­
rze 'zwierząt pociągowych półwyspu
Iberyjskiego
nie straciła do dziś wartości i aktualności, podobnie
j a k praca opublikowana w języku portugalskim
o zdobionych jarzmach -portugalskich i hiszpań­
skich , n i e mówiąc już o szczególnie cennej pozycji
0 nagrobkach człekokształtnych z półwyspu I b e r y j ­
skiego
i o s t u d i u m o sztuce ludowej Basków .
Zainteresowania Profesora Frankowskiego w dzie­
dzinie k u l t u r y materialnej uzewnętrzniły się W ukła­
dzie ekspozycji etnograficznej w Muzeum Etnogra­
ficznym w Warszawie, a także w pracy o narzędziach
uprawy z i e m i .
Rozpocząwszy badania nakł obrzędowością ludową
w r o k u 1914 , w dalszych studiach dążył P'rof. F r a n ­
k o w s k i do usystematyzowania obrzędowości ludóWej
w cyklach życia, rodzinnych i d o r o c z n y c h .
W badaniach n a d magią ludową, Profesor intere­
sował się procesem myślenia ludów pierwotnych.
W podsumowaniu pracy „Zabiegi magiczne p r z y po­
życzaniu, k u p n i e i sprzedaży u l u d u polskiego" pisał:
„Zabiegi magiczne, związane z pożyczaniem, k u p n e m
1 sprzedażą j a k o przejawy tego myślenia wspólnego
1 1

12

14

15

18

17

18

19

20

Рог. B. Urbanowicz, Aktualne
zagadnienia
pla­
styki ludowej. Wypowiedzi
na Konferencji
w Jadwisinie, „Polska Sztuka Ludowa", 1921, n r 4—5, s: 146—153.
E. Frankowski, Zagadnienia
metodologii
badań
nad sztuką ludową, „Materiały do Studiów i Dyskusji
z Zakresu Teorii i H i s t o r i i Sztuki, K r y t y k i Artystycz­
nej oraz Metodologii Badań n a d Sztuką", P. I . 'S.,
Warszawa 1951, n r 5, s. 369—382, skrót referatu.
E. F r a n k o w s k i , Sztuka ludowa, cyt. w y d . ; ten­
że, Wycinanki
i ich przeobrażenia, „Lud", Lwów 1923,
t. X X I I , s. 82—128; tenże, Krzyże kamienne i domki
drewniane
na cmentarzach
poleskich, „Ziemia", War­
szawa 11925, t . X , s. .134—1136, ryc. 4; tenże, Malowan­
ki. Sztuka Ludowa w Polsce I, W-wa—Kraków 1928,
plansz 5, n l b . 2; tenże, Wycinanki.
Sztuka
Ludu
w Polsce II, W-wa—Kraków 1928, plansze, s. n l b . 2;
tenże, Les decoupures
de papier. L'art populaire
en
Pologne, W - w a 1928; tenże, Les peintures
decoratives.
L'art populaire
en Pologne, W - w a 1928; tenże, Hafty
kurpiowskie,
„Polska Sztuka L u d o w a " , 1953, n r 6,
s. 382—383, ryc. 13; tenże, Złotogłowie
kaszubskie,
„Polska Sztuka L u d o w a " , 1954, n r 3, s. 148—161,
ilustr. 13, b i b l .
E. Frankowski, Los signos ąuemados у esquilados sobre los animales de tira de la Peninsula
Ibćrica, „Memoria de l a Real Sociedad Espanola de
H i s t o r i a Natural.", M a d r i d 1916, n r 5, t. X , s. 267—
309, i l . 49.
E. F r a n k o w s k i , As cangas e jugos
Portugueses
de jungir os bois pelo cachaso, „Terra Portuguese",
Lisboa, marco de 1916, n r 2, S. 1—16, ilustr. 24.
11

12

13

14

15

wszystkim l u d o m p i e r w o t n y m , nie są czymś wyróżniająco charakterystycznym d l a l u d u
polskiego".
Przyswajanie nauce polskiej osiągnięć zagranicz­
nych w interesujących go dziedzinach , j a k również
zagadnień
metodologicznych, jest również zasługą
Prof. Frankowskiego.
W badaniach Wielkopolski Profesor skierowywał
zainteresowania Swych uczniów n a tematy związane
głównie ze sztuką i b u d o w n i c t w e m tego regionu , nie
pomijając zagadnień z dziedziny k u l t u r y m a t e r i a l ­
nej .
Prof.
Frankowski
habilitował
T.
Seweryna
i A. Chętnika.
21

22

1

23

*

Profesora Frankowskiego
cechowała niezmierna
sumienność badawcza, dociekliwość, ostrożność i pre­
cyzja w w y p o w i a d a n i u sądów, a już w p r o s t wyjąt­
kowa skrupulatność w pracach przeznaczonych do
d r u k u . N i e wypowiadał się nigdy, n i e mając bartiao
Szerokich podstaw materiałowych i porównawczych
i Wszelkiej dokumentacji o niezbitej wartości auten­
tyzmu. Zasób Jego wiedzy był o l b r z y m i , a zebrane
materiały niejednokrotnie bezcenne.
Jako d a w n y uczeń Profesora Frankowskiego prag­
nąłbym podkreślić Jego w i e l k i talent pedagogiczny
i umiłowanie pracy dydaktycznej n a d młodzieżą aka­
demicką. Podkreślenie Jego zasług n a t y m p o l u nie
będzie z mojej strony k o n w e n c j o n a l n y m formaliz­
mem, leCz stwierdzeniem niewątpliwych faktów. Pro­
fesor n i e t y l k o dzielił się z n a m i olbrzymią Swą
wiedzą, lecz żądał od na$ równej sobie dociekKwości
i sumienności w badaniach, nagięcia się d o ścisłości
metody i wszechstronnego ogarniania zagadnień. Pra­
cował d l a przyszłości n a u k i w obranym przez siebie
zakresie.
Krzysztof

Wolski

E. Frankowski, Estelas discoideas de la Penin­
sula Iberica, cyt. w y d .
E. Frankowski, B I arte popular
Vasco, cyt.
wyd.
E. Frankowski, Sochy, radia, płużyce i pługi
w Polsce, w y d . InSt. Etnologii U . P., Poznań 1929,
n r 1, s. 1-^22, ryc. 33, m a p 2.
" E. Frankowski, Niedziela
Palmowa
w
Kotlinie
Sądeckiej, „Ziemia", 1914, s. 215^-217, ryc. 3.
JO e. FrankoWski, Sistematizacion
de los ritos
usados en las ceremonias
populares, cyt, w y d ; tenże,
Kalendarz
obrzędowy
ludu
polskiego,
„Biblioteka
Regionalna", Warszawa 1928, t. I I , s. 1—80, ilustr.
E. Frankowski, Zabiegi magiczne przy pożycza­
niu, kupnie
i sprzedaży u ludu polskiego,
„Lud",
L w ó w 1925.
E. Frankowski, Organizacja
nauki w Hiszpanii,
„Nauka Polska", Warszawa 1931, X I V , s. 213'—262,
i w odbitce; tenże, Etnografia
radziecka,
„Wieś",
1949, n r 26, s. 4—5; tenże, Etnografia
radziecka,
„Lud", Poznań 1952, t . X X X I X , 1948^1951, &lt;druk
19Э2), s. 1—42, i w odbitce; tenże, Etnografia w p i e r u n
szych 12 tomach drugiego wydania Wielkiej
Encyklo­
pedii
Radzieckiej,
„Lud", W r o c l a w 1954, X L I , s.
831—84Г7, i inne. Por. też: Las mćtodos de la Etnolo­
gia, „Pobl. de l a Sociedad de Estudios Vascos", San
Sebastian 1920.
Por. prace: A. Glapy, S. Błaszczyka, K. Klęsk,
T. Wróblewskiego, M . T a r k i , Z. Wierczyńskiej-Grodedkiej.
18

17

18

21

22

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7115" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7095">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6d08150c1ad5dea448b67ed57c8d36fa.pdf</src>
        <authentication>737a05a4caa43b0b9b25cb40675efebe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84908">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84910">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84912">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:500</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84916">
                <text>Diogo Gomes i jego opis wybrzeża Afryki Zachodniej w XV wieku / ETNOGRAFIA POLSKA 1964 t.8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84918">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1964 t.8, s.326-330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84919">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84921">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84923">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84925">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="84927">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="84932">
                <text>KRZYSZTOF

DIOGO

WOLSKI

GOMES

I JEGO OPIS W Y B R Z E Ż Y
W XV WIEKU

AFRYKI

ZACHODNIEJ

Z d n i a n a dzień wzrasta w Polsce i na całym świecie zainteresowanie
Afryką. Dzieje ludów afrykańskich i p r o b l e m a t y k a młodych, świeżo p o ­
wstałych państw budzą zaciekawienie t a k wśród uczonych, j a k i pośród
szerokiego ogółu czytelników w Polsce. D l a zaspokojenia tego zaintere­
sowania nie wystarczą już ogólne opisy A f r y k i , lecz w y t w a r z a się p o ­
trzeba opracowania dokładnych m o n o g r a f i i poszczególnych krajów, l u ­
dów i zagadnień. Wobec b r a k u źródeł h i s t o r y c z n y c h do opracowań
0 A f r y c e trzeba sięgać po wiadomości do s t a r y c h opisów arabskich,
a w obrębie l i t e r a t u r y europejskiej do r e l a c j i podróżników włoskich
1 p o r t u g a l s k i c h . Wszystkie b o w i e m te opisy A f r y k i uzupełniają się n a ­
w z a j e m i dopiero wspólnie pozwalają na zarysowanie pełniejszego obrazu
przeszłości „Czarnego Lądu".
J e d n y m z najcenniejszych źródeł do dziejów poznania zachodnich w y ­
brzeży A f r y k i jest opis Diogo G o m e s a
w y d a n y niedawno staraniem
I n s t y t u t u Badań n a d Gwineą Portugalską w Bissau.
Opis Gomesa znajduje się w m a n u s k r y p c i e Valentim
Fernandes
(Co­
dex hispanicus 27 w Bayerische Staatsbibliothek), w M o n a c h i u m . Tekst
łaciński ( o r y g i n a l n y ) , napisany portugalsko-hiszpańską łaciną średnio­
wieczną, został po raz pierwszy o p u b l i k o w a n y przez J . A . S c h m e l l e r a
1

2

D. G o m e s ,

1

Guiñee),
guesa,
z

De

T h . Monod,

la premiere
R. M a u n y

B i s s a u 1959, ss. 89, m a p . 2. J e s t

oryginalnego

tekstu

kroniki

francuskiego. T e k s t opatrzony
graficzny
osoby

découverte

w

Nachrichten

und

Asien

schrift
d. W i s s .

(De

prima

dwujęzyczne,

średniowiecznej

i

j e s t w l i c z n e noty objaśniające

inventione

uzupełnia

zestaw

Portu­

składające

tekstu

się

tłumaczenia

oraz w i n d e k s g e o ­

literatury przedmiotu

oraz

opisu.

J . A . S с h m e 11 e r, U e b e r

2

von

to w y d a n i e

łacinie

i rzeczowy. W y d a w n i c t w o

autora

de la Guiñee

i G . D u v a l . C e n t r o de E s t u d e s de Guiñé

über

bis Jahre

der Kgl.

Hof-

V o l e n t i Fernandez

die Entdeckung
1508 enthalten
und

in einer

Staats-Bibliothek

I V " , t. 21: 1847, s. 1—73.

Alemä

und

seine

Sammlung

und B e s i t z u n g e n der P o r t u g i e s e n i n A f r i k a
gleichzeitigen
zu München,

portugiesischen
„Kgl.

Bayer.

Hand­
Akad.

�DIOGO

GOMES

I

JEGO

OPIS

WYBRZEŻY

327

w r o k u 1847, a z częściowym przekładem na język angielski znalazł się
w pracy R. Major, Life of Prince
Henry of Portugal .
Dzieło to wraz
z tekstem Gomesa zostało przetłumaczone na język p o r t u g a l s k i w r o ­
k u 1878 przez J . A . F e r r e i r a Brandäo . Następnie E. A . de B e t t e n c o u r t
opierając się na k o p i i m a n u s k r y p t u Valentim
Fernandes,
znajdującego
się w Bibliotece N a r o d o w e j w Lizbonie, wykorzystał opis w s w y m dziele
Descobrimentos
guerras
e conquistas
dos Portugueses
em terras
do
ultramar
nos séculos XV e
XVI .
3

4

5

P i e r w s z y przekład całości r e l a c j i Gomesa na język p o r t u g a l s k i dał
w r o k u 1900 G. Pereira , przekład t e n poddał k r y t y c e i opatrzył znako­
m i t y m i p r z y p i s a m i w ostatnich latach V . Magalhäes G o d i n h o .
Dużo danych o zachodnich wybrzeżach A f r y k i w X V w . zawiera
współczesny opis, k r o n i k a podróży A . de Ca da Mosto z l a t 1455—1457,
uzupełniając wiadomości przekazane opisem Diogo Gomesa.
D a l s z y m i uzupełnieniami dzieła Gomesa są późniejsze opisy A f r y k i
Zachodniej, dostarczone przez p o r t u g a l s k i c h podróżników z przełomu
wieków X V i X V I . Są n i m i opisy Gomesa Eanesa de Z u r a r a i w s p o m ­
nianego wyżej V a l e n t i m a F e r n a n d e s
czy wreszcie Esmeraldo
de situ
orbis z l a t około 1506—1508 napisana przez D u a r t e Pacheco P e r e i r a .
Znacznie późniejsza jest relacja kapitana A n d r z e j a A l v a r e s d ' A l m a d a p o 6

7

8

9

10

11

3

R. H . M a j o r ,

4

J . A.

appellidado
no

gueses

em
D.

6

Acores,
de

de um

seculo,

terras

seus

As

Gomes,

Madeira

e Cabo

' V.

Infante

nos

do mundo,

séculos
de

L o n d o n 1868.
D.

Henrique

comprehendendo

de

o

Portugal

descobrimento,

L i s b o a 1876.

Descobrimentos,

relagöes
Verde,

of Portugal,
do

resultados,

de metade

do utramar

Geogr. d e L i s b o a ,
7

e

E . A . de B e t t e n c o u r t ,

5

Henry
Vida

Brandäo,

o Navegador

espaco

of Prince

Life

F e r r e i r a

guerras

XVI

e conquistas

a XVI,

Descobrimento

dos

Portu­

L i s b o a 1882.

da

Guiñé

e

das Ilhas

dos

versäo do l a t i m por G a b r i e l P e r e i r a , B o l . d a S o c i e d .

17°, S. n r 5, L i s b o a 1900.

Magalhäes

Documentos

Godinho,

sobre

a

expansáo

portuguesa,

v o l . I , s. 245 (1934); v o l . I I , s. 267 (1945); v o l . I I I , s. 383 (1956).
8

A . de C a da M o s t o, Relation

1455—1457,
9

Gomes

Agencia
1 0

Eanes

Geral

de

ä la cote

por. Valentin

vol. I I , Lisboa

T eiXeir a

d'Afrique
(1506—1510),

da

(Senegal

Fernandes

Mota,
au

Cap

R.
de

dos

Monte,

„Bissau, M e m . n r 11 d u

ďAfrique...

feitos

de

Guiñé,

ed.

Días

Dinis,

d'Afrique

de

Ceuta

1949, s. 563, fig. 7.
de

(1506—1507),

M a u n y,

occidentale

1895, s. 206.

Grónica

Zurara,

das Colonias,

Paris

P . de С e n i v a l , Т. M o n o d , Description

ни Senegal,
A.

des voyages

publiée p a r C h . S c h e f e r ,

la cote

Paris

Description
Archipels),

Centro

de

1938, s. 215; Т. M ö n o d ,
de
par

la

cote

Occidentale

Valentim

Fernandes

Guiñé

Portuguesa",

E s t u d . da

1951, s. 227, fig. 9.
11

R . M a u n у, Esmeraldo

de situ

orbis

(Cöte O c c i d e n t a l e

m a r o c a i n a u G a b o n ) , p a r D u a r t e P a c h e c o P e r e i r a (vers
nr

19 d u C e n t r o

de E s t u d . d a Guiñé P o r t u g . " ,

d'Afrique

d u Süd,

1506—1508), „Bissau, M e m : -

1956, s. 226, m a p . 5.

�KRZYSZTOF

328

WOLSKI

chodząca ze schyłku X V I w i e k u , z r o k u 1594, traktująca również
o Gwinei .
W ostatnich s t u latach (jak widać z podanej l i t e r a t u r y ) tekst opisu
Gomesa wzbudził poważne zainteresowania u w i e l u b a d a c z y , którzy
szukali w n i m najstarszych źródeł do opisów krajów zachodnich w y ­
brzeży A f r y k i , a także W y s p K a n a r y j s k i c h , Zielonego Przylądka, M a ­
děry i Azorów. Wartość b o w i e m historyczną p r a c y Gomesa podnoszą
ciekawe opisy M a u r e t a n i i , Senegalu, G w i n e i , M a l i , G h a n y i N i g e r i i , p o ­
dające n i e t y l k o dane o obszarach leżących w pobliżu wybrzeży m o r ­
skich, ale zawierające także liczne szczegóły dotyczące ziem i miejsco­
wości leżących w głębi lądu, j a k n p . T i m b u k t u .
1 2

13

Należałoby postawić sobie p y t a n i e , k i m był autor opisu. Diogo
Gomes urodził się w P o r t u g a l i i około r o k u 1402 i przez długie lata
przebywał w służbie księcia H e n r y k a Żeglarza (1394—1460). Mając l a t
trzydzieści jeździł po raz p i e r w s z y na Maderę, biorąc udział w k o l o n i ­
zacji t e j w y s p y . W r o k u 1445 brał udział w p o d b o j u w y s p y T i d e r
u wybrzeży M a u r e t a n i i , a w r o k u 1451 został m i a n o w a n y pisarzem
(sekretarzem) f l o t y królewskiej. Wkrótce p o t e m wybrał się w r o k u 1456
w swoją najdonioślejszą podróż odkrywczą. Gomes został m i a n o w a n y
przez H e n r y k a Żeglarza k a p i t a n e m k a r a w e l i „Piconso", a pod swe roz­
kazy otrzymał jeszcze dwa s t a t k i . Gomes odkrył w t e d y wybrzeża G a m ­
b i i , a w drodze p o w r o t n e j , wspólnie z genueńczykiem A n t o n i o de N o l i ,
wyspę Santiago w a r c h i p e l a g u W y s p Zielonego Przylądka. W r o k u
1459 król m i a n u j e Gomesa a l m o x a r i f e m (zarządca dóbr, e k o n o m i i kró­
l e w s k i e j ) w Sintrze. W t y m czasie Diogo Gomes bierze udział w s w o ­
j e j trzeciej w i e l k i e j w y p r a w i e do G w i n e i (1459—1460), która się zbiegła
z datą śmierci księcia H e n r y k a Żeglarza (1460). Później odbywał Gomes
k i l k a k r o t n e w y p r a w y do A f r y k i , głównie na Maderę, w charakterze
p r o k u r a t o r a (urzędnika skarbowego) królewskiego. Data śmierci G o ­
mesa n i e jest dokładnie znana, zmarł o n prawdopodobnie u schyłku
r o k u 1502.
Opis Gomesa powstał w d r u g i e j połowie X V w i e k u , pomiędzy r o k i e m
1466 a 1478. Opowiadanie swe rozpoczyna Diogo Gomes o d zaznaczenia

1 2

L . S i 1 v e i r a, Edtędo n o v a do T r a t a d o breve

Capitáo André
1 3

Alvares

d'Almada,

dos Ríos de Guiñé

jeito

C . de L a R o n с iё r e, La découverte

de l'Afrique

au Moyen-Age.

L e Caire,

M é m . S o c . Géogr. E g y p t . , v o l . 3, 1925—1927; R . R i c a r d , L a cote atlantique
Maroc

au

debut

du

XVI

siede,

ďaprěs

les

instructions

nautiques

au

XVe

de

Vasconcelos,

de

Sant'Iago

siěcle,

de Cabo

„Hespéris",

D i o g o Gomes
Verde,

„Bol.

vol. X I , Paris

caravelista

1930, s. 97—110;

do Infante

du

portugaises,

„Hespéris", v o l . V I I I , P a r i s 1927, s. 229—258; t e n ż e , L e s P o r t u g a l s et la
atlantique

polo

1594, L i s b o a 1946, s. 107.

e descubridor

Sahara
Franzäo
da

G e r a l do U l t r a m a r " , 1956, s. 12, fig. 2.

ilha

�DIOGO

GOMES

I JEGO

OPIS

WYBRZEŻY

329

zasług Portugalczyków w o d k r y c i u wybrzeży i w y s p afrykańskich,
mówiąc o zdobyciu w r o k u 1415 w y s p y G r a n Canaria (w archipelagu
W y s p K a n a r y j s k i c h ) przez kapitana Jana de Crasto, którego na w y ­
prawę przysposobił I n f a n t H e n r y k Ż e g l a r z . Jako najcięższe miejsce
do przepłynięcia wzdłuż zachodnich wybrzeży A f r y k i określa Gomes
b u r z l i w y przylądek N u n w okolicach I f n i .
14

Jednak gorączka zysków, a głównie złota, o którym wiedziano, że
drogą lądową k a r a w a n a m i wielbłądów jest dowożone z Sudanu przez
Saharę na północne krańce A f r y k i , spowodowała dalsze w y p r a w y na
południe do źródeł złota. Szukano drogi m o r s k i e j do wielkiego empo­
r i u m handlowego, do miasta „Tabucutu".
W k o l e j n y c h o d k r y c i a c h dotarto w r o k u 1434 do przylądka Cap B o jador, dalej do zatoki Rio de Oro, a na południe o d n i e j nareszcie osiąg­
nięto t e r e n y zamieszkałe. Była to w p r a w d z i e ludność uboga „et v i v u n t
v i t a bestiali, et comedunt carnes quasi crudas ас lac, quia i n i l l a t e r r a
n u l l a arbor est neque herba...", lecz o d niej dowiedziano się, że tędy
ciągną k a r a w a n y z M a r o k a do Sudanu, a także o d r u g i e j drodze przez
Góry A b o f u r , c z y l i A d r a r . W r o k u 1443 o d k r y t o A r g u i n , wkrótce do­
tarto do w y s p y T i d r a w o k o l i c y przylądka T i m r i s , gdzie Diogo Gomes
osobiście porwał do n i e w o l i i zagnał na statek 22 „Cenegiis homines
r u b e i coloris". Za przylądkiem T i m r i s napotkano pierwszych m u r z y ­
nów. Wkrótce o d k r y t o Langarote, w r o k u 1445 Senegal i ujście r z e k i
Senegal. Założono t a m osadę handlową, dowożono t o w a r y , a o t r z y m y ­
wano za n i e n i e w o l n i k ó w
i złoto.
15

W r o k u 1444 o d k r y t o Z i e l o n y Przylądek; t u t a j s p o t k a l i się P o r t u ­
galczycy z obrońcami k r a j u , którzy p o d dowództwem swego króla
Besegichi uśmiercili w i e l u z najeźdźców z a t r u t y m i strzałami; podobnie
bronił się także l u d Sererów. N a terenie późniejszej północnej G a m b i i
Diogo Gomes spotkał się z królem murzyńskim N i u m i Mansa i zawarł
z n i m przymierze. W r o k u 1456 Gomes dopłynął do G a m b i i . Dalsza
podróż Gomesa i jego statków dała o d k r y c i e obecnej G w i n e i P o r t u ­
galskiej.
a e

W G w i n e i i na południe o d niej Gomes nawiązywał wszędzie p r z y ­
jazne stosunki z m i e j s c o w y m i władcami, U l i Mansą i A n i Mansą „
17

14

15

Gomes

są bezludne,
można
1 6

kupił
17

De

Gomes,

la premiere...,

stwierdza,

że w

s. 13.

opisie

Afryki

mylił się P t o l e m e u s z ,

l e c z b a r d z o l i c z n i e zamieszkałe i n i e m a t u takiego

strony

te n i e

gorąca, a b y n i e

było żyć.
Spotkał
kość

tam nie widziane

słoniową

i wyroby

U l i znajdowała

północy G a m b i i

(Mansa

się w
=

dotychczas

słonie

i krokodyle.

Z

towarów

za­

bawełniane.

rejonie

król w

Maka,

języku

a

A n i było

mandingo).

częścią k r a j u

Niani

na

�KRZYSZTOF

330

WOLSKI

Znalazłszy się na terenach państwa Mandingo dowiedział się od m i e j ­
scowej ludności o potężnej stolicy państwa Songaj, K u k i a (Quioquum),
która była w t y m czasie dużym w a r o w n y m m i a s t e m otoczonym m u r a ­
m i z w y p a l a n e j cegły. Otrzymał też nareszcie upragnione wiadomości
o kopalniach złota w górach Serra Geley, c z y l i F u t a Dżallon. Dotarły
do Gomesa również wieści o w o j n a c h toczonych przez władcę Songajów Sulejman-Damana z sudańskim feudałem Sambageni, lecz najważ­
niejszą była wiadomość, że k o p a l n i a m i złota włada król państwa M a l i .
W drodze p o w r o t n e j spotkał się Gomes z B a t i Mansą, a p o t e m zaprzy­
jaźnił się z N i u m i Mansą w G a m b i i , którego namówił do przyjęcia
chrześcijaństwa, a w y g n a n i a kapłanów mahometańskich .
1 8

19

Uwagę Gomesa zwracały czółna miejscowej ludności w y k o n a n e
z jednego p n i a . Często o n i c h wspominał. Na t y c h czółnach pływano
nie t y l k o po rzekach, ale zapuszczano się n a w e t na morze. W duże
t a k i e łodzie mieściło się po 19 o s ó b .
Gomes podkreślał konieczność nawiązywania d o b r y c h stosunków
z miejscową ludnością. S w o i m postępowaniem kładł p o d w a l i n y p o d j a k
najlepsze współżycie miejscowej ludności i Portugalczyków. Miał na
uwadze na p i e r w s z y m miejscu z y s k i handlowe, a na d r u g i m nawracanie
pogan. S p o t y k a n y c h Murzynów uważał za l u d z i , których należałoby
ochrzcić, a więc równych l u d z i , godnych przyjęcia c h r z t u . N i e w i d z i
się w opisie Gomesa d y s k r y m i n a c j i ludów k o l o r o w y c h , która dopiero
z czasem doprowadziła do wyniszczenia c y w i l i z a c j i afrykańskich, a n a ­
w e t zagłady w i e l u ludów.
20

G o m e s zamieścił także wiadomość, że l u d z i e pracujący
nie żyją długo, s z k o d z i i m b o w i e m p o w i e t r z e k o p a l n i .
18

w

k o p a l n i a c h złota

K l i m a t n i e służył P o r t u g a l c z y k o m i w i e l u m a r y n a r z y chorowało. G o m e s
był z m u s z o n y wracać wcześniej do k r a j u z p o w o d u chorób trapiących załogę jego
ekspedycji.
19

20

Gomes,

op. cit,

s. 47.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7744" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7724">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/75b0ede2a96dd35f452ab2f45a260e5e.pdf</src>
        <authentication>8ebd267a18956a51b480a3b29012a151</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92539">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:561</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92541">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92543">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92545">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92548">
                <text>Garncarstwo południowego Sindu (Pakistan Zachodni) / ETNOGRAFIA POLSKA 1965 t.9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92550">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1965 t.9, s.422-434</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92552">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92554">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92556">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92558">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="92560">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92562">
                <text>K R Z Y S Z T O F

W O L S K I

GARNCARSTWO POŁUDNIOWEGO SINDU ( P A K I S T A N ZACHODNI)
Poniższy krótki szkic został napisany na podstawie badań t e r e n o ­
w y c h w Pakistanie Z a c h o d n i m . Badania n a d t e c h n i k a m i g a r n c a r s k i m i
w południowym Sindzie, a także n a d produkcją garncarską miałem
możność przeprowadzać w latach I960 i 1961 oraz w r o k u 1964 na tere­
n i e K a r a c z i , T a t t a i H a j d a r a b a d u . Pragnę wyrazić wdzięczność wszyst­
k i m , którzy zechcieli m i pomagać w badaniach. Przede w s z y s t k i m
p. Radża Dżawud M u n i , k o n s e r w a t o r o w i z H a j d a r a b a d u , oraz p p . A k r a m o w i Panezai i M a s u m o w i Aczakzei, którzy t o w a r z y s z y l i m i podczas
badań w K a r a c z i . M o i m f a c h o w y m i n f o r m a t o r e m był garncarz, p . S a l i m
M a h o m m e d , pracujący w K a r a c z i .
Pod t e r m i n e m południowy S i n d należy rozumieć obszar położony
w Pakistanie Zachodnim, rozciągający się od granicy I n d i i poprzez
deltę I n d u s u , a dochodzący aż po granice księstwa Las Bela, po rzekę
H a b . K u północy t e r e n t e n o c h a r a k t e r y s t y c z n y m o b l i c z u k u l t u r o w y m
n i e przekracza równoleżnika D a d u *. Obszar t e n nie jest j e d n o l i t y pod
względem e t n i c z n y m . N i e jest j e d n o l i t y współcześnie i przeważnie nie
był j e d n o l i t y w przeszłości. D o l n y S i n d leżący n a d M o r z e m A r a b s k i m
bywał zawsze narażony n a inwazję o d s t r o n y morza. Położenie zaś na
szlaku k o m u n i k a c y j n y m j a k i bogate ziemie powodowały
najazdy
z głębi lądu. Już w V I I I w . n.e. dotarły t u t a j wpływy arabskie, które
w sposób t y p o w y d l a i s l a m u dominująco zaciążyły na zdobnictwie

1

Sind

dusem.
bad

jest

Kraj

(95 3 6 6 k m )

zaludnienie
na

jedynie

kultur

doliny

Sindu

—

Pakistanu

Zachodniego,

województwa

(division):

Khairpur

zajmuje

6,8°/

0

ogólnego
obszary

sztucznego

(Luhumjo

Daro,

leżącą
w

2

powierzchni

zaludnienia
wodą
Sindu

z

kraju.

Indusu.
są

K o t Didżi,

są

6 527 000

Pakistanu,
zamieszkałe

tam

intensyw­

ekstensywnej
a

rozwój

Baro)

I n ­

Hajdara-

1961 r.

Gęściej

stare,

Mohendżo

dolnym
—

całego

Kwitnie

terenami

nawadniania

nad

południowe

(52 559 k m ) , liczące

1 5 , 7 % ogólnej

nawadniane

Pozostałe

Tradycje

Indusu

rzecznej.

dwa

sztucznie

rolna.

hodowlanej.

irygacji

na

stanowi

tereny

gospodarka

darki

Obszar

zaś

z prowincji

się

i północne

2

mieszkańców.
są

jedną

dzieli

gospo­

sławnych

opierał

się

na

�GARNCARSTWO

Ryc.

1. T o c z e n i e

POŁUDNIOWEGO

n a kole

SINDU

garncarskim

423

typu I I
Fot. K . Wolski,

K a r a c z i 1964

i sztuce. Z głębi lądu [począwszy "od X V w. n.e. napierały plemiona
Beludżów, dając k r a j o w i dynastie władców, a także wyodrębnione
osadnictwo i stałe k o n t y n g e n t y żołnierza dla a r m i i mirów S i n d u .
W ostatnich zaś czasach runęła na d o l n y Sind o l b r z y m i a fala M u h a dżirów (czyli uchodźców) z I n d i i , przeważnie z K a t h i a w a r u i Gudżer a t u , niosąc ze sobą język gudżerati, odrębną kulturę i obyczaje.
2

Napływające fale etniczne wywarły niezatarte piętno na k u l t u r z e
m a t e r i a l n e j południowego S i n d u . Można też oczywiście obserwować
różnorodne obce wpływy w technikach garncarskich i w p r o d u k c j i
garncarzy. Dzisiejsze współczesne garncarstwo południowego S i n d u
w y k a z u j e żywe pokrewieństwo z garncarstwem I n d i i , ale także z t e r e ­
n a m i wschodnioirańskimi i pendżabskimi.
Omawiając garncarstwo południowego S i n d u wypadnie parę słów
poświęcić na omówienie rozmieszczenia starych i najważniejszych
ośrodków p r o d u k c j i garncarskiej. Oczywiście jeden l u b d w u garncarzy
2

s.

L.

ściło

Sind

manów

Vorderindien,

A l s d o r f,

206. P o
—

podziale

b.

Bharat—Pakistan—Ceylon,

I n d i i B r y t y j s k i c h , od

1 072 000 l u d n o ś c i
uciekinierów

sierpnia

merauzulmańskiej,

(Muhadżir)

z

Indii.

a

Braunschweig
1947 r. d o

maja

przywędrowało

1955,

1948 г.,

707 000

opu­

muzuł­

�KRZYSZTOF

424

WOLSKI

pracujących w jakiejś miejscowości nie stanowi jeszcze znanego ośrodka
garncarskiego. I c h p r o d u k c j a zaspokaja p o t r z e b y wyłącznie danej m i e j ­
scowości, a r y n e k z b y t u jest bardzo ograniczony. W y t w o r y t a k i c h
garncarzy są słabo znane, a t o w a r t e n przeważnie n i e jest o d p o w i e d ­
niej jakości.
Najbardziej znany ośrodek ceramiczny S i n d u znajduje się w Hala.
Ośrodek to bardzo stary. Powszechnie znana jest stara c e r a m i k a z doby
Mogołów i późniejsza z X V I I I i X I X w . występująca n a grobowcach
w południowym Sindzie (przeważnie k a f e l k i glazurowane o s t y l i z o ­
w a n y c h roślinnych m o t y w a c h o k o l o r a c h o d błękitu do szafiru i g r a ­
n a t u ) . Stara ceramika z H a l a jest bardzo podobna do c e r a m i k i z M u l t a n u w południowym Pendżabie. Okazy s t a r y c h wyrobów z H a l a można
oglądać n a grobowcach w Hala, a także n a grobowcach mirów S i n d u
z d y n a s t i i K a l h o r a i Talipur w d z i e l n i c y H i r a b a d w Hajdarabadzie.
Obok wykładzin ścian znajdują się na niektórych grobowcach z X V I I I
i X I X w . ceramiczne sterczyny tanel, glazurowane, w kolorze jasnobrązowym.
Nowsza ceramika z Hala (naczynia) m a tło b a r w y brązowej w r o z ­
m a i t y c h odcieniach, przeważnie c y n a m o n o w y m , a na t y m tle duże
k w i a t y i liście, bardzo n a t u r a l i s t y c z n i e p o t r a k t o w a n e . Liście te mają
barwę świeżej, szmaragdowej zieleni. Charakterystyczną cechą cera­
m i k i z H a l a jest polewa.
Współcześnie w ośrodku w Hala garncarze zaczęli powszechnie p r o ­
dukować zastawy do h e r b a t y j a k również serwisy stołowe. Filiżanki
i talerze u t r z y m a n e są w k o l o r a c h jasnobrązowyfm i zielonym. Bywają
dekorowane l u b gładkie, lecz zawsze polewane. Polewa jednak jest
słaba i często o d p r y s k u j e . Obecnie w y r o b y z H a l a wywożone są n a
r y n k i H a j d a r a b a d u i Karaczi, ciesząc się wszędzie dużym p o p y t e m
z p o w o d u n i s k i e j ceny.
Poważny ośrodek garncarski znajdował się w dawnej s t o l i c y połud­
niowego S i n d u , Tatta, położonej w delcie Indusu. O w y s o k i m poziomie
tamtejszych wyrobów świadczą pozostałości wykładzin na grobowcach
słynnego n e k r o p o l u na wzgórzach M a k i i . Później, po przeniesieniu
stolicy z T a t t a do K h u d a b a d u i do Hajdarabadu (w latach 1739—1747 ) ,
wraz z u p a d k i e m miasta nastąpił upadek w y k w i n t n e g o rzemiosła g a r n ­
carskiego. Pozostały t y l k o w y t w o r y obliczone na szeroki, p o p u l a r n y
z b y t . Pozostała j e d y n i e czerwona ceramika niepolewana, w y t w a r z a n a
t u t a j do c h w i l i obecnej. Ceramika z T a t t a jest zdobiona.
3

4

3

Hala

w

S i n d z i e słynie

krzesła,

drobiazgi,

wane

papier

4

z

Por.

Karachi

zabawki).

także

z wyrobów

Ostatnio

drewnianych,

pojawiły

się

drobne

lakierowanych
przedmioty

(łóżka,
lakiero­

maché.

S h a m s u d d i n

1952, s. 6 — 7 .

A h m a d ,

A

Guide

to

Tattah

and

the

Makii

Hili,

�GARNCARSTWO

Ryc.

POŁUDNIOWEGO

2. P r o d u k c j a

i

suszenie

SINDU

donic
Fot. K. Wolski,

425

K a r a c z i 1961

�KRZYSZTOF

426

WOLSKI

W Dżohi pod D a d u w Sindzie istnieje stary ośrodek ceramiczny.
Ceramika tamtejsza nie jest polewana, naturalnego k o l o r u biało-cytrynowo-szarego. P r z y p o m i n a ona t y p b i s k w i t o w y . O r n a m e n t y są t u żło­
bione, a raczej wyciskane puncą graniastą. N a naczyniach Sorahi są
również o r n a m e n t y wypukłe, odciskane n a specjalnej f o r m i e .
Inne duże osiedle garncarskie znajduje się w Sangher. T e n ośrodek
ceramiczny odległy jest o 140 k m na północny wschód o d Hajdarabadu.
Występuje t a m c e r a m i k a m a l o w a n a , bez polewy, ale ostatnio t r a f i a
się też polewana, pozostająca pod wpływem wyrobów z Hala.
W Nasar P u r pod Tando A l l a h Y a h r K h a n w okręgu Hajdarabad
tamtejsi garncarze produkują przeważnie d l a r y n k u miejscowego.
W y r a b i a się t a m wszystkie znane w Sindzie rodzaje naczyń. Ceramika
tego ośrodka nie jest polewana, malowana (czarnym k o l o r e m na
c z e r w o n y m tle) w e w z o r y geometryczne i stylizowane roślinne.
Niektóre z wyżej w y m i e n i o n y c h ośrodków przeżywają obecnie
upadek wobec trudności z b y t u p r o d u k c j i (Tatta) i k o n k u r e n c j i n a j ­
młodszego ośrodka garncarskiego, j a k i m jest o d przeszło 200 l a t K a r a c z i .
Ośrodek w Karaczi rozrósł się znacznie po r o k u 1947 ze względu na
to, że napłynęli t a m n o w i specjaliści, rzemieślnicy z K a t h i a w a r u ,
a także wzrósł masowy krąg odbiorców w t r z y k r o t n i e powiększonej
ludności miasta Karaczi.
Garncarze w K a r a c z i mają d w a swoje osiedla w starej, ubogiej,
t u b y l c z e j d z i e l n i c y L a y a r i , w północnej części miasta. Jedno z n i c h
leży bliżej starej h i n d u s k i e j świątyni, drugie zaś w głębi dzielnicy
Beludżi, dotykając p r a w i e r z e k i L a y a r i . Jedno i d r u g i e g r u p u j e po
kilkudziesięciu garncarzy. I n n y ośrodek garncarski mieści się we
wschodniej części miasta. W każdym z t y c h ośrodków t e c h n i k a i rodzaj
p r o d u k c j i są przeważnie takie same.

I.

T E C H N I K A

P R O D U K C J I

Technika (produkcji ceramicznej związana jest ściśle z surowcem
i z materiałem opałowym, lecz oczywiście także z zamówieniem spo­
łecznym i zamiłowaniem odbiorców. D o b r e j g l i n y tyri n i e b r a k w S i n ­
dzie i w Karaczi. K o p i e ją się p o d K a r a c z i , a następnie w grudach
dowozi do siedzib garncarzy na wielbłądach l u b samochodami. Często
po glinę wyprawiają się czeladnicy garncarscy. Po p r z y w i e z i e n i u suro­
w i e c t e n dostaje się w ręce kobiet i dzieci, które pałkami d r e w n i a n y m i
l u b żelaznymi rozbijają bryły na mniejsze g r u d k i ; a następnie na
proch. Proch zostaje zamieszony. Glina w t e j postaci jest znoszona
przez mężczyzn do w a r s z t a t u garncarza, l u b też po w y m i e s z a n i u leży
w dużej w i l g o t n e j b r y l e tuż p r z y pracującym garncarzu. Często dla

�GARNCARSTWO

POŁUDNIOWEGO

R y c . 3. Matrika

Ryc.

4.

po

Naczynia

SINDU

427

wypaleniu

przy

Fot. K . Wolski,

K a r a c z i 1964

Fot. K . Wolski,

K a r a c z i 1964

stosie

�KRZYSZTOF

428

Ryc.

5. U s t a w i o n e

w

szeregach

WOLSKI

sorahi

czekają

na

wypalenie

Fot. K. Wolski,

K a r a c z i 1964

ochrony p r z e d w y s y c h a n i e m p r z y k r y w a się wilgotną bryłę zamieszonej
g l i n y dużą, grubą, zwilżoną płachtą. Z bryły pomocnik-czeladnik podaje
garncarzowi odpowiednie porcje, potrzebne do u f o r m o w a n i a naczynia.
Spotykałem wyłącznie mężczyzn pracujących w warsztatach p r z y f o r ­
m o w a n i u naczyń.
W ośrodkach garncarskich w Karaczi p r a k t y k o w a n e są d w a sposoby
f o r m o w a n i a naczyń: formowanie naczyń ręczne, które występuje j e d y ­
nie p r z y sporządzaniu pieców-naczyń (tarnin), oraz toczenie naczyń
p r z y użyciu koła garncarskiego. I w t y m w y p a d k u m a się jeszcze do
czynienia z d w o m a t y p a m i koła garncarskiego. P i e r w s z y t y p z kołem
bezsponowym, w p r o w a d z a n y m w obrót w i r o w y za pomocą dolnego
koła napędowego r u c h e m nóg garncarza (podobny do warsztatów g a r n ­
carskich w Polsce), i d r u g i t y p z kołem w p r o w a d z a n y m w r u c h w i r o w y
p r z y użyciu rąk.
P r z y p i e r w s z y m t y p i e warsztatu, który jest w k o p a n y w ziemię,
koło górne (serri),
d r e w n i a n e , n i e jest zbyt duże. Dlatego też p r z y
f o r m o w a n i u większych płaskich naczyń, n p . m i s , garncarze używają
większego kręgu który nakłada się na serri, a dla podwyższenia daje
się obwarzanek wałek ze szmat, z w a n y dema.
Khumbar przy t y m
warsztacie siedzi na ziemi, a nogami opuszczonymi do dołu, zwanego
Ł

j

�GARNCARSTWO

POŁUDNIOWEGO

SINDU

429

ichodra, w p r a w i a w r u c h w i r o w y dolne koło cziak. Oś w a r s z t a t u , zwana
t i r , jest drewniana, podobnie j a k i wszystkie inne części (zob. r y c ) .
T a k i warsztat garncarski zwie się cziak l u b czaki. Podobną nazwę nosi
też i d r u g i t y p koła garncarskiego. Składa się on z dużego k a m i e n i a
wkopanego w ziemię, w który w m o c o w a n o d r e w n i a n e l u b żelazne
(stalowe) wrzeciono. Wrzeciono to w y s t a j e z ziemi na równi z jej po­
wierzchnią. D r u g i duży okrągły kamień, o średn. o k . 75—80 cm, wklęsły
o d s t r o n y dolnej, a płaski od górnej, posiada w środku na z g r u b i e n i u
wgłębienie, w które wchodzi górny koniec wrzeciona, gdy się go nakłada
na dolną część w a r s z t a t u . Górny kamień zwie się czaki i na swej górnej
p o w i e r z c h n i , p r a w i e p r z y brzegach, m a wgłębienia. W jedno z t y c h
wgłębień wkłada się drewnianą rączkę ( k i j ) lakri, długą n a ok. 50 c m .
P r z y pomocy lakri w p r a w i a się czaki w r u c h w i r o w y , po czym w y j ­
m u j e się rączkę. Następnie na czaki narzuca się glinę i toczy naczynia.
Rzemieślnik i jego pomocnik pracują p r z y t y m warsztacie siedząc
w k u c k i . D r u g i t y p w a r s z t a t u garncarskiego jest c h a r a k t e r y s t y c z n y dla
terenów i n d y j s k i c h . J a k s t w i e r d z a l i zgodnie garncarze w K a r a c z i , t y p
t e n został w p r o w a d z o n y ostatnio do S i n d u przez garncarzy u c i e k i n i e ­
rów z I n d i i z terenów K a t h i a w a r u i Gudżeratu. O b y d w a t y p y wystę­
pują obecnie równolegle w p r o d u k c j i . Jednak w obrębie poszczególnych
warsztatów znajdują się j e d y n i e i wyłącznie koła jednego t y p u .
Nakładając glinę na krążek garncarz narzuca niewielką bryłę na
środek krążka, do którego ona przylega. Następnie o d b y w a się f o r m o ­
w a n i e za pomocą palców i niewielkiego kawałka kości (z żebra wołu).
Po nadaniu kształtu n a c z y n i u garncarz bardzo c i e n k i m sznureczkiem
(często jest to sznurek ze skręconego włosia) obcina je i ustawia obok,
aby jego pomocnik odniósł j e d o szopy l u b na w o l n e powietrze do
przeschnięcia. Niektórych naczyń nie w y k o n u j e się o d r a z u w całości.
Do takich należy b u t e l k o w a t e naczynie n a wodę, zwane sorahi. Posiada
ono w y c i s k a n e o r n a m e n t y wypukłe. F o r m o w a n i e t y c h ornamentów
o d b y w a się zupełnie specyficznie. Sorahi w y k o n u j e się z d w u osob­
n y c h części. W c y k l u p r o d u k c y j n y m n a j p i e r w f o r m u j e się brzusiec
naczynia (bez szyjki), następnie świeżą, jeszcze wilgotną tę część naczy­
nia kładzie się do góry d n e m do specjalnej mocno w y p a l a n e j f o r m y
z wklęsłym o r n a m e n t e m . Naczynie s w y m ciężarem p o w o d u j e w y p e ł ­
nienie gliną wklęsłych ornamentów f o r m y , która ipoprzednio została
posypana szklącym się p i a s k i e m . Następnie, g d y o r n a m e n t już jest
wyraźny, przynosi się po raz wtóry naczynie do w a r s z t a t u , f o r m u j e
szyjkę i dolepia do brzuśca. Teraz dopiero w całości gotowe naczynie
zostaje przez czeladnika zaniesione do wyschnięcia. Dolepienie s z y j k i
do brzuśca n i e jest rzeczą łatwą. N i e j e d n o k r o t n i e zbyt słabo dolepione
s z y j k i odłamują się podczas w y p a l a n i a naczynia, 'pękają l u b odpadają.

�KRZYSZTOF

430

WOLSKI

Sorahi nie są malowane a n i polewane. Polewa b o w i e m zamknęłaby
porowatość ścian, a t y m s a m y m zmniejszyła wartość użytkową naczy­
nia. M i a n o w i c i e w i l g o t n a powierzchnia nie polewanego naczynia paruje
i chłodzi zawartą wewnątrz wodą, t e j ochłody nie dawałoby naczynie
z polewą.
T e n sam t y p wytłaczanych ornamentów występuje też na dużych
naczyniach n a wodę. Mają one szeroką szyjkę. O r n a m e n t y wytłaczane
znajdują się w górnej części brzuśca. Często b y w a t a m też umieszczany
kołnierz z s y m e t r y c z n y m i wrębami. Inne naczynia w ośrodku cera­
m i c z n y m w K a r a c z i również nie są polewane, lecz posiadają je d ynie
malowane ozdoby. Malowanie naczyń w y k o n y w a n e jest przez kobiety,
które p r z y użyciu różnych rozrzedzonych g l i n e k z domieszkami b a r w i ­
ków pokrywają g a r n k i i misy bogatą dekoracją. P r z y dekoracji roślin­
nej l u b d e k o r a c j i geometrycznej
pracę swoją wykonują trzymając
naczynie bezpośrednio w rękach. Do m a l o w a n i a zaś równoległych l i n i i

TW

1

С

j

;

•••

Ryc.

6.

Przekrój

kola

garncarskiego

garncarza
a — górny krążek n a serrl
d — palli)

( d r e w n o ) , b — dema

(drewno), e — tir (,,oś") l u b tlur
pracy,

typ

I.

Typowy

warsztat

Karaczi

(wałek ze s z m a t y ) , с — serri

( d r e w n o ) , j — cziak

n a p o d s t a w a , h — dół w z i e m i , z w a n y hharda,
podczas

cziak,

z Sindu w

J

(drewno),

(drewno), g — d r e w n i a ­

i — m i e j s c e , n a którym s i e d z i g a r n c a r z
j

— ziemia
Rys.

K. Wolski,

K a r a c z i 1964

�GARNCARSTWO

POŁUDNIOWEGO

SINDU

431

poziomych stawiają dekorowane naczynia na małe koło g a r n c a r s k i e
( t y p u I I ) , w p r a w i a n e ręcznie w r u c h o b r o t o w y . Następnie malują l i n i e .
Naczynie wysycha p r a w i e natychmiast i pierwsza faza c y k l u p r o d u k ­
cyjnego jest zakończona. Szeregi u f o r m o w a n y c h naczyń czekają na
wypalenie.
D a r e m n i e b y j e d n a k było oczekiwać n a ujrzenie pieca garncarskiego.
Takiego b o w i e m t a m się nie używa i n i e można go zobaczyć. G a r n k i
w y p a l a się na stosach t a k , j a k n i e k i e d y w y p a l a się cegłę w cegielniach
p o l o w y c h . Z w y k l e stosy te kolejno umieszczane są na j e d n y m miejscu,
w y d a j e się, że g a r n k i w y p a l a n e są na k u p a c h popiołów. Za materiał'
opałowy służą śmieci, zebrane ze śmietników m i e j s k i c h , a także nawóz
bydlęcy. Naczynia ustawia się jedne na d r u g i c h , przekładając j e pła­
s k i m i c e r a m i c z n y m i krążkami i materiałem p a l n y m . Względnie g r u b e
(ok. 15—30 cm) w a r s t w y n a w o z u i śmieci układane są poziomo pomię­
dzy poszczególnymi w a r s t w a m i naczyń. Następnie cały stos okłada się
grubo śmieciami i nawozem i p r z y s y p u j e lekko popiołem. Zapalenie n a ­
stępuje p r z y j e d n y m końcu stosu od strony w i e t r z n e j , d y m zaś w y c h o d z i
z drugiego końca stosu. Po w y p a l e n i u się całego materiału palnego
następuje wyjęcie naczyń z jeszcze świeżych popiołów. O d p a d k i są
n a t y c h m i a s t odrzucane, a naczynia dobrze wypalone gromadzi się
w szopach l u b układa szeregami na podwórzu, przygotowując do z b y t u .

II.

T Y P Y

NACZYŃ

T y p y naczyń p r o d u k o w a n y c h w ośrodkach garncarskich południo­
wego S i n d u n i e odbiegają zasadniczo wiele w t y p i e i kształcie od i n n e j
c e r a m i k i nie polewanej na obszarze d o l i n y I n d u s u . Najwięcej p r o d u ­
k u j e się t u t a j sorahi, naczyń na wodę (lotha),
n i e w i e l k i c h naczyń
z dzióbkiem używanych do m y c i a , dużych naczyń, z w a n y c h
mathka,
używanych t a k do p r z e c h o w y w a n i a wody, j a k też do ^przechowywania
mąki, gdyż w k r a j u b e z d r z e w n y m g l i n i a n e naczynie spełnia rolę, która
u nas p r z y p a d a s k r z y n i o m i paczkom d r e w n i a n y m . Półkolisto wypukłe
dno tego naczynia często jest używane do przecierania opalonych ziaren
g r o c h u . Bardzo piękne są starannie zdobione płytkie m i s y . Mają o n e
ok. 50 c m średnicy, choć trafiają się i większe. Z większych naczyń
w y k o n u j e się t u t a j g l i n i a n e maślnice mandaría (o pojemności około
10—12 1). Mandana są w y k w i n t n i e zdobione na całej górnej części brzuśca i na szerokiej szyjce, a pracowicie w y k o n a n a dekoracja jest p o w o ­
d e m i c h stosunkowo w y s o k i e j ceny (8 r u p i i ) . W maślnicach t y c h w y r a ­
bia się masło przez rozkłócanie śmietany dużą kołotuszką, wprowadzoną
w r u c h o b r o t o w y za pomocą sznura. Z pomniejszych naczyń w y r a b i a
się t a m nieduże m i s k i , małe mathka, a także s k a r b o n k i . Z produkcją

�KRZYSZTOF

432

WOLSKI

zabawek dziecinnych bardzo rzadko się spotykałem w warsztatach g a r n ­
carskich w Karaczi, choć w h a n d l u w i d z i się sporo t y c h wyrobów.
III.

Z B Y T

P R O D U K C J I

Z b y t p r o d u k c j i organizowany jest 'bądź zespołowo, bądź też i n d y w i ­
dualnie, gdyż każdy z garncarzy posiada swoje stoisko na bazarze.
O ile p r o d u k c j a jest wyjątkowo piękna w kształcie i ozdobach, zespo­
ły naczyń zostają zakupywane przez różne miejscowe f i r m y handlujące
w y r o b a m i rzemiosła artystycznego. Oczywiście w t a k i m w y p a d k u cena
nie jest wysoka. Duże m i s y kosztują 50 pajsów. D l a cudzoziemców t a ­
ka misa na m i e j s c u kosztuje już dwa r a z y t y l e , w Sklepie a r t y s t y c z n y m
zaś cena wzrasta pięcio- l u b sześciokrotnie. Oczywiście większe naczy­
nia, j a k n p . maślnice, kosztują o k . 6—8 r u p i i . P r y m i t y w n e i przeważ­
nie nie zdobione lotha kosztują 30 pajsów, niewiele droższe bywają
sorahi.
5

P r o d u k c j a ośrodków g a r n c a r s k i c h w K a r a c z i jest zbywana dosyć
daleko. J a k m i oświadczył k h u m b a r (garncarz) pochodzący z Sindu,
„nie m a garncarzy w M a k r a n i e , są dopiero w I r a n i e i I r a k u . Do M a k r a n u g a r n k i wozi się z K a r a c z i m o r z e m do tamtejszych portów Pas-

Ryc.

7. P r z e k r ó j
Muhadżira

a — cziak

koła

garncarskiego

(uciekiniera)

(kamienne),

b -

tiur

z

cziák,

typ

Kathiawaru,

(drewniane),
e

с -

II. Z

adii

1 dolar

USA

=

4,75 r u p i i .

w

(kamień), d -

garncarza

Karaczi
lakri

(drewno),

— ziemia
Rys.

5

warsztatu

pracującego

K. Wolski,

K a r a c z i 1964

�GARNCARSTWO

POŁUDNIOWEGO

SINDU

433

n i , Gwadar i O r m a r a " . Podczas m o i c h badań t e r e n o w y c h w Sindzie p o ­
łudniowym widziałem również przenoszenie garnków w dużych siat­
kach na grzbietach osłów, wołów, a nawet wielbłądów. W K a r a c z i
spotkałem także załadowanie naczyń do t r a n s p o r t u na samochody.
Pomiędzy naczynia kładło się słomę. Natomiast do t r a n s p o r t u zwierzę­
t a m i j u c z n y m i naczynia wkłada się w s i a t k i bez opakowań o c h r o n n y c h ,
izolacyjnych.
ZAKOŃCZENIE

Garncarstwo w Pakistanie, t a k na p r o w i n c j i , j a k i w dużych ośrod­
kach m i e j s k i c h , nie przeżywa jeszcze k r y z y s u . P e w i e n upadek można
obserwować jedynie w p r o d u k c j i w y k w i n t n y c h , ozdobnych, p o l e w a n y c h
naczyń w H a l a pod Hajdarabadem l u b w M u l t a n i e w południowym
Pendżabie. Popularne naczynia codziennego użytku znajdują nadal t a k i
sam szeroki zbyt, j a k d a w n i e j , a porcelana nie przedstawia dla nich
groźnej k o n k u r e n c j i .
Rzemiosło garncarskie nie c i e r p i n a b r a k młodych adeptów. P r z e ­
mysł pakistański n i e zabiera jeszcze rzemiosłu rąk do pracy. Umiejęt­
ność zawodowa garncarzy jest dotychczas stale przekazywana w r o d z i ­
nach z pokolenia na pokolenie. P r z y pracującym o j c u (praktykują od
maleńkości liczne dzieci. N a w e t najmłodsze dzieci kręcą się w obrębie
w a r s z t a t u i biorą 'udział w różnych pracach w c y k l u ( p r o d u k c y j n y m .
Umiejętność zawodowa n i e wygaśnie więc szybko, a co najwyżej p o d
wpływem czynników zewnętrznych mogą nastąpić przemiany f o r m n a ­
czyń, a także motywów o r n a m e n t a c y j n y c h .

Krzysztof

Wolski

P O T T E R Y

MAKING

IN

S O U T H E R N

SINDU

(WESTERN

PAKISTAN)

S u m m a r y
The

author

techniques
of

in

are

to

potteries

wheel,

similar

wheel

which

types

are in

territories
The
Hala,
and
in

describes,

used

of

to
is

found

that
set

used

in

a

of his field

Sindu,
there
in

and
—

in

Poland,

centrifugal

use, while

in
the

while

spin

the latter

work

Karachi

by

first,
the
a

in Pakistan, the
in

the

particular.
potters

second

separate

is also

use

uses

a

wooden

common

pottery

Two
a

types

spokeless

heavy

stone

handle.

Both

in the

neighbouring

India.
of

southern

Hyderabad,

stylized plant
Sindu.

be

universal

pottery

near

on the basis

southern

The

forms,

shape

Sindu

i s glazed.
of

28 - L t n o g v a f i a F o l s k a . t. ГХ

is

mostly

The wares

connected with
the pottery,

unglazed,

are decorated

the designs

too, i s

strictly

although
with

that

geometric

made

on archaeological

finds

traditional.

mostly

It is

in

patterns
made
the

�KRZYSZTOF

434
men
of

who

the

shape

women

Most

of

and
(of

the

fire

wares

the

local

markets,

and

Baluchistan, while

Hala

pottery

Hala

potteries

find

ready

tres

in

duction

of

have

to

produced

been

are

There
as

and
the
is

established
a

demand

producing

decline,

pottery,

by

pottery

the

created

have

dishes

pots,

while

ornamentation

is

the

task

families).

although

purchasers.

Sindu

the

potter

WOLSKI

so

is
that

lively

no

potters
sent

renown
for

it

dinner

ever.

as

of

southern

boat
and

all

over

sets,

tea

tendency,

pottery
as

by

Sindu

are

Karachi

to

attractive

either,
an

from
Sindu.

sets,
for

the

occupation,

as

recent
coffee

older
well

of

the

years

the

sets,
pottery
as

in

Makran

appearance

In

and

sold

the

which
cen­
pro­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9508" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9486">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c5db47561ed2be036e8822d329578dcb.pdf</src>
        <authentication>9449e43a3d4b674797935af5bc7c8e2b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:546</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113220">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113221">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:499</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113223">
                <text>Dekorowanie wielbłądów w prowincji Sind w Pakistanie Zachodnim / ETNOGRAFIA POLSKA 1964 t.8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113224">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1964 t.8, s.312-325</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113225">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113226">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113227">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113228">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113229">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113230">
                <text>S

T

U

KRZYSZTOF

D

I

A

I

M

A

T

E

R

I

A

Ł

Y

WOLSKI

DEKOROWANIE
WIELBŁĄDÓW W PROWINCJI.
W PAKISTANIE ZACHODNIM'

SIND

1

I. W S T Ę P

N a n i s k i c h szczeblach r o z w o j u ludzkości zdobiono zwierzęta w róż­
n y c h celach; w w i e l u k r a j a c h aż do naszych czasów przetrwały te cele,
a nieraz zachowały się pradawne rodzaje i sposoby d e k o r a c j i .
P i e r w o t n y m sposobem zdobienia, który służył celom m a g i c z n y m ,
było zaopatrzenie zwierzęcia w ozdobne a m u l e t y , mające m u zapewnić
zdrowie i cały zespół cech, • składających się na pomyślny rozwój b i e g u
życia. Zwierzęta zdobiono także z p r z y c z y n e m oc jona lnyc h: d l a wyróż­
nienia ulubionego l u b wartościowego zwierzęcia upiększano je, wreszcie
ozdoby na zwierzęciu miały podnosić i podkreślać rangę społeczną wła­
ściciela. To uświetnianie osoby właściciela przez piękny wygląd i ozdob­
n y „przyodziewek" zwierzęcia można obserwować w e w s z y s t k i c h p r a ­
wie k r a j a c h świata. Ozdobna uprząż, rzędy wysadzane s z l a c h e t n y m i m e ­
t a l a m i i k a m i e n i a m i oraz dekoracyjne czapraki stąd się wywodzą. Dziś
jeszcze na pokazach zwierząt h o d o w l a n y c h w S i b i w Beludżystanie
W s c h o d n i m w chłodnej porze r o k u кару-czapraki zarodowych byków
zebu są t a k wspaniale zrobione, że zwracają powszechną uwagę i w y ­
wołują podziw. Pięknie w y s t r o j o n e zwierzę podnosi w t e n sposób
i umacnia w oczach widzów rangę społeczną swego właściciela.
S p e c j a l n y m rodzajem

dekorowania zwierząt h o d o w l a n y c h , ważnym

Materiały do poniższego s z k i c u zostały z e b r a n e w k w i e t n i u i m a j u 1961 r.
podczas badań t e r e n o w y c h 'w S i n d z i e w P a k i s t a n i e Z a c h o d n i m . P r a g n ę n a t y m
m i e j s c u wyrazić moją głęboką wdzięczność p a n u inż. Stanisławowi Radwańskiemu
za ułatwienie m i b a d a ń w S i n d z i e Północnym i Środkowo-Wschodnim (w o k r ę ­
g a c h : S a k k a r , S z i k a r p u r , L a r k h a n a , K h a i r p u r i N a w a b s z a h ) o r a z państwu H a l i ­
n i e i J e r z e m u Wielogórskim z a umożliwienie m i p r z e p r o w a d z e n i a badań w o k r ę ­
gu T a t t a w S i n d z i e Południowym.
1

�DEKOROWANIE

WIELBŁĄDÓW

W

PAKISTANIE

313

ze względów ekonomicznych, jest piętnowanie, mające na celu oznacze­
nie d a n y c h sztuk jako przynależnych do określonych stad l u b właścicieli.
Piętna takie nie bywają specjalnie wymyślne w r y s u n k u ; cechują je
proste f o r m y , ułatwiające sporządzenie cechownika i szybkie w y p a l e n i e
piętna na skórze zwierzęcia. N a w e t z n a k i europejskich s t a d n i n k o n i n i e
odznaczają się subtelnością r y s u n k u . Podobnie ubogie w r y s u n k u są l u ­
dowe z n a k i własnościowe wypalane k o n i o m na l e w y m udzie. U H u c u ­
łów n p . piętna te mają kształt l i t e r T, U l u b U graniastego .
2

D e k o r o w a n i e zwierząt h o d o w l a n y c h posiada sporą literaturę facho­
wą . Z polskich badaczy zajmował się t y m zagadnieniem E. F r a n k o w ­
ski , opierając się na m a t e r i a l e ze s w y c h badań przeprowadzanych na
Półwyspie I b e r y j s k i m .
E. F r a n k o w s k i wykazał, że znakowanie zwierząt h o d o w l a n y c h przez
człowieka występowało już w bardzo odległych czasach, co stwierdzić
można na podstawie zachowanego materiału ikonograficznego dla w i e l u
krajów basenu Morza Śródziemnego. Z E g i p t u znamy z malowideł tebańskich scenę znakowania wołu żelazną cechą . N a wazach feriickich
znajdowanych na terenach e t r u s k i c h i na Cyprze są poświadczone w y p a ­
lane na zwierzętach znaki własnościowe.
3

4

5

Z n a k o w a n i e zwierząt może mieć charakter magiczny. I t a k , na p o d ­
stawie bogatej l i t e r a t u r y p r z e d m i o t u , E. F r a n k o w s k i przytacza w i z e r u n ­
k i magicznych znakowań byków i wołów u Syngalezów. U Greków zna­
kowano konie wyobrażeniami węża, kaduceusza, a w czasach później­
szych inicjałem Chrystusa. Również z czasów r z y m s k i c h dochowały się
przekazy ikonograficzne potwierdzające znakowanie k o n i .
W H i s z p a n i i spotyka się konie i b y k i znakowane s p e c j a l n y m i pięt­
n a m i s t a d n y m i . W Polsce stosowano specjalne m a r k o w e piętnowanie
k o n i w stadninach; przeważnie piętno miało kształt p o d k o w y l u b gwiaz­
d y pięcioramiennej (o podobnej gwieździe w s p o m i n a E. F r a n k o w s k i
6

7

R. H a r ä s y m c z u k ,
W. T a b o r , E t n o g r a f i a p o l o n i n h u c u l s k i c h , „ L u d " ,
t 35: 1937, s. 142. Żelazo do piętnowania k o n i n a z y w a się peczytlo.
K r o w y na po­
łoninach z n a c z o n o d a w n i e j p r z e z w y p a l a n i e i m n a r o g a c h różnych k r e s e k . O w c o m
i k o z o m n a c i n a się u s z y , k o l c z y k u j e się też j e b l a s z k a m i , a n a w e t c z a s a m i p r z y ­
c z e p i a się do d r u t u pęk włóczki l u b p a c i o r e k .
2

3

Duże z e s t a w i e n i e

l i t e r a t u r y podaje

H . F i e l d (patrz

niżej).

E . F r a n k o w s k i , L o s signos quemados
y esquilados
sobre los animales
de
Uro de la Peninsula
Ibérica, ,.Memorias de l a R e a l S o c i e d a s Española de H i s t o r i a
N a t u r a l " , t. 10, M a d r y t 1916, s. 267—310, r y c . 49.
4

5

temps
6

7

s

23.

M . R i n g e l m a n n , Travaux
et machines
agricoles
des égyptiens dans les
anciens, „Journal d ' A g r i c u l t u r e P r a t i q u e " , 1905, s. 435 (za E . F r a n k o w s k i m ) .
F r a n k o w s k i , L o s signos
Z. G l o g e r ,
Encyklopedia

quemados...,
staropolska

s. 277.
ilustrowana,

t. 4, W a r s z a w a

1958,.

�314

KRZYSZTOF

Ryc.

1.

WOLSKI

Pakistan
Fot.

K.

Wolski

z terenów zachodnio-śródziemnomorskich), często wykazywało podobień­
stwo do znaków h e r a l d y c z n y c h właścicieli stadnin. Polskie piętna palone
w stadach były różnych kształtów; niektóre z n i c h k o n t y n u u j e się jesz­
cze obecnie w stadninach państwowych. Z n a k i te na ogół bywały proste,

�D E K O R O W A N I E

W I E L B Ł Ą D Ó W

W

315

P A K I S T A N I E

łatwe do w y p a l a n i a żelazem, trafiały się j e d n a k z n a k i bardziej s k o m ­
plikowane .
Z n a k o w a n i e k o n i należało do reguły w średniowiecznej Persji, n a co
istnieje dowód w poemacie Szah-Nameh,
g d y R u s t e m zwraca uwagą na
wyjątkowy w y p a d e k nie piętnowanego n a nodze k o n i a .
Obok piętnowania j a k o z n a k u specjalnego oznaczającego przynależ­
ność własnościową zwierzęcia stosowano w G r e c j i w V w p.n.e. zdobie­
nie, prawdopodobnie przez w y p a l a n i e . Ozdoby u wołów na wazie grec­
k i e j przypominają kształtem tego rodzaju ozdoby e g i p s k i e .
Jako osobny rodzaj zdobienia występuje na Półwyspie P i r e n e j s k i m
w y s t r z y g a n i e sierści na zadach, a częściowo i na ogonach k o n i , mułów
i osłów, pokrywające całe zady i krzyże zwierząt (Hiszpania) l u b mające
kształt k l i n a idącego o d nasady ogona w k i e r u n k u s t a w u kolanowego
t y l n e j nogi ( P o r t u g a l i a ) .
W ostatnich latach własnościowym z n a k o w a n i e m zwierząt h o d o w l a ­
n y c h , a specjalnie wielbłądów w k r a j a c h arabskich, zajmował się
H. Field
wysuwając twierdzenie, iż z n a k i w y p a l a n e na skórze wielbłą­
dów są podobne do i n n y c h p l e m i e n n y c h znaków własnościowych,
umieszczanych na k a m i e n i a c h l u b "ścianach s k a l n y c h . H . F i e l d opiera
swe w y w o d y na materiałach ze s w y c h badań t e r e n o w y c h oraz na boga­
tej l i t e r a t u r z e n a u k o w e j , dochodząc do w n i o s k u , iż znaki własnościowe
umieszczane na wielbłądach (na szyi l u b policzku, udach i nogach) p r z y ­
pominają niektóre l i t e r y d a w n y c h alfabetów z napisów t h a l m u d y c z n y c h ,
l y h y a n i c z n y c h i sahaistycznych z A r a b i i . W y w o d y
te przeprowadził
H . A . W i n k l e r . Chodzi m i a n o w i c i e o występujący wyraźnie cel pięt­
nowania zwierząt, to jest i c h ścisłe oznaczenie i wyodrębnienie.
8

9

10

11

1 2

l s

N i e można j e d n a k mówić t u t y l k o o z n a k o w a n i u zwierząt wiedząc,
j a k liczne są cele i sposoby i c h zdobienia, począwszy od o k u w a n i a rogów
ozdobną blachą, b a r w i e n i a sierści i g r z y w , w y s t r z y g i w a n i a sierści, aż dc
nakładania na zwierzęta przeróżnych ozdób, czapraków, kilimów, d y w a ­
nów, brzękadeł.
8

W. H o f m a n ,

Hipologia,

Warszawa

u m i e s z c z a n o u k o n i n a u d a c h , po l e w e j

1931, s. 82—84. Z n a k i s t a d n e w

lub prawej

j a c h . Z n a k i te to k o r o n y , inicjały z k o r o n a m i l u b bez, h e r b y , a n a w e t
figury
9

1 0

charrue
1 1

12

Arabia,

Polsce

s t r o n i e p o d siodłem i n a s z y ­
stylizowane

zwierząt. P o d o b n e były z n a k i s t a d n e północnoniemieckie i węgierskie.
Gloger,
A.

I.e.

G. H a u d r i c o u r t ,
ä travers

le monde,

E. F r a n k o w s k i ,
H . F i e l d , Camel
Supplement

M.

J . B r u n h e s-D e l a m a r r e ,

L'Homme

et la

P a r y ż 1955, t a b l . V , r y c . 15.
L o s signos

brands

quemados...,

and graffiti

r y c . 17—38.

from

Iraq,

Syria,

Jordan,

Iran

and

to t h e J o u r n a l of t h e A m e r i c a n O r i e n t a l S o c i e t y , n r 15, 1952,

Baltimore.
13

H . A . W i n к 1 e r, The

origin

and distribution

dział w p r a c y F i e l d a c y t . powyżej), s. 26—35:

of Arab

camel

brands

(roz­

�KRZYSZTOF

316

WOLSKI

W zależności od r o d z a j u , ozdób umieszczano je na poszczególnych
p a r t i a c h ciała zwierząt. Przeważnie najbogaciej ozdabiano głowy i szyje
zwierząt oraz i c h grzbiet, uda i łopatki; słabiej ogon i r o g i , wyjątkowo
zaś t y l k o nogi i k o p y t a .
II. Z D O B I E N I E Z W I E R Z Ą T

HODOWLANYCH

W

PAKISTANIE

Zdobienie zwierząt h o d o w l a n y c h w Pakistanie jest powszechnie s t o ­
sowane. Oczywiście w poszczególnych p r o w i n c j a c h tego k r a j u różnie b y ­
wają ozdabiane l u b znakowane poszczególne zwierzęta.
Zdobienie stosuje się do w s z y s t k i c h dużych zwierząt h o d o w l a n y c h :
do bydła rogatego (zebu), bawołów, owiec, kóz, k o n i , osłów i wielbłą­
dów. Zdobienie t o p r z y b i e r a rozmaite f o r m y w zależności o d wartości,
znaczenia hodowlanego, stopnia użyteczności, a wreszcie i w i e k u poszcze­
gólnych zwierząt.
Spora ilość młodych sztuk dostaje wstążeczki na szyje l u b też skręco­
ne pasemka k o l o r o w e j włóczki, z pięknym pomponem albo c h w a s t e m .
Przeważnie ozdoby te wieszane są młodym zwierzętom przez dzieci, d l a
których stanowią największą radość.
Starsze sztuki, o i l e otrzymują jakieś ozdoby, to przeważnie z m a t e ­
riałów t r w a l s z y c h , n p . błękitnych paciorków szklanych, plecionek z w i e ­
l o k o l o r o w e j włóczki, czasem ozdobnych r z e m i e n i , na których wiesza się
janczary l u b d z w o n k i . Ozdoby t a k ie otrzymują konie, bydło, rzadziej

R y c . 2. O z d o b n y

zaprząg

koński

spotykany

na ulicach miasta

Peszawar
Fot.

K.

Wolski

�DEKOROWANIE

WIELBŁĄDÓW

W

PAKISTANIE

osły, na szyję. Z d o b i się również głowy zwierząt. K o n i e noszą pióropu­
sze, b y k i ozdobne przepaski na czoła z m e t a l o w y m i k l a m r a m i , paciorka­
m i i m e t a l o w y m n a c z o l n y m w i s i o r e m . Ozdobne są również uprzęże k o n i
i j a r z m a , w które zaprzęga się woły. Uprząż nabijana b y w a m e t a l o w y m i
guzami, blaszkami, zaś poniżej uszu na kantarze otrzymują konie rozetę
wykonaną z paciorków (miejscowości: K o h a t * K w e t t a , Sibi). Jarzma b y ­
wają dekorowane snycerką (Sind).
Niektóre z ozdób m e t a l o w y c h , bardzo starannie i precyzyjnie w y k o ­
n a n y c h , oraz p l e c i o n k i z k o r a l i mają znaczną wartość. Oczywiście w d u -

B y c . 3. O r n a m e n t wystrzyżony n a
błąda. S a k k a r (Górny

łopatkach
Sind)

wiel­

Fot.

Wolski

к.

�KRZYSZTOF

318

WOLSKI-

żo wyższej cenie są podobne ozdoby w y k o n a n e ze srebra l u b k a m i e n i
półszlachetnych (z A f g a n i s t a n u ) .
Zarówno ludność osiadła, j a k i koczownicy przystrajają swe zwierzę­
ta. Bogactwo ozdób zależy od stopnia zamożności właściciela trzód, j a k
i wartości użytkowej danego zwierzęcia, jego przeznaczenia l u b związku
emocjonalnego łączącego z -nim człowieka. Wspaniale przyozdobione b y ­
wają więc u l u b i o n e wierzchowce, j a k również zwierzęta używane do
przewożenia kobiet wysoko p o s t a w i o n y c h w h i e r a r c h i i społecznej oraz
do przewożenia pątników-pielgrzymów (hadżdżi) l u b kobiet — pątniczek
(hadżuna), odbywających pielgrzymkę do M e k k i . Także wierzchowce
dostojników, naczelników r o d o w y c h (sardar) l u b członków i c h r o d z i n y
(mir), starszyzny rodowej l u b d r o b n y c h naczelników (malík) odznaczają
się p r z y s t r o j e n i e m wyróżniającym je od reszty zwierząt.
Ze zdobieniem poszczególnych zwierząt łączy się sprawa znakowania.
Właściciele l u b pastuchy znakują owce oddawane do większych stad
czerwoną farbą na głowach, grzbietach l u b nogach w zależności od maści
danej s z t u k i i miejsca, w którym białe r u n o może przyjąć barwę. K o z y
otrzymują k o l o r o w e wstążki l u b specjalne p l e c i o n k i z wełny na szyje
jako cechę odróżniającą, kozy b o w i e m hodowane w Pakistanie są prze­
ważnie czarnego k o l o r u , który źle się nadaje do znakowania farbą. Po­
dobnie dla odróżnienia niektóre zwierzęta dostają d z w o n k i na szyję
(Nuszki w p r o w i n c j i Czagaj w Beludżystanie).
III. Z D O B I E N I E WIELBŁĄDÓW

W

PAKISTANIE

Wielbłądy należą do najważniejszych zwierząt h o d o w l a n y c h na w i e l ­
k i c h obszarach półpustynnych stepów P a k i s t a n u . Obok kóz i owiec są to
pod względem e k o n o m i c z n y m podstawowe zwierzęta Beludżystanu, p u ­
s t y n n y c h obszarów S i n d u i B a h a w a l p u r u . One też jako j e d y n e zwierzęta
juczne grają poważną rolę w taborach patańskich (afgańskich) koczow­
ników, przechodzących corocznie ze s w y m i stadami z A f g a n i s t a n u na z i ­
mę do S i n d u . Najwspanialsze j e d n a k okazy i największą różnorodność
ras t y c h zwierząt posiada p r o w i n c j a S i n d .
1 4

Ilość w i e l b ł ą d ó w w tej p r o w i n c j i ,
przedstawiała się następująco:
14

Nazwa
Karaczi

okręgu

(Tatta)

Larkhana
Sakkar

Ilość

sztuk

16 948
5 173

Hajdarabad

6 009
21 556

Thar

35 476

Parkar

według

s p i s u i s z a c u n k u z r o k u 1940,

Nazwa
Dadu
Górny S i n d
Nawabszah
Khairpur

okręgu

Ilość s z t u k
13 305
3 710
17 998
brak

danych

�DEKOROWANIE

WIELBŁĄDÓW

W

PAKISTANIE

31»

Wielbłądy-kolosy, dźwięcząc brzękadłami przywiązanymi na p r z e d n i c h
nogach powyżej kolan, zaprzężone w szleje i d w a dyszle, ciągną w po­
jedynkę w i e l k i e p l a t f o r m y po ulicach K a r a c z i i przewożą t o w a r y na d r o -

R y c . 4. O r n a m e n t

wystrzyżony

Sakkar

(Górny

na

udach

wielbłąda.

Sind)
. Fot.

к.

Wolski

gach S i n d u . Obowiązuje te wielbłądy specjalnego rodzaju k o s m e t y k a .
Są one b o w i e m golone do skóry, którą następnie smaruje się tłuszczem
(dla o c h r o n y przed r o b a c t w e m ) .
1 5

is wielbłądy te n a d r o g a c h S i n d u konkurują z m n i e j wytrzymałymi w o ł a m i ,
a n a w e t j a k o t a n i choć p o w o l n i e j s z y środek t r a n s p o r t o w y wychodzą zwycięsko
w konkurencyjnej walce z transportem samochodowym.

�320

KRZYSZTOF

WOLSKI

W Sindzie, podobnie j a k i w i n n y c h p r o w i n c j a c h Pakistanu, specjal­
nie zdobi się wielbłądy osiodłane do przewozu osób, a zwłaszcza kobiet.
W i e l k i e , płaskie siodła, zwane kadżiawa, są p o k r y t e k i l i m a m i l u b d y ­
w a n a m i . Po b o k a c h zwierzęcia zwisają u kadżiawy frędzle. Frędzle
zdobią uzdę, a mohar, c z y l i sznur z koziej wełny, na którym p r o w a d z i
się wielbłąda, obwieszony jest l i c z n y m i c h w a s t a m i z k o l o r o w e j włóczki.
Patanie (Afganie) zawieszają wielbłądom na szyjach ozdoby z wełny
i srebrnego d r u c i k a . Ozdoby te mają kształt dzwonka, a zwą się w języ­
k u Pasztu grandziaune.
Szyje przewiązuje się też s z n u r k i e m p l e c i o n y m

R y c . 5. O r n a m e n t wystrzyżony n a łopatkach
błąda. G h o t k i (Górny S i n d )
Fot.

K.

wiel­
Wolski

�DEKOROWANIE

WIELBŁĄDÓW

W

PAKISTANIE

321

z k o l o r o w e j wełny. Poszczególne pasma z t e j zawiązki opadają luźno
i oddzielnie spod przewiązania na p i e r s i zwierzęcia.
Beludżowie zdobią nogi wielbłądów rodzajem bransolet z wełnianej
plecionki, które się umieszcza na przednich nogach, poniżej k o l a n zwie­
rzęcia. Ozdoby t a k i e spotyka się też w Bahawalpurze, Pendżabie i Kasz­
mirze.
Obok ozdób występuje w t y c h k r a j a c h piętnowanie wielbłądów dla
oznaczenia przynależności zwierząt do poszczególnych właścicieli. Piętna
te w y p a l a się przeważnie na pośladkach zwierząt.
IV.

DEKOROWANIE

WIELBŁĄDÓW

W

PROWINCJI

SIND

W Sindzie, podobnie j a k i na i n n y c h terenach P a k i s t a n u , przyozdabia
się wielbłądy. Obok zawieszek w postaci naszyjników wysoko umieszczo­
n y c h na szyjach zwierząt stosuje się charakterystyczne d l a tego k r a j u
zdobienie przez w y s t r z y g i w a n i e w sierści wielbłądów różnych o r n a m e n ­
tów. Często wielbłąd posiada o b y d w a t y p y ozdób, a więc nosi naszyj­
n i k z paciorków szklanych (błękitnych l u b białych) albo z muszelek, na
szyi m i e w a także jako najczęstszą ozdobę (przeważnie o charakterze t a ­
l i z m a n u ) : m i s t e r n i e spleciony czarny sznurek z koziej wełny, zaś oprócz
tego m a na sobie wspaniałą dekorację wystrzyżoną w sierści.
Ozdoby wystrzyżone nożyczkami noszą nazwę czitar w języku S i n d i .
Zabieg w y s t r z y g a n i a sierści wielbłąda w e w z o r y dekoracyjne jest t r u d ­
n y i wykonują go specjalni postrzygacze wielbłądów. Czitar umieszcza
się przeważnie na udach i łopatkach wielbłądów, n i e k i e d y zdobi się
w t e n sposób także i c h szyje, b o k i , a nawet ogony. Miejsca p o d czitar
na udach i łopatkach muszą być specjalnie przygotowane przed w y s t r z y żeniem w z o r u , gdyż na t y c h miejscach wielbłądy mają długą sierść, którą
u s u w a się wraz z sierścią z grzbietów podczas strzyży wiosennej. O r n a ­
m e n t y k a czitar jest różnorodna, przeważnie m a c h a r a k t e r geometryczny.
Czitar bywają p r y m i t y w n e (takie spotkałem n p . w Sakkar na wielbłądzie-ogierze); ale bywają też o r n a m e n t y w y s o k i e j klasy p o d względem
a r t y s t y c z n y m , j a k n p . z B h i r i a w okręgu Nawabszah. Proste o r n a m e n t y
geometryczne spotykałem również w Północnym Sindzie na pograniczu
księstwa B a h a w a l p u r w miejscowości G h o t k i . O r n a m e n t y geometryczne
w czitar przedstawiają pewne podobieństwo do o r n a m e n t y k i występują­
cej n a k i l i m a c h i d y w a n a c h . S p o t y k a się też w y s t r z y g i w a n i e w sierści
na szyi l u b łopatce wielbłąda wersetów z K o r a n u , a także i m i e n i a i n a ­
zwiska właściciela wielbłąda. 8 k w i e t n i a 1961 r. w e Wsi P a r u Gangro,
w p o w . K a n d i a r o w okręgu Nawabszah w Środkowym Sindzie, spotka­
łem wystrzyżoną na szyi wielbłąda „ w i z y t ó w k ę " właściciela zwierząt.
Był to napis: „Adżiar A l i K h u s o " ze w s i P a r u Gangro. Czitar i napis
21 - E t n o g r a f i a P o l s k a , t. V I I I

�KRZYSZTOF

322

WOLSKI

г

R y c . 6. O r n a m e n t y wystrzyżone n a pośladkach i ogo­
nie

wielbłąda.

Sakkar

(Górny

Sind)
Fot.

К.

Wolski

zostały w y k o n a n e w e w s i P a r u Gangro przez postrzygacza noszącego
imię Nawab.
Z n a k o w a n i e n a z w i s k i e m właściciela zwierzęcia stawia t e n rodzaj
czitar tuż obok znaków własnościowych w y p a l a n y c h na zwierzętach.
T e n specjalny zabieg kosmetyczny, j a k i m jest czitar, obowiązuje
s z t u k i dorosłe. Źrebięta wielbłądzie i młodzież ( w i e k młodzieńczy t r w a
u wielbłąda do 6 l a t ) n i e bywają zdobione w y s t r z y g a n i e m . W Sindzie,
Beludżystanie i B a h a w a l p u r z e ozdobą sztuk młodych są różnego r o d z a j u
zawieszki.

�DEKOROWANIE

WIELBŁĄDÓW

W

323

PAKISTANIE

Podczas m o i c h badań t e r e n o w y c h w Sindzie zetknąłem się z czitar
t y l k o w Sindzie Środkowym i Północnym. W Sindzie Południowym,
w okręgu Tatta, spotykałem j e d y n i e wielbłądy obwieszone ozdobami, lecz
bez wystrzygań.

R y c . 7. O r n a m e n t

wystrzyźony

na

szyi

wielbłąda.

Bhiria

(okr.

Nawabszah)
Fot.

K.

Wolski

Podsumowując powyższe obserwacje w y p a d n i e oczywiście stwierdzić,
że ozdoby t y p u czitar jako niezmiernie charakterystyczne i silnie wyróż­
niające udekorowane zwierzę od otoczenia są właściwie p e w n y m specjal­
n y m t y p e m oznaczenia własnościowego. Lecz czitar jako o b j a w k u l t u r o ­
w y stoją znacznie wyżej od p r y m i t y w n y c h znaków w y p a l a n y c h . Stoją
wyżej dlatego, że i t e c h n i k a w y k o n a n i a (wystrzyganie) jest bardziej h u ­
m a n i t a r n a od w y p a l a n i a i t y p ozdoby formą jest dojrzalszy, w y k w i n t niejszy i znacznie bogatszy. Jedyną ujemną stroną czitar jest koniecz­
ność okresowego powtarzania w y s t r z y g a n i a sierści, aby wzór n i e znikł
w s k u t e k zarastania sierścią. Kłopotu tego nie m a z w y p a l o n y m znakiem,
który pozostawia trwałą bliznę na skórze zwierzęcia.
Jakież jest pochodzenie czitar"! Początków zwyczaju tego d e k o r o w a ­
nia należy szukać w konieczności twórczego uzewnętrznienia poczucia
piękna u ludności S i n d u , które jest najgłębszym źródłem potrzeby deko­
rowania zwierząt h o d o w l a n y c h . O d i n d y w i d u a l n y c h zaś zdolności a r t y -

�KRZYSZTOF

324

WOLSKI

stycznych poszczególnych postrzygaczy zależy poziom w y k o n a n i a i w a r ­
tość dekoracyjna i c h pracy.
Interesujące zagadnienie stosowania czitar w y m a g a niewątpliwie d a l ­
szych badań.

Krzysztof

Wolski
LA

DECORATION
PROVINCE

DES
DU

DROMADAIRES
PAKISTAN

DANS

L E

SIND,

OCCIDENTAL

Résumé
L e s d o c u m e n t s p r e s e n t e s i c i ont été r e c u e i l l i s p a r l ' a u t e u r e n a v r i l et m a i
1961 d a n s le S i n d , p r o v i n c e d u P a k i s t a n O c c i d e n t a l — p r i n c i p a l e m e n t d a n s l e s
d i s t r i c t s de S u k k u r , L a r k h a n a , S h i k a r p u r , K h a i r p u r et N a w a b s h a h a i n s i q u e
d a n s c e l u i de T a t t a .
L a d e c o r a t i o n du bétail a suscité u n e a h o n d a n t e littérature. U n e m i n e n t
c h e r c h e u r polonais E . F r a n k o w s k i a t r a i t e cette q u e s t i o n e n étudiant l a c u l t u r e
p o p u l a i r e de l a péninsule ibérique. I I a constaté q u l e s betes sont m a r q u e e s p o u r
i n d i q u e r l e u r a p p a r t e n a n c e á u n t r o u p e a u ou ä u n propriétaire. E n ce q u i c o n c e r n e
les c h e v a u x , änes, m u l e t s , les m a r q u e s faites a u fer r o u g e ou taillées dans l e poil
c o n s t i t u e n t u n phénomene tres répandu e n E s p a g n e et a u P o r t u g a l . Derniérement
H . F i e l d , e n c o l l a b o r a t i o n a v e c H . A . W i n k l e r , a étudié l e s m a r q u e s de proprietě
d a n s l e s p a y s árabes, spécialement d a n s l e c a s des d r o m a d a i r e s .
A u M o y e n - O r i e n t nous r e n c o n t r o n s ä cote des m a r q u e s de proprietě faites
a u fer rouge, des motifs décoratifs taillés dans le poil. C e d e r n i e r point jusqu'á
p r e s e n t n ' a p a s attiré l ' a t t e n t i o n des c h e r c h e u r s .
L e s sédentaires c o m m e l e s nómades o r n e n t l e u r s bétes. L a r i c h e s s e de l ' o r n e m e n t a t i o n d e p e n d d ' u n e p a r t de l ' a i s a n c e d u propriétaire, ď a u t r e p a r t de l a v a l e u r
u t i l i t a i r e et de l a d e s t i n a t i o n de l a bete o u b i e n d u l i e n affectif q u i a t t a c h e
l ' h o m m e ä l ' a n i m a l e n q u e s t i o n . A i n s i p a r e x e m p l e l e s m o n t u r e s préférées o u l e s
plus
beaux
s p e c i m e n s d'élevage
sont
somptueusement
ornes.
Au
Pakistan
les d r o m a d a i r e s d e s t i n e s a u t r a n s p o r t des gens ont ce méme -privilege. D e d e u x
cótés de l a selle t o m b e n t des franges de l a i n e de c o u l e u r , des houppes o r n e n t
l a b r i d e et l a corde e n p o i l de chévre q u i sert ä c o n d u i r e l a béte. U n o r n e m e n t
e n f o r m e de c l o c h e t t e e n l a i n e et f i l d'argent éntremeles p e n d a u c o u d u d r o m a d a i r e , le c o i est entouré d'une corde tressée e n l a i n e ou d ' u n c o l l i e r de p e r l e s
de c o u l e u r . L e s Béloutchis f i x e n t a u - d e s s o u s du genou s u r les pattes de d e v a n t
des sortes de b r a c e l e t s de l a i n e tressée.
D a n s l e S i n d l ' o r n e m e n t a t i o n caractéristique consiste ä t a i l l e r l e p o i l d u
d r o m a d a i r e de m a n i e r e ä f o r m e r d i v e r s motifs décoratifs. C e t y p e de d e c o r a t i o n
se c o m b i n e s o u v e n t a v e c l e précédant. A i n s i le d r o m a d a i r e porte u n c o l l i e r
de p e r l e s de v e r r e o u de coquillages, t r e s s o u v e n t a u s s i u n e cordelette n o i r e
en p o i l de chěvre (en g e n e r a l c o m m e t a l i s m a n ) , et e n méme t e m p s i l est r e c o u v e r t
d ' u n s o m p t u e u x décor taillé dans l e poil. L e décor t a i l l e dans le p o i l á l'aide
de c i s e a u x porte dans l a l a n g u e S i n d i l e n o m de «tchitar»-.. L a t a i l l e est faite
p a r des t o n d e u r s s p e c i a l i s e s . L e «tchitar»- a p p a r a i t s u r t o u t s u r l e s cuisses et l e s
omoplates, p a r f o i s s u r le c o l et méme s u r l a queue. S u r les c u i s s e s et l e s omoplates
l ' e m p l a c e m e n t d u -"tchitar» doit étre spécialement preparé a v a n t l a t a i l l e c a t

�DEKOROWANIE

á

ces e n d r o i t s l e p o i l long

«tchitar»

WIELBŁĄDÓW

est enlevé l o r s

W

PAKISTANIE

de l a tonte

325

de p r i n t e m p s . L e

est varié, e n general ä caractére géométrique. L e s motifs

grossiers,

mais

parfois

aussi

ils

sont

ďune

haute

valeur

sont

décor
parfois

esthétique

comme

c'est l e cas p a r e x e m p l e a B h i r i a dans le d i s t r i c t de N a W a b s h a h . D e méme j e m e
suis

trouvé

en presence

d'un

décor

géométrique

tres

dépouillé

dans

le

nord

d u S i n d — ä G h o t k i localité située ä l a frontiére de l a principauté de B a h a w a l p u r .
Parfois
nom
de

proprietě

pius

dans

le p o i l

aussi

faites
parce

infiniment

de l a bete des v e r s e t s d u C o r a n

d u propriétaire. P a r l a le «tchitar»
a u f e r rouge. M a i s

haut, non seulement

mais
et

sont i n s c r i t s

et prénom

que

plus

de

renouveler

les effets

de l a r e p o u s s e

en tant que fait

que l a t e c h n i q u e

décor

est

riche. L e seul

nécessité

L'embellissement

parce

le

faible

périodiquement

plus
du

décor

pour

ne c o n c e r n e

le d i s t r i c t

la

combattre

que les dromadaires

recherches

dans

adultes.

l e s bétes

jeunes

ä l ' e x c l u s i o n d u «tchitar».
le

Sind

je

n'ai rencontre

la

decoration

«tchitar» que d a n s l e c e n t r e et le n o r d . J e n ' a i p a s retrouvé ce t y p e
dans

raffiné
dans

des poils.

p a r l e «tchitar»

portent toutes sortes d ' o r n e m e n t s
mes

barbare,

plus

se t r o u v e

D a n s l e S i n d , l e Béloutchistan et l a principauté de B a h a l w a p u r
Durant

marques

i l se situé

est m o i n s
évolué,

d u «tchitar»

l'exécution

ou bien les
des

de c u l t u r e

employee

esthétiquement

point

se r a p p r o c h e

de T a t t a situé d a n s

l e s u d d u p a y s . L e probléme

du

par

decoration
«tchitar»

e x i g e encore tres c e r t a i n e m e n t des r e c h e r c h e s systématiques s u r l e t e r r a i n .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9632" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9610">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/74facc85a13e5c72750d4c42bc43a21c.pdf</src>
        <authentication>ccd632576d37bce8a213c48172191aec</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:341</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114658">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114659">
                <text>1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114660">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:303</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114661">
                <text>Tradycyjne techniki sztucznego nawadniania w krajach irańskich / LUD 1969 t.53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114662">
                <text>LUD 1969 t.53, s.,196-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114663">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114664">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114665">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114666">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114667">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114668">
                <text>Lud, t. 53, 1969 r.

KRZYSZTOF

WOLSKI

TRADYCYJNE

TECHNIKI SZTUCZNEGO NAWADNIANIA
W KRAJACH IRAŃSKICH
1. WSTĘP

Stref'a krain suchych oplata kulę ziemską szerokim pasem. Problem
walki o wodę jest w tej strefie stale kwestią palącą, która spędza sen
z ·oezu miejs!co1wychmężów 'Stanu a narów,ni z nimi wszystkim poważnie
myślącym ekspertom z organizacji międzynarodowych. Zdobycie wody
na terenach pustynnych i pó~pustynnych od wielu wieków mobilizowało
pomysłowość człowieka. Tam, gdzie mu ~abrakło wody ze źródeł, rzek
czy jezior, zaczął kopać studnie, aby zdobyć wodę do picia dla siebie
i dla swych zwierząt. Obolk człowieka-,pasterza na terenach półpustynnych :pojawił się Tolnik. Gdy dla upraw rolnilk'a zabrakło wody deszczowej, zaczął ją swoim roślinom dostarczać sposobem sztucznym. W wyniku da'ło to przeróżne urządzenia i systemy irygacyjne. W czasie
i przestrzeni cz'łowiek stopniowo wytkorzystywał coraz trudniej dostępne zasoby wody. Człowiek - rolnik ,początkowo zabra'ł się do .najłatwiej
mu dostępnych wszelkich wód powierzchniowych: rzek, zbiorników sta'łych i źródeł. Później zaczął kopać studnie. Wreszcie począł budować
zapory t na rzekach okresowych, takie jakie miał dla stałego pobier·ania
wody na rzekach stałych. Gdy zaś przyszła potrzeba rołniczego użytkowania terenów położonych na wyższych terenach nadrzecznych, zaczęto
1 Zapory
te, zamykające suche doliny wyschłych rzek, spotyka się często \V Beludżystanie. Noszą one tam nazwę gaberband
(tamy niewiernych),
Nazwa ta określa
już dawność tych zapór (nota bene znajdujących
się obecnie już w ruinach), postawionych w tamtych okolicach jeszcze przed przybyciem Islamu w VIII w. n. ~.
W Persji zapory te noszą nazwę band lub bend. Groble te wzniesiono bardzo solidnie. Część dolna i fundamenty stanowią wielkie i płaskie głazy. Część górną mniejsze
głazy i płyty. Cały szereg takich grobli zamyka poprzecznie doliny. Gaberband łapał v
n;egdyś całą wodę deszczową. Dzisiaj jeszcze niektóre z gaber'band łapią wody des'zczowe i pozwalają na uprawy.

�Tradycyjne

techniki

sztucznego nawadniania

w krajach

irańskich

197

szukać możliwości przerzucania wody na wyższe poziomy i wprzęgnięto
zwierzęta do pracy w kołowrotach wodnych. Lecz dla rolnictwa ilości
wody wydobywane ikołowrotem ze studzien były często nie wystarczające. Na terenach równinny'ch mnożono kołoWToty, na terenach górzystych i pagórkowatych pomyślano o. przeprowadzeniu wody systemem
rowów naziemnych i kanałów podziemnych. Ten ostatni sposób naj silniej i naj powszechniej jest reprezentowany na szerokich obsmrach pustyń i stepów wyżyny imńsikiej i z ni'ej dopiero, wraz z innymi elementami kultury perskiej, rozpostarl się po suchych obszarach starożytnego
świata. Do Cyrenajki i wgłąb SahaTy, do Turkiestanu i do Dżungarii
irańskie systemy irygacyjne dotarły wraz z politycznymi i kultumlnymi
wpływami perskimi zdaje się już w VI w. p.n.e. Wielki świetności państw
służyły pracy i budownictwu. Ro~budowywano i rozszerzano systemy
irygacyjne. Zaś wielki wojen i klęsk niszczyły irygację, gospodaI1kę i dobrobyt na długie lata. Zniszczenie przez wojska Timura zapór wodnych na rzece Hilmend ,pogrążyło Seistan w beznadziejnym marazmie,
unicestwiło życie rolnictwa na długie wieki. Kraj zamieniło w pustynię,
jaką jest do dni dzisiejszych. Na szczęście, wojny nie zniszczyły wszystkich urządzeń. Szereg pradawnych urządzeń irygacyjnych przetrwał do
dnia dzisiejszego. Do dziś dnia prawie wszystlkie te systemy irygacyjne
starożytności są stosowane w gospodarce człowieka.
Z postanowieniem zebrania materiałów specjalnie do studium o podziemnym systemie sztucznego nawadniania w Beludżystanie, wybrałem
się w moją drugą podróż do Pakistanu w 1964 roku (zima i wiosna).
Poniższe uwagi są owo&lt;::emmoich !badań terenowych w różnych częściach
Beludżystanu oraz poszukiwań liteTatury źródłowej w brbliotelk'ach w Karaczi, Lahore, Hajdarabadzie i Peszawarze.
Badani'a terenowe przeprowadzałem głównie w Oikolky Kila Saifullah
w okręgu Zhob, w Bostan, Kuczlag, Gulistan i Kwetta - Piszin w północnym Beludżystanie, w Nuszlki w prowincji Czagaj, w Mtasiungu
i Kalacie w Sarawanie, w Khuzdar, Na! i Sorab w Dżabwanie i w Las
Bela. Również pewną ilość matedałów odnoszącą się do systemów irygacyjnych zdołałem zebrać drogą wywiadów i badań z obszaru Kharanu
i północnego Makra,nu a także z pogranicznych terenów Afganistanu.
Wypadnie mi złożyć słowa podzięki tym wszystkim, którzy użyczali
mi pomocy podczas badań w terenie. Niechaj przyjmą wyrazy mej
wdzięcznoś,ci 'P4p. nawalb sardar Muhammad Khan Dżiogizei z Kila
Nawab Dżiogizei z okręgu Zhoib, Akram i dr Fazal Rahman Panezai
i Abdul Aziz Khan Panezai z Bostan, Hadżdżi Hafizullah Khan Aczalkzei malik Gulistanu, Ghulam Nabi i Sadullah A&lt;::zarkzeiz Gulistanu,
Sahibzada Abdullah z Kuczulagu, dr Nur~uJ-Haqur Khan Kakar z K'alatu, dr Abdul Ramm Hingordżo z Khuzdaru, Abdus Salam Bize.ndż,ou

�198

KRZYSZTOF

WOLSKI

z Ornacz koło Khuzdaru, mir Musa Rind-Balucz
z Turbatu i inni życzliwi i uprzejmi informatorzy.
Podstawą
poniższego studium są przede wszystkim
materiały
z własnych badań terenowych.
Bowiem literatura
przedmiotu
jest wyjątkowo
uboga lub zupełnie
fragmentarystyczna;
podaje informacje
lakoniczne
i pobieżnie.
Specjalnych
zaś opracowań,
poświęconych
jedynie systemowi podziemnych
kanałów nawadniających,
brak jest dotychczas
zupełnie.
KRA

J

E

IRAŃSKIE

S

R
i

\

-!

",
\

\.

KA3WIN

I

o

..

·•••
·_·7

OTEHERAN

;,-

a:,'/

o

OSAW£t-ł

!-lAMAOAN

Mapa krajów

wyżyny irańskiej.

Ogólne .podręczniki zamieszcz-ają zaledwie wzmianki
o tak przemyślnym konstruikcyjnie
sposobie nawadniania
jak karezy 2. Inne podręczniki
nawet nie wspominają
o tej technice sztucznego nawadniania il. Podręczniki fachowe pomijają karezy jako relikt dawnych lat, który widocznie
w opinii autorów nie wart jest głębszego zainteresowania.
Jedynie lite2 D. W. Thorne,
H. B. Peterson, Inigated soils. New York 1954, wyd. II. s. 10
(wspomniane tylko kanaty w Iranie).
:1 Par. np. H. B. Roe, Q. C. Ayres, Engineering
for l\gricultural
Drainaqe.
New
York 1954.

�TrudyC'yjne

techniki

sztucznego

nawaciniania

lV

kTajach

irańskich.

ratma filologiczna, historyczna i geograficzna zawiera niekiedy wzmianki o karezach. Warto wspomnieć, że w literaturze rosyjskiej już z końcem XIX wieku, w związku z zajęciem ter,enów suchych w Turikiestanie,
pojawiło się specjalne opracowanie poświęcone karezom w zakaspijslkiej
obłasti ".
Sporo uwagi zagadnieniu systemu podziemnego skanalizowania wodnego poświęcił H. Goblot w szkicu o problemie wodnym w Iranie ".
2. KAREZY-KANATY

JAKO PODSTAWOWY SYSTEM IRYGACYJNY
NA ZIEMIACH IRAŃSKICH

Historyczne opracowania poświęcone podziemnemu systemowi irygacyjnemu skłonne są umieszczać "zloty wiek" karezów w okresie świetności kalifatu Abbasydów G i zwracać uwagę na ówczesne znaczenie tego
systemu i techniki sztucznego nawadniania. Przy sposobności wydobywają na światło dzienne opracowania średniowiecznych perskich inżynierów z czasów Mahmuda z Ghazni, około roku 1000 n. e. Autor dzieła,
persiki inżynier Muhammad ibn aI-Hasan al-Hasib, swą księgę "In bat
al-Miyahal-Khafiya"
(Wydobywanie na powierzchnię wody ukryte.i)
dedykował sławnemu Abu Ghanim Masud ibn Muhammad, który był
wezyrem sułtana Manuchihr ibn Qabus ibn Washmgir, władcy Tabaristanu w północnej Persji 7. Autor przebywał w Iraku, a następnie wrócił
do Persji. Wspomina, że znane mu były liczne drobne podręczniki
fachowe traktujące o sztuce :kopania karezów. Niestety, jak się wydilje,
podręczniki zaginęły i nie utrzymały się do naszych czasów, a sztuka
kopania karezów pozostała tradycyjną
umiejętnością
zawodową rzemieślników.
Kilrezy budziły zainteresowanie podróżników, lecz przekazane przez
nich opisy dają słaby obraz zarówno samych urządzeń, jak ich znaczeni~
gospodarczego. Karezami jako źródłami wody dla rolnictw;], zajmują się
(zresztą pobieżnie) rÓżne opracowania ,geograficzno-gospodarcze R a także
etnografic~ne 9.
4 M. Cymbalenko.
Kjarizy
(wodoprowody)
w Zakaspijskoj
oblast. St. Petersburg
1896.
5 H. Gablot, Le p1'OIJleme de l'eau Iran.
"Orient", Paryż 1962, S. 43-59.
6 F. Krenkow,
The Construction
of Subterranean Water Supplies during the Abbaside Caliphate, Transaction
Scottish Oriental Society (Glasgow Uniwersity Oriental
Society) 1951, s. 23-32.
7 F. Krenkow,
op. cit., s. 24.
B M. B. Pithawal]a,
The P'/oblem of Baluchistan:
Development
and ConseTvation
of Water Resources. Soil and Natu1'al Vegetation. Karachi 1952.
9 A. A. Semenow,
Glawnyje
osnowy 1'as'jJl'edelenija zemli i wody u Turkmen
Za-

�300

KRZYSZTOF

WOLSKI

W Afganistanie i północnym Beludżystanie nazwą ,,1k1arez"
10 określa
się specjalny system sztucznego l11awadniania przy pomocy podziemnych
kanałów, łączących całe szeregi studzien, ciągnących się od podnóża skał
w kierunku niższego dna doliny. Studnie te są coraz to płytsze i w końcu wyprowadzają wodę małym strumykiem na powierzchnię terenu.
W zachodnim Afg'anistanie w okolicy Farah spotyka się też nazwę
kanat 11, charakterystyczną dla terenów rdzennie perskich.
W języku arabskim kanat, kanawat, kanan, kuni i akniga, są to
nazwy określające kanał, przewód wodny. W nowo perskim jako nazwa
kanału wodnego podziemnego występuje wyraz I;..anii.t,lecz właściwym,
pierwotnym słowem perskim na k'anał podziemny jest karez w starej
formie brzmiące kahrez. Najstarsza perszczyzna znała także słowo
awghun. 1I11neperskie słowo w formie sihridż (także suharidż) zostab
wprowadzone do arabsIkiego dla oznaczenia zbiornilka wody, cysterny 12.
W Persji występuje też naZJwa kahriz obok karez i kanat. Na terenie
Tunkiesta:nu Zachodniego obolk Inazwy kariz 1:1, spotyka się też nazwę
kiariz 14. Ta dTuga występuje często w opisach rosyjskich. Nazwa kanat
lub ganat jes1tpowszechna dla północnej Persji. Nazwę perską w pisowni
ghanat podaje też Goblot 15. W Persji południcowo-wschodniej, w okolicach Kirmanu występuje nazwa kahn 1li, tej samej nazwy (znanej mi
z badań) używa luclność w Makranie 17 choć ją ledwo podawał Field,
pisząc przeważnie karez 18, jalko przyjętej w języku angielskim w Pakistanie.
oblasti. Etnograficzeskoje
obozrenie. Nr 2, Moskwa 1903; D. J. Suboticz.
po zemle-wodopolzowaniju
w Zakaspijskoj
oblasti. Aszchabad 1903; J. Tai·
row, Materialy
po wodopolzowaniju
u Turkmen
Zakaspijskoj
oblasti.
T. I-II,
Sto
Petersburg 1904; W. W. Rusinow, Wodozemelnyje otnoszenija i obszczina u Turkmen.
10 W południowym
Beludżystanie mówiąc o nazwie karez informowano mnie, że
jest to słowo pochodzenia wschodnio-perskiego,
które powszechnie występuje na
terenach zamieszkałych przez Afganów - Patanów. (Badania w roku 1964 w Dżalawanie i Las Bela).
11 J. Humlum,
La geographie de l'Afghanistan.
Copenhague 1959, s. 226.
12 Encyclopedie
de l'Islam, t. II. Leyde 1928, s. 751-753.
13 W. Konig, Die Achal-Teke.
Zur Wirtschaft
und Gesellschaft einer Turkmenen-Gruppe im XIX. Jahrhundert.
Veroffentlichungen des Meseums fUr Volkerkunde zu
Leipzig. Heft 12, Berlin 1962, s. 98.
14 Cymbalenko,
op. cit.,
15 H. Gobiot, Le probleme
de l'eau en Iran. Nazwa ghana t wg Goblota pochodzi
prawdopodobnie z okolic Teheranu lub Yezdu.
16 POl'. E. A. Floyer, Unexplored
Baluchistan.
London 1882, s. 321.
17 Badania
5 III 1964. (Makran, miejscowość Turbat). Zresztą jest to, ogólnie biorąc, wspólny teren występowania języka zachodniego beludżi, nic więc dziwnego, że
spotyka się w Makranie i w Kirmanie tę samą nazwę kahn.
16 H. Field, An Anthropological
Reconnaissance in West Pakistan. S. 1955, s. 22, 80.
kaspijskoj

Materialy

�THldycyjne

techniki

sztuc.&lt;nego nawadniania

w krajach

irańskich

201

Na terenie Kharanu w Beludżystanie środkowym karez nosi nazwę
khahan, a na terenie poludniowego Dż,alawanu w chanacie Kalatu
spotyika się karez obok kachan. O tej drugiej nazwie mówi się, że jest
to dawna nazwa Ikarezu w języku beludżi. W Sarawanie nazwa kachan
jest częściej używana przez ludność niż karez 19.
Na Saharze, głównie północno-zachodniej, system Ipodziemnych kanałów nawadniających nosi nazwę joggara. W Marokku koło Marrakesz
to samo urządzenie irygacyjne występuje pod nazwą khattara 20. A Azji
Centralnej znane jest jako arik.
3. TERENY WYSTĘPOWANIA

KAREZOW

Obszary występowania karezów, czyli podziemnych kanałów irygacyjnych, pokrywają się z terenami półpustynnymi starego ś'wiata. Od wschodnich granic Wyżyny Irańskiej na wschodzie :po zachodnie połacie Sahary w północnej Afryce spotyka 'Się ltten systemsz'tucznego nawadniania. Są tereny takie jak Persja, Oman, Beludżystan i południowo-2)achodni Afganistan, gdzie karezy są prawie jedynym źródłem wody
dostarcz·anej z podziemnych zasdbów ludziom i zwierzętom. Półpustynne
okolice Kandaharu w Afganistanie (dawnej Aleksandrii Arachoton) są
terenem powszechnego stosowania systemu ikarezów w sztucznym nawadnianiu 2ł. Cały obszar południowego i zachodniego Afganistanu
w pr·owincjach Kandahar, GiriszJk, Farah i Herat, to tereny karezów.
Także :pewna ilość karezów występuje w północnym Afganistanie OTaz
w okolicy K·abulu i Ghazni. Sporo ich ma prowincja afgańska Paiktia
w pobliżu miasta Gardez 22. W oazie Achal-Teke u północno-wschodniego
podnóża gór Kapet-Dag istnieje obecnie czterdzieści czynnych karezów,
z tego dwadzieścia siedem w okolicy Durun 23.
Dawniejsi podróżnicy i znawcy Persji w swoich opisach przy omawianiu gospodarki wodn'2j na pierwszym miejscu wymieniają kanaty (ikaenat), na drugim jazy i odnogi rzeczne, na trzecim zastawy, zapory
i śluzy, a na czwal1tym dopiero studnie. W ten sposób uszeregował źródła wody dla rolnictwa peT8JkiegoJakub Edward Połak, przebywający jako
lekarz na dworze szaha i podróżujący po kraju w połowie XIX wieku 24.
Omawiając gospodarkę wodną Iranu, Wilber sta'wia kanaty czyli
19 Badania
terenowe autora w r. 1964 w Kharanie, Makranie, Sarawanie i Dżalawanie.
20 Encyclopedie
de l'Islam, t. II, s. 753.
21 J. Humlum,
op. cit., s. 141.
22 Informacji
dostarczył mi p. Mohammad Hakim Ahmadzei - gardezi z Gardezu.
23 W. Konig,
op. cit., s. 98.
24 J. E. Polak, Persien.
Das Land und seine Bewohne1'. II Teil, Leipzig 1865, s. 116.

�:l02

KRZYSZTOF

WOLSKI

karezy na drugim
miejscu po zaporach wodnych na wielkich rzekC1ch.
Za mniej ważne sposoby irygacji
uważa wydobywanie
wody ze studzien
(koła wodne i czerpanie worami skórzanymi)
i studnie artezyjskie
(okręg
Szahriyar
koło Teheranu) 25. Wilber zaznacza,
że ikanaty (qanat) grają
jednak najważniejszą
rolę w gospodarce
wodnej Iranu. W Iranie (Persji)
istnieje
obecnie
około 40 000 karezów
(ghanat) :W, które
niosą około
3
600 m wody na sekundę,
czyli przeliczając
na przeciętny
karez, 15
litrów na sekundę.
Karezami
tymi nawadnia
się prawie połowę całego
OIbszaru uprawnego
Iranu, wyrloszącego
6000000
ha.
Systemy
podziemny~h
kanałów
spoty:ka się też na innych
terenach
suchych jak Syrii, Egipcie, Arabii, Turtkiestanie
Zachodnim
i Wschodnim
(Kaszgar)
i Dżungarii
(Turfan) 27, gdzie zaopatrują
w wodę liczne oazy.

Ryc. l. Grobelki

przy szybach karezowych w okolicy Kwelly.
Kwetta, 1961).

W Afryoe najbardziej
znane foggara znajdują
-zachodniej
Sahary.
Położona
tam oaza Touat
ściągających
wody na poła uprawne.
Mniejsze
rych sumaryczna
długość dochodzi
do 20 mil
W okolicach
Kirmanu
w Persji podstawowy
25

Past and Present. Princetown

26

D. N. Wilber, Iran.
H. GobIot, op. cit.,
27 A. Stein,
Note on
LXXXII, :3, 1933, s. 238.
28 L. C. Briggs, Tl'ibes

s. 50.
a Map

of the

Turfan

Basin.

of the Sahara. Cambridge

(Fot. K. Wolski.

się na terenie północnoliczy aż 950 mil foggara
oazy mają foggara, któ:'&gt;8.

system

sztucznego

na-

1948, s. 121-124.
"The Geogl'apbical

1960, s. 11.

,Journal",

�TrtJ(.1yc.'Ijne

tccll1Hki

sztuC:neHo

nawadniani,a

tu

krajacl1.

~03

irańskich

wadniania stanowiły w XIX wieku kanały podziemne (kahn). Najgłębsze
z nich miały 18 stóp (około 6 m) głębokości. Kanały te drążono w ziemi
bardzo prymitywnymi narzędziami ~\J i być może dlatego były one stosunkowo płytJkie.
O Ikarezach w okolicy ruin Persepolis pisze Field, określając je nazwą
qanat JIJ. Wspomina też, że qanat, to podstawowe źródło wody na pobrzeżach pustyni Lut w prowincji Kirman ::1. Tamtejsze podziemnekanały bywają bardzo długie.
Stein podczas swej podróży do południowej Persji w latach 1932-1933, obserwował i zrujnowane i czynne karezy nad Zatoką Perską
w okolicy Gilehdar i Tahiri (Siraf), a także na terenie całego perskiego
Beludżystanu (np. w oazie Fanuch na południowy zach. od Bampur).
Niestety .nie mógł ()Ikreślić ich wieku, choć Polybios tyle pisał o karezach (U1t0WJf1.'Jt) jako podstawowym źródle wody dla perskich rolników
za czasów Arsacydów :I~.Stein uważa, że karezy datować należy na czasy
późniejsze niż epoka brązu na ziemiach imńskich, tj. 'na okres, w którym
nastąpiło osuszenie się klimatu.
Spate pisząc o karezach jako ·0 powszechnym urządzeniu do irygacji
w Beludżystanie, słusznie mówi o ich pochodzeniu irańskim 33. Pisze,
iż :karezy rozchodzą się wachlarzowato od podnóż·a gór w doliny 34 (co
nie jest absolutnie regułą). Ich długość dochodzi do 1 mili (1,6 km),
lecz większ.oŚć karezów jest krótsza 35. Spate stwierdza, że w terenie
półpustynnym karez jest podstawowym urządzeniem nawadniającym.
Karezami sprowadza się często wodę źródlaną, lecz przeważnie zbierają
one wodę zaskórną.
Mac Grpgo·r w dzienniku swej podróży po Beludżystalnie (w r. 1877)
wspomina o systemie nawadniania za pomocą karezów jako jedynym
sposobie stosowanym gdzieniegdzie w Makr·anie. Np. w miejscowości
Dżamak jest pięć Ikarezów 3G. Używając nazwy 'karez', nie podaje jej
w oryginalnym brzmieniu z Makranu. Prawie w każdej wsi Mac Gregor
E. A. Floyel', op. cit.. s. 321.
4 mile na pd-wsch. od Persepolis. H. Field, Contributions
to the
Anthropology
of Iran. Anthropological Series Field Museum of Natural History. Vol.
29. Nr 2. Chicago 1939, s. 350.
31 Ibidem.
s. 2:lO.
32 A. Siein. Archaeological
Reconnaissances in Southern Persia. "The Geographical
,Journal". vol. LXXXIlI. Nr 2, 1934, s. 119-134.
~3 O. H. K. Spate. India
and Pakistan. A General and Regional Geography, London
29

~o Wieś Kinareh

1960, s. 211.
O. H. K. Spate, op. cit., s. 4:lO,fig. 74.
Długość karezu zależy od szerokości dna doliny oraz od spadku
jak też opadania dna w kierunku zagłębienia środkowego.
:16 C. M. Mac Gregor, Wande1"ings in Balochistan.
London 1882, s. 86.
~·I

35

doliny

całej,

�204

KRZYSZTOF

WOLSKI

::;potyk,ał po kilka karezów 37. Niektóre z nich wysychały w porze
suchej.
Północno-zachodnie
o~ręgi pakistańskiego
Beludżystanu
(Kwetta,
dolina rzelki Zhab, Loralai) leżą na terenach półpustynnych. Ilość opadów jest bardzo niewielka, odczuwa się przy tym znaczn€ wahania
roczne. Znaczna część opadów występuje w postaci śniegu w porze
zimowej (80% opadów w okolioach Kwetty przypada na zimę). Wilgoć
z nich gromadzi się w ziemi, skąd zostaje wydobyta na powierzchnię
przy pomocy Ikarezów 38.
W Beludżystanie jest 1 803 źródeł naturalnych (czyli czaszma), 493
karezów, 132 potoków i kanałów, 73 perskie młyny. Dane te pochodzą
ze spisów urządzeń nawadniających z r. 190839.
Najwięcej Ikarezów w Beludżystanie znajduje się w okręgach Kwetta-Piszin i dolinie rzeki Zhob. W okręgu Czagaj zasoby wodne są bardzo
UJbogie i dlatego nawet Ikarezów jest tam niewiele 40.
Znacznie mniej Ikarezów jest w półnoono-wschodnim Beludżystanie,
na wyżynach dochodzących do Indusu. Karezy spotyka się tam jedynie
w okręgu Paniala 41, w 'Pozostałych oikręgach występują inne typy urządzeń: perskie młyny lub kanały doprowadzające wodę z zastaw na
rzekach. Północno-wschodnia pr'owincja Deradżat (okręg Dera Ismail
Khan i Dem Ghazi Khan) nie posiada karezów zasługujących na uwagę.
Na wschodnich połaciach !księstwa Las Bela w lpołudniowo-wschodnim
Beludżystanie znajdowa'ło się sporo sta'rych kar'ezów; w drugiej połowie
XIX wieku odnowiono dawne i wytkopano sZeTeg nowych 1,2. Często na
tereni€ Las Bela spotytkałem prowadzenie wody z potoków i rzek kanałami naziemnymi. Kanały te zwane są niabat. Niejednokrotnie doprowadza ,się wodę na pola niabat'ami, a uzupełni'a ją jeszcze woda z sąsiednich karezów 43.
4. ZARYS HISTORII KAREZOW

W Beludżystanie, gdzie są Ibardzo nikłe zasoby wód gruntowych, ludność wi€rzy, że ;poszczególne źródła, karezy i potoki zawdzięcz,ają swe
37 Ibidem,
s. 87 - wieś Gwarko: 4 karezy, s. 91 - wieś Nag: 14 karezów, s. 107 wieś Kalag: kilka karezów.
38 Kazi S. Ahmad,
Land Use in the Semiarid Zone of West Pakistan. "Pakistan
Geographical Review", Lahore 1963, t. XVIII, Nr 1, s. 5.
"9 M. B. Pithawalla,
op. ait., s. 8.
40 Ibidem,
s. 15.
41 E. T. Dean, The Daman
beyond the braided Indus. "The P1\njab Geographical
Review", Lahore 1947, t. II, Nr 1, s. 41.
42 "Baluchistan
District Gazetteer", t. VIII. Las Bela (Text), s. 73.
43 Ibidem,
s. 75-76.

�Tradycyjne

techniki

sztucznego nawadniania

w krajach

irańskich

205

powstanie czynniikom nadprzyrodzonym. Różne postacie świętych, nowszych i dawniejszych, są patronami wód. Źródła w przełęczy Bolan
łączą się ze znaną postacią Gharb Pir, bratem Bibi Nani, która sama
jest też patronem wody 41,.
Wedle podań Kaczki (gałęzi plemienia Rind)Wielikim "władcą wody"
był Ghaib Pir (przez Hindusów zwany Mahadev); gdzie postawił swą
stopę, t,am miały wytryskać źródła. Podobnie Pir Czhatta spowodował
wytryśnięcie źródła Ikarezowego. Postaci tych świętych nie można umieścić w czasie i są tak samo tradycyjnie stare, jaik starymi są źródła
wód, potoki i kmezy.
Od urządzeń nawadniających biorą nazwy liczne miejscowości. Np.
wieś Karez (13 km pd. zachód od Nuszki), leżąca w pustyni lecz mająca
doskonałą wodę z ikarezu 45. Na terenach zamieszkałych przez plemiona
af@ańskie w Palkistanie nazw związanych z karezami jest znacznie więcej. Specjalnie licznie występują w dolinie rzeiki Zhob. Sporo nazw
terenowych kare z znajduje się też pod Kandaharem w Afganistanie
(Bola Karez "Wielki Karez", Kulszaibad Kmez, Karez-i-Mullah Abdullah) 46 a także w okolicy Kabulu. W Malkranie, koło Pandżgur ;;majduje
się wioska Kahan 47, nazwa ta w tamtejszej oikolicy oznacza karez.
W Beludżystanie panuje ,ogólnie świadomość, że karezy są urządzeniem nawadniającym bardzo starego typu i pochodzenia. We wsi Asiabad
w Kedż w Maikl.'anie,która posiada Ikarez, panuje przeikońanie, że karezy budowała tutaj już ludność Dewów, jeszcze w zamierzchłych czasach, gdy nie było tutaj Islamu ani inwazji Arabów.
Sporo sławnych starych kanałów znajduje się w Persji. Kanat (karez)
Ruknabad czyli Abi Rukni, który wiedzie wodę do Szirazu, został za'łożony w latach 949-950 przez Rwkn al-Dawla Hasan'a 48. Karez ten
prowadzi doskonałą wodę źródlaną. Niektóre karezy w Maikranie mają
bardzo starą tradycję. W Kecz stary zwany Khusravi Karez czyli
Kansi, ma - wedle tradycji miejsoowej - panriętać czasy kalifa Omara.
W rzeczywistości został założony jak się wydaje przez jednego z królów
sassanidzkich. Podobnie starodawny karez znajduje się w Kalatuk, nosi
on nazwę Sadabad 49.
Tyle tradycja ustna; zaś źródła terenowe, wykopaliskowe na obszarach
trzęsień ziemi, potwierdzają występowanie ikarezów w starożytności.
44 S. Zoha, The Physiographical
Personality of Baluchistan.
"Pakistan Geographical
Review", t. VII, Nr 1, 1952, s. 27.
43 Soutbey, "Gazetteer of Baluchistan",
s. 343.
46 J. Humlum, La geographie
de l'Afghanistan,
s. 14l.
47 H. Field, An Antropological
Recconaissance ..., s. 86.
4g Encykloprydie
de l'Islam, t. III, s. 1255.
19 "Baluchistan District Gazetteer Series". Bombay 1907, t. VII-VIla.
Makran and
Kharan. Text and Appendices (by R. Hughes-Buller), s. 58

�~Ołi

KR~YSZTOF

WOLSKi

Przy [kopaniu nowych karezów i to tak studzien jak i kanałów podziemnych, karigeri (rzemieślnicy - kopacze kanałów) natrafiają często
na zasypane lub zamulone stare kanały i szyb)'.
A. Stein w swych badaniach archeologicznych doszedł do wniosku,
że karezy jako urządzenia irygacyjne na wyżynie irańskiej nie sięgają
dalej niż po ostatnie wieiki epoki brązu :&gt;0.

Ryc. 2. Koryto

wyschłego karezu Dżedid Harun Karez
(Fot. K. Wolski, Bostan, 1!J64).

w Bostan.

Źródła historyczne stwierdz'ają występowanie karezów w państwie
Achemenidów. Prace irygacyjne na wielką skalę były przeprowadzane
w Persji za czasów Dariusza Wielkiego. Długimi tunelami sprowadzano
wodę z odległy.ch miejsc w górach. Podobnie na terenach perskich budowano głębokie (ponad 35 m głębokości) :kanaty. Ten rodzaj tuneli używanych do irygacji utrzymywał się w Iranie od czasów Dariusza Wielkiego 51 aż do naszych dni. Stwierdza się powszechnie, że bez karezów
założenie w Iranie takich starych miast, jak T€briz, Ramadan, Kazwin,
Saweh, Kaszan, Yezd, Kerman, Sziraz czy późniejszy Teheran byłoby
niemożliwe 52,
A. Stein, op. cit., s. 119-134.
R. E. Huffman, Irrigation
Development
and Public
1953. s. 10. (Autor ten nie wymienia nazwy karez).
52 H. Gablot,
op. cit., s. 50.
30

31

Water

Policy.

New York,

�TnullJc.IIjne

techniki

S.:tlLC21leyo

nawauniania

Ui

krajach

irańskich

~07

Sławne perskie kanuły prowadzące wodę pod ziemią, stuły się wzorem przy doprowadzaniu wody do SarnaI'm, gdy kalii al-Mutawakkil
przeniósł stolicę z Bugdadu do Samarr-a; założono wtedy okola 500 kilometrów kanałów podziemnych doprowadzających
wodę z Tygrysu ;,3.
Karezy znune były w Persji za czasów Dariusza, jeżeli nie wcześniej.
Przetrwały do naszych dni w Persji, Omanie i Afganistanie. Do Cyrenajki wprowadzili ten system irygacyjny Persowie za czasów rozprzestrzenienia sif; monarehii Achemenidów na te tereny, gdy inspektorowie
skarbowi, "oczy i uszy królewskie", zwrócili tam uwagę na możliwości
zwiększenia wydajności ziemi ~r,.
Uważa się, że na zuchodnich połaciach Sahary foggara zostały wprowCidzone przed dwoma tysiącami lat przez Żydów lub zjudaizowanych
Berberów, uchodźców z Cyrenajrki. Na Saharze foggara wykonywane
były dawniej przez specjalistów, rekrutujących się spośród murzyńskich
niewolnilków. Po zniesieniu niewolnictwa przez EuropejczJków, rzadko
teraz wykonuje się nowe foggara, zaś wiele starych uległo zniszczeniu s".
W turikiestańskich oazach u podnóża Kapet-Dag na pn.-zach. od Aszchabadu przy pracach budowlanych i czyszczeniach karezów czynni byl i
rzemieślnicy sprowadzani z Persji. W czasach dawniejszych byli to jeńcy wojenni lub niewolnicy, w drugiej połowie XIX w. już specjaliści
wędrowni, którzy już to wędrowali z miejsca na miejsce, już to osiadali
w specjalnych koloniach Gl;.
Zniszczeniom z powodu bratku konserwacji ulegały ikarezy po wojnach i zamieszkach wewnętrznych. Znane zniszczenia Seistanu w środkowym Iranie dokonane przez Mongołów, polegały głównie na zniszczeniu i zaniedbaniu urządzeń irygacyjnych. Często na zaniedbanie karezu
\vpływa zbyt duża ilość współwłaścicieli, którzy nie chcą ponosić kosztów oczyszczeniu. Stąd też w prawodawstwie, w trosce o ikulturę rolniczą kraju, obserwować można liczne ulgi dla budujących nowe !karezy.
W początkach XIX wieku w Persji, każdy kto w jakikolwiek sposób
zagospodarował pustynię, założył kanat, stawał się właścicielem upr,awnej ziemi ;'7. Podobne prawo zwyczajowe istniało na terenach afgańskich.
Od budowniczego właściciela nowego karezu, karez przybierał
nazwę. Np. w Bostan w pobliżu Kwetty, Dżedid Harun Karez nosi nazwę
:;~ F. Krenkow,
:;·1
:;5

op. cit .. s. 2:l,

L. C, BI·iggs. T1'ibes of the Saham.
Ibidem, s. 11.

Cambridge

1960, s. 12.

W. Konig, Die Achal-Telce, s. 98.
J. B. Fraser. Narrative of a Jou1'ney into Khorasan, 'in Ole Years 1821 and 1822,
incLuding son:e Jlccount of the Countries
to thc North-East
of Persia, with Remarks
upon the National
Character,
Government
and Resources of that Kingdom.
London
lf)2;j. s. 207,
56

57

�208

KRZYSZTOF

WOLSKI

od imienia założyciela, Dżedid Haruna Panezai, który kazał wykopać
ten ikarez w XIX wieku. Jest to najdłuższy karez w Bostan, mający
2,5 mili długości i posiadający aż 150 otworów hule czyli studzien pionowych. Karez ten jest tym ciekawszy, że posiada także odgałęzienia
boczne, ściągające wachlarzowato wodę z podnóża góry Takatu. Kopanie
dużych karezów było nie tylko Ikosztowne, lecz i długotrwałe. W okolicach Kwetty wszystkie większe kar,ezy !kopano przez kilka lat. PrzewaŻiIlie do główn€go karezu dodrążano odgałęzieni,a boczme. W Iranie
wiel!kie, długi'c i głębo!kie Ika'rezy drążono nieraz w ciągu wielu lat 58.
W trosce o gospodarikę kraju prawodawstwo ochrania urządzenia irygacyjne. Według prarwa Isl'amu, ze szkoły Hanafi, nie wolno kopać studzien w dowolnych miejscach, lecz trzeba na to otrzymać pozwolenie
Imama. W promieniu 40 m od studni nie wolno drążyć innych otworów
wodnych. W wypadku prowadzenła wody kanałami podziemnymi, nie
wolno kopać studzien w mniejszej odległości od kanału niż 500 dhira
(ok. 500 m). Jeżeli nowa studnia lub tkanał spowoduje wyschnięcie starego, właściciel nowego jest obowiązany dać odszkodowanie posiadaczowi
starej studni lub kanału 59. Przy !kanałach podziemnych wiodących od
podnóża gór, nie wollThokopać innych !kanałów na głębszym poziomie
niż stare (lecz czynne jeszcze) kanały.
5. KONSTRUKCJE

KAREZOW

Z dawnych czasów wiadomo - talk też niesie tradycJa w Makranie
i Kharanie, a t'a!kże na terenach afgańskich - że budowanie karezów
należało do najszlachetniejszych poczynań władców państw i plemion.
Do doskonałych czynów przypisywanych władcom z dynastii Achemenidów i Sassanidów zalicza się ibudowanie urządzeń irygacyjnych. Naśladując władców, a ta!kże dbając o swe własne korzyści płynące z uprawy roli, budowali karezy poszczególni bogacze plemienni. Jeżeli im
tyl!ko pozwalał na to zasób pieniędzy lub ludzi (często niewolników),
k'azali drążyć w ziemi po ikilka Ikarezów równocześnie, aby uzyskać więcej wody dl,a stałych upraw. Na cześć założycieli !karezów, poszczególne
karezy do dnia dzisiejszego noszą n.azwy urobione od imion swych
twórców.
W Bostanie, w okręgu Kwetta-Piszin w północnym Beludżystanie,
874 akry (ok. 350 ha) ziemi uprawnej nawadniane są wodą z dziesięciu
!karezów 60. Poszczególne karezy noszą nazwy rodzin właścicieli lub też
58

59
60

D. N. Wilber, op. cit., s. 122.
F. Krenkow, Op. cit., s. 25.
Karezy te noszą nazwy: 1) Meterzez

Karez,

2) Dżedid Harun

Karez

3) Karez

�Tr(l[/ycyjne

techniki

sztucznego

nawadniania

w krajach

irańsldch

209

nazwy pochodne od imion ~ałożycieli, jak na przylkład Dżedid Harun
Karez należący do rodziny Panezai. W tym okręgu Beludżystanu nie
istnieje wieś, która by nie mi.ał'a choć j€ldneg.okarezu, doprowadzającego
wodę do pól uprawnych. Często poszczególne karezy po wyprowadzeniu
wody z ziemi, już w postaci naziemnych strumy:ków, łączone są w jeden
większy potok, jak to ma miejsce w Kila Nawab Dż'ogizei w okręgu
Zhob. Czasami właściciele karezów i części ikarezów sprowadzają należącą do nich wodę do jednego zbiomika (zwanego w Bostan talab),
lub do jednego strumienia, wiodącego dalej wodę na palla uprawne.

Ryc. :3. Wnętrze karezu Zoha w Kuczlag
widziane przez ghardawa. (Fot. K. Wolski,
Kuczlag, 1964).
Cziokal, 4) Maina Karez, 5) Szaran Karez, 6) Soche Karez, 7) Mat Karez, 8) Sobchan
Karez, 9) NiH Karez, 10) Mandzakei Karez (materiały z badań terenowych, kwiecień
1964 r.l.
14 -

Lud,

t. 53, 1969

�210

KRZYSZTOF

WOLSKI

Trafia się, że podziemne kanały karezu :przechodzą popod korytami
okre1sowych rzek, tak jak ma to miejsce w Pirzlada, gdzie karez przechodzi pod ko.rytem Kuszk-i-Nakhud 61. Spotyikalem to także w Kila
Nawab Dżiogizei i w Kwetcie. Często karez przebiega pod drogą lub
szosą. W talkim wypadku,Ilip. w Kuczlag, jedna z hule czyli sube jest
wykorzystywana jako studnia (z kołowrotem ręcznym do czerpania
wody). Zdarza się jeszcze inaczej. Mianowicie wodę z karezu, płynącą już
potokiem naziemnym, musi się przeprowadzić na drugi brzeg koryta
okresowej lub pó'łstalej rzeki. W takich wypadkach budowano dawniej
akwedukt kamienny, a obecnie używa się w tym celu lżejszej i tańszej
konstrukcji żelaznej. T,aką nowoczesną Ikonstrukcję żelazną zastosowano
w Kuczlag do przerzucenia wody na drugi (lewy) brzeg potoku płynąeego od Kwetty.

I

I
--~~~
I\

~

1_\

~----

~

--=-- - ~

'4;,4-0

I
I

'"

•.

I
i

__

'--&lt;~,I

--::~

••••••••••••••
~~

L

'''-v

---~_.

;

I

._--'

~

,

~

Ryc. 4. Schemat konstrukcji

•.
karezu

W

północnym Beludżystanie.

(Rys. K. Wolski).

Lecz przejdźmy do omówienia spraw związanych z budową karezów.
Kopanie karezów, podobnie jak i przeczyszczanie ich, należy do specjalnych rzemieślników, stanowiących zwartą i zamkniętą grupę zawodową. Posiadają oni swoje tajemnice zawodowe. Do specjalnych tajemnic
zawodowych ·rzemieślników drążących k·anały, należało znalezienie wody
w początku ("źródle") ikanału 62. Tajemnice zawodowe posiadali rzemieślJ. Humlum, op. cit., s. 226-227.
E. A. Floyer, op. cit., s. 321. Poziom wody
wg Floyera shuturgulu.
61

62

W

kanale podziemnym

nazywa siG

�Tmdycyjne

tec/miki

sztucznego

nawadniania

w krajach

irańsi-;ich

311

nicy (zwani kariger, w liczbie mnogiej karigeri w języku pasztu z oikolic
Kwetty) afgańscy i beludżystańscy z Makranu (kanat rzemieślnik pracujący przy kahn w języku beludżi z MaJkranu). Rzemieślnicy zajmujący się drążeniem podziemnych kanałów we wschodnim Iranie nazywają się maghani m. Pod nazwą mukanni wymienia ich Polak 64, chwaląc
ich duże umiejętności i wiedzę zawodową. Podkreśla, że mukanni potrafią znaleźć wodę w ziemi na podstawie wizji terenowej. Jeżeli na powierzchni ziemi spostrzegą określoną roślinę, to bezbłędnie określają,
gdzie i ile wody znajduje się pod ziemią. Karigeri w Bostan rekrutują
się. z afgańskiego szczepu Materzei, mieszkającego w Qlkolicy. Jednak
w okręgu Kwetty i Zhob bardzo często karigeri reikrutują się z pośród
koczowników-rzemieślników
przychodzących na zimowe miesiące z Afganistanu do Pakistanu 65. Za najwyższej klasy specjoalistów od drążenia Ikarezów uważ,a się rzemieś}ników z Yezdu w Iranie. Ich zajęcie jest
dziedziczne w rodach 66. Zapewne też i sekrety zawodowe przechodzą
z ojca na syna. Karigeri afgańscy, a talkże karigeri z okolic Kwetty,
pracują przy kopaniu i czyszczeniu karezów w Kaczhi, w Sarawanie
i Dżalawanie we wschodnim Beludżystanie. W Nal u granic Las Bela
spotykałem tych rzemieślników wiosną 1964 r. w Beludżystanie zachodnim, w Makranie pracują przy urządzeniach irygacyjnych
miejscowi
ludzie, Beludżowie z makrańskich plemion Makib i Darzada, a także
Beludżawie z Iranu. Ludzie ci czasami pracują przy ikarezach też we
wschodnim Beludżystanie, w Dżalawanie i Las Bela. Zapewne afgańska
nazwa podziemnego urządzeni·a irygacyjnego karez, powszechna w całym wschodnim i północnym Beludżystanie, została tam przyniesiona
przez tych rzemieślników. Zresztą odnośnie tej nazwy, sardar Farik
Mohammad Bizendżiou zNal, wymźnie podkreślał w rozmowie ze mną,
że miejscową nazwą w języiku Beludżi jest kachan, zaś kopaczy nazywa
się kahankasz. To samo słowo występuje też w języku Brohi. Lecz już
w Kharanie, gdzie karez nazywany jest khahan, rzemieślnika-kopacza
określa się słowem kannat.
Prace przy zakładaniu nowego karezu rozpoczyna się od wykopania
pierwszej "źródlanej" studni. Pionowe te studnie na różnych terenach
noszą różne nazwy. W Kharanie nazywa się je czahdap, w oikolicy
Kwetty hule, w okolicy Gardezu w Afganistanie szan, w Gulistanie
i Piszinie suba, w Nal w Dżalawanie tip. W Makranie pierwszy kanał
pionowy nosi nazwę baze, podczas gdy inne następne, nazywają się cza
63

H. Gablot, op. cit., s. 51.

64

J. E. Polak, op. cit., s. 116.

65 Por. K. Wolski, Powindah,
patańscy koczownicy
grafia Polska", t. VII, s. 385-386.
66 D. N. Wilber, op. cit., s. 122.

Afganistanu

i Pakistanu.

"Etno-

�212

KRZYSZTOF

WOLSKI

lub czad, w Kuczlag pierwszy zwie się naserkona. Następne studnie połączone są pod ziemią poziomym kanałem, Q{tóry zwie się puszt w Bostanie, piszta w Gulistanie, pusztyk w Kha'ranie, posztyk w Ma:kranie,
w Nal zwie się on kuur (tak samo w języku brohi) podczas gdy pusz tyk
nazyw,a się odległość pomiędzy poszczegó1nymi otworami naziemnymi
pionowych studni. W Sarawanie tenże pusztykokreśla
się w języku
brohi nazwą nambur. W Gardezie nazywa się dżiar.
Odległości poszczególnych hule (suba) w Pir~ada wynoszą przeciętnie
10-20 m, lecz trafiają się dalsze, pięćdziesięcio- a nawet stu metrowe 67.
W Bostanie te odległości wynoszą od 3 do 20 m. W Kila Nawab Dżiogizej zaledwie 2 m tuż przy wylocie Ikarezu.
Pierwszy karez pionowy naserkona wyjątkowo tylko znajduje się nad
źródłem, jaik np. w karezie zwanym ZOTe w Kuczlagu !koło Kwetty,
który prowadzi wodę z czine (źródła 'W jęzJTIkupasztu). Przeważnie dochodzi do warstwy, w której gr.omadzi się woda deszczowa u podnóża
skał. Pierwsza studnia (naserkona), której dno musi leżeć powyżej wylotu poziomu kanału w dolinie, przeważnie nie ma większej głębokości
niż 12 metrów, choć tr,afiają się czasami, bardzo rzadko, głębsze a parę
metrów 68. Widocznie jedna!k ta głębokość !kmezu jest regułą, skoro i foggoara na SahaT~e mają przy pierwszych studniach głębokości 36 stóp
(ok 12 m) 69. W oazie Pirzada, leżącej pomiędzy Kandaharem i Giriszk,
karezy mają 5-10 km długości, ~aś ich głębokość przeciętna sięga 10-20 m a nawet 50 m 70. Kahn w Ma!kranie nie są specjalnie długie,
najdłuższe dochodzą do 10 km, najkrótsze ledwie sięgają dwu km, lecz
ich głębokość dochodzi do 25 m. Przeważnie są płytsze.
P,oziomy kana'ł puszt czyli posztyk powinien być lekko pochyły w !kierunku doliny. Stare przepisy zalecają, aby nachylenie wynosiło około
1 m na każdy F'arsakh (4 mile) 71. We wschodnim Afganistanie spadek dna
lka;rezu nie jest większy ,niż około 2% n. W pTaMyce karigeri podkreślają, że przy 'łatwo sp'łuiki'wanej glebie, jalka występuje przeważnie w północnym Beludżystanie, nachylenie dna Ikar·ezu musi być bardzo małe.
W przeciwnym razie woda bieżąca bardziej wartkim nurtem mogłaby
67 J. Humlum,
op. cit., s. 228. Wydaje się, że 100 m odległości są chyba czymś zupełnie wyjątkowym,
bowiem wydrążenie takiego piszta byłoby zbyt trudne dla
karigeri
(przyp. K. W.).
68 W środkowej
Persji niektóre karezy miewają bardzo znaczną głębokość. Głębokość ta dochodzi czasem nawet do 50 metrów. W Beludżystanie tak głębokich karez6w nie spotkałem.
69 L. C. Briggs, op. cit., s. 11. Studnie
z wyciągami kieratowymi i kołami mają od
20 do 220 stóp głębokości.
70 J. Humlum,
op. cit., s. 226-228.
71 F. Krenkow,
op. cit., s. 31.
72 R. Niedermayer,
Das afghanische
Bewiisserungswesen,
Wrocław 1929, s. 19.

�Tradycyjne

techniki

sztucznego

nawadniania

w krajach

irańskich

213

szybko p&lt;Jdmyć boczne ściany Ikarezu i spowodować konieczność stałego
i częstego (przeważnie co roku lub co kilka lat) przeczyszczania kanałów,
gdyż nawet drobne osypywanie się ziemi, przy małym spadku, grozi
zamulaniem Ilmrezu. Na terenach, gdzie podziemny kanał musi przechodzić przez warstwy piaszczyste, które grożą zawaleniem konstrukcji,
stosuje się umocnienia ścian i sklepienia przy pomocy ceglanych cylindrów 73. Sporo konstrukcji tego typu możlna spotkać koło Chuszikek w pobliżu Hamadanu, koło Ray, Sultanieh i Tebrizu w Persji 74.
Do pracy przy budowie karezów używa się bardzo prostych i prymitywnych narzędzi. W głębi ziemi pracuje się tylko żelazną łopatą balcza
(dawniej była to drewniana 'łopata i tylko ost'rze m1a'ła żelazne) oraz
długim żelaznym dłutem baryj, bardzo podobnym do pies:mi, używanej
w Polsce przez bar1:'l'likówdo dziania barci. Czasami karigeri z {)IkoJic
Kwetty, pracujący pod ziemią, używają do dłu;ban1a i ciosania gliny
żelaznych kilofów qulung, które z jednej strony mają wąską ciosłę
a z drugiej ,ostre, proste zakończenie. Do wyciągania ziemi z szybów
używa się prymitywnych, przenośnych kołowr,otów czerh (okolice K'wetty), galgel (w Makranie), które posiadają długą oś, współcześnie w okolicy Kwetty żelazną, sarkh bari lub lolej a wspierającą się na dwu
sochach aucza. Aucza przy małych otworach hule, wbija się w ziemię
na przedłużeniu średnicy otworu. Przy dużych otworach hule, przy
starych i dużych karezach, aucza są wbijaJne w ziemię przy brzegu studni. Przy końcIach podwójnych ramion czerh zaczopowane są poprzeczne
szczeble dastek, wokoło których nawija się sznur z koziej wełny tal su,
a u końca sznura znajduje się niewieliki wór z bydlęcej skóry saulareh,
służący do wyciągania ziemi i błota z dna karezu. W Maikranie przeważnie ten wór - koszyk, sapt, wykonany bywa z plecionki z włókna
liści palmy pisz (Nannorhops ritchieana), podobnie w Khamnie, gdzie
koszyk taki nazywa się saptuk.
Przy szerokich otworach studziennych kołowTot czerh obraca się nie
przy 'pomocy rąk, bowiem każde nachylenie nad otworem grozi wpadnięciem do sube czyli hule, lecz za poś'rednictwem drewnianej kulki-haka,
którą przeciąga się dastek nawijając na nie talau. Kulka-hak nazywa się
w okolicy Kwetty macziek. Macziek służy też do chwytania napełnionego
błotem saula'l'eh i przyciągania do brzegu sube, popod czerh.
Przy kopaniu, jak i przy czyszczeniu ikarezu pracują zawsze przy
każdym czerh po czterech karigeri. Dwu pracuje pod ziemią. Karigeri
pracujący w podziemnym kanale, niejednokrotnie stojąc w wodzie i to

73

O takich

umocnieniach

na terenach

s. 122.
74

J. E. Polak, op. cit., s. 117.

Persji

wspomina

D. N. Wilber, op. cit.,

�214

KRZYSZTOF

WOLSKI

dosyć zimnej, nacierają sobie nogi tłuszczem. Pralktyka ta jest podobna
do stosowanej przez studniarzy w Sindzie i we ,wschodnim Beludżystanie.
Studniarze tamtejsi, będąc zmuszeni do nurlkowania w chłodnej wodzie
podczas pogłębiania dna studni, nacierają całe ciało tłuszczem, aby uniknąć przeziębienia i dla ochrony skóry przed pękaniem przy stałym
moknięciu i wysychaniu 75. Dwu Ikarigeri pracuje na powierzchni, odbier'a
ziemię i błoto z saulareh i wysypuje je wokolo otworu studziennego,
przez co powstają charakterystyczne
dla krajobrazu okrągłe grobelki
otaczające każdy otwór sube. Grobelki te stanowią też ochranę sube
przed ewentualnym wtargnięciem wody deszczowej podczas nawalnej
ulewy. Woda wtedy mogłaby porozmywać ściany studni.

.... ;

!
I
I

"j
Ryc. 5. Kariger

przy czerh W Kuczlag kolo Kwetty
K. Wolski, Kuczlag, 1964).

w Beludżystanie.

)

(Fot.

Roboty przy naziemnej części karezu, po opuszczeniu przez wodę .podziemnych kanałów, nie są już tak cię2jkie. Wykapanie rowu do otworu
wyjściowego sup w ciągu otwartego potoku cziou 76 aż do zbiorników
talab lub nauer należą też w okolicy Kwetty do karigeri. Czasami za75 Obserwacje
z okolic Szikarpuru w pólnocnym Sindzie i z Rodżan Dżamali we
wschodnim Beludżystanie.
76 Cziou w Persji
nazywa się dżiuz (Ene. de l'lslam vol. II, s. 753), w Dżalawanie
zaś dżioo. Kolo Gardezu i okolicach Kabulu nosi nazwę dżiuj. W jęz. urdu zwie
.się nala.

�Trrt&lt;1yc!ljne techniki

sztucznego

nawadniania

w krajach

irańskich

215

chodzi konieczność przecięcia przez cziou }a:kiegoś pagórka, wtedy woda
płynie głębokim wąskim jarem, aż wreszcie doprowadwna zostaje do
ogrodu lub pola.
Praca karigeTi jest ciężka i niebezpieczna. Szczególnie niebezpieczna
jest praca pod ziemią. Często zdarzają się wypadiki, że podczas kopania
zawali się ziemia i zasypie robotników".
Uratować ich już się nie da.
Zostają oni żywcem pogrzebani. To też wynagrodzenie Ikarigeri jest stosunkowo znaCZ'Ile.Wyna.grod~!nie to :bywa wyp'łacane w gotów.ce i w naturze przez zamindarów, właścicieli karezów. Zamindar Abdul Asiz
Khan Panezai z Bostan obliczał, iż yard wykopanego karezu kosztował
w r. 1959 około 40 rupii paikistańskich (re1a'cja około 5 rupii = 1 dolar
USA).
W Makranie (okolice Turbatu) oblicza się, że przy kopaniu karezów,
na 1,5 km potrzeba czterech ludzi pracujących przez dwa miesiące 78.
Field podaje, że koszt wylkopania 1 m wynosił w latach pięćdziesiątych
około 3 rupie, mowa tu o przeczyszczaniu 'a nie budowie. Obecnie wzrósł
koszt czyszczenia do 4 a nawet 5 rupii za metr. Ogólny koszt wykopania
!karezu wynosi około 10000 rupii, z czego polowę pokrywa rząd, subwencjonując w ten sposób zakładcllni'e nowych urządzeń .irygacyjnych. Podobnie w Afganistanie rząd udziela 'bezzwrotnych zapomóg na budowę
nowych karezów. W roku 1957 na zakładanie karezów w prowincji Paktia
bank afgański wy'asygnował 310000 afgani 79. W Iranie w r. 1945 utworwno specjalny Urząd Irygacji zależny od ministerstwa finansów i rolnictwa, w którym ;pracowali inżynierowie wodni. Nie była to rzecz nowa.
Podobny urząd istni'ał za Sassanidów 80. Wszystkie spr'awy wodne są uzależnione od tego urzędu, przez który przechodzą subwencjonowania nowych urządzeń irygacyjnych. Urząd wydaje -opinie o celowości inwestycji
przy zalk'ładaniu nowych kanałów.
6. KONSERWACJA

KAREZOW

Wprawdzie na terenach suchych, półpustynnych, w klimacie bez dużych mrozów, niszczenie budowli nie następuje zbyt szybko, jednak czas
robi swoje i karezy omz budynki gliniane powoli rozsypują się pod
wpływem różnorodnych czynników. Dla karezów jednym z najgroźniejszych czynników jest działanie wody deszczowej podczas rzadkich lecz
nawalnych ulew. Często w takich wypadkach woda, spływająca gwał77
78

79
80

Por. J. E. Polak, op. cit., s. 117.
H. Field, op. cit., s. 80.
"Afghanistan News", 1958, Nr 6, s. 20.
H. GobIot, op. cit., s. 44.

�216

KRZYSZTOF

WOLSKI

townie po zboczu doliny, wdziera się do sube czyli hule zarywając pionowe ściany studzien. Niejednokrotnie woda deszczowa wdziera się do
Ikanałów karezowych przez nory stepowych gryzoni, drążąc w ten sposób
otwory duże 'a niebezpieczne dla ikarezu.
Samo wdarcie się wody do karezu nie jest jeszcze tak groźne dla
poziomych kanałów posztyk, bowiem ich pojemność jest przeważnie tak
duża, że w tym wypadku przepuścić może łatwo zwiększoną ilość wody,
mieszczącą się w korycie karezu i nie dotykającą jeszcze ścian bocznych.
Dopiero u wylotu karezu sup, gdy nie ma tu jeszcze większego zbiornika
talab, lecz jedynie rów powierzchniowy, woda zostaje zahamowana i cofa
się w głąb kanału podziemnego. Jest to groźne dla ścian, które ulegają
wtedy podmyciu. Często wtedy odcinek posztyk lub jego część ulega zawaleniu. W wypadku takim konieczna jest natychmiastowa ingerencja
karigeri dla odkopywania zawalonej 'części, aby cofająca się w głąb Ikarezu
woda nie podmyła dalszych partii glinianych ścian.
Zawalenie się stropów w ikarezach zdarza się w okolicy Kwetty czasami wiosną, po długiej a mroźnej zimie, podczas r·ozmarzania glinianych
stropów zawilgoconych wodą parującą z karezu w zimie. Zawalenie się
stropów w karezach, czy też wdarcie się wody lub nawianie prochu do
karezów, powoduje częściowe zamulenie się kanałów podziemnych i zahamowanie przepływu wody. Specjalnie groźne jest takie zamulanie się
karezu przy jego małym spadku 81, bowiem muł szybciej się osadza.
Bardzo często zawalają się ostatnie puszt w pobliżu wylotu podziemnego
karezu. Zawaliska te nazywają się w Bostan ghardawa zaś w Piszin sarczak, w Makranie kurcza, a w Nal w Dżalawalnie kad.
Znacznie groźniejsze dla karezów są trzęsienia ziemi, które powodują
nie tylko zawalenie się stropów i studzien (oczywiście w razie większego
trzęsienia), ale też powodują mniejsze lub większe zmiany w poziomie
nachylenia gruntu. Drobna często zmiana wywołuje zupełnie unicestwienie karezu, gdyż wyklucza poprzednie założenie przy odpowiednim spadku wody. W wypadku takim nie wystarcza już przeczyszczanie lub pogłębianie kanałów, lecz następuje konieczność wylkopania nowego karezu
a zupełnego lub czasami tylko częściowego porzucenia dawnego urządzenia, przy wykorzystaniu jedynie części starych sube. Trzęsienia ziemi
niejednokrotnie zmuszają do porzucenia części pól uprawnych, na które
nie można doprowadzić wody. Także zdarza się, że woda w początkowej
studni karezu opada, a dostanie się do jej zmienionego poziomu wymaga
budowy nowego urządzenia irygacyjnego.
Wysychanie karezów spowodowane bywa nie tylko na stałe po trzęsieniach ziemi, ale też często okresowo po wyjątkowo suchych latach
SI

Spadek karezu nie jest większy niż 2%•

�Tradycyjne

techniki

sztucznego nawadniania

w krajach

irańskich

217

lub (w okolicy Kwetty) po zimach o bardzo małych opadach smegu czy
też deszczu. Wiosną 1964 roku w Bostan !koło Kwetty pnawie wszystkie
ikarezy wyschły, bowiem roik 1963 miał mało opadów, a zima 1963/64
była wyjątkowo sucha.

Ryc. 6. Kariger ze swymi narzędziami pracy.
K. Wolski, Kuczlag, 1964).

(Fot.

Dla zabezpieczenia karezów przed zamulaniem stosuje się niejednokrotnie zamykanie otworów studzien przez obmurowywanie kamieniami
a następnie nakrywanie pozostawionego otworu płaskim dużym kamieniem lub też kawa~kiem blachy ze starych beczek po asfalcie. Zamknięcie
talkie chroni przed wdarciem się wody deszczowej i przed wpadaniem
prochu podczas burz. Dalsza konserwacja Ikarezów polega na przeczyszczaniu poziomego Ikanału. Wtedy to zazwyczaj pogłębi,a się nieco zamulone zawsze dno (o j·edną długość żelaznego ostrza łopaty). Pogłębienie

�218

KRZYSZTOF

WOLSKI

taikie, to już właściwie odnowienie karezu. Odnowienie jest rzeczą kosztowną·
Uważa się, że karezy powinny być czyszczone co roku. Najlepszą porą
do tego są miesiące letnie aż do sierpnia. W Beludżystanie ,prace przy
czyszczeniu karezów rozpoczyna się już od kwietnia.
Często po pogłębieniu corocznym karezu i cziau (dżiaa w Dżalawanie)
obniży się do tego stopnia poziom wody w potoku cziau, że doprowadzertie jej na pola wyżej położone staje się niemożliwe. Wtedy z konieczności trzeba zaprzestać stałej upmwy tych pól, opartej na sztucznym
nawadnianiu 82.
7. EKSPLOATACJA

KAREZOW

Woda z karezów służy przede wszystkim do na'wadniania pól, tak jak
do tego służy woda uzysik'ana innymi sposobami na wszystkich obszarach
strefy suchej.
W północnym Beludżystanie, na terenie powszechnego występm.vania
ikarezów, inne urządzenia sztucznego nawadniania występują niezmiernie
rzadko. Młyny perskie, czyli szero:kie studnie z :kołowrotem czerpiącym
wodę, a poruszanym za pomocą kieratu ciągnionego przez wielbłądy czy
też woły, widuje się wyjątkowo w okolicy Mastungu, lecz częściej na
nizinie Kaczhi koio Sibi, czy też na krańcach ;pustyni Pat. Spotyka się
je powszechnie w Deradżacie, a ta:kże w Las Bela obok Ikarezów i kanałów z zapór ,na rz'ek'ach. Często przy nawadnianiu pól łączy się wodę,
uzyskaJną z Ikilku źródeł irygacyjnych, gdy :karez dostarcza zbyt malo
wody. Przeciwnicy ka&lt;rezów podnoszą niejednokrotnie, że woda z karezu
jest jałowa. Ma mało wartości odżywczych. Nie przynosi żyznych cząstek,
które zawsze znajdują się 'w wodzie z zapór na rzekach a nawet z zapór
na rzekach okresowych. Bezsprzecznie mają rację. lecz zapominają o jednym, że na terenach skrajnie suchych, gdzie nie ma rzek stałych ani innych zbiorników wodnych, zapasy wody gruntowej mogą być jedynie
wykorzystywane
przy pomocy Ikarezów lub studzien. W ta!kim razie
woda studzieI1!I1atakże nie będzie miała innych właściwości niż wod;l
z ikarezów. Zaś do wydobywania wody ze studzien trzeba albo pomp
motorowych, albo zwierząt poruszających !kołowroty. Występuje tu (bd'atkowe utrudnienie i podrożenie eksploatacji. Z karezu zaś woda sączy
się lub płynie stale.
Uważa się, że jeden karez niesie okolo 20-60 litrów wody na sekundę 83, co nie jest zbyt wiele, ale już jest bogactwem w pustynnych OClz&lt;1ch.
82
83

Pola takie oglądałem w Bastanie.
J. Humlum, op. cit., s. 226.

�Tra£1yc.l/jne

techni.ki

sztucznef..lo nawadniani.a

w krajach

irańskich

219

Dla terenów Iranu środkowego oblicza się wydajność poszczególnych karezów na 15 litrów na sekundę. Toteż od najdawniejszych czasów woda
karezów była zawł,aszcZJona.Karezy stanowią włalsność państwOJWą, samorządową lub prywatną, indywidualną albo zespołową. Zespołowa
współwł'asność powstała drogą podziałów rodzinnych i sprzedaży. Współwłasność ogranicza się nie tylko do ikorzystania z wody, lecz nakłada też
obowiązki partycypowania w !kosztach napraw i przeczyszczeń !karezu.
Nad porządkiem w korzystaniu z podziału 'wód karezowych czuwa specjalny urzędnik, zwa'ny w Turbade kahn-i-sariszta, z;aś w Las Beła naib.
Na stepach turkmeńskich w ka~dym osiedlu jest jeden lub kilku "z'arządców wodnych". Taki na,czelnilk wodny nazywa się mirab (pan wody) 84.
W południowo-zachodnim Afganistanie w okolicy Kandaharu, okresy
używania wody z karezu nazywają się następująco: doba użyt!kowania
kholba dzieli się na 4 szongol (po 6 godzin), z kolei szongol dzieli się na
10 sel85. W oazie Achal-Teke na stepach turkmeńskich wodę z karezów
rozdziela się pomiędzy posiadaczy prawa do jej użytkowania. Najmniejszą jednostką jest bir su, to jest 1/24 doby pobierania wody, zwanej
serkar (pers. sarokm' - część udział). Serkar dzieli się na dwa keleme,
nocny i dzienny 86. WspółWłaściciele karezu posiadają w nim czasami
tylko po 2 sel wody. W Bostan np. Abdul Aziz Khan Panezai w ikarezie
Meterzez ma 48 godzin używania wody. W czasie używania z'3stawia się
cziou, tamą hauda potem Zlgromadwną wodę wpuszcza na pola 87 użytkownika na czas jemu przeznaczony.
W Afganistanie najczęstszą miarą ilości wody zużywanej do nawadniania jest aszia, której wielkość równa się około 250 l/sek.RB• Jest to
miara potrzeb roślin lub potrzeb nawodnienia pewnego obszaru uprawnego, nie jest zaś miarą podziału uczestniczenia w korzystaniu z urządzenia nawadni'ającego.
W Makranie każdy karezowy kalmyr dzieli się na dwa równe kanały
taqir, które następnie dzielą się na liczne mniejsze kanały - odnogi
giroband. Zast1awy na kanałach nazywają się garrok 89, są one wykonane
z kamieni. Podobnie w Kalacie rozdzielnie wody (zastawy na kanałach)
wykonane są z kamieni.
Technika nawadniani'a pól w Bastanie poleg-a na zamknięciu w nocy
wody w tulab (sadzawc.e, zaporze lkarezowej) a następnie rano, na wyW. Konig, op. cit., s. 99.
J, Humlum, op. cit., s. 220.
86 W. Konig, op. cit., s, 104.
87 Taka
technika zalewu gwarantuje, że woda jednocześnie w większej ilości napływająca na pólko w obrębie pulwan, pokryje całe pólko warstwą jednakowej grubości i będzie równomiernie wsiąkać na całym nawadnianym obszarze.
88 R. Niedermayer,
Das afghanische
Bewiisserungswesen.
Wrocław 1929, s. 24.
89 Zbiorniki zaś w Turbacie
nazywa się kahn duk.
84

85

�220

KRZYSZTOF

WOLSKI

puszczeniu jej na pota. Zatrzymanie wody ma na celu ogrzanie Jej,
a także równomierne pokrycie warstwą wody całej nawadnianej powierzchni pólka. W wypadku nawadniania sadu stosuje się bezpośrednie napuszczanie wody z cziou 90. Pole to jest otoczone wokoło grobelką zwaną
pod Kandaharem pulvan, która zatrzymuje wodę w obrębie nawadnianej
roli. Role nawadniane stale wodą z karezów nazywają się uba usa !H.
Przyjmuje się, że 1 eft (stopa3)/ sek. na lab
jestzupełlI1lie wystarczająca
przy nawadnianiu. Oznacza to, że gdy 1 cft/sek. stale płynie przez okres
czterech miesięcy, to woda z danego karezu wystarczy do dostatecznego
nawadniania 100 akrów 92.
Ograniczeniom nie podlega jedynie woda do picia, którą ikażdy może
zaczerpnąć z cziou ikarezowego. Współwłaściciele ikarezu poją także swoje
bydło wodą ikarezową. Często miejsca wodopoju to zawaliska - ghardawa
i to nawet głębokie. Do gł~bokiej "ghardawa" kobiety chodzą też po
wodę 93.

Ryc. 7. Krzewy

w karezie Chajan w Nal w Dżalawanie
(Fot. K. Wolski, Nal, 1964)

w Beludżystanie.

WYlPadnie jeszcze wspomnieć o pożytkach ubocznych z k'arezów. Woda
potolków Ikarezowych bywa wykorzystywana do poruszania młynów wodPor. R. Niedermayer, op. cit.
W M'akran.ie teren nawadniany
stale wodą z kQJhn
zwie się daj at.
92 R. Niedermayer,
op. cit., s. 28.
93 Bostan, ghardawa
na karazie Dżedid Harun Karez.
90

!ll

lub

kanału

(rzecznego

�Tradycyjne

techniki

sztucznego nawadniania

w krajach

irańskich

221

nych zyranda (w okolicy Kwetty), asiab (w Kalacie i Dżalawanie). W terenie bardziej górzystym, tam gdzie dżioo płynie głębszym strumieniem,
młyny wbudowane są w ziemię i na pierwszy rzut oka można ich wcale
nie zauważyć. Tam zaś, gdzie dżioa ma małYSlpadeik, rtam buduje się
groble, wierzchem której płynie woda. Młyn stawioa się w miejscu gdzie
grobla osiągnie należytą wysokość, zapewniającą odpowiedni spadek
i uderzenie wody na łopatki w osi koła młyńskiego. Młyny te stoją
przeważnie na kanałach wodnych jednego właściciela, lub - j.ak w Kuczlagu - poniżej rozwidleń, rozprowadzających
wodę na poszczególne
pola. Oczywiście tylko wtedy mielą, gdy !kanałem przepływa woda.
Na niektórych k'arezach przesus~onych, np. w 80rab na południe od
Kalatu, polikwidowano m.łyny, bowiem z braiku wody bywały one nieczynne przez ,pewien CL?3S. Na innych, j.ak w Nal, zlikwidowano asiab na
dżiaa, bowiem młyn był zbyt odległy od osady. W Nal założono dwa
młyny motorowe.
Zdarza się niekiedy w Afganistanie, że woda z karezów poru.sza stępy
do tłuczenia ryżu, lecz są to wypadki sporadyczne.
Przejdźmy wreszcie do pożytku ze świata roślinnego i zwierzęcego
żyjącego w Ikarezach. Pożytek z niego jest niewielki. Ceni się jednak
możliwości posiadania drzew (w okolicy Kwetty przeważnie morw
i wierzb) zasadzonych wzdłuż C'ziou. Drzewa te rosną na płaszczyźnie
pola w pobliżu cziou, lub też, gdy rów jest głęboki, w samym rowie,
sprawiając poważne kłopoty robotnikom przy czyszczeniu dna i śdan.
Często z głębokiego jaru przy rowie wyglądają tylko wierzcho~ki koron
tych drzew. Drzewa te ocieniają cziou i tym samym ograniczają nieco
parowanie drogocennej wody. Z drobnymi chwastami w cziou stale się
walczy. Hamują one przepływy wody, zatrzymują namuł i tym samym
powodują uszikodzenia i zanieczyszczenia karezu. Fauna karezów jest
różnorodna. Uważa się, że w Afganistanie jest ona uboga 94; pOIkrywa się
to z moimi obserwacjami z północnego Beludżystanu i z badaniami angielskiej ekspedycji w roku 1951 w Iranie 95. Jednak nawet w północnym
Beludżystanie fauna i flora karezów służy zimą za pożywienie dzikim
kaczkom 96.
Oczywiście, w karezach, które prowadzą wodę zaskórną i często wysychają, flora i fauna muszą być bardzo ubogie, dostosowane do tych tak
Por. J. Humlum, op. cit., s. 290.
Par. A. Smith, Blind White Fish in Persia. London 1953, s. 78.
96 W r. 1961 w styczniu polowałem
na kaczki wraz z p. Akramem Panezai w Bostan. Do hu le wrzucało się kamyczki, którymi płoszyliśmy kaczki. Ptaki wylatywały
przez hule i wtedy się je strzelało. Muszę tu dodać, że w cieplejszych porach roku
nigdy nie widywałem żadnego ptactwa w karezach w okolicy Kwetty ani w MakranIe, Dżalawall!Le' czy w Las Bela.
94

95

�KRZYSZTOF

WOLSKI

nie bardzo sprzyjających warunków. W Ikarezach stałych, prowadzących
wadę ze źródeł, spotyka się florę i faunę znacznie bogatszą. Miałem
możność obserwowania ikarezu Chaj'an w Nal w południowym Dżalawanie. Był to Ikarez stały, długi, prowadzący wodę ze źródła. W otwartej
części czyli cLżioo pelno było wodorostów i różnych roślin, wśród tego
uwijały się całe gromady niewielkich 'rybek, drobnych raczków i owadów
wodnych. Wpływały one też do części podziemnych kuur, gdzie można je
było dojrzeć przez szerokie otwory pionowe tip. Żyją też w karezie
Chajan żółwie sarkut. Małe rybki żyjące w Ikarezie nazywają się paharak 97. Żyje ich w karezie ikillkagatunków (na co mi specjalnie zwracano
uwagę).
8. WSPOLCZESNY STAN KAREZOW W BELUDŻYSTANIE

Obserwując niektóre zaniedbane i nieczynne karezy w Bostan można
by przypuszczać, że na terenie Beludżystanu północnego następuje upadelk tego typu urządzeń i'rygacyjnych. Lecz nie można się sugerować
obserwacjami w jednej miejscowośd, gdzie np. większość współwłaścicieli
karezów pr-acuje lub przebywa poza terenem tej os-ady i nie jest bezpośrednio z-ainteresowana produkcją rolną. Karezy często niszczyły się, gdy
ulegały zasypaniu ich części. Odnowienie takiego Ikarezu jest zawsze kłopotliwe i połączone z większymi trudnościami niż budowa nowego.
Niejednokrotnie karezy wysychają w okresach wielkiej posuchy. W Niabat (okręgu nawadnianym) w Kanracz (Kanrach) w Las Bela podczas
posuchy w r. 1900 wyschły wszystkie karezy 98.
Obecnie w talkich wypadkach występują dążenia do uniezależnienia
się od ikarezów i przejścia na nawadnianie wodą z głębokich studzien.
Współcześnie w Pakistanie coraz rzadziej spotyka się nowo wybudowane karezy. Nakłady inwestycyjne nie opłacają się. Karezy nie gwa97 Dr Nur-ul-Haq
Khan Kakar opowiadał mi ciekawą historię o rybkach żyjących w karezach. W Dżalawanie ludność uważa te rybki za zaczarowane, bowiem
rodzą się tajemną mocą w podziemiu, chociaż nikt ich tam nie przynosi. Dlatego
też nikt z miejscowej ludności rybek tych nie spożywa, uważając, że żołądek ludzki
nie może strawić zaczarowanej istoty. Ryba ta powinna w l'aziespożycia "przelecieć"
nie uszkodzona przez cały przewód pokarmowy człowieka. Pewnego razu, gdy
dr Nur-ul-Haqur
ze swym przyjacielem byli na polowaniu, nałapali tl'Ochę tych rybek w karezie i następnie po ugotowaniu, zjedli. Gdy to zobaczyli miejscowi ludzie,
postanowili śledzić doktora i jego przyjaciela, aby potem w ich odchodach poszukać
rybek. Gdy zaś później stwierdzili, że tam nie ma całych rybek, orzekli, że dr Nur-ul-Haqur i jego przyjaciel to "dżiadugeri", czyli czarownicy, którym zupełnie nie
szkodzą zaklęte, 'CZarodziejskie rybki z lmrezów. PodobnIe za nietykalne uważa siG
rybki żyjące w kalfeza'ch w Ghazui w Afganistanie (badania 1969 r.).
98 "Baluchistan
District Gazetteer" Series, t. VIII. Las Bela. Quetta 1907, s. 90.

�· TTftU.lI('yjnc tecJIn.iki.

sztlLC21lego

nawadniania

lV

krajach

tTańskich.

rantują stałego dopływu wody na pola, gdyż często wysychają. Zazwyczaj nie są głębokie, zaś znaczniejsze niż półmetrowe pogłębienie karezu jest praktycznie niemo·żliwe. Porzuca się więc karezy a przechodzi
do budowania głębokich studzien, z których wodę czerpie się przy pomocy pomp motorowych. Ten sposób pozwala na wykorzystanie niższego
poziomu wód gruntowych, niż to dotychczas było możliwe przy pomocy
karezów i perskich młynów (rahat), a także na doprowadzenie wody na
wyżej połozone pola.
Posiadacze ziemi sugerują się, że ze studzien będą mieli pewniejszy
i obfitszy dopływ wody niż z karezów, nie biorąc pod uwagę, że kare~ami ściągało się wodę z dalszych odległości i większych obszarów.
Zresztą przy głębokich studniach niejednokrotnie nastętpowało podebranie .przez studnię wody ikarezu. Bowiem sZyJb studni dobijał się nie
do źródla, lecz do tego .sameg.o ukośnego lustra wody zaskórnej, na :którym w pobliżu założony był karez.
Na podstawie obserwacji w terenie można jednak stwierdzić, reasumując powyższe uwagi, że system karezów nie z.najduje się w stadium
powszechneg.o zanikania. I zapewne przez długie jeszcze lata ludność
Iranu, Afganistanu i Beludżystanu będzie nawadniać swe role wodą
z Ikarezów.

KRZYSZTOF WOLSKI

TRADITIO

AL TECHNICS OF ARTIFICIAL
COUNTRIES

IRRIGATION

IN IRANIAN

The author has been doing twice field-investigations
about traditional technics of
artificial irrigation in Iranian countries, in their Eastern parts, the Iranian highlands of Baluchistan in the region of Quetta, in Sarawan and Djalawan, in the
Southern Baluchistan in Makran and Las Bela, during the years 1960-1961 and 1964.
These investigations fit'st of all were made possible because of the help of: Hajji
Muhammad Hafizullah Khan Achakzai, Malik of Gulistan and Mr. Abdul Aziz Khan
Panezai [rom Bostan, whom the author wishes to express his sincere thanks.
Ba.sing on his own investigations and a pretty laeonic literature, the author presents in eight chapters the history. the range and actual state of one of the traditional, historically most exactly withthe
Iranian countries connected technic of artificial irrigation, which is the karez-kanat.
This irrigating device is known in Iranian
countries from remote times and its arise may be dated on the late epoch of Bronze
Age. In times of glory of the Old-Persian Imperium of Acheminids it ranged with
the innuence of Persian culture on broad terJ'itoires of Middle Asia and Northern
Africa. In Middle Asia it has been found in the oasis of Turfan, in North Africa
from Cyt'enaica it pushed its way up to the Western extents of Sahara, where it is

�224

KRZYSZTOF

WOLSKI

functioning under the name foggara up to the present days. On the Arabian peninsula it occours commonly in Oman and Hadramaut in the Eastern part of Arabia.
In all these territories this irrigating device lasts in permanent use to these days.
In Afghanistan and in the Northern Baluchistan (in West Pakistan) the system
of artificial irrigation by means of underground canals sweeping down from the feet
of the rocks in the direction of the lower bottom of the valley and refloat water to
the top of the earth, is called karez. It is a very ancient Eastern Iranian name,
spread in the form of "kiariz" over Turkmen steppes. In the Southern Iran highlands (Makran, Persian Baluchistan and South-Western Pakistanian Baluchistan) the
device is called "kahn" or "kahan", whereas in Iran it is named kanat (quanat).
Karez are irrigating devices in eminent dry terrains, halfdesert or desert, where
there are no steady rivers and appears the absolute necessity of utilizing underground resources of water for using them in artificial irrigation. Often karez lead
headspring water, but use ground water too, and therefore these one dry up during
dry summers or during rainless "vinters. But for the most part they lead water always. Indeed individual karez-kanat do not give to much water, mostly they do not
bring more than 15 to 20 liters in one second (the greatest one exceptionally brings
even 60 liters), however nearly each Iranian village possesses some or'a dozen of
karez and these completely safisty the need for water in agriculture.
Everywhere
there, where there are karez-kanat as the only irrigating device, there do not exist
permanent rivers and scanty rainfalls do not safisty the needs of agriculture.
Digging of new karez as cleaning down is made by special craftsmen, called in
Iran mo hani, and in Baluchistan karigeri. This specialization is inherited in families.
Karigeri's
work is very hard and dangerous, because it happens that shafts fall in
and bury working laborers. Because of this risk karigeri receive comparatively high
salary. Usually they are working four at a time. Two are cleaning the canals and
the other two are whiping out alluvium by means of a wheel from the underground
horizontal canal. Therefore around the vertical shafts arise characteristic ridges of
outwhiped alluvium.
Most important harm in karez do flooding showers, when water falling into the
shafts snatch the walls and obstruct with slime the horizontal canal. The most dangeronus nevertheless for the kare z are all kinds of earthquakes.
Contemporaneously more and often in Iran and Pakistanian Baluchistan there are
used to whiping out water from deaper parts of the earth petrol pumps or electric
pumps. The building of such a modern device however and its exploitation is expensive and so the modern methods of irrigation do not make but yet dangerous competition for the karez-kanat.
So contemparaneously
digging of old karez and preserving of 'Old is 00nJtiJnued. Kar,ez will be i·n Iservice 'of the poople in future and
certainly for a long time will give water to the Iranian farmer's fields.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9696" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9674">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/03a7d32b75fbab3c01e7f5dd21aea71a.pdf</src>
        <authentication>8b889f5bb07670137d2b4bf46dd0e2ef</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115336">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115337">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115338">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115339">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115340">
                <text>Indie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115341">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1066</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115342">
                <text>Bhartiya Lok Kala Mandal ( Indyjski Instytut Sztuki Ludowej) w Udajpurze / LUD 1971 t. 55</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115343">
                <text>LUD 1971 t.55, s.217-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115344">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115345">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115346">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115347">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115348">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115349">
                <text>Lud, t

55, 19'71

KRZYSZTOF WOLSKI

BHARTIYA LOK KALA MANDAL (INDYJSKI INSTYTUT SZTUKI
LUDOWEJ) W UDAJPURZE
Indie na swym olbrzymim obszarze posiadają sporo różnego typu placówek, zajmujących się badaniem tradycyjnej kultury poszczególnych narodów i ludów subkontynentu. Mają tych placówek więcej, niżby się należało spodziewać w kraju, którego sytuacja ekonomiczna nie należy do
najlepszych. Jak na kraj pokolonialny, ilość tego typu instytucji jest
znaczna. Bliższe poznanie pracy placówek napawa szacunkiem dla twórców instytucji i uznaniem dla osiągnięć doborowej i fachowej kadry. Ten
stan rzeczy jest zasługą wielkich indyjskich uczonych i etnografów 1 oraz
administracji angielskiej. Twórca etnografii indyjskiej, Rai Bahadur Sarat Czandra Roy, założyciel pisma "Man in India" i prof. D. N. Majumdar,
założyciel czasopisma "The Eastern Anthropologist", prof. uniwersytetu
w Lakhnau zwracali stale uwagę społeczeństwa indyjskiego na konieczność zarejestrowania stanu kultury ludowej w poszczególnych krajach
indyjskich. Angielskie władze spowodowały opracowanie szeregu monografii prowincji i zamieszkujących je ludów 2. Rezultatem działalności jest
powstanie szeregu instytucji, których kierownictwo objęli znani działacze
kulturalni i fachowcy z wyższym wykształceniem zawodowym. Liczne
katedry etnografii i socjologii dostarczyły tym instytucjom kadr naukowych.
Bhartiya Lok Kala MandaI, czyli Akademia Muzyki, Tańców, Widowisk i Kukiełkarstwa w Udaj purze należy do najciekawszych i najpomyślniej funkcjonujących instytucji tego typu w Indiach. Najlepiej odpowiadającym stanowi rzeczy tłumaczeniem polskim nazwy tej instytucji
1 Por. B. B. Goswami,
Rozwój badań antropologicznych
i ich ośrodki w Indiach,
"Etnografia Polska", t. XII, 1968, s. 285-303.
2 Przy
spisach ludności uzyskano tyle ciekawego materiału, że urzędy staty~
styczne przystąpiły do opracowania szeregu monografii.

�218

KRZYSZTOF

WOLSKI

byłoby: Indyjski Instytut Sztuki i Kultury Ludowej. Mieści się on we
własnym gmachu w nowej dzielnicy Bhupalpura w Udajpurze przy ulicy
Panch Vati i skupia liczny zespół ludzi zajmujących się folklorem Radżastanu, zarówno badaczy i miłośników kultury ludowej, jak też ludzi
zawodowo czynnych w tej dziedzinie. Udajpur należy w Radżastanie,
a nawet w skali ogólno-indyjskiej do ośrodków bogatych w etnograficzne
instytucje kulturalne i naukowo-badawcze. Obok Bhartiya Lok Kala
MandaI istnieją tam zakłady uniwersyteckie (Dep. of Sociology), Tribal
Research Institute in Udaipur (którego dyrektorem jest p. Vyaz), Muzeum:
Regionalne w Udaj purze mieszczące się w Sadżdżan Niwas Bagh oraz
nowo założone Ahar Muzeum z ciekawymi zbiorami archeologicznymi.
Jak na niewielki, bo liczący 111000 mieszkańców, prowincjonalny Udajpur, jest to znaczna liczba instytucji pokrewnego typu o żywej i wydajnej
działalności.
Bhartiya Lok Kala MandaI w Udaj purze założono w roku 1952. Osobą,
która głównie przyczyniła się do powołania do życia tej instytucji, był
. D. L. Samar, znany działacz, humanista o wszechstronnych zainteresowaniach i wybitny znawca kultury Radżastanu i Indii. Samar podjął się
prowadzenia tej placówki kulturalnej i wkrótce doprowadził ją .do rozkwitu. Uzyskano stałą subwencję na działalność z funduszy stanowego
rządu Radżastanu (Dep. of Education), a także kredyty na budowę własnego gmachu, w którym obecnie instytucja znajduje wygodne pomieszczenie. Instytut zajmuje się studiami nad sztuką i kulturą Radżastanu, jak
również Madhya Pradesz, Manipuru i Tripury, otrzymujące na te badania
pomoc finansową z indyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Prowadzi się też studia nad tradycyjnym teatrem i widowiskami radża stańskimi dla Bhartiya Natya Sangh India 3.
W siedzibie Bhartiya Lok Kala MandaI mieszczą się pracownie techniczne i naukowe, sale prób, magazyny, wystawa sztuki ludowej Radżastanu oraz w podwórzu gmachu amfiteatr i scena na wolnym powietrzu.
Budynek otacza niewielki lecz piękny ogród, pełen kwitnących kwiatów
i drzew.
W obrębie instytucji działa kilka sekcji. Sekcja naukowo-badawcza
ma za zadanie zbieranie materiałów w terenie, zapisywanie melodii,
instruktaż przy nagrywaniu melodii i filmowaniu tańców i widowisk,
zbieranie eksponatów z dziedziny sztuki ludowej, a następnie gromadzenie i opracowywanie tych materiałów w pracowniach. Sekcja naukowobadawcza prowadzi podręczne muzeum, stale dostępne dla zwiedzających.
Lok Kala MandaI Muzeum posiada ciekawą ekspozycję obrazującą różne
dziedziny sztuki ludowej (przeważnie reprezentowany jest Radżastan,
3

Instytucja zajmuje się badaniami tradycyjnych tańców indyjskich.

�Bhartiya

Lok Kala MandaI

219

a głównie Mewar, którego stolicą jest Udaj pur). Już w westibulu widzi
się "kaczhi ghori": radżastańskie lajkoniki z okręgu Dżalor (Jalor) w Marwarze. W klatce schodowej ściany pokryto freskami. Są to kopie ludowego malarstwa odpustowego. W salach zgromadzono instrumenty muzyczne, figurki, lalki, zabawki, lalki do widowisk kukiełkowych, maski,
rzeźby z terrakoty, świątki, ozdoby i biżuterie, stroje ludowe, a nawet
wzory tatuażu na dłoniach kobiet. Liczne mniejsze i większe kewad,
skrzynki magiczne bardów, przypominające wyglądem niewielkie lecz za
to wieloskrzydłowe tryptyki, zapełniają jedną z sal ekspozycyjnych.
Do sekcji naukowo-badawczej należy archiwum i zbiory biblioteczne.
Pracownicy sekcji służą pomocą i poradą w innych dziedzinach pracy
Bhartiya Lok Kala MandaI.
Publicystyka instytucji, tak naukowa jak i popularno-informacyjna,
skupia się w sekcji wydawniczej. Bhartiya Lok Kala MandaI wydaje czasopismo "Lok Kala" zawierające artykuły z dziedziny sztuki i kultury
ludowej. Wydano też w języku hindi krótkie informacyjne monografie:
Radżastan Ke Lok Nritya (informacje o tańcach ludowych Radżastanu),
Radżastan Ke Lok Natya (informacje o ludowych widowiskach Radżastanu), Radżastan Ke lok Otsava (informacje o świętach i odpustach Radżastanu), Radżastan Swar Lahri (pieśni"ludowe Radżastanu).
W warsztatach artyści plastycy i artyści ludowi pracują przy sporządzaniu kopii dawnych wytworów indyjskiej sztuki ludowej. Kopie te zostają następnie rozprowadzone w charakterze materiałów wymiennych do
innych pokrewnych instytucji, albo są sprzedawane na miejscu turystom
lub zwiedzającym. Rozprowadzane są też prace rzemieślników z terenu.
Między innymi obrazki (gwasze), wykonywane w Nathdwara, pielgrzymkowej miejscowości, leżącej w odległości około 70 km na północ od Udajpuru 4. Również rozsprzedaje się ciekawe ludowe wyroby ceramiczne,
płaskorzeźby i figurki przedstawiające bóstwa oraz narodowych bohaterów Radżastanu. W warsztatach wykonuje się też przedmioty potrzebne
do działalności sekcji artystycznej np. stroje, lalki, kukiełki, maski, zabawki i dawne ozduby lub inne przedmioty, których nabycie na rynku
napotyka na trudności. W pracowniach wykonuje się prace zlecone, odnawia się np. ołtarzyki z domowych kapliczek.
Sekcja filmów i nagrań działa nie tylko w terenie, lecz pracuje z zespołami skupionymi wokół instytucji i produkuje filmy dokumentarne
oparte na materiale terenowym, jak np. kolorowy film krótkometrażowy
I

4 Nathdwara
leży w odległości ok. 70 km na północ od Udajpuru. W miejscowości tej znajduje się słynna świątynia będąca celem pielgrzymek. Przy świątyni
jest centrum tradycyjnego handlu dewocjonaliami oraz znany ośrodek obraźniczy.
W roku 1961 miasteczko liczyło 13890 mieszkańców (Census of India 1961, Vol. XIV,
Rajasthan, part. II-A, s. 140).

�220

KRZYSZTOF

WOLSKI

"Tańce plemion Radżastanu" . (125 m) .czy "Plemiona Manipuru w kolorze
i rytmie" (135 m), lub "Kultura i sztuka plemion Madhya Pradesz"
(340 m), lecz także własne opracowania oparte na tradycyjnych formach
życia plemienia Bhil koczującego w Radżastanie (film "Kudarat Ke
Ladle") oraz "MumaI", widowisko wokalno-taneczne opracowane w in-

Ryc. 1. Rabudzi Rathar poluje na dziki
(malarstwo merwarskie).

stytucji a naśladujące pokrewne tradycyjne widowisko Mumal i Mahendra.
Widowisko to jest udramatyzowaniem dawnego miejscowego wątku epicznego.
Działalność choreograficzna, wokalna i teatralno-widowiskowa przynosi największą sławę instytucji. Przy Bhartiya Lok MandaI znajduje się
liczny zespół artystów. Objeżdża on większe ośrodki Indii, dając przedstawienia i koncerty. Repertuar składa się z tradycyjnych ludowych wido-

�Bhartiya

Lok Kala MandaI

wisk radżastańskich, (przeważnie widowiska typu kyal). Jest
wisko dramatyczne, operowo-baletowe, w które wplatają się
tyczące tematów miejscowych lub zagadnień współczesnych.
też sztuk opracowanych współcześnie na wzór dawnych. Do

221
to widofarsy doNie brak
żelaznego

Ryc. 2. Dhola przybywa do domu Maruwani
(malarstwo merwarskie).

repertuaru zaliczyć należy Mane czakar Rakhodżi, oparty na życiu słynnej w Radżastanie rani Miira Bai (ur. 1516), córki thakura (pana feudalnego) Ratan Singh'a, pana na Medta. W młodości poświęciła się służbie
Kriszny (inkarnacji boga Wisznu), a gdy ją wydano za radżę Kumar
Bhodżradż Singh'a (którego ojcem był Rana Sanga Sziszodia z Czittoru),
uciekła z pałacu w Czittor do pustelni, kompromitując ród panujący.
Władca Czittoru, brat męża sprowadził ją z powrotem siłą do pałacu. Po
powtórnych ucieczkach posłano jej jadowite węże i truciznę, które miały
zakończyć kompromitujące życie Miiry Bai. Węże owinęła wokoło szyi,

�222

KRZYSZTOF

WOLSKI

truciznę wypiła bez szkody i nadal pozostała w świątyni tańcząc i śpiewając
przed posągiem Kriszny. Miira Bai początkowo mieszkała przy świątyni
Brindawan 5, a później większą część swego życia spędziła w świątyni
Dwarkadhisz w Dwarka. Wśród ludu w Radżastanie Miira Bai należy do
naj popularniej szych postaci w historii 6.
Innym tradycyjnym widowiskiem z Radżastanu jest Dhola Maru
(a właściwie Dhola i Maruwani). Fabułę stanowi poznanie przez młodego
Dhola (z Nagaur) piękności dżajsalmerskiej Maruwani w domu jej rodziców, a następnie jej zaślubienie. W sztuce Panihari. przedstawia się dzieje
indyjskiej Penelopy, żyjącej w oazie koło Dżajsalmeru, przez dwanaście
lat oczekującej na powrót męża. Spotyka go przy studni, lecz go nie poznaje, dopiero świekra stwierdza kim jest przybysz. Ogólna radość i tańce
w oazie towarzyszą radującej się parze małżeńskiej. Także tradycyjnym
przedstawieniem jest wspomniane powyżej widowisko Mumal. Słynna
z urody Mumal, dama z Dżajsalmeru, jest przykładem indyjskiej kobiet ysfinksa. Liczni kandydaci do ręki Mumal odpadają jeden po drugim, nie
mogąc dać odpowiedzi na jej pytania. Uciekają też zatrwożeni widokiem
lwa, pilnującego wrót pałacu Mumal. Dopiero Mahendra, książę z Amarkot, odpowiada poprawnie na pytania Mumal, a następnie odwiedza ją
co nocy. Mumal i Mahendra postanawiają się pobrać. Lecz pewnej nocy
Mahendra nie zjawia się na schadzkę, a zrozpaczona Mumal śle do niego
listy. Gdy wreszcie Mahendra przyby:wa, kapryśna Mumal każe swej
siostrze Sumal przebrać się za mężczyznę i usiąść obok niej. Widząc to,
Mahendra urażony odjeżdża, nie chcąc więcej słyszeć o Mumal. Mumal
z rozpaczy zasypia na wieki.
5 Brindawan
lub Brindaban, słynna świątynia w miejscu, gdzie miał się urodzić
Kriszna, awatar boga Wisznu.
6 Miira
Bai była słynną poetką i autorką licznych liryków ku czci Kriszny.
Tworzyła w jednym z dialektów języka hindi, w radżastani, w narzeczu mewari.
Jej pieśni tworzone w języku żywym zjednały jej niebywały rozgłos i szeroką
popularność w zachodnich państwach indyjskich w Radżastanie i Gudżeracie, gdzie
przebywała za życia. Utwory te weszły w skład klasycznej poezji Indii i doczekały
się licznych przekładów na języki europejskie. Językowi polskiemu przyswoiła je
Wanda Dynowska w zbiorze Antologia Indyjska, t. III, Hindi, w ramach wydawnictwa "Biblioteka Polsko-Indyjska" (Madras 1959). W antologii znalazło się 44 pieśni
Miiry Bai. Dla przykładu podajemy jedną z nich:

Słyszę z oddali kroki Hari,
po stromych wspinam się ścieżkach,
po spadzistych wzgórzach
i jarach głębokich wędruję.
Żaby rechocą, tańczy weselnie paw,
ptaki tęskne rzucają wołania ...
Indra zawsze piorunami gra,
a wśród deszczu strumieni błądzą błyskawice.

�Bhartiya

Lok Kala Mandal

223

Bhartiya Lok Kala MandaI daje też innego rodzaju przedstawienia.
Takim jest np. Pasine - ki - Ganga, czyli Indra pudża (Misterium ku
czci Indry, boga deszczu). Kangawalla, bard, czyli tradycyjny opowiadacz
dziejów Radżastanu, opisuje dawne piękno i chwałę kraju. Lecz obecnie
wszędzie jest pustynia. Nie ma nawet jednego zielonego drzewa na wsi.

Ryc. 3. Dhola i Maruwani jadą do Nagaur
(malarstwo merwarskie).

Bard opowiada o walce z pustynią i o postawieniu zapory na rzece. Najpierw musiano budować drogę. Potem powstaje ośrodek wiejski, szkoła
i szpital. Góry zostają zalesione, pola nawodnione, a wieś skolektywizowana. Wieś staje się bogata i szczęśliwa, a Indra, bóg deszczu, zsyła częste opady.
Jest też i więcej przedstawień nawiązujących do życia współczesnego.
Balet Czambal nawiązuje do planu zagospodarowania doliny rzeki w planie pięcioletnim, a balet Azadi - ki - Kahani jest oparty na walkach
Indii o niepodległość.

�KRZYSZTOF

WOLSKI

Najbardziej
znany w Indiach i zagranicą jest radżastański
teatr marionetek. Tego typu widowiska są stare i sięgają czasów sprzed dwu tysięcy lat. Przedstawienia
te słynęły później na dworze władcy Vikramaditya (ok. 1076-1126).
Później teatr kukiełkowy,
pełen symbolicznych
i fantastycznych
postaci, przestylizowanych
osób historycznych,
demonów,
bogów i bohaterów
bawił publiczność
na odpustach
i jarmarkach
oraz
wędrował po wsiach i dworach drobnych feudałów w Radżastanie.
W Radżastanie
dochował się do ostatnich
lat. Od ludu przejęła go Bhartiya
Lok Kala MandaI i rozsławiła
w Indiach i w świecie. Ze sztuką Amar
Singh Rathore Ka Khel jeżdżono po większych miastach Indii, dawano
przedstawienia
w obecności premierów
Indii Dżawahar
Lal Nehru i Lal
Bahadur
Szastri. Udajpurski
teatr radżastańskich
marionetek
trafił na
II Światowy
Festiwal
Kukiełek
do Bukaresztu
w r. 19G0 wziął udział
w III Festiwalu w r. 1965 również w Bukareszcie. Barwne przedstawienie
życia na dworze Wielkich Mogołów dało kukiełkom
radżastańskim
światową sławę. Instytut
otworzył wobec tego specjalne kursy dla szkolenia
kukiełkarzy,
a także dla nauczycieli i studentów.
To powszechne powodzenie w kraju i zagranicą dało instytucji
zasłużoną sławę i uznanie. Posypały się dalsze rządowe subwencje, umożliwiające rozrost i rozszerzenie
tematycznych
zainteresowań,
a także objęcie
szerszych terenów planowymi badaniami nad kulturą i tradycyjnq
sztuką
ludową.

KRZYSZTOF WOLSKI

'THE INDIAN INSTITUTE

OF FOLK ART IN UDAIPUR

(S u m m ary)
Bhartiya Lok Kala MandaI in Udaipur, Rajasthan, India, was founded in 1952
by D. L. Samar with a view to conducting research into Indian folk art. The
institute's activities include the accumulation of museum exhibits, also the recording
and popularizing of pageantry, dancing, singing, music and traditional folk literature. In addition it supports the. traditional puppet theatre in Rajasthan, organizing
performances in India and other countries of the world. Investigations are carried
out mainly in the states of Madhya Pradesh, Rajasthan, Manipur and Tripura.
where ancient Indian folk art is best preserved, The rich museum in Udaipur
possesses valuable collections in many fields of Indian folk art.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10669" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10647">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e795a976080fdc39b6addc9fbfdffa95.pdf</src>
        <authentication>e8411db26a51c5ca0189a8b5aaca999f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127153">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:847</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127154">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127155">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127156">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:779</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127157">
                <text>Tradycyjna uprawa winorośli w Afganistanie / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127158">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.1, s.143-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127159">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127160">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127161">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127162">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127163">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127164">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X I X z.. 1

KRZYSZTOF

WOLSKI

T R A D Y C Y J N A U P R A W A WINOROŚLI W A F G A N I S T A N I E
Afganistan., j e d e n z n i e l i c z n y c h krajów świata, gdzie t r a d y c y j n e m e ­
t o d y i t e c h n i k i w r o l n i c t w i e jeszcze n i e ustępują nowoczesności, posiada
niektóre dziedziny gospodarki rolnej z d a w n a doskonale rozwinięte i w y ­
soko postawione.' Sadownictwo i ogrodnictwo stanowią słuszną dumę tego
k r a j u , a uprawę w i n n e j latorośli można uznać za najlepiej rozwiniętą
i c h gałęź.
Powierzchnia A f g a n i s t a n u n i e jest a n i pomierzona dokładnie, a n i o b l i ­
czona. Niektórzy badacze przyjmują, że liczy ona 635 000 k m , z tego
wzniesione d o 300 m n.p.m. jest 5600 k m (0,9%), o d 300-600 m —
58 500 k m |(9;2%), o d 600-1800 m — 294 000 k m (46,3%), o d 18003000 m — 210 000 k m (33,1%), a ponad 3000 m — 66 900 k m (10,5%)
Badane obszary znajdują się w g r u p i e d r u g i e j , trzeciej i czwartej. P o w ­
szechnie p r z y j m u j e się, że obszar A f g a n i s t a n u w y n o s i 657 500 k m ,
a przeważnie mówi się o 650 000 k m .
T e r e n y użytkowane rolniczo' (zajęte pod uprawę) zajmują 78 000 k m ,
t o jest 1 1 , 9 % p o w i e r z c h n i k r a j u . W t y m t e r e n y nawadniane wodą z rzek
rud-i-bar
zajmują 3,38 m i l . h a (5,2%), nawadniane wodą ze źródeł i studni
czeszmeh sar 0,87 m i l . h a (1,3%), a wodą z kanałów podziemnych karizi
1,06 m i l . h a (1,6%), zaś u p r a w y suche lalmi zajmują 2,49 m i l . ha( 3,8%).
N a t u r a l n i e n i e w l i c z a się d o tegO' łąk i pastwisk zajmujących 3,20 m i l . ha
( 4 , 9 % ) . Inne źródła podają, że t e r e n y użytkowane rolniczo' zajmują obszar
około 120 000 k m , co w stosunku do powierzchni k r a j u w y n o s i około
1 8 % *.
2

2

2

2

2

2

2 2

2

2

3

2

Badania n a d uprawą w i n n e j latorośli w Afganistanie i n a najbliższych
terenach przyległych północnego Beludżystanu w Pakistanie miałem możJ . H u m l u гл, L a géographie
h a g u e 1959, s. 17.
1

К.
s. 336.
2

Wolski,

Afganistan,

[w:]

D ł N. W i 1 b e r, Afghanistan,
1962, s. 339.
3

* Wolski,

op. cit., s. 339.

de l'Afghanistan.
Geografia
its people,

Etude

powszechna,
its society

d'un pays
t.

aride,

Copen­

I V , W a r s z a w a 1967,

its culture,

New

Haven

�144

KRZYSZTOF

WOLSKI

ność przeprowadzać w i e l o k r o t n i e podczas k i l k u m o i c h w y p r a w n a Środko­
w y Wschód w latach 1960-1973 . B a d a n i a m i objęto w Afganistanie obszary
wokół miasta Kandahar n a południowym zachodzie, K a l a t - i - G h i l z a j (prow.
Zabul) i Ghazni oraz Gardezu n a południu, prowincję Logar w A f g a n i ­
stanie środkowym, okolice K a b u l u i południowe stoki H i n d u k u s z u ( K o h - i Daman, dolinę r z e k i Ghor.band, okolice Bamijanu) w Afganistanie środ­
k o w y m , okolice Khindżian, Duszambe i P u l - e - C h u m r i n a północnych zbo­
czach H i n d u k u s z u Środkowego oraz Taszkhurgan, Mazar-i-Szerif i K h a nabad w Afganistanie północnym a wreszcie Badachszan (okolice miasta
Faizabad) w Afganistanie północno-wschodnim.
s

Badania przeprowadzane były w różnych porach r o k u , przeważnie
jednak w lecie i jesienią, g d y owoce w i n o g r a d u dojrzewały, a r y n e k pełen
był różnych o d m i a n w i n o g r o n . L i c z n i i n f o r m a t o r z y r e k r u t o w a l i się spo­
śród właścicieli w i n n i c , ogrodników, kupców, a także przygodnych zna­
jomych.
U p r a w a winorośli w chłodniejszych rejonach Środkowego Wschodu m a
równie stare tradycje, j a k u p r a w a p a l m y d a k t y l o w e j w rejonach u p a l n y c h .
Pomijając już udział w i n a w m i t a c h śródziemnomorskich (np. greckich)
czy w Biblii, powszechne występowanie liścia w i n n e g o i grona w i n n e g o
j a k o m o t y w u dekoracyjnego w najstarszych ceramikach Wschodu jest
dowodem dawności u p r a w i wagi, jaką d o tej u p r a w y przykładano. Ciąg­
łość u p r a w y g a t u n k u Vitis vinifera możemy obserwować w w i e l u krajach
basenu Morza Śródziemnego, j a k również n a Środkowym Wschodzie,
gdzie winorośl właściwa (Vitis vinifera
możemy obserwować na Środko­
w y m Wschodzie, gdzie winorośl właściwa (Vitis vinifera)
jest u p r a w i a n a
w najprzeróżniejszych w a r u n k a c h m i k r o k l i m a t y c z n y c h (oazy itp.), gle­
b o w y c h i wysokościowych, w strefie k l i m a t u ciepłego i umiarkowanego.
Oczywiście od wieków trwająca u p r a w a pozwoliła n a w y t w o r z e n i e w i e l u
o d m i a n g a t u n k u , s i l n i e zróżnicowanych w wydajności, t y p i e i w w i e l ­
kości owoców, smaku, a wreszcie odporności n a działanie czynników k l i ­
matycznych, j a k m r o z y l u b upały, długotrwała susza czy deszcz, oraz o d ­
porności n a choroby. Zresztą p i e r w o t n e siedlisko winorośli mieścić się
może i mieści się t a k w ośrodkach pochodzenia roślin u p r a w n y c h n a o b ­
szarze p r z y p a m i r s k i m , czyli centralnoazjatyekim, j a k i w ośrodku B l i s k i e ­
go Wschodu, c z y l i przednioazjatyckim . I dziś jeszcze w różnych r e j o ­
nach A f g a n i s t a n u spotkać można różne o d m i a n y dzikiej winorośli, już t o
krzewiastej (np. w Badachszanie l u b Kandaharze), już t o karłowatej pną­
cej. Długowiekowa izolacja Afganistanu i n i e w i e l k a ilość badań botanicz6

5

W

l a t a c h 1960-1961, 1964, 1972 i 1973 przeprowadziłem b a d a n i a

Beludżystanie, w A f g a n i s t a n i e
6

M. N o w i ń s k i ,

Dzieje

w

północnym

zaś w l a t a c h 1969, 1971, 1972 i 1973.
upraw

i roślin

uprawnych,

Warszawa

1970, s. 25-27

�U P R A W A WINOROŚLI W

145

AFGANISTANIE

n y c h n a obszarach wschodnioirańskich uniemożliwiają wysunięcie odpo­
w i e d n i c h wniosków odnośnie do autochtonicznych o d m i a n i autochtoniczności winorośli n a t y c h terenach.
W p r a w d z i e J . H u m l u m twierdził, że winorośli n i e spotyka się t a m
j a k o dziko rosnącej , j e d n a k zetknąłem się z dziką winoroślą jadalną
w okolicach K a n d a h a r u oraz w rejonie K w e t t a - P i s z i n w pakistańskim
Beludżystanie. N i e jest j e d n a k wykluczone, że może to być winorośl zdzi­
czała, gdyż przemieszczenia osad l u d z k i c h następowały t a m często. Z d r u ­
giej strony pochodzić może ona z pestek którejś z o d m i a n u p r a w n y c h ,
p r z y p a d k o w o zasianych n a ustroniach.
Winogrona północnego A f g a n i s t a n u j a k o doskonałe w s m a k u wspomina
p r z y opisie T e r m e z u słynny podróżnik z X I V w i e k u I b n B a t t u t a (13251354) , a przecież w e współczesnym Afganistanie najlepszą sławę mają
w i n o g r o n a okolic K a n d a h a r u , następnie k o t l i n a p r o w i n c j i P a r w a n u , c z y l i
okolice C z a r i k a r u n a p n . od K a b u l u , a dopiero n a t r z e c i m miejscu stawia
się w i n o g r o n a północy.
7

8

Okręgi u p r a w y winorośli w Afganistanie t o przede w s z y s t k i m K a n d a ­
h a r n a południowym zachodzie, w c e n t r u m K o h - i - D a m a n (czyli p r o w i n c j a
P a r w a n i Kapisa w okolicy K a b u l u ) oraz Maimene i Mazar-i-Szerif n a
północy .
O p t y m a l n y m i w a r u n k a m i u p r a w y Vitis vinifera ssp. sativa „tok" ( f . )
l u b „tok-e-angur" (f.) są t e r e n y o glebach ciepłych, głębokich i p r z e p u ­
szczalnych ze znacznymi ilościami w a p n a w glebie. Winorośl dobrze się
udaje również n a glebach górskich, k a m i e n i s t y c h , a zawierających sporo
wapna, jednak n i e z b y t w y s o k o położonych, b o w Afganistanie ponad
2500 m n.p.m. już n i e sięga , a choć sporadycznie t r a f i a się jeszcze wyżej
i owocuje, t o n a t y c h w y s o k o położonych stanowiskach daje drobne
owoce.
9

1 0

11

Winorośl dzięki znacznej długości k o r z e n i (dochodzących do 7 m)
doskonale p o t r a f i przetrwać porę suchą. Może się obywać nawet bez
sztucznego nawadniania, co jest rzeczą niezmiernie ważną w s u c h y m k l i -

7

8

H u m l ů m , op. cit., s. 183.
Ibn

Warszawa
9

Battuta,

Por. H u m l u m ,

1 0

Osobliwości

miast

i dziwy

podróży,

red. A.

Zajączkowski,

1902, s. 141.
op. cit., s. 184.

f. = n a z w a w języku f a r s i ( p e r s k i m ) , p. = n a z w a w języku p a s z t u .

11 Winorośl rosnąca n a w y s . 2350 m n.p.m. spotykał J . H u m l u m (op. cit., s. 188).
Rośnie o n a w
tym wymaga

różnych w a r u n k a c h
lepszego

n a różnych wysokościach z t y m , że i m wyżej,

nasłonecznienia, a w z i m i e ochrony. W

mych badaniach nad

Zatoką Perską ( w 1971 r.) spotkałem w i n n i c e w o k o l i c y B u s z e h r u p r a w i e n a s a m y m
brzegu

morskim

(otoczone

murami

t r a m i i solą).
10 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X I X , z. 1

z kamieni wapiennych,

d l a osłony p r z e d

wia­

�146

KRZYSZTOF

WOLSKI

macie A f g a n i s t a n u . Winną latorośl można zasadzić n a w i e l u miejscach,
które się z p o w o d u jakości gleby, nachylenia t e r e n u i t p . n i e nadają do
u p r a w y i n n y c h roślin. Gdzie już n i e m a miejsca na u p r a w y zboża, t a m
jeszcze można sadzić winorośl, a t a k i c h zakątków w dolinach górskich
środkowego A f g a n i s t a n u jest sporo. Przykładem mogą być d o l i n y r z e k i
G h o r b a n d czy Pandżir l u b Logar (w okręgu Z a r h u n Szahr, gdzie dolina
znacznie się zwęża).
12

R y c . 1. W i n n i c e w prow. P a r w a n w okolicy m. C z a r i k a r
F o t . K . W o l s k i , 1973

Wydajność w i n n i c afganskich zależy od ogólnych, warunków k l i m a ­
t y c z n y c h danego r o k u , z t y m , że lata suche (lecz nie skrajnie suche, j a k
1971, gdy k r z e w y w p r o w i n c j i P a r w a n zasychały z b r a k u w o d y ) nie o d ­
bijają się źle na wielkości p l o n u , a n a w e t przeciwnie, w t a k i c h latach
owoce bywają słodsze i t y m s a m y m cenniejsze, n p . j a k o r o d z y n k i , również
wydajność zależy od umiejętnej pielęgnacji w i n n i c .
Sadownictwo baghdari
o d g r y w a bardzo poważną rolę w r o l n i c t w i e
Afganistanu. Wszelkie owoce mewadżiat zajmują niepoślednie miejsce
w wyżywieniu i eksporcie k r a j o w y m . W latach 1956-1959 wartość ekspor1 2

P o r . S. M a d e j ,

Winorośl.

W a r s z a w a 1957, s. 46.

�U P R A W A WINOROŚLI W

147

AFGANISTANIE

t u świeżych owoców stanowiła 1 0 % całego dochodu z eksportu. W latach
następnych eksport jeszcze wzrósł. Owoce suszone grają poważniejszą r o ­
lę, przynosząc k r a j o w i 2 7 , 5 % wartości całego eksportu. Pozycja owoców
w eksporcie przeważała nawet n a d eksportem karakułów (25,4%) w y n o ­
sząc 37,5%, ilościowo zaś składało się n a tę cyfrę 33 800 t o n owoców
świeżych i 27 000 t o n owoców s u s z o n y c h , z czego poważną większość
stanowiły r o d z y n k i . W latach 1954-1955 dochód A f g a n i s t a n u z eksportu
owoców świeżych wynosił 115 milionów afgani (Indie 85 milionów, P a k i ­
stan 30 milionów), suchych zaś 432 m i l . afgani (Indie 386 m i l . , Pakistan
18 m i l . , ZSRR 11 m i l . , U S A 6 m i l . ) . Owoce suszone t o w % r o d z y n k i ,
a n a pozostałą Vs składają się morele, migdały i pistacje. Orzechy grają
znikomą rolę w eksporcie. Region K a n d a h a r u w latach 1956-1957 d o ­
starczył 7 0 % e k s p o r t o w a n y c h z A f g a n i s t a n u suszonych owoców . Głów­
n i e były to kiszmisz, c z y l i r o d z y n k i .
13

u

15

Na terenie A f g a n i s t a n u można wyróżnić d w a zasadnicze t y p y w i n n i c :
w i n n i c e przydomowe w ogrodach oraz w i n n i c e polne. W i n n i c e p r z y d o ­
m o w e w n i e w i e l k i c h ogrodach występują przeważnie w środkowym i pół­
n o c n y m Afganistanie, w i n n i c e zaś jako u p r a w y polowe w południowo-zachodnim. N i e k i e d y sady i w i n n i c e położone są z dala o d osad, z których
dochodzi się dla pielęgnacji roślin. Czasami w t a k i c h ogrodach rezydują
baghwan (p.), c z y l i ogrodnicy, ale b y w a i tak, że w i n n i c e , otoczone g l i n i a ­
n y m m u r e m (jak n p . w Sarai Chodżia n a północ o d K a b u l u ) są p i l n o w a n e
jedynie w okresie dojrzewania w i n o g r o n . Niektóre w i n n i c e w K o h - i - D a m a n są t y l k o ogrodzone d r u t e m kolczastym. W i n n i c e polowe n p . w o k o ­
l i c y K a n d a h a r u przeważnie bywają otoczone g l i n i a n y m m u r e m .
Spotyka się też drobne u p r a w y , składające się z k i l k u krzewów w i n o ­
rośli zasadzonych tuż przy ścianach domów. Pędy roślin pną się p o żer­
dziach p r z y ścianach, l u b też puszczone są n a płaski dach i t a m dopiero
rozpięte na n i e w i e l k i c h rusztowaniach . W i n n i c e z r u s z t o w a n i a m i określa
się j a k o tok-e-swara.
Sporo i c h w d o l i n i e rzeki Ghorband w miejscowości
Czardeh G h o r b a n d i w G u l Behar. Mają one tę zaletę, że są zabezpie­
czone przed szkodnikami i złodziejami, ale pozostają narażone na zapędy
dzieci domowych, a często i inwentarza (kozy).
16

T y p o w a n i z i n n a w i n n i c a angur-i-bagh
(f.) pod Kandaharem, obojętnie
czy jest ona polna czy ogrodowa, przydomowa, w porze zimowej, g d y
z w i n o g r a d u opadają liście, przedstawia się j a k o szereg wałów i rowów.
W r o w a c h dżiowa (p.) u podnóża wałów puszta (p.), zawsze po i c h s t r o n i e

1 3

W i 1 b e r, op. cit., s. 284.

14

H u m 1 u m, op. cit., s. 349.

15

H u m l ů m , op. cit., s. 348.

16

B a d a n i a w dolinie r z e k i G h o r b a n d w środkowym H i n d u k u s z u , lato-jesień 1960.

�148

KRZYSZTOF

WOLSKI

północnej l u b n i e k i e d y wschodniej zasadzone są k r z a k i w i n o g r a d u w o d ­
ległości od siebie od 1,5 d o 2,5 n i . M a t o n a celu ochronę roślin przed
n a d m i e r n y m działaniem p r o m i e n i słonecznych i umieszczenie p n i a p o
stronie cienistej puszta. Rów dżiowa jest głębokości około 0,75-1 m , a n i e ­
k i e d y dochodzi d o 2 m , szerokość zaś jego w y n o s i około 1-1,5 m . Długość
dżiowa dochodzi nieraz d o 30 m . U jednego końca w i n n i c y l u b w j e j
połowie prostopadle do dżiowa biegnie rów samana, którym doprowadza
się z p o t o k u wodę. W o k o l i c y C z a r i k a r u i w ogóle w n i z i n n y c h w i n n i c a c h
środkowego A f g a n i s t a n u grzędy, n a których rosną k r z e w y , są niższe (ok.
V2 m wysokości). N i e k i e d y winorośl jest sadzona na n i e w i e l k i c h kopczy­
kach. W środkowym Afganistanie, w dolinach H i n d u k u s z u , również koło
K a l a t - i - G h i l z a i , w Logar i n a w i e l u jeszcze górzystych obszarach A f g a n i ­
stanu w i d u j e się w i n n i c e posadzone n a tarasowatych zboczach dolin. K r z e ­
w y są t a m mniejsze niż w w i n n i c a c h n i z i n n y c h , a nawadnia się j e wodą
bieżącą w r o w k a c h n a poszczególnych tarasach.
W w i n n i c a c h p r z y d o m o w y c h , gdzie w i n o g r a d puszczony jest na ściany
l u b n a dach d o m u , k r z e w o t r z y m u j e wodę doprowadzoną małym r o w k i e m
dżiujcza (i.) (bruzdą) z ogrodu.
N i e k i e d y n a s k r a j u sadów mieszczą się małe w i n n i c e . W i n o g r a d pnie
się t a m n a m o r w y l u b i n n e drzewa. K r z e w rośnie u stóp drzew i w r a z
z n i m i jest nawadniany. Zazwyczaj t a k i e w i n n i c e bywają nieco zanie­
dbane, przycinanie b o w i e m w i n o g r a d u pnącego się na drzewa jest u t r u d ­
nione, a s k u t k i e m tego owoce są pośledniejszego g a t u n k u i nie cieszą się
p o p y t e m n a r y n k u . W i n n c e tego t y p u spotyka się n a obszarze całego
A f g a n i s t a n u , lecz głównie na północy, koło Mazar-i-Szerif. W i n o g r a d
n a d r z e w n y b y w a określony j a k o angur-e-edrahti.
N a drzewa puszcza się
odmianę o owocach granatowo-czarnych, d r o b n y c h , z pestkami i bardzo
słodkich.
Osobno w y p a d n i e parę słów poświęcić w i n n i c o m mieszczącym się w czę­
ści ozdobnej zwykłego ogrodu l u b w ogrodzie ozdobnym. Są t o w i n n i c e -pergole czalia (f.), spotykane w Koh-e-Daman, pod K a b u l e m l u b K a n daharem czy Ghazni. K r z e w rośnie w r o w k u nawadniającym, a łodygi
rozpięte są n a drewnianej k r a t o w n i c y l u b odpowiednio przygiętych k i j a c h .
N o w e w i n n i c e zakłada się n a wiosnę ( l u t y — marzec), g d y m a się d o
dyspozycji sporo obciętych pędów pochodzących z przecinki s t a r y c h W i ­
nogradów. Obcięte pędy w dwóch trzecich długości zakopuje się do ziemi,
po północnej stronie kopców z i e m n y c h w okolicach K a n d a h a r u , a n a pozo­
stałych chłodniejszych i przeważnie w i l g o t n i e j szych terenach po d o w o l ­
n y c h stronach; w d o l i n i e zaś r z e k i Ghorband n a w e t n a południowych
zboczach. Jednak wszędzie uważa się, a b y dać sadzonkom nieco cienia.
Łodygi po wiosennych deszczach wypuszczają liście, po sześciu zaś latach
roślina zaczyna kwitnąć i należycie owocować. D l a n o w y c h w i n n i c dobie-

�U P R A W A WINOROŚLI W

AFGANISTANIE

149

ra się miejsca, gdzie gleba nie jest zasolona, zasolenie gleby szkodzi b o ­
w i e m winorośli, która n i e rodzi, marnieje l u b wydaje owoce drobne
i twarde.
W w i n n i c a c h w K o h - e - D a m a n (prow. Kapisa i Parwan) d o prac p r z y
zakładaniu, a także u p r a w i e w i n n i c używa się następujących narzędzi
rolniczo-ogrodniczych: kulang (i.), jest t o k i l o f d o rozbijania t w a r d y c h
g r u d oraz w y r y w a n i a k a m i e n i z g r u n t u , tesza (f.), mała motyczka-barda
o ostrzu szerokim n a 8 c m d o u p r a w y z i e m i (spulchniania), a także d o
usuwania chwastów. D o podcinania k o r z e n i chwastów i t r a w podczas
p l e w i e n i a używa się małego sierpka żelaznego', często o zasiekanym
ostrzu, l e k k o zaokrąglonym i małej rączce d r e w n i a n e j . Sierpek t e n w G u l
Behar nosi nazwę daskala (f.); w p r o w i n c j i Logar nazywa się aradas (f.).
Narzędzie t o m a ok. 30 c m długości. T o samo narzędzie w o k o l i c y K a n -

Ryc.

2. W i n n i c a w

Koh-e-Daman

( z i m a 1973 r.)
F o t . K . W o l s k i , 1972

d a h a r u nosi nazwę arekhudżi (p.). W Kandaharze do podcinania korzeni
chwastów używa się n i e w i e l k i e j (ok. 23 c m dł.) szpachli żelaznej z d r e w ­
n i a n y m t r z o n k i e m , zwanej hakdast (p.). W p r o w . P a r w a n do podsypywan i a grząd pulwan (f.) służy r y d e l żelazny beel (f.) i łopata-szufla cziori (f.),
również w okolicy C z a r i k a r u używa się do u s y p y w a n i a pulwan i podsy-

�KRZYSZTOF

150

WOLSKI

p y w a n i a szerokiej zębatej s z u f l i andża (f.), którą pracuje d w u l u d z i . Jeden
t r z y m a andża i w b i j a ją w ziemię, a d r u g i ciągnie sznur l u b rzemień, za­
czepiony n a d w u końcach dolnej, poziomej części narzędzia.
Przecinanie pędów w i n o g r a d u o d b y w a się w okolicy K a n d a h a r u w l u ­
t y m i w m a r c u , n i e później jednak niż w d r u g i e j dekadzie marca, gdyż
p o t e m roślina zaczyna już puszczać soki. N a wyższych terenach środko­
wego A f g a n i s t a n u przecinanie pędów w i n o g r a d u t r w a d o końca marca.
Pędy boczne p r z y c i n a się w odległości około 10 cm od głównego pędu,
zwanego conga de anguru (p.) w Logar l u b szahczeje-angur
(i.) w P a r w a n
i Kapisa. Używa się do tego n i e w i e l k i e j składanej piłki, zwanej
ara-e-takburi (i.) .
P o d o b n y m i piłkami posługują się w K o h - e - D a m a n i po pół­
nocnej stronie H i n d u k u s z u . N i e k i e d y stosuje się zwykłe piłki ręczne
ara (f.). W okręgu Logar koło J u l - e - A l a m też używa się t y c h piłek, a także
n o ż y czaku (f.p.). Czasami w okręgu Logar w miejscowościach Z a r h u n -Szahr (bliżej K a b u l u ) i Czarh-e-Logar (bliżej Gardezu) ścina się pędy
w i n o g r a d u żelaznymi nożami kaczi (f.). Jeżeli w i n o g r a d zostanie przycięty
krótko, wydaje o n owoce duże i słodkie. Winorośl n i e przycięta w y d a
owoców więcej, lecz drobnych, w o d n i s t y c h i mało słodkich.
17

1 8

W n i z i n n y c h w i n n i c a c h środkowego A f g a n i s t a n u bezpośrednio po&gt; p r z y ­
cięciu pędów następuje n a wiosnę przekopanie ziemi, a b y spulchnić glebę
oraz zniszczyć b u j n i e rosnące chwasty. Uszkodzone grzędy podsypuje się
od nowa. Wiosenne deszcze zwilżają ziemię, a dzięki dostatecznej ilości
w i l g o c i następuje b u j n e puszczanie n o w y c h pędów rodzajnych.
Inną czynnością bezwzględnie konieczną w s u c h y m k l i m a c i e A f g a n i ­
stanu jest okresowe nawadnianie w i n n i c y . Częstość tego zabiegu zależy
od różnych czynników, ale przede w s z y s t k i m o d rodzaju gleby w danej
okolicy. W rejonie K a n d a h a r u , gdzie obok gleb g l i n i a s t y c h występują
gleby lekkie, piaszczyste, w i n n i c e nawadnia się w odstępach czasu pomię­
dzy t y g o d n i e m a trzema t y g o d n i a m i . Równinne w i n n i c e o glebach l e k k i c h
nawadnia się co 7-10 d n i , n a glebach cięższych zaś, gliniastych, co d w a
tygodnie. Nawadnianie zależy też od warunków m i k r o k l i m a t u okolicy.
W czasie upałów i t r w a n i a l e t n i c h suchych wiatrów, słynnych
bad-i-jahsat-o-bis
ruz (f. = w i a t r s t u dwudziestu d n i ) , m u s i się częściej dostarczać
wodę w i n n i c y . P r z y t y m w okresie w i o s e n n y m i l e t n i m w i n n i c a potrze­
buje więcej w o d y niż w jesieni, g d y owoce dojrzewają i ogrodnik baghwan
dba raczej o słodycz w i n o g r o n , a u n i k a i c h wodnistości, a więc dostarcza
roślinom m n i e j w o d y . Zresztą w okresie w i o s e n n y m zdarzają się deszcze,
a poza t y m w glebie jest sporo w i l g o c i pochodzącej z opadów z i m o w y c h .
Jeżeli opady zimowe są mniejsze niż zazwyczaj, t o w okolicy K a n d a h a r u
A r a — e — t a k b u r i (f.), wyrabiają rzemieślnicy w K a n d a h a r z e . Z n a c z n i e lepsze,
s t a l o w e , oczywiście dużo droższe, w y r a b i a się w osadzie C z a r i k a r , w prow. P a r w a n .
1 7

1 8

R a z spotkałem t a m n a w e t i m p o r t o w a n y

sekator.

�U P R A W A WINOROŚLI W

AFGANISTANIE

151

w g r u d n i u , s t y c z n i u i l u t y m n a w a d n i a się w i n n i c e „zimną wodą", a b y —
j a k powiadają — „korzenie zasnęły", a od z i m o w e j w i l g o c i wyzdychały
r o b a k i w ziemi.
Inaczej jest w w i n n i c a c h rosnących na stokach gór, zboczach d o l i n ,
gdzie u t r a t a w i l g o c i n a o t w a r t y m terenie jest większa, osłonięcie z i e m i
mniejsze, a wsiąkanie w glebę szybsze. T a m r o w k a m i nawadniającymi,
b r u z d a m i dżiujcza napuszcza się częściej wodę, która raczej płynąc niż
stojąc, w m n i e j s z y m s t o p n i u wsiąka w g r u n t . N a niektórych glebach gó­
rzystego środkowego Afganistanu, odznaczających się dużą przepuszczal­
nością (i podsiąkliwością), w i n o g r a d u p r a w i e wcale się n i e nawadnia, sto­
sując t e n zabieg j e d y n i e 2-3 razy w ciągu r o k u .
Nawożenie w i n n i c y należy do ważnych prac plantatora, czy t o b o w i e m
na terenach piaszczystych, l e k k i c h gleb, czy t o n a glebach g l i n i a s t y c h
i k a m i e n i s t y c h l u b n a w e t n a glebach głębokich i przepuszczalnych (jak
np. Koh-e-Daman), winorośl w y m a g a nawożenia, jeśli m a dawać corocznie
obfite plony. D o nawożenia używa się głównie m i e r z w y zwierzęcej. Z a
najlepszą uważa się mierzwę bydlęcą. O owczej i koziej sądzi się, że jest
z b y t mocna, wielbłądzia zaś uchodzi za ostrą i n i e nadającą się d o n a w o ­
żenia w i n n i c . W przemieszaniu z popiołem i kompostem posypuje się
ziemię wokół pędu rośliny albo rozsypuje nawóz w dżiowa — r o w i e n a ­
wadniającym, gdzie napływająca woda rozmiękcza nawóz i doprowadza
do każdej rośliny. Nawożenie w i n n i c o d b y w a się wczesną wiosną.
Sprzęt w i n o g r o n , podobnie j a k i n n e prace, w y k o n u j e się ręcznie.
C z y n n i p r z y t y m są mężczyźni, gdyż k o b i e t y w Afganistanie a n i w polu,
ani w ogrodzie przeważnie n i e pracują, wyjątkowo t y l k o pomagają męż­
czyznom. Ręcznie o b r y w a się grono w i n n e — rhoza (p.) hosza (f.), a n a ­
stępnie wkłada d o stożkowatego kosza w i k l i n o w e g o — tukri (f.), tukrej
(p.), wymoszczonego w p i e r w liśćmi w i n o g r a d u — poona de anguru (p.)
l u b barg-e-tok-e-angur
(i.) .
Tukri w o k o l i c y K a n d a h a r u n a z y w a się kowarczia. Kosz t e n ma dno wypukłe i nie jest s t a b i l n y . W kowarczia, niosąc
go n a głowie, odstawia się w i n o g r o n a d o suszarni rodzynków, jeśli obejście
jest blisko. Jeżeli w i n n i c a leży w większej odległości od mieszkania wła­
ściciela, w t e d y d w a kosze u s t a w i a się n a kadżiawa (p.f.), t o jest ruszto­
w a n i u z drążków będących j u c z n y m siodłem t r a n s p o r t o w y m używanym do
przenoszenia ziemiopłodów na osłach, a rzadziej na k o n i a c h czy wielbłą­
dach. Angur (f.p.), c z y l i winogrona, przewożone są przeważnie n a osłach.
Również p r z y dalszym transporcie samochodowym, winogrona, obłożone
liśćmi (aby owoce utrzymały świeżość) przewozi się w kowarczia, a także
w ostatnich latach w skrzynkach.
19

Okolice K a n d a h a r u posiadają liczne o d m i a n y w i n o g r o n , białych, czer-

1 9

Nazwy z prowincji

Logar.

�152

KRZYSZTOF

WOLSKI

R y c . 3. K o w a r c z i a — w i k l i n o w y k o s z do t r a n s p o r t u w i n o g r o n
F o t . K . W o l s k i , K a n d a h a r 1973

w o n y c h i ciemnych (czarnych). I c h nazwy w języku pasztu n i e k i e d y brzmią
identycznie w języku farsi, jednak tylko- w danej okolicy. W i n n y c h oko­
licach ta sama nazwa oznacza zupełnie i n n y t y p owoców, o i n n y m kształ­
cie, b a r w i e i smaku. T a k jest n a przykład z w i n o g r o n a m i sahibi. Pod
K a n d a h a r e m nazwą tą określa się owoce okrągłe, słodkie, w K a b u l u zaś
i w K o h - e - D a m a n sahibi wyglądają j a k hussaini, podłużne, małosłodkie
o skórce czerwonej.

�153

U P R A W A WINOROŚLI W A F G A N I S T A N I E

W Kandaharze, słynącym z u p r a w winorośli i p r o d u k c j i najlepszych
o l b r z y m i c h rodzynków, wśród wczesnych (sierpniowych) o d m i a n najczę­
ściej spotywane są: Hussaini
(p.f.) — białe, długie, wałeczkowate, duże;
Aszkari
(p.) białe, nieduże, owalne, Szyrkiszmisz
(p.) określane też j a k o
kiszmiszi, c z y l i r o d z y n k i czerwone, owalne, n i e w i e l k i e ; Lal (p.) białe, k u ­
liste, bardzo duże, z pestkami, bardzo słodkie; Tora (p.), c z y l i
Angur-i-sijah (i.) — czarne, bardzo ciemne, podłużne, średnio duże . P r z y końcu
sierpnia pojawiają się zielonawożółte, Haita (p.) podłużne, o l b r z y m i e w i e l ­
kości śliwki węgierki i zaczynają się Spin kiszmisz (p.) — drobniejsze zie­
lonawożółte, rodzynkowe, jesienne .
20

21

Choroby winorośli w Afganistanie są liczne. D o najbardziej z n a n y c h
należy otszak, która polega n a szarzeniu owoców i i c h skarleiúu, oraz
korhona będąca rodzajem g r z y b i c y (być może Septorium
ampelina)
powo­
dująca czernienie łodyg, z a n i k owoców, a u dołu pędu objawiająca się
zrakowaceniem. Inną i chyba największą plagą w i n n i c y jest
peczniak-e-surh, c z y l i k a n i a n k a w i n n a (Cuscuta monogina) ,
która s w y m i g r u b y m i
pędami o w i j a łodygi w i n o g r a d u . Pecziak-e-surh
m a łodygi k o l o r u czerwonolila, duże (średnica V2 cm), białawozielone owoce, ułożone w n i e w i e l ­
k i c h gronach. Ta odmiana k a n i a n k i pasożytuje wyłącznie n a winogradzie.
Obie zarazy otszák i korhona uważa się za bardzo groźne d l a w i n n i c , lecz
j a k dotychczas niewiele się jeszcze r o b i dla i c h zwalczania. Podobnie jest
•z pecziak-e-surh,
którego łodygi z r y w a się w r a z z łodygą żywiciela i daje
owcom l u b kozom. Zabieg z r y w a n i a k a n i a n k i w i n n e j jest przeprowa­
dzany niedokładnie, więc pasożyt szybko, się odradza. K a n i a n k a w i n n a w y ­
stępuje n a g m i n n i e n a północy k r a j u , w T u r k m e n i i Afgańskiej (okolice
Mazar-i-Szerif), Badachszanie, w środkowym Afganistanie (Koh-e-Daman,
okolice K a b u l u ) , a rzadziej t r a f i a się n a południowym zachodzie (okolice
Kandaharu).
22

23

Ostatnio w okolicy K a b u l u zaczęto wprowadzać do w a l k i z otszak
i korhona chemiczne p r e p a r a t y używane z powodzeniem w Ferganie
w ZSRR. Jednak t a nowoczesna ochrona winorośli jest jeszcze mało roz­
powszechniona w Afganistanie.
Filoksera (Phylloxera
vastatrix),
jeden z najgroźniejszych szkodników
w i n n i c amerykańskich, jeszcze się n i e pojawił w w i n n i c a c h Afganistanu,
ale zawsze istnieje możliwość zawleczenia f i l o k s e r y bądź t o z A m e r y k i ,

2 0

B a d a n i a t e r e n o w e , K a n d a h a r — 4-6 V I I I 1972 r.

2 1

B a d a n i a t e r e n o w e , K a d a h a r — 25-27 V I I I 1972 r.

2 2

Obserwacje

w

miejscowości

S a r a i Chodżia w

K o h — e — D a m a n n a północ od

K a b u l u (wrzesień 1972).
2 3

I n n e o d m i a n y k a n i a n k i , pasożytujące

n a marchwi, koniczynie, lucernie, b u ­

r a k a c h , a n a w e t n a c e b u l i , są plagą r o l n i c t w a A f g a n i s t a n u .

�154

KRZYSZTOF

WOLSKI

bądź t o z Europy, choć możliwości poruszania się tego owadu są raczej
ograniczone.
Na południu k r a j u i w okolicach K a n d a h a r u poważnym s z k o d n i k i e m
w w i n n i c a c h są szakale. N i e w i e l k i e te zwierzęta podchodzą nocą do d o j ­
rzewających w i n o g r o n i objadają najlepsze, najsłodsze i największe owoce,
niszcząc p r z y t y m pozostałe g r o n a . W a l k a z szakalami jest t r u d n a , gdyż
skradają się one bardzo' cicho, a psy n i e chcą na n i e polować. N a szakale
zastawia się żelazne paści talaka (p.) l u b k o p i e głębokie doły z zapadnia­
m i . N i e k i e d y zakradnie się d o w i n n i c y hiena, lecz t a w ogrodach w y j a d a
głównie melony i arbuzy. Poważne szkody w w i n n i c a c h wyrządzają też
p t a k i dzienne, zwłaszcza wróble, ale od n i c h łatwiej można się upilnować.
Przed p t a k a m i pilnują w i n n i c chłopcy u z b r o j e n i w proce.
24

N i e k i e d y dojrzewające w i n o g r o n a są atakowane przez olbrzymie osy
zambur, które nakłuwają każdą dojrzałą jagodę i powodują j e j gnicie
l u b częściowe obsychanie, utrudniające z b y t t a k i c h owoców, grona b o w i e m
trzeba sortować, a nadpsute jagody usuwać. Także wśród plonów o d m i a n
r o d z y n k o w y c h osy powodują szkody, gdyż nadpsute owoce n i e tylko* źle
zasychają, lecz puszczają sok i zanieczyszczają i r m e r o d z y n k i . Do nakłutych
przez osy jagód zlatują się m u c h y , dopełniając zniszczenia.
W okolicach K a n d a h a r u , gdzie względnie często pojawiała się sza­
rańcza malah (p.), w i n n i c e były m n i e j narażone na jej żarłoczność, gdyż
przede w s z y s t k i m pożerała liście jabłoni, m o r e l i i granatów, a liści w i n o ­
rośli przeważnie n i e zjadała.
Klęską d l a w i n n i c są u l e w n e deszcze trafiające się n i e k i e d y wśród
lata. N a d m i a r wody, a przede w s z y s t k i m zwilżenie liści, łodygi i owoców,
powoduje pękanie jagód. W okolicy K a n d a h a r u występuje pękanie o w o ­
ców U nasady w d w a d n i p o u l e w i e . N a j m n i e j o d p o r n y m i o d m i a n a m i
w w y p a d k u u l e w y są letnie duże w i n o g r o n a Haita i Szehali, które n a d pęknąwszy w n e t gniją w w y s o k i e j temperaturze. N a szczęście deszcze
w lecie należą d o rzadkości, choć n p . w 1972 r. t a k i e opady w s i e r p n i u
zdarzały się w różnych rejonach A f a g n i s t a n u .
N i e k i e d y w u s t r o n n y c h p o l n y c h w i n n i c a c h poważne szkody wyrządza­
ją ludzie, przeważnie przechodzący koczownicy albo buszujące wszędzie
dzieci. Przed złodziejami c h r o n i się winnicę pilnując stale, t a k w dzień
j a k w nocy, oczywiście w okresie dojrzewania w i n o g r o n . Pilnujący m i e ­
szka w specjalnie p o s t a w i o n y m szałasie czapar (f.). Szałas b y w a z w y k l e
budą z chrustu, gałęzi i słomy postawioną n a ziemi l u b umieszczoną n a
rusztowaniu, b y z wysokości można było objąć w z r o k i e m całą winnicę.
N i e k i e d y w w i n n i c a c h stoją g l i n i a n e d o m k i strażnicze.
Ochroną od zwierząt są gliniane ogrodzenia — m u r y , dochodzące n i e Pod K a n d a h a r e m znane jest powiedzenie

„Dobre w i n o g r o n a

z a w s z e je s z a k a l " ,

�U P R A W A WINOROŚLI W

155

AFGANISTANIE

R y c . 4. S u s z a r n i a w i n o g r o n w o k o l i c y C z a r i k a r u
F o t . K . W o l s k i , 1973

k i e d y d o 2V2 m wysokości. Strzegą one w i n n i c przed wtargnięciem krów,
owiec, osłów i najgroźniejszych kóz. W g l i n i a n y m ogrodzeniu f u r t k i są
plecione z patyków w i e r z b o w y c h l u b topolowych, bywają też z desek
lub drewnianych krat.
W wysoko w z n i e s i o n y m środkowym Afganistanie, gdzie w zimie t e m ­
p e r a t u r y nocą bywają bardzo niskie (do —35°), d n i e m zaś w słońcu n a ­
stępuje znaczne ogrzanie (do + 2 5 ° ) , p o k r y w a śnieżna szybko znika, a r o ­
śliny narażone są na wymarzanie. Stąd też k r z e w y w i n o g r a d u w w i n n i ­
cach i p r z y domach bywają n i e k i e d y opatrywane, choć bardzo niedokład­
n i e i licho. Podsypuje się j e ziemią, wprzód obłożywszy liśćmi, t r z y n a m i
l u b d r o b n y m i gałązkami. Pod Kandaharem, gdzie zimą padają deszcze,
a mrozów przeważnie n i e bywa, wszelkie zabiegi zabezpieczające przed
zimą są zbyteczne. W Afganistanie północnym, gdzie zimą szaleją w i c h u ­
r y , n a terenach o t w a r t y c h n i e k i e d y w i n o g r a d przygina się do ziemi, p r z y sypuje słomą i ziemią, podobnie j a k to robiono w Ferganie . W Badachszanie w i n o g r a d u przeważnie się nie ochrania na zimę.
2S

25 р

о т

в.

Grąbczewski,

gen. Grąbczewskiego,

W

t. I I I , W a r s z a w a

pustyniach
1925, s. 38.

Raskemu

i Tybetu,

[w:]

Podróże

�156

KRZYSZTOF WOLSKI

Jak już w s p o m n i a n o wyżej, t r a d y c y j n i e do t r a n s p o r t u w i n o g r o n używa
się w i k l i n o w y c h , stożkowatych koszy tukri (i.) .
W okolicy Kandaharu
t a k i e same kosze nazywają się kowarczia (p.). Są one wąskie, o średnicy
w połowie około 35 c m , a długości od 100 do 120 c m . Wymoszczone liśćmi
w i n n y m i gwarantują świeżość owoców, przewiewnością zaś chronią od
skiśnięcia.
26

W K o h - e - D a m a n n a p n . od K a b u l u
do przechowywania świeżych
w i n o g r o n n a zimę używa się specjalnych naczyń z g l i n y suszonej na słoń­
cu. Naczynie, zwane kanghina, składa się z d w u misek wielkości głębo­
k i c h talerzy. D o wnętrza wkłada się w październiku w i n o g r o n a o d m i a n y
kiszmiszi, a m i s k i s t y k a się brzegami, które następnie zalepia się świeżą
gliną. Owoce t a k zamknięte n i e zsychają się i dają się przechowywać przez
cztery miesiące, aż do połowy lutego. Świeże w i n o g r o n a w zimie u z y s k u ­
ją dobrą cenę.
D o p r z e c h o w y w a n i a w stanie świeżym dużych w i n o g r o n o d m i a n y hussaini używa się większych naczyń z niewypalonej g l i n y . Naczynia takie
noszą nazwę kanduczia. Są t o szerokie dzbany o wysokości 45 cm, a śred­
n i c y około 30 c m . Otwór z a m y k a n y jest glinianą przykrywą. Po napełnie­
n i u dzbana owocami brzeg p r z y k r y w k i oblepia się szczelnie gliną. W i n o ­
grona hussaini mogą być przechowywane w kanduczia n a w e t przez sześć
miesięcy bez zsychania się owocu i marszczenia skórki. Naczynia t a k i e
używane są też p o północnej stronie H i n d u k u s z u w d o l i n i e P u l - e - C h u m r i
i Duszambe.
2 7

Większość owoców w Afganistanie przechowuje się w postaci w y s u ­
szonej. Suszy się śliwki, jabłka, gruszki, morele, m o r w y , a n a w e t melo­
n y . Również, i t o w przeważającej ilości, suszy się p l o n y w i n n i c . Można
powiedzieć, że przeszło połowa p r o d u k c j i w i n o g r o n zostaje wysuszona
i następnie jako r o d z y n k i dostaje się n a r y n e k k r a j o w y i krajów sąsied­
n i c h . Suszenie w i n o g r o n n a r o d z y n k i o d b y w a się już t o w specjalnych
pomieszczeniach, już t o n a dachach domów mieszkalnych.
Suszarnie rodzynków w K o h - e - D a m a n na północ od K a b u l u są b u d y n ­
k a m i wolnostojącymi l u b p r z y b u d o w a n y m i d o obejść gospodarskich czy
też domów mieszkalnych. W t a k i c h w y p a d k a c h suszarnia mieści się w gór­
nej (piętrowej) części b u d y n k u , podczas gdy dolne przeznacza się n a i n n y
cel (składy p l e w i t r z y n , magazyny, spiżarnie, rzadziej obory). Suszarnie
stawia się zawsze w miejscach p r z e w i e w n y c h . Materiałem b u d o w l a n y m
28

2 6

N a z w a z prow. L o g a r .

2 7

B a d a n i a w S a r a i Chodżia 15 I X 1972.

M e l o n y w i e s z a się u pułapu k o m o r y l u b s p i c h l e r z a i t a m w s u c h y m p o w i e ­
t r z u zasychają i zmniejszają s w ą objętość. W r a z i e potrzeby użycia i c h , zeschły owoc
obsypuje się g o t o w a n y m ryżem, u m i e s z c z a w p r z y k r y t y m n a c z y n i u , a b y spęczniał •
i nabrał „soczystości".
2 8

�U P R A W A WINOROŚLI W

157

AFGANISTANIE

R y c . 5. M a ł e s u s z a r n i e w i n o g r o n w o k o l i c y C z a r i k a r u
F o t . K . W o l s k i , 1973

jest glina (w w i l g o t n y c h blokach układana podczas stawiania suszarni)
l u b cegła surówka. Liczne szczeliny w e n t y l a c y j n e w ścianach sprawiają
z dala wrażenie strzelnic, t a k że mniejsze suszarnie, kształtu m a s y w n y c h
czworobocznych wież, nasuwają przypuszczenie, iż ma się do czynienia
z b u d o w n i c t w e m o b r o n n y m , a n i e ze zwykłymi pomieszczeniami gospo­
darczymi. W K o h - e - D a m a n suszarnia nosi nazwę balachana (f. — w y s o k a
izba, wysokie pomieszczenie, a dosłownie górna ižba) i jest wąską (3-5 m
szeroka) izbą o wysokości 5-7 m . Długość suszarni dochodzi n i e k i e d y d o
k i l k u n a s t u metrów. Szczeliny w e n t y l a c y j n e n i e są szersze niż 20 cm, i c h
wysokość zaś n i e przekracza 1 m (przeważnie m a około 60 cm). W Sarai
Chodżia balachana, czyli saigichana (i.), miała wnętrze wysokie n a 5,5 m,
a o t w o r y w e n t y l a c y j n e w y m i a r y 10 X 4 5 cm. Szczeliny w e n t y l a c y j n e b y ­
wają zupełnie otwarte, zatkane luźno gałązkami albo zamknięte siatką
drucianą, co n i e w s t r z y m u j e dopływu p o w i e t r z a i p r z e w i e w u w i a t r u ,
a c h r o n i wnętrze od wtargnięcia p t a c t w a i szkodników. Są one t a k u m i e ­
szczone w k i l k u rzędach jedne n a d d r u g i m i , że o t w o r y rzędu wyższego
nie wypadają bezpośrednio n a d o t w o r a m i rzędu niższego, t y l k o występują
na przemian. Wewnątrz balachana m a albo ruchome, przenośne ruszto­
wania, odpowiednio wysokie, l u b od s t r o p u zwisają rzadkie m a t y z g r u ­
bych t r z c i n l u b bambusów, n a których jesienią wiesza się grona winne.

�158

KRZYSZTOF

WOLSKI

Na rusztowaniach układa się bambusowe l u b trzcinowe pręty z pozawie­
szanymi g r o n a m i w i n n y m i albo przywiązuje d r u t y (jest t o p r a k t y k a n o w ­
sza) i n a n i c h wiesza winogrona.
W p r o w i n c j i P a r w a n właściciele mniejszych w i n n i c mają suszarnie
w i n o g r o n parterowe, o w y m i a r a c h wnętrza 2 X 4 m , a wysokości 2,5 do
3 m , zadaszone stropem, z którego' sterczą żerdzie służące do zawieszania
na n i c h w i n o g r o n . Do suszarni p r o w a d z i n i e w i e l k i , n i s k i otwór wejścio­
w y . O t w o r y w e n t y l a c y j n e rozmieszczone są w trzech — pięciu rzędach.
Z w y k l e małe suszarnie stoją w grupach, co ułatwia i c h p i l n o w a n i e .
W okolicy K a n d a h a r u suszarnia nazywa się kiszmiszchana (czyli r o dzynkarnia). Małe, stare kiszmiszchana
mają w e n t y l a c y j n e o t w o r y m n i e j ­
sze i okrągłe, łatwiejsze do zamknięcia w związku z częstszymi b u r z a m i
p r o c h o w y m i występującymi w południowo-zaehodnim Afganistanie. O t w o ­
r y w e n t y l a c y j n e w o k o l i c y K a n d a h a r u nazywają się sorai (p.). W dużych
w i n n i c a c h p o d Kandahar em r o d z y n k a r n i e mają niekiedy po k i l k a d z i e ­
siąt metrów długości. Sorai w n i c h są podłużne, pionowe. Podobnie jest
w mniejszych, nowszych suszarniach. Suszarnie w i n o g r o n okolic K a n d a ­
h a r u n i e posiadają stropu-dachu (jesienią deszcze n i e padają w pd.-zach.
Afganistanie). W czasie suszenia w i n o g r o n górę kiszmiszchane
przeważnie
p r z y k r y w a się żerdziami i gałęziami, d l a ochrony owoców przed ptactwem.
N i e k i e d y góra pozostaje o t w a r t a , w t e d y specjalny stróż p i l n u j e suszarni.
Grona wiesza się n a sznurach przywiązanych do- tyczek w b i j a n y c h w spe­
cjalne o t w o r y w ścianach. Często suszarnie w i n o g r o n określa się nazwą
bad-e-ćhana (f. = izba p r z e w i e w u , izba w i a t r u ) , spotykaną n a obszarze
środkowego Afganistanu.
1

W okolicy Ghazni, K a l a f - i - G h i l z a j jako suszarnie używane są izby
znajdujące się na najwyższym piętrze, wąskiego, wieżowatego d o m u
mieszkalnego. I c h duże o t w o r y okienne (nie zamykane) gwarantują nale­
żyty p r z e w i e w suchego i gorącego powietrza. Przeważnie w i n o g r o n a suszy
się n a dachach domów. Są to tereny, gdzie w i n n i c jest m n i e j , a ludność
posiada m n i e j w i n o g r o n do suszenia. Także w i n n i c e w o k o l i c y Ghazni są
małe. Winogrona układa się na dachach n i e bezpośrednio na glinianej p o ­
lepie, lecz n a okrągłych płaskich koszach w i k l i n o w y c h l u b płaskich w i k l i ­
n o w y c h kręgach, z w a n y c h kierah (p.). N i e k i e d y pod kosze l u b kręgi p o d ­
kłada się kamienie, a b y uzyskać p r z e w i e w spod spodu .
29

Liczne o d m i a n y w i n o g r o n A f a g n i s t a n u dają po wysuszeniu rozmaite
g a t u n k i rodzynków. O d m i a n y rodzynkowe różnią się t y m o d pozostałych,
że są bezpestkowe. Specjalnie jako kiszmiszi r o z u m i e się w i n o g r o n a białe,
n i e w i e l k i e , owalne l u b podłużne, słodkie, a dojrzewające w e wrześniu
i pierwszej połowie października. Pomijając kształt, zależny od odmiany,
Wysuszone

w

t e n sposób r o d z y n k i uważa się z a pośledniejszy

gatunek.

�U P R A W A WINOROŚLI W

AFGANISTANIE

159

k o l o r rodzynków u w a r u n k o w a n y b y w a często sposobem suszenia. Z tej
samej o d m i a n y można uzyskać r o d z y n k i białozielonkawe, białożółtawe,
a nawet czerwonawobrązowe. Pierwsze pochodzą z n i e przejrzałych o w o ­
ców suszonych w cieniu, drugie uzyskuje się z owoców przejrzałych rów­
nież suszonych w cieniu, trzecie zaś z owoców przejrzałych suszonych
w słońcu. Czarne uzyskuje się z owoców ciemnoniebieskich (czarnych).
Przeważnie suszenie nie jest skomplikowane, j e d y n i e t y l k o p r z y o l b r z y ­
m i c h rodzynkach kandaharskich, u z y s k i w a n y c h z o d m i a n y kolosalnych
słodkich w i n o g r o n Haita stosuje się specjalną technikę określaną j a k o
dbdżiousz (р.), co można przetłumaczyć j a k o gotowane, a raczej zaparzane.
Zabieg polega na zanurzeniu we wrzącej wodzie g r o n Haita, a następnie
przesuszaniu i c h w sposób podobny, j a k t o się p r a k t y k u j e z i n n y m i w i n o ­
gronami. Wodę d o zaparzania przygotowuje się przez zagotowanie w niej
p e w n y c h ziół, p e w n y c h nasion i n i e w i e l k i e j ilości gaszonego wapna. W t y m
t o roztworze jeszcze wrzącym, zanurza się n a chwilę grono, uważając, a b y
p r z y p a d k i e m n i e popękały. Sądzi się, że roztwór wpływa n a łatwiejsze
odparowanie n a d m i a r u w o d y z dużych owoców, a także wpływa dodatnio
na zasuszenie się słodkiego s o k u w i n o g r o n .
30

Po wysuszeniu w i n o g r o n w balaćhana zdejmuje się je z m a t l u b sznu­
rów czy drutów, a następnie składa w kącie izby. W podkandaharskich'
kiszmiszkhane
winogrona, gdy wyschną, obija się k i j a m i . Spadają one n a
k i l i m y podłożone n a polepie. W razie potrzeby sprzedaje się j e k u p c o w i - h u r t o w n i k o w i , który k u p u j e r o d z y n k i w stanie zupełnie s u r o w y m , b r u d ­
ne, zaprószone, z wyschłymi łodygami, a nieraz jeszcze ze słomą, n a któ­
rej spoczywały w magazynie r o l n i k a . W t a k i m stanie ładuje się r o d z y n k i
do wełnianych dużych worów dżiowal (f.p.), załadowuje n a zwierzęta
juczne i odstawia k u p c o w i . N i e k i e d y k u p i e c - h u r t o w n i k w t a k i m stanie
dostarcza j e dalej d o kupców hurtowników w większych miastach. T a m
dopiero następuje powierzchowne oczyszczanie. W płaskich koszach l u b
na dużych sitach ręcznie opala się r o d z y n k i , wybierając gałązki i słomę
oraz odsiewa część k u r z u i b r u d u , który zdoła wypaść przez oka sita
l u b szpary kosza. Część b r u d u i k u r z u , j a k a przylgnęła d o rodzynków
w czasie suszenia, gdy wypuściły nieco lepkiego soku, pozostaje n a d a l na
suszonym owocu i dopiero ostateczny odbiorca w y m y w a ją, oczyszczając
przed użyciem. Jednak, n p . p r z y w y r o b i e w o d y r o d z y n k o w e j , nieczystości
t y c h się n i e oddziela, a b y nie tracić cennej, choć zbrukanej słodyczy.
Przeważnie większość rodzynków jest dostarczana n a r y n e k przez
d r o b n y c h producentów i przychodzi w stanie takiego przemieszania gaZ tego t y p u s u s z e n i e m spotkałem się j e d y n i e w o k o l i c a c h K a n d a h a r u . Z n a n y
ten sposób j e s t też w p o b l i s k i m pakistańskim Beludżystanie, l e c z t a m r a c z e j z a r z u ­
cony, ze względu n a duży popyt n a świeże w i n o g r o n a H a i t a , t a k w K w e t c i e j a k i n a
eksport do K a r a c z i .
к
3 0

�KRZYSZTOF WOLSKI

160

tunków i wielkości, że w y m a g a przesortowania. Sortowanie o d b y w a się
u kupców hurtowników po przeczyszczeniu t o w a r u , a n i e k i e d y n a w e t już
w sklepach kupców detalicznych. P r z y s o r t o w a n i u z a t r u d n i a się k o b i e t y
i dzieci. K u p c y detaliczni, mając sporo wolnego czasu, często własnoręcz­
n i e sortują r o d z y n k i w swych k ra m a c h, co można obserwować przecho­
dząc przez bazary.
Dotychczasową tradycyjną praktyką był zbyt rodzynków do krajów
sąsiednich: Rosji, I n d i i , Pakistanu, a n a w e t I r a n u . Już po I I w o j n i e świa­
t o w e j , a raczej w latach sześćdziesiątych, rozpoczęto w skrajnie p r a w o ­
w i e r n y m Afganistanie wyrabiać z rodzynków zabronione przez Koran w i ­
na i k o n i a k i . M i s t r z a m i Afgańczyków okazali się specjaliści włoscy,
którzy zaczęli produkować wspaniałe wina,, n i e ustępujące jakością w i n o m
włoskim. J a k dotychczas p r o d u k c j a w i n w Afganistanie prowadzona jest
na mała skalę, ale być może w niedalekiej przyszłości r o z w i n i e się i z n a j ­
dzie z b y t n a r y n k a c h krajów sąsiednich.
Użytkowanie uboczne w i n n i c y b y w a różnorakie. Spotyka się n i e k i e d y
u p r a w y współrzędne n i e w y s o k i c h d r z e w owocowych, t a k i c h j a k morele,
brzoskwinie i migdałowce, a n i e k i e d y i śliwy. D r z e w a t e n i e zacieniają
w i n n i c y , a także n i e wyciągają z b y t w i e l e w i l g o c i z gleby i w i n o g r a d na
t y m n i e t r a c i . Przeciwnie, n i e w i e l k i e drzewa owocowe są przytłaczane
pędami pnącego się na nie w i n o g r a d u . Nieraz w i d u j e się w w i n n i c a c h
w p r o w . P a r w a n rosnące m o r w y l u b orzechy włoskie, lecz wielkość i w y ­
sokość t y c h d r z e w grozi w i n n i c y zaciemnieniem, a także wyssaniem w i l ­
goci. Dlatego też m o r w y i orzechy, g d y się z b y t rozrosną, u s u w a się z w i n ­
n i c y . W sadach składających się z jabłoni i grusz w i n o g r a d zagraża t y m
drzewom, więc t a k i e j symbiozy p r a w i e się n i e spotyka. Zresztą n i e m a l
zawsze drzewa owocowe usuwane są z w i n n i c , i c h dochodowość b o w i e m
jest z reguły niższa od dochodów z u p r a w y w i n n e j latorośli.
3 1

Z użytków ubocznych w w i n n i c a c h należy jeszcze wspomnieć o k o ­
rzyściach ze z b i o r u n a zielono t r a w rosnących wśród krzewów w i n o g r a d u ,
a także ze z b i o r u liści w i n o g r a d u d a w a n y c h w jesieni o w c o m i kozom.
Wiosenna p r z y c i n k a krzewów dostarcza już t o pędów s k a r m i a n y c h przez
kozy, już t o lichego drzewa opałowego z grubszych części obcinanych
gałęzi.
Podsumowując powyższe u w a g i w y p a d n i e jeszcze wspomnieć o w k r a ­
czaniu nowoczesności w tradycyjną uprawę w i n o g r o n w Afganistanie.
Najważniejszym t a k i m w y d a r z e n i e m jest wprowadzenie w w i n n i c a c h
w K o h - e - D a m a n s p r y s k i w a n i a krzewów przeciw zarazom. Widać w t y m
T a k w Kábulu, j a k i w C z a r i k a r z e w m n i e j p r a w o w i e r n y c h d o m a c h w y r a b i a
się w i n a z w i n o g r o n . Wyciśnięty sok s i l n i e dojrzałych o w o c ó w poddaje się f e r m e n ­
t a c j i w b u t l a c h . Przeważnie do w y r o b u W i n a używa się w i n o g r o n o d m i a n
kiszmiszi
lub też d r o b n y c h , słodkich c i e m n y c h w i n o g r o n z północy k r a j u .
8 1

�U P R A W A WINOROŚLI W

161

AFGANISTANIE

wyraźne w p ł y w y kontaktów z hodowcami z sąsiednich terenów radzieckiej
A z j i Środkowej. Podobnie wprowadzenie sekatora w okręgu Logar ułatwi
i przyspieszy wiosenne przycinanie. W związku z powstającym p r z e ­
mysłem f e r m e n t a c y j n y m w Afganistanie i początkami przetwórstwa w i ­
n o g r o n i rodzynków n a w i n a , dają się gdzieniegdzie obserwować próby
wprowadzenia n o w y c h o d m i a n winorośli dającej specjalnie poszukiwane
aromatyczne owoce, potrzebne d o p r o d u k c j i w i n . Jednak w większości
w i n n i c A f g a n i s t a n u zachowują się tradycyjne, o d wieków wypróbowane
m e t o d y h o d o w l i winorośli oraz sposoby sprzętu, przechowywania i susze­
nia winogron.
Muzeum Etnograficzne
PI. Wolnica 1
31-060 K r a k ó w

Krzysztof

Wolski
TRADITIONAL RAISING O F GRAPEVINES IN

AFGHANISTAN

S u m m a r y
T h e a u t h o r s t u d i e d t h e t r a d i t i o n a l m e t h o d s of r a i s i n g g r a p e v i n e s i n A f g h a n i s t a n
d u r i n g h i s t r a v e l s to t h a t c o u n t r y a n d to P a k i s t a n b e t w e e n 1960 a n d 1973, m a i n l y
i n 1969, 1971, 1972 a n d 1973. C e n t r a l , s o u t h w e s t e r n a n d n o r t h e r n regions of A f g h a ­
n i s t a n w e r e investigated. V i n e s a p p e a r i n a l l p l a c e s t r a d i t i o n a l l y c o n s i d e r e d a s
appropriate, b u t v i n e y a r d s a r e m o s t d e n s e l y grouped i n t h e f o l l o w i n g
regions:
K a n d a h a r i n the southwest, K o h - i - D a m a n a n d near K a b u l i n the central area,
a n d M a z a r - i - S h a r i f i n t h e n o r t h . V i n e y a r d s c a n a l s o often be f o u n d w h e r e t h e
t e r r a i n m a k e s t h e r a i s i n g of cereals, i m p o s s i b l e , e.g. i n t h e p r o v i n c e of L o g a r o r i n
t h e v a l l e y of G h o r b a n d R i v e r i n M i d d l e H i n d u K u s h . E c o n o m i c a l l y m o s t i m p o r t a n t
i n t h e c o u n t r y is t h e K a n d a h a r region, p r o d u c i n g as m u c h as 70°/o of d r i e d f r u i t
( m a i n l y r a i s i n s ) e x p o r t e d b y A f g h a n i s t a n i n nineteen-fifties. I t a l s o s u p p l i e d t h e
b u l k of e x c e l l e n t v a r i e t i e s of grapes e x p o r t e d t o P a k i s t a n a n d e v e n to I n d i a . N e a r
K a n d a h a r c a n b e f o u n d t h e greatest n u m b e r of c u l t i v a b l e v a r i e t i e s of v i n e s , w i t h
i m p r e s s i v e l y b i g w h i t e " l a l " o r " h a i t a " a n d t h e " k i s h m i s h i " or r a i s i n species w i t h
f r u i t w i t h o u t seeds. T h e " k i s h m i s h i " f r o m t h i s r e g i o n differ i n s i z e ; t h e f r u i t a r e
u s u a l l y oblong, w h i t i s h , y e l l o w i s h o r p i n k y , w h i l e t h e n o r t h e r n r a i s i n v a r i e t i e s a r e
m o s t often d a r k b l u e to black, w i t h o b l o n g b u t s m a l l e r fruit, often w i t h s m a l l seeds.
A n u m b e r of types of v i n e y a r d s c a n b e d i s t i n g u i s h e d i n A f g h a n i s t a n t h a t c a n
be r o u g h l y d e s c r i b e d a s e i t h e r f i e l d o r household ones. I n t h e s o u t h a n d i n t h e
c e n t r a l region, t h e v i n e s a r e g e n e r a l l y l a i d o n e a r t h m o u n d s or d i k e s , s o m e t i m e s
u p to 1.5 m h i g h , w h i l e t h e roots of s h r u b s g r o w i n a d e e p recess, h i d d e n i n s h a d o w
f r o m s c o r c h i n g s u n . I n t h e n o r t h , v i n e s a r e a l l o w e d to m o u n t trees, houses ( w i t h
scaffolding o n flat roofs) or c l a y w a l l s . A v i n e y a r d o r " b a g h - e - a n g u r ' is u s u a l l y
s u r r o u n d e d b y s u c h w a l l s . V i n e y a r d s a r e w a t e r e d a t 7 t o 21 d a y s i n t e r v a l s d e p e n d ­
i n g o n t h e l o c a l n a t u r a l conditions, s o l a r i z a t i o n a n d p e r m e a b i l i t y of t h e s o i l , but
i n t h e p e r i o d of r i p i n g t h e s u p p l y of w a t e r is l i m i t e d to m a k e t h e f r u i t m o r e sweet.
I n t h e r i p i n g p e r i o d t h e v i n e y a r d s a r e v i g i l a n t l y g u a r d e d against v e r m i n (birds,
-

11 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t . X I X , z. 1

�162

KRZYSZTOF

WOLSKI

j a c k a l s , goats) a n d thiefs. A w a t c h m a n l i v e s p e r m a n e n t l y i n a s p e c i a l c a b i n o r
" c h a p a r " built of b r a n c h e s o r c l a y . F r u i t a r e p i c k e d b y h a n d . T h e y aire t r a n s p o r t e d
i n w i c k e r b a s k e t s o n t h e b a c k s of asses, m u l e s o r oxen. G r a p e s a r e d r i e d w h o l e for
r a i s i n s i n c l a y s h e d s c o n s t r u c t e d for this p u r p o s e ( k i s h m i s h k h a n a , s a i g h i k h a n a ,
b a l a k h a n a ) w i t h n u m e r o u s v e n t i l a t i o n holes i n t h e i r w a l l s . R a i s i n s c o n t a m i n a t e d
w i t h p e d u n c l e s a r e s u p p l i e d to w h o l e s a l e m e r c h a n t s a n d o n l y t h e n they a r e c l e a n e d
a n d sorted out.
P h y l o x e r a ( P h y l l o x e r a v a s t a t r i x ) is not yet f o u n d i n A f g h a n i s t a n . T h e greatest
t h r e a t to g r a p e v i n e s is c o n s i d e r e d to be C u s c u t a monogina, c a l l e d " P e c h i a k - e s u r h " , a p a r a s i t e most w i d e s p r e a d i n v i n e y a r d s i n t h e north. I t is n o w h a n d l e d by
p l u c k i n g t h e s p r o u t s of a n i n f e c t e d plant. A g a i n s t other plagues c h e m i c a l s p r a y s
i m p o r t e d f r o m t h e U S S R a r e b e i n g introduced.
T h e m e t h o d s of c u l t i v a t i o n , v i n t a g e a n d storage p r e v a i l i n g i n A f g h a n i s t a n a r e
s t i l l t r a d i t i o n a l ones. H o w e v e r , i n recent y e a r s w i n e p r o d u c t i o n a n d f e r m e n t a t i o n
i n d u s t r y h a s s t a r t e d t h a t w i l l p r o b a b l y b r i n g the i n t r o d u c t i o n of n e w v i n e s p e c i e s
n e c e s s a r y for m a k i n g s t a p l e w i n e s .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11256" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11234">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bbf7dded5f4e0ba8c58142228b941033.pdf</src>
        <authentication>79d8732647e88fcc5484f2b041310f27</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134105">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134106">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134107">
                <text>1955</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134108">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134109">
                <text>Badania O.Kolberga w dorzeczu średniego Sanu/ LUD 1955 t.42 cz.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134110">
                <text>LUD 1955 t.42.cz.1 s.294-306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134111">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134112">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134113">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134114">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134115">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134116">
                <text>295

KRZYSZTOF

WOLSKI

BADANIA O. KOLBERGA W DORZECZU ŚREDNIEGO SANU
W chwili obecnej, gdy z pełnym krytycyzmem

podchodzimy do
naszego dotychczasowego dorobku historycznego, nie można pominąć bogatej twórczości O. K o l b e r g a. Nasuwa się zwłaszcza
konieczność omówienia jego monumentalnej
pracy pt. "Lud".
Dzieło to niejednokrotnie wymaga poprawek czy uzupełnień, których dokonać można po dokładnej analizie metod jak również
podawanych materiałów i skonfrontowaniu ich z danymi, przekazanymi z zakresu etnografii lub pokrewnej dziedziny wiedzy
przez innych autorów. Zauważyć jednak trzeba, że pojedynczy
badacz współczesny mógłby przystąpić do krytycznego omówienia
całokształtu dzieła chyba tylko po latach dociekliwych studiów
w terenie. Dlatego też słusznym mi się wydaje podać tu jedynie
kilka uwag nasuwających się przy analizie tomu K o l b e r g a
pt. Przemyskie,
tomu dotyczącego terenu, z którego istniejące
współcześnie materiały są mi znane.
Praca przy reedycjach dzieł K o l b e r g a, jeśli chodzi o niektóre rejony, nie powinna napotkać większych przeszkód; wydawca nieliczne lub też tylko pozorne sprzeczności będzie mógł
bez trudu sprostować czy wytłumaczyć. Inaczej jednak jest z ziemiami, które zostały opisane w pracy K o l b e r g a Przemyskie.
Przemyskie bowiem to teren, na którym wskutek wypadków wojennych zaszły tak poważne przemieszczenia ludności, że możliwość sprawdzenia materiałów podanych przez K o l b e r g a często
jest problematyczna.
Co więcej, ocena twórczości K o l b e r g a na podstawie serii
Przemyskie
jest zadaniem wyjątkowo niewdzięcznym. Tom ten,
wydany staraniem Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie przez
1. K o p e r n i c k i e g o z pośmiertnych materiałów, nie korygo-

wanych przez autora z wyjątkiem dwu arkuszy, i to nie wiadomo
których. a drukowanych w Krakowie w 1891 r., a więc w rok po
śmierci K o l b e r g a (3 VI 1890), jest jednym z naj szczuplejszych
i najmniej dokładnych pośród monograficznych opracowań naszego
wielkiego etnografa. Omawia teren etnicznie niejednolity, o zróżnicowanych warunkach
antropogeograficznych
i społecznych,
a różnych typach o:::adnictwa i własności. W Przemyskiem każda
bez mała z badanych przez K o l b e r g a miejscowości posiada
inną glebę, stosuje inny sposób uprawy, inny ma typ budownictwa;
toteż w rozdziale zatytułowanym Lud J, poświęconym zagadnieniom demograficznym i kulturze materialnej, było niepodobieństwem dać w dwudziestu siedmiu wierszach choćby przybliżony
obraz rzeczywistości.
Gdy z tekstu, w którym mowa np. o budownictwie, wyjaśniamy
przykładowo trzy zdania 2, to spojrzawszy na nie krytycznie zauważamy, iż poszczególne odcinki zdań są reprezent.atywne dla dwu
różnych miejscowości, w danym wypadku albo dla Wyszatyc, albo
dla Iskani. Wyszatyce mają, a raczej miały przeważnie konstrukcję słupową budynków, z pokryciem słomą i prawie niewidoczną
podmurówką pod podwaliną (mały rozmiar podmurówki spowodowany brakiem kamienia w najbliższej okolicy), natomiast Iskail
miała budynki o konstrukcji zrębowej (stodoły także), z bardzo
grubą, a często i wysoką podmurówką kamienną na zaprawie glinianej (kamień na miejscu), kryte przeważnie gontami. Również
i stopień zamożności mieszkań'ców był inny w równinnych Wyszatycach, na żyznych glebach lessowych i nadsańskich madach,
a inny w górzystej Iskani o ubogich glinkach karpackich. Dwu wymienionych miejscowości nie można więc objąć jedną ogólną charakterystyką, pomimo że w linii powietrznej oddalone są od siebie
tylko 31 km.
" O, K O l b e r g, Przemyskie,
Zarys etnograJ'iczny,
1891, s, ID,
- Tam;'e
'k' szeJ CZęSCI
. , l'ICh e, drewnIane,
'
.~, s . ID'." B u d yn k'I po vnę
słomą
kryte.
Chatv. ml'e'sz kl'a ne na WSI me
. zawsze bywaj a stawiane regularnie
'.
I me są bvn'
'.. Je d na k'owego kształtu
.
•
c"
a]mme]
co zależnvm
znów jest od nierowności "runtu ,częs t o t u napo t ykaneJ..' Pod walmy
.'
na podmurówce
ka•

.

b

mIenneJ są dość znacznej grubości; na nich leżą poziomo na sobie okraglaki
lworzac. e zrą b d omu rozneJ
".
.
,
wysokości".

�297

296
Pomimo usterek zarys etnograficzny Przemyskie posiada olbrzymią wartość jako zapisany i przechowany materiał z badań etnograficznych w dorzeczu średniego Sanu. Inne bowiem materiały,
zawarte przeważnie w rękopisach, albo zupełnie przepadły w zawierusze dwu wojen światowych, albo miejsce ich przechowania
jest nieznane. Zresztą los takich materiałów może być podobny
do losu notatek etnograficznych S t ę c z y ń s k i e g o, zebranych
także w drugiej połowie XIX w. w okolicy Dubiecka, we wsi Bachów, o których już w 1874 r. wspomina S c h n e i d e r jako
o trudnych do odszukania ~l.
Nieścisłości zachodzące w materiale podawanym przez K o 1b e r g a mogą być różnego pochodzenia. Informacje błędne lub
wręcz tendencyjne mogły być dostarczane badaczowi przez interlokutorów, których klasowe czy też po prostu psychiczne nastawienie wpływało często na wypaczanie prawdy i wykrzywianie
obiektywnego obrazu rzeczywistości. Kim byli informatorzy K o 1b e r g a? Przeważnie byli to, poza jednostkami z ludu, oficjaliści dworscy, proboszczowie wiejscy, czasem urzędnicy powiatowi,
bardzo rzadko nauczyciele wiejscy, a często dziedzice folwarków.
Wiadomo wszakże, że K o l b e r g w swych badaniach w dorzeczu
Sanu opierał się przeważnie na relacjach właścicieli dworów
spokrewnionych z rodziną K o n o p k ó w, jak np. Z a ł ę s c y
w Iskani, Ksawerowie K o n o p k o w i e w Zaleszanach, K r a-

s c y w Wyszatycach i Edmundowie Kra i ń s c Y w Leszczowatem 4, lub u ich znajomych. Biorąc to wszystko pod uwagę nie
trudno będzie wyjaśnić, dlaczego w materiałach zgromadzonych
przez K o l b e r g a nie widać przejawów walki klasowej na wsi:
przecież chłop czy kobieta wiejska zwerbowani do badań przez
dziedzica nie chcieli, nie mogli lub obawiali się zaśpiewać antyfeudalną pieśń uważając, że lepiej nie narażać się swemu
"panu" 5.
Nieścisłość informacji niekoniecznie zresztą musiała wypływać
z świadomej czy podświadomej nawet tendencyjności; błędy
powstawały często wskutek braku wiedzy fachowej lub ogólnej
informatorów. Nasuwa się pytanie, czy K a l b e r g mógł prostować błędne informacje? Otóż niewątpliwie byłoby to możliwe,
gdyby miał możność i czas na konfrontowanie zdobytych materiałów z innymi źródłami; że zaś starał się szukać analogii i porównań w piśmiennictwie facho\\rym, można stwierdzić w adnotacjach umieszczanych niejednokrotnie przy zdobytych materiałach ".
Niemniej jednak trafiają się w materiale podawanym przez
K o l b e r g a nieścisłości dowodzące, że autor w niektórych wypadkach nie docierał do sedna zagadnienia. I tak w rozdziale pt.
"Pokarmy i napoje" 7 podaje z Iskani nazwę lebiody jako szabaga,
gdy tymczasem lebiodę (Chenopodium album) zwą tam laboda,

a A. S c h n e i d er,' Encyklopedya
do kr·ajoznawstwa
Galicyi ... , t. II,
s. 224, Lwów 1874. "Stęczyński materiały swoje przesłał Ludwikowi Zielińskiemu, redaktorowi »Lwowianina«. Ze wschodnich terenów dorzecza średniego Sanu wydał materiały etnograficzne ·L. Ł o z i ń s k i pt. Ruskoje wesile opysanoje
czerez L. Łozińskoho
w Peremyszły, w Typografii
Wladycznoj gr. kat., 1835 (stron 153). Są to materiały zebrane we wsi Radochońce ad Husaków - wyczerpujący opis zwyczajów weselnych wraz ze
słowaJ;rli licznych pieśni; ma tę wadę, iż nie podano melodii, czego w swych
pracach nigdy nie omieszkał uczynić Kolberg. - Materiał ten jest wyłącznie
ruski, mimo że ludność Radochoniec składała się w 59% z Polaków, a tylko
w 41°/u z Rusinów (dane wg Szematyzmu hreko-kat.
z r. 1928). Wieś ta miała
parafialną
cerkiew i parafialny
kościół rzym.-kat. (Schemaiismus ... rit.
lat. PremisLiensis
A. D. 1893, s. 166; oraz Szematyzm hreko-kat.
duchowenstwa, 1928. s. 224).

4 Rps PAU
I 197 - O. Kolberg do Szumlańskiego (krewnego Kraińskich) w liście z Modlnicy L dnia 29 IX 1883 r. wspomina
o bytności
w Leszczowatern przed sześcioma tygodniami.
:; POI'. materiały zgromadzone podczas badań w tych okolicach w latacb
po II wojnie światowej, prowadzonych pod kierownictwem mgr M. Sobieskiego, a znajdujące się w Państwowym Instytucie Sztuki Oddz. Poznań.
"O. K o l b e r g, Przemyskie,
s. 18, 32; J. H o ł o wac k i, Narodnyje
pieSlli
Galickoj
i Ugorskoj
Rusi, Moskwa
1878, cz. V, s. 40, 41, 42;
A. Wan k e, Halahiwki
we wsi Gorczyce pod Sieniawą, "Zbiór wiadomości do
antropologii krajowej", t. XIII, s. 53; T e n ż e, Zwyczaje w Żolyni, "Zbiór
wiadomości do antropologii krajowej", t. XIII, s. 26; K o s t o m a r o w a,
"Nar. Dniewnik", Trudy etn.-stat. eksped .. t. III, s. 25; P. Ż e g o t a, P. 1.
1'. II. 33.
, O. K o l b erg. Przemyskie, s. 12.

iń

�298
a szabagq nazywa się polewka sporządzana na liściach lebiody
w okresach głodnych przednówków. Na terenach tamtejszych
często mianowicie zachodzi niezgodność pomiędzy nazwą ziemiopłodu a potrawy z niego przyrządzanej; tak np. polewka z jabłek.
powszechnie znana jabłczanka, zwie się tam chamuła.
Już od razu we wstępnej, historyczno-ogólnej części dzieła
znajdują się wiadomości, których nieścisłość można było stwierdzić choćby na podstawie wydanego w tym okresie Słownika geograficznego. O takim np. Jarosławiu pisze K o l b e l' g ~: "w r. 1756,
8 VIII, koronował Wacław S i e l' a k o w s k i, biskup przemyski,
cudowny obraz Matki Bm,kicj w kościele Jezuitów św. Jana". Fak.tycznie zaś nie obraz, ale statua, jeszcze gotycka, znajdowała się
w kościele N. M. P."w
polu" 9, kościele dawniej jezuickim,
a obecnie dominikańskim. O dominikanach wspomina, że mieli
też cudowny obraz N. M. P., podczas gdy chodzi znowu o wyżej
wymieniony posąg, który wraz z kościołem po kasacie zakonu
jezuitów objęli dominikanie przeniesieni tu w 1777 r. z Bochni l0.
W związku z Jarosławiem znajdujemy u K o l b e l' g a jeszcze inną
notatkę, mianowicie: "Zbór ewangelicki (po dawnym kościele Reformatów)", podczas gdy w rzeczywistości zbór ewangelicki mieścił się w poszpitalnym kościółku św. Ducha 11, z którym reformaci.
jarosławscy nie mieli niczego wspólnego, gdyż od chwili przybycia do Jarosławia w roku 1700 12 nie opuścili swego klasztoru
i kościoła. Sprostowanie wszystkich tych wiadomości można było
znaleźć w Słowniku
geograficznym,
którego tom zawierający
literę "J" wyszedł w 1882 1'.13 K o l b e l' g widocznie tych materiałów nie porównywał (i wskutek tego nie mógł uniknąć pomya Tamże, s. 185.
" K. G o t t f I' i e d, Jezuici w Jarosławiu,
Jaroslaw
1938, s. 33.
lO S.
B a I' ą C z, Archiwum
00.
Dominikanów
w J&lt;lrosławiu,
Lwów·
1884, s. !'9.
II Por.
M. Or ł a w i c z, Jarosław,
jego przeszłość i zabytki,
LwówWarszawa 1921.
12 K. G o t t f r i e d, Kości6[
i i&lt;lasztor 00.
Reformatów
w Jarosławiu,
Jarosław 1934, s. 7.
1'1 Slownik
geogra.ficzl'y,
t III. Warszawa
1882 (Jarosław,
s. 454--457).

299
łek), pomimo że znał tom IX Słownika geograficznego
i. z niego
czerpał wiadomości odnoszące się do Przemyśla l~. Co więcej, wolał
się oprzeć na pionierskim, lecz popularnym i bezkrytycznym
dziełku ks. W. M i c h n y, proboszcza z Zaleszan, pt. Przemyśl
i jego okolice, wydanym w Nowym Sączu 1872 r., niż na bardziej
krytycznym Słowniku geograficznym;
nie może więc dziwić nas,
że nie uniknął powtórzenia wielu nieścisłości i błędnych informacyj w dziełku tym zawartych l". Autora znał prawdopodobnie
osobiście, mógł więc z tego źródła posiadać więcej niedokładnych
danych.
Podobnie o Sieniawie (pow. jarosławski) podaje K o l b e r g
mylną wiadomość, jakoby była ona gniazdem rodu S i e n i a ws k i c h lU, podczas gdy wiemy, że w dmgiej połowie XVII
wieku chorąży koronny Mikołaj S i e n i a w s k i założył to miasteczko i twierdzę na miejscu dawnej wsi Dybków 17.
W Pruchniku też chyba K o l b e l' g nie był osobiście, skoro
pisze: "Koło Pruchnika i Chłopia leży wieś Boratyn ... " IS Boratyn natomiast leży pod Jarosławiem koło Chłopie. Przypuścić nawet
można, że K o l b e l' g nie był wcale, a w każdym razie nie przeprowadzał osobiście badań etnograficznych na terenie obecnego
powiatu jarosławskiego, pomimo że niektóre miejscowości tego
powiatu omówił pobieżnie we wstępnym rozdziale pt. Kraj i lud,
zaś teren ten uwaźał za nalezący do Przemyskiego. W dalszei części
O. K a l b e r g, Przemyskie,
s. 1.
może być notatka:
"Nowe Miasto. powstałe ze starego
sioła RybIe, gniazda niegdyś rodziny ruskich kniaziów Rybłowskich";
por. W o j c i e c h z Z a l e s z a n, Przemyśl i jego okolice, Nowy Sącz 1872,
s. 16, gdzie nie tylko dane o rodzinie, Samo nazwisko, ale nawet nazwa
wsi są błędnie podane, gdyż w rzeczywistości chodzi tu o wieś Bybło i możną
rodzinę Korczak-Bybelskich,
której
jedna z przedstawicielek,
Jarochna,
w pierwszej połowie XV w. poślubiła ks. Nieświeckiego
Iwana i przez pewien CZ,łS mieszkała wraz z mężem w sąsiedniej Przedzielnicy
(por. A. G. Z,
t. XIII, zap. 1489, 1878, 1913, 3271); stąd też zapewne wysnuto wniosek, jakoby Bybelscy używali tytułu kniaziowskiego.
10 O. K a l b e I' g, Przemyskie,
s. 5.
I; A. G. Z., t. XXI,
s. 595-596, dn. 25 V 1672.
I" O. K o l b e I' g, Przemyskie,
s. 9.
1\

I' Przykładem

•

�301

300
lUBACIDW

o

Wis/ok

oRZESZOW
'

o

Ł.AŃCUT
Boratyn o

Pruchnik O

II

l1'ys:atn:e
Ostrów
Ci

Oubiecko

O

i(;\
\J

Clernw,vo

---;;--o

:'

o Medyka
_
.

:

III

t/Jisv1(J

O

MoscIska

PRl E M'y'-SL
:,.:-0 Niiankowice
·
O
BIrcza

oSonaClany

ODBRDM(L 0

L/;,swowole (

!

IV
O
Chy/ów

O

/skań- opisy obrlędów

.

,

VI 0
t~SA"80R
st1',;ll

~r

o Miasta
Miasteczka
O Wsie
.•.••. Granica po/istwa

{jRokawa

o
L'

10
20
30
-O
-'!~_--'!
--'-,
__ -'-'
_---"50 km
I, 11,111 - okręgi pochodzenia materiałów

__

Opracawal K. Walski

Ryc. L Mapa miejscowości

badanych przez O. Kolberga
niego Sanu.

w dorzeczu

śred-

swego dzieła nie podał zresztą żadnych materiałów pochodzących
z obszaru dzisiejszego powiatu jarosławskiego.
Kiedy K o l b e r g był w Przemyskiem? Wydawca tomu,!. K op e r n i c k i, podaje, że w latach 1883-1885 K o l b e r g zwiedzał
trzykrotnie Sanockie i Przemyskie dla uzupełnienia swych daw-

niej szych badań z 1865 r.19; na innym miejscu nadmienia o badaniach w Sanockiem w latach 1863-1865. Podawane przez K op e r n i c k i e g o fakty nie zawsze są ścisłe, o czym wspomina
już M. T u r c z y n o w i c z o w a 20, niemniej jako znajomy i współczesny K o l b e r g o w i musiał posiadać dokładniejsze dane dotyczące badań K o l b e r g a, być może pochodzące od samego autora.
Dla tomu Przemyskie pierwszorzędne znaczenie posiada wzmianka,
że K o l b e r g w Przemyskiem nie bawił dłużej niż sześć do
ośmiu tygodni 21. Fakt ten dostateeznie tłumaczy skromny zakres
i szczupłość podanych materiałów. Zauważyć jednak trzeba, że
materiał zebrany pochodzi aż z dziewiętnastu miejscowości, z tego
obfitszy zaledwie z siedmiu, a wzmiankowany zaledwie z pięciu.
Nie od rzeczy będzie zauważyć tu, że materiały zebrane w Sanockiem, to jest na terenie dawnej ziemi sanockiej (Iskań), znalazły się w tomie Przemyskie, gdyż liczne miejscowości w okolicy
Dubieck2, które dawniej wchodziły w obręb ziemi sanockiej,
w czasie badań K o l b e r g a należały administracyjnie do okręgu
przemyskiego .
Możemy rozróżnić sześć takich okręgów, z których pochodzą
materiały do Przemyskiego, a mianowicie: 1. naj obficiej eksploatowaną Iskań nad Sanem (okolice Dubiecka) wraz z materiałem
z Babic, Nienadowej, Tarnawki, Sielnicy, Dylągowej, Krasiczyna
i Birczy; 2. Wyszatyce (położone na północny wschód od Przemyśla); 3. okolice Mościsk (Mościska, Czerniawa); 4. okolice Dobromila; 5. okolice na wschód i północny wschód od Chyrowa; 6. okolice Sambora. Zajmiemy się pierwszymi dwoma okręgami jako
położonymi w obrębie obecnego powiatu przemyskiego, a zarazem
granic Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, choć zaznaczyć wypada,
że w okręgach czwartym i piątym zebrał K o l b e r g również
sporo materialu.
Zwiedzając i badając Sanockie w latach 1863-1865 K o l b e r g
przebywał w 1863 I'. w Iskani nad Sanem i w roku tym był praw" Tamże, s. XI.
co IV!. T u r c z y n o w i c z o w a, Bogumił
Kolberga,
"Lud", t. XXXVIII, s. 30l.
21 O. K o l b e r g, Przemyskie,
s. XVII.

•

Hoff

i jego

stoSHnek

do Oskara

�302

303
dopodobnie na weselu wiejskim, gdyż pierwszy opis wesela nosi
datę "Iskań, 1863" 22. W Iskani badacz zatrzymał się we dworze
u G. Z a ł ę s k i e g a (żona G. Z a ł ę s k i e g o, Julia, była siostrą
żony J. K a n a p k i, u którego K a l b e r g mieszkał w Modlnicy) ~:J, a mógł mieć kontakty
z plebanią greckokatolicką.
z ks. M. H a j n a c k i m 2J. Nie trudno w takim razie będzie przypuścić, że niektóre materiały i opisy podane przez K a l b e r g a
mogły być zebrane przez Z a ł ę s k i c h (nie zawsze dokładnie
i precyzyjnie) i przekazane K a l b e r g o w i do Modlnicy za pośrednictwem J. K o n o p k i lub też przesłane autorowi bezpośrednio. Czy K o l b e r g mógł czynić poprawki, nie znając osobiście terenu i zjawisk, wydaje się rzeczą wątpliwą, a w każdym
razie nasuwającą poważne i niełatwo usuwalne trudności. Od
Z a ł ę s k i c h mógł K o l b e r g za następnym pobytem otrzymać
materiały dotyczące 122 pozycji wraz z opisem pogrzebu i rysunkami ówczesnego tamtejszego ubioru. Z Iskani nie trudno było
się wyprawić do pobliskich Babic 2;:; (skąd pochodzą podane pieśni
dziadowskie) czy do Nienadowej, bo w Birczy zapewne K o l b e r g
wcale nie był, jeżeli sądzić z jego notatki we wprowadzającej części dzieła: "Bircza ... ma kościół rz.-katol., drewniany, i we wsi
Stara Bircza cerkiew" 26, gdyż nie podobna przypuścić, by będąc
w miasteczku zauważył drewniany kościół, a wcale nie widział
pięknej, starej, modrzewiowej cerkwi 2;, stojącej w pobliżu rynku.
Ć" Tamże, s. 54.
"" Informacje od mgr Marii Turczynowiczowej,
Hel'ba7';; polski, t. XI, s. 100.
,. Schernatismus
tmive7'si clel'i orientaLis
Pl'emisliensi~ pro Anno Dómi,ni 1861, s, Ill.

Por. także: B o n i e c k i,

7'itUS catholicorum

Dioceseos

"-, W Babicach nad Sanem ludność miasteczka posługiwała się w mowie
ięzykiem polskim, zaś gwarowego
języka ukraińskiego
używała ludność
przedmieścia.
Obecnie jeszcze mieszkańcy
miasteczka
pamiętają
dobrze
różne pieśni dziadowskie polskie i ruskie, które bywały śpiewane
przez
dziadów podczas odpustów zarówno przy kościołach po rusku, jak i przy
cerkwiach w języku polskim. (Z badań tereno'ł/ych autora).
"; O. K o l b e l' g, Przemyskie,
s. 9.
c, Cerkiew ta, pochodząca 7. 1680 lub 1729 r., została rozebrana w rok'..l
1952 z powodu zupełnego zniszczenia, Cerkiew w Birczy Starej, z 1690 r..
zn3n3 h:lfła z odpustów na św. Sawę .

•

�305

304
Materiały zebrane przez K o l b e r g a w okolicy Iskani stosunkowo łatwo jest jeszcze obecnie sprawdzić w okolicznych wsiach
nie zniszczonych po drugiej wojnie światowej, np. w Nienadowej,
Babicach, Bachowie itp.
Bardziej zagadkowy jest materiał pochodzący ze wsi Wyszatyce, położonej nad Sanem na północny wschód od Przemyśla.
Materiał ten to przeszło dziesięć wzmianek i rysunek ubioru panny
młodej ~8. Pieśni zanotowane w gwarze przejściowej oraz '.vymieHienie jedynie cerkiewki z dworem 29 nasuwają przypuszczenie, że
infGrmatorem K o l b e r g a był tu greckokatolicki ksiądz M. Łu,kas z e w y c z, który znał dobrze okoliczne pieśni ludowe i mógł je
K ó l b e I' g o w i zaśpiewać. Przypuszczać też można, że materiał
pochodził od G. Feliksowej Z a ł ę s k i e j czy Z. Stanisławowej
K o n o p c z y n y lub ich brata M. K I' a i ń s k i e g 03°, do którego należał dwór w Wyszatycach, albo też od kogoś ze służby
Z a ł ę s k i c h czy K o n o p k ó w, pochodzącego z Wyszatyc.
Można też mieć pewne wątpliwości, czy K o l b e I' g był osobiście
w Wyszatycach, i z tego względu, że w takim razie musiałby zauważyć stary kościół 31, stojący w bezpośrednim sąsiedztwie cerkwi,
oraz usłyszeć pieśni w języku polskim od licznie we wsi tej zamieszkałych Polaków. Nie od rzeczy będzie wreszcie dodać, że
współczesne (z 1952 r.) nagrania pieśni ludowych z Wyszatyc obejmują materiał miejscowy polski.
Resumując stwierdzić trzeba, że w tomie pt. P?'zemyskie jedyny
materiał reprezentatywny
dla dorzecza średniego biegu Sanu
pochodzi z okolic Dubjecka, a dokładniej określając - z Iskani.
Materiał tam zebrany i podany w tomie Przemyskie wytrzymuje
ogólnie krytykę i nie pozwala wysuwać poważniejszych i daleko
idących zastrzeżeń, czego na przykład nie można już powiedzieć
o danych mających pochodzić z Wyszatyc. Dalej zaś podkreślić
~s O. K o l b e r g, Przem'b'skie, s.
!{) Tamże,
s. 4.
'o S. U I' U s 11: i, Rodzina, t. VIII,
barz poLski, t. XII, s. 144.
31 Parafia
rzym.-kat. ufundowana
wsi~ królewską), Schematismus ...

124.
s. 6, Warszawa

1911; B o n i e c k i, Her-

przez Jagiellę w 1419 r. (Wyszatyce były
lat. Premisliensis
A. D. 1897, s. 51.

rit.

należy, że dla badań etnograficznych w dorzeczu Sanu materia.!
z Iskani, zanotowany przez K o l b e I' g a, może stanowić poważne
oparcie i powiązanie z dżiewiętnastowiecznym dorobkiem tutejszej
kultury ludowej, co wobec Ubóstwa przyczynków z tego terenu
i bra.ku zapisków etnograficznych posiada olbrzymią wartoś,ć dla
współczesnej etnografii, tym bardziej że, rzec można, są to właściv.lie jedyne prawie materi2ły z XIX w., zanotowane i. przechowane, z okolic Przemyśla.
Trudno winić K o l b e r g a o niekompletność i fragmentaryczność materialów zawartych w tomie pt. Przemyskie, a uwzględniwszy krótki okres przeprowadzania
badań, sześć do ośmi.u
tygodni 32, musi się dojść do wniosku, że dzieło z konieczności nosi
charakter przyczynkarski, zaś fakt, że sam autor tego materiału
nie wydawał, podkreślałby raczej krytyczny jego stosl'nek do
owych niekompletnych materiałów 'l;l.
K o l b e I' g należał do pionierów naszej etnografii i dzi~łami
swymi przyczynił się do położenia podwalin pod tę gałąź nauki;
wielką jego zasługą jest uratowanie od bezpowrotnego zaginięcia
całego szeregu treści i materiałów z zakresu kultury ludowej.
Niemniej jednak w okresie działalności K o l b e I' g a metody
badań nie były jeszcze należycie ugruntowane, a pewien ogólny
prąd w kierunku uczuciowego, bezkrytycznego stosunku do przeszłości bynajmniej nie przyczyniał się do rozwoju krytycznego
stanowiska badaczy. Z podanych wyżej szczegółów wynika jasno,
że bezkrytyczny bywał także niejednokrotnie stosunek autora do
osób udzielających informacji; uczony zbyt często opierał się na
wiadomościach podanych mu przez wiarygodnych jakoby infor·matorów, które w świetle autopsji byłyby się okazały fałszywe.
Z! Trzeba
by tu jeszcze dodać, że niektóre materiały z okolic Dubiecka
(Dubiecko, Nienadowa, Tarnawka) - dwie kolędy i cztery pieśni miłosne znalazły się w materiałach
etnograficznych
"Tarnów-Rzeszów",
które,
zebrane przez Kolberga, uporządkował
i wydał S. Udziela w tomie XI
.,Materiałów Antropologiczno-archeologicznych
i Etnograficznych"
(Kraków
~910), s. 142, 191, 203, 206, 228. Są to pieśni w języku polskim z pewnymi
sIadami wpływów gwarowo-ukraińskich.
3" O. K o l b e r g, Przemyskie, s. XVlI.

20 "Lud", t. XLII

•

�306
Przyczyna niedostateczności autopsji, przypomnijmy, leżeć może
także w braku odpowiednich warunków i funduszów utrudniających badaczowi dłuższe przebywanie w terenie i osobiste dociekanie do źródeł informacji. Badacz ówczesny zazwyczaj czynił
poszukiwania na własny koszt 34; ze strony władz zaborczych spotykał się z wrogą podejrzliwością 35, a nie znajdował dostatecznego oparcia u oficjalnych czynników własnego społeczeństwa,
które mogłyby ułatwić mu pracę. Dlatego trudno zestawiać na
jednej płaszczyźnie badania K o l b e r g a z badaniami współczesnymi, prowadzonymi zespołowo, przy pomocy metod wypracowanych przez wyszkolone kadry badaczy i przy odgórnym, zorganizowanym poparciu materialnym.
3t I. K o p e r n i c k i w przedmowie
wydawcy do pośmiertnego wydania
tomu O. K o l b e r g a Przemyskie,
s. XI, podaje wyraźnie, że "Kolberg
jeszcze w latach 1883-1885 własnym kosztem zwiedzał trzykrotnie Sanockie
i Przemyskie dla uzupełnienia dawniejszych badań swoich z roku 1865".
85 Tamże,
s. X-XI,
I. K o p e r n i c k i pisze: "W owym czasie, gdy po
wsiach nakazano śledzić i chwytać enisariuszów
demokratycznych,
podobnie jak dziś socjalistów ["dziś" - to znaczy w 1891 r. - obj. K. W.l,
wędrowny etnograf z kosturem dostałby się niechybnie w pierwszej wsi
do aresztu, tak samo jak dzisiaj [r. 189!! - obj. K. W.I. Jakoż zdarzyło się
raz samemu Kolbergowi
doświadczyć
przygody
bardzo podobnej,
gdy
w roku 1841, bez kosturów nawet, wybrali się z Józefem Konopką na piechotę do Czerska".

MIECZYSŁA W GŁADYSZ

SILESIANA W TEKACH O. KOLBERGA
UWAGI WSTĘPNE

Wśród Kolbergowskiej spuścizny rękopiśmiennej, zachowanej
w zbiorach Polskiej Akademii Umiejętności, a obecnie w Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. znajduje się teczka
obejmująca materiały do etnograficznego opisu Śląska.
Prawdopodobnie sam K o l b e r g pod koniec życia, jak przypuszcza K o p e l' n i c k i, albo też ktoś bliski z jego otoczenia
częściowo uporządkował zawartość teczki (niezbyt zresztą obfitą).
oznaczając ją jako teka la. Szląsk. Równocześnie do teki dołączono krótkie wyjaśnienie. że w rękopisie "z własnych materiałów jest kilkanaście ciekawych bajek dosłownie 7. ust ludu spisanych, nieco pieśni z melodiami i szkice ubioru męskiego (stanie
na artykuł do "Zbioru Wiadom.") 1. Reszta luźne wypisy, wycinki,
notatki i wskazówki" 2. Tak też przedstawia się zawartość omówionej teki, oznaczonej sygnaturą I ag. l, Lp. 1170-74, T2-351.
Rękopis składający się z 88 kart różnego formatu został podzielony na 3 działy. Pierwszy zawiera oryginalne materiały terenowe
(pieśni i baśnie) oraz kilka krótkich wiadomości o języku, stanie
ekonomicznym i rozmieszczeniu ludności, odpisanych z czasopism
(łącznie 42 karty), które weszły w skład publikacji Szląsk Górny 3.
1 "Zbiór wiadomości
do antropologii krajowej" (Kraków 1877-1895), organ Komisji Antropologicznej PAU. W skład tej Komisji wchodziła również
sekcja etnograficzna.
Pierwszym jej przewodniczącym,
tj. od 1877 r., był
O. K o l b e r g (zob. "Zbiór wiadomości", t. I, Kraków 1877, s. VIII. Był
również do końca życia redaktorem
działu III, tj. "Materiałów etnologicznych", zamieszczanych w wymienionym czasopiśmie; zob. też S. L a m, Oskar
Kolberg,
Lwów 1914, s. 67.
2 Rps nr
1170, karta 42.

Z

3 O. I&lt;;o l be. r~,
Szlqsk Górny. Materiały etnograficzne
zebrane przez ...
paplerow posmlertnych
wydał Seweryn U d z i e l a w "Materiałach
An-

20'

•

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11463" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11441">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ae903cd2c261d056622fc2217f087566.pdf</src>
        <authentication>6f0436e64ed8f4cc6aa874904b307cfa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1815</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136559">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136560">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136561">
                <text>kultura materialna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136562">
                <text>tkactwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136563">
                <text>wojłkoki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1682</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136565">
                <text>Wojłoki - kobierce pilśniowe / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136566">
                <text>LUD 1981 t.65, s.247-264</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136567">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136568">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136569">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136570">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136571">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136572">
                <text>ISSN 0076-1435
LUD, t. 65, 19B1

KRZYSZ'J'OF

WOLSKI

lWiOJł.JOKiI-

KJOBIERJCE PILŚNIOWE

1

W polskiej Bteraturze d'aichowej !wyją1Jkowomało uwagipoświęoono
kobiercom bitym, czyli wojłdkQIll2. Talk się złoQ;yło,Ż€ 'zainteresowanie
budziły .głównie kobierce wiązane, czyUi d)T\.vany,k()lbierce tkane, c.zyli
kilimy, 'także pochodne od -nich gohehny, a lpO'śróditych Idroższych i bardziej luksusowych wyrobów prymitywny lub nawet o~do:bny 'woJłok jakoś uszedł uwagi. Być może dlatego, iJe na naszych teT.erra'chprawie nie
występuJe on ja!ko kobierzec, jalk 'to ma miejsce na ~ółwys.pie ibałkańskim, JW Azji Mniejszej, Kurdystanie, Iranie, Mganistanie, Pakistanie
i zachodnkh Indiach olI"azw Azji Środkowej poprrez DżuIligarię, Turkiesta.n wschodni, Mongolię i ~północne Chiny aż do MarudQ:urii.Co najwyż-ej, znrulaz'łon się jako derka--pod'kłaidikapod siodla końskie, jako cza¢ak, wreszcie ·zaś prawie zaginął 'w świadomości, ustępując miejsca pokrewnemu a de!likatniejsz€llIlu fiikowi, czy też wreszcie '11ajdehka.tniejszym pilśniom używanym do wyrobu -czapek i IkapeluS'zy.
WojłOlk,iPrawldoipodobnieU!żywlanyjaiko kobierz,ec, znalazł się w materiałach wylw~ali:sikowY'ch'z ziem polskich, a więc na nich' występował,
lecz zdaje się dosyć wcześnie zaczął ustępować miejosca innym typom kobier-ców. Nie Jest wytkluczone, Ż€ wojłok 'z ,pols:ldch w1kO'Pa!liskto po prostu "koc" (filcowy), czyH deI1ka na konia, używana również jako podkładka do ;S1pania,talk jak Ito widywał na nalSzych ziemiruch w XVU wieku Ulr)'lk Werrdum 3.
l Zebranie
materiałów do tego k'rótkiego szkicu wymagało wieloletnich poszukiwań w muzeach europejskich, i pozaeuropejskich
(tureckich) oraz badań terenowych, które przeprowadziłem
w Bułgarii, Turcji, Iranie, Afganistanie,
Pakistanie
i Indiach na przestrzeni lat 1960- 197B.
2 Słowa
wojŁok nie podaje Linde, lecz znaczznie jego wyjaśniają
encyklopedie: "Wojłok, pilśń pośledniejszego gatunku używana na derki na konie, namioty,
jurty, do osłony przedmiotów przed utratą ciepła itp." - WieLka Hustrowana
EncykLopedia Powszechna, wyd. Gutenberg, t. lB, Kraków 1931, s. lB5.
3 X. Liske, Cudzoziemcy
w PoLsce, Lwów lB76, s. 9B: "Najznakomitsi
panowie
mają wprawdzie w podróży trochę materaców i płócien ze sobą, średnia szlachta
zaś nie ma w podróży innego posłania, 'jak że swoj wojłok czyli kołdrę spod siodła
kładzie pod siebie na trochę słomy, używając siodła za poduszkę, a kożucha za
przykrycie". Dziennik Ulryka Werduma 1670 - 1672.

�248

KRZYSZTOF

WOLSKI

"z wytwarzaniem pilśni z 'pełny względnie sierscl zwierzęcej
pisał MoszyńiSiki obeznani musieli byc niegdyś wszyscy Słowianie.
Tego dowodzi wspólność na&lt;zwy dla omawianego wyrobu. Dziś (to jest
w latach dwudziestych XX w. - pr.zYJP.aut.) na znacznych obszarach
dawna ta technika zatraciła się dosz'Czętnie" 4. Na południu SłowiańsZlCzyzny, 'w 'BuŁgarii śr'odkowej i za'chodni'ej, występują słowiańskie
określenia: plyst, pl. plysti (wiKopriwszticy). plyst i plystma w oikolica'eh Widynia, 'Zaś plas i plastina w okolicy Ełchowa. Jedynie w Dobrudży
Bułgarzy używają gagau:sikiej nazwy kecze, .podobnie It,ej tureckiej 5 nazwy używa się w Strandży na Ipograniczu Bu1g,alTiii Turcji europeJskiej.
Pilśń jest wspólną nazwą dla 'Wszystkich Sławi,an, a filc póżniejszym zapożyczeniean z języka niemieckiego 6. Na~wa wojłok 7 zaś jest t'eż zapożyczen'i'em za pośrednictwem wschodnio-s10wiariskim, które przy1było z języków turedki:ch i pozostało u nas na oznaczenie dużych Ipłatówz grubszej pi 1śni, używanych na derki, czapraiki, kobierczyki i na osłony namiotowe. Niekiedy uważa się, ~ nazwa ta OIkr€Ś'lawyroby /pilśniowe ,gorszego gatunku, nie hiorą'c pod 'uwagę, ;że ,grubsze lwb większe pła,ty ,p~lśni:
niekoniecznie muszą być wybwOlTemsporządzonym z gorszego surowca 8.
Wra'Cając do słów iMOIszyńskiegotrzeha stwierdzić, że wyrób wojłoków należy doprz'eszłości nie ,tYJ.lkow JPOlskiejkuHuTlze Judowe'j, aue 'też
i w Bułgarii zanikł :zoUipelnie
w połowie XX wielku, choć świadomość wytwarzania i umiejętności techniczne są Jeszcze żywe w /pamięci :luJdu9.
Jedynie w Małej Azji, Kurdystanie, Irani'e i na szer()lki'Chobszaraoh Azji
Srocllko'wejmożna 'W wie'llUmiejooa1chspotkać się jeszcre z wyrobem wojłoków i stwierdzić wiele rt:ysiądeci hczą'Cy ciąg tradycji oW tej dzied'zinie.
l

K. Moszyński, Kultura
ludowa Słowian,
wyd. 2, Warszawa 1967, t. l, s. 350.
Współczesna nazwa turecka dla fHcu brzmi kecze (też tatr), zas dla zdobionego kobierca filcowego (wojłoku) - kecze hali.
s W. Hensel, Słowiańszczyzna
wczesnośr~dniow;eczna,
wyd. 3, Warszawa 1965.
s. 250.
7 Też stara
słowiańska nazwa na wojłok - ,pisl6. ,utrzymała się w języku rumuńskim (pisl6si - sfilcowany, lecz fetru - filc). J. Reychman, Słownik
rumuńsko-polski,
Warszawa 1970, s. 220, 450.
8 Dla wojłoków,
czyli kobierców pilśniowych, utarła się zła opinia, powszechne
mniemanie, że wojłok jest czymś lichym. Z taką opinią można się spot,kać nawet
w niezłych opracowaniach
o kobiernictwie.
Zwykle jest to oparte na złej sławie
najlichszych
wojłoków ze środkowej
Persji i indyjskich.
Por. .J. G. Lettenmair,
Das grosse Orient-Teppich-Buch.
Eine Orient Teppichkunde
von A bis Z, wyd. 3,
Miinchen 1969, s. 172 - 173.
'
9 W tym
miejscu wypadnie mi serdecznie podziękować p. dr R. Seferskiemu
z Sofii, któremu zawdzięczam szereg cennych uwag dotyczących produkcji wojłoków na obszarze Bułgarii. W Dobmdży wyrabiano wojłoki do końca XIX w., we
wschodniej Bułgarii w okolicy Ełchowa do 1943 r., zaś najdłużej. bo do roku 1950,
w okolicy Widynia w półn.-zach. Bułgarii.
4

5

�Wojłoki

1. Namad

z Afganistanu,

-

249

kobierce pilś7LWwe

l'3'3XH3 cm. Murzeum Etnograficzne
4J118166. F~t. J. Kiuibierua.

w Krakowie,

nr

JiIDJW.

jaki p05wiadczają źródła ooińskie już IWrOiku '2300 'pr2i€d n.e. 10. W 1Jbiorach Ermita~u znajdują się najiStarsze wojłokowe kOibierc,ez V ~ iIV w.
p.n.e. pochodząlCe z ro71kopanego w r. 1949 ;i{urhanu w iPazaryllm w Ałtaju wschodnim. J-eden z \kohierców wojłokoWych ma 30 m2, a pozostale
trzy \Są nieco mniejsze. Są one ibiałe i pdkryte ,baJrwnymi aplikacjami 11,
a więc takie, jakie do dziś dnia wyrabia się na ,tamte'j~ym iterenie.
Woj'łoki, czyli kOIbierce ,bi,te, na;}€lżyza1iczyć do najprymiJtywniejszych
koibierców. Ich powstani·e jes1t Iprawdopodobnie pradawne i nastąpiło
z chwilą, gdy posiada'Czowi futra' ibaraniego, hIlbzeskulbanego runa, to
futro l'ub runo pod wpły'Wem zużycia, zadeptania, załania gOTąCąwodą
czy też tłUiSzczempo prosItu 2Jbi~osię, czyili sfilcowało. Wnet się okazało,
że z większejilooci wełny owczej mO'ż:nadoskolla1le sporządzić, pO'leWlając gorącą wodą i ubijając, dowolnej wielkości i grubośd 'k1obierczy'knadający się do wylŚdełania ziemi w jaskini, złemiance, sza1asi'e lub namiocie. Na tym wojłoku można było siedzieć i spać, wojłokiem przykrywać
się, a większymi płachtami. również w razie potrzeby okrywać namiot.
0I1mzałosię również, .że wojłolk można łatwo zdoibićUlżywając do nakładania na sieibie :(podczaszihijania) wełny owczej w naltuTalI}ych /kolorach
(od białego po 'Ciemno-brązowy - IpTawie czarny i odcienie siwe). I talk
niegdyiŚ powls,tał wojłokowy, ~dobJiony kobieT.zec, j;alki i obecnie często
lO H, E. Wulff,
The traditionaL crafts of Persia, Cambri,dge
kowane wojłokowe płachty (maty), zbroje i tarcze.
11 .J. S!zJalpflJW, Ermitaż,
.MOISikJWa
H)rI6, s. 1153 - 1514.

1966,

s. 222. Wzmian-

�250

KiRZYSZ110F WOLSKI

spoltykamy w Anatoilii }UJbna bazara'ch środkO'wego i ws,chodniego Iranu
czy Af.ganistanu - wytwór o niezmiernie wysokiej uży'teczno'ści. Zdobienie ,udoskonalono przez nakładanie na podstawowy kobierzec woj'ło1k:owy
małych, również wo'jłolkowych e1emenJtów dekor!a'cyjnych, które przytwierdzano do Sipodu przez ulbijanie łub też naszywanie, albo obszywano
brz,egi s.21laikiemł,ań'cuszkowym, 00 jUlżspowodowało wytworzenie się wojł,olkowych kOlbier'ców aplikowanych, niekiedy bardzo pięknych i &gt;O 'wysokim poz.iomieart)'lstycznym,
zruan)'lch z wykOlPalisk z kurhanów, jak
i materiaJów wSlP'ółczesn)'lchz Jterenów stepowych Ikirgislki'chi tUlrkmeńsikkh w Azji.
Najbardziej ,charak:terystyczną r:ueczą przy wyrobie woJłoków jest nie:urnierrua'prostota i szyfblkość produkcji 12, stąd też wojłok jest 'podl5tawowym wytworem u wielu ludów pasterskich na stelPach az}altycbch. Np.
na 'pustyni Kacr-a-Kum u Turkmenów, przy domowej IProduk'cji JWOjłoków
(wyraibian)'lch 'prawie wyłąeznie pl"z'ezkohi1ety);potrzebne są ,tyliko: wełna
owcza, wiązana mata trzdnowa ~ wo1da13. Im mniej potrzeba narzędzi do
prodUJkcji, tym 'lepiej, bowiem u wędrownych pasterzy ikaŻJdynawet łatwo przenośny warsztat staje się poważnyrrn utrudnieniem podczas prz.eprowadz,ek i zmian !koczowisk. Tr,z:cinowa zaś ma'ta, służą'ca przy wyrobie
wojłoków, również jest uŻyWmm do ogrodzeń lub pełni !funkcję przewiewnej ściany w szałasach.
Istnieje kilka sposobów wyrobu wojłolków, lecz przeważnie stosuje
12 Wojłoki
wyrabia
się przeważnie
w ciągu jednego
dnia zaczynając
pracę
W107Je:świ'e,ranIO, a ,na iWieclzó,r Ik,oń'CiZą'Ci wylkańm;ając
IWYIPralDy już IWytwór.
13 W' KOIlJ~g, Turkmenische
Filzteppie&gt;he, ['w:] MitteiLun,gen aus dem Museum
filr Volkerkunde
z:u Leipzig,
[lir 10, 19~, iS. 13.
o

�Wojloki

-

kobierce

251

iPilśniowe

:się pewnego rodzaju formę, nie pozwalającą na odkształoeni,e się kobierca
w trakcie produkcji. Wyskubaną '100 ZJgręplo'waną wełnę' rozkłada się
płasko (wanstwą do 20·cm grubości) na 'płóciennej p'łachcie 14 lub iP'łaskiej
macice, a nieraz tylko na dużym, ,płaskim i nieco wgłębionym !kamieniu,
jak to ma' miejsce w Indiach IW :Ra'Ciżasitanie,lub !pOiprostu na szutrze,
jak to robią w 'Południowej Anatolii, a nalstępnie pOIlewa ,gorą,cą wodą
(niekiedy z dodatkiem mydHn 15) i przylklapuje prętami lulb 'przydtąptuje
stopami 16. Później uib~tą we'łnę zwija się wraz z płaohtą czy też matą,
stale poJewając gorącą wodą i ubija. ,W Górach :Sulejmańskiah w Paki6tańskim Beludiżytstani,eszereg ,koibiet Iklęcząc na ziemiZJwjia pła'chtę,
ubijając rulon przed~amionami. Rozwiązawszy płachtę, na ,lekJkojuż &amp;filcowaną wełnę nakŁadają kłapcie wełlny o innej barwie, alby uło'źYt~
wzór 17. ~Bowtórniezwijają płachtę, tym razem mocniej i twardziej, a rulon obwiązują. Po'lew,ają bardzo gorącą wodą (z mydrinami lub bez) i
ulbijają (nieki€dy płaskimi kamieniami). Na stepach turkmeńskich taki
twardy zawiązany rulon bywa niekiedy wleczony za końmi po stepie, aby
wełna obijając się jak najlbardziej i najsiTniej się sfi1cowa ła. Na innych terenach, jak np. środlkowo-&lt;eurOlpejslki,ch,ubijani'e wojłoków przebiega
w foluszach. Ub~ty silni'e i spoisty 'już wojłok pierze się przez zanU'I'za'nie IW Iz1mnej,bieżącej wodzie i suszy na słońcu.
WojJioki, kecze, u ludności osiadłej i półkoczowniczych Y6ri.i!k'ów
w pow. MUlt, okręgu iM.ersin w Tm'cji, są zwylkle jeanóbarwne 'W naturalnym kolorze wełny owczej. Na kecze używa się krótkiej wełny odpadowej 18. IWyraibi,asię Je następują'oo: na szutrze kobielty rozJkładają warstwę uprawnej poprzednio wełny, następnie polewają ją jak naj gorętszą
czystą IWO'cią,
'przy/1deiPująTęlwma [ulb prętami :i 'wreszcie na podłożonym
wałku drewnianym rolują, ubijają1c pr:zedramieniem. Niekiedy w tej pracy Ikobietom ipomagają rnęlŻ'czyźni.Przeważni.e brzegi wykonanego wojłoku powstają nierówne, choć n1ekiedy przycina się j€ do rÓ'wnośc.inoży1

Niekiedy u Turkmenów
na starym, dobrze juź. zbitym filcu.
Mydliny
swą śliskością
ułatwiają
skręcanie.
się włosków
wełny i powodują
szybsze ,i idOlk,l:aidruiej'szeISIP1aitalIlJ1e
&lt;się.
16 Dejpba;nie no.glami
pTlZy fołi()iwialn~usu!kna ,satmoldzji'ało\weigo znane j,es't IZ terenów słOlwiańJsk,1c:h u SŁowian :połu.dtn~olwYlcih·iW ob"zarze nadalC1ria'tyidkim, na Wli·~l(k,orusi a 'talklźe na BOllesli!U.K. MOISlzyń'~i, Kultura
ludowa Slowiam, t. 1, War.szalw&lt;l
1&lt;9167, s. 3/5,1. 'I1T1zeba dodać,
że Iró'Wniei deptanlie ,glt'OI:'lOlwa.li
ppzy wyrobie
'Wiojłokólw
Cyganie we wSlc'hooidnilej BuŁ.g'alri'i (ind'. dra IR. ISefers/l{\h:~go). Również ISlto,slujes1ię dejptanie
w warsztatowym
wyrobie
wojło'ków
w Ana'toHi,
gdy prace
wykonują
mężcrzyźni.
17 N'iek!iedy
w 'Clros/ie prorduikcji ,k,oIbiepców wójl:okJawY1C:lhna .srteuJia1chAzj'iŚ,rodklawej Wizór byiwa nalkładany
j'eS'ZJcIZJe
WTClześDlej, bei21polś,rednio po 'slpryslkialniu IPOIzłoż,onej ,wełny Iglorą1cąwodą ,i Ie/kikJ~mppzylkJlepa:n~u irózgallni.
18 M'aiter,i:ały
z Ibaldań t'eipenOlwych we Iws:i Bwruln, pow. Mu't, ,okI'. Mepsin
w połuldniolwelj Anatołlii, 12 X 19r718T.
14
15

�252

KR1ZYSZTOiF WOLSKI

3.. Narrnad

'Z

AdJga'n~slt:a'nru,

20,3X 1311, cm.

MiulZJeum Ebnog·rad'i&lt;cJ2:me

'W

Kralk'o'wie,

rur lrul'!.

4411115. FloIt. J. KJuibi'ena.

camL Dawniej wyrabiano w gospodarstwach domowych ['ówni,ei woj~oki
większ)"ch formaltów, obecnie (r. 1978), skUitkiem podmżenia wełny, wyrabia się kecze niewie1ki~h rozmiarów (ok. J ,0X 1,5 m). Niekiedy kecze
bywają deikorowane,!1jp. trzy koła w innej na tur a'lnej barwie wełny, lecz
pne'wainie są jednoibarwne.
Wojłolki wyrabiane na !Własny 'użytek przez [\uiclno'śćosiadłą lUlb ikoczownilków bywają p['zeważnie ga1tuclmwo }ąpsze, gdyż wżyty na nie surowiec ISltanowiwełna, sierść wieillb~ądzia(niera'z telż i kozia) oraz sierść
bydlęca, ,lecz przede WlSlzys1tkim
ikrÓitlkamiękka wełna ze strz~y sztuik
młodych lUlb'też ze sil;T.z~y'}esiennej.
W środkowym i za'chodnim Afga'nisi1Janiew języku farsi i jego lolkaJnej odmianie dari kobierzec wojiłOikowynazywa się na.mad, zaś w języku pasztu nosi nazwę lamcaj, la.meej lUlb limcaj 19. W Iranie rzemieślnik
wymbiają'cy wojłoki i filce nazyw1a się w języku brsi gazur, qaljljar a1bo
namad-mal,
zaś ikalP,elulSznikproduikJujący starego i odwiecznego typu
fikoweozapki-lkalpellUisze zwane kolah, nazywa się kolah-mąl20. Wojłoki
wyrabia się na znaczni,e sz'erszyun obszarze nilż kabier'ce wiązane a na19

.W pa,slmru mó'Wii'o'llylm

krasta (mail;.
Belrudżyls'toani'e
kras ta oznacza
20

,prz,ez

;ZieISjpÓ'łiPlemlion

Kalklalr

lUżY'wa:ją

na

Iwo,jlooik n&lt;JJZlwy

'z badań
t'erenOlWyldh
w ,r: l'9\T4w Zkmdra
koło Ziaralt
'w półn.-Wls'c1h.
lpalkLSltańslk'~m). Na i:nny1ch oaib!SlzauJa:coh'jęZylk:a lPa6zJbu (tere.ny
póln.-\w~clh.)
też

H. E. W'-llff,

grube

sukno

The traditionaL

samodziałowe.
crafts ... , op. cit.,

s. 222.

�Woj laki -

4. Na.mad z Alfgan'itStanu, 2I48Xil&lt;417

kooi.erce

piJ1.Śiniowe

253

cm. Mn.trreum Etnoga1a!fńlctLne w K'raikowlie, ,nr ,1n.w.
F.oIt. J. KiUtbi.ena.

są711Q.

wet kilimy, bowiem np. w tailóej ,prowincji ·Logar na pd.-zach. od Kabulu ,wyrób kiJ. imów należy do rzad!kO'ści,zaś lamca'j wyroibia się wszę~
dzie 21, a ,kobierców wiązan)'lch iIlierobi się zupełnie.
Najll€iPsze wojłoki, wyra:hiane na własny UiŻyltelk:
w Hazaradrżacie
w środJkow)'lffiAf-ganistanie, 'Są wykonane wyłącznie z wełny owczej,
krótkiej, miękkiej, delikatnej, pochod\zącejod sz:tuk młody,ch. Do wyrobu ,rrajile:pszychwojłoków zużytikowuj-e się wełnę owiec den:kOTunych.
Podobnie w Turikielstani'e wschodnim wyrabiano naj-pięikniejs'ze miękkie, białe wojłoki, które rówriież barwiono na 'c:oerwono lIub błę1kitno,
z bardzo ·delikatnej wełny cienkorullych owj,ec miejscowych 22. Podstawową ibarwą była nal1:'Ural:nabie[ Iwełny owczej, z której sporządzony
był wojłok. Bieł stanolW'iłatło, na kttóre naikładano w Kuczy IWTwrkiestanie wschodnim ornamenty w ko'lora,ch żółtym, niebieskIm, czerwonym, Iczarnym :i popie.lJartym
23.
.
W większych ośrodka'Ch, przy bardzi'ej masowej produkcji 'na ~byt,
używa się do grępl'Owania wełny smylka gręplarskiego. Przy wyrobie domowym gręplowano ręcznie rozskubując weinę, aiby uzy~ać: moili21 iMć1I'ter,iJały rz ba/dań IW MI~'il'1srt;;aiIlli!e 'W Ir. 191711.

B. GrąbczelWSlki,
Podróże gen. Grqbczewskiego,
t. 1, Kaszgaria, kraj i Lupod.róż do Azji Srookorw.e~, WamS1Z:alwaibJd., s. ·1'5tl: "Wo.j~oIkli. 'balkie 'Za~ępują
dywany
i są bard~o posw'kńJwćilIle w krajach
Azji Środkowej
z powodu
ta.niości
,i IpiętkJn~o 'wy,oobu".
Z3 A. von
Le Goą, Vo·nLaVld 1.IIYldLev-ten rim. OSiUIUT'kisfun, ILiIPs/k 1~.
s. 17-7.
2lI

dzie,

�254

iKRJZYSZTOF

WOLSKi

wie najibardzłej 'puszyl5te kłapde, rozkładane następnłe' bardzo równomiernie na powierzchni lPła'chty lub trZicinowej maty, służącej za podstawę ,przyszłego wojłolka. SlPilśnienie przebłega tym ilepłej, im del~ka,tniejsza, ale rte'ż im krótsza jest wełna. Z tego powodu wełnę dłuższą tnie
się, aby króts.ze 'Włosy lepiej się skręciły i zahaczały nawzajem 24. Przy
procesie spi:lśnłenia 'liłe dodaje się żadny;ch spoiw, aby przypadkiem nie
spowodo1wać:z;bytniego stwaiTdnienia kobierczyka. Pilruuje się też czysto~
ści wełny. Rozło'żoną wełnę polelwa się jak najgoręt:szą wodą i sta,le ubija, powtarzając tę 'Czynność włelokroltnłe . .Następnie to samo robi się,
zwinąwszy matę lub płachtę ze spilśnioną wełną w rułon, aby taczając
go móc uhijać wszędzie rówllolillłernie i uzyskać Iwszędzłe jednakową
grubość. Wczasłetego
procesu materiał znacznie się zbiega, :na długości
i szerokości. Po pierwszym rpods1lawowyrmspiJ!Śnieniu wełny rulon ro,zwijano i ro:zJkładanona płasiko. Wtedy roZ'poczynało się nakładanie ozdób
a nawet wciskanie drobnłejszy;ch elementów, które później miały utworzyć np. szereg małych Ikół'e'k.Linłeciągłe, proste lub iali'ste, u'klada się
na wojł,oku przy pomocy bardzo luźno sprzędzonej nici wełnianej, zabarwionej w odpowiednim kOilorz'e.Nie'bedy te ozdoby, które też trafiają się po obu strona'chwojłolka, układa się od miejsca zaczęcia wyrobu, Wpierw o:z;dobyna spód, poltem właściwa pi'liŚń,a następnie olzdoby
wierzchu. Wszystkie ,te ozdoby (pTzytk,lepywanona molkro, a potem znowu wojłok zwijano między d'włema płachtami, lub maitamii ubijano,
Slta,le polewając WTząltkiem. U Firozkohi, mieszkający;ch w górach na
wschód od Heratu w ipłn.-za,chodnim ADganistanie, wO'j'ŁolkToQIlujesię
w ma;1lach wiklinowych. Przy ponownym rozwinięciu i zwinięciu poszczególne prętyurwierały
inne miejsca powodując mocniejsze spi1śnienie ma,teriału 25. W'cZieśniej rzwijane pręty maty stanowią twarde wnętrz'e rulonu 26. Czynności te, 'choć nieskiOiIIlplikowane,były jednak pracochłonne i 'ca~kieo.nni'e l'elkikie,gdyż rolowanie wojłoka powtarzano kilkJakrotnie, aby otrzymać jak najdoikładniejslc sp:ilśni&gt;eniewełny, a tym
samym uzyskać SpOlistOlŚĆ.
Da'jąc tyllkJo do:brą wełnę owczą, zaś przy
~ilśnieniu
używając jedynie 'czystego wrzątku bez jakiejkoJ1wiek 00mies2'Jki, ortTzymu}e się 'WojłOk mięlklki i i'ekki. Te miękJki'e wojłoki są
przeznaezane ,nie ,tyłko do !przykrywania posadzek, podłóg, czy ,też szerokkh ław-p'1atform tacht, służący'ch do siedzenia w czajkhanie, iecz
także do przy;krywania się W [porze zimowej. Podobne jest przeznaczeZ4 Rówmeż
i w Bułgarii
cięto dłuższe klaiPcie runa owczego, gdy chciano wyI~onać ll]aljl'eipSIZ£Ij
,jaoooiŚci wlodł1o!kii{Iinif. dra R. Sei£eI'Slkieg.o).
!&amp; G. MrandeI1siloolt,
Fi'ro~kohri een afghaanlJs r,eisjlO"U:r;n,aal, iRoltlterldiaJm 1001, is. 11415.
t8 W lVIior!igoiLLi,
'a rtlalkże 'W !po~Uldmii.O,W1O""'WISldoodIlliJej
BiuJlgall"i1i(S.tTaOOży), do ś!lod'~a rul1'onu diali'e się \WaŁek 'dil"'eIWIl'i&lt;llny(dmf. dim R. Self.eI1sJdego). Podolbme robią
Yoriilk w 'wy,robLe domowym
(mat. rz baJdań 'W p0'łuidniliQlwelj AnaItdliili).

�WojŁoki -

k·obierce pilśniowe

255

5. Wolj~oIk '1JullikImeńlslkJiI,'WIg L. Bwesnevy.

nie wojłoków u BeJludlŻów koczują'cy'ch na terenie SellS'tanu .aIfgańslkie,go i lperskiego OI'laZw Bełudżys·tanłe palkistańskim, np. w okręgu iKharan
i Czagaj 27. Beludżowie z plentienia Mamasseni zamieszkujący
nad dolnym Hiilmendem i kO'ClZującyna ()(bszalI'z'epustyni Regi:Stan 'W czasie panują·cych wziImie h'oca,ganów z północnego zachodu okrywają swe bydło
11

MiaJt€'rOOly

r. 1001.

:lo

mok/h

badań

ltereTI.OlW'j'ldh

w

d3€l1uldżyl&gt;ltaJrrle 'PIaklislllaMkjm

w

�256

KRZYSZTOF

WOLSKI

i osły wie,LkimicUl/Prnkami lWojłolkowymi dla ochrony przed 'Przejmującym 'Chłodem 28.
W iHazaTladrżaclew Mg,anistante wyralbia ~ię też grubsze wojloki (używane wyłącznie do 'Przylcry-cia :ziemi, posadzki czy teri:'Podłogi), już nie
z 'tak delilkatnego i dobrego 'Surowca, l'ecz z wełny garbarskiej, z wełny
s2ltwk padł)11ch,koziej i b)11dlęcej!Sierści :(18. niektedy i !bawełny). Do t)11ch
wojłoków używa się te(Ź wełny odpadowej pochodzącej ze strzyriy sztwk
stary'ch, a Itak!że wełny od &lt;różny'chgatunJków owiec. Wyrabia się z tego wojłoki grube i bardziej s'ZJtyWine,
mające uierazzanieczyszczenia
pochodzące ze złego przesol'towania surowca przed przystąpieniem do pl'acy. źJdŹ'bla,nasiona traw i ziół, któr€ się na pastwiskach powbijały w runo owiec, spo:1Jkaćmożna później w taikim meS'tarannie wykonanym wojłoku. I te wojłoki bywają tci ~d()lbion€,choć 'częściej 'Widuje się je j,alko
jednoib1WWne,Iprzeważni'e w odcieniu szaxo-popieialtym -lub szaro-!brązowyro. W mniejszych /kobierczykach wojłoikowych s&gt;pódprzeważnie bywa
jednoharwny,zaś
jednobarwny wierZJch miewapobrz'e,ża barwy i'nnej,
lecz też w odcieniach nat~aln)1lch ,wełny 29. Niekiedy trafiają się również i mni·eJs;ze IDdbierczyki wojłokowe, harwnie dekorowane, lecz te są
przewaZnie wykonane 'z lepszego gatunku wełny, 'często jasne a;libobiałe.
W sztulka1ch deikorowanych, taikim jednoibarwnym jest spód wojłoka.
Część wierZJchnia Ibywa dekorowana wyłąoznie ;na środlku, a brzegi po2lostają be.z omó:b, JW takim samytm :kOl1o:r:ze
jak i Sipód, łub z małytm
innoibarwnym marginesem. Te wyroby z AfganiStanu 1Wy'~azujążywe podobieństwo do lpodobnych wyrobów turkrrneńSkich z tel'enów ZSRR,
gdz1e równie'ż 'p()(hrzerta(we wspókaesnych kobier'cach wojłokowy,ch) po2l0stają nie~do:bione, choć śTOdelk bywa hoga'Ciej i staranniej :d~Qrowany30.
.
Na iteT'enie wschodniego Turfkiestanu, g,dzie lWyrOibyfilcowe słyną
-ze SIwejmiękkQści, spotyka się ja/ko materiał do wyrolbu ,woj'łoków, obok
podstawowej miękkiej wełny owczej :re sztuk młodych i jesiennej strzyży, też dodatki' w postaci sierści wiellibłądziej i \koziej 31. Te ostatnie są
dodawane pr:zy wyroibie grubszych i nieZJdobionych wojłolków. RÓWinież
of Bah.l,chistan. Travels on the Borders of Persia,
119'1\6,s. n.
WiQj~ o Iwynn. 1'616XI13l2 om rLalkU\Pił·em w troIku 'HY711w K.aibuLu
dJo~biQlrĆY.W Muzeum
Eit~lfi=nego'
w tKirallrowie.
Ma 1QIl1.!SpÓid ldiemno-&lt;brąlZ;OIWY,
MeIlZch miŚ popi€ilatlio-=u-y rz. cdem:no hrą.wwyrrni pabmeoomiL
Jeslt w~kian:any z liche i gaWinlkoWoo
wełny {)lWaziej rl. lI'll1asittatI'atIlinie rz1bity, sktu!tIk&gt;iem reego jag,o grolbość
jestt. ndeljedtnaJko!wa. WlQljłolk
WiS/t;ał :wyiktonany w. HazaTadrt3!Cłie
w środlk'awym
AJj'lganitstam,ie (:nr ·~n'w. 41100,1).
at ~oc. L.l3etresIIlevla,
The DecorotiveandAppl.ied
A'Tt of Tu..rkmema, I,enin.grad 1006, U. 46, 490, 50,511, 5,2 i SB.
81 A. von Le Coq, op. dt., s .. 178.
28

and

G. P. Tate,

Afgha,nist,an,
29 T&lt;ego ,typu

The

Frontiers

Lo:nidlQll1 HlOO, La1houe

�257
i w pobliskiej Mongolii, podobnie słynnej z wyrobu wojłoków, dodaje
się do podstawowego materiału, jakim jest wełna owcza, sierści :koziej
i końSkiej 3'2.
Kobierce wojłokowe wyrabia się w ró.żnych rozmiarach wza,letż'I1Jości
od potrzelb przezna'C,zenia. Np. w Bułgarii wojŁoki miały 3,5 - 4,0 m długości,a ISZierokiebyły do 3 m. W Turcji wielkość wojłoków był'a różna,
od małych 1,OX1,5 m, do 2,OX4,O m, lub '!lawet więksZie, zaś wspomniane kotbiel'lce wojłokowe ~ Kuczy ze JWs.chodniegoTurkriestanu mia'ły
również wyrrniar 2,OX4,O m. A1garlskie większe kolbieroe wojłokowe mieszczą się w rozmiarach 2 - 3 m długości, a 1,3 - 1,5 fi szerok'O'ści. Produkuje lSię jednalk SpOTOkobiel'czylków wojłokawy,ch w mniejszych rozmiarach 1,7 - 1,5 fi długości li. 1,2 - 1,3 m szerokości, a niebedy nawet
i mniejsze. Bar'clzo rzadko w)'lrabia się wojłoki większe, chyba z \przeznaczeniem na płachIty namiatowe, lub wykładziny ,.posadzki" w :namio'Cieozy domu.
W wię:ksz)'lch ośrodkach wyrobu woj'łolków w ITlanie lub Kas:zmi!rze
dodaje się do wełny ri sierś&gt;Cirównietż surowce wtórne w postaci wa1ty
ze zgręplowan)'lch szmat wełnianych i hawełniany,ch, a :nawet palkuł.
OczYIwiścietą drogą powstają wojłoki gorszego gatunku, a nawet ibardzo
liche, jak np. [kaszmirskie 33, trafiają'ce na rynek światowy .pod nazwą
wojłoków indyjskich, Iktóre w użyciu :szyhlko się rozluźniają, rozpadają
się na ka'wlabkJi.Nie pomag,azastosowanie w czasi'e produkcji spoiwa oleistego z makuchów, gdyż nic nie mo'że zastąpić dobrZie spilśniającej się
wełny.
Kobierce wojłokowe jeszcze wSlpókZieśnie można spotkać w prawie
każdym wiejskim domu Anatolii. Bywają one tam, w załelŻnościod olkolic, dwojalkiego rodzaju: wyroby domowe, przewalżnie w forma'taich mnriejszych i więlksze wyrobu warnZltatowego.Wyroby warsztatowe ,Il'p.w okohcy Beysehir odznaczają się więkg,zą spoistością, zaś wojłdki wyrobu domowego są mniej spoiste, lecz miększe. Z warsZltatowego wyrobu wojłoków w TUT'Cjisłyną anatolijsk,ie miasta AfyoYl,Tire i Beysehir. W Afyon
rzemieślnicy trudnią'cy się fi1cowntctJWemzamieszkują oałą ulicę 34. Produkcja jelst j.eszcZiesta'l'e 'żywa. TureCikie wojłoki,czylh .ke'cze, przy!były
z ludami ttureckimi Z Azji ŚTodJkowej, jednalkipTzypuszclLać należy, że
i p0pTwdnie ludy zamieszkujące Azję Mn~ejszą ,znały ten typ kobierca
oraz :ten siary typ te:chniki.
32 'w. HeiSlSli'g,

Re'constructimg

Mongolian

Mate r,ż al

Culturle

Sources, (r,ef.), s. 4 - 5"
u EktSlIJo:IitJoWlalne z Ill/dLi

:l1Ii,elWlieUllde ~o'bI1etr1ClZylki wQljłoilwwe,

tunk,OIwo,

w)'II1oibiły

!sIWą tanideltn,o,Ś'aią

IW ś\wiecd'e

kOl1:lielrlooon WloÓŁdklQlWY\ffi.
a4 H. Gii,rc;ay,
~e(;e ve ke~ed~mk, 1[Iw:l Tii:rk
kaJra

W6'7, s. 211- 3~.

17 "Lud"

-

,to.m 15

jalk

'nalj~orISlZą

from

Utem,ttury

bar1dIZlO ld;che
markę

Et7IJografya &gt;Der gisi,

t.9,

ga-

ws'ZI~kdlffi

1966, An-

�258

KRZYSZTOF

WOLSKI

Kecze wyrobu domowego w południowej Anatolii nie mają pretensji
00 wymyŚilnego zdobnidwa,~aś ik!ecz.ewyrobu warsztatowego, n;p. z Beysehir, są zawsze zdcfuione. Na 'vIe białym (gdyż z białej wełny sporządza
się wojłoki) 'występuje ciemno-brązowy (w natumlnym kolorze brązowej wełny) wzór geometryczny, często z bordiurą otaczającą pak Ornamenty stosowane w mobnictwie są dosyć 'prym1i,tywne, a nakładanie,
bez specjalnego przypilkowania, następuje na UipTzednio wytkonany filc
podstawowy; w skwtkach or.namentty łaitwo odpadają podczas prania
wojłoków i lS'zorowania ich dr'ewnianą łopatką. Pięknie zdobione stare
wojłokowe modlitewniki, wyroby z XVIII - XIX w. z Bursy można zobaczyć w muzeum w Konya. Mają one !bogate i względn1ie drobne ornam'enty dell{«)&lt;racyjne,zaznaczają1ce bordiury, nall'oża, mihrab i zwisającą
z ni,ego ,lampę. Ciemno-brązowy, lekki wzór na białym tle wojłolka robi
niekiedy wrażenie haftu lub nas.zytej jakby koronki, tak jest delika;tny.
Brzegi iPQP~zec:zme
posiadają wykończenia z naszytych fręd:zil'i, co przypomina 'kobieT'cewiązane.
Wydaje się, rż,enaJle,ż,ałOlby:jes:zJoze\poświęcić Ikilika słów afgańskim
wojło/kom ozdobnym, k:tóre - jak j'U1żwyżej Iwspomniano - osiągają
nieraz dużą dekoracyjność i ball'wność. ZdobIOne wojłoki przYlpominają
swą dekora'cją raczej lkob~eTz.ecwiązany, niż kmm lub prosty pasiak.
Najbal'dziej ozdobne różnią się tym od Ziwykłych Ikobierców afga~kkh,.
're dOlSzyte{'lub rzadziej dolbite) Jfrędz!le-kłapcie obiegają wojłok ze wm.ystkich stron, 'C:zJegonigdy nie spotyka się przy kobiercach wiązany'ch,
bowiem do brzegów dłuu.szych nie doszY'wa się fręd:~H.. Wojłok 'cieńszy,
miększy i ilepsZlegotym samym gatunlku miewa ".nabity" wzór tego 11'0dzaju,że ma zawsze pole środk'owe i(pokTyte bal'dziej lub mniej subtelnym oiTnament·em) otoczone bordiurą, IW obrębile \której można wyróżnić
poszczególne Ipasy. Można więc mówić o potrójnej bordilurZle. Bard~o
,chętnie 'W zdobnilClliwiewojłoków afgańSk1i!chużywa się przy bordiura,ch
mnacrnentó'Wzę1&gt;atYlch,niewie!lkłch roz~t i kostek oraz ślimacznic. W polu umiesz'cza się merla/liony, a naroża zapełma drobniejszymi elemeITJtami.Zdar~ają się vi tle !pola ornamenlty pmypominające fale wody. Oczywiście ,zawsze trlzeba pamiętać, iŻ:ie
ozdolby na wojłolkJa1ch
są gTlubsz.ei ja'k,by !:z.lbarbaryzowane w stosunIku do wZlorów na kohiercach wiązanych
a nawet tkiHma,ch.Niekiedy, co s'Potylka się w wojł&lt;okJa'chgrubszych,polle
wypełnia ornament rombów: można .by nazwać go też minakhane 35.
85 "Minamhane"

-

.iJ&lt;wh wielliolk,roitlnie
dl1O&lt;bny ornamenit
tIU

tJlP

drobnego

IPOrw1t~ClI!l~OI,
mogą
SItanowić

wS/POIl11nri:eć,że IW ,Zlb~oh

Wlie =ailiaJzł
WlZór

się

aiJlg:aookfi ~lby

ornamentu

w

kobiercach

i Be&lt;lud-

persklich

fkitóxy IWYlpeŁn~a IPOlle Imobiel"ca wiązalnelg&gt;o. Ten
lk1wWarty,~bsrtlki lIllb f~
ge~rnatryld1Jne. Wanto

P,aI1Jsltlw.QIWIeIg1o
Mu\Zeulffi
i

prYlIllli!t'yTWny

EtlnOl~rad'liIClZ:nelgoIW IWalrSlZa-

k'obLerl2leIC wojł;P!k1mvy,

"w 'I'OImlby" ll'1obi wnarż.enLe ,im~IlIarklhJalne". WlZó,r ten

na

lZos't,ał wylk1cmany

,którym

w ten

�Wojłoki -

259

kobierce pilśniowe

7. WojŁoik: Jtulrlkmeńsllci,

wg L. Bere5lI1evy.

Rzadziej w po'lu widuje się ornamenty ułożone pasowo, podłużnie. Czasami trafia się biały !pas, lpołożonyz najibielszej wełny, wzdłuż \kobiercrzyka po środ1Qu pola 36, w wyrobach z półno'cneg'o Afganistanu (przy
jasn)"ch pobrz'eża'ch kobierczyka), lub też na jasnym, prawie białym ,polu,
pas o ornamencie stylizowanego drzewa życia, jak ,t&lt;l ma miejsce na
wojłoika.ch;turikmeńSk.ich37. Często Zidohnktwo wojroka żywoprzypomina afgańSki kdbieI"'Zecwtiązany z chara~terystycznymi elementami zdobniczymi w postaci &lt;lśmio.boczneg&lt;lguL. Gul bywa układa:nycentralnie,
jakby meoohon, :jednak częściej 'P0wtaTza się wielo'k!rotnie, zupełnie tak,
jak go mo~na zoba'ozyć na typowych ,afgańskich Ik&lt;libierc,a'ch
z Ipółnocnego
Mganistanu. Pole wypełnione Yk.znymi igul, uł&lt;lżonymi w Ild1ku rzędach,
.otacza bordiUTl1ł.Wojłoki .g1'lube,Hchs:rego wyrobu, mają przeważnie zawsze obrzeżenia w postaci i'edna:barwnego marginesu, w tona.cji szarej lub
.ciemnej. Dopiero środ€lk ,jest dekorowa:ny. ,Wojłoki osiągają nie tyl1ko dużą 1ieikora'cyjność, le'cz ;tak~e ball"w:nO'Ść,
dzięki ToonoodcieniOiWejwełnie
zabarwionej he,nną (iprzeważnie na pomarańczowo). Spotyka się kolory
,żółty, IC iemno-mą7Jowy, iila-c:reTwony, bia'ły, a r,zac1zie'j !zielony i niekiedy ciemno-niebieski. Zupełnie inne wwry, związane bezpośrednio
~pOlSÓ!b, i.e

!PO nal!()lŻeni'U

grolbej,

brąrrowej

nlbci,

;prtZYJPilkJawa.no ,ją,

.a

naiSit@l1lie

po;nOfWll1lie SlpillŚin.ionJ&lt;&gt;..
aG ,pOL

cym

OIl1namenlty 100 'k,oib'i'ercIU

z IPÓ'łnOlc.neg.o M,g'a.n,is1tanu,

'WQJjłJOlkowym owym.

a Zlrua'.ildiU!jąlcYlm s'ię

Slk!i·ego im. Chalrulbiiń'Slkieglo
rw Zraikolpanem.
87 L. Beresneva,
op. cit., il. 50.

w

1275X1'50 iC'IIl, pochodzązibio,raICih

M'UIZ-eum TaJI;,I'IZIań-

�260

KRZYSZTOIF

WOLSKI

z tradycją zdobnictwa Azji Środkowej, 'posia'd!ają kirgffik1e, mon:go1L9kie
i turkiestańąjk'O"":,chińsllde
wojłoki. Uderza w nlCh nlie ty,liko bogactwo ko'lO'l'ystyczne,Jleczteż boga,cbwo OLrIlJMnentów
38.
Stosunik!owo łatwo :jest 'a'phikować wojłoki, tym sposobem zdobione
osiągają np. u Turkmenów i KiLrgizów dużą dekora'cyjnoiŚć. Brzegi Z!dOlbi
się "falibankami" z płótna, lub z !kłapci barwionego runa wełnianego,
dos'zywa do niej chwasty z nitek wełnianych lub końskiego lWaOs~a.
Brz'egi idJla umo'cnienia oibszywa się barwnymi nićmi wełnianymi lub
perkalową, a naekiedy nawelt jedwafbną lamówką. Drofbne kawałki barwnego Wlojło/ku,naszywa się na uprząż końską łub wi'elbłądzią, dodatkowo !przyozdabiając (np. 'Wyszywaniami, 'chwastami lub białymi ,czy błękitnymi pa'Ciorkami). Wojłolk daje bowiem bardzo równomieme Ho. Ozdobyz nahaftowanego, barwnegołańcus'zk,a pokrywają większe cpła'ty, nić
zaś uma'crra,a,Uitrwala spoistość wojboku.
Zda'wałOlbysię, ż,e przy stosowaniu innych t'e1chnilkkobierniczych prym~tywny wojłok powinien ustąpić. Tak jednak nie jeslt z najhaTdziej
zasadrri1czychpowodów, h()iW'iemwojłdki można nie tyliko wyrabiać z gorszych gatunków 'Wełny i z odpadków wełnianych, Iktóre ni~ nadają się
do innego 'celu, Ilecz mo,żna wojłoki produk0wać bardzo szybko, rozpoczynają1c ip!I'a'Cę
Lrano a kończąc wieczorem tego samego dnia, bez skomplikowanyoh, żmudnydh, ,a przede wszystkim &lt;czasochłonnych zabiegów,
jak przędzenie itJkani'e. Po wtóre, wojłdki,nawe1t najprymitywniejsze,
znajdująza'WtS'ze miejsce w gospodarstwie 'koczowników, ludności półosiadłej i olSiadłej. Wojłoki służą ,za Ipodściółkę pod dywan czy kilim, najlepiej izoiJ.ująod ohłodu ziemi. Wo'jłoki najbardzi,ej nadają się na wszelkie
czapraki, dl'1'Orriączw1erzęta od otarcia.Woj1ł0bem u Turkmenów afgańskich podszywa .się twardekiihmy
wełniane, zanim się je użyj'e jako
przykry;ciezwierzęci'a. iRównież wojłoki są najmniej 'przewiewne, l'e'kJkie
~tylko liche gatunlkowo bywają 'cię~kie}, w ,tranSlporc1ewyg'odne, bo łaltJwe
do ZJ'Yijran1ia.
Tezaleiy wojłoku pozwoliły mu się utrzymać obok \kobierców innego typu w gospo!dar1Sltwiena terenachchłodniej'Szych
stepów
i półlpU5tyń. Na nietrwałość woj'łoków, specja,lnie grubszych, niezdobionychi licmz'ego wyrobu, Wlpływa w Afganistanie głównie bralk poszanowania li ,oenienia t'ego 'typu 'Wytr'obu.Rzeczytaik itanich jak wojłoki,
po prosrbu się nie Iceni i o nie nie dba. Posiadając drog'ie !kobierce 'W'iązane, a specjallnie WSlparriałemodlite'wniki, na wojłok już nie zwra'ca się
uwagi. Po kobiercach wiązanych i knimach wojłok znaj'duje się na
oSItainim miej'scu, tot·eż najłatwiej nisZJcz'eje.Jednak mocno zbite Wlojłoki
bywają nawet względnie trwlałe i mogą służyć niekiedy'k1lkadziesiąit lat.
Mogą tak długo służyć dopolkąd do .nich nie dostaną \Się naj więiks'ze
38

A.

VOIIl

Le Coq, op. Crit., tab!. 48.

�Wojłoki -

8. Kobierzec

wojŁoIk{)lwy, 400X200

kobieTce pilśniowe

cm.

261

Kucrzla, TUlr:k,iest.an W~dhod.ni, :wg A. \'lon

Le Coq.

s~odniIDi, to jest mole, których z wojłoku wprost nie ąp0'Sób wy waibić.
Zerują świetni'e w głębokim i miękk'jm materiale -niszcząc go kOlIIljp1etnie.
Jedynie częste poruszanie, deptanie, trzepanie 39 może skutecznie przeciwdziałać inwazj~ tych niebezpiecznych sikodn~ów. Na szczęście koczownicyczęsto się prz.enoozą wraz ze swym dobytkiem. Gorzej jest
u ludności osiadłej. Najfata1lniej pr.zed.Sltawiająsię wszelkie składy i magazyny z wojłokami, jak np. w lKabuillu,gdzie sprzedawcy dosłownie
nie mogą sobie dać rady fIN walce z molami, zagnie:żJd:żonymiw miękkich
wojłokach.
Niekiedy w 'walce z mo~ami zanurza się wojłoiki w wodzie, a następnie suszy .na !płaskiej ·powier~chni. Frzy praniu wojłoków, np. w ':Durcji
środkowej, w' okolicach BeY$ehir, wydeptuje się brud {glinę, lP'roch)
stopami, a powierzchnię pr'zeciera, pod płytką warstwą wody, 'Plaskimi
łopatkami drewnianymi lub deseczkami. Robią to kobiety w szerokich
i płaski·ch !korytach o wybetonowanym dnie. Talkie pralnie położone są
w ,pobliżu potoików, aby można 'by~o na'PUiŚcićna nie bi'eżącą wodę. (Przy
praniu niekiedy .powierzchnię wojł,oków zlewa się mydlinami. Wyprany wojłok suszy się na słońcu i wietrze tuż obok koryt pralni, a ,także
rozkłada się wojłoki na glaza chlub nawet na !kamiennych munka.ch, nie
zważając na to, ż,e wojłokowy kobierzec traci wtedy formę. To odJksz;tałcenie za'nik·apóźniej w czasie użycia, gdy wojł()lk leży na posadzce w izM

i

19 T.l1z€lpan:ie wo.jłdkÓ&lt;w, a Slpecja.lnie zwiJŻJonych, Zlan-ieClZY,SlZcwny;cl1
~ną,
nie
je9t I'zeIC'zą b~pieazną,
bowiem
Dięż,k:i w taJk1rn wypadku
wojłok łart:wro ll'IIoż-e
się "Irozleźć" &gt;pI'zy n4.eu:mie:jętnym -lub zbyft Igwaltaownym u:clhwyceniJu.

�262

KRZYSZTOF

WOUSKl

9. Zawi'e&lt;siZJka w;o,jlO1kolWa rz. półn. Af&gt;g.anistanu, 89 X 18 cm. Muz·eum
w Krakow-i'e, rur i1nIw. 506H!. FiOt. J. Kubi-ena.

EtniOgraifi!Czne

bie, a chodzący 'Ugniatają go s,topami i materiał 'wraca ponownie do
,normalnego spłasz'ozenia.
DUlżałatwość kształtowan~a wojłoku spowodowała, że tego 'typu tetehniką wyrabia się różnego rodzaju futerały na skrzynki ora.z okryda, jak
kaptury z pelerynami, czaTlki, pa~terskie duże :peleryny-narzuty 4Q, nie
mówią'c już o delikatniejszych wyroha,ch zcieI1lkiej i miękkłiej 'Pilśni.
Również z wojłoku na sporych ohszacr-achstarego świata wyrabia się
różnego rodzaju obuwie (pantofle, buty, walonki, filca.ki), a talkże pończochy. J.edna'kpomimo dużej uźyt€łCzności tych okryć, nie ceni się ich zbyt
wysoko, uważając ?Ja wyroby proste, wylkonane z odpadowej wełny, należącej do lokalnego ryniku i podobnie jak wojłolkowe 'kobieree, prz€40 Taka
na.nzuit.a w ,polulC!Jni'olwym A1fganista.nJe 'l1J&lt;JJZy'wasię kucaj lub kocuj.
Rnzewa.żJnie rui.e m&gt;j,ewa ona rę'ka1wa.w, cihoć ;zdia.rza s'ię, ż,e U'szyją ją na W1Zór
białej, sukiennej
su!kma,ny vLmolwej '7JW. baraka, wtedy pos,iJada dlug,i-e rękawy, zaZiWY'Oza.j,zwpelnie ,nie używane,
gdYQ; Ikoc;aj, nosi s'lę zarZJU'cou'Tyna ram~ona. Kocaj
jeslt tY'Pową nal1zutą paJs,tersiką, nOlslZQlną/pl1Zelz 'pas'te:nzy \ owi'e&lt;c, ,kólz i wielbłądów
~odazas wY&gt;PaJSów jeS!i,enn'o-z,iJmO'wY'oh, (Narz.lwy POwyż'SiZJesą !podane W języik'll iPaSlZ'bu).

�Wojłoki -

ko-bierce ;pilśniowe

263

wazme nice eksportowane daQej. Duża objętość wojłolkowych kobier'ców,
dałeki kłapothwy translPoT't, pr:zy crnałym 'popycice na nie na rynku -europejS/kim i niski-ej .cenie, były powodem, rie tYi~O ba['rd:w rzadiko te wyroby ze Środkowego ,Wschodu !pojawiały się w handlu w Emopie, a .przy
porównaniu z innymi wyotworami ka:biernilotwa po pros'tu nie ,znajdowały
-chętnych nabywców. Również jednobarwne i ~dohione wo'jłoki ana1JOIlijskie nie trafiały na rynelk europejski, a pozos'tawały jedynice jako lokalny
towar tUTecki. Współtcześn'ie w Europie, a 'przede wszys1Jkim w Polsce,
kohieTzec wojłokowy na,leży do wyjątkowo spotykanyoch rzadkości, występując jedynie jako niehczne importy spTOIwadzane ze Środkowego
Ws-chodu41.
41 W uzupebnieniJu powy~s'Zych uwag
warto jeszcze wspomnieć o technke wyrobu wojłoku "na zimno". W Rad~as:tanlie w Indiach, w miejscowości Bagru (30 km
na zach. od Dżajpur) wyrabia się namdci z wełny odpadkowej i wtórnej. W warsztacie p. Bhawar Lal Roupczand Khat:tiik zakupioną wełnę prano, gręplowano na
pindan
(harfie gręplaTSikiej), a następnie lepsze części prze:zmalczano na przędzenie, zaś go'rszą część rozkładano na kami'ennej posadzce, Uiklepy!wano prętami,
'polewając przy tym zimnymi (!) mydlinami. Na,stępnie podwijano płachtę bawełniJaną, razem zwiJjano i l1olowano na zimno, ubijając twa'rdo zw:inięty rulon dŁońmi i przedramionami.
Bo 4 godzrnach rolowania i polewania rzJimnymi mydlinami
rozwinięto wojłok, przepłukano
w ciepłej wodzie i ro,złożono do wysusz.enia na
płaskiej powiernchrui. Namda były jednobarwne, szare. Wojłokowe kaptury - gugi
- formowano na bawełnianej podkładce i ubijano. Słabiej sfiJkowane gugi służyły
na okrycia zimowe, zaś gęst'o zbite na kaptury od deszczu. (Mateniały z badań
.autora z 21 XII 1976).

KRZYSZTOF

WOLSKI

FELT CARPETS

(Summary)
The author has discussed ancient and modern production
of felt carpets
basing his discussion on his field research carried out in 1960 - 1978 in Bulgaria,
Turkey, Iran, Afghanistan, Pakistan and India. There is an enormously long tradition in producing these carpets in the steppe areas of Central Asia, which goes'
back to 3000 B.C. and also a quite an ancient expansion of this technology in
India. Felt, an extremely simple material is closely connected with the life and
production of nomads, since its production requires neither elaborate tools nor
complicated work. Therefore even nowadays it has not been superseded by manufacturing producti-on and, although felt carpets are quite rarem
Turkey they are

�264

KRZYSZTOF

WOLSKI

very popular and common m other countries as, for example, in Indian Radjastan.
There are only a very few differences in felt carpet production;
they concern
mainly the usage of different props while shaping the sheets of felt. Inferior felt
carpets are made of wool mixed with goat, cattle or horse hair or even with
cotton. The best felt carpets produced, for instance, in Turkistan are made of the
best, very soft sheep's wool. It does not take too long, usually one day, to make
a felt carpet; mainly women make them. The oldest felt products, i. e. tent cloth
and felt carpets will probably be around the longest since felt clothing as, for
example, shephers' coverlets, hats or sacks are not used any more.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9686" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9664">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6eca50dde0825fd041858d4e350c259b.pdf</src>
        <authentication>8e331094f32468b1e1c32f887aaa279e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115237">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5624</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115238">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115239">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115241">
                <text>Katalog pustych domów/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115242">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.91-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115243">
                <text>Wołodźko, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115244">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115245">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115246">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115247">
                <text>Katalog Dustych
d o m ó w
Z

Iwoną

Zając

Agnieszka

rozmawia

Wotodźko

Iwona Zając: \pokazujac zdjęcia] Tak wła­
śnie wyglądała nasza łazienka po wejściu, to
znaczy po tym, jak otworzyliśmy squat. Po pro­
stu totalna destrukcja, porozwalane umywalki,
zniszczony sedes, powyrywane krany itd. Robią
to pracownicy lokalnego samorządu, do którego
należą dane mieszkania. W ten sposób chcą się
zabezpieczyć przed squattersami.
Agnieszka Wotodźko: Jąkato się stało,

żemieszkania

są opuszczone? Ludzie się wyprowadzili
chcą w nich mieszkać?

i nie

Po prostu nie ma na nie chętnych.
Prywatne mieszkania są często przetrzymywane,
aż wzrośnie cena gruntu. Taką taktykę
stosowano na przykład na Dalston, gdzie
będzie
organizowana
olimpiada.
Domy
zostaną wyburzone, ponieważ tamtędy będzie
przebiegać linia kolejki miejskiej. Dlatego część
prywatnych właścicieli trzymała pustostany,
czekając, aż kiedyś grunt podrożeje i ktoś będzie
chciał te działki od nich kupić. Z tego powodu

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

ani nie wynajmują, ani nie sprzedają mieszkań,
nikt ich nie używa.
Od jak dawna mieszkasz na

sąuacie?

Od 2004 roku. Skończyłam malować
mural Stocznia na ścianie stoczni w Gdańsku
i pojechałam do Londynu. W tym czasie był tam
już mój chłopak, więc jechałam do niego. To był
dla mnie szok, bo dotąd żyłam w biegu, cały czas
robiłam różne rzeczy i nagle trafdam do miejsca,
gdzie nie ma prądu ani ciepłej wody, jest zima, no i
w ogólezupełnie inne warunki, inna rzeczywistość.
To jest też kwestia wieku. Gdy byłam pierwszy raz
w Londynie, miałam dwadzieścia lat, jeździłam
stopem nie miałam pieniędzy paliłam papierosy
wysępióne od innych i nie widziałam żadnych
problemów Kiedy poiechałam drugi raz do Anglii
w wieku trzydziestu trzech lat było iuz inaczei
Nagle zobaczyłam ze iest 'ogromna bariera
iezvkowa bo nie znałam angielskiego Miałam
ataki paniki nie mogłam oddychać bałam sie coś
powiedzieć' coś kupić Potem to przełamałam

�Wywiad

Iwona Zając

Ur. w 1971 roku w G d a ń s k u . Malarka.
W

1999

roku

ukończyła

Akademię

Sztuk Pięknych w G d a ń s k u . O d 2002
roku

rezydentka

(obecnie

Młode

Kolonii
Miasto)

Artystów
na

terenie

Ta pierwsza chata była j u ż w miarę
wyremontowana, mieliśmy meble, k u c h e n k ę . . .
Gdy Rafał przyjechał miesiąc wcześniej, niczego
tam nie było. Ponieważ nie mieliśmy prądu,
kumpel, który jako jedyny w tym czasie miał
pracę, brał nasze telefony komórkowe i ładował
tam baterie. Pomieszczenia oświetlaliśmy
świeczkami. Zaczął się cykl wczesnego
wstawania - kiedy robiło się jasno, i szybszego
kładzenia się spać - gdy zapadał zmierzch.

Stoczni G d a ń s k i e j . W swojej t w ó r c z o ś c i
podejmuje

problematykę

społeczną

i feministyczną. C z ę s t o b o h a t e r k ą swych
prac czyni siebie samą lub przyjaciół.
O d 2000 roku zajmuje się malarstwem
ś c i e n n y m . Swoje muralesy p o k a z y w a ł a
w Polsce i za granicą.

seria s z a b l o n ó w

na

zewnętrznych

murach Stoczni Gdańskiej z a w i e r a j ą c y c h
o p o w i e ś c i s t o c z n i o w c ó w z w i ą z a n e z ich
ż y c i e m i pracą (www.stocznia.bzzz.net).
W ostatnich latach tematy jej m u r a l e s ó w
ogniskują

się

tez

wokół

rodziny

(Mama, Cudzoziemka, On mnie tego
nauczył).
Zając od lat w s p ó ł p r a c u j e z Fundacją
Theatrum Gedanense, d l a k t ó r e j prowadzi
warsztaty plastyczne podczas festiwali
szekspirowskich,
społecznymi

oraz
jako

edukacyjnych

czynszu, tak?

Płacimy za wodę, prąd i gaz. Zgłosiliśmy
te wszystkie media i używamy ich legalnie.
Są oczywiście sąuaty, które używają prądu
nielegalnie, ale jest to jedna z podstaw, żeby
policja mogła wejść do takiego domu.

Do najbardziej

znanych jej p r o j e k t ó w należy Stocznia
-

Nie płacicie

projektów

z

instytucjami

koordynatorka
artystycznych

dla m ł o d z i e ż y (www.mlodazaloga.bzzz.
net, www.karandasz.bzzz.net).
Mieszka i pracuje w G d a ń s k u i Londynie.

FOT. M A G D A L E N A MAŁYJASIAK
HTTP://MAGDAMALYJASIAK.BLOGSPOT.COM

Czy decyzję o zamieszkaniu na
z przyczyn ekonomicznych?

sąuaciepodjęliście

Tak.
A nie po to, ieby przeżyć

przygodę

w Londynie?

No, wiesz, ja na pewno wyjechałam do
Londynu, żeby odmienić swoje życie. W Gdań­
sku miałam dom, pracownię, pracę... Nie je­
stem jednak wielką anarchistką, sąuatterką. Mój
chłopak jest anarchistą i dla niego idea sąuatów
jest bardzo fajna. On się z nią utożsamia i uczy

�Katalog pustych domów
mnie świata bez pieniędzy. Ja zawsze starałam
się nie wydawać dużo pieniędzy bo ich nie
miałam, ale lubiłam sobie coś kupić, jakiś dro­
biazg. Rafał mnie nauczył, że pieniądze nie są
potrzebne. Na przykład zdobywamy pożywie­
nie ze skipów, czyli tego, czego pozbywają się
supermarkety albo ludzie handlujący zieleniną.
Znajdujemy świeże owoce i warzywa, często
dużo lepsze od tych, które mogłam kupić w Pol­
sce. Życie tam jest w ogóle o wiele łatwiejsze.
Stwarzanie domu, wchodzenie do bu­
dynku... Ja nie cierpię otwierać budynków. To
dla mnie straszna trauma. Natomiast Rafał bar­
dzo to lubi, tę adrenalinę. Pamiętam, że kiedyś
właśnie otworzyliśmy dom, gdy nagle zauwa­
żyliśmy policję w ogrodzie. Zaraz zaczęła m i
nerwowo drgać powieka i zrobiłam się zielona.
Rafał potrafi się wykłócać z policją albo z nimi
dyskutować. Dla mnie wchodzenie do nowych
budynków jest poznawaniem nowego świata
i stwarzaniem domu. Zrobiłam się całkowicie
niewybredna. Nauczyłam się minimalizować
swoje potrzeby musze wyczyścić przestrzeń
wyszorować i a pomalować Farbę znajdę sobie
na ulicy.

93

Czasami dowiadujemy się o pustych do­
mach od innych sąuattersów. Tak było w przy­
padku zupełnie wyludnionego osiedla. Nie
wiadomo dokładnie, z jakich przyczyn, pewnie
finansowych, ludzie musieli opuścić zupełnie
nowe mieszkania. Squattersi zaczęli je zajmo­
wać. Były bardzo trudne do zdobycia, ponie­
w a ż w całym budynku zainstalowano alarmy
i pełno czujników, toteż
przyjechała po¬
licja i ochroniarze. Skończyło się tylko 113. prze¬
pychance słownej, bo oni nie mogli wejść do
domu. To była chata, gdzie mieliśmy ri3 przy¬
kład jakuzzi...
Ico, udało wam się tam

wprowadzić?

Tak, mieszkaliśmy tam trzy miesiące,
a potem znaleźliśmy chatę, w której teraz
jesteśmy.
A czemu tamtą musieliście

opuścić?

Przegraliśmy sprawę w sądzie. Właściciel
wytoczył nam proces, bo taka jest w Anglii
procedura. Ale zdarzyło się i tak, że sprawa
została rozstrzygnięta na naszą korzyść. Tak
się stało w przypadku ostatniego domu. To
A w jaki sposób wyszukujecie te pomieszczenia?
budynek, który składa się z dwóch mieszkań
Chodzi się, obserwuje. To jest taki połączonych ogrodem i mających dwa osobne
śmieszny nawyk, że nawet, jeśli j u ż ma się wejścia. Myśmy otworzyli oba i przyszło
gdzie mieszkać, to gdy na spacerze widzi się wezwanie do sądu dotyczące obu chat. N o ,
wolny dom, zaraz się go spisuje. Robimy sobie ale jest taka organizacja pomocy squattersom
katalog pustych domów. Teraz jesteśmy j u ż - Advisory Service for Squatters - to Anglicy,
działają
dwa i pół roku w jednym miejscu, ale był taki którzy od lat sie tym zajmują
okres, że zmienialiśmy lokum co miesiąc, więc społecznie i słuza pomocą prawna Pomaca a
obserwowanie pustostanów, wkładanie kartek w pisaniu wniosków i różnych pism bo sad
W drzwi, sprawdzanie, c z y są śmieci albo listy inaczej zachowuje sie w stosunku do Andika
było na porządku dziennym. Jeżeli kartka a zupełnie inacze w stosunku do obcokraiowca'
znika, to znaczy, że ktoś te drzwi otwiera. Jeśli To bvło niesamowite nasz koleba który do nich
poszedł dostał różne książki dotyczące prawa
są listy, to znaczy, że nikt ich nie odbiera. Jeżeli
Ponadto przeczytał ze ieśli iesteś
są śmieci - ktoś korzysta z mieszkania, chyba że w Andii
sąsiedzi wrzucają bo też tak może być. Później nierwfzv raz w sadzie nrzvshicn'ne c darmowa
porada prawna, więc poszedł do adwokata
sprawdza się te mieszkania.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

�Wywiad

94

Ten pan sprawdził jego papiery i powiedział,
że wszystko jest dobrze, a council (samorząd
lokalny, do którego należy nasz dom) nie
ma podstaw nas zaskarżać, bo nie rozwiązał
umowy z poprzednią lokatorką. W dodatku
później miał chwilę czasu i reprezentował nas w
sądzie - prawdziwy angielski prawnik w peruce
[śmiech]. Sąd nie mógł powiedzieć, że sprawę
przegrywamy, i wyznaczył nowy termin dla
councilu, żeby ten lepiej się przygotował. Gdy
zbliżała się data kolejnej ro zpFa.wy przyszło
do nas pismo z councilu, że się wycofują. I tak
udało nam się obronić jedno mieszkanie.
POKÓJ

PO REMONCIE,

LONDYN

STREATHAM

FOT.

RAFAŁ ZABŁOCKI,

Tworzycie stalą

grupę?

Tak.
... która przenosi się {olejno w nowe miejsca?
Tak, ale mamy też krąg znajomych
i nawzajem sobie pomagamy. Jest taka niepisana
zasada, że ludzie się wspierają, bo nikt nie chce
znaleźć się na ulicy. Jeżeli ktoś znajomy nie ma
gdzie mieszkać, Rafał pomaga mu otwierać chatę
albo jej strzec. Bo jak otworzysz dom, to musisz
go na początku pilnować. Cała zabawa polega

HTTP://SWIATLAWIELKIEG0MIASTA.BL0GSP0T.COM

�Katalog pustych domów
na tym, że po wymianie zamków masz klucze
i jesteś właścicielem. Jednak gdy nie ma nikogo
w domu, może przyjść prawowity właściciel,
znowu wymienić zamki i teraz on ma klucze.
Są więc dyżury. Nie możesz sobie po pracy
gdzieś pójść, czasem musisz wziąć urlop, bo
albo chcesz mieć dom albo nie.
Czyli cały czas ktoś musi być w budynku?
Na początku tak. Kiedy oswajasz dom,
przez pierwszy miesiąc pilnujesz go dzień
w dzień, żeby nie stał ani przez moment sam.
Ja\ ci się tam mieszka? Jest to komfort czy
dyskomfort?
To zależy. Chociaż sprawiam wrażenie
osoby dość kontaktowej, tak naprawdę bardzo
potrzebuję własnej przestrzeni, w której nikt m i
nie przeszkadza. Mam swoje rytuały, z którymi
chcę być sama. Czasami jest tak, że chcesz wstać
i nie usłyszeć żadnego komentarza. Po prostu
wypić sobie herbatę, popatrzeć bezmyślnie
w okno. Tam często bywa tak, że jesteśmy
na siebie skazani. Kiedy wstajesz, w kuchni j u ż
ktoś siedzi. Dla mnie to było trudne. Musiałam
przywyknąć do życia wśród ludzi i to nie przez
miesiąc tylko przez lata Wtedy co ciekawe
nawiązałam przyiaźnie których medy bym sie
nie spodziewała
Z kolei jeśli chodzi o osoby, z którymi
dotychczas byłam blisko, życie zweryfikowało
nasze relacje. Okazało się, że fajnie było spotkać
się na moment, pogadać, ale w sytuacjach
ekstremalnych, kiedy się boisz i potrzebujesz
wsparcia tego człowieka, możesz się zawieść.
Pewnego razu dom był zagrożony i doszło do
aktów agresji, pobito parę osób. Wtedy ja i inne
dziewczyny po prostu bałyśmy się zostawać
same w domu. Kolega w tym czasie wybierał
wyjścia na imprezy, bo miał w nosie to, że się
bałam. Przekonałam się, że nie można na nim

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

95

polegać. Normalnie zawsze świetnie się
z nim rozmawiało, było super, ale w tamtym
momencie zobaczyłam, że dla niego ważniejsze
są inne sprawy, a dla mnie priorytetem jest
poczucie bezpieczeństwa. Mam natomiast takie
przyjaźnie zawiązane na squacie, które będą
j u ż chyba do końca życia.
Fajne jest też to, że na squacie jestem
zupełnie inną osobą. Nikt tam się specjalnie
nie interesuje moją sztuką. Jestem Iwoną
Zając, a nie artystką Iwoną Zając. To jest dla
mnie bardzo dobre, bo bycie artystką ma swoje
obciążenia. Dzięki temu, że poznałam nowych
ludzi, mój świat się rozszerzył. Już się nie boję,
że mogę zastać budynek w strasznym stanie, bo
wiem, że umiem z Rafałem zrobić z każdego
domu cacko. Potrafimy podłączyć wodę czy
prąd. Wiele się nauczyliśmy, więc to ma też
dobre strony.
Czym dla ciebie jest dom?
Pierwsza rzecz, która kojarzy m i się
z domem jest taka, że to ja go stworzyłam.
Nie chodzi o to, że go zbudowałam,
ale wyszorowałam i poznałam każdy kąt. Wtedy
wiem, że to teren „obsikany" przeze mnie. Nie
jestem sterylną osobą, która utrzymuje idealny
porządek, ale wiem, że to są j u ż moje śmieci.
Oczywiście jest problem z poczuciem
bezpieczeństwa. Często jest tak, że gdy wracam
z pracy, zastanawiam się, czy ktoś nam się nie
wbił na chatę. Nigdy tego nie wiem do końca.
Dlatego staram się nie trzymać w domu sprzętu,
z komputerem jeżdżę do pracy. Mimo to traktuję
squat jak dom, dbam o niego, nie pozwalam
wchodzić intruzom. Wcześniej zdarzało nam
się mieszkać z przypadkowymi ludźmi, którzy
nie mieli lokum i zwracali się do nas z prośbą
o pomoc. Zauważyliśmy jednak, i to zadziwiało
swoją powtarzalnością, że ponieważ oni nie
musieli włożyć wysiłku w powstanie domu
traktowali squat jak rodzaj imprezowni!

�Wywiad

96

Dlatego stworzyliśmy kodeks, który chroni
nas przed takimi sytuacjami. Jeżeli kogoś
zapraszamy, to jest na zasadach gościa, a gość
nie może sprowadzać innych. Jeśli gość nam się
nie spodoba, dajemy mu miesiąc na znalezienie
nowego domu.
Bardzo ważne są poczucie bezpieczeństwa
i możliwość jasnego wyznaczania granic. Mam
dużo uczniów i część z nich chce przyjechać do
Londynu. Mówię: „Niestety, nie przenocuję cię,
bo dom to jest dom. Jak ja bym cię przenocowała,
to czułabym się zobowiązana przyjąć następną
osobę. Mogę ci pomóc, udzielić wszystkich rad,
ale do domu cię nie wpuszczę".
Jakimi wartościami
się {terujesz,
przestrzeń
mieszkalne?

organizując

Ha, to śmieszna historia. Szczególnie
duży wpływ na moją obecną przestrzeń
mieszkalną miało bardzo małe zwierzątko
- pluskwa. Wcześniejsze nasze domy miały
dużo szablonów, były kolorowe. Nie cierpiałam
farby olejnej. Zdarzało się, że sąuaty, w których
mieszkaliśmy, miały dziury w ścianach,
a ponieważ nie mieliśmy cegieł, to upychaliśmy
materace, wieszaliśmy piękny materiał kupiony

za grosze. Ale okazało się, że pluskwa uwielbia
materiały, książki, drewno, cegłę i moją krew.
To bardzo wierne stworzenie - wybiera
sobie jakąś osobę i jej nie odstępuje
[śmiech].
Taka sytuacja siada na psychikę: budzisz się
(one zaczynają żerować w nocy) i zaczynasz
obserwować nadejście przeciwnika. Musieliśmy
opuścić pokój, w którym mieszkaliśmy. Pomimo
prób walki o tę przestrzeń okazało się, że
nie damy rady, bo one chowają się w cegłach.
Zeszliśmy na dół, do kolejnego mieszkania,
gdzie zdarliśmy tapety i pomalowaliśmy ściany
na biało wszystkie elementy drewniane biała
oleimca 'a silikonem zatkaliśmy każda szparkę
Tak wiec teraz nokói w którym mieszkamy
w Londynie iest DO orostu b a ł y Wcześnie
nie lubiłam te PO koloru a nokochałam Jo
dzięki insektowi Wszystkie rzeczy trzymamy
w plastikowych' kontenerach Nie ma iuz
żadnych szablonów na ścianach noniewaz te
wzory nowodowały że nie widziałam czv one
nadchodzą Zminimalizowałam ilość rzeczv

bTplu^Tyg^
Odnawiamy
to
mieszkanie
dość
regularnie, malujemy pokój, żeby był czysty.
Mamy bardzo mało elementów drewnianych,

Tradycja squatow ma w Anglii dtugą h i s t o r i ę i datuje się od X I V wieku. W czasach w s p ó ł c z e s n y c h
ruch squattersow nasilił się za r z ą d ó w

Margaret Thatcher w z w i ą z k u z n a g ł y m w z r o s t e m

bezrobocia. Obecnie prawodawstwo brytyjskie toleruje squaty w budynkach prywatnych ( w
k t ó r y c h od d ł u ż s z e g o czasu brakuje widocznych oznak zamieszkiwania), opuszczonych lokalach
komunalnych ( m i ę d z y innymi tych, z k t ó r y c h m i e s z k a ń c ó w wysiedlono z uwagi na k o n i e c z n o ś ć
przeprowadzenia remontu b ą d ź r o z b i ó r k i ) , opuszczonych pubach, m a ł y c h fabrykach, biurach
i sklepach, pod warunkiem, ż e nie stają się one miejscem dystrybucji n a r k o t y k ó w . W ł a ś c i c i e l
n i e r u c h o m o ś c i , jeśli chce u s u n ą ć m i e s z k a ń c ó w squatu, musi w y s t ą p i ć na d r o g ę s ą d o w ą
informacje za Squatters'

Handbook, Advisory Service for Squatters,

-

Londyn 2004.

BARBARZYŃCA

3 - 3 (1 3 - 1 1) 3 0 0 9

�Katalog pustych domów

97

tylko stół i krzesło. Dawniej lubiłam drewno,
a teraz pokochałam plastik, za którym kiedyś nie
przepadałam... Tak więc, jak widzisz, moje gusta
zmieniły się pod wpływem pluskwy. Teraz, gdy
przyjeżdżam do Gdańska, wszystko wkładam
do zamrażarki. Nauczyłam się pakować rzeczy
w plastikowe worki. To jest bardzo ciekawe
doświadczenie, które radykalnie zmieniło mój
sposób funkcjonowania.
Raz zdarzyło się tak, że pomimo
wszelkich
starań
przewiozłam
pluskwę
do Gdańska. Pogryzła mnie w samolocie,
więc j u ż na lotnisku wszystko pakowałam
do worków. Kiedy przyjechałam do domu,
zrobiłam pełną dezynfekcję. Jednak potem
moja mama stwierdziła, że chyba coś ją gryzie.
To było straszne. Dom moich rodziców z tymi
wszystkimi materiałami, obrusami, pościelą,
meblami... W Londynie znajdujemy wszystko
na ulicy i nie jest to dla nas dramat, gdy te
rzeczy tracimy, bo wiemy, że znajdziemy nowe
ale dla moich rodziców to jest dorobek całego
życia Poszły wory ieden za drugim wyrzucanie
ciuchów
Teraz iest tak ze gdy wybieram sie
do domu'wszystkie rzeczy książki i tak dale,
najpierw lądują w zamrażarce.
Jakie przedmioty są w domu

niezbędne?

Materac i stół. Miałam lokum, w którym
nie było stołu, ale bardzo się źle z tym czułam.
Mówię o jednym pokoju, bo do niego ograniczam
dom. Poza tym, oczywiście, musi być łazienka
z ciepłą wodą i kuchenka.
Czy wainejest, ieby dom byl czymś niezmiennym ?
Może w twoim przypadku to jest przewrotne
pytanie, bo często się przenosisz, ale czy to ci
dokucza?
Musiałam się tego nauczyć. Już wcześniej,
wyprowadzając się z domu od rodziców,
nauczyłam się żyć z małą ilością przedmiotów.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVÑCA

Gdy zamieszkałam z koleżanką w Sopocie...
Ona miała strasznie dużo rzeczy. W pokoju,
w którym ja mieszkałam, było mnóstwo
bibelotów pozawieszanych na wstążeczkach,
suszonych pomarańczy itd. Nie mogłam tego
znieść i dopiero gdy ona wyjechała na święta
wielkanocne, to wreszcie mogłam oczyścić
pokój z wszystkich drobiazgów. Na pewno
nie jestem gadżeciarą. Kiedyś miałam w sobie
coś ze zbieracza, kiedyś całe nasze pokolenie
zbierało puszki po napojach, opakowania
po czekoladach czy puste pojemniki po
zagranicznych szamponach [śmiech]
Wtedy
mój brat powiedział: „Będziesz jak tata".
A mói tata iest zbieraczem Wtedy zaczęłam
ograniczać to co mam Z tego powodu również
zaczęłam malować múrale bo murów m i nie
szkoda nawet ieśli ktoś nóźniei zamaluie moia
nrace a P-dv rośnie mi sterta obrazów które
nokrvwai M e kurzem i rolki rvsunków które
ulegają uszkodzeniom to jestem chora.' Wole
to rozdać.
'
Czy przywiązujesz
się wystylizować

wagę do otoczenia? Czy starasz
miejsce, w którym mieszkasz?

Czasami wprowadzaliśmy się na squat
tylko na miesiąc albo półtora, a jednak nawet
wtedy sprawą strasznie ważną dla mnie
było zrobienie z tego miejsca domu, czyli
pomalowanie go, zawieszenie w nim lampek
czy obrazka. Często widziałam, jak ludzie
wchodzili do mieszkań i tylko tam spali... Dla
mnie było nie do pomyślenia, żeby nie stworzyć
tej przestrzeni na nowo. Przecież będę spędzać
w niej czas. Uwielbiam patrzeć na równo
pomalowane ściany. To są moje natręctwa
[śmiech]. Musi być równo, nie może być zacieków
na. suficie. Ktoś kto tu przychodzi, może nawet
nie zauważyć że wyszorowałam wszystko
na kolanach natomiast mnie to daie totalne
poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia.

�Wywiad

98

Czy myślisz,
że długo
będziesz
w ten sposób?
Chciałabyś
zmienić
zamieszkiwania?

bytować
formę

Oczywiście. Marzę o takim domu, który
będzie naprawdę nasz. Chcę, byśmy stworzyli
z Rafałem ekologiczny dom z bateriami
słonecznymi na dachu. Rafał mówi, że jeszcze
będziemy uprawiać ziemię [śmiech].
Kędyś
jechaliśmy
autobusem
do Londynu. Zawsze, gdy wracamy z wakacji,
zadajemy sobie pytanie, czy w domu wszystko
dobrze. Raz nasz kolega zażartował sobie
i wysłał do nas SMS, że następnego dnia
mamy eksmisję. To był taki absurdalny SMS.
On przypuszczał, że tego nie łykniemy.
Jechaliśmy całą dobę i mieliśmy czas
na rozmyślanie. Nagle zdałam sobie sprawę,
że znów jestem bez dachu nad głową.

Płakałam cały czas. Zimno, wychodziłam
z autobusu w czasie przerw i myślałam: „Boże,
znowu jestem bezdomna".
Pytanie o dom jest dla mnie cały czas jedną
z podstawowych kwestii. I marzę o tym, żeby­
śmy j u ż mieli swój własny. Na razie zbieramy
na niego pieniądze, ale nie widzimy możliwości
utrzymania go. Ja nie chcę wracać do wcześniej
wykonywanej pracy instruktorki plastyki, w któ­
rej dostawałam co miesiąc wypłatę za prowadze­
nie zajęć plastycznych. Póki co wolę pracować
w kawiarni i robić niezależne projekty. Rafał ma
taki pomysł, że gdy będziemy mieli dom, to po­
nieważ nie potrzebujemy dużo pieniędzy, on bę­
dzie jeździł na kilka miesięcy do Finlandii i pra­
cował tam jako spawacz — te zarobki wystarczą
nam na cały rok Nie wiem jak to będzie To są
nasze
A jak to się wszystko ułoży? - nie
mam pojęcia.'

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6139" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6119">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/86e89dd5c9e1e61e1b914cc99d302cdf.pdf</src>
        <authentication>289af264046e3b3d83f6372f33179a40</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73213">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73214">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73215">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73216">
                <text>Gruntowi i przychodnie. Z badań nad osadnictwem w mazowieckiej wsi pańszczyźnianej / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73217">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.2, s.133-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73218">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73219">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73220">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73221">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="73222">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73223">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V I I , z. 2
P L I S S N 0071-1861

A N D R Z E J WOŻNIAK

GRUNTOWI I PRZYCHODNIE.
Z BADAN NAD OSADNICTWEM W MAZOWIECKIEJ WSI ,
PAŃSZCZYŹNIANEJ
Obraz kultury polskiej wsi przeduwłaszczeniowej przez całe dziesię­
ciolecia kształtował się pod wpływem tego, co wiedziano o wsi drugiej
połowy X I X w. Złożyło się na to kilka przyczyn.
Etnografia polska okresu reform uwłaszczeniowych, z małymi wyjąt­
kami, nie zajmowała się zagadnieniem przemian kulturowych. Ówczesne
zainteresowania badawcze nadal jeszcze pozostawały w pewnej mierze
pod wpływem poglądów i teorii odnoszących się do kultury ludowej
i zakresu badań ludoznawczych, które wykształciły się w początkach
XIX w. Ich najbardziej znanym głosicielem był Zorian Dołęga-Chodakowski. •
Odmienne, całkowicie nowe spojrzenie na kulturę ludową, kształtu­
jące się w latach 40-, 50-tych XIX w. (R. Berwiński i jego poprzednicy,
np. W. Maciejowski) nie miało jeszcze wówczas wielu zwolenników
i w niewielkim stopniu wpływało na zakres i kierunek badań etnogra­
ficznych. Uwagi o „ogromnym wpływie uwłaszczenia na [...] zwyczaje
i tradycje" wsi polskiej, poczynione przez Kornela Kozłowskiego w ma­
ło dziś znanym zbiorze pieśni, podań i zwyczajów ludowych z Mazowsza
Czerskiego \ wydanym na przełomie lat 60-tych i 70-tych ubiegłego
stulecia, należą do wyjątków. Dziewiętnastowieczne spojrzenie na kul­
turę ludową, traktowaną niekiedy wręcz jak żywe muzeum „strożytności słowiańskich", okazało się szczególnie trwałe i do niedawna jeszcze
znajdowało odbicie w wielu obiegowych poglądach na kulturę wsi pol­
skiej. Trudno wprost przecenić rolę, jaką odegrała w ich zmianie wy­
dana pod koniec okresu międzywojennego Kultura ludowa J. S. Bystronia .
2

1

K . K o z ł o w s k i , Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy
ludu
z Mazowsza Czerskiego, wraz z tańcami i melodiami..., Warszawa 1867-1874, s. 210.
J . S. B y s t r o ń , Kultura ludowa, Warszawa 1936 (II wyd. Warszawa 1947)
2

�134

ANDRZEJ WOZNIAK

Po I I wojnie, kiedy etnografia określała swoje cele, metody i zada­
nia badawcze, podkreślano potrzebę historycznego spojrzenia na kulturę
ludową, jednocześnie jednak nacisk kładziony na tzw. źródła wywołane
jako podstawowe dla badań etnograficznych przyczynił się w pewnym
stopniu do zawężenia pod względem chronologicznym pola badań wię­
kszości etnografów do okresu nie sięgającego wstecz głębiej niż do koń­
ca X I X w. Jeśli zachodziła konieczność zajęcia się okresami wcześniej­
szymi odwoływano się przeważnie do prac historyków. W większości
jednak wypadków materiały historyczne traktowane były jako pomoc­
nicze: służyły najczęściej do odtwarzania historii badanego regionu czy
wsi, ich osadnictwa. Niekiedy wykorzystywano je do badań nad budo­
wnictwem czy niektórymi innymi dziedzinami kultury materialnej.
Wykorzystywanie na szerszą skalę materiałów etnograficznych zawartych
w archiwaliach z XVII i XVIII w. zapoczątkował w latach 50-tych etno­
graficzny ośrodek poznański (E. Frankowski, J. Burszta, Z. Jasiewicz
i inni), ale i tam badania dotyczyły przede wszystkim kultury material­
nej. Prace ośrodka poznańskiego nie znalazły jednak w środowisku etno­
graficznym zbyt wielu naśladowców, a i w Poznaniu wkrótce zeszły
na plan dalszy.
Badania nad kulturą chłopską okresów poprzedzających uwłaszczenie
nadal nie są domeną etnografów. Zagadnieniami tymi zajmowałem się
nieco szerzej w innym opracowaniu , dlatego też wspomnę tu jedynie
o stanowiącej osobną kartę działalności łódzkiego ośrodka tzw. etno­
grafii historycznej stworzonego przez B. Baranowskiego, a złożonego
przeważnie z pracowników Katedry Historii Polski XVII-XVIII w. UŁ
oraz łódzkiego zespołu Pracowni Historii Gospodarstwa Wiejskiego IHKM
PAN. Podsumowaniem niejako wieloletnich badań B. Baranowskiego,
a w pewnej mierze i całego ośrodka są dwie obszerne, wydane na prze­
łomie lat 60-tych i 70-tych prace o kulturze ludowej tzw. Wschodniej
Wielkopolski w XVII-XIX w.
W latach 70-tych ukazał się także tom szkiców i rozpraw J. Burszty, w części poświęconych kształtowaniu się kultury ludowej w Polsce oraz
syntetyczne opracowanie zbiorowe Etnografia Polski. Przemiany
kultury
ludowej,
zawierające m. in. rozdział o historycznym podłożu polskiej ~
kultury chłopskiej .
3

4

5

m
8

A. W o ź n i a k , Z metodyki badań nad rozwojem kultury chłopskiej
w Pol- 3
see, [w:] Metody etnologii, cz. I (praca zbiorowa pod red. Z. Sokolewicz), War- £
szawa 1981, s. 41-43.
1
B. B a r a n o w s k i , Zycie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w
XlXwie-^
ku, Warszawa 1969; t e n ż e , Kultura ludowa XVII i XVIII
wieku na ziemiach
Polski Środkowej,
Łódź 1971.
J.
Burszta,
Kultura ludowa — kultura narodowa. Szkice i
rozprawy^
Warszawa 1971; K . D o b r o w o l s k i , A. W o ź n i a k , Historyczne
podłoże pol­
skiej kultury chłopskiej,
[w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 1,
Wrocław 1976.
4

5

�135

GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

O kulturze ludowej okresu przeduwłaszczeniowego, podkreślając
rolę uwłaszczenia w jej przemianach, pisał również w paru innych pu­
blikacjach autor niniejszego opracowania .
W rozległej problematyce trwania i zmiany w kulturze ludowej za­
gadnienie stałości osadnictwa wiejskiego należy do podstawowych.
Szczególną uwagę zwracał na nie np. K. Dobrowolski, wymieniając je
jako jeden z dwu najważniejszych czynników sprzyjających kształto­
waniu się chłopskiej kultury tradycyjnej .
Znaczna trwałość osadnictwa występowała we wsi pouwłaszczeniowej, a w okresie wcześniejszym przede wszystkim w tych rejonach Pol­
ski, gdzie powszechne były tzw. „lepsze" prawa chłopa do ziemi i za­
grody. Przed uwłaszczeniem były one stosunkowo mało rozpowszech­
nione na ziemiach środkowej Polski, a chłopi np. mazowieccy w wię­
kszości ich nie posiadali .
Taki stan rzeczy, oprócz wielu innych konsekwencji, był jednym
z głównych czynników powodujących brak stałości osadnictwa wiejskie­
go, co postaramy się ukazać na materiałach obrazujących stosunki panu­
jące w XVIII-wiecznej mazowieckiej wsi pańszczyźnianej .
W ówczesnej wsi mazowieckiej zagroda nie była przeważnie własno­
ścią chłopa. We wsiach prywatnych chałupa i budynki gospodarcze bu­
dowane były zazwyczaj z dworskiego materiału, na koszt dworu i sta­
nowiły jego własność . Rzadsze były wypadki, gdy dwór budował chło­
pu tylko chałupę, na budynki gospodarcze zaś dostarczał jedynie mate­
riału. W części dóbr również i poważniejsze remonty zabudowań chłop6

7

8

9

10

* Por. np. A. W o ź n i a k , Rodzina i gospodarstwo chłopskie
w
mazowieckiej
wsi pańszczyźnianej
XVIII
w., „Etnografia Polska", t. 18: 1974, z. 1; t e n ż e , Mał­
żeństwa
chłopskie
w XVIII-wiecznej
wsi pańszczyźnianej,
„Etnografia Polska",
t. 22: 1978, z. 1, (cz. 1); t. 23: 1979, z. 1, (cz. 2).
K . D o b r o w o l s k i , Studia nad życiem
społecznym
i kulturą, Wrocław
1966, s. 80.
Por. W o ź n i a k , Małżeństwa
chłopskie... (cz. 1), s. 134-139.
Podstawę źródłową artykułu stanowią materiały dotyczące głównie prywat­
nej własności ziemskiej; źródła odnoszące się do królewszczyzn i dóbr kościel­
nych traktowane są przeważnie jako materiał porównawczy. Najczęściej wykorzy­
stywany w pracy rodzaj źródeł to archiwalne dokumenty o charakterze gospodar­
czym; inwentarze dóbr, rachunki, korespondencja gospodarcza, instruktarze dla
administracji dóbr itp. (Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie — dalej
A G A D , Archiwum Diecezjalne w Płocku — dalej ADP) oraz literatura publicy­
styczna z X V I I I w. Inne, bardzo różnorodne kategorie źródeł, zarówno archiwal­
nych jak i zaczerpniętych z publikacji źródłowych (np. księgi parafialne, księgi
sądowe, supliki chłopskie, lustracje królewszczyzn itp.), odgrywają znacznie mniej­
szą rolę. Terenem, którego rozważania dotyczą, jest Mazowsze w przedrozbioro­
wych granicach administracyjnych, tj. dawne w o j e w ó d z t w a : rawskie,
płockie
i mazowieckie.
7

6

9

1 0

Por. A. W o ź n i a k , XVII-wieczne
inwentarze dóbr szlacheckich jako źródło
do historii budownictwa chłopskiego
(na przykładzie
Mazowsza), [w:] Z polskich
studiów slawistycznych, seria 3, Warszawa 1968, s. 239-245.

�136

A N D R Z E J WOZNIAK

11

skich przeprowadzane były na koszt dworu . Nieco inaczej przedsta­
wiała się sytuacja w królewszczyznach i dobrach duchownych, gdzie
chłopi częściej budowali chałupy i zabudowania gospodarcze na własny
koszt, choć niejednokrotnie z dworskiego materiału.
Na temat przestrzennego rozplanowania zagrody chłopskiej X V I I I -wieczne źródła — zarówno dokumenty o charakterze gospodarczym,
jak i materiały kartograficzne — zawierają niewiele wiadomości. Było
ono zresztą na Mazowszu, podobnie jak w wieku X I X dosyć zróżnicowa­
ne w zależności od terenu, miejscowych warunków, tradycji czy zarzą­
dzeń właścicieli ziemskich. Na podstawie inwentarza dóbr Ojrzenie —
Wieś Wojtkowa i Grabowiec, zawierającego szczególnie dokładne opisy
osiadłości chłopskich, można np. wywnioskować, że w okolicach Ciechanowa występował typ zagrody chłopa „rolnego" (prawdopodobnie gospo- i
darstwa półwłókowego) w kształcie otwartego lub odgrodzonego od go- *
ścińca płotem prostokąta. Jedno jego dłuższe ramię tworzyła chałupa f
stojąca przypuszczalnie szczytem do gościńca oraz chlew albo szopa. .§
Krótsze ramię stanowiła stojąca prostopadle do tych budynków stodoła, •*
naprzeciw chałupy zaś stały pozostałe zabudowania gospodarskie — szopa
czy chlew. Jak wynika z opisów, ten drugi chlew, o ile w ogóle wystę­
pował, stał na wprost sieni c h a ł u p y .
~~
Nie wiadomo oczywiście, na ile takie rozplanowanie zagrody było ty- -3
powe chociażby dla okolic Ciechanowa, nie mówiąc już o terenach bar­
dziej odległych. Opisana zagroda reprezentuje typ wyjątkowo, jak na jt
owe czasy, rozbudowany, wielobudynkowy. Oprócz wymienionych już Ę
zabudowań, występujących w opisach osiadłości najczęściej, tj. chałupy, T
stodoły (czasem dwóch), jednego lub dwóch chlewów, szop, w pojedyn- jf
czych przypadkach inwentarz wspomina o śpichlerku, chlewie z wozow­
nią czy stodole z „komórką do schowania".
W innych wsiach z Ciechanowskiego — Romanowie, Zakrzewie , *
czy sąsiedniego Przasnyskiego — Rymbieszach , w opisach zagród chłop- ^
skich inwentarze wymieniają jedynie chałupy i stodoły. Brak również
fc

I2

3

13

u

• í i
Wydatki na remonty chałup chłopskich są dość częstą pozycją np. w г а - щш
chunkach gospodarczych w Belsku, Bodzewie, Małej Wsi, A G A D , Archiwum z M a - 4 ¡
łej Wsi I A/36, lata 1774-1800 (dalej Arch. M.W.).
t
Inwentarz dóbr Ojrzenie-Wieś
Wojtkowa i Grabowiec w pow. ciechanow--"*
skim w X V I I I w. (b.d.), A G A D , Grodzkie Ciechanowskie relacje I I , 54, k. 8 - 9 . *
Dla ilustracji przytoczymy tu opis jednej z zagród: „Tomasz Olewik z żoną, щ
dziecię jedno, założni, robi trzy dni sprzężajem, dziewka dni pięć. Budynek idąc ф
od dwora po lewej, alias od północka. Sień, kumora w słupy, stary, bardzo lichy
frontem na południe t y ł e m na zachód. Stodoła o dwóch sąsiekach po jednym Ц
przęśle sochy tylko trzymają, wieczny podlega ruinie. Szopka także z jednej,,,
z drugiej strony chlew o dwóch przęsłach wzdłuż, przed sienią chleweczek m a ł y ,
to wszysto tej samej ruinie''.
i» Inwentarz dóbr Romanowa i Zakrzewa z r. 1732, A G A D , Grodzkie Ciech.
rei. I I . 27, k. 390-392v.
Inwentarz
wsi Żarnowo
i Rymbiesz z X V I I I w. (b.d.), A G A D , GrodzkieJK
Ciech. rei. I I . 54, k. 579v.
1 1

12

14

�GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

137

zabudowań inwentarskich — stajni, chlewów, w większości zagród, na­
wet półwłóczniczych w prywatnych wsiach prymasa Poniatowskiego —
Czosnowie i Małocicach (ziemia warszawska) .
Bydło w takich wypadkach trzymano prawdopodobnie w budynku
mieszkalnym —• przeważnie w sieni, niekiedy w komorze. O tym, że
zdarzało się to nawet w folwarkach, świadczy wzmianka z inwentarza
starostwa piaseczyńskiego. W opisie budynku, w którym mieszkał tzw.
„gospodarz", tj. oficjalista zarządzający folwarkiem, czytamy: „izba z pie­
cem prostym [...] ex opposito tej izby przez sień komora, w której woły
stawiają" .
15

i e

W dobrach, w których występował wyraźniejszy podział chłopów na
kategorie, znajdował on w pewnym stopniu odbicie również w zróżni­
cowanym pod względem ilości budynków składzie zagrody. Na przykład
we wspomnianych już wsiach Czosnowo i Małocice, zagrody jednobudynkowe, tj. bez jakichkolwiek zabudowań gospodarskich, zamieszki­
wali rzemieślnicy wiejscy, czasem komornice (po 2 w chałupie). Zagrody
gospodarzy „dniowych", założnych (na półwłóczkach), składały się oprócz
chałup ze stodół (niekiedy dwóch) i w pojedynczych wypadkach staje­
nek. Wyraźniej rysuje się to zróżnicowanie w dobrach strzembowskich
w Zakroczymskiem, gdzie najbardziej rozbudowane były zagrody „gmurskie" (półwłócznicze). Składały się one zazwyczaj (oprócz chałupy) z 1-2
stodół, przeważnie — choć nie zawsze — miały 1, a niekiedy 2 chlewy,
rzadko komórki lub szopki. Te ostatnie budowane były zazwyczaj przez
samych chłopów. W zagrodach ogrodników, siedzących na gospodar­
stwach ćwierćwłókowych, występował już w niektórych wypadkach zu­
pełny brak budynków gospodarczych. Stodoła, jeśli była, to tylko jedna,
chlew jeden, rzadziej dwa, czasem dodatkowo szopka lub komórka. Nie­
mal regułą był brak budynków gospodarczych przy chałupach rzemieśl­
ników. Komornice, jeśli mieszkały w osobnych chałupach, przeważnie
po dwie, również zabudowań gospodarskich nie posiadały .
W stosunkowo dobrze zagospodarowanych dobrach nieborowskich,
skład zagrody, zarówno kmiecej jak i zagrodniczej, był bardzo ujedno­
licony. Jedni i drudzy posiadali chałupę, po jednej stodole i po chlewie.
Prawdopodobnie zabudowania chłopskie różniły się od zagrodniczych
wielkością, ale inwentarz, poza określeniem stanu budynków, nic więcej
o nich nie wspomina .
17

18

11

Inwentarz dóbr dziedzicznych Czosnowa i Małocic in anno 1184. sporządzo­
ny, A G A D , Archiwum Potockich z Jabłonny 113.
Inwentarz starostwa piaseczyńskiego
z r[oku] 1122, A G A D , Archiwum G o ­
spodarcze Wilanowskie, Anteriora 165. (dalej Arch. Gosp. Wil).
Regestr wszelkich rzeczy ruchomych... wraz z inwentarzem dóbr
Strzembowa... z r. 1759, A G A D , Grodzkie Zakroczymskie relacje 61, k. 676-694.
Inwentarz dóbr Nieborowskich
z roku 1788 sporządzony,
A G A D , Archiwum
Radziwiłłów z Nieborowa (Akta Gospodarcze Starsze), p. 30, I . Inwentarze.
10

17

18

�138

A N D R Z E J WOŹNIAK

Ponieważ zagadnienia związane z konstrukcją i rozplanowaniem za­
budowań chłopskich wykracza poza ramy niniejszej pracy, ograniczymy
się jedynie do kilku ogólnych uwag.
Na podstawie inwentarzy zawierających dokładniejsze opisy zagród
chłopskich wnioskować można, że w XVIII w. stosowane były na terenie
Mazowsza, podobnie zresztą jak w stuleciu następnym, dwa zasadnicze
typy konstrukcji: zrębowa („w węgieł") i sumikowo-łątkowa („w słupy
i dyle"). Pierwszy typ stosowany był niemal wyłącznie przy budowie
chałup. Typ drugi, tańszy, pozwalający na użycie krótkich belek, prze­
ważał w budynkach gospodarczych , choć nie był w tym wypadku ty­
pem jedynym — spotyka się tu niekiedy również konstrukcję w słupy
oplecione chrustem. Budowano w ten sposób najczęściej stodoły, nie­
kiedy jednak również i chlewy . Była to konstrukcja bardzo nietrwała,
ale jednocześnie tania i nie wymagała większych umiejętności facho­
wych. Częściej stosowano ją na wschodnim Mazowszu. Konstrukcja su­
mikowo-łątkowa występowała również w budynkach mieszkalnych.
W wielu wypadkach stawiano w ten sposób całe chałupy, często jednak
stosowana była łącznie ze zrębową. ,,W węgieł" budowano izbę, sień
i komorę zaś za pomocą konstrukcji sumikowo-łątkowej . Mniej wia­
domo na temat konstrukcji dachów. W stodołach (również folwarcznych)
występowała — jak się wydaje — powszechnie, konstrukcja sochowa .
Być może stosowano ją również w innych budynkach gospodarczych.
Brak natomiast jakichkolwiek wzmianek o sochach w budynkach mie­
szkalnych — jeśli inwentarze wspominają w ogóle o konstrukcji da­
chu, są to wzmianki o krokwiach. Powszechnie stosowanym materiałem
do krycia dachów była słoma. Krycie dachu np. gontami stosowano ra­
czej w wypadku kuźni, karczem itp.
19

20

21

22

1 9

Na przykład „Drugi Jan Bąk ma stodołą jedną dobrą i chlew jeden, także
z d y l ó w w słupy postawiony..." Regestr wszelkich rzeczy... wraz z inwentarzem
dóbr Strzembowa, por. przyp. 17. Tego rodzaju i podobne opisy b u d y n k ó w gospo­
darczych występują w wielu inwentarzach.
W opisie zagrody po zbiegłym poddanym we wsi Mierzanowo w pow.
przasnyskim znajdujemy taką wzmiankę: „chlewków małych dwa chruścianych
bez dachu", Inwentarz wsi Mierzanowo z r. 1741, A G A D , Grodzkie Ciech. rei. I I ,
34, k. 805-806, w inwentarzu zaś wsi Kadłubowo w z. wyszogrodzkiej: „Szósta cha­
łupa, w której mieszka Szymon i ta zła waląca się stodółka z chrustu..." A G A D ,
Grodzkie Zakrocz. rei. 16, k. 62v (z r. 1729). Tego rodzaju budynki w y s t ę p o w a ł y
powszechnie w dobrach Ruś Czyżewo, Brolino Koski, Lipa Dąbki i miasteczku
Czyżew, A G A D , Grodzkie Nurskie relacje i obiaty 52, k. 129-146, r. 1779.
Na przykład „budynek, sień, komora w słupy" lub „budynek w w ę g i e ł
z oknami trzema, komora w słupy", Inwentarz dóbr Ojrzenie-Wojtkowa
Wieś,
z X V I I I w. [b.d.], por. przyp. 12.
W tym samym inwentarzu dóbr Ojrzenie znajdujemy następujący opis
stodoły chłopskiej: „stodoła o dwóch sąsiekach po jednym przęśle, sochy tylko
trzymają, wieczny podlega ruinie". O folwarcznych stodołach na sochy wspomina
inwentarz wsi Glinice i Kobylniki w pow. wyszogrodzkim, z X V I I I w. [b.d.]
A G A D , Grodzkie Ciech. rei. I I . 52, k. 49.
8 0

81

8 2

�139

GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

Na temat rozplanowania budynków gospodarczych (poza stodołami)
wiemy niewiele. Posiadały one dwa sąsieki i klepisko pośrodku. Rzadziej
spotyka się stodoły o jednym sąsieku.
Chałupa chłopska składała się najczęściej z izby, sieni i komory lub
nieco rzadziej z izby i sieni. W wielu chałupach komora wydzielona była
w sieni , w innych prawdopodobnie przybudowana („w słupy i dyle")
do izby .
Opisy wnętrza chałup chłopskich są w inwentarzach częste i dosyć
do siebie zbliżone pod względem treści. Wymieniają ilość drzwi, okien,
skrupulatnie odnotowują wszelkiego rodzaju żelazne okucia i „zawar­
cia", wspominają o urządzeniach ogniowych, niekiedy o podłodze i pu­
łapie.' Przytoczymy tu dla ilustracji opis chałupy chłopa osiadłego ze
wsi Czosnowa w ziemi warszawskiej:
23

24

„Chałupa, w której mieszka Karol Dudziak, dziedziczny, dwudniowy [tj. we­
dług inwentarza tabelarycznego odrabiający 2 dni sprzężajne i 2 piesze — A.W.]
[...] porządnie w w ę g i e ł z tartego drzewa niedawno postawiona, do sieni drzwi na
biegunie z wrzeciądzem i skoblami, komin na stalugach gliną lepiony, nad dach
wywiedziony, do izby drzwi z tarcic, na zawiasach, hakach [z] klamką, antabą,
zapadką, skoblami i wrzeciądzem żelaznym. Piec z cegły i kominek kapiasty mu­
rowany. Połap z tarcic, okien dwa całe, w drzewo osadzone. Drzwi do komory na
biegunie [z] zaporą drewnianą. Dach słomą poszywany" .
25

Rzadkością są natomiast inwentarze wymieniające również sprzęty
znajdujące się w chłopskich chałupach. Wzmiankę taką znajdujemy np.
w cytowanym już inwentarzu wsi Mierzanowo, w opisie chałupy po
zbiegłym chłopie:
„Chałupa pusta [...] co w niej przedtem mieszkał Jędrzej Michalak zbiegły,
ta chałupa stara z izbą i sienią w słupy i dyle {...] pułap na izbie z dylów, okienko
małe, złe, w drewno oprawione, kuminek, piec w kafle proste dobry, kumin wielki
polepienia potrzebuje, żarna stare bez paprzycy, ława pod oknem, stołek, drzwi
troje na biegunach, u jednych wrzeciądz żelazny" .
2 e

2 a

Na przykład „pierwsza chałupa Walkowska w w ę g i e ł z dwoma oknami
w drewno, komora w sieni..." Inwentarz wsi Kadłubowo
w pow. wyszogrodzkim
z r. 1729, A G A D , Grodzkie Zakr. rei. 16, k. 628.
/
W inwentarzu dóbr strzembowskich znajdujemy opis chałupy składającej
się z sieni, izby i komory, pozwalający odtworzyć jej układ: „Piąty Jakób T k a ­
czyk [...] siedzi w chałupie z dylów w słupy postawionej starej, do tej chałupy
w tyle komora także z dylów w słupy a na przodzie sień także w słupy przysta­
wiona" (k. 886v). Jest to w i ę c układ jedno traktowy, w którym z przodu umie­
szczona jest sień, z niej wejście do izby, za którą znajduje się komora (chałupa
„gmurska" — półwłócznicza). W tym samym inwentarzu znajdujemy opis cha­
łupy — dwojaka, z dwoma izbami i sienią pośrodku (k. 689). Mieszkali w niej
bezrolni rzemieślnicy. Podobne dwojaki, budowane przeważnie również dla rze­
mieślników spotykamy i w innych wsiach. Regestr wszelkich rzeczy ... wraz z in­
wentarzem dóbr Strzembowa (por. przyp. 17).
2 4

25

29

Inwentarz
Inwentarz

dóbr
dóbr

dziedzicznych Czosnowa i Małocic z r. 1784 (por. przyp. 15).
Mierzanowo w pow. przesynskim, z r. 1741 (por. przyp. 20).

�140

ANDRZEJ WOZNIAK

Oczywiście wykaz ten jest niepełny, nawet wziąwszy pod uwagę,
że ów Michalak należał do najuboższej warstwy ludności — oprócz ogro­
du posiadał jedynie trzy morgi gruntu. Jeśli po jego ucieczce pozostały
w chałupie jakiekolwiek wartościowe przedmioty — np. skrzynia na
odzież, obrazki o treści religijnej itp. — zostały one prawdopodobnie za­
brane do dworu. Opuszczone przez zbiegłych chłopów chałupy były
w mazowieckiej wsi pańszczyźnianej XVIII w. zjawiskiem nagminnym.
Sprawa ta wiąże się zresztą z szerszym problemem trwałości osiedlenia
wioskowych społeczności.
We wsi pouwłaszczeniowej trwałość osadnictwa przejawiała się naj­
wyraźniej w utrzymywaniu się zagrody chłopskiej w rękach tej samej
rodziny przez kilka pokoleń. Całkowite jej przeciwieństwo pod tym
względem stanowiła pańszczyźniana wieś mazowiecka. Nawet w stosun­
kowo nieźle zagospodarowanych dobrach, gdzie pańszczyzna nie była
najwyższa, płynność elementu osadniczego była niekiedy ogromna.
Przykładem mogą być wsie Bazylego Walickiego: Belsk, Rosochów, Ma­
ła Wieś w Grójeckiem. Dysponujemy 10 inwentarzami tych wsi z lat
1774-1795, sporządzanymi przez cały czas według tego samego wzoru
i dokładnie odnotowującymi wszystkie zmiany posiadaczy poszczegól­
nych zagród. Na ich podstawie można stwierdzić, że jedynie 11 gospo­
darstw z ogólnej liczby 38 pozostawało przez cały ten okres w rękach
tych samych gospodarzy lub ich spadkobierców (zob. tabele). Stanowi
to ok. 29%. .Natomiast 16 gospodarstw, t j . przeszło 43%, przeszło w ręce
gospodarzy nie pozostających w związku pokrewieństwa z poprzednimi
(ale mogących być np. ich zięciami). W 10 (tj. ok. 26%) gospodarowali
przez' jakiś czas spadkobiercy poprzednich gospodarzy, następnie zaś
objęli je chłopi nowo osadzeni lub, co się zdarzało znacznie rzadziej,
przeniesieni z innych gospodarstw. Przytoczone tu liczby niewiele jed­
nak mówią o częstotliwości, z jaką zmiany te następowały, dlatego też
posłużymy się przykładami paru gospodarstw. W roku 1774 posiada­
czem gospodarstwa w Belsku, oznaczonego w inwentarzach numerem 9,
był niejaki Grześko Ryfczak, w roku 1779 zaś jego syn Stacho Grze­
szczak. Wykazuje go na tym gospodarstwie jeszcze inwentarz z roku
1790. W następnym jednak 1792 r. figuruje już pod tym numerem Ma­
ciej Pawlaczek, który utrzymuje się na gospodarstwie jeszcze przez rok
następny. W roku 1794 jest już pod tym numerem nowy gospodarz —
Jan Tomczyk „przychodni", a w roku 1795 Mateusz Jakubiak „nowo
osadzony". Jeszcze częstsze były zmiany na gospodarstwie oznaczonym
numerem 8 w Małej Wsi. W 1774 r. wpisano pod tym numerem do
inwentarza Domina Zawiślaka, następnie skreślono go i wpisano Miko­
łaja Kaczmarczyka. W roku 1779 na miejscu Kaczmarczyka był już
Piotr Orzeszczak, a w 1782 Bartek Sitarek „osiadacz". W roku 1785 cha­
łupa była pusta. Dopiero osadzony w następnym roku Wawrzyniec Joniak utrzymał się na gospodarstwie do końca omawianego okresu, t j . do

�141

GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

roku 1795. Nie wymieniamy tu innych gospodarstw, na których zmie­
niało się 2-3 gospodarzy czy chałup stojących pustkami po 4-5, a nawet
6 lat".
Z dóbr nieborowskich M. H. Radziwiłła nie posiadamy inwentarzy
tak licznych, jak małowiejskie. Nawet te jednakże, którymi dysponuje­
my — z lat 1777 i 1788 — pozwalają stwierdzić, że stabilizacja ele­
mentu osadniczego w dobrach nieborowskich nie była większa niż we
wsiach B. Walickiego. Stosunkowo najtrudniej prześledzić zmiany po­
siadaczy gospodarstw chłopskich w Nieborowie. Była to bowiem wieś
rezydencjonalna M. H. Radziwiłła, pod koniec X V I I I w. szybko się roz­
wijająca i rozbudowująca: w 1777 r. było w niej 43 „osiadłe" rodziny
chłopskie, w 1788 zaś już ponad 50, nie licząc kilkudziesięciu rodzin niż­
szych oficjalistów dworskich, rzemieślników, komorników itp. Na pod­
stawie danych z inwentarza z 1788 r. możemy jednak przypuszczać, że
ilość nowych gospodarzy (w stosunku do roku 1777) była tu znacznie
większa od przyrostu ilości gospodarstw. Wielu natomiast nazwisk czy
przezwisk chłopskich — w przybliżeniu ok. 40% — figurujących w in­
wentarzu z 1777 г., w późniejszym nie udało się odszukać. W niektórych
przypadkach wdowy po kmieciach znajdujemy wśród komornic. We wsi
Sypień w roku 1788 brak było ponad 50% nazwisk z roku 1777, w Pia­
skach ponad 25%, w Łasiecznikach ponad 30%, w Wólce ok. 60%.
W małej wiosce Jasiona ż a d n e g o z dwu wymienionych w inwentarzu
z 1777 r. chłopów w roku 1788 nie było. Potwierdzającym regułę wy­
jątkiem była wieś Sokołów, w której przez cały okres utrzymywali się
ci sami gospodarze lub ich spadkobiercy. Warto również zwrócić uwagę
na zmianę pozycji społecznej niektórych rodzin chłopskich. Tak np.
Bartłomiej Sawicki i Franciszek Zaprzała z Piasków w roku 1777 kmie­
cie, w późniejszym inwentarzu wymienieni są jako komornicy. Olexy
Buczak i Józef Domaniewski z Sokołowa w 1777 r. zagrodnicy, w 11 lat
później siedzą na gospodarstwach kmiecych. Takich
przykładów do­
starczają zresztą inwentarze nieborowskie znacznie więcej .
W jedno- czy paruwioskowych dobrach szlachty mazowieckiej płyn­
ność elementu osadniczego była prawdopodobnie jeszcze większa. Świad­
czą o tym liczne wzmianki w inwentarzach mówiące o pustych chału­
pach, zbiegłych poddanych czy gospodarstwach nowo osadzonych. Brak
jednak inwentarzy z różnych lat dotyczących tych samych dóbr nie po­
zwala na tego rodzaju zestawienia, jakich dokonano dla wsi B. Walic­
kiego czy dóbr nieborowskich.
Nie lepiej niż w dobrach prywatnych przedstawiała się sprawa sta28

" Inwentarze wsi Belsk, Rosochów, Mała Wieś z lat 1774-1795, A G A D , Arch.
M.W.I A/37. .
Inwentarze
hrabstwa nieborowskiego z ' 1777 r... i Inwentarz
dóbr
niebo­
rowskich w roku 1788 sporządzony,
A G A D , Archiwum Radziwiłłów z Nieborowa
(Akta Gosp. Starsze), p. 30. I . Inwentarze.
20

�142

A N D R Z E J WOŹNIAK

Tab. I. Zmiany posiadaczy gospodarstw w dobrach B. Walickiego wg inwentarzy
z lat 1774-1795
Oznaczenia użyte w tabeli: g — pierwsi gospodarze w danym gospodarstwie
odnotowali w inw. z 1774 г., s lub gs — ich spadkobiercy; n — nowi gospoda­
rze (niewykluczeni zięciowie poprzednich gospodarzy), ns — ich spadkobiercy;
p — chałupa pusta, w podpisie cyfra arabska oznacza nr gospodarstwa, z lite­
rą — nazwisko gospodarza; cyfra rzymska — kolejnego spadkobiercę lub no­
wego gospodarza.

a. Wieś Belsk
Gospodarze wg inwentarzy z lat:

Numer
gosp.

1774

1779

1782

1785

1786

1790

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18

g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g

g
g
g
g
n
g
g
g
s

s
g
n
n
n
n
g
p
s
n

s
g
n
n
ns
n

s

p
g
s
n
g
g
g
s
n
s
nil

s
g
ns
n
nsp
nil
n
n
s
n
s
s
g
s
nil
s
nil

g
ns
n
nil
nil
n
n
s
n
s
s
g
s
nil
s
nil

g

g

g

g
g
g
g
g
P
g
ns?
g .

g
g
g
s
p
s
ns?
g

1793

1794

1795

s

s

g
ns
n
nil
nil
n
n
n
n
s
s
g
s
nil
s
nlll
g

g
ns
n
nil
nil
n
n
n
n
s
sil
g
s
nil
s
nlll

s
g
P
n
nil
nil
n
n
nil
n
s
sil
g
s
nil
s
nlll
s

n
g
p
n
nil
nil
n
n
nlll
n
s
sil
g
s
nil
s
nlll
s

1792

g

lg — Józef Kaczmarek, ls — Tomek Kaczmarek, ln — nowoosadzony Sz. J a ­
siński; 2g — P a w e ł Ryfczak; 3g — Kazimierz Góral, 3n — Matis Zalewski,.
3ns — Zaleska wdowa; 4g — Szymek Szybak, 4n — Florek Miszczak; 5g —
Jasiek Kmieć, 5n — Adam Wilczak, 5ns — Adamowa Wilkowa, 5nII — Tomasz
Klimczyk; 6g — Antek Masztalerczyk, 6n — Szymek Rękrutt, 6nII — Józef
Tomaszek, 7g — Matys Karaś, 7n — J a n Skorski; 8g — Antek Matysiak, 8n —
Banach Jakubiak; 9g — Grześko Ryfczak, 9s — Stacho Grzeszczak, 9n — Maciej
Pawlaczek, 9nII — J a n Tomczyk przychodni, 9nIII — Mateusz Jakubiak no­
woosadzony; lOg — Sobek Guzowaty, lOn — Mikołaj Kaczmarek; l i g — Ićko
(Idzi), Ciepieniak, l i s — Ignacy Ciempieńka; 12g — Jaśko Krawczak, 12s —
Karwczakowa, 12sII — Józef Krawczak; 13g — Roch Klimka zięć; 14g — Wa­
łek Gwiazda, 14s — Sobek Gwiazda; 15g — Antek Wiktorzak, 15n — Bartek
Sitarek, 15nII — Józef Zawiślak; 16g — Jasiek Łodygowski, 16s — Matis Ł o dygowski; 17g — Kazimierz Gwiazda, 17n(s?) — Witek, 17Щ1 — Domin Z a ­
wiślak; 17ШП — Szymon Jonasiak; 18g — Wojtek Kaczmarek, 18s — Józef
Kaczmarek.

�GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

143

b. Wieś Mała Wieś
Gospodarze wg inwentarzy z lat:
gosp.

1774

1779

1782

1785

1786

1790

1792

1793

1794

1795

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16

g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g
g

g
n

g
n
g
g
s
nil
g
p
g
n

g

g
nil
g
g
n
nil
s
nlll
n
n
sn
n
s
nil
nlll
g

g
nil
g
g
n
nil
s
nlll
n
n
n
ns
s
nil
nlll
g

g
nil
g
s
n
nil
s
nlll
n
n
n
ns
s
nil
nIV
g

g
nil
n
s
n
nil
s
nlll
n
n
n
ns
s
nil
nIV

g

g
n
g
g
n
nil
s
nlll
n
n
sil
n
s
ń
nil
g

g
nil

g
g
g
s
g
n
g
g
g
g
g
g
n

g
n
g
g
s
n
g
nil
g
g
s
n
g
n.
nil

p
n
s
n
nil
g

g
s
n
nil
s
nlll
n
n'
n
ns
s
nil
nlV
g

g

lg — Kazimierz Słtarczyk; 2g — Roch Zawiślak, 2n — Domin Skoczylas (por.
14nII), 2nII — Kazimierz Góral; 3g — P a w e ł Korczak, 3n — Jędrzej Ciepieńka
(por. 12g); 4g — Kacper Korczak, 4s — Kazimierz Korczak; 5g — Banach
Zawiślak, 5s — Domin Zawiślak, 5n — Marcin Ciepieńka; 6g — Piotr Pawlak,
6s — Piotrowa Pawlakowa, 6 n— Matys Sitarczyk, 6nII — Michał Prokopek;
7g — Józef Byrski, 7s — Kacper Byrski; 8g — Mikołaj Kaczmarek, bn — Piotr
Orzeszczak, 8nII — Bartek Sitarek Osiadacz, 8nIH — Wawrzyniec Joniak;
9g — Banach Kiełbowski, 9n — Wawrzyniec Watrasik; lOg — Grześko
Wawrzeniak; Wg — Florek Gawin; lig — Grzegorz Pawlak, l i n — K a ­
zimierz
Grzeszczak,
UsII
— Matys
Grzeszczak,
lin
— Antoni Szew­
czyk; 12g — Jędrzej Ciempieńka (por. 3n), 12n — Bernard Piliszek, 12ns —
Bernardowa wdowa; 13g — Walko Szewczyk, 13s — Wawrzon Szewczyk; 14g —
Wojciech Gajowy, H n — Kazimierz Góral Gajowy, 14nII — Domin Skoczylas
Gajowy; lSg — Michał Hartman Młynarz, 15n — P a w e ł Młynarz, 15nII — Waw­
rzyniec Młynarz, 15nIII — Kazimierz Młynarz, 15nIV — austeria; 16g — F r a n ­
ciszek Strycharz.

c. Wieś Rosochów
Gospodarze wg inwentarzy z lat:

Numer
gosp.

1774

1779

1782

1785

1786

1790

1792

1793

1794

1795

1
2
3
4

g
g
g
g

g
g
s
g

n
P
s
g

gs
n
s
g

gsll
ns
s
g

nil
n
n
n

nil
n
n
n

nil
n
n
n*

nil
n
n
nil

nil
n
n
n

lg — P a w e ł Byrski, ln — Florek Gawin, lgs — Maćko Pawlak, l g s n — P a w ł o ­
wa Byrska; l n l l — Jaśko Janiak; 2g — Tomek Dybka, 2n — Fabian Joniak,
2ns — Domin Joniak; 3g — Jan Tybulczyk, 3s — Janowa wdowa z dziećmi,
3n — Domin Joniak; 4g — P a w e ł Tracz, 4n — Teodor Nowicki, 4nII — Piotr
Przychodni.
* T. Nowicki — „na wędrówce".

�144

ANDRZEJ WOZNIAK
GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

łości osadnictwa w królewszczyznach. W I połowie XVIII w. w wylud­
nionych wsiach starostwa piaseczyńskiego: Wsi Piaseckiej, Chylicach,
Janczewicach, Łazach, Chyliczkach, wśród gospodarzy osiadłych (gospo­
darstwa od 0,5 do 1 włóki) było ok. 40% tzw. „przychodnich" , w kró­
lewskiej wsi Rozlazłów w ziemi gostyńskiej lustratorzy w roku 1789
nie mogli od jej mieszkańców się niczego dowiedzieć, „ani względem
siedlisk we wsi", ani „względem pól do królewszczyzny należących",
gdyż — jak się okazało — „żadnego grontowego nie masz w tej wsi,
lecz wszyscy przychodni i niedawno obsadzeni" (por. tabele).
W naszych rozważaniach nad problemem trwałości osiedlenia wiosko­
wych społeczności zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na chłopów
osiadłych. Ludność bezrolna — komornicy, stanowiła element znacznie
bardziej płynny. Oni to przede wszystkim, opuściwszy rodzinną wieś,
zasilali tak liczną w XVIII stuleciu rzeszę „ludzi luźnych" .
Jakie były przyczyny tego braku trwałości osadnictwa w mazowiec­
kiej wsi pańszczyźnianej? Co zmuszało chłopa do tak częstego porzucania
zagrody i gospodarstwa? Główną przyczyną zbiegostwa chłopów, będą­
cego we wsi mazowieckiej zjawiskiem nagminnym mimo wielokierun­
kowej działalności zapobiegawczej szlachty, była niemożność podołania
wysokim świadczeniom pańszczyźnianym . Charakterystyczna jest po­
stać owego „Mazurka" opisywanego przez księdza Brzeżańskiego, który
wraz z rodziną osiada na krótko w różnych wsiach, wędrując na Podole
w poszukiwaniu „miejsca bez niemiłosiernego zdzierstwa", wierzy, że
w końcu „Pan Bóg da kędy lżejszą robociznę" i lepszego pana .
Ta względna łatwość przenoszenia się chłopów z jednych dóbr do dru­
gich, mimo szeregu ustaw mających temu zapobiegać, tłumaczy się sta­
łym zapotrzebowaniem na pracę pańszczyźnianą. Właściciel wsi pilnował
wprawdzie własnych poddanych, chętnie jednak przyjmował cudzych,nie troszcząc się zbytnio o konsekwencje w postaci np. ewentualnego^
procesu o zbiega. Powodem zbiegostwa chłopów była też niejednokrotnie'
rabunkowa gospodarka dzierżawców czy zatargi z nimi.

Tab. //. Chłopi „Cziedzicznr

(„gruntowi") i „przychodni"

145
w

e

м

Piaseczyńskiego wg inwentarza z 1722 r.

29

Nr
kol.

1

3 0

2
3
4
5

j

Liczba rodzin
/о

Nazwa wsi

Wieś
Piasecka
Chyl ice
Jaszczewice
Łazy
Chyliczki
Razem:

ogółem

„dziedzicz­
nych"

„przychod­
nich"

11
16
8
6
3
44

3
14
5
4
1
27

8
2
3
2
2
17

j

3ł

„przychod­
nich"

72,7
12,5
37.5
33,3
66.6
38,6

Inną przyczyną częstych zmian posiadaczy gospodarstw było zjawi­
sko „opadania", o którym wspominaliśmy już wcześniej. Zarówno na
samo zjawisko, jak i na jego przyczyny zwracali już uwagę XVIII-wieczni
pisarze i publicyści. Tak np. Wincenty Skrzetuski w Prawie politycznym
\) narodu polskiego pisał:

32

33

„Pańszczyzna, którą poddani co tydzień .do dworu odbywają, różna jest po­
dług zwyczaju prowincji i obszerności gruntów chłopom nadanych. Lżejsza w r u ­
skich w o j e w ó d z t w a c h ; w polskich, zwłaszcza krakowskim, sandomierskim i wiel­
kopolskich niektórych tak jest wyciągniona, że tam między innymi podupadania
chłopów przyczynami i ta jest niepoślednia. Nigdzie częściej jak tam nie w i d a ć
spadających
kmieci
[podkr. A.W.] i niechętniej na role kmiece idących
gospodarzy" .
3 4

Dokładniej wyjaśnia na czym to „spadanie" kmieci polegało J. Pa­
wlikowski w broszurze O poddanych polskich:
„Gdy k m i e ć ma czworo lub pięcioro dzieci, czeladź w y s ł a w s z y na pańszczyznę
z swoją familią może w czasie zaorać, w czasie zasiać, w czasie sprzątnąć. Niech
nie ma dzieci, na ich miejsce czeladź trzymać musi, a co kosztuje czeladź i prze,to ubożeje i na zagrodników mienią s i ę " .
35

29

Inwentarze starostwa piaseczyńskiego...
z r. 1722 (por. przyp. 16).
*° Lustracja
województwa
rawskiego
1789, wyd. Z. Kędzierska, Warszawa
1971, s. 251.
O pochodzeniu społecznym tzw. ludzi „luźnych" pisze obszernie, m. in. na*
podstawie materiałów z Mazowsza, N. A s s o r o d o b r a j w pracy Początki
klas
robotniczej. Problem rąk roboczych w przemyśle
polskim epoki
stanisławowskiej
Warszawa 1966; por. również J . A. G i e r o w s k i , Ludzie luźni na Mazowsz
w świetle uchwał sejmikowych, „Przegląd Historyczny", t. 40: 1949, s. 164-202.
Na temat zbiegostwa chłopów w dobrach arcybiskupstwa gnieźnieńskieg
i kapituły gnieźnieńskiej, rozmiarów i przyczyn tego zjawiska pisze J . T o p o )
s k i w pracy: Położenie
i walka klasowa chłopów
w XVIII
w. w dobrach arc
biskupstwa gnieźnieńskiego,
Warszawa 1956, s. 256 n.
S. B r z e ż a ń s k i , Owczarnia w dzikim po.u, L w ó w 1717, fragment [v
Rzeczpospolita w dobie upadku 1700-1740. Wybór źródeł, wyd. J . Gierowski, Wr
c ł a w 1955, s. 89.
8 1

8 2

8 8

Z przypadkami takiego „opadania" czy „spadania" do niższych kate, gorii spotykamy się również w źródłach z terenu Mazowsza. Za przyi kład mogą posłużyć m. in. wspomniani wcześniej Bartłomiej Sawicki
Hi Franciszek Zaprzała ze wsi Piaski w dobrach nieborowskich. W inwen­
tarzu tych dóbr z 1777 r. wymienieni byli jako kmiecie siedzący na
włókowych gospodarstwach. W jedenaście lat później byli już komor­
nikami. Seweryn Mietka z Nieborowa, kmieć w 1777 r. w inwentarzu
8 4

W. S k r z e t u s k i , Prawo polityczne narodu polskiego, t. 2, Warszawa
J784, cytowany fragment [w:] Próby reform włościańskich
w Polsce XVIII
wieku,
pybór źródeł. Wydał S. Inglot, Wrocław 1952, s. 108.
8 5

O poddanych
ach... s. 123.

polskich,

Etnografia Polska, X X V I I / 2

1788,

cyt. fragment

[w:] Próby

reform

włościan­

�144

ANDRZEJ WOZNIAK

lości osadnictwa w królewszczyznach. W I połowie XVIII w. w wylud­
nionych wsiach starostwa piaseczyńskiego: Wsi Piaseckiej, Chylicach,
Janczewicach, Łazach, Chyliczkach, wśród gospodarzy osiadłych (gospo­
darstwa od 0,5 do 1 włóki) było ok. 40% tzw. „przychodnich" , w kró­
lewskiej wsi Rozlazłów w ziemi gostyńskiej lustratorzy w roku 1789
nie mogli od jej mieszkańców się niczego dowiedzieć, „ańi względem
siedlisk we wsi", ani „względem pól do królewszczyzny należących",
gdyż —• jak się okazało — „żadnego grontowego nie masz w tej wsi,
lecz wszyscy przychodni i niedawno obsadzeni" (por. tabele).
W naszych rozważaniach nad problemem trwałości osiedlenia wiosko­
wych . społeczności zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na chłopów
osiadłych. Ludność bezrolna — komornicy, stanowiła element znacznie
bardziej płynny. Oni to przede wszystkim, opuściwszy rodzinną wieś,
zasilali tak liczną w XVIII stuleciu rzeszę „ludzi luźnych" .
Jakie były przyczyny tego braku trwałości osadnictwa w mazowiec­
kiej wsi pańszczyźnianej? Co zmuszało chłopa do tak częstego porzucania
zagrody i gospodarstwa? Główną przyczyną zbiegostwa chłopów, będą­
cego we wsi mazowieckiej zjawiskiem nagminnym mimo wielokierun­
kowej działalności zapobiegawczej szlachty, była niemożność podołania
wysokim świadczeniom pańszczyźnianym . Charakterystyczna jest po­
stać owego „Mazurka" opisywanego przez księdza Brzeżańskiego, który
wraz z rodziną osiada na krótko w różnych wsiach, wędrując na Podole
w poszukiwaniu „miejsca bez niemiłosiernego zdzierstwa", wierzy, że
w końcu „Pan Bóg da kędy lżejszą robociznę" i lepszego pana .
Ta względna łatwość przenoszenia się chłopów z jednych dóbr do dru­
gich, mimo szeregu ustaw mających temu zapobiegać, tłumaczy się sta­
łym zapotrzebowaniem na pracę pańszczyźnianą. Właściciel wsi pilnował
wprawdzie własnych poddanych, chętnie jednak przyjmował cudzych,
nie troszcząc się zbytnio o konsekwencje w postaci np. ewentualnego
procesu o zbiega. Powodem zbiegostwa chłopów była też niejednokrotnie
rabunkowa gospodarka dzierżawców czy zatargi z nimi.
29

30

31

32

33

29

Inwentarze starostwa piaseczyńskiego...
z r. 1722 (por. przyp. 16).
Lustracja
województwa
rawskiego
1789, wyd. Z . Kędzierska, Warszawa
1971, s. 251.
O pochodzeniu społecznym tzw. ludzi „luźnych" pisze obszernie, m. in. na
podstawie materiałów z Mazowsza, N. A s s o r o d o b r a j w pracy Początki
klasy
robotniczej. Problem rąk roboczych w przemyśle
polskim epoki
stanisławowskiej,
Warszawa 1966; por. również J . A. G i e r o w s k i , Ludzie luźni na
Mazowszu
w świetle uchwał sejmikowych,
„Przegląd Historyczny", t. 40: 1949, s. 164-202.
Na temat zbiegostwa chłopów w dobrach arcybiskupstwa gnieźnieńskiego
i kapituły gnieźnieńskiej, rozmiarów i przyczyn tego zjawiska pisze J . T o p o l ­
s k i w pracy: Położenie
i walka klasowa chłopów
w XVIII
w. w dobrach arcy­
biskupstwa gnieźnieńskiego,
Warszawa 1956, s. 256 n.
S. B r z e ż a ń s k i , Owczarnia w ozikim po.u, L w ó w 1717, fragment [w:]
Rzeczpospolita
w dobie upadku 1700-1740. Wybór źródeł, wyd. J . Gierowski, Wro­
c ł a w 1955, s. 89.
80

8 1

8 2

8 3

�145

GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

Tab. II. Chłopi „dziedziczni" („gruntowi") i „przychodni" we wsiach starostwa
piaseczyńskiego wg inwentarza z 1722 r.
Liczba rodzin
Nr
kol.

1

Nazwa wsi

Wieś
Piasecka
Chylice
Jaszczewice
Łazy
Chyliczki
Razem:

2
3
4
5

ogółem

„dziedzicz­
nych"

„przychodnich"

/о
„przychodnich"

и
16
8
6
3
44

3
14
5
4
1
27

8
2
3
2
2
17

72,7
12,5
37,5
33,3
66,6
38,6

Inną przyczyną częstych zmian posiadaczy gospodarstw było zjawi­
sko „opadania", o którym wspominaliśmy już wcześniej. Zarówno na
samo zjawisko, jak i na jego przyczyny zwracali już uwagę XVIII-wieczni
pisarze i publicyści. Tak np. Wincenty Skrzetuski w Prawie politycznym
narodu polskiego pisał:
„Pańszczyzna, którą poddani co tydzień ,do dworu odbywają, różna jest po­
dług zwyczaju prowincji i obszerności gruntów chłopom nadanych. Lżejsza w r u ­
skich w o j e w ó d z t w a c h ; w polskich, zwłaszcza krakowskim, sandomierskim i wiel­
kopolskich niektórych tak jest wyciągniona, że tam między innymi podupadania
chłopów przyczynami i ta jest niepoślednia. Nigdzie częściej jak tam nie w i d a ć
spadających
kmieci
[podkr. A.W.] i niechętniej na role kmiece idących
gospodarzy" .
S4

Dokładniej wyjaśnia na czym to „spadanie" kmieci polegało J. Pa­
wlikowski w broszurze O poddanych polskich:
„Gdy kmieć ma czworo lub pięcioro dzieci, czeladź w y s ł a w s z y na pańszczyznę
z swoją familią może w czasie zaorać, w czasie zasiać, w czasie sprzątnąć. Niech
nie ma dzieci, na ich miejsce czeladź trzymać musi, a co kosztuje czeladź i prze­
to ubożeje i na zagrodników mienią się" * .
5

Z przypadkami takiego „opadania" czy „spadania" do niższych kate­
gorii spotykamy się również w źródłach z terenu Mazowsza. Za przy­
kład mogą posłużyć m. in. wspomniani wcześniej Bartłomiej Sawicki
i Franciszek Zaprzała ze wsi Piaski w dobrach nieborowskich. W inwen­
tarzu tych dóbr z 1777 r. wymienieni byli jako kmiecie siedzący na
włókowych gospodarstwach. W jedenaście lat później byli już komor­
nikami. Seweryn Mietka z Nieborowa, kmieć w 1777 r. w inwentarzu
8 4

W. S k r z e t u s k i , Prawo polityczne narodu polskiego, t. 2, Warszawa
1784, cytowany fragment [w:] Próby reform włościańskich
w Polsce XVIII
wieku.
Wybór źródeł. Wydał S. Inglot, Wrocław 1952, s. 108.
O poddanych, polskich, 1788, cyt. fragment [w:] Próby reform w ł o ś c i a ń ­
skich... s. 123.
i 5

1Й — E t n o g r a f i a P o l s k a , X X V I I / 2

�GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

A N D R Z E J WOŻNIAK

146

36

z roku 1788 figuruje jako zagrodnik . Inwentarz wsi Boguty w pow.
nurskim sporządzony przy podziale dóbr między braci Boguckich wspo­
mina parokrotnie o „Klemensie założnym na pieszego obróconym". To
„obrócenie na pieszego" oznaczało odebranie chłopu, posiadającemu ro­
dzinę składającą się z żony i czworga małych dzieci, zagrody, grunta
i załogi . Opadanie do niższej kategorii — a na Mazowszu przeważnie
do kategorii komorników — najczęściej jednak spowodowane było śmier­
cią gospodarza. Jeśli nie miał on dorosłego syna, który mógł po nim
objąć gospodarstwo, żona zaś nie wyszła wkrótce za mąż powtórnie,
dwór odbierał rodzinie gospodarstwo oraz załogę i zaliczał ją do kategorii
komorników. Jeśli wdowa po gospodarzu była w stanie wynająć cze­
ladź, to niekiedy udawało jej się utrzymać gospodarstwo, do momentu
objęcia go np. przez dorastającego syna.
Dla ukazania, jak bardzo losy rodziny chłopskiej, jej pozycja w spo­
łeczności wiejskiej uzależnione były od decyzji dworu, posłużymy się
przykładem.
Na początku lat 90-tych XVIII w. bezrolny owczarz ze wsi Jeziora
w ziemi czerskiej, Maciej Ciepieńka, ożenił syna, również Macieja, z cór­
ką miejscowego gospodarza Marcina Dadatki. Młodszy Ciepieńka zamie­
szkał w domu teścia i pomagał mu w gospodarstwie. Mniej więcej w tym Ля
samym czasie Ciepieńka starszy, którego dla odróżnienia będziemy
nazywali Owczarzem (tak zresztą w źródłach), wydał za mąż, za nie­
jakiego Wawrzyńca Ziółkowskiego, również i córkę. Około roku 1794
osiadł we wsi Jeziora na gospodarstwie, w nowo wybudowanej dla nie­
go chałupie chłop nazwiskiem Zawistowski. W roku 1795 zmarł teść
Macieja Ciepieńki, on sam zaś, z niewiadomych nam powodów, prze­
niesiony został przez dwór na gospodarstwo objęte niedawno przez Pa­
wła Zawistowskiego, którego z kolei osadzono na gospodarstwie Mar­
cina Dadatki, teścia Ciepieńki, choć ten ostatni nie zdążył jeszcze zebrać
z pola zasianego zboża. W tym samym lub poprzednim roku został osa­
dzony na gospodarstwie i otrzymał załogę jego szwagier Wawrzyniec
Ziółkowski.
W drugiej połowie 1795 r. Paweł Zawistowski zbiegł z gospodarstwa
nawet go nie obsiawszy. Z prośbą o to opuszczone gospodarstwo wystą­
pił do dworu Maciej Owczarz i , jak wynika ze źródeł, prawdopodobnie
je otrzymał. Tak więc w przeciągu paru lat bezrolny owczarz, jego syn
i zięć zostali gospodarzami osiadłymi. Dalsze losy Macieja Ciepieńki,
syna Owczarza, świadczą jednak, że we wsi pańszczyźnianej równie ła­
two było otrzymać gospodarstwo, jak je stracić.
W roku 1797 wywróciła się Maciejowi stodoła. Zebrane zboże musiał
więc umieszczać „po kątach" i trzymać je na dworze, skutkiem czego
37

8 8

81

Por. przyp. 28.
Inwentarz wsi

większość plonów się zmarnowała. Ponieważ nieco wcześniej poniósł
również wydatki na kupno konia, gospodarstwo zaczęło podupadać,
„gdyż nie stało chleba i paszy". Chłop zwrócił się, jak to było w zwy­
czaju, o pomoc do dworu. Jednakże trzymający wtedy wieś w dzierża­
wie szlachcic Kamocki pomocy tej mu odmówił. Nie widząc żadnego
innego wyjścia z sytuacji Ciepieńka „poszedł na wędrówkę nie wziąwszy
nawet sukmanów", pozostawiając żonę na zrujnowanym gospodarstwie.
Prawdopodobnie na polecenie Walickiego, właściciela wsi, przepytywano
o losy zbiegłego jego żonę i matkę, „ale powiedziały, że wcale o nim
nie wiedzą, tylko tak sobie wnoszą, iż przyjdzie na ten czas, jak JPan
Kamocki wystanie, a teraz boi się przyjść, aby nie był od niego karany,
gdyż mu JPan Kamocki groził i o tym go przestrzegała kobieta z dwo­
ru". Na powrót Ciepieńki widocznie jednak nie bardzo liczono, gdyż
odebrano jego żonie załogę, a nota z kwietnia 1798 r. zawiera następu­
jącą dyspozycję: „[...] jeżeli Maciek z wędrówki nie powróci, to na
tym gospodarstwie trzeba osadzić Wincentego Kiełbasowskiego, syna
Marcinowego, a Marcin na swoim zostanie, które był puścił synowi
wspomnianemu" . W tej sytuacji żona Ciepieńki spadła prawdopodob­
nie do rzędu komornic.
To co zostało powiedziane o przyczynach niestabilności osadnictwa
w mazowieckiej wsi pańszczyźnianej, zagadnienia bynajmniej nie wy­
czerpuje. Dość istotnym czynnikiem była sprawa chłopskich praw do
ziemi. W ogromnej większości wsi mazowieckich nie wiązało bowiem
chłopa z gospodarstwem nawet to, niezbyt zresztą pewne prawo zakupne, znacznie bardziej rozpowszechnione np. w Małopolsce. Również dzia­
łania wojenne, które w I połowie XVIII w: szczególnie dotknęły Ma­
zowsze, spowodowały znaczne przemieszczenia ludności, występujące zaś
w owym czasie liczne pomory, epidemie i wieloletnie nieurodzaje wy­
ludniły wiele wsi mazowieckich.
Zastanówmy się, jakie były konsekwencje kulturowe takiego stanu
rzeczy. W sposób bezpośredni lub pośredni dotyczyły one wielu dziedzin
kultury ówczesnej wsi. Wspomnę tu dla przykładu o niektórych z nich.
Najłatwiej uchwytne w źródłach są oczywiście konsekwencje gospo­
darcze, przejawiające się w braku dbałości pańszczyźnianych chłopów
o zagrodę, a także otrzymany z dworu inwentarz żywy i martwy („za­
łogę") oraz należące do gospodarstwa grunty. Był to zresztą argument
najczęściej wówczas używany przez publicystów postulujących upo­
wszechnienie praw zakupnych. Tam, gdzie chłop ma te prawa, „pilnie
grunt wyrabia, budynki reparuje, nowe przystawia i spustoszeniu wszel­
kiemu zapobiega" — pisał jeden z nich w końcu XVIII w.
38

3 9

88

Boguty

rei obi. 52, k. 588-595v.

w pow. nurskim z г.

1780, A G A D , Grodzkie Nur.

147

Rachunki i notaty gospodarcze dotyczące wsi Jeziory
(ziemia czerska) z lat 1794-1798, A G A D , Arch. M.W.I A/58.
W o ź n i a k , Małżeństwa
chłopskie...
(cz. 1.), s. 138-139.
8 8

pow.

grójeckim

�148

A N D R Z E J WOŻNIAK

Idąc dalej w tym kierunku możemy się domyślać, bo mazowieckie
źródła nie zawierają prawie bezpośrednich wiadomości na ten temat, że
tam, gdzie dom nie był w dziedzicznym posiadaniu rodziny chłopskiej,
niewiele przywiązywano wagi do wyposażenia jego wnętrza. Sytuacja
taka nie dodawała z kolei bodźców rzemiosłu produkującemu sprzęty do­
mowe na użytek wsi. Świadczyłyby o tym pośrednio zarówno kolekcje
muzealne, jak i geografia ośrodków meblarskich w Polsce. Najwcześniej
i najżywiej, jak się wydaje, rozwijały się one tam, gdzie prawo zakupne
zezwalało chłopom na dziedziczenie zagrody i gospodarstwa (np. w Ma­
łopolsce, na Śląsku).
Z kwestią posiadania zagrody i gospodarstwa wiąże się też cała
obszerna sfera pojęć i działań prawnych, więzi i zachowań emocjonal­
nych, trudno uchwytnych w dostępnych nam kategoriach źródeł z te­
renu Mazowsza. Tak więc możemy się domyślać, że w pańszczyźnianych
rodzinach chłopskich znacznie uproszczone były wszelkie działania praw­
ne zarówno związane z wyposażeniem żeniących się czy wychodzących
za mąż dzieci, jak i z przekazywaniem gospodarstwa przez starych
gospodarzy, domu i zagrody, podobnie jak i gospodarstwa nie dziedzi­
czono formalnie po rodzicach i nie przekazywano ich dzieciom. Sprawy
te znajdowały się w dyspozycji dworu i uzależnione były od jego po­
trzeb gospodarczych i możliwości osadniczych. Można więc przypuszczać,
że więzi emocjonalne łączące zazwyczaj rodzinę z posiadanym przez nią
od kilku nieraz pokoleń domem we wsi pańszczyźnianej były bardzo
nikłe; wątpliwe też, aby istniały jakieś emocjonalnie zabarwione poję­
cia w rodzaju np. „ojcowizny", związane z miejscem urodzenia i wycho­
wania. Tak słabe związki rodziny chłopskiej z domem i zagrodą, a co
za tym idzie ze wsią, miały — jak można przypuszczać — dalsze skutki
w postaci mniejszego niż po uwłaszczeniu stopnia integracji społeczności
wiejskiej, „gromady". Stały odpływ jednych i napływ innych osadni­
ków osłabiał we wsi poczucie grupowej wspólnoty i charakterystyczne
dla kultury ludowej tendencje unifikacyjne.
Wpływ braku stabilizacji osadnictwa na życie religijne wsi znalazł
ciekawe odbicie w źródłach: o trudnościach w pracy duszpasterskiej
Kościoła powodowanych płynnością osadnictwa, pisał ks. Stanisław Brzeżański we wstępie do swojego wydanego w początkach XVIII w. kate­
chizmu Owczarnia w dzikim polu. Posługując się przykładem rodziny
chłopskiej wędrującej od wsi do wsi w poszukiwaniu „lepszego pana"'
i „lżejszej pańszczyzny" stwierdza, że ludność wiejska wykazuje często
zupełną nieznajomość najbardziej nawet podstawowych zasad wiary:
„o bożym przykazaniu tylko słuchają, że go jest dziesięcioro, ale które
w liczbie albo przynajmniej jakowe i o czym które jest, nie znają,
o sakramentach a pogotowiu i o inszych dalszych naukach katolickich
nie pytaj" .
40

Rzeczpospolita

w dobie upadku...,

s. 89.

�GRUNTOWI I P R Z Y C H O D N I E

149

Skutki braku stałości osadnictwa ujawniły się prawdopodobnie w wie­
lu jeszcze innych dziedzinach (np. literaturze ludowej), ale byłyby to hi­
potezy wymagające nowych, związanych z poszukiwaniami źródłowymi
badań.
Uzyskanie przez chłopów w wyniku reform uwłaszczeniowych praw
do ziemi i zagrody, poza skutkami czysto ekonomicznymi, przyczyniało
się do stabilizacji osadnictwa i było jednym z ważniejszych czynników
sprzyjających zachowaniu dawnych form życia i podtrzymujących tra­
dycyjne wartości kultury ludowej.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6567" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6547">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/749be94630e8b30772f12055462db8c5.pdf</src>
        <authentication>f6f2507dfd1ca906f4b375cefa0efe69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78178">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:728</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78179">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78180">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78181">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:670</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78182">
                <text>Źródła zainteresowań ludoznawczych w ideologii polskiego Oświecenia / ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78183">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.2, s.37-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78184">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78185">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78186">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78187">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78188">
                <text>„Etnografia Polska", t. X V z. 2

A N D R Z E J WOŻNIAK

ŹRÓDŁA ZAINTERESOWAŃ LUDOZNAWCZYCH
W IDEOLOGII POLSKIEGO OŚWIECENIA
List Hugona Kołłątaja do krakowskiego księgarza Jana Maja — pisan у
15 lipca 1802 roku w austriackim więzieniu w Ołomuńcu — określa się
często mianem „kamienia węgielnego ludoznawstwa w Polsce". Postulując
w nim podjęcie prac nad stworzeniem „doskonałego dzieła o obyczajach,
zwyczajach, obrządkach narodu polskiego", formułuje jednocześnie Koł­
łątaj zakres, metody i cele badań ludoznawczych. Mimo że dyskusja nad
problemem, od kiedy list ten był znany w środowisku związanym z To­
warzystwem Przyjaciół Nauk w Warszawie, nie została ostatecznie roz­
strzygnięta, nie ulega wątpliwości, że w I połowie X I X wieku krąg ludzi,
którzy w swoich zainteresowaniach ludoznawczych nawiązywali do kołłątajowskiego programu, był bardzo szeroki. Gwoli sprawiedliwości dodać
należy, że aż do Kolberga ów szeroko zakrojony program był realizowany
jedynie częściowo. Rolę listu Kołłątaja dla rozwoju badań ludoznawczych
i ich ukierunkowania podkreślano wielokrotnie zarówno w dawnych, jak
i w nowszych opracowaniach dotyczących historii etnografii w Polsce .
W powojennych pracach A. Kutrzebianki i W. Bieńkowskiego , poświę­
conych historii tej nauki, zwraca się również uwagę na związek począt­
ków polskiego ludoznawstwa z utratą niepodległości i kwestią narodową.
U Bieńkowskiego kwestia ta wymieniona jest w kontekście innych uwa1

2

1

3

Por. np. W. D r o p i o w s k i , Pierwsze ślady zajęcia się twórczością
ludową
u&gt; literaturze polskiej XIX wieku (3800-1818), Rzeszów 1900; A. F i s c h e r ,
Hugo
Kołłątaj,
pierwszy metodyk etnografii polskiej, „Kronika Powszechna", R. 3: 1912;
S. P o n i a t o w s k i , Etnografia Polski, [w:] Wiedza o Polsce, t. 3, Warszawa (1932);
J . S. B y s t r o ń , Wstęp do ludoznawstwa
polskiego, Warszawa—Poznań 1939;
A. K u t r z e b i a n k a ,
Rozwój
etnografii i etnologii w Polsce,
Kraków 1948;
W. B i e ń k o w s k i , Poprzednicy Oskara Kolberga na polu badań
ludoznawczych
w Polsce. Podłoże społeczne
początków
etnografii polskiej, Wrocław 1956.
K u t r z e b i a n k a , op. cit., s. 6.
B i e ń k o w s k i , op. cit, s. 5.
2

3

�38

ANDRZEJ

WOŹNIAK

runkowań powodujących w początkach X I X wieku dosyć powszechny
w kręgach inteligencji wzrost zainteresowania ludem. „Początki etno­
grafii w Polsce — pisze Bieńkowski — wiążą się z przełomem X V I I I i X I X
wieku, a więc z okresem, który zapoczątkował również i inne dyscypliny
społeczne. Decydujący był tutaj niewątpliwie wpływ Oświecenia i jego
ideologii, mającej tak wielkie uznanie dla racjonalnego poznania życia
ludzkiego we wszystkich jego formach" . Rozważania dotyczące związków
XIX-wiecznego zainteresowania ludem z ideologią okresu Oświecenia zo­
stały potraktowane przez autora jedynie jako zwięzłe wprowadzenie do
opracowania poświęconego historii ludoznawstwa polskiego w I połowie
X I X wieku. Szukając źródeł tego zjawiska w X V I I I stuleciu zwraca Bień­
kowski uwagę przede wszystkim na kryzys stosunków pańszczyźnianych
(kwestia chłopska jako centralny konflikt społeczny) , kształtowanie się
narodu i świadomości narodowej (oraz odbicie tego procesu w nauce
okresu Oświecenia), upowszechnienie w świadomości społecznej i nauce
zasad empiryzmu, racjonalizmu, „ewolucyjnego ujmowania świata przy­
rody i społeczeństwa" , a także „wzrost znaczenia myślenia historycz­
nego". To nowe spojrzenie na źródła zainteresowań ludoznawczych w Pol­
sce nie zostało jednak pogłębione ani przez autora cytowanego opraco­
wania, ani przez innych etnografów polskich.
4

5

6

Zagadnieniem związków początków etnografii z ideologią Oświecenia
zajęła się ostatnio V. Urbancova w swojej pracy o początkach etnografii
słowackiej . „Początki etnografii na Słowacji — pisze ona — są organicz­
nie związane z nowym stosunkiem do ludu, odmiennym od stosunku
w okresie feudalizmu... Ten jakościowo nowy stosunek do ludu związany
jest bezpośrednio z Oświeceniem z jednej strony i początkami odrodzenia
narodowego z drugiej" .
Już w X V I I wieku angielski ekonomista Wiliam Petty twierdził, że
bogactwo państwa zależy od gęstości jego zaludnienia. Poglądy takie,
związane z burżuazyjną teorią wartości opartą o pracę, rozpowszechniły
się około połowy X V I I I wieku również na Słowacji i Węgrzech. W roku
1764 autor anonimowego Oppinio circa regnum Hungariae, rozpowszech­
nionego wśród posłów węgierskiego sejmu w Bratysławie, pisał: „Nerwem
kierowania państwem są pieniądze i aby władcy ich nie brakowało, musi
przede wszystkim dbać o to, by mieć liczny lud, bowiem gdzie jest lud,
tam są również i pieniądze". Dla nas jednak znacznie ważniejsze jest na­
stępujące nieco dalej stwierdzenie tegoż samego anonimowego autora:
7

8

4

5

6

7

8

B i e ń k o w s k i , op. cit., s. 4.
B i e ń k o w s k i , op. cit., s. 10.
B i e ń k o w s k i , op. cit., s. 12.
V. U r b a n c o v a , Počiatky
slovenské)
U r b a n c o v a , op. cit., s. 8.

etnografie, Bratislava 1970.

�2RODŁA ZAINTERESOWAŃ

39

LUDOZNAWCZYCH

„Tak jak dla sławy i szczęścia któregokolwiek państwa niezbędny jest lud,
tak niezbędna jest znajomość tego ludu. Jaką korzyść ma z ludu władca,
jeśli nie wie, jaką część może powołać do wojska, jaka obrabia pola, zaj­
muje się obowiązkami domowymi czy handlem albo jakie rzemiosła może
wykonywać" .
Bratysławski sejm lat 1764-1765 zapoczątkował na Węgrzech epokę
doniosłych reform gospodarczych, społecznych i kulturalnych przeprowa­
dzanych za panowania Marii Teresy i Józefa I I . Reformy te miały m. in.
znaczny wpływ również na sytuację prawną i gospodarczą chłopów w kra­
jach monarchii habsburskiej. Ideową bazą tych reform była filozofia
oświeconego absolutyzmu, zwłaszcza zaś zasada dobra publicznego . Pod
ich wpływem wychodzą na Węgrzech liczne prace ekonomiczne, których
autorzy analizują sytuację gospodarczą kraju i podają projekty jej po­
lepszenia. W dziedzinie przemysłu przeważały poglądy merkantylistyczne,
w pracach zaś dotyczących gospodarki wiejskiej — zasady fizjokratyzmu,
uznającego rolnictwo za podstawę bogactwa narodowego. W tym właśnie
okresie zaczęto realizować postulaty anonimowego autora Oppinio circa
regnum Hungariae dotyczące gromadzenia podstawowych wiadomości
fl

10

0 ludzie jako głównym źródle bogactwa państwa. Nowe wymagania stawia
się również historii, której zarzuca się, że dotychczas zajmowała się głów­
nie dziejami królów, wojen i podbojów, pomijając wewnętrzne życie kraju
1 jego ludu. Rodzi się nowa koncepcja geografii, powstają także nowe
dyscypliny, jak statystyka czy higiena społeczna. Z tych wszystkich dy­
scyplin — pisze Urbancova — wyodrębniło się później ludoznawstwo
jako odrębna dziedzina nauki z własnym przedmiotem badań i własnymi
metodami pracy .
Nasuwa się pytanie, czy i w jakim stopniu czynniki, które w X V I I I
wieku przygotowały tak podatny grunt dla rozwoju zainteresowań ludo­
znawczych na Słowacji, oddziaływały również i w Polsce?
Druga połowa wieku X V I I I zapoczątkowała w Polsce okres przejściowy
od feudalizmu do stosunków kapitalistycznych. W rolnictwie — jak pisze
S. Inglot — „zaznaczyło się to przede wszystkim w zwrocie ku tzw. no­
wemu rolnictwu, a w stosunkach produkcyjnych w mnożących się w y ­
padkach przechodzenia ze starych, zacofanych i zwyrodniałych często
form gospodarki folwarcznej opartej na rencie odrobkowej na bardziej
rentowną gospodarkę opartą na czynszu... Ogół szlachecki nadal gospo­
darował starym systemem feudalnym, w którym na pierwsze miejsce
wśród ciężarów chłopskich wysuwała się renta odrobkowa, podstawa pa11

9

1 0

1 1

U r b a n c o v a , op. cit., s. 12.
Por. np. Rousseau, który widzi cel państwa w szczęściu obywateli.
U r b a n c o v a , op. cit, s. 13.

�40

ANDRZEJ

WOZNIAK

nującego ustroju folwarczno-pańszczyźnianego. a zarazem wyzysku chłopa
przez feudalnego pana" .
Jak już wspomniano wcześniej, centralnym problemem społecznym
I I połowy X V I I I wieku była właśnie kwestia chłopska. W publicystyce
dotyczącej przebudowy ustroju chylącej się do upadku Rzeczypospolitej
występuje ona zawsze, choć jest najczęściej podporządkowana sprawie
utrzymania niepodległości państwowej, o czym będzie jeszcze mowa niżej.
Publicystykę tego okresu zajmującą się kwestią chłopską można podzielić
na dwa nurty: konserwatywny i liberalny z prawym i lewym skrzydłem.
Wspólne dla obu nurtów jest ograniczanie kwestii włościańskiej „do za­
gadnień poddaństwa i proponowanych w związku z nim zmian oraz do za­
gadnienia wolności osobistej" . Zgoła wyjątkowo poruszana jest nato­
miast kwestia agrarna i sprawa praw politycznych dla chłopów. W zależ­
ności od tego, jak daleko idą proponowane przez poszczególnych pisarzy
zmiany w ramach istniejącego ustroju, zaliczamy ich do obozu konser­
watywnego względnie liberalnego.
12

13

Pisarze kierunku konserwatywnego używając argumentów zarówno
historycznych, jak i ekonomicznych występowali w obronie istniejącego
ustroju rolnego, którego podstawą było poddaństwo i pańszczyzna. Potę­
piali co najwyżej najjaskrawsze przejawy nadużyć związanych z ustro­
jem pańszczyźnianym, ustalając, jak np. piszący pod pseudonimem ks.
Trynitarza Ignacy Grabowski — co jest, a co nie jest uciskiem chłopa.
Do tegoż nurtu zaliczyć można także pisarstwo Marcina Kurzenieckiego,
misjonarza i autora licznych pism religijnych, Stefana Garczyńskiego,
wojewody poznańskiego, Michała Franciszka Karpowicza, wybitnego ka­
znodziei, Tomasza Dłuskiego, posła na sejm 1790 г., czy nawet z pew­
nymi wyjątkami artykuły w sprawie chłopskiej drukowane w redago­
wanym przez Franciszka Bohomolca „ M o n i t o r z e " . Program kierunku
konserwatywnego był w ówczesnej Polsce najbardziej popularny, gdyż
odpowiadał najszerszym rzeszom średniozamożnej szlachty szczególnie za­
interesowanej w utrzymaniu pańszczyzny.
14

Kierunek liberalny miał zwolenników wśród licznych wybitnych przed­
stawicieli ówczesnej myśli polityczno-społecznej, postępowego ziemiaństwa i mieszczaństwa, jednym słowem tych kręgów ówczesnego społe­
czeństwa polskiego, którym zależało na daleko idących reformach ustroju
państwa, przede wszystkim zaś na reformach gospodarczo-społecznych
ułatwiających wprowadzenie niektórych elementów gospodarki kapitali­
stycznej, nie naruszających jednak podstawowych zasad feudalizmu. Pisa1 2

Wybór
1 3

1 4

S. I n g 1 o t, Wstęp, [w:] Próby reform
źródeł, Wrocław 1952, s. X I X .
I n g 1 o t, op. cit., s. X X X .
I n g 1 o t, op. cit, s. X X X - X X X V .

włościańskich

w Polsce XVIII

wieku.

�2RODŁA ZAINTERESOWAŃ

LUDOZNAWCZYCH

41

rze tego nurtu dążyli do nadania chłopom wolności osobistej, prawnego
zabezpieczenia ich interesów, oczynszowania, opierając się przede wszyst­
kim na koncepcjach ekonomicznych fizjokratyzmu, chociaż miał u nas
swoich zwolenników również spóźniony merkantylizm oraz kameralizm .
Filozoficzną podstawą systemu fizjokratycznego, stworzonego w I I po­
łowie X V I I I wieku we Francji przez F. Quesnaya, jest idea opartego na
prawie natury „porządku naturalnego" (ordre natural). Porządek zaś natu­
ralny wyraża określone proporcje i warunki działania gospodarczego,
które dają najlepsze możliwe wyniki. Do podstawowych założeń fizjokra­
tyzmu należą: wolność osobista, swoboda działania, prawo własności, inte­
res własny jako główny i niezbędny warunek działania gospodarczego.
Państwo powinno ograniczyć swą akcję regulacyjną do zarządzeń zgod­
nych z prawami naturalnymi, ochrony prawa własności, zapewnienia
obywatelom bezpieczeństwa i swobody. Dziedziną gospodarki, w której
powstają nadwyżki, a w efekcie końcowym także „produkt czysty społe­
czeństwa" (produit net), jest rolnictwo, ono też jest źródłem bogactwa
państwa. Na popularność idei fizjokratyzmu w Polsce zwrócił uwagę
w swych Studiach nad historią polskiej myśli ekonomicznej E. Lipiński
pisząc: „Nigdzie w Europie, poza krajem macierzystym — Francją, teoria
fizjokratyzmu nie znalazła tak szerokiego oddźwięku, nigdzie nie stwo­
rzyła tak silnego nurtu intelektualnego" . Dodać jednak należy, że polski
fizjokratyzm nie zawsze występował w czystej postaci, w niektórych w y ­
padkach znajdują w nim odbicie elementy myśli ekonomicznej mer kantylizmu i kameralizmu. Do najbardziej znanych przedstawicieli fizjokra­
tyzmu w Polsce zaliczyć należy Antoniego Popławskiego, Hieronima i Wa­
leriana Stroynowskiego, Joachima Chreptowicza, Stanisława Staszica i H u ­
gona Kołłątaja. Najbardziej klasyczny, quesnayowski fizjokratyzm, do­
stosowany jednak do polskich warunków, reprezentuje A. Popławski.
W wydanym w roku 1774 Zbiorze niektórych
materyi
politycznych
pisze on:
15

16

„W każdym państwie rolnicy są najpierwszym i najpewniejszym fundamen­
tem ludności, raz dlatego, że w proporcyi inszych stanów stan rolniczy być musi
nierównie liczniejszy, drugi raz, iż tyle się powiększa ludzi przy życiu wiejskim,
oszczędnym, pracowitym i skromnym, ile ich się umniejsza po miastach przez zby­
tek, miękkość, rozpustę i przez same zabawy miejskich professyi. Z rolniczego sta­
nu żołnierze, z rolniczego stanu rzemieślnicy, mieszczanie, kupcy i insi pochodzą;
kto raz porzuci rolniczą robotę, z wielką bardzo trudnością do niej powraca się...
Jeżeli więc chcemy dostąpić najpożyteczniejszej ludności w kraju naszym, nie ma­
my tylko dwa niezawodne sposoby, to jest oswobodzenie z ostatniej oppresyi rol1 5

Kameralizm — niemiecka odmiana merkantylizmu, rozpatrująca całość pro­
b l e m ó w gospodarczych z punktu widzenia możliwości powiększenia dochodów pa­
nującego.
E . L i p i ń s k i , Studia nad historią polskiej myśli ekonomicznej, Warszawa
1956, s. 429.
1 6

�42

ANDRZEJ

WOŻNIAK

niczego stanu z kmieci i chłopów złożonego; po wtóre: wydoskonalenie rolnictwa,
żeby przezeń przy mnożącym się ludu przybywało oraz potrzebnego pożywienia...
Rząd publiczny przez swoje ustawy cywilne i publiczne, przez dobrą administracyją
Sprawiedliwości powinien tego przestrzegać nade wszystko, aby każdy rolnik miał
dla siebie w kraju jak największe ubezpieczenie osoby, zarobku i majątku... Jeżeli
więc chcemy szczerze szukać uszczęśliwienia kraju naszego przez uszczęśliwienie
tych niesłusznie upodlonych rolników, naprzód trzeba koniecznie niektóre prawa
cywilne w z g l ę d e m nich odmienić, po wtóre, dla ich ubezpieczenia sądy sprawiedli­
wości wyznaczyć..." .
17

Na czym jednak polega dostosowywanie fizjokratyzmu do warunków
polskich? Przede wszystkim chyba na przeniesieniu punktu ciężkości
z tych jego zasad, których propagowanie w Polsce nie byłoby celowe, na
inne oraz na przystosowywaniu do polskiej specyfiki treści niektórych
terminów. Nie miało np. sensu w Polsce propagowanie jednej z naczel­
nych zasad fizjokratyzmu — swobody działania gospodarczego. Wręcz
przeciwnie, jednym z dążeń obozu reformatorskiego było ograniczenie
wybujałej do nie spotykanych nigdzie rozmiarów samowoli szlacheckiej,
powodującej tak zgubne dla państwa skutki. Położono natomiast nacisk
na związaną z zasadą swobody działania kwestię wolności w sensie wol­
ności dla chłopa, uwolnienie go od poddaństwa. Tu znów konieczny był
zabieg polegający na przystosowaniu do polskiej sytuacji społecznej uży­
wanego przez francuski fizjokratyzm terminu „rolnik". Tak więc np. dla
A. Popławskiego „rolnik" nie jest, jak we Francji, lennikiem, dzierżawcą
czy farmerem, lecz poddanym chłopem. Jedna z zasad fizjokratyzmu —
interes własny jako główny bodziec działania — stała się dla liberalnej
publicystyki polskiej naczelnym argumentem. Jej właśnie przede wszyst­
kim używano, aby przekonać właścicieli ziemskich o konieczności natych­
miastowych reform. „Mówcy i publicyści dowieść się starają, że poddań­
stwo wychodzi na złe samej szlachcie, że zwiększy się jej dochód z ziemi
przez jego zniesienie" . Takiego właśnie argumentu używa anonimowy
autor wydanej w roku 1788 broszury O poddanych
polskich.
18

Przewodnim motywem działania obozu reformatorskiego było, jak już
wspomniano, dążenie do uzdrowienia systemu gospodarczego i politycz­
nego Polski jako podstawowego warunku jej dalszego samodzielnego ist­
nienia. Szczególnie wyraźnie przebija ta myśl w twórczości publicystycz­
nej S. Staszica, który w swoich Przestrogach dla Polski (1790) pisze:
„Gdzie rolnictwo doskonałe, rozległy kraj staje się jakoby jednym miastem...
Ale rolnictwo nie tylko naturze dzikiej nadaje doskonałość; odda i rodzajowi
ludzkiemu wolność. Rolnictwo mnoży i łączy ludzi. Gdzie ludność będzie wielka
a lud złączony, tam niewoli koniec. W porównaniu do takiego narodu despota
17

Próby reform..., s. 86-88.
S. C z a r n o w s k i , Filozofia społeczna
ku, [w:] Dzieła, t. 2, Warszawa 1956, s. 14.
1 8

w Polsce w końcu

XVIII

i XIX

wie­

�ŹRÓDŁA ZAINTERESOWAŃ

43

LUDOZNAWCZYCH

z trzechkroć sto tysięcy żołnierzami ukaże się tylko śmiertelnym człowiekiem...
Im swobodniejszy, im liczniejszy, im pracowitszy będzie w kraju rolnik, tym lepiej
będzie wszystkim innym stanom, kraj będzie bogaty. Wniosek oczywisty, że cokol­
wiek inne stany uczynią dla stanu rolniczego, to uczynią dla kraju, kiedykolwiek
wieśniaka dostatki powiększą, zawsze oni wraz z krajem staną się majętniejszymi,
bogatszymi i swobodniejszymi. Gdziekolwiek rolnik zhańbiony, tego kraju szlach­
cic w pogardzie. Gdzie rolnik niewolnikiem, tego kraju szlachcic musi być cudzym
sługą. Wagą szczęśliwości publicznej jest szczęśliwość rolnika. Gdzie rolnik bądź
pod nazwiskiem wieśniaka, bądź pod imieniem wzgardy, chłopa, jest nędzny, tam
koniecznie cały kraj nędznym i wzgardzonym być musi. Jeżeli rolnik jest niewol­
nikiem, czeka cały kraj niewola" .
19

Zważywszy na ilość miejsca, jaka poświęcona została publicystyce
okresu reform, może się nasunąć pytanie o jej znaczenie dla historii etno­
grafii. Otóż podkreślić należy, że literatury publicystycznej nie można
rozpatrywać wyłącznie z punktu widzenia materiałów o charakterze etno­
graficznym, które ona zawiera. Chociaż w literaturze tej pewną ilość
takich wiadomości niewątpliwie znajdujemy, nie one są jednak najważ­
niejsze, bo rozpływają się często w oratorskiej swadzie czy typowo publi­
cystycznym przejaskrawianiu rzeczywistości. Znaczenie
publicystyki
okresu Oświecenia polega jednak na czym innym. Niejednokrotnie zwra­
cano już uwagę na masowość tego typu literatury. Jeszcze obecnie histo­
rycy natrafiają niekiedy na druki z tego okresu nie odnotowane w biblio­
grafiach, a oprócz pozycji drukowanych sporo literatury tego rodzaju
krążyło jedynie w odpisach ręcznych. Zasięg oddziaływania literatury
publicystycznej był więc na pewno bardzo znaczny. Nie ulega wątpliwości,
że I I połowa X V I I I wieku była w Polsce okresem, w którym na temat
chłopów napisano kilkakrotnie więcej niż przez całe dwa poprzednie stu­
lecia. Nawet w umysłach szerokiej rzeszy, na ogół niechętnej wszelkim
reformom średniozamożnej szlachty, musiało coś z argumentów zawartych
w pismach publicystycznych pozostać. Ryzykowne byłoby stwierdzenie,
że w ówczesnej Polsce pod wpływem idei Oświecenia, działalności obozu
reformatorskiego, zmienił się całkowicie stosunek do chłopa, jak to stwier­
dza w odniesieniu do Słowacji Urbancova. Przestało być na pewno po­
wszechne wśród szlachty przeświadczenie, że chłop, sposób jego bytowa­
nia i wszystko co go dotyczy — to zagadnienia czysto gospodarcze, w i ­
dziane jedynie w perspektywie interesów prywatnych. Jeżeli już zastana­
wiamy się nad wpływem literatury publicystycznej na stosunek przeciętne­
go szlachcica do kwestii chłopskiej, to należy również wspomnieć o roli tak
wśród szlachty popularnych podręczników rolnictwa. Miały one w Polsce
niewątpliwie szerszy niż pisma publicystyczne zasięg oddziaływania i bo­
gatą, sięgającą X V I wieku tradycję. Nazwiska Gostomskiego, Zawackiego,
19

S. S t a s z i c , Przestrogi
Warszawa 1954, s. 245-247.

dla Polski,

[w:] Pisma filozoficzne

i społeczne,

t. 1,

�44

'

ANDRZEJ

WOZNIAK

Haura trwale zapisały się w historii naszej literatury rolniczej. W I I po­
łowie X V I I I wieku do najpopularniejszych książek rolniczych poza licz­
nymi przedrukami Ekonomiki ziemiańskiej
Haura (wydanej po raz
pierwszy w 1675), należały Piotra Switkowskiego Wybór
wiadomości
gospodarskich (1786) i Krzysztofa Kluka O rolnictwie, zbożach,
łąkach,
chmielnikach, winnicach i roślinach gospodarskich (1779). Kluk i Switkowski nie tylko propagują nowe, bardziej racjonalne sposoby gospoda­
rowania i zapoznają czytelników z nowościami zachodnioeuropejskiego
rolnictwa. Zabierają również głos w kwestii chłopskiej. Tak np. K. Kluk —
opierając się, podobnie jak wielu publicystów, na zasadach fizjokratyz­
mu — pisze w swoim podręczniku: „Co zaś do pożytku rolnictwa, jako
to jest prawdą, że nauki, sztuki, rękodzieła przynoszą krajowi pożytki,
tak to jest prawdą; że rolnictwo ich jest duszą, bez której żyć nie
mogą, że wtedy są pożyteczne, gdy się do poprawy najszlachetniejszej
rolnictwa sztuki dokładają" , a nieco dalej: „Komu z rozumnych czło­
wiek jako człowiek ważny jest, komu pożytek krajowy i z najmniejszego
kmiotka wiadomy jest — ten m i chętnie przepuści, gdy powiem, że ten
rodzaj ludzi większych względów godzien jest, gdy ich przecież i tyle
nie ma, ile pies w pokoju, koń w stajni, charty etc. w psiarni" . P. Switkowski znany był nie tylko jako autor popularnego podręcznika rolni­
czego, lecz również jako publicysta zajmujący w kwestii chłopskiej dosyć
radykalne stanowisko. Był jednym z niewielu, którzy domagali się dla
chłopów prócz wolności osobistej także własności ziemi (dziedzicznej lub
wieczystej) na zasadach czynszowych . Publicyści zdają się już doceniać
doniosłość pracy jako czynnika zwiększającego dobrobyt narodowy, jak­
kolwiek nie formułują tego explicite i w tym właśnie kontekście wystę­
pują z postulatem polepszenia warunków bytowych bezpośredniego pro­
ducenta.
20

21

22

Od lat 70-tych X V I I I wieku dają się zauważyć w Polsce oznaki pew­
nego ożywienia gospodarczego. W gospodarce wiejskiej jednym z jego
wyrazów jest właśnie zainteresowanie książkami rolniczymi propagują­
cymi nowe, bardziej efektywne ekonomicznie sposoby gospodarowania.
Z nowymi sposobami gospodarowania wiązało się w wielkich latyfundiach magnackich dążenie do usprawnienia administracji dóbr i lepszego
ich kontrolowania, czego dowodem jest wzrastająca w tym okresie ilość
tzw. instrukcji gospodarczych . W dokumentach gospodarczych ostatnich
23

2 0

K . K l u k , O rolnictwie, zbożach,
łąkach, chmielniakach, winnicach i
nach gospodarskich, opracowanie i w s t ę p S. Inglot, Wrocław 1954, s. 9.
K l u k , op. cit, s. 11.
I n g l o t , Wstęp, s. X L I V - X L V .
Instrukcje gospodarcze dla dóbr magnackich i szlacheckich z XVII-XIX
ku, t. 1, wyd. B. Baranowski i inni, Wrocław 1958.

rośli­

2 1

2 2

2 3

wie­

�ŹRÓDŁA ZAINTERESOWAŃ

45

LUDOZNAWCZYCH

dziesięcioleci X V I I I wieku (inwentarzach, rewizjach itp.) zwiększa się
znacznie ilość informacji dotyczących osiadłych w opisywanych dobrach
poddanych. To gromadzenie wiadomości o położeniu chłopów, często da­
leko wykraczających poza zakres spraw związanych z tradycyjną rachun­
kowością folwarczną, miało na celu uzyskanie bardziej szczegółowego
obrazu stanu dóbr koniecznego do przeprowadzenia w nich określonych
zamierzeń gospodarczych czy zapobiegania, szczególnie przy systemie
dzierżaw, nadmiernej ich „dezolacji". Tak np. w roku 1785 „Administracja
Domowego Rządu", t j . zarząd dóbr prymasa Michała Poniatowskiego,
opracowała liczący 48 punktów kwestionariusz, na który mieli odpowie­
dzieć lustratorzy podczas przeprowadzanej wówczas lustracji prymasow­
skich posiadłości. Oprócz spraw związanych z dzierżawcami i ich gospo­
darką w dobrach prymasa, kwestionariusz zawiera także pytania doty­
czące zajęć pozarolniczych chłopów, wytwórczości domowej (sukmany,
płótno) i potrzebnych do niej surowców (konopie, len), miejsc, w których
sprzedają zboże, kupują sól, żelazo i odzież oraz opłat za śluby, chrzciny,
pogrzeby . Kwestionariusz administracji prymasowskiej jest tylko jed­
nym z przykładów wynikającego z przesłanek ekonomicznych wzrostu
zainteresowania chłopem. Potrzebę tego rodzaju sprawozdawczości dla
unowocześnienia gospodarki zaczynają wówczas rozumieć zarówno wła­
ściciele wielkich latyfundiów, jak i administracja p a ń s t w o w a .
24

2S

Przejawy zainteresowania ludem w literaturze pięknej doby Oświe­
cenia wymagają nieco szerszego potraktowania ze względu na wielkość
inspiracji, które je wywołały. Na te inspiracje zwróćmy głównie uwagę,
gdyż nie byłoby tu celowe zajmowanie się wszystkimi pisarzami tego
okresu, w których utworach znajdowało odbicie interesujące nas zagad­
nienie.
W literaturze wczesnego Oświecenia znalazły wyraz hasła obozu refor­
matorskiego walczącego m. in. o poprawę sytuacji chłopa. Hasła te w sto­
nowanej przeważnie postaci, oparte podobnie jak w publicystyce na zasa­
dzie fizjokratyzmu, znajdujemy w takich utworach scenicznych Bohomolca,
jak Pan dobry, Prostota cnotliwa, w wodewilu S. Szymańskiego Zośka
albo wiejskie zaloty, operetce M . Radziwiłła Agatka, czyli przyjazd pana
oraz szeregu innych. W utworach tych, szczególnie zaś u Bohomolca, po­
jawiają się m. in. pierwsze próby wprowadzania języka ludowego, czy
raczej stylizowanego na ludowy. Do tego samego kierunku, choć o zabar­
wieniu bardziej radykalnym, zaliczyć można również G. Piotrowskiego,

2 4

Supliki chłopskie
XVIII
wieku z archiwum prymasa Michała
Poniatowskie­
go, wyd. J . Leskiewicz i J . Michalski, Warszawa 1954, s. 11-12.
Por. np. M. R ó ż y c k a , Ankieta rolnicza z 1785 г., „Studia, z Dziejów Go­
spodarstwa Wiejskiego", t. 2: 1959, s. 651-695.
2 5

�46

ANDRZEJ

WOŻNIAK

krytykującego w swoich satyrach w sposób dosyć ostry stosunki pańszczy­
źniane . W sumie kierunek ten o pewnych ambicjach dydaktycznych,
ale przeważnie umiarkowanie postępowy, nie wnosi, do interesującego
nas zagadnienia, w porównaniu z publicystyką, do której nawiązuje, n i ­
czego nowego.
Inny kierunek reprezentują pisarze zgrupowani początkowo wokół
czasopisma „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne". Czasopismo to, drukujące
zarówno utwory rodzimych pisarzy, jak i tłumaczenia z literatury fran­
cuskiej w duchu Nowej Heloizy Rousseau, było — jak to określa M . Piszczkowski — „trybuną sentymentalizmu w Warszawie stanisławowskiej .
Pojawiający się na kartach „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych" chłopi
to całkowicie odrealnione, teatralne postacie, reprezentujące sielankowy
ideał „cnotliwego oracza". Szczegółową analizą tego tak popularnego w
epoce stanisławowskiej sielankowego mitu o „wiejskiej szczęśliwości"
i jego rolą dla początków zainteresowań folklorystycznych w Polsce zajął
się w swej nowatorskiej, wydanej przed paroma laty pracy C. Hernas .
26

21

28

U podstaw polskiego sentymentalizmu, którego symbolem była nieborowska Arkadia, leżało hasło wyrzeczenia się „wielkiego świata" i ucieczki
do bardziej zgodnego z naturą życia wiejskiego. M i t wiejskiej, arkadyj­
skiej szczęśliwości ma swoje tradycje już w literaturze hellenistycznej
i łacińskiej. Nie zaniknął w epoce wielkich odkryć geograficznych, a le­
gendy o nieznanych, bogatych krajach, o „dobrym dzikusie" jedynie go
wzbogacały. Miał bogatą tradycję również w Polsce. „Już w staropolszczyźnie dostrzegliśmy przekonanie — pisze Hernas — że żywot wiejski
to żywot w kręgu praw natury. Filozoficzny walor tej prawdy dostrzegł
Rej i Kochanowski, na niej opiera swój program życia Zbigniew Morsztyn.
Ale przekonania te dopiero w Oświeceniu awansują na plan pierwszy za
wzorem J. J. Rousseau" .
Opiewając rozkosze życia wiejskiego poeci kierunku sentymentalnego
(np. Kniaźnin, Karpiński) zaludniali swe utwory postaciami pasterzy i pa­
sterek, dalekimi od rzeczywistego obrazu polskiego chłopa. W okresie
późniejszym, „w związku z rozwojem stylizacji poetyckich zwiększa się
stopień prawdopodobieństwa postaci chłopskich" , wtedy właśnie wzra­
sta również zainteresowanie literaturą ludową jako źródłem inspiracji dla
własnej twórczości poetyckiej. W literaturze ludowej szukano zarówno
wzorów formalnych, jak i poetyckiego pomysłu dla pasterskich idylli i b u 29

30

2 6

M. P i s z c z k o w s k i , Zagadnienia wiejskie w literaturze polskiego
Oświe­
cenia, cz. I, Kraków 1960, s. 31 n.
P i s z c z k o w s k i , op. cit., s. 59.
C. H e r n a s , W kalinowym lesie, t. 1: U źródeł folklorystyki polskiej, War­
szawa 1965.
H e r n a s , op. cit., s. 49.
H e r n a s , op. cit., s. 229.
2 7

2 8

2 9

3 0

�ŹRÓDŁA ZAINTERESOWAŃ

LUDOZNAWCZYCH

47

31

k o l i k . Szukanie inspiracji dla twórczości własnej bywało niekiedy za­
chętą do zbierania autentycznych piosenek ludowych. Kilka takich ręko­
piśmiennych zbiorków z X V I I I wieku odnalazł i opublikował C. Hernas .
Jak jednak podkreśla autor, nie zawsze szukanie wzorów dla twórczości
poetyckiej było celem zbierania zawartych w opublikowanych przez niego
zbiorkach pieśni. Niekiedy zbierane były dla własnej satysfakcji zbiera­
jącego — miłośnika pieśni, w jednym zaś wypadku miały to być teksty
dla śpiewających na zarobek na ulicach miasta żaków .
Konwencja arkadyjska w literaturze miała także, szczególnie pod ko­
niec okresu stanisławowskiego, wielu przeciwników. Krańcowo różny od
sielanek i bukolik jest obraz polskiego chłopa w publicystyce. Zamiast
wygrywającego na fujarce sielankowego pasterza spotykamy tam rów­
nież przejaskrawione wyobrażenia żyjącego w brudzie i prymitywizmie,
zastraszonego nędzarza — podejrzliwego i wulgarnego chłopka. Atmo­
sfera okresu Sejmu Czteroletniego, a później patriotyczny zryw w czasie
Insurekcji Kościuszkowskiej, sprzyjały rozwojowi literatury zaanga­
żowanej społecznie i politycznie. Powstają wówczas powieści F. S. Jezier­
skiego Goworek (1789) oraz Rzepicha matka królów (1790), w której autor
wyraża w formie podania historycznego aktualne treści — poparcie dla
społecznej emancypacji chłopów. Do utworów takich poetów, jak Węgier­
ski, Zabłocki, Jasiński, poruszających sprawy polityczne i społeczne, w ca­
łej pełni wkroczyło ludowe słownictwo i wersyfikacja. W przeddzień Insu­
rekcji Kościuszkowskiej wystawiono Krakowiaków
i Górali Bogusław­
skiego, wodewil, w którym po raz pierwszy w literaturze polskiej lud
wystąpił jako samodzielnie działająca grupa .
32

33

34

Jednym z momentów niewątpliwie najważniejszych dla naszych roz­
ważań są zachodzące w omawianym okresie przemiany w sposobie poj­
mowania historii. Uprawiana dotychczas historia typu kronikarskiego nie
była już w stanie sprostać wymaganiom epoki. Rodząca się nowa, „filozo­
ficzna" historia odwołując się do racjonalizmu, sensualizmu i empiryzmu
przesuwała „punkt ciężkości zainteresowań badawczych ku odkryciom,
wynalazkom, prawodawstwu, instytucjom społecznym, gospodarce, oby­
czajom, sztukom, naukom, słowem ku dziejom wewnętrznym, kulturze,
doskonaleniu się człowieka, w czym upatrywano sens rozwoju dziejowego
ludzkości" .
35

3 1

Hernas określa to mianem prefolklorystyki estetycznej.
H e г n a s, W kalinowym lesie, t. 1: Antologia polskiej pieśni ludowej ze
zbiorków polskich XVIII wieku, Warszawa 1965.
H e r n a s , W kalinowym lesie, t. 1, s. 145 n.
Por. M. P i s z c z k o w s k i ,
Zagadnienia wiejskie w literaturze
polskiego
Oświecenia,
cz. I I , Wrocław—Warszawa—Kraków 1963.
M. H. S e r e j s к i, Wstęp, [w:] Historycy o historii. Od Adama Naruszewicza
do Stanisława
Kętrzyńskiego.
1775-1918, wyd. M. H. Serejski, s. 13.
3 2

3 3

3 4

3 5

�48

ANDRZEJ

WOŻNIAK

W drugiej połowie X V I I I wieku również w Polsce zaczęto stawiać
historii nowe wymagania. W kręgach ludzi oświeconych rozgorzała dy­
skusja nad jej sensem i zadaniami. Na pierwsze miejsce wysuwano cele
wychowawczo-dydaktyczne: „motywem poznania przeszłości miała być
nie »czcza ciekawość«, ale szukanie odpowiedzi na problem niepokojący
wiele umysłów: jakie są przyczyny słabości, upadku państwa, jaki ustrój
i jakie postępowanie może zapewnić odrodzenie i wielkość". Pojmowana
na nowy sposób historia miała za zadanie wychowywać „świadomego
swych obowiązków obywatela i patriotę, stać się »szkołą obyczaj ów«,
polityki, podstawą innych nauk humanistycznych. Odwołując się do do­
kumentów przeszłości miała ona również uzasadniać prawa do granic Rze­
czypospolitej, przeciwko podważającym je wywodom historycznym są­
siednich mocarstw" . Nowe pojmowanie procesu dziejowego, kształto­
wanie się nowego pojęcia narodu, obejmującego wszystkie klasy, legło
u podstaw rozważań nad metodami, celami i zadaniami historii. Zwró­
cono jednocześnie uwagę na potrzebę metodycznego gromadzenia mate­
riałów źródłowych. Pierwszy w tej dziedzinie zakrojony na szeroką skalę
program przedstawił w roku 1775 Adam Naruszewicz w adresowanym
do Stanisława Augusta Memoriale wzglądem pisania historii narodowej.
Na naszą szczególną uwagę zasługuje ten fragment memoriału, w któ­
rym Naruszewicz podkreślił konieczność zbierania materiałów dotyczą­
cych „krajowych obyczajów, charakteru wieków i ludzi". Rozwijając tę
myśl pisał:
3e

„Do objaśnienia tego punktu służyć... powinno to wszystko, cokolwiek do ob­
rządków i ceremonii, tak świeckich, jako i duchownych przynależy. Takie są opi­
sania inwestytur, ustanowienia trybunału, kreacji i obrzędów orderowych, w j a ­
zdów publicznych na magistratury, koronacji królów, ich ceremoniału podczas w i ­
dzenia się z postronnymi monarchami, ślubów, pogrzebów, igrzysk, tudzież innych
f e s t y n ó w publicznych. Przy tym, jaką u nas miały gradację mody, aparencje,
w sukniach, pojazdach, dworach i budowaniu..." .
37

Program, którego przytoczone zdania są jedynie niewielkim fragmen­
tem, wykraczał poza możliwości realizacyjne Naruszewicza, szczególnie
w dziedzinie przygotowania bazy źródłowej. W swojej Historii narodu
polskiego nie zrealizował go autor ani w sensie objęcia całości dziejów
ojczystych, ani też w sensie spełnienia własnych postulatów metodolo­
gicznych.
Postulat Naruszewicza głoszący potrzebę zbierania materiałów doty­
czących „krajowych obyczajów" propagował również Franciszek Salezy
Jezierski. W latach siedemdziesiątych X V I I I wieku, kiedy Naruszewicz
8 6

S e r e j s к i, op. cit., s. 17.
A. N a r u s z e w i c z , Memorial
Historycy o historii..., s. 35.
3 7

względem

pisania

historii

narodowej,

[w:]

�ZRODŁA ZAINTERESOWAŃ

LUDOZNAWCZYCH

49

pisał swoją Historię narodu polskiego, Jezierski był jednym z jego po­
mocników gromadzących i porządkujących materiały źródłowe. Później
zasłynął jako działacz Komisji Edukacji Narodowej i wybitny publicysta,
u schyłku zaś okresu stanisławowskiego związał się z „Kuźnicą" kołłątajowską. Współcześni uważali go za prawą rękę Kołłątaja i nazywali
„wulkanem gromów Kuźnicy". Jego zainteresowanie historią znalazło
wyraz w publicystyce i wspomnianych już wyżej powieściach historycz­
nych. W wydanej pośmiertnie w roku 1791 znakomitej broszurze poli­
tycznej Jezierskiego pt.: Niektóre wyrazy porządkiem
abecadła zebrane
i stosowanymi do rzeczy uwagami objaśnione, w haśle „historia" znaj­
dujemy następujący fragment: „Prawa i odmiany praw, cnoty i niecnoty,
prawdy i przesądy, dobre i niedobre obyczaje, nałogi i odmiany ze złego
na gorsze, z dobrego na lepsze, otóż to jest, co się nazywa historią ro­
dzaju ludzkiego" .
38

Nie mniej interesująca z punktu widzenia historii ludoznawstwa pol­
skiego jest myśl wypowiedziana przez Jezierskiego w Rzepisze, matce
królów:
„Srogi byłby postępek krytyki przeciwko tej pewności, że Krakus b y ł na ś w i e ­
cie. Kraków m o ż e b y ć pewnością bytności Krakusa, ale mogiła jego pogrzebu pod
Krakowem jest niezawodną prawdą •— gdy wieśniak, mieszkaniec tamtejszej ziemi,
wskazuje palcem przez tysiąc lat i twierdzi, że tu leży Krakus, nie może mieć pra­
wa krytyka bez obrażania zaprzeczyć tamtej, równa już miara literom w piśmie
zostawionym od dziejopisów jako zakładu starożytności wiążącej się nieustannym
podaniem ludzkim przez tyle wieków" .
39

Przyznaje zatem Jezierski tradycji ludowej traktowanej jako źródło
historyczne znaczenie równorzędne dokumentom pisanym. Podobne po­
glądy znajdujemy później w omawianym już liście Kołłątaja, Slawiańszczyźnie
przed chrześcijaństwem
Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego
i w wielu innych polskich pracach ludoznawczych pierwszej połowy X I X
wieku.
Wróćmy jednak jeszcze do Historii narodu polskiego Naruszewicza.
Nie zostały w niej przez autora opracowane, przede wszystkim ze wzglę­
du na niedostatek materiału źródłowego, przedhistoryczne dzieje kraju.
Do tego właśnie zagadnienia nawiązywały szeroko zakrojone studia histo­
ryczne nad Słowiańszczyzną pierwotną Jana Potockiego? W kilku publi­
kacjach (m. in. Recherches sur la Sarmatie, 1789, oraz Fragments historiques et géographiques sur la Scythie, la Sarmatie et les Slaves, 1796)
3 8

F . S. J e z i e r s k i , Wybór pism, Warszawa 1952, s. 179.
F . S. J e z i e r s k i , Rzepicha, matka królów, żona Piasta między
narodami
sarmackimi słowiańskiego
monarchy tej części ziemi, która się nazywa Polska, wyd.
z roku 1790, s. 23, cyt. za: J . W o j n a r - S u j e c k a ,
Franciszek Salezy
Jezierski.
Zarys poglądów, Warszawa 1956, s. 157.
3 9

4 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X V z. 2

�50

ANDRZEJ

WOŻNIAK

zebrał obszerny materiał źródłowy, na podstawie którego dokonał próby
rekonstrukcji najwcześniejszego okresu historii Słowiańszczyzny. Był
pierwszym historykiem, który głosił teorię autochtonizmu Słowian . Wśród
licznych poczynań badawczych Potockiego na uwagę zasługują prace
nad komentarzem do opisu Scytii Herodota. W komentarzu t y m „połą­
czył badania nad przeszłością ze studiami nad teraźniejszością. Badał roz­
mieszczenie ludów u stóp Kaukazu, ustalał charakterystyczne cechy k u l ­
tury poszczególnych plemion, sprawdzał geograficzną lokalizację daw­
nych i nowych siedzib" .
40

41

4 2

W notatkach podróżnych
Potockiego wiele jest interesującego ma­
teriału etnograficznego. Po raz pierwszy w naszej literaturze nie są to
przypadkowo zebrane wiadomości o charakterze ciekawostek, nierzadko
spotykane w diariuszach wcześniejszych polskich podróżników (np. ks.
Radziwiłła-Sierotki). To nie uporządkowany wprawdzie, ale gromadzony
w określonym celu materiał naukowy.
Najbliższy programowi Naruszewicza w zakresie „krajowych obycza­
jów" jest jednak pisany w końcu wieku X V I I I Opis obyczajów za pano­
wania Augusta III Jędrzeja Kitowicza. Na pierwsze miejsce wysuwają się
w nim zagadnienia związane z religią, a więc dotyczące wyznań w Polsce,
uroczystości kościelnych, obrzędowości dorocznej itp. Następnie, omó­
wiwszy sprawy związane z wychowaniem dzieci i młodzieży szkolnej,
przechodzi autor do obyczajów duchowieństwa, „palestry", żołnierzy,
dworzan. Najcenniejszy dla nas rozdział o obyczajach chłopskich nie zo­
stał niestety przez Kitowicza ukończony. Urywa się po kilku stronach
na opisie ubiorów chłopskich. Opis jest dziełem wyjątkowym w polskiej
historiografii przedrozbiorowej. Niewiele podobnych znajdzie się również
w ówczesnej europejskiej literaturze historycznej. Jego zbieżność z pro­
gramem Naruszewicza jest uderzająca, choć — jak przypuszcza R. Pollak
— program ten, opublikowany po raz pierwszy dopiero w roku 1824, nie
był Kitowiczowi znany .
43

Na przełomie wieku X V I I I i X I X kontynuowali dzieło Naruszewicza,
wysuwając nowe koncepcje historii unaukowionej, S. Staszic i H. Kołłą­
taj. Pierwszy z nich w Rodzie ludzkim ,
poemacie historiozoficznym
będącym polskim odpowiednikiem Szkicu obrazu postępu ducha ludz44

4 0

L . K u k u l s k i , Wstęp, [w:] J . P o t o c k i , Podróże, Warszawa 1959, s. 6.
K u k u l s k i , op. cit, s. 7.
Por. np. Podróż przez stepy Astrachania i na Kaukaz (1797-1798), [w:] P o ­
t o c k i , Podróże, s. 271-406.
R. P o l l a k , Wstęp,
[w:] J . K i t o w i c z , Opis obyczajów
za panowania
Augusta III, Wroclaw 1951, s. X X I X .
S. S t a s z i c , Ród ludzki, [w:] Pisma filozoficzne i społeczne,
t. 2, Warsza­
wa 1954.
4 1

4 2

4 3

4 4

�ZRODŁA ZAINTERESOWAŃ

51

LUDOZNAWCZYCH

45

Mego poprzez dzieje Condorceta , dał próbę ujęcia dziejów ludzkości
jako walki cywilizacyjnej przeciw wszystkim „do jej się rozwijania i jej
postępu oporom".
Kołłątajowski projekt „doskonałego dzieła o obyczajach, zwyczajach,
obrządkach narodu polskiego", mającego być częścią pojmowanej w no­
w y sposób historii, podsumowuje i rozszerza postulaty wysuwane przez
oświecone kręgi społeczeństwa polskiego w I I połowie X V I I I wieku, bę­
dące odbiciem nurtujących je idei i prądów umysłowych.
4 5

A. N. C o n d o r c e t ,
Warszawa 1957.

Szkic

obrazu postępu

ducha ludzkiego

poprzez

dzieje,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6660" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6640">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6827f6d15729e5e440cd0aee301f3ef6.pdf</src>
        <authentication>7f7851c4112923cd20fdc6a0a1209c8e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79394">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2101</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79395">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79396">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79397">
                <text>ludoznawstwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79398">
                <text>etnografia- historia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79399">
                <text>Oświecenie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79400">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1950</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79401">
                <text>Oświeceniowy przełom w kulturze a początki ludoznawstwa polskiego / LUD 1995 t.78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79402">
                <text>LUD 1995 t.78, s.19-40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79403">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79404">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79405">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79406">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79407">
                <text>Lud, t. 78, 1995

I. Z DZIEJÓW ETNOLOGII

ANDRZEJ WOŹNIAK
Instytut Archeologii
i Etnologii PAN
Warszawa

OŚWIECENIOWY
PRZEŁOM W KULTURZE
A POCZĄTKI LUDOZNAWSTWA
POLSKIEGO
Słuchaj
Starzec
Ufajcie
Nic tu

dzieweczko - krzyknie śród zgiełku
i na lud zawoła:
memu oku i szkiełku
nie widzę zgoła.
Adam Mickiewicz, Romantyczność

l. Początki ludoznawstwa polskiego wiążą się ze schyłkiem XVIII wieku,
z okresem, "kiedy to rozchodziły się drogi wspólnego dziedzictwa - żywej
prawdy ludzkiej i zimnych, obiektywnych praw nauk ścisłych" (Sadzik, 1980,
s. 10). To co dokonywało się wówczas w Polsce, Władysław Smoleński nazwał
w końcu XIX wieku "przewrotem umysłowym" (Smoleński, 1891). Kilkadziesiąt lat później Józef Burszta, który niestety zdążył jedynie problem zasygnalizować, pisał o "rozdwojeniu jednego dotychczas nurtu kultury społeczeństwa" (Burszta, 1974, s. 57). O "rozejściu się dróg wspólnego dziedzictwa
kultury" mówi Marek Zaleski w eseju o Ziemi Uiro Czesława Miłosza (Zaleski,
1983, s. 56). Sam autor Ziemi Uiro nie usiłuje tworzyć własnego określenia tego,
co się za tymi terminami kryje. Posługuje się raczej terminologią omawianych
tekstów Stanisława Brzozowskiego - "romantyczne przesilenie kultury europejskiej" I czy też amerykańskiego znawcy twórczości Goethego, profesora
Ericha Hellera - "rozdwojenie na świat praw naukowych i świat wewnętrzny
człowieka" (Miłosz, 1980, s. 84).
Spróbujmy choć w przybliżeniu określić na czym to "rozdwojenie" czy też
"przesilenie" w Polsce drugiej połowy XVIII wieku polegało. J. Burszta
zauważa, że jeszcze w XVII i pierwszej połowie XVIII wieku "spojrzenie
synoptyczne na kulturę społeczeństwa polskiego ( ... ) daje nieodparcie obrazy
przeciwstawne: jego wewnętrznego zróżnicowania, a zarazem jakiejś jednolitości i tożsamości". Zróżnicowanie i ostre kontrasty ujawniały się przede
1 Stanisław
Brzozowski - pisze Czesław Miłosz - "w swoich Studiach nad przesileniem
kultury europejskiej twierdził, że cały okres od końca osiemnastego wieku aż do Moderny trzeba
objąć tą samą nazwą romantyzmu" (Miłosz, 1980, s. 51).

�20
wszystkim w zakresie kultury materialnej, "rzeczowej". Ogromne rozlllce
istniały zwłaszcza w takich dziedzinach jak mieszkanie i ubiór, który w sposób
bodajże najwyraźniejszy określał status społeczny, stanowy właściciela. Inaczej
wyglądała sytuacja w dziedzinie określanej przez J. Bursztę jako "kultura
społeczno-symboliczna". Tu różnice były znacznie mniejsze i przeważnie mało
istotne. Niewiele treści stanowiło wyłączną własność jednego stanu czy
warstwy. Większość była wspólna i w swej istocie znaczeniowej - tożsama.
Tak np. wesela chłopskie, mieszczańskie i szlacheckie miały taki sam schemat
zarówno w swej wymowie dramatycznej, jak i w sensie wierzeniowo-magicznym, choć różniły się wystawnością, bogactwem strojów itp. Różnice te miały
jednak charakter drugorzędny. Podobnie rzecz się miała z chrzcinami i pogrzebami. Taka sama symbolika i podobne praktyki wierzeniowo-magiczne
towarzyszyły u różnych grup społecznych obchodom świąt dorocznych. "We
wszystkich przejawach zwyczajowości i obrzędowości rodzinnej i dorocznej reasumuje J. Burszta - zmienna była tylko zewnętrzna oprawa i wystrój,
odpowiednie do danego stanu i społecznej pozycji, ich istota zaś nie ulegała
większym odchyleniom". Zjawisko to tłumaczył autor pochodzeniem owych
zwyczajów i obrzędów ze wspólnego podłoża, tkwiącego "w tradycji rodzimej,
zwłaszcza ludowej" (Burszta, 1974, s. 52 - 55).
Dość ujednolicona była również zdaniem J. Burszty umysłowość społeczeństwa polskiego czasów saskich - jego wiedza, wierzenia, wyobrażenia o świecie itp. Przeważająca jego część nie posiadała żadnego wykształcenia; znaczna
większość chłopów, mieszczaństwa, a nierzadko i drobna szlachta, była
niepiśmienna. Wiedza, wiadomości jakie posiadano, przekazywane były przeważnie drogą tradycji ustnej lub pochodziły z popularnych wtedy kalendarzy,
wielokrotnie wznawianych podręczników gospodarstwa wiejskiego, poradników i kompendiów, które jednak podobnie jak ówczesna szkoła, nie
naruszały tradycyjnego światopoglądu i nie burzyły powszechnie przyjętego
zespołu pojęć i wyobrażeń o świecie. Wiara "w czary i czarownice (... ), w różne
duchy, w całą plejadę diabłów znanych z imienia i charakteru oraz z miejsc ich
pobytu" była wspólna "chłopom, szerokiemu gminowi szlacheckiemu i mieszkańcom miast", reasumuje J. Burszta, tłumacząc taki stan rzeczy nie tylko
trwałością niektórych dawnych, niekiedy pogańskich jeszcze treści, lecz również przenikaniem niektórych z nich, nawet dość świeżej daty (np. wierzenia
o czarownicach) z literatury poprzez kulturę warstw wyższych, do kultury
ludowej (Burszta, 1974, s. 55 - 56).
Zatem jeszcze około połowy XVIII wieku społeczeństwo polskie, mimo
zróżnicowania stanowego i głębokich różnic w dziedzinie kultury Q1aterialnej,
było dość jednolite pod względem światopoglądu i umysłowości. Świadczą
o tym różnego rodzaju źródła z tamtego okresu, zwłaszcza zaś literatura
pamiętnikarska.
Nieoceniony ksiądz Jędrzej Kitowicz, nie w Pamiętnikach ... wprawdzie, lecz
w Opisie obyczajów ... , pisząc o obrzędach i zwyczajach związanych ze Środą

�21
Popielcową ("Wstępną Środą"), podkreśla ich powszechność: "na ten Popielec
zjeżdżali się i schodzili do kościołów wszyscy katolickiego wyznania, panowie
nawet najwięksi go nie opuszczali. ( ... ) Taka zaś była jeszcze pobożność
Polaków przed panowaniem Augusta III w latach początkowych, że nawetchorzy, nie mogący dla słabości przyjąć Popielcu w kościele, prosili o niego,
aby im był dany w łóżku" (Kitowicz, 1951, s. 553). Powszechne było również
"w całym kraju tak między pospólstwem, jako też między dystyngowanymi
"dyngusowe oblewanie wodą, rozpoczynające się w Poniedziałek Wielkanocny
i trwający niekiedy kilka dni (Kitowicz, 1951, s. 557). Podobnie było niemal ze
wszystkimi pozostałymi zwyczajami dorocznymi.
Wielu pamiętnikarzy wspomina o prawdziwej, niekłamanej pobożności
i niezwykle poważnym traktowaniu spraw wiary również w domach zamożnej
szlachty. Tak było np. w domu rodziców poety Franciszka Karpińskiego
(1741 -1825), czy też znacznie odeń młodszego Juliana Ursyna Niemcewicza
(1758 - 1841), a przecież nawet u schyłku epoki saskiej nie stanowiły one jeszcze
wyjątku. W szlacheckich dworach niezachwiana wiara w życie pozagrobowe,
w zmarłych z żyjącymi obcowanie była jeszcze wówczas równie silna wśród
właścicieli, jak wśród ich służby. J. U. Niemcewicz tak opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce w latach jego dzieciństwa, w roku 1767, kiedy zmarł
jego dziad: "Kilka worków pieniędzy wysłał ojciec mój do wszystkich
klasztorów w Brześciu, by się za duszę zmarłego modliły. W domu ustawne
były pacierze, różańce, litanie. Raz, gdy rodzice moi wieczorem odprawiali je,
chłopiec służący, Niceforek, wszedł do ubocznego gabinetu, gdzie światła nie
było, raptem otwiera z trzaskiem drzwi i pada bez duszy; przerażeni wszyscy
i prawie obsłupieni, trzeźwią go na koniec; pytany, co za przyczyna przestrachu: »Stary jegomość pokazał mi się - była chłopca odpowiedź - jeszcze
prosi o msze św.« - Jeszcze tego wieczoru posłano do kościołów pieniądze.
Często i z innych stron przychodziły wiadomości o strachach i pokazywaniach
się umarłych. Przez pół roku matka moja odbierała od siostry swej, panny
Weroniki, benedyktynki w Drohiczynie, listy o jakiejś pokazującej się tam
duszy, z najdokładniejszymi okolicznościami. Głowa moja nabita była strachami, wiek tylko trwogi te, podsycane przez ustawiczne wizyty księży, wybić
z myśli moich potrafił" (Niemcewicz, 1957, s. 41-42).
Ludźmi bardzo religijnymi byli też rodzice Franciszka Karpińskiego.
Wspomina ich poeta, zwłaszcza zaś ojca, człowieka wielkiej prawości i uczciwości, z szacunkiem i miłością. Opisując wszakże atmosferę rodzinnego domu,
patrzy już nań z innej perspektywy, oczyma "oświeconego", dla którego to,
w co ci kochani przecież i szanowani rodzice wierzyli, to tylko zabobony
i urojenia: "wiek dzieciństwa mojego wiekiem był wiary zabobonnej i przywidzeń. Taż nabożna matka moja widziała dobrą jakąś duszę po północy (bo złe
duchy tylko przed północą dokazywały), biało ubraną, ścierniem po przyścieżku dla kaleczenia bosych stóp umyślnie idącą, która potem przez szczelinę
w oknie do izby weszła i za obraz skryła się. Kosztowało to widzenie ojca,

�22

dzieci wszystkie i czeladź, bośmy, wnet pobudzeni, pacierz ze trzy godziny przy
obiciu za tę duszę potrzebną ratunku odmawiać musieli.
Ojciec nasz słyszał, jak św. Józef z obrazu swego, który był w izbie,
wymówił to słowo: »Cnota«. Widział w wigilię Bożego Narodzenia, także po
północy Najświętszą Pannę na niebie w żółtym robronie, widział upiora;
pokazywał nam wielu włóczących się opętanych przez diabła; powiadał wiele
historii o zaczarowanych ludziach i urodzajach; o zapisujących się diabłom;
o czarownicach na Łysą Górę na ożogu kominem wylatujących. Powiadał
o lunatykach, którzy - kiedy przypadkiem na nich przez szczelinę promień
księżyca w nocy uderzył - przez sen, przez tęż szczelinę po promieniu księżyca
na powietrze wychodzili. Wierzył ślepo przepowiedniom, pod jaką planetą kto
się urodził; a Cyganki, włóczące się i wróżące z rąk, z oczu, z fasolów na stół
rzuconych albo z wosku roztopionego i wylanego na wodę - najchętniej
w domu przyjmował.
Ojcowie nasi, jak dawni Grecy i Rzymianie, wszystko prawie w urojonych
cudach widzieli, a tym zabobonom im bardziej w tamtych czasach wierzono
i obawiano się - tym więcej my z nich dzisiaj śmiejemy się" (Krapiński, 1987,
s. 26 - 27).
Podobnie zresztą odnoszono się, już w kilkadziesiąt lat później, kiedy
Karpiński przystępował do pisania swego pamiętnika, do całej wiedzy i mądrości ojców; protekcjonalnie, z ironią, jeśli nie z szyderstwem. Ukształtowane
u schyłku XVIII wieku wyobrażenia, sądy i opinie o tym, co epokę tę
poprzedzało, okazywały się zresztą niejednokrotnie zadziwiająco trwałe, tak
jak ówczesna ocena popularnego jeszcze w połowie XVIII stulecia kompendium wiedzy o świecie ks. Benedykta Chmielowskiego Nowe Ateny (Chmielowski, 1754 - 1756). Do dziś patrzymy na nie oczyma "oświeconych" i nawet
wybitni historycy literatury nie zawsze są w stanie w pełni się uwolnić od tych
liczących sobie dwa stulecia ocen i opinii (Rybicka-Nowacka,
1974, s. 18).
Niemały udział w kształtowaniu wyobrażeń o tamtych czasach, w tym również
pewnych uproszczeń i stereotypów, miało prekursorskie niegdyś, parokrotnie
wznawiane, dzieło Władysława Smoleńskiego o przewrocie umysłowym w Polsce XVIII wieku 2.
Cóż jednak dokonało się w Polsce w ciągu kilkudziesięciu lat życia
Franciszka Karpińskiego? Co spowodowało tak zasadnicze różnice światopoglądowe między pokoleniem ojców i synów?
To wtedy właśnie rozpoczął się ów "przewrót umysłowy"; dokonywało się
wówczas, jak pisał J. Burszta, "wtórne rozdwojenie ogólnego nurtu kultury
społeczeństwa". Wtórne, gdyż tym razem dotyczyło ono przde wszystkim
2 Pierwsze wydanie Przewrotu ... ukazało się w roku 1891, następne, nieznacznie poprawione
i rozszerzone przez autora w 1923, wydanie trzecie w 1949, zaś czwarte w 1979 roku.

�23
całego obszernego zespołu treści określanego często jako kultura duchowa.
"I gdy w życiu szlachty, ziemiaństwa, inteligencji i mieszczaństwa treści
te już od drugiej połowy XVIII w. zaczęły stopniowo zanikać, a w XIX w. przede wszystkim pod wpływem rozwoju oświaty - w większości ustąpiły, to zachowały się one niemal w pełni w kulturze ludu" (Burszta, 1974,
s. 57).
2. Zmiany w umysłowości społeczeństwa polskiego drugiej połowy XVIII
wieku dokonywały się jednak powoli i miały początkowo niewielki zasięg
społeczny. Najwcześniej objęły młodzież szlachecką, zwłaszcza tę z bogatych
domów, która dła uzyskania "poloru" odbywała zagraniczne wojaże. Tak
o tym pisze J. Kitowicz: "Młódź polska pospolicie dla przepolerowania
obyczajów i rozumu za granicę wysyłana, powracała do kraju zarażona
deizmem i libertynizmem. Metrowie używani do paniąt edukowanych w kraju,
pospolicie bywali cudzoziemcy, w kraju swoim dla małych talentów i złych
obyczajów pożywienia lub miru nie mający, najczęściej Francuzi, którzy
z przyrodzenia są lekkomyślni w sprawach religii ( ... ). Tacy nauczyciele, mało
mający bogobojności, napawali uczniów swoich rozwiązłymi zdaniami, punkt
honoru przekładali im za cel poczciwego człowieka, a zaś bojaźń sądu i piekło
po śmierci tylko mieć kazali za postrachy wymyślone dla podłego gminu ( ... ).
Być poczciwym (według nich) człowiekiem jest uznawać Boga za Stwórcę
i najwyższego pana wszech rzeczy, królowi swemu być wiernym, ojczyznę
swoją kochać, nikomu nie czynić krzywdy, ile możności bez swojej szkody, i we
wszystkich sprawach swoich oglądać się na przystojność stanu swego, przynajmniej powierzchownie ( ... ). To cały sumarjusz, czyli zbiór nauki i przykazania
deistów, które być powinny zachowane. Tajemnice zaś o istocie bóstwa pod
utratą zbawienia od wiary podane do wierzenia, sposób czczenia Boga
zewnętrzny i wewnętrzny, sakramenta, posty i inne umartwienia ciała, bractwa
i różne nabożeństwa, zgoła wszystkę naukę kościelną o Bogu i obyczajach
udawali albo za wcale niepotrzebną, albo przynajmniej tak obojętną, o której
potrzebie rozum czysty i wysoki doskonale przekonanym być nie może. Takimi
zdaniami, często od metrów swoich słyszanymi, zarażeni uczniowie, po
skończonej edukacji, gdy się chwycili czytania ksiąg Woltera, Russa, Spinozy
i innych bezbożników, wdawszy się do tego w kompanie rozwiązłych ludzi,
formowali się w deistów doskonałych.
Lecz ta zaraza pod panowaniem Augusta III, świątobliwego pana, jeszcze
nie była tak śmiała, jaką się wkrótce potem uczyniła ( ... ). Nie znajdowała się
też, tylko między panami, potrosze między szlachtą majętniejszą i kupcami
bogatszymi, którzy przez dostatek fortuny lubią się sadzić na edukacyją dzieci,
pańskiej wyrównującą. Deizm tedy szerzył się w Polszcze przez metrów, przez
paniczów za granicę wysyłanych, przez książki" (Kitowicz, 1951, s. 16-17).
Sprzyjała też, zdaniem ks. Kitowicza zobojętnieniu na sprawy wiary i pewnemu

�24
rozluźnieniu obyczajów, nauka w niedawno założonym (1741) Collegium
Nobilium księży pijarów (Kitowicz, 1951, s. 17 -18.)
To, co w sposób nieco uproszczony, opisuje ks. Kitowicz, niechętny
francuskim metrom i pijarskim szkołom, to tylko początek zmian dokonujących się w umysłowości wyższych warstw społeczeństwa polskiego od połowy
XVIII stulecia. Dokonywały się one powoli i choć ich zasięg był początkowo
bardzo ograniczony, z biegiem lat różnymi drogami rozszerzał się, obejmując
coraz to nowe kręgi i środowiska społeczne.
Idee i hasła Oświecenia przenikające do Polski z zachodu u schyłku
panowania Augusta III jeszcze dosyć nieśmiało, już za jego następcy znajdują
szerokie odbicie w myśli społecznej i politycznej oraz działaniach reformatorskich, zmierzających do podniesienia i przeobrażenia gospodarczego i kulturalnego kraju.
Podstawy oświeceniowej myśli mają swe źródła w nauce, a przede
wszystkim w filozofii XVII wieku. Najczęściej wymieniane są tu nazwiska
Kartezjusza, B. Spinozy, G. W. Leibniza, J. Locka i L Newtona. W wieku
XVIII myśli tej nadali kształt bardziej dojrzały Ch. L. de Montesqieu,
D. Hume, J. J. Rousseau, D. Diderot, Wolter, l. Kant.
Epoka Oświecenia to okres wzmożonego życia umysłowego. Jedną z głównych cech filozofii tego okresu był racjonalizm, szerzej rozumiany jako prądy
filozoficzne przeciwstawiające się wiedzy objawionej i dogmatom wiary, oraz
w znaczeniu węższym, jako kierunek myśli uwydatniający rolę poznania
rozumowego w procesie poszukiwania prawdy, w przeciwieństwie do takich
kierunków, które akcentują rolę zmysłów (sensualizm) bądź doświadczenia
(empiryzm). Racjonalizm, odrzucając autorytet wiary, podważał znaczenie
religii. W dobie Oświecenia w poglądach na religię reprezentowany był
zarówno deizm, zakładający istnienie Boga jako istoty rozumnej, kierującej
światem i będącej źródłem nakazów etycznych, ale odrzucający wyznaniowe
Jego ujmowanie i wiarę w objawienie, jak i ateizm odrzucający ideę Boga jako
nieuzasadnioną i urojoną (Libera, 1974, s. 17 - 19).
W polskich warunkach akcenty oświeceniowej ideologii rozkładały się
nieco inaczej, niż na zachodzie Europy. Na plan pierwszy wysuwane były te jej
elementy, które podkreślały rolę poznania rozumowego i wypływające stąd
możliwości przekształcania społeczeństwa, formowania go w nowym duchu,
a więc przede wszystkim jego stronę utylitarną. Mniej natomiast eksponowane
były kwestie związane z religią, wobec której unikano zajmowania postawy
skrajnie opozycyjnej. J. S. Pasierb, autor niewielkiego szkicu o religijności
polskiej w okresie Oświecenia, pisał przed paru laty: "W swojej masie
oświeceni polscy nie akceptują religii naturalnej, choć nie są dalecy od
naturalnej religijności. Ich katolicyzm jest wiarą objawioną ale - jak u humanistów florenckich XV wieku - pozbawioną dramatyzmu religii, w której Bóg
zbawia człowieka. Wierzyć w Boga jest rozsądnie i mądrze, a religijność

�25
powinna sprowadzać się w istocie do moralnego postępowania. Staropolska
pobożność sprzyjała takiemu postępowaniu, stąd też trzeba jej bronić; zło
czasu upatrywano w mędrkowaniu religijnym" (Pasierb, 1991, s. 52 - 52).
Upowszechnianie
oświeceniowych treści i związane z tym przemiany
umysłowości osiemnastowiecznego społeczeństwa polskiego, a ściślej niektórych jego kręgów, dokonywało się powoli i wieloma drogami.
Jednym z naczelnych haseł polskiego Oświecenia było szerzenie oświaty,
z czym wiązał się szeroko zakrojony program reformy szkolnictwa. Reformy
Stanisława Konarskiego były jedną z pierwszych jaskółek Oświecenia w Polsce, a Komisja Edukacji Narodowej w ciągu dziesięcioleci swej działalności
stworzyła w Rzeczypospolitej zręby nowego systemu oświaty i wychowania
(Dutkowa, 1973). Zmiany w szkolnictwie dokonywały się na wszystkich
szczeblach nauczania, choć na prowincję reforma szkolna docierała z dużym
niekiedy opóźnieniem, a jej wdrażanie natrafiało niejednokrotnie na znaczne
trudności. Wprowadzone wówczas zmiany dotyczyły zarówno metod nauczania, jak i nauczanych treści. Wychowanek szkół Komisji Edukacji Narodowej
miał być człowiekiem "z głową bystro, trafnie i racjonalnie myślącą, bo
wyszkoloną na metodzie analitycznej, na nauce logiki, na geometrii i arytmetyce, do których to przedmiotów tak wielkie przywiązywano nadzieje i taki
na nie kładziono nacisk", człowiekiem posiadającym "wiedzę wielostronną, ale
nie teoretyczną tylko, lecz stosowaną, praktyczną, powiązaną z życiem",
człowiekiem wszechstronnie przygotowanym do służenia krajowi "jako żołnierz, posel, urzędnik czy rolnik-ziemianin" (Libera, 1974, s. 87).
W pismach Komisji Edukacji Narodowej odzywa się echo Monteskiusza
i encyklopedystów. Duży wpływ na poglądy ówczesnych polskich pedagogów
wywierał również 1. J. Rousseau. To w szkole właśnie, w słynnym Collegium
Nobilium Stanisława Konarskiego, przedstawiona została po raz pierwszy
w Polsce (1746) przez Antoniego Wiśniewskiego, profesora filozofii tejże szkoły,
tak zwana "philosophia recentiorum" - poglądy wybitnych filozofów i uczonych XVII wiekuKartezjusza, Leibnitza, Newtona, których recepcja
odegrała tak wielką i niejednokrotnie podkreślaną rolę przy narodzinach
polskiego Oświecenia (Hinz, 1964, s. 12).
Reformy Komisji Edukacji Narodowej stwarzały również warunki dla
rozwoju nauk, zarówno ścisłych jak i humanistycznych.
Początki ruchu
umysłowego i ożywienia zainteresowań naukowych dają się jednak zaobserwować znacznie wcześniej, za Augusta III, kiedy bracia Załuscy zakładając
bibliotekę, nawiązywali kontakty z uczonymi niemieckimi. Duże zasługi na
polu wydawniczym, popularyzacji nauki i organizacji życia naukowego położył
Wawrzyniec Mitzler de Kolof (1711 - 1778), wydawca czasopism "uczonych",
edytor źródeł do historii Polski, propagator filozofii Ch. WolfTa, organizator
Collegium Medicum i Towarzystwa Literatów, jeden z tych, którzy kładli
podwaliny Oświecenia w Polsce. Bardziej ożywiony rozwój nauki przynosi

�26
okres stanisławowski. Nasilają się wówczas jej związki z nauką obcą i popularyzacja osiągnięć naukowych. Zmienia się metodologia nauk, nawiązuje do
naj nowszych doświadczeń europejskich. Poważne zmiany zachodzą m.in.
również w dziedzinie nauk historycznych, które będą przedmiotem naszych
szczególnych zainteresowań.
Istotną rolę w upowszechnianiu ideologii Oświecenia, w popularyzacji
wiedzy, odegrały czasopisma, zwłaszcza "uczone" i "półuczone" - popularnonaukowe. Wielkie zasługi jako wydawca licznych czasopism, właściciel
drukarni i księgarni położył wspomniany już W. Mitzler de Kolof, który od lat
pięćdziesiątych XVIII wieku wydawał "Warschauer Bibliothek", "Acta Litteraria" oraz "Nowe Wiadomości Ekonomiczne i Uczone". On także był
wydawcą, a w pewnym okresie również redaktorem, najważniejszego czasopisma społeczno-politycznego
polskiego Oświecenia - "Monitora".
W latach siedemdziesiątych XVIII wieku wzrasta zapotrzebowanie na
czasopisma i ich znaczenie; oprócz "Monitora" do najbardziej znanych tytułów
tego okresu należały "Zabawy Przyjemne i Pożyteczne", "Pamiętnik Historyczno-Polityczno-Ekonomiczny",
"Magazyn Warszawski", "Dziennik Handlowy"
(Libera, 1974, s. 84).
Ogromną i chyba nie do końca jeszcze poznaną rolę w upowszechnianiu
haseł epoki odegrała publicystyka. Wprawdzie wiele aktualnych tematów
trafiało na łamy czasopism, ale większość literatury publicystycznej, bardzo
wówczas obfitej, ukazywała się w formie listów, druków ulotnych, broszur czy
obszernych traktatów, przeważnie drukowanych, ale często i w ręcznych
odpisach. "Doniosłą rolę w kształtowaniu nowej świadomości narodowej
i społecznej oraz w szerzeniu ideałów Oświecenia - pisze Z. Libera - odegrała literatura piękna. Charakterystyczną cechą był jej ścisły związek z życiem
społecznym i politycznym epoki. Literatura piękna, podobnie jak publicystyka,
nawiązywała do aktualnych zagadnień życia publicznego, podejmowała tematy
interesujące społeczeństwo, współdziałała w dziele reformy, wychowując czytelników w duchu obywatelskim, patriotycznym i humanistycznym". (Libera,
1974, s. 101).
Oświeceniowa literatura potrafiła odzwierciedlać życie społeczeństwa polskiego w najróżniejszych jego przejawach. Odsłaniała wady i ujemne strony
życia szlacheckiego, ale jednocześnie pokazywała drogi naprawy i przedstawiała wzory cnót obywatelskich. Życie polskie drugiej połowy XVIII wieku
znajduje wierne odzwierciedlenie zarówno w satyrach Naruszewicza i Krasickiego, w komediach Bohomolca, Zabłockiego i Niemcewicza, jak i w rozwijającej się pod koniec tego stulecia powieści oraz w literaturze pamiętnikarskiej.
Jedną z najistotniejszych cech literatury tego okresu, na co zwraca uwagę
zarówno Z. Libera, jak i inni autorzy, "jest jej dydaktyzm i racjonalizm.
W wielu utworach spotykamy się z pochwałą rozumu, geniuszu ludzkiego,

�27
z wyrazami entuzjazmu dla odkryć i wynalazków ( ... ), znajdujemy słowa
krytyki i potępienia dla ciemnoty, przesądu i zacofania. Chudy literat Naruszewicza i Monachomachia Krasickiego, Zabobonnik Zabłockiego i Organy
Węgierskiego, nie mówiąc już o pismach politycznych Staszica, Kołłątaja
i Jezierskiego, wszystkie te utwory wyszły spod pióra pisarzy, których można
bez przesady określić mianem czcicieli rozumu i światła" (Libera, 1974,
s. 102 - 103).
Szczególne miejsce w dziedzinie upowszechniania oświeceniowych treści, nie
tylko zresztą w Polsce, zajmował teatr. Według jednego z twórców nowej
koncepcji teatru, francuskiego dramaturga pierwszej połowy XVIII wieku, Ph.
Nericault Destouches'a, teatr powinien stać się "świecką kazalnicą, z której miały
być głoszone hasła mieszczańskiej moralistyki, miał służyć przeobrażeniu świadomości społecznej w duchu filozofii Oświecenia" (Klimowicz, 1980, s. 91 - 92).
Założenia Destouches'a przyjmuje, zwłaszcza w początkach swego istnienia,
również i teatr polski, i choć scena czasów stanisławowskich przeżywała
w swych dziejach różne okresy, to niemal przez wszystkie te lata pełniła istotne
funkcje obywatelskie i patriotyczne, a z siły jej oddziaływania doskonale
zdawali sobie sprawę współcześni.
Zagadnieniem mało opracowanym jest miejsce, jakie w transmisji oświeceniowych treści zajmowało wolnomularstwo.
Dodać zresztą należy, że cała
problematyka wolnomularstwa
pozostawała jeszcze do niedawna na marginesach zainteresowań oficjalnej, uniwersyteckiej historiografii.
Choć początki "sztuki królewskiej" w Polsce sięgają lat dwudziestych
XVII [ wieku, to w tym pierwszym okresie swego istnienia loże wolnomularskie
nie miały jeszcze szerszego zaplecza społecznego, ich żywot był przeważnie
dosyć efemeryczny, a o działalności wiadomo niewiele (Haas, 1980, s. 69 - 99).
Poważny rozwój liczebny i organizacyjny polskiego wolnomularstwa nastąpił
za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, który nie tylko sprzyjał
temu ruchowi i wspierał go finansowo, lecz sam również był jego członkiem,
choć jak podkreślał, ze względu na "obowiązki publiczne i okoliczności", mało
aktywnym (Haas, 1980, s. 132 - 133).
Loże masońskie w stanisławowskiej Warszawie (na prowincji jeszcze
nieliczne), prowadziły dość szeroko zakrojoną działalność dobroczynną, upowszechniały najnowsze zdobycze nauki i wynalazki. Propagowano na przykład
szczepienia przeciw ospie; w 1769 roku prowadzono je bezpłatnie w lokalu loży
"Cnotliwego Sarmaty" przy ul. Mostowej (Haas, 1980, s. 162). W lożach
wolnomularskich toczyły się rozmowy i dyskusje na tematy naukowe, wiedzy
tajemnej, koncepcji społecznych. Adepci "sztuki królewskiej" nadal wprawdzie
uczęszczali do kościoła, lecz obojętne im było "czy w Rzymie, czy w Londynie,
czy w Turcji, czy w Chinach, jakiejkolwiek jest kościół religii", gdyż coraz
bardziej przyzwyczajali się traktować wszystkie religie według ich treści
etycznych (Haas, 1980, s. 185).

�28
Zróżnicowany
był skład społeczny
lóż masońskich.
Dość powszechnie
należała do nich warszawska
plutokracja
- bankierzy, bogaci kupcy, a także
ludzie wolnych zawodów, oficerowie, zwłaszcza cudzoziemscy.
Nie brakowało
też duchownych
oraz przedstawicieli
"wyższych sfer, wielkich panów, dygnitarzy Rzeczypospolitej,
dostojników
dworu królewskiego,
ich żon" (Hass,
1980, s. 163).
Adepci "sztuki królewskiej"
odgrywali poważną rolę w nowo powstających
czy reformowanych
placówkach
szkolnych
i instytucjach
oświatowych
w Szkole Rycerskiej, Komisji Edukacji Narodowej.
Co najmniej jedna czwarta
kierownictwa
KEN nosiła wolnomularskie,
haftowane
fartuszki (Hass, 1980,
s. 175 - 176). Choć bulle papieskie jednoznacznie
negatywnie
oceniały wolnomularstwo,
to w dobie słabnącej
gorliwości
religijnej, nie umniejszało
to
w oczach pewnej części społeczeństwa
jego atrakcyjności.
Po upadku Rzeczypospolitej
i rozpadzie jej organizacji
wolnomularskich,
po kilkuletnim
okresie funkcjonowania
struktur podporządkowanych
masonerii pruskiej,
za czasów
Księstwa
Warszawskiego,
nastąpiło
wskrzeszenie
polskiego wolnomularstwa,
a jego adepci zajęli wiele eksponowanych
stanowisk we władzach
Księstwa
(Hass, 1980, s. 298-199).
Prawdziwy
rozkwit
masonerii
polskiej przypada
jednak na pierwsze lata Królestwa
Polskiego.
Wielki Wschód Polski pod koniec roku 1821, w ostatnich miesiącach swojej
działalności,
liczył 28 lóż symbolicznych
z około 4300 członkami
i był
największą obediencją w Europie Środkowej. Podobnie
popularna
była Wó\".czas masoneria
na Litwie. Ignacy Chodźko,
sam niegdyś mason, pisał:
"Cokolwiek
tylko dostojniejszego
w jakiejkolwiek
klasie towarzystwa
po calej
Litwie liczyć się mogło (prócz Żydów) wszystko się to ubiegało o chlubne
wtenczas imię masona, a które wszakże niezbyt łatwo się otrzymywało"(Hass,
1982, s. 277).
Rosnąc liczebnie i stając się w początku
XIX wieku organizacją
niemal
masową, wolnomularstwo
skupiało w coraz większym stopniu ludzi, "którzy
zawdzięczali swój status życiowy szeroko pojętej pracy umysłowej" (Hass, 1980,
s. 519). Już w roku 1812 około 80% członków niektórych
lóż warszawskich
stanowili
przedstawiciele
warstwy urzędniczo-oficerskiej,
wolnych zawodów
i świata artystycznego,
mieszczallstwa
i burżuazji (Hass, 1980, s. 325; Rostock,
1972, s. 34). W latach późniejszych
tendencja ta jeszcze bardziej się nasilała.
Wolnomularstwo
kształtowało
w swoich adeptach,
obok postaw laickich
i często antyklerykalnych,
patriotyzm
i poczucie obywatelskiej
odpowiedzialności za losy kraju. Loże masońskie prowadziły ożywion'!, działalność charytatywną, upowszechniały
problematykę
moralno-etyczną,
popularyzowały
naukę, przyczyniając
się jednocześnie
w znacznej mierze do odejścia niemalej
grupy od tradycyjnego
sposobu myślenia i obyczajów
przodków,
traktowanych jako "bluźniące
rozumowi"
przesądy. Jakże charakterystyczna
jest dla
tamtych czasów nazwa krakowskiej
loży - "Przesąd
Zwyciężony".

�29
W początkach XIX wieku wolnomularstwo wychodzi poza mury większych
miast na .prowincję, zyskując coraz liczniejsze rzesze zwolenników i akceptację
niektórych środowisk. Ma znaczny udział w kształtowaniu nowej warstwy
społecznej - inteligencji, różniącej się od innych światopoglądem i stosunkiem
do tradycji.
3. Wiele było dróg, którymi oświeceniowe idee przenikały na polski grunt,
różne sposoby i stopień ich recepcji. Wolnomularze należeli do tych, którzy
mieli możność zapoznawania się z nimi w szerszym niż inni zakresie; ogromna
jednak większość społczeństwa - chłopi, mieszkańcy małych miasteczek pozostała nietknięta wpływami nowych prądów. Do niektórych środowisk prowincjonalnej szlachty, niższych warstw mieszczaństwa nawet dużych miast,
oświeceniowe treści docierały w formie mocno przetworzonej, cząstkowej,
przeważnie w sposób pośredni.
"Nie było nawet nic wspólnego między Warszawą Stanisława Augusta
a wsią litewską"; głębokiej prowincji nie dotknęło jeszcze "jakiekolwiek
niedowiarstwo Wieku Rozumu", pisze w Ziemi Ulro Czesław Miłosz, a cytowany przez niego Andrzej Niemojewski (Dawno.\:ć a Mickiewicz, 1921) powątpiewa nawet czy w Wilnie za czasów Mickiewicza znany był powszechnie
system kopernikański. Przypuszcza, że ,jeśli nawet wykładano go na uniwersytecie, wchodził do głów młodzieży mechanicznie. Kopernik imponował
Mickiewiczowi jako genialny myśliciel, ale - konkluduje Niemojewski - oka
jego nie przerobił i duszy nie przerobił" (Miłosz, 1980, s. 89).
Jedno z głównych haseł epoki - "wiedza rządzi światem" pojmowano
w Polsce schyłku XVIII wieku, bardziej może niż w krajach na zachód od niej
położonych, w sposób utylitarny, dydaktyczny. Naukę i wiedzę traktowano
jako środek zaspokajania potrzeb ludzkich, narzędzie pożądanych przemian
w życiu społecznym i w umysłach jednostek. Podstawowym
kierunkiem
działania miało być powszechne oświecenie jako czynnik sprzyjający krzewieniu racjonalnych postaw, wykorzenianiu przesądów i ukazywaniu w jaki
sposób ludzie zgodnie z "dobrze rozumianym" własnym interesem powinni
kształtować swe instytucje polityczne i społeczne (Opałek, 1971, s. 243).
K. Opałek wskazuje na pewne paradoksy polskiego Oświecenia, zwracając
uwagę, że nawet te działania, które obliczone były na powszechność, ze względu na
słabość kierujących nimi elit, trafiały do ograniczonej liczby odbiorców. Oświeceniowy praktycyzm zaś powodował, że popularyzacja wiedzy przyjmowała postać
różnorakich wskazówek postępowania - recept technicznych, zasad gospodarowania, administrowania, prawideł moralnych, jej poziom bowiem musiał być
dostosowany do możliwości odbiorców (Opałek, 1971, s. 244).
Ideologia Oświecenia, kładąca tak silny nacisk na racjonalne poznanie
rzeczywistości jako narzędzie przemian, przede wszystkim społecznych i gospodarczych, ale także i moralnych, dała, jak wiemy, początek wielu dyscyplinom nauki, w tym także etnologii.

�30
Na związek początków etnografii w Polsce z ideologią Oświecenia zwracał
uwagę przed czterdziestu blisko laty Wiesław Bieńkowski (Bieńkowski, 1956);
o źródłach zainteresowań ludoznawczych i ideologii polskiego Oświecenia
pisał też na początku lat siedemdziesiątych autor niniejszego opracowania
(Woźniak, 1971), a w parę lat później zajął się tym zagadnieniem w znanej nam
już pracy Józef Burszta (Burszta, 1974). Zupełnie osobne miejsce zajmuje
obszerna, wydana w latach sześćdziesiątych, do dziś niezastąpiona praca
Czesława Hernasa o początkach folklorystyki polskiej, zwłaszcza zaś o jej
oświeceniowych źródłach (Hernas, 1965). Do Oświecenia nawiązywali obszernie również autorzy tomu poświęconego dziejom folklorystyki polskiej w latach 1800 - 1863 (Dzieje foklorystyki..
., 1979). Sam również do problematyki
początków ludoznawstwa i jego związków z Oświeceniem parokrotnie jeszcze
wracałem, przeważnie jednak na marginesie innych zagadnień (Woźniak, 1987;
1991; 1994). Dość obszerna już literatura, poświęcona tym zagadnieniom,
zwalnia mnie od szczegółowego ich omawiania, przypomnę więc tylko kwestie
najistotniejsze.
Zainteresowanie ludem i jego kulturą wśród warstw wyższych społeczeństwa polskiego drugiej połowy XVIII wieku miało wielorakie i różnorodne
źródła.
W. Bieńkowski szczególne znaczenie przypisywał kryzysowi stosunków
pańszczyźnianych i szeroko wówczas podnoszonej kwestii chłopskiej. Występuje ona w publicystyce drugiej połowy XVIII wieku, poświęconej przebudowie ustroju Rzeczypospolitej, i najczęściej podporządkowana
jest sprawie
utrzymania niepodległości państwa. Masowość literatury publicystystycznej,
umiejętnie dobierana przez autorów argumentacja, pozwalają sądzić, że krąg
jej oddziaływania był stosunkowo szeroki (Woźniak, 1971, s. 40 - 43).
Od lat 70. XVIII wieku dają się zauważyć w Polsce oznaki pewnego
ożywienia gospodarczego. W gospodarce wiejskiej jednym z jego wyrazów jest
właśnie zainteresowanie książkami rolniczymi propagującymi nowe, bardziej
efektywne ekonomicznie sposoby gospodarowania.
Z nowymi sposobami
gospodarowania wiązało się w wielkich latyfundiach magnackich dążenie do
usprawnienia administracji dóbr i lepszego ich kontrolowania, czego dowodem
jest wzrastająca w tym okresie liczba tzw. instrukcji gospodarczych. W dokumentach gospodarczych ostatnich dziesięcioleci XVIII wieku (inwentarzach,
rewizjach) zwiększa się znacznie liczba informacji o osiadłych w opisywanych
dobrach poddanych. To gromadzenie wiadomości o położeniu chłopów, często
daleko wykraczających poza zakres spraw związanych z tradycyjną rachunkowością folwarczną, miało na celu uzyskanie bardziej szczegółowego obrazu
stanu dóbr, koniecznego do przeprowadzenia w nich określonych zamierzeń
gospodarczych czy zapobiegania, szczególnie przy systemie dzierżaw, nadmierniej ich "dezolacji". Tak na przykład w roku 1785 "Administracja Domowego
Rządu", zarząd dóbr prymasa Michała Poniatowskiego, opracowała liczący 48

�31
punktów kwestionariusz, na który mieli odpowiedzieć lustratorzy podczas
przeprowadzanej wówczas lustracji prymasowskich posiadłości. Oprócz spraw
związanych z dzierżawcami i ich gospodarką w dobrach prymasa, kwestionariusz zawiera także pytania dotyczące zajęć pozarolniczych chłopów,
wytwórczości domowej (sukmany, płótno) i potrzebnych do niej surowców
(konopie, len), miejsc, w których sprzedają zboże, kupują sól, żelazo i odzież
oraz opłat za śluby, chrzciny, pogrzeby. Kwestionariusz administracji prymasowskiej jest tylko jednym z przykładów, wynikającego z przesłanek ekonomicznych, wzrostu zainteresowania chłopem. Potrzebę tego rodzaju sprawozdawczości dla unowocześnienia gospodarki zaczynają wówczas rozumieć
zarówno właściciele wielkich latyfundiów, jak i administracja państwowa
(Woźniak, ł 971, s. 44 - 45).
Klimat epoki sprzyjał również odkrywaniu wsi jako tematu twórczości
artystycznej. Krajobraz wiejski, mieszkaI'i.cy wsi, pojawiają się w malarstwie,
w rysunkach B. B. Canaletta, J. P. Norblina, A. Orłowskiego, M. Płońskiego
i innych (Woźniak, 1994, s. 39, 52).
Przejawy zainteresowania ludem w literaturze pięknej doby Oświecenia
wymagają nieco szerszego potraktowania
ze względu na wielość inspiracji,
które je wywołały. W literaturze wczesnego Oświecenia znalazły wyraz hasła
obozu reformatorskiego występującego między innymi o poprawę sytuacji
chłopów. Hasła te, w stonowanej przeważnie postaci, znajdujemy w takich
utworach scenicznych F. Bohomolca, jak Pan dobry, Prostota cnotliwa,
w wodewilu S. Szymańskiego Zośka albo wiejskie zaloty, w operetce M.
Radziwiłła Ayatka, czyli przyjazd pana oraz wielu innych. W utworach tych,
szczególnie zaś u Bohomolca, pojawiają się pierwsze próby wprowadzania
języka ludowego czy raczej stylizowanego na ludowy. Do tego samego
kierunku, choć o zabarwieniu bardziej radykalnym, można zaliczyć również G.
Piotrowskiego, krytykującego w swoich satyrach, w sposób dość ostry,
stosunki pańszczyźniane (Piszczkowski, 1960, s. 3 i n.).
Inny kierunek reprezentowali pisarze zgrupowani początkowo wokół
czasopism "Zabawy Przyjemne i Pożyteczne". Czasopismo to publikujące
zarówno utwory rodzimych pisarzy, jak i tłumaczenia z literatury francuskiej
w duchu Nowej Heloizy Rousseau, było - jak to określa M. Piszczkowski
- "trybuną sentymentalizmu w Warszawie stanisławowskiej" (Piszczkowski,
1960, s. 59). Chłopi, pojawiający się na kartach "Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych", to całkowicie odrealnione, teatralne postacie, reprezentujące sielankowy ideał cnotliwego oracza. Szczegółową analizą tego tak popularnego
w epoce stanisławowskiej mitu o "wiejskiej szczęśliwości" i jego rolą w początkowym okresie zainteresowań folklorystycznych w Polsce zajął się w swej
pracy C. Hernas (Hernas, 1965 a).
U podstaw polskiego sentymentalizmu, którego symbolem była nieborowska Arkadia, leżało hasło wyrzeczenia się "wielkiego świata" i ucieczki do

�32
bardziej zgodnego z naturą życia wiejskiego. Mit wiejskiej, arkadyjskiej
szczęśliwości ma swoje tradycje już w literaturze hellenistycznej i łacińskiej. Nie
zaniknął w epoce wielkich odkryć geograficznych, a legendy o nieznanych,
bogatych krajach, o "dobrym dzikusie" jedynie go wzbogacały. Miał bogatą
tradycję również w Polsce. "Już w staropolszczyźnie dostrzegliśmy przekonanie - pisze Hernas - że żywot wiejski to żywot w kręgu praw natury.
Filozoficzny walor tej prawdy dostrzegł Rej i Kochanowski, na niej opiera swój
program życia Zbigniew Morsztyn. Ale przekonania te dopiero w Oświeceniu
awansują na plan pierwszy za wzorem J. 1. Rousseau" (Hernas, 1965 a, s. 49).
Opiewając rozkosze życia wiejskiego poeci kierunku sentymentalnego (Kniaźnin, Karpiński) zaludniali swe utwory postaciami pasterzy i pasterek, dalekimi
od rzeczywistego obrazu polskiego chłopa. W okresie późniejszym, "w związku
z rozwojem stylizacji poetyckich zwiększa się stopień prawdopodobieństwa
postaci chłopskich" (Hernas, 1965 a, s. 229), wtedy właśnie wzrasta również
zainteresowanie literaturą ludową jako źródłem inspiracji dla własnej twórczości poetyckiej. W literaturze ludowej szukano zarówno wzorów formalnych, jak
i poetyckiego pomysłu dla pasterskich idylli i bukolik. Szukanie inspiracji dla
twórczości własnej bywało niekiedy zachętą do zbierania autentycznych
piosenek ludowych. Kilka takich rękopiśmiennych zbiorków z XVIII wieku
odnalazł i opublikował C. Hernas (Hernas, 1965 a, s. 145 i n.).
Konwencja arkadyjska w literaturze miała także, szczególnie pod koniec
okresu stanisławowskiego, wielu przeciwników. Krańcowo różny od sielanek
i bukolik jest obraz polskiego chłopa w publicystyce. Zamiast wygrywającego
na fujarce sielankowego pasterza spotykamy tam, również przejaskrawione
wyobrażenie, żyjącego w brudzie i prymitywizmie, zastraszonego nędzarza podejrzliwego i wulgarnego chłopa. Atmosfera Sejmu Czteroletniego, a później
patriotyczny zryw w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej, sprzyjały rozwojowi
literatury zaangażowanej społecznie i politycznie. Powstają wówczas powieści
F. S. Jezierskiego Goworek (1789) oraz Rzepicha matka królów (1790), w której
autor wyraża w formie podania historycznego aktualne treści - poparcie dla
społecznej emancypacji chłopów. Do utworów takich poetów, jak Węgierski,
Zabłocki, Jasiński, poruszających sprawy polityczne i społeczne, w całej pełni
wkroczyło ludowe słownictwo i wersyfikacja. W przeddzień Insurekcji Kościuszkowskiej wystawiono Krakowiaków
i Górali Bogusławskiego, wodewil,
w którym po raz pierwszy w literaturze polskiej lud wystąpił jako samodzielnie
działająca grupa (Piszczkowski, 1963).
Jednym z momentów, niewątpliwie najważniejszych dla naszych rozważań,
są zachodzące w omawianym okresie przemiany w sposobie pojmowania
historii. Uprawiana dotychczas historia typu kronikarskiego nie była już
w stanie sprostać wymaganiom epoki. Rodząca się nowa, "filozoficzna"
historia, odwołując się do racjonalizmu, sensualizmu i empiryzmu przesuwała
"punkt ciężkości zainteresowań
badawczych ku odkryciom, wynalazkom,

�33
prawodawstwu, instytucjom społecznym, gospodarce, obyczajom, sztukom,
naukom, słowem ku dziejom wewnętrznym, kulturze, doskonaleniu się człowieka, w czym upatrywano sens rozwoju dziejowego ludzkości" (Serejski, 1963,
s. 13).
W drugiej połowie XVIII wieku również w Polsce zaczęto stawiać historii
nowe wymagania. W kręgach ludzi oświeconych rozgorzała dyskusja nad jej
sensem i zadaniami. Na pierwsze miejsce wysuwano cele wychowawczo-dydaktyczne: "motywem poznania przeszłości miała być nie »czcza ciekawość«, ale szukanie odpowiedzi na problem niepokojący wiele umysłów; jakie
są przyczyny słabości, upadku państwa, jaki ustrój i jakie postępowanie może
zapewnić odrodzenie i wielkość". Historia pojmowana na nowy sposób miała
za zadanie wychowywać świadomego swych obowiązków obywatela i patriotę,
stać się »szkołą obyczajów«, polityki, podstawą innych nauk humanistycznych.
Odwołując się do dokumentów przeszłości miała ona również uzasadniać
prawa do granic Rzeczypospolitej, przeciwko podważającym je wywodom
historycznym sąsiednich mocarstw" (Serejski, 1963, s. 17). Nowe pojmowanie
procesu dziejowego, kształtowanie się nowego pojęcia narodu, obejmującego
wszystkie stany, legło u podstaw rozważań nad metodami, celami i zadaniami
historii. Zwrócono jednocześnie uwagę na potrzebę metodycznego gromadzenia materiałów źródłowych. Pierwszy w tej dziedziąie, zakrojony na szeroką
skalę, program przedstawił w roku 1775 Adam Naruszewicz w adresowanym
do Stanisława Augusta Memoriale względem pisania historii narodowej. Na
naszą szczególną uwagę zasługuje ten fragment Memoriału, w którym Naruszewicz podkreślił konieczność zbierania materiałów dotyczących "krajowych
obyczajów, charakteru wieków i ludzi". Rozwijając tę myśl pisał: "Do
objaśnienia tego punktu służyć ... powinno to wszystko, cokolwiek do obrządków i ceremonii, tak świeckich, jako i duchownych przynależy. Takie są
opisania inwestytur, ustanowienia trybunału, kreacji i obrzędów orderowych,
wjazdów publicznych na magistratury, koronacji królów, pogrzebów, igrzysk,
tudzież innych festynów publicznych. Przy tym, jaką u nas miały gradację
mody, aparencje: w sukniach, pojazdach, dworach i budowaniu ... " (Naruszewicz, 1963, s. 35).
Program, którego przytoczone zdania są jedynie niewielkim fragmentem,
wykraczał poza możliwości realizacyjne Naruszewicza, szczególnie w dziedzinie
przygotowania bazy źródłowej. W swojej Historii narodu polskiego nie zrealizował go autor ani w sensie objęcia całości dziejów ojczystych, ani też w sensie
spełnienia własnych postulatów ~etodologicznych.
Kilka lat wcześniej, prawdopodobnie w roku 1772, powstały Uwagi nad
rządem Polski J. J. Rousseau. Autor Uwag pisał, że naj trwalszą spójnią
narodową jest "duch dawnych urządzeń"; narodowe zwyczaje, widowiska,
ceremonie i czyny przodków winny budzić patriotyczne uczucia i przywiązanie
do ojczyzny. Tradycja narodowa jest czynnikiem odróżniającym od siebie
3 -

Lud t. LXXVIII

�34
poszczególne narody, nie pozwalającym im się stopić w jedną wspólną masę
Europejczyków (Dzieje folklorystyki ... , 1979, s. 19). Nie wiemy, czy i w jakiej
mierze Uwagi mogły stać się inspiracją dla naruszewiczowskiego programu
historii narodowej. Pierwsze polskie ich wydanie ukazało się dopiero w roku
1789, ale Naruszewicz mógł je czytać znacznie wcześniej.
Postulat Naruszewicza głoszący potrzebę zbierania materiałów dotyczących "krajowych obyczajów" propagował również Franciszek Salezy Jezierski.
W latach siedemdziesiątych XVIII wieku, kiedy Naruszewicz pisał swoją
Historię narodu polskiego, Jezierski był jednym z jego pomocników gromadzących i porządkujących
materiały źródłowe, później zasłynął jako działacz
Komisji Edukacji Narodowej i wybitny publicysta, u schyłku zaś okresu
stanisławowskiego związał się z "Kuźnicą" kołłątajowską. Współcześni uważali
go za prawą rękę Kołłątaja i nazywali "wulkanem gromów K użnicy". Jego
zainteresowanie historią znalazło wyraz w publicystyce i wspomnianych już
wyżej powieściach historycznych, W wydanej pośmiertnie w roku 1791
znakomitej broszurze politycznej Jezierskiego pt. Niektóre wyrazy porządkiem
abecadła zebrane i stosowanymi do rzeczy uwagami objaśnione, w haśle
"historia" znajdujemy następujący fragment: "Prawa i odmiany praw, cnoty
i niecnoty, prawdy i przesądy, dobre i niedobre obyczaje, nałogi i odmiany ze
złego na gorsze, z dobrego na lepsze, otóż to jest, co się nazywa historią
rodzaju ludzkiego" (Jezierski, 1952, s. 179).
Nie mniej interesująca z punktu widzenia historii ludoznawstwa polskiego
jest myśl wypowiedziana przez Jezierskiego w Rzepisze matce królów:
"Srogi byłby postępek krytyki przeciwko tej pewności, że Krakus był na
świecie. Kraków może być pewnością bytności Krakusa, ale mogiła jego
pogrzebu pod Krakowem jest niezawodną prawdą - gdy wieśniak, mieszkaniec tamtejszej ziemi, wskazuje palcem przez tysiąc lat i twierdzi, że tu leży
Krakus, nie może mieć prawa krytyka bez obrażania tamtej, równa już miara
literom w piśmie zostawionym od dziejopisów jako zakładu starożytności
wiążącej się nieustannym podaniem ludzkim przez tyle wieków" (Jezierski,
1790, s. 23; Wojnar-Sujecka, 1956, s. 137).
Przyznaje zatem Jezierski tradycji ludowej, traktowanej jako źródło historyczne, znaczenie równorzędne dokumentom pisanym. Podobne poglądy
znajdujemy później w liście Kołłątaja, Slowiańszczyźnie przed chrze.l'cijaństwem
Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego
i w wielu innych polskich pracach ludoznawczych pierwszej połowy XIX wieku. Programowe poszukiwania badawcze
o charakterze folklorystycznym na potrzeby historii, prowadził jeszcze u schyłku XVIII stulecia Mateusz TukaIski Nielubowicz, prawnik i historyk z zamiłowania, niegdyś sekretarz Adama Naruszewicza 3 i Tadeusz Czacki znacznie
3 Zdaniem Czesława Hernasa folklor żmudzki badał Nielubowicz
na zlecenie Naruszewicza
(Hernas, 1965 a, s. 218-219).

�35
lepiej od niego znany autor dzieła O litewskich i polskich prawach ... , (Grabski,
1976, s. 242). Różni autorzy widzą tu wyraźne "inspiracje osjaniczne",
a Czesław Hernas dostrzegał nawet w micie osjanicznym zasadniczą przyczynę
tego rodzaju poszukiwań, zwracając jednocześnie uwagę, że to H. Kołłątaj,
prawdopodobnie pierwszy w Polsce, ujawnił związaną z Pieśniami Osjana
mistyfikację, pisząc: "Macpherson zebrał tylko tradycje między ludem, więc
poema sam utworzył". On też radził czytać Osjana "z ostrożnością" (Hernas,
1965 a, s. 218 - 222).
Możemy się zastanawiać w jakiej mierze z naruszewiczowskim nurtem
myślenia historycznego wiążą się badania Jana Potockiego nad Słowiańszczyzną pierwotną, w jakiej mierze nawiązuje doń pracujący w samotności,
w zaciszu odległej od stolicy życia intelektualnego parafii, ks. Jędrzej Kitowicz,
którego Opis obyczajów za panowania Augusta III w zakresie "krajowych
obyczajów", najbliższy jest programowi Naruszewicza4. Problemów i pytań
byłoby jeszcze wiele, ale nie ulega wątpliwości, że w drugiej połowie XVIII
wieku historiografia polska uległa głębokim przemianom, i że oświeceniowa
myśl históryczna, jak stwierdza A. F. Grabski, dała początek głównym
kierunkom "naszej myśli historycznej w czasach późniejszych" (Grabski, 1976,
s. 469).
4. Mianem "kamienia węgielnego ludoznawstwa
w Polsce" określano
niejednokrotnie list Hugo Kołłątaja do krakowskiego wydawcy i księgarza
Jana Maja. W liście tym, pisanym 15 lipca 1802 roku z austriackiego więzienia
w Ołomuńcu, postuluje Kołłątaj podjęcie prac nad stworzeniem "doskonałego
dzieła o obyczajach, zwyczajach, obrządkach narodu polskiego":
,,0 tej materyi pisano już przez nami i dzieła takowe są dobrze spominane
od obcych. Ale po większej części dzieła te zawierają tylko obyczaje szlachty.
Miasta wielkie i ludzie majętni mało się od siebie różnią w całej Europie; w ich
obyczajach najduje się prawie powszechna jednakowość, co jesteśmy winni po
większej części jednej religii i jednakowej edukacji. Chcąc atoli szukać
w obyczajach naszych wiadomości o tradycyjach początkowych i podobieństwa do dawnych ludów, trzeba nam poznać obyczaje pospólstwa we wszystkich prowincjach, województwach i powiatach" (Kołłątaj, 1953, s. 420-421).
Dalej, Kołłątaj formułował zakres, metody i cel tych poszukiwań, tworząc
pierwszy, ale jakże dojrzały program badań ludoznawczych, który - co należy
podkreślić - swej pełnej realizacji doczekał się dopiero w dziele Oskara
4 Programu
Naruszewicza ks. Kitowicz najpewniej nie znał, ale wydaje się mało prawdopodobne, by nie czytał naruszewiczowskiej Historii narodu polskiego. Czy świadomie do niej
nawiązywał - nie wiemy. Miał natomiast głęboką świadomość doniosłości zachodzących na jego
oczach przemian. Zdawał sobie sprawę, że przyszło mu być świadkiem końca jednej epoki
i narodzin nowej. Opis obyczajów za panowania Augusta III to tylko pierwsza część dzieła, które
zamierzał napisać, aby pokazać potomności zachodzące w obyczajach Polaków przemiany. Druga
dotyczyć miała czasów stanisławowskich.

�36
Kolberga. Program ten był jednak tylko częścią szeroko zakrojonego projektu
"doskonałego dzieła o dziejach narodu polskiego", pojmowanego jako dzieje
kultury polskiej. Celowi temu miała być podporządkowana
między innymi
zamierzona rejestracja aktualnego obrazu kultury ludowej na ziemiach dawnej
Rzeczypospolitej. Celem pierwszoplanowanym,
któremu miało służyć dzieło
o obyczajach ludu, było "objaśnienie naszej historyi początkowej", to jest
historii ziem polskich przed przyjęciem chrześcijaństwa. Została tu więc
sformułowana koncepcja badań ludoznawczych podporządkowanych
potrzebom historii, mająca w nich dominować przez całą pierwszą połowę XIX wieku
(Woźniak, 1987, s. 17-18).
Kołłątajowski projekt badań ludoznawczych, którego wszechstronność
i dojrzałość wielokrotnie podkreślano, nie jest jednak wyłącznie owocem
przemyśleń jednego z naj wybitniejszych umysłów polskiego Oświecenia. Zawarta w nim została również suma doświadczeń i przemyśleń epoki, prac
i poszukiwań Naruszewicza i Jezierskiego, Nielubowicza i Czackiego. Jego
głównym założeniem badawczym jest przeświadczenie o odmienności "obyczajów pospólstwa", a więc kultury ludowej od kultury warstw wyższych ("Iudzi
majętnych"). W kulturze ludowej, do której cech należą starodawność i swojskość, odnaleźć można wiadomości "o tradycjach naszych początkowych"
(Kołłątaj, s. 420-421).
Tej "inności" kultury ludowej nie odczuwały w ten sposób warstwy wyższe
jeszcze za panowania Augusta III. Świadczą o tym chociażby przytaczane
wcześniej fragmenty pamiętników. Zmian w mentalności młodego pokolenia
dokonało parę dziesięcioleci edukacji w oświeceniowym duchu. To właśnie
poeci tego pokolenia zaludniają swoje utwory postaciami sentymentalnych
pasterek i pasterzy, tak dalekich od prawdziwego obrazu polskiego chłopa,
o którym niewiele wiedzą, i którego sposób myślenia staje się dla nich po trosze
egzotyką·
Nowemu sposobowi widzenia rodzimej kultury ludowej dali w jakiejś mierze
początek Naruszewicz i Jezierski, Karpiński i Kniaźnin, nieborowska Arkadia
i podwarszawskie Powązki. Jezierski przypisując tradycji ludowej, traktowanej
jako źródło historyczne, znaczenie równorzędne dokumentom pisanym, kreuje
lud na skarbnika narodowej pamięci. Kieruje w jego stronę wzrok uczonych
szukających podań o przedchrześcijańskiej przeszłości narodu. Wokół kultury
ludowej tworzy się nimb dawności i inności (Woźniak, 1991, s. 160).
Epoka Oświecenia dała zatem początek rozdwojeniu jednego do tego czasu
nurtu kultury społeczeństwa. Dopiero od tego okresu możemy mówić o kulturze ludowej czy też raczej tradycyjnej, opartej na światopoglądzie religijno-magicznym i odwołującym się do nauki, wąskim początkowo, nurcie
kultury elitarnej.
Na to rozdwojenie kultury można spojrzeć dwojako. Jako na zjawisko,
w którego wyniku ukształtowała się wśród warstw oświeconych wizja kultury

�37
ludowej jako kultury "innej", zawierającej pierwiastki, których brak w kulturze
własnej warstwy i mogącej z tego powodu stać się przedmiotem zainteresowań.
Właśnie te zainteresowania legły u podstaw ludoznawstwa. Można też spojrzeć
na to tak jak Czesław Miłosz w Ziemi Vlra, jako "na rozdwojenie na świat
prawd naukowych (zimny, zupełnie obojętny na nasze wartości) i świat
wewnętrzny człowieka. Rozdwojenie to zarysowuje się wyraźnie w końcu
osiemnastego wieku i stanowić odtąd będzie zasadniczą cechę romantycznego
kryzysu" (Miłosz, 1980, s. 84). Wielorakie skutki tego rozdwojenia do dziś
odczuwamy.

BIBLIOGRAFIA

Bieńkowski

W.

1956
Burszta

Poprzednicy
Oskara
początk()w
etnograj;;

Kolberga
na polu badań
pol~kiej, PTL, Wrocław.

Kultura

społeczne

Dulkowa

ludowa

-

kultura

narodowa.

i rozprawy,

Szkice

LSW,

Warszawa.

B.

Chmielowski
ł 754 - 1756

Nowe

AtellY

albo

Akademia

wszelkiej

scjencyi

pełna ... , t. 1-4,

Lwów.

R.
Komisja

1973

Edukacji

Ossolineum,

Narodowej.

Kapeluś

Zarys

działalno,ki.

Wybór

materiałów

źródłowych,

Wrocław.

Dzieje folklorystyki
...
1979
Dzil'je folklorystyki

1800- 1863. Epoka

polskiej

i J. Krzyżanowskiego,

Ossolineum,

przedkolbergowska,

pod

red.

H.

Wrocław.

A. F.

Grabski
1976
Hass L.

My.fl

1980

historycZ/la

polskiego

Sekta

farmazonii

(I72I

- 1821), PIW,

1982

Oświecenia,

warszawskiej.

Wolnomularstwo

PWN,

Pierwsze

Warszawa.

stulecia

wolnomularstwa

w

Warszawie

wieku, Ossolineum,

Wrocław.

Warszawa.

w Europie

Środkowej

w X VI II i XIX

C.

1965 a

W kalinowym

1965 b

W kalinowym
PIW,

Hinz

Podłoże

J.

1974

Hcrnas

ludoznawczych.

lesie,

1 U źródeł folklorystyki

l.

lesie, l. 2 Amologia

polskiej

polskiej,

pidni

PIW,

ludowej ze zbiorów

Wrocław.
polskich

XVI I I w.,

Warszawa.

H.
1964

Jezierski

Filozofia

polskiego

Oświecenia,

Wyboru

dokonali

oraz

1790

Rzepicha
Wybór

1987

1980

H. Hinz

Oświecenie.

i A. Sikora,

PWN,

matka
pism,

królów ... , Warszawa.

PWN,

Warszawa.

F.

Kilowicz J.
1951
Klimowicz

myśl filozoficzna.

opatrzyli

F. S.

1952
Karpiński

w: Polska

wstępem

Historia

mego

Opis obyczajów

i ludzi,

z którymi

za panowania

Augusta

wieku

M.
Oświecenie.

PWN,

Warszawa.

żyłem,
lII,

PWN,

Ossolineum,

Warszawa.
Wrocław.

Romantyzm.
Warszawa.

�38
Kołłątaj H.
1953
Wybór pism naukowych, PWN, Warszawa.
Libera Z.
1974
Oświecenie, WSiP, Warszawa.
Miłosz C.
1980
Ziemia Ulro, Instytut Literacki, Paryż.
Naruszewicz A.
1963
Memoriał względem pisania historii narodowej, w: Historycy o historii. Od Adama
Naruszewicza do Stanisława Kętrzyńskiego 1775 -1918, t. 1, opr. M. H. Screjski,
PWN, Warszawa.
Niemcewicz J. U.
1957
Pamiętniki czasów moich, PWN, Warszawa.
Opałek K.
1971
Nauka w Polsce okresu Oświecenia, w: Polska w epoce O.~wiecenia. Państwo.
Społeczeństwo. Kultura, pod red. B. Lcśnodorskicgo, Wiedza Powszechna, Warszawa.
Pasierb 1. S.
1991
Religijno.~ć polska w okresie Oświecenia, w: Życie kulturalne i religijne w czasach
Stanisława Augusta Poniatowskiego, pod red. M. M. Drozdowskiego, Wydawnictwo
Sejmowe, Warszawa.
Piszczkowski M.
1960
Zagadnienia wiejskie w literaturze polskiego O.~wiecenia, cz. I, Kraków.
1963
Zagadnienia wiejskie w literaturze polskiego Oświecenia, cz. 2, Ossolineum, Wrocław.
Rostocki W.
1972
Korpus w gęsie pióra uzbrojony. Urzędnicy warszawscy. ich życie i praca w Księstwie
Warszawskim i Królestwie Polskim do roku 1831, PIW, Warszawa.
Rybicka-Nowacka
H.
1974
Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego. Metoda. styl. język, PWN, Warszawa.
Sadzik J.
Inne niebo. inna ziemia (przedmowa), w: C. Miłosz, Ziemia Ulro, Instytut Literacki,
1980
Paryż.
Serejski M. H.
1963
Wstęp, w: His~orycy o historii. Od Adama Naruszewicza do Stanisława Kętrz.V11skiego
1775-1918, t. l, opr. M. H. Serejski, PWN, Warszawa.
Smoleński W.
1979
Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII. Studia historyczne, PIW, Warszawa.
Wojnar-Sujecka 1.
1956
Franciszek Salezy Jezierski. Zarys poglądów, PWN, Warszawa.
Woźniak A.
1971
Źródła zainteresowań ludoznawczych w ideologii polskiego O.vwiecenia, "Etnografia
Polska" t. 15, z. 2, s. 37-51.
Ze studiów nad mazowieckim budownictwem wiejskim 2 połowy XVIII w. i o.vwiecenio1991
wa wizja kultury ludowej, "Etnografia Polska" t. 35, z. 2, s. 145 - 164.
Dom i zagroda we wsi mazowieckiej drugiej połowy X VIII w., "Kwartalnik Historii
1994
Kultury Materialnej" R. 42, nr 1, s. 39 - 58.
Zaleski M.
Principia poetica Czesława Miłosza czyli o "Ziemi Ulro", "Twórczość" R. 39, nr 12,
1983
s. 56 - 71.

�39
Andrzej Ważniak
THE CULTURAL BREAKTHROUGH
OF THE ENLIGHTENMENT
THE BEGINNING
OF POLISH FOLK STUDIES

AND

(Summary)
The beginning of folk studies in Poland may be dated back to the end of the 18th century
when the uniform culture of Polish society divided into two parallel currents. According to
availahle evidence, despite all the group differences in social position and standard of living, until
the mid-18th century the society of Poland was relatively uniform in terms of general worldview
and mentality.
In the second half of the century, the mentality of the upper classes underwent a profound
transformation. At that time in many different ways Poland started absorbing the ideas of the
Enlightenment which affected the traditional values so that they slowly disappear, to be preserved
almost intact only in folk culture. The transmission of the Enlightenment took place via schools,
science and various forms of its popularization, magazines, books, and theater. An important role
was also played by freemasonry.
The age of the Enlightenment marked also the beginning of many disciplines of scholarship,
including folk studies. In the sccond half of the 18th century the interest of the upper classes in folk
culture was caused by many different factors. Among them, of major significance was a dramatically low standard of peasants' living, often discussed by publicists. Another reason was a tendency to
improve economy and increase the efficiency of agriculture. Moreover, the aura of the age favored
the country and the village as themes for painting and literature.
Most signilicant was also a new approach to history which to a large extent determined the
conception of folk studies formulated at the turn of the 19th century by A. Naruszewicz, F. S.
Jezierski, and, above all, H. Kotlątaj. The materials to be obtained through research were treated as
evidence on the basis of which scholars would reconstruct the pre-Christia~ history of Poland. The
primary assumption was that the culture of the people differed from the tulture of other classes
- thaI it preserved the indigenous values and atmosphere of "the olden days". Such a new
approach became possible only after the upper classes had realized that the folk culture was
different from their own - that it contained clements which otherwise disappeared as a result of
the division of Polish culture into two components: one still based on religion and magic, and the
olher, originally limited to a small elite, referring to science.
Trans/. M. Wilczyński.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7250" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7231">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e413d5e7dcd6fc3b3e5b4220a8528951.pdf</src>
        <authentication>6a9709a8d87c8d046700780e7695acb0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1611</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86521">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86523">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86526">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1491</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86529">
                <text>Kult świętego Wojciecha we wsi mazowieckiej XVIII i pierwszej połowy XIX wieku na tle kultu innych świętych / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86533">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42, s.141-160</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86536">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86538">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86542">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86545">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="86546">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86548">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I I : 1998, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

ANDRZEJ WOŹNIAK
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa

K U L T ŚWIĘTEGO WOJCIECHA WE WSI MAZOWIECKIEJ
X V I I I I PIERWSZEJ POŁOWY X I X W I E K U
N A T L E K U L T U I N N Y C H ŚWIĘTYCH

I . Jedno z najwybitniejszych dzieł polskiej literatury hagiograficznej - Ży­
woty świętych Starego i Nowego Zakonu Piotra Skargi po raz pierwszy wyszło
spod prasy w roku 1579 i do przełomu X I X i X X w. doczekało się około
trzydziestu wydań, z tego dziewięciu jeszcze za życia autora (Chrzanowski
1971, s. 261). Czemu przypisać tak ogromny sukces wydawniczy tej pisanej
w pośpiechu, kompilatorskiej książki; sukces, który zaskoczył jej autora?
Niewątpliwie, wobec braku podobnej literatury w języku polskim, istniało na
nią wówczas zapotrzebowanie. Wydaje się jednak przede wszystkim, że to ów
ogromny kaznodziejski dar przekonywania i „potęga wymowy", które zyskały
Skardze miano „tyrana dusz ludzkich", nie zawiodły go również, gdy przyszło
mu sięgnąć po pióro (Chrzanowski 1971, s. 256).
Mieszkańcy Mazowsza, z którego Skarga pochodził - urodził się bowiem
w 1536 r. w Grójcu, „sześć mil od Warszawy", chełpili się, że jest ono twierdzą
katolicyzmu. Również w opinii nuncjusza papieskiego Fulwiusza Ruggieriego,
Mazowsze było wówczas „tak katolickie, jak same Włochy". O prawowierności Mazurów i ich gorliwości religijnej krążyły po Polsce opowieści, zaś Ulrich
Werdum pokpiwał, że tak ściśle przestrzegają postów, iż za mniejszy grzech
uważają zamordowanie łamiącego post, niż się na to godzić (Gieysztorowa,
Zahorski, Łukasiewicz 1968, s. 94).
Mimo, że Mazowsze w niewielkim stopniu dotknęła fala reformacji, sto­
sunkowo wcześnie osiadł tu najbardziej aktywny w walce z jej wpływami
zakon jezuitów. Już od lat 60-ych X V I w. mieli oni siedzibę w Pułtusku,
w X V I I w. założyli swe domy i kolegia w Łomży, Płocku, Rawie, Warszawie.
Oprócz jezuitów działało na Mazowszu wiele innych, zarówno dawnych, jak
i nowych zakonów, takich jak dominikanie, bernardyni, bonifratrzy, refor­
maci, pijarzy, misjonarze, kapucyni, a z żeńskich m.in. wizytki, sakramentki
(Gieysztorowa, Zahorski, Łukasiewicz 1968, s. 96-98).
Miało też Mazowsze swoich świętych. Na początku X V I I w. odbyła się
beatyfikacja zmarłego kilkadziesiąt lat wcześniej w Rzymie, młodego nowicjusza
jezuickiego, urodzonego pod Przasnyszem Stanisława Kostki. Z Mazowszem

�142

ANDRZEJ WOZNIAK

związana była działalność założyciela zakonu marianów Jana Stanisława
Papczyńskiego (1631-1701) i znacznie wcześniej, błogosławionego Władysława
z Gielniowa (1440-1505), patrona Warszawy (Hagiografiapolska, dalej: Hagio­
grafia... 1972, s. 192-208, 455-458).
Kult świętych odgrywał w potrydenckiej religijności polskiej istotną i stale
rosnącą rolę. Podlegał jednak daleko idącym przekształceniom i stałej kontroli
ze strony Kościoła, który między innymi przy jego pomocy starał się roz­
wiązać jeden z najbardziej palących problemów duszpasterskich epoki: jak
głosić nauki o dogmacie i moralności, zwłaszcza wśród ludu, napotykające na
trudną do pokonania barierę, określaną przez C. Hernasa jako „konflikt
języków" , tak aby jednocześnie nie wchodzić zbyt głęboko w materię Pisma
Świętego i nie ułatwiać przenikania treści niesionych przez reformację.
Przedsięwzięciem mającym stanowić krok w kierunku rozwiązania tego
problemu był zrodzony w środowisku polskich jezuitów projekt stworzenia
obszernego dzieła w języku polskim zawierającego żywoty świętych . Po uzys­
kaniu zgody zwierzchności zakonnej przygotowanie tego dzieła zlecono
ks. Piotrowi Skardze. Skarga podejmował się tej pracy początkowo niezbyt
chętnie i dopiero w trakcie pisania zaczął doceniać jej znaczenie dla kształ­
towania świadomości religijnej społeczeństwa, zwłaszcza zaś „ludzi pospoli­
tych", do których swoje dzieło adresował. Książka powstawała rekordowo
szybko, jej pisanie zajęło autorowi niepełny rok i pierwsze wydanie Żywotów
świętych ukazało się w Krakowie jesienią 1579r. (Tazbir 1983, s. 84-85). We
wstępie do Żywotów... Skarga pisał, że pragnie zająć czytelnika tak, „aby do
Biblijej nie tęsknił, w której z trudnością tajemnic Boskich odrazić się albo
źle czytając zarazić się można" (tamże, s. 85).
1

2

Sukces wydawniczy Żywotów... przeszedł najśmielsze oczekiwania zarówno
inspiratorów ich wydania, jak i autora. Do połowy XVTI w. dzieło to, uzupeł­
nione i poprawione jeszcze za życia autora, było regularnie wznawiane i do­
piero w drugiej połowie stulecia wyparła je na pewien czas literatura hagiograficzna nowego typu, lepiej dostosowana do gustów ówczesnego czy­
telnika. Jednakże przynajmniej przez kilka dziesięcioleci były Żywoty świętych
ulubioną lekturą zarówno mężczyzn, jak i kobiet, od królowych poczynając,
na szlachciankach i mieszczankach kończąc. Pośrednio, poprzez kazania, tra­
fiały prawdopodobnie i do ludności wiejskiej.
Zawarta w Żywotach
„ ż y w a n a sercach, a nie na czernidle ewangelia" miała - jak pisał
Skarga w przedmowie - stworzyć w z ó r p o s t ę p o w a n i a dla ludzi k a ż d e g o stanu i wieku... Z a r ó w n o
najbiedniejszy chłop, jak książę, mogli tu znaleźć receptę na w ł a s n ą drogę do d o s k o n a ł o ś c i ,
przepisy uwzględniające ich możliwości oraz sytuację stanową [...].
1

C z e s ł a w Hernas (1965, 1.1, s. 101) zwraca u w a g ę n a trudności, n a jakie d u c h o w i e ń s t w o

n a p o t y k a ł o w przekazywaniu najbardziej podstawowych zasad dogmatyki i etyki w ś r o d o w i s k u
wiejskim i m a ł o m i a s t e c z k o w y m , „gdzie trafiały one na n i e p o d a t n ą glebę", przede wszystkim
z powodu nieprzekładalności na język ludowy większości abstrakcyjnych pojęć.
2

Żywoty

świętych

ku narodowym.

były pierwszym w Europie tak obszernym dziełem hagiograficznym w języ­

�K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E WSI M A Z O W I E C K I E J

143

Dopiero w n a s t ę p n y m stuleciu rozkwitnie w Polsce literatura hagiograficzna, ukazująca
stanowe wzory świętości dla c h ł o p ó w (św. Izydor), szlachty (podkomorzy Andrzej Bobola) czy
m ł o d z i e ż y szkolnej (święty Stanisław Kostka). Z a c z a s ó w Skargi przede wszystkim w

Żywotach

szukano odpowiedzi, j a k ż y ć w swoim stanie bez porzucania jego o b o w i ą z k ó w i zrzekania się
przywilejów, ale mimo to z perspektywą na zbawienie czy nawet - świętość. Były to w i ę c wielkie
zwierciadła w z o r ó w obyczajowych, gdzie ludzie mieliby znajdować „życia swego prostowanie
i nauki z p r z y k ł a d ó w r ó w n y c h sobie s t a n ó w " (Tazbir 1983, s. 97-98).

Problemu, który C. Hernas określa jako „konflikt języków" w dialogu
duszpasterza z chłopem, nie rozwiązał wiek X V I I , ani stulecie następne,
zwłaszcza w jego warstwie dogmatycznej. Jednakże szerokie upowszechnienie
w wieku X V I I literatury hagiograficznej w języku polskim niewątpliwie znacz­
nie ułatwiało Kościołowi przekazywanie różnym stanom odpowiednich dla
każdego z nich wzorów obyczajowych.
W okresie potrydenckim kult świętych, podobnie jak i inne dziedziny życia
religijnego, ulegał znacznym przekształceniom. Ostrożniej traktowano wszel­
kie przejawy cudowności nie zatwierdzone przez Kościół; nakazywano więc
np. komisyjne sprawdzanie autentyczności relikwii, usuwano kulty świętych,
których nie było w brewiarzu rzymskim (Górski 1986, s. 206). Mimo to,
w wieku X V I I zainteresowanie świętością rosło, kult świętych rozszerzał się.
F. Konieczny w swojej książce Święci w dziejach narodu polskiego nazwał
to stulecie „nowym okresem świętych" (Konieczny b.d.w., s. 369-389). To ono
właśnie w poważnej mierze ukształtowało podstawowe cechy religijności pol­
skiej, a szczególne piętno wycisnęło na religijności ludowej.
I I . Kultura mazowieckiej wsi przeduwłaszczeniowej wykazywała sporo istot­
nych cech, różniących ją od kultury ludowej innych wielkich regionów historyczno-etnograficznych (Woźniak 1987). Pewne specyficzne cechy wsi mazowieckiej
tego okresu zauważyć można również w sferze kultury religijnej (Woźniak
1997, s. 19-37). Tak właśnie rzecz się miała np. z interesującym nas kultem
świętych, w którym oprócz zjawisk i tendencji o szerszym zasięgu, występowało
także nieco lokalnej specyfiki.
Święci byli patronami grup lokalnych, miast, krajów, zrzeszeń i korporacji
zawodowych, zakonów, cechów, profesji i stanów. Byli też święci, do których
zwracano się w specjalnych przypadkach: chorób zakaźnych - „moru", padacz­
ki, bólu zębów, gardła, oczu, wrzodów. Był patron chroniący od ognia, przed
złodziejami, opiekun dobrej sławy, itp. Kulty różnych świętych szerzyły po­
szczególne zakony. Tak więc np. bernardyni szerzyli nabożeństwo do św. Anny,
jezuici do św. Ignacego i bł. Stanisława Kostki, pijarzy do św. Józefa Kalasantego, franciszkanie do św. Antoniego. Święci niegdyś bardzo popularni, z cza­
sem ulegali zapomnieniu, a ich miejsce zajmowali inni, zwłaszcza świeżo
kanonizowani. Zakony propagowały kult świętych m.in. popierając bractwa
kościelne, odgrywające poważną rolę w szerzeniu i utrwalaniu kultu okreś­
lonych osób. Dominikanie opiekowali się bractwem różańcowym, karmelici
szkaplerzowym, bernardyni bractwem św. Anny, franciszkanie bractwem Męki
Pańskiej (Bystroń 1976, s. 303-307).

�144

ANDRZEJ WOZNIAK

Trzy pierwsze z wymienionych bractw należały w X V I I I w. do najpopu­
larniejszych na Mazowszu. Niektóre jego regiony jednak miały swoją spe­
cyfikę: występowały tam bractwa nie cieszące się gdzie indziej popularnością.
Tak np. było z bractwem Św. Rocha mającym za zadanie opiekę nad zakaźnie
chorymi. Bractwo to, o dość dawnej metryce, zachowało pewną popularność
w zachodniej części Mazowsza (m.in. w łowickiem), podczas gdy w diecezji
płockiej nie było znane (Woźniak 1995, s. 5). Głównym celem bractw dewocyjnych przy kościołach parafialnych było ożywianie i rozbudzanie życia
religijnego oraz podnoszenie poziomu moralnego parafian. „Tych wszyst­
kich bractw Tarczą, Obroną i Opieką jest niebo, a celem sam Pan Bóg"
- jak napisał w księdze bractewnej parafii bolimowskiej jeden z tamtejszych
duchownych (tamże, s. 7-8).
W drugiej połowie X V I I I w. w diecezji płockiej istniało około 340 parafii
i ich filii. Według obliczeń J. Flagi, w sumie były tam 292 bractwa dewocyjne
i 100 konfraterni miłosierdzia stosunkowo niedawno powstałych i o nieco
innym niż dawne bractwa charakterze (Flaga 1976, s. 38). Na tak dokładne
obliczenia źródła pozwalają tylko w przypadku diecezji płockiej. Możemy się
jedynie domyślać, na podstawie bardzo fragmentarycznych danych, że sytuacja
w tej dziedzinie w innych rejonach Mazowsza była zbliżona lub podobna. Lista
bractw dewocyjnych diecezji płockiej zestawiona przez J. Flagę obejmuje 22
ich rodzaje. Na pierwszym miejscu znajdują się bractwa różańcowe, których
było tu 91, na drugim św. Anny (37), na trzecim szkaplerzne (21), a dalej
w kolejności: Najświętszej Trójcy (10), Opatrzności Bożej (6), św. Barbary (4),
Pocieszenia N M P (3), św. Antoniego Padewskiego (2), literackie (2), Niepokala­
nego Poczęcia N M P (2), 5 Ran Chrystusa (2), Serca Jezusa (2), Aniołów
Stróżów (1)-podobnie jak i wszystkie pozostałe: św. Izydora, św. Jana
Nepomucena, św. Józefa, kapłańskie, M B Bolesnej, św. Michała Archanioła,
Najświętszego Sakramentu, N M P Łaskawej, Ukrzyżowania Pana Jezusa. Spe­
cyfiką wyróżniającą diecezję była, zdaniem autora, stosunkowo wysoka liczba
bractw Opatrzności Bożej, być może związana z działalnością jezuitów, którzy
to bractwo propagowali (Flaga 1976, s. 39-40).
Materiały z wizytacji diecezjalnych stanowią najcenniejsze źródło do badań
nad życiem religijnym przeduwłaszczeniowej wsi mazowieckiej. Z nich po­
chodzi większość wiadomości o działalności bractw kościelnych w diecezji
płockiej, z nich też możemy się dowiedzieć, kult których świętych Kościół
najbardziej propagował. Tak np. w diecezji płockiej, a jak pozwalają stwier­
dzić inne źródła, także na całym Mazowszu, w drugiej połowie X V I I I w.
najczęściej spotyka się świątynie pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny
(z różnymi oczywiście odmianami: Wniebowzięcia, Nawiedzenia, itp.). W dal­
szej kolejności, do najczęściej spotykanych w diecezji płockiej należały koś­
cioły pod wezwaniem św. Trójcy, św. Jana Chrzciciela, św. Stanisława biskupa
i męczennika, św. Anny, św. Wawrzyńca. Poza tą diecezją do najpopularniej­
szych mazowieckich patronów kościołów prócz Najświętszej Maryi Panny
należała św. Anna, święci apostołowie Piotr i Paweł, a także (podobnie jak

�K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E W S I M A Z O W I E C K I E J

145

w diecezji płockiej) św. Jan Chrzciciel i św. Trójca. Do patronów często spoty­
kanych na całym Mazowszu należeli też św. Wojciech biskup i męczennik,
św. Bartłomiej, św. Mikołaj. Stosunkowo liczne były kościoły pod wezwaniem
Przemienienia Pańskiego. Nie należały na Mazowszu do rzadkich (ale przede
wszystkim poza diecezją płocką) kościoły, których patronem był św. Roch.
Wśród kościołów mazowieckich X V I I I i pierwszej połowy X I X w. nie
udało się znaleźć żadnego, którego patronem byłby św. Izydor, opiekun „ora­
czy" - chłopów. Bywał on natomiast niekiedy (choć nieczęsto) patronem
ołtarzy. T u jednak sprawa przedstawia się nieco inaczej niż z patronami
i wezwaniami kościołów. Najczęściej powtarzają się wprawdzie ołtarze po­
święcone Najświętszej Maryi Pannie, ale następnymi w kolejności patronami
są: św. Anna - „babka Chrystusowa" i św. Antoni Padewski. Stosunkowo
często, zwłaszcza w diecezji płockiej, patronem ołtarza bywał św. Wojciech.
Dość popularnymi patronami ołtarzy w diecezji płockiej byli też św. Rozalia
i św. Roch, ten drugi jednak znacznie większą popularnością cieszył się na
Mazowszu poza tą diecezją {Materiały... 1981-1996, t. I - V I I I , Zaleski 1988).
Najczęściej powtarzające się imiona patronów mazowieckich kościołów
i ołtarzy należały jednocześnie na przełomie X V I I I i X I X w. do najpopular­
niejszych na Mazowszu imion chłopskich. Wśród najczęściej spotykanych
imion męskich wymienić należy następujące: Jan, Wojciech, Stanisław, Józef,
Jakub, Wawrzyniec. Wśród imion kobiecych niewątpliwie najpowszechniej
powtarzającym się w różnych rejonach Mazowsza była Marianna, do często
spotykanych należały też: Franciszka, Anna, Katarzyna .
Doniosłą rolę w życiu religijnym wsi przeduwłaszczeniowej odgrywały
pielgrzymki i odpusty. Były wprawdzie przede wszystkim wydarzeniami religij­
nymi, ale ich świecki wymiar był również bardzo istotny. Pozwalały zwiedzać
nieznane okolice, zobaczyć bliższe i dalsze miasta, dawały okazję do spotkań
z ciekawymi ludźmi, do zaopatrywania się w różnego rodzaju dewocjonalia
- różańce, szkaplerze, obrazy świętych, krzyżówki, figurki zdobiące później
wiejskie izby oraz przypominające i utrwalające zasłyszane w czasie piel­
grzymki treści. Dla ówczesnej wsi pielgrzymki i odpusty były jedyną okazją
„wyjścia poza ciasny krąg codziennych zajęć i kłopotów" (Chodzidło 1969,
s. 125-126). W X V I I I i pierwszej połowie X I X w. istniało na Mazowszu, około
200 sanktuariów i miejsc odpustowych o zasięgu wykraczającym poza granicę
parafii. Szczególnie liczne były w diecezji płockiej. Ogromna ich większość,
podobnie zresztą jak w całej Polsce, to ośrodki kultu maryjnego (ponad 75%).
Dość liczne były miejsca kultu osób Trójcy Świętej oraz niektórych świętych,
3

3

N a podstawie materiałów z Archiwum G ł ó w n e g o A k t Dawnych ( A G A D ) i Archiwum
Diecezjalnego w P ł o c k u ( A D P ) ; A G A D , A r c h . G o s p . Prymasa Poniatowskiego 92; Nieborowskie
A r c h . G o s p . c z . I I I , sygn.131; Archiwum z M a ł e j Wsi I A/37; A D P sygn. 86, В 177, 1297.
Materiały te, p o c h o d z ą c e z różnych r e g i o n ó w Mazowsza, zawierały w sumie kilkaset imion. D u ż ą
p o p u l a r n o ś ć imienia Józef przypisać należy szerokiemu upowszechnieniu w środowisku wiejskim,
zwłaszcza od drugiej p o ł o w y X V I w., kultu św. Józefa. Ołtarze p o ś w i ę c o n e temu świętemu nale­
żały w k o ś c i o ł a c h Mazowsza, szczególnie diecezji płockiej, do częściej spotykanych.

�146

A N D R Z E J WOŹNIAK

zwłaszcza zaś św. Anny, św. Rocha i św. Antoniego*. Mazowieckie ośrodki
kultowe miały różną skalę oddziaływania. Przynajmniej niektóre z nich posia­
dały charakter ponadregionalny i przyciągały pątników z dość odległych
niekiedy okolic. Inne cieszyły się sławą „miejsc świętych" w skali ziemi czy
powiatu, ale były też takie, których znaczenie niewiele wykraczało poza grani­
ce parafii, lub też których dawna sława ulegała już zapomnieniu.
W X V I I I i na początku X I X w. najbardziej znanym miejscem pielgrzymek
na Mazowszu był Sierpc w województwie płockim, z klasztorem benedyktynek
i słynącą cudami figurą Matki Bożej w głównym ołtarzu przyklasztornego
kościoła pod wezwaniem N M Panny. F . M . Sobieszczański opisując Sierpc
w Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda w latach 60-ych X I X w. stwierdza,
że kościół Najświętszej Maryi Panny w tym mieście wystawiony w r. 1483 „po
objawieniu się cudownego obrazu Bogarodzicy [...], pod względem łaski,
pierwsze, jak mówią, po częstochowskim zajmuje miejsce" (Sobieszczański
1866, s. 442). W X V I I i X V I I I w. ośrodkiem kultu Matki Boskiej nie mniej,
a w pewnym okresie może nawet bardziej niż Sierpc, cudami słynącym było
miasteczko Czerwińsk w pow. wyszogrodzkim. Nazywano je nawet podobno
niegdyś „Jasną Górą Czerwińską" (Gawarecki 1846, s. 220). Od końca
X V I I w. cudownym obrazem Świętej Rodziny i odpustami słynęła wieś Mied­
niewice nad Suchą Strugą, między Wiskitkami a Bolimowem. Obraz, za
którego przyczyną zasłynęły Miedniewice, kupiony został w 1674 r. na odpuś­
cie w Studziannie przez Jakuba Trojańczyka, gospodarza z Miedniewic. Za­
wiesił on drzeworyt, wzorowany na obrazie ze Studzianny, w stodole na sosze.
Obraz zaczął objawiać cudowne właściwości, które przyciągały do wsi wier­
nych z całej okolicy. W X V I I I w. na miejscu stodoły Trojańczyka powstał
kościół i klasztor ufundowany przez kolejnych właścicieli Miedniewic. Od
końca X V I I w. do dziś obraz otaczany jest czcią wiernych z bliższych i dal­
szych okolic (Cabanowski 1996, s. 98).
Jedno z najliczniej przez mazowieckich pątników odwiedzanych sanktua­
riów - Skępe, w czasach przedrozbiorowych znajdowało się poza granicami
tzw. „starego" Mazowsza, choć jak całą Ziemię Dobrzyńską, łączyły je z tym
regionem, a zwłaszcza z województwem płockim, liczne i dawne związki.
Dopiero w 1815 r. wraz ze znaczną częścią Ziemi Dobrzyńskiej (późniejszy
obwód lipnowski) włączono je do powiększonego województwa płockiego. Do
sanktuarium w Skępem, niegdyś klasztoru bernardynów ze słynącą cudami
statuą M a t k i Boskiej, z dawna ciągnęły pielgrzymki nie tylko z niedalekich
Kurpiów, ale i z całego Mazowsza. W latach 70-ych ubiegłego stulecia tak
pisał o Skępem Oskar Kolberg: „Jak do Częstochowy, ciągną tysiące poboż­
nych z całego kraju. W Skępem ujrzałeś dawniej i bure kurtki Kurpiów
od Ostrołęki, długie bez rękawów sukmany Kujawian i siwe kapoty Mazurów
zza Płocka; wielu z Ziemi Chełmińskiej, Michałowskiej i dalekiej Warmii".
4

Obliczenia własne na podstawie materiałów z katalogu encyklopedycznego ks. Zaleskiego

Sanktuaria polskie... (1988).

�147

K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E W S I M A Z O W I E C K I E J

Po kasacji zakonów, gdy w Skępem zabrakło spowiedników, pisał dalej
Kolberg, „lud zaczyna się garnąć do Obór" również w Ziemi Dobrzyńskiej
(DWOK 1964, t. 27, s. 375).
W okolicach Raciąża i Mławy od końca X V I I I w. sławą miejsca cudow­
nego cieszył się kościół parafialny w Koziebrodach z obrazem Matki Boskiej
głośnym licznymi łaskami. O Koziebrodach pisał dość obszernie, powołując
się na Gawareckiego, Oskar Kolberg: „Na uroczystość Matki Boskiej pobożni
nie tylko z okolic przyległych, lecz o mil kilkanaście, a nawet często i z Prus
licznie zgromadzają się, szczególniej na Wniebowzięcie i Narodzenie N . Panny
oraz na Zesłanie Ducha św. (Zielone Święta), przychodzą na odpusty kompanije ludu z parafii pobliskich z pasterzami swemi na czele" (DWOK 1964,
t. 27, s. 381-382).
Od początku X V I I w. popularnymi miejscami pielgrzymek w Polsce stały
się kalwarie, odtwarzające drogę krzyżową Chrystusa w Jerozolimie. Fun­
datorami kalwarii byli najczęściej magnaci i wyżsi przedstawiciele hierarchii
kościelnej. Do najbardziej znanych w Rzeczypospolitej należały: Kalwaria
Zebrzydowska, ufundowana w 1602 г., Pakość nad Notecią (1628), Kalwaria
Żmudzka (1639), Kalwaria Pacławska (1668) i Góra Kalwaria na Mazowszu
(1670), wokół której, podobnie jak i w paru innych przypadkach, powstało
miasteczko . Oprócz Góry Kalwarii w ziemi czerskiej, była na Mazowszu
jeszcze jedna kalwaria, znacznie mniej znana, ufundowana w 1731 r. w pod­
warszawskim Ujazdowie (Jackowski 1995, s. 20-21; Zaleski 1988, s. 454) .
Żuromin, od 1767 r. miasteczko szlacheckie w ziemi zawkrzeńskiej, powiecie
szreńskim, podobnie jak Góra Kalwaria, swój „miejski" awans zawdzięcza
powstałemu tam w pierwszej połowie X V I I I w. sanktuarium Matki Boskiej.
Historia tego sanktuarium przypomina, przynajmniej w początkowej swojej
fazie to, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat wcześniej w Miedniewicach: cudowne
wydarzenia związane z obrazem Matki Boskiej znajdującym się w domu
gospodarza z Żuromina, dały początek znanemu nie tylko w okolicy ośrodkowi
kultu Najświętszej Maryi Panny oraz kościołowi i klasztorowi jezuitów, po ich
kasacie przejętemu przez reformatów (Gawarecki 1847, s. 193-209, 297-308).
Największe sanktuaria, związane przeważnie z klasztorami, stosowały róż­
ne, niekiedy bardzo sugestywne środki, które miały za zadanie utrwalać w pa­
mięci pątników treści związane z odwiedzanym miejscem świętym i kultem,
któremu było poświęcone. W Czerwińsku пр., jak pisał W . H . Gawarecki,
„księża kanonicy [...] mieli na blasze z miedzi wielkości arkusza papieru
wyryty obraz Najświętszej Panny M A R Y I [...], którego odbite ryciny od­
wiedzającym to miejsce dawali. Rycina ta [...] poniżej obrazu widok kościoła
5

6

5

W roku powstania K a l w a r i i otrzymało ono prawa miejskie. Takie miasteczka powstające

w o k ó ł miejsc kultowych, o specyficznej zabudowie i układzie urbanistycznym nazywane są w lite­
raturze „miasteczkami
6

kalwaryjskimi".

Popularna na Mazowszu, c h o ć przed rozbiorami leżąca poza jego granicami, b y ł a zapom­

niana dziś kalwaria w Oborach w Ziemi D o b r z y ń s k i e j . Pisze o niej Kolberg (1964, s. 375).

�148

A N D R Z E J WOŹNIAK

z przyległym klasztorem przedstawia [...]" Miedzioryt opatrzony był podpisem
zawierającym krótką historię obrazu i sanktuarium oraz informaqe o cudach
i łaskach, których doznawali odwiedzający sanktuarium pobożni pielgrzymi.
Czerwińscy kanonicy regularni utrzymywali również przy kościele liczną
orkiestrę („muzykę"), która grywała nie tylko podczas większych uroczy­
stości, lecz również w czasie codziennych mszy św. (Gawarecki 1846, s. 213,
218-219). „W piątki przy mszy św. na Kalwarii oborskiej - pisał O. Kolberg
- śpiewano przy odgłosie trąb: Jezu Chryste panie miły - w poniedziałki
w kaplicy opatrzności boskiej podczas mszy śpiewanej huczał organ i trąby"
(DWOK 1964, t. 27, s. 375). W Skępem niezapomniane wrażenie, na długo
pozostające w pamięci pątników, wywierał wspaniały wystrój sanktuarium,
obszernie opisany przez Gawareckiego (1846a, s. 291). W wielu znanych
miejscach odpustowych sprzedawano sztychowane lub drzeworytnicze wize­
runki patronów miejscowego kościoła. Wydaje się jednak, że nie zawsze były
one wierną repliką lokalnego „cudownego obrazu". Na przełomie X V I I I
i X I X w. kształtuje się bowiem i coraz bardziej upowszechnia specyficzny pod
względem stylistyki drzeworyt ludowy (Grabowski 1970, s. 13n).
Podałem tu kilka przykładów mazowieckich sanktuariów, których sława
w X V I I I i pierwszej połowie X I X w. niejednokrotnie wykraczała poza granice
regionu. Pomijam największe miasta Mazowsza - Warszawę, Płock, Łowicz,
które miały własną specyfikę. W każdym z nich znajdowały się miejsca otacza­
ne szczególna czcią, obrazy i figury słynące jako cudowne i „łaskawe", ale ich
związki z kulturą ludową miały nieco inny charakter niż sanktuariów prowin­
cjonalnych. Przykładami sanktuariów lokalnych o mniejszej skali, których
zasięg oddziaływania wykraczał jednak poza granice paru parafii mogą być
kościoły w Czerniewicach (dekanat rawski) i Głuchowie (dekanat skierniewic­
ki). Od początku lat 30-tych X V I I I w. oba kościoły znane były w Łowickiem
i Rawskiem jako loca sacra. W pierwszym z nich łaskami słynął ołtarz Pana
Jezusa Ukrzyżowanego, w drugim ołtarze - Matki Boskiej i Pana Jezusa
{Zeznania 1977, s. 373-385). Sanktuarium o podobnej skali, ale zlokalizowanym
tuż poza granicami ówczesnej Warszawy, był klasztor i kościół bernardynów
w Czerniakowie. W kościele tym umieszczona pod wielkim ołtarzem szklana
trumna ze zwłokami św. Bonifacego słynęła cudownymi uzdrowieniami w choro­
bach oczu. Przybywały tu pielgrzymki nie tylko z sąsiednich wsi, ale i z Warsza­
wy, w maju na trzydniówkę świętych Pankracego, Serwacego i Bonifacego,
zwłaszcza zaś na odpust w dniu św. Bonifacego (DWOK 1963, t. 24, s. 18).
Nieco miejsca chciałbym poświęcić również tym lokalnym ośrodkom kul­
towym, których oddziaływanie ograniczało się do własnej parafii lub też
niewiele poza nią wykraczało. Niektóre z tych ośrodków już w X V I I I lub na
początku X I X w. utraciły swoje znaczenie i niekiedy tylko wota i echa ludo­
wych opowieści przypominały o ich sławnej przeszłości. Inne, tak jak np.
Ujazdowska Kalwaria, zupełnie przestały istnieć.
W kościele parafialnym p.w. św. Jana Chrzciciela we wsi Ciemniewko
w dekanacie nowomiejskim, w latach 70-ych X V I I I w. znajdował się obraz,

�149

K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E WSI M A Z O W I E C K I E J

o którym w protokóle wizytacyjnym z tego okresu napisano: obraz „jeden
Najśw. Maryi Panny, Bractwa Szkaplerza Św., łaskami słynie jako parafia
doznawała, lecz żadnego konkursu ludu nie masz tak jak po inszych miejscach
prócz tylko z parafii. Od kogo od zwierzchności uznany nie masz pisma na t o "
(Materiały... 1985, t. 4, s. 159). We wsi Uniecku (dekanat raciążski), w drugiej
połowie X V I I I w., w kościele p.w. św. Jakuba Większego Apostoła, w wielkim
ołtarzu był obraz „Matki Boskiej cudami od roku 1688 słynący, których wiele
doznawało; te cuda nie są urzędownie roztrząśnione, zaświadczają tylko
0 nich pisma Imć ks. Tomasza Jana Grzybowskiego, dziekana raciążskiego,
plebana ówczas unieckiego, ręką jego i innych ludzi zacnego urodzenia
podpisane". Obraz otaczały wota, cuda poświadczały również odnotowane
w protokole wizytacyjnym zeznania (Materiały... 1989, t. 5, s. 249, 265-266).
Wielkimi łaskami słynął w końcu X V I I I w. obraz Królowej Nieba i Ziemi
N . Maryi Panny w kościele czy raczej publicznej kaplicy p.w. Najświętszej
Maryi Panny we wsi Sokołowo w dekanacie wyszkowskim (Materiały... 1991,
t. 6, s. 226-228). W parafii Szelków (dekanat makowski) w drugiej połowie
X V I I I w. oprócz kościoła parafialnego była jeszcze „od dawna na puszczy"
pustelnia, w której mieszkał „pustelnik imieniem Kacper". Przy pustelni znaj­
dowała się kaplica p.w. św. Rozalii i dom dla pątników. Msze w kaplicy
odprawiano tylko raz w roku - przy okazji odpustu w dniu św. Rozalii
(Materiały... 1991, t. 6, s. 75). Pustelnia znana była nie tylko w parafii - czci­
ciele św. Rozalii docierali tu z daleka. W późniejszym okresie stała się dość
znanym ośrodkiem pątniczym. Cudowny wizerunek Matki Boskiej posiadał
również kościół p.w. N M P i św. Wojciecha w Raciążu. W drugiej połowie
X V I I I w. tamtejszy proboszcz pisał jednak, że choć „dawne pisma [...] i wizyty
wspominają, iż tam Matka Boska przyczyną swoją wielom łask udzielała", to
ponieważ kościół się palił, nie wie czy obraz jest ten sam, a urzędowych
poświadczeń jego cudowności brak (Materiały... 1989, t. 5, s. 206) .
7

I I I . Wśród około 200 sanktuariów działających na Mazowszu w X V I I I
1 pierwszej połowie X I X w. nie było miejsc kultowych poświęconych św. Woj­
ciechowi. Nawet tam, gdzie jedynym patronem kościoła bywał św. Wojciech,
sanktuarium stanowiło zazwyczaj ośrodek kultu Matki Boskiej. Tak było np.

1

K o ś c i o ł ó w z wizerunkami świętych, co do c u d o w n o ś c i których tamtejsi plebani nie mieli

p e w n o ś c i , b y ł o w ó w c z a s na Mazowszu więcej. W e wsi Pustelnik (dekanat

stanisławowski)

w kaplicy p.w. św. Katarzyny Panny i Męczenniczki, w latach 70-ych X V I I I w. znajdował się
obraz św. Katarzyny, k t ó r e m u „przyznawają, że jest łaskawy, lecz prawnie przez nikogo nie jest
uznawany" (Materiały...

1996, t. 8, s. 190-191). Podobnie we wsi Duczymin (dekanat janowski),

gdzie, jak odnotowano podczas wizytacji w drugiej p o ł o w i e X V I I I w., w wielkim ołtarzu była
„statua wyrażająca N M P , przy której z d a w n o ś c i lat ludzie łaski doznawali, n a co dowodu nie
masz ani kiedy były, jedynie in vulgo pro tali tradetur (Materiały...,

1995, t. 7, s. 206). Proboszcz

k o ś c i o ł a św. Trójcy we wsi Zawady w dekanacie makowskim pisze w p r o t o k ó l e , że „ o b r a z
św. Trójcy n a tabulaturze drewnianej, piękny [...] b y ł przedtem cudowny, jako świadczą dokumen­
ty" (Materiały...

1991, t. 6, s. 90).

�150

ANDRZEJ WOZNIAK

w Lewiczynie kolo Grójca, gdzie w XVII-wiecznym kościele św. Wojciecha
znajduje się obraz Matki Boskiej Lewiczyńskiej od 1684 r. uznawany za cu­
downy i od X V I I w. stanowiący cel pielgrzymek, przybywających również
z innych regionów. Także w Białej Rawskiej i w Makowie koło Skierniewic
kościoły pod wezwaniem św. Wojciecha od dawna były ośrodkami kultu ma­
ryjnego. Taki ośrodek stanowił też w X V 1 I - X V I I I w. kościół Matki Boskiej
Łaskawej i św. Wojciecha w Łowiczu. Nieco wcześniej wspomniałem już o roz­
terkach proboszcza z Raciąża związanych z cudownym niegdyś obrazem
Matki Bożej w tamtejszym kościele parafialnym p.w. Najświętszej Maryi
Panny i św. Wojciecha.
W interesującym nas okresie na Mazowszu w granicach z pierwszej połowy
X I X w., a więc nieco szerszych niż w poprzednim stuleciu, istniało ponad
30 kościołów, których patronem lub rzadziej współpatronem był św. Woj­
ciech. Ponad połowa z nich znajdowała się na terenie diecezji płockiej. Więk­
szość mazowieckich kościołów pod patronatem św. Wojciecha erygowana
została jeszcze w średniowieczu; około 25% w X V I w., pozostałe w X V I I
i X V I I I w . Ze starożytnej najczęściej metryki kościołów pod tym wezwa­
niem zdawał sobie sprawę już W.H. Gawarecki, historyk Mazowsza, pisząc:
„Uważać potrzeba kościoły w Polsce za najdawniejsze, które pod tytułem
Ś. Wojciecha, apostoła Prus założone były. Prawda ta nie potrzebuje do­
wodów bliższych, albowiem jest niezaprzeczona, gdyż wkrótce po śmierci
Ś. Wojciecha [...], dla uczczenia pamięci jego czynów chwalebnych i gorliwości
8

0 rozszerzenie wiary świętej, pod imieniem jego, kościoły w Polsce zakładano
1 budowano" (Gawarecki 1846, t. 10, s. 23).
Mazowieckie kościoły noszące imię św. Wojciecha były nie tylko dawne,
ale nierzadko także w bardzo złym stanie, czasem wręcz w ruinie. Wśród
najbardziej drastycznych przykładów wymienić można kościół parafialny
w Czerwińsku, którego wiek w protokóle wizytacyjnym z 1775 r. określano na
350 lat. Pozbawiony w tym czasie części dochodów, „w niczym nie reparowa­
ny, owszem coraz bardziej osobliwie w dachu rujnuje się, że podczas deszczu
trudno nabożeństwa odprawiać" (Materiały... 1982, t. 2, s. 121, 128). Popada­
jący coraz bardziej w ruinę kościół w 1778 r. rozebrano. We wsi Bońkowo,
w parafii Dąbrowa (dek. mławski) „od lat dwuchset (tj. od drugiej połowy
X V I w. - A.W.) znajdowała się [...] prebenda, czyli kaplica pod tytułem
św. Wojciecha o pół mili od kościoła fundowana". Kaplica miała swojego
księdza z odpowiednim uposażeniem, po pewnym czasie jednak „dla przy­
czyn [...] fundatora", została pozbawiona tego uposażenia i zaczęła popadać
w ruinę, ołtarz św. Wojciecha zaś przeniesiono, jak zeznawali najstarsi miesz­
kańcy wsi, do kościoła parafialnego. W kościele tym, p.w. św. Stanisława
biskupa i męczennika, patrona Królestwa Polskiego, w czasie sporządzania
protokółu wizytacyjnego (1776 г.), ołtarza św. Wojciecha jednak już nie było
8

Najstarsza z mazowieckich świątyń p.w. św. Wojciecha, nie istniejąca j u ż kaplica zamkowa

w P ł o c k u p o w s t a ł a na p o c z ą t k u X I w. (ok. 1015 г.).

�K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E W S I M A Z O W I E C K I E J

151

(Materiały... 1984, t. 3, s. 25-26). Różnego rodzaju napraw wymagał niewielki,
ubogi kościółek parafialny „pod tytułem św. Wojciecha, Biskupa i Męczennika"
we wsi Malużyno w dekanacie płońskim (Materiały... 1989, t. 5, s. 50-52).
Dotychczas wydane wizytacje generalne parafii diecezji płockiej zawierają
łącznie kilkanaście opisów kościołów i kaplic, których patronem lub współpatronem był św. Wojciech. O kilku z nich, znajdujących się w najbardziej
opłakanym stanie, już pisałem. Lepiej przedstawiała się sytuacja pozostałych
opisywanych w protokółach wizytacyjnych kościołów .
Bardzo niewiele wiemy o obchodach uroczystości ku czci św. Wojciecha.
Nawet wizytacje kościołów jego imienia zawierają bardzo skąpe informacje na
ten temat. Plebani najczęściej podają jedynie, że „fest" (uroczystość) ku czci
patrona kościoła odbywa się 23 kwietnia. Przeważnie dowiadujemy się rów­
nież, że uroczystości tej nie towarzyszą żadne nieprzyzwoitości,występki i „excessy". Czasami znajdujemy jeszcze dodatkową wiadomość o wystawieniu
Najświętszego Sakramentu w dniu św. Wojciecha, podobnie zresztą jak i w in­
ne święta patronalne. Do wyjątków należeli duchowni, którzy tak jak pro­
boszcz z Raciąża pisali nieco więcej o tym, co stanowiło świecką oprawę
uroczystości kościelnych. Raciążski pleban z naciskiem podkreśla, że podczas
uroczystości patronalnych „nieprzyzwoitości jako jarmarki nie praktykowały
się, które odrywały ludzi od nabożeństwa i bogomyślności dając im sposób
przedaży i kupiectwa jako też pijaństwa, a stąd i pląsów karczemnych" (Ma­
teriały... 1989, t. 5, s. 205).
W Czerwińsku ołtarz św. Wojciecha posiadał przywilej odpustu pozwalają­
cego kapłanom świeckim i zakonnym odprawiać msze święte „na wybawienie
dusz z mąk czyśćcowych" (Materiały... 1982, t. 2, s. 123). Najwięcej wia­
domości o formach kultu św. Wojciecha podał proboszcz parafii Cygowo-Poświętne. W jego wzniesionym w 1763 r. kościele św. Wojciecha i św. Jana
Chrzciciela, w czasie uroczystości św. Wojciecha dnia 23 kwietnia odbywało
się wystawienie Najświętszego Sakramentu, zaś w porządku nabożeństw
w niedziele i święta czytamy: Hora 7 de mane cantat pars matutini in Dominicis
et festis post officium cantilena de S. Adalberto cantat (Materiały... 1994, t. 8,
s. 124-134). Jedyną wzmianką o drugim święcie ku czci świętego, uroczystości
translacji (przeniesienia relikwii św. Wojciecha), znajdujemy w protokóle wizy­
tacyjnym z Raciąża z 1775 r. (Materiały... 1989, t. 5, s. 220).
9

Pojedyncze wzmianki o odpuście w dniu św. Wojciecha znaleźć można także
w opisach kościołów nie noszących jego imienia. W parafii Kurowo koło Sierpca,
w kościele św. Piotra i Pawła wystawienie Najświętszego Sakramentu i procesja,
„zawsze przy zgromadzeniu ludu", odbywały się m.in. w dniu św. Wojciecha
(Materiały... 1984, t. 3, s. 52). Pod Mławą, w małym drewnianym kościółku
św. Wawrzyńca Męczennika, w bocznym ołtarzu znajdował się obraz „Świętego
Wojciecha Biskupa i Męczennika". Kościółek był mocno zniszczony i tylko
9

Dotyczy to zwłaszcza wybudowanego w 1763 r. k o ś c i o ł a św.św. Wojciecha i Jana Chrzciciela

we wsi C y g o w o - P o ś w i ę t n e w dekanacie stanisławowskim (Materiały...

1996, t. 8, s. 124-136).

�152

ANDRZEJ WOZNIAK

cztery razy do roku, m.in. właśnie na św. Wojciecha, odbywały się w nim
nabożeństwa i „procesje z krzyżem" (Materiały... 1984, t. 3, s. 69).
W latach 70-ych X V I I I w. w miasteczku Szreńsk, oprócz kościoła parafial­
nego „św. Wojciecha arcybiskupa gnieźnieńskiego" i Wszystkich Świętych, były
jeszcze dwie kaplice . Jedna „idąc do zamku [...] pod tytułem św. Stanisława
biskupa krakowskiego", druga zaś „za miasteczkiem [...] pod wioską Przychód,
murowana, jest konsekrowana, ściany ma w okrąg, na szerz i dłuż jest łokci
ośm, prócz murów. Sklepienie ma w okrąg. Ołtarz stary drewniany stolarską
robotą, nie znać malowania. W tym ołtarzu obraz na dłuż półtrzecia łokcia,
malowany na płótnie św. Wojciecha, bardzo zły, podziurawiony. Mensa tego
ołtarza murowana, z gradusem. Portatyla na nim nie masz, na wschód słońca
przestawiony rzeczony ołtarz. Okienko na łokieć wzwyż z żelazną kratą, bez
szkła. Drzwi łokci 5 wąskie, bez zamknięcia. Po ścianach krzyżów consecrationis 12 malowanych. W górze 3 herby malowane, jeden Ogończyk, drugi
Junosza z infułą, trzeci Dołęga z infułą. W murze tej kaplicy ze cmentarza na
wschód jest murowany kamień, jak nazywają polskich kamieni, na którym
z tradycji (pewnej lub niepewnej) św. Wojciech przechodząc do Prus siedział.
Jest podobieństwo na tym kamieniu wyrażony znak, jakby wykowany plac,
sposobny do siedzenia człowiekowi. Ta kaplica jest dachówką przykryta, formy
w karpia łuszczkę, na wierzchu żelazny krzyż, od którego rysa znaczna ciągnie
się przez sklepienie i mur nad tym wmurowanym kamieniem. Cmentarz tylko
obkopany. Te dwie kaplice z powieści ludzkiej przez ś.p. Feliksa Srzeńskiego,
wojewodę płockiego, natenczas dziedzica miasteczka Srzeńska są postawione,
bez żadnego funduszu. W tej kaplicy św. Wojciecha zwykła się odprawiać msza
raz do roku, w dzień św. Wojciecha, w kaplicy zaś św. Stanisława teraz nie
odprawuje się msza, a to dla indultu, który wyszedł" (Materiały... 1984, t. 3,
s. 270-271). Główne obchody dnia św. Wojciecha odbywały się uroczyście , co
protokół wizytacyjny podkreśla, w kościele farnym w Szreńsku. O uroczystoś­
ciach tych nie dowiadujemy się jednak niczego bliższego, poza często w takich
okolicznościach powtarzanym stwierdzeniem, że w czasie ich trwania „nie
zwykły się praktykować jakowe excessa" (Materiały... 1984, t. 3, s. 267).
10

11

Mamy podstawy przypuszczać, że Szreńsk, jedno z najstarszych miast na
Mazowszu, wymieniany w dokumencie mogileńskim jako jeden z 19 grodów
mazowieckich, był niegdyś ośrodkiem żywszego kultu św. Wojciecha. K . Pacuski
w Słowniku starożytności słowiańskich wezwanie św. Wojciecha, związane później
ze szreńskim kościołem parafialnym, przypisuje również średniowiecznej kaplicy
grodowej (SSS 1975, t. 5, s. 550-551). Kult św. Wojciecha utrzymywał się tu, jak
wynika z protokółu wizytacji parafii, jeszcze w drugiej połowie X V I I I w., choć
miał już wówczas, jak się wydaje, jedynie charakter lokalny. W późniejszym

1 0

Trzecią kaplicą w Szreńsku, a raczej k o ś c i o ł e m , była prebenda św. Barbary, drewniana,
„ o d w ó c h c h ó r a c h " niedawno, na miejscu starej „wywracającej się zbudowana"
(Materiały...
1984, t. 3, s. 303).
1 1

Określenie takie w opisach o b c h o d ó w dnia św. Wojciecha jest na Mazowszu rzadkością!

�K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E WSI M A Z O W I E C K I E J

153

okresie jednak kult ten coraz bardziej podupadał; zniknęła nawet kaplica
z „kamieniem św. Wojciecha", na jej miejsce zaś postawiono w pierwszej połowie
X I X w. „figurę Chrystusa Ukrzyżowanego". Nawet kościół parafialny nie
zachował do naszych czasów wezwania św. Wojciecha (obecnie p.w. Niepokala­
nego Poczęcia N M P ) i tylko odpust w dniu tego świętego oraz echa krążących
niegdyś legend przypominają dawnego patrona (Zaleski 1988, s. 264). W jednym
z odpustowych druków zachowała się mianowicie opowieść, że kiedy
św. Wojciech głosił kazania w pogańskim jeszcze Szreńsku, żaby tak przeraźliwie
rechotały w okolicznych mokradłach, że nie było słychać jego głosu. Rozgniewa­
ło to świętego, który zaklął żaby, żeby zamilkły i podobno „od tej pory
w Szreńsku nie ma żab zupełnie" (Braun 1977, s. 24).
Jak się wydaje, w pierwszej połowie X I X w. na Mazowszu już tylko
w Rypinie w ziemi lipnowskiej odpust św. Wojciecha przyciągał większą liczbę
pątników z dość odległych nawet okolic. Rypin, jeden z najstarszych grodów
ziemi dobrzyńskiej, swój okres świetności przeżywał w średniowieczu. Później
coraz bardziej chylił się ku upadkowi. Pod koniec X V I I I w. był niewielkim
ubogim miasteczkiem. Pod panowaniem pruskim, około 1800 г., miał zaledwie
72 domy i około 250 mieszkańców i dopiero od roku 1815 zaczęło się porządko­
wanie i rozwój gospodarczy miasta. Rypin z dawna słynął z jarmarków. Niegdyś
było ich 12, w początkach X I X w. pozostało już tylko 6. Jeden z nich odbywał
się we wtorek po odpuście św. Wojciecha, który świętowano w miejscowym
kościele parafialnym pod wezwaniem św. Trójcy (Sławenko-Sławiński 1856,
t. 30, nr 2, s. 126-132, nr 3, s. 297-298).
Według O. Kolberga, rypiński odpust św. Wojciecha gromadził rzesze ludu
z bliższych i dalszych okolic (DWOK 1964, t. 27, s. 375). Nie wiadomo jednak
czy przypisać to należy wyłącznie czci dla św. Wojciecha, czy też dodatkową
atrakcję stanowił wspomniany wyżej jarmark. W opisach Rypina z ubiegłego
stulecia brak na ogół wiadomości o tym mieście jako miejscu pielgrzymek,
a cytowany wyżej A . Sławenko-Sławiński ledwo o odpuście wspomina, nie
podając o nim żadnych dokładniejszych wiadomości (Sławenko-Sławiński
1856, t. 30, n r 3 , s. 284).
Nasza wiedza o przejawach i formach kultu św. Wojciecha w mazowiec­
kich parafiach i kościołach jego imienia jest bardzo uboga i nie wykracza poza
to, co zostało już wcześniej powiedziane o kilku świątyniach pod tym we­
zwaniem opisanych w wizytacji diecezji płockiej z drugiej połowy X V I I I w .
12

13

1 4

1 2

Ziemia lipnowska (lipnowskie, późniejszy o b w ó d lipnowski), to część ziemi dobrzyńskiej,

przed rozbiorami leżącej poza granicami Mazowsza, c h o ć historycznie z nim związanej. W 1815 r.
lipnowskie zostało w ł ą c z o n e do rozszerzonego w o j e w ó d z t w a p ł o c k i e g o .
1 3

Ś w . Wojciech nie tylko nie b y ł w s p ó ł p a t r o n e m tego kościoła, lecz nawet żaden z ołtarzy nie

był mu p o ś w i ę c o n y i tylko jeden z kościelnych d z w o n ó w nosił jego imię.
1 4

B y ł y to k o ś c i o ł y i kaplice w miejscowościach B o ń k o w o (par. D ą b r o w a ) , Czerwińsk, D r o ­

bin, M a l u ż y n , P o ś w i ę t n e - C y g o w o , Raciąż, Stupsk, Szreńsk i Ząmbskie, których patronem lub
w s p ó ł p a t r o n e m b y ł św. Wojciech. O przejawach kultu tego świętego w p o z o s t a ł y c h parafiach
wiemy przeważnie jeszcze mniej.

�154

ANDRZEJ WOZNIAK

Nawet w przypadku takich parafii jak Kompina, Szreńsk i Wiązowna, które
doczekały się osobnych opracowań, sprawa nie przedstawia się lepiej. Starej,
erygowanej w X V w. parafii w podłowickiej Kompinie, poświęcił przed czter­
dziestu laty obszerną monografię ks. Józef Wieteska, autor jeszcze paru innych
publikacji o podobnej tematyce. Praca ks. Wieteski zawiera sporo interesują­
cych wiadomości o życiu religijnym parafii w pierwszej połowie X I X w.,
zwłaszcza zaś o działalności bractw kościelnych. W kompińskiej parafii ist­
niały trzy takie bractwa: miłosierdzia, Przemienienia Pańskiego i bractwo
św. Rozalii, które po stuletnim okresie dość ożywionej działalności w końcu
X V I I I w. zaczęło podupadać. Św. Rozalia czczona była jako patronka chro­
niąca od chorób i zarazy - „morowego powietrza", a z jej świętem 4 września
łączyło się czterdziestogodzinne nabożeństwo. W X I X w. wiele kobiet w pa­
rafii nosiło to imię (Wieteska 1948, s. 173). Ustanowione przez prymasa
M.J. Poniatowskiego w 1786 r. bractwo miłosierdzia istniało w parafii na prze­
łomie X V I I I i X I X w., ale nie przejawiało żywszej działalności (Wieteska 1948,
s. 175-176). Bractwo Przemienienia Pańskiego zostało założone w 1832 r. przez
ówczesnego proboszcza z Kompiny, ks. Wojciecha Klonowskiego i znacznie
przyczyniło się do ożywienia życia religijnego w parafii oraz do szerzenia w niej
zasad wstrzemięźliwości i do zwalczania pijaństwa. Jedno z trzech dorocznych
zgromadzeń bractwa odbywało się w dniu św. Wojciecha (Wieteska 1948,
s. 177-186). Uroczystość tę, jak pisze J. Wieteska, wyprawiał proboszcz, zaś
pozostałe odpusty - bractwa (1948, s. 111).
Żadnych wiadomości o kulcie św. Wojciecha w parafii Wiązowna w X V I I I
i pierwszej połowie X I X w. nie zawierają opracowania ks. Józefa Noyszewskiego (1951) i Krzysztofa Oktabińskiego (1997). Marek Piotrowski, autor
niewielkiej monografii Szreńska, nie wspomina nawet, że tamtejszy kościół
parafialny nosił kiedyś wezwanie św. Wojciecha i Wszystkich Świętych; pisze
tylko o kościółku (w X V I I I w. kaplicy) św. Wojciecha za miastem (Piotrowski
1986, s. 17-19).
Naszą wiedzę o miejscu kultu św. Wojciecha w religijności ludowej Mazowsza
w X I X w. niewiele wzbogacają materiały zebrane przez Oskara Kolberga.
Dzień św. Wojciecha był wówczas w meteorologii ludowej, podobnie zresz­
tą jak dni związane z imionami wielu innych świętych, jedną z dat kalendarza
rolniczego. Opisując zwyczaje i wierzenia związane z rokiem obrzędowym na
Mazowszu tzw. „Polnym", tj. w zachodniej jego części, należącej do woje­
wództw mazowieckiego i rawskiego, pod dniem św. Wojciecha, 23 kwietnia
Kolberg zanotował:
Zdarzają się w ten d z i e ń grzmoty, lecz te są dla gospodarzy p o ż ą d a n e , i jest przysłowie:
1. K i e d y grzmi w święto Wojciecha rośnie rolnikom pociecha.
T e n grzmot często pierwszym n a w i o s n ę bywa, a kiedy takowy wieśniak usłyszy, idzie przed
chatę i tak zwanego k o z ł a przewraca (tj. oparłszy ręce o ziemię, robi skok przez głowę) w mnie­
maniu, iż już w tym roku paraliż naruszyć go nie m o ż e .
Ale i dla koni, które w ó w c z a s n a trawę w y c h o d z ą czas to dobry.
2. N a święty Wojciech - kobyli pociech.

�K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E W S I

MAZOWIECKIEJ

155

Z b o ż e już w ó w c z a s p o d s k o c z y ł o w górę:
3. T a k ą pszenica zwykle urodzajną bywa, która n a święty Wojciech przepiórkę pokrywa.
A w życie skryje się j u ż i wrona. Więc:
4. G d y na Wojciecha - wrony z żyta nie w i d a ć - m o ż e s z resztę karmy - ze stodoły w y d a ć
( D W O K 1963, t. 24, s. 154-155).

Imię św. Wojciecha znalazło się również w paru pastorałkach z okolic
Karczewa, Żelechowa i Łaskarzewa - np. „Świętego Wojciecha - pannom
uciecha", czy w nieco innej wersji: „Wesoła pociecha - pana Wojciecha"
(DWOK, 1963, t. 26, s. 63-67).
IV. W kulturze religijnej Mazowsza X V I I I i pierwszej połowy X I X w. kult
św. Wojciecha należał do najmocniej osadzonych w tradycji, o czym świadczyć
może zarówno znaczna liczba świątyń, przeważnie o średniowiecznej metryce,
pod jego wezwaniem, jak i duża popularność tego imienia, zwłaszcza w środo­
wisku wiejskim . Także w dziewiętnastowiecznym folklorze Mazowsza imię
św. Wojciecha utrwaliło się wyraźniej niż imiona wielu innych popularnych
świętych, takich np. jak św. Antoni z Padwy, św. Jan Chrzciciel czy szczegól­
nie tu czczona św. Anna. To zakorzenienie imienia Wojciech w mazowieckiej
tradycji znajduje również pewne odzwierciedlenie w toponomastyce regio­
nu, choć może nie jest ono tak silne jak w niektórych innych prowincjach.
Ze 137 nazw miejscowości w Polsce wywodzących się od imienia Wojciech,
11 znajduje się na Mazowszu. Jest ich tu zatem mniej niż w Wielkopolsce,
Małopolsce, na Pomorzu czy choćby na Kielecczyźnie .
15

16

Wykorzystane w opracowaniu materiały pozwalają również stwierdzić, że
w interesującym nas okresie kult św. Wojciecha nie należał do szczególnie
propagowanych przez czynniki kościelne czy państwowe tak jak np. kult
św. Stanisława (Kurek 1998, s. 214-216). Wprawdzie oficjalna tytulatura świę­
tego pojawiająca się w dokumentach kościelnych: Biskup i Męczennik, Patron
Królestwa Polskiego, łączyła w sobie elementy religijne z politycznymi, ale jak
się wydaje, większych praktycznych konsekwencji dla popularyzacji kultu
św. Wojciecha to nie miało.
W przeszłości, zwłaszcza w okresie kształtowania się kultu św. Wojciecha,
ścisłe współdziałanie obu tych czynników w jego propagowaniu pozwoliło
mu zyskać rangę kultu państwowego. „Od samego początku [...] główną
rolę odgrywały środowiska kościelne, zrazu świeckie, lecz później ze szcze­
gólną intensywnością, zwłaszcza w sprawach kultu, środowiska zakonne,
przede wszystkim dominikanie i franciszkanie. Równie zainteresowane kultem

1 5

W ś r ó d ponad 80 r ó ż n y c h imion męskich występujących n a nagrobkach Cmentarza P o w ą z ­

kowskiego w Warszawie w latach 1790-1850 do najpopularniejszych należały: Józef,

Franciszek,

Jan (niekiedy Jan Nepomucen), Antoni, K a r o l , zaś do grupy stosunkowo często spotykanych:
Ignacy, M i c h a ł , Stanisław, Ludwik, Wojciech i Jakub. D o rzadziej u ż y w a n y c h należały np. Jerzy,
Ksawery, Andrzej, A d a m , Dominik; por. Szenic 1979.
1 6

Por. Słownik

Geograficzny, Warszawa 1893, T . X I I I , s. 738-744.

�156

ANDRZEJ WOZNIAK

św. Wojciecha były od samego początku czynniki polityczne. Biskup praski
Wojciech przez sam fakt męczeństwa i złożenia jego relikwii w Gnieźnie
stworzył podstawę do ubiegania się w Rzymie o przekształcenie dotychczaso­
wego polskiego biskupstwa misyjnego w organizację metropolitalną i utworze­
nie arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, które by obejmowało całą Polskę. Już na
początku X I I wieku uznano go za patrona państwa" (Labuda 1997, s. 7). Po
okresie intensywnego rozwoju w pierwszych latach po śmierci św. Wojciecha,
jego kult na pewien czas niemal zamarł, do czego przyczyniło się przede
wszystkim spustoszenie katedry gnieźnieńskiej podczas najazdu Brzetysława
i uwięzienie do Pragi zwłok męczennika wraz z innymi relikwiami. Spu­
stoszona katedra nie stanowiła już ośrodka kultowego, zwłaszcza że główny
punkt ciężkości politycznej i kulturalnej państwa polskiego przeniósł się po
roku 1040 wraz z dworem książęcym na południe, do Krakowa, a później
okresowo do Płocka. Dopiero wznowienie polityki północnej za Władysława
Hermana i Bolesława Krzywoustego, a przede wszystkim zagrożenie ze strony
Pomorza i późniejszy podbój tego kraju, stworzyły polityczne przesłanki od­
rodzenia kultu św. Wojciecha, misjonarza północnych pogan i patrona me­
tropolii gnieźnieńskiej. Pierwszym przejawem tego odrodzenia jest ponowna
konsekracja katedry w Gnieźnie około 1090 г., z czym wiąże się geneza święta
translacji relikwii św. Wojciecha obchodzonego 20 października. Dalsze po­
świadczenia przynosi kronika Galla Anonima opowiadająca o cudzie spowo­
dowanym przez świętego podczas walk z Pomorzanami. Św. Wojciech przed­
stawiony jest tu jako konny wojownik z mieczem w ręku, którego widok
przeraża najeźdźców. Spełnia on tu już rolę patrona narodowego, opiekuna
Kościoła i patrona państwa (Kiersnowski 1997, s. 318).
W świetle tego, co zostało powiedziane łatwo zrozumieć popularność
św. Wojciecha w wiekach średnich, zwłaszcza na Mazowszu, szczególnie nara­
żonym na najazdy Pomorzan, Prusów, Jaćwieży, a później Litwy. Zdaje się
ona nie maleć tu nawet wtedy, gdy postać św. Wojciecha przesłania szeroko
upowszechniany od X I I I w. kult drugiego patrona Polski, św. Stanisława. To
właśnie na Mazowszu ma miejsce podjęta w połowie X I I I w. niezbyt udana
zresztą próba wprowadzenia nowego, regionalnego kultu: biskupa płockiego
Wernera, który w 1172r. poniósł męczeńską śmierć z rąk Prusów, nasłanych
przez swego adwersarza, kasztelana wiskiego Bolestę. Ów motyw pruski prze­
wija się również w legendzie innego mazowieckiego kandydata na ołtarze,
wojewody Krystyna oraz w jednej z mazowieckich wersji legendy o św. Jacku
Odrowążu. Postać biskupa Wernera „pasterza Mazowsza", łączy w sobie dwa
wzorce osobowe: św. Wojciecha, misjonarza Prusów i św. Stanisława, wzo­
rowego kapłana i zarządcy diecezji (Deptuła, Witkowska 1972, s. 155-157). Te
analogie ze św. Wojciechem szczególnie chętnie wykorzystywała dziewięt­
nastowieczna historiografia wywodząc biskupa Wernera z rodu Porajów,
z którym z kolei wiązano św. Wojciecha-Sławnikowica. W. H . Gawarecki
w artykule o benedyktynach zgromadzenia płocko-pułtuskiego pisał mianowi­
cie, że zakon benedyktynów został sprowadzony do Płocka „przez biskupa

�157

K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E W S I M A Z O W I E C K I E J

mazowieckiego Wernera, h. róża, z familii św. Wojciecha to jest Porajów
pochodzącego, jedynastego z porządku biskupów [płockich - A W ] za panowa­
nia Bolesława Kędzierzawego w roku 1166. Jest podanie, acz to na domysłach
zasadza się, że poprzednio zgromadzenie Benedyktynów przez hrabiego Poraj
brata rodzonego św. Wojciecha, Polski i Prus apostoła, pierwiastkowo na
Winiarach pod Płockiem około roku 1015, miało być umieszczone. Tam dzicz
pogańska pruska wyciąć go i klasztor spalić miała" (Gawarecki 1844, s. 2).
Jedną z zasług biskupa Wernera było, zdaniem Gawareckiego, szerzenie na
Mazowszu kultu św. Wojciecha (tamże, s. 6) .
Źródła zawierają świadectwa szczególnej czci okazywanej św. Wojciechowi
przez władców polskich w X I I i X I I I w. Jeszcze Kadłubek określa go jako
„najświętszego patrona Polaków", ale po zgonie Przemyśla I I i wygaśnięciu
wielkopolskiej linii Piastów „rozluźniają się węzły, jakie łączyły monarchów
z bazyliką gnieźnieńską" (Nowacki 1997, s. 236-237). Wraz z kanonizacją
św. Stanisława (1253) w Krakowie powstaje nowy ośrodek kultu, obejmujący
cały kraj. Kraków staje się też stolicą odrodzonego Królestwa Polskiego,
zaś powiązania władców Polski z gnieźnieńskim sanktuarium św. Wojciecha
słabną. Od czasu do czasu królowie polscy przypominają sobie jeszcze
o czci należnej św. Wojciechowi jako patronowi Polski, powierzając tak
jak Zygmunt Stary w 1511 r. kraj „orędownictwu św. Wojciecha patrona
Królestwa Polskiego", ale nawet tego rodzaju sporadyczne gesty nie są w sta­
nie zmienić faktu, iż od X V I w. jego kult traci swoje dawne znaczenie
(Nowacki 1997, s. 237).
17

Na Mazowszu kwestia animacji kultu świętego w X V I I i pierwszej połowie
X V I I I w. nie przedstawiała się lepiej niż w całej Polsce; nie wspierały go już
zakony, którym niegdyś w znacznej mierze zawdzięczał swą popularność, nie
propagowały kościelne bractwa. W X V I I I w. przypomniał postać św. Wojciecha
Naruszewicz, poświęcając mu wiele uwagi w swoim dziele, ale do szczegól­
nego zainteresowania postacią świętego przyczynił się dopiero jubileusz 900-lecia
jego męczeńskiej śmierci w 1897 r. i obecne obchody milijne.

LITERATURA
Braun
1977

K.
Szlakiem św. Wojciecha, [w:] Warszawa i Mazowsze. Rozważania

nad dziejami, Т. I ,

Warszawa.
B y s t r o ń J . S.
1976

Dzieje obyczajów

Cabanowski
1996

1 7

w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII,

Т. I , Warszawa.

M.

Opowieści

o kościołach

dekanatu grodziskiego, Grodzisk Mazowiecki.

Legenda biskupa Wernera bardziej utrwalona była w historycznych przekazach i spekula­
cjach heraldyków (por. W . H . Gawarecki, K . Niesiecki) niż w ludowej tradycji i ponownie zajęto się
p o s t a c i ą Wernera w ostatnich dziesięcioleciach (por. przede wszystkim liczne prace C z . D e p t u ł y ) .

�158

ANDRZEJ WOZNIAK

C h o d z i d ł o T.
1969

Kościół

i kultura ludowa, [w:] Księga

w ramach społeczeństwa,

tysiąclecia

katolicyzmu w Polsce, cz. I I I .

Kościół

Lublin.

C h r z a n o w s k i I.
1971

Historia literatury niepodległej

Polski (965-1795),

Warszawa.

D e p t u ł a C , W i t k o w s k a A.
1972

Wzorce ideowe zachowań
i zjednoczona. Państwo,

ludzkich w XII i XIII

społeczeństwo,

wieku, [w:] Polska

dzielnicowa

kultura. Pod red. A . Gieysztora, Warszawa,

s. 119-158.
F l a g a J.
1976

Bractwa i przejawy
diecezji płockiej,

ich życia

religijnego w 2. polowie XVIII

wieku na

przykładzie

„ R o c z n i k i Humanistyczne", T . X X I V , s. 35-67.

Gawarecki W.H.
1844

Wiadomość

historyczna o benedyktynach zgromadzenia płocko-pułtuskiego,

„Pamięt­

nik Religijno-Moralny", T . V I I , s. 1-21.
1846
1846

Wiadomość

o starożytnym

Czerwińsku

niegdyś

Opisanie kościoła

klasztorze kanoników

istniejących,

regularnych loretańskich

w

mieście

„Pamiętnik Religijno-Moralny", Т. X , s. 197-223.

z klasztorem

księży

bernardynów

w mieście

Skępem,

„Pamiętnik

Rehgijno-Moralny", Т. X I , s. 240-257, 289-310.
1847

Wiadomość

o kościele

z klasztorem księży

reformatów

w mieście

Żurominie,

„Pamięt­

nik Religijno-Moralny", Т. X I I , s. 193-209, 297-308.
G i e y s z t o r o w a I . , Z a h o r s k i A., Ł u k a s i e w i c z J .
1968

Cztery wieki Mazowsza.

Szkice z dziejów

1526-1914, Warszawa.

G r a b o w s k i J.
1970

Ludowe obrazy drzeworytnicze,

Warszawa.

Górski K.
1986

Zarys dziejów

duchowości

w Polsce, K r a k ó w .

Hagiografia
1972

Hagiografia polska, Т. I I , P o z n a ń .

Her nas C.
1965

W kalinowym lesie, Т. I , U źródeł folklorystyki

polskiej, Warszawa.

J a c k o w s k i A.
1995

Rozwój pielgrzymek w Polsce, [w:] A . Jackowski., A . Witkowska., I . Sołtan, E . Bilska.,
Z . Jabłoński, Przestrzeń
w okresie od XVII

i sacrum. Geografia kultury religijnej w Polsce i jej

do XX w. na przykładzie

ośrodków

przemiany

kultu imigracji pielgrzymkowych,

K r a k ó w , s. 13-34.
K i e r s n o w s k i R.
1997

O brakteatach z czasów
[w:] Święty

Bolesława

Krzywoustego i roli kultu św. Wojciecha w Polsce,

Wojciech w polskiej tradycji historiograficznej. Antologia tekstów.

Wybór

i opracowanie G . Labuda, Warszawa, s. 312-331.
K o l b e r g O.
1963-1964 Dzieła

wszystkie ( D W O K ) , T . 24, 26, 27, W r o c ł a w - P o z n a ń .

Konieczny F.
b.d.w.

Święci

w dziejach narodu polskiego, K o m o r ó w .

K u r e k J.
1998

Eucharystia, biskup i król. Kult Świętego

Stanisława

w Polsce, W r o c ł a w .

Labuda G.
1997

Wstęp,

[w:] Święty

Wojciech w polskiej tradycji historiograficznej. Antologia

tekstów.

W y b ó r i opracowanie, Warszawa, s. 7-20.
Materiały
1981-1996

Materiały

do dziejów ziemi płockiej.

W y d . M . M . Grzybowski, Płock.

Z archiwaliów

diecezjalnych płockich

XVIII

wieku.

�159

K U L T ŚW. W O J C I E C H A W E W S I M A Z O W I E C K I E J

N o w a c k i J.
1997

Z dziejów

kultu św. Wojciecha w Polsce, [w:] Święty

historiograficznej.

Antologia tekstów.

Wojciech w polskiej

tradycji

W y b ó r i opracowanie G . L a b u d a , Warszawa.

N o y s z e w s k i J.
1951

Parafia

Wiązowna.

Dekanat

Karczew,

„ W i a d o m o ś c i Archidiecejzalne Warszaw­

skie", R . 35, nr 5-6, s. 156-171.
Oktabiński K.
1997

Parafianie od św. Wojciecha w Wiązownie

w latach 1897-1997,

Wiązowna.

Piotrowski M.
1986

Szreńsk

miasto zapomniane (Zarys dziejów),

Sławenko-Slawiński
1856

Warszawa.

A.

Rypin i jego

kościoły.

Wyjątek

z rękopisu

pod tytułem:

Lipnoskie pod

względem

historycznym, statystycznym i archeologicznym opisał podczas wycieczki odbytej jesie­
nią

1855...,

„Pamiętnik Historyczno-Moralny", T . X X X ,

nr 2, s. 121-142, nr 3,

s. 277-297.
Słownik

Geograficzny

1893

Słownik

Geograficzny

Królestwa

Polskiego

i innych krajów

słowiańskich,

pod. red.

B . Chlebowskiego, T . X I I I , Warszawa.
Słownik

Starożytności

1975

Słownik

starożytności

słowiańskich,

Т. V , W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w - G d a ń s k .

S[obieszczański] F.M.
1866

Sierpc, [w:] Encyklopedya

Powszechna S. Orgelbranda, T . X X I I I , s. 441-443.

S z e n i c S.
1979

Cmentarz Powązkowski

1790-1850.

Zmarli i ich rodziny, Warszawa.

T a z b i r J.
1983

Piotr Skarga. Szermierz kontrreformacji,

Warszawa.

W i e t e s k a J . ks.
1948
Woźniak

Parafia Kompina. Monografia historyczna,

[Niepokalanów].

A.

1987

Kultura mazowieckiej
nienia ) ,

1995

wsi pańszczyźnianej

XVIII

ipocz. XIX wieku. (Wybrane zagad­

Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź.

Bractwa kościelne

we wsi mazowieckiej XVIII

i pierwszej połowy

XIX wieku (m-pis),

Warszawa.
1997

Obrzędy
- I połowa

i praktyki

religijne mazowieckiej

wsi przeduwłaszczeniowej

XIX w.), [w:] Kultura ludowa Mazowsza

(koniec

i Podlasia. Studia i

XVIII

materiały,

pod. red. A . K o ł o d z i e j c z y k a i A . Stawarza, Т. I I , Warszawa, s. 19-37.
Z a l e s k i W.
1988

Sanktuaria polskie.
Przenajświętszej,

Katalog

Matki Bożej

encyklopedyczny
i Świętych

miejsc szczególnej

Pańskich,

czci, osób

Trójcy

Warszawa.

Zeznania
1977

Zeznania o otrzymanych

łaskach

w parafiach Czerniewice i Głuchów,

nacie łowickim

archidiecezji gnieźnieńskiej,

warszawskiej)

z lat 1731-1763.

od roku 1818 na terytorium

Nieznane przekazy

do dziejów

w archidiako­
archidiecezji

religijności

czasów

saskich, opr. i wyd. ks. S. Librowski, „Archiwa, Biblioteki i Muzea K o ś c i e l n e " ,
T . X X X I V , s. 373-385.

�160

ANDRZEJ WOZNIAK

A N D R Z E J WOŻNIAK
T H E C U L T O F ST. A D A L B E R T A M O N G T H E R U R A L P O P U L A T I O N
I N M A S O V I A ( C E N T R A L P O L A N D ) I N T H E 18
O F T H E 19

th

th

AND T H E FIRST HALFTH

C E N T U R I E S C O M P A R E D WITH T H EC U L T O F O T H E R SAINTS
Summary

I n the first part of the article the author deals with the more general subject of the cult of
saints in folk Catholicism in the post-Trident period showing its changes. T h e second part
concerns the particular local version of folk piety in Masovia. He writes about the convents
propagating cults of particular saints along with aims and forms of activity of church confrater­
nities plaing the same role. T h e question he puts is: which saints were supported and propagated
in the region of Masovia in the period under research? I n search for the answer he has studied
first of all the data concerning the names of patron saints given to particular churches and altars.
He found that in the 1 8

tb

century most of the churches in Masovia were St. M a r y churches. Other

patron saints occuring often were: St. Trinity, St. John the Baptist, St. Anne, St. Peter and Paul,
St. Stanislaus, St. Adalbert and St. Nicolaus. Virgin M a r y was the most popular patron saint of
altars, followed by St. Anne and St. Anthony of Padua. T h e author also recorded many altars
dedicated to St. Adalbert, St. Rosalie and St. R o c h . It is remarkable that the names of the patron
saints appearing often in churches belonged to the most popular Christian names given to peasant
children in Masovia i n the 1 8

th

and 1 9

th

centuries.

I n the eighteenth and nineteenth centuries great was the role played by pilgrimages and
church patrons' festivals. There were about 200 sanctuaries and centres of worship of the
overparish range in Masovia. Great majority of them were dedicated to Virgin M a r y (more than
75%),

the other ones' patron saints were mainly St. Trinity and other saints, mostly St. Anne,

St. Anthony and St. R o c h . T h e author gives a more detailed description of some of these places
of worship. H e remarks that none of them was dedicated to St. Adalbert.
There were however over thirty churches in Masovia of which St. Adalbert was the patron or
co-patron saint. Most of them had been founded in Middle Ages, nearly 25% in the sixteenth
century and only few in the seventeenth and eighteenth centuries. Not much evidence concerning
the cult of St. Adalbert can be found in the sources; only the little town of Szreńsk is supposed
to have been the centre of that patrron saint. I n the first halfth of the nineteenth century only the
St. Adalbert festival in R y p i n is known to maintain some popularity.
It can be ascertained that in the eighteenth and nineteenth centuries the cult of St. Adalbert
had been deeply rooted in the religious tradition for a long time. It can be proved by a consider­
able number of St. Adalbert churches among the oldest ones and the popularity of the name
among the rural population. Remarkable is the role of St. Adalbert i n the folklore of the region,
more noticeable than that played by the other saints. T h e name appears also in the toponymy of
the region. Still in the 18

th

and 1 9

th

centuries the cult of that saint was propagated by official and

church authorities (unlike that of St. Stanislaus). I n Middle Ages the cult of St. Adalbert had the
rank of official state cult and was propagated in Masovia as well. That is what allowed it to last
as long as to the turn of the eighteenth and nineteenth centuries despite the attempts

of

introducing another regional patron saint, bishop Werner, who, later was often associated with
the family of St. Adalbert.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8404" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8383">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5877924a48ffafac8f283b1c84a9dc52.pdf</src>
        <authentication>7027e5c65e3b973e2b91b66ad9c41497</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100433">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100435">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100437">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1431</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100439">
                <text>Jeszcze o "Tygodniku Polskim" i tyfliskiej Polonii / ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100441">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38, s.107-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100443">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100445">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100447">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100449">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="100451">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100455">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVIII: 1993, z. 1 - 2
PL ISSN 0071-1861

ANDRZEJ WOZNIAK
(Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa)

JESZCZE O „TYGODNIKU POLSKIM"
I TYFLISKIEJ POLONII
Na kilka lat przed I wojną światową, w 1910 г., w stolicy Gruzji i ad­
ministracyjnym centrum Zakaukazia - Tyflisie, mieszkało 7367 Polaków
(Mądzik 1987, s. 29). Było to największe skupisko Polaków na Kaukazie,
drugi bowiem ośrodek polski tego rejonu - Baku liczył wówczas około
3 tys. osób. W skali Cesarstwa jednak kolonię polską w Tyflisie można było
zaliczyć zaledwie do średnich, największa bowiem, w Petersburgu, liczyła
w tym okresie około 70 tys. osób, w Rydze w 1913 r. mieszkało 47 tys.
Polaków, w Odessie 25 tys., a w Moskwie było ich 20 tys., zaś 7-8 tysięczne
skupiska istniały w kilku miastach (Łukawski 1978, s. 91).
W Tyflisie mieszkała ponad połowa wszystkich Polaków, którzy znaleźli
się w tym czasie na terytorium Gruzji. Według danych ze spisu powszech­
nego 1897 r. kolonia polska w Tyflisie liczyła 4133 osoby, podczas gdy
w obu guberniach gruzińskich - tyfliskiej i kutaiskiej żyło 8220 osób, które
w wykazach statystycznych uznane zostały za Polaków. Większość tyfliskich
Polaków pochodziła z Królestwa Polskiego. Najwięcej było ich z guberni
warszawskiej, kaliskiej i piotrkowskiej. Z liczby 3181 Polaków zawodowo
czynnych, największą, ponad 50% grupę stanowili wojskowi, bardzo liczna
była służba domowa, liczni pracownicy administracji, sądownictwa i policji,
wielu było kolejarzy. Nieco mniejsze, choć znaczące były grupy lekarzy
i nauczycieli (Mądzik 1981, s. 48-49).,
Charakterystyczna była struktura wieku tyfliskiej Polonii - ponad poło­
wa to ludzie młodzi, od 20 do 29 lat, wśród których grupę przeważającą
stanowili żołnierze miejscowego garnizonu. Bardzo mało natomiast miesz­
kało w Tyflisie kobiet w tym wieku. Jeśli idzie o wykształcenie, to społecz­
ność polską w Gruzji charakteryzował z jednej strony wysoki procent (około
połowy populacji) analfabetów, w większości prawdopodobnie żołnierzy,
z drugiej zaś istnienie znacznej (zwłaszcza w Tyflisie) grupy inteligencji
ze średnim i wyższym wykształceniem. Bardzo jednorodna była natomiast
kolonia polska w Tyflisie pod względem wyznaniowym, bowiem około 98%
jej stanowili katolicy (Mądzik 1987, s. 36-37).

�108

ANDRZEJ WOZNIAK

Polscy mieszkańcy Tyflisu skupiali się wokół nowego, wzniesionego
w latach siedemdziesiątych X I X w. kościoła katolickiego pod wezwaniem
św. Piotra i Pawła („stary" kościół katolicki służył ludności gruzińskiej
i ormiańskiej). W latach dziewięćdziesiątych X I X stulecia powstało przy tym
kościele Rzymskokatolickie Towarzystwo Dobroczynności, które w latach
następnych prowadziło działalność zarówno społeczną jak i kulturalną, ale
statutowe możliwości tej działalności, zwłaszcza kulturalnej, były ograniczo­
ne. Dopiero w 1907 r. mogło powstać towarzystwo, którego statut dawał
większe możliwości realizacji potrzeb kulturalno - oświatowych środowiska
polskiego. Było to Stowarzyszenie „Dom Polski". Stowarzyszenie zamie­
rzało m.in. podjąć wydawanie książek i broszur oraz gazet i czasopism, ale
plany te nie zostały zrealizowane, podobnie jak nie doczekało się realizacji
czasopismo kulturalno - literackie, które kilkadziesiąt lat wcześniej zamie­
rzał wydawać w Tyflisie poeta Tadeusz Łada Zabłocki.
Znaczne ożywienie w życiu kolonii polskiej w Tyflisie nastąpiło po rewo­
lucji lutowej 1917 r. Powstało wiele nowych organizacji polskich, rosła po­
trzeba wydawania czasopisma w języku polskim. Mimo, że już w maju
1917 r. Komitet Wykonawczy Rady Polskich Organizacji w Tyflisie podjął
decyzję o powołaniu do życia polskiej gazety, to jak się wydaje, pozostała
ona w sferze projektów. Jedynym czasopismem polskim wydawanym
w Gruzji, które dotychczas udało się odnaleźć, jest wychodzący w Tyflisie od
czerwca 1918 r. „Tygodnik Polski" (Woźniak 1991, s. 155-162).
Pierwszy numer czasopisma „Tygodnik Polski polityczno-ekonomiczny
i literacki" ukazał się w niedzielę 2 czerwca 1918 r. Jego redaktorem był
Wincenty Jordański, wydawcami zaś bracia W. i M . Musiałowie i Jan
Blichiewicz. „Tygodnik" zwierał 4 do 6 stron niedużego formatu (32 x 21 cm),
tekst drukowany był w dwu szpaltach. Numer 2, z 9 czerwca wyszedł,
podobnie jak i następne, już bez podtytułu. Od nr 3 redaktorem czaso­
pisma przestaje być W. Jordański i zastępuje go M . Musiał, który wraz
z J. Blichiewiczem jest również wydawcą „Tygodnika". Podporą czasopisma,
autorem najczęściej w nim pisującym i w znacznej mierze nadającym mu
kierunek ideowy był Ludwik Piekarski (Woźniak 1991, s. 162-163).
Przed kilku laty, kiedy ukazał się w „Etnografii Polskiej" artykuł o „Ty­
godniku Polskim", jego autorowi znane były tylko cztery numery tego pisma
(nr 1-3 i 5 z 1918 r.) znajdujące się z zbiorach Biblioteki Uniwersytetu
Warszawskiego. Brak było tego tytułu w innych bibliotekach polskich, nie
było go także w bibliotekach gruzińskich. Nie wiadomo było z czyjej inic­
jatywy „Tygodnik" powstał, za czyje pieniądze, jak długo wychodził, kim
byli ludzie, którzy czasopismo redagowali, wydawali i którzy w nim pisywa­
li. Jedynie o W. Jordańskim, pierwszym redaktorze „Tygodnika", zastępcy
członka Komitetu Wykonawczego Rady Polskich Organizacji i o po­
ruczniku Janie Blichiewiczu udało się znaleźć jakieś okruchy wiadomości.
Niczego nie było wiadomo o braciach W. i M . Musiałach ani o najaktyw­
niejszym współpracowniku pisma - Ludwiku Piekarskim.

�/TYGODNIK T Y F L I S K I " I T Y F L I S K A POLONIA

109

Dopiero niedawno, dzięki opublikowanemu w pierwszym numerze
periodyku „Niepodległość i Pamięć" artykułowi Macieja Piekarskiego Glosa
do Przedwiośnia udało mi się dotrzeć do nieznanych dotąd numerów „Ty­
godnika Polskiego" oraz poszytu dokumentów i fotografii pozostałych
po Ludwiku Piekarskim. Są one dziś własnością jego wnuka, redaktora
Macieja Piekarskiego, wieloletniego pracownika programu I I TVP. Jeden
z dwu posiadanych kompletów „Tygodnika" M . Piekarski przekazał Biblio­
tece Narodowej.
Materiały te pozwalają dorzucić nieco wiadomości do tego, co już wcze­
śniej napisałem o twórcach „Tygodnika Polskiego" i pełniej zarysować
sylwetkę jego najaktywniejszego współpracownika - Ludwika Piekarskiego.
Zarówno pierwszy redaktor pisma - Wincenty Jordański, jak i jego wydaw­
cy, bracia W. i M . Musiałowie oraz por. Jan Blichiewicz nie należeli, jak się
wydaje, do tego kręgu Polaków, którzy związani byli z Tyflisem od dawna,
niekiedy od paru pokoleń. Nie znajdujemy ich wśród setek znanych nam
nazwisk rodzin polskich mieszkających tu przed I wojną światową. Jak już
wiemy, jeden z wydawców „Tygodnika", Jan Blichiewicz w 1918 r. był
oficerem w stopniu porucznika, a więc człowiekiem stosunkowo młodym.
Na Kaukazie znalazł się być może, dopiero w czasie wojny. Ze zdjęcia
wydawcy i redaktora pisma, M . Musiała, ofiarowanego w 1918 r. L. Piekar­
skiemu, również spogląda na nas człowiek młody, dwudziestoparoletni zale­
dwie, w mundurze oficera [?] marynarki.
Stosunkowo niedawnym mieszkańcem Tyflisu był też inż. Ludwik Roch
Piekarski, który osiadł tam wraz z rodziną około 1911 r. Miał wówczas lat
nieco ponad 40, pochodził z Warszawy i był specjalistą od urządzeń wodo­
ciągowo-kanalizacyjnych. Przed przyjazdem do Tyflisu przebywał w innych
miastach imperium, m.in. w Twerze i w Saratowie, gdzie w 1900 r. zawarł
związek małżeński z Zofią Konstancją Ruszczykowską. Od 1908 r. państwo
Piekarscy mieszkali w Kijowie. Pan Ludwik pracował tam w Miejskim
Biurze Technicznym, a jego żona była działaczką Polskiego Towarzystwa
„Oświata" (Piekarski 1994, s. 143). Jak wynika z rodzinnych dokumentów,
po przybyciu do Tyflisu L. Piekarski podjął pracę w tutejszym przedstawi­
cielstwie specjalizującego się w instalacjach wodociągowych, kanalizacyjnych
i sanitarnych, Warszawskiego Biura Technicznego K. Mateckiego, którym
kierował Wiktor Rossman. Inżynier Piekarski musiał być nie tylko dobrym
specjalistą w swojej dziedzinie, lecz również człowiekiem rzutkim, energicz­
nym i pełnym inicjatywy, bo oprócz kierowniczego stanowiska w firmie
zdobył szybko pozycję w tutejszej społeczności i zaufanie władz miejskich.
1

2

1

Panom red. M . Piekarskiemu i dr. A. Stawarzowi, dyrektorowi Muzeum Niepodległości
wdzięczny jestem za umożliwienie mi skorzystania z tych materiałów i tekstu Glosy do Przed­
wiośnia jeszcze w trakcie korekty oraz za wszelkie informacje.
Naramiennik munduru rysuje się na zdjęciu niezbyt wyraźnie, widoczna jest tylko jego
górna część ze skrzyżowanymi kotwicami i biegnącym przez środek paskiem.
2

�110

ANDRZEJ WOŻNIAK

W 1917 r. został członkiem Kaukaskiego Oddziału Cesarskiego Rosyjskiego
Towarzystwa Geograficznego. Należał do Towarzystwa Dobroczynności
przy kościele św. Piotra i Pawła i do Stowarzyszenia „Dom Polski". Prowa­
dził ożywioną działalność również w innych organizacjach i stowarzysze­
niach polskich w Tyfusie, tak licznych w czasie wojny i współtworzył nie­
które z nich. Od 1915 r. był korespondentem wydawanego w Petersburgu
„Głosu Polskiego" (Piekarski 1994, s. 143). W czerwcu 1918 r. występuje
z powodzeniem jako jeden z przedstawicieli Polaków - pracowników Kolei
Bakińskiej (Zakaukaskiej) w rozmowach z ministrami nowopowstałego rzą­
du gruzińskiego - Kandelaki i Żuruli („Tygodnik Polski" - dalej „TP"
- 1918, nr 3, s. 4). Kiedy został pracownikiem kolei - nie wiadomo.
W styczniu 1919 r. L. Piekarski przeniósł się wraz z rodziną do Baku, gdzie
także zyskał sobie wkrótce opinię „wielkiego społecznika" (Chodubski 1984,
s. 98). Wyjeżdżając zabrał ze sobą parę kompletów „Tygodnika Polskiego",
kończących się na numerze 6 z 7 lipca 1918 r. Również M . Piekarski pisze,
że „ukazało się 6 numerów" tego czasopisma (Piekarski 1994, s. 144).
Mamy podstawy przypuszczać, że tyfliski „Tygodnik Polski" był dziełem
ludzi na tym gruncie nowych. Nie było wśród nich nikogo z kręgu daw­
nych, znanych działaczy Stowarzyszenia „Dom Polski" czy Towarzystwa
Dobroczynności. „Tygodnik" powstał w momencie dla tutejszej Polonii
przełomowym, kiedy podstawy jej stabilizacji materialnej, a nierzadko wręcz
dobrobytu, zaczęły się gwałtownie załamywać, a perspektywy na przyszłość
stawały się coraz bardziej niepewne.
Kłopoty ekonomiczne, bytowe, w roku 1918 były powszechne i dotykały
również niemal całą społeczność polską w Tyflisie, choć na tle chaosu, nędzy
i cierpienia ogromnych rzesz ludności na całym obszarze byłego imperium
objętym rewolucją, Gruzja była oazą spokoju i obfitości. Kłopoty te znala­
zły odbicie we wszystkich numerach „Tygodnika", jeśli nawet nie w arty­
kułach, to w zamieszczanych na ostatniej stronie drobnych ogłoszeniach
o sprzedaży odzieży, obuwia, o kursach zawodowych. Od pierwszego nu­
meru redakqa pisma dostrzegała powagę sytuacji i rozmiary zagrożenia,
zwłaszcza w związku z „unaradawianiem" i reorganizacją wielu dziedzin
życia gospodarczego, społecznego i kulturalnego kraju. Instytucje, które od
niedawna znajdowały się w rękach administracji rosyjskiej od jesieni 1917 г.,
a zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości Gruzji (26. V. 1918) przejmowane
były przez władze i organizacje gruzińskie. Znaczna liczba Polaków zatrud­
nionych często na wysokich stanowiskach w administracji, policji, służbie
zdrowia, a zwłaszcza w wojsku, niekiedy z dnia na dzień traciła pracę, wolne
zaś miejsca, wszędzie gdzie było to możliwe, zajmowali Gruzini. Zwolnienia
dotknęły nawet Kolej Zakaukaską, gdzie Polacy byli zawsze najbardziej
cenionymi pracownikami. Gwałtownie obniżył się poziom życia wielu,
a być może nawet większości polskich rodzin. Niektóre znalazły się wręcz
w biedzie. Chwytano się zatem różnych sposobów zarobkowania, ale np.
w rodzinach inteligenckich, których możliwości w tym względzie były bardzo

�„TYGODNIK T Y F L I S K I " I TYFLISKA POLONIA

111

ograniczone, wyprzedaż dobytku stawała się czasem jedynym sposobem
zdobywania środków do życia. Powrót do kraju był więc przeważnie jedyną
perspektywą nawet dla tych, którzy nigdy przedtem o nim nie myśleli. Temat
ten, o czym pisałem już wcześniej, przewija się przez wszystkie niemal numery
„Tygodnika", a w niektórych zdecydowanie dominuje nad innymi.
Z powrotami do kraju wiązało się również wiele trudnych do rozwiązania
kwestii. Pomijam tu ogromne wówczas trudności komunikacyjne, brak środ­
ków na opłacenie podróży, itp. Trudne było czasem samo podjęcie decyzji,
zwłaszcza w rodzinach zasiedziałych tu od pokoleń, pochodzących z kresów,
z terenów objętych w tym czasie rewolucją. Z obawą myślano też o perspekty­
wach zatrudnienia w kraju. Szczególnie ostro rysowała się ta kwestia przed
niższymi urzędnikami o niewielkich kwalifikacjach. Stąd też m.in. kursy
dokształcające, zawodowe, o których stale pojawiają się w „Tygodniku"
ogłoszenia lub obszerniejsze informacje. 2'nacznie rzadziej natomiast ukazywały
się artykuły takie jak ten w numerze 6, w którym zastanawiano się nad
perspektywami tych, co w Tyfusie zostają (D.J., Walka o byt, „TP" nr 6, s. 1).
Wobec perspektywy powrotu do kraju coraz ważniejsza stawała się kwe­
stia znajomości języka polskiego, która zwłaszcza wśród młodszego pokole­
nia przedstawiała się czasem wręcz fatalnie. Stąd w nr 3 i 4 „Tygodnika"
hasło: „Uczcie dzieci swe po polsku" i kursy dokształcające w „Domu
Polskim" („TP" nr 2, s. 4).
W związku z wyjazdami do kraju w nr 4 „Tygodnika Polskiego" po raz
pierwszy zasygnalizowana została sprawa obywatelstwa polskiego. Autor
podpisujący się D.J. apeluje aby nie wydawać pisemnych dowodów obywa­
telstwa, polskiego ludziom, „którzy poza nazwiskiem polskim, nic wspólnego
z Polską nie mieli." Nie należy więc ułatwiać im wyjazdów do Polski, bo
„my w Królestwie panów Mozesów, Dawidów, Iwanów itp. mieliśmy tak
dużo, że dla synów własnej ziemi zaczynało brakować miejsca." („TP" nr 4,
s. 3). Dodać jednak należy, że tego rodzaju akcenty, jak ten w ostatnim
zdaniu, spotyka się w „Tygodniku" rzadko.
Problemy bytowe tyfliskiej Polonii, tematyka związana z wyjazdami,
zajmują w dwu nieznanych dotąd numerach „Tygodnika Polskiego" (4 i 6)
sporo miejsca, ale podobnie jak i w innych pozostaje go trochę na materiały
historyczne, patriotyczne wiersze, kronikę i ogłoszenia.
W obu numerach pisał oczywiście i L. Piekarski - o wiecu zwołanym przez
redakcję „Tygodnika", o plantacjach herbaty w okolicach Batumu, o Pawle
Różańskim, dowódcy oddziałku Polaków - zesłańców, którzy w latach
trzydziestych XIX w. przedostali się z Kaukazu aż na Białoruś („TP" nr 6, s. 3).
Podobna różnorodność zainteresowań charakteryzuje zresztą cały dorobek tego
autora drukowany w „Tygodniku" - kilkanaście pozycji rzadko podpisanych
pełnym imieniem i nazwiskiem, częściej inicjałami, czasem niesygnowanych .
3

3

Spis materiałów L . Piekarskiego zamieszczonych w „Tygodniku Polskim" znajduje się
w posiadaniu red. M , Piekarskiego,

�112

ANDRZEJ WOZNIAK
LITERATURA

C h o d u b s k i A.
1984
„Dom Polski" w Baku, „Przegląd Polonijny", R . X , nr 4, s. 95-109.
Ł u k a w s k i Z.
1978
Ludność polska w Rosji 1863-1914, Wrocław.
Mądzik M.
1981
Stowarzyszenie „Dom Polski" w Tyflisie (1907-1914), „Rocznik Polonijny",
t. 2, s. 47-62.
1987
Działalność społeczno-kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX
i XX wieku, Lublin.
Piekarski M.
1994
Glosa do Przedwiośnia, „Niepodległość i Pamięć", R . I , nr 1, s. 143-158.
„T P "
1918
„Tygodnik Polski", (R.I), nr 1 - 6 .
W o ź n i a k A.
1991
„Tygodnik Polski" - czasopismo tyfliskiej Polonii, „Etnografia Polska", t. X X X V ,
z. 1, s. 153-171.

ANDRZEJ WOŹNIAK
M O R E ABOUT " T H E POLISH W E E K L Y "
A N D T H E POLISH C O L O N Y I N T B I L I S I
Summary
Three years ago ("Etnografia Polska" vol. 35; 1991) I published an article presenting the
periodical "The Polish Weekly" which was issued by the Polish colony in the capital of
Georgia in 1918.
By then I had know only four copies (no-s 1, 2, 3, 5) which I found in the stores of the
main University Library in Warsaw. Not much was known about the editorial staff or authors
contributing to it. Some time ago I succeeded in finding some more issues and information
about the editors. This article is the review of the contents of the newly discovered issues. In
connection with it the problems of Polish colony in Georgia are discussed concerning the
period of their coming back to independent Poland after the World War I .
Translated by Anna Kuczyhska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8443" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8422">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4b983fb47da68fd9f1f6f68255a962be.pdf</src>
        <authentication>cb08fb9b79b703bfde50e6054f377780</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100882">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1413</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100883">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100884">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100885">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100886">
                <text>Ze studiów nad mazowieckim budownictwem wiejskim drugiej połowy XVIII w. i oswieceniową wizją kultury ludowej / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100887">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.2, s.145-164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100888">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100889">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100890">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100891">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="100892">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100894">
                <text>„Etnografia Polska", i. X X X V : 1991, z. 2
P I . I S S N 01)71-1861

CZĘŚĆ II

ANDRZEJ W O Ź N I A K
( I H K M P A N , Warszawa)

ZE STUDIÓW NADM A Z O W I E C K I M BUDOWNICTWEM WIEJSKIM
2 P O L O W Y X V I I I W. I O Ś W I E C E N I O W Ą W I Z J Ę
KULTURY LUDOWEJ
1. W czerwcu 1784 r. Jan L a c h m a ń s k i , luslralor księcia M i c h a ł a Jerzego
Poniatowskiego, brata króla S t a n i s ł a w a Augusta, a p o d ó w c z a s biskupa krako­
wskiego, z ł o ż y ł podpis pod s p o r z ą d z o n y m w ł a ś n i e inwentarzem jego „ d ó b r
dziedzicznych" Czosnowa i M a ł o c i c . Dobra le, jak czytamy we w s t ę p i e do
inwentarza, p o ł o ż o n e były „w w o j e w ó d z t w i e mazowieckim, ziemi warsza­
wskiej, parafii ł o m i ń s k i e j a diecezji poznańskiej | . . . | nad Wisłą s a m ą , trzy mile
od Warszawy z mila od Zakroczymia na trakcie walnym z G d a ń s k a , Prus
i w o j e w ó d z t w a prawie całego p ł o c k i e g o do Warszawy i d ą c y m . . . "
W ostatnich dziesięcioleciach X V I I I w. były one p r y w a t n ą ("dziedziczną")
w ł a s n o ś c i ą księcia biskupa, który w polowie lal 70-tych kupił je, wraz z innymi
jeszcze wsiami, aby w y m i e n i ć na n a l e ż ą c e do biskupstwa p ł o c k i e g o dobra
Jabłonna.
Projekt zmiany dóbr uległ jednak prawdopodobnie j a k i m ś korektom, g d y ż
w świetle inwentarza Czosnowa i Małocic z. 1784 r. obie wsie p o z o s t a w a ł y
w ó w c z a s nadal jeszcze, przynajmniej formalnie, „ d z i e d z i c z n ą " czyli p r y w a t n ą
w ł a s n o ś c i ą biskupa M . J. Poniatowskiego. R ó w n i e ż sprawa niektórych innych
d ó b r prywatnych p r z y s z ł e g o prymasa, w świetle późniejszych materiałów ź r ó d ­
ł o w y c h , p r z e d s t a w i a ł a się nieco inaczej niż to podaje Zofia Zielińska, autorka
jego biogramu w Polskim Słowniku Biograficznym
(Zielińska 1983, s. 462).
B y ć m o ż e zresztą, w ł a ś n i e le nie do końca z a ł a t w i o n e sprawy w ł a s n o ś c i o w e
miały j a k i ś z w i ą z e k z wydanym przez księcia biskupa, jak pisze J. L a c h m a ń s k i ,
„ w y r a ź n y m zleceniem", s p o r z ą d z e n i a inwentarza obu wsi.
R ę k o p i s tego inwentarza przechowywany jest w A r c h i w u m G ł ó w n y m A k t
D a w n y c h w Warszawie w zespole akt A r c h i w u m Potockich z J a b ł o n n y nr 113.
Jest to p o s z y ł 12 nie numerowanych karl d u ż e g o formatu w o k ł a d c e z następu­
j ą c y m t y t u ł e m : Inwentarz dóbr dziedzicznych
Czosnowa i Małocic in Anno
1784
sporządzony.
Po w s t ę p i e o k r e ś l a j ą c y m położenie dóbr, ich p r z y n a l e ż n o ś ć a d m i n i s t r a c y j n ą
i kościelną, o d l e g ł o ś ć od najbliższych o ś r o d k ó w miejskich, itp. następuje opis
drewnianego budynku mieszkalnego, sadu i gospodarczych z a b u d o w a ń lolwar-

�146

A N D K Z I J WOŹNIAK

cznych w Czosnowie, spis s p r z ę t ó w gospodarczych na folwarku oraz inwenta­
rza ż y w e g o i z a s i e w k ó w dworskich, a dalej opis zabudowy wsi z a t y t u ł o w a n y
wprawdzie Chalupy chłopskie wsi Czosnowa, ale zawierający r ó w n i e ż wiado­
mości o znajdujących się przy tych c h a ł u p a c h budynkach gospodarczych. Po
zabudowaniach c h ł o p s k i c h lustrator opisał wiejską kuźnię i znajdujące się
w niej „statki kowalskie". Dalej następuje obszerny opis austerii oraz znajdu­
j ą c e j s i ę przed nią studni i inwentarz s p r z ę t ó w i naczyń karczemnych. C z ę ś ć
dokumentu p o ś w i ę c o n a M a ł o c i c o m zawiera lustrację tamtejszej karczmy i za­
b u d o w a ń c h ł o p s k i c h . Dalsza jego c z ę ś ć to opis pól i o g r o d ó w folwarcznych
oraz c h ł o p s k i c h w Czosnowie i Malocicach, następna z a ś - tabelaryczny spis
osiadłości obu wsi „z w y r a ż e n i e m d o m ó w , imion i nazwisk chłopów, ról cią­
głych, dzieci, majątku, tłoki, p a ń s z c z y z n y tygodniowej | . . . | , z a k ł a d u (tj. załogi
- A . W . ) , z b o ż a , sprzętu gospodarskiego, podymnego, danin i c z y n s z ó w . "
Ostatnie karty inwentarza - Powinności
poddanych Czosnowa i Małocic
- oprócz, w ł a ś c i w y c h p o w i n n o ś c i chłopskich, b ę d ą c y c h c z ę ś c i o w o p o w t ó r z e ­
niem lego, co wykazano w labeli, zawierają również kilka p u n k t ó w o charakte­
rze i n s t r u k t a ż o w y m (jeden z nich dotyczy np. wyrębu drewna budowlanego
z lasów).
W i a d o m o ś c i o budownictwie wiejskim i folwarcznym zajmują w inwenta­
rzu Czosnowa i M a ł o c i c więcej miejsca niż wszystkie pozostałe informacje. Po
budynkach folwarcznych, którymi nie b ę d z i e m y się tu szerzej z a j m o w a ć , naj­
d o k ł a d n i e j opisana została nowowybudowana austeria czosnowska, d o ś ć szcze­
g ó ł o w y jest też opis kuźni w tej samej wsi.
W sumie inwentarz zawiera opisy czternastu c h a ł u p i dziesięciu c h ł o p s k i c h
b u d y n k ó w gospodarczych (stodół, obór, k o m ó r k i ) o różnym rozplanowaniu
i konstrukcji. Najobszerniejsze z łych opisów podają po kilkanaście rozmaitych
informacji o u ż y t y c h do budowy materiałach, konstrukcji, rozplanowaniu, po­
kryciu d a c h ó w b u d y n k ó w , itp. w wielu przypadkach uzupełniających się na­
wzajem.
O p r ó c z dużej ilości informacji p o z w a l a j ą c y c h wyjaśnić wicie istotnych
kwestii z w i ą z a n y c h z budownictwem, inwentarz zawiera również cenne wia­
d o m o ś c i d o t y c z ą c e niektórych innych dziedzin życia obu wsi. D o ś ć obszernie
opisuje pola folwarczne i c h ł o p s k i e , których znaczna część zarosła lasem lub
krzakami i w y m a g a ł a trzebieży, łąki, las z którego p o c h o d z i ł o drewno na bu­
d o w ę i na o p a ł . Dostarcza, niepełnych wprawdzie, danych o zaludnieniu w s i ,
wiełkości i strukturze rodzin c h ł o p s k i c h , rozmiarach gospodarstw, ich o b c i ą ż e ­
niach, strukturze upraw, inwentarzu martwym (przede wszystkim tzw. „zało­
dze") i ż y w y m , organizacji gromadzkiego wypasu bydła, zajęciach pozarolni­
czych m i e s z k a ń c ó w wsi.
Ten obszerny, miejscami zawierający drobiazgowe wręcz opisy b u d y n k ó w
( z w ł a s z c z a karczemnych i folwarcznych) inwentarz nie jest jednak na tle in­
nych tego rodzaju d o k u m e n t ó w gospodarczych z 2 polowy X V I I I w., niczym
w y j ą l k o w y m . Tabelaryczne inwentarze dóbr nieborowskich z lal 8()-tych X V I I I
w. z a w i e r a j ą np. po kilkadziesiąt informacji o k a ż d y m gospodarstwie chło­
pskim, nic licząc w i a d o m o ś c i d o t y c z ą c y c h całej w s i , często o charakterze

�Z E STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

147

i n s t r u k t a ż o w y m . Wprawdzie stosunkowo niewiele w nich w i a d o m o ś c i o bu­
downictwie, ale d u ż o danych o gospodarstwie c h ł o p s k i m - strukturze upraw,
dobytku, i t p . D o ś ć s z c z e g ó ł o w e opisy z a b u d o w a ń c h ł o p s k i c h i d u ż o wiado­
mości o ich u ż y t k o w n i k a c h z n a l e ź ć można w inwentarzach d ó b r ś r e d n i o z a m o ż ­
nej szlachty z powiatu nurskiego we wschodniej części w o j . mazowieckiego,
z lat 70-90-tych X V I I I w. ( W o ź n i a k I988a, s. 4). Na początku X I X w. w inwe­
ntarzach d ó b r ziemskich, m.in. mazowieckich, o p r ó c z obszernych o p i s ó w c h ł o ­
pskich c h a ł u p i b u d y n k ó w gospodarczych, pojawiają się niekiedy r ó w n i e ż ich
wymiary i plany (Baranowski, Bartyś I960).
Inwentarz Czosnowa i M a ł o c i c , inwentarze nieborowskic, a w pewnej mie­
rze nawet i te z powiatu nurskiego, z ich s z c z e g ó ł o w y m i opisami b u d y n k ó w
folwarcznych, austerii i osiadłości c h ł o p s k i c h , instruktarze w s p o s ó b drobiaz­
gowy regulujące funkcjonowania dóbr, notatki gospodarcze i obszerna kore­
spondencja z oficjalistami, to znajdujące odbicie w różnych dokumentach prze­
j a w y tej samej tendencji - d ą ż e n i a do usprawnienia gospodarstwa wiejskiego;
wprowadzania nowych, efektywniejszych s p o s o b ó w gospodarowania i spraw­
niejszej administracji dóbr, charakterystyczne dla ostatnich d z i e s i ę c i o l e c i
X V I I I w i e k u . Ten specyficzny, utylitarny kierunek zainteresowania wsią, a ści­
ślej gospodarstwem wiejskim, miał swe źródła, c h o ć inspiracje nic zawsze
działały tu w s p o s ó b b e z p o ś r e d n i , w ideologii Oświecenia. O ś w i e c e n i o w e has­
ło: „ w i e d z a rządzi ś w i a t e m " , w Polsce 2 połowy X V I I I w. p r z y b i e r a ł o w pra­
ktyce p o s t a ć r ó ż n o r o d n y c h w s k a z ó w e k racjonalnego p o s t ę p o w a n i a , p o c z ą w s z y
od recept technicznych, zasad gospodarowania, administrowania, a na prawid­
łach moralnych k o ń c z ą c . Wiedza, nauka, pojmowana była w s p o s ó b utylitarny,
dydaktyczny, jako ś r o d e k zaspokajania potrzeb ludzkich. O ś w i e c e n i o w e hasła,
g ł o s z o n e przez n i e l i c z n ą jeszcze elitę intelektualną w s p i e r a n ą przez m o ż n y c h
m e c e n a s ó w , c h o ć w zamierzeniach obliczone na p o w s z e c h n o ś ć , trafiały do
ograniczonej liczby a d r e s a t ó w (Opałek 1971, s. 243-244). Znacznie szerszy był
prawdopodobnie krąg tych, co w odpowiednio przetworzonej formie stosowali
te recepty racjonalnego gospodarowania nie interesując s i ę z u p e ł n i e ich ideo­
logicznym uzasadnieniem. Te czysto praktyczne motywy zainteresowania wsią
w Polsce 2 p o ł o w y X V I I I w. w ś r ó d o ś w i e c o n y c h często podbudowane elemen­
tami myśli ekonomicznej fizjokralów, nie były jednak j e d y n y m i . Kwestia
c h ł o p s k a np. b ę d ą c a g ł ó w n y m problemem s p o ł e c z n y m tamtych c z a s ó w , zajmo­
w a ł a wiele miejsca w publicystyce chylącej się do upadku Rzeczypospolitej,
c h o ć najczęściej p o d p o r z ą d k o w y w a n o j ą sprawie utrzymania n i e p o d l e g ł o ś c i
p a ń s t w a ( W o ź n i a k 1987, s. 20).
D o ś ć ż y w e było zainteresowanie ludnością wiejską - ludem, w literaturze
pięknej okresu Oświecenia i c h o ć jego źródła były bardzo r ó ż n o r o d n e , lo
w i ę k s z o ś ć ich w y p ł y w a ł a z przesłanek ideologicznych epoki.
Tradycja ludowa stała s i ę przedmiotem zainteresowania historyków, którzy
skłonni b y l i t r a k t o w a ć j ą jako ź r ó d ł o historyczne r ó w n o r z ę d n e dokumentom
pisanym ( W o ź n i a k 1987, s. 26-31).
Klimat epoki sprzyjał też odkrywaniu wsi jako pasjonującego tematu twór­
czości artystycznej. Krajobraz wiejski, l u d n o ś ć wiejska, pojawiają s i e w malar1

�148

ANDR/,1 i i W O Ź N I A K

siwie, w rysunkach i szkicach Canaletta, Norblina, O r ł o w s k i e g o , P ł o ń s k i e g o
i innych.
Inspirowane ideologia. Oświecenia zainlcresowanie ludnością w i e j s k ą i nie­
k t ó r y m i dziedzinami jej kultury przejawiało się w 2 polowie X V I I I w. w s p o s ó b
r ó ż n o r o d n y i bardzo wielokierunkowy. W y m i e n i ł e m tu kilka zaledwie przykła­
d ó w , ale ich wachlarz jest n i e p o r ó w n a n i e szerszy. P r z e j a w ó w takich zainter­
e s o w a ń , j a k j u ż w s p o m n i a ł e m , m o ż n a s z u k a ć z a r ó w n o w dokumentach o cha­
rakterze gospodarczym j a k i w p r o t o k ó ł a c h wizytacji diecezjalnych, w podrę­
cznikach gospodarstwa wiejskiego i w historiografii, we wszystkich rodzajach
ó w c z e s n e j literatury i w sztuce.
Obfitość ź r ó d e ł z ostatnich dziesięcioleci X V I I I w. m ó w i ą c y c h o wsi i jej
m i e s z k a ń c a c h , z w ł a s z c z a w p o r ó w n a n i u z okresami poprzednimi, jest ogrom­
na. N i e wszystkie jednak dziedziny życia wsi budziły w ó w c z a s zainteresowa­
nie. Nie wszystkie z tych, którymi się interesowano umiano czy z d ą ż o n o o p i s a ć .
Nie wszystko co napisano, z a c h o w a ł o się do naszych c z a s ó w . N i e k t ó r e z w ł a s z ­
cza regiony Polski (a do takich należy m.in. Mazowsze) ostatnia wojna pozba­
wiła znacznej, a nawet przeważającej części z a s o b ó w ź r ó d ł o w y c h .
J e d n ą z tych dziedzin kultury wsi polskiej 2 połowy X V I I I w. r ó w n i e ż
i mazowieckiej, które m a j ą stosunkowo b o g a t ą d o k u m e n t a c j ę ź r ó d ł o w ą , jest
budownictwo. Wśród ź r ó d e ł pisanych największe znaczenie dla badań nad
budownictwem c h ł o p s k i m we wsi pańszczyźnianej lego okresu mają inwenta­
rze d ó b r ziemskich.
W mazowieckich z e s p o ł a c h archiwalnych dokumenty o charakterze gospo­
darczym - inwentarze oraz z a w i e r a j ą c e r ó w n i e ż wiele w i a d o m o ś c i o budownic­
twie, rachunki i korespondencja gospodarcza, instrukcje dla administracji d ó b r
i oficjalistów, należą do najlepiej zaclunvanych kategorii ź r ó d e ł . Cenne wiado­
m o ś c i o mazowieckim budownictwie wiejskim z n a l e ź ć m o ż n a r ó w n i e ż w nie­
k t ó r y c h wizytacjach diecezjalnych z końca X V I I I w. Sporo niejasnych kwestii
z w i ą z a n y c h z finansowaniem budowy u ż y t k o w a n y c h przez c h ł o p ó w zabudo­
w a ń mieszkalnych i gospodarczych, c h ł o p s k i m i prawami do ziemi i zagrody
pozwala wyjaśnić literatura publicystyczna z tego okresu, c h o ć j u ż w o g ó l n o ­
polskim, a nie tylko regionalnym, mazowieckim wymiarze. W r o z w i ą z y w a n i u
n i e k t ó r y c h p r o b l e m ó w z w i ą z a n y c h z rozplanowaniem b u d y n k ó w mieszkal­
nych pomocna b y ć m o ż e X V I I J-wicczna historiografia, a w ł a ś c i w i e jedno
wybitne dzieło z tego okresu - ks. J. Kilowicza, Opis obyczajów za panowania
Augusta ¡II oraz relacje podróżujących w ó w c z a s po Polsce c u d z o z i e m c ó w .
P o d o b n ą rolę spełniają źródła ikonograficzne i wykorzystane w l y m opracowa­
niu źródła kartograficzne - „ o b r a z k o w e " mapy s p o r z ą d z o n e w czasie procesu
0 granice dóbr. Z a r ó w n o uwagi ks. Kilowicza o c h a ł u p a c h c h ł o p s k i c h , jak
1 wspomniane źródła ikonograficzne o d n o s z ą się do Mazowsza.
S p r ó b u j m y zatem, w y k o r z y s t u j ą c przede wszystkim d o ś ć bogate zasoby
ź r ó d e ł z epoki a w m i a r ę potrzeby r ó w n i e ż X l X - w i e c z n e opisy b u d y n k ó w „sta­
rych" (przede wszystkim mieszkalnych), t j . p o c h o d z ą c y c h z XVI1-XVI11 w.
o d t w o r z y ć obraz mazowieckiego budownictwa wiejskiego z 2 połowy X V I I I
w. Badania nad X V I I I - w i e c z n y m budownictwem wiejskim prowadzono j u ż od

�Z E STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

149

dawna w Wielkopolsce właściwej i w Izw. Wielkopolsce Wschodniej, w M a ł o ­
polsce na Kujawach i na Śląsku, brak natomiast prac na ten temat d o t y c z ą c y c h
Mazowsza.
T r o c h ę miejsca poświęciłem tej kwestii, p r z e w a ż n i e jednak na marginesie
innych z a g a d n i e ń , w paru swoich w c z e ś n i e j s z y c h opracowaniach ( W o ź n i a k
1983; 1987; 1988b). Dwa osobne artykuły: jeden poświęcony budownictwu
Czosnowa i M a ł o c i c w świetle inwentarza z 1784 г., drugi z a ś d o t y c z ą c y tej
samej problematyki, na pograniczu mazowiccko-podlaskim, jeszcze się nie
u k a z a ł y ( W o ź n i a k 1985, 1988a). Ten jest próbą podsumowania w i a d o m o ś c i
0 mazowieckim budownictwie wiejskim X V I I I w. z w c z e ś n i e j s z y c h opraco­
w a ń , u z u p e ł n i o n y c h o materiały z innych terenów Mazowsza.
Wykorzystane w nim źródła archiwalne przechowywane są w A r c h i w u m
G ł ó w n y m A k t Dawnych ( A G A D ) i A r c h i w u m Diecezjalnym w Płocku ( A D P )
1 o d n o s z ą się, podobnie j a k i inne materiały, na które się tu powołuję, do terenu
trzech przedrozbiorowych w o j e w ó d z t w mazowieckich: p ł o c k i e g o , mazowiec­
kiego i rawskiego.
2. W problematyce trwania i zmiany w kulturze ludowej zagadnienie stało­
ści osadnictwa wiejskiego należy do podstawowych. Z w r a c a ł na nie u w a g ę K.
Dobrowolski, w y m i e n i a j ą c je jako jeden z dwu najważniejszych c z y n n i k ó w
sprzyjających k s z t a ł t o w a n i u się chłopskiej kultury tradycyjnej (Dobrowolski
1966, s. 80).
Znaczna t r w a ł o ś ć osadnictwa w y s t ę p o w a ł a we wsi p o u w ł a s z c z e n i o w e j ,
a w okresie w c z e ś n i e j s z y m przede wszystkim w tych rejonach Polski, gdzie
powszechne były tzw. „ l e p s z e " prawa chłopa do ziemi i zagrody. Przed uwła­
szczeniem były one stosunkowo m a ł o rozpowszechnione na ziemiach ś r o d k o ­
wej Polski, a chłopi mazowieccy w większości ich nie posiadali. W X V I I I w.
d o m i n u j ą c ą na Mazowszu formą posiadania ziemi był rodzaj bezterminowej
d z i e r ż a w y , w warunkach której c h ł o p nie posiadał ż a d n y c h praw do uprawianej
przez siebie ziemi. B y ł on jedynie jej u ż y t k o w n i k i e m i m ó g ł być z niej w każdej
c h w i l i przez właściciela d ó b r usunięty. Z „ l e p s z y m prawem", tzw. prawem
zakupnym, stosunkowo powszechnym np. w M a ł o p o l s c e , na Mazowszu spoty­
kamy s i e w n i e k t ó r y c h wsiach dóbr duchownych i królcwsz.czyzn. Prawo zakupne' p o z w a l a ł o c h ł o p u na z a m i a n ę ziemi, puszczenie jej w d z i e r ż a w ę , zastaw,
s p r z e d a ż , przekazanie potomstwu w całości lub w c z ę ś c i a c h . Wszystkie te
działania m o g ł y być jednak dokonywane tylko za z g o d ą dworu. To niewielkie
upowszechnienie praw zakupnych, o p r ó c z wielu innych konsekwencji, b y ł o
j e d n ą z g ł ó w n y c h przyczyn charakterystycznej dla mazowieckiej wsi pańsz­
c z y ź n i a n e j 2 p o ł o w y X V I I I w., braku stałości osadnictwa ( W o ź n i a k 1987, s.
53-58; 63-70).
Z c h ł o p s k i m prawem do ziemi w i ą z a ł o się r ó w n i e ż prawo do zagrody.
W X V I I I - w i e c z n e j mazowieckiej wsi p a ń s z c z y ź n i a n e j zagroda nie była prze­
w a ż n i e w ł a s n o ś c i ą c h ł o p a . W dobrach prywatnych chalupa a często r ó w n i e ż
budynki gospodarcze budowane były z dworskiego materiału, na koszt d w o r u
i s t a n o w i ł y jego w ł a s n o ś ć . Niekiedy d w ó r b u d o w a ł chłopu tylko c h a ł u p ę , z a ś

�150

ANDRZEJ W O Ź N I A K

na budynki gospodarcze d a w a ł jedy nic materiał. W niektórych dobrach r ó w n i e ż
i p o w a ż n i e j s z e remonty z a b u d o w a ń c h ł o p s k i c h przeprowadzane były na koszt
d w o r u . " Nieco częściej budowali chłopi na w ł a s n y koszt chałupy, a z w ł a s z c z a
zabudowania gospodarcze w k r ó l c w s z c z y z n a c h i dobrach duchownych (Woź­
niak 1983, s. 135).
„ P o d d a n y , co tylko ożeni się, nie mający więcej majątku swego, tylko na
sobie to odzienie, które w y s ł u ż y ł parobkiem będąc, zaraz z w y k ł b y w a ć do
osiadania gruntu przymuszany [...] Takiemu gdy postawi pan ziemianin c h a ł u p ę
i da woły, rozumie, ż e z a p o m o ż e n i u tego poddanego swego j u ż uczynił z a d o ś ć ,
w i ę c pociąga go do tych wszystkich p o w i n n o ś c i , które zaledwie o d b y ć m o ż e
zestarzały i j u ż dobrze z a p o m o ż o n y gospodarz". Tak p r z e d s t a w i a ł w 1767 r.
sytuację nowo osadzonego na gospodarstwie m a ł ż e ń s t w a c h ł o p s k i e g o redago­
wany przez F. Bohomolca „ M o n i t o r " . Chałupa jest tu wymieniana razem
z w o ł a m i , jako jedna z zasadniczych części s k ł a d o w y c h pomocy dworskiej dla
o b e j m u j ą c e g o gospodarstwo p a ń s z c z y ź n i a n e c h ł o p a . Jest w ł a ś c i w i e jeszcze
j e d n y m elementem tzw. załogi, c h o ć formalnie nie była do niej zaliczana. Tak
też w p o c z ą t k a c h X I X w. przedstawiali to w swej skardze posiadający prawa
zakupne chłopi ze wsi fnwald na dawnym pograniczu ś l ą s k o - p o l s k i m . Udowad­
niali mianowicie, że „nigdy całej p a ń s z c z y z n y nie r o b i l i " i nie są do tego
z o b o w i ą z a n i , bo mają „grunta zakupne", a tylko w „takich dobrach poddani
m u s z ą o d r a b i a ć c a ł k o w i t ą p a ń s z c z y z n ę , gdzie s ą grunty niczakupne, dominikalne, gdzie dom i sprzęty rolnicze są d o m i n i k a l n ą w ł a s n o ś c i ą " , tu z a ś domi­
nium nic i m nie daje, wszystko jest ich w ł a s n o ś c i ą . Podobnie przcdslawiono
s p r a w ę w ł a s n o ś c i domostw c h ł o p s k i c h w kontekście praw do ziemi w ź r ó d ł a c h
z 2 p o ł o w y X V I I I w., z w ł a s z c z a w publicystyce (Woźniak 1985, s. 17-18; 1987,
s. 58).
C z ę s t o d w ó r , chcąc ś c i ą g n ą ć do d ó b r nowego chłopa, b u d o w a ł mu swoim
kosztem c h a ł u p ę . S z c z e g ó l n i e powszechne było lo we wsi mazowieckiej dru­
giej połowy X V I I I w., bardziej niż v/iessv innych rejonach Polski wyniszczonej
i wyludnionej d z i a ł a n i a m i wojennymi z p o c z ą t k ó w stulecia licznymi p ó ź n i e j ­
szymi epidemiami i wieloletnimi nieurodzajami. Panujące w ó w c z a s na Mazo­
wszu stosunki, w dziedzinie chłopskich praw do zagrody, d a d z ą się zresztą
o d n i e ś ć wstecz co najmniej do s c h y ł k u ś r e d n i o w i e c z a i bardzo tu rozpowszech­
nionej, a regulowanej przez prawo ziemskie (ius terrestre) instytucji pomocy
feudalnej - załogi ( W o ź n i a k 1985, s. 18-19).
N i e k t ó r e budynki gospodarcze, z w ł a s z c z a niniejsze, o nieskomplikowanym
rozplanowaniu i konstrukcji - chlewy, chlewiki, k o m ó r k i (rzadziej s t o d o ł y ) ,
chłopi wznosili na w ł a s n y koszt, a niekiedy w r ę c z budowali je sami. Drewno
na b u d o w ę , ściśle reglamentowane, dostawali z dworskiego lasu. W M a ł o c i cach drewno budowlane w o ż o n o z tamtejszego p o d m o k ł e g o lasu, z i m ą prawdo­
podobnie na saniach ( W o ź n i a k 1985, s. 20).
O przestrzennym rozplanowaniu zagrody chłopskiej X V I l l - w i e c z n e źródła
- z a r ó w n o dokumenty gospodarcze jak i materiały kartograficzne i ikonografi­
czne - zawierają niewiele w i a d o m o ś c i . Było ono zresztą na Mazowszu, podo­
bnie j a k w wieku X I X d o s y ć z r ó ż n i c o w a n e w zależności od terenu, miejsco-

�ZE STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

151

wych w a r u n k ó w , tradycji czy z a r z ą d z e ń właścicieli ziemskich. Na podstawie
inwentarza dóbr O j r z e n i e - W i e ś Wojtkowa i Grabowiec w powiecie ciechano­
w s k i m z a w i e r a j ą c e g o s z c z e g ó l n i e d o k ł a d n e opisy osiadłości c h ł o p s k i c h , m o ż n a
w n i o s k o w a ć iż w tamtych okolicach w y s t ę p o w a ! typ zagrody p a ń s z c z y ź n i a n e ­
go chłopa z a ł o ż n e g o , prawdopodobnie p ó l w ł ó k o w e g o , w kształcie otwartego,
lub odgrodzonego płotem od gościńca prostokąta. Jedno jego d ł u ż s z e r a m i ę
tworzyła c h a ł u p a , stojąca przypuszczalnie szczytem do gościńca oraz chlew
albo szopa. K r ó t s z e r a m i ę stanowiła prostopadła do tych b u d y n k ó w stodoła,
niekiedy z p r z y b u d o w a n ą do niej s z o p ą lub k o m ó r k ą , naprzeciw z a ś c h a ł u p y
stały p o z o s t a ł e zabudowania gospodarskie, np. drugi chlew, wozownia, spi­
chlerz. Opisana zagroda reprezentuje typ w y j ą t k o w o jak na tamte czasy rozbu­
dowany wielobudynkowy, ( W o ź n i a k 1983, s. 136). Podobnie wiclobudynkowe
zagrody o z b l i ż o n y m , j a k się wydaje rozplanowaniu, w y s t ę p o w a ł y we wsi
M a ł o c i n , s t a n o w i ą c e j poświętne kościoła s z r e ń s k i e g o w pobliskiej ziemi mła­
wskiej i opisanej w wizytacji diecezji płockiej z 1775 r. Zagroda w Malocinie
składała się p r z e w a ż n i e z 4-5 b u d y n k ó w : chałupy, stodoly, szopy dla bydła,
stajni dla koni, owczarni a niekiedy także spichlerza, „ w o z a r k i " czy komory
przy stajni, raz z a ś wspomniano r ó w n i e ż o ocembrowanej studni. Malocin b y ł
jednak j a k na tamte czasy w s i ą d o ś ć z a m o ż n ą , gospodarstwa były lam w ł ó k o w e ,
a gospodarze c h o ć mieli z a ł o g ę , kilkanaście lat wcześniej zostali „na czynsz
o b r ó c e n i " (Materiały
1984, s. 286-291).
W innych wsiach okolic Ciechanowa - Romanowie, Zakrzewie czy też.
w Rymbieszach w s ą s i e d n i m przasnyskim, w opisach z a g r ó d c h ł o p s k i c h inwe­
ntarze w y m i e n i a j ą jedynie chałupy i stodoły. Brak również, z a b u d o w a ń inwe­
ntarskich - stajni, c h l e w ó w w w i ę k s z o ś c i z a g r ó d , nawet p ó l w ł ó k o w y c h
w Czosnowie i M a ł o c i c a c h w ziemi warszawskiej (Woźniak 1983, s. 136-137).
W n i e k t ó r y c h opisach z a g r ó d w Czosnowie m o ż n a znaleźć nieco wiadomo­
ści o sposobie rozmieszczenia składających się na nic b u d y n k ó w . Jedna z. za­
gród np. to tylko c h a ł u p a i m i e s z c z ą c a się pod jednym z nią dachem s t o d ó ł k a ,
inna składała s i ę z chałupy, przy której znajdowała się „ k o m ó r k a osobliwie
postawiona" oraz stodoły „przy której o b ó r k a " . Przy założeniu w z g l ę d n i e
s t a ł e g o miesjca stodoły w zagrodzie (jeśli nic w y s t ę p u j e pod jednym dachem
z c h a ł u p ą ) , stojącej zazwyczaj w głębi siedliska, prostopadle do chałupy, mo­
ż e m y p r ó b o w a ć n a k r e ś l i ć hipotetyczny obraz zagrody nawet na podstawie tak
bardzo lakonicznej informacji z Czosnowa, j a k wzmianka o c h a ł u p i e z dwoma
s t o d ó ł k a m i ( W o ź n i a k 1985, s. 21-22).
Typem zagrody najczęściej w y s t ę p u j ą c y m w mazowieckiej wsi p a ń s z c z y ź ­
nianej 2 p o ł o w y X V I I I w. wydaje się jednak być typ p o ś r e d n i : ani tak rozbudo­
wany j a k w Ojrzeniach czy Malocinie, ani do tego stopnia zredukowany j a k np.
w Romanowie i Zakrzewie. We wsiach p o w i a t ó w nowomiejskiego, wyszogro­
dzkiego, zakroczymskiego, g r ó j e c k i e g o czy nurskiego, zagroda składała się
zazwyczaj z chałupy, stodoły, czasem d w u , chlewu (lub dwu) a niekiedy r ó w ­
nież spichlerza, szopy lub k o m ó r k i .
Tam, gdzie zagroda składała się tylko z chałupy i stodoly bydlo trzymano
w budynku mieszkalnym. Z d a r z a ł o się lo nawet w folwarkach, o czym świad-

�152

ANDRZEJ WOŹNIAK

czy wzmianka z inwentarza starostwa p i a s e c z y ń s k i e g o z 1722 r. W opisie bu­
dynku, w k t ó r y m m i e s z k a ł tzw. „ g o s p o d a r z " , tj. oficjalista zarządzający folwar­
kiem, czytamy: „izba z piecem prostym [...] ex opposilo lej izby przez sień
komora, w klórej w o ł y s l a w a j ą " ( W o ź n i a k 1983, s. 137).
Zwyczaj trzymania bydla i innych zwierząt gospodarskich w c h a ł u p i e , prze­
de wszystkim w sieni, ale też i w izbie poświadcza podróżujący po Polsce
w latach 70-tych X V I I w. Fryzyjczyk U l r y k Werdum (1971, s. 299), o „ o b ó r c e "
w sieni pisał r ó w n i e ż p r z e b y w a j ą c y w Polsce sto lal później Hubert Vautrin
(1963, s. 721). W dobrze zagospodarowanych i sprawnie administrowanych
dobrach nieborowskich M . H . Radziwiłła, gdzie wprowadzono w ż y c i e wiele
z a l e c e ń tzw. „ n o w e g o rolnictwa" i gdzie wszyscy chłopi mieli budynki inwe­
ntarskie, instrukcja dla „ g u b e r n a t o r a " dóbr z. 1783 r. z a k a z y w a ł a trzymania
bydła w domach:
„ 1 2 . Poddani wszyscy aby się nie opuszczali, grunta swoje dobrze uprawiali,
zasiewali, c z y s t o ś ć , o s t r o ż n o ś ć w domach zachowali, bydla w domu nie cho­
wali i nie k a r m i l i , budynki dobrze reparowali
(Instrukcje
1963, s. 304).
C h o ć , j a k s i ę wydaje, takie i podobne zakazy czy zalecenia nie należały
w ó w c z a s , przynajmniej w w i ę k s z y c h dobrach, do rzadkości, zwyczaj o k a z a ł s i ę
bardziej ż y w o t n y i np. w niektórych okolicach Mazowsza (Czerskie), bydlo
i świnie powszechnie trzymano w sieni w lalach 60-tych X I X w. ( K o z ł o w s k i
1867-1869, s. 369), a M . Trawi ńska pisze, że na niektórych terenach było lo
d o ś ć c z ę s t e jeszcze po I I wojnie światowej (Trawińska 1968, s. 62-65).
W przypadku braku stodoły w zagrodzie c h ł o p s k i e j , lub braku w niej miej­
sca, plony przechowywano w brogach, o których jednak łatwiej z n a l e ź ć
w z m i a n k i w staropolskiej literaturze pięknej niż w mazowieckich źródłach
pisanych (Gloger 1974, s. 208). Zarys c h a ł u p c h ł o p s k i c h i brogu z daszkiem na
czterech s ł u p a c h w i d a ć w tle jednego z r y s u n k ó w J. P. Norblina przedstawiają­
cego sejmik szlachecki na Mazowszu lub L u b e l s z c z y ź n i c , gdzie malarz najczę­
ściej p r z e b y w a ł .
W dobrach, w których w y s t ę p o w a ł w y r a ź n y podział c h ł o p ó w na kategorie,
z n a j d o w a ł on w pewnym stopniu odbicie w z r ó ż n i c o w a n y m pod w z g l ę d e m
ilości b u d y n k ó w s k ł a d z i e zagrody. W Czosnowie i Malocicach zagrody jednobudynkowe, tj. bez j a k i c h k o l w i e k z a b u d o w a ń gospodarczych zamieszkiwali
r z e m i e ś l n i c y wiejscy, czasem komornice (po 2 w c h a ł u p i e ) . Zagrody gospoda­
rzy z a ł o ż n y c h (na p ó ł w l o c z k a c h ) , składały s i ę o p r ó c z chalup ze s t o d ó ł (niekiedy
d w ó c h ) i w pojedynczych przypadkach stajenek. Wyraźniej rysuje s i ę to z r ó ż ­
nicowanie w dobrach strzembowskich w Zakroczymskiem, gdzie najbardziej
rozbudowane były zagrody „ g m u r s k i e " ( p ó ł w ł ó c z n i c z e ) . Składały s i ę one za­
zwyczaj, o p r ó c z chalupy, z 1-2 stodół, p r z e w a ż n i e , c h o ć nie zawsze, miały
1 a niekiedy 2 chlewy, rzadko k o m ó r k i lub szopki. Te ostalnie budowane były
zazwyczaj przez samych c h ł o p ó w . W zagrodach o g r o d n i k ó w , s i e d z ą c y c h na
gospodarstwach ć w i e r ć w ł ó k o w y c h , w y s t ę p o w a ł j u ż w niektórych wypadkach
z u p e ł n y brak b u d y n k ó w gospodarczych. Stodoła jeśli była, to tylko jedna,
chlew jeden, rzadziej dwa, czasem dodatkowo szopka lub k o m ó r k a , niemal
r e g u ł ą b y ł brak b u d y n k ó w gospodarczych przy chałupach r z e m i e ś l n i k ó w . K o -

�153

Z E STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

mornice, j e ś l i m i e s z k a ł y w osobnych c h a ł u p a c h , p r z e w a ż n i e po dwie, również,
z a b u d o w a ń gospodarskich nie miały.
W dobrze zagospodarowanych dobrach nieborowskich, skład zagrody, za­
r ó w n o kmiecej j a k i zagrodniczej b y ł laki sam. Jedni i drudzy mieli c h a ł u p ę , po
jednej stodole i po chlewie. Prawdopodobnie zabudowania kmiece różniły się
od zagrodniczych wielkością, ale inwentarz nic o tym nic wspomina ( W o ź n i a k
1983, s. 137).
Bardzo rzadko znajdujemy w źródłach wzmianki o płotach otaczających
z a g r o d ę . Inwentarz Czosnowa i M a ł o c i c wspomina o g ó l n i e o o b o w i ą z k u budo­
wy o g r o d z e ń „tak od w s i , jako i od gościńca, dla z a p o b i e ż e n i a szkodzie w po­
lach" ( W o ź n i a k 1985, s. 22), a z opisu osiadłości c h ł o p s k i c h wsi Romanowo
w pow. przasnyskim dowiadujemy się, ż e „ o k o ł o c h a ł u p niemasz p l o t a " . Tłem
rysunku J. P. Norblina p r z e d s t a w i a j ą c e g o chłopa o s t r z ą c e g o kosę jest zagroda
otoczona p ł o t e m . Jedna c z ę ś ć lego plotu zbudowana jest z wbitych w z i e m i ę
s ł u p ó w p o ł ą c z o n y c h ż e r d z i a m i , druga z a ś pleciona z chrustu (Turska I 9 6 0 , po
s. 64). Fragment płotu z przylegających do siebie zaostrzonych dranic w i d a ć na
rysunku Aleksandra O r ł o w s k i e g o p r z e d s t a w i a j ą c y m przybudowany prawdopo­
dobnie do c h a ł u p y chlewik ( C ę k a l s k a - Z b o r o w s k a 1974).
„ U c h a ł u p y chłopskiej sień jest z. czoła, za nią izba, a w tyle komora" lak
pisał w k o ń c u X V I I I w. ks. Jędrzej Kitowicz, porównując c h a ł u p ę c h ł o p s k ą na
Mazowszu ("w Mazurach") z dworami tutejszej drobnej szlachty (195 I , s. 522).
Sumienny i d o k ł a d n y w opisach obyczajów, a w oddawaniu materialnych re­
a l i ó w życia, niekiedy w r ę c z drobiazgowy proboszcz z Rzeczycy, tu również
jest nie do p o d w a ż e n i a . W świetle ź r ó d e ł pisanych, chałupa o takim w ł a ś n i e
u k ł a d z i e p o m i e s z c z e ń , była w 2 polowie X V I I I w. powszechnie w y s t ę p u j ą c y m
typem domostwa mazowieckiego c h ł o p a . Użyte przez ks. Kitowicza o k r e ś l e n i e ,
ż e w c h a ł u p i e „sień jest z c z o ł a " zdaje się leż s u g e r o w a ć rzecz d o ś ć istotną,
a mianowicie umiejscowienie drzwi w e j ś c i o w y c h do chaty w ścianie szczyto­
wej sieni. Mazowieckie źródła pisane niewiele zawierają na len lemal wiado­
mości, c h o ć b y p o ś r e d n i c h , takich jak te w inwentarzu Ojrzeni-Wojtkowej Wsi
i Grabowca w pow. ciechanowskim, gdzie w opisach c h a ł u p c h ł o p s k i c h znaj­
dują s i ę informacje o ich orientacji wobec stron świata „ B u d y n e k idąc od dwora
po l i w e j , aleas od p ó ł n o c k a . Sień, kumora w slupy, siary, bardzo lichy, frontem
na p o ł u d n i e , tyłem na z a c h ó d " . ( W o ź n i a k 1983, s. 136). Zawarte w tym opisie
(oraz podobne w k i l k u innych) informacje pozwalają p r z y p u s z c z a ć , żc wejście
w tych budynkach z n a j d o w a ł o się w szczytowej ścianie ("front") s i e n i . Zna­
mienne jest, ż e jeszcze stosunkowo niedawno starzy ludzie w badanej przez J.
Czajkowskiego p o d c z ę s t o c h o w s k i e j wsi Brzeziny, w której w polowie X V I I I
w. w y s t ę p o w a ł o b u d o w n i c l w o w ą s k o f r o n t o w e , określali j a k o „front" c h a ł u p y
jej ś c i a n ę s z c z y t o w ą , z w r ó c o n ą do drogi i p o z b a w i o n ą drzwi, podczas gdy
wejście z n a j d o w a ł o się w dłuższej ścianie (Czajkowski 1971, s. 106).
3

4

Źródła ikonograficzne z X V I I I i początku X I X w. (np. rysunki J. P. Norblina,
A . O r ł o w s k i e g o , M . P ł o ń s k i e g o i innych) oraz opisy budownictwa wiejskiego
z X I X i p o c z ą t k u X X w. w s k a z y w a ł y na rozpowszechnienie w X V I I I w. bu­
downictwa w ą s k o f r o n t o w e g o w w o j e w ó d z t w i e rawskim i przylegającym d o ń

�154

A N D R Z E J WOŹNIAK

szerokim pasie w o j e w ó d z t w a mazowieckiego obejmującym mniej więcej środ­
k o w ą jego c z ę ś ć i b i e g n ą c y m w kierunku Lubelszczyzny. J e d n a k ż e , w n i o s k u j ą c
z c z ę s t o t l i w o ś c i jego w y s t ę p o w a n i a w X I X w. p r z y p u s z c z a ć m o ż n a , że w po­
przednim stuleciu b y l to na Mazowszu typ budownictwa o d c h o d z ą c e g o j u ż
w p r z e s z ł o ś ć i ustępujący miejsca nowszemu, szerokofrontowemu. Rysunki
c h a ł u p na wspomnianych j u ż mapkach procesowych wsi Jeziory z. Osieczkiem,
w ziemi czerskiej z lat 30-tych X V I I I w. poświadczają istnienie budownictwa
w ą s k o f r o n t o w e g o obok, j a k się wydaje szerokoPronlowego r ó w n i e ż w tej części
Mazowsza. P o n i e w a ż jednak w y s t ę p o w a ł y lam również chałupy w ą s k o f r o n t o wc z drugim w e j ś c i e m w ścianie d ł u ż s z e j , trudno jednoznacznie s t w i e r d z i ć czy
wszystkie rysunki c h a ł u p , na których widać tylko wejście w ścianie szerszej,
p r z e d s t a w i a j ą r z e c z y w i ś c i e budynki szerokolronlowe (Woźniak 1985, s. 43).
W r ó ć m y jednak do kwestii rozplanowania chalup c h ł o p s k i c h . Chalupa t rój w n ę t r z n a , jednotraktowa (sień, izba, komora) występuje powszechnie w ź r ó d ­
łach mazowieckich ostatniego 30-lecia X V I I I w. Chaty lego typu s t a n o w i ł y
ponad p o ł o w ę b u d y n k ó w mieszkalnych w dobrach c z o s n o w s k o - m a ł o c i c k i c h ,
60% w Malocinie, poświętnym parafii szreńskiej i ponad 30% (tyle, co c h a ł u p y
d w u w n ę l r z n e ) we wsiach powiatu nurskiego. W znanych nam już dobrach
O j r z e n i e - W i e ś Wojtkowa i Grabowiec w pow. ciechanowskim, których niedatowany inwentarz pochodzi, jak wynika z p o r ó w n a n i a sygnatur i dat ksiąg
grodzkich, z drugiej p o ł o w y X V I I I w. wszystkie chałupy, z jednym tylko w y ­
j ą t k i e m , były trójwnętrzne." Z u p e ł n i e inaczej przedstawiała się sytuacja w k i l ­
ku wsiach pow. wyszogrodzkiego (dobra kobylnickie i wieś Kadlubowo), za­
kroczymskiego ( dobra Strzembowo) i nowomiejskiego (Winnica, Pniewo),
których inwentarze s p o r z ą d z o n e były między rokiem 1729 (Kadlubowo), a po­
ł o w ą X V I I I w. We wsiach tych p r z e w a ż a ł y zdecydowanie chałupy składające
się tylko z sieni i izby, które w dobrach K o b y l n i k i i dobrach Strzembowo sta­
n o w i ł y o k o ł o 70% domostw. S p o t y k a ł o się tu również, chałupy I - w n ę t r z n e ; izby
bez sieni (2 zagrody w Pniewie, 1740 г.), sporo było t r ó j w n ę l r z n y c h . Stosun­
kowo nieznaczny procent b u d y n k ó w mieszkalnych s t a n o w i ł y tzw. dwojaki.
M o ż n a zatem, j a k się wydaje, w y s u n ą ć hipotezę, ż e chalupy t r ó j w n ę t r z n e (sień,
izba, komora), szerzej u p o w s z e c h n i ł y się na Mazowszu w 2 polowie X V I I I w .
A b y z a k o ń c z y ć r o z w a ż a n i a z w i ą z a n e z rozplanowaniem c h a ł u p c h ł o p s k i c h ,
dodajmy iż o p r ó c z o m ó w i o n y c h typów chalup, w źródłach spotyka się przynaj­
mniej kilka jeszcze rodzajów b u d y n k ó w mieszkalnych, b ę d ą c y c h p r z e w a ż n i e
wariantami j u ż opisanych. Wariantem chałupy d w u w n ę l r z n e j (sień i izba) w y ­
s t ę p u j ą c y m na c a ł y m Mazowszu była chata z k o m o r ą w sieni. O d m i a n ą typu
pierwszego ( t r ó j w n ę t r z n e g o ) d o ś ć częstą we wsiach pow. nurskiego (ok. 20%
c h a ł u p ) , ale rzadziej p o ś w i a d c z a n ą przez źródła gdzie indziej, była chałupa
składająca s i ę z sieni, izby i komory oraz dodatkowej k o m ó r k i , a niekiedy dwu
(lub k o m ó r k i i chlewu), w sieni ( W o ź n i a k 1988a).
6

Innym wariantem typu pierwszego czy też raczej osobnym, bardzo rzadkim
typem chałupy, był dom „ u c z c i w e g o " Kazimierza Kosowicza, jedynego w tych
dobrach przedstawiciela uprzywilejowanej warstwy ludności wiejskiej. Dom
ten s k ł a d a ł się z sieni, izby, alkierza i komory.

�Z E STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

155

Tzw. „ d w o j a k i " , budynki mieszkalne dla dwu rodzin pod jednym dachem,
w y s l ę p o w a ł y na całym Mazowszu. Mieszkali w nich często rzemieślnicy, cza­
sem komornice lub chłopi niższej kategorii, ale niekiedy budowano je r ó w n i e ż
dla c h ł o p ó w „ d n i o w y c h " , z a l o ż n y c h , odrabiających pełną p a ń s z c z y z n ę . Naj­
prostsze, stosunkowo c z ę s t o s p o l y k a n é dwojaki składały s i ę z dwu izb (bez
k o m ó r ) , p o ł ą c z o n y c h w s p ó l n ą sienią. Rzadziej spotykanym r o z w i ą z a n i e m było
p o ł ą c z e n i e pod j e d n y m dachem d w u b u d y n k ó w trójwnęlrznych, a więc „ d w o ­
j a k " składający s i ę z d w u izb z komorami (dobra K o b y l n i k i , pow. wyszogrodzki).
Podstawowym m a t e r i a ł e m , z k t ó r e g o wznoszono ściany b u d y n k ó w miesz­
kalnych było drewno, sporadycznie stosowano jednak i inne materiały. Jeden
z m i e s z k a ń c ó w Rusi C z y ż e w a w pow. nurskim mieszkał, jak czytamy w inwe­
ntarzu z 1779 r. „w gliniance" a s i o n k ę miał „z pletniaka", lub używając
terminologii ź r ó d e ł z innych rejonów Mazowsza, „z chrustu" (Woźniak 1988,
s. 9). W K a d ł u b o w i c w pow. wyszogrodzkim, jeden z chłopów, jak dowiaduje­
my s i ę z c znanego nam j u ż inwentarza z roku 1729, miał c h a ł u p ę „w węgieł [...]
sień w p ó ł w dylic, w p ó ł z chrustu". W tejże samej wsi kuźnia wybudowana byla
„ w p ó ł w dylie, w p ó ł w I e p i o n k ę " , a więc z gliny. Z inwentarza dóbr L ę c z e s z y ce w pow. g r ó j e c k i m z 1785 r. dowiadujemy się, że jedne z tamtejszych w „ d w o j a k ó w " były „w g l i n ę murowane". Termin „ m u r o w a n e " pozwala d o m y ś l a ć się,
ż e glina była tylko spoiwem zastępującym z a p r a w ę w a p i e n n ą , budynek z a ś
wzniesiono prawdopodobnie z surowej lub wypalanej cegły, klórą miejscowy
„ s t r y c h a r z " p r o d u k o w a ł na potrzeby dóbr łęczeszyckich w znacznej ilości
( W o ź n i a k 1988b, s. 33)
Przy budowie ścian c h a ł u p stosowano dwie podstawowe konstrukcje: „w
słupy i d y l e " tj. s u m i k o w o - ł ą t k o w ą oraz, „w w ę g i e l " , „w zamek", czyli z r ę b o w ą .
O budynkach z gliny i pomocniczo stosowanej plecionce, w s p o m i n a ł e m
w c z e ś n i e j . D o d a ć jednak trzeba, że rola tej ostatniej konstrukcji w budownic­
twie mieszkalnym była w poprzednich stuleciach znacznie w i ę k s z a . Ś w i a d c z y ­
łyby o t y m np. opis b u d y n k ó w dworskich w dobrach Ś l e d z i a n o w o , oblatowanego w 1705 r. w nurskich księgach grodzkich:
„ N a p r z ó d budynki dworskie, to jest izba stara z drzewa, gliną oblepiona,
mała, okna w niej niewielkie, w drzewo robione, komora przy niej z plecionki
(...] gliną obita [...] lakże przeciwko tejże izbie, druga piekarniowa z drzewa
starego oblepiona gliną, piec carny przy niej, komora z chrustu gliną oblepiona,
m i ę d z y izbami sień z plecionki glino oblepiona. Przy tym budy nku chlcwki dwa
z chroslu, na p o d w ó r z u spichlerz stary z drzewa (... - dalej opis resztek spalo­
nego d w o r u - A . W.) gumno i stodoła | . . . | cala z. chrustu | . . . | item stodoła
z chrostu na p o d w ó r z u [...] spichlerz do sypania zboża, iłem obora z chroslu".
( W o ź n i a k 1988a, s. 9). Budynki mieszkalne, w których zastosowano konstru­
kcję s u m i k o w o - ł ą t k o w ą , bo najczęściej stosowano j ą w połączeniu ze z r ę b o w ą ,
s t a n o w i ł y w i ę k s z o ś ć na całym niemal badanym obszarze Mazowsza. Kiedy
k o n s t r u k c j ę „w s ł u p y " ł ą c z o n o ze z r ę b o w ą , „w w ę g i e ł " budowano izbę, „w
s ł u p y " sień, a c z ę s t o i k o m o r ę . Niekiedy k o m o r ę wraz z izbą budowano w w ę ­
gieł, „w slupy" z a ś tylko sień. P r z e w a g ę b u d y n k ó w o konstrukcji w ę g ł o w e j ,
7

�156

ANDRZEJ WOŹNIAK

u w a ż a n e j za trwalszą i solidniejszą da s i ę z a u w a ż y ć jedynie w niektórych
wsiach pow. nurskiego.
Brak w ź r ó d ł a c h z u p e ł n i e w i a d o m o ś c i na temat konstrukcji d a c h ó w c h ł o ­
pskich domostw. P o w t a r z a j ą s i ę tylko podobne do siebie informacje o ich
pokryciu: „dach s ł o m ą kryty", „dach snopkiem poszywany", „dach s ł o m i a n y
zły". Rzadko do krycia c h a ł u p chłopskich u ż y w a n o na Mazowszu g o n t ó w .
Z inwentarza w s i Jeziora w pow. g r ó j e c k i m dowiadujemy się, ż e „ g o n t a m i
o

pokryta" była tam „chałupa dla kowala". Z u p e ł n y wyjątek s t a n o w i ą dwojaki
w K o b y l n í k á c h , których dach b y ł „ d a c h ó w k ą pokryty".
Nieco więcej w i a d o m o ś c i , p r z e w a ż n i e jednak d o t y c z ą c y c h Czosnowa i M a ­
łocic oraz w s i pow. nurskiego mamy o takich elementach w n ę t r z a chałupy j a k
pułapy i p o d ł o g i . P u ł a p z „ d y l i " , „ o p a ł k ó w " , lub żerdzi, a najczęściej ( z w ł a s z ­
cza w nowszych c h a ł u p a c h ) z tarcic, u k ł a d a n o nad izbą i k o m o r ą . Pozbawione
p u ł a p u były sienie i b y ć m o ż e , na co w y d a j ą s i ę w s k a z y w a ć materiały z Czos­
nowa i M a ł o c i c , komory w niektórych chatach. W opisie izby młynarskiej przy
m ł y n i e w Ł ę c z e s z y c a c h , w kontrakcie z m ł y n a r z e m z 1791 г., wspomniany jest
„ p u ł a p z tarcic i z p o d l e p ą d o b r ą " . 0 p o d ł o g a c h znajdujemy wzmianki w opi­
sach trzech starych c h a ł u p w Czosnowie; w jednej z nich podłoga była z d y l i ,
w d w u p o z o s t a ł y c h , z gliny. Także cytowany j u ż inwentarz wsi Jeziora z 1778
r. wspomina o p o d ł o d z e w izbie młynarskiej oraz jej braku w całej c h a ł u p i e
kowalskiej. C h o ć drzwi c h a ł u p są w inwentarzach mazowieckich 2 p o ł o w y
X V I I I w. j e d n y m z detali najskrupulalniej odnotowywanych, to z a u w a ż y ć trze­
ba, że interesowano się przede wszystkim skoblami, haczykami, zawiasami itp.
elementami ż e l a z n y m i , nie z a ś m a t e r i a ł e m , z k t ó r e g o d r z w i były zrobione
i s z c z e g ó ł a m i konstrukcyjnymi. Nieco więcej w i a d o m o ś c i na ten temat zawiera
inwentarz d ó b r Ł u n i c w o w pow. nurskim. D r z w i w tamtejszych c h a ł u p a c h
zrobione były z tarcic (podobnie j a k i w Czosnowie i M a ł o c i c a c h ) lub z dranic
(do sieni), osadzane na zawiasach lub tzw. „ b i e g u n a c h " . Na „ b i e g u n a c h "
osadzane były p r z e w a ż n i e drzwi do sieni i komory, ale z a r ó w n o „ b i e g u n y " j a k
i zawiasy s p o t k a ć m o ż n a b y ł o we wszystkich pomieszczeniach. Wiele miejsca,
j a k j u ż w c z e ś n i e j w s p o m n i a ł e m , p o ś w i ę c a n o w inwentarzach r ó ż n e g o rodzaju
„ z a w a r c i o m " : haczykom, skoblom, „ w r z e c i ą d z o m " , uchwytom (t.zw. „anlab o m " k l a m k o m i zapadkom, drewnianym zaporom itp. u r z ą d z e n i o m , w k t ó r e
zaopatrzone b y ł y drzwi do sieni, izby i komory. Sporo s z c z e g ó ł ó w tego rodzaju
zawiera inwentarz Czosnowa i M a ł o c i c ( W o ź n i a k 1985, s. 26).
Wszystkie niemal inwentarze w y m i e n i a j ą liczbę okien w izbach c h ł o p s k i c h ,
n i e k t ó r e dodają nieco s z c z e g ó ł ó w . W dobrach c z o s n o w s k o - m a ł o c i c k i c h izby
miały zazwyczaj po 2 okna, starsze z a ś chaty w Czosnowie po j e d n y m . W in­
nych rejonach Mazowsza (pow. nurski, grójecki, ciechanowski, wyszogrodzki),
n i e k t ó r e c h a ł u p y miały po trzy okna. W opisach c h a ł u p p o d k r e ś l a n o niekiedy
że okna s ą m a ł e a d o t y c z y ł o to z w ł a s z c z a j a k się wydaje, c h a ł u p starszych. D o
tych w i a d o m o ś c i dodawano często informację, że okna s ą „ w drewno oprawne"
oraz wyliczano w y b i t e szyby, wspominano o oknach zabitych deskami. Infor­
macje w y k r a c z a j ą c e poza ten schemat, np. o ilości kwater w oknach ("okno
9

�Z E STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM

BUDOWNICTWEM

157

0 d w ó c h kwaterach nowe") czy rodzaju szyb (okrągłe i kwadratowe), n a l e ż ą do
rzadkości.
W inwentarzach wsi mazowieckich, z w ł a s z c z a z a ś w inwentarzu Czosnowa
1 M a ł o c i c , obszernie opisywano urządzenia ogniowe w chatach. Urządzenia te
na c a ł y m Mazowszu w y g l ą d a ł y podobnie. System ogniowy w c h a ł u p i e c h ł o ­
pskiej s k ł a d a ł s i c z m i e s z c z ą c e g o się najczęściej w sieni, p r z e w a ż n i e glinianego
komina oraz ze znajdujących siew izbie, pieca i s ł u ż ą c e g o do gotowania potraw
„ k o m i n k a " z otwartym paleniskiem i „ k a p ą " (okapem) o d p r o w a d z a j ą c ą dym
do komina. O p r ó c z tego często w y s t ę p o w a ł jeszcze tzw. „ s z a b a ś n i k " , służący
do przechowania ciepłej strawy i s t a n o w i ą c y zazwyczaj część kominka. We
wsiach pow. nurskiego komin umieszczony był w izbie, a „ k o m i n e k " (tu
- „ k u c h n i a " ) , w sieni.
W w i ę k s z o ś c i wsi mazowieckich komin budowany był na tzw. „ b r o ż y n a c h "
lub „ s t a l u g a c h " - czterech d r ą g a c h o grubości k r o k w i , p o ł ą c z o n y c h szponami
i ł a t a m i o p l e c i o n y m i . s ł o m ą . Cała ta konstrukcja o z b l i ż o n y m do kwadratu
przekroju była oblepiona grubo gliną i , co p r z y p o m i n a j ą niekiedy źródła,
wyprowadzona ("wywiedziona") ponad dach. Piec budowano z cegły, kafli
("kapli"), kamieni lub gliny. Z kamieni, gliny lub cegły budowano leż kominek.
U r z ą d z e n i a ogniowe, z w ł a s z c z a zaś oblepione gliną „ s ł o m i a n e " kominy,
były newralgicznym miejscem chalupy chłopskiej i p r z y c z y n ą częstych poża­
rów. W Instrukcji
dla gubernatora dóbr Nieborów...
sprawie b e z p i e c z e ń s t w a
u r z ą d z e ń ogniowych - wylepianiu k o m i n ó w gliną, wymiataniu sadzy, i l p . po­
ś w i ę c o n o w y j ą t k o w o d u ż o miejsca (Instrukcje
1963, s. 304). W dobrach łęczeszyckich Bazylego Walickiego, w których uruchomiono własną produkcję ce­
gły, w k o ń c u X V I I I w. budowano z. niej w c h a ł u p a c h c h ł o p s k i c h urządzenia
ogniowe, z w ł a s z c z a z a ś k o m i n y .
10

Warto tu przy okazji z w r ó c i ć u w a g ę , że w mazowieckich źródłach z 2 poło­
w y X V I I I w. nie spolyká się wzmianek o chatach tzw. „ k u r n y c h " , które np.
w M a ł o p o l s c e jeszcze w X I X w. nie były rzadkością.
Inwentarze d o ś ć rzadko w y m i e n i a j ą znajdujące się w c h a ł u p a c h c h ł o p s k i c h
sprzęty. Wśród setek o p i s ó w osiadłości udało się z n a l e ź ć zaledwie kilkanaście
lakich, w których s ą j a k i e ś wzmianki na ten temat. Najwięcej z n a l e ź ć m o ż n a
w inwentarzu d ó b r Ł u n i e w o w pow. nurskim z 1792 r. inne p o c h o d z ą z pow.
g r ó j e c k i e g o i przasnyskiego. Sprzętem najczęściej wymienianym są ławy,
umiejscowione zazwyczaj przed oknami i w o k ó ł pieca: „ławy sosnowe w o k o ł o
pieca 2, przed oknem jedna" (izba młynarska w Ł ę c z e s z y c a c h pow. grójecki).
Zrobione s ą „z d y l i k ó w " , „z tarcic", „z o p a ł k ó w " . W kilku przypadkach w y ­
mieniany jest stół lub stolik ("stół z tarcic prostej roboty", „stolik prostej
roboty" - Ł u n i e w o , pow. nurski), niekiedy żarna, w ł a s n e c h ł o p s k i e - lub zálož­
ně, raz stołek. T r o c h ę uzupełniają ten obraz źródła ikonograficzne. Na akwareli
J. P. Norblina Wieśniaczka przy żarnach ( C ę k a l s k a - Z b o r o w s k a 1974) w i d a ć kąt
izby c h ł o p s k i e j . Przy drzwiach stoją tam żarna, na ścianie, nad nimi dwie półki
z prostych desek z naczyniami i przetakami. Na drągu pod sufitem wisi j a k a ś
o d z i e ż , nad drzwiami, lekko od góry odchylony, obraz religijny (Matka Boska
z D z i e c i ą t k i e m ? ) . Pod stopami obracającej żarna kobiety, obok której w kącie

�158

ANDRZEJ WOŹNIAK

stoi dwoje dzieci, zarysy desek, a więc w izbie była podłoga. Na rysunku A .
O r ł o w s k i e g o , Zabudowania
wiejskie (Turska 1960, po s. 16) w ś r ó d r ó ż n y c h
l e ż ą c y c h przed c h a t ą n a r z ę d z i i s p r z ę t ó w gospodarskich, dostrzegamy stół zbity
z trzech szerokich desek. To z a d z i w i a j ą c e u b ó s t w o s p r z ę t ó w zdają się potwier­
d z a ć obserwacje H . Vautrina z lat 70-tych X V I I I w. który pisał: „ W domu
polskiego chłopa m o ż n a p r z e k o n a ć się, j a k n i e w i e l k i m i potrzebami o b d a r z y ł a
natura c z ł o w i e k a i j a k m a ł o potrzeba do ich zaspokojenia. Jedna izba, gliniany
piec, dzban, miska, parę drewnianych łyżek, siekiera, n ó ż , deska do umieszcze­
nia s t a t k ó w zawieszona na ścianie lub do niej przytwierdzona, w y d r ą ż o n y
s t o ż k o w a t y p i e ń sosnowy do mielenia ziarna na p o ż y w i e n i e , w y ż ł o b i o n a
w kształcie koryta kłoda do wyrabiania ciasta, pług, para w o ł ó w , krowa, kilka
świń, kur, gęsi lub kaczek, mały bardzo lekki w ó z bez okucia - oto cały sprzęt
dostatniego chłopa i rolnika" (Vautrin 1963, s. 723). Z tymi obserwacjami
cudzoziemca s p r ó b u j m y s k o n f r o n t o w a ć to co w i d z i a ł w chacie chłopskiej we
wsi Jeziora spisujący inwentarz oficjalista: „chałupa gdzie zdun mieszka gon­
tami pobita z w y s t a w k ą małą, do sieni d r z w i na biegunie, w sieni komin na
stoku lepiony i u g ó r y nadmurowany do izby drzwi na biegunie z haczykiem
i 4-ma skoblami, okien dwa w drewno, piec z kafli i cegły, kominek kapiasty.
Wedle pieca ł a w dwie. Do komory drzwi na biegunie z w r z e c i ą d z e m i 2 skob­
lami. W c a ł y m budynku podłogi nie ma, nad w y s t a w ą , izbą i k o m o r ą jest p o ł a p ,
na sieni nie m a . "
1 1

Wydaje się jednak, ż e nasze źródła nie m ó w i ą wszystkiego. Odnotowywano
w nich prawdopodobnie tylko to, co b y ł o lub m o g ł o b y ć (tak j a k owe ż a r n a )
w ł a s n o ś c i ą dworu, co s t a n o w i ł o rodzaj w y p o s a ż e n i a c h a ł u p y - np. ławy. Źródła
0 charakterze gospodarczym nie w s p o m i n a j ą np. o łóżkach, c h o ć wiadomo, ż e
sprzęty tego rodzaju lub c h o ć b y prymitywne, u ż y w a n e jeszcze w X I X w.
„ t a p c z a n y " z paru desek, w izbie chłopskiej były. O ł ó ż k a c h wspomina np.
dokument Rcferendarii Koronnej z 2 poł. X V I I I w. d o t y c z ą c y sporu m i e s z k a ń ­
c ó w w s i Rembowa w starostwie wyszogrodzkim ze starostą. Zbuntowani c h ł o ­
pi zebrali s i e w domu radzkiego „zasiadłszy miejsce na ł a w a c h , s t o ł k a c h i łóż­
kach" ( W o ź n i a k 1987, s. 52).
W i ę k s z o ś ć w i a d o m o ś c i o c h ł o p s k i c h zabudowaniach gospodarczych o m ó ­
wiona została j u ż w c z e ś n i e j , w części poświęconej zagrodzie. Wypadnie w i ę c
z r e a s u m o w a ć to, co z o s t a ł o j u ż powiedziane, dodając nieco informacji doty­
c z ą c y c h konstrukcji i b u d y n k ó w gospodarczych i u ż y t y c h do ich budowy ma­
teriałów.
W 2 p o ł o w i c X V I I I w. konstrukcją najczęściej s p o t y k a n ą w c h ł o p s k i c h za­
budowaniach gospodarczych była konstrukcja s u m i k o w o - ł ą t k o w ą - „w słupy
1 dyle", „ w s ł u p y " . Budowano w ten s p o s ó b stodoły, chlewy, k o m ó r k i , wozow­
nie. Z d y l i robiono też c z ę s t o wrota stodół, tak j a k np.w Czosnowie gdzie przy
budowie b u d y n k ó w gospodarczych stosowano w y ł ą c z n i e k o n s t r u k c j ę sumiko­
w o - ł ą t k o w ą : „stodółka w słupy i dyle, wrota na biegunach z d y l i , przy której
o b ó r k a i przy c h a ł u p i e k o m ó r k a osobliwie postawiona takoż. Dachy snopkiem
poszywane" ( W o ź n i a k 1985, s. 28). W i a d o m o ś c i o powszechnym w y s t ę p o w a ­
niu tej konstrukcji z a w i e r a j ą inwentarze ze wszystkich niemal z a k ą t k ó w M a -

�Z E STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

159

zowsza, ale p r z e w a ż n i e niewiele w nich s z c z e g ó ł ó w konstrukcyjnych, poza
wyliczeniem „ p r z ę s e ł " w b u d y n k a c h . W znacznej części Mazowsza konstru­
kcją niemal tak samo r o z p o w s z e c h n i o n ą , a w niektórych okolicach nawet c z ę ­
ściej, s t o s o w a n ą niż s u m i k o w o - ł ą t k o w ą , była budowa ścian z plecionki. W ten
s p o s ó b wzniesiono wszystkie bodajże (nieliczne zresztą) budynki gospodarcze
w znanych nam j u ż M a ł o c i c a c h , budowano lak we wsiach p ó ł n o c n e g o
i wschodniego Mazowsza. Brak natomiast w i a d o m o ś c i o lak powszechnym
w y s t ę p o w a n i u plecionki na Mazowszu zachodnim i p o ł u d n i o w y m . K o n s t r u k c j ę
taką stosowano s z c z e g ó l n i e często we wspomnianych j u ż wcześniej wsiach
pow. nurskiego, gdzie niewiele było zagród, w których opisach nie wspomniano
by o budynkach „z chrustu". Najczęściej budowano w ten s p o s ó b chlewy.
Inwentarze o d n o t o w u j ą ł ą c z n i c 33 chlewy z plecionki w 23 zagrodach c h ł o ­
pskich, s t o d ó ł „ p l e c i a n y c h " bylo 21 w 20 zagrodach, a ponadto parę szop,
przystawka przy stodole. Niekiedy p l e c i o n k ę stosowano w połączeniu z inną
konstrukcją, najczęściej s u m i k o w o - ł ą t k o w ą . Inwentarze zawierają o c z y w i ś c i e
także nieco innych w i a d o m o ś c i o budynkach gospodarczych z plecionki: o ich
poszyciu, w przypadku stodół o ilości zasieków, klepisku, wierzejach. Niekie­
dy określają czy budynek jest stary czy też nowy. Jako stare o k r e ś l o n o 9 chle­
w ó w , 5 s t o d ó ł i s z o p ę z plecionki, za nowe zaś uznano tylko 3 chlewy „ p l e c i o ­
ne". Nasuwa to przypuszczenie, że w końcu X V I I I w. w opisywanych wsiach
budynki o ś c i a n a c h z plecionki wznoszono j u ż coraz rzadziej, zastępując j e
trwalszymi, p r z e w a ż n i e o konstrukcji s u m i k o w o - ł ą t k o w e j , ale w stodołach sto­
sowano r ó w n i e ż d o ś ć c z ę s t o konstrukcję z r ę b o w ą - „w w ę g i e ł " ( W o ź n i a k
1988a, s. 9-10). W ten s p o s ó b budowano spichrze, również, na innych terenach,
gdzie konstrukcji lej w budownictwie gospodarczym poza tym nie stosowano.
W naszych r o z w a ż a n i a c h nad mazowieckim budownictwem wiejskim 2 poł.
X V I I I w., inwentarze dóbr ziemskich i inne dokumenty gospodarcze o k a z a ł y
się ź r ó d ł e m najbardziej przydatnym. C h o ć nie zawsze obfite w szczegóły,
dzięki swojej m a s o w o ś c i , pozwalają przynajmniej w pewnej mierze określić
p o w s z e c h n o ś ć w y s t ę p o w a n i a badanych zjawisk i ich z a s i ę g terytorialny. Doty­
czy lo z w ł a s z c z a stopnia rozpowszechniania na Mazowszu budownictwa z ple­
cionki i o b s z a r ó w jego w y s t ę p o w a n i a . Dzięki innym r ó w n i e ż rodzajom ź r ó d e ł ,
z w ł a s z c z a ikonograficznym m o ż n a było d o k o n a ć podobnych ustaleń d o t y c z ą ­
cych w y s t ę p o w a n i a na Mazowszu c h a ł u p w ą s k o f r o n t o w y c h . Nie wszystkie
m o ż l i w o ś c i ź r ó d e ł o charakterze gospodarczym zostały (u, przede wszystkim
z braku miejsca, zaprezentowane i o m ó w i o n e . Nie z a j m o w a ł e m się np. opisem
stanu b u d y n k ó w , c h o ć w inwentarzach poświęca się lemu sporo miejsca. Nieco
marginesowo potraktowane leż zostały sprawy lechniczno-konslrukcyjnc, ale
też i źródła z a w i e r a j ą niewiele w i a d o m o ś c i na len temat.
12

3. P o d e j m u j ą c k w e s t i ę budownictwa we wsi mazowieckiej 2 połowy X V I I I
w., t r a k t o w a ł e m j ą także jako rodzaj obszernej egzemplilikacji jednego z wielu
k i e r u n k ó w charakterystycznego dla tamtej epoki zainteresowania w s i ą i jej
m i e s z k a ń c a m i . Kierunku najbardziej chyba utylitarnego i o d l e g ł e g o od g ł ó w ­
nego nurtu o ś w i e c e n i o w e j myśli. Te bardzo w ą s k o p r z e w a ż n i e pojmowane

�160

A N D R Z E J WOŹNIAK

zasady racjonalnego p o s t ę p o w a n i a , jeśli przynosiły pozytywne rezultaty, to
p r z y g o t o w y w a ł y grunt, s t w a r z a ł y klimat, torowały d r o g ę nowemu sposobowi
m y ś l e n i a , który autorytetowi nauki miał przyznać p i e r w s z e ń s t w o przed pra­
wdami o b j a w i o n y m i . A przecież nie b y ł to w ó w c z a s jedyny s p o s ó b oswajania
coraz szerszych rzesz szlachty i m i e s z c z a ń s t w a z tym nowym sposobem my­
ślenia n i o s ą c y m ze s o b ą nieuchronnie n o w ą wizję świata. O k a z a ł o się, że
wystarczy parę dziesięcioleci, aby na prowincji, w parafii imielnickiej niedale­
ko Płocka, miejscowy proboszcz o d p o w i a d a j ą c na pytania kwestionariusza
wizytacji diecezjalnej o osoby o p u s z c z a j ą c e n a b o ż e ń s t w o parafialne jako po­
w ó d tego, napisał:
„Znajdują się w y ż s z e g o stanu osoby, które jedne nigdy, drugie bardzo rzadko
b y w a j ą na n a b o ż e ń s t w i e parafialnym. Jakie tego przyczyny nie wiadomo, ale
najpewniej, że oświata teraźniejsza w y p e r s w a d o w a ł a i m , żeby kościoły mniej
p o w a ż a ć j a k o siedliska ( w e d ł u g ich zdania) fanatyzmu". (Z archiwaliów
1987,
s. 22). Ta spokojna i na s w ó j s p o s ó b rzeczowa o d p o w i e d ź , świadczy, ż e w roku
1817, roku przeprowadzania wizytacji, „takie osoby" nawet w lmielnicy nie
były j u ż niczym w y j ą t k o w y m i pewno nie budziły swym p o s t ę p o w a n i e m w i ę ­
kszego zgorszenia. P r z e c i e ż nawet i niektórzy księża, luminarze epoki, uważani
b y l i za n i e d o w i a r k ó w .
Rozszerzał się krąg ludzi, którzy świat widzieli inaczej niż imielnicki proboszcz
i jego wiejscy parafianie. Kim byly „osoby" nie pojawiające się na niedzielnym
nabożeństwie. Może synami tutejszej szlachty, którzy zachłysnęli się, gdzieś lam,
poza rodzinną wsią „wielkim światem"? Może był wśród nich jakiś mason lub
dymisjonowany oficer, który spędził kilka lal we Francji? Nie wiadomo. Wiadomo
jednak, że ludzie ci patrzyli na miejscowych chłopów inaczej niż ich dziadowie,
a nawet ojcowie. Chyba trochę tak, jak Mikołaj Doświadczyński na Nipuanów. Było
to j u ż pokolenie dla którego miejscowy chłop i jego sposób myślenia slawał się po
trosze egzotyką. Temu nowemu sposobowi widzenia rodzimej kultury ludowej dali
w jakiejś mierze początek A . Naruszewicz i F. S. Jezierski, F. Karpiński i F. Kniaznin,
Nieborowska Arkadia i podwarszawskie Powązki. Jezierski przypisując tradycji
ludowej traktowanej jako źródło historyczne znaczenie równorzędne dokumentom
pisanym, kreuje lud na skarbnika narodowej pamięci. Kieruje w jego stronę wzrok
uczonych szukających podań o przedchrześcijańskiej przeszłości narodu. Wokół
ludu i kultury ludowej tworzy się nimb dawności i inności (Woźniak 1987, s. 27-30).
Epoka O ś w i e c e n i a dała p o c z ą t e k rozdwojeniu jednego dotychczas nurtu
kultury s p o ł e c z e ń s t w a . Od lego dopiero okresu m o ż e m y m ó w i ć o kulturze
l u d o w e j , a raczej tradycyjnej, opartej na ś w i a t o p o g l ą d z i e r c l i g i j n o - m a g i c z n y m i w ą t ł y m p o c z ą t k o w o nurcie kultury elitarnej o d w o ł u j ą c y m się do
nauki. Na tę ogromnie w a ż n ą dla dalszego rozwoju kultury k w e s l i ę , której
k o n s e k w e n c j ę do d z i ś odczuwamy, z w r ó c i ł w lalach 70-tych u w a g ę J ó z e f
Burszta, ale w ż a d n e j ze swych p ó ź n i e j s z y c h prac myśli tej j u ż nic r o z w i n ą ł
(Burszta 1974, s. 57).
Na to rozdwojenie kultury m o ż n a spojrzeć dwojako.. Jako na zjawisko
w w y n i k u k t ó r e g o ukształtowała się w ś r ó d warstw o ś w i e c o n y c h odmienna od
dotychczasowej wizja kultury ludowej, jako kultury „ i n n e j " , zawierającej pier-

�ZE STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

161

wiastki, k t ó r y c h brak w kulturze w ł a s n e j warstwy i mogącej b y ć z r ó ż n y c h
w z g l ę d ó w przedmiotem zainteresowania. Ten w ł a ś n i e nurt z a i n t e r e s o w a ń legł
u podstaw ludoznawstwa. M o ż n a też na to spojrzeć, tak, jak to robi C z e s ł a w
M i ł o s z w Ziemi Ulro, jako „na rozdwojenie na świat praw naukowych (zimny,
z u p e ł n i e o b o j ę t n y na nasze w a r t o ś c i ) i świat w e w n ę t r z n y c z ł o w i e k a . Rozdwo­
jenie to zarysowuje się j u ż w y r a ź n i e w końcu osiemnastego wieku i s t a n o w i ć
odtąd b ę d z i e z a s a d n i c z ą c e c h ę romantycznego kryzysu" ( M i ł o s z 1980, s. 84).
W n a s t ę p s t w i e tego d o s z ł o do z a b u r z e ń ludzkiego ś r o d o w i s k a , do rozejścia się
d r ó g w s p ó l n e g o dziedzictwa kultury: „ p r a w d y d o ś w i a d c z e n i a egzystencjalnego
i obiektywnej, abstrakcyjnej prawdy nauk ś c i s ł y c h " (Zaleski 1985, s. 56).
Z a r ó w n o jeden, j a k i drugi s p o s ó b widzenia tej kwestii powiruen z n a l e ź ć się
w sferze z a i n t e r e s o w a ń etnologii.

Przypisy

' Рог. np. A r c h i w u m G ł ó w n e A k t D a w n y c h (dalej A G A D ) . A r c h i w u m R a d z i w i ł ł ó w z N i e b o r o w a ( A k t a Gospodarcze Starsze),
p. 30 ( I n w e n t a r z e ) .
- W y d a t k i na remonty chałup chłopskich b y ł y np. dość częsta, pozycja, w raehunkaeh gospodarczych w Belsku, B o d z e w i e i M a l e j
W s i (pow. g r ó j e c k i ) , A G A D , i Aivhiwum
3

A G A D , Caslr.Ciechan.

z Malej Wsi (lata 1774-1800).

r c l . l l , 52, b . d . X V I I I w. k. 86.

^ W i n w e n t a r z u w s i Jeziory (pow. g r ó j e c k i ) z 1778 r. w opisie chałupy zduna, a przedtem tkacza c z y t a m y : „ C h a ł u p a gdzie zdun
mieszka gontami pobita z w y s t a w k ą m a ł ą " . N i e ulega w ą t p l i w o ś c i , że b y l a lo chalupa w ą s k o f r o n t o w a .
5

A G A D , Caslr.Ciechan.

rel.11.54, b . d . X V I I I w., k. 8-9v.

6

A G A D . Castr. Ciechan.

r e l . l l . 5 2 , b . d . X V l l l , w . k . 3 8 - 4 9 ( d o b r a K o b y l n i k i ) Caslr. Zacrocz.

w e ) , Casir. Zacrocz.
7

9

rel.61,r.l 759,k.637-638v ( W i n n i c a ) , Caslr. Zacmcz.

rei.16, r,1729.k.627-629v ( K a d ł u b o ­

r e l . 3 4 . r . l 7 4 0 , k . 2 5 2 - 2 5 2v.

A G A D , Arch. z Malej

Wsi. I A ' l 15.

A G A D , Arch. z Malej

Wsi, I A / 5 7 . Pod gontem ("gontami p o b i t e " ) b y ł y r ó w n i e ż chalupy tkacza i zduna.

A G A D , Arch. z Malej Wsi, 1Л/115.

^

A G A D , Arch. z Malej

Wsi, I A / 1 1 5 .

^

A G A D , Arch. z Malej

Wsi, I A / 5 7 , 1778 r.(Nb., t y l k o w źródłach z pow. grójeckiego spotyka się w z m i a n k i o „ w y s t a w a c h " , t j .

podcieniach).
^ - Do wyja.tków należy opis stodoly chłopskiej w budowie, pochodzący z notat gospodarczych dotyczących wsi Jeziory z 1798 г..
w którym wymieniane są elementy konstrukcyjne tego budynku: sochy, „szlemie", laty oraz ocapy. A G A D . Aivh. z Malej Wsi, I.V57.

LITERATURA

B a r a n o w s k i В., B a r t y ś J.
1960 Źródła do historii budownictwa wiejskiego z początków XIX w., „ Ł ó ­
dzkie Studia Etnograficzne" Т. I I , s. 113-147.
B u r s z t a J.
1974 Kultura ludowa - kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Warszawa.
C ę k a l s k a - Z b o r o w s k a H.
1974 Wieś w malarstwie i rysunku naszych artystów, Warszawa.
C z a j k o w s k i J.
1971 Budownictwo
wiejskie z okolic Częstochowy
w polowie XVIII
wieku,
„Polska Sztuka L u d o w a " R. 25, nr 2, s. 103-108.
D o b r o w o l s k i K.
1966 Studia nad życiem społecznym
i kulturą, Wrocław.

�162

ANDRZEJ W O Ź N I A K

G l o g e r Z.
1974 Encyklopediu
Staropolska
Ilustrowana,
t. 1, Warszawa.
Instrukcje
1963 Instrukcje
gospodarcze dla dóbr magnackich i szlacheckich
z XVIIXIX w., Т. I . w y d . i opr. В. Baranowski, J. Bartyś, T. Sobczak, Wrocław.
K o z ł o w s k i K.
1867-1869 Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazo­
wsza Czerskiego,
Warszawa.
Materiały
1984 Materiały
do dziejów Ziemi Płockiej. Z archiwaliów
diecezjalnych
płockicli XVIII wieku. Opr. M . M . Grzybowski, t. 3.
M i ł o s z Cz.
1980 Ziemia Ulro, Paryż.
O p a ł e k K.
1971 Nauka w Polsce okresu Odrodzenia [w:J Polska w epoce
Oświecenia.
Państwo,
społeczeństwo,
kultura, pod red. B. L e ś n o d o r s k i e g o , Warszawa, s.
244-273.
T r a w i ń s k a M.
1968 Zagroda chłopska w Polsce na przełomie XIX i XX w. Cz. I . Budow­
nictwo tradycyjne, W r o c ł a w .
T u r s к a Z.
1960 Oskarżeni oskarżają.
Wieś osiemnastowiczna
w mrokach kronik sądo­
wych, Warszawa.
V a u t r i n H.
1963 Obserwator w Polsce [ w : | Polska stanisławowska
w oczach cudzo­
ziemców, Т. 1., Warszawa.
[Verdum U . ]
1971 Pamiętnik
Ulryka Werdum, [ w : | Cudzoziemcy o Polsce. Relacje i opi­
nie. W y b r a ł i o p r a c o w a ł J. Ginlel. Т. 1., Kraków.
W o ź n i а к A.
1983 Gruntowi i przychodnie.
Z badań nad osadnictwem w
mazowieckiej
wsi pańszczyźnianej,
„Etnografia Polska", T. X X V I I , z. 2, s. 133-149.
1985 Materiały do badań nad mazowieckim budownictwem wiejskim końca
XVIII
w. (Budownictwo
Czosnowa i Małocic
w inwentarzu z 1784 г., | w : |
Osadnictwo Puszczy Kampinoskiej,
pod red. M . Pokropka [w przyg. do druku).
1987 Kultura mazowieckiej wsi pańszczyźnianej
XVUl i pocz. XIX wieku
(Wybrane zagadnienia),
Wroclaw.
1988a Dom i zagroda we wsiach pogranicza
mazowiecko-podlaskiego
w końcu XVIII w w świetle źródeł archiwalnych,
\ w: | Materiały z konferencji:
Polsko-białoruskie
związki kulturowe od XVIII do XX w., Mińsk (w druku).
1988b O rzemiośle w mazowieckiej wsi pańszczyźnianej,
„ C e p e l i a " , R. V I ,
nr 4, s. 32-37.
Z a l e s k i M.
1983 Principia poética Czesława Miłosza, czyli o „Ziemi Ulro", „Twór­
c z o ś ć " , R. X X X I X , nr 12, s. 56-72.

�163

ZE STUDIÓW NAD MAZOWIECKIM BUDOWNICTWEM

Z
archiwaliów
1987 Z archiwaliów
Grzybowski, P ł o c k .
Z i e l i ń s k a Z.
1983 Poniatowski
X X V I I , Wrocław.

diecezjalnych

Michal

Jerzy

płockich

XIX wieku, z e b r a ł i o p r . M . M .

[ w : ] Polski

Słownik

Biograficzny,

T.

Andrzej Woźniak

STUDIES ON R U R A L A R C H I T E C T U R E I N M A Z O V I A
IN T H E SECOND I I A L F T I I OF T H E E I G H T E E N T H CENTURY A N D
ON T H E E N L I G H T E N M E N T V I E W OF F O L K C U L T U R E

Summary
The main idea of Enlightenment embodied in the slogan ..knowledge rurles the world" in
Poland assumed a practical form of various instructions and directions of rational ways of acting,
including technical instructions and prescripts, principles of rational farming and managing
landed estates and even moral principles. Knowledge was conceived in an utilitarian and didactic
way as means of fulfilling people's needs. The main ideas of Enlightenment promulgated by
a narrow intellectual elite had a very limited number of recipients Much greater was the number
of those who followwcd the instructions of rational economy and farming without knowing
anything about their ideological background. Their endeavours after rendering the production
of their properties more efficient, after raising their incomes found the reflection in numerous,
sometimes very detailed documents connected with rural economy: inventories (stock-ac­
counts), bodies of instructions, correspondence etc. Those records contain lots of detailed
descriptions of rural life. But the purely practical motives of interest in country life were not the
only ones. Another aspect of them was the concern with the social situation of peasantry, usually
connected with the problem of national independence, imperilled in that period of our history.
The concern with peasantry - rural folk was very keen in literature of the Enlightenment period.
It had many determinants but most of them came from ideological premises of the epoch. Polk
tradition became, focus of interest for the historians who were apt to consider it as a source equal
to archival documents. Rural landscape and figures of peasants begun to appear in art, in the
paintings and drawings of the most outstanding Polish artists of that time: Bernardo Canaletto.
Jean-Pierre Norblin, Alexander O r ł o w s k i , Michal Płoński.

There were also other manifestations o f the interest in peasantry and peasant
culture. We can find them in archival documents o f various kind: records o f
diocesan visitations, handbooks o f agriculture, historiography, belles-lettres
and art. The sources bearing informations about the country life and peasant
culture arc abundant compared w i t h those coming from earlier periods. But not
all spheres o f peasant life became an object of interest, and even those which
were the focus o f concern had not been fully described. Even i f described not
all the records have been preserved till now. Archival sources concerning some
parts o f Poland (Mazovia among them) arc scarce since most o f them have been
deslroyd in the last war.
Relatively rich is the documentation concerning rural architecture. The most
valuable, rich in data arc the inventories o f landed estates, a good source for

�164

ANDRZEJ WOZNIAK

material coming from the discussed period and some later, 19th century texts describing „old"
(17th-18th century) buildings we are able to reconstruct forms of peasant houses and other
buildings as it w a s in the second halfth of the eighteenth century. A l l the above mentioned
documents are kept in the Central National Archives in Warsaw and the Diocesal A r c h i v e s in
P ł o c k . T h e data refer to three voivodeships (districts) of the province of Mazovia, the adminis­
trative units from before 1795.
2. In the system of serfdom in Mazovia in the 18th century peasants were not the owners of
the farmsteads they lived in nov the land they cultivated. In the states belonging to gentry
families peasants'dwelling houses, sometimes ulso farm buildings were built of limber and stone
owned by the manor, and the construction was paid by the manor as well. In the crown lands
and those owned by C h u r c h peasants more often could build on their own cost.
Data informing about the layout of the buildings in the farmyard are scarce, if there are any
they refer to the northern part of Mazovia. T h e farmstead consisted of a dwelling house, a barn
or two, one or more pigsties, some farms had granaries and sheds. There were many farms
without separate buildings for livestock and animals were kept in the hallway of the dwelling
house.
The most widespread type of the dwelling house consisted of a hallway, a big room (room
and kitchen together) and a small chamber. There were also iwo-chamber houses (hallway and
room-kitchen) or even those consisting of only one room. In the western and central parts of the
region the houses the entrace in the gable en prewailed, those with the front entrance represented
an older type. Houses were constructed mostly of limber, other materials, i.e. clay and bricks
were used less often. T h e walls of the part of the house containing hall I way were sometimes
constructed of watte. T h e construction of the walls of the peasant houses appeared in two types:
log construction and the uprightbalten one (s u m i к o w o-l a i к o w a - a wall constructed
from verlical poles standing in equal distances joined by i thinner beams put horizontally on each
other). T h e latter one was more popular, sometimes both constructions were used in one house.
Most of the roofs were thatched some of them covered with wood liles and only rarely with
ceramic tiles.
The descripiions of ihe interiors of peasant houses are not so detailed in documents. Mostly
doors and windows were mentioned with special regard to all their iron elements. A l s o chimneys,
cooking ovens and fire fittings were recorded. T h e author has not found any informations saying
about houses without chimneys which were to be found in the southern pari of Poland as lale as
in the 19th century. The furnishings of peasant collages were not recorded in most of the
inventories. Those mentioned most often were benches, tables and handmills. Other sources
(iconography first of all) give the data about other pieces of furniture used ihen: shelves, stools,
beds etc. T h e documents contain less particulars about farm buildings. They were constructed
of timber, the upright-baiien construction of ihe walls prevailed, sometimes also waitlc construc­
tion. L o g construction appeared rarely, usually in granaries and barns.
3. Studies on rural architecture of the period of serfdom and its image in the 18th century
archivalsources have led the author to a further reflexion. T h e documents containing such
detailed descriptions of material conditions of peasant life can be considered as an evidence of
special interest in that life in the period of Lnlighienment. Thai practical and utilitarian trend in
the thought of the epoch could have brought about deeper consequences. The rules of rational
procedures in everyday activities, if they turned out lo be effective could have cleared ihe way
for a new way of thinking:'respect for reason and knowledge over the truth revealed by G o d .
Several decades were enough lo spread those ideas beyond narrow circles of intellectual elites.
E v e n far away from the centres of intellectual life in the provincial parish in Mazovia there were
people who had accepted a worldview quite different from traditional, religious one. In conse­
quence peasants among whom their lived, peasant culture and way of thinking begun ю seem
a bit exotic. A theory was created ascribing ancienmess anddisiinciness lo everything folk.
Folklore was conceived as the most ancient deposit of genuine national cultujre abandoned and
forgotten by upper classes, a kind of treasury of national, pre-Christian past.
Il was in the period of Enlightenment when national culture begun lo split into two dislincl
currents: folk or traditional culture based on religious and magical worldview and the „upper
culture" referring lo rational, scientific values.
Translated by A n n a K u c z y ń s k a - S k r z y p e k

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9605" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9583">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e1dcc0450667fc9b853384d9ebb130f3.pdf</src>
        <authentication>3920889e59d57640c252842288d0eec2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114364">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1096</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114365">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114366">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114367">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114368">
                <text>Kultura ludowa Gruzji w relacjach polskich do początków XX w. / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114369">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.297-320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114370">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114371">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114372">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114373">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114374">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114375">
                <text>„Etnografia

Polska",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

ANDRZEJ

WOŹNIAK

KULTURA

LUDOWA GRUZJI W RELACJACH
D O P O C Z Ą T K Ó W X X W.

POLSKICH

Początki zainteresowań ludoznawczych w Polsce przypadają na okres
politycznego u p a d k u k r a j u i u t r a t y niepodległości, co znajduje wyraź­
ne odzwierciedlenie w i c h u k i e r u n k o w a n i u w początkowym okresie. S y ­
tuacja polityczna P o l s k i nie t y l k o określa na długi okres k i e r u n e k b a ­
dań nad rodzimą kulturą ludową, lecz w znacznej mierze u k i e r u n k o w u ­
je również geograficznie cały n u r t "egzotyczny", pozapolski, przez sam
fakt znalezienia się znacznej części ziem polskich w granicach w i e l o n a ­
rodowościowego, zajmującego ogromne obszary E u r o p y i A z j i , i m p e r i u m
rosyjskiego. W w i e k u X I X ponad połowa w y b i t n i e j s z y c h znanych nie
t y l k o nauce polskiej, lecz i obcej polskich badaczy k u l t u r egzotycznych,
prowadziła badania na terenie należącej do Rosji części A z j i i obszarach
z nią graniczących.
Wśród Polaków zbierających w X I X w . materiały dotyczące ludów
azjatyckiej części Cesarstwa Rosyjskiego większość s t a n o w i l i zesłańcy
polityczni, choć zarówno w początkach j a k i w 2 połowie X I X w . nie
brak było l u d z i , którzy znaleźli się w miejscach odległych od rodzinne­
go k r a j u o tysiące kilometrów z własnej w o l i i p o w o d o w a n i różnymi
pobudkami, n i e k i e d y niewiele mającymi wspólnego z i c h etnograficz­
n y m i obserwacjami.
Stosunkowo najlepiej znane są polskie badania etnograficzne na S y ­
berii, pisano trochę o p o l s k i c h badaczach A z j i Centralnej i Środkowej.
Niewiele natomiast poświęca się miejsca badaniom K a u k a z u , choć pod
względem ilości X I X - w i e c z n e materiały polskie z tego t e r e n u ustępują
chyba t y l k o materiałom z S y b e r i i . Większość materiałów k a u k a s k i c h
drukowały t a k znane i poczytne czasopisma warszawskie, j a k " T y g o d ­
n i k I l u s t r o w a n y " i "Wędrowiec", stosunkowo często zamieszczała je
" B i b l i o t e k a W a r s z a w s k a " i wieleńskie " A t h e n a e u m " . Można j e także
znaleźć w w i e l u i n n y c h czasopismach i almanachach w y d a w a n y c h w W a r ­
szawie i W i l n i e : " D z i e n n i k u W a r s z a w s k i m " , "Gazecie Codziennej", " K r o ­
nice Wiadomości K r a j o w y c h i Z a g r a n i c z n y c h " ,
"Niezapominajkach",
" N o w o r o c z n i k u L i t e w s k i m " , "Przeglądzie N a u k o w y m " , " R o c z n i k u L i -

�298

ANDRZEJ

WOŻNIAK

t e r a c k i m " , " R u b o n i e " , w wychodzącej w K i j o w i e "Gwieździe" oraz pe­
t e r s b u r s k i m "Przeglądzie L i t e r a c k i m " (dodatek do " K r a j u " ) . Znaczenie
rzadziej ukazywały się w czasopismach zaboru pruskiego i austriackiego
(np. w poznańskim " D z i e n n i k u D o m o w y m " czy l w o w s k i c h " N o w i n a c h " ) ,
n i e k i e d y zresztą jako p r z e d r u k i z czasopism p o l s k i c h wychodzących
w zaborze r o s y j s k i m . Sporo z t y c h k a u k a s k i c h r e l a c j i ukazało się jako
osobne pozycje książkowe d r u k o w a n e przeważnie w Warszawie.
Sądząc po ilości o p u b l i k o w a n y c h w ciągu X I X w . w języku p o l s k i m
pozycji, l i t e r a t u r a o Kaukazie — bardzo zresztą różnorodna (oprócż o p i ­
sów etnograficznych czy zawierających materiały etnograficzne zary­
sów geograficzno-historycznych, r e l a c j i z podróży, wspomnień i pamięt­
ników, również proza i poezja o tematyce kaukaskiej) cieszyła się znacz­
n y m zainteresowaniem. W sumie jest to kilkadziesiąt pozycji b i b l i o g r a ­
f i c z n y c h p a r u dziesiątków autorów. N i e ulega wątpliwości, że w stosun­
k u do ówczesnych możlwości w y d a w n i c z y c h pisano w t e d y o K a u k a z i e
znacznie częściej niż w bieżącym stuleciu.
•
Wśród polskich relacji o Kaukazie z X I X w., na j e d n y m z. p i e r w ­
szych miejsc, zarówno pod względem ilości, j a k i wartości poznawczej,
należałoby umieścić materiały dotyczące G r u z j i . N i e jest to sprawa
p r z y p a d k u . Złożyła się na t o . zarówno d a w n a t r a d y c j a kontaktów p o l sko-gruzińskich, j a k i pewne podobieństwa losów h i s t o r y c z n y c h oraz
niektórych cech o b u narodów.
U d o k u m e n t o w a n a źródłowo t r a d y c j a w z a j e m n y c h kontaktów sięga
końca X V w. i , w w i e k u X V I I zaś Gruzja staje się d l a królów polskich
z d y n a s t i i Wazów, a w większym jeszcze s t o p n i u d l a Jana I I I Sobieskiego,
dosyć ważnym o g n i w e m w planach sojuszu wojskowego z Persją, skie­
rowanego przeciwko T u r c j i . P i e r w s z y m , n i e o f i c j a l n y m zresztą, przedsta­
w i c i e l e m P o l s k i na dworze szacha Abbasa I był mieszczanin warszaw­
ski, sekretarz królewski — Sefer M u r a t o w i c z , O r m i a n i n z pochodzenia.
W r o k u 1601 przez Wołoszczyznę, Morze Czarne, Turcję, Gruzję i Armenię
odbył podróż do Persji, którą opisał w swojej Relacji...
ogłoszonej d r u ­
k i e m dopiero w połowie następnego stulecia . W y d a w c a Relacji..., J . E.
Minasowicz (również O r m i a n i n ) , pisze j e d n a k w e wstępie, że dysponował
t y l k o " e x t r a k t e m " z rękopisu M u r a t o w i c z a . Stąd też, być może, sam opis
podróży, m . i n . przez Gruzję, jest bardzo lakoniczny i niewiele zawie:

2

1

J. Cincadze,

XV-XVII

Masalebi

saukuneebi.

ków dyplomatycznych
'
la

Relacya

polskiego

szawie...
z polskich

XV-XVII

Sefera

1777 (Relacye...

da sakartwelosa

historyczne

dotyczące

urtiertobis

istoriisatwis

polsko-gruzińskich

stosun­

ww., T b i l i s i 1966, s. 12.

Muratowicza

dla sprawowania
podróży

polonetisa

Materiały

obywatela

rzeczy

wydał

warszawskiego

wysłanego

ostatnio

na wschód muzułmański

A.

do Persyi

Walaszek
w pierwszej

od Zygmunta
w roku
w

tomie:

połowie

ków 1980, n a p o d s t a w i e w y d a n i a J . Niesiołowskiego z 1752 r.).

XVII

III

1602.... w
Trzy
wieku,

kró­
War­
relacje
Kra­

�299

KULTURA LUDOWA GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

ra i n f o r m a c j i o k r a j a c h , przez które M u r a t o w i c z przejeżdżał; większość
tekstu odnosi się do samego jego p o b y t u na dworze szacha.
Zapoczątkowane przez M u r a t o w i c z a podróże polskich dyplomatów
do Persji stały się w późniejszych latach coraz częstsze, a w d r u g i e j
połowie X V I I w . m i e l i już królowie polscy przy dworze szacha stałych
rezydentów . Nawiązane zostały również dosyć ożywione s t o s u n k i d y ­
plomatyczne z władcami G r u z j i , a w r o k u 1691, n a prośbę jednego
z królów gruzińskich jadą do G r u z j i d w a j polscy misjonarze — j e z u i ­
ci, O.O.Ignacy Zapolski i J a n G o s t k o w s k i A Gostkowski w G r u z j i pozo­
stał i zmarł t a m w czasie epidemii w 1738 r. Cieszył się podobno d u ­
żym szacunkiem wśród miejscowej ludności, której język i obyczaje
dobrze poznał. Był (podobnie j a k Zapolski) a u t o r e m listów — raportów
zawierających m . i n . wiadomości o położeniu p o l i t y c z n y m G r u z j i , oby­
czajach j e j mieszkańców i t p .
Ignacy Zapolski i J a n G o s t k o w s k i nie b y l i w t y m czasie j e d y n y m i
polskimi m i s j o n a r z a m i na terenie Zakaukazia. Stałe polskie placówki
misyjne istniały w 2 połowie X V I I i w początkach X V I I I w. w m i a ­
stach Gandża, Erywań i Szemacha. Misjonarzy popierał i finansował
przede w s z y s t k i m J a n I I I Sobieski, w którego planach p o l i t y c z n y c h o d ­
g r y w a l i o n i poważną rolę. Oprócz prowadzenia prac m i s y j n y c h , speł­
niali często f u n k c j e dyplomatyczne. Znając miejscowe stosunki, m i e l i
też m. i n . za zadanie informować przejeżdżających posłów królewskich
o panujących w P e r s j i i zależnych o d n i e j k r a j a c h (m. i n . G r u z j i ) , sto­
sunkach p o l i t y c z n y c h , obyczajach, najnowszych wydarzeniach. I c h r a ­
p o r t y były prawdopodobnie j e d n y m z ważniejszych źródeł w i e d z y o P e r ­
sji i Z a k a u k a z i u d l a Jana I I I .
Najwybitniejszą niewątpliwie postacią wśród polskich misjonarzy
działających na przełomie X V I I i X V I I I w . w P e r s j i i na Z a k a u k a z i u
był jezuita o. Tadeusz Krusiński (1675-1757). Był człowiekiem wszech­
stronnie wykształconym, studiował teologię, filozofię scholastyczną, p r a ­
wo zakonne, posiadał dużą wiedzę medyczną. Przed w y j a z d e m do P e r ­
sji wykładał przez k i l k a l a t w szkołach jezuickich, m . i n . retorykę, m a ­
tematykę, logikę i fizykę. Miał duże zdolności lingwistyczne, oprócz
polskiego i łaciny znał języki: t u r e c k i , perski, ormiański i włoski, r o 3

5

6

' S. Z a ł ę s k i, k s . T . J . , Jezuici

w Polsce,

t. 3: Prace

misyjne

nad

ludem

1648-1773, cz. I, 1648-1700, L w ó w 1902, s. 251, 866-867.
4

M.

T a m a r a s z w i 1 i,

s. 220; oraz

(Avril

Istoria

P h ) , Podróż

rzów S. J. w r. 1690 odprawiona

końcem

czona z francuskiego... w W a r s z a w i e
5

J . Poplatek

graficzny

katolikobisa

do różnych

krajów
odkrycia

kartwelta
Europy
nowej

szoris,
i Azji

drogi

T b i l i s i 1902,

przez

Misjona-

do Chin...

tłuma­

1791, s. 257.

k s . , B r . Natoński k s , J a n G o s t k o w s k i

[w:]

Polski

słownik

bio­

(dalej P S B ) , t. 7, W r o c ł a w 1958-1960, s. 359-360.

«Tamaraszwili,
lisi, p i s a r z o w i

Istoria

katolikobisa...,

i historykowi, przyjacielowi

materiały o J . Z a p o l s k i m i J . G o s t k o w s k i m .

s. 663. T a m a z o w i N a t r o s z w i l i z T b i ­

Polaków

s e r d e c z n i e dziękuję

za cenne

�300

ANDRZEJ

WOŻNIAK

zumiał r o s y j s k i i f r a n c u s k i . Ceniono go za zdolności a d m i n i s t r a c y j n e ,
pracowitość, przedsiębiorczość, odwagę. W latach 1706-1726, z krótką
przerwą między r o k i e m 1712 a 1714, przebywał w P e r s j i i n a Z a k a u ­
k a z i u (m. i n . w Gandży i E r y w a n i u ) , gdzie p r o w a d z i ożywioną dzia­
łalność misyjną i dyplomatyczną 7. Gromadził również materiały, które
wykorzystał w s w o i c h późniejszych pracach. Były to zarówno obser­
wacje dotyczące k u l t u r P e r s j i i Zakaukazia, j a k i materiały źródłowe
zaczerpnięte z l i c z n y c h archiwów Isfahanu, do których miał dostęp dzię­
k i swej-pozycji n a dworze szacha.
Dzieła Krusińskiego — Prodromus
ad tragicam
vertentis
belli
Per­
sici historiam...
w r a z z d o d a t k i e m o dziejach kontaktów d y p l o m a t y c z ­
n y c h p o l s k o - p e r s k i c h oraz Tragica
vertentis
belli Persici
historia...*,
powstały już po jego wyjeździe z Persji. Z n i c h przede w s z y s t k i m przez
cały w i e k X V I I I i początek X I X czerpała cała E u r o p a wiadomości o sto­
sunkach p o l i t y c z n y c h w P e r s j i w początkach tego stulecia, przewrocie
d y n a s t y c z n y m i w o j n i e persko-afgańskiej. Tłumaczono j e na wszystkie
n i e m a l języki europejskie: angielski, f r a n c u s k i , n i e m i e c k i , włoski, ho¬
lenderski, hiszpański, a n a w e t t u r e c k i . Z t a k i m oddźwiękiem w nauce
obcej spotkały się nieliczne t y l k o dzieła autorów polskich. Dodać zresz­
tą należy, że w k r a j u prace Krusińskiego, choć miały w I połowie
X V I I I w . parę wydań łacińskich, n i e zostały n i g d y w y d a n e w języku
polskim.
Krusińskiego interesowały przede w s z y s t k i m zachodzące w P e r s j i
w pierwszej ćwierci X V I I I w . wydarzenia polityczne i powstanie A f g a ­
nów, upadek d y n a s t i i Sefewidów i załamanie się mocarstwowej pozy­
cji Persji. Dążąc j e d n a k do przedstawienia w dziele Tragica
vertentis
belli... możliwie pełnego obrazu t y c h wydarzeń, stara się pokazać s y tuację wewnętrzną Persji, wiele miejsca poświęca p o d b i t y m przez Persję k r a j o m k a u k a s k i m : Dagestanowi, A r m e n i i czy Wschodniej G r u z j i ,
pozostającej od X V I I w. w wasalnej od niej zależności. W d w u obszern y c h rozdziałach pisze szczegółowo o O r m i a n a c h i G r u z i n a c h , w trze¬
c i m dość pobieżnie o i n n y c h ludach (np. plemionach Dagestanu).
Podrozdział " O G r u z i n a c h " jest p i e r w s z y m p o l s k i m opisem h i s t o ryczno-etnograficznym G r u z j i O m a w i a w n i m Krusiński położenie
geograficzne k r a j u , najważniejsze wydarzenia historyczne poczynając
o d starożytności, chrystianizację i dzieje kościoła gruzińskiego, następnie zaś niektóre wierzenia, p r a k t y k i wróżbiarskie, obrzędy doroczne
i rodzinne mieszkańców, w y c h o w a n i e dzieci i młodzieży, zwyczaje praw¬
8

i
!

I
i
|
;
!
!
|
|
j
j
i
;

i Br. Natoński,

I
|
] •

Tadeusz

Jan Krusiński,

[w:] P S B , t. 15/1, W r o c ł a w 1970, s. 426-

428.
T. K r u s i ń s k i ,

8

j

riam...,

J •

od annum

9

S . J . , Prodromus

ad tragicam

vertentis

T. K r u s i ń s k i ,

S . J . , Tragica

vertentis

belli

Persici

historia...

1728..., L e o p o l i 1740.

" K r u s i ń s k i , op. cit., sectio I I de G e o r g i a n i s , s. 120-151.

3

belli

Persici

histo-

L e o p o l i 1740.
ab anno 1711

�KULTURA

LUDOWA

GRUZJI

W RELACJACH

POLSKICH

301

ne, stosunek do r e l i g i i oraz sytuację polityczną G r u z j i i f o r m y zależności od T u r c j i (Gruzja Zachodnia) i Persji (Gruzja Wschodnia). W i e le wiadomości o wydarzeniach p o l i t y c z n y c h w G r u z j i w początkach
X V I I I w . zawierają również dalsze rozdziały Tragica
vertentis
belli... "
Za panowania Sasów k o n t a k t y dyplomatyczne z Persją, a co za t y m
idzie również z Gruzją, wyraźnie osłabły, co wiązało się zarówno z s y tuacją wewnętrzną Polski, j a k i z n o w y m układem sił n a B l i s k i m Wschodzie. N i e sprzyjał t y m k o n t a k t o m również b r a k stabilizacji wewnętrznej
w Persji. N a przełomie X V I I i X V I I I w . wysłano jeszcze z P o l s k i p a rę poselstw do Persji, ale miały one już t y l k o charakter prestiżowy.
Posłami b y l i J a k u b N u r k i e w i c z , O r m i a n i n p o l s k i (1699), sekretarz królewski P i o t r K c z e w s k i (1700), generał Rybiński, wojewoda chełmiński

j
]
I
I
I
I
I
I
I
I
I
I

(1712)i .

I

2

W początkach X V I I I w . następuje też osłabienie działalności m i s j i
polskich w P e r s j i i na Z a k a u k a z i u , a w końcu l a t 20-tych, zupełna i c h
likwidacja.
T r u d n o określić, w j a k i m stopniu w w i e k u X I X korzystano z t y c h
wcześniejszych r e l a c j i o G r u z j i . Wiadomo jednak, że nie zostały one
zupełnie zapomniane. Relację M u r a t o w i c z a w y d a n o d w u k r o t n i e w w i e k u X V I I I i po raz trzeci n a początku w i e k u X I X , przekład p o l s k i opisu
podróży P h . A v r i l a z obszernymi f r a g m e n t a m i mówiącymi o k o n t a k t a c h
polskich z Persją i Zakaukaziem, w r o k u 1791 . O Krusińskim pisał
w r o k u 1841 w "Bibliotece W a r s z a w s k i e j " F. Zieliński, podając dość obszerną bibliografię jego dzieł i i c h przekładów na języki obce oraz
streszczając niektóre f r a g m e n t y , m . i n . dotyczące G r u z j i . O d y p l o m a ­
tach polskich i o misjach n a B l i s k i m Wschodzie pisali w d r u g i e j poło­
wie X I X w . A. Muchliński i S. Załęski * .
Z a n i m przejdę do X I X - w i e c z n y c h opisów k u l t u r y l u d o w e j G r u z j i ,
wymienię jeszcze parę najważniejszych opracowań współczesnych, za­
wierających historię podróży polskich po t y m k r a j u i bibliografię przed­
miotu.
13

1
1
I
' l
I
j
\
\
!
*

1 4

5

Najwcześniejszy okres kontaktów polsko-kaukaskich omawia w s w y c h
pracach
11

B. B a r a n o w s k i .
16

O wkładzie p o l s k i m do badań

etnograficz-

P o r . n p . s. 140-151, 241-263.

" S . B r z e z i ń s k i , Misjonarze
i dyplomaci
polscy
w
Persji
w
XVII
i XVIII
w., P o t u l i c e 1935 (nadb. z " A n n a l e s M i s s i o l o g i c a e " , R . 1935), s. 46-51.
P o r . p r z y p . 4.
F . Z i e l i ń s k i , Xiądz Krusiński. Wiadomość historyczna
przez...,
"Bibliote­
k a W a r s z a w s k a " , R . 1841, t. 3, s. 375-397.
A . M u c h l i ń s k i , Materiały
do dziejów kościoła polskiego
w językach
wschodnich
pobrane,
"Pamiętnik r e l i g i j n o - m o r a l n y " , t. 7: 1861, s. 531-553; S . Z a ­
l e s k i , Misje
w Persji
w XVII
i XVIII
wieku pod protektoratem
Polski,
"Misje
k a t o l i c k i e " R . I : 1882; t e n ż e , Jezuici w Polsce.
B . B a r a n o w s k i , Znajomość Wschodu
w dawnej
Polsce do XVIII
wieku,
Łódź 1950; t e n ż e , Kawkaz
i Polsza w XVII
w., [w:] Rossija, Polsza i
Priczernomorje w XV-XVII
ww., r e d . B . R y b a k ó w , M o s k w a 1979, s. 248-262.
18

14

15

14

\
!

�302

ANDRZEJ

WOŻNIAK

n y c h . w A z j i Zachodniej pisała przed k i l k u n a s t u l a t y S. K u b i a k , oma­
wiając też krótko badania na K a u k a z i e « .
W r o k u 1972 w y d a n a została praca znanego o r i e n t a l i s t y J . R e y c h mana? Podróżnicy polscy na Bliskim
Wschodzie w XIX wieku, z a w i e r a ­
jąca także obszerną bibliografię opracowań dotyczących Polaków na
K a u k a z i e (w t y m l i c z n y c h wcześniejszych prac autora). Przegląd p o l ­
skiej l i t e r a t u r y o Kaukazie znaleźć można też w p i e r w s z y c h rozdziałach
książki Wacława Kubackiego Malwy na Kaukazie « . N i e w y m i e n i a m t u
osobno, poza przypisami, opracowań
szczegółowych,
odnotowanych
w b i b l i o g r a f i i do pracy J . Reychmana l u b w książce W. Kubackiego.
Ograniczam również do najbardziej niezbędnych wiadomości biograficz­
ne, dotyczące t y c h podróżników polskich, o których szerzej piszą R e y chman i K u b a c k i . Nieco więcej miejsca poświęcam j e d y n i e postaciom
mniej znanym.
Do t a k i c h należy o. Józef S u r y n , misjonarz j e z u i c k i , chronologicznie
biorąc pierwszy z Polaków piszących w X I X w . o G r u z j i (1773-1832).
Wstąpił do zakonu jezuitów w 1793 r. Początkowo uczył w szkołach
j e z u i c k i c h w Połocku i W i t e b s k u . W latach 1808-1820 był s u p e r i o r e m
m i s j i jezuickiej w A s t r a c h a n i u , ucząc jednocześnie w tamtejszych szko­
łach m i s y j n y c h 19. W t y m właśnie okresie (przed 1818 r.) odbył podróż
w sprawach m i s y j n y c h w Mozdoku przez Władykaukaz, dolinę T e r e k u ,
Przełęcz Krzyżową do T y f l i s u , którą opisał w liście d r u k o w a n y m
"Miesięczniku P o t o c k i m " .
Jadąc drogą zwaną dzisiaj wojennogruzińską, widział S u r y n wsie
górali gruzińskich i Osetynów. Zwraca uwagę n a n i e d o s t a t k i z i e m i
u p r a w n e j , b r a k d r e w n a opałowego, rasę tutejszego bydła i owiec, które
jego zdaniem n i e mogą się równać z białoruskim. Spostrzega zupełny
b r a k kołowych środków t r a n s p o r t u , używanie zamiast n i c h sań n a w e t
latem. Parę zdań poświęca m i e j s c o w y m p r z e w o d n i k o m — g ó r a l o m .
I to właściwie wszystko, jeśli nie liczyć dość pobieżnego opisu c e r k w i
w Kazbegi, którą zwiedzał w towarzystwie gruzińskiego duchownego.
Nie był więc S u r y n zbyt w n i k l i w y m obserwatorem, szczególnie
w zestawieniu z niektórymi s w o i m i k o n f r a t r a m i z a k o n n y m i działający­
m i przed stuleciem na terenie Zakaukazia. Chociaż żył na przełomie
X V I I I i X I X w., duchem należał do epoki znacznie wcześniejszej, a j e ­
go pogląd na góry kształtowały średniowieczne wyobrażenia, wedle któ­
r y c h były one siedliskiem złych mocy, miejscem s t r a s z n y m i p o n u r y m ,
20

"

S. K u b i a k ,

dentale,

L'apport

polonais

aux études ethnographiques

sur l'Asie

Occi­

zależnych

zebrał

" F o l i a O r i e n t a l i a " , t. 5: 1963, z. 1-2, s. 193-226.

1 8

W a r s z a w a 1969.

1 9

Materiały

do dziejów

Akademii

połockiej

i szkół od niej

J . G . ( M a r e k J a n Giżycki), K r a k ó w 1905, s. 33, 218.
*° L i s t
kaskie

X . Józefa

ku miastu

Tifflis,

Suryna

T.J.

opisujący

podróż

z Mozdoku

"Miesięcznik P o t o c k i " , 1818, t. 2, s. 154-163.

przez

góry

kau­

�KULTURA LUDOWA

303

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

zgoła n i e nadającym się do zamieszkania. " N i e mogłem pojąć — pisał
S u r y n mijając w i o s k i góralskie w okolicach K a z b e k u — co b y t y c h
mieszkańców sprowadziło w te strony, kędy opał i wyżywienie jest n a ­
der t r u d n e " « .
Swojego rodzaju mistyfikacją l u b , co bardziej prawdopodobne, p r z e ­
j a w e m b r a k u o r i e n t a c j i w geografii K a u k a z u jest tytuł w y d a n e j w r o ­
k u 1933 w Poznaniu książeczki Stanisława Nowackiego Podróże do Geo­
rgii w czasie mojej niewoli w Rossyi odbyte w roku 1813, 1814 i 1815.
N o w a c k i — podoficer p o l s k i z czasów Księstwa Warszawskiego, pod­
czas k a m p a n i i rosyjskiej Napoleona dostał się do n i e w o l i . Zesłany, prze­
bywał parę l a t m . i n . w okolicach t w i e r d z y A l e k s a n d r o w s k i e j i Mozdok u , w G r u z j i natomiast n i g d y n i e był, znał — j a k się w y d a j e — t y l k o
przedgórza Północnego K a u k a z u .
Duża ilość Polaków znalazła się na Kaukazie w latach 30-40-tych
X I X w . Władze carskie zsyłały w t e d y na K a u k a z , n a z y w a n y n i e k i e d y
"ciepłą Syberią", uczestników powstania listopadowego i ruchów s p i ­
s k o w y c h z l a t 30-40-tych ( m . i n . "konarszczyków", członków Związku N a ­
r o d u Polskiego, spisku ks. Ściegiennego). Obciążone po u p a d k u p o w s t a ­
nia obowiązkiem dostarczania r e k r u t a Królestwo Polskie zasiliło K o r ­
pus K a u k a s k i dziesiątkami tysięcy żołnierzy.
W t e n sposób znalazła się na Kaukazie większość autorów piszących
o G r u z j i w d r u g i m i t r z e c i m ćwierćwieczu X I X w., do których należeli:
Michał B u t o w d - A n d r z e j k o w i c z , "konarszczyk", ze Żmudzi, w c i e l o n y
w latach 4 0 - t y c h do w o j s k na Kaukazie. Przez d w a lata stacjonował
w Tyflisie. Zbierał pracowicie wszelkie materiały o Kaukazie, które
wykorzystał później w w y d a n y c h w 1859 r. Szkicach
Kaukazu .
W i n c e n t y D a w i d (1816-1897), pochodził ze Szczebrzeszyna, był n a u ­
czycielem g i m n a z j u m lubelskiego. Zesłany na Kaukaz, służył od 1844 r.
w j e d n y m z tamtejszych pułków, m . i n . w e Wschodniej G r u z j i . Miał
aspiracje literackie, interesował się geologią. Do P o l s k i powrócił w 1853 r.
Był a u t o r e m wspomnień z K a u k a z u i utworów l i t e r a c k i c h o tematyce
kaukaskiej *».
H e n r y k a Dzierżka w y m i e n i a w p r a w d z i e J . Reychman wśród zesła­
n y c h i przymusowo w c i e l o n y c h do w o j s k k a u k a s k i c h , ale w i e l e wydaje
się na to wskazywać, że sytuacja jego była zupełnie inna niż pozo­
stałych zesłańców. Przybył na K a u k a z wiosną 1840 r. przez Morze Czar­
ne i Zachodnią Gruzję, z p l a n a m i zrobienia w w o j s k u szybkiej k a r i e r y .
Początkowo zamierzał jechać do T y f l i s u , ale korzystając ze znajomości
w sztabie a r m i i , o czym pisze w e Wspomnieniach,
zdecydował się na
22

21

List

2 2

Warszawa

X. Józefa Suryna...,

2 8

W.

Dawid,

Warszawska",

s. 160.

1859, t. 1, 2.
Wspomnienia

z podróży

i wycieczek

po Kaukazie,

t. 53-60: 1854-1855; w s p o m n i e n i a te były d r u k o w a n e

n y c h c z a s o p i s m a c h i g a z e t a c h Królestwa i G a l i c j i .

"Biblioteka

również w i n ­

�304

ANDRZEJ

WOŻNIAK

Abchazję. Później j a k o ochotnik zgłosił się do oddziałów walczących
w Dagestanie *«.
Mateusz G r a l e w s k i (Grala, Gralak, pseudonim l i t e r a c k i :
Mateusz
z Mazewa, 1826-1891). S y n chłopa Wojciecha G r a l i z Mazewa w Łęczyck i e m . Ukończył miejscową szkołę elementarną z t a k d o b r y m i w y n i k a ­
m i , że prof. W. A. Maciejowski, dzierżawca w s i , ułatwił m u naukę
w g i m n a z j u m w Łęczycy ( w t e d y zmienił nazwisko na G r a l e w s k i ) .
W Łęczycy związał się G r a l e w s k i z tajną organizacją demokratyczno-niepodległościową (komórka Związku N a r o d u Polskiego, a w g i n n y c h
źródeł Stowarzyszenie L u d u Polskiego). Po w y k r y c i u organizacji i dłu­
g i m śledztwie, w 1844 r. G r a l e w s k i skazany został na karną służbę
wojskową n a Kaukazie. Przebywał t a m (w t y m dłuższy czas we Wschod­
niej G r u z j i ) , 12 l a t , dosługując się w końcu stopnia oficerskiego. Boga­
te materiały historyczne i etnograficzne zebrane w czasie p o b y t u G r a lewskiego na Kaukazie uległy częściowemu zniszczeniu jeszcze przed
jego p o w r o t e m do k r a j u w r o k u 1856. Po powrocie kontynuował swoje
zainteresowania historyczne i etnograficzne, pracując jednocześnie na
polu oświaty l u d o w e j i działając nadal w r u c h u s p i s k o w y m . W czasie
powstania styczniowego brał udział w pracach władz powstańczych, a po
jego u p a d k u wydawał na emigracji pismo patriotyczne d l a l u d u . O d l a t
70-tych mieszkał w G a l i c j i , gdzie prowadził poszukiwania etnograficzne,
publikując i c h w y n i k i w "Zbiorze Wiadomości do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j " .
Umarł w 1891 r. w e L w o w i e . Zachowane materiały kaukaskie, m . i n .
0 G r u z j i , opublikował w w y d a n y c h w r o k u 1877 w s p o m n i e n i a c h .
Leon Janiszewski (1810-1861), konarszczyk, nauczyciel m u z y k i i l i t e ­
rat, zesłany na K a u k a z , odbył podróż drogą wojenno-gruzińską do T y f lisu. O swoich wrażeniach z G r u z j i pisał w " B i b l i o t e c e W a r s z a w s k i e j "
1 "Rubonie" .
H i p o l i t J a w o r s k i (1812-1877), pisał także pod pseudonimem Mieczy­
sława T e r l i c y . Służył na Kaukazie, głównie w Dagestanie ( T e m i r Chan
Szura). Choć w G r u z j i niewątpliwie był, znał ją chyba lepiej z l i t e r a t u ­
r y niż z własnych podróży l Po powrocie do k r a j u brał udział w p o w ­
staniu s t y c z n i o w y m . Zmarł na emigracji.
K a z i m i e r z Łapczyński (1828-1892). Studiował w Warszawie, p r a w d o ­
podobnie w I n s t y t u c i e A g r o n o m i c z n y m . Za udział w r u c h u s p i s k o w y m
skazany i w 1846 r. zesłany na Kaukaz, gdzie później pełnił funkcję
25

26

2

M

H. D z i e r ż e k ,

25 M .
nie kraju.
8 6

wida

Ludność.

Kaukaz.

Zwyczaje

Kaukazu,

z podróży

i obyczaje,

do Tyflisu

t. 6; 1848, s. 77-215.

z dwunastoletniej

niewoli.

Opisa­

L w ó w 1877.
do mogiły

"Biblioteka Warszawa",
w 1841 r. odbytej,

H . J a w o r s k i , Wspomnienia

"Athenaeum",

Wspomnienia

L . J a n i s z e w s k i , Pielgrzymka
w TyfUsie

"

Wspomnienia

Gralewski,

A. Gribojedowa

na górę Sw.

t. 3: 1843, s. 1-6; t e n ż e , Obrazy

Da­

i myśli

" R u b o n " , t. 9-10: 1849, s. 102-117.

Kaukazu,

Poznań

1877, cz. 1-3, o r a z a r t y k u ­

ły o K a u k a z i e w c z a s o p i s m a c h i g a z e t a c h .

i

�KULTURA

LUDOWA

305

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

oficera w o j s k inżynieryjnych. Wiele l a t spędził w G r u z j i (głównie
Wschodniej), choć podróżował też po i n n y c h k r a j a c h Zakaukazia i K a u ­
kazu Północnego. Interesował się historią G r u z j i , zebrał w i e l e cennych
materiałów etnograficznych. Po powrocie do k r a j u w 1875 r. p r o w a ­
dził nadal badania ludoznawcze w T a t r a c h i Pieninach. Zebrane w P o l ­
sce i podczas p o b y t u na Kaukazie materiały publikował w czasopismach
warszawskich. Jego zasługą jest też pierwszy przekład poematu Szoty
Rustaweli Rycerz w tygrysiej
skórze . Był też a u t o r e m k i l k u pochleb­
nie wówczas ocenionych prac z dziedziny b o t a n i k i .
28

K s a w e r y Pietraszkiewicz (ok. 1820-1842), student u n i w e r s y t e t u k i ­
jowskiego. Za udział w spisku w r o k u 1839 w c i e l o n y do K o r p u s u K a u ­
kaskiego. Znał Gruzję, przemierzył też trasę z T y f l i s u do Władykaukazu, a później do Piatrogorska. Był a u t o r e m sonetów o tematyce k a u ­
kaskiej, które w r a z z f r a g m e n t a m i listów zawierającymi trochę m a t e r i a ­
łów etnograficznych z G r u z j i d r u k o w a n e były w poznańskim " D z i e n n i ­
k u D o m o w y m " . Zaginęły natomiast jego n i g d y w całości nie p u b l i k o w a ­
ne wspomnienia z K a u k a z u .
29

A l b e r t Wojciech P o t o c k i (1801-1847), po p o w s t a n i u l i s t o p a d o w y m ze­
słany na K a u k a z . Początkowo przebywał w G r u z j i — w M e g r e l i i i A b ­
chazji, później znalazł się na Północnym Kaukazie. Po r o k u 1840 w r ó ­
cił do k r a j u , gdzie opublikował k i l k a opowieści o tematyce k a u k a s k i e j
oraz zawierający wrażenia z podróży po M e g r e l i i szkic Troił nad Ingurem so.
Jan Załęski (1807 - 1877), w c i e l o n y do w o j s k rosyjskich na Kaukazie,
przebywał przez dłuższy czas w r a z z pułkiem w K a r a Agacz w d o l i ­
nie Alazani (Kachetia, Wschodnia Gruzja), a później, w 1847 r., n a pół­
nocnym Kaukazie. Po 1 0 - l e t n i m pobycie na Kaukazie wrócił około r o k u
1856 do Polski. Jego artykuły zawierające w i e l e wiadomości historycz­
nych i ciekawych obserwacji etnograficznych dotyczących zachodniej
i wschodniej G r u z j i publikowały w latach 50-tych czasopisma w a r ­
szawskie 31.
Niewiele w i e m y o autorce Wspomnień

Gruzji

d r u k o w a n y c h w 1839 r.

K . Ł a p c z y ń s k i , Z TyfUsu
pod Ararat, " T y g o d n i k I l u s t r o w a n y " , t. 14-15:
1866-1867; t e n ż e , Przejazd
przez szczyty Kaukazu
" T y g o d n i k I l u s t r o w a n y " t 15:
1868.
1 8

" K . P i e t r a s z k i e w i c z ] , Wyjątki z niedrukowanych
dotąd pamiętników
Ksawerego Pi..., byłego akademika
wileńskiego, teraz żołnierza w artylerii
korpusu
kau­
kaskiego,
" D z i e n n i k D o m o w y " , 1841 n r 23-24 tamże, w n r 26 s o n e t y k a u k a s k i e
objaśnione f r a g m e n t a m i l i s t u a u t o r a z T y f l i s u .
W. P o t o c k i ,
s. 586-593.
8 0

Wyjątki

J- Załęski,

81

Troił

nad

Ingurem,

z pamiętników

"Biblioteka

Warszawska",

t.

J. Z. (udzielił J . B . D. J . , K o r e s p o n ­

d e n c j a z K a r a g a c z u i T y f l i s u ) , " D z i e n n i k W a r s z a w s k i " , 1853, 1854; t e n ż e ,
1856*°

2 0

~

E t

2

P

°

d

r

Ó

ź

y

p

o

&lt;™kazie,

K

nografia Polska XXVII/1

1: 1841,

Wspom-

" K r o n i k a Wiadomości K r a j o w y c h i Z a g r a n i c z n y c h " ,

t.

I

�306

;!

ANDRZEJ

WOZNIAK

w warszawskich " N i e z a p o m i n a j k a c h " , P a u l i n i e K . K i m była? Czy r z e czywiście Wspomnienia...
są t y l k o , j a k głosi podtytuł, zapisanymi przez
nią opowiadaniami "osoby, która t a m podróż w r o k u 1830 odbyła", czy
też są to własne wrażenia autorki? N i e w i e m y też, w j a k i m celu o d b y ­
ła długą podróż do T y f l i s u owa dama — j a k w y n i k a z t e k s t u — z z i e ­
miańskiego środowiska, z d a w n y c h wschodnich kresów R z e c z y p o s p o l i t e j .
Nic n i e wiadomo o autorze anonimowej korespondencji z T y f l i s u
d r u k o w a n e j w "Przeglądzie N a u k o w y m " z l a t 1842-1843. W bliżej n i e
znanych celach podróżował on w początkach lata 4 0 - t y c h po wschódn i e j G r u z j i , Azerbejdżanie i Dagestanie (Tyflis, d o l i n a A l a z a n i , N u c h a
Szemacha, okolice B a k u , K u b a , Derbent, T e m i r Chan Szura i z p o w r o t e m do T y f l i s u oraz później po Kaukazie Północnym z J e k a t e r y n o d a r u przez Władykaukaz, Lars, drogę wojenno-gruzińską również do Ty¬
flisu).
W listach daje się zauważyć pewna nieporadność s t y l u , ale j e d n o cześnie sporo w n i c h szczegółowych opisów z t y c h dziedzin k u l t u r y
m a t e r i a l n e j , na które i n n i autorzy p r a w i e n i e z w r a c a l i u w a g i (np. opis
o r k i , w y p i e k u chleba). Charakterystyczne jest zainteresowanie autora
sytuacją gospodarczą G r u z j i , cenami robocizny i różnych towarów oraz
znajomość gruzińskich m i a r i tradycyjnego systemu monetarnego .
N i e był zesłańcem, choć podobnie j a k większość w y m i e n i o n y c h
wcześniej autorów odbywał w latach 4 0 - t y c h X I X w. służbę wojskową
na Kaukazie, h r . Juliusz Berlicz-Sas Strutyński (1810-1878), oficer cars k i , bywalec salonów, poeta i geolog amator w jednej osobie. Był t a k że w G r u z j i , m . i n . w Tyflisie, znał d o m y gruzińskiej a r y s t o k r a c j i ,
Swoje wrażenia z K a u k a z u opublikował w tomie zatytułowanym
Miscellanea, materiały zaś z badań geologicznych w w y d a n e j w B e r l i n i e b r o 32

:
!
i
}
|
!
I
|
l
(•
j
|
i
|
I
1
|
i
j

33

34

,
|:
j
|:
,
;

;
j
i
!
j
I
I ;

Z a w a r t e w książkach, artykułach, pamiętnikach i listach w y m i e n i o n y c h autorów relacje o G r u z u są bardzo n i e j e d n o l i t e zarówno pod
względem ilości materiałów etnograficznych, j a k i i c h wartości poznawczej. Najpełniejszy obraz k u l t u r y l u d o w e j ówczesnej G r u z j i , głownie
Wschodniej, dają d w a obszerne artykuły K. Łapczynskiego d r u k o w a n e
w " T y g o d n i k u I l u s t r o w a n y m " . C e n n y m i c h dopełnieniem są w s p o m m e n i a i l i s t y J . Zaleskiego, który oprócz wschodniej, znał również niezłe
Gruzję zachodnią. Interesujące rozważania na temat zróżnicowania geo­
graficznego, klimatycznego i k u l t u r o w e g o K a u k a z u , odnoszące się r o w nież do G r u z j i , można znaleźć w Szkicach
Kaukazu,
A. Butowda-Andrzejkowicza.
" P a u l i n a
w roku
»

K„

1830 odbyła,

Korespondencja

Wspomnienia

Gruzji.

Z

opowiadań

osoby,

która

tam

podróż

" N i e z a p o m i n a j k i " , R . 1839, s. 61-79.
z

Kaukazu,

'

R . 2: 1843, s. 129-136, 214-215.

i

" J . B e r l i c z - S a s

"Przegląd

Naukowy",

S t r u t y ń s k i , Miscellanea,

R.

1:

1842, s. 434-444,

W i l n o 1855.

�KULTURA LUDOWA

307

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

Wiadomości zawarte w pracach pozostałych autorów, choć cenne j a k o
materiał uzupełniający czy porównawczy, mają znacznie bardziej f r a g ­
mentaryczny charakter.
W relacjach z G r u z j i z 1 połowy X I X w . sporo miejsca zajmują
opisy gór i kaukaskiej p r z y r o d y . Są to jednak często l i t e r a c k i e i m ­
presje, nie zaś k o n k r e t n e wiadomości o w a r u n k a c h n a t u r a l n y c h k r a j u .
Do wyjątkowych należy w s p o m n i a n y już f r a g m e n t Szkiców
Kaukazu
Butowda-Andrzejkowicza, który poprzedza opis podróży z Władykaukazu do Tyfłisu:
" K a u k a z to c z t e r y p o r y r o k u w j e d n y m d a n y m m o m e n c i e . Ł a t w o t a m można
widzieć • d o l i n y

złocące

się. b u j n y m i

kłosy,

n a których rozpoczęły się już

żniwa,

a tuż z a n i m i n a wyższych s z c z y t a c h zziębnąć od śniegu i z a m i e c i ; k i e d y w tymże
m o m e n c i e n a spadzistościach

gór r o l n i k

doczekał się s w e j

wiosny

i zasiewa

nie­

w i e l k i e łany jęczmieniem i kukuruzą... F l o r a k a u k a s k a n i e m n i e j cudowności
siada: rośliny z n a j o m e S y b e r i i rosną t a m obok roślin właściwych A m e r y c e
niowej.
wa

Słowem j e s t to s k u p i e n i e się kontrastów

przyroda

często równikowej

mujący. D a w n i

dotyka. A

geografowie arabscy

f i z y c z n y c h , w których

s a m i mieszkańcy

po­

Połud­
bieguno­

j a k muszą być

l i c z y l i t a m t r z y s t a z górą języków

zaj­

i , dlatego

K a u k a z n a z y w a l i Dshebeł e l i s a n i (górą języków).
Ta

l i n g w i s t y c z n a rozmaitość n i c n i e musiała osłabnąć, k i e d y i dziś często się

n i e zdarza, że d w a auły p r a w i e tuż obok siebie leżące, a oddzielone
ko lub n i e w i e l k i m wąwozem,
najmniejiszego
nie mniej

wcale

powinowactwa.

Różnobarwna

mieszanina

może zainteresować, a rozmaitość f o r m

stowarzyszenia,

chaństwa

i klany,

potokiem

tyl­

się n i e rozumieją, bo różne języki n i e mają

n i e mające

zwyczajów

rządu

i

obyczajów

(jeśli t a k można

żadnych

ustaw

nazwać

pisanych, a

rzą­

dzące się t y l k o z w y c z a j e m ) , p r z e c h o d z i w s z e l k i e wyobrażenia" » .

O podporządkowaniu k l i m a t u i k r a j o b r a z u prawidłowościom t z w .
strefowości pionowej w s p o m i n a w s w o i m opisie zachodniej G r u z j i także
J. Załęski
Na zróżnicowanie geograficzne G r u z j i jako jedno z głównych źró­
deł różnic k u l t u r o w y c h między zamieszkującymi t e n k r a j g r u p a m i etno­
g r a f i c z n y m i zwraca uwagę H . J a w o r s k i pisząc:
"...Gruzini

[tj. mieszkańcy

czycy, Mingrelcy
s k i m , mają

i Swanety.

jedne

strzegać się daje
stwem

zwyczaje
w

rozmaitości

wschodniej

Gruzji

—

A.

W s z y s t k i e te l u d y m ó w i ą

W.]

Imeretińcy,

jednym

językiem

Guryjgruzyj-

i są chrześcijanami. Jeżeli c z a s e m jakaś różnica

ich fizjonomiach
położenia

l u b o b y c z a j a c h , j e s t to n a t u r a l n y m

jeograficznego

i wpływu,

jaki

wywierały

spo­

następ­
na

nich

s t o s u n k i z k r a j a m i sąsiednimi, bardzo w o j o w n i c z y m i " » .
7

Większość prac ludoznawczych z pierwszej połowy X I X w., a n i e ­
kiedy i późniejszych, zawiera w e wstępie ogólną charakterystykę o p i ­
sywanego l u d u czy g r u p y etnograficznej. Takie właśnie c h a r a k t e r y s t y k i
"U.
s. 10-11.

B u t o w d - A n d r z e

** J . Z a ł ę s k i ,

Wspomnienia

jkowicz,

Szkice

z podróży

po

K r a j o w y c h i Z a g r a n i c z n y c h " , n r 81". 1856, s. 5-6.
" J a w o r s k i ,

op. cit., cz. I , s. 24.

K a u k a z u , t. 1, W a r s z a w a
Kaukazie,

"Kronika

1859,

Wiadomości

�308

ANDRZEJ

WOŻNIAK

Gruzinów znaleźć można w pracach Jaworskiego, Gralewskiego i niektó­
r y c h i n n y c h autorów. Ponieważ są one w dużej mierze odzwierciedleniem
stosunku autorów do tego narodu, w a r t o niektóre z n i c h przytoczyć:
" L u d gruziński w ogóle j e s t najpiękniejszym ze w s z y s t k i c h ludów n a świecie —
pisze

Jaworski —

wysmukłe,
a

mężczyźni

doskonałych

d a l e j : są " n a d z w y c z a j

są

wysokiego

kształtów,

rysów

wzrostu,

silnej

szlachetnych

i

w a l e c z n i i p r a w i , n i e odznaczają

budowy, kobiety
z

wielkimi

się a t o l i

zaś

oczami...",

pracowitością

a n i zdolnościami do n a u k , dlatego też cały przemysł i h a n d e l j e s t w ręku O r m i a n .
G r u z i n i trudnią się r o l n i c t w e m , c h o w e m bydła i u p r a w ą w i n n i c " .
8 8

M . G r a l e w s k i , sam chłop z pochodzenia, a po powrocie do k r a j u
działacz n a p o l u oświaty l u d o w e j , zwracał uwagę n a panującą wśród l u ­
du gruzińskiego "nędzę materialną" i "biedę umysłową", pisząc dalej,
że l u d t e n "godzien jest lepszej doli, bo to l u d p r a w e j duszy i uczciwego
serca. Szczere usposobienie jego c h a r a k t e r u znęca k u sobie t y c h , co
czują w sobie wstręt do przewrotności i m a t a c t w a " .
Ch a r a k t e r y s t y c z n e dla prac ludoznawczych z 1 połowy X I X w . do­
tyczących P o l s k i jest zainteresowanie i c h autorów przede w s z y s t k i m
f o l k l o r e m i p r a w i e zupełne pomijanie pozostałych dziedzin k u l t u r y l u ­
dowej. N a w e t w pierwszych t o m a c h Ludu O. Kolberga, w y d a w a n y c h
już w latach 60-70-tych X I X w., materiały f o l k l o r y s t y c z n e stanowią
ok. 80-90%) tekstu.
Podobna przewaga f o l k l o r u n a d i n n y m i dziedzinami daje się zauwa­
żyć w artykułach Łapczyńskiego, ale jest on j e d y n y m wśród autorów
opisujących kulturę ludową G r u z j i 1 połowy X I X w., co do którego
m a m y pewność, że znał język gruziński, choć j a k s a m twierdził, była
to znajomość daleka o d doskonałości. A u t o r z y nie znający języka m u ­
sieli ograniczyć zakres swoich zainteresowań przede w s z y s t k i m do w y ­
tworów k u l t u r y m a t e r i a l n e j i t y c h zachowań, których zrozumienie nie
nastręczało i m większych trudności. M o g l i też oczywiście korzystać z l i ­
t e r a t u r y etnograficznej dotyczącej G r u z j i w języku r o s y j s k i m , niezbyt
jeszcze wówczas o b f i t e j , czy z pomocy Gruzinów, głównie przedstawi­
cieli w a r s t w wyższych, znających język r o s y j s k i .
39

Jeśli zatem w obrazie gruzińskiej k u l t u r y l u d o w e j 1 połowy X I X w.
dominacja f o l k l o r u n a d pozostałymi dziedzinami, głównie kulturą m a ­
terialną, n i e jest t a k wyraźna, j a k w pracach ludoznawczych odnoszą­
c y c h się do Polski, to jest to nie t y l e odzwierciedlenie zainteresowań
Polaków.piszących o G r u z j i , co ograniczenie zakresu i c h możliwości ba­
dawczych.
O gospodarce w s i gruzińskiej pisał w s w o i c h pamiętnikach J . Za­
l e s k i
.
L e t n i obóz jego pułku położony był w Kara-Agacz, w dolinie
4 0

«8 Tamże, s. 26-28.
8 9

G r a l e w s k i , op. cit., s. 361.

4 0

J. Załęski,

1853, s. 4.

Wyjątki

z

pamiętników...,

"Dziennik

Warszawski",

n r • 318:

�KULTURA

LUDOWA

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

309

rzeki M a z a n i (Kachetia), stanowiącej jeden z najżyźniejszych obszarów
wschodniej G r u z j i . Zaleski t a k opisuje jego okolice:
"Na

zachód K a r a - A g a c z u

są B a r b o s z k i

[prawdopodobnie wieś

Arbosziki

S i g n a c h i — A . W.], auł gruziński, mnóstwo t u w i n n i c , figi i g r a n a t y
b r z o s k w i n i e i i n n e f r u k t a potrzebują

równie s t a r a n n e g o

orzechów włoskich m o c n i e z m i e r n a , których d r z e w a

utrzymania jak winnice,

ogromnej

są wielkości,

w a r o l i zupełnie z a n i e d b a n a , sieją t u t y l k o pszenicę i jęczmień, innego
znają. W

niektórych

m i e j s c a c h j e s t ryż

kolo

d z i k o rosną,

i bawełna, hodują

upra­

zboża n i e

jedwabniki,

szczegól­

nie w T y f l i s i e i Nusze..."

Opis o r k i w e wschodniej G r u z j i ciężkim, zaprzężonym w sześć p a r
wołów pługiem można znaleźć u Łapczyńskiego i w a n o n i m o w y c h listach
z T y f l i s u . Łapczyński pisze ponadto o spółkach oraekich zawiązywa­
nych przez k i l k u gospodarzy nie posiadających wystarczającej do tego
rodzaju pługa ilości zwierząt pociągowych, o specjalnych, towarzyszą­
cych orce pieśniach oraz o młocce p r z y użyciu " t r i b u l u m " ; dość pobież­
nie opisuje zabudowania gospodarcze w zagrodzie wschodniogruzińskiego chłopa . O młynarstwie, które szczególnie rozwinęło się w e w s i
Arbosziki ze względu n a zapotrzebowanie na mąkę i kaszę stacjonują­
cego w t e j o k o l i c y wojska, pisze Załęski. Nieco wcześniej w s p o m i n a
o stanie h o d o w l i , prawdopodobnie również w dolinie A l a z a n i :
41

" O w i e c G r u z j a n i e utrzymują dużo, które kształtem różnią się od n a s z y c h i m a ­
ją mięso w y b o r n e , w s z y s t k i e i n n e zwierzęta domowe są c h u d e i nędzne, z

powodu,

że przez cały r o k znajdują się n a p o l u , n i e m a t u z w y c z a j u przysposabiać d l a bydląt
p a s z y n a zimę, muszą one s a m e zaradzić s w o i m

potrzebom".

Trochę szczegółów o h o d o w l i , m . i n . o g a t u n k u h o d o w a n y c h t u owiec
oraz sposobie p r z e c h o w y w a n i a przetworów mlecznych, zawierają
Wspom­
nienia Gruzji P a u l i n y K.
O r o l i h o d o w l i w gospodarce górali wschodniogruzińskich (Pszawów, Chewsurów i Tuszynów) pisze nieco H . J a ­
worski .
N i e m a l wszyscy autorzy piszą o pożywieniu, a właściwie o specjal­
nościach k u c h n i gruzińskiej, przeważnie jednak są to wiadomości dość
fragmentaryczne i nieuchronnie przechodzą w opis słynnych gruzińskich
biesiad. W sposób najbardziej zwięzły i t r a f n y charakteryzuje poży­
wienie mieszkańców n i z i n n e j G r u z j i Łapczyński, pisząc, że "zieleninę
(tj. j a r z y n y i rośliny p r z y p r a w o w e — A. W.) każdy k r a j o w i e c n a rów­
n i z chlebem i w i n e m liczy sobie do swoich potrzeb niezbędnych" .
W. Potocki zwraca uwagę na specyfikę zachodniej G r u z j i , gdzie chleb
zastępowała t z w . gomi, t j . "gęsta kasza z g a t u n k u prosa, u nas w n i e 4 2

43

44

41

s. 21.

Łapczyński,

Z

Tyflisu

pod

Ararat,

4 8

P a u l i n a K . , Wspomnienia

4 5

J a w o r s k i , op. cit, cz. I , s. 44-45.

"Łapczyński,
s. 167.

Z

Tyflisu

Gruzji...,

"Tygodnik

I l u s t r o w a n y " , t. 15: 1867,

s. 69-70.

pod Ararat,

"Tygodnik

I l u s t r o w a n y " , t. 14: 1866,

�310

ANDRZEJ

WOŻNIAK

których miejscach ber zwanego, zastępująca chleb, którego użycia pros­
t y l u d n i e zna w I m e r e t i i , M i n g r e l i i , G u r i i i A b c h a z j i , u Swanetów
i Abazyńców. W najzamożniejszych nawet domach bez g o m i n i e m a
jedzenia" . Poważną rolę w jadłospisach Gruzinów w s z y s t k i c h w a r s t w
odgrywały różne g a t u n k i fasoli — lobio « oraz sery, przeważnie z o w ­
czego m l e k a . Najczęściej wymienianą z p o t r a w mięsnych jest sza­
szłyk. D o p o p u l a r n y c h p o t r a w zalicza Załęski również plow, t j . baraninę
gotowaną z ryżem z d o d a t k i e m łoju baraniego l u b masła.
Do najbardziej szczegółowych opisów z dziedziny k u l t u r y m a t e r i a l ­
nej należy opis w y p i e k u chleba w e wschodniej G r u z j i , który znajduje­
m y w anonimowej korespondencji z T y f l i s u :
i S

4

4 7

"Chleb
nych

t u osobliwy...

garnków,

w

nazywają

których

c i e n k i e t r z a s k i i zapalają

go

człowiek

czureki... z a m i a s t pieców

zmieścić

się

je, gdy są r o z p a l o n e

używają

może, d l a o g r z a n i a

nagłym płomieniem, p i e k a r z

p l a c e k z c i a s t a , składa go j a k k a p e l u s z s t o s o w a n y , a cieńszym b r z e g i e m
szy

w

wodzie,

gatunek

przylepia

go w

środku

c h l e b a , l a w a s z a z tegoż samego

dowska... t e n c h l e b służy G r u z j a n o m
jedzeniu
palcami"

ryżu
4a

z baraniną

garnka,

ogrom­

i c h rzucają

w

momencie

robi

umoczyw­

j e s t gotowy...

Drugi

c i a s t a cienko rozwałkowany j a k m a c a ży­

zamiast serwety

do obcięrania u s t i rąk p r z y

gotowanego z r o d z y n k a m i . . . Tę

potrawę

zawsze

jadają

.

L u d o w e b u d o w n i c t w o gruzińskie charakteryzowało się ogromną róż­
norodnością zarówno f o r m architektonicznych, j a k i rozwiązań k o n s t r u k ­
c y j n y c h oraz materiałów b u d o w l a n y c h . Dość szeroki, choć jednocześnie
pobieżny przegląd typów b u d o w n i c t w a z 1 połowy X I X w., zarówno
wiejskiego, j a k i miejskiego, zawiera artykuł L . Janiszewskiego.
W ówczesnym T y f l i s i e oprócz najnowszych budynków o a r c h i t e k ­
turze, j a k określa autor " e u r o p e j s k i e j " , dostosowanej j e d n a k do m i e j ­
scowych potrzeb i t r a d y c j i (płaskie dachy, k r y t e b a l k o n y ) , występowały
d o m y miejskie starszego, " a z j a t y c k i e g o " t y p u , przeważnie o d w u k o n ­
dygnacjach, z f r o n t o n a m i od s t r o n y zamkniętych podwórek-ogródków.
Uboższa ludność mieszkała w n i e w i e l k i c h , j e d n o k o n d y g n a c y j n y c h k a m i e n n o - g l i n i a n y c h b u d y n k a c h o płaskich dachach, mających swój o d ­
p o w i e d n i k również w b u d o w n i c t w i e w i e j s k i m wschodniej G r u z j i , " N a j ­
biedniejsi mieszkańcy m i a s t i w s i — pisał Janiszewski — żyją w k w a d r a ­
t o w y c h j a m a c h wygrzebanych, dach t y c h domów oznaczony t y l k o dziurą
za k o m i n służącą, równy z poziomem". J a k można się domyślać, chodzi
t u o d o m t y p u " d a r b a z i " , c h a r a k t e r y s t y c z n y dla niżej położonych t e ­
renów wschodniej G r u z j i .
Następnym o p i s y w a n y m przez Janiszewskiego
d o m górali wschodniogruzińskich:
P o t o c k i, op. cit., s. 589.

«
4 1

4

t y p e m b u d y n k u jest

D z i e r ż e k, op. cit, s. 124.

' P o t o c k i , op. cit., s. 589.

48

Korespondencja

z Kaukazu,

"Przegląd N a u k o w y " , R . 2: 1843, s. 214.

�311

KULTURA LUDOWA GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

[sachli — gruz. d o m — A . W.] n a ustępach gór... S a k l e
k a m i e n i a kładzione, p r z y l e p i o n e do siebie, l u b

"Górale stawiają s a k l e
te

to k l a t k i

nastawione
W

nich

n a sucho

z dzikiego

j e d n a z a drugą; stąd jadącemu z d a l e k a w y d a j ą się r u i n a m i

dwa

oddziały. W

dolnym

pomieszczają

się k o n i e , t r z o d y ;

w

zamków.

górnym

—

góralska f a m i l i a " .

Opis t e n , j a k się wydaje, odnieść można do łączącego w sobie f u n k ­
cje mieszkalne i gospodarcze, składającego się z d w u l u b rzadziej trzech
k o n d y g n a c j i d o m u góralskiego w M t i u l e t i i , ale j a k w y n i k a ze znacznie
późniejszych, z przełomu X I X i X X w . materiałów, w b u d y n k u o d w u
kondygnacjach, w pierwszej znajdowały się pomieszczenia
mieszkalne
i chlew dla bydła, d r u g a zaś spełniała funkcję stodoły. W p r z y p a d k u
trzech k o n d y g n a c j i , pierwsza stanowiła chlew, druga mieszkanie, t r z e ­
cia służyła do przechowywania słomy.
W zakończeniu tego, niepełnego zresztą, przeglądu b u d o w n i c t w a
gruzińskiego Janiszewski pisze, iż "bywają i d r e w n i a n e sakle [ t j . d o ­
m y — A . W . ] ; użycie materiału od miejscowości z a l e ż y " . Miał t u
prawdopodobnie
autor n a myśli zachodniogruziński d r e w n i a n y d o m
z cztero- l u b d w u s p a d o w y m dachem, o charakterze wyłącznie mieszkal­
n y m (zabudowania gospodarcze budowano osobno), t z w . sadżalabo sachli.
Wiadomości o b u d o w n i c t w i e , nie wykraczając j e d n a k poza to, o c z y m
pisał Janiszewski, można znaleźć w anonimowej korespondencji z T y f l i su, w e Wspomnieniach
Gruzji
P a u l i n y K. czy u Łapczyńskiego, który
opisuje m . i n . d o m t y p u darbazi.
Opis wnętrza zachodniogruzińskiego d o m u sadżalabo sachli czy też,
sądząc z p e w n y c h szczegółów, f o r m y przejściowej między sadżalabo
sachli a późniejszym domem t y p u oda, zawierają Wspomnienia
z podró­
ży po Kaukazie, J . Zaleskiego:
49

"...wewnątrz
Gruzji
a

—

raczej

A.

biednych

W.],

uklepana

i odrapanych

uderzają

pyszne

z i e m i a , gdyż

mieszkań i c h [tj. mieszkańców

perskie

podłóg

kobierce,

n i e masz

którymi

w

tych

z desek bez s u f i t u i p i e c a . W każdej t a k i e j s a k l i z n a j d u j e

usłane

saklach,

zachodniej
są

podłogi,

budowanych

się d w o j e d r z w i , a n i e ­

k i e d y i okno bez s z y b , okiennicą t y l k o p r z y m y k a n e .
W
na

pośrodku dużej i z b y zimą i l a t e m g o r e ognisko,

kapa

ściąga d y m i i s k r y do góry... Wspólna

n a d którem

ta izba n a z y w a

wyprowadzo­

się kunacką, n a

przyjęcie t y l k o gości p r z e z n a c z o n a . K o b i e t y z w y k l e mieszczą się w o s o b n y c h

bocz­

n y c h i z b a c h . P o ścianach k u n a c k i e j wiszą kindżały, s z a s z k i , gwintówki i pistolety,
siodła i b u r a k i . Ułożone s t o s a m i pod ścianami m a t e r a c e i p o d u s z k i oznaczają, iż gospo­
darz gotów z a w s z e
sażenia, właściciel

l i c z n y c h przyjąć u siebie i umieścić g o ś c i " . (Sądząc z
60

opisywanego

domu

był człowiekiem dosyć zamożnym,

wypo­

szlachci­

c e m raczej niż chłopem).

J e d n y m z najczęściej poruszanych tematów w relacjach o G r u z j i
Pierwszej połowy X I X w . są u b i o r y j e j mieszkańców. Często są to
" J a n i s z e w s k i ,

Pielgrzymka

Z a ł ę s k i, Wspomnienia
g r a n i c z n y c h " , n r 81; 1856, s. 6.
5 0

do mogiły..., s. 13.

z podróży...,

" K r o n i k a Wiadomości K r a j o w y c h i Z a ­

�312
[
I

\i
,i
|
¡1;
I
!!
;

I;
|
;
i I

!'
\\
|i
!
|
|
1;
j
j
j.
i
|
!
ji
II
H
;

1;

ANDRZEJ

WOŻNIAK

opisy strojów noszonych przez w a r s t w y wyższe, nasuwających niektór y m a u t o r o m nieodparte skojarzenia. M . B u t o w d - A n d r z e j k o w i c z zauważa, że ubiór Gruzinów (a właściwie gruzińskiej szlachty) podobny jest
do staropolskiego: " c z u c h i i c h z rękawami na w y l o t y , odpowiadają zu¬
pełnie kontuszom, a materjalne archa-łuki niewiele się różnią od żupanów. G r u z i n i nie noszą t y l k o pasów, a czapki i c h szpiczaste, zawsze są
z drobnego, czarnego b a r a n k a " . D a l e j następuje dość szczegółowy opis
s t r o j u noszonego przez k o b i e t y z wyższych w a r s t w społecznych, po¬
przedzony uwagą autora, że u b i o r y kobiece w G r u z j i " n i e podlegają ka¬
p r y s o m m o d y " , a współczesne m u G r u z i n k i ubierają się t a k j a k i c h p r a b a b k i 5i. W s t r o j u k o b i e c y m różnice między poszczególnymi w a r s t w a ¬
m i były zresztą n i e w i e l k i e ; inne były przede w s z y s t k i m materiały,
z których j e szyto, oraz ozdoby i d o d a t k i . W ubiorze męskim różnice dotyczyły głównie o k r y c i a wierzchniego; wspomniana przez w i e l u auto¬
rów czocha była u b i o r e m w a r s t w niższych, podobne zaś do kontusza
okrycie "z w y l o t a m i " (tzw. kaba) noszone było przez szlachtę.
Na podobieństwo między szlacheckim s t r o j e m s t a r o p o l s k i m , a u b i o ­
r e m Imeretynów (zachodnia Gruzja) zwrócił uwagę również Załęski,
który wcześniej opisał u b i o r y mieszkańców wschodniej G r u z j i « .
Oprócz w y m i e n i o n y c h autorów o u b i o r a c h (m. i n . chłopskich) pisal i także: a n o n i m o w y a u t o r listów z T y f l i s u , M . G r a l e w s k i , H . J a w o r s k i ,
P a u l i n a K . Wiele miejsca poświęcił i m K . Łapczyński, zwracając j e d n o cześnie uwagę na zarzucanie w niektórych środowiskach tradycyjnego
s t r o j u pod wpływem m o d y europejskiej .
Wiadomości o i n n y c h dziedzinach k u l t u r y m a t e r i a l n e j znaleźć można
przede w s z y s t k i m u Łapczyńskiego i Zaleskiego, rzadziej u i n n y c h a u torów. Są to opisy c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a G r u z j i środków t r a n s p o r t u : dwukołowych arb, t r a n s p o r t u jucznego i używanych w górach włóków (J. S u r y n ) , informacje dotyczące h i g i e n y (m. i n . opisy t y f l i s k i c h
łaźni), niektórych naczyń i sprzętów domowych. Częstym t e m a t e m o p i sów są także t y f l i s k i e bazary, w a r s z t a t y rzemieślnicze i przydrożne du¬
chany (rodzaj zajazdu, gospody).
Najobfitszym źródłem wiadomości o k u l t u r z e społecznej i duchowej
są artykuły Łapczyńskiego; u pozostałych autorów z n a j d u j e m y cenne
niekiedy, ale bardzo fragmentaryczne materiały uzupełniające. Większość
z a w a r t y c h w artykułach Łapczyńskiego d a n y c h pochodzi z własnych
jego obserwacji i rozmów z reprezentującymi różne w a r s t w y gruziń­
skiego społeczeństwa i n f o r m a t o r a m i . O niektórych z n i c h oraz o oko­
licznościach, które r o z m o w o m t y m towarzyszyły, w s p o m i n a w a r t y k u 53

6 1

Butowd-Andrzejkowicz,

op. cit., cz. I , s. 53-54.

Z a ł ę s k i , Wspomnienia
z podróży...,
" D z i e n n i k W a r s z a w s k i " , n r 320: 1853, s. 5-6.
5 2

Łapczyński,
s. 167-168, 180.
M

Z Tyflisu

pod Ararat,

s. 6; t e n ż e ,
"Tygodnik

Wyjątki

z

pamiętników,

I l u s t r o w a n y " , t. 14: 1866,

�KULTURA

LUDOWA

313

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

le Przejazd
przez szczyty Kaukazu,
którego pierwsza część m a formę
notatnika terenowego. Korzystał też Łapczyński z l i t e r a t u r y , szczegól­
nie przy opisach gruzińskiej obrzędowości dorocznej: " l u b o na wszystkie
prawie opisywane t u uroczystości i zabawy patrzyłem własnymi ocza­
m i — pisał w a r t y k u l e Z Tyflisu
pod Ararat
przecież niejeden szcze­
gół poczerpnąłem z bardzo sumiennego artykułu: O narodowych
uro­
czystościach, który przed dziesięciu l a t y [ t j . około 1856 — A . W.] za­
mieszczony był w t y f l i s k i m k a l e n d a r z u " .
W gruzińskim k a l e n d a r z u świąt dorocznych okres Bożego Narodze­
nia, j a k zauważa autor, nie wyróżniał się rozbudowaną obrzędowością.
Znacznie bardziej uroczyście świętowano N o w y Rok. P i e r w o t n i e p r z y ­
padał on na dzień 1 września, ale w czasach Łapczyńskiego obchodzono
go już według obowiązującego w Rosji kalendarza, w s t y c z n i u , t a k że
zbiegał się z jedną z ważniejszych uroczystości c e r k w i gruzińskiej —
świętem Bazylego Wielkiego. W d n i u t y m składano sobie nawzajem
życzenia, obdarzano się słodyczami i obrzędowym pieczywem.
Atmosferę Nowego R o k u , związane z n i m zwyczaje i obrzędy o p i ­
sywał dokładnie Łapczyński , wcześniej zaś o niektórych z n i c h wspo­
minał w s w y c h listach K . Pietraszkiewicz «•
Z okresem z a p u s t n y m i o s t a t k a m i wiązały się liczne g r y i zabawy,
szczególnie w T y f l i s i e , gdzie je Łapczyński oglądał:
S4

55

" P r z e z cały tydzień r u c h i g w a r w T y f l i s i e większy j a k z w y k l e , k o b i e t y świet­
niej

j a k codzień p o u b i e r a n e ,

sze, z u r n y
na

n i e milkną,

odwiedziny

wystrojone

gości częstsze, tłumy po p l a c a c h l i c z n i e j ­

dziewczęta n a każdym

s z n u r a c h p r z y c z e p i o n y c h do p i e r w s z e j

zandary

i

mestwire

(minstrele)

jeszcze

lepszej
więcej

podpory,
miewają

podwórzu

huśtają

się

improwizatorowie,

sa-

słuchaczy

jak

zwykle:

słowem znać, że to z a p u s t y i h u c z n e o k r z y k i : k w e l i a r i a ! k w e l i a r i a ! często r o z l e g a ­
ją się po ożywionych u l i c a c h , k w e l i a r i a zaś z n a c z y po kartalińsku [tj. gruzińsku

—

A. W.] o s t a t k i " « .

Po u l i c a c h krążyli chłopcy p r z e b r a n i za niedźwiedzia (dato) l u b żebra­
ka (berika), na placach odbywały się w a l k i na pięści, gra w piłkę i inne
zabawy, które w o s t a t n i poniedziałek nie t y l k o w Tyflisie, lecz również
we wsiach i miasteczkach całej G r u z j i ustępowały miejsca wesołemu
w i d o w i s k u z w a n e m u keenoba.
Pod koniec okresu zapustnego obchodzono święto zwane
bosloba;
obrzędy i zabiegi magiczne w y k o n y w a n e w t y m d n i u miały zapewnić
zdrowie i płodność w s z y s t k i m rodzajom bydła znajdującym się w gos­
podarstwie chłopskim.
Najważniejszym świętem w gruzińskim k a l e n d a r z u c e r k i e w n y m b y ­
ła Wielkanoc. Z l i c z n y c h obrzędów i zabiegów magicznych okresu w i e l 84

Tamże, s. 203.

65

Tamże, s. 203.

6 6

P o r . p r z y p i s 29.

"Łapczyński,
S. 191.

Z Tyflisu

pod Ararat,

"Tygodnik

I l u s t r o w a n y " , t. 14: 1866,

�-ii

ANDRZEJ

314

WOŻNIAK

kanocnego szczegółowo przez Łapczyńskiego o p i s y w a n y c h , przytoczę
f r a g m e n t jednego t y l k o , związanego z p r a s t a r y m gruzińskim m i t e m
o p r z y k u t y m do skały herosie A m i r a n i e , o d p o w i e d n i k u greckiego P r o ­
meteusza (Łapczyński podaje oba imiona):
"W

Wielki

Czwartek

rano

we

w s z y s t k i c h kuźniach

o d b y w a się a k t m i s t y c z n y , n a d z w y c z a j
w a g ą do pustego

Tyflisu

c i e k a w y . Każdy k o w a l

i

całej

Georgii

przystąpiwszy z p o ­

kowadła, t r z y r a z y młotkiem w n i e u d e r z a i n i c więcej. A

nak te trzy uderzenia

rozstrzygają

losy

świata. H e r k u l e s

n i e oswobodził

jed­

Prome­

teusza [tj. A m i r a n a — A . W.]. Nieszczęsny więzień i dziś j e s z c z e jęczy o k u t y łańcu­
c h a m i . Dlaczego

c i e r p i ? K t o go w więzieniu z a t r z y m u j e ? K i e d y wolność o d z y s k a ?

W s z y s t k o n a m to georgiańskie podanie

opowiada".

Dalej Łapczyński przytacza skróconą wersję m i t u wyjaśniając, d l a ­
czego gruzińscy kowale t y m i w i e l k a n o c n y m i u d e r z e n i a m i młota dopro­
wadzają łańcuchy A m i r a n a do p i e r w o t n e j grubości, zatrzymując go
" w strasznem więzieniu, aż do c h w i l i przebudowania
dzisiejszego
świata" s .
W w e r s j i nieco szerszej i różniącej się szczegółami od podawanej
przez Łapczyńskiego zanotował t e n s a m m i t W . D a w i d .
Dość szczegółowo opisuje także Łapczyński zwyczaje i obrzędy zwią­
zane z niektórymi i n n y m i świętami gruzińskiego r o k u obrzędowego:
tzw. dżodżooba ("święto jaszczurek" przypadające n a w t o r e k po W i e l kiejnocy), kwira
cchowloba
(tydzień po Wielkanocy), święta W n i e b o ­
wstąpienia, Wniebowzięcia N M P , S u k n i Chrystusa Pana (1 października).
Począwszy od wiosny, aż do wczesnej jesieni, święta i uroczystości koś­
cielne wiązały się w G r u z j i z tłumnymi p i e l g r z y m k a m i do miejsc szcze­
gólnie czczonych. We wschodniej G r u z j i do miejsc t a k i c h należały m . i n .
kościółek na górze Sw. D a w i d a w s a m y m T y f l i s i e , T e l e t i , M a r t k o p i
oraz Mccheta, którą Łapczyński nazywa "kartalińską Częstochową".
P i e l g r z y m k i stanowiły okazję do biesiad i zabaw na w o l n y m p o w i e t r z u ,
a opisy i c h można znaleźć u w i e l u autorów — m . i n . u B u t o w d a - A n d r z e j kowicza, Janiszewskiego, P a u l i n y K.; pisał o n i c h obszernie także Łap­
czyński 8°. Szczególnie b a r w n y jest jego opis p i e l g r z y m k i do k l a s z t o r u
w M a r t k o p i , którego n i e w i e l k i f r a g m e n t przytaczam:
8

59

"Kompanie
na brzeg

pielgrzymów wychodząc z m i a s t a j e d n a

z a drugą

idą po

K u r u wiodących. Każda z n i c h z t r z e c h oddziałów się składa.

idą k o b i e t y

wystrojone,

ale przez pobożność boso, często k r w a w i ą c

mieniach nieprzyzwyczajone

stopy, p o t e m

w

pewnej

odległości

mostach
Najprzód

sobie

mężczyźni,

po k a ­
furgo­

n y n a r e s z c i e zamykają orszak. Są to osiołki u j u c z o n e p o d u s z k a m i , zieleniną i b u r d i u k a m i z w i n e m . Z w y k l e n a s z c z y c i e bagażu s i e d z i przywiązany ż y w y b a r a n .
dzie

on... u p i e c z o n y

n a małych rożenkach i p r z e i s t o c z o n y w

N i e c o wcześniej opisuje Łapczyński z a b a w y
kwira
M
6 9

cchowloba:

ulubiony

Bę­

szaszłyk..."

odbywające się po nabożeństwie w d n i u

" D o późnej nocy m r o w i s k a

l u d u zalegają o k o l i c z n e pagórki, pod

Tamże.
Dawid,

Wspomnienia

"Łapczyński,
s. 190-191.

z podróży..., s. 24.

Z T y f l i s u pod Ararat,

"Tygodnik

Ilustrowany",

t. 14: 1866,

�KULTURA

LUDOWA GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

316

n a m i o t a m i siedzą p r z e k u p n i e różnych specjałów, kurzą się z a i m p r o w i z o w a n e p o d
gołym n i e b e m , g a r k u c h n i e , piszczą z u r n y , grzmią dajry (bębenki) mnóstwo rąk do
t a k t u klaszcze, t u i ówdzie tłum lezginkę tańcuje".

Biesiady na świeżym p o w i e t r z u były w G r u z j i j e d n y m z n a j p o p u l a r ­
niejszych sposobów spędzania wolnego czasu. Urządzano j e z okazji
świąt, uroczystości l u b częściej jeszcze bez żadnej okazji. Odbywały się
według ustalonego rytuału, obowiązywały podczas n i c h określone zasa­
dy zachowania, których przestrzegania strzegł w y b i e r a n y przez całą
kompanię starosta biesiadny (u Łapczyńskiego jus-basza).
Miały swój
repertuar pieśni i m e l o d i i . W czasach Łapczyńskiego była to r o z r y w k a
wyłącznie męska, k o b i e t y nie brały w niej udziału , podobnie zresztą
jak w większości zabaw i gier o p i s y w a n y c h przez autorów z 1 połowy
X I X w . Wymienić t u można różne rodzaje gier k o n n y c h , w s p o m i n a n y c h
przez Pietraszkiewicza i Łapczyńskiego czy też g r y i zabawy o c h a r a k ­
terze obrzędowym, związane n p . z okresem w i e l k a n o c n y m , o których
była mowa wcześniej.
61

Był to zresztą t y l k o jeden z przykładów p e w n y c h ograniczeń w s y ­
tuacji społecznej kobiet w ówczesnej G r u z j i , n a które zwrócili uwagę
Łapczyński i G r a l e w s k i . Wśród tłumów na t y f l i s k i c h u l i c a c h mało s p o t y ­
kało się wówczas kobiet. Przekupnie, roznosiciele słodyczy, obsługa
t y f l i s k i c h sklepów i jadłodajni, b y l i to wyłącznie mężczyźni. " K o b i e t y —
pisze Łapczyński — zajmują się gospodarstwem p r z y d o m o w y m ognis­
k u . " Jeśli musiały wyjść na ulicę, okrywały się od stóp do głów białą
czadrą, t w a r z j e d n a k zostawiając odkrytą. Bez t y c h okryć można je
było zobaczyć n a balkonach l u b płaskich dachach domów, gdzie spędza­
ły większość d n i a "pracą l u b zabawą zajęte".
Udział w życiu t o w a r z y s k i m , "wieczorach i balach urzędowych" brały
niekiedy k o b i e t y z wyższych w a r s t w społecznych, ale i t a m obowiązy­
wała zasada, że "mężczyźni są p a n a m i swoich żon", m i m o iż, j a k p o d ­
kreślał G r a l e w s k i , " p r a w i e n i g d y nie nadużywają tego p r a w a " «*.
O obrzędowości rodzinnej, weselnej i pogrzebowej pisał jedynie Łap­
czyński. W opisie wesela, miejskiego zresztą, w s p o m i n a o sposobie k o ­
jarzenia małżeństw, r o l i starosty weselnego, nieco więcej miejsca po­
święca p o d a n y m na weselach specjalnościom k u c h n i gruzińskiej i z w y ­
czajowi o b d a r o w y w a n i a p a n n y młodej. Opisując obrządek pogrzebowy
zwraca uwagę na powszechne wśród w s z y s t k i c h w a r s t w w y p r a w i a n i e
w y s t a w n y c h s t y p , "wymagane... przez zwyczaj nieustanne głośne l a ­
mentacje najbliższych k r e w n y c h , wychwalające p r z y m i o t y osoby zmar­
łej", dziewięciodniową żałobę po pogrzebie, w czasie której najbliżsi
k r e w n i zmarłego nie w y c h o d z i l i z d o m u .
63

11

Tamże,

s. 180; opisy b i e s i a d gruzińskich znaleźć można także u i n n y c h a u ­

torów.
82

G r a l e w s k i , Kaukaz....,

"Łapczyński,
s. 202.

Z

Ty flisu

s. 364-365.
pod Ararat,

"Tygodnik

Ilustrowany",

t. 14: 1866,

i

I
I

�&lt;• f

f¡
316

I
¡i
U
y
[\i
: •. |
!Í

P r z e d m i o t e m szczególnego zainteresowania Łapczyńskiego była g r u zińska l i t e r a t u r a ludowa, przede w s z y s t k i m zaś przysłowia.-' Znaczną
część zebranych materiałów paremiologicznych (około s t u przysłów)
opublikował w a r t y k u l e Przejazd
przez szczyty Kaukazu.
Zbierał również, chociaż w m n i e j s z y m zakresie, podania, m i t y i pieśni, których
przykłady znaleźć można w o b u jego artykułach.
Pisał także Łapczyński o muzyce, a właściwie t y l k o o gruzińskich i n ­
strumentach l u d o w y c h , gdyż sam n i e mając wykształcenia muzyczne­
go, mógł powtórzyć j e d y n i e to, co m u o muzyce gruzińskiej mówił j e ­
go wcześniej zmarły przyjaciel m u z y k L . Janiszewski. Nieco w i a d o mości na t e n temat znaleźć można
u
Butowda-Andrzejkowicza
i Pietraszkiewicza, autora sonetu Lekuri,
który w j e d n y m ze s w y c h
listów opisał też prozą taniec gruziński noszący tę właśnie nazwę.
J a k zatem widać z tego pobieżnego i niepełnego przeglądu m a t e r i a ¬
łów z 1 połowy X I X w . różnią się one od zbieranych i p u b l i k o w a n y c h
w t y m s a m y m czasie w k r a j u materiałów ludoznawczych raczej t e m a tyką, niż poziomem czy szczegółowością opisu.
Nieco inaczej przedstawia się sprawa w 2 połowie X I X w . W po~
równaniu z okresem poprzednim m n i e j da się wymienić Polaków p i szących o G r u z j i . W latach 90-tych odbył podróż drogą wojenno-gruzińską do T y f l i s u , a następnie przez Erywań, Eczmiadzin do K a r s u — W i t o l d B i e r n a c k i . Nie w i a d o m o k i m był (nie wspominają o n i m K u b a c k i
ani Reychman) a n i w j a k i m celu odbył podróż. Jego Kartki
z podróży
na Kaukaz, d r u k o w a n e w " T y g o d n i k u I l u s t r o w a n y m " * oprócz zanotowanego podobno gdzieś po drodze podania osetyjskiego, zawierają trochę
wiadomości o góralach wschodniogruzińskich, j a k można wnioskować
z tekstu, prawdopodobnie w większości zaczerpniętych z l i t e r a t u r y oraz
k i l k a ciekawszych spostrzeżeń z t y f l i s k i c h ulic. Podaje sporo wiadomośc i o h a n d l u w T y f l i s i e i Karsie, operuje d a n y m i s t a t y s t y c z n y m i . Sądząc
z pośpiechu, z j a k i m jechał, mogła to być podróż dla załatwienia j a ­
kichś interesów.
Podróżował z aparatem f o t o g r a f i c z n y m , a kilkanaście jego zdjęć,
d o b r y c h technicznie i dosyć ciekawych, i l u s t r u j e artykuł w " T y g o d n i k u " .
R o m u a l d K l o n o w s k i (1816-1871), po l i c z n y c h wędrówkach po świecie osiadł w Temir-Chan-Szura, gdzie mieszkała jego zamężna córka
i stąd robił w y c i e c z k i po Kaukazie. Swoją podróż z T e m i r - C h a n - S z u r y
przez Władykaukaz do T y f l i s u i k i l k u d n i o w y t a m p o b y t opisał w " T y ­
godniku I l u s t r o w a n y m " « .
A r t u r Leist, tłumacz l i t e r a t u r y ormiańskiej i gruzińskiej na język
polski i n i e m i e c k i , przez j e d n y c h uważany za Polaka, przez i n n y c h za
Niemca urodzonego w Polsce, mieszkał przez dłuższy czas i umarł p r a w -

:

1

\\
i
!
!'
!
i
j
|i
j:
|•
I
I
:

\]
j
j i
¡
I'
; .
j;
;
I
:
i

A N D R Z E J WOŻNIAK

i

4

W.
R. 1896.
M

Biernacki,

** R . K l o n o w s k i ,
n y " , R . 1875.

Kartki

z

Wycieczki

podróży
po

na

Kaukazie

Kaukaz,

"Tygodnik

i Gruzji,

Ilustrowany",

"Tygodnik

Ilustrowa­

�KULTURA

LUDOWA

317

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

dopodobnie w G r u z j i . B r a k o n i m j a k i c h k o l w i e k d a n y c h biograficznych.
Pisał również swobodnie po polsku, j a k i po n i e m i e c k u . Jego
Szkice
z Gruzji są niewątpliwie jedną z najciekawszych prac o t y m k r a j u w j ę ­
zyku polskim e .
W i n c e n t y P i o t r P o d l e w s k i podróżował po Kaukazie w początkach
2 połowy X I X w . Mieszkał przez pewien czas w e Władykaukazie, P i o t r o w s k u i Temir-Chan-Szurze. W 1858 r. podróżował po zachodniej
G r u z j i . W e wspomnieniach z t e j podróży zawarł trochę wiadomości
o kulturze materialnej Imeretii « .
E d w a r d S t r u m p f (1873-1901),
botanik, absolwent u n i w e r s y t e t u
w Dorpacie, zesłany został,w r o k u 1891 na K a u k a z za udział w m a n i ­
festacji trzeciomajowej. Zebrane podczas p o b y t u na K a u k a z i e m a t e r i a ­
ły posłużyły m u później do napisania pracy doktorskiej o m o r f o l o g i i t e ­
go regionu. Znaczna część t o m u jego wspomnień z tego okresu, p t . Obra­
zy Kaukazu, poświęcona jest G r u z j i .
Spośród t y c h k i l k u w y m i e n i o n y c h z nazwisk, nieco więcej miejsca
poświęcę j e d y n i e L e i s t o w i i S t r u m p f o w i . Pozostali autorzy niewiele w n o ­
szą nowego, w porównaniu z t y m , co pisano o k u l t u r z e l u d o w e j G r u z j i
w 1 połowie stulecia.
Między książkami Leista i S t r u m p f a n i e t r u d n o znaleźć w i e l e podo­
bieństw, n a w e t w układzie treści. T r u d n i e j natomiast stwierdzić, czy są
to podobieństwa wynikające z m n i e j l u b bardziej świadomego naśladow­
n i c t w a — S t r u m p f znał doskonale książkę Leista, często się n a niego p o ­
woływał, czy też ze znajomości potrzeb czytelników i i c h zaintereso­
wań określoną tematyką. Obie książki, m i m o iż zawierają wiele i n t e r e ­
sujących etnografa materiałów, n i e są opracowaniami etnograficznymi,
choć jednocześnie w y d a j e się, że spojrzenie na kulturę ludową G r u z j i
w n i c h zawarte m a charakter bardziej s y n t e t y c z n y niż współczesne i m
opracowania dotyczące polskiej k u l t u r y l u d o w e j , nie wychodzące jesz­
cze poza r a m y m o n o g r a f i i regionalnej.
6

7

68

Leist charakteryzując gruzińskiego chłopa zwraca uwagę na jego po­
czucie godności osobistej, swobodne zachowanie i umiejętność znale­
zienia się w każdej s y t u a c j i , łatwość wysławiania się; na b r a k zasadni­
czych różnic w dziedzinie obyczaju między chłopstwem a w a r s t w a m i
wyższymi. Wyjaśnienia szuka m . i n . w układzie stosunków społecznych,
dzięki któremu znaczna część treści w k u l t u r z e l u d o w e j i szlacheckiej
(przede w s z y s t k i m zaś l i t e r a t u r a ) była wspólna: " W Gruzji... poezja nie
t y l k o l i r y c z n a , lecz i epiczna jest poniekąd l u d o w a i te same poezje, któ­
re po raz p i e r w s z y deklamowano w salonie, dziś już znane są w cha­
tach w i e j s k i c h " e".
A . L e i s t, Szkice z Gruzji, W a r s z a w a 1885.
W. P . P o d l e w s k i , Wspomnienia
z podróży
t r o w a n y " , t. 9: 1872; t. 10: 1873.
66

6 7

8 8

6 9

E . S t r u m p f , Obrazy Kaukazu.
L e i s t , op. cit., s. 99-100.

Kartki

po Kaukazie,

"Tygodnik

z podróży, W a r s z a w a 1900.

Ilus­

�318

ANDRZEJ

WOZNIAK

['
!['
U!
j i:
i*;
\ |
f i
\\\
{;
;I
!
ił
ji
j|
jjii
!
ji|

Choć L e i s t nie prowadził specjalnych studiów n a d gruzińską l i t e r a turą ludową, jego spostrzeżenia znalazły potwierdzenie w późniejszych
badaniach, a i c h wytłumaczenie, w h i s t o r i i stosunków gospodarczo-społecznych G r u z j i w X V I - X V I I I w . Całkowity n i e m a l upadek miast w t y m
okresie spowodował, że p r z y n a j m n i e j przez t r z y w i e k i gruzińska k u l t u ra e l i t a r n a była n i e m a l wyłącznie kulturą feudalnego d w o r u . Napływ
zatem n o w y c h treści do k u l t u r y chłopskiej, jeśli n i e liczyć stosunkowo
słabego oddziaływania c e r k w i prawosławnej i wpływów obcych," był
j e d n o k i e r u n k o w y . Konsekwencje tego s t a n u rzeczy były głębokie, a je¬
go ślady w k u l t u r z e l u d o w e j G r u z j i X I X w . bardzo wyraźne.
E. S t r u m p f omawiając w swoich Obrazach Kaukazu
różnice w po­
ziomie gospodarowania między poszczególnymi r e j o n a m i G r u z j i szuka
p r z y c z y n w e właściwościach c h a r a k t e r u i c h mieszkańców, te zaś wyjaśn i a wpływem k l i m a t u : mieszkańcy I m e r e t i i , będący pod wpływem k l i m a t u ciepłego i wilgotnego, nie odznaczają się zbytnią pracowitością,
stąd też n i s k i poziom gospodarowania w t y m rejonie. Mieszkańcy Ra¬
czy (południowo-zachodnia Gruzja), gdzie k l i m a t jest suchszy i chłodniejszy, słyną z pracowitości w całej G r u z j i , i t d .

11
j
j;
j;
i:
!:
j;
,|l
|;
;;
]i
\
i
j;
!;
j!'
!
I

Pewne próby wiązania, a raczej zestawiania zróżnicowania w dziedzinie warunków n a t u r a l n y c h ze zróżnicowaniem k u l t u r o w y m , miały m i e j sce już pod koniec poprzedniego okresu, przede w s z y s t k i m u B u t o w d a -Andrzejkowicza. S t r u m p f stwierdza wyraźnie, że k l i m a t oddziaływuje na
mieszkańców całych regionów, na i c h charakter, usposobienie, a co za
t y m idzie na kształt i c h k u l t u r y . Jest to niewątpliwy wpływ t e o r i i zaw a r t y c h w świeżo wówczas o p u b l i k o w a n e j Anthropogeographie
F. R a t z l a , szczególnie b l i s k i c h S t r u m p f o w i — p r z y r o d n i k o w i z wykształcen i a . Obecnie wiadomości faktograficzne zawarte w książce S t r u m p f a są
dla nas cenniejsze, niż próba i c h i n t e r p r e t a c j i . O d c z y t u j e m y ją je d ynie
j a k o świadectwo oddziaływania złożoności materiału kaukaskiego na
wyobraźnię naukową badacza.
W początkach naszego w i e k u podróże Polaków na Zakaukazie były
znacznie częstsze niż w 2 połowie X I X stulecia, a w G r u z j i istniała
już stosunkowo liczna, skupiona przede w s z y s t k i m w stolicy k r a j u ko¬
l o n i a polska. W r o k u 1901 było w T y f l i s i e ok. 5500 Polaków przeważ¬
nie lekarzy, prawników, nauczycieli, urzędników i oficerów; mniejsze
g r u p k i mieszkały w p a r u i n n y c h miastach G r u z j i . Polacy o d g r y w a l i
dość poważną rolę w życiu gospodarczym i k u l t u r a l n y m k r a j u . T a k i stan
rzeczy nie spowodował jednak wzbogacenia polskiej l i t e r a t u r y o G r u z j i
a n i pod względem ilościowym, a n i t e m a t y c z n y m . C h a r a k t e r polskich
podróży na Zakaukazie przeważnie do Azerbejdżanu (Baku) i G r u ¬
z j i — uległ już pod koniec X I X w . całkowitej zmianie. Wśród tysięcy
Polaków, którzy znaleźli się w t e j części I m p e r i u m Rosyjskiego, zesłań-

!

j'j.
;
j
i•
\'
:

7 0

7 1

'» S t r u m p f, op. cit, s. 33-34.
71

F . R a t z e l , Anthropogeographie,

t. 1-2, S t u t t g a r t 1882-1891.

�KULTURA

LUDOWA

319

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

cy, głównie działacze r u c h u robotniczego, s t a n o w i l i nieznaczny procent.
Niekiedy jeżdżono t a m w celach wyłącznie n a u k o w y c h czy k r a j o z n a w ­
czych, czasem n a kurację, w odwiedziny do k r e w n y c h , lecz najczęściej
w p o s z u k i w a n i u dobrze płatnej pracy.
Wśród t y c h k i l k u znanych n a m autorów, którzy poświęcili choćby
parę s t r o n k u l t u r z e G r u z j i z początków naszego stulecia, sądząc z, f r a g ­
m e n t a r y c z n y c h wiadomości biograficznych o nich, b r a k zupełnie przed­
stawicieli z dawna w G r u z j i zadomowionej, a nierzadko związanej z nią
więzami pokrewieństwa t y f l i s k i e j czy b a t u m s k i e j P o l o n i i . W G r u z j i
p r z e b y w a l i od p a r u t y g o d n i do k i l k u l a t , przeważnie jednak stosunko­
wo krótko. I c h relacje dotyczą okresu od ostatnich l a t X I X w . od r o k u
mniej więcej 1912. Mają przeważnie c h a r a k t e r wspomnień l u b diariuszy
podróżnych, w p a r u przypadkach spisanych i w y d a n y c h już po ostatniej
wojnie. Pozwala to mieć nadzieję, iż dalsze poszukiwania, szczególnie
wśród pokłosia l i c z n y c h konkursów na pamiętniki, pozwolą odnaleźć
związane z Gruzją wspomnienia i n n y c h jeszcze autorów. Te, którymi się
teraz zajmujemy, w porównaniu z materiałami z X I X w., do naszego
zasobu w i e d z y o k u l t u r z e l u d o w e j G r u z j i niewiele wnoszą nowego. Sto­
sunkowo najwięcej obserwacji dotyczących k u l t u r y , nie t y l k o zresztą
ludowej, G r u z j i zawarł w s w y c h Listach
z podróży A d a m h r . Sierakow­
s k i (1846-1912), znany podróżnik i członek l i c z n y c h t o w a r z y s t w n a u k o ­
wych. Podróżował po G r u z j i r o k u 1902 trasą od S u c h u m kale przez P o t i ,
Batum, K u t a i s do T y f l i s u . Pisał m . i n . o niektórych cechach charakte­
r u Osetynów, Abchazów, Megrelów i O r m i a n , ubiorach, stanie higieny,
oświacie l u d o w e j » .
Obszerny rozdział swoich wspomnień poświęcił p o b y t o w i w G r u z j i ,
związanemu z p r o w a d z o n y m i t a m w r o k u 1912 b a d a n i a m i geologiczny­
m i , znany geolog i propagator ochrony p r z y r o d y prof. W a l e r y Goetel
(1889-1973). Do najciekawszych materiałów z a w a r t y c h w t y m rozdziale
należą opisy zwyczajów biesiadnych w zachodniej Gruzji»».
Niewiele w i a d o m o o Wacławie Rogowiezu, który między r o k i e m
1900 a 1905 podróżował po Z a k a u k a z i u . Zafascynowany Gruzją i j e j
kulturą pozostawił t o m szkiców, wrażenia z podróży, opowiadania i poe­
zje o tematyce k a u k a s k i e j oraz tekst m i t u o A m i r a n i e «
Nieco materiałów zawierają wspomnienia pracującego n a Z a k a u k a ­
ziu inżyniera — nafciarza Tadeusza Wyganowskiego « doktora m e d y ­
c y n y M a r i a n a Łążyńskiego ™, który w r o k u 1903 odbył wycieczkę po
A . S i e r a k o w s k i , Listy
(t.) 1, W a r s z a w a (1913).
7 8

"W.

Goetel,

Pod

znakiem

z podróży.

Podróż

optymizmu.

Wspomnienia,

W. R o g o w i c z, Mozaika
kaukaska.
Impresje
róży, opowiadania,
wrażenia, W a r s z a w a 1905.
74

na Krym,

—

Kaukaz

i do

Tunisu

K r a k ó w 1976.

legiendy,

kartki

T . W y g a n o w s k i , Wspomnienia
z Kaukazu, W a r s z a w a 1907.
I" M . Ł ą ż y ń s k i , Sto lat bez mała. Wspomnienia
lekarza
z lat
W a r s z a w a 1961.

z

pod­

7 5

1869-1956,

�320

ANDRZEJ WOŹNIAK

K r y m i e i Kaukazie oraz krótki " k a u k a s k i " rozdział z ciekawego t o m u
wspomnień Z o f i i K r a u z o w e j
.
Pierwsza w o j n a światowa i zmiany na mapie politycznej
Europy
spowodowały znaczne osłabienie kontaktów P o l s k i z Gruzją i całym
Kaukazem, a dopływ n o w y c h materiałów został praktycznie przerwany.
AHflXett

B03MMK
HAPOflHAff
B

ITOJILCKHX

KyjIbTYPA

flOHECEHIDIX

rPY3HH

flO

HAHAJIA

X X B.

PesiOMe
B H C T O P H H nojn&gt;cKo-rpy3HHCKHX CHOiiieHHH M C O K H O BbifleiiHTb, HaiHHafl c Haiajia TeKymero
C T O n e T M , T P H n e p n o f l a , HeTKo o T j i m a i o m H e c a apyr O T flpyra x a p a K T e p o M S T H X cHoineHHfi, a T a x ace K O j m i e c T B O M H poflOM CBefleHHH o HapoflHOH
flOHeceiuMX
(npa

Kyio/rype T p y 3 H H , coflepacaiUHXca B noJibCKHX

no S T O H cTpaHe. LTepBbiH, caMMft paHHHft n e p n o f l , npoflOJiacaBiinriica c H a i a n a X V I I B .

(J&gt;opManMK&gt;M noflxofle — c K o m i a X V B . ) H no ABajiuaTbie roflbi X V I I I B . — n e p n o f l J T H -

iinoMaTHHecKOH fleHTejibHOCTH H p a 6 o T , CBjnaHHbix c MHCCHOHepcTBOM B r t e p c H H H B 3axaBKa3be.
K
B

3TOMy

nepHOfly

BOCXOAHT

noHeceHne

Ce$epa

MypaTOBHia

n o SHnnoMaTHHecKOH

noe3flKe

IlepcHK) n o M a p m p y r y , Beflymeivty M . n p . Mepe3 r p y 3 H K ) , nHCbMa-flOKJianw MHCCHOHepQB O T I I O B

M.

3anojibCKOro H Si. T o c T K O B C K o r o , Taxxce KacaK&gt;m,Heca rpy3HH, H n e p B o e nojibCKoe H C T O P H K O -

-3THorpa4&gt;HHecKoe

onncaHHe

T p y 3 H H — pa3flen

De

Georgianis

H3 npoH3Be£eHHfl

nojibCKoro

MHCCHOHepa H yneHoro He3yHTa c m a T . i L KpycHHbCKoro Tragica vertentis belli Persici historia
(1740), nCpCBCflCHHOrO I I O H T H Ha BCC CBpOnCHCKHC $T3bIKH.
B o B T O P O H nepHOfl, H a i m a a co BToporo jrecaTKa J K T X I X B . H n o 60-70-bie roflbi, a 3HaiHT,
B n e p n o f l , x o r f l a riojibuia 6bina jiHineHa He3aBHCHMoro r o c y f l a p c T B e H H o r o cymecTBOBaHHa, a 3 H a •urrejibHaa H&amp;ctb ee T C P P H T O P H H B X O f l M a , nofloSHo TOMy KaK 6biJio H B I p y 3 H H B c o c T a B p y c c K o i i
HMnepjm,

rjiaBHyio

pojib H r p a j r a

nojnrnwecKHe

ccbuibHbie.

cocTaBjiaBiiiHM HHTejuieKTyaJibHyio a t o n y T o r a a n i H e r o
6onbinHM

IHCJIOM

AOHeceHHft

o HapoflHOH

HjvteHHo

STHM

jnoflaM,

3aiacTyio

n o n t C K o r o o 6 m e c T B a , M M o6a3aHH H U H m HHX

KyjibType I p y 3 H H . K caMbiM HHTepecHbiM

npHHa/yiexaT pa6oTbi K . JIaniHHbCKoro, Si. 3aJi3HCKoro, M . ByTOBfla-AHflKeKKOBHia, M .

rpa-

neBCKoro a X . ^BopcKoro, I I P H T O M n e p e i e H b aBTopoB, 3aHHMaioiirHxca 3Toit TeMaTHKoii, r o p a 3 f l o
/iJiHHee.
B TpeTHii nepHOA ( c KOHiia X I X B . no I MHpoBoit B O H H M ) nonaKH eme HHorAa
B T p y 3 H H KaK noJiHTHiecKHe ccwjibHwe, H O no 6 o J i b m e i i n a c T H S T O 6buiH yace juma,
u r a e c a T y a a B n o n c K a x p a 6 o T w H j r y n i i H x MaTepHanbHbix

nonaaaimcb
HanpaBjMB-

ycJioBHit, a Taxace jniua, n y T e m e c T B y w -

niHe c T o p r o B b i M n ijeJiaMH H J I H n p o c T O TypHCTw. n o cpaBHeHHio c npeflbiayiuHM nepnoflOM K O n H i e c T B O noJiaKOB, 3anHCbiBaK&gt;iirHx C B O H HapoflOBeflHecKHe
XOTB B

Ha6jiK&gt;neHHa, 3HaHHTejibHO

MeHbine,

T p y 3 H H , H npeawe B c e r o B TafynHce, c y m e c T B O B a n a yace flOBOJibHO MHoro&lt;iHCjieHHaa

CKaa KOJioHHa. KpoMe 3 . IflTpyMncfca, B i n c n e ocTaJibHbrx a r o p o B

ccwjibHbtx

He 6 M J I O .

nonbQnm,

KaK HanpHMep B . E e p H a u K H , npeSbiBajm T a M n o KaKHM-To aenaM, flpyrae, KaK HH«ceHep-He4&gt;TaHHK

T . BbiraHOBCKH, HCKanH x o p o n i o oiuiaiHBaeMyio p a 6 o T y , H J I H ace, x a x rpacj) A . C e p a x o B C K H

— ^jopoacHbie
ToraauiHHx
n05KaJIVH

Bne^aTJieHHa, a HeKOTopwe (Hanp. T o e T e j i b ) BejiH HayHHbie HccjieiioBaHHa. Cpe^iH

flOHeceraH

o I p y 3 H H 6 o r a T C T B o M c o f l e p a c a m n x c a B H H X M a T e p n a j i o B , a npeame B c e r o ,

HaiTDaBJICHHOCTfclO noCMOTDCTt C H H T C T H H 6 C K H Ha HaOOIIHVIO KyjlbTyDV X DV3HH

HaiOTCH KHHrn A . JleHCTa H 3 . UlTpyMn&lt;J)a. TpyAW Jjpyrnx aBTopoB (Hanp. B . ToeTejia, B. P o roBHHa

A

DCCHtlH

]VtaXCT5waJI

HaimcaHo
7 7

zowa

Z.

CcpaKOBCKoro H Apyrax) X O T H O H H HHorAa H npeACTaBJiaioT C O 6 O H A O B O J U &gt; H O H H T C o

OIIH&amp;1CO B H O C S T

napo/molt

Ky^ype

K r a u z owa,

ur. w

Rzeki

M 3 J T O H O B O r O ITO C O &amp; B H C H U F O C XCrVl

r

P y 3

HH.

mojego

1894 w K i j o w i e , zmarła w

*IXO V^CC H O S T O r O 6 b I J I O

'
życia. Wspomnienia,
1976 r.).

Kraków

1979 (Z.

Krau-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9816" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9794">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e3cc6cacac9276a74d194b895f9e8d2a.pdf</src>
        <authentication>1e45df4643be041d4cab64710f896461</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116788">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116789">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116790">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116791">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:648</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116792">
                <text>Metal w kulturze przedkolumbijskiego Meksyku / ETNOGRAFIA POLSKA 1970 t.14 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116793">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1970 t.14 z.2, s.157-170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116794">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116795">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116796">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116797">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116798">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116799">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X I V z. 2

ANDRZEJ

WOŻNIAK

METAL W KULTURZE PRZEDKOLUMBIJSKIEGO

MEKSYKU

W licznych publikacjach, przeznaczonych dla szerokiego kręgu czy­
telników, a także w niektórych pracach naukowych spotkać można się
ze stwierdzeniem, że w cywilizacjach przedkolumbijskiego Meksyku me­
tal nie posiadał żadnego praktycznego zastosowania i używany był głów­
nie do wyrobu ozdób.
W wydanym w roku 1961 katalogu wystawy: „Skarby sztuki meksy­
kańskiej od czasów przedkolumbijskich do naszych dni", dyrektor w y ­
stawy, Ferdynando Gomboa, pisze: „Należy zaznaczyć, że cywilizacje
prekolumbijskie [Meksyku — A. W.] używały metali wyłącznie do w y ­
robów złotniczych, nigdy nie wyrabiano z nich narzędzi, gdyż nie zna­
no metali twardych" .
Opracowany przez kilkudziesięciu specjalistów z różnych dziedzin
Dictionnaire
archéologique
des techniques poświęca metalurgii mezoamerykańskiej niewiele ponad pół strony. Po wzmiankach o najwcześ­
niejszych zabytkach metalowych z tego terenu, wymienieniu używanych
metali i technik, następuje stwierdzenie, iż „mieszkańcy Mezoameryki
w praktyce nie znali narzędzi metalowych, ale wytwarzali piękną biżu­
terię" . Podobnych opinii, chociaż nie zawsze tak kategorycznie wyra­
żanych, można by przytoczyć jeszcze wiele. Były one jeszcze bardziej
powszechne w połowie lat czterdziestych, kiedy znany uczony meksy­
kański, prof. Alonso Caso, pisał w tomie omawiającym wkład Meksyku
do kultury światowej:
1

2

„Bardzo często słyszy się
ż y l i ,w epoce k a m i e n i a . ... co
narzędzi z krzemienia. Obecnie
k i e t w i e r d z e n i e jest n i e s ł u s z n e .
tale i u ż y w a l i ich, lecz w ł a ś n i e

1

Skarby

Warszawa
2

sztuki

1961, s.

Dictionnaire

zdanie, ż e I n d i a n i e M e k s y k u i ś r o d k o w e j
Ameryki
m a prawdopodobnie znaczyć, że u ż y w a l i w y ł ą c z n i e
jednak m o ż e m y s t w i e r d z i ć z c a ł ą p e w n o ś c i ą , ż e ta­
Indianie ś r o d k o w o a m e r y k a ń s c y nie tylko znali me­
dlatego, ż e z n a l i j e tak dobrze, zostali podbici p r z e z

meksykańskiej

od

czasów

przedkolumbijskich

do

20.
archéologique

des

techniques,

Paris

1963,

s.

623.

naszych

dni,

�158

A N D R Z E J WOŹNIAK

E u r o p e j c z y k ó w , s z u k a j ą c y c h z ł o t a i s r e b r a , w k t ó r e t a k o b f i t o w a ł a Ameryka. Nie
n a l e ż y j e d n a k s ą d z i ć , ż e m e t a l e b y ł y u ż y w a n e j e d y n i e rw f o r m i e b i ż u t e r i i i o z d ó b .
Z metalu wyrabiano t a k ż e podstawowe narzędzia" .
3

Z czego wynikają tak poważne różnice zdań i która ze stron ma
słuszność? Otóż, jak się wydaje, postawa strony negującej istnienie
w Meksyku metalurgii użytkowej, a nie tylko złotnictwa, nie wynika
bynajmniej z naukowo uzasadnionego przekonania o takim stanie rze­
czy, lecz z nieznajomości literatury przedmiotu, dosyć zresztą ubogiej
i w wielu wypadkach mającej charakter przyczynkarski.
Bibliografia prac specjalistycznych poświęconych metalurgii meksy­
kańskiej zawiera niewiele pozycji i jeszcze mniej nazwisk autorów. Po­
ważne studia nad t y m zagadnieniem zapoczątkowane zostały przez dwu
uczonych francuskich H. Arsandaux i P. Riveta opublikowanym w ro­
ku 1921 w „Journal de la Société des Américanistes de Paris" artyku­
łem o metalurgii m e k s y k a ń s k i e j . W artykule tym oraz następnych
pracach wysunięta została teza o powiązaniach ośrodków metalurgii me­
ksykańskiej z Ameryką Południową. Badając szereg wytworów meta­
lurgii meksykańskiej Arsandaux i Rivet zwrócili uwagę, że wiele z nich
wykonanych zostało ze stopu w mniejszym lub większym stopniu przy­
pominającym brąz. Fakt ten, wraz z występowaniem w Meksyku pew­
nych technik nie znanych w metalurgii z terenu Kolumbii i Przesmyku
Panamskiego, a rozpowszechnionych w Peru, nasunął im przypuszcze­
nie o kontaktach drogą morską między peruwiańskim ośrodkiem meta­
lurgii (zaznaczyć należy, że teza ta ma jeszcze obecnie swoich przeciw­
ników) .
4

5

Poza artykułami Arsandaux i Riveta oraz niewielką pracą M . H. Savilla o złotnictwie m e k s y k a ń s k i m przez cały okres międzywojenny
literatura przedmiotu nie wzbogaciła się o żadne poważniejsze publika­
cje, jeśli nie liczyć raportów z badań archeologicznych (głównie la­
ta trzydzieste), zawierających m. in. opisy zabytków metalurgii i złot­
nictwa.
W 1946 r. opublikowana została praca C. H. Aguilara o złotnictwie
w prekortezjańskim M e k s y k u oraz monografia P. Rivieta i H. Arsan6

7

3

A . C a s o , Contribution
de las culturas
indígenas
de Mexico
a la cultura
mun­
[w:] Mexico y la Cultura,
M e x i c o 1946, s. 74.
H . A r s a n d a u x , P. R i v e t , Contribution
a l'étude
de la métallurgie
mexi­
caine, „ J o u r n a l de l a S o c i é t é des a m é r i c a n i s t e s de P a r i s " , t. 13: 1921.
H . A r s a n d a u x , P. R i v e t , Nouvelle
note sur
la métallurgie
mexicaine,
„ L ' A n t h r o p o l o g i e " , t. 33.1923', s. 63-84.
M . H . S a v i l l e , The goldsmiths
art in ancient
Mexico,
N e w Y o r k 1920.
dial,

4

5

6

7

C. H. A g u i l a r P i e d r a ,
A n t r o p o l ó g i c a " , t. 2:1946 n r 2.

La

orfebrería

en

el

México

precortesiano,

„Acta

�159

METAL W KULTURZE PRZEDKOLUMBIJSKIEJ

8

daux La métallurgie
en Amérique précolombienne
, stanowiąca podsu­
mowanie ćwierćwiekowego dorobku obu autorów w tej dziedzinie.
W latach pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych tematyka
została podjęta przez uczonych amerykańskich S. K. Lothropa , D. T.
Easby , D. M . Pendergasta . Zarówno Lothrop, opierający się na ana­
lizie przedmiotów metalowych z Chichen-Itza, jak Pendergast, którego
praca poświęcona została typologii mezoamerykańskich zabytków meta­
lurgii, wystąpili przeciwko tezie Arsandaux i Riveta o powiązaniach
metalurgii meksykańskiej i peruwiańskiej. Jednak już w parę lat póź­
niej Easby opierając się na nowych danych skłonny jest tezę tę z pew­
nymi poprawkami podtrzymać.
W powyższym, bardzo pobieżnym przeglądzie literatury (do niektó­
rych pozycji powrócę jeszcze niżej) wymienione zostały jedynie prace
najważniejsze, oparte na analizie większej ilości zabytków metalurgii
meksykańskiej bądź też źródeł pisanych z okresu podboju Meksyku .
Mimo iż poglądy autorów w stosunku do wielu zagadnień, a przede
wszystkim genezy metalurgii meksykańskiej, są niekiedy krańcowo róż­
ne, to cele, jakie sobie stawiają, są w większości wypadków podobne:
1) wyjaśnienie genezy metalurgii meksykańskiej, 2) odtworzenie metod
i technik, jakimi posługiwali się rzemieślnicy meksykańscy przy obrób­
ce metalu.
Prócz wymienionej literatury specjalistycznej mamy oczywiście
wiele publikacji (zarówno popularnych, jak i naukowych) dotyczących
przedkolumbijskiegO' Meksyku, zawierających pewną ilość informacji
o złotnictwie czy metalurgii w ogóle. Autorzy większości z nich opie9

10

11

1 2

13

8

Paris

P. R i v e t ,
1946.

H.

Arsandaux,

La

métallurgie

en

Amérique

9

précolombienne,

S. K . L o t h r o p ,
Metals
from
Cenote
of Sacrifice
Chichen
Itza,
"Memoirs of t h e P e a b o d y M u s e u m of A r c h e o l o g y a n d E t h n o l o g y H a r v a r d
sity", t. .10: 1992 n r 2.

Yucatan,
Univer­

1 0

D. T . E a s b y ,
Ancient
American
goldsmiths,
„ N a t u r a l History", t. 68(8):
I960; t e n ż e , Sahagun
y los orfebres
precolombinos
de Mexico,
„ A n u a l e s del I n ­
stituto N a c i o n a l de A n t r o p o l o g i a e H i s t o r i a " , 9(38): 195'5/195'7; t e n ż e , Two
„South
American"
metal technique
found
recently
in Western
Mexico,
„American Anti­
quity," t. 28: 1962 n r 1.
1 1

D. M . P e n d e r g a s t , Metal Artifacts
c a n A n t i q u i t y , " t. 28: 1962 n r 4.
E a s b y , Two „South
American"...

in

Prehispanie

Mesoamerica,

„Ameri­

1 2

1 3

Obszerną
bibliografię
prac
na
temat
metalurgii
w
przedkolumbijskiej
A m e r y c e z a w i e r a a r t y k u ł W. A . B a s z i ł o w a, Swjazi
driewnich
cywilizacji
Nowogo Swieta,
[w:] Archieologija
Starogo i Nowogo Swieta,
M o s k w a 1966. S z u k a j ą c
z w i ą z k ó w m i ę d z y w i e l k i m i c y w i l i z a c j a m i obu A m e r y k a u t o r o m a w i a m . i n . p o g l ą d y
n a g e n e z ę m e t a l u r g i i m e k s y k a ń s k i e j (s. 286-290).

�160

A N D R Z E J WOŻNIAK

rają się jednak przede wszystkim na pracach wcześniej wymienionych
a u t o r ó w , takich jak Saville, Arsandaux i Rivet, Lothrop czy Aguilar.
W paru słowach należy wspomnieć jeszcze o źródłach, na których
opierają się autorzy prac o metalurgii meksykańskiej. Pierwszą ich ka­
tegorię stanowią przedmioty metalowe zgromadzone w kolekcjach mu­
zealnych i zbiorach prywatnych Ameryki i Europy. Pełną wartość nau­
kową posiadają przede wszystkim przedmioty pochodzące z nowszych,
fachowo prowadzonych badań archeologicznych. Niestety duża część
kolekcji, zwłaszcza starszych, posiada wiele eksponatów bez wystarcza­
jącej, a niekiedy żadnej dokumentacji. Odnosi 'się' to przede wszystkim
do kolekcji prywatnych.
Jeśli idzie o drugą kategorię źródeł, t j . źródła pisane i ikonograficz­
ne, to większą ilość wiadomości na temat metalurgii, ściślej zaś sztuki
jubilerskiej, zawiera jedynie praca Bernardino de Sahagun,
Historia
general de las cosas de Nueva España, oraz tzw. Spis podatkowy Montezumy . Pozostałe źródła z okresu podboju, zarówno relacje Hiszpa­
nów, jak i kroniki indiańskie, zawierają jedynie niewielkie wzmianki
na ten temat.
14

15

Mezoameryka późno w stosunku do innych rejonów strefy starożyt­
nych cywilizacji amerykańskich poznała sposoby produkcji i obróbkę
m e t a l i . Najdawniejszy metalowy wyrób znaleziony w Mezoameryce
to ułamek lanej figurki z tumbagi (Au + Cu), odnaleziony pod kamien­
ną stellą (datowana na 782 r. n.e.) w Copanie. Przedmiot ten jednak
prawdopodobnie nie jest miejscowego pochodzenia.
Tradycja mówi, że pierwszymi metalurgami Meksyku byli Toltekowie. W toku dotychczasowych prac wykopaliskowych w Tuła odkryto
jedynie dwa miedziane topory . Więcej przedmiotów metalowych zna­
leziono we współczesnych tolteckim warstwach Monte Alban I V w Oaxaca. Tak więc początki metalurgii meksykańskiej nie sięgają wstecz
poza wiek I X - X n.e. (ew. V I I I - X ) .
le

17

1 4

S z e r z e j n i ż w p o z o s t a ł y c h o p r a c o w a n i a c h tego t y p u z a g a d n i e n i e roli m e t a l u
w p r z e d l k o l u m b i j s k i m Meksyfcu p o t r a k t o w a n e z o s t a ł o p r z e z W .
Krickeberga
w p r a c y Altmexikanische
Kuituren,
B e r l i n 1956.
1 5

t

Publikowane
2, B e r l i n 1890.
1 8

w:

A.

P e ñ a f i e l

Monumentos

del

Arte

P o g l ą d y n a temat genezy m e t a l u r g i i m e k s y k a ń s k i e j
o c y t o w a n y w y ż e j a r t y k u ł B a s z i ł o w a , op. cit., s. 286-290.
1 7

Mexicano

omawiano

Antiguo,
w

oparciu

G. C. V a i l l a n t ,
Aztekowie
z Meksyku,
W a r s z a w a 1965, s. 95. B a s z i ł o w
pisze jedna'k, ż e w T u l a n i e z n a l e z i o n o ż a d n y c h p r z e d m i o t ó w m e t a l o w y c h .

�IGI

METAL W KULTURZE PRZEDKOLUMBIJSKIEJ

W Mezoameryce istniały dwa ośrodki metalurgii. Pierwszy, to kilka
rejonów na południe od doliny Meksyku, w których rozpowszechnione
były liczne wspólne typy wyrobów metalowych i takie same sposoby
obróbki metalu. Charakterystyczne jest t u szeroko rozpowszechnione
użycie złota. Przeważającą większość przedmiotów metalowych stano­
wią ozdoby. Centrum, z którego pochodziła metalurgia tego ośrodka,
była jak się obecnie wydaje -— południowa część terenów zamieszka­
nych przez Majów. Metal pojawia się tu w końcu I tysiąclecia n.e. Drugi
ośrodek obejmował terytoria zachodnich stanów Meksyku, w pierwszym
rzędzie stan Michoacan. Tutaj właśnie, jak się przypuszcza, znajdowa­
ło się metalurgiczne centrum całego zachodniego wybrzeża Meksyku.
Własną metalurgię posiadały także kultury stanów zachodnich Colima
i Jalisco. Podstawowym materiałem używanym przez miejscowych me­
talurgów była samorodna miedź. Wyrabiano z niej liczne przedmioty
użytkowe i ozdoby.
Problem powiązań tych centrów między sobą jest dosyć skompliko­
wany i nierozwiązany jeszcze ostatecznie — przede wszystkim ze wzglę­
du na słabe przebadanie kultury zachodniego Meksyku.
Podobnie złożony i nie w pełni wyjaśniony jest problem wzajem­
nych stosunków między trzema podstawowymi ośrodkami metalurgii
strefy starożytnych cywilizacji. Stwierdzić można, że najstarszy był
peruwiański ośrodek metalurgiczny, nieco młodszy — kolumbijski. Czy
jednak ośrodek kolumbijski powstał w rezultacie kontaktów miejscowej
ludności z Peru, czy też samodzielnie — trudno obecnie dać jednoznaczną
odpowiedź. Wyraźnie odmienny charakter każdego z tych ośrodków
dowodzi jednak, że w każdym razie rozwijały się one samodzielnie,
chociaż łączyły je jakieś kontakty. Strefą tych kontaktów było teryto­
rium Ekwadoru, którego północna część leżała w strefie ośrodka ko­
lumbijskiego. Tutaj w prowincji Esmeraldas znalezione zostały przed­
mioty metalowe podobne w stylu do wyrobów z Panamy. W tym czasie
złote, srebrne i miedziane przedmioty pochodzące z późnej kultury nad­
brzeżnego Ekwadoru — Milagro, posiadają analogie w przedmiotach
metalowych Chimu i Peru.
Najsłabiej dotychczas wyjaśnione wydaje się pojawienie metalu
w Mezoameryce. Problem ten wywołuje najbardziej przeciwstawne
przypuszczenia. Komplikuje się on t y m bardziej, że takie cechy, jak
wytwarzanie brązu, używanie srebra, znane są w Peru i Meksyku, pod­
czas gdy w ośrodku kolumbijskim nie zostały stwierdzone. P. Rivet
przypuszcza, że metalurgia meksykańska powstała jako rezultat nagłego
przeniesienia do Meksyku peruwiańskich metod obróbki m e t a l i , wzbo18

1 1

Arsandaux,

Rivet,

Nouvelle

11 — Etnografia Polska, t. X I V , z. 2

note...

�162

A N D R Z E J WOŻNIAK

gaconych o wynalazki kolumbijskie. Przeniknięcie ich do Meksyku na­
stąpiło drogą morską z pominięciem terytorium Kolumbii i Przesmyku
Panamskiego.
Przeciwstawny punkt widzenia, reprezentowany przez Aguilara
i Lothropa , bazuje na dużej ilości przedmiotów produkcji kolumbijsko-panamskiej, znalezionych w Meksyku (znaleziska z tzw. „studni
ofiar" w Chichen-Itza, a także ze stanów Hidalgo, Oaxaca i nawet tery­
torium Tarasków).
D. M . Pendergast w pracy poświęconej typologii mezoamerykańskich
przedmiotów metalowych, dowodzi istnienia związków pomiędzy południowomajowskim centrum metalurgii a kulturami centralnej Ameryki.
Tak więc wolno przypuszczać, że metalurgia kultur Przesmyku Panam­
skiego wywarła znaczny wpływ na rzemiosło plemion Maja i środko­
wego Meksyku. Nie można jednak w pełni odrzucić możliwości związków
między metalurgią meksykańską a peruwiańską. Pewne nowe dane do
tego zagadnienia zawiera opublikowany niedawno artykuł D. T. Easby ,
dotyczący techniki wyrobów złotych z taraskańskiego grobu w Uruapanie
(stan Michoacan). Easby zwraca uwagę na podobieństwa w sztuce j u b i ­
lerskiej zachodniego Meksyku z jednej strony a Peru i Ekwadoru z dru­
giej.
19

20

*

Wiadomości o organizacji rzemiosła w przedkolumbijskim Meksyku
odnoszą się głównie do miast azteckich, a przede wszystkim Tenochtitlanu. W dosyć zróżnicowanym już w okresie podboju społeczeństwie az­
teckim, rzemieślnicy (tolteca), między nimi również i ci, którzy trudnili
się obróbką metali, zajmowali pozycję wyższą wprawdzie od chłopów (macehualtin), niższą jednak od warstwy kupców (pochteca). Wśród licznych
korporacji zrzeszających rzemieślników różnych specjalności istniały
także korporacje jubilerów i odlewników miedzi. Jubilerzy z kolei w za­
leżności od technik, jakie stosowali, dzielili się na dwie kategorie: jedni
z nich obrabiali złoto przez kucie na zimno lub gorąco, przetwarzając
je w cienkie jak papier płaty, drudzy zaś, uważani za właściwych m i ­
strzów sztuki złotniczej, stosowali głównie technikę odlewniczą i inne
pokrewne. Pisząc o azteckich jubilerach, których wyroby podziwiali
najwięksi złotnicy Hiszpanii, Barnal Diaz del Castillo wspomina, że „naj­
liczniejsi i najlepsi zamieszkiwali miasto Escapuzalco o milę od Meksy­
k u " , chociaż nie brakowało ich i w samym Tenochtittlanie. Jubilerzy,
21

1

9

A g u i l a r
Piedra,
La orfebreria...;
E a s b y , Two „South
American"...
B. D i a z
del
C a s t i l l o , . Pamiętnik
historia podboju Nowej Hiszpanii,
Warszawa

Lothrop,

Metals

from

Cenote...

czyli

prawdziwa

2 0

2 1

żołnierza
Korteza,
1962, s. 236.

�163

METAL W KULTURZE PRZEDKOLUMBIJSKIEJ

szlifierze szlachetnych kamieni i inni rzemieślnicy wytwarzający przed­
mioty zbytku pracowali przede wszystkim na potrzeby Montezumy
i jego dworu, co jednak nie wiązało się, jak już wspomniano wyżej,
z bardziej uprzywilejowaną pozycją w społeczeństwie. Jeżeli coś wyróż­
niało ich w społeczności azteckiej, to, jak pisze Soustelle, jedynie pewien
nimb obcości i egzotyki. Mimo że, podobnie jak innych rzemieślników
nazywano ich tolteca,
to w oczach Azteków zwyczaje upodabniały ich
raczej do innych ludów, jeszcze bardziej odległych i egzotycznych. Ich
bóg Xipetotec „który był bogiem ludzi z wybrzeża, prawdziwie bogiem
z Tzapotlan", dzierżył w rękach niewielką tarczę ze złota „tak jak ci
ludzie z wybrzeża" . Bogowi temu oddawano cześć w świątyni zwanej
Yopico, t j . „świątynia Yopi". Yopi była to nazwa ludu, który zamieszki­
wał w części niepodległego władzy Azteków terytorium na wybrzeżu
Oceanu, między Meksykiem a Mixtekami. Nazywano ich także „Tlappaneca — malowani ludzie". O stosunkowo wysokim, w porównaniu
z innymi terenami Mezoameryki, stopniu rozwoju sztuki złotniczej i me­
talurgii w ogóle w zachodnim Meksyku świadczą m. in. dane archeolo­
giczne. Stamtąd więc prawdopodobnie przynieśli owi Yopi wraz z przy­
odzianym w złoty płaszcz bogiem Xipe Totec, swoje u m i e j ę t n o ś c i .
Na temat samej organizacji korporacji rzemieślniczych niewiele wia­
domo. Z relacji informatorów Sahaguna można wnioskować, że istniał
podział na majstrów i uczniów (czy też czeladników). Uczniowie zdo­
bywali umiejętności zawodowe, wykonując początkowo mniej skompli­
kowane prace.
Podstawowym surowcem produkcji jubilerskiej było złoto. Bardzo
rzadko używano srebra, które było w Meksyku metalem rzadkim, zna­
nym tylko w postaci samorodnej. Złoto, stanowiące jedną z form danin,
jakie Aztecy otrzymywali od podbitych plemion, pochodziło przede
wszystkim z miast doliny Oaxaca (np. Mictlan, Etlan, Camotlan, Teocuitlan — sama zresztą nazwa tego ostatniego oznacza „miejsce złota") oraz
z wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, z terytorium obecnego stanu Vera
Cruz. Złoto dostarczano w formie gotowych wyrobów jubilerskich,
w postaci piasku (lub ziaren) transportowanego w naczyniach z tykwy
i rurkach z trzciny. Surowiec ten szedł oczywiście w ręce jubilerów
Tenochtitlanu i Azcapotzalco.
Złotnicy meksykańscy stosowali przy obróbce złota następujące
techniki: odlewanie, kucie, inkrustację i prawdopodobnie lutowanie.
Techniką, w której osiągnęli największe mistrzostwo było odlewanie
22

23

2 2

J . S o u s t e l l e , La vie quotidienne
espagnole,
P a r i s 1955, s. 94.
S o u s t e l l e , op. cit., s. 95.
2 3

des

Aztèques

a la

veille

de

la

conquête

�164

ANDRZEJ WOZNIAK
2i

metodą „traconego wosku". Dzięki Sahagunowi , którego informato­
rami byli prawdopodobnie mieszkańcy Azcapotzalco, sposób produkcji
złotych przedmiotów przy użyciu tej metody oraz stosowane przy tym
narzędzia znamy stosunkowo dobrze. Ponieważ opis metody ujęty w 54
punkty na k i l k u stronach druku zawiera sporo powtórzeń (nie chodzi
bynajmniej o powtórzenia charakterystyczne dla prozy azteckiej) i nie­
jasności, przytaczam go jedynie w obszernym skrócie:
„1. T u t a j o p o w i a d a s i ę o p r a c y j u b i l e r ó w : t y c h , k t ó r z y r o b i ą m o d e l p r z y pomocy
w ę g l a drzewnego i w o s k u , n a k ł a d a j ą c n a ń rysunek i w ten s p o s ó b o d l e w a j ą złoto
i srebro.
2. Z a c z y n a j ą s w o j ą p r a c ę iw s p o s ó b n a s t ę p u j ą c y :
d r z e w n y , k t ó r y drobno m i e l ą .

najpierw majster daje im

węgiel

3. A k i e d y z m i e l ą , d o d a j ą [tu] t r o c h ę gliny, t ł u s t e j z i e m i , z k t ó r e j w y r a b i a s i ę
g a r n k i , m i e s z a j ą w ę g i e l z g l i n ą , m i e s z a j ą i w y r a b i a j ą tak, ż e te d w i e s u b s t a n c j e
stanowią jedną spoistą i zwartą masę.
4. I k i e d y m a s a jest j u ż p r z y g o t o w a n a , n a d a j ą j e j f o r m y c i e n k i c h d y s k ó w , k t ó r e
w y s t a w i a j ą n a słońce. W taki sam s p o s ó b f o r m u j ą kilka d y s k ó w z samej tylko gli­
ny i w y s t a w i a j ą n a s ł o ń c e .
5. R z e c z y te s u s z ą s i ę w c i ą g u d w u d n i n a s ł o ń c u i s t a j ą s i ę t w a r d e j a k k a m i e ń .
6. K i e d y w ę g i e l [tzn. m i e s z a n k a z w ę g l a i g l i n y — A . W.] dobrze p r z e s c h n i e
i s t a n i e s i ę bardzo t w a r d y , t n ą go, w y c i n a j ą go w t e d y p r z y p o m o c y miedzianego
skrobacza.
7. T o co zostaje w y c i ę t e , p o w i n n o b y ć podobne do o r y g i n a ł u i p o w i n n o m i e ć ż y ­
cie, dlatego ż e , j a k i m by n i e b y ł p r z e d m i o t , k t ó r y c h c ą z r o b i ć , m o d e l p o w s t a j ą c y
z tego, p o w i n i e n b y ć podobny do o r y g i n a ł u i m i e ć ż y c i e .
8. N a p r z y k ł a d ( j e ś l i c h c ą p r z e d s t a w i ć ] H u a s t d k a , m i e s z k a j ą c e g o w s ą s i e d n i m k r a ­
j u , z jego w i e l k ą oizdobą w n o z d r z a c h , p r z e k ł u w a j ą c ą jego c h r z ą s t k ę n o s o w ą [albo]
ze s t r z a ł ą p r z e c h o d z ą c ą w p o p r z e k t w a r z y i z c i a ł e m t a t u o w a n y m w w ę ż o w a t e r y ­
sunki z obsydianowymi ostrzami, n a d a j ą w ę g l o w e j mieszance taki w y g l ą d , w y c i ­
n a j ą go i p o k r y w a j ą w s p o m n i a n y m i w y ż e j r y s u n k a m i .
9. D o k ł a d n i e o g l ą d a j ą to s t w o r z e n i e , k t ó r e c h c ą
p r z e d s t a w i o n a jego istota i w y g l ą d z e w n ę t r z n y " .

przedstawić,

jak powinna

być

[ n r 10-13 z a w i e r a j ą podobne opisy s p o r z ą d z a n i a m o d e l u ż ó ł w i a , p t a k a , k r a b a , r y b y ,
jaszczurki].
14. J a k i e by n i e b y ł o z w i e r z ę , k t ó r e c h c ą p r z e d s t a w i ć ono [zawsze] jest w y c i n a n e
z w ę g l a w ten s p o s ó b .
15. A l b o j e ś l i c h c ą s p o r z ą d z i ć z ł o t y n a s z y j n i k o b s y p a n y d r o g o c e n n y m i k a m i e n i a ­
m i z a o p a t r z o n y od d o ł u w d z w o n e c z e k i ozdobiony r e l i e f a m i i r y s u n k a m i k w i a t ó w .
16. K i e d y
2 4

węglowa

masa

jest

już przygotowana,

opatrzona r y s u n k a m i i

wycięta,

P r z y t o c z o n y p o n i ż e j opis pochodzi z d z i e ł a B e r n a r d i n o de S a h a g u n, H i s t o ­
r i a general
de las Cosas de la Nueva
E s p a ñ a , teíkst a z t e c k i , w y d . w : E . S e l e r ,
Fray Bernardino
de Sahagun,
S t u t t g a r t 1927, s. 369-373. T ł u m a c z e n i e p o l s k i e z p r z e ­
k ł a d u r o s y j s k i e g o K . W . K i n ż a ł o w a z a w a r t e g o w a r t y k u l e pt. -Astiefcsfcoje zolotoje nagrudnoje
ukraszeniye,
„ S b o r n i k M u z i e j a A n t r o p o l o g i i i E t n o g r a f i i , " t. 19:
1960, s. 212-214. S z c z e g ó ł o w ą a n a l i z ę o p i s a n e j p r z e z S a h a g u n a t e c h n i k i „ t r a c o ­
nego w o s k u " s t a n o w i p r a c a D . T . E a s b y , Sahagun
y las orfebres
precolombinas
de Mexico,
„ A n a l e s del Instituto N a c i o n a l de A n t r o p o l o g i a e H i s t o r i a , " t. 9:1955,
s. 85-116.

�165

METAL W KULTURZE PRZEDKOLUMBIJSKIEJ

gotują

wosk i m i e s z a j ą

go z b i a ł y m

copalem,

dzięki czemu

staje s i ę on b a r d z i e j

spoisty.
17. W t e d y o c z y s z c z a j ą go p r z y pomocy f i l t r a , ż e b y u s u n ą ć n i e c z y s t o ś c i w o s k u , b r u d
i glinę z nim zmieszaną.
18. K i e d y w o s k jest p r z y g o t o w a n y , r o b i ą go c i e n k i m n a p ł a s k i m k a m i e n i u i r o z w a ł k o w u j ą go za p o m o c ą r ę c z n e g o d r e w n i a n e g o w a ł k a " .
[p. 19 — p o w t ó r z e n i e p. 18].
20. K i e d y w o s k s t a j e s i ę ( z u p e ł n i e c i e n k i , n a p o d o b i e ń s t w o p a j ę c z y n y i w e w s z y ­
s t k i c h m i e j s c a c h m a j e d n a k o w ą g r u b o ś ć , n a k ł a d a j ą go n a w y c i ę t y w ę g i e l i d o ­
kładnie owijają woskiem,
[p. 21 i 2E — p o w t ó r z e n i e p. 20].
23. W o s k n a k ł a d a n y j e s t z a p o m o c ą k a w a ł e c z k a d r z e w a .
24. I k i e d y w s z y s t k o j u ż z o s t a ł o z r o b i o n e w s p o s ó b w y ż e j o p i s a n y i w o s k n a ł o ż o n y
n a wszystkie części w ę g l a , n a n o s z ą , n a k ł a d a j ą r o z t ł u c z o n y n a proszek w ę g i e l n a
powierzchnię wosku.
25. M i e l ą bardzo drobno w ę g l o w y p r o s z e k i n a k ł a d a j ą d o s y ć g r u b ą w a r s t w ę n a
woskową powierzchnię.
26. I k i e d y w s z y s t k o jest p r z y g o t o w a n e w ten s p o s ó b , n a k ł a d a j ą n a to d r u g ą otocz­
k ę : w ' k s z t a ł c i e m u s z l i , k t ó r a o t a c z a m o d e l i z a k r y w a go.
28. T a m u s z l a jest t a k ż e z r o b i o n a z w ę g l a m i e s z a n e g o z g l i n ą , a l e n i e drobno z m i e ­
lonego, l e c z g r u b o r o z t ł u o z o n e g o .
29. K i e d y m o d e l jest j u ż z a m k n i ę t y i otoczony m u s z l ą , z o s t a w i a j ą go, aby s e c h ł
przez d w a dni.
30. W t e d y u m i e s z c z a j ą [na n i m ] r o w e k , k t ó r y r o b i s i ę t a k ż e z w o s k u .
31. S ł u ż y on z a k a n a ł , p r z e z k t ó r y w l e w a j ą roztopione z ł o t o .
32. W t e d y s t a w i a j ą n a z i e m i t y g i e l do topienia, k t ó r y t a k ż e z r o b i o n y j e s t z
i gliny.

węgla

33. T u u m i e s z c z a s i ę t a k ż e w ę g i e l [tj. f o r m ę z w ę g l a i g l i n y — A . W . ] .
34. T u t a j w ł a ś n i e z ł o t o topi się, s t a j e s i ę r z a d k i e , d o s t a j e s i ę do ż ł o b k a , p r z e c h o d z i
przezeń, s p ł y w a w d ó ł i rozprzestrzenia s i ę tam [okrążając model].
35. I k i e d y ono r o z t o p i ł o s i ę i d o s t a ł o do f o r m y i k i e d y n a p r z y k ł a d w y k o n a l i n a ­
s z y j n i k l u b j a k i k o l w i e k iz w i e l u p r z e d m i o t ó w w y m i e n i o n y c h w t y m r o z d z i a l e , p o ­
l e r u j ą go p r z y p o m o c y grubego p i a s k u .
36. A k i e d y p o l e r o w a n i e s k o ń a z o n e , u m i e s z c z a j ą go
z ałunem."
[p. 37 j a k w p. 36].
38. P ó ź n i e j k ł a d ą go w o g i e ń i t a m go n a g r z e w a j ą .

[odlany

przedmiot]

w

kąpieli

39. I k i e d y w y j m u j e s i ę go z ognia, k ą p i ą go po r a z d r u g i i s m a r u j ą ( t a k z w a ­
n y m ] z ł o t y m .smarem, k t ó r y robi s i ę z b r u d n e j z i e m i 'zmieszanej z n i e w i e l k ą i l o ś c i ą
soli. D z i ę k i t e m u z ł o t o s t a j e s i ę p i ę k n e i b a r d z o ż ó ł t e . "

Kilka dalszych punktów zawiera jeszcze krótkie wzmianki o takich
technikach, jak kucie, lutowanie, o podziale jubilerów na kategorie
w zależności od stosowanych technik oraz o zmianach, jakie zaszły
w rzemiośle jubilerskim po podboju hiszpańskim. Jeśli idzie o wyroby
złotnicze, to wydaje m i się, że nie ma potrzeby dokładnego ich w y l i ­
czania. Oprócz przedmiotów wymienionych w opisie Sahaguna, do naj­
częściej spotykanych ozdób należały: kolczyki, naszyjniki, pierścienie,
dzwonki, różnego rodzaju wisiorki, pektorały, spinki itp.

�166

ANDRZEJ WOZNIAK

Nieporównanie mniej wiemy o rzemieślnikach wyrabiających przed­
mioty użytkowe. Jak już wspomniano, w Tenochtitlanie istniała obok
korporacji jubilerów podobna zrzeszająca odlewników miedzi (miedź
i cyna występowały najobficiej w prowincji Chinantecas). Wiadomo, że
prócz techniki odlewu stosowali oni również i inne, którymi posługiwali
się złotnicy, a więc kucie na zimno i na gorąco, być może lutowanie,
a także wytłaczanie i pozłacanie.
Poza narzędziami używanymi przy odlewaniu a opisanymi przez
informatorów Sahaguna, stosowanymi najprawdopodobniej również
przez odlewników miedzi, o narzędziach używanych w wypadku innych
technik nic prawie nie wiemy. Diego de Landa pisze, że rzemieślnicy
Majów „ostrza toporków wykonywali uderzeniami kamienia, ponieważ
metal był miękki" . Ów miękki metal to prawdopodobnie występujący
niekiedy w znaleziskach na Jukatanie stop złota z ołowiem, a kamień,
którym wykonano ostrza — rodzaj młota kamiennego.
Skoro jesteśmy już przy stopach metali warto podkreślić, że meta­
lurgia przedkolumbijskiego_ Meksyku znała ich kilka. Znane mieszkań­
com Meksyku metale, t j . złoto, ołów, miedź, cynę i srebro, łączono
w stopy w wielu wypadkach nie znane w Europie: np. miedź z ołowiem,
złoto z miedzią (Au + Cu + Ag jako zanieczyszczenie, tzw. tumbaga).
Stop miedzi z ołowiem posiada właściwości podobne do brązu, ale znano
również brąz właściwy, t j . stop miedzi z cyną (Cu + Sn). Sprawa zna­
jomości brązu w przedkolumbijskim Meksyku długo wywoływała wśród
amerykanistów spory. Jedni twierdzili, że był on w ogóle nie znany,
inni zaś, że odnalezione przedmioty z metalu o cechach brązu są w y n i ­
kiem dość przypadkowych połączeń metali, a być może nawet natural­
nych zanieczyszczeń. Tego rodzaju opinie można spotkać jeszcze w sto­
sunkowo niedawnych publikacjach, chociaż prace Arsandaux i Riveta
z lat dwudziestych w sposób przekonujący udowadniają, że brąz w Me­
ksyku był znany i że nie był stopem przypadkowym. Wśród 106 prze­
badanych przez nich przedmiotów metalowych 36 (tj. 34%) zawierało
mniejsze lub większe domieszki cyny. W paru przedmiotach, które pod­
dano dokładniejszej analizie chemicznej, ilość cyny wynosiła 6,2-7,2% ,
podczas gdy np. w brązach greckich badanych przez Phillipsa (przełom
I I i I tys. p. n. e.) ilość cyny i innych domieszek waha się w granicach
od ułamka procenta do 9,5'Yo .
25

26

27

2 5

1955,

Diego de L a n d a , Soobszczenie
s. 156,
" A r s a n d a u x , R i v e t , Nouvelle

2 7

o

Helach

w

Jukatanie,

Moskwa-Leningrad

note... s. 69.

G . B . P h i l l i p s , The composition
of some ancient
bronze in the dawn of
the art of metallurgy,
„ A m e r i c a n Anthropologist", t. 24:1922 n r 2, s. 129-143, z a ­
b y t k i n r 6-10.

�METAL W KULTURZE

167

PRZEDKOLUMBIJSKIEJ

Dodatkowym argumentem, że brązy meksykańskie nie są stopem
przypadkowym, jest fakt, że żadna z tzw. siekier — monet (miedziane
siekiery używano wyłącznie jako środek wymiany, zastępujący pienią­
dze) nie zawierała domieszek cyny, podczas gdy 68,7% prawdziwych,
tj. przeznaczonych do użytku siekier taką domieszkę cyny zawiera
(Cii + Sn lub niekiedy Cu + Pb).
Najpełniejsze
zestawienie przedmiotów metalowych
używanych
w przedkolumbijskim Meksyku daje A. Caso w cytowanej już pracy .
Są to przedmioty pochodzące z wykopalisk archeologicznych, znajdu­
jące się w kolekcjach muzealnych lub poświadczone przez kroniki
z okresu podboju albo wkrótce po nim. Spis ten posiada jednak pewne
mankamenty: autor wyliczając owe przedmioty nie podaje, z jakiego
metalu zostały wykonane, nie wymienia też źródła (zabytki czy źródła
pisane) poświadczającego używanie tego czy innego przedmiotu przez
mieszkańców przedkolumbijskiego Meksyku. Ponieważ, jak już wspom­
niano, literatura dotycząca metalurgii meksykańskiej jest dosyć uboga,
a niektóre z wydawnictw (szczególnie np. katalogi muzeów a m e r y k a ń ­
skich), trudno dostępne, braki te uzupełnione zostały jedynie częściowo.
N a r z ę d z i a i p r z e d m i o t y u ż y t k o w e — miedziane ostrza
coas do obróbki z i e m i , miedziane i brązowe topory, siekiery, ciosły
i dłuta służące do obróbki drzewa i kamienia , miedziane półksiężycowate noże do obróbki drzewa, używane także jako środek płatniczy ,
miedziane igły, szpilki, szydła, haczyki rybackie , szczypce do depilacji
oraz spinki z metali szlachetnych , złote podeszwy u sandałów dostoj­
ników azteckich , złote maski, trzonki do wachlarzy itp.
B r o ń , s p r z ę t w o j e n n y — miedziane h e ł m y , toporki mie­
dziane i brązowe, miedziane ostrza oszczepów, złote ł u k i
i tarcze
z herbami. Złoto w szypułkach piór, miedziane siekiery i noże stanowiły
również środek płatniczy obok jadeitu i ziaren kakao (pisze o t y m
Bernal Diaz i inni kronikarze hiszpańscy). Metale, a raczej tlenki me­
tali, używane były również w garncarstwie, np. naczynia z Jukatanu,
28

29

30

31

32

33

34

35

3 6

2 8

Caso,

2 9

Np. z n a l e z i s k o ze s t a n u C o l L m a — por. K r i c k e b e r g ,
Diego de L a n d a , op. cit.,
s. 156, B e r n a i D i a z d e l

3 0

s.

op. cit.,

74-75.
op. cit., s.
Castillo,

509.
op.

cit.,

259.
3 1

Vaillant,

3 2

K r i ck e b

1 3

A r s a n d a u x , R i v e t , Nouvelle
note..., s. 63.
B e r n a i D i a z d e l C a s t i l l o , op. cit., s. 226.

3 4

3 5

3 6

Vaillant

op. cit.,

er

g, op.

(op.

cit.,

s.

171.

cit.,

s.

136.

s. 96) p o w o ł u j ą c s i ę n a Ixtilixochitla.

B e r n a i D i a z del C a s t i l l o ,
op. cit., s. 90, p r z y p u s z c z a ć j e d n a k n a l e ż y , ż e
ó w złoty ł u k w y m i e n i a n y przez Bernala Diaza w ś r ó d i n n y c h d a r ó w Montezumy
b y ł j e d y n i e o z d o b ą , a nie b r o n i ą n a d a j ą c ą s i ę do u ż y t k u .

�168

ANDRZEJ WOZNIAK

zwane plumbate, posiadały szklistą polewę, zawierającą domieszkę że­
laza i aluminium (a raczej tlenków tych metali) . Domieszkę ołowiu
zawierało również kilka naczyń z Jukatanu eksponowanych na wysta­
wie sztuki m e k s y k a ń s k i e j .
Nie wymieniam tu biżuterii i licznych ozdób z metali szlachetnych
(rzadziej z miedzi), ponieważ rzeczy te są stosunkowo dobrze znane,
a poza tym o wielu z nich pisze Sahagun w przytaczanym wyżej tekście.
Pewnym świadectwem rozpowszechnienia wyrobów metalowych
mogą być opisywane przez kronikarzy hiszpańskich targi w miastach
meksykańskich . W opisach tych znajdujemy wzmianki świadczące, że
na targowiskach, których bogactwo zdumiewało Hiszpanów, można było
nabyć również przedmioty metalowe — zarówno ozdoby, jak i narzę­
dzia. Narzędzi miedzianych i brązowych kronikarze wymieniają nie­
wiele, ale wiadomo przecież, że interesowało ich przede wszystkim
złoto. Można sobie wyobrazić wściekłość Hiszpanów, kiedy podczas
jednej z rozpoznawczych wypraw Grijalvy zakupili na targu jednego
z miast na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej większą ilość toporków,
które wydawały im się złote, następnie zaś okazało się, że są one mie­
dziane, z cienką jedynie warstwą pozłoty .
Przytoczone tu wiadomości nie pozwalają oczywiście na wniosko­
wanie o stopniu rozpowszechnienia wśród ludów przedkolumbijskiego
Meksyku metalowych narzędzi i innych przedmiotów użytkowych. Sto­
sunkowo krótki okres rozwoju metalurgii meksykańskiej, ilość znalezisk
archeologicznych wskazują, że ludność terenów nie leżących w bezpo­
średnim zasięgu oddziaływania większych ośrodków metalurgii użytko­
wej w okresie podboju posiadała jeszcze w swoim inwentarzu stosun­
kowo niezbyt dużą ilość metalowych przedmiotów użytkowych. Jedynie
na obszarze zachodniego Meksyku znaleziono większą ich ilość. Był to
teren oddziaływania silnego metalurgicznego ośrodka mixteckiego, nie­
dostatecznie jednak jeszcze zbadany pod względem archeologicznym.
Na przeszkodzie większemu upowszechnieniu wyrobów metalowych
nie stał bynajmniej w Meksyku brak umiejętności technicznych czy
surowców. Wydaje się, że poziom rozwoju społeczno-gospodarczego l u ­
dów Mezoameryki nie stwarzał jeszcze konieczności stosowania narzędzi
metalowych na szeroką skalę. Narzędzia te w okresie podboju współ­
istniały jeszcze z tradycyjnymi kamiennymi i obsydian owymi. Szcze­
gólnie ten ostatni surowiec, twardy, a jednocześnie niezbyt trudny do
37

38

39

40

3 7

M. L e h m a n n ,
Les céramiques
précolombiennes,
Skarby sztuki meksykańskiej...,
s. 127-128.
B e r n a i D i a z del C a s t i l l o , op. cit., s. 240.
•"&gt; K r i c k e b e r g , op. cit., s. 135.
3 8

3 0

Paris

1959,

s.

5-6.

�METAL W KULTURZE PRZEDKOLUMBIJSKIEJ

169

obróbki, nadający się świetnie do wyrobu wielu narzędzi, stanowił dla
metalu silną konkurencję.
Rozpatrując kwestię rozpowszechnienia metalu wśród ludów przedkolumbijskiego Meksyku dodać należy, że ich zaplecze techniczne nie
stało w żadnej sprzeczności (jak to się niekiedy twierdziło), z ogólnym
poziomem rozwoju gospodarczego. Inwentarz przedmiotów metalowych
używanych przez ludność Egiptu pierwszych piramid, a nawet epoki
Ramessydów, nie był o wiele bogatszy, a rozwój metalurgii niewątpliwie
wolniejszy niż w M e k s y k u . Nie stanowiło to jednak, jak wiadomo,
przeszkody dla rozwoju cywilizacji egipskiej.
41

Andrzej Woźniak
METAL IN PRECOLUMBIAN

MEXICO

CULTURES

S u m m a r y
I n m a n y p o p u l a r publications, a n d i n s o m e s c h o l a r l y papers as w e l l , a n o p i ­
nion c a n be f o u n d that i n p r e c o l u m b i a n M e x i c o t h e r e w a s v i r t u a l l y no h a r d w a r e ,
a n d m e t a l w a s u s e d only for o r n a m e n t s . S u c h opinion is h a r d l y j u s t i f i e d ; h o w e ­
ver, it must be admitted t h a t l i t e r a t u r e on_ this s u b j e c t is scanty a n d often m e r e l y
contributory. T h e r e v i e w of w o r k s on M e x i c a n m e t a l l u r g y h e r e p r e s e n t e d shows
that for a long t i m e the o n l y s e r i o u s p a p e r s on t h e s u b j e c t h a v e b e e n w o r k s by
P . R i v e t a n d H . A r s a n d a u x , t h o u g h investigations started i n t h e e a r l y n i n e t e e n -twenties. O n l y about ten y e a r s ago the p r o b l e m of p r e c o l u m b i a n M e x i c a n m e t a l ­
l u r g y w a s t a k e n up by a n u m b e r of students, m o s t l y A m e r i c a n . R e c e n t r e s e a r ­
ches, m a i n l y archeological, no longer a l l o w to doubt i n the e x i s t e n c e of p r e c o l u m ­
bian h a r d w a r e , though t h e origin of M e x i c a n m e t a l l u r g y i n g e n e r a l is s t i l l c o n ­
troversial.
W r i t t e n , icnograiphic, a n d ardheological s o u r c e s r e v e a l t h a t m e t a l w o r k e r s i n o l d
Mexico, had been o r g a n i z e d i n corporations of goldsmiths a n d of c o p p e r founders,
h a d e m p l o y e d v a r i o u s techniques, a n d k n e w m a n y alloys, w i t h b r o n z e a m o n g them.
A l l this, together w i t h t h e m a t e r i a l e v i d e n c e of 20 m e t a l objects l i s t e d i n t h i s
paper, seems to p r o v e that it h a d not been the l a a k of t e c h n i c a l s k i l l s o r of ores,

4 1

P i e r w s z e ś l a d y u ż y w a n i a m e t a l u w E g i p c i e ( m i e d ź ) p o c h o d z ą z wczesnego
okresu predynastycznego
(ok. 6000-3300 p.n.e.). Z a s t o s o w a n i e jego b y ł o
jeszcze
w t y m okresie d o s y ć ograniczone — o g r o m n ą w i ę k s z o ś ć n a r z ę d z i i p r z e d m i o t ó w
u ż y t k o w y c h w y r a b i a n o z k a m i e n i a (np. k u l t u r a B a d a r i ) . W y r o b y m i e d z i a n e r o z ­
p o w s z e c h n i ł y s i ę za p a n o w a n i a I d y n a s t i i (ok. 3100-2890 p.n.e.), a b r ą z p o j a w i ł s i ę
w okresie Ś r e d n i e g o P a ń s t w a (ok. 2)133-1786 p.n.e.). Z o k r e s e m t z w . N o w e g o P a ń ­
s t w a (ok. 1576—1805 p.n.e.) w i ą ż e s i ę r o z k w i t m e t a l u r g i i , k t ó r y d o p r o w a d z i ł w E p o ­
ce P ó ź n e j (od ok, 1085 p.n.e.) do ostatecznego z a n i k u n a r z ę d z i k a m i e n n y c h . W t e d y
t a k ż e zaczyna s i ę r o z p o w s z e c h n i a ć żelazo. T a k w i ę c r o z w ó j metalurgii egipskiej
b y ł bardzo p o w o l n y i c h a r a k t e r y z o w a ł s i ę d ł u g o t r w a ł y m w y s t ę p o w a n i e m obok n a ­
rzędzi metalowych r ó w n i e ż i kamiennych.

�170

A N D R Z E J WOŹNIAK

that h i n d e r e d the s p r e a d of h a r d w a r e i n M e x i c o . I t w a s r a t h e r the g e n e r a l l e v e l
of s o c i a l a n d economic development of M i d d l e A m e r i c a n c o m m u n i t i e s , that h a d
not m a d e t h e w i d e s p r e a d u s e of m e t a l u t e n s i l s n e c e s s a r y by t h e n . D u r i n g the con­
quest, m e t a l tools s t i l l coexisted w i t h stone ones, a n d t h e strongest r i v a l of m e ­
t a l w a s obsidian.
F o r c o m p a r i s o n it c a n be added that t h e i n v e n t o r y of h a r d w a r e used i n E g y p t
d u r i n g the R a m a s s i d s reign w a s not m u c h longer, a n d t h e d e v e l o p m e n t of the
E g y p t i a n m e t a l l u r g y w a s r a t h e r s l o w e r t h a n i n M e x i c o , but s t i l l the E g y p t i a n c i ­
v i l i z a t i o n w a s by t h e n i n f u l l bloom.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9903" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9881">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/33ac7d91bb0b145fd9b5098691678e51.pdf</src>
        <authentication>6a4e549c67c015f45f8e787f90f1cbdd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117828">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5094</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117829">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117830">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117831">
                <text>Gruzja - badania etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117832">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4726</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117833">
                <text>Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej polowie XIX i na początku XX wieku/ LUD 2004 t.88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117834">
                <text>LUD 2004 t.88, s.105-122</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117835">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117836">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117837">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117838">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117839">
                <text>Lud, t. 88, 2004

ANDRZEJ WOZNIAK
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Warszawa

POLSKIE BADANIA ETNOGRAFICZNE
W GRUZJI
W DRUGIEJ POŁOWIE XIX I POCZĄTKU XX WIEKU

W wieku XIX polskie zainteresowania Kaukazem, a zwłaszcza Gruzją, były
szczególnie ożywione, co znalazło odbicie w obfitej i różnorodnej literaturze. Publikacje o tematyce kaukaskiej pod względem liczby ustępowały w tym okresie, jak
się wydaje, jedynie syberyjskim. Takie geograficzne ukierunkowanie polskich badań egzotycznych wynikało jednak nie tyle z zainteresowań badaczy, co z faktu, iż
znaczna część ziem polskich znajdowała się wówczas w granicach wielonarodowego imperium rosyjskiego, zajmującego ogromne obszary Europy i Azji, a wśród
Polaków zbierających w XIX wieku materiały dotyczące ludów azjatyckiej części
cesarstwa znaczną część - w niektórych zaś okresach nawet większość - stanowili zesłańcy polityczni.
Materiały kaukaskie drukowały tak znane i poczytne czasopisma warszawskie
jak "Tygodnik Ilustrowany" i "Wędrowiec", stosunkowo często zamieszczała je
"Biblioteka Warszawska" i wileńskie "Athenaeum". Można je także znaleźć
w wielu innych czasopismach i almanachach wydawanych w Warszawie i Wilnie:
,,Dzienniku Warszawskim", "Gazecie Codziennej", "Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych", "Niezapominajkach", "Noworoczniku Litewskim", "Przeglądzie Naukowym", "Roczniku Literackim", "Rubonie", w wychodzącej w Kijowie "Gwieździe" oraz petersburskim "Przeglądzie Literackim" (dodatek do "Kraju"). Znacznie rzadziej ukazywały się w czasopismach zaboru pruskiego
i austriackiego (np. w poznańskim "Dzienniku Domowym" czy lwowskich "Nowinach"), niekiedy zresztąjako przedruki z czasopism polskich wychodzących
w zaborze rosyjskim. Sporo z tych kaukaskich relacji ukazało sięjako osobne pozycje książkowe, wydawane przeważnie w Warszawie'.
I Do najbardziej znanych książek o tematyce kaukaskiej wydanych poza granicami zaboru rosyjskiego należą: Hipolita Jaworskiego trzytomowe Wspomnienia Kaukazu, które ukazały się w Poznaniu w roku 1877, oraz opublikowana we Lwowie tego samego roku, w ponad dwadzieścia lat po
powrocie jej autora z zesłania, książka Mateusza Gralewskiego Kaukaz. Wspomnienia z dwunastoletniej niewoli. Opis kraju. Ludność. Zwyczaje iobyczaje, którąB. Baranowski uznał ,,za najważniejsząpozycję w całej dziewiętnastowiecznej literaturze dotyczącej tego terenu" (Baranowski, 1982,
s.41).

�106

Andrzej Woźniak

Sądząc po liczbie opublikowanych w ciągu XIX wieku tytułów, polska literatura
o Kaukazie cieszyła się wówczas znacznym zainteresowaniem. W sumie było to
kilkadziesiąt pozycji bibliograficznych paru dziesiątków autorów, o bardzo różnym
charakterze; oprócz opisów etnograficznych czy zawierających materiały etnograficzne zarysów geograficzno-historycznych,
relacji z podróży, wspomnień
i pamiętników, także poezja i proza o tematyce kaukaskiej. Nie ulega wątpliwości,
że biorąc pod uwagę ówczesne skromne możliwości wydawnicze, pisano wtedy
o Kaukazie znacznie częściej niż w okresie późniejszym.
Wśród polskich relacji o Kaukazie z XIX wieku na pierwszym miejscu, zarówno pod względem ilości,jak i wartości poznawczej, należałoby umieścić materiały
dotyczące Gruzji. Przyczyn szczególnego zainteresowania tym krajem szukać można
zarówno w dawnej tradycji kontaktów polsko-gruzińskich, jak też w pewnym podobieństwie losów historycznych obu narodów.
Kontakty polsko-gruzińskie mają co najmniej kilkuwiekową tradycję. W XVII
wieku Gmzja była dla Rzeczypospolitej ważnym ogniwem w planach wojskowego
aliansu z Persją, skierowanego przeciwko Turcji. Nawiązane zostały kontakty dyplomatyczne z gruzińskimi władcami. Od lat czterdziestych XVII wieku pracowali
w Gmzj i polscy misjonarze, niekiedy pełniący również fi.mkcjedyplomatyczne. Dwaj
z nich,jezuici 0.0. Ignacy Zapolski i Jan Gostkowski, byli autorami najwcześniejszych polskich relacji o Gruzji -listów-raportów
zawierających wiadomości nie
tylko o sytuacji politycznej kraju, ale i o obyczajach jego mieszkańców (Woźniak,
1983, s. 299). Postacią niewątpliwie najwybitniejszą wśród misjonarzy polskich,
działających na przełomie XVII i XVIII wieku w Persji i na Zakaukaziu, był jezuita, o. Tadeusz Jan Kmsiński (1675-1757), orientalista, autor dzieł, z których przez
całe stulecia Europa czerpała wiadomości o stosunkach politycznych w Persji na
początku XVIII wieku, wojnie persko-afgańskiej i przewrocie dynastycznym.
Rozdziałjednego z tych dzieł, zatytułowany De Georgianis, jest pierwszym polskim opisem historyczno-etnograficznym Gruzji (Woźniak, 1983, s. 299-300).
Na przełomie XVII i XVIII wieku kontakty dyplomatyczne Rzeczypospolitej
z Persją, a co za tym idzie również i z Gruzją, wyraźnie osłabły. Wiązało się to
zarówno z sytuacją wewnętrzną Polski, jak i z nowym układem sił na Bliskim
Wschodzie. Na początku XVIII stulecia wysłano wprawdzie jeszcze parę poselstw
do Persji, ale miały one już wyłącznie prestiżowy charakter. Poza wydawanymi
w latach czterdziestych i pięćdziesiątych dziełami Kmsińskiego, w XVlII wieku
nie powstała już żadna nowa polska relacja o Gruzji. Badania nad rozmieszczeniem ludów u stóp Kaukazu i charakterystycznymi cechami ich kultury prowadził
wprawdzie w końcu lat dziewięćdziesiątych XVIII stulecia jeden z najwybitniejszych uczonych polskiego oświecenia, Jan Potocki, ale do Gmzji nie dotarł, choć
się nią interesował (Kukuiski, 1959, s. 7-8).
Polacy pojawili się ponownie w Gruzji już w zupełnie innych okolicznościach.
Po drugim rozbiorze na Kaukazie, w tym również w Gruzji, znaleźli się żołnierze
polscy ze stacjonujących na Ukrainie dywizji koronnych, wcielonych do wojska

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

107

rosyjskiego. W 1794 roku sąd wojskowy w Kijowie zsyłał na Kaukaz schwytanych z bronią w ręku żołnierzy usiłujących przedostać się do powstania, lub wziętych później w bitwach do niewoli. W końcu XVIII wieku na Kaukazie służyli
również oficerowie z dawnych polskich wojsk kresowych2•
Nowy okres w historii kontaktów obu narodów otwiera początek XIX stulecia.
Wówczas to Gruzja, tak jak wcześniej znaczna część ziem Rzeczypospolitej, została przyłączona do Rosji, a Polacy i Gruzini znaleźli się w granicach jednego
imperium. Już w pierwszych latach XIX wieku zarówno w administracji cywilnej,
jak w korpusie oficerskim wojsk rosyjskich na Zakaukaziu, a zwłaszcza w Gruzji,
pojawiają się nazwiska szlachty z kresów dawnej Rzeczypospolitej. W latach 1810--1812, a prawdopodobnie również wcześniej, gubematorem cywilnym wschodniej
Gruzji był Marek Maliński. Między rokiem 1829 a 1831 stanowisko to zajmował
Piotr Zawielejski (1800--1834), wywodzący się ze szlachty białoruskiej, a przez
historyków gruzińskich określany jako "Polak z pochodzenia". W zespole urzędników, z którymi P. Zawielejski przyjechał do Gruzji w 1828 roku był również jego
młodszy brat. ZastępcąZawielejskiego, faktycznie pełniącym funkcje wicegubernatora był L Kalinowski. W kręgu osób związanych z Zawielejskim można zresztą
odnaleźć jeszcze parę polsko brzmiących nazwisk. Znacznie liczniejsi byli Polacy,
którzy w pierwszym trzydziestoleciu XIX wieku służyli w wojsku rosyjskim na Zakaukaziu, niekiedy jako dość wysokiej rangi oficerowie. W końcu lat 20., na froncie
rosyjsko-rureckim medycy- absolwenci Uniwersytetu Wileńskiego pełnili funkcję
lekarzy wojskowych. W latach dwudziestych pojawiają się też w Gruzji pierwsi
polscy zesłańcy polityczni (Woźniak, 1996, s. 256-257).
Z kresów pochodził również o. JózefSuryn (1773-1832), misjonarz jezuicki,
chronologicznie biorąc, pierwszy z Polaków piszących w XIX wieku o Gruzji. W stąpił do zakonu jezuitów w 1793 roku. Początkowo uczył w szkołach jezuickich
w Połocku i Witebsku. W latach 1808-1820 był superiorem misji jezuickiej w Astrachaniu, ucząc jednocześnie w tamtejszych szkołach misyjnych. W tym właśnie
okresie (przed 1818 r.) odbył podróż w sprawach misyjnych z Mozdoku przez
Władykaukaz, dolinę Tereku, Przełęcz Krzyżową do Tyflisu, którą opisał w liście
drukowanym w ,,Miesięczniku Połockim"3. Pisząc o widzianych po drodze wsiach
Osetynów i gruzińskich górali, nie mógł się ks. Suryn powstrzymać od częstego
porównywania ich z białoruskimi. W porównaniu z niektórymi swymi współbraćmi
zakonnymi sprzed stulecia nie był j ednak specjalnie bystrym obserwatorem i choć
żył na przełomie XVIII i XIX wieku, duchem zdawał się należeć do epoki o parę
stuleci wcześniejszej (Woźniak, 1983, s. 302-303).
2 Najstarszym rangą, znanym z nazwiska, był Bartłomiej Giżycki (ok. 1770-1827), pułkownik
wojsk polskich, generał wojsk rosyjskich, gubernator wołyński. Po drugim rozbiorze krótko służył
warmii rosyjskiej, póżniej, w początkowym okresie panowania cara Pawła, powołany powtórnie,
walczył w Gruzji jako pułkownik huzarów w rosyjskim korpusie posiłkowym.
3 Celem podróży ks. Suryna mogły być te garnizony kaukaskie, w których służbę pełnili katoliccy oficerowie i żołnierze, z reguły Polacy.

�108

Andrzej Ważniak

Po upadku powstania listopadowego w wojskach rosyjskich na Kaukazie znalazły się tysiące Polaków. Niektórzy autorzy twierdzą nawet, że stanowili oni wówczas około 20% stanu armii rosyjskiej na tym terenie. W Gruzji w 1840 roku było
blisko 4 tysiące Polaków, w ogromnej większości żołnierzy. Najczęściej byli to
zapewne poborowi z Królestwa Polskiego, Litwy i "ziem zabranych", ale wśród
Po!aków-oficerów nie brakło i takich, którzy służbę na Kaukazie wybrali dla kariery i szybkiego awansu. Zarówno wśród żołnierzy, jak i oficerów, aż do lat pięćdziesiątych XIX wieku, znaczną część stanowili skazani na zsyłkę "w sołdaty"
żołnierze powstania listopadowego, a później uczestnicy ruchów spiskowych z lat
trzydziestych i czterdziestych.
Wielu ze skazanych na służbę wojskową na Kaukazie należało do elity umysłowej kraju. Pustkę spowodowaną odcięciem od ojczyzny, rodziny i przyjaciół usiłowali zapełnić działalnością samokształceniową, literacką i naukową. W grupie kaukaskich pisarzy i poetów na pierwsze miejsce wysuwa się postać poety Tadeusza
Łady-Zabłockiego
(1813-1847), żywo interesującego się historią i literaturą
Gruzji. Tematyka kaukaska obecna była także i w jego poezji, podobnie zresztąjak
i w twórczości literackiej Władysława Strzelnickiego, Ksawerego Pietraszkiewicza czy Leona Jaroszewskiego. Do kręgu najbardziej znanych kaukaskich poetów
i pisarzy należeli również Wincenty Dawid, Wojciech Potocki i Juliusz Strutyński.
Autoremjednej z najważniejszych i najczęściej dziś przywoływanych dziewiętnastowiecznych polskich prac o Kaukazie był Mateusz Gralewski (1826-1891). Za
najwybitniejszego polskiego badacza historii, etnografii i literatury Gruzji z tego
okresu uważany jest Kazimierz Łapczyński (1823-1892) (Woźniak, 1996, s. 257).
Oprócz wymienionych, w drugim trzydziestoleciu XIX wieku o Gruzji pisali także
Michał Butowt -Andrzejkowicz, Hemyk Dzierżek, Hipolit Jaworski, Paulina Krakowowa4, Jan Załęski i paru innych mniej znanych autorów szkiców, listów, wspomnień i pamiętników, zarysów historyczno-etnograficznych. Zawarte w tych publikacjach relacje o Gruzji różnią się znacznie, zarówno pod względem ilości,jak
i wartości poznawczej znajdujących się w nich materiałów etnograficznych. Najpełniejszy obraz kultury ludowej ówczesnej Gruzji, głównie wschodniej, dają dwa
obszerne artykuły K. Łapczyńskiego, drukowane w "Tygodniku Ilustrowanym".
Cennym ich dopełnieniem są wspomnienia i listy 1.Załęskiego, który oprócz wschodniej, znał również nieźle Gruzję zachodnią. Interesujące rozważania na temat zróżnicowania geograficznego, klimatycznego i kulturowego Kaukazu, odnoszące się
również do Gruzji, można znaleźć w Szkicach Kaukazu A. Butowta-Andrzejkowicza. Wiadomości, które znajdujemy w pracach pozostałych autorów, choć cenne jako materiał uzupełniający czy porównawczy, mają znacznie bardziej fragmentaryczny charakter.
4 Swoje Wspomnienia
Gruzji. Z opowiadań osoby. która tam podróż w roku 1830 odbyła, opublikowała w 1839 r. w warszawskich "Niezapominajkach" jako Paulina K. (Zob. Ważniak, 1997,
s.7-19).

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

109

W relacjach z Gruzji z pielWszej połowy XIX wieku wiele miejsca zajmują opisy
przyrody. Są to jednak przeważnie czysto literackie impresje, a nie wiadomości
o warunkach naturalnych kraju. Do wyjątków należały Szkice Kaukazu (1859)
Butowta-Andrzejkowicza, w których znajdujemy interesujące rozważania na temat podporządkowania klimatu i krajobrazu Kaukazu prawidłowościom tzw. strefowości pionowej. Nieco miejsca poświęcił tej kwestii również 1.Załęski w swoim
opisie zachodniej Gruzji. Na zróżnicowanie geograficzne Gruzjijako jedno z głównych źródeł różnic kulturowych między zamieszkującymi ten kraj grupami etnograficznymi zwrócił uwagę H. Jaworski. Podobnie jak w większości prac ludoznawczych z pielWszej połowy XIX wieku, a często i późniejszych, zawierających we
wstępie charakterystykę opisywanego ludu czy grupy etnograficznej, tak i w wielu
polskich relacjach o Gruzji z tego okresu znajdujemy podobne charakterystyki jej
rdzennych mieszkańców, zaś najbardziej pochlebne u H. Jaworskiego i M. Gralewskiego.
Polskie opisy Gruzji z drugiego trzydziestolecia XIX wieku dość istotnie różnią
się natomiast od prac ludoznawczych powstających wówczas w kraju zakresem
tematycznym. O ile autorzy piszący o polskiej kulturze ludowej zajmowali się wówczas folklorem, niejednokrotnie pomijając prawie zupełnie pozostałe dziedziny kultury, to Polacy piszący o Gruzji, nie znając miejscowego języka, musieli ograniczać
zakres swoich zainteresowań do wytworów kultury materialnej oraz tych zachowań, których zrozumienie nie nastręczało im większych trudności. Niekiedy korzystali z literatury etnograficznej o Gruzji w języku rosyjskim, niezbyt jeszcze wtedy
obfitej, lub z pomocy Gruzinów, głównie przedstawicieli warstw wyższych, znającychjęzyk rosyjski. Jedynym z autorów polskich, piszących wówczas o kulturze
ludowej Gruzji, który znał, choć jak sam twierdził, w stopniu dalekim od doskonałości,język gruziński, był K. Łapczyński i tylko w jego artykułach daje się zauważyć
charakterystyczna dla tamtego okresu przewaga materiałów folklorystycznych nad
wiadomościami dotyczącymi innych dziedzin gruzińskiej kultury ludowej (Woźniak,
1983, s. 306--308).
O gospodarce wsi, przede wszystkim wschodniogruzińskiej, którą znał najlepiej,
pisał w swoich pamiętnikach J. Załęski5. O rolnictwie wschodniej Gruzji: spółkach
orackich, technikach uprawy ziemi, młocce, zabudowaniach gospodarczych oraz
o folklorze rolniczym pisał też K. Łapczyński. Nieco wiadomości na temat hodowli, również we wschodniej Gruzji, znaleźć można we Wspomnieniach. .. Pauliny
K. i u H. Jaworskiego. Niemal wszyscy autorzy piszą o pożywieniu, a właściwie
o specjalnościach kuchni gruzińskiej, przeważnie jednak są to wiadomości dość
fragmentaryczne i nieuchronnie przechodzą w opis słynnych gruzińskich biesiad.
W sposób najbardziej zwięzły i trafny charakteryzuje pożywienie mieszkańców
nizinnej Gruzji Łapczyński, pisząc, że "zieleninę (tj.jarzyny i rośliny przyprawowe
5 Letni obózjego pułku położony był w Kara-Agacz
w dolinie rzeki AJazani (Kachetia), stanowiącej jeden z najżyźniejszych obszarów wschodniej Gruzji.

�110

Andrzej Woźniak

- A.W.) każdy krajowiec za równi z chlebem i winem liczy sobie do swoich
potrzeb niezbędnych" (Łapczyński, 1866, s. 167). W Potocki zwraca uwagę na
specyfikę zachodniej Gruzji, gdzie chleb zastępowała tzw. gomi, tj. "gęsta kasza
z gatunku prosa, u nas w niektórych miejscach ber zwanego, zastępująca chleb,
którego użycia prosty lud nie zna w Imeretii, Mingrelii, Gurii i Abchazji, u Swanetów i Abazyńców" (Woźniak, 1983, s. 309-310).
Ludowe budownictwo gruzińskie charakteryzowało się dużą różnorodnością form
architektonicznych, rozwiązań konstrukcyjnych i materiałów budowlanych. Dość
szeroki, choć pobieżny przegląd typów budownictwa z pierwszej połowy XIX wieku, zarówno wiejskiego, jak i miejskiego, zawiera artykuł L. Janiszewskiego (1843,
s.13). Nieco dokładniejszy opis wnętrza domu zachodniogruzińskiego znajdujemy
we Wspomnieniach z podróży po Kaukazie J. Załęskiego ( 1856).
Jednym z tematów najczęściej poruszanych w relacjach z podróży po Gruzji
z pierwszej połowy XIX wieku były ubiory jej mieszkańców. Stroje noszone przez
przedstawicieli warstw wyższych nasuwają niektórym autorom nieodparte skojarzenia. M. Butowt-Andrzejkowicz zauważył np., że ubiór gruzińskiej szlachty podobny był do staropolskiego: "czuchi ich z rękawami na wyloty, odpowiadają zupełnie kontuszom, a materjalne archa-łuki niewiele się różnią od żupanów" (Woźniak,
1983, s. 312). Na podobieństwa między szlacheckim strojem staropolskim a ubiorami Imeretynów (zachodnia Gruzja) zwrócił również uwagę Załęski, który wcześniej opisywał ubiory mieszkańców wschodniej Gruzji. O ubiorach zarówno warstw
wyższych, jak i ludowych, pisali i iIUliautorzy. Wiele miejsca poświęcił im K. Łapczyński, zwracając jednocześnie uwagę na zarzucanie w niektórych środowiskach
tradycyjnego stroju pod wpływem mody europejskiej. Nieco wiadomości o innych
dziedzinach kultury materialnej - środkach transportu, sprzętach domowych, higienie, znaleźć można przede wszystkim u Łapczyńskiego i Załęskiego, rzadziej
u innych autorów. Częstym tematem opisów są tyfliskie bazary, warsztaty rzemieślnicze i przydrożne zajazdy - duchany.
Najobfitszym źródłem wiadomości o gruzińskiej obrzędowości dorocznej, zwyczajach i obrzędach rodziIUlych, zwyczajach towarzyskich, zwłaszcza związanych
z biesiadowaniem6, są artykuły K. Łapczyńskiego. Upozostałych autorów znajdujemy ceIUleniekiedy, ale bardzo fragmentaryczne materiały uzupełniające. Przedmiotem szczególnego zainteresowania Łapczyńskiego była gruzińska literatura ludowa, przede wszystkim zaś przysłowia. Znaczną część zebranych materiałów
paremiologicznych - około stu przysłów, opublikował w artykule Przejazd przez
szczyty Kaukazu. Zbierał również, choć w mniejszym zakresie, podania, mity
i pieśni, których przykłady znaleźć można w obu jego artykułach. Pisał Łapczyński
także i o muzyce, a właściwie tylko o gruzińskich instrumentach ludowych, gdyż
sam nie mając przygotowania muzycznego, mógł powtarzać tylko to, co mu o mu6 Opisy biesiad gruzińskich
znaleźć można i u innych autorów. Sporo miejsca zwyczajom towarzyskim Gruzinów poświęcił np. M. Gralewski.

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

111

zyce gruzińskiej mówił jego wcześniej zmarły przyjaciel, muzyk L. Janiszewski.
Nieco wiadomości na ten temat znaleźć moźna u Michała Butowta-Andrzejkowicza i u Ksawerego Pietraszkiewicza.
Większość zamieszczonych w artykułach K. Łapczyńskiego wiadomości pochodzi zjego własnych obserwacji i rozmów z reprezentującymi róźne warstwy
społeczeństwa gruzińskiego infónnatorami. O niektórych z nich, oraz o okolicznościach tym rozmowom towarzyszących, wspomina w artykule Przejazd przez
szczyty Kaukazu?, którego pierwsza część ma formę notatnika terenowego. Korzysta też Łapczyński z literatury, szczególnie przy opisach gruzińskiej obrzędowości dorocznej: "lubo na wszystkie prawie opisywane tu uroczystości i zabawy patrzyłem własnymi oczami - pisał w artykule Z Tyjlisu pod Ararat - przecież
niejeden szczegół poczerpnąłem z bardzo sumiennego artykułu O narodowych
uroczystościach, który przed dziesięciu laty zamieszczony był w "Tyf1iskim kalendarzu"8 (Woźniak, 1983, s. 312-316). Bohdan Baranowski, który gruzińskim zainteresowaniom Kazimierza Łapczyńskiego poświęcił osobny artykuł9, uwaźał go za
jednego "z najwybitniejszych polskich specjalistów w zakresie historii i literatury
Gruzji" (Baranowski, l 982b, s. 45).
Łapczyński znalazł się na Kaukazie w roku 1846, kiedy za patriotyczną działalność spiskową został przymusowo wcielony do wojsk rosyjskich wDagestanie.
Początkowo służył jako prosty żołnierz, później, dzięki wcześniejszemu przygotowaniu zawodowemu, jako budowniczy umocnień wojskowych, a po zdaniu odpowiednich egzaminów jako oficer inżynierii wojskowej. Przebywał w różnych rejonach Kaukazu, najdłużej w Tyf1isie.Pomimo wykształcenia technicznego Łapczyński
miał szerokie zainteresowania humanistyczne. W czasie swych podróży po Kaukazie, a zwłaszcza po Gruzji, poczynił wiele cennych obserwacji i zebrał bogate
materiały etnograficzne. Podczas kilkuletniego pobytu w Tyf1isie zaprzyjaźnił się
z przedstawicielami gruzińskiej elity intelektualnej i prawdopodobnie wówczas poznałjęzyk gruziński. Interesował się żywo przeszłością Gruzji. Nie ograniczał się
jednak do czytania ogólnie dostępnej literatury z tego zakresu, ale wspólnie z tyf1iskimi przyjaciółmi studiował dawne kroniki gruzińskie 10. Z ich pomocą przełożył
też na język polski dwunastowieczny poemat Szoty Rustawe1ego Rycerz w tygrysiej skórze. W końcu roku 1856, kiedy po wojnie krymskiej wielu zesłańców uzyskało zezwolenie na powrót do kraju, otrzymałje również (m.in. z powodu choroby) i Łapczyński. Po powrocie do Warszawy, w latach 1857-1868, w związku ze
stanem zdrowia nie mógł podjąć stałej pracy, gdyż przez kilka miesięcy w roku
Artykuł ten został opublikowany w kilku numerach "Tygodnika Ilustrowanego" w roku 1868.
t. 14,1866, s.191.
9 Zob. B. Baranowski, GruziJiskie zainteresowania
Kazimierza Łapczyńskiego, "Acta Uniwersitatis Lodziensis", seria Folia Historica, nr 8, s. 3-14.
10 W przedmowie do polskiego tłumaczenia dzieła Rustawelego pisał m.in.: "badania kronik georgiańskich, które się nieraz późno w noc przeciągało, dziś zostało dla mnie naj milszym z Tyflisu
wspomnieniem" (Baranowski, 1982b, s. 46).
7

s "Tygodnik Ilustrowany",

�112

Andrzej Wożniak

przebywał na leczeniu w miejscowościach podgórskich, przeważnie w Szczawnicy i w Zakopanem. Prowadził tam wśród ludności góralskiej badania nad demonologią i miejscową gwarą, a także wysoko cenione przez specjalistów badania botaniczne. Od 1862 roku materiały ze swoich badań ludoznawczych publikował
w "Tygodniku Ilustrowanym", "Kłosach" i innych czasopismach. W 1863 roku
opublikował w "Bibliotece Warszawskiej" przekład poematu Szoty Rustawelego
Rycerz w tygrysiej skórze, poprzedzony obszernym wstępem, w którym zamieścił wiele wiadomości z historii Gruzjiii. W roku 1864 próbował Łapczyński zainteresować "Bibliotekę Warszawską" przekładem swojego zbioru przysłów gruzińskich, ale bez większego powodzenia. Redakcja "Biblioteki ..." ograniczyła sięjedynie do krótkiej notatki inforrnującej, że Kazimierz Łapczyński zebrał w Gruzji
"kilkaset przysłów [...], które są godne uwagi każdego myślącego" i zamieściła
zaledwie jedenaście z nich (Baranowski, 1982, s. 46-47). Okres jednak, w którym
Łapczyński zdecydował się opublikować rezultaty swoich gruzińskich badań lata 1863-l864,jak zauważył B. Baranowski, zdecydowanie nie sprzyjał szerszemu zainteresowaniu czytelników tematyką tak odległą od aktualnych wydarzeń 12.
Dwie serie bogatych w materiały etnograficzne i historyczne relacji Łapczyńskiego zjego wędrówek po Kaukazie, a zwłaszcza po Gruzji i Armenii, ukazały się
w "Tygodniku Ilustrowanym" dopiero w drugiej połowie lat sześćdziesiątych13.
W sto lat później cytowali je obficie Wacław Kubacki i Jan Reychman oraz liczni
inni autorzy, piszący o Gruzji. Wszyscy oni zgodnie podkreślają baIWJ10ŚĆ
i ogromne bogactwo szczegółów tych pozostawionych przez Łapczyńskiego obrazów Kaukazu. B. Baranowski zwraca uwagę na rozległość zainteresowań badawczych,
dociekliwość i rzadką rzetelność naukowąjego prac. Choć inspiracji tych prac
szukać należy w epoce romantyzmu, która duchowo ukształtowała ich autora, pod
względem warsztatu należąjuż do czasów pozytywizmu, na które przypadła większość dokonań naukowych Kazimierza Łapczyńskiego.
W drugiej połowie XIX wieku polska obecność na Kaukazie przybrała odmienny niż w okresie poprzednim charakter. Kaukaz przestał być w świadomości Polaków "ciepłą Syberią" - miejscem zesłań spiskującej młodzieży polskiej, skazanej
na odbycie przymusowej służby wojskowej. Na początku lat sześćdziesiątych natomiast, po klęsce Szamila i zakończeniu wojny kaukaskiej, coraz większe rozmiary przybiera polskie wychodźstwo zarobkowe na Kaukaz. Zjawisko to szczególnie
przybrało na sile po wojnie rosyjsko-tureckiej, zwłaszcza zaś w końcu lat osiemdziesiątych, kiedy do krajów Zakaukazia, a przede wszystkim do Gruzji przeżywającej wówczas okres ożywienia gospodarczego, napłynęła nowa fala polskiej emili Skóra tygrysia. Poemat georgimlski Xll wieku [Po części w tłumaczeniu. po części w streszczeniu podal Kazimierz Łapczyński) "Biblioteka Warszawska", t. 42, 1863, s. 1-18.
12 Być może w tym samym okresie Łapczyński, również bez powodzenia, usiłował zainteresować wydawców dwoma innymi swoimi książkami o tematyce gruzińskiej; Historia Georgii i powieścią historyczną Tamara królowa Gruzji (Baranowski, 1982, s. 47).
13 Relacje te, zebrane razem i wydane w osobnym tomie, złożyłyby się na sporą książkę.

�Góral z Sądeckiego

Góral sądecki z kozą

Wieśniak z okolic Wiśnicza

Drwal warszawski

Ryciny K.w. Kielisińskiego.

�."

.•...

..

\&lt;

~,j;
...

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

113

gracji zarobkowej. W okresie tym również pewna liczba Polaków odbywa po Kaukazie podróże o charakterze krajoznawczym, turystycznym. Coraz rzadziej natomiast trafiają tam polscy zesłańcy polityczni.
Mimo iż w drugiej połowie XIX wieku liczba Polaków na Kaukazie, a zwłaszcza
w Gruzji, znacznie wzrosła, polskie relacje o tym kraju nie są wówczas zbyt liczne.
Chronologicznie do najwcześniejszych należą wspomniane już prace K. Łapczyńskiego, wydane w latach sześćdziesiątych XIX stulecia, ale oparte na materiałach
zebranych w latach pit(ćdziesiątych. W początkach drugiej połowy XIX wieku przebywał na Kaukazie Wincenty Piotr Podlewski. Mieszkał przez pewien czas we Władykaukazie, Pietrowsku i Temir-Chan-Szurze. W 1858 roku podróżował po zachodniej Gruzji. We wspomnieniach z tej podróży zawarł nieco wiadomości o kulturze
materialnej lmeretii 14. Romuald Klonowski (1816-1871) po licznych wędrówkach
po świecie osiadł w Temir-Chan-Szurze, gdzie mieszkała jego zamężna córka i stąd
robił wycieczki po Kaukazie. Relację z poclróży z Temir-Chan-Szury przez Władykaukaz do Tyf1isujuż po jego śmierci opublikował "Tygodnik Ilustrowany"15 (Baranowski, 1982, s. 671). W latach dziewięćdziesiątych odbył podróż drogą woj enno-gruzińską do Tyf1isu, a następnie przez Erywań, Eczmiadzin do Karsu - Witod Biernacki. Nie wiemy kim był, nie znamy też celu tej podróży. Jego Kartki
z podróży na Kaukaz, drukowane w "Tygodniku Ilustrowanym", oprócz zanotowanego podobno po drodze podania osetyjskiego, zawierają wiadomości o góralach wschodniogruzińskich, jak można wnioskować z tekstu, prawdopodobnie
w większości zaczerpnięte z literatury oraz kilka spostrzeżeń z tyfliskich ulic. Podaje sporo wiadomości o handlu w Tyflisie i Karsie, operuje danymi statystycznymi. Podróżował z aparatem fotograficznym, a kilkanaście jego zdjęć, dobrych technicznie i dosyć ciekawych, ilustruje artykuł w "Tygodniku ...".
Mało znaną książką o Kaukazie, niemal w połowie poświęconą Gruzji, jest tom
wspomnień Jana Rakowskiego, galicyjskiego ziemianina, podróżnika i autora niezbyt przychylnie przyjt(tego przez krytykę opisu wcześniejszej podróży po Egipcie,
Szkice podróży po Kaukazie, wydany w 1893 roku w Krakowie. Autor, zapalony myśliwy, człowiek o dość wąsko ukierunkowanych zainteresowaniach, swoje
wrażenia z podróży po Gruzji (widział m.in. Chewsuretię) przekazał w sposób bardzo naiwny, a chwilami wręcz nieudolny.
Nieco zbliżony do relacji W.P. Podlewskiego, W. Klonowskiego czy W. Biernackiego charakter mają wspomnienia i notatki podróżne z początków XX stulecia
hrabiego Adama Sierakowskiego (1913), znanego podróżnika i członka licznych
towarzystw naukowych, profesora Walerego Goet1a (197 6), geologa i propagatora
ochrony przyrody, czy lekarza Mariana Łążyńskiego (1961). Choć zawierają one
14 Zostały one ogłoszone drukiem kilkanaście lat później: w.P. Podlew ski, Wspomnienia z podróży po Kaukazie, "Tygodnik Ilustrowany", t. 9, ł 872, t. 10, 1873,
\S R. Klonowski lfYcieczl..'ipo Kaukazie i Gruzji, "Tygodnik Ilustrowany" t. 15, 1875. Klonowski
był też autorem paru innych artykułów o Kaukazie, drukowanych w "Tygodniku ...". Zmarł na "apopleksję" w lipcu 1871 r. podczas jednej ze swoich wypraw.

�114

Andrzej Woźniak

wiele interesujących materiałów dotyczących kultury Gruzji, to podobnie jak te
z końca XIX wieku do obrazu tego kraju znanego nam z wcześniejszej literatury
wnoszą stosunkowo niewiele nowego. Nieco inny charakter ma tom szkiców kaukaskich znanego później pisarza i tłumacza Wacława Rogowicza (1879-1960) czy
wspomnienia inżyniera nafciarza Tadeusza Wyganowskiego, opisujące Gruzję
z początku XX wieku. Tom szkiców Rogowicza (1905), oprócz wrażeń z podróży,
zawiera parę utworów literackich zainspirowanych pobytem na Kaukazie oraz
tekst gruzińskiego mitu o Amiranie. W spornnienia Wyganowskiego (1907) wprowadzają czytelnika w malo znane środowisko tyfliskiej finansjery, ludzi interesu,
pokazują świat zabaw, rozrywek, nocnych lokali i duchanów. Tom zawiera również opowiadanie sensacyjne pt. Wśród pól naftowych.
W śród wspomnianych wyżej autorów z końca XIX i początku XX stulecia brak
przedstawicieli dość licznej już wówczas gruzińskiej Polonii'6. Z wyjątkiem być
może T. Wyganowskiego, byli to ludzie z zewnątrz, którzy - rzec można o Gruzję tylko się otarli. To, co o niej pisali, to tylko impresje, wrażenia z podróży.
Takim człowiekiem "z zewnątrz", który swoją pierwszą książkę o Gruzji napisał po
miesięcznym w niej pobycie, był Artur Leist (1852-1927), wrocławianin, Niemiec
piszący w trzech językach: po niemiecku, po polsku i - po latach pobytu W Gruzji
- również po gruzińsku. Jego pierwszą, trwającą miesiąc, podróż po Gruzji, poprzedziły jednak lata studiów nad historią, kulturą i językiem kraju, o którego odwiedzeniu marzyl od wczesnej młodości. Przez wielu uważany za Polaka, doskonale znal język i kulturę polską i wielokrotnie podkreślał swą sympatię do narodu
polskiego. Przez wiele lat mieszkał w Polsce i tylko przez zrządzenie losu osiadł
na stałe w Gruzji, a nie w Polsce. W czasie dłuższego pobytu w polskim dworze na
Wołyniu prowadził studia nad historią, kulturą i językiem gruzińskim. Był to, jak
sam później wspominal, jeden z ważniejszych etapów jego trwającej wiele lat podróży do Gruzji. W Polsce powstały jego pierwsze prace o Gruzji. Szkice z Gruzji
Artura Leista (1885), choć minęło blisko 120 lat od ich powstania, do dziś pozostały
16 U schyłku XIX w. środowisko polonijne, zwłaszcza w Tyf1isie, skupiało wiele wybitnych
osobistości, m.in. ze świata nauki. Antoni Reychman, późniejszy profesor Uniwersytetu Lwowskiego, który w 1873 r. przebywał w Tyf1isie, swe pierwsze kroki skierował do domu gen. Józefa
Chodźki, a we wspomnieniach z tamtej podróży pisał, że ,jenerał Chodźko jest niezaprzeczenie
jedną z najwybitniejszych postaci spółczesnych na Kaukazie, a jako uczony jest znany w Europie".
Dalej podkreślajego dokonania na polu geografii, zwłaszcza zaś triangulacji Kaukazu. Wspomina
również wybitne osiągnięcia na tym samym polu Hieronima Stebnickiego. Z innych Polaków, którzy na polu nauki mieli tu ustaloną pozycję, wymienia dalej Leonarda Zagórskiego, "znakomitego
lingwistę i badacza języków krajowych" (Reychman 1879, s. 17-18). L. Zagórski oprócz lingwistyki zajmował się etnografią Kaukazu. Interesowała go przede wszystkim tamtejsza ludność kurdyjska, ale nieco uwagi poświęcił i Gruzinom. Choć pochodził z polskiej rodziny, jego związki ze środowiskiem polskim były bardzo słabe. Swoje prace publikował w języku rosyjskim i francuskim.
Uważany był powszechnie za uczonego rosyjskiego (Baranowski 1982, s. 68). 1. Chodżce i jego
współpracownikom z kręgu kaukaskiego oddziału Cesarskiego Towarzystwa Geograficznego, którego przewodniczącym był przez wiele lat L. Zagórski, poświęcił ostatnio książkę Józef Chodźko
1800--1881. Polski badacz Kaukazu, A. Furier (200 l).

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

115

najpiękniejszą książką o Gruzji w języku polskim (Woźniak 2003). Spojrzenie na
kulturę ludową Gruzji, które w niej znajdujemy, ma charakter znacznie bardziej
syntetyczny niż opracowania z tego okresu dotyczące polskiej kultury ludowej, nie
wychodzące jeszcze poza ramy monografii regionalnej. Leist, charakteryzując gruzińskiego chłopa, zwraca uwagę najego poczucie godności osobistej, swobodne
zachowanie i umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji, łatwość wysławiania
się; na brak zasadniczych różnic w dziedzinie obyczaju między chłopstwem a warstwami wyższymi. Wyjaśnienia szuka m.in. w układzie stosunków społecznych, dzięki któremu znaczna część treści w kulturze ludowej i szlacheckiej (przede wszystkim
zaś literatura) była wspólna: "W Gruzji ... poezja nie tylko liryczna, lecz i epicznajest
poniekąd ludowa i te same poezje, które po raz pierwszy deklamowano w salonie,
dziś już znane są w chatach wiejskich" (Leist, 1885, s. 99-100). Choć Leist nie
prowadził jeszcze wówczas głębszych studiów nad gruzińską literaturą ludową, jego
spostrzeżenia znalazły potwierdzenie w późniejszych badaniach, a ich wytłumaczenie w historii stosunków gospodarczo--społecznych Gruzji w XVI-XVIII wieku.
Edward Strumpf (1873-190 l), botanik, absolwent uniwersytetu w Dorpacie,
zesłany został na Kaukaz w roku 1891 za udział w manifestacj i patriotycznej. Zebrane podczas pobytu na Kaukazie materiały posłużyły mu później do napisania
pracy kandydackiej o morfologii roślinności tego regionu. Znaczna część tomu
jego wspomnień z tego okresu, pl. Obrazy Kaukazu, poświęconajest Gruzji'7.
Obrazy Kaukazu ukazały się w Bibliotece Dzieł Wyborowych w lecie 1900 roku,
a ich nakład rozpowszechniany był nie tylko na terenie Królestwa, lecz również
i w Galicji. Przedmowę do książki napisał jeden z ideologów polskiego pozytywizmu,
Julian Ochorowicz. Zarówno Ochorowicz w przedmowie,jak i autorzy późniejszych
wspomnień o Strumpfie zgodnie podkreślali, że książka łączy zalety naukowej ścisłości z dużymi walorami literackimi. Przeważająca jej część to wspomnienia autora z jego kaukaskiej podróży uzupełniane w miarę potrzeby wiadomościami zaczerpniętymi z literatury. Wstęp traktujący o stosunkach etnicznych na Kaukazie
w przeszłości i współcześnie oraz rozdział Z dziejów literatury gruzińskiej mają
charakter solidnych opracowań populamo--naukowych. Nietrudno dostrzec pewne podobieństwa, nawet w układzie treści, między Obrazami Kaukazu a Szkicami z Gruzji Leista. W tej napisanej przez przyrodnika książce obserwacje przyrodnicze i opisy krajobrazu nie zajmują więcej miejsca niż w innych współczesnych
opisach podróży; znacznie więcej j est tam wiadomości i spostrzeżeń etnograficznych. Większość tych ostatnich dotyczy kultury materialnej Gruzinów, Ormian
i Azerbejdżanów: budownictwa, uprawy roli, młócenia zboża i winobrania, środków transportu, ubiorów itp., ale notuje również Strurnpfwiadomości o miejscowym prawie zwyczajowym, stosunkach własnościowych, obrzędach i zwyczajach

17 Wśród Polaków piszących o Gruzji w końcu XIX i na początku XX wieku Edward Strumpf
est jedynym, który znalazł się na Kaukazie jako zesłaniec polityczny.

�116

Andrzej Wożniak

biesiadnych, zapisuje parę tekstów ludowych. Podejmuje również autor interesujące próby interpretacji części materiałów etnograficznych. Omawiając np. różnice
w sposobie gospodarowania między poszczególnymi regionami Gruzji, przyczyn
szuka we właściwościach charakteru ich mieszkańców, te zaś wyjaśnia wpływem
klimatu: mieszkańcy Imeretii, będący pod wpływem klimatu ciepłego i wilgotnego,
nie odznaczają się zbytnią pracowitością, stąd też niski poziom gospodarowania
w tym rejonie. Mieszkańcy Raczy (północno-zachodnia Gruzja), gdzie klimat jest
suchszy i chłodniejszy, słyną w całej Gruzji z pracowitości, itd. Strumpfstwierdza
wyraźnie, że klimat oddziaływuje na ludność całych regionów, na ich charakter,
usposobienie, a co za tym idzie, na kształt ich kultury. Jest to niewątpliwy wpływ
teorii zawartych w świeżo wówczas opublikowanej Anthropogeographie F. Ratzla, szczególnie bliskich Strumpfowi - przyrodnikowi z wykształcenia (Woźniak,
1988, s. 11).
Postacią mało znaną badaczom kontaktów polsko-gruzińskich, lecz posiadającą trwałe miejsce w historii medycyny, był Jan Minkiewicz (1826-1897), lekarz,
naczelny chirurg armii kaukaskiejl8. Urodzony w Newlu, w guberni witebskiej,
uczył się początkowo w tamtejszych szkołach, a po ich ukończeniu studiował medycynę w Moskwie. Wkrótce po studiach (1848), jako stypendysta rządowy wysłany został do szpitala wojskowego w twierdzy Temir-ehan-Szura wDagestanie
na stanowisko młodszego ordynatora. Napisał tam rozprawę na temat febry, na
podstawie której uzyskał w Moskwie doktorat. W latach 1851-1853 był asystentem M. Pirogowa. Podczas wojny krymskiej był naczelnym lekarzem szpitala
w Sewastopolu. W 1854 roku został przeniesiony na stanowisko chirurga do Erewania, a od 1856 roku był naczelnym chirurgiem armii kaukaskiej. W latach 1854-1862 odbywał na koszt rządu zagraniczne podróże naukowe. Po powtocie na
Kaukaz rozwinął ożywioną działalność praktyczną i naukową. Jako jeden z pierwszych zainteresował się medycyną ludów Kaukazu. Był członkiem licznych towarzystw naukowych, m.in. w Warszawie i w Wilnie, jednym z założycieli Towarzystwa Lekarskiego Kaukaskiego i wieloletnim jego prezesem. Po przejściu na emeryturę osiadł na stałe w Tyflisie, podejmując prywatną praktykę lekarską. Pozostawił
około 150 prac w języku polskim, rosyjskim i niemieckim. Kilka z nich dotyczyło
również historii i etnografii. W ,,Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego" (1892, nr 4) opublikował np. artykuł Obyczaje Chewsurów w stosunku
do ciężarnych i położnic, a w poznańskich "Nowinach Lekarskich" (1893, nr 12)
O kamieniach jako środkach leczniczych na Kaukazie oraz tamże podobną
pracę o roślinach jako środkach leczniczych i przedmiocie ubóstwienia (1894,
nr 8-9). Minkiewicz był też autorem większej pracy pl. Porównawcze badania
medycyny ludowej na Kaukazie, której jeden z rozdziałów ukazał sięjako artykuł
IR O osiągnięciach
zawodowych i działalności polonijnej J. Minkiewicza pisał w swojej pracy
o działalności społeczno-kulturalnej
i politycznej Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX w.
M. Mądzik (Mądzik, 1987, s. 47--48).

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

117

pt. Literatura medyczna gruzińska. Karabaddin vel Karabaddim Dzanosa
(Jana) w "Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego" (1891, nr 3).
Mimo blisko pięćdziesięcioletniego pobytu w Rosji i na Kaukazie do końca życia
pozostał Polakiem. Brał czynny udział w działalności Rzymskokatolickiego Towarzystwa Dobroczynnego przy kościele pw. Piotra i Pawła w Tyflisie, pomagał przybyłym na Kaukaz Polakom, zwłaszcza tym, którzy znaleźli się tam nie z własnej
woli. Pochowany został na "starym" cmentarzu katolickim w Sololakach
w Tyflisie (Kijas, 2000, s. 220-221 )'9.
Ksiądz Julian Dobkiewicz (1842- po 1908), od roku 1878 do 1889 był wikariuszem parafii św. apostołów Piotra i Pawła w Tyflisie, od roku 1889 nie sprawował
żadnej funkcji. Według schematyzmu z roku 1908 był w swojej dawnej parafii
rezydentem. Urodził się w powiecie trockim na Litwie. Po ukończeniu gimnazjum
w Wilnie wstąpił do tamtejszego seminarium duchownego, a następnie studiował
teologię w Akademii Duchownej w Petersburgu, gdzie w 1868 roku uzyskał stopień magistra teologii. Po powrocie do Wilna pełnił obowiązki wikariusza katedralnego i wykładał w Seminarium Duchownym, lecz już w 1870 roku za działalność
patriotyczną został zwolniony z tych funkcji i oddany pod nadzór policji. Miał być
wówczas przeniesiony na wikariat w Michaliszkach, lecz wkrótce znalazł się
w więzieniu. Zwolniony po miesiącu, został zesłany na wygnanie i przebywał na
Kaukazie, m.in. w Tyflisie (Wyczawski, 1981, s. 40Q---401). Zmarł prawdopodobnie w Tyflisie po roku 1908. Od 1889 aż do 1908 roku schematyzmy nie wykazują
go w parafiach gruzińskich (Chmielecki 1998), choć z korespondencji w "Kraju"
(lata 90. XIX w. i po roku 1900) wiadomo, że przebywał w Tyflisie, podróżował po
Gruzji, interesował się losami polskich rodzin, bywał w ich domach, znał doskonale
ich życie i problemy, o których niejednokrotnie pisał w swoich korespondencjach20•
Wnikliwą analizę spraw diaspory polskiej w Gruzji i na Kaukazie zawiera korespondencja z Gori przesłana do "Kraju" w pażdziemiku 1883 roku. Najliczniejszą
grupę Polaków na Kaukazie - zauważa ks. Dobkiewicz - stanowią polscy żołnierze i oficerowie miejscowych garnizonów. "Na Kaukazie ilekroć gdzie składają
Polacy, wraz z pewnym procentem oficerów. Dawniej, kiedy służba wojskowa
trwała długo, żołnierz kaukaski, choć i doczekał się dymisji, to jednak straciwszy
w domu krewnych, albo też w sercu swojern przywiązanie do kraju, żenił się po
wysłudze lat z "krajówką" i zostawał tutaj, jakby nic wspólnego nie łączyło go
z przeszłością; takich starych szynkarzy, rzemieślników itd. można i teraz tu jeszcze często spotkać; zostawiają oni dzieciom tylko nazwisko polskie. Obecnie inaczej: żołnierz po kilku latach służby ma jeszcze w domu rodziców i braci, z tęsknotą
więc wraca do rodzinnej wioski, i ani ranga, ani dobra służba u obcych nie zatrzyma go tutaj. Młodożołnierska kolonia nasza jest tu więc nieliczna. Kontyngens
19 Biogramy J. Minkiewicza
zamieszczają też: Polski Słownik Biograficzny (?SB), t. XXI, Wrocław 1976, s. 294-295 iwyjątkowo obszerny Piotra Szarejko w Słowniku lekarzy polskich XIX wieku, t. II, Warszawa 1994, s. 193-196.

�118

Andrzej Woźniak

Polaków przybywających na Kaukaz dobrowolnie, ten to się już składa prawie
wyłącznie z ludzi mniej więcej średnio wykształconych, którzy mając dla siebie
w kraju zamknięte drzwi wszędzie i do wszystkich dykasteryj, szukają tu kawałka
chleba". W każdym niemal kaukaskim mieście powiatowym znajdzie się polską
rodzinę-najczęściej
lekarza lub inżyniera, leśniczego lub telegrafisty. Bardzo
często ludzie ci pracując z sobą, dopiero po pewnym czasie "dowiadują się, że są
Polakami". Większość miejscowych Polaków bardzo źle mówi po polsku. Język
ich roi się od rusycyzmów, których liczne przykłady ks. Dobkiewicz podaje. Gdy
ktoś im zwraca na to uwagę, usprawiedliwiają się, że rzadko mają okazję mówić
po polsku. Kiedy radzi się im czytać polskie książki i gazety, odpowiadają, że na to
trzeba "czasu i pieniędzy", a ich goniących za kawałkiem chleba "nie stać ani na
jedno, ani na drugie". Zdarza się - pisze ks. Dobkiewicz - spotkać niekiedy
nawet "czysto polską" parę małżeńską rozmawiającą z sobą"w języku miejscowym2I, który im łatwiej przychodzi niż własny, a o dzieciach to już nie ma co
i wspominać. Niańki są najpospoliciej Gruzinki, stąd najczęściej dziecko polskie
rozmawia z kiepska po gruźińsku, z kiepska po rosyjsku, zaś po polsku zaledwo
rozumie co się do niego mówi. Z prawdziwą też przyjemnością spotykasz, acz
bardzo rzadko familię, która wszelkimi sposobami, już to sprowadzaniem elementarzy i książek, już to pilnem przestrzeganiem polszczyzny w stosunkach domowych, stara się wychować dzieci w ojczystym słowie" (ks. J.D., 1883, s. 11-12).
Pisał również ks. Dobkiewicz o sprawach Polaków z Batumi, Kutaisi i oczywiście
z Tyflisu. Zawędrował też ich śladem aż "pod Ararat" - do Annenii. Sprawy
polonijne, to tematyka, której poświęcał najwięcej miejsca, ale w swych listach
poruszał również wiele innych aktualnych problemów życia w Gruzji i na Kaukazie. Oprócz korespondencji, nie zawsze podpisanych, które z Kaukazu nadsyłał do
"Przeglądu Katolickiego" i "Kraju", opublikował też rozprawę z zakresu teologii
fundamentalnej oraz drugą, z filozofii przyrody (Wyczawski, 1981, s. 400-40 l).
W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku listy o Polonii gruzińskiej do "Głosu"
i "Przeglądu Tygodniowego" przesyłał również korespondent podpisujący się pseudonimami Ludosław i Stefan z Tyflisu. Krył się za nimi badacz kultury ludowej
Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego Józef Stefan Ziemba (1867 - prawdopodobnie
ok. 1919), urodzony w Dąbrowie Górniczej i tam przez wiele lat mieszkający22.
W tamtych okolicach prowadził również badania ludoznawcze, których rezultaty
publikował w "Wiśle", "Pracach Filologicznych", "Głosie", "Przeglądzie Tygodniowym" i innych czasopismach. Korespondował z Oskarem Kolbergiem, znał Jana
Kasprowicza i Stanisława Ciszewskiego. Prawdopodobnie na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku znalazł się w Tyflisie, gdzie podejmował się różnych
20 Listy o problemach gruzińskiej Polonii wysyłał Ks. Dobkiewicz początkowo do "Przeglądu
Katolickiego" (lata 70. XIX w.), później zaś do "Kraju" od lat 80. przynajmniej do 1903 r.
21 Podkreślenie ks. Dobkiewicza.
Język "miejscowy" w znaczeniu: "miejscowy język urzędowy", nie gruziński zatem, lecz rosyjski.
22 W metryce Ziemby kolejność imion odwrotna Stefan Józef.

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

119

zajęć i próbował prowadzić własne przedsiębiorstwo. Interesował się folklorem
miejskim Tyflisu. Badał poezję tyfliskich pieśniarzy i bajarzy - aszików (aszugów) i pisał o nich, ale jego Studia nad historią, literaturą i etnografią narodów kaukaskich, nad którymi pracował w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, nie zostały, jak się wydaje, nigdy wydane23, podobnie jak planowany przewodnik po Kaukazie. Z publikowanych prac Ziemby o tematyce gruzińskiej
i kaukaskiej znamy jedynie parę krótkich recenzji drukowanych w "Wiśle".
Druga połowa XIX wieku stanowiła wyraźnie nowy etap w polskich badaniach
etnograficznych Gruzji. Po epoce fascynacji Kaukazem - która odcisnęła silne
piętno na pracach pierwszego okresu o charakterze niemal wyłącznie opisowym
- przyszła kolej na próby syntezy (Leist, Strumpf) i badania tematycznie ukierunkowane (Minkiewicz, Dobkiewicz, Ziemba), które choć ilościowo nie dominowały
nad materiałami opisowymi i pracami o charakterze literackim, ukazywały nowe
perspektywy badaczom tego rejonu.

BIBLIOGRAFIA
Baranowski B.
1982a
Polskie zainteresowania z XVIII i XIX wieku kulturą Gruzji, Wrocław-Warszawa- Kraków.
1982b
Gruzińskie zainteresowania Kazimierza Łapczyńskiego, "Acta Universitatis Lodziensis", seria Folia Historica, nr 8, s. 3-14.
Biernacki W.
1896
Kartki z podróży na Kaukaz, "Tygodnik Ilustrowany", nr 31-36.
Butowt-Andrzejkowicz M.
1859
Szkice Kaukazu, t. I-II, Warszawa.
Chmielecki T.T.
1998
Gruziński katolicyzm w XIX i na początku XX wieku w świetle archiwów
watykańskich, Toruń.
ks. J. D. (Dobkiewicz)
1883
(Korespondencja) Gori na Kaukazie, 25 paźdz., "Kraj", R. 2, nr48, s. 11-12.
FurierA.
2001
JózejChodźko 1800-1881. Polski badacz Kaukazu, Warszawa.
Gralewski M.
1877
Kaukaz. Wspomnienia z dwunastoletniej niewoli. Opisanie kraju. Ludność.
Zwyczaje i obyczaje, Lwów.
Janiszewski J.
1843
Pielgrzymka do mogiły A. Gribojedowa na górę św. Dawida w Tyflisie, "Biblioteka Warszawska", t. 3, s. 1-16.
Jaworski H.
1877
Wspomnienia Kaukazu, t. I-III, Poznań.

23 Biblioteka
(.66-100.

Publiczna

m.st. Warszawy,

Dział Starych Druków

i Rękopisów,

II. 313.5,

�120
KijasA.
2000

Andrzej Wożniak

Polacy w Rosji od XVIl wieku do 1917 roku. Słownik biograficzny, Warszawa,Poznań.

Klonowski R.
Wycieczki po Kaukazie i Gruzji, "Tygodnik Ilustrowany" Xv.
1875
KukulskiL.
1959
Wstęp, w: Jan Potocki, Podróże, Warszawa, s. 5-17.
LeistA.
1885
Szkice z Gruzji, Warszawa.
Łapczyński K.
1863
Skóra tygrysia. Poemat georgimiski Xll wieku [Po części w tłumaczeniu,
po części w streszczeniu podał Kazimierz Łapczyński] "Biblioteka Warszawska",t.42,s.I-18.
1866-1867
Z Tyflisu pod Ararat",Tygodnik Ilustrowany", t. 14-15, 1866-1867.
1868
Przejazd przez szczyty Kaukazu, "Tygodnik Ilustrowany", seria II,t. 2.
MądzikM.
1987-1988
Działalność społeczno-kulturalna ipraktyczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX wieku, Lublin.
Minkiewicz J.
1891
Literatura medyczna gruzińska. Karabaddin vel Karabaddim Dzanosa
(Jana), "Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego", nr 3.
Podlewski W. P.
1872-1873 Wspomnienia z podróży po Kaukazie, "Tygodnik Ilustrowany", t. 9 i 10.
Paulina K ...
Wspomnienia Gruzji. Z opowiadań osoby, która tam podróż w roku 1830
1839
odbyła, "Niezapominajki. Noworocznik na rok ...", s. 61-79.
Potocki 1.
1959
Podróże, Warszawa.
1. R. [Rakowski 1.]
1893
Szkice podróży po Kaukazie, Kraków.
RogowiczW.
1905
Mozaika kaukaska. Impresje - legendy, kartki z podróży, opowiadania,
wrażenia, Warszawa.
Sierakowski A.
1913
Listy z podróży. Podróż na Krym, Kaukaz i do Tunisu, Warszawa.
StrumpfE.
1900
Obrazy Kaukazu, Warszawa.
SzarejkoP.
Słownik lekarzy polskich XIX wieku, t. I, Warszawa.
1991
WoźniakA.
1983
Kultura ludowa Gruzji w relacjach polskich do początków XIX w., "Etnografia Polska", t. 27, z.l.
1988
Edward Strumpf(l873-1901),
Siedlce.
1996
Z badań nad Polonią gruzińską drugiej połowy XIX i początku XX wieku,
"Etnografia Polska", t. 40, z. 1-2, s. 255-275.
1997
Gruzińska wyprawa damy z kresów, "Pro Georgia", R.YI, s. 7-19.
2003
Artur Leist, pisarz i uczony z pogranicza trzech kultur, w: Czas zmiany czas
trwania. Studia etnologiczne, red. 1. Kowalski, S. Szynkiewicz, R. Tomicki,
Warszawa, s. 273-297.
Wyczawski H. (red.)
1981
Słownik polskich teologów katolickich, Warszawa.

�Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku

121

Wyganowski T.
1907
Wspomnienia z Kaukazu, Warszawa.
Załęski 1.
1856
Wspomnienia z podróży po Kaukazie, "Kronika Wiadomości Krajowych
i Zagranicznych", nr 64,65,81, 86.
Studia nad historią, literaturą i etnografią narodów kaukaskich, Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy, Dział Starych Druków i Rękopisów, II. 313.5,
k. 66-100.

POLISH ETHNOGRAPHIC RESEARCH IN GEORGIA IN THE SECOND HALF OF
THE 19TH CENTURY AND AT THE BEGINNING OF THE 20TH CENTURY
(Summary)
Polish-Georgian contacts have had a long tradition. As early as the 17th and 18th centuries Polish missionaries in Georgia, who also acted as diplomats, wrote reports about Georgia. The most outstanding among them was TJ. Krusiński, a Jesuit, whose work was
a source of information about Persia and the Caucasus (including the Georgians) from which
Europe has drawn for centuries.
Contacts between Poland and Georgia became most intense in the 19th century when
both countries were part ofthe Russian empire. The first half ofthe 19th century was particularly abundant in works about the Caucasus and Georgia. It was the time when this area,
called "warm Siberia" by Russians, was populated by Poles deported here for their political
activity. These publications, containing a lot of ethnographic information, were mostly
memoirs and diaries, containing very picturesque descriptions ofthe country. In many cases the ethnographic aspect served as a background to purely literary works, often very
romantic in genre.
Among writers ofthat period mention should particularly be made ofMateusz Gralewski
(1826-1891), whose memoirs describing his exile in the Caucasus, also carrying a lot of information about Georgia, were published after his return to Poland in 1877. One ofthe most outstanding scholars writing about Georgia, its history, literature and folklore was Kazimierz
Łapczyński (1823-1892). He conducted his research, including paremiological studies, in the
l850s. Unfortunately, when he returned to Poland he managed to publish only a small part of
the materials collected in Georgia. Among them was his translation of a poem by Schota Rustaweli, the most outstanding Georgian poet, entitled A knight in a tiger skin. Łapczyński,
with the extent ofhis research interest, inquiring mind, rare diligence and particularly the soundness ofhis research methods, was much ahead ofhis time. These qualities would rather place
him in the positivism than romanticism, the epoch that shaped him spiritually.
The second half of the 19th century was a new stage in Polish ethnographic research in
Georgia. After the fascination with the Caucasus, which left its mark on the works written
in the first period, which were mostly descriptive in nature, time has come for attempts at
synthesis (Artur Leist, Edward Strumpf) and thematic research into Georgian folk medicine
(Jan Minkiewicz), urban folklore (Józef Stefan Ziemba) or pioneer research into Polish community in Georgia (Rev. Julian Dobkiewicz), which opened new prospects of research focused on this region.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9938" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9916">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a9909f04b5eb2d793dce444f4fff12d.pdf</src>
        <authentication>1fadd5810e7ba48631e9a4d15b3f9c71</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:722</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118201">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118202">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:665</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118204">
                <text>Struktura etniczna współczesnej Gruzji i jej historyczne uwarunkowania / ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118205">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.1, s.285-302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118206">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118207">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118208">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118209">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="118210">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118211">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X V z. 1

ANDRZEJ

WOŹNIAK

STRUKTURA ETNICZNA WSPÓŁCZESNEJ GRUZJI
I JEJ HISTORYCZNE UWARUNKOWANIA
Gruzińska SRR, jedna z trzech republik zakaukaskich, leży w poludniowo-zachodniej części Związku Radzieckiego — na pograniczu Eu­
ropy i Azji. Powierzchnia kraju zajmuje 69 300 k m , zaś liczba miesz­
kańców wg danych z roku 1966 wynosiła 4548 tys. Struktura etniczna
tej niewielkiej, zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby lud­
ności, republiki jest (podobnie zresztą jak całego Zakaukazia) dosyć
złożona. Według danych wszechzwiązkowego spisu ludności z roku 1959
skład etniczny Gruzji przedstawiał się w ogólnych zarysach następu­
jąco :
2

1

Gruzini

64,3%

Ormianie

11,0%

Rosjanie

10,1%

Azerbejdżanie

3,8°/»

Osetyjczycy

3,5%
1,8%

Grecy
Żydzi

(przew. tzw.

Żydzi

1,3%

gruzińscy)

Ukraińcy

1,3%

Inni

1,4%

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że na owe l,4°/o ludności określonej
jako „inni" składają się przedstawiciele kilku bardzo różnych pod wzglę­
dem językowym grup etnicznych (Kurdowie, Syryjczycy, Białorusini,
2

1

W.

2

W

D ż a o s z w i 1 i,
Gruzji

kaukaskich
i

oprócz

reprezentowane

grulp j ę z y k o w y c h

—

Nasielienie

gruzińskiego
np.

są

Gruzii,

Tbilisi

należącego

również

języki

adygo-abchaskiej

i

do

1;968, s. 48.
kartwelskiej

należące

do

grupy

kilku

nachijskiej grup

innych

języków

s k i c h , z r o d z i n y j ę z y k ó w i n d o e u r o p e j s k i c h — do g r u p y s ł o w i a ń s k i e j ,
irańskiej,
itp.

greckiej,

P o r . Atłas

romańskiej,

narodów

mira,

z

rodziny

semito-chamickiej

M o s k w a 1964, s.

18-19.

(np.

języków
rodzin
kauka­

ormiańskiej,
Syryjczycy)

�286

ANDRZEJ WOŹNIAK

Polacy, Łotysze, Estończycy, Niemcy itp.), to struktura etniczna współ­
czesnej Gruzji okaże się jeszcze bardziej złożona. Jest rzeczą oczywistą,
że jej obraz nie w całej Gruzji jest jednakowo skomplikowany. Za­
chodzą również znaczne różnice między składem narodowościowym lud­
ności miejskiej i wiejskiej. Jeżeli pominiemy jednak tymczasem dla
jasności obrazu wydzielone, autonomiczne terytoria narodowościowe
(tj. Republiki Autonomiczne Abchaską i Adżarską oraz Południowoosetyjski Obwód Autonomiczny), to okaże się, że np. najbardziej zróż­
nicowana pod względem narodowościowym jest południowa część Gru­
zji, stosunkowo zaś jednolita jest struktura etniczna Gruzji Zachodniej,
której ludność wiejską stanowią niemal wyłącznie Gruzini. Szczególnie
przemieszana pod względem narodowościowym jest ludność dużych
miast, takich jak np. Tbilisi, Batumi, Suchumi, Rustawi.
Uwarunkowań tego złożonego obrazu narodowościowego współczes­
nej Gruzji (i całego zresztą Zakaukazia) szukać musimy w liczącej sobie
przeszło dwa tysiące lat historii kraju i zachodzących na przestrzeni
tego czasu wydarzeniach politycznych, procesach gospodarczo-społecz­
nych i etnicznych . Wśród tych ostatnich wiodący będzie oczywiście
sam proces kształtowania się narodu gruzińskiego. Jego nasilenie przy­
pada na 2 poł. X I X w., końcowy zaś etap dokonywał się (a w pew­
nych wypadkach trwa nadal) już w Gruzji Radzieckiej. Nie znaczy to
bynamniej, że jest to proces, którego początki dałoby się odnieść, tak
jak w wypadku większości narodów europejskich, do czasów nowo­
żytnych.
Położenie geograficzne Zakaukazia w znamienny sposób odbiło się
na historii tego regionu, a jego rozwój społeczno-gospodarczy i k u l ­
turalny przebiegał inaczej niż rozwój większości krajów Europy. Ana­
logie między rozwojem dziejowym Zakaukazia (zwłaszcza zaś Gruzji)
i Europy sprowadzają się przede wszystkim do występowania na obu
terenach pewnych procesów społeczno-ekonomicznych i kulturalnych-,
zbliżonych do siebie ze względu na uwarunkowania i prawidłowości
ich przebiegu, ale nie ze względu na okres, w którym się dokonywały .
Tak więc dla przykładu kompleks zjawisk kulturalnych, który łącznie
z powodującymi je uwarunkowaniami można przyrównać do europej­
skiego Odrodzenia, przypada w Gruzji na przełom X I I i X I I I w., a więc
3

Ą

3

O g r a n i c z o n a i l o ś ć m i e j s c a nie p o z w a l a n a m n a osobne o m ó w i e n i e s t a n u
b a d a ń i literatury przedmiotu. O b s z e r n ą b i b l i o g r a f i ę z a w i e r a j ą : cytowana p r a c a
W.
Dżaoszwili,
N. W o ł k o w e j ,
Etniczeskije
prociessy
w
Zakawkazje
.w XIX-XX
ww.,
[w:] Kawkazskij
Etnograficzeskij
Sborník,
t. I V , M o s k w a 1969,
s. 3-54; Narody
Kawkaza
t. I I , M o s k w a 1962.
4

ficznej

Por. A .
Gruzji

Woźniak,
Wielka
rodzina
we współczesnej
i Armenii,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 14: 1970

z.

literaturze
etnogra­
1, s. 296-300.

�287

STRUKTURA E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J G R U Z J I

wcześniej niż w Europie Zachodniej, natomiast charakterystyczne dla
państw Europy średniowiecznej rozdrobnienie feudalne w Gruzji roz­
poczyna się na przełomie X V / X V I w. i nasila się w wieku następnym.
Rozdrobnienie polityczne kraju w okresie od X V I do pocz. X I X w.,
a także szereg innych przyczyn, o których będzie mowa niżej, zahamo­
wały, a w pewnym stopniu nawet cofnęły zapoczątkowany dużo wcześ­
niej proces kształtowania się jednolitego narodu gruzińskiego.
PRZEMIANY

W

STRUKTURZE

ETNICZNEJ

XVIII/XIX

GRUZJI

DO

PRZEŁOMU

W.

Problem etnogenezy Gruzinów, podobnie jak problem pochodzenia
ich języka, będący przedmiotem sporów już od starożytności, nie zna­
lazł ostatecznego rozstrzygnięcia do czasów dzisiejszych. W myśl jednej
z bardziej rozpowszechnionych dzisiaj teorii, której reprezentantem
jest' G. Melikiszwili % praojczyzną plemion gruzińskich była Azja
Mniejsza.
Proces jednoczenia się plemion zamieszkujących terytorium współ­
czesnej Gruzji i mówiących językami należącymi do grupy kartwels k i e j w organizacje ponadplemienne rozpoczął się już na przełomie
I I i I tysiąclecia p.n.e., a w V I w. p.n.e. powstało na wybrzeżu czarno­
morskim pierwsze państwo gruzińskie — królestwo Kolchidy, utrzy­
mujące ożywione kontakty handlowe z Grecją. W ciągu k i l k u następ­
nych stuleci ośrodki życia politycznego ziem gruzińskich niejedno­
krotnie się zmieniały, nieprzerwanie jednak, nie licząc krótkiego okresu
panowania rzymskiego, istniała gruzińska organizacja państwowa czy
to w Gruzji zachodniej, czy we wschodniej. W I V w. n.e. we wscho­
dniej Gruzji za religię państwową uznane zostało chrześcijaństwo,
z czym wiąże się ożywiony rozwój sztuki i — co dla naszych dalszych
rozważań okaże się szczególnie ważne — rozwój literatury. Najstarsze
zabytki gruzińskiego piśmiennictwa datują się na V w. n.e. W pierw­
szym okresie, t j . do połowy X I w., była to literatura o treści wyłącznie
religijnej — przekłady Biblii, żywotów świętych, jak również orygi­
nalne teksty hagiograficzne, komentarze do dzieł ojców kościoła itp.
Większość tych utworów cechuje doskonałość języka i stylu świadczą­
ca o bogatej tradycji literackiej. Jednym z najstarszych najwspanial­
szych zabytków gruzińskiej literatury jest pochodzący z końca V w.
n.e. utwór Jakuba Curtaweli Męczeństwo
Szuszaniki. Z późniejszych
6

S.

5

G.

M e l i k i s z w i l i ,

e

Do

grupy

tej

Dzidziguri,

należy
Gruzinskij

К

istorii

właściwy
jazyk.

driewniej
gruziński,
Kratkij

Gruzii,

Tbilisi

megrelo-lazyjski

obzor,

Tbilisi

1968,

1959,

s.

62-140.

i swański.
s. 7.

Por.

�288

ANDRZEJ WOZNIAK

wymienić należy tłumaczone na wiele języków, anonimowe Balawariani
(IX w.) czy Abo Tbileli Joana Sabanidze ( V I I w.). Znaczenie literatury
religijno-cerkiewnej nie ogranicza się bynajmniej do udoskonalenia
i upowszechnienia gruzińskiego języka literackiego . W okresie przej­
ściowego upadku politycznego państw gruzińskich, podboju części ziem
Gruzji przez Arabów ( V I I w.) i Bizancjum (X w.) jest ona jednym
z czynników podtrzymujących świadomość jedności całego gruzińskie­
go obszaru językowego. W połowie X w. wybitny pisarz gruziński
Georgi Merczuli pisał, że Gruzja „to cała ta rozległa kraina, w której
obrządek cerkiewny i wszelkie modły odprawia się w języku gruziń­
skim" .
7

8

Gruzja.

Krainy

historyczne

i współcześnie

N a podstawie

wyodrębnione

D ż a o s z w i l i , Nasielenie

terytoria

autonomiczne.

Gruzii.

Następny etap w dziejach rozwoju literatury i literackiego języka
gruzińskiego przypada na okres szczególnie sprzyjający
rozwojowi
gospodarczemu Gruzji, której ustrój społeczny przybrał w X I - X I I w.
formę rozwiniętego feudalizmu. Kraj osiągnął wówczas znaczne sukcesy
w walce z wrogami zewnętrznymi i w dążeniu do zjednoczenia ziem
gruzińskich. Za panowania Dawida Budowniczego (1089-1125), Georgiego I I I (1156-1184) i jego córki Tamary (1184-1213) zjednoczona Gruzja
nie tylko odzyskała polityczną niezależność, lecz jako państwo silna
gospodarczo i militarnie zaczęła odgrywać poważną rolę w historii
7

w

K s z t a ł t o w a n i u s i ę g r u z i ń s k i e g o j ę z y k a literackiego wiele u w a g i p o ś w i ę c i ł
s w o i c h p r a c a c h N . M a r r (por. jego Istorija
Gruzii,
P i e t i e r s b u r g 1906, s. 22 n.)
D z i d z i g u r i , op. cit., s. 9.
8

�S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J

289

GRUZJI

Zakaukazia i Bliskiego Wschodu. Na okres między końcem wieku X I
a połową X I I I przypada epoka jej największego rozkwitu gospodarczego
i kulturalnego. Okresem klasycznym w historii średniowiecznej kultury
gruzińskiej jest wiek X I I . Ówczesna nauka osiąga stosunkowo wysoki
poziom rozwoju, a myśl społeczno-polityczna i filozoficzno-teologiczna
uwalnia się w znacznej mierze od cerkiewnej dogmatyki i scholastyki.
W początkach wieku X I I , wraz z dalszym rozwojem literatury religijnej,
powstaje i rozwija się literatura świecka, szczególnie zaś poezja. Litera­
tura świecka tego okresu wyrażająca najbardziej humanistyczne ideały
nosi w pełni oryginalny charakter, chociaż rozwija się w warunkach
ścisłych wzajemnych więzi z literaturą krajów sąsiednich, w pierwszym
zaś rzędzie z persko-języczną literaturą muzułmańskiego Wschodu.
W X I - X I I w. tłumaczone były na język gruziński zarówno utwory
antycznych pisarzy greckich, jak i arcydzieła piszących po persku
poetów tadżyckich i azerbejdżańskich. Wiele zabytków oryginalnej
literatury gruzińskiej okresu klasycznego zaginęło w czasie pustoszą­
cych Gruzję w następnych wiekach wojen; te jednak, które się za­
chowały, świadczą, że była ona wyjątkowo różnorodna i bogata. Jed­
nym z pierwszych zabytków literatury świeckiej jest opowieść boha­
terska Amiran — Daredżaniani, z innych najbardziej znanych wymienić
należy Tamariani Czachruchadze i niedościgniony wzór starogruzińskiej
poezji świeckiej — Witezia w tygrysiej skórze Szoty Rustaweli. Poemat
Szoty Rustaweli stał się niemal świętością narodową Gruzji. Jego ręko­
piśmienne kopie przekazywano jak relikwie z pokolenia na pokolenie,
dawano córkom jak najcenniejszą część posagu. Poemat zdobył sobie
popularność wśród wszystkich warstw ludności, a w gruzińskim fol­
klorze istnieje wiele utworów opartych na motywach Witezia w tygry­
siej skórze oraz legend o jego autorze .
Szersze niż by to wynikało z tytułu artykułu potraktowanie zagad­
nień związanych z literaturą i językiem literackim wynika z roli, jaką
spełniały one w procesie kulturalnego zbliżenia ludów mówiących języ­
kami kartwelskimi. Ogólnogruziński język literacki przestawał być
w średniowieczu wyłącznie językiem ludzi wykształconych — poprzez
cerkiew i administrację państwową przenikał do wszystkich zakątków
państwa i do wszystkich warstw ludności. Świadectwem głębokiej świa­
domości roli i znaczenia języka gruzińskiego (przynajmniej wśród warstw
9

i0

9

lisi

A.

Baramidze,

196®, s.
1 0

Tbilisi

D.

G a m e z a r d a s z w i l i ,

Gruzinskaja

litieratura,

Tbi­

14.

Z a g a d n i e n i e m t y m z a j m u j e s i ę J . M e g r e l i d z e w p r a c y Rustaweli
1960.

19 — Etnografia Polska, t. X V , z. 1

i

folklor,

�290

ANDRZEJ WOŻNIAK

oświeconych) może być anonimowy utwór Pochwala i uwielbienie
języka
gruzińskiego,
pochodzący z I X - X w. i przypisywany niekiedy pisarzowi
Zosime .
W świetle tego wszystkiego, co zostało wyżej powiedziane, wydawać
by się mogło, że średniowieczne i scentralizowane państwo gruzińskie
było jednolite zarówno pod względem językowym, jak i religijnym.
Źródła historyczne, zarówno gruzińskie, jak i obce, świadczą jednak,
że np. już w pierwszych wiekach naszej ery ludność Gruzji była nie­
jednolita pod względem etnicznym. W jednym z najważniejszych za­
bytków gruzińskiej historiografii: Kartlis Cchowreba (Historia Gruzji),
znajdujemy stwierdzenie, że w starożytnej K a r t l i i
mówiono prócz
gruzińskiego jeszcze pięcioma innymi językami — ormiańskim, chazarskim, syryjskim, hebrajskim i greckim. Większość tej obcojęzycznej
ludności mieszkała prawdopodobnie w miastach . Sporo wiadomości na
temat struktury etnicznej ówczesnych miast zawiera inny zabytek gru­
zińskiego piśmiennictwa — Żywot św. Nino. Wiadomości te dotyczą
głównie ludności żydowskiej. Tak więc w I V w. n.e. przynajmniej
w dwu miastach Kartlii — Urbnisi i Mccheta — istniały duże kolonie
żydowskie posiadające własne domy modlitwy i tworzące zamknięte
grupy wyznaniowe zamieszkujące w osobnych dzielnicach — „uriatubani". Określenie to spotyka się również w nazwach niektórych wsi,
co wskazywać by mogło na istnienie również osiedli wiejskich z lud­
nością żydowską. Odkryte w Mccheta nagrobki z aramejskimi napisami
mogą nasuwać przypuszczenie o istnieniu w miastach ludności syryj­
skiej, Żywot św. Nino zaś wspomina także o Grekach. Poszczególne
grupy ludności, nie wyłączając autochtonów, tworzyły podobne do
żydowskich wspólnoty etniczno-religijne zamieszkujące odrębne dziel­
nice — „ubani" .
i l

1 2

13

14

Na temat ewentualnych zmian w strukturze etnicznej Gruzji z okre­
su podboju arabskiego ( V I I w.) wiadomo niewiele. Przypuszczać jedy­
nie można, że nawet po ostatecznej likwidacji panowania Arabów po-

1 1

Dzidziguri,

1 2

Kartlia —

oraz w
dla
dla

Takie

całej

1 4

Gruzii,

s.

10
gruzińskich

w

pierwszych

niemal

(w szerszym

(i

religijne)

starożytnych

kręgu

charakterystyczne

rozwijających

naszej

ery

często

Kartlii.

Napisy

dowodem istnienia

się

w

było

zresztą

śródziemnomor­

cywilizacyjnym.

op. cit., s. 447-449;

A.

Apakidze,

1968, s. 275-278. A r a m e j s k i b y ł w ó w c z a s

celarii w ł a d c ó w
starczającym

etniczne

miast

pojęciu)

M e l i k i s z w i l i ,
Tbilisi

wiekach

w.), n a z w a s t o s o w a n ą

Gruzji.

zróżnicowanie

wszystkich

skim

ci.,

z państw

okresie rozdrobnienia feudalnego ( X V I - X V I I I

określenia
1 3

op.

jedno

na
w

nagrobkach
miastach

w

językiem

tym

ludności

języku

syryjskiej.

Goroda

driewniej

oficjalnym
nie

są w i ę c

kan­
wy­

�291

S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J G R U Z J I

15

została w Gruzji pewna ilość ludności muzułmańskiej (Tbilisi) . W okre­
sie likwidacji resztek panowania arabskiego włączona została również
w skład Gruzji Abchazja, poprzednio stanowiąca odrębne państwo.
Abchazowie należący do adygo-abchaskiej grupy języków kaukaskich
b y l i pierwszą grupą ludności niekartwelskiej w obrębie państwa gru­
zińskiego, z Gruzją jednak łączyła ich od dawna wspólna religia i po­
siadające wiekowe tradycje więzi kulturalne .
W początkach X I I w., za panowania Dawida Budowniczego, z roz­
kwitem gospodarczym Gruzji i wzrostem jej potęgi militarnej wiążą
się również znaczne zmiany w strukturze etnicznej. Przyczyn tych
zmian, mniej lub bardziej trwałych w skutkach, było kilka. Tak więc
np. duży napływ obcych osadników do Gruzji wiązał się z przeprowa­
dzanymi przez Dawida Budowniczego reformami w dziedzinie wojsko­
wości i życia gospodarczego. W początkach X I I w., w związku z orga­
nizacją regularnego wojska, władca ten osiedlił w Gruzji 45 tysięcy
rodzin turkojęzycznych Kipczaków, zobowiązanych do wystawiania
określonej ilości konnicy, a w trosce o rozwój handlu i rzemiosła
sprowadził do odbudowanego po zniszczeniach wojennych miasta Gori
grupę osadników ormiańskich .
Rozszerzenie w rezultacie zwycięskich wojen granic politycznych
Gruzji „od Trapezuntu do Derbentu"
(tj. od Morza Czarnego do Kas­
pijskiego) w znacznej mierze zmieniło strukturę etniczną państwa.
W jego skład weszły lub stały się krajami wasalnymi: cały Kaukaz,
Perski Azerbejdżan, Armenia, południowe wybrzeże Morza Czarnego.
Gruzja — na krótko wprawdzie — stała się wielonarodowościowym
mocarstwem .
W latach 30-tych X I I I w. rozpoczął się najazd na Gruzję mongol­
skich koczowników. Mongołowie zajęli wschodnią i południową część
kraju — nie udało się i m podbić jedynie Gruzji Zachodniej. Zajęte
przez najeźdźców tereny zostały spustoszone i wyludnione. Po stu­
letnim panowaniu mongolskim udało się Gruzinom odzyskać niezależ­
ność i przywrócić jedność państwu. Za panowania Georgiego V zwa­
nego Wspaniałym (1314-1346) kraj zaczął podnosić się z upadku gospo­
darczego i kulturalnego.
W okresie podboju mongolskiego część zasiedlających przedtem cen16

17

1 8

19

1 5

a w

Ок.

X

wieku

następuje

upadek

polityczny

tzw.

emiratu

tbiliskiego,

X I I w . z u i p e ł n a jego l i k w i d a c j a .
1 6

D ż a o s z w i 1 i,

1 7

S.

Tbilisi

M e s с h i a,

op.

cit.,

Goroda

s.

52.

i gorodskoj

stroj

fieodalnoj

Gruzii

XVII-XVIII

19i59, s. 43, 44.

1 8

Określenie

,!)

S.

przypisywane

Meschia,

Istorija

Dawidowi
Gruzii

(kratkij

Budowniczemu.
obzor),

Tbilisi

1968,

s.

12-13.

ww.,

�292

ANDRZEJ WOŻNIAK

2 0

tralne rejony Północnego Kaukazu Osetyjczyków
wypierana przez ko­
czowników zaczęła przenikać na południowe, gruzińskie zbocza Kauka­
zu, stamtąd zaś dolinami rzek również na inne tereny . J u ż po wyzwo­
leniu się Gruzji spod jarzma mongolskiego w X I V w. z podbitych przez
T u r k ó w terenów Armenii napływają do Gruzji wielotysięczne grupy
uchodźców, osiedlając się w Tbilisi i jego okolicach .
Okres pokoju sprzyjający odbudowie gospodarki Gruzji i umocnieniu
państwowości wyniszczonej przez Mongołów trwał jednak niewiele po­
nad pół stulecia. Na przełomie X I V i X V w. kilkakrotne najazdy hord
Tamerlana obróciły w niwecz wysiłki k i l k u poprzednich pokoleń. Gruzja
zdołała wprawdzie zachować jedność i niezależność polityczną, lecz
znów popadła w ruinę gospodarczą, a jej ludność zmniejszyła się o po­
łowę.
W wieku X V następuje dalszy upadek ekonomiczny kraju, osłabie­
nie władzy centralnej wraz z jednoczesnym nasilaniem się tendencji
separatystycznych. Okres najazdów perskich na Gruzję w końcu X V w.
zostawił po sobie ślad w postaci osiedlenia Azerbejdżan na jej połu­
dniowych krańcach, nad rzeką Akstaf. W t y m samym czasie napływa
do Gruzji nowa fala ludności ormiańskiej .
Zahamowanie rozwoju ekonomicznego kraju i nasilające się w ciągu
X V w. osłabienie władzy centralnej doprowadziło na przełomie X V
i X V I stulecia do rozpadu Gruzji na kilka oddzielnych jednostek poli­
tycznych: królestwa — Kartlii, Kachetii, Imeretii i księstwo Samcche.
Rozdrobnienie kraju pogłębiło się w późniejszym okresie, kiedy w y ­
dzieliło się jeszcze kilka księstw — Odiszi, Guria, Abchazja . Okres
od X V do X V I I I w. był dla rozdrobnionej Gruzji epoką trwających
niemal bez przerwy wojen z potężnymi sąsiadami — Turcją i Iranem.
Mimo licznych zwycięstw nad najeźdźcami wojny te wyludniały kraj
i wyniszczały go gospodarczo. Tak np. najazdy szacha Iranu Abbasa I
na królestwo Kachetii w początkach wieku X V I I spowodowały całko­
witą ruinę gospodarki wiejskiej, zniszczenie miast i katastrofalny ubytek
ludności (około 100 tysięcy Kachetyjczyków zginęło w czasie walk,
drugie 100 tysięcy przesiedlono do Iranu). Na opustoszałe ziemie kachetyjskie szachowie z dynastii Sefewidów sprowadzają plemiona azerbejdżańskie z chanatu karabachskiego. W równinie wyludnionej północnej
Kachetii osiedlają się na stokach Kaukazu dagestańscy górale. W znaj21

22

23

24

2 0

J ę z y k o s e t y j s k i n a l e ż y do i r a ń s k i e j g r u p y j ę z y k ó w i n d o e u r o p e j s k i c h .
В . К o ł o j e w , Osietiny
(istoriko-etnograficzeskoje
issledowanie),
Moskwa
•1967, s. 49-50.
2 1

2 2

2 3

2 4

W o ł к o w a, op.
Tamże,
s. 4-5.
M e s с h i a,

cit.,

Istorija

s. 4.
Gruzii,

s.

23.

�S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J

GRUZJI

293

dującej się w tureckiej strefie wpływów części Gruzji (m. in. Imeretia,
Samcche, Guria) oprócz wyludnienia spowodowanego wojnami, do dal­
szego ubytku elementu gruzińskiego przyczynił się zarówno rozpo­
wszechniony tu handel niewolnikami, jak również sturczenie części
ludności .
Szczególne znaczenie w historii Gruzji ma wiek X V I I I . Wśród państw
gruzińskich tego okresu wiodącą pozycję zajmuje Kartlia. Jej król,
Wachtang V I (1703-1724), dążąc do ekonomicznego i kulturalnego odro­
dzenia kraju podjął szeroko zakrojoną działalność reformatorską. Od­
budowano szczególnie ważny dla gospodarki wiejskiej, a zniszczony
w czasie wojen system nawadniający, stworzono warunki dla podniesie­
nia z upadku miast, uregulowano system monetarny. Część wyludnio­
nych wsi została zasiedlona sprowadzonymi z powrotem uchodźcami.
Następuje również pewne ożywienie kulturalne. Wokół Wachtanga sku­
piają się pisarze, poeci i filozofowie, tacy jak np. Sułchan Saba-Orbeliani, Wachuszti Bagrationi, Dawid Guramiszwili czy Beri Egnataszwili
twórca tzw. „Komisji Uczonych Mężów". W roku 1709 uruchomiona
została w Tbilisi pierwsza, nie tylko w Gruzji, ale i na całym Zakau­
kaziu drukarnia. Drukowane w niej książki rozpowszechniane były na
terenie całej Gruzji.
W kręgu kartlijskich działaczy państwowych i kulturalnych powstał
wówczas program politycznej i militarnej walki z agresywnymi sąsia­
dami —• Turcją i Iranem, których ciągłe najazdy prowadziły do bio­
logicznej eksterminacji ludności gruzińskiej. U podstaw tego programu
leżał polityczny i wojskowy sojusz z Rosją. W planowanej przez Piotra I
wyprawie na Iran widziano możliwość pozbycia się stałego zagrożenia
ze strony perskich najeźdźców. Wyprawa jednak nie doszła do skutku,
a najazd turecki w 1723 r. rozpoczął przeszło dwudziestoletni okres
niewoli i zniszczeń. W 1735 r. miejsce Turków zajęli Persowie, co nie
zmieniło jednak sytuacji K a r t l i i . Podobnie jak poprzednie wojny i na­
jazdy i ten również spowodował ruinę ekonomiczną i wyludnienie kraju.
Opór przeciwko najeźdźcy był jednak tym razem o tyle skuteczny, że
szach zmuszony był wycofać wojska z Gruzji i zgodzić się na objęcie
tronu Kachetii przez Bagratydę Tejmuraza I I , a K a r t l i i — przez jego
syna Herakliusza I I , co stworzyło warunki do zjednoczenia obu królestw.
Zjednoczenie stało się faktem w roku 1762, kiedy po śmierci Tejmuraza,
Herakliusz I I objął władzę również i w Kacheti. Herakliusz, niewątpli­
wie jeden z najwybitniejszych władców gruzińskich, prowadził wszech­
stronną działalność mającą na celu podniesienie kraju z upadku i stwo­
rzenie warunków dla jego rozwoju. Więcej miejsca poświęcimy tylko
25

2 6

Tamże,

s.

24-25; D ż a o s z w i l i ,

op.

cit.,

s.

46.

�294

ANDRZEJ WOŻNIAK

niektórym przedsięwzięciom Herakliusza. Jego zainteresowaniu stanem
gospodarczym miast zawdzięczamy rodzaj opisu statystycznego, zawiera­
jącego m. in. dane dotyczące składu etnicznego ludności miejskiej. Tak np.
samo Tbilisi, największe miasto ówczesnej Gruzji liczyło w latach 80-tych
X V I I I w. ok. 20 tys. mieszkańców „Gruzinów, Ormian, Franków [ t j .
Europejczyków — A. W.] i Tatarów [ t j . prawdopodobnie Azerbejdżan —
A. W . ] " , w Gori było około 2500 „Gruzinów, Franków, Ormian", w Telawi — 3700 Gruzinów i Ormian. Gruzini i Ormianie, niekiedy Żydzi,
mieszkali także w małych, liczących od kilkuset do tysiąca mieszkań­
ców miasteczkach Ananuri, Achalgori, Surami .
2G

Na I I połowę X V I I I w. przypadają migracje ludności greckiej z Tur­
cji na Zakaukazie. Około 2000 przesiedleńców, przeważnie rudników,
osadza Herakliusz I I w miejscowości Borczalo, organizując tam huty
miedzi. W t y m samym mniej więcej czasie na wolnych ziemiach, prze­
ważnie w okolicach Bolnisi, osiedla się około 1000 rodzin ormiańskich.
W dziedzinie polityki zagranicznej Herakliusz I I był, podobnie jak
Wachtang V I , zwolennikiem orientacji prorosyjskiej. Jako sojusznik
Rosji w prowadzonej przez nią wojnie z Turcją odgrywał znaczną,
a niekiedy decydującą rolę. Z prowadzącym podobną politykę zagranicz­
ną i wewnętrzną królem Imereti i Salomonem I , zawarł Herakliusz umo­
w ę o wzajemnej pomocy wojskowej. Zdając sobie sprawę z konsekwen­
cji, jakie może spowodować prorosyjska polityka Kartlii-Kachetii, do­
prowadził do zawarcia z Rosją w roku 1783 traktatu o protektoracie.
Zacieśniające się związki Gruzji z Rosją wyzwały łatwą do przewidze­
nia reakcję ze strony sąsiednich państw muzułmańskich — Turcji i Ira­
nu. Najazd szacha Iranu Agi-Machomet-Chana na Gruzję w roku 1795
i wywołane nim zniszczenia, rychła śmierć Herakliusza i jego następcy
Georgiego X I I spowodowały kryzys gospodarczy i polityczny. Wewnętrz­
ne spory między pretendentami do tronu Kartlii-Kachetii przerwane
zostały przyłączeniem kraju do Rosji w roku 1801. W I połowie X I X w.
przyłączona została do Imperium Rosyjskiego również Gruzja Za­
chodnia .
2T

KIERUNKI

PRZEMIAN ETNICZNYCH W GRUZJI

W XIX I XX

WIEKU

Przyłączenie Gruzji do Rosji, mimo kolonialnej polityki carskiej
administracji (w oddalonych prowincjach Imperium składającej się z re­
guły z najmniej wartościowych przedstawicieli rosyjskiej biurokracji),
2 6

2 7

raty),

Mesenia,
Goroda i gorodskoj
stroj..., s. 141-143.
W 1803 r. M e g r e l i a , w 1804 — I m e r e t i a i G u r i a ( p o c z ą t k o w o j a k o p r o t e k t o ­
a w r o k u 1810 w i ę k s z a c z ę ś ć A b c h a z j i (do 1864 r.
— udzielne k s i ę s t w o ) .

�S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J

295

GRUZJI

stworzyło po kilkuwiekowym okresie wyniszczających kraj wojen możli­
wości pokojowego rozwoju. Zjednoczenie Gruzji sprzyjało również pro­
cesowi konsolidacji narodu gruzińskiego, hamowanemu dotychczas przez
feudalne rozdrobnienie.
W 1 połowie X I X w. na mapie etnicznej Zakaukazia, szczególnie zaś
Armenii i Gruzji, zachodzą istotne zmiany. Migracje największych pod
względem ilościowym grup ludności wiązały się przede wszystkim z pro­
wadzonymi przez Rosję w latach 1828-1829 wojnami z Turcją i Iranem.
W roku 1829, w myśl zawartego z Turcją traktatu adrianopolskiego dc
Rosji przyłączony został paszalik achalcichski (Mescheti, południowo-zachodnia Gruzja). Wśród jego mieszkańców przeważali Gruzini, ale
obok nich mieszkali także Azerbejdżanie, Turcy, Ormianie, Kurdowie.
Wkrótce po zakończeniu działań wojennych Turcy, Kurdowie i część
Azerbejdżan przesiedliła się do Turcji, a na ich miejsce osiadło około
30 tys. Ormian tureckich. W t y m samym okresie przesiedleńcy z Tur­
cji — kilkuset Ormian i około 6 tys. Greków — osiedlili się na wylud­
nionych jeszcze w X V I I I w. ziemiach w okolicy jeziora C a ł k a .
28

Innym rodzajem migracji, zapoczątkowanym w 1 poł. X I X stulecia
były przymusowe przesiedlenia na Zakaukazie rosyjskich sektantów.
W Gruzji powstało w ten sposób w roku 1841 około 10 osad sekty
duchoborów w rejonie jezior Parawani — Madatapa (Dżawachetia).
Podobne osiedla zakładano także w dolinach rzek Jori i Alazani (Kachetia), ponieważ jednak osiedleńcy źle znosili miejscowy klimat, nie­
które wsie wkrótce opustoszały. Oprócz zwartego osadnictwa, przeważ­
nie sektanckiego powstawały w t y m okresie także osady skupiające się
wokół rosyjskich garnizonów, a zamieszkałe przez zdemobilizowanych
żołnierzy. Osobnym zagadnieniem, do którego jeszcze wrócimy, jest
rosyjska ludność w miastach — w pewnym okresie głównie urzędnicy
i ich rodziny .
29

W 2 połowie X I X w. nowe migracje i zmiany w układzie etnicznym
Gruzji wiążą się przede wszystkim z tzw. wojną kaukaską (zakończoną
w roku 1864) i wojną rosyjsko-turecką z lat 1877-1878. Po zakończeniu
wojny kaukaskiej zlikwidowane zostały resztki autonomii Abchazji.
Ucisk i zdzierstwa ze strony nowo wprowadzonej administracji carskiej
wywołały w roku 1866 powstanie. Po jego stłumieniu władze carskie
uznawszy całą ludność Abchazji za „winną powstania" wprowadziły
szereg obostrzeń administracyjnych trwających aż do roku 1907. Po­
sunięcia te oraz działalność agentów tureckich spowodowały masową
emigrację Abchazów do Turcji. Do lat 80-tych X I X w. opuściło Abchacit,

2 8

W o ł k ó w a,

op.

2Л

Tamże,

D ż a o s z w i l i ,

s.

7,

s.

6-7.
op.

cit.,

s.

55-56.

�296

ANDRZEJ

WOŻNIAK

zję przeszło 30 tys. mieszkańców, a niektóre jej okręgi zostały w y l u d ­
nione całkowicie. Na opuszczonych przez Abchazów terenach zaczęli się
w końcu X I X w. osiedlać Gruzini, Ormianie (uchodźcy z Turcji), Grecy
i Rosjanie .
Po wojnie rosyjsko-tureckiej (1877-1878) na mocy traktatu z San
Stef ano, Rosja otrzymała od Turcji Adżarię (południowo-zachodnia Gru­
zja), z której w latach 1880-1881 wyemigrowało do Turcji około 30 tys.
Gruzinów — muzułmanów. Po kilkunastu latach część z nich wróciła
do A d ż a r i i .
W czasie I wojny światowej napływa do Gruzji nowa fala uciekinie­
rów z Turcji — Ormian, Greków i Syryjczyków. Osiedlają się głównie
w Tbilisi (Grecy, Syryjczycy) i okolicach Achalkalaki (Ormianie, Grecy).
Migracje w okresie rządów mieńszewików nie przybrały w Gruzji
większych rozmiarów. Wyjechała część rosyjskich osiedleńców z Kachetii,
część Greków z okolic Suchumi, a niewielka ilość Osetyjczyków prze­
niosła się do północnej Osetii . Oprócz emigracji grup ludności niegruzińskiej mają miejsce również migracje o charakterze wewnętrznym,
głównie z gór na równinę (w niektórych wypadkach na tereny opusz­
czone przez rosyjskich przesiedleńców).
Znaczne przemieszczenia ludności, powodujące dalsze zmiany w struk­
turze etnicznej Gruzji, zachodzą również w okresie władzy radzieckiej.
Materiały statystyczne, jakie posiadamy od roku 1897, pozwalają nam
uniknąć opisywania poszczególnych fal migracyjnych. Sposób taki, bar­
dzo zresztą nieprecyzyjny, musiał być stosowany przy omawianiu po­
przednich okresów historycznych, m. in. z powodu braku danych sta­
tystycznych , byłby jednak mało przydatny dla charakterystyki prze­
mian w strukturze etnicznej Gruzji Radzieckiej, ze względu na ich
specyfikę. Zajmiemy się więc jedynie omówieniem kierunków i przy­
czyn tych przemian, podając tylko niektóre ich przykłady.
Wszelkie migracje grup narodowościowych w Gruzji i na całym Za­
kaukaziu od średniowiecza aż do początków X X w. wiązały się z regu­
ły, pośrednio lub bezpośrednio, z toczącymi się na t y m obszarze lub
na terenach sąsiednich wojnami. Sytuacja zmieniła się definitywnie
w zasadzie dopiero po ustanowieniu władzy radzieckiej. Wśród przy­
czyn, które powodowały wówczas napływ do Gruzji ludności z innych
3 0

31

32

33

3 0

D ż a o s z w i 1 i , op. cit., s. 52,-53.

3 1

W o ł k . o w a , op. cit., s. 8-9, S . M e g r e l i d z e ,
Woprosy
w istorii russko-turieckoj
wojny 1877-1878 gg., T b i l i s i 1969, s. 123.
W o ł k owa,
op. cit., s. 11.

Zakawkazja

3 2

3 3

Okres I wojny ś w i a t o w e j i r z ą d ó w
w s p o s ó b p o d o b n y do p o p r z e d n i c h o k r e s ó w
migracji.

mieńszewickich
omówione
zostały
ze w z g l ę d u n a z b l i ż o n y c h a r a k t e r

�S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J

297

GRUZJI

republik, na pierwszym miejscu wymienić należy szybki wzrost uprze­
mysłowienia i urbanizacji kraju (szczególnie od końca lat dwudziestych),
a w niektórych rejonach także zmiany w strukturze rolnictwa.
W latach 1921-1926, w okresie odbudowy gospodarczej kraju, migra­
cje ludności z innych republik miały stosunkowo niewielkie rozmiary
i ograniczały się głównie do powrotu do miast republiki tych ich miesz­
kańców, którzy w czasie wojny i władzy mieńszewickiej z różnych
przyczyn opuścili miejsca zamieszkania.
Tempo zmian uległo gwałtownemu przyspieszeniu w latach przed­
wojennych pięciolatek w związku z szybkim rozwojem gospodarczym
Gruzji. Budowa nowych fabryk i elektrowni, powstawanie sowchozów
(szczególnie w rejonach subtropikalnych), rozbudowa transportu, do­
prowadziły do szybkiego wzrostu liczebności robotników i urzędników
we wszystkich dziedzinach gospodarki, z czym wiązał się dopływ z są­
siednich republik znacznej ilości imigrantów. Z danych statystycznych
z tego okresu wynika, że do miast i osiedli sowchozowych więcej przy­
bywało ludzi spoza granic republiki niż z wiejskich miejscowości samej
Gruzji. Szczególnie odnosi się to do sowchozów zbudowanych na prze­
łomie lat dwudziestych i trzydziestych w subtropikalnych rejonach
kraju
Napływ robotników przemysłowych do Gruzji rozpoczął się
wprawdzie już w końcu X I X w., był jednak wówczas stosunkowo nie­
wielki — mniejszy niż sezonowe migracje do prac rolnych (np. z Ukra­
iny). O rozmiarach tego rodzaju przemieszczeń w latach władzy radziec­
kiej świadczyć może fakt, że tylko w latach 1926-1941 napłynęło do
Gruzji około 240 tys. imigrantów z innych r e p u b l i k . Wśród nich prze­
ważała ludność z Północnego Kaukazu i Ukrainy. Napływ siły roboczej
odbywał się zarówno żywiołowo, jak i drogą zorganizowanego wer­
bunku.
Ewakuowana na Zakaukazie w czasie ostatniej wojny ludność
w ogromnej większości powróciła po zakończeniu działań wojennych do
poprzednich miejsc zamieszkania.
Po stosunkowo dużym napływie siły roboczej w latach 1946-1956,
od roku 1957 ilość imigrantów z innych republik stale się zmniejsza.
Wpływa na to przede wszystkim zapotrzebowanie na siłę roboczą w i n ­
nych regionach Związku Radzieckiego (Kazachstan, Syberia, a na Zakau­
kaziu dynamicznie rozwijający się w ostatnich latach przemysł Arme­
nii) .
Zagadnieniem, któremu należy poświęcić nieco więcej uwagi, jest
3 4

1

35

36

3 4

D ż a o s z w i l i ,

3 5

Tamże,
Tamże,

3 6

op.

s. 122.
s. 123-124.

cit.,

s.

121-122.

�298

ANDRZEJ

Zmiany

w

WOŻNIAK

strukturze etnicznej

Gruzji

w

latach 1897-1953

3 7

1897

1926

1939

1959

etniczne

%

&lt;Vo

%

°/o

Gruzini

Grupy

68,3

66,8

61,4

64,3

Abchazowie

3,1

Osetyjczycy
Ormianie

3,7

2,1
4,2

1,6
4,2

3.5

9,2

11,5

11,7

11,0

3,6

8,7

10,1

0,5

1,3

1,3

—

—

5,4
2,0

5,3
2,4

0,1
3,8
1,8

Rosjanie
Ukraińcy

i
i

5,3*

Białorusini 1
Azerbejdżanie

5,7

1,5

Grecy
Żydzi

2,0

Inni

2,1

1Д
2,8

1,2
2,2

1,3

100,0

100,0

100,0

100,0

0,6

* W spisie

z 1897

Ukraińcy i

B i a ł o r u s i n i podani

1,3

łącznie z Rosjanami.

urbanizacja i zmiany zachodzące w strukturze etnicznej miast. Już
w 2 połowie X I X w., w związku z rozwojem w Gruzji stosunków
kapitalistycznych znacznie zwiększyła się ilość ludności miejskiej. Tak
np. w łatach 1865-1897 ludność miast wzrosła ze 120 tys. do 303,2 tys.
Oprócz Tbilisi, w pozostałych miastach największy udział we wzroście
zaludnienia mieli Gruzini, jeżeli zaś idzie o ludność niegruzińską, to
największy był napływ Ormian. Także Osetyjczycy z Północnej Osetii,
których osiedliło się w Gruzji w 2 połowie X I X w. ok. 40 tys., osiadali
przeważnie w miastach .
38

W latach władzy radzieckiej nastąpił gwałtowny wzrost ludności
miast (udział ludności miejskiej w stosunku do ogólnej liczby ludności
przedstawiał się następująco: w roku 1863 — 10,5%, 1897 — 15,8%,
1917 — 18,6'%, 1921 — 19,7%, 1959 — 42%, 1965 — 4 7 % ) . W skła­
dzie etnicznym ludności miejskiej nastąpiły również znaczne zmiany.
Zwiększył się w nim procentowy udział Gruzinów, wśród których przy­
rost ludności miejskiej był w latach 1926-1959 większy od ogólnego
przyrostu ludności gruzińskiej (82,3% i 45,2%). Kierunki zmian w struk­
turze etnicznej miast zilustrować może poniższa tabela:
39

3 7

Tamże,

s.

3 8

Tamże,
Tamże,

s. 117.
s. 220.

3 0

48.

�299

S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J G R U Z J I

Struktura

etniczna

Tbilisi
(w

w

latach

1897-1959

51

»/o°/»)

Sąsiednie narodów,
kaukaskie

Rosjanie

Inni

Rok

Gruzini

1897

26.4

31,7

28,0

1926

38,2

41,2

15,6

5,0

1959

48.5

27,0

18,2

6,3

13,9

W większości pozostałych miast Gruzji (poza niektórymi ośrodkami
przemysłowymi i wypoczynkowymi) struktura etniczna ludności jest
bardziej jednolita. Przeważającą część ich mieszkańców stanowią Gruzi­
ni, na których korzyść zmniejszyła się ilość ludności ormiańskiej.
*

Prześledziwszy historyczne przemiany w składzie narodowościowym
Gruzji wróćmy jeszcze do procesu kształtowania się jednolitego narodu
gruzińskiego. W okresie istnienia scentralizowanego państwa gruziń­
skiego proces ten był już, jak wiemy, dosyć zaawansowany. Wytworzyło
się już wówczas poczucie jedności terytorialnej, językowej i religijnej
całej ludności kartwelskiej. Rozdrobnienie feudalne naruszyło wspólnotę
terytorialną Gruzinów i na długo zahamowało proces konsolidacji na­
rodowościowej.
Likwidacja rozdrobnienia politycznego Gruzji dokonana została drogą
kolejnego przyłączania do Rosji w ciągu wieku X I X samodzielnych
organizmów państwowych (np. Kartlia-Kachetia, Imeretia) i terytoriów
gruzińskich zagarniętych przez Iran i Turcję. Włączenie Gruzji w skład
Cesarstwa Rosyjskiego miało dla procesu konsolidacji narodowościowej
Gruzinów wielorakie konsekwencje, zarówno pozytywne, jak i nega­
tywne. Tak np. polityka wewnętrzna caratu nie sprzyjała samodzielne­
mu rozwojowi kulturalnemu nierosyjskich narodów Imperium.
W XIX-wiecznej Gruzji poza niezbyt gęstą siecią początkowych
szkół cerkiewnych nie istniało szkolnictwo w języku gruzińskim. Rosyj­
skie szkoły były nieliczne i dostępne jedynie dla zamożniejszych warstw
ludności. Szkół wyższych na Zakaukaziu nie było, a młodzież gruzińska
pragnąca zdobyć wykształcenie, wyjeżdżała na studia do Rosji. Upo­
wszechnianie języka gruzińskiego, mającego wielowiekowe tradycje lite­
rackie, było utrudnione. Prasa gruzińska w latach 60-tych X I X w. za­
czynała się dopiero rozwijać (w Tbilisi istniały wtedy tylko dwa czaso4 0

ryje

W. P o l i s z e w s k i j ,
problemray
ich izuczenija,

Etniczeskije
prociessy
w gorodach
SSSR
„ S o w i e t s k a j a E t n o g r a f i j a " , 1969 nr 5, s. 8.

i

niekoto-

�ANDRZEJ WOZNIAK

300

pisma gruzińskie — „Droeba" i „Sakartwelos Moambe"), nie istniała
gruzińska literatura techniczna, pierwsze kroki stawiał gruziński teatr.
W tej sytuacji ogromną rolę w kształtowaniu świadomości narodowej
odgrywała literatura piękna. Występujący w poezji gruzińskich roman­
tyków (A. Czawczawadze, G. Orbeliani, N . Barataszwili) nurt patrio­
tyczny nasilił się w literaturze 2 połowy X I X w. Wśród najwybitniej­
szych działaczy gruzińskiego ruchu społeczno-narodowego „tergdaleuli"
poczesne miejsce zajmują znani pisarze tego okresu — A. Cereteli,
I . Czawczawadze i inni. Poważny rozwój gruzińskiej nauki, sztuki i lite­
ratury w znacznej mierze był ich z a s ł u g ą .
Niewątpliwie pozytywnym skutkiem przyłączenia do bardziej wów­
czas rozwiniętej pod względem ekonomicznym Rosji było przyspieszenie
w Gruzji rozwoju stosunków kapitalistycznych. Umocniły one więzi eko­
nomiczne między poszczególnymi rejonami kraju, zlikwidowany został
dotychczasowy partykularyzm gospodarczy, a wewnętrzne migracje l u d ­
ności (przesiedlenia na opuszczone ziemie, wędrówki w poszukiwaniu
pracy itp.) przyspieszały zacieranie się odrębności regionalnych.
W ciągu X I X w. z licznych grup etnicznych (Megrelowie, Lazowie,
Swanowie), etnograficznych (Chewsurzy, Pszawowie, Tuszyni, Mochewcy, Mtiule) czy też będących jedynie pozostałościami dawnych podzia­
łów terytorialno-politycznych (Kachetyjczycy, Kartlijezycy,
Imeretyjczycy, Guryjczycy, Adżarowie), kształtuje się znów, bo jak wspomnieliś­
my wcześniej nie jest to proces nowy, jeden naród gruziński. Wszystkie
wymienione wyżej grupy oprócz Megrelo-Lazów i Swanów używały tego
samego samookreślenia „Kartweli", mówiły t y m samym językiem gru­
zińskim. Wspólny język literacki rozpowszechniony był wśród wszyst­
kich lokalnych grup gruzińskich łącznie z Megrelami, Łazami i Swanami. Pewne odrębności zaobserwować można było jedynie w potocz­
nym języku mieszkańców Adżarii i Samcche, w którym uwidaczniał się
wyraźnie wpływ języka tureckiego. Wspólne cechy posiadała także k u l ­
tura poszczególnych grup kartwelskich. Na przykład strój kobiecy był
niemal jednakowy w Kartlii, Kachetii, Imeretii, a męski różnił się tylko
w szczegółach. Takich cech wspólnych w kulturze materialnej ludności
kartwelskiej było wiele. Jedynie te grupy, które długo znajdowały się
pod wpływem islamu, kulturowo nieco bardziej różniły się od innych.
Większe różnice, przede wszystkim językowe, występowały między
grupami samookreślającymi siebie jako „Kartweli", a Megrelo-Lazami
i Swanami. Mimo tych różnic i zachowania przez oba ludy własnych
4 1

42

4 1

„ T e r g d a l e u l i " — „ci co p i l i w o d ą z T e r e k u " . P o s t ę p o w a
z i ń s k a 2 p o ł . X I X w., w y k s z t a ł c o n a w R o s j i , t j . „ z a T e r e k i e m " .
4 2

В a r a m i d z e, G a m e z a r d a s z w i 1 i , op.

cit.,

s. 44-56.

inteligencja

gru­

�S T R U K T U R A E T N I C Z N A WE W S P Ó Ł C Z E S N E J

301

GRUZJI

samookreśleń, ich rozwój był zawsze związany z historią i kulturą Gru­
zji, a języki od dawna podlegały znacznym wpływom języka gruziń­
skiego, który był zresztą dość rozpowszechniony. Jak już wyżej wspo­
mniano, język gruziński był wśród Megrelo-Lazów i Swanów językiem
literackim i cerkiewnym ' .
W latach władzy radzieckiej oddziaływał ze wzmożoną siłą nie tylko
cały zespół czynników sprzyjających procesowi konsolidacji narodowoś­
ciowej — stworzone zostały także warunki dla rozwoju kulturalnego
nie tylko narodu gruzińskiego, lecz również wszystkich mieszkających
w Gruzji mniejszości narodowych. Jednymi z pierwszych aktów praw­
nych nowej władzy były w Gruzji dekrety dotyczące problemów naro­
dowościowych, spraw oświaty i k u l t u r y .
Ze względu na ograniczone ramy niniejszego artykułu, z całego ze­
społu procesów wiążących się z zachodzącymi w ciągu wielu wieków
zmianami struktury etnicznej Gruzji, zwróciliśmy nieco więcej uwagi
jedynie na najważniejszy — proces kształtowania się narodu gruziń­
skiego, przy czym i ten problem przedstawiony został tylko w najbar­
dziej ogólnych zarysach .
4 1

44

45

4 3

4 4

nosti

W o ł k o w a, op. cit., s. 21-23.
B.
M e г к w i 1 a d z e,
Sozdanie
i ukrieplenie
w Gruzii (1921-1936), T b i l i s i 1969, s. 183-202.

sowietskoj

gosudarstwien-

W r o k u 1965/1966 i s t n i a ł o w G r u z j i 18 w y ż s z y c h u c z e l n i , 77 t y s . s t u d e n t ó w
o r a z o k o ł o 5000 r ó ż n e g o t y p u s z k ó ł p o d s t a w o w y c h i ś r e d n i c h ( o g ó l n o k s z t a ł c ą c y c h
i s p e c j a l i s t y c z n y c h ) , w k t ó r y c h l i c z b a u c z n i ó w s i ę g a 1 miiliona. J ę z y k i e m w y k ł a ­
d o w y m w e w s z y s t k i c h s z k o ł a c h jest g r u z i ń s k i , w y ł ą c z a j ą c o c z y w i ś c i e s z k o ł y d l a
m n i e j s z o ś c i n a r o d o w y c h . W r o k u 1964 w y d a n o w G r u z j i p r z e s z ł o . 2600 t y t u ł ó w
k s i ą ż e k (w t y m p r z e s z ł o 2000 w j ę z y k u g r u z i ń s k i m ) o ł ą c z n y m n a k ł a d z i e 13,5 m i l .
e g z e m p l a r z y ; w y c h o d z i ł o 115 t y t u ł ó w c z a s o p i s m (101 w j ę z y k u g r u z i ń s k i m ) o n a ­
k ł a d z i e 5,5 m i l . e g z e m p l a r z y (w j ę z y k u g r u z i ń s k i m 5,2 m i l . ) , 80 t y t u ł ó w gazet
( w t y m 59 w j ę z y k u g r u z i ń s k i m ) w n a k ł a d z i e 260 m i l . e g z e m p l a r z y ( w j ę z . g r u ­
z i ń s k i m 196 m i l . ) . W r o k u 1965 i s t n i a ł o w G r u z j i
188 i n s t y t u t ó w
naukowych,
p r z e s z ł o 3000 b i b l i o t e k p u b l i c z n y c h , 67 m u z e ó w , 20 t e a t r ó w , 1600 k i n i t d . (por.
p r a c a zib. Gruzija
w s e r i i S o w i e t s k i j S o j u z . G i e o g r a f i c z e s k o j e O p i s a n i j e , w 22
t o m a c h , M o s k w a 1967, s. 299-301).
4 5

w

Z a g a d n i e n i a te o m a w i a
cytowanym już artykule.

w

stosunku

do

całego

Zakaukazia

N.

W o ł k o w a

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10124" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10102">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e89f892354b5abfbf6539d0decd25e4e.pdf</src>
        <authentication>709c49257c3882c24b48a96d81a8d26d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120460">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:926</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120461">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120462">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120463">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:851</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120464">
                <text>Małżeństwo chłopskie w XVIII-wiecznej wsi pańszczyźnianej / ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120465">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1978 t.22 z.1, s.133-158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120466">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120467">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120468">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120469">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120470">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120471">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X X I I

ANDRZEJ

z. 1

WOŻNIAK

MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W

XVIII-WIECZNEJ

WSI

PAŃSZCZYŹNIANEJ
Na

przełomową

rolę uwłaszczenia w

uwagę n i e m a l wszystkie
0

przemianach

głównie w
rowych.

opracowania

zachodzących p o d w p ł y w e m

kategoriach ekonomicznych

Przyczyną

odniesienia,

dziejach

o

tego

kulturze

zwracają

uwłaszczenia p i s a n o

i społecznych, r z a d k o

stanu rzeczy bywał
bowiem

w s i polskiej

poświęcone t z w . w s i t r a d y c y j n e j .

wsi

najczęściej

pańszczyźnianej,

brak

w

jednak

zaś

kultu­
punktu

porównaniu

z pouwłaszczeniową, w i e m y właściwie n i e w i e l e
Opracowanie,

k t ó r e g o p i e r w s z ą część s t a n o w i n i n i e j s z y

artykuł,

jest

p r ó b ą z w r ó c e n i a u w a g i n a t e r ó ż n i c e m i ę d z y kulturą w s i p a ń s z c z y ź n i a n e j
1 pouwłaszczeniowej, które wynikają z o d m i e n n e j w o b u okresach s y t u a c j i
społecznej

i

ekonomicznej

chłopa .
2

i uwypuklić zagadnienia najbardziej
tucją

podstawową

dla kultury

Aby

ograniczyć

zakres

istotne, zajmiemy

chłopskiej, jaką j e s t

rozważań

się j e d y n i e i n s t y ­
rodzina, w

okresie

poprzedzającym stulecie r e f o r m uwłaszczeniowych n a z i e m i a c h p o l s k i c h —
wieku

XVIII,

kiedy

zasady

funkcjonowania

systemu

n i e uległy jeszcze poważniejszym z m i a n o m . T e r e n e m ,

pańszczyźnianego
którego nasze r o z ­

w a ż a n i a dotyczą, j e s t M a z o w s z e w j e g o p r z e d r o z b i o r o w y c h
dawne

województwa:

Podstawę

r a w s k i e , płockie i

źródłową

pracy

własności

ziemskiej,

ziemskich

na Mazowszu —

1

Por. B.

Polski
niejako

Łódź

Wschodniej

Wielkopolski

materiały

należała

źródła

archiwalne

Kultura

ludowa

XVII

i XVIII

badań

autora

prywatnej

większość

(Archiwum
wieku

na

nad

i XVIII
kulturą

Akt

ziemiach

w. J e s t o n a
ludową

o k r e s i e pańszczyźnianym. Dodać należy, że

p o l s k i c h p r a c z d z i e d z i n y t z w . etnografii

dóbr

Główne

naszej literaturze praca

o k u l t u r z e chłopskiej X V I I

wieloletnich
w

dotyczące

przeważająca

1971. J e s t to właściwie j e d y n a w

w sposób całościowy

podsumowaniem

stanowią

której

Baranowski,

Środkowej,

traktująca

do

granicach, t j .

mazowieckie.

tzw.

większość

h i s t o r y c z n e j n a p i s a n a została p r z e z

auto­

r ó w ze s t w o r z o n e g o p r z e z B . B a r a n o w s k i e g o w Łodzi ośrodka.
2

Część d r u g a z a m i e s z c z o n a z o s t a n i e w następnym tomie „Etnografii

Niektóre z p o r u s z a n y c h t u zagadnień były p r z e z a u t o r a
k i m a r t y k u l e Rodzina
nej

XVIII

wieku,

i gospodarstwo

chłopskie

zasygnalizowane

w mazowieckiej

„Etnografia P o l s k a " , t. X V I I I : 1974 z. 1, s. 47-55.

wsi

Polskiej".
w

krót­

pańszczyźnia­

�134

ANDRZEJ

Dawnych

w

Warszawie —

WOŻNIAK

AG AD,

A r c h i w u m Diecezjalne w

Płocku

—

A D P ) d r u k o w a n e i p u b l i k a c j e źródłowe. Źródła dotyczące

królewszczyzn

i

porównawczy.

dóbr d u c h o w n y c h

stanowią p r z e d e w s z y s t k i m

DOBÓR

materiał

MAŁŻONKÓW

W I I połowie X I X w . j e d n y m z najważniejszych momentów w doborze
m a ł ż e ń s t w chłopskich b y ł y s p r a w y
dziny

w

ziemię.

zwyczajowo

System

związane z wyposażeniem n o w e j

dziedziczenia,

ustalony i w

spłacania

rodzeństwa,

ro­

i t p . był

znacznej m i e r z e rzutował n a kwestię

doboru

małżonków.
Całkowicie o d m i e n n i e
szczyźnianej

XVIII

kształtowało

w. Zanim

się t o w

jednak

mazowieckiej

zajmiemy

się t y m

w s i pań­

zagadnieniem

s z c z e g ó ł o w o , k o n i e c z n e b ę d z i e k r ó t k i e chociażby o m ó w i e n i e s p r a w y c h ł o p ­
s k i c h p r a w do z i e m i w interesującym nas okresie. N a wstępie należałoby
p r z y t o c z y ć p o w t a r z a j ą c e się o d l a t p r z y n a j m n i e j
cach
w

polskich

okresie

historyków

gospodarki

ostatecznie

stwierdzenie,

kilkudziesięciu w

stosunek

folwarczno-pańszczyźnianej

chłopa

n i e został

jedynie

formą posiadania

stwierdzić,
ziemi

że w

był rodzaj

XVIII

ziemi

dotychczas
w

3

posiadanych

pra­

do

wyjaśniony . Szczególnie a k t u a l n e j e s t t o s t w i e r d z e n i e

s u n k u do Mazowsza. N a podstawie
możemy

że

sto­

materiałów

źródłowych

w. na Mazowszu

dominującą

bezterminowej

dzierżawy, w

warun­

k a c h której chłop n i e posiadał ż a d n y c h p r a w d o u p r a w i a n e j p r z e z s i e b i e
ziemi .

Był o n jedynie

4

jej użytkownikiem i mógł być z niej w

c h w i l i p r z e z p a n a usunięty. Z „ l e p s z y m p r a w e m " ,
n y m , stosunkowo

powszechnym

np. w

każdej

tzw. prawem

zakup-

Małopolsce, n a M a z o w s z u

spoty­

k a m y się j e d y n i e w n i e k t ó r y c h w s i a c h dóbr d u c h o w n y c h i k r ó l e w s z c z y z n .
P r a w o z a k u p n e p o z w a l a ł o chłopu n a z a m i a n ę z i e m i , p u s z c z e n i e j e j w n a ­
jem,

z a s t a w , sprzedaż, p r z e k a z a n i e

Wszystkie

potomstwu

t e działania m o g ł y b y ć d o k o n y w a n e

Według

K.

Tymienieckiego

jeszcze

w

XV

w

całości l u b częściach.

jedynie
w.

za zgodą d w o r u .

związane

z

prawem

n i e m i e c k i m zakupieństwo n a M a z o w s z u było niemalże n i e znane . N o w s z e
s

b a d a n i a S. R u s s o c k i e g o , o p a r t e n a dokładnej a n a l i z i e m a t e r i a ł ó w z dóbr

3

P o r . J . R a f а с z, Czynnik

wodnik
nad

gospodarstwem

wiejskim

W s w o i c h Studiach

4

materiale

źródłowym

w

omawianym

okresie

gruntu

w dobrach

w dawnym

z

terenu

„włościanin

n i e posiadał, a podstawą

przez

kowski,

dziedzica

kościelnych

nad położeniem

na

mu

gospodarczy

N a u k o w y i L i t e r a c k i " , t. X L I V : 1918, s. 833-834;
włościan

całej
w

prawie

XVI

w Polsce

niemal

Polski,

ogromnej

w., W a r s z a w a
XVIII

wsi polskiej

Studia

1962, s. 42.

wieku,

opartych
pisze,

wypadków

X V I - X V I I I wieku,

czasu",

Warszawa

że

własnego

e g z y s t e n c j i był g r u n t

l u b jego zastępcę n a nieokreślony przeciąg

S t u d i o z dziejów

„Prze­

J . Rutkowski

większości

jego gospodarczej

wiejskim,

L. Z y t k o w i c z ,

nadany

J.

Rut­

1956, s. 170-

171.
5

K.

wiecza,

T y m i e n i e c k i ,

Poznań 1930, s, 14.

Kmieć

wielkopolski

w

zapiskach

sądowych

średnio­

�MAŁŻEŃSTWA

kościelnych

stanowiących

CHŁOPSKIE

w

W

warunkach

XVIII

135

WIEKU

mazowieckich

typową

formę

w i e l k i e j własności w y k a z u j ą , że p o d k o n i e c ś r e d n i o w i e c z a K o ś c i ó ł u j e d n o ­
licał n a M a z o w s z u p o ł o ż e n i e c h ł o p ó w n a l e ż ą c y c h d o r ó ż n y c h ,
c y c h się z w c z e ś n i e j s z y c h
prawo
wa

niemieckie.

zakupne.

prawa

Część c h ł o p ó w

„Są

zakupne

wywodzą­

o k r e s ó w k a t e g o r i i , przenosząc i c h m a s o w o n a

również

dane

występowały

w

o b j ę t y c h tą akcją
—

pisze

autor

nabyła także

dalej

—

że

d o b r a c h książęcych, a t a k ż e

niektórych

p r y w a t n y c h " . Jeżeli i d z i e o d o b r a p r y w a t n e , t o a u t o r s t w i e r d z a
istnienie

danych

mówiących

o zezwoleniach

jedynie

książęcych n a l o k a c j ę w s i

szlacheckich n a p r a w i e n i e m i e c k i m . „Nie w i e m y natomiast —

zastrzega—•

czy o b d a r o w a n i s k o r z y s t a l i z p r z y z n a n y c h i m p r a w o r a z czy w e
kich wsiach

były

prawa

pra­

chłopskie

z a k u p n e " . S. R u s s o c k i

przyjmuje

6

wszyst­

bowiem

K . B u c z k i e m , iż p r a w o n i e m i e c k i e n i e z a w i e r a ł o w s o b i e implicite

za

zaku-

pieństwa .
7

W ciągu w i e k u X V I w m a z o w i e c k i c h
miejsce

stałe i s y s t e m a t y c z n e

dobrach duchownych m a jednak

ograniczanie

W okresie t y m n p . kapituły: warszawska,
wywać,

przekazywać,

chłopskich p r a w

zakupnych.

pułtuska, płocka zakazują

s p r z e d a w a ć i dzielić g r u n t a z a k u p n e

bez

l e n i a p o s e s o r a w s i . W końcu w i e k u X V I i w początkach X V I I , w
z ogólnym regresem gospodarczym
i

prawnej

sytuacji

chłopa,

oraz pogarszaniem

zakazy

takie

stają

się

się

daro­

pozwo­
związku

ekonomicznej

coraz

bardziej

po­

wszechne .
8

Cenne wiadomości
szczyznach

w

wieku

na temat

zakupieństwa w

X V I zawiera

dokładniejsze i n f o r m a c j e

praca

A.

mazowieckich

królew-

Wawrzyńczykowej .

Naj­

9

podaje a u t o r k a w stosunku do starostwa

socha-

c z e w s k i e g o , w k t ó r y m w g i n w e n t a r z a z r o k u 1510 n a 13 w s i 9 posiadało
prawo
je

z a k u p n e , n i e posiadały t e g o p r a w a

prawdopodobnie.

Na

i n n y c h terenach,

dwie, a dwie
z których

m n i e j dokładne, A . W a w r z y ń c z y k o w a o d n o t o w u j e
XVI

w. prawa

kiego,

zakupnego

w pojedynczych

osieckiego, łomżyńskiego, w

pozostałe

dane

miały

źródłowe

są

istnienie w I I połowie

wsiach starostwa

kamieniec­

okolicach' Płocka i G a r w o l i n a .

Dane

t e są n i e p e ł n e , g d y ż — j a k s t w i e r d z a W a w r z y ń c z y k o w a — źródła z I I p o ­
ł o w y X V I I w . wspominają o p r a w i e

z a k u p n y m głównie w e w s i a c h

d a w n o p o w s t a ł y c h . Opisując w i n w e n t a r z a c h c z y l u s t r a c j a c h w s i e
wiadomości

tego

m i o t u pozwala
występowało
6

XIII

S.
K.

pomijano .
1 0

n a m zatem

jedynie

na Mazowszu

dosyć

Russocki,

do XVI
7

rodzaju

wieku,

Buczek,

Z

zagadnień

Niezbyt

obfita

n a stwierdzenie,
często,

spornych

literatura
że p r a w o

przynajmniej

wolności

kmiecej

od
na

nie­

starsze,
przed­
zakupne

początków
Mazowszu

od

„Przegląd H i s t o r y c z n y " , t. 49: 1958 z. 2, s. 272-274.
Uwagi

o prawie

chłopów

do

ziemi

w

Polsce

piastowskiej,

„Kwartalnik H i s t o r y c z n y " , t. L X I V : 1957, s. 91.
8

9

Ż у t к o w i с z, op. cit., s. 45.
A.

Mazowszu
1 0

Wawrzyńczyk,
w XVI

Gospodarstwo

i na początku

Wawrzyńczyk,

XVII

op. cit., s. 194.

chłopskie
wieku,

w

Warszawa

dobrach

królewskich

1962, s. 193-194.

na

�136

ANDRZEJ

XVI

w. w

niektórych

WOŻNIAK

królewszczyznach

i d o b r a c h kościelnych.

r ó w n i e ż p r a w d o p o d o b i e ń s t w o , ż e m o g l i j e posiadać chłopi w

Istnieje

pojedynczych

w s i a c h p r y w a t n y c h . W w i e k u X V I I następuje j e d n a k o g r a n i c z e n i e
skich p r a w zakupnych w
w

królewszczyznach

chłop­

d o b r a c h kościelnych, a p r a w d o p o d o b n i e

i tych dobrach

prywatnych, w

których

także

prawa

te

istniały.
W

s t o s u n k u d o w i e k u X V I I I b r a k j a k i c h k o l w i e k opracowań n a t e n

t e m a t . Ponieważ bardziej szczegółowe s t u d i a n a d t y m z a g a d n i e n i e m
kraczają r a m y n i n i e j s z e j

pracy, przedstawione

ogólne w n i o s k i , j a k i e n a s u w a a n a l i z a X V I I I - w i e c z n y c h
one
w

mianowicie
niektórych

stracja

dóbr

stwierdzić

wsiach mazowieckich
łowickich

klucza skierniewickiego
zamiany

niewątpliwie

z roku

r ó l i łąk, d a w a n i a

Skierniewic,
słusznością

„lub

1 1

. W

dosyć

Pozwalają

zakupieństwa

Tak np. admini­

gnieźnieńskiego

w

inwentarzu

1780 z a b r a n i a s p r z e d a ż y , z a s t a w ó w

ich w

posagu

wsi postronnych",

działane"

źródeł.

występowanie

dóbr kościelnych.

arcybiskupstwa

prze­

t u zostaną j e d y n i e

za c ó r k a m i

„przedtem

innych wsiach

przez

oraz

„do miasta", t j .
poddanych

dóbr łowickich

nie­

administracja

kwestionowała w ogóle p r a w a zakupników d o i c h gruntów, g d y n i e b y l i
o n i w s t a n i e p r z e d s t a w i ć o d p o w i e d n i c h d o k u m e n t ó w . P r z y p u s z c z a ć zresztą
można, ż e w I I p o ł o w i e X V I I I w . , p o d ł u g i m o k r e s i e w o j e n , e p i d e m i i i t p .
wyniszczających wieś mazowiecką, w i e l u zakupników t a k i c h dokumentów
n i e posiadało.
Wiadomości n a t e m a t p r a w z a k u p n y c h w d r u g i m dużym
mazowieckich
w

Księgach

dóbr kościelnych, d o b r a c h b i s k u p ó w płockich,

wójtowskich

i ławniczych

klucza

jabłońskiego

kompleksie
znajdujemy

(Jabłonna p o d

W a r s z a w ą ) . K s i ę g a t a , n i e k o m p l e t n a zresztą, z a w i e r a m . i n . l i c z n e

umowy

dotyczące sprzedaży, d a r o w i z n y , p r z e k a z y w a n i a w p o s a g u gruntów chłop­
s k i c h . W i ę k s z o ś ć z n i c h p o c h o d z i z l a t 4 0 - t y c h i końca w i e k u X V I I , t r z y
zaś z I p o ł o w y w i e k u X V I I I . U m o w y
zapis

z roku

1747 s t w i e r d z a ,

z l a t 1 7 0 1 i 1 7 3 1 d o t y c z ą sprzedaży,

iż j a k o

f o l w a r k u „rolę ogrodną" niejakiego

rekompensatę

J a n a Bieniesza,

pustą" w i n n y m m i e j s c u nazwaną „ o g r o d n ą "
k u p n e c z y n s z o w e posiadały w s i e
wsie

czynszowe w i n n y c h okolicach
1 3

okolicy

do

m u „łąkę

. B y ć może, że p r a w a

kurpiowskie w

Pułtuska

1773 w y r a ź n i e o t y m n i e

zaoraz

(np. Dzierżanowo, Dzierzążnia,

płacin, S z c z y c ę ) , a l e i n w e n t a r z z r o k u
mina

1 2

za przyłączoną

dwór daje

Po-

wspo­

. N i e posiadały t y c h p r a w , o c z y m b ę d z i e j e s z c z e m o w a , w s i e

czy

chłopi, k t ó r y m d w ó r d a w a ł załogę. T a k i c h zaś w s i p a ń s z c z y ź n i a n y c h b y ł o
w

dobrach

wiele

14

i pułtuskiej

bardzo

. N i e w i e l e d a się r ó w n i e ż p o w i e d z i e ć o r o z p o w s z e c h n i e n i u

prawa

zakupnego

1 1

1 2

1 3

!

b i s k u p s t w a płockiego, kapituły
w mazowieckich

płockiej

k r ó l e w s z c z y z n a c h . W z m i a n k i w źródłach, n a

A G A D , A r c h i w u m G o s p o d a r c z e P r y m a s a P o n i a t o w s k i e g o 92.
A G A D , A r c h . G o s p . P r y m a s a P o n i a t o w s k i e g o 122.
A D P , sygn. 121.

* A D P , sygn. 86 i 121.

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W

XVIII

137

WIEKU

p o d s t a w i e k t ó r y c h m o ż n a z całą p e w n o ś c i ą s t w i e r d z i ć w y s t ę p o w a n i e t e g o
p r a w a w o k r e ś l o n y c h w s i a c h , są s t o s u n k o w o n i e l i c z n e . T a k n p . w
tarzu

kilku

dzierżaw

obejmujących

(przeważnie

z w o j . mazowieckiego)

11 w s i i 2 miasteczka,

inwen­

z r o k u 1904,

m o ż n a znaleźć j e d y n i e

pojedyncze

w z m i a n k i , które pośrednio m o g ł y b y świadczyć o występowaniu t a m g o ­
spodarstw zakupnych

15

.

Bezpośrednich wiadomości o zakupieństwie b r a k także w

lustracjach

w o j . r a w s k i e g o i p ł o c k i e g o z X V I I I w . , choć w y m i e n i a j ą o n e dosyć l i c z n e
gospodarstwa

w y b r a n i e c k i e , posiadające p o ś w i a d c z o n e p r z y w i l e j a m i k r ó ­

l e w s k i m i d z i e d z i c z n e p r a w a d o z i e m i . Część z w ł ó k w y b r a n i e c k i c h
d o w a ł a się j e d n a k w
n y c h dóbr
Z

1 6

bezpośrednim

użytkowaniu posesorów

poszczegól­

.

20 s p r a w

rozpatrywanych

przez

Referendarię

Koronną

w

latach

1 7 6 8 - 1 7 9 4 , a d o t y c z ą c y c h kilkudziesięciu w s i z całego M a z o w s z a ,
w

trzech wypadkach

szym

znaj­

prawie

znajdujemy

niewątpliwie wiadomości

d o z i e m i " . Są t o s p r a w y

( w s i e : C z e r n i k , Głębczyca, R y n i a )

1 7

jedynie

o tzw. „lep­

kątników z dzierżawy

czernickiej

, w s i holenderskich z Troszyna i T r o -

szynka oraz „holendrów" z K a z u n i a

1S

. W paru innych przypadkach mo­

ż e m y t y l k o przypuszczać, ż e c h o d z i o t a k i e p r a w a .
O b r a k u p r a w z a k u p n y c h w poszczególnych królewszczyznach

mazo­

w i e c k i c h świadczyłoby n a t o m i a s t przenoszenie chłopów z j e d n e g o gospo­
d a r s t w a n a drugie (niekiedy d o i n n e j w s i ) czy posiadanie przez
z a ł o g i . P o d k o n i e c X V I I I w . — w ogłoszonej w r o k u 1 7 9 1
Referendaria

Koronna

przyznała

n a c h (a w i ę c i m a z o w i e c k i c h )
i

z pewnymi

ograniczeniami

chłopom w e w s z y s t k i c h

prawo

chłopów
Ordynacji...,

1 9

królewszczyz­

do dziedzicznego posiadania

do z b y w a n i a

jej

2 0

. Trudno jednak

dzieć, w j a k i m s t o p n i u r e f o r m a t a , w z w i ą z k u z w y d a r z e n i a m i
n y m i l a t następnych, została z r e a l i z o w a n a

ziemi
powie­

politycz­

i j a k i miała w p ł y w n a sytuację

chłopów.
Dominującym
prywatne.

15

Przyjąć

typem

własności

można,

że w

ziemskiej

na Mazowszu

dobrach t y c h w

były

I I połowie

Dzierżawy: Bątków, S o c h o c i n , N o w e Miasto, A G A D ,

Archiwum

dobra

XVIII

w.

Skarbu K o ­

ronnego L V I G . 7.
16

1971;

L u s t r a c j e województwa
Lustracje

województwa

rawskiego

1789. W y d .

płockiego

Z. K ę d z i e r s k a ,

1565-1789,

wyd.

A.

Warszawa

Sucheni-Grabowska

i S. M . S z a c h e r s k a , W a r s z a w a 1965.
17

Księgi

referendarii

koronnej

z

drugiej

w y d . A . K e c k o w a i W. Pałucki, W a r s z a w a
18

Księgi referendarii...,

19

W

starostwie

załogę, A G A D ,

XVIII

w.,

t. I I , 1781-1794,

I I , s. 22-225, 650-670.

piaseczyńskim

Archiwum

połowy

1957, s. 207-210.

(5

Gospodarcze

wsi

i

miasteczko)

Wilanowskie

większość

(dalej:

chłopów

A r c h . Gosp.

ma

Wil.)

—

A n t e r i o r a 165, 1722 r.
20 O r d y n a c j a
cian
wieku.

wszelkich
Wybór

referendaryi
królewszczyzn,

koronnej
[w:]

o powinnościach, porządku,

Próby

reform

włościańskich

źródeł. W y d a ł S . Inglot, W r o c ł a w 1952, s. 314-323.

w

opłacie

włoś-

Polsce

XVIII

�138

ANDRZEJ

znajdowało

się p o n a d

7 0 % wszystkich

wództw mazowieckich.
kich
w

n i e zawierają

WOŹNIAK

dymów

wiejskich

trzech

woje­

Ź r ó d ł a d o t y c z ą c e 106 p r y w a t n y c h w s i m a z o w i e c ­

wiadomości,

n i c h p r a w a zakupnego.

stwierdzić

istnienie

B r a k t a k i c h wiadomości zarówno w

które

pozwoliłyby

pojedyn­

c z y c h i n w e n t a r z a c h dóbr o b l a t o w a n y c h w księgach g r o d z k i c h i z i e m s k i c h ,
j a k i w bogatej

d o k u m e n t a c j i w i ę k s z e j własności ( a r c h i w u m

Z a b r a k i e m zakupieństwa w

podworskie).

dobrach p r y w a t n y c h przemawia

s u n k o w o częste p r z e n o s z e n i e c h ł o p ó w z j e d n e g o g o s p o d a r s t w a
czy

powszechnie

kupni

występujący

i rozbudowany

zaś, j a k j u ż w s p o m n i a n o

system

także

sto­

n a drugie

załogi. Chłopi

wcześniej, n i e o t r z y m y w a l i

od

za-

dworu

załogi. C i e k a w ą w y p o w i e d ź n a t e n t e m a t z a w i e r a s k a r g a c h ł o p ó w ze w s i
Inwałd z początków X I X w . , której f r a g m e n t p r z y t a c z a J . P u t e k w

swojej

książce o s t o s u n k a c h p o d d a ń c z y c h z z i e m Zatorskiej i o ś w i ę c i m s k i e j . C h ł o ­
pi

t e j w s i posiadający

szczyznę, w
czasu

dwór

części

prawa

zaś

zakupne

opłacali

o d r a b i a l i t y l k o częściowo

dworowi

czynsz pieniężny.

podnosił c z y n s z e i n i e chciał p r z y j m o w a ć

Z

pań­

biegiem

częściowej

s z c z y z n y , żądając o d r a b i a n i a całej l u b p e ł n e g o c z y n s z u w

pań­

podwyższonym

w y m i a r z e . Chłopi z a p r o t e s t o w a l i p r z e c i w t e m u mówiąc:
My

całej pańszczyzny n i g d y n i e r o b i l i i n i e możemy także robić, a n i jesteśmy

podług

prawa

do r o b i e n i a

pańszczyzny

obowiązani, bo

mamy

grunty

zakupione,

jesteśmy i c h właścicielami, a z t a k i c h gruntów pańszczyzna się podług p r a w a n i e
należy, bo w t a k i c h t y l k o d o b r a c h
gdzie

są g r u n t y

poddani

muszą całkowitą odrabiać pańszczyznę,

n i e z a k u p n e , d o m i n i k a l n e , gdzie

d o m i sprzęty r o l n i c z e są d o m i n i -

kalną własnością i gdzie d o m i n i u m w s z y s t k o daje p o d d a n e m u ,
n i c n i e daje, w s z y s t k o j e s t naszą własnością

Za

małym rozpowszechnieniem

kowej

Polski

21

prawa

np. anonimowy

projektu

21

stwa,

autor broszury

pod tytułem:

ułożonego

jako

„Zbiór

pańszczyzny

śląsko-polskim,
chłopi

z r.

(tj. w
granicy

i

ucisku

były

się

dystrykcie

pracowitością

gruntami

mocą

poddani,

środ­

dziedzicznie

zaś n i e pożąda

własności
gruntów,

budować

chłop w k u p i o n y ,

na

wkupionymi.

i multańskiej, gdzie

go

jest leniwy

dziedzicznej
musiałby

własnym

ma-

na swych

sprawozdania
ziemi

niemal

guber-

śląskiej,

wszystkie
w

Czerwonej

reszcie

kraju

od S a n u

aż do

w

razie

w

niską

szczególnie

bo g d y b y był

d o m swój

gdzie
grunty

c e n a zboża jest z a w s z e

gruntach,

na nowo

poddań­
pograniczu

i n i e dąży do majątku,

s a m utrzymywać
kosztem

1776

z dziejów

Natomiast

Rusi

roku
do tejże

dawnym

na

granicy

zapobiegliwością,

okoliczności

konstytucyi

szkice

społecznego

Zatorskim
i

z

patryotycznych"

A . W.), a szczególnie n a całej

wołyńskiej, podolskiej

względnie

sądowych"

K r a k ó w 1959, s. 68; tamże, n a s. 66 f r a g m e n t

Galicji —

owych

obywatelskie

i krnąbrni

form

i n i e m a z b y t u n a zboże, p o d d a n y
cielem

na ziemiach

chłopskiej w I I p o ł o w i e X V I I I w .
Myśli

„Listów

panowie

innych

1791: „...w

odznaczają

chłopskie

praw

też z okoliczności

J . P u t e 'k, Miłościwi

nialnego

zakupnego

z d a w a ł o b y się p r z e m a w i a ć r ó w n i e ż t o , c o p i s a l i n i e k t ó r z y

p u b l i c y ś c i zabierający głos w s p r a w i e
Tak

a t u dominium n a m

.

dobrym

pożaru. D a l e j

właści­
stanie
musi

jeżeli s t r a c i bydło robocze, nabyć j e k o s z t e m własnym, n a t o m i a s t

chłop n i e w k u p i o n y w t a k i m r a z i e o t r z y m u j e bydło to od p a n a " .

�MAŁŻEŃSTWA

teryi
i

się... we Wrocławiu

ściągających

ciwko

projektom reform

wszelkim

próbom

upowszechnienie
z niego
kraju

prawa

zarówno

XVIII

139

WIEKU

1780, w y p o w i a d a j ą c się p r z e ­

Zbiorze

zmian

A.

praw...
systemu

zakupnego,

Zamoyskiego

pańszczyźnianego,

podkreślając

liczne

kwitnącego

dzięki

powszechności

się w ó w c z a s w

tego

prawa

granicach zaboru

posiadali t z w . lepszych

praw

d o z i e m i , n i e m o g l i nią

a w i ę c i w y p o s a ż a ć w nią d z i e c i , t o okaże się, ż e j e d n o z
kryteriów
wieckiej
przed
nej

doboru
XVIII

małżeńskiego

w s i pouwłaszczeniowej

w . n i e odgrywało

kilkunastoma laty

uwagę

austriac­

większej

roli.

Na

sażenie w z i e m i ę n o w o

wsi

mazo­

t e n zwróciła
autorka

X V I I I w.

jed­

Wypo­

2 3

powstającego małżeństwa leżało w g e s t i i d w o r u .
go n a gospodarstwie

przydzieleniu

innego,

mazowieckich

dużą ilość n i e o b s a d z o n y c h

rodziców l u b też

c o ze w z g l ę d u n a w y s t ę p u j ą c ą

w

gospodarstw

j a k największej

ilości

i n t e r e s i e właściciela z i e m s k i e g o ,

nowych

większości w s i

c z y chociażby p u ­

s t y c h ról n i e stanowiło przeważnie większego p r o b l e m u
gospodarstwie

podstawowych

fakt

z n i e l i c z n y c h p r a c o m a ł ż e ń s t w a c h chłopskich w

większości

dysponować,

we

K. Wierzbicka-Michalska,

D w ó r decydował o pozostawieniu

w

Za

podaje

.

2 2

Jeśli p r z y j m i e m y z a t e m , ż e chłopi m a z o w i e c c y w o g r o m n e j
nie

wy­

d l a d w o r u , j a k i d l a chłopa k o r z y ś c i .

część M a ł o p o l s k i znajdującej
kiego

w

poważniejszych

pływające

W

roku

zawartych

proponuje
przykład

CHŁOPSKIE

2 4

. Osadzenie n a

gospodarzy

dawało b o w i e m

leżało

więc

z w i ę k s z o n ą ilość d n i

pańszczyźnianych. N i e zawsze n a t o m i a s t z a i n t e r e s o w a n i w t y m b y l i s a m i
chłopi, w ł a ś n i e

2 2

ze w z g l ę d u

„Zaludnienie

nicach

zaboru

kraju

poddanych

polskiego,

austriackiego

c z y n a , to j e s t : z w y c z a j

n a obowiązki

—

A.

wyżej
W.]

pańszczyźniane,

wspomnianego

jedna

[tj. Małopolski

pryncypialna

szczęśliwie w p r o w a d z o n y

którym n i e -

zdaje

okupowania

w

się być

sobie p r z e z

gra­
przy­

chłopów

g r u n t u pańskiego. Zakupił niegdyś chłop k m i e c e rolę z b u d y n k a m i

też z d o z w o l e n i e m

budowania

winności

l u b płacić będzie, t a k że to o k u p i e n i e

odbywać

się pod kondycją, że z n i e j zwykłe r o b o c i z n y

lub

i po­

r o l i do tego m u t y l k o

służy, że j e s t p e w n y ,

iż jego dzieci i d a l s z a potomność posiadać toż m i e j s c e będą

dopóty,

się

póki

dobrze

rządząc

T e n roztropnie wprowadzony
przy prawie
budynki
reform
2 3

poddaństwa

reparuje,

K.

wieku,

A.

Konieczny,

na

Górnym

Śląsku

zadość

czynić

pilnie grunt

i spustoszeniu wszelkiemu

zdołają.

zapobiega".

wyrabia,
Próby

s. 22.

W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a ,
XVIII

dworskim

dobre c z y n i s k u t k i . Chłop b o w i e m

nowe przystawia

włościańskich...,

połowie

powinnościom

i od w i e l u l a t u t r z y m y w a n y z w y c z a j w i e l o r a k i e , choć

Małżeństwa

wśród

chłopów

w

drugiej

„Kultura i Społeczeństwo", t. 3: 1959, n r 1, s. 131; por. także

Ograniczenia
w

swobody

poł. XVIII

wieku

w zawieraniu
i na początku

małżeństw
XIX

wśród

wieku,

[w:]

chłopów
Studia

Śląskie, red. r e d . S . Wysłouch, t. I , O p o l e 1958.
2 4

w

W

Łowickim w

1795 r. —

pów uprawiana
J.

Topolski,

od XVI

do XVIII

całym n i e m a l

1739 r. p u s t k i stanowiły

ok. 6 5 % ogółu gruntów w i e j s k i c h ,

ok. 45°/o, z n a c z n a część t y c h gruntów b y w a ł a w p r a w d z i e
z a opłatą t z w . „składowego", a l e n i e odrabiano
Gospodarstwo
wieku,

Mazowszu.

wiejskie

w dobrach

p r z e z chło­

za n i e pańszczyzny.

arcybiskupstwa

gnieźnieńskiego

Poznań 1998, s. 127, 129. P o d o b n a s y t u a c j a panowała n a

�140

ANDRZEJ

jednokrotnie nie byli

w

WOZNIAK

s t a n i e podołać. S y t u a c j ę

takiego nowo

nego n a gospodarstwie małżeństwa p r z e d s t a w i a r e d a g o w a n y

osadzo­

przez F. B o -

homolca „Monitor":
P o d d a n y , co t y l k o ożeni się, n i e mający więcej majątku swego,
to

odzienie,

które

wysłużył

gruntu przymuszany, a

parobkiem

gruntu

będąc,

zaraz

zwykł

t y l k o n a sobie

bywać

do

osiadania

j e s z c z e od l a t k i l k u n a s t u p u s t o , leżącego i p r z e z

innych poddanych n a czynsz zagonowy

z a s i e w a n e g o , i p r z e z i n n y c h wypłonionego

T a k i e m u , gdy p o s t a w i p a n z i e m i a n i n chałupę i d a woły, r o z u m i e , że zapomożeniu
tego

poddanego

swego już uczynił zadosyć;

więc pociąga

go

do t y c h w s z y s t k i c h

powinności, które z a l e d w i e odbyć może zastarzały i już dobrze zapomożony

gospo­

darz.

gruntu

Niechże

j e s z c z e będzie

taka

powinność,

żeby

ten poddany

z tego

p r z e z cały r o k d n i t r z y , a zaś żona jego d n i t r z y od św. W o j c i e c h a do św.
cina

(kiedy

niewolnik

naj skrzętniejsze

c z a s będzie miał

są g o s p o d a r s k i e

roboty)

robił. Z w a ż y ć

Mar­

tu, kiedy ten

d l a siebie co zrobić, zwłaszcza gdy t y l k o s a m i

dwoje

w chałupie będą, n i e mogąc wystarczyć c z e l a d z i trzymać .
25

O c z y w i ś c i e ilość n o w y c h g o s p o d a r z y ,
gospodarstwach,

zależała

również

od

których

d w ó r m ó g ł osadzić n a

wielkości

rezerw

pustej

ziemi

i z m i e n i a ł a się w r ó ż n y c h o k r e s a c h , n a w e t w o b r ę b i e dóbr n a l e ż ą c y c h d o
j e d n e g o właściciela. T a k n p . w r o k u 1732 w należącej d o W a l i c k i c h w s i
Ł a z y Regestr

poddanych...

m ó w i o 4 p u s t y c h gospodarstwach, n a których

m o ż n a osadzić „ p a r o b k ó w p o ż e n i o n y c h " ( w i n n y c h w s i a c h k l u c z a ł a z o w ­
skiego

wykazuje

Regestr

również

puste r o l e )

2 6

.

W'drugim

dóbr W a l i c k i c h , w e w s i J e z i o r a , w r o k u 1798 j e s t m o w a o

kompleksie
opuszczonym

p r z e z z b i e g ł e g o chłopa g o s p o d a r s t w i e , n a k t ó r y m n a l e ż y osadzić

pracują­

c e g o w e m ł y n i e p a r o b k a , k t ó r y „ o ż e n i ł się z p o d d a n k ą l a t s z e ś ć " i dać m u
w o ł y w z a ł o g ę . J e d n a k ż e j u ż w r o k u 1800 w d o b r a c h B e l s k ( n a l e ż ą c y c h
2 7

r ó w n i e ż d o W a l i c k i c h ) n i e j a k i K o r c z a k s t a r a się o o b j ę c i e

gospodarstwa

za p o r ę c z e n i e m d w u m i e j s c o w y c h c h ł o p ó w i w ó j t a . Zaręczają o n i m i a n o ­
w i c i e , że K o r c z a k m o ż e być d o b r y m g o s p o d a r z e m , b o „ m a b r a c i do służby
z d a t n y c h i d z i e c i m u nadrastają"

2 S

. T e n o s t a t n i p r z y p a d e k jest jednakże

z u p e ł n i e o d o s o b n i o n y i n i e mający, p o z a w y j ą t k o w o
runki

mazowieckie

zagospodarowanymi

dobrami

dobrze

jak na wa­

Bazylego

Walickiego,

żadnych a n a l o g i i .
T a k w i ę c w s y t u a c j i , w której „ t r z y m a n i e " z i e m i b y ł o d l a chłopa o b o ­
wiązkiem, p r z y

z a w i e r a n i u małżeństwa najważniejszą

rolę odgrywał

—

j a k pisze K . W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a — „osobisty wkład p r a c y , j a k i żeniący
się m ó g ł w ł o ż y ć w g o s p o d a r s t w o , d l a t e g o n i c d z i w n e g o , ż e n a w e t z a m o ż n i
chłopi często w y d a w a l i s w e c ó r k i z a p a r o b k ó w , a n a w e t z a
d ó w " ( t j . l u d z i luźnych, obieżyświatów — A . W . )
Uciążliwe, niesprawiedliwe
powinności
n i t o r " , n r X X V : 1767, c y t . z a Próby reform
25

2 9

poddanych
i tyrania
nad temiż,
włościańskich..., s. 46-47.

A G A D , A r c h i w u m z Małej W s i I B/205, d o b r a Ł a z y w
s o c h a c z e w s k i e j (dalej: A r c h . M . W.).
2S

2 7

„wagabun-

. Pisze o t y m Tomasz

woj. r a w s k i m ziemi

A G A D , A r c h . M . W. I A/58, w o j . m a z o w i e c k i e , z. c z e r s k a .

A G A D , A r c h . M . W. I A/35, B e l s k , w o j . m a z o w i e c k i e , z. c z e r s k a .
29 W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a , op. cit., s. 131.

2 8

„Mo­

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W

Dłuski, p r z e c i w n i k k o d e k s u Z a m o y s k i e g o ,
szurze

Refleksje

nad

projektem

pod

XVIII

141

WIEKU

p o s e ł n a s e j m 1790 r o k u w b r o ­

tytułem

„Zbiór

praw

sądowych":

„ Ś w i ę t o ś ć m a ł ż e ń s t w a n a l e ż y n a w s p ó l n y m d o t r z y m a n i u w i a r y i miłości,
n i e n a majątku, k t ó r e g o c h ł o p c h y b a z ruchomości, l e c z n i e z r o l i p a ń ­
skiej

udzielić m o ż e . A

córkę jedynaczkę z w y c z a j n i e

nieosiadłego i t e n w r a z
śmierci w s z y s t k o
Małżeństwa
kiedy

z ojcem

posiada

jednak

w i ą z a ł y się o n e z j e d n o c z e s n y m

ściu . Częściej

spotykamy w

po gospodarzach
zostającej

.

głównie w

przejęciem

wypadkach,

gospodarstwa

po t e ­
wdów

p a r o b k a m i czy przychodniami. D l a p o ­

wdowy

siły r o b o c z e j

3 0

źródłach w z m i a n k i o m a ł ż e ń s t w a c h

z miejscowymi

n a gospodarstwie

b r a k u męskiej

źródła

za p a r o b k a

trzyma, a po jego

z p r a w a żony jedynaczki..."

t a k i e odnotowują

3 1

wydają

żony gospodarstwo

obarczonej

m a ł y m i dziećmi

problem

b y ł szczególnie i s t o t n y . G d y n i e była o n a

w s t a n i e wypełniać o b o w i ą z k ó w pańszczyźnianych, d w ó r przeważnie

go­

spodarstwo

jej

j e j odbierał. P o n i e w a ż u t r z y m a n i e g o s p o d a r s t w a

było w

s y t u a c j i n i e m a l jedyną możliwością zabezpieczenia b y t u sobie i
starała się j a k n a j p r ę d z e j

dzieciom,

wyjść powtórnie za mąż.

W p o w t ó r n y m ożenku w d ó w z a i n t e r e s o w a n i b y l i również i s a m i w ł a ­
ściciele z i e m s c y .

Jeśli n i e b y ł o m i ę d z y

miejscowymi

parobkami

kandy­

d a t a , k t ó r y z d e c y d o w a ł b y się ożenić ze starszą o d s i e b i e i często mającą
k i l k o r o d z i e c i k o b i e t ą , skłaniano d o m a ł ż e ń s t w a
3 0

T. D ł u s k i ,

wydrukowanym,
Próby

reform

Zbioru

Refleksyje

przez

nad projektem

delegowanych

s. 30-31. W

włościańskich...,
A. Zamoyskiego

praw...

od

proponuje

pod

„przychodniów"

tytułem

„Zbiór

województwa
krytykowanym
zezwolenie

praw

lubelskiego

3 2

. Za-

sądowych"
[w:]

pisane,

p r z e z Dłuskiego por. 10

chłopu n a w y d a w a n i e

córek

z a mąż „według w o l i onegoż" oraz wyposażanie częścią majątku, zastrzegając
n a k , że w w y p a d k u

jedynaczek wydawanych

jed­

z a „chłopa nieosiadłego l u b człowieka

w o l n e g o " , człowiek ó w w i n i e n objąć g o s p o d a r s t w o po o j c u żony l u b dać n a

swoje

miejsce

reform

zastępcę,

rolę

i

cały

majątek

obejmie

pozostały",

N a przykład w

należącej

osiadł chałupę po W a l e n t y m

do kapituły płockiej

w s i Górki „Stanisław

(okol.

Płocka),

mój

oskarżony

kradzież

„Po śmierci rodziców

objąwszy

po

rodzicach

m n i e oddał tamże w
bawiłem

o

się. P o t e m

moich

opowiada

w

sądzie

moich pracowity
gospodarstwo,

S z c z y t n i e , n a której

wyszogrodzkim

Wawrzyniec

rozporządzał

Broda
nas i

u pracowitego

na

kronik
3 2

Z.

sądowych,
We

Oskarżeni

Warszawa

wsi Jaszowice

oskarżają.

będąc
—

służyłem. T r z e ­

służyć u tegoż m ł y ­

Boską ożeniłem się i g o s p o d a r s t w o po p r a c o w i t y m
Turska,

wuj

służbę

Pawła P y d y n k a

u młynarza w S z c z y t n i e l a t d w i e

ciego r o k u n i e pozwoliła m i j - m ć k a s z t e l a n o w a — p a n i m o j a

wziąłem".

koleje
[...]

n a r z a , a l e m i kazała się żenić z pracowitą Marianną Bykolonką; z a j e j
ordynacyją

niego

ze w s i S z c z y t n o

służbie p r z e z l a t 12 z a p a s t e r z a

służyłem l a t 5 z a p a r o b k a

w s i S z c z y t n a poddanego, p o t e m

i

Kania

K o b u s i e , którego m a córkę z a sobą I r o l i d l a

ustąpił...tylko z pszczół żyje", A D P , s y g n . 86, f. 22, 1779 r. P o d d a n y
swego życia:

Próby

s. 218-219.

włościańskich...,
3 1

„który

rozkazem

Marcinie

Wieś

osiemnastowieczna

w

„Jan

T r a c z y k przychodni

Bykole
mrokach

1960, s. 61.

(star. piaseczyńskie)

się ożenił" obejmując g o s p o d a r s t w o półwłókowe, 1722 г., A G A D ,

z

wdową

A r c h . Gosp. W i l . -

A n t e r i o r a 165. W e w s i Wrońska, z. Z a k r o c z y m s k i e j „Michał K r a w i e c L i t w i n [ p r a w ­
dopodobnie p r z y c h o d n i

z Wk.

K s . Litewskiego

—

A . W.]

...ożenił

sie z

wdową

�142

ANDRZEJ

WOŻNIAK

z n a c z y ć należy, ż e o i l e m a ł ż e ń s t w a chłopskich c ó r e k c z y w d ó w z l u d ź m i
luźnymi,

„przychodniami",

n i e należały

d o rzadkości,

t o sytuacje

od­

w r o t n e , t j . o ż e n e k c h ł o p ó w o s i a d ł y c h z k o b i e t a m i „ p r z y c h o d n i m i " , należał
d o w y j ą t k ó w . Przypuszczać można, że n i e o d g r y w a ł t u większej r o l i b r a k
posagu

czy i n n e względy materialne, lecz raczej p r z y c z y n y

czajowej.

Prawdopodobnie

natury

oby­

o p i n i a w i o s k o w a n i e akceptowała t e g o r o d z a j u

k o b i e t ze w z g l ę d u n a i c h n i e u s t a b i l i z o w a n ą p o z y c j ę i b r a k j a k i c h k o l w i e k
g w a r a n c j i i c h „poczciwości"

3 3

.

Jeżeli w i ę c w y p o s a ż e n i e w
przede w s z y s t k i m
nie

odgrywało

ziemię młodej

pary

o d d w o r u , n i e zaś o d r o d z i c ó w ,

większej

roli

przy

małżeńskiej

zależało

a c o za t y m

d o b o r z e współmałżonka,

nasuwa

idzie
się

pytanie, jakie inne k r y t e r i a były wówczas brane p o d uwagę?
W I połowie X I X w., k i e d y m i m o p e w n y c h

z m i a n w sposobie gospo­

d a r o w a n i a s a m s y s t e m p a ń s z c z y ź n i a n y n a d a l j e s z c z e f u n k c j o n o w a ł , Ł. G o ­
ł ę b i o w s k i pisząc, c z y m

się k i e r u j e c h ł o p p r z y

w y b o r z e żony,

stwierdza:

„Oczekuje wieśniak p o żonie: pieniędzy i sprzętów d o m o w y c h

[...]

w i n n a być poważna, s k r o m n a i cicha d z i e w c z y n a , a nade w s z y s t k o
c o w i t a , ż e b y się p o d o b a ć m o g ł a [...] N i e j e d n a będąc n a j a k i m ś
mało je i pije,
i pragnienie

a zapytujących

się u p e w n i a ,

że s y t a ,

d o k u c z a , a ż e b y się o k a z a ł a n i e w i e l e

Po­
pra­

posiedzeniu

chociaż j e j

wymagająca"

3 4

głód

.

J a k w i d a ć , p o m i j a t u G o ł ę b i o w s k i zupełnie s p r a w ę z i e m i , co j e s t do­
datkowym

argumentem

dzeń. Z a g a d n i e n i e
tów domowych,

za p r a w d z i w o ś c i ą

posagu sprowadza

có jest w p r a w d z i e ,

stawie X V I I I - w i e c z n y c h

poprzednich

stwier­

j a k m o ż e m y się p r z e k o n a ć n a p o d ­

materiałów źródłowych, p e w n y m

l e c z ś w i a d c z y jednocześnie, ż e f o r m y
z okresem

naszych

się w y ł ą c z n i e d o p i e n i ę d z y i s p r z ę ­
uproszczeniem,

wyposażenia córek w

pouwłaszczeniowym n i e były z b y t rozbudowane.

s a g u o m ó w i m y j e s z c z e w sposób b a r d z i e j

porównaniu
Sprawę p o ­

szczegółowy w i n n y m miejscu.

W y m i e n i a j ą c c e c h y , j a k i m i p o w i n n a się c h a r a k t e r y z o w a ć k a n d y d a t k a n a
żonę, a w i ę c p o w a g ę , skromność — j a k o s z c z e g ó l n i e i s t o t n e —
Gołębiowski pracowitość i n i e w i e l k i e w y m a g a n i a .

podkreśla

Są t o o c z y w i ś c i e c e c h y ,

poddanką Łukaszową i załogę z nią u t r z y m u j e " . A G A D , G r o d z k i e Z a k r o c z y m s k i e
r e l a c j e 36, k. 241, r. 1741. T e n s a m i n w e n t a r z w y m i e n i a inną w d o w ę z a mąż idącą
z 2 małych d z i e c i (k. 238). I n w e n t a r z w s i C z a j k i z. Z a k r o c z y m s k i e j w y m i e n i a chłopa
p r z y c h o d n i e g o , który się ożenił z miejscową poddanką — w d o w ą , a następnie
zbiegł, A G A D , G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 61, k . 37V, r. 1760, por. również
Dłuskieg o Refleksyje
nad projektem...,
który pisze, że „ w d o w a choćby poszła z a w o l n e g o
chłopa, a n i e miała d z i e c i z p i e r w s z y m mężem, które b y rolę ojcowską dziedziczyły
i powinność o d b y w a l i , tedy t e n j e j powtórny mąż m u s i tę rolę trzymać, bo skąd
by wziął innego poddanego n a tę rolę". Próby reform
włościańskich..., s. 31.
* Księga rewizji
dóbr kapituły płockiej z a w i e r a wzmiankę o t a k i m właśnie
małżeństwie: „Marcin K o b u s m i e s z k a w chałupie s t a r e j , ożenił się z przychodnią..."
(wieś Górki), A D P , sygn. 86, f. 22, r. 1779.
s

L. G o ł ę b i o w s k i ,
s. 220-221.
34

Lud

polski,

jego

zwyczaje,

zabobony,

Warszawa

1930,

�MAŁŻEŃSTWA

które w s p e c y f i c z n y c h
kryteriów

CHŁOPSKIE

W

XVIII

143

WIEKU

w a r u n k a c h g o s p o d a r k i chłopskiej w y s t ę p u j ą w ś r ó d

d o b o r u małżeńskiego

wszędzie, niezależnie o d miejsca,

czasu

i f o r m a c j i s p o ł e c z n o - e k o n o m i c z n e j . J e d n a k ż e f a k t , ż e urastają o n e t u d o
najbardziej istotnych, a stosunkowo niewiele i n n y c h i m towarzyszy,
daje

się b y ć c z y m ś c h a r a k t e r y s t y c z n y m d l a s y t u a c j i chłopa w

wy­

systemie

pańszczyźnianym.
N i e w ą t p l i w i e ważną rolę w s p r a w a c h d o b o r u małżeńskiego o d g r y w a ł a
też

kwestia

w i e k u . Ciężkie w a r u n k i

życia

chłopów sprawiały

—

pisze

K. W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a — ,,że s p r a w a m a ł ż e ń s t w a n a w s i w y ł a n i a ł a się
wówczas,

gdy

i

samodzielnej

trudów

stawie

kandydaci

stawali

się

gospodarki"

3 5

fizycznie

dojrzali

do

małżeństwa

. Według obliczeń a u t o r k i n a p o d ­
i ziemi

wieluń­

s k i e j w końcu X V I I I w . , średnia w i e k u k o b i e t w s t ę p u j ą c y c h w

d a n y c h z ksiąg p a r a f i a l n y c h z h r u b i e s z o w s k i e g o

związki

m a ł ż e ń s k i e w y n o s i ł a 20 l a t , m ę ż c z y z n zaś 25. B a r a n o w s k i pisząc o sąsia­
dującej z M a z o w s z e m t z w . W s c h o d n i e j W i e l k o p o l s c e , o b e j m u j ą c e j
z i e m i ę wieluńską, p o d a j e ,
dla dziewczyny
Dotyczy

to

1800-1880

3 e

że z a n a j l e p s z y

uważano w i e k

jednak

okresu

okres do zawarcia

18-20 l a t , d l a mężczyzny

znacznie

późniejszego,

a

również

małżeństwa

zaś 2 0 - 2 4 l a t a .
mianowicie

lat

.

Różnica w i e k u między

małżonkami była więc s t o s u n k o w o

niewielka

i wynosiła około 5 l a t . Oczywiście p r z y małżeństwach powtórnych, a b y ł y
one

wówczas n a w s i zjawiskiem

się

bardzo

c z ę s t y m , r ó ż n i c a t a zwiększała

znacznie.
W

leżących

zawiera

w

ziemi

nurskiej dobrach

Łuniewo,

których

inwentarz

dokładne d a n e o w i e k u p o d d a n y c h , r ó ż n i c a w i e k u m i ę d z y

mał­

ż o n k a m i j e s t n i e c o w i ę k s z a i w y n o s i 8 l a t (bez m a ł ż e ń s t w p o w t ó r n y c h ) .
3 7

P o n i e w a ż j e d n a k p r ó b a j e s t w t y m w y p a d k u z b y t mała, a b y m ó w i ć o j a ­
k i c h k o l w i e k p r a w i d ł o w o ś c i a c h d l a c a ł e g o M a z o w s z a , p r z y j m i e m y , że b l i ż ­
sza

rzeczywistości
We

jest

średnia

w s i pańszczyźnianej,

podana

podobnie

przez

K.

jak w

Wierzbicka-Michalska.

pouwłaszczeniowej,

rola

u c z u c i a w z a w i e r a n i u m a ł ż e ń s t w b y ł a n i e w i e l k a . Chociaż przesadą b y ł o b y
twierdzenie

za H . Biegeleisenem,

iż chłop , , w o ż e n i e n i u się n i e k i e r u j e

się s e r c e m , p r z y w i ą z a n i e m , t y l k o i n t e r e s e m "

3 8

, to j e d n a k p r z y p a d k i mał­

ż e ń s t w z miłości b y ł y w ó w c z a s s t o s u n k o w o r z a d k i e

36

W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a ,

3 6

B.

wieku,

nym

Baranowski,

Warszawa

Zycie

kwestie

wsi

między

Wartą

a Pilicą

w

XIX

1969, s. 126.

AGAD,

3 8

H . В i e g e 1 e i s e n, Wesele,

3 9

Być może z t a k i m i właśnie małżeństwami m a m y

G r o d z k i e N u r s k i e r e l a c j e i o b i a t y 73, k. 23-34v, r. 1782.

Księgę

rewizji

dóbr

L w ó w 1928, s. 6.
kapituly

płockiej

do c z y n i e n i a w

przypadku

„Chałupa siódma..., w której j e s z c z e p o m i e s z k a i z n a j d u j e
Marcienie

. M i m o iż

op. cit, s. 136.

codzienne

3 7

przez

3 9

chłopie

d z i a t e k małych

w

roku

mający,

przeszłym

obiedwie

teraz

mieszkający

córki, który

żonę

ze w s i

odnotowa­
Czerzniewo:

się w niej po zbiegłym
brat

sobie

jego P a w e ł

dwoje

kupił..."

[podkr.

�144

ANDRZEJ

związane

z ziemią

nie odgrywały

WOŹNIAK

w

mazowieckiej

wsi

pańszczyźnianej

w i ę k s z e j r o l i , t o dobór m a ł ż o n k ó w b y ł , j a k i w I I p o ł o w i e X I X w . , p o d ­
porządkowany
czelną

sprawom

gospodarczym.

zasadą j e s t w y p o s a ż e n i e

We

młodego

w s i pouwłaszczeniowej

małżeństwa w

ziemię,

być d l a n i e g o w a r s z t a t e m p r a c y , w w a r u n k a c h pańszczyźnianych,
miast chodzi przede
wartościowy

i sprawny

ułatwiającym

w

nato­

w s z y s t k i m o t o , a b y n o w a r o d z i n a stanowiła pełno­
zespół r o b o c z y ,

który będzie w

stanie

w s z y s t k i m obowiązkom związanym z objęciem gospodarstwa.
w ą t p l i w i e posag,

na­

mającą

znacznej

mierze

s t a r t młodemu

sprostać

Czynnikiem

małżeństwu

jest

ale i o n o d g r y w a rolę mniejszą niż w o k r e s i e

nie­

pouwła-

szczeniowym.
Omawialiśmy dotychczas t e k r y t e r i a d o b o r u małżeńskiego, które m o ż ­
n a określić j a k o k r y t e r i a w ł a s n e społeczności w i e j s k i e j , t z n . t a k i e , k t ó r e
zostały p r z e z n i ą s t w o r z o n e
mierze

zaakceptowane.

l u b p r z y n a j m n i e j w większej l u b mniejszej

J a k widać n i e były one a n i z b y t liczne, a n i b a r ­

dzo z r ó ż n i c o w a n e . J e d n a k ż e z a k r e s
ograniczony

oddziaływania n a w e t t y c h

b y ł s t o s u n k i e m poddaństwa, w

j a k i m c h ł o p się

kryteriów
znajdował,

i istniejącymi podziałami s t a n o w y m i .
N a z a w a r c i e m a ł ż e ń s t w a chłop posiadać musiał z g o d ę d z i e d z i c a . W w i ę ­
kszości w y p a d k ó w , g d y o b o j e m ł o d z i b y l i p o d d a n y m i j e d n e g o właściciela,
uzyskanie
pan w

takiego

zezwolenia

n i e stanowiło

większego

problemu,

trosce o własne i n t e r e s y gospodarcze dążył, a b y w

zawierano

j a k najwięcej

małżeństw.

Nie

zezwalał

gdyż

jego dobrach

natomiast dwór

na

o ż e n k i w i ą ż ą c e się z p r z e n o s i n a m i p o d d a n y c h d o i n n y c h dóbr.
Mniej

powszechne,

ale w c a l e

nierzadkie,

p o d d a n y c h d o ożenku z w y z n a c z o n y m i
gospodarczymi,

a czasami

wypadki

zmuszania

przez dwór k a n d y d a t a m i . W k o ­

j a r z e n i u m a ł ż e ń s t w chłopskich k i e r o w a ł a
bami

były

się s z l a c h t a w ł a s n y m i

zaś p o p r o s t u k a p r y s e m

lub

potrze­
fantazją.

Z m u s z a n o d o m a ł ż e ń s t w a n i e t y l k o l u d z i m ł o d y c h , n p . s i e r o t y c z y córki
gospodarzy
Zakazy

będące j e d y n a c z k a m i , l e c z n a w e t w d o w y
dotyczące

zawierania

małżeństw

i wdowców.

z cudzymi

poddanymi

za­

w i e r a j ą i n s t r u k c j e i i n s t r u k t a r z e e k o n o m i c z n e dóbr m a z o w i e c k i c h , a n a w e t
n i e k t ó r e i n w e n t a r z e . W Instruktarzu
d l a będącego wówczas w

ekonomicznym...

jego posesji

ks. A . J . Ogińskiego

starostwa guzowskiego

j a k w y n i k a z t e k s t u , d l a dóbr dziedzicznych),

(a także,

n a k a z u j e się a d m i n i s t r a c j i

d ó b r : „ D o z i e r a ć , a b y s y n y n i e w y c h o d z i l i ze w s i , a c ó r k i o s o b l i w i e
d o o b c y c h w ł o ś c i za m ą ż n i e szły..."
leźć w Instrukcji

dla ekonomów

4 0

Podobne zalecenia

folwarcznych

w dobrach

bogate,

możemy
Nieborów

zna­
z po-

A . W.] A D P , sygn. 86, f. 6, r. 1762, oraz w i n n y m , k i e d y to o w c z a r z ze w s i S z y m b o r y (z. w y s z o g r o d z k a ) M a r c i n P e c z ożenił się z uprowadzoną p o t a j e m n i e p o d ­
danką z i n n y c h dóbr. T u r s к a, Oskarżeni oskarżają..., s. 129 (r. 1791).
*&gt; Polskie instruktarze
ekonomiczne
t. 2, W a r s z a w a 1929, s. 277.

z końca XVII

i XVIII

w., w y d . S . P a w l i k ,

�MAŁŻEŃSTWA

czątków X I X w .

4 1

verbis

W

XVIII

145

WIEKU

o r a z w i n w e n t a r z u C z o s n o w a i M a ł o c i e z 1784 r .

Chociaż t e g o r o d z a j u
pressis

CHŁOPSKIE

ograniczenia

znajdujemy

zawierania

przeważnie w

małżeństw wyrażone

źródłach d o t y c z ą c y c h

własności z i e m s k i e j , b y ł y o n e p o w s z e c h n e , i t o n i e t y l k o n a

4 2

ex-

większej
Mazowszu,

co p r o w a d z i ł o d o s w o j e g o r o d z a j u e n d o g a m i i w o b r ę b i e dóbr n a l e ż ą c y c h
d o j e d n e g o właściciela. M i m o p o w s z e c h n o ś c i t e g o r o d z a j u z a k a z ó w , w y ­
pływających z o b a w y

p r z e d utratą s i ł y r o b o c z e j ,

łatwo j e d n a k zauważyć,

że osobiste i n t e r e s y poszczególnych właścicieli z i e m s k i c h przeważały n a d
solidarnością klasową. T e n s a m s z l a c h c i c ,
nym

ożenków

k t ó r y zabraniał s w o i m

d o i n n y c h włości, g o d z i ł się, a n i e k i e d y

nawet

podda­
zachęcał

gospodarską j e d y n a c z k ę c z y w d o w ę d o m a ł ż e ń s t w a z p r z y c h o d n i e m ,
t y l k o objął o n gospodarstwo.

byle

Przychodzień t a k i n i e r z a d k o zbiegły z i n ­

n y c h dóbr, n a w e t jeśli n i e p r z y j m o w a ł o f i c j a l n i e p o d d a ń s t w a , t o p o o b ­
4 3

jęciu g o s p o d a r s t w a

i t a k wypełniał obowiązki

pańszczyźniane.

S a m a zasada z a w i e r a n i a małżeństw przez p o d d a n y c h w obrębie
n a l e ż ą c y c h d o j e d n e g o w ł a ś c i c i e l a n i e b y ł a zresztą w pełni
Ścisłe j e j p r z e s t r z e g a n i e ,

np. w

d o b r a c h składających

dóbr

realizowana.

się z

jednej-dwu

w s i i z a m i e s z k i w a n y c h p r z e z 15-20, a często i m n i e j r o d z i n , b y ł o n i e k i e d y
w r ę c z n i e w y k o n a l n e , a t e g o r o d z a j u d r o b n a i średnia własność
była szczególnie c h a r a k t e r y s t y c z n a

dla Mazowsza. Przy

ziemska

tak niewielkiej

p o p u l a c j i mogło n i e k i e d y brakować p o p r o s t u kandydatów w

odpowied­

n i m w i e k u d o m a ł ż e ń s t w a . D o d a t k o w y m u t r u d n i e n i e m m o g ł y b y ć często
w

w a r u n k a c h w i e j s k i c h związki pokrewieństwa

w myśl obowiązującego p r a w a kanonicznego

i powinowactwa,

uniemożliwiały

N a l e ż y dodać, ż e l i c z n e z k o l e i k o m p l i k a c j e w

które

małżeństwo.

u s t a l e n i u stosunków p o ­

k r e w i e ń s t w a w e w s i p a ń s z c z y ź n i a n e j p o w o d o w a ł a duża l i c z b a d z i e c i
ślubnych

4 4

nie­

.

W t e j s y t u a c j i s z l a c h t a z e z w a l a ł a n i e k i e d y n a zamążpójście p o d d a n k i
d o i n n y c h włości n a zasadzie w y m i a n y . Niektóre z i n w e n t a r z y

zawierają

w z m i a n k i o córkach chłopskich w y d a n y c h z a m ą ż d o o k o l i c z n y c h w s i , z a
k t ó r e d z i e d z i c n i e dostał j e s z c z e o d sąsiada „ r e k o m p e n s a t y

4 S

". W

rewizji

Instrukcje
gospodarcze
dla dóbr magnackich
i szlacheckich
z XVII
i XVIII
w.
t. I I , w y d . B . B a r a n o w s k i , J . Bartyś i T . S o b c z a k , W r o c ł a w 1963, s. 340 ( i n s t r u k c j a
z r. 1811).
41

4 2

A G A D , A r c h . P o t o c k i c h z Jabłonny 113, r. 1784.

O f i c j a l n e przyjęcie poddaństwa zdarzało się r a c z e j w w y p a d k u l u d z i r z e ­
czywiście w o l n y c h . O d w u w y p a d k a c h „poddania się a k t a m i z a k r o c z y m s k i m i w p o d ­
d a ń s t w o " w o l n y c h o w c z a r z y ożenionych z p o d d a n k a m i ze w s i Wrońska i Trębki
w z i e m i z a k r o c z y m s k i e j , w s p o m i n a i n w e n t a r z t y c h w s i z 1741 г., A G A D , G r o d z k i e
Z a k r o c z . r e i . 36, k. 241v i 242v.
4 3

Przykłady trudności, j a k i e p o w o d o w a ł y t a k i e p r z y p a d k i p r z y z a w a r c i u
żeństwa, podaje W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a ,
op. cit., s. 142-143.
4 4

mał­

Wieś Trębki, z. z a k r o c z y m s k a , A G A D , G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 36, k. 242v,
r. 1741 i C z a j k i również w z i e m i z a k r o c z y m s k i e j , A G A D , G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 61,
k. 374v, r. 1970. P o d o b n e przykłady z i n n y c h terenów P o l s k i podaje W i e r z b i c k a M i c h a l s k a , op. cit., s. 126.
4 5

10 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I , z. 1

�146

ANDRZEJ

WOZNIAK

zaś dóbr k a p i t u ł y pułtuskiej z n a j d u j e m y
szły za m ą ż „ n a s t r o n ę "

4 6

osobną listę d z i e w e k ,

. Oprócz w y m i a n y

które w y ­

p r a k t y k o w a n o również

w

n i e k t ó r y c h w y p a d k a c h zapłatę w g o t ó w c e z a ż o n ę d l a p o d d a n e g o * . W y ­
7

j ą t k o w y w m a z o w i e c k i c h źródłach j e s t p r z y p a d e k o d n o t o w a n y

w

księdze

r e w i z j i dóbr k a p i t u ł y p ł o c k i e j , k i e d y chłop i m i e n i e m P a w e ł ze w s i C z e r z niewo, s a m „kupił sobie żonę"
Najbardziej
żeństw

4 8

.

jaskrawym przejawem

chłopskich

było niewątpliwie

ingerencji

d w o r u w sprawę

zmuszanie

poddanych

do

mał­

ożenku

z w y z n a c z a n y m i przez pana k a n d y d a t a m i . W p r z y p a d k a c h , o których m ó ­
w i ą źródła m a z o w i e c k i e ,

decyzje d w o r u wynikały z pobudek

n y c h . T a k n p . J a w o r s k a , właścicielka w s i G r o d z i e c z z i e m i

ekonomicz­

zakroczymskiej,

w y m i e n i a w i n w e n t a r z u t e j ż e w s i p o d d a n e g o i m i e n i e m J a n z następującą
u w a g ą : „ ż o n a j e g o T e r e s a , z k t ó r ą m g o d r u g i t y d z i e ń j a k ożeniła, z p i e r ­
wszą zaś żoną d z i e c i m a p i ę c i o r o "
dziedziczka

prawdopodobnie

darstwa i wynikającymi
ności. Z p o d o b n y c h ,
(pod

Bodzanowem)

4 9

. Decyzję o ożenku w d o w c a

w obawie

stąd trudnościami w e g z e k w o w a n i u

j a k się w y d a j e ,
wydała

przyczyn

gospodarską

dziedziczka

córkę

przymusu przy

nych

5 1

fantazji

po o j c u żony

5 0

za

.

bawiącego

a niekiedy

się w

swatanie

po prostu
swoich

było

podda­

.

Wieś

4 6

dziedzica

Bykalonkę

z a w i e r a n i u m a ł ż e ń s t w m o g ł o zresztą w y ­

pływać także z p o b u d e k p o z a e k o n o m i c z n y c h ,
wynikiem

zeń p o w i n ­
w s i Szczytno

Mariannę

m i e j s c o w e g o p a r o b k a i kazała m u objąć g o s p o d a r s t w o
Stosowanie

podjęła

p r z e d p o d u p a d n i ę c i e m jego- g o s p o ­

Jaszczołty

w

dobrach

kapituły

płockiej,

ADP,

sygn. В

177, к. 148,

г. 1756.
Przykładem

4 7

ziora w

Miłosierdzia. W
do

może być ugoda między M . Wyszyńskim, właścicielem w s i J e ­

z. c z e r s k i e j (później

swojej

poddanej

Wyszyńskich

własność W a l i c k i c h ) , a przełożoną w a r s z a w s k i c h S S .

myśl tej ugody S S . Miłosierdzia zrzekają
ze w s i J a z g a r z e w ,

chłopa z J e z i o r .

małżeństwa

poddanki

Umowa

z Jazgarzewa

która

zastrzega

pozostają

I A/52, r. 1740. P o d o b n e wiadomości z a w i e r a
a k t przyjęcia
oblatowany

poddaństwa

w

przez

Wyszogrodzie.

wyszła

niejakiego

jednak,

w

się z a sumę 60 zł p r a w

z a mąż

z a należącego

że d z i e c i z

tejże w s i . A G A D ,
Gąsiaka

z Grodkowa,
z

Wilkowych

należy...",
ska,

którą, w i e m
Mateusz

w

Księżych

T u r ska,

dobrze,

służbie

W.

daty)

synach

Gąsiak

Grodkowskiego

że zapłacił n i e b o s z c z y k w.w.j.mć.p. s t a r o s t a z a ­

w

Grodkowie

z a ugodą

z księżami

cit.,

131; por.

op.

M.

ze w s i R o g u s z y n ,

O s w o i c h pożenionych w R o g u s z y n i e

mówi: „Kacper wziął z a żonę dziewkę dziedziczną j.mć.p. Z y g m u n t a
kroczymski,

Arch.

X V I I I - w i e c z n y (bez dokładnej

Stanisława

do

poprzedniego

s.

urodzony,

wziął

czerwieńskimi,
również

z a żonę

do których

dziewkę
ta

wieś

W i e r z b i c k a - M i c h a l ­

op. cit., s. 126.

4 8

A D P , s y g n . 86, f. 6, r. 1762.

4 9

A G A D , Grodź. Z a k r o c z . r e i . 61, k. 693-693v, r. 1759.

5 0

T u r s к a, op. cit., s. 41.

51

Baranowski,

Kultura

ludowa...,

s. 326. Wiadomości

a u t o r a odnoszą się do sąsiadującego z M a z o w s z e m
polski
kich —

(m.in.

w o j . łęczyckiego,

rawskiego).

a

także

części

przytaczane

terenu tzw. Wschodniej

jednego

z województw

przez

Wielko­

mazowiec­

�MAŁŻEŃSTWA

W

CHŁOPSKIE

W XVIII

p u b l i c y s t y c e I I p o ł o w y X V I I I w . zajmującej

sprawa ograniczenia swobody

147

WIEKU

się k w e s t i ą

chłopską

z a w i e r a n i a małżeństw była jedną z najczę­

ściej p o r u s z a n y c h . W ś r ó d p r z e c i w n i k ó w t z w . k o n s e n s u m a ł ż e ń s k i e g o m o ż ­
n a znaleźć n a w e t l u d z i , k t ó r y c h p o g l ą d y n a s p r a w ę p o d d a ń s t w a i p a ń ­
szczyzny były dalekie o d l i b e r a l n y c h . D o t a k i c h należy n p . występujący
pod pseudonimem ks. T r y n i t a r z a Ignacy G r a b o w s k i autor wydanej w r o k u

1790 b r o s z u r y Dopytanie
się u przodków czułości ku poddanym
autorowi
odpowiedzi,
czyli dodatku do księgi o poddanych
polskich...
w r. 1789
odpowiadające, w k t ó r e j o p o w i a d a się z a u t r z y m a n i e m s t o ­

wydrukowanej

sunków pańszczyźnianych . W p o l e m i k a c h , j a k i e s p r a w a konsensu
32

p a t r y w a n a w kontekście całości k w e s t i i chłopskiej w ó w c z a s
p u n k t e m odniesienia

b y ł często p r o j e k t Zbioru

A u t o r postulował zniesienie
chłopskich

5 3

konsensu

A.

praw...

z wyjątkiem

wdów

roz­

wywoływała,
Zamoyskiego.
i

jedynaczek

.

Z dosyć s z e r o k i e g o g r o n a p u b l i c y s t ó w I I p o ł o w y X V I I I w . d o m a g a j ą ­
c y c h się c a ł k o w i t e g o

zniesienia

ograniczeń w z a w i e r a n i u małżeństw d o

n a j b a r d z i e j z n a n y c h n a l e ż ą : S. S t a s z i c ,

P . ŚW i t k o w s k i

5 1

ski. W wydanej

5 5

i J . Pawlikow­

a n o n i m o w o w r o k u 1788 b r o s z u r c e O poddanych

polskich

J . P a w l i k o w s k i , d o m a g a j ą c się w o l n o ś c i d l a c h ł o p ó w , n a p i e r w s z y m

miej­

scu w y m i e n i a sprawę zniesienia k o n s e n s u małżeńskiego: „Najpierwsze w o l ­
ności p o d d a n y c h
dzicom
wolno

chciałbym mieć p r a w o

n a d dziećmi, j a k ą r o d z i c e
wydawać n a wsie

z wybiorem..."

5 6

cudze

obwarowania

mieć

takiej władzy r o ­

p o w i n n i , t o jest,

córki i m ł o d y m

a b y i m było

żenić się, g d z i e zechcą

.

Omawiając zasady d o b o r u współmałżonka i różnego r o d z a j u

przeszko­

dy, które ograniczały możliwości p o d d a n e g o w t y m w z g l ę d z i e p o m i j a l i ­
śmy

dotychczas

kwestię małżeństw międzystanowych,

c h e c k i c h i chłopsko-mieszczańskich. N a s u w a
z położeniem społecznym

i sytuacją

małżeństwa

były

szlachty

tego rodzaju

prawną

zawierane.

chłopa

Chociaż w

z w i ą z k i m a ł ż e ń s k i e chłopsko-szlacheckie

dopuszczalne,

t j . chłopsko-szla-

się p y t a n i e , c z y w

związku

pańszczyźnianego
opinii

przeciętnej

uważane były

za n i e ­

t o j e d n a k z d a r z a ł y się o n e , a l e n i e w ą t p l i w i e dosyć r z a d k o .

Małżeństwa z chłopami zawierała przede w s z y s t k i m d r o b n a szlachta, z a ­
możnością i p o z i o m e m często n i e w i e l e się o d n i c h różniąca. T a k i e w ł a ś n i e
p r z y p a d k i z n a n e są r ó w n i e ż z t e r e n u M a z o w s z a , g d z i e t a d r o b n a s z l a c h t a
była szczególnie liczna. T a k n p . i n w e n t a r z w s i Humięcino w z i e m i w y -

5 2

Materiały

do dziejów

sejmu

czteroletniego,

opr. J . Woliński,

J . Michalska,

E . R o s t w o r o w s k i , W r o c ł a w 1965, s. 270.
53

Próby

5 4

S.

reform

t. I , W a r s z a w a
5 5

wania
5 6

P.

włościańskich..., s. 218, 219.

Staszic,

Przestrogi

dla Polski,

[w:]

Pisma

filozoficzne

i

społeczne,

lub słusznego

umiarko­

1954, s. 289.

Switkowski,

poddaństwa,

Porady

[w:] Próby

J. P a w l i k o w s k i ,

reform

i środki

do zniesienia

włościańskich..., s. 187.

O poddanych

polskich,

Kraków

1788, s. 89.

�148

ANDRZEJ

szogrodzkiej

WOŻNIAK

w y m i e n i a chłopa p r z e z w i s k i e m K r y c h a c o ż e n i o n e g o ze s z l a ­

chcianką i o d r a b i a j ą c e g o w r a z z n i ą p a ń s z c z y z n ę

5 1

. Chociaż w i ę c , j a k p i ­

sze J . M a c i s z e w s k i , „szlachcianka poślubiająca chłopa n i e traciła

osobiste­

go s z l a c h e c t w a i w d o k u m e n t a c h p r a w n y c h tytułowana była urodzoną a l b o
szlachetną"

58

, t o poza p r a w e m do z a c h o w a n i a wolności osobistej, p r z y w i l e j

t e n n i e w i e l e znaczył. D o w y j ą t k o w y c h należy zaliczyć p r z y p a d e k , w k t ó ­
r y m p a n u w a l n i a ł chłopa z p o d d a ń s t w a w z w i ą z k u z j e g o

małżeństwem

ze szlachcianką, j a k t o u c z y n i ł A d a m W ą g r o d z k i , p i s a r z g r o d z k i i
ski ziemi zakroczymskiej
skiego .
5 9

w

s t o s u n k u do swego poddanego

ziem­

Jana K i e r a l -

M a ł ż e ń s t w a z p o d d a n y m i b y ł y d l a osób p o c h o d z e n i a

szlachec­

k i e g o w y r a ź n ą degradacją społeczną, m o ż n a w i ę c przypuszczać, ż e

zawie­

r a l i j e przeważnie c i s a m i ludzie, którzy n i e r z a d k o z b r a k u środków do
życia z a s i l a l i rzeszę t z w . „ l u ź n y c h "
z małżeństwami
szy

60

, p o d o b n i e p r z e d s t a w i a ł a się s p r a w a

chłopsko-mieszczańskimi, chociaż ze w z g l ę d u n a m n i e j ­

d y s t a n s s p o ł e c z n y d z i e l ą c y c h ł o p ó w o d s t o j ą c y c h najniżej

w

hierar­

c h i i s w e g o s t a n u m i e s z c z a n , b y ł y o n e m o ż e z j a w i s k i e m n i e c o częstszym

KOJARZENIE

MAŁŻEŃSTW.

6 1

.

WESELE

S t w i e r d z e n i e , ż e s z l a c h t a starała się, a b y w j e j d o b r a c h chłopi

zawie­

r a l i j a k najwięcej małżeństw może brzmieć paradoksalnie, wziąwszy p o d
u w a g ę t o , c o zostało w c z e ś n i e j

powiedziane

o roli

dworu przy

doborze

małżonków. W rzeczywistości j e d n a k b y ł y t o t y l k o różne sposoby

reali­

z o w a n i a t e j samej t e n d e n c j i d o ilościowego zwiększania „osiadłości" chłop­
s k i c h , którą W . K u l a u w a ż a za j e d n ą z p o d s t a w o w y c h d l a g o s p o d a r k i f o l ­
warcznej

6 2

. D w ó r zachęcał p o d d a n y c h d o z a w i e r a n i a m a ł ż e ń s t w n i e t y l k o

z t e g o p o w o d u , ż e d o p i e r o p a r a małżeńska m o g ł a s t w o r z y ć j e d n o s t k ę g o ­
spodarczą, l e c z r ó w n i e ż
n i e zasadniczej

dlatego,

że posiadanie

rodziny w

pewnej,

m i e r z e , z a p o b i e g a ł o ź b i e g o s t w u i w sposób b a r d z i e j

choć
ścisły

w i ą z a ł o p o d d a n e g o ze społecznością w i e j s k ą .
W

XVIII-wiecznej

w s i mazowieckiej

istniał c a ł y s y s t e m

p o d d a n y c h do z a w i e r a n i a małżeństw, polegający

«

AGAD,

5 8

J. Maciszewski,

5 9

W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a ,

Szlachta

N. A s s o r o d o b r a j ,
przemyśle p o l s k i m epoki

polska

i jej

państwo,

zachęcania

pokrywaniu

G r o d z k i e C i e c h a n o w s k i e r e l a c j e I I , 53, k. 304, X V I I I

6 0

w

na

przez

w. (b.d.).

Warszawa

1968, s. 140.

op. cit., s. 128.

Początki klasy
stanisławowskiej,

robotniczej,
Warszawa

problem
rąk
1966,' s. 48-49.

roboczych

W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a ,
op. cit., s. 129, tamże p r z y p a d e k małżeń­
s t w a chłopsko-mieszczańskiego w e w s i B o g a t e w z. c i e c h a n o w s k i e j , A n t o n i N a r z y m s k i , b i s k u p s u f r a g a n pułtuski, dziedzic tej w s i , zobowiązał się dać wolność p o t o m ­
s t w u z r o d z o n e m u z małżeństwa jego p o d d a n e g o P i o t r a Sadłowskiego, m a j s t r a ś l u ­
s a r s k i e g o z mieszczanką (s. 130).
6 1

W. K u l a ,
s z a w a 1962, s. 65.
6 2

Teoria

ekonomiczna

ustroju

feudalnego.

Próba

modelu,

War­

�MAŁŻEŃSTWA

d w ó r części w y d a t k ó w

CHŁOPSKIE

związanych

W

XVIII

z i c h zawarciem.

sposobu k o j a r z e n i a małżeństw i zwyczajów
można powiedzieć. P r a w d o p o d o b n i e
ograniczeniem
znacznie,

w

kręgu

kandydatów

porównaniu

z

w

N a t e m a t samego

z t y m związanych

związku z o m a w i a n y m

do małżeństwa,

okresem

149

WIEKU

również

pouwłaszczeniowym,

i

niewiele
wcześniej
one

były

uproszczone.

W m a ł y c h , j e d n o - d w u w i o s k o w y c h d o b r a c h p r z y s z l i m a ł ż o n k o w i e z n a l i się
najczęściej o d dzieciństwa. W w i ę k s z y c h m ł o d y p a r o b e k m ó g ł s o b i e u p a ­
t r z y ć k a n d y d a t k ę n a ż o n ę n a j a r m a r k u , w kościele c z y n a w e s e l u .
n i e wyglądała

sprawa

Podob­

z pośrednictwem swatów czy r a j ków, z którego k o ­

r z y s t a n o znacznie c h y b a rzadziej niż w I I połowie X I X w . N i e w s p o m i n a
o n i c h opisujący z w y c z a j e

w s i mazowieckiej

ł ę b i o w s k i , pisząc, ż e „ m ł o d y M a z u r
Panie ojcze czy w y d a c i e

s a m

z p o c z ą t k ó w X I X w . Ł. G o ­
się oświadcza o j c u , m ó w i ą c :

za m n i e s w o j ą c ó r k ę M a r y n ę , c z y n i e ? b o o n a

m i się b a r d z o spodobała i z a r o b y ś m a d a l i n a z a p o w i e d z i , a jeśli n i e w y ­
d a c i e z a m n i e M a r y n y , t o się m u s i m y d r u g i e j p o s t a r a ć "

6 3

. Idąc w t e g o r o ­

d z a j u o d w i e d z i n y d o d o m u p a n n y , ze s w a t e m c z y bez, m ł o d y
ze sobą w ó d k ę . Z w y c z a j

t o zresztą p o w s z e c h n y

przynosił

nie t y l k o na Mazowszu,

u t r z y m u j ą c y się i o b e c n i e . X V I I I - w i e c z n a ś p i e w k a l u d o w a , p r a w d o p o d o b ­
nie mazowiecka mówi:
A mój miły M a c i e k
D o Kaśki się zaciekł
N i e postawił f l a s z k i
Nie dali m u K a ś k i .
M

W

niektórych w y p a d k a c h , g d y d w o r o w i

zależało n a c z y i m ś

ożenku

starającemu się o d z i e w c z y n ę d a w a n o z d w o r s k i e j k a r c z m y w ó d k ę n a ó w
n i e z b ę d n y poczęstunek. T a k i w ł a ś n i e w y p a d e k został o d n o t o w a n y w r a ­
c h u n k a c h k a r c z m y należącej d o W a l i c k i c h S t a r e j W s i : „ A n t o n i e m u

Przy­

b y s z o w i n a z a l o t y , a b y się p r ę d z e j o ż e n i ł . G o r z a ł k i k w a r t 3 i p i w a g a r n ­
cy 6"

6S

. Chodziło niewątpliwie o u t r z y m a n i e w e w s i przez ożenek o w e g o

przybysza

Antoniego.

O pieniądzach pożyczonych

chłopu n a

wspomina inwentarz w s i Trzepowo w ziemi zakroczymskiej
W

czasie o ś w i a d c z y n

rodzicom

narzeczonej,

6 6

zaręczyny

.

c z y l i t z w . „ z a l o t ó w " ',
67

czy też p r z e d zaręczynami, o m a w i a n o r ó w n i e ż sprawę p o s a g u .

Ponieważ

c h ł o p p a ń s z c z y ź n i a n y n i e d y s p o n o w a ł n a o g ó ł ziemią, p o s a g t e n składał

6 3

Gołębiowski,

op. cit., s. 59-60.

6 4

C . H e г n a s,

kalinowym

dowej
«

ze zbiorów
5

6 6

W

polskich

XVIII

lesie.

wieku,

Tom

drugi.

Antologia

polskiej

pieśni

lu­

W a r s z a w a 1965, s. 131.

A G A D , A r c h . M . W . I A/36, r. 1778/79.
„TJ Łukasza P a c a pożyczonych n a zaręczyny tynfów 3 g r 5 " , A G A D ,

Grodz­

k i e Z a k r o c z . r e i . 77, k. 103v, r. 1764.
6 7

K.

„Iść n a z a l o t y j e s t to samo, co oświadczyć się r o d z i c o m i p a n n i e o rękę".

Kozłowski,

zowsza

Czerskiego,

Lud.

Pieśni,

podania,

baśni, zwyczaje

i przesądy

wraz z tańcami..., W a r s z a w a 1867-74, t. 210.

ludu

z

Ma­

�150

ANDRZEJ

WOZNIAK

się p r z e w a ż n i e z p i e n i ę d z y , s p r z ę t ó w i i n w e n t a r z a ż y w e g o
łach ź r ó d ł o w y c h

. W materia­
chłop­

s k i c h c ó r e k są dosyć skąpe. W s p o m i n a j ą o n e j e d y n i e o d a w a n i u w

posagu

czy najwyżej

paru

zasadniczą część s k ł a d o w ą
Jeszcze w

pierwszej

6 9

wiadomości

6 8

n a t e m a t wyposażenia

jednej

z Mazowsza

s z t u k bydła, s t a n o w i ą c y c h n i e w ą t p l i w i e

jego

.

połowie

X I X w . istniał n a M a z o w s z u

zwyczaj,

ż e „ o j c o w i e łączącej się p a r y p r z e d w e s e l e m p r z y c h o d z i l i d o d z i e d z i c a r a ­
dzić się j a k p o w i a d a l i s t a r s z e j

g ł o w y

m a ł ż e ń s t w o " . N a parę d n i p r z e d w e s e l e m
formalnością,

gdyż

o zamierzonym

i prosić

o pozwolenie

było t o j e d y n i e

ożenku

dziedzic

na

zwyczajową

wiedział

już

wcze­

śniej i w y r a ż a ł nań z g o d ę , jeśli n i e k o l i d o w a ł o t o z j e g o i n t e r e s a m i . B y ć
może, właśnie p r z y o k a z j i tego oficjalnego

„błogosławieństwa"

uzyskiwa­

no o d d w o r u p o m o c materialną n a w y p r a w i e n i e wesela. W y p r a w i a n i e w e ­
sel przez dwór czy chociażby częściowe i c h f i n a n s o w a n i e b y ł o b o w i e m
XVIII-wiecznej

w s i mazowieckiej

p r a k t y k ą dość p o w s z e c h n ą .

w

Najwięcej

m a t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h n a t e n t e m a t o d n o s i się d o dóbr p r y w a t n y c h , a l e
pojedyncze-wzmianki

świadczą, że f i n a n s o w a l i chłopskie w e s e l a

również

niektórzy posesorzy dóbr kościelnych i królewszczyzn.
C y t o w a n y w c z e ś n i e j Instruktarz

ekonomiczny...

d l a dóbr d z i e d z i c z n y c h

ks. A . J . Ogińskiego i będącego w j e g o posesji s t a r o s t w a g u z o w s k i e g o n i e
t y l k o określa w p . 9 p a r . X I r o z m i a r y z a p o m ó g u d z i e l a n y c h c h ł o p o m n a
wesela

( w t y m w y p a d k u t y l k o ilość p i w a i w ó d k i ) , l e c z w y j a ś n i a

także,

j a k i e m u c e l o w i mają o n e służyć:
Dozierać, a b y s y n y n i e w y c h o d z i l i ze w s i , a córki o s o b l i w i e bogate, do o b c y c h
włości z a mąż n i e szły, dlatego zachęcać należy i szukać sposobów 'do częstych
ś l u b ó w i w e s e l , n a które n a z n a c z a się w d z i e d z i c z n y c h d o b r a c h gorzałki g a r c y d w a ,
p i w a b e c z e k d w i e w g a r c y trzydzieści sześć, w s t a r o s t w a c h zaś gorzałki g a r n i e c ,
p i w a b e c z k a j e d n a w g a r c y trzydzieści sześć, które z a ordynacyją J . P a n a g u b e r ­
n a t o r a w y d a n e być p o w i n n y ™.

Szczególnie o b f i t e wiadomości dotyczące zapomóg n a w e s e l a

zawiera­

ją i n w e n t a r z e i r a c h u n k i z dóbr B a z y l e g o W a l i c k i e g o . T a k n p . i n w e n t a r z
d ó b r Ł ę c z e s z y c e w y z n a c z a n a chłopskie w e s e l a p o 2 ć w i e r c i żyta, 1 ć w i e r ­
c i pszenicy, 4 garnce g r o c h u , 2 k w a r t y soli, 2 „ m i r k i " 30-garncowe p i w a ,
2 g a r n c e g o r z a ł k i i 4 zł „ n a m i ę s o "
niędzy d a w a n o n a wesela

w

7 1

. P o d o b n e ilości a l k o h o l u , zboża i p i e ­

i n n y c h dobrach Walickiego.

Z

rachunków

G o ł ę b i o w s к i, op. cit., s. 220, oraz c y t o w a n a wcześniej b r o s z u r a T . D ł u s s k i e g o z 1780 r. Próby reform włościańskich..., s. 30.
6 8

„Szymon...ożenił się z córką W a w r z e ń c a P a r z e n i e c k i e g o , po n i e j wzioł k r o w ę
w p o s a g u " , w C z e r z n i e w i e (dobrach k a p i t . pułt.), A D P , sygn. 86, k. 58 (post 1780).
Także w s p r a w i e o p o m i a r gruntów g r o m a d h o l e n d e r s k i e j i chłopskiej T r o s z y n a
i T r o s z y n k a można znaleźć wzmiankę o d a w a n i u bydła (bez określenia ilości)
w posagu. A G A D , Księgi m i e j s k i e Gąbina 8 ( D i s s o l u t a r a d z i e c k i e i wójtowskie),
post 1765.
69

70

Polskie

7 1

A G A D , A r c h . M . W . I . A/115, r. 1794.

instruktarze

ekonomiczne...,

s. 277.

�MAŁŻEŃSTWA

wynika wprawdzie,

CHŁOPSKIE

W

XVIII

151

WIEKU

że zapomóg u d z i e l a n o w s z y s t k i m —

c y m się p o r a z p i e r w s z y , j a k i w d o w c o m ,

zarówno żenią­

gospodarskim s y n o m i parob­

k o m ( n i e k i e d y n a w e t p r z y c h o d n i m ) , ale i c h wysokość n i e była j e d n a k o w a .
Na

przykład

rzemieślnicy

odrabiający

niewielką

o p o ł o w ę m n i e j p i w a i w ó d k i niż s y n o w i e

pańszczyznę

gospodarzy

72

dostawali

. Wartość

wyda­

w a n y c h n a j e d n o w e s e l e p r o d u k t ó w w y c e n i a n o n a 30 d o 65 zł. W
w

l a t a c h 1785-1795 w

pomóg

27 o s o b o m .
7 3

d o b r a c h łęczeszyckich u d z i e l o n o
W

sumie

„weselnych"

l a t a c h 1773-1797 w y d a t k i n a w e s e l a

za­

chłopskie

są r ó w n i e ż stałą p o z y c j ą w r a c h u n k a c h i n n y c h dóbr W a l i c k i e g o — k l u c z y
małowiejskiego i bełskiego

7 4

. Z n a c z n i e m n i e j dokładne są w i a d o m o ś c i d o ­

t y c z ą c e f i n a n s o w a n i a w e s e l chłopskich w i n n y c h w s i a c h p r y w a t n y c h i n a ­
leżącej

d o k a p i t u ł y płockiej w s i G ó r k i . O g r a n i c z a j ą się o n e d o k r ó t k i c h

w z m i a n e k stwierdzających, że dziedzic l u b posesor
j e d n e m u czy k i l k u p o d d a n y m

7 S

w s i „sprawił w e s e l e "

.

I n n ą f o r m ą zachęty d o z a w i e r a n i a m a ł ż e ń s t w b y ł o w y w i e r a n i e

przez

d w ó r n a c i s k u n a proboszczów, a b y n i e p o b i e r a l i o d chłopów z b y t w y s o k i c h
o p ł a t za śluby. I t a k w Instruktarzu

d l a dóbr k s . Ogiń­

ekonomicznym...

skiego z n a j d u j e m y w p . 11 p a r . X I zalecenie:

„ W c h r z t a c h , ślubach, p o ­

grzebach, ażeby p o d d a n i z d z i e r a n i n i e b y l i , m a dopatrzeć J . P a n e k o n o m
wcześnie umówiwszy

się z J . X . p l e b a n e m i p r o b o s z c z e m ,

wyciągali, co i m jest a l o c i o r d i n a r i o p o z w o l o n e m "

7 6

aby to t y l k o

. A n k i e t a z 1785 г.,

n a którą w i n n i b y l i o d p o w i e d z i e ć k o n t r o l u j ą c y w s i e K s i ę s t w a Ł o w i e c k i e g o
l u s t r a t o r z y , z a w i e r a ł a m . i n . p y t a n i e , c z y p o d d a n i „ n i e sarkają
opłatę o d ślubu, c h r z t u i p o g r z e b ó w "

7 7

n a dużą

. R a p o r t y kontrolerów z tego sa­

m e g o r o k u z a w i e r a j ą w i a d o m o ś c i o s k a r g a c h z 10 w s i , ż e opłaty, s z c z e g ó l ­
n i e za śluby i p o g r z e b y ,

są w i c h p a r a f i a c h z b y t w y s o k i e

7 8

, nie wiemy

j e d n a k w j a k i m s t o p n i u s k a r g i t e zostały p r z e z administrację w z i ę t e p o d
u w a g ę . J a k się w y d a j e , m o ż l i w o ś c i k o n t r o l o w a n i a i o g r a n i c z a n i a opłat za
chrzciny

i pogrzeby

miały

jedynie

tak wysoko

j a k p r y m a s M . P o n i a t o w s k i (chociażby z r a c j i

postawione

osobistości,

s w o j e g o urzędu), czy n p .

k s . A . J . Ogiński. W ł a ś c i c i e l e m n i e j s z y c h d ó b r w o l e l i n i e psuć s o b i e s t o -

7 2

7 3

A G A D , A r c h . M . W. I . A/16, r. 1785.
A G A D , A r c h . M. W. I A/115, l a t a 1785-1795.

7 4

A G A D , A r c h . M. W. I A/35, I A/36, I A/37, z l a t 1772-1797.

75

N a przykład wieś G r a b i e koło Gąbina. A G A D ,

radz.

i wójt.)

Oskarżeni

post

1765, w.

oskarżają...,

Szymbory

s. 129 o r a z

wieś

w

Księgi m i e j . Gąbin 8 (dissol.

z, w y s z o g r o d z k i e j ,

kapituły

płockiej

r.

Górki,

1791, T u r s k a ,
której

posesor

sprawił w e s e l e t r z e m chłopom, A D P , sygn. 86, k. 22, r. 1779.
7S

Polskie

instruktarze

77

Supliki

chłopskie

ekonomiczne...,
XVIII

w.

c y t . w y d . , s. 277.

z archiwum

prymasa

Michała

Poniatowskiego,

w y d . J . L e s k i e w i c z , J . M i c h a l s k i , W a r s z a w a 1954.
7 8

Skarżyły

się

ślub 8-10 zł), Supliki

wsie:

Zduny,

Strubienice,

Szymonowice,

Rząśno

(opłata

za

chłopskie..., s. 125-126; M a u r z y c e (7-8 zł), tamże, s. 158; C h r u ś -

lin, L i s i e w i c e , M y s t k o w i c e
Krępa (3-6 zł), tamże, s. 199.

(6-10 zł), tamże,

s. 180; Guźnia

(5-8 zł), tamże,

s. 195;

�152

ANDRZEJ

sunków z m i e j s c o w y m i

WOŹNIAK

proboszczami

j a k i m k o l w i e k wtrącaniem

się

w

s p r a w y i c h dochodów.
W

XIX-wiecznej

w s i mazowieckiej

wesela

odbywały

się

najczęściej

w miesiącach j e s i e n n y c h p r z e d A d w e n t e m i p o B o ż y m N a r o d z e n i u w o k ­
resie
w

zapustnym

7 9

. Obliczenia

ilości m a ł ż e ń s t w

p o s z c z e g ó l n y c h miesiącach r o k u w

pozwalałyby stwierdzić, że p o d o b n i e
cach z i m o w y c h

chłopskich

p a r a f i i pułtuskiej
było i w

zawieranych

(lata

1781-1791)

wieku XVIII. W

miesią­

( s t y c z n i u i l u t y m ) z a w a r t o m i a n o w i c i e o k o ł o 55°/o o g ó l ­

n e j l i c z b y małżeństw, a w j e s i e n n y c h ( w październiku i l i s t o p a d z i e ) około
30°/o . P r a w i d ł o w o ś ć t a w i ą ż e się z a r ó w n o z c h ł o p s k i m r o k i e m g o s p o ­
80

d a r c z y m i obrzędowym, j a k k a l e n d a r z e m kościelnym. W

miesiącach j e -

s i e n n o - z i m o w y c h , p o z a k o ń c z e n i u n a j p i l n i e j s z y c h robót, r o d z i n a chłopska
d y s p o n o w a ł a s t o s u n k o w o n a j w i ę k s z ą ilością w o l n e g o c z a s u i k o n i e c z n y c h
do w y p r a w i e n i a wesela,
i

mimo

dworskich

produktów. Okres t e n przedzielony

Boże

Narodzenie

Adwentu,

w

zapomóg,

zasobów

był 4 t y g o d n i a m i

którym

Kościół

gotówki

poprzedzającego

n i e zezwalał

na

śluby.

P o B o ż y m N a r o d z e n i u s z c z e g ó l n i e l i c z n e b y ł y w e s e l a w czasie zapustów.
P ó ź n i e j n a s t ę p o w a ł w y k l u c z a j ą c y w e s e l a długi o k r e s p o s t u , n a s t ę p n i e zaś
czas w i o s e n n y c h r o b ó t p o l o w y c h i p r z e d n ó w e k .
J a k podaje

O. K o l b e r g ,

do l a t m n i e j więcej

40-tych X I X w.

śluby

o d b y w a ł y się z a w s z e w n i e d z i e l ę , p ó ź n i e j r o z p o r z ą d z e n i e m w ł a d z k o ś c i e l ­
n y c h p r z e n i e s i o n e zostały n a p o n i e d z i a ł e k .
8 1

Materiały

źródłowe

z XVIII

w . n i e zawierają

żadnych

danych, na

p o d s t a w i e których moglibyśmy wnioskować, j a k wyglądały wówczas n a
M a z o w s z u obrzędy weselne.

Niewątpliwie podstawowe

i c h elementy

były

p o d o b n e l u b t a k i e same, j a k w z n a n y c h n a m z l i c z n y c h opisów e t n o g r a f i ­
cznych weselach

z p i e r w s z y c h d z i e s i ą t k ó w l a t p o uwłaszczeniu.

Przema­

w i a z a t y m n a j s t a r s z y , b o odnoszący się d o p o c z ą t k ó w X I X w . o p i s w e s e ­
l a c h ł o p s k i e g o n a M a z o w s z u w p r a c y Ł. G o ł ę b i o w s k i e g o Lud

polski

82

.

Zachodzące w ciągu X I X w . z m i a n y w obrzędowości w e s e l n e j , j a k już
w s p o m n i a n o , n i e miały zasadniczego c h a r a k t e r u . P o d s t a w o w e elementy
j a k n p . rozpleciny,
poważniejszym

błogosławieństwo rodziców, o c z e p i n y

modyfikacjom.

Zmiany

te

polegały

—

—

n i e ulegały

przede

wszystkim,

choć o c z y w i ś c i e n i e w y ł ą c z n i e , n a w y r u g o w a n i u ze z w y c z a j ó w

związa­

n y c h z w e s e l e m i z s a m e g o obrzędu w e s e l n e g o t y c h elementów, które p o d ­
kreślały zależność c h ł o p a o d d w o r u .
Zagadnienie
czeniowej,

p r z e m i a n , j a k i e następowały

w

k u l t u r z e w s i pouwłasz-

n i e z m i e r n i e r z a d k o znajdowało odbicie w

etnograficznej

X I X w . D o wyjątków

zaliczyć

polskiej literaturze

można

mało

dziś

znany

z b i ó r pieśni, p o d a ń i z w y c z a j ó w l u d o w y c h z M a z o w s z a C z e r s k i e g o K . K o 7 9

К o z ł o w s к i, op. cit., s. 211.

8 9

A D P , s y g n . 879, k. 71-87.
Mazowsze,

8 1

O. K o l b e r g ,

1 2

Gołębiowski,

cz. I I I , W a r s z a w a

op. cit., s. 59-63.

1963, s.. 180.

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W

XVIII

153

WIEKU

złowskiego. Po opisie w e s e l a chłopskiego z l a t 6 0 - t y c h X I X w . w s p o m i n a
a u t o r o n i e k t ó r y c h n i e p r a k t y k o w a n y c h już w ó w c z a s z w y c z a j a c h

z cza­

sów pańszczyźnianych i w y p o w i a d a parę n i e z w y k l e i s t o t n y c h u w a g o p r z y ­
czynach i c h z a n i k u :
„Przed l a t y , k u w i e l k i e m u z a w s z e z m a r t w i e n i u rządców i ekonomów, w e s e l a
nigdy krócej n i e t r w a ł y n a d tydzień — n a j p i l n i e j s z a chociażby była w p o l u r o ­
bota, jeżeli w e w s i l u b w drugiej było wesele, n i e było co robić, t y l k o o d d a w s z y
się l o s o w i c i e r p l i w i e czekać, póki n i e p r z e j d z i e w e s e l n y tydzień i w ó d k a z głowy
chłopom nie w y s z u m i . P o w e s e l u dopiero następowały gęste i częste r a z y — ale
to w s z y s t k o n a próżno — był to już t a k i z w y c z a j , a z w y c z a j u chłopa, zwłaszcza
t a k i , do którego wchodziła z a b a w a l u b wódka, był p r a w e m świętym, n i e t y k a l n y m ,
którego strzegł j a k o k a w głowie. Dziś i n a c z e j , r z a d k o posłyszeć o w e s e l u , które
by tydzień trwało, a po większej części ograniczają się t e r a z n a trzydniówce.
R a d y k a l n a z m i a n a , j a k i e j od p e w n e g o c z a s u ulegał o d w i e c z n y b y t n a s z y c h w ł o ś ­
c i a n , n i e mogła pozostać bez ogromnego w p ł y w u n a i c h z w y c z a j e i t r a d y c j e . O s t a ­
t e c z n i e z e r w a n y został węzeł p a t r i a r c h a l n y , który niegdyś łączył p a n a z chłopkiem,
p i l n o t e m u s t a t n i e m u zakosztować n o w e j s w o b o d y , i a n i chce wiedzieć o z w y c z a ­
j a c h , j a k i c h się t r z y m a l i ojcowie' względem panów. T a k np. b y w a ł p r z e d l a t y
z w y c z a j , który j e s z c z e p r z e d 1846 r. zapamiętam, że ojcowie łączącej się p a r y ,
p r z e d w e s e l e m , p r z y c h o d z i l i do d z i e d z i c a radzić się, j a k p o w i a d a l i s t a r s z e j g ł o w y
i prosić o p o z w o l e n i e i błogosławieństwo d l a s w y c h dzieci. P o w e s e l u znów, t r z e ­
ciego d n i a (we w t o r e k ) z w y k l e oboje państwo młodzi p r z y c h o d z i l i z r a n a do d w o r a ,
przynosząc państwu w ofierze k a w a ł e k c i a s t a pszennego i s e r a . N a z y w a ł o się to
s t o l i n a m i , może j a k o pochodzące ze stołu, to j e s t z w i e c z e r z y spożywanej drugiego
d n i a ( w poniedziałek) — i z a ofiarę tę nowożeńcy h o j n i e b y w a l i w y n a g r a d z a n i
[...]
A l e z w y c z a j t e n już d a w n o poszedł w z a p o m n i e n i e — a t a k s a m o w i e l e t r a d y c j i
i pamiątek, d a w n y c h stosunków, d a w n e g o społeczeństwa" .
83

Mówiliśmy dotychczas

o r o l i , jaką w k w e s t i i k o j a r z e n i a i

zawierania

małżeństw, a t y m s a m y m r ó w n i e ż oddziaływania n a kształtowanie

przy­

szłej r o d z i n y chłopskiej, o d g r y w a ł d w ó r . Cała j e g o działalność w t e j d z i e ­
dzinie

była w y r a z e m

określonej

polityki populacyjnej,

dostosowanej

do

p o t r z e b g o s p o d a r k i f o l w a r c z n e j . C z y j e d n a k o m ó w i o n e s p o s o b y i środki —
przede w s z y s t k i m ekonomiczne — były j e d y n y m i , jakie stosowano?

Pomi­

j a l i ś m y t u d o t ą d z u p e ł n i e r o l ę K o ś c i o ł a . N a s u w a się z a t e m p y t a n i e , j a k i e
m i e j s c e w n a u k a c h g ł o s z o n y c h p r z e z K o ś c i ó ł w ś r ó d ludności w i e j s k i e j

zaj­

m o w a ł y s p r a w y związane z małżeństwem i rodziną o r a z w j a k i e j m i e r z e
było w

tej dziedzinie

nującej. P y t a n i e
XVII

i wiek

ścioła w

duchowieństwo w y r a z i c i e l e m

t o jest t y m bardziej

X V I I I są o k r e s e m

interesów k l a s y p a ­

i s t o t n e , że w ł a ś n i e I I p o ł o w a

szczególnie w z m o ż o n e j

środowisku w i e j s k i m . W

działalności

w.
Ko­

związku z oddziaływaniem

reformacji

p o s o b o r z e t r y d e n c k i m s p r a w a znajomości r e l i g i i , z a s a d w i a r y

katolickiej

i w y k o n y w a n i a o b o w i ą z k ó w r e l i g i j n y c h n a w s i , stały się s z c z e g ó l n i e a k t u ­
a l n e . O k a z a ł o się b o w i e m , że w sześć s t u l e c i p o p r z y j ę c i u
lud

polski

wiary"

8 4

jest

nadal

„zaniedbany

moralnie

i

chrześcijaństwa

ciemny

w

sprawach

. Z a c z ę t o w i ę c z j e d n e j s t r o n y kłaść w i ę k s z y n a c i s k n a p r a c ę d u -

8 3

К o z ł o w s к i, op. cit., s. 235-236.

8 4

S . Z a ł ę s к i, Jezuici

w Polsce,

L w ó w 1902, t. I I I , cz. 1, s. 907.

�154

ANDRZEJ

chowieństwa
wych". W

parafialnego,

wieku X V I I

z

WOŻNIAK

drugiej

rozwijać

akcję

t z w . „misji

ludo­

szczególnie o ż y w i o n ą działalność m i s y j n ą n a w s i

p r o w a d z i l i jezuici, w X V I I I w . p r y m a t przejęli p i j a r z y . Z i n n y c h zakonów
p r o w a d z ą c y c h akcję m i s y j n ą n a w s i w y m i e n i ć n a l e ż y księży

misjonarzy

o r a z p o l s k i z a k o n m a r i a n ó w , m a j ą c y s w ą siedzibę w P u s z c z y

Korabiewic-

kiej n a Mazowszu.
W

okresie

k o n t r r e f o r m a c j i zaczęto zwracać większą uwagę n a obec­

ność p a r a f i a n
kanocnej,
wzorem

n a nabożeństwach,

przestrzeganie
rzymskim

postów

odbywanie

corocznej

i t p . Jednocześnie

szereg n o w y c h

nabożeństw

spowiedzi

Kościół

wiel­

wprowadzał

(40-godzinne,

3-dniowe,

różańce, g o r z k i e

ż a l e ) . N a b o ż e ń s t w a s t a w a ł y się c o r a z dłuższe, c o r a z b a r ­

dziej w y s t a w n e ,

nabierały t e a t r a l n e g o

i

c h a r a k t e r u . T a w ł a ś n i e teatralność

b a r w n o ś ć n a b o ż e ń s t w m i a ł a zachęcać w i e r n y c h

uczestnictwa.
dziej

Jednocześnie

powierzchowny

nętrznych

reguł

ówczesna

religijność

nich

coraz

bar­

c h a r a k t e r . S p r o w a d z a ł a się d o z a c h o w y w a n i a

chrześcijańskich

modłów, procesji, p i e l g r z y m e k .

i postów,

Sprawy

udziału

w

8 5

dla k a t o l i c y z m u polskiego

Wziąwszy p o d uwagę ów r o z b u d o w a n y

prob­

. W i e l e z t y c h cech, t a k c h a ­
z

okresu

kontrreformacji,

odnaleźć m o ż n a w r e l i g i j n o ś c i chłopskiej z p r z e ł o m u X I X i X X w .
k a t o l i c y z m u polskiego

zew­

nabożeństwach,

moralności, a t y m b a r d z i e j

l e m y d o k t r y n a l n e , schodziły n a d a l s z y p l a n
rakterystycznych

do masowego w
przybierała

rytualizm i

8 6

powierzchowność

X V I I i X V I I I w . , przypuszczać można, że z

g i e m c z a s u m i m o zaleceń S o b o r u T r y d e n c k i e g o ,

sprawy katechizacji

bie­
wier­

n y c h z a c z ę ł y s t o p n i o w o schodzić w działalności d u c h o w i e ń s t w a n a d a l s z y
plan.

Wprowadzony

wielokrotnie w

po

Soborze T r y d e n c k i m

Polsce w

t z w . Katechizm

rzymski,

ciągu d w u n a s t ę p n y c h s t u l e c i w y d a w a n y ,

w i e r a dosyć s z c z e g ó ł o w e i n s t r u k c j e d l a p l e b a n ó w , d o t y c z ą c e z a k r e s u
dzy

religijnej

nom. W

i zasad m o r a l n y c h , które m i e l i o n i przekazywać

rozdziale

związku małżeńskiego, prokreację

wie­

parafia­

dotyczącym s a k r a m e n t u małżeństwa szczególnie

kreśla się n i e r o z e r w a l n o ś ć

za­

pod­

jako

jego

g ł ó w n y c e l , a p r z e d e w s z y s t k i m dominującą p o z y c j ę m ę ż a j a k o g ł o w y r o ­
dziny

8 7

. G ł ó w n y m obowiązkiem męża jest zabezpieczenie b y t u

ż o n y zaś w y c h o w a n i e
„domowego porządku"

rodzinie,

— p r z e d e w s z y s t k i m r e l i g i j n e — d z i e c i i strzeżenie
8 8

.

S p r a w y z w i ą z a n e ze s t o s u n k a m i w e w n ą t r z r o d z i n y p o r u s z a n e są w
techizmie

n o w a n i u " , z j a k i m m a ł ż o n k o w i e p o w i n n i się odnosić d o s i e b i e

85

XVII

S. C z a r n o w s k i ,
Reakcja
wieku, Dzieła, t. I I , W a r s z a w a

S. C z a r n o w s k i ,
Kultura
t I , W a r s z a w a 1959, s. 88-107.
8 8

katolicka
w Polsce
1956, s. 165.
religijna

Katechizm
według uchwały S. Konsylium
żony..., t. I I , K r a k ó w 1789, s. 649 n.
87

88

Ka­

j e d y n i e w f o r m i e o g ó l n i k o w y c h zaleceń o „ s z a c u n k u " c z y „ u s z a ­

Tamże, s. 667-669.

wiejskiego

w

końcu
ludu

Trydentskiego

XVI

wzajemnie

i

początku

polskiego,

Dzieła,

dla plebanów

uło­

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W

XVIII

i w y r a ź n i e schodzą n a d a l s z y p l a n . W s z y s t k i e
kramencie

małżeństwa

zasady

są, p o d o b n i e

ułatwienia d u c h o w n y m i c h u z a s a d n i e n i a

155

WIEKU

głoszone w r o z d z i a l e o s a ­
zresztą

poparte

jak w

innych, dla

cytatami z Pisma

św.

i o j c ó w Kościoła. W ą t p i ć j e d n a k n a l e ż y , c z y w i e j s c y p r o b o s z c z e w y k ł a d a j ą ­
c y s w o i m p a r a f i a n o m o w ą n a u k ę o m a ł ż e ń s t w i e u c i e k a l i się d o
w Katechizmie

l i p o z a p o p u l a r n e w o w y m c z a s i e Nauki

katechizmowe

89

, przeznaczone d l a

„ m a ł y c h d z i a t e k i l u d z i p r o s t y c h " . T e s a m e treści z a s a d n i c z e ,
wierał

Katechizm

zawartej

argumentacji. Prawdopodobnie rzadko wykracza­

rzymskim

rzymski,

Nauki

które za­

podawały

katechizmowe,

w

formie

u p r o s z c z o n y c h p y t a ń i o d p o w i e d z i , b e z c y t a t ó w z P i s m a św. i o j c ó w K o ­
ścioła, a l e za t o b a r d z i e j u s z c z e g ó ł o w i o n e i p o p a r t e n i e k i e d y p r z y k ł a d a m i .
Wszystko

j e d n a k , co z n a j d u j e m y

n a t e m a t małżeństwa w

m a c h , t o j e d y n i e zasady p o d s t a w o w e ,
Nauk

obu katechiz­

uniwersalne i nawet w

przypadku

n i e przeznaczone wyłącznie d l a o d b i o r c y

katechizmowych

wiejskie­

go. P o z a w i e l o k r o t n i e z a l e c a n y m p r z y o k a z j i s t o s u n k u ż o n y d o m ę ż a c z y
dzieci
w

do

rodziców,

posłuszeństwie

n i c h znaleźć c o k o l w i e k ,

omawianego

wobec

wszelkiej

władzy ,

trudno

9 0

co w sposób b e z p o ś r e d n i n a w i ą z y w a ł o b y

w y ż e j s y s t e m u oddziaływania przez dwór n a s p r a w y

do

zwią­

zane z małżeństwami p o d d a n y c h .
Nauczanie

zasad w i a r y i m o r a l n o ś c i n i e ograniczało się j e d n a k d o k a ­

t e c h i z m u . J . S. B y s t r o ń p i s z e w r ę c z , że n a u k ę kościelną s z e r z o n o p r z e d e
w s z y s t k i m p r z e z k a z a n i a i że o n e miały n a j b a r d z i e j
w i e ś . Słuchano i c h chętnie „ z u z n a n i e m i p o d z i w e m ,

istotny wpływ na
zwłaszcza ż e k a z n o ­

dzieja n i e poprzestawał n a samej nauce w i a r y , ale włączał w kazanie ca­
ły szereg

elementów

legendarnych

i nowelistycznych,

świeckich, o p o w i a d a ł o t y m , c o się n a ś w i e c i e d z i e j e "

9 1

czasem

o k a z j ą d o w y t y k a n i a p a r a f i a n o m p r z y w a r i z ł y c h skłonności, w
też — j a k pisze B . B a r a n o w s k i — gromił n i e j e d e n proboszcz
łych „bezżenników"

9 2

zupełnie

. Kazania

bywały

kazaniach
zatwardzia­

.

T o g r o m i e n i e z a m b o n y l u d z i , którzy bez i s t o t n y c h p o w o d ó w

pozosta­

w a l i w s t a n i e b e z ż e n n y m , b y ł o zresztą n i e t y l k o z g o d n e z i n t e r e s a m i d w o ­
ru.

Również

w

opinii

społeczności w i o s k o w e j

p a n n a n i e b y l i j e j pełnowartościowymi

stary

członkami

i

kawaler
często

czy

stara

stawali

jię

p r z e d m i o t e m ż a r t ó w i k p i n ze s t r o n y o t o c z e n i a . M a m y t u j e d n a k d o c z y ­
n i e n i a z p r z y p a d k i e m , k i e d y treści głoszone z a m b o n y

były

wyjątkowo

n i e s k o m p l i k o w a n e i zgodne z u t r w a l o n y m i przez tradycję poglądami l u d ­
ności w i e j s k i e j , i c h z r o z u m i e n i e

zatem i ewentualna akceptacja

nie na­

stręczały s ł u c h a c z o w i p o w a ż n i e j s z y c h trudności. W w i ę k s z o ś c i j e d n a k w y ­
padków podstawowe

89

Nauki

nawet

katechizmowe

wiedziach...podane,

zasady e t y k i i d o g m a t y k i z a w a r t e

dla łatwiejszego

pojęcia

w krótkich

Berdyczów 1779.

90

Tamże, s. 235-236.

9 1

J . S. B y s t r o ń ,

Kultura

ludowa,

Warszawa

9 2

Baranowski,

Kultura

ludowa...,

s. 320.

1947, s. 132.

pytaniach

w

nauce
i

odpo­

�156

ANDRZEJ

k a t e c h i z m u c z y k a z a n i a c h natrafiały

WOZNIAK

w

środowisku w i e j s k i m n a n i e p o ­

datną g l e b ę . Z a p o r ą d l a n a u k i o d o g m a c i e s t a w a ł się chłopski s e n s u a l i z m
i

niechęć d o a b s t r a k c j i , a k o ś c i e l n y

sprzeczny

z codziennym

w kulturze normami moralnymi
N i e inaczej

wykład

doświadczeniem

prawdopodobnie

9 3

etyki

bywał

społecznym

przeważnie

i ugruntowanymi

.

b y ł o z e f e k t a m i głoszonej p r z e z

n a u k i o małżeństwie. W i e ś przyjmowała

Kościół

z n i e j p r z e d e w s z y s t k i m t o , co

już wcześniej u t r w a l o n e b y ł o w t r a d y c j i . T a k n p . s t w i e r d z e n i e , że zasad­
niczym

celem

oczywiste

małżeństwa

jest

prokreacja

było

d l a ludności

wiejskiej

i n i e b u d z i ł o ż a d n y c h w ą t p l i w o ś c i , p o d o b n i e zresztą, j a k t o , że

g ł o w ą r o d z i n y j e s t m ę ż c z y z n a , k o b i e t a zaś j e s t p o d d a n a j e g o w o l i . N i e
była już t a k o c z y w i s t a n p . zasada nierozerwalności związku

małżeńskie­

go, t a k m o c n o

Trydenckie­

p r z e z K o ś c i ó ł podkreślana o d c z a s ó w S o b o r u

go. O t y m , ż e w
w

świadomości

kowo

X V I I w . n i e była o n a jeszcze

chłopskiej

świadczą

dane

zbyt

silnie

l i c z n y c h p r z y p a d k a c h p o r z u c a n i a współmałżonka

W XVIII-wiecznej
jedynym

sposobem

w s i mazowieckiej

zerwania

gdyż przeprowadzenie

utrwalona

źródłowe, mówiące o s t o s u n ­
i rodziny.

ucieczka o d męża czy żony była

niechcianego

czy nieudanego

procesu unieważniającego

małżeństwa,

b y ł o , ze w z g l ę d u

cho­

c i a ż b y n a j e g o k o s z t y , p r a k t y c z n i e d l a chłopa n i e m o ż l i w e .
Wszystkie znane n a m z t e r e n u Mazowsza w y p a d k i opuszczenia
m a ł ż o n k a w i ą ż ą się ze z b i e g o s t w e m .

współ­

N a j c z ę ś c i e j , b o w p o n a d 70°/o p r z y ­

padków, u c i e k a l i o d żon m ę ż o w i e . C h a r a k t e r y s t y c z n e , że w ś r ó d k o b i e t
9 i

w i e j s k i c h opuszczających s w o j e r o d z i n y znaczną część s t a n o w i ł y t e , k t ó ­
r e uciekały z ż o ł n i e r z a m i

9 S

. N i e zawsze j e d n a k ucieczka

współmałżonka

p o w o d o w a ł a t r w a ł y r o z p a d m a ł ż e ń s t w a . Chociaż ze ź r ó d e ł r z a d k o
dujemy

się, c o b y ł o p o w o d e m

dowia­

porzucenia przez poddanego rodziny, t o

n i e k t ó r e w y p a d k i świadczą, ż e p r z y c z y n y t e n i e m i a ł y n i e k i e d y

żadnego

z w i ą z k u ze s t o s u n k a m i p a n u j ą c y m i w r o d z i n i e . Z d a r z a ł o się, ż e p o d d a n y
uciekał z r o d z i n n e j w s i , g d y ż n i e m ó g ł podołać o b o w i ą z k o m p a ń s z c z y ź n i a ­
nym,

a znalazłszy w i n n e j o k o l i c y l e p s z e w a r u n k i , s p r o w a d z a ł d o s i e b i e r o ­

dzinę. Z d a r z a ł o się r ó w n i e ż , j a k b y ł o w p r z y p a d k u chłopa ze w s i B . W a ­
lickiego —

J e z i o r a , ż e p o d d a n y , k t ó r y z b i e g ł ze w s i porzucając

O b s z e r n i e o m a w i a to z a g a d n i e n i e C z . H e r n a s w
s. 95-108), por. także C z a r n o w s k i , Kultura
religijna...
9 3

cytowanej

rodzinę

pracy

{t. I I ,

A G A D , G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 36, k. 238, r. 1741, w . N a b o r o w o , pow. z a k r o ­
c z y m s k i ; G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 16, k. 628, r. 1729, w. K a d ł u b o w o , p o w . w y s z o ­
g r o d z k i ( d w a p r z y p a d k i ) ; G r o d z k i e C i e c h a n . r e i . I I , 52, k. 202-203, X V I I I w. wieś
Nocpolsk, p o w . w y s z o g r o d z k i ( d w a p r z y p a d k i ) ; G r o d z k i e C i e c h a n . r e i . П , 52,
k. 38-49, X V I I I w . wieś K o b y l n i k i , pow. w y s z o g r o d z k i ( d w a p r z y p a d k i ) ; A r c h .
M . W. I A/58, r. 1798, w. J e z i o r a , z. c z e r s k a ; G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 61, k. 687,
r. 1759, w. S t r z e m b o w o Górne, pow. z a k r o c z y m s k i ; G r o d z k i e Z a k r o c z . r e i . 36, k. 241,
w. Trębki, p o w . z a k r o c z y m s k i .
S i

N a przykład d w a p r z y p a d k i u c i e c z k i żon od mężów „z w o j s k i e m
s k i m " , w. B o r y s z e w o , A D P , s y g n . 86, k. 191, r. 1773.
9 5

moskiew­

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W

XVIII

157

WIEKU

w s k u t e k z a t a r g u z dzierżawcą, zamierzał wrócić p o u p ł y w i e j e g o k o n t r a k ­
t u dzierżawnego
kontakt

9 6

. N i e k t ó r z y ze z b i e g ł y c h p o d d a n y c h , z e r w a w s z y n a stałe

z rodziną,

zawierali

przybranym nazwiskiem.

n o w e z w i ą z k i małżeńskie, p r z e w a ż n i e p o d

Wzmianki

wówczas do w y k r y c i a , z n a j d u j e m y

o

przypadkach

bigamii,

trudnych

w źródłach z t e r e n u M a z o w s z a dosyć

rzadko '.
9 7

s 6

A G A D , A r c h . M . W. I A/58, r. 1798.

9 7

W i e r z b i c k a - M i c h a l s k a ,

op.

cit.,

z m a z o w i e c k i e j w s i Małocice (z. w a r s z a w s k a ) .

s.

140 p r z y t a c z a

taki

przypadek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10234" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10212">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1517d7aab2a718446fec2fb9ee90d35f.pdf</src>
        <authentication>ceb52a2c4318440eecd596d282e6b972</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121650">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121651">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121652">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121653">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1578</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121654">
                <text>Kartki z dziejów prawosławnej parafii św. Aleksandra w Stanisławowie koło Modlina / ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121655">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45, s.183-194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121656">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121657">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121658">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121659">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121660">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121661">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V : 2001, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

A N D R Z E J WOŹNIAK
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa

K A R T K I Z DZIEJÓW
P R A W O S Ł A W N E J P A R A F I I ŚW. A L E K S A N D R Y
W STANISŁAWOWIE KOŁO M O D L I N A

1. W centrum p o ł o ż o n e j m i ę d z y N o w y m M o d l i n e m a Pomiechowem wsi
S t a n i s ł a w o w o prześwitują w ś r ó d zieleni białe ściany b u d y n k ó w parafialnej
cerkwi p o d wezwaniem św. Aleksandry i otwartego przed dziesięciu laty Pra­
w o s ł a w n e g o D o m u Opieki „ B e t a n i a " . Parafia w Stanisławowie jest j e d y n ą
w dekanacie warszawskim i w ś r o d k o w e j Polsce wiejską p a r a f i ą p r a w o s ł a w n ą .
N a temat cerkwi św. Aleksandry pisano w okresie powojennym, aż do lat
dziewięćdziesiątych, niewiele, z przyczyn - j a k się wydaje - wyłącznie pozanau­
kowych. W s p o m i n a j ą o niej niektórzy autorzy p r z e w o d n i k ó w turystycznych,
ale ich informacje są p r z e w a ż n i e bardzo zwięzłe i niezbyt ścisłe (Plewczyński,
Wagner 1980, s. 110; Herz 1995, s. 260). P a r ę interesujących w i a d o m o ś c i na
temat stanisławowskiej cerkwi, k t ó r e warto przytoczyć t u w całości, p o d a j ą
Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska, autorki poświęconego Nowemu D w o r o w i
Mazowieckiemu i jego okolicom zeszytu Katalogu zabytków sztuki w Polsce:
„Cerkiew p r a w o s ł a w n a pw św. Aleksandry. Poprzednia zbudowana 1844 w daw­
nej k o l o n i i A l e k s a n d r ó w k o ł o P o m i e c h ó w k a , w g projektu arch. Jana Jakuba
Gaya. Rozebrana 1937 (z wyjątkiem filarów wewnętrznych). Z części m a t e r i a ł u
r o z b i ó r k o w e g o wzniesiono 1938-9 d r u g ą , znacznie mniejszą. Ikonostas po
p o ł . X I X w., przeniesiony z rozebranej cerkwi na terenie twierdzy m o d l i ń s k i e j .
I k o n y z w . X I X m . i n . M B Nieustającej Pomocy, Trójcy św. M B Smoleńskiej,
krzyż procesyjny w . X I X " (Galicka, Sygietyńska 1987, s. 59).
P o p r a w n i e j s z ą , p i e r w o t n ą n a z w ę S t a n i s ł a w o w a - kolonia Aleksandryjska
- podaje, i n f o r m u j ą c jednocześnie, że „ w e wsi osiedleni b y l i koloniści wielkoruscy", opracowanie Nazwy miejscowe Polski. Historia, pochodzenie, zmiany
(1996, s. 16).
Jedynym w okresie powojennym opracowaniem, k t ó r e g o autor omawia
okoliczności powstania aleksandryjskiej parafii i p r a w o s ł a w n y c h k o l o n i i w o k ó ł
M o d l i n a , w y k o r z y s t u j ą c ź r ó d ł a i dziewiętnastowieczną literaturę przedmiotu,
jest k r ó t k i a r t y k u ł ks. R o ś c i s ł a w a K o z ł o w s k i e g o , przez pewien czas proboszcza

�184

ANDRZEJ WOŹNIAK

proboszcza w Stanisławowie, opublikowany na p o c z ą t k u lat siedemdziesią­
tych, ale przez późniejszych a u t o r ó w pomijany (Koziovskij 1971) .
W dwudziestoleciu m i ę d z y w o j e n n y m sprawa kolonizacji rosyjskiej w oko­
licach Pomiechowa i M o d l i n a była dobrze znana, przede wszystkim z literatu­
ry dziewiętnastowiecznej. Znany w ó w c z a s historyk W a c ł a w Sobieski w swoich
Dziejach Polski pisał, że po stłumieniu powstania listopadowego M i k o ł a j I ,
aby „lepiej k r ó l e s t w o s k r ę p o w a ć , u m o c n i ł [...] twierdzę M o d l i n , przezwał go
Nowo-Gieorgijewskiem, a p o d M o d l i n e m dla upewnienia obrony p r ó b o w a ł
nawet osadzić k o l o n i s t ó w p r a w o s ł a w n y c h " (Sobieski 1938, s. 156).
N a p r z e ł o m i e X I X i X X w. wzmianki o wielkoruskim osadnictwie w oko­
licach M o d l i n a m o ż n a było znaleźć w polskiej literaturze geograficznej i w y ­
dawnictwach encyklopedycznych. Szczególnie interesujące informacje na ten
temat zawierają n i e k t ó r e t o m y Słownika Geograficznego. W drugiej p o ł o w i e
X I X w . p o w s t a ł o też p a r ę o p r a c o w a ń a u t o r ó w rosyjskich, najczęściej duchow­
nych, na temat p r a w o s ł a w n e j eparchii chełmsko-warszawskiej, w k t ó r y c h zna­
lazło się m . i n . sporo w i a d o m o ś c i o parafii św. Aleksandry p o d M o d l i n e m ,
a w 1896 r. w Cholmsko-varšavskom
eparchialnom vestnike u k a z a ł się p o ś w i ę ­
cony jej w całości obszerny a r t y k u ł Vasilija Torskiego (Torskij 1896) .
Osobne miejsce zajmuje p r z e ł o ż o n a na język polski i wydana w 1900 r.
obszerna praca A . Szczerbatowa, Rządy księcia Paskiewicza w Królestwie Pol­
skim (1832-1847), w której autor zawarł nie tylko wiele interesujących wiado­
m o ś c i o rosyjskiej kolonizacji w o k ó ł M o d l i n a , lecz r ó w n i e ż c i e k a w ą ocenę
r e z u l t a t ó w tego przedsięwzięcia.
1

2

2. Przed powstaniem listopadowym w K r ó l e s t w i e Polskim nie było sku­
pisk cywilnej ludności rosyjskiej , poza niewielką liczbą s t a r o w i e r ó w . Nieliczne
cerkwie p r a w o s ł a w n e - było ich zaledwie 6 w całym K r ó l e s t w i e , zbudowane
zostały w r ó ż n y c h okresach przez k u p c ó w greckich, poddanych tureckich . D o
r o k u 1825 podlegały one w ł a d z y archijerejów Bukowiny, ale zależność ta
p o l e g a ł a t y l k o na t y m , że ich duchowni wyświęcani byli przez w ł a d y k ó w
b u k o w i ń s k i c h , zaś w bieżących sprawach, z a r ó w n o cerkiewnych, j a k i byto­
wych, zależne były od stowarzyszeń greckich, k t ó r e je u t r z y m y w a ł y . Z a r z ą d z a 3

4

1

Wiadomości o prawosławnej kolonizacji wokół twierdzy Nowogeorgijewsk nie znalazły się
nawet w zarysie dziejów warszawskiej eparchii tegoż autora. Ks. R. Kozłowski podaje tam jedynie
rok budowy cerkwi „w tzw. Aleksandryjskiej kolonii koło Modlina (obecnie wieś Stanisławowo)"
(Kozłowski 1971, s. 26). Nie odwołują się też do nich autorzy paru niewielkich publikacji praso­
wych na temat Stanisławowa, które pojawiły się w końcu lat dziewięćdziesiątych w Gazecie
Wyborczej, Życiu Warszawy i Tygodniku Nowodworskim.
Autor powołuje się na książkę Letopis cerkvi sv. Mucenicy Caricy Aleksandry v russkich kolonijach pri varšavskoj gubernii, bez autora, miejsca i daty wydania. Pozycji tej nie zna Bibliografia
historii Polski XIX w.
Istniały oczywiście wojskowe garnizony rosyjskie; np. w Warszawie w przeddzień wybuchu
powstania listopadowego „stało 9800 wojsk polskich i 6500 rosyjskich" (Kieniewicz 1970, s. 100).
Znajdowały się one w Warszawie (przy ul. Podwale), w Opatowie, Lublinie, Piotrkowie,
Kaliszu i w Drohiczynie.
2

3

4

�PRAWOSŁAWNA PARAFIA ŚW. ALEKSANDRY

185

l i n i m i p o c h o d z ą c y z w y b o r u opiekunowie. W r o k u 1825 d u c h o w i e ń s t w o
p r a w o s ł a w n e w K r ó l e s t w i e p o d p o r z ą d k o w a n e zostało rosyjskiemu Ś w i ą t o b ­
liwemu Synodowi, a w 1829 r. zatwierdzono „przepisy d o t y c z ą c e cerkwi grecko-rosyjskich w K r ó l e s t w i e P o l s k i m " , k t ó r e p o d d a w a ł y tutejsze d u c h o w i e ń s t ­
w o p r a w o s ł a w n e w ł a d z y eparchii wołyńskiej. D l a b e z p o ś r e d n i e g o nadzoru nad
cerkwiami ustanowiono w Warszawie protojereja (Szczerbatow 1900, s. 20).
Po klęsce powstania listopadowego nastąpiła stopniowa likwidaqa autonomii
K r ó l e s t w a Polskiego i daleko idące zmiany we wszystkich niemal dziedzinach
życia kraju. Objęły one r ó w n i e ż sferę życia religijnego p r z y n o s z ą c m . i n . zmiany
statusu Kościoła p r a w o s ł a w n e g o , k t ó r e m u przyznano prawa wyznania panujące­
go. Symbolem nowego ducha epoki i rosyjskiego panowania w Królestwie miały
być wznoszone i rozbudowywane na koszt jego skarbu twierdze w Nowogeorgijewsku (Modlinie), Iwanogorodzie (Dęblinie), Warszawie i Brześciu. W o k ó ł
znacznie rozbudowanego systemu u m o c n i e ń w Modlinie postanowiono stworzyć
pierścień k o l o n i i zasiedlonych sprowadzonymi z głębi Rosji p r a w o s ł a w n y m i
osadnikami. Decyzję w kwestii p r a w o s ł a w n e g o osadnictwa rosyjskiego w ś r ó d
katolickiej ludności wiejskiej Mazowsza podjęto w 1837 r. P o c z ą t k o w o zamierza­
no w y k u p i ć dobra w o k ó ł Nowogeorgijewska (Modlina) i osadzić tam „włościan
r z ą d o w y c h " z guberni rosyjskich graniczących z Litwą. Paskiewicz chciał n a b y ć
w t y m celu dobra G ó r a w okolicy Modlina, ale ponieważ ich właściciel żądał zbyt
wysokiej ceny, postanowił osadzić kolonistów „ n a gruntach skarbowych" po obu
stronach Wisły, m i ę d z y Zakroczymiem a wsią Kosewo. „ U r z ą d z e n i e kolonij na
rzeczonych d z i a ł k a c h - pisał Paskiewicz do cesarza - m a za s o b ą t ą jeszcze
k o r z y ś ć , że osady z n a j d o w a ć się b ę d ą bliżej twierdzy niż m a j ą t e k G ó r y "
(Szczerbatow 1900, s. 139). W r o k u 1839 na w ł a s n o ś ć skarbu p a ń s t w a przeszły
jednak i dobra G ó r a , k t ó r e nabyto nie d r o g ą kupna, lecz wymiany. D r o g ą kupna
i w y m i a n y nabyto od polskich ziemian grunta dla trzech kolonii: Aleksandryj­
skiej, Kosewka i Szczypiorna, K o n s t a n t y n o w k a d o s t a ł a ziemie z d ó b r G ó r a
i bodaj tylko kolonia Zakroczymska powstała całkowicie na gruntach rządowych.
5

Ł ą c z n i e na wspomnianym wyżej terenie osadzono, w e d ł u g Szczerbatowa,
95 rodzin p o c h o d z ą c y c h z guberni pskowskiej. Jest to jednak, b y ć m o ż e ,
c a ł k o w i t a liczba rodzin sprowadzonych z tej guberni w ciągu całego okresu
trwania akcji osadniczej. W pierwszym okresie liczba ta m o g ł a b y ć nieco
mniejsza. Wzniesiono bowiem w ó w c z a s „ z polecenia Imperatora" 5 rosyjskich
k o l o n i i : A l e k s a n d r y j s k ą , składającą się z 25 z a g r ó d (usadieb), K o n s t a n t y n o w ­
ską z 12 z a g r ó d , K o s e w k ę - z 10 z a g r ó d , Szczypiorna - 20 z a g r ó d i Z a k r o ­
c z y m s k ą - 7 z a g r ó d . Ł ą c z n i e we wszystkich 5 koloniach były zatem 74 zagro­
dy i z a k ł a d a j ą c , że w każdej m i e s z k a ł a jedna rodzina, tyleż rodzin c h ł o p s k i c h .
6

5

Po powstaniu listopadowym administracja Paskiewicza stwierdziła, że wszystkie cerkwie
prawosławne w Królestwie Polskim są w bardzo złym stanie, a niektóre nie mają nawet własnych
budynków (Szczerbatow 1900, s. 21).
V. Torski, na przełomie X I X i X X w. wieloletni proboszcz parafii św. Aleksandry, podaje
jednak liczbę tylko 60 rodzin z gub. pskowskiej, które jako pierwsze zasiedliły wsie „Aleksandrynka, Szczepiorka i Kosewka" (1896, s. 177). Osadnicy w kolonii Zakroczymskiej byli przeważnie
6

�186

ANDRZEJ WOZNIAK

Z a n i m zbudowano dla k o l o n i s t ó w domy i zagrody mieszkali oni u polskich
c h ł o p ó w w okolicznych wsiach (Torskij 1896, s. 277).
K a ż d y z przesiedleńców o t r z y m a ł 10 dziesięcin (20 m o r g ó w polskich) zie­
m i , b u d o w a n ą na koszt skarbu z a g r o d ę i pełne w y p o s a ż e n i e gospodarstwa:
n a r z ę d z i a rolnicze, sprzęty domowe i żywność wystarczającą do nowych zbio­
r ó w . D o budowy d o m ó w dla k o l o n i s t ó w sprowadzono z Rosji dwudziestu
cieśli, gdyż „ z w o l i Najwyższej domy te m i a ł y m i e ć styl i r o z k ł a d czysto
rosyjski". P o c z ą t k o w o były one dwukondygnacyjne, ale w r o k u 1861 przy­
stosowano je do miejscowych w a r u n k ó w i przebudowano na jednokondyg­
nacyjne. Z a r ó w n o koloniści, j a k i ich dzieci w o l n i byli przez sześć lat od służby
wojskowej (Szczerbatow 1900, s. 139; Torskij 1896, s. 277). Koszt osadzenia
jednej rodziny przesiedleńczej Szczerbatow oceniał na 3 do 4 tys. rubli. Ł ą c z ­
nie sprowadzono z guberni pskowskiej 200 „ d u s z " m ę s k i c h i 150 kobiet.
W późniejszym okresie, ale przed 1875 г., znacznie mniejsza liczba k o l o n i ­
s t ó w rosyjskich z o s t a ł a osiedlona we wsiach B r o n i s ł a w k a , G a ł a c h y , Kosewo,
N o w y M o d l i n , Pomiechowo, W y m y s ł y , gminy Pomiechowo. O t y m drugim
etapie kolonizacji brak jednak jakichkolwiek w i a d o m o ś c i . W 1869 r. było
w koloniach 525 „ d u s z " obojga płci, w 1874 - 637, a w 1894 - 1056.
R o k 1832 rozpoczyna p r z e b u d o w ę napoleońskiej twierdzy M o d l i n w twier­
d z ę rosyjskiego systemu obronnego, której n a z w ę zmieniono na Nowogeorgijewsk. J u ż w 1833 r. wzniesiono w niej t y m c z a s o w ą cerkiew Muromskiego
P u ł k u Piechoty p.w. Św. Trójcy, a w 1836 r. u k o ń c z o n o b u d o w ę murowanej
świątyni, na w z ó r cerkwi w Cytadeli Aleksandrowskiej w Warszawie. Uroczys­
tego p o ś w i ę c e n i a d o k o n a ł w r o k u n a s t ę p n y m p r a w o s ł a w n y biskup warszawski
A n t o n i , n a d a j ą c jej wezwanie św. Georgiego. Cerkiew o t r z y m a ł a miano sobo­
r u i liczną o b s a d ę d u c h o w i e ń s t w a ; o p r ó c z proboszcza d w u k a p ł a n ó w , diakona
i p s a l m i s t ę . D o parafii nowogeorgijewskiej przypisane zostały p o w s t a j ą c e
w ó w c z a s w o k ó ł twierdzy rosyjskie kolonie. P o n i e w a ż jednak „uczęszczanie do
soboru w twierdzy - pisał wiele lat później I o a n n Korzeniewski]* - było dla
nowo osiedlonych z w i ą z a n e z licznymi niewygodami, z p o w o d u k t ó r y c h nie
chodzili do cerkwi i nie brali u d z i a ł u w ż a d n y c h o b r z ę d a c h , to r z ą d K r ó l e s t w a
Polskiego u z n a ł za konieczne wybudowanie dla przesiedleńców cerkwi w jed­
nej z k o l o n i i w p o b l i ż u twierdzy Nowogeorgijewskiej i przydzielenie jej pełnej
obsady d u c h o w i e ń s t w a " (Korzenevskij 1878, s. 12). Plan ten został zatwier­
dzony j u ż w 1840 г., podczas p o b y t u cara w Warszawie, o czym przez pewien
czas nie wiedziano nawet w warszawskiej eparchii. W 1844 r. wybrano miejsce
p o d b u d o w ę cerkwi p.w. św. Aleksandry, a w 1846 r. murowana cerkiew
z 5 k o p u ł a m i w k o l o n i i Aleksandrowskiej została u k o ń c z o n a . Jej budowa,
7

8

dymisjonowanymi wojskowymi, w Konstantynowce zaś osiedli Rosjanie już wcześniej mieszkający
w Królestwie, w części „raskolnicy", w części prawosławni, którzy zajmowali się tu handlem.
Prawosławna katedra biskupia została erygowana w Warszawie w 1834r. jako wikariat
eparchii wołyńskiej. W 1840 r. wikariat przekształcono w eparchię.
Dosłownie: „nikakich obrjadov very ne ispołniali". Torski pisze wręcz, że koloniści z gub.
pskowskiej nie znali nawet najprostszych, krótkich modlitw (Torski 1896, s. 278).
7

8

�187

PRAWOSŁAWNA PARAFIA ŚW. ALEKSANDRY

ikonostas i w y p o s a ż e n i e k o s z t o w a ł o ponad 30 tys. rubli. Proboszcz cerkwi
m i a ł o t r z y m y w a ć u p o s a ż e n i e w w y s o k o ś c i 600 r u b l i , diakon 120 r u b l i , a psal­
mista - 60 r u b l i rocznie. Ponadto wszyscy razem otrzymywali 185 r u b l i
rocznie „ n a o p a ł " . N a potrzeby cerkiewne - prosfory, w i n o , k a d z i d ł o itp.
- wyznaczono s u m ę 100 r. rocznie. Parafia św. Aleksandry liczyła w ó w c z a s
400 „ d u s z " (Korzenevskij 1878, s. 12). W opisie cerkwi i parafii z lat pięć­
dziesiątych X I X w. odnotowano podobne sumy na utrzymanie cerkwi i t y l k o
psalmista (ponomar) o t r z y m y w a ł u p o s a ż e n i e większe o p o ł o w ę . Dowiadujemy
się r ó w n i e ż , że tutejszy k a p ł a n , diakon i ponomar mieszkają w drewnianych
domach cerkiewnych. O b o k d o m u proboszcza znajduje się budynek gospoda­
rzy i niewielki sad, a o p r ó c z tego m a on w u ż y t k o w a n i u 2 dziesięciny ziemi
cerkiewnej. N a potrzeby świątyni w y p ł a c a się co r o k u 100 r u b l i . W 1849r.
w k o l o n i i Aleksandryjskiej p o w s t a ł a s z k ó ł k a parafialna, w której nauczycie­
lem był proboszcz, za co o t r z y m y w a ł dodatkowo 60 rubli. Podobne szkółki
p o w s t a ł y w 1866 r. w Szczypiornej, a w 1867 - w Konstantynowce. W 1853 r.
parafia św. Aleksandry liczyła 354 parafian (Łotockij 1863, s. 331).
W e d ł u g spisu cerkwi i d u c h o w i e ń s t w a eparchii chełmsko-warszawskiej
z 1886 r. do parafii św. Aleksandry należały: kolonia Aleksandryjska, Kosew­
ka i Szczepiorna pow. p ł o ń s k i e g o oraz kolonia Kontantynowska (Konstantynowka) pow. warszawskiego. W Konstantynowce p o c z ą t k o w o mieszkali
p r a w o s ł a w n i i „ r a s k o l n i c y " (starowierzy), ale ci drudzy po pewnym czasie
przeszli na p r a w o s ł a w i e i w 1869 r. we wsi nie było j u ż ani jednego „ r a s k o l n i k a " (Torskij 1896, s. 278).
W r o k u 1886 parafia św. Aleksandry m i a ł a 607 wiernych. O p r ó c z cerkwi
na jej terenie z n a j d o w a ł a się jeszcze kaplica, prawdopodobnie cmentarna.
Ziemi cerkiewnej m i a ł a 14 dziesięcin. Proboszczem był od 1885 p o c h o d z ą c y
„ z Cesarstwa" duchowny Joan Wozniesienskij (Spisok... 1886, s. 10, 100) .
Rosyjscy koloniści mieli w okolicy p a r ę świątyń i kaplic p r a w o s ł a w ­
nych. O p r ó c z parafialnej cerkwi św. Aleksandry i wspomnianego j u ż soboru
św. Georgiego z liczną o b s a d ą duchownych w Nowogeorijewsku, w 1852 r. na
cmentarzu za t w i e r d z ą wybudowano m u r o w a n ą kaplicę p.w. Bogurodzicy
Pocieszycielki Strapionych, o b s ł u g i w a n ą przez duchownych z soboru. Ponadto
w 1856 r. warszawska eparchia p r a w o s ł a w n a , za symboliczną s u m ę 72 r u b l i
o t r z y m a ł a w u ż y t k o w a n i e leżące po drugiej stronie N a r w i r z ą d o w e dobra
G ó r a z p a ł a c e m , k t ó r y przeznaczono na letnią rezydencję warszawskich bisku­
p ó w p r a w o s ł a w n y c h . W dobrach wzniesiono cerkiew d o m o w ą ze stałym
etatem dla duchownego (Korzenevskij 1879, s. 185-186).
9

3. Z a s t a n a w i a ć m o ż e , k i m byli osadzeni k o ł o M o d l i n a p r a w o s ł a w n i k o l o ­
niści, dla k t ó r y c h k i l k a wiorst dzielących ich wsie od cerkwi było odległością
na tyle t r u d n ą do pokonania, że, jak stwierdził J. Korzeniewski], „ d o cerkwi
9

W 1877 r. proboszczem parafii był Teofan Ułowicz, w 1886 r. protojerej i proboszcz soboru
w Nowogeorgijewsku (Spisok... 1877, s. 3; Spisok... 1886, s. 10).

�188

ANDRZEJ WOZNIAK

nie chodzili i nie brali udziału w ż a d n y c h o b r z ę d a c h " . Z tego też p o w o d u
w ł a d z e u z n a ł y za konieczne wybudowanie w koloniach murowanej cerkwi za
n i e b a g a t e l n ą w ó w c z a s s u m ę ponad 30 tys. r u b l i .
V . Torskij p o d k r e ś l a wprawdzie, że ci sprowadzeni z guberni pskowskiej,
osadnicy „byli wszyscy naturalnymi Wielkorusami", ale dodaje, że znali r ó w ­
nież język c z u c h o ń s k i (čuchonskuju riecz), t j . estoński. Wiele wskazuje zatem
na to, że o w i znający język estoński Wielkorusi pochodzili prawdopodobnie
z rejonu guberni pskowskiej, zwanego w przeszłości C z u c h o ń s z c z y z n ą , po­
ł o ż o n e g o na wschodnim w y b r z e ż u jeziora Pskowskiego, gdzie od p o c z ą t k u
X V I I I w . mieszkały grupy p r a w o s ł a w n y c h E s t o ń c z y k ó w , k u l t u r o w o bliskich
etnograficznej grupie estońskiej Setu (Tynurist 1994, s. 4 2 4 ) .
Pierwsze lata p o b y t u w miejscu nowego osiedlenia o k a z a ł y się dla k o l o ­
n i s t ó w bardzo trudne. Nie znali miejscowych w a r u n k ó w klimatycznych, zwy­
czajów i języka, a przede wszystkim nie potrafili w tutejszych warunkach
g o s p o d a r o w a ć . W . Torskij zwraca r ó w n i e ż u w a g ę na jeszcze j e d n ą i s t o t n ą
o k o l i c z n o ś ć . W dawnym miejscu zamieszkania przesiedleńcy zajmowali się
p r z e w a ż n i e r y b o ł ó w s t w e m ( „ r y b n y m p r o m y s ł o m " ) i niewiele znali się na r o l ­
n i c t w i e . D o p ó k i więc nie nauczyli się miejscowych s p o s o b ó w gospodarowa­
nia p o w o d z i ł o i m się bardzo źle. W r a z z bardziej zaawansowanymi metodami
uprawy r o l i koloniści przejęli również niemal całą k u l t u r ę m a t e r i a l n ą polskich
s ą s i a d ó w , poznali ich zwyczaje i język na tyle, że w k o ń c u X I X w., dobrze
znający te okolice Torskij m ó g ł n a p i s a ć , iż od miejscowych c h ł o p ó w - P o l a k ó w
rosyjscy koloniści różnili się tylko większą o t w a r t o ś c i ą , d o b r o d u s z n o ś c i ą
i p r z y w i ą z a n i e m do p r a w o s ł a w i a (Torskij 1896, s. 278).
10

11

Po pierwszym, t r u d n y m okresie adaptacji do nowych w a r u n k ó w , trwają­
cym do lat pięćdziesiątych - siedemdziesiątych X I X w., w dziejach osad rosyj­
skich w w i d ł a c h Wisły i N a r w i n a s t ą p i ł a epoka względnej stabilizacji. O p r ó c z
wspomnianych j u ż wcześniej p r o b l e m ó w adaptacyjnych, w ś r ó d k t ó r y c h kwe­
stie gospodarcze o d g r y w a ł y szczególnie i s t o t n ą rolę, rosyjskie kolonie przeży­
w a ł y r ó w n i e ż p o w a ż n e k ł o p o t y demograficzne. M i m o iż dane d o t y c z ą c e liczby
l u d n o ś c i w koloniach, k t ó r y m i dysponujemy, nie są precyzyjne, to p o z w a l a j ą
one stwierdzić z n a c z n ą d y s p r o p o r c j ę między liczbą m ę ż c z y z n i kobiet sprowa­
dzonych w k o ń c u lat trzydziestych X I X w. z guberni pskowskiej do K r ó l e ­
stwa. W populacji tej było mianowicie 200 „ d u s z " m ę s k i c h i tylko 150 kobiet
(Torskij 1896, s. 278). Z danych d o t y c z ą c y c h liczby ludności k o l o n i i rosyjskich
w o k ó ł M o d l i n a od lat czterdziestych do dziewięćdziesiątych X I X w. w y n i k a
r ó w n i e ż , że aż do lat sześćdziesiątych liczba ta nie tylko nie wzrosła, lecz
nawet, j a k się wydaje, m i a ł a w latach pięćdziesiątych tendencję s p a d k o w ą .
1 0

Obecnie grupy te uległy już prawie całkowitej rusyfikacji, podczas gdy ta część Estończyków
guberni pskowskiej, która pozostała przy luteranizmie, zachowała w znacznej mierze swoją kulturę.
Paweł Ładykowski pisze o Setu, że , jako ludność pogranicza nazywana bywa mianem połuwierników,
połuwierców, co sami zainteresowani definiują jako stan nieprzynależności do żadnej z sąsiadujących
religii luterańskiej i prawosławnej. Określenie to pochodzi z X I X wieku" (Ładykowski 2000, s. 20).
V. Torskij pisze o nich wręcz, że początkowo byli złymi gospodarzami („plochie chozjaeva").
1 1

�189

PRAWOSŁAWNA PARAFIA ŚW. ALEKSANDRY

P o n i e w a ż koloniści w K r ó l e s t w i e po uwłaszczeniu mieli prawo dyspono­
w a ć bez ograniczeń swoją ziemią, wielu z nich zaczęło j ą w y d z i e r ż a w i a ć
i s p r z e d a w a ć , p o c z ą t k o w o Polakom, a później t a k ż e Ż y d o m . C i , k t ó r z y ziemię
sprzedali, przenosili się do Rosji. Procesowi temu, j a k pisał Torskij, sprzyjały
„ o p o l a c z o n e w ł a d z e K r a j u P r z y w i ś l a ń s k i e g o " . N i e k t ó r y c h k o l o n i s t ó w skłania­
no j a k o b y do wyjazdu p o d pozorem, że nie dają sobie rady, gdyż nie umieją
g o s p o d a r o w a ć w miejscowych warunkach. Niekiedy koloniści wyjeżdżali do
Rosji nawet j a k o pracownicy najemni ( „ b a t r a k i " ) . W latach sześćdziesiątych
p r z e n i o s ł o się do guberni saratowskiej 30 rodzin. W 1871 r. w r ę k a c h Pola­
k ó w było 11 rosyjskich z a g r ó d (usadieb), w 1872 - 19,5 zagrody, w 1875
- 25 z a g r ó d . W latach dziewięćdziesiątych X I X w. w r ę k a c h P o l a k ó w znaj­
d o w a ł y się 23 zagrody, zaś l u d n o ś c i polskiej było w koloniach 163 dusze
obojga płci (Torskij 1896, s. 286).
12

Największy bodaj, bo 50-procentowy o d p ł y w rosyjskich o s a d n i k ó w od­
n o t o w a ł B r o n i s ł a w Chlebowski ze wsi Szczypiorno (Szczepiorna). W 1839 r.
„ o s a d z o n o t u 20 rodzin (100 dusz) z gub. pskowskiej. W r. 1883 było 10 osad
wielkorossyjskich, 10 innych osad" (Słownik Geograficzny 1890, s. 874).
Radca W o r o n o w , rosyjski u r z ę d n i k K o m i s j i F i n a n s ó w K r ó l e s t w a Polskie­
go, k t ó r e g o w ł a d z y koloniści p o c z ą t k o w o podlegali, powiedział podobno, że
Polacy k u p i l i j u ż tyle ziemi, że niedługo (w koloniach) pozostanie t y l k o pra­
w o s ł a w n a parafia i jej d u c h o w i e ń s t w o (priczta), duchowny T . U ł o w i c z zaś
d o m a g a ł się od w ł a d z zakazu nabywania ziemi w koloniach przez Ż y d ó w
(Torskij 1896, s. 286).
R o z p o r z ą d z e n i e Ministerstwa Spraw W e w n ę t r z n y c h zabraniające k o l o n i ­
stom s p r z e d a w a ć i dzierżawić ziemię osobom innego niż p r a w o s ł a w n e wyznania
wydane z o s t a ł o w grudniu 1875 r. U ż y t k o w n i c y ziemi w koloniach innego
wyznania, w myśl tego rozporządzenia, po upływie 20 lat od daty jego wydania,
w i n n i byli j ą „ o d d a ć lub o d s t ą p i ć " osobom wyznania p r a w o s ł a w n e g o .
D z i e ń 14 grudnia 1875 г., w k t ó r y m wydano r o z p o r z ą d z e n i e o zasadach
dzierżawy i sprzedaży ziemi w koloniach, u w a ż a ł V . Torskij za d a t ę dla nich
p r z e ł o m o w ą . R o z p o r z ą d z e n i e to bowiem, jego zdaniem, m i a ł o p o w s t r z y m a ć
p o l s k ą ekspansję i przyczynić się do zwiększenia liczby rosyjskiej ludności
w o k ó ł twierdzy (Torskij 1896, s. 288). Zdaje się jednak z a p o m i n a ć , że sam,
nieco wcześniej, zwrócił u w a g ę na inny istotny czynnik, k t ó r y w znacznej
mierze w p ł y n ą ł na liczbę ludności p r a w o s ł a w n e j w koloniach. Były n i m m i a n o ­
wicie m a ł ż e ń s t w a mieszane k o l o n i s t ó w z ludnością miejscową. P o w o d o w a ł y one
przymus wychowywania wszystkich dzieci w religii p r a w o s ł a w n e j , a nierzadko
r ó w n i e ż przejście na p r a w o s ł a w i e w s p ó ł m a ł ż o n k a innego wyznania. O d 1849
do 1896 r. przeszły w koloniach na p r a w o s ł a w i e 274 osoby obu płci (Torskij
1896, s. 278). Skutki prawne, wynikające z m a ł ż e ń s t w z osobami wyznania pra­
w o s ł a w n e g o p o w o d o w a ł y , że katolicy bardzo rzadko zawierali takie związki
13

1 2

1 3

W guberni (oblasti) tej do dziś mieszkają w diasporze grupy Estończyków (Tynurist 1994 s. 424).
Wydaje się, że druga część tego rozporządzenia nie została nigdy w pełni zrealizowana.

�190

ANDRZEJ WOZNIAK

( T u s z y ń s k a 1992, s. 77-78). Z m a t e r i a ł ó w o d n o s z ą c y c h się do okresu p ó ź n i e j ­
szego w y n i k a natomiast, że koloniści w przypadku m a ł ż e ń s t w mieszanych
najczęściej szukali k a n d y d a t ó w na w s p ó ł m a ł ż o n k ó w w ś r ó d d o ś ć licznej w oko­
licy l u d n o ś c i ewangelickiej pochodzenia niemieckiego . N a p r z e ł o m i e stuleci
l u d n o ś ć k o l o n i i p r a w o s ł a w n y c h w o k ó ł M o d l i n a , w k t ó r y c h część gospodarstw
z n a j d o w a ł a się w r ę k a c h polskich, nie stanowiła j u ż m o n o l i t u ani p o d względem
wyznaniowym, ani etnicznym. Z k o l o n i s t ó w urodzonych w guberni pskowskiej
w 1896 r. żyło jeszcze ok. 30 o s ó b obojga płci (Torskij 1896, s. 278).
14

T u ż przed I w o j n ą ś w i a t o w ą , w r o k u 1912, E d w a r d Chwalewik w Wielkiej
Encyklopedii Powszechnej opisując w haśle M o d l i n okolice twierdzy wspomina
też k r ó t k o o mieszkających tam p r a w o s ł a w n y c h osadnikach: „ P o d w a r o w n i ą
liczne ubogie kolonie o s a d n i k ó w rosyjskich sprowadzonych przez M i k o ł a j a I
z głębi Cesarstwa" (Wielka Encyklopedia... 1912, s. 294). Chwalewik był jedy­
n y m autorem, k t ó r y w tamtych czasach o d w a ż y ł się bez osłonek powiedzieć
to, co w y n i k a ł o r ó w n i e ż z prac a u t o r ó w rosyjskich. K o l o n i e rosyjskie p o d
M o d l i n e m , zwłaszcza w p o r ó w n a n i u z u w a ż a n y m i za z a m o ż n e polskimi
wsiami gminy Pomiechowo, były ubogie. T o u b ó s t w o s p o w o d o w a ł o ucieczkę
części k o l o n i s t ó w do Rosji w połowie X I X w., bieda skłaniała do emigracji do
miasta, szukania źródeł utrzymania w zawodach pozarolniczych i wszelkich,
d o d a t k o w y c h pozarolniczych s p o s o b ó w zarobkowania . Torskij pisząc o po­
zarolniczych karierach byłych m i e s z k a ń c ó w k o l o n i i wymienia: „ 2 znanych
w eparchii duchownych, 2 u r z ę d n i k ó w , 3 k u p c ó w , licznych rzemieślników,
drobnych p r z e d s i ę b i o r c ó w , kolejarzy" i t p . (Torskij 1896, s. 278).
15

J e d n a k ż e nawet Torskij, starający się p o k a z y w a ć wszystkie pozytywne
strony akcji kolonizacyjnej w o k ó ł M o d l i n a , przyznaje, że nie spełniła ona
p o k ł a d a n y c h w niej nadziei i nie zmieniła polskiego charakteru okolicy, przede
wszystkim z p o w o d u zbyt małej liczby k o l o n i s t ó w (Torskij 1896, s. 278).
Znacznie bardziej krytycznie oceniał rezultaty tego przedsięwzięcia A . Szczer­
batow, pisząc: „ R o d z i n y włościańskie przesiedlone do Polski, zobaczywszy
w y ż s z ą k u l t u r ę a g r o n o m i c z n ą ludności K r ó l e s t w a , starały się j ą n a ś l a d o w a ć ,
a n a s t ę p n i e p o w o l i przyswoiły sobie język polski, w części i obyczaje miejs­
cowe, z a c h o w u j ą c jedynie wyznanie p r a w o s ł a w n e . W ogólności l u d n o ś ć rosyj­
ska p o d Zakroczymem u t r a c i ł a s w ą n a r o d o w o ś ć , a ż a d n e g o nie w y w a r ł a
w p ł y w u na sąsiadujących z n i ą włościan polskich. M ó w i ą c wyraźniej, Rosjanie
spolonizowali się, a Polacy wcale nie zniszczeli". Pierwsza p r ó b a włościańskiej
kolonizacji rosyjskiej o k a z a ł a się z p o w o d u wysokich k o s z t ó w „ m o ż l i w a [...]
t y l k o w bardzo drobnych rozmiarach, a w takich warunkach nie przynosi
wcale p o ż y t k u " (Szczerbatow 1900, s. 139-140).
16

1 4

Pod koniec X I X w. w Nowym Dworze np. ewangelicy stanowili 9 proc. ludności.
Pisze o tym w tomie wspomnień Igor Newerly (1985, s. 205): Kosewo i okoliczne wsie
dorabiały wynajmując latem pokoje rodzinom oficerów rosyjskich przebywających tu ze swoim
pułkiem na letnich obozach. Sprzedawano im również mleko, nabiał, ryby, kurczaki, itp.
Autor twierdzi, że mimo niesprzyjających warunków koloniści nie tylko zachowali ojczysty
język, ale nawet nauczyli go okolicznych chłopów.
1 5

1 6

�PRAWOSŁAWNA PARAFIA ŚW. ALEKSANDRY

191

L a t a pierwszej wojny światowej i dwudziestolecie m i ę d z y w o j e n n e to nie­
m a l całkowicie niezapisane karty w dziejach parafii św. Aleksandry, s t ą d też
w i a d o m o ś c i , k t ó r y m i obecnie na ten temat dysponujemy, są bardzo u b o g i e .
Po pierwszej wojnie światowej liczba ludności p r a w o s ł a w n e j we wsiach
w p o b l i ż u M o d l i n a znacznie się zmniejszyła. W e d ł u g danych G U S z 1921 г.,
w gminie Pomiechowo p o w i a t u warszawskiego m i e s z k a ł o 397 o s ó b wyznania
p r a w o s ł a w n e g o , z tej liczby jednak 210 o s ó b pytanych o n a r o d o w o ś ć p o d a ł o
p o l s k ą , „ i n n ą " natomiast, w t y m w y p a d k u rosyjską, tylko 187. Podobnie
zresztą p r z e d s t a w i a ł a się sprawa z ludnością wyznania ewangelickiego, k t ó r e j
blisko p o ł o w a p o d a ł a n a r o d o w o ś ć p o l s k ą . W gminie G ó r a o s ó b wyznania
p r a w o s ł a w n e g o było 9 1 , n a r o d o w o ś c i rosyjskiej 6 4 . Z u p e ł n i e inaczej w y g l ą ­
d a ł a sytuacja w gminie Pomiechowo w r o k u 1928. W e d ł u g danych W y d z i a ł u
Powiatowego Sejmiku Warszawskiego, o s ó b wyznania p r a w o s ł a w n e g o było
w gminie 419, ale wszystkie u w a ż a ł y się za Rosjan. W gminie G ó r a natomiast
t y l k o 87 o s ó b ze 137 wyznania p r a w o s ł a w n e g o , p r z y z n a w a ł o się do narodo­
wości rosyjskiej. P o z o s t a ł e m i a ł y się za P o l a k ó w (Wydział...
1930, s. 22).
P o n i e w a ż brak jakichkolwiek danych d o t y c z ą c y c h okresu I wojny ś w i a t o ­
wej, m o ż e m y t y l k o p r z y p u s z c z a ć , że tak znaczne - blisko o p o ł o w ę - zmniej­
szenie się liczby l u d n o ś c i p r a w o s ł a w n e j w obu gminach związane było z ewa­
k u a c j ą l u d n o ś c i cywilnej do Rosji w 1915 r o k u .
Ze sprawozdania wojewody o stanie w o j e w ó d z t w a warszawskiego (bez
stolicy), za lata 1929-1930, wynika, że na jego terenie nie było w ó w c z a s
„ e t a t o w y c h p r a w o s ł a w n y c h parafij ani filij etatowych". R o z w a ż a n a była spra­
w a utworzenia w Stanisławowie (d. k o l o n i i Aleksandryjskiej ) pow. warszaw­
skiego filii etatowej (Sprawozdanie... 1931, s. 20).
Po odzyskaniu niepodległości cerkiew św. Aleksandry w Stanisławowie
zaczęła p o p a d a ć w r u i n ę . Nie m i a ł a nawet stałego księdza. D u c h o w n y dojeż­
d ż a ł z Warszawy. W latach trzydziestych cerkiew odbudowano, ale j u ż j a k o
znacznie mniejszą i bez n a r o ż n y c h wieżyczek z k o p u ł k a m i , na k t ó r e w ł a d z e
podobno nie wyraziły zgody. Poświęcenia dokonano w 1934 r. B u d o w ę z a k o ń ­
czono w k o ń c u lat trzydziestych i wtedy też przeniesiono do S t a n i s ł a w o w a
ikonostas i ikony ze zburzonej cerkwi w M o d l i n i e .
O m i e s z k a ń c a c h wsi parafii św. Aleksandry - Stanisławowa, Szczypiorna,
Kosewka, Kosewa i innych w t y m okresie wiemy niewiele. Nie ulega jednak
wątpliwości, że trwający od X I X w . proces polonizacji tych społeczności przy­
b r a ł na sile w latach niepodległości. Ciekawym, c h o ć oczywiście tylko j e d n y m
z wielu, ś w i a d e c t w e m tego procesu m o g ą b y ć nagrobki na cmentarzu prawo­
s ł a w n y m w Stanisławowie; na przełomie X I X i X X wieku wyłącznie rosyjskie,
17

1 8

19

1 7

Podjęta kwerenda w czasopismach prawosławnych okresu międzywojennego, podobnie
zresztą jak dotychczas prowadzone badania terenowe, nie przyniosła dotąd większych rezultatów.
Prawosławne Archiwum Metropolitalne, którego zespół Parafie, budzi największe nadzieje, jest
okresowo niedostępne.
W 1894 r. było (wg Torskiego) w koloniach łącznie 1056 dusz.
Wywiad z ks. M.Ś. (2000 г.).
1 8

1 9

�192

ANDRZEJ WOZNIAK

w okresie m i ę d z y w o j e n n y m coraz bardziej u p o d o b n i a j ą się do n a g r o b k ó w na
cmentarzach katolickich - cyrylicę zastępuje alfabet łaciński, coraz rzadsze
stają się rosyjskie formy i m i o n , znikają „ o t c z e s t w a " .
W swoich podstawowych z r ę b a c h tradycyjna k u l t u r a wsi p r a w o s ł a w n y c h
w okolicach P o m i e c h ó w k a t r w a jeszcze do k o ń c a okresu okupacji niemieckiej.
Jej ciekawym i u w a ż n y m obserwatorem w ostatnim okresie istnienia był J.L.,
k t ó r e g o j a k o kilkunastoletniego c h ł o p c a losy rzuciły na pewien czas w tamte
strony. W relacji J.L. p r a w o s ł a w n i m i e s z k a ń c y Szczypiorna i okolicznych wsi
nie różnili się o d swoich polskich sąsiadów sposobami gospodarowania, ubio­
rem, p o ż y w i e n i e m . M ó w i l i r ó w n i e j a k i oni swobodnie po polsku, a rosyjs­
kiego używali t y l k o w rozmowach między s o b ą . Widoczne różnice m i ę d z y obu
społecznościami d a w a ł y się z a u w a ż y ć w dziedzinie budownictwa mieszkalnego
i gospodarczego, rozplanowania i w y g l ą d u w n ę t r z d o m ó w mieszkalnych
(np. święty k ą t z i k o n ą ) , n i e k t ó r y c h zwyczajów. T a k i m zwyczajem, nieznanym
we wsiach polskich, były np. p o p r z e d z a j ą c e wesela wyścigi z a p r z ę g ó w k o n ­
nych, do k t ó r y c h przygotowywano się wcześniej, k a r m i ą c intensywnie konie.
M i ę d z y p o t o m k a m i rosyjskich k o l o n i s t ó w a ludnością p o l s k ą nie było żad­
nych k o n f l i k t ó w , stosunki u k ł a d a ł y się bardzo poprawnie. „ T o raczej Polacy
częściej kłócili się m i ę d z y s o b ą " - m ó w i J . L .
2 0

Kres m a ł e g o świata p r a w o s ł a w n y c h k o l o n i s t ó w w o k ó ł M o d l i n a stanowił
r o k 1945, kiedy po wkroczeniu na te tereny A r m i i Czerwonej niemal cała ich
l u d n o ś ć , poza nielicznymi w y j ą t k a m i , została wywieziona do Z w i ą z k u Ra­
dzieckiego. Relacje na temat tej w y w ó z k i r ó ż n i ą się w szczegółach, ale zgodne
są co do tego, że w w y n i k u tej akcji zwarte p r a w o s ł a w n e osadnictwo na t y m
terenie p r z e s t a ł o istnieć. Gospodarstwa po wywiezionych Rosjanach zajęli
Polacy . W e d ł u g docierających do Polski w i a d o m o ś c i , wywiezieni p r z e w a ż n i e
nie potrafili się d o s t o s o w a ć do nowych, zupełnie nieznanych i m i najczęściej
bardzo trudnych w a r u n k ó w w r ó ż n y c h rejonach Z w i ą z k u Radzieckiego. Zda­
rzały się podobno s a m o b ó j s t w a . Bardzo nielicznym u d a ł o się w r ó c i ć .
M i m o iż t y l k o niewielka części l u d n o ś c i p r a w o s ł a w n e j z okolic M o d l i n a
u n i k n ę ł a w y w ó z k i , parafia w Stanisławowie nie przestała istnieć. W e d ł u g
sprawozdania rocznego Warszawskiego O k r ę g u Dekanalnego z 1951 г., m i a ł a
ona 120 parafian, a obsługiwał j ą ks. protojerej Wsiewołod Łopuchowicz (Urban
1998, s. 164, 182-183). Jeszcze w latach 60. uroczystości prawosławne w Stanisła21

22

23

2 0

Wywiady z J. L . z lat 2000-2001. W latach 2000-2001 przeprowadziłem kilkanaście krótkich
wywiadów dotyczących osadnictwa prawosławnego w okolicach Modlina. Moimi rozmówcami były
przede wszystkim osoby ze Stanisławowa i okolic (Kosewa, Kosewka, Szczypiorna, Pomiechówka).
Jedynie J.L., który w Szczypiornie przebywał w 1941 г., jest mieszkańcem Warszawy.
Według jednej z relacji, wywózki przeprowadzały oddziały NKWD, które otaczały wsie
i wywoziły mieszkańców, dając trochę czasu na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Według
innych relacji, część najbiedniejszych mieszkańców kolonii wyjeżdżała dobrowolnie po wpływem
intensywnej propagandy (wywiady z lat 2000-2001).
Wywiady z 2000-2001 (rozmówcy w okolicach Pomiechówka niechętnie mówią na ten temat).
W większości prawdopodobnie osoby z małżeństw mieszanych.
2 1

2 2

2 3

�193

PRAWOSŁAWNA PARAFIA ŚW. ALEKSANDRY

wowie g r o m a d z i ł y podobno spore grupy wiernych, z d o ś ć odległych niekiedy
o k o l i c , ale w n a s t ę p n y c h dziesięcioleciach ich liczba w w y n i k u m a ł ż e ń s t w
mieszanych i przechodzenia na katolicyzm oraz migracji do miasta, stale się
zmniejszała. Przez wiele lat cerkiew z p o w o d u złego stanu nie b y ł a czynna,
a n a b o ż e ń s t w a dla okolicznej ludności odprawiano w kaplicy domowej na
plebanii. W 1991 r. na terenie należącym do cerkwi została u k o ń c z o n a budowa
P r a w o s ł a w n e g o D o m u Opieki „ B e t a n i a " , odremontowano też cerkiew. Obecnie
w d o m u opieki p r a w o s ł a w n i podopieczni s t a n o w i ą o k o ł o 20% pensjonariuszy
i p o c h o d z ą z całej Polski. Miejscowych parafian jest 9 rodzin (35 osób) z różnych
miejscowości w promieniu do 20 k m od Stanisławowa. Osób z rodzin prawosław­
nych jest wprawdzie więcej, ale do cerkwi nie p r z y c h o d z ą . Proboszczem parafii
św. Aleksandry w Stanisławowie jest od niedawna ks. Piotr R a j e c k i .
24

25

M o j e dotychczasowe badania nad przeszłością p r a w o s ł a w n y c h k o l o n i i p o d
M o d l i n e m , prowadzone w Stanisławowie i okolicach, m i a ł y jedynie s o n d a ż o w y
charakter. M i m o pewnego dystansu, z j a k i m część r o z m ó w c ó w o d n o s i ł a się do
tematu, stworzyły one p e r s p e k t y w ę dalszych p o g ł ę b i o n y c h b a d a ń terenowych.
R ó w n i e ż planowane poszukiwania archiwalne i dalsza kwerenda w wydawnic­
twach warszawskiej eparchii, a później metropolii prawosławnej, powinny znacznie
p o s z e r z y ć nasz z a s ó b w i a d o m o ś c i o p r a w o s ł a w n y m osadnictwie na Mazowszu.
LITERATURA
G a l i c k a I . , S y g i e t y ń s k a H . 1987, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 10, z. 10: Nowy Dwór
Mazowiecki i okolice, Warszawa.
H e r z L . 1995, Przewodnik po okolicach Warszawy. Znakowane szlaki turystyczne w okolicy
podstolecznej, Pruszków.
K i e n i e w i c z , S. 1970, Historia Polski 1795-1918, Warszawa.
K o r z e n e v s k i j I . 1878, 1879, Kratkaja istorija Cholmsko-varšavskoj eparchii, Cholmsko-varsavskij eparchialnyj vestnik, R. 2, nr 15, nr 22; R. 3, nr 11.
K o z ł o w s k i R. 1971, Warszawska diecezja prawosławna (szkic historyczny), Wiadomości Pol­
skiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, nr 3, s. 23-37.
K o z l o v s k i j R. 1971, Pravoslavnyj prichod v Stanislavové, Cerkovnyj Vestnik, R. 18 [nr4],
maj-czerwiec, s. 22-24.
L o t o c k i j A. 1863, Cerkevno-istoričeskoe istatističeskoe opisanie Varšavsko] Pravoslavnoj eparchii,
Počaev.
Ł a d y k o w s k i P. 2000, Od regionalizmu do kresowości: historyczne aspekty zmiany postrzega­
nia przestrzeni, Chata, t. I I : 2000, s. 15-25.
Nazwy miejscowe 1996, Nazwy miejscowe Polski. Historia, pochodzenie, zmiany, red. K . Rymut,
1.1, Kraków.
N e w e r l y I . 1985, Za Opiwardą, za siódmą rzeką, Warszawa.
P l e w c z y ń s k i M., W a g n e r M . 1980, Województwo stołeczne warszawskie, Ъ.т.w.
Słownik Geograficzny 1890, Słownik Geograficzny Królestwa Połskiego..., t. X I , Warszawa.
S o b i e s k i W. 1938, Dzieje Polski, t. I I , Warszawa.
Spisok cerkvej... 1886, Spisok cerkvej i duchovenstwa cholmsko-varšavskoj eparchii, Warszawa.
Spisok cerkvej... 1877, Spisok cerkvej, prichodov... cholmsko-varšavskoj eparchii, Cholmsko-varšavskij eparchialnyj vestnik, R. I, nr 6.
2 4

2 5

Wywiad z J.K. 2000 r.
Do marca br. był nim ks. Mirosław Świderski, obecnie przeniesiony na parafię do Bielska.

�194

ANDRZEJ WOZNIAK

Sprawozdanie 1931, Sprawozdanie wojewody warszawskiego o ogólnym stanie województwa..., War­
szawa.
S z c z e r b a t o w A. 1900, Rządy księcia Jaśkiewicza w Królestwie Polskim (1832-1847), Warszawa.
T or s k i j V. 1896, Aleksandrinskij pravoslavný] prichod i chram v russkich kolonijach varšavskoj
gubernii, Cholmsko-varšavskij eparchialnyj věstník, R. 20, nr 15, s. 277-279; nr 16, s. 286-288.
T u s z y ń s k a A. 1992, Rosjanie w Warszawie, Warszawa.
T y n u r i s t I . 1994, Estoncy [w:] Narody Rosii. Enciklopedija, Moskva, s. 423-427.
Wielka Encyklopedia 1912, Wielka Encyklopedia Powszechna Ilustrowana, seria I, t. 47-48, Warszawa.
Wydział Powiatowy 1930, Wydział Powiatowy Sejmiku Warszawskiego. Działalność w opisie i cyf­
rach za rok gospodarczy 1928-1929, Warszawa.

A N D R Z E J WOŹNIAK

SOME PAGES F R O M T H E H I S T O R Y
OF T H E ST. A L E X A N D R A RUSSIAN O R T H O D O X PARISH
I N STANISŁAWÓW N E A R M O D L I N
Summary
The Russian Orthodox parish in Stanisławów near Modlin is the one and only rural Russian
Orthodox parish in central Poland. Its history reaches back to 1846, its foundation was connected
with the changes which took place in the Polish Kingdom after the collapse of the Polish national
November Uprising. The triumphant Russian occupying forces and authorities decided to erect
or to develop four powerful fortresses: in Novogeorgijevsk (now Modlin), Ivanogorod (now Dęblin)
in Warsaw an in Brześć. In addition to it a ring of colonies - Russian hamlets - was planned around
the fortress of Modlin and those were to be populated by Orthodox Russian settlers immigrated
from central Russia. The decision was taken in 1837 and in the following years five Russian colonies
arose: Alexandryjska (now Stanisławowo), Kosewka, Konstantynowska, Szczepiorna and Zakro­
czymska. The settlers in Aleksandryjska, Szczepiorna and Kosewka came from the province of
Pskov and they spoke not only Russian but also Chuhonian (i.e. Estonian). Quite probably they
belonged to one of the Estonian-speaking groups of Russian Orthodox faith living in that province.
Zakroczymska was settled mainly by discharged military men and to Konstantynovska there
came the Russians who had lived in the Polish Kingdom for some time before. (Great part of
them belonged to the Old-Believers' denomination).
The settlers were provided with plots of land by the Russian government as well as farm
buildings and all necessary equipment. A Russian Orthodox church was built and parish was
established especially for them in Aleksandryjska.
The settlement action, although it entailed great expenses, disappointed the hopes of the
Russian authorities. The Russian Orthodox settlers had hardly any influence on their Polish
neighbours. On the contrary, they took over some Polish cultural patterns for example methods
in agriculture and they started talking Polish. Many of them however, could not cope with life in
conditions so different from what they had known at home. They sold their farms to Polish
peasants and went back to Russia.
The peasants from the Russian villages around Modlin were rather poor and looked for
additional non-agtricultural employment.
In the years of the World War I the population of the Russian colonies decreased most
probably as a result of evacuation to Russia. In the inter-war period those who remained became
polonized, although they stayed Russian Orthodox. In 1945 the Soviet army marched into Poland
and that put an ultimate end to the history of small Russian settlements. Almost all of their
inhabitants were deported to the Soviet Union, only several of them managed to avoid it. In spite
of it the parish remained. Now the congregation comprises only 35 persons.
Our knowledge of those particular communities around Modlin is still incomplete and it is
indicated that the research, started only last year should be continued.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10773" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10751">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/380e4a9bb9e1fa3d1f792e2336a709ee.pdf</src>
        <authentication>6951c0fd898df8672ac58d94496f02d6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128382">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:811</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128383">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128384">
                <text>1974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128385">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:745</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128386">
                <text>Rodzina i gospodarstwo chłopskie mazowieckiej wsi pańszczyźnianej XVIII w. / ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128387">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.1, s.47-56</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128388">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128389">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128390">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128391">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128392">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128393">
                <text>S

T

U

D

I

A

I

M

A

T

E

R

I

A

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. X V I I I : 1974 z. 1

A N D R Z E J WOŻNIAK

RODZINA I GOSPODARSTWO CHŁOPSKIE
NA M A Z O W I E C K I E J WSI PAŃSZCZYŹNIANEJ X V I I I W.
We współczesnej etnografii polskiej powszechnie jest stosowane po­
jęcie chłopskiej kultury tradycyjnej , chociaż coraz bardziej uświada­
miamy sobie, jak bardzo niejednolite treści na to pojęcie się składają .
Obraz tej chłopskiej kultury tradycyjnej, budowany przede wszystkim
na podstawie typowych dla etnografii źródeł wywołanych, odnosi się
do okresu pouwłaszczeniowego — 2 połowy X I X w. i czasów później­
szych. Wystarczy jednak sięgnąć o sto lat wcześniej, aby przekonać się,
jak obraz ten był odmienny. Próby odtworzenia cech zasadniczych owej
chłopskiej kultury tradycyjnej w okresie przeduwłaszczeniowym doko­
nać możemy jedynie opierając się na źródłach archiwalnych, wykorzy­
stywanych dotychczas głównie przez historyków. Aby jednak ograniczyć
zakres naszych rozważań, a jednocześnie uwypuklić zagadnienie naj­
bardziej istotne, zajmiemy się tu jedynie instytucją podstawową dla
chłopskiej kultury tradycyjnej, jaką jest rodzina. Rodzinę chłopską
omawiać będziemy w ścisłym powiązaniu z posiadanym przez nią gospo­
darstwem — jako zespół rodzinno-gospodarczy.
1

2

Wykorzystane tu materiały archiwalne pochodzą z wieku X V I I I i do­
tyczą wsi mazowieckiej (tj. trzech przedrozbiorowych województw ma­
zowieckich: rawskiego, płockiego i mazowieckiego) .
3

1

Por. K . D o b r o w o l s k i ,
Chłopska
kultura tradycyjna, [w:] Studia nad
społecznym
i kulturą, Wrocław 1966, s. 76-110.
Na umowność tego terminu zwraca m i n . u w a g ę D. M a r k o w s k a w pracy
Rodzina w środowisku
wiejskim. Studium wsi podkrakowskiej, Wrocław 1964, s. 14.
W pracy wykorzystane zostały materiały archiwalne dotyczące Mazowsza
z Archiwum G ł ó w n e g o Akt Dawnych (księgi grodzkie i ziemskie, tzw. archiwa
podworskie, Archiwum Skarbu Koronnego) i Archiwum Diecezjalnego w Płocku
(inwentarze i rewizje dóbr biskupstwa i kapituły płockiej, księgi metrykalne) oraz
źródła publikowane (supliki chłopskie, akta sądu Referendarii Koronnej, instrukcje
gospodarcze i inne). Ze w z g l ę d u jednak na brak miejsca i konieczność ograniczenia
przypisów do minimum dalej będę p o w o ł y w a ł s i ę jedynie na niektóre opracowania
i wydawnictwa źródłowe.
życiem
2

13

�48

ANDRZEJ

WOŹNIAK

Nie wymaga już obecnie udowodnienia stwierdzenie, że całość życia
gospodarczego wsi w okresie folwarczno-pańszczyźnianym kierowana była
przez dwór i podporządkowana jego interesom ekonomicznym. W wypad­
ku rodziny chłopskiej zależność ta będzie szczególnie widoczna, jeśli po­
służymy się często stosowanym schematem jej cyklu rozwojowego od
zawarcia małżeństwa począwszy aż do starości i wycofania się z czyn­
nej działalności produkcyjnej.
W 2 poł. X I X wieku jednym z momentów zasadniczych w doborze
małżeństw były sprawy gospodarcze związane z wyposażeniem w zie­
mię. System dziedziczenia, spłacania rodzeństwa itd. był zwyczajowo
ustalony i w znacznej mierze rzutował na sprawy doboru małżonków
Całkowicie odmienny obraz znajdujemy w źródłach dotyczących ma­
zowieckiej wsi pańszczyźnianej X V I I I wieku. We wszystkich katego­
riach dóbr, tj. królewszczyznach, dobrach duchownych i prywatnych,
chłop był tylko użytkownikiem ziemi (gospodarstwa), nie zaś jego wła­
ścicielem. Tzw. „prawo zakupne", pozwalające na dziedziczenie i zbywa­
nie ziemi na Mazowszu, występowało przeważnie w dobrach kościelnych
i królewszczyznach , lecz w X V I I I w. było bardzo często przez dwór
kwestionowane. W 2 poł. X V I I I w. w Księstwie Łowickim (należącym
do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego) chłopskie pretensje z tego tytułu
administracja uważała za wręcz nieuzasadnione. Również w królewsz­
czyznach prawo zezwalające na dziedziczenie ziemi nie było przestrze­
gane . W mazowieckich dobrach prywatnych — a te stanowiły wię­
kszość — chłop nie posiadał żadnych praw do dziedziczenia. Był jedynie
bezterminowym użytkownikiem gospodarstwa. Podziału ziemi nie prak­
tykowano w żadnej z kategorii dóbr ziemskich na Mazowszu. Sprawa
dziedziczenia ziemi w osiemnastowiecznej wsi mazowieckiej miała zre­
sztą, jak się wydaje, znaczenie drugorzędne ze względu na dużą ilość
nieobsadzonych gospodarstw, co było zjawiskiem charakterystycznym nie­
mal dla całego Mazowsza . Do sprawy tej powrócimy jeszcze niżej.
4

s

6

4

L . Ż y t k o w i c z , Studia nad gospodarstwem wiejskim w dobrach
kościel­
nych XVI wieku, Warszawa 1962, s. 42-48.
O prawie do r o z p o r z ą d z a n i a ziemią (za zgodą d w o r u i pod w a r u n k i e m niedzielenia jej) wspomina m.in. Ordynacja referendaryi
koron, o powinnościach,
po­
rządku,
opłacie włościan
wszelkich królewszczyzn...,
[ w : ] Próby reform
włościań­
skich w Polsce XVIII
ivieku. Wybór źródeł, (wyd.) S. Inglot, W r o c ł a w 1952, s. 322323.
J. T o p o l s k i ,
Gospodarstwo wiejskie w dobrach arcybiskupstwa
gnieź­
nieńskiego
od XVI do XVIII
w., s, 128 n. Podobna j a k w K s i ę s t w i e Ł o w i c k i m sytu­
acja p a n o w a ł a na całym prawie Mazowszu, z w y j ą t k i e m okolic zamieszkanych
przez d r o b n ą s z l a c h t ę (zagrodową).
5

6

�49

RODZINA I GOSPODARSTWO CHŁOPSKIE W X V I I I W.

Tak więc wyposażanie w ziemię nowoutworzonego małżeństwa uza­
leżnione było przede wszystkim od dworu. Dwór decydował o pozosta­
wieniu na gospodarstwie rodziców lub przydzieleniu nowego gospodar­
stwa. Również dwór, a nie rodzice, wyposażał młode małżeństwo w za­
budowania, narzędzia, siłę pociągową, część bydła, ziarna siewne itp.
(w dobrach prywatnych powszechnie, w innych zaś kategoriach dóbr
częściowo). Dawanie posagu przez rodziców było zwyczajem powszech­
nym, ale ograniczało się przeważnie do jednej lub najwyżej paru sztuk
bydła, sprzętów, odzieży, gotówki.
Zasada doboru małżonka z tej samej grupy majątkowej nie odgry­
wała, jak się wydaje, poważniejszej roli. Ogólnie przyjęte były małżeń­
stwa córek gospodarzy z parobkami czy wdowy po gospodarzu z nie
posiadającym żadnego mienia człowiekiem „luźnym". W doborze kan­
dydata na współmałżonka zwracano przede wszystkim uwagę na zdro­
wie, pracowitość, wiek (ta ostatnia kategoria głównie w stosunku do
kobiet). Terytorialny dobór małżonków ograniczony był do dóbr jed­
nego właściciela. W warunkach Mazowsza, gdzie dobra bardzo często
składały się z dwu czy jednej wsi, ta swojego rodzaju endogamia napo­
tykała trudności. Najczęstszym sposobem rozwiązywania tych trudności
był rodzaj wymiany z sąsiednimi dobrami, przyjmowanie do wsi ludzi
obcych („luźnych"), a w niektórych wypadkach wręcz wykup (na koszt
dworu lub chłopa) współmałżonka z innych dóbr.
Samo kojarzenie małżeństw, biorąc pod uwagę wszystko to, co po­
wiedziano wyżej, było znacznie uproszczone. Dużą rolę odgrywał tu
dwór. Już XVIII-wieczni publicyści, zajmujący się sprawą chłopską, wy­
stępowali przeciwko pozbawianiu rodziców możności decydowania o mał­
żeństwie dzieci . W kojarzeniu małżeństw chłopskich właściciele ziem­
scy kierowali się często własnymi potrzebami gospodarczymi czy po
prostu fantazją. Najczęściej wprawdzie ingerował dwór w wypadku
małżeństwa sierot, lecz napotyka się również w źródłach wzmianki o po­
dobnym postępowaniu nawet w stosunku do wdów i wdowców. Ingeren­
cja dworu w sprawy małżeństw chłopskich dyktowana była, jak już
wspomniano, głównie względami gospodarczymi. Szczególnie we wsiach
posiadających większą ilość pustych gospodarstw dwór był zaintereso­
wany w powstawaniu jak największej ilości nowych małżeństw mogących
te gospodarstwa zasiedlić, a tym samym pomnożyć ilość dni pańszczy­
źnianych. Oprócz tego małżeństwo w pewnej, choć nie zasadniczej,
mierze zapobiegało zbiegostwu, bardziej wiązało ze społecznością wiejską.
Właściciele ziemscy wypracowali cały system mający na celu zachęca7

7

XVIII

Por. Położenie
w., [w:] Próby

chłopów
i projekty
reform włościańskich...,

4 — Etnografia Polska, XVIII/1

reform
włościańskich
s. 3-213.

w

publicystyce

�50

A N D R Z E J WOZNIAK

nie do małżeństwa i przeznaczali na to odpowiednie środki finansowe.
Tak np. w dobrach prywatnych powszechne było wyprawianie wesel na
koszt dworu, zdarzały się wypadki dawania wódki „na zaloty" czy po~
życzanie pieniędzy na zaręczyny. W łowickich dobrach arcybiskupstwa
gnieźnieńskiego kontrolowano wysokość opłat pobieranych przez probo­
szczów za śluby i gdy były za wysokie polecano je obniżyć. W dwor­
skich karczmach, gdzie często odbywały się wesela chłopskie utrzymy­
wano stale muzykanta.
We wsi pouwłaszczeniowej moment zawarcia małżeństwa otwierał
wprawdzie nowy etap w życiu młodych ludzi, nie oznaczał jednak by­
najmniej samodzielności gospodarczej i społecznej. Zanim małżeństwo
objęło gospodarstwo, pozostawało przez wiele lat „w ramach struktu­
ralnych rodziny wielopokoleniowej" , we wspólnocie gospodarczej z ro­
dzicami, „wysługując" sobie gospodarstwo. Inaczej sprawy te wygląda­
ły w XVIII-wiecznej wsi mazowieckiej. Wszędzie tam, gdzie istniały
nieobsadzone gospodarstwa, a takich dóbr była większość, dwór był ży­
wotnie zainteresowany w jak najszybszym usamodzielnieniu się nowo
założonej rodziny. Pozostawanie we wspólnym gospodarstwie z rodzi­
cami było w większej części Mazowsza rzadkością (nieco częściej miało
to miejsce jedynie na wschodnich krańcach województwa mazowieckie­
go i w województwie płockim, gdzie w związku z dużą ilością drobnej
szlachty problem nie obsadzonej ziemi nie występował tak ostro). W ma­
zowieckich dobrach Eadziwiłłów np. rodziny dwupokoleniowe stanowiły
ponad 90% ogółu. Na ogół młode małżeństwo wkrótce po ślubie mogło
objąć gospodarstwo, chociaż nie zawsze musiało to być od razu gospo­
darstwo pełnorolne. Przez pewien czas, na ogół nie dłuższy niż 2-3 lata,
zwolnione było ono z całości lub części świadczeń na rzecz dworu. Jeśli
na przydzielonym małżeństwu gospodarstwie nie było zabudowań, dwór
je budował. Przydzielano również młodym gospodarzom tzw. „załogę",
tj. określoną ilość inwentarza żywego (przede wszystkim woły), narzę­
dzia, ziarno na zasiew . Po krótkim okresie zwolnienia od świadczeń
czy ich zmniejszonego wymiaru, gospodarstwo obciążano określoną ilo­
ścią dni pańszczyźnianych i innych świadczeń w zależności od kategorii,
do której należało. Pańszczyzna i świadczenia były zależne od wielko­
ści gospodarstwa i rozmiaru „załogi" dworskiej. Gospodarstwo pełno8

9

8

D . M a r k o w s k a , Rodzina wiejska na terenie dawnej Puszczy
Zielonej,
[w:] Kurpie. Puszcza Zielona, (red.) A. Kutrzeba-Pojnarowa, t. I I I , Wrocław 1965,
s. 116.
„Załoga" w y s t ę p o w a ł a powszechnie w dobrach prywatnych, znacznie rzadziej
w dobrach kościelnych (np. niektóre wsie biskupstwa i kapituły płockiej) i k r ó l e w ­
szczyznach.
9

�RODZINA I GOSPODARSTWO CHŁOPSKIE W X V I I I W.

51

rolne (na Mazowszu najczęściej V2 włóki) odrabiało tygodniowo okre­
śloną ilość dni sprzężajnych (tj. z siłą pociągową) i pieszych (kobiety),
nie licząc dodatkowych obciążeń w robociźnie, gotówce i naturaliach.
Przyjrzyjmy się zatem sytuacji nowopowstałego gospodarstwa. Jeśli
przyjmiemy, że dla odrobienia pańszczyzny i wykonania niezbędnych
prac we własnym gospodarstwie rodzina musiała dysponować około 3-4
osobami w pełni zdolnymi do pracy, to oczywiste, że małżeństwo nie
mające jeszcze dorosłych dzieci nie było w stanie takim obowiązkom
podołać. Stąd też powszechne było zatrudnianie „czeladzi" (służby). „Cze­
ladź" zatrudniano zresztą również i wtedy, kiedy bilans siły roboczej
w gospodarstwie nie był równomiernie rozłożony według płci — np.
w przypadku braku męskiej siły roboczej. Utrzymywanie służby było
z kolei dla gospodarstwa poważnym obciążeniem, szczególnie w latach
gorszego urodzaju czy klęsk żywiołowych. Nic więc dziwnego, że nie­
rzadko chłopi uchylali się od objęcia gospodarstwa, szczególnie pełnorolnego, obciążonego wysoką pańszczyzną. Nawet pełnorolne (tj. najczę­
ściej ok. V2 włóki) gospodarstwo chłopskie, przy powszechnym wówczas
niskim poziomie wydajności, osiągało jedynie niewielkie nadwyżki zbo­
ża, które mogło być przeznaczone na sprzedaż, i to tylko w latach do­
brych. Gospodarstwo sprzedawało jednak zboże częściej i w większej
ilości niż na to pozwalały rzeczywiste nadwyżki. Robiono to oczywiście
kosztem zmniejszenia konsumpcji, gorszego siewu. Największe stosunko­
wo dochody przynosiła gospodarstwu sprzedaż bydła, trzody i produktów
hodowlanych (niekiedy zresztą wbrew zakazom dworu, co dotyczy głów­
nie bydła), ale nie wystarczało to na zapłacenie różnorodnych opłat
w gotówce na rzecz dworu, państwa i kościoła oraz na niezbędne zakupy.
Gdy następnie brakowało chłopu ziarna na siew czy na wyżywienie,
pożyczał je we dworze. Pożyczki takie były czymś powszechnym. W ra­
chunkach dworskich stanowią one stałą pozycję, a nazwiska niektórych
dłużników powtarzają się co roku. Chłopi działali tu w myśl zasady
„pański jestem, niech pan mnie żywi". Pożyczki te wraz z całą rozbudo­
waną instytucją „załogi" były jeszcze jednym elementem systemu ekono­
micznego uzależniania chłopów od dworu. Na Mazowszu, gdzie mimo
całego istniejącego prawodawstwa, zbiegostwo chłopów przybierało nie­
pokojące dla dworu rozmiary, ów system ekonomicznego uzależniania
chłopa miał min. zapobiegać wyludnianiu się wsi. Nierzadko znajduje­
my w źródłach wyraźne stwierdzenia, że przyczyną ucieczki poddanego
z podupadłego wskutek różnych wypadków losowych gospodarstwa było
nieudzielenie mu pomocy przez dzierżawcę czy administratora.
Wróćmy jednak do poruszonej wcześniej sprawy nadwyżek produ­
kcyjnych w gospodarstwie chłopskim przeznaczonych na sprzedaż.
Stwierdziliśmy już, że były one stosunkowo nieduże, a zatem i ilość pie-

�52

ANDRZEJ

WOŻNIAK

niędzy, jaka pozostawała chłopom po zapłaceniu wszystkich świadczeń
pieniężnych, była niewielka, nawet biorąc pod uwagę ewentualne doda­
tkowe źródła dochodu (dorabianie furmanieniem, sprzedaż płótna wła­
snego wyrobu itp.). Niewiele sprzedając chłop jeszcze mniej kupował.
Nasuwa się wniosek następujący: gospodarstwo chłopskie, słabo powią­
zane z rynkiem, musiało być w znacznym stopniu gospodarstwem samo­
wystarczalnym. Analiza źródeł pozwala jednak stwierdzić, że np. w do­
brach prywatnych, gdzie rozpowszechniona była instytucja „załogi",
gospodarstwo chłopskie było prawdopodobnie w mniejszym stopniu sa­
mowystarczalne, niż w okresie pouwłaszczeniowym. Kontakty chłopa
z rynkiem nawiązują się tu nie tylko bezpośrednio, tj. wtedy, gdy chłop
sprzedaje produkty swego gospodarstwa i kupuje potrzebne mu towary,
lecz również pośrednio — przez dwór, który kupuje dla niego i daje mu
w formie „załogi" różne sprzęty i narzędzia rolnicze, woły, konie itp. Do­
starcza drewna i płaci rzemieślnikowi, który buduje lub naprawia za­
budowania chłopskie, pokrywa koszty trzebienia zarosłych pól chłop­
skich czy odwadniania łąk. Oczywiście, że nie tylko nie jest to bezintere­
sowne, ale w efekcie przynosi większe zyski, gdyż chłopi posiadający
„załogę" odrabiają znacznie większą pańszczyznę niż ci, którzy jej nie
mają — np. w większości dóbr duchownych i królewszczyzn (poza długo­
terminowymi dzierżawami). Jednakże w obu tych kategoriach dóbr go­
spodarstwo chłopskie jest bardziej samodzielne, niekiedy ma nieco wię­
ksze nadwyżki produkcyjne, kontakty z rynkiem są tu tylko bezpośre­
dnie, ale bardziej ożywione. Wydaje się, że jedynie w tych kategoriach
dóbr, to co byśmy dziś określili jako inwestycje, było stałą, chociaż rów­
nież niezbyt dużą, pozycją w budżecie rodziny chłopskiej. Prywatni wła­
ściciele dóbr, dążąc do ograniczenia m.in. wydatków związanych z „za­
łogą", rozwijali w swoich dobrach rzemiosło. Starano się, aby w dobrach
byli rzemieślnicy możliwie wielu specjalności. Ta zasada samowystar­
czalności dóbr ziemskich mogła być realizowana w tym większym sto­
pniu im większe były dobra, w niewielkim zaś jeśli składały się np. z je­
dnej tylko wsi (nie odnosiła się oczywiście do gospodarstw szlachty za­
grodowej).
Jak wiadomo, wieś pańszczyźniana była pod względem społecznym
dość znacznie zróżnicowana. Formalnym przejawem tego zróżnicowa­
nia był podział gospodarstw chłopskich na kategorie, zależnie od ich
wielkości i obciążeń pańszczyźnianych. Na Mazowszu w 2 poł. X V I I I
wieku podział ten nie był rozbudowany w tym stopniu, co np. w Wiel­
kopolsce czy Małopolsce, i na ogół ograniczał do trzech kategorii: 1 — go­
spodarstwa pełnorolne (przeważnie V2, rzadko 1 włóka); 2 — gospodar­
stwa zagrodnicze (przeważnie o połowę mniejsze od pełnorolnych); 3 —
komornicy (nie posiadający przeważnie wcale ziemi, utrzymujący się

�R O D Z I N A I G O S P O D A R S T W O CHŁOPSKIE W X V I I I W.

53

z wyrobnictwa we dworze i u chłopów). W niektórych wsiach wyróżnia­
no jedynie tzw. „gospodarzy" (np. y włókowych) i komorników, w in­
nych podział był bardziej rozbudowany — prócz wymienionych katego­
rii istniały jeszcze niewielkie gospodarstwa chałupnicze (bardzo zróżni­
cowane pod względem wielkości — często składają się tylko z domu
i ogrodu — ale mniejsze od zagrodniczych). Te charakterystyczne dla
okresu feudalnego podziały utrzymywały się jeszcze długo po uwłasz­
czeniu, a np. w Małopolsce w 2 poł. X V I I I wieku bariera między kmie­
ciem a chałupnikiem była niemalże nie do pokonania. Ożenki, kontak­
ty towarzyskie itp. były dość rygorystycznie ograniczane do własnej
lub zbliżonej pod względem majątkowym grupy.
W XVIII-wiecznej wsi mazowieckiej podziały te znajdowały wyraźne
odbicie przede wszystkim na płaszczyźnie stosunków z dworem — ró­
żne były ich obowiązki wobec dworu, inną otrzymywali „załogę". Nie
odgrywały jednak większej roli np. przy zawieraniu małżeństw (np. w do­
brach jednowioskowych tego rodzaju ograniczenia były niemożliwe)
i innego rodzaju kontaktach. Przynależność do tej czy innej kategorii
nie była bowiem wówczas niczym stałym i zależała przede wszystkim
od dworu. Jak już wspomniano wcześniej, dwór mógł osadzić na pełnorolnym gospodarstwie parobka, czy też zbiegłego z innych dóbr człowie­
ka „luźnego", mógł też gospodarza nie wywiązującego się z obowiąz­
ków, np. ze względu na stan zdrowia czy wiek, pozbawić gospodarstwa.
Chłop pańszczyźniany mógł więc kolejno być parobkiem, zagrodnikiem,
„gospodarzem", a na starość spaść np. do kategorii komorników. Sy­
tuacja ludzi starych była wówczas bez wątpienia gorsza niż w okresie
pouwłaszczeniowym. Nie istniały np. żadne gwarancje materialnego za­
bezpieczenia na starość. We wsi pouwłaszczeniowej dzieci nawet, jeśli
nie chcą, zobowiązane są do utrzymywania starych rodziców pod groź­
bą nie zapisania im ziemi. We wsiach pańszczyźnianych, w których nie
istniało prawo zakupne, ziemię otrzymywało się nie od rodziców, a od
dworu. Wspólne gospodarowanie dorosłych dzieci z rodzicami było, jak
już wspomniano, rzadkością. Stosunkowo często natomiast można w in­
wentarzach dóbr ziemskich natrafić przy opisie gospodarstw chłopskich
na uwagę, że stary ojciec lub matka gospodarzy żyli z żebraniny, utrzy­
mywali się z wyrobnictwa, byli pastuchami we dworze itp. Ten brak
zabezpieczenia na starość nie oznaczał bynajmniej, że ludzie starzy nie
odgrywali żadnej roli w społeczności wiejskiej. Byli oni strażnikami tra­
dycji, tymi którzy posiadali największy zasób wiedzy i doświadczenia.
Odwoływanie się do tradycji, powoływanie się na zachowane w pamięci
starców dawne wymiary obowiązków pańszczyźnianych, stare, korzy­
stniejsze miary, było dla ówczesnej wsi jedną z form obrony przed wzra­
stającym wyzyskiem ze strony dworu. Ludzie starzy nie tylko stali na
2

�5á

ANDRZEJ WOZNIAK

straży obyczajów pewnych form obrzędowych, bywali także, nie­
oficjalnymi wprawdzie, rzecznikami interesów wsi, a ich świadectwo
stanowiło niekiedy dość ważki argument. Niejednokrotnie zresztą powoftywajli się na nie sami właściciele ziemscy w sporach z sąsiadami
0 granice dóbr itp.
Instytucją mającą reprezentować wobec dworu interesy wsi pań­
szczyźnianej był w opinii historyków polskich przełomu X I X i X X wieku
samorząd wiejski . Badania powojenne wykazały jednak, że instytu­
cje samorządowe, szczególnie w dobrach prywatnych, reprezentowały
interesy dworu, a nie wsi, będąc przeważnie czymś w rodzaju taniego
przedłużenia dworskiej administracji . Na Mazowszu samorząd wiej­
ski istniał przede wszystkim w dobrach kościelnych i królewszczyznach.
We wsiach prywatnych był instytucją występującą dość rzadko, głównie
w dobrach magnackich. Członków samorządu — a byli nimi wyłącznie
chłopi posiadający ziemię — zatwierdzał, a niekiedy wręcz wyznaczał
dwór. Samorząd, który rzeczywiście próbował bronić interesów wsi,
narażał się dworowi, spełniający posłusznie polecenia dworu był nie­
popularny w społeczności wiejskiej. Wypadki solidarności poszczegól­
nych członków samorządu z wsią, niekiedy wręcz pełnienie przez nich
roli przywódców i organizatorów antyfeudalnego oporu wsi, świadczą
jedynie, że urząd wiejski powołany do życia przez dwór dla jego włas­
nych potrzeb i wygody odgrywał niejednokrotnie rolę całkowicie sprze­
czną z tymi założeniami .
10

11

12

Na przykładzie rodziny chłopskiej staraliśmy się pokazać, jak wszech­
stronna i daleko idąca była ingerencja dworu w życie gospodarcze
1 społeczne mazowieckiej wsi pańszczyźnianej: większość dziedzin ży­
cia wsi, będących w okresie pouwłaszczeniowym w gestii rodziny chłop­
skiej, w warunkach gospodarki pańszczyźnianej kontrolowana była przez
dwór. Chociaż nie wchodzi to w zakres niniejszej pracy, nasuwa się
jednak pytanie, jakie wynikają z tego konsekwencje dla obrazu kultu­
rowego ówczesnej wsi. Źródła, na których opiera się praca (przeważnie
dokumenty o charakterze gospodarczym), zawierają stosunkowo nie­
wiele wiadomości na ten temat. Ciekawe i bogate źródła do badań nad
1 0

D. U1 a n o w s к i, Wieś polska pod względem
prawnym od wieku XVI do
XVIII,
„Rocznik Akademii Umiejętności", R. 1893-1894; J . R a f a c z , Ustrój wsi
samorządowej
małopolskiej
w XVIII w., Lublin 1922.
J . T o p o l s k i , Położenie
i walka klasowa chłopów w XVIII
w. w dobrach
arcybiskupstwa gnieźnieńskiego,
Warszawa 1956; E . R o s t w o r o w s k i , Rola urzę­
du wiejskiego w walce klasowej wsi małopolskiej,
[w:] Studia z dziejów wsi mało­
polskiej w drugiej polowie XVIII w., Warszawa 1957.
A. W o ź n i a k ,
Samorząd
wsi mazowieckiej
XVIII
w., „Rocznik Mazo­
wiecki", t. I I I : 1970, s. 1159 n.
1 1

1 2

�RODZINA I GOSPODARSTWO CHŁOPSKIE W X V I I I W.

55

obyczajowością chłopską tego okresu — księgi sądowe wiejskie i miej­
skie — są w mazowieckich zespołach archiwalnych, głównie wskutek
zniszczeń wojennych — rzadkością .
To, co zostało wyżej powiedziane o roli dworu w życiu wsi, nasuwa
jednak pewne refleksje. Mówi się często o drugiej połowie X I X wieku
jako okresie szczególnego rozwoju wielu dziedzin kultury ludowej, szcze­
gólnie zaś sztuki, obrzędowości itp. Proces ten wiąże się na ogół z re­
formami uwłaszczeniowymi na wsi polskiej. Stwierdzenie to, choć oparte
v/ głównej mierze na materiałach z 2 połowy X I X stulecia i później­
szych, znajduje w pewnej mierze potwierdzenie w tym, co powiedziano
0 wsi pańszczyźnianej. Sztuka, obrzędy, zwyczaje prawne stanowią nie­
jako kulturową oprawę działalności gospodarczej chłopa, uświetniają
1 sankcjonują wszelkie jego działania i poczynania. Są tym bogatsze,
im chłop ma większą samodzielność gospodarczą. Im bardziej ograni­
czona z zewnątrz jest możliwość działalności gospodarczej chłopa, jego
pozycja społeczna — tym mniej istnieje okazji do tworzenia owej „obu­
dowy". Nie istnieje potrzeba sankcjonowania przy pomocy zwyczajów
i obrzędów norm, które nie tylko nie są własnymi normami społecz­
ności wiejskiej, lecz przeważnie nawet nie są przez nią akceptowane.
Charakterystyczny dla kultury ludowej konserwatyzm, niechęć do
wszelkich „nowinek", wiążąca się z przeświadczeniem, że nie przyno­
szą one nigdy niczego dobrego, znajdowały w warunkach gospodarki
pańszczyźnianej uzasadnienie jako jedna z form obrony przed pogar­
szaniem się sytuacji w s i , co w znacznym stopniu przyczyniło się do
ich utrwalenia i pogłębienia.
13

u

1 3

W stosunku do sąsiedniego terenu, tzw. wschodniej Wielkopolski, zagadnie­
nia te znalazły odbicie w licznych pracach B. Baranowskiego. Niejako podsumowa­
niem wieloletnich badań autora (n.b. w formie dostępnej szerokiemu kręgowi czy­
telników) jest wydana niedawno Kultura ludowa XVII
i XVIII
w. na ziemiach
Polski środkowej,
Łódź 1971.
Por. W. K u l a , Miary i ludzie, Warszawa 1970, s. 234-250.
1 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10908" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10886">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c4c7c8802357aa085c3d1bf133498043.pdf</src>
        <authentication>7ab6cd270d1da1cfe153465b5ffaa053</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1396</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130087">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130088">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130090">
                <text>"Tygodnik Polski" - czasopismo tyfliskiej Polonii / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130091">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.1, s.153-172</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130092">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130093">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130094">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130095">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130096">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130097">
                <text>„ETNOGRAFIA POLSKA", t. X X X V ; 1991, z. 1
P L ISSN 0071-1861

Andrzej Woźniak
(IHKM PAN, Warszawa)

„Tygodnik Polski" - czasopismo tyfliskiej Polonii
W przededniu I wojny światowej liczebność kolonii polskiej w Tyflisie nie
przekraczała, jak się wydaje, 8-9 tysięcy osób. Dokładniejsze dane pochodzą
z 1910 r; mieszkało tam wówczas 7367 Polaków (Mądzik 1987, s. 29). W tym
samym mniej więcej okresie kolonia polska w Petersburgu liczyła około 70 tys.
osób, w Rydze w 1913 r. mieszkało 47 tys. Polaków, w Odessie 25 tys., a w Mo­
skwie było ich około 20 tys. W ostatnich latach przed I wojną światową ośmio­
tysięczne kolonie polskie miały Kamienskoje i Jekalerynosław po 7 tys Pola­
ków było w Smoleńsku Nikołajewie Charkowie Skąpiska polskie od 1 do
5 tys. osób istniały w ponad 80 miastach i osadach fabrycznych imperium ro­
syjskiego W Dorównaniu z petersburska czy chociażby odesska Polonia tvfliska nie należała do najliczniejszych ale było to niewątpliwie największe sku­
pisko polskie na Kaukazie drugi bowiem co do wielkos'ci ośrodek miski tego
rejonu - Baku liczył wówczas około 3 tys. osób (Łukawski 1978, s. 91).
M. Mądzik w opublikowanym przed kilku laty artykule tak charakteryzuje
społeczność polską w stolicy Gruzji: „W Tyflisie mieszkała ponad połowa
wszystkich Polaków, którzy znaleźli siew tym czasie na terytorium Gruzji. We­
dług danych z 1897 r. kolonia polska w Tyflisie liczyła 4133 osoby, podczas
gdy w dwóch guberniach: tyfliskiej i kutaiskiej, a więc na obszarze całej Gruzji
żyło 8220 osób, które w wykazach statystycznych uznawano za Polaków [...].
Większość Polaków, którzy mieszkali w stolicy Gruzji, pochodziła z Królestwa
Polskiego. W dziesięciu polskich guberniach urodziło się bowiem 2661 póź­
niejszych mieszkańców Tyflisu (stanowiło to 64% ogólnej liczby Polaków
w tym mieście) Największe grupy pochodziły z guberni warszawskiej (549
osób) kaliskiej (452) piotrkowskiej (435) radomskiej (243) Z liczby 3181
Polaków czynnych zawodowo największą ponad 50% grupę stanowili wojsko­
wi (1653)- dalej s z ł y spora liczebnie służba domowa Í473 osoby} pracownicy
administracji sadownictwa policii (146) koleiarze (144) Ponadto w stolicy
pracowało 47 nauczycieli fw fvm 24 kobie'tv) oraz 48 ekarzv iw tvm 7 kobiet)
Wskaźniki procentowe ob azuiace nrzekrói snotecznv ludności nokkiei miesz
kaiacei w Tvflisie u schvrku X I X w odWepnh nieco
struktLpoIakXwcnW^
s i ę s z L T a ^
s 48-49)
Charakterystyczna była też struktura wieku skupisk polskich w Gruzji; naj­
większą grupę stanowili w nich ludzie w wieku 20-29 lat. W Tyflisie było ich

�154

ANDRZEJ WOŹNIAK

51,1%, jeśli zaś weźmiemy pod uwagę przedział wieku 20-49 lat, a więc osoby
młode i w sile wieku, w okresie najkorzystniejszym dla działalności zawodo­
wej, to było ich wśród tyfliskich Polaków aż 74,2%. Wśród ludzi młodych,
w wieku od 20 do 29 lat, przeważali żołnierze miejscowego garnizonu. Bardzo
mała była natomiast liczba kobiet w tym wieku (Mądzik 1987, s. 36) .
Jeśli idzie o wykształcenie, to społeczność polską w Gruzji charakteryzo­
wał z jednej strony wysoki procent (około połowy populacji) analfabetów w większości chyba żołnierzy, z drugiej zaś, istnienie znacznej (w Tyflisie
15,7%) grupy inteligencji ze średnim i wyższym wykształceniem.
Bardzo jednorodna była natomiast kolonia polska w Tyflisie pod względem
wyznaniowym, bowiem około 98% jej stanowili katolicy. Stosunkowo niewielu
było wśród tutejszych Polaków protestantów czy prawosławnych (Mądzik
1

1987, s. 36-37)2.

W zróżnicowanej pod względem zawodowym społeczności polskiej w Ty­
flisie zdecydowanie najliczniejszą grupę stanowili wojskowi, pamiętać jednak
należy, że udział tej grupy, a szczególnie żołnierzy i podoficerów w życiu tu­
tejszej kolonii, był zarówno ze względu na koszarową dyscyplinę jak i rusyfikatorską politykę władz wojskowych, bardzo ograniczony. O sprawach tych
opowiada, opisując trudności Polaków - żołnierzy z batumskiego garnizonu
w kontaktowaniu się z mieszkającymi w tym mieście rodakami, S. StrumphWojtkiewicz, którego ojciec był w początkach bieżącego stulecia sędzią pokoju
w Batumie (1963, s. 13-16).
Kilkadziesiąt lat wcześniej, około połowy X I X w. ta przewaga wojskowych
nad przedstawicielami innych zawodów była wśród tyfliskich Polaków jeszcze
wyraźniejsza, ale brak z tego okresu dokładniejszych danych. Już od przełomu
XVIII i X I X w. zaczęli coraz liczniej napływać do stolicy Gruzji wcieleni do
wojska rosyjskiego Polacy. Jeszcze przed przyłączeniem Gruzji do Rosji byli
to żołnierze powstania kościuszkowskiego (B. Baranowski, K. Baranowski
1987, s. 160), a później armii Księstwa Warszawskiego z okresu wyprawy na
Moskwę, uczestnicy powstania listopadowego, a także spiskowcy i konspira­
torzy skazani na służbę wojskową na Kaukazie.
W okresie międzypowstaniowym, a może już nieco wcześniej, zaczęli osia­
dać w Tyflisie polscy urzędnicy, nauczyciele,"lekarze, różnego rodzaju specja­
liści, rzemieślnicy i ludzie interesu, ale wiemy o nich niewiele. Mniej więcej
od początku lat 60-tych X I X w., po upadku Szamila i zakończeniu wojny kau­
kaskiej, polska emigracja zarobkowa na Kaukaz, a szczególnie do Gruzji, na­
siliła się. Choć wojskowi nadal stanowili wśród Polaków w Gruzji grupę najli­
czniejszą, to w stosunku do całej populacji polskiej w tym kraju, jej udział pro­
centowy stale się zmniejszał (B. Baranowski, K. Baranowski 1985, s. 163). '
W końcu X I X stulecia czterotysięczne przeszło skupisko polskie w stolicj
Gruzji było już, jak wiemy, silnie zróżnicowane pod względem zawodowym.
Oprócz wciąż jeszcze dominującej grupy wojskowych i paru innych, wymie­
nionych wcześniej grup zawodowych (służba domowa, pracownicy administra­
cji, sądownictwa i policji, kolejarze, lekarze i nauczyciele), byli również przed­
stawiciele wielu innych profesji. Dość liczna była grupa różnego rodzaju rzc-

�155

„TYGODNIK POLSKI"

mieślników, kupców i właścicieli drobnych zakładów produkcyjnych (przede
wszystkim odzieżowych). Byli w Tyflisie polscy pracownicy poczty i telegra­
fu. Istniało, niewielkie wprawdzie, polskie środowisko artystyczno-literackie.
Ze spisu 1897 r. wynika nawet, że mieszkało w Tyflisie kilku Polaków, których
zaliczano do grupy właścicieli ziemskich i osób utrzymujących się z rolnictwa,
ale była to grupa niewielka nawet w skali całego kraju. W obu guberniach gru­
zińskich: tyfliskiej i kutaiskiej wraz z rodzinami liczyła niewiele ponad 100
osób (Mądzik 1987, s. 38).
Polscy mieszkańcy Ty flisu, w ogromnej większości (około 98%) katolicy,
skupiali się wokół wzniesionego w latach 70-tych ubiegłego wieku nowego ko­
ścioła katolickiego pod wezwaniem św. Piotra i Pawła . Konsolidację ludności
polskiej utrudniały jednak w pewnym stopniu spory, które wyniknęły na prze­
łomie lat 80- i 90-tych między proboszczem, sprawnym zresztą i energicznym
administratorem, ks. M. Orłowskim a parafianami, na tle sposobu zarządzania
parafią. Wspominał o nich na łamach „Kraju" w roku 1891 ks. J. Dobkiewicz,
były zesłaniec na Sybir wówczas osiadły w Tyflisie, a wcześniej także inny
korespondent tego czasopisma, który pisał: „Otóż u nas w Tyflisie są tylko ro­
dacy - a nic więcej nie masz: żadnej łączności, żadnego węzła, żadnej instytucji,
każdy żyje zamknięty sam w sobie. Gdzie indziej kościół jest ogniskiem wspól­
nej znajomości; nasi parafianie systematycznie wykluczani przez ks. probosz­
cza O. od kontroli nad kościołem i jego dochodami, machnęli ręką i oczekują
możliwych zmian w okolicznościach natury wyższej". Spory, jak się wydaje,
ustały zupełnie kiedy po śmierci ks. Orłowskiego w początkach 1891 roku jego
miejsce zajął, mający opinię człowieka „cichego i spokojnego", ks. Józef Ba­
ranowski (Mądzik 1987, s. 64).
3

Wydarzeniami, które w tym okresie gromadziły znaczną liczbę tyfliskich
Polaków były występy polskich trup teatralnych. Dość bogaty w takie wyda­
rzenia był rok 1893. W maju i w czerwcu gościł w Tyflisie polski zespół teatral­
ny pod kierownictwem artystycznym Ignacego Kościeleckiego. O jego wystę­
pach w stolicy Gruzji pisał do redakcji „Przeglądu Tygodniowego" mieszkający
wtedy w Tyflisie, a dziś mało znany folklorysta Józef Stefan Ziemba:
„Trupa polska pod kierunkiem artystycznym p. Ignacego Kościeleckiego
bawi jeszcze w Tyflisie dzięki powodzeniu względnemu, jakie ma. O pier­
wszych przedstawieniach pisałem już. Po "Lenie,,, co przepowiadałem, na któ­
rej teatr pustkami świecił tak, że nie tylko żadnego dochodu, a stratę 65 rs po­
niosła trupa, grali 31/20 maja "Dom Otwarty,, Bałuckiego. Rzecz wesoła, teatr
więc pełny był. 1 czerwca (21 maja) grali komedię Kraszewskiego "Miód ka­
sztelański" i „Wesele w Ojcowie", 3 czerwca (23 maja) Bałuckiego „Gęsi i gą­
ski", 6 czerwca (26 maja) Przybylskiego „Wicek i Wacek", 8 czerwca (28 maja)
- Sewera „Hanusia ", operetka ludowa. Dziś zaś tj. 10 czerwca (30 maja), dzięki
inicjatywie pana Jana Rousseau grali w klubie miejscowym, zwanym „Tiflisskij krużok", Fredry „ Consilium facultatis" i Bogusławskiego „Broń niewie­
ścia" [...]. Ogółem dano w Tyflisie przedstawień 8, które średnio biorąc, pub­
liczność polska chętnie odwiedzała choć znowu nie tak iak należało Jutro lub
pojutrze towarzystwo dramatyczne wyjeżdża do Baku/gdzie ma zamiar dać

�156

ANDRZEJ WOŻNIAK

kilka przedstawień, poczem jedzie dalej po morzu Kaspijskim i Wołdze [...]
Jeśli się kiedy wybierze w odwiedziny na Kaukaz jakie towarzystwo dramaty­
czne, niechaj lepiej zaopatrzy się w sztuki z życia ludowego, bo te mają powo­
dzenie wielkie, a i inne względy każą nam tak radzić" .
Jak zatem widać gusty i upodobania teatralne polskiej publiczności w Tyflisie kierowały się wówczas przede wszystkim ku repertuarowi lekkiemu, ko­
mediowemu, zainteresowanie budziły też, zdaniem Ziemby, sztuki „z życia lu­
dowego". M. Mądzik pisze o występach w Tyflisie, latem 1893 r. „zespołu te­
atru polskiego" z Petersburga, pod kierownictwem Kazimierza Kamiriskiego,
wystawiającego tu również „popularne utwory polskiego repertuaru komedio­
wego" - sztuki A. Fredry, M. Bałuckiego (1987, s. 66). Zdaniem tegoż autora,
występy teatru polskiego rozbudziły wśród Polaków w Tyflisie duże zainter­
esowanie amatorskim ruchem scenicznym, który wkrótce miał stać się jedną
z podstawowych form działalności Rzymskokatolickiego Towarzystwa Dobro­
czynności, integrującą miejscowe środowisko polskie i dostarczającą środków
finansowych na realizację celów statutowych Towarzystwa.
„Inicjatywa powołania do życia w Tyflisie Towarzystwa Dobroczynności,
instytucji, która istniała już w największych skupiskach polskich w Rosji, zror
dziła się w 1894 r. Wystąpili z nią przedstawiciele miejscowej inteligencji
wspierani przez nowego proboszcza i członków rady parafialnej, tzw. kuratorii.
Opracowano statuty który w połowie 1894 r. został zatwierdzony przez Mini­
sterstwo Spraw Wewnętrznych. Jesienią działania organizacyjne rozpoczął
tymczasowy zarząd Towarzystwa, w skład którego weszli: dr Piotr Kimontt,
Rafał Szymański, Ludomir Kamocki, Grzegorz Mularski, Marian Ziembiński
i Feliks Nowiński" (Mądzik 1987, s. 64) .
Na pierwszym walnym zgromadzeniu wybrano władze Towarzystwa. Skład
zarządu zmienił się całkowicie, a prezesem został z urzędu proboszcz ks. Ba­
ranowski. Towarzystwo czyniło starania o otwarcie przytułku dla starców i uru¬
chomienie szkółki parafialnej. Środki finansowe potrzebne do realizacji tych
celów i niesienie potrzebującym materialnej pomocy czerpano ze składek
i ofiar członków.oraz organizowania imprez kulturalnych, w pierwszym za¿
rzędzie przedstawień teatru amatorskiego przez wiele lat kierowanego przez
inż. K. Waniorskiego, sekretarza zarządu. Oprócz przedstawień urządzano tę*
wieczory literackie i koncerty. Wynikające ze statutu ograniczenia rozwoju To­
warzystwa niedostatek środków finansowych nie pozwalały jednaknależyci*
rozszerzać tych kierunków jego działalności które miały na celu większą intągracje tutejszego środowiska polskiego (Mądzik 1983 s 22-23) Jeden z tyfliskich Polaków tak w 1902,r. ná tamach „Kraju" oceniał istniejący, stan rzeczy:
4

5

„Żyjemy tutaj bardzo odosobnieni, mało'łącząc się ze sobą, gdyż brak ną#
ogniska, u którego moglibyśmy się skupiać. Teatru amatorskiego w języku pol­
skim, urządzanego dwa lub trzy razy do rpku, ogniskiem takim nazwać #
można, gdyż rzadko.gromadzi on wjedno miejsce kilkaset osób. A i te zebrani
prawdopodobnie wkrótce się przerwą, gt}yż osoby zajmujące się urządzanjef
przedstawień, coraz większe trudności znajdują w gromadzeniu amatorójf
(Parafianin, 1902, s. 18).
^

�„TYGODNIK POLSKI"

157

W celu rozszerzenia i uaktywnienia dzialalnos'ci Towarzystwa poczyniono,
choć nie bez oporów ze strony części jego członków, zmiany w statucie, wy­
brano nowy zarząd z prezesem J. Laudańskim na czele, którego starania dopro­
wadziły w 1903 r. do otwarcia biblioteki i czytelni oraz szkółki przykościelnej
(Mądzik 1983, s. 23) . Jednakże nawet i te przedsięwzięcia nie były w stanie
spowodować zasadniczych zmian zakresu działalności Towarzystwa, ze wzglę­
du na jego charakter i podstawowe cele statutowe. Dopiero sytuacja zaistniała
po 1905 r. umożliwiła zakładanie organizacji, które w szerszym zakresie po­
zwalały na realizację potrzeb kulturalno-oświatowych środowisk polskich
w Rosji. Były to powstające wówczas w wielu miastach imperium instytucje
pod nazwą „Dom Polski".
6

W Tyflisie inicjatywa powołania takiej organizacji zrodziła się wiosną 1907
roku i mimo pewnych trudności doczekała się realizacji w październiku tegoż
roku. Z prośbą o rejestrację stowarzyszenia „Dom Polski" wystąpili tu Ignacy
Rządca, Franciszek Lcncki (Łęcki?), Antoni Keller, Aleksy Asłanowicz, Józef
Żółtowski, Stefan Chrzanowski, Bronisław Mielczarski i Otto Gede. Oficjalna
inauguracja działalności Stowarzyszenia odbyła się 16 października 1907 r.
(Mądzik 1983, s. 24-25).
Celem działalności Stowarzyszenia, jak głosił statut miało być popieranie
rozwoju kulturalnego wszystkich warstw ludności polskiej w Tyflisie i jego
najbliższych okolicach. Dla osiągnięcia tych zamierzeń planowano założyć
czytelnię, biliotekę, księgarnię, szkołę dla dzieci i dorosłych, biuro informacji
i porad prawnych, i,irodową jadłodajnię i herbaciarnię oraz towarzystwo wza­
jemnej pomocy. Przcw idywano także wykłady, dyskusje, różnego rodzaju kursy
dokształcające dla doro.slych, koncerty, lekcje muzyki chóralnej i śpiewu. Pro­
jektowano wydawanie książek, broszur oraz, co dla nas szczególnie interesują­
ce, gazel i czasopism. Członkami Stowarzyszenia mogły być wszystkie osoby
uważające się za Polaków które ukończyły 18 lat bez różnicy płci wyznania
zawodu i przynależności społecznej (Mądzik 1987, s. 73). Mimo iż, jak widać,
statut nie stawiał niemal żadnych ograniczeń w przyjmowaniu członków, to
ich liczba wzrastała powoli: w roku 1909 Stowarzyszenie skupiało 84 osoby.
Zainteresowanie kolonii polskiej działalnością „Domu Polskiego" (mimo
pewnych ograniczeń jej zakresu, których zażądały władze gubcrnialne w czasie
rejestracji), było w pierwszym okresie jego istnienia dość duże. Świadczy
o tym pośrednio poszukiwanie dla Stowarzyszenia korzystającego dotychczas
z gościnności Towarzystwa Dobroczynności, nowego większego lokalu z po­
mieszczeniem na salę teatralną. Odpowiedni dom, na lej samej co Towarzystwo
Dobroczynności ulicy Nikołajcwskiej, udało się wynająć latem 1909 r.
Jedną z głównych form działalności „Domu Polskiego" były przedstawienia
teatru amatorskiego. Najczęściej wystawiano komedie polskich autorów: Fre­
dry, Zapolskiej, Bałuckiego. Urządzano też wieczory muzyczne, literackie
(często rocznicowe), taneczne, choinki dla dzieci. Czasem odbywały się seanse
filmowe, czynna byla czytelnia i biblioteka. We wrześniu 1909 r. w siedzibie
„Domu Polskiego" występowała polska trupa teatralna Czesława Jankowskiego

�158

i

I
¡Í
SI

ANDRZEJ WOŹNIAK

z lekkim repertuarem komediowym i ciszącą się ogromnym powodzeniem ope­
retką Śliwińskiego Warszawianka.
„Dla zaakcentowania swej ożywionej działalności i przyciągnięcia wię­
kszej liczby Polaków do "Domu Polskiego" - pisze M, Mądzik - kierownictwo
Stowarzyszenia zamieszczając anonse w gazecie „Tiflisskij Listok" coraz czę­
ściej dawało wstawki w języku polskim. Najpierw była to tylko nazwa Stowa­
rzyszenia, z czasem tekstu składanego w języku polskim zaczęło przybywać.
Zawiadomienie o wieczorze poświęconym Chopinowi zawierało już polski
tekst: Jubileuszowy wieczór F. Chopina, zaś anons o występie trupy Janko­
wskiego wydrukowany był w całości w języku polskim" (Mądzik 1987, s. 78¬
80).
Od połowy 1909 r. w działalności Stowarzyszenia dają się zauważyć pewne
oznaki kryzysu, pogłębiającego się w roku następnym: ilość członków wzrasta
powoli, zaczynają się kłopoty finansowe. Aktywność Stowarzyszenia słabnie,
a w następnym roku niemal zamiera. Po roku 1910 pozostało w nim tylko 11
członków i funkcjonowała jedynie biblioteka. Znalazła się jednak grupa ludzi,
która doprowadziła do reaktywowania działalności Stowarzyszenia w 1913 r.
i ponownego, powolnego wzrostu liczby członków. Wybrano nowy zarząd, któ­
ry powołał trzy koła: dramatyczne, organizacji wieczorów oraz rozrywek dla
dzieci. Urządzano wieczory, seanse filmowe dla dorosłych i dzieci, koncerty
itp., działał teatr amatorski, biblioteka i czytelnia.
Wybuch wojny światowej postawił przed stowarzyszeniem „Dom Polski"
nowe zadania. Jego działalność niemal całkowicie podporządkowana została
sprawie pomocy poszkodowanym przez działania wojenne. Już we wrześniu
1914 za zgodą namiestnika Kaukazu utworzony został w Tyflisie Polski Komi­
tet Organizacyjny Pomocy Ofiarom Wojny przy Stowarzyszeniu „Dom Polski".
Zbiórkę pieniędzy na rzecz poszkodowanych rozpoczęto od umieszczenia
w miejscowej gazecie „Kawkaz" wezwania w języku polskim do kaukaskich
Polaków, w podniosłych słowach apelującego do ich ofiarności w imię do­
świadczonej przez wojnę ojczyzny. Szybko zaczęły napływać składki, rozpo­
częto organizowanie imprez, z których dochód przeznaczony był na rzecz Ko­
mitetu Pomocy Ofiarom Wojny, skąd zgromadzone fundusze w większości
przekazywano odpowiednim instytucjom w Warszawie. Jesienią 1914 r. napły­
nęli do Tyflisu pierwsi uchodźcy z objętych działaniami wojennymi terenów
Królestwa dla których Komitet zorganizował schronisko w pomieszczeniach
Towarzystwa Dobroczynności. Liczniejsze grupy uchodźców polskich przyby­
ły do Tyflisu rok późniei icsienia 1915 roku po ewakuacji Królestwa Polskietro Ustalenie dokładnej ich liczby icst dośćYrudne edyż Komitet rejestrował
tylko osoby ubicmiace sie o pomoc' hcznie iednak z nie zarejestrowanymi
których wedhm ówczesnych ocen było około 500 osób do listopada 1915 r'
w stolicy Gruzii znalazło sic około 900 1000 uchodźców 'polskich cześć z nich
wyjechała iednak nóźniei do innych mieiscowości Stawiało to zarówno Komi­
tet i i к i c i h snoLznosc nolsk-i w Tyflisie w trudnei sytuacji nie starczało
bowiem środków finansowych nn nomoc dh notr/ebuhcych a ilość miejsc
n^MegowJch w L u j t ó L a z
wciąż eszcze' zbyt mała Sy-

A

�„TYGODNIK POLSKI"

159

luacja ustabilizowała się dopiero w 1916 г., kiedy utrudnienia administracyjne
zahamowały napływ uchodźców na Kaukaz, a więc i do Tyflisu, a ci którzy
znaleźli się tam wcześniej, w większości zdołali już znaleźć pracę i mieszkanie.
W działalności kulturalnej „Domu Polskiego" istotną rolę odgrywał nadal
teatr amatorski, ale coraz więcej miejsca zajmowały teraz różnego rodzaju im­
prezy o charakterze patriotycznym; koncerty i rocznicowe wieczory literackie,
odczyty (Mądzik 1987, s. 88-97) . Przyczyniało się to niewątpliwie do większej
konsolidacji wewnętrznej całej tutejszej społeczności polskiej, pogłębiania jej
świadomości narodowej oraz poczucia łączności z krajem.
Stosunek tyfliskich Polaków do spraw narodowych, ich zaangażowanie
w działalność organizacji polskich dość krytycznie oceniał W. Gutowski,
przedstawiciel Centralnego Komitetu Obywatelskiego, jeszcze jednej organi­
zacji niosącej pomoc wygnańcom, której władze rosyjskie zezwoliły na dzia­
łalność na Kaukazie dopiero w 1916 r. W przesłanym Zarządowi Głównemu
CKO sprawozdaniu pisał on mianowicie: „Skład osobisty miejscowych orga­
nizacji polskich w miastach, zresztą bardzo nieliczny, zawiera w ogromnej wię­
kszości wypadków ludzi niezamożnych, pochłoniętych pracą zarobkową na ży­
cie i tylko dorywczo mogących spełniać obowiązki społeczno-narodowe [...],
zresztą większość stałych mieszkańców Polaków różni się zasadniczo z nami
(pracownikami C K O - M.M.) w pojęciu pracy społecznej: my uważamy naszą
pracę za obowiązek narodowy, ci panowie zaś - za filantropię" (Mądzik 1987,
s. 106-107).
Jeszcze krytyczniej pisał o kaukaskich Polakach w wydanych kilka lat
wcześniej wspomnieniach ks. Fryderyk Józefat Żyskar, który sam dwa lata spę­
dził na kaukaskim zesłaniu: „A tu mój Boże! na tym Kaukazie pogoń za złotem,
za dostatkiem, za życiem, tak dusze wypełnia, tak serca przemienia, że przy­
chodzą na kapłana ciężkie chwile zwątpienia, w których chciało się zawołać:
Panie! oderwij mnie od tej ziemi niepłodnej, od tej roli, która nie daje żadnych
owoców" (Żyskar 1909, s. 78-79). Zaraz jednak dodaje, że owoce jednak są,
tylko trzeba bardzo dużo pracy. Zastrzega się też, że nie chce generalizować
i że jego uwagi nie odnoszą się bynajmniej do wszystkich Polaków; troskę jego
budzi inteligencja, która jak twierdzi, rzadko ma do czynienia z katolickimi
duchownymi. Nasuwa się tu jednak refleksja, iż być może stosunkowo wysoki
wśród kaukaskich Polaków odsetek inteligencji, na przełomie wieków często
obojętnej relieiinie był przyczyna tak pesymistycznej oceny tamtejszych sku¬
pisk polskich Krytyczne uwaei pod ich adresem padały jednak nie tylko ze
strony ludzi patrzących z zewnątrz, takich jak W. Gutowski czy ks. F. Żyskar.
Również z sametio Tvflisu odzvwalv sic cłosv mówiące o niedostatkach czy
wręcz zagrożeniach tutejszego tycia polskiego. W 1895 r. J. S. Ziemba pisał
z Tyflisu o trudnościach na które natrafialv tu nróbv zoreanizowania Dolskiei
biblioteki* podnoszono snrawe znajomości iczyka polskiego zarówno wśród
dzieci miejscowych Polňków hk i wśród dorosłych Korespondent Kraiu"
ubolewał no w 1898 r że dzieci Pohków z klasy sredniei urodzone na Kai,
7

kazie często wcale nic źnaia rodzinne! mowv" a oomimo to nauczyciele iezvka
polskiegow
Tyflisie nie znajdują pracy (Mądzik 1987, s. 69), rok później Stefan

�160

ANDRZEJ WOŹNIAK

z Tyflisu pisał w „Głosie", że nawel inteligencja polska w Tyflisie „niemożebnic mówi po polsku" (Stefan z Tyflisu 1899, s. 548).
Choć w przytoczonych tu wypowiedziach jest pewno trochę publicystycz­
nego przejaskrawienia rzeczywistości, to nie ulega wątpliwości, że nie wszy­
stkie domy kolonii polskiej w Tyflisie były na przełomie wieków takimi twier­
dzami polskości jak opisany w „Tygodniku Powszechnym" dom zasiedziałej
w Gruzji od półwiecza rodziny Kimonltów (Kimontt 1979, s.5). Dla wielu in­
nych dopiero wraz z tą wielką Talą spraw polskich, która napłynęła na Kaukaz
w latach wojny, rozpoczął się powrót do polskości, odnajdowanie tożsamości
narodowej.
Rewolucja lutowa 1917 roku spowodowała wiele zmian również w życiu
kolonii polskiej w Tyflisie. Umożliwiła przede wszystkim zakładanie nowych
organizacji polskich, w tym również o charakterze politycznym. Już w marcu
1917 r. członkowie dotychczas działających w Tyflisie organizacji, tj. Stowa­
rzyszenia „Dom Polski", Towarzystwa Dobroczynności oraz Polskiego Komi­
tetu Pomocy Ofiarom Wojny, powołali do życia Radę Polskich Organizacji.
Pierwszą deklaracją Rady było poparcie dla „zasad i haseł" głoszonych przez
Rząd Tymczasowy.
W następnych miesiącach zaczęły powstawać organizacje polskie o chara­
kterze politycznym. W początkach kwietnia 1917 r. powstało ugrupowanie no­
szące nazwę Polski Związek Demokratyczny, z Sekcją Wojskową również od
kwietnia działała jeszcze jedna organizacja wojskowych - Związek Wojsko­
wych Polaków. Równocześnie ukształtował się ośrodek koordynujący działania
organizacji żołnierskich - Tymczasowa Polska Rada Wojskowa.
W maju Rada Polskich Organizacji w Tyflisie powołała swoją egzekutywę
- Polski Komitet Wykonawczy. Komitet podjął decyzję o zwołaniu „krajowego
zjazdu polskiego na Kaukazie" oraz o wydawaniu gazety w języku polskim
(Mądzik 1987, s. 126-127).
Z inicjatywy przebywających w Tyfilisie działaczy PPS i SDKPiL utworzo­
no tu w czerwcu 1917 r. Polską Socjalno-Demokratyczną Organizację, jednak­
że już na przełomie września i października tego samego roku nastąpił w niej
rozłam, w wyniku którego znów wyłoniły się SDKPiL, PPS-Lewica i PPS-Frakcja.
Istniały też w Tyflisie polskie organizacje młodzieżowe. Z inicjatywy zna­
nego działacza polonijnego Jerzego Mularskiego powstała organizacja dziecięco-młodzieżowa „Harcerz", a od września działał Związek Młodzieży Polskiej.
Niewielką organizacją społeczno-zawodową był Polski Związek Pracowników
Kolejowych.
W sierpniu 1917 r. odbył się w Tyflisie zjazd przedstawicieli polskich orga­
nizacji i związków działających na Zakaukaziu, który w ostatnim dniu obrad
wyłonił naczelny naczelny organ - Polską Radę Okręgową na Kaukazie, która
z kolei wybrała Krajowy Komitet Wykonawczy. Zjazd ustalił wytyczne, który­
mi miała kierować się PRO w swej działalności. Głównymi celami miały być;
rozbudzenie samowiedzy narodowej i niepodległościowej, sprawne organizo*
wanie polskiego życia publicznego, ujednolicanie polskiej polityki na Kaukazie.

�„TYGODNIK POLSKI-

161

zgodnie z zasadami ogólnonarodowej polityki kraju. Przy Radzie Okręgowej
utworzono Polską Centralę Wojskową.
W listopadzie Rada podjęła decyzję o połączeniu oddziałów polskich istnie­
jących na Kaukazie w jedną całość organizacyjną, dywizję wojsk polskich. Wo­
bec wielu trudności zrealizowanie tego planu okazało się niemożliwe - powstała
jedynie Samodzielna Kaukaska Brygada Wojsk Polskich. Na przełomie
1917/1918 r. liczyła ona około 1500 żołnierzy i oficerów pod wspólnym dowó­
dztwem. Żołnierze Brygady pełnili służbę wartowniczą w Tyflisie. W lipcu
1918 r. rząd gruziński podjął decyzję o rozwiązaniu tej bardzo już wówczas
przerzedzonej formacji, a jej żołnierzom i oficerom umożliwił powrót do kraju
(Mądzik 1987, s. 127, 138-149).
W roku 1918 zaistniała na Zakaukaziu nowa sytuacja polityczna: powstały
trzy niepodległe republiki kaukaskie, a wśród nich Demokratyczna Republika

mmi та
№

i. •

p

/

wij

»

4

Лва «О kop.

- •'•

-

R

n

polityczno-ekonomiczny i literacki.
WYCHODZI

KAZ

W

TYUZIKŃ.

Tjílis, niedziela, 2 czerwca 1918 raku.
I n U pmnantr.

.{Unia:
5 Л . . . aiłea.
. . Jr..
«a
rwfcjit^jiaer
tratuj.
t» fńurlU jamami

A1 u. lutcr oc-attj tafeiui't u.51 a!n!ae
od 10&lt;¡ d) 2-«¡ oprfc. dat nriticiŁ

Czy

wolno

ł ib

spa¿?

*«¡e i.l/.i,. napnul. Тому ai» ono nieNie ski» glo-mcl. i „t„w «mataren
która oriuwavstko, na», triüU: „k ,u,W¡ rrwolofll-pilrvotOtíjej i v opon. Przed ba«ekalejdoakop ludii i
panst» calven, które sity kosmiczne «nrorah
v

Dovslmnnm U»l,„.
го nmnioliic
m
mi o » v i n » przewija м,

; . s a a r w » s e ; a s

l

i

s

» prmiloíč tw.r.1, I lW BU..,, k t S í « £
corazVvrainWj poprV. tan.; .-.jní
M

' .Cavo kMdv w w, , kolků, (ok'a»Лиг»
lotr. a talówмш&gt; ai. »&gt;o¡v-.
uto do ronnkonwo hne napięcia.
' Ten .ducli bo»v. 'w r««rvvvl»toi« lvcia.
.\i« trz.-t&gt;a s4 .be -'-orni lv¡„ aa»rwnvm
*'»io *' re*№i i treícl, «veía Hitveaneg» ¡ uawm &lt;v.p„lk0.v, t.„, «iniú konjnakuira
ekonomicinéjto narodów.
l*.WIÍi. «..¡eplaj.,-,01, «i, »»&gt;hto,
W takim canenlewolnoipX! no stokro-Iktórego wMownw &gt;&lt;t i M * Zakaiúatale.
la» uletrolno tvui, ktorir rhn iv. któray Storneba«Ц oliw.*: t.-w mugui» «I* «li
chatank*lioli.ycaitte ¡ .konomicanw jako
apoletieiatwo.
Kraj пала, dwa Uta byt widownie m .
«¡«nej walki, k'úra wwatrptu takiwve.jak
i .kononticatn jego .l.v. I .Var,.!
*Í*ej «r„!y. „otitvíko- povvikW
¡ ».„¿
eví ten «tan nrinra (i. ktúrv oWnV
11Ü kl»rvk0l«Íek iUI.V BOHlinVl prlejař .¡. jedtneni
».*», itewl*»».,.. '
' Oproti pnikóv, iwrcklch i ..(.«lierkk-k.
5

u

Ryc. 1. Strona tytułowa nr I „Tygodnika Polskiego",
reprod. M. Gmur

�162

ANDRZEJ WOŹNIAK

Gruzji (26 V 1918). Rząd Gruziński od początku prowadził politykę unaradawiania urzędów, instytucji oświatowych, kolei, a także służby zdrowia (Gruzja
1939, s. 91-99). Działania te nie pozostawały bez wpływu na sytuację miesz­
kających w gruzji Polaków; jedni stracili pracę, inni czuli się zagrożeni. Nakre­
ślony przez zjazd organizacji polskich program działania kaukaskiej Polonii
zaczął w praktyce schodzić na plan dalszy: sprawą pierwszoplanową stała się
natomiast kwestia powrotu do kraju. W tym też właśnie okresie zaczęło się
ukazywać czasopismo w języku polskim - „Tygodnik Polski".

Pierwszy numer czasopisma noszącego tytuł „Tygodnik Polski politycznoekonomiczny i literacki" ukazał się w Tyflisie w niedzielę 2 czerwca 1918 roku.
Jego redaktorem był W. Jordaňski, a wydawcami bracia Musiał i J. Blichiewicz.
„Tygodnik" zawierał 4 strony niedużego formatu (32 x 21 cm), tekst drukowa­
ny był w dwu szpaltach. Numer 2 wyszedł 9 czerwca, podobnie jak i następne
już bez podtytułu. Numer 3, sześciostronicowy „Za redaktora" podpisał M. Mu­
siał, wydawcami byli M. Musiał i J. Blichiewicz, w nr 5 M. Musiał był reda­
ktorem pisma i wraz z J. Blichiewiczem, jego wydawcą.
Cztery numery „Tygodnika" (R. 1918, nr 1-3, 5) znajdują się w zbiorach
biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego'', inne nie są znane. Brak tego tytułu
w pozostałych dużych bibliotekach warszawskich, nie dały również rezultatu
poszukiwania w paru innych miastach. Nie został odnotowany w Katalogu
Centralnym Biblioteki Narodowej. Nie udało siego również odnaleźć w dużych
bibliotekach naukowych Tbilisi. Nic znajdujemy lego tytułu także w bardzo
kompetentnej i zawierającej ogromną ilość wiadomości o tyfliskiej Polonii
w latach I wojny światowej, wielokrotnie tu cytowanej pracy M. Mądzika
(1987).
Jest to jak dotychczas, jedyne polskie czasopismo wydawane w Tyflisie,
które udało się odnaleźć. Prehistoria czasopism polskich w Tyflisie sięga
wprawdzie l-ej połowy XIX w., ale więcej w niej, jak się wydaje, planów i za­
mierzeń niż faktów. Czasopismo kulturalno-literackic zamierzał podobno wy,
dawać w Tyflisie już w latach 40-tych X I X w. poeta Tadeusz Łada Zabłocki,
ale nic otrzymał na to zezwolenia (B. Baranowski, K. Baranowski 1987, s. 161).
Gazety i czasopisma w języku polskim zamierzało wydawać Stowarzysze­
nie „Dom Polski", ale projekt ten nic został zrealizowany. Poza sferę projektów
nie wyszły też chyba plany wydawania gazety polskiej przez Polski Komitet
Wykonawczy Rady Polskich Organizacji. O obu tych zamierzeniach wspomi­
nałem zrcszlą już wcześniej. M. Mądzik pisze też o polskiej gazecie wydawanej
jakoby w drugiej połowic 1918 r. - „Dzienniku Tyfliskim", mającym służyć
akcji werbunkowej na rzecz tworzonej przez gen. L. Żeligowskiego 4 Dywizji.
Żadnej informacji potwierdzającej ten fakt nic udało się jednak autorowi odna­
leźć (1987, s. 151, 227).
Wiele niejasności i pytań wiąże się również z „Tygodnikiem Polskim". Nie
wiemy z czyjej inicjatywy powstał, jak długo wychodził, jaki był nakład pisma,

�„TYGODNIK POLSKI"

163

gdzie je drukowano? Mało, lub nic nie wiemy о ludziach, którzy je redagowali
i wydawali.
Redaktor „Tygodnika" Wincenty Jordański był zastępcą członka Polskiego
Komitetu Wykonawczego Rady Polskich Organizacji (Mądzik 1987, s. 127).
W czerwcu 1918 r. wyjechał do Poti jako korespondent „Tygodnika" aby zebrać
na miejscu wiadomości o warunkach powrotu do kraju przez Morze Czarne.
Z Poti 13 VI wysiał do „Tygodnika" depeszę następującej treści: „Wszelkie
wyjazdy wstrzymać, szczegóły przywiezie Jordański" ("Tygodnik Polski"
1918, nr 2, s. 4). Jeśli nawet wrócił do Tyflisu, to tylko na krótko aby zlikwi­
dować swoje sprawy, z nr 5 „Tygodnika" dowiadujemy się bowiem o jego wy­
jeździe do kraju. Jeszcze mniej wiadomo o współwydawcy „Tygodnika Pol­
skiego", podporuczniku Janie Blichicwiczu. Jedyna wzmianka o nim pochodzi
z drugiej połowy roku, kiedy brał udział w akcji werbunkowej do 4 Dywizji
gen. Żeligowskiego (Mądzik 1987, s. 150-151).
Nic właściwie nie wiadomo o braciach W. i M. Musiałach. Obaj byli współwydawcami dwu pierwszych numerów „Tygodnika", później jako wydawcy
podpisywali czasopismo tylko M. Musiał i J. Blichiewicz. M. Musiał był też
jego redaktorem. Bracia Musiałowie wydawali także, wspólnie z A. Gorbaczukiem, redagowany przez J. Degena „artystyczno-literacki i satyryczny" tygo­
dnik „Igła", prawdopodobnie w języku rosyjskim. Pisywali obaj, choć rzadko,
w „Tygodniku Polskim". Nie wiemy kto był autorem artykułu Czy wolno spać?
zamieszczonego na stronie tytułowej nr 1 „Tygodnika", tam gdzie można było
się spodziewać artykułu programowego. Artykuł len wzywał Polonię do wytę­
żonej pracy, „karności i organizacji", koniecznej w obliczu zagrożenia ze stro­
ny narodów silniejszych gospodarczo i organizacyjnie, przede wszystkim zaś,
coraz bardziej aktywnych na Zakaukaziu politycznie i gospodarczo Niemców.
Nawoływał do nawiązania „nici żywego związku z Macierzą".
Prawdopodobnie odezwały się jednak głosy zarzucające redakcji pisma brak
deklaracji programowej, bo w numerze 2, również na stronie tytułowej ukazała
się publikacja pt. Dlaczego nie daliśmy swego credo. Autor artykułu (być może
redaktor, lub też, na co wskazywałyby pewne cechy stylu, często pisujący
w „Tygodniku" Ludwik Piekarski), stwierdza, że nie jest to konieczne, bowiem
„nie chodzi o frazeologię, lecz o czyn, o czyn zbożny i zdrowy". Wszelkie zaś
deklaracje ma zastąpić hasło: „Pamiętajcie o starej ziemi". „Oto nasze credo
- pisze autor - jeżeli koniecznie tego chcecie, drodzy rodacy".
W jakiej mierze ten, przyznajmy, bardzo ogólnie nakreślony program był
realizowany? „Tygodnik" zamieszczał trochę bieżących wiadomości z kraju
(przeważnie z Królestwa, niekiedy z kresów wschodnich), np. o wyborach do
Rady Stanu (nr 1, s. 4) i powołaniu w Królestwie nowego prezesa „gabinetu
ministrów", J. K. Steczkowskiego oraz jego deklaracji programowej, rozwią­
zaniu 1-go Korpusu gen. J. Dowbora-Muśnickiego, o walkach 2-go Korpusu
i legionistów J. Hallera z Niemcami (nr 2, s. 3) czy też o wprowadzeniu w są­
dach Warszawy języka polskiego jako urzędowego (nr. 3, s. 5). W numerze
4 „Tygodnika", którego brak w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Warsza­
wie, znalazła się wzmianka o obchodach rocznicy 3 maja w Warszawie, o czym

�164

ANDR/.IU WOŹNIAK

wspomina LP (Ludwik Piekarski) w krótkiej biografii Romualda Traugutta za­
mieszczonej w numerze następnym. Wiadomości takich było jednak niewiele;
czerpano je przeważnie z dzienników polonijnych wychodzących jeszcze wów­
czas w Moskwie, „Echa Polskiego" i „Gazety Polskiej", sporadycznie dociera­
jących do Tyflisu. Bezpośrednie kontakty z krajem, o czym niejednokrotnie pi­
sano w „Tygodniku", były bardzo utrudnione. Podróże do Polski odbywające
się okrężnymi drogami, trwały długo, pełne były niespodziewanych trudności,
a często i niebezpieczeństw. Najkrótszą niegdyś drogą do kraju, przez Morze
Czarne i Odessę, z powodu braku regularnej komunikacji morskiej i niepewnej
sytuacji na Ukrainie, podróżowano teraz znacznie rzadziej. Ukraina, Krym,
a nawet Północny Kaukaz, były to rejony, z którymi nawet państwowa poczta
gruzińska nie utrzymywała żadnych połączeń. S. A. Korwin, znalazłszy się
w lecie 1918 r. w Tyflisie bez źródeł utrzymania, założył tu prywatne biuro
pocztowo-informacyjne do kontaktów z tymi terenami. Z powodu jednak pa­
nującego tam chaosu i trudności komunikacyjnych, przedsięwzięcie okazało się
chybione (Korwin, 1966, s. 287-289).
Oprócz wiadomości bieżących ukazywało się jednak w „Tygodniku" sporo
innych materiałów dotyczących spraw kraju. Tak np. podpułkownik A. Małyszko, pierwszy prezes Związku Wojskowych Polaków i członek Komitetu Wy­
konawczego Rady Polskich Organizacji w artykule pt. Uwagi o sztuce wojennej
pisał o potrzebie tworzenia silnej i dowodzonej przez odpowiednio do tego
przygotowanych oficerów armii: „Naród, który chce żyć samodzielnie [...] musi
mieć realną siłę, na której swe istnienie opiera [...] Taką namacalną siłą jest
armia (...] Bojowej armii nic stworzą profani i analfabeci wojskowi i ci, co głoś­
no krzyczą na wiecach i wicie obiecują, ale wykształceni wojskowi fachowcy
(nr 1, s. 3). Ludwik Piekarski, pracownik Kolei Zakaukaskich i jeden z filarów
"Tygodnika" w artykule Luźne zdania w dziedzinie handlu i przemysłu swoj­
skiego zastanawiał się nad sytuacją gospodarczą Królestwa, odbudową znisz­
czonego przez wojnę przemysłu oraz zadaniami emigracji (nr 3, s. 3-4). Tenże
sam autor w omówieniu artykułu zamieszczonego w wychodzącym w Królew
cu czasopiśmie „Industrie-Kurjer", pisał o związkach Gdańska z Polską i jego
roli w ekonomice odradzającej się państwowości polskiej (Gdańsk portem dla
Polski nr5 s 2) oraz w lvm samvm numerze Tveodnika" nrzvnominal postać
dyktatora Powstania Styczniowego, Romualda Traugutta (ś. 2-3).
O tęsknocie tułacza za krajem i o pragnieniu powrotu doń mówiły wiersze
W. Musiała (nr 1, s. 4, nr 3, s/6) i innych autorów (nr 3, s. 5, nr 5, s. 3) drukowane
w „Tygodniku".
Powrót do kraju był zresztą tematem, któremu poświęcano w kolejnych nut
merach „Tygodnika" coraz więcej miejsca, bowiem dla wielu rodzin polskicfc
w Gruzji a zwłaszcza w Tyflisie lato roku 1918 stało się okresem szczególnie
trudnym. Odrodzenie państwowości gruzińskiej oraz związane z nim unarodo*
wienie i reorganizacja wielu instytucji pociągnęły za sobą zwalnianie z posaé
cudzoziemców, w tym również wielu Polaków. Na ich miejsce wszędzie gdzift
było to możliwe, przychodzili Gruzini. Wcześniej już zwolnienia takie miały
miejsce w szkołach, urzędach, szpitalach, a w czerwcu 1918 r. objęły również

�„TYGODNIK POLSKI"

165

znaczną część polskich pracowników Kolei Zakaukaskich. W numerze
1 „Tygodnika" z 2 czerwca 1918 r. ukazała się wiadomość następującej treści:
„Rozporządzeniem Zarządu Dróg Zakaukaskich wszyscy pracownicy kolejo­
wi, delegowani z dróg obcych, z d. 1 czerwca zostają uwolnieni dla powrotu na
poprzednie miejsce służby bez wynagrodzenia t. z. likwidacyjnego. W liczbie
tych pracowników znajdzie się dużo naszych rodaków bez możności wyjazdu
i funduszów na dalszą egzystencję. Jeszcze jeden smutny obrazek naszej nie­
szczęśliwej tułaczki. Rodacy, organizujmy się, gdyż groźne jutro być może nie­
daleko" (s. 4). W następnych miesiącach powrót do kraju stał się koniecznością
nawet dla wielu rodzin od dziesięcioleci zasiedziałych na Kaukazie, tak jak
wspominana już rodzina Kimotlów, której trzy pokolenia związane były z Gru­
zją.
W dwu pierwszych numerach „Tygodnika" materiały dotyczące powrotu do
kraju nie zajmują jeszcze wiele miejsca. Są to wyłącznie komunikaty i infor­
macje o warunkach w jakich odbywa się podróż do kraju, obowiązujących prze­
pisach, instytucjach polskich niosących pomoc powracającym w punktach eta­
powych, itp. Tak np. w zaczerpniętej z „Gazety Polskiej" informacji o możli­
wościach podróży przez Rosję Sowiecką i tereny okupowane przez Niemców,
zatytułowanej W sprawie powrotu do kraju, czytamy m. in.: „Do Pskowa Nie­
mcy przepuszczają zupełnie swobodnie. Po drodze nawet nie pytają się wjeż­
dżających do miasta o żadne papiery i regestrują je dopiero w mieście. Za to
w Toroszynie, gdzie komisarz daje przepustki przez straż rosyjską, działając na
mocy decyzji miejscowego "Sowieta" jest dużo różnych trudności. Ostatnio
zdecydowali nie przepuszczać mężczyzn w wieku od 18 do 37-miu lat. Z Toroszyna do Pskowa jedzie się bądź furmankami, bądź koleją. Droga fatalna
i męcząca. Setce Polaków w wieku od 18 do 37 lat udało się wymódz na miej­
scowym „Sowiecie" w Toroszynie skasowanie ograniczenia dla młodych
i przedostali się oni wszyscy z przepustkami. Byłoby jednak lepiej, gdyby wogóle nie Toroszyno dawało przepustki, ale aby Piotrogród, zamiat dawać je do
Toroszyna, dawał je do Pskowa.
Co do rewizji: rzadko odbierają prowizję, ale to sięzdarza. Pieniądze carskie
zmieniają na „Kierenki" ale rewizja jest dość słaba.
O ile uda się wydostać z kordonu bolszewickiego na terytorium okupowane,
nikogo po drodze o nic nic pytają i można dostać się do środka miasta. Tutaj
najlepiej odrazu zwrócić siędo C.K.O. (Centralnego Komitetu Obywatelskiego
- Á. W.) w którym udzielą informacji, gdyż sprawy z dnia na dzień zmieniają
się i coraz nowe zachodzą zmiany.
C.K.O. w Pskowie utrzymywał się jako główna instytucja polska. C.K.O.
w Pskowie (adres obecny ul. Pośnikowska N 7) jest dla Polaków placówką
urzędową" (nr 1, s. 2). Poniżej umieszczono krótkie ogłoszenie o wymaganych
przez niemieckie władze okupacyjne zaświadczeniach o szczepieniu ospy.
W numerze 2 ukazał się Komunikat Polskiej Rady Okręgowej na Kaukazie
w sprawie powrotu do kraju informujący, iż wymagane przez Niemców szcze­
gółowe listy Polaków zamierzających wrócić do kraju zostały zakończone i ma­
ją być dostarczone do Warszawy przez specjalnych delegatów, ale ich wyjazd

�166

ANDRZEJ WOŹNIAK

„napotyka na wielkie trudności". Komunikat kończy się uwagą iż indywidualne
wyjazdy do kraju, zarówno przez Batum, drogą morską, jak i przez Władykaukaz i Rosję, są bardzo ryzykownej dopóki tylko uda się utrzymać posadę, lepiej
decyzji takich nie podejmować. Na tej samej stronie zamieszczona też została
krótka informacja własna „Tygodnika" o warunkach podróży przez Władykaukaz, którą warto przytoczyć w całości: „W sprawie przejazdu po wojenno-gruzińskiej drodze do Władykaukazu i dalej, z wiarogodnego źródła redakcja
"Tygodnika Polskiego" zasięgnęła następujące wiadomości: do st. Kazbek dro­
ga niebezpieczna i przejeżdżający często stająsięofiarami napadów; od st. Kaz¬
bek-do Władykaukazu szosę ochraniają pikiety bolszewickie.
Polakom przeszkód nie czynią żadnych. Odbierają tylko broń. Z Władykau­
kazu do st. Tichorcckaja i dalej do Carycyna jechać można koleją - prawda,
ruch kolejowy jeszcze nie jest uregulowany; rewizje częste, lecz pieniędzy nie
odbierają. Z Carycyna do Moskwy pociągi kursują normalnie. W Moskwie spo­
kojnie, ale drożyzna wielka. Z Moskwy do Kijowa przejazd zupełnie bezpiecz­
ny i łatwy - kursują pociągi. Co zaś się tyczy przejazdu z Ukrainy do Królestwa
Polskiego, to w tej sprawie dotychczas nic pewnego czytelnikom zakomuniko­
wać nie możemy".
Na początku drugiej połowy czerwca autor kryjąc się pod kryptonimem D.J.,
w krótkim felietonie pt. Z chwili pisał: „Sprawa powrotu do kraju zaabsorbo­
wała wszystkie umysły w chwili obecnej i nic w tern dziwnego. Groźne jutro
przybliża się coraz bardziej. W początkach lipca ostatni, którym udało się utrzy­
mać do tej pory na posadach t.j. kolejarze znajdą się na bruku i przeżywać zmu­
szeni będą ostatnie oszczędności, nie mając perspektywy znalezienia pracy,
a co dalej z tego może wyniknąć - kto wie. Nic dziwnego, że zapanowała go­
rączka wyjazdu i to natychmiastowego, tembardziej, że według krążących wer­
sji, w Królestwie brak rąk do pracy. Wyjechać zaś jak okazuje się nie jest tak
łatwo" (nr 3, s. 5). Przedwyjazdowa gorączka rosła z dnia na dzień, zwłaszcza
iż zaistniały realne możliwości grupowych podróży stosunkowo pewnymi i w y ­
godnymi statkami niemieckimi przez Morze Czarne do portów rumuńskich,
a także do Sewastopola z połączeniem do Odessy, stamtąd zaś, jak donosił prze¬
wodnik grupy Polaków, która wcześniej odbyła podróż tą trasą, kursowały je­
szcze wówczas Dociaci nosoieszne do Kiiowa i dalei" (Poti - 25 czerwca nr
ч\ 4-5) Wdruciei połowie czerwca około p o ł o w y szpalt Tygodnika" wypeł­
niały iuż różnorodne materiały dotyczące powrotu do kniu- wywiad z ambasa­
dorem niemieckim w Tyflisie komunikaty zawiadomienia depesze reportaż
/^ nożecnania
P u » "ф

wvicždž J a c e W z

Gruzii „zabłąkanego
/аЬНкап^о oddziału l-go
l eo ťoísk.cgo
Polskieco

Poza kwestią powrotu do kraju i pogarszającej się sytuacji materialnej wielu
rodzin polskich, sprawom tytliskiej Polonii „Tygodnik Polski" poświęcał wręca
zadziwiająco mało uwagi, zwłaszcza że zamieszczony w numerze 2 artykuł re*
dakcyjny pt. Najbliższe zadania, mógł budzić nadzieję, że właśnie tego rodzaj*'
materiałów w czasopiśmie nie zabraknie. Redakcja apelowała w nim do podzier
lonej na grupki kolonii polskiej o wspólne działanie na rzecz odradzającego się
państwa polskiego i aby nakreślić podbudowany wiadomościami o sytuacji kot

�„TYGODNIK I'OLSKI"

167

lonii polskich na Kaukazie, plan takich działań, ogłosiła konkurs prosząc czy­
telników o wypowiedzi na temat następujących zagadnień:
„1. Zadania kolonii polskich na Kaukazie i ich stosunek do kraju.
2. Liczebność i położenie ekonomiczne kolonii polskiej (dane statystyczne).
3. Kolonie niemieckie w Rosji - rola ich w obecnej wojnie i w przyszłej
walce ekonomicznej.
4. Przyszłe znaczenie Kaukazu w międzynarodowej walce ekonomicznej
i jaki udział w niej przyjąć możemy.
5. Organizacja robotniczych związków zawodowych na Kaukazie.
6. Organizacja ekonomiczna Polaków na Kaukazie.
7. Wzajemny kredyt i związek finansowy z krajem.
8. Szkolnictwo polskie" (nr 2, s. 2).
Oprócz pisemnych opracowań tematów, można też było zgłosić wypowiedź
ustną podczas jednego z wieczorów dyskusyjnych, które redakcja zamierzała
organizować co czwartek we własnym lokalu przy prospekcie Gołowińskim 12
(s. 2-3). Nie wiadomo jaki był plon tego konkursu i jakie dalsze losy owych
wieczorów dyskusyjnych, bo o obu inicjatywach więcej już w zachowanych
numerach „Tygodnika" nic wspomniano^ a materiały z życia tyfliskiej Polonii
zamieszczano w nich bardzo rzadko. W numerze 2 np. ukazała się anonimowo
wiadomość o uroczystym otwarciu polskich kursów zawodowych, pt. Nowa
placówka, której autor donosił m. in.: „27 maja r. b. odbyło się uroczyste otwar­
cie Polskich Kursów organizowanych przez p Wiktora Grzvbowskieeo Kursy
dzielą się na poszczególne działy Pszczelnie wo Ogrodnictwo Budownictwo
Gospodarstwo mleczne Hodowla drobiu Hyeicna Roboty ręczne (koszykarstwo carncarstwo introligatorstwo szewc two i tp ) Oprócz wykładów teore­
tycznych prowadzone sa i zajęcia praktyczne Myśl utworzenia takich kursów
należy powitać eoracvm uznaniem tembardziei feraz edy wszyscy marzymy
o powrocie do pracy na glebie ojczystej.
Kraj nasz został spustoszonym i zniszczonym. Odbudować go musimy, aby
był silnym i bogatym. Tylko taki naród jest bogatym, który ma wzorowo roz­
winięte gospodarstwo małorolne. Założone świeżo kursy, dadzą właśnie kadry
specjalistów różnych dziedzin przemysłu ludowego, którzy tworząc u siebie
małe warsztaty wytwórcze, tern samem pokrywają cały kraj siecią ich i stano­
wią potężną wytwórczość krajową" (s. 3-4). Krótka recenzyjka, bez nazwiska
autora i bez tytułu, amatorskiego przedstawienia Zemsty A. Fredry (bardzo zre­
sztą krytyczna), wystawionej 7 czerwca siłami Polskiej Sekcji Dramatycznej
przy Domu Ludowym im. Zubałowa, zamieszczona została w 3 numerze
„Tygodnika" (s. 4). W tym samym numerze M. Musiał w niewielkiej publikacji
pt. Ertoba czyli nasza jedność w Tyjlisie , komentował ulotkę mówiącą o bez­
płodnych sporach i nieprozttmicniach wśród tutejszej młodzież polskiej, przy­
słaną do redakcji.
Parę drobnych wiadomości zżycia kolonii polskiej znaleźć możemy jeszcze
w dziale Kronika Tygodniowa (nr 3, s. 4), ale to już właściwie wszystko. Nieco
10

�168

ANDRZEJ WOŹNIAK

więcej na ten temat dowiedzieć się można z zamieszczonego na ostatniej stronie
każdego numeru „Tygodnika" działu ogłoszeń. Tak np. w ogłoszeniu o przed­
stawieniu Zemsty, znajdujemy nieco wiadomości, których nie było we wspo­
mnianej recenzji. Z ogłoszeń dowiadujemy się również, że oprócz'polskich
kursów zawodowych, o których pisano w numerze 2, były wówczas w Tyflisie,
jeszcze inne przedsięwzięcia tego rodzaju, takie jak „1-sza Warszawska Szkoła
Szewstwa na Kaukazie »Eugenia«", przy ulicy Piotrogrodzkicj 8, czy też"'Polskie kursy kobiece szycia, kroju i innych robót ręcznych", w szkole polskiej
przy ul. Mikołajewskiej 59 (nr 3, s. 6), zaś Sekcja Oświatowa przy Stowarzy­
szeniu „Dom Polski" organizowała wykłady z języka polskiego, historii i geo­
grafii" Polski (nr 2, s. 4 ) .
Bardzo rzadko pojawiały się w „Tygodniku" informacje o wydarzeniach
w Gruzji i na Zakaukaziu. Nawet wiadomość o ogłoszeniu w dniu 26 V 19q8 r.
niepodległości Gruzji ukazała się dopiero w numerze 2 (z 9 VI) na s. 3, jako
niewielka wzmianka (Nowa Rzeczpospolita), przed wiadomościami z kraju.
Niewielkie doniesienia o traktacie pokojowym między Gruzją a Turcją i mię­
dzy Turcją i Armenią znaleźć można w Kronice Tygodniowej (nr. 2, s. 3).
W ostatnim z zachowanych numerów „Tygodnika" (nr 5) wyraźnie widać,
że pismo cierpi na brak współpracowników i interesujących materiałów (pisano
już o tym wcześniej), większość numeru wypełnił bowiem swoimi artykułami
i notami znany nam już Ludwik Piekarski. Numer ten nic był jednak, jak się
wydaje ostatnim. Miejmy nadzieję, że uda się jeszcze odnaleźć dalsze, a być
może także inne czasopisma tyfliskiej Polonii.
u

PrZypUy

1

W roku 1897 bylo w Tyflisie 1910 Polaków (mężczyzn) w wieku 20-29 hit i tylko 206 kobiet w tej grupie wieku (tamże, s. .15.

tab. 51.
2

Wyliczenie własne wg liczb podanych w tabeli 6(404.1 katolików na 4133 ogółu ludności polskiej). Tak leż podaje autor na s.
63, natomiast na s. 37, w komentarzu do tabeli 6 - 95.4^.
Stary kościół katolicki p.w. Wniebowzięcia N.MP, z początków XIX w. slużyl ludności ormiańskiej i gruzińskiej.
List J . S. Ziemby. Podpisany pseud. „Ludosław" do redakcji „Przeglądu Tygodniowego'-, datowany: „Tyliis 11 czerwca (31
maja) 1893" (rękopis). Biblioteka Publiczna w Warszawie. Dział Starych Druków i Rękopisów (dalej: BP), 11.313.8. k.171-172.
4

5

Tamże, s. 64. Już po 2 lalach, w 1S96 r. Towarzystwo liczyło 223 członków.

6

Nowy statut pozwalał m. in. na udział w pracach Towarzystwa parafian drugiego kościoła katolickiego w Tyflisie i katolików
zamiejscowych, zmieniał wysokość skladek, itp.
7

Szczególnie uroczysty i podniosły chalkier miały uroczystości zorganizowane w Tyflisiepo śmierci H. Sienkiewicza, w grudniu
1916 r. Powołano specjalny komitet z udziałem przedstawicieli wszystkich działających wówczas w Tyflisie organizacji polskich
(Towarzystwa Dobroczynności, Polskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny i „Domu Polskiego"). Uroczyste nabożeństwo w kościele
parafialnym celebrował przebywający wtedy w Tyflisie ks. biskup I:. Ropp.
8

Ludoslaw (J.S. Ziemba). HVcvtóei а/вта;&lt;»/«&lt;«•&gt;• (koresp. do ..Przeglądu Tygodniowego"), Tyllis 9/21 luty 19S5 (rękopis),
BP. II, 375, k. 288-290.
9

i(,

Sygnatura 08809 (por. także: Nalecz. Pawlaczyk 1983. s. 145).
£m&gt;f&gt;rt(gruz.)- ¡cdnosé.

1 1

Jak już wspominałem wcześniej, ze znajomością .języka polskiego wśród tyfliskiej Polonii bywało różnie. Nawet w „Tygodni­
ku" nie brak błędów ortograficznych i rusycyzmów. Źle'po polsku mówiła młodzież i dzieci; w numerze 3 redakcja zamieściła haslo:
„Uczcie dzieci wasze po polsku" (s. 5).

�„TYGODNIK POLSKI"

169

Literatura
B a r a n o w s k i В., В a r a n o w s к i K.
1985 Polaków kaukaskie drogi, Łódź.
B a r a n o w s k i В., В a r a n o w s к i K.
1987 Historia Gruzji, Wrocław.
Gruzja...
1939 Gruzja. Terytorium i ludność, historia, literatura i sztuki piękne, sy­
tuacja polityczna (praca zbiorowa), Warszawa.
K i m o n l t A.
1979 Z Saksonii, Żmudzi i Kaukazu, „Tygodnik Powszcchny","R. X X X I I I ,
nr 10, s. 5.
K o r w i n S . A.
1966 Wspomnienia (cz. I). Naptzelomie dwóch epok, Warszawa
Ł u k a w s k i Z.
1978 Ludność polska w Rosji 1863-1914, Wrocław.
M ą d z i k M.
1981 Stowarzyszenie „Dom Polski" w Tyflisie (1907-1914), „Rocznik Po­
lonijny", t. 2, s. 47-62.
1983 Polskie organizacje spoleczno-kulturalne w Gruzji przed I wojną
światową, „Biuletyn Lubelskiego Towarzystwa Naukowego. Humanistyka",
vol. 25, s. 21-27.
1987 Działalność spoleczno-kuliuralna i polityczna Polaków w Gruzji na
przełomie XIX i XX wieku, Lublin.
N a ł ę c z В., P a w 1 а с z у к L .
1983 Katalog polskich czasopism emiaracvinvch w Bibliotece Uniwersvteckiej w Warszawie (do września 1939), Warszawa.
Parafianin
1902 (Kottspondencja z Tyflisu), „Kraj , R. X X I , nr 1, s. 18.

1899 (Korespondencja) Głos" R X I V nr 23 s 548.
S t r u m p h - W o j t k i e w i c z S.
1963 Książka szla za emigrantem, Wrocław.

�170

ANDRZEJ WOŹNIAK

„Tygodnik..."
1918 „Tygodnik Polski" (R. I), nr 1-3, 5.
Ż у s к a r F. J.
1909 Polacy w rozproszeniu. Tułacz tułaczowi poświęca.
z piętnastu lal prac kapłańskich w Cesarstwie. Petersburg.

Wspomnienia

Andtiej Woźniak

„Tygodnik Polski" (The Polish weekly) - a periodical
of the Polish colony in Tbilisi, Georgia
Summary
On the eve of the First World War Polish colony in Tbilisi comprised of 8-9 thousand (in
1910 there were 7367 Poles there). Compared to Petersburg (about 79 thousand) or even Odessa
(25 thousand) the group of Poles in Tbilisi wasn't the largest one. yet Tbilisi was a place of the
greatest concentration of Polish nationality people in Caucassus. The number of them in another
Polish centre of that region - Baku - was about 3 thousand people.
The Polish residents of Tbilisi made up more then half of those living in Georgia then.
According to the census from 1897 most of them came from the Polish Kingdom (i.e. from
territories under Russian occupation). As to their professions, over 50 percent were in the army,
then there were numerous domestic servants, people employed in state administration, courts of
law, police and railway workers; there were also a good many teachers and doctors. Their age
structure was characteristic - over 50 percent of them were young (between 20 and 29), the
majority of served as soldiers in the local garrison. In that age group women rather few.
According to educational level - almost a half of Polish colony in Tbilisi consisted of
illiterates (most of them solidiers probably) while - on the other hand - there were relatively
many persons with secondary and higher education. Religiously the Poles were very homoge­
nous group - 98 percent of Roman Catholics.
The centre . ' the social life of Polish colony was the Paul and Peter church (built in the
70ties of the 19ih century, called the "new"church, since there was another, "old" church
attended by Georgian and Armenian population). In the 90ties a Catholic Charity Society was
established in the parish of the "new" church. The activities of the Society were also of social
and cultural character though the charter of the organization limited the possibility of cultural
enterprises. First in 1907 another society could arise with greater chances of educational and
cultural functions, it was called . I he Polish House". It intended publishing Polish books and
press, but the pro|ect has never been carried into effects.
The Polish colony animated considerably after the February Revolution in 1917. Many new
Polish organizations came into being. There emerged a necessity of publishing a Polish peri­
odical. The Commitee of the Council of Polish Organizations aniiouced its decision to start the
publication as early as in May 1917, but, as ¡I seems, ii remained a project only. The only Polish
periodical published in Georgia in that period which has been discovered till now was "Tygodnik
Polski" ("Polish Weekly"), sutrted in June 1918.
The first issue entitled "Tygodnik Polski polityczno-ekonomiczny i literacki" ("Polish
political, economic and literary weekly") appeared in Tbilisi on Sunday, June 2nd 1918. The
author of the paper has managed to ascertain the names of the editorial staff. The first issue
consisted of four pages, the format of 32x21 cm, printed in two columns. Number two appeared
on June, 9th, without the long subtitle, which had not been added since then. The third issue had
already six pages.

�..TYGODNIK POLSKI"

171

Four copies of the described periodical (year 1918. no-s 1-3) are kc-pi in the resources of
the University Library in Warsaw, ihe next ones have not been found bv ihe author as yet. The
research in other libraries was of no avail. The Central catalogue of the National Library hasn't
it on its files. Neither has author managed to find it in academic libraries in Tbilisi Л good study
on the Polish colony in Tbilisi by M. Mądzik gives no information about the publication either
So we do not know whose initiative the publication was and how long it had been continued or
how the edition was. Informations about the people involved in the publishing work are also
missing. Therefore we do not know the
of the author of the article "Are we"allowed to
sleep " published on the first nace of the first issue whrw n«iniiv nrnnmmmni;,. „t¡ri™ o , ^ That article annealed to the Polish colonv f «
which were necessary in the face of ¡ h e n ™ V n '
^
™ h , ^ ! n n " ¡
nations First of all the G ^
summoned to "link the
S
There might have been the readers'opinions (in the issues we do not know) blaming the
editors for not giving a pronounced programm declaration, for in no 2 there appeared an article:
"Why have we"not given our credo?" It said that it was not nece^ary since "the point was not
in phraseology but in deed, godly and respectable". The slogan -Remember your old country!"
should suffice tor all declarations. "This is our credo if you need it so much, dear compatriots'".
To what extent was that very general programm being realized? Sure enough, some actual
news from the old country were published, mainly from the Polish Kingdom. Yet they were
scarce and usually came from other Polish periodicals edited in Russia which came to Tbilisi
from time to time. The prevailing subject of the "'tygodnik Polski" was the problem of
repatriation to Poland. Other problems raised there concerned economic situation both in Poland
and that of the Polish colonv in Tbilisi Other spheres of the immiurants'life were not discussed
verv often Most informations about Polish cultural enterprises professional courses and other
educational activities can be found among advertisements.
News about events in Tbilisi and generally in Georgia rarely appeared in the Polish weekly.
Even the news about the announcement of Georgia's independence (May, 26 1918) appeared
first in the second issue (from June, 9lh), a small mention only, preceeding the news from Poland.
From the last of the preserved issues it can be inferred that the newspaper was short of
contributors and interestine materials, for almost all the articles were by one author, Ludwik
Piekarski, a recular contributor. Hut as it seems, that issue was not the last one. Let us hope we
to find some more and. perhaps some other periodicals of the Polish colony in Tbilisi.
9

Translated by Anna

Kiiczyńska-Skrzypck

�Budownictwo
Uprawa roli
Strój ludowy

Wierzenia
Medycyna ludowa
Biesiady wiejskie

Kultura współczesnej wsi beskidzkiej
w świetle najnowszych badań
w opracowaniu zbiorowym pod redakcja
DANUTY T Y L K O W E J
GÓRALE B E S K I D U ŻYWIECKIEGO
W Y B R A N E DZIEDZINY K U L T U R Y LUDOWEJ
Biblioteka Etnografii

Polskiej nr 47

Secesja, Kraków 1991
Do nabycia w Bibliotece Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN
Warszawa, Al. Solidarności 105, oraz w Pracowni Etnologii IHKM PAN
w Krakowie, ul. Piastowska 26

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10961" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10939">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/044777b9fd65820724772b63be6a8a75.pdf</src>
        <authentication>065f90e1e1134829eee74169c60ca387</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130666">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130667">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130668">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130669">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130670">
                <text>Z badań nad Polonią gruzińską drugiej połowy XIX i początku XX wieku / ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130671">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1996 t.40, s.255-276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130672">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130673">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130674">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130676">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130677">
                <text>„Etnografia Polska", t. XL: 1996, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

ANDRZEJ WOZNIAK
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa

Z BADAŃ NAD POLONIĄ GRUZIŃSKĄ
DRUGIEJ POŁOWY XLX I POCZĄTKU X X WIEKU

1. Kontakty polsko-gruzińskie mają co najmniej kilkuwiekową tradycję.
W XVII w. Gruzja stała się dla Rzeczypospolitej ważnym ogniwem w pla­
nach wojskowego aliansu z Persją skierowanego przeciwko Turcji. W nawią­
zaniu stosunków dyplomatycznych między Polską a Iranem istotną rolę
odegrał kupiec warszawski, Ormianin z pochodzenia, Sefer Muratowicz.
W 1601 r. przez Wołoszczyznę, Morze Czarne, Turcję a następnie Gruzję
i Armenię, odbył on podróż do Persji, którą opisał w Relacyi... ogłoszonej
drukiem dopiero w połowie następnego stulecia . Celem tej wyprawy był
zlecony mu przez króla zakup perskich kobierców i orientalnej broni. Choć
Muratowicz nie pełnił oficjalnie żadnych funkcji dyplomatycznych, rozmo­
wy prowadzone przezeń na dworze Abbasa I przyczyniły się do politycz­
nego zbliżenia obu krajów i wkrótce potem szach wysłał do Polski swojego
posła. W następnych dziesięcioleciach takie podróże, zarówno handlowe,
jak i dyplomatyczne stały się częstsze, a w drugiej połowie XVII w. mieli już
królowie polscy na dworze szacha stałych rezydentów. Nawiązane też zo­
stały stosunki dyplomatyczne z władcami Gruzji. Od lat 40. X V I I w. pracują
w Gruzji polscy misjonarze,często pełniący również funkcje dyplomatyczne .
Misjonarze, zarówno polscy, jak i innych narodowości prowadzili też na
1

2

1

Po raz pierwszy relację tę ogłosił drukiem z rękopisu otrzymanego od o. Tadeusza Judy
Krusińskiego, Kazimierz Niesiołowski w swoich Otia domestica (1745, s. 272-291) pt. Relacya
Sefera Muratowicza Ormianina posianego od króla JMći do Persyi, z którą wróciwszy się
z tamtąd podal na piśmie w te słowa. Wydanie to jest jednak rzadkością bibliograficzną
i większość autorów korzysta z wydania Józefa Epifaniego Minasowicza z r. 1777, przedru­
kowanego w r. 1807: Relacya Sefera Muratowicza obywatela warszawskiego, od Zygmunta III,
króla polskiego, dla sprawowania rzeczy wysianego w r. 1602... Ten błąd w dacie wyprawy
Muratowicza powodował później wiele nieporozumień.
Wymienić tu należy nazwiska jezuitów oo. Ignacego Zapolskiego i Jana Gostkowskiego.
Obaj byli autorami listów-raportów zawierających m.in. wiadomości o położeniu politycz­
nym Gruzji, obyczajach jej mieszkańców, itp. (Por. Tamaraszwili 1902, s. 220, 663; Woźniak
1983, s. 299).
2

�256

ANDRZEJ WOZNIAK

Zakaukaziu szkoły, służyli pomocą lekarską miejscowej ludności, ciesząc się
wielkim jej poważaniem (Woźniak 1987, s. 233-234).
Postacią najwybitniejszą wśród polskich misjonarzy działających na prze­
łomie X V I I i X V I I I w. w Persji i na Zakaukaziu był jezuita, o. Tadeusz
Krusiński (1675-1757), człowiek wszechstronnie wykształcony, znający kilka
języków, w tym również turecki, perski i ormiański. Ceniono go za zdol­
ności administracyjne, pracowitość, przedsiębiorczość. W latach 1706-1726,
z krótką przerwą, przebywał w Persji i na Zakaukaziu, gdzie prowadził
ożywioną działalność misyjną i dyplomatyczną. Gromadził również materia­
ły, które wykorzystał w swoich późniejszych pracach. Były to zarówno
obserwacje dotyczące ludów Zakaukazia, jak i materiały źródłowe zaczerp­
nięte z archiwów Isfahanu. Z dzieł T. Krusińskiego, wielokrotnie tłumaczo­
nych i przerabianych przez cały wiek X V I I I i początek XIX czerpała Europa
wiadomości o stosunkach politycznych w Persji na początku X V I I I stulecia,
wojnie persko-afgańskiej i przewrocie dynastycznym. Z takim oddźwiękiem
w nauce europejskiej spotykały się tylko nieliczne dzieła autorów polskich.
Krusińskiemu zawdzięczamy pierwszy polski opis historyczno-etnograficzny
Gruzji, jakim jest rozdział jego dzieła Trágica vertentis belli Persici historia...
zatytułowany De Georgianis.
Na początku X V I I I wieku nastąpiło osłabienie działalności misji pol­
skich w Persjii na Zakaukaziu, a w końcu lat 20. zupełna ich likwidacja.
Ponownie Polacy pojawili się w Gruzji w zupełnie innych już okolicz­
nościach. Po drugim rozbiorze na Kaukazie, w tym również w Gruzji
znaleźli się żołnierze polscy z wcielonych do wojska rosyjskiego, stacjonują­
cych na Ukrainie dywizji koronnych (Baranowski, Baranowski 1987, s. 160).
W 1794 r. sąd wojskowy w Kijowie zsyłał na Kaukaz schwytanych z bronią
w ręku żołnierzy usiłujących przedostać się do powstania, lub wziętych
później w bitwach do niewoli (Dzwonkowski 1913, s. 122; Bauer 1981, s. 21).
W końcu X V I I I w. na Kaukazie służyli również oficerowie z dawnych
polskich wojsk kresowych. Najstarszym rangą, znanym z nazwiska był
Bartłomiej Giżycki (ok. 1770-1827), pułkownik wojsk polskich, generał
wojsk rosyjskich, gubernator wołyński. Po drugim rozbiorze krótko służył
w armii rosyjskiej, później, w początkowym okresie panowania cara Pawła,
powołany powtórnie, walczył w Gruzji jako pułkownik huzarów (Polski
Słownik Biograficzny, dalej PSB t. VIII, 1959-1960, s. 21).
2. Nowy okres w historii kontaktów obu narodów otwiera początek
XIX stulecia. Wówczas to Gruzja, tak jak nieco wcześniej znaczna część
ziem Rzeczypospolitej, została przyłączona do Rosji, a Polacy i Gruzini
znaleźli się w granicach jednego imperium.
Już w pierwszych latach X I X w. zarówno w administracji cywilnej, jak
w korpusie oficerskim wojsk rosyjskich na Zakaukaziu, a zwłaszcza w Gru­
zji, pojawiają się nazwiska szlachty z kresów dawnej Rzeczypospolitej.
W latach 1810-1812, a prawdopodobnie również wcześniej, gubernatorem
cywilnym wschodniej Gruzji był Marek Maliński. Między rokiem 1829

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU X I X i X X W I E K U

257

a 1831 stanowisko to zajmował Piotr Zawielejski (1800-1834), wywodzący
się ze szlachty białoruskiej, a przez historyków gruzińskich określany jako
„Polak z pochodzenia". W zespole urzędników, z którymi P. Zawielejski
przyjechał do Gruzji w 1828 r. był również jego młodszy brat. Zastępcą
Zawielejskiego, faktycznie pełniącym funkcję wicegubernatora był I . Kali­
nowski. W kręgu osób związanych z Zawielejskim można zresztą odnaleźć
jeszcze parę polsko brzmiących nazwisk. Znacznie liczniejsi byli Polacy,
którzy w pierwszym trzydziestoleciu X I X w. służyli w wojsku rosyjskim na
Zakaukaziu, niekiedy jako dość wysokiej rangi oficerowie. W końcu lat 20.
na froncie rosyjsko-tureckim medycy-absolwenci Uniwersytetu Wileńskiego,
pełnili funkcje lekarzy wojskowych. W latach 20. pojawiają się też w Gruzji
pierwsi polscy zesłańcy polityczni (Woźniak 1996, s. 4).
Po upadku powstania listopadowego w wojskach rosyjskich na Kaukazie
znalazło się tysiące Polaków. Niektórzy autorzy twierdzą, że stanowili oni
„około 20% stanu armii rosyjskiej na tym terenie". W Gruzji w 1840 r. było
ok. 4 tys. Polaków, w ogromnej większości żołnierzy. Najczęściej byli to
zapewne poborowi z Królestwa Polskiego, Litwy i „ziem zabranych", ale
wśród Polaków-oficerów byli też i tacy, którzy służbę na Kaukazie wybrali
dla kariery i szybkiego awansu. Zarówno wśród żołnierzy, jak i oficerów
znaczną część aż do lat 50. X I X w. stanowili skazani na zsyłkę „w sołdaty"
żołnierze powstania listopadowego, a później ruchów spiskowych z 1. 30-40.
Wielu ze skazanych na służbę wojskową na Kaukazie należało do elity
umysłowej kraju. Pustkę spowodowaną odcięciem od ojczyzny, rodziny
i przyjaciół, usiłowali zapełnić ożywioną działalnością samokształceniową,
literacką i naukową. Na pierwsze miejsce wysuwa się tu niewątpliwie postać
poety Tadeusza Łady Zabłockiego (1813-1847), żywo interesującego się
historią i literaturą gruzińską. Wokół niego skupiali się przebywający na
Zakaukaziu Polacy o szerszych zainteresowaniach. Należeli do nich m.in.
M . Butowt-Andrzejkowicz, L. Janiszewski, K. Pietraszkiewicz, W. Strzelnicki. Do kręgu najbardziej znanych pisarzy i poetów „kaukaskich" należeli
również W. Dawid, W. Potocki, J. Strutyński. Osobne miejsce zajmuje Ma­
teusz Gralewski (1826-1891), autor jednej z najważniejszych XLX-wiecznych
polskich prac o Kaukazie. Za najwybitniejszego polskiego specjalistę tego
okresu w dziedzinie historii, etnografii i literatury Gruzji uważany jest
Kazimierz Łapczyński (1823-1892), autor przekładu na język polski poema­
tu Szoty Rustawelego, Rycerz w tygrysiej skórze (Woźniak 1983, s. 303-316).
Oprócz tej grupy najliczniejszej - Polaków, którzy w Gruzji znaleźli się
wbrew własnej woli, w drugim trzydziestoleciu XLXw. rośnie liczba tych,
którzy trafili tam w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Kategorię
szczególną, pod pewnymi względami zbliżoną do pierwszej, stanowili sty­
pendyści cesarskich uniwersytetów, najczęściej lekarze. Wprawdzie odsługiwali oni swe stypendia w garnizonowych szpitalach w miejscowościach, na
których wybór nie mieli wpływu, ale nierzadko zakładali tam dom i rodzinę,
wiążąc swe losy z Gruzją niekiedy na całe życie. Do grapy tej należeli m.in.

�258

ANDRZEJ WOZNIAK

Jan Minkiewicz (1826-1897), wybitny lekarz, autor wielu prac z dziedziny
medycyny, etnografii i antropologii, Jan Popejko, Wincenty Karpowicz.
Protoplastą rodu, którego trzy pokolenia związane były z Gruzją, jest znany
na Zakaukaziu lekarz Piotr Kimontt (zm. ok. 1899).
Od lat 30-40. X I X w. osiadają w Gruzji, a zwłaszcza w Tyfusie również
przedstawiciele innych zawodów: nauczyciele i urzędnicy, akuszerki, rze­
mieślnicy i kupcy. Coraz częściej stają się właścicielami nieruchomości
w miastach i , nieporównanie rzadziej - posiadłości wiejskich. Ci osiadający
w Gruzji dobrowolnie lub z konieczności Polacy, wyjątkowo tylko przyjeż­
dżali tu wraz z rodzinami. Przeważnie byli to ludzie samotni. Niekiedy
jeździli szukać żony w kraju, ale częściej, zwłaszcza do lat 70. X I X w.
znajdowali ją na miejscu. Kandydatek na żonę tej samej narodowości było
jednak bardzo niewiele, aby więc nie żenić się z Rosjankami, panny najczęś­
ciej szukano w stosunkowo nielicznych rodzinach gruzińskich katolików, lub
rzadziej, miejscowych Ormian (Woźniak 1996, s. 5).
Około polowy X I X w. Polacy mieszkali już w wielu miastach Gruzji
- Kutaisi, Signachi, Gori, Telawi, a przede wszystkim w Tyfusie, gdzie
w 1864 r. było ich 900, nie licząc polskich żołnierzy miejscowego garnizonu
(Anczabadze, Wołkowa 1990, s. 29).
3. Na początku lat 60. XLXw., po klęsce Szamila i zakończeniu wojny
kaukaskiej, polskie wychodźctwo zarobkowe na Kaukaz ożywiło się, ale
zjawisko to szczególnie przybrało na sile po wojnie rosyjsko-tureckiej, zwła­
szcza zaś w końcu lat 80., kiedy to do krajów Zakaukazia, a przede wszyst­
kim do Gruzji napłynęła kolejna fala emigracji polskiej. Dla Gruzji był to
czas ożywienia gospodarczego. Rozwijał się przemysł wydobywczy (mangan,
węgiel, miedź, niewielkie ilości ropy naftowej), przetwórczy, materiałów
budowlanych, tekstylny. Dużą rolę odegrała komunikacja kolejowa, urucho­
miona w latach 70. XLX w. Kraj potrzebował specjalistów z różnych dzie­
dzin. Szczególnie przyciągał Tyflis - administracyjne, gospodarcze i kultu­
ralne centrum Zakaukazia - Uczący pod koniec XIX w. ok. 160 tys. miesz­
kańców. Miasto dla przybysza z Królestwa egzotyczne, ruchUwe, kipiące
życiem, półeuropejskie - półazjatyckie, o niepowtarzalnym kolorycie. Pozo­
stałe miasta gruzińskie były niewielkie: stoUca zachodniej Gruzji - Kutaisi
miało 32 tys. mieszkańców, Batumi - 28 tys., Suchumi - 8 tys.
Migracje zarobkowe z ziem polskich na Zakaukazie u schyłku X I X
wieku miały swoją wyraźną specyfikę. Bardzo nieUczne było tam np. polskie
osadnictwo rolnicze. Natomiast duża grupa ludności wiejskiej zarówno
z Królestwa, jak i z kresów wschodnich, zasiliła szeregi służby domowej
w miastach Zakukazia, przede wszystkim zaś w Tyfusie. Wiąże się to z ist­
nieniem tam wśród polskich migrantów znacznej grupy inteUgencji ze śred­
nim i wyższym wykształceniem, materialnie dobrze sytuowanej i zatrud­
niającej najchętniej polską służbę. ByU to stosunkowo liczni pracownicy
administracji, sądownictwa, policji, nauczyciele, lekarze. Spory odsetek
wśród Polaków na Zakaukaziu stanowiU fachowcy różnych specjalności

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i XX WIEKU

259

- kolejarze, rzermeślnicy, a także kupcy i osoby zatrudnione w handlu.
Pomijam tu dużą grupę wojskowych, stanowiących np. w Gruzji ponad 50%
mieszkających tam Polaków (Mądzik 1987, s. 38-39).
Różne były przyczyny powodujące kolejne fale polskiej emigracji zarob­
kowej na Zakaukazie, a zwłaszcza do Gruzji. Popowstaniowa sytuacja za­
równo w Królestwie jak również - przy całej jej odmienności na kresach,
skłaniała do poszukiwania pracy w oddalonych rejonach cesarstwa liczne
rzesze inteligencji pozbawionej w kraju perspektyw, a niekiedy wręcz moż­
liwości wykonywania zawodu . Brak pracy, niskie zarobki, powodowały
żywiołową emigrację niekiedy całych grup robotników. Ukazujące się od
czasu do czasu publikacje prasowe, a przede wszystkim krążące wówczas
opowieści o zakaukaskich fortunach, szybkich karierach i wysokich zarob­
kach pobudzały wyobraźnię wielu Polaków i były niejednokrotnie impulsem
dla nieprzemyślanych decyzji o wyjeździe na Zakaukazie bez jakiejkolwiek
znajomości istniejących tam warunków. W prasie polskiej przełomu wieków
odzywały się też co pewien czas krytyczne głosy ludzi znających zakaukaskie
stosunki i trzeźwo oceniających możliwości polskiego wychodźctwa na tym
terenie. W tym duchu pisali m.in. Edward Strumpf w „Głosie" i ks. Julian
Dobkiewicz w „Kraju".
Ostrzeżenia przed zbyt pochopnymi i nieprzemyślanymi decyzjami emi­
gracji na Kaukaz nie były bynajmniej gołosowne. Świadczą o tym zarówno
biografie niektórych emigrantów, jak i tragiczne niemal losy grupy łódzkich
robotników, którzy na początku X X wieku przyjęli propozyq'e pracy
w przędzalni jednego z tyfliskich przedsiębiorców („Kalendarz Domu Pol­
skiego..." 1908, s. 141). Pozytywne opinie o możliwościach otrzymania
pracy, założenia własnego przedsiębiorstwa oraz o warunkach bytowych na
Kaukazie przeważały jednak nad negatywnymi i napływ Polaków na ten
teren, a przede wszystkim do Gruzji i Azerbejdżanu trwał nadal, o czym
świadczą liczby. W 1869 r. w guberni tyfliskiej mieszkało około 2100 Pola­
ków . Według jednego dokładnego spisu ludności Cesarstwa Rosyjskiego
z 1897 r. w guberni tyfliskiej było 6282 Polaków (w kutaiskiej - 1938).
W stosunku do danych z roku 1869 jest to wzrost trzykrotny. Jeszcze
szybciej wzrastała ludność polska w Tyflisie - z 1592 osób w 1876 r. do 7367
w 1910 r. Poza Tyfusem większe grapy Polaków mieszkały w Batumi
(1897 r. - 722 osoby, 1909 r. - 1025 osób), Kutaisi (1897 r. - 487), Achalciche (1897 r. - 345), Suchumi (1897 r. - 209). Mniejsze skupiska polskie
3

4

3

Na Litwie, a także na Rusi dodatkowym czynnikiem powodującym podejmowanie decy­
zji o emigracji były niewątpliwie szczególnie silne prześladowania polskości po 1863 r. (por.
Wasilewski 1916, s. 28-29).
Według opublikowanych w 1870r. danych statystycznych dotyczących guberni tyfliskiej
w 1869r. mieszkało w niej 2840 osób wyznania rzymskokatolickiego, w tym mężczyzn 2414,
kobiet zaś 425. Nieco wcześniej wyjaśniono, że katolicyzm wyznają Polacy, część Gruzinów
oraz „cudzoziemcy" (Statisliczeskij... 1870, s. 193). Przyjmuje się, że około 3/4 katolików
w Rosji stanowili wówczas Polacy - a więc w tym przypadku było to ok. 2100 osób.
4

�260

ANDRZEJ WOZNIAK.

istniały w Poti, Achalkalaki, Zakatala, Gori (Mądzik 1987, s. 29-31).
W końcu XLX w. większość Polonii gruzińskiej liczącej wówczas 8220 osób,
stanowiła ludność miejska (około 75%), podczas gdy w Rosji europejskiej
65,8% ludności polskiej mieszkała na wsi (Groniowski 1984, s. 228). Po
roku 1897 brak danych statystycznych, pozwalających określić dokładnie
liczbę mieszkających w Gruzji Polaków. Dla początku X X wieku dysponu­
jemy jedynie danymi o liczbie katolików w niektórych miastach Gruzji
w roku 1909 (Tyfiis, Kutaisi, Batumi) oraz z 1910 r. o liczbie Polaków
w Tyfusie i Kutaisi (Mądzik 1987, s. 28-29). Na podstawie tych cząstkowych
danych możemy przypuszczać, że tuż przed I wojną światową gruzińska
Polonia Uczyła około 15 tys. osób. Znaczna, ale trudna do dokładnego
określenia Uczba Polaków - uchodźców napłynąła do Gruzji w okresie
wojny, zwłaszcza w latach 1914-1915. W samym Tyfusie między wrześniem
1914 r. a październikiem 1915 r. zarejestrowano 420 osób, które otrzymały
pomoc od Polskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. Nie Uczono
uchodźców, którzy o pomoc się nie ubiegaU, ani rannych żołnierzy-Polaków
w szpitalach (Mądzik 1987, s. 91).
W życiu gospodarczym i kulturalnym Gruzji 2 połowy XLX i początku
X X w. Polacy odgrywaU znaczną rolę. Mimo, że stanowiU zaledwie ułamek
procenta ogółu ludności, ich nazwiska w sposób nierozerwalny wiążą się
w tym kraju z wieloma dokonaniami gospodarczymi i wydarzeniami kul­
turalnymi. Polacy budowaU w Gruzji drogi i Unie kolejowe, mosty i tunele,
projektowaU budynki użyteczności publicznej i zakładaU w nich nowoczesne
instalacje sanitarne. Cieszyli się opinią sprawnych administratorów i dosko­
nałych rzemieślników. ProwadziU pomiary geodezyjne i badania geologicz­
ne. ByU cenionymi lekarzami i podziwianymi artystami. W Gruzji dobrze
znane są nazwiska generała Józefa Chodźki (1800-1881), wybitnego geodety
i topografa, naczelnika wojskowej służby geodezyjnej na Kaukazie i jego na­
stępcy, generała Hieronima Stebnickiego (1832-1897), inżyniera Bolesława
Siatkowskiego (1825-1895), który budował Unię kolejową Poti-Tyflis,
a wcześniej uczestniczył w budowie słynnej wojennej drogi gruzińskiej. Nie
mniej znany tunel suramski jest dziełem Ferdynanda Rydzewskiego. Linie
kolejowe na Kaukazie projektował inżynier Stanisław Kierbedź (1845-1910),
a naczelnikiem telegrafu kolei zakaukaskich i inicjatorem wielu uspraw­
nień w dziedzinie łączności był Teodor Balukiewicz. Znane są również
w Gruzji nazwiska inżynierów Konstantego Waniorskiego, budowniczego
dróg i Seweryna Nowomiejskiego, który nadzorował w Tyflisie budowę
wielu gmachów użyteczności publicznej.-Popularną w stoUcy Gruzji na
początku bieżącego stulecia postacią był wybitny polski malarz Zygmunt
WaUszewski (1897-1936). Tyfiiską operą kierował przez pewien czas skrzy­
pek i kompozytor Konstanty Antoni Górski (1859-1924).
Oprócz tych najbardziej znanych, pracowała w Gruzji liczna rzesza pol­
skich specjalistów z wielu dziedzin, a w prasie rosyjskiej końca lat 90.
XLXw. zaczęły się nawet pojawiać głosy, że Polacy opanowali wszystkie

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i X X W I E K U

261

najlepsze posady na Kaukazie, pozbawiając tym samym możliwości pracy
na tym terenie Rosjan (Stefan z Tyfusu 1899, s. 405). Być może, iż jakiś
związek z tą nagonką na Polaków miało zarządzenie władz policyjnych
z 1902 г., nakazujące zebranie dokładnych danych o Polakach pracujących
na kolejach Zakaukazia. Sporządzony wówczas wykaz zawierał 194 nazwi­
ska polskich specjalistów (Mądzik 1987, s. 45). Istniały również w Gruzji
polskie przedsiębiorstwa, zarówno filie firm warszawskich, jak i takie, które
powstały na Zakaukaziu. Większość z nich pracowała w Tyfusie i w Baku,
stosunkowo nieliczne w innych miastach Zakaukazia, m.in. w Batumi.
Już na początku lat 50. XLXw. istniał w Tyfusie, przy głównej ulicy,
prospekcie Gołowińskim, „Hotel Warszawski", nie wiemy jednak, czy jego
właściciel był Polakiem, gdyż nie znamy jego nazwiska („Kawkazskij Kalen­
dář" 1854, s. 727). W latach 60. powstał w Tyfusie duży warsztat naprawy
sprowadzonych z Warszawy powozów, wożących pasażerów niedawno wy­
budowaną wojenną drogą gruzińską. Został on założony przez kilku war­
szawskich majstrów, którzy wraz z transportem mocno nadwyrężonych
w czasie podróży powozów przybyli do Tyfusu. W późniejszym okresie
warsztat zatrudniał około 80 robotników, przeważnie Polaków (Piątkowski
1990, s. 32). Od 1882 r. działał w stolicy Gruzji, przy ul. Dworcowej sklep
firmowy znanej warszawskiej fabryki wyrobów srebrnych i platerowanych
Frageta (Paprocka 1992, s. 22-23). Od lat 90. istniało również w Tyfusie
przedstawicielstwo handlowe firmy Fryderyk Puls (mydła, kosmetyki)
z Warszawy (PSB, t. XXIX, 1986, s. 363). Swoje przedstawicielstwo i filię
wykonującą zamówienia miała też tutaj warszawska firma inżynieryjna spe­
cjalizująca się w instalacjach wodno-kanalizacyjnych - K. Matecki. Filią tą
kierował inżynier Wiktor Rossman (Woźniak 1994, s. 109). Przed I wojną
światową istniał w Tyfusie jeden z największych sklepów fabrycznych
Zakładów Żyrardowskich w Imperium, który w roku 1911/1912 zatrudniał
16 pracowników (Zwoliński 1979, s. 76-77) .
W Batumi właścicielami najnowocześniejszego i najładniejszego hotelu byli
Polacy, trzej bracia przybyli tam dziesięć lat wcześniej niemal bez żadnego
kapitału. W mieście istniały również inne polskie firmy - doskonale prosperują­
ce przedsiębiorstwo eksportu bakijskiej nafty oraz przedsiębiorstwo robót
kolejowych, oba jednak, jak pisze ks. J. Dobkiewicz, przeszły w „obce ręce"
(Dobkiewicz 1884, s. 6-7). Naftociąg Baku-Batumi, dzięki któremu nastąpił
szybki rozwój tego ostatniego, budował inżynier W. Lindley z grupą warszaw­
skich inżynierów-hydraulików (Janiszewski 1987, s. 234-235).
Charakterystyczną cechą społeczności polskiej w Gruzji, jak zauważa
M . Mądzik była jej młodość. Największą grupę, ponad 50% całej populacji
stanowili ludzie w wieku 20-29 lat. Wraz z osobami w wieku do 49 lat,
5

5

Uposażenie kierownika tego sklepu, zajmującego osobny (do dziś istniejący) budynek
w centrum Tyfusu, wynosiło 5 tys. rubli rocznie, pozostałych zaś osób od 3132 do 287 rubli
(Zwoliński, 1979, s. 76-77).

�262

ANDRZEJ WOZNIAK

a więc najkorzystniejszym dla działalności zawodowej i twórczej, wskaźnik
ten był jeszcze wyższy i wynosił około 75%. Wśród ludzi młodych (20-29
lat), przeważali żołnierze miejscowych garnizonów, o czym świadczy również
bardzo mała liczba kobiet w tym wieku. Niewielkie grupy stanowiły dzieci
i młodzież oraz osoby powyżej 50 roku życia. Tylko w Tyfusie było spore
skupisko dzieci i młodzieży kształcącej się w szkołach.
Jeśli idzie o wykształcenie, to społeczność polską w Gruzji charakteryzo­
wał z jednej strony wysoki procent (około połowy populacji) analfabetów,
w większości prawdopodobnie żołnierzy, z drugiej zaś, istnienie znacznej
(w Tyfusie 15,7%) grupy inteligencji ze średnim i wyższym wykształceniem.
Bardzo jednorodna była natomiast polska społeczność pod względem
wyznaniowym, bowiem około 95% jej stanowili katolicy. Tylko nieliczni Polacy
byli wyznawcami prawosławia lub protestantyzmu (Mądzik 1987, s. 34-37).
4. Największym skupiskiem polskim była stolica kraju - Tyflis, w którym
mieszkała ponad połowa przebywających w Gruzji Polaków. Tu powstawały
pierwsze polskie organizacje i tu podejmowano większość inicjatyw o charakte­
rze społecznym i kulturalnym. Życie polskie skupiało się wokół nowego,
wzniesionego w latach siedemdziesiątych X I X w. kościoła katolickiego pod
wezwaniem św. Piotra i Pawła („stary", z 1816 r. kościół Wniebowzięcia
Najświętszej Marii Panny służył przede wszystkim ludności ormiańskiej
i gruzińskiej). Konsolidację społeczności polskiej utrudniały w pewnym stopniu
spory między proboszczem, sprawnym zresztą i energicznym administratorem,
ks. M . Orłowskim a parafianami na tle sposobu zarządzania parafią. Wspomi­
nał o nich na łamach „Kraju" w 1891 r. ks. J. Dobkiewicz, a wcześniej jeszcze
inny korespondent tego czasopisma, który pisał: „Otóż u nas w Tyfusie są
tylko rodacy - a nic więcej nie masz: żadnej łączności, żadnego węzła, żadnej
instytucji, każdy żyje zamknięty w sobie. Gdzie indziej kościół jest ogniskiem
wspólnej znajomości; nasi parafianie systematycznie wykluczani przez
ks. proboszcza O. od kontroli nad kościołem i jego dochodami, machnęli ręką
i oczekują możliwych zmian w okolicznościach natury wyższej." Spory ustały
zupełnie, kiedy po śmierci ks. Orłowskiego na początku 1891 r. jego miejsce
zajął mający opinię człowieka „cichego i spokojnego", ks. Józef Baranowski
(Mądzik 1987, s. 64).
Wydarzeniami, które w tym okresie gromadziły znaczną liczbę tyfliskich
Polaków były występy polskich trup teatralnych. Zdaniem M . Mądzika
rozbudziły one wśród miejscowej kolonii polskiej duże zainteresowanie ama­
torskim ruchem scenicznym, który miał się stać jedną z podstawowych form
działalności Rzymskokatolickiego Towarzystwa Dobroczynności, integrują­
cą miejscowe środowisko polskie i dostarczającą środków finansowych na
realizację celów statutowych Towarzystwa.
„Inicjatywa powołania do życia w Tyflisie Towarzystwa Dobroczynności,
instytucji, która istniała już w największych skupiskach polskich w Rosji,
zrodziła się w 1894 r. Wystąpili z nią przedstawiciele miejscowej inteligencji
wspierani przez nowego proboszcza i członków rady parafialnej, tzw. kuratorii.

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU X I X i X X W I E K U

263

Opracowano statut, który w polowie 1894 r. został zatwierdzony przez Mini­
sterstwo Spraw Wewnętrznych. Jesienią działania organizacyjne rozopoczął
tymczasowy zarząd Towarzystwa, w skład którego weszli: dr. Piotr Kimontt,
Rafał Szymański, Ludomir Kamocki, Grzegorz Mularski, Marian Ziembiński
i Feliks Nowiński" (Mądzik 1987, s. 64-66).
Na pierwszym walnym zgromadzeniu wybrano władze Towarzystwa.
Skład zarządu zmienił się całkowicie, a prezesem został z urzędu proboszcz,
ks. Baranowski. Towarzystwo czyniło starania o otwarcie przytułku dla
starców i uruchomienie szkółki parafialnej. Środki finansowe potrzebne
do realizacji tych celów i niesienie potrzebującym materialnej pomocy czer­
pano ze składki ofiar członków oraz organizowanych imprez kulturalnych,
w pierwszym zaś rzędzie przedstawień teatru amatorskiego przez wiele lat
kierowanego przez inż. K. Waniorskiego, sekretarza zarządu. Oprócz przed­
stawień urządzano też wieczory literackie i koncerty. Wynikające ze statutu
ograniczenia rozwoju Towarzystwa, niedostatek środków finansowych, nie
pozwalały jednak należycie rozszerzać tych kierunków jego działalności,
które miały na celu większą integrację tutejszego środowiska polskiego.
W celu rozszerzenia i uaktywnienia działalności Towarzystwa poczynio­
no, choć nie bez oporów ze strony części jego członków, zmiany w statucie,
wybrano nowy zarząd z prezesem J. Laudańskim na czele, którego starania
doprowadziły w 1903 r. do otwarcia biblioteki i czytelni oraz szkółki przy­
kościelnej. Jednakże nawet i te przedsięwzięcia nie były wstanie spowodować
zasadniczych zmian zakresu działalności Towarzystwa, ze względu na jego
charakter i podstawowe cele statutowe. Dopiero sytuacja zaistniała po
1905 r. umożliwiła zakładanie organizacji, które w szerszym zakresie po­
zwalały na realizację potrzeb kulturalno-oświatowych środowisk polskich
w Rosji. Były to powstające wówczas w wielu miastach imperium instytucje
pod nazwą „Dom Polski".
W Tyfusie inicjatywa powołania takiej organizacji zrodziła się wiosną
1907 r. i mimo pewnych trudności doczekała się realizacji jesienią tegoż
roku. Oficjalna inauguracja działalności Stowarzyszenia odbyła się 16 paź­
dziernika 1907 r. (Mądzik 1983, s. 22-25).
Celem działalności Stowarzyszenia miało być popieranie rozwoju kul­
turalnego ludności polskiej w Tyfusie i jego najbliższych okolicach. Plano­
wano założenie czytelni, bibilioteki, księgarni, szkoły dla dzieci i dorosłych,
biura informacji i porad prawnych, narodowej jadłodajni i herbaciarni oraz
towarzystwa wzajemnej pomocy. Przewidywano także wykłady, dyskusje,
kursy dokształcające dla dorosłych, koncerty, lekcje muzyki i śpiewu. Proje­
ktowano wydawanie książek, broszur i czasopism. Członkami Stowarzysze­
nia mogły być wszystkie osoby uważające się za Polaków, które ukończyły
18 lat bez różnicy płci, wyznania, zawodu i przynależności społecznej. Mimo
iż statut Stowarzyszenia nie stawiał niemal żadnych ograniczeń w przyj­
mowaniu członków, to ich liczba wzrastała powoli: w roku 1909 zrzeszało
ono 84 osoby (Mądzik 1987, s. 73-77).

�264

ANDRZEJ WOZNIAK

Początkowo Stowarzyszenie nie miało własnego lokalu i korzystało z goś­
cinności Towarzystwa Dobroczynności. Dopiero latem 1909 r. wynajęto odpo­
wiedni dom z pomieszczeniem na salę teatralną, na tej samej, co Towarzystwo
Dobroczynności ulicy Nikołajewskiej.
Jedną z głównych form działalności „Domu Polskiego" były przedstawie­
nia teatru amatorskiego. Najczęściej wystawiano komedie polskich autorów:
Fredry, Zapolskiej, Bałuckiego. Urządzano też wieczory muzyczne, literackie
(często rocznicowe), taneczne, choinki dla dzieci. Odbywały się seanse fil­
mowe, czynna była czytelnia i biblioteka. Czasami występowały polskie trupy
teatralne.
Od połowy 1909 r. w działalności Stowarzyszenia dają się zauważyć oznaki
kryzysu, pogłębiającego się w roku następnym. Aktywność Stowarzyszenia
słabnie, a w roku 1910 niemal zamiera. Pozostaje w nim zaledwie 11 członków,
funkcjonuje jedynie biblioteka. Dopiero w 1913 r. znalazła się grupa ludzi,
która doprowadziła do reaktywowania działalności Stowarzyszenia i ponow­
nego, choć powolnego wzrostu liczby członków (Mądzik 1987, s. 78-85).
Przed 1914 r. organizacje polonijne istniały także w Kutaisi i Batumi, ale
niewiele o nich wiadomo. W Kutaisi prawdopodobnie „jeszcze przed 1914 r."
powstało Towarzystwo Dobroczynności, przy którym działała szkółka parafial­
na (Mądzik 1990, s. 80). Myśl powołania Towarzystwa Dobroczynności przy
miejscowym kościele zrodził się w 1908 r. również w Batumi, ale projekt nie
został zrealizowany. W 1909 r. natomiast powstało w tym mieście Stowarzysze­
nie „Dom Polski". Na czele zarządu stanął Józef Panasiewicz. Zamierzano
założyć czytelnię i bibliotekę, szkołę, powołać zespół dramatyczny a nawet
założyć polski sklep z towarami kolonialnymi, ale tylko o funkcjonowaniu
biblioteki i szkółki polskiej mamy nieco wiadomości (Mądzik 1990, s. 90-91).
O organizacjach polonijnych w innych miastach Gruzji przed rokiem 1914
brak jakichkolwiek wiadomości. Nie wiemy zresztą niemal niczego również
o życiu innych poza wspomnianymi, skupisk polonijnych, ani o działalności
pozostałych parafii katolickich, wokół których skupiali się przeważnie tamtejsi
Polacy. Oprócz wspomnianych już dwu parafii w Tyfusie, parafii w Kutaisi
(Niepokalanego Poczęcia NMP, istniejąca od 1862 r.) i w Batumi (kościół
konsekrowany w 1903 г.), parafie rzymskokatolickie były też w Gori (p.w.
Świętej Rodziny, od 1810 r.) oraz w Achalciche, a kościoły nie posiadające
prawdopodobnie statusu parafialnych - w Ude (od 1903 r.) i Manglisi (Spis...
1916, s. 194, Hlebowicz 1993, s. 201) .
6

6

Według Spisu abecadlowego parafii i kościołów katolickich w Rosyi (Spis... 1916, s. 194)
w Achalciche znajdowały się wówczas dwa rzymskokatolickie kościoły parafialne - p.w.
Różańca N P M i Podniesienia Krzyża Św. oraz trzy katolickie kościoły parafialne obrządku
ormiańskiego („ormiańskie"). W całej Gruzji tych kościołów „ormiańskich" łącznie z kap­
licami było według Spisu... blisko 30. Jest w tym spisie i Manglisi (Manglis) bez informacji
jednak, jakiego obrządku jest tamtejszy kościół. O kościołach rzymskokatolickich w Manglisi
i Ude wspominają różni autorzy, nie podając żadnych dodatkowych danych. Nie pisze o nich
A. Hlebowicz (1993, s. 201).

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU ХГХ ¡ X X WIEKU

265

Wybuch wojny światowej postawił przed organizaq'ami polonijnymi
w Gruzji nowe zadania. Ich działalność została niemal całkowicie podpo­
rządkowana sprawie pomocy poszkodowanym przez działania wojenne. Już
we wrześniu 1914 r. za zgodą władz utworzony został w Tyflisie Polski
Komitet Organizacyjny Pomocy Ofiarom Wojny przy Stowarzyszeniu „Dom
Polski", który rozpoczął wkrótce zbiórkę pieniędzy na rzecz poszkodo­
wanych. Kiedy jesienią 1914 r. napłynęli do Tyfusu pierwsi uchodźcy z obję­
tych wojną terenów Królestwa Polskiego, Komitet zorganizował dla nich
schronisko w pomieszczeniach Towarzystwa Dobroczynności. Gdy jednak do
stolicy Gruzji napłynęły nowe fale polskich uchodźców zaczęło dla nich
brakować zarówno środków finansowych, jak i miejsc noclegowych w dwu
już wówczas schroniskach. Sytuacja ustabilizowała się dopiero w 1916 г.,
kiedy administracyjnie zahamowany został napływ uchodźców na Kaukaz.
W 1916 r. władze rosyjskie zezwoliły też na działalność na Kaukazie jeszcze
jednej organizacji polskiej niosącej pomoc wygnańcom - Centralnemu Komi­
tetowi Obywatelskiemu.
Rewolucja lutowa 1917 r. spowodowała wiele zmian również w życiu
społeczności polskiej w Gruzji. Umożliwiła przede wszystkim zakładanie
nowych organizacji polskich. Już w marcu 1917 r. członkowie dotychczas
działających w Tyflisie organizacji powołali Radę Polskich Organizacji, która
wkrótce powołała swoją egzekutywę - Polski Komitet Wykonawczy. Zaczęły
też powstawać organizaqe o charakterze politycznym i skupiające wojskowych:
Polski Związek Demokratyczny z Sekcją Wojskową a także Związek Wojsko­
wych Polaków. Ukształtował się ośrodek koordynujący działalność organizaqi
żołnierskich - Tymczasowa Rada Wojskowa. Tworzyli swe organizacje również
przebywający w Tyflisie działacze PPS i SDKPiL, powstawały związki młodzie­
ży. Z iniq'atywy znanego działacza polonijnego Jerzego Mularskiego powstała
organizacja dziecięco-młodzieżowa „Harcerz", działał też Związek Młodzieży
Polskiej. Niewielką organizacją społeczno-zawodową był Polski Związek
Pracowników Kolejowych.
W sierpniu 1917 r. odbył się w Tyflisie zjazd przedstawicieli polskich
organizacji i związków działających na Zakaukaziu, który wyłonił naczelny
organ - Polską Radę Okręgową na Kaukazie, ta zaś z kolei Krajowy
Komitet Wykonawczy. Ustalono wytyczne, którymi miała się kierować PRO
w swej działalności. Głównymi celami miały być rozbudzanie samowiedzy
narodowej i niepodległościowej, sprawne organizowanie polskiego życia pu­
blicznego, ujednolicanie polskiej polityki na Kaukazie zgodnie z zasadami
ogólnonarodowej polityki kraju. Przy Radzie Okręgowej utworzono Polską
Centralę Wojskową (Mądzik 1987, s. 136-137).
Jesienią 1917 r. Rada podjęła decyzję o połączeniu oddziałów polskich
istniejących na Kaukazie w jedną całość organizacyjną, dywizję wojsk pols­
kich. Wobec wielu trudności realizaq'a tego planu okazała się niemożliwa
i powstała tylko Samodzielna Kaukaska Brygada Wojsk Polskich. Na przeło­
mie 1917/1918 r. liczyła ona około 1500 żołnierzy i oficerów pod wspólnym

�266

ANDRZEJ WOZNIAK

dowództwem. Żołnierze Brygady pełnili służbę wartowniczą w Tyfusie. W lip­
cu 1918 r. rząd gruziński podjął decyzję o rozwiązaniu tej bardzo już wówczas
przerzedzonej formacji, a jej żołnierzom i oficerom umożliwił powrót do
kraju (Mądzik 1990, s. 127-132).
Ważnym wydarzeniem w życiu gruzińskiej Polonii było ukazanie się
w czerwcu 1918 r. pierwszego numeru czasopisma w języku polskim - „Ty­
godnika Polskiego". Jego redaktorem był Wincenty Jordański, wydawcami
W. i M . Musiałowie i Jan Blichiewicz, zaś najaktywniejszym współpracow­
nikiem - Ludwik Piekarski. Wydano sześć numerów pisma, w których
zdecydowanie przeważała tematyka związana z wyjazdami miejscowych
Polaków do kraju, znacznie mniej uwagi poświęcano innym sprawom Polo­
nii, a zupełny margines stanowiły wydarzenia w Gruzji i na Zakaukaziu
(Woźniak 1991, s. 162-168).
5. Działalność organizacji polonijnych przyczyniła się niewątpliwie do
większej konsolidacji wewnętrznej skupisk polskich w Gruzji, a w okresie
późniejszym, zwłaszcza w latach wojny, do pogłębienia świadomości naro­
dowej i poczucia łączności z krajem.
Stosunek mieszkających w Gruzji Polaków do spraw narodowych, zaanga­
żowanie w działalność polskich organizacji, dość krytycznie oceniali ich rodacy
przybywający na Kaukaz z Królestwa i z kresów. Jeszcze w roku 1916, a więc
już w okresie wzrostu świadomości narodowej i nastrojów patriotycznych
wśród gruzińskiej Polonii, przedstawiciel Centralnego Komitetu Obywatelskiego
na Kaukazie, W. Gutowski w sprawozdaniu przesłanym Głównemu Zarządowi
CKO pisał o niewielkim zaangażowaniu miejscowych Polaków w pracę
organizacji polskich i o traktowaniu przez nich pracy społecznej jako filantropii,
a niejako obowiązku narodowego (Mądzik 1987, s. 106-107).
Krytycznie pisał o Polakach z Kaukazu w wydanych kilka lat wcześniej
wspomnieniach również ks. Fryderyk Józefat Żyskar. Spędziwszy dwa lata
na kaukaskim zesłaniu i dość dobrze poznawszy tamtejsze stosunki, ubole­
wał „A tu mój Boże! na tym Kaukazie pogoń za złotem, za dostatkiem, za
życiem, tak dusze wypełnia, tak serca przemienia, że przychodzą na kapłana
ciężkie chwile zwątpienia, w których chciało się zawołać: Panie! oderwij
mnie od tej ziemi niepłodnej, od tej roli, która nie daje żadnych owoców."
Zaraz jednak dodaje, że owoce są, ale wymaga to bardzo wiele pracy.
Zastrzega się też, że nie chce generalizować, iż jego uwagi nie odnoszą się
bynajmniej do wszystkich Polaków; troskę jego budzi przede wszystkim
inteligencja, która rzadko miewa do czynienia z katolickimi duchownymi
(Żyskar 1909, s. 78-79). Krytyczne uwagi pod adresem skupisk polskich na
Kaukazie padały jednak nie tylko ze strony ludzi patrzących na nie z ze­
wnątrz. Wiele takich głosów dochodziło również z Tyfusu. Korespondenci
„Kraju", „Głosu", „Przeglądu Tygodniowego" pisali o niedostatkach czy
wręcz zagrożeniach tutejszego życia polskiego. Podnoszono sprawę znajo­
mości języka polskiego zarówno wśród dzieci i młodzieży, jak i wśród
dorosłych. Korespondent „Kraju" ubolewał w 1898 г., że dzieci Polaków

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i XX WIEKU

267

z klasy średniej „urodzone na Kaukazie, często wcale nie znają rodzinnej
mowy", a mimo to nauczyciele języka polskiego nie znajdują pracy. Rok
później Stefan z Tyfusu pisał w „Głosie", że nawet inteligencja polska w tym
mieście „niemożebnie mówi po polsku" (Woźniak 1991, s. 159-160).
W 1895 r. J.S. Ziemba pisał z Tyfusu o trudnościach, na które natrafiły tu
próby zorganizowania polskiej biblioteki .
Wszystkie poruszane tu problemy diaspory polskiej na Kaukazie, a także
sporo innych, dostrzegał już znacznie wcześniej, od lat mieszkający w Tyf­
lisie ks. Julian Dobkiewicz. Pisał o nich stosunkowo obszernie w korespon­
dencji z Gori przesłanej do „Kraju" w październiku 1883 r. Najliczniejszą
grupę Polaków na Kaukazie, zauważa ks. Dobkiewicz, stanowią polscy żoł­
nierze i oficerowie miejscowych garnizonów. „Na Kaukazie ilekroć gdzie
stoi pułk żołnierzy lub batalion, tam co najmniej trzecią część żołnierzy
składają Polacy, wraz z pewnym procentem oficerów. Dawniej, kiedy służba
wojskowa trwała długo, żołnierz kaukaski, choć i doczekał się dymisji, to
jednak straciwszy w domu krewnych, albo też w sercu swojem przywiązanie
do kraju, żenił się po wysłudze lat z „krajówką" i zostawał tutaj, jakby nic
wspólnego nie łączyło go z przeszłością; takich starych szynkarzy, rzemieśl­
ników itd. można i teraz tu jeszcze dość często spotkać; zostawiają oni
dzieciom tylko nazwisko polskie. Obecnie inaczej: żołnierz po kilku latach
służby, ma jeszcze w domu rodziców i braci, z tęsknotą więc wraca do
rodzinnej wioski, i ani ranga, ani dobra służba u obcych nie zatrzyma go
tutaj. Młodożołnierska kolonia nasza jest tu więc nieliczna. Kontyngens
Polaków przybywających na Kaukaz dobrowolnie, ten to się już składa
prawie wyłącznie z ludzi mniej więcej średnio wykształconych, którzy mając
dla siebie w kraju zamknięte drzwi wszędzie i do wszelkich dykasteryj,
szukają tu kawałka chleba." W każdym niemal kaukaskim mieście powiato­
wym znajdzie się polską rodzinę - najczęściej lekarza lub inżyniera, leś­
niczego lub telegrafisty. Bardzo często ludzie ci pracując ze sobą, dopiero po
pewnym czasie „dowiadują się że są Polakami". Większość miejscowych
Polaków bardzo źle mówi po polsku. Język ich roi się od rusycyzmów,
których liczne przykłady ks. Dobkiewicz podaje. Gdy ktoś im na to zwraca
uwagę, usprawiedliwiają się, że rzadko mają okazję mówić po polsku. Kiedy
radzi się im czytać polskie książki i gazety, odpowiadają, że na to trzeba
„czasu i pieniędzy", a ich goniących za kawałkiem chleba „nie stać ani na
jedno ani na drugie". Zdarza się, pisze ks. Dobkiewicz, spotkać niekiedy
nawet „czysto polską" parę małżeńską rozmawiającą ze sobą „w języku
miejscowym*, który im łatwiej przychodzi niż własny, a o dzieciach to już
7

7

Ludosław (J.S. Ziemba), Wszędzie i zawsze jednacy (korespondencja do„Przeglądu Tygod­
niowego"), Tyflis 9/21 luty 1895 (rękopis), Biblioteka Publiczna, Dział Starodruków i Rękopi­
sów, П. 375, k. 288-290.
Podkreślenie ks. Dobkiewicza. Język „miejscowy", w znaczeniu: „miejscowy język urzę­
dowy", nie gruziński zatem, lecz rosyjski. Świadczą o tym zresztą wspomniane już przykłady
rozmów, pełne rusycyzmów, obficie przez ks. Dobkiewicza przytaczane.
8

�268

ANDRZEJ WOZNIAK

niema co i wspominać. Niańki są najpospoliciej Gruzinki, stąd najczęściej
dziecko polskie rozmawia z kiepska po gruzińsku, z kiepska po rosyjsku, zaś
po polsku zaledwo rozumie co się do niego mówi. Z prawdziwą też przyjem­
nością spotykasz, acz bardzo rzadko familię, która wszelkiemi sposobami,
już to sprowadzaniem elementarzy i książek, już to pilnem przestrzeganiem
polszczyzny w stosunkach domowych, stara się wychować dzieci w ojczy­
stym słowie" (ks. J.D. 1883, s. 11-12).
Choć w przytoczonych materiałach jest zapewne trochę publicystyczne­
go przejaskrawienia, to nie ulega wątpliwości, że poruszane w nich sprawy
były na przełomie wieków istotnymi problemami kaukaskiej, a tym samym
gruzińskiej Polonii. Szczególnie cenne są spostrzeżenia ks. J. Dobkiewicza,
zwłaszcza te, które dotyczą roli rodziny w przekazywaniu dziedzictwa kul­
turowego grupy i podtrzymywaniu jej odrębności etnicznej.
Rola rodziny w międzypokoleniowej transmisji języka i tradycji jest
oczywista i nie trzeba jej speq'alnie podkreślać. Szczególnie jednak istotna
jest ona w diasporze, gdzie obok Kościoła i szkoły staje się najskutecz­
niejszym narzędziem podtrzymywania tożsamości etnicznej i świadomości
pochodzenia (Posern-Zieliński 1982, s. 73; Melkonjan 1988, s. 99-100).
W warunkach szczególnie niesprzyjających, takich, w jakich znajdowały się
skupiska polskie w Gruzji co najmniej do przełomu XLX i X X w., jej rola
niepomiernie wzrasta. Do tego czasu w Tyflisie, a w prowincjonalnych
miastach Gruzji nawet dłużej, rodziny polskie nie miały żadnego instytu­
cjonalnego wsparcia, poza „polską" parafią św. Piotra i Pawła. Na prowinqi, gdzie parafie katolickie obsadzone były z reguły przez księży gruzińskich,
nawet i one nie stanowiły dla rodzin polskich takiego wsparcia. Dopiero
powstanie w 1894 r. przy kościele św. Piotra i Pawła w Tyflisie Rzymsko­
katolickiego Towarzystwa Dobroczynności oraz prowadzonej przez nie
szkółki, zapoczątkowało nowy okres, choć dalszy rozwój organizaq'i pol­
skich w Gruzji był powolny, a ich rola poza Tyfusem ograniczona. Przypo­
mnieć ponadto należy, że aż do lat 90. XLX w. nawet zakładanie kościelnych
organizacji charytatywnych było w Rosji bardzo utrudnione, a możliwość
powoływania organizacji polonijnych zaistniała dopiero na początku następ­
nego stulecia.
Należałoby się zastanowić, w jakiej mierze do rodzin polskich w Gruzji
da się zastosować to, co A. Posern-Zieliński pisze o rodzinie polonijnej
w Stanach Zjednoczonych na przełomie ХГХ i XX w. a mianowicie, że
„rodzina imigracyjna stała się tym mikroświatem, w którym człowiek czuł
się jak u siebie, separując się od obcego i często niezrozumiałego otoczenia.
W jej ramach dokonywała się międzypokoleniowa transmisja nie tylko tradyq'i i języka ale i świadomości pochodzenia oraz przywiązania i sentymen­
tów do kraju pochodzenia" (Posern-Zieliński 1982, s. 73).
Między Polakami mieszkającymi w Gruzji a imigrantami polskimi w Sta­
nach Zjednoczonych istniało na przełomie X I X i X X w. sporo zasadniczych
różnic. Dotyczyły one zarówno pochodzenia i statusu społecznego emigran-

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU X I X i X X W I E K U

269

tów w ojczyźnie, jak i ich wykształcenia, znajomości języka kraju osiedlenia,
sytuacji materialnej i pozycji społecznej po osiedleniu. Ogólnie biorąc, status
społeczny Polaków na Kaukazie był znacznie wyższy niż w Stanach Zjed­
noczonych, a znaczną ich część zaliczyć można do miejscowej elity społecz­
nej i kulturalnej. Separowanie się polskich rodzin od miejscowego otoczenia,
jeśli miało miejsce, to z zupełnie innych niż w Stanach Zjednoczonych
powodów i z innej pozycji. Budowanie owego mikroświata, jak to określa
A. Posern-Zieliński, a czasem wręcz mikrotwierdzy rodzinnej, było w Gruzji
najczęściej aktem świadomego wyboru, nie zaś, jak w Stanach Zjednoczo­
nych, sytuacją wymuszoną przez okoliczności: nieznajomość języka, kultury,
niedostosowanie do istniejącego poziomu cywilizacyjnego, niski status spo­
łeczny, itp. Dotyczy to jednak tylko części Polonii, rodzin o najwyższym
stopniu świadomości narodowej. Pozostałe nie izolowały się zbytnio od
otoczenia i pozostawały dość otwarte na jego wpływy. Odnosi się to jednak
przede wszystkim do Rosjan i w znacznie mniejszym stopniu do ludności
miejscowej: Gruzinów, Ormian, t.zw. Tatarów (Azerbejdżan) i innych naro­
dowości kaukaskich. Izolacji rodzin polskich od obcojęzycznego i odmien­
nego kulturowo otoczenia nie sprzyjało zresztą ich rozproszenie. W żadnej
z kolonii polskich na Kaukazie Polacy nie tworzyli zwartych skupisk, „gett"
narodowościowych, tak jak w niektórych miastach Stanów Zjednoczonych,
czy też podobnych do ormiańskich, „tatarskich", niemieckich dzielnic lub
ulic, istniejących również w Tyflisie. Tutejsi Polacy miewali w sąsiedztwie co
najwyżej pojedyncze polskie rodziny, niekiedy w tym samym domu, częściej
przy tej samej lub pobliskiej ulicy.
Mikrotwierdzami chroniącymi język polski i elementy rodzimej kultury,
były w Gruzji na przełomie XLX i X X w. przede wszystkim rodziny in­
teligenckie, jednorodne pod względem etnicznym, ale żaden z tych dwu
czynników nie był decydujący jeśli idzie o przeciwdziałanie procesom akulturacyjnym. Działał tu raczej cały zespół czynników o różnych konfiguraq'ach, zależnych od okresu, miejsca zamieszkania, zamożności rodziny itp.
Wykorzystywane w pracy materiały, ze względu na ich różnorodność, nie
pozwalają na statystyczne ujęcie tego zagadnienia . Możemy się tu posługi­
wać jedynie przykładami.
Do lat 60-70. X I X w. osiadający w Gruzji Polacy rzadko mieli możność
znalezienia tam kandydatki na żonę tej samej narodowości. Podróż w tym
celu do kraju często była wówczas niemożliwa, stąd też znaczny w tym
okresie odsetek małżeństw mieszanych. Żeniono się przeważnie z Grazinkami z katolickich rodzin, lub z Ormiankami. Potomstwo takich mieszanych
9

9

Oprócz cytowanych w artykule opracowań i materiałów z XTX-wiecznej prasy korzystam
w nim również z wielu innych źródeł, zarówno tzw. zastanych (takich jak wspomnienia
i pamiętniki rękopiśmienne i publikowane, listy, dokumenty ze zbiorów rękopisów bibliotek
i muzeów polskich i gruzińskich, ze zbiorów prywatnych oraz w mniejszym zakresie materiały
archiwalne) jak i wywołanych (wywiady zawierające wiadomości dotyczące kilkudziesięciu
rodzin polskich mieszkających w Gruzji na początku bieżącego stulecia).

�270

ANDRZEJ WOZNIAK

rodzin rzadko poza nazwiskiem i świadomością pochodzenia, zachowywało
głębsze związki z polskością. Grigol Wolski i Giorgi Zdanowicz byli wybit­
nymi przedstawicielami kultury gruzińskiej, trudniej określić przynależność
narodową braci Zdaniewiczów, ale związki ich wszystkich z kulturą polską
były wątłe, lub wręcz żadne.
W okresie późniejszym, pod koniec XLX i na początku XX w. rzadziej
zawierano małżeństwa mieszane. Żony często szukano w kraju i tam też
przeważnie odbywał się ślub. Po krótszym, lub dłuższym pobycie w kraju
wracano do Gruzji. Jak wynika z wielu wywiadów, w domu, zwłaszcza gdy
pojawiły się dzieci, starano się mówić wyłącznie po polsku, pod tym kątem
dobierano też służbę. Niektóre domy polskie nie utrzymywały kontaktów
towarzyskich z rodzinami rosyjskimi i tymi gruzińskimi, w których mówiono po
rosyjsku. Naukę dzieci w rosyjskich szkołach uzupełniano w domu lekcjami
języka polskiego, ojczystej historii i geografii. Wieczorami czytano wspólnie
polskie książki i prasę, śpiewano patriotyczne pieśni. Zamożniejsze rodziny
wysyłały dzieci na wakacje do kraju, niekiedy nawet na parę miesięcy.
Przedstawiony tu, niepełny zresztą, rejestr środków mających przeciw­
działać rusyfikacji młodego pokolenia, powtarzany jest w rozmaitych kon­
figuracjach w wypowiedziach osób reprezentujących różne środowiska polo­
nijne. Wiele wskazuje jednak na to, że był to raczej postulowany wzorzec
wychowawczy, niż powszechnie praktykowana w rodzinach polskich w Gru­
zji rzeczywistość. Wzorzec ten zresztą prawdopodobnie nigdy nie został
w pełni werbalnie sformułowany i wyrażał się raczej w pozytywnej ocenie
rodzin najbliższych jego realizacji. Pełna realizacja tego wzorca wychowaw­
czego miała zapewnić młodemu pokoleniu znajomość języka ojczystego
i przynajmniej taki zasób tradycyjnych treści, jaki wynieśli z domu rodzice.
W warunkch diaspory było to jednak niemożliwe. Posłużmy się przykłada­
mi: nawet w rodzinach bardzo dbających, aby jak najmniej kontaktować się
z rosyjskojęzycznym otoczeniem, zarówno pokolenie rodziców, jak i dzieci
miało z nim bezustannie do czynienia w pracy i w szkole, na ulicy i w urzę­
dzie, na podwórku i w sklepie. W miejscowych warunkach wielu mniejszych
świąt dorocznych nie obchodzono w domu - całe zespoły treści, zwłaszcza
wierzeniowych, związanych z tymi świętami były młodemu pokoleniu prawie
nieznane. Niektóre uroczystości rodzinne były w warunkach diaspory rzad­
kością; np. śluby i wesela odbywały się przeważnie w kraju i mało było
okazji do uczestniczenia w nich. Przykładów takich jest oczywiście więcej.
Najżywsze kontakty z otoczeniem, przeważnie rosyjskojęzycznym miało,
często wbrew intencjom rodziców, młode pokolenie. Szczególne miejsce
zajmowała tu oczywiście szkoła, ale sporą rolę, zwłaszcza w końcu X I X w.
odgrywały też np. nielegalne organizacje narodnickie i socjalistyczne.
Miał też Tyflis dość prężne środowisko artystyczne (istniały w mieście
szkoły rysunku, malarstwa, muzyczne, studium teatralne) intensywnie przy­
ciągające część polskiej młodzieży. Na młodych ludzi z tego środowiska, do
którego należeli m.in. bracia Zdaniewiczowie i Zygmunt Waliszewski, wy-

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i X X WIEKU

271

wierał silny wpływ „genius loci" tego wielonarodowościowego i obdarzone­
go niepowtarzalnym kolorytem miasta. Cechował ich niekiedy pewien indyferentyzm w kwestiach narodowych i podatność na wpływy innych, w tym
i miejscowych kultur. Mówili po rosyjsku, czasem trochę po gruzińsku, ale
czuli się przede wszystkim mieszkańcami Tyflisu.
6. Rok 1918 był dla gruzińskiej Polonii momentem przełomowym. Za­
częły się bowiem wówczas załamywać już nieco wcześniej zachwiane pod­
stawy jej stabilizacji materialnej, a nie rzadko wręcz dobrobytu, zaś perspek­
tywy na przyszłość stawały się coraz bardziej niepewne.
Kłopoty materialne były w 1918 roku powszechne i dotykały również
niemal całą społeczność polską w Gruzji, choć na tle chaosu, nędzy i cier­
pienia ogromnych rzesz ludności na całym obszarze byłego imperium ob­
jętym rewolucją, kraj ten był oazą spokoju i obfitości. Zagrożenie material­
nych podstaw bytu tutejszej Polonii wiązało się z „unaradawianiem" i reor­
ganizacją wielu dziedzin życia gospodarczego, społecznego i kulturalnego
Gruzji. Instytucje, które do niedawna znajdowały się w rękach administracji
rosyjskiej, od jesieni 1917 г., a zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości kraju
(26.V.1918 r.) przejmowane były przez władze i organizacje gruzińskie. Znacz­
na liczba Polaków zatrudnionych często na wysokich stanowiskach w admini­
stracji, policji, służbie zdrowia oraz w wojsku, niekiedy z dnia na dzień traciła
pracę, wolne zaś miejsca, wszędzie gdzie to było możliwe, zajmowali Gruzini.
Zwolnienia dotknęły nawet Kolej Zakaukaską, gdzie Polacy byli zawsze
najbardziej cenionymi pracownikami. Gwałtownie obniżył się poziom życia
większości polskich rodzin, a niektóre znalazły się wręcz w biedzie. Chwytano
się zatem różnych sposobów zarobkowania, ale np. w rodzinach inteligen­
ckich, których możliwości w tym względzie były bardzo ograniczone, wyprze­
daż dobytku stawała się często głównym sposobem zdobywania środków do
życia. Wyjazd do kraju był więc przeważnie jedyną perspektywą nawet dla
tych, którzy nigdy przedtem o nim nie myśleli.
Z wyjazdami do kraju wiązało się wiele trudnych do rozwiązania kwestii.
Pomijam tu ogromne wówczas trudności komunikacyjne, brak środków na
opłacenie podróży, itp. Trudne było czasem samo podjęcie decyzji, zwłasz­
cza dla rodzin zasiedziałych tu od pokoleń, pochodzących z kresów, z tere­
nów objętych w tym czasie rewolucją. Z obawą myślano też o perspek­
tywach zatrudnienia w kraju. Szczególnie ostro rysowała się ta kwestia przed
niższymi urzędnikami o niewielkich kwalifikacjach. Stąd też m.in. kursy
dokształcające i zawodowe, o których ogłoszenia stale pojawiały się w „Ty­
godniku Polskim".
Wobec perspektywy powrotu do kraju coraz ważniejsza stawała się zna­
jomość języka polskiego, która zwłaszcza wśród młodszego pokolenia przed­
stawiała się czasem wręcz fatalnie. Stąd też hasło w „Tygodniku" - „Uczcie
dzieci swe po polsku" oraz kursy dokształcające w „Domu Polskim".
W związku z wyjazdami do kraju w nr 4 „Tygodnika Polskiego" po raz
pierwszy zasygnalizowana została sprawa obywatelstwa polskiego. Autor

�272

ANDRZEJ WOŹNIAK

poświęconego temu problemowi artykułu, apeluje aby nie wydawać dowo­
dów obywatelstwa ludziom, „którzy poza nazwiskiem nic wspólnego z Pol­
ską nie mieli". Nie należy więc ułatwiać im wyjazdów do Polski, bo „my
w Królestwie panów Mozesów, Dawidów, Iwanów itp. mieliśmy tak dużo,
że dla synów własnej ziemi zaczynało brakować miejsca". Dodać należy, że
tego rodzaju akcenty, jak w ostatnim zdaniu, spotyka się w „Tygodniku"
rzadko (Woźniak, 1994 s, 110-111).
Repatriacja, odbywająca się w bardzo trudnych warunkach, trwała
z przerwami do jesieni 1924 r. Pozostali w Gruzji nieliczni - w 1926 r.
w całym kraju było już tylko 3159 Polaków. Po sowietyzacji Gruzji ich
kontakty z Polską, a nawet z istniejącym w Tyfusie konsulatem RP, były
bardzo ograniczone. Dotychczasowe formy organizacyjne życia gruzińskiej
Polonii przestały istnieć (Woźniak, 1996, s. 7).
Około 10 tysięcy obywateli polskich, przesiedlonych, deportowanych
i uwięzionych, znalazło się w Gruzji w latach 1939-1948. Większość wróciła do
Polski na własną rękę, pozostali jako żołnierze armii gen. Berlinga i w ramach
oficjalnej akcji repatriacyjnej w latach 1946-1948 (Głowacki, 1992, s. 14-18).
W niepodległej Gruzji nieliczni pozostali tam Polacy znów zaczęli się
organizować. Krótko istniał założony przez A. Rusieckiego elitarny Klub
Polski o charakterze politycznym. Większość jego członków wyemigrowała
z Gruzji. W 1995 r. zarejestrowane zostało w Tbilisi Stowarzyszenie Pola­
ków Gruzji „Polonia". Jego prezesem i niezmordowaną organizatorką po­
mocy dla tbiliskich Polaków jest, mająca polskich antenatów, profesor tam­
tejszego uniwersytetu, Maria Filina. Stowarzyszenie zostało powołane dla
celów dobroczynnych i kulturalno-oświatowych. W 1995 r. zrzeszało około
500 członków. Centrum życia polonijnego jest nadal kościół p.w. Piotra
i Pawła, w którym od ponad 20 lat posługę duszpasterską pełni Polak,
ks. Jan Śnieżyński (Woźniak, 1996, s. 7) .
10

LITERATURA
Anczabadze J., W o ł k o w a N.
1990

Stary) Tbilisi. Gorod i gorożanie w XIX wiekie, Moskwa.

Baranowski В., Baranowski K.
1987

Historia Gruzji, Wrocław.

Bauer K .
1981

Wojsko koronne powstania kościuszkowskiego,

Warszawa.

Dobkiewicz J. ks.
1884
(Korespondencja) Batum, 20 kwietnia, „Kraj", R. 3, nr 20, s. 6-7.
Dzwonkowski W.
1913
Polacy w armii Katarzyny II, „Biblioteka Warszawska" Т. I. (ogólnego zbioru
t. 289), s. 88-124.
1 0

Już w trakcie korekty dowiedziałem się, że ksiądz Jerzy Świeżyński został przeniesiony
do innej parani.

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XLX i X X W I E K U

273

G ł o w a c k i A.
1992
O uchodźcach polskich w Gruzji w latach II wojny światowej, „Pro Georgia" R . I I ,
s. 14-18.
Groniowski K.
1984
Emigracja z ziem polskich zaboru rosyjskiego (1864-1918), [w:] Emigracja z ziem
polskich w czasach nowożytnych i najnowszych (XVIII—XX w.). Pod red. A . Pilcha,
Warszawa, s. 196-251.
H l e b o w i c z A.
1993
Katolicyzm w państwie sowieckim 1944-1992, Gdańsk.
Janiszewski E .
1987
Wspomnienia odessity 1894-1916, Wrocław.
„Kalendarz..."
1908
„Kalendarz Domu Polskiego w Odesie na rok...", Odessa.
„Kawkazskij..."
1854
„Kawkazskij kalendář", (Tiflis).
K r u s i ń s k i T.
1740
Trágica vertentis belli Persici historia... ab anno 1711 ad annum 1728..., Leopoli.
K s . J.D.(obkiewicz)
1883
(Korespondencja), Gori na Kaukazie, 25 paźdz., „Kraj" R . 2, nr 48, s. 11-12.
Mądzik M.
1983
Polskie organizacje spoieczno-kulturalne w Gruzji przed I wojną światową, „Biule­
tyn Lubelskiego Towarzystwa Naukowego. Humanistyka", vol. 25, s. 21-27.
Mądzik M.
1987
Działalność społeczno-kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX
i XX wieku, Lublin.
Mądzik M.
1990
Polskie organizacje społeczno-kulturalne, polityczne i wojskowe na Zakaukaziu
na przełomie XIX i XX wieku [w:] M . Mądzik, L . Piątkowski, L . Zakrzewska-Dubasowa, Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku. Pod
red. M . Zakrzewskiej-Dubasowej, Lublin, s. 71-136.
Melkonjan E .
1988
Armjanskąja siemja w usłowijach diaspory, „Sowietskaja Etnografija", nr 6, s. 98-104.
M u r a t o w i c z S.
1777
Relacya Sefera Muratowicza obywatela warszawskiego od Zygmunta III króla
polskiego dla sprawowania rzeczy wysłanego do Persyi w roku 1602..., Warszawa.
Paprocka J.
1992
Srebra i platery firmy Józef Fraget, Warszawa.
Piątkowski L.
1990
Działalność społeczno-gospodarcza i kulturalna Polaków na Zakaukaziu w XIX i na
początku XX wieku [w:] M . Mądzik, L . Piątkowski, M . Zakrzewska-Dubasowa,
Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku. Pod red.
M . Zakrzewskiej-Dubasowej, Lublin.
Polski...
1959-1960 Polski Słownik Biograficzny, T . V H I , Wrocław.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i A.
1982
Tradycja i etniczność. Przemiany kultury Polonii amerykańskiej, Wrocław.
Spis...
1916
Spis abecadłowy parafii i kościołów katolickich w Rosyi, „Kalendarz Polski. Rocz­
nik Wychodźctwa Polskiego w Rosyi" na rok...
Statisticzeskij...
1870
Statisticzeskij oczerk Tifliskoj guberni [w:] Sborník materiałów dlia opisanija Tiflisskoj guberni, T . I , wyp. I , Tiflis, s. 176-194.

�274

ANDRZEJ WOZNIAK

Stefan z T y f l i s u
1899
(Korespondencja) „Głos" R. XTV, nr 17, s. 404-405.
T a m a r a s z w i l i M.
1902
Istoria katolikobisa kartwelta szoris, Tiflis.
Wasilewski L.
1916
Polityka narodowościowa Rosji, (Warszawa).
W o ź n i a k A.
1983
Kultura ludowa Gruzji w relacjach polskich do początków XX w. „Etnografia
Polska", t. X X V I I , z. 1, s. 297-320.
W o ź n i a k A.
1987
O kaukaskich drogach Polaków, „Etnografia Polska", t. X X X I , z. 1, s. 231-236.
W o ź n i a k A.
1991
„Tygodnik Pobki" - czasopismo tyfliskiej Polonii, „Etnografia Polska", t. X X X V ,
z. 1, s. 153-171.
W o ź n i a k A.
1994
Jeszcze o „Tygodniku Polskim" i tyfliskiej Polonii, „Etnografia Polska",
t.xxxvm, z. 1-2, s. 107-112.
W o ź n i a k A.
1996
Polacy w Gruzji [w:] Polacy w Gruzji (katalog wystawy), Warszawa, Muzeum
Niepodległości, s. 3-7.
Zwoliński K.
1979
Zakłady Żyrardowskie w latach 1885-1915, Warszawa.
Ż y s k a r F.J.
1909
Polacy w rozproszeniu. Tułacz tułaczowi poświęca. Wspomnienia z piętnastu łat
prac kapłańskich w Cesarstwie, Petersburg.

ANDRZEJ WOŻNIAK
F R O M T H E STUDIES ON T H E POLISH C O L O N Y
I N G E O R G I A I N T H E SECOND H A L F T H
O F T H E 19TH A N D T H E B E G I N N I N G O F T H E 20TH C E N T U R Y
Summary
The tradition of the Polish-Georgian contacts reaches back for several centuries. For the
17th century Polish state Georgia was an important link in its schemes of military alliance with
Persia aimed against Turkey. Polish kings initiated friendly diplomatic relationships then, both
with Georgia and with Persia. Armenian merchants from Poland used to import oriental
carpets and weapon from both these countries. Polosh missionaries worked in the Transcaucasus. Some of them played the role of diplomats as well, some run schools and afforded
medical aid to native people. One of them, a Jesuit, was the author of the first Polish
ethnographical report on Georgia. At the beginning of the 18th century the activity of Polish
missions weakenes, to disappear at the end of the 1720ties. At the end of the 18th century after
the second partition of Poland the Poles appeared in Georgia again. They were the soldiers of
Polish borderland troops drafted by force into Russian army.
A new period in the history of Polish-Georgian relationships began at the beginning of the
19th century, when Georgia, like Poland before, lost its independence. Georgia and the greater
part of Poland were incorporated into the same Russian Tsarist empire. From the very
beginning of this period we can notice family names of Polish gentry among the officers of
Russian army and among civilian administration in the Transcaucasus, mainly in Georgia.
Two of those representatives of Polish upper class coming from the Eastern territories of

�POLONIA GRUZIŃSKA PRZEŁOMU XIX i X X W I E K U

275

former Polish state, Marek Maliński and Piotr Zawielejski, were even appointed, in the early
1830ties, civilian governers of Eastern Georgia. Thousands of Poles arrived to the Caucasus in
the 1830ties, first of all the participants of national uprising and national independence
movements sentenced to compulsory service in Russian army. Many of them had belonged to
the Polish intellectual elite in their country and were able to continue their literary or scholarly
work in Georgia. Another category of Polish immigrants were those who, having received
government scholarships at Russian universities were then obliged to serve them off in different
provinces of the empire (they were mainly medical doctors). There were also persons of many
different professions teachers, merchants, artisans, clerks, who simply looked for better possi­
bilities of employment and life chances there.
At the beginning of the 1860ties, after the Caucasian war Polish immigration increased in
number. Still greater numbers of Polish immigrants appeared in the Transcaucasus, and
especially in Georgia, after the Turkish-Russian war in the late 1880ties. That was the period
of advanced economic development of Georgia, quick growth of different industries along with
the development of railway network. The country needed skilled professionals of different
specialities. Great was the attracting power of Tbilisi, the administrative and cultural centre of
the Transcaucasus with the population of about 160 thousand.
We must admit that the role of Polish immigrants in Georgia was remarkable in spite of
their relatively small number in total population of the country. Polish names are closely
associated with important achievements both in economy and cultural life. They built roads
and railway lines, bridges and tunnels, designed public buildings etc. They were highly es­
timated in administration as well as craftsmen, doctors and artists.
The Polish immigrant group was concentrated in the capital town of Tbilisi. In 1897 there
were 4133 Poles living there; just before the World War I - about 8-9 thousand, i.e. half of the
total number of Poles living in Georgia. In the 1870ties a Roman Catholic church was built in
Tbilisi and it soon became the place where the Polish immigrants used to meet and a good
starting point for organizing their social life in more institutionalized forms. It began with the
Catholic Charity Society in the 1890ties. It was not until 1907 when another society "Polish
House" could befounded to serve better the immigrants cultural and educational purposes.
Social life of the Polish colony enlivened considerably after the February Revolution in
1917. Many new organizations appeared, in 1918 the "Polish Weekly" begun to be edited.
Polish organizations worked not only in the capital but also in two other towns of Kutaisi
and Batumi. They supported Polish families in preserving their national identity, language
and tradition. Polish immigrants were scattered and this, together with other circumstances,
especially in the capital made for the process of the acculturation to local culture and loss of
the ties with their ethnic one.
In 1918 the Poles began to return to their, now independent homeland. Decisions about
leaving Georgia were often stimulated by deterioreting material standard of most Polish
families. The repatriation lasted till 1924. In 1926 there were only 3159 Poles left in Georgia.
Under Soviet rule their contacts with the homeland and even with the Polish consulate in
Tbilisi were restricted. No Polish organizations were allowed any more.
After many years, in the new independent Georgia the Poles begin to organize their
common life again. In 1995 the Polish Society in Georgia "Polonia" was founded. Its president
is a professor at the university of Tbilisi, Maria Filina, who had Polish ancestors. The Peter
and Paul church is still the centre of Polish life with its rector, the Rev. Jan Śnieżyński.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11070" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11048">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a9da1bec7a542bf625e09175393416c8.pdf</src>
        <authentication>deb78fc25041b701e79540beeed2f7c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132005">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132006">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132007">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132008">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:888</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132009">
                <text>Małżeństwo chłopskie w XVIII-wiecznej wsi pańszczyźnianej / ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132010">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.1, s.153-174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132011">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132012">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132013">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132014">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132015">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132016">
                <text>S

T

U

D

I

A

I

M

A

T

E

R

I

A

Ł

Y

„Etnografia P o l s k a " , t. X X I I I z. 1
I S S N 0071-1861

ANDRZEJ

WOŻNIAK

M A Ł Ż E Ń S T W A CHŁOPSKIE W X V I I I - W I E C Z N E J
WSI PAŃSZCZYŹNIANEJ
1

S Y T U A C J A NOWO ZAŁOŻONEJ

RODZINY

W e w s i pouwłaszczeniowej m o m e n t zawarcia małżeństwa otwierał
w p r a w d z i e n o w y etap w życiu młodych l u d z i , n i e oznaczał j e d n a k b y n a j ­
m n i e j samodzielności gospodarczej i społecznej. Z a n i m małżeństwo objęło
gospodarstwo, pozostawało często przez w i e l e l a t w r a m a c h s t r u k t u ­
r a l n y c h r o d z i n y w i e l o p o k o l e n i o w e j . Rodzina t a k a składała się z zamiesz­
kujących wspólnie 3 l u b więcej generacji, t j . s t a r y c h rodziców, i c h p o ­
żenionych dzieci, wnuków i e w e n t u a l n i e prawnuków. Prowadziła ona
niepodzielone gospodarstwo r o l n e i domowe, którego głową i p r a w n y m
właścicielem był ojciec — przedstawiciel najstarszej generacji. Jeszcze
w początkach bieżącego stulecia n a K u r p i a c h nowo założona rodzina czę­
sto pozostawała w e wspólnocie gospodarczej z r o d z i c a m i przez 10-15 l a t .
N o w a rodzina miała w p r a w d z i e — pisze D . M a r k o w s k a — „Swoje własne
z i n d y w i d u a l i z o w a n e m i e n i e w postaci posagu żony oraz zapowiedź o k r e ­
ślonych rozmiarów ziemi, jaką będzie dziedziczył mąż, lecz wszystkie
dobra pozostawały częścią składową funkcjonującą w organizmie w i e l o ­
pokoleniowego g o s p o d a r s t w a "
Podobnie przedstawiała się sytuacja
w w y p a d k u wspólnego gospodarowania ojca z d w o m a żonatymi s y n a m i .
W czasie t r w a n i a t a k i e j wspólnoty gospodarczej wszystko, co zostało n a ­
b y t e wysiłkiem całej rodziny, stanowiło własność wspólną. Własnością
indywidualną p a r y małżeńskiej było t y l k o to, co zostało zakupione
z e w e n t u a l n y c h zarobków poza gospodarstwem rodziców. Konieczność
spłat r o d z i n n y c h (np. d l a p o w y d a w a n y c h za mąż sióstr) wymagała n i e ­
k i e d y znacznych, j a k n a ówczesne możliwości gospodarstwa chłopskiego,
ilości gotówki. Pozostawanie w rodzinie w i e l o p o k o l e n i o w e j oszczędzało
w i e l u wydatków n a i n w e s t y c j e związane z założeniem nowego gospo2

1

Artykuł poniższy s t a n o w i drugą część o p r a c o w a n i a ; część p i e r w s z a d r u k o w a n a

była w „Etnografii P o l s k i e j " , t. X X I I , z. 1: 1978.
2

Kurpie.

D. M a r k o w s k a ,
Puszcza

Zielona,

Rodzina

wiejska

na terenie

dawnej

t. I I I , W r o c ł a w 1965, s. 116-117.

Puszczy

Zielonej,

[w:]

�154

ANDRZEJ

WOZNIAK

darstwa, co p r z y n i s k i m poziomie codziennej k o n s u m p c j i i zasadzie samożywienia w e własnym gospodarstwie, pozwalało n a szybsze zgroma­
dzenie koniecznych n a spłaty pieniędzy. Właśnie o w a taniość takiego
sposobu b y t o w a n i a powodowała, że w i e l o l e t n i e gospodarowanie z r o d z i ­
cami, „wysługiwanie gospodarki u ojców", było w znacznej mierze a k ­
ceptowane przez młodszą generację i należało do zjawisk powszechnych.
Z przytaczanych przez D . Markowską materiałów a n k i e t o w y c h w y n i k a ,
że/w niektórych wsiach k u r p i o w s k i c h jeszcze w r o k u 1962 ponad 5 5 %
małżeństw w 6-10 l a t po ślubie pozostawało w e wspólnym z j e d n y m l u b
d w o j g i e m rodziców g o s p o d a r s t w i e .
3

W X V I I I - w i e c z n e j w s i mazowieckiej zasadniczą formą r o d z i n y chłop­
skiej była rodzina d w u p o k o l e n i o w a . Rodzina w i e l o p o k o l e n i o w a występo­
wała t a m , szczególnie w porównaniu z czasami pouwłaszczeniowymi,
stosunkowo rzadko. Z przeszło 700 r o d z i n chłopskich w 47 wsiach z róż­
n y c h terenów Mazowsza, w s t o s u n k u do których źródła zawierały względ­
nie dokładne dane dotyczące r o d z i n y , j e d y n i e 8 , 7 % stanowiły r o d z i n y
w i e l o p o k o l e n i o w e . Te 47 w s i można ze względu n a i c h przynależność
podzielić n a t r z y g r u p y . Wielką własność ziemską (oczywiście biorąc
pod uwagę stosunki mazowieckie) reprezentują należące do Radziwiłłów
dobra nieborowskie, składające się z 8 w s i oraz graniczące z n i m i i bę­
dące w dzierżawie emfiteutycznej u t e j samej r o d z i n y starostwo b o l i m o w ­
skie (miasteczko Bolimów i cztery wsie). D o średniej i mniejszej wła­
sności ziemskiej zaliczyć można grupę 20 w s i rozsianych na obszarze
n i e m a l całego M a z o w s z a . Leżące w p a r a f i i Winnickiej (okolice Płocka)
15 n i e w i e l k i c h w s i to przeważnie charakterystyczna d l a Mazowsza wła­
sność cząstkowa. Między t y m i trzema g r u p a m i w s i występują znaczne
różnice co do ilośoi zamieszkujących w n i c h r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h .
W dobrach n i e b o r o w s k i c h łącznie ze starostwem b o l i m o w s k i m , z których
dane źródłowe są najdokładniejsze, r o d z i n y wielopokoleniowe stanowiły
9 , 8 % ogółu (357 rodzin). W g r u p i e d r u g i e j , reprezentującej głównie śred­
nią własność ziemską, j e d y n i e 3 , 6 % (ogółem 253 rodziny), co j e d n a k
traktować należy z p e w n y m i zastrzeżeniami. W trzeciej wreszcie g r u ­
pie — własności cząstkowej — 1 7 , 3 % (ogółem 98 rodzin).
4

3

8

z

M a r k o w s k a ,

obojgiem

rodziców

dejmowania
racje, a w

op. cit,

s. 117-119. W

( 2 5 % małżeństw)

w y p a d k u wspólnego

kierownictwo

gospodarowania

gospodarstwem

i prawo

d e c y z j i e k o n o m i c z n y c h było już j e d n a k podzielone między obie
przypadku gospodarowania

po­

gene­

z j e d n y m z rodziców f a k t y c z n y m k i e r o w n i ­

k i e m g o s p o d a r k i był p r z e d s t a w i c i e l g e n e r a c j i młodszej.
4

D l a uproszczenia nie wprowadzam

z dwojgiem
żali

taką, w

t u podziału n a małżeństwa

i z j e d n y m z rodziców. Z a rodzinę wielopokoleniową
której

chociaż j e d n o

z rodziców

mieszkało

gospodarujące

będziemy

wspólnie

z

uwa­

pożenionymi

dziećmi.
5

Z

pewnymi

zastrzeżeniami

Bazylego Walickiego,
zowieckiej.

z a l i c z o n y został

należącego w

owym

do

tej g r u p y

klucz

czasie do najzamożniejszej

łęczeszycki

szlachty m a ­

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W XVIII

165

W.

Nasuwa się pytanie, co jest p o w o d e m t y c h różnic? W p r z y p a d k u w s i
d r u g i e j g r u p y , j a k już wsponiniano, z p e w n y m i zastrzeżeniami należy
traktować same materiały źródłowe . Stanowią j e inwentarze dóbr z l a t
1718-1785, w większości j e d n a k z I połowy X V I I I w . I n w e n t a r z e w s i
z I I połowy X V I I I w . ujęte są n a ogół w formę tabelaryczną, sporządzone
starannie, a wiadomości o rodzinach chłopskich są w n i c h dość dokładne
(tak n p . w i n w e n t a r z u z dóbr łęczeszyckich istnieje specjalna r u b r y k a
n a u w a g i , gdzie podawane są m . i n . informacje dotyczące losu l u d z i
starych, n i e mieszkających z r o d z i n a m i ) . Znacznie m n i e j starannie spo­
rządzane były i n w e n t a r z e z I połowy X V I I I w . Jest zresztą p r a w d o p o ­
dobne, że p r z y opisie r o d z i n chłopskich pomijano n i e k i e d y s t a r y c h r o ­
dziców, szczególnie jeśli n i e b y l i już z d o l n i do pracy, stąd też być może
i odsetek r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h w t y c h i n w e n t a r z a c h jest n i s k i .
M n i e j natomiast prawdopodobne w y d a j e się przypuszczenie, że m a m y
t u do czynienia ze z m i a n a m i w s t r u k t u r z e r o d z i n y chłopskiej zacho­
dzącymi w ciągu X V I I I w., t j . w t y m w y p a d k u ze zwiększaniem się w I I
połowie stulecia ilości r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h .
6

Interesujące dane n a t e m a t częstotliwości występowania r o d z i n w i e ­
l o p o k o l e n i o w y c h zawierają wyjątkowo dokładne i n w e n t a r z e dóbr niebor o w s k i c h i starostwa bolimowskiego z I I połowy X V I I I w . Posiadają one
m . i n . osobne r u b r y k i , w które w p i s y w a n o mieszkających z gospodarzami
i c h ojców i m a t k i . W o b u t y c h dobrach łącznie r o d z i n y w i e l o p o k o l e n i o ­
w e stanowiły 9 , 8 % ogółu. Jeśli j e d n a k będziemy rozpatrywać j e o d ­
dzielnie, to okaże się, że w samych dobrach n i e b o r o w s k i c h n a ogólną
liczbę 244 r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h było 6,6%, zaś w liczących 113 r o ­
d z i n czterech wsiach starostwa bolimowskiego (w t y m j e d n a wieś w o l ­
n y c h budników) — 15,5%. W dobrach n i e b o r o w s k i c h r o d z i n y w i e l o ­
pokoleniowe występowały przede w s z y s t k i m w g r u p i e 104 gospodarstw
k m i e c y c h , gdzie stanowiły 14,4%. W 41 rodzinach zagrodniczych było i c h
2,4%, a wśród 84 r o d z i n rzemieślników i komorników t y l k o 1,2%. Po­
dobnie przedstawiała się sytuacja w starostwie b o l i m o w s k i m oraz w oma­
w i a n y c h wcześniej wsiach reprezentujących średnią własność ziemską.
Obliczenia

6

Podstawę

częstotliwości

źródłową

do

występowania

obliczeń

stępujące materiały źródłowe: 1. A G A D
wum

Radziwiłłów

z Nieborowa

(Akta

wielkości

rodzin

rodzin

(Archiwum
Gosp.

wielopokoleniowych

chłopskich

stanowiły

na­

Główne A k t D a w n y c h ) :

Archi­

S t a r s z e ) , p. 30 I I n w e n t a r z e

p. 4-5,

A r c h i w u m z Małej W s i I A/115; C a s t r . C i e c h a n . r e i . I I 17, k. 230-234v, r. 1718; C a s t r .
C i e c h a n . r e i . I I 34, k. 805-806, r. 1741; C a s t r . C i e c h a n . r e i . I I 53, k. 35-38v, r. 1732,
k.

195-196, X V I I I

w . ; C a s t r . Z a c r o c z . , r e i . 16, k. 627-629v, r. 1729; C a s t r . ' Z a c r o c z .

r e i . 33, k. 637-638, r. 1739; C a s t r . Z a c r o c z . r e i . 61, k. 676-694, r. 1759 ( D o b r a n i e borowskie
borskim,
w

i 20 w s i w
przasnyskim,

Płocku: L i b e r

powiatach:

c i e c h a n o w s k i m , grójeckim, n o w o m i e j s k i m ,

wyszogrodzkim,

baptisatorum

zakroczymskim).

et mortuorum

ab a n n o

2. A r c h i w u m

1768-1831 p a r o c h i a e

censis, s y g n . 1297, k. 72 i nast. (15 w s i w o k o l i c a c h Płocka).

niedz-

Diecezjalne
Winni -

�156

ANDRZEJ

WOZNIAK

w 15 wsiach p a r a f i i Winnickiej dokonano n a podstawie Regestru
parafianów Winnickich...
z 1.783 r. Regestr... zawiera w p r a w d z i e i n f o r m a c j e
dokładne, ale jednocześnie jednostronne, bo dotyczące wyłącznie s t r u k ­
t u r y i liczebności r o d z i n chłopskich bez określenia wielkości czy cho­
ciażby k a t e g o r i i i c h gospodarstw.
W s p o m n i a n o już, że dążąc do zwiększenia ilości pańszczyzny dwór
starał się osadzać młode małżeństwa chłopskie n a gospodarstwach wkrót­
ce po ślubie, n i e k i e d y n a w e t w b r e w i c h w o l i . Możliwość osadzenia n a
gospodarstwie zależała o d tego, czy dwór posiadał rezerwę w o l n e j z i e m i
i wystarczającą ilość środków m a t e r i a l n y c h n a zagospodarowanie mło­
dego małżeństwa, t j . danie m u załogi, zasiewku, w y r e m o n t o w a n i e l u b
n a w e t w y b u d o w a n i e b u d y n k u mieszkalnego i gospodarczych. Największe
możliwości w t y m względzie miały oczywiście dobra należące do m a g n a t e r i i i bogatej szlachty — najmniejsze — szlachty cząstkowej, co mogłoby
tłumaczyć n i e w i e l k i odsetek r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h w dobrach n i e b o r o w s k i c h i stosunkowo w y s o k i w e wsiach z okolic Płocka. Z k o l e i f a k t ,
że w starostwie b o l i m o w s k i m r o d z i n y wielopokoleniowe występowały
częściej niż w dobrach n i e b o r o w s k i c h , można p r z y n a j m n i e j częściowo
tłumaczyć niechęcią właścicieli ziemskich do większych i n w e s t y c j i w d o ­
b r a c h dzierżawionych.
Zastanawiając się n a d zagadnieniem częstotliwości występowania r o ­
d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h , d l a uproszczenia n i e wydzieliłem dotychczas
r o d z i n gospodarujących z j e d n y m l u b d w o j g i e m s t a r y c h rodziców. D l a
uzupełnienia dodać j e d n a k należy, ¿e w większości przypadków najstar­
szą generację reprezentowało t y l k o jedno z rodziców — najczęściej m a t ­
k a l u b teściowa.
W y d a j e się jednak, że sam f a k t nieporównanie rzadszego niż w cza­
sach pouwłaszczeniowych występowania r o d z i n y w i e l o p o k o l e n i o w e j ńie
jest najważniejszy. W i e l e p r z e m a w i a za t y m , że sam m o d e l t a k i e j r o ­
d z i n y znacznie różnił się o d tego, j a k i znamy z końca X I X w . i początków
X X . Inaczej układały się w niej s p r a w y związane z k i e r o w a n i e m gospo­
d a r s t w e m , i n n a była pozycja poszczególnych j e j członków. Wśród odno­
t o w a n y c h w źródłach r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h j e d y n i e w n i e l i c z n y c h
p r z y p a d k a c h gospodarzami b y l i przedstawiciele najstarszej generacji.
N a t e m a t s y t u a c j i młodego małżeństwa mieszkającego wspólnie z r o ­
d z i c a m i kierującymi gospodarstwem m a m y j e d y n i e k i l k a skąpych p r z e ­
kazów źródłowych, przeważnie ze wschodniej części ówczesnego w o j .
mazowieckiego, zawierających w z m i a n k i dotyczące i n d y w i d u a l n e g o m i e ­
n i a młodej p a r y (przede w s z y s t k i m b y d ł a ) i o d r a b i a n i a przez nią za
7

8

7

Liber

8

W i e ś K o s t k i w z i e m i n u r s k i e j , r. 1788, Z rontem

szawę
s.

baptisatorum

(zeznania

216; w .

oskarżonych

Czerzniewo

s y g n . 86, k. 58.

et mortuorum...

(wł.

z

lat

kapituły

k. 21 i n a s t .
1787-1794),
płockiej),

marszałkowskim

opr. Z .

przez

War­

Turska, Warszawa

1961,

r. 1780, Liber

revisionum...,

ADP,

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE W X V I I I

157

W.

rodziców pańszczyzny , a więc w y k o n y w a n i a prac najcięższych. N i e
miało t o j e d n a k c h a r a k t e r u „wysługiwania" gospodarstwa — n i e będą­
cego przecież własnością rodziców — było t o raczej w y c z e k i w a n i e n a
moment, k i e d y rodzice n i e będą już z d o l n i do jego prowadzenia. Ponie­
waż jednak, j a k w y n i k a z o m a w i a n y c h wcześniej materiałów źródłowych,
w większości r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h gospodarzami b y l i młodzi mał­
żonkowie, przekazywanie i m gospodarstwa musiało następować przeważ­
nie wkrótce po ślubie. Ciekawą wzmiankę o p r z e k a z y w a n i u gospodar­
stwa zięciowi zawiera księga r e w i z j i dóbr kapituły pułtuskiej: „Stanisław
K a n i a osiadł chałupę po W a l e n t y m Kobusie, którego m a córkę za sobą
i r o l i d l a niego ustąpił... t y l k o z pszczół ż y j e " .
9

l 0

W w a r u n k a c h w s i pańszczyźnianej, k i e d y gospodarstwo w r a z z więk­
szością i n w e n t a r z a żywego i m a r t w e g o stanowiło własność d w o r u , jego
p r z e k a z y w a n i e było przede w s z y s t k i m przenoszeniem n a dzieci p r a w a
do zarządzania n i m . Były gospodarz, o i l e mieszkał nadal w r a z z dziećmi,
pozostawał n a i c h łaskawym chlebie l u b , jeżeli siły m u jeszcze n a t o
pozwalały, starał się znaleźć, j a k ów W a l e n t y Kobus, i n n e źródło u t r z y ­
mania. W sprawach gospodarstwa mógł s y n o w i czy zięciowi najwyżej
coś doradzić, lecz n i e rządzić — okres jego aktywności gospodarczej
kończył się w r a z z utratą pełni sił fizycznych, a więc znacznie wcześniej
niż w e w s i pouwłaszczeniowej, k i e d y trwał o n jeszcze wówczas, g d y o j ­
ciec — właściciel gospodarstwa, w y k o n y w a n i e większości robót p r z e k a ­
zywał dzieciom, sobie pozostawiając przede w s z y s t k i m zarządzanie n i m .
J . R u t k o w s k i w s w o i c h Studiach
nad położeniem włościan w Polsce
w XVIII
w. wyróżnia d w a sposoby wchodzenia w posiadanie gospodar­
s t w a : „przez swojego r o d z a j u odziedziczenie, na co musiał w p r o s t l u b
milcząca zgodzić się dwór, albo przez nadanie ze d w o r u " . Podkreślić
należy, że nadane m u gospodarstwo chłop musiał przyjąć w r a z ze wszyst­
k i m i związanymi z n i m powinnościami, choć n i e j e d n o k r o t n i e n i e był
w stanie i m podołać. Szczególnie t r u d n a była n p . sytuacja gospodarstwa
objętego przez n i e d a w n o ożenionego parobka, posiadającego n i e w i e l e wła­
snego d o b y t k u i środków m a t e r i a l n y c h , koniecznych do zagospodarowa­
n i a się. Trudności, które napotkało n o w o założone gospodarstwo, wiązały
się n i e t y l k o z niedostatkiem narzędzi, i n w e n t a r z a i pieniędzy, lecz
również — a może n a w e t przede w s z y s t k i m z b r a k i e m t a k i e j ilości rąk
do pracy, która wystarczałaby do odrobienia pańszczyzny i p r a c y w e
własnym gospodarstwie.
u

• W.
oskarżają.

K r z e c z k o w o -W y b r a n o w o ,
Wieś

osiemnastowieczna

z.

nurska,

w

mrokach

r.

1758, Z .

kronik

Turska,

sądowych,

Oskarżeni

Warszawa

I960,

s. 79.
1 0

W . Górki, r. 1779, Liber

1 1

J. Rutkowski,

1956, s. 171.

revisionum...,

Studia

z dziejów

A D P , s y g n . 86, k. 22. .
wsi polskiej

XVI-XVHI

w.,

Warszawa

�158

ANDRZEJ

WOZNIAK

Trudności związane z zagospodarowaniem rozwiązywało w pewnej
mierze, choć n i e całkowicie, t z w . zapomaganie przez dwór. Rodzinie
przydzielano przeważnie chałupę i b u d y n k i gospodarcze, n i e zawsze
zresztą n o w e czy chociażby w y r e m o n t o w a n e . Dawano ziarno n a zasiewek
i t z w . załogę zróżnicowaną p o d względem wielkości w różnych dobrach.
W j e d n y c h ograniczała się ona do siły pociągowej (para wołów), w i n ­
n y c h dawano również konie, bydło, świnie, podstawowe narzędzia r o l ­
nicze. N i e zawsze jednak^ dwór przydzielał załogę jednocześnie z gospo­
d a r s t w e m , n i e k i e d y zaś dawał ją n a początek niepełną. N a w e t w w y p a d k u
o t r z y m a n i a całej załogi w j e j najbardziej rozbudowanej f o r m i e , n o w e
gospodarstwo mogło jeszcze przez p e w i e n czas odczuwać niedostatek
niektórych narzędzi, sprzętów czy i n w e n t a r z a . W p r z y p a d k u młodej
r o d z i n y złożonej z dwóch osób najbardziej wszakże i s t o t n y m pozostawał
p r o b l e m siły roboczej. W początkowym okresie własne gospodarstwo
wymagało szczególnie dużych nakładów pracy. Pola długo n i e u p r a w i a n e ,
często zarośnięte były k r z e w a m i czy n a w e t lasem, a t y l k o w niektórych
dobrach trzebiono j e n a koszt d w o r u . Jeżeli n a w e t były u p r a w i a n e za
opłatą t z w . czynszu zagonowego przez i n n y c h użytkowników, t o n i e d b a ­
ła u p r a w a doprowadzała j e do takiego wyjałowienia, że przez dłuższy
czas jeszcze n i e dawały plonów choćby zbliżonych do przeciętnych .
W niektórych dobrach chłop musiał sam l u b n a własny koszt dokonać
r e m o n t u b u d y n k u mieszkalnego i gospodarczych, jeżeli były one w złym
stanie. Oczywiście oprócz tego gospodarstwo musiało jeszcze odrabiać
pańszczyznę i świadczyć szereg i n n y c h powinności na rzecz d w o r u .
N i e k i e d y (ale wiadomości na t e n t e m a t są rzadkością) z w a l n i a n o mło­
d y c h gospodarzy n a krótki okres z połowy pańszczyzny, a w wyjątko­
w y c h w y p a d k a c h , w p i e r w s z y m r o k u n a w e t z całej . W niektórych
dobrach młodych gospodarzy zaliczano początkowo do niższej k a t e g o r i i ,
z c z y m wiązał się m n i e j s z y w y m i a r pańszczyzny. W dobrach łęczeszyck i c h Bazylego Walickiego młodzi (bezdzietni l u b mający małe dzieci)
gospodarze zaliczani b y l i przeważnie do k a t e g o r i i zagrodników, co ozna­
czało j e d y n i e mniejszą, w porównaniu z k m i e c i a m i i wyłącznie pieszą
pańszczyznę oraz b r a k załogi, gdyż wielkość gospodarstwa była t a k a sama
i wynosiła 1 w ł ó k ę . B r a k niestety danych, n a podstawie których można
byłoby stwierdzić, j a k i okres dawano t a m chłopom n a zagospodarowanie
się p r z y zmniejszonej pańszczyźnie. W l a t a c h 5 0 - t y c h X V I I I w . w e w s i
12

13

u

15

1 2

N p , w d o b r a c h W a l i c k i c h c z y Radziwiłłów.

1 3

P o r . n p . artykuł z „Monitora" pt. Uciążliwe,

danych...,

[...]

Próby

reform

włościańskich

w

niesprawiedliwe

Polsce

XVIII

wieku.

powinności
Wybór

pod­
źródeł,

w y d . S . Inglot, W r o c ł a w 1952.
1 4

O t a k i e j p r a k t y c e w s p o m i n a i n w e n t a r z s t a r o s t w a piaseczyńskiego z r o k u 1722,

A G A D , A r c h . G o s p . W i l a n o w s k i e — A n t e r i o r a 165.
15

Inwentarz

dóbr

Lęczeszyc,

Woli

i Wólki,

osiadłości

ich załóg i majątków..., z r. 1785, A G A D , A r c h . M.W.I A/115.

poddaństwa,

powinności,

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W XVIII

W.

159

Jeziora (w końcu stulecia stanowiącej własność B . Walickiego), okres
t e n n i e przekraczał prawdopodobnie 3 l a t .
Rozwiązywanie p r o b l e m u n i e d o s t a t k u siły roboczej przez n a j e m cze­
l a d z i n i e j e d n o k r o t n i e przekraczało możliwości młodych gospodarzy. Cze­
l a d z i trzeba było n i e t y l k o płacić, sprawiać przyodziewek, ale i dbać
° 3 J wyżywienie bardziej niż w w y p a d k u członków własnej r o d z i n y .
Ponieważ do o d r a b i a n i a pańszczyzny wysyłano przeważnie czeladź, zda­
rzało się, że p o b i c i przez ekonoma parobcy opuszczali służbę. O trudnoś­
ciach z u t r z y m a n i e m czeladzi w gospodarstwie chłopskim pisał w b r o ­
szurze O poddanych
polskich
J . P a w l i k o w s k i : „ G d y kmieć m a czworo
l u b pięcioro dzieci, czeladź wysławszy n a pańszczyznę, z swoją familią
może w czasie zaorać, w czasie zasiać, w czasie sprzątnąć. N i e c h n i e m a
dzieci, n a i c h miejsce czeladź trzymać m u s i , a co kosztuje czeladź i prze­
t o ubożeje... Dzieci wybaczą w niedostatku, czeladź się dopomina w s w y m
czasie" .
1 6

e

11

T a k więc dopiero odpowiednio „ludna" r o d z i n a chłopska mogła p o ­
dołać w s z y s t k i m obowiązkom pańszczyźnianym i utrzymać własne go­
spodarstwo. Posiadanie dzieci było wśród ludności w i e j s k i e j n i e t y l k o
obowiązkiem wynikającym z u t r w a l o n y c h przez tradycję, a jednocześnie
głoszonych przez Kościół poglądów n a Istotę małżeństwa, ale także k o ­
niecznością gospodarczą. Chociaż w i n w e n t a r z a c h dóbr n a ogół bardzo
s k r u p u l a t n i e o d n o t o w y w a n o ilość dzieci w poszczególnych rodzinach
chłopskich, t o j e d n a k przydatność t y c h d a n y c h do naszych celów jest
dosyć ograniczona. Są to b o w i e m dane mówiące j e d y n i e o liczbie dzieci
w rodzinie w momencie sporządzania inwentarza, a więc j e d y n i e w p e w ­
nej fazie j e j r o z w o j u , n i e zaś n a przestrzeni całego czasu t r w a n i a mał­
żeństwa. Zresztą n a w e t i one n i e są pełne, gdyż większość i n w e n t a r z y
w y k a z u j e j e d y n i e potomstwo mieszkające a k t u a l n i e z rodzicami. P o m i ­
jane są n a ogół dzieci oddane n a służbę, pożenieni synowie, p o w y d a w a n e
za mąż c ó r k i .
N a podstawie t y c h niepełnych danych możemy wyciągnąć pewne
w n i o s k i dotyczące wielkości r o d z i n chłopskich i l i c z b y dzieci mieszka­
jących z rodzicami. Materiały źródłowe z I I połowy X V I I I w . pozwalają
wnioskować, że przeciętna liczba członków r o d z i n y zamieszkujących
1S

1 6

w

W

r o k u 1759 p o p r z e d n i

właściciel J e z i o r y , M . Wyszyński t a k pisał do b r a t a

liście dotyczącym n o w o osadzonego

chłopa: „przychodzi do m n i e żaląc się żem

go podał n a t r z y d n i [odrobku — A . W.], co być n i e mogło, ponieważ n i e z a s i a n o m u
tylko n a d w a dni... J e s z c z e tedy t e n K a l i x t n i e może być do t r z y d n i o w e j pociągniony
roboty póki r o k t r z e c i n i e w y n i j d z i e i z a s i e w k u należytego n i e odbierze i załogi...",
A G A D , A r c h . M . W. I A/57, r. 1759.
"
1 8

Próby

reform...,

s. 123.

Dokładniejsze d a n e n a t e m a t dzietności kobiet, śmiertelności niemowląt i d z i e ­

c i , można byłoby p r a w d o p o d o b n i e uzyskać p r z e z szczegółową analizę z a c h o w a n y c h
ksiąg p a r a f i a l n y c h , a l e w y m a g a ł o b y to o s o b n y c h studiów.

�160

ANDRZEJ

WOZNIAK

w j e d n y m gospodarstwie wynosiła wówczas około 4 osób. Różnice między
d o b r a m i należącymi do różnych k a t e g o r i i własności -ziemskiej z trzech
województw m a z o w i e c k i c h są stosunkowo n i e w i e l k i e . W należących do
Radziwiłłów dobrach n i e b o r o w s k i c h (ziemia sochaczewska) przeciętna
ilość osób w rodzinie chłopskiej wynosiła 3 , 7 1 - W k l u c z u łyszkowickim
Księstwa Łowickiego (dobra a r c y b i s k u p s t w a gnieźnieńskiego) — 3,86,
w s k i e r n i e w i c k i m — 3,64, a w zduńskim — 3,98 . Nieco wyższa była
przeciętna w k l u c z u łęczeszyckim należącym do B . Walickiego (ziemia
czerska) — 4,31 , czy w składających się z p a r u w s i i położonych w zie­
m i zakroczymskiej dobrach strzembowskich — 4 , 3 4 . Stosunkowo n a j ­
liczniejsze były r o d z i n y chłopskie w 15 wsiach szlachty cząstkowej z oko­
l i c Płocka, gdzie przeciętna ilość osób w rodzinie wynosiła około 4,63 .
Przeciętna d l a w s z y s t k i c h -dóbr ilość dzieci w rodzinie wynosiła około 2.
19

го

21

22

2S

i Najniższa była w dobrach n i e b o r o w s k i c h — 1,72, nieco wyższa
w t r z e c h kluczach Księstwa Łowickiego: w łyszkowickim — 2,0, w s k i e r ­
n i e w i c k i m — 1,96, zduńskim — 2,0, wsiach z okolic Płocka — 2,35,
w dobrach strzembowskich 2,40 i w dobrach łęczeszyckich — 2,60 ?*.
Znacznie większe różnice i t o w obrębie j e d n y c h dóbr w y s t ę p o w a ł y
między r o d z i n a m i chłopskimi poszczególnych k a t e g o r i i . T a k n p . w dob­
r a c h n i e b o r o w s k i c h przeciętnie w rodzinie kmiecej osadzonej t a m n a
1 włóce było 4,91 osób, dzieci zaś 2,74, w rodzinie zagrodniczej (1/2 w ł ó ­
k i ) odpowiednio 4,29 i 2,26, w komorniczej (łącznie z rzemieślnikami)
3,08 i 1,35. Podobne różnice między poszczególnymi k a t e g o r i a m i wystę­
powały również w dobrach łęczeszyckich i strzembowskich. W dobrach
n i e b o r o w s k i c h najczęściej występowała rodzina k m i e c a z 2 dzieci, a zagrodnicza i k o m o r n i c z a z 1 d z i e c k i e m . Wśród k m i e c y c h , częściej niż
w p r z y p a d k u pozostałych k a t e g o r i i , występowały r o d z i n y wielodzietne.
N p . r o d z i n y posiadające 3-5 dzieci stanowiły w t e j g r u p i e około 4 5 % ,
w k a t e g o r i i zagrodników 3 9 % , a wśród komorników j e d y n i e około 1 5 % .
25

19

Inwentarz

dóbr

nieborowskich

w roku

1788 sporządzony, A G A D

Arch. R a ­

dziwiłłów z N i e b o r o w a ( A k t a G o s p . S t a r s z e ) p. 30 I I n w e n t a r z e . •
3 0

J. Topolski,

arcybiskupstwa

Położenie

gnieźnieńskiego,

i walka

Inwentarz

dóbr

Łęczeszyc,

22

Inwentarz

dóbr

Strzembowa

23

Liber

21

klasowa

cfitopóio го

XVIII

w. w

dobrach

W a r s z a w a 1956.
Woli

i Wólki...

z r. 1785, A G A D ,

A r c h . M . W.

I

A/115.
baptisatorum

z r. 1759, C a s t r . Z a c r o c z . r e i . 61, k. 676-694.

et mortuorum...

ABP,

s y g n . 1297, k . 72 i n a s t . P o d o b n a

była s y t u a c j a , choć ze względu n a fragmentaryczność

danych trudno

t u operować

dokładnymi l i c z b a m i , w e w s i a c h d r o b n e j i cząstkowej s z l a c h t y n a w s c h o d n i m

Ma­

zowszu.
2 4

P o r . p r z y p i s 20-22.

2 6

W

wypadku

r o d z i n z a g r o d n i c z y c h występuje z j a w i s k o

t z w . bimodalności, t j .

j e d n a k o w o często występują w tej g r u p i e r o d z i n y z j e d n y m i z t r o j g i e m
wskazywałoby, że zbiorowość j e s t n i e j e d n o r o d n a .

dzieci, co

R o d z i n y z 1 d z i e c k i e m to p r a w ­

dopodobnie chłopi n i e d a w n o o s a d z e n i n a g o s p o d a r s t w a c h .

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE W X V I I I

161

W.

Rodziny z 6 i więcej dziećmi występowały n i e m a l wyłącznie w k a t e g o r i i
k m i e c i , zaś bezdzietne najczęściej wśród komorników.
Zastanówmy się, j a k i e były p r z y c z y n y t y c h różnic. W rodzinach
k m i e c y c h zapotrzebowanie n a siłę roboczą było większe niż w i n n y c h ,
zarówno ze względu na większe gospodarstwo własne, j a k i wyższy w y ­
m i a r pańszczyzny. Córki i synowie k m i e c i przeważnie pozostawali
w związku z t y m w r o d z i c i e l s k i m gospodarstwie i rzadziej szukali służby
u i n n y c h gospodarzy czy w e dworze. Wśród zagrodników zapotrzebo­
w a n i e na siłę roboczą było nieco mniejsze, a ponadto więcej było r o d z i n
prawdopodobnie n i e d a w n o osadzonych, t j . młodych małżeństw, bezdziet­
n y c h l u b z niewielką ilością małych dzieci. Prawidłowość t a k a występuje
znacznie wyraźniej niż w dobrach nieborowskich, w starostwie b o l i m o w ­
s k i m i k l u c z u łęczeszyckim.
4

Stosunkowo najłatwiej, j a k się wydaje, wyjaśnić można mniejszą
przeciętnie ilość dzieci w k a t e g o r i i komorników. Były t o z jednej s t r o n y
r o d z i n y przeważnie niepełne — głównie w d o w y z dziećmi l u b samotne,
z d r u g i e j zaś n i e t y l k o n i e istniała t a m gospodarcza konieczność z a t r z y ­
m y w a n i a dzieci w domu, lecz na odwrót, koniecznością było oddawanie
ich, nieraz bardzo wcześnie, n a służbę.
Wspomniano już, że obliczona n a podstawie d a n y c h źródłowych prze­
ciętna ilość dzieci w rodzinach chłopskich n i e odzwierciedla w pełni s t a n u
faktycznego. Wziąwszy p o d uwagę, że źródła n i e wykazują na ogół dzieci
przebywających poza gospodarstwem rodziców przyjąć należy, że p r z e ­
ciętna t a była nieco wyższa.
Na t e m a t l i c z b y urodzeń n i e d y s p o n u j e m y żadnymi d a n y m i , ale p r a w ­
dopodobnie była ona n i e mniejsza niż w I I połowie X I X w . Znacznie
natomiast wyższa, ze względu n a fatalne w a r u n k i higieniczne, niedoży­
w i e n i e i częste występowanie chorób epidemicznych, była śmiertelność
niemowląt i d z i e c i . Sprawa t a wiąże się z zagadnieniem o p i e k i n a d
niemowlętami, i c h żywienia, zabiegów h i g i e n i c z n y c h i p r o f i l a k t y c z n y c h
mających n a celu uniknięcie schorzeń, t j . całym szeregiem czynności n a ­
leżących do f u n k c j i p r o k r e a t y w n y c h r o d z i n y . W X V I I I - w i e c z n y c h źród­
łach z t e r e n u Mazowsza wiadomości tego r o d z a j u b r a k n i e m a l zupełnie.
W l i t e r a t u r z e publicystycznej tego okresu możemy znaleźć j e d y n i e parę
fragmentów mówiących w sposób ogólnikowy o w a r u n k a c h higienicz­
n y c h , w j a k i c h przychodziły n a świat i wychowywały się dzieci chłop26

2 8

E k s p a n s j a demograficzna,

w s z y s t k i m z e zmniejszającą
konsekwencją

j a k a nastąpiła po uwłaszczeniu,

się śmiertelnością

pewnego polepszenia

wiąże się

się w a r u n k ó w

bytowych

w s i polskiej,

s z y m n a s i l e n i e m e p i d e m i i itp. Np. w l a t a c h 1768-1908 ludność M a z o w s z a
się p o n a d d w u k r o t n i e , t j . z 1,8 do 3,7 m i n mieszkańców (por. I.
A.

Zahorski,

J. Łukasiewicz,

1526-1914, W a r s z a w a 1968, s. 277).
11 — E t n o g r a f i a P o l s k a X X I I I

Cztery

przede

niemowląt i d z i e c i , co z k o l e i j e s t

wieki

Mazowsza.

mniej­

zwiększyła

G i e j s z t o r o w a ,
Szkice

z

dziejów

�162

ANDRZEJ

WOZNIAK

skie, o b r a k u o p i e k i n a d n i m i ze s t r o n y przeciążonych pracą r o d z i c ó w .
Sporo i n f o r m a c j i o w y c h o w a n i u dzieci w p i e r w s z y m okresie i c h życia
podaje K i t o w i c z , ale j e d y n i e n i e w i e l k a i c h część odnosi się do dzieci
chłopskich. Podobnie j a k współcześni m u publicyści, w s p o m i n a m . i n .
K i t o w i c z o b r a k u o p i e k i n a d dziećmi w rodzinach chłopskich* o i c h
n i e z d r o w y m i n i e h i g i e n i c z n y m , nawet według ówczesnych pojęć, ż y w i e ­
n i u . Stosunkowo bogate materiały do interesującego nas zagadnienia
zawierają p u b l i k o w a n e dotychczas j e d y n i e w n i e w i e l k i c h f r a g m e n t a c h
prace A d a m a Bućkiewicza. Wiadomości w n i c h zawarte, oparte n a o b ­
serwacjach autora z początku l a t 3 0 - t y c h X I X w., a uzupełnione m a t e ­
riałami z e b r a n y m i w l a t a c h 1856-1863 pochodzą głównie z mieszanych
pod względem e t n i c z n y m , polsko-białoruskich terenów w okolicach So­
k ó ł k i . N a prace Bućkiewicza, choć n i e dotyczą one bezpośrednio M a ­
zowsza, powołamy się t u przede w s z y s t k i m dlatego, że materiały tego
r o d z a j u z okresu przeduwłaszczeniowego są rzadkością, niezależnie o d
t e r e n u z jakiego pochodzą. Zresztą, j a k można stwierdzić n a podstawie
współczesnych badań etnograficznych, pod względem k u l t u r o w y m t e r e n
t e n n i e w y k a z u j e z b y t w i e l k i c h różnic w stosunku do obszarów w s c h o d ­
niego Mazowsza.
27

2 8

29

W e w s i t r a d y c y j n e j kobieta w i e j s k a w okresie ciąży przestrzegać m u ­
siała w i e l u nakazów i zakazów mających zabezpieczyć z d r o w i e i pomyśl-

2 7

D o c i e k a w s z y c h należy f r a g m e n t

dzeń nowe
„Chłopek

roztrząsanie

do reformy

zaś od m o m e n t u

z anonimowej

rządu krajowego

urodzin

w

jednej

b r o s z u r y pt. Starych

służące, w y d a n e j

z bydlętami

uprze­

w r o k u 1790:

smrodliwej

chowa

się

rzadko

po

c h a c i e , czołgając się po z i e m i w i d z i t y l k o króliki l u b d o m o w e p t a c t w o ,

skończonym r o k u matkę, a d a l e k o m n i e j ojca, bo tego n o c s z a r a z d o m u n a p a ń ­
szczyznę wypędza, a n o c z n o w u c i e m n a upadłego z p r a c y n a siłach n a m o m e n t a l n y
s p o c z y n e k p r o w a d z i . I t a k o w o najprzód d z i e c k o poddańca przepędziwszy w e łzach
i

samotnej

nędzy p i e r w s z e

szczerze w

domu

w i e k u s w o j e g o c h w i l e , p r z y c h o d z i aż do l a t 7 ; t u już

r o d z i c o m albo k r e w n y m posługiwać z a c z y n a , a l e najwięcej

w i s k i e m t r z o d y zajęty zostaje", Próby
2 8

J. K i t o w i c z ,

Opis

reform...,

obyczajów

past­

s. 158.

za panowania

Augusta

III,

opr. R . P o l l a k ,

W r o c ł a w , 1951, s. 67-68.
2 9

Fragmenty

ników

(rękopis

w

z niedrukowanych
Bibliotece

skich

do

ich usamowolnienia

wała

L.

Oknińska,

prac

Adama

Bućkiewicza,

prac

Polskiej

w

(rękopis w

Wychowanie

Książka

Bućkiewicza
i Obrazki

Bibliotece P A N

dzieci

„Przegląd

s. 599-605 (określenie „litewski" w

A.

Paryżu)

chłopów

stanu
w

Krakowie)

pańszczyźnianych

Historyczno-Oświatowy",

dla

włościan

rol­
litew­

opubliko­
w

świetle

R . 1 3 : 1970, n r 4,

t y t u l e o z n a c z a t u białoruski —

fragmentów p r a c Bućkiewicza, L . Oknińska podaje nieco wiadomości

A . W.).

Oprócz

biograficznych

o s a m y m a u t o r z e : A . Bućkiewicz

(1810-1895) pochodził z d r o b n e j s z l a c h t y z o k o l i c

Krynek

na Uniwersytecie

koło

Sokółki. Studiował

chcąc ( j a k p r z y p u s z c z a Oknińska)
udziału ' w p o w s t a n i u l i s t o p a d o w y m ,
r o b e k u chłopów

Wileńskim.

W

roku

1831 n i e

prawdopodobnie z p r z y c z y n ideologicznych

pańszczyźnianych w

mości wykorzystał w s w o i c h p r a c a c h .

brać

przerwał s t u d i a i p r z e z r o k pracował j a k o p a ­
s w o i c h o k o l i c a c h . Z e b r a n e wówczas

wiado­

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE W

XVIII

163

W.

ność j e j samej i dziecka. Liczne opisy ćwiczeń i czynności magicznych
związanych z t y m okresem zawiera X I X - w i e c z n a i późniejsza l i t e r a t u r a
etnograficzna. Niektóre z n i c h zachowały się zresztą do czasów obecnych.
Wierzenia i p r a k t y k i tego rodzaju były niewątpliwie bardzo rozpowszech­
nione również w czasach pańszczyźnianych, z t e r e n u Mazowsza n i e p o ­
siadamy j e d n a k żadnych przekazów źródłowych n a t e n t e m a t .
P r z y porodzie f u n k c j e położnej, t a k w X I X w . j a k i w okresie wcześ­
niejszym, spełniały powszechnie — j a k pisze K i t o w i c z — starsze, d o ­
świadczone k o b i e t y , t z w . „baby". Po przecięciu pępowiny kąpano n i e ­
mowlę w ciepłej wodzie z d o d a t k i e m w y w a r u z ziół i o w i j a n o w p i e l u c h y .
Przez pierwsze parę d n i kąpiel powtarzano codziennie, później coraz
rzadziej. Kąpanie dziecka było początkowo obowiązkiem babki-położnej,
po p a r u d n i a c h robiła t o sama m a t k a l u b piastunka.
3 0

„Zaraz

od u r o d z e n i a

—

p i s z e dalej

Kitowicz —

dziecię kładziono do k o l e b k i ,

w i e l e r a z y c h c i a n o , a b y spało, kołysano go, a w dzień to m u i kołysząc śpiewano,
a b y prędzej usnęło. T a k n a u c z o n e dziecię i n a c z e j n i e usnęło, c h y b a długim płaczem
zmordowane,
kondycji

g d y go

l u b ubogich

n i e miał

k t o kołysać,

j a k się

to trafiało

rodziców, g d y m a t k a p o d k a r m i w s z y

dzieciom

go piersią, s a m a

prostej
pracą

z a t r u d n i o n a , l a d a gdzie d z i e c k o porzuciła, c z a s e m n a p o l u w bruździe p r z y żniwie,
zasłoniwszy go s n o p k i e m od słońca" .
s t

Według Bućkiewicza z c h r z c i n a m i nowo narodzonego dziecka n i e wią­
zały się w czasach pańszczyźnianych żadne szczególne uroczystości. N a
rodziców chrzestnych w y b i e r a n o gospodarzy z t e j samej w s i mających
„pewne znaczenie p o d względem zamożności i k o n d u i t y " . Mężczyźni n i e
przywiązywali większej w a g i do obowiązków k u m a .
„...

kobiety

powinowactwa.
z

kumą

nadawały

kumie

pewny

przywilej

w

rodzaju

pokrewieństwa

—

Duchowieństwo k a t o l i c k i e wyrobiło d l a k u m ó w t e n p r z y w i l e j . K u m

nie mogli

wchodzić w

związki

małżeńskie. Jeśli r o d z i c e

dziecka

pomrą,

n a d sierotą przejmują opiekę r o d z i c e c h r z e s t n i . Jeśli dziecię z a m r z e , m a t k a c h r z e s t ­
n a j e s t w obowiązku towarzyszyć p o g r z e b o w i . K i e d y zaś m a t k a c h r z e s t n a u m r z e , z a
j e j trumną obowiązana jest iść j e j córka c h r z e s t n a . M a t k a

r o d z o n a kobietę i męż­

czyznę trzymających

kumą albo k u m e m . T o

jej dzieci do chrztu zowie

i c h swoją

k u m o s t w o zbliża te kobiety i r o b i j e zawisłymi od s i e b i e " .

P r z y s p o t k a n i u w karczmie k u m o w i e częstowali się nawzajem, n a co
dzień k u m a n i e mogła odmówić k u m i e pożyczenia sprzętów, narzędzi i t p .
P r z y o d r a b i a n i u n o r m o w a n e j pańszczyzny, kobieta, która wcześniej skoń­
czyła robotę, starała się pomóc k u m i e . Również córka chrzestna pracując
n p . w żniwa n a d w o r s k i m p o l u obok m a t k i chrzestnej po zżęciu swojego
zagonu czuła się w obowiązku j e j dopomóc. Wracającej z j a r m a r k u matce
chrzestnej wypadało przynieść małemu chrześniakowi czy chrześniaczce

3 0

ski,
8 1

O niektórych w i e r z e n i a c h związanych z o k r e s e m ciąży p i s z e
Kultura

ludowa

XVII

i XVIII

К i t o w i с z, op. cit, s. 66.

w. na ziemiach

Polski

B.

środkowej,

B a r a n o w ­
Łódź 1971.

�164

ANDRZEJ

WOŻNIAK

gościniec w postaci n p . obwarzanka. K i e d y chrześniacy żenili sią, w i n n i
b y l i zaprosić n a wesele rodziców c h r z e s t n y c h .
D l a młodej r o d z i n y chłopskiej n i e mieszkającej z rodzicami, czy ro^
dzeństwem — a t a k i e sytuacje były n a w s i mazowieckiej najczęstsze —
opieka n a d małymi dziećmi stanowiła dosyć poważny p r o b l e m . Wynajęcie
dziewczyny, którą można b y wysłać zamiast gospodyni n a własne czy
pańskie pole, przekraczało często możliwości młodych gospodarzy. O w i e ­
l e łatwiejsze było wynajęcie p i a s t u n k i do dzieci, które t o funkcje, speł­
niały k i l k u n a s t o l e t n i e , n i e k i e d y i młodsze d z i e w c z y n k i . Obowiązki t a k i e j
p i a s t u n k i były zresztą n i e s k o m p l i k o w a n e i polegały głównie n a huśtaniu
dziecka w kolebce czy n a rękach i śpiewaniu kołysanek. K a r m i e n i e dziec­
ka, a najczęściej także i p r z e w i j a n i e należało do m a t k i , która musiała
znaleźć wolną chwilę, a b y o d czasu do czasu zajrzeć do niego. A b y
uchronić niemowlę o d t z w . „przełamania" przez nieletnie p i a s t u n k i czy
wywoływanej długotrwałym płaczem p r z e p u k l i n y pępkowej, o w i j a n o j e
ściśle o d stóp do r a m i o n długim płóciennym pasem . O d m o m e n t u , k i e d y
dziecka n i e k a r m i o n o już wyłącznie piersią, jadło ono t o samo co rodzice:
32

33

„ubogie m a t k i i proste

chłopianki

dzieciom s w o i m

co s a m e jadły: groch, kapustę, k l u s k i , przeżuwając
dząc d m u c h a n i e m . Niektóre m a t k i , j a k i

pchały toż s a m o

wprzód w s w o j e j

trunek same

w

gębę,

gębie i s t u ­

piły, n a przykład

gorzałkę,

takiego i dziecięciu kosztować podawały mając to u p r z e d z e n i e , że gdy tego t r u n k u
kosztować będzie z dzieciństwa, p o t e m
to w i e l k a n i e p r a w d a :

g d y dorośnie brzydzić się n i m będzie. A l e

w y r a s t a l i z t a k i c h d z i e c i główni [tj. w i e l c y — A . W.]

pijacy

i pijaczki" .
3 4

Odzież k i l k u l e t n i c h dzieci w i e j s k i c h składała się zazwyczaj wyłącznie
z k o s z u l i i resztek znoszonej odzieży dorosłych, „a p o w i e l u miejscach —
w s p o m i n a dalej K i t o w i c z — napatrzeć się można było dzieci l a t dziesiątka
dorastających, chłopców i dziewczyn, nagich j a k p a s t e r n a k i wedle pieca
stojących, albo w zimie po lodzie.ślizgających się" .
3S

F u n k c j e wychowawcze r o d z i n y chłopskiej wiążą się ściśle z obsługą
gospodarstwa stanowiącego podstawę j e j egzystencji. W y c h o w a n i e dziec­
k a w sensie najbardziej ogólnym, t j . w p a j a n i a m u e l e m e n t a r n y c h n a w y ­
ków i uczenia m o w y , zaczyna się już w p r a w d z i e w okresie niemowlęcym,
jednakże niezbędną do życia w w a r u n k a c h gospodarki chłopskiej wiedzę
i n a w y k i p r o d u k c y j n e łącznie z n o r m a m i m o r a l n y m i i zasadami postę­
powania, p r z y s w a j a sobie dziecko chłopskie w procesie pracy. Odnosi
się t o w równej mierze do w s i pouwłaszczeniowych j a k i do pańszczy­
źnianych. W e w s i pańszczyźnianej jednakże proces w y c h o w a n i a dziecka

Książka dla

8 3

Obrazki

z życia

dzieci

Wychowanie

dzieci...,

włościan...).

Tamże, s. 69.

s. 602 (fragment

z pracy

B u ć k i e w i ­

rolników).

Oknińska,

" K i t o w i c z ,
35

Wychowanie

Oknińska,

3 !

cza,

op. cit., s. 67-68.

s. 603 (fragment

pracy

Bućkiewicza,

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE W X V I I I

165

W.

ściślej jeszcze ograniczał się do r a m r o d z i n y i społeczności l o k a l n e j . Rza­
dziej uczestniczyli w n i m obok rodziców dziadkowie, ale niewątpliwie,
w p r z y p a d k u r o d z i n w i e l o p o k o l e n i o w y c h , o d g r y w a l i znaczną rolę. Koś­
ciół, j a k wspomniano wcześniej, odgrywał wówczas w t e j dziedzinie rolę
stosunkowo niewielką . Szkolnictwo parafialne n a naszym terenie i s t n i a ­
ło raczej w t e o r i i niż w p r a k t y c e i j a k o c z y n n i k w y c h o w a w c z y n i e miało
żadnego znaczenia. W żadnej z przeszło 200 w s i mazowieckich, w sto­
s u n k u do których d y s p o n u j e m y materiałami źródłowymi, n i e udało się
stwierdzić istnienia czynnej szkółki p a r a f i a l n e j .
'
Wśród tego, co p i s a l i n a t e m a t w y c h o w a n i a dzieci chłopskich w cza­
sach pańszczyźnianych ksiądz P i o t r Šwitkowski, a u t o r podręczników r o l ­
n i c z y c h i p u b l i c y s t a z I I połowy X V I I I w., czy c y t o w a n y już wcześniej
A d a m Buckiewicz, w y b i j a się na p l a n p i e r w s z y zagadnienie p r z y g o t o w a ­
n i a do zawodu r o l n i k a . Obaj też podkreślają wyłącznie p r a k t y c z n y cha­
r a k t e r tej n a u k i . P. S w i t k o w s k i stwierdza пр., że chociaż chłop uczy się
r o l n i c t w a od wczesnej młodości:
36

„ale pospolicie n i e u c z y się o n więcej, j a k t y l k o roboty

ręcznej i m a n i p u l a c j i :

powiedzą m u , a b y pole różnych czasów orał, a b y różne g a t u n k i zboża j e d n o t a k ,
drugie

inaczej

zasiewał

i

żeby

bydłu

pewnych

czasów

koniecznie

jeść

dawał;

n a u c z y się p o t e m rozeznawać rośliny, które służą bydłu, a które m u szkodzą i w i e
które m u dawać, a

które

odrzucać. A l e n i e w i e p r z y c z y n , c z e m u się to i

owo

d z i e j e t y m , a n i e i n n y m sposobem. I n i e m a , to c z a s u , to ochoty, a j e s z c z e częściej
sposobności, żeby mógł i c h dociec. N i e postępuje o n t e d y d a l e j
a

odbywa

swoje

gospodarskie

roboty,

t a k j a k się

nauczył,

w tej wiadomości

n i e myśląc,

ani nie

próbując n i g d y c z y b y n i e mógł robić lepiej i z większym d l a siebie z y s k i e m " .
3 7

Znacznie bardziej szczegółowo pisze o sposobach wdrażania chłopaka
wiejskiego do różnych czynności gospodarskich A . Bućkiewicz. S t w i e r d z a
o n n a wstępie, że w y c h o w a n i e chłopców było „praktyczne i zastosowane
do przyszłości i warunków życia, pośrodku których będzie zostawać", n a ­
stępnie zaś o m a w i a różnego rodzaju prace i umiejętności gospodarskie,
których chłopiec w k o l e j n y c h okresach swego życia musiał się nauczyć.
T a k więc n p . już p a r o l e t n i chłopcy pasali owce i trzodę chlewną. W czasie
„pasionki" u c z y l i się o d nieco starszych od siebie pastuchów skręcać
bicze, robić f u j a r k i , koszyki, p l e c i o n k i ze świeżej słomy, z których szyto
następnie kapelusze n a lato d l a całej r o d z i n y . Nieco starsi chłopcy rąbali
d r e w n o n a opał, r o b i l i miotły, jeździli z ojcem pilnować nocą pasących
się n a wspólnym p a s t w i s k u k o n i . W p r a w i a l i się t a m do nocnego c z u w a ­
nia, obehodzenia się z końmi, i c h pętania i t p . W t y m okresie chłopcy u c z y l i
się także o d ojców bronowania, grabienia siana i u s t a w i a n i a go w k o p k i ,
posługiwania się sierpem i kosą. Następną, dużo trudniejszą umiejętnością,
M

O

niedostatkach w y c h o w a n i a

J. P a w l i k o w s k i ,
87

Wybór

religijnego

w b r o s z u r z e : O poddanych

wiadomości

gospodarskich,

skiego w W a r s z a w i e 1786, s. 2-3.

dzieci
polskich,

t. I , d o k o n a n y

chłopskich

pisze

również

1788, b.m., s. 48-49.
przez X . Piotra

Switkow-

�166

ANDRZEJ

WOŻNIAK

'której ojciec uczył syna, była orka. P r z y nauce w s z y s t k i c h t y c h c z y n ­
ności ojciec n i e dawał s y n o w i żadnych wskazówek teoretycznych, gdyż
sam tego rodzaju w i e d z y n i e posiadał:
„każe t y l k o patrzyć, j a k o n t r z y m a kosę, j a k u j m u j e rękojeść sochy, j a k k i e r u j e
koniem

l u b wołami

zaprzężonymi

do s o c h y . Chłopak

wpatruje

się w e

wzór,

jest w robotę o j c a i próbuje t y c h s a m y c h robót, i t a k długo p o w t a r z a s w o j e

to

próby,

aż ją j a k o t a k o dokona. W s z e l a k o ojciec m i m o niezdolności wyłożenia teorii, jednakże
wskazuje synowi, n a c z y m dobra
się potrzeba,

a b y z roboty

rolnej

o r k a , dobre cięcie t r a w y kosą zależy, o co starać
można

spodziewać

się należytego

pożytku.

On

n i e wytłumaczy a g r o n o m i c z n i e , dlaczego się o d w r a c a r o l a i każda cząstka m u s i być
odwrócona, ażeby była zdolną do w y d a n i a
odwróceniu s k i b y n i e p o w i n n y

obfitego p l o n u , a l e m u z a l e c i , że p r z y

być c a l i k i , to j e s t r o l a n i e n a r u s z o n a sochą i n i e

odwrócona. Toż s a m o i p r z y n a u c e w s z e l k i c h robót g o s p o d a r s k i c h " .

W t e n sam sposób chłopak uczył się reperować, a 'niekiedy r o b i e
niektóre narzędzia i sprzęty, naprawiać chałupę czy b u n d y n k i gospodar­
skie . Całą konieczną d l a przyszłego samodzielnego prowadzenia go­
spodarstwa wiedzę nabywał zatem przez p r z y p a t r y w a n i e się p r a c y ojca,
krewnego' czy sąsiada i naśladowanie i c h , a to, w j a k i m s t o p n i u wszystkie
te czynności opanował, zależało już o d jego i n d y w i d u a l n y c h zdolności.
Podobnie p r a k t y c z n y charakter miało w y c h o w a n i e dziewcząt. „ R o ­
dzice o d n a j p i e r w s z y c h d n i dziecka sposobią je, jeśli to jest d z i e w c z y n ­
k a — pisał Bućkiewicz — n a przyszłą matkę, żonę i gospodynię w go­
spodarstwie w i e j s k i m " . W y c h o w a n i e m dziewcząt zajmowała się przede
w s z y s t k i m m a t k a . O n a też, l e d w o dziecko zaczynało chodzić i mówić
uczyła j e pacierza. N i e w i e l e później m a t k a zaczynała uczyć córkę n a j ­
prostszych czynności związanych z opieką n a d niemowlętami, o c z y m
szerzej wspomniano już wcześniej. Oprócz o p i e k i n a d młodszym rodzeń­
s t w e m do obowiązków k i l k u l e t n i e j d z i e w c z y n k i , podobnie j a k i chłopca,
należało pasienie wołów i t r z o d y c h l e w n e j . W nieco późniejszym okresie,
czynności gospodarskie, w których dzieci pomagały rodzicom, zróżnico­
wały się coraz wyraźniej n a męskie i kobiece. W lecie n p . m a t k a uczyła
córkę pielenia w ogrodzie, zimą przędzenia l n u i k o n o p i , później zaś żęcia
zboża sierpem i grabienia siana, w i e c z o r a m i zaś — t k a n i a ; początkowo
rzeczy o najprostszych splotach, j a k n p . k r a j k i , następnie zaś bardziej
s k o m p l i k o w a n y c h , j a k płótno czy t k a n i n y wełniane. Później dziewczyna
uczyła się f a r b o w a n i a przędzy, szycia koszul, t r u d n i e j s z y c h prac zwią­
z a n y c h z oporządzaniem i c h o w e m d r o b i u i t r z o d y chlewnej i t p . Poważ­
n y m bodźcem do p r z y s w a j a n i a sobie możliwie szybko różnych umiejęt­
ności gospodarskich były z jednej s t r o n y pochwały starszych, z d r u g i e j
zaś żarty i k p i n y rówieśników, a szczególnie rówieśnic, z t y c h , którzy
n i e p o t r a f i l i t y c h czynności opanować .
38

1

S9

Oknińska,
Oknińska,

Wychowanie
Wychowanie

dzieci...,
dzieci...,

s. 604-605

(Bućkiewicz,

Obrazki...).

s. 603-604

(Bućkiewicz,

Obrazki...).

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE W X V I I I

167

W.

Dotychczas mówiliśmy głównie o t e j części procesu wychowawczego,
która wiązała się z p r z e k a z y w a n i e m w i e d z y ściśle związanej z gospo­
d a r s t w e m . Zarówno sposoby t r a n s m i s j i — charakterystyczne zresztą d l a
w s z y s t k i c h t z w . k u l t u r t r a d y c y j n y c h , j a k i same treści k u l t u r o w e były
podobne do t y c h , które z n a m y z okresu pouwłaszczeniowego; jednakże
treści te były j e d y n i e częścią bagażu k u l t u r o w e g o , j a k i przekazywano
dzieciom w procesie w y c h o w a n i a . Wspomniano już wcześniej, że wiedzę
i n a w y k i p r o d u k c y j n e przyswajało sobie dziecko chłopskie łącznie z n o r ­
m a m i m o r a l n y m i , zasadami postępowania i sposobem bycia. W e w s i
pańszczyźnianej n a d całą sferą zachowań i n o r m m o r a l n y c h w znaczniej­
szy sposób zaciążyło poddaństwo, a stosunek chłopa do d w o r u znalazł
również odbicie w sposobie w y c h o w a n i a dzieci.
W Obrazkach
stanu włościan... pisze Bućkiewicz, że dziecko chłop­
skie o d najwcześniejszego dzieciństwa straszono w d o m u panem.
G d y płakało „grożono m u , że oto p a n p r z y c h o d z i i ciebie zabierze. K i e d y podrósł,
biegał po u l i c y i b a w i ł się z rówieśnikami, n a to hasło »pan idzie!« i c h o j c o w i e
i m a t k i k r y l i się do c h a t y i w całej w s i powstawała j a k b y t r w o g a . I l e r a z y e k o n o m
stanąwszy p o d o k n e m krzyknął: »masz iść do pana!« widziała d z i a t w a cały kłopot
s w e g o o j c a i całą trwogę s k u t k i e m t a k i e g o w e z w a n i a w y w o ł a n ą . N i c t e d y
że położenie poddanego włościanina zrobiło c h a r a k t e r jego s k r y t y m ,
i' c h y t r y m . Ż e

zaś k a j d a n y

skuwały

którzy n o s i l i siermięgę i o d b y w a l i
solidarność. P o t r z e b a

wszystkich w

jednym

natężeniu, w s z y s t k i c h

pańszczyznę, więc też wyrodziła się między n i m i

i c h nagliła do o b r o n y

wspólnej

można było widzieć, j a k m a t k a i ojciec p r a c o w a l i
zrobić s k r y t y m i p r z e d

dziwnego,

podejrzliwym

każdym, k t o c h o d z i w

od wspólnych w r o g ó w . Stąd
nad swoimi

dziećmi, a b y i c h

s z l a c h e c k i m odzieniu...".

G d y n p . zjawił się w e w s i ksiądz, dzieci chłopskie dotąd odnosiły
się do niego z zaufaniem, dopóki n i e zaczął mówić „ o p a n u , o dworze,
0 i c h ekonomie — w n e t w całej gromadzie można było dostrzec r a p t o w ­
ną zmianę" .
W Książce dla rolników Bućkiewicz zastanawiając się n a d p r z y c z y ­
n a m i , z p o w o d u których chłop poddany n a w e t w e własnym gospodarstwie
p r a c u j e niechętnie i niedbale, dochodzi do w n i o s k u , że w i n i e n jest t e m u
sam system pańszczyźniany:
40

„ w którym włościanie zapominają o t y m , co mają sobie d a n e od d w o r u , a t y l k o
rachują

swoją

pracę. Ż e zaś z a nią n i e biorą zapłaty w

gotowiźnie, więc

łatwo

nabierają tego p r z e k o n a n i a , że każdy z n i c h robotę w e d w o r z e d a r m o robi, a z a t e m
że może ją a b y j a k odrobić. Z w y k l e
powania

młodszych

fałszywym

nawet

p r a c o w i t y c h do niedbałego w y k o n y w a n i a
dości p r z y

robotach

s t a r z y zachęcają

rzeczy wystawieniem

postę­

umieją

nakłonić

pańszczyzny. T a k zaś uwykając

od m ł o ­

pańszczyźnianych, włościanin

1 pracowitszym u siebie w

do t a k o w e g o

z łatwością

nasz nie umie

czynnościach około własnego

być p i l n i e j s z y m

gospodarstwa" .
4o

Zasada, że na pańskim można i należy pracować niedbale, wpajana
przez starszych młodszemu p o k o l e n i u , była j e d n y m ze sposobów o b r o n y
4 0

Oknińska,

41

Tamże, s. 601.

Wychowanie

dzieci..., s. 600-601.

�168

ANDRZEJ

WOŹNIAK

chłopa wobec systemu pańszczyźnianego. Pracując b o w i e m „pod w y m i a ­
r e m " n a pańskim od świtu do zmierzchu, poddany musiał w pracę wkła­
dać j a k n a j m n i e j wysiłku, a b y uniknąć całkowitego fizycznego w y c z e r ­
pania. Przekazywanie młodszym przez starców u t r w a l o n y c h w i c h p a ­
mięci wiadomości n a t e m a t wymiarów obowiązków pańszczyźnianych,
granic gruntów chłopskich, d a w n y c h korzystniejszych d l a w s i m i a r , w o ­
bec częstych z m i a n n a niekorzyść w s i , j a k i e w t e j dziedzinie zachodziły,
spełniało podobną r o l ę . I l u s t r a c j e stanowić t u mogą zeznania s t u l e t ­
niego przeszło Matjasza Szczepaniaka ze w s i Ziąbki w Księstwie Łowic­
k i m , występującego j a k o świadek w sporze o łąkę graniczną, j a k i zaist­
niał między administracją k l u c z a kompińskiego Księstwa Łowickiego
a starostą b o l i m o w s k i m . Szczepaniak twierdząc, że łąka należy do Ziąbek,
wspomniał o istniejących t a m niegdyś, a później rozoraných kopcach
granicznych. P y t a n y , skąd o n i c h w i e , opowiedział j a k jego s t r y j , równie
długowieczny j a k o n sam, w i e l o k r o t n i e pokazywał m u miejsce, gdzie były
owe kopce, mówiąc k t o i k i e d y j e zaorał i przykazywał m u , a b y sobie
to wszystko zapamiętał .
Poruszając zagadnienie r o l i l u d z i s t a r y c h w procesie w y c h o w a n i a
dzieci dotknąłem jednocześnie szerszego zagadnienia: i c h a u t o r y t e t u
w k u l t u r z e chłopskiej. A u t o r y t e t t e n o p a r t y był n a i c h stosunkowo d u ­
żym w w a r u n k a c h k u l t u r y chłopskiej zasobie w i e d z y t r a d y c y j n e j , d o ­
świadczeń i obserwacji o charakterze gospodarczym i społecznym, n a ­
g r o m a d z o n y m w ciągu długich l a t życia. Charakterystyczne, że w okresie,
którym się zajmujemy, ze względu n a ograniczoną n i e t y l k o w k u l t u r z e
chłopskiej rolę pisma, oddziaływanie a u t o r y t e t u l u d z i s t a r y c h w y k r a ­
czało często poza r a m y społeczności w i e j s k i e j . P r z y r e w i z j i i n w e n t a r z y
„na g r u n c i e " , t j . w e w s i , w sporach o granicę, t a k i c h j a k wyżej w s p o m ­
n i a n y , n a pamięć w i e j s k i c h starców n i e j e d n o k r o t n i e powoływali się rów­
nież właściciele ziemscy. W X V I I I w . świadectwo l u d z i s t a r y c h , cieszą­
cych się w s w o i m środowisku powszechnym poważaniem, poparte p r z y ­
sięgą, posiadało w w i e l u w y p a d k a c h wagę n i e mniejszą od d o k u m e n t u
pisanego. Właśnie dzięki t e m u m o g l i o n i odgrywać pewną rolę j a k o
obrońcy interesów w s i w j e j sporach z dzierżawcami czy d w o r s k i m i o f i ­
cjalistami.
N i e o m a w i a m t u szerzej zagadnienia autorytetów w k u l t u r z e chłop­
skiej, któremu zresztą w l i t e r a t u r z e etnograficznej
poświęcono w i e l e
m i e j s c a . Chodziło j e d y n i e o zwrócenie u w a g i n a p e w n e c h a r a k t e r y 42

43

44

4 2

Por. W.

4 8

AGAD,

K u l a , Miary
Arch.

i ludzie,

Radziwiłłów

z

W a r s z a w a 1970.
Nieborowa

—

Akta

Gosp.

(Starsze),

p. 4 - 5 ,

r. 1750.
s

4 4

grafia

Por. np. J . S. B y s t r o ń ,
Polski,

d y c y j n a , [w:]

Warszawa
Studia

Kultura

ludowa,

Warszawa

1947, s. 6-8, K . D o b r o w o l s k i ,

nad życiem

społecznym

1947; t e n ż e ,

Etno­

Chłopska k u l t u r a t r a ­

i kulturą, W r o c ł a w 1966, s. 89-90.

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE W X V I I I

169

W.

styczne d l a okresu pańszczyźnianego treści, których nosicielami b y l i l u ­
dzie starzy i które p r z e k a z y w a l i w procesie w y c h o w a n i a młodszemu p o ­
koleniu.
RODZINA

A

GOSPODARSTWO

W p r a c y o rodzinie w i e j s k i e j n a terenie K u r p i o w s k i e j Puszczy Z i e ­
lonej D . M a r k o w s k a p r z y j m u j e , że r o d z i n a osiąga fazę pełnego r o z w o j u
na etapie, k i e d y „jej s t r u k t u r a jest już określona, a baza gospodarcza
u s t a b i l i z o w a n a " . W t r a d y c y j n e j rodzinie k u r p i o w s k i e j z przełomu X I X
i X X w . etap t e n przypadał n a okres 15 do 20 l a t p o z a w a r c i u małżeń­
stwa. R o z m i a r y gospodarstwa i jego wyposażenie osiągały wówczas swój
p u n k t szczytowy. Okres rozrodczości był już w zasadzie zakończony, a d o ­
rastające i dorosłe, bezżenne dzieci w większości przypadków pozosta­
wały jeszcze w e wspólnocie gospodarczej i domowej z r o d z i c a m i . W o k r e ­
sie t y m małżonkowie u z y s k i w a l i pełnię samodzielności gospodarczej, t z w .
p r a w o własności w s t o s u n k u do z i e m i i zagrody oraz p r a w o k i e r o w a n i a
gospodarstwem, a rodzina spełniała wobec swoich członków najszerszy
zakres zadań. Poza f u n k c j a m i gospodarczymi szczególnie ważne i w i e l o ­
stronne były j e j f u n k c j e zabezpieczające i wychowawcze; z okresem t y m
wiązała się m i a n o w i c i e konieczność zapewnienia środków u t r z y m a n i a
s t a r y m rodzicom, p r z y g o t o w a n i a wyposażenia materialnego d l a dzieci
mających wstąpić w związki małżeńskie. Posiadając zazwyczaj dużą l i c z ­
bę dzieci o znacznej rozpiętości w i e k u rodzina pełniła w t y m okresie
zarówno elementarne f u n k c j e opiekuńcze, j a k i w y c h o w a w c z e w pełnym
tego słowa znaczeniu oraz f u n k c j e kształcenia z a w o d o w e g o .
Nasuwa się p y t a n i e , czy fazę pełnego r o z w o j u r o d z i n y chłopskiej w e
w s i pańszczyźnianej wyznaczały te same m o m e n t y , co w e w s i pouwłaszczeniowej? Objęcie gospodarstwa przez młodą rodzinę, j a k już w s p o m ­
niano, następowało wówczas przeważnie wkrótce p o z a w a r c i u związku
małżeńskiego. Używam t u t a k nieprecyzyjnego określenia, gdyż p r a w o
decydowania o momencie przekazania czy objęcia gospodarstwa n i e leżało
w k o m p e t e n c j i r o d z i n y chłopskiej, lecz należało do d w o r u i było uzależ­
nione od jego a k t u a l n y c h potrzeb i możliwości gospodarczych.
Przejęcie gospodarstwa przez młode małżeństwo n i e było wówczas,
t a k j a k w e w s i pouwłaszczeniowej, poprzedzone w i e l o l e t n i m „wysługi­
w a n i e m " go u rodziców, n a w e t jeśli o n i b y l i tego gospodarstwa d o t y c h ­
czasowymi posiadaczami. Przeważnie odbywało się ono w t r y b i e j e d n o ­
razowego a k t u ze s t r o n y d w o r u — nadania czy raczej nakazu objęcia
gospodarstwa, w r a z z pełnym p r a w e m do k i e r o w a n i a n i m . W 2-3 l a t a
po jego objęciu rodzina otrzymywała całkowitą, ale dosyć zróżnicowaną
w poszczególnych dobrach co do wielkości załogę, która w myśl i n t e n c j i
45

M a r k o w s k a ,

Rodzina

wiejska...,

s. 138-139.

�170

ANDRZEJ

WOŻNIAK

d w o r u w i n n a w r a z z d o b y t k i e m własnym chłopa stanowić wyposażenie
jego gospodarstwa. Jednakże, jeśli n a w e t p r z y j m i e m y , że w r a z z o t r z y ­
m a n i e m załogi następował rzeczywiście etap pewnej stabilizacji bazy
m a t e r i a l n e j r o d z i n y , to ze względu n a zapoczątkowany dopiero okres
rozrodczości, nieustabilizowana pozostawała j e j sytuacja demograficzna,
co w k o n s e k w e n c j i oznaczało niewystarczającą d l a jednoczesnej p r a c y w e
własnym gospodarstwie i o d r a b i a n i a pańszczyzny ilość siły roboczej.
O p r o b l e m i e t y m oraz o s k u t k a c h ekonomicznych, które powodowała
w gospodarstwie chłopskim konieczność wynajęcia czeladzi pisaliśmy już
szerzej w p o p r z e d n i m rozdziale. Ponieważ osiągnięcie stabilizacji demo­
graficznej określone jest c z y n n i k a m i b i o l o g i c z n y m i i m a miejsce n a j ­
wcześniej kilkanaście l a t po z a w a r c i u małżeństwa, faza pełnego r o z w o j u
r o d z i n y chłopskiej w okresie pańszczyźnianym następowała znacznie póź­
n i e j , niż objęcie przez nią gospodarstwa.
Sytuacja, w której rodzina chłopa pańszczyźnianego n i e stanowiła
jeszcze pełnego zespołu roboczego, a b r a k siły roboczej musiała uzupeł­
niać n a j m e m czeladzi, powodowała n i e j e d n o k r o t n i e zachwianie równowagi
gospodarstwa. Z d a w a l i sobie z tego sprawę p r z y n a j m n i e j niektórzy p r z e d ­
stawiciele szlachty folwarcznej i w dobrach, gdzie chłopi d z i e l i l i się n a
k i l k a k a t e g o r i i — n p . k m i e c i , zagrodników, chałupników, komorników —
na gospodarstwach k m i e c y c h , obciążonych wysoką, n i e k i e d y sześciodnio­
wą pańszczyzną s t a r a l i się osadzać chłopów mających dorosłe, zdolne do
pracy dzieci .
Charakterystyczną notatkę n a t e n t e m a t zawierają r a c h u n k i z eko­
n o m e m w s i Belsk, należącej do B . Walickiego. Sprawa dotyczyła n i e j a ­
kiego K a z i m i e r z a Korczaka, którego m i a n o osadzić na gospodarstwie.
M i e j s c o w y wójt zaręczał za n i m „że może być d o b r y m gospodarzem, bo
m a b r a c i do służby z d a t n y c h i dzieci m u nadrastają" . W większości
j e d n a k w s i m a z o w i e c k i c h w X V I I I w . ó w podział n a kategorie n i e był
z b y t mocno r o z b u d o w a n y . Chłopi d z i e l i l i się zazwyczaj n a „gospodarzy"
(osadzonych przeważnie n a 1/2 włóki — „półwłóczników") i komorników,
a osadzania i c h w zależności od wielkości i s t r u k t u r y r o d z i n y , n a różnych
p o d względem obszaru i obciążeń pańszczyźnianych' gospodarstwach, n i e
p r a k t y k o w a n o . W y d a j e się ponadto, że tego r o d z a j u postępowanie c h a 4 6

47

48

4 6

P r z e z stabilizację b a z y m a t e r i a l n e j r o d z i n y chłopskiej r o z u m i e m y t u j e d y n i e

m o m e n t , w którym j e s t już o n a wyposażona w niezbędne środki p r o d u k c j i , co n i e
o z n a c z a j e s z c z e osiągnięcia s t a b i l i z a c j i gospodarczej.
4 7

„... K m i e c i a m i p e w n i e

panowie

zastawiać

się będą,

a l e jakichże

ludzi n a

k m i e c i wybierają — pisał J . P a w l i k o w s k i w b r o s z u r z e „ O p o d d a n y c h p o l s k i c h " —
oto którzy d z i e c i mają dorosłe, bo i n a c z e j odrabiając d w o j g i e m l u d z i i d w o j g i e m p a r
sprzężaju

przez

cały

tydzień

niewystarczyłby

sobie

na

siebie",

Próby

reform...,

s. 123.
N o t a do rachunków z p. C z a r n o c k i m , e k o n o m e m
1800, A G A D , A r c h . M . W . I A/35.
4 8

bełskim a d 24 j u n i i

anno

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W XVIII

171

W.

r a k t e r y s t y c z n e było raczej d l a większych i stosunkowo dobrze zagospo­
d a r o w a n y c h dóbr. Średnia i d r o b n a szlachta mazowiecka, posiadająca
niewielką ilość poddanych, dążyła przede w s z y s t k i m do uzyskania możli­
w i e największej ilości „ d n i " pańszczyźnianych, bez względu n a dalsze
konsekwencje. Konsekwencją zaś osadzania n a obciążonych wysoką pań­
szczyzną gospodarstwach młodych, n i e posiadających wystarczającej, ilości
rąk do p r a c y r o d z i n było, częste w dobrach o bardziej r o z b u d o w a n y m
podziale chłopów n a kategorie, zjawisko t z w . „opadania" — n p . k m i e c i
do k a t e g o r i i zagrodników , a w większości w s i m a z o w i e c k i c h po p r o s t u
podupadania gospodarstw chłopskich, i c h pustoszenia i zbiegostwa chło­
pów.
49

Przejdę teraz do omówienia f u n k c j i r o d z i n y chłopskiej w fazie peł­
nego r o z w o j u . Jej f u n k c j e p r o k r e a t y w n e były już wówczas w zasadzie
zakończone. P o m i n i e m y t u również rozległe w t y m okresie zadania w y ­
chowawcze r o d z i n y , które omówiono w p o p r z e d n i m rozdziale, i o g r a n i ­
c z y m y się do f u n k c j i zabezpieczających i gospodarczych.
Wśród f u n k c j i zabezpieczających do najważniejszych należą te, które
mają n a celu zabezpieczenie członkom r o d z i n y e l e m e n t a r n y c h potrzeb
w zakresie pożywienia, warunków p r a c y i odpoczynku, p r z y g o t o w a n i e
dzieciom zabezpieczenia n a przyszłość oraz zapewnienie u t r z y m a n i a sta­
r y m r o d z i c o m ustępującym z gospodarstwa.
W e w s i pouwłaszczeniowej do najważniejszych zadań r o d z i n y chłop­
skiej należało p r z y g o t o w a n i e dzieciom zabezpieczenia n a przyszłość, przede
w s z y s t k i m zaś wyposażenie dzieci wstępujących w związki małżeńskie.
D o elementów tego wyposażenia poza gotówką należały: ziemia, b u d y n k i
mieszkalne i gospodarcze, i n w e n t a r z żywy i m a r t w y , sprzęty domowe,
odzież i ozdoby, pościel i t p .
W pańszczyźnianej w s i mazowieckiej X V I I I w., j a k wiadomo, ziemia,
a przeważnie również i zabudowania, n i e stanowiły własności chłopa,
nie mogły zatem być przekazywane p o t o m s t w u . Znaczną, a n i e k i e d y
przeważającą część wyposażenia osadzonej n a gospodarstwach r o d z i n y
stanowił ż y w y i m a r t w y i n w e n t a r z d a w a n y i m przez dwór w r a m a c h
załogi. W niektórych p r z y p a d k a c h własnością d w o r u były n a w e t pewne
e l e m e n t y bardzo wówczas skromnego wyposażenia d o m u mieszkalnego
5 0

4 9

„ G d y kmieć n i e m a d z i e c i , n a i c h m i e j s c e czeladź trzymać m u s i , a co k o ­

s z t u j e czeladź, i przeto ubożeje, i n a zagrodników mienią się",
ski,
5 0

O poddanych
Prawo

takie

polskich,

mieli jedynie

z a k u p n y c h . Jednakże i w
administracja

[w:] Próby

reform...,

nieliczni

tym wypadku

klucza skierniewickiego w

J.

P a w l i k o w ­

s. 123.

na Mazowszu

posiadacze

gospodarstw

b y w a ł o ono p r z e z d w ó r o g r a n i c z a n e . N p .
Księstwie

Łowickim

zabroniła

w

I I po­

łowie X V I I I w . t a m t e j s z y m chłopom z a k u p n y m d a w a n i a w posagu ról i łąk córkom
wychodzącym z a mąż do S k i e r n i e w i c i „wsi p o s t r o n n y c h " , por. c y t o w a n y już I n ­
wentarz generalny miast i wsiów w
G o s p . P r y m . P o n i a t o w s k i e g o 92, r. 1772.

całym k l u c z u s k i e r n i e w i c k i m . . . A G A D ,

Arch.

�172

ANDRZEJ

WOŻNIAK

(np. ławy, p r y m i t y w n e stoły „krzyżaki"). W sumie wyposażenie, j a k i e
m a z o w i e c k i chłop pańszczyźniany mógł dać dzieciom wstępującym
w związki małżeńskie, ograniczało się do jednej l u b co najwyżej p a r u
sztuk i n w e n t a r z a żywego, odzieży, n i e k i e d y ozdób (np. k i l k u sznurów
k o r a l i ) , pościeli, p e w n e j , z reguły n i e w i e l k i e j ilości pieniędzy. P r a w d o ­
podobnie dawano również dzieciom narzędzia i sprzęty domowe, lecz
z t e r e n u Mazowsza, poza cytowaną już wcześniej wzmianką u Gołębiow­
skiego, n i e posiadamy n a t e n t e m a t żadnych wiadomości źródłowych.
Podkreślić j e d n a k należy, że w e w s i pańszczyźnianej n a w e t b r a k tego
dawanego przez rodziców wyposażenia, czy też niektórych jego elemen­
tów n i e uniemożliwiał młodemu małżeństwu objęcia nadanego przez dwór
gospodarstwa, chociaż n a pewno pogarszał jego sytuację gospodarczą
w p i e r w s z y m , szczególnie t r u d n y m okresie. W j e d n y m z artykułów za­
mieszczonych w „Monitorze" z 1767 r . z n a j d u j e m y następujące zdanie
n a t e n t e m a t : „Poddany co t y l k o ożeni się, n i e mający więcej majątku
swego, t y l k o n a sobie t o odzienie, które wysłużył p a r o b k i e m będąc, "zaraz
zwykł bywać do osiadania g r u n t u p r z y m u s z a n y " . Chociaż uogólnianie
tego r o d z a j u s y t u a c j i można p o p r o s t u uznać za jeden ze środków sto­
sowanych przez XVIII-wieczną publicystykę w walce o polepszenie s y ­
t u a c j i chłopa, to świadczy ono jednak, że t a k i e w y p a d k i się zdarzały.
51

1

W okresie pouwłaszczeniowym przejście s t a r y c h rodziców n a doży­
wocie i przekazanie przez n i c h dzieciom p r a w a własności do z i e m i i za­
g r o d y łączyło się zazwyczaj z uroczyście d o k o n y w a n y m odpisem n o t a ­
rialnym
Świadczenia dzieci n a rzecz przechodzących n a dożywocie
rodziców były n a ogół ściśle określone i obejmowały zapewnienie i m m i e ­
szkania, wyżywienia i odzieży. N a d wypełnianiem t y c h zobowiązań czu­
wała cała społeczność wioskowa, a w poważniejszych p r z y p a d k a c h i n t e r ­
weniował sołtys, n a j s i l n i e j s z y m jednakże a r g u m e n t e m s t a r y c h rodziców
wobec o p o r n y c h dzieci była groźba cofnięcia z a p i s u . P r a w o własności
do z i e m i i zagrody dawało zatem l u d z i o m s t a r y m w e w s i pouwłaszczen i o w e j gwarancję względnie zabezpieczonego b y t u w okresie, g d y n i e b y l i
już z d o l n i do p r a c y .
Tego r o d z a j u zabezpieczenia b y t u l u d z i s t a r y c h b r a k było w X V I I I -wiecznej w s i mazowieckiej, w której chłopi p r a w a do dysponowania
ziemią z reguły n i e posiadali. Jeśli n a w e t dzieci dawały r o d z i c o m dach
n a d głową i u t r z y m a n i e , co j e d n a k wcale n i e było regułą, to uzależnione
było t o j e d y n i e o d i c h dobrej w o l i i a k t u a l n e j s y t u a c j i m a t e r i a l n e j . N i e
działały t u żadne sankcje w r o d z a j u w y c o f a n i a zapisu gospodarstwa,
a i o p i n i a wioskowa, j a k się w y d a j e , n i e potępiała z b y t surowo t y c h ,
5 2

53

51

Próby

5 £

D.

kowskiej,
5 3

reform...,

s. 46.

M a r k o w s k a ,

Rodzina

W r o c ł a w 1964, s. 77; t e j ż e ,

Markowska,

Rodzina

w. środowisku
Rodzina

wiejska...,

wiejskim.

wiejska...,

s. 156-157.

Studium

s. 156.

wsi

podkra­

�MAŁŻEŃSTWA

CHŁOPSKIE

W XVIII

173

W.

którzy n i e b y l i w stanie utrzymać s t a r y c h rodziców. Biorąc p o d uwagę
niską wydajność gospodarstwa pańszczyźnianego, u t r z y m y w a n i e jednej
czy dwojga osób n i e z d o l n y c h do pracy, stanowić mogło d l a r o d z i n y chłop­
skiej poważne obciążenia, a n i e k i e d y wręcz przekraczać j e j możliwości.
Stosunkowo często spotykane jeszcze w X V I I w . po w s i a c h i miastecz­
k a c h t z w . „szpitale", spełniające rolę domów d l a starców, w X V I I I w .
znajdowały się w u p a d k u . Źródła z t e r e n u Mazowsza zawierają n i e k i e d y
w z m i a n k i o „włókach s z p i t a l n y c h " w niektórych wsiach, ale czynne
szpitale istniały wówczas przeważnie w miastach i miasteczkach -— n p .
Rawie, Sochaczewie, B o l i m o w i e . Szpitale te, nieliczne i stale cierpiące
n a b r a k funduszów, mogły zapewnić n a pół głodową egzystencję n i e ­
w i e l k i e j liczbie pensjonariuszy. Większość l u d z i s t a r y c h , o c z y m będzie
jeszcze m o w a , musiała o żebraczym k i j u szukać środków do życia.
1

5 i

F u n k c j e zabezpieczające r o d z i n y chłopskiej stanowiące w okresie p o uwłaszczeniowym jedno z j e j najważniejszych zadań, realizowane były
w znacznej mierze n a bazie p r a w a własności do ziemi. Wyraźne o g r a n i ­
czenie t y c h f u n k c j i w mazowieckiej w s i X V I I I w . wiązało się przede
w s z y s t k i m z f a k t e m , że chłop pańszczyźniany w większości wypadków
p r a w t a k i c h n i e posiadał oraz ze s k u t k a m i gospodarczymi, j a k i e t e n stan
rzeczy za sobą pociągał.
Wszystkie w y m i e n i o n e wcześniej f u n k c j e rodzina chłopska realizuje
w ścisłym związku z działalnością gospodarczą, stanowiącą podstawę
u t r z y m a n i a d l a j e j członków. T z w . t r a d y c y j n a r o d z i n a chłopska jest za­
razem wytwórcą i głównym k o n s u m e n t e m w y t w a r z a n y c h przez siebie
dóbr.
Charakteryzując gospodarkę t r a d y c y j n e j w s i k u r p i o w s k i e j przełomu
X I X i X X w . D . M a r k o w s k a określa ją j a k o „samowyżywieniową", t j .
taką, w której „rodzina chłopska p r o w a d z i w s w o i m gospodarstwie wszyst­
k i e te k i e r u n k i p r o d u k c y j n e , które dostarczają j e j niezbędnych a r t y k u ­
łów żywnościowych" . M i m o że podstawowe cechy t r a d y c y j n e j gospo­
d a r k i chłopskiej — połączenie zakładu p r o d u k c y j n e g o z r o d z i n n y m
gospodarstwem d o m o w y m czy też zasada „gospodarki samowyżywieniow e j " odnoszą się w ogólnej mierze również do w s i pańszczyźnianej, t o
gospodarstwo chłopa pańszczyźnianego w s w o i m sposobie f u n k c j o n o w a n i a
w y k a z u j e w i e l e cech specyficznych.
55

Gospodarstwo chłopskie w u s t r o j u folwarczno-pańszczyźnianym —
j a k pisze W . K u l a — było działką wyżywieniowo-reprodukcyjną. Podział
o w y c h f u n k c j i r e p r o d u k c y j n y c h między gospodarstwa różnych rozmiarów
był n a ogół nierównomierny. Powodowało to niechęć chłopów do o b e j ­
m o w a n i a większych gospodarstw, gdyż świadczenia, j a k i m i były one

54

Ilustracja

województwa

rawskiego

1789, w y d . Z . Kędzierska, W a r s z a w a 1971,

s. 4, 74, 148.
5 5

M a r k o w s k a ,

Rodzina

wiejska...,

s. 140.

�174

ANDRZEJ

WOZNIAK

obciążone, oraz ilość i n w e n t a r z a , jaką musiały utrzymywać, były t a k
w i e l k i e , że w rezultacie gospodarstwo t a k i e często n i e zapewniało użyt­
k o w n i k o m a n i wyższej stopy życiowej, a n i możliwości j a k i e g o k o l w i e k
„dorobku". „Nieodłączną cechą takiego gospodarstwa, p r z y uwzględnie­
n i u znacznych z r o k u n a r o k wahań wydajności pracy, musiało 'być
powstawanie nadwyżek w j e d n y m , a niedoborów w d r u g i m r o k u . W w y ­
p a d k u nadwyżek wszystko skłaniało do konsumpcyjnego i c h zużycia.
W w y p a d k u niedoborów — do prób przerzucenia n a dwór i c h cięża­
ru" .
5e

J a k widać już w t y c h k i l k u zdaniach, którymi W. K u l a rozpoczyna
rozważania n a t e m a t gospodarki chłopa pańszczyźnianego, dają się^zauważyć p e w n e j e j specyficzne cechy, a m i a n o w i c i e : poziom życia r o d z i n y
chłopskiej był wówczas uzależniony n i e t y l e od wielkości gospodarstwa,
co o d wysokości świadczeń, którymi było ono obciążone, zaś gospodar­
s t w o chłopskie, m i m o p e r m a n e n t n i e zachwianej równowagi, mogło f u n k ­
cjonować, przerzucając w l a t a c h gorszych część s w o i c h niedoborów n a
dwór. N i e trzeba udowadniać, że sytuacja w e w s i pouwłaszczeniowej
przedstawiała się całkowicie odmiennie. R o z m i a r y posiadanego gospodar­
s t w a stanowiły zasadniczy c z y n n i k określający sytuację materialną i spo­
łeczną r o d z i n y i ona też sama ponosiła konsekwencje w s z e l k i c h okreso­
w y c h wahań wielkości p r o d u k c j i tego gospodarstwa.
W.
Kula,
Teoria
s z a w a 1962, s. 70-71.
5 4

ekonomiczna

ustroju

feudalnego.

Próba

modelu,

War­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11130" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11108">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c31c9324d2ce10163c4d9fbba70c554.pdf</src>
        <authentication>7240f6101bcebdc51f040eb6521ce8c8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132728">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1755</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132729">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132730">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132731">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1625</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132732">
                <text>Przedmiejskie gry i zabawy. O czasie wolnym i świętowaniu na Gocławiu w dwudziestoleciu międzywojennym / ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132733">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48, s.221-252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132734">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132735">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132736">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132737">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132738">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132739">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I I : 2004, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

ANDRZEJ

WOŹNIAK

Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i P A N , Warszawa

PRZEDMIEJSKIE GRY I ZABAWY.
O CZASIE WOLNYM I ŚWIĘTOWANIU NA GOCŁAWIU
W DWUDZIESTOLECIU MIĘDZYWOJENNYM
I
Międzywojenny Grochów - największe z przyłączonych w 1916 r. do War­
szawy przedmieść, stanowił X V I I jej komisariat (okręg) i składał z kilku jedno­
stek osadniczych o różnym charakterze. Różniły się one strukturą zawodową
i charakterem związków z miastem, organizacją przestrzeni osadniczej i stop­
niem urbanizacji. Często towarzyszyło temu także zróżnicowanie etniczne i wy­
znaniowe. Lokalne społeczności międzywojennego Grochowa znajdowały się
na różnych etapach przemian: od zbliżonych do modelu kultury tradycyjnej do
najbliższych kulturze wielkomiejskiej. Do najbardziej wyróżniających się swoją
specyfiką części Grochowa należał Gocław, stanowiący swego rodzaju przed­
mieście przedmieścia (Woźniak 2002, s. 155-156).
Najwcześniej, bo już około połowy wieku XIX, swoją „drogę do miasta" roz­
poczęła ówczesna wieś Grochów, w dwudziestoleciu międzywojennym jeden
z najdynamiczniej rozwijających się rejonów Warszawy. Nieocenione znaczenie,
zarówno dla Grochowa, jak i dla całego komisariatu X V I I , a także dla terenów
sąsiednich, miała działalność założonej w latach 20-tych i do dziś istniejącej
Spółki Wodnej Obwodu Wawerskiego. Przeprowadzone przez nią prace melio­
racyjne pozwoliły w latach 30-tych zwiększyć tempo oraz zakres inwestycji
budowlanych i drogowych, którym towarzyszyły inwestycje komunikacyjne
i sanitarne. Okres kryzysu nie zahamował rozwoju budownictwa, zwłaszcza
indywidualnego, a nawet, ze względu na znaczne potanienie materiałów budo­
wlanych i robocizny, rozszerzył jego zakres (Wrzos 1985, s. 169-170). Odnoto­
wano również ogromny wzrost ludności dzielnicy, a zwłaszcza samego Grochowa
- dwukrotnie większy, niż np. na sąsiednim Targówku. Struktura zawodowa
mieszkańców Grochowa była bardzo zróżnicowana. Przytłaczającą większość
stanowili robotnicy, znaczący odsetek rzemieślnicy i kupcy; byli tu również
przedstawiciele wolnych zawodów, urzędnicy, przedsiębiorcy; stosunkowo
nieznaczna część mieszkańców utrzymywała się z rolnictwa. Zróżnicowany
był również Grochów pod względem etnicznym i wyznaniowym. Zdecydo­
waną większość stanowili wprawdzie Polacy wyznania rzymsko-katolickiego,
ale mieszkała tu również ludność żydowska (według danych spisu z roku 1931
było jej w skali całej dzielnicy około 6 proc), Niemcy, przeważnie ewangelicy
różnych wyznań, oraz ludność prawosławna.

�222

ANDRZEJ W O Ź N I A K

Położony wzdłuż głównej magistrali przedmieścia - ulicy Grochowskiej
- Witolin, pod względem struktury zawodowej, etnicznej i wyznaniowej podob­
ny był do Grochowa, ale ustępował mu znacznie obszarem i liczbą ludności.
Inna była też jego historia. Powstał na gruntach podmiejskiego folwarku i znacz­
nie później niż Grochów wszedł na drogę miejskiego rozwoju. „Obok Grochow­
skiej - pisał przed laty Jerzy Kasprzycki - głównymi ulicami Witolina były
Sulejkowska, Komorska, Kawcza i Osiecka. Pobudowali się tu w tandetnych
dworkach, willach, a nawet murowanych kamieniczkach, pierwsi obywatele,
którzy przybyli z podwarszawskich stron, gdy rozpoczęła się parcelacja dóbr
wiejskich, wcielonych do stolicy w 1916 roku. Przyłączyli się do nich rzemieślni­
cy, oficjaliści, kupcy z innych dzielnic, zachęceni niską ceną gruntów, dogodny­
mi warunkami kredytów. [...] Długo jeszcze poszczególne parcele rozpoznawano
według lokalnych nazw, utworzonych od imion i nazwisk nowych właścicieli:
„Tyburówek" od Władysława Tybury (Osiecka 15/17), „Janówka" od Jana
Staniszewskiego (Kawcza 28/30), „Zalina" od Chrystiana Sahla (Majdańska 2),
„Woczalówka" od Jana Woczala (Mniszewska 2) (Kasprzycki 1993, s.12).
Po odzyskaniu niepodległości, w latach 20-tych na Witolinie osiedlali się
przybysze „ze wszystkich stron Polski", z niezbyt odległego wschodniego Ma­
zowsza, „znad Mieni", ale również z Wielkopolski i z Galicji. Osiadali tu za­
chęceni możliwościami zarobków i kariery w stolicy. „Dla tamtych czasów
początku I I Rzeczypospolitej charakterystyczna była ich jakościowa przewa­
ga nad mieszkańcami Warszawy pod względem wykształcenia, kwalifikacji
zawodowych, znajomości języków obcych - swego rodzaju «europejskosci»".
(Kasprzycki 1998, s. 256).
Zupełnie inny, czysto inteligencki, charakter miało niewielkie osiedle zlokali­
zowane nieopodal Witolina, po drugiej stronie ulicy Grochowskiej. Osiedle to,
do dziś w całości zachowane, znajduje się w okolicy placu Szembeka. Składa się
z nieco ponad trzydziestu domków w charakterystycznym dla lat 20-tych „dwor­
kowym" stylu. W czasach, kiedy powstawało nazywano je Kolonią Praussa.
Jerzy Kasprzycki pisał o Kolonii Posłów i Senatorów PPS, dziś jednak nazw
tych nie zna już nikt, poza starszymi mieszkańcami kolonii. „Wille te, wzniesione
z własnych środków i kredytów bankowych - pisze J. Kasprzycki - zamieszki­
wali znani działacze lewicy społecznej okresu międzywojennego, m.in. sekretarz
generalny PPS - Frakcji Rewolucyjnej Kazimierz Pużak, pisarka Helena
Boguszewska, autorka popularnej wówczas powieści-reportażu Jadą wozy
z cegłą" (Kasprzycki 1998, s. 218). Kolonia powstała w połowie lat 20-tych mię­
dzy ulicami Chłopickiego, Boremlowską, Żółkiewskiego i Szaserów. W połowie
lat 30-tych osiedle było już dobrze zagospodarowane, w ogrodach otoczonych
siatką wyrosły drzewa. W nocy osiedla pilnował stróż. Wszyscy się tu znali
przynajmniej z widzenia, większość utrzymywała ze sobą kontakty towarzyskie.
Panowało poczucie bezpieczeństwa i swojskości. Natomiast otoczenie: robotnicze
domy przy ul. Szaserów, bieda-domki rosnące wówczas jak grzyby po deszczu
„na błoniach przy torach", było dla wielu trochę niezrozumiałe i niepokojące.
„Ci ludzie", którzy w nich mieszkali lub mieli zamieszkać, mimo programowej
często ich akceptacji, byli dla niektórych mieszkańców Kolonii Praussa nieco

�PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y

223

zagadkowi; reprezentowali świat, w którym wszystko było inne: zajęcia, sposób
myślenia i spędzania wolnego czasu, światopogląd i system wartości.
Kolejne nowe osiedle w okolicach Witolina wyrosło na terenach po rozebra­
nym forcie X I , po odzyskaniu niepodległości przejętych przez Skarb Państwa,
a potem przez gminę m.st. Warszawy. Grunta te, leżące na terenie dawnej
wsi Górki Grochowskie, po parcelacji sprzedano na dogodnych warunkach urzęd­
nikom państwowym, nauczycielom i wojskowym. „Parcelację Górek Grochow­
skich przeprowadzała m.in. Oficerska Spółdzielnia Mieszkaniowo-Budowlana.
Jej członkowie, oficerowie przeniesieni służbowo do Warszawy z oddziałów
stacjonujących w Wilnie, aby podkreślić swoje przywiązanie do rodzinnych
stron, uzyskali zgodę na nadanie wileńskich nazw ulicom wytyczonym w ich
osiedlu, stąd pojawienie się na Grochowie nazw ulic z odległej Wileńszczyzny: Filomatów, Budrysów, Gedymina i najważniejszej z nich Ostrobramskiej"
(Kasprzycki 1998, s. 280).
Częścią dzielnicy o wyraźnym własnym obliczu i kilkuwiekowej historii była
Saska Kępa. Najwcześniejsze etapy tej historii wiążą się z dziejami średniowiecz­
nej osady targowej na Solcu, ale pierwsi stali osadnicy, wychodźcy religijni
z Holandii, osiedli tu dopiero w pierwszej połowie X V I I wieku (Faryna-Paszkiewicz 2001, s. 6). Na początku X X wieku Saska Kępa była, podobnie jak w stu­
leciu poprzednim, wsią stanowiącą „letni salon Warszawy", ale po przyłączeniu
w latach 60-tych X I X w. do gminy Wawer jej reputacja znacznie podupadła.
Wcześniej znana jako ulubione miejsce niedzielnych wycieczek „dla klasy
niższej, lecz porządniejszej, dla rzemieślników, ich żon, dzieci i czeladzi, dla
kupczyków, panien służących, lokai, podrzędnych urzędników", jako niewielka
wieś podwarszawskiej gminy, pozbawiona należytego nadzoru policyjnego,
Saska Kępa na przełomie X I X i X X wieku stała się miejscem popularnych
zabaw „coraz to bardziej uczęszczanym przez proletariat i męty miejskie", pisał
J.S. Bystroń (1977, s. 250, 284-285). Charakter taki zachowała przynajmniej
do połowy lat 20-tych ubiegłego wieku.
W pierwszych latach niepodległości nadal bardziej przypominała wieś niż
miasto - większość domów stanowiły budynki drewniane, wśród nich niektóre
kryte słomą. Urbanizacja Saskiej Kępy postępowała powoli. Sytuacja uległa
zmianie w drugiej połowie lat 20-tych. W 1927 r. oddano do użytku most Ponia­
towskiego. Stopniowo zaczęto też odwadniać podmokłe tereny Saskiej Kępy,
które dopiero po przeprowadzeniu tych prac nadawały się do zabudowy. Melio­
racje wykonywała utworzona w 1924 r. Spółka Wodna Obwodu Wawerskiego.
Odwodnienie terenów Saskiej Kępy pozwoliło na szybką jej zabudowę. Wia­
tach 30-tych Saska Kępa była przede wszystkim dzielnicą mieszkaniową, gdzie
realizowano prywatne budownictwo, w znacznej części typu willowego. Domy
budowali tu zamożni przedsiębiorcy warszawscy, wyżsi urzędnicy, przedstawi­
ciele tzw. wolnych zawodów. Początkowo zabudowywano głównie tereny w oko­
licach Ronda Waszyngtona, później zabudowa posunęła się w kierunku połu­
dniowym wzdłuż ul. Francuskiej. Na całym obszarze Saskiej Kępy (wraz z tzw.
rejonem wystawowym) w dniu 1 I 1930 r. znajdowało się 85 nieruchomości
zamieszkiwanych przez 2246 osób. Wśród dawnych mieszkańców Saskiej Kępy

�224

ANDRZEJ WOŹNIAK

do najbardziej znanych należały nazwiska Genzlów, Kappów, Ranców, Szenków,
Wernerów, Wolframów. Jedni potomkowie tych dawnych niemieckich koloni­
stów byli już mocno spolonizowani, inni podkreślali swe związki z niemczyzną.
Większość pozostała przy luteranizmie, inni przeszli na katolicyzm, niektórzy na
prawosławie. Wyznawców prawosławia było zresztą na Saskiej Kępie więcej.
Osiadła tu po rewolucji spora grupa tzw. „białych" emigrantów rosyjskich,
z których inicjatywy w jednym z budynków przy ul. Paryskiej powstała prawo­
sławna kaplica i cerkiewna drukarnia; dziś jest tam prawosławne seminarium.
W dwudziestoleciu międzywojennym Saska Kępa dość luźno i tylko formalnie
związana była z Grochowem, oddalonym od niej i oddzielonym dużą niezabudo­
waną przestrzenią. Miała nawet osobny posterunek policji państwowej przy
ul. Krynicznej, należała do innego okręgu pocztowego na Kamionku i do kamion­
ko wskiej, a nie grochowskiej parafii. Dzieci na Kamionek chodziły do szkoły.
Nieco silniejsze związki łączyły niektórych mieszkańców Saskiej Kępy - Ranców,
Wolframów i innych - z Gocławiem, gdzie mieszkali ich liczni krewni. Widomym
świadectwem tego braku związków z Grochowem i pewnego lokalnego „separa­
tyzmu" było utworzone w 1928 r. Towarzystwo Przyjaciół Saskiej Kępy, Gocławia
i Kamionka, nie mniej aktywne niż Towarzystwo Przyjaciół Grochowa.
Gocław wraz z Grochowem należały do najstarszych miejscowości Równiny
Praskiej, a pierwsza wiadomość o nim pochodzi z X I I wieku. Od końca wieku
X V I I I mieszkali na Gocławiu i w najbliższym jego sąsiedztwie niemieccy kolo­
niści, którzy na początku ubiegłego stulecia byli właścicielami ponad połowy
gospodarstw i znacznej większości użytków rolnych. Jak mówi lokalna tradycja,
wszyscy mieszkańcy Gocławia utrzymywali się jeszcze wówczas z rolnictwa,
ale gospodarstwa polskich mieszkańców wsi były już bardzo niewielkie i nadal
ulegały rozdrobnieniu. Bieda zaglądała pod dachy nawet tych, którzy według
tutejszych kryteriów za biednych nie uchodzili, zmuszając również ich do szuka­
nia dorywczych zarobków w sąsiednim, bardziej zaawansowanym gospodarczo
Grochowie czy na przyłączonym niedawno do Warszawy i dynamicznie rozwija­
jącym się przemysłowym Kamionku. Istniały tam możliwości zarobkowania
w transporcie lub przy niewymagających kwalifikacji robotach budowlanych,
i - co nie mniej ważne - te coraz częstsze z upływem lat kontakty z miastem
oswajały mieszkańców Gocławia z jego kulturą i odmienną niż w tradycyj­
nym rolnictwie organizacją pracy. Jedynie dla niemieckich kolonistów głównym
źródłem utrzymania pozostały gospodarstwa rolne.
Niemiecka społeczność Gocławia różniła się od polskiego otoczenia również
religią. Przytłaczająca większość była wyznania ewangelicko-augsburskiego (luterańskiego), nieliczni należeli do kościoła ewangelicko-reformowanego (kalwiń­
skiego) czy też - podobnie jak polscy sąsiedzi - wyznawali katolicyzm . Między
obu grupami istniały w związku z tym także różnice w dziedzinie zwyczajów
- zarówno dorocznych, jak i rodzinnych.
1

1

N i e b y ł o na starym G o c ł a w i u Ż y d ó w . Natomiast w latach 20-tych o s i a d ł a tu jedna rodzina

rosyjska ( p r a w o s ł a w n a ) i jedna u k r a i ń s k a ( p r a w o s ł a w n a lub greckokatolicka).

�PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

225

W latach 30-tych ubiegłego wieku jedynie gospodarze niemieccy byli w stanie
utrzymywać się wyłącznie z gospodarstwa, choć i niektórzy z nich wykonywali
zawody pozarolnicze. Polscy mieszkańcy Gocławia wszyscy utrzymywali się
głównie z pracy poza rolnictwem, a w każdym razie poza własnym gospodarstwem,
ale w latach kryzysu i powszechnego bezrobocia stałą pracę mieli tylko nieliczni.
Gocław tamtych lat wyglądem niewiele różnił się od sąsiednich, leżących już
za granicą miasta wsi, takich jak Bluszcze, Las czy Zerzeń. W roku 1919 był
jedynym rejonem komisariatu X V I I , w którym nie występował podział na ulice,
choćby takie „Bez Nazwy" jak na Saskiej Kępie. W końcu lat 30-tych większość
zabudowy Gocławia była drewniana, a domy murowane nieliczne. Brak było
wodociągów i kanalizacji, elektryczność miało zaledwie parę domów.
Międzywojenny Gocław, o którym nawet jego mieszkańcy mawiali niekiedy,
że był „zabitą wsią", miał liczne i dość rozległe kontakty zarówno z najbliższym
otoczeniem, jak i z dalszymi okolicami. Codzienne kontakty z różnymi dziel­
nicami Warszawy mieli gocławianie pracujący poza gospodarstwem zarówno
stale, jak i dorywczo. Warszawa dostarczała im środków utrzymania i byli już
z nią nierozerwalnie związani.
Gdy w roku 1916 Gocław wraz z Grochowem i innymi sąsiednimi miejsco­
wościami został przyłączony do Warszawy i stał się jej przedmieściem, praca
poza rolnictwem była już dla znacznej części jego polskich mieszkańców głów­
nym źródłem utrzymania. W okresie międzywojennym nie stanowiły go już
bardzo rozdrobnione gospodarstwa rolne, bo w niektórych wypadkach „jak dwa
zagony miał", to trudno nawet było to „nazwać gospodarstwem", komentuje
mój rozmówca J.L. Słabo rozwinięta była również hodowla. Trzymano w nich
1-2 krowy, rzadko konia , 1-3 świnie, nieco drobiu, rozpowszechniona była ho­
dowla królików. Znacznie więcej inwentarza hodowano w dużych gospodarstwach
niemieckich kolonistów, które stanowiły podstawę ich utrzymania. Właściciele
dwu największych - Cezary i Eugeniusz Wolframowie - zatrudniali nawet na
stałe po parę rodzin robotników najemnych, mieszkających w wybudowanych
2

2

N a G o c ł a w i u , j e ś l i k t o ś m i a ł konia „ z a l i c z a ł s i ę do bogatszych", p o z w a l a ł o m u to b o w i e m

z a r o b k o w a ć przy robotach k o m u n a l n y c h , prowadzonych przez Magistrat z a r ó w n o latem (przy
konserwacji u l i c ) , j a k i z i m ą (przy w y w o ż e n i u ś n i e g u ) . K o ń b y w a ł zatem w p e w n y m sensie ż y w i ­
cielem rodziny, dbano w i ę c o niego, karmiono nie t y l k o owsem, ale t a k ż e j ę c z m i e n i e m i ż y t e m ,
pasiono na najlepszej trawie; w y w . 1/99; 4/99, 12/99, inf. J.L.
Podstawowy z a s ó b w i a d o m o ś c i w y k o r z y s t a n y c h w opracowaniu pochodzi ze ź r ó d e ł w y w o ł a ­
nych - w y w i a d ó w , przeprowadzonych w latach 1997-2004 z m i e s z k a ń c a m i G o c ł a w i a , Grochowa,
W i t o l i n a i K o l o n i i Praussa. W y w i a d y na G r o c h o w i e i W i t o l i n i e oraz na K o l o n i i Praussa p r o w a ­
d z i l i w ramach praktyk w a k a c y j n y c h w latach 1997-2000 studenci ó w c z e s n e j Katedry E t n o l o g i i
i Antropologii Kulturowej

U W . W y w i a d y na G o c ł a w i u w latach 1 9 9 7 - 2 0 0 4

przeprowadzał

(z n i e w i e l k i m i w y j ą t k a m i ) autor opracowania (wszystkim r o z m ó w c o m s k ł a d a m serdeczne p o d z i ę ­
k o w a n i a ) . M n i e j s z ą r o l ę o d e g r a ł y nieliczne, publikowane m a t e r i a ł y p a m i ę t n i k a r s k i e d o t y c z ą c e
dzielnicy, literatura p i ę k n a , lokalna prasa i „ g r o c h o w s k i e " felietony Jerzego K a s p r z y c k i e g o .
M a t e r i a ł y d o t y c z ą c e G o c ł a w i a , a z w ł a s z c z a s p o s o b ó w s p ę d z a n i a czasu w o l n e g o i ś w i ę t o w a n i a ,
o d n o s z ą s i ę przede w s z y s t k i m do j e g o polskich m i e s z k a ń c ó w i z a w i e r a j ą j e d y n i e nieliczne oraz
d o ś ć s k ą p e w treści w z m i a n k i na temat i c h n i e m i e c k i c h s ą s i a d ó w . W ś r ó d i n f o r m a t o r ó w nie b y ł o
j u ż o s ó b wyznania ewangelickiego, p a m i ę t a j ą c y c h czasy przedwojenne.

�226

ANDRZEJ W O Ź N I A K

dla nich czworakach, a w okresie robót polowych również robotników sezono­
wych (Woźniak 2002, s. 174). Poza folwarkami braci Wolframów, będących
największymi na Gocławiu pracodawcami, możliwości zatrudnienia nie było
tu prawie żadnych. Istniały dwa (pod koniec lat 30-tych trzy) niewielkie sklepy
obsługiwane przez właścicieli i dwa warsztaty stolarskie zatrudniające, oprócz
majstrów, paru uczniów lub czeladników . W latach 20-tych, kiedy Spółka Wodna
Obwodu Wawerskiego wznosiła Wał Gocławski, przy jego budowie pracowało
wielu mieszkańców Gocławia i Kamionka .
Prawie przez cały okres międzywojenny Gocław należał do parafii na Ka­
mionku; tu odbywały się chrzty nowych gocławian, później ich Pierwsze Komu­
nie, śluby i pogrzeby. Z Kamionkiem związane było całe oficjalne życie religijne
gocławian, ale „na co dzień" czuli się bardziej związani z kościołem na placu
Szembeka. Tam chodzono często na niedzielne msze święte, nabożeństwa ma­
jowe lub czerwcowe, często na procesje Bożego Ciała. Do taniego kina w tam­
tejszym domu parafialnym biegały dzieci i młodzież z Gocławia. Na Grochów
szło się do szkoły, tam robiono część zakupów, szukano warsztatów rzemieślni­
czych, porady lekarskiej, korzystano z usług pocztowych. Przy ul. Grochowskiej
znajdował się komisariat policji państwowej - „grochowska siedemnastka".
Grochowską biegła linia tramwajowa i trasa kolejki wąskotorowej. Grochów
dostarczał mieszkańcom całej dzielnicy różnego rodzaju rozrywek, z których ze
względu na trudną sytuację finansową gocławianie korzystali w ograniczonym
zakresie. W centrum Grochowa miały też swoje siedziby liczne tutejsze organi­
zacje społeczne, oświatowe i gospodarcze.
Najżywsze były kontakty Gocławia z pobliskimi wsiami - Zerzeniem, Lasem,
Zbytkami, Zastowem, Kawęczynem. Zazwyczaj miały one charakter rodzinny
i towarzyski. We wsiach tych, a zwłaszcza w Zerzeniu i w Lesie, najczęściej
szukano kandydatki na żonę. Niekiedy jednak, gdy uciekano się do pomocy swa­
tów, znajdowano j ą i znacznie dalej, np. w okolicach Nieporętu.
W stanie swoistej homeostazy i pewnego zapóźnienia cywilizacyjnego znajdo­
wała się w okresie międzywojennym również inna część dzielnicy - Kozia Górka,
która, jak wynika z opracowania M. Harusewicza, pod niektórymi względami przy­
pominała leżący na drugim krańcu Grochowa Gocław (Harusewicz 1933).
3

4

II
Dzień powszedni na Gocławiu rozpoczynał się latem „i o 3, jak robota była
w polu", ale tak było tylko u tych, którzy mieli choć kawałek ziemi. Inni nie wsta­
wali tak wcześnie. Zimą dzień zaczynał się około godziny 6. Dzieci wstawały póź­
niej. Pierwsza budziła się gospodyni, by wyprawić do pracy męża. Coś zazwyczaj
gotowała; zacierki na mleku, kaszę. Do tego jedzono chleb ze smalcem, masłem,
czasem z wędliną, „jak kogo było stać". Wychodzący do pracy mężczyzna brał
3

W y w . 1/2000, inf. H.S.

4

W y w . 4/99, inf. J.L. Przy budowie w a ł u p r a c o w a ł j a k o brygadzista, c z y l i tzw. stojak, ojciec

J.L.. S p ó ł k a z a t r u d n i a ł a t e ż „ ś l u z o w e g o " z G o c ł a w i a , k t ó r y p i l n o w a ł przepustu k a n a ł u w wale.

�227

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

ze sobą coś do jedzenia - chleb, kawałek wędliny, niekiedy domowego wyrobu.
Czasem, gdy w domu niczego nie było, żona dawała mu pieniądze. „Co kupił - czy
«setkę», czy coś do jedzenia, to już jego rzecz, ale przeważnie kupowali coś
[do jedzenia - A.W.], czasem ciułał, żeby dzieciom dać", mówi J. L. Śniadania
w dzień powszedni nie jadano razem. Osobno, trochę później, jadły je dzieci.
Dawano im również śniadanie do szkoły lub parę groszy. Kolejność czynności
dzieci po obudzeniu była następująca: „mycie - ręce i twarz, paciorek, śniadanie,
a wieczorem odwrotnie".
Ci mężczyźni, którzy mieli stałą pracę, a było ich w latach 30-tych na Gocławiu zaledwie kilku, wracali do domu około godziny 4-5, a nawet 6 po południu.
W fabrykach była półgodzinna przerwa na posiłek. W małych, prywatnych
zakładach jedzono niekiedy wręcz „w biegu". Kiedy mąż wracał z pracy, ocze­
kiwał go przygotowany przez żonę obiad. Jeśli pracowała w polu, to na ogół
wracała około południa, gotowała obiad, karmiła dzieci po ich powrocie ze szko­
ły i zostawiała posiłek dla męża w kuchni, w tak zwanej „duchówce". Po umyciu
się i zjedzeniu obiadu mężczyzna „popalił, posiedział chwilę i brał się za robotę
przy domu, w polu. Ci, co nic nie mieli, szli na wał posiedzieć, pogadać, w karty
pograć. Za wałem były trzy piękne jeziora - piękny widok" . Kolację jedzono
przeważnie razem, cała rodzina, „pod koniec dnia", przed zmrokiem. „Za wido­
ku nie szło się spać nigdy".
A oto opis przedwieczornego Gocławia, widzianego z Gocławskiego Wału
latem 1934 r. oczyma mieszkańców kolonii Praussa: „Po prawej stronie zbiegły
się sobie domki i zagęściły w zbitą masę. Tutejsze domki są stare jak świat,
dziwaczne, omszałe, w czapach ze strzechy, zaszyte w bzowe krzaki i w drzewa
- akacje, białodrzew, topole, nawet brzozy - antyteza tamtych nowoczesnych,
«inteligenckich» domków, które mijaliśmy na początku, przy Mlądzkiej. Na skraju
tego wszystkiego rozkłada się dwór - stary, niziutki, szeroki, z gankiem na słu­
pach, z dwoma skrzydłami, z dziedzińcem porosłym trawą i chwastem, gdzie
śród zdziczałych klombów pasą się konie. Tuż opodal w stodole huczy i buczy
młocarnia. Gdy podejść bliżej - przez rozwarte wrota czuć zapach ziarna i słomy,
widać wiejący kurz. Wszystko to leży w dole, a nazywa się - Gocławski Dwór.
Dalej już domów nie ma - chyba na najdalszym, zamglonym już horyzoncie
- Warszawa, jak łańcuch wzgórz. A wszędzie bliżej, po prawej stronie i po lewej
- zielono. Tu i owdzie śród łąk i pastwisk cisną się wąskie poletka już dojrzałego
owsa. W dołkach seledynowa kapusta. Krowy się pasą, dzieci kąpią się w stawie
przy mostku, dalej widać kosiarzy idących gęsiego ścieżką, a na zboczu wału
pod olbrzymimi topolami siedzą kobiety tego przedmieścia, zażywne, kolorowe
- z cienia spoglądają ku dzieciom, pogadują niegłośno, w obu rękach pokazują
sobie pofastrygowane «plecy», rękawy, spódnice sukienek - szyją i reperują,
niektóre robią na drutach. Wszystko dokoła jest zielone od łąk i błękitne od
nieba. Szczęśliwe oczy piją" (Boguszewska, Kornacki 1959, s. 46-47).
Tak wyglądało gocławskie późne popołudnie w sierpniu. Wiosną - w maju lub
w czerwcu - obok widocznej z wału kapliczki przy zbiegu ulic Mimośrodowej
5

5

W y w . 1/99, inf. J.L.

�228

ANDRZEJ W O Ź N I A K

i Żymirskiego spacerowicze mogli zobaczyć rzeszę mieszkańców Gocławia
i usłyszeć nabożne śpiewy. Na majowe i czerwcowe nabożeństwa zbierali się
tu licznie ludzie w różnym wieku - starsi, dzieci, młodzież. Młodzi przynosili
zieleń oraz kwiaty polne i z przydomowych ogródków do przyozdobienia ka­
pliczki. Na majowe nabożeństwa chodzono również do drewnianego kościółka
przy placu Szembeka, ale tradycja wspólnych majowych modlitw przy kapliczce
żywa była jeszcze w okresie powojennym .
Późną jesienią i zimąposiady na wale, najpopularniejszy sposób spędzania wol­
nego czasu, zarówno w dni powszednie, jak i w niedzielę, zastępowały spotkania
po domach. Zbierano się „tam, gdzie mieszkanie było duże i gdzie ciepło było".
Starsze kobiety, najczęściej wykonując jednocześnie jakieś robótki, opowiadały
„historie z życia", o wydarzeniach z przeszłości, o duchach i cudach, niezwy­
czajnych wydarzeniach . Zimą i jesienią wieczorami nieco więcej niż w letnich
miesiącach czytano, ale czytelnictwo na Gocławiu nie było wówczas rozwinięte .
„Latem to nikt nie czytał prawie [...]; dziewczyny, panny jak tam były, to tam se
czytały po krzakach, ale mężczyźni i chłopaki nie czytali". Książki pożyczano
sobie nawzajem, bardzo rzadko z jakiejś biblioteki, chociaż w okresie międzywo­
jennym istniały na Grochowie wypożyczalnie książek zarówno społeczne, szkol­
ne, jak i prywatne. Pierwszą w dzielnicy bibliotekę noszącą imię Adama Asnyka
zorganizowało przy szerokim wsparciu mieszkańców dzielnicy Towarzystwo Przy­
jaciół Grochowa. Liczyła ona parę tysięcy tomów literatury pięknej i popularno­
naukowej. W 1924 г., gdy Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności przeka­
zywało stworzone przez siebie czytelnie Towarzystwu Bibliotek Publicznych,
również TPG przekazało mu czytelnię im. Asnyka, która w końcu lat trzydzie­
stych liczyła około 5 tys. tomów (Poliński 1938, s. 171-173). Przy ul. Grochow­
skiej 97 В działała w dwudziestoleciu prywatna wypożyczalnia książek „Pionier".
Dużym powodzeniem cieszyła się pierwsza na Witolinie księgarnia Bandycha,
który skupował od drukarzy końcówki nakładów popularnych „żółtych zeszytów"
literatury sensacyjnej. Bandych sprzedawał je swoim, najczęściej młodym, klien­
tom po bardzo niskich cenach - niekiedy po 5 groszy (Kasprzycki 2000, s. 12).
Dzięki temu zapewne niejeden z tych zeszytów trafił również na Gocław. Częściej
niż książki czytano tu gazety, które kupowano lub pożyczano od sąsiadów .
Radio pojawiło się na Gocławiu pod koniec okresu międzywojennego, ale
odbiorniki były jeszcze rzadkością. Znacznie bardziej popularne były gramo­
fony, a pod koniec lat 30-tych pojawiły się walizkowe patefony na korbkę.
Muzyki z płyt chętnie słuchano i tańczono przy niej, niekiedy nawet na podwór­
ku czy na wale.
Do kina chodziła przeważnie młodzież i dzieci, starsi bardzo rzadko, bo szkoda
było pieniędzy na bilet. Panowało wówczas bezrobocie i powszechna bieda. Do6

7

8

9

6

W y w . 3/99, inf. J.L.

7

W y w . 12/00, inf. J.L.

8

D o u l u b i o n y c h lektur n a l e ż a ł y m . i n . Trędowata,
inf. J.L.
W y w . 1/01, inf. J.L.
9

Znachor,

Żywoty

św. Genowefy.

W y w . 3/99,

�229

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y

piero „przed samiusieńką wojną, chyba w 38" sytuacja się poprawiła - „ludzie
się trochę puścili, już zaczęli chodzić do cyrku, jak się pokazał cyrk, a był też
ten cyrk Staniewskich na Okrąg, a to już do cyrku ktoś poleciał, to już na jakiś
film polecieli. Przeważnie to w niedzielę, w sobotę czasem. Czasem jak ktoś
poleciał w tygodniu, to w czwartek, bo mówili - to obywatelski dzień. To i od­
wiedziny były w czwartek i randki były w czwartek, to już taki obywatelski
dzień był w czwartek" . Najbliższe kino „Sorrento" mieściło się przy ul. Krypskiej róg Igańskiej, ale wśród dzieci i młodzieży największym powodzeniem
cieszyło się kino „Olszynka" w domu parafialnym przy ul. Chłopickiego, zorga­
nizowane przez energicznego grochowskiego proboszcza ks. Jana Sztukę. Były
tam tanie bilety i atrakcyjne dla młodzieży programy . Mieszkańcy Gocławia
i Grochowa wspominają również kino na pobliskim Kamionku (przy ul. Zamoy­
skiego, tam, gdzie dziś teatr „Powszechny"), rzadziej kina na Pradze. Na Ka­
mionku, przy ul. Zamoyskiego 20, znajdowało się jedno z nowszych kin prawo­
brzeżnej Warszawy, noszące początkowo nazwę „Hel", później „Popularny". Sala
przy Zamoyskiego gościła też zespoły teatralne, przeważnie teatrzyków rewiowych, rzadziej teatrów dramatycznych.
Sporo kin było na Pradze. Najbardziej popularne znajdowało się w Domu
Żołnierza przy ul. Zygmuntowskiej. Miało tanie bilety i dawało filmy z reguły
dostępne dla młodzieży. Znanymi kinami były „Era" przy ul. Inżynierskiej, „Lo­
tos" (później „Praskie Oko") przy ul. Zygmuntowskiej, „Praga" przy Targowej.
Istniały również małe, tanie kina, wyświetlające przeważnie filmy sensacyjne
w salkach na 50-80 osób, takie jak kino „Wrzos" przy ul. Ząbkowskiej czy po­
dobne przy Targowej. Tanie kina działały również przy parafii św. Floriana, przy
ul. Floriańskiej oraz na dość odległym Bródnie (Elsztein 2002, s. 206-212).
Bardzo rzadko bywali gocławianie w teatrze, ponieważ „szkoda było pienię­
dzy" i „nie każdy miał się w co ubrać". Starsi z oszczędności nawet do kina cho­
dzili bardzo rzadko; na Gocławiu była to, jak wiemy, rozrywka przede wszystkim
dzieci i młodzieży . Podobnie rzadko chodzono do teatru w środowisku robot­
niczym Grochowa , ale w rodzinach inteligenckich teatr stanowił tam dosyć
częstą rozrywkę świąteczną . Zainteresowanie teatrem miało zresztą wśród
10

11

12

13

14

1 0

11

1 2

1 3

W y w. 1/01, inf. J.L
W y w 29/98], inf. J.L.
W y w . 1/01, inf. J.L.

W y w . 24/98. M . Z . (ur. 1917) robotnik z Grochowa m ó w i : „ja to w ż y c i u ( w teatrze) k i l k a
razy b y ł e m . D o teatru raczej nie c h o d z i ł e m . A to jeszcze nawet bilety leżą, z pracy d o s t a ł e m
z garbarni". (Z w y w i a d u w y n i k a , ż e b y ł o to j u ż w okresie p o w o j e n n y m ) . I n f o r m á t o r k a К . Т .
(ur. 1927) z d o s y ć dobrze sytuowanej rodziny robotniczej wspomina: [do t e a t r ó w ] „ r z a d k o s i ę
c h o d z i ł o . To c h o d z i l i tacy, co n a p r a w d ę m i e l i na to. M o i c h r o d z i c ó w stać b y ł o , m y c h o d z i l i ś m y
do t e a t r ó w , ale takich, gdzie dla dzieci b y ł o " (był to j a k i ś teatr na Pradze); w y w . 22/98.
N p . inf. В . (ur. 1925), z rodziny inteligenckiej ( w y k s z t a ł c e n i e w y ż s z e ) , opowiada: „ D o
teatru, j a k p a m i ę t a m z d z i e c i ń s t w a , to w k a ż d e B o ż e Narodzenie i w k a ż d y drugi d z i e ń W i e l k a ­
nocy c h o d z i l i ś m y , taka b y ł a tradycja rodzinna. C a ł a rodzina i k t o k o l w i e k do nas p r z y j e c h a ł , to go
z a b i e r a l i ś m y ze s o b ą . B y ł y tzw. p o p o ł u d n i ó w k i w Teatrze L e t n i m w Ogrodzie Saskim [...]
To b y ł y sztuki odpowiednie dla dzieci i dla d o r o s ł y c h [...] Zabierali m n i e rodzice ( i ) na opery,
z w ł a s z c z a polskie; w y w . 17/98.
1 4

�230

ANDRZEJ W O Ź N I A K

grochowskiej inteligencji ugruntowaną tradycją. Teatr amatorski był jedną z naj­
wcześniejszych inicjatyw powstałego w 1916 r. Towarzystwa Przyjaciół Grocho­
wa. Zorganizowany został jeszcze z latach pierwszej okupacji niemieckiej przy
dużym zaangażowaniu członków Towarzystwa i zainteresowaniu mieszkańców
dzielnicy. Przedstawienia odbywały się w sali w pałacyku Myślińskiej przy
ul. Grochowskiej, a później w szkole przy ul. Świdrzańskiej. Dawano je dość
regularnie i cieszyły się dużą popularnością (Poliński 1938, s. 161-162).
Teatry profesjonalne miała od przełomu XIX i XX w. Praga. U schyłku X I X w.
były to teatrzyki ogródkowe. W 1903 r. na skraju Parku Praskiego, przy ówczes­
nej ulicy Aleksandryjskiej, wzniesiony został pierwszy w tej części Warszawy
całosezonowy budynek teatralny, w założeniu przeznaczony dla publiczności
robotniczej i „stąd nazwany Teatrem Ludowym" (Elsztain 2002, s. 215). Od
początku teatr borykał się z trudnościami i budynek zmieniał użytkowników.
W 1916 r. przeniósł się tam po długich staraniach zespół Teatru Ludowego i od
tego roku prowadził działalność jako Teatr Praski. W 1919 r. teatr został przejęty
przez magistrat Warszawy. Po okresie trudności w sezonie 1925/1926, pod
nowym kierownictwem zaczął działać jako Teatr Odrodzony i dzięki ofiarności
zespołu stał się „najpoważniejszą sceną dzielnicową" z ambitnym repertuarem
(Krasiński 1976, s. 11). Po zamknięciu Teatru Praskiego jesienią 1928 r. na
Pradze tylko sporadycznie i na krótko goszczą zespoły teatrów dramatycznych
(np. teatr „Wrzos" przy ul. Ząbkowskiej 37, „Teatr Popularny", „Żagiew" przy
ul. Zamoyskiego 20). Nie brak natomiast, zwłaszcza w pierwszej połowie lat
30-tych, teatrzyków rewiowych, takich jak np. „Lotos", „Rakieta", „Praskie Oko"
przy ul. Zygmuntowskiej 10 czy „Hel", „Wesoła Papuga" przy ul. Zamoyskiego
20 (Krasiński 1976, s. 273-292).
Sport w okresie międzywojennym nie był na Gocławiu rozpowszechniony. Od­
bywające się na Grochowie i Kamionku zawody sportowe, nawet mecze piłki noż­
nej, nie cieszyły się popularnością i nie chodzono ich oglądać. Miejscowi chłopcy,
jeśli mieli piłkę, „to pograli sobie", ale żadnej zorganizowanej drużyny nie było.
Popularne w dwudziestoleciu w środowisku robotniczym wyścigi konne nie
cieszyły się na Gocławiu zainteresowaniem. Pasjonował się nimi tylko niejaki
Dobrzyński, dobrze zarabiający robotnik na „państwowej" posadzie, niegdyś
ogólnie szanowany, którego hazard doprowadził do nędzy .
Nie słyszano, aby ktoś z młodszych gocławian dokształcał się, chodził do
wieczorowej szkoły czy na jakieś kursy. Już ukończenie pełnej szkoły powszech­
nej uznawane było za pewne osiągnięcie .
„Przed samą wojną dwóch braci Dębińskich i ich szwagier Chojnacki założyli
taki zespół muzyczny [było ich] czterech czy pięciu. Mieli harmonię piękną, taką
włoską, skrzypce, bandżolę i jeszcze jakieś instrumenty. Grali to, co było modne.
15

16

1 5

Wyw. 1/01, inf. J . L . m ó w i : „Jak go szanowali wszyscy, kłaniali mu się, a później poszedł

na psy, c a ł k i e m poszedł. Jak w y b u c h ł a wojna w 39 roku to [ b y ł ] bosy, nagi i g ł o d n y z ż o n ą
i dzieciakami. To on jeden na G o c ł a w i u tylko był taki".
1 6

Wyw. 29/98, inf. J . L .

�231

PRZEDMIEJSKIE GRY I ZABAWY.

Po zabawach nie chodzili, tutaj grali, jak się z kościoła wychodzi takie topole
stały Czasem poszli tam, jak ludzie znad Wisły wracali, to potańczyli po trawie.
A to u siebie tam w domu grali, to ludzie stawali i słuchali" .
Przygotowania do świętowania niedzieli rozpoczynały się już w sobotę. Ci,
co pracowali, tego dnia przeważnie wcześniej wracali do domu. Sprzątano miesz­
kania, myto się dokładnie w gorącej wodzie, zmieniano bieliznę, niektórzy męż­
czyźni golili się, inni robili to w niedzielę rano. Były domy, w których przestrze­
gano, aby nawet buty były czyszczone w sobotę. Po domach powszechnie
panował przedświąteczny nastrój . W sobotę po południu na Gocławiu dawał
się słyszeć głos handlarza, głośno nawołującego gospodynie do kupowania
jego towaru: wołowych i cielęcych nóg. Robiono z nich galaretę, która należała
tu do ulubionych niedzielnych potraw.
W niedzielę właściciele gospodarstw wstawali między godziną 6 a 8, a pozo­
stali trochę później. Po porannych obrządkach gospodarskich szykowano się do
wyjścia do kościoła. Niektórzy mężczyźni wczesnym rankiem szli na ryby. Nie
wszyscy chodzili na wcześniejsze msze o godzinie 9 lub 10. Sporo osób szło na
sumę, na godzinę 11. W latach 30-tych parafialny kościół znajdował się na Kamionku, a od 1938 r. na Saskiej Kępie, chodzono jednak i do bliższej kaplicy alber­
tynów na Grochowskiej przy Wiatracznej lub do kościoła przy placu Szembeka.
Niedzielne śniadania przeważnie, choć nie zawsze, jedzono razem. Starano
się, żeby były trochę lepsze niż codzienne. Kupowano więc „wędliny parę deka,
jajka smażyli", często podawano na niedzielne śniadania galaretę z nóżek. Obiad
w niedzielę był zazwyczaj „po sumie", to jest po godzinie 12 . Składał się
na ogół z dwu dań: często był to rosół z krakowską kaszką lub z kartoflami,
zupa pomidorowa, kotlet mielony lub schabowy z kartoflami, mizeria, sałata
lub kapusta, a w zimie „jarzyna z buraków"; „czasem flaki gotowali". Rzadko
gotowano kompot, bo mało kto miał własne owoce. Na kolację jadano to, „co
zostało z obiadu. Przeważnie robili większy obiad, żeby na kolację było". Kola­
cji w niedzielę nie jedzono razem, „bo każdy o innej porze wracał. Był to czas
wolny i spędzano go różnie; nikt nie regulował nikomu".
W okresie międzywojennym utrzymywał się jeszcze na Gocławiu ów bardzo
zasadniczy stosunek do świętowania niedzieli i świąt kościelnych, tak charakte­
rystyczny dla społeczności tradycyjnych. Pamiętano, że przed pierwszą wojną
światową zakaz pracy w niedzielę i święto łamano tylko w żniwa, kiedy np.
trzeba było zebrać stojące na polu w kopkach zboże przed nadchodzącą burzą.
W okresie późniejszym podobnie traktowano np. pracę w tramwajach . Do tych,
którzy musieli pracować w niedzielę, odnoszono się nawet z pewnym współczu­
ciem, że nie mogą w tym dniu odpocząć. Pozostali pracy w niedzielę i święta
bardzo unikali. Jeśli np. ktoś zarobkujący jako furman miał pilną reperację wozu,
to starał się to zrobić rano, przed godziną 11, „przed sumą". Kobiety wracające
17

18

30

19

1 7

W y w . 1/01, inf. J.L.

1 8

W y w . 2 1 / 0 1 , inf. A . R . ; 2 5 / 0 1 , inf. J.L., 13/01, inf. H . W .

1 9

W y w . 14/01, inf. A . R .

�232

ANDRZEJ W O Ź N I A K

z kościoła pilnowały, aby mężowie nic wtedy nie robili. Jeśli się do tego nie
stosowali, wymyślały im od bezbożników i komunistów. W niedzielę, oprócz
przygotowywania posiłków, nie wykonywano żadnych innych prac domowych.
Wyłamywały się z tego tylko nieliczne jednostki i to nie ze względów ideowych,
bo na Gocławiu, co podkreślano, komunistów nie było .
Sposoby spędzania czasu wolnego, zarówno w niedzielę, jak i w inne dni
wolne od pracy, były dość wyraźnie zróżnicowane, w zależności od płci i wieku.
Do wyjątków nie podlegających tej regule zaliczyć można majowe nabożeństwa
przy kapliczce u zbiegu ulicy Żymirskiego i Mimośrodowej, w niedzielne po­
południa gromadzące mieszkańców Gocławia liczniej niż w dni powszednie .
Nieodłączną częścią niedzielnego popołudnia były na Gocławiu posiady na
wale lub za nim, wśród rosnących tam wysokich, starych drzew, nad zarośnięty­
mi sitowiem i trzciną jeziorkami. Młodzież niekiedy zabierała ze sobą patefon,
mężczyźni przeważnie grali w karty: w „66", w „beta", w „tysiąca". Kobiety
rozmawiały, wykonując jakieś robótki. Posiady na wale były też okazją, aby od
osób spacerujących po nim usłyszeć najnowsze wiadomości.
Namiętnością starszych i młodszych gocławian były gołębie . Hodowano je
„prawie w każdym podwórzu [...] łapali je jeden drugiemu, handlowali nimi". Trud­
no sobie wyobrazić niedzielne, zwłaszcza letnie popołudnia bez szybujących nad
zielenią Gocławia gołębi i bez ich właścicieli ze szmatami na długich tyczkach,
z napięciem obserwujących ich lot. Dzieci i młodzież w wieku szkolnym w nie­
dzielne popołudnia chodziła też do kina lub do wesołego miasteczka przy zbiegu
al. Waszyngtona i Wiatracznej. Starsi wybierali się na tzw. „kawalerkę", prze­
ważnie do sąsiednich wsi - Bluszcze, Las, Zerzeń, Wawer. Czasem były to towa­
rzyskie spotkania ze znajomymi lub krewnymi z tych wsi, innym razem jakaś
potańcówka lub wesele, jednym słowem, okazje sprzyjające nawiązaniu nowych
kontaktów, zwłaszcza z miejscowymi pannami, wśród których można było zna­
leźć kandydatkę na żonę. Ci, co mieli już swoje dziewczyny, szli z nimi „za wał",
do okolicznych lasków, nad Wisłę, „na lotnisko" (Woźniak 2002, s. 175-177).
Do letnich rozrywek niedzielnych dorosłej młodzieży i panien na wydaniu,
nie zawsze, jak się wydaje, akceptowanych przez matki tych ostatnich, należały
zabawy taneczne na świeżym powietrzu, w nieco odległym od Gocławia lasku
pod Rembertowem. „Za Marysin, Rembertów, tam to latali - opowiada J.L.
- ale to już ci starsi, co już oficjalnie z dziewczynami chodzili, co się mieli
żenić, to już do Dębinki lecieli. Bo tak, to by matka nie puściła [dziewczyny]
żadnej - ale jak już chłopak pewny, stateczny... Młodsi nie szli tam nawet po­
patrzeć, bo daleko było" . Dość szczegółowy opis takiej zabawy w rembertow20

21

22

23

24

2 0

W y w . 12/01, inf. J.L.
Podobne n a b o ż e ń s t w a przy kapliczce o d b y w a ł y s i ę w s ą s i e d n i e j w s i Las.
Najbardziej zagorzali g o ł ę b i a r z e w r a c a j ą c z pracy „ n a j p i e r w szli do g o ł ę b i , a dopiero p ó ź ­
niej do d o m u " . I c h ż o n y bardzo się t y m d e n e r w o w a ł y . W y w . 1/03, inf. J.L.
W y w . 8/01, inf. J.L.
2 1

2 2

2 3

2 4

W y w . 1/01, inf. J.L.

�233

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

skiej Dębince w sierpniowy niedzielny wieczór znajdujemy w tomie grochow­
skich wspomnień Heleny Boguszewskiej i Jerzego Kornackiego: „Było już
dobrze ciemno, gdy weszliśmy w ludny las rembertowski, dzisiaj przy niedzieli,
niemal pod każdym drzewem pełen rozłożonych - osobno koleżanek, osobno
kolegów, osobno całych rodzin z wózkami i z dziećmi, osobno zakochanych.
Każdy letni wieczór coraz bardziej upodabnia ten las do śmietnika, nowe krocie
do pozostawionych papierów, łupin, skorup, pudełek, butelek, łącznie ze zgu­
bionymi zabawkami dzieci, zeszytami i książkami uczennic i uczniów, kape­
luszami ojców, krawatami ojców, chustkami matek, pończochami matek, majt­
kami córek, prezerwatywami młodzieży męskiej. [...] Na darni najwidoczniej
dzisiaj zbita z desek estrada. Chyba setka świec, rozstawionych wzdłuż brze­
gów, otacza, oświetla, tańczące nogi - w spodniach, w pończochach, bez poń­
czoch, w pantoflach, w długich butach, w pepegach, w człapakach i na bosaka.
Suknie kolorowe, czyjaś torba z torebką, czyjaś ręka z chustką - wyżej nie
widać. Z bębnem i z harmonią grają także i skrzypce. Na przemian - walczyka,
poleczkę, tango. Tańczy setka nóg albo może jeszcze więcej?" (Boguszewska,
Kornacki 1959, s. 85-86).
Miejscem niedzielnych biesiad i rozrywek, wspominanym zarówno przez
mieszkańców Gocławia, jak i innych rejonów Grochowa, były ogrody Laubera
przy ul. Grochowskiej. Pisał o nich również Jerzy Kasprzycki. „Starsi mieszkań­
cy Grochowa doskonale pamiętają park Laubera ze wspaniałymi alejami kaszta­
nowymi - ulubionym miejscem spotkań i zabaw. Nazwa kojarzy się z rodziną
osadników, której protoplasta miał tu ogrodnictwo, zaś ostatni przed wojną poto­
mek był inżynierem agronomem. Przed przyłączeniem Grochowa do Warszawy
ogrody Laubera sięgały aż do torów kolei Nadwiślańskiej. Potem w dużej części
zostały rozparcelowane, natomiast sam dworek - bardzo malowniczy - istniał
po ostatniej wojnie prawie do końca lat czterdziestych - mniej więcej przy
wylocie ulicy Kordeckiego" (Kasprzycki 1998, s. 299). W sąsiedztwie ogrodów
Laubera, na niezabudowanych placach, w latach dwudziestych odbywały się im­
prezy sportowe, organizowane przez działający pod patronatem Towarzystwa
Przyjaciół Grochowa klub „Korona".
W drugiej połowie lat 30-tych, jak się wydaje, ogrody Laubera swój okres
świetności miały już za sobą. Jako miejsce zabaw tanecznych wspomina je jesz­
cze M.W., najstarsza mieszkanka Gocławia . Młodsi pamiętają ogrody Laubera
jako zadrzewiony, pagórkowaty teren, gdzie można było latem popływać łódką
po znajdującym się tam stawie, pobujać się na huśtawce, a zimą pojeździć
na łyżwach lub zjeżdżać na sankach z licznych pagórków . Podobną rolę, jak
na Grochowie ogrody Laubera, spełniał na Pradze rozległy, zadrzewiony obszar
na tyłach Parku Praskiego, zwany przed pierwszą wojną Zap arkiem (Swidrowski
25

26

2 5

N p . F.C. ( 1913, w y w . 4/97) wspomina, ż e tam „ c a ł y G r o c h ó w s i ę b a w i ł , t a ń c z y ł " . O „ s ł y n ­

n y m ogrodzie Laubera" m ó w i t e ż J. Sz. ( 1913, w y w . 5/98).
2 6

W y w . 3/99, inf. J.L. Z d a n i e m S.W. ( w y w . 1/04) ó w stawek w ogrodach Laubera b y ł

glinianką.

�234

ANDRZEJ W O Ź N I A K

1980, s. 55), a w latach międzywojennych Gajem. W ostatnim okresie swojego
istnienia, w połowie lat 20-tych, Gaj bez wątpienia oferował swoim bywalcom
znacznie więcej atrakcji niż ogrody Laubera, ale nie wiemy czy te atrakcje stano­
wiły dla grochowian wystarczającą zachętę do odwiedzania tego dosyć odległe­
go od ich dzielnicy miejsca. Niektórzy mieszkańcy Grochowa wspominają nato­
miast o zabawach w wybudowanym w latach 30-tych praskim lunaparku oraz
0 wycieczkach statkiem wiślanym z Saskiej Kępy na dość odległe Bielany .
Klimat przedmiejskiej niedzieli w Gaju i w znanym nawet mieszkańcom odleg­
łych dzielnic Warszawy lunaparku nad Wisłą barwnie opisał Zdzisław Kaliciński:
Gaj ciągnął się wzdłuż Ratuszowej, „między wałem nad Wisłą a Jagiellońską, po
lewej stronie ulicy, była szkółka drzew Zieleni Miejskiej i Park Praski, a po dru­
giej - kościół Matki Boskiej Loretańskiej, pamiętający jeszcze rzeź Pragi. Za
nim była plebania i druga szkółka drzew należąca do Magistratu, a za nią dopiero
był Gaj. Ciągnął się on wzdłuż Ratuszowej do wału i dalej na północ aż do mostu
kolejowego (Obecnie Starzyńskiego). Rosły w nim piękne, wielkie topole, a mię­
dzy nimi cudowna zielona trawa. Był to tradycją uświęcony teren niedzielnego
wypoczynku prażan. Od pierwszych ciepłych dni majowych od samego rana
ciągnęły tam nieraz całe rodziny. Tuż obok furtki parkowej po obu stronach
Ratuszowej ustawiały się stragany, na których można było dostać wszystko, co
1 dziś na odpustach gdzieniegdzie jeszcze bywa. Były loterie typu: «Trąć panna
kogutka w ogonek, a wygrasz złoty pierścionek)). Złoty to on nie bywał, ale
błyszczał jak złoty i leżał jeden jedyny wśród sterty groszowych cukierków,
glinianych kogucików, kotków, ptaszków, główek amorków czy też popiersi ob­
fitych dziewcząt-potworków. Dla amatorów były też strzelnice z wiatrówkami,
z premiami oczywiście, i gry zręcznościowe. Najczęściej była to leżąca na ziemi
tablica z wystającymi kołkami, na które trzeba było zarzucić drewniane lub me­
talowe kółka. Były naprędce organizowane salony gry, wystarczyła jakaś skrzyn­
ka, stojący nad nią «pan elokwentny)) wyjmował z kieszeni garść cukierków
i rozrzuciwszy je na kupki rozpoczynał taką oto orację:
27

- Szanowne p a ń s t w o ! Bez picu, bez l i p y i bez w y ś c i g ó w k o n n y c h m a m y oto m o ż n o ś ć w z i ą ć
u d z i a ł w solidnej zabawie! Wystarczy t y l k o bystre oko i j u ż zarabiamy p o d w ó j n a s t a w k ę ! Za d w a
p ł a c i m y cztery, za p i ę ć - d z i e s i ę ć ! Trzeba t y l k o o b s e r w o w a ć , forsy nie ż a ł o w a ć ! N o i zaczynamy
te dziecinnie prosta z a b a w ę ! M a m y na stoliku p a r ę c u k i e r k ó w , j e ś l i dodamy trzy b ę d z i e niepara,
do niepary niepara i b ę d z i e para! A j a k do tej pary dodamy jeszcze t r z y pary, to tez b ę d z i e para!
N o to dodajmy jeszcze n i e p a r ę i na pewno b ę d z i e para. K t o stawia? T y l k o szybko! H o p siup
i zaczynamy!" Gra w „ p a r a , nie para" s k u p i a ł a w i e l u a m a t o r ó w nieskomplikowanego hazardu
i ł a t w e g o zarobku, ale gdy n a b i e r a ł a r u m i e ń c ó w i j e j organizator „zbijał k a s ę " , p o d c h o d z i ł do
niego k t o ś i c o ś m u s z e p t a ł do ucha. W ó w c z a s ten szybko z g a r n i a ł c u k i e r k i i m ó w i ą c : „ P o l i c j a ,
tajniaki, p r y s k a m y ! " - z n i k a ł . „ P o d ogrodzeniem parku ustawiali s i ę sprzedawcy pestek i l o d ó w
z k o s z y k a m i , w ó z e c z k a m i albo z d r e w n i a n y m i b e c z u ł k a m i w y p e ł n i o n y m i t o p n i e j ą c y m lodem.
Czasem p r z y c h o d z i ł jeszcze ś l e p y kataryniarz. M y ś m y w i e d z i e l i , ż e on wcale nie jest ś l e p y i ż e

2 7

O lunaparku ( „ w e s o ł y m miasteczku") przy ogrodzie z o o l o g i c z n y m , „ z t a k ą p i e k i e l n ą k o ­

l e j k ą " , opowiada inf. A . K . ( w y w . 12/98), a o wycieczkach na B i e l a n y i t a ń c a c h m ł o d z i e ż y na
ś w i e ż y m p o w i e t r z u inf. E C . ( w y w . 14/97).

�PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

235

t y l k o na n i e d z i e l ę z a k ł a d a ł ciemne okulary i n o s i ł l a s k ę . K r ę c ą c k o r b ą kataryniarz w ę d r o w a ł od
jednej b i e s i a d u j ą c e j k o m p a n i i do drugiej i z b i e r a ł datki [...]

Towarzystwo było tu zupełnie inne niż na Bielanach. Byli to przeważnie robociarze i rzemieślnicy z Pragi Starej i Nowej. Przede wszystkim byli inaczej
ubrani. Tak więc według obowiązującej na Pradze mody młodsi i w średnim
wieku panowie nosili białe albo jasne spodnie, białe letnie pantofle, najczęściej
płócienne, albo zwykłe pepegi. Strój uzupełniały kolorowe, w paski poprzeczne
skarpetki i białe koszule, obowiązkowo ze sztywnym kołnierzykiem i koloro­
wym krawatem. Z marynarkami było już różnie. Zgodnie z wymogami mody
marynarka powinna być czarna i do niej słomkowy, płaski, z czarną wstążką
kapelusz. W gruncie rzeczy jednak do Gaju marynarkę nosiło się rzadko [...]
Zamiast słomkowego kapelusza wkładało się cyklistówkę, czyli kraciastą kolo­
rową czapkę z dużym daszkiem. Nieodzownym uzupełnieniem stroju była jesz­
cze gruba tonkinowa laska, czyli laga - jak sieją tu potocznie nazywało. Panie
odziewały się bardziej kolorowo. Bez względu na tuszę każda wciskała się
w bajecznie kwiecistą suknię lub spódniczkę i bluzkę. Na nóżki wkładały spiczaste
prunelki lub giemzowe pantofelki, czasem strój uzupełniała chustka kolorowa
z kaszmiru lub jedwabiu, wyciągnięta z maminej skrzyni, a może kupiona u Herca
na Ząbkowskiej. Bo u Herca na Ząbkowskiej można było dostać wszystko, co
kobiecie niezbyt zasobnej, a eleganckiej było potrzebne. Same jedwabie, same
cymesy, oczywiście towar ekstra tani i ekstra fajn! Za pół ceny!
Przyjemnie wyglądała piękna zieleń Gaju, prześwietlona gdzieniegdzie zło­
tem słońca, szarobrązowe pnie potężnych topoli dźwigały ciężki parasol zielo­
nych liści. Między konarami topoli krążyły gawrony i gołębie. Wśród tej zieleni
siedziało barwne towarzystwo, które nie doczekało się swojego Gierymskiego.
Były i serwety bielutkie, i kiełbasy, i salcesony, i «Owoce i wina» - czyli ogórki
kiszone i «tata z mama» lub też zwykła czyściocha. No i były urocze panie
- wszystkie ożywione, rozmowne, siedziały czuwając, by na czas podać zakąskę
lub picie" (Kaliciński 1983, s. 166-168).
Jako miejsce niedzielnego wypoczynku prażan Gaj istniał do roku 1927.
Później Magistrat zadecydował, że na tym terenie utworzony zostanie ogród
zoologiczny z prawdziwego zdarzenia, bo dotychczasowy na Powiślu przedsta­
wiał się wręcz żałośnie. „W zamian za Gaj - Magistrat postanowił zafundować
mieszkańcom Warszawy nie byle co, ale prawdziwy lunapark. Stało się to kosz­
tem Parku Praskiego. Po prostu ogrodzono jedną trzecią terenu od strony Wisły
i lunapark zaczął momentalnie działać. Czego tu nie było! Beczki śmiechu,
gabinety krzywych luster, zjeżdżalnie, samochody elektryczne... A w drugim
roku działalności zbudowano kolejkę górską. Była to rzeczywiście ogromna
kolejka, usadowiona wzdłuż ulicy Zygmuntowskiej, drugą krawędzią przylega­
jąca do mostu Kierbedzia, wysoka na dobrych pięć pięter, aż dech zapierało"
(Kaliciński 1983, s. 169-170).
Oprócz lunaparku na obrzeżach Parku Praskiego - zwanego „Ogrodem 100 po­
ciech" - władze miejskie zorganizowały również na warszawskich przedmieściach

�236

ANDRZEJ W O Ź N I A K

miejsca przystosowane do urządzania zabaw tanecznych na świeżym powietrzu,
tzw. patelnie. Znajdowały się one m.in. na Targówku, Bielanach, Saskiej Kępie
(Kaliciński 1983, s. 170) . „Patelnia" taka była również i na Grochowie, a raczej
na Gocławku, przy pętli tramwajowej , ale popularnością miejsce to nie do­
równywało opisanym wcześniej zabawom urządzanym w Rembertowie „Pod
Dębami", gdzie, jak wspomina informator z Grochowa, „orkiestra grała, bufet
był - wozami przywozili" .
Miejsc, gdzie za niewielkie pieniądze lub bezpłatnie można było w niedzielę
potańczyć było zatem na Grochowie i w najbliższych jego okolicach parę. M.W.
z Gocławia, znająca ogrody Laubera i inne „patelnie" w okolicy, ze szczególnym
sentymentem wspomina łąki Gocławia, na których latem obozowali Cyganie
i gdzie niejednokrotnie przy cygańskiej muzyce tańczyła .
Nie miał Grochów swojego lunaparku, czy też, jak mówiono po wojnie, „we­
sołego miasteczka" na praską miarę, ale latem w paru miejscach funkcjonowały
jego namiastki: karuzele, huśtawki, a obok nich koniecznie strzelnice, niekiedy
beczki śmiechu czy gabinety krzywych luster. Sprzedawano tam zazwyczaj rów­
nież lody, tanie słodycze i lemoniadę. Takie miejsca niedzielnych uciech, przede
wszystkim dla dzieci i młodzieży, znajdowały się np. u zbiegu ulic Grochow­
skiej, Wiatracznej i alei Waszyngtona, obok lasku zwanego „choinki" , na dwu
niezabudowanych parcelach za placem Szembeka, obok apteki mgr Żłobikowskiego oraz przy pętli tramwajowej na Gocławku .
W letnie czwartkowe popołudnie przy placu Szembeka rozstawił swój sprzęt
i dekoracje uliczny fotograf. Powinien tam stanąć w niedzielę, kiedy ludzie wy­
chodzą z pobliskiego kościoła. Ten jednak liczył prawdopodobnie na klientów po­
wracających tego dnia z końskiego targu przy ulicy Podskarbińskiej - zastanawia­
ją się autorzy Zielonego lata 1934, którzy tak utrwalili go na kartka swojej książki:
28

29

30

31

32

33

N a placu Szembeka w i d z i m y c o ś nowego [...] Oto w ę d r o w n y fotograf r o z ł o ż y ł się z aparatem na
t r ó j n o g u i ze s k ł a d a n y m k r z e s e ł k i e m - w cieniu zielonego parasola, dobrze j u ż z u ż y t e g o , bo
z ł a t a m i i n n y c h m a ś c i na dziurach. Wszystko razem w p o b l i ż u pierwszych w i e r z b , na samym
p o c z ą t k u u l i c y C h ł o p i c k i e g o , k t ó r ą tutejsi ludzie n a z y w a j ą aleją.. Przy jednej takiej w i e r z b i e , od
s ł o n e c z n e j strony fotograf p o u s t a w i a ł , niby dekoracje na przedmiejskiej swojej scenie - na zielo­
nej darni, pod n i e b i e s k o ś c i ą nieba - wszystko do w y b o r u : w o d ę , namalowana na dykcie, w i e l k ą ,
g ł ę b o k a i c z y s t ą , nad n i ą trzciny, na niej dwa ł a b ę d z i e , na innej dykcie - góry, dalekie o ś n i e ż 2 8

Takie miejsca zabaw l u d o w y c h pod g o ł y m niebem stały s i ę w Warszawie s z c z e g ó l n i e po­
pularne po drugiej w o j n i e , ale nazywano j e j u ż w ó w c z a s „ d e c h a m i " ( „ p a t e l n i a i dechy, to
w zasadzie to samo", m ó w i inf. А . К . , w y w . 12/98).
2 9

W y w . 5/97, inf. N , i 5 Ы 9 7 , inf. N . Natomiast inf. Е С . (1913, w y w . 4/97) w s p o m i n a , ż e
„ p a t e l n i a " z n a j d o w a ł a s i ę n i e g d y ś w okolicach p l . Szembeka, t w i e r d z i r ó w n i e ż , ż e „ p a t e l n i ą "
nazywano t e ż s a l ę t a ń c a w ogrodzie Laubera, gdzie „ c a ł y G r o c h ó w s i ę b a w i ł , t a ń c z y ł " .
3 0

W y w . 5/97, inf. N . (1925).
W y w . 2/2000, inf. H . W (1919).
W y w . 1/04, inf. S.W. P o c h o d z ą c a z G o c ł a w i a inf. H.S. wspomina, ż e „ t a m j a k jest U n i w e r sam, to tam b y ł lasek, tam b y ł a stacja k o l e j k i , k t ó r a c h o d z i ł a do O t w o c k a [ i tam] takie r o z r y w k i
b y ł y t y l k o przed w o j n ą " ; w y w . 1/00. J.L. z G o c ł a w i a p a m i ę t a , ż e o d b y w a ł y s i ę tam t a ń c e przy
muzyce j a k i e g o ś z e s p o ł u ; w y w . 1/01.
W y w . 1/04, inf. S.W.
3 1

3 2

3 3

�PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

237

n y c h w i e r z c h o ł k a c h , a p r z e c i e ż j a k n a j b l i ż s z e , jeszcze na innej ruiny, z z a c h o w a n ą w i e ż ą , ze
z ł a m a n y m i k o l u m n a m i i co najdziwniejsza - z d o m a l o w a n ą g ł o w ą k o n i a naturalnej w i e l k o ś c i ,
w ł a ś n i e w t y m miejscu, ż e b y m o ż n a s i ę b y ł o s f o t o g r a f o w a ć na tle tych r u i n , o b e j m u j ą c j e d n o ­
c z e ś n i e konia za s z y j ę (Boguszewska, K o r n a c k i 1959, s. 123-124).

Rozrywki dla dzieci i młodzieży z przedmieść organizowało Robotnicze Towa­
rzystwo Przyjaciół Dzieci. W końcu lat 30-tych, na Saskiej Kępie np.., urządzano
w letnie niedziele na łąkach, obok dzisiejszego stadionu Dziesięciolecia, festyny
dla dzieci. Dla tych mniejszych opiekunki RTPD organizowały zabawy i gry
w grupach, m.in. rozpowszechnioną w tamtych czasach grę w serso, rzucanie
kółkami w figurki podobne do kręgli i inne zabawy zręcznościowe. Działała nie­
wielka karuzela z konikami. Dla starszych było wspinane się na słupy z nagro­
dami, oczywiście strzelnica oraz inne atrakcje . Dla dorosłej i nieco bardziej
wymagającej publiczności z Saskiej Kępy, Kamionka i Grochowa w pobliskim
Parku Paderewskiego odbywały się w niedziele koncerty na świeżym powietrzu .
Aktywną działalność kulturalno-oświatowa prowadziło Towarzystwo Przyja­
ciół Grochowa, zwłaszcza po roku 1924, kiedy nastąpiła prawie całkowita zmiana
zarządu, do którego weszli przeważnie ludzie młodzi. Nakreślono nowy plan
działania, z powodzeniem następnie realizowany. Powołano do życia Koło Kulturalno-Oświatowe z sekcjami: dramatyczną, chóralną, muzyczną, sportową i odczy­
tową. Dzięki pomocy finansowej władz miasta rozwinęła się zwłaszcza działal­
ność sekcji chóralnej i muzycznej, a grochowskie zespoły zaczęły występować
również poza własną dzielnicą. Bardzo aktywna była też sekcja teatralna, która
dała na Grochowie wiele przedstawień. W okresie najbardziej ożywionej działal­
ności Koła jego sekcja sportowa liczyła 60 członków, chóralna 50, a teatralna 40.
Towarzystwo organizowało imprezy dla dzieci - przedstawienia teatru ku­
kiełkowego RTPD czy popularne w dzielnicy uroczystości choinkowe (Poliński
1938, s. 166-169). Działalność TPG znajdowała na Grochowie szeroki oddźwięk
społeczny, ale Gocław nie był zupełnie w tę działalność zaangażowany i nie
zostawiła ona, podobnie jak działalność innych miejscowych stowarzyszeń i orga­
nizacji społecznych, głębszych śladów w pamięci jego mieszkańców.
W roku 1929 zatwierdzony został statut powstałego rok wcześniej Towarzy­
stwa Przyjaciół Saskiej Kępy, Kamionka i Gocławia, wybrano też jego pierwszy
stały zarząd. Bardziej ożywioną działalność rozpoczęło jednak dopiero po po­
wołaniu w roku 1930 nowego zarządu. W jego składzie znalazł się m.in. Cezary
Wolfram z Gocławia. Niemal cała aktywność Towarzystwa skierowana została
w stronę działań mających na celu budowę infrastruktury szybko rozwijającej się
dzielnicy, natomiast kwestie kulturalne, które ze względu na strukturę społeczną
jej ludności miały swoją wyraźną specyfikę, zdawały się pozostawać niejako
na drugim planie. Jednym z najważniejszych przedsięwzięć Towarzystwa w tej
dziedzinie było uruchomienie przy ul. Miedzeszyńskiej 5 biblioteki i czytelni
(Drozdowski 1977, s. 4)
34

35

3 4

3 5

W y w . 2/04, inf. J.S.

W y w . 2/04, inf. J.S. P o c h o d z ą c y z K a m i o n k a inf. R . M . c h o d z i ł tam od czasu do czasu
wraz z c a ł ą r o d z i n ą ( w y w . 10/98).

�238

ANDRZEJ W O Ź N I A K

III
Tygodniowy rytm czasu pracy i czasu poza pracą oraz niedzielnego wypo­
czynku i rozrywki ulegał mniejszym lub większym zmianom w dniach świątecz­
nych i okresach je poprzedzających. Święto, zarówno to związane z cyklem prze­
łomowych wydarzeń życia ludzkiego, jak i z obrzędami dorocznymi, narzucało
własne reguły rządzące czasem oraz właściwy mu zespół zachowań i obrzędów.
Ponieważ szczegółowy opis obrzędów i wierzeń związanych z obu cyklami
świątecznymi nie jest celem mojego artykułu, postaram się zwrócić w nim przede
wszystkim uwagę na zmiany, jakie określone święta powodowały w tygodnio­
wym rytmie czasu pracy i czasu wolnego gocławian.
Jednym z najważniejszych wydarzeń rodzinnych były narodziny dziecka. Po­
ród na Gocławiu odbywał się w domu. Kiedy kobieta poczuła bóle, posyłano
po umówioną wcześniej akuszerkę. Ta po przyjściu „myła ręce i zabierała się
do roboty", wyganiając wcześniej męża położnicy z izby. Po urodzeniu myła
dziecko w miednicy, owijała w pieluchy i wołała do ojca: „masz chłopaka" albo:
„masz dziewuchę". Jeśli dziecko było słabe, chrzciła je zaraz. Na Gocławiu było
w zwyczaju, że po szczęśliwym porodzie akuszerkę częstowano przygotowaną
na tę okazję „grzanką" z wódki z cukrem i czekoladą. Gdy dziecko było zdrowe
z chrztem w kościele czekano do jakichś dużych świąt, „bo było taniej". W na­
głych wypadkach jednak nie czekano nawet do niedzieli i chrzczono je w dzień
powszedni. Na chrzestnych wybierano kogoś z rodziny, „albo najbogatszego".
Imię nadawano dziecku także, „jakie sobie przyniosło", tj. imię patrona dnia,
w którym się urodziło, lub po kimś z rodziny. Wystawność chrzcin „zależała od
kieszeni"; kiedy w rodzinie była bieda brali w nich udział „tylko kum, kuma
i domowi", zdarzało się też, że nie robiono żadnego przyjęcia. Zwykle jednak za­
praszano gości z rodziny, najbliższych sąsiadów i znajomych, niekiedy 20-30 osób,
a bywało i więcej. Gości podejmowano przeważnie obiadem, po obiedzie była
„gorzałka", wędlina, później ciasto. „Jak jeszcze gdzie muzykant był, to pograł,
potańczyli, zabawa była przy okazji". Gdy goście sobie podpili, „to i pośpiewali
sobie". Alkoholu było tyle, na ile rodzice mogli sobie pozwolić. Decydował
o tym ojciec. „Przeważnie na takie chrzciny, to i tak włazili w długi" - mówi inf.
J.L. - „chyba, że ktoś robił na państwowym". Latem, gdy była ładna pogoda,
przyjęcie robiono gdzieś w cieniu poza domem. Przeważnie jednak odbywało
się ono w mieszkaniu. Starano się, aby było ono możliwie wystawne - „żeby się
pokazać". Część potrzebnych sprzętów i naczyń pożyczano od sąsiadów, a sie­
dziska robiono niekiedy z desek pokrytych kapą albo kocem .
W okresie międzywojennym Pierwsza Komunia była bardziej uroczystością
szkolną, niż świętem rodzinnym. „Nie była tak uroczyście [jak obecnie] obchodzo­
na, bo była bieda" - mówi informátorka z Gocławia . Przygotowanie do Pierw­
szej Komunii prowadzone było w ramach lekcji religii w szkole. Uroczystość od36

37

3 6

3 7

W y w . 7/01, inf.J.L.
W y w . 13/01, inf. H . W .

�239

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

bywała się w maju - wspomina J.L., również mieszkaniec Gocławia - w niedzielę.
W dzień komunii dzieci zebrały się w szkole i w szyku, ze sztandarem szkolnym
i nauczycielami, zwłaszcza wychowawcami klas komunijnych, poszły do koś­
cioła. Ubranka chłopcy mieli granatowe z białą kokardą na ramieniu i białe
koszule, spodnie różnej długości. Dziewczęta były w białych sukienkach z wia­
nuszkiem na głowie. Po komunii dzieci wracały do szkoły na śniadanie - kakao,
ciasto i pączki. Po śniadaniu szły do domu, a po południu jeszcze raz do kościoła.
W domu nie było żadnej uroczystości ani prezentów, tylko rodzice starali się być
tego dnia na komunijnej mszy świętej - krewni raczej nie bywali. Po powrocie
do domu trzeba było zdjąć odświętne ubranie, aby się nie zniszczyło .
Ślub i wesele były w polskiej, uboższej części społeczności Gocławia wyda­
rzeniem, które - szczególnie w czasie kryzysu końca lat 20-tych i pierwszej po­
łowy lat 30-tych - mobilizowało do wielkiego wysiłku organizacyjnego i finan­
sowego rodziny obojga młodych, a nierzadko i ich samych. Większego - jak się
wydaje - znaczenia niż w okresie wcześniejszym nabrały wówczas tzw. oświad­
czyny. Były one rodzinną uroczystością, na którą rodzice młodej zapraszali
rodziców jej przyszłego męża. Spotkanie odbywało się przeważnie w sobotę.
Przygotowywano uroczysty obiad „z gorzałką, jak pół wesela prawie", podczas
którego omawiano sprawy związane ze ślubem i weselem, uzgadniano, u kogo
się ono odbędzie, bo choć tradycyjnie odbywało się ono u panny młodej, to nie
zawsze było to możliwe. Określano podział wydatków. Główny ciężar organiza­
cji wesela spoczywał na rodzicach dziewczyny, druga strona płaciła za alkohol,
muzykę, przejazd do ślubu, fotografie. Niekiedy „bywały kłopoty z dogadaniem
się". Podczas obiadu kandydat na męża prosił rodziców panny o jej rękę. Jeśli
mógł, dawał jej pierścionek, ale na Gocławiu, gdzie była bieda, zdarzało się to
rzadko, bo duże były wydatki na ślub i wesele. W czasie „oświadczyn" omawia­
no też sprawę posagu i wyprawy. W posagu panna dostawała przeważnie „trochę
jakichś mebli" albo pieniądze na nie. Szwagier inf. J.L., który pracował w znanej
na Grochowie pralni Gebera i miał oszczędności, mógł wynająć mieszkanie
i kupić najpotrzebniejsze meble. Od czasu „oświadczynowego" spotkania „młodzi
się już nie kryli", byli oficjalnie narzeczeństwem, ludzie naokoło o tym wiedzie­
li. Nawet jeśli termin ślubu bardzo się przeciągał, przeważnie z braku pieniędzy,
kiedy narzeczeństwo było oficjalne, nie budziło to zgorszenia . Gdy ustalono
już termin ślubu, młodzi (niekiedy wraz z rodzicami) chodzili zapraszać
gości .W latach kryzysu zapraszano na wesele 50, a niekiedy i więcej osób
- krewnych i najbardziej zaprzyjaźnionych sąsiadów. Tych, których nie można
było zaprosić na wesele, proszono na „poprawiny".
38

39

40

3 8

W y w . 9/01, inf. J.L.

3 9

W y w . 8/01, inf. J.L. W ś r o d o w i s k u r o b o t n i c z y m Warszawy w latach 30-tych rezygnowano

niekiedy z weselnego p r z y j ę c i a , aby za z a o s z c z ę d z o n e p i e n i ą d z e w y n a j ą ć mies2:kanie i k u p i ć
t r o c h ę m e b l i ( G a r w a c k i 1983, s. 78). Czasem ograniczano się do skromnego p o c z ę s t u n k u dla
paru n a j b l i ż s z y c h o s ó b z rodziny, tak j a k A . N o w a k o w s k i z Ochoty, k t ó r y m ó g ł się o ż e n i ć ze s w ą
n a r z e c z o n ą dopiero po siedmiu latach z n a j o m o ś c i ( N o w a k o w s k i 1973, s. 5 2 - 5 3 ) .
4 0

W y w . 14/01, inf. A . R .

�240

ANDRZEJ W O Ź N I A K

Wesele urządzano w domu panny młodej, przeważnie w niedzielę, „a w po­
niedziałek były poprawiny" . Jeśli było ciepło, tańczono również na podwórku
przed domem. Bawił się wtedy prawie cały Gocław, bo w tańcach brali udział
i ci, których na wesele nie zaproszono. Potrawy weselne - koniecznie rosół,
a jeśli rodzinę było stać, to jeszcze np. kotlety z kartoflami i buraczkami, niekiedy
flaki - przygotowywała kucharka, umiejąca dobrze gotować kobieta z rodziny
lub sąsiadka. Podawano również domowe wędliny z utuczonego na tę okazję
wieprzka - salceson „czarny", „włoski", kiełbasę, na końcu zaś ciasto. Pito wódkę,
piwo, lemoniadę. W przygotowywaniu wesela pomagała cała rodzina i sąsiedzi
organizacyjnie (użyczając swojej części domu, pożyczając sprzęty i zastawę)
i materialnie, dostarczając niektóre produkty (np. wódka, jaja, itp.) .
Gdy zmarł ktoś z mieszkańców Gocławia, zwłaszcza osoba dorosła, w jej
pożegnaniu brała udział niemal cała katolicka społeczność przedmieścia. W cią­
gu trzech dni, kiedy ciało pozostawało w domu, wieczorami zbierano się przy
trumnie, aby do późnych godzin wieczornych modlić się i śpiewać nabożne pieśni.
W tych modlitewnych czuwaniach najliczniej uczestniczyły starsze kobiety. Na
pogrzeb na cmentarzu bródnowskim szła większość mieszkańców Gocławia, tylko
nieliczni zostawali w domach. Trumnę wieziono karawanem; kondukt kroczył
ulicą Targową i przez całą Nową Pragę. Po mszy żałobnej, od kościoła do grobu,
trumnę niesiono. Przy grobie otwierano ją, aby zebrani mogli „pożegnać się ze
zmarłym". Po pogrzebie zamożniejsi zamawiali w słynnej restauracji na Bród­
nie, znajdującej się przy ul. św. Wincentego, naprzeciw głównej bramy cmenta­
rza, zwanej powszechnie „Pod Trupkiem", poczęstunek - „konsolację" .
Imieniny w katolickich rodzinach na Gocławiu obchodzone były powszech­
nie, ale nie zapraszano na nie - „przychodził, kto pamiętał". Urządzano je tylko
dorosłym. Nie przekładano imienin na inny dzień. Odbywały się zazwyczaj przed
wieczorem, „bo każdy pracował i nie było zwalniania się z pracy". Dom przed
imieninami sprzątano „jak na niedzielę". Ponieważ mieszkania były przeważnie
jednoizbowe, nie było problemu, gdzie przyjąć gości - jeśli ktoś miał pokój z kuch­
nią, przyjmowano ich w pokoju, ale zdarzało się i w kuchni. Stół nakrywano bia­
łym obrusem - „to już podstawa była", wyciągano sztućce „jak kto miał lepsze".
Przygotowywano zazwyczaj trochę wędliny, trochę mięsa pieczonego czy duszo­
nego, „trochę jajek z pieprzem i solą, boczek, ogórki, grzybki, jak ktoś miał, ciasto
upiekli", dawano „trochę gorzałki i wszystko" - czasy były ciężkie, ludzi nie stać
było na urządzanie hucznych imienin. Jeśli spodziewano się więcej gości, przy­
gotowywano się wcześniej, jeśli przychodziło parę osób, to gospodyni wyciągała
poczęstunek z kredensu w ostatniej chwili. Rzadko przychodzono na Gocławiu do
41

42

43

4 1

J e ż e l i w t y p o w y m g o c ł a w s k i m d o m u z s i e n i ą „ n a p r z e s t r z a ł " m i e s z k a ł y d w i e rodziny,

wesele o d b y w a ł o s i ę w obu c z ę ś c i a c h d o m u : w jednej p r z y g o t o w y w a n o p o t r a w y i j e d z o n o ,
w drugiej t a ń c z o n o .
4 2

W y w . 1/04, inf. A . R .

4 3

W y w . 6 / 0 1 . inf. J.L.; w y w . 14/01, inf. A . R . Obszerny opis „ k o n s o l a c j i " u r z ą d z o n e j przez

z a m o ż n e g o gospodarza ze w s i Z e r z e ń w podmiejskiej restauracji w s ą s i a d u j ą c e j z G o c ł a w i e m
osadzie Bluszcze zawiera Zielone lato 1934 H . Boguszewskiej i J. Kornackiego (19.59, s. 100-107).

�241

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

solenizanta z kwiatkami, prezentów też raczej nie było - głównie ze względów
finansowych - była bieda. Czasem kupowano coś, np. rodzicom. Przy imieninach
śpiewano solenizantowi Sto lat; jak był patefon, to pograli potańczyli, wesoło
było. „Wesoło to było, śpiewali nieraz, że ojej". Czasem trafił się ktoś z harmonią.
Latem imieniny urządzano na podwórku, w ogródku - ustawiano stół w cieniu.
U ewangelików obchodzono urodziny, ale przychodzili złożyć życzenia na
imieniny do sąsiadów, jeśli dobrze ze sobą żyli. Do nich się raczej nie chodziło.
„Pod tym względem, to oni zamknięci byli w swoim gronie" .
Choć w okresie międzywojennym byt mieszkańców Gocławia w coraz więk­
szym stopniu uzależniony był od pozarolniczych źródeł zarobkowania, to tutej­
szy kalendarz świąt dorocznych, mocno jeszcze osadzony w tradycji, nadal
w znacznej mierze pozostawał związany z kalendarzem prac rolniczych. W okre­
sie Bożego Narodzenia, kiedy nie było już żadnych prac w polu czy w ogrodzie,
gocławianie więcej czasu niż w jakimkolwiek innym okresie mogli poświęcić
na świętowanie, wypoczynek i zabawę.
Adwent, który poprzedzał i był oczekiwaniem na radosny okres Narodzenia
Pańskiego, stanowił jednocześnie jego antytezę - „czas powagi i skupienia".
W czasie tym nie urządzano żadnych zabaw. Imieniny odbywały się, lecz były
mniej huczne. Kobiety pilnowały, aby nikt nie tańczył, „ale pośpiewać, to sobie
pośpiewali". Sto lat wprawdzie zawsze musiało być, ale śpiewało się np. wiele
pieśni wojskowych i patriotycznych. Przy imieninach był np. zwyczaj wspomi­
nania tych zmarłych z rodziny, którzy dobrze zapisali się w pamięci. W Adwen­
cie, podobnie jak w Wielkim Poście, nie urządzano wesel , w środy i w piątki
poszczono. W latach 30-tych w dni postu jedzono już na Gocławiu wszystko
oprócz mięsa, nawet smalec, lecz bez skwarek. Najczęściej jednak były to zupy
mleczne, jajka, zwłaszcza gotowane, rzadziej smażone, bo trzeba było do tego
używać tłuszczu. Do kraszenia używano przede wszystkim oleju .
W Adwencie wczesnym rankiem, jeszcze przed śniadaniem, śpiewano po do­
mach godzinki. Ci, co mogli, szli do kościoła na roraty. Sąsiedzi budzili jeden
drugiego, aby zdążyć do kościoła na godzinę 6 rano . Przez cały Adwent dzieci
robiły zabawki na choinkę, ze słomy, z kolorowego papieru i krepiny, jeże, łań­
cuchy, gwiazdki, rzadziej zabawki z wydmuszek. Choinki zdobiono również
ciastkami własnej roboty, orzechami i małymi jabłuszkami. Niewiele rzeczy
kupowano - głównie papier i główki aniołków, świeczki, rzadko bombki, które
44

45

46

47

4 4

W y w . 16/00, inf. J.L. I n f o r m á t o r k a H . W . u w a ż a , ż e i m i e n i n y obchodzili ci „ c o m i e l i pie­
n i ą d z e " ; w y w . 13/01.
N i e b y ł o w A d w e n c i e i w W i e l k i m P o ś c i e ś l u b ó w , poza j e d n y m dniem, św. J ó z e f a
(19 marca), kiedy zgodnie z t r a d y c j ą ś l u b y dawano; w y w . 2 1 / 0 1 , inf. J.L.
4 5

4 6

W y w . 2 1 / 0 1 , inf. J.L. W p r z e s z ł o ś c i na p o c z ą t k u A d w e n t u wyparzano garnki p o p i o ł e m ,
aby nie p o z o s t a ł y w nich nawet ś l a d y t ł u s z c z u . Inf. A . R . p o w o ł u j ą c s i ę na opowiadania babki
m ę ż a , w y m i e n i a p o t r a w y jedzone n i e g d y ś w d n i , w k t ó r e o b o w i ą z y w a ł post, t j . w ś r o d y
i w p i ą t k i . B y ł a np. „ z a r z u t k a " z kapusty, zalewajka, a przede w s z y s t k i m kartofle z c e b u l k ą
i olejem, zalewane kwasem od kapusty z k i s z o n y m i wraz z k a p u s t ą buraczkami. Jedzono też
ś l e d z i e i inne ryby. W y w . 17/01, inf. A . R .
W y w . 2 3 / 0 1 , inf. J.L., w y w . 17/01, inf. A . R .
4 7

�242

ANDRZEJ WOŹNIAK

„bardzo szanowano" - „pudełko nowych bombek to była dla dzieci wielka
radość". Choinkę ubierano przeważnie tuż przed wigilią. Jak ktoś miał mieszka­
nie dwuizbowe, to choinkę stawiał wcześniej w pokoju; starano się j ą stawiać
przy oknie, żeby było j ą widać z zewnątrz . W wigilię Bożego Narodzenia
kończono prace (w gospodarstwie) o zmierzchu, „o pierwszej gwieździe". Ci, co
pracowali poza gospodarstwem, też przeważnie wracali wcześniej, choć nie
zawsze . Porządki świąteczne w małych mieszkaniach na Gocławiu, zazwyczaj
jednoizbowych, nie trwały długo. Robiono je przeważnie w przeddzień wigilii
- zmieniano pościel, sprzątano. Tylko tam, gdzie były chociaż dwie izby, przy­
gotowania zaczynano wcześniej: „wysprzątali pokój i nikogo tam nie wpuszczali".
W przeddzień wigilii robiono również gruntowne mycie .
Pierwszej gwiazdki wypatrywały przeważnie dzieci - wraz z nią rozpoczyna­
no wieczerzę wigilijną. Stół do wieczerzy przykrywano białym obrusem, pod
nim rozścielano sianko. Nakrycia dawano najlepsze, jakie były w domu, unikano
podniszczonych. Potraw wigilijnych powinno być 12, ale często bywało mniej:
kapusta z grochem, ryby, zupa śliwkowa z kluskami, pierogi z grzybami, z ka­
pustą, kompot z suszu (śliwkowy), ciasto przeważnie drożdżowe, rzadziej - ma­
kowiec, sernik. Na środku stołu stawiano opłatek. Matka lub ojciec zaczynali
wieczerzę „krótkim pacierzem" i dzielili się opłatkiem z całą rodziną. Opłatkiem
dzielono się też ze zwierzętami gospodarskimi. W wigilię nie było zakazu picia
alkoholu. „Później śpiewali aż się dachy unosiły". Do najpopularniejszych kolęd
należały: Wśród nocnej ciszy, Bóg się rodzi, Cicha noc (ta ostatnia była bardzo
popularna wśród protestantów). Czasami wieczerza wigilijna przeciągała się aż
do pasterki. Wędrówki na pasterkę bywały bardzo wesołe - rzucano się śnież­
kami, żartowano. W pierwszy dzień świąt szli czasem do kościoła nawet ci,
co byli na pasterce (głównie młodzież). Śniadanie tego dnia było bardzo obfite
- dojadano pozostałości z wieczerzy wigilijnej, podawano wędliny. Obfity był
również obiad. Do świątecznych dań obiadowych należały: rosół z makaronem
lub kaszką krakowską pokrojoną w kostkę, schab, kotlety mielone z kartoflami,
kapusta, „kielicha wypili". Ciasta były takie same, jak na wigilię. Na podwie­
czorek jedzono wędliny, ciasto. Na kolację - „co kto chciał" lub wcale nie je­
dzono. W drugi dzień świąt potrawy były takie, jak w pierwszy. Odwiedzano się
i goszczono nawzajem .
48

49

50

51

4 8

W y w . 2 3 / 0 1 , inf, J.L. Inf. A . R . m ó w i , iż z o p o w i a d a ń babki m ę ż a w i e , ż e „ d a w n i e j nie b y ł o

c h o i n k i " . W rogu izby przy stole stawiano snopek z r ó ż n y c h z b ó ż , ozdobiony j e m i o ł ą . C h o i n k i
b y ł y podobno u n i e m i e c k i c h k o l o n i s t ó w (Inf. A . R . , w y w . 18/01).
4 9

W y w . 2 3 / 0 1 , inf. J.L. Inf. A . R . p o w o ł u j ą c się na opowiadania babki m ę ż a , t w i e r d z i , ż e

w w i g i l i ę j u ż nie pracowano; robiono t y l k o „ o b r z ą d k i gospodarskie". Dziadek m ę ż a , k t ó r y j e ź ­
dził k o n i e m „ n a roboty magistrackie" w w i g i l i ę j u ż nie p r a c o w a ł ( W y w . 17/01, inf. A . R . ) .
5 0

W y w . 2 3 / 0 1 , inf. J.L.

51 W y w . 23/01, inf. J.L. Inf. A . R . M ó w i , ż e w pierwszy d z i e ń zapraszano gości z najbliższej
rodziny, na drugi d z i e ń „szli sami w g o ś c i " . W drugi dzień ś w i ą t na św. Szczepana, j a k o p o w i a d a ł a
babka m ę ż a , u M a t k i Boskiej L o r e t a ń s k i e j sypano z c h ó r u na ludzi owies „ ż e b y się z b o ż e r o d z i ł o "
( w y w . 17/01). N a s t ę p n e g o dnia 27 grudnia (św. Jana) chodzono do k o ś c i o ł a w c z e ś n i e rano, bo b y ł a

�243

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

Od pierwszego dnia świąt wieczorami chodzili po Gocławiu kolędnicy. Były
to grupki 5-6 miejscowych chłopców w wieku od 8 do 16 lat. Śpiewali przeważnie
pod oknami domów popularne kolędy: Wśród nocnej ciszy, Bóg się rodzi. Kolędni­
cy chodzili tylko do domów katolickich, choć żadnych zakazów w tym względzie
nie było; przyjęło się to tak „samo z siebie". Dawano im zazwyczaj „po parę
groszy". Grup kolędników było dużo - „jedni wychodzili, drudzy wchodzili" .
W tym samym czasie zaczynał chodzić do domach Gocławia zespół „Hero­
dów". Byli to starsi chłopcy „po wojsku", a niekiedy i żonaci mężczyźni. Grupa
Herodów też była miejscowa - „przez cały Adwent się szykowali, przygotowywali
stroje, przebrania". Do domu, w którym mieli wystąpić, najpierw wchodził „mar­
szałek" i pytał czy mieszkańcy chcą zobaczyć „Króla Heroda" i dopiero po zapro­
szeniu zespół wchodził do izby. Czasem „aktorów" było kilkunastu (król Herod,
marszałek, Żyd, anioł, diabeł, śmierć). Wchodzili, prosili krzesło dla „króla Hero­
da" i zaczynali przedstawienie. Po zakończeniu dawano im pieniądze, a jeśli byli
znajomi, to i „po kielichu". Jeśli gdzieś w tym czasie była zabawa, to niekiedy
zostawali potańczyć. Zazwyczaj chodzili tylko po Gocławiu, ale kiedyś wybrali się
na Targówek i tam wdali się w bójkę z miejscowymi, którzy szli naprzeciw .
W ostatni dzień roku, w Sylwestra, odprawiano o godz. 6 po południu mszę
świętą, na którą szła większość katolickich mieszkańców Gocławia. Chociaż pa­
rafia od 1938 roku była na Saskiej Kępie, do kościoła chodzono przeważnie na
plac Szembeka albo do kaplicy albertynów, gdzie było centralne ogrzewanie. Na
Gocławiu w noc sylwestrową urządzano zabawy w tych domach, gdzie było wię­
cej miejsca. Zabierano ze sobą „po butelce" (1/2 litra) wódki, kobiety robiły
jakieś zakąski - trochę mięsa, wędliny, salceson, przynoszono „coś ze świąt",
jeśli zostało. Bawiono się przy gramofonie lub patefonie, przeważnie w kilka
osób, najczęściej w gronie sąsiadów. Zabawy trwały całą noc - do rana. Większe
zabawy odbywały się tam, gdzie były największe mieszkania, np. u Ranców,
gdzie pokój miał ok. 25 m , u Dembińskich. Zabaw sylwestrowych nie organizo­
wano w grupach wiekowych - „razem to było". Czasem tylko zbierali się osobno
starsi, „coś wypili, pogadali, bez tańców i muzyki". Na sylwestrowe zabawy
ubierano się w niedzielne ubranie, nie strojono się specjalnie - były to raczej
potańcówki niż huczne zabawy.
W Nowy Rok większość mieszkańców chodziła do kościoła. Ci, co byli na
jakichś zabawach, szli na późniejsze msze, przeważnie na sumę o godz. 11. Msza
noworoczna była z kazaniem okolicznościowym i życzeniami dla parafian.
52

53

2

k o m u n i a św. pod d w o m a postaciami ( w y w . 18/01 inf. A . R . ) . Ż a d n e g o z tych z w y c z a j ó w nie zna
inf. J.L. Opowiada on natomiast, ż e w Zerzeniu na B o ż e Narodzenie ( b y ć m o ż e na p a s t e r k ę )
parafianie p r z y n o s i l i k a c z k i , gęsi i inny d r ó b i stawiali przed s z o p k ą ( w y w . 15/01, inf. J.L.).
5 2

W y w . 6,7/00; 2 5 / 0 1 , inf. J.L. G o c ł a w s c y k o l ę d n i c y nie n o s i l i ze s o b ą ż a d n y c h a k c e s o r i ó w

(gwiazdy, szopki). Chodzenie z s z o p k ą informator zna dobrze z s ą s i e d n i c h dzielnic, ale t w i e r d z i ,
ż e „ n a G o c ł a w i u s i ę to nie p r z y j ę ł o " . Zwyczaje z w i ą z a n e z p r z y g o t o w y w a n i e m szopki i chodze­
niem z n i ą po k o l ę d z i e na N o w e j Pradze w latach trzydziestych opisał d o ś ć s z c z e g ó ł o w o w swoich
wspomnieniach Z d z i s ł a w K a l i c i ń s k i (1983, s. 2 0 0 - 2 0 1 ) .
5 3

W y w . 6/00, inf. J.L. O „ H e r o d a c h " i k o l ę d n i k a c h w s p o m i n a też A . R . , w y w . 17,18/01.

�244

ANDRZEJ W O Ź N I A K

Robiono lepszy obiad, zapraszano gości, niekiedy tych, których nie było w świę­
ta. Czasem zapraszano na wieczór „po obrządkach". Obiad noworoczny był po­
dobny do świątecznego - coś w rodzaju przedłużenia świąt. Życzenia składano
sobie w Sylwestra lub w Nowy Rok (jeśli widziano się w oba dni, to niekiedy
i jednego, i drugiego dnia).
W Trzech Króli „szło się koniecznie do kościoła", kupowano i święcono ka­
dzidło i kredę. Po powrocie do domu pisało się na drzwiach litery K + M + B, ale
nie było zwyczaju okadzania mieszkania kadzidłem. Do Trzech Króli stały po
domach choinki. Starano się o przygotowanie tego dnia „lepszego obiadu"; zdarza­
ło się nawet, że pożyczano na ten cel trochę pieniędzy od krewnych czy sąsiadów.
„Wymiatano" też wówczas wszystkie świąteczne pozostałości i zapasy .
Od Nowego Roku do Popielca trwał karnawał; nazwa „zapusty" nie była uży­
wana. U tych, co mieli większe mieszkanie, odbywały się w soboty i niedziele
potańcówki przy gramofonie. Nie były to jednak zabawy z jedzeniem i piciem.
„No, czasami ta starsza kawalerka, to sobie pół litra przynieśli. A tak, to były
tylko potańcówki". Dopiero przy okazji ostatków „szykowali coś", smażono fa­
worki, podobnie jak w Tłusty Czwartek. „Jak było, tak było, biednie, to biednie,
ale szczerze było - gościli się, nie omijali się, syn ojca, ojciec syna, nie tak jak
dzisiaj. Wszyscy się znali, wszyscy się schodzili czy na święta, czy na takie
o... imprezy". W czasie karnawału potańczyć można było w każdej restauracji,
bo wszędzie była orkiestra, która grała albo codziennie, albo parę dni w tygo­
dniu. Była np. taka restauracja na rogu Żymirskiego i Grochowskiej, na placu
Szembeka (Boguckiego „Pod Olszynką") .
Przed połową karnawału, 2 lutego, było święto Matki Boskiej Gromnicznej.
Był to wprawdzie normalny dzień pracy, ale kobiety nie pozwalały, żeby ktoś np.
tego dnia rąbał drzewo; z każdego domu ktoś szedł do kościoła, aby poświęcić
gromnicę (świeca mogła być z poprzedniego roku) .
W Tłusty Czwartek smażono pączki i faworki, rzadziej racuchy. Zapraszano
się na nie nawzajem - był to dzień odwiedzin. Pączki czy faworki bardzo rzadko
kupowano (zdarzało się to tylko pracującym „gdzieś w mieście"). Najczęściej
robiono je po domach („gospodynie były takie, że robiły wszystko, żeby tylko
było z czego"). Niekiedy przy pączkach, faworkach, jeśli byli w domu goście
„wypili po kielichu, pogadali". Zdarzało się, że tego dnia posmarowano klamki
u drzwi tłuszczem, w szkołach smarowano tablice .
W „ostatki" chodziły po domach na Gocławiu grupy przebierańców. Były to
przeważnie dzieci („małe chłopaki"), poprzebierane za Żydów, Cyganów. Prze­
brania te były bardzo nieskomplikowane, dzieciaki posmarowały się sadzą,
54

55

56

57

5 4

Wyw. 6/00, inf. J . L .

5 5

Wyw. 3, 4/01, inf. J . L . J . Kasprzycki wymienia tych restauracji na Grochowskiej przynaj­

mniej kilka, ale w latach kryzysu g o c ł a w i a n i e chodzili do nich bardzo rzadko.
5 6

Starano s i ę - m ó w i inf. J . L . - „ ż e b y ta gromnica była w k a ż d y m domu". Niekiedy odwie­

dzano s i ę w tym dniu, ale nie b y ł o ż a d n y c h ś w i ą t e c z n y c h o b i a d ó w ani innych u r o c z y s t o ś c i .
Z dniem tym w i ą z a ł y s i ę przepowiednie pogody; wyw. 6/00; 2/01.
5 7

Wyw. 2, 3 , 4 / 0 1 , inf. J . L .

�245

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y .

szminką, ubierały się w starą odzież, znalezione na strychu kapelusze. Częstowano
ich po domach pączkami, faworkami, ale przeważnie dawano po parę groszy .
Czterdziestodniowy okres Wielkiego Postu rozpoczynała Środka Popielcowa.
Tego dnia wieczorem większość gocławian szła do kościoła, gdzie po mszy św.
ksiądz posypywał wiernym głowy popiołem, a dla nieobecnych na mszy sypał
popiół do książeczek do nabożeństwa. Postu bardzo ściśle przestrzegano, zwłasz­
cza wśród osób starszego pokolenia. W środy i piątki nie jedzono mięsa i tłuszczu
zwierzęcego, gotowano przeważnie potrawy na mleku , w piątek zaś jedzono
śledzie „jak były pieniądze". Mniej skrupulatnie wystrzegano się picia alkoholu,
ale i tak pito go mało, „bo była bieda, a alkohol był drogi", zwłaszcza piwo.
Bardzo pilnowano, aby w tym okresie nie było zabaw. Śluby i chrzty odkładano
do świąt, „chyba że dziecko było chore". Imieniny urządzano, ale bez tańców ,
tylko na św. Józefa „bywało wesoło", bo mówiono, „że tego dnia nie ma postu"
i uważano, że nawet śluby są wówczas dozwolone . Łoskot rozbijanych garnków
z popiołem przypominał gocławianom, że połowa postu już minęła .
Zwiastunem Wielkiego Tygodnia była Palmowa Niedziela, w którą prawie
wszyscy mieszkańcy Gocławia szli do kościoła, niosąc do poświęcenia palemki
własnej roboty z gałązek wierzby. Starano się też w następnych dniach kupić
choćby jakieś drobiazgi z odzieży (np. chustkę, skarpety), aby mieć na Wielka­
noc coś nowego .
W Wielkim Tygodniu rytm czasu i rozkład zajęć na Gocławiu podporządko­
wane były przygotowaniom do zbliżających się świąt. W domach i na podwór­
kach robiono generalne porządki, przygotowywano świąteczne potrawy i wy­
pieki, malowano jajka, ale pisanek już nie robiono . Od Wielkiego Czwartku
zaczynały się nabożeństwa o Męce Pańskiej, w kościołach milkły dzwony.
W Wielki Piątek chodzono „na groby", przede wszystkim do kościołów w oko­
licy: na Kamionku, na placu Szembeka, do kaplicy albertynów, tylko nieliczni
jeździli do śródmieścia, do kościoła św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży i do
kościołów na Krakowskim Przedmieściu. Wracano stamtąd do domu niekiedy
późnym wieczorem, a później jeszcze długo dzielono się wrażeniami .
58

59

60

61

62

63

64

65

5 8

Wyw. 2, 4/01, inf. J . L . Znacznie bogatszą oprawę miały ostatki na Nowej Pradze, opisywane
przez Z . Kalicińskiego. Tam przebierali się kilkunastoletni chłopcy, którzy sporo w c z e ś n i e j i znacz­
nie staranniej n i ż na G o c ł a w i u przygotowywali s i ę do tego dnia (Kaliciński 1983, s. 201-202).
5 9

N i e g d y ś nawet garnki szorowano piaskiem, aby nie było w nich śladu tłuszczu (wyw. 18/01,
inf. A . R . ) .
Wyw. 2/01, 3/01, inf. J . L . , wyw. 18/01, inf. A . R .
Wyw. 3/01, inf. J . L .
Wyw. 3/01, inf. J . L . M ł o d z i e ż m ę s k a m a l o w a ł a tego dnia wapnem lub farbą okna w do­
mach panien, które nie w y d a ł y s i ę za m ą ż w karnawale, a na ścianach d o m ó w umieszczano nie­
kiedy z ł o ś l i w e napisy.
6 0

6 1

6 2

6 3

Wyw. 18/01, inf. A . R .
Pisanki robiono na G o c ł a w i u przed I wojną. Później jajka gotowano tylko w wywarze
z cebuli lub w roztworze z grafitu tzw. „ t u s z o w y c h o ł ó w k ó w " (z o p o w i a d a ń babki m ę ż a inf. A . R . ,
urodzonej w k o ń c u X I X w. - wyw. 19/01).
6 4

6 5

Wyw. 3/01, inf. J . L . ; wyw. 18/01, inf. A . R .

�246

ANDRZEJ W O Ź N I A K

W Wielki Piątek i Wielką Sobotę po domach Gocławia odbywało się gruntow­
ne przedświąteczne mycie i robiono ostatnie porządki. W Wielką Sobotę, kiedy
przyjeżdżał ksiądz, aby na miejscu poświęcić pokarmy, „wszystko było wysprzą­
tane, porządek taki w podwórkach, jak nie było przez cały rok", opowiada J.L.
W Niedzielę Wielkanocną na rezurekcję szła przytłaczająca większość miesz­
kańców Gocławia, a J.L. mówi, że chodzili na nią „nawet najzagorzalsi grzeszni­
cy - szedł taki, co zapomniał jak ksiądz wygląda". Chodzono przeważnie do
najbliższego kościoła, na plac Szembeka. Podczas rezurekcji strzelanina z kalichlorku, kluczy itp. była ogłuszająca i co roku zdarzało się wiele wypadków. Po
powrocie stół był już nakryty, bo zawsze ktoś jednak w domu zostawał , siadano
więc do świątecznego śniadania. Przed śniadaniem dzielono się jajkiem i skła­
dano sobie życzenia. Jedzono wędzone „swojskie" kiełbasy, bywała szynka
z kością, żurek z białą kiełbasą, później ciasto, herbata, kawa z mlekiem. Podczas
śniadania śpiewano czasem pieśni - Chrystus zmartwychwstań jest, Wesoły nam
dzień dziś nastał. Przy śniadaniu siedziano długo, z krótkimi przerwami, prawie
do obiadu. Na obiad bywał często rosół z makaronem, schab lub duszona woło­
wina z kartoflami i buraczkami, na deser herbata z ciastem. Po obiedzie chodzo­
no przeważnie na przechadzkę nad jezioro, na wał, na pola i łąki, czasem w gości
do bliskich krewnych. Rzadko jedzono kolację. W drugi dzień świąt szło się do
kościoła, „ale zdarzało się, że ktoś nie poszedł". Nadal biesiadowano przy zasta­
wionym stole. Obiad był taki jak w pierwszy dzień. Począwszy od niedzielnego
śniadania, wszystkie świąteczne potrawy obficie zapijano alkoholem, „a dopiero
we wtorek to leczenie kaca było". W drugi dzień świąt odwiedzano i goszczono
się nawzajem. Tego dnia „lali się okropnie wodą, każdy mokry chodził". W tym
powszechnym oblewaniu się wodą, zwanym śmigusem, brała jednak udział
przede wszystkim młodzież. Polewano się najczęściej z butelek, ale chłopcy,
którzy polowali na dziewczęta z kubłami wody, wchodzili niekiedy na drzewa
i dachy budynków. W oba dni Wielkanocy, jeśli była pogoda, między posiłkami
chodzono na długie przechadzki; „wtedy mniej wódki pili". Biesiadowano też
przed domami. Po świętach, jeśli utrzymywała się ciepła pogoda, coraz więcej
czasu wolnego spędzano już na powietrzu .
Pierwszego maja kapliczkę na Gocławiu, przy zbiegu ulic Żymirskiego i M i mośrodowej, strojono kwiatami i zielenią. Zaczynał się okres nabożeństw
majowych i czerwcowych. Nikt z mieszkańców nie brał natomiast udziału
w pierwszomajowych manifestacjach. Tylko paru ciekawskich jeździło czasem na
Plac Teatralny popatrzeć na odbywające się tam burzliwe demonstracje i in­
terwencje policji. Trzeciego Maja świętowano, bo było to jednocześnie święto
państwowe i kościelne Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Chodzono
tego dnia do kościoła, niekiedy zebrało się paru mężczyzn, aby porozma­
wiać gdzieś na trawie i niejako dla podkreślenia wagi święta „wypić po lufce"
66

67

68

6 6

6 7

W y w . 3 / 0 1 ; 2 5 / 0 1 , inf. J.L.; w y w . 17/01, inf. A . R .

N a p r z y k ł a d m ł o d e dziewczyny, k t ó r e c h o d z i ł y do k o ś c i o ł a na godz. 11, kiedy wspaniale
ś p i e w a ł c h ó r i m o ż n a b y ł o s p o t k a ć się z c h ł o p a k a m i , w y w . 2 5 / 0 1 , inf, J.L.
W y w . 2 5 / 0 1 , inf. J.L.; 19/01, inf, A . R .
6 8

�247

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y

(tj. po kieliszku). Wywieszano, podobnie jak 11 listopada, flagi na domach,
czego zresztą pilnowała policja .
Zielone Świątki (Zesłanie Ducha Świętego) świętowano dwa dni i znacznie
uroczyściej niż obecnie. Jak wspomina J.L. - „Było to prawdziwe zielone świę­
to, bo każdy dom w zieleni tonął [...] każde mieszkanie umajone tatarakiem,
kasztanem, gałęziami z wiązu, topoli. Jeziora były w okolicy, tataraku nie bra­
kowało". Tatarakiem majono obrazy nad komodą, gałęziami - dom. Zawsze
pieczono jakieś ciasto, był lepszy obiad, więcej mięsa, bo w te dni bywali goście.
Jak zostało mięsa, to robili kanapki do wódki". Do kościoła chodzono w oba dni,
ale niektórzy szli tylko pierwszego dnia; nie traktowano tego rygorystycznie, bo
był to czas robót gospodarskich, zwłaszcza przy sianie i przy pieleniu kartofli
i buraków. Bardziej świątecznie traktowali te dni ci, którzy nie mieli gospo­
darstw: „jedni za wałem w karty grali", inni szli nad jezioro .
Święto Bożego Ciała nie było na Gocławiu obchodzone dużo uroczyściej niż
zwykła niedziela, ale na procesję, tak jak na rezurekcję, szli prawie wszyscy,
nawet ci, co do kościoła zazwyczaj nie chodzili. Parafialna procesja z kościoła
na Kamionku szła przed południem na Krakowskie Przedmieście, gdzie odbywa­
ły się główne uroczystości, z udziałem wojska, ale chodzono też na procesje do
innych kościołów; do kaplicy albertynów przy Grochowskiej, na plac Szembeka,
gdzie procesja była po południu. Ci z gocławian, którzy mieli krewnych na Pra­
dze, jeśli zaproszono ich w gości, szli na procesję do św. Floriana. Powszech­
nego zwyczaju zapraszania gości na Boże Ciało jednak nie było. Tuż przed samą
wojną chodzono też na procesję na Saską Kępę, gdzie powstała nowa parafia, do
której należał Gocław .
Na Gocławiu mawiano, że „dopóki św. Jan wody nie ochrzci", nie należy
kapać się w rzekach i jeziorach. Wigilia św. Jana (23 czerwca) była na Gocławiu,
a zwłaszcza na sąsiedniej Saskiej Kępie, dniem wesołych zabaw. W noc święto­
jańską w klubach sportowych na Saskiej Kępie grały orkiestry, odbywały się
bale, tańczono również na rzęsiście oświetlonych statkach spacerowych na
Wiśle. Nad Wisłę szli również mieszkańcy Gocławia. Jeśli wigilia św. Jana
wypadała w dzień powszedni, po powrocie z pracy przebierano się i przed wie­
czorem chodzono nad Wisłę „na wianki". Wianki puszczała na wodę młodzież,
starsi przychodzili popatrzeć, posiedzieć na wale, „flaszkę wzięli". Młodzi bawili
się wesoło przy dźwiękach licznych orkiestr, spacerowali po jasno oświetlonym
bulwarze na Saskiej Kępie. Później gdzieś na łąkach rozpalano niekiedy ognisko
- „chłopaki przynieśli trochę gorzałki, dziewczyny zakąski". Bawiono się do
późna, a potem „szli w kopki siana" .
69

70

71

72

6 9

W y w 1/01; 3 / 0 1 , inf. J.L.; 13/01, inf. H . W . G o c ł a w i a n i e brali licznie u d z i a ł w n a b o ż e ń ­
stwach m a j o w y c h i c z e r w c o w y c h przy miejscowej kapliczce, ale chodzili t e ż na nie do k o ś c i o ł a
na p l . Szembeka.
Jeśli ś w i ę t a w y p a d a ł y p ó ź n o i b y ł o bardzo c i e p ł o , n i e k t ó r z y k ą p a l i s i ę nawet; w y w . 5 / 0 1 ,
inf. J.L.; 13/01/, inf., H . W .
7 0

7 1

7 2

W y w . 3 / 0 1 , inf. J.L.; w y w . 13/01, inf. H . W .
W y w . 5/01. inf. J.L.

�248

ANDRZEJ W O Ź N I A K

Święto Matki Boskiej Zielnej (Wniebowzięcia NMP - 15 sierpnia) w okresie
międzywojennym należało na Gocławiu do najważniejszych w kalendarzu świąt
dorocznych. W dzień ten powszechny był zwyczaj święcenia małych wianusz­
ków z kwiatów i ziół. Jak mówi inf. H.W. święto to obchodzono wówczas znacz­
nie uroczyściej niż obecnie .
Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w od­
ległym o około 5 km od Gocławia Zerzeniu przy Trakcie Lubelskim, jest jednym
z najstarszych kościołów parafialnych Równiny Praskiej. Pierwszy drewniany
kościół został wzniesiony już w roku 1403, a w trzy lata później biskup po­
znański Wojciech Jastrzębiec erygował w Zerzeniu parafię (Wierzchowski
1999, s. 17). Odbywające się tu 15 sierpnia odpusty od dawna przyciągały „ludzi
z całej okolicy" .
Przed odpustem, nie tylko w Zerzeniu, ale i w całej okolicy, odnawiano cha­
łupy, reperowano płoty, porządkowano obejścia, bo spodziewano się gości. Po
mszy świętej, na której święcono wianki, mieszkańcy Zerzenia zapraszali do sie­
bie krewnych z bliższej i dalszej okolicy, przybyłych na odpust. Nie obywało się
oczywiście bez wypitki, a świecka strona odpustu niejednokrotnie przeważała
nad religijną. Niektórzy z odpustowych gości nawet nie wchodzili do kościoła.
Do atrakcji odpustu należały sprzedawane tam wędliny z Karczewa (zwłaszcza
kaszanka na gorąco), ciastka „gryczaki". Atrakcją dla dzieci i młodzieży była
karuzela. Na loterii fantowej można było wygrać owce, prosiaki, gołębie. Było
wiele kramów, w których można było „wszystko kupić": zabawki dla dzieci,
pierniki, słodycze, dewocjonalia . W czasie powrotów do domów słychać było
odgłosy różnych trąbek, piszczałek i gwizdków - „wszystko piszczało".
Na odpust do Zerzenia chodziło wiele osób z Gocławia, przeważnie młodzież,
a starsi, jeśli mieli tam krewnych lub znajomych. „Jak ktoś miał tam rodzinę, to
bywał zapraszany na obiad, a później szło się na dechy" - mówi J.L. Większość
dziewcząt i chłopców w wieku szkolnym biegała na odpust sama; rodzice nie
chcieli z nimi chodzić, bo „naciągali na różne zakupy". Sami „szykowali się na
wędliny z Karczewa i butelkę" (tj. pół litra). Bywało jednak, że w wypitce prze­
brano miarkę, niekiedy między podpitymi dochodziło do bójek. Po południu za­
czynała się zabawa taneczna, opłacana „z kawałka" (tj. od tańca). Orkiestra była
zawsze bardzo dobra, o co dbał komitet organizacyjny odpustu. Jeśli nie padało ,
bawiono się do późna w nocy .
Największymi świętami okresu jesiennego były uroczystości Wszystkich
Świętych i Dzień Zaduszny. Przed Zaduszkami dawano za dusze zmarłych na
mszę św. i tzw. „wypominki", ale z powodu panującej biedy było to znacznie
73

74

75

76

77

7 3

W y w . nr 13/01, inf. H . W .

7 4

W y w . nr 2 0 / 0 1 , inf. A . R .

7 5

B y ł o r ó w n i e ż w i e l u ludzi h a n d l u j ą c y c h „ z r ę k i " - „ p o o b w i e s z a l i s i ę t y m i k o r a l a m i " , m ó w i

informator J.L.
7 6

Ze ś w i ę t e m M B Zielnej z w i ą z a n e b y ł o przekonanie, ż e tego dnia lub w dni n a s t ę p n e musi

padać.
7 7

W y w . nr nr 13/00; 5 - 6 / 0 1 ; 15/01, inf. J.L.

�PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y

249

78

mniej powszechne niż obecnie . W czasie świąt odwiedzano groby, ozdabiano
je przeważnie gałązkami choiny, gdyż były tanie, rzadko natomiast stawiano
świeczki, lampki i kwiaty. Na Bródno, choć było to daleko, chodzono przeważ­
nie na piechotę, „na skróty", przez ulicę Podskarbińską i Utratę. Odwiedziny
cmentarza były okazją do spotkań z krewnymi i znajomymi, o których później
opowiadano domownikom .
Mało rozpowszechnione były na Gocławiu wróżby w wigilię św. Andrzeja,
tzw. andrzejki (29 XI). „Czasem dziewczyny lały wosk po kątach, ale rzadko",
wspomina J.L. Nie zachowały się w pamięci informatorów wspomnienia o po­
przedzających Adwent zabawach na św. Cecylię.
79

IV
Badania nad międzywojennym Gocławiem rozpocząłem w 1998 roku, kiedy
proces wchłaniania tego przedmieścia przez zakłady przemysłowe, osiedla miesz­
kaniowe i arterie komunikacyjne był już bardzo zaawansowany. Pozostało parę
uliczek, kilkanaście starych domków i kilka osób, które dawny Gocław pamięta­
ły. Co roku burzono stare domy i odchodzili najstarsi mieszkańcy tego kwartału.
Badania prowadzone na sąsiednim Grochowie i Witolinie przyniosły wprawdzie
także sporo interesujących materiałów, ale tylko niewielka ich część dotyczyła
Gocławia. Był to zresztą jego obraz zapamiętany przez ludzi, którzy tę dzielnicę
znali tylko od zewnątrz, z wysokości Wału Gocławskiego, po którym odbywali
niegdyś niedzielne spacery.
Pamięć moich gocławskich rozmówców nie sięgała już głębiej niż do przeło­
mu lat 20-tych i 30-tych. Nieco wcześniejszy okres pamiętali niektórzy informa­
torzy z Grochowa. Trochę wiadomości odnoszących się do całego dwudziesto­
lecia międzywojennego zawiera literatura, dotycząca przeważnie Pragi, Grochowa
i bardzo rzadko Gocławia. Materiały, na których opiera się artykuł, odnoszą się
zatem przede wszystkim do lat wielkiego kryzysu. Dotyczą niemal wyłącznie
katolickiej części gocławskiej społeczności.
Kwestią czasu wolnego robotników warszawskich w tym okresie zajmowano
się rzadko. Skutkom bezrobocia w sferze kulturalnej życia robotników, wspo­
minając również o problemie czasu wolnego, poświęcił parę stron Władysław
Mierzecki w swoim studium o robotnikach Warszawskiego Okręgu Przemysło­
wego w dwudziestoleciu międzywojennym (1989, s. 152-154). Jego zdaniem
wydatki na kulturę w rodzinach bezrobotnych redukowano niemal do zera, co
oznaczało rezygnację „z wszelkich płatnych rozrywek". Nawet sam termin „czas
wolny" uważa autor za nieadekwatny w sytuacji, kiedy „właśnie brak zajęcia był
najbardziej dolegliwy dla bezrobotnego". W. Mierzecki jest więc skłonny mówić

7 8

C z ę s t o natomiast dawano p a r ę groszy za m o d l i t w y w intencji z m a r ł y c h cmentarnym ż e ­

b r a k o m , k t ó r y c h w i e l u s i e d z i a ł o pod bramami cmentarza. Pisze o nich w swoich wspomnieniach
J. Ś w i d r o w s k i (1980, s. 26).
7 9

W y w . 6/01, inf. J.L.

�250

ANDRZEJ W O Ź N I A K

tu raczej o „czasie zbędnym" (1989, s. 152-153). Skutkiem bezrobocia - pisze,
powołując się na badania M . Balsingerowej - była powszechna wśród bezrobot­
nych Warszawy początku lat 30-tych postawa apatii i zniechęcenia (Mierzecki
1989, s. 147; Balsingerowa 1932, s. 42).
Wprawdzie materiały wykorzystane w artykule nie pozwalają na daleko idą­
ce wnioski, ale wydaje się, że w latach kryzysu stosunek mieszkańców Gocła­
wia do otaczającej ich rzeczywistości wyraźnie odbiegał od tej postawy apatii
i zniechęcenia, którą M . Balsingerowa uważała za dominującą wśród bezrobot­
nych Warszawy. Na przykład wydatki na rozrywki i świętowanie, choć w latach
największego bezrobocia były mocno ograniczone, nigdy nie zostały „zredu­
kowane do zera". Wydaje się również, iż mimo bardzo wysokiego bezrobocia,
na Gocławiu miało ono nieco odmienny charakter niż w innych robotniczych
dzielnicach Warszawy. Jak wcześniej wspomniałem, istniały znaczne możliwo­
ści zatrudnienia na robotach publicznych na samym Gocławiu, a przede wszyst­
kim na Saskiej Kępie. Duże zapotrzebowanie na robotników niewykwalifiko­
wanych stwarzały okresowo roboty odwadniające, prowadzone przez Spółkę
Wodną Obwodu Wawerskiego. Znaczną ilość siły roboczej wchłaniało rozwi­
nięte w tamtych latach na dużą skalę indywidualne budownictwo mieszkaniowe
na obrzeżach Gocławia i Grochowa. Na kupowanych od miejscowych rolników
niewielkich działkach w latach kryzysu, kiedy tanie były zarówno materiały
budowlane, jak i siła robocza, wyrastały jak grzyby po deszczu setki niewielkich
i przeważnie tandetnych domków wznoszonych przez kolejarzy, tramwajarzy
i innych, nieco lepiej zarabiających pracowników komunalnych i państwowych .
Znacznie solidniej i bardziej estetycznie budowała się Saska Kępa i Nowy
Gocław. Latem, w okresie pilnych robót polowych, istniały również możliwości
pracy na samym Gocławiu, w gospodarstwach niemieckich kolonistów. Więk­
szość gocławian miała też w przypadku bezrobocia pewne zabezpieczenie w po­
staci własnego domu lub jego części i niewielkiego gospodarstwa czy choćby
paru zagonów pod uprawę kartofli i kapusty, a także krowę, parę świń, trochę
drobiu, niekiedy nawet konia.
80

Gocław, który w tamtych latach nadal miał jeszcze wiele cech tradycyjnej
społeczności lokalnej, zachował też charakterystyczny dla takich społeczności
system więzi i zabezpieczeń społecznych, krewniaczych i sąsiedzkich, dających
jednostce i rodzinie poczucie bezpieczeństwa w sytuacjach kryzysowych. Kulty­
wowane przez gocławian zwyczaje doroczne i rodzinne oraz niektóre ze sposo­
bów spędzania czasu wolnego podtrzymywały i umacniały ten system więzi
i konsolidowały społeczność Gocławia. Niewątpliwie jednak kryzys i bieda ha­
mowały niektóre jego tendencje rozwojowe i opóźniały urbanizacyjne przemiany.
Bieda, ale zapewne i tkwiące w tradycji czynniki psychologiczne powodowały,
że na Gocławiu wykształcenie kończyło się na szkole powszechnej, której ukoń8 0

D o m k i b u d o w a l i z r e s z t ą nie t y l k o c i najlepiej zarabiający. N i e k t ó r e z nich w z n o s i l i z po­
c h o d z ą c y c h z r o z b i ó r k i m a t e r i a ł ó w b u d o w l a n y c h ludzie bardzo n i e z a m o ż n i , r ę k a m i w ł a s n y m i
i k r e w n y c h . P i s z ą o t y m H . Boguszewska i J. K o r n a c k i w Zielonym lecie 1934.

�251

PRZEDMIEJSKIE GRY I Z A B A W Y

czenie traktowane było jako sukces; brak było zainteresowania działalnością
instytucji oświatowych i samokształceniowych. Z brakiem zainteresowania spo­
tykała się też działalność kulturalna Towarzystwa Przyjaciół Grochowa i innych
grochowskich stowarzyszeń i organizacji społecznych. Ta postawa rezerwy
wobec instytucji społecznych i tego, co one oferują, była wówczas wśród bez­
robotnych zjawiskiem dosyć powszechnym (Mierzecki 1989, s.152). Brak za­
ufania do propozycji pochodzących ze środowisk inteligenckich i mieszczańskich
Grochowa, z których wywodzili się tamtejsi najaktywniejsi działacze społeczni,
wynikał, jak się wydaje, m.in. z poczucia pewnej obcości gocławian w stosunku
do tych środowisk. R.M. z Kamionka (ur. 1931) - sam doktor geologii - wspo­
mina, że wśród ludzi z pokolenia jego rodziców, a zwłaszcza dziadków (rodzina
dobrze sytuowanych robotników wykwalifikowanych) funkcjonowało protekcjo­
nalne, jeśli nawet nie trochę lekceważące, określenie człowieka pochodzącego
ze wsi - „czerstwiak" .
Trudno określić, jak powszechne były wówczas tego rodzaju postawy, ale nie
ulega wątpliwości, że one również stanowiły jedną z przeszkód utrudniających
gocławianom akceptację pewnych treści wielkomiejskiej kultury i niektórych ofe­
rowanych przez miasto rozrywek. Popularność odpustu w Zerzeniu, utrzymy­
wanie się na Gocławiu aż do lat 50-ych zwyczaju tzw. kawalerki wraz z jego
przedwojenną „geografią" miejscowości, do których chodzono, ożenki z panna­
mi z okolicznych wsi, rozliczne kontakty rodzinne i towarzyskie z nimi świad­
czą, że społeczność tego przedmieścia, której dotychczasowe zasady bytowania
uległy zachwianiu, szukała wsparcia własnego systemu wartości w częstych kon­
taktach z bliskim jej kulturowo światem podmiejskich wsi.
81

LITERATURA
Balsingerowa

M . 1932, Społeczne

skutki bezrobocia

wśród

pracowników

lato 1934,

Warszawa.

fizycznych

War­

szawy, Warszawa.
Boguszewska
В у stroń

H . , J. K o r n a c k i

J. S. 1977, Warszawa,

Drozdowski
E 1 sztein

M . M . 1977, Nieznane karty z d z i e j ó w Saskiej K ę p y , Stolica,

P. 2002, Moja Praga.

Faryna-Paszkiewicz
Garwacki

Z archiwum

Kasprzycki

i Powiślu,

Warszawa.
Warszawa.

nr 1-6, Warszawa.

Z . 1983, O Starówce,

Pradze

i ciepokach,

J. 1993, K r o k i W i t o l i n a do miasta, Życie

-

1998, Korzenie

-

2000, Facjatki na czynsz, Życie

miasta.

Warszawskie

Krasiński

E. 1976, Warszawskie

Mierzecki

W. 1989, „Przyjmę

Okręgu

R. 32, nr 29, s. 4.

Warszawa.

M . 1933, Opis 17-go o k r ę g u (Grochowa) m . st. Warszawy pod w z g l ę d e m sani­

t a r n y m , odb. Zdrowie,
Kaliciński

wspomnień,

H . 2 0 0 1 , Saska Kępa,

J. 1983, Na Czerniakowie

Harusewicz

8 1

1959, Zielone

Warszawa.

Przemysłowego

W y w . 10/98, inf. R . M .

pożegnania,

Warszawa.
Warszawy,

z dn. 10-12.IV, s. 12.

t o m I I I - Praga,

Warszawa.

Warszawy, z dn. 4 - 5 . I I I , s. 12.

sceny 1918 -1939,
jakąkolwiek

pracę".

w latach I I Rzeczypospolitej,

Warszawa.
Bezrobotni

robotnicy

Warszawa.

Warszawskiego

�252

ANDRZEJ WOŹNIAK

Nowakowski
P o 1 iń sк i

A . 1973, Światło

J. 1938, Grochów

dla Warszawy.

- przedmurze

Wspomnienia,

Warszawy

Warszawa.

w dawniejszej

i niedawnej

przeszłości,

Warszawa.
Świdrowski

J. 1980, Moja

Wierzchowski
Woźniak

droga w świat.

H . 1999, Zerzeń

1906-1939,

Warszawa.

Warszawa.

A . 2002, N a peryferiach Grochowa. Z b a d a ń nad ż y c i e m codziennym G o c ł a w i a

w okresie m i ę d z y w o j e n n y m , Kwartalnik
Wrzos

Wspomnienia

i jego historia,

K . 1985, Oko w oko z kryzysem.

Historii

Reportaż

Kultury Materialnej,

z podróży

po Polsce,

t. 50, nr 2, s. 155-182.
Warszawa.

ANDRZEJ WOŹNIAK
SUBURBAN GAMES A N D ENTERTAINMENT.
LEISURE TIME, HOLIDAYS A N D CEREMONIES I N THE C O M M U N I T Y
OF G O C Ł A W I N 1 9 1 8 - 1 9 3 9
Summary
G o c ł a w belongs to the district o f Warsaw called G r o c h ó w , on the right side o f the Vistula river.
I n the years 1918-1939 G r o c h ó w was a large and q u i c k l y developing district, whereas G o c ł a w was
its least urbanized part, resembling the neighbouring villages more than the urban areas.
The society i n h a b i t i n g G o c ł a w was diversified i n many respects: ethnic, religious, profes­
sional. Those w h o were better o f f had German ancestry, were Lutherans o f the A u g s b u r g Confes­
sion and l i v e d m a i n l y on farming. The Roman Catholic Poles owned v e r y small farms. T h e y were
i n different trades, d i d odd jobs. I n the 1930ies., due to economic crisis, great part o f them were
unemployed and suffered great poverty. Some were employed i n public w o r k s or were on dole.
For most families their o w n houses and small plots o f land p r o v i d e d some k i n d o f security i n case
o f unemployment.
People inhabiting the suburb o f G o c ł a w i n the years 1918-39 lived i n a community resembling,
to a considerable degree, a local c o m m u n i t y o f the traditional type. T h e y had preserved social ties
characteristic for such k i n d o f c o m m u n i t y - kinship and neighbourly ties w h i c h gave sense o f
security to i n d i v i d u a l s and families i n case o f crisis. That system o f social bonds and sense
o f solidarity were supported and reinforced by c o m m o n celebrating o f rituals o f annual cycle and
life cycle as w e l l as particular forms o f entertainment. On the other hand it was the economic
crisis o f the 1930s and poverty that contributed to setting back the urbanization and development
o f the suburban district. Poverty made it difficult for the residents to enjoy all kinds o f entertainment
offered by the city life. The previous w a y o f life o f the suburban c o m m u n i t y got unsettled. Frequent
contacts w i t h neighbouring villages, culturally similar, confirmed and supported their value system.
Translated

by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5968" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5948">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bedff8d5d4731d642f553dca8725bfe2.pdf</src>
        <authentication>ef993b5fc5a1338201b6971092e254c6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3349</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71218">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71219">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71220">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71221">
                <text>Wytwórcy ludowi między własnym środowiskiem a "Cepelią" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71222">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.9-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71223">
                <text>Woźniak, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71224">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71225">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71226">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71227">
                <text>Maria Woźniak

WYTWÓRCY L U D O W I MIĘDZY WŁASNYM ŚRODOWISKIEM A „CEPELIĄ"

Od

kilku

l a t Ośrodek

Badawczo-Rozwojowy

„Cepelia"

p r o w a d z i n a zlecenie Związku „ C e p e l i a " b a d a n i a terenowe
na

colu

analizę

s t a n u wytwórczości

regionalnej

w

w t y m także w środowiskach wytwórczych, zarówno

mające

wytłumaczeniem

,.Cepelii",

1980—81

twórozych

przeprowadzono

„Cepelii"

w

badania

kilkunastu

sondażowe,

wiska do wyrobów w y k o n y w a n y c h n a potrzeby
gustów

i

upodobań

kwestionariuszu

do

estetycznych

badań

znalazły

„Cepełii",

jest duża, t e r a z o d października (1980)

wsi. W

się szczegółowe

pytania

własnego zajęcia,

nowego

wzornictwa,

udział i n w e n c j i twórczej
perspektywy

w

ś r e d n i o 9 5 0 z l , j a k się w y r o b i n o r m ę t o d o c h o d z i
1 5 % , t o obrus wychodzi

dalszego

rozwoju

sztuki

test z ilustracjami, m a ­

jący m . i n . n a c e l u określenie gustów e s t e t y c z n y c h
rów.

informato­

1

pilnować

gospo­

d a r s t w a . B o więcej b y m straciła w g o s p o d a r s t w i e

j a k jest

niż n a

tym
Wiele

Prócz kwestionariusza zastosowano

przeprowadzano

na

Kurpiach,

w

Łowickiem

1 ośrodkach g a r n c a r s k i c h w Ł ą ż k u i M e d y n i .

gospodarstwo,

t o trzeba

z a r o b i ł a " . (3)

osób n i e w y r a b i a

sobie

karty

chałupniczej, l u b z

niej

r e z y g n u j e , b o miesięczna n o r m a nakłada n a n i e z b y t duży obowią­
zek

nawet

jeśli o d b y w a

ubezpieczenia

Wywiady

premia

1030 zł, a j a k się n i e w y r o b i t o

6 0 0 z l (...). J a k k t o ś p i l n u j e t y l k o h a f t u , t o m o ż n a z a r o b i ć ,
ale

powstawaniu

ludowej i t p .

2000 z l . R o d z i n a

w y ł ą c z n i e h a f t e m . J a k s i ę n i e z d ą ż y , n o t o się t r a c i . O b r u s

0 początki twórczości, w a r u n k i współpracy z „Cepelią", stosunek
do

mowa.

n o r m ę . N o r m ę w y r o b i ć m o ż n a t y l k o w t e d y , j e ś l i się z a j m u j e

zba­

współczesnej

t u przyczyna

p o m a g a m i w y r o b i ć n o r m ę (...). W z i m i e u d a j e się w y r o b i ć

założeniem

było określenie s t o s u n k u w y t w ó r c ó w c e p e l i o w s k i c h i i c h środo­
danie

choć

samo. Lubię robić t e n s a m wzór, b o szybciej idzie. N o r m a

ośrodkach w y -

których

inwencji twórczej,

„ J a k mają z a m ó w i e n i e n a o b r u s y t o i p ó l r o k u r o b i się t o

związanych

j a k i n i e związanych z tą instytucją. W r a m a c h t y c h p r a o w l a ­
tach

braku

t k w i w a u t o r s t w i e w z o r ó w , o c z y m będzie jeszcze

i

renty,

się t o k o s z t e m
zasiłku

utraty

rodzinnego

uprawnień d o

d l a dzieci.

Jedna

z i n f o r m a t o r e k zwracała uwagę n a f a k t , że g d y b y

normy

elastyczniej

miesiące) t o

rozmieszczane

w czasie

(np. na trzy

były

b y ł o b y łatwiej j e zrealizować, g d y ż zajęcia chałupnicze w m n i e j ­
szym

P r a c o w n i k czy twórca?

s t o p n i u kolidowałyby
O

Najczęstszym m o t y w e m rozpoczęcia współpracy z „ C e p e l i ą "
była p o t r z e b a z a r o b k u . Przywiązanie d o rękodzieła b y w a różne:
znani

twórcy

pracy,

l u d o w i najczęściej

natomiast

chałupnicy,

n i e wyobrażają

wykonujący

sobie

haft

czy

często twierdzą, że t r z y m a i c h p r z y t e j p r a c y b r a k
wyboru

zajęcia

przywiązane

l u b brak

innych

umiejętności.

d o swojego rękodzieła

stwierdzają

innej

tkaniny

możliwości

Nawet

osoby

zdecydowanie:

„ J a k b y n i e płacili z a t o , t o n a p e w n o b y ustało. D l a siebie
ludzie tego

(w t y m w y p a d k u wycinanek)

n i e robią, b o

i n n e ś c i a n y t e r a z są. A t o i d z i e t a k g d z i e ś p o c z t y , s t o ł ó w k i ,
tam

różne

państwowe

instytucje

są u d e k o r o w a n e

(...)

g d y b y t a m n i e szło, t o w ą t p i ę c z y coś b y o c a l a ł o " .
Najczęściej
wygoda
dzieci.

podkreślana

jest

w

wypowiedziach

informatorów

łączenia p r a c y chałupniczej z w y c h o w y w a n i e m
Często

w t y m okresie

współpracę, szukając

młode

kontaktu

kobiety

małych

decydują

się n a

ze s p ó ł d z i e l n i ą p r z e z o s o b y j u ż

współpracujące.

oharakterze

decydują
na

także

i

z pracami

motywacjach

warunki

bytowe

K u r p i a c h n p . każda

gospodarczymi.
z

„Cepelią''

w poszczególnych

regionach,

możliwość

współpracy
zarobku

nadprogramowego

j e s t w y k o r z y s t y w a n a i stąd w y t w ó r c y często narzekają
małe

zamówienia

(np. wycinanek).

Kierownictwo

n a zbyt

spółdzielni

tłumacząc się s ł a b y m z b y t e m , r e g u l u j e n a p ł y w w y r o b ó w ,
wiająo

j e co d r u g i miesiąc, żeby

„każdemu

t a k ż e , częściej niż w i n n y c h r e g i o n a c h

zama-

dać z a r o b i ć " . T u

zdarzają

się p r z y p a d k i

zawiści w s t o s u n k u d o i n n y c h osób, pomówienia o k u m o t e r s t w o .
W

Łowickiem

z k o l e i , p r a c a nakładcza często t r a k t o w a n a

j e s t s e z o n o w o , t z n . d o p ó k i są m a ł e d z i e c i , w y m a g a j ą c e
wania

w

domu, potem

odchodzi

g o s p o d a r s k i c h , k t ó r e dają

się d o p r a c

większe d o c h o d y .

przeby­

warzywniczych,

I n n a sytuacja jest

w ośrodkach g a r n c a r s k i c h w Ł ą ż k u i M e d y n i . Ośrodek w Ł ą ż k u ,
liczący p r z e d wojną 36 g a r n c a r z y , obecnie m a i c h 12. N i e wszysoy
garnoarze pracujący w Ł ą ż k u nałożą d o spółdzielni. K i l k u z n i c h
odeszło

p o rozwiązaniu

spółdzielni

w

Janowie

w

1962 r o k u

i n i e k o n i e c z n i e zyskało n a t y m f i n a n s o w o , ale d o spółdzielni n i e
ohcą p o w r ó o i ć . S p r a w a d o dziś n u r t u j e ś r o d o w i s k o i j e s t a k t u a l n a

W ś r ó d osób, z k t ó r y m i p r z e p r o w a d z a n o

w y w i a d y , żadna n i e

także

d l a garncarzy,

którzy

pozostali

członkami

„Cepelii":

była p r z y u c z o n a d o z a w o d u w spółdzielni. Z rozmów n a t o m i a s t

„Jeszcze „Cepelia" była w L u b l i n i e j a k m y zawiązywali

wynikało,

spółdzielnię. T o m ó w i l i : artyści, artyści l u d o w i ! Przyszło

większe,

że

umiejętności

informatorów

niż i c h w y k o r z y s t y w a n i e

z tkaczek z Surowego

w

przez

przeszłości

spółdzielnię.

były
Jedna

teraz

szukać, j a k j a d o t e j e m e r y t u r y potrzebuję,

żeby

w młodości tkała „ k a m e l ę , w cztery

cepy,

wcześniej pójść, t o n i e m a n i k t ó r e g o . W L u b l i n i e , w „ C e p e ­

d y w a n y w k w i a t k i w o s i e m c e p ó w " a d l a „ C e p e l i i " robiła

szma-

l i i " mają cały s u f i t w y ł o ż o n y m o i m i g a r n k a m i , a w papie­

c i a k i ; o s t a t n i o p o m a g a s y n o w i pleść m a t y słomiane. N i e nauczyła
n i k o g o w y k o n y w a n i a t k a n i n . W y c i n a n k a r k i , wspominając
dawniejsze

wzory

wymieniają

tyczne, rodzajowe,
drzwiami

podobne

k o n i e z bryczką

r a c h n i e i s t n i e j e człowiek... 11 l a t pracowałem w J a n o w i e

swoje

w l a t a c h 1 9 5 1 — 1 9 6 2 . Ośmiu najlepszych g a r n c a r z y

wiele i c h rodzajów, w t y m t e m a ­
do spotykanych w muzeach:

(...)

n a ścianach l e l u j e

prze­

nieśli d o Leżajska. A p a p i e r y zginęły i t e l a t a n i e liczą się

„nad

do e m e r y t u r y . N a w e t

(1)", „przy

s p r a w a sądowa była i n i c n i e udało

się z a ł a t w i ć . " ( 5 )

ołtarzykach aniołki i krzyż... I p a w i e robiłam, jeszcze d o W a r ­
szawy"
miary

( 2 ) . D l a spółdzielni w y c i n a n k a r k i robią
i rodzaje,

specjalizując

się z a z w y c z a j w

określone w y ­

W k i l k u jeszcze w y w i a d a c h z g a r n c a r z a m i w różnych ośrod­

powtarzających

k a c h ( M e d y n i a , Ł ą ż e k , B o l i m ó w ) p o w t a r z a się ż a l i z n i e c h ę o e n i e
za z b y t f o r m a l i s t y c z n e t r a k t o w a n i e d o r o b k u z a w o d o w e g o , p r z y

się t y p a c h .
Niopełne
(a

szczególnie

wyrobienia
i

wykorzystanie

premię.

w

hafcie)

normy

umiejętnośoi

wiąże

miesięcznej,

Konieczność

w wielu

się z a z w y c z a j

z

warunkującej

wyrobienia

normy

jest

dziedzinach

koniecznością
ubezpieczenie

tak

trudnych

współpracujący
warunków

warunkach pracy.

Wszyscy

garncarze,

z „ C e p e l i ą " j a k i i n n i podkreślają

pracy

i stosunkowo

niskie

zarówno

szkodliwość

zarobki:

najczęstszym

, . D a w n i e j się n a w o t p o l e w y t ł u k ł o . . . T e r a z b y n i k t t e g o n i e

u s p r a w i e d l i w i e n i e m uproszczeń i u j e d n o l i c e n i a w z o r ó w , a takŻ9

choiał r o b i ć ; g d z i e m ł o d e g o człowieka w z i ą ć , ż e b y o n t o

9

�II.

1. W y c i n a n k a

wielobarwna,

chciał tłuc i t a k p r a c o w a ć , r / . u o i l b y t o w c h o r o b ę i poszedł
o d t e g o (...)
Niechby

i

T u z a r o b i 7 — 8 t y s . miesięcznie z
10 t y s . w y s z ł o ,

pracują. T r z e b a

ale i żona

produkcji.

i dzieci,

To nie

jest zla rzecz (garncarstwo)

tylko to uehlapanie w

stale. Niecb

na gurncarzy

Bo

to wszystko

ośrodek

w wodzie,

długo

nie

ręce stale

będzie.

Bo

wodzie

jakie blade

w- w o d z i e

t u zarobi

fi—7

nienajlepsze

wywołują
prestiżu,

s t o s u n k i z ..Cepelią",

u garncarzy

przekonanie,

ani perspektyw

b r a k bodźców

że

ich zawód

jest

od

Na

konieczność

zbyt

zwracały

n i e wiedziała c z y spółdzielnia o r g a n i z u j e jakieś k o n k u r s y , w k t ó ­

do

pracy

nie m a a n i

współpracy:

dostawcy

zlecone

przez

spółdzielnię.

P r a w d o p o d o b n i e p r a k t y k a t a w i ą ż e się z b r a k i e m w i a r y w „ u t r z y ­

się j e d n a k , ż e p r z e z

wzoru

k w a l i f i k a c y j n y c h , stąd n i e p r ó b o w a ł a p r z e d s t a w i ć s w o i c h w z o r ó w ,

r y c h mogłaby wziąć udział z własnymi pomysłami, n i e k o n t a k t o ­
wała

się

z nadzorem

Konkretnym

etnograficznym

kontaktem

ze

w

sprawach

spółdzielnią

wzornictwa.

pozostaje

kontrola

r y z u j ą i n f o r m a t o r k i s w o j e s t o s u n k i ze s p ó ł d z i e l n i ą , c o n i e o z n a c z a ,
że t e n k o n t a k t n i c i s t n i e j e , l e c z p r a w d o p o d o b n i e n i e j e s t n a l e ż y c i e
uświadomiony

Wydaje

odtwarzania

Ten

nim

m a n i e czystości s t y l u r e g i o n a l n e g o "

dokładnego

jakości i o d b i o r u surowców oraz wypłata należności. T a k c h a r a k t e ­

formy

wzory

miało

w z o r n i c t w a , c z y też własno p o m y s ł y : „ P a n i , n i e w o l n o n a m n i c

natomiast

mają

zza g r a n i c y , t o

n i e j e d n o k r o t n i e uwagę h a f c i a r k i i t k a c z k i , p y t a n e o urozmaicenie

do s k u p u wykonują w y r o b y według własnych wzorów, chałupniey
najczęściej

ludzie

Łowickiej".

tysięcy,

(...)

rozwoju.

za.zwyczaj

bo to przyjeżdżali

z m i e n i a ć ! " Większość nie zdawała sobie s p r a w y z i s t n i e n i a k o m i s j i

A u t o r s t w o wzorów- w y r o b ó w p r o d u k o w a n y c h d l a . . C e p e l i i "
uzależnione

robić,

ze „ S z t u k i

są.

a p ó j d z i e d o h u t y i z a r o b i 12 t y s i ę c y s a m b e z r o d z i n y . " (o)
Te

być

wszysey

p a l i ć c z t e r d z i e ś c i p a r ę g o d z i n (...)

pan popatrzy

naszych

łowickie

przez wiejskich
formalne

wytwórców.

traktowanie

wzor­

można

przez

wytwórców

wykorzystaniem

Z
można

wśród

asortyment

którzy

nie wiedzą,

czego

po

spotkać

się

oczekiwać.

tkaczek,

i zalecana

i n w e n c j i twórczej
choć

zazwyczaj

częściej

ogranicza

je

określony

kolorystyka:

n i c t w a z a t r a c a się n o w e w a r t o ś c i , m o ż l i w o ś c i u j a w n i e n i a i n w e n c j i

„ T o wszystko

twórczej. T a k p r z y n a j m n i e j można wnioskować z rozmów z w y ­

D a w a l i w-ełny, j a k i e b y ł y w e ł n y , z t e g o się r o b i ł o . . .

twórcami,

częściej m i a ł y p o m a r a ń c z i c z e r w o n y i z i e l o n y , c z a s e m n i e ­

będących

połączonych

z

obserwacją

częstej k o p a l n i ą

i c h wcześniejszych

prac,

wzorów.

„ P r z e d przystąpieniem

moja moda. W

„Sztuce" nie dawali mody.
Naj­

b i e s k i , a l e m a ł o . I t o się ł ą c z y ł o : z i e l o n a z p o m a r a ń c z e m ,

do spółdzielni haftowałam

korali­

czarne z c z e r w o n y m , zielonym,. Te zestawy impasowały, b o

robilo(...)

t o t a k i e d a w n o z e s t a w y , bo teraz... j a k b y była s i w a z czer­

J a k zaczęłam jeździć do ,. S z t u k i Ł o w i c k i e j " t o n a początku

woną t o p o m o j e m u b y było ładniejsze. A l e p o j e i c h t o

k a m i na, a k s a m i c i e i m u l i n ą , z g ł o w y się w s z y s t k o

robila,m
to

już

swoje

wzory

założyli

tę

i

więcej, a później

i

dostawałam

wolno

do

maja.

(chałupniczą)

A

od

maja
więcej

s p r o w a d z i ł i p a n i ą , co już r o b i

wzory

gotowe.

Wzory

są

na papierze

do

t r o c h ę się n u d z i r o b i ć j e d e n w z ó r , m a się

c h ę ć coś o d m i e n i ć .
nie

stycznia

i t a k już

wzory

k a l k o w a n i a (...)

od

kartę

Niektóre

t o można

n a m nie, z m i e n i a ć " ,

b y odmienić,

ale

(o)

... t a k i e . . . c z y s t o
podobały

to

łowickie. T a k i c h

nio dawali.

Ja

takie

odcieni j a k mnie
kraty

t o r o b i ł a m w w o j n ę , t y l k o że d r o b n i e j s z e . "

się

siwo-czerwone
(6)

O c h a r a k t e r z e w y r o b ó w często d e c y d u j e także wielkość i r o d z a j za­
mówienia :
„Spółdzielnia
i

zamawiając

wielkość. B r i s t o l

wycinanki

określa

do n a k l e j a n i a jest j e d n a k o w y .

kształt
Mówią

I n f o r m a t o r k a brała udział w k i l k u w y s t a w a c h ( g d z i e pokazywała,

ta,k.

j a k jest

swoje wzor\ ) i w k i e r m a s z a c h , o r g a n i z o w a n y c h przez spółdzielnię,

lego

i l e u ' o , j a к jest z a m ó w i e n i e . P t a k i , k o g u t y , t o n a n i e

na

mus zrobi

10

których

haftowała

wzory

zc

spóklziehii;

„nie

wolno

by-lo

zapotrzebowanie:

s t o duż\-ch p t a k ó w ,

sto

f o r m a , b o w s z y s t k i e k o g u t y j a k s t o , t o muszą

�I
być n a j e d e n r o z m i a r i n i e m a c u d ó w ! B o w s z y s t k i e i d ą
jeden

rozmiar. Wyrysować

trzeba

formy,

wyciąć,

przy­

czepić s z p i l k a m i d o p a p i e r u i w y c i ą ć ' ' (1) „ N i e r a z , j a k
i m się w z ó r s p o d o b a t o chcą dużo t e g o . O , i l e ! O . k o c h a n a !
N i e r a z j a k się t o j e d n o i t o s a m o r o b i , t o t r z e b a o d r y s o w ^ ć ,
b o n i e r a z się p o m y l i , z a p o m n i się i t r z a p ó ź i i c j

rymować,

ż e b y t a k i e s a m o b y ł o d o b r e , t a s a m a wielkość... Ale n a j ­
l e p i e j i d z i e t a r o b o t a , j a k się r o b i t a k o d n ; z u . A j a k t o
s a m o , t o t a k j a k f a b r y c z n e , t o z b r z y d n i e i j u ż się p ó ź n i e j
chęci n i e m a . " (4)
Trzeba

p o d k r e ś l i ć , ż e w t y c h w y p a d k a c h , k i e d y jest

!.l;,dzioj y

większy n a c i s k n a p o b u d z e n i e i n w e n c j i twórczej, działanie t a k i e
j e s t p r z y j m o w a n e z z a d o w o l e n i e m p r z e z ivyt\vóvi:ó\v

i jest ź^ódk-in

s a t y s f a k c j i i d u m y z własnych osiągnięć t w órezyeh :
,,Mody

wymyślam

sama(...) m n i e

t o zawsze

pochwalili.

Robiło n a s cztery(...) t o m n i e najlepiej o h w : J i h , że n a j ­
ładniejszy

t o w a r r o b i ę , najlepiej

odrzucali,

... z n a c z y ,

było

kilka

żo jakoś

domodzony.
dobrze

Nigdy nie

robię"

(0), „Nas

w t e j „ K u r p i a n e e " , n o i n i e było

chętnych,

ż e b y t o k t ó r a w z i ę ł a . B y l t a k i p r e z e s Ś l ą z a k ( t o był b a r d z o
d o b r y człowiek i wszyscy
I

p o n i m płukali j a k odchodził).

m ó w i ł : która z pań weźmie

pierwszy

i ze s w e j

głowy

zrobi to

r a z . A j a miałam chore dziecko. A l e o n prosił:

P a n i t o w e ź m i e , p a n i t o n a p e w n o z r o b i . N o i j a (...) z r o b i ­
ł a m t e c h u s t k i . Z a n i o s ł a m t o i n i e m ó g ł m i się z a t o c h u s t k i
wydziękować.

N o i później

I

tam

„Kurpiance"... D u ż o

w

za t o zostałam

te chustki

dalej...

i twórcą
jest

mogą

wymyśliłam
i

i wszystkie

i chustki

s t a r a m się c o r a z

wykonanych
mają

prostu

t y l k o dwie. Ale j a n i c

być...

Ja wtedy

robiłam... Tale

to

zostałam

wzory

(twórcą)

dalej, żeby t o było j a k najwięcej t e j

roboty i j a k najlepsza."
Reasumując —

wszystkie
po

n a w s i chytrośoi, za­

zdroszczą, b o nas (twórców) jest
chytruję,

robiły

ludowym

(7)

n a o s t a t e c z n y k s z t a ł t i c h a r a k t e r wyrobów,

przez

wytwórcę

dla ,,Cepelii"

zasadniczy

wpływ

takie czynniki j a k :

1 A u t o r s t w o wzorów
strzeganie
2 Brak

i mniej l u b bardziej

wierności

czasu

rygorystyczne

prze­

wzornictwa;

n a projektowanie

ze

względu

na

konieczność

w y k o n a n i a n o r m y (potrącenia p r e m i i ) ;
3 Istnienie l u b b r a k bodźców

do wykazywania

i n w e n c j i twór­

czej;
4 Określone

w

zamówieniach

rodzaje,

ilość

i

wielkość

wyro­

bów;
5 Rodzaj

surowców.

C z y n n i k i t e w sumie wpływają

n i e k o r z y s t n i e n a możliwości

r o z w o j u w y t w ó r c z o ś c i w i e j s k i e j w r a m a c h „ C e p e l i i " , zniekształca­
jąc j e j r z e c z y w i s t y
Wydawać

obraz.

b y się m o g ł o , ż e s k u t e c z n y m r o z w i ą z a n i e m

p r o b l e m u jest udział w k o n k u r s a c h , o r g a n i z o w a n y c h przez

tego
różne

i n s t y t u c j o z udziałem „ C e p e l i i " . Jest t o j e d n a k , j a k potwierdziły
także i n n e źródła i obserwacje,

rozwiązanie połowiczne i dające

z b y t małe e f e k t y w porównaniu z wysiłkiem i nakładami n a t e n
co!

poniesionymi.

„Artystyczne

Pomijam

2

Rękodzieło

w

t y m miejscu

konkursy

typu

W s i " , których r e g u l a m i n n i e p r z e w i ­

d y w a ł udziału w s p ó ł p r a c o w n i k ó w „ C e p e l i i " (chociaż w p r a k t y c e
czasem

miało

t o miejsce).

Zazwyczaj

wszystkie

konkursy, czy

t o t e m a t y c z n e , c z y r e g i o n a l n e o d b y w a ł y się z u d z i a ł e m „ C e p e l i i " ,
n i e m n i e j j e d n a k , p o r o z m o w a c h z w y t w ó r c a m i o d n o s i się wrażenie,
że

udział

w

produkcyjną.

konkursach

niewiele

Wykonawcy

prac

ma

wspólnego

konkursowych,

z

praktyką

często

n a g r o d z o n y c h , „ n a codzień" wykonują t e same seryjne
często p r o j e k t o w a n e
rzystują

w

pełni

przez

efektów

inne osoby.
konkursów.

Spółdzielnie
Imprezy

nawet
wyroby,

nie wyko­
konkursowe

obejmują z b y t wąski krąg osób, najczęściej biorą w n i c h

udział

z n a n i już t w ó r c y , r e g u l a m i n y i r e k l a m a n i e docierają d o wszyst kich

współpracowników
Zbyt

„Cepelii".

m a ł o u w a g i p r z y w i ą z u j e się d o k o n k u r s ó w

n y c h spółdzielni, w których współpracownicy m o g l i b y

wewnętrz­
zaprezen-

cepełiowska

11

�towaó swoje
•stare

możliwości twórcze, pomysły a d a p t a c j i ,

wzory

klimat

z

rodzinnych

współzawodnictwa.

i zachowaniach

kufrów,
Metoda

stwarzając
t a , sądząc

informatorów, może dać dobre

odświeżyć

jednocześnie
po

reakcjach

wytwórców
wyroby,
czy

jest

bezpośredni

kontakt

—

a ich wykonawcami. Komisje

kwalifikacyjne —

wyrażają

między

inwencji

oceniającymi

docierają
wobec
ocen

do

wykonawców.

wykonawcy

Konieczność

przyczyniłaby

się

rzadko

uzasadnienia

do

wyrobów

barwach

o t y l e i s t o t n e , że t r a d y c y j n y

ludowego

był w

bezpośrednim

wytwórca

wiejski

odbiorca
kontakcie

pracuje

treści

zupełnie

kilka

i

kierownictwa

zdobienie

punkty

wyrobów

odniesienia

czuje

n i e p o d o b a ł się

stonowanych,

,,za.mazany",

„zajęco

ciemnych

kolory").

w formie, mało realistyczne

uznania

wśród

mieszkańców

l a t t e m u zrezygnował

Głogow­

ze w s p ó ł p r a c y

z „Ce­

środowiska

„Cepelii":

ś r o d o w i s k u , k t ó r e g o o p i n i e i g u s t y są m u z n a n e , a l e
rozbieżne

o

przykładem rozbieżności gustów środowis­

„Wprowadziłem

w swoim

mając

powodzeniem

p e l i ą " , o r a z r e a k c j a n a jego działalność m i e j s c o w e g o

komplety

że

gobelin

n i e znajdują

Najjaskrawszym

nadal

zagubiony, j a k b y zawieszony

skomplikowanym

k o w y c h jest wypowiedź jednego z garncarzy z M e d y n i

uznanie.

„Cepelii",

o

wsi.

wyrażał

t a k z n a c z n i e różnią się o d gustów o b e c n y c h o d b i o r c ó w

dywany

Przedmioty sztuki schematyczne
w

dokonywał n a miejscu w y b o r u , krytykował l u b
Obecnie

albo

artystyczny

(„zapa,prałki",

skiej, który

rękodzieła

z wykonawcą,

zdecydowanie

oceny

zobiektywizowania

wyrobów.
Jest t o zagadnienie

kolorów)

w t e ś c i e d o t y c z a c j ' m t k a c t w a c i e s z y ł się k i l i m „ d w o r s k i " w k o l o ­

Czy t o k o n k u r s o w e ,

różne u w a g i k r y t y c z n e , p r z y j ­

mując l u b odrzucając wzór. O p i n i e t e i i c h u z a s a d n i e n i e

(12—14

w z o r z e : w prątki l u b dwuosnowowe. Największym
r o w e k w i a t y i d y w a n białostocki d w u o s n o w o w y ;

rezultaty.

J e d n y m z Warunków k o n i e c z n y c h d l a p o b u d z e n i a

pasiaki

dużo

nowych

wzorów

do „Cepelii"

d o k a w y , d o wódki, talerze, k o g u t y
rozmaite

takie

w p r o wadziłem...

no, to

„ C e p e l i i " , a t e r a z t o całkiem, i n n a , d r o g a . B o t a m t o

się

tylko

w próżni. P r z y b i e r a t o oczywiście

t a k i e t r a d y c y j n e , n a przykład

—

walczące,

malowanie:

do
były

ząbki,

k r o p k i . . . N i e m o g ł e m t a k robić ( j a k chciałem) b o przeszka­

różne f o r m y . O d ciągłych poszukiwań, prób „przypodobania s i ę "

d z a l i , g a d a l i , że t o n i e jest l u d o w e , t o n i e robić(...). N a

nowemu odbiorcy

przykład t e n w a z o n , miałem w K a z i m i e r z u . T o przyszedł

twórczych,
rów.

do

i ciągłych rozczarowań u jednostek

bezmyślnego

kopiowania

bardziej

powierzonych

wzo­

jakiś p l a s t y k , t o kazał zdjąć

i zabrać, n i c pokazywać,

a l u d z i e t a k się z a c h w y c a l i ! J a t e g o n i e u z n a j ę . . . b o j a

3

u z n a j ę , ż e t o j e s t l u d o w e , c o k t o ś t a k i z r o b i , c o się n i e
u c z y ł (...)

Już koniec

z „ C e p e l i ą " . Z a p i s a ł e m się d o r z e ­

m i e ś l n i k a . J u ż p o . . . a r t y ś c i e , j a k e m się w y p i s a ł z , , C e p e l i i "

M o d a i u p o d o b a n i a środowiska w i e j s k i e g o a s t y l „ c e p e l i o w s k i "

(...) B a r d z i e j się p o d o b a j ą n a w s i t e m o j e w y r o b y . U n i c h
(garncarzy
Truizmem

jest

twierdzenie,

środowiska wiejskiego

że

upodobania

r ó ż n i ą się z a s a d n i c z o

odbioroów t z w . rękodzieła ludowego.

W

Tu

o d gustów m i e j s k i c h

współpracujących

z

„Cepelią")

C h y b a się

znudziło ( t a m t o ) , t o coś n o w e g o j e s t . . . N a w e t

garncarze

kupują u m n i e . B o t a m gdzieś jedzie,

działaniu p r a k t y c z n y m

n i e kupują.

j a k ktoś jest t o t y l k o d o n a s przyjeżdża.

estetyczne

gdzieś n a wesele,

j e d n a k , c z ę s t o n i e d o c e n i a s i ę t e g o f a k t u i s t ą d b i o r ą się r o z c z a r o ­

c z y jakiś p r e z e n t chce d a ć t o o n sam, k u p u j e . I n n i g a r n ­

w a n i a zarówno oceniających prace k o n k u r s o w e c z y n o w e

carze

wzor­

i

n i c t w o , j a k i i c h autorów. Z a g a d n i e n i u t e m u , p o r u s z a n e m u już
zresztą

w l i t e r a t u r z e , poświęcone

będzie

odrębne

opracowanie

kupują

robią

(...)

u rzemieślników

w

sklepie

moje

wyroby

odbitki.

Dobrze,

żeby

n i e zaginęły

t e starożytne...

T o są

A n n y M i l e w s k i e j . T u chciałabym j e d y n i e zwrócić uwagę n a d w a

bardzo

zasadnicze

stały, n i e r a z t a k i e z a k u r z o n o i n i k t się o t o n i e z a p y t a ł .

c z y n n i k i , kształtujące

charakter

współczesnej w y ­

ładne

wzory,

n o ale...

j a k robiłem

dzbanki, to

twórczości w i e j s k i e j i rzutujące n a s t o s u n e k środowiska w i e j s k i e ­

Dopiero

go d o w y r o b ó w „ C e p e l i i " , a m i a n o w i c i e estetykę wiejską i m o -

t e d z b a n y zabrał. Szukałem czegoś, ż e b y t o szło... T e r a z

dę.

jakiś o k u l i s t a przyjechał

już i m i a s t o
Przedmiot,

Pomysł

u w a ż a n y p r z e z m i e s z k a ń c ó w w s i za p i ę k n y , z a

naszego

d z i e ł o s z t u k i , p o w i n n y c e c h o w a ć : a) p r o c j ' z j a w y k o n a n i a , b ) r e a ­

„jego

lizm,

miejscowej

a

nawet

n a t u r a l i z m , c)

bogactwo

kolorystyki.

w y r ó b m u s i posiadać chociaż jedną z tych
jest

Ładny

i

cech.

był n a tyle

zdecydowanie

kierownictwo

spółdzielni.

profilu

I

t a k do

n ó w p o k i l k a s e t z ł o t y c h k a ż d y . W ślad z a k i e r o w n i c t w e m

bądź z trudności

ludo­

spółdzielni

surowco­

pokoju,

w y c h i t p . b ą d ź z chęci z a d o w o l e n i a n o w e g o o d b i o r c y . C h a r a k t e r y s ­

z

t y c z n a jest wypowiedź jednej z w y c i n a n k a r e k łowickich:
„Moje
Bo

dawniejsze

t o więcej

takie

z

haftowanych

Czy

ze s w o j e g o
kwiatów,

to

wej

jednostek,

A

później, j a k robiłam

do „Sztuki

może

t o , że trzeba

inne

robić

Łowickiej"

wycinanki,

podobne

do

może

który

udekorowali

jego

wnętrze

związanych

monstrualnymi

wałka z t a k s i l n y m oddziaływaniem m o d y

kwiat!

już t a k podpatrzyłam

garncarze,

ceramik,

w sprawach

wazo­

nim

żywych,

środowisko­

n i e będzie walką z w i a t r a k a m i ? C z y należy hamować

wisko

zrozumiałam

to

za

cenę

odchodzenia

l u b porzucania

pokierować?
Wyroby

z

„Cepelii"

z a w o d u ? C z y też raczej

D o zagadnienia

t e g o jeszcze

zja­

najzdolniejszych
rozsądnie

powrócę.

rękodzielnicze n a w s i tracą s w e f u n k c j e

użytkowo

ale żeby n i e ż y w e były. Ż e t o łatwiej wycinać t a k i p o d o b n y

i

do ż y w e g o , a lepiej żeby n i e b y ł p o d o b n y . . . o, żeby wyciąć

samą, co w środowisku m i e j s k i m , t z n . dekoracyjną i prestiżową.

z p a p i e r u , a l e n i e t a k i j a k ż y w y . I m n i e j p r a c y i ładniej

Można zaobserwować, że t e w y r o b y , które n i e zmieniły

w y g l ą d a . T a k wystylizować... i t a k uprzytornniło b a n a

w n i e w i e l k i m też s t o p n i u zmieniły f o r m y , n p . kosze, p o j e m n i k i ,

taką

p o p r o s t u czystą

łowicką

może...". A

d l a siebie:

zaczynają

chodniki

pełnić

w

szmaciane,

większej

niektóre

niż dotychczas

rodzaje

naczyń

mierze

przodmioty

sobie

i prestiżowe p o w i n n y odpowiadać k a n o n o m piękna

jedną

różę, drugą

różę, t a k i e

starodawne... T a k ,

że h a f t t o m u s i b y ć d o żywych

kwiatów

p o d o b n y " . (4).

funkcjonującym

kolorowej

przede

wszystkim

n a w s i (precyzja,

funkcji,

funkcje

dekoracyjne
powszechnie

skomplikowanie, kolor, natu­

ralizm) .

Dążenie d o u r o z m a i c e n i a k o l o r y s t y k i p r z e j a w i a się w u p o d o ­
do

pełniące

rolę tę

i t p . Natomiast

„ t a k i sobie w z ó r w y r y s o w a ł a m n a chustkę. T a k umyśliłam
m n i e się z d a j e ,

baniu

pracą

m y ś l a ł a m , ż e j a k się h a f t u j e , t o m i się z d a w a ł o , ż e t o j e s t
to

brygadzista

do którego przychodzą

kilka

p r a c a m i . " (9)

w y c i n a n k i r ó ż n i ł y się o d d z i s i e j s z y c h .

j a k j a robiłam o d małych l a t , t a k sama

(rozumu),

poszedł

zakupiono u niego

dekoracji

d l a początkowego

w i e l u twórców

spółdzielni

od

się n i e t y l k o o b c y , a l e

wnętrz

o k r e s u twórczości

biura

(8)

chwytliwy, że:

odbiegającymi

c e r a m i k i zachwycają

dopiero

Dążenie d o osiągnięcia tego ideału piękna c h a r a k t e r y s t y c z n e
w y c h . Późniejsze z m i a n y wypływają

rzeźby,

obrazów,

„łowickich

r n o d n y o h n p . n a K u r p i a c h . P r e f e r u j e się t u a l b o b a r d z o

12

i

i wieś, t o o n i już t a k i o bierą".

garncarza

pracami

nasze

z Warszawy

pasiaków"
kolorowe

Najistotniejszym jednak elemontem obyczaju,
o

akceptacji

jakiegoś

p r z e d m i o t u , jest

moda.

decydującym

Chęć

nadążenia

za modą silniejsza jest o d osobistych gustów. Posiadanie

tego

�I I . 4 . Współczesne, a d a p t a c j a łowickiego
haftu k o r a l i k a m i n a aksamicie

co m o d n e , j e s t sprawą p r e s t i ż o w ą i n a w e t o b i e k t y w n a o c e n a n p .

kupiła, d r u g a zobaczyła i już, żeby k o t e k b y ł ! J a k zoba­

jakiegoś

czyła j e d n a u d r u g i e j t o w s z y s t k i e t o k o t k i ! A j a k znowuż

elementu

zostawieniu

w

w y s t r o j u wnętrza

n i e decyduje

m i e s z k a n i u jeżeli został

uznany

o jego p o ­

za

niektóre brały

niemodny.

t u w y c i n a n k i ode mnie, ojej,

to i

mnie

Doskonałą ilustracją t e g o z a g a d n i e n i a j e s t z a n o t o w a n a

dyskusja

Zosia zrób, i m n i e zrób! N o i znów kupowały, b o znowuż

małżeństwa

gustach:

i m się t o j a k o ś z a c h ę c i ł o i t o t a k i j a k i ś u r o k . T a k a

kurpiowskich wycinankarzy

o

modzie

i

chcą m i e ć p o d o b n i e .

B o k i e d y ś t o n i e szło t e g o s p r z e d a ć , a t e r a z t o i l e się z r o b i ,

murowane,

to

w y r z u c a j ą n a b e r k . B o m a j ą n a t o . Spieniężyli się, d o r o b i l i

się

sprzeda.

Mąż: N i e dlatego.
Ci co wycinają

G y b y ś miała

pokój,

t a k i e , o... n a p o k a z .

przyjeżdżają.
teraz
Jak

są. (...)
jeden

przewala

N a pokaz

t o są, j a k g o ś c i e

J a k b y n i e płacili za t o , t o n a p e w n o

ustało. D l a siebie

l u d z i e tego n i e robią, b o i n n e

Teraz

segment,

n a w s i ludzie

by

ściany

t a k n i e upiększają.

t o d r u g i jeszcze h y z i c j

t a m szuka,

Jedna

zresztą

t e szafy

już

jakoś inaczej, n i e t a k j a k d a w n i e j . . .

pieniądze
Łowickiego

bardzo,

bo

d u m n a jest

ja widzę.."
z nowego

bez w y b o r u , b o t a k i e były

(4)

regału

w sklepie), bo

j e s t t e r a z m e b l o w a n i e t r a d y c y j n e , b o l u d z i e w s t y d z ą się s t a r y c h
mebli.
Wymagania

stawiane przez mieszkańców w s i p r z e d m i o t o m

pełnić

odzwierciedlenie

Mąż: Słomy takiej nic m a !

segmenty,

teraz n i k t j e j n i e z a r z u c i , że jest b i e d n a . Rzadkością, j a k m ó w i ,

mającym

się w s t y d z ą !

te

już wieś z a n i k a , b o d o m y

urządzone,

rządzą

z mieszkanek

(kupionego

p o m i a s t a c h , t o n i e p o w i e s i k i e r c a , c o , będzie

miał inaczej ? C h y b a

młodzi

Wypracują

t o mają.

Ż o n a : N o , n i e . W p r y w a t n y c h m i e s z k a n i a c h nie w i d z i a ł a m ,
tylko

się,

t o b y ś zrobiła.

inaczej

A teraz

moda,

Ż o n a : „ C z a s e m jeszcze l u d z i e mają upiększone, ale n i e t a k .

funkcje

dekoracyjne

i

prestiżowe

znajdują

w i c hstosunku do wyrobów „Cepelii". Z kry­

tycznymi

uwagami

l u d z i e b y znaleźli słomę! T o już w y c h o d z i z m o d y . A l e ,

malowana

rzeźba,

przepraszam!

l u b niesolidnie w y k o n a n e t k a n i n y , i t o zarówno wśród mieszkań­

Żona: Żeby t o było t a k i e p o k u p n e , j a k te segmenty
Była

synowa

ze

Śląska,

mówiła,

to

że t o

k u r p i o w s k i e t a k i e t r a d y c y j n e r z e c z y t a k się t a m r o z p o w ­
szechniły, że p o p r o s t u t a k i e cóś m i e ć , to w s z y s c y

ców w s i , j a k i s a m y c h

przy­

c h o d z ą o g l ą d a ć i t o j e s t w i e l k i e c ó ś ! B o już i n n o r z e c z y

spotykają
surowe

W

sklepach

się z a z w y c z a j

meble,

p r y m i t y w n a , nie­

schematyczny

haft,

proste,

wytwórców.

„Cepelii"

kupuje

się n i e k i e d y

prezenty d l a

k r e w n y c h zza granicy, n a i m i e n i n y — zazwyczaj n a r z u t y , h a f t y ,

nowoczesno mają, a tego n i c mają. T o w m i a s t a c h . U n a s

najczęściej t e o s k o m p l i k o w a n y m w z o r z e , ł u b b a r d z o

n a r a z i e n i e j e s t t a k p o w a ż a n a , , bo u n a s t o się j u ż p r z y -

których n i e można zamówić n a miejscu. Żaden z

t a r l o . " (1)

n i e posiadał w d o m u p r z e d m i o t u z a k u p i o n e g o przez siebie w „ C e ­

I n n ą ilustracją m e c h a n i z m u f u n k c j o n o w a n i a m o d y
wypowiedź jednej

n a w s i jest

„ t e r a z , j a k się Cofnąć 1 0 l a t t e m u , t o z a w s z e b y ł y
Znaczy

malowane

w

p e l i i " , choć o g ó l n i k o w o s t w i e r d z a l i , ż e o w s z e m , p o d o b a ł y i m się
wyroby,

z w y c i n a n k a r e k z łowickiego:
desenie.

m i e s z k a n i u i t e w y c i n a n k i jakoś

kolorowe,

informatorów

ktoś chce
u

ale można

samemu

zrobić,

albo

„za drogie".

mieć w d o m u nową tkaninę, z a m a w i a

miejscowej

tkaczki, z

własnego

surowca,

ją

Jeżeli

zazwyczaj

polegając

na jej

kotka

kupić,

guście w s p r a w i e d o b o r u k o l o r u i w z o r u , „ b o z r o b i taką j a k nasza

przybić. B o t o chodził ktoś p o wsi, sprzedawał.

Jedna

tu moda

im

nie p a s o w a ł y .

Tylko

wolały

jakiegoś

jest".

13

�I I . 5. K o m p l e t

Z

uwagami

d o a l k o h o l u , o r n a m e n t p l a s t y c z n y , w y s . b a ń k i 23 c m , w y k . J a n K o t , M e d y n i a
woj. rzeszowskie

krytycznymi

spotykały

się

wyroby

w Łowickiem, gdzie prestiżowy ('barakier wyrobów
jest

wyraźniej

niają

widoczny.

np. lalki

łowickie

I n f o r m a t o r k i bardzo
wykonano

L a l k i w m i e s z k a n i u łowickim odgrywają
oyjno-prestiżową.

Większość

dla

poważną

trudniejsze —

oce­

na

rzeźbach,

na

przez dzień go nie wykonał, trzeba

Ale

lalkę

chcąc

lepszą

robotę

zrobić,

to

czym

drewno

t y m najlepiej

ją s a m a l u b z a m a w i a d l a n i e j u b r a n k o u m i e j s c o w y c h s p e c j a l i s t e k -

twarde

drewno, a rzeźby to z lipowego..."

-tkaezek

i hafciarek.
stroju:

Strój

lalki musi

i m szersza,

być dokładną

bardziej

miniaturą

rozłożysta

spódnica,

„Cepelii"
wywiera

silno

piętno

na

wykonują

wyroby,

inne
odpe-

powiadające
jest

wyrażają swojo
dzieł,

nie

współpracujący

/. „ C e p e l i ą "

otwarcie

lokeow~ażonie dla, „ w y r o b n i k ó w ' " . . C e p e l i i " i i ^ h

odpowiadających

wymaganiom

estetycznym

wsi.

zbyt

w

Kazimierzu

ja, u i e l u b i

szmata,

wszystkie

oceną
ze

„ C e p e l i i " stoją

i potrzebami

środowiska,

„Cepelii"

sposób

wielkiej

zarobko­

twórcz3'ch.
sprzeczności

wytwórcy

często r e ­

współpracy.

t a k i c h . M u s i być

1

toż m u s i

były

potrzeby

jako

w zbyt

zygnują

wygładzono, ja,k jest

na

wyłącznie

Jeżeli w y m a g a n i a

żeby t a k nie dokończyć r o b o t y . W
rzeźby j a k b y obszozerbarie,

Produkoja

traktowana

tej

własnych potrzeb

z własną

widzi;Jem

gustom.

dla

wania, a n i e możliwość realizacji

„ J a n i e lubię t a k i c h l u d o w y c h robić. K i e w y t r z y m a ł a b y m ,
Kazimierzu

jego

często

niejednokrotnie

twórczej

Współpracownicy
instytucji

s ą d a c h o s z t u c e s a m y c h twórców" l u d o w y c h , d z i a ł a j ą c y c h w t y m
nie

dla „Cepelii".

a n a użytek własny i swojego środowiska i n n e ,

środowisku.

Twórcy

musowo

N i s k a ocena własnej p r a c y j e s t z j a w i s k i e m n i e p o k o j ą c y m i s t a w i a

sza.
wsi estetyka

to

(12).

p o d z n a k i e m z a p y t a n i a możliwość r o z w o j u i n i c j a t y w y
w wytwórczości przeznaczonej

na

(...)

najtwardsze

wykonać. D o kasetek

a h a f t n a ręka,\vaeh w i ę k s z y i d o k ł a d n i e j s z y , t y m l a l k a U u l n i e j -

Funkcjonująca

było

za świątka płacili 300 i 4 0 0 z l

u siebie n a wersalce, l u b podarować w prezencie ślubnym u b i e r a

buczackiego

świątkacłi,

T a k i e szybsze r o b o t y t o najlepiej robić w l i p o w y m d r e w n i e .

dekora-

i n f o r m a t o r e k chcąc; p o s a d z i ć

zarobić

ze d w a d n i r o b i ć . A

„Cepelii".

rolę

można

a za t a k i e pudełko z t r u d n e g o d r e w n a płacili 100 z l a t o

regionalnych

krytycznie

chałupniczo

„Najwięcej

Cepelii"

Głogowska,

być

podobne

widać. T a m

do

siebie,

Twórca l u d o w y

nie

w o p i n i i własnej i środowiska

p o d o b a ł y m i się. T o n p a n , co m a l o w a ł r z e ź b y i r o b i ł t a k i e
Pojęcie — twórca l u d o w y — pełni w działalności s t a t u t o w e j

g ł a d k i e j a k j a , t o m i się p o d o b n i . Z „ C e p e l i i " b y l i u m n i e ,
ale

o n i chcieli, żeby

fabrykować

jedno

i to

samo,

5 0 z), a o n i t o ])o 5 0 0 b y s p r s e d t i w n l i . T o n i e m a
takie
bym

same robić*' (10). „ G d y b y m robił
musiał robić

kazywała
robił

(rzeźba

godzinę

czy

t a k jak mnie
Kudły:
dwie.

p a n i ил

„Cepelia"

trzeba

twórcy

krzywy."

~ - klocek,

pocztówce

by nie

t a k i c h r z e c z y j a k m o j e . T u z L i żajska

uroku

&lt;Ilu „ C e p e l i i "

Chłop z p r o s i a k i e m ) .

To

za
to
po­

bym

jakaś

zrobiona,

(II)

T w ó r c y w s p ó ł p r a c u j ą c y z „ C e p e l i ą " a l b o s t r r e j ą się z l e k c e w a ż y ć
opinię środowiska

( „ c o o n i się n a t y m z n a j ą " ) , a l b o m n i e j l u b

b a r d z i e j o t w a r c i e p r z y z n a j ą się d o n i s k i e j o c e n y w ł a s n y c h p r a c :

14

się

dość i s t o t n ą

możliwości

rolę. Z pozycją

korzystania

Ludowej,

otrzymania

terminem

dość

często,

z

twórcy

Funduszu

ze/pomogi
odbywają

czy
się

ludowego

Rozwoju

renty.

Operuje

kwaJifikacje,

wiążą

Twórczości
się

tym

aktualizuje

się w y k e ^ z y i t p .

przyjmowała

b y l i u rr.nie: n a m

słupek, t w a r z

..Cepelii"

W

związku

rozumiane

jest

z t y m nasuwa

zakwalifikowane
nieuznawania

się p y t a n i e

—

j e k pojęcie

w środowisku w i e j s k i m , j a k rozumieją
za

to

jo osoby

j a k o t w ó r c y ? J a k i e są k r y t e r i a u z n a w a n i a l u b
twórcę,

za

artystę?

Mieszkańcy

wsi

często

rozróżniają pojęcie twórca i a r t y s t a . Określenie a r t y s t a używano
jest

zazwyczaj

w s t o s u n k u do wyróżniających

się w i c h m n i e ­

m a n i u i n d y w i d u a l n o ś c i , choć n i e k i e d y o k r e ś l e n i a t e uŻ3'wane są

�zamiennie.
potrafi

W opiniach

wykonywać

mieszkańców w s i artystą, j e s t

przedmioty

ten, k t o Podobne

piękne, s k o m p l i k o w a n e ,

,,takie

u

d o t e j o p i n i i ролл-tarzają s i ę dość c z ę s t o ,

^согеолл- n i e л\^ро1ргае^асуе11 z

„Cepelią".

j a k i c h n i k t n i ep o t r a f i zrobić' i jest i c h a u t o r e m , t z n . n i e k o p i u j e ;

Zdarzają

t e n o s t a t n i w a r u n e k n i e jest niezbędny jeżeli k o p i o w a n y

l u d o w y " m a znaczenie p e j o r a t y w n e ,

1

m i o t jest dostatecznie
która

przedmioty

p o t r a f i robić

przed­

t r u d n y d o w y k o n a n i a . Twórcą jest osoba,

wykonywano

najlepiej.

przez

innych

w

których

Komentując

działalność różnych w y t w ó r c ó w

doл\'isku (гаголл-по лл-spólpracująoych

Stąd też współpracowników

„Cepelii" ocenia

się r ó ż n i e .

określenie

jaki

w s w o i m śro-

niewspółpracujących

z „ C e p e l i ą " ) i n f o r m a t o r z y n a j c z ę ś c i e j s k ł o n n i są u z n a ć z a k o r c ó w

„ L u d z i e pracujący d l a „ C e p e l i i " bywają n i e k i e d y a r t y s ­

czy

t a m i , g d y p o s i a d a j ą d u s z ę a r t y s t y i w y k a z u j ą się k o m p e ­

odbiegające

tencją swojej

lub stosowaniem

twórczości", ale „nie jest artystką p a n i

X

artystów

osoby

wykonujące

od utartej tradycji —

przedmioty

лл- j a k i ś

c z y t o precyzją

z e n t u j ą c y c h z u p e ł n i e полл'е w нго(1о\л-1зки d z i e d z i n y

Jej w y t w o r y

(malarstwo,

w treści"

( 1 3 ) , „ N i e w s z y s c y są a r t y s t a m i . J e s t n i m i t y l k o t a c z ę ś ć ,
która

nie odtwarza

lecz dodaje

mechanicznie

narzuconych

wzorów

d o n i c l i c o ś . c o t k w i w i c h w n ę t r z u , coś •/. i c h

p r z e ż y ć . N p . t e k o b i e t y , k t ó r e s z y j ą d l a „ O p e l i i " nie' są
a r t y s t k a m i , p o n i e w a ż t e g o c o o n e r o b i ą m o ż n a się n a u c z y ć .
T o jest raczej

z a w ó d " . (14)

W o d p o w i e d z i n a p y t a n i e , c z y t a , l u b i n n a osoba

współpracująca

Tak

płaskorzeźba,

więc

sposób

wykonania,

n o w y c h rozwiązań f o r m a l n y c h , c z y też repre­

choć t o j e s t twórczość l u d o w a , b o n i e m a w n i e j a r t y z m u .
są m a ł o s k o m p l i k o w a n e i u b o g i e

„twórca

n p . w o d n i e s i e n i u d o rzeź­

biarzy.

mieszkańców

4

się t e ż w y p o w i e d z i ,

szczególnie

5

metaloplastyka,

kryteria uznawania

wytwórczości

korzoniopłastyka).

za twórcę

( c z y też artystę)

w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m są n i e c o o d m i e n n e , a z n a c z n i e

ostrzejsze

niż w p r a k t y c e „ C e p e l i i " . U ż y w a n i e

„twórca"

na wsi terminu

także w s t o s u n k u d o osób n i e o d p o w i a d a j ą c y c h
środo\\-iska, m a w y r a ź n y

zwiążcie

państwa, reklamą, odbiorcą
Współpracownicy

z „ C e p e l i ą " j e s t t w ó r c ą s p o t y k a się o k r e ś l e n i e : „ j a k i t o t w ó r c a ,

k r y t e r i o m tego

z oddziaływaniom,

mecenatu

z zewnątrz.

„ C e p e l i i " s a m i często n i e mają

wyrobio­

r o b i t o c o w s z y s c y u m i e j ą " , a l b o o k r e ś l a się w s p ó ł p r a c o w n i k ó w

nego z d a n i a n a t e m a t własnego s t a t u s u . D e c y d u j ą c y m a r g u m e n ­

„Cepelii",

t e m jest zazwyczaj

jako

„robotników

w

swoim

fachu,

utrzymujących

działaczy

się z t e g o c o p o t r a f i ą . "
J a k wskazuje wypowiedź jednego z garncarzy, dla uzyskania
statusu
we

twórcy

własne

konieczny

jest

duży

wkład

inwencji

twórczej

twórcę
bo

ludowego?

N a pytanie:

najczęściej

pada

Czy pani

uważa

się z a

odpowiedź:

„A,

pewnie,

m n i e t a m ( w s p ó ł d z i e l n i , w g m i n i e , лл- S T L ) z a p i s a l i " , „ b o

jeżdżę

wyroby:

z a k w a l i f i k o w a n i e i c h przez spółdzielnię c z y

regionalnych.

n a k o n k u r s y " , „ b o przychodzą

S p o t k a ł a m się n a w e t z t a k k r a ń c o w y m p r z y p a d k i e m j a k c a ł k o ­

że t a k mają

robić,

a n i c n i e zmienią. J a uznaję, że t o n i e jest twórca, t y l k o
po p r o s t u odtwórca, b o j a k r o b i , co dziadek,
robił i o n n i e p o t r a f i co i n n e g o

pradziadek

wymyśleć, j a k i

t o jest

wite

niezrozumienie

uważają

tego

c z y środowiska

terminu.

N a pytanie

ludzie za twórcę Imhm-ego ? T k a c z k a

„No,

chyba

n i e jest

z

p r z e d t e m , b o t a m n i e m a j ą w a r u n k ó w , ż e b y coś z m i e n i l i .
p r o s t u jest t a k j a k b y nakazane,

własne

wycieczki

miasta".

Po

Kryterium

do mnie

„ C i , co w „ C e p e l i i " pracują, t o n a p e w n o będą robić t o c o

—

istotne.

C z y panią

odpowiedziała:

t a k , j a k się r o b i ł o . N a p e w n o !

Na

pewno

илл-ażają, ż e t o się t a k u m i e r o b i ć i się r o b i . P e w n o . T a k ,

twórca ? J a tego n i e uznaję, t o jest t y l k o odtwórca, o n

za t w ó r c ę j e s t e m z a p i s a n a . P a n i , a co t o j e s t t w ó r c a , b o j a

o d t w a r z a . A t o t a k . . . c i p l a s t y c y się p r z e c i w iają, ż e j a k

t a k r o b i ł a m i w i e m , że j e s t e m twórcą, a l e j a n i e r o z u m i e m

co i n n e g o , t o o c h o . . . t o już n i e j e s t l u d o w e . " (8)

co

t o j e s t ? " (15)

�Osoby

о

znanyoh

nazwiakaoh,

uozestnioy

lioznyoh

konkursów

i w y s t a w mają znacznie wyższe m n i e m a n i e o sobie, a zadecydo­
wały

o n i m szerokie
„Ja

się

Ja

k o n t a k t y ,,ze

uważam

jestem

jako

światem."

twóroa,

zadowolony,

bo

robię. T o jest

wrodzone

obrzędowej.

wszędzie

wywyższam.

gdzie

pójdę,

u m n i e " , (1) m ó w i

„No

t a k , uważam

T o ć m a m o d z n a c z e n i e n i e j e d n o (...)
do

to:

Do

rangi twórcy ludowego

gdzie

w

większym

przywiązuje

początku

Warszawy,

się w i ę k s z ą w a g ę t a m ,

o możliwościach f i n a n s o w y c h , związanych
„Na

twórcę.

(2)

stopniu rozpowszechniona

jest

z tą

informacja

pozycją:

k a ż d y t w ó r c a m i a ł 1.200 z l a p o t e m p a n i

Świątkowska mówiła, żeby n i e przerywać, b o będę miała
rentę

większą,

dobrze
siebie

bo

ministerstwo

n a l n y m , twórczym. O d tego
przekonanie
wreszcie

wykonawca

się z a

Robiłam do

m u z e u m , jeszcze p r z e d w o j n ą " .

obiecało

wynagrodzić

dlatego, że t o n i k t n a s n i e uczył, m y t o s a m i z

dali

umiemy, takie samouki spod strzechy

do w s z y s t k i c h , przecie

go akceptować,

o ile

wyciągnięte

w Łowiczu

i to

ogłoszenie

n i e z a m y k a l i d r z w i (...)

Z

No

o

słuszności

akceptacja

zależy samopoczucie

kontynuowania

twórcy,

swojego

o m a w i a n y c h materiałów wypływa

k i l k a wniosków

zagadnień

zaliczyłabym:

niepełne

wykorzystanie

umiejętności

oraz

urozmaicania

wynikające

wzorniotwa,

przede

rygorystyczne

zubożenie

tematyczne

w s z y s t k i m z r o d z a j u i wielkości

przestrzeganie

n o r m miesięcznych, z b y t

t y c z n e podejście d o k o n t a k t ó w z w y t w ó r c a m i , słabą

formalisinformację

0 obowiązkach i u p r a w n i e n i a c h wynikających z z a k w a l i f i k o w a n i a
do

kategorii twórców

wytwórców
W

co

do

ludowych

ocen

w

„Cepelii",

i wymagań

brak

orientacji

komisji kwalifikacyjnych.

bieżącej p r a k t y c e p r o d u k c y j n e j spółdzielni

cepeliowskich

n i e są t o p r o b l e m y ł a t w e d o r o z w i ą z a n i a , n i e m n i e j j e d n a k
się,

że

operując

elastyczniej

Funduszem

Rozwoju

własnego m i e j s c a w wytwórczości regionalnej

w a n y w t r a d y c j a c h r e g i o n u , z n i c h czerpać umiejętności i t e m a t y

celu należałoby

p r a c , a i n w e n c j a t w ó r c z a m o ż e r o z w i j a ć się j e d y n i e

strony

dla regionu

w

ramach

wytwórczości.

zastosować

zapewnić

możliwość

„Cepelii". W

projektowania

tematyce:

tradycji rodzinnych, innym

pływają

własne

z

odmiennego

środowisku

funkcję

rozumienia

wiejskim

dekoracyjną

pojęcia

pełni

jednej
nowych

w z o r ó w , organizując co p e w i e n czas k o n k u r s y w e w n ę t r z n e spół­
d z i e l n i o zróżnicowanej

pojmowaniu

tym

1 Z

wzornictwa,

w

wytwór­

odnalezieniu

działanie k i l k u t o r o w e :

wytwórcom

wydaje

Twórczości

definicją a k r y t e r i a m i s t o s o w a n y m i w środowisku w i e j s k i m w y ­

Różnice

prac,

zamówień,

ców wiejskich w p o w s t a w a n i u nowego wzornictwa,

tradycyjnej

doty­

wytwórczych i b r a k bodźców do w y k a z y w a n i a i n w e n c j i twórczej

L u d o w e j można położyć większy n a c i s k n a współudział

wycho­

a

środowiska.

i z tego skorzystałam bo m a m i d y p l o m y i l i s t y p o c h w a l n e .
brałam udział z a w s z e , b o j a z t e g o r e g i o n u . " (4)

jego

zajęcia,

I

Według d e f i n i c j i „Cepelii" twórca l u d o w y p o w i n i e n być

w

związany

czących współpracy „ C e p e l i i " z wytwórcami. D o najważniejszych

i t o t a k n a s k a ż d y wyciągał, t o ogłoszenie z tego m u z e u m .
Ogłaszali, że będzie w y s t a w a

o t y l e będą

w i n n y sposób) ale także z m o t y w a c j a m i o c h a r a k t e r z e a m b i c j o ­

a l e się n i e

t w ó r c a l u d o w y , o o . . . m ó w i ą ! C z u j ę się j a k o t w ó r c a , b o t o
plastyki

1 sami wytwóroy,

będzie n i e t y l k o z korzyśoiami f i n a n s o w y m i (bo t e można osiągnąć

—

twórca

sztuki

obecnie,

—

między

ludowej.

j a k już

tą

Plastyka

wspomniałam,

i prestiżową, a j a k o t a k a podlega

silnemu

znanego

pomysły,

z

adaptacje,

raz n a odtworzenie

nowo

wyroby

itp.

starego

razem

na

Odpowiednia

r e k l a m a , wysokie n a g r o d y wraz z uzasadnieniem, w e r d y k t u oraz
uzależnieniem

premii F R T L

n o w e w y r o b y konieczne jest uwzględnienie w r e g u l a m i n i e nagród

za

s p e c j a l n y c h . N o w e w y r o b y m o g ą n i c m i e ś c i ć się w

swojego

wraz

z

modą

potrzebami

Hamowanie

w

w

twórców

sztuce

ludowej

naturalnego

wiejskiej

—

jeden

dążenia

który powoduje

ze ś r o d o w i s k a . T w o r z ą

wytwórczości

działania.

W

konkursach na
kategoriach

„ t r a d y c y j n y c h " . N a l e ż a ł o b y w t e d y oceniać j e o d s t r o n y p o z i o m u

środowiska.

zmienności jest s z t u c z n y m zabiegiem,
wanie

estetycznymi

do

powinny

też twórcą może być t e n , k t o w swojej twórczości p o t r a f i nadążyć
się

bodziec

twórczej

stanowić

zmieniającymi

odpowiedni

o d aktywności

o d d z i a ł y w a n i u m o d y . Zasadniczą cechą m o d y j e s t zmienność, stąd

się d w a o d r ę b n e

n a użytek własnego

wiska, drugi dla odbiorcy miejskiego. T e n drugi n u r t
się p o d w p ł y w e m ś w i a d o m e j

do

wyobco­
nurty
środo­

kształtuje

ingerencji odbiorców spoza

artystycznego
furtki

i

technicznego.

n a inicjatywę

twórczą,

Konieczno

jest

pozostawienie

n a możlneośei kształtowania

n o w y c h f o r m w s z t u c e l u d o w e j . J e s t t o , j a k już
wytwórczość podlegająca

działaniu m o d y

dzieć w j a k i m k i e r u n k u pójdą

środo­

się

wspomniałam,

i t r u d n o dziś

przewi­

zmiany.

Można też organizować k o n k u r s y m o n o t e m a t y c z n e .

Podobne

wiska wytwórców: plastyków, k o m i s j i k o n k u r s o w y c h i k w a l i f i k a ­

konkursy

cyjnych

t a t y . E f e k t takiego k o n k u r s u n p . w w y c i n a n c e u j a w n i możliwości

„Cepelii",

kolekcjonerów,

turystów.

Jest

to

wytwór­

organizowano

czość „ n a z a m ó w i e n i e " , p r z y c z y m w y k o n a w c a t e g o z a m ó w i e n i a

oryginalnego

n i g d y n i e jest p e w i e n j a k zostaną przyjęte jego w y r o b y ,

Powstanie

gdyż

n i e z n a d o s t a t e c z n i e oczekiwań i gustów swego o d b i o r c y , własna
ocena

ujęcia

tego

interesujący

regionu, obejmujący

przez muzea
sarniego
album

wszystkie

przyniosły ciekawe

tematu

przez

różne

reprezentacyjny
działające

dla

rezul­
osoby.
danego

t u w y c i n a n k a r k ii t p ;

n i e jest p e w n y m m i e r n i k i e m .

D l a t e g o t a k dużą wagę przywiązuję do szerszych

kontaktów

między w y k o n a w c a m i i oceniającymi w y r o b y , d o prób wspólnych
poszukiwań

twórczych.

2 Należy zróżnicować w większym s t o p n i u zamówienia n a w y r o b y
regionalne, t a k a b y jeden twórca nie powielał w

nieskończoność

tego samego t e m a t u . Ogranicza t o jego wyobraźnię, pomysłowość
1 umiejętności.

T u należałoby

jednak

zastosować

odpowiednie

bodźce do u r o z m a i c e n i a a s o r t y m e n t u gdyż w y t w ó r c o m n a ogół
Wytwórczość l u d o w a w „Cepelii", j e j p e r s p e k t y w y .
U w a g i i propozycje

opłaca

się m a t e r i a l n i e p r o d u k o w a ć

się go s z y b c i e j ,

t e n sam wyrób, gdyż

robi

n i ż w c a w cenach jest z b y t m a l a . U r u c h o m i e n i e

w t y m c e l u F K T L b y ł o b y z • w s z e c h m i a r słuszne'. N a k o n i e c z n o ś ć
Współczesna

wytwórczość

złożony; j e d n y m

artystyczna

z jego aspektów jest

wsi

to

problem

t a l a c h posunięć wsL- żuje K y t u a n j a n p . w g a r n c a r s t w i e .

produkcja na

potrzeby

jęniośeu w ś r ó d w y t w ó r c ó w u t r z y s m i j a . się jeszcze?, ale

„ C e p e l i i " , c o r a z m n i e j l i c z ą c a się w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m . Z n a n i

o p ł a c a się p r z y o b e c n e o h

twórcy

kować

odchodzą

na emerytury

współpracowników

z chwilą p o j a w i e n i a
Zbyt

część

produkcję d l a „ C e p e l i i " t r a k t u j e

źródło d o d a t k o w e g o

o takim

i r e n t y ; duża

z a r o b k u , z k t ó r e g o są s k ł o n n i

obecnych
tylko

jako

zrezygnować

się i n n y c h m o ż l i w o ś c i .

s ł a b e są m o t y w a c j e
charakterze, jakiego

byłoby nawet

Celowe
marży

na niektóre f o r m y n a c z y ń ) , a b y zahamować postępujący

regres

dziedzinie;

„Cepelia".

Oczekiwania

3

Barelzo

ważną,

jeżeli n i e najważniejszą

sprawą

kontaktów między k i e r o w n i c t w e m (nadzorem)

że

„tradycyjny"

nurt

wytwórczości

jest

jest

rodzaj

spólelzie-lni a w y ­

k o r u j ą c y m i i c h p r a c ą ; o d umiejętności p o s t ę p o w a n i a t y c h osób

związany wyłącznie z odbiorcą m i e j s k i m i n i e będzie k o n t y n u o ­

zależy

wany

chęć d o p r a c y .

16

zamówienia.

t w ó r c a m i . Są o n i b a r e l z o w r a ż l i w i n a w s z e l k i e k o n t a k t y z l u d ź m i ,

Stwierdziliśmy,
jego

są z r e s z t ą

(cheiciażby w f o r m i e

do k o n t y n u o w a n i a wytwórczości
oczekuje

satysfakcji.

bez

r e l a c j a c h cen i pracochłonności proelu-

doniczki. Takie
dotowanie

Uniie-

garncarzom

zniesienia

w te'j

t e n i e w p e ł n i są z r o z u m i a l e d l a w y t w ó r c ó w , a p r a c a n i e p r z y n o s i
im

jedynie

1

ingerencji.

Zarówno

środowisko

wiejskie,

jak

barelzo

czysto

stosunek

Formalistyczne,

wytwórców
urzędowe

do

.swego

podejście

zajęeia,

zraża

wy-

�twórców, przekreślają"
Od

talentu

n i e k i e d y szanse r o z w o j u całego ośrodka.

„animatorskiego"

etnografa

czy

plastyka

zależy

w spółdzielni j a k i d l a w y l wórców. Często s p o t y k a n e w o c e n a c h
o k r e ś l e n i e , ża j a k i ś w y r ó b j e s t m a ł o „ l u d o w y " n i e w i e l e

b a r d z o w i o l o . D l a t e g o t a k dużą w a g ę przywiązuję, d o właściwego

jego a u t o r o w i . W

p o z i o m u nadzoru etnograficznego

ta praca j a k najbardziej

Jak

już

pelii"

wspomniałam,

skazani

są

na

w spółdzielniach r e g i o n a l n y c h .

wytwórcy
opinię

pracujący

osób

spoza

na potrzeby

swojego

będzie

umiejętnego
powielał

wykorzystania

zlecone

inwencji

twórczej,

czy

1 . S.
(która

4. W .

4 Generalną
umiejętności
w

powtarzając

wzorca

lub

5. C .

postępowania

powinno

myślenia. Należy

zespołów

t y m działaniu

nie

linią

twórczego

doświadczenia

„tradycyjnego"

plastyków;

Instytutu

(łącznie
błędów.

etnograficzno-artystyczny

z
Do

Wzornictwa

kadrą,

która

pełnienia

powinien

być

rozwijanie

wykorzystać

mieć

pełni

Przemysłowego

jeszcze

takiej

w

pozostała),

funkcji

nadzór

odpowiednio

przy­

gotowanie;
5
i

Strzałki

2. S. M y s z y n i e c

czaniu

i t e m a t y k i do

i n f o r m a t o r ó w

też

3. S.

przez

jest

ludowa.

W y k a z

i s t n i e j e i istniała w przeszłości t a k ż e ) n i e m o ż e polegać n a o g r a n i ­
wzornictwa

wyjaśnia

i jego środowiska

„Ce­

wzory.

Ingerencja w kształtowanie c h a r a k t e r u wytwórczości

projektowania

autora pracy

środowiska.

O d i c h t a k t u i w y c z u c i a założy, c z y w y t w ó r c a będzie miał możli­
wości

ocenie

Browary

Wysokienice
Zduny

Wieś

Łążek

6. S.

Kocierzew

7. Z .

Jeglijowiec

8. G .

Medynia

9. N o t a t k a służbowa W . J a r e c k i e g o
10. M .

z

1978 r o k u

Grębów

11. D . R y s z k o w a

Wola

12. C h . L i p i n k i

Oceny w z o r n i c t w a regionalnego na komisjach k w a l i f i k a c y j n y c h
konkursach w i n n y być t a k umotywowane,

aby kryteria

ocen

b y ł y jasne i p r z e k o n y w a j ą c o z a r ó w n o d l a osób pełniących nadzór

1 3 . S. Z d u n y
14. G. Złaków
15. G.

Kościelne
Borowy

Kocierzew

P R Z Y P I S Y

1 A u t o r e m t e s t u jest A . M i l e w s k a . Por. artykuł tejże:
Stosunek
mieszkańców
współczesnej
wsi łowickiej
do
miejscowej
wytwórczości
artystycznej,
rozpatrywanej
w kategoriach
sztuki,
B i u l e t y n O B R „Cepelia", 1982, n r 1—2.
2 Potwierdziły t o t a k i e źródła j a k pamiętniki t w ó r c ó w
l u d o w y c h (1974 г.), protokoły z posiedzeń sądów k o n k u r s o w y c h ,
obserwacje p l o n u konkursów i t p .

3 . S z e r z e j z a g a d n i o n i e t o o m a w i a m w p r a c y : Twórcy
ludowi
w świetle swoich
pamiętników,
„Pol. Szt. L u d . " , R. X X X V I I ,
1 9 8 3 n r 3/4, w d r u k u .
4 W y k o r z y s t a n o t u także materiały terenowe A . M i l e w s k i e j
d o p r a c y Wytwórczość
artystyczna
wsi poza ,,Cepelią"
(w przy­
gotowaniu).
5 O b f i t s z y materiał do tego zagadnienia
M.

II.

8. L i l k i

w stroju

zawiera cyt. praca

Woźniakowej.

łowickim

t ' o t . : S . D o p t u s z e w a k i , i l . t , 2 ; J . Świderski, i l . G, 7

17

�Wnętrze d o m u A g n i e s z k i Rachmaeiej, K u z i e , w o j . t a r n o w s k i e

'Fot.: J . Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6222" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6202">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0452e1aa64d1514a10083a550b883e6b.pdf</src>
        <authentication>5d4593203b9df9c9a123777e7b129a36</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74076">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:858</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74077">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74078">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74079">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:789</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74080">
                <text>Problemy wytwórczości ludowej w pracach Zakładu Badawczego Związku "Cepelia" / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74081">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.91-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74082">
                <text>Woźniak, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74083">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74084">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74085">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74086">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74087">
                <text>„Etnografia Polska", t. X I X z. 2

M A R I A WOŻNIAK

PROBLEMY WYTWÓRCZOŚCI
LUDOWEJ
W PRACACH ZAKŁADU BADAWCZEGO ZWIĄZKU „CEPELIA"
Z a k ł a d Badawczy p o w o ł a n y z o s t a ł przez Zjazd D e l e g a t ó w Z w i ą z k u
„ C e p e l i a " w 1967 r o k u . Celem Z a k ł a d u jest udzielanie pomocy Z w i ą z k o ­
w i w w y k o n y w a n i u jego z a d a ń s t a t u t o w y c h przez „ b a d a n i e szeregu zja­
w i s k m a j ą c y c h b e z p o ś r e d n i w p ł y w na r o z w ó j l u b zanikanie r ę k o d z i e ł
a r t y s t y c z n y c h oraz w y k o n y w a n i e o p r a c o w a ń n i e z b ę d n y c h dla p r a w i d ł o ­
wego o k r e ś l e n i a p e r s p e k t y w i c z n y c h p r o g r a m ó w r o z w o j u w y t w ó r c z o ś c i
l u d o w e j , r z e m i o s ł a i p r z e m y s ł u artystycznego oraz p a m i ą t k a r s t w a " .
O d czasu powstania C e n t r a l i P r z e m y s ł u L u d o w e g o i A r t y s t y c z n e g o
w 1949 r o k u z m i e n i a ł a się s t r u k t u r a organizacyjna tej I n s t y t u c j i ,
r o z s z e r z a ł y zadania, a j e d n o c z e ś n i e z biegiem l a t k u r c z y ł a się „ b a z a " ,
na j a k i e j „ C e p e l i a " w d u ż e j mierze opiera s w o j ą d z i a ł a l n o ś ć p r o d u k ­
c y j n ą . Te nowe w a r u n k i w y m a g a ł y z jednej s t r o n y penetracji t e r e n ó w
n i e o b j ę t y c h dotychczas d z i a ł a l n o ś c i ą „ C e p e l i i " , dla ustalenia m o ż l i w o ś c i
rozszerzenia tego d z i a ł a n i a , z d r u g i e j z a ś p o g ł ę b i e n i a w i e d z y o p r z e m i a ­
nach z a c h o d z ą c y c h w s p ó ł c z e ś n i e w regionach, o b j ę t y c h d ł u g o l e t n i ą dzia1

2

1

Sprawozdanie z działalności
Zakładu Badawczego w latach 1968, 1969-70, Ząbki
1971 (m—pis pow. do uż. służb.).
W 1954 roku zmieniono C P L i A , centralę spółdzielczo-państwową, na Związek
Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego (pozostała umowna nazwa „Ce­
pelia"). Pierwszy statut z 1950 roku określa jako przedmiot działalności Zw.
„Cepelia" m. in. (par. 4 p. 1) „organizowanie wytwórczości ludowej i przetwórstwa
ludowego i artystycznego w ramach drobnego przemysłu ludowego i artystycznego"
i (p. 4) „opieka nad wytwórczością ludową z uwagi na jej wartości artystyczne".
Najnowszy statut Związku Spółdzielni Rękodzieła Ludowego i Artystycznego
(zmiana nazwly) z 1974 roku określa szerzej przedmiot działania: „ZSRLiA
jest powołany w szczególności do tworzenia nowych i kultywowania trady­
cyjnych wartości kultury materialnej przez organizowanie i rozwijanie arty­
stycznego rękodzieła ludowego, rękodzieła artystycznego i przemysłu artystycz­
nego". Do zadań Związku należy m. in. (par. 6, p. 5) „wyszukiwanie, reaktywowa­
nie i rozwijanie ośrodków sztuki ludowej oraz zaniklých, względnie zanikających
rzemiosł artystycznych" (p. 6), „otaczanie opieką niezrzeszonych i współpracujących
ze Związkiem twórców ludowych, plastyków oraz rzemieślników artystów..."
2

�92

MARIA

WOŻNIAK

ł a l n o ś c i ą p r o d u k c y j n y c h jednostek Z w i ą z k u „ C e p e l i a " . Opracowanie m i ę ­
dzy i n n y m i t y c h z a g a d n i e ń zlecono Z a k ł a d o w i B a d a w c z e m u .
Pierwsze prace e t n o g r a f ó w (a p ó ź n i e j P r a c o w n i W y t w ó r c z o ś c i L u d o ­
wej) d o t y c z y ł y g ł ó w n i e ustalenia m o ż l i w o ś c i rozszerzenia d z i a ł a l n o ś c i
Z w i ą z k u „ C e p e l i a " na t e r e n y nie o b j ę t e dotychczas przez s p ó ł d z i e l n i e
i zrzeszenia. N i e o g r a n i c z a ł y s i ę one j e d y n i e do zbierania i n f o r m a c j i
o w s p ó ł c z e ś n i e d z i a ł a j ą c y c h w y t w ó r c a c h l u d o w y c h , ale gromadzono t a k ż e
m a t e r i a ł y do p r o j e k t o w a n i a w z o r ó w p a m i ą t e k i i n n y c h w y r o b ó w a r t y ­
stycznych, opracowania o b e j m o w a ł y w i ę c t a k ż e zagadnienia z dziedziny
h i s t o r i i , h i s t o r i i s z t u k i i inne. S i ł ą rzeczy etnograficzne badania terenowe
m i a ł y charakter penetracyjny. Przeprowadzono tego t y p u badania na
ziemiach zachodnich i p ó ł n o c n y c h ( w o j . s z c z e c i ń s k i e , z i e l o n o g ó r s k i e ,
w r o c ł a w s k i e , k o s z a l i ń s k i e ) , oraz na Mazowszu P ł o c k i m i w p o ł u d n i o w e j
części w o j . ł ó d z k i e g o . Zebrane m a t e r i a ł y o b e j m u j ą m o ż l i w i e wszystkie,
w y s t ę p u j ą c e na t y c h terenach dziedziny w y t w ó r c z o ś c i . O s o b n ą p r a c ę
poświecono garncarstwu jako jednemu z rzemiosł zanikających . W y n i k i
b a d a ń z o s t a ł y w mniejszej l u b w i ę k s z e j części w y k o r z y s t a n e w p r a k t y c e .
Utworzono n o w ą spółdzielnię „Piast" w Świnoujściu, kilka p u n k t ó w
pracy n a k ł a d c z e j , w w i e l u w y p a d k a c h rozszerzono skup. Wprowadzono
p e w n ą ilość n o w y c h , o p a r t y c h na r e g i o n a l n y c h t r a d y c j a c h w z o r ó w do
produkcji w spółdzielniach.
I s t o t n y t a k ż e , p r ó c z penetrowania n o w y c h t e r e n ó w , jest p r o b l e m
szerszego spojrzenia na d o t y c h c z a s o w ą d z i a ł a l n o ś ć s p ó d z i e l n i Z w i ą z k u
„ C e p e l i a " w regionach o b o g a t y m d o r o b k u artystycznej w y t w ó r c z o ś c i
3

4

5

6

3

Nie są to bowiem jedynie zadania Zakładu. Prócz Pracowni Wytwórczości
Ludowej działa Pracownia Techniczno-Technologiczna, Ekonomiczna oraz Branżowy
Ośrodek Informacji z biblioteką i Wzorcownia.
D . K u ł a k o w s k a , Możliwości
rozwoju plastyki ludowej w woj.
szczeciń­
skim, Ząbki 1970 (m—pis pow. do uż. służb.); t e j ż e , Możliwości
rozwoju
wytwór­
czości ludowej i przemysłu
artystycznego oraz pamiątkarstwa
w woj.
koszalińskim,
Ząbki 1970 (m—pis pow. do uż. służb.); t e j ż e , Możliwości
rozwoju
wytwórczości
ludowej — przemysłu
artystycznego oraz pamiątkarstwa
w woj.
zielonogórskim,
Ząbki 1971 (m—pis pow. do uż. służb.); t e j ż e , Możliwości
rozwoju
wytwórczości
ludowej, przemysłu
artystycznego oraz pamiątkarstwa
w woj. wrocławskim
tm—pis
w archiwum Z.B.).
M . W o ź n i a k ó w a, Możliwości
rozwoju wytwórczości
ludowej,
rzemiosła
i przemysłu
artystycznego oraz pamiątkarstwa
na Mazowszu
Północno-Zachodnim,
Ząbki 1970 (m—pis pow. do uż. służb); t e j ż e , Możliwości
rozwoju
wytwórczości
ludowej, przemysłu
artystycznego oraz pamiątkarstwa
w regionie sieradzkim,
wie­
luńskim
i radomszczańskim,
Warszawa 1971 (m—pis w arch. Z.B.)
Z. C i e s i e l s k i , Możliwości
reaktywowania wytwórczości
w dziedzinie ce­
ramiki ludowej na Podgórzu
Karpackim, Ząbki 1970 (m—pis w arch. Z.B.).
4

5

6

�P R O B L E M Y WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

93

oraz na zmiany, jakie z a c h o d z ą w e wsiach t y c h r e g i o n ó w pod w p ł y w e m
ogólnych przemian gospodarczo-społecznych.
W r o k u 1972 Z a k ł a d Badawczy p o d j ą ł na zlecenie Z w i ą z k u c y k l prac
m a j ą c y c h na celu o k r e ś l e n i e i o c e n ę r o l i s p ó ł d z i e l n i r e g i o n a l n y c h w u t r z y ­
m y w a n i u i r o z w i j a n i u artystycznej w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j w ś w i e t l e
z a c h o d z ą c y c h w s p ó ł c z e ś n i e p r z e m i a n s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z y c h , oraz po­
danie n o w y c h l u b rozszerzonych f o r m d z i a ł a n i a , dostosowanych do t e m p a
i c h a r a k t e r u t y c h zmian. K i e r u j ą c się g ł ó w n y m celem pracy w y b r a n o
t e r e n y c h a r a k t e r y z u j ą c e się bogactwem t r a d y c j i w y t w ó r c z y c h , aby m ó c
s t w i e r d z i ć , w j a k i m stopniu s p ó ł d z i e l n i e te t r a d y c j e w y k o r z y s t u j ą ,
k o n t y n u u j ą i r o z w i j a j ą : O p o c z y ń s k i e , Ł o w i c k i e , K u r p i e — Puszcza
Zielona i Puszcza B i a ł a , ze s p ó ł d z i e l n i a m i : „ O p o c z n i a n k a " , „ S z t u k a Ł o ­
w i c k a " , „ T w ó r c z o ś ć K u r p i o w s k a " (dawne „ P n i e w o " ) oraz „ K u r p i a n k a " .
P o d s t a w ę m a t e r i a ł o w ą w s z y s t k i c h prac s t a n o w i ł y : s z c z e g ó ł o w a analiza
l i t e r a t u r y i b a d a ń i n n y c h i n s t y t u c j i n a t y c h terenach, d o k u m e n t y s p ó ł ­
dzielni, m a t e r i a ł y statystyczne i inne, d o t y c z ą c e s t r u k t u r y gospodarczo- s p o ł e c z n e j oraz badania terenowe w ś r ó d l u d n o ś c i w s p ó ł p r a c u j ą c e j i nie
w s p ó ł p r a c u j ą c e j ze s p ó ł d z i e l n i a m i . Badania o charakterze p e n e t r a c y j n y m (ograniczona ilość p r a c o w n i k ó w i czasu) prowadzono p r z y pomocy
s t u d e n t ó w etnografii w ramach wakacyjnych p r a k t y k terenowych.
Z d a j e m y sobie s p r a w ę , że specyficzny charakter pracy przeznaczonej
d l a o k r e ś l o n e g o odbiorcy w y m a g a ł p o g ł ę b i e n i a j e d n y c h , a p o b i e ż n e g o po­
t r a k t o w a n i a i n n y c h , bardzo s k ą d i n ą d i n t e r e s u j ą c y c h p r o b l e m ó w d o t y c z ą ­
cych w s p ó ł c z e s n e j w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j . N i e m n i e j j e d n a k w w y n i k u
zebranych m a t e r i a ł ó w m o ż n a ' w y s u n ą ć szereg w n i o s k ó w o g ó l n i e j s z y c h
o
mechanizmach
funkcjonowania
niektórych
dziedzin
s z t u k i l u d o w e j w specyficznych dla r ó ż n y c h r e g i o n ó w w a r u n k a c h . Celo­
w o p o d k r e ś l a m „ n i e k t ó r y c h dziedzin", g d y ż w n i o s k i te o d n o s z ą się
7

8

7

Cztery opracowania noszą w s p ó l n y tytuł: Analiza stanu wytwórczości
ludowej
na tle przemian społeczno-gospodarczych
wsi na przykładzie
regionu... i
spółdzielni...,
1) Region opoczyński
ze spółdzielnią
„Opocznianka",
opr. zb. J . Czaj, K . Braun,
M. Woźniak, J . Ziółkowska, Warszawa 1973 (m—pis w arch. Z. В.); 2) J . C z a j ,
Łowickie
ze spółdzielnią
„Sztuka Łowicka",
Warszawa 1974; 3) K . B r a u n ,
Kur­
pie — Puszcza Zielona ze spółdzielnią
„Kurpianka",
Warszawa 1974; 4) S. R u d ,
Puszcza Biała ze spółdzielnią
„Twórczość
Kurpiowska"
(d. „Pniewo"),
Warszawa
1974. Wnioski uogólniające z czterech regionów opracowała M. Woźniakowa w osob­
nej pracy (Warszawa 1974). Wszystkie prace znajdują się w m—pisie w archiwum
Zakładu Badawczego.
Badaniami terenowymi objęto łącznie 9 powiatów i 150 wsi, przeprowadzając
480 w y w i a d ó w . Dokładniejsze dane dotyczące poszczególnych regionów zawierają
prace wymienione w przyp. 7.
8

�94

MARIA

WOŻNIAK

w p r z e w a ż a j ą c e j m i e r z e do w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j . I n d y w i d u a l n a t w ó r ­
czość l u d o w a (szczególnie r z e ź b a i m a l a r s t w o ) r z ą d z i się z u p e ł n i e i n n y m i
p r a w a m i i , j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć na podstawie dotychczasowych do­
ś w i a d c z e ń , odmienne c z y n n i k i w p ł y w a j ą na j e j powstanie, r o z w ó j i za­
n i k l u b odradzanie się na nowo.
D l a lepszego zrozumienia m e c h a n i z m ó w r o z w o j u i p ó ź n i e j s z y c h zmian
m o ż n a w p r o w a d z i ć p e w i e n , schematyczny o c z y w i ś c i e , p o d z i a ł w y s t ę p u j ą ­
cych w o m a w i a n y c h regionach dziedzin w y t w ó r c z o ś c i s t o s u j ą c jako
kryterium powszechność występowania umiejętności wytwórczych:
1. U m i e j ę t n o ś c i
powszechne
na o m a w i a n y c h terenach
w 2 poł. X I X i pocz. X X w i e k u , w y k o r z y s t y w a n e dla potrzeb u ż y t k o ­
w y c h , estetycznych, r e l i g i j n y c h (magicznych), a przekazywane t r a d y ­
cyjnie w procesie w y c h o w a n i a . D o n i c h z a l i c z y ć m o ż e m y t k a c t w o , haft,
k o r o n k ę , zdobnictwo w n ę t r z a , p l a s t y k ę o b r z ę d o w ą . W y t w o r y zaliczane
do tej g r u p y t w o r z o n e b y ł y w r a m a c h gospodarstwa, zasadniczo
dla
potrzeb w ł a s n y c h
l u b n a j b l i ż s z e g o otoczenia. Posiadanie u m i e ­
jętności ich wykonywania b y ł o obowiązkiem każdej młodej kobiety
(często w w y p o w i e d z i a c h powtarza się zdanie: „ T y l k o nabogatsze j e d y ­
naczki m o g ł y nie u m i e ć " ) . Okres w y k o n y w a n i a w y t w o r ó w z w i ą z a n y b y ł
z r o k i e m gospodarczym — n a j w i ę c e j i c h p o w s t a w a ł o j e s i e n i ą i z i m ą ,
a p r z e d m i o t y zdobnicze i o b r z ę d o w e w okresach oczekiwania n a j w i ę k ­
szych ś w i ą t r o k u — B o ż e g o Narodzenia i W i e l k a n o c y . Surowce, f o r m y
i k o l o r y s t y k a p o d l e g a ł y z m i a n o m w czasie i przestrzeni (mikroregiony),
p r z y u t r z y m u j ą c y c h się funkcjach.
2. U m i e j ę t n o ś c i
w y m a g a j ą c e
specjalnych
kwali­
f i k a c j i , przekazywane t r a d y c y j n i e w rodzinie l u b przez przyuczanie
(terminowanie). Do tej g r u p y z a l i c z y ć m o ż n a garncarstwo, stolarstwo,
n i e k t ó r e rodzaje p l e c i o n k a r s t w a ( r z e m i e ś l n i c y ) , t k a c t w a ( d y w a n y d w u osnowowe), h a f t u (gorsety i czepce), w y t w ó r c z o ś ć j a r m a r c z n ą i o d p u s t o w ą
(zabawki, m a k a t k i , p a m i ą t k i ) . W y t w o r y zaliczane do tej g r u p y w y k o n y ­
wane b y ł y przez r z e m i e ś l n i k ó w i s p e c j a l i s t ó w , t r a k t u j ą c y c h s w o j ą p r a c ę
j a k o p o d s t a w ę u t r z y m a n i a , b ą d ź uboczne, ale istotne w b u d ż e c i e r o d z i n ­
n y m ź r ó d ł o d o d a t k o w y c h d o c h o d ó w . W y r o b y te sprzeda­
wano w okolicznych m i e j s c o w o ś c i a c h na targach l u b na z a m ó w i e n i a
m i e s z k a ń c ó w w s i . I c h f o r m y , poziom techniczny, a r t y s t y c z n y u z a l e ż n i o n y
b y ł od i n d y w i d u a l n y c h u z d o l n i e ń i i n w e n c j i t w ó r c z e j s p e c j a l i s t ó w , ale
w jeszcze w i ę k s z e j mierze od w y m a g a ń o d b i o r c ó w , k o n k u r e n c j i , p a n u ­
jącej mody itp.
W y t w ó r c z o ś ć l u d o w a , i n t e g r a l n i e z w i ą z a n a z całością k u l t u r y c h ł o p ­
skiej, podlega w r a z z n i ą przemianom, k t ó r e generalnie o k r e ś l i ć m o ż n a
jako odchodzenie od t r a d y c y j n e g o m o d e l u życia, na rzecz przyswajania
sobie nowego, opartego na autorytecie miasta.

�PROBLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

95-

P o d s t a w o w y m c z y n n i k i e m i m o t o r e m z m i a n jest u p r z e m y s ł o w i e n i e
i urbanizacja, w s z a k ż e tempo tego procesu i jego charakter u z a l e ż n i o n e
są od w a r u n k ó w i s t n i e j ą c y c h w r ó ż n y c h regionach. Na p r z y k ł a d w po­
ł u d n i o w e j części O p o c z y ń s k i e g o o d d z i a ł y w a n i e o ś r o d k ó w p r z e m y s ł o w y c h
( Z a g ł ę b i e Staropolskie) j u ż w X I X w i e k u s p o w o d o w a ł o kurczenie s i ę
n i e k t ó r y c h dziedzin k u l t u r y l u d o w e j . D z i ę k i pracy w p r z e m y ś l e z w i ę k ­
s z y ł y s i ę m o ż l i w o ś c i nabywcze l u d n o ś c i w i e j s k i e j , p r z e n i k a n i e n o w y c h
w y t w o r ó w b y ł o ułatwione. Zatrudnienie w p r z e m y ś l e likwidowało też
w p e w n y m stopniu n a d w y ż k i siły roboczej w gospodarstwie c h ł o p s k i m ,
na k t ó r y c h bazuje w y t w ó r c z o ś ć l u d o w a — w y t w a r z a n i e n i e k t ó r y c h w y ­
r o b ó w s t a ł o s i ę n i e o p ł a c a l n e . T a k w i ę c w okresie, k i e d y na p ó ł n o c y
powiatu istnieją w a r u n k i sprzyjające rozwojowi wytwórczości, t u już
o d d z i a ł u j ą one w z n i k o m y m stopniu.
W y k s z t a ł c e n i e i r o z w ó j specyficznych cech regionalnej k u l t u r y l u ­
dowej na o m a w i a n y c h terenach z w i ą z a n e b y ł y przede w s z y s t k i m z cha­
r a k t e r e m i poziomem gospodarowania, w a r u n k a m i fizjograficznymi, g r a ­
n i c a m i p o l i t y c z n y m i i a d m i n i s t r a c y j n y m i (dla m i k r o r e g i o n ó w t a k ż e k o ­
ś c i e l n y m i ) , f o r m a m i w ł a s n o ś c i ziemskiej i t p . N a p r z y k ł a d w Ł o w i c k i e m
w I p o ł . X I X w i e k u , k i e d y w w y n i k u oczynszowania na k o r z y s t n y c h dla
c h ł o p ó w w a r u n k a c h p o w s t a w a ł y d u ż e gospodarstwa na d o b r y c h glebach,
teren t e n zaczął o d c i n a ć się d o ś ć w y r a ź n i e od okolicznych o b s z a r ó w
poziomem gospodarowania, z a m o ż n o ś c i ą . W c z e ś n i e w y k s z t a ł c o n a ś w i a ­
d o m o ś ć p r z y n a l e ż n o ś c i do jednolitej, a r ó ż n e j od o t a c z a j ą c y c h t e r e n ó w
g r u p y , poczucie n i e z a l e ż n o ś c i , w y ż s z o ś c i , w y w o ł a ł y u l u d n o ś c i k s i ę ż a c k i e j
p o t r z e b ę manifestowania swojej o d r ę b n o ś c i . P r z e j a w i a ł a się ona w w i ę k ­
szym, n i ż w k t ó r y m k o l w i e k z o m a w i a n y c h r e g i o n ó w , n a k ł a d z i e p r a c y
i k o s z t ó w na s t r ó j , w y p o s a ż e n i e i w y s t r ó j w n ę t r z a , b u d o w n i c t w o . Bogato
zdobione skrzynie i i n n e meble zamawiane b y ł y u stolarzy w o ś r o d k a c h
c i e s z ą c y c h s i ę s ł a w ą r z e m i o s ł a i k u n s z t u , gdzie nie t y l k o w ł a s n e m i s t r z o ­
stwo, ale i k o n k u r e n c j a n a r z u c a ł a w y s o k i poziom w y k o n a n i a . T a k i e
w y r o b y m u s i a ł y k o s z t o w a ć . Pasiak ł o w i c k i , t k a n y t a k mocno, że o s n o w ę
z a z n a c z a ł y t y l k o l i n i e z a ł a m u j ą c e g o się w ą t k u (ryps), w y m a g a ł n a k ł a d u
pracy i surowca. A trzeba jeszcze d o d a ć , że moda na o k r e ś l o n y zestaw
k o l o r y s t y c z n y i u k ł a d p a s ó w nie t r w a ł a przez c a ł e pokolenie i k a ż d a
część s t r o j u szyta b y ł a z innego rodzaju pasiaka, nie m ó w i ą c j u ż o gorse­
tach, hafcie na koszulach, p r z y b r a n i a c h i t p . K a ż d a kobieta m i a ł a a m b i c j ę
posiadania co n a j m n i e j k i l k u r ó ż n y c h p a s i a k ó w .
9

1 0

9

Warunki sprzyjające kształtowaniu się specyficznych cech regionalnej wy­
twórczości omawiane są szczegółowo w opracowaniach j . w.
Żona właściciela farbiarni Winkla z Lipiec z którą przeprowadzono wywiad,
wyrażała żal, że nie może chodzić w stroju łowickim, gdyż nie jest z pochodzenia
Księżanką.
1 0

�96

MARIA

WOŹNIAK

N a K u r p i a c h — Puszczy Zielonej w a r u n k i s p r z y j a j ą c e w y k s z t a ł c e n i u
się ś w i a d o m o ś c i regionalnej o d n i e ś ć m o ż n a do d u ż o w c z e ś n i e j s z e g o o k r e ­
su — X V I I I w i e k u , k i e d y w stosunku do o t a c z a j ą c y c h o b s z a r ó w K u r p i e
s t a n o w i l i g r u p ę w y d z i e l o n ą , w p e w n y m s t o p n i u u p r z y w i l e j o w a n ą (czynsz
a nie p a ń s z c z y z n a ) i k o r z y s t a j ą c ą jeszcze z n i e w i e l k i m i ograniczeniami
z bogactw n a t u r a l n y c h swojego terenu. W okresie, k i e d y w Ł o w i c k i e m
r o z w i j a j ą się n a j p e ł n i e j dziedziny w y t w ó r c z o ś c i w y m a g a j ą c e n a k ł a d u
pracy (czasu) i k o s z t ó w , podstawy t r a d y c y j n e j gospodarki k u r p i o w s k i e j
c a ł k o w i c i e z a ł a m a ł y się, a n i s k i poziom r o l n i c t w a i przeludnienie terenu
z m u s z a ł y w coraz w i ę k s z y m s t o p n i u l u d n o ś ć K u r p i o w s z c z y z n y do p o ­
szukiwania d o d a t k o w y c h d o c h o d ó w p r z y jednoczesnym ograniczaniu w y ­
d a t k ó w na potrzeby w ł a s n e g o gospodarstwa . Sytuacja ta l e ż y u p o d ł o ż a
w y k s z t a ł c e n i a się specyficznego c h a r a k t e r u l u d o w e j w y t w ó r c z o ś c i t a m ­
tego okresu — powszechnej z n a j o m o ś c i prac stolarskich, bednarskich,
plecionkarskich i i n n y c h z w i ą z a n y c h z o b r ó b k ą drewna, w y k o r z y s t y w a ­
n i e m u m i e j ę t n o ś c i t k a c k i c h nie t y l k o na w ł a s n e potrzeby, ale t a k ż e na
s p r z e d a ż , co w i ą z a ć się m u s i a ł o z m n i e j s z y m n i ż np. w Ł o w i c k i e m n a ­
k ł a d e m czasu i surowca na w y k o n y w a n i e p r a c o c h ł o n n y c h t k a n i n .
O m ó w i o n e p r z y k ł a d o w o c z y n n i k i s p r z y j a j ą c e w y k s z t a ł c e n i u się spe­
cyficznych cech regionalnej w y t w ó r c z o ś c i , u t r w a l o n e w p a m i ę c i g r u p o ­
w e j , o d d z i a ł u j ą n i e j e d n o k r o t n i e do dziś, m i m o p o s t ę p u j ą c y c h przemian,
o c z y m b ę d z i e jeszcze m o w a .
Z m i a n o m najszybszym i najdalej i d ą c y m we w s z y s t k i c h o m a w i a n y c h
regionach u l e g a j ą te w y t w o r y k u l t u r o w e , k t ó r e p o s i a d a j ą n a j w i ę c e j ana­
l o g i i w codziennej k u l t u r z e miasta. A w i ę c przede w s z y s t k i m podstawowe
elementy w y p o s a ż e n i a w n ę t r z a i gospodarstwa domowego, u b i ó r codzien­
n y . Meble, s p r z ę t y gospodarskie, naczynia, z a s t ą p i o n e z o s t a ł y w s p ó ł ­
cześnie p r a w i e c a ł k o w i c i e w y r o b a m i f a b r y c z n y m i , l u b t e ż w y k o n a n y m i
przez m i e j s c o w y c h r z e m i e ś l n i k ó w na w z ó r „ m i e j s k i " . T e m p o i c h prze­
nikania do w n ę t r z a wiejskiego u z a l e ż n i o n e jest przede w s z y s t k i m od
m o ż l i w o ś c i z a k u p u (zaopatrzenia r y n k u , m o ż l i w o ś c i finansowych), w i e k u
gospodarzy i , bardzo często z w i ą z a n e g o z n i m , posiadania starego l u b
nowego d o m u (z r e g u ł y stare d o m y m a j ą t r a d y c y j n e w y p o s a ż e n i e ; nowe
u r z ą d z a się po m i e j s k u n o w y m i s p r z ę t a m i i dekoracjami). S ą to tendencje
o g ó l n e . N i e z a l e ż n i e od a k t u a l n y c h m o ż l i w o ś c i n a b y w c z y c h , „ n o w o c z e s n y "
s p o s ó b u r z ą d z e n i a w n ę t r z a jest d ą ż e n i e m l u d n o ś c i w s z y s t k i c h r e g i o n ó w .
1 1

1 2

1 1

Por. W. P a p r o c k a , Przemyśl
domowy, rzemiosło
i chałupnictwo
wsi
kurpiowskiej Puszczy Zielonej, Wrocław, 1967, s. 42-43, 60; J . S o c h a , A. W o ź n i a k ,
Wstęp, [ w : ] A. C h ę t n i k , Życie puszczańskie
Kurpiów,
Warszawa 1971.
W p ł y w czasu wolnego na kształtowanie się odrębności w kulturze artystycz­
nej omawia też J . O l ę d z k i , Kultura artystyczna ludności kurpiowskiej, Wrocław
1971, s. 37-38, 156-157.
1 2

�PROHLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

97

Natomiast s t o p i e ń realizacji tego d ą ż e n i a u z a l e ż n i o n y jest z a r ó w n o od
c h a r a k t e r u i poziomu gospodarki p o s z c z e g ó l n y c h r e g i o n ó w , j a k t e ż
z w i ą z a n e j z t y m c z ę s t o s z e r o k o ś c i k o n t a k t ó w z miastem i r o z u m i e ­
nia aktualnej m o d y m i e j s k i e j . Na terenach o s ł a b y m r o z w o j u
rol­
n i c t w a , w s z y b k i m tempie u p r z e m y s ł a w i a n y c h ,
następuje
szybsze
przejmowanie w z o r ó w k u l t u r y m i e j s k i e j , z w i ą z a n e z p r a c ą w p r z e m y ś l e ,
r o z l u ź n i e n i e m w i ę z i l o k a l n y c h (rodzinnych, s ą s i e d z k i c h ) , posiadaniem
, , ż y w e j " g o t ó w k i , rozszerzeniem k o n t a k t ó w z m i a s t e m i „ s z e r o k i m ś w i a ­
tem" itp.
Proces ten o b s e r w u j e m y na K u r p i a c h . W powiecie O s t r o ł ę k a
r o z w ó j p r z e m y s ł u , r o z p o c z ę t y w latach 60-tych, p r z y b r a ł ostatnio na
sile (obecnie pracuje t u poza r o l n i c t w e m 42,2% l u d n o ś c i , p r ó c z tego
w i e l e osób ł ą c z y p r a c ę w p r z e m y ś l e z p r a c ą na r o l i ) . W Puszczy B i a ł e j
p o w i a t P u ł t u s k , podlega b e z p o ś r e d n i e m u o d d z i a ł y w a n i u Warszawy, na­
tomiast w W y s z k o w i e od k i l k u lat r o z w i j a się p r z e m y s ł l o k a l n y .
N i s k i poziom r o l n i c t w a , ż y c i o w a k o n i e c z n o ś ć odchodzenia od t r a d y ­
c y j n y c h f o r m gospodarowania, s t a ł y k o n t a k t z i n n y m i ś r o d o w i s k a m i
w p ł y n ę ł y w w i e l u okolicach K u r p i ó w na w y k s z t a ł c e n i e się negatywnego
stosunku do p r z e s z ł o ś c i , odcinanie się od tego co wiejskie, „ s t a r o m o d n e " ,
„ s t a r o ś w i e c k i e " . Proces ten, j a k w y n i k a z naszych b a d a ń , daje się n a j ­
w y r a ź n i e j z a u w a ż y ć na terenie Puszczy B i a ł e j , gdzie i w p r z e s z ł o ś c i
o d r ę b n o ś ć regionalna nie b y ł a zbyt silna w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w .
Teren Puszczy B i a ł e j w najszybszym tempie p r z e j m u j e w z o r y k u l t u r y
m i e j s k i e j . W powiatach K o l n o i Przasnysz z Puszczy Zielonej, w d u ż e j
mierze z a c h o w a ł s i ę t r a d y c y j n y charakter gospodarki, p r z y n i s k i m stopniu
u p r z e m y s ł o w i e n i a . S ą one w dalszym c i ą g u niedoinwestowane, co
powoduje s t a ł y o d p ł y w l u d n o ś c i z p o w i a t ó w . Podobna sytuacja jest
w powiecie o p o c z y ń s k i m . Saldo r u c h u w ę d r ó w k o w e g o w y n i o s ł o t u
w 1971 r o k u —1001 o s ó b ! Na terenach t y c h p r z y u t r z y m u j ą c y m się
nadmiarze r ą k do pracy (o c z y m ś w i a d c z y m . i n . ucieczka ze w s i i po­
w i a t u ) w y k o n y w a n i e w i e l u w y r o b ó w na w ł a s n e potrzeby, a t a k ż e i na
zarobek, jeśli to m o ż l i w e , jeszcze się o p ł a c a . W O p o c z y ń s k i e m np. w y 1 3

1 4

1 5

i e

1 3

Problem ten poruszany jest. w wielu pracach poświęconych przemianom
społeczno-gospodarczym wsi. T u ograniczymy się tylko do przykładów z omawia­
nych regionów.
W pow. Kolno w 1970 roku 78,6% ludności rolniczej, w pow. Przasnysz
65,9%. Dane z Rocznika statystycznego woj. białostockiego,
Białystok 1973, i Косгnika statystycznego woj. warszawskiego, Warszawa 1973.
W 1971 roku podstawowe wskaźniki rozwoju rolnictwa były następujące:
przeciętna wyd. z 4 zbóż — 18,6, przy średniej krajowej — 24,2, bydła (na 100 ha)
46,0, przy średniej krajowej 59,1, trzody chlewnej 69,2 (średnia krajowa 89,6).
Zatrudnionych w rolnictwie 65,7% i 88,5% zamieszkałych na wsi. Dane z Rocz­
nika statystycznego woj. kieleckiego, Kielce 1973.
Dane z Rocznika..., por. przyp. 15.
1 4

1 5

1 6

7 — Etnografia Polska, X I X / 2

�98

MAKIA

soki w s k a ź n i k h o d o w l i owiec,
terenach (62,4 szt. na 100 ha),
dycyjnych umiejętności, przy
potrzeb w ł a s n y c h , a t a k ż e na
i na z a m ó w i e n i e .

WOŻNIAK

w i ę k s z y n i ż gdziekolwiek na o m a w i a n y c h
świadczy m. in. o wykorzystywaniu tra­
ograniczaniu w y d a t k ó w na surowiec, dla
s p r z e d a ż w okolicznych m i e j s c o w o ś c i a c h

11

N i s k i poziom r o l n i c t w a i t r a d y c y j n o ś ć gospodarki nie są j e d y n y m i
w a r u n k a m i h a m u j ą c y m i przejmowanie nowego m o d e l u ż y c i a i sprzyja­
j ą c y m i u t r z y m y w a n i u się w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j . N i e bez znaczenia dla
tempa i c h a r a k t e r u p r z e j m o w a n i a n i e k t ó r y c h w z o r ó w k u l t u r y miejskiej
jest stosunek l u d n o ś c i r e g i o n u do w ł a s n e j , o d r ę b n e j k u l t u r y . Zachowanie
w d u ż e j mierze rolniczego c h a r a k t e r u gospodarki w Ł o w i c k i e m , m i m o
jej wysokiego poziomu, p r z y u t r z y m u j ą c y m się p r z y w i ą z a n i u do t r a d y c j i
swojego, o d r ę b n e g o od i n n y c h regionu, jest j e d n y m z p o w o d ó w p r z e t r w a ­
nia w Ł o w i c k i e m dziedzin w y t w ó r c z o ś c i przede w s z y s t k i m z w i ą z a n y c h
ze strojem, s t a n o w i ą c y m r e p r e z e n t a c j ę regionu na z e w n ą t r z (tkactwo,
haft, ozdoby stroju). B u d o w n i c t w o k s i ę ż a c k i e natomiast, s p e ł n i a j ą c e
w p r z e s z ł o ś c i t a k ż e r o l ę r e p r e z e n t a c y j n ą , obecnie jest standardowe.
Procesy urbanizacyjne w s i ł o w i c k i e j , szczególnie w pow. ł o w i c k i m , są
p o w a ż n i e zaawansowane.
Tendecje zanikowe d a j ą się n a j w y r a ź n i e j z a u w a ż y ć w r z e m i o ś l e (to
jest w g r u p i e I I naszego schematu). K u r c z y się liczba r z e m i e ś l n i k ó w
w y k o n u j ą c y c h dotychczas meble, s p r z ę t y , naczynia i t p . , z a s t ą p i o n e w p r z y ­
tłaczającej większości wyrobami
pochodzenia fabrycznego. I s t n i e j ą c e
jeszcze warsztaty p r z e s t a w i a j ą się na i n n e f o r m y p r o d u k c j i . I tak np.
garncarze w y k o n u j ą przede w s z y s t k i m doniczki, z b r a k u zapotrzebowania
na inne naczynia gliniane, z a s t ą p i o n e f a b r y c z n y m i , stolarze z a j m u j ą się
g ł ó w n i e s t o l a r k ą b u d o w l a n ą . A l e n i e k t ó r e pracownie w y k o n u j ą t a k ż e n o ­
we meble, podobne do miejskich, lecz trwalsze, z lepszego surowca, inaczej
zdobione, zgodnie z w y m a g a n i a m i k l i e n t ó w w i e j s k i c h . K o w a l e p r ó c z u s ł u g
ś l u s a r s k o - m e c h a n i c z n y c h w y k o n u j ą często na z a m ó w i e n i e w s i ozdobne
ogrodzenia, k r a t y , f u r t k i . M a m y t u , j a k się w y d a j e , do czynienia z n o ­
w y m i o d m i a n a m i l u d o w e j w y t w ó r c z o ś c i , k t ó r e j w a l o r y estetyczne t r u d n o
nam jeszcze o c e n i ć . Do tego potrzebne jest spojrzenie z p e r s p e k t y w y lat.
W dziedzinach u p r a w i a n y c h n i e g d y ś powszechnie na w s i (grupa I
schematu) zanikanie u m i e j ę t n o ś c i w y t w ó r c z y c h w y r a ż a się k u r c z e n i e m
z a s i ę g ó w t e r y t o r i a l n y c h , t j . ograniczaniem liczby m i e j s c o w o ś c i , w k t ó ­
r y c h w y s t ę p u j ą dane dziedziny w y t w ó r c z o ś c i , oraz liczby osób w y k o ­
r z y s t u j ą c y c h p r a k t y c z n i e swoje u m i e j ę t n o ś c i . Istnieje tendencja do t w o ­
rzenia się w r a m a c h w s p ó ł c z e s n y c h o ś r o d k ó w g r u p s p e c j a l i s t ó w w i e j ­
skich, w y t w a r z a j ą c y c h
zarobkowo
wyroby
zarówno
na
potrzeby
81,6%

informatorów z tego regionu wykonuje wyroby tkackie na sprzedaż,

�PROBLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

99

w e w n ę t r z n e wsi, j a k i dla o d b i o r c ó w pozawiejskich, M a m y t u w i ę c do
czynienia ze z j a w i s k i e m zmniejszania się k r ę g u osób p o s i a d a j ą c y c h
u m i e j ę t n o ś c i w y t w ó r c z e p r z y jednoczesnym udoskonalaniu w a r s z t a t u
i f o r m y . P r z e d m i o t y w y k o n y w a n e na s p r z e d a ż m u s z ą s p e ł n i a ć w y ż s z e
w y m a g a n i a k l i e n t ó w , n i ż w y r a b i a n e na w ł a s n y u ż y t e k . W ten s p o s ó b
u m i e j ę t n o ś c i n i e g d y ś powszechne s t a j ą się d o m e n ą s p e c j a l i s t ó w „ z a w o ­
dowców".
W w y s t ę p u j ą c y c h do dziś dziedzinach w y t w ó r c z o ś c i o b s e r w u j e m y rozd­
w ó j f o r m , technik, zdobnictwa i k o l o r y s t y k i . W t k a c t w i e coraz częściej
spotyka się szeroki warsztat i stosowanie t e c h n i k i
wielonicielnicowej,
w zdobnictwie t k a n i n , h a f t u , w y c i n a n k i w y s t ę p u j e tendencja do rozbudo­
w y w a n i a f o r m i u k ł a d ó w k o m p o z y c y j n y c h , w k o l o r y s t y c e w y r a ź n e jej
wzbogacenie. Jest to z r e s z t ą cecha n i e o d ł ą c z n a artystycznej w y t w ó r c z o ś c i
l u d o w e j . I m w i ę k s z e b y ł y w d a n y m okresie m o ż l i w o ś c i finansowe i su­
rowcowe, t y m d ą ż n o ś ć do urozmaicenia w y r a ź n i e j odbija się w w y t w ó r ­
czości, co s z c z e g ó l n i e w y r a ź n i e w i d a ć na p r z y k ł a d z i e regionu ł o w i c k i e g o .
W p o c z ą t k a c h X X w i e k u d z i a ł a j ą na t y m terenie liczne g r e m p l a r n i e
i f a r b i a r n i e w e ł n y , d o m o k r ą ż n a s p r z e d a ż n i c i do haftu, k o r a l i k ó w i i n ­
n y c h p ó ł f a b r y k a t ó w . Jest to zagadnienie istotne, n i e z a l e ż n i e b o w i e m od
p r z y c z y n n a t u r y o g ó l n i e j s z e j procesu zanikania w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j
obecne m o ż l i w o ś c i zdobywania s u r o w c ó w k u r c z ą się niepomiernie i na­
w e t w t y c h o ś r o d k a c h , k t ó r e k o n t y n u u j ą artystyczne t r a d y c j e regionu,
dalszy r o z w ó j w y t w ó r c z o ś c i jest skutecznie h a m o w a n y b r a k i e m s u r o w c ó w
(len, w e ł n a , b a r w n i k i , k o r a l i k i i n i c i do haftu, papier glansowany) i u s ł u g
(gremplarnie i farbiarnie wełny).
T k a c t w o i haft są t y m i dziedzinami, k t ó r e w n a j w i ę k s z y m s t o p n i u
w y k o n y w a n e są w s p ó ł c z e ś n i e na u ż y t e k odbiorcy wiejskiego i w n i c h
n a j w y r a ź n i e j w i d a ć z m i a n y f o r m i zdobnictwa. W t k a c t w i e dekoracyj­
n y m obserwuje się rozpowszechnienie pasiaka ł o w i c k i e g o o w i e l o k o l o ­
r o w y c h u k ł a d a c h pasowych oraz t k a n i n w i e l o n i c i e l n i c o w y c h , w z o r o w a ­
n y c h na d y w a n a c h podlaskich l u b kapach f a b r y c z n y c h . T k a n i n y tep o k r y w a j ą ś c i a n y i ł ó ż k a . Starsze o n i e m o d n y c h na w s i w z o r a c h u ż y ­
wane są zazwyczaj do c e l ó w m n i e j reprezentacyjnych — na c o d z i e ń l u b
j a k o p r z y k r y c i a na w o z y , konie, c z ę s t o z u ż y w a się j e na surowiec do
w y k o n y w a n i a n o w y c h t k a n i n . W Ł o w i c k i e m n i e u ż y w a n e do s t r o j u pa­
siaki z y s k a ł y f u n k c j ę d e k o r a c y j n ą . P r ó c z t k a n i n d e k o r a c y j n y c h i pa­
s i a k ó w do s t r o j u ( Ł o w i c k i e , O p o c z y ń s k i e ) , k t ó r e w y t w a r z a n e są raz na
p a r ę lat ( p r z e w a ż n i e na u r o c z y s t o ś c i k o ś c i e l n e ) , na u ż y t e k codzienny,,
1 8

1 8

Pasiaki w Ł o w i c k i e m były w przeszłości u ż y w a n e w y ł ą c z n i e do stroju.
Moda na użytkowanie ich w celach dekoracyjnych dopiero się rozpowszechnia.
Nie bez znaczenia jest też używanie ich do ozdób ołtarzy w kościołach.

�100

MARIA

WOŹNIAK

w m i a r ę potrzeb, w y k o n y w a n e są d o s y ć powszechnie proste t k a n i n y
u ż y t k o w e — w o r k i , chodniki, d e r k i .
Na K u r p i a c h (a t a k ż e w n i e k t ó r y c h m i e j s c o w o ś c i a c h Ł o w i c k i e g o ) r o z ­
w i n ę ł o się w ostatnich latach na w i e l k ą s k a l ę t k a c t w o m a t s ł o m i a n y c h ,
w y k o n y w a n y c h z a r ó w n o na w ł a s n e potrzeby, j a k i na s p r z e d a ż , dla
odbiorcy wiejskiego i miejskiego. Jest to d z i ś , j a k d a w n i e j , t k a c t w o p ł ó t ­
na, dodatkowe ź r ó d ł o dochodu dla w i e l u w s i k u r p i o w s k i c h (i co n a l e ż y
p o d k r e ś l i ć , podobnie jest zorganizowane). C z ę s t o dla c e l ó w t y c h zama­
w i a n e są nowe, proste w a r s z t a t y u stolarzy.
M a t y s ł o m i a n e są p r z e j a w e m n o w e j m o d y w w y s t r o j u w n ę t r z a w i e j ­
skiego domu. T a k w i ę c i w tej dziedzinie s z t u k i l u d o w e j t r u d n o jest
m ó w i ć o c a ł k o w i t y m zanikaniu, a raczej o zmianach czy p r z e k s z t a ł c e n i a c h .
P o j a w i ł y się nowe elementy w y s t r o j u w n ę t r z a , k t ó r e z a s t ą p i ł y d a w n i e j ­
sze — w y c i n a n k i , p a j ą k i , b u k i e t y i t p . Z a r ó w n o w Ł o w i c k i e m , O p o c z y ń skiem j a k i na K u r p i a c h na i c h miejsce p o j a w i ł y się ś c i a n y malowane
we w z o r k i , m a k a t k i , zdjęcia ś l u b n e (w o k r e ś l o n y m stylu), m a t y s ł o m i a n e ,
ż y r a n d o l e , k w i a t y z g ą b k i i p l a s t i k u . W y t w o r y te dobierane są w e d ł u g
określonych w y m a g a ń i gustów mieszkańców wsi, a niektóre wykonywa­
ne są w r a m a c h ś r o d o w i s k a wiejskiego (np. m a t y ) . Rzecz godna p o d ­
k r e ś l e n i a , że j u ż te, j a k je o k r e ś l i l i ś m y „ n o w e " elementy w y s t r o j u
w n ę t r z a z d ą ż y ł y się w c i ą g u 30 lat na t y l e z e s t a r z e ć , że o b s e r w u j e m y
obecnie zanikanie m o d y na wzorzyste ś c i a n y i m a k a t k i , na rzecz mat
słomianych o niebywałej rozmaitości rodzajów.
N a t u r a l n y proces zanikania w i e l u dziedzin w y t w ó r c z o ś c i
ludowej,
s z c z e g ó l n i e w y t w o r ó w r z e m i e ś l n i c z y c h , spowodowany jest z a ł a m y w a ­
n i e m s i ę ich dotychczasowych f u n k c j i w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m . U t r z y m u j ą
się p r z y ż y c i u te w y t w o r y , k t ó r e 1) nie m a j ą o d p o w i e d n i k ó w w k u l t u r z e
miejskiej, a z a c h o w a ł y swoje miejsce w n o w y m m o d e l u wiejskiego życia,
c z ę s t o w zmienionej nieco f o r m i e (np. n i e k t ó r e w y r o b y garncarskie,
kowalskie) oraz 2) z y s k a ł y nowe funkcje ( r o z w ó j t k a n i n d e k o r a c y j n y c h ,
mat słomianych, szmaciaków).
Zagadnienie nowo t w o r z o n y c h f u n k c j i w y t w o r ó w s z t u k i l u d o w e j
w i ą ż e się niepodzielnie z i n g e r e n c j a m i z e w n ę t r z n y m i , spoza ś r o d o w i s k a
wiejskiego o d d z i a ł u j ą c y m i h a m u j ą c o na n a t u r a l n y k i e r u n e k zmian w w y ­
t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , p r z e j a w i a j ą c y s i ę w z a n i k a n i u praktycznego w y k o ­
r z y s t y w a n i a u m i e j ę t n o ś c i w y t w ó r c z y c h , p r z e k s z t a ł c a n i u starszych f o r m
w nowsze, o d p o w i a d a j ą c e j n o w e j modzie na w s i , a generalnie na d ą ż e n i u
do n i w e l a c j i k u l t u r y wiejskiej i miejskiej.
Ś w i a d o m a d z i a ł a l n o ś ć , z m i e r z a j ą c a do p o d t r z y m a n i a i k o n t y n u o w a ­
nia dotychczasowego d o r o b k u artystycznej w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , szła
w d w u zasadniczych k i e r u n k a c h : 1) propaganda s z t u k i l u d o w e j w ś r o d o ­
w i s k u m i e j s k i m , u d o s t ę p n i a n i e szerszemu o g ó ł o w i o d b i o r c ó w n a b y -

�PROBLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

101

w a n i a w y r o b ó w regionalnych, 2) u ś w i a d a m i a n i e w a r t o ś c i a r t y s t y c z n y c h
i k u l t u r o t w ó r c z y c h regionalnej w y t w ó r c z o ś c i w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m .
D z i a ł a l n o ś ć t ę na o m a w i a n y c h terenach r o z p o c z ę ł y r ó ż n e i n s t y t u c j e
i i n d y w i d u a l n i d z i a ł a c z e j u ż w p o c z ą t k a c h X X w i e k u (jak np. T o w a r z y s ­
t w o Popierania P r z e m y s ł u Ludowego, A d a m C h ę t n i k — K u r p i e , A n i e l a
C h m i e l i ń s k a — Ł o w i c k i e , W a n d a Modzelewska — Puszcza B i a ł a i i n n i ) ,
dopiero j e d n a k po I I w o j n i e m o ż e m y m ó w i ć o d z i a ł a n i a c h na s z e r s z ą
s k a l ę . Jak d o n i o s ł ą r o l ę o d e g r a ł y w c z e ś n i e j s z e poczynania na rzecz p o d ­
t r z y m a n i a t r a d y c y j n y c h u m i e j ę t n o ś c i , niech ś w i a d c z y fakt, że dziedziny
w y t w ó r c z o ś c i , k t ó r y m i zainteresowano się w p o r ę nie t y l k o u t r z y m a ł y
się, ale w y k a z u j ą tendencje r o z w o j o w e . N a p r z y k ł a d r e k l a m a regionu ł o ­
wickiego w p ł y n ę ł a w d u ż y m s t o p n i u na r o z k w i t w y c i n a n k i ł o w i c k i e j
i t k a c t w a ( p r z e c i ę t n y odbiorca m i e j s k i t k a n i n ę p a s i a s t ą k o j a r z y n i e o d ł ą c z ­
n i e z regionem ł o w i c k i m ) , adaptowanie h a f t u z Puszczy B i a ł e j na t k a n i n y
s t o ł o w e przez W . M o d z e l e w s k ą , k o n t y n u o w a n e przez s p ó ł d z i e l n i ę „ P n i e ­
w o " d o p r o w a d z i ł o do rozpowszechnienia się tego zajęcia na t y l e , że m ł o d e
kobiety n a b y w a j ą umiejętności w y t w ó r c z e i wykorzystują je praktycz­
nie . Natomiast dziedziny w y t w ó r c z o ś c i , w y k a z u j ą c e tendencje zaniko­
we, k t ó r y m i nie zainteresowano się w p o r ę , n a l e ż ą w n i e k t ó r y c h regio­
nach j u ż do p r z e s z ł o ś c i , m i m o istnienia u m i e j ę t n o ś c i w y t w ó r c z y c h .
1 9

2 0

Prowadzona po w o j n i e przez r ó ż n e i n s t y t u c j e k u l t u r a l n e i ś r o d k i
masowego przekazu, na s z e r o k ą s k a l ę propaganda w p ł y n ę ł a t e ż zasad­
niczo, c h o ć w n i e j e d n a k o w y m stopniu w r ó ż n y c h regionach, na stosunek
l u d n o ś c i w i e j s k i e j do d o r o b k u k u l t u r o w e g o w ł a s n e g o regionu. I m w c z e ś ­
niej r o z p o c z ę t o t ę d z i a ł a l n o ś ć i i m w i ę k s z e p r z y b r a ł a ona r o z m i a r y , t y m
bardziej ś w i a d o m o ś ć w ł a s n e g o d o r o b k u artystycznego u t r w a l a się w ś r o ­
d o w i s k u w i e j s k i m . Charakterystyczne jest, że ś w i a d o m o ś ć ta u t r z y m u j e
się i r o z w i j a na terenach, gdzie o d d z i a ł y w a n i e i n s t y t u c j i k u l t u r a l n y c h
jest n a j w i ę k s z e (np. na K u r p i a c h okolice K a d z i d ł a i M y s z y ń c a , w Ł o w i c ­
k i e m okolice Ł o w i c z a i Z ł a k o w a itp.) W n i e k t ó r y c h o ś r o d k a c h K u r p i ó w
Z i e l o n y c h w y s t ą p i ł y nowe f o r m y zdobnicze, nie spotykane w p r z e s z ł o ś c i :
k o l o r o w y haft (fartuchy, chustki), f a r t u c h y k o r o n k o w e , chusty dziane,
co bezsprzecznie w i ą ż e się ze z w i ę k s z e n i e m m o ż l i w o ś c i n a b y w c z y c h i w y ­
t w ó r c z y c h w stosunku do o k r e s ó w poprzednich .
2 1

1 9

Na przykład przeciętna wieku tkaczek w Puszczy Białej wynosi 58 lat,
hafciarek 45,5 (w pow. wyszkowskim 33,5) — rozpiętość wieku 20-73 lat. 416 osób
wykonuje hafty dla spółdzielni „Twórczość Kurpiowska".
Na przykład wycinanki w łowickiej części pow. skierniewickiego. Umie je
w y k o n y w a ć 169 osób (tkactwo 671, pająki 178, kwiaty 116) przeważnie w starszym
i średnim wieku (przeciętna 54 lata).
21 Por. też O l ę d z k i , op. cit., s. 157-158.
2 0

�102

MARIA

WOŻNIAK

Proces r e h a b i l i t a c j i w ł a s n e g o d o r o b k u artystycznego z w i ą z a n y jest
obecnie w d u ż y m stopniu z n o w ą f u n k c j ą p r a w i e wszystkich dziedzin
w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j — ź r ó d ł e m d o c h o d ó w . Na tej bazie prze­
t r w a ł o i r o z w i j a s i ę w y c i n a n k a r s t w o i w y r ó b o z d ó b w n ę t r z a oraz p l a s t y k i
o b r z ę d o w e j w Ł o w i c k i e m , na K u r p i a c h , h a f t u w Puszczy B i a ł e j , dziew i a r s t w a i t k a c t w a w O p o c z y ń s k i e m i w i e l u i n n y c h dziedzin, w y t w ó r ­
czości, k t ó r e w r o d z i m y m ś r o d o w i s k u t r a c ą w coraz w i ę k s z y m stopniu
swoje p i e r w o t n e funkcje.
Z 466 i n f o r m a t o r ó w w y k o n u j e do c h w i l i obecnej w y r o b y 365 o s ó b ,
co stanowi 78,4%. Z tego 135 osób na w ł a s n e potrzeby, a 230 na s p r z e d a ż
poprzez s p ó ł d z i e l n i e „ C e p e l i a " , na targach, na z a m ó w i e n i a znajomych i t p .
N a j w i ę c e j w y r o b ó w na s p r z e d a ż w y k o n u j e się w Puszczy B i a ł e j (82,0%)
oraz w O p o c z y ń s k i e m (81,6%), z t y m ż e w O p o c z y ń s k i e m w i e l e kobiet
sprzedaje swoje t k a n i n y t a k ż e d r o g ą t r a d y c y j n ą — na targach, na z a m ó ­
w i e n i a l u d n o ś c i w i e j s k i e j , k r e w n y c h z miast i t p . Na K u r p i a c h Puszczy
Zielonej sprzedaje swoje w y r o b y 57,4%. Ciekawie przedstawia się na­
tomiast region ł o w i c k i , gdzie 56,9% osób w y k o n u j e w y r o b y na w ł a s n y
użytek .
W ś r ó d o g ó l n e j liczby 466 osób p o s i a d a j ą c y c h u m i e j ę t n o ś c i w y t w ó r c z e
p r z e k a z a ł o j e i n n y m osobom (dzieciom, k r e w n y m ) w Puszczy B i a ł e j
50,7%, w Puszczy Zielonej 24,3% w Ł o w i c k i e m 26,5% i w O p o c z y ń s k i e m
20,0% ".
D l a o k r e ś l e n i a dalszych p e r s p e k t y w w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j niezmier­
nie i s t o t n ą s p r a w ą jest stosunek m ł o d e g o pokolenia do t r a d y c y j n y c h
zajęć, u p r a w i a n y c h przez r o d z i c ó w . U z a l e ż n i o n y on jest w d u ż e j mierze
od r o l i , j a k ą ta w y t w ó r c z o ś ć s p e ł n i a a k t u a l n i e w rodzinie. Na K u r p i a c h ,
gdzie w i e l k ą r o l ę p e ł n i ł y zawsze dodatkowe zarobki, procent p o z y t y w ­
nego stosunku m ł o d z i e ż y do zajęcia r o d z i c ó w w y n o s i 74,6% ( n e g a t y w n y
3,2% o b o j ę t n y 22,2%). W O p o c z y ń s k i e m zajmowanie się np. t k a c t w e m
t r a k t o w a n e jest przez m i e s z k a ń c ó w w s i jako zajęcie n o r m a l n e (91,1%) .
2

2

2 3

2

2S

2 2

Dotyczy to oczywiście wyrobów, wykonywanych do tej pory na w ł a s n y
użytek, nie obejmuje np. rzemiosła. Tylko na Kurpiach tkactwo stanowiło źródło
dodatkowych dochodów w przeszłości od X I X wieku. Por. P a p r o c k a , op. cit,
s. 69 n.
Badania terenowe prowadzone były również w pow. przasnyskim, gdzie
wykonuje się wyroby wyłącznie na w ł a s n y użytek, z braku możliwości zbytu.
Ogólna tendencja jest podobna jak w Opoczyńskiem — jak najwięcej sprzedać.
W Opoczyńskiem m o t y w u j ą c odpowiedź „nie nauczyłam", wiele kobiet
podkreśla, że „wszyscy umieją, to nie m i a ł a m kogo uczyć".
Obojętnie odnosi się do tego zajęcia 8,9%, negatywnie 6,3% („mężczyźni
śmieją się z tego"). W Opoczyńskiem pytanie w kwestionariuszu było inaczej
f o r m u ł o w a n e niż w pozostałych regionach.
2 3

2 4

2 5

�PROBLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

103

W Puszczy B i a ł e j p o z y t y w n y stosunek dzieci do zajęć t r a d y c y j n y c h w y ­
nosi 51,5 /o . W Ł o w i c k i e m , gdzie — j a k j u ż w y ż e j wspomniano —
w i ę k s z o ś ć o s ó b w y k o n u j e w y r o b y na w ł a s n y u ż y t e k , z p r z y w i ą z a n i a do
t r a d y c j i , 54,8% m ł o d z i e ż y odnosi się o b o j ę t n i e do t y c h zajęć (przy
p o z y t y w n y m 4 1 , 1 % i n e g a t y w n y m 4,1%). M o ż n a b y w i ę c z a r y z y k o w a ć
stwierdzenie, że w z g l ę d y m a t e r i a l n e o d g r y w a j ą w i ę k s z ą r o l ę w k s z t a ł t o ­
w a n i u stosunku m ł o d z i e ż y do t r a d y c y j n y c h zajęć, s z c z e g ó l n i e w regio­
nach, gdzie w c i ą ż odczuwany jest b r a k i n n y c h ź r ó d e ł zarobkowania
(Puszcza Zielona, O p o c z y ń s k i e ) , n i ż potrzeba k u l t y w o w a n i a t r a d y c j i .
e

26

2 7

P r z y p r ó b i e oceny p e r s p e k t y w r o z w o j o w y c h w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j nie
s p o s ó b p o m i n ą ć o p i n i i samych w y t w ó r c ó w na t e n temat. Na p y t a n i e :
Czy w a r t o c h r o n i ć s z t u k ę l u d o w ą ? w ś r ó d 332 w y p o w i e d z i , zdecydowana
w i ę k s z o ś ć i n f o r m a t o r ó w odpowiada — t a k ! , m o t y w u j ą c s w o j ą w y ­
p o w i e d ź n a j c z ę ś c i e j p r z y w i ą z a n i e m do t r a d y c j i , w a l o r a m i estetycznymi
w y r o b ó w swojego regionu, w z g l ę d a m i w y c h o w a w c z y m i (pokazanie m ł o ­
d z i e ż y t r a d y c j i r e g i o n u ) . W ś r ó d w y p o w i e d z i n e g a t y w n y c h (9,0% ogółu
w y p o w i e d z i ) n a j c z ę ś c i e j p o w t a r z a j ą się m o t y w a c j e , że w i e ś upodabnia
się do miasta, panuje i n n a moda, w y r o b y fabryczne są t a ń s z e , s t r ó j l u ­
d o w y n i e w y g o d n y . N a j w i ę c e j stosunkowo w y p o w i e d z i n e g a t y w n y c h od­
nosi się do Puszczy B i a ł e j (26,9%), gdzie obok silnego o d d z i a ł y w a n i a w i e l ­
kiego o ś r o d k a — W a r s z a w y c z ę s t o stosunek do w ł a s n e j p r z e s z ł o ś c i jest
n e g a t y w n y . W i d a ć t u zdecydowany b r a k r e k l a m y regionu, u ś w i a d a 2 S

2 9

3 0

2 6

Obojętny stosunek wynosi tu 9,1%, a negatywny 39,4%, co tłumaczone jest
najczęściej możliwościami innego rodzaju zarobkowania oraz często negatywnym
stosunkiem do przeszłości i sztuki ludowej.
Na przykład w wypowiedziach z Puszczy Zielonej powtarza się często zda­
nie: „Podoba mi się to, co robię, można zarobić".
W Opoczyńskiem 100%, Łowickiem 87,3%, Na Kurpiach — Puszczy Zielonej
67,5%, w Puszczy Białej 53,7%
Niektóre charakterystyczne wypowiedzi: „Powinno się chronić, aby trzecie
pokolenie pamiętało, co to były Kurpie" (Puszcza Ziel. wyw. z S. M. 1.54). Wszystkie
cytowane wypowiedzi znajdują się w materiałach z badań w archiwum Zakładu
Badawczego Zw. „Cepelia". „Echo kurpiowskie idzie w świat" (wyw. z. C . K . 1. 30),
„Słuszne jest to. My jesteśmy z Księstwa i chciałybyśmy, żeby te nasze wyroby
jak najdłużej przetrwały. Niech te Księżaki jeszcze będą. Teraz trochę ta moda
wraca. Są już z tego zyski, to chyba dlatego ta wytwórczość się odmładza" (Ło­
wickie, w. 138, 1. 45). „Wszystkie wyroby na wsi są ładne. Jest pewna moda, to się
podoba. Jak się kobiety w nasze stroje ubiorą, to tak wygląda, jakby na jakowejś
paradzie. Wszystkie takie grubaśne i kolory piknę" (Opoczyńskie, Międzybórz,
w. lc).
„Nie warto chronić, bo ludzie chcą żyć, jak w mieście, i nie będą się zajmo­
w a ć tym, z czego się inni śmieją" (Puszcza Biała, w. 16), „Ludziom się nie powinno
przypominać, że są wsiowi" (w. 17), „Ludzie na wsi wstydzą się używać w y r o b ó w
ludowych" (w. 22).
2 7

2 8

2 9

3 0

�104

MARIA

WOŹNIAK

m i a n i a w a r t o ś c i jego d o r o b k u artystycznego, jak to się daje coraz częściej
z a u w a ż y ć w Puszczy Zielonej.
Jakie ś r o d k i d z i a ł a n i a n a l e ż y s t o s o w a ć do zachowania i p o d t r z y m a n i a
d o r o b k u artystycznego r e g i o n ó w ? W ś r ó d sprecyzowanych przez i n f o r m a ­
torów wypowiedzi
p o w t a r z a j ą się n a j c z ę ś c i e j t r z y : u c z y ć
młodych
(16,0%) , z a t r u d n i a ć jak najwięcej osób w spółdzielniach i d a w a ć i m
zarobek ( 1 4 , 3 % ) , p r o p a g o w a ć na w s i ( i w m i e ś c i e ) m o d ę na w y r o b y
l u d o w e przez k o n k u r s y , w y s t a w y , i m p r e z y f o l k l o r y s t y c z n e ,
zespoły
( 1 5 , 0 % ) . D u ż a grupa osób, s z c z e g ó l n i e w regionie ł o w i c k i m (12,0%),
p o d k r e ś l a i s t o t n ą r o l ę k s i ę ż y w p o d t r z y m y w a n i u s t r o j u ludowego jako
u b i o r u reprezentacyjnego na ś w i ę t a i u r o c z y s t o ś c i k o ś c i e l n e . W O p o c z y ń ­
skiem 6 7 , 1 % i n f o r m a t o r ó w jest zdania, że n i e k t ó r e w y r o b y tkackie, j a k
np. d y w a n y i zapaski, b ę d ą przez j a k i ś czas jeszcze w powszechnym
użyciu.
31

32

33

W s p o m n i a ł e m j u ż o n o w e j f u n k c j i w i e l u dziedzin w y t w ó r c z o ś c i l u ­
dowej, j a k ą jest ź r ó d ł o d o c h o d ó w , z w i ą z a n e j obecnie w n a j w i ę k s z y m stop­
n i u z d z i a ł a l n o ś c i ą „ C e p e l i i " . M o ż l i w o ś ć u z y s k i w a n i a z a r o b k ó w jest p o d ­
s t a w o w ą m o t y w a c j ą potrzeby istnienia s p ó ł d z i e l n i cepeliowskich w o p i ­
niach m i e s z k a ń c ó w w s i (88,5%). I n f o r m a t o r z y c e n i ą sobie najbardziej
f o r m y p r a c y n a k ł a d c z e j i skupu. Praca w z a k ł a d z i e z w a r t y m jest bardzo
często z a t r u d n i e n i e m t y m c z a s o w y m , z b r a k u m o ż l i w o ś c i p r a c y w za­
kładzie p r z e m y s ł o w y m , z lepszymi w a r u n k a m i finansowymi i socjalnymi.
Że nie o b o j ę t n y jest j e d n a k l u d n o ś c i c h a r a k t e r tego z a k ł a d u d a j ą c e g o
zarobek, ś w i a d c z ą w y p o w i e d z i m ó w i ą c e , że s p ó ł d z i e l n i a regionalna p o d ­
t r z y m u j e g i n ą c ą t r a d y c j ę (23,1%) oraz p o p u l a r y z u j e a r t y s t y c z n y do­
robek r e g i o n u poza jego g r a n i c a m i . W y ż s z o ś ć p r a c y c h a ł u p n i c z e j dla
s p ó ł d z i e l n i regionalnej w stosunku do i n n y c h z a k ł a d ó w s t o s u j ą c y c h za­
t r u d n i e n i e n a k ł a d c z e polega na m o ż l i w o ś c i zarobkowania przez w y k o -

3 1

„Żeby mnie oddelegowali do szkoły, żeby pouczyć młodych, aby ci młodzi
chcieli się uczyć" (Łowickie w. 121), „Młodzi już nie chcą do tego iść, bo wolą iść do
fabryki. Można by zrobić takie zebranie i porozmawiać z tymi młodymi, bo oni
mają piękne stroje, ale rzadko się ubierają. Ale m u s i a ł b y ktoś z miasta przyjechać,
bo tak mnie to by nie słuchali, a nawet w y ś m i a l i b y " (Łowickie, w. 129).
„Więcej ludzi w tym zatrudniać, to nie zarzucą tego co umieją" (Łowickie,
w. 67), „Nic się nie da zrobić, aby w tym chodzić, bo (strój) za ciężki i gorąco,
a w zimie podwiewa, w i ę c nie jest to praktyczne. Chyba że ktoś by to odbierał
i kupował, żeby (wytwórca) m i a ł zysk" (Łowickie, w. 62). „Nie warto chronić,
ważne, żeby robić dla zarobku" (Puszcza Zielona).
„Dużo o niej (sztuce ludowej) m ó w i ć , żeby na wsi wiedzieli, że to jest
modnie" (Łowickie, w. 116), „Gdyby te wyroby z n ó w zaczęły być modne na wsi,
to sami ludzie uczyliby się je robić" (Puszcza Biała, w. 3).
3 2

3 3

�PROBLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

105

LUDOWEJ

n y w a n i e w y r o b ó w znanych ( i często l u b i a n y c h ) przez w y t w ó r c ó w z w y ­
korzystaniem t r a d y c y j n y c h u m i e j ę t n o ś c i .
J e d n y m z ciekawszych p r o b l e m ó w w naszych badaniach b y ł a p r ó b a
o k r e ś l e n i a , czy w y r o b y regionalne p r o d u k o w a n e przez s p ó ł d z i e l n i e ce­
peliowskie i na i c h z a m ó w i e n i e o d d z i a ł u j ą na ś r o d o w i s k o wiejskie, czy
są przez nie akceptowane i na j a k i c h zasadach?
N a 363 i n f o r m a t o r ó w t y l k o 61,4% w i d z i a ł o w y r o b y s p ó ł d z i e l n i , i to
bardzo c z ę s t o j e d e n asortyment (np. t k a n i n y l u b haft), tak w i ę c oceny
są d o s y ć jednostronne. W opiniach, d o t y c z ą c y c h w y r o b ó w , w y r ó ż n i ć
m o ż n a t r z y podstawowe k r y t e r i a ocen: 1) estetyczne — w z o r n i c t w o i tech­
n i k a w y k o n a n i a , 2) k r y t e r i u m „ t r a d y c y j n o ś c i " w z o r n i c t w a , 3) z g o d n o ś c i
ze w s p ó ł c z e s n y m i t e n d e n c j a m i mody na w s i . Stosowanie jednego z k r y ­
t e r i ó w jako podstawowego dla oceny u z a l e ż n i o n e jest z a r ó w n o od w i e k u
i n f o r m a t o r ó w , j a k i od r e g i o n u . I tak np. w starszym p o k o l e n i u n a j ­
częściej p o d s t a w o w y m k r y t e r i u m oceny p o z y t y w n e j jest „ t r a d y c y j n o ś ć "
w z o r n i c t w a w s p ó ł d z i e l n i , n i e z a l e ż n i e od r e g i o n u . Pod w z g l ę d e m oceny
estetycznej, przez co rozumie się z a r ó w n o w z o r n i c t w o , j a k i t e c h n i k ę
w y k o n a n i a (częściej), zdania są bardzo podzielone. W Puszczy Zielonej
np. często zwraca się u w a g ę , ż e t k a n i n y ze s p ó ł d z i e l n i są ł a d n i e j s z e i po­
r z ą d n i e j w y k o n a n e n i ż na w s i . Natomiast w Ł o w i c k i e m i O p o c z y ń s k i e m ,
gdzie w y m a g a n i a stawiane w y r o b o m t k a c k i m s ą w y ż s z e , g d y ż są one
do dziś w y k o n y w a n e i u ż y w a n e na w s i , często w y r o b y s p ó ł d z i e l n i od
strony technicznej s p o t y k a j ą się z o c e n ą n e g a t y w n ą . Podobnie w P u ­
szczy B i a ł e j zwraca się u w a g ę na m n i e j staranne w y k o n a n i e h a f t u na
serwetkach, n i ż dawniejszych h a f t ó w koszulowych.
M i m o p o z y t y w n e j n a w e t oceny estetycznej w y r o b ó w p r o d u k o w a n y c h
przez m i e j s c o w ą s p ó ł d z i e l n i ę , bardzo rzadko są one akceptowane p r a k ­
tycznie, w sensie z a k u p u i u ż y t k o w a n i a . B r a k praktycznego zainteresowa­
nia w y r o b a m i s p ó ł d z i e l n i jest j e d n a k r ó ż n i e m o t y w o w a n y w z a l e ż n o ś c i
od regionu. W Ł o w i c k i e m i O p o c z y ń s k i e m u m i e j ę t n o ś c i tkackie, hafciar­
skie są jeszcze na t y l e powszechne, że i n f o r m a t o r k i p r z e d k ł a d a j ą w ł a s n e
w y r o b y l u b zamawiane na wsi, k t ó r e są solidniej w y k o n a n e , nad w y ­
r o b y s p ó ł d z i e l n i , t y m bardziej że w e wsiach t y c h r e g i o n ó w k s z t a ł t u j ą
3 4

3 5

3 6

3 4

„Potrzebna spółdzielnia, na coś m o g ą się przydać te umiejętności, które
w m ł o d y m wieku nabyłam" (P. Biała, w. 52), „Potrzebna, na byle czym można
zarobić" (P. Biała, w. 54).
„Ładne, bo są takie, jak nasze matki i babki robiły" (Opoczyńskie, ankiety),
„Jestem do takich przyzwyczajona" (P. Biała, w. 5 lat 78) „Ładne, bo są zabytkowe"
(P. Zielona).
„Dywan z «Opocznianki» nic nie wart, bo kolory pełzną. Jest w ich wy­
robach sztuczna nitka, nie tylko w e ł n a i oni mają rzadkie płochy, tkaniny się szybko
rozchodzą. Ze wsi woli każdy sam sobie zrobić" (Opoczyńskie, Ogonowice w. 4b).
3 5

3 6

�106

MARIA

WOŻNIAK

się jeszcze ciągle nowe mody, nowe w z o r n i c t w o , a t y c h tendencji m o d y
wiejskiej s p ó ł d z i e l n i e nie u w z g l ę d n i a j ą . „ S t a r o d a w n o ś ć " czy „ s t a r o ś w i e c k o ś ć " i n i e n a d ą ż a n i e za m o d ą w i e j s k ą w y r o b ó w s p ó ł d z i e l n i jest n a j ­
częściej p r z y c z y n ą n e g a t y w n e j oceny i b r a k u akceptacji, s z c z e g ó l n i e
w ś r ó d ś r e d n i e g o i m ł o d s z e g o pokolenia, co n a j c z ę ś c i e j p o d k r e ś l a n e jest
w Ł o w i c k i e m (100% w ś r ó d w y p o w i e d z i n e g a t y w n y c h ) i O p o c z y ń s k i e m
(90,0% w ś r ó d w y p o w i e d z i n e g a t y w n y c h ) , gdzie — j a k j u ż wspomniano —
s t r ó j jest jeszcze noszony. W Puszczy B i a ł e j haft czerwono-czarny, w y ­
k o n y w a n y na z a m ó w i e n i e s p ó ł d z i e l n i u w a ż a n y jest przez l u d n o ś ć za
, , s t a r o ś w i e c k i " (lub „ t u r e c k i " ) i nie m o d n y . Obecnie na w ł a s n y u ż y t e k
c h ę t n i e j w y k o n u j e się haft „ ś l a c h e c k i " w k o l o r o w e k w i a t y . O g ó l n i e
panuje opinia, że w z o r n i c t w o w y r o b ó w r e g i o n a l n y c h w y k o n y w a n y c h
w s p ó ł d z i e l n i a c h jest podobne do dawnego wiejskiego (68,0% w y p o w . ) ,
a m a ł o podobne do w s p ó ł c z e ś n i e stosowanego na wsi, lecz i t u z d a r z a j ą
się w y p o w i e d z i ś w i a d c z ą c e o odchodzeniu od tradycyjnego w z o r n i c t w a ,
nie t y l k o pod w z g l ę d e m t e c h n i k i i surowca. Na p r z y k ł a d na K u r p i a c h —
Puszczy Zielonej n o w o ś c i ą b y ł y t k a n i n y „ ł o w i c k i e " , m a t y i chodniki,
c z ę ś c i o w o zaakceptowane przez m i e s z k a ń c ó w regionu. W Ł o w i c k i e m
różnice m i ę d z y d a w n y m wzornictwem tkanin regionalnych a wyrobami
s p ó ł d z i e l n i n a j c z ę ś c i e j oceniane są n e g a t y w n i e p r z y p o d k r e ś l a n i u , że
s p ó ł d z i e l n i a czerpie w z o r n i c t w o z regionu, nie w n o s z ą c w zamian no­
wych wartości.
3 7

3 8

K u p o w a n e w sklepach „ C e p e l i i " przez m i e s z k a ń c ó w w s i są przede
w s z y s t k i m w y r o b y z w i e l u w z g l ę d ó w nie w y k o n y w a n e j u ż na w s i ( l n i a ­
ne obrusy i serwety, ozdobne naczynia gliniane), p a m i ą t k i i prezenty
dla k r e w n y c h za g r a n i c ą i t p . Trzeba d o d a ć , że sklepy „ C e p e l i i " , n i e ­
z a l e ż n i e od m i e j s c o w o ś c i , zaopatrywane są w w y r o b y p o c h o d z ą c e z całej
Polski, c z ę s t o w i ę c l u d n o ś ć w i e j s k a k u p u j e w n i c h te w y r o b y , k t ó r e są
aktualnie modne na wsi, a nie p o c h o d z ą z w ł a s n e g o regionu (np. k a p y ł o ­
w i c k i e ) . Na zasadzie n o w o ś c i m a j ą p o p y t na w s i te w y r o b y w ł a s n e j
s p ó ł d z i e l n i , k t ó r e o d b i e g a j ą w j a k i ś s p o s ó b od dawniejszego w z o r n i c t w a ,
k t ó r e na w s i się j u ż o p a t r z y ł o , l u b t e ż w y r o b y technicznie lepiej w y k o ­
nane n i ż analogiczne na w s i (np. d y w a n y szerokie i wielonicielnicowe)
oraz dzianiny.

3 7

„Ładne, ale ze wsi nie kupują, bo to ludowe i każdy sobie zrobi. »Opocznianka« ma stare wzory, a teraz na wsi modne jaśniejsze kolory i szersze pasy"
(Ogonowice, w. 7c); „Podobne do wiejskich, ale wzory bardziej starodawne, po­
winno być więcej kolorów różowych i żółciutkich" (Łowickie, w. 121).
„Ludzie m ó w i ą , że to haft turecki i nikt nie położy takiej serwety w domu"
(w. 15). „Takie serwety podobają się w mieście, na wsi ludzie w o l ą ślacheckie
wyszywanie" (w. 14).
3 8

�PROBLEMY

WYTWÓRCZOŚCI

LUDOWEJ

107

W y r a ź n y w y p ł y w „ C e p e l i i " zaznacza się w upowszechnieniu na w s i
w y r o b ó w i u m i e j ę t n o ś c i , k t ó r e jeszcze przed I I w o j n ą b y ł y d o m e n ą
w ą s k i e g o grona s p e c j a l i s t ó w (np. t k a c t w o d y w a n ó w na szerokich k r o s ­
nach, haft na t i u l u ) i u ż y t k o w a n e zazwyczaj przez n i e l i c z n ą g r u p ę boga­
t y c h gospodarzy l u b inne w a r s t w y s p o ł e c z n e (dwory). S t a n o w i ą one
obecnie przedmiot p o ż ą d a n i a w ś r ó d d u ż e j g r u p y l u d n o ś c i , m o ż l i w y do
realizacji .
3 9

Proces ponownego p r z e j m o w a n i a w z o r ó w dawniejszej sztuki w i e j ­
skiej poprzez miasto n a s t ę p u j e p o w o l i , ale dość w y r a ź n i e j u ż zaczyna
w y s t ę p o w a ć , co s z c z e g ó l n i e widoczne jest w w y p o w i e d z i a c h mieszkanek
Puszczy B i a ł e j , gdzie j a k j u ż wspomniano, s t y c z n o ś ć z m i a s t e m jest b a r ­
dziej b e z p o ś r e d n i a . N a b y w a n i e w y r o b ó w t y c h o d b y w a się b ą d ź poprzez
zakup w „ C e p e l i i " , b ą d ź t e ż w y k o n y w a n i e ich, obok p r o d u k c j i dla s p ó ł ­
dzielni, na potrzeby w ł a s n e l u b o d b i o r c ó w w i e j s k i c h ( t k a n i n y , haft na
t i u l u i serwetkach).
W i e l k i m powodzeniem cieszą się we w s z y s t k i c h o m a w i a n y c h r e g i o ­
nach m a t y s ł o m i a n e , k t ó r y c h p r o d u k c j ę dla c e l ó w dekoracyjnych
z a i n i c j o w a ł a k i l k a n a ś c i e lat t e m u „ C e p e l i a " . Obecnie w y r ó b i c h i u ż y t ­
kowanie r o z p o w s z e c h n i ł o się do tego stopnia, że s p o t k a ć m o ż n a k i l k a ­
d z i e s i ą t r o d z a j ó w r ó ż n y c h m a t p r a w i e na w s z y s t k i c h targach w o j . w a r ­
szawskiego ( ł ą c z n i e z W a r s z a w ą ) . Bardzo charakterystyczne jest pod­
chwycenie i w i e l o r a k i e w y k o r z y s t a n i e w k u l t u r z e l u d o w e j f u n k c j i de­
koracyjnej m a t s ł o m i a n y c h , b ę d ą c e k l a s y c z n y m p r z y k ł a d e m k r ą ż e n i a
w z o r ó w k u l t u r o w y c h . Ż e moda ta jest s p r a w ą ostatnich lat, m o ż e
ś w i a d c z y ć f a k t , iż jeszcze w 1968 r o k u p o w t a r z a ł y się w y p o w i e d z i
mieszkanek Puszczy Zielonej: „ S ł o m ę m a m w stodole, co j ą b ę d ę w izbie
wieszać!"
Natomiast c h o ć b y t y l k o w 2 p ó ł r o c z u 1973 r o k u w g m i n i e
K a d z i d ł o w y d a n o 150 z e z w o l e ń na p r o d u k c j ę c h a ł u p n i c z ą m a t s ł o m i a ­
nych.
P o d s u m o w u j ą c p o w y ż s z e r o z w a ż a n i a n a d zagadnieniem m e c h a n i z m ó w
funkcjonowania i z m i a n z a c h o d z ą c y c h w w y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j m o ż n a
4 0

4 1

3 9

„Haftu na tiulu dawniej na wsi nie robili. Nauczyli się haftować przed
wojną, kiedy była Cepelia [Spółdzielnia Kurpiowskiego Przemysłu Ludowego
W. Modzelewskiej]. Kiedyś na dworze robiły go kobiety dla dziedziców, teraz na
sprzedaż" (w. 48); „Podoba mi się haft na tiulu, bo bardziej miejski" (w. 68).
„Jeżeli ludzie słyszą, że te wyroby podobają się w mieście, to sami też będą
ich używać" (w. 37), Ludzie na wsi chcą się upodobnić do miejskich, a w mieście
ludowe wyroby są modne" (w. 32), „Jeżeli ktoś chce mieć mieszkanie urządzone
po miejsku, to kładzie na stole serwetki" (w. 61); „Teraz wyroby tkackie znów są
na wsi modne" (w. 65) i podobne.
J . Hilczer-Pilch, Współczesne
upodobania estetyczne ludności
kurpiowskiej
na podstawie analizy wnętrz
domów
Kadzidła,
„Polska Sztuka Ludowa", 1969,
nr 3/4, s. 149-178.
4 0

4 1

�108

MARIA

WOZNIAK

s t w i e r d z i ć , że w s p ó ł c z e s n e d r o g i jej r o z w o j u p r z e b i e g a j ą d w o m a za­
z ę b i a j ą c y m i się n u r t a m i : p o w s t a j ą nowe w y t w o r y , style i m o d y w e ­
w n ą t r z ś r o d o w i s k a wiejskiego, b ę d ą c e p r z e j a w e m z a r ó w n o w ł a s n e j m y ś l i
t w ó r c z e j , j a k i p r z y s t o s o w y w a n i a do w ł a s n e g o s t y l u w z o r ó w k u l t u r y m i e j ­
skiej, a t a k ż e coraz częściej p r z e n i k a na w i e ś moda na dawne w y r o b y
ludowe, w y k o n y w a n e w s p ó ł c z e ś n i e dla o d b i o r c ó w m i e j s k i c h , d r o g ą bez­
p o ś r e d n i c h k o n t a k t ó w z miastem, w s p ó ł p r a c y z „ C e p e l i ą " .
i 2

4 2

Szersze o m ó w i e n i e poruszonych tu zagadnień zawiera opracowanie M. W o ź n i a k o w e j , Analiza stanu wytwórczości
ludowej. Wnioski uogólniające,
Warsza­
w a 1974 (m—pis w archiwum Zakładu Badawczego „Cepelia").

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8579">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fe95a2c6770a4854e764d3422d12762.pdf</src>
        <authentication>636c27442a97274947ae101f55c1e712</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3371</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102718">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102719">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102720">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102721">
                <text>Twórcy ludowi w świetle swoich pamiętników / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102722">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.199-213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102724">
                <text>Woźniakowa, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102726">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102728">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102730">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102739">
                <text>Maria Woźniakowa

TWÓRCY LUDOWI W ŚWIETLE SWOICH PAMIĘTNIKÓW
PAMIĘTNIKI TWÓRCÓW LUDOWYCH JAKO ŹRÓDŁO
W styczniu 1974 r o k u rozpisany został konkurs na
p a m i ę t n i k i t w ó r c ó w l u d o w y c h pod h a s ł e m „Moja droga
dc twórczości". Organizatorami b y l i : Towarzystwo Pam i ę t n i k a r s t w a Polskiego i Z w i ą z e k Spółdzielni R ę k o ­
dzieła Ludowego i Artystycznego „ C e p e l i a " przy w s p ó ł ­
udziale M i n i s t e r s t w a K u l t u r y i Sztuki oraz Stowarzy­
szenia T w ó r c ó w L u d o w y c h .
K o n k u r s m i a ł p r z y n i e ś ć v. efekcie „ m a t e r i a ł y ź r ó d ­
łowe obrazujące sylwetki
osobowościowe
ludowych
a r t y s t ó w , koleje ich życia, drogi w i o d ą c e do twórczości
oraz bogactwo, potrzeby i r ó ż n o r o d n o ś ć sztuki ludo­
w e j " . N a p ł y n ę ł o 280 prac od t w ó r c ó w ludowych z cze­
go przejrzanych zostało 257 p a m i ę t n i k ó w o b e j m u j ą c y c h
niemal wszystkie dziedziny twórczości. Najliczniej
re­
prezentowana b y ł a r z e ź b a (79 p a m i ę t n i k ó w ) , plastyka
o b r z ę d o w a (30), haft (30), tkactwo (26), garncarstwo (20),
koronka (11); inne dziedziny były mniej liczne: ma­
larstwo (poza I w ó r c a m i ł ą c z ą c y m i malarstwo i rzeźbę
8 p a m i ę t n i k ó w ) , malarstwo na porcelanie (5), zabawkarstwo i snycerka (4), elementy s t r o j ó w l u d o w y c h (3),
plecionkarstwo (6), galanteria s k ó r z a n a (1). Nie brano
pod u w a g ę 12 p a m i ę t n i k ó w pisarzy i p o e t ó w , ani osób
z a j m u j ą c y c h się k o r z e n i o p l a s t y k ą , b e t o n o p l a s t y k ą i t p .
W sumie w t y m opracowaniu wykorzystano 152
p a m i ę t n i k i w mniejszym lub w i ę k s z y m stopniu odpo­
w i a d a j ą c e celom konkursu, tzn. p r z e d s t a w i a j ą c e koleje
życia, d r o g ę do twórczości, w a r u n k i pracy t w ó r c z e j itp.
P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w n a d e s ł a n e na konkurs stano­
wią bogaty, ale bardzo niejednolity m a t e r i a ł . Objętość
ich waha się od jednej do k i l k u d z i e s i ę c i u stron. M n i e j
w i ę c e j p o ł o w a zawiera k r ó t k i , lub tylko t r o c h ę posze­
rzony życiorys, a n i e k t ó r e pisane były nawet w formie
podania o przychylne p o t r a k t o w a n i e (czego? twórczości
czy p a m i ę t n i k a ? ) , co ś w i a d c z y с niezrozumieniu celów
konkursu.
Poziom l i t e r a c k i p a m i ę t n i k ó w , swoboda w y p o w i e ­
dzi, u z a l e ż n i o n e są od poziomu wiedzy, „ o b y c i a " pa­
m i ę t n i k a r z a , co nie musi wcale p o z o s t a w a ć w z w i ą z k u
z w a r t o ś c i ą p a m i ę t n i k a jako źródła. Z n a n i i cenieni
s k ą d i n ą d t w ó r c y l u d o w i często nie u m i e j ą i n t e r e s u j ą c o
p i s a ć o swojej twórczości, co trafnie ilustruje wypo­
w i e d ź Wincentego Krajewskiego, p o d s u m o w u j ą c a jego
zwierzenia: „na t y m kończę swój z b ł ę d a m i k r ó t k i ży­
ciowy m a ł y p a m i ę t n i k , p i s a ć nie umiem, ale za to r z e ź ­
b i ć " . (166, w.k.).
N i e k t ó r e p a m i ę t n i k i r o b i ą w r a ż e n i e , j a k gdyby p i ­
sane były r ó w n o c z e ś n i e przez k i l k a osób lub na zasaczie wypracowania szkolnego: „pokaż jak to napisa­
łeś, to odpiszę od ciebie". Odnosi się to głównie do pa­
m i ę t n i k ó w hafciarek i k o r o n k a r e k Zawarte w nich i n ­
formacje i s f o r m u ł o w a n i a są p r a w i e identyczne.
Trudno natomiast s t w i e r d z i ć z c a ł y m przekonaniem,
k t ó r e z ciekawszych p a m i ę t n i k ó w
zawierają
własne,
(..-yginalne p r z e m y ś l e n i a i sądy t w ó r c ó w , a k t ó r e p o w ­
t a r z a j ą z a s ł y s z a n e lub przeczytane przez autora t w i e r ­
dzenia m e c e n a s ó w , z n a w c ó w sztuki i t p . C y t u j ą c te w y ­
powiedzi w y c h o d z ę z założenia, że jeśli autor p a m i ę t ­
nik? podaje je jako w ł a s n e , jest przekonany o ich s ł u s z ­
ności.
T

1

W w i e l u p a m i ę t n i k a c h znaleźć m o ż n a szczegółowy
cp:s techniki procesu t w ó r c z e g o , t e m a t y k i prac, h i s t o r i ę
reprezentowanej przez p a m i ę t n i k a r z a dziedziny t w ó r ­
czości we wsi i okolicy.
Niektóre
zawierają
także
wspomnienia o p i s u j ą c e obyczaje, c b r z ę d y doroczne, wa­
r u n k i życia na wsi w dzieciństwie p a m i ę t n i k a r z a , w i a ­
domości dotyczące medycyny ludowej, f o l k l o r u i l i t e r a ­
tury, a t a k ż e p r z e ż y c i a wojenne T y m i ostatnimi za­
gadnieniami nie b ę d ę się tu z a j m o w a ć .
Celem tej pracy jest p r ó b a zarysowania sylwetek
t w ó r c ó w , charakterystyka ich drogi do twórczości, k o n ­
t a k t ó w z w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m i odbiorcami prac,
charakteru twórczości oraz przedstawienia opinii t w ó r ­
ców o w s p ó ł p r a c y z „ C e p e l i ą " i i n n y m i mecenasami l u ­
dowej twórczości, w a r u n k a c h pracy t w ó r c z e j i t r u d n o ś ­
ciach z nią z w i ą z a n y c h , o p i n i i o pracy k o m i s j i k o n ­
kursowych, w p ł y w i e o d b i o r c ó w na charakter twórczości,
perspektywach rozwojowych sztuki ludowej, szkoleniu
m ł o d y c h kadr.
W i ę k s z o ś ć p a m i ę t n i k ó w zawiera ciekawe i d a j ą c e
się p o r ó w n a ć m a t e r i a ł y d o t y c z ą c e losów t w ó r c ó w i ich
drogi do twórczości. Analiza tych m a t e r i a ł ó w w e d ł u g
jednolitego kwestionariusza p o z w o l i ł a na uchwycenie
pewnych p r a w i d ł o w o ś c i i specyfiki poszczególnych grup
współczesnych twórców ludowych.
l/znano za istotne i p r z y j ę t o za p o d s t a w ę p o r ó w n a n i a
następujące czynniki:
a — wiek, w j a k i m t w ó r c a z e t k n ą ł się ze swoją dzie­
dziną;
1: — motywy podjęcia t w ó r c z o ś c i ;
с — czas, miejsce, okoliczności n a u k i ;
cl — stosunek rodziny i w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a do t w ó r ­
cy i uprawianej przez niego dziedziny twórczości
(a także zmiany tego stosunku i ich przyczyny);
e — s a m o o k r e ś l e n i e t w ó r c y i jego ocena w ł a s n e j t w ó r ­
czości;
f — zbyt w y r o b ó w , odbiorcy. Zmiany w t y m zakresie
i ich przyczyny.
P o r ó w n a n i e m a t e r i a ł ó w u p o r z ą d k o w a n y c h wg. po­
w y ż s z y c h k r y t e r i ó w pozwoliło na w y r ó ż n i e n i e k i l k u od­
r ę b n y c h grup p a m i ę t n i k a r z y r e p r e z e n t u j ą c y c h
różne
d;iedziny t w ó r c z o ś c i :

2

1. Tkactwo, haft, koronka (deuej
stosuję
określenie
rękodzieło) — 49 p a m i ę t n i k ó w ;
.2. Garncarstwo (19 p a m i ę t n i k ó w ) ;
3. Plastyka
obrzędowa
(wycinanki,
pisanki, palmy,
k w i a t y , r e k w i z y t y o b r z ę d o w e — 24 p a m i ę t n i k i ) ;
4. T w ó r c z o ś ć i n d y w i d u a l n a (rzeźba, malarstwo, g r a f i ­
ka — 60 p a m i ę t n i k ó w ) .

Twórca ludowy we w ł a s n y m środowisku
i wobec nowego odbiorcy
Wyraźne prawidłowości
dostrzec m o ż n a
czas i m o t y w y rozpoczęcia pracy t w ó r c z e j .

badając

1.99

I

�Garncarze rozpoczynali p r a c ę we wczesnej m ł o ­
dości, zazwyczaj po u k o ń c z e n i u 14—15 lat, pod k i e r u n ­
kiem ojca, krewnego lub też oddawani b y l i do t e r m i n u
w n a j b l i ż s z y m s ą s i e d z t w i e . Tradycja rodzinna jest t u
n a j c z ę s t s z y m m o t y w e m rozpoczęcia pracy w zawodzie,
choć w a r u n k i materialne o d g r y w a ł y n i e b a g a t e l n ą rolę.
W i ę k s z o ś ć garncarzy pochodzi z rodzin wielodzietnych
i małorolnych.
Podobnie przedstawia się droga do twórczości w

r ę k o d z i e l e . Z 45 wypowiedzi tkaczek, hafciarek, k o r o n karek 62% odziedziczyło swojo u m i e j ę t n o ś c i po k r e w ­
nych, 47*/o jako źródło swoich umiejętności wymienia
t r a d y c j ę l o k a l n ą i aż 55% u z n a ł o k o n i e c z n o ś ć zarobko­
wania jako podstawowy bodziec do podjęcia pracy r ę k o ­
dzielniczej. Jedna z hafciarek wprost stwierdza:
,.bo mama m ó w i ł a : r ó b dziecko, to jak nie będziesz
r o b i ł a , to nie będziesz j a d ł a . " (25, L.M.).

Wiek pamiętnikarzy
Grupa
wytwórczości

Ilośó
wypo­
wiedzi

M

К

Poniżej
30 lat

30—50

50—70

Powyżej ;
70
.. .

19
49

17
3

2
46

2

3
9

10
23

4
7

24

2

22

1

7

9

3

60

58

2

24

24

14

152

80

72

7

43

56

Garncarze
Rękodzieło
Plastyka
obrzędowa
Twórczośó
indywidualna
Ogółem

j

j
8
22

J
j

Wykształcenie pamiętnikarzy
Wykształcenie
Grupa
wytwórczości

ilośó wypowie­
dzi

średnie,
zawodowe

Garncarstwo

18

3

Rękodzieło
Plastyka obrzę­
dowa
Twórczośó indy­
widualna

39

34

14

11

47

34

13

118

82

36

Ogółem

36 osób pisze o t r u d n y c h w a r u n k a c h b y t o w y c h w
j a k i c h rozpoczynali p r a c ę t w ó r c z ą W parze z koniecz­
nością zarobkowania idzie j e d n a k ż e z a m i ł o w a n i e do
prac r ę c z n y c h , co najlepiej ilustruje wspomnienie zna­
nej hafciarki M a r i i Szewczykowej:
„Wtedy byłam małą dziewczynką p r z y p a t r y w a ł a m
się pracy moich hafciarek (matki i babki). M n i e
to bardzo p a s j o n o w a ł o ten autentyzm r o ś l i n n y ,
k ł a d z i o n y na materiale. A ż e b y moje hafciarki nie
o d p y c h a ł y mnie d o p o m a g a ł a m i m n a w l e k a j ą c po­
c z ą t k o w o n i c i do igły. Tak się zaczęła moja t w ó r ­
cza praca haftu kujawskiego. N a s t ę p n a faza to
k a w a ł e k p ł ó t n a , igła, n i c i i p o c z ą t k i haftu. M a m a
zaczęła m i u d z i e l a ć
wskazówek.
Chciałam jak
n a j p r ę d z e j n a u c z y ć się h a f t o w a ć , żeby pomóc ma­
mie (...) Babcia mnie p o c h w a l i ł a (...) I tak babcia
powiedziała, że trzeba jej w y r y s o w a ć coś na p ł ó t ­
nie niech się w p r a w i a . Ja w ó w c z a s m i a ł a m 9 lat".
(151, M.S.).
200

podstawowe
lub niepełne

15
(nauka rzemio­
sła)
5
3

Nie wszystkie hafciarki m i a ł y tak dobry start do zawedu j a k w c y t o w a n y m fragmencie. Na K u r p i a c h t r u d ­
ne w a r u n k i życia z m u s z a j ą c e do szukania dodatkowych
z a r o b k ó w p o w o d o w a ł y k o n k u r e n c j ę w ś r ó d hafciarek, o
czym wspomina kilka, p a m i ę t n i k s r e k z tego terenu,
a m.in. K.C. (206):
„ p o n i e w a ż w tych latach p o w a ż n i e o d c z u w a ł o się
brak pracy zarobkowej poza r o l n i c t w e m , dlatego
też te osoby, k t ó r e p o t r a f i ł y w y k o n y w a ć hafty
r ę c z n e n i e c h ę t n i e p o k a z y w a ł y i n n y m (...). Wyszy­
w a ł a m w e d ł u g w ł a s n e g o rozeznania, w i d z ą c je
(hafty na chustkach — M.W.) u kobiet n o s z ą c y c h
na g ł o w a c h " .

R ę k o d z i e ł e m z a c z y n a ł y się p a r a ć d z i e w c z ę t a w c z e ś n i e .
Na 45 o s ó b w s p o m i n a j ą c y c h o p o c z ą t k a c h swojej t w ó r ­
czości 30 rozpoczęło p r a c ę w d z i e c i ń s t w i e (tzn. przed
14 r o k i e m życia) i 18 we wczesnej m ł o d o ś c i .

�Z u p e ł n i e inaczej przedstawia się sprawa m o t y w a c j i
i źródeł u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z y c h u r z e ź b i a r z y i malarzy,
a częściowo t a k ż e — w plastyce o b r z ę d o w e j .
Plastyka o b r z ę d o w a , z r a c j i głębokiego z w i ą z k u
z t r a d y c j ą r e g i o n a l n ą m o g ł a b y znaleźć się w grupie
r ę k o d z i e ł a ludowego, j e d n a k ż e w trakcie opracowania
źródeł okazało się, że pod p e w n y m i w z g l ę d a m i bliż­
sza jest charakterem twórczości i n d y w i d u a l n e j , niż inne
rodzaje r ę k o d z i e ł a . O ile w r ę k o d z i e l e i r z e m i o ś l e czas
rozpoczęcia twórczości p r z y p a d a ł w y ł ą c z n i e na okres
d z i e c i ń s t w a lub wczesnej młodości, o tyle w plastyce
o b r z ę d o w e j na 24 w y p o w i e d z i 5 kobiet rozpoczęło to
zajęcie w w i e k u d o j r z a ł y m (p) zamążpójściu), a w a ­
r u n k i bytowe nie o d g r y w a ł y tak w i e l k i e j r o l i j a k w
r ę k o d z i e l e (na 17 w y p o w i e d z i 8 określiło swoje w a ­
r u n k i bytowe jako trudne, 9 jako nie m a j ą c e znaczenia
dla podjęcia twórczości). W i ę k s z ą też rolę odgrywa
u pisankarek, w y c i n a n k a r e k
i t d . potrzeba
twórcza:
„(....) Codzienne o b o w i ą z k i stały się dla mnie c i ę ż a r e m .
Raz w r o k u o ż y w i a ł a m się z a s i a d a j ą c do robienia pisa­
nek (...) Po z a k o ń c z e n i u robienia pisanek czas zaczął
się dłużyć, a zajęcia domowe u w a ż a ł a m za dopust
Boży. P o s t a n o w i ł a m r o b i ć pisanki na sprzedaż. Chcia­
ł a m p o p r a w i ć s y t u a c j ę m a t e r i a l n ą i j e d n o c z e ś n i e przed­
ł u ż y ć okres ich pisania". (126, O.S.),
W t w ó r c z o ś c i i n d y w i d u a l n e j na 57 w y p o w i e d z i pot r i e b a tworzenia stanowi w 93°/o p r z y p a d k ó w podsta­
w o w y bodziec rozpoczęcia twórczości, co nie znaczy,
że sytuacja materialna (21°/o) craz tradycja rodzinna
(28"/o) nie odgrywa t u pewnej r o l i . O t r a d y c j i wiosko­
wej w s p o m i n a j ą zazwyczaj p a m i ę t n i k a r z e , k t ó r z y s w ą
t w ó r c z o ś ć rozpoczynali od zabawek, r e k w i z y t ó w o b r z ę ­
dowych, szopek (5 wypowiedzi!, natomiast wspomniana
t u tradycja rodzinna nie oznacza, jak w r ę k o d z i e l e ,
b e z p o ś r e d n i e j k o n t y n u a c j i zajęcia wykonywanego przez
r o d z i c ó w , lecz raczej dotyczy obeznania z surowcem,
t e c h n i k ą o b r ó b k i drewna i t p . (ojciec stolarz, bednarz,
zabawkarz).
Droga do t w ó r c z o ś c i r z e ź b i ą : zy i malarzy jest tak
r ó ż n o r o d n a , że trudno sprawy t t z a w r z e ć w j e d n y m
zdaniu. W ś r ó d 60 w y p o w i e d z i p a m i ę t n i k a r z y , w dzie­
c i ń s t w i e rozpoczęło p r a c ę 20 osób, a we wczesnej m ł o ­
dości 23 t w ó r c ó w . P o z o s t a ł y c a 11 zaczęło rzeźbić, ma­
l o w a ć w w i e k u d o j r z a ł y m . W i e l u pisze o dziecinnym
struganiu f i g u r e k na pastwisku, t r a k t u j ą c je jako
pierwszy kontakt z r z e ź b ą .
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y b o w i e m b o d ź c e m b y ł y
s'lne p r z e ż y c i a psychiczne, z w i ą z a n e z k o n k r e t n y m w y ­
darzeniem (śmierć bliskiej osoby, wojna, spotkanie z
f a s c y n u j ą c y m a r t y s t ą czy d z i e ł e m sztuki) b ą d ź z w a ­
r u n k a m i życia t w ó r c y , r o d z ą c y m i poczucie k r z y w d y ,
wyobcowania ze ś r o d o w i s k a ( n r z e w l e k ł a choroba, k a ­
lectwo, nędza, brak rodziny).
W
tych
przypadkach
t w ó r c z o ś ć p e ł n i rolę k o m p e n s a c y j n ą , rodzi się z silnej
potrzeby w y r a ż e n i a swoich d o z n a ń . Dla innych t w ó r ­
czość zaczyna się od ś w i a d o m e j p r ó b y w y w o ł a n e j p r o ­
gramem w telewizji, a r t y k u ł e m w gazecie, n a m o w ą
„ a n i m a t o r a " — kogoś i n t e r e s u j ą c e g o się s z t u k ą ludo­
w ą , pracownika domu k u l t u r y i t p .
Na 49 w y p o w i e d z i d o t y c z ą c y c h problemu m o t y ­
w a c j i t w ó r c z e j , w 18 w y m i e n i a się jako p r z e ł o m o w e
wydarzenie p r z e ż y c i a osobiste; w 12 przypadkach decy­
d u j ą c y okazał się kontakt z i n n y m t w ó r c ą lub dziełem.
K o n t a k t z domem k u l t u r y , muzeum, „ a n i m a t o r e m " oka­
zał się istotny w 40 przypadkach, zaś z e t k n i ę c i e się
z w y t w o r a m i l u b w i a d o m o ś c i a m i o konkursie w ś r o d ­
kach masowego przekazu w 9.
Zdaję sobie s p r a w ę , iż podane w ten sposób suche
informacje nie w y c z e r p u j ą bogaciwa m o t y w ó w i b o d ź ­
ców t w ó r c z y c h , stąd też oddaję głos p a m i ę t n i k a r z o m :

„Dziś zdaję sobie s p r a w ę , że b y ł a to j a k a ś dzie­
cinna z a z d r o ś ć do dzieci, k t ó r e nie b y ł y g ł o d n e ,
nie b y ł y bezdomne, m i a ł y się lepiej w co u b r a ć
i to m n i e odciągało od ich w e s o ł o ś c i " . (145, W.D.).
„ O d p o c z y n k i e m od koszmaru mojej c o d z i e n n o ś c i
(był m ó j w ł a s n y ś w i a t m a r z e ń i t ę s k n o t zamiesz­
czony w kolorowe m a l u n k i k w i a t ó w , z w i e r z ą t ,
ludzi i k r a j o b r a z ó w " (bieda w domu, w szkole
niesprawiedliwe oceny — M.W., (153, M.K.).
„Chodząc j u ż do szkoły z a c z ą ł e m w szkole i w
domu w y s t r u g i w a ć coś n o ż y k i e m z drzewa l i p o ­
wego, g ł ó w k i k a r z e ł k ó w i f i g u r k i k o l ę d n i k ó w do
szopki (...). W oknie domu Jakuba Juszczyka zo­
b a c z y ł e m w y r z e ź b i o n e przez niego r ó ż n e f i g u r k i
i(...) Strasznie w z r o s ł a we mnie chęć a ż e b y uczyć
się coś takiego r o b i ć i m ó w i ł e m do m a t k i zaraz,
że j a b y m poszedł do tego r z e ź b i a r z a się uczyć,
a matka m i o d p o w i e d z i a ł a , że jego t u nie ma, on
r z e ź b i daleko po świecie ś w i ę t y c h do kościołów,
p o m n i k i w Warszawie (...) Smutna była dla mnie
ta o d p o w i e d ź , ale r o b i ł e m od tego dnia moje dro­
biazgi z jeszcze w i ę k s z y m z a p a ł e m , ale n i k t się
m o j ą r o b o t ą nie i n t e r e s o w a ł i n i k t m i nie doda­
w a ł z a p a ł u i nie z a c h ę c a ł do tej roboty (...) s ą ­
siad (...) zawsze złośliwie szydził po co to r o b i ę
j a k nic z tego nie b ę d ę m i a ł " . (213, A.Z.).
„ Z a i n t e r e s o w a n i e t y m k i e r u n k i e m twórczości m i a ­
ł e m od dziecka. O g l ą d a ł e m prace nieżyjącego już
r z e ź b i a r z a Konstantego Chojnowskiego. Proste l u ­
d z i k i i inne f i g u r k i w y r z y n a ł e m z drewna scyzo­
r y k i e m . Po wojnie, kiedy p o w s t a ł o w i ę k s z e za­
interesowanie w k r a j u s z t u k ą l u d o w ą , kiedy w
gazetach, w radio i telewizji b y ł y opisy prac
niezliczonych w ó w c z a s t w ó r c ó w p o s t a n o w i ł e m po­
p r a c o w a ć w tej dziedzinie z czego jestem dziś za­
dowolony". (69, W.K.).
„Najczęściej p a t r z y ł e m na k r z y ż stojący na na­
szym polu, figura Chrysi;usa b y ł a tak p i ę k n a , że
z a c h ę c a ł a mnie do strugania Wystrugany Chrys­
tus nie p r z y p o m i n a ł r z e ź b y na k r z y ż u i dlatego
z a p r z e s t a ł e m strugania (...) (Po latach wojennej
zawieruchy autor mar.iy o powrocie do k r a j u ,
M.W.) I t u zrodziła się m y ś l postanowienia sobie,
że gdy w r ó c ę szczęśliwie do domu, to w zamian
w y r z e ź b i ę ś w i ą t k a " . (243, A.S.).
„ N i e j e d n o k r o t n i e b r a ł e m je (świątki z p r z y d r o ż ­
nych kapliczek — M.W.) do r ę k i , o g l ą d a ł e m i
w k ł a d a ł e m z powrotem. C h c i a ł e m je t a k ż e r z e ź ­
bić. To urzeczenie tych prostych ś w i ą t k ó w , d ł u ­
banych w k a w a ł k u lipowego drewna p o z o s t a ł o we
mnie do dziś". (158, B.S.).
„Podczas w o j n y p a r t y z a n porucznik m ó w i ł m i
(...) ż e b y m tej roboty mojej nie p o r z u c i ł (...), że
b ę d z i e lepiej i że doczekam takiego czasu, że b ę d ę
mógł r o b i ć f i g u r k i i za p i e n i ą d z e , a nie za dar­
mo. I znów przez tego człowieka zostałem na
nowo z a c h ę c o n y (...). Wnet m i n ę ł y te lata nie­
korzystne i dziś w trzydziestolecie Polski Ludowej
p o s t a w i ł e m nowy dom i p r a c o w n i ę ,
złożyłem
egzamin czeladniczy, z a r e j e s t r o w a ł e m się, należę
do cechu i jestem już legalnym r z e m i e ś l n i k i e m " .
(213, A.Z.).
„ S p o t k a ł e m w gazecie zdjęcie r z e ź b y ludowej (...)
i to m i u t k w i ł o w oku. P o s t a n o w i ł e m zaraz s p r ó ­
b o w a ć . P o c z ą t k i b y ł y oczywiście k r w a w e , bo nóż
często z a h a m o w a ł o palec. M i m o tego r z e ź b a bar­
dziej m i o d p o w i a d a ł a , gdyż m o g ł e m wszystko r o ­
bić w e d ł u g w ł a s n e g o gu.itu, w korzeniach to się
t y l k u nieznacznie poprawia n a t u r ę " . (114, S.C.).
„Gdy p r a c o w a ł e m w Warszawie, w i d z i a ł e m rzeźby

201
I

�i tak sobie m y ś l ę — ja bym to zrobił ale czy to
k u p i ą (...) Pewnego
razu
przyjechał
szwagier
Wierzchowski, w i ę c go pytam o tych rzeźbach,
a on m i m ó w i , że on to r o b i i sprzedaje „Cepelii",
Desie i on m i dał adres i p o w i e d z i a ł : masz t a k ą
zdolność, to potrafisz robić takie rzeźby". (92
M.A.).
„A rzeźbić (w 69 r o k u życia — M.W.) to z a c z ą ł e m
od tego czasu jak u nas w Janowie b y ł y D n i
K u l t u r y i O ś w i a t y i na p r z e m ó w i e n i u słyszałem,
że tow. E d w a r d Gierek interesuje się rzeźbą l u ­
d o w ą i że k a z a ł położyć w i ę k s z y nacisk na roz­
wój k u l t u r y i sztuki ludowej. No i ja od tego
czasu n a b r a ł e m chęci tak mnie to r u s z y ł o , że
p a ń s t w o interesuje się r z e ź b ą l u d o w ą , że z a c z ą ­
ł e m t r o c h ę rzeźbić". (157, P.J.).
Przytoczone t u u r y w k i p a m i ę t n i k ó w dotyczą p i e r w ­
szego okresu twórczości, o p s u j ą wydarzenia b ę d ą c e
jakby
kamieniem
w ę g i e l n y m drogi t w ó r c z e j , k t ó r e j
szczegółowym o m ó w i e n i e m zajmę się w dalszej części
pracy.
W w y p a d k u garncarstwa trudne jest bliżej o k r e ś l i ć
stosunek ś r o d o w i s k a wiejskiego do tego zajęcia, gdyż
garncarze prawie nie w s p o m i n a j ą o t y m w p a m i ę t n i ­
kach, n a d m i e n i a j ą c co n a j w y ż e j k r ó t k o : „ludzie kupo­
w a l i " . Jeden tylko z p a m i ę t n i k a z y (z M e d y n i G ł o g o w ­
skiej) wspomina o z a z d r o ś c i starych garncarzy w sto­
sunku do niego, gdyż z a t r u d n i ł przy w y r o b i e n a c z y ń
całą r o d z i n ę , u s p r a w n i a j ą c proces w y t w ó r c z y .
;

r

O stosunku rodziny do zajęcia garncarskiego wspon r n a 9 p a m i ę t n i k a r z y i w 8 wypadkach
synowie
w s p ó ł d z i a ł a j ą z garncarzem w jego pracy, jeden tylko
narzeka na brak zainteresowania r z e m i o s ł e m ze strony
dzieci.
R ę k o d z i e ł o i plastyka o b r z ę d o w a były powszechnie
w opinii wioskowej oceniane pozytywnie (32 z 34 w y ­
powiedzi i 18 z 20 wypowiedzi). Tkaczki, hafciarski, kor o n k a r k i , pisankarki, traktowane b y ł y przez w ł a s n e
ś r o d o w i s k o jako specjalistki w г п а п у с п i i n n y m kob etom zajęciach i często zarniwiano u nich w y r o b y .
Jedynym w y j ą t k i e m od tej r e g u ł y jest stosunek
ś r o d o w i s k a wiejskiego do zawodu tkacza, p o c h o d z ą c e g o
ze wsi zamieszkanej przed w o j n ą przez ludność u k r a i ń ­
ską. Tkacz ten kontynuuje w innej już wsi p o w i a t u
hrubieszowskiego odziedziczony po ojcu zawód, w y k o ­
n u j ą c dywany w e d ł u g starych unikalnych w z o r ó w „ p a ń ­
skich i d w o r s k i c h " i nie icst pozytywnie oceniany
p'-zez ś r o d o w i s k o wiejskie, co sam sobie z r e s z t ą p r ó b u ­
je w y j a ś n i ć :
„Ożeniłem się (...) ż o n a p o m a g a ł a m i w pracy w
gospodarstwie jak też w t k a n i u . Zaczęło nam się
p o w o d z i ć lepiej. W i d z ą c to ludzie z otoczenia za­
częli w y ś m i e w a ć się z nas, że oboje z żoną r o ­
bimy p i e n i ą d z e na owczych ogonach, gdyż nie
doceniano w a r t o ś c i sztuki ludowej (...) M a r t w i
mnie, a j e d n o c z e ś n i e d z i w i fakt, że nie z n a j d u j ę
w ś r o d o w i s k u w k t ó r y m mieszkam i z k t ó r e g o
się w y w o d z ę c h ę t n y c h d : k o n t y n u o w a n i a i upow­
szechniania sztuki ludowej. Być m o ż e p r z y c z y n ą
tego jest w y b i t n i e rolniczy charakter naszego po­
w i a t u , gdzie dba się o w y d a j n o ś ć z hektara d ó b r
konsumpcyjnych, a w y d a j n o ś ć p o ż y t k u dla ducha
o d k ł a d a się na później (...) Są u nas w Polsce
regiony gdzie s z t u k ę l u d o w ą u w a ż a się za zaję­
cie b e z p o ż y t e c z n e dla kogokolwiek i t w ó r c y są
przez otoczenie t r a k t o w a l i , jako j a c y ś maniacy,
którzy niepotrzebnie t a c ą czas na n i k o m u nie­
potrzebne d ł u b a n i n y . W y r a ź n y m tego p r z y k ł a d e m
r

202

jest nasz region hrubieszowski, gdzie t w ó r c ó w
ludowych m o ż n a policzyć d o s ł o w n i e na palcach
jednej r ę k i " . (195, Cz.R.I.
Ten gorzki ton towarzyszy c a ł e m u p a m i ę t n i k o w i , a ów
tkacz jest charakterystycznym p r z y k ł a d e m b r a k u akcep­
tacji d z i a ł a l n o ś c i t w ó r c z e j nie w y w o d z ą c e j się z m i e j ­
scowych tradycji.
K l i m a t b r a k u akceptacji ś r o d o w i s k a wiejskiego to­
warzyszy większości p o c z y n a ń t w ó r c z y c h
rzeźbiarzy.
Dopiero uzyskanie powodzenia i s p r z e d a ż prac poza
w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m zmienia częściowo to nastawie­
nie, ale o t y m b ę d z i e jeszcze mowa.
Na 36 wypowiedzi ś r o d o w i s k o wiejskie odnosiło
się n i e c h ę t n i e do t w ó r c y i jego dzieł w 20 wypadkach,
pozytywnie w 15; rodzina natomiast częściej (choć nie
zawsze) a k c e p t o w a ł a pierwsze k r o k i t w ó r c z e (na 29 w y ­
powiedzi 20 przy 8 nie a p r o b u j ą c y c h twórczości i 4
o b o j ę t n y c h ) . K l i m a t t o w a r z y s z ą c y pierwszym p r ó b o m
t w ó r c z y m najlepiej o d d a j ą sami p a m i ę t n i k a r z e :
„Sąsiedzi i koledzy w pracy m ó w i l i : „ ś w i r a stary
d o s t a ł " . Miejscowe otoczenie p a t r z y ł o na mnie
z p o g a r d ą i z i r o n i c z n ą litością. Zona p r z e s t a ł a
się w ogóle o d z y w a ć , w domu wieczna draka".
(140, C.S.).
„ W t e d y to (po ś m i e r c i Chojnowskiego) z a c z ą ł e m
p r a c o w a ć na odkryto i śmiało i w t e d y to spotka­
ł e m się z zawodem, zaczęli się ze mnie ś m i a ć ,
iż r z e ź b y moje są n i e k s z t a ł t n e , jedna noga g r u b ­
sza, druga cieńsza itp.". (125, M.G.).
„ P o c z ą t k o w o ludziom p o d o b a ł y się r z e ź b y , szcze­
gólnie młodzieży j a k m i e l i k a w a ł e k l i p y p r z y ­
chodzili do mnie. Potem stosunek z m i e n i ł się. (...)
niekiedy dlatego, że ludzie z a z d r o s z c z ą m i moich
u m i e j ę t n o ś c i i nie chcą s p r z e d a ć d r e w n a . To jest
taka ludzka z a w i ś ć i z a z d r o ś ć o m ó j talent (...).
M o i rodzice k r z y w o p a t r z ą na moje r z e ź b y , często
krzyczą, że nic nie r o b i ę , t y l k o b a w i ę się t y m i
„ d z i a d a m i " . M o i koledzy zaczynają mówić, że dziw a c z e j ę z t y m i „ ś w i ą t k a m i " . N i e k t ó r z y koledzy w
moim w i e k u ś m i e j ą się ze mnie, j a k niosę j a k i ś
klocek lipowy, w o ł a j ą wtedy: „hej ty k o ł k u l i p o ­
w y , bo zdechniesz przy swoich ś w i ą t k a c h ; choć
na w i n o " . (118, A.B.).
„Żona się kłóciła, sąsiedzi dziwnie na to p a t r z y l i
i pewnie też myśleli, że m a m tego kota w gło­
wie. Teraz (po z a m ó w i e n i a c h „Cepelii") rodzina
i ja j e s t e ś m y zadowoleni, bo już p a r ę groszy za­
robione i jestem j a k o ś inaczej t r a k t o w a n y . L u ­
dzie też mnie nie p o s ą d z a j ą , że u p a d ł e m na gło­
wę, tylko p o d z i w i a j ą moje zdolności". (135, S.J.).
„W okolicy ludzie zawiszczom m i , strasznie m i
zazdroszczono. Bo kto tu przyjdzie, to m ó w i : „nie
ma j a k jemu, to on siedzi, d ł u b i e se, moszżeć
ty n a t u r ę g ł u p i o m " (...) nawet m n i e meldowali, że
strasznie dużo zarabiam. M u s i a ł e k się o d s t a w i ć
do u r z ę d u finansowego dwa razy". (127, L . K . ) .
„ J a k b y ł e m na stoisku na Jesieni T a t r z a ń s k i e j
miejscowi g ó r a l e ś m i e l i się, m ó w i l i , że siedzą
w klatach jak w ZOO i tu przyszli i to w nie­
dzielę r o b i ą j a k b y w c h a ł u p i e nie m i e l i co jeść.
Obecnie w ś r o d o w i s k u jestem w ł a ś c i w i e docenia­
ny, może n i e k t ó r z y zazdroszczą, m ó w i ą , że jestem
d ł u b a k , ino głową myślę i m a m p i e n i ą d z e " . (198
„Lubań").
Działalność twórcza
m i ę t n i k a r z y dzieli się

w życiorysach
j a k gdyby na

większości pa­
dwa etapy. W

�p i e r w s z y m t w ó r c a pracuje zazwyczaj na potrzeby w ł a s ­
ne i swojego ś r o d o w i s k a (rękodzieło, r z e m i o s ł o , plasty­
ko o b r z ę d o w a ) lub też w y ł ą c z n i e dla siebie. W d r u g i m
etapie zostaje „ o d k r y t y " i zaczyna t w o r z y ć dla nowego
odbiorcy. U ż y w a m t u s f o r m u ł o w a ń „w w i ę k s z o ś c i " i
„ z a z w y c z a j " gydż p o d z i a ł ten nie dotyczy wszystkich
p a m i ę t n i k a r z y . Część t w ó r c ó w , szczególnie z m ł o d s z e ­
go pokolenia, została w c i ą g n i ę t a do pracy przez osoby
już w s p ó ł p r a c u j ą c e z r ó ż n y m i instytucjami i od p o c z ą t ­
k u rozpoczęła p r a c ę dla o k r e ś l o n e g o odbiorcy spoza
ś r o d o w i s k a wiejskiego.
P o n i e w a ż obecnie interesuje nas d z i a ł a l n o ś ć t w ó r ­
ców ludowych we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u , d r u g ą g r u p ą
t w ó r c ó w z a j m ę się p ó ź n i e j .
Rynek z b y t u na w y r o b y r ę k o d z i e l n i c z e o g r a n i c z a ł
się zazwyczaj w pierwszym okresie do rodziny i w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a (z 40 w y p o w i e d z i 26 osób p r a c o w a ł o
na potrzeby swoje i wsi, a 6 w y ł ą c z n i e dla siebie),
k o r o n k a r k i i n i e k t ó r e hafciarki s p r z e d a w a ł y swoje w y ­
roby na targach i j a r m a r k a c h (15) lub też p r a c o w a ł y
na z a m ó w i e n i e d w o r u . J u ż w tyn. okresie traktowane
b y ł y jako specjalistki w s w o i m zawodzie:
„W szkołach w t y m czasie na robotach też uczyli
r ó ż n y c h takich r o b ó t e k , nic też dziwnego, że na­
sze prace były zawsze oceniane na celująco (...)
To wszystko p r z y d a ł o się żeby we wczesnym dzie­
c i ń s t w i e móc p r a c o w a ć na siebie. Były nas w t e d y
cztery, a mama p i ą t a . Pracy m i a ł y ś m y bardzo
dużo, gdyż wszystkie panny dziedziczki z okolicy
o b s t a l o w y w a ł y u nas w y p r a w y , a wiadomo, że
do w y p r a w y n a l e ż a ł o bardzo dużo bielizny p o ś ­
cielowej, koszul nocnych, dziennych, o b r u s ó w , ser­
wetek, c z e p k ó w , chusteczek. Jak w k a ż d y m za­
wodzie, tak i w naszym w y ł a n i a ł y się specjali­
zacje. K a ż d a z nas miata dla siebie u l u b i o n ą tech­
n i k ę , jedna n a j ł a d n i e j r o b i ł a pościel, inne z n ó w
serwetki s z y d e ł k o w e , mama w y k o r z y s t y w a ł a to,
trafnie i s k r z ę t n i e d y r y g o w a ł a r o b o t ą " . (57, J.S.).
Garncarze w okresie przedwojennym i zaraz po wojnie
zbywali swoje w y r o b y na targach i j a r m a r k a c h , a t a k ż e
we wsi i najbliższej okolicy sam' r o z w o ż ą c towar lub
też o d s p r z e d a j ą c cały w y p a ł handlarzom.
Pisanki, k w i a t y , palmy, w y c i n a n k i , r e k w i z y t y ob­
r z ę d o w e w y k o n y w a l i zazwyczaj t w ó r c y dla siebie i dla
w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a nie z a j m u j ą c się s p r z e d a ż ą na
w i ę k s z ą skalę.
W r z e ź b i e — znaczna część t w ó r c ó w p r a c o w a ł a dla
siebie, k r y j ą c się ze swoim, j a k sami o k r e ś l a j ą : „ h o b ­
b y " (27 z 42 wypowiedzi) lub też o f i a r o w y w a ł a prace
znajomym, rodzinie (16), n i e i i e i i i a zaś grupa r z e ź b i a r z y
(4 osoby) w y w o d z ą c a s w ą t w ó r c z o ś ć od zabawkarstwa
z b y w a ł a swoje w y r o b y na targach.
Tak w p r z y b l i ż e n i u w y g l ą d a ł pierwszy okres dzia­
łalności t w ó r c z e j p a m i ę t n i k a r z y , do momentu p r z e ł o ­
mowego, j a k i m stało się (dla większości) odkrycie t w ó r ­
cy przez m e c e n a s ó w i generalna zmiana odbiorcy prac.
Stosunek t w ó r c ó w do w ł a s n e j pracy w i ą ż e się za­
zwyczaj z rodzajem i charakterem w s p ó ł p r a c y z no­
w y m i odbiorcami.
Wśród n o w y c h o d b i o r c ó w w y t w ó r c z o ś c i
ludowej
n a j p o w a ż n i e j s z y m jest bezsprzecznie „Cepelia". W s p ó ł ­
pracuje z n i ą 82% tkaczek, hafciarek i koronkarek,
83% osób z a j m u j ą c y c h się p l a s t y k ą o b r z ę d o w ą , 84%
garncarzy i 55% r z e ź b i a r z y . S t ą d też n a j w i ę c e j o p i n i i
i sądów dotyczących k o n t a k t ó w z nowym środowiskiem
odnosić się b ę d z i e do tej i n s t y t u c j i . W sumie ze spół­
dzielniami Z w i ą z k u „ C e p e l i a " w s p ó ł p r a c u j e na r ó ż n y c h
zasadach 109 a u t o r ó w p a m i ę t n i k ó w .

P o w a ż n y m i odbiorcami prac są t a k ż e muzea oraz
l u d n o ś ć miejska k u p u j ą c a w y r o b y ludowe na j a r m a r ­
kach, wystawach i kiermaszam, organizowanych z r ó ż ­
nych okazji przez instytucje kulturalne.
R z e ź b i a r z e , poza w y m i e n i o n y m i instytucjami, n a j ­
więcej w ł a s n y c h prac s p r z e d a j ą osobom p r y w a t n y m —
kolekcjonerom, „ m i ł o ś n i k o m sztuki ludowej", turystom,
gościom zagranicznym. P r ó c z r z e ź b i a r z y jedynie w r ę k o ­
dziele z d a r z a j ą się w y p a d k i .sprzedaży wyrobów
pry­
w a t n y m odbiorcom spoza własr,ego ś r o d o w i s k a , nato­
miast w plastyce o b r z ę d o w e j i i z e m i o ś l e są to w y p a d k i
sporadyczne.
Po r o z p o c z ę c i u pracy dla o d b i o r c ó w miejskich j e ­
dynie 7 tżaczek i hafciarek oraz 8 wycinankarek 1 p i sankarek w y k o n u j e jeszcze w y r o b y na z a m ó w i e n i e w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a , nieliczna grupa r z e ź b i a r z y i malarzy
zajmuje się k o n s e r w a c j ą , rzeźbi f i g u r y do kościołów,
kaplic, stacji k r z y ż o w y c h , czasem wykonuje t a k ż e po­
piersia i obrazy do szkół i ś w i e t l i c . Powodzeniem we
w ł a s n y m ś r o d o w i s k u cieszą się t a k ż e prace odrzucone
przez komisje konkursowe i. „Cepelię" — p ł a s k o r z e ź b y
wypalane na sklejce, ś w i e c z n i k i , obrazki na pniach,
ramki itp.
Generalna zmiana o d b i o r c ó w i w y k s z t a ł c e n i e no­
wego r y n k u zbytu w y w a r ł o ogromny w p ł y w na w a r u n ­
k i materialne t w ó r c ó w , charakter ich prac, stosunek r o ­
dzinnego ś r o d o w i s k a , a t a k ż e rozumienie w ł a s n e j t w ó r ­
czości. W p a m i ę t n i k a c h znajduje w y r a ź n e odbicie zde­
rzenie t r a d y c j i i potrzeb estetycznych w ł a s n e g o ś r o d o ­
wiska z wymaganiami i gustami nowych o d b i o r c ó w
prac, nawet jeżeli sądy to nie są w p e ł n i u ś w i a d o ­
mione. Zagadnienia te niejednokrotnie poruszane b y ł y
w a r t y k u ł a c h dyskusyjnych na temat tzw. „współczesnej
sztuki l u d o w e j "
p o n i e w a ż jednak nie c h c ę z a m ą c i ć
obrazu zawartego w tytule pracy. „ T w ó r c y l u d o w i w
świetle swoich p a m i ę t n i k ó w " o g r a n i c z ę się w t y m m i e j ­
scu do refleksji j a k i e n a s u w a j ą m a t e r i a ł y w n i c h za­
warte.
Większość twórców współpracujących z „Cepelią"
jest z tej pracy zadowolona. Praca dla stałego odbiorcy
stała się d o d a t k o w y m , a niekiedy g ł ó w n y m ź r ó d ł e m
dochodów, p o p r a w i ł y się w a r u n k i materialne t w ó r c ó w
i ich rodzin.
I tak w r ę k o d z i e l e na 38 osób ocenia s w o j ą w s p ó ł ­
p r a c ę pozytywnie 31, m o t y w u j ą c to m o ż l i w o ś c i a m i za­
robku, u d z i a ł u w konkursach i k o n t a k ó w z szerszym
ś w i a t e m , wyjazdu z z e s p o ł e m cepeliowskim za g r a n i c ę ,
a t a k ż e w y ż y c i a się t w ó r c z e g o :
4

„(..) o teraz p r a c u j ę prawie na stałe, nawet m i
idzie nie najgorzej, bardzo się cieszę gdy nad­
chodzi dzień odbioru, bo lubię nawet p o t r z e ć na
m ł o d e panie, k t ó r e nieraz m u s z ą n e r w ó w d o k ł a ­
d a ć aby nam
starym w y t ł u m a c z y ć , a jednak
grzecznie z n a m i p o s t ę p u j ą i tak j a k o ś we m n i e
w s t ą p i ł ten duch siły w i d z i m i się, że i ludzie ze
wsi na mnie p a t r z ą , a nawet synowie m i m ó w i ą :
„ale mama teraz nasza zarabia tak j a k m y " i tak
ciężka droga moja do tej twórczości jest dużo
opóźniona, ale i tak nie żałuję". (71, S.S.).
C i e k a w o ś ć ś w i a t a i ludzi charakterystyczna jest z w ł a s z ­
cza dla p a m i ę t n i k a r z y z opoczyńskiego (hafciarek, w y ­
cinankarek, tkaczek), k t ó r e zazwyczaj są t a k ż e c z ł o n ­
kami zespołu tanecznego „ O p o c z n i a n k a " :
„Dziś z w i e l k i m zadowoleniem mogę s t w i e r d z i ć ,
że tą m o j ą s k r o m n ą p r a c ą rozpoczęły się prace
na w i e l k ą skalę w Opocznie. W ślad za m n ą
poszło
wiele
innych
kobiet. Jestem
bardzo
203

i

�w d z i ę c z n a spółdzielni „ O p o c z n i a n k a " , gdyż dzięki
niej od kilkunastu lat w y j e ż d ż a m na r ó ż n e spot­
kania t w ó r c ó w ludowych (z z e s p o ł e m „ O p o c z n i a n ­
ka" b y ł a t a k ż e na nagraniach do f i l m u „ W e s e l e "
w K r a k o w i e ) " . (138, R.K.).
„Nie s p o d z i e w a l i ś m y się nigdy, że n a s t a n ą lata,
że b ę d ą nas tak u w a ż a ć , że my mamy sposob­
ność z w i e d z a ć t r o c h ę ś w i a t a , a jak się gdzie po­
jedzie to się człowiek rozweseli i tak m ó w i ę do
bratowej: przyjechali by my tu, kiej by nas tu
nie powieźli? (...) Tego r o k u w lato chcemy się
z a b r a ć na w y c i e c z k ę z „ O p o c z n i a n k a " w góry,
żeby my przed s t a r o s t o m zobaczyły ś w i a t a t r o ­
chę". (93, D.S.).
Ustalona forma w s p ó ł p r a c y i stałe zarobki są najczęściej
w y m i e n i a n y m t a k ż e przez garncarzy m o t y w e m pozy­
t y w n e j oceny pracy dla „Cepelii", choć p e w n ą rolę od­
g r y w a też możliwość brania udziału w wystawach.
W ś r ó d 33 r z e ź b i a r z y w s p ó ł p r a c u j ą c y c h z „Cepelią"
17 ocenia ten k o n t a k t pozytywnie, przede w s z y s t k i m
ze w z g l ę d u na możliwość zbytu prac (14) oraz uczestnistwo w konkursach, zyskanie s ł a w y i uznania:
„ T a m do tyj „Cepelii" co ż e m r o b i ł do Katowic,
tam tych był nic p o w i e d z i a ł na to, tom żech
dość dobrze z a r o b i ł . I ty z a m ó w i e n i a m i a ł bar­
dzo d u ż e . I b y ł e c h z tego zadowolony, no boch
prace m i a ł i chcioł r o b i ć i był człowiek zdrow­
szy jeszcze. Po t y m żech zaczął w „ C z a n t o r y j e "
p r a c o w a ć . Mówili m i co bydom w kasie chorych,
co b y d o m p r a c o w a ć i b y ł e m z tego bardzo zado­
wolony i do dziśka dnia jestem bardzo zadowo­
lony". (127, K . L . ) .
„Biorę dużo udziały w konkursach i kiermaszach,
k t ó r e dla mnie są dużą w a r t o ś c i ą t w ó r c z ą . Jestem
za to bardzo w d z i ę c z n y „Cepelii", że są d o b r y m i
odbiorcami mych prac i s k ł a d a m serdeczne po­
d z i ę k o w a n i e za o p i e k ę i dobry odbiór mych prac
(...)". (36. C.T.).
Rozszerzenie zbytu na w y r o b y ludowe poza w ł a s n e ś r o ­
dowisko, n a w i ą z a n i e k o n t a k t ó w z n o w y m i odbiorcami,
z k t ó r y c h n a j p o w a ż n i e j s z y m s i a ł a się „Cepelia" spowo­
d o w a ł o u większości p a m i ę t i i i k a r z y z d e c y d o w a n ą po­
p r a w ę w a r u n k ó w materialnyiin. Najczęściej p o d k r e ś l a ­
j ą ten fakt k o r o n k a r k i , tkaczki, opisując inwestycje, j a ­
kie dzięki pracy w spółdzielni p o r o b i ł y one same i i n n i
m i e s z k a ń c y wsi.
Osoby z a j m u j ą c e się p l a s t y k ą - o b r z ę d o w ą rzadko
w y p o w i a d a j ą się na ten temat; podobnie jak r z e ź b i a r z e ,
w ś r ó d k t ó r y c h o warunkach b y t o w y c h wspomina 36
osób, o c e n i a j ą c je jako lepsze niż były (64,0%) lub na­
dal trudne (35,12%).
Obraz k o n t a k t ó w t w ó r c ó w ludowych z n o w y m ś r o ­
dowiskiem b y ł b y c a ł k o w i c i e z a f a ł s z o w a n y , gdyby nie
w s p o m n i e ć o c a ł y m szeregu k ł o p o t ó w i t r u d n o ś c i jakie
sprawia t w ó r c o m k o n i e c z n o ś ć w y w i ą z y w a n i a się z za­
m ó w i e ń , podpisywanie u m ó w , oczekiwanie na o c e n ę
k o m i s j i i o d b i ó r pracy, dogodzenie l i c z n y m k l i e n t o m
w e d ł u g i n n y c h (a nie znanych p o c z ą t k o w o t w ó r c y ) gus­
t ó w i masie innych k ł o p o t ó w , na k t ó r e „ n i e p r z y s p o s o biony u m y s ł o w o " t w ó r c a nie był przygotowany:
„ C e p e l i a " z a m ó w i ł a w 196G r o k u 60 sztuk, nie
s p o d z i e w a ł e m się, że tyle naraz z a m ó w i ą i za­
m ó w i e n i e było dla mnie trudne, bo p r z y s ł a l i m i
w formie fachowej, u r z ę d o w e j , czego ja nie mog­
łem zrozumieć. Oni w Z a r z ą d z e n i e może myśleli,

że to r z e ź b i a r z jest człowiek przysposobienia i
u m y s ł o w e g o zarazem, a to okazuje się nie, to
c z ł o w i e k c a ł k i e m zwykły, to t y l k o r z e ź b i a r z nie
p r a w n i k , nie k s i ę g o w y i nie biuralista, nie w y z ­
n a w a ł e m się na symbolach, na tych numerach,
każdy symbol ma swój numer i n a s t ę p n e z a m ó ­
w i e n i a na ostatnich symbolach, a symbole moje
gdzieś się rzuciło. Szukam, szukam, suszę głowę,
na s t a r o ś ć n a u c z y ł się r z e ż b i e r s t w a i tu się oka­
zuje, że i m u s z ę się jeszcze f o r m a l n o ś c i u r z ę d o ­
w y c h uczyć, m i a ł e m n i e m a ł e k ł o p o t u n i m doszed­
ł e m do w n i o s k u , a p r z e w r a c a ł e m wszystko, gdzie
są ostatnie symbole, aby się na nich w z o r o w a ć ,
to co mam o d s t a w i ć i tu s t r a s z ą , że za n i e w y ­
konanie k a r ę g r z y w n y o d c i ą g n ą w rozliczeniu".
(3, J.F.).
Na zbyt w i e l k ą ilość z a m ó w i e ń i b i u r o k r a c j ę najczęściej
n a r z e k a j ą r z e ź b i a r z e , k t ó r z y zazwyczaj
współpracują
z „ C e p e l i ą " na zasadzie skupu. Ż ą d a n i e zbyt dużej i l o ­
ści prac od jednego t w ó r c y w y w o ł u j e u jednych chęć
pozbycia się wszystkich zajęć nie z w i ą z a n y c h z r z e ź b ą
i mechanizowanie „ p r o d u k c j i " , u innych zaś z n i e c h ę c e ­
nie do w s p ó ł p r a c y i głębsze lefleksje na temat d z i a ł a l ­
ności „Cepelii":
„Ze Zrzeszenia o t r z y m a ł e m zaproszenie do wzięcia
u d z i a ł u w O g ó l n o p o l s k i e j wystawie r z e ź b y ludo­
wej w K r a k o w i e . Bardzo się cieszę. T e r m i n co
prawda k r ó t k i , do 15 czerwca br. trzeba prace
o d d a ć w ilości 10 sztuic, a w domu nic gotowe­
go nie mam, wszystkie prace moje m i u c i e k a j ą
i stąd z n o w u ż p r o b l e m n a j w i ę k s z y j a k i mnie stale
p r z e ś l a d u j e za m a ł o czasu na p r a c ę t w ó r c z ą , a
z a r z ą d z e n i a o d n o ś n i e t w ó r c ó w l u d o w y c h są nieraz
dziwne i nierealne. Ż a ł u j ę jednego, że nie jestem
z zawodu r z e ź b i a r z e m , m ó g ł b y m o t w o r z y ć p r y ­
w a t n y z a k ł a d i p r a c o w a ć dla „ C e p e l i i " albo cho­
ciaż hektar ziemi, m ó g ł y m p r a c o w a ć dla „Cepelii".
Nie p r a c u j ą c nigdzie „ C e p e l i a " moich prac nie
może p r z y j ą ć , trzeba p r a c o w a ć w p a ń s t w o w y m
z a k ł a d z i e pracy, a p r a c u j ą c zawodowo nie m o ż n a
wiele zrobić dla „Cepelii". Poprostu nie ma w y j ś ­
cia z tej sytuacji, a pasja r z e ź b y ludowej i jej
wykonanie stale się wzmaga. Trzeba poprostu
czekać do e m e r y t u r y i kiedy człowiek b ę d z i e już
z g r z y b i a ł y , wyczerpany z sił, też nie wiele będzie
mógł już zrobić, a może tej e m e r y t u r y się nie
doczekać. Jak do tej pory sytuacja jest bez w y j ś ­
cia". (214, H.H.).
„Pragnę urządzić jakąś pracownię i trochę ją
z m e c h a n i z o w a ć , aby p o d o ł a ć swoim z a m ó w i e n i o m ,
k t ó r y c h mam pod dostatkiem". (135, S.J.).
N i e m n i e j s z ą b o l ą c z k ą jest dla r z e ź b i a r z y zbyt długi
okres oczekiwania na ocenę prac i wynagradzanie, co
z r e s z t ą dotyczy nie tylko w s p ó ł p r a c y z „Cepelią":
„Te wszystkie oczekiwania na kontakt, na odpo­
wiedź, na ocenę poprostu mnie i nas t w ó r c ó w
zżerają, gaszą, o d b i e r a j ą w i a r ę , a p r z y s ł o w i e po­
noć m ó w i : że nawet r ę k a ż e b r a k a zbyt długo
w y c i ą g n i ę t a o pomoc może w k o ń c u z a w r z e ć się
w pięść". (117, S.S.).
Wspomniane t u kłopoty są n a j p o w a ż n i e j s z y m i i n a j ­
częściej p o w t a r z a j ą c y m i , się w p a m i ę t n i k a c h problema­
m i , z w i ą z a n y m i ze w s p ó ł p r a c ą z n o w y m i odbiorcami.
Prócz
kłopotów
w y n i k a j ą c } ch
b e z p o ś r e d n i o ze
w s p ó ł p r a c y z i n s t y t u c j a m i często wymieniane są w pa-

�m i ę t n i k a c h t r u d n o ś c i transportowe i warsztatowe
brak możliwości zdobycia surowca.

oraz

Opis t r u d n o ś c i z w i ą z a n y c h z powstawaniem no­
w y c h w y t w o r ó w k o ń c z y się często k o n k r e t n y m i propo­
zycjami pod adresem m e c e n a s ó w ; d o t y c z ą c y m i u ł a t w i e ń
w zakupie s u r o w c ó w , transportu, zmniejszenia f o r m a l ­
ności i t p .
H a f c i a r k i s k a r ż ą się na brak n i c i i p ł ó t n a , w y c i n a n k a r k i — papieru, r z e ź b i a r z e chcą b y ć zaopatrywani
przez o d b i o r c ó w w m a t e r i a ł y , n a r z ę d z i a i f a b r y ; listę
potrzeb tego rodzaju m o ż n a by m n o ż y ć . Do jednostko­
w y c h natomiast n a l e ż ą (w relacjach p a m i ę t n i k a r z y ) ta­
kie w y p a d k i j a k doniesienie m i e s z k a ń c ó w w i o s k i do
u r z ę d u finansowego na r z e ź b i a r z a , że za d u ż o zarabia,
k ł o p o t y w y t w ó r c y zabawek z t y m ż e u r z ę d e m l u b po­
danie do s ą d u przez s t r a ż p o ż a r n ą za przechowywanie
drzewa na p o d w ó r k u .
Praca dla innego niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy
m u s i a ł a w y w r z e ć silne p i ę t n o na charakterze t w ó r c z o ś c i
ludowej.
O d d z i a ł y w a n i e sztuki elitarnej na s z t u k ę l u d o w ą
istniało od czasów, k i e d y w ogóle k u l t u r a l u d o w a zaist­
n i a ł a jako o d r ę b n e zjawisko. W p r z e s z ł o ś c i j e d n a k ż e
(i to dość odległej) o d d z i a ł y w a n i e to o d b y w a ł o się na
drodze naturalnego niejako przyswajania przez k u l t u r ę
w i e j s k ą pewnych w z o r ó w r ę k o d z i e ł a i sztuki dworskiej
i miejskiej i przetwarzania jej na m i a r ę w ł a s n y c h m o ż ­
liwości, potrzeb i g u s t ó w .
Jest to obszerne zagadnienie, k t ó r e m u p o ś w i ę c o n o
n i e j e d n ą j u ż p r a c ę n a u k o w ą i nie miejsce t u na tego
rodzaju r o z w a ż a n i a . C h c ę tylko z a z n a c z y ć , że i w pa­
m i ę t n i k a c h t w ó r c ó w l u d o w y c h m o ż n a znaleźć materia­
ły s t a n o w i ą c e przyczynek do tego i n t e r e s u j ą c e g o te­
matu.
Jeden z r z e ź b i a r z y w swoisty sposób t ł u m a c z y p o w ­
stanie sztuki l u d o w e j : „ F i g u r k i i obrazy fachowe b y ł y
za drogie, sami chłopi na w z ó r r o b i ą swoje p r y m i ­
tywne ze w z g l ę d u na n a r z ę d z i a i brak w p r a w y . Z bie­
giem czasu w i ę s z k o ś ć t w ó r c ó w pod w p ł y w e m czasu
d o s k o n a l i ł a swe u m i e j ę t n o ś c i dochodząc do takich w y ­
n i k ó w , że umieszcza się je w k o ś c i o ł a c h . Ostatnio n a ­
rosło p s e u d o t w ó r c ó w i z n a w c ó w sztuki ludowej". (139,
Kmieć).
Hafciarka kaszubska spisuje t a k ż e h i s t o r i ę p o w ­
stania i rozwoju haftu ż u k o w s k i e g o , k t ó r y dzięki o p u ­
b l i k o w a n e m u w z o r n i k o w i cieszy się ostatnio n i e m a ł y m
powodzeniem w całej Polsce:
„W 1210 r o k u do klasztoru ż u k o w s k i e g o p r z y b y ł y
pierwsze N o r b e r t a n k i . One to w ł a ś n i e w p r o w a ­
dziły hat kaszubski, u c z ą c tego p i ę k n e g o dzieła
w swoich ś w i e c k i c h s z k o ł a c h . (Zbiory h a f t ó w prze­
chowywane są w kościele w skarbcu podklaszt o r n y m w Ż u k o w i e ) . Pracownie haftu b y ł y p r o ­
wadzone przez w y b i t n e siły nauczycielskie, k t ó r e
b y ł y obeznane z w y s o k ą t e c h n i k ą . S k ą d t a m m o ­
ja prababka od swoich poprzedniczek
czerpała
swoją w i e d z ę i na podstawie podpatrzonych t a m
m o t y w ó w i w z o r ó w ornamentalnych w y k o n y w a ł a
s w ą p r a c ę (...) M o t y w y dc swoich w z o r ó w 1 haf­
t ó w czerpię ze Skarbca Ż u k o w s k i e g o . W kompo­
zycjach moich w y s t ę p u j ą najczęściej takie m o t y ­
w y jak palmeta, t u l i p a n , róża, rozgwiazda morska,
margareta, niezapominajka, chaber, k w i a t k o n i ­
czyny, k w i a t granatu, dzwonki, pszczółki i inne.
W i ą z a n k i 7 k o l o r ó w — 3 odcienie niebieskiego,
czerwony, żółty, zielony, czarny. W y c h o d z ą r ó w ­
nież hafty tak zwane: „Haft k o ś c i e l n y " to znaczy

imitacja złota i imitacja srebra wykonane b i a ł ą
n i t k ą . Obwiedzone są n i t k ą b r ą z o w ą . W haftach
moich nie o d s t ę p u j ę od tradycji haftu ż u k o w ­
skiego pomimo, że mieszkam w Kartuzach, w y ­
stępuje przewaga koloru niebieskiego. C ó r k i moje
natomiast l u b i ą c z e r w i e ń i stosują j ą w m i a r ę
możliwości więcej n i ż ja. To jest dopuszczalne,
ma prawo sobie z m i e n i a ć " . (46, W.E.).
J u ż w k o ń c u X I X i p o c z ą t k a c h X X w i e k u , a szczegól­
nie w okresie m i ę d z y w o j e n n y m rozpoczęto na s z e r o k ą
skalę a k t y w i z a c j ę wiejskich
ośrodków
wytwórczych.
P o w s t a w a ł y szkoły r z e m i o s ł artystycznych, gdzie uczono
haftu, syncerki, koszykarstwa, często w e d ł u g obcych
w z o r ó w . Znane dziś ludowe o ś r o d k i hafciarskie i koszy­
karskie (Bobowa, M a k ó w ) z a w d z i ę c z a j ą p r ę ż n o ś ć szkol­
n i c t w u zawodowemu, że nie w s p o m n ę o Szkole Prze­
m y s ł u Drzewnego w Zakopanem, k t ó r a w y p u ś c i ł a dzie­
s i ą t k i znanych a r t y s t ó w .
Niemałą
zasługę w powstawaniu
znanych
dziś
o ś r o d k ó w wiejskiej w y t w ó r c z o ś c i artystycznej położyły
entuzjastki, zazwyczaj w ł a ś c i c i e l k i d w o r ó w , ucząc k o ­
biety wiejskie r ę k o d z i e ł a artystycznego jak np. Hele­
na M o s z c z y ń s k a w Golinie (haft „ s n u t k o w y " czy W a n ­
da Modzelewska w G ł a d c z y n i e (haft na t i l u ) , a z w ł a s z ­
cza działacze Towarzystwa Popierania P r z e m y s ł u L u ­
dowego z prof. E l e o n o r ą P l u t y ń s k ą na czele:
„ P i e r w s z y d y w a n z r o b i ł a m z p a n i ą prof. P l u t y ń ­
ską. Było to w tak zwane „ s t a r e k w i a t k i " . Sama
jeszcze nie p o t r a f i ł a m k o m p o n o w a ć lecz przy po­
mocy prof. P l u t y ń s k i e j to m i się udało, jak r ó w ­
nież zachęciło mnie do dalszej pracy. Za k t ó r y to
d y w a n o t r z y m a ł a m od prof. P l u t y ń s k i e j p i e r w s z ą
z a p ł a t ę , k t ó r a mnie s p r a w i a ł a dużo zadowolenia
i r a d o ś c i . Więc mnie to z a i n t e r e s o w a ł o i z a c z ę ł a m
r o b i ć j u ż samodzielnie. B a r w i e n i a p r z ę d z y na d y ­
w a n n a u c z y ł a m się od w y ż . w y m . profesor. Bar­
w i l i ś m y b a r w n i k a m i n a t u r a l n y m i to jest k o r ą
kruszyny, k o r ą dębu, liśćmi brzozy, skrzypu pol­
nego i t d . z dodatkiem s k ł a d n i k ó w chemicznych,
k t ó r e to prof. P l u t y ń s k ą p r z y w o z i ł a z Warszawy
(...). P o s t a n o w i ł a m k o m p o n o w a ć dywany z mego
wiejskiego otoczenia jak r ó w n i e ż i przyrody to
jest k w i a t y , drzewa, z w i e r z ę t a , ptaki, zabudowa­
nia wiejskie, zabawy młodzieży i t p . " (208, J.O.).
„Była to osoba bardzo
p r z e m y ś l n a . W ł a ś n i e jej
p r z y s z e d ł do gołwy p o m y s ł , żeby hafty, k t ó r e zdo­
b i ł y nasze koszule p r z e n i e ś ć na serwety. P i e r w ­
szy raz u b r a ł a m się w to (co sama w y h a f t o w a ­
ł a m — M.W.) w Boże C i a ł o do kościoła (asysta) ...
nie m i a ł a m jeszcze 14 lat i n i k t nie chciał u w i e ­
rzyć, że to jest m ó j haft. Po tej pierwszej p r ó b i e
n a b r a ł a m odwagi, żeby iść do tej p a n i Modze­
lewskiej i p o p r o s i ć j ą o r o b o t ę . Pani ta (...) d a ł a
m i n i e w i e l k i komplet (...) Miał to być haft czer­
wony z czarnym (...) Ta pani zobaczyła m o j ą r o ­
b o t ę i m ó w i : „Skoro tak p i ę k n i e haftujesz to ja
ci dam haft b i a ł y " . B r a k o w a ł o jej hafciarek, k t ó r e
u m i a ł y by r o b i ć b i a ł y haft. To j u ż było t r u d ­
niejsze (...) ale się z g o d z ' ł a m i potem r o b i ł a m j u ż
ten haft i b y ł a m zadowolona, bo ten haft był
bardziej p o p ł a t n y . Od tamtej pory j u ż m i rodzice
nie potrzebowali grosza na mnie d a w a ć " . (152,
P.M).
„ N a u c z y ł a m s i ę haftu od kobiet na w s i , k t ó r e
u m i a ł y od dziedziczki, 'właścicielki Goliny Helenv
M o s z c z e ń s k i e j . Ona r o z p o w s z e c h n i ł a haft w G o l i ­
nie p ł a c ą c za hafty wykonane do kościołów i
f u n d u j ą c je k o ś c i o ł o m " . (103, GM.).
205

7

�P o t r a k t o w a ł a m szerzej nieco tę s p r a w ę , gdyż w t w ó r ­
czości p a m i ę t n i k a r z y d z i a ł a l n o ś ć tych instytucji i osób
o d e g r a ł a n i e m a ł ą rolę, jeżeli nawet nie b e z p o ś r e d n i o ,
to na skutek zakorzenionej w poprzednich pokoleniach
tradycji.
Zakres p o j ę c i a „ l u d o w y " w odczuciu t w ó r c ó w i ich
ś r o d o w i s k a w i ą ż e się ze ś w i a d o m y m o d d z i a ł y w a n i e m
o d b i o r c ó w pozawiejskich na s z t u k ę i r ę k o d z i e ł o ludo­
we. D a j ą temu w y r a z p a m i ę t n i k a r z e r o z r ó ż n i a j ą c o k r e ś ­
lenie „ l u d o w y " od o k r e ś l e n i a „ t r a d y c y j n y " , u ż y w a n e g o
w ł a ś n i e na oznaczenie w y t w o r ó w l u d o w y c h w sensie
funkcjonowania ich w kulturze w i e j s k i e j .
R o z b i e ż n o ś ć g u s t ó w ś r o d o w i s k a i o d b i o r c ó w spoza
tego k r ę g u k u l t u r y daje się z a u w a ż y ć zwłaszcza w
tkactwie i hafcie:
„ Z a j m u j ą c się p r a c ą w spółdzielni dalej w y k o nję wzory b i a ł e 1 kolorowe, k t ó r e z w i ę k s z ą c h ę ­
cią w y k o n u j ę , bo mnie to cieszy, że to jest moje
w ł a s n e i lepiej m i się p o d o b a j ą . Ja jestem na­
p r a w d ę samouk, bo w Sidzinie, ani mnie n i k t
nie odwiedza, ani ż a d e n historyk, ani etnograf —
co się m y ś l i , że p i ę k n e to się r o b i (...) Z tygod­
nia pracy t w ó r c z e j (...) Gdy p r z y j e c h a ł a m do do­
m u było już p o ł u d n i e , w i ę c nie b r a ł a m się za
haft dla spółdzielni, tylko za swoje wzory a ż e b y
o d p o c z ą ć od tak jednakowych w z o r ó w i haftowa­
ł a m b l u z k ę k o l o r o w y m i n i ć m i " . (270, B.M.).
„ K o b i e t y chciały ż e b y i m j a k n a j w i ę c e j
tkać
k w i a t y , a szczególnie róże. Wzory były r ó ż n e :
kapowe, serwetowe. Dużo z t y m było kłopotu, bo
k a ż d a kobieta chciała i n n y wzór, k a ż d e j inna
p r z ę d z a . Pani E. P l u t y ń s k a pierwsza p o k a z a ł a j a k
r o b i ć dywany ludowe. Ona pierwsza d a ł a wzór
i p o k a z a ł a jak f a r b o w a ć . Dla niej jestem bardzo
w d z i ę c z n a i bardzo serdecznie j ą wspominam, bo
to ona w ł a ś n i e mnie w p r o w a d z i ł a na d r o g ę i d l a ­
tego z o s t a ł a m t w ó r c z y n i ą l u d o w ą " . (89, K.B.).
„ K o b i e t y wiejskie jeszcze ciągle l u b i ą wzory kapo­
we — tak n a z y w a j ą , ale ja je też staram się
p r z e k o n a ć , że to niedobre, n i e ł a d n e . Myśli o tern
i moja spółdzielnia, bo w 1971 r o k u zorganizo­
w a ł a kurs tkania, żeby ta dobra t w ó r c z o ś ć l u ­
dowa się r o z w i j a ł a " . (179, G.S.).
„ T u już nie b y ł o (w pracach pod kier. P l u t y ń skiej) w z o r ó w tradycyjnych, a ludowe. I na takie
t k a n i n y m i e l i ś m y z a m ó w i e n i a od Zrzeszenia Cha­
ł u p n i k ó w w B i a ł y m s t o k u . J u ż dziś w posagu nie
poniesie dziewczyna do t e ś c i o w e j d y w a n u t r a ­
dycyjnego. Z a m ó w i l u d o w y i potrafi w y b r a ć wzór,,
n a n i e ś ć p o p r a w k i . Zaczyna i w i e j s k a młodzież
d o s t r z e g a ć a r t y z m w w y t w o r a c h ludowych". (159,
M.A.).
Ś w i a d o m e u m o w n o ś c i o k r e ś l e n i a „ l u d o w y " tkaczki, k t ó ­
re we w s p ó ł p r a c y z d o b r y m i
animatorami
znalazły
m o ż l i w o ś ć wypowiedzi t w ó r c z e j c h w a l ą sobie w s p ó ł ­
p r a c ę z „ C e p e l i ą " zwłaszcza w systemie skupu. Nowy
odbiorca p o z w o l i ł i m w y r w a ć się z z a m k n i ę t e g o k r ę g u
g u s t ó w ś r o d o w i s k a wiejskiego i d a ć w y r a z w ł a s n e j i n ­
wencji t w ó r c z e j :
„W B i a ł y m s t o k u są d w a p u n k t y „Cepelii". W j e d ­
n y m k u p u j ą w y r o b y od tkaczek wykonane z w ł a s ­
nego surowca i o nowych wzorach i kompozy­
cjach (...) Zdolne tkaczki i s t a ł e m a j ą przyznane
stypendia. Jako wynagrodzenie za czas p o ś w i ę c o ­
ny na nowe kompozycje (...) Ja osobiście też tam
od czasu do czasu s p r z e d a j ę w ł a s n e w y r o b y (...)
Jeżeli m a m swój surowiec, to od czasu do czasu

206

coś nowego w y m y ś l ę i w y l k a m . Zbyt mam za­
pewniony. Bo ja p r a w d ę powiedziawszy, to lubię
zawsze coś nowego w y m y ś l e ć . C h o ć zabiera czas
to jednak sprawia dużo zadowolenia. A jak chcę
zarobić, to t k a m do swojej „ C e p e l i i " (...) i chyba
nadal z o s t a n ę jej c z ł o n k i e m . C h c i a ł a b y m o t r z y ­
m a ć r e n t ę na stare lata". (171, S.Z.).
„Dla Zrzeszenia r o b i ł a m t k a n i n y ze swojej p r z ę ­
dzy. Sama f a r b o w a ł a m , o b i e r a ł a m kolory. Na­
reszcie p e ł n a swoboda wypowiadania się. Da­
wano g o t o w ą f a r b o w a n ą p r z ę d z ę , nie narzucano
w z o r ó w . A l e raczej b y ł y to wzory tradycyjne.
T r o c h ę nudne. Z a c z ę ł a m d a w a ć t r o c h ę rodzaj i
fantazji, z m i e n i a ć wzory, choć .za k a ż d y m razem
d r ż a ł a m czy chociaż ten numer przejdzie. J a k o ś
nie m o g ł a m zrobić dwóch jednakowych egzem­
plarzy". (159, M.A.).
„W Cepelii (...) b r a ł a m r o b o t ę c h a ł u p n i c z ą . T k a ­
ł a m b i e ż n i k i , m a k a t k i , narzuty o r ó ż n y c h w y ­
miarach i wzorach, k t ó r e szły na eksport. Tutaj
znowu z a c z ę ł a m sobie p r z y p o m i n a ć o moich w ł a s ­
nych wzorach. P r z e w a ż a ł y w nich p t a k i , postacie
ludzkie w r ó ż n y c h scenach obyczajowych i ele­
menty dekoracyjne. Ile ich w y t k a ł a m , kto by to
zliczył". (170, D.M.).
Gcrzej jest, jeżeli praca c h a ł u p n i c z a dla „Cepelii" za­
bija u m i e j ę t n o ś c i i i n w e n c j ę t w ó r c z ą , co t a k ż e odnoto­
w u j ą p a m i ę t n i k a r k i , choć często w pogoni za zarobkiem
same nie p r z y w i ą z u j ą do tego w a g i .
„Na b i e l i z n ę t k a ł a m p ł ó t n o , na ubranie też, tak
się n a z y w a ł a u b r a n i ó w k a . Obrusy, r ę c z n i k i w
cztery, sześć i nawet w d w a n a ś c i e niczonki t k a ­
ł a m , na pościel w dziureczki w cztery niczonki
i w trzy to b y ł o od ś w i ę t a , a na codzień t k a ł o
się takie p ł ó c i e n k o w k r a t k ę z gorem, b i a ł e z sza­
r y m , a nawet niebieskim rozbijane. To t a k ż e było
tkane p o ś c i e l o w e t k a ł a m p ł a c h t y tak zwane p r z e ś ­
c i e r a d ł a , w o r k i , chodniki. Jeszcze t k a ł a m
tak
zwane sukno (...) i szyły się duże b u r k i (świty),
z kapiszonami czyli k a p t u r a m i (...) Nawet jeszcze
t k a ł a m i na sukienki, c h o d z i ł a m w t y c h sukien­
kach do kościoła, a nawet na zabawy. Na codzień
to r ó ż n e k r a t k i , w paski. A o d ś w i ę t n e to b y ł y
przeplatane, przetykane bardzo ł a d n y m i n i ć m i z
j e d w a b i u . Od 1950 r o k u t k a ł a m c h o d n i k i dla spół­
dzielni, potem grube d y w a n i k i i dorywczo jeszcze
wzory (...) Niedawno z m i e n i ł a m p r a c ę : zamiast
d y w a n i k a grubego, szmaciska r o b i ę chodniki pod­
ł o g o w e z w e ł n i a n e j p r z ę d z y „ P o ł a m " . (173, W.J.).
Dużo ostrzej rysuje się sprawa kreowania „stylu ludo­
wego" w twórczości indywidualnej.
W opiniach r z e ź b i a r z y i malarzy brak swobody
t w ó r c z e j i n i e p e w n o ś ć oceny przez kolejne komisje k o n ­
kursowe stanowi p o w a ż n e z a g r o ż e n i e dla ich t w ó r c z o ś c i .
Oddam głos p a m i ę t n i k a r z o m gdyż s p r a w ę oceny prac
i „ s z u f l a d k o w a n i a " t w ó r c z o ś n u w a ż a j ą za tak i s t o t n ą
w swych p r z e ż y c i a c h , że p o ś w i ę c a j ą jej wiele miejsca
w pamiętnikach:
„Nie m o g ę się p o g o d z i ć z t y m , że do dzisiaj nie
ma ustalonej definicji t w ó r c y ludowego. N i e k t ó r z y
u w a ż a j ą za t w ó r c ó w ludowych tylko tak zwanych
u ł o m n y c h co nie m a j ą k o n t a k t ó w ze ś r o d o w i s k i e m
i ze ś w i a t e m i coś t w o r z ą i tych, co r o b i ą ekspo­
naty muzealne. Ja u w a ż a m t a k i c h za straszny
p r y m i t y w ludowy. Obecnie nie m o ż n a już tego
b r a ć pod u w a g ę , bo analfabetyzm został już daw­
no z l i k w i d o w a n y i s p o ł e c z e ń s t w o na wsi ma i n n y

�pogląd na ś w i a t i w y o b r a ż e n i e jak dawniej. W
m o i m przekonaniu sztuka ludowa jest tworzona
w miarę przeobrażeń i postępu zachodzącego w
danym k r a j u . W m i a r ę możliwości nabycia na
r y n k u potrzebnych m a t e r i a ł ó w n i e z b ę d n y c h do
tworzenia tego co może się z w a ć s z t u k ą ludo­
w ą " . (198 „ L u b a ń " ) .
„Do p r z y k r y c h spraw n a i e ż a ł a nieraz ocena pracy
przez r z e c z o z n a w c ó w . Jedni zachwycali się m y m i
pracami, t w i e r d z ą c , że jest to czysta r z e ź b a l u ­
dowa, na w y s o k i m poziomie, drudzy na te same
prace m ó w i l i , że są kiczem. A jeszcze i n n i , że to
p r y m i t y w i z m , a b y l i i tacy, k t ó r z y t w i e r d z i l i , że
to amatorszczyzna. T a k i m dowodem b y ł fakt, że
przez dwa lata stała moja r z e ź b a „ H u l i g a n " w
Pedeku i d w u k r o t n i e ją odrzucano, że nie nadaje
się na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą , za to w trzecim
uznano j ą jako n a j l e p s z ą z mych prac i przyzna­
no d r u g ą n a g r o d ę na wystawie
wojewódzkiej.
Bądź tu m ą d r y i pisz wiersze. Taka ocena nie
w p ł y w a m o b i l i z u j ą c o lecz odwrotnie z n i e c h ę c a do
pracy, zwłaszcza p o c z ą t k u j ą c y c h .
Dla
każdego
t w ó r c y jest potrzebny j a k i ś sprawdzian,, spra­
w i e d l i w a i s ł u s z n a k r y t y k a , bo m a ł o jest takich,
k t ó r z y by mogli t w o r z y ć w y ł ą c z n i e sobie i muzom.
Ostatecznie nie s a m ą m a n n ą lecącą z nieba czło­
w i e k żyje ale tragicznie jest gdy t w ó r c a jest za­
interesowany w y ł ą c z n i e materialnie, w ó w c z a s eks­
ponaty są kiczowate i p r z y n o s z ą więcej szkody
niż korzyści, takie jest moje osobiste zdanie".
(140, C.S.).
„Istniejąca obecnie konkurso-festiwalo-mania oraz
organizowanie j a k i c h ś „ D n i " z takiej czy innej
okazji stwarza coraz to n o w ą okazję wystaw
i p r z e g l ą d ó w oraz innych k o n k u r s ó w . Jest to na­
pewno bardzo cenne. Mamy obecnie w Polsce
chyba jak nigdy d o t ą d dużą ilość t w ó r c ó w ludo­
wych
„ o d k r y w a n y c h " z tej okazji.
Nawiasem
m ó w i ą c mnie też obecnie „ o d k r y t o " . Ale czy ta
ilość jest r ó w n o z n a c z n a z j a k o ś c i ą ? Popyt na tego
rodzaju imprezy stwarza też duże z a g r o ż e n i e . Za­
stanawiam się czy p r a w d z i w a sztuka ludowa nie
staje się j a k ą ś s z t u k ą k o n k u r s o w ą , gdzie t w ó r c y
stają się powoli w y c h o w a n k a m i k o m i s j i k o n k u r ­
sowych, t r a c ą c w ł a s n ą i n d y w i d u a l n o ś ć , u l e g a j ą c
r ó ż n y m sugestiom. Czy t w ó r c a ludowy, k t ó r y w y ­
chodzi z r a m d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h
kanonów
sztuki ludowej (...) nie jest j u ż t w ó r c ą ludowym?
(...) gdzie t k w i on mocno w rodzinnej sztuce l u ­
dowej? Jest wiele p y t a ń i z a g a d n i e ń , na k t ó r e
szukam odpowiedzi przy n a d ą ż a j ą c e j się okazji
na rozmaitych spotkaniach i miejscach. K o n f r o n ­
tuję i szukam w ł a s n e g o miejsca w t y m wszyst­
k i m . Tymczasem r z e ź b i ę to co l u b i ę i tak jak
l u b i ę . Najprawdopodobniej nie b ę d ę b r a ł u d z i a ł u ,
a jeżeli to bardzo rzadko w konkursach sztuki.
Osobiście w o l a ł b y m organizowanie wystaw z oce­
ną przez o d p o w i e d n i ą k o m i s j ę a r t y s t y c z n ą , z t y ­
powaniem miejsc bez n a g r ó d . Dla częstych uczest­
n i k ó w k o n k u r s ó w nagrody p i e n i ę ż n e s t w a r z a j ą pe­
wien bodziec do rzeźbi ;nia i uprawiania swojej
twórczości. Jednak s t w a r z a j ą też z a g r o ż e n i e w
postaci r z e ź b i e n i a tak jak się takiej czy innej
k o m i s j i konkursowej podoba. Nie n e g u j ę b y n a j ­
mniej ż a d n e j z k o m i s j i konkursowych, jednak są
w y p a d k i przy rozmaitych p r z e g l ą d a c h , że j e d n ą
i tą s a m ą rzecz jedna komisja pochwali, inne nie.
W y s y ł a m też swoje prace na r ó ż n e k o n k u r s y i
wystawy sztuki ludowej, ale bez w i ę k s z y c h rezul­
t a t ó w (...) S p r a w i a m t r o c h ę k ł o p o t u gdyż nie w i a ­

domo jak mnie z a s z u f l a d k o w a ć , bo to ani n a i w n y
t w ó r c a ludowy, ani artysta z l e g i t y m a c j ą z w i ą z ­
k o w ą , j a k p i s a ł a prasa na mój temat. Sam siebie
u w a ż a m za t w ó r c ę ludowego, gdyż r z e c z y w i ś c i e
n i m jestem. Rzeźby moje napewno naiwne ani
p r y m i t y w n e nie są, ale t k w i ą korzeniami w r o ­
dzimej twórczości ludowej oraz z niej się w y w o ­
dzą (...). Trudno b y ć p r o r o k i e m we w ł a s n y m k r a ­
j u . (...) C h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę na jedno zagad­
nienie i s p r a w ę z k t ó r ą ja osobiście i w i e l u i n ­
nych t w ó r c ó w się spotyka, a z k t ó r ą ja nie m o g ę
się zgodzić i nie m o g ę jej z r o z u m i e ć . Jest n i ą
j a k i e ś pedentyczne i niebardzo z r o z u m i a ł e „szuf­
ladkowanie" sztuki (...), a może nie sztuki co jej
t w ó r c ó w . Rozumiem, że nie m o ż n a do jednego
w o r k a włożyć t w ó r c y ludowego, t w ó r c y amatora
i artysty z l e g i t y m a c j ą z w i ą z k o w ą . Zdarza się
jednak, że t a k i ludowy t w ó r c a czy amator nie
mieści się sztywno w tych ramach, wiem, że to
trudne do uchwycenia granice, ale napewno są.
M a m y p r z e c i e ż w h i s t o r i i sztuki całą g a l e r i ę sa­
m o u k ó w . Dlaczego nie -.tworzyć takiej szansy u
nas w Polsce t a k i m ludziom. M a m na myśli stwo­
rzenie możliwości od czasu do czasu b e z p o ś r e d n i e j
konfrontacji dzieł i t w ó r c ó w , k t ó r y c h prace od­
p o w i a d a ł y b y odpowiednim k r y t e r i o m ocen.
Trzeba się też zgodzić z t y m , że margines p r z y ­
s ł o w i o w e g o „jelenia na r y k o w i ;ku" m o ż e istnieć
nie tylko w sztuce l u l o w e j , dlatego weryfikacja
prac w y m a g a ł a b y prawdziwej b e z s t r o n n o ś c i i rze­
czowości (...) B r a ł e m udział w t a k i c h wystawach
za g r a n i c ą naszego k r a j u i ż a d n ą n a d z w y c z a j n ą
r e w e l a c j ą moje prace tam nie były, jednak spot­
k a ł y się t a m z uznaniem i(...) Tam nie pytano
o l e g i t y m a c j ę z w i ą z k o w ą . Chcieliby tylko w i e d z i e ć
co mam do pokazania (...) Takie w y s t a w y p r z y ­
d a ł y b y się czasem u nas w Polsce. Na pewno
sztuce przez duże „ S " by to nie zaszkodziło, pod­
czas gdy legitymowanie a r t y s t ó w , a nie ich dzieł
na zdrowie jej nie wychodzi". (158, B.S.).
(Na konkurs ogólnopolski „ K o p e r n i k w r z e ź b i e
l u d o w e j " r z e ź b i a r z p o m a l o w a ł p r a c ę i nie d o s t a ł
nagrody.
M i m o to Muzeum
zakupiło
prace):
„(...) Ponadto w w i e l u czasopismach chociaż nie
nagrodzone moje р г а с э u k a z y w a ł y się i u k a z u j ą
(...) i przybył do mnie redaktor w celu n i e w ą t p l i ­
wie poznania tego w y k o n a w c y , k t ó r e g o praca po­
d o b a ł a się wszystkim, a nie zajęła ż a d n e g o m i e j ­
sca. Prawdopodobnie znawcy sztuki ludowej z
Warszawy uznali, że mój styl jest i n n y i to w ł a ś ­
nie mnie cieszy że mam inny styl w ł a s n y i nie
b i o r ę p r z y k ł a d u ,z innych t w ó r c ó w ludowych, u
k t ó r y c h w ł a ś n i e obserwuje się w y k o n y w a n i e r z e ź b
identycznych przez kopiowanie i powielanie. I tu
te r z e ź b y o dziwo m a j ą duże powodzenie na
wszelkich konkursach. Ale p r z e c i e ż r z e ź b a to nie
w a r z ą c h e w ani cedzak, że musi b y ć niezmienna
forma lub kubatura i nie mogę jednego zrozu­
m i e ć : czym etnografowie się p o s ł u g u j ą przy oce­
nie r z e ź b , może tu dużą rolę gra nazwisko t w ó r ­
cy lub miejsce zamieszkania. K a ż d y t w ó r c a od
dawnych c z a s ó w s t a r a ł się dać swej r z e ź b i e jak
n a j w i ę c e j życia, nie w s z y s t k i m się to u d a ł o , ale
b ł ę d e m jest hamowanie innowacji w e w s p ó ł c z e s ­
nej r z e ź b i e ludowej.
Znawcy
chcieliby,
żeby
t w ó r c a b y ł m a r i o n e t k ą i r z e ź b i ł tak jak go się
nastawi". (139 „ K m i e ć " ) .
Na r z e ź b i e i r z e ź b i a r z a c h n a j w y r a ź n i e j odbija się fa­
talny w skutkach w p ł y w kreowania „ l u d o w o ś c i " stylu
гот

�prac przez r ó ż n y c h „ m e c e n a s ó w " i komisje konkurso­
we. T w ó r c y czują się z a g u b i e ń : .
Jedni, t r a k t u j ą c y swoje zajęcie jako r z e m i o s ł o , przy­
noszące zarobek, zadowolenie i sławę, c h w a ł ą sobie
.dobre rady" r z e c z o z n a w c ó w , dc tyczące techniki, stylu
itp., ci zaś, dla k t ó r y c h w ł a s n y styl jest c e n n ą zdo­
byczą t w ó r c z ą nie chcą p o d d a w a ć się biernie ż ą d a n i o m
co az liczniejszych o d b i o r c ó w , czują się pokrzywdzeni
i zawiedzeni:
v

„W czerwcu 1973 r o k u b y ł e m na plenerze t w ó r ­
ców ludowych zorganizowanym przez Z a r z ą d W o ­
j e w ó d z k i ZSMW w K r a k o w i e . Plener t r w a ł 2 t y ­
godnie w Znamierowicach koło R o ż n o w a . Na ple­
nerze dopiero pierwszy raz zobaczyłem jak się
rzeźbi, bo nigdzie dotychczas nie w i d z i a ł e m w ży­
ciu jak się rzeźbi. P r z e k o n a ł e m się kto dzisiaj
tworzy p r a w d z i w ą s z t u k ę l u a o w ą dla w y ż y c i a się
artystycznego i dla p r z y j e m n o ś c i ż y c i o w e j . Jak
r ó w n i e ż m o ż n a n i e d u ż y m n a k ł a d e m pracy i spryt­
nie r o b i ć niby s z t u k ę l u d o w ą s e r y j n ą , no i pie­
niądze.
Ja plener w y o b r a ż a m sebie inaczej bo w ł a ś n i e
ma to być m o ż l i w o ś ć w y ż y c i a się artystycznego,
tworzenia coś nowego. P r z e w a ż n i e r o b i l i to co
r o b i ą seryjnie do skupu, r o z c z a r o w a ł o mnie to,
bo pierwszy dzień nie r o b i ł e m , a p r z y g l ą d a ł e m
się z boku na r o b o t ę i n a d s t a w i a ł e m uszy j a k
wielcy a r t y ś c i l u d o w i są w mowie, j a k się p ó ź ­
niej o k a z a ł o . Ja m ó w i ę m a ł o , a dużo myślę, co
dzisiaj nie popłaca, ale ja m a m t a k i charakter.
Na plenerze r o b i ł e m to czego jeszcze w życiu
nie r o b i ł e m . M o i m zdaniem ani p o ł o w a to nie
b y l i t w ó r c y l u d o w i . W czasie pleneru i po, za­
stanawiali się czy to nie zaszkodzi n i e k t ó r y m .
T y m co r o b i ą nie seryjnie i chcą r o b i ć po swo­
j e m u j a k się to m ó w i to nic nie zaszkodzi. A
spryciarzom też nic j u ż nie zaszkodzi, bo o n i już
dawno są uszkodzeni chęcią ł a t w i z n y , podpatry­
wania innych i robien a na t y m korzyści ma­
terialnych. Nie godzę się z t y m , ażeby dzisiaj
t w ó r c a nie w i d z i a ł ś w i a t a i nie w i d z i a ł nic poza
swoje ś r o d o w i s k o i nie o r i e n t o w a ł się o t w ó r ­
czości ludowej amatorskiej no i tak zwanej no­
woczesnej". (198 „ L u b a ń " ) .
;

„ J a k r z e b i y m to se już m y ś l y m o nowej rzeźbie,
j a k ą w y m y ś l e ć . Zawsze człowiek kombinuje co
by to było t a k i czym najstarsze — zabytkowe".
(127, K . L . ) .
„Może b y ł b y m r z u c i ł to wszystko, ale m i a ł e m na­
dzieję, że może k t o ś zainteresuje się m o i m i r z e ź ­
bami, r o b i ł e m na konkurs a w sztuce ludowej
nie wiadomo co kogo interesuje. Jak m i się nie
p o w i o d ł o to r o b i ł e m dla siebie. Czasem tak było,
że z a m ó w i ł sobie k t o ś j a k ą ś rzeźbę czy obrazek,
a później nie chce, bo on w o l i , żeby było k o l o ­
rowe czy tam z i n n y c n przyczyn. Wcale się t y m
nie z r a ż a m , lubię jak m a m p ó ł k ę z a p e ł n i o n ą . Moja
r z e ź b a jest nie malowana i m o ż e nie k a ż d e m u się
p o d o b a ć , widocznie mało znają się na t y m . (118,
B.A.).
„ Z a c z y n a ł e m coś d ł u b a ć , m i a ł e m p a r ę w z o r ó w go­
towych. P o w i o z ł e m do „Cepelii". T a m s p o t k a ł o
mnie rozczarowanie, okazało się, że wzory są źle
wykonane i w ogóle nie dano ich na k o m i s j ę więc
z a b r a ł e m z powrotem i w r z u c i ł e m w piec. Bo ja
wiem dzisiaj, j a k zrobię ł a d n e wzory i komisja da
mi bardzo d o b r ą ocenę to się cieszę j a k m a ł y
synek i stale staram się zrobić coś nowego i ł a d ­
208

nego aby m o i odbiorcy b y l i jaknajbardziej za­
dowoleni. Nie sprawia i n i t y l e zadowolenia w y ż ­
sza cena za dobrze w y k o n a n ą p r a c ę ile to sama
p o c h w a ł a i szacunek j a k i m mnie d a r z ą pracow­
nicy „Cepelii". (135, S.J.).
„Nie l u b i ę z r o b i ć coś na z a m ó w i e n i e , dlatego, że
odbiorca stawia w a r u n k i niezgodne z m y m sty­
lem, a często ż ą d a n a ś l a d o w n i c t w a , co u mnie
jest niedopuszczalne. R ó w n i e ż nie l u b i ę p o w t a ­
r z a ć tych samych t e m a t ó w . Najlepiej się czuję,
gdy mogę r o z p u ś c i ć wodze w y o b r a ź n i i p r a c o w a ć
nad t y m co m i podszepnie potrzeba czy j a k kto
w o l i — natchnienie". (140, C.S.).
„ M a m nieraz zwracane r z e ź b y za złą f o r m ę plas­
tyczną, ale j a k to n a z y w a j ą jest to dla mnie j a k ­
by p r z y s ł o w i o w ą o l i w ą w i e w a n ą do ognia, bo
wtedy staram się w y c h o d z i ć j a k najlepiej w swo­
jej t w ó r c z o ś c i " . (254, T.B.).
„Rzeźbiąc nie m o ż n a m y ś l e ć o zarobku, bo w t y m
w y p a d k u sztuka nie b y ł a by s z t u k ą lecz rzemios­
łem, k t ó r e r o z w i j a ł o by się na r ó w n i z zapotrze­
b o w a n i e m i c h ł o n n o ś c i ą ogółu. M o i m zdaniem
sztuka musi w y p r z e d z a ć i k s z t a ł t o w a ć (...) Często
jestem tak zrezygnowanv że g o t ó w jestem się
p o d d a ć w p ł y w o m ludzi, ale nie mogę zabić w r a ż ­
liwości swoich uczuć". (217i, K . A . ) .
Oto j a k w y g l ą d a , w relacjach p a m i ę t n i k a r z y
kreowanie „stylu ludowego". „ W y r z e ź b i ł e m kobie­
tę s i e d z ą c ą na stołku z m a s e l n i c ą , b y ł a fajna,
w y g l ą d a ł a na p r a w d z i w ą w i e j s k ą k o b i e t ę . Gruba,
w chustce na głowie, a^e t r o c h ę z e p s u ł e m , bo
lekko p o m a l o w a ł e m f a r b ą o i e j n ą . Wtedy nie w i e ­
d z i a ł e m , że ładniej w y g l ą d a jako r z e ź b a w na­
t u r a l n y m kolorze.
Na w y s t a w ę p o w i a t o w ą w 1973 r o k u latem da­
ł e m j u ż s i e d e m n a ś c i e r z e ź b z czego k i l k a zakwa­
l i f i k o w a n o na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą w Olsztynie,
O r ł y , k t ó r e od czasu do czasu r z e ź b i ł e m nie da­
w a ł e m na w y s t a w ę , bo m ó w i l i m i , że to nie nasz
region, w r z e ź b i e n i u orłów t y l k o region Podhale".
(254, T.B.).
„Na 3 sierpnia o t r z y m a ł e m zaproszenie na ze­
branie t w ó r c ó w do O d d z i a ł u w o j e w ó d z k i e g o „ A r t -Region". Na t y m zebraniu b y ł a pani etnograf
M . H . k t ó r a u d z i e l a ł a cennych rad t w ó r c o m ludo­
w y m . Z tego spotkania w y n i o s ł e m dużo korzyści.
D o w i e d z i a ł e m się п р . : że prace nie n a l e ż y w y ­
g ł a d z a ć papierem ś c i e r n y m , że należy p o z o s t a w i ć
f a k t u r ę po n a r z ę d z i u . D o w i e d z i a ł e m się j a k na­
leży p r z y g o t o w y w a ć drzewo mokre do suszenia
i j a k trzeba r o z c i e ń c z a ć farby olejne i o t r z y m a ­
ł e m wiele cennych rad, do k t ó r y c h się przysto­
s o w a ł e m (...) k a ż d a rada lub uwaga fachowca
jest p o ż y t e c z n a dla samouka". (257, J.K.).
„ P o j e c h a ł e m do Sopotu gdzie dość w y c z e r p u j ą c o
o p o w i e d z i a ł a m i p a n i mgr H . o wymogach r z e ź b y
skupowanej przez „ A r t - R e g i o n " , j a k r ó w n i e ż z w i e ­
d z i ł e m w magazynie bardzo wiele r z e ź b i n n y c h
t w ó r c ó w ludowych, co n i e w ą t p l i w i e b y ł o d!a mnie
p o ż y t e c z n e , c h o ć b y ze względu na wyrobienie
w ł a s n e g o stylu". (139, K m i e ć ) .
„Na wystawie tak m i powiedzieli: obrazy to nie
t w ó r c z o ś ć ludowa, t w ó r c z o ś ć to garncarstwo, r z e ź ­
ba w drewnie, ozdoby kowalskie, koronka, tak
s ą d z ą n i e k t ó r z y . T w o j e malarstwo to prace a r t y ­
styczne, a powinno b y ć p r y m i t y w n e i naiwne (...)
S p o t k a ł e m znajomego r z e ź b i a r z a — nie o t r z y m a ł
on wprawdzie nagrody, bo to nie b y l p r y m i t y w
lecz ślicznie w y g ł a d z o n y Chrystus na k r z y ż u i M a -

�donna z D z i e c i ą t k i e m . Wszyscy z w i e d z a j ą c y go
c h w a l i l i , chcieli z mieji'-Ч k u p i ć , ale nie s p r z e d a ł ,
bo czul sn; pokrywdzony P o r a d z i ł e m mu by sic
p r z y g l ą d a ł pracy innycn. P o p a t r z y ł i s t w i e r d z i ł ,
że są oryginalne. Tak, r z e ź b a p r y m i t y w n a jest
też bardzo ciekawa". (14, D.S.).
„Nie c h c i a ł e m pójść, poprostu siłą z a c i ą g n ę l i mnie
do „ C e p e l i i " powiedzieli, ż e owszem to jest dobre,
ale temat nie odpowiada. Kierowano mnie do
„ A r s - C h r i s t i a n a " , a przy okazji namawiano mnie
a b y m s p r ó b o w a ł rzeźbić kapele ludowe, poczet
k r ó l ó w polskich itp. W „ A r s - C h r i s t i a n a " powie­
dzieli m i , że owszem p r z y j m ą lecz m u s z ą się po­
s t a r a ć o zezwolenie na w y r ó b tych rzeczy, oraz
m u s z ę m i e ć uprawnienia. To mnie zniechęciło
i z r o b i ł e m dwie rzeźby p e ł n e m u z y k ó w , jednego
k r ó l a i rycerza. P o p r o s i ł e m kolegę, aby o d d a ł to
w „ C e p e l i i " i z a p y t a ł czy to jest dobre. P r a c u j ą c a
t a m w ó w c z a s p a n i mgr I.G. p o w i e d z i a ł a , że to
jest dobre i musi p r z y j ś ć autor tej pracy, musi
p o w i e d z i e ć c e n ę " . (214, H.H.).
„ W y k r y t o mnie przez Dom K u l t u r y we W ł o d a ­
wie (...) D o s t a ł e m d u ż ą s u m ę p i e n i ę d z y . Jak w
bajce Robinson, w y n a l a z ł e m ogień. P o c z u ł e m się
młodszy, silniejszy, ta suma 4,8 tys. p o b u d z i ł a
mnie do dalszej pracy. Od tej pory nazywali mnie
t w ó r c ą l u d o w y m " . (16, W.A.).
„W prasie codziennej nazwano nas a u t o r ó w prac
k o n k u r s o w y c h a r t y s t a m i l u d o w y m i . Ja o s o b i ś c i e
nie poczuwam się za ż a d n e g o a r t y s t ę n a w e t nie
za ludowego. Nie ja, ale prasa z r o b i ł a ze mnie
j a k i e g o ś a r t y s t ę ludowego". (83, P.J.).
N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e z w r a c a j ą u w a g ę na nie­
j e d n o l i t o ś ć k r y t e r i ó w uznawania za t w ó r c ó w ludowych
(STL). O s t r o ż n o ś ć k r y t e r ó w u z a l e ż n i o n a
jest
przede
w s z y s t k i m od regionu k r a j u . Na terenach, gdzie t w ó r ­
czość ludowa jest ż y w a k r y t e r i a ocen są surowsze, a np.
na ziemiach p ó ł n o c n y c h i zachodnich, p r a w i e k a ż d y
kto rzeźbi czy haftuje może b y ć uznany za t w ó r c ę .
Twórca i jego praca, sylwetki t w ó r c ó w
Z a w ó d czy pasja? Na pytanie to znajdujemy od­
p o w i e d ź w większości o m a w i a n y c h p a m i ę t n i k ó w . W i ę k ­
szość p a m i ę t n i k a r z y potrafi u m i e j ę t n i e łączyć p r a c ę
z z a m i ł o w a n i e m i nawet jeżeli p o d s t a w o w y m b o d ź c e m
do p o d j ę c i a pracy b y ł y trudne w a r u n k i materialne (jak
to zazwyczaj m i a ł o miejsce w r ę k o d z i e l e ) ,z czasem za­
jęcia te p r z y n i o s ł y r a d o ś ć tworzenia i s a t y s f a k c j ę t w ó r ­
czą. W ś r ó d 44 tkaczek, hafciarek i koronkarek przeszło
p o ł o w a t r a k t u j e swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarob­
kowo, a 43% t a k ż e emocjonalnie.
P r z y w i ą z a n i e do zawodu jest w ś r ó d garncarzy często
j e d y n ą p r z y c z y n ą do pozostania przy t y m r z e m i o ś l e
mimo jego uciążliwości i możliwości zmiany pracy.
W y ł ą c z n i e emocjonalne r a k t o w a n i e w ł a s n e j t w ó r ­
czości charakterystyczne jest jedynie dla o s ó b w y k o n u ­
j ą c y c h p l a s t y k ę o b r z ę d o w ą (36% z 22 wypowiedzi) oraz
r z e ź b i a r z y i malarzy (38% z 60 wypowiedzi). W ś r ó d
tych ostatnich częściej n a t o m a s t niż m o g ł o b y się w y ­
d a w a ć , mamy do czynienia z zawodowym p o d e j ś c i e m
do pracy t w ó r c z e j (28%).
O postawie wobec w ł a s n e j twórczości „ z a w o d o w ­
c ó w " w rzeźbie nie b ę d ę t u w s p o m i n a ć , g d y ż zamiesz­
czone w poprzedniej części fragmenty p a m i ę t n i k ó w są
w y s t a r c z a j ą c ą i l u s t r a c j ą ich postawy
wobec
własnej
twórczości. C h c i a ł a b y m natomiast poświęcić w i ę c e j m i e j ­
sca na przedstawienie emocji z w i ą z a n y c h z procesem
tworzenia. Nie b ę d ę k o m e n t o w a ć
tych
wypowiedzi,
+

gdyż one same m ó w i ą
własnej twórczości:

o

stosunku

pamiętnikarzy

do

„ C i ą g n i e mnie do r z e ź b i e n i a j a k żabę do b ł o t a ,
m u s z ę r o b i ć , kusi coś natura, z a m i ł o w a n i e " . (20,
CH.W.).
„ R z e ź b a to m ó j nałóg, do k t ó r e g o ciągnie mnie
j a k r y b ę do wody. Potrzebna m i jest jak po­
wietrze, słońce czy woda, jak g ł o d n e m u uprag­
niony chleb, k t ó r e g o na codzień trzeba z j a d a ć .
Bez mojej r z e ź b y nie m ó g ł b y m żyć, a życie bez
niej b y ł o b y dla m n i e niczym. Czym więcej r o b i ę
t y m w i ę c e j czuje się głód. K o c h a m j ą dlatego,
że w t r u d n y c h w a r u n k a c h j ą z d o b y ł e m dlatego,
że n i k t m i jej nie n a r z u c i ł , a to co u m i e m zdo­
b y ł e m w ł a s n ą p r a c ą " . (145, P.W.).
„Rzeźbię z p a s j ą w i e l k ą , nie czuję głodu, z m ę c z e ­
nia i t u w ł a ś n i e n a j w i ę c e j wypoczywam. Czasem
zastanawiam się dlaczego p o w i e d z i a ł k t o ś , że czło­
wiek to istota d o s k o n a ł a . Nie z g o d z i ł b y m się z
t y m . Dlaczego c z ł o w i e k musi s p a ć i t r a c i ć na to
tak cenny czas. Dlaczego 1/3 swego życia czło­
w i e k musi się w y ł ą c z y ć na ten czas ze s p o ł e c z e ń ­
stwa, musi b y ć nieczynny, a życie jest takie k r ó t ­
kie. Aż strach o t y m p o m y ś l e ć , że człowiek c h c i a ł ­
by w życiu tyle zrobić, tyle s t w o r z y ć , a życie
ucieka za k r ó t k i czas, poprostu za p a r ę m i n u t
się u r y w a i koniec. Ginie o t y m p a m i ę ć , nie do­
konane zamierzenia, ginie c z ł o w i e k istota dosko­
n a ł a " . (214, H.H.).
„ B y ł e m szczęśliwy, że r z e ź b i ę coś ł a d n e g o , t u od­
d a ł e m serce i duszę do pracy t w ó r c z e j . P a m i ę t a m ,
ojciec mnie p r z e k l i n a ł : „idź s p a ć , po c h o l e r ę ci
te dziady", ja śpię, a lampa się świeci ale ja nie
b y ł e m na tyle gapski, o b m y ł e m twarz z i m n ą w o ­
dą i p o l a ł e m głowę, p o m a g a ł o , dobre lekarstwo,
tak się s p a ć nie chciało". (13, D.F.).
„Rzeźba „ P ł a c z ą c a kobieta" była tak sugestywna,
że k a ż d y kto p a t r z y ł na n i ą p o w a ż n i a ł i często
z a m y ś l o n y długo w p a t r y w a ł się w n i ą . W ł a ś n i e
oprócz w e w n ę t r z n e j potrzeby u t r w a l e n i a swych
d o z n a ń w r z e ź b i e t a k ż e i zainteresowanie oraz
reakcje o g l ą d a j ą c y c h moje prace w p ł y n ę ł y na to,
że r z e ź b a s t a ł a się dla mnie t y m czym jest dzisiaj
tzn. t r e ś c i ą życia i chęcią do niego. M a t k a dziś
nie m o ż e m i d a r o w a ć , że p o z b y ł e m się tej p i e r w ­
szej r z e ź b y (...) M o i m i r z e ź b a m i z a i n t e r e s o w a ł a
się s ą s i a d k a , jednak na razie nie chcę się z n i m i
r o z s t a ć (...) nie m o g ę p r z y w y k n ą ć do myśli, że
coś w co w ł o ż y ł e m tyle serca m o ż n a tak po prostu
s p r z e d a ć j a k zboże czy z i e m n i a k i " . (153, M . K . ) .
„Nie znaczy to, że swych prac nie s p r z e d a j ę , cóż
b y m m i a ł z n i m i r o b i ć , nie s t a r c z y ł o b y pomiesz­
czenia, b y je m a g a z y n o w a ć , z r e s z t ą to by było
egoistyczne p o d e j ś c i e , bo jeżeli one (sztuka) coś
przedstawia, ma j a k i e ś w a r t o ś c i w i n n a służyć i
o d d z i a ł y w a ć na szersze k r ę g i s p o ł e c z e ń s t w a . Za­
tem l u b i ę , gdy moja praca stoi m i e s i ą c , czy dwa,
w z r o k mój nacieszy się nią, w ó w c z a s trafia się
amator (a tych nigdy nie brak) niech idzie l u ­
dziom służyć. S ą okresy, że w domu nic nie ma,
wszystkie
ludzie
r o z k u p i ą . W ó w c z a s czuję się
strasznie ubogi. Wydaje m i się, że zaczynam swój
dorobek od nowa". (140, C.S.).
„(...) Gdy siedzę na p n i a k u , a w r ę k a c h k a w a ł e k
drewna samym zapachem l i p y mnie zachęca, a po
w y k o n a n i u w s t ę p n y c h cięć w drewnie n a s t ę p u j e
częściowo
w y k o ń c z e n i e , to chcąc m i się bez
przerwy siedzieć i d ł u b a ć , zapomina się o p o ż y ­
w i e n i u o t r u d n o ś c i a c h , serce i ducha t w ó r c z e g o

209

�b a w i i rozwesela, g d y b y m nie m u s i a ł nie p o s z e d ł ­
b y m nawet spać. K a ż d a godzina ucieka mi m a ł ą
m i n u t ą , p o r ó w n a ł b y m wnet ten moment do m ł o ­
dej pary zakochanych i z d a j ą c y c h się nigdy ze
sobą nie r o z s t a w a ć , tak c h c i a ł b y m i ja siebie po­
r ó w n a ć " . (75, H.J.).
„Rzeźbę p o r ó w n u j ę do b r y ł y ,
według
mo.ego
mniemania r z e ź b a p o w i n n a b y ć b r y ł ą tak dosko­
n a ł ą , że po zrzuceniu jej z okna 2 p i ę t r a nie ma
prawa nic się o d ł a m a ć . Nie p o w i n n o nic wysta­
w a ć co by nie p r z y p o m i n a ł o b r y ł y . R z e ź b i ł b ę d ę
tak długo d o k ą d m i sił starczy, a gdy tej tężyzny
fizycznej zabraknie i nie b ę d ę zdolny t w o r z y ć , po­
święcę się sztuce malowania na szkle. T u w ł a ś n i e
jest pole do popisu, t u m o ż n a w y r a z i ć wszystko
w szczegółach, t u m o ż n a wszystko w y s t a w i ć i
p r z e d s t a w i a ć . T u m o ż n a zrobić to czego się nie
da w r z e ź b i e . Na szkle malowanie to temat nie
do wyczerpania". (214, Н.Ы.).
„ Z r o z u m i a ł e m , że tak j a k pisarz w y p o w i a d a się
na kartach książki, tkaczka może w y p o w i e d z i e ć
się na tkaninie (...) M o ż n a było t k a ć p a s i e k ę ojca,
ulicę mojej wsi, drzewo co od lat samotnie stało
pośród pola, s ą s i a d k ę , co ugięta pod c i ę ż a r e m w i a ­
der p r z e m i e r z a ł a drogę z domu do odległej studni
i las i r z e k ę i co m i tylko p r z y s z ł o do głowy (...)
Sama f a r b o w a ł a m , d o b i e r a ł a m kolory. Nareszcie
p e ł n a swoboda w y p o w i a d a n i a się". (159, M.A.).
Stosunek p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j pracy w a r u n k u j e
niejednokrotnie rodzaj satysfakcji jakie daje t w ó r c o m
jej wykonanie. N a j w i ę k s z y m
pragnieniem, zwłaszcza
r z e ź b i a r z y , było zyskanie s ł a w y i uznania dla swojej
twórczości, stąd też najczęściej w swoich wyznaniach
piszą o r a d o ś c i ze s p e ł n i e n i a tego pragnienia.
„ J e s t e m z tego bardzo dumny, j a k z tego, że
prosty nie uczony człowiek ma uznanie dla swego
talentu (...) dziś napawa mnie d u m ą , ż e moje
r z e ź b y jako syna przedwojennego
pastucha są
zakupywane przez muzea". (102, K.J.).
„ J e s t e m bardzo z a m i ł o w a n y do. t w ó r c z o ś c i ludo­
wej i p r a g n ę się r o z w i j a ć na wysoki poziom tak
rzeźbę j a k i zabawki ludowe. Wszelkimi siłami
b ę d ę się s t a r a ł , żeby moi odbiorcy to znaczy „ C e ­
pelia" b y l i z moich prac zadowoleni, bo w ł a ś n i e
i ja też widzę, że „ C e p e l i a " też dba o k a ż d e g o
t w ó r c ę ludowego. O t r z y m a ł e m wiele n a g r ó d w
konkursach od „Cepelii", b i o r ę zapomogi, bo
jestem teraz na rencie. Nawet się nie spodzie­
w a ł e m , że kiedyś w życiu mnie spotka t a k i za­
szczyt i z o s t a n ę t w ó r c ą l u d o w y m i będę nosił
o d z n a k ę t w ó r c y ludowego". (101, G.S.).
Niemniejsze zadowolenie sprawia t w ó r c o m ś w i a d o m o ś ć ,
że ich dzieła są potrzebne „ s p o ł e c z e ń s t w u i kulturze
polskiej", że p r z e t r w a j ą dla p o t o m n o ś c i . D u ż e znacze­
nie ma t a k ż e n a w i ą z a n i e dze.ki t w ó r c z o ś c i k o n t a k t ó w
z l u d ź m i w y k s z t a ł c o n y m i , poznanie szerszego ś w i a t a .
„Cieszy mnie to, że praca moja może p r z e t r w a ć
w i e k i , a oglądać ją m o g ą nawet moi p r a w n u k o wie. Bardzo mnie to cieszy, że podoba się k o m u ś
to co m ó j umysł i ręce p o t r a f i ą s t w o r z y ć . Nie
ma chyba nic milszego j a k zadowolenie z pracy,
k t ó r ą się w y k o n a ł o . Daje to o wiele więcej j a k
p i e n i ą d z e " . (214, H.H.).
„ M a m to zadowolenie, że te naczynie, k t ó r e sam
r ę c z n i e r o b i ę i ono wyjdzie m i ł a d n i e i k t o ś to
210

k u p i i ozdabia sobie mieszkanie, czy daje k o m u ś
prezent i to mnie cieszy, że ja swoją p r a c ą u p i ę k ­
szam k o m u ś życie". (262, O.J.).
„Lubię wyjeżdżać do miasta i na inne spotkania
i to mnie bardzo zachęciło do pracy tak j a k spot­
kanie z l u d ź m i w mieście w y k s z t a ł c o n y m i na
w y s o k i m poziomie, człowiek ma t a k i d o s t ę p , mile
się porozmawia, a p r z e w a ż n i e z b i u r e m k i e r o w ­
n i c t w a S T L , k t ó r z y o t a c z a j ą nas t r o s k l i w ą o p i e k ą
i to mnie strasznie p r z y w i ą z a ł o do w.spóżycia z
twórczością (98, A.M.).
Jestem zadowolona i szczęśliwa i potrzebna, ce­
nią m o j ą p r a c ę 1 mnie, że u t a r g u j ę , a ważniejsze,
'.e ś w i a t a i ludzi zobaczę, a ludzie mnie". (212,
!\J).
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y , szczególnie tych, k t ó r z y t r a k ­
t u j ą swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarobkowo, n a j ­
p o w a ż n i e j s z y m powodem do zadowolenia było uzyska­
ni? niezależności finansowej, „ d o r o b i e n i e się", a t y m
samym zyskanie szacunku w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a .
Pragnienie u t r w a l e n i a w ł a s n e j s ł a w y odzwierciedla
się w d a l e k o s i ę ż n y c h planach i marzeniach n i e k t ó r y c h
twórców:
„ P r a g n ą ł b y m tyle chociaż żyć ż e b y m jeszcze dzieci
w y k s z t a ł c i ł , a zarazem może z o s t a w i ł b y m po so­
bie j a k i e ś ślady, że ja k o c h a ł s z t u k ę , co pod­
k r e ś l i ł y b y moje k l o c k i lipowe lub k a w a ł k i szyb
albo p ł ó t n a czy papieru. Jeżeli mam być szczery
to c h c i a ł b y m m i e ć w i ę k s z ą izbę, w k t ó r e j to
m ó g ł b y m u m i e ś c i ć swoje i mojej rodziny rzeźby
i obrazy. Byłoby to takie m a ł e muzeum rodziny".
(237, K.W.).
„Jeżeli chodzi o mnie, to n a j w i ę k s z y m , a zara­
zem najskrytszym m o i m marzeniem jest to aby
k i e d y ś w przyszłości utkany przeze mnie, a opar­
ty na starych unikato ,vych wzorach tzw. „ p a ń ­
skich czy d w o r s k i c h " K i l i m mógł być zawieszony
w symbolu polskiej p a ń s t w o w o ś c i w odbudowa­
n y m obecnie Z a m k u K r ó l e w s k i m , gdzie w ł a ś n i e
chyba tego rodzaju w y r o b y z n a j d o w a ł y się przed
tragicznym dla nas dniem jego zburzenia. Za­
mierzam r ó w n i e ż w p a j a ć swoim dzieciom zami­
ł o w a n i e do uprawianego przeze mnie tkactwa,
aby tradycja ludowa pozostała w rodzinie i była
nadal kontynuowana". (195, G.R.).
P o d s u m o w u j ą c to wszystko, co zostało powiedziane na
temat stosunku p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j twórczo-ci
m e ż n a s p r ó b o w a ć o k r e ś l i ć i : h s y l w e t k i . Za k r y t e r i u m
w y r ó ż n i a j ą c e p r z y j m u j ę tu, j a k j u ż w s p o m n i a ł a m , sto­
sunek do w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i zdeklarowany przez sa­
mego p a m i ę t n i k a r z a , lub też w y n i k a j ą c y z całości pa­
m i ę t n i k a . Z a z n a c z y ć jednak m u s z ę , że klasyfikacja ta
może nie w p e ł n i o d p o w i a d a ć
rzeczywistości,
gdy?
opiera się ona na tak s u b i e k t y w n y m materiale ź i ó d i o w y m j a k i m są p a m i ę t n i k i .
R o z p a t r u j ą c sylwetki t w ó r c ó w , n i e z a l e ż n i e od re­
prezentowanej dziedziny w y t w ó r c z o ś c i m o ż n a podzier.ć
p a m i ę t n i k a r z y na k i l k a grup.
1. T w ó r c y w p e ł n y m znaczeniu tego słowa, działający
pod w p ł y w e m potrzeby tworzenia, nie p o d d a j ą c y się
wpływom
nacisków
z e w n ę t r z n y c h , nie zrażający się
t r u d n o ś c i a m i w odbiorze ich dziel, s t a w i a j ą c y w ł a s n ą
s a t y s f a k c j ę t w ó r c z ą przed o s i ą g a n i e m materialnych k o ­
rzyści i s ł a w y . Nie znaczy to, że nie cenią sobie po­
p u l a r n o ś c i i zarobku, jeżeli jednak te ostatnie k o l i d u j ą
z m o ż l i w o ś c i ą swobodnej w y p o w i e d z i t w ó r c z e j s k ł o n n i
są z r e z y g n o w a ć z tych k o r z y ś c i .

�T a k ą p o s t a w ę r e p r e z e n t u j ą przede w s z y s t k i m r z e ź b i a r z e
i malarze (28 w ś r ó d 60) oraz n i e k t ó r e tkaczki d y w a n ó w
p o d w ó j n y c h i hafciarek (tworząc i n d y w i d u a l n ą tech­
n i k ą „ m a l a r s k i e " kompozycje). W ś r ó d tej grupy pa­
m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o t w ó r c ó w rozpo­
c z y n a j ą c y c h s w ą d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą bez b o d ź c ó w zew­
n ę t r z n y c h , j a k też t w ó r c ó w kreowanych, k t ó r z y zostali
z a c h ę c e n i do t w ó r c z o ś c i przez r ó ż n y c h a n i m a t o r ó w (o
czym b y ł a j u ż m o w a wcześniej).
2. T w ó r c y k r e o w a n i (lub odkryci) przez instytucje czy
osoby spoza w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a i g ł ó w n i e na ich po­
trzeby u p r a w i a j ą c e d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą . W ś r ó d tych
p a m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o r z e ź b i a r z y (3J)
j a k i h a f c i a r k i i tkaczki, zwłaszcza z młodszego poko­
lenia. Grupa ta w ł a s n e zajęcie traktuje zawodowo, p r a ­
cując na z a m ó w i e n i e o k r e ś l o n e g o odbiorcy i zgodnie
z jego w y m a g a n i a m i . Wprawdzie k r y t y k u j ą oni niekie­
dy wymagania powielania w z o r ó w i w y k o n y w a n i a zbyt
d u ż e j ilości prac w k r ó t k i m czasie, j e d n a k ż e p o d d a j ą
się ż y c z e n i o m o d b i o r c ó w z a r ó w n o co do charakteru w y ­
t w o r ó w j a k i ilości prac.
3. Rzemieślnicy i r ę k o d z i e l n i c y wiejscy, z w i ą z a n i korze­
n i a m i swojej działalności z t r a d y c j a m i w ł a s n e g o ś r o ­
dowiska, a k o n t y n u u j ą c y p r a c ę , z b r a k u możliwości
zbytu na wsi, na potrzeby innego k r ę g u o d b i o r c ó w .
Charakter tej w y t w ó r c z o ś c i w n a j w i ę k s z y m stopniu na­
w i ą z u j e do modelu, k t ó r y m o g l i b y ś m y n a z w a ć t r a d y ­
cyjnym.
Do tej grupy m o ż n a zaliczyć przede wszystkim
garncarzy, tkaczki oraz większość hafciarek.
Zastosowany przeze mnie podział nie wyczerpuje
o c z y w i ś c i e w p e ł n i zagadnienia. D y s p o n u j ą c jednak tak
s u b i e k t y w n y m ź r ó d ł e m , j a k i m są dokumenty osobiste,
gazie w g r ę wchodzi i n d y w i d u a l n o ś ć t w ó r c z a z c a ł y m
b a g a ż e m w ł a s n y c h s ą d ó w , trudno byłoby u n i k n ą ć b ł ę ­
dów przy p r ó b i e szczegółowszej klasyfikacji.
Na marginesie r o z w a ż a ń o sylwetkach t w ó r c ó w m u ­
szą w s p o m n i e ć o warunkach, w j a k i c h przychodzi t w ó r ­
com, po długiej często p o d r ó ż y , b r a ć udział w r ó ż ­
nych
imprezach
folklorystycznych,
wystawach
itp.
T w ó r c y ludowi, jak wszyscy t w ó r c y są zazwyczaj l u d ź ­
m i bardzo w r a ż l i w y m i na stosunek w i d z ó w do dzieła
i jego autora. Znamienny jest p r z y k ł a d hafciarki (nie­
typowej, bo t w o r z ą c e j w i n d y w i a u a l n e j technice „ m a ­
larskiej" kompozycji) zaproszonej na otwarcie w y s t a ­
w y w S z y d ł o w c u w 1973 г о к и : „Na p r ó ż n o s z u k a ł a m
j a k i e g o ś miejsca, żeby m o ż n a było usiąść (...) A prze­
cież na parterze w dość d u ż y m pomieszczeniu nie za­
gospodarowanym m o ż n a było r o z s t a w i ć s t o l i k i i k r z e s ł a ,
k t ó r e tam w i d z i a ł a m w k ą c i e , p o k r y t e kurzem (...) kto
p o m y ś l i o poczekalni dla ludzi, kiedy w ostatniej go­
dzinie k o ń c z o n o dekorowanie wystawy (...) Na wysta­
wie (...) z a u w a ż y ł a m d w ó c h bardzo m ł o d y c h ludzi, k t ó ­
rzy swoim zachowaniem zbudzili we mnie o d r a z ę i
niechęć. Chichotanie i w y k r z y w i a n i e się nad m a l o w i d ­
ł a m i w i s z ą c y m i na ś c i a n i e , p o w i e d z i a ł o m i o nich
wszystko. B y ł a m jakoś r o z d r a ż n i o n a i zawiedziona.
M o ż e k o m u ś się nie p o d o b a ć , ale s w o i m zachowaniem
nio p o w i n n i u r a ż a ć c z ł o w i e k a , k t ó r y to w y k o n a ł i m o ż e
dla k t ó r e g o ta praca jest c z y m ś w z n i o s ł y m , czymś z
czego wykonawca jest dumny i głęboko przekonany,
że to co r o b i jest w a ż n e i dlatego m ó g ł w z i ą ć u d z i a ł
w tak zaszczytnej imprezie. Ludzie w y k s z t a ł c e n i po­
w i n n i r o z u m i e ć , że t y m p r y m i t y w n y m w y k o n a w c o m n i k t
c a ł y m i latami w ż a d n e j szkole nie k ł a d z i e wiedzy jak
ł o p a t ą do g ł o w y . T y l k o oni przez u p a r t ą w y t r w a ł o ś ć
i u m i ł o w a n i e sztuki zdobywali to co p o t r a f i ą . C i ę ż k ą
p r a c ą przez d ł u g i e lata i w ł a s n y m d o ś w i a d c z e n i e m " .
(113, B.M.).

W i e l u p a m i ę t n i k a r z y wspomina o t r u d n y c h w a r u n ­
kach pracy na stoiskach na ,Cepeliadzie'\ festiwalach
i innych imprezach, na k t ó r e przecież zostali zaproszeni
przez o r g a n i z a t o r ó w . Zaproszenie z o b o w i ą z u j e do za­
pewnienia podstawowych w a r u n k ó w : c i e p ł e g o p o s i ł k u ,
możliwości skorzystania z toalety i t p . Bez w z g l ę d u na
rodzaj
prezentowanej
twórczości i s ł a w ę nazwiska
t w ó r c y l u d o w i w o ś r o d k a c h miejskich w i n n i b y ć zawsze
t r a k t o w a n i j a k zaproszeni goście.
Perspektywy sztuki ludowej w opiniach pamiętnikarzy
P a m i ę t n i k a r z e niejednokrotnie p o d k r e ś l a j ą o p i e k ę
p a ń s t w a nad s z t u k ą l u d o w ą , zainteresowanie j a k i m cie­
szy się ona w s p o ł e c z e ń s t w i e , r o z m a i t o ś ć sposobów jej
prezentacji i t p . Nie oznacza to jednak, że na perspek­
t y w y rozwoju sztuki ludowej wszyscy z a p a t r u j ą się
optymistycznie. O ile w r ę k o d z i e l e i plastyce o b r z ę d o ­
wej ponad 90% t w ó r c ó w (na 35 wypowiedzi) przeka­
zało swoje u m i e j ę t n o ś c i i n n y m osobom (rodzinie, zna­
jomym, na kursacn „Cepelii"), w garncarstwie zaledwie
4. R z e ź b i a r z e w c i ą g n ę l i do w s p ó ł p r a c y 19 c z ł o n k ó w r o ­
dziny (23 wypowiedzi).
M ó w i ą c o b r a k u perspektyw rozwojowych w y t w ó r ­
czości ludowej j e d n i t w ó r c y p o d k r e ś l a j ą zmiany g u s t ó w
i u p o d o b a ń l u d n o ś c i wiejskiej (zwłaszcza w w y p o s a ż e ­
n i u w n ę t r z ) , garncarze natomiast
główną
przyczynę
u p a t r u j ą w możliwościach lżejszej pracy w innych za­
wodach czy zmianie miejsca zamieszkania.
Najbardziej optymistycznie na p r z y s z ł o ś ć sztuki l u ­
dowej z a p a t r u j ą się r z e ź b i a r z e . T w ó r c y ci t r a k t u j ą c swe
zajęcia zawodowo u t w o r z y l i nawet całe szkółki r z e ź ­
biarskie, gdzie w y c h o w u j ą kadry n a s t ę p c ó w , pomaga­
jących i m w wykonywaniu zamówień.
„Aby ocalić dotychczasowy t r u d i sukcesy zorga­
n i z o w a ł e m po prostu szkołę we w ł a s n y m domu
i wszystkich c h ę t n y c h i zdolnych, k t ó r z y chcieli
się p o ś w i ę c i ć tej w ł a ś n i e p i ę k n e j pracy postanowi­
ł e m n a u c z y ć tego do czego sam d o s z e d ł e m w tak
niedługim
czasie. Jaka zwycięzca
wypuściłem
spod swojej r ę k i tak się m o g ę w y r a z i ć 10 ludzi,
k t ó r y m m o g ł e m p o w i e r z y ć część pracy w y k o n y ­
wanej przeze zmnie. Z a m ó w i e n i a n a d s y ł a n e , zo­
stały wykonane. K a ż d y z tych w ł a ś n i e ludzi, k t ó ­
rzy odeszli ode mnie z a k ł a d a ł w ł a s n ą p r a c o w n i ę
i p r a c o w a ł osobiście. K a ż d y p r a c o w a ł na s w o j ą
r ę k ę , k a ż d y o b m y ś l a ł osobiście i w y k o n y w a ł nowe
wzory, aby w z b o g a c i ć s z t u k ę l u d o w ą Polski L u ­
dowej jeszcze w i ę c e j . Tak p o w s t a ł p u n k t skupu
w Nowogrodzie". (125.C.M.).
„Jeśli chodzi o s p r z e d a ż (osobom p r z y j e ż d ż a j ą c y m )
nie m o g ł e m s p e ł n i ć p r o ś b y o d w i e d z a j ą c y c h , bo
sam j u ż m a ł o r o b i ę , a syn też nie m o ż e n a d ą ż y ć ,
w y k o n a ć prac z a m ó w i o n y c h przez „Cepelię". W i e ­
le swoich w z o r ó w o d d a ł e m c h ę t n y m do tej pracy.
P i ę c i u s ą s i a d ó w ze wsi mojej i s ą s i e d n i e j r o b i
w y r o b y z moich w z o r ó w . M a m w planie dalej
k o n t y n u o w a ć tę p r a c ę , zamierzam d a ć k i l k a no­
w y c h w z o r ó w . Wszystkie wzory są z mojego re­
gionu kurpiowskiego w k t ó r y m żyję". (69, K.W.).
N i e k t ó r z y t w ó r c y , z a r ó w n o ci pesymistycznie o c e n i a j ą c y
perspektywy sztuki ludowej j a k i o p t y m i ś c i p r o p o n u j ą
na ł a m a c h p a m i ę t n i k ó w 'szereg d z i a ł a ń m a j ą c y c h p o d ­
t r z y m a ć s z t u k ę l u d o w ą . Do najczęściej p o w t a r z a j ą c y c h
się należy propozycja ograniczenia ilości organizowa­
nych k o n k u r s ó w i postawienie ich na w y ż s z y m pozio­
mie z k o m p e t e n t n y m j u r y . Inne propozycje d o t y c z ą
r ó ż n y c h f o r m propagandy sztuki ludowej w ś r o d k a c h
211

r

�masowego przekazu, ś w i e t l i c a c h , organizowanie s p o t k a ń
ze znanymi t w ó r c a m i , wystaw i p o k a z ó w w m a ł y c h
o ś r o d k c h , pomocy finansowej w organizowaniu w i ­
dowisk i t p .
Na marginesie c h c i a ł a b y m dodać, że r o z w a ż a n i a
o w ł a s n e j twórczości p r o w a d z ą czasem p a m i ę t n i k a r z y
do ogólniejszych s p o s t r z e ż e ń na temat sztuki ludowej,
sztuki w s p ó ł c z e s n e j , innych a r t y s t ó w i t p . Przytaczam
tu jedynie najbardziej charakterystyczne z tych uwag:
„ J a osób ś w i ę t y c h nie o d w a ż y ł e m się jeszcze r z e ź ­
bić, tak dostojnych osób p r z e d s t a w i ć w n a l e ż y t e j
godności, żeby i m nie ubliżyć tak jak n i e k t ó r z y
p r z e d s t a w i a j ą w postaci b a ł w a n a . W tygodniku
„Myśl S p o ł e c z n a " (...) o g l ą d a ł e m r z e ź b y , k t ó r e
r e p r e z e n t u j ą r ó ż n y c h r z e ź b i a r z y polskich w y k o ­
nane w k r a j u b ą d ź za g r a n i c ą i d o s t a j ą uznanie.
Ja osobiście nie p o c h w a l ę , r o b i ą j a k i e ś b a ł w a n y
bez ż a d n e j proporcji, bez charakteryzacji, głowa
r ó w n a t u ł o w i u , r ę k a j a k k i k u t i to n a z y w a j ą
r z e ź b ą " . (119, K.F.).
„Moim zdaniem obecnie polska sztuka ludowa
jest tak z m ą c o n a j a k polskie rzeki. Dlatego, że
dzisiaj k a ż d y się zna na sztuce ludowej, t ł u m a c z y
ludziom, k t ó r z y j ą t w o r z ą , że nie tak ma b y ć , to
trzeba z m i e n i ć , tamto dołożyć i wtedy b ę d z i e le­
piej. Przez z góry planowane ilości
produkcji
seryjnej, a sztuka ludowa nie powinna b y ć p r o ­
d u k c j ą s e r y j n ą . O k r e ś l e n i e produkcja sztuki l u ­
dowej mnie razi. Co prawda zmieniono n a z w ę
„ p r z e m y s ł " na „ r ę k o d z i e ł o " ale produkcja b ę d z i e
p r o d u k c j ą . Wiem, że to musi b y ć , bo jest o b j ę t e
w planie p a ń s t w o w y m . M o i m zdaniem etnogra­
fowie i a r t y ś c i plastycy p o w i n n i b y ć k i e r o w a n i
na etaty m a j ą c e wiele w s p ó l n e g o ze s z t u k ą l u ­
d o w ą , na tereny, z k t ó r y c h się w y w o d z ą . Bo kto
lepiej może z n a ć się na sztuce ludowej, m i ł o ś n i k
f o l k l o r u m i e s z k a j ą c y stale na danym terenie,
czy artysta po szkole z innego k r a ń c a Polski.
O b a w i a m się, że z czasem ci a r t y ś c i , k t ó r z y nie
m a j ą swojej i n d y w i d u a l n o ś c i z m i e n i ą s z t u k ę l u ­
d o w ą c h c ą c u p o d o b n i ć s z t u k ę l u d o w ą do sztuki
nowoczesnej. Obecnie bardzo modne jest i w y c h ­
walane z a k ł a d a n i e szkółek r z e ź b i a r s k i c h i m ó w i
się, że to są młodzi t w ó r c y l u d o w i i m a j ą być
w przyszłości. Ja z t y m nie m o g ę się zgodzić dla­
tego, że sztuki samorodnego tworzenia nie da się
w y u c z y ć i we w ł a s n y m stylu. Zgadzam się z prze­
w i d y w a n i a m i ostatniego zjazdu t w ó r c ó w ludowych,
że ż y w o t STL przewiduje się na około 30 lat. To
dlatego, bo teraz wszyscy m u s z ą iść do szkoły,
k t ó r y ma j a k i e ś zdolności idzie do szkoły a r t y ­
stycznej. N i e k t ó r y po szkole się zepsuje i nie wie
jak r o b i ć i co r o b i ć , bo to co teraz t w o r z ą to nie
ma na to za dużo n a b y w c ó w , jeżeli u w a ż a się
chleb malowany lub z g w o ź d z i e m , albo m u s z k ę
za dzieło sztuki". (198 „ L u b a ń " ) .

*
*

*

P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w ludo wy ch z a w i e r a j ą wiele cen­
nych, d a j ą c y c h się jeszcze niejednokrotnie w y k o r z y s t a ć
m c t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h , szczególnie do takich zagad­
n i e ń jak historia p o s z c z e g ó l n y c h dziedzin w y t w ó r c z o ś c i
ludowej w regionie reprezentowanym przez p a m i ę t n i ­
karza, t e c h n i k i i procesy w y t w ó r c z e , asortymenty w y ­
r o b ó w w r ó ż n y m okresie i t p .
Niniejsze opracowanie p o ś w i ę c o n e jest r o z w a ż a n i o m
nod osobą t w ó r c y i charakterem jego k o n t a k t ó w ze

212

ś r o d o w i s k i e m w ł a s n y m i obcym. P a m i ę t n i k i są jednak
ź r ó d ł e m mało o b i e k t y w n y m , a obraz j a k i przedstawia­
ją, m o ż e b y ć niekiedy daleki od r z e c z y w i s t o ś c i . Dopiero
b e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z t w ó r c a m i i ich d z i e ł a m i , szcze­
g ó ł o w e badania terenowe oraz p o r ó w n a n i a obu rodza­
j ó w m a t e r i a ł ó w p o z w o l i ł y b y na w y c i ą g n i ę c i e o g ó l n i e j ­
szych w n i o s k ó w . M a j ą c to na uwadze o g r a n i c z y ł a m się
w pracy do zasygnalizowania p r o b l e m ó w poruszonych
w p a m i ę t n i k a c h , n a j w i ę c e j miejsca p o ś w i ę c a j ą c w y ­
powiedziom samych t w ó r c ó w .
Po lekturze p a m i ę t n i k ó w nasuwa się jednak k i l k a
refleksji, k t ó r e j a k się wydaje m o g ą p r e t e n d o w a ć do
w m i a r ę o b i e k t y w n y c h s t w i e r d z e ń . T w ó r c a ludowy znaj­
d o w a ł zrozumienie we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u w ó w c z a s
jego praca z w i ą z a n a b y ł a z tradycjami miejscowymi
i „ k o n s u m o w a n a " przez to ś r o d o w i s k o . T w ó r c y i n d y ­
w i d u a l n i , k t ó r y c h d z i a ł a l n o ś ć niewiele m i a ł a w s p ó l n e g o
z tradycjami miejscowymi zostają zaakceptowani do­
piero w c h w i l i gdy t w ó r c z o ś ć ich zaczyna p r z y n o s i ć
widoczne efekty finansowe i p r e s t i ż o w e poza w ł a s n y m
ś r o d o w i s k i e m , co nie oznacza jednak akceptacji przez
w i e ś ich w y t w ó r c ó w . Przeciwnie — t w ó r c z o ś ć dla inne­
go niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy daleko odbiega od
g u s t ó w i u p o d o b a ń z a r ó w n o w s i jak t e ż i samego t w ó r ­
cy. Daje się w y c z u ć w p a m i ę t n i k a c h ton nieszczerości
kiedy t w ó r c y w s p o m i n a j ą , że w y t w o r y , k t ó r e w y k o n y ­
w a l i przed „ o d k r y c i e m " były n i e ł a d n e , „ale teraz już
w i e m j a k i e są ł a d n e " . N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e szczerze
m ó w i ą , że dla siebie i znajomych w y k o n u j ą inne w y ­
roby niż na z a m ó w i e n i e miasta.
Obraz twórczości ludowej j a k i w y t w o r z y ł się w
ś w i a d o m o ś c i odbiorcy miejskiego, a t a k ż e n i e k t ó r y c h
c z ł o n k ó w k o m i s j i konkursowych i k w a l i f i k a c y j n y c h jest
obrazem n a l e ż ą c y m j u ż do przeszłości etapu k u l t u r y
wsi, j u ż historycznie z a m k n i ę t e g o , „ m u z e a l n e g o " . Ele­
menty lansowanego „stylu ludowego" t a k ż e i w przesz­
łości nie tylko nie p o w s t a ł y w izolacji od w p ł y w ó w
innych ś r o d o w i s k ale n i e k t ó r e rodzaje r ę k o d z i e ł a w r ę c z
w y k r e o w a n e były przez a n i m a t o r ó w twórczości i szkoły
r ę k o d z i e l n i c z e (jak np. haft biały m a k o w s k i czy „ s n u t k i golińskie"), o czym j u ż b y ł a mowa.
Zamykanie w s p ó ł c z e s n e j twórczości w ramy w y i m a ­
ginowanej „ l u d o w o ś c i " jest b ł ę d n e z samego założenia.
Co jest dziś bardziej ludowe: d y w a n w p r ą d k i ,
tkany mozolnie przez trzecie już pokolenie tkaczek w e d ­
ług w z o r ó w z kap fabrycznych, zakorzeniony dziś w
t r a d y c j i w i e j s k i e j , czy t k a n i n a dwuosnowowa Moja
droga przez wieś, wykonana pod k i e r u n k i e m profesor
P l u t y ń s k i e j ? Czy bardziej l u d o w y jest dziergany biały
haft, rozpowszechniony przez szkołę w Makowie, czy
kolorowe k w i a t k i , k ł a d z i o n e
swobodnie na t k a n i n ę
przez h a f c i a r k ę w c h w i l i wolnej od p r o d u k c j i na za­
mówienie „Makowianki"?
Rozbieżność g u s t ó w
ś r o d o w i s k a wiejskiego i od­
b i o r c ó w w s p ó ł c z e s n y c h w y r o b ó w „ l u d o w y c h " zaznacza
się bardzo w y r a ź n i e w p a m i ę t n i k a c h o czym wspomnia­
ł a m już poprzednio (str. 28—29)
Zeby być dobrze z r o z u m i a n ą c h c i a ł a b y m p o d k r e ś l i ć
zdecydowanie, że a b s t r a h u j ę w tej c h w i l i od oceny
estetycznej w z o r n i c t w a „ l u d o w e g o " czy „ n i e l u d o w e g o " .
Chodzi m i przede w s z y s t k i m o przekonanie k o m i s j i
konkursowych, że uczenie t w ó r c ó w co jest a co nie
jest ludowe w stylu prac wprowadza absolutny chaos
w umysłach twórców.
W r ę k o d z i e l e kreowanie nowego charakteru w y ­
twórczości artystycznej na wsi, zwłaszcza pod k i e r u n ­
kiem dobrych a n i m a t o r ó w (takich jak prof. E. P l u t y ń s k a czy zespół I W P pod k i e r u n k i e m prof. Wandy
Telakowsklej) ma więcej p l u s ó w niż m i n u s ó w , jeżeli

�pobudza i n w e n c j ę t w ó r c z ą i jeżeli proces powstawa­
nie nowych t k a n i n czy h a l t ó w ma charakter t w ó r c z e ­
go w s p ó ł d z i a ł a n i a plastyka i t w ó r c y ludowego.
Nadawanie nowego k s z t a ł t u artystycznej w y t w ó r ­
czości wiejskiej musi p r z e b i e g a ć w harmonijnej w s p ó ł ­
pracy (na zasadzie partnerstwa) artysty plastyka, etno­
grafa i t w ó r c y ludowego, jeżeli w ostatecznym k s z t a ł ­
cie w y t w ó r c z o ś ć ta s t a n o w i ć ma dobro o g ó l n o n a r o d o w e .
Pozostawienie r ę k o d z i e ł a wiejskiego w „ n i e s k a ż o n e j "
formie jest absurdem, bo taka forma (jak już wspom­
n i a ł a m ) nie istnieje. Artystyczne r ę k o d z i e ł o w s p ó ł c z e s ­
nej w s i powinno c z e r p a ć (i m i e ć takie możliwości)
z najlepszych w z o r ó w dorobKu artystycznego, a nie
z o d p a d ó w k u l t u r y masowej.
Pozornie w y d a w a ć by się mogło, że w moich roz­
w a ż a n i a c h istnieje s p r z e c z n o ś ć . U w a ż a m za s ł u s z n e czy
n i e s ł u s z n e kreowanie twórczości ludowej? T a m gdzie
mamy do czynienia z kopiami w z o r ó w muzealnych,
o d t w a r z a n i e m starych w z o r ó w i f o r m sprawa jest jas­
na Chodzi m i tutaj przede w s z y s t k i m o sposób t r a k ­
towania wszelkich innowacji
i prób twórczych
we
w s p ó ł c z e s n e j t k a n i n i e wiejskiej, hafcie i t p . Nie m o ż e ­
my jej o c e n i a ć na zasadzie: „nie podobna do muzeal­
nych — nieludowa", „ p o d o b n a — ludowa". W s p ó ł c z e s ­
ne rękodzieło wiejskie musimy ocenić (zważywszy na
ogromny n a p ł y w n o w y c h w z o r ó w , nie zawsze najlep-

PRZ

1

„Zielony Sztandar" nr 8 z 27.02.1974
O m a w i a j ą c p o r ó w n a w c z o k a ż d e zagadnienie poda­
ję ilość p a m i ę t n i k ó w w k t ó r y c h z n a l a z ł a się informacja
na ten temat.
O k r e ś l e n i e „ a n i m a t o r " nie jest najlepszym sfor­
m u ł o w a n i e m , ale przyjęło się już w pracach i dys­
kusjach p o ś w i ę c o n y c h tej tematyce i z a s t ą p i e n i e go
i n n y m np. „ b u d z i c i e l " m o ż e nie b y ł o b y w ł a ś c i w i e zro­
zumiane. Pod o k r e ś l e n i e m t y m rozumiem c e l o w ą dzia­
ł a l n o ś ć osób lub instytucji m a j ą c ą na celu o ż y w i e n i e
i rozwijanie t w ó r c z o ś c i ludowej.
2

3

szych), jako dobre artystycznie, lub złe, nie n a z y w a j ą c
dobrego „ l u d o w y m " , a złego .„nieludowym w stylu".
We w s p ó ł c z e s n e j w y t w ó r c z o ś c i wiejskiej
najbardziej
— ludowe stają się w y t w o r y , k t ó r y c h w z o r n i c t w o opar­
te często na z a p o ż y c z o n y c h wzorach wrasta już w k u l ­
t u r ę w i e j s k ą i m o g ł o b y ulec z biegiem czasu, gdyby
z a i s t n i a ł y po temu w a r u n k i , charakterystycznym dla tej
kultury modyfikacjom .
W ą t p l i w o ś c i wszelkich k o m i s j i b i o r ą się zazwyczaj
z faktu, że tempo przenikania do k u l t u r y wiejskiej no­
wego (nie zawsze z d o b r y : h
źródeł
pochodzącego)
w z o r n i c t w a jest szybsze niż k i e d y k o l w i e k i dokonuje
się ono niejako na naszych oczach.
Ingerencja dobrych a n i m a t o r ó w r ę k o d z i e ł a ludowe­
go wydaje się t u konieczna, j e d n a k ż e , jak już wspom­
n i a ł a m musi o d b y w a ć się na zasadzie t w ó r c z e j w s p ó ł ­
pracy, a nie odrzucania nowej w charakterze t w ó r c z o ­
ści, bez uzasadnienia (jak to często ma miejsce) k r y ­
t e r i ó w , j a k i m i k i e r u j ą się komisje konkursowe.
Na pewno też n a l e ż a ł o b y w w i ę k s z y m , niż dotych­
czas stopniu w y k o r z y s t y w a ć u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z e haf­
ciarek i tkaczek, k t ó r e w przeszłości u m i a ł y w y k o n y ­
w a ć wszelkie, u ż y w a n e na wsi, rodzaje t k a n i n , a obec­
nie p r o d u k u j ą np. chodnik s ł o m i a n y czy szmaciak.
P r z e c i e ż celem naszym m i a ł o b y ć podtrzymywanie t r a ­
dycyjnych u m i e j ę t n o ś c i i rozwijanie twórczości ludo­
wej.
6

PISY

4

Por. np. A . Jackowski: O sztuce ludowej,
kon­
kursach i kryteriach
ocen, „ B i u l e t y n S T L " nr 11—12,
1976, s. 11—11; tegoż: Sztuka ludowa — relikt czy war­
tość żywa,
„Pol. Szt. L u d " . , R. X X I X , 1975, nr 3; K .
Piwocki, Uwagi
o zagadnieniu
tzw.
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt. L u d . " R. X X I X , 1975, nr 3; S. Błaszczyk,
Współczesne
przeobrażenia
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt.
L u d . " , R. X X I V , 1970, nr 3—4
Por. J. O r y n ż y n a , O sztukę
ludową,
W - w a 1965,
s. 38—49, W. Telakowska, W kręgu chłopskiej
kultury,
W - w a 1970
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6026" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6006">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3bf0873447dfc32cda0df7560ec63196.pdf</src>
        <authentication>7ac24c82eec3b05cd0463aaf037eba1f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71910">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71911">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71912">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71913">
                <text>Hasior, Władysław (1928-1999)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5865</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71915">
                <text>Opowieść o Hasiorze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71916">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71917">
                <text>Wróblewska, Danuta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71918">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71919">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71920">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71921">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71922">
                <text>156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM

DANUTA WRÓBLEWSKA

Opowieść o Hasiorze

R

zeźbiarze mają życie częściej gwałtowne aniże­
li spokojne. Są mniej pokorni, więcej samotni
i porywczy. Są odmieńcami. Czy to borykanie
się z kamieniem, odlewami, ciężarem warsztatu, czy
też większa niż u innych zależność od zamawiającego
powodują, że są oni wojownikami. Stwarzają byty
przestrzenne sąsiadujące z człowiekiem lub go przera­
stające, mają więc poczucie wpływania na świat fi­
zyczny. Nieodwołalność decyzji w realizacjach i zwią­
zany z tym stopień napięcia kończą się podobnie, jak
to bywa w przyrodzie: rozładowaniem-burzą. Opowia­
da się o nich, jak o Dunikowskim, całe legendy, z któ­
rych jednak sporo jest prawdą. Nie wiemy, jak było
pierwotnie, w dawnych czasach tworzenia katedr,
jednak warsztat, jego uwikłania i dynamika zawsze
były te same. Uwaga dla inności rzeźbiarskiego tem­
peramentu zaczęła się na dobre od Michała Anioła.
Toteż o rzeźbie, życiu i mozole jej twórców chętnie
czyta się monografie czy powieści.

W polskiej biografistyce, stosunkowo zresztą ubo­
giej, jeśli chodzi o sztuki piękne, ten temat jest jednak
na dalekim planie. Rzeźba jako przegląd form jest nie­
często podejmowana i nie budzi szczególnych emocji.
Podobnie twórczość rzeźbiarska pojedynczych arty­
stów. Dzieje się tak może i dlatego, że u nas raczej
uświęca ona zamówienie, aniżeli podrażnia oko, jest
solenna i mniej prowokuje przestrzeń. Toteż za praw­
dziwą niespodziankę trzeba przyjąć rzecz o Hasiorze
pióra Hanny Kirchner, skądinąd znawczyni i anality­
ka słowa literackiego. To jest książka dla każdego czy­
telnika zainteresowanego człowiekiem-twórcą. Bar­
dzo dobrze, że portret (głównie psychologiczny) tego
rzeźbiarza naszkicowała osoba stojąca z boku, nie za­
rażona ścisłym profesjonalizmem, za to wrażliwa
i współczulna życiu z bagażem talentu.
Choć książka została przez autorkę nazwana opo­
wieścią na dwa głosy, to jej zawartość jest w pewien
sposób polifoniczna. Hanna Kirchner pisze o zawiłych
dziejach swojej przyjaźni z Hasiorem od pierwszej wi­
zyty w zakopiańskiej pracowni po jego czas ostatni. Są
to wspominania niewolne od sentymentu, swobodne
i szczere, czasem - dla porównania lub wyjaśnień skokowo mieszające lata. Skrupulatnie wyliczają zda­
rzenia, ale i czyta się w nich także o szaleństwie wy­
obraźni, śledzi wzloty i upadki artysty, podlicza jego
triumfy i jego sprawy przegrane. Czuje się żar samospalania w sztuce, ale obok dostrzega również wódkę,
przestrzeń banału i fałszu, a także niełatwy charakter
artysty, który był tłem wielu powikłań. Tę przejmują­
cą relację rytmicznie przerywa głos samego Hasiora
z jego listów do Kirchner, kiedy, jak w dzienniku, do-

156

�156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM

D anuta Wróblewska • OPOWIEŚĆ O HASIORZE

nosił o wszystkim, co uznawał za ważne. Pisał krótko,
raczej dawał sygnały, niż opisał zdarzenia, i owe wol­
ne od gadulstwa kartki były - obok rozmów tych
dwojga - wglądem w jego życie. Ciekawy jest ton tych
zapisków. Wobec autorki Hasior zachowywał zawsze
pełen atencji dystans, równocześnie mając ją za cel
zwierzeń i zawierzeń. Nawet te najzwięźlejsze mają
swoją dramaturgię i kierunek. Odgaduje się, że
„Wielka Miła Wspaniała Pani” była mu oparciem
w ciemnych chwilach, ale też i to, że wiedział, iż to
ona poniesie jego sławę dalej. W jakiś sposób na to li­
czył. Poza czcią dla adresatki za dobrodziejstwo uwa­
gi dla jego osoby Hasior, sam słowotwórczy i bystry,
przez tę korespondencję jak gdyby wspinał się powy­
żej wszystkiego, co go otaczało. Przyjaźń z badaczką,
przypieczętowana ciepłą korespondencją, wyraźnie go
wyróżniała, może nawet dopingowała.
Są w książce jeszcze teksty drukowane przez
Kirchner w czasopismach artystycznych i literackich.
Pisane w zachwycie, trochę ponadczasowo, dla po­
tomnych, dawały szeroką i bardzo literacką egzegezę
tej sztuki i jej korzeni.
W opinii piszącej spotykały się tutaj wczesny nadrealizm, gest ekspresjonisty, cząstki cywilizacyjnego
śmietnika, ale przede wszystkim - duch sztuki sakral­
nej, elementarz dewocyjny, chłopska wyobraźnia lu­
dowa. Był przecież Jankiem Muzykantem spod Nowe­
go Sącza (jak siebie nazywał), z tą strefą rodzinnie po­
łączonym. Zanim na taką swobodną heterogeniczność
przyszła w świecie moda, on już taki był. Wobec jej
częstego niezrozumienia, teksty Hanny Kirchner sta­
wały mu się tarczą obronną. Wzięte z progu obrzędo­
wości, teatru i magii kolaże Hasiora, wzbogacane

0 dźwięk, ogień i wodę, były - jak pisała autorka tych
tekstów - zmierzeniem się ze sztuką totalną. Ich me­
taforyczna rzeczywistość przyjmowała do swego leksy­
konu strzępy dzisiejszego i przeszłego świata, kulturę
1 naturę, żart i patetykę formy, nadając temu zazębia­
niu ślad filozoficznej refleksji. Trzeba było sporej wraż­
liwości, by tę zawartość oddać. Kirchner to zrobiła.
Te teksty są operacją monumentalizowania arty­
sty, jest więc tak, jakby szkła, chorągwie, metafizycz­
ne pejzaże i ironiczne kukły Hasiora znalazły sąsiedz­
two spiżu słowa. Zestawienie bliskiego planu przyjaź­
ni ze skalą wielkiej sceny to ciekawy zabieg.
Trzy wątki splatają się jak w warkoczu, warunkują
siebie i siebie uzupełniają. Każdy z nich zamyka inną
emocję. Najważniejszy jest pierwszy. Wspominanie
przyjaciela, który odszedł, jest wspominaniem gorącz­
ki młodości, powrotem do historii jakby wyjętej z kart
dawnej powieści, przeżywanej do tego w świetle sztuki-kapryśnicy, przemiennie poetyckiej, ironicznej i tra­
gicznej. Świadomość tragiczna, ona chyba była u H a­
siora najsilniejsza. I ją tropiła Kirchner pod kamufla­
żem formy, pod płaszczem ironii, groteską, zabawnymi
połączeniami rekwizytów. I to ona do uważnego widza,
jakim była biografistka, przemawiała najsilniej.
W swojej książce Hanna Kirchner na nowo wpa­
truje się w osobę, której inność ją interesuje. A może
pod jej pociągającym pretekstem wpatruje się przede
wszystkim w tajemnicę sztuki - czegoś nie do końca
zrozumiałego, nieprzydatnego i jednocześnie olśniewa­
jącego. Widzi, jak burzy ona życie i w pewnej mierze je
wynagradza, jak zagarnia w nim wszystkie siły. Jak, po­
pychając człowieka w górę, w tym życiu jest naczelna.

Wniebowzięcie

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5993" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5973">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ae4f8dfe89f760bc3f40498ac5a6d759.pdf</src>
        <authentication>f15e0aa41b8d16971debf83511f89b95</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71500">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5574</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71501">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71502">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5183</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71504">
                <text>Analiza recepcji serialu "Siódme niebo" w Polsce/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71505">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.18-31</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71506">
                <text>Wróblewski, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71507">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71508">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71509">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71510">
                <text>Filip
W r ó b l e w s k i

Analiza recepcji serialu
Siódme niebo w Polsce

1

CSiódme
niebo (7th Heaven), zgodnie z re^
komendacją zaczerpniętą z internetu, to
K j
opowieść „o życiu wielodzietnej rodziny
Camdenów na przedmieściach wielkiego mia­
sta. Akcja serialu rozgrywa się w fikcyjnym mia­
steczku północnej Kalifornii - Glen Oak. Pastor
Eric Camden, jego żona Annie oraz siedmioro
ich dzieci prowadzą życie, jakiego można tylko
pozazdrościć" . Serial ten można by uznać za
urzekającą egzemplifikację rajskiego toposu. To
także saga rodzinna na miarę Dynastii czy Mody
na sukces, pełna namiętności i niebywałych sytu­
acji, z jakimi przychodzi się mierzyć bohaterom.
Pokrzepiająca jest przy tym wizja żywych i trwa­
łych więzi rodzinnych. Jednakże Siódme niebo
2

1

Zasadniczy zrąb niniejszego tekstu powstał na przełomie

maja i czerwca 2007 r., toteż powinien być rozpatrywany

zasługuje na uwagę z jeszcze innego względu,
mianowicie tylko w tym serialu możemy się do­
szukać archetypicznego obrazu chrześcijańskiej
rodziny, bliskiej Bogu i kultowi religijnemu.
W żadnym innym przypadku - prócz hucznych
ślubów z welonem, druhnami i marszem Men­
delssohna - nie mamy do czynienia z takim
wymiarem obecności przedstawień religijnych
w serialu telewizyjnym .
Siódme
niebo towarzyszy polskim telewi­
dzom od 1996 r., kiedy to rozpoczęto jego pro­
dukcję w Stanach Zjednoczonych, a zakończo­
no ją po jedenastu sezonach, z których w Polsce
do tej pory wyemitowano osiem. Przyczyn tego
opóźnienia nie będziemy omawiać, mimo że
3

2

Ze strony: http://www.7th-heaven.awp.waw.pl/,

10.06.2007.

tylko i wyłącznie w kontekście społeczno-politycznym

3

tamtego okresu.

pełni od 2000 r. serial Plebania, który należy traktować jako

Spośród rodzimych produkcji taką rolę z powodzeniem

poddaną glokalizacji adaptację amerykańskiego formatu.

BARBARZYŃCA

E(1E| PD08

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce
wymagałaby tego zaproponowana przez Jasona
Mittella metodologia medioznawcza. Analiza
tekstów telewizyjnych wymusza na badających je
osobach posłużenie się kategoryzacjami gatun­
kowymi dotyczącymi poszczególnych sekwencji
strumienia telewizyjnego. Te zaś wywiedziono
wprost z teorii literaturoznawczej, kładącej na­
cisk na aspekt estetyczny (topika, narracja, styl),
ideologiczny bądź historyczny dzieła .
Mittell odrzuca takie podejście, uznając je za
niewystarczające. Dla niego analiza gatunkowa
jest równoznaczna z definiowaniem, interpreta­
cją i oceną praktyk dyskursywnych. Środki temu
służące to, po pierwsze, badanie medium i jego
specyfiki (strumień telewizyjny), po drugie, ne­
gocjacja między specyficznością a ogólnością,
weryfikacja intertekstualna cech zbieżnych lub
stanowiących o wyjątkowości danego programu.
Trzecim elementem jest genealogia dyskursywna
mająca na celu rekonstrukcję historii gatunku, to
jest ustalenie tego, co w nim stabilne, a co zmien­
ne. To także odnalezienie uwarunkowań zmiany
i ustalenie jej wpływu na to, co stałe. Po czwarte,
gatunek rozpatrywany jest jako praktyka kultu­
rowa. Ostatnim elementem analizy gatunkowej
jest próba usytuowania programu w systemie
kulturowych relacji hierarchii i władzy .
Z zaproponowanej aparatury metodologicz­
nej na użytek niniejszej analizy posłużymy się
w znacznej mierze ostatnimi dwoma narzę­
dziami, pozostałe posłużą co najwyżej za ich
uzupełnienie. Wobec powyższego należy zasto­
sować klasyfikację kognitywną, uwzględniającą
procesy modelowania, organizowania i definio­
4

5

4

J. Mittell, ,4 Cultural Approach to Television Genre

19

wania rzeczywistości przez samych odbiorców.
Ujmują oni Siódme niebo jako serial „typowo
familijny" , tym samym nacisk zostaje położony
na treść (zdarzenia) oraz elementy świata przed­
stawionego (postacie, miejsca i przedmioty),
pozwalające wyodrębnić tę kategorię z pomi­
nięciem kontekstu kanału medialnego. Zostają
zatem zmarginalizowane dociekania naukow­
ców prowadzone w duchu Gramsciego, mające
na celu zdemaskowanie hegemonii przemysłu
kulturalnego. Zatem dla przeciętnego widza nie
jest istotne, kto nadaje, ale co jest przedstawiane.
Jest to pozornie pochopny sąd, jednak w pełni
odzwierciedlający potoczne podejście odbior­
ców nieuwzględniających struktury strumienia
telewizyjnego.
Problematyczne jest samo zlokalizowanie
omawianego serialu w rzeczonym strumieniu, bo­
wiem nieciągły charakter nadawania oraz zmiany
pory i dnia emisji, jak też samego kanału, prze­
kładają się na płynność kontekstu programowego.
Problem ten wymagałby osobnego studium.
W kontekście sytuowania serialu w strumie­
niu telewizyjnym na uwagę zasługuje strukturyzacja wieku odbiorców I tak w przypadku sobot­
niego porannego pasma najwcześniej pojawiają
się programy dla dzieci; kolejne są skierowane do
młodzieży i, ewentualnie, całej rodziny. Pozwala
to odtworzyć model praktyk odbiorczych, jakim
posługuje się TVP przy formułowaniu ramówki.
Mianowicie, j ak mogłaby sobie życzyć owa stacj a
- co niekoniecznie musi mijać się z prawdą - so­
bota jako dzień wolny od pracy pozwala na dłuż­
szy sen czy wręcz poranne lenistwo. Wyobra6

ze stron: http://www.7th-heaven.awp.waw.pl/, http://

Theory, [w:] Television Studies Reader, red. R.C. Allen,

www.7thheaven.ofpl/, http://siodme.niebo.filmweb.pl/

A. H i l l , Routledge, London and New York 2004, s. 172.

Si%c3%b3dme + niebo + 1996 + opisyFilmDescriptio

5

Ibid., s. 176-179.

ns,id = 95726, http://forum.serialowo.com/viewtopic.

6

Określenie to pojawia się wielokrotnie w wypowiedziach

php ?p = 17440#17440&amp;sid=c7f9ff7eaaf61c5e409cf3a7d676

internautów jako sposób definiowania czy
rekomendowania serialu. Dla przykładu opisy serialu

W)

PD08

BARBARZYŃCA

fe03, 28.05.2007.

�Filip Wróblewski

20
żenię to zakłada obecność telewizora podczas
czynności porannych czy przedpołudniowych,
uwolnionych od pośpiechu, jaki towarzyszyłby
im w pozostałe dni. Równocześnie czas wolny,
jakim dysponują potencjalni widzowie, wymaga
zagospodarowania, co przy rodzinnym charak­
terze weekendu sprzyja wspólnemu oglądaniu
telewizji. Należy zaznaczyć za Mateuszem Halawą, że „telewizja używana jest w domach [...]
do rozróżnienia między czasem pracy a czasem
odpoczynku" , przy czym w ujęciu niniejszym
stanowienie czasu wolnego uzależnione jest od
płci, statusu zawodowego połączonego z etapem
życia oraz miejsca zamieszkania warunkującego
działalność widza.
Niemal stała pora emisji oscylująca między
9.00 a 9.30 ma niebagatelne znaczenie ze wzglę­
du na rutynowy, jeśli nie rytualny, charakter
oglądania telewizji oparty na przyzwyczajeniu.
Mimo wszystko powyższe godziny są bardziej
neutralne n i ż godz. 10.20, o której emitowane
jest Siódme niebo, ponieważ nie ograniczają
mobilności telewidza, natomiast ostatnia z po­
danych pór dezorganizuje zarządzanie czasem
i aktywnością, skazując odbiorców na doko­
nywanie częstokroć przykrych wyborów, pole­
gających na rezygnacji z oglądania programu.
Przyjemność odbioru wymaga komfortu wy­
kluczającego presję. Rezygnacja bądź poczucie
7

7

M . Halawa, Życie codzienne z telewizorem. Z badań

terenowych, WAiĘ Warszawa 2006, s. 53-54.
8

Z. Krasnodębski, Homo hierarchicus. Ranking

zawodów,
9

.Wprost" 2007, nr 20, s. 36-42.

Ibid., s. 39. Powyższy rodzaj zajęcia zajął piętnastą
B. Wciórka, Zaufanie w sferze publicznej i prywatnej.

Komunikat z badań,

Jak zaznaczono na wstępie, zasługującą na
uwagę cechą publicznego strumienia telewizyj­
nego w Polsce jest obecność reprezentacji grup
społecznych szczególnego zaufania i prestiżu.
Obecnie są to przede wszystkim lekarze i na­
uczyciele (także wykładowcy akademiccy) , nie
powinna zatem dziwić ich obecność w serialach
telewizyjnych, takich \akKlan czy Na dobre i na
złe. Jednakże to niejedyne grupy obecne w tele­
wizji publicznej, obok nich szczególne miejsce
zajmuje duchowieństwo, które choć jako zawód
wydaje się znacznie mniej prestiżowe (44,3%) ,
wciąż cieszy się dużym zaufaniem społecznym .
8

9

10

związane z lustracją Kościoła rzymskokatolickiego
nieznacznie zmieniły uprzednio notowany poziom

prestiżu

pozycję w dwudziestomiejscowej skali prestiżu zawodów.
10

straty przypominają, że czas wolny jest regla­
mentowany, tym samym przyjemność płynąca
z zapomnienia o jego ograniczonym charakterze
zostaje zmącona, wręcz zakwestionowana.
Analogicznie do pasma niedzielnego, w so­
boty Siódme niebo stanowi program przejścio­
wy między filmami animowanymi, takimi jak
Pettson i Findus czy Były sobie odkrycia, będące­
go kontynuacją Było sobie życie, skierowanymi
do dzieci, a magazynami tematycznymi. Nie
bez znaczenia jest chrześcijański program dla
młodzieży Ziarno, bezpośrednio poprzedzający
serial. Tym samym struktura pozycjonowania
odbiorców została zachowana.

Centrum Badania Opinii Społecznej,

zaufania, co wykazuje przywołany j u ż artykuł Zdzisława
Krasnodębskiego. Natomiast znacznie pogorszyły
się w tamtym okresie oceny działalności Kościoła
rzymskokatolickiego jako instytucji, z poziomu 68%
w październiku 2006 r. spadły do 59% w styczniu 2007 r.
M . Wenzel, Opinie o działalności

instytucji publicznych.

BS/39/2004, Warszawa 2004, s. 6-7, http://www.cbos.

Komunikat z dwusetnego badania problemów

pl/SPISKOM.POL/2004/K_039_04.PDF, 8.06.2007.

Centrum Badania Opinii Społecznej, BS/17/2007,

Trend ten utrzymuje się na stałym poziomie oscylującym

Warszawa 2007, s. 4-5, http://www.cbos.pl/SPISKOM.

wokół 75%. Wydarzenia pierwszych miesięcy 2007 r.

POL/2007/KJ) 17_07.PDF, 9.06.2007.

BARBARZYŃCA

kraju,

PD08

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce
Niezależnie od tego, czy to wyłącznie polska ce­
cha, czy nie, koloryt lokalny wymusza obecność
księży w mediach, a zwłaszcza w stereotypowych
przedstawieniach społeczeństwa. Nie dziwi za­
tem popularność takich seriali jak Plebania czy
Ranczo , potwierdzających niebagatelną rolę
kapłanów w życiu wspólnot lokalnych i ogólnopaństwowych. Ów klerykalizm telewizji może
drażnić, o czym świadczy dosadność wypowie­
dzi jednego z respondentów Mateusza Halawy,
zarzucającego mediom nadreprezentację świa­
topoglądu katolickiego . Łagodzący ton autora
wydaje się mylący o tyle, o ile przekierowuje
ostrze krytyki z uprawianej obecnie „indoktry­
nacji w drugą stronę", przynależnej stanowi­
sku dominuj ąco-hegemonicznemu mediów, na
rzecz kodu opozycyjnego wobec poszczególnych
audycji . Tak zarysowana perspektywa oddziela
dyskurs medialny od społecznego czy kultu­
rowego kontekstu, pozostawiając go w relacji
z polityką.
Należy zauważyć, że „Kościół katolicki na­
leży do instytucji publicznych cieszących się
największym autorytetem społecznym. Jest on
postrzegany jako instytucja wpływowa, w du­
żym stopniu oddziałująca na to, co się dzieje
w kraju. Mimo znacznego zaufania społecznego
wpływ Kościoła na sprawy kraju, w tym przede
wszystkim na politykę państwa, dla dużej części
11

12

13

11

Seriale Ranczo i Plebania zajęły kolejno drugie i piąte

21

Polaków wciąż pozostaje nadmierny" . Ponad­
to „przeważa przekonanie, że normy i wartości
religijne mają dla życia społecznego znacze­
nie fundamentalne. Większość badanych (61%)
zgadza się ze stwierdzeniem, że dziesięcioro
przykazań stanowić powinno nie tylko podsta­
wę moralności ludzkiej, ale także obowiązu­
jącego prawa" . Taki rys społeczny połączony
z ugruntowanym historycznie zaufaniem, się­
gającym przede wszystkim działalności księży
w okresie PRL-u, pozwala zrozumieć stałą obec­
ność tej grupy w świadomości i wyobrażeniach
Polaków. Irena Borowik w studium poświęco­
nym współczesnym przemianom religijności
Polaków zwraca u w a g ę na uprzywilejowaną
pozycję Kościoła, postrzeganego jako obrońca
i ostoja polskości, oraz „specyficzne społeczne
doświadczenie religii", stanowiące pochodną
represji antydemokratycznych i odpowiedzi na
nie w postaci rytuałów religijnych służących
manifestacji oddolnego ruchu ku społeczeństwu
obywatelskiemu . Tym samym jest to potwier­
dzenie trwania religijności typu ludowego zde­
finiowanej przez Stefana Czarnowskiego . Owa
trwałość jest równoznaczna z tradycją rozumia­
ną za Ryszardem Tomickim jako część przekazu
dziedzictwa kulturowego, którego transmisji to­
warzyszy świadomość pochodzenia z przeszło­
ści . Natomiast stosunek do treści kulturowej
14

15

16

17

18

BS/37/2007, Warszawa 2007, s. 10, http://www.cbos.pl/

miejsce pod względem oglądalności w okresie 10.1.2007

SPISKOM.POL/2007/K_037_07.PDF, 9.06.2007.

- 4.04.2007. Zaznaczyć należy, iż w pierwszej piątce

15

Ibid., s. nienumerowana (druga po tytułowej).

najchętniej oglądanych seriali za ten okres znalazły się aż

16

I . Borowik, Przemiany religijno/ci polskiego społe­

cztery produkcje TVP. Na podstawie: Najchętniej

czeństwa,

[w:] Wymiary życia społecznego.

formaty telewizyjne, T N S OBOP, 5.06.2007, http://www.

przełomie

XX i XXI wieku, red. M . Marody, Wydawnictwo

tns-global.pl/centrum/2007/2007-06/wid/4792, 8.06.2007.

Naukowe Scholar, Warszawa 2004, s. 382-383.

oglądane

12

M . Halawa, op.cit., s. 93-94.

13

O strategiach dekodowania: S. Hall, Kodowanie

17

i dekodowanie, „Przekazy i Opinie" 1987, nr 1-2, s. 69-71.
14

B. Rogulska, Opinie o działalności

z badań,

Kościoła.

Centrum Badania Opinii Społecznej,

nu

BARBARZYŃCA

Komunikat

Polska na

Patrz: S. Czarnowski, Kultura religijna wiejskiego ludu

polskiego, [w:] idem, Dzieła, t. 1, PWN, Warszawa 1956,
s. 88-107.
18

R. Tomicki, Tradycja i jej znaczenie w kulturze

chłopskiej,

„Etnografia Polska", t. 17, z. 2, s. 49.

�Filip Wróblewski

22
ma dwojaki charakter, po pierwsze, wyraża się
on przez emocjonalne przywiązanie, po drugie,
każe traktować ów przekaz jako święty, a zatem
nienaruszalny, wręcz odwieczny . Aby dopełnić
obrazu kulturowej roli obecności duchowień­
stwa w życiu społeczności lokalnych, należy
podkreślić autorytet księdza, wynikający z bez­
pośredniego związku z sacrum oraz tendencji
do przenoszenia kultu res sacra na osobę kult
sprawującą . Znaczący to proces, zważywszy, że
na przełomie X I X i X X wieku wraz z powolnym
zanikaniem kultury typu ludowego doszło do
zaniechania praktyk sakralizacji tzw. dziadów,
czego korelatem było przeniesienie ich służebnej
wobec społeczności wierzących funkcji właśnie
na duchowieństwo .
19

20

21

Zatem nie powinna dziwić popularność przy­
wołanych uprzednio seriali, do których należy
dodać siostrę Dorotę z Klanu czy księdza do­
brodzieja w sadze rodu Zlotopolskich. Zna­
mienny jest fakt stałej obecności wspomnianych
reprezentacji wyłącznie w telewizji publicznej,
w której a ż „roi się od koloratek", choć ze swej
strony stacje komercyjne także usiłowały włączyć
duchowieństwo w struktury własnych produk­
cji; za przykład niech posłuży ksiądz Andrzej
z TVN-owskiego Miasteczka. Jednakże styl życia
postaci z seriali tychże stacji, zestawiony z trady­
cyjnym modelem życia, typowym dla starszych
pokoleń, prowadziłby do zbędnej konfronta­
cji możliwych, ale częstokroć wykluczających
się, dróg życiowych. Toteż księża pojawiają się
w nich sporadycznie jako element kolorytu lo­

19

Ibid., s. 45.

20

Idem, Religijność

kalnego dziedziczonego po przodkach z dobro­
dziejstwem inwentarza .
Fenomen ów m o ż n a by n a z w a ć kleryka­
lizmem telewizji. Choć ma on więcej wspól­
nego z Polską mentalnością, traktującą du­
chowieństwo w uprzywilejowany sposób, n i ż
problemem realnej indoktrynacji z jego strony.
Ponadto funkcjonuje w myśleniu potocznym
stereotypowe zestawienie Polak-katolik, które
każe podejrzliwie traktować każde działanie
osłabiające ów autorytet. O aktualności tego
spostrzeżenia świadczą kontrowersje wokół
sprawy arcybiskupa Wielgusa czy różnorako
dokonywana lustracja Kościoła, wywołująca
obronne reakcje wiernych. Ideał bowiem, Ko­
ściół i jego przedstawiciele - traktowany jako
przestrzeń ucieczki od szaleństwa codzienno­
ści czy „brudnej" polityki - wymaga ochrony,
wyraźnego odgrodzenia od tego, co niegodne.
Uwidacznia się to w działaniach dotyczących
wizerunku duchowieństwa. Każdy ksiądz wy­
daje się partycypować w świętości Jana Pawła
I I . Choćby nawet było wiadomo, że daleko mu
do ideału, to
przynależność do tej grupy
22

nadaje m u znamiona, jakimi odznaczał się
papież Polak. To swoiście elementarny i nie­
co atawistyczny sposób myślenia, stanowiący
mieszankę kontagialnego i homeopatycznego
sposobu postrzegania rzeczywistości, typowego
dla myślenia magicznego . W takiej sytuacji nie
powinna zaskakiwać fala protestów z połowy lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, która spo­
wodowała wycofanie z kin fdmu Ksiądz . Tym
23

24

22

ludowa, [w:] Etnografia Polski-

W tym miejscu pomijam wykorzystanie karykaturalnych

przedstawień księży w serialach komediowych, zasadzające

Przemiany kultury ludowej, t. 2, red. M . Biernacka,

się na przypisywanych im przywarach.

M. Frankowska, W. Paprocka, Ossolineum, Wrocław 1981,

23

s. 58.

KR, Warszawa 2002, s. 19-20, oraz A. van Gennep,

21

Ibid., s. 60.

Patrz: J.G. Frazer, Złota gałąź. Studia z magii i religii,

Obrzędy
24

przejścia,

Warszawa 2006, s. 29-39.

Priest, rei. A. Bird, prod. Wielka Brytania, 1994.

BARBARZYŃCA

PD08

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce
samym niemożność pokazania księdza geja
w następnej dekadzie nie powinna nikogo dzi­
wić, autocenzura mediów świadczy o swoistym
trwaniu opisanego powyżej korpusu wyobra­
żeń. Jednolitość wzorca kulturowego, czy raczej
jego jednoznaczność, wymusza konsekwentne
realizowanie przyjętego w telewizji wizerunku,
co spotyka się z krytyką powodowaną niezro­
zumieniem charakteru wartości wszczepionych
w tradycyjnie ujmowaną kulturę tego regionu.
To krytyka z zupełnie innego poziomu, jakim
jest dyskurs polityczny . Stacje komercyjne nie
są skrępowane gorsetem kulturowo uwarunko­
wanych wyobrażeń i dopuszczają ich globalne
dialogicznosc, czego przykładem niech będzie
postać Davida Fishera, diakona geja z Sześciu
stóp pod ziemię,
serialu emitowanego przez
HBO,
T V N i T V N 7.
25

26

Serial Siódme niebo jako tekst kultury repre­
zentujący pokrewne wartości i tradycyjny model
życia rodzinnego, którym chlubią się Polacy,
przeszczepiony na rodzimy grunt, powinien się
spotkać z życzliwym przyjęciem odbiorców.

Podstawową przeszkodą do wytworzenia
regularnych praktyk odbiorczych związanych
z tym serialem była i jest nieregularność emisji.
Kolejnym utrudnieniem zaistnienia w masowej
świadomości jest to, że serial znajduje ograni­

25

Używam słowa ksiądz, bowiem ikonograficznie koloratka

zrównuje duchownych katolickich i protestanckich.
2 6

Porównaj przystawalność argumentów obu stron sporu:

23

czenie j u ż w charakterze kanału i otaczającej go
struktury strumienia, gdyż telewizja publiczna
budzi u niektórych potencjalnych odbiorców
awersję albo też stacje drugorzędne ( T V N 7)
nie gwarantują wystarczającego poziomu oglą­
dalności. Jednocześnie ze względu na treść i for­
malne podobieństwo do pozostałych produkcji
polskiej telewizji publicznej wykorzystujących
postacie osób życia konsekrowanego serial stop­
niowo tracił atut oryginalności.
Serial ten nie jest kierowany do szerokich
rzesz odbiorców, o czym może świadczyć uboga
liczba źródeł internetowych potwierdzających
jego odbiór. Grupa docelowa jest raczej swoiście
profilowana. Składają się na nią osoby o dużej
rozpiętości poglądów i stosunkowo młodym
wieku, czego świadectwem są następujące re­
akcje :
27

Reakcja 2: W dzieciństwie zawsze chciałam

taka rodzinkę, bo moja była

mieć

menormałna.

Reakcja 7: Oglądałam łata temu, to był taki tro­
chę wyideałizowany
„amencan dream". Kojarzy
mi się dosyć nostalgicznie; może ze względu na
to, ze zwykle oglądałam go w weekendy w domu,
z siostrą albo nawet całą rodziną (co zdarza nam
się teraz bardzo rzadko), bezstresowa, a więc
miałam taką k j?
- sielanka na ekranie,
sielanka przed nim.
umulac

środowiskowego wśród znajomych studentów, przy czym
nie jest to grupa ilościowo reprezentatywna, uzyskane
tym sposobem materiały traktuję jako źródła wywołane.

http://serwisy.gazeta.pl/metro/l,75931,4193408.html,

Jednocześnie pomijam wielokrotnie powtarzające się

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/l,803 54,4190426.

wypowiedzi przeczące znajomości tytułu czy treści

html, http://wiadomosci.gazeta.p1/wiadomosci/l,609

omawianego serialu. Zgromadzone reakcje szereguję

35,4190521.html, 9.06.2007 (casus ocenzurowania serialu

według cech wspólnych. Dane informatorów są nieistotne

Mała

dla treści wypowiedzi i porządku wywodu, natomiast

2 7

Brytania).

W związku z niedoborem danych internetowych

pozwoliłem sobie na przeprowadzenie wywiadu

nu

BARBARZYŃCA

płeć łatwo określić po osobowej formie czasowników.
Przyjmuję chronologiczną numerację wypowiedzi.

�Filip Wróblewski

24
Reakcja 9: O Boże, oglądałam
temu, jeszcze w podstawówce,
rajem.

to chyba sto lat
kiedy świat byl

Jak widać z powyższych wypowiedzi, Siódme
niebo, albo wspomnienie o nim, służy powraca­
niu pamięcią do czasów minionych. Częstokroć
kojarzonych z miłym, idyllicznym okresem ży­
cia, poczuciem rodzinnego ciepła wynikającego
z bliskości albo usilnym pragnieniem doznania
owego szczęścia, które zapewniała substytutywna
wizja kochającej się rodziny roztaczana w seria­
lu. Tak oto niniejszy tekst spełnia rolę aktywatora
kulturowego w rozumieniu Henry'ego Jenkinsa ,
tworzącego wspólnotę znaczeń konstytuowanych
retrospektywnym użyciem. Potwierdza taką lektu­
rę uwaga duńskiej antropolog Kirsten Hastrup, że
„pamięć zawsze zaczyna się od odbicia teraźniej­
szości i biegnie w tył czasu. Pamięć, niezależnie od
tego, czy jest ustna czy zapisywana, zbiorowa czy
indywidualna, stale jest przetwarzana w procesie
przypominania przeszłości" .
Wrażenie sielskości uwypukla i utrzymu­
je zespół naddanych narracji transmedialnych
wypracowanych przez społeczności spojlerów.
Zachwyt powodowany niezmiennie rodzinną
atmosferą domu Camdenów udziela się widzowi
poprzez liczne galerie zdjęć rodzinnych dostęp­
nych w Internecie lub rozbudowane informacje
o ich życiu . Dyskusje na forach internetowych
zdradzają profile zainteresowania serialem, roz­
mowy toczą się wokół konkretnych postaci albo
28

29

30

31

28

H . Jenkins, Kultura konwergencji. Zderzenie starych

i nowych mediów,

tłum. M . Bernatowicz, M . Filiciak,

WAiĘ Warszawa 2007, s. 251.
29

K. Hastrup, Przedstawienie przeszłości.

też stanowią płaszczyznę komunikacyjnej nego­
cjacji znaczeń, ot, dla przykładu można podać
próby stworzenia listy postaci według stopnia
sympatii . Dodatkowo, aby się przekonać, że
oni są tacy jak my, przeciętny zjadacz chleba
może zwiedzać wirtualne przedstawienie domu
Camdenów na stronie http://www.7th-heaven4.
webpark.pl/pomieszczenia.html. Wywołuje to
kuszącą wizję możliwości tworzenia w realnym
życiu równie udanej rodziny jak telewizyjna.
Wszystko to składa się na stadium protokultury
uczestnictwa zważywszy że rozpoczęcie pro¬
dukcji serialu zbierfo się z dynamicznym rozwoiem technoloen nowych mediów na przełomie
X X i X X I wieku.
32

Troska ze strony producentów Siódmego nie­
ba o zachowanie spójności świata przedstawio­
nego ujawniła się w sytuacji, gdy „grzeczna
i skromna córka pastora Mary, grana przez Jessicę Biel, w numerze magazynu dla dorosłych
panów «Gear» pozowała w bardzo skromnym
stroju. Wszyscy uznali to za skandal, gdyż po­
stać Mary j u ż czwarty rok kojarzy się wszystkim
z grzeczną, niewinną nastolatką" . Zdarzenie
to maiace mieisce w pozatelewizyinei rzeczy¬
wistości, me przeszło bez echa w kreowanym
obrazie. Postać Mary zmodyfikowano tak aby
pokrywała się z nowym wizerunkiem aktorki:
stała sie ona niegrzeczna córeczka pastora oo
pełniaiaca wiele życiowych dupstw Zdarzenia
te wywołały oddolną konwergencję treści me33

http://www.7th-heaven5.webpark.pl/grupowe.html,
10.06.2007.
31

Uwagi na temat

Patrz: http://www.7th-heaven.awp.waw.pl/, zakładka

„Poznaj Camdenów", 10.06.2007.

mitu i historii, tłum. S. Sikora, „Konteksty" 1997, nr 1-2,

32

s. 24.

Cz%C5%82onkowie + 7th + Heaven + od + naj mniej +

3 0

Patrz: http://siodme.niebo.filmweb.pl/Si%c3%b3dme

+ niebo+ 1996 + plakaty,FilmPosters,id = 95726; http://

Patrz: http://www.filmweb.pl/topic/595305/

lubianych + do + najbardziej%21 .html, 27.05.2007.
3 3

Patrz: http://www.7th-heaven.awp.waw.pl/, 10.06.2007.

www.7th-heaven.awp.waw.pl/, zakładka „Album foto";

BARBARZYŃCA

PD08

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce
dialnych opatrzonych komentarzami i spekula­
cji na temat dalszego losu serialu, aktorki i granej
przez nią postaci.
Reakcja 5: Oglądałam
dla odprężenia.

z rodzinką. Lekki serial

Reakcja 6: Me porusza strasznych problemów,
oglądałam po powrocie ze szkoły. Chodziło toto
chyba na RTL-u czy TVN 7, już me pamiętam.

25

nasyca czas wolny treściami kulturowymi, tak że
staje się on stylem życia" .
Wspomniana intertekstualność polegająca
na zestawianiu tego serialu z innymi wynika, po
pierwsze, z kumulatywnego charakteru ikonogra­
ficznego poziomu kultury, o czym pisał Umberto
Eco. Jego zdaniem każde „dzieło wizualne (film,
video-tape, rysunek na murze, komiks, fotogra­
fia) stanowi już część naszej pamięci. [...A] świat
emocji [...] przefiltrowanyjest przez obrazy «już
kiedyś widziane*" . Tak więc uczestnik kultury
nie może się odnieść do poszczególnych tekstów
w sposób niezapośredniczony, niewinny. Po dru­
gie, opisane zakorzenienie wiąże się bezpośred­
nio z przyjemnością płynącą z naśladownictwa ,
ciągłą repetycją znanych i dających się rozpoznać
segmentów lub całości narracii a to iuż element
35

36

Reakcja 10: Były jeszcze takie seriale: Pełna cha­
ta, Dzień za dniem, Step by Step, takie rodzinne
filmiki w niedzielę leciały. To chyba było kino
familijne.

37

Powyższe wypowiedzi wskazują na trakto­
wanie Siódmego
nieba w kategoriach medium
służącego doświadczeniu satysfakcjonującego re­
laksu oraz czerpaniu przyjemności z dekodowa­
nia intertekstualnej struktury telewizji. Jak pisał
Edgar Morin, czas świętowania został zastąpiony
czasem wolnym, co jest skorelowane z uzyskiwa­
niem przez uczestników kultury wewnętrznej
autonomii. Czas wolny, który powstał na skutek
wyodrębnienia pustej sfery życia, oczyszczonej
z pracy, święta czy rodziny, wymaga zapełnienia
zajęciami dającymi poczucie „osobistego zaanga­
żowania, odpowiedzialności" . Wypełnianie owo
przybiera częstokroć postać uczestnictwa bądź
korzystania z rozrywek, takich jak widowiska,
telewizja, radio, prasa, czasopisma, a ostatnio
internet. „Kieruje [ono] poszukiwanie jednost­
kowego dobra w stronę czasu wolnego, co więcej,
34

3 4

E. Morin, Kultura czasu wolnego, tłum. A. Frybesowa,

[w:] Antropologia kultury: zagadnienia i
tekstów,

red. A. Mencwel, Wydawnictwa Uniwersytetu

Warszawskiego, Warszawa 1997, s. 492.
35

wybór

Ibid., s. 493.

sposobu DerceDowania i doświadczania estetyki
postmodernistyczne,
lak bowiem sugeruie Ri
chard Shusternian pozornie oryginalne dzieło
sztuki zawsze iest wytworem meuiawmaiacych
sie zapożyczeń r al nowy i nowatorski tekst
zawsze iest tkanka'cech i fragmentów tekstów
wcześnie zvch" « Komnetencia osadu rn iest
t t
' •
t ł
k
t
kt
'
t • L
d k •"
mentom. Którzy poprzez uczestnictwo produkują
znaczenia. laKjaK dawniej odrzucano wszeme
aberracje myśli jako heretyckie, Do niezgodne
z panującym porządkiem rzeczy, tak podważa­
nie dogmatu autentyczności umożliwia obecnie
odrzucanie dotychczasowych norm i nawyków
sądzenia uznanych za wsteczne. Uto kultu­
ra współczesna generuje właściwą samej sobie
wrażliwość odbioru.
3

1S

;

3 6

U . Eco, Semiologia życia codziennego, tłum. J. Ugniew-

ska, Czytelnik, Warszawa 1998, s. 262.
37

Ibid., s. 60.

38

R. Shusterman, Estetyka pragmatyczna. Żywe

piękno

i refleksja nad sztuką, tłum. A. Chmielewski, Wydawnictwo
Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1998, s. 267.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

�Filip Wróblewski

26
Reakcja 1: Ilekroć trafimy na mego z siostrą,
zaraz przełączamy.
Kiedyś to oglądałam, ale
teraz me mogę na to patrzeć. Wspaniała chrze­
ścijańską rodzinką, to takie idealne, ze aż mdle,
wręcz świętojebliwe.
Pełno tam stereotypów, jacy
to chrześcijanie są, a jacy me są. Guzik prawda,
ludzie mają zupełnie inne problemy.
Reakcja i:
Amerykańskiepseudomądrepierdzieleme religijne. Taki serial trochę wesoły, ale to
wszystko jest piękne jak w filmie.

o transkreacyjnym rozziewie, bo okazało się, że
bezpośrednie przeszczepienie serialu na grunt
polski zaowocowało irytacją pewnej części w i ­
dzów, zamiast oczekiwanego dobrego przyję­
cia. Na ten stan mogło mieć wpływ przeczucie
powiązania tematyki serialu z tematami pobu­
dzającymi życie społeczno-polityczne kraju.
Rozpoznanie hegemonii i hierarchii władzy
w kontekście tegoż tekstu kultury możliwe jest
w odniesieniu do bieżących wydarzeń, ujęcie
historyczne nie jest celem tej

Zastanawiającą zbieżnością jest pojawienie
się Siódmego
nieba w programie telewizji pu­
blicznej przed ostatnią zmianą na stanowisku
Reakcja 8: O takim pastorze i jego rodzince. jej prezesa, co w połączeniu z szeroko krytyko­
Widziałem trzy odcinki, to wystarczy. Pospolity wanym w 2007 roku upolitycznieniem rady pro­
serial, pełno takich.
gramowej TVP czyni prawomocnymi domysły
o ideologicznych przesłankach mających zdecy­
Reakcja U-.Tamagra na emocjach, wartości pro­
dować o powrocie serialu na ekrany telewizorów.
rodzinne, proreligijne i prospołeczne do obrzydli­
W zdarzeniu tym można upatrywać manipulacj i
wości, drażni, ale wciąga, można
siępowzruszać
politycznej, o czym mogłyby świadczyć Zcipeww niedzielny poranek
nienia przedstawicieli ówcześnie rządzących
Reakcja U: Amerykańska propaganda o tym, jak partii politycznych, deklarujących chęć oczysz—
czenia czy reorganizacji telewizji , co m.3. szczC"
powinno wyglądać życie rodzinne.
gólny wydźwięk zważywszy na to że w radzie
Jedno z powyższych spostrzeżeń informato­ tej podówczas "zasiadało dwóch przedstawicieli
ortodoksyjnej prawicy a jeden z nich Krzysztof
rów zwraca uwagę na aspekt komiczny Siódmego
nieba, choć - co znamienne dla reakcji na eks­ Bosak zaimował stanowisko wiceprzewodnicza
portowe produkty amerykańskiej krainy - cha­ cego^' Ponadto znacząca większość członków
rakterystyczne jest artykułowanie ideologiczne­ rady rekrutowała sie z kretów nra wicowvch
go wymiaru serialu. Wstępnie należy wspomnieć co w zestawieniu z zapowiadanym przez P i Ś
Reakcja 4: Moralitet po amerykańsku. Fajne ta­
kie do oglądania, jak się me ma co robić.

39

41

3 9

„Niedobrze jest, jeśli w telewizji publicznej są tacy

bagażem historii, a którzy dają szanse na to, że będą

dziennikarze, którzy z powodu swoich prywatnych

dobrymi dziennikarzami". Ze strony: http://www.lpr.

sympatii politycznych nie potrafią w sposób obiektywny

pl/? sr = ! szukaj &amp;id = 5041 &amp;dz = kraj &amp;x=6&amp;q =

i rzetelny przedstawiać rzeczywistości. - Porównując

telewizja&amp;pocz = 0, 30.04.2007.

proces naprawy TVP do czyszczenia stajni Augiasza,

4 0

Daniel Pawłowiec proponuje: - W pierwszej

Ze strony: http://www.lpr.pl/?sr=!czytaj&amp;id = 5535&amp;dz

= kraj&amp;x = 15&amp;pocz=175&amp;gr, 30.04.2007.

kolejności należy zweryfikować dotychczasową kadrę.

41

A następnie powinno się otworzyć drzwi telewizji dla

kat,1342,wid,8496050,wiadomosc.html?ticaid=13e69,

nowych, młodych ludzi, którzy nie są obciążeni jakimś

10.06.2007.

Ze strony: http://wiadomosci.wp.pl/

BARBARZYŃCA

E(1E| PD08

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce
„odzyskiwaniem" telewizji publicznej (na szczę­
ście zakończonym porażką ) budowało zatrwa­
żający obraz „niezależności" mediów w Polsce.
Niezależnie od tego, czy krytyka ze strony oby­
wateli monitorialnych jest słuszna, czy nie, ob­
jawia ona trwanie popeerelowskiej mentalności
zamkniętej w binarnym systemie wartościowa­
nia rzeczywistości. „Jest to światopogląd oparty
na dualizmie, gdzie istnieje przeciwstawność:
czyści «my» kontra źli «oni», i głosi się hasło, że
ten, kto nie jest ze 11111 i| jest przeciwko mnie" .
Celna to uwaga Clifforda Geertza, której do­
pełnieniem może być następująca obserwacja.
Zwykły konflikt jaki w normalnych okolicz
42

43

nościach wiąże
się
i
v wyborczą
y
i walkąi o urzędy
v y&gt;
zostaje zaostrzony przez ideę zgodnie z którą
w ere wchodzi przejęcie kontroli' dosłownie nad
wszystkim: jest to idea w rodzaiu «ieśli wygramy
ten L i będzie należał do nas» orzekonanie ze
eruDa zyskuiaca władze ma orawo iak to ktoś
uiał zbudować naństwo na swoich własnych
iuiiciaiiieinacii&gt;&gt;. i oiuyKa nauiera więc posinaKU
zsakralizowanej goryczy"^
O ile perspektywa opozycyjna wydaje się
oczywista, to j u ż rola Siódmego
nieba w obrębie

42

Ze strony: http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.

asp?Artykul = 18922, 9.06.2007.
43

C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje, tłum.

M.M.

Piechaczek, WUJ, Kraków 2005, s. 229.

27

dyskursu sympatyków grupy rządzącej, się roz­
mywa. Można przyjąć powrót serialu za wyraz
poczucia zagrożenia żywionych wartości i próbę
ich restytucji. Wskazują na to wyszczególnione
przez Geertza aspekty ideologii, takie jak: 1) de­
finiowanie kategorii społecznych, 2) stabilizowa­
nie społecznych oczekiwań, 3) zachowywanie
społecznych norm, 4) umacnianie społecznych
konsensusów i 5) rozładowywanie społecznych
n a p i ę ć . Ostatni z wymienionych aspektów
przy braku kulturowych źródeł rozładowywania
napięć społeczno-psychologicznych decyduje
o ciągłym istnieniu ideologii.
45

O potrzebie funkcjonowania alienującej ide­
ologii zagrożenia upewniają tychże telewidzów
„wybryki Teletubisiów", co rusz organizowane
„maratony tęczowego pedalstwa" i inne „post­
komunistyczne zmory". To jeszcze nie tworzy
wspólnej płaszczyzny z treścią serialu, jest nią
dopiero wieszczony od dawna kryzys rodziny,
przekładający się na zmiany roli kobiety postrze­
ganej przez pryzmat macierzyństwa . Siódme
niebo stanowi niebywale użyteczną fuzję w ob­
rębie tradycyjnego światoobrazu, łączącą ducho­
wieństwo z rodziną.
46

47

w „gejnockę" i boląca dosłowność inwektyw, na co
wskazuje choćby wymowna akcja plakatowa Kampanii
przeciw Homofobii: „Pedał! Słyszę to codziennie.
Nienawiść boli". Por. „mowa nienawiści" http://

44

Ibid., s. 195.

45

Ibid., s. 234.

pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_nienawi%C5%9Bci,
2.04.2008; „propaganda homoseksualna" http://

46

Political correctness każe wziąć powyższe stwierdzenia

pl.wikipedia.org/wiki/Propaganda_homoseksualna,

w nawias, jednakże dla przeciętnego użytkownika języka

2.04.2008; oraz E. Baldwin, B. Longhurst, S. McCracken,

cudzysłów nie istnieje albo zapomina się o nim. Można

M. Ogborn, G. Smith, Wstęp do kulturoznawstwa, tłum.

czynić mniej lub bardziej wysmakowane aluzje do

M. Kaczyński, J. Łoziński, T. Rosiński, Zysk i S-ka,

czerwonej torebki wypromowanej przez rzecznika praw

Poznań 2007, s. 90-97. Wypracowanie pojęcia mowy

dziecka dr Ewę Sowińską, j ak to miało miej sce podczas

nienawiści

uświetniającego jubileusz 750-lecia lokacji miasta Krakowa

przemocy symbolicznej a rebours.

turnieju kabaretowego „Kraków kontra reszta świata".

47

Ale konwencja sceniczna na scenie się kończy, poza nią

w elitach -próby

pozostaje ludzka fantazja transformująca dobranockę

P. Sztompka, M . Kucia, Znak, Kraków 2005, s. 453-469.

nu

BARBARZYŃCA

świadczy o istnieniu przemocy symbolicznej -

Patrz: B. Burdowska, Znikoma reprezentacja kobiet
wyjaśnień,

[w:] Socjologia. Lektury, red.

�Filip Wróblewski

28
Za Victorem Turnerem należałoby użyć ka­
tegorii procesu rytualnego do opisania praktyk
odbiorczych tej części widowni. Twierdzi on,
że „każda wielka formacja socjo-ekonomiczna
posiada własną, dominującą formę estetyczno-kulturowego «lustra», w którym osiąga pewien
stopień refleksji nad sobą" . O ile formacjom
agrarnej i industrialnej przypisane zostają ko­
lejno rytuał i teatr, to kondycja ponowoczesn3
wyrosła na gruncie społeczeństwa technolo­
gicznie zaawansowanego powinna się zadowo­
lić liminoidalnymi pochodnymi tychże. Dla
Turnera były to dowolne co do typu i gatunku
widowiska kulturowe które powinny umozliwiać międzyludzki kontakt. Wydaje się że
można do nich zaliczyć również telewizje ze
względu na realizm emocjonalny* charaktery
zuiacy zdaniem len Anz praktykę odbioru teeo
medium. Ponadto uczestnictwo w widowisku
wedłucr Fdcrara Mnrina dnknnuie sie zawsze
n r z e z k a n ł a n a kierownika chór, pośrednika
dziennikarza śnikera ka erzvste' L a z d e fil'
b
' b h t "52 2 h
48

49

50

m

48

Termin proces rytualny funkcjonuje od 1969 roku, kiedy

więc zostaje typowy dla teatru rozdział między
obserwującym indywiduum a odgrywaną per­
soną społeczną . Tym bardziej że, jak zauważył
Johan Huizinga, obrazowania ducha ludzkiego
podczas zabawy przebiegają na linii przekształ­
cania przeżywanych wartości w „formy ruchliwe,
pełne prawdziwego życia" . Uzewnętrznienie
doświadczenia poprzez ruch, ekspresja działa­
nia stanowią punkt styczny praktyk teatralnych
z telewizją. W teatrze dochodzi do rekreowania
ekspresji kinestetycznej hic et nunc; telewizja,
o ile to tylko możliwe odtwarza r*łz 113. Z3\vsze
utrwalony ruch.
53

54

Proces rytualny stanowi trzecią z czterech faz
dramatu społecznego. Pierwszą z nich jest pęk­
nięcie, polegające na złamaniu obowiązującej
publicznie zasady. Skutkiem pęknięcia jest stan
kryzysu i polaryzacji społecznej, wymuszają­
cy jego aktywność przejawiającą się podjęciem
działań politycznych, prawnosądowych bądź
rytualnych, prowadzących do reintegracji lub
rozpoznania nieusuwalnej schizmy . Proces ry­
tualny jako jednoczesne odwzorowanie kryzysu
55

niepostrzegającego rzeczywistości w kategoriach opozycji

ukazała się książka pod tym tytułem. Pierwotnie oznaczał

sacrum -profanum.

on praktyki społeczne oraz ich kulturowe odwzorowania,

i współczesne,

następnie Turner ukuł termin gry społeczne

(1974), który

stanowi „narzędzie opisu i analizy epizodów, w których
przejawiał się konflikt społeczny" (V Turner, Gry
pola i metafory. Symboliczne działanie

w

społeczne,

społeczeństwie,

Por. J. Maisonneuve, Rytuały

dawne

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne,

Gdańsk 1995, s. 9-15,43-54.
51

Patrz: J. Storey, Studia kulturowe i badanie kultury

popularnej. Teorie i metody, tłum. J. Barański, WUJ,
Kraków 2003, s. 24-30.

tłum. W. Usakiewicz, WUJ, Kraków 2005, s. 63). Tak

52

E. Morin, op.cit., s. 494.

oczyszczony termin proces rytualny znalazł zastosowanie

53

V Turner, Teatr w codzienności,

w analizie widowisk kulturowych (1990).

tłum. P. Skurowski, [w:] Antropologia widowisk: zagadnienia

49

V Turner, Czy istnieją

uniwersalia widowiskowe w micie,

i wybór tekstów,

codzienność

red. L . Kolankiewicz, Wydawnictwa Uniwer­

rytuale i teatrze?, tłum. G. Janikowski, „Konteksty" 2002,

sytetu Warszawskiego, Warszawa 2005, s. 458.

nr 3-4, s. 53.

54

50

Turner dokonał rozróżnienia między tradycyjnie

w teatrze,

J. Huizinga, Homo ludens. Zabawa jako źródło

kultury,

tłum. M . Kurecka, W Wirpsza, Czytelnik, Warszawa 1985,

pojmowaną liminalnością, zastrzeżoną dla fazy

s. 30.

wyłączenia w rytuałach społeczności trybalnych,

55

V Turner, Proces rytualny, tłum. I . Kurz, [w:]

a osłabioną obecnością pierwiastka numinotycznego

Antropologia widowisk-, °P- ;

w formach rytualnych społeczeństwa postindustrialnego,

istnieją

cit

s

- 121-138; idem, Czy

uniwersalia widowiskowe..., op.cit., s. 53-59.

BARBARZYŃCA

PD08

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce
i kulturowa forma egalitarnej integracji uczest­
ników (communitas), czy raczej uczestniczących
świadków, na płaszczyźnie symbolicznej powie­
la strukturę obrzędu przejścia sformułowaną
przez Arnolda van Gennepa. Składają się na nią
akty: separacja, marginalność przeżywana jako
struktura zawieszenia codzienności (tu właśnie
zachodzi zbieżność z koncepcją len Ang) oraz
ponowne przyłączenie.
Przedstawiony model stanowi znakomite
narzędzie analityczne pozwalające zrozumieć
przyczyny reaktywowania emisji Siódmego
nie­
ba. Sytuacja dopuszczająca niespójność norm,
„wieloznaczność postępowania, sprzeczności
w stylach życia" zdaje się świadczyć o kryzy­
sie kultury, której pozytywnie wartościowaną
częścią jest rodzina. Diagnoza ta, jak twier­
dzi Zygmunt Bauman, udaremnia kreatywność
i krępuje możliwość jakiegokolwiek działania.
Stan ów wymaga terapii polegającej na utwier­
dzeniu uczestników grupy partycypującej w za­
grożonych wartościach o ich stałości. Ponadto
czynnikiem wspomagającym może być rytu­
alny charakter oglądania telewizji, polegający
na zawieszeniu tego co jednostkowe na rzecz
celebrowania wspólnotowego procesu percep­
cji, częstokroć połączonego z negocjowaniem
treści. Program katalizuje towarzyskość, po­
zwalając „budować bliskie związki społeczne
przy jednoczesnym zachowaniu dystansu", jak
zauważa dalej Mateusz Halawa, „nie chodzi tu
o patrzenie sobie w oczy, lecz o mniej angażują­
ce emocjonalnie wspólne patrzenie w telewizor,
dostarczający coraz to nowych obrazów i nar­
racji zasilających rozmowę nowymi punktami
odniesienia" .
56

Reakcja 11: Oglądałam to kilką lattemu, wmiarc regularnie, czasem z kimś z rodziny.
O oglądaniu telewizji w rodzinnym gronie
wspomniano w powyższej reakcji, podobnie
jak w piątej i siódmej. Nietrudno dostrzec, że
wzór zachowania sprzed telewizora znajduje
swoje odbicie w prezentowanej treści, skutkiem
czego jest nieuświadomione utwierdzenie funk­
cjonującego wzoru kulturowego. Owa „sielankowość" reprezentacji wpisuje się w przestrzeń
pragnień, a także prowadzi do afirmacji swoistej
wizji „rodzinności" odnajdywanej w serialu.
W przypadku Siódmego
nieba to j u ż nie tylko
„rodzinne filmiki" czy „kino familijne", lecz ro­
dzina rzeczywista, fizycznie obecna i bliska. Co
symptomatyczne, reakcje krytyczne podkreślają
prorodzinność serialu. W ten sposób zostaje wy­
pełniona funkcja prospołeczna serialu będąca
odpowiedzią na „najbardziej aktualne problemy
życia społecznego" .
58

59

Reakcja 7: W każdym odcinku poruszany jest
inny problem wychowawczo-rodzinny (po­
wiedzmy, ze można to tak nazwać).
Zwykle
pokazane były jakieś dwie równolegle
kwestie jakiś zabawny wątek, perypetie młodszych dzieci
bądź samego pastora oraz wątek
poważniejszy,
coś zwykle z tymi starszymi dziećmi (w sty­
lu: nieszczęśliwe
miłości, niechciane ciąże itp.).
Charakterystyczny był zawsze motyw tego, jak
pastor, który powinien stanowić swoisty autorytet
morałny, radził sobie z wyczynami nie zawsze
wzorcowych dzieci.
Reakcja 11: W każdym odcinku dzielny pastor
albo któreś z jego dzieci, albo ewentualnie żona

57

5 6

Z. Bauman, Kultura ja\o spółdzielnia

[w:] idem, Ponowoczesnoscjako źródło

spożywców,
cierpień,

Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2000, s. 185.
5 7

M . Halawa, op.cit., s. 80-81.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

29

58

Por. ibid., s. 122.

59

W Godzić, Telewizja i jej gatunki po „Wielkim

Universitas, Kraków 2004, s. 39.

Bracie",

�Filip Wróblewski

30
rozwiązują ja\iśproblem
typu przemoc w rodzi­
me sąsiada, narkotyki w liceum, ucieczka z domu
zbuntowanego nastolatka itp. Oczywiście na ko­
niec wszyscy ze wszystkimi odbywają
poważną
rozmowę i mówią sobie, że się kochają.
Sherry B. Ortner stwierdza żartobliwie, ja­
koby naczelną zasadą w etnografii miało być
przeświadczenie: „Informator ma zawsze ra­
cję" . Jeżeli tak, to należy zgodzić się z zapro­
ponowanymi powyżej systematyzacjami. Zatem
w obrębie omawianego tekstu można wyróż­
nić dwie przeciwstawne tendencje narracyjne,
ustanawiające spektrum możliwości klasyfika­
cyjnych, chodzi o relację serial - seria. Opisana
struktura organizowania akcji stanowi podstawę
dla planu treści, dopiero na tej płaszczyźnie sta­
je się możliwa skalarna klasyfikacja zawartości
w zakresie wyznaczonym powyższą dychotomią.
Poziom serii wyznaczają w przypadku Siódmego
nieba problemy ewokowane tytułem odcinka
z którymi musza sobie poradzić poszczególni
członkowie rodziny co często kończy sie koope
racia Widać w tvm podobieństwo do sposobów
prezentowania różnych często rozbieżnych do
staw wobec kwestii problematycznych w takich
serialach iak Ostrv dvzur iednakze' noH stawowa
różnica w takim zestawieni,, ,est zogniskowanie
60

T

h

•

•

h

'

I , K' ,,

•

mnącego moaem norm i wartości utozsamianycn
z Kategorią w a m inkarnowaną przez roazinę
° Płaszczyznę serialu składają się
perypetie poszczególnych członków rodziny roz¬
grywane na przestrzeni wielu odcinków.
W porównaniu z innymi serialami klasyfi­
kowanymi pod względem gatunku jako oby­
n

60

W

S.B. Ortner, Pokolenie X. Antropologia w

świecie

czajowe bądź familijne Siódme niebo odznacza
się kilkoma specyficznymi cechami. Pierwszym
nietypowym rysem jest komizm, dotyczący za­
równo postaci, jak i sytuacji. Nieustanne balan­
sowanie między powagą a śmiesznością czyni
ów tekst pogodnym, zaś przejścia od treści
obyczajowych po komediowe, niezaburzające
jednoczesnej zdolności klasyfikowania gatun­
ku podczas odbioru tekstu, decydują o jego
specyfice.
Drugim wyróżnikiem, który należy wskazać,
jest typowo nietypowa rodzina. Nikt wcześniej
w Stanach Zjednoczonych nie produkował se­
rialu poświęconego rodzinie pastora . Orygi­
nalność ujęcia krzyżuje się z dającą się uchwycić
zasadą doboru bohaterów. Porównując Siódme
niebo z innymi przedstawieniami amerykań­
skich rodzin w serialach, można dostrzec, że
pomimo pozornego braku związków między
nimi - począwszy od rodzin niepełnych (wdo­
wiec z dzieckiem bądź osierocone rodzeństwo:
Ich pięcioro)
przez te należące do mniejszości
rasowych (Afroamerykanie: BillCosby Show) po
biernych teletroglodytów (Świat według
Bundych) albo przedsiębiorczych krezusów (Dy­
nastia, Dallas), żeby skończyć na rodzinach
żyjących z kosmitami (Alf, Trzecia planeta od
Słońca) lub wtłoczonych w konwencje histo¬
ryczne
(western: Dome\ na prerii, Dr Quinn)
czy rysunkowe (Simpsonowie, Głowa
rodzi­
ny) - mamy do czynienia z wersjami rodzin
pod jakimś względem wyjątkowych. Tym, co
je łączy jest typowość niecodziennego obrazu
prezentowanych familii, uwydatniana dojmu­
jącym brakiem rodzin przeciętnych pośród tych
przedstawień.
61

61

Wyjątkiem może być tu jedynie serial kryminalno-

nasyconym mediami, tłum. M . Kempny, [w:] Badanie

-komediowy Detektyw w sutannie produkowany na

kultury. Elementy teorii antropologicznej. Kontynuacje,

początku lat 90. X X wieku.

red. M . Kempny, E. Nowicka, PWN, Warszawa 2006, s. 438.

BARBARZYŃCA

nn

�Analiza recepcji serialu Siódme niebo w Polsce

W niniejszym tekście starałem się wyka­
zać wielorakość form recepcji i kategoryzacji
przeszczepionego na grunt polski tekstu kul­
tury, jakim jest serial Siódme niebo. Mimo i ż
oglądalność tego programu może wydawać się
niewielka, ma on stałych i wiernych odbiorców,
0 czym świadczy kilkakrotne wznawianie jego
emisji zarówno przez telewizję publiczną, jak
1 stacje komercyjne. Ponadto Siódme niebo wraz
z innymi programami telewizyjnymi unaocz­
nia adekwatność tezy o klerykalizacji telewizji,
g d y ż obecność przedstawień księży (szerzej:
duchowieństwa albo emisariuszy sfery ducho­
wej w ogóle) w telewizji nie jest l i tylko prostym
odwzorowaniem rzeczywistości kulturowej Po­
laków To raczej uproszczenie, zaakcentowanie
istotności obecności duchowieństwa i sacrum
w życiu zarówno jednostek, jak i grup społecz­
nych. Ogólnie rzecz biorąc, winniśmy tedy trak­
tować duchownych jako kompozyt kulturowego
wyobrażenia. To niezbywalny, czy raczej konsty­
tutywny, element kolorytu lokalnego, swojskości,
której nie sposób sobie wyobrazić bez obecności
wież kościołów w krajobrazie czy procesji Boże­
go Ciała. To także - można zaryzykować takie
stwierdzenie - element tożsamości zbiorowej
Polaków, a ta, jak wiadomo, konstruowana jest
częstokroć w kontrze lub z całkowitą aprobatą
wobec jakichś zjawisk lub grup. Ujmując rzecz
stereotypowo, bez księży nie byłoby do kogo
udać się po radę bądź na kogo się zżymać.
Podane powyżej przykłady miały zilustro­
wać nie tyle opozycyjne odczytanie obecności
omawianego bloku tematycznego w przestrzeni

W)

PD08

BARBARZYŃCA

31

medialnej (taka interpretacja jest bowiem na­
zbyt oczywista i narzucająca się), ile nakreślić
afirmatywny typ recepcji. Warto w s p o m n i e ć
o zaskakującym zjawisku związanym z ogląda­
niem niniejszego programu, jak wynikło z przy­
toczonych reakcji, serial drażni, ale
wciąga.
Narracja i proponowany świat zakrawający na
idyllę z przedmieść zdają się nie do odparcia.
Urzekająca wizja alternatywnej rzeczywistości
może być wciągającą formą ucieczki dojmującej
codzienności, niezależnie od tego, czy wiąże się
to ze zgodą na prezentowane postawy i wartości,
czy z ich odrzuceniem. Zjawisko to można by
opisywać poprzez kontrast z fenomenem - ohydi odrażającego, jak można sądzić po reak­
cjach widzów - filmiku 2 girls 1 cup, który zrobił
furorę pośród internautów. Te dwa sposoby oglą­
dania, mimo że dotyczą zupełnie innych treści,
zdradzają generalne podobieństwo, mianowicie
demaskują wewnętrzną konieczność obejrzenia
do końca, poznania rozwiązania.
Wrażliwość chrześcijańska, prezentowana
w serialu i przezeń ewokowana, jest uwikłana
w pokrzepiającą potrzebę posiadania pewności
co do stałości świata i niezmienności żywionych
wartości. Serial ów wraz z innymi przedstawie­
niami {Plebania, Ranczo) stanowi formę zapobie­
żenia wieszczonemu przez medialne autorytety
procesowi laicyzacj i i erozj i struktur wspólnot ko­
ścielnych, do chwili śmierci Jana Pawła I I odro­
czonego za przyczyną jego osoby. Ostatecznie dla
obydwu grup Siódme niebo stanowi symboliczny
katalizator, a zarazem zwierciadło pozaekranowych zdarzeń. Wiadomo, jak to jest z lustrami,
można w nich różne rzeczy zobaczyć.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6209" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6189">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9b8272b4d20a2c428f50a9e7dd74cf06.pdf</src>
        <authentication>0a7856628718de61a3b919d12f214317</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5633</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73941">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73942">
                <text>2012</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73943">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73944">
                <text>Nauki bez właściwości. O śmietnisku kultury, powijakach kulturoznawstwa i badaniu zjawisk zwykłych/ Barbarzyńca 2012 nr 18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73945">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.3-12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73946">
                <text>Wróblewski, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73947">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73948">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73949">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73950">
                <text>Ylauki
O śmietnisku

hez
kultury,

właściwości
powijakach

kulturoznawstwa

i badaniu zjawisk

zwykłych

z Januszem
rozmawia

Filip Wróblewski: Spotkaliśmy się, aby porozma­
wiać o Pana najnowszej książce Etnologia i oko­
lice. Eseje antyperyferyjne. Aż korci, aby dopytać,
dlaczego „etnologia" w tytule? To słowo coraz rza­
dziej używane, zdaje się niemodne w czasach, gdy
każdy pragnie się mienić antropologiem, a tytuły
książek, przedmiotów,
nazwy dyscyplin okrasza
się „antropologią"
odmienianą
przez wszystkie
przypadki. Przykładem może być próba (na szcze­
blu Komisji Nauk Etnologicznych i Ministerstwa)
zastąpienia
tytułu zawodowego magistra etnologii
tytułem magistra antropologii. Zatem posłużenie się
tym terminem wymagało pewnej odwagi, ale czy nie
jest to cofanie się do czegoś przestarzałego?
Czy to
nie uwstecznienie w stosunku do dotychczasowych
osiągnięć? Może jednak lepiej mówić o antropolo­
gii, wszak od lat osiemdziesiątych
ubiegłego wieku
toczono niebywałe boje o to słowo?
Janusz Barański: Myślę, że tradycja polskiej
etnologii jest na wskroś kontynentalna. Proszę
popatrzeć na Francję czy kraje skandynawskie
— tam się uprawia „etnologię". Wielka Brytania,

1 (18)

PD1P

BARBARZYŃCA

Filip

Barańskim
Wróblewski

a z nią cały krąg anglosaski, to jednak inna linia,
związana bardziej z tradycją antropologiczną.
Zatem współczesne nazewnictwo jednostek uni­
wersyteckich w Polsce i w innych krajach bloku
wschodniego, wyrażające się dwoma terminami —
„etnologią" i „antropologią kulturową" — zdradza
głębokie rozdarcie wewnątrz samej dyscypliny.
EW: Można powiedzieć:

tęsknotę.

J.B.: Właśnie. Ten drugi człon — „antropolo­
gia kulturowa" — wskazuje, jaki mamy obecnie
stan tożsamości, również na trwający proces
autodefiniowania odnoszącego się do czegoś, co
u nas wciąż pozostaje w powijakach. Nie sposób
zaprzeczyć, że jest to także wypadkowa pewnego
etapu rozwoju dyscypliny wiedzy. Na domiar
tego, cechy natywistyczne wpływają na zróżni­
cowanie w przypadku poszczególnych ośrodków,
których profil przyjmuje inne postaci w Stanach
Zjednoczonych, Brazylii czy Polsce. Z drugiej
strony bogactwo nazewnicze, wyrażające zarazem
rozległość dyscypliny, pozwala przychylić się do

�Wywiad

4

Janusz Barański
u r o d z o n y w 1960 r., e t n o l o g , a d i u n k t
w Instytucie Etnologii i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j
UJ. Z a j m u j e się teorią k u l t u r y , m u z e a l n i c t w a ,
kulturą materialną i współczesną. A u t o r

książek: Socjotechnika, między magią a analogią.
Szkice o masowej perswazji w PRL i III RP; Świat
rzeczy. Zarys antropologiczny o r a z Etnologia
i okolice. Eseje antyperyferyjne. Tłumacz prac
z zakresu e t n o l o g i i i studiów k u l t u r o w y c h .

Filip W r ó b l e w s k i

poglądu, iż etnologia była i wciąż pozostaje królo­
wą nauk o człowieku; nade wszystko jednak przez
to, że zajmuje się tym, co niezbywalne, kulturą
człowieka w jej pierwotności oraz eksploatowa­
niem jej zróżnicowania. Ten ostatni fakt wzmac­
nia jednak zwrotnie wspomniane natywistyczne,
lokalne odcienie. Trend ów uwidocznia choćby
nurt world anthropologies szczególnie ekspono­
wany w takich krajach, jak na przykład Meksyk
czy Brazylia, które odmawiają pierwszeństwa an­
tropologiom euroamerykańskim, odrzucają ich
swoistą hegemonię. W pewnym sensie i tradycja
polska wpisuje się w ten nurt — u nas nigdy nie
było „antropologii". Patrząc choćby od strony na­
zewnictwa, już za czasów Stanisława Ciszewskiego
uprawiano właśnie „etnologię". W dobie komu­
nizmu zwrócono się wzorem nauki radzieckiej
w kierunku „etnografii", co było podyktowane
względami politycznymi — potrzebą odróżnienia
się od nauki zachodniej. Natomiast dopiero lata
dziewięćdziesiąte przynoszą rozszerzenie nazwy.
Sporo jest mody w takim kreowaniu podejścia
do dyscypliny, mody na termin „antropologia".
Podejrzewam, że jest to z jednej strony reakcja
na pojawienie się alternatywnego, a przy tym
bardzo atrakcyjnego modelu uprawiania nauki,
pochodzącego „z tamtego świata", zaś z drugiej
— próba politycznego odreagowania wobec „et­
nografii", która była politycznie uwikłana. Nowe
nazewnictwo — co ważne, zaaprobowane przez
Komitet Nauk Etnologicznych — miało służyć od­
sunięciu wrażenia o jej politycznym charakterze,
a zarazem nawiązaniu do tradycji kontynentalnej,
z równoczesnym podkreśleniem faktu włączenia
się w nurt światowy. Wracając do etnologii takiej
jaka jest, należy wskazać zatem na lokalną specy­
fikę, wyrażaną również poprzez nazwę — nauki nie
da się wyabstrahować, jest uwikłana w lokalne,
również pozanaukowe konteksty.

u r o d z o n y w 1985 r., e t n o l o g .

EW: A zatem nie wolno tracić z oczu tradycji
określonej przez nazwy takie jak „etnografia"
czy

BARBARZVHCA

1 (18) PD1P

�Nauki bez właściwości

„etnologia",
bo to odbija się na tożsamości
współ­
czesnych przedstawicieli dyscypliny, na ich związ­
ku z własnymi korzeniami. Oprócz wymienionych
pojęć, wskazuje Pan na niebagatelne znaczenie
badań terenowych jako istotnych dla
odrębności
etnologii. Wobec diagnozowanego zjawiska etnologizacji poza samą etnologią (to znaczy przesunięcia
uwagi z tekstualizmu na badania terenowe) oraz
wyczerpania paradygmatów
związanych z dawnym
rozumieniem etnografii, wypada spytać o to, czym
miałyby być obecnie źródła etnołogiczne
i gdzie ich
poszukiwać?
J.B.: O wszystkim przesądzają dane empirycz­
ne, to one mają niemały wpływ na status i stan
wiedzy, zarazem jednak nie sposób uprawiać na­
uki bez teorii, która stanowi ramy dla tej pierw­
szej. W przypadku etnologii pozyskiwanie danych
było wynikiem prowadzenia badań jakościowych.
Należałoby wskazać dwa filary metodologiczne
świadczące o wyjątkowości, odrębności, orygi­
nalności etnologii. Pierwszy to same badania
terenowe, fakt ich prowadzenia; drugi — ich ja­
kościowy charakter. Może okażę się staroświecki,
ale wzorem dla mnie jest ojciec Bronisław Mali­
nowski, on jest odniesieniem podstawowym, wy­
czerpującym te dwa kryteria, choć nie rezygnował
przy tym ze spekulacji teoretycznej — w końcu był
twórcą wpływowej teorii antropologicznej! W ło­
nie antropologii amerykańskiej nie sposób prze­
cenić Franza Boasa z jego koncepcją relatywizmu
kulturowego. W sposób dojrzały intelektualnie
przyczynił się do ukonstytuowania podstawowej
domeny epistemologicznej antropologii, co z ko­
lei przekłada się na rozumienie procesu poznaw­
czego. Relatywizm ugruntowuje również tradycję
badań międzykulturowych, potrzebę ich prowa­
dzenia, choćby przez wzgląd na eksponowanie
inności. Do pewnego stopnia rezultatem tego są
pojawiające się obecnie subdyscypliny antropo­
logii, jak antropologia zaangażowana czy stoso­
wana, których nie byłoby bez tego faktu, wraz

1 (18)

PD1P

BARBARZYŃCA

z odpowiednimi tego konsekwencjami epistemologicznymi i etycznymi. Wspominając o tym, nie
sposób pominąć pragmatyzmu, który skłania ku
logicznej konkluzji, iż to właśnie w zaangażowa­
niu widzieć należy przyszłość antropologii; z na­
ciskiem na zaangażowanie, a nie zastosowanie!
Chodzi przede wszystkim o rys moralny, w czym
niemałą rolę odgrywa tradycja pragmatyzmu czy
metodycznego sceptycyzmu. Jeśli bowiem mamy
różne światy i prawdy o świecie, domniemana
prawda absolutna nie jest zatem — w duchu kantowskim — dostępna, a prawdą naczelną okazuje
się ta, która może być najbardziej pomocna w da­
nej sprawie. Pociąga to automatycznie potrzebę
dialogicznego rozumienia rzeczywistości, nie tyl­
ko wobec inności kulturowej, lecz i kulturowej
swojskości — własnego dziedzictwa kulturowego.
EW:
Ostatnio podnoszą
się głosy
najmłodszego
pokolenia etnologów, przyszłych absolwentów,
że
oto etnologia jako nauka jest zdecydowanie nie­
praktyczna, odbiega od wymogów rynku, że winna
być przede wszystkim nauką praktyczną, dostarcza­
jącą „podręcznej
skrzyneczki z narzędziami".
Czy
powyższe roszczenia, wobec skostnienia programu
nauczania etnologii na polskich uczelniach, nie są
pozbawione racji?
J.B.: Tego rodzaju apele czy wyznania zdra­
dzają niski poziom wiedzy na temat tego, czym
jest edukacja akademicka, w naszym przypadku
humanistyczna. Ten rodzaj wykształcenia to nie
„skrzynka z narzędziami" — tę można otrzymać
w zasadniczej lub średniej szkole zawodowej;
uniwersytet to nie jest szkoła zawodowa, gdzie na
przykład uczy się zawodu zbrojarza-betoniarza.
Uniwersytet dostarcza — a przynajmniej winien
to dawać — wykształcenia najbardziej ogólnego,
zasobnika dla wszelkich możliwych praktycznych
aplikacji wiedzy. Podkreślał to kiedyś Ernest Gellner, kładąc nacisk na ogólny, a zarazem uniwersal­
ny charakter zachodniego wykształcenia. Stwarza

�Wywiad

6

ono najszersze ramy, choć kosztem wiedzy prak­
tycznej — tę tworzy się w odniesieniu do konkret­
nego problemu, w trakcie badań czy miejscu pra­
cy Taki pogląd dominuje na przykład w akademii
amerykańskiej, w tym wśród tamtejszych studen­
tów: dyplom otwiera drogę zawodową i jest jakby
pierwszym i niezbędnym etapem zdobywania
wiedzy z danego zakresu. Z drugiej jednak strony
nasi studenci mają rację, przynajmniej w pewnym
aspekcie. Na przykład badania terenowe, które
mają dać podstawową kompetencję, jeśli trwają
dwa tygodnie, to są ledwie liźnięciem terenu.
Na rodzimym gruncie mamy mianowicie do
czynienia z nadmiarem teoretyzowania kosztem
praktyki. Jednak oczekiwanie dostarczenia jakie­
goś gotowego i uniwersalnego pakietu wiedzy
metodologicznej i teoretycznej, a także praktycz­
nej jest nieuprawnione; każdy problem wymaga
odrębnego podejścia. Tutaj zresztą pojawia się
wspomniana kwestia podziałów wewnętrznych
lub zjawiska interdyscyplinarności, co jeszcze
bardziej komplikuje sprawę; przykładowo zmusza
adeptów wiedzy antropologicznej do samodziel­
nego poszukiwania — kursów fakultatywnych,
literatury, specjalistów. Na przykład dziś aplikacją
wiedzy na temat antropologicznie rozumianego
człowieka zajmuje się u nas głównie animacja
kultury, bliska antropologii, czy pedagogika kul­
turowa. Zresztą cechuje je niedowład refleksji
teoretycznej lub brak zdystansowania wobec gło­
szonej zasady, jaką jest użyteczność wiedzy. Nie
bez przyczyny wspomniane orientacje badawcze
wykształciły się w naszym kraju stosunkowo
niedawno, dając tym asumpt etapowi rozwoju,
na jakim się obecnie znajdujemy, czemu z kolei
sprzyja swoisty stosunek do rzeczywistości, który
można śmiało nazwać technokratycznym. To wy­
raz najnowszej fali inżynierii społecznej (kulturo­
wej), wspomaganej ponadnarodowymi grantami.
Nasze społeczeństwo zmienia się dynamicznie, zaś
ustrój demokratyczny ciągle nie okrzepł, toteż nie
powinna dziwić zachłanność, z jaką przyswajamy

takie praktyki technokratyczne. Wydaje nam się
przy tym, że realizujemy zaniedbane wzorce świa­
towe. Rzecz jest jednak bardziej złożona, aniżeli
może się na pierwszy rzut oka wydawać.
F. W.: Jak refren powraca u Pana stwierdzenie Claude'a Lévi-Straussa
— „antropolog
był astronomem
nauk społecznych".
On sam w trakcie rozmowy
z Didierem Eribonem wyznaje, nie bez obaw, że
jako antropolodzy „byliśmy śmieciarzami
historii
i naszego majątku szukaliśmy w jej koszach". Jak
pogodzić tak dotkliwy rozziew?
J.B.: W tych kontradyktorycznych sformu­
łowaniach Lévi-Straussa ujawnia się znamienne
rozdarcie myśli antropologicznej: z jednej strony
przekonanie o owej astronomiczności dyscypliny,
supremacji pośród nauk o człowieku, z drugiej
— w istocie uprawiana marginalizacja na wła­
sne życzenie. Uważam, że powinniśmy się już
pożegnać z tym drugim przesłaniem, wtedy ta
sprzeczność zniknie; zresztą sam papież strukturalizmu mówił w trybie przeszłym. Prymarność
antropologii należy pojmować w rozumieniu
zakresu, a tutaj nie powinno być wątpliwości, że
jest on w tym przypadku najszerszy w obrębie ca­
łości nauk o człowieku. Podkreślałem to w książ­
ce wielokrotnie — chodzi o rozumienie kultury
bezprzymiotnikowe — ani ludowej, ani nieelitarnej, pierwotnej, peryferyjnej, marginesowej
itd. Przypomnijmy, iż do czasu Lévi-Straussa
etnologia zajmowała się tymi „śmieciami kultu­
ry", choć to określenie wydaje mi się oceniające
i jeszcze pozytywistyczne z ducha. Lévi-Strauss
nie wyszedł poza ten paradygmat, natomiast jego
dzieło w zasadzie polega na pierwszeństwie wska­
zania, iż w istocie historia kultury to jest właśnie
to śmietnisko, które winno się przeszukiwać.
Chociaż, z drugiej strony, odwołanie do śmieci,
odpadków, czegoś zbędnego, a co za tym idzie
nieistotnego, miało prowadzić do wskazania tych
elementów, jakie jednak okazują się niezmiernie

BARBARZVNCA

1 ( 1 8 ) PD1P

�Nauki bez właściwości

ważne dla poznania człowieka. To także pod­
kreślenie szczególnej perspektywy, która przez
ogólność i zakres pozwala etnologom uprawia­
jącym swą dyscyplinę na przemieszczanie się po
różnych polach, zwyczajowo niedostępnych dla
innych, gdzie socjolodzy, literaturoznawcy czy
historycy sobie zwyczajnie nie radzą lub wcale
nie podejmują ich penetracji. Można powiedzieć,
że etnologia oznacza penetrowanie dna, poszuki­
wanie podstaw kultury, fundamentów gmachu,
którego wyższymi kondygnacjami zajmują się
specjaliści innych dziedzin. Oto nasz śmietnik,
oto wykopalisko!

7

versity) czy na polskiej wsi. To tam rządził raczej
obyczaj niż prawo, folklor niż sztuka, zwyczajo­
we stosunki etniczne niż zinstytucjonalizowane
stosunki narodowe. W rozumieniu zachodniego
centrum były to jednak peryferia. Nie znaczy to
jednak, że mamy tak powierzchownie rozumiany
historyczny wzorzec kontynuować. Chodzi o na­
wiązanie do wzorca pogłębionego, skrywającego
się za tym pierwotnym zakresem — można by
rzec — ilościowym. Chodzi bowiem o ów aspekt
jakościowy, istotnościowy — chodzi o kulturę
w wymiarze niezbywalności, której cechy znaj­
dziemy i wśród trobriandzkich rybaków, i wśród
„białych kołnierzyków" z Manhattanu. Wskazy­
wałem
w książce przykład obyczaju — jeśli rozu­
EW:
Rzeczone dno można kojarzyć z programo­
mianego
szeroko — jako kategorii dosyć dobrze
wym dla etnologu, jaka wyłoniła się na przełomie
lat osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych,
bada­ oddającej zakres zainteresowań antropologii.
niem kulturowych marginaliów
czy obrzeży — jak Nie jest to przy tym jedyna kategoria; choćby
tego chcieli Wojciech Burszta, Krzysztof Piątkowski pokrewne: rytuał, habitus, moda, etos, styl ży­
i Czesław Robotycki — na co żywotnym
przykładem cia, których ważność dostrzegają dyscypliny są­
miały być pisane w tamtym okresie artykuły i książ­ siednie, nie wychodząc jednak zwykle poza etap
ki. Jakie przełożenie
na współczesny status badań teoretyzowania. Tymczasem takie rudymentarne
terenowych ma powyższe podejście,
zważywszy, że zjawiska w ciągle zmieniających się wcieleniach
na mocy programu będącego podstawą przewrotu dają się rozpoznać wyłącznie przez badania em­
symbolicznego stało się ono dominującym
w rodzi­ piryczne, przez wyjście w teren, podjęcie trudu
mej antropologii? Czy nie jest aby tak, że to, w czym ich bezpośredniego badania i konceptualizacji na
upatrywano atutu, stało się przyczyną zdeklasowa­ miarę współczesnej praktyki kulturowej i teorii
naukowej. Punkt ten pokazuje prawdziwe zna­
nia dyscypliny?
czenie przeciwstawienia peryferyjność—centralność, bynajmniej nie przez odniesienie jakiejś
J.B.: Nie uważam, że etnologia powinna zaj­
„Warszawki" do jakiejś „Koziej Wólki", a raczej
mować się badaniem jedynie marginaliów, tych
przez przywracające rozumienie centralności
Lévi-Straussowskich śmieci. Wspomniane dno
w sensie pierwotności, rdzenności, źródłowości.
to rozumienie kultury w kategoriach niesformaIdzie zatem o badanie obszarów, składających się
lizowanej struktury, lecz nie w sztywnym rozu­
na podstawę świata, w którym żyjemy, pokazywa­
mieniu strukturalizmu, ile raczej w refleksyjnym
nie tego, jak on funkcjonuje i dlaczego. Właśnie
rozumieniu Bourdieu — wielości struktur, które
to starał się pokazywać Clifford Geertz, chociaż
są zarazem nieustannie strukturowane. Pomoc­
były to tylko przymiarki na owych peryferiach,
na okazuje się tutaj znów tradycja uprawiania
eksponował przy tym tak istotny dla antropolo­
dyscypliny: zapewne łatwiej było znaleźć ten
gii rys dystrybutywnego rozumienia kultury, gdy
nieformalny wymiar naTrobriandach, czy wśród
pisał, że chodzi o poznanie różnych poglądów
Indian Crow, którymi zajmował się Lévi-Strauss
pasterzy w rozmaitych dolinach.
(zresztą z perspektywy biblioteki Columbia Uni-

1 (18)

PD1P

BARBARZYŃCA

�Wywiad

8

EW:
Sporo miejsca poświęca Pan kulturoznawstwu
jako młodej, a jednocześnie
ekspansywnej dyscypli­
nie nauk społecznych. Jak układają się zależności
między tą dyscypliną a etnologią oraz czy jest ona
w stanie wyprzeć tę drugą?

funkcjonującym w formie dosyć eklektycznej.
Chociaż zdarzają się chlubne wyjątki, ot wspo­
mniana praca Halawy. Jednakże to, co najbardziej
wartościowe w tej pracy — etnograficzne badania
terenowe — zostało zaczerpnięte wprost z etnolo­
gii. Po trzecie, przez lata mieliśmy wprawdzie do
J.B.: Odnosząc się do kulturoznawstwa, wy­ czynienia z ciekawym nurtem kulturoznawstwa
pada w pierwszej kolejności rozszerzyć pojęcie 0 rodzimych korzeniach i specyfice. Chodzi o Je­
kultury (odmienności kulturowej) o wspomniane rzego Kmitę i ośrodek poznański, choć właściwie
znaczenie dystrybutywne. Dopiero to pozwala była to raczej szkoła z zakresu filozofii kultury.
patrzeć na kulturoznawstwo z różnych punktów Niestety w krajowym kulturoznawstwie znaj­
widzenia. Po pierwsze, mówiąc dosadnie, polskie dziemy jedynie odpryski proponowanych przez
kulturoznawstwo to — z nielicznymi wyjątkami — ten nurt koncepcji. Wreszcie, czymś innym jest
ni pies, ni wydra; to takie nie wiadomo co. Miarą kulturoznawstwo (studia kulturowe) na Zacho­
tego mogą być kursy oferowane w ramach tych dzie, które do pewnego stopnia dzieli się zakre­
studiów. Są tam rozmaite wstępy, zdarza się ani­ sem z antropologią. Ta wciąż funkcjonuje tam
macja kultury, a także strzępy jakichś specjalizacji zasadniczo według starego paradygmatu — to są
(film, media, literatura); to zlepek rozmaitych te Levi-Straussowskie śmieci, peryferia o cechach
przedmiotów bez odrębnej tożsamości, która da­ historycznych. Na peryferiach współczesnych
wałaby jakieś ujednolicone rozumienie kultury. skupiają się natomiast studia kulturowe, choć
To raczej ledwie orientacja, namiastka składająca wkraczają one i do nurtu głównego, posiłkując
się na rozumienie kultury w sposób humanistycz­ się przy tym często antropologicznie rozumianym
ny, a zatem zdecydowanie za wąski względem pojęciem kultury oraz etnograficznymi metoda­
tego, co ma do zaproponowania ujęcie antropo­ mi badań. Pewne przymiarki teoretyczne służące
logiczne. W polskim krajobrazie spełnia kulturo­ wyjściu poza owe peryferia kulturowe/historycz­
znawstwo rolę kompensującą w dwojakim sensie. ne znajdziemy wprawdzie u niektórych antro­
Z jednej strony etnologia nie wydobyła się jeszcze pologów, na przykład Paula Rabinowa w pracy
z dawniejszego paradygmatu skupienia na wspo­ Marking time. On the anthropology ofthe contemmnianych historycznie/kulturowo rozumianych porary (antropologię współczesności rozumie on
marginaliach, a jeśli już wykracza poza nie, to robi jednak inaczej, niż to ma miejsce w polskim jej
to w duchu tekstualistycznie, antyrelatywistycz- nurcie). Wyjątkiem może tutaj być Daniel Miller
nie i esencjalistycznie zorientowanej antropologii prowadzący systematyczne empiryczne badania
współczesności, nie wychodząc w teren, w żywą codzienności — konsumpcji, kultury materialnej,
kulturę; tutaj wchodzi kulturoznawstwo, choć multimediów — pamiętając zarazem o perspekty­
efektów jeszcze za bardzo nie widać (znanym mi wie kulturowej wielości. Wspomniawszy o nim,
wyjątkiem jest książka Mateusza Halawy o roli nie można przemilczeć świetnej pracy napisanej
telewizji w życiu codziennym). Z drugiej, to z Donem Slaterem The Internet. An ethnographic
odpowiedź na zapotrzebowanie, jakie przyniosły approach albo książki Toma Boellstorffa Corning
lata dziewięćdziesiąte z ich potrzebą ukultural- of age in Second Life. Wracając do zachodnich
niania. W naszych realiach kulturoznawstwo jest studiów kulturowych, stanowią one alternatywę
tworem pozostającym jeszcze w powijakach, pra­ dla historii sztuki, literaturoznawstwa, socjologii
cującym wprawdzie nad własną tożsamością, lecz
1 innych, ze względu na zaplecze teoretyczne oraz

BARBARZYŃCA

1 (18)

PD1P

�Nauki bez właściwości

podejście powalające rozumieć kulturę na sposób
antropologiczny. Chodzi tutaj nade wszystko
o ujęcie podważające ów fundament centrum-peryferie, na którym wznoszą się również inne
dyscypliny humanistyki i nauk społecznych. O ile
jednak antropologia zajmowała się dotychczas
owymi kulturowymi/historycznymi peryferia­
mi z perspektywy centrum, to wspomnianych
sąsiadów interesowały centra właśnie, również
z perspektywy centrum. Subdyscypliny studiów
kulturowych (np. visual studies w miejsce historii
sztuki, czy literary studies w miejsce literaturo­
znawstwa) podważają te dawniejsze kolonizacyjne
podejścia centrum, eksponując znaczenie stosun­
ków władzy czy oglądowej wielości zdetermino­
wanej rozmaitymi tradycjami i punktami widze­
nia. W wymiarze politycznym perspektywa ta nie
jest jednak tym samym, co projekt antropologii
zaangażowanej, tak jak się on na chwilę obecną
przedstawia. Jeśli zatrzymalibyśmy się przy tym
krytycznym ostrzu, to studia kulturowe bardziej
zaabsorbowane są polityką kulturową {cultural
politics), antropologia natomiast polityką kul­
turalną {culturalpolicy). W krajach anglosaskich
studia kulturowe są znacznie bardziej dojrzałe,
zdążyły instytucjonalnie okrzepnąć, a zarazem
stały się zagrożeniem dla dalszego istnienia an­
tropologii, ponieważ z jednej strony wykorzystują
jej metody, a z drugiej ich zakresy przedmiotowe
zachodzą na siebie. Pomijając tematyczne zazębia­
nie się, studia kulturowe mają coś, czego wydaje
się pozbawiona antropologia — ich pazurem jest
krytyka polityczna, silne uwikłanie w wartościo­
wanie pola społecznego na zasadzie podobnej do
tego, jak to się czyni w krytyce postkolonialnej.
U nas dzieje się to w o wiele mniejszym zakresie,
mniejsze jest też zainteresowanie antropologicz­
nie rozumianą kulturą głównego nurtu. Polska
etnologia ma wciąż problem z wyjściem poza
opłotki przysiółków Nawet książka Tomasza Ra­
kowskiego, którą uważam za najważniejszą pracę
etnologiczną ostatnich lat z powodów tyleż teo­

1 (18)

PD1P

BARBARZYŃCA

9

retycznych, co metodologicznych, przedstawia
temat peryferyjny społecznie. Czy znajdzie się
ktoś, kto pójdzie dalej? Brakuje badań kultury
rozumianej jako sposób życia, powtarzam — bezprzymiotnikowo. Na razie dysponujemy tylko
obrazem, jakimś niejasnym przeświadczeniem,
jak to powinno wyglądać.
EW: Czy taki postulat, zresztą bardzo dobitnie
sformułowany,
nie jest przysłowiowym
porywaniem
się z motyką na słońce?
J.B.: Wydaje mi się, że nie, czego zresztą do­
wiódł Rakowski, prowadząc bardzo odważne jak
na obecne czasy badania. A przy tym zapropono­
wał dojrzały i osobiście przepracowany projekt
etnologii. Wciąż jednak zniewalają nas ciężkie
masy „tradycji": Łemkowie, zbieracze złomu, geje
i lesbijki — to wciąż marginesy! Proszę spojrzeć, co
stało się z pojęciem codzienności, które wydaje się
samorzutnie odpowiadać zagadnieniom antropo­
logii — zostało zagarnięte przez socjologów, którzy
wchodzą w puste miejsce. A przecież etnolodzy
powinni się bardziej interesować tym terminem,
gdyż współgra z naczelnym dla nich pojęciem
kultury rozumianej jako sposób życia. Skutkiem
tego mamy do czynienia z sytuacją, w której Piotr
Sztompka propaguje to pojęcie, przy zdradzanym
przez socjologów braku zarówno narzędzi, jak
i wrażliwości niezbędnych dla jego dobrego wy­
korzystania, co widać poprzez bezustanne teore­
tyzowanie na ten temat; przez to, że nie powąchali
terenu, a spoglądają jedynie zza biurka. Być może
pomocny byłby w tym jakiś odnowiony projekt
interdyscyplinarności, ale pozostanę sceptykiem
— to pomysł dotąd niezrealizowany. Sytuację
komplikują bowiem nie dające się zignorować po­
działy między dziedzinami, co jest dziedzictwem
zarówno teoretycznym, zakresowym, jak insty­
tucjonalnym. Na interdyscyplinarność można
sobie pozwolić, do pewnego stopnia, wyłącznie
na pograniczach. Antropologia mogłaby wiązać

�Wywiad

10

się z tymi subdyscyplinami, które, podobnie do
niej, za dający się powiązać rdzenny nurt uznają
badania terenowe oraz wspominany wcześniej
sposób rozumienia kultury Ale to wciąż pieśń
przyszłości.
EW:
Wzmianka o gejach i lesbijkach wydaje się
sprzeczna z panującą poprawnością
polityczną?
J.B.: Zgadzam się, że w myśl najnowszego cho­
wu koncepcji postmodernistycznych należałoby
uznać naukę za element dyskursu politycznego.
Daleki jestem od negowania tego, choć filozo­
ficznego uprawomocnienia tego poglądu szukam
w bardziej klasycznych ujęciach, jak na przykład
w pragmatyzmie. Niemniej naukę obowiązuje jed­
nak wymóg poszukiwania ujęć rzeczywistości jak
najbardziej adekwatnych i prawomocnych, a nie
poddawanie się politycznym czy innym modom.
Po debatach w łonie nauk o człowieku i filozofii
można odnieść wrażenie, że jedyne ciekawe tematy
to właśnie te marginesowe, stąd i jeden z powodów
współczesnych wpływów antropologii — wszak to
ona marginesami zawsze się zajmowała. Ale nie ma
wątpliwości, że mniejszości seksualne, bezdomni,
subkultury to wciąż peryferia, chociaż — nie sposób
zaprzeczyć — na przykład kwestia odmienności sek­
sualnej jest ważka społecznie. Istnieją jednak waż­
niejsze problemy badawcze: co znaczy być dzisiaj heteroseksualistą/heteroseksualistką, co się składa na
jego/jej życie — chodzenie do kina, jedzenie kolacji
w restauracji, kontakty rodzinne, rozrywka, poglądy
polityczne; podobnie dotyczyć to będzie członków
klasy średniej czy subkulturowo niezrzeszonych.
Gdzie nie spojrzymy, tam mamy nade wszystko
reprezentantów takich właśnie grup ludzkich, świa­
topoglądów, aksjologii, słowem — sposobów życia.
Kiedyś Cezaria Jędrzejewiczowa nawoływała do
badania zjawisk zwykłych — pozostaje to w mocy.
Dopiero to przyniesie głębsze rozumienie tego, co
może znaczyć bycie gejem lub lesbijką, złomiarzem
i subkulturowcem. Zgoda, politycznie popraw­

ny projekt sprowadza się do angażowania jedynie
w takie marginalne tematy. Tak robią właśnie studia
kulturowe próbujące skupiać uwagę na zagadnie­
niach peryferyjnych, dowartościowując tym sposo­
bem pokrzywdzonych przez establishment. W tym
rozumieniu najlepiej by było, gdyby za przedmiot
badań obrać czarnoskórego bezrobotnego geja z kla­
sy robotniczej (i w naszym krajobrazie kulturowym
znajdziemy jego odpowiedników). Taki dopiero
miałby zdecydowane fory ze strony badacza.
EW:
Do tego powinien być żydem, który uciekł
z jakiegoś kraju Trzeciego Świata. Choć to przesa­
da, ale pokazuje ona preferencyjny sposób trakto­
wania nauki.
J.B.: Dokładnie tak! Według tego programu
należy znaleźć największą skrajność i dopiero ją
badać. To jest wyraz kapitulacji wobec programu
całościowego opisu życia ludzkiego, albo przynaj­
mniej jego istotnych domen. Biorąc za przykład
nasze podwórko, właściwie nie ma komu wska­
zywać wzorców, jak należy prowadzić badania,
ani czym winny one się zajmować; na domiar
tego starsi zostali wychowani w innym, już prze­
brzmiałym paradygmacie. Swoje robi również
rutyna intelektualna czy stagnacja powodowana
instytucjonalnym osadzeniem, zajmowaniem się
ciągle tym samym. Nie bez znaczenia jest również
upośledzenie finansowe środowiska akademickie­
go, które sprawia, że czas, który mógłby być po­
święcony na doskonalenie umiejętności i badania
spędza się na rozmaitych dodatkowych zajęciach
zarobkowych. Należałoby jednak iść dalej, ale
niestety prawdą jest również to, że w pewnym
wieku ludzie nie mają już takiego zapału, nie
ma już siły samemu robić badań, a robić je ręko­
ma studentów to marna sztuka. Studenci winni
w takim badaczu widzieć inspirujący wzorzec.
Sam nie jestem bez winy, weźmy za przykład
mój niegdysiejszy tekst na temat reklamy, który
mógłby być dobrym przykładem podnoszonych

BARBARZYŃCA

1 (18)

PD1P

�Nauki bez właściwości

tutaj krytyk. Nie wyszedłem w nim poza takie
tekstualistyczno-esencjalistyczne podejście, któ­
re powinno być punktem wyjścia domagającym
się dekonstrukcji w zderzeniu z realną praktyką
życiową, a nie punktem dojścia. Z antropologicz­
nego punktu widzenia ważniejsze jest bowiem nie
tyle to, co znaczy reklama w jakiejś hermeneutycznej czy strukturalistycznej perspektywie, lecz
to, co znaczy ona w fenomenologicznej, indywi­
dualnie i zbiorowo percypowanej i przeżywanej
praktyce jej użytkowników. Tutaj ujawnia się
również zmienność owego kryterium centrum-peryferii, które — jeśli w ogóle się nim posługu­
jemy — ma charakter płynny. Niegdyś centrum
stanowił Chopin, dzisiaj będzie to zespół Boys czy
Doda, ale nie przeprogramowaliśmy się na takie
myślenie. Ważne, abyśmy jako badacze potrafili
dostrzegać takie zjawiska, jak choćby upowszech­
niające się ozdabianie domów w okresie Bożego
Narodzenia, co może odpowiadać zmianom po­
czucia estetyki, a co za tym idzie ciągłemu prze­
kształcaniu się wrażliwości potocznej. Spotkamy
się z tego typu praktykami zarówno w mieście
jak na wsi, co pokazuje, że dotychczasowe gra­
nice się zacierają, a kryteria ich wyznaczania
zamazują. Znakomicie pokazuje to niedawno
wydana, antropologiczna z ducha, książka Johna

1 (18)

PD1P

BARBARZYŃCA

11

Fiske Zrozumieć kulturę popularną.
Czas wreszcie
zrozumieć jak kruche i ulotne, a przez to przy­
godne są kategorie czy rozróżnienia, którymi się
posługujemy. A może jest tak, jak chce Przemy­
sław Czapliński, że oto wcale nie ma podziału na
peryferie i centrum? W swym założeniu starałem
się uwrażliwić czytelników na względność tych
i innych kategoryzacji, które wcale nie muszą być
takimi, za jakie zwykliśmy je brać.
F. W.: Podczas naszej rozmowy, jak też na kartach
książki Etnologia i okolice, często bije się Pan
w pierś, iż postulowany program do tej pory nie
znalazł choćby najmniejszej realizacji z Pana stro­
ny. To nieco schizofreniczne, ale spytajmy o plany
wyjścia z tego impasu. Czy można się
spodziewać
w czasie najbliższym
jakiegoś projektu
idącego
w sukurs rzeczonym postulatom potrzeby prowa­
dzenia badań terenowych?
J.B.: Myślę o tym intensywnie, niemniej wo­
lałbym nie uprzedzać biegu spraw. W pierwszej
kolejności muszę sam nadrobić sporo zaległości...

Styczeń

2011

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9681" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9659">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e5d912d16dc4c4c7def409ab14f199b3.pdf</src>
        <authentication>9394ae65b0536d506adf1edbdf31af40</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115178">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5618</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115179">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115180">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115181">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115182">
                <text>Tom&amp;Gerry ale bez Toma/Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115183">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17)s.36-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115184">
                <text>Wróblewski, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115185">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115186">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115187">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115188">
                <text>Filip I

U

n

w

1

9

8

5r

o

k

a

Student V roku etnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W r ó b l e w s k i

Tom &amp; Gerry, ale bez Toma
Nadinterpretacje
ziwić może przywołanie filmu animo­
wanego Williama Hanny i Josepha Bar¬
bery zrealizowanego dla wytwórni Mertro-Goldwyn-Mayer.
m-OnU
Tom &amp; Jerry to nagrodzona
siedmioma Oscarami historia przygód zawzię­
tych wrogów: szarego kota - Toma i brązowej
myszki - Jerry'ego. To opowieść o dwójce anta­
gonistów, o swoistej niemożności przekroczenia
własnej kondycji, przezwyciężenia przypadłości
losu, o konieczności prowadzenia bezustannej
walki, wreszcie opowieść archetypiczna osnuta
wokół cyklicznej koncepcji cza.su odzwiercie­
dlanej narracyjną repetycją. Warto dodać, że nie
jest to odosobniona fabuła. Poszukując tylko
wśród animowanych bajek tworzonych z myślą
o dzieciach nie można zapomnieć o Króliku
Buksie i zawziętym Elmerze Fuddzie Strusiu
P ę d z i w i a t r a i wiecznie głodnym kojocie, FreFOT. (C) CUTEK FILM

dzie i Barneyu z Flintstonów,
Dexterze i jego
siostrze Dee Dee z Laboratorium Dextera, ty­
tułowym bohaterze bajki Mi/Yogi bezustannie
tropionym przez Strażnika Smitha. Gdyby się
postarać, lista przykładów mogłaby być znacz­
nie dłuższa.
Zasadą naczelną, wspólną dla opisanych po­
wyżej narracji, byłaby coincidentia oppositorum
bohaterów, tak j ak j ą rozumiał na przykład Mircea
Eliade . Jednakże owa biegunowość dwóch po­
staci wydaje się niewystarczająca, aby wytłuma­
czyć złożoność różnorakich, często diametralnie
odbiegających od siebie narracji. Bynajmniej nie
chodzi tu o przejawianie się mitycznego modelu
bóstwa, ale o jego niewyraźne, zatarte echo roz­
łożone na wzajemną konkurencję. Schematyczue powtarzalne a przez to przewidywalne dzia­
łania odsłaniają zakonserwowaną niedojrzałość
1

�Tom &amp; Gerry, ale bez Toma. Nadinterpretacje
bohaterów kulturowych, niezdolność podjęcia
z pełną odpowiedzialnością codziennych ról
i obowiązków zwykłych ludzi, tak w porządku
społecznym, jak i odpowiadającym mu uwzorowaniom mitologicznym. Pojawia się zatem
pytanie: czy bezpłodna aktywność prezentowana
w przywołanych fabułach obecna jest w innych
tekstach kultury? Czy ten jałowy witalizm moż­
na odnaleźć w Gerrym Gusa Van Santa?
Anonimowa notka z programu telewizyjnego
dość trafnie, ale nie bezbłędnie streszcza fabułę
fdmu:

37

prowiantu i mapy, za to z pełnym przekonaniem,
że otaczająca ich przestrzeń to coś w rodzaju
równo przystrzyżonego trawnika w miejskim
parku. Takie podejście nie jest pozbawione ra­
cji, traktuje bowiem przedstawioną historię w
sposób nominalny. Otwarta struktura dzieła za­
chęca do wszelakich interpretacji, także ze stro­
ny odbiorców zdystansowanych i sceptycznych.
W końcu po lekturze tak specyficznego tekstu,
jakim jest Gerry, nie sposób się dziwić komen­
tarzowi internauty: „Z pewnością pokochają
ten obraz wszyscy fanatycy doszukiwania się
czegoś wielkiego w wielkim nic " Można po¬
dejrzewać że za podobna choć o wiele bardziej
dosadna omnia krvie sie ta sama osoba uznająca
Gerrv'eloza Wielkie Nic Pseudoeksoervmen
talne-dziełko" w dodatku'zupełnie nieszczere
skierowane dla wszelkiej maści Nadinterpretatorów" 7atem iak ieszcze można rozumieć ten
film ? Jakie „nadinterpretacje" sa możliwe?
3

Przyjaciele o tym samym imieniu - Gerry (Ca­
sey Afleck, Matt Damon) - jadą samochodem
pustą drogą. Po pewnym czasie zatrzymują się
i zaczynają przemierzać prerię pieszo. Spędzają
noce pod gołym niebem, a w ciągu dnia wędru­
ją. Wreszcie uświadamiają sobie, że zabłądzili.
Nie są w stanie dotrzeć do auta. Zmęczenie,
głód i pragnienie coraz bardziej im dokucza­
ją. Gus Van Sant po sukcesach w Hollywood
wrócił dzięki tej produkcji do swoich korzeni,
impresyjnego kina niezależnego .
2

4

Jak sugeruje jeden z bywalców kina, jest
to opowieść egzystencjalna, cokolwiek miał­
by oznaczać ten wyraz. „Egzystencjalny - to
słowo, które najczęściej pada z ust ludzi, wy­
chodzących z kina po obejrzeniu Gerry'ego" .
Czy chodzi o dramat egzystencji ludzkiej, doj­
mującą pustkę i osamotnienie - nie wiadomo.
Dlaczego akurat to słowo? Istnieje podejrzenie,
że pojawia się ono jako uzasadnienie, kategoria
zrozumiała dla każdego, a przez to pozbawiona
znaczenia. Jednym przymiotnikiem usiłuje się
załatwić wszystko, jednocześnie wyjaśnić ta­
jemnicę i zakryć jej niezrozumienie. Jak wielu
bywalców multipleksów zaczytuje się w Sartrze,
5

Po pierwsze, nie wiadomo do końca, jakie
relacje łączą tych ludzi. Po drugie, nie jest to pre­
ria, lecz pustynia, o czym dokładniej w dalszej
części tekstu. Po trzecie, Gus Van Sant nie miał
do czego wracać, bowiem fdmy, jakie tworzył,
zawsze były niezależne.
M o ż n a by się z d e c y d o w a ć na dosadne
stwierdzenie, że jest to produkcja opowiadająca
o dwójce kretynów, którzy zeszli ze szlaku bez

1

M . Eliade, Meftstofeles iAndrogyn, tłum. B. Kupis, KR,

będzie jednak równoznaczne ze zignorowaniem subtelności

Warszawa 2009, s. 89-149. W tym miejscu można by się

każdego z powyższych stanowisk

też odwołać do strukturyzujących narrację bajki funkcji

2

określonych działań czy zdarzeń zaproponowanych przez

3

Władimira Proppa (idem, Morfologia bajki, tłum. W Wojtyga-

Pustynne+Wielkie + Nic.html, 29.09.2006.

Zagórski, Książka i Wiedza, Warszawa 1976) albo koncepcji

4

„bohatera" losepha Campbella (idem, Bohater o tysiącu twarzy,

php3?fID=103, 20.09.2006.

tłum. A. lankowski, Zysk i S-ka, Poznań 1997). Użycie takie

5

Gerry, „Teleświat" 7.03-13.03.2008, s. 63.
Za: http://www.filmweb.pl/topic/124101/
Za: http://www.innastrona.pl/kult_filmy_show
E. Szabłowska, Gerry, http://www.europaeuropa.pl/rc/

rc_0304171.php, 29.09.2006.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

�Filip Wróblewski

38

Camusie, Marcelu czy Kierkegaardzie? Niepo­
dobna odgadnąć. Egzystencjalny - być może.
Jaki jeszcze?
Materiały dystrybutora podpowiadają, że z
portretu dwóch przyjaciół na bezludnej ame­
rykańskiej pustyni twórcy wywodzą refleksję
nad ludzką potrzebą poszukiwania nieznanego
i przekraczania własnych możliwości. Gerry to
eksperyment, fascynująca opowieść otwierająca
się na to, co w kinie niespodziewane, niemożli­
we i zaskakujące. To film o inicjacji .
6

ści jest pozorna łatwość tego aktu. Tym samym
nietrudno pomylić pielgrzymowanie z włóczę­
gą, z błąkaniem się. Bohaterowie filmu zabłą­
dzili, zaś doraźnym celem, a raczej punktem
orientacyjnym, jest dla nich upragniony samo­
chód. Idą przed siebie nie dlatego, że pragną
iść, lecz dlatego, że zostali do tego zmuszeni.
To zasadnicza różnica. Jan Olszewski w napisa­
nej dla „Kina" recenzji z a u w a ż a , że o ile Gerry
stanowi metaforę „filozofii drogi", o tyle jego
przesłanie z a m k n ą ć m o ż n a stwierdzeniem,
że „człowiek powinien dążyć wyżej i wyżej,
taka droga prowadzi na zatracenie" . Gorzka to
refleksja.
8

I rzeczywiście, w jakimś stopniu jest to film
o inicjacji. O doświadczeniu granic i umiera­
niu. Lecz użyte słowo sugerowałoby coś więcej,
istnienie pewnego społecznego porządku, ja­
sno zdefiniowanej sytuacji, szeregu rytualnych
działań i właściwej im sceny, co najważniejsze
jednak, treści symbolicznych i wtajemniczonych
organizatorów rytuału sprawujących pieczę nad
inicj antami. Choć powyższych elementów nie
sposób odnaleźć to myśl o inicjacji jest wielce
pożyteczna, przyjdzie do niej jeszcze wrócić.
Inni widzą w Gerrym film drogi na mia­
rę epoki kontestacji. Opowieść o beznadziei,
o konieczności przezwyciężenia własnego losu,
równie fatalną jak ta z Sutry
słonecznikowej
Allena Ginsberga. Nie chodzi tu o bunt w czystej
postaci, chyba że jest nim wyruszenie w wędrów­
kę, ale o samo podjęcie wyzwania. Bohaterowie
zdają się ucieleśniać średniowieczną ideę życia
jako pielgrzymowania. Każdy z nich stanowi
inkarnację homo viator. Jeden z komentatorów
stwierdza wręcz i „Celem ich wędrówki jest cel.
(...) postacie porzuciły świat, w którym my tkwimv Donicw^z to co on w sobie zawiera jest tak
naprawdę nieważne Widzimy piekrzymów"?
Problemem współczesnego oglądu rzeczywisto­

6

Materiały dystrybutora, www.gutekfilm.com.pl/gerry,

20.09.2006.
7

M . Surowiecka, Gerry, http://www.stopklatka.pl/film/film.

Nieco inaczej widzi sprawę Tadeusz Sobo­
lewski, dla którego „trudność odbioru polega
nie na komplikacji, ale na zwodniczej prostocie
filmu" . Struktura dzieła, jak też sam sposób
realizacji zmuszają widza do niebywałego wy­
siłku, bezustannej uwagi - tu bowiem liczy się
każdy szczegół. Nieznośna statyczność, by nie
powiedzieć drętwota filmu pozostaje na granicy
oczywistości. To, co Van Sant pokazuje, męczy
monotonią, jałowością kadru, przytłumiona ko­
lorystyka kłuje w oczy Widz ma. wrażenie że
gdzieś to j u ż było. Ciągle powracające sceny,
obsesyjne wręcz kadry zachodzącego słońca
nocne rozmowy przy oenisku uiecia szczytów
rórskich i Drzeslizeuiacvch sie pomiędzy nimi
ławic chmur. To wszystko gdzieś było. Tylko
gdzie?
9

Sugestię powtarzalności, ciągłego chodzenia
w kółko na wzór ekranowych postaci, potęguje
pozwalająca wybrzmieć ciszy minimalistyczna
muzyka skomponowana przez Arvo Pärta. Dwa
utwory, którymi posłużył się reżyser - Für Ałina
i Spigeł im Spigeł - pojawiają się w momentach
najistotniejszych dla filmowej fabuły i są klamrą
spinającą początkowe i końcowe kadry.

asp?fi=10605&amp;sekcja = recenzja&amp;ri = 1096, 20.09.2006.
8

J. Olszewski, Śmierć

zbawia od miłości,

http://film.onet.

pl/9269,21500,recenzje.html, 3.10.2006.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Tom &amp; Gerry, ale bez Toma. Nadinterpretacje
Można pokusić się o wskazanie jeszcze jednej
płaszczyzny, w oparciu o którą Van Sant konstru­
uje misterną, w swej efemeryczności strukturę
rozpoznawalnego. Chodzi mianowicie o obraz
stanowiący jednocześnie medium komunika­
cji, jak i pewnego rodzaju sposób postrzegania
świata. Świata - jak pisał o tym Edgar Morin nie tyle odznaczającego się rzeczywistością, co
swoistą materialnością, tak daleką od opartych
na mimetyzmie powszechnych przeświadczeń
i przyzwyczajeń . Jak przyznaje sam reżyser,
„bezpośrednią inspiracją przy Gerrym, bardziej
niż współcześni artyści wizualni byli Tdla mniel
niektórzy wschodnioeuropejscy'filmowcy tacy
jak Bela Tarr lansco czy może najbardziej
Tarkowski" . Nabyte kompetencje kulturowe
widza oozwalaia wskazać ieszcze kilka innvch
nawiązań wizualnych, bo wyłącznie o filmowycłi mowy być tu rue może
10

11

Gus Van Sant u m i e j ę t n i e bowiem łączy
oszczędny język filmowy Dereka Jarmana, su­
rowość i eksperymentalizm choćby Blue - na
co mogą wskazywać błękitne kadry na począt­
ku i końcu - z ocierającymi się o prozaiczność
nagraniami Warhola. Lecz nie koniec na tym.
Pierwsza scena filmu, przedstawiająca długo­
trwałą przejażdżkę samochodem przez jałową
krainę, jako żywo przywodzi na myśl podobne
kadry z Lśnienia Stanleya Kubricka. Ujęcia su­
nących przez górskie szczyty chmur transplantowano wprost z Kovaanisaatsi Geofreya Reggio
Kolejnym nawiązaniem jeśli nie dosłownym cy­
tatem filmowym sa powtarzające sietrzykrotnie
sceny rozmów przy nocnym ognisku orzemesio
ne zMojego własnego Idaho. Zarówno droga jak

T. Sobolewski, Niezwykły film Gusa van Santa, „Gazeta

9

Wyborcza" 22.04.2003, http://www.gazeta wyborcza.
pl/l,75475,1438291.html, 3.05.2008.
10

E. Morin, Kino i wyobraźnia,

tłum. K. Ebenhardt, PIW,

Warszawa 1975, s. 199 i n.
11

Mówi

ognisko, jeśli potraktować je emblematycznie,
mogłyby posłużyć za przykład autorskiego języ­
ka, rodzaj piętna, które reżyser wyciska na swoim
dziele, komunikując się za jego pośrednictwem
raczej z sobą samym n i ż kimkolwiek innym.
Jak j u ż powiedziano, na filmie nie wolno
poprzestać. Czar srebrnego ekranu, który z cza­
sem nabrał rumieńców, zdaniem Morina oparty
został na ruchu, za pomocą którego możliwy
staje się realizm emocjonalny . Ruch w filmie
jest złudzeniem oka, to odpowiednia ilość klatek
wyświetlanych dostatecznie szybko, aby oszu­
kać patrzącego. Van Sant robi coś nowatorskie­
go w swej prostocie: nie wstrzymuje on filmu,
jak czynił to Jarman, każąc zamierać posta­
ciom na kształt płócien Caravaggia, czy Pasolini
w swojej części RoGoPaGa , naśladując Zdjęcie
z krzyża Reżyser Gerry'ego robi dokładnie na
odwrót. Jego aktorzy pozwalają ożyć malarskim
scenom w surrealnym krajobrazie matenalizuie sie szalony galop\ Płonących
W
Salvadora
Dali zaś myśliciel z Wrót liekieł Augusta Ro
dina'odzianv w T-shirt zasiada na szczycie rórv
i ciężko wzdycha - nad światem a może nad
12

soba Ponadto w omawianym filmie nietrudOV7L7CJ.

1_ V 7 1 1 d . V J . L V 7

W

V7111C1W l u l i J 111

1111111V.,

lllV^Ll

asp?fi=10605&amp;sekcja=3, 20.09.2006.

BARBARZVÑCA

LlvJ.

no dostrzec nawiązania do malarstwa Casnara
11V7

V I V / M 1 / - V V.

l i d W LC^ZjClllLCl

Vlv7

1 1 1 C 1 1 C l i O L V V &lt;X V_J O.J ^Ja.L (X

Davida Friedricha W^ iednei z knncnwvch scen
film,, iean Mnirh

n„d hrrroim

mnrtkl

z

1810

r. wędruje samotnie przez słone dno wyscniego
jeziora jako który
Cerrych, wcześniej, na
podobieństwo ° P
g ° na granicy zywior

low

z t o

l o n e

i światów Wędrowca

posrod

morza

chmur

Gerry grany przez Matta Damona przygląda
się beznadziejnie rozciągniętemu po horyzont
bezkresowi nieprzekraczalnych gor.

12

Morin w odniesieniu do sztuki filmowej, czy raczej

„technik filmowych", stosuje diadę projekcje-identyfikacje
(idem, op. cit., s. 123, 133, 138, 199), którą przemianowano
tutaj na „realizm emocjonalny" (por. J. Storey, Studia
kulturowe

Gus Van Sant, http://www.stopklatka.pl/film/film.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

39

i badania kultury popularnej. Teorie i metody, tłum.
I. Barański, WUJ, Kraków 2003, s. 24-30).

�Filip Wróblewski

40

Zwodnicza prostota, o której pisze Sobolew­
ski, jest jeszcze czymś więcej niż formą, w której
okrzepła ekspresja reżysera. Składa się na nią
narracja, w swej nieokreśloności wymykająca się
najprostszym, narzucającym się interpretacjom.
Zdaniem krytyka piszącego dla „Gazety Wy­
borczej" pokazana przez Van Santa „wycieczka
staje się alegorią tego związku. (...) to, co miało
być wędrówką z wyboru, zamienia się w przy¬
mus. Co miało być bliskością, staje się obcością,
bowiem szukając drogi, mężczyźni ra.z po raz
rozdzielaia sie" Tym samym uiawniony zostaie podtekst ceiowski" filmu zdiaenozowany w
po'staci umiarkowana Dziennikarz utrzymuie
jednocześnie, ze nietrudno go odczytać w końcu
13

13

14

T. Sobolewski, op. cit..

film można traktować jako „gejowską tragedię,
alegorię romantycznego poszukiwania wolno­
ści na bezdrożach, poza społecznymi regułami,
poza prawem naturalnym. Jednak zepchnięcie
tego filmu do jakiegoś mniejszościowego getta
odbiera mu moc" . Rozumienie takie wydaje się
kolejnym uproszczeniem czy wręcz krzywdzą¬
cym skategoryzowaniem, wciśnięciem Gerry'ego
w negowana, co prawda, ale jednak orbitę pre¬
tensjonalności „gejowskiej tragedii".
14

Choć Gerry to film drogi, mówi o czymś
więcej n i ż o „alegorii romantycznego poszuki­
wania wolności na bezdrożach, poza społecz­
nymi regułami, poza prawem naturalnym" .
To jakże umiarkowane stanowisko Sobolew15

15

Ibid.

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Tom &amp; Gerry, ale bez Toma. Nadinterpretacje

41

JÊ

skiego nie daje zadość zawłaszczającym dzieło
radykalnym roszczeniom wysuwanym przez
bojowników „własnej racji", utrzymującym, że
Gerry to „symboliczne odniesienie do egzystencji
homoseksualnej" . Internauta o symptomatycz­
nym pseudonimie Querelle na łamach gejow­
skiego portalu społecznościowego z dużą dozą
pewności odrzucającą alternatywne odczytania
mówi wręcz o „naszych bohaterach", „naszych
outsiderach"; „naszych", to znaczy homosek­
sualnych, będących inkarnacją, „kwintesencją
NASZEJ natury", która pozostaje niezrozumia­
ła . Dodatkowo internauta ten wprowadza para.—
boliczna wykładnie faz filmowei akcii wzdedem
eezystericU homoseksualna" naznaczona ko­
leino euforia rozooznania zagubieniem a w
finalne niedostosowaniem SDołecznvm To ko
leina iaskrawa nadinternretacia Czy ostatnia
z możliwych? Z całą pewnością nie
16

17

Ideolog kampu, a jednocześnie postać przej­
ściowa - jak określiła Oscara Wildea Susan
Sontag - pisze w przedmowie do jednej ze swo­
ich powieści, którą uznać należy za manifest
artystyczny: „Sztuka jest zarazem powierzchnią
i symbolem. Kto sięga po powierzchnię, czyni
to na własną odpowiedzialność. Kto odczytuje
symbol, czyni to na własną odpowiedzialność.
W rzeczywistości sztuka odzwierciedla widza,
nie życie" . Zaraz potem całkiem poważnie,
choć z właściwą sobie dozą przewrotności, doda­
je, że „każda sztuka jest bezużyteczna" .
18

19

20

Cóż zatem zobaczy w Gerrym ofiara antropo­
logicznej tresury? Odpowiedź nasunie się sama.
Wystarczy zaryzykować.

16

Za: http://www.innastrona.pl/kult_filmy_show.

php3?fID = 103, 2.10.2006.
17

18

Przyglądając się strukturze filmu, nie sposób
oprzeć się pokusie przywołania koncepcji kozła
ofiarnego, sformułowanej przez René Girarda.
Analogia do odmalowanego w Księdze
kapłań­
skiej obrazu kozła wypędzanego na pustynię
nasuwa się sama, on to „zabierze ze sobą wszyst­
kie ich winy do ziemi jałowej" . Bohaterowie a może bohater, skoro obaj noszą to samo imię
- filmu wychodzą na pustynię niczym banici
21

22

i Nowego Testamentu. Opracował
z inicjatywy Benedyktynów

Ibid.

zespół biblistów

polskich

Tynieckich, wyd. I I I ,

Wydawnictwo Pallottinum, Poznań - Warszawa 1980, s. 123.

S. Sontag, Notatki o kampie, dum. W Wartenstein,

„Literatura na świecie" 9 1979, s. 321.

22

„'Gerry' znaczy mniej więcej tyle co 'zlamas'. Często

mówimy: » H e j , chodź no tu, złamasie«, albo »Popatrz

O. Wilde, Portret Doriana Graya, Kraków 2001, s. 3-4.

na tego złamasa«. Bohaterowie filmu nie mają imion. Są

20

Ibid.

właśnie takimi złamasami. To jedno ze słów, takich jak

21

Księga

19

kapłańska

16,22 [w:] Pismo Święte

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

Starego

BARBARZVMCA

'facet' albo 'koleś', z tym że znaczy coś więcej. (...) To

�Filip Wróblewski

42

wygnani przez „cywilizację", odrzuceni przez
wspólnotę, która ich napiętnowała. W ich roz­
mowach i podejmowanych działaniach ujawnia
się pragnienie powrotu na łono ekumeny, porzu­
cenia złowrogiego locus horridus, w którym po­
byt dla jednego z bohaterów kończy się śmiercią.
Girard mówi jasno, że „znaleźć kozła ofiarnego,
to nie wiedzieć, że się go ma" . Pojawia się za­
tem pytanie: czy sam kozioł musi być świadom
roli, jaką przyjdzie mu spełnić? Czy bohaterowie
wiedzą, jakiego mechanizmu stali się częścią i co
ich czeka? Nie sposób tego odgadnąć.

po drugie, na odwołanie do wprowadzonej przez
Mirceę Eliadego kategorii illud tempus, w którym
uobecnia się to, co u początku. Sformułowanie
„dwa tysiące lat temu" nie jest niewinne, stanowi
figurę przywołującą chrześcijański praczas za­
łożycielskiej ofiary Chrystusa i jej zbawcze zna­
czenie. Sformułowanie to ujawnia jednocześnie
bezwiedność, intuicyjność właśnie, a z intuicyjnością najchętniej wiąże się mit. Jego istnienie
w pozornie odczarowanym świecie możliwe jest
poprzez mariaż z tym co oczywiste a zatem po¬
zostające poza kręgiem wszelkich podejrzeń

Wykorzystanie na potrzeby niniejszej inter­
pretacji nasuwającego się odwołania do koncep­
cji kozła ofiarnego Girarda to nazbyt prozaiczne
wytłumaczenie. Poszczególne elementy fabuły
wymagają o wiele wnikliwszej analizy, która
ujawni rozmytą i zakamuflowaną, ale jednak
możliwą inkarnację mitu. Mitu - należy do­
dać - ewangelicznego, transformującego epizod
z życia Jezusa, którym było kuszenie na pustyni,
w serię luźno powiązanych i na pierwszy rzut
oka niemających z sobą związku scen.

Zanim przyjdzie rozpatrzyć analogie mię­
dzy filmową fabułą a przywołanym wzorcem
zaczerpniętym z porządku mitycznego, należy
poświęcić nieco uwagi scenerii, w której mają
miejsce filmowe i ewangeliczne zdarzenia.
Miejscem „akcji" jest w omawianym przypadku
pustynia. Co znaczące, w filmie Van Santa jest
to słona pustynia, gdzie za pośrednictwem sym­
boliki soli uwypuklony zostaje aspekt śmierci.
Dorothea Forstner z a u w a ż a , że pustynia nie
tylko budzi lęk w człowieku, ale równocześnie
go fascynuje. „Jest krainą złego ducha, demo­
nów i smoków ełodu i pragnienia. Na pusty­
nię wypędza się zło. (...) Człowiek nie może
osiedlić
może ja tylko z trudem

23

Przywołana kategoria mitu ujawnia się nie
tyle w samym filmie, ile w wypowiedziach reży­
sera pragnącego w jakiś możliwie konstruktywny
sposób umotywować podjęty wysiłek twórczy.
Z rozbrajającą szczerością oznajmia on: „Nie
wiem właściwie, dlaczego kręcę takie filmy, ja­
kie kręcę. Robię to, co u w a ż a m w danej chwili
za słuszne, to raczej kwestia intuicji n i ż intelek­
tu" . Co ciekawe, „Gerry równie dobrze mógłby
opowiadać historię dwóch facetów, którzy się
tam zgubili dwa tysiące lat temu" . Powyższe
stwierdzenia wskazują, po pierwsze,
cjonalne uaktywnienie s i ę - i n k a r n a c j ę - mitu24

25

przejść w nadziel ze dotrze znowu do urodzaj­
nych okolic Pobvt na oustvni iest wiec czasem
pokusy i prób" , na które składają się oczekiwa¬
26

nie nokuta a w szczególności nost Widomym

znakiem ostatniego jest drastyczne zawieszenie
hiolocriczności ustanie codziennei aktywności
czy wręcz nnw.trzvmanie ,ie od I d z e n i a Tak
z a L w n i a L t r K r L k k i takie n L e n n w a n i e

słowo jest określeniem różnego rodzaju nieudaczników czy

onet.pl/F,9269,1121548,l,596,artykul.html, 29.09.2006.

bezużytecznych rzeczy". Mówi Gus Van Sant, http://www.

25

stopklatka.pl/film/film.asp?fi = 10605&amp;sekcja=3, 20.09.2006.

asp?fi=10605&amp;sekcja=3, 20.09.2006.

23

R. Girard, Początki kultury, tłum. M . Romanek Znak

Kraków 2006, s. 90.
24

Stach Szabłowski, Kiedy się zgubisz, robi się bardzo,

26

Mówi

Gus Van Sant, http://www.stopklatka.pl/film/film.

D . Forstner, Świat symboliki chrześcijańskiej.

Leksykon,

tłum. W. Zakrzewska, P. Pachciarek, R. Turzyński, PAX,
Warszawa 2001, s. 82-83.

bardzo cicho. Rozmowa z Gusem van Santem, http://film.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Tom &amp; Gerry, ale bez Toma. Nadinterpretacje
działań, stanowić ma metonimic śmierci . Pu­
stynia jest zatem nie tylko miejscem przerażenia,
ale i najwyższego, poprzedzonego przygotowa­
niem doświadczenia Boga.
Czym jest pustynia w swej istocie, najle­
piej chyba ukażą pieczołowite notatki Henryka
Sienkiewicza stanowiące owoc dwuletniego po­
bytu w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza na
Wschodnim Wybrzeżu. Drukowane na łamach
„Gazety polskiej" wiatach 1876-1878 Listy z po­
dróży zawierają literacki zapis pewnej ekspedycji
krajoznawczej:

stynia i wielka woda, a za wodą znowu pustynia,
która nie ma już końca .

27

- Co „blada twarz" chce robić na Mohave? spytał po chwili.
- Chcę ją widzieć - odrzekłem.
- Mohave bardzo zła. Tam nie ma nic.
- I tu nie ma nic.
- Tu są wiewiórki. „Blada twarz" może zabić
wiewiórkę i zjeść ją. Na Mohave trzeba umrzeć
z głodu.
- Czy Pero był tam już wiele razy?
- Pero bywał przewodnikiem białych przez
tę część, która jest na drodze między wielki­
mi miastami, ale w stronie, od której słońce
wschodzi, Pero nie był nigdy, bo tam pustynia
nie ma końca.
- Skądże więc Pero wie, że pustynia nie ma na
wschodzie końca, jeśli tam nie był nigdy?
- Pero słyszał to od bardzo starych ludzi, któ­
rzy opowiadali mu, że za „umarłym lasem" są
w stronie, w której słońce wschodzi, wielkie
góry, Pero był nawet w nich, ale w innym miej­
scu. Są to bardzo złe góry, bo nie ma w nich
trawy ani zwierząt. Za górami jest też sama pu­

2 7

P. Kowalski, Leksykon. Znaki świata.

Omeny, symbole,

znaczenia, PWN, Wrocław - Warszawa 1998, s. 551.
28

H . Sienkiewicz, Listy z podróiy

do Ameryki, PIW,

Warszawa 1989, s. 270.
2 9

28

Pustynia jest zatem „ekstatyczną formą zani­
kania", miejscem mitycznym, zakazanym, nie­
gościnnym i niedostępnym. Ujawnia ona z całą
mocą znikomość ludzkiego żywota, który zostaje
przez nią przełamany. Na dwa aspekty pustyni
zwraca uwagę Jean-Paul Roux. Po pierwsze, jest
to obszar geograficzny, „gdzie nic nie rośnie,
gdzie nie ma żadnego życia". O wiele donioślej­
szy jest aspekt drugi, psychologiczny, bowiem
„jest to zarazem pustka serca wyjałowionego
z uczuć" . Pustka, wobec której możliwa jest
tylko i wyłącznie bezwarunkowa kapitulacja.
29

Pustynia jest zatem miejscem najdogodniej­
szym dla wypróbowania człowieka w warunkach
granicznych. Współczesny francuski myśliciel
Jean Baudrillard zwraca uwagę, że ona „jest
pułapką przestrzeni i pozorów. W tę pułapkę
wpadają wszystkie wartości i kategorie umysłu
i automatycznie się zacierają" . W konfronta­
cji z tym miejscem, z jego wszechogarniającym
ogromem, ciszą, która „jest także wizualna.
Buduje ją zasięg spojrzenia, które nigdzie nie
znajduje punktu od którego mogłoby sie od30

I

I

BARBARZVMCA

F

•&gt;

&amp;

&amp;

1

V

bić" uiawnia sie w sposób dramatyczny i to¬
talny'kruchość istoty ludzkiei iei ograniczenia
i znikomość Zaś wszystko co poza pustynia
ulara zawieszeniu ze względu na iei doimuiacà
i bezacelacvina obecność Dobro zło staia sie
nieistotne, prawda i fałsz obojętne Człowiek
umiera iest sam ze swoim ciemieniem I udz
kiee pożądania konaia w lezusie można odnieść
wrażenie iz nodohnie dzie,e siè z Gerrvm ara
nvm przez Caseya Aflecka
31

3 0

J. Baudrillard, Przed końcem.

Rozmawia Philippe Patit,

tłum. R. Lis, Sic!, Warszawa 2001, s. 108.
31

J. Baudrillard, Ameryka, tłum. R. Lis, Sic!, Warszawa

2001, s. 13.

J.-E Roux, Jezus, tłum. J. Fenychowa, Znak Kraków, s. 150.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

43

�Filip Wróblewski

44

Jezus kona w oderwaniu od ludzi, aby naro­
dzić się jako Chrystus. Towarzyszą mu jedynie
zwierzęta i Szatan . Umieraniem jest dla niego
j u ż sama walka. Jean-Paul Roux, pisząc o boskoludzkiej naturze Jezusa, zauważa, że „w kondy­
cję ludzką wpisane jest pragnienie jej przezwy­
ciężenia" . Pustynia staje się zatem miejscem
ucieczki umożliwiającym spotkanie z tym, co
wykracza poza tu i teraz, poza dojmującą rze­
czywistość. Walka wewnętrzna otwiera dostęp
do sfery przekraczającej człowieka i jego moż­
liwości poznawania, wymaga innej wrażliwości
i otwarcia sie na to co pozazmysłowe Zmysłv właśnie stanowią mdymentarna Przeszkodę
w oddzieleniu się od świata. Najdobitniej świadczv o tvm historia oiców pustyni eremitów
którzy Dorzucili dotychczasowy tryb życia D O '
świecaiac sie nieustannei adoracii Bopa Święty
Antonii Wielki „powiedział, ze człowiek, który
mieszka na nustvni i trwa w skunieniu wolnv
,est od nntrńinri walki - o słuch o mowę i'o snoi
rżenie. Musi jedynie walczyć o' serce"
32

33

34

Walka o serce stanowi najdonioślejszy mo­
ment próby, od niej zależy, czy pozostanie się
wiernym przekonaniom i przeznaczeniu, czy
pozostanie się sobą. Synoptyczne Ewangelie
Mateusza i Łukasza ukazują trzy etapy kusze­
nia Jezusa. W Ewangelii Marka znaleźć można
jedynie dwuzdaniową w z m i a n k ę o tym fakcie,
z kolei Ewangelia Jana pomija milczeniem całe
zdarzenie. Dramat możliwości zwątpienia roz­
grywa się między dwiema postaciami, między
kuszonym a kuszącym. Ewangelie przedsta­
wiają heroiczny obraz Jezusa, pewnego i zde­
cydowanego nie moga wsnominać o wahaniu
czy wątpliwościach Tym samym nie ma w tak
przedstawionym wizerunku lezusa merwiast
ka ludzkiego typowei dla niego niepewności
rozchwiania Nie ma mowy o przezwyciężeniu

samego siebie. Nie ma sugestii dotyczącej zma­
gania się z sobą, z głodem. Widzimy za to nie­
zachwiane zdecydowanie, wypowiadane słowa
utwierdzają stanowisko i autorytet.
Nieco inaczej rzecz ma się z Gerrym. Jeśliby
potraktować wprowadzenie dwójki postaci o tym
samym imieniu do fabuły filmu jako zabieg ma­
jący na celu artykulację walki wewnętrznej jed­
nostki, rozpisaniu jej z monologu wewnętrznego
na teatralny dialog, to zasadna staje się analogia
Jezusa z Gerrym. Język filmowy ze względu na
swą
specyfikę wymaga takiego zabiegu, bowiem
- jak twierdzi przywołany j u ż wcześniej Edgar
Morin - „każdy film kinowy (...) jest katedrą
w której celebruje się kult ruchu" . Gerry wyzuty
z tego aspektu stałby się jeszcze bardziej niezno­
śny, nie do oglądania.
M i ę d z y filmem Van Santa a przekazem
ewangelicznym istnieje wyraźna paralela doty­
cząca poszczególnych scen i przejawów kusze­
nia. Tak w pierwszym, jak i w drugim przypadku
przedstawione zostaje pragnienie zaspokojenia
podstawowych ludzkich potrzeb. Jezus sam po­
zbawia się możliwości spożycia chleba. Postacie
w filmie gorączkowo poszukują źródła, którego
jednak nigdzie nie ma. Jezus - idąc zgodnie
z kolejnością zdarzeń przedstawioną w Ewan­
gelii Mateusza - staje w narożniku świątyni.
Gerry grany przez Caseya Aflecka skacze z samotnei skały zaś iego towarzysz stara sie aby
tamten nie uraził stopy o kamień. Jezus staje na
górze i spogląda na wszystkie królestwa świata
Aktorzy Van Santa również przygladai a sie - dla
o d m i a n y - n i e g o ś c i n n e i krainie rozciagaiacei sie
az po horyzont.
Joseph Ratzinger wskazuje, że trzecia pokusa
jest najważniejsza, bowiem dotyczy tego, czego
„musi dokonać Zbawca świata"; to pokusa prze­
zwyciężenia „ziemskiej bezsilności" nie poprzez
35

32

Por. M k 1,13.

M . Borkowska, Wydawnictwo M , Kraków 1992, s. 38.

33

J.-P. Roux, op. cit., s. 154.

3 5

34

Pierwsza Księga

starców.

E. Morin, op. cit., s. 123.

Gerontikpn, dum.

BARBARZYŃCA

3 - 1 (1 3 - 1 1) 3 0 0 9

�Tom &amp; Gerry, ale bez Toma. Nadinterpretacje
ofiarną cierpliwość i posłuszeństwo, lecz za
pośrednictwem przemocy . Patrząc na wyraz
twarzy postaci filmowych spoglądających na
niekończące się łańcuchy gór, można przypusz­
czać, że ich myśli dalekie są od chrystusowego
opanowania i stateczności. Utwierdza w tym
załamujący się, płaczliwy ton głosu, jakim z sobą
rozmawiają. To, co im towarzyszy, to dezorien­
tacja, ból i rozczarowanie rodzące gniew, usilne
pragnienie zmiany własnego położenia. Później
jest j u ż dłużąca się niemal w nieskończoność tak dla bohaterów, jak i widzów - próba OpUSZ¬
czenia pustyni.
36

W przypadku Jezusa staje się ona punktem
wyjścia, stanowi bowiem pomost między ży­
ciem ukrytym a otwartą działalnością. Tekst bi­
blijny, posługujący się właściwym sobie kodem
alegorycznym, za pomocą liczby czterdzieści
zrównuje okres próby opisany w ewangeliach z
wędrówką ludu wybranego z Egiptu do ziemi
obiecanej. Tamta tułaczka przez pustynię miała
służyć wytraceniu starego pokolenia, a zatem
jego przewin. R ó w n i e ż dla Jezusa pustynia
jako przeciwstawienie ogrodu staje sie miej¬
scem pojednania i uzdrowienia" miejscem
oczyszczenia Jego misja staje sie możliwa do
realizacji gdyż udało mu sie wejść w dramat
ludzkie egzystencji przemierzyć i a az do sa
niegodna" *
37

3

Co się dzieje z bohaterami filmu? Czy ten
niegościnny teren pozwolił im wzrosnąć, stać się
doskonalszymi, zrozumieć sens ich wędrówki?
Jeśliby zinterpretować ciąg scen finalnych w
Gerrym za pomocą odwołania do wzorca mitycz­
nego - którego obecność wykazano - okazuje
się, że to, co niezrozumiałe czy wręcz szokujące

3 6

J. RMzinger, Jezus z Nazaretu. Cz. 1. Od Chrztu

45

dla większości widzów, ma głęboki umykający
współczesnemu myśleniu sens. Uogólniając,
myśl współczesna przeczuwa jedynie związek
z mitem, ponieważ - jak stwierdził w jednym
z wywiadów Mircea Eliade - „sacrum jest za­
kamuflowane w profanum" . Nie dziwi zatem
konsternacja wobec sceny, w której jeden z boha­
terów obejmuje drugiego, dopiero po chwili oka­
zuje się, że to co wydawało się być pocałunkiem,
było jedynie morderczym uściskiem.
i9

Pomocą w zrozumieniu związku tej sceny
z przygodami Jezusa na pustyni niech będzie
wypracowana przez Georgesa Bataillea teoria
dotycząca erotyzmu. W swoich pismach sta­
rał się on wykazać głęboką jedność pozornych
antagonizmów, jakimi są narodziny i śmierć.
W obydwu omawianych przypadkach chodzi
o uśmiercenie - w pierwszym działanie to do­
tyczy pożądliwości w sobie, w drugim jej per¬
sonifikacji. W przypadku Jezusa przybrało ono
formę trzech dobitnych deklaracji, u Gerryego
przyoblekło się w wy 111 () w 11 y dramatyczny akt.
Bataille podpowiada że sposobem na przekro­
czenie zakazu - a tym objęte zostało zabójstwo
- jest transgresja. Tworzy ona „wraz z zakazem
jedną całość, określając życie społeczne. (...)
transgresja jest jego oczekiwanym dopełnieniem
- jak rozkurcz przywołany skurczem pulsują­
cego serca. Skurcz nie poddaje się bynajmniej
rozkurczowi, lecz się go domaga" . Dodać na­
leży, że mechanizm transgresji daje „możliwość
przeżywania (...) tego wszystkiego, czego sami
nie mielibyśmy odwagi p r z e ż y w a ć " . Z ko­
nieczności upraszczając jego rozumienie, moż­
na przypisać mu funkcję organizowania fabuły
w tekstach kultury.
40

41

Rocąuetem,

tłum. K. Środa, KR, Warszawa 1992, s. 149.

G. Bataille, Erotyzm, tłum. M. Ochab, słowo/obraz

w Jordanie do Przemienienia, tłum. W Szymona,

4 0

Wydawnictwo M , Kraków 2007, s. 46-48.

terytoria Gdańsk 2007, s. 69.
G. Bataille, Historia erotyzmu, tłum. I . Kania,

37

Ibid., s. 37.

41

38

Ibid., s. 36.

Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2008, s. 139.

3 9

M. Eliade, Próba

labiryntu. Rozmowy z Chude-Henri

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVMCA

�Filip Wróblewski

46

Teraz dopiero staje się zrozumiały czyn Gerry'ego granego przez Matta Damona. Aby doko­
nała się przemiana, a tym samym możliwe stało
się opuszczenie pustyni, winien on zabić. To, że
w chwilę po tym, jak to zrobił - z perspektywy
widza - dostrzega poszukiwaną przez cały czas
drogę, która znajdowała się nieopodal, mogło­
by świadczyć o ironiczności przesłania fdmu
lub wręcz braku takowego. Tak jednak nie jest.
U w a ż n a analiza tego, co reżyser pokazuje po
scenie śmierci wskazuje że drugi Gerry można
by powiedzieć Gerry prawdziwy, doświadczył
wizi i Chmurv przesuwaj ace sie z wielka szybkościa nad jego głowa wskazują na długotrwałość
tego stanu Ponieważ pozostał jedynym żywym
bohaterem można mniemać ze to co pojawia
sie na ekranie i est tym co widzi ocalały Gerry
W maiakn tym bohater 7 perspektywy kierowcy
pędzącego samochodu widzi długą krętą drogę,
na końcu którei stoi on sam O tvm że bvła to
tylko w i , a unewnia ciało kolein które n L u
ca zmierlaiac w stronę iadacvch samochodów
dnstr.e.nnwh wkrótce no tvm iak n d . v s k a î
7

L'A

ŁJ

y Lvy

A A A A AVJ

JV^•

Odczytanie tej sceny wydaje się kluczowe dla
zrozumienia całości dzieła, jak też jego związku
z przekazem Ewangelii. Popełniony czyn nosi
znamiona transgresyjnego, bo miał miejsce poza
ekumeną, w szczególnej przestrzeni naznaczo­
nej sacrum. Zdaniem Bataille'a świętość i święto
są źródłem transgresji wykraczającej poza to, co
zakazane. Mord staje się zatem możliwy i zo­
staje popełniony. W tym momencie najpełniej
ujawnia się mityczny wzorzec, bowiem bohater

doznaje oświecenia, prawda zostaje przed nim
odkryta - choćby miał jej nie rozumieć. W tej
także chwili dopełnia się jego przeznaczenie, ma
iść dalej, jego misją jest życie. Jakie ono będzie
- nie wiadomo.
To, czy film Van Santa z całą mocą pokazuje
„milczenie Boga", swoistą niemożność doświad­
czenia transcendencj i lub odwrotnie, niemożność
zrozumienia niemego, nie-ludzkiego języka, ja­
kim Bóg się posługuje, nie ma najmniejszego
znaczenia. Istotna jest za to paralela z postacią
Chrystusa i próbą, jakiej został poddany na pu­
styni. W Gerrym przemiana wewnętrzna zostaje
pokazana przez zjednoczenie przeciwieństw
- jeśliby w taki sposób scharakteryzować posta­
cie. To, czy się ona w pełni dokonała, pozostaje
kwestią otwartą. Przemawiałoby jednak za tym
wprowadzenie postaci dziecka jako metafory
niewinności i odrodzenia. Odrodzenia, którego,
tak jak Jezus, dostępuje bohater.
Rozstrzygnięcie tego, na ile zaprezentowana
nadinterpretacja Gerry'ego jest słuszna, pozosta­
je w gestii czytelnika. Na pewno nie jest to ani
jedyna, ani najpewniejsza interpretacja, bowiem
kluczy pośród koczowniczych obozowisk sensu,
niedoścignionych i dzikich, podobnych nie­
okiełznanym hordom nomadów z dalekich ste­
pów Azji, widzianych dawno temu i trwających
jedynie w bliżej nieokreślonej, zacierającej się
legendzie, w wątpliwych zakamarkach pamięci.
Na odchodnym można spytać, czy to jeszcze
antropologia? A jeżeli nie, to co by nią było? Co
byłoby ta jedyna najwłaściwsza nadinterpreta¬
cją, naddatkiem w próbie rozumienia?

Tom &amp; Gerry, But Without Tom
The article presents some possible interpretations of the movie Gerry directed by Gus Van Sant.
In the first part author goes through "overinterpretations" which appeared in newspapers and
internet portals. I n the second part author's own anthropological "overinterpretation" is presented,
in which mythological layers of the movie are explored. Most of them concern repeating evangelical
myth of Christ.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9970" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9948">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e4f54c6c167df6875a409a6ad36dd290.pdf</src>
        <authentication>174ccc280f4e10cc5fa795a173b49c12</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118620">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5687</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118621">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118622">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118623">
                <text>Zadrożyńska, Anna (1938-2013)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118624">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118625">
                <text>Innego końca świata nie będzie / Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118626">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1(19) s.7-21</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118627">
                <text>Wróblewski, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118628">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118629">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118630">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118631">
                <text>ońca świata
me będzie
z Anną

Zadrożyńska

rozmawia Filip W r ó b l e w s k i

1

Anna Zadrożyńska: Jeśli mam o sobie mówić, to
proszę o szacunek, bo świat ujrzałam rok przed
wybuchem światowej wojny

Sęk w tym, że nie jestem z Krakowa, czy raczej - nie
całkiem. Jestem Hutasem, pochodzę z Nowej Huty,
a to robi sporą
różnicę.

Filip W r ó b l e w s k i : Skoro gramy w ten
miejsce urodzenia?

Aha! Rozumiem. No, to jest po prostu życio­
rys. Kontynuując, cała moja rodzina właśnie ze
stolicy się wywodzi: ojciec i jego rodzina, mama
też, chociaż już jej rodzice przybyli tu z różnych
stron Polski.

sposób:

Warszawa, jestem warszawianką, dla krako­
wiaków: niestety!
Jak to

„niestety"?

...to odwołanie się do stereotypu, krakowia­
kom podobno nie należy w ogóle wspominać
o warszawskości.

Przed wojną zamieszkaliśmy na warszawskim
Żoliborzu. Tu, podczas okupacji, rozpoczęłam edu­
kację w klasztornym przedszkolu, potem prawie do
matury nadal „byłam w klasztorze" Sióstr Zmar­
twychwstanek. To dość długo, nabiera się wtedy

Niniejszy materiał stanowi fragment rozmowy przeprowadzonej w ramach projektu badawczego „Etnografia jako
doświadczenie osobiste. Generacyjne uwarunkowania przemian metodologii i praktyk badawczych" realizowanego
w latach 2011-2013, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki (grant numer 2011/01/N/HS3/03273).
Wypowiedź autoryzowana.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

�Wywiad

8

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�9

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e
pewnego stylu, ale i wiedzy, np. o dorocznym cyklu
świętowania, o świętych pańskich, o katolickich
(wyłącznie!) ceremoniach i obrzędach. A to już jest
materia do wykorzystania wiele lat później w etno­
graficznych studiach i naukowej refleksji. To taki
jasno sprecyzowany punkt widzenia do badań nad
świętowaniami w Polsce. Tym zresztą zajmowałam
się przez pewien czas. I dość, porzuciłam temat, bo
tak naprawdę świąt bardzo nie lubię. Obchodzę je
z daleka. Często wtedy wyjeżdżam nad morze.
Ale tam też są święta,

choćby

którym towarzyszy kościelna komercja. Dopiero
na nie nakłada się komercyjność świecka. Nato­
miast 11 Listopada dotyczy Narodu i Państwa,
a one nie dysponują środkami nadprzyrodzonego
przymusu. Moglibyśmy się po prostu wspólnie
cieszyć, ale tego nie mamy w tradycji. Tradycji
uczymy się w dzieciństwie. We własnym doro­
słym życiu miałam oczywiście czas, gdy powta­
rzałam to, czego nauczyłam się w domu: wielka¬
nocne mazurki (które pewnego roku rozbawieni
goście zjedli już w Wielki Piątek), jedwabiste,
p cirzone drożdżowe baby i aromatyczne, aksa­
mitne bożonarodzeniowe makowce. Wyrób ciasta
p cirzone20 to był rodzinny prawie rytuał sprzed
kilku pokoleń. Robiło się je przyna mniej dwa¬
dzieścia godzin albo dobę. Samo ciasto wymagało
trzykrotnego wyrośnięcia i na dodatek wsoania
łego wyrobienia do wyrośnięcia. Wyrabiało sie ie
orzy oomocy młodych ludzi Mamy nasze mia y
trochę takie reumatyczne dłonie
Służyła do
tepo snecialna niecka ona ieszcze do tei nory iest
u rodziny mojego brata w Fałenicy Specjalna
niecka — tego nier obiło sie z dwóch kilogramów

Bożego Narodzenia.

Ale tam da się je ominąć. Tam Boże Narodze­
nie jest naprawdę świętem rodzinnym i delikatne
wymówienie się od zaproszenia jest przyjmowane
z wdzięcznością. Co innego Wielkanoc, ona
otwiera wrota domów na ludzi.
Powiem, że to jest dość śmiałe wyznanie, jak na
osobę, która napisała kilka książek na ten temat .
1

Przecież się do tego przyznałam. W pierw­
szym zdaniu Powtarzać czas początku (i Światów,
zaświatów)
napisałam: „świąt można nie lubić".

r yiko
Ik z, n
rn r b
l V Ustarczyło.
t AAle
l'
piętnastu
DyHI wszystkicn
r

to było ciasto jak aksamit, ono wreszcie musiało

wyrosnąć było opieczone a po wyjęciu z pieca
Zwłaszcza, że Boże Narodzenie zaczyna sie tuż
po Wszystkich Świętych...
Tylko sie dziwić naszej
narodowej niegospodarności,
skoro nie
zrobiliśmy
nic z U Listopada.

mu
. * °
! ,
° {I
^ "" można je było jesc do Wielkanocy, jeśli by czło­
0 p a

St0

a

aS

lo był przepis sprzed Hus pokoleń, jednym siowem — święto.

Dalej Pani twierdzi, że nie lubi

Zob.: A. Zadrożyńska, T.M. Ciołek, J. Olędzki, Wyrzeczysko. O świętowaniu w Polsce, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976; A. Zadrożyńska,
t

^ylb Z ^ ^ ^ " ^ Z ^ ,

C1

wiek wytrzymał, bo ono się nie starzało w ogolę,

To są odmienne świętowania. Doroczny cykl
świąt katolickich wymusza przestrzeganie reguł,
2

C

świąt?

Lubiłam. Święta to był smak, zapach i emocje
dzieciństwa, może też i młodości. Wtedy była w nich
^
•
^ ,

Warszawa 1986; idem, Powtarzać czas początku, cz.

widzę w świętowaniu tylko biesiadowanie. Czy biesiadowanie ma w sobie cokolwiek tajemniczego?
Gdy przygotowania do świąt zaczynały się na kilka

ty zaświaty O tradycji wietowań w Polce Twój Styl
WaSzawa2000; idL, Świętowania polskie. Przewódnikpo tradycji, Twój Styl, Warszawa 2002.

^g ^
ś m e j , gdy myślało się np. o wigilijnych podarunkach dla ludzi bliskich, gdy właściwie
wszystko bywało problemem, bo najprostsze zakupy

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

0

1w c z e

�10

Wywiad

(to okupacja i PRL były czasem mojego dzieciństwa
i nawet młodości) wymagały nie tylko pieniędzy,
ale głównie inwencji i zaradności, wszystko stawało
się niespodzianką. A co dopiero, gdy w wigilijny
wieczór, ku zdumieniu dzieciarni, u drzwi stawał
prawdziwy Święty Mikołaj (zresztą od dawna już
bardziej krasnala przypominający niż świętobli¬
we go biskupa sprzed wieków). Do pewnego czasu
właściwie chyba wierzyliśmy w jego istnienie, aż do
momentu obnażenia tego oszustwa. U nas robiło
się takie „centralne" Wigilie. I jeden, jedyny stryj,
którego nigdzie nie aresztowali i którego wojna
nigdzie nie rzuciła przebierał sie za Mikołaja Do
pewnego czasu właściwie wierzyliśmy w to że to jest
Święty Mikołaj. Ale któregoś dnia kiedy przyszedł
Mikołaj - pewnie już dojrzałam' za stara byłam
na to i postanowiłam zupełnie obnażyć kłamstwo
-ściągnęłam mu brodę. \ robiła sie konsternacja
tak mi sie żal zrobiło własne™ wyobrażenia o świefach Tak naprawdę to było obrzydliwe z mojej
strony - brodę mu Ś c i s n ę ł a m Podejrzewałam

tam patrol niemiecki, który wparował do domu.
Moja mama, kiedy aresztowali ojca, zaczęła pro­
wadzić - to się nazywało: sklep - paszteciarnia
czy coś takiego, takie miejsce, gdzie przychodzili
ludzie. Były ciastka, które piekła babcia, mama
sama robiła kajmaki, ktoś przywoził eklery i obok
tego pomieszczenia sklepowego było po schod­
kach wejście do pokoju - kiedyś była tam jakaś
restauracja albo coś w tym rodzaju - tak jakby
mieszkalnego pomieszczenia. Dopiero potem, po
wojnie się o tym dowiedziałam, wtedy przecież
nikt dzieciom takich rzeczy właściwie nie mówił.
Mama po prostu brała udział w konspiracji i tam
pod podłoga były skrytki w tym pomieszczeniu
poza sklepem, skrytki na broń na rozmaite eranatyiinne takie rzeczy. Oczywiście opalało się to

A szkoda bo dzieci nowinnv iak n a i d L e i w i e r z v ć

bvł z nierwszego nierra

w marzenia ocierać sie o r.iemnire Dziś nisz, lisrv

nLrhodził

do Świętego Mikołaja

A mamy,
m wywracaliśmy
r
l"'m rto \
rk ' k'
A juz
i *
wszystko
kiedy
zaczęliśmy się dogrzebywac do wnętrza tej sterty,
wszem patro niemiecki, i rzycnodzno dziesięciu

7

Świat tajemnic mojego pokolenia to wojna
i powojenny rozgardiasz. Wiem, to była tragedia,
ale dla dzieciarni czas wojny to był czas wspania­
łych zabaw. Nic naprawdę nie było „naprawdę"!
Ani groza wojny, ani popowstańczego wysiedle­
nia, ani powojennych ruin. Wszystko mogło się
stać fragmentem zabawy: „To teraz ja do ciebie
strzelam, a ty upadniesz", „Dobra. Zabiłaś mnie",
„No to nie wstawaj". I on wstaje! Śmierć była
nierealna, nawet podczas Powstania. Byliśmy
zbyt mali... Ale bardzo niedługo potem wszystko
nagle stało się realne.
Oczywiście, w tej wojnie działy się rzeczy
okrutne i okropne, ale ludzie żyli. Wobec tego
mieli inne, rozmaite problemy, coś się działo
zupełnie innego. Na przykład doskonale pamię­

Piecykiem koza zresztą w tych domach w ogóle

nie było centralnego ogrzewania tylko były piece
wiec był skład tak stała w rogu ta koza było
drewno szczany rozmaite i chyba trochę koksu
czy czegoś M i a ł a m takiego kumnla H e n i a który
m

L v L '

mv z drugiego

Henio

n r z w h n d z n i sie b a w i ć -

L

INiemcow

to nie było tak mało

uzbrojonych

po zęby. Moja mama zaczęła nas odganiać od tej
sterty i mowie: „Uzieci, dajcie spokój, nie bawcie
się, nie bierzcie tego.. Niemcy usiedl^jakies
ciastka sobie zafundowali, czy cos, a my z Heniem
do tej kupki lotem wyszli, lam po prostu była
ukryta bron, której jeszcze nie zdążyli ludzie scho­
wać. Gdybyśmy z wdziękiem, z tym Heniem, to
rozgrzebali do końca, to dopiero byłaby jatka.
Mama mi to powiedziała dopiero po woj­
nie. Nie wiedziałam w ogóle. Więc, gdyby się
podobne rzeczy mówiło dzieciom, być może, że
byłyby mądre albo byłyby jeszcze głupsze, niż
były i na przykład by do tych Niemców poszły
i to pokazały: „Panowie, macie taki karabinek.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�11

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e
A tu tyle leży". Nie sądzę, żeby tak było, ale mogło
tak być. W każdym razie to były takie sytuacje,
które gdzieś nawiązują do ruchu oporu, czy do
czegoś podobnego, ale obok tego była jakaś swego
rodzaju społeczna więź, która cały czas nie wyma­
gała zdawania sobie spawy z tego, że ludzie robią
rzeczy wielkie, wspaniałe. Oczywiście, oni ryzy­
kowali. Zresztą właściwie niesłychanie popularne
było robienie makaronu. Makarony się robiło po
to, żeby je suszyć i żeby były właśnie dla ruchu
oporu, żeby mieli co jeść, bo coś trzeba było jeść.
Więc jeżeli gdziekolwiek była jeszcze jakakolwiek
mąka i można było ją kupić podczas okupacji,
to się robiło makarony. To też było tajne, robiło
się je w mieszkaniach, a już
pewno nikt rici
zewnątrz o tym nie musiał wiedzieć. Bieda solida­
ryzuje ludzi natomiast brak pieniędzy wywołuje
rywalizację.'
J

Dla dorosłych, niestety, cały ten Zły Czas był
aż w nadmiarze realny. Dobrze jest być poza nim,
ale dla tych, którzy go przeżyli, nawet w formie
dziecięcych zabaw, staje się on Czasem Wstęp­
nego Chaosu (jak u Mircei Eliadego), układem
odniesienia dla ocen współczesności. Dobrze, gdy
kolejne pokolenia o tym rozmawiają- o tym świe­
cie, którego na szczęście już nie ma. Rozmawiają
nie tylko o martyrologii i czynach bohaterskich,
ale o wydarzeniach codzienności, o okupacyjnych
patrolach niemieckich żandarmów, o konspiracji,
0 głupocie i cwaniactwie ówczesnych dzieciaków
1 o odwadze dorosłych. Ten „powstańczy zryw",
„bohaterstwo", „patriotyzm" tamtych lat to wspa­
niała przeszłość i legenda. Może niezbyt mądra,
ale na pewno wspaniała. Dziś zobowiązani jeste­
śmy po prostu do przyzwoitości...
Mieszkam na warszawskim Marymoncie, na
dwunastym piętrze zwyczajnego domu miesz­
kalnego. Najważniejsze jest to, że mam widok,
przestrzeń nie jest depresyjna. Otwieram okno,
mam przestrzeń i Lasek Bielański po drugiej

l (19)

P019

BARBARZYŃCA

stronie. Po prostu wychodzę na spacer - mam
dwie godziny spaceru, mogę nawet do Młocin
dojść, jeśli oczywiście mam jakie takie nogi. Są
trasy spacerowe, tu jest taki kanałek wzdłuż trasy
Wisłostrady, więc gdzie człowiek wejdzie, to po
prostu ma przyjemność. To już jest poza miastem.
Człowiek ma szansę spokojnie myśleć. To jest
coś takiego, co uspokaja. Człowieka ogarnia taka
frajda myśli w tym wszystkim i nie jest to bolesne,
nie jest wymuszone: „trzeba", „koniecznie", „jest
tylko dziesięć minut". Można tak na spokojnie.
Bardzo spokojnie. Patrzeć na mech, na borówki
czerwone — brusznice albo na te borówki czarne
- jagody Patrzeć na drzewa W ogóle przychodzą
różne rzeczy do głowy. To naprawdę inspiruje
Poza tym nagle naprawdę w takim kontakcie
z przyroda takim niewymuszonym takim zupeł
nie zwyczajnym zdaie sobie sprawę z tego że
iest sie cza tka tego wszystkiego i że w badaniu
kultury nie można oominać asoektu fizycznego
człowieka że biologia i ta natura w nim iest
Inie wiem jak bv zaprzeczać i mądrzyć sie na ten
temat to n euwzglednianie tego akurat L e k t u
zrobiłoby bardzo dużo złego
Blok to wstępne pole moich etnologiczno-antropologicznych penetracji. Dalej jest mia­
sto, Warszawa. Wydaje się, że dziś właśnie miasta
stają się naturalnym miejscem osadnictwa ludzi.
Dlatego są ciekawe. Wioski okazują się minia­
turami miast, sypialniami dla mieszczuchów,
miejscami weekendowych powrotów miejskich
emigrantów (nazywanych „słoikami"). Niewiele
ma to wspólnego z etnograficzną wizją kul­
tury ludowej. Tu, w mieście, wyraźnie widać,
że rodzina, jakaś grupa sąsiedzka, zawodowa,
towarzyska demonstruje własny styl życia, jakąś
kulturę jakąś własną ludowość" jakieś trady­
cje, choćby i niedawne. Bo i sąsiedztwo miesz­
kańców miejskich (nie tylko Warszawy) osiedli
jest dziś kalejdoskopowe. Choćby takie osiedle
jak to, gdzie w PRL-u to była spółdzielnia

�12

Wywiad

nauczycielska i trzeba było być albo nauczy­
cielem, albo mieć „znajomości". Różne rzeczy
się w Polsce robiło, żeby można było dostać

mieszkanie. W każdym razie, w pewnym stop­
niu spółdzielnia była ekskluzywna - to może za
mocne słowo, ale tak jakoś środowiskowo okre­
ślona. Potem, gdy w 1989 roku zaczęły się prze­
miany, zwiększyły się możliwości dla bogatych

- bo tu różni ludzie mieszkali - dla bogatych,
którzy dorabiali się i zaczęli się wyprowadzać,

zostawiając mieszkania. Zaczęto je wynajmo­
wać albo sprzedawać. I zupełnie inny zestaw
ludzi się wprowadził. Na moim piętrze mniej
ale i bez tego jest tutaj spora rotacja zupełnie
nieprawdopodobna. Na „moim" osiedlu był

już czas dominacji Wietnamczyków. Wynaj¬
mowali bo nie mieli mieszkań W tej chwili
już sie gdzieś przenieśli bo już sie dorobili albo
wyjechali z Polski albo' się dorobili i mieszkają
gdzie indziej Nierzadkie iest sąsiedztwo mał
ż e ń s t w mieszanych (nolsko a f r y k a ń s k i e

nolsko

h i n d u s k i e nolsko c h i ń s k i e nolsko i a n o ń s k i e ^
d l , n r z v k ł ' d n - hvła tn taka' d z i e w r z v L
a

\

Z

m

.

y

H

.

,

0

n

•

f

[ '

która

,

r

wyszła za mąz za Hindusa, u n a jest japonistką
i poznali się w japonn. Kozmawiają
trojgiem
dzieci po j a p o n s ^ lo_jest juz nieprawdopo­
dobna ekwilibrystyka. W każdym razie, według
mnie, to jest miłe. Mnie się to bardzo podoba.
Nierzadkie jest również sąsiedztwo naukowych
p r a c o w n i k ó w zza wschodniej granicy, teraz
coraz częściej pojawiają się młodzi przybysze
z odległych i pobliskich wiosek.

Gdyby się przejść, właśnie w weekend, bo na
co dzień nigdzie nikogo nie ma - znikają wszyscy,
ale w weekend - te zakupy, samochody rozmaite,
to dopiero widać, jak się świat otworzył, jak jest
fajnie. Czy to nie jest ciekawe pole do badań dla
etnologa? Dla antropologa? Naprawdę nie trzeba

wyjeżdżać na wieś...
Ani do ciepłych

Chociaż te „ciepłe kraje" pozwalają odkryć
np. granice tożsamości. Ponadto jesteśmy z tego
kręgu klimatycznego, co to zmienności pożąda.
Wiatach 80. ubiegłego już wieku byłam w Algierii.
Turystycznie, czy...
Brat był tam na kontrakcie, pojechałam do
niego na parę miesięcy. Wcześniej prowadziliśmy
instytutowe badania na Bałkanach, w Macedonii.
Właściwie nie było tam problemu z wtopieniem
się w tłum, chociaż kontakty między ludźmi
opierały się głównie na znajomościach i zasadzie
rekomendacji. Zawsze jednak można było taką
rekomendację uzyskać. Nic podobnego nie dało
się załatwić w Algierii. Już na pierwszy rzut oka
przybysz z Europy okazywał się co najmniej inny,
o ile nie obcy. A cóż dopiero, gdy stanął wobec
np. Tuarega? Natychmiast po przylocie, w hali
przylotowej algierskiego lotniska zobaczyłam
właśnie Tuarega To było zjawisko król świata:
wysoki, szczupły, w jasnobłękitno-szarej szacie
w turbanie z chustą, chroniącą przed pustynnym
wiatrem i pyłem Szedł. Nie on nie szedł on tak
jak wielkie ptaszysko jak lądująca czapla sunął
no nosadzce nrzylotowei hali Obraz i ruchnie do
naśladowania przez Europejczyka. Utożsamienie
niemożliwe Od razu wiedziałam że ićł tu nie
mam co robić, że jestem rozpoznawalna.
Po wyjściu na zewnątrz wkroczyłam w następną
odmienność: pod drzewami pomarańczy (owoce
drgały na gałęziach) modlili się muzułmanie.
Była akurat pora modlitwy. Pod drzewkami, na
których rosły pomarańcze! Byłam tam w 1985
roku, głęboki PRL, więc nie można było dostać
pomarańczy, ich po prostu w ogóle w Warszawie
nie było. Mnie to absolutnie zachwycało, a dla
nich to było przecież normalne. Wiedziałam, że
jestem w pełnej egzotyce. I te zapachy! Bo Afryka
pachnie zupełnie inaczej niż Europa! Eukaliptusy

krajów.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�13

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e
i kebab, jakiś aromat jarzyn, jakiś powiew podpie­
kanego mięsa, ale eukaliptus najsilniejszy
A jak sie zatem prezentuje dla etnologa Polska
i okiem, i nosem?
Wolałabym nie mówić, bo przede wszystkim
tu, zwłaszcza w miastach, trochę śmierdzi. Ale jed­
nak można odnaleźć i zapachy interesujące, tylko
że pozamykane w domach, w mieszkaniach. Tak
jakby chronione przed nosem obcych. Ale już na
przykład w windzie ludzie zostawiają swoje zapa­
chowe wizytówki: perfum, wód perfumowanych
(kiedyś mówiło się - kolońskich), płynów do płu­
kania ubiorów, potu. Na korytarzach bloków miesz­
kalnych napotyka się codziennie fale obiadowych
woni. Przed świętami królują bigosy (pachniało
fajnie, dlatego że bigosy robiło się znacznie
śniej, to był taki zapach kapuściany - jakoś
istny w tym wszystkim- teraz ludzie zapomnieli że
bigos się robi na dwa, trzy tygodnie albo najlepiej
miesiąc przed zjedzeniem, żeby mógł się przetrawić
przegryźć przemrozić oderzać) wanilia pieczone
ciasta Wblokachbywaróżnie ponieważ wentylacja
iest dziwna zaoachy wychodzą na klatkę schodowa
Latem bvli'iacvś ludzie którzy filowali na balko¬
nach Nie polegało to na urozmaiconych komnozy
ciach iarzJnowo miesnwh rvlko kiełbasa z cebula"
nosvnane ieszcze iakimś z i o L w m naskndzrwem

W
r b
h znow
J
h ' r wizytówki
T A ' Ui benzyna.
n'
w autobusach
osobiste
Natomiast zapachy wie skie płyną
pol ^trawa
siano, kwitnące kwiaty ale tez i rozrzucany obornik
i nawozy; i z obejsc pachnie zwierzętami, karmą,
czasami gnojówką). Ł domów zapachy wydobywają
się rzadko, wchodzącego atakują z całą mocą, me
zawsze przyjaźnie, nie zawsze przyjemnie. Natomiast
wizualnie to niezmiernie piękny pejzaż, 1 olska to
kraj piękny, naprawdę niepowtarzalnie piękny Ale
myślę, ze wszystkie kraje są niepowtarzalnie piękne.
?

Wyobrażam sobie, jak ten kraj musiał
wyglądać
w latach czterdziestych i pięćdziesiątych
minionego

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

stulecia. Czyli wracając do punktu wyjścia,
minała Pani dzieciństwo
i szkole prowadzoną
zakonnice. Jak to wtedy wyglądało?

wspo­
przez

Kraina dzieciństwa i młodości jest na ogół
Arkadią. I dla mnie też tym była. Klasztorne kory­
tarze, wyłącznie damskie towarzystwo, enklawa
niekomunistycznej atmosfery. A wokół świat
PRL-u. Uczono nas wiedzy i dobrych manier,
koleżeńskości i współpracy ze słabszymi, ale też
i wstydu własnej cielesności, pruderii i swoistego
odrzucenia tych inaczej myślących. Dojrzewając,
bardziej zauważałyśmy otaczający świat.
Dlatego zapewne na dwa lata przed maturą prze­
niosłam się (w dość licznym towarzystwie) do
publicznej szkoły koedukacyjnej. Miało to też
swój wymiar praktyczny na wyższe uczelnie (były
tylko państwowe') rzadko przyjmowano kandy­
datów ze szkół prywatnych Dlatego ta zmiana
była swoieeo rodzą u wyrachowaniem - wszystkie
chciałyśmy studiować a Zmartwychwstanki"
były przecież szkołą prywatną.
Ale nie było to dobrze widziane...
Było to fatalnie widziane. W nowej szkole
odnowiłam rozmaite znajomości z przedszkola,
z okresu okupacji. Był to czas przewalania się
Historii: żrący socjalizm, który ginie wraz ze
śmiercią Stalina w 1953 roku, potem umiera
Bierut i nagle poczuliśmy wkraczającą „odwilż".
Maturę zdałam w 1955 roku i jako matematyczka
(z upodobania i możliwości) zdawałam egzaminy
wstępne na Wydział Łączności (teraz Elektroniki)
Politechniki Warszawskiej. Ale te matematyczne
zainteresowania równoważył humanistycznie
krąg moich szkolnych kolegów. Chodziliśmy
wiec na wystawy na koncerty na odczyty. I nastał
rok 1956. 1 lipca, po pierwszym roku studiów,
stawiliśmy się kilkuosobową grupą na praktykę
w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego
w Nowym Sączu. Fatalnie, bo kilka dni wcze-

�14

Wywiad

śniej wybuchnął z całą mocą Poznański Czerwiec
(28-30.06.1956). Grupa studentów, więc podej­
rzani. Zakwaterowano nas na terenie zakładów,
w mieszkalnych wagonach kolejowych. Dyspozy­
cja dyrekcji: uniemożliwić swobodne wychodze­
nie do miasta, przecież właśnie my także byliśmy
tą ręką, którą premier Cyrankiewicz chciał obci­
nać. A więc jakoś tak poczuliśmy się wciągnięci
w całą opozycyjną akcję. Potem, już w paździer­
niku, na Politechnice, były następne protesty, ale
w nich już nie uczestniczyłam. (Miałam zapalenie
płuc, bo nieco wcześniej pływaliśmy z bratem po
Wiśle. Jacht po prostu się wywrócił. W paździer­
niku kapać sie w Wiśle to troszeczkę tak jakoś
niepoważnie). Na drugim roku studiów zaczęłam
dojrzewać do zmiany. .
Sporo się z tym Pani

przemęczyła.

Wytrzymałam pięć semestrów, bo tyle trwały
zajęcia z matematyki. Postanowiłam, inspiro­

wana dyskusjami z humanistami, studiować
historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim.
No, ale tam trzeba było znać historię, a my
w PRL-u historii uczyliśmy się specyficznej i spe­
cyficznie. Uczono nas wybiórczych faktów, żadnej
konstrukcji dziejowej, żadnego sensu zdarzeń,
żadnych kontekstów i współzależności. A ja chyba
miałam potrzebę systemu, takiego, które owe
fakty by porządkował.
Pewien typ

umysłowości...

Chyba tak, o syntezę chodzi. Miałam więc
co robić do tych egzaminów wstępnych na Uni­
wersytet... Uczyłam się historii, to była groza.
Właściwie do tej pory jestem niedouczona, cho­
ciaż chyba nie powinnam się do tego przyzna­
wać, ale etnografowie, jak to przez pół wieku
konstatowałam, mają dość dziwny stosunek do
historii: wielu jej nie zna. Oczywiście był jeden
ewidentny znakomity wyjątek - Ludwik Stomma.

�•

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e

15

Jego praca na egzaminie wstępnym to bogata fak­
tografia i synteza. Nakreślił graf genezy II wojny
światowej, schemat zależności i konfliktów przed
jej wybuchem. I to by wystarczyło. Mógł nic nie
napisać. Ale napisał.
A więc poszłam na egzamin, zdałam i z braku
miejsc mnie nie przyjęto. I słusznie. Natomiast
przyjęto mnie (z tzw odwołania) na etnografię.
Zadecydował o tym prof. Witold Dynowski, szef
ówczesnej Katedry. Moja ciotka, która pracowała
na uniwersytecie w dziale gospodarczym, powie­
działa, żebym napisała odwołanie. To napisa­
łam. I tu się zaczyna moja kariera. Ponieważ do
dokumentów miałam przyczepione zdjęcie, ładne
zdjęcie, bo jak człowiek ma dwadzieścia lat, to
wygląda ładnie, jest fotogeniczny, jak każdy inny
człowiek. I profesor Dynowski - wrażliwy esteta,
nic bcicZc^c n&lt;ł to czy js. ms-in dwójki, trójki, czy
cokolwiek, spojrzał na zdjęcie i mówi: „Biorę
ją". I wziął. Okazało się, że wtedy na etnografię
przyjęto sześć osób Nie miałam poiecia co to
jest ta etnografia lak sie tylko dowiedziałam że
sie na nia dostałam to pierwsze co zrobiłam to
Doszłam do biblioteki żeby orzeczytać w en cv
klonediicoroiesr
Przecież nie wiedziałam
p
J
u
, co o
iesr ernoprafia To bvł raki mamines humanisrvki
że

w o J l e dorad ro nie w c h o d z i ł o w r a c h u b ę '

Z a i m o w a ł a m sie

n

n

ą

n

ą

g

Lata 50. i 60. to głębia realnego socjalizmu.
Do humanistyki polskiej w zasadzie nie docierały
żadne prądy nauki ze świata. A jednak pojawiały
się w tej etnografii pojedyncze jaskółki: w 1959
roku po stypendium w London School of Economics powróciła adiunkt katedry, Zofia Szyfelbejn
(Sokolewicz), chyba w 1962 roku z Paryża wrócił
Krzysztof Makulski , wtedy jeszcze student, który
potem był bliżej związany z Zakładem Etnografii,
a wiele lat później został dyrektorem PaństwoMuzeum Etnograficznego w Warszawie.
4

Chodzi o filie Instytutu Historii Kultury Mate­
rialnej PAN?

r

Oczywiście, same studia, choć nie zawsze
interesujące, odbywały się w niezwykłej atmos­
ferze. Wszyscy się znaliśmy: i studenci, i wykła­
dowcy, i woźna, i bibliotekarka. A miejsce było
też niecodzienne: zwyczajna kamienica na ulicy

P019

3

kultura wielka" s k a d m o . ł a m

, .,
. V: ,
l'
* ,,
&gt;
Al
T
ł
ł
^oioergu.
Ale okazało się, ze cały życiorys, wszystko, co
robiłam, czego poszukiwałam to złożyło się na
konieczne doświadczenie wstępne do studiów
etnograficznych. Wszystkie osobiste i naukowe
zdarzenia doznały rekonstrukcji i nabrały w tych
studiach sensu.

1 (19)

Hożej, gdzie również mieszkał profesor Dynowski
i gdzie w oficynie można było przenocować (jak
ktoś nie miał gdzie) albo nawet przemieszkiwać.
Katedra mieściła się na III, IV, V I piętrze, zaś na
piętrze V egzystował Zakład Etnografii PAN-u .
Taka ciepła atmosfera przyjazności, którą głów­
nie kreował profesor Dynowski (i pani Buśkowa,
woźna), goszcząc nas wcale nierzadko w swoim
mieszkaniu, każdego nazywając jego imieniem.
Odkryłam, że tylko tu będę mogła w nauce zająć
się tym, co mnie interesuje. Pomimo możliwości,
studiów już nie zmieniłam. Zostałam w etnografii
na następne pół wieku...

BARBARZYŃCA

3

„W kamienicy przy ulicy Hożej 74, na parterze znaj­
dowało się mieszkanie profesora, na piętrach 3-4 sie­
dziba uniwersyteckiej Katedry Etnografii, a w niej
prawdziwa instytucja - woźna, pani Genowefa Busko
dokarmiająca studentów plackami ziemniaczanymi
Oddając JLć prawdzie historycznej należy dodać, że
na piętrach 5-6 znajdował sie Zakład Etnografii In ty­
tułu Historii Kultury Materialnej" (za- http-//ww

etnologia.uwedu.pl/Lw/instytut).
4

Zob. J. Skrzyńska, Jan Krzysztof Makulski (1938¬

1989), [w:] E. Fryś-Pietraszkowa, A. Kowalska-Lewic-

ka, A. Spiss (red), Etnografowte i ludoznawcy polscy.
Sylwetki, szkice biograficzne, t. I , Wydawnictwo Na­
ukowe D W N , Oddział Polskiego Towarzystwa Ludo­
znawczego w Krakowie, Kraków 2002, s 189-191.

�16

Wywiad

Tak, o Zakład Etnografii Polski. Otóż Zofia
Szyfelbejn to był pierwszy powiew wielkiej nauki:
brytyjska koncepcja funkcjonalizmu, dzieła Bro­
nisława Malinowskiego i Raymonda Firtha pre­
zentowane studentom na ul. Hożej. Potem fran­
cuska fascynacja Levi-Straussem, którą zarażał
nas Krzysztof Makulski . Jeszcze później, chyba
w 1964 roku, już po doktoracie, do Francji na
krótki staż wyjechała Zofia Sokolewicz . Ale to
był dopiero początek, który jednak zmuszał do
uznania, że poza Polską istnieje nieograniczony
wszechświat nauki.
5

6

W 1963 roku zrobiłam magisterium, napi­
sałam bardzo klasyczną pracę etnograficzną,
wspartą na terenowych badaniach podlaskich
wiosek. I dziwnym zbiegiem okoliczności, nagle
Profesor zdobył etat dla Katedry Etnografii. To
była propozycja dla mnie. Od września 1963 roku
zostałam tu na stałe.
Dziś patrzę na swoje losy z dystansem i poczu­
ciem humoru. Ale wówczas to była sprawa
poważna, wielka szansa, ale też i zobowiązanie.
Zdaje się, że wykorzystałam i szansę, i podołałam
zobowiązaniu. I z pewnością mogę powiedzieć,
że w całej tej półwiecznej pracy miałam silne
wsparcie ze strony Profesora i Zofii Sokolewicz.
Także dzięki nim, dzięki etosowi warszawskiej
etnografii powstawał przez lata wspaniały zespół,
który dziś już zupełnie samodzielnie daje sobie
radę w nauce I pożegnaliśmy bardzo liczną grupę
5

doskonałych absolwentów, dziś wspierających
naukę nawet bardzo odległych krajów.
Pani profesor, odnośnie studiów: sporo sie zmieniło
od połowy minionego stulecia. Ogromnie się cieszę,
że miała Pani sposobność doświadczyć
studiowania
w tym takim starym, uniwersyteckim stylu -przez
duże „ U". Nie tak, jak dziś, gdzie na jednym roku
jest po kilkadziesiąt
osób.
Dawno temu także próbkę masowości pozna­
łam na Politechnice Warszawskiej, zapewne dla­
tego doceniłam atmosferę studiów na etnografii.
To jest w ogóle inna atmosfera.
Tę atmosferę tworzą jednak ludzie. Studia,
skupiające nawet dużą liczbę studentów, nie
muszą być masowe. W Katedrze (potem w Insty­
tucie) Etnografii (potem Etnologii i Antropologii
Kulturowej) U W pracowaliśmy nad systemem
nauczania. W latach 50. i później takimi droż­
dżami rozwoju wymiany myśli i współdziałania
były Międzyuczelniane Obozy Etnograficzne .
Już po pierwszym roku studiowania poznawali­
śmy „załogi" pozostałych ośrodków etnograficz­
nych, nie tylko w Polsce, ale także w sąsiednich
„demoludach", a niekiedy też i z „dalszej Zclgf 3.-*
7

Międzyuczelniane Obozy Etnograficzne organizowa­
no w latach 1952-1985 (w latach 1952-1955 przez
Studium Historii Kultury Materialnej Polskiej Akade­
mii Nauk, a 1956-1985 przez Katedrę Etnografii Uni­
wersytetu Warszawskiego). Pomysłodawcą obozów
Zob. Z. Sokolewicz, Rewolucja, konflikt pokoleń czy był prof. Witold Dynowski. Były to dwutygodniowe
kumulacja doświadczeń - zmiana pytań badawczych praktyki terenowe/w któtych uczestniczyli studenci
w etnografii polskiej po II wojnie światowej, [w:] A. LrwLego i drug ego roku wszystkich katedr etno­
Malewska-Szałygin!M. Radkowska-Walkowicz (red.),
grafii w Polsce Dodatkowo
te delegowały
Antropolog wobec współczesności. Tom w darze Profesor wybranych pracowników jako instruktorów orał
^«/zir^,/lnstytutEtnologiiiAntropologii
Srszych studentów jako podinsttuktorów" Samych
Kulturowej Uniwer ytetu Warszawskiego, w L a w a
u d e ^
2010, s. 20-23.
/

ejdnostki

6

1

SSSdSSS

Zob. Z. Sokolewicz, „Moje życie naukowe można spro­
muzTf
Zob A TzZ
wadzić do próbowania kolejnego klucza z wielkiego peku,S ^ S i - T f f i S S
WydfwSwó
który dalami teoria poznania". Odpowiedzi napytania
Pozrlń
Zbigniewa Jasiewicza, „Lud" 95 2011, s. 322-331.
2 0 0 6 T 6 0 61 6 4 ^ 7 0 1 2 K 2 2 124 125

VSM£T^^"S^S

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�17

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e
nicy". Z czasem ta inicjatywa zmarła śmiercią
naturalną, gdy zabrakło pieniędzy, gdy „kultura
ludowa" przeobraziła się w kulturę masową, gdy
zamiast oryginalnych obyczajów i obrzędów poja­
wiły się symulakra. Wówczas prof. Sokolewicz
wymyśliła dla warszawskich studentów wspaniałe
rozwiązanie dydaktyczne: laboratoria etnologiczne . Tu małe grupy (10-12 osób) studentów
pod kierunkiem pracownika nauki, już w drugim
semestrze swoich uczelnianych zmagań, rozpo­
czynają pracę nad jasno sformułowanym proble­
mem, zaczynając od wstępnego poznania metod
badań opisu i interpretacji. Potem następują
badania terenowe, weryfikacja faktów i opraco¬
wanie materiału pod koniec zimowego semestru
trzeciego roku studiów. To opracowanie staje się
podstawa do napisania pracy licencjackiej Test
to orawie system tutorski którego kontynuacja
okazuie sie oraca na oóźnieiszych seminariach
magisterskich.
8

Oczywiście naukowe zmagania i studentów,
i tych dojrzalszych naukowo uczonych wyma­
gają stałych poszukiwań i dyskusji o metodach
badania materii etnograficznej. Ja zaczynałam
od klasycznej metody badań terenowych, którą
ośmielam się nazywać metodą Mariana Pokropka
(profesora).
Znam tylko postać

8

9

książkową*.

Laboratoria etnograficzne wzorem rozwiązań wy­
pracowanych przez ośrodek warszawski zostały
wprowadzone również do dydaktyki akademickiej
w Krakowie w latach 90. minionego stulecia. Tak zor­
ganizowanych laboratoriów nie uruchomiono w in­
nych ośrodkach, pozostając wyłącznie przy zajęciach
warsztatowych wykładach i klwersatoriach dotyczą­
cych technik i nSodyki badań terenowych oraz prak­
tyk terenowych (wakacyjnych bądź śródrocznych).

To badacz niepowtarzalny, kolekcjoner fak­
tów i encyklopedia polskiej klasycznej etnogra­
fii. Zna zapewne wszystkie wioski w Polsce (być
może także w innych krajach, które penetrował
naukowo). Ale jest to metoda zbierania fak­
tów na podstawie kwestionariusza, a kwestiona­
riusz - jak wiadomo - tworzy się na podstawie
posiadanej wiedzy. Zatem niewiele da się dzięki
niemu odkryć. A dziś świat odkrywać musimy,
bo dotychczasowe opisy i interpretacje niewiele
już wyjaśniają. Dlatego klasyczny kwestionariusz
nie wystarcza, ale poszukiwania da się wesprzeć
dyspozycjami badawczymi" wtedy edy problem
został już wstępnie sformułowany. W takich dys­
pozycjach pojęcia badawcze doznają operacjonalizacii i wskazują punkt startu rozmowy. Badacz
w zależności od rozwoju sytuacji narracyjnej'
ma reagować na poiawiaiace sie nformacie i ie
stymulować Wydaie sie to oroste a wcale takie
nie iest Przede w s L t k i m samo sformułowanie

nie jest. i rzeae wszystkim samo srormuiowanie
remaru wymapa iuż wiedzy nie rvlko fakropra
fi™
i J l r iidKze
J ś w i swiauomosci
. H o r n o L i f i l oiiiozoiiczno-meio/ofir.no
Jrn
licznej,
lecz

dolocrirznei wvmacra określenia teorii T o siatka
n i
k r ' ' 7badacz
H
k nr i • Które,
W ' r wemug
Hł
pojęć,
Którą
akceptuje

\

niego, są w stanie opisać badaną, obserwowaną
rzeczywistość. Ale tak naprawdę, związek teo­
rii z realnymi badaniami w terenie jest nikły.
1 ozwala badaczowi co najwyżej uzyskać dystans
do siebie samego i zgodzie się na odmienność
rozmówców
1 rzeciez musimy zdawać sobie
sprawę, choćby tylko mniej więcej, z tego, czego
szukamy, w jakim obszarze chcemy się poru­
szać. A jednak nie możemy z gory eliminować
zaskoczenia i nieprzewidzianych zmian kierunku
rozmowy. Dyspozycja badawcza pozwala tez na
akceptację odmienności rozmówców co może
skłonie badacza do zmiany naukowych plalanow,
—
a nawet do weryfikacji wstępnej teorii.

M . Pokropek, Budownictwo ludowe w Polsce, Ludowa

Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976; idem, Atlas

sztuk ludowej i folkloru w Polsce, Arkady, Warszawa
1978; idem, E. Ftyś-Pietraszkowa, A. Kunczyńska-Irac-

ka, Sztuka ludowa w Polsce, Arkady, Warszawa 1988.

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

10

Zob. N . Barley Niewinny antropolog. Notatki z gli­
chatk , tłum. E. Szyler, Prószyński i S-ka, War­
szawa 1997; a także inne książki tego antropologa po
angielsku (przypis AZ).
nianej

t

�18

Wywiad

Doświadczyłam tego co najmniej dwukrotnie,
podczas badań.
Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku postano­
wiłam rozpocząć badania w pomorskich PGR-ach. Byłam przekonana, że kwintesencją socja­
listycznej rzeczywistości, a więc i kultury są
właśnie Państwowe Gospodarstwa Rolne. Te
z Pomorza Środkowego znałam. A więc skom­
pletowałam dwuosobową ekspedycję (do tego
planu dała się namówić tylko Mirosława Drozd,
wówczas jeszcze studentka, dziś profesora Drozd-Piasecka) i pojechałyśmy latem do wybranej
osady. Zarówno badania, jak ich efekty opisałam
w pracy doktorskiej , a potem wykorzystałam
także w książce pt. Homo faber i homo ludem .
Ta badawcza rzeczywistość była chyba porówny­
walna z sytuacją Malinowskiego naTrobriandach.
Nie od razu udało sie nam pojąć konstrukcje
siatek rodzinnych powiązań mieszkańców osady
ani zrozumieć sens sąsiedzkich powikłań Żadne
klasyczne badanie etnograficzne nie było moż
liwe. Skupiłyśmy sie zatem na słuchaniu historii
11

11

życiowych
naszych rozmówców,
r o z m ó w c ó w Wiele
lat
zyciowycn Ii OLS Ow
W naszycn
wieie iai
nóźniei inż no 1 989 roku crdv PCR v nnadłv
i

.

\'\ J

r

rr

n

'J\\

7

. l f.r
m

m

wydarzenia losy znanych mi OSOD, az do cnwin,
gdy ich rzeczywistość zaczęła się uładzac.
Inną sytuacją badawczą, która zmusiła mnie do
zmiany punktu widzenia już na starcie, była pene­
tracja środowiska tzw. chłoporobotników w war­
szawskiej Fabryce Samochodów Osobowych.

pewnej pokory, samopoznania, dystansu, wręcz
pogody ducha. Wydaje mi się, że jeżeli w każ­
dym z takich cykli badawczych człowiek-badacz
maksymalnie siebie eksploatuje, to z konieczno­
ści „otwierając" innych, dociera też w głąb siebie
samego. A przecież taką koncentrację osiąga się
tylko wtedy, gdy pracuje się naprawdę.
Intrygujące jest to, co mówi Pani na temat samo­
poznania dokonującego
sie niejako przy okazji.
Pobrzmiewa w tym echo starożytnej zasady cognosce
te ipsum. Zatem, jak się rzecz miała z Panią?
Właśnie tak, jak powiedziałam. Trochę się
o sobie dowiedziałam, nie przesadzając jednak, bo
badania to jednak nie psychoterapia, a w każdym
razie nie tylko. Chociaż, chcąc nie chcąc, poznaje
się także granice możliwości wkraczania w pry­
watność, może nawet intymność tych, z którymi
się zadajemy podczas badań. Sprawdza się pola
obrzeżne, z których już dalej pytać nie należy.
Czasami jedno słowo okazuje się zakłóceniem
intymności, sprzeniewierzeniem się umownej
relacji, dowodem na odmienność i jednej, i dru¬
giej strony.
To tak jak z kontaktami między

ludźmi...

No tak, ale antropolog musi to wiedzieć.
Pani profesor, odnośnie badań terenowych i podob­
nych sytuacji. Czy zdarzyły się jakieś sytuacje, które
miały znaczący wpływ na Panią? Poruszyły Pani
świat wartości,
światopogląd...

I co by nie mówić, to tego rodzaju kon­
takty, takie spotkania z ludźmi, których w swojej
codzienności najczęściej nie uwzględniamy, uczą
11

Iz

No pewnie! Wszystkie badania, które prowa­
dziłam, wszystkie obserwacje miały wpływa na
to, jak myślę, jak się ze sobą dogaduję. Wioski
Praca doktorska obroniona w 1972 r. pod tytułem:
podlaskie, PGR-y, FSO, Algieria, Bałkany, tego
Motywy zawarcia i oceny małżeństwa a system warto­
się nie da wymazać. Powstaje w umyśle matryca,
ściowania współczesnych społeczności wiejskich w Polsce.
A. Zadrożyńska, Homo faber i homo ludens. Etnolo°
J PÓŹ ejs ej
giczny szkic o pracy w kulturach tradycyjnej i wspólczerefleksji. Określa też kręgi ludzi poznanych, znasnej, PWN, Warszawa 1983.
k t ó r a

S W e

d c l s k a

n

BARBARZYŃCA

a

kaŻde

ni

1 (19) P019

Z

�19

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e
jomych, przyjaciół, bliskich. Kreuje świadomość
swoistego osobistego konwenansu, pozwalającego
zachować poprawne więzi z rozmaitymi ludźmi,
nie wykluczając na przykład przyjacielskich więzi
z naszymi rozmówcami.

i dogłębniej drąży się problem, tym stają się tro­
chę trudniejsze, potem bardzo trudne, aż wreszcie
rozmówca staje się niedostępny. Już ten kontakt
okazuje się murem nie do przebycia. Wtedy trzeba
się wycofać.

Z tego co Pani powiedziała
wnoszę, że z przyjaź­
nieniem się z naszymi rozmówcami,
bliskością
z nimi wiąże się pewna „niewygoda".
Czy możemy
rozwinąć ten wątek?

Myślę, że odrobina tajemnicy jest
w życiu.

Nie wiem, czy jest to niewygoda? Bo prze­
cież kontakt z drugim człowiekiem polega na
respektowaniu pewnej granicy szacunku. Wydaje
się, że gdzieś tam jakąś pestkę w środku mamy
i ta pestka jest otoczona... I przełamanie tego,
to zależy od rozmaitych sytuacji w dzieciństwie
i później, po prostu nie dopuszczamy innych do
tego momentu.

Niezbędna

Ludzie, z którymi się kontaktujemy, do pew­
nego momentu pozwalają nam wyciągać z siebie
rozmaite wiadomości. Ale j u ż nie dalej. O n i
nawet, jeżeli już uchylą jakiegoś rąbka tajemnicy,
nawet rodzinnej albo swojej osobistej, to potem
się szybko z tego wycofują, zamurowują ten kon­
takt, ten kontakt właściwie jest nie do przywró­
cenia. To tak, jakby były zamykane, odgradzane
strumyki, które czuje się, że one są, dają znać, że
coś tam jeszcze by można było... Nic. To czło­
wiek się cofa.
Sądzę, że to chyba jest istota człowieczeństwa,
że nie wiem przy jak bliskim kontakcie z drugim
człowiekiem, jednak jest w nim: „ja jestem". To
„ja" gdzieś tam siedzi. Poza tym nie wiem, jak to
„ja" zareaguje w pewnym momencie. Myślę, że
to na tym polega kontakt z drugim człowiekiem,
że cały czas właściwie, jak byśmy nie chcieli, nie
jesteśmy w stanie przekroczyć pewnej bariery.
Badania terenowe mają to do siebie, że do jakie­
goś momentu są bardzo łatwe, ale im dłużej

l (19)

P019

BARBARZYŃCA

niezbędna

Tajemnicy i intymności...
i zdrowa.

Pobudza do zainteresowania drugim czło­
wiekiem, bo chyba zawsze wyczuwamy, że nie
wszystko wiemy o nim, prawda? Że coś z niego
nam umyka, ale jemu też umyka z nas. Wszystko
jest takie, powiedziałabym, symetryczne. Świado­
mość tego to wyraz pokory, a więc i wyrozumiało­
ści, równouprawnienia. Tu nie chodzi o toleran­
cję, w pojęciu tolerancji zawiera się jakieś - czy
ja wiem? - lekceważenie, obojętność...
Pogarda...
To może za mocne określenie, ale na pewno
nie równoprawność...
Osoby z naszego środowiska rozmaicie reagują na
określenia w rodzaju „antropolog" albo „etnograf".
Bywa, że opowiadający
się za którąś z opcji są wręcz
uczuleni na drugą i to, co z nią utożsamiają.
Unikam rozważań terminologicznych. Według
mnie nie prowadzą one do rozwikłania problemu
nauki. Wydaje się, że etnograf (etnolog, antropo­
log) to - jak mawiał profesor Dynowski - przede
wszystkim człowiek specyficznie spoglądający na
świat, to nie profesja. Potem zrozumiałam, że ta
specyfika wymaga wiecznego amatorstwa, w tym
szlachetnym rozumieniu tego pojęcia jako przy­
znawania się do niewiedzy i bezustannego poszu-

�20

Wywiad

kiwania wiedzy o innym człowieku, starań w zro­
zumieniu jego działania. Innymi słowy etnologia
wymaga rozdwojenia jaźni. Trzeba żyć własnym
życiem, lecz jednocześnie mieć we własnym umy­
śle włączoną na stałe analityczną strukturę (żeby
zapamiętywać to, co się obserwuje). Nie umiem
już pójść na wesele, nie potrafię po prostu pójść
i tylko się w tym wszystkim znaleźć towarzysko.
Jednocześnie jestem antropologiem i nic na to nie
poradzę. Potrafię się świetnie bawić towarzysko,
prowokować sytuacje, które to z drugiej strony
rejestruję jako sytuacje badawcze - znakomicie.
Myślę że ci którzy nie prowadzili badań mogą
tego nie mieć nie wyczuwać. Więc tym jest dla
mnie etnologia - bezustannym rozdwajaniem
jaźni Nie ma od
odpoczynku. Im dłużej
uprawia sie te dyscyplinę tym ten mechanizm
staje się perfekcyjniejszy.
Bardziej

przemożny.

Można na przykład siedzieć na interesującym
wykładzie, uczestniczyć w poważnej ceremonii,
świetnie się bawić z przyjaciółmi, oglądać telewi­
zję, słuchać radia czy muzyki, a ten mechanizm
cały czas pracuje i potem daje znać o sobie.

Sikora. Przyjechaliśmy do wsi, zakwaterowaliśmy
się, najpierw długo szukaliśmy tej wioski. To były
studentki pierwszego roku, więc chodziłam z nimi
po domach, żeby nawiązać kontakt i to się roz­
niosło... Strasznie miła była ta wioska. Rozniosło
się, że przyjechali studenci i „władza". Ja byłam
„władzą". To miało konsekwencje nieprawdopo­
dobne. Studentki oczywiście zostały rozlokowane,
chodziły już po wsi. Rzeczywiście, jak już do
jednej chaty weszły i coś tam pogadały, to zaraz
następne były. Wiadomo było w wiosce, że przy­
jechali studenci i że będą chodzili. W rezultacie,
momencie przychodzi do mnie jedna
z dziewczyn i mówi że jest taka zamawiaczka,
która zamawia róże. Ona jest starsza pani, babcia
taka, która jest właściwie już u schyłku swoieeo
życia ale Dowiedziała że zrobi nam seans tei
róży jak władza" do niej przyjdzie Wiec mówięSłuchaj "nie ma Drabiemu idziemy do babci"
Wchodzę babcia siedzi raka opatulona w izbie'
oczki tylko iei błyszcza iak wchodzę i Iza mówi'
no to właśnie nrzvszła nani

do mnie, chwyta mnie za rękę, całuje w nią i - to
było straszne mowi do mnie. „witam w adzę .
Ula mej władza^ wszystko jedno, jak wyglądała,
i czego władza

Wspomniała
Pani o pewnym,
wynikającym
z doświadczenia,
rodzaju rozeznania. Zatem, czy
antropolog bądź etnolog powinien wiedzieć, jakie
są granice i jakie są reguły zachowania, czy powi­
nien bezwzględnie
znać konwenanse? W warun­
kach terenowych tak się chyba nie da?
Powinien to czuć, często nazywa się to intuicją.
Dla przykładu, zdarzyła się następująca sytuacja:
prowadziłam badanie etnograficzne we wsi Choroszczynka na potrzeby habilitacji. Razem z grupą
laboratoryjną robiliśmy „światopoglądowe pod­
stawy wspólnoty" - tak sobie wymyśliliśmy, tak
trochę za Znanieckim, czy Obrębskim. Bardzo
fajna grupa, same dziewczyny i jeden Sławomir

" C o ś ram nowie'

działa
abciaw
s r a i e nodchodzi
aziaia, nie wiem
wiem. T ra
ta b
DaDcia
wstaje,
poacnoazi

Dyla czymś tak odległym Dyla

czymś tak sakralnym ze należało ją pocałować,
choćby to była dziewucha. Niewiele miałam wtedy
lat, bo to był osiemdziesiąty chyba pierwszy, laka
dorosła byłam, ale naprawdę w porównaniu z tą
kobietą, która co najmniej trzydzieści lat byłaby
starsza ode mnie - w życiu bym nie pomyślała.
1 lerwsza rzecz, to chciałam je, wyciągnąć tę rękę,
ale potem sobie myślę: „Nie. To jest rytuał, muszę
w tym uczestniczyć . I uczestniczyłam, ucałowała
mnie w rękę, ja się zachowałam jak władza ,
powitałam ją, powiedziałam, ze wszystko fajnie
i siedhśmy Zrobiła nam seans zamawiania róży
z woskiem, z takimi rozmaitymi nićmi. Potem, po
tym całym zamawianiu róży, wszystkie miałyśmy
ból głowy. Śmierdziały te konopie, którymi ona

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�21

I n n e g o k o ń c a ś w i a t a nie b ę d z i e

Tu ma Pan z grubsza rację, ale pozwolę sobie na
nieco odmienne zdanie. To się zaczyna w momen­
cie upubliczniania, jakiegokolwiek upubliczniania. Bardzo źle zniosłam, jak Artur Domosławski
odkrył najintymniejsze sprawy Ryszarda Kapu­
ścińskiego . Pokazać, że nadużywał i zmyślał nie­
Wobec powyższego, jakie są granice tego, na co jeste­ które teksty, to jeszcze pół biedy. Ale kiedy napisał
śmy w stanie sie zgodzić w trakcie badań?
0 jego życiu osobistym, co sprawiło ogromną
przykrość jego żonie, nie wiem, czy wiedziała, czy
To problem etyczno-psychologiczny chyba nie - nie ma znaczenia. Po prostu upublicznie­
każdej dyscypliny nauki. W przypadku etnologii nie tej informacji, to jest właśnie przekroczenie
ociera się on o szacunek dla drugiego człowieka granicy. To po prostu jest nieprzyzwoite. Po co
i własną godność. Wkraczając w ludzkie życie, to? Zupełnie nie o to chodzi, żeby nie podważać
uzurpujemy sobie prawo do wykorzystania tej autorytetów i pomników nie burzyć - niech sobie
wiedzy w jakimś opracowaniu, w jakimś tekście, burzą, tylko niekoniecznie taką metodą. To nie
czy w publikacji. Stosujemy na ogół niejasne kry­ jest sprawa społeczna.
teria oceny, pozwalające, w imię dobra nauki, na
ujawnienie czyjejś prywatności. A są to kryteria Są kwestie agory i są kwestie alkowy i do alkowy
z dziedziny etyki, moralności. Dziś w publika­ raczej nie powinno się
wchodzić...
cjach ukrywamy nazwy miejscowości, nazwiska
rozmówców, wszelkie informacje
ziden­
Tam przecież zamykano drzwi, a brak okien
tyfikować i ukonkretnić
dorobek badawczy
skutecznie dostęp blokował.
Czy tak trzeba? Czy to "wystarczy żeby powie­
dzieć, że szanujemy tych którzy sa niezbędnym
Oczywiście,
ten rodzaj refleksji i troski jest nie­
warunkiem naszej pracy?'
zmiernie ważnym, nie mniej ważnym jest również

paliła, bo się takie kupki robi zwinięte z konopi.
Więc bywa człowiek i w takiej sytuacji, jak z „wła­
dzą" ... Sądzę, że jakbym wycofała rękę, to doszłoby
do nieporozumienia. Dobrze, że się opamiętałam.
Teraz te wsie są inne.

13

zachowanie właściwych

proporcji.

Rozumiem, o co chodzi. Jeżeli powiem, że jakiejś
informacji udzielił mi etnolog zajmujący sie bada­
niem grupy Indian takich i takich, to wiadomo
który, a przynajmniej można łatwo
sprawdzić.

Ale te proporcje to właśnie sprawa wiedzy
1 intuicji.

No właśnie. Ale Europejczycy Indianami jakoś
mniej się przejmują. W stosunku do własnych
interlokutorów chcą być przyzwoitsi.

Warszawa, 27.11.2012

Problemy etyczne antropologów
są czymś niezmier­
nie skomplikowanym. Wydaje mi się, że zasadniczy
problem etyczny zaczyna się przede wszystkim na
poziomie pisania.

o p r a c o w a n i e : F i I i p W r ó b I e ws k i,
Anna

13

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

Zadrożyńska

A. Domosławski, Kapuściński non-fiction, Świat Książ­
ki, Warszawa 2010.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10738" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10716">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25d6367567f7f60db38c014d05ed85f4.pdf</src>
        <authentication>a28846231e788a8b35087f00f1e4fb83</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127989">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5703</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127990">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127991">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127992">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127993">
                <text>Tropem Malinowskiego / Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127994">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr (1)19, s.138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127995">
                <text>Wróblewski, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127996">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127997">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127998">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127999">
                <text>�patronaty

138

Tropem Malinowskiego. Wystawa w łódzkim ms

1

Sto lat temu rozpoczęła się słynna podróż Bronisława Malinowskiego i Stanisława Ignacego Witkiewicza, która do­
prowadziła do zmiany oblicza antropologii jako dyscypliny naukowej. Podróżnicy dotarli do Australii a stamtąd na
Wyspy Trobriandzkie. W trakcie ekspedycji poróżnili się. Witkiewicz zerwał kontakty z Malinowskim, przerwał wy­
prawę i zawrócił. Malinowski opuszczony przez przyjaciela pozostał na miejscu by kontynuować rozpoczęte badania.
Myśl przewodnią wystawy „Malinowski/Witkiewicz" przygotowanej przez Muzeum Sztuki w Łodzi przedstawia jej
kurator- Paweł Polit:
Do tej wyprawy „w tropiki" nawiązał brytyjski artysta Jeremy Millar. Projekt „M/W" odwołuje
się do istotnych wydarzeń z przeszłości, niespełnionych
obietnic i nieprzewidzianych konsekwen­
cji. Millar zadaje pytanie co by było gdyby Witkacy nie przerwał wyprawy i kontynuował bada­
nia wspólnie z Malinowskim?
Jeremy Millar jest brytyjskim artystą i krytykiem sztuki. Swoje prace poświęca refleksji i badaniu w jaki sposób
zdarzenia z przeszłości oraz ich reprezentacje korespondują z naszym przeżywaniem i rozumieniem teraźniejszości.
Wykłada w ramach programu Critical Writing in Art and Design w londyńskim Royal College of Art. Wystawiał
wielokrotnie w Wielkiej Brytanii i zagranicą.

Filip
Jeremy

Wróblewski

Millar

M/W
Muzeum Sztuki w Łodzi,
30.05.-24.08.2014
kurator: Paweł Polit
www.msl.org.pl

FOT. JEREMY MILLAR, MATERIAŁY PRASOWE MUZEUM SZTUKI W ŁODZI

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10742" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10720">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/79a097f5a4c5e7540c541b8dc1623bf3.pdf</src>
        <authentication>94b5897e170bdd3fd515e0833dfc84d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128042">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128043">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128044">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128045">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128046">
                <text>Barbarzyńca</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128047">
                <text>Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128048">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128049">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr (1)19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128050">
                <text>Wróblewski, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128051">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128052">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128053">
                <text>recenzje

140

Wakacje z kominem

Sztutowo I Stutthof to zbiór interesujących reportaży przygotowanych przez
studentów etnologii, polonistyki oraz politologii Uniwersytetu im. Adama
Mickiewicza w Poznaniu. Teksty, które składają się na niepozorną książeczkę,
mają ogromną silę przekazu, bowiem pomysłodawcy projektu - pracownicy
naukowi tegoż uniwersytetu - zdecydowali się świadomie zrezygnować z rosz­
czeń formy naukowej, będącej częstokroć barierą dla przeciętnego czytelnika.
Zabieg ten opłacił się z nawiązką. Dzięki temu książka nie tylko zyskała na
przystępności, lecz także za sprawą zmiany dyskursu nabrała miąższości i wy­
razistości rozpisywanej na liczne, często wykluczające się glosy, opowiadające
Natalia Bloch, A n n a Weronika
0 skomplikowanej relacji między ludnością wioski położonej u nasady Mie­
Brzezińska (red.)
rzei Wiślanej, burzliwą historią tego miejsca, a życiem codziennym w cieniu
Błażej Warkocki, M a ł g o r z a t a
obozowych kominów.
W o s i ń s k a (współpraca)
Warto wspomnieć, że ani dobór tematu, ani wybór miejsca nie jest dziełem
Sztutowo I Stutthof. Gdzieś
przypadku, ile raczej publikacja stanowi dowód wyjątkowej stanowczości
pomiędzy plażą a obozem
Wydawnictwo Naukowe
1 konsekwencji antropologów, szczególnie Anny Weroniki Brzezińskiej. Bo­
SCHOLAR, Warszawa 2013
wiem to właśnie ona stworzyła zespól badawczy w zależności od potrzeby
i badanego zagadnienia składający się z etnologów, architektów, architektów
krajobrazu, konserwatorów, czy archeologów, co było warunkiem przeprowadzenia regularnych i wyczerpujących
badań monograficznych Żuław i Kociewia - ziem, z którymi Brzezińska jest rodzinnie związana. Nie będzie
zatem tajemnicą, i Brzezińska takiej tajemnicy nie czyni, wskazując w licznych opracowaniach poświęconych
temu regionowi, że jest to obszar jej najbliższy, heimat, ojczyzna z wyboru.
Już to znamionuje szczególną znajomość opisywanej części Polski, a tym bardziej świadomość złożoności wystę­
pujących tam zjawisk społecznych i kulturowych, z którymi zapoznawano się podczas rokrocznych penetracji
terenowych prowadzonych od 2008 roku. Ich celem była diagnoza stanu kultury regionalnej, ujmowanej szeroko
i wieloaspektowo, tak pod względem demograficznym, historycznym, czy gospodarczym, jak z uwzględnieniem
aspektów krajobrazu kulturowego, wielokulturowości, zmienności życia społecznego, przekształceń obyczajowo­
ści, czy wreszcie historii oralnej związanej z migracjami ludności wymuszonymi ostatnią wojną czy burzliwym
okresem powojennym. Warto także podkreślić uczestnictwo w projekcie Małgorzaty Wosińskiej, zawodowo zaj­
mującej się tematyką w o j e n n ą - traumy i ludobójstwa. Wolno mniemać, iż właśnie ono zaważyło na ostatecznym
charakterze i przebiegu przedsięwzięcia realizowanego we współpracy z Muzeum Stutthof w Sztutowie. Wspólne
wysiłki mające na celu reorganizację polityki wystawienniczej zostały docenione przez środowisko muzealnicze,
czego wyrazem było przyznanie przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nagrody Sybilla w konkursie
na Wydarzenie Muzealne Roku 2012. Zespół poznańskich antropologów, w oparciu o przeprowadzone badania
terenowe, walnie przyczynił się do sformułowania zwycięskiego programu wystawienniczego.
To właśnie burzliwe i tragiczne dzieje regionu zostały niejako podkreślone założeniem, funkcjonowaniem, a póź­
niej obecnością obozu koncentracyjnego KL Stutthof już pod postacią muzeum upamiętniającego poległych
i ofiary. Właśnie tę złożoną zależność między pamięcią, tożsamością, martyrologią a prawem do normalnego
życia obrali za przedmiot refleksji pomysłodawcy tomu. W dwóch obliczach jednego - jak mogłoby się wydawać
- miejsca odnajdują redaktorzy soczewkę ogniskującą bolączki przecinających się torów zakrzepłej przeszłości
i wartkiego nurtu teraźniejszości. Paradoks tego kurortu letniego polega na tym, iż codzienności opartej na
rozrywce czy wypoczynku towarzyszy niechętnie przyjmowana obecność krematoryjnych kominów.
Na Sztutowo I Stutthof, podobnie jak na opisywaną rzeczywistość, składa się wiele rozmaitych tematów, za nimi

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�recenzje

141

zaś szereg często nieoczywistych punktów widzenia pociągających za sobą różne historie życiowe. Czasem lekkie,
czasem na pierwszy rzut oka całkiem błahe i banalne, częściej jednak przepojone smutkiem, czy swoistą nostalgią
za światem „sprzed" - sprzed wojny, obozu, wypędzenia, przesiedleń, komunizmu, chaosu doby transformacji,
czy współczesności opowiadającej się za amnezją tego, co się działo na tym obszarze. W polowie jest to zasługa
rzeczywistości jako takiej; w połowie to sprawka siedemnastu rozmaitych wrażliwości, osobowości i temperamen­
tów zachłannie chwytających się życia i świata. Na książkę składa się bowiem szesnaście reportaży poprzedzonych
popularnonaukowym wstępem. Ten naddatek stanowi wartość dodaną wynikaj ącą ze spojrzenia z zewnątrz - nie
z opisywanego świata. Właśnie czujne i przewrotne antropologiczne spojrzenie pozwoliło wydobyć senne ob­
razki nadmorskiej wioski z marazmu tego, co zostaje po sezonie, gdzie pozornie nic się nie dzieje i wydarzyć nie
może. Pomocna w tym była również odrobina antropologicznej ironii, o którą zabiegał niedawno zmarły Czesław
Robotycki, przestrzegając jednocześnie przed łatwą drogą wiodącą ku banałowi. Dystans ten widać nie tylko
w dalekim od łatwowierności podejściu do podejmowanej tematyki, lecz również w jakże żartobliwym a przy
tym niezbędnym traktowaniu siebie z przymrużeniem oka, o czym świadczą nie tylko arcykomiczne biogramy
autorów wiodących prym w sztafecie między „balem pierwszoklasistów" a brakiem czasu wolnego. Najdobitniej
widać to w zamykającym tom, metarefleksyjnym i autoironicznym tekście Małgorzaty Wosińskiej, od którego
warto zacząć lekturę, gdyż w nienachalny sposób, przeglądowo pokazuje on, o czym właściwie traktuje książka.
W trakcie czytania odbiorca raz po raz przekonuje się, że i na peryferiach, poza główną sceną życia publiczne­
go może się dziać bardzo wiele i nie jest to bynajmniej blade odbicie wielkiej polityki, lecz świat równoległy,
równoważny co do znaczenia, jeśli nie ciekawszy. Zamknięto w nim wiedzę o tym, czym jest Polska, czym się
stała, jaką chciała być, kto ją tworzy. Jeśli pozwolić sobie na wolne skojarzenia, to z jakiegoś powodu nasuwa
się zbiór etiud filmowych Solidarność, Solidarność z 2005 roku, próbujący dopomnieć się o rzeczywistość prze­
słoniętą mitem wielkiej narracji. Dla mieszkańców Sztutowa takim mitem jest właśnie obóz ze swą przemożną,
milczącą i niezatartą obecnością. Wbrew ich woli organizuje im życie.
Najpożyteczniejszą rzeczą, jaką może zrobić czytelnik, to zdać się na los i przystąpić do lektury, wybierając na
chybił trafił któryś z reportaży. Po pierwszym będą następne. Materiał zaprezentowany w książce ma bowiem
nieliniowy charakter, to jakby wiele punktów widzenia starających się naświetlić niepoddający się łatwym
klasyfikacjom obraz miejsca i sytuacji. Jest w tym coś z wrażliwości i zagadkowości Georgesa Pereca, bowiem
z kolejnych rozdziałów czytelnik dowiaduje się, co stanowi o specyfice tej przestrzeni. Są to dawno temu zbu­
rzone dwory, domy i gospodarstwa, po których ślady zostały w pamięci żyjących mieszkańców Sztutowa, czy
bolesne historie tęsknoty tych, którzy po wojnie zmuszeni zostali opuścić swoje „małe ojczyzny". To także pole
przecinania się praktyk mniej lub bardziej codziennych - zwiedzania muzeum, wypoczynku i chodzenia na
plażę, zamieszkiwania zabytkowych domów, sprzątania pieców krematoryjnych czy nielegalnego poszukiwania
„skarbów", to jest pozostałości wojennych.
Znaczna część zawartych w publikacji reportaży prezentuje wysoki poziom warsztatu pisarskiego oraz świado­
mości antropologicznej, przez co z powodzeniem można by je zestawiać z książkami Anny Bikont o Jedwabnem,
Renaty Radlowskiej o mieszkańcach Nowej Huty, Adama Leszczyńskiego opisującego współczesną Afrykę, czy
z pracą Mateusza Marczewskiego opowiadającą złożoności wykluczenia Aborygenów. Jak to w pracy zbiorowej,
kilka tekstów nie osiąga tego poziomu, wydają się one niedopracowane koncepcyjnie lub narracyjnie. Drobiazg
ten nie przesłania jednak zasadniczego tematu książki ani nie odbiera przyjemności płynącej z lektury.
Za to zawód sprawia tekst otwierający tom. Umiejętności warsztatowych i dziennikarskiego obycia nie sposób
odmówić Natalii Bloch, jednakże odmienna gatunkowo forma wstępu sytuującego się bliżej formy (popular­
nonaukowej, wydaje się nie korespondować z całością książki. Dzieje się tak za przyczyną wskazanego braku
harmonii gatunkowej, lecz co ważniejsze, w przeciwieństwie do szesnastu reportaży tekst ten pozostaje suchą
relacją teoretyczną. Jego autorka odmawia czytelnikom prawa zapoznania się z jej perspektywą oglądu rodzi­
mej rzeczywistości, oferując w zamian za to wyimki z własnego doświadczenia zaczerpniętego na innych kon­
tynentach. Szkoda, bo wzmiankowane Indie to jednak nie Polska, której badaniem zajmowała się także Bloch
w ramach opisanego wcześniej projektu. Niewątpliwym pożytkiem płynącym z lektury tak przygotowanego
wstępu jest systematyczna rekapitulacja tych strategii narracyjnych, jakich etnolog powinien unikać podczas

l (19) P019

BARBARZYŃCA

�recenzje

142

przygotowywania własnych tekstów i opracowań. I choć jest to nadzwyczaj przydatny zestaw przestróg, który
powinien wejść do podręcznego przybornika zarówno dziennikarzy i antropologów, to jednak wskazana praca
- ujmowana jako całość - pozostaje przełamana, w jakiś sposób niedomknięta. Co gorsza, tego wrażenia nie
sposób nijak ułagodzić.
Niewątpliwą zasługą pomysłodawców książki jest popularyzacja tematyki lokalnej, będąca przy tym próbą wy­
korzystania narzędzi krytycznych i konceptualizacyjnych oferowanych przez antropologię. To wreszcie udana
próba popularyzacji tej dyscypliny naukowej. W moim przekonaniu Sztutowo I Stutthof stanowi interesujący
i wart uwagi przykład realizacji postulatów antropologii zaangażowanej bez konieczności deklarowania i opo­
wiadania się za tą orientacją. Nie jest to być może praca konkluzywna, lecz nie takie też były zamierzenia jej po­
mysłodawców. Jak się wydaje, zależało im bardziej na dowodnym przedstawieniu wieloplaszczyznowości Żuław,
jak również przedstawieniu powikłanych losów zamieszkujących je ludzi, czy przyjezdnych. Równie ciekawego
przykładu otwarcia na szerokie grono czytelników nie znajduję w publikacjach antropologicznych ostatnich lat.
Filip

BARBARZYŃCA

Wróblewski

l (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11350" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11328">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17d3d7f1edb1c33028d0b24aaad67ccc.pdf</src>
        <authentication>3a3ef2ad41dae86a64c3a2747bbb23b5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135238">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135239">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:905</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135241">
                <text>Możliwości współpracy folklorystów z etnografami w badaniach nad etnogenezą Słowian / ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135242">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2, s.201-204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135243">
                <text>Wrocławski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135244">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135245">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135246">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135247">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135248">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I I
I S S N 0071-1861

z. 2

K R Z Y S Z T O F WROCŁAWSKI

MOŻLIWOŚCI WSPÓŁPRACY FOLKLORYSTÓW Z ETNOGRAFAMI
W B A D A N I A C H N A D ETNOGENEZĄ SŁOWIAN
Jak dziś już dobrze wiadomo, folklorystyka jest n a u k ą samodzielną,
której przedmiotem jest literatura ludowa lub — jak chcą to określać
inni — literatura ustna. Nauka ta zajmuje się przede wszystkim este­
tycznymi walorami tekstów ludowych, pochodzeniem, tworzeniem i by­
towaniem tych tekstów w społecznościach oraz mechanizmami ich prze­
kazu. Stąd folklorystyka ma swoje punkty styczności z literaturoznaw­
stwem, etnografią, badaniami nad językiem, a po trosze tak-że socjolo­
gią i innymi dyscyplinami. Zatrzymajmy się jednak na jej pograniczu
i kontaktach z etnografią. Jak m i się wydaje, odzywającym się wciąż
jeszcze echem dawniejszego okresu walki folklorystyki o wyzwolenie
się spod władzy etnografii i ustalenia swej odrębności jest nierzadko
nadal niechęć folklorystów do widzenia literatury ludowej badanej spo­
łeczności w szerszym kontekście różnych zjawisk kulturowych, w t y m
także kultury materialnej. Nie zmienia to jednak wspomnianego wyżej
faktu, iż kierunek zainteresowania folklorysty jest zwykle odmienny
od etnograficznego, w następstwie czego folklorysta, badający szereg
tekstów z aspektów właściwych jego nauce, na rzeczy interesujące etno­
grafa natrafia w warstwie dla siebie drugorzędnej lub marginesowej. Po
to, by przy okazji własnych badań zebrać odpowiednią ilość informacji
ułatwiających odpowiedzi na pytania stawiane przez etnografa, musi
być na pewne rzeczy uwrażliwiony, czy też — sięgając do słownika
technicznego — odpowiednio zaprogramowany. Z kolei etnograf szuka­
jący samodzielnie interesujących go rzeczy w tekstach literatury ludo­
wej, często w słabo m u znanym języku, i to w dialektach, traci wiele
czasu bez większych efektów. Przekonany więc jestem, że wzajemna
współpraca i pomoc jest potrzebna i może być owocna. Powinna ona
dotyczyć koordynacji podejmowanych wysiłków badawczych, stawiania
sobie tych samych pytań, na które każda z nauk będzie udzielać odpo­
wiedzi opartych na własnych materiałach i z własnego punktu widzenia,
te zaś odpowiedzi będą się wzajemnie weryfikować.

�202

KRZYSZTOF

WROCŁAWSKI

Przechodzą teraz do uwag konkretnych dotyczących tematu konfe­
rencji i spróbuję się zastanowić, jakiego rodzaju teksty folkloru mogą
być szczególnie użyteczne przy rozstrzyganiu zagadnień etnogenetycz­
nych Słowian na bazie kultury Słowian północno-zachodnich i kultury
Słowian południowych.
Szczególnie godne uwagi mogą być legendy i podania ajtiologiczne,
dotyczące pochodzenia człowieka i środowiska, w k t ó r y m on żyje.
W tekstach tego rodzaju być może uda się odkryć ślady archaicznego,
prasłowiańskiego modelu porządkującego świat otaczający człowieka,
chociaż model ten uległ zatarciu lub deformacji pod wielowiekowym
wpływem chrześcijaństwa.
Dla odtworzenia tego modelu obiecujące mogą być także podania
(opowieści) wierzeniowe północno-zachodnich i południowych Słowian.
Powinno się ustalić zestaw tematyczny takich opowieści dla obu tery­
toriów i częstość występowania poszczególnych tematów. Następnie
skoncentrować uwagę na tematach wspólnych dla obu grup Słowian.
Interesujące byłoby stwierdzenie dysproporcji pomiędzy częstością w y ­
stępowania jakichś opowieści a warunkami środowiskowymi (geogra­
ficznymi), które uzasadniałyby takie występowanie (dotyczy to Słowian
południowych). Tu posłużę się przykładem, o k t ó r y m w kuluarach kon­
ferencji rozmawiałem z dr Z. Staszczak. Otóż jedną z istotnych cech
identyfikujących żywioł polsko-słowiański wobec sąsiedniego niemiec­
kiego były, według dr Staszczak, wierzenia dotyczące utopca (wodnika)
oraz wampira. Ciekawe byłoby zbadanie, jak pod t y m względem w y ­
gląda pogranicze Słowiańszczyzny południowej z żywiołem greckim oraz
tureckim. Możliwe jest oczywiście, że tam ten element nie jest cechą
identyfikującą Słowian. Samo występowanie jednak i popularność wie­
rzeń o utopcu na południowych terenach raczej ubogich w błota i mo­
czary, mogłyby wskazywać, że utopiec jest elementem charakterystycz­
nym mitologii słowiańskiej i w sposób naturalny wiąże się z kolebką
Prasłowian, lokowaną przez szereg uczonych na terenie bogatym w wo­
dy i błota.
Motywy wierzeniowe i legendarne w formie dobrze zachowanej, bo
zwykle uwikłane w większe struktury fabularne u stanowiące ich istot­
ny element, znaleźć można w grupie pieśni mitycznych, stosunkowo
licznych i przekazywanych ustnie do dziś na południowej Słowiańszczyźnie (w Bułgarii, w Macedonii, w Serbii). Mogą one dostarczyć ciekawego
materiału do dociekań na temat archaicznej filozofii Słowian, jeśli oczy­
wiście możliwe będzie oddzielenie elementów prasłowiańskich tej filozo­
fii od nakładających się na nią wpływów późniejszych. W grupie południowo-słowiańskich pieśni mitycznych znajdujemy pieśni fabularne
o związkach między człowiekiem i słońcem, księżycem oraz gwiazdami,
o samowiłach i innych istotach nadprzyrodzonych, jak żmij i smok,
o duszach wędrujących po śmierci, o transformacjach człowieka w zwie-

�MOŻLIWOŚCI

WSPÓŁPRACY

FOLKLORYSTÓW

Z ETNOGRAFAMI

203

rzę oraz szereg innych, z których przynajmniej część powinna być
uwzględniona jako materiał w badaniach etnogenetycznych.
' Przy wykorzystywaniu literatury ludowej nie należy pomijać także
tekstów baśni magicznych, choć w ich przypadku wielkie rozpowszech­
nienie i uniwersalność struktur wątkowych powoduje, iż momenty god­
ne uwagi z punktu widzenia zagadnień etnogenetycznych, o charakterze
głównie wierzeniowym, lub takie, które są cechami dawnych obrzędów,
trudne są w tekstach baśni do spostrzeżenia, zatopione są w fabule, nie­
kiedy zaś pojawiają się jako uwagi marginalne, które przez zbieraczy
z X I X w. nie zawsze były notowane.
Pewnych informacji, dotyczących podstawowych kategorii kulturo­
wych i ich podziału wynikającego z układów kulturowych, mogą ocze­
kiwać etnografowie po odpowiednio ukierunkowanej analizie przysłów,
a także zaklinań i zamawiań, których zapisy XIX-wieczne i późniejsze
znaleźć można w materiałach folklorystycznych pochodzących ze sło­
wiańskiego Południa.
Na zakończenie mojej wypowiedzi chciałbym się podzielić z obecny­
m i na konferencji pewnym projektem postępowania badawczego, k t ó r y
chcę zastosować do tematu: Los ludzki (dola, szczęście,
przeznaczenie)
w ludowych tekstach macedońskich i polskich. To postępowanie badaw­
cze polega na wyborze z materiału słowiańskiego jako przedmiotu ba­
dań grupy (wiązki) wątków, dla których wspólnym, a zarazem istotnym
elementem struktury jest jakiś motyw wierzeniowy. Wykorzystując
wszelkie dostępne słowiańskie warianty wątków z dwóch pogranicz pe­
ryferyjnych Słowiańszczyzny, w t y m przypadku z Polski i Macedonii,
chcę na podstawie ich analizy określić model strukturalny wariantów
polskich oraz wariantów macedońskich oraz ustalić zmienność tego mo­
delu, a następnie dokonać konfrontacji obu tych modelów. Ten etap ba­
dawczy umożliwi określenie elementów wspólnych w obu modelach i za­
kresu ich identyczności.
Potrzebnym uzupełnieniem tak przeprowadzonej analizy materiału
słowiańskiego byłaby konfrontacja wątków słowiańskich z odpowiednimi
wątkami pochodzącymi z sąsiadującym ze Słowianami etnicum: dla w ą t ­
ków polskich z niemieckimi, macedońskich zaś z greckimi i tureckimi,
lub także albańskimi. Ostateczne ustalenia dadzą być może model lub
jego wariant typowo słowiański, co z kolei dawałoby podstawy do uza­
sadnionego wnioskowania o pozycji i znaczeniu danego wierzenia w sło­
wiańskiej archaicznej mitologii.
Jak już wspomniałem, jest to na razie tylko projekt badawczy, k t ó ­
rego skuteczność nie została jeszcze sprawdzona. Osiągnięcie pożądanych
efektów zależy od odpowiedniego punktu wyjścia, a mianowicie:
— od właściwego wyboru elementu wierzeniowego dającego pole do
porównań,
— od dysponowania wystarczającą ilością dobrych tekstów umożliwia-

�204

KRZYSZTOF

WROCŁAWSKI

jących zastosowanie odpowiednich metod analizy oraz uprawniających
do wyciągania dalej idących wniosków.
Być może tak wytyczona droga porównywania tekstów folkloru Sło­
wian południowych i północno-zachodnich stworzy możliwości uzupeł­
nienia wiedzy o kulturze duchowej naszych praprzodków.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11499" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11478">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5efd57b2e0948c28555f04de4879046a.pdf</src>
        <authentication>ea06afd757bd30494da33a197aa9e01f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136978">
                <text>�Góralszczyzna&#13;
mniej znana&#13;
W poszukiwaniu&#13;
lokalnych tradycji&#13;
&#13;
wybór, redakcja i wstęp&#13;
Łukasz Sochacki&#13;
&#13;
Kraków 2020&#13;
&#13;
�6SLV�WUHě&#13;
&#13;
Wyd. Fundacja Mapa Pasji, Kraków 202-h1f-�l;u|ou1m-Ĺ�7u��h-v�"o1_-1hb&#13;
!;1;mf-�m-ho-Ĺ�7u�"|-mbvj--�$u;0mb-Ŋ"|-v&#13;
!;7-h1f-�b�hou;h|-�|;hv|Ĺ��7-l��-u&lt;0vhb&#13;
�uof;h|�]u-C1mĹ��-ubv� uom|&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
Łukasz Sochacki&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
Czarna owca u Czarnych Górali. Licencja na nadpopradzką tożsamość regionalną&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
Pamięć, tradycja, tożsamość, czyli obraz wsi kiedyś i dziś&#13;
oczami Górali Zagórzańskich&#13;
Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
Justyna Laskowska-Otwinowska&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
Autoobraz Górali Babiogórskich.&#13;
Tożsamość regionalna w zwierciadle turystyki kulturowej&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
O krajobrazie, pokucie za grzechy i certyfikowanym produkcie.&#13;
Refleksja z etnograficznego pobytu w Łącku&#13;
Anna Barbasz-Bielecka&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
Andrzej Malik&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
Przestrzeń – pamięć – człowiek.&#13;
Przyczynek do antropologii przestrzeni wsi łemkowsko-polskiej&#13;
Kamila Biedrońska&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
Mikrohistoria Romów Karpackich&#13;
– próba rekonstrukcji osadnictwa w polskiej części Spisza&#13;
Elżbieta Mirga-Wójtowicz, Monika Szewczyk&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
Tradycje rękodzielnicze i rzemiosło w opowieściach mieszkańców Spisza&#13;
Magdalena Kwiecińska&#13;
&#13;
259&#13;
&#13;
Rozedrgana tożsamość. Refleksje po etnograficznych badań terenowych na Orawie&#13;
Jan Barański&#13;
&#13;
�uof;h|�ohj-7hb�b�v|uom�||jo;fĹ��;-|-�"o1_-1h�vb.৵h-�rov|-j-��u-l-1_�ruof;h|�Ł�7hu-mb;�vh-u0ॕ�7b;7b1|-�roj7mbo;f�&#13;
�-joroѴvhbĿķ�u;-Ѵbo-m;]o�ru;��Ѵ0�"rou|o�Ł�ॕuĿķ��r-u|m;uv|b;�� m7-1f.��-r-��-vfbķ�&#13;
�lbmml��ঋuo7hb;l��Ѵ|u���.1hķ��b;fvhoŊ�lbmml��ঋuo7hb;l��Ѵ|u�&#13;
��bmb1m;fŊ,7uofķ��-0bo]ॕuvhbl��;m|ul��Ѵ|u��,-ob�b��;l�&#13;
ŋ��u-vhbl��-uhb;l� |mo]u-C1ml��,0u1��ॕum;fĺ��uof;h|�vrॕjCm-mvo-mo�&#13;
� m7v� uor;fvhb1_��u-l-1_�!;]bom-Ѵm;]o��uo]u-l��r;u-1fm;]o�)of;ॕ7|-�&#13;
�-joroѴvhb;]o�m-�Ѵ-|-�ƑƏƐƓŊƑƏƑƏĺ&#13;
�"��Ĺ�ƖƕѶŊѶƒŊƖƔѵƖƔƖŊƏŊƑ&#13;
&#13;
GOK&#13;
GO&#13;
OK&#13;
Z�àąFNX&#13;
www.skarbygorali.pl&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��.RQWHNVW\&#13;
ĂXNDV]�6RFKDFNL&#13;
&#13;
���.RQWHNVW\&#13;
Góralszczyzna zajmuje wyróżnione miejsce w imaginarium kultury polskiej. Samo to&#13;
społeczne wyobrażenie pozostaje wewnętrznie zróżnicowane. W jego centrum znajduje&#13;
się Podtatrze i Zakopane. Do petryfikacji owego wyobrażenia, z centralną w nim rolą&#13;
skalnego Podhala przyczynili się m.in. malarze, pisarze, filmowcy i etnolodzy. Na jego&#13;
marginesach pozostają inne góralskie kultury: Babiogórcy, Górale Orawscy, Pienińscy,&#13;
Sądeccy, Spiscy, Zagórzańscy, Żywieccy, Kliszczacy1. Celem projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski2 było zwrócenie uwagi na wybrane „marginesy” góralszczyzny, dowartościowanie i skierowanie zainteresowania poza kulturę górali&#13;
podhalańskich, która na stronie internetowej Związku Podhalan określana jest jako „najbardziej znana grupa etnograficzna Górali Polskich”3.&#13;
Zamieszczone dalej rozdziały powstały w oparciu o materiał źródłowy wywołany&#13;
w trakcie czterech tygodniowych obozów etnograficznych, które odbyły się w latach&#13;
2018-2019, a ich zakres tematyczny dotyczy: krajobrazu kulturowego, modeli organizacji&#13;
przestrzeni domowej i przydomowej, turystyki kulturowej, pamięci o życiu na wsi zagó1 Marek Skawiński używa terminu „Górale Polscy” na określenie obszaru etnicznego południowo-zachodniej&#13;
Polski, Śląska Cieszyńskiego, a także obszarów Czech, Słowacji, Ukrainy, Węgier, byłej Jugosławii (M. Skawiński, Góralszczyzna Polska, http://zwiazek-podhalan.com/gorale-polscy/ogolny-podzial/, dostęp 31.01.2020).&#13;
2 Liderem projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski było Stowarzyszenie Klub Sportowy „Bór”, a partnerami Babiogórskie Centrum Kultury w Zawoi, Gminny Ośrodek Kultury w Łącku, Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury im. Danuty Szaflarskiej w Piwnicznej-Zdroju, Muzeum – Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej i Fundacja Mapa Pasji. Źródłem finansowania był Regionalny Program Operacyjny&#13;
Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020. Poddziałanie 6.1.3. Rozwój instytucji kultury oraz udostępnianie dziedzictwa kulturowego, typ projektu B (dokumentowanie, zachowanie i upowszechnianie dziedzictwa&#13;
niematerialnego). Całość projektu realizowana była od czerwca 2017 do maja 2020 r.&#13;
&#13;
3 http://zwiazek-podhalan.com/gorale-polscy/podhalanie/, dostęp 31.01.2020.&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
rzańskiej na początku XX w., tożsamości regionalnej, antropologii jedzenia, rzemiosła&#13;
i rzemieślników, antropologii przestrzeni, pogranicza. Oprócz tego w skład książki wchodzą dwa rozdziały dotyczące Łemków i Romów. Rozdział mgr Kamili Biedrońskiej dotyczący przestrzeni w Gładyszowie, dawnej wsi łemkowskiej, przygotowany został w oparciu o badania etnograficzne przeprowadzone w 2013 r.4, a rozdział o Romach umocowany&#13;
jest w ciągle trwających badaniach w polskiej części Spisza oraz w Wielkiej Brytanii prowadzonych przez mgr Elżbietę Mirgę-Wójtowicz i mgr Monikę Szewczyk. Problematyka&#13;
społeczności łemkowskiej i romskiej była od początku wpisana w zakres projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. W trosce o jakość prezentowanego materiału i jego opracowanie zaprosiliśmy wyżej wymienione Autorki do napisania&#13;
niepublikowanych wcześniej artykułów. Artykuły te przygotowywane zostały niejako na&#13;
boku głównego nurtu realizacji projektu, ale stanowią jego integralną i ważną część, uzupełniając materiały uzyskane w trakcie obozów etnograficznych. Tematyka związana ze&#13;
społecznością romską bądź łemkowską pojawia się w innych rozdziałach, lecz w sposób&#13;
niesystematyczny. Wynika to z niewielkiej ilości materiału źródłowego dotyczącego społeczności romskiej i łemkowskiej, jaki udało się nam zdobyć w trakcie obozów etnograficznych.&#13;
Kolejne rozdziały książki dotyczą szczegółowych tematów wynikających ze specyfiki&#13;
„terenu” etnograficznego, w jakim pracowaliśmy, z indywidualnych zainteresowań badawczych Autorów oraz z potrzeb lokalnych Partnerów projektu prowadzących działania&#13;
na rzecz zachowania i promocji własnych regionów. Jednym z celów naszych badań było&#13;
skonstruowanie „etnograficznego zwierciadła”, które czasem skupiało jak w soczewce,&#13;
a innym razem odbijało niczym w gabinecie krzywych luster kwestie ważne społecznie dla&#13;
lokalnych Partnerów projektu takie jak promocja regionu, tożsamość, swoistość „małych&#13;
ojczyzn”. Z tego powodu nie pojawiają się w nich, bądź pojawiają się mniej szczegółowo&#13;
zagadnienia natury ogólnej, które stanowią niezbędny kontekst dla całego projektu, jak&#13;
i dla poszczególnych rozdziałów. Należą do nich kategorie „góralszczyzny”, „dziedzictwa”&#13;
i „animacji kultury”, a także sprawy związane z badaniami etnograficznymi, tj. metody badawcze, sposób prowadzania badań etnograficznych, problemy wynikające z prowadzenia badań terenowych itd. Niedostatek ten staram się uzupełnić, awizując najważniejsze&#13;
kwestie stanowiące ramy teoretyczne i metodologiczne dla całej książki.&#13;
&#13;
2. Kontekst góralszczyzny&#13;
Materiały źródłowe i ich opracowania dotyczące gór, górali, kultur górali, góralszczyzny&#13;
i góralskości5 zajmują pokaźne miejsce w zbiorach muzealnych, archiwalnych i biblio-&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
tecznych. Etnologiczne zainteresowanie góralami posiada długą historię; można nawet&#13;
mówić o tradycji badawczej6, której przedmiotem zainteresowania są kultury ziem górskich. Opisy etnograficzne góralszczyzny łączą się z początkami historii etnologii jako&#13;
dyscypliny akademickiej. Mieszkańcy wsi górskich zostali uznani za pierwszoplanowy&#13;
przedmiot etnologii, wchodząc w zakres „ludu”. Wyrazem wczesnych etnograficznych&#13;
peregrynacji na teren dzisiejszej południowej Małopolski są liczne publikacje, a pośród&#13;
nich m.in. Pisma Podhalańskie7, Dziennik podróży do Tatrów8, Ilustrowany przewodnik do&#13;
Tatr i Pienin9, Sześć dni w Tatrach10, Na skalnym Podhalu11, W kręgu Tatr12, Lud nadrabski.&#13;
Od Gdowa po Bochnię13, O mieszkańcach gór tatrzańskich14.&#13;
Za początek systematycznego zainteresowania Podhalem uznaje się książkę Stanisława Staszica15 O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i innych równin Polski16, w której&#13;
opisał „egzotycznych” mieszkańców gór: „Uderzyła mię tych ludzi zręczna i zwinna postawa; Joaś, góral Tatrów, ma wzrost niewielki, cała postawa mierzona w dobrym stosunku. Powszechnie włos czarny; naturalnie opuszczony; oko żywe i czarne, twarz podłużna. […] Na szyi gąbice, to jest kilkanaście sznurków skiełek rozmaitych, okrągłych,&#13;
różnej wielkości i różnej barwy; czasem mają opustki z gęstych strzępów od góry i od&#13;
dołu, natkane takoż rozmaitymi skiełkami. Takie gąbice spina pod brodą kamień z dziurkami, przez które przeciągane sznurki. Spod tej, stukilka łańcuchów mosiężnych opada&#13;
mu na piersi. Przy tych wiszą czasem kamyki różnego kształtu, różnej farby i rozmaitych&#13;
tyczna mapa Małopolski, red. E. Wiącek, Księgarnia Akademicka, Kraków 2015, s. 254–255.). Współczesnego&#13;
skomplikowania góralszczyzny nie oddają potoczne intuicje językowe zawarte w definicjach słownikowych,&#13;
gdzie „góral to mieszkaniec gór, człowiek pochodzący z gór” (Słownik Języka Polskiego, www.sjp.pwn.pl, dostęp&#13;
31.01.2020; Słownik Języka Polskiego, red. W. Doroszewski, www.sjp.pwn.pl/doroszewski, dostęp 31.01.2020).&#13;
O kulturowej złożoności góralszczyzny może świadczyć działalność Fundacji Zakopiańczycy. W poszukiwaniu&#13;
tożsamości (zob. Zakopiańczycy. W poszukiwaniu tożsamości, red. K. Szpilka, M. Krupa, P. Mazik, Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego, Zakopane 2011) i stosowane w ramach projektu rozróżnienie na „górali” i „zakopiańczyków”. Z kolei Maria Małanicz-Przybylska rozróżnia góralszczyznę jako (a) mit oraz (b) rodzaj&#13;
współczesnego projektu tożsamościowego, co znamienne nie proponuje odrębnych terminów, co umożliwia&#13;
dostrzeżenie wieloznaczności „góralszczyzny”, splotu pokładów mitotwórczych i tożsamościotwórczych (M.&#13;
Małanicz-Przybylska, Góralszczyzna istnieje...?, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 172–177).&#13;
6&#13;
&#13;
Stosując przedmiotowe kryteria podziału etnologii można mówić o subdyscyplinie, która posługując się różnymi metodami i narzędziami teoretycznymi próbuje całościowo opisywać i interpretować kultury górali.&#13;
7&#13;
&#13;
J. Zborowski, Pisma Podhalańskie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, t. 1–2.&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1958.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
W. Eljasz-Radzikowski, Ilustrowany przewodnik do Tatr i Pienin, s.n., Kraków 1886.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
T. Chałubiński, Sześć dni w Tatrach. Wycieczka bez programu, Redakcja „Orlego Lotu”, Kraków 1921.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
K. Przerwa-Tetmajer, Na skalnym Podhalu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1955.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
S. Witkiewicz, W kręgu Tatr, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1970, t. 1–2.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
J. Świętek, Lud nadrabski. Od Gdowa po Bochnię. Obraz etnograficzny, Akademia Umiejętności, Kraków 1893.&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
Mgr Kamila Biedrońska wchodziła w skład zespołu badawczego prowadzącego badania etnograficzne w ramach kursu Laboratorium etnograficzne. Prowadzącą kurs była dr hab. Patrycja Trzeszczyńska. Artykuł mgr&#13;
Biedrońskiej opiera się na materiałach wywołanych w trakcie tych badań.&#13;
5&#13;
&#13;
Znaczenie tych terminów jest nieprecyzyjne. Joanna Dziadowiec i Elżbieta Wiącek proponują rozumieć&#13;
„góralszczyznę” jako kategorię opisową odnoszącą się do zróżnicowania etnograficznego, a „góralskość” jako&#13;
zespół wyobrażeń, stereotypów, mitów i innych form reprezentacji dotyczących górali i ich kultury ( J. Dziadowiec i E. Wiącek, Góralszczyzna, góralskość - konstruowanie i funkcjonowanie podhalańskiego mitu, w: Semio-&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
L. Kamiński, O mieszkańcach gór tatrzańskich. Najdawniejsza monografia etnograficzna Podhala, Oficyna&#13;
Podhalańska „Secesja”, Kraków 1992.&#13;
15&#13;
&#13;
S. Trebunia-Staszel, Śladami podhalańskiej mody. Studium z zakresu historii stroju górali podhalańskich,&#13;
Podhalańska Oficyna Wydawnicza, Kościelisko 2010, s. 23; A. Kroh, Góral z czwartego wymiaru, „Tatry”, 2010,&#13;
t. 32, nr 2, s. 58.&#13;
16&#13;
&#13;
S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gor i rownin Polski, Drukarnia Rządowa, Warszawa 1815.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
zabobonnych znaczeń”17. Etnologiczne zainteresowanie góralami można także wskazać&#13;
w pierwocinach programu badań nad kulturą chłopską sformułowanego przez Hugo Kołłątaja18, a nawet wcześniej, w sztuce teatralnej Wojciecha Bogusławskiego Krakowiacy&#13;
i Górale (1794)19.&#13;
Odkrywanie kultury góralskiej nie było i nie jest poznawczo niewinne. Górale (i chłopi) wkraczają na scenę zainteresowania nie-chłopów (elit, szlachty, inteligencji, polityków itd.) jako nośnik wartości20. Realizm etnograficznych monografii doby Oświecenia&#13;
i Romantyzmu służył uprawdopodobnieniu obrazu sielskiego, zideologizowanego, który&#13;
pełnił cele społeczne i polityczne. Kultura chłopska, w tym kultura górali, postrzegana&#13;
była jako rezerwuar treści i wartości, uznanych za fundament odnowienia (a raczej: wytworzenia) narodu polskiego. Opisywanie kultury góralskiej było jednoczesnym kodyfikowaniem sposobów przedstawiania tejże kultury i jej mityzowaniem21. Z czułą ironią&#13;
o procesie tworzenia góralskiego mitu pisze Antoni Kroh: „Góral podhalański był dla&#13;
przybysza, jeśli można się tak wyrazić, chłopem rekreacyjnym – towarzyszem miłych&#13;
chwil, opiekunem i kompanem, a nie groźnym problemem społecznym, jak chłopi dólscy. Wysławiano Podhalan, ich dorodność fizyczną i przemożne zalety ducha: inteligencję, szlachetność oraz talenty artystyczne. Dowodząc, że Podhalanie są wspanialsi od&#13;
chłopów dólskich, postrzegano ich jako wolnych synów gór, nieznających pańszczyzny,&#13;
poddanych tylko królowi; wskazywano, że codzienne zmagania z surową tatrzańską przyrodą uszlachetniły ich rasę. Romantyczny zachwyt nad góralską wolnością był mitem,&#13;
rozpowszechnionym przez ludzi, którzy w Tatrach chodzili wyłącznie dla przyjemności,&#13;
a o Podhalu wiedzieli tyle, ile chcieli wiedzieć. Był również mitem o podłożu patriotycznym, w znacznej mierze wypływającym z przeświadczenia o prapolskości kultury góralskiej: skoro Podhalanin jest szczególną sublimacją Polaka, a Polacy kochają wolność, to&#13;
góral musi kochać wolność do potęgi”22. Przez liczne opisy kultury górali i góralszczyzny&#13;
prześwieca „mit szlachetnego dzikusa”, o cnotliwej duszy, silnego ciałem i szlachetnego&#13;
oblicza23. Z tym obrazem współwystępuje wyobrażenie obszarów górskich nadpisanych&#13;
nad „mitem Raju”, które jawiły się (i jawią nadal) jako kraina arkadyjska, obszar wolności&#13;
umożliwiający niezapośredniczony kontakt z przyrodą24.&#13;
17&#13;
&#13;
Cytat za: K. Laučiková, Analiza mitu, „Tatry”, 2010, t. 32, nr 2, s. 60.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
A. Kutrzeba-Pojnarowa, Kultura ludowa w dotychczasowych polskich pracach etnograficznych, w: Etnologia&#13;
Polski. Przemiany kultury ludowej, Polska Akademia Nauk, Wrocław 1976, t. 1, s. 26.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
Ibid., s. 25.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
C. Robotycki i S. Węglarz, „Chłop potęgą jest i basta”. O mityzacji kultury ludowej w nauce, „Konteksty. Polska&#13;
Sztuka Ludowa”, 1983, nr 1–2, s. 3–8.&#13;
21&#13;
&#13;
Z. Libera, Lud ludoznawców: kilka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego, czyli etnograficzna&#13;
wycieczka po XIX wieku, w: Etnologia polska między ludoznawstwem a antropologią, red. A. Posern-Zieliński,&#13;
Wydawnictwo DRAWA, Poznań 1995.&#13;
22&#13;
&#13;
A. Kroh, Sklep potrzeb kulturalnych, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 35.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Mit góralszczyzny ma również negatywną stronę. Rewersem pozytywnego stereotypu górala jest przedstawianie go jako zawistnego, gniewnego, kłótliwego, pazernego, ksenofobicznego (Ł. Długowski, Najbardziej&#13;
skundlony naród Europy, „Tatry”, 2011, nr 2, s. 58–61.) W tym kontekście warto odnotować studia nad „wstydliwym dziedzictwem” dotyczącym Goralenvolk (W. Szatkowski, Goralenvolk - kryzys tożsamości, „Konteksty.&#13;
Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 115–121) oraz nazistowskimi badaniami antropologicznymi i ludoznawczymi na terenie Podhala (M. Maj i S. Trebunia-Staszel, Nazistowskie badania antropologiczne i ludoznawcze na&#13;
Podhalu. Dokument i pamięć, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 122–140).&#13;
24&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Czy wobec tego istnieje góralszczyzna? Czy używanie takich pojęć jak „wyobrażenie”,&#13;
„mit”, „reprezentacja” i inne nie podważa zasadności zainteresowania góralszczyzną?&#13;
Czy nie inkryminuje się podmiotowego poczucia bycia góralem, relegując góralszczyznę&#13;
w stronę tworu fantazji, czegoś nierzeczywistego? Odnoszę wrażenie, że powyższe pytania są nietrafnie postawione z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, etnologia zainteresowana jest właśnie podmiotowym sposobem postrzegania i doświadczania świata.&#13;
W punkcie wyjścia przyjmuje ona, że do rzeczywistości nie mamy innego dostępu jak poprzez kulturę, a więc m.in. przez mity (narracje), wyobrażenia, język, symbole, rytuały,&#13;
które służą do intepretowania rzeczywistości. W tym sensie góralszczyzna, tak jak ją tutaj&#13;
rozumiem, jest zespołem wartości i znaczeń mających naturę procesualną, tworzącym&#13;
rzeczywistość w jakiej żyją ludzie. Po drugie, góralszczyznę trzeba widzieć w perspektywie przedefiniowanego pojęcia „ludu”, w której „folk nie jest synonimem chłopstwa&#13;
(jak było to w XIX wieku) ani też nie można ograniczać go do jakiejś warstwy społecznej, na przykład vulgus in populo, czy dołów społecznych. Nie są nimi także niepiśmienni w społeczeństwie piśmiennych. Termin folk można odnieść do dowolnej grupy ludzi,&#13;
którzy podzielają przynajmniej jedną cechę. Nie ma znaczenia, co ich łączy – może to być&#13;
wspólne zajęcie, język lub religia; ważne natomiast jest to, że za grupą stworzoną dla jakiejś przyczyny stoją jakieś tradycje, które jej członkowie uważają za swoje, […] tradycje,&#13;
które pomagają utrzymać poczucie tożsamości”25. Góralszczyznę rozumieć należałoby na&#13;
sposób ideacyjny, jako poczucie przynależności do lokalnej kultury, która dotyczyłaby&#13;
raczej „[…] form nieskodyfikowanej regionalnej lub innej subkulturowości niż posiadającej oficjalną sankcję kultury narodowej, raczej oddolnie praktykowanego obyczaju niż&#13;
odgórnie narzuconego prawa, raczej spontanicznie uprawianego folkloru niż uznanej&#13;
i nauczanej w szkołach sztuki itd.”26. Wobec tego nie można oceniać góralszczyzny względem zadekretowanego wzoru, stosując stempel autentyczności, prawdziwości czy oryginalności. Góralszczyzna byłaby kulturową przestrzenią świadomego wyboru, zjawiskiem&#13;
dynamicznym, podlegającym ciągłemu procesowi semiozy27.&#13;
Góralszczyzna pozostaje zjawiskiem niezwykle żywotnym, ulega ponownym przetworzeniom i odkryciom. Intrygująca jest jej wielopostaciowość i wieloznaczność. Traktowana jako semiotyczny tekst przybiera „[…] wiele twarzy, stanowi zbiór reprezentacji,&#13;
które podlegają ciągłym negocjacjom i reinterpretacjom”28, w zależności kto i do kogo&#13;
„mówi”, w jakim celu, w jakim kontekście kulturowo-komunikacyjnym. Inspiruje m.in.&#13;
artystów, twórców mody, architektów. Traktowana jest w dalszej części książki jako żywe&#13;
pytanie, stanowiąc ciekawe laboratorium procesów kulturowych związanych ze zjawii drzwi. Wybór esejów, tłum. M. Łukasiewicz, Oficyna Naukowa, Warszawa 2005). Góra i góry są również jednym z szeroko rozpowszechnionych symbolicznych ideogramów nazywających sferę sakralną (M. Eliade, Traktat o historii religii, tłum. J. Wierusz-Kowalski, Książka i Wiedza, Warszawa 1966).&#13;
25&#13;
&#13;
A. Dundes, Folklor Matters, The University of Tennesee Press, Knoxville 1989, s. 11, za: J. Barański, Góralszczyzna i pamięć, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 38–44.&#13;
26&#13;
&#13;
Ibid., s. 40.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
A. Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przeł. Z. Pucek, Universitas, Kraków&#13;
2005.&#13;
28&#13;
&#13;
J. Dziadowiec i E. Wiącek, Góralszczyzna, góralskość - konstrukowanie i funkcjonowanie podhalańskiego mitu,&#13;
op. cit., s. 257.&#13;
&#13;
O wyprawach w góry jako mitycznej podróży do źródeł egzystencji pisał George Simmel (G. Simmel, Most&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
skiem konstruowania tożsamości, turystyki kulturowej, regionalizmu, migracji, pamięci,&#13;
dziedzictwa, przetworzeń i losów „kultury ludowej”, wzajemnych wpływów między etnologiem a podmiotem jego zainteresowania (tzw. folkloryzacją wiedzy etnologicznej)&#13;
itd.&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�G]LHG]LFWZD29&#13;
Pojęcie dziedzictwa30 jest kategorią nieostrą i wieloznaczną. Trudności sprawia bliższe&#13;
określenie zakresu i treści dziedzictwa31. Słowo to pojawia się w wielu kontekstach, co&#13;
prowadzi do powiększenia semantycznej konfuzji. Dziedzictwo występuje w dyskursie&#13;
akademickim, w społecznej praktyce, w administracji państwowej i samorządowej, w polityce, w animacji kultury, edukacji32 itd. Służy celom poznawczym i praktycznym. Dziedzictwo można chronić, rozwijać, reaktywować, przekazywać, ocalać, upowszechniać,&#13;
animować, otaczać troską, wynajdywać itd. „Patrymonializacji podlegają przedmioty&#13;
najbardziej codzienne i te wyrafinowane, stare i nowe, autentyczne i nieautentyczne, nawet wytwarzane na fabrycznych liniach produkcyjnych i wychodzące spod zręcznych rąk&#13;
współczesnych rzemieślników. Dziedzictwem w jego niematerialnym wymiarze mogą&#13;
być też język, obyczaj, rytuał (najczęściej ten ginący, choć niekoniecznie), a ponadto środowisko naturalne i krajobraz. Zajmują się nim instytucje państwowe, stowarzyszenia&#13;
i jednostki naukowo-badawcze”33.&#13;
Dziedzictwo jest nie tylko kategorią służącą do naukowego opisu, ale także przynależy do poziomu przedmiotowego: poziomu, który jest przedmiotem zainteresowania&#13;
etnologa. Pojawia się w kontekstach związanych ze społecznym tworzeniem znaczeń,&#13;
przeżywaniem i doświadczaniem rzeczywistości.&#13;
29&#13;
&#13;
Pisząc o dziedzictwie, powołuję się na następujące prace: K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego&#13;
- rozważania, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2013; A. Niedźwiedź, Laboratorium dziedzictwa,&#13;
„Tygodnik Powszechny. Dodatek Specjalny: Kraków. Antropologie dziedzictwa”, 2019, nr 28, s. 4–9; J. Torowska, Dziedzictwo - współczesna ewolucja pojęcia. Implikacje dla pedagogiki, „Prace Naukowe Akademii im. Jana&#13;
Długosza w Częstochowie”, 2015, t.XXIV, s. 41–59; S. Trebunia-Staszel, Muzeum Tarzańskie jako laboratorium&#13;
dziedzictwa. Część I, „Journal of Urban Ethnology”, 2018, t.16, s. 217–231; S. Owsianowska i M. Banaszkiewicz,&#13;
Trudne dziedzictwo a turystyka. O dysonansie dziedzictwa kulturowego, „Turystyka Kulturowa”, 2015, nr 11, s.&#13;
6–24.&#13;
Świadomie nie ujmuję dziedzictwa w cudzysłów, rozmywając rozróżnienie między supozycjami tego terminu. Taki zabieg może wyglądać na ekwiwokację, niemniej umożliwia on oddanie wieloznaczności dziedzictwa&#13;
i różnych sposobów użycia tego pojęcia, które w antropologicznych badaniach nad dziedzictwem współwystępują ze sobą.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
Pojęcie dziedzictwa (łac. patrymonium, ang. heritage, fran. patrimoine, niem. Kulturerbe, wł. i hiszp. patrimonio) wywodzi się z języka prawniczego, a określano nim dobra dziedziczone (spadek, majątek) i przekazywane&#13;
z pokolenia na pokolenie. Sens ten zachował się w angielskim heritage i francuskim héritage.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 6.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
W 1995 r. wprowadzono obowiązek edukacji szkolnej w zakresie dziedzictwa, która wyłoniła się z wcześniejszej ścieżki edukacyjnej „dziedzictwo kulturowe w regionie”. W ramach Krajowych Ram Kwalifikacji wprowadzono jako cele edukacyjne rozpoznanie dziedzictwa kulturowego i jego ochronę; J. Torowska, Dziedzictwo&#13;
- współczesna ewolucja pojęcia. Implikacje dla pedagogiki..., op. cit., s. 41.&#13;
33&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 6.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Dziedzictwo rymuje się z innymi ważnymi dla humanistyki kategoriami: historią&#13;
(przeszłością), tradycją, pamięcią, tożsamością, regionalnością (lokalnością). Czasem&#13;
stanowi dla nich konkurencyjny sposób opisu i doświadczania rzeczywistości, a innym&#13;
razem staje się pojęciem „parasolem”, imperialnie zawłaszczającym zakres powyższych&#13;
kategorii; zastępuje je, a czasem wchłania. Jednocześnie dziedzictwo jest zakotwiczone&#13;
w już ugruntowanych sposobach opisu poprzez kategorie tradycji, pamięci, tożsamości – nie pojawiło się deus ex machina. Dziedzictwo jest pojęciem modnym i być może&#13;
zbyt rozległym, ale jednocześnie jego dotychczasowe użycia świadczą o płynącej z niego&#13;
ożywczości, która pozwoliła na wzbogacenie naszego języka, zreorganizowanie dawnych&#13;
humanistycznych obszarów rzeczywistości, a także dostrzeżenie nowych wymiarów kulturowego świata znaczeń i wartości.&#13;
Dziedzictwo prima facie ewokuje badania nad przeszłością bądź nad obecnością przeszłości w teraźniejszości. Jego kontekstowe znaczenia wykraczają poza to wąskie odniesienie, bowiem poprzez „[…] fakt świadomego wyboru, bez którego dziedzictwa nie ma,&#13;
wyraża ono swoistą kontrolę teraźniejszości nad przeszłością. Jest zawsze władzą żywych&#13;
nad umarłymi. Nigdy odwrotnie”34. Dziedzictwo dotyczy naszego sposobu rozumienia&#13;
przeszłości, mechanizmów selekcji i tworzenia znaczeń „tu i teraz”, dla których przeszłość i wyobrażenie przeszłości są planem wyrażania. Przyjmowany zakres pojęcia dziedzictwa i sposób w jaki się je definiuje więcej mówi o nas niż o samym odniesieniu tego&#13;
pojęcia35. „Innymi słowy – będąc intencjonalnym i normatywnym wyborem, dziedzictwo&#13;
ma na różne sposoby służyć teraźniejszości – politycznie, gospodarczo, społecznie, kulturowo, edukacyjnie etc. […]. Niestety, możliwa jest sytuacja dokładnie odwrotna. Wtedy&#13;
dziedzictwo może dawać wyraz ksenofobii, pogardzie, przemocy”36. Pewne wydaje się&#13;
tylko to, że współcześnie dziedzictwo jest pojęciem wyjątkowym, wyróżnionym, szeroko stosowanym, o nieostrych granicach znaczeniowych, któremu ulec mogą przedmioty&#13;
o rożnych gabarytach (w sensie dosłownym, od miasta po przedmiot codziennego użytku), o różnej trwałości (od przedmiotów wykonanych z granitu do wiejskiej przyśpiewki) i różnej substancji (dźwięki, obrazy, smaki, widoki). „Potrzebują go jednostki, wspólnoty i ponadnarodowe projekty polityczne, które nawiązują relację z taką przeszłością,&#13;
którą uznają za swoją i na którą wyrażają zgodę”37.&#13;
W badaniach nad dziedzictwem zauważalny jest zwrot w stronę perspektywy antropologicznej. W tym ujęciu wzbogaca się konserwatorskie czy architektoniczne rozumienie&#13;
dziedzictwa wskazując „[…] wielopoziomowy, ideologiczny, kontekstualny i procesualny&#13;
charakter tego, co jest postrzegane jako dziedzictwo”38. Przyjmuje się, że dziedzictwo nie&#13;
ogranicza się do materialnego wymiaru, tj. do budynków czy dzieł sztuki, ale obejmuje&#13;
ono związane z nimi kulturowo tworzone znaczenia (praktyki kulturowe, pamięć indy34&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Sytuacja analogiczna do stereotypów, które jako wyobrażenia społeczne więcej mówią o wyobrażającym niż&#13;
o wyobrażanym; np. ze stereotypu Żyda, Niemca, Cygana, szewca więcej dowiadujemy się o osobie, która podziela takie wyobrażenia niż o grupie, do której stereotyp się odnosi, a co dopiero o jej konkretnym podmiocie.&#13;
36&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 7–8.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
Ibid., s. 9.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
A. Niedźwiedź, Laboratorium dziedzictwa..., op. cit., s. 5.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
widualną i zbiorową, emocje, społeczne więzi itd.). W takim antropologicznym ujęciu&#13;
dziedzictwo rozumie się nie jako zastygły materialny obiekty, lecz procesualnie. Dziedzictwo wyrażane jest poprzez opowieści o przeszłości, jej selekcję i reinterpretację. „Te&#13;
opowieści są wyrażone w formie obiektów, pomników, muzealnych kolekcji czy odpowiednio zaprojektowanych tras turystycznych oraz miejskich przestrzeni. W materialnych formach pamięci skrywa się jednak historyczna i społeczna dynamika. To ona stanowi o wewnętrznym życiu dziedzictwa oraz o sile – bądź braku – jego oddziaływania”39.&#13;
Wyobrażenie o przeszłości rzutowane jest w teraźniejszość. Dziedzictwo jako program&#13;
działania stanowi z jednej strony czynnik motywacji40 w obserwowanych praktykach społecznych: zespołach folklorystycznych, izbach pamięci, działalności muzealnej, Kołach&#13;
Gospodyń Wiejskich, questach41, trasach turystycznych itd., ale z drugiej stanowi kategorię stosowaną do opisu tychże praktyk.&#13;
Procesualność dziedzictwa jest szczególnie istotna, bowiem odwodzi od rozumienia&#13;
go jako zastygłej lawy, którą można „przekazywać” z jednej epoki do innej, z jednego&#13;
kontekstu kulturowego do innego, od jednego człowieka do drugiego w oderwaniu od&#13;
kontekstualnego znaczenia. Pojmowanie dziedzictwa jako procesu pozwala unikać hipostazowania i substancjalizowania, stąd tak duża rola w badaniu nad dziedzictwem metod&#13;
i interpretacji antropologicznych, które postulują uwzględnienie podmiotowego punktu&#13;
rozumienia i doświadczania dziedzictwa. W praktyce obserwuje się różnorodność dziedzictwa, co oznacza, że mamy do czynienia ze współistnieniem „[…] obok siebie rozmaitych jego form, pamięci i obrazów przeszłości, ale też rozmaitych wizji przyszłości&#13;
[…]”42. Dziedzictwo jako proces „[…] może przybierać rozmaite formy i ukazywać wiele&#13;
twarzy, staje się wspaniałym kulturowym i społecznym narzędziem do wyrażania siebie,&#13;
kreowania idei, a także negocjowania znaczeń”43. Reinterpretacja przeszłości w celu tworzenia dziedzictwa może pełnić różne funkcje i cele, takie jak: merkantylizacja, polityzacja, manipulacja, integracja i spójność społeczna, funkcja poznawcza bądź ocalająca od&#13;
zapomnienia itd. Tworzenie dziedzictwa może mieć charakter oddolny i zinstytucjonalizowany. Dziedzictwo ujawnia „[…] swoją moc sakralizowania przeszłości, lecz również&#13;
[posiada] polityczny wymiar oraz merkantylny potencjał. Ma zdolność kreowania więzi&#13;
39&#13;
&#13;
Ibid., s. 5–6.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
Motywację rozumiem tutaj nie jako przyczynę działań, lecz w sensie semiologicznym jako asocjację między&#13;
planem wyrażenia i planem treści.&#13;
41&#13;
&#13;
W Słowniku Języka Polskiego nie odnotowano jeszcze słowa questy i derywatów, ale polska Wikipedia podaje, że quest to „rodzaj gry polegającej na odkrywaniu dziedzictwa miejsca i tworzeniu nieoznakowanych&#13;
szlaków, którymi można wędrować kierując się informacjami zawartymi w wierszowanych wskazówkach”&#13;
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Questing), dostęp 15.12.2019. Według strony Questy – Wyprawy odkrywców&#13;
„z ang. quest – zadanie, zagadka). To gry terenowe polegające na poszukiwaniu skarbów. Nie wymagają one&#13;
obsługi ani znakowania w terenie, dlatego, w odróżnieniu od podchodów lub gier miejskich, można w nie grać&#13;
niemal w każdej chwili. Do zabawy wystarczy ulotka lub darmowa aplikacja mobilna Questy – Wyprawy Odkrywców. Ulotki są dostępne w wybranych punktach informacji turystycznej lub jako plik do pobrania ze strony&#13;
internetowej questy.com.pl. Czytając wierszowane wskazówki, uczestnik podąża questem i poznaje sekrety&#13;
danego miejsca. Na końcu drogi na odkrywców czeka skarb, a w nim pieczątka, której odbicie potwierdza&#13;
przebycie trasy”, https://questy.com.pl/o-questach, dostęp 15.12.2019.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
A. Niedźwiedź, Laboratorium dziedzictwa..., op. cit., s. 7.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
Ibid., s. 8–9.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
opartej na współistnieniu odmiennych tożsamości we wspólnocie podzielanego miejsca.&#13;
Może być też źródłem konfliktów pamięci i wyrastających z nich różnych wizji teraźniejszości oraz projektów przyszłości. A co za tym idzie, odmiennych wizji formowania,&#13;
doświadczania i przeżywania […]”44 rzeczywistości45.&#13;
Samo pojęcie dziedzictwa, a zwłaszcza jego użycia, nie są neutralne. Nie są takie na&#13;
płaszczyźnie czysto poznawczej (akademickiej) i na płaszczyźnie praktyki społecznej&#13;
(polityka, pedagogika, animacja, ochrona dóbr kultury). Posługiwanie się dziedzictwem&#13;
można uznać za nowe wcielenie przemocy symbolicznej, której przedmiotem jest przeszłość i to, co z niej pozostało46, ale także teraźniejszość. W dziedzictwie dochodzi od&#13;
aliansu polityki, ekonomii i nauki. Akademickie teorie mogą legitymizować polityczne&#13;
i społeczne projekty, stanowią ważny ekonomiczny wektor. Funkcje performatywna&#13;
i perswazyjna dziedzictwa, a nie tylko deskryptywna, sprawiają, że jest ono istotnym zarazem zagadnieniem i komentarzem współczesności, bowiem „[…] spatrymonializowane&#13;
obiekty ulegają utowariowieniu, banalizacji, czy nawet manipulacji. Proces społecznego&#13;
wytwarzania dziedzictwa nie jest bowiem zabiegiem niewinnym”47.&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�DQLPDFML�NXOWXU\&#13;
Społeczne czy polityczne powinności etnologii są nadal szeroko dyskutowane. W historii polskiej etnologii dyskusja ta sięga listu Hugona Kołłątaja48, w którym formułuje on&#13;
pierwszy program studiów ludoznawczych. Systematyczne badanie obyczajów, zwyczajów i obrządku narodu polskiego miało służyć objaśnieniu „naszej historii początkowej”,&#13;
ale również być świadectwem „[…] stanu w jakim zastała Polskę tragedia zaborów, i dostarczenie argumentów przeciwko oszczerstwom obcych”49. Badania etnologiczne (resp.&#13;
44&#13;
&#13;
Ibid., s. 9.&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
Współwystępowanie różnych „pokładów” pamięci, czasem sprzecznych interpretacji przeszłości, wielości&#13;
tożsamości, wskazuje na związek dziedzictwa ze światem wartości i znaczeń, a przez to umożliwia powiązanie&#13;
dziedzictwa z inną ważną w antropologii kategorią, jaką jest mit. Na ten związek wskazuje Krzysztof Kowalski:&#13;
„Ponadto zwracam uwagę również na fakt, że dziedzictwo pozostaje w silnym i trwałym związku z dwoma innymi pojęciami, które naświetlają jego naturę. Są nimi tożsamość i mit, który nie jest rozumiany ani potocznie,&#13;
ani filologicznie, ale jako indywidualny i/lub zbiorowy sposób budowania znaczeń dla indywidualnie i/lub społecznie przeżywanego świata (również przeszłości) – ze swej natury obojętnego i pozbawionego znaczeń” (K.&#13;
Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 9–10.). Mitologiczna struktura tkwiąca&#13;
w pojęciu dziedzictwa i jego różnych użyciach wskazuje na jego semantyczną nadwyżkę, konotującą „zawsze&#13;
coś więcej”. Podobne mityczne pokłady, lecz wywodzące się z fenomenologii mitu, ewokują z artykułu Anny&#13;
Niedźwiedź, która pisze, że w procesualnym zjawisku dziedzictwa można dostrzec „spłaszczenie czasu”, które&#13;
– dopowiadam – charakteryzuje eliadowską koncepcję mitu. Od siebie dodam, że ciekawym rozwiązaniem&#13;
byłoby połączenie dziedzictwa z pojęciem symbolu w rozumieniu Jurija Łotmana – jako „wehikułu znaczeń”,&#13;
który kondensuje w sobie większe opowieści, podlegające nieustannym reinterpretacjom ( J. Łotman, Symbol&#13;
w systemie kultury, tłum. B. Żyłko, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 1988, nr 3.).&#13;
46&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 6.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
Ibid., s. 10.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
M. Nalepa, List Hugo Kołłątaja do Jana Maja, księgarza w Krakowie, pisany w Ołomuńcu z więzienia 15 lipca&#13;
1802, „Tematy i Konteksty”, 2012, nr 2, s. 27-53.&#13;
49&#13;
&#13;
A. Kutrzeba-Pojnarowa, Kultura ludowa w dotychczasowych polskich pracach etnograficznych, op. cit.,&#13;
s. 26.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
ludoznawcze) miały pełnić rolę uzasadnienia dla istnienia narodu polskiego, dla którego&#13;
skarbnicą treści i wartości miała być warstwa chłopska. Dokonując uprawnionego chronologicznego skrótu, w tym kontekście należy wspomnieć o społecznych zadaniach etnologii, jakie wyznaczono jej w PRL. Badanie kultury ludowej (chłopskiej) miało służyć&#13;
stworzeniu „nowego człowieka”, kultura ludowa miała być fundamentem kultury narodowej50. Jako jedno z kluczowych zadań dla etnologii wskazywano „[…] jak największe&#13;
wykorzystanie wyników naszej pracy jako ekspertyz w działaniach praktycznych i planowaniu życia i kultury”51.&#13;
Zagadnienie społecznego uwikłania etnologii, jej powinności, obowiązków i uroszczeń współcześnie przybiera postać dyskusji wokół antropologii zaangażowanej, publicznej, stosowanej. Sygnalizowane w tym miejscu zagadnienie jest stale obecne w etnologicznym namyśle, choć ze zmiennym natężeniem52.&#13;
W kontekście niniejszej publikacji istotna jest natomiast inna kwestia, choć związana&#13;
ze społecznymi powinnościami etnologii. Piotr Kowalski określił ją „pokusą antykwaryzmu”. Zafiksowanie polskiej etnologii na kulturze chłopskiej i posługiwanie się modelem kultury chłopskiej (tradycyjnej, ludowej53) doprowadziło do stanu, w którym etnolog stał się ekspertem od tejże kultury. Nastąpiło pomieszanie porządku wyjaśnienia&#13;
(teorii) i porządku przedmiotu badania (rzeczywistości). Etnolodzy zaczęli występować&#13;
w roli jurorów w konkursach i przeglądach folklorystycznych. Oceniając reprezentacje&#13;
kultur góralskich, zyskali wpływ na kształt tychże kultur. W sposób na ogół niezauważony etnolog zaczął wytwarzać przedmiot swoich badań, doprowadzając do kreowania&#13;
i konserwowania obiektu swojej refleksji. Stan taki etnologia podziela z innym dyscyplinami badającymi kulturę, które „[…] nie mogą jednoznacznie ustalić linii demarkacyjnej&#13;
między historycznością pewnych przedmiotów, tekstów kultury, a ich znajdowaniem się&#13;
we współczesności. […] Problem polega na bezustannym współwystępowaniu rożnych&#13;
«pokładów historii» i utrzymywaniu się w «aktywnej tradycji» tekstów, które genetycznie związane były ze światopoglądami o czysto diametralnie odmiennych kształtach.&#13;
[…] Dyscypliny te, nie zawsze precyzyjnie rozdzielając wymienione domeny, stają się&#13;
odpowiedzialne za zjawisko «folkloryzmu»: produkując, a czasem tylko wzmacniając&#13;
osobliwe wyobrażenie na temat kultury ludowej, sztuki, folkloru”54. Treści genetycznie&#13;
50&#13;
&#13;
Por. J. Burszta, Kultura ludowa – kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,&#13;
Warszawa 1974.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
Ibid., s. 49.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
Zob. Antropologia zaangażowana, red. Ł. Sochacki, J. Steblik, F. Wróblewski, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010 (materiały z konferencji Antropologia zaangażowana (?), które ukazały się&#13;
w piśmie „Prace Etnograficzne. ZNUJ”, 2010, t. 38); burzliwe dyskusje miały miejsce na łamach pisma „op.cit”&#13;
w latach 2004-2006.&#13;
53&#13;
Por. K. Dobrowolski, Chłopska kultura tradycyjna, „Etnografia Polska”, 1957, t. 1, s. 19-56. W Polsce do lat 80.&#13;
dominowało społeczno-ekonomiczne określanie przedmiotu etnologii, wedle którego lud utożsamiano z klasą&#13;
(warstwą) chłopską. „Kultura ludowa” i jej deklinacje (tradycyjna, wiejska, typu ludowego i inne) stanowią –&#13;
nomen atque omen – dziedzictwo etnologii w Polsce, z którym polscy etnolodzy wchodzą w różne formy dialogu (ignorując, rozwijać, zaprzeczając, wysuwając nowe propozycje), zob. Kultura ludowa. Teoria – praktyki&#13;
– polityki, red. B. Fatyga, R. Michalski, Instytut Stosowanych Nauk Społeczny, Warszawa 2014 r.&#13;
54&#13;
&#13;
P. Kowalski, Współczesny folklor i folklorystyka. O przedmiocie poznania w dzisiejszych badaniach folklorystycznych, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1990, s. 29.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
wywodzące się z „tradycyjnego folkloru” ulegają resemiotyzacji w zmieniającej się rzeczywistości kulturowej, uzyskując nowe znaczenia (plan treści), choć nie zmienia się lub&#13;
ulega nieznacznym przeobrażeniem zewnętrzny, materialny kształt (plan wyrażania)55.&#13;
Traktować wtedy można owe treści na zasadzie cytatu (reliktu) z innego systemu kulturowego, z którym jednak utrzymują historyczną relację (np. zmiany, ciągłości, zerwania,&#13;
przywrócenia)56. Wskazywana homonimiczność tego rodzaju tekstów kultury może być&#13;
źródłem pomieszania przedmiotu badania (obserwowanej rzeczywistości) i przedmiotu&#13;
poznania (etnologicznego opisu).&#13;
Powyższe uwagi należy brać pod uwagę, pisząc o etnograficznej części projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Podczas trwania projektu posługiwaliśmy się jego nieoficjalną lub półoficjalną nazwą: Skarby Górali57. Jej stosowanie&#13;
(w aplikacji questów, na stronie internetowej, między badaczami, w wewnętrznych listach i nieoficjalnych dokumentach Fundacji Mapa Pasji) w jakiejś mierze wpłynęło na&#13;
sposób myślenia o projekcie i ukierunkowało badania, a więc nie pozostaje bez wpływu&#13;
na zamieszczone dalej treści. Jej używanie nie ma prostego przełożenia w postaci projektowania czy modelowania. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że niektóre z zamieszczonych&#13;
przez nas tekstów mniej lub bardziej próbują zdystansować się od presuponowanego&#13;
sądu wartościującego, który zawarty jest w nazwie Skarby Górali. Dystansowanie nie&#13;
przybiera formy wyrażonej wprost (może poza niniejszym esejem pełniącym w moim zamierzeniu trochę rolę psuj-zabawy), ale najczęściej ma kształt dystansu ironicznego bądź&#13;
niedopowiedzenia. Sąd wartościujący konotowany jest przez „skarb” – coś ukrytego,&#13;
cennego i godnego pożądania. Ten góralski skarb korzysta z wcześniej sygnalizowanych&#13;
nadwyżek semantycznych związanych z góralszczyzną, z mitycznych alikwot brzmiących w wieloznaczności dziedzictwa (dziedzictwa-skarbu właśnie) oraz z opisywanych&#13;
społecznych uwikłań etnologa, który powinien (czy na pewno? czyim zdaniem?) takich&#13;
„skarbów” szukać, chronić, nazywać je.&#13;
Trzeba odnotować, że dla etnologów, projekt oraz działalność Fundacji Mapa Pasji&#13;
mogłyby się stać przedmiotem akademickich analiz. Fundacja Mapa Pasji i projekt Skarby Górali mógłby być obiektem etnologicznego zainteresowania w kontekście turystyki&#13;
kulturowej, stereotypizacji wyobrażeń o kulturze wsi badanych regionów, konstruowania „małych ojczyzn” czy ruchów regionalistycznych. De facto, w trakcie wieczornych odpraw i spotkań podczas obozów etnograficznych Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski uczyniliśmy przedmiotem etnologicznego namysłu. Zastanawialiśmy&#13;
się, jak ogólne założenia projektu wpływają na nasze prace, czy nie mamy do czynienia&#13;
z, choćby niezamierzonym, wpływem i kształtowaniem badań etnograficznych, a więc&#13;
zamachem na naszą poznawczą niezależność? Czy część animacyjna i część etnograficzna nie wchodzą ze sobą w konflikt, a może są sprzężone zwrotnie? Problem polegał na&#13;
rozdźwięku między, z grubsza sprawę nazywając, sądami wartościującymi, odpowiada55&#13;
&#13;
Cz. Robotyki, Klejnot i reklama, „Polska Sztuka Ludowa”, 1987, nr 1-4, s. 155-158.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
Ibid., s. 31.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
Na stronie www.skarbygorali.pl (dostęp, 11.02.2020) znajdują się questy, fotografie, filmy, nagrania, materiały&#13;
popularyzujące informację o kulturze i historii regionów objętych projektem Odkrywanie skarbów dziedzictwa&#13;
południowej Małopolski.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
jącymi na pytanie „jak być powinno?” (animacja kultury, questy, turystyka kulturowa)&#13;
i sądami opisującymi, odpowiadającymi na pytanie „jak jest?” (etnografia, rejestracja&#13;
praktyk społecznych związanych z dziedzictwem, codzienność, style życia, przetworzenia XIX-wiecznych treści folkloru wiejskiego itd.).&#13;
W miejscach, w których prowadziliśmy badania, niektórzy z naszych rozmówców&#13;
znali wyrażenia „etnograf ”, „etnologia”, „kultura ludowa” i podobne, w trakcie rozmowy sygnalizowali, jaka jest ich wiedza na temat przedmiotu etnografii. Według często&#13;
spotykanej opinii etnolog (etnograf ) zajmuje się kulturą ludową. Zna się na obyczajach,&#13;
obrzędach, gwarze, nazywa elementy stroju (lajbiki, cuchy, parzenice, portki, kaftany&#13;
i gorsety). Czasem spotykaliśmy się z dobrodusznym utyskiwaniem, że „te etnografy to&#13;
się jednak nie znają”. Lepiej zorientowani rozmówcy i współpracownicy terenowi dostrzegali, że etnolog zajmuje się dziedzictwem. Niemniej, wielokrotnie byliśmy zdefiniowani stereotypowo jako specjaliści od kultury ludowej, od góralszczyzny. Spotkała nas&#13;
przemoc symboliczna, niezbyt dojmująca na ciele, ale jednak przemoc. Nasza etnologiczna przemoc symboliczna polegała na stosowaniu etnograficznych metod i strategii&#13;
badawczych. Używaliśmy kulturowego kapitału etnologa, korzystając z zaproszeń na występy zespołów folklorystycznych, do restauracji, do domu, do kuchni58.&#13;
Większość z badaczy terenowych nie zajmowała się wcześniej góralszczyzną i pierwszy&#13;
raz prowadziła badania na terenie południowej Małopolski. Niemniej badacze terenowi&#13;
zostali wybrani w procesie rekrutacji, który sprawdzał ich kompetencje badawcze i gwarantował, że badania zostaną rzetelnie przeprowadzone. Uważam, że ten rodzaj „uczonej&#13;
ignorancji” był naszą zaletą, bo pozwalał zadawać pytania naiwne, wyrażać etnograficzne&#13;
zdziwienie wobec spraw oczywistych. Nawet gdy coś wiedzieliśmy, to staraliśmy się pracować, jakbyśmy nic nie wiedzieli. Grzeszyliśmy prostodusznością i dziecięcą niewiedzą,&#13;
ponieważ nie ufamy zdrowemu rozsądkowi, ani własnemu, ani osób z którymi rozmawialiśmy. Oczywistości to etnologiczna zmora, których w terenie staliśmy się „ofiarami”,&#13;
bo jeśli etnolog, to będzie szukał portek lub parzenic; jak architektura, to drewniana; jak&#13;
muzyka, to tradycyjna; jeśli strój, to haftowany. To tylko kilka stereotypowych wyobrażeń dotyczących etnologa. Etnograficzna naiwność (oświecony dyletantyzm59) sprzyjała&#13;
dostrzeżeniu obecności sfolkloryzowanej wiedzy etnologicznej60 u naszych rozmówców,&#13;
często wyrażanej bezwiednie, bez podawania bibliograficznego odnośnika61, stanowiącej&#13;
już element „wiedzy lokalnej”62. Zaskoczyła nas duża skala wykorzystywania opracowań&#13;
etnologicznych na temat góralszczyzny przez zespoły folklorystyczne, animatorów kultury, kapele muzykantów itp.&#13;
58&#13;
&#13;
O skomplikowanych relacjach między wszystkimi uczestnikami sytuacji badawczej (etnologami i podmiotami badania) zob. K. Hastrup, Out of Anthropology. The Anthropologist as an Object of Dramatic Representation,&#13;
„Cultural Anthropology”, t. 7, nr 3, s. 327-345.&#13;
59&#13;
&#13;
Określenie etnologa ukute przez prof. Wiesława Juszczaka.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
Cz. Robotycki, Myślenie typu ludowego w polskiej kulturze masowej (propozycje badawcze), „Etnografia Polska”, t. 29, nr 1, s. 111-117.&#13;
&#13;
61&#13;
Emblematycznym przykładem było przywoływanie z pamięci cytatów bądź parafrazowaniem monografii etnograficznych wsi.&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Chociaż branżowe powiedzenie głosi, że etnolog przychodzi po fakcie, nie mogąc&#13;
urzeczywistnić postulatu obserwowania kultury in statu nascendi, to w przypadku naszych badań odnoszę wrażenie, że wyprzedził on „przedmiot” swoich badań. Według wyżej przytoczonego określenia „ludowości” Dundesa, etnolog nie zajmuje się wyłącznie&#13;
materialnym wymiarem kultury wiejskiej z XIX/XX w.: budową chat, których nie ma;&#13;
przyśpiewkami weselnymi, których się nie śpiewa; magicznymi zaklęciami, których się&#13;
nie stosuje. „Ludowość” („kultura typu ludowego”, „kultura ludowa” – trzymając się tej&#13;
niemodnej polskiej terminologii) współcześnie realizuje się w wiejskim barze z pstrągiem&#13;
i zapiekankami, w ekskluzywnym hotelu, w tłoczni jabłek, w peerelowskich domach&#13;
„typówkach”, w opowieści o Unii Europejskiej i migracjach zarobkowych, w gminnym&#13;
ośrodku kultury podczas próby zespołu folklorystycznego itp. Nawet jeśli etnolog zajmuje się historycznymi rekonstrukcjami kultury wiejskiej, to czyni to ze świadomością&#13;
skomplikowania tego zadania związanego z mechanizmami pamięci, procesu mityzowania, tekstualnego zapośredniczenia reprezentacji przeszłości itd. Inną sprawą pozostaje,&#13;
jak wykorzystywany jest efekt jego pracy, co robi się z opisami góralskich chat, góralskiego stroju, wypasu owiec itd. Jak wykorzystywana jest i przez kogo wiedza etnologiczna?&#13;
Na część tych pytań odpowiadają zamieszczone dalej rozdziały.&#13;
Napięcie między animacyjną i etnograficzną częścią projektu polegało między innymi na zauważalnej przez badaczy rozbieżności między wyobrażeniem o pracy etnologa&#13;
a tym, czym on de facto się zajmuje. W trakcie badań staraliśmy się podglądać codzienność, odpowiedzieć na pytanie o aktualne wcielenia treści pochodzących z przeszłości&#13;
(dziedzictwo), które historycznie wywodzą się z XIX-wiecznej kultury wsi, szukając&#13;
ich współczesnych znaczeń i funkcjonalnych analogii. Na równi traktowaliśmy występy&#13;
zespołów folklorystycznych z wieczornym przesiadywaniem w miejscowym barze czy&#13;
weekendową potańcówką, chodziliśmy na wernisaże, koncerty muzyki barokowej, rozmawialiśmy o motoryzacji i wakacjach w Egipcie. Jeśli już myśleliśmy (intepretowaliśmy) przy pomocy kategorii „ludowości”, „ludu” czy „kultury ludowej”, to raczej szukając&#13;
ich współczesnych form, a nie reminiscencji. Z drugiej strony otrzymywaliśmy wyrażane wprost bądź sugerowane przez naszych rozmówców, partnerów i liderów projektu&#13;
zainteresowanie obrazem kultury góralskiej rejestrowanej przez etnologów pod koniec&#13;
XIX i do połowy XX w. Świadczą o tym również formy graficzne w aplikacji questowej&#13;
(parzenice, pary ubrane w góralskie stroje regionalne), tematyka warsztatów filmowych&#13;
i literackich dla dzieci i młodzieży, zainteresowania wskazywane przez naszych terenowych współpracowników i wyróżnionych informatorów. Niektórzy spośród nich byli regionalistami, depozytariuszami miejscowej góralskiej tradycji czy członkami lokalnych&#13;
zespołów folklorystycznych. W tym znaczeniu pozwalam sobie pisać o „wyprzedzeniu”&#13;
przez etnologa niegdysiejszego przedmiotu badań (niezgodności wyobrażeń) i interakcji&#13;
między dwiema częściami projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Niemniej w trakcie badań terenowych byliśmy świadomi tego uwikłania, staraliśmy się nie tylko zniwelować jego ewentualny wpływ na prowadzone badania, ale także&#13;
wykorzystać je w celach poznawczych, uznając je za nieredukowalny element sytuacji&#13;
badawczej, w jakiej się znaleźliśmy.&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
C. Geertz, Wiedza lokalna. Dalsze eseje z zakresu antropologii interpretatywnej, tłum. D. Wolska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�RER]µZ�EDGDZF]\FK&#13;
�����8F]HVWQLF\&#13;
Uczestnikami obozów byli studenci oraz absolwenci większości polskich ośrodków etnologicznych, których wymieniam alfabetycznie, podając w nawiasie afiliację uniwersytecką lub inną: lic. Aleksandra Animucka (Uniwersytet Jagielloński), mgr Leonia Brzozowska (UJ), mgr Piotr Brzozowski (UJ), lic. Anita Brzyszcz (Uniwersytet Łódzki), mgr&#13;
Małgorzata Dubasiewicz (Uniwersytet Gdański, Muzeum Wsi Słowińskiej), lic. Joanna&#13;
Dymanus (UJ), lic. Natalia Flejszar (UJ), lic. Tomasz Gogolewski (UJ), Michał Gumulak&#13;
(UJ), Natalia Iwaniuk (UŁ), Oskar Krasoń (UJ), lic. Natalia Kuśmierska (UG), lic. Weronika Kuta (UJ), mgr Judyta Król (UG), Patrycja Król (UJ), mgr Barbara Luberda (UJ),&#13;
Michał Marzec (UJ), Marcin Mielewczyk (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), Magdalena Mika (UJ), Katarzyna Olejarczyk (UJ), Marcin Mieszała (Uniwersytet&#13;
Wrocławski), lic. Jolanta Półchłopek (UJ), lic. Patryk Reczulski (UJ), mgr Małgorzata&#13;
Roeske (UJ), Jakub Sadowski (UJ), Katarzyna Sołtys (UAM), Liwia Sus (UWro), mgr&#13;
Marta Szaszkiewicz (UG), Jakub Ścisłowicz (UJ), mgr Wojtek Śliwa (UJ), Emilian Wilk&#13;
(Biblioteka Miejska w Radomiu, UJ), lic. Paweł Witanowski (UJ).&#13;
Wyżej wymieni wykonywali pracę badaczy-wolontariuszy, którzy w zamian za wikt,&#13;
opierunek i koszty dojazdu każdego dnia udawali się w „teren”. Niektórzy z nich brali&#13;
udział w dwóch obozach badawczych. Do ich zadań należało przeprowadzanie rozmów/&#13;
wywiadów etnograficznych, prowadzenie notatek terenowych i dziennika badawczego,&#13;
gromadzenie materiału fotograficznego, a także transkrypcja i opracowanie zebranych&#13;
materiałów badawczych. Zebrane materiały zostają w posiadaniu Fundacji Mapa Pasji.&#13;
Trwają prace nad przekazaniem tych materiałów do Pracowni Dokumentacji i Informacji Etnograficznej Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.&#13;
&#13;
�����6WUXNWXU\&#13;
Podczas obozów badawczych podzieleni byliśmy na osiem zespołów, każdy zespół przyporządkowany do jednego zagadnienia badawczego i regionu. Kryterium geograficzne&#13;
było integralnym elementem całego projektu. Ogólnym założeniem projektu było przeprowadzenie badań etnograficznych w wybranych gminach południowej Małopolski.&#13;
W praktyce, biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe oraz finansowe, każdy zespół poruszał się w graniach zawężonego obszaru. W ramach projektu posługiwaliśmy się roboczymi, choć niezupełnie niewinnymi określeniami: Górale Babiogórscy (Biabiogórcy), Górale Orawscy (Orawiacy, Orawianie), Górale Spiscy (Spiszacy), Górale Pienińscy, Górale&#13;
Kliszczaccy (Kliszczacy), Górale Zagórzańscy (Zagórzanie), Górale Biali (Górale Łąccy),&#13;
Górale Czarni (Nadpopradzcy)63.&#13;
63&#13;
&#13;
Przyjęte roboczo w projekcie Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski kryterium geograficzne wywodzi się z prac nad Polskim Atlasem Etnograficznym ( J. Gajek, Polski Atlas Etnograficzny, „Annales&#13;
Universitatis Mariae Curie-Skłodowska”, Sectio F, Supplementum I, Lublin, 1947, s. 1-67. Zob. także: Z. Kłodnicki, Polski Atlas Etnograficzny – historia, stan obecny i perspektywy, „Lud”, 2001, t. 85, s. 239-275). Kryterium&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Ze względu na sprawy finansowe i komunikacyjne każdorazowo w obozie brały udział&#13;
dwa zespoły. W trakcie każdego obozu stacjonowaliśmy w jednym miejscu. Jeden z zespołów prowadził badania w tymże miejscu, a drugi zespół musiał dojeżdżać „w teren”,&#13;
czasem oddalony nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Dla wygody badaczy terenowych, zespół dojeżdżający na badania dysponował wynajętym busem, a w razie konieczności posługiwaliśmy się również prywatnymi środkami lokomocji lub korzystaliśmy z podróży&#13;
„na stopa”. W dniach 23-30 lipca 2018 r. naszą bazą była Zawoja, prowadziliśmy badania&#13;
terenowe na terenie Zawoi oraz w wybranych wsiach Orawy (Zubrzycy, Orawce, Podwilku, Jabłonce, Chyżnem). W dniach 13-20 sierpnia 2018 r. stacjonowaliśmy w Nowej&#13;
Białej. Jedna grupa poruszała się po polskiej części Spisza, a druga dojeżdżała do Krościenka n. Dunajcem i Szczawnicy. W dniach 5-11 sierpnia 2019 r. mieszkaliśmy w Tokarni. W trakcie tego obozu jedna z grup poruszała po terenie Tokarni i Krzczonowa, a druga&#13;
grupa codziennie docierała do różnych wsi Zagórza i do Rabki. Podczas ostatniego obozu, który miał miejsce w dniach 12-18 sierpnia 2019 r., gościliśmy w Kokuszce: pierwsza&#13;
grupa prowadziła badania w Kokuszce, Łomicy i Piwnicznej (wraz z jej oddalonymi i czasem trudno dostępnymi osiedlami), a druga musiała dojeżdżać do Łącka i okolic.&#13;
Etnograficzna część projektu miała również strukturę pionową. Całością badań zarządzał kierownik badań etnograficznych zatrudniony przez Fundację Mapa Pasji, którą&#13;
to funkcję miałem okazję sprawować. Do projektu sygnowanego przez Fundację dołączyłem w styczniu 2018 r., już w trakcie jego trwania. Moje obowiązki były dwojakiego&#13;
rodzaju: techniczne i merytoryczne. Do obowiązków technicznych należała organizacja&#13;
całego przedsięwzięcia: przeprowadzenie rekrutacji, ustalenie dat obozów, znalezienie&#13;
odpowiedniej bazy dla nich. Starałem się znaleźć miejsca gwarantujące nie tylko nocleg&#13;
i wyżywienie, ale również takie, które dawałyby możliwość przeprowadzenia cowieczornych odpraw, wykonywania rutynowych działań terenowych (prowadzenie dziennika,&#13;
sporządzanie notatek, transkrypcja, odsłuchiwanie wywiadów, porządkowanie materiałów wizualnych) i równie ważnego odpoczynku po całym dniu pracy. Do merytorycznych zadań należało sformułowanie zagadnień badawczych, zaproszenie do projektu&#13;
koordynatorów poszczególnych regionów badawczych, przygotowanie obowiązków dla&#13;
badaczy terenowych, a po zakończonych obozach kontrolowanie stanu oddanych materiałów i ich opracowań. Finalnym etapem moich czynności było przygotowanie książki&#13;
relacjonującej wyniki przeprowadzonych badań etnograficznych oraz udział w seminariach podsumowujących projekt.&#13;
Podejmując się organizowania etnograficznej części projektu, stawałem wobec dwóch&#13;
ograniczeń: geograficznego (południowa Małopolska, miejsca i partnerzy związani z całym projektem, również z jego częścią promocyjno-animacyjną) oraz merytorycznego&#13;
to jest kłopotliwe, ponieważ nie uwzględnia podmiotowego punktu widzenia. W dodatku odwołuje się do pojęcia „grup etnograficznych”, które nie zawsze oddaje złożoność kultur. Presuponuje ono również wyobrażania&#13;
o kulturach jako jednostkach świata nieożywionego (masywach górskich, rzekach, wyspach itd.), stosując wobec nich zewnętrzne (przedmiotowe) kryteria podziału. Niemniej roboczo, na potrzeby finansowania projektu,&#13;
przyjęto taki właśnie podział i terminologię. Już w trakcie badań okazało się, że granice te są „nieszczelne”. Jeśli&#13;
już przebiegają, to wedle innej „logiki”. O kłopotliwości używania tych etnonimów, a zwłaszcza określeń takich&#13;
jak „Górale Kliszczaccy”, „Kliszczacy”, „Górale Zagórzańscy”, „Zagórzanie”, „Górale Spiscy” piszą Autorzy niniejszej publikacji.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
(kategoria dziedzictwa). Poza tym istniało ograniczenie w postaci siedmiodniowych&#13;
obozów badawczych oraz liczby badaczy terenowych (około czterdziestu osób).&#13;
W projekcie brało udziałów również ośmiu badaczy-koordynatorów: mgr Jan Barański (Akademia Ignatianum w Krakowie), mgr Anna Barbasz-Bielecka (UJ), dr Agnieszka&#13;
Bednarek-Bohdziewicz (UG, Instytut Kaszubski), dr Justyna Laskowska-Otwinowska&#13;
(Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie), dr Magdalena Kwiecińska (Muzeum&#13;
Tatrzańskie w Zakopanem), mgr Andrzej Malik, mgr Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka (Muzeum im. Orkana w Rabce-Zdroju)64. Do zadań badaczy-koordynatorów należało przygotowanie scenariusza badań wraz ze wszystkimi narzędziami etnograficznymi,&#13;
które uznali za niezbędne (kwestionariuszem, literaturą wprowadzającą dla badaczy wolontariuszy, metodami badawczymi itd.). W realizacji badań pomagał im zespół złożony&#13;
z około pięciu badaczy-wolontariuszy. Drugim obowiązkiem koordynatorów było opracowanie zebranych materiałów w formie rozdziału do książki podsumowującej etnograficzną część projektu.&#13;
Ostatnim elementem architektury badań była struktura pozioma. W zadaniach badawczych realizowanych w trakcie obozów brali udział wszyscy ich uczestnicy.&#13;
Obozy etnograficzne zorganizowane w ramach Odkrywania skarbów dziedzictwa południowej Małopolski są pierwszą od wielu lat próbą zorganizowania, przeprowadzenia&#13;
oraz podsumowania w formie publikacji książkowej zespołowych badań etnograficznych.&#13;
W tym sensie nawiązują do specyfiki polskich badań etnograficznych, które według Anny&#13;
Kutrzeby-Pojnarowej miały charakteryzować się zespołowością65 oraz do Międzyuczelnianych Obozów Etnograficznych – wakacyjnych praktyk dla studentów etnografii polskich ośrodków uniwersyteckich66. Taka forma współpracy, która została zorganizowana&#13;
poza dydaktyką szkolnictwa wyższego, jako samodzielne przedsięwzięcie naukowe, stanowi istotną wartość dodaną całego projektu i asumpt do kontynuowania zespołowych&#13;
badań terenowych.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
W projekcie jako badaczka-koordynatorka brała udział również dr Katarzyna Ceklarz (Podhalańska Państwowa Uczelnia Zawodowa w Nowym Targu), która miała początkowo koordynować badaniami w regionie&#13;
Nadpopradzia. W trakcie trwania projektu jej obowiązki przejęła dr Bednarek-Bohdziewicz, która postanowiła&#13;
kontynuować zaproponowany przez dr Ceklarz temat pasterstwa i reintrodukcji czarnej owcy w regionie Nadpopradzia, lecz przystosowany do własnych celów badawczych.&#13;
65&#13;
A. Kutrzeba-Pojanarowa, Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,&#13;
Warszawa 1977, s. 15-31. Zespołowe badania terenowe nie były domeną wyłącznie polskich etnografów, o czym&#13;
świadczy wyprawa etnograficzna pod przewodnictwem Marcela Griaula od Dakaru po Dżibuti, zob. J. Clifford,&#13;
Władza i dialog w etnografii: inicjacja Marcela Griaula, przeł. S. Sikora, w: tenże, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł. E. Dżurak et al., Wydawnictwo KR, Warszawa 2000, s. 65-103.&#13;
Skądinąd Griaul jest autorem interesującej zespołowej metody obserwacji etnograficznej i sporządzania z niej&#13;
notatek, którą można nazwać obserwacją panoptyczną, ibid., s. 81-81, 88.&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Przed rozpoczęciem badań większość z nas się nie znała. Wobec tego w momencie&#13;
rozpoczynania każdego obozu trudno było mówić o zespołach w sensie ścisłym. Większość uczestników, o ile nie wszyscy, w ankietach zgłoszeniowych na różny sposób deklarowali silną chęć prowadzenia badań i płynącą z tego działania przyjemność. Pojawia się&#13;
tutaj istotne zagadnienia psychologii badań etnograficznych, ich pozanaukowego aspektu, który jedynie sygnalizuję. Uczestnicy posiadali różne doświadczenie terenowe. Niektórzy z nich byli studentami etnologii drugiego roku, a więc po pierwszych praktykach&#13;
terenowych, a inni mogli wykazać się profesjonalną praktyką badań etnograficznych,&#13;
którą realizują w ramach studiów doktoranckich, na stanowiskach dydaktyczno-naukowych, badawczych lub etnografów-muzealników.&#13;
&#13;
�����']LHą�]�ĺ\FLD&#13;
O charakterze przeprowadzonych badań terenowych świadczy uśredniony dzień badawczy oraz ogólny kształt obozu. Pierwszy i ostatni dzień obozu został zarezerwowany na&#13;
sprawy organizacyjne: przyjazd i odjazd uczestników obozów, omówienie założeń całego&#13;
projektu, przyporządkowanie konkretnych zadań badawczych, przedstawienie harmonogramu prac, gromadzenie zebranego materiału badawczego po całym obozie, podsumowanie całego tygodnia pracy.&#13;
Typowy dzień na obozach badawczych rozpoczynał się od wspólnego śniadania.&#13;
W zależności od potrzeb po śniadaniu odbywały się wewnętrzne odprawy zespołów,&#13;
w trakcie których planowano zadania badawcze na najbliższe godziny, aż do wieczora. Około godziny 10:00 ruszaliśmy w teren. Grupa pracująca na miejscu poruszała się&#13;
przede wszystkim pieszo, natomiast druga grupa udawała się na miejsce badań busem,&#13;
co czasem zajmowało około godziny. Ponownie spotykaliśmy się około godziny 18:00&#13;
na wspólnym wieczornym obiedzie, po którym braliśmy udział we wspólnej odprawie.&#13;
W jej trakcie każdy miał okazję zrelacjonować wykonane w ciągu dnia zadania, pojawiały&#13;
się gorące spory teoretyczne i metodologiczne, dzieliliśmy się wszelkimi trudnościami&#13;
i sukcesami terenowymi. Wieczorne odprawy były momentem planowania następnego&#13;
dnia.&#13;
Nie sposób pominąć roli nowych masowych mediów komunikacyjnych. Dla każdego zespołu zakładałem grupę na portalu społecznościowym. Służyła ona do wysyłania&#13;
najprostszych komunikatów i dzielenia się w czasie rzeczywistym informacjami między&#13;
badaczami oddalonymi od siebie czasem o kilkadziesiąt kilometrów. Stała się ona czynnikiem integrującym oba zespoły badawcze, areną sporów, miejscem wymiany żartów,&#13;
przestrzenią do wyrażenia frustracji i radości, z jakimi etnograf spotyka się w trakcie pracy terenowej. Zapis rozmów na tych grupach mógłby stać się integralnym elementem&#13;
naszych badań, dających wgląd w charakter zespołowych badań terenowych.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
Instrukcja organizacyjna, program i szczegółowy rozkład zajęć Międzyuczelnianego Obozu Etnograficznego&#13;
Studium HKM na rok 1954. Maszynopis, archiwum IEiAK UW, teczka MOE III/1954; A. Kutrzeba-Pojnarowa, Międzyuczelniane obozy etnograficzne na Kurpiowszczyźnie Uniwersyteckiego Studium Historii Kultury Materialnej w latach 1952–1954, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 1955, nr 1, s. 224–236. Por. także: F.&#13;
Wróblewski, Indeksy etnogarficzne w polskiej pratyce badawczej XX w., „Etnografia. Praktyki, Teorie, Doświadczenia, 2015, nr 1, s. 108-132.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�PHWRG�L�VWUDWHJLL�EDGDZF]\FK&#13;
W trakcie obozów staraliśmy się stosować zróżnicowane strategie badawcze. Większość&#13;
przeprowadzonych przez nas rozmów opierała się o niestrukturowany wywiad etnograficzny, dla którego podstawą był scenariusz do badań określający ogólne zagadnienia&#13;
i jego cząstkowe tematy. Oprócz tego prowadziliśmy dokumentację fotograficzną, obserwację nieuczestniczącą i obserwację uczestniczącą. Jak zwykle w takich sytuacjach założone metody weryfikowane były w praktyce. W pewnych sytuacjach możliwe było jedynie przeprowadzenie wywiadu. W innych – cząstkowa obserwacja uczestnicząca (np.&#13;
praca w sadzie Oskara Krasonia, jednodniowe bacowanie Michała Gumulaka i Michała&#13;
Marca, kilkudniowe bacowanie Joanny Dymanus, wieczorne biesiady w barze w Nowej&#13;
Białej moje, Emiliana Wilka, Marcina Mieszały czy próba spędzania wolnego czasu w barze w Zawoi przez Weronikę Kutę i Pawła Witanowskiego, wspólne wyjście na dansing&#13;
do Dzikiej Chaty w Zawoi), a w jeszcze innych – obserwacja (w trakcie prób zespołów&#13;
i grup folklorystycznych w Zawoi, w Łapszach Wyżnych; pracy baców w Zawoi). Próbując dokumentować oficjalny dyskurs o lokalnych dziedzictwie, braliśmy udział w dożynkach (np. Sromowce Wyżne), w święcie Wniebowzięcia Matki Boskiej (w Łącku),&#13;
w zwiedzaniu skansenu i izb regionalnych (np. Czarna Góra, Zubrzyca Górna, Zawoja).&#13;
Próbowaliśmy stosować znane nam narzędzia etnograficzne, gdzie tylko było to możliwe:&#13;
w trakcie zakupów w pobliskim sklepie, na targu, w miejscu naszego noclegu, jadąc autostopem, udając się do pobliskiej knajpy na wspólne rytualne piwo po pracy, na koncercie&#13;
muzyki barokowej we Frydmanie, odwiedzając sklepy z pamiątkami, w tłoczni soków&#13;
Maurera itd. Słowem – staraliśmy się być etnologami w każdej sytuacji, w trakcie całego&#13;
trwania obozu badawczego, próbując zdobyć jak najwięcej szkiełek, które pozwoliłyby&#13;
ułożyć nam etnograficzną układankę. Jak zwykle elementów tych kulturowych puzzli jest&#13;
zbyt mało, a „zabawa” trwała zbyt krótko. Dopiero w dużej skali, z perspektywy czterech&#13;
obozów badawczych i dwunastu zamieszczonych w tej książce artykułów, można ocenić&#13;
niedostatki i zalety podjętych działań.&#13;
&#13;
�����3UREOHP\�Z�WHUHQLH&#13;
Zasadniczym problemem przeprowadzonych badań terenowych był czasowy zakres.&#13;
Per saldo cztery tygodnie badań terenowych brzmią wiarygodnie. Niemniej tygodniowe&#13;
obozy okazywały się zbyt krótkim pobytem w terenie. Z tego względu przeprowadzone&#13;
przez nas badania terenowe należy nazwać badaniami pilotażowymi bądź surveyami, na&#13;
co wielokrotnie wskazywała recenzentka niniejszego tomu dr Stanisława Trebunia-Staszel, a niezależnie od jej uwag podobne zastrzeżenia zawarli Autorzy dalszych rozdziałów.&#13;
Nie oznacza to, że nie udało się wykonać dobrej etnograficznej roboty. Zebrany materiał&#13;
pozwalał wysunąć wstępne badawcze przypuszczenia, zweryfikować założenia, postawić&#13;
nowe problemy badawcze, skorygować scenariusze badań i kwestie związane z metodyką&#13;
ich prowadzenia. O tym, że nie był to czas stracony, świadczą choćby zamieszczone dalej&#13;
rozdziały. Wreszcie, przeprowadzone badania pilotażowe zaowocują w najbliższym cza-&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
sie kolejnymi badaniami terenowymi67. Wyniki stanowią również ważny materiał porównawczy dla dr Agnieszki Bednarek-Bohdziewicz, która prowadzi badania etnograficzne&#13;
o zbliżonej tematyce na terenie Kaszub. Wywiady zebrane przez „grupę zagórzańską”&#13;
wzbogaciły prace dokumentacyjne mgr Wójtowicz-Wierzbickiej z Muzeum im. Orkana&#13;
w Rabce. Wreszcie zebrane materiały (nagrania, opracowanie wywiadów, materiał fotograficzny) będziemy starać się zdeponować w Archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby mogły być dostępne szerszemu gronu&#13;
etnologów. Wobec powyższego nasze pilotażowe badania mają dość szeroki zasięg organizacyjny i poznawcze konsekwencje.&#13;
Czas pobytu w terenie znałem w momencie przejmowania obowiązków kierownika&#13;
badań. Z pewnych powodów, przede wszystkim finansowych, ale też organizacyjnych,&#13;
nie można było wydłużyć ani zwiększyć ilości obozów etnograficznych. W punkcie wyjścia założyliśmy, że zachowujemy układ czterech siedmiodniowych obozów w ośmiu regionach, przyjmując, że badania będą miały charakter pilotażowy. Świadomi tego ograniczenia postanowiliśmy w sposób bardzo precyzyjny i ścisły przygotować scenariusze do&#13;
badań oraz grupy podmiotów badań – naszych respondentów, rozmówców, współpracowników terenowych. Wymienione nazwy nie są wymienne i oddają złożony charakter&#13;
relacji, w jakie wchodziliśmy w trakcie badań terenowych. Często prowadziliśmy rozmowy, obserwacje i obserwacje uczestniczące z wyróżnionymi informatorami, wcześniej&#13;
umówionymi bądź wskazanymi przez współpracowników terenowych, którzy byli również uczestnikami animacyjnej części projektu Skarby Górali. Takie podejście przeważało w trakcie obozów. Rozpoczynaliśmy badania posiadając potencjalną listę rozmówców.&#13;
Podkreślić jednak należy, że nie był to jedyny sposób prowadzenia badań. Czasem napotykaliśmy przypadkowych rozmówców (np. w badaniach nad organizacją przestrzeni domowej i przydomowej). Innymi razy rozpoczynaliśmy od wizyty u zaplanowanego&#13;
rozmówcy, a potem byliśmy „przekazywani” do osób nieprzewidzianych przygotowaną&#13;
wcześniej listą. Piszę to wszystko, aby zaznaczyć, że mamy i mieliśmy w trakcie badań&#13;
świadomość ograniczeń czasowych oraz wynikających z niej konsekwencji związanych&#13;
z metodyką prowadzenia badań terenowych.&#13;
W dalszej części książki znajdują się teksty o różnym ciężarze i różnej gatunkowej&#13;
formie: od mięsistego etnograficznego raportu, przez esej antropologiczny do form bliskich reportażowi. Odnaleźć w nich można „autorskie sygnatury”. Dobór treści i tematu,&#13;
sposób przedstawiania badań, wybór formy odzwierciedlają samych Autorów. Zróżnicowanie formalne tych tekstów oddaje również złożoność świata, w którym mieliśmy&#13;
możliwość przez chwilę przebywać. W związku z powyższym (zwłaszcza z ograniczeniami czasowymi oraz brakiem części materiałów źródłowych) mamy również świadomość&#13;
charakteru zgromadzonego materiału, szkicowości formułowanych na jego podstawie&#13;
wniosków i interpretacji. Zagadnienia te są wyraźnie artykułowane w zamieszczonych&#13;
dalej tekstach. Tom niniejszy należy traktować jako znak zapytania, pilotażowe badania&#13;
67&#13;
&#13;
W pierwszej połowie sierpnia 2020 r. wraz z zespołem studentów Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej, w ramach kursu Ćwiczenia terenowe I, odbędą się dziesięciodniowe badania w Piwnicznej-Zdroju pt.&#13;
Góralszczyzna i dziedzictwo. Wyjazd odbędzie się w ramach dydaktyki badań etnograficznych, ale jednocześnie&#13;
będzie pogłębieniem badań przeprowadzonych w ramach Odkrywania skarbów dziedzictwa południowej Małopolski.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
dziedzictwa południowej Małopolski i góralszczyzny, a także cząstkowe odpowiedzi na&#13;
postawione przez nas w terenie pytania.&#13;
&#13;
Kokuszka 2019 r., górny rząd od lewej: Aleksandra Animucka, Tomasz Gogolewski, Magdalena&#13;
Mika, Jolanta Półchłopek, Małgorzata Roeske, Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz, Anna Barbasz-Bielecka, Patryk Reczulski, Michał Marzec. Dolny rząd od lewej: Łukasz Sochacki, Jakub Sadowski,&#13;
Oskar Krasoń, Joanna Dymanus, Michał Gumulak (fot. Ł. Bielecki)&#13;
&#13;
Łukasz Sochacki – doktor, etnolog. Asystent na UJ i wykładowca na ASP w Krakowie.&#13;
Kierownik badań etnograficznych w Fundacji Mapa Pasji. Interesuje się etnologią Polski,&#13;
religijnością, metodologią humanistyki, pograniczem sztuki i nauki. Prowadzi badania&#13;
w Małopolsce i na Sycylii.&#13;
Nowa Biała 2018 r., spacer w korycie Białki. Od lewej: Magdalena Kwiecińka, Barbara Luberda, z tyłu&#13;
Emilian Wilk (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Łącko 2019 r., Oskar Krasoń pracuje w sadzie.&#13;
&#13;
Tokarnia 2019 r., Liwia Sus i Jakub Ścisłowicz.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Zawoja (Hala Barankowa) 2018 r., od lewej Anita Brzyszcz, Paweł Witanowski, Małgorzata Dubasiewicz (siedzi), Joanna Sikora, Łukasz Sochacki. W tle zasłonięte: Weronika Kuta i Marta Szaszkiewicz&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Tokarnia 2019, na pierwszym planie. Od lewej: Jakub Ścisłowicz, Piotr Brzozowski, Leonia Brzozowska; w tle od lewej: Andrzej Malik, Katarzyna Olejarczyk, Jakub Sadowski, Michał Gumulak.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Jabłonka 2018 r., od lewej Natalia Flejszar, Natalia Kuśmierska (fot. A. Animucka)&#13;
Tokarnia 2019 r., od lewej: Jakub Sadowski, Patrycja Król, Małgorzata Roeske (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
Nowa Biała 2018 r., od lewej: Liwia Sus, Michał Mieszała, Barbara Luberda (zasłonięta), Magdalena Kwiecińska, Katarzyna Sołtysik, Michał Mielewczyk, Justyna Laskowska-Otwinowska (fot. Ł. Sochacki)&#13;
Piwniczna-Zdrój 2019 r., od lewej: Michał Gumulak (odwrócony plecami), Tomasz Gogolewski,&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz, Piotr Maślanka (fot. I. Kulig)&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL�&#13;
/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
$JQLHV]ND�%HGQDUHN�%RKG]LHZLF]&#13;
&#13;
Tokarnia 2019 r., Małgorzata Roeske (siedzi) i Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Region zamieszkiwany przez Górali Nadpopradzkich (zwanych też Rytersko-Piwniczańskimi lub Czarnymi) obejmuje wschodnią część Beskidu Sądeckiego, tj. Piwniczną-Zdrój&#13;
z jej licznymi osiedlami i górskimi przysiółkami oraz wsie: Głębokie, Piwniczna-Zdrój,&#13;
Łomnica-Zdrój, Młodów, Rytro, Obłazy Ryterskie, Roztoka Ryterska oraz Sucha Struga1.&#13;
Podczas tygodniowego rekonesansu etnograficznego, który odbył się w sierpniu 2019&#13;
r., odwiedziliśmy Piwniczną-Zdrój (w tym osiedle Zawodzie z przysiółkami Banie, Łomnickie, Śmigowskie, Zabanie, osiedle Majerz i Kosarzyska z przysiółkami Podbukowiec,&#13;
Rewałówka, Świniarki i Obidza) oraz wsie: Kokuszka, Łomnica-Zdrój, Obłazy Ryterskie i Rytro2. Tematem, wokół którego koncentrowały się nasze badania, była hodowla&#13;
czarnych owiec3, a dokładniej powrót na tereny Beskidu Sądeckiego objętej programem&#13;
ochrony zasobów genetycznych licencjonowanej rasy cakiel (owcy górskiej odmiany&#13;
barwnej), występującej dawniej w Karpatach Południowych. Hodowla owiec nie ogranicza się do kwestii ekonomiczno-gospodarczych, to również element góralskiej tradycji&#13;
ujawniający się m.in. w folklorze. W rezultacie samo pasterstwo nie było jedynym celem&#13;
badań, równie ważne były powiązane z nim strategie budowania tożsamości regionalnej&#13;
&#13;
Zubrzyca Górna 2018 r., od góry od lewej:&#13;
Joanna Sikora, Małgorzata Dubasiewicz,&#13;
Natalia Kuśmierska, Natalia Flejszar, Judyta&#13;
Król, Aleksandra Animucka, Agnieszka&#13;
Bednarek-Bohdziewicz, Paweł Witanowski,&#13;
Anita Brzyszcz, Jolanta Półchłopek,&#13;
Jan Barański, Marta Szaszkiewicz, Łukasz&#13;
Sochacki, Weronika Kuta, Tomasz Gogolewski.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
1 Zob. W. Łomnicka-Dulak, Czarni Górale z Piwnicznej w piśmiennictwie i wspomnieniach, „Almanach Muszyny”, 2005, s. 101 oraz Szlak kultury wołoskiej. Przewodnik, red. K. Kiwior, Turkula, Stowarzyszenie na Rzecz&#13;
Rozwoju i Promocji Podkarpacia „Pro Carpathia”, Rzeszów 2018, s. 28.&#13;
2 Zespół badawczy, oprócz mnie, stanowili studenci etnologii: Aleksandra Animucka, Joanna Dymanus, Tomasz Gogolewski, Michał Gumulak, Michał Marzec i Jolanta Półchłopek, przy wsparciu dr. Łukasza Sochackiego. Za pomoc i gościnność dziękujemy Izabeli Kulig i Piotrowi Maślance z M-GOK w Piwnicznej-Zdrój.&#13;
3 Pomysłodawczynią zbadania zagadnienia czarnej owcy w kontekście kultury Górali Czarnych jest dr Katarzyna Ceklarz.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Górali Czarnych oraz znaczenie czarnej owcy w lokalnej kulturze i promocji regionu,&#13;
a więc i motywacje przywrócenia tej rasy. Interesowało nas to, z czym mieszkańcy wiążą swoją tożsamość regionalną i jaki jest ich stosunek do etnograficznego nazewnictwa&#13;
ich grupy (Górale Sądeccy, Górale Nadpopradzcy, Górale Rytersko-Piwniczańscy, Górale Czarni). Głównymi technikami badawczymi i podstawowym źródłem informacji&#13;
były obserwacja uczestnicząca oraz wywiady pogłębione z hodowcami owiec, bacami&#13;
i byłymi bacami, z regionalistami, pasjonatami folkloru i działaczami instytucji kultury,&#13;
a także z mieszkańcami i przedsiębiorcami z regionu4. Obserwowaliśmy lub towarzyszyliśmy bacom podczas pracy (w Rytrze, na Jarzębakach, na Majerzu i na Zabaniach) oraz&#13;
hodowcom czarnych owiec w Kokuszce i w Łomnickiem. Uczestniczyliśmy w XI Festiwalu Pieroga Łomniczańskiego w Łomnicy-Zdroju oraz w święcie Matki Boskiej Zielnej&#13;
w kościele parafialnym pw. Narodzenia NMP w Piwnicznej-Zdroju. Prowadzoną obserwację przestrzeni i życia społeczności (od bacówek po instytucje kultury) uzupełniliśmy&#13;
o dokumentację fotograficzną. Zebrany materiał został uporządkowany zgodnie z wytyczonym programem badawczym: pamięć dotycząca pasterstwa i zwyczajów wokół tej&#13;
działalności, współczesne warunki i motywacje hodowli czarnych cakli oraz tworzenie&#13;
wizerunku grupy etnograficznej.&#13;
Najwięcej uwagi poświęciliśmy przedsięwzięciu mającemu na celu przywrócenie&#13;
czarnej owcy w Dolinie Popradu. Działanie to, jak i udział Czarnych Górali w projekcie&#13;
Skarby Górali. Poznaj górala spoza Podhala5, wynikają z potrzeby podkreślenia odrębności regionalnej i wyraźnego jej wyróżnienia spomiędzy innych górali polskich. Za wyróżnik tej niewielkiej grupy etnograficznej, a także za bodziec do animacji tutejszej kultury,&#13;
turystyki i tożsamości regionalnej, posłużył działaczom wyodrębniony fragment historii&#13;
pasterstwa na tych terenach. Stworzenie z czarnej owcy swoistego znaku rozpoznawczego Czarnych Górali to również próba stopniowego tworzenia marki oraz produktu&#13;
turystycznego. Działanie to procentuje w podniesieniu świadomości regionalnej mieszkańców: „Czarna owca to ważny wyraz tożsamości kulturowej” [W9_Łomnica_K_23]6&#13;
– deklaruje zaangażowana w ruch regionalny młoda mieszkanka Łomnicy-Zdroju.&#13;
W XXI w. hodowla czarnych owiec staje się przedmiotem symbolicznej reprezentacji&#13;
nadpopradzkiej kultury pasterskiej7.&#13;
&#13;
���(WQRQLP�L�HWQRJUDуD&#13;
Niewiele można znaleźć przeszłych publikacji poświęconych kulturze, tradycji czy folklorowi Górali znad Popradu. „Zachowało się niezbyt wiele opisów życia codziennego,&#13;
zajęć i zwyczajów górali zamieszkujących część Beskidu Sądeckiego w okolicach Piw4 Przeprowadziliśmy dwadzieścia trzy wywiady pogłębione.&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
nicznej”8 – pisze Wanda Łomnicka-Dulak. Inni lokalni regionaliści narzekają na brak monografii etnograficznej i z żalem wskazują, że nietknięte materiały z nielicznych na tych&#13;
ziemiach badań terenowych z końca XIX i początku XX w. znajdują się w archiwach muzealnych i nadal czekają na opracowanie (to m.in. rękopisy Seweryna Udzieli). Podobne&#13;
spostrzeżenia sygnalizowała w 1980 r. Anna Kowalska-Lewicka, która na podstawie dostępnych źródeł konstatuje:&#13;
Beskid Sądecki jest terenem stosunkowo najmniej znanym i eksploatowanym przez etnografów. [...] Góralszczyzna sądecka umknęła niejako uwadze polskich badaczy. Świadczy o tym&#13;
choćby fakt, że polscy górale sądeccy zamieszkujący wsie na północnych stokach Pasma Radziejowej i zachodnich Pasma Jaworzyny, nad dopływami Dunajca i Popradu, nie posiadają&#13;
w literaturze etnograficznej odrębnej nazwy9.&#13;
&#13;
Warto jednak podkreślić, że badaczka powoływała się m.in. na prace Włodzimierza&#13;
Kubijowicza, którego stwierdzenie, że na omawianych terenach „kwestje antropogeograficzne są nieopracowane”10, spisane zostało w latach 20. XX w. I choć przedwojenna&#13;
etnografia faktycznie zaklasyfikowała mieszkańców Piwnicznej i okolic do Górali Sądeckich, późniejsi badacze zauważali fakt, że etnonim ten nie oddaje w pełni zróżnicowania mieszkających na Sądecczyźnie grup. Brak odrębnej nazwy, o którym pisze&#13;
Kowalska-Lewicka, owocował rozmaitością propozycji. Obok nadzbioru, czyli ogólnej&#13;
nazwy Górale Sądeccy, w działaniach regionalnych, publikacjach promocyjnych i folklorystycznych znajdziemy określenia: Górale Rytersko-Piwniczańscy, Górale Nadpopradzcy oraz Górale Czarni. Mieczysław Czcibor Cholewa w 1946 r. na podstawie noszonych&#13;
tu strojów ludowych podzielił grupy góralskie ziemi sądeckiej na Górali Sądeckich (tu&#13;
wyróżnił skupiska łącko-kamienieckie i obidzko-jazowskie) oraz Górali Nadpopradzkich&#13;
(ze skupiskami rytersko-piwniczańskim, przysietnicko-barcickim, nawojowskim i ptaszkowskim)11. Podobnie Eugeniusz Pawłowski w latach 60. XX w. obok Lachów Sądeckich&#13;
i Łemków wyróżnił Górali Nadpopradzkich, których podzielił na rytersko-piwniczańskich i przysietnicko-barcickich12.&#13;
Kwestia nazewnictwa zajmowała też lokalnych działaczy. Jak wspomina jeden z rozmówców, w dyskusjach prowadzonych przez rodzimych regionalistów zaistniała kwestia&#13;
autookreślenia; rozważano, na jaką nazwę przystać:&#13;
&#13;
8 W. Łomnicka-Dułak, Czarni Górale z Piwnicznej w piśmiennictwie i wspomnieniach, op. cit., s. 104.&#13;
9 A. Kowalska-Lewicka, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1980, s. 5. Inny badacz, który podjął ten temat (choć skrótowo), a na którego powołuje się Kowalska-Lewicka, to Włodzimierz Kubijowicz (Życie pasterskie w Beskidach&#13;
Magórskich, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1927). Kubijowicz prezentuje syntetyczny obraz całego&#13;
Beskidu Sądeckiego, w tym Pasma Radziejowej i Jaworzyny, omawia historię osadnictwa i życie pasterskie we&#13;
wczesnych latach 20. XX w.&#13;
&#13;
5 Skarby Górali. Poznaj górala spoza Podhala, https://skarbygorali.pl, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
6 Sposób kodowania wywiadów: numer porządkowy wywiadu, miejsce, płeć i wiek rozmówcy.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
7 Zob. M. Lubaś, Tradycjonalizacje kultury. O zaletach i ograniczeniach koncepcji „tradycji wymyślonych”,&#13;
w: Tworzenie i odtwarzanie kultury, red. G. Kubica, M. Lubaś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,&#13;
Kraków 2008, s. 42.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
W. Kubijowicz, Życie pasterskie w Beskidach Magórskich, op. cit., s. 43.&#13;
&#13;
M. Czcibor Cholewa, Stroje ludowe Ziemi Sądeckiej. Rozwój stroju ludowego i jego zasięgi terytorialne, „Lud”,&#13;
1946, t. XXXVI, s.16.&#13;
12&#13;
E. Pawłowski, Nazwy miejscowe Sądecczyzny, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Kraków 1965,&#13;
s. 17.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Była dyskusja, jak siebie określać, czy mówimy Górale Nadpopradzcy, Górale Rytersko-Piwniczańscy, Górale Sądeccy, czy Górale Czarni, bo takie coś też zaczęło się pojawiać [W12_Piwniczna_M_34].&#13;
&#13;
Różne nazwy proponowane tej grupie odnoszą się odpowiednio: określenie Rytersko-Piwniczańscy – do górskich przysiółków i okolic Piwnicznej-Zdroju i Rytra, Nadpopradzcy – do rzeki Poprad i jej doliny, natomiast etnonim Górale Czarni tłumaczy&#13;
się kolorem noszonych przez tuziemców hołośni (portek) oraz guń i gurman (wierzchnich okryć). Sukno o ciemnym kolorze (czarnym bądź ciemnobrązowym) pozyskiwano&#13;
z wełny hodowanych tu czarnych owiec.&#13;
Najczęściej pojawia się nazwa Górale Nadpopradzcy. Do niej odwołuje się piwniczański zespół regionalny Dolina Popradu oraz Stowarzyszenie Górali Nadpopradzkich&#13;
powstałe w 2013 r. przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Piwnicznej-Zdroju.&#13;
Określenie to promują również publikacje prezentujące tutejszy folklor, takie jak wydane w 2011 r. Kolory Nadpopradzia. Regionalizm w Piwnicznej13 czy zbiory pieśni: Źródła&#13;
Pieśni. Górale Nadpopradzcy. Pieśni śpiewane w XIX i XX w. w Piwnicznej i okolicach14&#13;
z 2016 r. i Popradowa nuta. Górale Nadpopradzcy. Pieśni śpiewane w XIX i XX w.15 z 2018&#13;
r., zawierające ponadto zapisy obrzędów i zwyczajów (np. wesele piwniczańskie z XX w.&#13;
i wesele ryterskie) oraz widowiska prezentowane przez zespół Dolina Popradu. Należy&#13;
wymienić także leksykon autorstwa Łomnickiej-Dulak Nadpopradzka dawność. Gwara&#13;
i kultura górali z okolic Piwnicznej16 z 2018 r.&#13;
Najstarszym jednak określeniem użytym wobec mieszkańców Piwnicznej i okolic&#13;
wydaje się ostatnie, czyli Czarni Górale. Pierwszy raz pojawia się ono w słynnym Dzienniku podróży do Tatrów Seweryna Goszczyńskiego, który odróżnia w nim mieszkańców&#13;
Kamienicy, Ochotnicy i Tylmanowej (zwanych przez niego Góralami Białymi) od Górali&#13;
Czarnych. 30 kwietnia 1832 r. poeta zanotował:&#13;
W takiéj okolicy leżą Kamienica, Ochotnica i Tylmanowa, zamieszkane przez górali&#13;
zwących się białymi, dla różnicy od górali czarnych, którzy się gnieżdżą w głębszych&#13;
już górach17.&#13;
&#13;
Kongres etnograficzny, rok ‘73, po prostu zaczęto, jak to się mówi, szufladkować pewne rzeczy,&#13;
[...] zaczęto tam terminologii używać Biali Górale. No i wtedy też [Edward Grucela] wyskoczył: no jak tamci Biali, a my jesteśmy inni, no to my jesteśmy Czarni, chociażby z tego względu.&#13;
I to się zaczęło tak właśnie przyjmować: Czarni Górale. No a ktoś potem zaczął to rozszerzać,&#13;
no bo region Górale Nadpopradzcy. Jeżeli tak uznać za Górali Nadpopradzkich no to mamy&#13;
też Rusinów, mamy Łomnicanów i mamy Piwnicaków. [...] To jest obszar większy. Tak jak&#13;
podhalańscy – tak nadpopradzcy. Ale wtedy nie można powiedzieć, że nadpopradzcy to się&#13;
ubierają tak, bo to jest wiele grup [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
Sam Grucela w swoich publikacjach wskazywał, że górale z okolic Piwnicznej różnią&#13;
się od swoich sąsiadów głównie strojami (czarnym lub brązowym), co widać jeszcze na&#13;
fotografiach z początku XX w. I to właśnie z męskim odzieniem, wytworzonym z ciemnej&#13;
wełny, łączy on nazwę Czarni Górale:&#13;
Grupa górali nadpopradzkich, zwłaszcza górale piwniczańscy, byli jedyną grupą górali polskich, którzy cały strój wykonywali z czarnego (brązowego, siwego) sukna.&#13;
Najprawdopodobniej uwarunkowane było to tym, że obszar miasta Piwnicznej&#13;
w przeważającym procencie jest górzysty, zamieszkany przez górali, którzy jednocześnie byli mieszczanami18.&#13;
Regionalista w wywiadzie dla Polskiego Radia precyzuje:&#13;
Zwłaszcza portki są zrobione z czarnej wełny. A to dlatego, że cała Piwniczna to duży&#13;
region zamieszkały przez górali, którzy są mieszczanami jednocześnie. Przez strój&#13;
chcieli się odróżnić od innych górali jako górale miejscy19.&#13;
„Górale miejscy” – jak ich nazywa Grucela – to kluczowe sformułowanie charakteryzujące złożoną lokalną tożsamość. Mieszkańcy królewskiego miasta Piwniczna chętnie&#13;
bowiem odwołują się do czasów lokacji na terenach królewszczyzny i do jego założyciela&#13;
– Kazimierza Wielkiego. Istotny jest też letniskowo-kuracyjny charakter okolicy (dzięki&#13;
źródłom leczniczym wód mineralnych)20. Zawiłości lokalnych narracji mieszkaniec Piwnicznej tłumaczy w ten sposób:&#13;
Przyjęło się, że obszar góralszczyzny to jest ten obszar, gdzie jedną z podstaw utrzymania jest pasterstwo. W Piwnicznej ta góralszczyzna to się na dobrą sprawę pojawia gdzieś dopiero XVI wiek. W 1348, kiedy powstawała, o góralach nikt w Polsce&#13;
jeszcze nie słyszał. [...] Piwniczna była takim specyficznym mikroregionem przez ten&#13;
olbrzymi obszar i zróżnicowanie jakie tu panowało przyrodnicze. W centrum mieszkali ludzie, którzy zajmowali się handlem, rzemiosłem i tak dalej, i oni w tych guniach&#13;
czy hołośniach tych baranów nie paśli. Przecież ja też jestem od wieków stąd i ani&#13;
dziadek ani pradziadek ani prapradziadek ani praprapradziadek oni po prostu baranów nie chowali [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
Nadaną przez Goszczyńskiego nazwę Górale Biali podłapali regionaliści z Łącka,&#13;
a i regionaliści piwniczańscy nie pozostali obojętni wobec określenia Górale Czarni –&#13;
zwłaszcza rozumianego jako odróżnienie od łącko-kamienickich sąsiadów. Zasłużony dla&#13;
folklorystyki nadpopradzkiej Edward Grucela w pierwszej połowie lat 70. XX w. na spotkaniu folklorystycznym wprowadził to określenie w obieg. Lokalny pasjonat folkloru&#13;
i historii omawia tamte okoliczności w rozmowie:&#13;
13&#13;
&#13;
Kolory Nadpopradzia, red. M. Brylak-Załuska, Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, Piwniczna-Zdrój 2011.&#13;
&#13;
Źródła Pieśni. Górale Nadpopradzcy. Piesni śpiewane w XIX i XX w. w Piwnicznej i okolicach, Stowarzyszenie&#13;
Górali Nadpopradzkich, Piwniczna-Zdrój 2016.&#13;
&#13;
Górolami mieszczanie piwniczańscy nazywali baców, osoby zajmujące się wypasem&#13;
owiec:&#13;
&#13;
15&#13;
Popradowa nuta. Górale Nadpopradzcy. Pieśni śpiewane w XIX i XX w., red. P. Kulig, M. Kurzeja, W. Łomnicka-Dulak, D. Rzeźnik, Stowarzyszenie Górali Nadpopradzkich, Piwniczna-Zdrój 2018.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
E. Grucela, Zajęcia ludności w XIX i XX w., w: Piwniczna Zdrój. Studia i szkice z dziejów miasta 1772-1998, red.&#13;
J. Długosz, nakł. Rady Miasta i Gminy, Piwniczna-Zdrój 1998, s. 98-99.&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
19&#13;
Czarne Góralki tańczą „Pawia”, „Źródła. Polskie Radio Dwójka”, audycja z dn. 4.06.2014, https://www.polskieradio.pl/8/478/Artykul/1144251,Czarne-Goralki-tancza-Pawia, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
W. Łomnicka-Dulak, Nadpopradzka dawność. Gwara i kultura górali z okolic Piwnicznej, Małopolskie Centrum Kultury „Sokół”, Piwniczna Zdrój-Nowy Sącz 2018.&#13;
S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Wydawca B. M. Wolff, Petersburg 1853, s. 43.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
Zob. A. Kowalska-Lewicka, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, op. cit., s. 19.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
To było takie lekko zawsze jak to się mówi prześmiewcze. Myśmy ich nazywa... przezywali górolomi. Górol to było po prostu pejoratywne. A oni nas tutaj z centrum flacorzami nazywali z&#13;
kolei [...]. [Bo] tutaj cenili sobie nereczki, płucka i tym podobne rzeczy, a to są floki, nie? No, a&#13;
oni te floki to psom dawali [śmiech] [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
No cornych owiec było więcej, bo robili sukna, nie trzeba było farbować. Robili portki z tego&#13;
sukniane. I tu chodzili w tym. A teroz nie chodzą. Ino tu na Podholu, to jesce tam na jakieś&#13;
święta, ale tam zaś białe sukno. [...] Sukno było, nawet folusz tu był, downo, co to sukno tu było.&#13;
I chodzili w tym. Corny był to się nie brudził [W2_ Świniarki_M_ok.65].&#13;
&#13;
Potwierdza to powołująca się na materiały zebrane przez Grucelę Maria Brylak-Załuska, pisząc, że mieszkańcy centrum Piwnicznej traktowali ludzi osiedlonych w górskich przysiółkach „z góry”21. Mieszczańskie ambicje Piwniczan, owo napięcie między&#13;
miejskością samej Piwnicznej a wiejskim charakterem jej rozproszonych przysiółków&#13;
ujawnia się w lokalnej narracji:&#13;
&#13;
Mieszkańcy Nadpopradzia nie mieli szczęścia do zawodowych zapisywaczy i opisywaczy folkloru (etnografów). Lokalni pasjonaci historii i folkloru, regionaliści, nauczyciele i działacze społeczni podjęli to wyzwanie we własnym zakresie. Sami zaczęli dbać&#13;
o regionalną spuściznę. Odchodzące w przeszłość artefakty (przedmioty domowego&#13;
użytku, narzędzia i stroje należące do tuziemców) zaczęto gromadzić w etnograficznej&#13;
części Muzeum Regionalnego (placówką opiekuje się działające od 1978 r. Towarzystwo&#13;
Miłośników Piwnicznej). W 2015 r. powstał Słownik Jaguliny Niskif łojców mowa 23&#13;
autorstwa Krystyny Dulak-Kulej, a w 2018 r. leksykon dokumentujący gwarę tutejszych górali z opisem ich obyczajowości, Nadpopradzka dawność. Gwara i kultura górali&#13;
z okolic Piwnicznej24 – efekt wieloletniej pracy Łomnickiej-Dulak, regionalistki i poetki&#13;
piszącej w lokalnej gwarze. Jednym z pionierów w tej materii był wspominany wcześniej Grucela – piwniczański nauczyciel, muzykant, rzeźbiarz i malarz, współzałożyciel&#13;
wespół z Eugeniuszem Lebdowiczem i Mieczysławem Łomnickim (także nauczycielami) zespołu regionalnego Dolina Popradu (rok powstania: 1965). „W założeniach tego&#13;
zespołu było uratowanie ginącego folkloru tutejszego mikroregionu, który stanowił białą plamę na mapie regionalnej Małopolski”25 – wyjaśnia motywacje powstania zespołu&#13;
Grucela. Program artystyczny grupy został opracowany, podobnie jak zrekonstruowane&#13;
stroje, w oparciu o materiały zebrane w terenie przez lokalnych działaczy regionalnych&#13;
podczas wywiadów z mieszkańcami (spisane na ich podstawie obrzędy i zwyczaje, tańce,&#13;
pieśni, melodie), a także o prowadzone przez etnografkę, nowosądeczankę Aleksandrę&#13;
Szurmiak-Bogucką w latach 50. XX w. badania w ramach tzw. Akcji Zbierania Folkloru&#13;
Muzycznego (zorganizowanej pod kierunkiem Włodzimierza Poźniaka). Do programu&#13;
zespołu włączono także pisane w gwarze wiersze Łomnickiej-Dulak. Wieloletni przykład&#13;
grupy folklorystycznej dla dorosłych zaowocował zespołami dziecięcymi składającymi&#13;
się z najmłodszych mieszkańców Nadpopradzia. Są to:&#13;
• działający od 2008 roku regionalny zespół Małe Piwnicoki z Piwnicznej-Zdroju;&#13;
w skład wchodzą dzieci w wieku 6-17 lat, które oprócz regionalnego tańca uczą się też&#13;
gwary góralskiej; zespół prowadzą Piotr Maślanka i Tymoteusz Florian;&#13;
• działający od 2010 roku przy Szkole Podstawowej w Rytrze zespół regionalny Rytrzoki; uczniowie prezentują w programie zabawy dziecięce, wyliczanki, tańce i przyśpiewki wywodzące się z tradycji górali rytersko-piwniczańskich; grupą opiekują się&#13;
Renata Dudczak i Czesława Ryżak; od 2017 r. opracowaniem muzycznym zajmuje się&#13;
Piotr Kulig, który jest również kierownikiem kapeli;&#13;
• działający od 2015 r. dzięcięco-młodzieżowy zespół Bystro Kicora z Przysietnicy; założycielką i choreografką grupy jest Monika Florek.&#13;
&#13;
Myśmy sami siebie góralami nie nazywali. Myśmy byli zawsze Piwnicakami. Mieszkańcami,&#13;
obywatelami wolnego, polskiego miasta Piwnicna [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
Mieszczańska duma osób z centrum Piwnicznej, czy wręcz poczucie wyższości wobec zajmujących się wypasem owiec mieszkańców wiejskich przysiółków raz po raz pojawiały się też w innych rozmowach. Choć i mieszkańcy górskich osiedli mieli poczucie&#13;
przynależności do stanu mieszczańskiego. „Górale Czarni mieszkali nie tylko w skupisku&#13;
miejskim, ale też chałupach rozsianych po przysiółkach”22 – precyzuje Wanda Łomnicka-Dulak. Egzemplifikacją tych podwójnych historycznych źródeł, w których szuka się&#13;
kotwic tożsamościowych, i jednocześnie próbą ich pogodzenia, jest umieszczony w centrum piwniczańskiego rynku ekran fotograficzny z Kazimierzem Wielkim. Król-założyciel jest na nim zaprezentowany w towarzystwie kobiety i mężczyzny, ubranych w lokalne stroje góralskie. Władca trzyma w dłoni tabliczkę z napisem „Jestem Kazimierz&#13;
Wielki. Lokowałem to miasto w 1348 r. Od tamtej pory jest tu fajnie :)”.&#13;
Lokalny czarny strój – dziś wykorzystywany głównie w góralskich zespołach regionalnych – miał być głównym wyróżnikiem piwniczan-mieszczan:&#13;
U nas w pewnym momencie, tak jak przed wojną, to większość była czarnych owiec. Strój lokalny po prostu jako mieszczan, wyróżnikiem był ciemny kolor, więc raz, że bida, więc nabycie&#13;
gdzieś tam po prostu materiałów wyższej klasy było utrudnione, więc własnym sumptem robili&#13;
lokalnie ciemne sukno z naturalnej, czarnej wełny. [...] Ciemne [sukno] cenę miało wyższą, [...]&#13;
czyli za ten sam postaw sukna dostawało się po prostu więcej kasy. No i na własne potrzeby, bo&#13;
mówię: honorem było, żeby się ubierać w ciemne ten... całkowicie [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
O ciemnym suknie wyrabianym z wełny hodowanych tu czarnych owiec mówili&#13;
w wywiadach rozmówcy z górskich przysiółków Piwnicznej. Jeden z nich łączy je z nazwą regionalną Czarni Górale:&#13;
&#13;
Folusz to był w Kosarzyskach, wyrabiali sukno, ale corne sukno wyrabiali tu na terenie Piwnicznej, corne sukno. I z tego powodu my są nazywani Corne Górole. Bo tu się wyrabiało corne sukno. A zakopiańcy to biołe sukno [W1_Podbukowiec_M_ok.75].&#13;
&#13;
23&#13;
21&#13;
&#13;
M. Brylak-Załuska, Z etnografii Górali Piwniczańskich. Wybrane zagadnienia z kultury materialnej, w: Kolory&#13;
Nadpopradzia, op. cit., s. 12.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
W. Łomnicka-Dułak, Czarni Górale z Piwnicznej, op. cit., s. 103.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
K. Dulak-Kulej, Słownik Jaguliny Niskif łojców mowa, Towarzystwo Miłośników Piwnicznej, Piwniczna-Zdrój&#13;
2015.&#13;
24&#13;
&#13;
W. Łomnicka-Dulak, Nadpopradzka dawność, op. cit.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
E. Grucela, Działalność w orkiestrach i zespołach artystycznych, w: Kolory Nadpopradzia, op. cit., s. 197-198.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
O pamięć dotyczącą kultury ludowej i pasterskiej, a także o „budowanie świadomości kulturowej nowych pokoleń” oraz „zachowanie tożsamości kulturowej mieszkańców&#13;
w odniesieniu do współczesności”, zgodnie ze swoimi założeniami dba działające od 2010&#13;
r. Stowarzyszenie Górale Karpat z siedzibą w Łomnicy-Zdroju26. W zapisanych w statucie priorytetach, obok tradycji oraz kultury góralskiej, turystyki i rozwoju społeczności lokalnych, wymieniają takie obszary działalności jak ekologia i ochrona środowiska.&#13;
Swoją aktywność skupili wokół powrotu do pasterstwa. Zaczęli organizować tematyczne&#13;
imprezy folklorystyczne, zwołali konferencję dotyczącą hodowli owiec oraz zrobili szkolenie dla baców, a przede wszystkim sprowadzili w okolice Piwnicznej i Łomnicy czarne&#13;
cakle – właśnie na tym postanowiono (od)budować poczucie związku z regionem.&#13;
&#13;
3. Owce w Dolinie Popradu&#13;
�����+LVWRULD�L�SDPLÛÉ��KRGRZOD�GDZQLHM�L�G]Lě&#13;
Hodowla owiec, oprócz uprawy niezbyt urodzajnej ziemi, była podstawą utrzymania&#13;
mieszkańców obszaru Beskidu Sądeckiego oraz stanowiła ważną gałąź gospodarki na&#13;
tych terenach. Na przełomie XIX i XX w., do okresu po II wojnie światowej w stadach&#13;
wypasanych w paśmie Jaworzyny Krynickiej i wschodniej części Pasma Radziejowej dominowały owce o ciemnym (czarnym) runie27. Zmianę przyniosła polityka powojenna:&#13;
wysiedlenie Łemków z Beskidu Sądeckiego wskutek akcji „Wisła” w 1947 r. Opuszczone&#13;
pastwiska oddano bacom z Podhala, powstały wówczas duże szałasy z wypasem białych&#13;
owiec, zmienił się też rynek zbytu. Czarne owce stopniowo zaczęły być wypierane przez&#13;
białe. Rozmówcy, powołując się na ten fragment historii, tłumaczą powrót czarnych&#13;
owiec w Dolinie Popradu. Łączą ich obecność na halach z zapotrzebowaniem na strój&#13;
regionalny:&#13;
Zanikał strój Czarnych Górali, więc te owce nie miały racji bytu. Górale z Podhala przyjeżdżali&#13;
tu na wypas, Wierchomla, a ponieważ oni mieli białe owce... [...]. A później w latach dziewięćdziesiątych, dwutysięcznych znowu wrócił do łask strój Czarnych Górali. A nie było z czego,&#13;
więc automatycznie trzeba było te czarne owce nabywać... I teraz jest nawrót do tych czarnych&#13;
owiec [...] [W7_Wierchomla_M_55].&#13;
&#13;
Owce – jak podaje Brylak-Załuska – hodowano dawniej głównie, by pozyskać mleko, które przerabiano na podpuszczkowe – klagane – sery (bundz i bryndzę) i żętycę.&#13;
Innym ważnym surowcem były także wełna, futra baranie i skóry – tradycyjne materiały&#13;
na sukna odzieżowe własnej roboty i kożuchy28. Wypasane i koszarowane na łąkach kośnych, bądź na prywatnych pastwiskach (np. ugorowanych użytkach rolnych) lub terenach pod lasem, owce dostarczały też naturalnego nawozu. Jednak już w latach 80. XX&#13;
w. Anna Kowalska-Lewicka na podstawie swoich badań realizowanych na tych terenach&#13;
26&#13;
&#13;
Stowarzyszenie Górale Karpat, https://www.goralekarpat.pl/ludzie, dostęp on-line: 15.10.2019.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
Zob. Z. Śliwa, Hodowla owiec, Wyższa Szkoła Rolnicza w Poznaniu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe,&#13;
Łódź-Poznań 1957.&#13;
28&#13;
&#13;
M. Brylak-Załuska, Z etnografii Górali Piwniczańskich, op.cit., s. 22.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
w latach 60. XX w. zanotowała zmiany, jakie dotykały pasterstwo. Kryzys przełomu ustrojowego w 1989 r. dopełnił proces załamywania się tradycyjnej gospodarki pasterskiej.&#13;
Hodowla owiec – zgodnie twierdzą rozmówcy – to niełatwy kawałek chleba. Dzisiejsi&#13;
hodowcy narzekają na stosunkowo niewielki popyt na jagnięcinę i skarżą się, że w aktualnym stanie rynku zbytu skóra i wełna owcza to odpad (opłata za strzyżenie owiec przekracza cenę skupu wełny). Przeważa opinia, że działalność ta jest wątpliwie opłacalna,&#13;
za to wymagająca i angażująca, potrzebna jest wiedza i doświadczenie oraz dużo czasu&#13;
i ciężkiej pracy, dlatego brakuje chętnych do podjęcia czy kontynuowania wypasu. Większość rozmówców hodowała lub hoduje owce na własny użytek:&#13;
W moim przypadku najbardziej to moje hobby już teraz. Lubię to i się mi dobrze po&#13;
prostu zajmować tym, a tak jako tako konkretnych zysków z tego nie ma. Ktoś jak&#13;
ma dużo więcej, no to tam troszkę z tej dotacji, z tego wszystkiego, no to jest tam parę&#13;
groszy. Mówi się: jedno drugie wykarmi, nie? Wyjdzie się na zero. A przy mniejszych&#13;
ilościach no to raczej trzeba dołożyć jeszcze do tego [W5_Wierchomla_M_ok. 50].&#13;
Ponadto gospodarka i jej ekonomia rządzą się swoimi prawami – liczy się dochodowość rasy, a nie jej kolor czy sentyment związany z przeszłością. Owce w dużych ilościach hoduje się głównie na mleko i mięso, a pod tym względem starą, rodzimą owcę&#13;
górską odmiany czarnej prześcigają inne rasy.&#13;
Zmiany gospodarcze w obrębie pasterstwa mają odbicie w żartobliwym przeformułowaniu popularnego przysłowia „Kto ma owce, ten ma co chce” na „Kto ma owce, ten&#13;
jest baran”. Jednocześnie pamięć o dawnej hodowli, podtrzymywanie wypasu mimo niesprzyjających warunków ekonomicznych oraz zamiłowanie do pasterstwa traktowane&#13;
jest przez rozmówców jako budowanie tradycji:&#13;
Może buduje się teraz ta tradycja, tak mi się wydaje. Że po prostu kiedyś to było normalne,&#13;
przy gospodarce po prostu były owce, a teraz buduje się tradycję i tworzy się to zamiłowanie, ta&#13;
pamięć, to kultywowanie zawodu hodowcy [W3_Piwniczna_K_32].&#13;
&#13;
Istotnie, o zamiłowaniu, hobby czy pasji mówiła większość hodowców i baców. Powtarzały się zdania: „Teraz pasają pasjonaci”, „To zwyczajnie umiłowanie tych zwierząt”,&#13;
„To trzeba mieć zamiłowanie do tego”, „To mnie cieszy po prostu”.&#13;
Mnie tak gdzieś od dziecka ciągło do tych owiec. Dziadek tam miał, ojciec też tam miał trochę&#13;
po 5, nieraz 10 było najwięcej, ale to nikt nie bacował, ani też, żeby gdzieś po bacówkach gonić. Gdzieś takie zamiłowanie od małego było do tego [śmiech]. W 2000 r. miałem dwie, dwa&#13;
jagniątka żem kupił. [...] Czemu owce? Nie wiem... Lubię owce i tak czasem mi się po nocach&#13;
śniły te owce. Nie wiem, siła wyższa [śmiech] [W18_Rytro_M_35].&#13;
&#13;
Bez względu na pojawiające się trudności związane z dyrektywami unijnymi, wygrywa pasja:&#13;
Zamiłowanie do owiec było od dzieciństwa. Wujkowie moi bacowali, paśli i tak trwa tradycja.&#13;
Ja pomagałem wujkowi na bacówce za młodych lat. [...] [Nasze bacowanie] w latach dwutysięcznych się zaczęło, ale wcześniej były inne wymogi. Jak żeśmy weszli do tej Unii [Europejskiej], to się zaczęło, te wszystkie kontrole, inspekcje, sanepidy. Na początku to było dobrze,&#13;
a teraz to trzeba robić badanie wody, mleka. A to wszystko kosztuje. Chcieliśmy rezygnować,&#13;
ale to ciągnie tak, jak pijaka do wódki [W15_bacówka_M_ok. 60].&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Motywacje hodowców podobnie oceniają osoby spoza „branży” owczarskiej:&#13;
Mamy tu przykład tych hodowców, jak widzisz, każdy jeden powie ci, że robi to z zamiłowania,&#13;
bo tylko to go trzyma przy tej gospodarce. [...] Jeśli przestaną [hodować owce], to raczej przez&#13;
brak wsparcia od państwa. Mi się wydaje, że to jest zapomniana strefa, nie ma osoby wyżej,&#13;
która mogłaby uratować te małe gospodarstwa przed zanikiem [W3_Piwniczna_K_32].&#13;
Łomnica to jest taka miejscowość, że się te owce ma nie po to, żeby przynosiły dochód, bo&#13;
one nie przynoszą dochodu, po prostu z czystej satysfakcji, ci ludzie po prostu chcą mieć&#13;
owce, żeby były. To jest wielka miłość do tego zwierzęcia. Można powiedzieć, że w jakiś sposób genetycznie ukształtowana, bo to nie jest w żaden sposób, można powiedzieć, racjonalne&#13;
[W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
W 1980 r. Kowalska-Lewicka notuje: „W ostatnich kilku latach powstał popyt na skóry owcze, związany z ogólnopolską (i europejską) modą na kożuchy. Ceny za owce skoczyły do niespotykanej dotąd wysokości, co stało się powodem ponownego powiększenia pogłowia tych zwierząt”29. Dzisiaj wzrasta popyt z innych powodów: turystyki, pasji,&#13;
działań animacyjnych. Wyraźna jest zmiana stosunku do tych zwierząt. Ważna staje się&#13;
sama ich obecność na halach. Hodowcy żartobliwie nazywają owce „żywymi kosiarkami”, wskazując, że wypas jest koniecznością, by zachować polany. Owce, hamując wzrost&#13;
traw, pośrednio „wspomagają” turystykę, „dbają” o utrzymanie atrakcyjnych krajobrazów. Podkreśla się również ich antystresowe i relaksacyjne właściwości:&#13;
Jak se staniesz przy takich owcach, jak się rozpasą, ten dzwonek tam słychać, to też się idzie&#13;
odstresować. Jesteś przy tym, można powiedzieć, że rodzi ci się na rękach takie jagnię, gdzieś&#13;
to cosik takiego w człow. jest, że później się jakoś do tego człowiek przywiązuje, chce się o to&#13;
zadbać, myśli się, jak to poobrabiać. [W12_Piwniczna_M_34]&#13;
No lubię też, tak jak słonko świeci, to wyjdę, sięde se na miedzy, posłucham, jak dzwonki grają.&#13;
No bardziej mnie to cieszy, niż iść gdzie indziej po wsi i się plątać [W5_Wierchomla_M_ok. 50].&#13;
&#13;
Ten potencjał wełnianych zwierzątek zauważa prezeska Stowarzyszenia Górale Karpat Monika Florek: „Mogłyby służyć jako terapia dla ludzi z miast, z korporacji, dla kogoś, kto pracuje w ciągłym biegu”30. Istotnie, owce wzbudzają sympatię i podobnie jak&#13;
lamy i alpaki – ich wełniste odpowiedniki z Ameryki Południowej – mają swoich wiernych fanów w Sieci. Także kraje, w których jest więcej owiec niż ludzi, takie jak Nowa&#13;
Zelandia, Australia, Islandia czy Irlandia – są bardzo modnymi kierunkami turystycznymi, a produkty z wełny są popularnymi pamiątkami (jak np. islandzkie swetry). Sama&#13;
obecność owiec w krajobrazie staje się najważniejszym celem ich hodowli, pasie się je dla&#13;
ozdoby w ogródkach i na plantach:&#13;
W naszym przypadku [owce] hoduje się na mleko. Jedni hodują se dla ozdoby, to takie mniejsze, po pięć, po sześć to tak se do ogródków [żeby wypaść], cieszą się. A niektórzy no to tak,&#13;
jak mówię, są te owce zarodowe, te licencjonowane, co to te dotacje są [W18_Rytro_M_35].&#13;
29&#13;
&#13;
A. Kowalska-Lewicka, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, op. cit., s. 29.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
Czarne, z biskupką na głowie, agresywne i chowają się po krzakach. A rządzą góralami, z Moniką Florek rozmawia Monika Chrobak, „Tygodnik TVP” 29.09.2019, https://tygodnik.tvp.pl/41851925/czarne-z-biskupka-na-glowie-agresywne-i-chowaja-sie-po-krzakach-a-rzadza-goralami, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
[...] ja często sobie hoduję, bo wezmę sobie takie małe jagniątka, nakarmię je butelką, one mi&#13;
podrosną, potem mieszkają tutaj no i wyrosną. Często się pasały tutaj po plantach, ludzie sobie&#13;
zdjęcia robili. A były tak wyszkolone, że jak gwizdnęłam, to pralkę chciały rozwalić tak biegły&#13;
[W21_Piwniczna_K_?].&#13;
&#13;
�����3RZUµW�F]DUQHM�RZF\&#13;
Mimo długoletnich tradycji pasterskich na terenach Piwnicznej i okolic, do 2012 r.&#13;
w gminie nie organizowano świąt o tej tematyce, a w zamian odbywały się tu dożynki.&#13;
Na tę osobliwą lukę w kalendarzu świątecznym zwrócił uwagę lokalny etnolog, Piotr Kulig, czym zainspirował Monikę Florek i Urszulę Lis (członkinie Stowarzyszenia Górale&#13;
Karpat) do zorganizowania w Łomnicy-Zdroju pierwszego Śtrytu u nadpopradzkich pastyrzy. Wydarzenie powtarzano potem w różnych odsłonach: w sierpniu 2013 r. (Łomnica-Zdrój), w 2015 r. na św. Mikołaja, patrona owczarzy i wilków (Piwniczna-Zdrój),&#13;
w czerwcu 2016 r. (Święto Karpat, Obidza i Piwniczna-Zdrój). „Po tym pierwszym święcie weszłyśmy w temat pasterstwa i zrobiłyśmy konferencję” – mówi Monika Florek. Szeroki zakres działań okołopasterskich organizowanych przez stowarzyszenie obejmował&#13;
także zwołaną w 2013 r. konferencję pn. Pasterstwo szansą Sądecczyzny. Budowanie przewagi gospodarczej i turystycznej regionu oraz kurs bacowski zorganizowany w 2015 r. dla&#13;
mieszkańców Piwnicznej-Zdroju i okolic.&#13;
Do zainicjowania i zrealizowania akcji powrotu czarnej owcy nad Poprad zainspirowała lokalnych działaczy nazwa Czarni Górale:&#13;
Piotrek Maślanka wpadł na pomysł, bo tam była kwestia nazwy czarna owca itd., a on mówi,&#13;
to może byśmy po prostu zrobili tę akcję powrotu czarnych owiec, żebyśmy zainicjowali, kupili te owce i spróbowali je tutaj przywrócić. To od razu podchwyciłam, bo czułam, że to jest&#13;
marketingowo genialny pomysł. To jest coś, co wyróżnia tych Górali Nadpopradzkich [...]&#13;
[W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
W 2014 roku około pięćdziesięciu owiec (licencjonowanej rasy owcy górskiej odmiany barwnej), umieszczono w trzech stadach (w okolicach Łomnicy-Zdroju, Piwnicznej-Zdroju i Wierchomli). Do dzisiaj stadka czarnych cakli objętych Programem Ochrony&#13;
Zasobów Genetycznych hodują Tadeusz Maślanka z przysiółka Łomnickie, Tadeusz Jan&#13;
Fiedor przy bacówce na Zabaniach (na granicy Łomnicy i Piwnicznej) oraz Jan Zieliński&#13;
z Wierchomli. Oprócz tego niewielkie stadko czarnych owiec posiada na Obidzy Wioletta Cisak. Stanisław Żywczak przy bacówce nad Majerzanką wypasa stado mieszane (owce&#13;
czarne i białe). Kilka sztuk czarnych cakli znajdziemy również w Rytrze u bacy Józefa&#13;
Buczka, w Łomnicy u bacy Włodzimierza Szwali, na Jarzębakach u Krzysztofa Fiedora&#13;
jak również u kilku innych gazdów z Łomnicy i Wierchomli. Natomiast w Kokuszce, tuż&#13;
przy wyciągu narciarskim, pasą się czarne wrzosówki należące do Wojciecha Długosza,&#13;
również objęte programem.&#13;
Celem projektu było zachowanie kultury nadpopradzkiej oraz promocja regionu,&#13;
a także wyraźne wyodrębnienie swojej grupy etnograficznej przez łatwo rozpoznawalny&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
akcent. Jak argumentowano: „Nie mamy tutaj przemysłu, więc żyjemy z turystyki i wyróżniamy się tymi czarnymi owcami na tle innych góralskich regionów”31. Porównanie&#13;
z Góralami Białymi, którzy mają swój wypromowany produkt lokalny, jakim jest jabłko,&#13;
służyło za bodziec do wykreowania własnego. Na tej zasadzie wykoncypowano czarną&#13;
owcę:&#13;
Każdy region powinien mieć coś, co go wyróżnia z poszczególnych innych. Łącko to oni mają&#13;
to swoje jabłko, mają swoją śliwowicę, a my mamy swoją czarną owcę. Mam nadzieję, że w&#13;
niedługim czasie, jeżeli pan na przykład pójdzie na rynek w Krakowie i zobaczy pan czarną&#13;
owcę, no to wszyscy będą wiedzieć, że ta czarna owca jest właśnie tutaj stąd, z Doliny Popradu,&#13;
z Pasma Jaworzyny Krynickiej. Będziemy mieć taki swój produkt lokalny – od małego gadżetu,&#13;
aż po chodzące stada po halach, będą czarne właśnie. A to, że to się źle kojarzy, że czarna owca&#13;
jest taka, no trudno, jest właśnie wyjątkowa [Monika Florek, wypowiedź dla Radia Kraków]32.&#13;
&#13;
Spotyka się to z akceptacją mieszkańców: „Czarne owce powinny stać się marką regionu, wykorzystywaną w celach turystycznych” [W9_Łomnica_K_23]. Tym bardziej, że&#13;
z ekonomicznego punktu widzenia chowanie tej odmiany, zdaniem hodowców, jest nieopłacalne. Jako ratujący czynnik wszyscy wskazują dopłaty unijne, bądź te z Instytutu Zootechniki z Krakowa przekazywane za pośrednictwem Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz wspierające stada zachowawcze owcy górskiej. Większość rozmówców&#13;
hoduje owce na własny użytek i najczęściej są to owce białe: mięsne i mleczne. Znaczenie&#13;
gospodarcze hodowli czarnych cakli jest w zasadzie znikome, jej podstawowym celem&#13;
jest uatrakcyjnienie regionu. Następuje więc przesunięcie znaczenia hodowli i samych&#13;
czarnych owiec w gospodarce. Współcześnie zwierzęta te stają się niejako znakiem rozpoznawczym regionu, który wykorzystuje się jako motyw np. na gobelinach tkanych&#13;
przez lokalne artystki. Z czarnej wełny dzierga się tradycyjne rękawice furmańskie sprzedawane na targach sztuki ludowej, czarne owieczki pojawiają się na modnych torbach&#13;
lnianych, kubkach, poduszkach i breloczkach, choć jak zauważa mieszkanka Piwnicznej:&#13;
„Nie ma jednego znaku wyszczególnionego. Może kiedyś się wyklaruje, bo to tak naprawdę dopiero początki są” [W3_Piwniczna_K_32]. Trzy owce, w tym jedna czarna, pojawiają się w logo Hotelu Piwniczna oraz należącej do jego kompleksu restauracji Czarna&#13;
Owca. Miejsce luźno nawiązuje do folkloru Górali Nadpopradzkich, czerpie inspiracje&#13;
także z łemkowskiej spuścizny kulturowej tych terenów. Czarna owca pojawia się na plakatach reklamujących cykliczne imprezy, takie jak Festiwal Jagnięciny tudzież Festiwal&#13;
Czarnej Owcy oraz Pasterska Akademia Kulinarna33, których głównym celem jest przekazanie młodemu pokoleniu rodzimej tradycji pasterskiej. W planie wydarzeń znajdują się&#13;
pokazy aktywności (technik i tradycji) związanych z hodowlą i wypasem owiec (strzyża,&#13;
narzędzia i instrumenty pasterskie), konkurs na najładniejszą owcę oraz konkurs gry na&#13;
instrumentach pasterskich Na Pasterską Nutę. Zagrody z czarnymi owcami oraz pokazy&#13;
31&#13;
&#13;
Czarne, z biskupką na głowie, op. cit.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
Czarne owce znów będą częścią sądeckiego krajobrazu, Radio Kraków, 9.06.2014 r., https://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/nowy-sacz/czarne-owce-znow-beda-czescia-sadeckiego-krajobrazu, dostęp on-line:&#13;
15.10.2019.&#13;
33&#13;
Szlak Kultury Wołoskiej, zaproszenie na Festiwal Czarnej Owcy i Pasterską Akademię Kulinarną do Piwnicznej-Zdroju, https://szlakwoloski.eu/wydarzenia/zapraszamy_na_festiwal_czarnej_owcy_i_pasterska_akademie_kulinarna_do_piwnicznej_zdroju, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
pracy pasterskiej podczas takich imprez regionalnych są atrakcją turystyczną. W ramach&#13;
rozmaitych projektów (np. Szlak kultury wołoskiej) powstały też wiaty i bacówki edukacyjne (Łomnickie, Rytro, Kokuszka) oraz interaktywna wystawa instrumentów pasterskich (Instrumenty ludowe Karpat, M-GOK w Piwnicznej-Zdroju). Można uznać, że jest&#13;
to przejście od lokalnej kultury do turystycznego produktu kulturowego34. Działania takie jak pokazy rzemiosł, warsztaty plecionkarstwa, wszelkie rekonstrukcje etnograficzne&#13;
żniw czy redyku bazują na potrzebie poznawania historii zmysłowo35. Redyki stały się&#13;
turystyczną atrakcją. Jeden z rozmówców tłumaczy:&#13;
B: Czy te dni wyjścia owiec na hale i ich zejścia na jesień są bardziej uroczyste?&#13;
R: Raczej nie. Teraz jest to bardziej w modzie po prostu, takie otwarcia wypasu całe bardziej&#13;
teraz są pod publiczność robione. Teraz chcemy przywrócić to, żeby się w ogóle ludzie zainteresowali tym. Ale dawniej tego nie było. Zszedł jeden, drugi, przekazał, że idziemy. Nawet&#13;
telefonów nie było. Szedł od Piwnicznej baca przez wsie do góry, przez Łomnicę, przez Wierchomlę i brał je [owce] wszystkie. Wcześniej było policzone, co, ile ma, jak i gdzie i w ten a ten&#13;
dzień szedł i zbierał. [...] Jest nawet takie święto, organizowane było na Jaworkach, ale to takie&#13;
pokazowe było, że tam schodzą górale, pokaz strzyżenia [W7_Wierchomla_M_55].&#13;
&#13;
Obok wspomnianego redyku, w podobnym charakterze (choć wyłączając element&#13;
ściśle religijny) organizuje się pasterki nawiązujące do tradycji góralskich i pasterskich&#13;
przy udziale członków zespołu Dolina Popradu, którzy w strojach góralskich asystują&#13;
podczas liturgii, a także związane z okresem okołobożonarodzeniowym Kolędowanie&#13;
Małemu Bacy, czyli koncerty kolęd i pastorałek w wykonaniu piwniczańskich zespołów&#13;
regionalnych oraz orkiestr i kapel w kościele pw. Narodzenia NMP w Piwnicznej-Zdroju:&#13;
W każdą niedzielę jeszcze po Bożym Narodzeniu mamy takie Kolędowanie Małemu Bacy&#13;
i wtedy w kościele są koncerty kolęd, a kończymy je w górach, w ostatnią niedzielę stycznia.&#13;
Jest też takie kolędowanie, msza, ognisko w górach na Jaworzynie Kokuszczańskiej, to jest 969&#13;
metrów nad poziomem morza. Tam jest taki ewenement, jeśli chodzi o góry Polskie i nie wiem,&#13;
w Polsce to nigdzie nie widziałem, że jest grota, gdzie jest przedstawione Boże Narodzenie&#13;
[W8_Piwniczna_M_52].&#13;
&#13;
Wszystkie te działania odpowiadają na wyobrażenia przyjezdnych o góralszczyźnie:&#13;
Szczególnie z góralami to się kojarzy Boże Narodzenie i ten okres cały. I ludzie idąc do kościoła&#13;
w cały ten czas, czy przyjeżdżając gdzieś z daleka, z jakichś miast, liczą na to, że będzie element&#13;
góralski, nad tym właśnie żeśmy tutaj pracowali [W8_Piwniczna_M_52].&#13;
&#13;
Projekt Czarna owca, którego celem było przywrócenie wypasu tej rasy na hale Popradzkiego Parku Krajobrazowego, jest osobliwą etnograficzną rekonstrukcją sięgającą&#13;
w głąb folkloru – a właściwie w przed-folklor, do tego, co zwyczajowo uznaje się za źródło kultury góralskiej, czyli pasterstwo. Współtwórczyni akcji, Monika Florek, tłumacząc&#13;
przedsięwzięte działania, odnosi się do łacińskiego źródłosłowu kultury, czyli cultus agri&#13;
(„uprawa roli”) – kultury rolnej. Wychodzi z założenia, że regionalizm to konglomerat&#13;
kultury, tradycji i terytorium (krajobraz i jego specyfika), dlatego tak podkreśla zakorzenienie lokalnej kultury w konkretnym, określonym kontekście:&#13;
34&#13;
&#13;
Zob. J. Mokras-Grabowska, Możliwości rozwoju turystyki kulturowej obszarów wiejskich w Polsce,&#13;
„Turystyka Kulturowa”, 2009, nr 1, s. 16.&#13;
35&#13;
&#13;
Zob. A. Szpociński, O współczesnej kulturze historycznej Polaków, w: Przemiany pamięci społecznej&#13;
a teoria kultury, red. B. Korzeniowski, Instytut Zachodni, Poznań 2007, s. 25-42.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Dla mnie tradycję zawsze trzeba rozumieć w kontekście danego środowiska, w którym się&#13;
znajdujemy. [...] Sposób bytowania górala jest to żywot pastersko-rolny, im dalej w przeszłość&#13;
tym więcej tego pasterzowania. Patrzenie na tradycję zawsze jest tworzeniem pewnego mikrokosmosu ograniczonego do przyrody, w której się żyje. I dla mnie ta tradycja wyrasta bezpośrednio z tego, co mnie otacza [W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
Omawiany projekt to funkcjonalna kulturowa całość – jego założeniem było bowiem&#13;
zaangażowanie nie tylko hodowców owiec i baców, lecz także działaczy regionalnych,&#13;
pracowników kultury, lokalnych inwestorów i hotelarzy oraz mieszkańców miasta Piwniczna-Zdrój, co niewątpliwie przyczynia się do integracji miejscowej społeczności:&#13;
Zaproponowałam coś takiego, żeby zbierać pieniądze od ludzi, zrobić taki bank owczy&#13;
i żeby za te pieniążki kupić owce. Wiola [Cisak] się tym zajęła, pozbierała od ludzi. Te pierwsze&#13;
owce kupili mieszczanie Piwniczańscy i ludzie, którzy tutaj przyszli z zewnątrz. Ludzie zainwestowali w ciemno. Wymyśliliśmy to w ten sposób, że oni kupują i potem będą mogli sobie&#13;
odebrać tę owieczkę, jak by chcieli, a jak nie, to baca, jeśli dostał dziesięć owieczek, to był zobowiązany dziesięć owieczek dać następnym [W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
Zwieńczeniem promocji regionu Górali Nadpopradzkich realizowanej przez Stowarzyszenie Górale Karpat jest utwór pt. Dalej jazda Panie Gazda i promujący go teledysk&#13;
(nagrany w Starym Sączu, Rytrze, Piwnicznej-Zdroju i Wierchomli), do którego muzykę&#13;
napisał Czesław Mozil, a tekst – Michał Zabłocki36. Śpiewana przez popularnego artystę z udziałem piwniczańskich i ryterskich dziecięcych grup folklorystycznych piosenka&#13;
opowiada o charakterze i działaniach Górali znad Popradu – skromnych i nienarzucających się, ale za to wiernych swojej bogatej tradycji. W teledysku pojawiają się poprzebierane w stroje regionalne dzieci oraz – a jakże – (między innymi) czarne owce.&#13;
Summa summarum pasąca się na halach czarna owca jest zatem pretekstem do opowiadania historii tutejszych ludzi. Wokół niej buduje się tożsamość regionalną i kreuje&#13;
współczesny wizerunek Górali Nadpopradzkich. Jeden z pomysłodawców projektu tłumaczy:&#13;
Zaczęliśmy to propagować, jakiś filmik z zakupu, jakieś inne tematy – udział w imprezach, zagroda z owcami, żeby opowiadać o tym, żeby ta czarna owca zaczęła funkcjonować w regionie.&#13;
Żeby do tych Czarnych Górali, którzy dobrze się mieli z tą nazwą i byli w miarę rozpoznawalni – dołączyła czarna owca i żeby to połączyć jedno z drugim. Żeby robić głośno o regionie&#13;
[W12_Piwniczna_M_34]37.&#13;
&#13;
Zamierzenia działaczy odnoszą skutek:&#13;
Jeżeli chodzi o hodowlę czarnej owcy, to [ludzie] załapują i podchwytują. [...] Ci ludzie zaczynają się przyznawać do tej tożsamości kulturowej. Ta owca, ten cały pomysł przywrócenia tutaj&#13;
hodowli czarnej owcy, to dzięki temu zaczyna się też odradzać ta tożsamość kulturowa ludzi,&#13;
którzy tu mieszkają. Oni mówią wtenczas o sobie, że właśnie u nich były czarne owce itd. Jest&#13;
taka afirmacja tego owczarstwa w tym wydaniu [W11_Łomnica_K_44].&#13;
36&#13;
&#13;
Czesław Mozil &amp; Górale Nadpopradzcy, Dalej jazda Panie Gazda, https://www.youtube.com/watch?v=DCo2pDiEXPw, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
Materiały promocyjne, o których mówi rozmówca to m.in. Czarne owce wracają nad Poprad, Telewizja Beskid, https://www.youtube.com/watch?v=dsiDhNYavZs, dostęp on-line: 15.10.2019 oraz Powrót Czarnej Owcy&#13;
w dolinę Popradu, Sądeczanin TV, https://www.youtube.com/watch?v=jZ7Jlh7uwWs, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Diagnoza organizatorki sprawdza się w rozmowach z mieszkańcami: „Nie ma Czarnego Górala&#13;
bez czarnej owcy”, „czarna owca jest dowodem na istnienie Czarnych Górali” – deklarują.&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH&#13;
Analizując przypadek Górali Czarnych, nie sposób nie przywołać koncepcji autorefleksyjności kulturowej. Jak wskazuje Arjun Appadurai – „przeszłość grupy [...] przekształca&#13;
się w coraz większym stopniu w zasób muzealny i wystawowy eksponat”, zaś kultura staje&#13;
się „przestrzenią świadomego wyboru, uzasadnienia i demonstracji, często przed liczną&#13;
i rozproszoną przestrzennie publicznością, niż habitusem”38, a więc staje się regionalną&#13;
autoprezentacją. Tradycja jakiejś grupy czy ludu to – jak dodaje Janusz Barański – „nie&#13;
treść zapisana w jakiejś omszałej książce, lecz żywe tu i teraz, ważne dla tejże grupy na&#13;
obecnym etapie jej historycznego kształtowania się [...]. Tradycja zatem to nie wyłącznie&#13;
dochodzące z praw., niczym niezaburzone starcze głosy naszych przodków, lecz także&#13;
głosy zaadaptowane do współczesności, czasem z udziałem obcych [...]”39.&#13;
Na podstawie ewolucji hodowli czarnych owiec możemy prześledzić zmiany, jakie&#13;
zachodzą w społecznościach posttradycyjnych. Pasterstwo przechodzi z pola gospodarki&#13;
na pole turystyki kulturowej. Innym obrazowym przykładem z Piwnicznej jest przerobienie dawnego folusza na gościniec. Podobnie jak budynek dawnego skupu mleka na&#13;
Jaworkach, w którym teraz są miejsca noclegowe. Bacówką nazywa się chatkę studencką&#13;
– schronisko nad Wierchomlą oraz schronisko z restauracją na Obidzy. Dawny skup wełny przebranżowił się na przedsiębiorstwo zajmujące się sprzedażą m.in. saun i kosiarek.&#13;
Ostatni „knop” (czyli gwarowo tkacz) maszynę tkacką przechowuje już tylko w sentymencie po ojcu i rozważa oddanie jej do muzeum. Zwycięża kwestia edukacyjna, turystyczna i rekreacyjna:&#13;
Ja się zastanawiałem nad taką typową rzeczą edukacyjną – jako opcję spędzania wolnego czasu&#13;
w Piwnicznej wizyta w zagrodzie edukacyjnej czarnych owiec, z pokazem strzyży, przędzenia,&#13;
w ogóle z opisem rasy, połączone z regionalizmem, z prezentacją instrumentów pasterskich.&#13;
Żeby to po prostu spiąć razem jako produkt turystyczny [W12_Piwniczna_M_34].&#13;
&#13;
Rewitalizacja pasterstwa to zdaniem Ewy Kocój nie tylko podejmowanie działań mających na celu ożywienie samej hodowli owiec, to także „nadanie mu nowych znaczeń,&#13;
wprowadzenie nowych atrybutów i artefaktów”40. Powodem nadpopradzkiej rewitalizacji jest głównie konsolidacja grupy społecznej wokół wspólnego znaku: czarnej owcy.&#13;
Ważne są kwestie tożsamościowe, aktywizowanie kulturowe i turystyczne regionu oraz&#13;
nadanie wypasowi owiec nowego znaczenia i funkcji – czyli ochrona krajobrazu górskiego i jego walor kulturowy. Mówi się też o terapeutycznym charakterze kontaktu ze&#13;
38&#13;
&#13;
A. Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, tł. Zbigniew Pucek, Universitas, Kraków 2005, s. 68. Zob. też: Janusz Barański, Góralszczyzna i pamięć, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013,&#13;
nr 1, s. 38-44.&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
J. Barański, Góralszczyzna i pamięć, op. cit.., s. 41.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
Ewa Kocój, Powroty do tematów pasterskich. Zwyczaje i wierzenia związane z rozpoczęciem sezonu pasterskiego na pograniczu polsko-słowackim w XXI w., „Etnografia Polska”, 2018, t. LXII, z. 1-2, s. 87.&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zwierzętami. To także turystyka była bodźcem pomysłu powrotu czarnej owcy w Dolinę&#13;
Popradu. Zwłaszcza turystyka kulturowa, przyciągająca ciekawskich podróżników dziedzictwem kulturowym danego regionu jako atrakcją turystyczną.&#13;
Tradycja i dziedzictwo pełnią niepoślednią rolę w budowaniu więzi społecznych, ale&#13;
i tożsamości poszczególnych grup. W społeczeństwie posttradycyjnym są one jednak&#13;
poddawane refleksji, stając się przedmiotem kreacji. Wzmacniają to podejście zmiany&#13;
w życiu społecznym, w którym codzienne działania są odrywane od tradycji41. Zainicjowaną przez Monikę Florek i Piotra Maślankę reintrodukcję czarnych owiec w Dolinie&#13;
Popradu nie sposób uznać za t r w a n i e przy tradycji przodków, bo tradycja hodowli&#13;
cakli odmiany barwnej została zerwana. Trudno też mówić o p o w r o c i e do korzeni42&#13;
(mimo że zgodnie z tym, co mówią mieszkańcy – do lat 40. XX w. czarne owce przeważały na tym terenie), bo inne są już motywacje tej hodowli. Jest to raczej autorefleksyjny akt&#13;
rekonstruktorski – oparty o gospodarczą przeszłość tych terenów wybór tożsamościowy,&#13;
a także próba konsolidacji lokalnej grupy zawodowej baców oraz społeczności regionu.&#13;
Jest to inicjatywa oscylująca między tradycją a nowoczesnością; próba stworzenia/wynalezienia opartej na historii tego regionu kotwicy tożsamościowej. Realizowana od 2014 r.&#13;
osobliwa etnograficzna rekonstrukcja jest jedną ze współczesnych form dbania o kulturę&#13;
regionalną i pamięć folkloru, nie mniej istotną niż działalność zespołów regionalnych czy&#13;
gwarowa twórczość lokalnych poetów. Pasterstwo, które dawniej było podstawą gospodarki i życia mieszkańców, niebezzasadnie uznano za spoiwo/bazę tożsamości regionalnej mieszkańców Piwnicznej-Zdroju i okolic, jej historyczną podstawę, ale i platformę&#13;
podnoszącą atrakcyjność turystyczną regionu43.&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Ekran fotograficzny na rynku w centrum&#13;
Piwnicznej-Zdroju, Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
Plakat promujący V Festiwal Czarnej Owcy,&#13;
Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz – doktor, literaturoznawczyni, etnolożka, członkini Instytutu Kaszubskiego. Interesuje się religijnością, dziedzictwem kulturowym, antropologią literatury.&#13;
Autorka książki Homo capax, capax hominis. Z problematyki antropologicznej w późnej twórczości&#13;
Adama Mickiewicza (2019). Współpracuje z Pomorskim Centrum Badań nad Kulturą przy Uniwersytecie Gdańskim.&#13;
41&#13;
Por. A. Giddens, Życie w społeczeństwie posttradycyjnym, w: U. Beck, A. Giddens, S. Lash, Modernizacja refleksyjna. Polityka, tradycja i estetyka w porządku społecznym nowoczesności, tł. J. Konieczny, Wydawnictwo&#13;
Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 79–140.&#13;
42&#13;
&#13;
Takie i inne cele w kontekście pasterstwa na pograniczu polsko-słowackim wskazuje E. Kocój, Powroty do&#13;
tematów pasterskich..., op.cit., s. 85-106.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
Strona Stowarzyszenia Górale Karpat, https://www.goralekarpat.pl/owczarstwo, dostęp 15.10.2019.&#13;
Stado czarnych cakli – przysiółek Łomnickie , Piwniczna-Zdrój 2019 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Bacówka edukacyjna w Rytrze, Rytro 2019 (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Bacówka na Zabaniu, Rytro 2019 (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Strój Górali Czarnych w Muzeum Regionalnym&#13;
Towarzystwa Miłośników Piwnicznej, Piwniczna&#13;
-Zdrój 2019 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Plakat promujący premierę teledysku Dalej jazda&#13;
panie gazda!!! (fot. https://www.facebook.com/&#13;
GoraleKarpat/)&#13;
&#13;
Tradycyjne wełniane rękawice furmańskie oraz sprzęt do ich wyrobu, Muzeum Regionalne&#13;
Towarzystwa Miłośników Piwnicznej, Piwniczna-Zdrój 2019 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ���&#13;
�����F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
0DăJRU]DWD�:µMWRZLF]�:LHU]ELFND&#13;
&#13;
���:VWÛS�&#13;
Sklep z pamiątkami w centrum Piwnicznej-Zdroju,&#13;
Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Dzwonki pasterskie, Muzeum Instrumentów&#13;
Pasterskich, Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
W poniższym tekście przytaczam wypowiedzi mieszkańców wsi zagórzańskich, które&#13;
udało się zgromadzić w ramach badań terenowych realizowanych w projekcie Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Badacze terenowi1 dotarli do trzydziestu jeden respondentów w miejscowościach: Kasina Wielka, Kasinka Mała, Poręba&#13;
Wielka, Olszówka, Mszana Dolna, Mszana Górna i Lubomierz.&#13;
Scenariusz zakładał przeprowadzenie rozmów z najstarszymi mieszkańcami wsi oraz&#13;
depozytariuszami lokalnej tradycji: członkami zespołów regionalnych, kół gospodyń,&#13;
grup obrzędowych oraz twórców ludowych, gawędziarzy itp. Główną techniką był swobodny wywiad prowadzony po części w oparciu o kwestionariusz oraz obserwacja w terenie pewnych zjawisk. Kwestionariusz był rozpisany dość szeroko, tak aby można go było&#13;
dostosować do napotkanego respondenta. Zakładałam, że uda nam się uzyskać subiektywne relacje dotyczące przemian i rzeczywistości życia na tutejszych wsiach, próbując&#13;
zarejestrować ostatnie przejawy kultury tradycyjnej, tego co trwa już tylko w pamięci&#13;
najstarszych mieszkańców wsi, w jakiej jest ona kondycji i co współcześnie postrzega się&#13;
jako dziedzictwo.&#13;
Zebrany materiał dotyczy głównie lat powojennych, w niektórych przypadkach sięga&#13;
jeszcze czasów przed II wojną światową. Część materiału stanowi relację ze wspomnień&#13;
poprzedniego pokolenia – przekazywanej w formie ustnej. W przypadku tych wątków&#13;
dochodzi niekiedy do zatarcia kontekstu czy też znaczenia pewnych treści.&#13;
1 Członkami zespołu badawczego byli: mgr Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka (Muzeum im. W. Orkana&#13;
w Rabce-Zdrój), mgr Małgorzata Roeske (Uniwersytet Jagielloński), mgr Barbara Luberda, Patrycja Król&#13;
(Uniwersytet Jagielloński), Oskar Krasoń (Uniwersytet Jagielloński), Liwia Sus (Uniwersytet Wrocławski),&#13;
lic. Joanna Dynamus (Uniwersytet Jagielloński)&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Badania terenowe prowadzone na terenie zagórzańskim dostarczyły dość pokaźną&#13;
ilość materiału związanego z reliktami kultury tradycyjnej tego regionu2. Przy czym materiał ten dotyczy wielu różnych aspektów, niektóre z wątków zdobyły reprezentatywną ilość przekazów możliwych do weryfikacji, podczas gdy inne tematy nie znajdowały&#13;
zainteresowania respondentów. Ograniczeniem była czasowa skala badań, ale też liczba&#13;
wątków, które zostały zawarte w kwestionariuszu. Pozostaje mieć nadzieję, że zgromadzony materiał stanowić będzie przyczynek dla pogłębionych badań dziedzictwa kultury&#13;
Górali Zagórzańskich.&#13;
&#13;
���7RĺVDPRěÉ&#13;
Tradycja lokalna, wątki wierzeniowe, rytualne gesty, zwyczaje rodzinne, praktyki, światopogląd, folklor ulega nieodwracalnym transformacjom. Wiele z obrzędów i tradycji&#13;
charakterystycznych dla terenu zagórzańskiego odeszło już dziś w zapomnienie, wiele&#13;
przetrwało tyko w pamięci najstarszego pokolenia, a niektóre ze znaczeń czy też kontekstów uległy zatarciu. Stwierdzenie to ma charakter niewartościujący, bowiem przyjmuję, że kultura to nie tylko trwanie, ale również zmiana. Mimo to niektóre z lokalnych&#13;
zwyczajów przetrwały w tradycji rodzinnej, kultywowane już jako swego rodzaju relikty&#13;
przeszłości. Przekaz pokoleniowy trwa, a dodatkowym bodźcem do zbierania owych&#13;
reliktów przeszłości jest odradzająca się potrzeba zachowania dziedzictwa kultury tego&#13;
regionu.&#13;
Obecnie zaobserwować można na całym terenie ogólny trend: potrzebę utożsamiania&#13;
się z tym regionem czy to poprzez posiadanie tradycyjnego stroju zagórzańskiego, czy&#13;
też udział w miejscowych świętach, obrzędach. Rodzi się potrzeba poszukiwania wątków&#13;
dawno zapomnianej tradycji lokalnej, wolnej od naleciałości podhalańskich3, odrębnej.&#13;
Instruktorzy zespołów, rekonstruując scenki rodzajowe, sięgają po dawny repertuar wiejskich przyśpiewek. Pomocą tutaj służą najstarsi mieszkańcy wsi. Każda wieś ma najstarsze&#13;
portki czy gorset przechowywane jak relikwię, wedle których rekonstruuje się elementy&#13;
stroju tradycyjnego. Przez lata na tym terenie swoistą reanimację kultury tradycyjnej prowadziło Muzeum im. Władysława Orkana w Rabce-Zdroju, które od początku swojego&#13;
istnienia (1936 r.) nieprzerwanie do dziś zajmuje się terenem zamieszkiwanym przez Górali Zagórzańskich. Zarówno odbywający się cyklicznie do dziś od 1958 r. Konkurs Palm&#13;
Wielkanocnych, jak i organizowane przez rabczańskie Muzeum od lat 60. XX w. coroczne&#13;
konkursy tematyczne, m.in.: na podłaźniczki, pająki i światy (1962 r.), gwiazdy kolędnicze i turonie (1965 r.), zabawkę ludową (1966 r., 1977 r.), konkurs kolekcjonerski na za2&#13;
&#13;
W artykule odniesieniem jest dla mnie syntetyczne przedstawienie kultury tradycyjnej na terenie Zagórza w:&#13;
Kultura ludowa Górali Zagórzanskich, red. U. Krzywda-Janicka, Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK,&#13;
Oficyna Wydawnicza „Wierchy”, Kraków 2013 oraz przedstawienie stanu badań wiejskiej kultury ludowej w&#13;
Polsce do początku lat 80. w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 1-2, red. M. Biernacka, M. Frankowska, W. Paprocka, Zakład Narodowy im Ossolińskich, Wrocław 1976, 1981.&#13;
3 Od lat 30. XX w. teren ten pozostawał pod silnym wpływem mody na Podhale, w związku z którą Górale&#13;
Podhalańscy postrzegani byli również przez tutejszych jako ci prawdziwi Górale. Ich strój wydawał się bogatszy, lepiej skrojony, a tańce bardziej atrakcyjne. Rozpoczął się powolny proces, który Sebastian Flizak nazwał&#13;
i opisał w swoim artykule Ekspansja podhalańskiej kultury ludowej, „Lud” 1936, t. 34, s. 270.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
bytki etnograficzne (1967 r.), szopki kukiełkowe (1967 r.), pożywienie tradycyjne (1968&#13;
r.), garncarstwo ludowe (1969 r.), konkursy ludowych obrzędów dorocznych (1968 r.,&#13;
1969 r., 1971 r.) oraz twórczości ludowej, m. in. rzeźby (1971 r.), malarstwa na szkle (1973&#13;
r., 1976 r.) i plastyki obrzędowej (1972 r.), czy też konkurs na kapliczki drewniane (1980&#13;
r.) miały za zadanie aktywizować i rozbudzać zainteresowanie własną tradycyjną kulturą.&#13;
Dzięki tej działalności reaktywowały się zespoły kolędnicze, wypromowano kilku świetnych twórców ludowych (m.in. Stanisław i Józef Stożek – rzeźbiarze ludowi, Jan Rapciak&#13;
– rzeźbiarz z Poręby Wielkiej, wytwórca gwiazd kolędniczych), a Muzeum wzbogaciło&#13;
się o cenne kolekcje zbiorów współczesnej twórczości nieprofesjonalnej. Zarówno folklor, jak i tradycja tego terenu przeżywają obecnie renesans. O identyfikację z tutejszą kulturą tradycyjną dbają zespoły muzyczne czy nowo powstające Koła Gospodyń Wiejskich&#13;
(KGW). Każda wioska dąży do założenia koła. Widać potrzebę prowadzenia działalności&#13;
związanej z kulturą tradycyjną. Dla przykładu można podać, że nowo powstałe KGW&#13;
w Mszanie Górnej po pół roku działalności ma już trzydzieścioro członków! [W1_K,&#13;
K_Mszana Górna_Krasoń]4. Ludzie odczuwają potrzebę spotykania się, robienia czegoś&#13;
dla swojej społeczności. Powstają oddziały Związku Podhalan – ostatnio w Lubomierzu.&#13;
Prężnie działają zespoły folklorystyczne. Widać większą dbałość o detale stroju i dobór&#13;
repertuaru wśród zespołów regionalnych. Gmina Niedźwiedź wydaje biuletyn gminny&#13;
„Gorczańska zgoda. Biuletyn informacyjny gminy Niedźwiedź” pod redakcją Stanisława&#13;
Stopy, w którym oprócz ogłoszeń i bieżących spraw gminnych znaleźć można doskonałe&#13;
wywiady z ciekawymi postaciami związanymi z ruchem folklorystycznym i życiem kulturalnym.&#13;
Sami mieszkańcy tutejszych wsi identyfikują się silnie z miejscem swojego urodzenia.&#13;
Przedwojenne pokolenie podkreśla ścisły związek z rodzinną wsią, twierdząc, że mówili&#13;
na siebie: Olszowianie [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda], Kasinianie [W3_K, K_&#13;
Kasina Wielka_Roeske], Porymbiany. Brak tu identyfikacji z szerszą grupą.&#13;
„Olsowianie jadą, Olsowianie, bo się Olsowianie nikogo nie boją” [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
Respondenci związani z ruchem folklorystycznym: członkowie zespołów regionalnych, kół gospodyń, liderzy regionalni, regionaliści podkreślają, że czują się Zagórzanami [W4_K_55_Poręba Wielka_Luberda] znacznie częściej niż Góralami Zagórzańskimi. Zresztą, jak wskazywali, nazwy te zaczynają dopiero funkcjonować w świadomości&#13;
tutejszych od kilku lat. „Teraz to wszystko zagórzańskie”5. Jednak zdania w kwestii na4 W kwadratowych nawiasach znajdują się odsyłacze do treści przeprowadzonych wywiadów. Wywiady kodowane są w następujący sposób: [numer porządkowy wywiadu_płeć rozmówcy_wiek rozmówcy_nazwisko&#13;
badacza terenowego prowadzącego wywiad].&#13;
5 Od kilku lat można zaobserwować ciekawą tendencję. Samo określenie „zagórzański” staje się terminem coraz&#13;
bardziej widocznym w przestrzeni społecznej. Gmina Mszana Dolna od 2018 r. wprowadziła markę lokalną Zagórzańskie Dziedziny, promującą inicjatywy i twórczość regionu. Wiele imprez cyklicznych wzbogaconych jest&#13;
tym przymiotnikiem: Zagórzańskie lato, Zagórzańskie spotkania chórów, Zagórzańskie dożynki, Jarmark zagórzański itp., jak i powstające stowarzyszenia w swej nazwie wykorzystują to określenie: Zagórzańscy pasjonaci,&#13;
Zagórzańska Kraina z Kasinki Małej, Koło Gospodyń Wiejskich „Zagórzanki” z Kasiny Wielkiej, Zagórzański&#13;
Uniwersytet Trzeciego W. czy wreszcie Zagórzański Klub Sportowy z Kasiny Wielkiej przyjmują tą nazwę.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zewnictwa mieszkańców tutejszych wsi są podzielone: „Nie, u nas to tak raczej mówili&#13;
«górale», nie było inaczej. No ale teraz to takie są podzieleni” [W5_K, K, M_Kasinka&#13;
Mała_Roeske]. Zdarzały się opinie potwierdzające tendencję do określania mianem Górali jedynie Górali Podhalańskich, co pokutuje od lat na tych terenach. Użyto wręcz określenia „[…] Zagórzanie, po prostu nie byliśmy «czystymi góralami»” [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń]. Z drugiej strony odnaleźć można opinię, że „my absolutnie żadne górale.&#13;
My jesteśmy Zagórzanie i żadne górale, górale to są dopiero tam za Nowym Targiem i Zakopanem” [W6_K_Kasina Wielka_Roeske]. Ciekawą relację udało się zapisać w Kasince&#13;
Małej, jednej z ościennych miejscowości, która przypisywana była przez lata do pobliskiej grupy etnograficznej Krakowiaków Wschodnich.&#13;
Myśmy się nigdy do Zagórzan jakoś nie zaliczali. Nasza kultura bardziej pod Kraków podchodziła. Zagórzanie to już owszem, Kasina. Natomiast w tej chwili nas dołączają do tych&#13;
Zagórzan, bo jesteśmy za daleko od tego Krakowa, to nas podłączają, natomiast z tego, co ja&#13;
pamiętam, to raczej tutaj, Kasinka wydaje mi się, jak jeszcze do szkoły chodziłam, to bardziej&#13;
pod krakowski, zawsze w szkole, jak nas uczyli tych tańców, to bardziej pod ten krakowski folklor podkładali [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Ciekawą kwestią zarejestrowaną w trakcie badań są ślady zaszłości między wsiami leżącymi w najbliższym sąsiedztwie. Przezwiska i inwektywy kierowane względem&#13;
mieszkańców sąsiednich miejscowości spotkać można było zarówno w codziennej mowie jak i przyśpiewkach konstruowanych w celu podkreślenia wyższości nad przywoływanymi mieszkańcami wsi sąsiadującej, np. „Porymbiany sikonie zaprzęgają trzy konie” lub „Olszowianie niewiernicy zjedli konia na granicy” [W7_K_Olszówka_Krasoń].&#13;
O mieszkańcach Lubomierza mówiono łorcyki, czasem także tatarzy [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń], mieszkańcy Koniny określani byli mianem chadziaji (jako potomkowie zbójników), a Górnej Mszany powroźnikami [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
Niektóre z tych określeń funkcjonują do dzisiaj. Znamienne jest to, że odwiedzeni przez&#13;
badaczy terenowych mieszkańcy zagórzańskich wsi stawiają się w silnej opozycji do&#13;
tak różnych od nich Lachów „tam już za Dobrą” [W4_K_55_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Obecnie w wielu domach jeszcze mówi się gwarą, czyli „godo się po nasemu”, stanowi&#13;
to silny czynnik tożsamości lokalnej. Tutaj każda z zagórzańskich wsi posiada charakterystyczną wymowę, końcówki wyrazów wymawiane są odmiennie [W3_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Roeske]. Nasi rozmówcy podkreślają, że każda wieś różniła się wymawianiem&#13;
końcówek, akcentowaniem, przekręcaniem samogłosek. „Lubomierz zawsze kończy na&#13;
ą, my ło, Niedźwiedź i Poręba znowu na y naciskają, a Konina na e” [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń]. W kwestii gwary zauważalne są również różnice w wymowie niektórych&#13;
słów między wsiami zagórzańskimi a przylegającymi do nich wsiami sąsiednimi:&#13;
My tu graniczymy z Lubniem, to parę domów dalej już inaczej mówią. My mówili, że „poszliśmy”, oni mówią, że „poszłymy”. Tak jakoś no całkiem inaczej te zakończenia mają. Albo „byłymy”, „bedymy” [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
„Pódziema” od Limanowej, od strony Szczyrzyca, Gdowa czy Łapanowa ludzie mówili „pódziewa” [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Tutejsi w przypadku rozmowy z osobą nieznającą gwary przechodzą do mówienia&#13;
„po pańsku”, czyli poprawną polszczyzną. Między sobą prowadzą znacznie swobodniejszą rozmowę w gwarze [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Sami respondenci podkreślają, że młode pokolenie zapomina gwarę, coraz mniej jej używa. Początkiem procesu&#13;
zanikania gwary był według nich rozwój obowiązkowej edukacji. Szkoła jeszcze w latach&#13;
70. XX w. silnie rugowała gwarę z języka potocznego6. Trwało to mniej więcej do pierwszych lat nowego wieku, kiedy do programu nauczania włączono ponownie program&#13;
edukacji regionalnej7.&#13;
&#13;
���=DMÛFLD�ZVL�L�MHM�VDPRZ\VWDUF]DOQRěÉ&#13;
Podstawowym zajęciem mieszkańców tutejszych wsi było rolnictwo. Mimo trudnych&#13;
w uprawie terenów (wsie leżą w dolinach rzek, a pola uprawne wysoko na wzgórzach),&#13;
wykorzystywano rolę, aby zapewnić byt wielopokoleniowym rodzinom8.&#13;
Pole żywiło ludzi, co to tam, ktosi tam krowy chowoł, wyrąbywali drzewo, żeby kawołki zrobić,&#13;
kosili polany wszystko. Ojciec tu na Turbacu siano zwoził, mordęga była więcej nic, tym się&#13;
zajmowali. Co urosło, to to było [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Pofragmentowane „kawołki” zwykle były V klasy, grunty orne w niższych partiach&#13;
klasyfikowane bywają jako gleby IV klasy9. Ukształtowanie terenu wpływało na konieczność stosowania lekkiego sprzętu rolniczego wraz z wykorzystaniem zwierząt pociągowych. Te ostatnie pracowały na roli na tym trudno dostępnym terenie jeszcze długo po&#13;
tym, gdy w innych regionach kwitła mechanizacja rolnictwa.&#13;
Ja rodziców pamiętam jako bardzo pracowitych ludzi. Wstawali o świcie i kładli się po zmroku&#13;
późno. Tak, taka była dola rolników [W10_K_70_Mszana Górna_Król].&#13;
&#13;
Uprawiano głównie jęczmień, owies, żyto, orkisz, ziemniaki, buraki, karpiele, kapustę, marchew, rzadziej pszenicę, słabo rosła [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda]. Jedna z respondentek wspominała, że codzienną praktyką dawniej było przebieranie ziarna&#13;
pod zasiew w celu zapewnienia dobrych plonów. Wybierano ręcznie najdorodniejsze&#13;
ziarno, podczas gdy karłowate przeznaczano do bezpośredniego spożycia.&#13;
To wszystko było robione jesienią, wszystkie dzieci były zatrudnione do takiej pracy, przebierania ziaren [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Ilość pól uprawnych była tak duża, że nie było gdzie wypasać bydła, te pasło się w lasach,&#13;
bo nawet pomiedzniki (miedze) wykaszane były na bieżące podkarmianie zwierząt. Aby&#13;
6 Polonistka w szkole w Kasinie, choć sama była Kasinczanką, kazała mówić poprawną polszczyzną, w razie&#13;
niedostosowania dzieci musiały płacić niewielkie kary pieniężne [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
7 Fakt ten został zaobserwowany przez respondentów i odnotowany w wywiadach [W5_K, K, M_Kasinka&#13;
Mała_Roeske].&#13;
8 A. Woźny, Rolnictwo i hodowla przyzagrodowa. w: Kultura ludowa Górali Zagórzańskich, red. U. Janicka&#13;
-Krzywda, Kraków 2013, s. 51.&#13;
9 http://lgd.mszana.pl/images/stories/pliki/lsr_porawa_marzec_2011.pdf, s. 23, dostęp 10.10.2019 r.&#13;
&#13;
54&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zapewnić sobie nawóz (obornik i gnojówka), hodowano na tym terenie sporą liczbę zwierząt: krowy, owce, świnie, a także konie i kozy. Popularna była również hodowla wołów&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda] – bydła pociągowego, wykorzystywanego do prac&#13;
w polu na tym terenie długo, głównie ze względu na trudną dostępność pól, bo jeszcze do&#13;
lat 70. XX w. Praktycznie we wszystkich wywiadach powtarza się motyw ciężkiej pracy&#13;
na roli. Najstarsze pokolenie wspomina trudne realia życia na wsi w czasach okupacji i&#13;
powojenną biedę [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
i kobiety wiły w domu, ubierały w kwiaty, wstążki, przynosiły to i wtedy dopiero gospodarz&#13;
odprawiał. Ten ograbek musiał później wisieć na ścianie tam gdzie obrazy [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
Ograbek wito zwykle z owsa, pierwotnie miał formę małego wianka przystrojonego&#13;
polnymi kwiatami i wstążkami, z czasem zaczął przybierać duże formy, w związku z tym&#13;
żniwiarki rozpoczynały wicie dużo wcześniej, a co za tym idzie samo świętowanie odbywało się później, w ustalonym przez gospodarza terminie10.&#13;
&#13;
Tam nie było zeby tam jajeśnice abo co zjod, bo to trzeba było wszystko sprzedać żeby było&#13;
jakie grosza w domu, no bo bieda była okropna [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
Niesiemy ograbek, ale to nie mały, bo sie śtyry koła pod nim połomały.//&#13;
Połomały koła połomały łosi, niesemy łograbek ty nasej gosposi.//&#13;
Wyjzyj ze gosposiu albo sie nam pokoz. Niesiemy ograbek, jak z kościoła obroz&#13;
[W15_M_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
���3RPRF�VÇVLHG]ND&#13;
Zarówno pracę przy przygotowaniu pola pod zasiew, jak i pracę przy żniwach czy też sianokosach gospodarze wykonywali wspólnie. „No pumogali, pumogali sobie. Jedyn drugiemu odrobiał” [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda]. Pracującemu w polu oraczowi&#13;
zapewniano całodzienne wyżywienie, wynoszono śniadanie, tzw. przedpołednie.&#13;
Zwykle była to jajecznica na maśle i chleb. Kiedy pole znajdowało się niezbyt daleko, gospodyni wynosiła do pola także obiad, „nie było tak zeby głodny w polu był”&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Podobnie rzecz się miała w przypadku żniwiarzy i kosiarzy.&#13;
No to tyz tych kosiorzy się nazganiało tam z piętnostu, no bo jeden drugiemu musioł odsiec,&#13;
no to jak wszyscy, no dy nie wszyscy ale przeważnie mieli polany, no to będzie siec, no to przysedł lipiec no to śli na polany, no to kawalerzy i chłopy. No to jak kto to i łostawali na noc, bo się&#13;
nie opłacało zejść no to musiała gospodyni tyz wynieść i jedzenio i casem i wódki i bo kosiorze&#13;
tyz se lubili wypić i no i jeden drugiemu siek. No i tak se wspómogali, no i wesoło było, lepiej&#13;
jak dziś [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Podczas żniw pracowano nieraz do późnych godzin nocnych wykorzystując wysoko&#13;
stojący księżyc. Jedna z respondentek wspominała, że kobiety z jej rodziny, kiedy obrobiły&#13;
się z pracą na swoich polach, we trzy umawiały się, że w księżycową noc pójdą żąć zboże&#13;
u jednej z kobiet, której zmarł mąż. Nad ranem żniwiarki (znocki) „poszły do gospodarzy&#13;
pod okna i zaśpiewały żeby im postawić za to pół litra: «żezenimy owies, zeżeni, zeżeni&#13;
teroz se będziemy krakowiocka cieni» [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus]&#13;
Po zakończeniu żniw gospodarze przygotowywali poczęstunek, a czasem nawet organizowali zabawę, tzw. ograbek.&#13;
Jak były ograbki, szły żniwa to 10-15 kobiet szło w pole z sierpami i śpiewały różne piosenki.&#13;
Wieczorem gospodyni zawsze musiała się przygotować, upiec chleb, masło zrobić, twaróg&#13;
zrobić i wynosiła im jedzenie, kawę zbożową. Wieczorem dziewczyny szły z pola z ograbkiem&#13;
i śpiewały. Było daleko, ale tyle miały piosenek, że wystarczyło im do samego domu. Gospodarz, lub gospodyni wychodzili, one śpiewały, w domu była kolacja, kołacz i kawa zbożowa,&#13;
bimber. Jeżeli ktoś umiał grać na skrzypcach to przyszedł i siedzieli do rana. Jak chcieli honorowo odprawić ten ograbek, to była wieczerza i w któryś dzień się umawiali, nieśli ograbek&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
Ograbecku wity,&#13;
wiły cię kobiyty,&#13;
wiły cię i panny,&#13;
tymuś taki ładny [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Wyjzyj ze gosposiu w cyrwonej spódnicy, bo Ci się ograbek wlece po ulicy&#13;
[W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]. J&#13;
&#13;
Jak wspominali rozmówcy, sąsiedzi nieśli sobie pomoc głównie w okresach wytężonej&#13;
pracy w polu. Czasem poczytywano sobie to za punkt honoru, aby pomóc pomimo codziennych zwad, o których na ten czas starano się zapominać.&#13;
Jedno zapamiętałam, że dawniej taka ta pomoc była. Jak się wracało z kawołka, to nie wolno&#13;
było minąć sąsiada. Jak tak przygrzmiewało czy coś się działo, trzeba było pomóc. My jako&#13;
dzieci musieliśmy iść zaroz pomóc tymu sąsiadowi, żeby on zdążył to zrobić. Nie wolno było&#13;
do domu wrócić tak, że się nie pomogło. Rodzice by nam nie pozwolili [W12_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Ten fenomen próbował wytłumaczyć jeden z rozmówców: „A pomagali jeden drugiemu, tam nie było za pieniądze. Po prostu była jakaś taka, tam nie było telewizji[…]”.&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda] W obrębie własnej wsi pomoc udzielana była za&#13;
darmo lub za tzw. odrobek. Dodatkową formą zarobkowania w latach 70. XX w. (?) było&#13;
najmowanie się do pracy przy wykopkach w innych miejscowościach. Młode dziewczęta&#13;
z Kasiny Wielkiej szły za pracą do Raby Niżnej lub nawet do Rabki.&#13;
&#13;
���3DVWHUVWZR&#13;
Zwierzęta hodowlane wypasano głównie w lasach znacznie oddalonych od wsi, bo zarówno pola jak i miedze zagospodarowywano pod pola uprawne lub zbiór siana. Praca ta&#13;
należała głównie do dzieci, które już od najmłodszych lat przysposabiane były to takiej&#13;
profesji.&#13;
10&#13;
&#13;
Dorota Majerczyk, Obrzędy doroczne, w: Kultura ludowa Górali Zagórzańskich, op. cit., s. 343.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
wszystko kosztuje. Jak ma rentę ten rolnik. Jest fajnie gospodarzyć, ja sama powiem, że mam&#13;
krowę i kury i króliki, ale gdybym nie pracowała, nie dołożyła, no to byśmy nie chowali pewnie,&#13;
bo przecież trzeba było mieć na ten ciągnik, na tą samozbiórkę, na tą przewracarkę i na to paliwo żeby skosić [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus].&#13;
&#13;
No pewnie, musiałak paść i to jak. Boso się chodziło, tak cosi, jak się sprzedało jakosi krowo,&#13;
kupili mi takie trzewiki snurowane, no to jak posła paść, to mi skoda było przerzuciłak se na&#13;
ramio a jo boso. Jak była jako dolinka, krowa naloła, to się poleciało włożyło się, to się mocyło&#13;
w tym nogi, zagrzoło sie, e Boze było [...]. No po polanach, po polach tyz jak już w jesieni jak się&#13;
pozasiekało, to się tyz pasło po polach, po potrowach no i wsyndy się pasło [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
���-DUPDUNL&#13;
&#13;
Obecnie tylko nieliczni zajmują się hodowlą bydła i owiec.&#13;
Jest tu Kałafut, mój sąsiad, ale on jedzie paść w Bieszczady. Tam na Koninki, pasł ze dwa lata,&#13;
ale teraz w Bieszczady jedzie. Bacówka jest zaraz za tym lasem, Lupowie mają. Tak, to też sobie wypasają tam. Ale to głównie na sery, nie na skóry, nie na wełnę, tylko na sery, na oscypki.&#13;
Jest tak, jak do Kałafuta na wiosnę, to przywożą, i później w jesieni jak on schodzi w połowie&#13;
października, zależy jak, to przeważnie na Różańcową, czyli początek października jak przychodzą, no to czy tam z Mszany Górnej, czy z Koniny to mu zwożą po prostu, i bierze swoje&#13;
też. Tak samo do Lupy tutaj dają. Albo se chowają. Sąsiad ile ma to se pasie. Tam pod Groniami&#13;
też [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus].&#13;
&#13;
Pasterstwo owiec funkcjonowało niegdyś w formie zrzeszeń wypasowych. Właściwie&#13;
do końca lat 60. XX w. w Gorcach funkcjonowało wiele szałasów pasterskich.&#13;
[..] na Turbacu były, na Turbacyku sałasy. To na Turbaczu był taki Filos, na Turbaczu. Downo to dawali ser czy cosik, myśmy na Turbaczu, jak był juhas, to się dało owce. Tam nie było&#13;
pięć owiec czy ileś, to on dawoł ser od owce. Się szło po ser i ten bunc się przynosiło, i tam te&#13;
oszczypki czy coś. A teroz już jest mówi, bo mówili, że jest jakiś baca na Turbaczu, ale to tam&#13;
chyba z Obidowej to jest. Zawsze tam był jakiś baca [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Współcześnie coraz mniej ludzi zajmuje się rolnictwem, nie sprzyja temu ukształtowanie terenu, mało żyzna ziemia, pofragmentowane pola, a także słabo płatny zbyt:&#13;
„jedną czwartą zarabia rolnik, trzy czwarte pośrednicy” [W17_M_Mszana Górna_Król].&#13;
Hodowla – jak podkreślają rozmówcy – upadła głównie ze względów proceduralnych&#13;
(każde zwierzę musi być zarejestrowane), a także w związku z niską opłacalnością chowu&#13;
(drogie pasze) czy też brakiem ciągłości produkcyjnej gospodarstw. Młodsze pokolenie&#13;
szuka dobrze płatnej pracy głównie za granicą. Nadal wiele gospodarstw obsadza niewielkie poletka ziemniaków na własny użytek, hoduje kury i kilka owiec, krowę oraz&#13;
drobny inwentarz.&#13;
Dawniej, za czasów Orkana, wszystko pole koło domu, czy gdzie tylko, to siali i sadzili, bo musieli mieć na całą zimę na cały rok jedzenie. Przecież się nie szło do sklepu, bo nie było z czym.&#13;
A teraz kto ma co swoje ? Jarzynkę? Już nikt prawie nie sadzi ani nie sieje, bo po prostu się nie&#13;
opłaca. Tylko ida do sklepu i patrzą żeby zarobić, a dawniej pasali po lesie, i jeden w jesieni&#13;
to zabierał jeden z całego osiedla, jeden się zajmował pasieniem owiec, baranów, a drugi pasł&#13;
krowy, cielęta, po prostu i śli. Albo razem śli jeden w jedną stronę, drugi w drugą, nawet polany&#13;
wykoszali, śli z kosami i kosili, no to zwoływali się po pięciu po sześciu chłopa i śli na polany i&#13;
kosili, a w lesie paśli. A teraz ? Wszystko było nieużytki. Dobrze, że teraz się zieleni, bo sąsiad&#13;
pięćdziesiąt cieląt kupił i musiał to pozbierać, bale zrobić i teraz musi paść. To się zieleni. A tak,&#13;
jeszcze dwa trzy lata temu to po prostu tutaj w ogóle nie kosili. No bo nie chowają, no to co.&#13;
A chcący chować, dziś trzeba mieć ciągnik, trzeba mieć kosiarkę, trzeba mieć samozbiórkę, to&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
Dodatkowym źródłem dochodu było dla rodzin wiejskich na tym terenie sprzedawanie&#13;
produktów przetwórstwa mlecznego: sera, masła, mleka oraz zbieranych w lesie borówek, malin czy też grzybów. Wedle dawnego powiedzenia „Najlepsze jest deko handlu&#13;
jako kilo roboty” [W17_M_Mszana Górna_Król] wiele rodzin świadomie rezygnowało ze&#13;
spożywania produktów, które można było sprzedać w mieście. „Chowali bydło, chodziły&#13;
baby do Robki, sprzedawały w Robce, masło, sery, żeby piniądza zarobić na podotek,&#13;
na wszystko. Takie były dobroci pierwyj” [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Mieszkańcy wsi: Poręba Wielka, Olszówka i Koninki chodzili przez góry do pobliskiej&#13;
Rabki, gdzie sprzedawali swoje produkty na tzw. „bazarach”11. Niektórzy mieli stałe miejsca zbytu – pensjonaty bądź odbiorców prywatnych [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda]. Zresztą taka forma handlu przetrwała do dzisiaj, z tym że handlujący przybywają dziś&#13;
do Rabki busem z Mszany Dolnej. Odbiorcami są dziś w głównej mierze przedsiębiorcy&#13;
prywatni, którym rolnicy dostarczają towar bezpośrednio do domu.&#13;
Bez Porebę, bez Koninę chodzili, bo zol było na pociąg, bo pociąg do Mszane tyz dwanaście kilometrów, a jak już sedł tu to sześć, a jak sedł na prosto na Olszówko i na Słone, to to.&#13;
A tam znowu w ty Robce byli te domy wczasowe mają. To chodzili po tych domach, sprzedawali borówki. Prosili, zeby kupić, bo tam pryndzy ludzie mieli pieniądze, to ktosi kupił,&#13;
a tu wszystko co sprzedawali, to. … Jojka cy co, bo tyz chowali kury, to tam nie, chyba na Święta&#13;
Wielkanocne, jak jojka dlo siebie były, a tak to wszystko do sklepu nieśli na, bo trzeba płacić&#13;
było, kupić nafty, cukru, no to wszystko za jojka kupowali. No bo był tu skup. W każdym sklepie brali jojka [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Dobrym miejscem zbytu towarów i wyrobów był jarmark. Organizowany w każdej&#13;
większej miejscowości raz w tygodniu. Dawniej rozróżniano targ od jarmarku. Ten ostatni skupiał głównie handlujących wyrobami rzemieślniczymi, naczyniami klepkowymi,&#13;
przetakami, a także glinianymi garnkami, a także koszami oraz narzędziami takimi jak:&#13;
siekiery, kopaczki, sierpy, grabie, kosy itp. Podczas gdy targ, który odbywał się co drugi&#13;
tydzień, skupiał handlujących zwierzętami.&#13;
Jarmarki i targi w Mszanie Dolnej odbywały się co tydzień, a organizowane są do dnia&#13;
dzisiejszego [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske] – tyle że obecnie nie handluje się już&#13;
bydłem, a jedynie drobnymi zwierzętami hodowlanymi, tj. kurami, kaczkami, królikami.&#13;
Mieszkańcy Kasiny Wielkiej częściej chodzili na targ do Skrzydlnej. Głównie z powodu&#13;
bliskości, ale też dlatego, że tamten jarmark był jednym z większych. Schodzić się tam&#13;
mieli ludzie z całej okolicy, nawet z Rabki i od Nowego Targu, kupcy zatrzymywali się&#13;
11&#13;
&#13;
Bazary to przedwojenna inicjatywa zrzeszenia kupieckiego w Rabce. Miała formę zespołu małych budynków,&#13;
z których każdy świadczył inne usługi.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
czasem na nocleg u gospodarzy w Kasinie Wielkiej [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Z Lubomierza zwykle wybierano się na jarmark do Mszany, czasem do Łącka, ale najczęściej do Skrzydlnej, głównie ze względu na opinię, jakoby tam właśnie można było kupić&#13;
dobry gatunek świń.&#13;
Mieszkańcy Lubomierza chodzili na jarmark:&#13;
[...] nojwięcej to do Mszany tu, bo nojblizy do Łącka, ale do Mszany, do Skrzydlne, chodzili na&#13;
świnie, no bo godali, ze tam dobry gatunek jest i ze się dość dobrze chowają. No to do Skrzydlne jak śli, no to dzień na jutro, no bo przecie kawołek i żeby rano zajść, tam ja nieśli na plecach,&#13;
we worku tą świnę nie, jak tam mioł kto ze jechoł w tą stronę, no to tam mu wrzucił na wóz,&#13;
a tak to przeważnie na plecach nosili. A ze Mszane tu jak przyjezdzali, bo to wszystko furmankami cy co, przecie nie było aut zeby, no to na plecach nieśli te świnie. Cheba jak ktoś jechoł, no&#13;
to się zgodali ze jedzie [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
���ĚODG\�GDZQ\FK�U]HPLRVă&#13;
Tradycyjna forma rzemiosła uległa nieodwracalnym przekształceniom. Proces ten rozpoczął się wraz z rozwojem gospodarczym w początkach XX w. Przez dziesięciolecia jednak&#13;
tutejsze wsie cechowała samowystarczalność w zakresie produkcji rolniczej, hodowli,&#13;
a także wytwarzania trudno dostępnych sprzętów potrzebnych w gospodarstwie. Zarówno narzędzia (kosy, grabie, kopaczki, brony, pługi itp.), jak i naczynia zasobowe (beczki,&#13;
dzieże, cebrzyki, putnie, niecki, kosze itp.), materiały na odzież wierzchnią (płótna lniane, wełniane sukno, skóry itd.) czy sprzęty używane na co dzień w gospodarstwie (np.&#13;
przetaki, sita, stępy, elementy metalowe narzędzi, koła drewniane, wozy, uprzęże) wykonywane były w obrębie wsi przez wprawnych rzemieślników12. Przygotowywali oni swe&#13;
wyroby głównie zimą, w czasie wolnym od prac w gospodarstwie z tego względu, że rzemiosło było dla nich jedynie dodatkiem do uprawy roli oraz hodowli zwierząt. Dostępność surowca, jakim jest drewno, sprzyjała rozwojowi rzemiosł wykorzystujących ten&#13;
materiał. Położona u stóp Turbaczyka i Kudłonia, głęboko wciśnięta w pasmo Gorców&#13;
wieś Konina słynęła na całą okolicę jako duży ośrodek bednarski. Ostatnim ze znanych&#13;
bednarzy był Piotr Banik13, który uczył się zawodu u swojego ojca. Beczki i naczynia zasobowe wykonywano jeszcze do lat 80., czyli do czasu, kiedy całkowicie skończył się na&#13;
nie zbyt. W Kasinie Wielkiej bednarzem był Łacny:&#13;
Wyrabiali beczki i takie dziżeczki, na chlyb [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Stolarzem był na Koninkach Smreczak, później był Kozyra, jeden drugi Kozyra, to oni tam budowali, później był Liberda to też to to oni budowali te domy no z drzewa, z płazów&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
12&#13;
&#13;
W trakcie badań odnotowano, jaką działalnością trudnili się tutejsi rzemieślnicy. Niestety nie udało się pozyskać dokładnych nazwisk, a także dokładnego czasu w jakim działały pracownie i warsztaty rzemieślnicze.&#13;
Przekazy są niestety fragmentaryczne.&#13;
13&#13;
&#13;
Fragment wywiadu z Piotrem Banikiem został zarejestrowany w 2016 r. podczas badań terenowych w ramach&#13;
projektu „Tradycyjne rzemiosło i przemysł wiejski Karpat Polskich”, https://www.youtube.com/watch?v=tMu_1qRSV2I, dostęp 19.12.2019 r.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W latach 80. XX w. w Olszówce kwitło chałupnictwo: produkowano skrzynki na jabłka (kilkudziesięciu chałupników), obecnie mieści się tu kilka zakładów wytwarzających&#13;
palety [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Część mieszkańców wsi dalej położonych&#13;
od centrum (Poręba Wielka-Górna, Konina) trudni się różnymi formami małego rzemiosła – wykonywaniem podstawowych narzędzi niezbędnych w każdym gospodarstwie.&#13;
Bywa to też formą zarobkowania. Półprodukty do wyrobu grabi, kos z kosiskiem, mioteł&#13;
z brzozowych gałęzi, a także drobnych form typu obieraczki do warzyw wykonuje się&#13;
zimą, w czasie wolnym od pracy w polu [W25_M, M_Poręba Wielka_Wójtowicz-Wierzbicka]. Produkty takie znajdują zbyt na jarmarku w pobliskiej Mszanie Dolnej i Rabce.&#13;
W trakcie badań odnotowaliśmy kilka przypadków przebranżowienia się rzemieślnika&#13;
czy też jego potomka: kuśnierz został kierowcą tira, kowal świadczy obecnie usługi ślusarskie, wykorzystując budynek kuźni po swoim ojcu. Obecnie o renesansie możemy mówić jedynie w przypadku rzemiosł ściśle związanych z wytwarzaniem elementów strojów&#13;
tradycyjnych.&#13;
W Kasince Małej przy drodze na Węglówkę cztery pokolenia wstecz funkcjonował&#13;
folusz [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki]. Wyrabiano tam sukno na całą okolicę. Zajmował się tym poprzedni właściciel tartaku nazwiskiem Pyrz. Folusz, tartak i młyn&#13;
mieściły się w najbliższej okolicy obecnego tartaku prowadzonego przez Pyrza. Młyn&#13;
i folusz rozebrano [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske]. W Kasinie Wielkiej młyn stał&#13;
w miejscu nazywanym Do Troca [W26_M_Kasina Wielka_Roeske]. W Olszówce kowalem był Sebastian Wodziak, przyuczył do zawodu swojego syna, który jako ostatni trudnił&#13;
się tutaj tym fachem [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. W Kasinie Wielkiej ostatnim kowalem był Jan Trzeciak [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Tam kuźnie zlokalizowane były Na Woli i nad starym kościołem. „Kowal był Obajtek, u Kosa był Kowal, na&#13;
pańskim był Kowal, na Przymiarkach też był kowal” [W26_M_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
W okresie międzywojennym funkcjonowały z powodzeniem przydomowe młynki do&#13;
mielenia zboża na mąkę. Każda z wsi miała kilku takich rzemieślników zajmujących się&#13;
mieleniem większych ilości zboża. Siłą napędową młynków była woda, stąd rzemiosłem&#13;
tym trudnili się właściciele gospodarstw położonych w bezpośrednim sąsiedztwie potoku czy rzeki. Dla spiętrzenia wody budowano specjalną przykopę i korzystano z ich usług&#13;
głównie wtedy, kiedy do zmielenia były większe ilości ziarna, np. do pieczenia chleba. Za&#13;
usługę płacono, pozostawiając niewielką część mąki dla rzemieślnika. W Kasinie Wielkiej do wojny funkcjonował taki młynek u Skowronków na osiedlu Mistarze [W12_K,&#13;
K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
���3U]HZLG\ZDQLH�SRJRG\�&#13;
W pamięci rozmówców przetrwała dość duża liczba sposobów na przewidywanie pogody z obserwacji zachowania zwierząt, wyglądu gór, słońca czy księżyca, które jeszcze&#13;
w latach 70. były w powszechnym użyciu wśród tutejszej ludności.14 Niektóre z nich sto14&#13;
P. Kaleciak, Irracjonalne i racjonalne aspekty meteorologii ludowej w powiecie limanowskim. [w:] Materiały&#13;
etnograficzne z powiatu limanowskiego, z. 1, red. P. Kaleciak, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław&#13;
1967, s. 54-76.&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
suje się do dzisiejszego dnia, chociaż odnotowano opinię, że obecnie niektóre z tych metod zawodzą ze względu na „chemiczną atmosferę”, podczas gdy wcześniej „normalnie&#13;
działała przyroda” [W10_K_70_Mszana Górna_Król]. Podstawowym sposobem przewidywania pogody było obserwowanie zachodzącego słońca, które zwiastowało zwykle&#13;
pogodę na najbliższy dzień. Kiedy zachodziło ono na czerwono, niechybnie w nadchodzącym dniu miało wiać. Także czerwone obłoki pojawiające się podczas wschodu słońca wskazywały na nadchodzący silny wiatr [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Zachód&#13;
słońca z chmurą zapowiadał deszcz w nadchodzącym dniu. Wypatrywano również tzw.&#13;
słonecznicy, czyli odbicia słońca na styku dwóch chmur. Obecność tego zjawiska świadczyła o rychłej zmianie pogody [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Wiele praktyk dotyczących rolnictwa i życia rodzinnego uzależniano od faz księżyca. Wedle tutejszych jego&#13;
przybywanie i ubywanie wpływają naturalnie na wzrost i zanikanie w przyrodzie.&#13;
Teraz jest nów [nowy księżyc, I kwadra], to grzyby ładne rosną, jak jest wietek [w znaczeniu nów,&#13;
próżne dni] czyli zmiana księżyca, to grzyby są bardziej robaczywe. W polu też się siało na nowie&#13;
[I kwadra]. Nie siali, jak jest zmiana księżyca, bo to nazywali „próżne dni”. Jak sadziło się kapustę&#13;
na wietku, to gąsienice jadły i robaczywa była. Drzewa też nie ścinano na wietku, tylko musiał&#13;
być nów i nie byle kiedy, tylko w trakcie adwentu. Według księżyca przestrzegali [W1_K,&#13;
K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
Znane jest przysłowie „Jak miesiącek jest w kole na trzeci dzień mokre jest pole” [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
Księżyc widoczny w „otoczce z mgły” oznaczał, że za trzy dni będzie lało albo będzie śnieg&#13;
[W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W Kasinie Wielkiej mówi się, że jak wiatr wieje od Szczyrzyca „to od pogody, że to już&#13;
nie będzie lało” [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Również ładna pogoda lub jej brak,&#13;
a także obserwowane w szczególne dni zjawiska zapowiadały pogodę na resztę roku.&#13;
Jak w Jakuba grube chmury, to grubo zima bedzie, jak liście spadały na kupę to będzie grubo&#13;
zima, a jak sie rozleciały, to nie i zależy skąd spadowały – najpierw czy od góry, czy od dołu, jak&#13;
od góry to początek zimy będzie ostry [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Jeżeli w lutym na polu był wiatr, lub zimą jakiekolwiek objawy burzy, to w czerwcu za 100 dni&#13;
była burza, albo powódź [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
W pamięci mieszkańców tutejszych wsi zachował się zwyczaj wróżenia pogody na&#13;
nadchodzący rok poprzez obserwację zjawisk atmosferycznych od św. Łucji (13 grudnia) przez kolejnych dwanaście dni do Wigilii. Obserwowano wtedy pogodę w godzinach przedpołudniowych, a każdy dzień zwiastował aurę na pierwszą połowę kolejnego&#13;
miesiąca [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Po Wigilii przez kolejnych dwanaście&#13;
dni obserwowano pogodę po południu, co miało zwiastować pogodę w drugiej połowie&#13;
kolejnych miesięcy nowego roku [W20_K_Mszana Dolna_Król]. W tym celu prowadziło&#13;
się notes. Boże Narodzenie określało cały rok [W17_M_Mszana Górna_Król]. W Kasinie&#13;
Wielkiej udało się zanotować relikty dawnej wiary w moc święconej w dniu św. Agaty&#13;
wody jako środka mogącego odpędzić nadchodzącą burzę. Rozmówczyni podkreślała,&#13;
że wodę święconą stosowała jej matka, a teraz ona i jej dzieci oraz wnuki. Podkreśliła,&#13;
że wodę tę można rozcieńczyć i nadal zachowuje swą moc. Należy jednak pokropić dom&#13;
i pomodlić się, zanim nadejdzie burza, gdy bowiem ta już na dobre się rozpęta, jest za&#13;
późno i można ją jedynie próbować zminimalizować. [W6_K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
Niegdyś dobrym sposobem na odpędzenie burzy było bicie w dzwony. Wymagało to&#13;
ogromnej siły od dzwonnika. Zwyczaj ten kompletnie zanikł. Nadal w celu odgonienia&#13;
burzy od zabudowań mieszkalnych, a także ochrony domostwa przed uderzeniem pioruna stosuje się stawianie zapalonej gromnicy w oknie.&#13;
&#13;
W miejscowościach górskich w celu prognozowania pogody obserwuje się również&#13;
same góry. Jeśli widać je było w zbliżeniu, to oznaczało, że będzie niepogoda, a jeśli w oddaleniu, to zwiastowało ładną pogodę. [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Do dziś&#13;
zarówno w Olszówce, jak i Rabce, chcąc przewidzieć pogodę na nadchodzący dzień,&#13;
spogląda się na Luboń. Jeśli widać go z daleka, będzie słoneczna pogoda, jeśli z bliska –&#13;
niechybnie pogoda zmieni się na gorsze, a kiedy w ogóle go nie widać, to oznacza długie&#13;
i intensywne opady. „Jak mgła idzie w dół, to będzie pogoda, a jak do góry, to bedzie&#13;
dysc” [W19_M_Olszówka_Krasoń]. W Kasince Małej obserwowano natomiast Tatry.&#13;
Ich dobra widoczność przynosić miała na następny dzień deszcz, podobnie jak zachodni&#13;
wiatr [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske]. Sposobem na przewidywanie nadchodzącej&#13;
pogody było też obserwowanie zwierząt gospodarskich. Kury na dobrą pogodę szły szybko spać, natomiast kiedy „[…] miała być jakaś słota, to pasły się na polu do samej nocy.”&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda]. Zmianę pogody zwiastować mogło też dziwne&#13;
zachowanie owadów, much, bąków, które&#13;
&#13;
Urodzaj zapewniało przede wszystkim przestrzeganie odwiecznych reguł natury, czyli&#13;
np. wysiewanie przed pełnią, kiedy wzrastająca moc księżyca wpływała również na plony. Prognozowanie urodzaju na nadchodzący sezon rozpoczynano w Wielką Niedzielę.&#13;
W tym celu gospodyni wypatrywała wracających z kościoła ludzi, a kiedy ich ujrzała,&#13;
wyjmowała spod pieca żarzące się głownie i kładła je na blachach kuchennego pieca,&#13;
oznaczając każdą z głowni:&#13;
&#13;
[…] ciupały tak, te bąki to wszystko, to godały ze będzie loć. Będzie jakosi bieda. Albo wrony&#13;
jak przychodziły albo szpaki nieroz, bo to teroz się wszystko gdziesi wyzabierało, tych wron ni&#13;
ma tela, a pierwyj to jak przysła jakosi, to tak się zgromadziły w kupę i krakały tak po tym, pasły&#13;
się, to godali, ze jakosi bieda nadchodzi, bo wrony się grupują do kupy, no i takie mieli swoje”&#13;
[W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
…tu kładli tu jest żyto, tu jest pszenica, tu jest jęczmień, tu jest owies, tu ziemnioki, tu buroki, tak&#13;
znaczyli, no i to później jak się wyżarzył tak ten ogień, ze się wszystko wytliło, wypoliło, to były&#13;
ładne, a jak on się nie wyżarzył, ino zgosł, tak w czasie tego żarzynio, to godali, ze tego roku nie&#13;
będzie urodzaju na ziemnioki cy na owies, cy na pszenicę, bo się nie wyjarzyło te głownie, no to&#13;
to juz tyz mieli taki, choć to zapamiętoł [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
���3U]HZLG\ZDQLH�L�VSRVRE\�QD�]DSHZQLHQLH�XURG]DMX&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
W czasie obiadu wigilijnego, kiedy nakładano kolejne potrawy do jednej miski, z której mieli jeść domownicy, pod miskę podkładano opłatek i obserwowano, kiedy się przyklei. Kiedy w misce była grochówka i opłatek się przykleił, oznaczało to, że będzie urodzaj&#13;
na groch, jeśli przykleił się kiedy w misce była kwaśnica, to miał być urodzaj na kapustę,&#13;
i analogicznie z kolejnymi potrawami [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus]. Dobry&#13;
rok na ziemniaki zwiastowało pojawienie się wielu szyszek na świerkach i jodłach oraz&#13;
innych drzewach iglastych [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]. Natomiast pierwsze&#13;
grzmoty na wiosnę, nad górami, zwiastowały dobrą mleczność owiec, a grzmoty słyszalne nad nizinami wskazywały na dobrą mleczność krów [W17_M_Mszana Górna_Król].&#13;
Urodzaj przewidywano na podstawie burzy, która „ogrzmi” śnieg w górach [W5_K, K,&#13;
M_Kasinka Mała_Roeske]. Urodzaj, a także swoistą ochronę przed wszelkimi chorobami&#13;
zapewniały:&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Taki był zwycoj, ze jak kupili świnie, to pierse do chałupy musieli te świnie przynieść, zeby się&#13;
w chałupie świnia zeiscała, bo wtedy się darzyło. No taki był przesąd. Cy konia, cy co. Jak konia&#13;
kupili, to wprowadzali do izby i musioł pobyć i ta gospodyni, bo jak gazda przywiózł konia,&#13;
no to gospodyni go pokropiła [wodą święconą] i wtedy wprowodzali do stajnie [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Po ocieleniu się krowy strzeżono, aby nikt z tego gospodarstwa nic nie pożyczył sąsiadom. „W tym dniu nikt nikomu nie pożycoł” [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]. Jak&#13;
podkreślali rozmówcy, zanikanie na tym terenie rolnictwa wpłynęło silnie na to, że liczba&#13;
rytualnych gestów związanych z zapewnieniem urodzaju ograniczona jest do minimum.&#13;
Ponadto dostępność prognoz pogody sprawiła, że rzadziej obserwuje się otaczające zjawiska w celu przewidywania pogody. Nadal podkłada się palmy pod skiby, choć obecnie&#13;
w tym celu jedzie się do pola ciągnikiem.&#13;
&#13;
�&#13;
&#13;
Bazie [palmy wielkanocne] to się przynosiło do domu, to jak ktosi przysedł z ranne mse,&#13;
z kościoła, podsuł zbozem i jak się wyjezdzało orać, to dawali tą bazie pod skibe, na to, żeby był&#13;
plon ładny” [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Tam gdzie siano pszenicę lub żyto ozime, wbijano krzyżyki z głogu. „[…] we Wielgą&#13;
Sobotę, robili te krzyżyki. Najpierw polyli te głoginki, a potem z tych głoginek robili&#13;
krzyżyki i po polach, po kawołkach wbijali” [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda].&#13;
Funkcję ochronną miała również woda święcona w Wielką Sobotę – kropiono nią pola&#13;
uprawne, zwierzęta gospodarskie oraz drzewa owocowe w sadzie [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Jabłonie w przydomowym sadzie obwiązywali dla lepszego urodzaju&#13;
powrósłami owsianymi ukręconymi ze snopka, który znajdował się w izbie podczas Wigilii. Poświęcone palmy zostawiano tak, żeby użyć ich przy pierwszym wygnaniu krów&#13;
na pastwiska na wiosnę. Wtedy to pod próg kładziono łańcuch, aby stado się trzymało&#13;
razem i przy tym każdą krowę uderzano palmą przeciw urokom, chorobom itp. [W1_K,&#13;
K_Mszana Górna_Krasoń]. Podobnie pierwszy wyjazd na wiosnę w pole obwarowany&#13;
był licznymi nakazami i rytualnymi gestami, które zapewnić miały powodzenie i ochronę upraw. W Lubomierzu udało się zanotować wspomnienie całego przygotowania do&#13;
takiego wyjazdu:&#13;
[…] gazda jechoł do pola pierso, na wiesne orać, no to stanął przy koniu i przy pługu,&#13;
i mioł wszystko. Wtedy wychodziła gospodyni, takie węgle miała, paliło się ognisko i to rzucała&#13;
wszystkie te świętości, te wionki, to co święcili na Boże Ciało, cy tak jak teroz na Matki Boskie,&#13;
to już miała to zachowane i rzucała na ten ogień, i rzucała, i trzy razy koło tego konia i koło tego&#13;
gazdy i musioł być tez przy tym, co poganioł to wszystko, ten furmon. No i gazda z tyłu stoł,&#13;
trzymoł za rącki pługa, a gospodyni chodziła dookoła trzy razy i tym go kadziła tym dymem,&#13;
i wodą święconą pokropiła, i wtedy rusoł do tego. A jesce musioł wziąć ze sobą trochę tych&#13;
głowni, tych święconych, i jak zacynoł orać, to pod piersą skibą kłodł te świętości, zeby Pon&#13;
Bóg zachowoł od głodu, od wszelkiej zarazy, te wszystko [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
����0HG\F\QD�OXGRZD&#13;
Jeszcze w latach 20. XX w. wsie zagórzańskie miały utrudniony dostęp do medycyny konwencjonalnej. Na wszelkie dolegliwości w pierwszym rzędzie stosowano domowe sposoby, a jeśli to nie pomagało, udawano się po pomoc do wiejskich znachorów. W zależności&#13;
od natury dolegliwości wybierano odpowiedniego specjalistę. Gdy stan chorego się nie&#13;
polepszał, szukano ratunku np. u znanego na całą okolicę uzdrawiacza z Pasierbca, potrafiącego jakoby zdiagnozować chorego tylko przez obserwowanie moczu pacjenta. Sława jego sięgała daleko, dlatego również z tutejszych wsi przybywali do niego po pomoc.&#13;
Umiejętności odziedziczyła jego córka, która służyła ludziom pomocą do swojej śmierci&#13;
kilka lat temu. W ostateczności udawano się do lekarzy w mieście.&#13;
Wielkim znachorem, znanym także poza zagórzańskim regionem, był baca Tomasz&#13;
Chlipała zwany Bulandą15. Mieszkał w Lubomierzu, a bacował pod Turbaczem na Jaworzynie Kamienickiej. Potrafił leczyć beznadziejne przypadki. Pomagał w chorobach ludzi&#13;
i zwierząt [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Wsławił się tym, że potrafił jakoby przewidzieć, z jakim problemem się do niego idzie. Do dziś w Lubomierzu opowiada się o nim&#13;
historie bardziej i mniej prawdopodobne, ale jak to zwykle bywa w przypadku postaci&#13;
legendarnych, jego historia już żyje własnym życiem.&#13;
My go nie pamiętomy, ale z opowiadanio. Bulanda taki tu, posoł na górach. Wszystko wiedzioł, co się gdzie dzieje. (...) […] A uznawali go tyz tego carownika za takiego znawcę. Bo był&#13;
takim fachowcem, takim znawcą, bo wszystko wiedzioł, co się. No taki jak jasnowidz dziś w&#13;
dzisiejszych casach, no to przewidowoł, a ludzie wszyscy do niego śli, bo wierzyli w te cary, w&#13;
te cuda. Tam krowa komu zachorowała cy się dostała jakie zopolenie, to on dawoł jakiesi zioła.&#13;
No i pumogało. On nie broł pieniędzy, no bo nie broł, no bo skąd kto mioł pieniądze, no to&#13;
mu wynosili tam coś z chałupy do jedzynio, słoniny kawołek jak tam mieli, jak tam mioł kto, a&#13;
jak ni mioł, no to ukochoł ładnie i taką bardzo silną mioł moc, ino ze nie był mściwy. Mioł ta&#13;
księga taką ni i żona mu zmarła i zostali. Oni nie mieli dzieci, ino po bracie synów, oni chcieli&#13;
tą książko od niego zdobyć. Od niego zdobyć, no ale on tak, ze, podobno ze zakopoł, bo na&#13;
&#13;
Również tutaj zanotowano zwyczaj zapewniający dobry chów zwierząt gospodarskich:&#13;
15&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
S. Flizak, Bulanda — ostatni czarodziej gorczański., „Wierchy”, 1957, t. 26, s. 192-195.&#13;
&#13;
65&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
tej Jaworzynie gdzie on to bacowoł. Gdzie tam ta kaplica jest w tych górach. No, ze pod tą&#13;
kaplicką zakopoł to księgo carodziejsko. No ale tam tyz podobno kopali, sukali. No ale on&#13;
wszystko wiedzioł, ile miała pani tam pieniędzy, cy cego, cy jakby pani mu ukradła z domu co,&#13;
cy jak to w nocy musiała przynieść to do niego. Wrócić mu z powrotem. Taką mioł moc. No i&#13;
cóz no. A ludzie chodzili, bo to ci pasterze na kożdej polanie tu były te sałasy, te, to jeden drugiemu wyposoł, wy tu, ale onego się wszyscy boli, nikt pod niego nie podchodził, bo wiedzieli,&#13;
ze Bulanda wszystko może zrobić, i kozdy się go boł, no to tak zasłynął [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Na bolące zatoki stosowano parówkę nad obierkami z ziemniaków, na przeziębienie&#13;
parówkę ze słomy owsianej zalanej wrzątkiem. Siadało się na stołeczku i kładło na siebie&#13;
kawałek materiału [W17_M_Mszana Górna_Król]. Na Łętowem kobieta zażegnywała&#13;
gościec przy użyciu lnianego płótna i wody [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Na pleśniawki przed wojną w Kasinie stosowali pręcia, czyli sok z ołupionych (obranych z kory)&#13;
gałęzi wierzby [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Choroby oczu leczyła woda zebrana&#13;
z cudownego źródełka w Kasinie Wielkiej, obecnie znajduje się tam zbiornik wodny.&#13;
&#13;
Podstawowym lekarstwem dostępnym w każdej chwili były rosnące na łąkach zioła.&#13;
Zbierano ich duże ilości, głównie dziurawca, piołunu na żołądek, babki lancetowatej na&#13;
ugryzienia, „cyntoryji” na wszelkie choroby żołądka [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń],&#13;
a także szczaw, kwiat lipy czy rumianek. Na przeziębienia stawiano bańki. „Jak oderwał&#13;
tę bańkę, to było czorne jak węgiel […] to ciągło krew, to mówili, że zepsutą, chorą krew&#13;
wyciągało”. Stosowano pijawki, które miały wyssać zepsutą krew [W18_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
Szereg dolegliwości bólowych, nagłych, gwałtownych zapadnięć na zdrowiu powodować&#13;
mogły tzw. uroki. Samo tylko spojrzenie nieżyczliwej osoby, świadomie bądź nie mogło&#13;
zauroczyć. Wiara w nadprzyrodzone przyczyny chorób, zarówno ludzi, jak i zwierząt gospodarskich, przetrwała na tutejszych wsiach dość długo.&#13;
&#13;
Był tu taki tyz, on się nazywoł Kołodziejcyk, co takie bańki, takie cięte bańki, jak się kto stłukł,&#13;
bo to się przewracali ludzie w lesie, cy co stłukł mioł czorne nogi cy co, to był taki sąsiod, co&#13;
stawioł te bańki. Takie cięte, godali, a ze jak po stłuczenie, to najpierw postawił takie normalne&#13;
bańki i to, i te bańki pociągły. Później mioł taką maszynkę, taką kostkę i to tak przerzucoł i to&#13;
tak wyskakowały takie nożyki, takie końce nożyków w to miejsce, co ta bańka była postawiona.&#13;
I później przykładał te same bańki w to samo miejsce tam mioł, i wyciągało to krew, tą stłuczoną. Godali ze to krew stłuczona, no i to pumogało, ze to się nie robily krwiaki, ino ze to. No to&#13;
on, jak się kto przewrócił cy co, no i stłukł, no to po niego chodzili, zeby te cięte bańki postawili&#13;
[W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Rwaniem zębów zajmowali się chłopi, którzy posiadali odpowiedni do tego sprzęt&#13;
– np. kleszcze. „W Olszówce przed wojną chłop rwał zęby, chodzili do niego z Koninek,&#13;
znał się na tym” [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda]. Odbieraniem porodów jeszcze w&#13;
pierwszych latach powojennych zajmowały się babki, krejbabki lub klejbabki czyli ludowe&#13;
akuszerki. W Kasinie Wielkiej wspominali akuszerki „od Wrzecionka” i „od Chrustka”.&#13;
Skutecznym remedium właściwie na wszelkie choroby miało być psie sadło [W17_M_&#13;
Mszana Górna_Król]. Do dziś w tutejszych miejscowościach można zakupić taki specyfik&#13;
u lokalnych wytwórców. Psi smalec stosowany bywał w przeziębieniu, grypie, przemęczeniu organizmu po pracy w polu.&#13;
No smarowanie. No to nojwięcej to było tak, zeby psim sadłem wysmarować. No no to wysmarowoł, no i żeby wypił tam kroplo cy dwie tego psiego sadła, ze to powinno mu pomóc, no.&#13;
Ze jak mioł jakie nudności albo co, no to żeby tym się spróbowoł jak mu juz nic nie pómoze, to&#13;
mu na pewno to nie zaskodzi, no to ludzie tak w to wierzyli [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Na „oberwania” niezawodne było smarowanie:&#13;
Moja ciotka chodziła jako smarowacka, to smarowała tych ludzi. Jak chłopy sie orobiły w lesie,&#13;
oberwoł się, odzwiogoł sie to ona umiała zrobić takie wołki jakieś, wypodwiązywała to wszystko, wysmarowała raz, później za dwa dni, znowu drugi raz, no i przechodziło ludziom. Jak se&#13;
mogli, tak se ludzie radzili [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
����8URNL&#13;
&#13;
Jak kogoś bolała głowa czy coś, to najpierw odczyniali uroki. To albo używaną bielizną jakąś&#13;
brudną, tam się ocierało czoło, głowę, twarz i że się tam gdzieś spluwało za siebie. No wierzono&#13;
bardzo w taką medycynę ludową, bo tylko taka mogła być, nie było dostępu do lekarzy, bo ich&#13;
mało było […] tak, że ludzie się leczyli sami [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Skutecznym remedium było odczynianie uroków. Zajmowały się tym szanowane we&#13;
wsi kobiety:&#13;
[…] chodziła Lulkowo [w Kasinie Wielkiej], to rzucali węgle takie z drewna na wodę i ona do&#13;
tyłu musiała umić paciorki mówić. I to się od tyłu odmawiało do przodu […] i tak potem leczyli. I to było jak ktoś dostał jakich boleści albo jak coś zachorowało w stajni, bydle jakieś abo coś,&#13;
to różnie tak [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
W Kasince Małej ok. 80 lat temu opowiadano historię ówczesnego proboszcza, który&#13;
jawnie potępiał wszelkie gusła i zabobony miejscowej ludności. Pewnego dnia zaniemógł&#13;
mu koń, posłał po weterynarza. W międzyczasie parobek stwierdził, że na konia rzucono&#13;
urok, ksiądz jednak w to nie uwierzył. Przyjechał weterynarz, podał zwierzęciu zastrzyk,&#13;
który jednak nie pomógł. Inna kobieta też utrzymywała, że to urok.&#13;
[…] no i wreszcie się użaliło temu księdzu tego konia i kazał iść po tę babę, żeby odczyniła te&#13;
uroki. No i baba mówi tak, że: co jak co, ale do księdza to nie pójdę! Bo on mi taką pokutę później zada, że aż się nie pozbieram. Ale nie, bo ksiądz proboszcz prosił, żebyś przyszła. No i poszła i odczyniła te uroki, wie pani, tam jakieś węgielki wrzucała do wody i mówiła jakieś te pacierze, ja nie wiem, ktoś tak mówił, że jakoś tak odwrotnie trzeba mówić, nie wiem już dokładnie&#13;
[…] no i ten koń zaraz wstał, jak tylko odczyniła te uroki, koń zaraz wstał. I już później nic ksiądz&#13;
nie mówił na te baby, że tak wierzą w takie cuda [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Kolejna z relacji z Mszany Górnej wskazuje, że urok mógł być skutkiem działalności&#13;
czarownika bądź czarownicy.&#13;
Mojej córki teściu i teściowa mieli krowo jedną i jednym razem jak ją przygnali do stodoły ze&#13;
nic nie chciała wejść, nie chciała przekroczyć progu i wejść, zaczęli ją bić i gonić, żeby ją wegnać&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
i nie mogli. A teściowej matka mieszkała gdzie indziej i robiła se w polu i ta jej sie poskarzyła&#13;
co im sie, ze cosi sie robi z krowo, ze nie chce wejść do stajni. A ona jej godo tak: wies co, jak&#13;
przyganios te krowo przed to stajnio, niech Józek zdejmie koszulo ze siebie, ino jak ją zdejmuje,&#13;
to zeby ją znicał [ściągał] z lewe strony i niech rzuci na to krowo i niech bije po tej koszuli. Chodzby ta koszula spadła z te krowy, niech bije te koszulo na ziemi […] i tyn tak zrobił. Przyszła&#13;
sąsiadka i godo: wies co, Józek, przestań bić to koszulo, bo Józek (jej chłopu tyz było Józek) ni&#13;
może wytrzymać w domu. A oni mieli coś zawse, mówili. Mieli taki ustęp, na nim zawsze stał&#13;
garcek i w tym garcku mieli tam coś posadzone, tak że ona, to sie tak da zauwazyć, ta sąsiadka&#13;
jak podoiła krowy, a przedtem sie cedziło to mleko, a ona jak przecedziła to wziena tą szmatę, wypłukała i tą wodą podlewała tego kwiotka, to nazywoł się przestęp [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
W Olszówce odczynianiem uroków zajmowała się Maria Czyszczoń. Ponoć pomogła&#13;
proboszczowi, którego konie wjechały do fosy [W7_K_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
����3LHěQL�L�RSRZLHěFL�OXGRZH&#13;
W Kasinie Wielkiej stoi od przeszło 250 lat kaplica na Brzegach z cudownym obrazem&#13;
Matki Boskiej Częstochowskiej. Łaskami słynący obraz przychodzi podobno z pomocą&#13;
najbardziej potrzebującym, w sytuacjach zagrażających życiu, beznadziejnych. Rodzina&#13;
nieszczęśnika zamawia wtedy mszę błagalną w kaplicy na Brzegach. „Co się komuś działo, leciał do kaplicy i się modlił i każda prośba się spełniała” [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus]. Wiele miejsca w przekazach mieszkańców Kasiny zajmują świadectwa cudów,&#13;
jakie dokonały się za wstawiennictwem Matki Bożej Brzegowskiej16. O historii powstania&#13;
kaplicy krążą dwie opowieści. Jedna z nich mówi o tym, że w tym miejscu miał stać niegdyś kościół, który podczas najazdu tatarskiego zapadł się. Według opowieści wystawał&#13;
z ziemi jedynie krzyż, ale pewnego razu kobieta wracająca z jarmarku w Skrzydlnej potknęła się o ów krzyż i ten zapadł się zupełnie pod ziemię. Druga opowieść odwołuje się&#13;
do budowniczego kaplicy. Miał nim być ranny żołnierz, którego wyleczyła pewna kobieta&#13;
ze wsi. Pewnego dnia sięgała po coś do skrzyni, w której ów żołnierz dostrzegł obraz zwinięty w rulon. Zobaczył coś w tym obrazie i prosił kobietę, aby mu go dała. W podzięce&#13;
za uratowanie wybudował kaplicę, a obraz umieścił w jej wnętrzu. Miejsce to przez część&#13;
mieszkańców wsi uznawane jest za cudowne [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus], choć&#13;
sam ksiądz proboszcz nie chce odprawiać tam mszy, które zwyczajowo od wielu pokoleń&#13;
tam właśnie były odprawiane. W Kasince Małej przetrwała opowieść o cudownym źródełku na Kiczorach. Jego woda miała właściwości lecznicze, ludzie używali jej do przemywania ciała. Źródełko służyło mieszkańcom przez długie lata:&#13;
[…] ale paśli sąsiedzi z Lubnia, z drugiej wioski, no i z Kasinki tutaj paśli krowy. No i pokłócili&#13;
się, pobili się, bardzo mocno się pokrwawili i wzięli potem na końcu te koszule w tym źródle&#13;
16&#13;
&#13;
Pierwsze przekazy o cudownych uzdrowieniach zbierano w zeszycie wystawionym przez ks. kanonika Mariana Juraszka w kaplicy, obecnie od 2013 r. zbierane są także za pośrednictwem Internetu i publikowane na&#13;
stronie&#13;
http://www.kasinawielka-kaplicanabrzegu.pl/laski-otrzymane-za-wstawiennictwem-matki-bozej-czestochowskiej-w-kaplicy-na-brzegu/, dostęp 19.12.2019 r. Wydano książkę autorstwa ks. kanonika Mariana&#13;
Juraszka, Słynący łaskami obraz Matki Bożej Jasnogórskiej z Kaplicy na Brzegu w Kasinie Wielkiej.&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
wypłukali. I to źródło od tego czasu się… zgniewało i już nie było tej siły, zanikło po prostu to&#13;
źródło. Tak mówili, że od tego czasu [W5_K, K, M__Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
W Lubomierzu zanotowano dwa przekazy dotyczące jaskini zbójników leżącej na&#13;
zboczu Jaworzyny Kamienickiej. W opinii miejscowych jaskinia ta rozciągać się miała&#13;
pod całymi Gorcami, tworząc sieć korytarzy. Ponoć kiedyś sprawdzili to juhasi, którzy&#13;
wpuścili tam kozę, a ta wyszła pod Mogielnicą [W22_K_76_Lubomierz_Wójtowicz-Wierzbicka]. Ponieważ wejście do jaskini znajduje się niedaleko kapliczki, którą na&#13;
Jaworzynie Kamienickiej postawił Tomasz Chlipała zwany Bulandą – wspominany już&#13;
powyżej słynny gorczański baca, znachor i czarownik – krążą opowieści o tym, że należała do niego i w niej ukryć miał niezwykłe skarby. [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]&#13;
Wedle tutejszych legend jaskinię mieli zamieszkiwać zbójnicy, którzy również schowali&#13;
w niej zrabowane kosztowności. W Olszówce w dwóch wywiadach przytoczono legendę&#13;
o powstaniu tej miejscowości. Według przekazów król Władysław Jagiełło podróżował&#13;
traktem kupieckim ze Szczyrzyca do Pesztu na Węgry. W miejscu obecnego centrum&#13;
Olszówki ukazał mu się jeleń, który miał krzyż pomiędzy rogami. Nie zwlekając, król&#13;
rozkazał, aby w tym miejscu wybudować kaplicę. Następnie lokowano tam osadę, która&#13;
od otaczających ten teren lasów liściastych nazwana została Olszówką [W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
Jak podkreślali rozmówcy, dawniej repertuar kolęd i pastorałek był bardzo rozbudowany. W niektórych domach organizowano wspólne śpiewanie, podczas którego wykorzystywano drukowane kantyczki „w których było nawet czterysta kolęd”. Część z dawnych kolęd przetrwała do czasów dzisiejszych i obecnie postrzegane są jako niespotykane&#13;
gdzie indziej, charakterystyczne dla danej wsi.&#13;
My mamy takie swoje pastorałki typowo olszowskie, a kto ich kiedy wymyślił, to nie wiem&#13;
[W19_M_Olszówka_Krasoń]&#13;
Pasły się owce pod borem, to lubieją śpiewać tutaj, to jest taka pastorałka. No różne, różne, to&#13;
mieli kantycki, takie jak wszędzie. Takie Do szopy hej pasterze, Przybieżeli do Betlejem, takie raczej, że tak powiem, nie zwymyślane, tylko takie, takie proste. Dziecina mała, to nawet&#13;
z okolic Mszany, a później tutaj zaczęło się śpiewać tą pastorałkę, Dziecina mała, Dnia jednego&#13;
o północy, właśnie mój tata lubiał to śpiewać. To też jest takie, takie tutejsze, no” [W4_K_55_&#13;
Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Typowo porębiańską pastorałką była Razu pewnego o północy [W19_M_Olszówka_&#13;
Krasoń]. Śpiewano również A wczora z wieczora, Runeła gruchneła w Betlejem, Nie wie&#13;
kto z was mili bracia, Cztery lata, W Betlejem przy drodze.&#13;
&#13;
����6WUµM&#13;
Strój odświętny był ważnym elementem tożsamości lokalnej. Jego wygląd zależał od wielu czynników: były to najczęściej nakazy tradycji, kanony ówcześnie panującej mody,&#13;
wpływy silnych grup ościennych i w końcu gust samego właściciela. Dawny strój odświętny obecnie jest rekonstruowany przez liczne w tym regionie zespoły regionalne,&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
koła gospodyń, a także członków orkiestr dętych Ochotniczych Straży Pożarnych. Ci&#13;
ostatni zamawiają sobie kompletne stroje zagórzańskie, jednakowe dla całego zespołu.&#13;
Dotyczy to np. zespołów Echo Gór z Kasinki Małej czy też Echo Zagórzan z Kasiny Wielkiej, gdzie w hazukach i góralskich kapeluszach występują również kobiety.&#13;
Pierwsze osoby powracające do noszenia tradycyjnego stroju w początkach XXI w.&#13;
wobec braku krawców i pracowni na tym terenie sięgały po elementy strojów góralskich&#13;
z Podhala, szytych w pracowniach w Nowym Targu bądź Zakopanem. Również tam&#13;
wykonywano pierwsze stroje dla zespołów – pracownie te specjalizują się bowiem&#13;
w szyciu na masową skalę, co ma znaczenie zwłaszcza w przypadku zamówienia strojów&#13;
z zewnętrznych grantów [W4_K_55_Poręba Wielka_Luberda]. Obecnie lokalni krawcy&#13;
świadczą już usługi w tej materii. Wtedy też, jak podkreślają miejscowi, nikt nie zwracał&#13;
uwagi czy te elementy strojów są zagórzańskie, ważne było posiadanie stroju góralskiego&#13;
– podkreślenie przynależności do szerszego grona. Dopiero w ostatnich latach położono nacisk na odrębność regionalną poszczególnych grup etnograficznych. Wskazywanie&#13;
przez jury konkursowe na nieprawidłowości w strojach zespołów regionalnych wpłynęło&#13;
na większą dbałość w rekonstruowaniu tychże strojów, w tym szczegółów wyszyć i zdobień17. Rzadko zdarza się, aby „obcy” chodzili w stroju zagórzańskim, choć zdarzały się&#13;
wyjątki od tej reguły, m.in. w Kasinie był „Kozioł tutaj świętej pamięci Kozioł, un był&#13;
z Krakowa to un chodził w stroju i od nowa się to łodrodziło” [W23_M_Kasina Wielka_Dymanus]. Przyczynę zaniku strojów ludowych świetnie wytłumaczył Rafał Nowak,&#13;
krawiec ludowy działający w Kasinie Wielkiej.&#13;
Downiej to sie strój góralski kojarzył z biedotą. No bo poszli wszyscy po wojnie czy już przed&#13;
wojną do roboty do Zakopanego, tam sie otwarły domy wczasowe i każdy, jak chodził na&#13;
codzień w tych suknach w tym w tym takim innym ubiorze, to późni jak juz ubrał krawat i&#13;
marynarke to juz. I to właśnie wyparło te stroje góralskie. Jak wszyscy ruszyli na Śląsk, to jak on&#13;
przyjeżdżał w krawacie i eleganckiej koszuli, to un mioł gdzieś ubierać się po góralsku. I nagle&#13;
jak grom z jasnego nieba lata 90., tak juz koniec 90. lat, jak wszyscy zapragneli z powrotem&#13;
wrócić do góralszczyzny [W23_M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Do tego dochodził jeszcze czynnik ekonomiczny – stroje ludowe były stosunkowo&#13;
drogie w porównaniu do tańszych, szytych z fabrycznych materiałów ubrań. Elementy&#13;
strojów tradycyjnych, takie jak gorset czy serdak, były i są drogie [W13_K_84_Poręba&#13;
Wielka_Luberda]. Jedynie najbogatsi mogą sobie pozwolić na takie zbytki, jak dodatkowy strój góralski, który nosi się jedynie od święta. Dość wskazać, że przeciętny serdaczek&#13;
to wydatek rzędu 3000 zł., natomiast gorsety w zależności od zdobienia i sposobu wyszycia mieszczą się w przedziale 800-2000 zł. Kompletny strój męski to wydatek rzędu 8000&#13;
zł. Zarówno dawniej, jak i dziś strój ludowy jest wyznacznikiem statusu majątkowego&#13;
jego właściciela.&#13;
Tak jak dawniej na wszystkie imprezy na wesela, na śluby, na pogrzeby sedł w nojelpsym ubiorze, bo żeby pożegnać kogoś abo przywitać, szedł w taki uroczystym stroju żegnoł i witoł. No&#13;
to tyn strój tuz teroz do tego jest zeby w tym stroju chodzić po pierwsze to ta wyznacznia tego&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
bogactwa, a po drugie honor, że go uszanowoł ten co przyszedł ładnie, a nie w byle jakik dzinsak [W23_M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Obecnie jedynie zespoły regionalne dbają o zachowanie „czystego” stroju zagórzańskiego, bez obcych elementów. Natomiast mieszkańcy chcący sobie sprawić strój nadal&#13;
ulegają podhalańskiej modzie – zarówno w wyszyciu jak i kroju portek [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Strój podhalański postrzegany jest jako ten prawdziwie góralski,&#13;
bardziej estetyczny, bogatszy.&#13;
Większość respondentów jako najbardziej wyróżniający się element strojów mieszkańców tutejszych wsi wskazywała na hazukę – rodzaj męskiego okrycia wierzchniego,&#13;
które noszono jeszcze po wojnie do kościoła i w odświętne dni [W13_K_84_Poręba&#13;
Wielka_Luberda]. Do kościoła chodzono w strojach tradycyjnych [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
W latach 80. XX w., tutejsi kuśnierze powrócili do łask. Szyjąc współczesną odzież&#13;
wierzchnią – kurtki, płaszcze, kożuchy – zaopatrywali ludność w deficytowe części garderoby. W tamtych latach strój tradycyjny zanikł całkowicie. W ramach odradzającej się&#13;
potrzeby noszenia strojów ludowych, która na ten teren zawędrowała dopiero w nowym&#13;
tysiącleciu, jako pierwszy powrócił brązowy serdaczek podhalański. Był wtedy bardzo&#13;
popularny na całej góralszczyźnie, jako wynik silnej podhalanizacji stroju ludowego.&#13;
Pierwszym kuśnierzem, który powrócił do szycia zagórzańskich serdaczków, był Józef&#13;
Kotarba z Kasinki Małej (ur. 1932 r., zm. 2017). Szycia oraz zdobienia serdaczków i portek góralskich nauczył się od swojego ojca. W latach 60. XX w. rozpoczął samodzielną&#13;
działalność.&#13;
W kobiecym stroju obecnie ważny jest kolor spódnicy. Białą starsze kobiety zakładają&#13;
jedynie na uroczystości kościelne, a czerwoną i zieloną na wesela, bowiem białe spódnice&#13;
tybetowe przeznaczone są dla młodszych dziewczęt, druhen [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Wiek spódnicy góralskiej obecnie można poznać po wzorze i kolorze, bowiem producenci materiałów, chcąc zachęcić do kupna, wprowadzają nowe wzory, które&#13;
ustępują miejsca kolejnym po około dziesięciu latach.&#13;
Obecnie strój ludowy wraca do łask za sprawą działalności kół gospodyń, zespołów&#13;
folklorystycznych, orkiestr dętych itp. W Kasinie podczas największych świąt, odpustów&#13;
czy Bożego Ciała, jedna trzecia osób ubranych jest po góralsku. Zespoły szyją stroje dla&#13;
swoich członków, wzorując się na fachowej literaturze, przede wszystkim Atlasie Strojów&#13;
Ludowych: Zagórzanie Sebastiana Flizaka [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus].&#13;
&#13;
����&amp;\NO�REU]ÛGµZ�GRURF]Q\FK�&#13;
������:LJLOLD�%RĺHJR�1DURG]HQLD� ���JUXGQLD&#13;
Wigilia postrzegana była jako dzień niezwykły, w którym przestrzegano wielu reguł, aby&#13;
zapewnić sobie szczęście i powodzenie w nadchodzącym roku. W pamięci rozmówców&#13;
&#13;
17&#13;
Kompendium wiedzy dotyczącej stroju stanowi publikacja S. Flizaka, Strój Zagórzan, Polskie Towarzystwo&#13;
Ludoznawcze, Wrocław 1957.&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zachował się zwyczaj rytualnego obmywania się.18 Każdy z domowników z rana musiał&#13;
obmyć się w miednicy z wodą, do której wrzucano monety, wierzono bowiem, że ta praktyka pozwoli zachować dobre zdrowie całej rodziny [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
Czasem kąpano się bezpośrednio w potoku:&#13;
[…] po wodę trzeba było iść bardzo daleko, jak najbardziej żeby było ka, studnia abo co, a tyz&#13;
było rozmaicie, i przywieźli we wiaderku wody, trzeba było cisnąć piniądze dwa, trzy, no i we&#13;
wigilię my wstawali na cas jako dzieci i w tyj wodzie my musieli buzię umyć. Na to, zeby widzieć&#13;
na ocy dobrze [W24_K_84_Jasionów-Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W drugi dzień Bożego Narodzenia, na św. Szczepana, święcono owies w kościele. Jedna z respondentek opowiadała, że jeszcze po wojnie w kościele w Mszanie Dolnej w tym&#13;
dniu „bili w księdza tym owsem, tymi ziarnami z chóru w kościele” [W28_K_Mszana&#13;
Górna_Król]. Następnie odwiedzano domy i składając życzenia, sypano owsem, poświęconym wcześniej w kościele. Ten zwyczaj też zanikł.&#13;
No to jak wchodzili do domu, sło się do kościołą na ranno mso. Kto przysedł nopierwyj&#13;
z kościoła, to godali, ze tyn nopierwyj zasieje, a owies był już gotowy. Mieli owies, podsypowali,&#13;
pokwolyli Boga, podypowali na scynście, na zdrowie, coby się darzyło w łoborze, w kumorze&#13;
na polu dej Boze, jesce to pamiętom, bo my to godali. Ale dzisiok nie umią nic. Choćby chcioł&#13;
powiedzieć, to nie zrobimy nic, jak ktorysi tam złapi, no to juz. U mnie synowie tam dość pamiętają, ale Ci młodsi no to tam dowidzenia. Takie było, takie było żywe wszystko takie, jak&#13;
przysły święta, to tak [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Wyjątkowy był również sam wystrój białej izby: znoszono do domu metalowe przedmioty, fragmenty pługów, siekierę itp., które układano pod stołem, przy którym jedzono&#13;
wieczerzę wigilijną zwaną na tym terenie obiadem:&#13;
Ze tym pługiem co orali albo co, to we wigilije, albo te kolca, to się nazywało, to się przynosiło&#13;
do domu i na tym trzeba było stoć, żeby zaś nogi nie bolały i się nie odbijały [W24_K_84_Jasionów-Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
W dzień Wigilii dziewczęta wybiegały z domu, aby przynieść drewna. Należało nabrać go w ręce bez liczenia, a po przyjściu do domu sprawdzano – jeśli liczba szczap&#13;
drewna była parzysta, czyli będzie z tego para – w tym roku panna miała znaleźć kawalera.&#13;
Zachowano pamięć o wróżbach w noc wigilijną. Wychodząc z domu, młode dziewczę&#13;
zwracało uwagę na to, z której strony pies zaszczeka po raz pierwszy, oznaczało to bowiem, że z tamtej strony przyjdzie do niej kawaler [W10_K_70_Mszana Górna_Król].&#13;
Najwięcej roboty było w tą Wigilię, bo sieczka do rżnięcia dla bydła, drzewo trzeba było przygotować na te trzy dni, bo nie roz było trzy dni świąt, no i sprzątanie i pieczenie, to było bardzo&#13;
dużo roboty. A sama wigilia to była taka: jak tata już skończył tą robotę w obejściach gospodarczych to przynosił snopki ze zbożem, się stawiało w kącie, to było chyba na, żeby urodzaj był&#13;
i pod stołem była kładziona słoma, bo tak jak Pan Jezus się urodził, potem tam się spało, pod&#13;
stołem jako dzieci. […] No czekało się na te święta, bo było wtedy może nie dostatek, ale więcej&#13;
tego było, czego nie było na co dzień [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Potem rodzina zasiadała do specjalnie w tym celu przygotowanego stołu. Tradycyjnie&#13;
nie liczono potraw wigilijnych, dopiero później wedle upowszechniającej się mody starano się, aby tych potraw było dwanaście. Jak podkreślali rozmówcy, w przeszłości nigdy&#13;
na stole nie było ryb. Królowały za to barszcz czerwony z kluskami (Mszana Górna),&#13;
z fasolą, fasola ze śliwkami suszonymi, kluski z makiem, polewka z suszonych owoców,&#13;
krupy z fasolą Jaś, kwaśnica.&#13;
Przed północą można już było spożywać upieczone wcześniej buchty z makiem lub&#13;
marmoladą – ciasta drożdżowe. Wieczorem świętujący kolędowali, śpiewając kolędy z&#13;
kantyczki. Kolędnicy chodzili z orkiestrą [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus]. Następnie&#13;
rodzina wybierała się na pasterkę, a po pasterce chłopcy szli na podłazy do tych domów,&#13;
„gdzie były panny” [W27_K_Olszówka].&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
S. Ulanowska, Boże Narodzenie u Górali zwanych „Zagórzanami”, „Wisła”, 1888, t.2, s. 106.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
Owies także obficie wkładano pod obrus na stole wigilijnym, aż przewracały się miski.&#13;
Dziś kładzie się siano tylko symbolicznie [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
������.ROÛGQLF\&#13;
Kolędnicy chodzili dawniej w stałym rytmie od św. Szczepana do Trzech Króli. Zwykle&#13;
kolędowali w swoich rodzinnych wsiach, ale zdarzało się, że grupy kolędnicze wędrowały z chęci zarobku do innych wsi, a nawet przez góry do Rabki, gdzie kolędowano&#13;
zwykle w najbliższej dzielnicy zwanej Słone. W pamięci mieszkańców tutejszych wsi&#13;
przetrwała „żywa szopka”, czyli kolęda z Herodem. W przedstawieniu brali zwykle udział&#13;
młodzi chłopcy przebrani za Króla Heroda, Żołnierzy, Pastuszków, Żyda, Czarownicę,&#13;
Śmierć z kosą, Matkę Boską, Jezusa, Trzech Królowów, a do tego muzykant i chłopiec&#13;
z gwiazdą.19&#13;
Żyd i dziad przekupowali się o Heroda. Śmierć go zabrała. Diabeł go wziął. Żyd kupował&#13;
i sprzedawał szmaty po Herodzie. Czarownica robiła masło i rozdawała wszystkim. [W17_M_&#13;
Mszana Górna_Król].&#13;
&#13;
Popularna była kolęda z Turoniem, w której występował również dziad, a muzykę&#13;
grano na harmonii [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
W dawnych czasach z niecierpliwością wypatrywano wizyty kolędników, wierząc, że&#13;
zapewnić może urodzaj i dobrobyt oraz szczęście domownikom. Poza tym przedstawienia owe, czy to kukiełkowa czy żywa szopka, stanowiły jedyną w swoim rodzaju rozrywkę.&#13;
Cieszyli się we wszystkim wie pani, co było to się ludzie ciesyli. A dzisiaj to takie wszystko, siedzą patrzą, zeby euro było. A euro to nie wszystko [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
To była jedyna rozrywka[W10_K_70_Mszana Górna_Król].&#13;
19&#13;
&#13;
J. Bujak, Ludowe obrzędy doroczne w okolicach Rabki, Muzeum im. W. Orkana w Rabce, Rabka 1972.&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Za kolędę dziękowano prostym poczęstunkiem: herbatą i ciastem. W czasie okupacji&#13;
ze względu na zakaz nie chodzono po kolędzie. Obecnie grupy kolędnicze w dość okrojonym składzie chodzą tylko do konkretnych domów. Towarzyszy im akompaniament na&#13;
akordeonie.&#13;
&#13;
������7U]HFK�.UµOL� �����&#13;
W wigilię Trzech Króli zwyczajowo także na tym terenie chodzili po wsi Trzej Królowie.&#13;
Jo tu chodził tyz po trzech królach. My byli tacy dzieci, to do szkoły my tu chodzili, po całym Lubomierzu, no to śli, robili my se takie ornaty z papieru, takie były papiery wąskie, co&#13;
baby kupowały pod obrazy. Jako to obrazów było na ścianie od jednego rogu do drugiego.&#13;
Takie u wszystkich. I pod obrazem musioł być papier, taki rozścielony świeży, no i wyubierane były jesce takie kokardki, takie robili z cetyny cy z cego to tak przybijali, żeby było świeżo&#13;
w domu. No i te obrazy wybierali i … No a tym Trzem Królom kupowali więcej tego papieru,&#13;
zeby na tych Trzech Króli było. I berło zrobili, taki kij zakręcony, no i chodziło się i śpiewało&#13;
się przy tym: Trzej królowie jadą, z wielką paradą, od wschodu słońca, sukają końca, zbawienia. Na kościele gwiozdka, zieleni się trawka, siedzieli tam pastuszkowie, jedli kaszę z worka.&#13;
Kaszę wyłuskali wszystko pozbierali, a jak im nic nie dali, gorki potrzaskali. Gospodarzu nas,&#13;
nie opuszczaj nos, jak mos jaki grubsy gros, to nom go tu dos. No i cekołeś żeby ci co dali, no&#13;
to dali, kielo kto tam mógł, to zucił no i Za kolędę dziękujemy. Na drugi rok tyz przyjdziemy&#13;
pokolędować. No i do następnej chałupy się sło i tak [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
������:LHONDQRF�&#13;
Wielkanoc poprzedzał Wielki Post, który wspominany jest jako bardzo restrykcyjny.&#13;
Jeszcze w latach 50. XX w. w czasie postu tutejsza ludność jadła wyłącznie żur, ziemniaki&#13;
i kwaśnicę podawane bez omasty lub maszczone olejem lnianym, po który udawano się&#13;
piechotą „gdzieś za Gruszowiec”. Nie spożywano produktów pochodzenia zwierzęcego&#13;
i powstrzymywano się od nabiału.&#13;
We Wielki Piątek przestrzegali, żeby juz nie rusoł ziemie w polu, żeby juz było spokój, cisa. No&#13;
dy kto musioł iść do stajnie tam do krów, tego, to posedł, ale żeby tam się broł za jakie rąbanie, albo coś z żelazem robił, to juz nie, to już było święte, ze nie wolno i juz. Bo juz Pon Jezus&#13;
umarł, i juz się nie robiło, przestrzegali, bardzo przestrzegali. […] No ale przysedł post, przysedł&#13;
piątek, to juz gorzkie żole w kozdym domu śpiewali, to się utarło ze to do dziś dnia to jest, ze&#13;
juz wszystkie trzy cęści. Schodzili się domownicy, no kto mógł, to juz te gorzkie żole musioł&#13;
śpiewać [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Do dziś przetrwała tradycja wynoszenia w Wielki Piątek krzyżyków wykonanych&#13;
z gałązek poświęconej palmy na pola uprawne.&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W Kasince Małej do dziś większość archaicznych zwyczajów zachowała się jeszcze&#13;
w ostatniej dzielnicy wsi, tzw. Zagródce. Na przykład nadal na Wielkanoc święci się obejście wodą święconą, odmawiając pacierze. W Kasince ten zwyczaj już zanikł, natomiast&#13;
tam jest jeszcze popularny.&#13;
W Lubomierzu zanotowano ciekawy zwyczaj. W Wielką Sobotę niosący koszyki ze&#13;
święconką do kościoła byli narażeni na odebranie swoistego podatku przez ministrantów, którzy z każdego koszyka zabierali dla księdza przynajmniej dwa jajka. Niektórzy&#13;
parafianie, aby tego uniknąć, uciekali przed ministrantami [W14_K, M_71_Lubomierz_&#13;
Luberda]. Natomiast w Mszanie Górnej w wielu rodzinach w Wielką Sobotę wracający&#13;
z kościoła trą poświęconym chrzanem oczy, aby nie były uroczne („parsywe”), aby nie&#13;
szkodzić innym swoim wzrokiem. Natomiast kawałkiem kiełbasy smaruje się dłonie, nogi&#13;
i stopy, co ma skutecznie zapobiegać ugryzieniom węży20.&#13;
No to w Śmigurztny Poniedziałek takie takie preciesze szli to, bo to takie, co koszyki się plecie, takie to pryncie. Wziun ze dwadzieścia tych pryni do ręki wzion, no i sedł od chałupy do&#13;
chałupy, i kwolył Boga, i rzucoł te pryncie na ziymie. No to jak gospodyni cy gospodorz był zadowolony ze przyśli śmigurztnicy, to to wzion tygo pryncia i wyśmigoł tych wszystkich swoich&#13;
domowników tym prynciem żeby się: Latuj się, zimuj się a nie posikuj się. I dali tym śmigurztnikom tych porę grosy albo jojka. Bo jak ni mioł pieniędzy, no to jedno jojko cy dwie, no to mieli&#13;
te dzieci taki koszycek, to uzbieroli tych jojek, to potem zanieśli do sklepu, no to mieli na zeszyty cy na ołówki cy na co, no bo jak ni mioł, no to juz były jego pieniądze, to oni decydowali.&#13;
A jojka jak uzbieroł no to sprzedoł, bo w sklepie przyjmowali, z tym nie było kłopotu [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Dawnym zwyczajem były odwiedziny w ten dzień dziadów śmiguśnych. W Kasinie&#13;
Wielkiej przebrani w stroje dziadów mieli ozdobne warkocze ze słomy. „Od drugiej,&#13;
trzeciej godziny już chodzili po domach, tam się tłukli, wygłupiali się” [W8_K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus]. Częstowano ich wódką, za kolędę dawano jajka. Do czasów współczesnych zwyczaj ten zachował się jedynie w Kasince Małej, w Zagródce i Węglówce.&#13;
Tam nadal w drugi dzień Świąt Wielkanocnych „chodzą po dziadach”, robiąc psoty i wyrządzając szkody w obejściu. „Poprzebierani. Na odwrót poubierają te kurtki, na głowę&#13;
pończochy założą” [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske]. Z obawy przed dziadami, spodziewając się ich wizyty, mieszkańcy zamykają obejście i chowają rzeczy, by uniknąć nieprzewidzianych strat.&#13;
&#13;
������=LHORQH�ěZLÇWNL&#13;
Świętowano je podobnie jak niedzielę, były bowiem dniem wolnym od pracy. Przez cały&#13;
tydzień poprzedzający to święto przystrajano obejście świeżymi gałązkami leszczyny,&#13;
jesionu lub buka.&#13;
W domu jak były te obrazy, to koło obrazów się maiło tymi jasionkami, no i po polu. Wbijali&#13;
w spary, no bo downo domy były drewniane, to spary to wbijali wkładali te gałązki w te spary, ze&#13;
&#13;
Jedni ubierają te krzyżyki jakimiś wstążeczkami, drudzy takie gołe, to zależy od regionu.&#13;
I każdego roku w Wielki Piątek to już rano się zanosi, a moi teraz to już i traktorem zawiozą&#13;
[W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
20&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
Zwyczaj ten nadal żywy w rodzinie informatorek [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
75&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
juz umaili. To siedziało to do jakiegoś casu, a jak uschło, to juz potem wyciągali. No. No to tako&#13;
była tradycja, to jakby nie umaił tego, to znowu byłoby źle, bo ci, co byli starsi, to juz pilnowali&#13;
tego, żeby tak było [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Przygotowywano również drewno do palenia sobótki, czyli ogniska na polach. Udało&#13;
się zanotować ciekawy zwyczaj odymiania pól.&#13;
Nazywały się kozubki, na smrekach, taki gładki smrek. Wzieno się nożyk, kroiło się skórę taką&#13;
graniatą, z tego się robiło tak – zwijało się i nazywoł się kozubek. Do tego kozubka my chodzli&#13;
po smrekach i srucali my żywicę, do tego kozubka, a z dołu się wbijało loskę taką dość do tego&#13;
kozubka, do tej smoły i ten dzień, który już był, poliło się te kozubki, tak podpolywało się tą&#13;
żywicę, tą smołu tam. Ale to było takich chłopoków z dziesięci, śli rzędem, no jeden za drugim,&#13;
wiecór. Tak to pięknie wyglądało, a ojcowie patrzeli i ciesyli się, ze dzieci idą pieknie, a ojcowie&#13;
zaś taką lozecke owijali, nazywoł się len. Takie kłaki owijali na takiej lozecce drewniany i łobloli&#13;
naftą te kłaki, i rzucali do góry, na dworzu nie w domu, rzucali i leciała to tak jak dzisiok rakieta.&#13;
No w tyn cos nie było rakiet. No to leciało do góry i potem, jak spada, to się jesce poliła, nie&#13;
zgasła. Kobiety się śmioły, jak mężowie robili, jak rzucali, a dzisiok przenikło wszystko, przepadło. Jak widzi pani hań tą górkę, to się ta górka nazywa Polenica, hań my polyli sobótki a na tej&#13;
górce, ale nie było lasu. Było pięknie, nie było lasu. A dziś wsyndy całe lasy porosły, e dzisiok to&#13;
zaniedbane wszystko [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
������0DWNL�%RVNLHM�=LHOQHM� �����&#13;
Bukiety święcone na Matki Boskiej Zielnej miały szczególne znaczenie ochronne. Komponowano je wedle tradycyjnych reguł. Zioła potrzebne do bukietów, piołun i dziurawiec, zbierano na łąkach, natomiast kwiaty z przydomowych ogródków. W Lubomierzu&#13;
udało się zanotować ciekawą relację, że w takim bukiecie musiał znaleźć się kwitnący&#13;
oset o siedmiu kwiatostanach [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda], które symbolizować miały siedem boleści Matki Boskiej. Bukiety przechowywano na szczególne okazje. Wykorzystywano je kiedy cielić się maiła krowa, wówczas nimi okadzana [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda] czy do zaparzenia ziół do picia. Czasem spalano zioła w piecu, kiedy zanosiło się na burzę, aby rozgonić gradowe chmury itp.&#13;
Tradycyjnie w tym dniu mieszkańcy tutejszych wsi szli przez góry Stare Wierchy,&#13;
Obidową, Klikuszową i Nowy Targ do Sanktuarium Maryjnego w Ludźmierzu, by wziąć&#13;
udział w wielkim święcie Wniebowzięcia Matki Bożej Królowej Podhala (odpust główny)&#13;
[W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
����2EU]ÛGRZRěÉ�URG]LQQD&#13;
������:HVHOH&#13;
Kojarzenie małżeństw przez rodziców było jeszcze po wojnie nagminną praktyką w tutejszych wsiach. Na pierwszym miejscu stawiano względy ekonomiczne, majątek przyszłego małżonka, rzadko brano pod uwagę uczucia. Zresztą, jak podkreślali rozmówcy,&#13;
niejednokrotnie na ślubie nowożeńcy widzieli się po raz pierwszy.&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
To tak bardziej ojcowie żenili, to tam młodo pani cy młody pon mioł do godanio. Jak był taki&#13;
ze se nie doł, to było dobrze, ale jak był taki, to kozali i trza było iść. A casami to rodzice tak&#13;
musieli powiedzieć, tam będzies miała dobrze, cy tam będzies mioł dobrze i tam idź i tam&#13;
sukali takich miejsc, zeby było gdzie w domu, żeby mioł gdzie siedzieć. No sukali bardziej bogactwa, bogactwa, zeby dobrze było, żeby był las, żeby była polana, no bo to z tego zyli. Żeby&#13;
teściowie byli dobrzy, to tak sukali, bo to więcej tak do chałupy na kupie się siedziało [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Udało się zanotować jeden przekaz o tzw. prześlinach, archaicznym zwyczaju wstępnych uzgodnień dokonywanych przez swatów dotyczących możliwości ożenku.&#13;
Prześliny to było takie coś, że jak ktoś chciał się gdzieś ożenić, to szły takie babki do niego&#13;
i przesyłały prześliny i opowiadały, że ten ożeni się z tym i wtedy uradzili i wtedy dopiero chłopak tam szedł i tam szli, grali, zanosili wódkę. No i on się szedł tam żenić, ale jeżeli nie doszło do&#13;
zgody, łoni musieli te koszta zwrócić, bo on poszedł zapłacił za wódkę, a to koszta trzeba było&#13;
zwrócić [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
W latach powojennych instytucję swatów pełniły głównie kobiety z rodziny bądź z zewnątrz, dobierane ze względu na umiejętności negocjacji.&#13;
W ramach przygotowań do wesela panna młoda miała za zadanie kupić młodemu koszulę, a Pan młody kupował obrączki. O dwunastej w nocy, a czasem o drugiej lub trzeciej, w przeddzień wesela drużbowie zabierali od panny młodej koszulę i ze śpiewem na&#13;
ustach nieśli tę koszulę do domu młodego [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske], po czym&#13;
następowała biesiada trwająca nieraz do rana. W dniu wesela zadaniem drużbów było&#13;
zawiadomienie weselników o zbliżającej się uroczystości, co czynili, chodząc od domu&#13;
do domu zaproszonych gości weselnych [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Goście&#13;
zobowiązani byli wyposażyć młodych w składniki do wypieków. Przynoszono głównie&#13;
jajka, ser, masło [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. W dniu wesela młody szedł po swoją przyszłą żonę do jej domu, lecz zwyczajowo stawał w pewnej odległości od budynku,&#13;
natomiast młoda wychodziła na zewnątrz i przystawała za progiem.&#13;
[…] i tak się przekomarzali, kto ma pierwsze podejść, tak się targowali, to po kroczku, po kroczku, kto ma pierwsze podejść” [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
W latach 50. XX w. na tym terenie kobiety szły do ślubu w białych sukienkach szytych&#13;
przez miejscowe krawcowe [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus], natomiast mężczyźni różnie: czasem w stroju góralskim, czasem w garniturze.&#13;
U Zagórzan tradycyjne było tzw. podwójne wesele.&#13;
No przedtem wesela były, że każdy u swojego, u młodego, u młodej osobno, tak że nie było&#13;
tak jak teroz, że w restauracji czy gdzieś. Także się ci goście z tymi drugimi się nie widzieli&#13;
[W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Później, około północy, odbywały się oczepiny – w domu pana młodego lub panny&#13;
młodej, w zależności od tego, w którym z nich mieli po ślubie zamieszkać. Panu młodemu towarzyszyli wówczas drużbowie, którzy starali się coś wykraść dla młodych z domu&#13;
teściów i czasem udało im się wyprowadzić ze stajni konia albo krowę, albo jakiś inny&#13;
&#13;
77&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
przedmiot, który wpadł im w ręce, np. brony. Rzeczy te zwyczajowo przechodziły na&#13;
własność państwa młodych. Niejednokrotnie kończyło się to nawet „bitką” [W1_K, K_&#13;
Mszana Górna_Krasoń]. W pamięci respondentów oczepiny były już rodzajem zabawy&#13;
(lata 50. XX w.). W ich trakcie członkowie rodziny (często wprawne śpiewaczki i śpiewacy) wyśpiewywali przyśpiewki wymyślone na poczekaniu, czasem dość obraźliwe w swoim wydźwięku.&#13;
Przyśpiewka z Kasinki do panny młodej brzmiała:&#13;
Spojrzyj ze ty na dół, spojrzyj ze do góry, ześ sie wydostała z górnowsiajskiej dziury&#13;
[W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Przyśpiewki zawierały różne treści, często odnosiły się do sytuacji materialnej:&#13;
Na Łopusznym w sieni to krupka krupko goni, a u Bozioka gonsto bryjka kierpcom przejdzie&#13;
po nij [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
Juześ sie wydała, juz nie jesteś pannom, bedzies se chodziła z babami na ranną&#13;
[W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
Siostry my se siostry, siostry z jednej matki, rosły my se obie, jak w ogródku kwiatki. Zeby&#13;
nam dziś siostro, mama z grobu wstałato by się nad nami rzewnie rozpłakała&#13;
[W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
Ide jo se tojcyć, mom piniędzy skopiec, zeby nie godali, zek nie sed na cepiec&#13;
[W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
Po czym następował zwyczaj obtańcowywania panny młodej. Druhny trzymały przetak, a ludzie wrzucali do niego pieniądze i tańczyli z panną młodą. W czasie oczepin w latach 70. XX w.&#13;
[…] krzesno matka siadała na stołku. Opołka tako była jak sie chlyb piekło, a jak nie, to&#13;
tako miska, piekno serwetka przykryto i z młodą panią musieli prawie wszyścy tańcować.&#13;
Ciskali na tą, nikt sie nie wstydził ino ciskali na tą miskę. Ile położył wszyscy widzieli, e kielo&#13;
tam doł, tyn, tyn. Krzesno matka chowała pod serwetkę i to były tzw. Prezenty [W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
Najubożsi, organizując wesele, rezygnowali z oczepin i zwyczaju wykupywania panny&#13;
młodej. Mówiło się na to „biedne wesele”.&#13;
Tańczono głównie szybkie tańce: polki i walczyki. Przygrywali wiejscy muzykanci: para skrzypiec i basy, ale bywały też wesela, na których grał tylko jeden skrzypek&#13;
[W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
A jesce była tu u nos tako tradycja, ze no bo jak do kogo przysedł ten grajek, no bo przecie&#13;
musieli go sprowadzić z drugiego osiedla cy skąd, no to mu nie płacili, tylko Ci co przyśli tońcyć chłopcy, wiecór no to tam mu coś rzucił do tych skrzypiec. Zakładli, tak się nazywo, bioło&#13;
polko. No to jak, no to takie było przy tym tońcu bioło polka do muzykanta, no to zaśpiewoł&#13;
tam coś przed tym muzykiem i tam do tych skrzypiec mu rzucił tam dwa złote cy złotego, bo&#13;
tak przeważnie było, no to trzymoł kolejkę, żeby wszyscy co tońcyli w tym kółku, żeby mu coś&#13;
rzucili. Jak mu rzucili, to dobrze, a jak który moze ni mioł pieniędzy albo nie chcioł, zeby go kto&#13;
&#13;
78&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
przymusoł do tego, no to mu się stawił do tego ze nie. No to nie bees tońcył, no i z tego bitka,&#13;
i to tak się zacyno, zawse się zacyno od tych biołych polek. Te bitki się zaczynały [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Oprócz bitek, stałym elementem dawnych wesel byli nieproszeni goście, kawalerka,&#13;
tzw. ślęki (Olszówka), śluki (Mszana Górna), którzy v bawili się z innymi, obtańcowywali panny [W2_K,M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Kiedy pytamy o wesela, rozmówcy&#13;
właśnie to wspominają najczęściej. Współcześnie nie można już uświadczyć obecności&#13;
ślęków na weselu. Dawniej zwłaszcza dziewczęta czekały na ich przybycie, bo była to&#13;
okazja do poznania kawalerów.&#13;
To wieczorem, jak już się robiło mroczno, to chłopoki się ze wsi schodziły, to po domach były&#13;
wesela, to przychodzili, to wtedy już rządzili oni bo dziewcyny już czekały, kiedy chłopcy&#13;
przydom, żeby się zabawić, bo to nie było tak jak teraz, że sie idzie z jednym chłopakiem i całe&#13;
wesele tylko z nim siedzi i tajcuje. […] To gospodarz jak widzioł, że te chłopoki przyszły, to&#13;
wódkę uszykowoł, wyniósł im na pole, poszedł do kuchnie; uszykujcie tam, bo śluki przyszły,&#13;
trzeba im naszykować kiełbasy i chleba. Wyniósł im to, a oni mieli specjalnie takie miejsce przygotowane dla takich kawalerów. To jak był taki honorowy, to im powiedzioł: chłopcy macie&#13;
tutaj, wypijcie, ale z tym, że ma być spokój. Oni to uszanowali. Później gospodarz przyszedł do&#13;
orkiestry i powiedzioł: teroz przychodzom chłopcy, bedom tajcowoć. I choćby nawet przyszedł narzeczony z narzeczonom, to się nie mógł nawet słowem odezwać, bo przyszły śluki&#13;
i teroz bedom wybierać, z którą chcą tajcować [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
Wtedy jeszcze istniał zwyczaj, że panna młoda w wianie wnosiła skrzynię wianną,&#13;
w której przygotowane były pierzyna, poduszki oraz ubranie odświętne: lniana łoktusa&#13;
(rodzaj płachty narzucanej na ramiona), chustka barankowa, chustka półlatówka, kazimierka, spódnice tybetowe, zapaska, koszule, gorset.&#13;
Na następny dzień odbywały się przenosiny. Na tę okazję rodzina układała przyśpiewki:&#13;
W tej wujkowej sieni, paproć się zieleni,&#13;
ale cóż nam stego, ze nam Stefciu wzieni&#13;
Stefciu nam wzieni, a Julcia została,&#13;
będzie się ta paproć dalej rozwijała. [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
&#13;
Jeszcze dziesięć lat temu organizujący wesele zamawiali kucharki, które dwa dni&#13;
wcześniej gotowały potrawy weselne. Do pomocy przychodziły sąsiadki bądź członkowie&#13;
rodziny państwa młodych [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Wesela odbywały się w remizach OSP. Obecnie organizowane są wedle współczesnej mody.&#13;
&#13;
������&amp;KU]HVW&#13;
Podczas badań nie odnotowano wielu przekazów dotyczących tego obrzędu. Stwierdzono jedynie, że jeszcze długo po wojnie:&#13;
ksiądz nie chcioł chrzcić dzieci nieślubnych. Moja babka trzymała jako chrzestna szesnoście&#13;
dzieci, bo była bardzo taką babą opartą, była mocną, silną i kłóciła się z księdzem. I jak to panna&#13;
miała dziecko, nie było ślubu, to ksiądz nie chcioł chrzcić […]. I jeszcze jakżeś wymyśliła imię, to&#13;
&#13;
79&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
się trzeba było kłócić, bo on wymyśloł imię Rejka. Najbrzydsze imie wbieroł i nie popuszczoł.&#13;
A Rejka to jest Regina [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Chrzestni musieli być dość zasobni, ponieważ zwyczajowo przed chrztem zamawiali&#13;
u piekarza kukiełkę – rodzaj ozdobnego dużego pieczywa wyplatanego w warkocze, które dawano w prezencie rodzicom dziecka [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
������3RJU]HE&#13;
Podstawową różnicą w obyczajach pogrzebowych, na jaką wskazywali rozmówcy, jest&#13;
fakt, że dawniej „umierali w domu i z domu odbierano ciało na cmentarz” [W12_K, K_&#13;
Kasina Wielka_Dymanus]. Od tego roku w Kasince Małej, odkąd wybudowano kaplicę,&#13;
takie praktyki są zabronione przez księdza proboszcza, podobnie jak chodzenie w kondukcie pogrzebowym.&#13;
Przedtem normą było, że ciało zmarłego leżało w domu przez trzy dni, a wieczorami&#13;
ludzie schodzili się na modlitwę, odmawianie różańca i śpiewanie pieśni.&#13;
Klęczało się obok trumny, zegar zatrzymywali, lustra zakrywali, nie wolno było w polu robić.&#13;
Modliło się, wkładali gromnice do ręki. Powiadamiali sąsiadów. Zmarły był trzy doby powinien przeleżeć, bo dusza jeszcze w tym świecie porządkuje sprawy [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Zawsze proszono jedną z osób, aby przewodziła modłom, nadawała ton czuwaniu&#13;
przy zmarłym. Jeśli nieboszczyk leżał w domu w miesiącach letnich, podkładano pod&#13;
trumnę wiadro zimnej wody, które często wymieniano [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
[Kobiety] nanosiły jaśminu, żeby czuć było kwiatami. Palono świece. Na noc zamykało się&#13;
okno, albo trochę uchylało. W ciągu dnia okna były pozamykane [W8_K_Kasina Wielka_&#13;
Dymanus].&#13;
&#13;
Do trumny zmarłego wkładano różaniec i książeczkę do modlitwy bądź święty obrazek. Po wyniesieniu trumny z domu przestrzegano zwyczaju przewrócenia stołków,&#13;
na których leżała, tak aby nikt na nich od razu nie siadał, wierzono bowiem, że może to&#13;
spowodować nawet śmierć takiej osoby [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Podczas wyprowadzania trumny z domu wylewnie przepraszano i żegnano zmarłego(obecnie jest to znacznie zredukowane). Uderzano trumną trzykrotnie o próg. Gdy&#13;
zmarły leżał w domu, nie wolno było orać ani kopać – przewracać ziemi – z szacunku dla&#13;
niego i z obawy, by nie „zabrał” kogoś z domu. [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
Podobne ryzyko dostrzegano w sytuacji, gdyby zmarły leżał w domu w niedzielę – wierzono, że wówczas ktoś umarłby jeszcze w tym samym tygodniu. Wierzono też, że gdy&#13;
umrze panna, wkrótce „zabierze za sobą” jakiegoś kawalera. Na cmentarzu nadal całuje&#13;
się trumnę i krzyż. Zasłaniano lustro prześcieradłem, „żeby się ten nieboszczyk nie przeglądał w tym lustrze”. Nie należało także stawać za trumną, gdyż zmarły mógł „zabrać”&#13;
[W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
80&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Starsze pokolenie negatywnie odnosi się do nowych zwyczajów pogrzebowych,&#13;
zwłaszcza tego, że nieboszczyk musi być przeniesiony do kaplicy [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
����3RWUDZ\�WUDG\F\MQH�&#13;
We wspomnieniach respondentów powojenna dieta mieszkańców tutejszych wsi jawi&#13;
się jako bardzo uboga. Podstawą żywienia w ciągu całego roku były jeszcze wtedy jedynie ziemniaki, kasze, kapusta, a także potrawy mączne podawane z dodatkiem omasty&#13;
pochodzenia zwierzęcego, natomiast w okresie postu z dodatkiem olejów roślinnych.&#13;
Substytutem mięsa, które jedzono sporadycznie, głównie w okresach świątecznych, były&#13;
groch i fasola. Jedzono jedynie to, co wyprodukowano w obrębie gospodarstwa.&#13;
Się gotowało tam jaki barszcz, jaką kwaśnicę, coś takiego na mleku dużo. Chowali my krowy,&#13;
no to na mleku, kwaśne mleko z ziemniakami, takie, po prostu, no. A w niedzielę to zawsze jakiś rosół czy coś. Zabiło się jakąś kure czy cosi, bo był swoje, to się uchowało [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Do codziennych potraw należały kwaśnica z ziemniakami, żur z ziemniakami. Na kolacje jedzono zamiennie sapkę lub kluski z mąki razowej „targane” i gotowane na mleku.&#13;
W niedzielę były krupy z żółtym grochem albo fasolą z utłuczonej w stępie kaszy jęczmiennej omaszczone skwarkami.&#13;
Na całym terenie Zagórza potrawą podawaną jako pierwszy posiłek były tzw. kluski&#13;
rozgarnywane zwane sapką, czyli rodzaj kluski z mąki razowej prażonej na wodzie.&#13;
Kluski łozgarnowane to było co chałupa. Zimno wodo naloto, do tego soli, posolone, jo był&#13;
dzisiaj specjalnie kupić mąki we Mszanie razowej. Przedtem sie robiło taki ze smrecka rogalik,&#13;
ołupiło sie skórę. Jeden suloł, żeby to się szybko łozpuściła ta mąka […] kluski były z borszczem&#13;
– żurem, skwarki i śmietany i do tych kluzek. To było nagminne jedzenie [W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
Rzadsza wersja sapki nazywana była bryjką. Również podawano ją ze skwarkami&#13;
i smalcem lub masłem, a także na słodko z mlekiem i cukrem. Często jedzono ją podaną&#13;
w jednej misce, z której każdy bezpośrednio jadł łyżką.&#13;
Tradycyjny chleb wyrabiano na zakwasie chlebowym żytnim, bez dodatku drożdży.&#13;
Jako głównej mąki do wyrobu chleba używano mąki razowej. Proces wypieku i wyrastania chleba był długotrwały i pracochłonny. Pieczone w piecach opalanych drewnem nabierały swoistego aromatu, który obecnie, w opinii rozmówców, został utracony. Chleba&#13;
pieczono duże ilości – zwykle tyle, aby starczyło rodzinie na cały tydzień. Ilości te uzależnione były jednak od wielkości pieca, w którym mieściło się od sześciu do dwunastu&#13;
bochenków. Pracę przy wypieku rozpoczynano zwykle w sobotę rano. Sporych umiejętności i wprawy wymagało wsuwanie bochenków do pieca chlebowego [W5_K, K,&#13;
M_Kasinka Mała_Roeske]. Kiedy bochenek upadł w złym miejscu, trzeba było poczekać,&#13;
aż się przypiecze i dopiero go przesunąć. W czasie okupacji do ciasta chlebowego dokładano mąki owsianej. Przy okazji cotygodniowego wypiekania chleba pieczono również&#13;
podpłomyki. [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
81&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
W Lubomierzu wspomniano potrawę spożywaną na co dzień, zwaną kycioki [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda]. Był to rodzaj ciemnych klusek ziemniaczanych kładzionych&#13;
na wodę, a wykonanych z surowych ziemniaków, które po starciu na tarce odciskano&#13;
z nadmiaru wody. Podawano je na ciepło z omastą, wytopionym smalcem i skwarkami&#13;
lub zalane samym mlekiem.&#13;
Na śniadanie spożywano także placki (jako substytut chleba) przygotowane z ugotowanych tłuczonych ziemniaków i mąki razowej, pieczone na blachach pieca kuchennego,&#13;
w rodzaju podhalańskich moskoli. Sporo miejsca w codziennym jadłospisie zajmowały krupy (kasza pęczak gotowana na gęsto) maszczone. Czasem gotowano je także na&#13;
niedzielę. Na wigilię do krup dodawano okrągłego ugotowanego grochu [W8_K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus].&#13;
Wyjątkowym reliktem przeszłości wykorzystywanym do maszczenia potraw było sadło, czyli tłuszcz i słonina osolone i zaszyte we flaku.&#13;
Zesywali była tako błona, była tako okrągło. To do środka wkładali, to była słonino normalno.&#13;
I późni to zeszyli, takie okrągłe było, i brali takie dwie deski i ta jak jest to okrągłe to stulili, zawiązali drutem i to siedzioło w takim korycie czy cebrzyku i sól w skoli i to sie rosoliło [W5_K,&#13;
K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Sadło przechowywano za piecem kuchennym do czasu, aż się odpowiednio zasuszyło,&#13;
po czym wynoszono je do komory, do chłodu, i przechowywano je tam nawet do roku.&#13;
Kapuste gotowali, nazywała się dziamka. Gotowało się ziemniaki. Osobno się gotowało kapuste, tak troche na rzadko nie na gensto, bardziej rzadka, żeby trochu kwaśnicy było w tym i tam&#13;
się omaściło. I jak zwykle zasmażke tam dawali i tego. No i potem gnietli te ziemniaki i wsodzali do tyj kapusty i miszali tom paciaje. To było takie umiszane, łyżką można było nabierać&#13;
tą dziamkę i kłaść takie kupki. Potem się polewało skwareczkami cebulką [W12_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Gospodarze, którzy oddawali owce na wypas, byli na zimę zaopatrzeni w ser i bryndzę, przechowywaną w specjalnych dzieżkach. Bryndzę wytwarzano z mleka owczego.&#13;
Przetworzenie w nią sera było naturalnym sposobem konserwacji dużych jego ilości na&#13;
zimę. Bryndzę stosowano do maszczenia potraw między innymi ziemniaków, tzw. bryjki. Do kamiennego garnka wkładano zagnieciony ser, masło i sól ułożone warstwowo&#13;
i ubite, a następnie szczelnie zamykano garnek i obciążano kamieniem. W ten sposób&#13;
przechowywano pożywienie przez całą zimę.&#13;
Jak przychodziła zima, to kroiło się tej bryndzy. Czasem też gotowano ziemniaki, gotowało się&#13;
wodę spod sera, wsadzano bryndzę i robił się taki rosołek i jadło się z ziemniakami [W12_K,&#13;
K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Mięso nie utrzymywało się długo. Peklowano je w beczce z dodatkiem soli i czosnku, a następnie zakopywano beczkę w ziemi lub specjalnym dole wykopanym w szopie&#13;
[W10_K_70_Mszana Górna_Król], słoninę zaś trzymano na strychu. Przygotowywano&#13;
również mięso do suszenia: „kroiło się kawałki mięsa w paski, nasypało się soli do niecek – rosoliło się to, a potem się obsuszało. I wisiało se na hakach” [W12_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus]. Mięso baranie peklowano w beczkach z dużą ilością soli. Gotowano&#13;
z niego rosół, zawsze podawany z ziemniakami.&#13;
&#13;
82&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Jak zabili barana, to rąbali mięso, przesalali czy do drewnianych albo kamiennych garczków,&#13;
sól, czosnek i to się rozsoliło i kładli na to liście z chrzanu albo pokrzyw, przykładali denka,&#13;
potem kamień i siedziało w piwnicy żeby tam siedziało. Mięso się rosoliło i tylko się gotowało,&#13;
nigdy nie było smażonych mięs [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Przy każdym domu był sad: głównie jabłonie, grusze i śliwy. Nadwyżkę owoców dawano do zjedzenia zwierzętom albo suszono w specjalnych suszarniach.&#13;
Nie we wszystkich domach przykładano wagę do tego, aby w Wigilię na stole znalazło&#13;
się dwanaście potraw. Jako najbardziej charakterystyczne potrawy kojarzone z tym dniem&#13;
respondenci przywołali: zupę z korpieli (brukiew) ugotowaną na wodzie z ziemniakami&#13;
[W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń], ziemniaki, kapustę z grochem Jaśkiem, krupy (kasza&#13;
pęczak) z grochem, kaszę ze śliwkami, zupę grzybową [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske], polewkę z suszonych owoców („punki”), barszcz z fasolą [W7_K_Olszówka_Krasoń], kluski z makiem, pierogi na słodko (z suszonymi owocami, np. śliwkami). Kolację&#13;
rozpoczynało się zawsze śledziem [W6_K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
W Wigilię jedzono postnie, zupę grzybową, grochową z fasoli Jaś, polewkę ze suszonych&#13;
owoców, ziemniaki z kapustą, chleb, makaron z polewką z suszonych owoców na słodko, pierogi z jabłkami i śliwami, barszcz, żur z razowej mąki [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Charakterystyczną potrawą spożywaną na Wielkanoc na całym tym terenie była święconka, tzw. święcelina, nazywana też sodrą, czyli zupa wykonana na bazie poświęconego&#13;
w Wielką Sobotę jedzenia. Wszystkie składniki, czyli kiełbasę, jajka, wędzonkę, świeżo&#13;
starty korzeń chrzanu zalewano zsiadłym mlekiem. Sodrę podawano ją zależnie od rodzinnej tradycji na ciepło bądź na zimno. Obecnie na Wielkanoc częściej spożywa się żurek wielkanocny wedle współcześnie panujących trendów, chociaż w niektórych domach&#13;
nadal przygotowuje się święconkę.&#13;
Najdotkliwiej głód doskwierał w czasie okupacji, przez nałożone odgórnie normy&#13;
kontyngentowe. Wtedy każde gospodarstwo musiało oddawać część zgromadzonego&#13;
jedzenia, co wpłynęło na skrajne niedożywienie ludności. Największa bieda i głód przypadały poza tym okresem głównie na okres przednówka. „Od czerwca jak się posadziło&#13;
ziemniaki do żniw – sześć tygodni – wtedy ludzie gotowali z roślin, np. lebioda roślina,&#13;
która jest jak szczaw, gotowali z niej zupy, zasypane mąką” [W12_K, K_Kasina Wielka_&#13;
Dymanus]. We wspomnieniach zachowała się zupa głodowa gotowana z pokrzyw (Kasina Wielka). Innym sposobem zaspokajania głodu było podawanie na śniadanie gotowanej wody w naczyniu. Na wierzch wlewano olej lniany. Każdy z domowników dostawał&#13;
po kromce chleba, który moczono w wodzie z olejem [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Na wesela pieczono kołacze w piecu chlebowym, chleb i słodkie bułki.&#13;
Kołoce to miała tako łopate łokrogło dość duzo, i to ciasto jak zarobiła to sie wyrusało,&#13;
a późni miała bryjdzu [bryndzę], no to to bryjdzu łozrobiła z mlykiem łozpuściła cy ze śmietanom, jojka nałozbijała na tyn kołoc. Na tą łopate kołoc nasuła, rozgarnona to pieknie no&#13;
i do pieca. W piecu to musiała umieć dobrze. Moja matka to takie piekła kołoce, prosze pana&#13;
i placki to ze zytne monki, to nie łozeznoł ze to jest zytny chlyb, jeno taki był smacny. Zarobiała&#13;
&#13;
83&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
tym ciostkom i jak wyrobiła, to połozyła na stolnicy to ciasto, tyn placek juz gotowy na łopato&#13;
i późni tyn placek siedzioł na kwilku na stole i potem wziona, jak sie napoliło juz w piecu, to&#13;
wygarnona tyn łogiej i wziona jesce późni smatu i mioła taki ciosek tyz na kiju i tyn ciosek&#13;
owinona ścierkom i wsadziłą do pieca, zeby kaj jaki iskier nie łostało i zeby popiołu nie było. To&#13;
wygarnona pieknie tyn popiół te iskry, a na to miała z dykty z pudełka takiego duzego i wraziła do tego pieca i wziona na to dyktu i posuła tymi pokrupinami [otrębami] i wtedy dopiero&#13;
wkładała z łopaty te placki. To tych placków co kołoców wlazło na to dykto sześć, no ale to&#13;
były duze. […] A potem jak piokłą te placki zytne, to wziona łozbijoła jojka, to te zółtka wyjona&#13;
osobno od tyk biołtek i wziona łozmieszała te i miała taki jak pędzelek i wraziła do tyk zółtek&#13;
i te chleby pomalowała po wierchu [W15_M_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
����'DZQL�PLHV]NDąF\�ZVL��Ĺ\G]L�L�5RPRZLH��&#13;
Społeczność żydowska skupiona tutaj najliczniej w obrębie miast, w Mszanie Dolnej czy&#13;
Rabce, we wsiach była skromnie reprezentowana przez nieliczne rodziny prowadzące&#13;
tam własny interes, np. karczmę bądź sklep.&#13;
Dziesięć latek mioł jak Zydów wojna poniscyła, dziesięć lat. To telo pamiętom, ze były w Porębie Zydy, domy mieli, tu przychodzili do mojego taty, bo oni kupcyli zwierzętami, bo oni inne&#13;
nie jedli ino kurzyny i cielęcinę, innego misa nie jodali. A telo pamiętom, co przyśli do taty, co&#13;
to se kupili takie ciele [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Do wojny to w Niedźwiedziu to było tak Żydów, w Mszanie, wie pani, we wojnę to wszystko&#13;
Niemcy wszystko wyzabijali. Uciekali. Pamiętom wojnę, jak się wojna zaczynała, to tam uciekali wszyscy, gdzie kto mógł: do lasu, i to. Ale w Niedźwiedziu było bardzo dużo Żydów, to&#13;
jeszcze zapamiętałam. Mieli tam boźnice tam na Rynku, i tam tą knajpę taką całą. Było bardzo&#13;
Żydów, ale wie Pani, tu bardzo dużo wyzabijali, Niemcy [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Cyganie w taborze to byli tu raz za mojego życio. W maju to było, śnieg sypoł, a oni tam w lesie&#13;
rozłożyli te konie... i wszystko i śnieg ich zasypoł, piętnaście furmanek. To właśnie wtedy tak&#13;
ładnie to wyglądało, taki tabor. […] coś siedzieli chyba z tydzień [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Zanotowano ciekawą relację dotyczącą mieszkańców Lubomierza&#13;
To zawsze babcia mówiła, że ten Lubomierz tam w górze to pochodzą z Tatarów, że oni byli&#13;
tak przywiezieni i się później pożynili, tu sie osiedlili, tak że nazywali ich, że taki naród tatarski&#13;
[W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
����7XU\VW\ND�&#13;
W turystycznych destynacjach lat 70. i 80. XX w. na tym terenie, we wsiach Konina, Kasinka Mała, Kasina Wielka i Poręba Wielka, kwitła nowa dla wsi gałąź działalności – wynajem pokoi dla letników. W sezonie letnim mieszkańcy owych wsi przenosili się do sutereny we własnym domu, aby odnająć na czas wakacyjnego wypoczynku pomieszczenia,&#13;
w których na co dzień mieszkano, a także pokoje specjalnie przygotowane pod letników,&#13;
np. wygospodarowane na strychu. Ich wyposażenie było skromne, zwykle ograniczało&#13;
się do niezbędnych sprzętów: łóżka, krzesła, kufra bądź skrzyni na ubrania, kącika higienicznego złożonego z miednicy i dzbanka, nocnika pod łóżkiem, a do tego kilku oleodruków na ścianach.&#13;
Jeszcze tu w tej starej chałupie to po dziesięć do piętnaście osób letników, każdego roku&#13;
w stodole spali na strychu pod dachem. Nie było miejsca, ale przyjeżdżali i siedzieli całymi&#13;
dniami tutaj. Całe dwa miesiące było to. Górnicy ze Śląska to przeważnie byli. Wtenczas było&#13;
tak po wsiach to turystów, wczasowiczów było dużo [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
W Kasinie Wielkiej mieszkał Żyd nazwiskiem Kumer, który prowadził karczmę, a który pewnej nocy został zabity [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. W Lubomierzu karczmę należącą do Żyda w czasie wojny spalono. Do dziś miejsce to nosi nazwę karcmisko.&#13;
&#13;
Tutejsze wsie wybierane były przez letników ze Śląska i Krakowa, podróżujących tu&#13;
w celu zażywania świeżego, górskiego powietrza. Niektórzy przyjeżdżali w każde lato.&#13;
&#13;
No, jo pamiętom Jankiel ze się nazywało, i pamiętom, tata nie roz opowiadoł. I jak jechali ze&#13;
Mszany furmany albo co to się obracali tam, no bo Zyd nawet zburgowoł i nie trza było płacić,&#13;
i za towor cy za jedzenie, za – cy trza mu było dać. Niektóryn to przepił grunt w ty karcmie,&#13;
bo Żyd burgowoł wszystko. Ze dobry Zyd był ino ze wszystko u niego mógł załatwić, ze był&#13;
taki, no, ze drzewo kupił, i on jak było po drodze, sedł to kupił drzewo od chłopa, a chłop wiózł,&#13;
kozoł chłopu wieźć do Mszany, bo znowu mioł swoich tam we Mszanie, nie roz zawiózł chłopa&#13;
nie roz po drodze jesce roz sprzedali [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
paki takie byli, to śli pomagali, wiązali snopki, a te mamy to były takie kobiety to naprawde&#13;
i obiad nam ugotowały i wyniosły do pola, jak my robiły w polu i rzeczywiście byli tacy pomocni. I przyjeżdżali co roku przez 20 lat przyjeżdżali [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
84&#13;
&#13;
Letnicy byli bardzo pomocni, to i obiad ugotowali i w polu przy żniwach pomogli. Chło-&#13;
&#13;
Wędrowni Romowie odwiedzali tutejsze wsie doraźnie w poszukiwaniu zarobku.&#13;
&#13;
Obecnie w opinii mieszkańców tutejszych wsi sytuacja związana z ruchem turystycznym znacznie się zmieniła. Pojawia się więcej turystów, dość wymagających, którzy przyjeżdżają na krótko. W niektórych miejscowościach, jak Kasina Wielka, inwestycje w infrastrukturę poprawiły znacznie sytuację, podczas gdy zamknięcie wyciągu w Koninkach&#13;
wpłynęło tam na zastój w ruchu turystycznym.&#13;
&#13;
Cygany to przyjeżdżali taborami, przywozili patelnie, a sprzedawali pińć [pięć] raz jedną, a nikomu nie puścili z renki, to brali siano i zboże dla koni, no bo przecie jechali, […] a kury kradli!&#13;
Tak trza było wszystko zamykać, jak nie wiem. To pore dni byli [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
&#13;
[…] teroz to już nie ma konia na Koninkach. [...] Nie ma ani. Jakby był wyciąg, jakby były wczasowicze, to by się ludzie o to postarali, a tak to konia utrzymać to jest bardzo trudno, a nie&#13;
ma gdzie zarobić nim. Bo ani już pola nie orzą. Jeszcze zbierają te siano [W13_K_84_Poręba&#13;
Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
85&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
����3RGVXPRZDQLH&#13;
Powyższy artykuł stanowi jedynie niewielki wycinek pamięci o dawnej wiedzy ludowej oraz wierzeniach, które na tym terenie są już dziś tylko echem minionych czasów.&#13;
Zauważyć można, że w zgromadzonych wypowiedziach wiedza powszechna miesza się&#13;
z przekazem pokoleniowym. Lokalne przekazy o dawnych pieśniach, zwyczajach i wierzeniach odchodzą już w niepamięć jako przeżytek kulturowy i „zabobon”. Niejednokrotnie przytoczone tu treści wywiadów są relacją z postpamięci. Informatorzy opowiadają&#13;
o doświadczeniach własnych rodziców czy też dziadków. W wielu przypadkach nie udało&#13;
się niestety wyłapać ram czasowych dla pewnych zjawisk. Pojawiają się więc opowieści&#13;
niepełne, wariantywne i powierzchowne. Widoczna staje się konieczność przeprowadzenia pogłębionych badań z zakresu kultury duchowej Górali Zagórzańskich.&#13;
&#13;
Parzenice, rękodzieło Rafała Nowaka, 2019 r.&#13;
(fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka – etnolog, muzealnik, badacz terenowy. Pracuje w Muzeum&#13;
im. W. Orkana w Rabce. Interesuje się etnopsychiatrą i dziedzictwem Zagórza. Autorka nagradzanych krótkich filmów dokumentalnych i etnograficznych (Heródek Orawski Nikifor).&#13;
Rękodzieło autorstwa Bronisława Augustyna, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
86&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Ołtarz Kaplicy na Brzegu, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Krajobraz wsi, Koninki, 2019 r. (fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
Kaplica na Brzegu, Kasian Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Kuchnia, Koninki, 2019 r. (fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
Strop drewnianego kościoła, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Okno opuszczonego gospodarstwa, Poreba Wielka-Górna, 2019 r.&#13;
(fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
-XVW\QD�/DVNRZVND�2WZLQRZVND&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
&#13;
Zabudowania w Jasionowie, Olszówka-Jasionów, 2019 r. (fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
Etnograficzne badania nad pożywieniem wiejskim w Polsce mają długą historię. Opracowania potraw stawały się częścią monografii regionalnych już w XIX w. Transformacja&#13;
ustrojowa początku lat 90. XX w. w Polsce otworzyła nasz kraj na nowe prądy kulturowe,&#13;
wśród których znalazło się również naukowe zainteresowanie kuchnią regionalną. Inspiracją dla podjęcia refleksji naukowej na temat jedzenia były analogiczne badania realizowane od wielu już lat w świecie zachodnim. Za ojca antropologii pożywienia uważa&#13;
się Sidneya Mintza. Okres między rozpoczęciem przez niego w latach 50. XX w. pierwszych badań z zakresu antropologii jedzenia na karaibskich plantacjach trzciny cukrowej&#13;
a napisaniem podsumowującej 30 lat badań książki Sweetness and Power: The Place of&#13;
Sugar in Modern History1 to czas kształtowania się badań pożywienia jako studiów akademickich. Początek XXI w. przynosi ich wielki rozwój. Badania różnych aspektów odżywiania się, w tym zagadnienie dziedzictwa kulinarnego, prowadzone są w Polsce na&#13;
licznych uniwersytetach oraz w Polskiej Akademii Nauk. Uczestniczą w nich nie tylko&#13;
rodzimi badacze, ale też przedstawiciele zagranicznych uczelni, zainteresowani specyfiką&#13;
przemian polskiej kuchni. Prezentowane poniżej opracowanie jest wynikiem badań pilotażowych przeprowadzonych głównie na terenie Pienin, ale też Spisza w sierpniu 2018&#13;
roku. W znacznej mierze jego celem jest wstępne uporządkowanie oraz przedstawienie&#13;
zebranego materiału etnograficznego2. Odwiedziliśmy następujące miejscowości: na Spiszu były to Nowa Biała, Łapsze Wyżne, Łapsze Niżne, Niedzica, Falsztyn; w Pieninach&#13;
– Szczawnica, Krościenko, Czorsztyn, Sromowce Wyżne, Sromowce Niżne. Braliśmy też&#13;
1&#13;
&#13;
S. Mintz, Sweetness and Power: The Place of Sugar in Modern History, Viking, New York 1985.&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
Grupę badawczą tworzyli dr Justyna Laskowska-Otwinowska, mgr Barbara Luberda, Marcin Mieszała, Liwia&#13;
Sus.&#13;
Dom naszych rozmówców, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. M. Roeske)&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
udział w festynie kulinarnym z okazji dożynek w podhalańskiej Mizernej, do której zaproszono również Koła Gospodyń Wiejskich z Pienin, a w której zostały przeprowadzone krótkie rozmowy z turystami. Badania zostały wykonane przez grupę studentów-wolontariuszy na zlecenie krakowskiej Fundacji Mapa Pasji, w ramach projektu Odkrywanie&#13;
skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Niniejsze podsumowanie oparte zostało na&#13;
ponad 40 rozmowach typu etnograficznego wywiadu rozszerzonego oraz na notatkach&#13;
sporządzonych na podstawie obserwacji. Zebrany materiał wzbogacono licznymi fotografiami.&#13;
&#13;
���ɚ'R�G]Lě�OXELP\�WH�VPDNL��NWµUH�]QDP\�]�G]LHFLąVWZDə&#13;
Najstarsze odnotowane przez nas potrawy określane przez rozmówców jako tradycyjne&#13;
dla wzmiankowanych regionów zostały już wielokrotnie opisane3. Wspomnieć je jednak&#13;
wypada raz jeszcze, gdyż staną się tłem dla opowieści o zmianach gustów i przyzwyczajeń&#13;
kulinarnych na tym obszarze, począwszy od okresu PRL, aż po dzisiejszy dzień.&#13;
Kuchnia spiska i pienińska różniły się nieco ze względu na dostęp do niektórych produktów spożywczych, zwłaszcza owoców. Poza tym jednak mamy do czynienia z potrawami bardzo zbliżonymi do siebie i sporządzanymi z niemal tych samych produktów:&#13;
mąki, sera, roślin strączkowych, kapusty ziemniaków.&#13;
Kuchnia góralska to była kuchnia bardzo pusta, to były: ziemniaki, kapusta, groch&#13;
[wywiad zbiorowy, Czorsztyn].&#13;
Króciutko: podstawowymi artykułami żywnościowymi to była piwnica ziemniaków, dwie&#13;
beczki kapusty, korpieli trochę – brukwi, korpieli po nasemu. […] I świnię, jak tam był bogatszy,&#13;
to zabijał dwa razy do roku, a jak był biedniejszy, zabił roz do roku. […] Kapusta, pęcok z jęczmienia […] – gruba kasza […] mleko czasami, to zależy jak było [wywiad zbiorowy, kobiety&#13;
i mężczyźni, wiek ponad 75 lat, Krościenko].&#13;
[…] Bogatsi no to więcej tego mięsa mieli, bo chowali owce, kozy, gęsi, kury, kaczki – każdy&#13;
miał swoje, to byliśmy niezależni od sklepu [wywiad zbiorowy, kobiety, wiek ponad 75 lat,&#13;
Krościenko].&#13;
W kapuście żeberka wędzone, kapuśniarka z ziemniakami, kapuśniarka zasmażana […] Buchty też […]. To są pierogi na parze […]. Na garnku kładzie się ściereczkę i te pierogi się gotuje&#13;
na parze, na ściereczce, na parze dosłownie i później sos ze śmietany i z truskawkami [wywiad&#13;
zbiorowy, kobiety i mężczyźni, Krościenko].&#13;
Gotowało się grochówkę, gotowało się fasolówkę, takie rzeczy, co były swojskie” [kobieta, lat&#13;
85, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Rzadko wśród wypowiedzi znajdujemy wspomnienie barszczu z buraków gotowanego na serwatce z krowiego mleka z dodatkiem śmietany. Wydaje się, że barszcz czerwo-&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
ny, tak popularny w innych częściach Polski, był raczej „wynalazkiem” tutejszych gospodyń w okresie powojennym.&#13;
To kapuśniarka nazywali, dziś kwaśnica. To z kiszonej kapusty [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
Z takich domowych to ja zapamiętałem: kapusta była z grochem, z fasolą czy piechotą [rodzaj&#13;
fasoli], takie podstawowe to były ziemniaki z rosołem, potem ziemniaki z wodą bryndzaną,&#13;
bryja z mąki i wody na mleku, kulasa była ze skwarkami albo z mlekiem […]. Jeszcze się robiło&#13;
to pierogi, to racuska, uska to robili zazwycoj na święta bardziej, na Boże Narodzenie. Pierogi&#13;
to robili z bryndzą, no i co tam jesce… [wywiad zbiorowy, mężczyźni, lat 50-80, Krościenko].&#13;
Najwięcej to robili pierogów z marmoladą, bo było może, ja wiem, najtaniej. I z serem. Ruskich&#13;
nie gotowali [kobieta, lat 70, Niedzica].&#13;
&#13;
Lokalnym przysmakiem stosowanym nawet dziś w restauracjach z pożywieniem tradycyjnym są pierogi z farszem z bobu lub fasoli.&#13;
Jak się zakisiło kapustę na zimę, to ten sok nazywało się juha. W nomenklaturze języka polskiego juha to krew z dzikich zwierząt, ale to u nas tak się nazywało ten sok […]. Dla mnie to&#13;
było coś cudownego, fantastycznego, jak mama to gotowała. [...] Też trzeba było to omaścić&#13;
odpowiednio [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
W kuchni związanej z gospodarką pasterską nie mogło zabraknąć nabiału owczego:&#13;
Część z matek [owiec] szła na pastwisko letnie, czyli na koszar. Za to, …że się bacy dawało te&#13;
owce, to on dawał ileś tam kilogramów buncu [...] część żeśmy zjedli [...] a jak ten bunc dojrzał,&#13;
to się robiło bryndzę. Mieliło się to, dodawało sól, czasem szczypiorek i też w kamionkowych&#13;
garnkach przechowywało [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Kuchnia regionalna uwzględniała pewne rozbieżności w sporządzeniu dań. Rozmówcy sugerują, że zależały one od dwóch czynników. Wymieniają więc osobiste gusty kulinarne:&#13;
[...] tutaj to się kwaśnicę robiło częściej. Bo to się jadło z ziemniakami, omaścić słoniną i cebulą.&#13;
Ja na przykład lubiłam kwaśnej śmietany do tego, bo takie nie lubiłam, jak był ziemniak w kwaśnicy. Bo to różnie gotują kwaśnicę [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Oprócz tego rozmówczynie dostrzegają także różnice w wykonaniu tych samych potraw w różnych miejscowościach:&#13;
[...] u nas to się dawało [do kapusty – dop. J.L-O.] trochę kaszy, gruszki suszone w suszni, śliwki,&#13;
jabłka. To takie słodkie bardziej. Ale w Szczawnicy inaczej robią. Tam nawet kapusta z grochem&#13;
miała inny smak [kobieta, lat 60, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Rozmówcy podkreślali monotonię domowych jadłospisów, czasem w zabawny sposób [fragment wywiadu zbiorowego z Krościenka]:&#13;
- Tu nie było dużo dań wtenczos, tylko się stale jedno i to samo obracało.&#13;
- Tyz prowda, tak było ze jedno i to samo. W jeden dzień było to, na drugi dzień było znowu&#13;
inne [...].&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
Poniżej kilka odniesień do literatury na ten temat zamieszczonych w Internecie:&#13;
http://polski-spisz.com/spisz/koscioly-na-spiszu/;&#13;
http://www.etnozagroda.pl/index.php/micms/doc/&#13;
view/id/299; https://www.lapszenizne.pl/kultura/kuchnia-spiska;http://www.pieniny.net.pl/blog/pieniny-kuchnia-regionalna/;https://www.orlica.com/blog/pieniny-na-talerzu; http://wsercupienin.nowotarski.pl/&#13;
index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=5&amp;Itemid=10, dostęp 2.12.2019 r.&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
- No tak było.&#13;
- To zależy jak było [wywiad zbiorowy, wiek ponad 70 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
[...] pamiętam, ugotowało się kapustę, się odgrzewało przez tydzień i ona bez przerwy była ciepłą na tym piecu i każdy tą chochełką, jak z pola przychodzili, starsi, rodzice albo coś, to każdy&#13;
jadł, nie? [2 kobiety, lat 60 i 30, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Odmienny od dzisiejszego był też rodzaj spożywanych posiłków. Na ogół wszystkie&#13;
trzy posiłki były „na ciepło”:&#13;
Ja do dziś dnia się nie umiem najeść kanapeczkami, bo u nas się gotowało śniadanie, obiad i kolację [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
My wiemy, że dzisiaj, to kto chce jeść gotowaną kolację?! A dawniej to musiała być!&#13;
[wywiad zbiorowy, mężczyźni, wiek ponad 80 lat, Czorsztyn].&#13;
Na śniadanie były ziemnioki, mleko kwaśne, albo bryjka. Na obiad był krupnik jakiś, jakaś zupa&#13;
jarzynowa i chlebek. Jak nas była siódemka w domu z rodzicami, to był jeden bochenek na&#13;
cały dzień, bo nie stać było więcej rodziców [...]. A na kolację przeważnie to były ziemniaki,&#13;
mleczko kwaśne, ale to też nie było tak, żeby się człowiek mógł najeść do syta [kobieta, lat 94,&#13;
Czorsztyn].&#13;
&#13;
W ostatniej wypowiedzi dostrzegamy charakterystyczny dla wiejskich terenów system reglamentacji pożywienia i wynikającą z tego pamięć o niedojadaniu4. Jednocześnie&#13;
obowiązywał rodzaj savoir-vivre’u przy stole, który nie dopuszczał do niesprawiedliwego&#13;
podziału posiłków5:&#13;
A w ogóle to przedtem to się jadło z jednej miski glinianej. Taka duża była i taka wysoka. Jak nas&#13;
siedło sześcioro, siedmioro, albo więcej, to każdy musiał ze swojego kraja jeść. Tam nie wolno&#13;
było sięgać drugiemu [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Rozmówczynie zauważają również, że potrawy codzienne robiono na szybko:&#13;
Ale najprędzej to się jadło ziemniaki z kwaśnym mlekiem, bo jak się z pola przyszło, to żeby&#13;
było szybko, szybko [kobieta, lat 75, Krościenko].&#13;
&#13;
Do najszybciej produkowanych potraw należała też zupa bryndzonka, składająca się&#13;
z ziemniaków i wody z bryndzą. O jej wyborze jako potrawy dietetycznej wspominają&#13;
również starsi rozmówcy. Natomiast potrawy odświętne były bardzo pracochłonne:&#13;
[...] bo cokolwiek się zrobi, no to trzeba te 4-5 godzin pogotować [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
W kuchni niedosytu ważną pozycję zajmował chleb:&#13;
Co sobotę, a może nawet już w piątek babcia robiła zaczyn. Bez drożdży, bo chleb był bez&#13;
drożdży. [...] To była mąka, woda i bakterie. Przechowywała tam go gdzieś, a jak nie było, to&#13;
się zeskrobywało korytko – to była taka duża dzieża do wyrabiania ciasta, no i już się odnawiało zakwas. [...] No i rano, jak się paliło w piecu, babcia do tego dodawała mąki, bo musiało&#13;
to wyrosnąć pięknie [...]. Trochę się dawało mąki takiej ciemnej [jęczmiennej, żytniej], po pięć&#13;
złoty, pamiętam, była. Babcia mówiła: „Idź kup kilo mąki za 5 złotych”. [...] to wtedy troszkę wyciągało tak, że chleb wyrastał. [...] i jeszcze, żeby chlebuś zachował świeżość przez tydzień, żeby&#13;
4 Zob. Z. Szromba-Rysowa, Pożywienie, w: Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze, red. D. Tylkowa, Kraków 2000.&#13;
5 Na ten temat w oparciu o badania na Rzeszowszczyźnie, Podlasiu i terenie Warmii pisałam w artykule: Głód&#13;
w kulturze tradycyjnej i w życiu współczesnej wsi. Próba analizy materiałów terenowych w nowej perspektywie&#13;
porównawczej, „Kultura i Społeczeństwo”, Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, 1998,&#13;
t. XLII, nr. 2, s. 19-35. O minimalizmie konsumpcyjnym pisała także Z. Szromba-Rysowa, Pożywienie, op. cit.&#13;
&#13;
94&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
się nie zesechł, to się dodawało ziemniaki gotowane i gniecione. I one utrzymywały wilgoć [...].&#13;
Pamiętam, że kminkiem babcia posypywała. Był też chleb na liściach [kapusty], jak już głowy&#13;
były wyrośnięte [...] Na łopatę kładło się liście, na tym kładło się chleb i z tym liściem wsadzało&#13;
się do pieca. I ten zapach z kapusty przechodził i ten chleb miał cudowny zapach [kobieta, lat&#13;
68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Ta sama rozmówczyni opowiada też, jak przy okazji wypieku chleba powstawały lokalne podpłomyki:&#13;
[...] podpłomyki [...] to ciasto było nie do końca wyrobione [ciasto chlebowe, nie całkiem wyrośnięte], nie było takie twarde za bardzo, raczej takie lekkie ciasto, jakby ten zaczyn był z małą&#13;
ilością mąki. Tak pamiętam. I babcia robiła z tego placki, i jak jest piekarnik, węgle się podgarniało, albo już nawet jak chleb był w środku, to na tych węglach się takie okrągłe placki piekło&#13;
[...] może 15, 20 minut. I co kto miał, to na to dawał: mogło być masło, mogła być śmietana&#13;
z cukrem, albo garczek mleka zsiadłego lub słodkiego. I już była taka uczta! I dzieci dostały&#13;
takie śniadanie. A potem: „Idźcie dzieci paść krowy” [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Opisane podpłomyki były jednak rzadziej spotykane. Częściej w lokalnej kuchni tradycyjnej pojawiały się moskole. Wykonywano je nie z ciasta chlebowego, lecz z ciasta&#13;
z dodatkiem kwaśnego mleka lub sody. Niektórzy rozmówcy wspominają o dodawaniu&#13;
do moskoli także ziemniaków. Pieczone były w formie placuszków bezpośrednio na blasze kuchennej. Omaszczano je, podobnie jak podpłomyki, masłem lub bryndzą. Na blasze smażono także placki ziemniaczane podawane ze śmietaną lub naleśniki.&#13;
Kuchnia spiska i pienińska różniły się przede wszystkim dostępem do owoców – na&#13;
Spiszu sadów było mało ze względów klimatycznych. Surowsza zima powodowała wymarzanie drzewek owocowych. Zjawisko to, wspominane przez rozmówców, potwierdzają opisy geografii terenów:&#13;
Tu było ubogo, jeśli chodzi o owoce, ale się kupowało cudowną marmoladę w sklepie. I taki&#13;
blok przed świętami się przynosiło ze sklepu. Suszone [owoce] to właśnie przywozili Poloki.&#13;
Mieli i gruszki suszone, i śliwki suszone, i wędzone [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Braki w owocach pamiętane są jeszcze dzisiaj i nadal wzbudzają emocje:&#13;
Jest jesień, a niepozbierane owoce na drzewach! Matko i córko – to grzech! To przecież my&#13;
byśmy się byli za nie dali zabić, za takie jedno jabłko, nie! Bo nie dość, żeś go nie kupił, to jeszcze&#13;
ci go nikt nie przywiózł! Bo to [...] a nie przyjechał pan z Łącka ani z Ochotnicy [...] Albo jaki&#13;
tu był handel wymienny! Na przykład przyjeżdżał pan z Ochotnicy, tam ziemniaki nie bardzo&#13;
się opłacało sadzić. Jak miał śliwki, to tu sobie wymienił. Dawało się za jedno wiadro śliwek&#13;
dwa-trzy wiadra ziemniaków [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Tym czasem w regionie Pienin sady bywały obfitsze, a hodowla dość zróżnicowana,&#13;
gdyż obok jabłoni i gruszek sadzono różne odmiany śliwek, w tym renklodę. Oba regiony charakteryzowało za to spożycie ryb, zwłaszcza pstrąga obecnego obficie w górskich&#13;
strumieniach. Na terenach pienińskich wspomina się również łososie, które jednak już&#13;
w Dunajcu nie występują:&#13;
Pewnie, pstrągi przecież tu pływają. I na tarło, bo nie było zapór, przypływały łososie. Tego nie&#13;
było wolno, ale wie Pani – przepisy przepisami, a zawsze się je omija [mężczyzna, lat 88, Krościenko].&#13;
&#13;
95&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Potrawy codzienne różniły się w zależności od zamożności domu. W niektórych,&#13;
obok potraw ziemniaczano-mącznych, takich jak dziadki, gałuski, kluski szare, kluski cuchane, gołki czy brejka lub kulasa (różne odmiany klusek z gotowanych lub surowych&#13;
ziemniaków z dodatkiem mąki albo taka sama masa bez kształtowania jej w kluski, polewana omastą ze słoniny lub masła) pojawiały się też potrawy mięsne. Na ogół występowały dwa okresy uboju świń: przed Bożym Narodzeniem i przed Wielkanocą. W okresie&#13;
jesiennym bito też barany. W tym czasie na stołach pojawiało się więcej mięsa:&#13;
W moim domu, to mama z tej nogi [udziec świński, wędzony], to odkrawała takie kawałki – to&#13;
się nazywało sołdrzyna. To się smażyło, a osobno się gotowało ziemniaki. [...] jak ziemniaki były&#13;
miękkie i mięso usmażone [...], to mięso było pokrojone na drobne kawałki i z ziemniakami, to&#13;
się taką zupę robiło. I to się nazywało gulasz [kobieta, lat 70, Niedzica]&#13;
[...] karpiele gotowali z baraniną, marchewki się dodawało [...] ziemniaczka. W kostkę to&#13;
wszystko [...]. No to kwaki, korpiele albo kwaki – to zależy jaka była okolica [wywiad zbiorowy,&#13;
wiek powyżej 75 lat, Krościenko].&#13;
Jesienią to już była [...] na okrągło baraninka, to rosołek z tego mama robiła i się jadło. A kura&#13;
swojska to już była na niedzielę [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
Tam nie było kotletów, karczków, bo to wszystko pokroili i gotowało się [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Gdy brakowało mięsa zawsze jeszcze był dostępny tłuszcz zwierzęcy:&#13;
[...] każdy łój był wykorzystywany, i barani, i wołowy, i smalczyk przede wszystkim. Wszystko,&#13;
oczywiście, zależało od pory roku [...] Bo w innym okresie była wołowina dostępna, w innym&#13;
baranina. Zazwyczaj zimą wszystko się maściło tłuszczem zwierzęcym, natomiast latem masłem [kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Na podstawie tej i innych wypowiedzi można stwierdzić, że w regionalnej kuchni tradycyjnej dania z drobiu miały charakter odświętny, gdyż:&#13;
Ileś się kurczaków najadła?! Kurczaki i kury były po to, żeby jajka znosiły, żeby je można było&#13;
sprzedać! [wywiad zbiorowy, powyżej 75 lat, Krościenko]&#13;
&#13;
���7UDG\F\MQD�NXFKQLD�ěZLÇWHF]QD�L�SRWUDZ\�RND]MRQDOQH�&#13;
����������SR�,,�ZRMQLH�ěZLDWRZHM&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Na niedzielę gospodynie piekły też ciasta:&#13;
Dawniej to sernik z grulem – grulowniki, marchwianka, ćwikłownik. To było drożdżowe ciasto&#13;
na spodzie [wywiad zbiorowy, wiek rozmówców 70-80 lat, Czorsztyn].&#13;
My tu na drożdżowym cieście robiliśmy kapuśniki ze świeżej kapusty. [...] Świeżą kapustę się&#13;
gotowało, a później się smażyło. [...] To się ją tak smaży z dodatkiem cukru i dodaje się cynamonu. [...] to było na drożdżowym cieście. [...] Ale też z buraków czerwonych piekli: na drożdżowym cieście, pokroili [buraki] w plasterki – to się ćwikłownik nazywało. Też na słodko,&#13;
podsmażany z cukrem. [...] grulowniki to się brało ser, do sera ziemniaków trochę, cukru waniliowego, jajko się dawało [kobieta, lat.70, Niedzica].&#13;
&#13;
Do najpopularniejszych ciast wykonywanych w domach do dzisiejszego dnia należą&#13;
tak zwane rogi. Jest to proste ciasto drożdżowe nadziewane masą kakaową, makową czy&#13;
marmoladą. Derliki zaś to małe bułeczki drożdżowe nadziewane serem. Pomimo, że ciasto drożdżowe było najbardziej rozpowszechnione, spotykamy też informacje o pieczeniu ciast kruchych:&#13;
[...] moja mama piekła na przykład bardzo drożdżowe i umiała kruche, a poza tym nie umiała&#13;
nic, bo dawniej to tam się nie robiło [...] Sernik robiła na kruchym cieście i z ziemniakami wymieszała ser. To się nazywało kołacz [wywiad zbiorowy, wiek 60-70 lat, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Kołacz w innej wersji jest robiony na cieście chlebowym.&#13;
Czasem wyjątkowym była uczta Wigilia. Co ciekawe, to właśnie najczęściej na Wigilię&#13;
gotuje się potrawy regionalne do dzisiejszego dnia, choć i tu pojawiają się nowe potrawy:&#13;
Wigilia, wtedy się robi wszystko [...] kapusta, groch [zupa z grochu całego], kapusta z grochem&#13;
i grzybami, barszcz z uszkami – ale to już później, później, z początku nie. I ziemniaki z kapuśniarką czystą. No i pierogi, jak się robiło, to z jabłkami, śliwkami, z kapustą, ruskie z bryndzą.&#13;
No i na końcu ryba [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
No to było tak: fasola ze śliwkami [...] to nie było, żeby w którymś domu nie było! [...] Był&#13;
obowiązkowo barszcz z uszkami, z grzybami [...]. Nie z byle jakimi grzybami, tylko musiał być&#13;
prawdziwek [...] i zupa grzybowa z kluskami, z makaronem lub z łazankami [...] czasem ktoś&#13;
robił barszcz zabielany z ziemniakami. I co jeszcze było ważne bardzo – gołąbki z grzybami,&#13;
gołąbki z kaszą jęczmienną i z grzybami [...] [kobieta, lat 88, Krościenko].&#13;
No groch z kapustą, zupę grzybową. Inaczej, dwie zupy grzybowe, bo jedna z samych grzybów i druga to taka polewka, do tego ziemniaki w całości [...] No i fasolowa, fizoły ze śliwkami.&#13;
Chłopcy nie chcą tego za bardzo jeść, ale na święta muszą. Kompot z suszu, no i co? Ryby muszą być [kobieta, lat 50, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Potrawy niedzielne wyraźnie różniły się od codziennych. Na tradycyjny obiad tego dnia&#13;
składał się według naszych rozmówców przede wszystkim rosół mięsny z ziemniakami.&#13;
Najczęściej gotowano kurze mięso. W jadłospisie świątecznym pojawiały się też gęsi,&#13;
kaczki, gołębie czy króliki, chętnie hodowane w tym regionie przez zamożniejszych gospodarzy.&#13;
&#13;
Wyrażana w ten sposób potrzeba kontynuowania tradycji przybiera czasem zdecydowanie pogłębiony kształt:&#13;
&#13;
[...] tylko rosół z tej kury swojskiej [...] i nigdy tam nie było jakiegoś kotleta, bo to było mięso&#13;
z rosołu wyciągnięte i każdy tak trochę tego mięska spróbował [kobieta, lat 55, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Ciekawą świąteczną potrawą spiską szykowaną na śniadanie wielkanocne była tak&#13;
zwana święconka, którą przygotowywano zarówno na ciepło, jak i na zimno:&#13;
&#13;
W niedzielę to makaron, mama zrobiła rosołek, albo zabiła jakiegoś królika, albo jaką kaczuszkę, albo jakiegoś gołąbka [...]. Dużo było kur, ale to się oddawało. Jajka zanosiło się do sklepu&#13;
i brali je na wagę. Ile zaważyły, za tyle można było zakupy zrobić [kobieta, lat 94, Czorsztyn].&#13;
&#13;
To jest takie cosi, że ze śliwek gotuje się kompot, później kroi się różne wędlinki do tego: szynkę, kiełbaskę, jajko, przyprawio się to chrzanem, zalewa się kompotem takim właśnie śliwkowym i to się je takie na zimno. Można zrobić to z maślonki. Różnie, bo na przykład w Łapszach&#13;
&#13;
96&#13;
&#13;
Ale jak jest Wigilia, to gdzieniegdzie jeszcze jedzą z jednej miski [...]. Z tym, że jest duży stół,&#13;
więc tu jedna miska, tam druga miska, tam trzecia. Żeby nie sięgać wszyscy do jednego [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
97&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
jedni robią z maślonki, ze zsiadłego mleka i do tego tak samo dają jajko, kiełbaskę, szczypiorku&#13;
[...]. To są takie na zimno i właśnie na ciepło można podawać z tą śliwką [dwie kobiety, wiek 60&#13;
i 30, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Zbiory owoców leśnych miały charakter powszechny. Część zbioru przeznaczona&#13;
była na sprzedaż, zaś z części przeznaczonej na własny użytek sporządzano soki, marmolady. W zbiór leśnych owoców i grzybów zaangażowane były dzieci:&#13;
&#13;
Odrębny rozdział w potrawach świątecznych zajmują wesela. Posiłki weselne są chyba najbardziej zmieniającymi się elementami lokalnej kuchni. Na tradycyjnym weselu&#13;
jeszcze we wczesnych latach po II wojnie światowej podawano proste potrawy:&#13;
&#13;
Oj tak, na jagody. Jagody to były u nas, a po polsku poziomki [...] Chodziliśmy na maliny i był&#13;
skup [...] sprzedawało się i mieliśmy na książki, na zeszyty. Żeśmy szli rano na te maliny, jak&#13;
czasem to i po południu drugi raz. I po takim wiaderku i więcej się nazbierało [...] [kobieta, lat&#13;
50, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Jajecznice na weselu podawali. No ale przecież nikt nie miał tylu jajek, ale tu była taka pomoc&#13;
sąsiedzka. Do niedawna [...] cała rodzina nosiła produkty na wesele. Rodzice kupowali, a ci&#13;
jeszcze nosili. [...] Co, kto miał: mąka, jajka, ser, no i babcia mówiła, ze kołoce były. Czyli to&#13;
przypuszczam, ze ciasto z białej maki, z jakimś takimś lukrem na wierzchu, czy z czymś. Nic nie&#13;
mówiła o wędlinach. Nie było wódki na stole, tylko był jeden od dzielenia wódką. Kobiety nie&#13;
piły, bo przecież to było źle widziane! [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
Jajeśnica była naprazona, bocku w talorkach [...] i z kiełbasą na talerzach było nakładzione.&#13;
[...] jo jesce pamientom te kołoce cienkie [...] masłem posmarowali, posypali cukrem. [...] To&#13;
kołoce pokroili tak na pół i na pół, i po tyj ćwiortce kozdemu dawali. [...] [Potem] ziemnioki&#13;
i kapusta [...]. Trzy dni było wesela [2 kobiety, wiek 87 i 86 lat].&#13;
Na weselach to sobie ludzie sami gotowali [...] Była kuchnia, mama ugotowała co się tam dało:&#13;
jakiś rosół, jakiś makaron, kapusta jakaś tam była, mięsko, wie pani, do tego. [...] Babka napiekła&#13;
[...] co się robiło takie, na wierch się dawało jakiś ser połączony z ziemniakami [...] bo samego&#13;
sera było może zawsze za mało, no wie pani, zrobili jakąś tam kawę czy herbatę [mężczyzna, lat&#13;
83, Krościenko].&#13;
Wie pani, ja nie pamiętam przedtem tortu na weselach [...]. Tylko pamiętam, jak kiełbasę to&#13;
w takich kawałkach kroili na talerze. I tam salceson. Ale przeważnie robili kanapki na wesele&#13;
[kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Do gotowania na weselu zamawiano też kobiety znane z umiejętności smacznego gotowania dla wielu osób. Jak mówią o swej pracy dziś już wiekowe panie – „chodziły na&#13;
wesela”. Ich praca zaczynała się już na zrękowinach, czyli zaręczynach, na które już należało napiec jakieś ciasta. Na tydzień przed weselem zaproszeni goście znosili produkty&#13;
spożywcze, w zamian za co po weselu dostawali ciasta. Ważnym momentem w obrzędowości weselnej była tak zwana Dobro Noc – noc zabaw przed samym ślubem. Tu również&#13;
szykowało się poczęstunek. Po weselu zaś były poprawiny, na które kucharki szykowały&#13;
już ograniczoną liczbę dań, głównie z tego, co pozostało z weselnej uczty. Najcięższym&#13;
zadaniem dla kucharek weselnych, ze względu na wypiek w domowych piekarniach przy&#13;
tradycyjnych kuchniach, było upieczenie dużej ilości ciast. W regionie tym kucharki nie&#13;
pełniły innych, obrzędowych funkcji, z czym spotykamy się w wielu częściach Polski6.&#13;
Jednak dla ich uhonorowania tydzień po weselu w niektórych domach urządzało się specjalne przyjęcie, na którym kucharki występowały jako goście. Również taki obyczaj zaświadcza o ważnej roli kucharek weselnych w kulturze ludowej.&#13;
Pod nazwą potraw okazjonalnych chciałabym opisać posiłki sezonowe, wynikające ze&#13;
zbioru roślin dziko rosnących, takich jak jagody, poziomki, maliny i grzyby oraz tradycyjne, lecznicze potrawy podawane osobom chorym i osłabionym, a także posiłki szkolne.&#13;
6 Potwierdzają to moje badania z terenów m,in. Podlasia, a także analiza zdjęć weselnych z różnych regionów&#13;
Polski znajdujących się w zbiorach Archiwum Naukowego PME w Warszawie.&#13;
&#13;
98&#13;
&#13;
Jak byłam dzieckiem, to zbierałam z mamą [maliny]. Mam 5 litrów, ja jeden jako dziecko.&#13;
Wszystko na sprzedaż [...]. To się dla turystów do Czorsztyna nosiło, tam było więcej turystów&#13;
[...] na garnuszki. [...] Turyści częstowali tymi cukierkami – dropsami, tymi w tulejce, co my tak&#13;
lubili, czy dawali lizaka [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
Do Krościenka, tam ludzie kupowali, każdy sobie kupił. To były pieniądze, to kupiła kiełbasy czy dobry bułkowy chleb. To jak ten chleb przyniosła to Jezu! To był cud! No i przyniosła&#13;
wiaderka i koszyczki puste i: „Dzieci, idźcie znowu nazbierać, bo widzicie, że przyniosła chleb.&#13;
Dużo macie chlebusia”. I pojedli malutcy cukierków. To było coś, nie tak jak dzisiaj [wywiad&#13;
zbiorowy, wiek ok,70, Czorsztyn].&#13;
No chodziło się do lasu na grzyby [...]. Ojciec ryby łapał w Dunajcu. Zawsze o piątej rano szedł&#13;
na ryby, no i tak było. [...] Mama moja dla gości gotowała. Tu w tym pokoju czasami 50 osób na&#13;
dwie tury było [kobieta, lat ok. 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Zbieranie płodów leśnych nie było traktowane jak praca, więc można je było wykonywać w niedzielę:&#13;
Do lasa my chodzili w niedzielę [...] grzyby, maliny, jagody, to my szli w niedzielę. Bo w taki&#13;
dzień [powszedni], to my musiały robić na gospodarce [dwie kobiety, wiek 87 i 86 lat, Łapsze&#13;
Niżne].&#13;
Jeszcze mama wspominała, że były takie grzyby – piestroki, takie twarde. Wyginęły raczej. To&#13;
też się do kapusty dodawało, one miały taki specyficzny smak i zapach. To był jakby bigos, tylko&#13;
zamiast mięsa były grzyby [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Do obowiązku dzieci w niektórych domach należało przynoszenie górskiej wody dorosłym pracującym przy żniwach:&#13;
To się chodziło po szczawę, po mineralną, no żeby była na żniwa [...].&#13;
W górach to było pełno tych źródełek przedtem, to wysyłali dziecko, żeby przyniosło [...]&#13;
[wywiad zbiorowy, wiek powyżej 70, Krościenko].&#13;
&#13;
Innymi napojami były herbaty ziołowe: z mięty, głogu, lipy, a nawet ze strąków fasoli,&#13;
z ryżu przypalonego, a także kawa z palonego jęczmienia czy cykorii. Miód nie był produktem codziennego użytku, zwłaszcza na Spiszu, gdyż nie zajmowano się pszczelarstwem&#13;
powszechnie, prawdopodobnie z powodu, jak uznają rozmówcy, jego słabej wydajności.&#13;
Wobec przewagi lasów o ograniczonej ilości roślin miododajnych produkowano głównie&#13;
miód spadziowy i wielokwiatowy7. Stosowało się natomiast często miód w lecznictwie,&#13;
czasami dodawano go do ciast (specjalny rodzaj ciasta – miodownik) oraz do nalewki –&#13;
miodówki. Miodem smarowano kanapki lub słodzono herbatę. Specjalną kminkową zupę&#13;
z lanymi kluskami podawano kobietom w połogu na zwiększenie laktacji8.&#13;
7 Wywiad z pszczelarzem z Łapsz Niżnych.&#13;
8 Wywiad z kobieta, lat 68, Łapsze Niżne.&#13;
&#13;
99&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
W naszych rozmowach pojawił się też wątek szkolnych stołówek. Gotowanie w nich&#13;
nie było regulowane żadną państwową normą. Rodzaj posiłków kształtowały natomiast&#13;
składki rodziców, a ponieważ nie były one wysokie, to kuchnia szkolna gotowała potrawy&#13;
najprostsze, co upodobniało je do żywienia domowego, jednak z uwzględnieniem gustów dzieci:&#13;
Zupa musiała być i drugie danie. Knedle ze śliwkami, pierogi się robiło, makaron, to co dzieci&#13;
lubiły, z cynamonem, z cukrem. Mięsa to nawet nie bardzo chciały. A z mięsem my też nie tak&#13;
hop-siup, bo to rodzice pieniądze na to dawali [...] i to były groszowe sprawy i trzeba się było&#13;
zmieścić w tym. W szkole nie było takich norm, ale na koloniach już było [...] [kobieta, lat 75,&#13;
Niedzica].&#13;
&#13;
Obok posiłków obiadowych dzieci otrzymywały z domów drugie śniadanie:&#13;
[...] do szkoły to by tylko tego placka, jak mama zrobiła [mowa o moskolach]. Latem to bułeczki na złotówki można było kupić – „Eee, to weźcie sobie jajeczko”. [...] to trzeba było iść na drugą&#13;
wieś i to jajeczko się niesło. Jak się człowiek pośliznął to po jajeczku i po jedzeniu [wywiad zbiorowy, wiek ok. 70 lat, Czorsztyn].&#13;
[...] człowiek się wstydził ciemnego chleba, do szkoły się niosło, to żeby był biały chleb – kupny!&#13;
[kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
���=PLDQ\�MDGăRVSLVX�UHJLRQDOQHJR&#13;
Badania pożywienia na wsi na ogół nastawione są na rejestrację potraw tak zwanych&#13;
tradycyjnych. Ma to swoje uzasadnienie praktyczne, gdyż jedzenie tradycyjne wzbudza&#13;
współcześnie duże zainteresowanie w kontekście produkcji i spożywania tak zwanej&#13;
zdrowej żywności9. Tymczasem pomijany jest fakt, że składniki i formy pożywienia są&#13;
figurą również historyczną, i podlegają zmianom. O transformacjach w polskiej kuchni&#13;
przeciętny Polak wie na ogół tyle, że włoszczyznę przywiozła do Polski królowa Bona,&#13;
że pierwszym obok piwa alkoholem na Słowiańszczyźnie, a więc i w naszym kraju, był&#13;
miód pitny i że kuchnia szlachecka, ze względu na szerokie kontakty z Orientem, obficie&#13;
korzystała z przypraw korzennych. Czasem orientuje się też, że na powstanie słynnego&#13;
powiedzenia „Polak Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki” duży wpływ miał import do Rzeczpospolitej węgierskiego tokaju.&#13;
Badania pilotażowe prezentowane w tym artykule wykazują, z jak dużą zmianą&#13;
w praktykach kulinarnych mieliśmy do czynienia w okresie powojennym. Rozmówcy&#13;
wspominają o pojawieniu się dostępu do produktów spożywczych w sklepach, o zmianie&#13;
upodobań smakowych pod wpływem szkoleń prowadzonych głównie w Kołach Gospodyń Wiejskich, ale też w szkołach gastronomicznych w ramach realizacji planów państwowych dotyczących nauki tak zwanego racjonalnego żywienia, o kontaktach z innymi&#13;
regionami, o rozwoju turystyki i potrzebie dostosowania jadłospisów do gustów gości&#13;
czy o mediach zawierających przepisy kulinarne. Ten proces trwa nadal, z udziałem dostępu do informacji zamieszczanej w Internecie, a także rozwojem turystyki zagranicznej.&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
O zmianach w pożywieniu najlepiej niech zaświadczy opis jadłospisów weselnych.&#13;
W poprzednim rozdziale zatrzymaliśmy się na opisie z końca lat 60.:&#13;
[...] trzeba było mieć tych kruchych ciasteczek napieczone, żeby każdemu do tej torebki papierowej, jak to było dawno, już każdemu dać, ale nie tam jakieś przekładańce [rogi], tylko po&#13;
prostu te suche ciasteczka [...] A jak przyszło co do czego, to dzwonią od męża rodziny [...], że&#13;
chyba będą piec te baby, te rogi! [...] I przychodziło się na wesele, przynosiło się wódkę i przynosiło się kiełbasę. To [...] właśnie to się kładło na stół i tam jakieś ogóreczki, jakieś przekąski,&#13;
wędlinka swojska – wszystko się robiło w domu [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Jadłospis weselny zaczął zmieniać się w wyżej wymienionym okresie, by przybrać następującą formę:&#13;
Na weselach były kanapki kiedyś. Były mielone, kapusta, ziemniaki, rosół. No to rosół jest do&#13;
tej pory [mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
No był serek. Ja widzę te kanapki – piękne były! Potem była kiełbaska, potem był ogórek kiszony, było jajeczko [...] tak były na talerze załadowane! [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
[...] rosół na pierse, potem drugie: kotlety, ziemniaki, buraczki cy co tam. Jesce kapustę, grule,&#13;
bigos [...]. Do barscu się dawało [...] krokiet, uszka, paszteciki się robiło, jak my zacynały [2 kobiety, lat 86 i 85, Łapsze Niżne].&#13;
Ale najwięcej na tym weselu co pamiętam, to były takie kanapki. Takie okropne michy były&#13;
i cały dzień wcześniej to robili te kanapki. Normalnie tam chlebuś smarowali albo masełkiem,&#13;
albo bryndzą, kawołek kiełbaski było, bo nie było wtedy szynki, albo kółko kiełbasy było&#13;
albo ogórek, jajko – takie domowe co mieli, poprzyprawiali. Te kanapki były przepyszne! [...]&#13;
i ewentualnie tam suche ciastko – te wyskoki [...] przez maszynkę. Ciasto kruche zanosili na&#13;
poczęstunek i te kanapki w tych miednicach [...] i każdy się częstował tą kanapką [2 kobiety,&#13;
wiek 60 i 30 lat, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Kolejna zmiana w modzie na potrawy weselne wskazuje na powrót do potraw na ciepło:&#13;
Piekło się schab w piecu piekarskim, kroiło się później na nasadki [...] musiało, żeby było dużo&#13;
mięsa. Robiło się jedno danie tylko gorące: albo fasolkę po bretońsku, albo bigos. To było danie, które jak już był barszczyk z krokietem, to już była atrakcja wielka [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Wzrastającą rolę mięsa niech poświadczy inna lista dań wypowiedzianych jednym&#13;
tchem: „rosół, schab, schabowe, gulasz, klopsiki w sosie, bigos, flaczki” [wywiad zbiorowy, wiek ponad 70 lat, Czorsztyn].&#13;
O, de volaille doszły – była taka moda [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
&#13;
Zmiana kulinarna łączyła się ze zmianą w organizacji miejsca na wesele. We wspomnianym czasie wesela przenoszą się na ogół do remiz, współcześnie odbywają się także&#13;
w restauracjach. W latach 70.-80. XX w. pojawiły się weselne torty. Pierwsze torty były&#13;
ciastami biszkoptowymi lub półfrancuskimi:&#13;
Były takie dwie kobiety, co chodziły na wesela, to robiły z biszkoptu. To nie dawali masę, tylko&#13;
marmoladę [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
&#13;
Wiek XXI przynosi wiele zmian. Opowiadają o nich osoby, które od lat zajmują się&#13;
gotowaniem na wesela, zwanym dziś weselnym cateringiem:&#13;
&#13;
9 Tradycyjne, zdrowe jedzenie przeciwstawia się miastowemu, zawierającemu chemię – pisała o tym Joanna&#13;
Mroczkowska, Podlaski „Słoik” – mobilna grupa społeczna i mobilne medium tożsamości lokalnej, „Studia Socjologiczne”, 2018, nr 4, s. 77-102.&#13;
&#13;
100&#13;
&#13;
101&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Sałatki robimy. Zawsze jarzynową – tradycyjną. Ale teraz więcej robi się takich nie&#13;
z majonezami, jak kiedyś się robiło, tylko takie świeże na oleju. Miksy sałat z jakimiś serkami,&#13;
nasionami [...] Zupy – to rosół jest do dziś, ale niektórzy chcą kremy: z borowików, z brokuł&#13;
[mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
Teraz to sałata, rzodkiewki, jajko się da [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
Już rzadko kto chce na weselu bigos, teraz Strogonow wchodzi. Już bigos wyparty. Był którymś&#13;
z dań, trzecim albo czwartym kiedyś, a teraz już nie. Teraz to już bardziej de volaille, gulasz&#13;
z plackiem, albo tylko po węgiersku, taki ostry [2 mężczyźni, wiek: 80 i 50 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Jedzenia w trakcie wesela jest coraz więcej:&#13;
[...] co tak co 2 godziny, ze 4 razy [...] tutaj na weselach to obiad wygląda tak, że jest rosół, potem jest drugie danie, albo na półmiskach, albo na talerzu [...]. Jak na półmiskach&#13;
to trzeba ze 4 rodzaje mięsa. Ziemniaki, ze 3 surówki. Potem po obiedzie zawsze jest&#13;
kawa i tort. To już jest inaczej, bo kiedyś tort był zawsze o północy. [...] no po torcie jest&#13;
kolacja, znowu jakaś pieczeń, albo coś tam z różnymi dodatkami. Ostatnio się modna&#13;
zrobiła kasza. Kasze robimy ze skwarkami z warzywami. I surówka jest: czerwona kapusta albo buraczki. [...] Po tej kolacji są, na przykład lody, znowu deser z bitą śmietaną,&#13;
z owocami. Po tych lodach jest stół góralski [...]. A po tym stole jest jeszcze jedno danie, na&#13;
przykład jakiś barszczyk z pasztecikiem, bułeczką czy krokietem, co kto chce. Paszteciki różne:&#13;
dawniej to z kapustą, a teraz ze szpinakiem, i z brokułą, i z kapustą, z mięsem. Młodzież teraz&#13;
coraz więcej chce, żeby było z jakimś warzywem. [...] Przeważnie na drugi dzień jest kwaśnica&#13;
z żeberkiem [...], albo żurek, ale przeważnie kwaśnica. Potem jakieś mięsko z ziemniakami czy&#13;
frytkami. [...] jakieś piwo. Piwo się teraz dają na weselach! [mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
&#13;
Do nowinek w organizacji wesel należy podawanie potraw na wydzielonych stołach,&#13;
na których osobno układa się słodycze (cukierki, owoce, czekoladową fontannę), osobno&#13;
alkohol różnego rodzaju, zimny bufet z przekąskami. Takim wyspecjalizowanym stołem&#13;
jest też tak zwane „korytko”, czyli modny od kilkunastu lat „góralski stół” z potrawami&#13;
regionalnymi. Przy czym podanie regionalnych potraw staje się momentem specjalnym,&#13;
niejako nowym obrzędem. Pojawia się wówczas główny kucharz, kucharki w odświętnych strojach, by podawać gościom wybrane potrawy na talerzykach. Podobno ten nowy&#13;
zwyczaj „robi furorę”:&#13;
[...] my wyjechali o 10 wieczorem z tym stołem na środek i jo to wszystko kroiłem wszystkim,&#13;
o to się bardzo podobało [mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
&#13;
Zjawisko to jest jednak dość świeże – kilkunastoletnie, dodatkowo nie przyjmowało&#13;
się bez oporów:&#13;
A jeszcze przedtem robiłem takie wesele, wymyśliłem, żeby zrobić kwaśnicę [...]. No i mówili&#13;
[...]: «Nie może być u nas kwaśnica, bo by nas potem obgadali na całej wsi» [...], bo to była&#13;
tako zupa dziadowska [...]. Ale zrobiłem na upartego i się przyjęło – na żeberku albo na gęsinie&#13;
[mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
&#13;
Spektakularnie wygląda rozwój tortów weselnych. Z biszkoptowych, jednopoziomowych, przekładanych marmoladą wyrastają dziś na wielopoziomowe, skomplikowane&#13;
formalnie cudeńka, wykonywane wyłącznie przez specjalistyczne piekarnie:&#13;
W ostatnich latach pojawiły się wykończenia tortów angielskie. To chodzi o masy takie plastyczne, cukrowe, czekolady plastyczne, które pozwalają na tworzenie takich artystycznych&#13;
&#13;
102&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
ciast, tortów i tak dalej. I to jest modne. [...] Teraz klienci wymagają trochę więcej, a do pewnych zdobień trzeba mieć już profesjonalny sprzęt, specjalne surowce, pomieszczenia. Przede&#13;
wszystkim nowoczesną wiedzę [...] [mężczyzna, lat 40, Krościenko].&#13;
Teraz już nawet zamawiają, co przywozom torta [...]. A baran upiecony, a księga wiecysto, [...].&#13;
Młodo Pani byłą we welonie [...] Księga wiecysto to było wypisane niby tak: w dniu ślubu Małgosi i Emila [...] i była zamknięto klucem [...] ale kluc się zrobiło z lukru [...] [2 kobiety, wiek 87&#13;
i 86 lat, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Aby uzmysłowić czytelnikom stopień komplikowania się współczesnych kulinariów&#13;
weselnych, proces zachodzący nie tylko w badanych regionach, podaję zapis z wesela,&#13;
które odbyło się w Spytkowicach koło Rabki- Zdrój:&#13;
[...] krem z pomidora z mozzarellą, na drugie danie frytki lub ziemniaki do wyboru, surówki&#13;
– mizeria lub kapusta pekińska, buraczki z kukurydzą albo młoda kapusta oraz mięsa, również&#13;
do wyboru – polędwiczki w sosie borowikowym lub schab z pieczarkami i oscypkiem albo de&#13;
volaille z piersi kurczaka z serem. Deser stanowił mus brzoskwiniowy z kruchą bezą i lodami.&#13;
[...] tort weselny o smaku Kinder Bueno z nutą maliny. Jako kolejne ciepłe danie podawano:&#13;
roladę z indyka nadziewaną szpinakiem na sosie porowym, ziemniaczane szyszki i wiosenną&#13;
sałatkę. Następnie na stołach znaleźć się miała świnka faszerowana, szynka pieczona podawana&#13;
z ziemniakami oraz zasmażaną kapustą lub do wyboru były też pierogi ruskie i z mięsem, gołąbki w sosie pomidorowym oraz mix sosów. Po północy zaplanowano [...]: kociołek góralski&#13;
czyli gulasz w chlebusiu i na koniec kwaśnice z żeberkiem. Na stołach znajdowały się patery&#13;
z ciastami, oprócz tego przygotowano osobny stolik z czekoladkami. Wśród alkoholi królowała wódka. Niektórzy goście zamawiali wino lub piwo. Na wejściu podawano wino musujące&#13;
[notatka, Spytkowice].&#13;
&#13;
���&amp;]\QQLNL�L�HIHNW\�]PLDQ�]Z\F]DMµZ�SRNDUPRZ\FK&#13;
Zmiany kulinarnych przyzwyczajeń w omawianym regionie miały wiele źródeł. Rozmówcy przedstawili całą ich gamę. Jednym z nich był rozwój turystyki, którego początki&#13;
na tym terenie sięgają jeszcze XIX w.:&#13;
Tutaj nie było żadnych kursów kucharskich. Tu był pensjonat Hanka – tak się nazywał. To była&#13;
taka pani, ona pochodziła od Grywałdu, od Dziewolskich [znana rodzina rozwijająca turystykę w regionie] [...] kucharka była skądś tam, ze świata i po postu ona tam gotowała [...] rozmaite&#13;
frykasy tam ludzie jedli [mężczyzna, lat 83, Krościenko].&#13;
&#13;
W Niedzicy źródłem wiedzy o nowych potrawach był Zamek Niedzica, który po&#13;
wojnie stał się domem pracy twórczej historyków sztuki. Kuchnia prowadzona w zamku&#13;
rozpowszechniła w okolicy przede wszystkim zupę pomidorową, łatwą do wykonania&#13;
dzięki dostępności w sklepach przecieru pomidorowego. O doskonałości tej potrawy słyszeliśmy w trakcie badań w wielu domach. Wygląda na to, że od razu przypadła do gustu&#13;
lokalnym smakoszom, nawet tym najbardziej krytycznym, czyli najstarszemu pokoleniu,&#13;
które z obrzydzeniem potraktowało niegdyś surowe pomidory i zieloną sałatę, oceniając&#13;
tę ostatnią jako warzywo dla królików, sałatkę warzywną (bo „wszystko razem wymieszane”), czy nawet cukinię, która pojawiła się w latach 90-tych. Z podobnym entuzjazmem&#13;
zareagowano jedynie na pojawienie się jako potrawy wigilijnej barszczu z uszkami:&#13;
&#13;
103&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Potem weszły uszka z barszczem. Wszyscy się w tym rozkochali [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Jak to jest w przypadku jedzenia, entuzjazm ten łączy się z dużym apetytem. Jedna&#13;
z respondentek powiedziała nam, że korzystając z wynalazku zamrażarki lepi wigilijne&#13;
uszka już od października, żeby mieć ich odpowiednią ilość na święta.&#13;
Obok powstających w regionie pienińskich pensjonatów, rozmówczynie jako główne&#13;
źródło nowej wiedzy kulinarnej najczęściej podają kursy prowadzone przez Koła Gospodyń Wiejskich w latach 60.-70., choć w kilku wywiadach spotkaliśmy wzmianki o kursach jeszcze przedwojennych (w tym o kursach dla dziewcząt wiejskich prowadzonych&#13;
w Krościenku przez S. Pawłowską) oraz z lat 1945-1947, kiedy ministrem rolnictwa był&#13;
Stanisław Mikołajczyk:&#13;
[...] W 1974 ja już uczęszczała w kursie gotowania jako Koło Gospodyń [...], z Koła były takie&#13;
Panie, które przekazywały kobietom wiedzę, jak zrobić sałatkę jarzynową, jak zrobić gruszki&#13;
na zimno, wtedy nie było to takie modne jak dziś, ale była modna wieprzowinka. Gotowało&#13;
się ratki świńskie, to już dużo żelatyny, to dodawało się troszeczkę mięska i już była galareta&#13;
[kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Dzięki takim praktykom w kuchni lokalnej pojawiły się obok pomidorowej i barszczu także szczawiowa, ogórkowa i kalafiorowa. Niektóre młode gospodynie po odbyciu&#13;
kursów gastronomicznych prowadzonych w Kołach Gospodyń Wiejskich zaczęły wprowadzać desery, np. kisiel czy jabłka w cieście lub nowe ciasta, np. biszkoptowo-makowe „Fale Dunaju”, przekładaniec „Królewicz” do obiadów niedzielnych, a także pączki&#13;
i chrusty w karnawale czy jeszcze bardziej wystawne keksy i pierniki. Kursy proponowały&#13;
nowe potrawy mięsne i warzywne dodatki, na przykład zieloną sałatę z octem lub śmietaną. Obok warzyw kiszonych pojawiły się warzywa w occie. Co ciekawe, pomimo szerokiego zastosowania kapusty kiszonej w kuchni tradycyjnej, ogórki kiszone pojawiają&#13;
się dopiero po II wojnie światowej. Według naszych rozmówczyń w latach 70. pojawiały&#13;
się w okolicy szkoły gastronomiczne. Spośród adeptek tych szkół werbowały się w tym&#13;
czasie kucharki weselne.&#13;
Czasami podjęcie nowego zatrudnienia wymagało przeszkolenia w zakresie żywienia:&#13;
Roz zek była na kursie, bok pracowała na porodówce, to musiała iść na kurs [2 kobiety, wiek&#13;
87 i 86 lat, Łapsze Niżne]&#13;
&#13;
Wiejskie porodówki były miejscami, gdzie położnice przebywały minimum siedem&#13;
dni pod opieką wyszkolonych w tym kierunku pielęgniarek. Posiadały też własną kuchnię, w której gotowano, zgodnie z zaleceniami lekarskimi, posiłki wzmacniające i wzmagające laktację, na przykład zupy mleczne. Konieczność pozostania na porodówce pełne&#13;
siedem dni chroniła położnice od ciężkich prac rolnych, pozwalała im spokojnie przejść&#13;
okres połogu.&#13;
Kucharki z innych regionów Polski prowadziły kuchnie dla kolonii dziecięcych oraz&#13;
w firmowych ośrodkach wczasowych. Lokalne dziewczęta i kobiety wynajmowano tylko&#13;
do pomocy, jednak respondenci deklarują, że były to miejsca, gdzie poznawano nowe&#13;
potrawy:&#13;
[...] szło się, tam kolonia była, tam było już dobroci, bo dzieci przyjeżdżały [...], to tam było&#13;
już jedzenie. Jak poszłam do siódmej klasy, to poszłam do kuchni, by trochę zarobić. No tam&#13;
człowiek widział trochę więcej, zjadł lepiej [...] [kobieta, lat 70, Czorsztyn].&#13;
&#13;
104&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Kolejnym, niezwykle istotnym czynnikiem, który spowodował zmiany w przyzwyczajeniach kulinarnych, było pojawienie się źródeł dodatkowego zarobku innych niż tylko praca na roli:&#13;
[...] gdzieś w latach 50-tych ja odczułam to. Jak chodziłam do szkoły, to już mama całkiem inaczej, już mniej gotowała tych pęcoków. Tylko tata poszedł do pracy, to już miała pieniądze, to&#13;
coś jeszcze kupiła [kobieta, lat 75, Krościenko].&#13;
Mój tato też pracował na Słowacji tutaj. No to jakiegoś pomarańcza – co to nie było w tamtych&#13;
czasach! [...] Śliwki, takie te żółte rosły na Słowacji koło drogi. No to tam tato jak jechał z pracy&#13;
to tych śliwek nazbierał [...] No to żeśmy czekały na niego jak przyjedzie z pracy, że może coś&#13;
przywiezie [...] Na Słowacji było dużo łatwiej [...] [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
Świetną kucharką była moja ciocia, która jako młoda dziewczyna pracowała w spiskiej Starej&#13;
Wsi w czasach przed 1918 rokiem, [...] i tam pracowała u bardzo zacnej starszej pani, żony notariusza [...]. I stamtąd ciocia wyniosła przecudne potrawy [...] sos porzeczkowy tu nie był znany,&#13;
ale moja babcia jeździła na Słowację, to przywoziła stamtąd [...] No i ten knedel też babcia robiła, bo to było ze słowackiej kuchni i z węgierskiej [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Opisane przypadki miały jednak charakter jednostkowy. Do szerokiej zmiany w przyzwyczajeniach kulinarnych zaczęło dochodzić dopiero, gdy zarobkowanie poza gospodarstwem rolnym przybrało charakter masowy:&#13;
Zmieniać się zaczęło wtedy, kiedy młodzież z tej wioski zaczęła wyjeżdżać. W Nowym Targu&#13;
był potężny kombinat, zakłady obuwnicze i tam parę tysięcy ludzi. Ta młodzież zaczęła jeździć&#13;
do Nowego Targu, bo tu przyjeżdżały autobusy, zabierały tych pracowników i jeździli. I oni&#13;
tam poznawali innych ludzi i inną kulturę. I oni już tą kulturę tutaj przywozili [kobieta, lat 94,&#13;
Czorsztyn].&#13;
[...] na jedną zmianę jechało chyba z 10 autobusów, które dowoziły ludzi do kombinatu [...].&#13;
Również rozpoczęły się te składy budowlane tutaj tworzyć, takie magazyny towarów masowych [...]. To już później, w latach 80-tych, zaczęły się tworzyć firmy takie budowlane [...],&#13;
lata 80-te jeszcze można powiedzieć, że jeszcze był zysk z gospodarstwa, bo jeszcze istniały te&#13;
rzeźnie, nie było takich problemów ze sprzedażą [...], no ta opłacalność coraz bardziej spadała.&#13;
Coraz większe otworzyły się możliwości wyjazdu za granicę [...] [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Odciągnięcie większej części młodych ludzi od prac rolniczych spowodowało, według moich rozmówców, potrzebę szykowania szybkich posiłków:&#13;
[...] kiedyś to pracowała w zakładach, w kombinacie tutaj. To jeszcze babka jakaś w domu była.&#13;
Po prostu czas zmusił do szybkiego gotowania [wywiad zbiorowy, mężczyźni, wiek ok. 80 lat,&#13;
Czorsztyn].&#13;
&#13;
Do kulinarnych kontaktów z innymi nacjami dochodziło rzadko. Wspomina się nieliczne kontakty z kuchnią żydowską w okresie sprzed II wojny światowej czy wymuszone&#13;
kontakty z Niemcami w czasie II wojny światowej:&#13;
[...] dała [mu] taką bułkę – tata mówił, że to szabesówka się nazywała. [...] Żydówka&#13;
to gotowała rosół jakiś tam kurzy [...] i z ryżem. Jako osobno dawała ryż, wlewała tego&#13;
rosołu [...] i dała ze 4 fasolki jeszcze na talerz [...] – takie kombinacje robiła! [mężczyzna, lat 83, Krościenko].&#13;
W jednym z wywiadów znalazła się informacja, że w okresie przedwojennym&#13;
można było kupić tani chleb od miejscowych Żydówek.&#13;
&#13;
105&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
[...] moja mama za Niemców też w kuchni w Orlem pracowała. [...] Tu była placówka graniczna, Niemcy [...], żeby nie wywieźli do Niemiec, to się tutaj zgłosiły dziewczyny młode do kuchni. I była naczelna kucharka. [...] To w ogóle nie te posiłki. To takie jak przeważnie zupy, mięsa,&#13;
drugie dania. [...] To troszeczkę było dzięki temu co jeść [kobieta, lat 94, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Źródłem inspiracji dla zmian w jadłospisach, zwłaszcza w okresie po II wojnie światowej, stało się czytelnictwo czasopism i kalendarzy ściennych, a także z czasem telewizja.&#13;
W okresie PRL-u przepisy znajdywano w „Przyjaciółce” czy „Gospodyni”:&#13;
Ja wolę z gazet, nie lubię telewizji. [...] To gazety sobie kupie: «Dobry Tydzień»&#13;
[kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
W latach 90., po transformacji ustrojowej i uwolnieniu produkcji wydawniczej, pojawiło się wiele chętnie kupowanych jako prezenty książek kucharskich. Uprzednio książki&#13;
kucharskie były raczej rarytasem, choć zdarzało się, że w niektórych domach były takie,&#13;
nawet wydane w okresie międzywojennym. O książce kucharskiej wydanej we Lwowie&#13;
wspomina jeden z rozmówców:&#13;
[...] ze Lwowa to tutaj mieliśmy i profesorkę i dyrektorem była. [...] książki kucharskie były używane przez ludzi, którzy przyjechali. [...] Dużo wnieśli kultury, także w kucharzeniu [...]. Na&#13;
przykład kutia była [...] [wywiad zbiorowy, wiek ponad 75 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Ta sama osoba zwraca też uwagę na zjawisko napływu w rejon spisko-pieniński uciekinierów z Kresów, którzy przywieźli swoje przepisy kulinarne. Dostęp do przepisów&#13;
z innych regionów Polski łączył się także z powojennymi migracjami zarobkowymi,&#13;
zwłaszcza na Śląsk, oraz – można rzec – z typową dla „gospodarki niedoborów” ówczesną „turystyką kulinarną”:&#13;
&#13;
Mój tata był spod Łodzi, tam z Pabianic. No to tam oni zupełnie inaczej, a potem się przyzwyczaił. Zupa rybna, na przykład, była na Wigilię, no to mama musiała gotować tą zupę rybną&#13;
[kobieta, lat ok. 60, Krościenko].&#13;
[...] miałam właśnie teściową ewangeliczkę, ona w Cieszynie skończyła studia, tam właśnie przy&#13;
kościele była szkoła dla dziewczyn z dobrego domu, no i ona właśnie miała studia w tym kierunku, tak, że świetnie piekła [...] [kobieta, lat 88, Krościenko].&#13;
&#13;
Współczesne mieszanie się małżeństw wykracza daleko poza granice naszego kraju.&#13;
Pojawiają się więc wesela, na których oboje młodych stara się pochwalić rodzimą kuchnią&#13;
regionalną. O sytuacji takiej w przypadku wesela polsko-hiszpańskiego wspomniał jeden&#13;
z rozmówców.&#13;
Odrębnym nurtem wiedzy kulinarnej są współczesne szkolenia dla profesjonalnych&#13;
kucharzy i restauratorów:&#13;
Jakiś inspiracji z programów telewizyjnych nie mam. Bardziej czerpiemy z wyjazdów szkoleniowych, czy też prywatnych [mężczyzna, lat 40, Krościenko].&#13;
&#13;
Globalizacja to oczywiste źródło pojawiania się nowinek jedzeniowych. Zjawisko to&#13;
działa w obu kierunkach: nie tylko zaznajamia lokalną ludność z nowymi potrawami, ale&#13;
też wywołuje zainteresowanie poza granicami polską kuchnią. Jak zauważa jedna z często&#13;
podróżujących rozmówczyń:&#13;
No widzi pani, to są skutki tej globalizacji, gdzie człowiek by nawet nie wpadł co można jeść,&#13;
co z czym łączyć. Ja tu kiedyś zaskoczyłam moich gości, podałam pomarańcze z pieprzem&#13;
i oliwą, pokrojone w plasterki. To z Włoch przywiozłam. Natomiast wyczytałam, że młodzi&#13;
Europejczycy zajadają się naszym polskim żurkiem naturalnie kiszonym, tymi naszymi zupami, ogórkami kiszonymi, śledziem po naszemu [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Myśmy tam mieli znajomych, co mieszkali, no to żeśmy jeździli tam na każde święta. To nas&#13;
jechało z pięć osób. Obkupili my się, co my chcieli, to my tam kupowali. Wszystko tam było:&#13;
pomarańcze, cytryny, a tutaj ni było nic! Mięso, szynka, wszystko! [wywiad zbiorowy, wiek ponad 75 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Wspomnienia niedoborów pożywienia w sklepach w czasach PRL do tej pory wzbudzają ożywienie wśród rozmówców. Najogólniej uważa się, że z powodu tych niedoborów w okresie PRL jadało się bardziej jarsko niż współcześnie.&#13;
Za współczesne źródło nowinek kulinarnych uznaje się przepisy zamieszczane w Internecie, na blogach kulinarnych, z których korzysta młodsze pokolenie. Wobec powszechności dostępu i dużej ilości takich informacji, a także wobec możliwości czerpania&#13;
wiedzy kulinarnej z telewizji zanika, według rozmówców, popyt na książki kucharskie.&#13;
Również na te pisane przez pokolenia odręcznie. Pamiątkowe przepisy z kursów, zapiski na zatłuszczonych od użytkowania luźnych kartkach, przepisy udostępniane w sieci&#13;
rodzinnej i sąsiedzkiej wymiany, pomazane przez dzieci, zawsze żądne papieru do rysowania – domowe książki kucharskie czekają na ostateczną zmianę pokoleniową, by skończyć w piecach czy kominkach. Wraz z nimi odejdzie wiedza babek i matek, świadectwo&#13;
zmieniającej się kuchni i strategii radzenia sobie w trudnych czasach niedoborów.&#13;
Zjawiskiem pozahistorycznym jest też mieszanie się rodzin, co ma ogromny wpływ&#13;
na zmiany jadłospisów domowych:&#13;
&#13;
[...] mama wyemigrowała za wielką wodę i stamtąd ludzie też przywozili nowinki techniczne.&#13;
I one właśnie robiły torty biszkoptowe na ciężkich masach maślanych. Dodawano do tego&#13;
orzechy [...] czy jagody, czy maliny [mężczyzna, lat 40, Krościenko].&#13;
[...] ja kocham podróże i staram się każdego roku gdzieś w ciekawe miejsce wyjechać. I kocham&#13;
zwiedzanie tak na maksa, ale obok tego zwiedzania uwielbiam także poznawać kuchnię. Może&#13;
nie uprawiam jakiejś wielkiej tej turystyki kulinarnej, ale zawsze staram się gdzieś tam coś zjeść&#13;
charakterystycznego dla danego regionu i zawsze kupuję przyprawy [kobieta, lat 40, Niedzica].&#13;
&#13;
���7DP��JG]LH�SRGDMÇ�ɚSUDZG]LZHə��&#13;
����������F]\OL�NXFKQLD�WUDG\F\MQD�MDNR�WRZDU�WXU\VW\F]Q\&#13;
Jedzenie zawsze stanowiło część sektora usług turystycznych. Jednak dopiero pod koniec&#13;
lat 90. XX w. pojawiło się w obrębie badań nad turystyką. Jako pierwsi pisali o tym zagadnieniu Greg Richards10 i Lucy Long11. Turystyczny charakter regionu ma swoje konsekwencje w szerzeniu się wiedzy o kuchni regionalnej. Rozmówcy oceniają, że w sezonie&#13;
10&#13;
G. Richards, Gastronomy: an essential ingredient in tourism production and consumption?, w: Tourism and&#13;
Gastronomy, red. A.-M. Hjalager, G. Richards, Routledge, London-New York 2002, s. 3-20.&#13;
11&#13;
&#13;
106&#13;
&#13;
L. M. Long, Culinary Tourism, University Press of Kentucky, Lexington 2004.&#13;
&#13;
107&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
przyjmuje się na badanym terenie turystów w co piątym domu. O turystyce kulinarnej&#13;
możemy mówić już w przypadku najstarszych form turystyki, choć motywacja do poszukiwania wiejskich smaków była niegdyś inna. Pierwsi turyści poszukiwali dostępu do&#13;
najprostszych surowców i dań, upatrując w nich przede wszystkim produktów wzmacniających zdrowie, ale też, w okresie PRL, jedynie dostępnych wobec niedoborów&#13;
w sklepach. Współcześnie do motywacji zdrowotnej dochodzi zainteresowanie smakiem&#13;
i oryginalnością, na co zwraca uwagę Renata Hryciuk: „W antropologicznych interpretacjach turystyka, a w tym kulinarna, to poszukiwanie autentyczności. Turyści podróżują,&#13;
by konsumować lokalne jedzenie, ponieważ dostarcza to wyjątkowego doświadczenia&#13;
danego miejsca i kultury”12. Kuchnia regionalna to według moich rozmówców jedzenie,&#13;
którego nie ma gdzie indziej.&#13;
Jednak regionalne restauracje, jadłodajnie w pensjonatach oraz wytwórcy żywności&#13;
ustosunkowują się do rzeczywistej oryginalności dań w sposób umiarkowany, czy to&#13;
z powodów oszczędnościowych, czy z potrzeby przystosowania serwowanych potraw do&#13;
gustów turystów. Stosują wobec tego często, choć nie zawsze, pewną „kalkę” smakową,&#13;
która powinna klientowi kojarzyć się z „góralszczyzną”. Analiza menu w wielu restauracjach wskazuje, że „kalką” tą są przede wszystkim: oszczypki, kwaśnica i gulasz. Moskole&#13;
występują rzadziej ze względu na zmianę sposobu ich produkcji – obecnie, z braku tradycyjnych kuchni opalanych drewnem wypieka się je na suchych patelniach, co znacznie&#13;
wydłuża proces produkcji. Pojawia się też pstrąg i łosoś, choć łosoś w Dunajcu już wyginął. Restauratorzy starają się również podawać baraninę, chociaż elementem zaporowym&#13;
jest tutaj cena:&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Restauracje podające tak zwane dania regionalne są często krytycznie oceniane przez&#13;
lokalnych mieszkańców:&#13;
[...] te pizze całe i te hot-dogi! [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
Raz byłam, co dają smalec ze skwarkami – dobry taki i chleb też własny. [...] Ale tak całkiem&#13;
regionalnie to nie było [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
[...] gotują po restauracjach, ale dużo osób też się zna i wie, że to nie są gotowane rzeczy tylko&#13;
jakieś gotowe, odgrzewane [...] ja, na przykład, osobiście sama nigdy bym nie chciała takich&#13;
gotowców jeść [kobieta, lat 30, Krościenko].&#13;
&#13;
Zdarzają się jednak również pozytywne opinie o restauracja regionalnych, zwłaszcza,&#13;
gdy przygotowanie w nich posiłków odbywa się z zachowaniem tradycyjnej technologii:&#13;
Tam mają kuchnię [...] gdzie są blachy i piec tradycyjny [...] i tam właśnie dziewczyny nie rozwaliły pieca i gotują właśnie na tym piecu. Tylko tak, jak mówię, to jest właśnie trudniej [...]&#13;
[kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Utrzymanie tradycyjnych technologii gotowania ma też swój sentymentalny wymiar&#13;
dla rozmówców: „Zdolność jedzenia do zatrzymania czasu, miejsca i pamięci jest doceniane tym bardziej w erze hipermobilności, kiedy wydaje się, że wszystko jest dostępne&#13;
wszędzie i o każdej porze”13.&#13;
Niewielki asortyment potraw regionalnych restauratorzy tłumaczą czasem brakiem&#13;
zainteresowania lub pieniędzy ze strony turystów, zmianą wymagań wobec proponowanej usługi, a nawet brakiem edukacji kulinarnej:&#13;
[...] musi być dużo, dobrze i smacznie. I więcej nie wymagają. [...] Po prostu sort klienta się zmienił. Przyjeżdżają klienci, których po prostu nie stać na porządny obiad. Najwyżej na pierożki,&#13;
albo przyjeżdżają ze swoim, grillują, a z dziećmi to najchętniej by na frytki przyszli. [...] Dzieci&#13;
polskie to są nauczone: zupa pomidorowa, zupa ogórkowa, kurczaczki panierowane. A rodzice nawet nie protestują. Bo się cieszą, że dziecko cokolwiek je. [...] Mnie się wydaje, że rodzice&#13;
tak zbywają ten temat [...]. I to dziecko po prostu smaków nie zna. Jak poczuje taką kwaśnicę,&#13;
to jest za kwaśne, niedobre [2 mężczyzn, wiek 80 i 50 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Z tradycyjnych dań podajemy już tylko kwaśnicę. Ale klient nie jest w stanie zapłacić za baraninę, więc jest na żeberkach.&#13;
&#13;
Niektórzy kucharze wspominają o modyfikowaniu tradycyjnych dań nowymi przyprawami, które znajduje też coraz szersze zastosowanie w kuchni domowej. Pośród&#13;
tradycyjnych przypraw jedni wymieniają sól, pieprz, cebulę, czosnek, natkę pietruszki,&#13;
kminek, ktoś inny wspomina już ziele angielskie czy Vegetę:&#13;
&#13;
No może dziś na śniadanie jakbym dziadki dała, to może by patrzyli na mnie, że co to im daję.&#13;
Bo i dzieci są nieprzyzwyczajone, ale jak są takie grupy, że po prostu wiem komu mogę, to&#13;
czasami się zdarza, że też się im daje [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
[...] to za naszych czasów to nie było ani kostki, ani maggi, [...] ani żadnej Vegety [która pojawiła&#13;
się] tak w latach 80-tych [kobieta, lat 70, Niedzica].&#13;
[...] no paprykę też używam, ale kiedyś tej papryki przecież tutaj nie było [...]. Już do gulaszu&#13;
musi papryka iść [2 mężczyźni, wiek 80 i 50, Krościenko].&#13;
&#13;
[...] tutaj są restauracje, to pójdą na jakąś kwaśnicę, teraz to dostępne. Czasami się zapytają.&#13;
Jakby był ktoś, kto by chciał jakiś podpłomyk, to i tak nie ma gdzie [sporządzić] [...] Teraz to&#13;
[...] ważne żeby łazienka była w pokoju, nie tak, jak kiedyś, co [...] myli się gdzieś przy studni.&#13;
Teraz wygoda, jedzenie to każdy sobie robi, w swoim zakresie. Jak ludzie chcą, to jadą na takie&#13;
regionalne [imprezy] [kobieta, lat 85, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Jak wcześniej nigdy nie dodawałam majeranku czy bazylii, to teraz trochę jednak sypnę, bo to&#13;
dodaje trochę innego smaku [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Inną zmianą w daniach tradycyjnych widoczną w wykonaniu potraw mącznych jest&#13;
według naszych rozmówców to, że współcześnie są one jaśniejsze, gdyż nie używa się już&#13;
do ich sporządzenia ciemnej, jęczmiennej czy żytniej mąki. Podobnie do ciast dodaje się&#13;
więcej sera czy jajek:&#13;
&#13;
W socjalizmie jednak było masę ludzi. [...] wczasowicze byli na miesiąc, na dwa i na trzy. [...] Nie&#13;
tylko Śląsk, bo my i mieliśmy z Poznania, i z Krakowa mieliśmy, od maja do września łącznie.&#13;
Teraz nie ma takich gości. Dwa dni, trzy dni [...] odczuwa się duży najazd turystów, jednak [...]&#13;
są niedługo” [wywiad zbiorowy, wiek ponad 70 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Ciasto nawet się robi bardziej kruche niż drożdżowe jak pod rogi. Z doświadczenia wiem, jak&#13;
my są na różnych takich spotkaniach, że to bardziej smakuje [...] [2 kobiety, wiek 60 i 30 lat,&#13;
Łapsze Niżne].&#13;
13&#13;
12&#13;
&#13;
R. Hryciuk, Tortilla tour. Turystyka kulinarna w zglobalizowanej Oaxace, „Studia Socjologiczne”, 2018, nr 4,&#13;
s. 152.&#13;
&#13;
108&#13;
&#13;
B. Kirshenblatt-Gimblett, Forward, w: Culinary Tourism, red. L. M. Long, University Press of Kentucky,&#13;
Lexington 2004, s. xi-xiv, s. xiii.&#13;
&#13;
109&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Argument o zubożeniu turystów jest jednak nieprecyzyjny. W okresie PRL częstym&#13;
gościem w regionie był turysta, który sypiał na sianie i sam siebie żywił, korzystając jedynie z miejscowych produktów, gdyż w sklepach niewiele można było dostać. Bywali&#13;
też wynajmujący kwaterę i żywiący się tym samym, co jedli gospodarze. Bardzo często&#13;
goście domagali się wręcz lokalnych potraw, „nie miastowych”, choć pojęcie turystyki kulinarnej jeszcze nie rozpoczęło swojej kariery. Również współcześnie część turystów jest&#13;
zainteresowana czymś więcej niż tylko wygodną kwaterą. Wręcz przeciwnie – niektórzy&#13;
ze względu na dostęp do wiejskiego jedzenia świadomie wybierają agroturystykę:&#13;
&#13;
– dop. J.L.O], nazwane i zidentyfikowane, powinny zostać wymienione składniki, objaśnione sposoby przygotowania oraz opisany kontekst społeczny i kulturowy konsumpcji&#13;
[...], następną strategią jest wybór menu oraz ewentualnie zaadoptowanie przepisu do&#13;
warunków domowych [...]”14. Badani przez nas turyści zadawalają się jedynie turystyką&#13;
festynową, unikając jednocześnie restauracji, tak zwanych regionalnych, które oceniają&#13;
jako „pic na wodę”:&#13;
&#13;
[...] turyści teraz bardziej zauważają tą tradycję i tą ekologię, i dbają o to, i poszukują właśnie&#13;
agroturystyki, żeby mogli się napić mleka od krowy, żeby mogli jajko swoje takie mieć od kury,&#13;
żeby mogli rosołek z kury domowej zjeść [...] [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Pojęcia „prawdziwe” czy „tradycyjne” są oczywiście pewnymi konstruktami, których&#13;
nieprecyzyjny i zindywidualizowany sens ukazują nasze wywiady w sposób bardzo wyraźny. Uogólniając, pojęcia te opisują percepcję potraw poznawanych we wczesnym dzieciństwie. Dla jednego rozmówcy tradycyjną potrawą będą dziadki i juha, dla innego barszcz&#13;
i weselne kanapki, dla jeszcze innego kotlet szwajcarski czy de volaille, które de facto pojawiły się w jadłospisach dopiero w latach 70. Swobodną interpretację pojęcia „tradycyjny” znajdujemy w takich wynalazkach restauracyjnych, jak ser panierowany z żurawiną&#13;
lub wypiek tradycyjnych kruchych ciasteczek, na dodatek „wyrabianych tylko ręcznie”&#13;
przez całkowicie zmechanizowane piekarnie. Pikanterii temu ostatniemu dodaje fakt, że&#13;
w regionach wiejskich kruche ciasteczka zaczęły się pojawiać na przełomie lat 50/60 XX&#13;
w., zgodnie z dyrektywą państwową, która dbała o „cywilizowanie” wsi także pod kątem&#13;
gastronomicznym. Dowodem postępu miały być klubokawiarnie parzące kawę zamiast&#13;
alkoholu oraz kruche ciasteczka wypiekane w każdym domu i obecne w wiejskich sklepach15. Operowanie skojarzeniami z tradycyjnym czy lokalnym napitkiem spotykamy też&#13;
w nazewnictwie wyrobów alkoholowych. Pośród piw mamy „Szczawnickie”, „Pienińskie” i „Flisackie”, pośród mocniejszych trunków „Pienińską śliwowicę” czy „Pienińską&#13;
mocną śrubę”. Również kiełbasy, które nigdy nie należały do codziennego stołu wiejskiego, nazywane są regionalnie: Podhalańską, Góralską i Juhaską. Wypaczanie pojęcia&#13;
tradycyjności jedzenia przez przemysł gastronomiczny dotyczy zresztą nie tylko tych&#13;
regionów, a wszędzie wprowadza dezinformację tam, gdzie precyzyjny opis dałby więcej&#13;
korzyści. W tym kontekście należy spojrzeć na propozycję festynową jako na zalecaną&#13;
dla tych, którzy rzeczywiście są zainteresowani kuchnią regionalną, zarówno turystów,&#13;
jak i władz samorządowych zobowiązanych do realizacji zadań służących zachowaniu lokalnej tradycji.&#13;
&#13;
Jak goście przyjechali, to chcieli grule z bockiem omascone, kwaśne mleko ze śmietanką, pyzy&#13;
[...]. No syr tyz [2 kobiety, wiek 87 i 86 lat, Łapsze Niżne].&#13;
[...] duzo jest, ze jak przyjezdzają tu na uboce, na wsie, tom jednak by chcieli jeść takie sićko&#13;
ekologiczne [...] tu chodzi o to, ze juz idziemy z postępem cywilizacji i jednak robi się wszystko&#13;
pod turystów, no nie? I takie typowo dania regionalne, to juz trzeba naprawdę dobrze szukać&#13;
[...] [2 kobiety, wiek 20-25 lat, Krościenko].&#13;
[...] ja uwarzę kwaśnicę na gęsinie czy tam kapustę z grochem, fizoły ze śliwkami, a gościowi&#13;
podam kotleta schabowego?! Będzie on wtedy obrażony, bo to on zje w każdej restauracji.&#13;
A tego nigdzie nie zje, tylko u nas w agroturystyce. [kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Znacznie lepszą formą propagowania pożywienia regionalnego wydają się liczne festyny, takie jak lokalne dożynki, otwarcia sezonów, różnorodne imprezy , takie jak Spiska&#13;
Watra czy Lato pod Trzema Koronami, na które do przygotowania poczęstunku proszone&#13;
są kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich czy kobiecych stowarzyszeń, które zastąpiły niegdysiejsze koła. Ponieważ imprezy te łączą się z konkursami, panie starają się ugotować&#13;
jak najbardziej tradycyjnie i smacznie prezentowane potrawy. Zapewne swoją rolę pełni&#13;
też fakt spożywania przygotowanych potraw w gronie lokalnej ludności, z której też wybierane jest konkursowe jury. Jakość poczęstunku uznają, a i rozpoznają turyści, spośród&#13;
których niektórzy przyjeżdżają w te okolice nawet od dwudziestu lat, specjalnie na imprezy kulinarne:&#13;
No to kwasica – wszechobecna – to wiadomo, na żeberku! Ale są różne kwasice! [...]&#13;
I takie placki pieką – moskole się nazywają. Na maślance, na kefirze – to zależy od regionu.&#13;
Z masłem czosnkowym. Pierogi z bryndzą – oczywiście. Takie pierogi z bobem. Tu są różne&#13;
pierogi, to zależy od regionu. [...] różnice się czuje. Nawet gulasz. Na Słowacji jest inny niż ten&#13;
tutaj [wywiad zbiorowy, turyści, wiek od kilkunastu do ok. 50 lat, Mizerna].&#13;
&#13;
Ciekawym zjawiskiem jest, że pytani przez nas turyści nie starają się implementować&#13;
poznawanych w okolicy dań do swoich domowych jadłospisów. Fakt ten tłumaczy Hryciuk komplikacjami, z jakimi związany jest ten stopniowy proces: „Turystyka kulinarna to poznawanie odmienności, nowych kultur i sposobów bycia poprzez odkrywanie&#13;
nieznanego, egzotycznego pożywienia. Przejście od tego, co jadalne, ale egzotyczne, do&#13;
oswojonego i smacznego odbywa się stopniowo i jest zwykle negocjowane w ramach kilku strategii. Przede wszystkim, jadalne ale egzotyczne jedzenie powinno być zaprezentowane w odpowiednim kontekście [na przykład na zorganizowanym w tym celu festynie&#13;
&#13;
110&#13;
&#13;
I przekonaliśmy się, że najlepiej jeść tam, gdzie przychodzą miejscowi, bo tam podają prawdziwe [wywiad zbiorowy, turyści, wiek od kilkunastu do ok. 50 lat, Mizerna].&#13;
&#13;
Justyna Laskowska-Otwinowska – doktor, etnolog, kurator wystaw. Pracuje w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie na stanowisku kustosza dyplomowanego. Prowadziła badania&#13;
nad „nowoosadnikami” na wsi polskiej (2008). Interesuje się antropologią jedzenia.&#13;
14&#13;
&#13;
R. Hryciuk, Tortilla tour..., op. cit., s. 167.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
B. Brzostek, PRL na widelcu, Wydawnictwo. Baobab, Warszawa 2010, s.62.&#13;
&#13;
111&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Konkurs potraw regionalnych, Mizerna 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Stoisko z watą cukrową, Niedzica Zamek 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
Konkurs potraw regionalnych, Mizerna 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
Konkurs potraw regionalnych, Mizerna 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
Stoisko z wyrobami regionalnymi, Niedzica Zamek 2018&#13;
(fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
112&#13;
&#13;
Menu restauracji w Krościenku 2018&#13;
(fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
113&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK�&#13;
7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Zeszyt kulinarny, Niedzica 2018&#13;
&#13;
Zeszyt kulinarny, Niedzica 2018&#13;
&#13;
Spuścizna Babiogórców – ich historia, tradycje, obrzędy, architektura, gwara – jest już&#13;
w znaczącym stopniu opisana w tekstach etnograficznych i upamiętniana w formie folkloryzmu. Przygotowując badania dotyczące Górali spod Babiej Góry, postanowiłam&#13;
więc skupić się na tym, co sami zainteresowani chcą o sobie powiedzieć, co uznają za&#13;
swoje dziedzictwo, jakie istnieją narracje tożsamościowe, przekonania i stereotypy. Prowadzony w lipcu 2018 r. rekonesans1 skupiał się więc na autoobrazie kreowanym przez&#13;
mieszkańców Podbabiogórza współcześnie – już po zrealizowanej na tych terenach&#13;
w XX w. „rewolucji” etnograficznej, zaszczepiającej wiedzę na temat regionalnego dziedzictwa kulturowego.&#13;
Terenem badawczym była położona u stóp Babiej Góry Zawoja – największa podbabiogórska wieś, siedziba Babiogórskiego Centrum Kultury. Nie bez znaczenia w obranej&#13;
optyce jest to, że Zawoja jest miejscowością turystyczno-letniskową2. To właśnie jej turystyczny charakter skłonił mnie do refleksji nad tym, jak mieszkańcy pragną być widziani&#13;
przez przybyszów, czyli jak tożsamość regionalna realizowana jest w kontekście turystyki&#13;
1&#13;
&#13;
Grupę badawczą oprócz mnie tworzyli: etnolożki mgr Małgorzata Dubasiewicz i mgr Marta Szaszkiewicz&#13;
oraz studenci etnologii: Joanna Sikora, Weronika Kuta, Paweł Witanowski i Anita Brzyszcz. Przeprowadziliśmy&#13;
ok. dwudzieścia wywiadów pogłębionych z lokalnymi przedstawicielami instytucji związanych z kulturą i edukacją, działaczami regionalnymi, artystami ludowymi, sprzedawcami, pracownikami ośrodków wczasowych,&#13;
a także z niezaangażowanymi w folklor mieszkańcami. Dodatkową metodą badawczą była obserwacja uczestnicząca: m.in. na zawojskim targu, w bacówce na Hali Barankowej, w skansenie w Zawoi Markowej, w izbie&#13;
regionalnej przy Szkole Podstawowej nr 5 w Zawoi Gołynia, w kościele parafialnym, w agroturystyce i w karczmach góralskich, w sklepikach z pamiątkami oraz podczas próby zespołu regionalnego Cieślica.&#13;
2&#13;
&#13;
W obrębie wsi istnieje sześć sołectw: Zawoja Górna, Zawoja Centrum, Zawoja Przysłop, Zawoja Dolna, Zawoja Mosorne, Zawoja Wełcza, zob. Monografia Zawoi, red. U. Janicka-Krzywda, Forma, Kraków-Zawoja 1996.&#13;
Zeszyt kulinarny, Niedzica 2018&#13;
&#13;
114&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
i jak uzewnętrzniana wobec przyjezdnych. Jak sami siebie opowiadają w wywołanej narracji oraz jak swoje dziedzictwo kulturowe wykorzystują w turystyce.&#13;
&#13;
���7XU\VW\ND�Z�=DZRL&#13;
Zawoja pełni rolę miejscowości turystyczno-wczasowej od początku XX w.. Jej dynamiczny rozwój nastąpił w okresie międzywojennym, wówczas powstały pensjonaty, kwatery, sklepy i inne punkty usługowe. O ówczesnej popularności miejsca świadczy fakt,&#13;
że już w 1930 r. letnisko doczekało się monografii wydanej przez Komisję Klimatyczną3.&#13;
Brutalny kres tego turystycznego boomu przyniosła II wojna światowa. Dopiero w latach&#13;
60-70. XX w. Zawoja przeformowała się w miejscowość kolonijną i wczasową, popularną&#13;
jako weekendowe miejsce wczasów zakładowych, jednak i to uległo zmianie po transformacji ustrojowej w 1989 r.; miejscowość zaczęła podupadać4. Aktualnie w Zawoi funkcjonuje kilka ośrodków wczasowo-wypoczynkowych oraz wypoczynkowo-kolonijnych,&#13;
pensjonaty, gospodarstwa agroturystyczne, a także w okolicy kilka trzygwiazdkowych&#13;
hoteli wellness&amp;SPA.&#13;
Turystyczny potencjał Zawoi leży pomiędzy przyrodą a kulturą, z przeważającym&#13;
ciążeniem tej pierwszej: większość działań czy tworzonej infrastruktury ukierunkowana jest bowiem na turystykę górską. W ulotce kolportowanej przez Lokalną Grupę&#13;
Działania „Podbabiogórze” (do jej członków należy m. in. gmina Zawoja) czytamy o jej&#13;
podstawowym celu, jakim jest „rozwój turystyki, szczególnie aktywnej opartej o zasoby&#13;
przyrodnicze i kulturowe”. Wśród wyznaczonych zadań członkowie wymieniają również&#13;
„ochronę dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego”, a także „wykorzystanie lokalnych&#13;
walorów przyrodniczych, historycznych i kulturowych dla rozwoju obszaru Podbabiogórza”. Walory związane z odrębnością kulturową mieszkańców, jak i zasoby przyrodnicze,&#13;
przekuwane są tu w produkt turystyczny, co jest spotykaną, by nie powiedzieć „naturalną” transformacją: dawna kultura ludowa5 i jej folklor nie wiążą się już z codziennym&#13;
życiem mieszkańców wsi, lecz przeobrażone w folkloryzm służą nowym celom, m. in.&#13;
komercyjnym i turystycznym6, stając się elementem oferty turystycznej regionu.&#13;
Turystyka jest związana z kulturą, stanowi jej element i przekaz. Związek ten jest ścisły, ale niejednoznaczny. Andrzej Kowalczyk proponuje „przyjąć uproszczone założenie,&#13;
iż turystyka jest z jednej strony atrybutem kultury, a z drugiej strony czynnikiem ją zmieniającym”7. Turystyka może na przykład przyczynić się do ochrony dziedzictwa kulturowego lub też służyć regionalnej autoprezentacji, pracując w ten sposób na budowanie&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
tożsamości i zachowywanie pamięci o folklorze. W ten sposób staje się osobliwym zwierciadłem, w którym odbija się autoobraz mieszkańców regionu, czyli też tzw. front-region,&#13;
region oficjalny i postulowany, prezentowany „na zewnątrz”, ku widzom8.&#13;
Jest to odwrócenie zjawiska opisywanego w zawojskich pracach etnograficznych. Według Urszuli Janickiej-Krzywdy rozwój turystyki w Zawoi wzmocnił proces wykorzeniania kultury Górali Babiogórskich. Badaczka twierdzi, że przyjazd wczasowiczów z miast&#13;
zapoczątkował wśród autochtonów zmianę obyczajów, stroju i języka. W latach 50. XX&#13;
w. dokonała się całkowita unifikacja tutejszej kultury – przejmowano wzorce miejskie.&#13;
Jednak już z początkiem XX w. – również z inspiracji nowymi przybyszami – pojawiło się&#13;
także pamiątkarstwo: wykonywane w drewnie figurki górali, zwierząt, kasetki itp. Zawoję dotknął zatem znamienny paradoks: najpierw turystyka przyczyniła się do unifikacji&#13;
tutejszej kultury z kulturą ogólnopolską, współcześnie natomiast pomaga rozwijać się&#13;
wspomaganemu przez dotacje rządowe i unijne folklorowi, który ma moc uatrakcyjniania miejsca, gdy upadły zakładowe domy letniskowe.&#13;
Relacje turystyki z kulturą wzmacnia ponadto zmiana sposobu uprawiania tej pierwszej. Jak zauważają badacze, popularny do niedawna model turystyki 3xs (3s tourism: sea,&#13;
sun, sand) wypiera model 3xe (3e tourism: entertainment, excitement, education)9. Ten&#13;
drugi rodzaj nazwany został turystyką kulturową10. Rozbudzeni literaturą podróżniczą&#13;
turyści zaczynają szukać nie tylko odpoczynku, ale też poznania środowiska i specyfiki&#13;
miejsca, w którym wypoczywają. Interesują się szeroko pojętą kulturą, „sztuką i rękodziełem, religią, ubiorem, historią poszczególnych miejsc, zajęciami zamieszkujących je&#13;
ludzi, ich sposobami żywienia, językiem, zwyczajami, rzemiosłem, architekturą” – dookreśla znawca tematu A. M. von Rohrscheidt. Innymi słowy turyści zaczynają interesować się dziedzictwem kulturowym odwiedzanych miejsc. Turystyka kulturowa może&#13;
zatem sprzyjać odradzaniu się i wzmacnianiu tożsamości regionalnych, stwarza dogodne&#13;
warunki do autoprezentacji oraz stanowi pole realizowania chęci odróżnienia się od innych. Ponadto jest okazją do zarobku, wszelkie elementy ludowo-regionalne dobrze się&#13;
sprzedają, wpisując się w nurt idei slow-life.&#13;
&#13;
3 Monografja letniska Zawoi, Nakładem Komisji Klimatycznej w Zawoi, Kraków 1930.&#13;
4 W. Trybała, Elementy kultury ludowej jako atrakcja turystyczna regionu (na przykładzie wsi Zawoja), „Rocznik&#13;
Babiogórski”, 2004, t. 6, s. 59.&#13;
5 Pomijam tu szeroką dyskusję na temat zasadności tego terminu, zob. m.in. R. Sulima, Literatura a dialog kultur, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1982 oraz L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX&#13;
w., Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986.&#13;
6 Por. J. Mokras-Grabowska, Kultura ludowa w polskiej turystyce – autentyczność czy komercja?, w: Kultura i&#13;
turystyka – razem czy oddzielnie?, red. A. Stasiak, Wydawnictwo WSTH, Łódź 2007, s. 258.&#13;
7 A. Kowalczyk, Współczesna turystyka kulturowa – między tradycją a nowoczesnością, w: Turystyka kulturowa.&#13;
Spojrzenie geograficzne, red. tenże, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2008, s. 11.&#13;
&#13;
116&#13;
&#13;
8 Zob. J. Dziadowiec, Imprezy folklorystyczne jako forma folkturystyki/etnoturystyki oraz forma organizacji i zarządzania dziedzictwem niematerialnym. Perspektywa folkorganizatorów i folkturystów, „Turystyka Kulturowa”,&#13;
2016, nr 3, s. 94 i n. oraz T. J. Cooley, Repulsion to Ritual: Interpreting Folk Festivals in the Polish Tatras, „Ethnologies”, 2001, nr 23/1, s. 233-253.&#13;
9 A. Mikos Rohrscheidt, Turystyka kulturowa – wokół definicji, „Turystyka kulturowa”, 2008, nr 1, s. 7.&#13;
10&#13;
&#13;
Pisze o tym m.in. Armin Mikos Rohrscheidt, Turystyka kulturowa. Fenomen, potencjał, perspektywy, Gniezno&#13;
2008, zob. też: P. Zarębski, Wybrane elementy turystyki kulturowej jako czynnik rozwoju bazy noclegowej na obszarach wiejskich w Polsce, „Turystyka Kulturowa”, 2015, nr 1, s. 5.&#13;
&#13;
117&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
���%DELRJµUVND�HWQRJUDуD�L�MHM�SU]HGVWDZLFLHOH��)UDQFLV]HN�*D]GD��&#13;
����=RуD�%XJDMVND��8UV]XOD�-DQLFND�.U]\ZGD&#13;
Na świadomość etniczną, ale i kreowanie autodyskursu mieszkańców Zawoi oddziaływała&#13;
niewątpliwie narracja etnograficzna oraz prowadzone w XX w. działania regionalistyczne&#13;
i folklorystyczne. Mimo że grupa ta nie dość jest jeszcze znana przeciętnemu turyście11,&#13;
o kulturze ludowej Górali Babiogórskich napisano niemało: doczekali się tutejszych zbieraczy folkloru i regionalistów, założycieli zespołów regionalnych oraz „swojej” etnograf.&#13;
Wspominani przez mieszkańców regionaliści to przede wszystkim dr Urszula Janicka-Krzywda, Zofia Bugajska oraz Franciszek Gazda. Pierwsza z wymienionych to upamiętniana lokalnie12 etnografka i folklorystka, zawojanka z urodzenia, pracowniczka Muzeum&#13;
Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Janicka-Krzywda jest redaktorką&#13;
między innymi13 tomu zbiorowego pt. Kultura ludowa Górali Babiogórskich14. To wieloautorska publikacja z ambicjami na komplementarne opracowanie tematu zawartego&#13;
w tytule: począwszy od charakterystyki geograficzno-historycznej, po rolnictwo, hodowlę, tradycje pasterskie, architekturę sakralną, sztukę, rzemiosło, strój, pożywienie,&#13;
medycynę ludową, obrzędy, folklor muzyczny regionu oraz pełną bibliografię naukową&#13;
i popularno-naukową dotyczącą Babiogórców. Nie ona pierwsza zajmowała się tym zagadnieniem, choć należy podkreślić silny wpływ badaczki na tutejszy ruch regionalny:&#13;
była konsultantką etnograficzną i jedną z inspiratorek powołania do życia zespołów&#13;
regionalnych „Juzyna” w Zawoi i „Zbójnik” w Skawicy, dla których pisała scenariusze&#13;
przedstawień folklorystycznych.&#13;
Nie mniej istotny wkład w propagowanie tutejszego folkloru wniosła Zofia Bugajska&#13;
– rodem ze Starej Wsi pod Limanową, ale od 1958 r. zamieszkująca Zawoję regionalistka,&#13;
muzykolog i wieloletnia dyrektor szkoły15; założycielka zespołu regionalnego „Babiogórcy” (1963 r.), kierowniczka grupy śpiewaczej KGW „Zawojanki” oraz kustoszka izby regionalnej przy Szkole Podstawowej nr 5 w Zawoi Gołynia (1999 r.). Udziela się także jako&#13;
konsultantka zespołów i jurorka wielu regionalnych konkursów. Wespół z córką i synem&#13;
wydała zbiór pt. Gdy do tej Babiej Góry przyjedziesz... Babiogórskie pieśni i tańce z Zawoi16.&#13;
Bugajska jest spadkobierczynią działalności Franciszka Gazdy, przedwojennego zawojskiego nauczyciela i założyciela zespołu regionalnego „Zawojanie” (1933-1938). Zwa11&#13;
Stąd założenie projektu Skarby Górali. Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski, którego&#13;
hasłem przewodnim jest „Poznaj Górala spoza Podhala”. Przedsięwzięcie ma na celu wyodrębnienie w świadomości odbiorców różnorodności 8 góralskich grup – innych niż górale spod Tatr, zob. „Skarby Górali”, https://&#13;
skarbygorali.pl, dostęp 2.08.2018.&#13;
12&#13;
&#13;
Od 2017 r. jej imię nosi Babiogórskie Centrum Kultury w Zawoi.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
Jest autorką około 1000 artykułów i kilkunastu książek, m.in. U. Janicka-Krzywda, A. Łajczak, Babiogórskie&#13;
ścieżki, „Colgraf-Press”, Poznań 1995; U. Janicka-Krzywda, Legendy babiogórskie, Wydawnictwo „Forma”, Kraków 1998; U. Janicka-Krzywda, Dziedzictwo kulturowe Babiej Góry, w: Światy Babiej Góry, red. D. Ptaszycka&#13;
-Jackowska, Wydawnictwo „Grafikon”, Zawoja-Kraków 2002.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
Kultura ludowa Górali Babiogórskich, red. U. Janicka-Krzywda, Oficyna Wydawnicza Wierchy, Kraków 2016.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Zob. Z. Bugajska, Zawoja moja mała ojczyzna, Księgarnia Akademicka, Kraków 2011.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
Z. Bugajska, Z. Bugajski, M. Bugajska-Bogacz, Gdy do tej Babiej Góry przyjedziesz... Babiogórskie pieśni i tańce&#13;
z Zawoi, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, Sucha Beskidzka, Bielsko-Biała&#13;
1987; Zofia Bugajska, Małgorzata Bugajska-Bogacz, Pastorałki Babiogórskie, [s.n.], Kraków 2001.&#13;
&#13;
118&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
ny „budzicielem folkloru w Zawoi” regionalista był lokalnym zbieraczem pieśni i tańców&#13;
babiogórskich, które zgromadzone w zbiorze Babiogórskie pieśni z Zawoi w układzie na&#13;
3 i 4 głosy równe17 posłużyły za bazę repertuaru zespołów regionalnych.&#13;
Długoletnia działalność kulturotwórcza zadziałała. Po wszystkich etnograficznych&#13;
zabiegach rewitalizacji, a właściwie przywracania kultury regionalnej Podbabiogórza,&#13;
zawojanie zaczęli być dumni ze swojego dziedzictwa kulturowego i żywo nim zainteresowani. Rozmówcy przy okazji uwewnętrznili etnograficzną narrację o autentyzmie&#13;
prezentowanego folkloru, dbając o detale i zgodność z etnograficznym zapisem, podkreślając wagę dokładnego odtwarzania:&#13;
[R]eprezentujemy folklor autentyczny, niektórzy mają stylizowany. My autentyczny, więc nic&#13;
nie zmieniamy, tylko tak jak to było dawniej spisane, zebrane przez materiały badawcze tu,&#13;
z tych terenów i przekazywane właśnie potem tym zespołom [W1_K_ok. 57]18.&#13;
&#13;
„Autentyczność” pojawia się także w kontekście stroju babiogórskiego. Jako główne&#13;
rekonstruktorki wymienia się Bugajską i Janicką-Krzywdę:&#13;
W latach 30., od roku 32 do roku 38 na Przysłopiu mieszkał i pracował Franciszek Gazda.&#13;
Mówi się o nim, że to był budziciel zawojskiego, babiogórskiego folkloru. On tutaj jako pierwszy jakby odzyskał te stroje regionalne. [...] Przysłał dosyć dużo materiałów związanych z przedwojennym zespołem Babiogórcy i m.in. też przysłał elementy rekonstrukcji stroju. Tak więc&#13;
pierwsze kroki rekonstrukcji stroju babiogórskiego to jest pani Bugajska, a resztę zrobiła śp.&#13;
Ula Janicka-Krzywda, która już całkowicie ten strój odzyskała, odbudowała, tam z Muzeum&#13;
Seweryna Udzieli [W2_M_ok. 55].&#13;
No, bo to jest praca, właśnie dokumentacja naukowa. Odtworzyć stroje na podstawie tych&#13;
zbiorów archiwalnych w muzeum i jakieś fotografie... a w ogóle wiedzieć też, na co się patrzy, co&#13;
nie? I nie robić tej pomyłki, że tutaj mamy te stroje tak, jak mieli górole pienińscy [W3_M_38,&#13;
o działalności Urszuli Krzywdy-Janickiej].&#13;
Pani Zofia Bugajska [...] jest ciekawą osobą, ma olbrzymią wiedzę. [...] ona prowadzi izbę regionalną. Co prawda też ma swoje naleciałości, bo pochodzi z Sądecczyzny, ale jak mam być&#13;
szczery i oddać honor, to rzeczywiście jeżeli chodzi o informacje, o zbiory, opracowania, to&#13;
ona tu jeszcze przed panią profesor Janicką-Krzywdą jeszcze to wszystko robiła, tylko że ona&#13;
nie robiła tego jako [etnograf ], robiła to jako nauczyciel. I jako zespół Babiogórcy regionalny&#13;
[...] [W4_M_50].&#13;
&#13;
Obie panie mają jednak różną wizję babiogórskich strojów, a ten etnograficzny konflikt ma swoje odzwierciedlenie w poglądach mieszkańców, którzy są podzieleni niejako&#13;
na „grupę od Bugajskiej” i „grupę od Janickiej”. Na podstawie zebranych i wprowadzanych przez badaczki materiałów etnograficznych we wsi istnieją dwie wersje wyglądu&#13;
„tradycyjnego” stroju babiogórskiego. Pani, która niegdyś szyła stroje, podkreślała w rozmowie, że te, z których korzysta zespół Juzyna, nie przypominają strojów, które ona pamięta z dawnych czasów:&#13;
17&#13;
&#13;
F. Gazda, Babiogórskie pieśni z Zawoi w układzie na 3 i 4 głosy równe, Wydawnictwo Małopolskiego Związku&#13;
Teatrów i Chórów Ludowych, Kraków 1938, https://www.muzeum.sucha-beskidzka.pl/_wydawnictwa/biblioteka_babiogorskiego_parku_narodowego/Babiogorskie_Piesni_z_Zawoi/Babiogorskie_Piesni_z_Zawoi.&#13;
pdf, dostęp 29.09.2018.&#13;
18&#13;
&#13;
Sposób kodowania wywiadów: numer porządkowy wywiadu, płeć i wiek.&#13;
&#13;
119&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
O pani Janicka, ta pani etnograf nasza, to pozbierała ten strój, ale ten strój jest dziadowski. Tak&#13;
nie chodziły nasze dziewczyny, tak jak to ona umyśliła. Ona gdzieś ze zdjęć starych wzięła. No,&#13;
ale co ona mogła mieć, lnianą koszulę i spódnicę, jakąś taką perkalową. Bo później jak się jeździło do Krakowa do Sukiennic, to tam się kupowało, tam były stroje. [...] Takie jak krakowskie,&#13;
tylko że nie miały białym haftem tylko, były bluzki kolorową muliną czy czymś kolorowym,&#13;
szydełkiem koło szyi obrobione, ściągnięte na taki rulonik i takie to były. Gorset mieli z parzenicą, spódnica tybetowa była. Ale same korale, jak moja mama miała korale, to kosztowały tyle,&#13;
co porządna krowa, gdzieś z 5 tysięcy. Czy ta chustka wełniana baranica, też kosztowała majątek. To było wszystko bardzo drogie. Przechodziły te spódnice z mamy na córkę, na wnuczkę&#13;
i takie to. [...] Kiedyś były piękne bluzki, haftowane, spódnice. Były ładnie ubrane, czerwone&#13;
korale, [...]. Takie serdaki, co ta pani Janicka umyśliła, no może, ale nie, tak się nie nosiło. Kiedyś&#13;
to było inaczej, kiedyś to bogato byli ubrane [W5_K_75].&#13;
&#13;
Inni rozmówcy przyjmowali wersję Janickiej-Krzywdy, wskazując na jej autorytet&#13;
jako doktora etnografii i pracowniczki muzeum etnograficznego. W debacie tej ujawnia&#13;
się zaufanie do autorytetu etnografa oraz wizja specjalisty jako tego, który mówi, jak było&#13;
naprawdę. Ukazuje też wpływ etnografii na kształt i treść lokalnej tożsamości. Etnograf,&#13;
muzykolog i dialektolog pokazują, jak być „poprawnie” Góralem Babiogórskim.&#13;
&#13;
���2G�DQLPDFML�GR�DXWRUHфHNVML&#13;
�����$QLPDFMD�UHJLRQDOQD�&#13;
������=HVSRă\�IRONORU\VW\F]QH&#13;
Głównym źródłem wiedzy na temat babiogórskich tradycji, stroju, pieśni i tańca, a nawet&#13;
gwary są dla mieszkańców Zawoi zespoły regionalne:&#13;
Dzieci teraz ucom się [gwary] w tych zespołach regionalnych [...]. No, a to wiadomo, jak&#13;
w każdej szkole, różne mają występy czy recytacje takie, więc czasem się pojawiają, poza Redutą&#13;
Ordona czy Inwokacją z Pana Tadeusza, takie gwarowe wierszyki, przedstawienia czy kolędnicze&#13;
występy w okresie kolędowania [W3_M_38].&#13;
&#13;
Inny rozmówca potwierdza, że gwary nauczył się dopiero w zespole, ponieważ w jego&#13;
rodzinie nastąpiła luka pokoleniowa: rodzice już gwarą nie mówili19, natomiast dziadkowie zmarli, przez co młodsze pokolenie nie miało szansy nauczyć się gwary w środowisku&#13;
rodzinnym. „Szczęśliwie – dopowiada 39-latek – kiedyś na mojej drodze pojawił się zespół [...] i w związku z tym gwary się trochę nauczyłem. Zespół mi pewne rzeczy też&#13;
wytłumaczył. No i w zespole też nauczyłem się paru rzeczy takich, że i mogę zaśpiewać,&#13;
jak będę chciał, w gwarze babiogórskiej, znam tańce i znam muzykę” [W6_M_39]. Dzięki&#13;
zespołom regionalnym wśród młodych mieszkańców Zawoi odżyły także dawne obrzędy, takie jak chodzenie z banią. Zainspirowani tradycyjnym kolędowaniem przebierają&#13;
się w stroje regionalne i chodzą po domach z programem, którego nauczyli się w zespole:&#13;
19&#13;
&#13;
Rozmówcy różnie to tłumaczą – poczuciem wstydu, kontaktem z miastem podczas wyjazdu do pracy na&#13;
tzw. służbę i szykanami lub wyśmiewaniem się z gwary, modą miejską i kontaktem z turystami, „poprawnością&#13;
językową w szkole”, ktoś inny wspomina nawet „bicie po łapach”.&#13;
&#13;
120&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
[Z] tych zespołów regionalnych się zbierają w takie paczki. Nie, żeby to było, że chłopczyk ze&#13;
szopką czy dwie osoby i tylko jedną zwrotkę kolędy, żeby na kasę i lecieć dalej, tylko normalnie&#13;
mają nawet instrumenty ze sobą, jak jest dobra pogoda w zimie, a jak nie, to takie grupki trzy-,&#13;
cztero-, pięcio-, sześcioosobowe czy nawet większe. I w strojach [W3_M_38].&#13;
&#13;
Dzięki zespołom realizuje się enkulturacja niejako „prefiguratywna”, ponieważ transmisja wiedzy odbywa się w kierunku od młodszych pokoleń do starszych:&#13;
Dorośli też się uczyli trochę na nowo pieśni przez dzieci [W6_M_39].&#13;
Zresztą dziecko się nauczy, to potem w domu śpiewają. [...] Ci, co już grali na instrumentach,&#13;
to tam gdzieś w rodzinie to już grają też, ale jak mają gdzieś tam swoje prywatne uroczystości&#13;
to sobie grają i śpiewają. [...] To tak, że przez ten zespół na pewno [...] jednak ta nasza tradycja&#13;
babiogórska odżyła [W1_K_ok. 57].&#13;
&#13;
Rozmówcy łączą tradycje lokalne z folklorem: „[P]rzez to, że w folklor się bawię tak&#13;
długo, to znam dużo tradycji” – zapewnia były członek „Juzyny”. W tym rozumieniu zespoły folklorystyczne powstałe z inspiracji regionalistów i etnografów wyznaczają „normę” tych tradycji, ich autentyczność. Tym bardziej, że przeważa przekonanie o zanikaniu&#13;
tradycji: „[D]użo, dużo zatraciliśmy. Dobrze, że my mamy tutaj w Zawoi ten zespół Juzyna, że te chłopaki, te dziewczyny, u nas tu często też bywają z tymi swoimi repertuarami”&#13;
[W7_K_ok. 70].&#13;
W samej Zawoi działa kilka zespołów regionalnych. Pierwszym chronologicznie jest&#13;
zespół „Babiogórcy”, założony w marcu 1963 r. przez Zofię Bugajską i jej męża Władysława. Pierwotnie pod auspicjami „Babiogórców” działały dwie grupy: dzieci (chłopców i dziewcząt) oraz dorosłych (gazdów i gaździn). Aktualnie jest to zespół dziecięcy&#13;
(uczniowie klas V i VI). W 1999 r. kierowniczą schedę przejęła córka Bugajskiej – Małgorzata Bugajska-Bogacz. Bazą programową są pieśni, melodie i tańce zebrane i opracowane przez Franciszka Gazdę oraz rodzinę Bugajskich wzbogacone o widowiska obrzędowe&#13;
oraz regionalne gawędy. Od 1982 r. przy Szkole Podstawowej nr 5 działa ponadto grupa śpiewacza Koła Gospodyń Wiejskich „Zawojanki”, powołana do życia również przez&#13;
Bugajską. Panie prezentują obrzędy i zwyczaje, sceny rodzajowe, a także pieśni z Zawoi.&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury zrzesza dwa zespoły. Od 1992 r. funkcjonuje dziecięcy&#13;
i młodzieżowy zespół „Juzyna”, prezentujący regionalne pieśni i tańce, a także obrzędy&#13;
i stroje. Inicjatorką powstania tej grupy była poetka ludowa Zofia Kozina, choreografem – Krystyna Kołacz, zaś wieloletnią kierowniczką – Janina Wanda Bucka. Pierwszy&#13;
program przygotowała Urszula Janicka-Krzywda (na podstawie materiałów terenowych&#13;
zebranych przez siebie i Jadwigę Wierczek oraz materiałów archiwalnych z przełomu&#13;
XIX/XX w.). Drugim zespołem działającym przy BCK jest złożona z dorosłych mieszkańców wsi „Cieślica”, która powstała pod koniec 2016 r. z inicjatywy Ireny Denis. Szefową&#13;
grupy jest wieloletnia członkini „Juzyny” Dorota Marek. Ponadto w lipcu 2018 r. przy&#13;
BCK zawiązał się folkowo-rockowy zespół „PotOCK” składający się z pięciu śpiewających dziewczyn z „Juzyny” oraz z członków rockowego zespołu „Body Mind Relation”.&#13;
Efekty swojej pracy zaprezentowali na płycie pt. Folk &amp; Rock relation (rockowe aranżacje góralskich pieśni). Pod patronatem BCK istnieje także Dziecięcy Zespół Regionalny&#13;
„Zbójnik” działający od 2004 r. w Zespole Szkół w Skawicy, kierowany przez Krystynę&#13;
&#13;
121&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Szczurek. W założeniach czytamy, że powstał, by „zaangażować młodych ludzi do poznawania kultury i tradycji regionu Babiej Góry”. Podobnie jak w przypadku „Juzyny”,&#13;
autorką scenariuszów przedstawień zespołu była Urszula Janicka-Krzywda.&#13;
�������)HVWLZDOH�L�NRQNXUV\�UHJLRQDOQH&#13;
Głównym punktem inspirującym szeroko zakrojoną działalność regionalną jest przede&#13;
wszystkim Babiogórskie Centrum Kultury. Pod jego auspicjami organizuje się imprezy&#13;
nawiązujące do dawnego życia tuziemców. Jest to np. odbywający się od 1984 r. Festiwal&#13;
Babiogórska Jesień – folklorystyczna wariacja na temat redyku, w ulotkach promocyjnych imprezy nazwany „widowiskiem”, a zejście owiec z hal prezentowane jest jako największe święto Górali Babiogórskich – mimo że hodowla owiec nie jest główną gałęzią&#13;
zawojskiej gospodarki. W programie znajdują się także: konferencja naukowa20, kiermasz&#13;
sztuki ludowej, a także koncerty zespołów folklorystycznych – z regionu i całego kraju. Celem wytyczonym przez organizatorów miał być powrót tradycji, obyczajów oraz&#13;
prezentacja babiogórskiego dziedzictwa kulturowego21. Innym tego typu wydarzeniem&#13;
są lipcowe Sianokosy Zawojskie organizowane przy współudziale Babiogórskiego Parku&#13;
Narodowego oraz sołtysów z gminy Zawoja w Skansenie im. Józefa Żaka w Zawoi Markowej. Są tu konkursy w założeniu organizatorów odnoszące się do tradycji: poklepywanie&#13;
kosy, koszenie kosą tradycyjną, roztrzepywanie, grabienie i kopienie siana, a także występy kapel i zespołów folklorystycznych oraz ekspozycja maszyn do uprawy łąk górskich.&#13;
Mieszkańców regionu aktywizuje się także przez organizowanie rozmaitych konkursów odnoszących się w swoich założeniach do tradycji. Do takich można zaliczyć Konkurs na Tradycyjny Strój Babiogórski (odtworzony, przypomnijmy, na podstawie rysunkowej rekonstrukcji stworzonej w latach 60. XX w. na potrzeby zespołów regionalnych&#13;
przez Instytut Sztuki PAN oraz archiwalnych materiałów muzealnych22), organizowany&#13;
od 2000 r. przez Stowarzyszenie Gmin Babiogórskich. Jego ideą przewodnią – jak podkreślają organizatorzy – jest przywrócenie autentycznych strojów regionalnych Górali&#13;
Babiogórskich oraz zachęcenie mieszkańców Zawoi do ich częstego używania, czy to&#13;
podczas świąt państwowych czy uroczystości gminnych lub kościelnych. Konkurs połączony z prezentacją strojów przed publicznością odbywa się w Oktawę Bożego Ciała przy&#13;
kościele w Zawoi Centrum.&#13;
Kolejnym przykładem animacji kultury przez konkursy są organizowane przez BCK&#13;
i Starostwo Powiatowe w Suchej Beskidzkiej Podbabiogórskie Podsiady – rejonowy&#13;
przegląd instrumentalistów, śpiewaków i gawędziarzy ludowych. Cele wypisane przez&#13;
organizatorów, to popularyzacja samorodnej twórczości ludowej i rozwój tradycji gawę20&#13;
&#13;
Cykl organizowany jest od 2013 r.. Poszczególne konferencje dotyczyły kultury pasterskiej w rejonie Babiej&#13;
Góry (2013 r.), kultury pasterskiej łuku Karpat i jej oddziaływania na kulturę Babiogórców (2014 r.), kultury&#13;
pasterskiej we współczesności karpackiej z uwzględnieniem Babiej Góry (2015 r.), Górali Babiogórskich w&#13;
badaniach XIX-wiecznych naukowców i podróżników (2018 r.) oraz Górali Babiogórskich w badaniach XX-wiecznych naukowców (2019 r.), a w 2017 r. odbyło się sympozjum Pro Memoria Urszuli Janickiej-Krzywdy.&#13;
21&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://www.bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/zespoly-2, dostęp&#13;
30.10.2018.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
U. Krzywda-Janicka, Strój, w: Kultura ludowa Górali Babiogórskich, op.cit., s. 169.&#13;
&#13;
122&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
dziarstwa ludowego, popularyzacja śpiewu i muzyki ludowej, zainteresowanie śpiewem&#13;
ludowym dzieci i młodzieży, popularyzacja i podtrzymanie gwary. Wymogi repertuarowe są ściśle określone: repertuar pownien obejmować tematycznie dawne wierzenia,&#13;
zwyczaje, obrzędy ludowe z okolic, ciekawe wydarzenia z czasów dawnych lub współczesne; muzycznie: prezentację starych, tradycyjnych melodii z własnego regionu wykonywanych na tradycyjnych ludowych instrumentach (co ciekawe, wykluczono akordeon&#13;
– choć to właśnie ten instrument w istocie zawojował wieś23). Wymagania są wyśrubowane, obowiązkiem jest dostosowanie się do szczegółowych opisów etnograficznych. Na&#13;
podobnych zasadach organizowany jest Konkurs Rzeźby Babiogórskiej. Jako jeden z celów – oprócz promowania babiogórskiej kultury i aktywizowania lokalnych rzeźbiarzy&#13;
– organizatorzy postawili sobie udokumentowanie trwałości i ciągłości istnienia elementów tradycji ludowych. I tu wymogi są jasno określone: konkursowa praca rzeźbiarska&#13;
winna nawiązywać do regionu babiogórskiego, podkreślać jego walory przyrodnicze,&#13;
społeczne, kulturowe; temat może nawiązywać do dawnych zajęć, rzemiosła24. W protokole z posiedzenia jury możemy przeczytać uwagę, by „uczestnicy przyszłych biennale&#13;
przejawiali bardziej osobisty stosunek do tematu, [...] a także przy przedstawianiu strojów&#13;
ludowych zachowali wierność etnograficzną”25. Jak widać, kładzie się olbrzymi nacisk na&#13;
zgodność ze wzorem, czyli z „autentyczną kulturą ludową”, którą należy na konkursach&#13;
prezentować z pietyczną wręcz dokładnością. „Wierność etnograficzna” to istotny element działalności/edukacji regionalnej. Lokalny rzeźbiarz potwierdza to, że jego zainteresowanie lokalną demonologią wypływa z inspiracji pracami Janickiej-Krzywdy oraz&#13;
z namowy tutejszego muzeum:&#13;
Ta pani [Janicka-Krzywda] je [duchy] opisała, a ja je zrobiłem w 2005, bo muzeum chciało coś&#13;
mieć zrobione, no i zrobiłem te duchy. [...] ja zrobiłem te duchy tak, jak ja sobie je wyobrażałem. Bo one były tam opisane, że tam płanetnik był z łańcuchem, a czarownica była taka,&#13;
a taka [W8_M_ok. 63].&#13;
&#13;
Jeszcze inną formą edukacji regionalnej są inspirowane działania okołoreligijne, takie jak organizowany od 2001 r. przez BCK Konkurs na Tradycyjny Koszyk Wielkanocny. Odbywa się tradycyjnie w Wielką Sobotę w tutejszych kościołach: pw. św Klemensa&#13;
w Zawoi Centrum, pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Zawoi Górnej oraz pw. św.&#13;
Józefa Robotnika w Zawoi Zakamieniu. Po kościelnym obrzędzie należy przyjść ze swoim koszykiem do szkoły w Zawoi Wilcznej lub do OSP na Skawicy i przedstawić go do&#13;
oceny komisji konkursowej, która sprawdza czy produkty pokrywają się z tymi przynoszonymi przed laty przez Górali. Mieszkańcy do kościoła z koszykami przychodzą ubrani&#13;
w stroje góralskie. Jak czytamy na stronie BCK celem konkursu „jest propagowanie tradycji związanej z przygotowywaniem i ozdabianiem koszyków oraz zachęca mieszkańców&#13;
naszej gminy do uczestnictwa w uroczystościach święcenia pokarmów w regionalnych&#13;
23&#13;
&#13;
Zob. W. Kamiński, Instrumenty muzyczne na ziemiach polskich, PWM, Kraków 1971.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/blog/257-a-dinosaur-walks-into-the-museum-2 / dostęp 30.10.2018.&#13;
25&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, fanpage na portalu Facebook, 10.09.2018, https://www.facebook.com/bck.&#13;
zawoja/photos/a.1064156360269959/2061553920530193/?type=1&amp;theater / dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
123&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
strojach babiogórskich”26. Z obrzędami kościelnymi wiąże się także Góralska Pasterka –&#13;
nazwana „corocznym świętem wszystkich górali”, którzy „przebierają się w tradycyjne&#13;
stroje, by o północy wspólnie rozpocząć pasterkę kolędą Wśród nocnej ciszy”27. Tradycję&#13;
tę potwierdzają rozmówcy, wskazując na rolę księdza zaangażowanego w propagowanie&#13;
ubierania się w regionalne stroje na uroczystości kościelne nie tylko podczas pasterki, ale&#13;
i w trakcie procesji Bożego Ciała, odpustu parafialnego czy na Wielkanoc:&#13;
Na przykład pasterka, jak jest o dwunastej w nocy, w grudniu, to przyjeżdżają zespoły nawet&#13;
od Zakopanego. I później jest taki koncert, który trwa do godziny trzeciej. Śpiewają gwarami,&#13;
ale jakbyście to zobaczyły to... pięknie. Na skrzypcach, na tych różnych instrumentach. [...] Bardzo uroczysta jest tutaj u nas pasterka. Ksiądz zaprasza: Kto ma stroje regionalne proszę przyjść.&#13;
I tak samo odpust, Boże Ciało, procesja, jak idzie, to też wszystko w strojach regionalnych&#13;
[W9_K_ok. 65].&#13;
&#13;
�����$XWRUHфHNVMD�NXOWXURZD��ɚ7R�MHVW�QDV]�IRONORUə&#13;
Machina odpominania ruszyła. Systematyczna aktywność edukacyjna oraz zakrojona&#13;
na szeroką skalę akcja rewitalizacji folkloru babiogórskiego (począwszy od krzewienia&#13;
wiedzy etnograficznej, poprzez działalność zespołów regionalnych promujących dziedzictwo kulturowe Babiogórców, funkcjonowanie skansenów i izb regionalnych) zadziałały. Co istotne: reanimowanie świadomości regionalnej tutejszych mieszkańców i jej&#13;
poziom zaawansowania też jest polem zainteresowań lokalnych badaczy. Jerzy Kapłon&#13;
we wstępie do Kultury ludowej Górali Babiogórskich pisze, że wiedza etnograficzna zawarta w książce budzi w mieszkańcach zapoznających się z jej treścią „poczucie dumy ze&#13;
swego pochodzenia oraz świadomość niezwykłej wartości tradycji zachowywanych od&#13;
pokoleń”28. Janicka-Krzywda poświęciła temu zagadnieniu osobny artykuł zatytułowany&#13;
Przemiany świadomości regionalnej Górali Babiogórskich29.&#13;
Od czasu animacji etnograficznej mieszkańcy Zawoi angażują się w zespoły regionalne, szyją stroje ludowe, a także własnym sumptem tworzą publikacje popularne i turystyczne, by wymienić kilka z nich: kwartalnik „Pod Diablakiem. Pismo mieszkańców&#13;
i sympatyków Ziemi Babiogórskiej”, folder pt. „Wędrówka odkrywców. Przysłopskie&#13;
skarby natury i kultury” stworzony przez uczniów SP nr 4 na Przysłopiu (był to element&#13;
gry terenowej) czy spisane w gwarze babiogórskiej anegdotki autorstwa Stanisława Raka&#13;
zatytułowane Sumiynnie tak było30, a także niedawno wydana przez przysłopskie Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju książka pt. Przysłop z widokiem na histo-&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
rię31 – efekt zebranego wśród starszych mieszkańców materiału dokumentującego historię zawojskiego przysiółka.&#13;
• Działalność regionalną zawojan – na podstawie ich celowości – można podzielić na&#13;
kilka typów:&#13;
• edukacyjna (np. zespoły regionalne „Babiogórcy”, „Juzyna”, „Zbójnik”),&#13;
• popularyzatorska (konkursy, imprezy, wydarzenia organizowane przez lokalne stowarzyszenia pod auspicjami BCK),&#13;
• integrująca i ludyczna (aktywność zespołów regionalnych jako doświadczenie współdziałania i wspólnej zabawy; regionalne imprezy oraz widowiska plenerowe, festiwale folklorystyczne, kiermasze sztuki ludowej, występy zespołów regionalnych – jako&#13;
pretekst do współuczestnictwa wzmacniającego więzi społeczne),&#13;
• zachowująca (gromadzenie, ochrona i udostępnianie dla zwiedzających zabytków&#13;
kultury ludowej: Skansen im. Józefa Żaka w Zawoi Markowej oraz izby regionalne&#13;
w SP nr 4 na Przysłopiu i w SP nr 5 w Zawoi Gołynia),&#13;
• autoprezentacyjna (prywatny wyraz tożsamości, np. ślub w stroju góralskim oraz&#13;
wesele przebiegające zgodnie z tradycyjnymi zwyczajami32, zakładanie stroju góralskiego podczas świąt kościelnych, noszenie elementów stroju góralskiego, takich jak&#13;
wyszyta na spodniach jeansowych parzenica, kapelusz, korale, etc.),&#13;
• komercyjna („produkty” turystyczne, takie jak: kapele ludowe na zamówienie, góralska konferansjerka, warsztaty z rękodzieła ludowego dla letników w agroturystyce,&#13;
pamiątki, pocztówki);&#13;
Naturalnie każdy z poszczególnych przykładów w zależności od intencji można wpisać w inny typ. Jakkolwiek bądź efekty tych działań są niejako symboliczną reprezentacją tożsamości oraz tradycji mieszkańców. Co więcej „kultywowanie kultury dawnej”&#13;
to w rozumieniu respondentów przede wszystkim folklor realizowany programowo&#13;
w zespołach regionalnych, a więc odgrywanie dawnych obrzędów. W folklorystycznych&#13;
działaniach zespołu odnajdują zachętę do reaktywowania bądź podtrzymywania działań&#13;
takich jak chodzenie z banią (kolędowanie) lub rekonstruowanie, ślub w stroju góralskim&#13;
czy wesele przy wtórze góralskich kapel. Odgrywanie jest więc uznane za odpowiednią&#13;
formę „kultywowania tradycji”. Ponadto w przeprowadzonych wśród zawojan rozmowach zwraca uwagę refleksyjny stosunek do własnego dziedzictwa i kultury, a także świadomość rekonstruowania tradycji i co za tym idzie tożsamości:&#13;
Dopiero na podstawie tych badań etnografów, pani Bugajska, pani Urszula Janicka-Krzywda,&#13;
one praktycznie stworzyły koncepcję stroju góralskiego. To nawet ciężko powiedzieć, że one&#13;
odkopały – na ile odkopały, na ile tak jakby [ta koncepcja została stworzona]; na ile wyciągnięta&#13;
z tych wszystkich tam obrazków, nie obrazków. [...] Z drugiej strony, tak jakby im ten image&#13;
zawdzięczamy, one tak jakby przypomniały, zmieniały tę mentalność, że to jest tak jakby w porządku mieć swoje korzenie, mieć swój strój [...] [W10_M_32].&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://www.bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/zespoly-3/gallery/gallery-7, dostęp 30.10.2018.&#13;
27&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://www.bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/zespoly-4/gallery/gallery-8, dostęp 30.10.2018.&#13;
28&#13;
&#13;
J. Kapłon, Przedmowa, w: Kultura ludowa..., op.cit., s. 5.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
U. Janicka-Krzywda, Przemiany świadomości regionalnej górali babiogórskich, w: Bogaci tradycją. Kontynuacja&#13;
i zmiana w kulturze współczesnej wsi polskiej, red. R. Kantor, Kielce 1996, s. 103-108.&#13;
30&#13;
&#13;
Jontek spod grapy (Stanisław Rak), Sumiynnie - tak było. Anegdoty w gwarze, Wydawnictwo Krytyki Artystycznej Miniatura, Kraków 2003.&#13;
&#13;
124&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
Przysłop z widokiem na historię, red. J. Żurek, K. Wajdzik, E. Żurek, A. Świtek, Z. Drabek, R. Wilk, Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju „Przysłop”, Przysłop 2018.&#13;
32&#13;
&#13;
U. Janicka-Krzywda, Powrót do tradycji. Góralski ślub pod Babią Górą, „Pod Diablakiem”, 2002, nr 2, s. 30.&#13;
&#13;
125&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
No tutaj to ja bym duże zasługi właśnie i ukłony chylił się do pani Janickiej-Krzywdy, że tak się&#13;
to złożyło, że była doktorem etnografii, pracowała w Muzeum Etnograficznym w Krakowie,&#13;
a rodem z Zawoi, to jak było bliskie sercu [W3_M_38].&#13;
&#13;
Sytuacja Babiogórskich Górali świetnie wpisuje się w to, co zainspirowany myślą&#13;
Erica Hobsbawma33 Marcin Lubaś określa jako dyskursywne formy samoświadomości&#13;
czy też autorefleksja kulturowa34. Tradycja, zdaniem badacza, została urefleksyjniona (ludzie mają refleksyjny stosunek do własnego dziedzictwa), jest świadomym dyskursem,&#13;
przedmiotem symbolicznej reprezentacji (jako zestaw narracji, artefaktów i obrazów na&#13;
temat danej kultury), a także wyrazem tożsamości: „tradycja staje się czymś refleksyjnie&#13;
utwierdzanym, pielęgnowanym, kwestionowanym i modyfikowanym”35. Ciekawe uwagi&#13;
na ten temat w kontekście góralszczyzny podhalańskiej czyni Maria Małanicz-Przybylska. Urefleksyjnianiu tradycji – zdaniem badaczki – sprzyja „dostęp do nowych technologii medialnych, pomoc ekspertów, szybkie środki transportu” 36. W kontekście Podhala&#13;
kluczowe dla tego procesu było powstanie w 1904 r. Związku Górali, a w 1919 – Związku&#13;
Podhalan (reaktywowanego w 1959 r.), skupiającego polskich górali z regionu karpackiego (do organizacji tej należą też Babiogórcy). Jednym z wytyczonych celów stowarzyszenia było pielęgnowanie tradycji i odrębności kulturowej oraz zbieranie materiałów&#13;
dokumentujących kulturę ludową z tych terenów.&#13;
Jeśli więc tradycję za Lubasiem uznamy za „zespół sądów i wyobrażeń, jakie dana&#13;
instytucja bądź grupa chce na temat swych praktyk kulturowych prezentować”37, to częścią tej dyskursywnej samoświadomości jest autoobraz, rozumiany także jako podstawa&#13;
tożsamości, wizerunek grupy społecznej, który tworzą i prezentują jej członkowie. Joep&#13;
Leerssen przekonuje, że konstrukt dyskursywny, jakim jest autoobraz, to kulturowe sposoby, „w jakie społeczeństwo ujmuje swoją przeszłość, jej traumy i tradycje”38. Stanowi&#13;
więc jedno z narzędzi samoświadomości, samooceny i poczucia własnej wartości. Każda grupa społeczna przypisuje sobie specyficzną kulturę, umiejętności, wartości, określone wzorce zachowań, mentalność. Wszystko to postrzegają w konfrontacji z innymi,&#13;
czyli wobec innej grupy kulturowej/regionalnej/etnicznej, podkreślając różnice czy też&#13;
33&#13;
E. Hobsbawm, T. Ranger, Tradycja wynaleziona, przekł. M. Godyń, F. Godyń, Wydawnictwo Uniwersytetu&#13;
Jagiellońskiego, Kraków 2008.&#13;
34&#13;
&#13;
M. Lubaś, Tradycjonalizacje kultury. O zaletach i ograniczeniach koncepcji „tradycji wymyślonych”, w: Tworzenie i odtwarzanie kultury, red. G. Kubica, M. Lubaś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków&#13;
2008, s. 34. O formowaniu się refleksyjnego stosunku do własnej kultury i dziedzictwa pisał wcześniej R. Tomicki, zob. tegoż, Tradycja i jej znaczenie w kulturze chłopskiej, „Etnografia Polska”, 1973, t. XVII, s. 41–58.&#13;
Kwestię wynajdowania tradycji rozumianej jako rezultat procesów zapamiętywania i zapominania, wybierania&#13;
i odrzucania, zmyślania i ponawiania podnosił też Jerzy Szacki, zob. tegoż, Tradycja. Przegląd problematyki,&#13;
Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1971.&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
wyostrzając swoje „typowe” cechy i na nich budując świadomość grupową. Autoobraz&#13;
zbudowany jest zatem na autostereotypach (stereotypy dotyczące własnej grupy) oraz&#13;
heterostereotypach (wyobrażenia dotyczące innych grup). Dyskursywna ekonomia opisów swojej grupy i innych grup oparta jest na opozycji swój vs. obcy.&#13;
&#13;
���%DELRJµUF\�Z�WXU\VW\FH&#13;
Sprzężoną z ruchem regionalnym turystykę uznaje się za najważniejszy potencjał rozwoju Zawoi. Dowodzą tego założenia gminnego programu rewitalizacji, w którym czytamy,&#13;
że mieszkańcy wskazują potrzebę działania w sferze społecznej, kulturalnej i gospodarczej w celu promocji regionu przez rozwój turystyki39. Jednym z pomysłów rewitalizacyjnych jest stworzenie przestrzeni w starej szkole w przysiółku Smyraki poprzez zaadaptowanie jej na potrzeby pensjonatu górskiego. Ma służyć – jak czytamy w dokumencie&#13;
– „wymianie wiedzy, umiejętności i doświadczeń pomiędzy gośćmi pensjonatu górskiego&#13;
a okolicznymi mieszkańcami ze szczególnym uwzględnieniem ich kompetencji wpisujących się w rozmaite formy turystyki aktywnej, kulinarnej oraz dziedzictwa kulturowego&#13;
i regionalnego”40. Założone rezultaty programu rewitalizacji to m.in. edukacja regionalna, rozwój lokalnej przedsiębiorczości w sferze turystyki kulinarnej i dziedzictwa kulturowego.&#13;
&#13;
�����.DSHOH�JµUDOVNLH�L�NRQIHUDQVMHUND&#13;
Komercjalizacja dziedzictwa kulturowego nie powinna dziwić, już w czasie PRL-u m.in.&#13;
w tym właśnie celu zachowano wybrane elementy kultury ludowej (głównie materialnej). Wywołane przez Centralę Przemysłu Ludowego i Artystycznego działania sprzyjały umasowieniu sztuki ludowej. Nie bez znaczenia dla komercjalizacji folkloru było też&#13;
wyabstrahowanie ludowości, przeformułowanie jej i prezentacja w formie folklorystycznych występów zespołów regionalnych.&#13;
Zawojanie chętnie wykorzystują swoje dziedzictwo kulturowe w turystyce. Członkowie zespołów regionalnych folklor słowny i muzyczny prezentują podczas imprez lub na&#13;
zamówienie w domach wczasowych i regionalnych restauracjach, a także podczas uroczystości prywatnych, takich jak wesela:&#13;
Muzyka ludowa wkroczyła na wesela, na turnusy w ośrodkach wypoczynkowych [...]. [Członkowie Juzyny] organizują ekipę kilkuosobową, idą na ognisko, idą na wieczorek, idą na wesele po to, żeby zagrać, coś tam pokazać, zaśpiewać. A przy okazji zarabiają. [...] Dawniej to&#13;
był obciach, to był wstyd. A w tej chwili, od pewnego momentu [od około 15 lat] to jest stały&#13;
element i turnusów w ośrodkach wypoczynkowych, i wesel. [...]. Czasem jest trochę improwizacji, ale częściej jest to prezentacja folkloru z tego miejsca, w którym ta młodzież mieszka,&#13;
żyje [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Tamże, s. 42. Por. A. Giddens, Życie w społeczeństwie posttradycyjnym, w: U. Beck, A. Giddens, S. Lash, Modernizacja refleksyjna. Polityka, tradycja i estetyka w porządku społecznym nowoczesności, tł. J. Konieczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 79–140.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
Zob. M. Małanicz-Przybylska, Co słychać na Podhalu. Tradycja we współczesności, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2014, s. 14.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
M. Lubaś, Tradycjonalizacje kultury, op. cit., s. 34.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
J. Leerssen, Imagologia: o zastosowaniu etniczności do nadawania światu sensu, „Porównania”, 2017, nr 2 (21),&#13;
s. 20.&#13;
&#13;
126&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
Gminny Program Rewitalizacji Gminy Zawoja na lata 2017-2023, s. 48, 50-52, http://www.rpo.malopolska.pl/&#13;
download/program-regionalny/rewitalizacja/100_Zawoja.pdf, dostęp on-line: 7.09.2018.&#13;
40&#13;
&#13;
Ibid., s. 78-79.&#13;
&#13;
127&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
[D]użo jest takich wesel, gdzie zapraszają zespoły, żeby na przykład przy oczepinach przyjechały. Przyszedł zespół i cały ten obrzęd oczepin tak zwanych był ograny, ośpiewany góralskim&#13;
zespołem. [...] To teraz jest taka też moda widzę [W1_K_ok. 57].&#13;
&#13;
O ile więc głównym celem Festiwalu Babiogórska Jesień jest promowanie regionu,&#13;
a wraz z tym prezentowanie kultury ludowej Górali Babiogórskich, o tyle np. działalność&#13;
kapel góralskich takich jak „Okovita” (znana też jako góralsko-folkowa kapela „HopSiup&#13;
Hej”), czy aktywność konferansjera Piotra Jezutka (który swoje regionalne szlify pobierał w „Juzynie”) łączy promocję regionu z użytkiem komercyjnym, czyniąc z góralskiego folkloru sposób na zarobek. Działania te odpowiadają przy tym na zapotrzebowanie&#13;
społeczne: „Okovita” daje się wynająć jako góralski umilacz kuligów, imprez firmowych,&#13;
bankietów, kongresów, sympozjum, rodzinnych imprez (chrzciny, komunie, zaręczyny,&#13;
śluby, rocznice) – tak możemy wyczytać na ich stronie www41. Jezutek jako góralski gawędziarz i konferansjer do wynajęcia zachęca na swojej stronie internetowej: „Koncert,&#13;
dożynki, impreza sportowa? Nie ma sprawy. Poprowadzę każdą z tych imprez”; „Zorganizuję dla Was każdą imprezę po góralsku. Wieczór góralski, Zawojska Baciarka, Napad&#13;
Zbójecki”42. Znany z lokalnej telewizji mężczyzna promuje także zawojską góralszczyznę,&#13;
prowadząc w babiogórskim stroju regionalnym program w TVP3 pt. Podróże z góralem&#13;
oraz gościnnie występując w ogólnopolskich produkcjach, takich jak X Factor, Ewa gotuje, czy Dzień Dobry TVN.&#13;
&#13;
�����$JURWXU\VW\ND�L�NDUF]P\�JµUDOVNLH&#13;
Komercyjnemu wykorzystaniu góralszczyzny sprzyja moda na rustykalność, sielankowość, pamiątkarstwo w stylu ludowym, etno-design, ludowość w muzyce, karczmy stylizowane na chaty, chłopskie jadło, rękodzieło, powracający mit ludowości. W tej narracji wieś jawi się jako arkadia, kraina ekologicznego i zdrowego trybu życia podpartego&#13;
filozofią slow-life, a także remedium na stresującą, pełną gonitwy miejską pracę – śród&#13;
chemii, spalin i betonu. Modę tą wykorzystuje np. zawojska Willa Wełczówka. Oprócz&#13;
pobytu, który – jak zapewniają właściciele na swojej stronie internetowej – „gwarantuje&#13;
wypoczynek w cichym, spokojnym i pięknym miejscu”, w którym „naprawdę można wypocząć, oderwać się od «gonitwy życia»”43 oraz wyżywienia bazującego na regionalnych&#13;
produktach, gospodarze proponują gościom spotkania z gawędziarzem ludowym oraz&#13;
zajęcia z twórcami ludowymi (wyroby z gliny, wyroby z siana, bibułkarstwo, malowanie na szkle, malowanie drewnianych zabawek). Podobne regionalne atrakcje proponuje&#13;
gospodarstwo agroturystyczne „Kozinówka”, serwując chętnym gościom warsztaty rękodzieła ludowego i artystycznego Podbabiogórza. Ponadto, jak piszą na swojej stronie&#13;
www: „Aby przybliżyć wczasowiczom lokalną tradycję i zwyczaje, zapraszamy młodzież&#13;
z zespołu regionalnego «Juzyna» oraz kapelę góralską «Hopsiup Hej», którzy opowiadają gawędy i ciekawostki o naszym regionie, grają i śpiewają, a nawet uczą góralskich&#13;
41&#13;
&#13;
Strona internetowa kapeli góralskiej Okovita: http://okovita.pl, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
Strona internetowa Piotra Jezutka: http://piotrjezutek.pl, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
Strona internetowa Willi Wełczówka: http://www.willawelczowka.pl/o-nas, dostęp 30.09.2018.&#13;
&#13;
128&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
przyśpiewek i tańca. Chętni mogą też przymierzyć strój góralski i poczuć się przez chwilę&#13;
mieszkańcem gór”44.&#13;
Także ośrodek wczasowo-wypoczynkowy „Silver” oferuje klientom „oderwanie od&#13;
zgiełku spraw codziennych”, serwując przy tym „spotkania z folklorem góralskim ze&#13;
znakomitymi gawędziarzami, którym przygrywa Kapela Góralska”45. Ponadto dla dzieci&#13;
organizowane są tu zajęcia edukacyjne związane z kulturą ludową: wyroby z siana, malowanie na szkle, spotkanie z rzeźbiarzem, praca na kole garncarskim i własnoręczne wykonywanie pamiątek. Na stronie ośrodka znajdziemy również babiogórskie emblematy:&#13;
kapelusz z czerwoną włóczką oraz ciupagę – z tym że w wersji klasycznie turystycznej,&#13;
bo zupełnie drewnianej.&#13;
W podobnym charakterze działają restauracje-karczmy stylizowane na drewniane&#13;
chaty, ozdobione ogólnogóralskimi akcentami w postaci zasłonek czy serwet zrobionych&#13;
z kwiecistych chust z frędzlami. Każda z karczm – obok standardowego menu – serwuje&#13;
też „chłopskie jadło” (odlegle nawiązujące do lokalnej kuchni) podane na kamionkowej&#13;
zastawie, a obsługa ubrana jest w elementy stroju regionalnego (choć nie są to stroje babiogórskie). Wszystkie te zabiegi mają sugerować „ludowy” klimat miejsc. W Zawoi są&#13;
to Karczma Tabakowy Chodnik, Karczma Zbójnicka oraz Karczma Dzika Chata (dawniej Styrnol). Wszystkie w jakiś (choć niepełny) sposób próbują odnieść się do tutejszej&#13;
kultury regionalnej. I tak nazwa pierwszej z nich nawiązuje do szlaku przemytniczego,&#13;
którym nielegalnie przewożono tytoń, papierosy i tabakę z Galicji na Węgry (trasa wiodła od Hali Krupowej przez Palice do Orawy) – o czym przeczytamy na pierwszej stronie&#13;
w menu. Druga karczma swoją nazwę i charakter zawdzięcza zbójeckiej legendzie tych&#13;
terenów oraz bliskości zbójnickiej kaplicy na Policznym. Do tego tematu nawiązują cytowane w menu wierszyki, jak np.: „Ten zawojski zbójnik / ku Łorawie chodził. / Gorzałecko pijoł, / z niedźwiedziem się wodził”. Dzika Chata natomiast jest zbudowana na wzór&#13;
tradycyjnego budownictwa Górali Babiogórskich. Jak twierdzą właściciele: „Wzorem&#13;
dla budowy były materiały zgromadzone przez wybitnego etnografa, nieżyjącą już prof.&#13;
Annę Kutrzebę-Pojnarową, opublikowane między innymi w wydanej w 1931 r. w Krakowie książce Budownictwo ludowe w Zawoi”46.&#13;
&#13;
�����3RF]WµZNL�L�SDPLÇWNL&#13;
Zawojskie widokówki to głównie kartki lokalnej produkcji. Ich projektantem i realizatorem jest Michał Bartyzel – kolekcjoner archiwalnych pocztówek z Zawoi, zaś wykorzystywane zdjęcia są autorstwa Tomasza Urbańca, pracownika Babiogórskiego Parku&#13;
Narodowego oraz Michała Sośnickiego. Króluje na nich turystyka górska, prezentowane&#13;
są walory przyrodnicze Zawoi. Jedna z nich przedstawia wiosenną panoramę z owcami&#13;
pasącymi się na Hali Barankowej. Na odwrocie znajdziemy motyw ozdobny spod Babiej&#13;
44&#13;
&#13;
Strona internetowa gospodarstwa agroturystycznego Kozinówka: http://www.kozinowka.pl/index.&#13;
php/2015-11-28-16-23-29, dostęp 30.10.2018.&#13;
45&#13;
&#13;
Strona internetowa ośrodka Silver: http://www.zawojasilver.pl, dostęp 30.10.2018. Wywiad z pracownikiem&#13;
ośrodka, lipiec 2018.&#13;
46&#13;
&#13;
Dzika Chata, http://www.zawoja.net.pl/szukaj/ad/restauracja,7/styrnol,21, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
129&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Góry. Inna kartka głosi hasło „Pozdrowienia z Zawoi” i prezentuje owcę i dwa jagniątka, a także grafikę parzenicy babiogórskiej, powieloną na drugiej stronie. Na wszystkich&#13;
pocztówkach znajdziemy cytat z książki Andrzeja Komonieckiego pt. Chronografia albo&#13;
Dziejopis Żywiecki (datowanej na ok. 1704 r.): „Także w Babiej Górze jest góra albo gronik,&#13;
na którym jest kamienna baba tak wyrośniona, a woda z niej idzie. Gdzie tam jest skała,&#13;
z jednej strony nie przystępno do niej, a z drugiej połogo47 idzie, i stąd Babia Góra nazywana” tłumaczącym pochodzenie nazwy Babia Góra. Z lokalną ikonografią oswoić mają&#13;
drukowane na kartkach grafiki prezentujące emblematy góralskie: ciupagę, parzenicę&#13;
Babiogórców oraz florystyczne motywy ozdobne spod Babiej Góry. Kolejne prezentują&#13;
widok z podpisem „Królowa Beskidów – Babia Góra 1725 m.n.p.m.” za dnia lub przy&#13;
zachodzie słońca. Na innej znajdziemy krzyż stojący na Bartyzelowej Górze (z ogniskiem&#13;
i biało-czerwonymi flagami). Są też kartki będące reprintami archiwalnych pocztówek.&#13;
Jest to seria Zawoja dawniej prezentująca zawojskie pejzaże z dawnych widokówek.&#13;
Nieco inaczej rzecz wygląda z pamiątkami – tu wygrywa „chińszczyzna”. Większość&#13;
sklepików i kiosków proponuje wyroby masowej produkcji, niezwiązane z tutejszym regionem. Nieliczny wyjątek stanowi „Galeria Na Uciechę” – sklep z pamiątkami, który rozprowadza dzieła tutejszych rzemieślników, rękodzielników i artystów: rzeźby, malarstwo&#13;
na szkle, a także m.in. płyty „Juzyny”, szachy trójpolowe wykonywane przez przysłopskiego społecznika Jana Żurka oraz liczne publikacje o tematyce regionalnej. Galera służy&#13;
też przestrzenią na wernisaże i wydarzenia artystyczne oraz warsztaty dla dzieci i dorosłych. Jak sami o sobie piszą na stronie www: „Poprzez nasze przedmioty pragniemy&#13;
Państwu przybliżyć kulturę i tradycje regionu babiogórskiego. Galeria to nie tylko sklep&#13;
i wystawy sztuki, to także miejsce spotkań z Twórcami Ludowymi, autorami książek, lokalnymi działaczami oraz innymi osobami związanymi z regionem babiogórskim”48. Jednak także tu znajdziemy wyroby masowej produkcji. I mimo że dla Górali Babiogórskich&#13;
ważnym czynnikiem tożsamościowym jest odróżnianie się od Podhalan – w sklepie,&#13;
obok tradycyjnych kapeluszy z czerwoną włóczką, znajdziemy podtatrzańskie kapelusze&#13;
z muszelkami, a zamiast spódnicy babiogórskiej – kwieciste spódnice a’la ludowe wypromowane przez Donatana i Cleo, natomiast Przysłop – zawojski przysiółek położony 700&#13;
metrów n.p.m. – w ulotce turystycznej zachwalany jest jako „wspaniały punkt widokowy nazywany «Zawojską Gubałówką»”. Rozmówca – spytany o stosunek do sprzedaży&#13;
podhalańskich kapeluszy z muszelkami w Zawoi – podchodzi do sprawy wyrozumiale,&#13;
tłumacząc unifikację góralszczyzny w pamiątkarstwie względami finansowymi:&#13;
Z czegoś trzeba żyć, a niestety jest tak – odwrócę kota ogonem – w Wiśle w tej chwili się&#13;
sprzedaje też kapelusze z muszelkami, albo nawet sprzedaje się całe stroje z parzenicą podhalańską czarną, no bo właśnie z czegoś trzeba żyć. [...] Sprzedaje się, bo jednak ludzie, którzy&#13;
przyjeżdżają, nie wiem – z północy Polski, dla nich góralszczyzna jest jedna mniej więcej i nie&#13;
wchodzą w szczegóły, a kapelusze, które były tak jak nasze – skromne, tylko owinięte włóczką,&#13;
bo nawet nie tak jak te żywieckie, spadające z frędzlami z tyłu, to mogłyby się tak dobrze nie&#13;
sprzedawać [W6_M_39].&#13;
47&#13;
&#13;
połogi – z lekka pochyły, o niewielkim spadku, niestromy albo rozpościerający się szeroko, rozległy, zob.&#13;
Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego, https://sjp.pwn.pl/doroszewski/pologi;5476658.html,&#13;
dostęp 29.11.2018.&#13;
48&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Problem powszechnej komercjalizacji oraz standaryzacji procesu produkcji dóbr kultury, które stają się podobne do innych towarów, nie uchodzi uwadze zawojan. Stosunek&#13;
mieszkańców do pamiątek jest zróżnicowany. Niektórzy w swojej ocenie koncentrują się&#13;
na braku „autentyczności” w proponowanym towarze:&#13;
Rozlewa się taki kicz, bo podróbki są, [...] dla turystów, bo i w Gdańsku kupi pani ciupagę,&#13;
i wszędzie pani ciupagę kupi. Bo tutaj nie było takiej ciupagi jako tako. Zbójnicy to mieli, bo&#13;
oni ciupali se chodnicek, jak szli przez las, bo las był gęsty, nie? [...] Natomiast zwykli Górale, to&#13;
on się podpierał, miał palicę tak zwaną, to był wykręcony jałowiec [W14_K_84].&#13;
&#13;
Inni skupiają się na miejscu produkcji (produkty made in China), podkreślając „sztampę” i słabość wykonania pamiątki, co tłumaczą opłacalnością taniego, sprowadzanego na&#13;
masową skalę towaru:&#13;
Jeżeli idzie o koszmarki [pamiątki], to są w Zawoi w sprzedaży baranki z napisem „Zawoja” czy&#13;
górale z napisem „Zawoja”, które są produkowane w Chinach. Tak, są zamawiane i produkowane w Chinach, tu się tylko robi napis „Zawoja”. [...] No tak jak ciupagę się kupuje podobno&#13;
w Sopocie czy w Mielnie [śmiech]. Nie oszukujmy się, dużo rzeczy opiera się na pieniądzu&#13;
[W2_M_ok. 55].&#13;
[...] bo tu teraz w większości sklepów te piszczałki takie dla turystów to są z bambusa, z Chin.&#13;
Krew mnie zalewa jak widzę niekiedy to góralskie, pseudobabiogórskie badziewie made in&#13;
China [W3_M_38].&#13;
&#13;
Zdaniem pytanych wygrywa więc niska cena i dostępność.&#13;
&#13;
���$XWRREUD]� DXWR��L�KHWHURVWHUHRW\S\&#13;
�����$XWRVWHUHRW\S&#13;
Zgodnie z autodefinicją zawojan tożsamość babiogórską dziedziczy się z pokolenia na pokolenie, a więc bycie Góralem to przede wszystkim kwestia urodzenia. Z tym kryterium&#13;
wiąże się także miejsce zamieszkania – Babiogórski Góral jest „stąd”, co też warunkuje&#13;
jego relacje z otoczeniem:&#13;
Mogę powiedzieć, że jestem Góralem. Ludzie tak jakby są z pokolenia [na pokolenie]. Mój&#13;
dziadek się kłócił z jakimś tam dziadkiem, z sąsiadem, mój ojciec się kłócił z synem tego dziadka i ja się kłócę z synem tego. Te konflikty tak pół żartem, pół serio. No i ludzie są przywiązani&#13;
do ziemi, my jesteśmy stąd. Tutaj tak jakby znasz sąsiada od lat. To nie jest ktoś tam napływowy,&#13;
ze świata. To się [też] wiąże z jakimiś tam wartościami [W10_M_32].&#13;
&#13;
Zdaniem rozmówców topografia miejsca, w którym się żyje, determinuje konkretne&#13;
cechy, zachowanie, a nawet wygląd. Charakter Górali szlifowany jest trudnymi warunkami życia: biedą, nieurodzajną ziemią, koniecznością emigracji zarobkowej (do Ameryki,&#13;
Kanady, Norwegii, Argentyny, albo i bliżej, na Śląsk do pracy w kopalni). Przez wzgląd&#13;
na te warunki rozmówcy widzą siebie i swoich przodków jako osoby silne, zaradne, zdeterminowane, zawzięte, twarde: „Tak żeby tu żyć, to trzeba było być zawziętym człowiekiem. Chcę tu żyć, chcę tu mieszkać. Takie podejście” – dodaje 32-letni mężczyzna.&#13;
&#13;
Galeria Na Uciechę, http://naucieche.pl/o-galerii/, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
130&#13;
&#13;
131&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Inną – również związaną z warunkami życia – wskazywaną cechą Górala spod Babiej&#13;
Góry jest indywidualizm i honorowość:&#13;
&#13;
przyszłym pokoleniom. Choć wiąże się to już z nowymi, aktualnymi działaniami regionalnymi:&#13;
&#13;
Każdy miał swój honor, no może przez to, że tutaj nie było ścisłej zabudowy, takiej jak wejdziecie na stronę orawską, czy gdzieś jeździcie po Polsce, to zaczyna się chałupa, chałupa, chałupa,&#13;
chałupa. A tutaj bardziej by to można było powiedzieć, że to większość ludzi było takimi jakby&#13;
indywidualistami [W4_M_50].&#13;
&#13;
Jak [moje] dziecko się urodził[o], to od małego strój góralski, no nie? [...] Rośnie szybko, to co&#13;
roku, co dwa lata trzeba było nowe portki, koszulkę kupować. Ale myśmy się starali faktycznie,&#13;
żeby synek nasz i później córeczka ten strój góralski mieli. No i nie chodzą w nim w chałupie co&#13;
dzień, ale od święta do kościoła, co nie? [...] No i tu inne rodziny też tak postępują. No nie wszyscy, ale ten kto to lubi czy wychowany jest właśnie w zespole regionalnym Juzyna, no to później&#13;
rodzice po prostu ubrania, i to te właśnie babiogórskie, nie podhalańskie, nie krakowskie, tylko&#13;
babiogórskie sprawiają swoim pociechom [W3_M_38].&#13;
&#13;
Góral jest bezkompromisowy, nieustępliwy i uparty: „Jak se coś umyśli i tak postanowi, że tak, to nie przegada chłopa po prostu, żeby inaczej. I nie, żeby to czasu wymagało.&#13;
Nie, no jest uparty naród [śmiech]” [W3_M_38]. Silny charakter to też trudny charakter,&#13;
wiążący się ze skłonnością do awanturniczości:&#13;
Mój ojciec [...] był typowym babiogórskim Górolem, małym, dożartym i takim wybijoknem,&#13;
chociaż miał duże artystyczne...49 bo obrazy do kościoła malował [W4_M_50].&#13;
&#13;
Swoista góralska „krewkość” czy „charakterność” tłumaczona bywa „zbójeckimi” konotacjami oraz temperamentem („porywczy jesteśmy”).&#13;
Trud życia w górskim otoczeniu wymuszał ciężką pracę, nie dziwi więc, że wśród&#13;
góralskich przymiotów wymienia się też zaradność, pracowitość i zasadniczość:&#13;
„[Kobieta] tutaj zaradna musiała być bardzo. No bo [mąż] albo robił w lesie od rana do wiecora,&#13;
cy tam przy sianach, albo za granicą, go nie było cały rok. Zaradni, pracowici. Bardzo. Ciąg do&#13;
roboty mają. Nie ino do picia, ale i do roboty. Że jak się bawić, to się bawić, a jak robić, to robić&#13;
[W3_M_38].&#13;
Góralki są twarde. Wszystko umiały same zrobić, owce chowały, przędły, robiły na drutach,&#13;
haftowały. Wszystko musiały zrobić. Właściwie to się mało kupowało rzeczy, tylko wszystko&#13;
było w domu robione, czy szyte, czy haftowane przez gospodynie [W5_K_75].&#13;
[K]olega mo firmę budowlaną i no ni mo stroju [regionalnego], co nie? Ale też bym powiedział, że jest prowdziwy Górol, bo jak na tej budowlance ma chałupkę wystawić, cy tynkować,&#13;
to jak skocy, to mu się ta robota pali w rękach, co nie? [...] No, bo naprawdę no jakby ta robota&#13;
się pali w rękach tym ludziom tu [W3_M_38].&#13;
&#13;
Obok urodzenia i miejsca zamieszkania oraz konkretnego usposobienia, istotnym wyznacznikiem „góralskości” jest gwara, która bywa wskazywana jako bazowe kryterium:&#13;
Prawdziwy Góral nie może być tu tylko urodzony, ale musi mówić gwarą. O, Góralem jest&#13;
Jezutek50. [...] Jego mama nauczyła go po góralsku. Jak wy przyjedziecie, Babią Górę uwidzicie,&#13;
to myślicie, że jak ktoś jest z Zawoi lub spod Babiej Góry to musi być Góral [śmiech]. A to nieprawda. Musi po góralsku mówić! Musi dobrze gwarą mówić po góralsku [W11_M_ok. 40].&#13;
&#13;
Zgodnie z powyższą opinią nie wystarczy mieszkać pod Babią Górą, by być Góralem.&#13;
Wśród trzech głównych góralskich cech konstytutywnych, które wymienił mężczyzna&#13;
oprócz gwary i stroju znów pojawiła się praca, nazwana przez niego „stylem”, „taktyką”: „[Góral] musi po góralsku pracować, inny typ rządzenia musi mieć. [...] Musi robić&#13;
oscypki, owcami się zajmować”.&#13;
Jeśli chodzi o używanie gwary, w rozmowach uwidaczniały się zróżnicowane, często wykluczające się nawzajem diagnozy, jak np. w wypowiedzi 75-letniej kobiety, która&#13;
twierdzi: „U nas wszyscy tutaj mówią gwarą. Wszyscy. Czy dzieci, czy nie dzieci” i po&#13;
chwili dodaje: „No teraz to ta gwara tak troszeczkę zaginęła, bo już tak nie mówią, nie&#13;
wplatają. [...] Nie mówią taką gwarą i dzieci też nie mówią” [W5_K_75]. Dla zilustrowania tej różnorodności w diagnozach warto przytoczyć kilka innych odpowiedzi:&#13;
[Gwarą] to raczej się nie mówi. To tam gdzieś ci starsi znają, czy ci którzy działają przy tych&#13;
zespołach regionalnych, to mówią, ale tak ogólnie to na co dzień się nie usłyszy. [Dzieci] nie&#13;
uczy się gwary [W10_M_32].&#13;
&#13;
Nie strój zatem czyni Górala, lecz zaangażowanie w pracę, a także umiłowanie kultury&#13;
babiogórskiej oraz miejsca, w którym się żyje. Bez tego „przebieranie się” w góralski strój&#13;
jest dla rozmówcy powodem do śmiechu:&#13;
&#13;
Mówią, przecież starzy ludzie normalnie. Nikt się nie będzie wysilał na jakieś tam szeleszczenie, jak po prostu mówi sobie tak, jak se mówił cały czas [W8_M_ok. 63].&#13;
[Mówiący gwarą] to jednostki są. Ale to by trzeba było gdzieś poszukać. A tak, to nie. [...] Tak&#13;
to jest. Świat się zmienił [W12_M_80].&#13;
&#13;
[N]iektórzy, powiedziałbym, że widać, że to przebierańcy, że to takie jest za bardzo wypacykowane ino jak – nie wiem – święty Mikołaj [śmiech], albo że Batmana strój założy, a i tu ma&#13;
te portki bukowe. A prowdziwym to on jest górolem nawet, jak nie mo portek bukowych na&#13;
sobie. [...] Ale ma na przykład umiłowanie do tej kultury góralskiej. Lubi, kocha te piosenki, te&#13;
śpiewki, te tańce, tę Babią Górę, tę wioskę, gdzie mieszka, żyje, co nie? [W3_M_38]&#13;
&#13;
[G]warą to więcej mówią tam koło Zakopanego. Tam, gdzie jest czysta gwara góralska&#13;
[W9_K_ok. 65].&#13;
Nie, ja nie jestem Góral, bo ja po góralsku nie mówię dokładnie. Góral po prawdzie to Zakopane i Nowy Targ. My jesteśmy mieszani Słowacy [W11_M_ok. 40].&#13;
&#13;
Nie znaczy to jednak, że strój regionalny nie jest istotny, bynajmniej – posiadanie go&#13;
i noszenie przy ważnych okazjach jest uznawane za wartość, którą należy przekazywać&#13;
49&#13;
&#13;
Zdanie niedokończone. Prawdopodobnie rozmówca ma na myśli artystyczne „zacięcie” – ABB.&#13;
&#13;
132&#13;
&#13;
Nie, nie ma żadnej gwary tutaj. [...] Jak chcecie gwary posłuchać to przyjedźcie na Jesień Babiogórską. Przyjeżdżają takie zespoły ludowe [R_M_targ].&#13;
50&#13;
&#13;
Piotr Jezutek – mieszkaniec Zawoi, lokalny działacz regionalny, były członek „Juzyny”.&#13;
&#13;
133&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Gdy młody mężczyzna mówi: „jo mom z domu gwarę wyniesionom”, myśli raczej&#13;
o pokoleniu dziadków, którzy mówili do niego w dialekcie. Przytacza przy tym historię&#13;
swojej matki, która w wychowywaniu dzieci unikała gwary:&#13;
&#13;
bo jak my [starzy] już umrom... no niechętno jest młodzież, bo by naprawdę można było pospisywać, jeszcze ta Juzyna tam w Zawoi to tam jeszcze coś działa. Nikt jakoś, no nie kwapi się&#13;
do tego. [...] Tak jak my umromy, to tak żeby się spaliła jakaś wielko biblioteka, jakby spaliło&#13;
się za nami cało przeszłość Przysłopia. [...] Nas tu było ze trzydzieści, starszych takich, jak zech&#13;
policzyła, i zostalimy się trzy, teraz taki Staszek, Józka i jo, co ku osiemdziesiątce. [...] No i to już&#13;
wszystko umiera i koniec. Koniec z potrawami dawnymi, co my gotowali, koniec ze wszystkim&#13;
[W13_K_78].&#13;
&#13;
Jak moja mama pojechała do roboty kasik z tej wsi jako młoda dziewczyna – na Śląsk czy&#13;
do Krakowa – na tak zwaną służbę (dużo tutaj tak ludzi wyjeżdżało), a nie umiała mówić&#13;
jakby czystą polszczyzną, czy „ą”, „ę”, tylko po prostu ciupała gwarą prowdziwie tak jak na&#13;
uOrawie czy na Podhalu górole gadają do siebie, no to była z tego powodu jakby no właśnie&#13;
szykanowana czy się wyśmiewali ludzie z niej, że nie umie mówić czystą polszczyzną. No&#13;
i później [...] to za wszelką cenę się starała nas uczyć mówić czystą polszczyzną, że jak później&#13;
pojedziemy kiedyś do miasta, to żeby się dzieci nie wstydziły, że nie umieją mówić po polsku&#13;
[W3_M_38].&#13;
&#13;
W rozmowach często powtarza się informacja o luce pokoleniowej wywołanej zakazem mówienia gwarą, „tępieniem” jej, a także związanym z nią poczuciu wstydu wywołanym szykanami ze strony nauczycieli lub osób z miasta – użytkowników ogólnej&#13;
polszczyzny:&#13;
Jak ty chopce, cy ty dziwcyno, jak ty pójdziesz do świata, jak się odezwiesz to widać że to wieśniak.&#13;
I zawsze była tendencja nacisku na tą kulturę, na tą literacką mowę polską. [...] To był olbrzymi&#13;
wstyd z reguły [W4_M_50].&#13;
&#13;
Około 55-letni mężczyzna wspomina nawet szkolną przemoc:&#13;
„Prawda była taka, że nas w latach 70. bili po łapach za mówienie gwarą w szkole. W tej chwili&#13;
pisze się projekty, bierze się pieniądze unijne, żeby dzieci uczyć gwary” [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
Przeważająca część rozmówców wskazuje osoby starsze jako „naturalnie” używające&#13;
gwary. Podobnie pytani o tutejsze tradycje czy zwyczaje, zawojanie odsyłali do najstarszych mieszkańców wsi. To właśnie starzy ludzie – zdaniem większości – są „prawdziwymi”, „rdzennymi” Góralami, którzy mają wiedzę wynikającą z doświadczenia:&#13;
Naprowdę to jo jestem za młody na takie różne rzeczy, wiedzę. I to powinniście se wziąć maszyny, sprzęta, dyktafony i oblecieć te chałupy takie jak właśnie moja mama, babcia, która ma&#13;
dziewięćdziesiąt sześć lat, chwała Bogu, sprawna jest, żyje, zdrowa i tak dalij... I takie jeszcze&#13;
„prowdziwki”, co po prostu umierają, no nie? Starsze osoby, starsze gaździny, gazdowie, chłopy,&#13;
baby... [W3_M_38].&#13;
&#13;
Starsi podzielają przekonanie młodszego pokolenia. 78-letnia mieszkanka Przysłopia&#13;
nazywa starych ludzi z racji ich wiedzy „wielką biblioteką”. Żali się przy tym, że pewien&#13;
świat mija bezpowrotnie, dodając, że wraz z jej pokoleniem miną też tradycje (zwyczaje,&#13;
przyśpiewki, gwara, kuchnia), bo młodzież – poza działalnością „Juzyny” – sama z siebie&#13;
nie jest chętna na kontynuowanie ani zachowywanie tych praktyk:&#13;
No jo wiem, no w tej chwili nos nazywają Babiogórcy, Babiogórcami no to tu jesteśmy wszyscy.&#13;
Tu my się urodzili, gwarą godali nasi łojcowie, my jesce gwarą godali. Jesce niektórych domach&#13;
to nawet dzieci, bo jak się wychowują przy babce, przy dziadku. A dziad, z tym, że to moje&#13;
pokolenie umiera, no to jak godali wszyscy gwarą no to te dzieci od małości tyz się ucyły gwarą. Ale tak jak już dajmy na to moje dzieci już wszystko mówi elegancko, no to już wnuki też&#13;
mówią ładnie, nie? Ale teraz minęło. [...] [M]i jest żal tego, żal mi tej przeszłości, proszę pani,&#13;
&#13;
134&#13;
&#13;
Taka „prawdziwa”, „rdzenna”, „naturalna” góralskość kojarzy się rozmówcom z praktykowaniem pewnego stylu życia, zdeterminowanego warunkami i topografią; byciem&#13;
bezrefleksyjnym i dlatego prawdziwym (tożsamość jest niejako przeciwstawiona p o c z u c i u tożsamości):&#13;
I teraz pytanie, czy jak ja się takiej kobiety zapytam [starej babinki], czy ona się czuje Góralką...&#13;
No ona, jak ona się może czuć Góralką, jak ona po prostu nią jest. Tylko że ona nie zna tego&#13;
określenia [W4_M_50].&#13;
&#13;
Kończy się jednak z nastaniem nowoczesności, ze zmianą czasów i wymianą pokoleń:&#13;
To jeszcze nie było tak dawno, dwadzieścia lat temu? Więc ludzie rzeczywiście to byli, to są&#13;
te Górole takie prawdziwe... Prawdziwe znaczy nie te tak, co to kultywowali, bo chcieli, tylko&#13;
dlatego, że takie ich życie. [...] [L]udzie, którzy tu mieszkają, oni naprawdę, to cudów dzisiaj nie&#13;
potrzebują. Ci, którzy już powiedzmy przeżyli pewien czas, pewną epokę. I taki człowiek jak&#13;
tutaj idzie, to jest taki prawdziwy Górol. On se idzie powoli, on żyje w innej czasoprzestrzeni.&#13;
To my mamy ciągle telefon, my mamy samochód, mamy goniacke, mamy terminarz, który nas&#13;
bije [...]. Po prostu, my żyjemy w innej czasoprzestrzeni, a oni też żyją w innej czasoprzestrzeni&#13;
[W4_M_50].&#13;
&#13;
�����+HWHURVWHUHRW\S&#13;
W szerszej perspektywie heterostereotypy dotyczą głównie – co nie trudno przewidzieć&#13;
– Górali Orawskich, Żywieckich i Podhalan, w węższej – sąsiadów ze Skawicy, a nawet&#13;
mieszkańców samej Zawoi w zależności od zamieszkiwanej części: Dolnej lub Górnej.&#13;
Poczucie tożsamości regionalnej zbudowane jest na chęci wyróżnienia się na tle innych: „[Też jesteśmy tutaj] odrębną grupą etnograficzną” mówi 38-letni mężczyzna&#13;
i dodaje:&#13;
[B]ardzo silnie działa to poczucie tożsamości i odrębności własnej, jako, że my jesteśmy Górale&#13;
Babiogórscy, a nie Żywieccy i nie z Orawy, tylko właśnie spod Babiej Góry, stąd, z północnych&#13;
zboczy Babiej Góry, którzy tu po prostu od siedemnastego wieku zawędrowali, jako Wołosi,&#13;
pasterze wołoscy i w ten sposób osiedlali się tu na tych terenach [W3_M_38].&#13;
&#13;
Inne grupy etnograficzne są kontekstem dla własnej tożsamości, służącym też wyjaśnieniu, dlaczego Babiogórcy nie mają siły przebicia na tle Orawy, Żywiecczyzny i Podhala:&#13;
A tu pod Babią Górą, to jeszcze jest taki mankament, że my som jednak malutką grupą etnograficzną na tle na przykład całej Orawy czy tej Żywiecczyzny, czy Beskidu Śląskiego. No, to&#13;
&#13;
135&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
tu jest co, parę tych wiosek, co nie? Zaraz później od Sidziny tam już wpływy podhalańskie. Po&#13;
drugiej stronie Babiej Góry na Krowiarki uOrawa, a tam za Huciskiem i Jałowcem od Stryszawy no to już Górale Żywieccy [W3_M_38].&#13;
&#13;
Wątek antagonizmów wobec orawskich sąsiadów pojawia się głównie w kontekście&#13;
przeszłości, żartobliwie przytacza się przy tym powiedzonko: „Konia ze Skawy i baby&#13;
z uOrawy się nie biere”. Główna linia napięć przebiega w relacji do Górali Podhalańskich.&#13;
Zarzuca się im „zmonopolizowanie” i zawłaszczanie pojęcia góralszczyzny. W rozmowach pojawia się żal, że „góral” kojarzony jest wyłącznie z Zakopanem, choć samo miasto&#13;
mało z „prawdziwymi” góralami ma wspólnego:&#13;
[I]m [reszcie Polski] się kojarzy, że górol, no to Zakopane, tak? Jak w Zakopanem jest właśnie&#13;
mało góroli i w blokach siedzo. [Z tego, co ja słyszałem, to osiemdziesiąt procent Zakopanego&#13;
to są w ogóle ludzie niezwiązani z górami, tylko wszystko co tam naleciało się, osiedliło się: Radom, Kraków...]. Tylko w tych wioskach dookoła prędzej tych „prowdziwków”, autochtonów&#13;
takich można znaleźć we Witowie, Kościelisku cy tam Starym Bystrym, Cichym i tak dalej, cy&#13;
tam Białym Dunajcu, Carnym Dunajcu. A samo miasto – tom miał kolegę na studiach, co w&#13;
życiu nie miał portek bukowych na sobie. A urodził się, mieszkał, żył w Zakopanem, co nie?&#13;
[W3_M_38]&#13;
&#13;
Zakopiańczykom zarzuca się kwestionowanie i lekceważenie górali z innych terenów:&#13;
Zawsze się z Zakopianami wadzę. Kiedyś mi powiedzieli w Ludźmierzu, że my nie górole. Oni&#13;
górole, my nie górole. [...] Jesteśmy góralami, a oni próbują to jednak dyskredytować. Mimo że,&#13;
że wiecie dobrze, że ich Młoda Polska wylansowała tak naprawdę [W4_M_50].&#13;
&#13;
Podhalanom też w pewnym stopniu zazdrości się swobody w realizowaniu tożsamości (w tym gwary) i siły przebicia ze względu na ich liczebność oraz wsparcie kultury&#13;
ogólnopolskiej przez wypromowanie regionu Tatr w literaturze i sztuce Młodej Polski:&#13;
Przez lata gwarę się tępiło. Jeżeli Podhale Skalne, ono mogło i tam było wskazane i promowane, to na tym terenie przychodził człowiek, który gadał gwarą górolską to był tępiony&#13;
[W4_M_50].&#13;
&#13;
Te drobne napięcia kwitowane bywają jednak z humorem:&#13;
To wszystko w formie żartów, nie ma antagonizmów. Przecież zawsze Górale Podhalańscy&#13;
mówili, że Babia Góra powstała z tego, że kobiety, które szły na odpust do Kalwarii, kobiety&#13;
podhalańskie, i z tych śmieci usypały Babią Górę. Tak nas obrażają, ale to jest na zasadzie takich żartów, dokuczania sobie takiego bez złośliwości czystej, tylko raczej z przekory, takiego&#13;
uśmiechu [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
Co ciekawe, heterostereotypy pojawiają się także wśród samych zawojan, którzy różnicują się między sobą – w zależności od tego, w której części Zawoi żyją. Rozmówca&#13;
prezentuje swoje rozumienie podziału wsi na część dolną i górną oraz związane z nim&#13;
rzekome różnice charakterów mieszkających tu zawojan. Kontakt z turystami, według&#13;
mężczyzny, wpłynął nie tylko na zanik gwary, ale i na złagodzenie obyczajów:&#13;
Ja się zastanawiałem, dlaczego Zawoja jest podzielona. Na tę część jakby Zawoja Dolna od&#13;
Centrum w dół, czy jakby od Wełczy jakbyśmy zjechali na tę część dolną i tu na tę część górną.&#13;
&#13;
136&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
I kiedyś mi to właśnie babka wytłumaczyła, taka kobita na Dolnej Zawoi: A bo wy tam w górze,&#13;
to wyście pany, a my tu rolniki. A bo, mówi, to tak jak wyście se tam mieli turystów i wyście se już tam&#13;
inaczej z tymi ludźmi rozmawiali. I rzeczywiście! No nieraz się zastanawiam, czemu tam na tej&#13;
Dolnej Zawoi są takie buroki, bitnioki straszne. No, słowo, człowiek dobrze piwa nie wypił,&#13;
a już granda była normalnie. Oni to, nie wiem, oni to po prostu lubią, adrenalina. [...] To nie jest&#13;
stereotyp, właśnie wam wytłumaczę. Bo tu jest ta część, ta góra, jest dużo łagodniejsza, tutaj do&#13;
bitki tak szybko nie dochodzi. [M]yśmy tu mieli kontakty z ludźmi cały czas, poprzez ośrodki&#13;
[wczasowe], bo ludzie częściej pracowali [w ośrodkach wczasowych]. Więc kobieta, która była&#13;
w tym ośrodku wczasowym, ona godała gwarom, ale już po dziesięciu latach pracy z tą Polską,&#13;
czy tu w Lajkoniku, czy gdzieś, to już z nimi jest inna rozmowa. Przyjeżdżali profesorowie od&#13;
wielu lat do Polskiej Akademii Nauk, gdzie jest pod rybiarnią, pod ośrodkiem zarybieniowym&#13;
po prawej stronie. [...] Tutaj przez te kontakty górole są takie łagodniejsze [W4_M_50].&#13;
&#13;
Prawdziwymi Góralami, według rozmówcy, są zawojanie dolni, którzy zachowali&#13;
gwarę („jak ktoś starszy jeszcze ma ten zaciąg”): „I to właśnie te bitnioki, to górole te&#13;
prawdziwe, które też są górolami, ale tego nie widać i nie słychać”.&#13;
&#13;
���=DPLDVW�SRGVXPRZDQLD&#13;
Podczas badań ujawniły się różne podejścia zawojan do kwestii folkloru i prezentowania&#13;
przez niego tożsamości regionalnej: sztywne trzymanie się zasad wytyczonych przez ekspercki opis dialektologii i etnografii oraz akceptacja przeformułowywania dziedzictwa&#13;
kulturowego zgodnie z własnymi potrzebami, zgoda na zmianę. Niektórzy mieszkańcy&#13;
nie widzą konieczności zachowywania folkloru w niezmienionej formie, przyznając prawo do ewolucji: „to jest przecież żywe, my tym ciągle żyjemy” – argumentują. „Prawda&#13;
jest taka, że nie da się żyć ciągle w skansenie. I dlatego to musi ewoluować, nie ma siły”&#13;
[W2_M_ok. 55]. Na stanowisku niezmienności stoją osoby wczytane w dyskurs etnograficzny, zasłuchane w ekspertów pilnujących „czystości” tradycji: „[...] folklor ma być taki&#13;
jaki był 100 lat temu, nie wolno nic zmieniać”. Wyraźne jest napięcie między trwałością&#13;
a zmiennością, między tradycją a nowoczesnością.&#13;
Zawsze zależało mi na tym, by coś, co istniało, żeby jednak żyło, niekoniecznie w tej wersji niezmienionej. [...] Według mnie [muzyka folkowa] powinna [ewoluować], bo to jeżeli skostnieje&#13;
w tej formie przez 100, 200 lat, no tylko do skansenu, tylko do lamusa, tylko do nagrań na&#13;
wałku czy na płycie winylowej. I nic więcej [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
Słowo-klucz, które często pojawia się w prowadzonych wywiadach w kontekście kultury babiogórskiej to „autentyczność”. W odniesieniu do stroju, pieśni czy gwary ważne&#13;
są wyznaczniki wytyczone przez etnografów, wyedukowane i przyswojone przez użytkowników. Jeśli jednak idzie o „bycie Góralem” zdaniem rozmówców autentyczne jest&#13;
to, co wychyla się zza folkloryzmu, jest poza nim. W ich rozumieniu „prawdziwi” Górale&#13;
to starzy ludzie, którzy pamiętają „dawne czasy”; ci, którzy swoją „góralskość” praktykują&#13;
– bez emblematów tożsamościowych po prostu mówią gwarą i żyją tu. To ciekawe przeświadczenie, zwłaszcza, że młodsi rozmówcy, którzy je formułują, sami przecież z góralszczyzną w jakiś sposób się utożsamiają.&#13;
&#13;
137&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
O dziedzictwo kulturowe (przekaz i utrwalanie wiedzy o tradycyjnej kulturze ludowej, pamięć historii) czy też o animowanie życia społecznego dzisiaj dbają elity intelektualne danej społeczności (gwara uczona przez książki dla dzieci lub w szkole; tańce i stroje&#13;
ludowe prezentowane w zespole regionalnym; otwieranie izb regionalnych i gromadzenie pamiątek, narzędzi tradycyjnego rzemiosła; prowadzenie galerii z rękodziełem). Towarzyszy temu nierzadko głęboka samoświadomość działań – jak choćby autokreacyjny&#13;
gest przebierania się w stroje ludowe na ślubie/weselu czy podczas świąt, etc. Wygląda&#13;
na to, że mieszkańcy Zawoi zaakceptowali taką formę prezentowania swojej tożsamości.&#13;
Odnawianie babiogórskiego folkloru spotyka się z przychylnym podejściem:&#13;
Ja myślę, że w bardzo dobrym kierunku to idzie i rozwija się, jak najbardziej. Jak byłem dzieckiem, miałem dwanaście lat, i powstał ten zespół regionalny Juzyna [1992 r.], no to nos było&#13;
mało i raptem były może ze dwa, trzy te zespoły regionalne w ogóle w powiecie suskim,&#13;
w ośmiu gminach. A teraz jest w każdej wiosce. No, to taka moda się zrobiła, powstała&#13;
i krawcowa już nie nadąża szyć tych strojów. Później jak przychodzą święta, no to w Sobotę&#13;
Wielkanocną idziemy święcić potrawy w strojach, i dzieci, i starzy. No i downiej tego nie było&#13;
[W3_M_38].&#13;
&#13;
Ważne jest więc to, co sami mieszkańcy Zawoi uznali za swoje dziedzictwo, co przyswoili i jak chcą to praktykować i prezentować, co daje im poczucie wspólnoty: czy to&#13;
będzie uczestnictwo w działalności zespołu folklorystycznego, czy noszenie stroju ludowego lub jego elementów, czy używanie gwary (choćby wtórne). Zrekonstruowany strój&#13;
góralski, powoływane do życia zespoły ludowe, folklor sceniczny, konkursy na szopki bożonarodzeniowe, plenery rzeźby ludowej, wystawy haftu, konkursy gawędziarzy, śpiewaków i instrumentalistów ludowych to przykład wynajdywania tradycji, reflektowania nad&#13;
nią. Jest to zarazem świadectwo witalności kultury góralskiej, potwierdzonej wolą mieszkańców do podtrzymywania tych działań (motywowaną potrzebą regionalnego wyróżniania się) oraz zdolności nieustannego kreowania nowych treści w obszarze folkloru.&#13;
&#13;
Próba zespołu regionalnego Cieślica, Zawoja 2018 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz – doktor, literaturoznawczyni, etnolożka, członkini Instytutu Kaszubskiego. Interesuje się religijnością, dziedzictwem kulturowym, antropologią literatury.&#13;
Autorka książki Homo capax, capax hominis. Z problematyki antropologicznej w późnej twórczości&#13;
Adama Mickiewicza (2019). Współpracuje z Pomorskim Centrum Badań nad Kulturą przy Uniwersytecie Gdańskim.&#13;
Spodenki chłopięce, element stroju regionalnego,&#13;
Zawoja 2018 (fot. M. Szaszkiewicz)&#13;
&#13;
138&#13;
&#13;
Fragment kroniki szkolnej z przysiółka Przysłop:&#13;
zdjęcie Franciszka Gazdy, jego uczniów oraz zespołu&#13;
ludowego, Zawoja 2018 (fot. J. Sikora)&#13;
&#13;
139&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Izba regionalna przy Szkole Podstawowej nr 5 w Zawoi Gołynia, Zofia Bugajska opowiada o kulturze Górali&#13;
Babiogórskich, Zawoja 2018 (fot. J. Sikora)&#13;
&#13;
Wnętrze Skansenu im. Józefa Żaka w Zawoi Markowej, Zawoja 2018 (fot. M. Dubasiewicz)&#13;
&#13;
Tablica upamiętniająca Urszulę Janicką-Krzywdę, Babiogórskie Centrum Kultury w Zawoi, Zawoja 2018&#13;
(fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
Miniaturowa góralska chata-agroturystyka w sklepie z pamiątkami, Zawoja 2018&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
140&#13;
&#13;
141&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��&#13;
5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX�Z�ĂÇFNX�&#13;
Anna Barbasz-Bielecka&#13;
&#13;
Kapelusze góralskie podhalańskie z muszelkami – do kupienia w sklepie z pamiątkami, Zawoja 2018&#13;
(fot. M. Dubasiewicz)&#13;
&#13;
Kapelusze góralskie z czerwoną włóczką&#13;
– do kupienia w sklepie z pamiątkami,&#13;
Zawoja 2018 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
142&#13;
&#13;
Etno-lalka barbie w góralskim stroju, Zawoja 2018&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
���3RF]ÇWHN&#13;
Jak głosi miejscowa legenda, jabłonie nie rosną na łąckiej ziemi tylko i wyłącznie z powodu sprzyjającego klimatu. Wiele z tych drzew ma swoje korzenie w łamaniu bożych przykazań. Przytaczana w różnych wariantach opowieść informuje o tym, że pewien miejscowy proboszcz przykazał parafianom, by w akcie pokuty za grzechy sadzili jabłonkę.&#13;
Gdy drzewa zaczęły owocować i przynosić zyski, wierni zaczęli coraz śmielej grzeszyć,&#13;
powiększając jednocześnie lokalne sady i czyniąc Łącko oraz jego okolice jabłkowym zagłębiem. W tej legendzie jest też miejsce dla złośliwego czarta. Podsunął on miejscowym&#13;
inne drzewo owocowe – śliwę, z której to owoców sprytni grzesznicy – nie wiadomo,&#13;
czy z diabelską pomocą – nauczyli się wkrótce pędzić niezwykle mocny i pomagający naruszać boże przykazania alkohol. Tyle miejscowej legendy, barwnej i atrakcyjnej po dziś&#13;
dzień prawdopodobnie ze względu na swój dowcip i nawiązania do ludzkich spraw, czyli&#13;
grzechu i mocnego trunku. Czy z bożą, czy z diabelską pomocą, a może tylko za sprawą&#13;
okoliczności przyrody Ziemia Łącka jest obecnie rozpoznawalna jako teren sadowniczy&#13;
i miejsce wytwarzania owianej aurą nielegalności łąckiej śliwowicy.&#13;
Gdy przyszło mi trafić do Łącka wraz grupą studentów i młodych etnografów w celu&#13;
zebrania materiału na temat tradycji sadowniczych i obecności jabłoni w lokalnym krajobrazie, nic nie zapowiadało wielości i złożoności zagadnień, z jakimi przyjdzie się&#13;
mierzyć badaczom1. Z pewnością tygodniowy pobyt w terenie nie może wyczerpać badawczego potencjału tego miejsca, pozwala jednak na zarysowanie problemów wartych&#13;
uwagi. Badania realizowane w sierpniu 2019 r. były prowadzone w oparciu o ramowy&#13;
1 Zespół badawczy tworzyli: mgr Anna Barbasz-Bielecka, mgr Małgorzata Roeske, Oskar Krasoń, Magdalena&#13;
Mika, Patryk Reczulski, Jakub Sadowski.&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
kwestionariusz, a wszyscy posługujący się nim badacze mieli na celu uchwycenie poprzez&#13;
rozmowę i obserwację zagadnień pojawiających się w bezpośrednim kontakcie z badanym terenem. Owocem kilkudniowych badań prowadzonych w cieniu jabłoni było zebranie 15 wywiadów. Poniżej przedstawię kilka refleksji na temat pozyskanego materiału&#13;
badawczego.&#13;
&#13;
���:�FLHQLX�MDEăRQL�ɒ�R�MDEăRQL�Z�NUDMREUD]LH&#13;
Codziennie rano, dojeżdżając do Łącka z odległej o 40 minut drogi Piwnicznej, bez zwracania uwagi na przydrożne tablice można było stwierdzić, że „jesteśmy już na miejscu”.&#13;
Obecność sadownictwa na terenie Łącka i okolic jest z oczywistych względów łatwa do&#13;
zauważenia, ponieważ sady są widoczne już z głównej drogi. Równe rzędy niewysokich&#13;
drzewek wyznaczają wizualną granicę i sygnalizują odmienność, odrębność Łącka wraz&#13;
okolicznymi wioskami od widzianego wcześniej krajobrazu. Jabłonie w przestrzeni Kotliny Łąckiej są obecne od „zawsze”. Owo zawsze sięga czasów średniowiecza, bowiem&#13;
wśród badaczy okolic Łącka panuje przekonanie, że tradycje sadownicze są ściśle związane z obecnością zakonu klarysek na tych ziemiach2. Jest to bardzo prawdopodobne,&#13;
ponieważ zakony oparte na benedyktyńskiej regule prowadziły tego typu działalność gospodarczą i znane są inne przypadki sadów benedyktyńskich na terenie Europy. Swoista&#13;
ciągłość i stałość osiedlenia zakonników i zakonnic jest czynnikiem sprzyjającym wieloletnim uprawom takim jak sady owocowe.&#13;
Drugim istotnym aspektem jest klimat – górski, lecz w tej okolicy łagodny – sprzyjający owocowaniu. Niezbyt strome stoki gwarantują natomiast według specjalistów, w tym&#13;
także sadowników, z którymi rozmawialiśmy podczas badań, odpowiednie nasłonecznienie rosnących na nich jabłoni. Jednocześnie ukształtowanie terenu i rodzaj podłoża&#13;
według naszych rozmówców nie sprzyja innym uprawom na dużą, przemysłową skalę.&#13;
W trakcie rozmów ze starszymi sadownikami pojawiały się stwierdzenia, że innego rodzaju uprawa jest nieopłacalna i ma sens raczej na własny użytek niż w celach handlowych.&#13;
Z analizy materiałów dotyczących historii Łącka wynika, że sadownictwo rozwijało się&#13;
na tych ziemiach nieprzerwanie od czasów średniowiecznych, przeżywając swoje lepsze&#13;
i gorsze chwile. Te lepsze dla sadownictwa chwile zawsze łączą się z instytucjonalnym nakazem uprawy jabłoni lub z aktywną działalnością promotorów sadownictwa. Przyjmuje&#13;
się, że jednym z ważniejszych czynników rozwoju sadownictwa był wydany pod zaborem&#13;
austriackim nakaz sadzenia jabłoni przy drogach (dotyczył on także innych regionów).&#13;
Czasy zaboru austriackiego to również okres kolonizacji józefińskiej na terenie Sądecczyzny, w tym również Łącka i okolic. Przypuszcza się, że niektóre szlachetne odmiany&#13;
jabłoni mogły przywędrować wraz z kolonistami. Innym przełomowym momentem była&#13;
przypadająca na lata 30. XIX w. działalność zarządcy dawnych majątków królewskich,&#13;
2 Informacje na ten temat pojawiły się w trakcie przeprowadzonych wywiadów. Ich potwierdzenie można odnaleźć w informacjach o gminie Łącko (np. Wikipedia) oraz w literaturze (np. Słownik geograficzny Królestwa&#13;
Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. V, hasło „Łącko”, nakł. Filipa Sulimierskiego i Władysława Walewskiego, 1884, s. 628 lub G. Olszewski, Historia miejscowości: Łącko, Czerniec, Maszkowice, „Almanach Łącki”, 2010,&#13;
nr 12).&#13;
&#13;
144&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
które przeszły w posiadanie Cesarstwa, tzw. dóbr kameralnych. Sekretarz owych dóbr&#13;
Herzog zajął się organizacją pierwszego na tym terenie sadu przemysłowego oraz szkółki&#13;
sadowniczej3. Kolejnymi istotnymi dla łąckich jabłoni postaciami byli proboszcz ks. Jan&#13;
Piaskowy i kierownik miejscowej szkoły Stanisław Wilkowicz. Pierwszy z nich to właśnie legendarny ksiądz nakazujący sprzyjającą rozwojowi sadownictwa pokutę. Drugi to&#13;
myślący o przyszłości swoich wychowanków nauczyciel nakłaniający ubogie dzieci do&#13;
zbierania pestek z owoców i przynoszenia ich do szkoły. Z tych drobnych przechowywanych w pudełkach po zapałkach nasionek rozwinął szkolny sad. Opuszczając szkołę, każdy z wychowanków otrzymywał kilka młodych drzewek mających wkrótce zaowocować&#13;
i wesprzeć finansowo młodego człowieka. Działalność księdza Piaskowego i kierownika&#13;
Wilkowicza przypadała na okres przełomu XIX i XX w.4.&#13;
Wspomniane czasy to okres wzrostu wysokich sadów o kilkudziesięcioletnim cyklu&#13;
życia, bogatych w niewystępujące dziś już przeważnie odmiany jabłek i dających schronienie całej rzeszy ptaków i owadów. Prawdopodobnie to właśnie te sady, których dojrzałość przypadła na pierwszą połowę XX w., były „rajskimi ogrodami” wspomnień najstarszych z naszych rozmówców. To one z upływem lat wykreowały zmitologizowany&#13;
w rozmaitych przekazach ustnych i literackich „ekstrakt” idealnego sadu z dziecięcych&#13;
lat. Sadu kwitnącego, pachnącego, cienistego i obfitego. Pisząc o prowadzeniu badań&#13;
etnograficznych w cieniu jabłoni, właśnie taki zmitologizowany sad najchętniej przedstawiłabym czytelnikom tego tekstu. Dlaczego? Bowiem idealnie pasowałby do miejskich wyobrażeń o bezproblemowej uprawie pysznych owoców niepodatnych na żadne&#13;
choroby i niewymagających wielokrotnych oprysków. Nie wisiałyby nad nim gradowe&#13;
chmury ani widmo niskich cen w skupie. Ten sad idealny istnieje, lecz jako kulturowe wyobrażenie, a nie materialnie realna przestrzeń. W Łącku i okolicznych miejscowościach&#13;
jabłonie uprawiane są zarówno w niewielkich przydomowych sadach, jak i w dużych gospodarstwach produkujących owoce na sprzedaż. W trakcie naszych badań trafiliśmy do&#13;
jednych i drugich, a nawet i do tych, o których już zapomniano i którymi nikt już się&#13;
nie zajmuje. Popularne niegdyś wysokopienne odmiany jabłoni niemal całkowicie zostały wyparte przez karłowate, niskopienne odmiany nastawione przede wszystkim na&#13;
coroczne obfite owocowanie.&#13;
Wspominane przez naszych rozmówców z mniejszym lub większym sentymentem&#13;
tzw. stare odmiany wysokopienne jabłoni wprawdzie rzucały wiele cienia, lecz nie dawały&#13;
tak obfitych i regularnych zbiorów jak nowe odmiany niskopienne. Stare sady znajdowały się zazwyczaj w bliskim sąsiedztwie domów i zabudowań gospodarskich, zakładano&#13;
je na mniejszej niż obecnie powierzchni i sadzono w nich dużo mniej drzew. Nie potrzeba tu specjalisty z dziedziny hodowli roślin, aby zauważyć, jak mało wydajne były&#13;
w porównaniu z obecnie zakładanymi „fabrykami” owoców. Jak podkreślają właściciele&#13;
współczesnych gospodarstw-przedsiębiorstw, oprócz5 niskiej wydajności odmiany wysokopienne były też dużo trudniejsze w pielęgnacji i w zbiorach. Wszelkie zabiegi pielęgnacyjne musiały odbywać się przy użyciu wysokich drabin i z uwzględnieniem ryzyka&#13;
3 T. Kowalik, Szeroka łącka droga owocowa, www.sprawynauki.edu.pl, dostęp 25.01.2020.&#13;
4 Ibid., Informacje na ten temat pojawiły się również w niektórych rozmowach z sadownikami.&#13;
5 Przemyślenia te wynikają z wypowiedzi rozmówców.&#13;
&#13;
145&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
upadku. Podobnie zbieracze pracowali na drabinach, a upuszczone lub pominięte przez&#13;
nich owoce ulegały zniszczeniu, upadając z dużej wysokości. W niskopiennych sadach&#13;
zbiory odbywają się z poziomu podłoża lub ewentualnie z niewysokiej platformy przejeżdżającej między szpalerami gęsto posadzonych drzewek. W starych sadach blisko siebie&#13;
rosły rożne odmiany jabłoni dające owoce w różnych porach roku, czasami na jednym&#13;
drzewie rosło nawet kilka odmian jabłek (efekt ten osiągano dzięki szczepieniu, czyli&#13;
wszczepieniu zraza, tj. pędu, w podkładkę, tj. ukorzenioną roślinę, tak, aby połączyły się&#13;
w całość – nową roślinę). Stare odmiany bywały kapryśne i zazwyczaj owocowały obficie co drugi rok. Nasi rozmówcy niejednokrotnie z sentymentem odnosili się do starych&#13;
sadów, co nie oznacza jednak krytyki nowopowstających upraw. Stare sady stanowią element przeszłości, do której z przyczyn ekonomicznych rozmówcy nie widzą powrotu.&#13;
Są nieopłacalne, niewydajne, wymagające skomplikowanej pielęgnacji i rozległej wiedzy.&#13;
Stare sady to miejsca obliczone na zupełnie inną niż nowoczesne perspektywę czasową.&#13;
Przy zakładaniu sadu należało wziąć pod uwagę, że drzewa osiągną dojrzałość i zaczną&#13;
owocować dopiero po około ośmiu latach, gdy ich korony rozrosną się na tyle, aby wypuścić pąki kwiatowe i wydać owoce. Drzewa odmian wysokopiennych należało zasadzić&#13;
co dziesięć do piętnastu metrów, aby umożliwić odpowiedni rozrost korony. Niektórzy&#13;
przezorni ojcowie panien zakładali sady odpowiednio wcześnie, aby w momencie zamążpójścia panna mogła wnieść w posagu już owocujący sad, stanowiący zabezpieczenie&#13;
finansowe dla rozpoczynającego gospodarkę młodego małżeństwa. Przez kilka lat przed&#13;
wzrostem drzew, gdy jeszcze nie owocował i tylko w niewielkim stopniu zacieniał podłoże, sad bywał wykorzystywany jako miejsce upraw. Między szpalerami drzew można było&#13;
posadzić ziemniaki lub posiać zboże. W dobie tradycyjnego gospodarowania typowego&#13;
do okresu drugiej połowy XX w. nie było mowy o marnotrawieniu przestrzeni, a uprawa&#13;
chroniła przed niekontrolowanym zarastaniem i zachwaszczaniem młodego sadu. Gdy&#13;
sad był starszy, zdarzało się, że wypasano w nim krowy i w ten sposób oszczędzano sobie&#13;
trudu koszenia trawy porastającej podłoże pomiędzy drzewami. Kiedy osiągnął dojrzałość, jego właścicieli czekało jeszcze około pół w. ciężkiej pracy i nieustającego niepokoju&#13;
o nagłe zmiany pogody mogące zniweczyć starania o obfite owocobranie. Takie wysokie&#13;
stare sady w tym momencie odchodzą w przeszłość, lecz nie można wykluczyć zmiany&#13;
tej tendencji wskutek zainteresowania dawnymi odmianami jabłoni i popularnością tradycyjnych produktów lokalnych. Zanim wysokie sady zaczęły znikać z krajobrazu Łącka&#13;
i okolic, przez dziesięciolecia kształtowały wizualny aspekt przestrzeni tych terenów. Pozostały w niej ich ukryte szczątki, widoczne przez chwilę w maju, przez resztę roku pozbawione kwiecia w otoczeniu innych drzew – zaniedbane jabłonie pośród okolicznych&#13;
lasów. Podczas naszych badań nie doszukaliśmy się tak zwanych chałupisk, czyli miejsc,&#13;
gdzie niegdyś stał dom. Amatorzy leśnych wypraw wiedzą dobrze, że jabłonie często są&#13;
śladem pozwalającym zorientować się, iż przed laty pod gęstwiną krzewów i pokrzyw&#13;
stał dom otoczony sadem. Przypuszczam, że na terenie gminy Łącko mogą znajdować się&#13;
chałupiska, lecz aby stwierdzić to na pewno, potrzeba dokładnych badań.&#13;
Nawet dawne odmiany jabłoni w końcu starzeją się i obumierają. Długowieczne stare sady także wymagają wymiany drzew. W okresie powojennym do lat 80. zakładano&#13;
jeszcze sady według tradycyjnego układu wysokopiennych jabłoni, ale stopniowo ustę-&#13;
&#13;
146&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
powały one sadom złożonych z coraz gęściej sadzonych jabłoni niskopiennych. Dawne&#13;
odmiany traciły na znaczeniu w przemysłowej uprawie nastawionej na coroczne plony.&#13;
Jeden z naszych rozmówców, właściciel sadu o powierzchni jednego hektara, wspominał&#13;
pierwszy sad hobbystycznie założony w 1969 r. przez jego ojca, nieposiadającego żadnego doświadczenia w uprawie jabłek. Nie wiedząc, jak zacząć uprawę, udał się po pomoc&#13;
do położonej koło Nowego Sącza Brzeznej, do Sadowniczego Zakładu Doświadczalnego.&#13;
Ojciec naszego rozmówcy zaufał doktorowi Zbigniewowi Gertychowi oraz Eberhardowi&#13;
Makoszowi i przywiózł do Łącka 360 niepozornych „patyczków”, które zmieścił na wspomnianym hektarze. Były to ponad trzy razy bardziej gęste nasadzenia niż tradycyjne. Owe&#13;
„patyczki” miały nigdy nie osiągnąć wzrostu dawnych jabłoni i w dodatku przewidywano,&#13;
że będą owocować co roku. Podobno wyśmiano wtedy sad w okolicy, sugerując, że niedowiarkom prędzej „wyrosną włosy po wewnętrznej stronie dłoni niż na tych karłowatych podkładkach pojawią się dobre jabłka”. Jabłka wbrew powszechnemu przekonaniu&#13;
pojawiły się i były dobre, a karłowate podkładki i nowe odmiany stawały się coraz częstszym widokiem w Łącku i okolicach.&#13;
Karłowate, niskopienne, szpalery, paliki i druty – tych kilka słów określa współczesne&#13;
tendencje w uprawie jabłek czy też, jak określili to niektórzy rozmówcy, w prowadzeniu&#13;
sadu. Karłowatość gęsto porastających okolic drzewek narzuca zmiany w okolicznym&#13;
krajobrazie. Sady wdziane z lotu ptaka przypominają obsadzone równiutkimi rzędami&#13;
winorośli południowoeuropejskie winnice. Drzewka są sadzone w równych odstępach&#13;
i wspierają się na rozciągniętych między palikami drutach. Gdy wydadzą swoje rokrocznie obfite owoce, ich delikatne pnie i płytki system korzeniowy nie są w stanie sprostać&#13;
samodzielnie porywom wiatru i ciężarowi jabłek. Właściwie nie są samodzielnymi drzewami i całkowicie różnią się od swoich poprzedniczek o wysokich pniach i rozłożystych,&#13;
wielopiętrowych koronach. Nie są ani trochę „kostropate”, ale za to są wydajne i nie trzeba już czekać sześciu czy ośmiu lat na ich pierwsze owocowanie. Podczas wizyt w niskopiennych sadach nie spotkamy tego, co XVIII-wieczni estetycy angielscy nazywali&#13;
malowniczością, czyli pięknego widoku powyginanych konarów tworzących cieniste&#13;
sklepienie, nieco tajemnicze i odrobinę dzikie, lecz wciąż oswojone i dające poczucie&#13;
bezpieczeństwa. Takich sentymentalnych sadów poszukują uciekinierzy z miasta i fotografowie organizujący sesje zdjęciowe dla nowożeńców. Nie miałyby one jednak szans&#13;
wypełnić ciążącego na nich podstawowego obowiązku, jakim jest utrzymanie sadownika&#13;
i jego rodziny. Zwiedzając nowoczesne sady, znajdziemy w nich to, czego oczekuje rynek,&#13;
czyli piękne i dorodne owoce, łatwe do zebrania bez użycia kilkunastometrowej drabiny. Jako takie również mogą być pozytywnie wartościowanym elementem przestrzeni.&#13;
Rozwijając się zgodnie z nowymi technikami sadowniczymi, prawdopodobnie zmieniają&#13;
one dotychczasowy krajobraz w podobny sposób, jak w innych regionach kraju zmieniły&#13;
go monokultury. Nowoczesne sady niosą ze sobą powtarzalny rytm, coraz częściej przykrywane antygradowymi siatkami przypominają fabryki owoców. Tradycyjne sady warto&#13;
pielęgnować jako element dziedzictwa kulturowego regionu, lecz podobnie jak w przypadku ochrony zabytków in situ możliwe staje się to dopiero po uznaniu ich za wartościowe także w oderwaniu od pierwotnej, w tym wypadku gospodarczej funkcji.&#13;
&#13;
147&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
���-DEăNR�LGHDOQH"&#13;
Podczas wizyt w niewielkich przydomowych sadach i dużych przemysłowych gospodarstwach pytaliśmy naszych rozmówców o „prawdziwe jabłko”. Chcieliśmy dowiedzieć się,&#13;
czy idealne, a może tylko idealizowane stare sady rodziły idealne stare owoce. Czy dziś&#13;
prawdziwych jabłek już nie ma? I czy w ogóle ktoś jeszcze pamięta smak dawnych jabłek.&#13;
W trakcie wszystkich rozmów dotyczących preferowanych odmian jabłek i najbardziej pożądanych cech idealnego owocu pojawiało się niekoniecznie wypowiadane&#13;
wprost rozróżnienie na trzy typy jabłek.&#13;
Pierwszym, wartościowanym pozytywnie typem było jabłko „domowe”, czyli takie,&#13;
które uprawiało się dla siebie, takie, które było uprawiane przez rodziców lub dziadków,&#13;
takie, jakiego już dzisiaj próżno szukać w sklepach, takie, którego szczęśliwy właściciel&#13;
ma trudno osiągany skarb. Ale też takie, którego nie opłaca się uprawiać i nie nadaje się&#13;
do transportu. To idealne jabłko zapewne najlepiej wyglądałoby w tradycyjnym wysokopiennym sadzie – bo podobnie jak i tenże sad jest wspomnieniem, nierzadko sentymentalnym „obrazem z pamięci” naszych rozmówców. Wspominali oni soczyste papierówki,&#13;
słodkie malinówki i cukrówki, kosztele i pomarańczowe koksy jako jabłka przeszłości,&#13;
smaczne, aromatyczne i niestety nieosiągalne dla zwykłego zjadacza jabłek skazanego na&#13;
Czempiony („Szampiony” – jak mówili miejscowi) i Ligole.&#13;
Kolejnym typem jabłek była „konsumpcja”, czyli jabłka sprzedawane jako owoce do&#13;
zjedzenia. Te muszą być ładne i dobrze się przechowywać oraz wytrzymywać transport&#13;
na długich trasach. Powinny więc mieć regularny kształt, mocny rumieniec, twardy i soczysty miąższ. W żadnym wypadku nie mogą być ordzawiałe (ordzawione, pokryte ordzawieniami). Jabłko konsumpcyjne to jabłko wartościowe, opłacalne i w związku z tym&#13;
przez wielu naszych rozmówców wartościowane pozytywnie. To jabłko nie musi być&#13;
pyszne, ale musi wyglądać, jak gdyby takie było. Niemal wszyscy nasi rozmówcy podkreślali, że wygląd jabłka konsumpcyjnego jest stawiany na pierwszym miejscu, przed&#13;
jego smakiem, bo „klient kupuje oczami”. „Konsumpcja” musi być jabłkiem stosunkowo&#13;
odpornym – będzie podróżowało z sadu do chłodni, następnie zostanie przewiezione do&#13;
sklepów w całej Polsce, w których musi dobrze wyglądać na półkach, aby skusić klientów. O ile gdy pytaliśmy o jabłko domowe, uprawiane na własny użytek, na twarzach&#13;
rozmówców, zwłaszcza tych w podeszłym wieku, pojawiał się uśmiech zwiastujący zbliżającą się falę wspomnień, o tyle gdy rozmowa schodziła na temat jabłka konsumpcyjnego, omawiano jego zalety tylko w odniesieniu do wartości rynkowej. Przypuszczalnie&#13;
pytanie o jabłko domowe budziło skojarzenia z młodością rozmówców. Była to młodość&#13;
często biedna i trudna, lecz z perspektywy kilkudziesięciu lat idealizowana i przywoływana z pewną dozą rozrzewnienia6.&#13;
Jest jeszcze trzeci typ jabłek, czyli „jabłko przemysłowe”. Stanowi ono opozycję do&#13;
idealnej „konsumpcji”, a więc jest brzydkie, poobijane, czasem nadwyrężone przez ostatni grad (wtedy musi natychmiast trafić do przetwórni, aby nie zdążyło nadgnić). Jest to&#13;
6 Warto zaznaczyć, że niektórzy rozmówcy wyraźnie podkreślali, iż obecnie z powodu braku czasu mało kto&#13;
chce słuchać ich wspomnień. Badacze poświęcali im tyle czasu, ile potrzebowali, aby opowiedzieć nie tylko&#13;
o jabłkach, ale i o innych kwestiach związanych z przeszłością.&#13;
&#13;
148&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
jabłko złej jakości, ale nie na tyle złej, aby nie sprzedać go z minimalnym zyskiem. Obraz&#13;
ten co prawda stoi w sprzeczności z tym, czym karmią nas telewizyjne reklamy pokazujące roześmianych sadowników zbierających dorodne i rumiane owoce, aby to, co w sadzie&#13;
najlepsze, zamknąć w kartonie.&#13;
Nasze poszukiwania jabłka idealnego nie pozwoliły na wytypowanie powszechnie&#13;
cenionej odmiany i najważniejszych dla niej cech. Otworzyły jednak pole do rozmowy&#13;
o tym, jak wartościowane są jabłka i jaki jest do nich stosunek sadowników. Właściwie&#13;
wszyscy starsi rozmówcy sięgali pamięcią do sadów swoich dziadków i rodziców (większość z rozmówców nie była pierwszym pokoleniem związanym z uprawą jabłoni) i opisywali rosnące tam stare odmiany. Udało nam się zdobyć nieco informacji o niektórych&#13;
z nich. Poniżej wymieniamy je pod nazwami usłyszanymi w trakcie rozmów. Należy się liczyć z tym, że ich oficjalne nazewnictwo może być nieco odmienne choćby przez wzgląd&#13;
na spolszczenia obcojęzycznych nazw i przekazywanie ich z pokolenia na pokolenie w lepiej lub gorzej zapamiętanej wersji.&#13;
Boskoop („Boskopa”) – najczęściej wymieniana przez naszych rozmówców i ceniona&#13;
przez nich za dużą odporność na choroby, zwłaszcza na parcha. Booskop nie był bardzo&#13;
wysoki i zaczynał owocować wcześniej niż inne stare odmiany. Zdarzało mu się niestety&#13;
przemarzać. Rozmówcy wspominali, że jabłko nie było zbyt piękne. Miało raczej nieregularny kształt i było mocno ordzewione, z szorstką skórką. Jego miąższ był kwaskowaty,&#13;
ale dobrze nadawał się na przetwory (soki i marmolady). Ważną zaletą tej odmiany była&#13;
możliwość długiego przechowywania. Boskoop dojrzewał późno i długo utrzymywał się&#13;
na drzewach. Najlepszy w smaku był na przełomie grudnia i stycznia. Oceniany był jako&#13;
jabłko uniwersalne, bardzo przydatne w kuchni. „Na boskopa się czekało jak na Gwiazdkę. Dochodził w sianie w zimie”.&#13;
Landsberska („Landzberka, Lancberka”) – wymieniana przez rozmówców jako stara&#13;
odmiana z dużymi i smacznymi owocami. Wspominano, że była wrażliwa na choroby.&#13;
Kronselska („Kronselka”) – wymieniana obok landsberskiej jako dająca smaczne&#13;
owoce. Owoce były różnej wielkości, nieforemne i niezbyt rumiane, ale bardzo smaczne.&#13;
Koksa – „Koksa ma ten smak”, stwierdził lakonicznie jeden z naszych rozmówców,&#13;
czym podsumował wypowiedzi wszystkich innych zagadniętych o stare odmiany. Koksa&#13;
wciąż jest uprawiana, lecz nie jako „konsumpcja”, tylko na własny użytek, ewentualnie na&#13;
sprzedaż dla konkretnego odbiorcy indywidualnego. Jest to jabłko słodkie i aromatyczne.&#13;
Ma bardzo drobne owoce. Miłośnicy koksy twierdzili, że im mniejszy owoc, tym lepszy&#13;
i bardziej wyrazisty jest jego smak. Koksę uznawano za raczej odporną na typowe choroby. Zdradzono nam też sekret idealnej chwili na spożycie owocu. Koksę zbiera się pod&#13;
koniec września, ale ich największa dojrzałość przypada w grudniu. Aby sprawdzić, czy&#13;
koksa jest smaczna, należy potrząsnąć nią delikatnie. Jeżeli jej pestki grzechoczą, to jest&#13;
najlepsza do jedzenia. Koksa daje zmienny plon, owocując obficie co drugi rok.&#13;
Sztetyny – jabłka z przedwojennych sadów, według jednego z rozmówców sprzedawane w czasie wojny za dobrą cenę. Soczyste i kwaskowate.&#13;
Kardynał (Kardynalska) – dobra/y jako składnik wypieków.&#13;
&#13;
149&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
Żeleźniak – jabłko bardzo dobre do przechowywania w piwnicy. Odporne na choroby&#13;
i warunki atmosferyczne. Owoce były kwaskowate, ale nadawały się na marmolady, do&#13;
wypieków i do suszenia.&#13;
Grochówka – jabłoń popularna jeszcze przed II wojną światową, tak jak żeleźniak&#13;
odporna i niewymagającą oraz najlepsza w formie przetworów.&#13;
Cesarz Wilhelm (Wilhelm) – przywoływany jako stara i smaczna odmiana jabłek. Jeden z rozmówców podkreślił, że dawniej była moda na te jabłka.&#13;
Bankroft – zimowe (nadające się do zbioru jeszcze w zimie), smaczne jabłko. Obecnie&#13;
wypierane przez inne odmiany, ale wciąż można go spotkać na targach. Bardzo dobre do&#13;
przechowywania, nadaje się do jedzenia nawet na wiosnę.&#13;
Malinówka (Oberlandzka, Malinowa) – stara odmiana o bardzo smacznych, soczystych i dużych owocach. Wybarwia się na głęboką malinową czerwień. Nie nadaje się do&#13;
długiego przechowywania.&#13;
Kosztela – niepozorne z wyglądu, drobne jabłko o bardzo soczystym miąższu i intensywnym, lekko kwaskowatym smaku. Wspomniana jako niegdyś popularne jabłko,&#13;
obecnie rarytas.&#13;
Różanka – niewymagająca w uprawie jabłoń o dużych, soczystych i aromatycznych&#13;
owocach. Nie nadaje się do przechowywania, ale można robić z niej przetwory.&#13;
Gołąbek – wymieniony tylko z nazwy.&#13;
Papierówki – wymieniane przy pytaniu o stare odmiany. Do dzisiaj uprawiane jako&#13;
wczesne jabłko na użytek domowy. W trakcie rozmów nazywana także „oliwką”.&#13;
Wielokrotnie pytaliśmy, dlaczego nie wraca się do starych odmian. Rozmówcy podkreślali, że wbrew temu, co się uważa, bardzo trudno je sprzedać. Mówi się o nich sporo,&#13;
ale klienci wcale nie chcą kupować takich jabłek. Trudno jest zweryfikować takie stwierdzenia bez podparcia ich badaniami rynku, niemniej jednak nasi rozmówcy w większości&#13;
byli przekonani, że stare odmiany nie przyniosłyby im zysku. Niektórzy z rozmówców&#13;
uznają uprawę starych odmian za eksperyment na niewielką skalę. Jeden z doświadczonych sadowników stwierdził, że można wracać do odmian, ale już w nowej technologii,&#13;
czyli w formie sadów niskopiennych. Według oceny innego, doświadczenie podpowiada,&#13;
że to właśnie stare odmiany poradzą sobie lepiej w tym terenie. Są mało wydajne, ale odporne i nie wymagają opryskiwania środkami ochrony roślin, które degradują okoliczne&#13;
środowisko, np. uniemożliwiając wypas w sąsiedztwie opryskiwanych drzew. Wszyscy&#13;
rozmówcy podkreślali wielokrotnie, że na jabłka są mody i oni musza się dopasować tak,&#13;
aby mogli je sprzedać. Sprzedając jabłka w grupie producenckiej, decydują się na te odmiany, na które jest zapotrzebowanie dużych sieci handlowych. Bez pośredników mieliby być może większą swobodę w wyborze odmian, ale dla wielu z nich taka sprzedaż&#13;
wymaga zbyt dużego nakładu pracy i posiadania własnych chłodni, na co nie każdy może&#13;
sobie pozwolić.&#13;
Wspominając o grupach producenckich, nie można pominąć znajdującego się tuż&#13;
przy głównej drodze wjazdowej do łącka „Owocu Łąckiego”. W ogromnych przechowalniach, w kontrolowanej atmosferze może zmieścić się nawet 7000 ton jabłek. W „Owo-&#13;
&#13;
150&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
cu”, jak najczęściej mówią o przedsiębiorstwie rozmówcy, znajduje się profesjonalna&#13;
sortownia wodna pozwalająca na precyzyjne oddzielanie jabłek ze względu na rozmiar&#13;
oraz taśmy umożliwiające szybkie i sprawne pakowanie owoców w woreczki foliowe. Ponadto „Owoc” wytwarza soki owocowe sprzedawane w całym kraju. Spożywając jabłka&#13;
kupione w którymś z hipermarketów Tesco lub w sklepie Biedronka, możemy z dużym&#13;
prawdopodobieństwem trafić na takie, które przeszło przez sortownię i chłodnię „Owocu”. Co ciekawe, według jednego z naszych rozmówców jabłko ukryte w opakowaniu&#13;
z logo „Owoc Łącki” niekoniecznie musi pochodzić z Łącka i okolic, skupowane owoce&#13;
nie są weryfikowane pod względem pochodzenia. Dzieje się tak, ponieważ „Owoc Łącki”&#13;
to grupa producencka, a nie produkt regionalny.&#13;
Produktem regionalnym jest natomiast Jabłko Łąckie, posiadające Chronione Oznaczenie Geograficzne Unii Europejskiej. Gorzej zorientowanemu klientowi obie nazwy&#13;
mogą wydać się bardzo podobne, ale tylko ta druga gwarantuje konsumentowi certyfikowany owoc spełniający szereg warunków. Czy wszyscy sadownicy starają się o wyrobienie dla swoich jabłek takiego certyfikatu? Okazuje się, że niewielu korzysta z tej&#13;
możliwości. Dwóch największych przetwórców jabłek w okolicy poinformowało nas, że&#13;
posiadanie wspomnianego certyfikatu to dla małego przedsiębiorcy duży wydatek nieprzekładający się na cenę jabłek w skupie. Wielokrotnie wspominano, że dla jabłek łąckich nie opracowano odpowiedniej strategii promocji i porównywano je z reklamowanymi jabłkami grójeckimi, także posiadającymi ChOG. Nasi rozmówcy wspominali, że gdy&#13;
powoływano Stowarzyszenie Łącka Droga Owocowa mające promować obszar Kotliny&#13;
Łąckiej jako producenta owoców i ich przetworów, spodziewali się większego zainteresowania ich certyfikowanymi jabłkami. Jako przyczynę marazmu wokół certyfikowanych&#13;
jabłek wskazywana jest przede wszystkim słaba promocja produktów, niedopasowana do&#13;
oczekiwań konsumentów.&#13;
Niektóre produkty przetwórstwa owoców i jabłek mają się jednak zupełnie dobrze.&#13;
Wszyscy rozmówcy podkreślają, że soki jabłkowe tłoczone i pasteryzowane bez dodatków konserwantów cieszą się dużą popularnością. Wszyscy rozmówcy wymieniali&#13;
Krzysztofa Maurera jako największego producenta soków i zarazem jedynego producenta mogącego legalnie sprzedawać śliwowicę łącką. Mniejszym producentem soków jest&#13;
Janusz Koza, właściciel marki „Sok z Gór”, należący do czwartego pokolenia sadowników. Krzysztof Maurer wspomina, że niewiele brakowało, aby urodził się w sadzie zasadzonym przez jego dziadka. Obaj panowie w trakcie rozmów pokazali, że bardzo dobrze&#13;
orientują się w tradycyjnym sadownictwie reprezentowanym przez pokolenie swoich&#13;
dziadków. Jednocześnie obaj prowadzą nowoczesne sady i zakłady przetwórcze zgodne&#13;
ze współczesnymi trendami. „Sok z gór” produkowany jest w małej rodzinnej tłoczni&#13;
wzorowanej na tych, które właściciel obserwował podczas wielu sezonów pracy na austriackim szlaku jabłkowym. Tłocznia Maurera to wielka hala produkcyjna pełna nowoczesnych urządzeń oraz gorzelnia produkująca owocowe okowity, wina i nalewki. Choć&#13;
oba przedsiębiorstwa różnią się skalą produkcji, to oba opierają się na połączeniu tradycyjnej wiedzy sadowniczej z ciągłym dokształcaniem się w obszarze nowych technologii&#13;
uprawy i przetwórstwa.&#13;
&#13;
151&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
���-DEFRNL��MDEăNRZLFD�L�MDEăNµZND&#13;
W trakcie rozmów w tłoczniach, w miejscowej karczmie państwa Klagów i w sadach&#13;
próbowaliśmy dowiedzieć się, co dawniej wytwarzano z jabłek i co wytwarza się z nich&#13;
obecnie. Jako że od kilku lat dużą popularnością w Polsce cieszą się cydry, pytaliśmy&#13;
o nie. Okazuje się, że są wytwarzane u Maurera oraz że mimo dużej dostępności jabłek&#13;
nie wytwarza się ich na własny użytek. Podobnie jest z octem jabłkowym, chociaż kilku&#13;
rozmówców przyznało się do znajomości prozdrowotnego przepisu nakazującego wypijanie dziennie dwóch łyżek octu rozcieńczonego ciepłą wodą. Przepis ten publikowano&#13;
w ostatnich latach w wielu portalach internetowych i cieszy się on dużą popularnością&#13;
wśród osób zainteresowanych dietami. Od niskoprocentowego cydru poprzez zdrowy&#13;
ocet dotarliśmy do wódki pędzonej z jabłek, czyli, potocznie mówiąc – jabłkówki (poprawnie powinno się nazywać ją „jabłkowicą”, jabłkówka to nalewka z jabłek). Jest ona&#13;
wytwarzana i sprzedawana u Maurera. Niektórzy produkują ją w domu.&#13;
Ale każda osoba zapytana o przetwory bez chwili wahania przechodziła do innych&#13;
owoców – śliwek. Kompot śliwkowy, śliwa, śliwka… określeń na śliwowicę łącką padło&#13;
kilka, przy czym rzadko używano formy śliwowica czy krasilica. Wszelkiego rodzaju&#13;
próby poznania kulinarnych tradycji związanych z uprawa jabłek kończyły się na rozmowie o „śliwie”7, która okazała się uchodzić za bardzo cenny trunek. Śliwka w cieście, jak&#13;
stwierdził jeden z rozmówców jest… zmarnowana. Inny natomiast stwierdził, że co się&#13;
nie sprzeda, ląduje w beczce. Śliwkę określono jako „skarb” i „złoto”. Wśród takich opinii&#13;
ekstrawagancją wydaje się smażenie powideł.&#13;
Wracając do przetworów z jabłek, udało nam się dotrzeć do jabłek suszonych, jabłek&#13;
w cieście, klusek z jabłkami, jabłecznika (tzw. „jabcok”, czyli ciasto z jabłkami, szarlotka,&#13;
ale bez dodatku cynamonu) i kilku przepisów na szarlotkę (często z cynamonem). Jabłka&#13;
traktowano w kuchni jako zwyczajny owoc przydatny na kompot lub do ciasta. W trakcie&#13;
obchodów Matki Boskiej Zielnej8 w Maszkowicach szukaliśmy jabłek w bukietach ziół.&#13;
Rzeczywiście niektóre z nich zawierały niewielkie jabłuszko, jabłkowa była też dekoracja&#13;
ołtarza polowego na Górze Zyndrama. Podpatrywaliśmy także serwowane z tej okazji&#13;
przez mieszkańców Maszkowic potrawy, ale poza sokami jabłkowymi i szarlotką nie doszukaliśmy się jabłkowych potraw.&#13;
&#13;
���2�VăRGNLFK�MDEăNDFK�L�FLÛĺNLP�NDZDăNX�FKOHEDɞ&#13;
Polska jest prawdopodobnie jedynym krajem na świecie, który może poszczycić się blisko trzydziestoma ośmioma milionami specjalistów z zakresu uprawy jabłek, a zwłaszcza&#13;
jej ekonomicznych aspektów. Jabłko jest jednym z bardziej popularnych w Polsce owoców, a kwestia jego ceny od lat budzi liczne kontrowersje skutkujące pełnymi gorzkich&#13;
7 Lokalna nazwa śliwowicy. Bardzo ważne jest odpowiednie wypowiedzenie tego słowa: niewerbalne sygnały&#13;
w rodzaju intonacji, uśmiechu czy mrugnięcia pozwalają zorientować się, że chodzi właśnie o śliwowicę.&#13;
8 15 sierpnia podczas dorocznego nabożeństwa z tej okazji spotyka się tam lokalna społeczność. Miejscowi&#13;
bardzo angażują się w oprawę artystyczną wydarzenia (dzieci i młodzież grają i śpiewają podczas mszy świętej). Składane są podziękowania zasłużonym dla lokalnej społeczności. Atmosfera jest świąteczna i sprzyjająca&#13;
integracji.&#13;
&#13;
152&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
słów dyskusjami w mediach i w sklepowych kolejkach. Konsumenci mają pretensje do&#13;
sprzedawców, sadownicy do pośredników. Mówi się o interwencyjnych skupach jabłek&#13;
i o spekulacjach w skupach. Gdy do tego dołożyć kwestię rosyjskiego embargo i gradobicie otrzymujemy węzeł gordyjski emocji i oskarżeń o pogarszający się stan polskiego&#13;
sadownictwa. Jest to bardzo trudny temat i ani ja, ani też żaden z uczestników badań nie&#13;
ośmieliłby się wypowiadać swojej opinii na podstawie kilkunastu rozmów i przeczytanych artykułów. Z pewnością jednak dzięki tym rozmowom i szczególnemu zaangażowaniu części uczestników obozu można stwierdzić, że „jabłko jest ciężkim kawałkiem&#13;
chleba”.&#13;
Praca w sadzie, podobnie jak w przypadku innych upraw czy hodowli, jest zajęciem&#13;
niepozwalającym na urlop, a nawet chwilę wytchnienia w dowolnej porze dnia czy roku.&#13;
Pory roku i warunki pogodowe dyktują tempo i rytm tej pracy. Aby uzyskać obfity zbiór,&#13;
trzeba zadbać o zabezpieczenie drzewa przed mrozem i chorobami. Gdy przyjdzie pora&#13;
kwitnienia, trzeba z nadzieją wypatrywać pięknej pogody, pozwalającej kwiatom utrzymać się na drzewach. Gdy dojdzie do zawiązania się owoców, trzeba chronić je przed&#13;
szkodnikami i chorobami. W międzyczasie należy dokonywać oprysków zgodnie z zalecanym harmonogramem i przerywać owoce oraz przycinać „wilki” (pędy), aby każde&#13;
jabłko dostało odpowiednia ilość miejsca i światła słonecznego. W tym czasie może też&#13;
pojawić się grad, który zniweczy wcześniejsze prace, zbijając i niszcząc owoce. W ostatnich latach zdarzają się także burze z wichurami potrafiącymi poprzewracać szpalery karłowatych jabłonek. Zbyt suche lato nie służy jabłkom, a zbyt wilgotne sprzyja rozwojowi&#13;
niektórych chorób. Zagrożeń, na które sadownicy nie mają wpływu, jest bardzo wiele.&#13;
Opryski i siatki antygradowe pozwalają zapobiegać części z nich. Pozostałe mogą zostać&#13;
częściowo wynagrodzone dzięki ubezpieczaniu sadów.&#13;
Bywają sezony tak dobre, że jabłek pojawia się bardzo dużo, w efekcie skupy oferują&#13;
za nie niską cenę. Gdy jabłka są mało warte w skupie, problemem staje się zatrudnienie&#13;
sezonowych pracowników na czas zbiorów. Ich dniówka jest niezależna od cen w skupie,&#13;
za ciężką prace należy się im z góry określona zapłata. To tylko kilka stosunkowo łatwych&#13;
do zauważenia problemów stanowiących rysę na kreowanym przez reklamy czy polski&#13;
serial „M jak Miłość” romantycznym obrazie rajskiego sadu pełnego rumianych jabłek&#13;
dojrzewających w pełnym słońcu.&#13;
Dla części naszych rozmówców praca w sadzie była tym, czego nauczyli się w domu&#13;
i co postanowili kontynuować, gdy odziedziczyli sad po rodzicach czy dziadkach. Inni&#13;
traktują sad jako dodatkowe źródło utrzymania, biorąc w pracy urlop na czas prac sadowniczych, zwłaszcza zbiorów. Duże sady przemysłowe opierają się także na uprawie&#13;
innych roślin. Wszyscy sadownicy podkreślają, że uprawie jabłek zawsze towarzyszy niepewność. Starsi wspominali, że uzależnienie od pogody i towarzyszący mu niepokój są&#13;
na stałe związane z posiadaniem sadu. Obecnie jednak wielu z nich ubezpiecza swoje&#13;
sady. Może to się okazać opłacalne, gdy np. grad zbije dojrzałe już owoce, które uda się&#13;
niezwłocznie przetworzyć we własnej tłoczni. Wówczas pieniądze z ubezpieczenia oraz&#13;
ze sprzedaży soku mogą przewyższyć zysk ze zwykłej uprawy. Są to jednak sytuacje nietypowe. Jeden z rozmówców przyznał, że choć ubezpiecza swój sad, to i tak nigdy nie&#13;
ucieszyłby się ze zniszczonych i zmarnowanych owoców swojej pracy.&#13;
&#13;
153&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
Małe sady najczęściej mogą być pielęgnowane bez zatrudniania dodatkowych pracowników. Przy pomocy dzieci i innych członków rodziny zwykle udaje się zdążyć&#13;
z przerywaniem, przecinaniem i zbiorami. W dużych sadach konieczne jest zatrudnienie&#13;
dodatkowych pracowników, zwłaszcza na czas zbiorów. Obecnie zatrudnia się osoby na&#13;
dniówki, powinno się im także zapewnić wyżywienie na cały dzień pracy.&#13;
Nasi rozmówcy wspominali, że sami jako młodzież dorabiali przy zbiorach jabłek.&#13;
Kilkadziesiąt lat temu zbieracze nocowali w stodołach na sianie, gospodyni karmiła ich&#13;
przez cały dzień, obiad często donoszono do sadu i spożywano wspólnie w cieniu drzew.&#13;
Praca była ciężka, jabłka zbierano do koszy, stojąc na wysokich drabinach. Dzieci zbierały spady, które zazwyczaj przeznaczano na przetwory. Jabłka następnie przeglądano&#13;
i ręcznie sortowano. Zbierać należało ostrożnie – uszkodzone owoce szybciej się psuły.&#13;
Jeżeli gospodarz był życzliwie nastawiony do pracowników, pozwalano sobie na śpiewanie piosenek, żarty i rozmowy. Wspomniano też takiego właściciela, u którego nie wolno&#13;
było nawet rozmawiać. Po zakończonych zbiorach zdarzała się wiecha, czyli zabawa przy&#13;
postawionym przez gospodarza alkoholu. Do pracy często zatrudniano pochodzących&#13;
z okolic uczniów i studentów spędzających wakacje w domu rodzinnym. Jednym z nich&#13;
był urodzony w Łącku historyk – profesor Julian Dybiec.&#13;
Obecnie zbiory odbywają się w dużo bardziej zmechanizowany sposób. Samo zbieranie w dalszym ciągu wymaga pracy rąk ludzkich, ale zbieracze stoją na platformach&#13;
i nie musza nosić ciężkich skrzynek, bo te przewożone są na ciągniętych przez traktory&#13;
przyczepach. Co najważniejsze, zbieraczom nie grożą już związane z pracą na wysokości&#13;
niebezpieczne upadki. Jeden z członków naszej grupy osobiście przekonał się, że mimo&#13;
tych udogodnień praca przy zbiorach nie należy do lekkich.&#13;
&#13;
���1LHFK�QR�W\ONR�]DNZLWQÇ�MDEăRQLHɞ&#13;
Badania w Łącku przypadły na okres połowy sierpnia. Jest to czas pomiędzy dwoma najważniejszymi dla sadowników uroczystościami. Pierwsza z nich to odbywające się począwszy od 1947 r. Święto Kwitnącej Jabłoni. Przypada ono w połowie maja i jest okazją&#13;
do zabawy mieszkańców Łącka i okolicznych wsi. Według Marii Kurzei-Świątek genezy&#13;
tego święta można upatrywać w powojennych przymiarkach do realizacji planów budowy zapory w Jazowsku. W obliczu zagrożenia zatopieniem części Jazowska, Maszkowic,&#13;
Łącka, Czerńca, Zabrzeża, Zarzecza oraz części Kamienicy i Kiczni lokalna ludność postanowiła przyjąć „owocową” linię obrony wspomnianych ziem. Zorganizowane w maju&#13;
1947 roku święto miało uzmysłowić decydentom specjalnie zaproszonym z Warszawy,&#13;
że zapora zniweczy bogate tradycje sadownicze regionu9. Święto Kwitnącej Jabłoni jest&#13;
obecnie jedną z ważniejszych uroczystości dla miejscowych. Rozpoczyna się mszą świętą w parafialnym kościele, a następnie przenosi do amfiteatru na stoku Góry Jeżowej.&#13;
Możliwość podziwiania barwnego korowodu zespołów regionalnych, skosztowania regionalnych potraw oraz śliwowicy przyciąga wielu turystów. Od kilku lat obchody Święta&#13;
uświetniane są koncertami, nie tylko kapel ludowych, ale i popularnych artystów. Drugim&#13;
ważnym dniem jest wrześniowe Święto Owocobrania, podsumowujące prace sadowni9&#13;
&#13;
Łącko i gmina łącka, red. J. Dybiec, Wyd. „Secesja”, Kraków 2012, s.357-359&#13;
&#13;
154&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
ków. Połączone jest ono z prezentacją plonów, degustacją owoców i potraw regionalnych&#13;
oraz śliwowicy. Na scenie występują kapele i orkiestry regionalne. Odbywa się również&#13;
turniej wsi i zabawa taneczna. Podczas obu świąt organizowana jest wspólna zabawa dla&#13;
wszystkich, ale motywem przewodnim jest jabłoń – jej kwiaty i owoce.&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH&#13;
Tak jak wspomniałam na początku tego tekstu, tematyka sadownictwa w regionie Kotliny Łąckiej jest bardzo złożona. Związane z nią problemy wymagają wielu godzin spędzonych w terenie. Jednak już nawet kilkudniowe odwiedziny w Łącku pozwalają dostrzec,&#13;
jak wiele wspomnień, emocji, planów i marzeń może ogniskować się wokół niewielkiego&#13;
jabłka. Jabłko przekształca krajobraz i wpływa na życie związanych z nim ludzi. Mieszkańcy ziemi łąckiej świętują jego kwitnienie, jednocześnie zastanawiając się, czy jesienią&#13;
będą mogli świętować obfite zbiory. Większość miejscowej ludności pracuje, pracowało&#13;
lub zna kogoś, kto pracuje w sadzie. Łącka Droga Owocowa ma promować region, Owoc&#13;
Łącki powinien rozprowadzać Łąckie Jabłko w całym Kraju. Oceny sytuacji są różne i zależą od wielu czynników. Nie przyjechałam do Łącka wyrabiać sobie własnej opinii na te&#13;
tematy, lecz szukać jabłoni i starych odmian jabłek w okolicy. Pozornie niewinne pytania o wspomnienia związane z sadownictwem okazywały się otwierać serca rozmówców&#13;
chcących opowiedzieć także o swojej obecnej sytuacji. W cieniu wysokich starych jabłoni i pomiędzy szpalerami ich karłowatych następczyń stoją sadownicy i ich dzieci, nie zawsze pragnące kontynuować rodzinne tradycje. Krajobraz sadowniczy Ziemi Łąckiej to&#13;
nie tylko widzialne z głównej drogi rzędy drzewek, ale też relacja, jaka zachodzi pomiędzy ziemią, jabłoniami i ludźmi, którzy „prawie urodzeni w sadzie” jednocześnie ten sad&#13;
kształtują i decydują o jego przyszłym wyglądzie. Krajobraz Ziemi Łąckiej to „nieopłacalne”, ale z jakiegoś powodu wciąż uprawiane jabłonie i wszystko, co z nimi związane.&#13;
Literatura:&#13;
1. Łącko i gmina łącka, red. J. Dybiec, Wydawnictwo „Secesja”, Kraków 2012&#13;
2. A. Staniewska, Jan Skrzyński, Sady w Krajobrazie – między archetypem raju a współczesnym ogrodem użytkowym, „Czasopismi Techniczne. Architektura”, 2012, z. 109.&#13;
3. G. Olszewski, Historia miejscowości: Łącko, Czerniec, Maszkowice, „Almanach Łącki”, 2010, nr 12.&#13;
4. G. Olszewski, Zabrzeż i Zarzecze – z przeszłości wsi, „Almanach Łącki”, 2009, nr 11.&#13;
5. www.sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/897-lacko/96-historia-miejscowosci;dostęp 25.01.2020.&#13;
6. Władysław Ścianek, Historia i tradycje, www.lacko.pl/historia-i-tradycje.html, dostep 25.01.2020.&#13;
7. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. V, hasło „Łącko”, nakł.&#13;
Filipa Sulimierskiego i Władysława Walewskiego, 1884 s. 628.&#13;
8. T. Kowalik, Szeroka łącka droga owocowa, www.sprawynauki.edu.pl, dostęp 25.01.2020.&#13;
9. A. Szczocarz, Wielka hydrotechnika w Pienińskim Parku Narodowym. Na podstawie materiałów&#13;
Kaja Romeyko-Hurki; Pieniny – Przyroda i Człowiek 1: 109–127 (1992)&#13;
&#13;
Anna Barbasz-Bielecka – magister, etnolożka. Interesuje się to krajobrazem, krajobrazem kulturowym i muzealnictwem. Pracuje w Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Przygotowuje&#13;
pracę doktorską o muzealnictwie na wolnym powietrzu.&#13;
&#13;
155&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
Łącko, 2019 r.&#13;
&#13;
Faza czyszczenia owoców w Owocu Łąckim, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Łącko, 2019 r.&#13;
&#13;
Oznakowanie Małopolskiego Szlaku Owocowego, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Łącko, 2019 r.&#13;
&#13;
Produkcja w Owocu Łąckim, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
156&#13;
&#13;
157&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
Widok na sady z wysokości, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Drabina w sadzie Stefana Myjaka, Zabrzeż, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Bukiet na Matki Boskiej Zielnej, Maszkowice, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Ozdoba ołtarza na obchody Matki Boskiej Zielnej na Górze&#13;
Zyndrama, Maszkowice, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
158&#13;
&#13;
Oznakowanie Jabłek Łąckich, Zabrzeż, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
159&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
$UFKLWHNWXUD�L�]DPLHV]NLZDQLH�Z�UHMRQLH�7RNDUQL&#13;
Andrzej Malik&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Znak drogowy, Zabrzeż, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Tokarnia to wieś gminna położona w centralno-zachodniej Małopolsce na południe&#13;
od Myślenic. Tworzy ją średnio zwarta zabudowa ciągnąca się wzdłuż głównej drogi&#13;
oraz rzeki Krzczonówka ze wschodu na zachód z kilkoma rozgałęzieniami na północ&#13;
i południe. Ze względu na układ urbanistyczny i typy budynków nie różni się zbytnio od&#13;
innych wsi w regionie, przez co nie rzuca się w oczy jako materiał dla badań z antropologii&#13;
architektury. Jednak Tokarnia wyróżnia się już na poziomie autoprezentacji jako obszar&#13;
zamieszkały przez odrębną grupę etnograficzną — Górali Kliszczackich, o czym można&#13;
się dowiedzieć jeszcze przez przyjazdem, ze strony internetowej gminy. Istnieją również&#13;
różnorakie formy animacji kultury ludowej Kliszczaków (zespoły muzyczne, festiwale&#13;
folklorystyczne, zrzeszanie pod nazwą „Kliszczacy”). W sensie etnograficznym Tokarnia&#13;
traktowana jest jako ich centrum. Widać to na mapie zasięgu terytorialnego Kliszczaków&#13;
opracowanej w monografii etnograficznej Kultura ludowa górali Kliszczackich autorstwa&#13;
Katarzyny Ceklarz i Justyny Masłowiec, gdzie Tokarnia znajduje się w centrum&#13;
zakreślonego na mapie zasięgu tej grupy etnograficznej1.&#13;
Przeprowadzone w ramach projektu pod tytułem Odkrywanie skarbów dziedzictwa&#13;
południowej Małopolski na terenie Tokarni badania antropologiczne dotyczyły&#13;
budownictwa/architektury2 oraz ich funkcjonowania w kulturze. Jednak nie miały na&#13;
celu uchwycenia jakiegoś szczególnego typu architektury regionalnej współczesnych&#13;
Kliszczaków ani nawet architektury Małopolski, gdyż musiałyby być poprzedzone&#13;
badaniami antropologicznymi natury bardziej ogólnej. Trzeba by najpierw zadać&#13;
pytania o to, czy w ogóle można mówić współcześnie o żywej i odrębnej kulturze&#13;
1 Kultura ludowa Górali Kliszczackich, red. K. Ceklarz, J. Masłowiec, Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej&#13;
PTTK, Kraków 2015, s. 65.&#13;
2 Terminy te będę stosował zamiennie.&#13;
&#13;
Jabłkowica w Tłoczni Maurera, Zarzecze, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
160&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Górali Kliszczackich poza wtórnymi formami folklorystycznymi. Drugim powodem&#13;
jest to, że tradycyjna architektura kliszczacka, opisana przez Marka Grabskiego,&#13;
w przeważającej większości nie istnieje3. Została zastąpiona już po II wojnie światowej&#13;
nowym budownictwem, którego forma i program funkcjonalny nie różnią się od&#13;
ówczesnych budynków w reszcie regionu i całym kraju. Wartość badań antropologicznoarchitektonicznych nie leży w skonstruowaniu typologii lub szukaniu nowej architektury&#13;
Kliszczaków, a raczej w potraktowaniu Tokarni jako pretekstu dla badań kulturowego&#13;
wymiaru zamieszkiwania i udziału architektury w przeżywaniu codzienności. To&#13;
ostatnie słowo będzie miało w tej pracy wymiar szczególny. Codzienność rozumiem za&#13;
Rochem Sulimą, który uczynił z niej jeden z podstawowych tematów swojego namysłu&#13;
antropologicznego, dzięki czemu mógł on poddać analizie najbardziej podstawowe&#13;
aktywności kulturowe. W tym sensie badania antropologiczne architektury rejonu&#13;
Tokarni miały na celu uchwycenie codzienności tworzenia i użytkowania architektury –&#13;
jej humanistycznego wymiaru, bez szukania tego, co wyjątkowe czy odświętne.&#13;
Badania odbyły się od 4 do 11 sierpnia 2019 r. podczas tygodniowego obozu&#13;
etnograficznego, w którym uczestniczyło siedmiu badaczy oraz koordynator projektu.&#13;
Podczas trwania obozu dokonywano obserwacji struktury gminy Tokarni i sąsiadującego&#13;
z nią Krzczonowa, studiowano miejscową architekturę oraz, co najistotniejsze4,&#13;
przeprowadzano wywiady z mieszkańcami na temat domów, w których żyją. Jednocześnie&#13;
dokumentowano wygląd zewnętrzny budynków, ich położenie, wystrój i inne cechy&#13;
charakterystyczne. Padały również ogólne pytania o krajobraz i budownictwo w regionie.&#13;
Podczas wywiadu badacze nie używali kwestionariusza, ale starali się poruszać&#13;
w obrębie ogólnych zagadnień: powstania domu (przebieg budowy, rola pytanego,&#13;
budowniczych, projektanta, innych podmiotów), zamieszkiwania (znaczenie poszczególnych pomieszczeń, rytuały i zwyczaje domowe), estetyki (użyte materiały i stosunek&#13;
do nich) oraz procesu wykonywania domów na zamówienie czy roli planowania&#13;
przestrzennego w kształtowaniu architektury (w przypadku kiedy rozmówca był cieślą&#13;
lub urbanistą).&#13;
Podczas badań udało się przeprowadzić około 35 wywiadów w zróżnicowanej&#13;
grupie informatorów. Byli wśród nich lokalni liderzy, a więc pracownicy domu kultury,&#13;
członkowie zespołu „Kliszczacy”, znani rzeźbiarze i artyści, ale również przypadkowo&#13;
wybrani mieszkańcy Tokarni. Informatorzy odpowiadali na pytania nie tylko jako&#13;
właściciele i mieszkańcy swoich domów. Byli wśród nich cieśle i ludzie zajmujący się&#13;
zawodowo budownictwem lub pracownicy Urzędu Gminy zajmujący się urbanistyką.&#13;
Rozmówcy mieszkali w różnorakich domach, wśród których można wyróżnić&#13;
zasadniczo 3 typy. Pierwszy to budynki stare, drewniane, budowane przed wojną,&#13;
o klasycznym charakterze jednotraktowej chałupy zrębowej. Drugimi były domy&#13;
typu „kostka”, czyli projekty z czasów PRL, budowane w całej Polsce według niemal&#13;
3 „Ludowe budownictwo drewniane ziemi zamieszkiwanej przez Kliszczaków stanowi jednak rozdział dziś&#13;
już zamknięty”, jak twierdzi Marek Grabski, Budownictwo drewniane, w: Kultura ludowa Górali Kliszczackich,&#13;
op. cit., s. 154.&#13;
4 Zespół badawczy tworzyli: mgr Andrzej Malik (koordynator badań), mgr Leonia Brzozowska, mgr Piotr&#13;
Brzowoski, Michał Gumulak, Katarzyna Olejarczyk, Jakub Sadowski, Jakub Ścisłowicz i Wojciech Śliwa.&#13;
&#13;
162&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
identycznego modelu. Trzecią grupą były budowane od lat 90. nowoczesne domy&#13;
jednorodzinne zaprojektowane na zamówienie lub będące adaptacją typowego projektu&#13;
katalogowego. Często informatorzy mogli wypowiedzieć się o więcej niż jednym typie,&#13;
gdyż na niektórych posesjach znajdowało się kilka budynków.&#13;
Badaniom antropologicznym przeprowadzonym w Tokarni przyświecały trzy&#13;
pytania: kto współcześnie kształtuje architekturę regionu, jaki nadaje jej ostatecznie&#13;
kształt oraz jakie nadaje jej znaczenie. Pierwsze pytanie wynika z faktu, że tradycyjne&#13;
budownictwo, opisywane przez etnografów, było wznoszone w głównej mierze przez&#13;
samych właścicieli z pomocą miejscowych rzemieślników. Współcześnie za sprawą&#13;
postępu techniki, specjalizacji oraz skodyfikowanego prawa budowlanego każdy, nawet&#13;
niewielki dom jednorodzinny powstaje przy użyciu materiałów sprowadzonych spoza&#13;
regionu, a budowany jest często przez wyspecjalizowane firmy pod czujnym okiem&#13;
organu administracji. Z kolei sporządzony przez architekta projekt musi być zgodny&#13;
z obowiązującymi wytycznymi urbanistycznymi właściwej jednostki samorządowej. Nie&#13;
chodzi jednak o to, aby zdecydować, kto jest ostatecznie twórcą badanej architektury, ale&#13;
uchwycić ją jako wytwór współpracy lub ścierania się różnych podmiotów, które mają na&#13;
nią wpływ.&#13;
Drugie pytanie wynika z faktu, że współcześnie budowane domy odbiegają od&#13;
tradycyjnych swoim materiałem, formą czy rozkładem pomieszczeń. Za sprawą&#13;
szerokiego dostępu do nowych technologii oraz wzorów kulturowych z całego świata,&#13;
architektura jest niejednorodna pod względem materiału, bryły, rozkładu pomieszczeń&#13;
czy detalu, przez co wymaga dokładniejszego opisu i sprawdzenia, jak sami mieszkańcy&#13;
oceniają własną okolicę pod względem architektury oraz jak na tym tle widzą domy,&#13;
w których mieszkają.&#13;
Jeśli w kulturze popularnej mówi się o architekturze góralskiej jako o dziedzictwie, to&#13;
wartościuje się pozytywnie wszelkie nawiązania do tradycyjnych materiałów, stosowanie&#13;
bogatych ornamentów czy wierność charakterystycznemu rozkładowi pomieszczeń&#13;
dwuizbowej chałupy. Odstępstwa od tych cech są traktowane jako oddalenie się od&#13;
tradycyjnych wzorców, a przez to – nieuznawane za dziedzictwo. Niniejsze badania&#13;
przyjmują inną perspektywę, uznając, że każde działanie ludzi mające trwały charakter&#13;
może być przedmiotem badań antropologicznych i traktowane jako formowanie się&#13;
nowego dziedzictwa, tworzącego krajobraz „tu i teraz”, w którym żyją ludzie. Z tego&#13;
powodu badacze interesowali się wszystkimi budynkami, i przeprowadzali na ich temat&#13;
wywiad, jeśli tylko byli do nich zapraszani przez gospodarzy. Były to stare, drewniane&#13;
chałupy, ale i zupełnie nowoczesne, niedawno ukończone. Ponieważ jedną z naczelnych&#13;
kategorii powyższych badań była codzienność, to w większości nie były to budynki&#13;
wyróżniające się w szczególny sposób. Badacze zwracali uwagę na zwyczajne budynki&#13;
poszukując estetyki codzienności5, obok której miłośnicy designu, krytycy architektury,&#13;
5 Tego rodzaju podejście do estetyki, na którym opierały się badania w Tokarni, przedstawił Janusz Barański&#13;
w tekście Estetyka jako system kulturowy. Tak rozumiana estetyka codzienności uzupełnia niejako tę&#13;
niecodzienną, elitarną, która ma tendencję do przyjmowania sformalizowanych, choć niekoniecznie trwałych&#13;
postaci. Ta pierwsza jest jednak sferą nieporównywalnie bardziej rozległą, wymykającą się ustalonym,&#13;
przewidywalnym oglądom a co więcej – nie jest też zwykle przedmiotem świadomej refleksji, lecz wiąże się&#13;
bezpośrednio, nieodłącznie i w sposób zrozumiały samo przez się z praktykami codzienności”; J. Barański,&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
historycy sztuki czy turyści przechodzą obojętnie. Jednak to właśnie te budynki&#13;
w największej mierze tworzą przestrzeń Tokarni, a tym samym jej krajobraz kulturowy.&#13;
Trzecie pytanie dotyczyło znaczenia nadawanego architekturze przez jej pomysłodawców i użytkowników. Służyło odpowiedzi na pytanie, jak proces powstawania&#13;
i nadany kształt wpływają na wartościowanie i postrzeganie przestrzeni, nadawanie&#13;
znaczeń poszczególnym elementom architektury, kształtowanie tożsamości i praktyk&#13;
kulturowych.&#13;
Poprzez próbę odpowiedzi na powyższe pytania badania miały na celu uchwycenie&#13;
na nowo fenomenu dziedzictwa architektury Kliszczaków w jego realnym, praktykowanym kształcie. Pytania o wygląd budynków czy sprawczość poszczególnych osób&#13;
zaangażowanych w proces budowy starały się uchwycić antropologiczny wymiar&#13;
architektury, czyli wszelkiego rodzaju przejawy kultury, takie jak nadawanie znaczeń,&#13;
budowanie form symbolicznych, wykonywanie rytuałów czy kształtowanie struktur&#13;
narracyjnych wpływających na tożsamość mieszkańców.&#13;
Raport z badań będzie się składał z dwóch części. Pierwszą stanowi analiza materiału,&#13;
w ramach której zgromadzono najważniejsze informacje zebrane przez badaczy,&#13;
podzielona na zagadnienia według najczęściej poruszanych tematów rozmów6. Następna&#13;
to podsumowanie w formie antropologicznej interpretacji przedstawionych wcześniej&#13;
doświadczeń z terenu.&#13;
&#13;
���$QDOL]D�PDWHULDăX&#13;
Zebrany materiał został przedstawiony jako konkretne wypowiedzi lub zagadnienia, które&#13;
wydawały się powtarzać u wielu respondentów, przez co pozwalają na wyrażenie bardziej&#13;
ogólnych sądów. Niemniej jednak nie można traktować tych badań jako konkluzywnego&#13;
studium architektury Kliszczaków, gdyż nie były to badania porównawcze. Nie sposób&#13;
stwierdzić, czy zebrany materiał i wiadomości o budynkach stanowią opis architektury&#13;
w Tokarni czy może dotyczą całego regionu lub nawet dałoby się podobne wnioski wysnuć&#13;
w stosunku do wsi w innym rejonie Polski. Niniejsza analiza jest raczej próbą stworzenia&#13;
studium konkretnego miejsca bez rozsądzania, czy jest ono jakimś wyznacznikiem&#13;
bardziej ogólnych trendów lub miejscowego typu.&#13;
&#13;
2.1. Proces budowy&#13;
Pierwszą sprawa, o którą pytani byli rozmówcy, to kwestia budowy ich domu, tzn. kto&#13;
brał w niej udział i jak przebiegała. Chodziło o sprawdzenie, czy istnieje ciągłość tradycji&#13;
budowania drewnianych domów przez samych gospodarzy oraz skonfrontowanie&#13;
Etnologia w erze postludowej. Dalsze eseje antyperyferyjne, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,&#13;
Kraków 2017, s. 152.&#13;
6 Cytowane wywiady zostały zakodowane ciągiem trzech liter i cyfry porządkowej. Pierwsza litera oznacza&#13;
pierwszą literę nazwy miejscowości, gdzie odbywały się badania, kolejne oznaczają inicjały badacza.&#13;
Cyfry porządkowe oznaczają numer wywiadu danego badacza. Nagrania wywiadów, ich opracowanie oraz&#13;
dokumentacja fotograficzna znajdują się w posiadaniu Fundacji Mapa Pasji.&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
procesu budowy z praktyką budowania w dużych miastach, gdzie właściciel działki&#13;
występuje jako pomysłodawca i finansujący, i na tym jego rola często się kończy. Projekt&#13;
oraz jego realizacja należy do wykwalifikowanych wykonawców pracujących na zlecenie.&#13;
Uzyskane od rozmówców informacje wyraźnie pokazują zupełnie inny przebieg&#13;
powstawania architektury niż w dużych miastach, a tym samym podobieństwo do&#13;
tradycyjnej roli mieszkańca w powstaniu domu. Badani wykonywali swoje budynki&#13;
w większości własnymi siłami, jak to określił jeden z rozmówców: „metodą gospodarską”,&#13;
czyli z pomocą rodziny i sąsiadów. Opisywali, jak sami zdobywali materiały czy wręcz je&#13;
wytwarzali (na przykład samodzielnie wypalali cegły czy wykonywali meble). Rozmówcy&#13;
nie tylko finansowali i doglądali budowy, ale brali czynny udział w każdym jej etapie.&#13;
Dotyczyło to zarówno budynków, które stawiano kilkadziesiąt lat temu7, jak i tych z XX w.&#13;
oraz z ostatnich kilku latach. Oto jak opisuje budowę mieszkaniec domu powstałego&#13;
w okolicach roku 2000:&#13;
[...] jak budowaliśmy ten dom, to tak zwanym systemem, ja to nazywam rodzinnym. Czyli po&#13;
prostu podstawowym składem ekipy to byłem ja, mój ojciec, Teresy tata, no i jeden fachowiec,&#13;
który tam był wynajęty do tego. Czyli to nie było tak, że to jakaś firma, tylko większość&#13;
robiliśmy to własnymi jak gdyby siłami, przez co też się udaje unikać jakichś dużych kredytów&#13;
bankowych…[TLPB01].&#13;
&#13;
Dotyczyło to nie tylko bardzo starych drewnianych budynków i obiektów powstałych&#13;
przed wojną, ale też późniejszych, a nawet współczesnych, chociaż wielu rozmówców&#13;
wskazywało, że teraz większość prac wykonują wynajęte firmy budowlane. Jednak nawet&#13;
jeśli gospodarze przestali wznosić swoje domy całkowicie własnymi siłami, oddając&#13;
część pracy wyspecjalizowanym firmom, to każdy z nich przyznawał się do brania&#13;
udziału w budowie w mniejszym lub większym stopniu. Również w przypadku bardzo&#13;
nowoczesnego domu, który podczas badań był na etapie wykańczania wnętrz:&#13;
-...jest w trakcie, cały czas coś się robi.&#13;
- Korzystali państwo z ekipy budowanej?&#13;
- Tak&#13;
- A sami państwo też coś wykańczali?&#13;
- Tak, wykańczamy sporo [śmiech] tak... i mąż i ja jesteśmy tacy właśnie praktyczni.&#13;
Lubimy, jak sami coś zrobimy [śmiech].&#13;
- A co na przykład państwo zrobili, jeśli można spytać?&#13;
- No, mąż robi stoliki właśnie, stół do jadali, jakieś tam ściany malował, schody też robił także...&#13;
- Takie rzeczy głównie związane z metalem.&#13;
- Metal, drewno to nam się podoba, nie? [TWŚ03]&#13;
&#13;
Innym aspektem budowy domu, który ma związek z rolą gospodarza w jego powstaniu, był wpływ na projekt albo na ogólną bryłę budynku. Część domów, których dotyczyły&#13;
rozmowy, to tak zwane kostki, budowane na przełomie lat 80. i 70. w całej Polsce. Jak&#13;
wskazywali informatorzy, projekty tych domów pochodziły od państwa i nie można było&#13;
w nich wiele zmienić. Były zunifikowane i narzucone z góry:&#13;
7 „[...] wcześniej sąsiad sąsiadowi budował, mieli swój region, umiał tak, to tak budował” [TJŚ01].&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Projekt... w tych czasach to były typowe plany... to już z Warszawy przychodziły, szło się do&#13;
gminy, owszem, ale to gmina zamawiała i to były typowe plany [...] ale to były typowe plany. To&#13;
nie było to, żeby sobie ktoś wymyślał tego... tylko najwyżej mogła być jakaś poprawka zrobiona,&#13;
żeby tam coś dorysowali, ale tak musiało być…[TKO03].&#13;
&#13;
Bardzo podobnie wygląda wybór bryły domu współcześnie. Co prawda nie ma&#13;
narzuconych przez państwo projektów, ale zastąpiły je domy katalogowe rysowane&#13;
i sprzedawane jako wzory do wykorzystania. Takie projekty są bardzo popularne.&#13;
Większość rozmówców, którzy budowali domy po zmianie ustroju, wybrało dom&#13;
z katalogu. Tylko dwóch z nich miało domy wykonywane przez architekta na&#13;
zamówienie. Wynika z tego, że rola gospodarza w swobodnej kreacji rzutu budynku&#13;
i jego podstawowych gabarytów była i wciąż jest stosunkowo niewielka. Z kolei wciąż&#13;
odgrywa on dużą rolę w samym wykonawstwie, biorąc wraz z rodziną aktywny udział&#13;
w budowie, podobnie jak w czasach młodości najstarszych rozmówców. Mieszkańcy&#13;
Tokarni wykorzystują swoje umiejętności do wykonywania poszczególnych elementów&#13;
wyposażenia, korzystając z pomocy rodziny. Jeden z rozmówców, należący do branży&#13;
budowlanej, wspominał nawet, że nie dostaje wielu zleceń z okolicy właśnie dlatego, że&#13;
ludzie budują sobie sami.&#13;
W kontekście autorstwa budynków w Tokarni interesujące były odpowiedzi&#13;
rozmówców na pytania o wpływ przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym na&#13;
kształt budynków. W świetle obowiązującego prawa każdy nowo powstały budynek musi&#13;
spełniać wymagania zawarte w wytycznych urbanistycznych. W przypadku Tokarni jest&#13;
to Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego uchwalony dla rejonu Tokarni&#13;
i przyległych wsi w roku 2004. Opisuje on dopuszczalne przeznaczenie poszczególnych&#13;
terenów w gminie, klasyfikując je jako tereny zabudowy jednorodzinnej, usługowej,&#13;
mieszanej, tereny rolnicze, leśne czy zieleni nieurządzonej. Ustala takie ogólne zasady&#13;
urbanistyczne, jak lokalizacja i wysokości ogrodzeń, tablic reklamowych, sposoby&#13;
podziałów nieruchomości, a dla poszczególnych budynków takie parametry, jak wysokość&#13;
zabudowy, wysokość posadzki parteru, maksymalna powierzchnia zabudowy (wyrażona&#13;
w procentach względem powierzchni działki), minimalna i maksymalna intensywność&#13;
zabudowy, nachylenie dachu oraz zawiera nakaz stosowania konkretnych materiałów&#13;
wykończeniowych elewacji i dachu. Co ciekawe, określa je jako „tradycyjne” i zalicza&#13;
do nich: tynk, drewno, cegłę, szkło, ceramikę, okładziny elewacyjne, kamień czy blachę&#13;
oraz, dla dachów, dachówkę gont lub blacho-dachówkę. Ustala również dopuszczalną&#13;
kolorystykę dachów i kolorystykę elewacji (pastelowe kolory, szare, grafitowe).&#13;
Każdy budynek powinien spełniać wymagania zawarte w planie, a domy katalogowe&#13;
(projektowane pod klienta w całej Polsce) nie zawsze takie wymagania spełniają.&#13;
W świetle polskiego prawa muszą zostać sprawdzone przed zakupem a później&#13;
zaadaptowane pod konkretną działkę przez uprawnionego architekta. Tymczasem&#13;
mieszkańcy pytani o kwestie uwarunkowań ze strony urzędu często nie wiedzą nawet, że&#13;
wytyczne urbanistyczne istnieją.&#13;
Rozmówcy nie podają planu zagospodarowania ani żadnych innych prawnych&#13;
regulacji jako czynnika kształtującego ich domy. Pytani o kontakty z urzędami podczas&#13;
realizacji domów nie wskazują, żeby były jakieś problemy czy wywierany był wpływ,&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
raczej jest to kwestia czystej formalności, którą trzeba załatwić, nieraz „wychodzić”.&#13;
Dopiero pytanie konkretnie o to, czy gmina stawia jakieś wymagania, kilka osób wskazało&#13;
na kształt dachu oraz odległość od drogi, które są regulowane i egzekwowane. Często&#13;
jednak wskazują, że uzyskiwanie zgód urzędów to zło konieczne, coś, co trzeba przejść&#13;
jako czystą formalność. Podkreślają jednak jej uciążliwość i konieczność załatwienia jej&#13;
„sposobem”:&#13;
- Jak to było pod kątem urzędowym?&#13;
- No, to głównie ja załatwiałam wszystkie te sprawy,&#13;
- Pomagało nam to, że Teresa była w ciąży i wszystkie panie „ooo”. Jak wchodziła do urzędu,&#13;
to było trochę łatwiej.&#13;
- Ja te papierki wszystkie...&#13;
- Znaczy załatwień było dużo, no bo to jest taka sprawa, też mieliśmy taką zasadę przyjętą,&#13;
że chcemy mieszkać troszkę osobno [od sąsiadów] [TLPB01].&#13;
&#13;
Podsumowując, jeśliby uprościć proces budowania, który relacjonowali rozmówcy,&#13;
to składa się on z: uzyskania najczęściej typowego projektu, załatwienia pozwolenia&#13;
w urzędzie oraz budowania własnymi siłami, które było wykonywane przy dużym&#13;
udziale samych rozmówców. Widać tutaj marginalną rolę architekta, który pojawia się&#13;
w wywiadach sporadycznie. Często jest to znajomy lub ktoś, kto tylko podpisuje projekt,&#13;
ale nie wskazywano żadnej twórczej i nadzorczej jego roli w procesie projektowym.&#13;
&#13;
2.2. Domy w krajobrazie&#13;
Rozmówcy często byli pytani o cechy miejscowej zabudowy, używane materiały i wygląd&#13;
– tak, aby spróbowali stworzyć jakiś jej ogólny obraz. Były to pytania w rodzaju: „jak się&#13;
buduje” albo „jak oceniasz miejscowe budownictwo” itp. Miało to na celu uchwycenie&#13;
obrazu własnego otoczenia funkcjonującego wśród rozmówców, ale także zbudowanie&#13;
pewnej wyobrażeniowej typologii zabudowy Tokarni, pewnej autonarracji mieszkańców&#13;
o swojej architekturze.&#13;
Przede wszystkim rozmówcy dostrzegają zmiany, jakie zaszły od czasów, kiedy&#13;
budowali oni swoje domy (w przypadku np. budynków z okresu PRL). Osoby starsze&#13;
bardzo dokładnie potrafią opisać metody budowania w czasach ich młodości, począwszy&#13;
od sposobu wyrabiania materiału, lokalizacji domów czy nieraz związanych z budową&#13;
zwyczajów. Teraz, jak uważają, większość pracy powierza się firmom. Pytani o stare&#13;
budownictwo drewniane wskazują na jego zupełny zanik. W krajobrazie Tokarni stare&#13;
domy drewniane są faktycznie rzadkością, szczególnie te wciąż użytkowane. Z kolei&#13;
domy z okresu powojennego, w których większość rozmówców mieszkała w pewnym&#13;
momencie swojego życia, jawią się jako zupełnie identyczne projekty typowe, pozbawione&#13;
stylów czy jakichkolwiek wyznaczników regionu:&#13;
- A patrzę, czy widać jakieś elementy takiego regionalnego zdobnictwa na domach?&#13;
- Już nie ma. Przy drewnianych były, ale przy murowanych to prosto wszystko, nikomu sie nie&#13;
chciało.&#13;
- Żadne gadziki, nic takiego?&#13;
&#13;
167&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
- Nic...wszystko proste proste, jak najprościej żeby... po pierwsze, że najtaniej, po drugie nie ma&#13;
nawet tych specy takich co to umieli rzeźbić i umieli wystroje domów tak jak sie zachowało&#13;
na Podhalu..&#13;
[...] Jak najprościej, jak najprościej żeby było w utrzymaniu w ogóle w malowaniu czy coś, żeby&#13;
nie było żadnych komplikacji [TJŚ01].&#13;
&#13;
Badacze nie pytali respondentów o tradycyjne budownictwo, sugerując, że dalej&#13;
stawia się tradycyjne chaty, jak te opisane przez etnografów. Bardziej chodziło im&#13;
o wywołanie rozmowy o widocznym w krajobrazie renesansie architektury drewnianej&#13;
we współczesnym wydaniu. Jednak rozmówcy rzadko się do nich odnoszą, wskazując,&#13;
że jest to trend marginalny. Takiego zdania nie podzielają dwaj cieśle, którzy zawodowo&#13;
zajmują się wznoszeniem domów z bali. Wskazują oni chęć powrotu do tradycji budynku&#13;
drewnianego, szczególnie wśród ludności napływowej, na co wskazuje ilość zleceń, które&#13;
otrzymują.&#13;
Mówiąc najbardziej ogólnie, architektura rejonu zamieszkanego przez Kliszczaków&#13;
charakteryzuje się według rozmówców prostotą i ukierunkowaniem na funkcjonalność.&#13;
Rodzina, która aktualnie kończy swój dom, wskazuje wręcz na minimalizm:&#13;
- Nawiązują państwo swoją estetyką tego domu albo mieli w zamiarach do lokalnych tradycji&#13;
czy nie?&#13;
- Chcieliśmy, żeby ten dom był minimalistyczny, taki prosty, żeby nie zakłócać tutaj tej natury,&#13;
żadnych tam urozmaiceń typu jaskółki nie jaskółki, tylko...&#13;
- Prostota&#13;
- Prostota właśnie, te detale takie proste... [TWŚ03].&#13;
&#13;
Wiele materiałów budowlanych oraz wykończenia wnętrz są stosowane z uwagi&#13;
na trwałość, bezproblemowość użytkowania i łatwość czyszczenia. Funkcjonalność&#13;
i praktyczność są więc najbardziej pożądaną cechą architektury.&#13;
Wskazywana jest też chaotyczność domów, wzajemne niedopasowanie stylowe oraz&#13;
często (szczególnie w formie krzykliwych kolorów elewacji) nieprzystawanie estetyki do&#13;
otoczenia – malowniczej przyrody..&#13;
&#13;
2.3. Budownictwo tradycyjne&#13;
Często poruszanym zagadnieniem był stosunek rozmówców do tradycji miejscowego&#13;
budownictwa. Kiedy badacze mówili, że zajmują się architekturą, w domyśle byli&#13;
traktowani, jakby interesowała ich stara architektura drewniana lub szeroko pojęte&#13;
zabytki. Musieli sprecyzować, że chodzi o współczesne budownictwo. Dawało to jednak&#13;
pretekst do poruszenia tematu tradycji, powracania do materiałów takich jak drewno czy&#13;
stosowania ornamentów kojarzących się z góralszczyzną.&#13;
W samej Tokarni jest kilka przykładów domów, które nawiązują do starych wzorców&#13;
budownictwa. Są też coraz mniej liczne, ale wciąż obecne stare drewniane chałupy&#13;
– niektóre bardzo zaniedbane, inne wciąż pielęgnowane, z utrzymanymi w czystości&#13;
malowanymi elewacjami. W samej gminie Tokarnia działa kilka firm specjalizujących się&#13;
w budowaniu w tradycyjnym materiale tzw. „domów z bali”. Kilku rozmówców trzymało&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
w swoim gospodarstwie stary sosręb8 z rozebranego wcześniej drewnianego domu.&#13;
Wydaje się, że tradycja będzie miała wciąż znaczenie, a nawiązywanie do niej będzie&#13;
chwalone. Jednak wywiady tego nie potwierdziły. Rozmówcy, którzy w większości&#13;
mieszkali w domach z okresu PRL lub wybudowanych w latach 90. czy na początku XXI w.,&#13;
przeważnie twierdzili, że nikt nie nawiązuje do tradycji, a wszyscy chcą budować&#13;
„jak najprościej” i „jak najnowocześniej”. Dopiero gdy badacze ciągnęli dalej temat,&#13;
pytając o wymienione wyżej firmy czy pensjonat „Kliszczacka Koliba”9, przyznawali,&#13;
że faktycznie są tego przykłady. Jednak zauważali, że jest to architektura nawiązująca&#13;
bardziej do Podhala. Jedna z rozmówczyń stwierdziła, że jeśli już gdzieś nawiązuje&#13;
się do tradycji Kliszczaków, to w stroju ludowym. Rozmówcy byli raczej świadomi,&#13;
że określenie „góralska architektura” jest płynne, a rozstrzygnięcie z jakiego regionu&#13;
małopolski pochodzi dany element jest problematyczne. Nie wskazywali, że konkretnie&#13;
architektura kliszczacka może być inspiracją do nowoczesnych domów z bali, mówiąc,&#13;
że budownictwo drewniane w tym regionie było raczej proste, pozbawione ozdób&#13;
i przepychu. Z kolei rozmówcy pytani o stare budownictwo z regionu wskazywali, że&#13;
faktycznie wciąż kilka takich budynków pozostało. Są jednak w większości opuszczone,&#13;
albo użytkowane przez napływowych, którzy odkupili je od pierwotnych właścicieli,&#13;
aby używać je jako domy letniskowe. Jednak w przeważającej większości budynki te&#13;
były burzone, jeśli przestały spełniać swoją funkcję praktyczną, a gospodarze przenosili&#13;
się do nowobudowanego domu. Nie znaczy to wszelako, że straciły znaczenie, o czym&#13;
świadczą na przykład przywołane wcześniej sosręby zachowane z dawnych budynków&#13;
przez rozmówców.&#13;
U jednego z nich belka ze starego domu służy jako podpora w budynku gospodarczym.&#13;
Profilowana, z charakterystyczną rozetką i datą „1913”, sugeruje swoją pierwotną funkcję.&#13;
Podobny sosręb, profilowany, wyszlifowany i wypolerowany na połysk, z podobnym&#13;
ornamentem i datą 1911, został użyty jako zwieńczenie kominka w domu cieśli. Jednak&#13;
drugie życie zyskują nie tylko belki stropowe, ale inne drewniane fragmenty starego&#13;
budownictwa, które są skupowane przez wyspecjalizowane firmy, wykorzystujące potem&#13;
oryginalne deski jako materiał do produkcji mebli czy wykańczania wnętrz o wysokim&#13;
standardzie.&#13;
Do starych budynków stosunek jest jak widać bardzo pragmatyczny. Jeśli są&#13;
przydatne do mieszkania albo nie zawadzają w zbudowaniu nowych, to są zachowywane.&#13;
W innych przypadkach burzy się je z ewentualnym zachowaniem niektórych elementów&#13;
w charakterze pamiątki. Budowanie na nowo w stylu nawiązującym do jakichś tradycji&#13;
góralskich lub wręcz odkupywanie starych domów to raczej domena przyjezdnych:&#13;
8 W budynkach o stropie drewnianym główna belka, biegnąca poprzecznie do pozostałych. Jest to popularna&#13;
nazwa elementu znanego w okolicach występowania Kliszczaków pod innymi nazwami: „Belki tragarzowe&#13;
wspierał często umieszczony pod nimi poprzecznie belkowy podciąg, zwany tu sostrągiem, sostromem&#13;
lub po prostu świniarzem, bowiem na nim wieszano tradycyjnie oprawianego na mięsi wieprza. Ta ważna&#13;
konstrukcyjnie belka posiadała często snycerskie opracowanie. Zwyczajowo umieszczano na niej datę budowy,&#13;
nazwiska fundatorów domu, budowniczych, a często krótkie inskrypcje kierowane do Boga i świętych z prośbą&#13;
o opiekę nad domostwem i jego mieszkańcami”, M. Grabski, Budownictwo drewniane, op. cit., s. 159.&#13;
9 Jest to drewniany budynek funkcjonujący jako pensjonat, w którym mieszkali badacze podczas obozu&#13;
etnograficznego, a nawiązujący do tradycyjnej architektury drewnianej.&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Drewniane domy w czarnym potoku lata temu kupił taki pan Węgier z Krakowa. [...] I on&#13;
zakupił ze 2 albo 3 domy. Ja byłam jeszcze młodą osobą, jak pamiętam... to były takie spichlerze&#13;
na zboże, to się nazywało sąsiek. I on, pamiętam, te sąsieki od mamy pobrał i oni to zaadaptowali&#13;
tam. [...] oni tu przyjeżdżają od przynajmniej 3... kilku lat [...] to są domy całoroczne [TKO02].&#13;
&#13;
Poza tym jeśli stary dom nie ma racji bytu, jest rozbierany, o czym świadczy fakt, jak&#13;
niewiele ich pozostało również w miejscach, gdzie historycznie była kiedyś wyłącznie&#13;
drewniana architektura. Zanikowi starego budownictwa stara się przeciwdziałać gmina,&#13;
ustanawiając prawną ochronę pozostałych jeszcze na jej terenie starych drewnianych&#13;
domów. Widać to na poziomie deklarowanej strategii wyrażonej w Studium Uwarunkowań&#13;
i Kierunków Zagospodarowania Gminy Tokarnia10, gdzie jako jeden z podstawowych&#13;
celów rozwoju regionu wymieniona jest ochrona architektury zabytkowej:&#13;
ochrona wartości kulturowych związana z występującymi na obszarze gminy zespołami&#13;
i obiektami zabytkowymi, wiążąca się z utrzymaniem tych wartości dla przyszłych pokoleń,&#13;
zapewniająca atrakcyjności gminy.11&#13;
&#13;
Jednak jak wskazują sami przedstawiciele gminy, są to raczej deklaracje, mijające się&#13;
z praktyką. W rzeczywistości mieszkańcy nie mają chęci utrzymywania starych budynków&#13;
uznawanych za zabytkowe. Jeśli tylko przestają pełnić swoją funkcję lub potrzeba&#13;
miejsca na zbudowanie w ich miejscu nowego domu, zwracają się do Wojewódzkiego&#13;
Konserwatora Zabytków z prośbą o wyburzenie, mając nadzieję na pozytywną&#13;
odpowiedź. Nie są również specjalnie zainteresowani odtwarzaniem tradycyjnego&#13;
drewnianego budownictwa, ponieważ, jak to stwierdziła jedna z rozmówczyń:&#13;
Nie chcą ludzie, no bo to jeżdżą po świecie i każdy chce taką nowość żeby miał... inne jak&#13;
wszyscy, nie? Także raczej nie chcą nawiązywać do tej tradycji, tylko chcieliby wprowadzać&#13;
nowoczesność [TWŚ03].&#13;
&#13;
W świetle prawa miejscowego mieszkańcy, którzy chcą budować nowe budynki, mają&#13;
pełną dowolność, czy nawiązywać do tradycyjnego budownictwa, czy nie. Co prawda&#13;
plan dopuszcza jedynie spadziste dachy, zakazując płaskich, ale jak pokazuje kilka bardzo&#13;
nowoczesnych budynków w Tokarni, nie jest to przeszkoda dla realizowania architektury&#13;
w oderwaniu od tradycji. Tak samo zapisy Planu określające materiały i estetykę nowych&#13;
budynków w żaden sposób nie zabraniają budowania nowoczesnej architektury, mimo&#13;
że ustalają nakaz używania „tradycyjnych” materiałów wykończeniowych. Zaliczają do&#13;
nich jednak: tynk, cegłę klinkierową, drewno, szkło, ceramikę, kamień i blachę, czyli&#13;
w zasadzie wszystkie najważniejsze materiały wykończeniowe stosowane w architekturze&#13;
współcześnie.&#13;
&#13;
10 Ten dokument, zwany potocznie „studium”, jest podstawowym dokumentem planistycznym, określającym&#13;
ogólną politykę przestrzenną i zasady zagospodarowania danego obszaru. Stanowi bazę dla sporządzanego&#13;
później Planu Miejscowego, który zawiera bardziej szczegółowe wytyczne i (w odróżnieniu od studium)&#13;
posiada moc prawną.&#13;
11&#13;
&#13;
Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Tokarnia, Załącznik nr 1b do&#13;
uchwały Nr XXXVII/224/10 Rady Gminy Tokarnia z dnia 10.11.2010 r., Wójt Gminy Tokarnia/ASTA-PLAN&#13;
Pracownia Urbanistyczno-Architektoniczna, Kraków 2010, s. 6.&#13;
&#13;
170&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
Wydaje się, że wyznaczoną przez urząd strategię ochrony budownictwa drewnianego&#13;
realizują głównie napływowi. Przyjeżdżają, chcąc osiedlić się lub spędzać wakacje&#13;
w nowych domach zbudowanych z bali w nawiązaniu do budownictwa regionalnego lub&#13;
odrestaurować stare budynki, które zdarza im się odkupywać od mieszkańców.&#13;
Dużą rolę w kształtowaniu nowej architektury nawiązującej do tradycji mają cieśle,&#13;
wykonujący na zamówienie drewniane domy. Tworzą oni nowe budynki jako nawiązanie&#13;
do przeszłości, ale chcąc robić to w sposób twórczy, rozwijając, jak sami to określają –&#13;
„własny styl”. Jeden z nich wyraził się, że budynki drewniane „mają duszę”. Jednak nie są&#13;
to domy nawiązujące stricte do architektury Kliszczackiej, ale swoisty synkretyzm. Jak&#13;
wyjaśnił to jeden z rozmówców:&#13;
Wie pan, co? To jest zasada taka jak na przykład ze strojem czy z pieśniami, czy z kulturą.. Polega&#13;
na tym, że to jest pogranicze. Jak pan sobie zobaczy mapę górali polskich, to to jest...tutaj jest&#13;
taki swoisty synkretyzm. Część jest... w ogóle ta ludowość to jest, tak jak powiedziałem, teraz&#13;
renesans, to jest odrodzenie tego i ta świadomość taka architektoniczna to raczej nie istnieje.&#13;
Ludzie biorą to, co im się podoba i nie patrzą na to czy to są zagórzanie, czy to są Lachy&#13;
Sądeckie, czy to są Podhalanie, czy to są Krakowianie, czy to z Zakopanego. Jeżeli mu się to&#13;
podoba, a jest to generalnie jakoś tak... mieści się w szeroko pojętej kulturze góralskiej. Oni się&#13;
nie znają, skąd to jest, tylko sobie te elementy robią [TJŚ03].&#13;
&#13;
Taki stan rzeczy podkreślają cieśle, którzy nie wskazują z jakiego konkretnego regionu&#13;
Małopolski czerpią inspiracje, mówiąc, że jest to twórcza synteza.&#13;
Z tematem tradycji nierozerwalnie związany jest stosunek do drewna. Pytani o dawne&#13;
budownictwo rozmówcy zaczynali opowiadać właśnie o drewnianych domach, w których&#13;
mieszkali oni sami lub ich przodkowie. Z rozmów wynika, że drewno jako materiał ma&#13;
szczególne znaczenie w świadomości rozmówców, a dom z niego zrobiony ma specjalne&#13;
właściwości:&#13;
No ale co? Mikroklimat w takim domu jest zupełnie inny, nie? Ten zapach, to nie jest beton&#13;
ani mur [TWŚ02].&#13;
&#13;
Drewno jest korzystne dla zdrowia, nie uczula alergików i jest przyjemne w dotyku. Dla&#13;
jednego z rozmówców zastosowanie podłogi z desek było spowodowane doświadczeniami&#13;
z domu jego rodziców, którzy dorastali w blokach:&#13;
No i podłogi też były takie ciekawe, bo żeśmy stwierdzili, że chcemy mieć drewniane.&#13;
W większości tam, gdzie jest powiedzmy kuchnia, przedpokój czy łazienka, no to okej... ale&#13;
tu chcemy żeby... I tu jest tak zrobione, że jest po prostu, wiadomo: jest fundament betonowy,&#13;
ale na tym jest legar taki 7-centymetrowy, między tym jest ocieplenie. Tam wełna miejscami,&#13;
chyba styropian, a jeszcze jest deska. Zależało nam na tym, żeby jednak...no... doświadczenia&#13;
naszych rodziców, którzy budowali w latach 70., 80. domy, to był czysty beton. Po prostu... ja&#13;
na przykład teraz jak jestem w takim domu, to bez kapci od razu czuję ten beton. [TLPB01]&#13;
&#13;
Drewno może być też składową nowoczesnego standardu w budownictwie. Młode&#13;
małżeństwo rozmówców, którzy wybudowali dom określany przez nich go jako&#13;
„minimalistyczny”, wspominało, że ważne dla nich było, aby budynek „nie zakłócał&#13;
natury”. Być może z tego powodu zdecydowali się obłożyć niemal całą jedną elewację&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
deskami. W ich domu drewniane są również liczne elementy wnętrza, jak drzwi, blaty&#13;
mebli czy stopnie schodów. We wnętrzach domów innych rozmówców materiał ten też&#13;
odgrywa dużą rolę. Zrobione są z niego meble salonowe, stoły i szafy oraz zabudowa&#13;
kuchenna. Poza tym balustrady i schody są bardzo często też obłożone drewnem. Zdarzały&#13;
się też sufity z desek, czasem zdobione w formie kasetonów, oraz boazerie. Te ostatnie&#13;
są jednak wskazywane przez rozmówców jako niepraktyczne, niemodne i kłopotliwe&#13;
w utrzymaniu. Drewno jest stosowane tylko, jeśli można wykazać jego praktyczność.&#13;
Dlatego całkowicie drewniane są w Tokarni tylko domy bardzo stare albo domy z bali&#13;
wykonywane na zamówienie, których jest niewiele. Przeważająca większość to budynki&#13;
kryte tynkiem o blaszanym pokryciu dachowym, balustradami z metalu i oknami z PCV,&#13;
a ogrodzenia wykonane są najczęściej z metalowej siatki. Drewno we współczesnej&#13;
architekturze najbardziej typowych domów w Tokarni występuje jako wykończenie&#13;
mebli, schody wewnętrzne i mała architektura, jak altanki czy ule.&#13;
&#13;
�����3U]HVWU]Hą�GRPRZD&#13;
Sporą częścią wywiadów były rozmowy o wnętrzu domów. Badacze próbowali ustalić,&#13;
jakie znaczenie przypisuje się poszczególnym pomieszczeniom lub zachęcić rozmówcę&#13;
do oprowadzenia ich po domu. Pytali o to, gdzie spędza się czas i przy jakich okazjach.&#13;
Poza tym starali się dowiedzieć, w jakim pomieszczeniu przyjmuje się księdza po kolędzie,&#13;
gdzie je się Wigilię, a w której części domu najchętniej przesiadują sami domownicy.&#13;
Rozmówcy chętnie odpowiadali na tego rodzaju pytania związane bezpośrednio z ich&#13;
życiem codziennym, inaczej niż jeśli pytało się o powstanie domu i o materiał. Zdarzało&#13;
się nawet, że potencjalni rozmówcy odmawiali udzielenia wywiadu, gdy byli pytani&#13;
o architekturę, mówiąc, że się na tych sprawach nie znają. Z tego powodu badacze przyjęli&#13;
strategię pytania bardziej ogólnie o przestrzeń domową, spędzanie wolnego czasu lub&#13;
starali się wywołać swobodną opowieść o życiu w danym obiekcie.&#13;
Badacze pytali zwykle na początku, „gdzie się najczęściej siedzi”. Okazało się,&#13;
że w przeważającej większości jest to kuchnia, do której najczęściej byli zapraszani,&#13;
aby przeprowadzić wywiady. Poza przygotowywaniem i spożywaniem mniejszych&#13;
posiłków w kuchni domownicy „przesiadują” i najczęściej przyjmują również gości.&#13;
W salonie odbywają się większe i bardziej uroczyste przyjęcia, ale większość rozmówców&#13;
przyznawała, że najbardziej lubi przebywać właśnie w kuchni.&#13;
- A teraz w tych nowych domach to które pomieszczenie jest najważniejsze w domu?&#13;
Kuchnia czy salon?&#13;
- Kuchnia.... kuchnia. Jak przychodzi ktoś do ciebie taki, jak to się i mówi, swój, nie? „Nie nie&#13;
rób ze tam... w kuchni se siadniemy, podos co mos i napijemy się, będziesz goniał po&#13;
salonach”. Ludzie nie chcą tak w salonach, to tak od święta, jakieś imieniny czy jakieś&#13;
przyjęcie, to nas jest więcej, a tak jak dwoje, troje, pięcioro, to w kuchni to posiedzimy i...&#13;
- A jak się księdza przyjmuje po kolędzie?&#13;
- No to już... u mnie na przykład zawsze je śniadanie, zaczyna ode mnie.&#13;
- No to w kuchni siedzi?&#13;
- No to przychodzi, no to już w salonie odprawi się i śniadanie się mu daje&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
[...]&#13;
- To najważniejszym miejscem w domu jest kuchnia czy salon?&#13;
- Dla gości salon.&#13;
- A w takim codziennym życiu?&#13;
- A na co dzień do kuchni. Każdy idzie, w kuchni się siedzi, w kuchni się je, w kuchni się kawę&#13;
zrobi, w kuchni sie obiad zrobi, w kuchni się kolację siedzi posiedzi się w kuchni, to „pójdźe,&#13;
bo jem kolacje, podgodomy co, napijesz sie herbaty? Siadnij se” i tam tego... a sypialnia jest&#13;
zamknięta, to tam ino się idzie spać [TJŚ01].&#13;
&#13;
Domownicy lubią też po prostu przesiadywać w kuchni i wyglądać przez okno. Kilku&#13;
rozmówców wskazało, że siedzą raczej w salonie i kuchnia ma dla nich małe znaczenie, ale&#13;
takie wypowiedzi zdarzały się sporadycznie. Wskazywano, że w starych budynkach z lat&#13;
70. kuchnia była oddzielona od bardzo małego salonu, z kolei teraz za sprawą otwartych&#13;
planów zaciera się granica między pomieszczeniami. Natomiast wbrew zmianom,&#13;
również w domach współczesnych kuchnia jest ulubionym miejscem do przebywania.&#13;
Zdarzało się jednak, że rozmówcy podkreślali odchodzenie od tego trendu, wskazując,&#13;
że kuchnia była co prawda centrum życia domowego, ale w przeszłości, w drewnianych&#13;
chałupach:&#13;
Słuchaj, dawniej całe życie towarzyskie było w kuchni. W latach 70. jak była bryła domu, to w&#13;
domu było rozmieszczenie na 4 części: były 2 pokoje, kuchnia i stajnia, jak się to mówi. No tak&#13;
było... bo taki dom był u mnie u rodziców, do którego później zmieniali, zmieniali, zmieniali&#13;
[TKO01].&#13;
&#13;
Innym zagadnieniem były tzw. „kuchnie letnie”, które pojawiły się w kilku wywiadach.&#13;
Były to pomieszczenia na parterze w budynkach o kilku kondygnacjach, funkcjonujące&#13;
jako dodatkowe kuchnie, np. na przetwory. Jeśli w domu mieszkała wielopokoleniowa&#13;
rodzina, to często była to ta kuchnia, której używali najstarsi. Jeden z rozmówców opisał&#13;
proces „schodzenia” domowników w dół, gdzie początkowo używali swojej kuchni&#13;
na parterze okazjonalnie, aby z biegiem lat, kiedy wchodzenie po schodach zaczynało&#13;
sprawiać im trudność, „zostawali” w tych kuchniach (i innych pomieszczeniach na&#13;
parterze), robiąc miejsce na górze swoim dzieciom. Przykładem takiej kuchni letniej jest&#13;
zrobiona w stosunkowo nowym domu (końcówka lat 90.), gdzie kuchnia na piętrze jest&#13;
tą codzienną, a na parterze znajduje się dodatkowa — gospodarcza, do przetworów albo&#13;
większych ilości jedzenia.&#13;
- Wspominała pani, że jest kuchnia gospodarcza...&#13;
- Na dole.&#13;
- Wykorzystuje ją pani?&#13;
- Tak, chociaż teraz jak mamy tę u góry, to teraz na przykład te ogórki wyniosłam, bo robie&#13;
wszystkie przetwory. Robie ogórki różnego rodzaju, robie jakieś soki...&#13;
- Czyli są dwie kuchnie... jedna gospodarcza?&#13;
- Ta jest taka do codziennego użytku.. gdzie po prostu gotujemy i przygotowujemy wszystko,&#13;
natomiast na dole mamy piętro niżej kuchnię, gdzie teraz mamy... jakieś tam mąż hodował&#13;
w zeszłym roku 16 baranów... no więc tam jakaś zamrażarka, no i jakieś zapasy mamy, czy&#13;
grzyby, czy jakieś mięso w większej ilości, jakąś tam wołowinę, czy coś od gospodarza... no i&#13;
tam jest piec i na przykład tam ...&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
- Piec kuchenny...&#13;
- Kaflowy taki... i tam zawsze robiłam przetwory, w tamtej kuchni [TLPB02].&#13;
&#13;
Kuchnia jest więc centrum życia domowego, miejscem służącym nie tylko do&#13;
codziennego przygotowywania posiłków, ale również do „przesiadywania” i przyjmowania&#13;
bliskich znajomych. Dlatego w każdej z kuchni, którą odwiedzili badacze, znajduje się&#13;
miejsce do siedzenia na tyle duże, że może się w niej zmieścić kilka osób.&#13;
Salon, albo inaczej pokój dzienny, rzadko pojawiał się w rozmowach. Zwykle&#13;
przyjmuje się w nim gości podczas specjalnych okazji. Z kolei domownicy spędzają w nim&#13;
czas, oglądając telewizję czy czytając książki. W przypadku domu jednego z rozmówców&#13;
salon tworzyły „kąciki”, gdzie można było wyróżnić w przestrzeni osobne miejsce&#13;
do czytania, oglądania telewizji, grania na instrumencie czy grania w gry planszowe,&#13;
które podczas wywiadu rozłożone były na stoliku kawowym. Stał tam też samodzielnie&#13;
wykonany przez rozmówcę kominek, umieszczony, jak sam to nazwał, w „sercu domu”.&#13;
Był to jedyny przykład, kiedy nazwano tak jakieś pomieszczenie. Pokoje dzienne bardzo&#13;
często miały też często wydzielone jadalnie. Jeśli więc w kuchniach spędza się czas, to&#13;
w znaczeniu „posiedzieć, pogadać”, salon zaś służy do bardziej określonych aktywności&#13;
czy wręcz rozrywek.&#13;
W rozmowach nigdy nie pojawiła się łazienka, jednak zebrane przez badaczy&#13;
fotografie tych pomieszczeń mogą wskazywać na ciekawą prawidłowość. Niezależnie&#13;
od tego, jaki byłby wystrój i stylistyka domu, nowoczesna czy nawiązująca do tradycji,&#13;
zawsze łazienki były bardzo podobne (przynajmniej te, które rozmówcy zgodzili się&#13;
pokazać i sfotografować). Były one bardzo czyste, wypłytkowane, lśniące i nowoczesne,&#13;
z ceramicznymi urządzeniami, dużymi lustrami, bez zbędnych dekoracji na ścianach.&#13;
W kilku rozmowach pojawił się temat przechowywania niepotrzebnych rzeczy:&#13;
różnego rodzaju schowków, szop, a także piwnic i strychów. Piwnica okazała się&#13;
wciąż funkcjonującym pomieszczeniem, które rozmówcy często dobudowywali sobie&#13;
później lub zmieniali kupiony projekt, aby znalazła się w nim piwnica. Z kolei strychy&#13;
rzadko pełniły tę funkcję. Bardzo często były puste, z zamiarem adaptacji ich na&#13;
dodatkowe pokoje. Jeśli tylko ich gabaryty pozwalały na jakiekolwiek wykorzystanie na&#13;
pomieszczenia użytkowe, to wskazywano, że są pomieszczeniami do przechowywania&#13;
tylko tymczasowo, bo docelowo rozmówcy chcieliby je zaadaptować.&#13;
Bardzo sporadycznie pojawiającą się w wywiadach częścią domu była sypialnia, która&#13;
okazała się najbardziej prywatnym i niechętnie pokazywanym pomieszczeniem:&#13;
- Możecie wyjść tam do góry.&#13;
[ ...]&#13;
- No i sypialnia i tyle.&#13;
- Sypialni się nie pokazuje, kochanie, to jest jedyna rzecz [śmiech] [TLPB05].&#13;
&#13;
Z kolei inny rozmówca powiedział w cytowanym wcześniej wywiadzie, że w sypialni&#13;
się tylko śpi. Jeszcze inny podzielił się ciekawą refleksją na temat dawnych zasad&#13;
lokalizacji domów. Jak stwierdził, była ona podporządkowana temu, o której porze dnia&#13;
słońce będzie się znajdowało w sypialni.&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
- A powiedzcie mi: te domy to dawniej były do słońca orientowane?&#13;
- Zazwyczaj stawiali tak, żeby front domu był zawsze na wschód... ewentualnie jeżeli&#13;
konfiguracja terenowa tak była, że... tego no... to na południe, ale zawsze wystrzegali:&#13;
„pamiętaj żebyś na północ nie patrzył”... na północ... i sypialnie, czy coś żeby nie były na&#13;
północ, że jest niezdrowo, to przestrzegali... żeby dom tak budować, żeby front.... „żebyś&#13;
zawsze patrzyła na wschód, żeby cie słońce ranne do domu świeciło” [TJŚ01].&#13;
&#13;
Z powyższego cytatu oraz z dalszej tematyki tej rozmowy (rytm dnia i nocy dawniej&#13;
i dziś, godzina chodzenia spać i jej wpływ na zdrowie) można wywnioskować, że&#13;
determinantem lokalizacji domu było umożliwienie promieniom wschodzącego słońca&#13;
wpadanie do izby, w której się spało. Chodziło być może o obudzenie domownika, a tym&#13;
samym o regulację jego rytmu życia przez cykl słońca.&#13;
&#13;
2.5. Przedmioty&#13;
Elementem architektury, który zasługuje na osobną część, jest wystrój wewnętrzny&#13;
domów. Jest to w końcu element najbliższy mieszkańcom, najłatwiejszy do kreacji i dlatego&#13;
to właśnie w nim skupia się często ekspresja mieszkańców. Jako wystrój rozumiem dobór&#13;
mebli, sposobu wykończenia ścian i podłóg oraz wszelkiego rodzaju przedmioty stojące&#13;
lub wiszące, które nie mają żadnej praktycznej funkcji użytkowej.&#13;
Przede wszystkim są to dewocjonalia. Były one obecne w przeważającej większości&#13;
domów. Obrazy przedstawiające Świętych, Matkę Boską i Chrystusa mają najczęściej&#13;
pokaźne rozmiary i są ustawione w rozproszeniu w różnych miejscach domu na&#13;
wolnych ścianach. Często są to np. krzyże w nadprożach drzwi. W starszych domach&#13;
praktykowano wykonywanie wnęki w ścianie szczytowej budynku, do której wstawiano&#13;
figurkę Świętego lub Matki Boskiej, tworząc niewielką kapliczkę. Jednak w późniejszych&#13;
domach takich rozwiązań nie ma, a jeśli ktoś rozbierał stary dom z taką kapliczką, nie&#13;
wcielał jej do nowego. O kapliczce a potem o potrzebie wieszania na ścianach świętych&#13;
obrazków przypomina jeden z rozmówców:&#13;
- Ale zachowywali te kapliczki, jak stawiali nową chałupe?&#13;
- Nie... nowe to nawet obraz już był płaski albo żeby w ogóle... krzyżyk na ścianie, więcej&#13;
nic... „bo to niemodne”...oj wszyscy gadają, że „eee mam boga w sercu a nie na ścianie”. Ale&#13;
jeżeli się go na ścianie nie ma, to się go zapomina... A tak wzrokowo człowiek popatrzy,&#13;
że jest ta świętość, że ten bóg jest, że gdzieś ci święci są, nie? Co patronują nam [śmiech],&#13;
bo to wszystko wizualnie trzeba sobie niektóre rzeczy wyobrażać [TJŚ01].&#13;
&#13;
Jednak dewocjonalia to nie jedyne przedmioty wieszane na ścianie albo stawiane&#13;
na półkach. Często zdarzały się pamiątki z podróży, które swoim ustawieniem w rzędzie&#13;
na ścianach przypominały trofea. W jednym z domów cała ściana ułożona była w obiekty&#13;
pochodzące z jednej części świata albo te same obiekty z różnych miejsc. W niektórych&#13;
domach można się dopatrzeć specjalnych kącików podróżniczych, gdzie rozmówcy&#13;
wystawiają na widok swoje pamiątki. Na jednej półce na przykład znajdowały się trzy&#13;
posążki buddy a za nimi książki podróżnicze. Zdarzały się szable powieszone na ścianach,&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
orientalne figurki i kopie drzeworytów. Były też maski (od afrykańskich po weneckie),&#13;
talerze z różnych miejsc świata, szable i figurki. Często również eksponuje się rękodzieło&#13;
samych domowników. Rozmówcami badaczy było kilku rzeźbiarzy i artystów, którzy&#13;
swoje rzeźby i obrazy wieszali na ścianach i stawiali na półkach w swoich salonach.&#13;
Na uwagę zasługują też same ściany, na których te obiekty wisiały. Były one dużo&#13;
częściej estetycznie wykańczane niż te na zewnątrz. Zdarzały się imitacje kamienia oraz&#13;
różnego rodzaju okładziny drewniane, boazerie, zwykłe deski, ale też imitacje muru&#13;
z bali. Ściany były też często malowane na różne pastelowe kolory odcięte na wysokości&#13;
sufitu, który był zawsze biały.&#13;
Elementem bardzo często wykonanym z dbałością o szczegóły i estetykę był kominek.&#13;
Poza tym, że stoją na nim często pamiątki i ważne przedmioty o wartości sentymentalnej,&#13;
bywa, że jest on zbudowany fantazyjnie, pełni funkcję swoistej wizytówki domu:&#13;
[...] - Kominek jest robiony przeze mnie [...]&#13;
- I mozaika też jest twoja?&#13;
- Tak, to jest darmowa rzecz, z potłuczonych płytek. Jeździłem na składy i goście zawsze mają&#13;
jakieś partie, to je tam jeszcze dotłukłem... [TLPB01].&#13;
&#13;
Inne kominki były równie dopracowane, wręcz monumentalne, z imitacjami filarów,&#13;
obłożone szlachetnym kamieniem. W jeden, opisywany już wcześniej, wbudowano belkę&#13;
sosrębu ze starego domu.&#13;
&#13;
���,QWHUSUHWDFMD���QRZD�HWQRJUDуD�]DPLHV]NLZDQLD&#13;
Powyższa część stanowiła syntezę najważniejszych informacji zebranych podczas&#13;
badań terenowych. Były to najczęściej powtarzające się schematy w wypowiedziach&#13;
rozmówców na temat powstawania domu, opinie o krajobrazie, stosunku do tradycji,&#13;
materiałów i wreszcie znaczenia poszczególnych pomieszczeń domu oraz przedmiotów&#13;
tworzących ikonosferę domu. W tym miejscu niniejszy artykuł mógłby się skończyć jako&#13;
sprawozdanie z badań. W takim kształcie stanowiłby tylko zbiór faktów i opinii na temat&#13;
architektury, być może zarys etnografii współczesnej wsi kliszczackiej. Jednak celem&#13;
badań antropologicznych nie jest ostateczne ustalenie faktów na temat gminy zamieszkałej&#13;
przez Kliszczaków (aby dokonać takich rozstrzygnięć, próba badań jest zdecydowanie&#13;
za mała), lecz opisanie znaczeń kulturowych zebranych opinii i udokumentowanej&#13;
architektury. Innymi słowy, aby zebrany materiał nabrał wymiaru antropologicznego,&#13;
należy go poddać interpretacji, tzn. osadzić architekturę i jej użytkowanie w Tokarni&#13;
w kontekście kultury.&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
�����(NVSUHVMD�Z�DUFKLWHNWXU]H&#13;
Po pierwsze należy zaznaczyć, że architektura jest formą komunikatu12. Jej poszczególne&#13;
elementy zostały stworzone z rozmysłem w bardziej lub mniej uświadomionej intencji.&#13;
Aby ukierunkować właściwe rozumienie sposobu komunikowania architektury&#13;
w kontekście badanych mieszkańców Tokarni, lepiej będzie używać terminu „ekspresja”,&#13;
którą tak oto definiuje Roch Sulima na początku swoich rozważań o ikonosferze&#13;
ogródków działkowych:&#13;
W tej kwestii odwołam się do Georga Simmla, który pisał „Każdą jednostkę w pewnym sensie&#13;
otacza mniejsza lub większa sfera promieniującego z niej znaczenia, w której zanurza się każdy,&#13;
kto z nią obcuje”. Ekspresją jest tutaj całość emitowanej przez jednostkę informacji, czytelnej&#13;
jako treść ludzkiego doświadczenia: jako tekst egzystencjalny, czyli jedna z „ekspresji życia”&#13;
(Dilthey)13&#13;
&#13;
Udział rozmówców w powstawaniu budynków sprawia, że traktowanie domów&#13;
jako wyrazu ich ekspresji jest szczególnie zasadne. Architektura nie jest tutaj czymś&#13;
zewnętrznym, w czym człowiek zostaje umieszczony, tzn. wprowadza się do gotowej&#13;
przestrzeni. Jest owocem kreacji użytkownika. Mieszkańcy Tokarni tworzyli swoje domy&#13;
zarówno, kiedy były to jeszcze drewniane chałupy, jak i w czasach PRL-owskich „kostek”&#13;
czy współczesnych domów jednorodzinnych. Przy czym użytkownicy wykonywali&#13;
je według z góry narzuconego wzorca. W tym aspekcie, tzn. udziału mieszkańca&#13;
w powstaniu swojego domu, istnieje ciągłość. Kiedyś o kształcie budynku decydowała&#13;
tradycja budownictwa i ograniczenia technologiczne. Nikt nie potrafiłby budować inaczej&#13;
niż według danego wzorca – możliwe, że nawet nie umiałby sobie takiego budynku&#13;
wyobrazić. Rolę istniejącego w kulturze archetypu domu w pewnym sensie pełniły&#13;
później domy typowe, budowane w czasach PRL-u, a później domy gotowe z katalogów.&#13;
Analogia polega na tym, że we wszystkich przypadkach sprawczość mieszkańca leży nie&#13;
w wymyśleniu nowej formy, ale wykonaniu obiektu własnymi rękami w formie niejako&#13;
narzuconej. Jeśli więc traktować dom jako „dzieło” gospodarza-współbudowniczego,&#13;
to jest to dzieło podobne w swoim rodowodzie do wytworu sztuki ludowej, w której&#13;
wykonuje się przedmioty głównie według ustanowionego tradycją wzorca. Inwencja&#13;
nie leży w wymyśleniu formy, ale w sposobie jej wytworzenia i samym przekształceniu&#13;
surowego budulca w przedmiot.&#13;
Poza wykonaniem domu, użytkownik dokonuje szeregu decyzji na temat jego&#13;
ostatecznego kształtu, tzn. wykończenia elewacji, koloru, faktury i materiału, detali,&#13;
drzwi, a także elementów małej architektury na zewnątrz i umeblowania w środku. Tutaj&#13;
cała inwencja leży już po jego stronie, niezakłócona nawet (w przypadku zewnętrza)&#13;
uwarunkowaniami prawno-urbanistycznymi, o których gospodarz najczęściej nie wie.&#13;
Trudno rozstrzygnąć, czy dzieje się tak dlatego, że te uwarunkowania są bardzo ogólne,&#13;
naturalne i wynikają wprost z praktyki budowania na danym terenie, i dlatego nikt nie&#13;
widzi potrzeby ich przekraczania, czy są po prostu słabo egzekwowane.&#13;
12&#13;
&#13;
Myśl tę rozwija U. Eco, określając architekturę jako komunikat w systemie semiologicznym; U. Eco, Nieobecna&#13;
Struktura, tłum. A. Weinsberg, P. Bravo, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996.&#13;
13&#13;
&#13;
176&#13;
&#13;
R. Sulima, Antropologia codzienności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000, s.13.&#13;
&#13;
177&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Zastanówmy się więc najpierw, w którą stronę skierowana jest ekspresja mieszkańców,&#13;
jeśli wziąć pod uwagę wygląd domu. Na pewno można zauważyć tendencję do dbałości&#13;
o przód posesji, czyli jej część od strony drogi, przy której stoi budynek. Zauważa to&#13;
jeden z rozmówców, kiedy tłumaczy, że „ładniejsza” część jego domu znajduje się po&#13;
innej stronie niż w większości innych:&#13;
- A zauważyła pani, jak my mamy postawiony dom? Bardzo mało ludzi ma tak postawiony, jak&#13;
my mamy postawiony.&#13;
- Wy macie... w sumie nie bardzo jakoś daleko od drogi...&#13;
- Ale jak mamy usytuowany?&#13;
- Że jest wejście nie od przodu.&#13;
- No właśnie... i ogólnie brzydsza część jest od północy... [śmiech], a z reguły ludzie robią...&#13;
ładniejsze części dają od drogi. A my mamy tą część taką... można powiedzieć... gospodarczą&#13;
od drogi, no a południową mamy od południa, bo chcemy słońce nie? [TKO01]&#13;
&#13;
Tę tendencję potwierdzają obserwacje terenowe. Zazwyczaj najbardziej reprezentacyjna elewacja budynku i najbardziej uporządkowana część podwórka z małą architekturą&#13;
i zielenią urządzoną w formie żywopłotów i „skalniaków”14 znajduje się od strony&#13;
głównego traktu, gdzie padają spojrzenia przechodniów i nadchodzących gości. Z kolei&#13;
tyły budynku są mniej uporządkowane przestrzennie i posiadają funkcje gospodarcze,&#13;
a nie tak jak w przypadku przytoczonych rozmówców — rekreacyjne. Nieraz nawet&#13;
ogrodzenie dookoła działki zrobione jest z innych materiałów z przodu, a z innych na&#13;
tyłach i z boku. Domy i przestrzeń z przodu są nastawione na łowienie spojrzeń. Z drugiej&#13;
strony przód działki i droga to strony, od których posesje się wyraźnie separują. Wiele&#13;
domów jest znacznie oddalona od drogi (dalej niż wymaga tego prawo) i odgrodzona od&#13;
niej gęstą i wysoką roślinnością, stanowiącą rodzaj ściany. Jednak nie znaczy to, że działki&#13;
sprawiają wrażenie niedostępnych twierdz. Wiele z nich posiada starannie wykończone&#13;
bramy wjazdowe, wybrukowane podjazdy, nierzadko wykonane z kostki w różnych&#13;
kolorach, czasem nawet układanej w geometryczne wzory, a do posesji prowadzi nieraz&#13;
przycinany rytmicznie żywopłot, podkreślający dbałość o estetykę wjazdu na posesję,&#13;
skierowanie ekspresji w kierunku potencjalnego przybysza. Być może ma to być&#13;
podkreślenie gościnności mieszkańców Tokarni, którą chętnie się szczycą.&#13;
Jeśli w przestrzeni w relacji tył-przód ekspresja zwrócona jest wyraźnie do przodu,&#13;
to w relacji wewnątrz-na zewnątrz więcej uwagi mieszkańcy poświęcają wnętrzu. To&#13;
właśnie tam badacze znaleźli różnorodność materiałów ściennych, imitujących szlachetne&#13;
kamienie czy sufit uformowany w kasetony. Ściany są zdobione obrazami i rzeźbami, które&#13;
niemal w ogóle nie występują na zewnątrz, a samo wyposażenie, od mebli aż po kominki,&#13;
wygląda jakby poświęcono mu więcej uwagi niż prostej, najczęściej tynkowanej elewacji.&#13;
Przypomina to przytoczone u Sulimy spostrzeżenia Tadeusza Chrzanowskiego o kulturze&#13;
sarmackiej: „szlachecka wspaniałość zwracała się do wnętrza, dokąd gościnnie gościa&#13;
zapraszał dom nieozdobiony na zewnątrz, a rzadka ozdobność i wielorakość zewnętrzna&#13;
była raczej sprawą przypadku, dominowała natomiast funkcjonalność”15. Jednak być&#13;
14&#13;
&#13;
Potoczna nazwa na kompozycję ogrodu zdobiącą skarpę, którą tworzą różne gatunki roślin.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Cyt. za: R. Sulima, Antropologia codzienności, op. cit., s. 21.&#13;
&#13;
178&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
może za taki stan rzeczy odpowiadają względy czysto praktyczne. Każda przeróbka czy&#13;
kreacja jest dużo łatwiejsza do wykonania w środku na niewielkich obiektach, gdzie&#13;
można ją robić krok po kroku i całkowicie własnymi siłami. Z kolei prace budowlane&#13;
na zewnątrz wymagają większych nakładów finansowych i nieraz zatrudnienia fachowej&#13;
pomocy.&#13;
Opisana wyżej ekspresja twórców architektury wpisana została w opozycje „przódtył” oraz „wnętrze-zewnętrzne”. Etnografia kultury ludowej rozpoznała te modalności&#13;
w wielu przejawach życia, jednak, tak jak w tym przypadku, nie może rozstrzygnąć, jaka&#13;
jest geneza tego kodu i czy jego znaczenie wykracza poza względy praktyczne budowania&#13;
i mieszkania.&#13;
&#13;
�����3UDNW\F]QRěÉ�$UFKLWHNWXU\&#13;
Drugą po ekspresji kategorią, w którą dałoby się wpisać architekturę współczesnej&#13;
Tokarni, jest praktyczność. Rozumiem ją za Cliffordem Geertzem, który zdefiniował&#13;
ją jako jedną ze składowych kategorii antropologicznej nazwaną przez niego „myślą&#13;
potoczną”:&#13;
Nie chodzi tu o „praktyczność” w pragmatycznym, wąskim sensie użyteczności, ale w szerokim,&#13;
związanym z ludową mądrością sensie roztropności. Powiedzieć komuś „Bądź praktyczny”&#13;
znaczy nie tyle: stań się praktyczny, ile raczej: zmądrzej, bądź roztropny, zrównoważony,&#13;
czujny, nie kupuj drewnianego naszyjnika, trzymaj się z dala od powolnych koni i szybkich&#13;
kobiet, pozostaw umarłym sprawy umarłych.16&#13;
&#13;
W kontekście badań terenowych w Tokarni jako praktyczność rozumiem z jednej&#13;
strony przestrzeganie tzw. „mądrości ludowej”, o której mówił jeden z przytaczanych&#13;
wcześniej rozmówców, kiedy opisywał sposób lokalizacji domu. Wypowiadał wtedy&#13;
porady w rodzaju „pamiętaj, abyś na północ nie patrzył” albo „żebyś to wierzby nie&#13;
miał blisko domu”. Z drugiej strony praktyczność polega na tłumaczeniu podczas&#13;
wywiadów większości decyzji na temat kształtu domu roztropnością, funkcjonalnością,&#13;
przydatnością i innymi przymiotami, na które składa się pojęcie praktyczności.&#13;
Zacznijmy od przenosin do nowego domu i stosunku do starej chaty. Jeśli nie da się&#13;
dla niej znaleźć praktycznej funkcji lub przeszkadza ona w lokowaniu nowego domu, jest&#13;
ona burzona. Nawet jeśli zachowuje się jej fragment, to jest on ponownie użyty w nowym&#13;
miejscu (na przykład użycie starej belki stropowej, aby dalej pełniła swoją funkcję –&#13;
podparcia jakiegoś nowego elementu).&#13;
Podobnie jest ze stosunkiem do tradycyjnego budulca, jakim jest drewno. Nikt nie&#13;
zaprzecza jego szlachetności i walorom, które posiada jako materiał, ale decyzja o jego&#13;
użyciu znowu tłumaczona jest względami praktycznymi. Według rozmówców drewno&#13;
jest cenne nie dlatego, że darzą je sentymentem, lecz dlatego, że jest korzystne dla&#13;
zdrowia i tworzy specyficzny mikroklimat wnętrza. Drewno utrzymuje ciepło w domu&#13;
16&#13;
&#13;
C. Geertz, Wiedza lokalna: dalsze eseje z zakresu antropologii interpretatywnej, tłum. D. Wolska, Wydawnictwo&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, s. 94&#13;
&#13;
179&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
i nie uczula alergików. Jego wady też mają swój rodowód w praktyczności — jest drogie&#13;
w utrzymaniu i wymaga pielęgnacji. Oczywiście, aby sprawdzić na ile faktycznie drewno&#13;
jest bardziej lub mniej popularnym materiałem na ściany, podłogi czy sufity, należałoby&#13;
przeprowadzić badania ilościowe, ale istotne jest, w jaki sposób rozmówcy tłumaczyli&#13;
użycie drewna bądź rezygnację z niego. Względy praktyczne odgrywają największą&#13;
rolę. Generalnie, jeśli chodzi o architekturę współczesną pożądaną przez mieszkańców,&#13;
to jest ona określana jako „jak najprostsza”, a więc łatwa w budowie i mało kosztowna&#13;
w utrzymaniu.&#13;
Nawet pochodzące z zupełnie innego porządku przedmioty takie jak dewocjonalia,&#13;
którym trudno byłoby przypisać walor praktyczności, zostały w jednym z przytoczonych&#13;
wyżej wywiadów opisane w swojej funkcji praktycznej — przypominają o istnieniu&#13;
świętości, pomagają ją sobie wizualizować.&#13;
&#13;
�����$UFKLWHNWXUD�L�SDPLÛÉ&#13;
Kategoria praktyczności nie wyczerpuje tego, w jaki sposób funkcjonuje architektura&#13;
w rejonie Tokarni. Jest istotną częścią składową autoprezentacji sposobu zamieszkiwania,&#13;
ale z pewnością sposób funkcjonowania człowieka w architekturze nie kończy się na&#13;
tym, co jest prezentowane i uświadomione. Widać to szczególnie w odniesieniu do&#13;
przedmiotów. Począwszy od mebli poprzez różnego rodzaju ozdoby, obrazy, rzeźby czy&#13;
„rzeczy, które mogą się przydać” wszystkie one z pewnością miałyby dla mieszkańców&#13;
praktyczne funkcje, gdyby o nie zapytać. Jednak warto do przedmiotów podejść z innej&#13;
strony. Wystarczyło przekroczyć próg dowolnego domu, aby dostrzec mnogość rzeczy,&#13;
których sens wykracza poza praktyczność. Wiele z nich podpada pod kategorię pamiątki&#13;
– przedmiotu mającego przywołać doświadczenia z przeszłości, będąc ich substytutem.&#13;
Pamiątki tworzyły nieraz swego rodzaju galerie, obejmując całą półkę lub ścianę, na&#13;
przykład zbiór przedmiotów poświęcony podróżom, obrazy znanych osobiście przez&#13;
domowników artystów czy fragmenty starych domów, o których była mowa wcześniej.&#13;
Wszystkie one spełniają formułowaną przez Dariusza Śnieżko funkcję pamiątki:&#13;
Pamiątka przywołuje doświadczenie, postać, epizod biograficzny; odpowiednio&#13;
skomponowana sekwencja pamiątek ewokuje układy stanów rzeczy, na przykład: galeria&#13;
portretów – dzieje rodu; seria fotografii – historię rodzinną; pakiet listów – dzieje romansu.&#13;
Każda pamiątka jest przedmiotem „mówiącym”, czyli rzeczowym zawiązkiem jakiejś narracji,&#13;
a odpowiednio ułożona seria pamiątek może uchodzić za materiał inicjujący i zarazem schemat&#13;
dla szerszej opowieści autobiograficznej. Są pamiątki, których znaczenie nie wykracza poza&#13;
konwencjonalną dokumentację osobiście doświadczonej przeszłości (np. muszelka z wczasów&#13;
nad morzem), są i takie (np. szabla po pradziadku kombatancie), które rozwijają obszerne&#13;
narracje, nierzadko dziedziczone i zmitologizowane.17&#13;
&#13;
Badania nie dotyczyły tego rodzaju przedmiotów, dlatego rozmówcy rzadko byli&#13;
o nie pytani, ale często sami z siebie chcieli je pokazać. Pamiątki dałoby się podzielić&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
D. Śnieżko, Pamiątka, Autobiografia, „Literatura. Kultura. Media”, 2013, nr 1, s. 101.&#13;
&#13;
180&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
za Śnieżkiem na poszczególne rodzaje18 i interpretować każdą z nich z osobna, ale&#13;
pominiemy to z uwagi na niewielką ilość zebranego materiału na ten właśnie temat. Można&#13;
jednak powiedzieć bardziej ogólnie, że mnogość przedmiotów pamiątkowych wskazuje&#13;
na wypełnianie przestrzeni domowej przez mieszkańców narracjami. Istnieje chęć, aby&#13;
przebywanie w domu ewokowało wspomnienia, wywoływało emocje czy stanowiło&#13;
powód do dumy. Wnętrza domów nie są więc po prostu „maszynami do mieszkania”, jak&#13;
chciałby Le Corbusier19, ale przestrzeniami, które domownicy napełniają znaczeniami&#13;
i historiami. Dom pomaga pamiętać, budować tożsamość czy, jak pokazuje wcześniejszy&#13;
fragment o ekspresji, manifestować światu, kim jest mieszkająca w nim rodzina.&#13;
&#13;
�����:QÛWU]D�L�]QDF]HQLH&#13;
Również rozplanowanie i użytkowanie pomieszczeń w domu niesie za sobą więcej niż&#13;
tylko spełnianie funkcji, z którą związane jest dane pomieszczenie.&#13;
Kuchnia nie służy tylko do przygotowywania posiłków, ale jest centrum życia&#13;
codziennego, prowadzenia rozmów, miejscem tworzenia się więzi między domownikami&#13;
oraz bliższymi gośćmi. Przy okazji stanowi również sposób na selekcję gości na tych,&#13;
których przyjmuje się w kuchni i tych, których zaprasza się do salonu. Trudno powiedzieć,&#13;
z czego wynika taki stan rzeczy, gdyż rozmówcy nie mówili wprost, skąd bierze się takie&#13;
znaczenie kuchni. Być może chodzi o praktyczność siedzenia w kuchni, gdzie można&#13;
przygotowywać jedzenie czy napoje bez przerywania rozmowy z gościem. Być może&#13;
jest to też pozostałość po sposobie mieszkania w tradycyjnych chałupach, gdzie kuchnia&#13;
z piecem pełniła jednocześnie funkcje współczesnego salonu, przez co gotowanie&#13;
i przebywanie na co dzień było kojarzone z tym samym pomieszczeniem.&#13;
W tym kontekście kuchnia pełni rolę pokoju dziennego, mimo że każdy dom,&#13;
w którym byli badacze, posiadał też osobny salon. Ten jest z kolei pomieszczeniem&#13;
reprezentacyjnym. To w nim znajduje się najwięcej pamiątek oraz kominek — symboliczne&#13;
serce domu. Kominek, który nieraz za sprawą odpowiedniej instalacji zapewnia ciepło&#13;
dla całego budynku, jest często specjalnie podkreślony w przestrzeni. Koncentrują się&#13;
wokół niego przedmioty związane z pamięcią, a on sam jest czymś w rodzaju rzeźby&#13;
(wręcz ołtarza) o monumentalnym wyrazie, który potęguje jego rygorystyczna symetria.&#13;
Metafora serca jest więc szczególnie trafna, gdyż kominek rozprowadza życiodajne&#13;
ciepło po całym domu. Odbywa się to poprzez ruch powietrza lub, przy nowoczesnych&#13;
instalacjach, za pomocą przewodów, które niczym układ krwionośny rozprowadzają&#13;
energię (w tym przypadku cieplną) po całym budynku. Kominek jest więc sercem domu&#13;
zarówno w warstwie wyobrażeniowej, którą wydobyły rozmowy z mieszkańcami, jak&#13;
18&#13;
&#13;
Podstawowy podział, który proponuje, to: pamiątki rodzinne, narodowe, relikwie, trofea, upominki, pamiątki&#13;
turystyczne.&#13;
19&#13;
&#13;
Ten słynny cytat najważniejszego architekta modernizmu obrazuje podejście do architektury przede&#13;
wszystkim jako technologii mającej spełniać konkretną funkcję. „Problem domu nie został jeszcze postawiony.&#13;
Dzisiejsze realizacje architektoniczne nie odpowiadają już naszym potrzebom. Istnieją jednak standardy domu&#13;
mieszkalnego. Mechanika jest kluczowym czynnikiem ekonomicznym. Dom to maszyna do mieszkania”, Le&#13;
Corbusier, W stronę architektury, tłum. T. Swoboda, Fundacja Centrum Architektury, Warszawa 2013, s.61.&#13;
&#13;
181&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
i czysto technicznej. Zaobserwowane przez badaczy i wyrażone słownie w wywiadach&#13;
wyjątkowe znaczenie kominka jest bardzo mocnym kulturowym toposem. Michel&#13;
Leiris wyróżnił piecyk w jadalni ze swojego domu rodzinnego jako jeden z kluczy do&#13;
uformowania się w nim pojęcia sacrum:&#13;
Kolejnym bożyszczem była koza do ogrzewania, Promienna, ozdobna wizerunkiem kobiety,&#13;
która przypominała popiersie Republiki. Prawdziwy duch domu, królowała w salonie&#13;
jadalnym. Przyciągała emanującym od niej ciepłem, rozżarzona węglami, groźna, gdyż&#13;
wiedzieliśmy z braćmi, że dotknięcie jej grozi oparzeniem.20&#13;
&#13;
Sakralność kominka ma wyraz w jego wyróżniającej się formie plastycznej oraz&#13;
ambiwalentnej naturze czegoś dobroczynnego z niszczycielskim potencjałem, jeśli nie&#13;
traktować płonącego w nim ognia z należytym szacunkiem.&#13;
Wystrój salonu jest niejako wizytówką całego domu, salon jest zaś w praktyce&#13;
miejscem, gdzie znajdują się przedmioty użytku codziennego, takie jak książki czy&#13;
telewizor. Ciężko stwierdzić, w którym pomieszczeniu rozmówcy faktycznie częściej&#13;
przebywają i czym się zajmują. Istotne jest jednak, że z rozmów i wystroju wynika, że&#13;
kuchnia i salon mają inny bagaż znaczeniowy. Pokój dzienny stanowi centrum ekspresji&#13;
i tworzenia znaczeń za pomocą przedmiotów pamiątkowych i wytworów ekspresji&#13;
domowników. Natomiast kuchnia jest miejscem, które rozmówcy chcą widzieć jako&#13;
podtrzymujące więzi międzyludzkie, gdzie obcują ze sobą bez zapośredniczającej roli&#13;
przedmiotów.&#13;
Z kolei sypialnia pokazuje, że w domach istnieje wyraźna gradacja stopnia prywatności&#13;
pomieszczeń. Miejsce służące (według rozmówców) wyłącznie do spania – jako to, do&#13;
którego wstęp mają tylko domownicy – niechętnie było pokazywane. Sypialnia wyznacza&#13;
poza tym rytm dnia i nocy, ale też stanowi o kompletności domu, wyznaczając granicę&#13;
intymności, którą dom pomaga zachować. Spełnia ona jedną z archetypowych funkcji&#13;
domu, jaką jest bezpieczne schronienie przed światem zewnętrznym. Skądinąd ciekawe&#13;
było wskazywanie na sypialnię jako na przestrzeń, w której nie dość, że nie przebywa&#13;
się w ciągu dnia, to nawet nie kojarzy się ona z życiem. Świadczą o tym zwroty takie&#13;
jak „w sypialni się śpi, więcej nic” albo przytoczona w jednym z wywiadów anegdota&#13;
o sąsiadach, którzy nie widzieli sensu budowania w sypialni okna, jakby przynależała ona&#13;
wyłącznie do sfery nocy, czy wręcz śmierci.&#13;
Obrazu domu dopełniają nieodzowne pomieszczenia. Jest toaleta, która nigdy nie&#13;
była tematem rozmów jako zrozumiała sama przez się, zunifikowana, sterylna i podporządkowana przede wszystkim higienie. Czasem pojawiały się też strych i piwnica jako&#13;
dwa praktyczne pomieszczenia służące do składowania. Tym, co je wyraźnie odróżnia,&#13;
jest potencjalność strychu, który w każdej chwili mógłby stać się dodatkowym pokojem.&#13;
Właściwości tej nie ma piwnica.&#13;
Wątek pomieszczeń w domach i ich znaczenia pokazuje, że można traktować je jako&#13;
przynależne do skorelowanych kategorii, które tworzą opozycje. Pomieszczenia takie&#13;
jak kuchnia, pokój dzienny i w pewnym sensie strych należą do sfery dnia, kojarzonej&#13;
20&#13;
&#13;
M. Leiris, Sacrum w życiu codziennym, tłum. J. Pawelczyk, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2007, s. 30.&#13;
&#13;
182&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
z południem, życiem oraz sferą publiczną. Z kolei sypialnia, toaleta i piwnica są&#13;
skorelowane z kategoriami negatywnymi związanymi z ciemnością, snem, północą a także&#13;
nieczystością (maskowaną sterylnością toalety) i wstydem (sypialni się nie pokazuje).&#13;
Ten ostatni znajduje opozycję w dumie, której wyrazem jest gościnność reprezentowana&#13;
przez kuchnię i salon.&#13;
&#13;
3.5. Architektura i zamieszkiwanie&#13;
Wyłoniony w tej części obraz domu wskazuje na jego wieloznaczność w rzeczywistości&#13;
kulturowej mieszkańców. Jest on nie tylko koniecznym dachem nad głową, ale ekspresją&#13;
samego mieszkańca w kierunku otaczającego go świata. Współtworzy jego świat&#13;
poprzez modelowanie relacji społecznych, kreowanie tożsamości czy podtrzymywanie&#13;
pamięci. Tym samym dom jest wszystkim tym, za co uznał go architekt i eseista Bohdan&#13;
Paczowski, a wcześniej Martin Heidegger, którym inspirował się on, snując refleksję na&#13;
temat splatania się architektury, kultury i cywilizacji:&#13;
Według Heideggera umiejętność budowania zależy od tego, czy potrafimy mieszkać, a do&#13;
zrozumienia, na czym polega sztuka mieszkania, potrzebne jest myślenie. Po to, żeby umieć&#13;
mieszkać i budować to, co mieszkaniu naprawdę służy, trzeba się najpierw nauczyć myśleć.&#13;
Trzeba podjąć troskę o ocalenie ziemi i równocześnie przyjmować niebo wraz z ruchem słońca,&#13;
księżyca i gwiazd, trzeba poznać sztukę wsłuchiwania się w obecność boskich i prowadzenia&#13;
przez życie śmiertelnych.&#13;
Dom spełnia dwie podstawowe funkcje. Z jednej strony chroni człowieka przez zimnem&#13;
i kanikułą. Z drugiej jest miejscem, w którym możemy żyć zgodnie z rytuałami należącymi&#13;
do naszej kultury i związanej z nią cywilizacji. Jest więc wytworem techniki i symbolem,&#13;
neutralnym urządzeniem i bliskim sercu miejscem pamięci21.&#13;
&#13;
Dom stanowi miejsce wyrwane z przestrzeni, które jest w każdym aspekcie wytworem&#13;
i nośnikiem kultury. Poprzez wytyczenie w naturalnym terenie geometrycznego rzutu&#13;
fundamentów, później postawienie ścian, dachu, wstawienie okien mieszkańcy tworzą&#13;
w przestrzeni obiekt, który jest wytworem ich rąk i z którego (jak pokazują rozmowy)&#13;
są dumni, dokumentując i potem pokazując poszczególne fazy budowy. Położenie&#13;
domu ustanawia relację z przyrodą22, okna i drzwi łączą z naturalnym porządkiem dnia&#13;
i nocy23. Wystrój przypomina o istnieniu sacrum, a pomieszczenia definiują relacje ze&#13;
społecznością na ziemi:&#13;
(…) ooh tutaj to jest w ogóle 24 na dobę otwarte [śmiech], oj mamy znajomych... każdy gdzieś&#13;
jakoś się dobrze tutaj czuje u nas, bo jesteśmy raczej otwarci. na wszystkich i na wszystko,&#13;
więc...&#13;
- Można tak przyjść bez zapowiedzi?&#13;
- Oczywiście, jak najbardziej! Nie ma problemu. Jeśli tylko jesteśmy, to nigdy się jeszcze nie&#13;
zdarzyło, żebyśmy się gdzieś tam chowali po kątach albo udawali, że nas nie ma czy zbywali&#13;
kogoś... [TWŚ01].&#13;
21&#13;
&#13;
B. Paczowski, Zobaczyć, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2015, s. 173&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
„[…] żeby właśnie nie zakłócać tutaj tej natury” [TWŚ03].&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
„[…] żebyś zawsze patrzył na wschód, żeby cie słońce ranne do domu świeciło” [TJŚ01].&#13;
&#13;
183&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
W tym ujęciu dom w Tokarni jest zwornikiem24, w którym spotykają się najważniejsze&#13;
aspekty życia zarówno w wymiarze materialnym, jak i społecznym. Dzięki niemu&#13;
tworzone i utrzymywane są więzi międzyludzkie tak w najmniejszej skali (domownik,&#13;
rodzina), jak i w większej (społeczność lokalna). W swoich ścianach dom nie tylko buduje&#13;
poczucie bezpieczeństwa, ale i tożsamość jako miejsce przechowywania pamięci. Tak&#13;
jak jest on nieodzownym elementem krajobrazu gminy Tokarnia, tak jest nieodłącznym&#13;
elementem świata kultury.&#13;
Przedstawione wyżej refleksje stanowią próbę interpretacji zebranego materiału&#13;
z użyciem kilku podstawowych kategorii. Miały one na celu otwarcie pewnych ścieżek&#13;
interpretacyjnych, zadanie pytań i zakreślenie miejsca domu w kulturze ludności&#13;
zamieszkującej rejon Tokarni. Nie stanowią rozstrzygnięcia ani zamkniętego rozdziału&#13;
w refleksji nad budownictwem regionu. Pokazują raczej, w którą stronę mogłyby iść&#13;
kolejne potencjalne badania na tym terenie. Musiałyby one rozszerzyć się na większy&#13;
obszar, aby sprawdzić, czy rozpoznane wstępnie mechanizmy można również odnaleźć&#13;
w innych rejonach Podhala, czy są one specyficzne tylko dla regionu Tokarni. Na pewno&#13;
badania pokazały, że współczesna architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
dalekie są od oczywistości i stanowią niewyczerpalne źródło potencjalnych tematów dla&#13;
antropologa kultury. Domy, których dotyczyły badania, nie znajdowały się w rejestrze&#13;
zabytków. Nie zainteresowałby się nimi skansen ani konserwator dzieł sztuki, być&#13;
może nawet etnograf poszukujący tradycyjnych form zamieszkiwania pojechałby dalej&#13;
w kierunku pobliskiego skansenu. Jednak poszukując tego co „tradycyjne”, „autentyczne”&#13;
lub „oryginalne”, ominąłby to, co tworzy kulturę — kryjącą się między budynkami&#13;
codzienność.&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
Sosręb starego domu wcielony w nowy kominek jako podstawa pod galerię pamiątek,&#13;
Krzczonów 2019 (fot. M. Gumulak)&#13;
&#13;
Andrzej Malik – magister inżynier architektury, magister etnologii, antropolog kultury. Interesuje&#13;
się filozofią przyrody i jej związkami z percepcją oraz architekturą w ujęciu antropologii codzienności. W wolnych chwilach robi Szopki Krakowskie i jeździ na rowerze.&#13;
24&#13;
&#13;
W architekturze historycznej punkt, w którym zbiegają się łuki tworzące sklepienie&#13;
&#13;
Artykulacja podjazdu do posesji,&#13;
Krzczonów 2019 (fot. M. Gumulak)&#13;
&#13;
184&#13;
&#13;
Dom zbudowany niemal samodzielnie przez&#13;
gospodarza, Tokarnia 2019 (fot. J. Sadowski)&#13;
&#13;
185&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
Galeria dewocjonaliów na ścianie salonu, Tokarnia 2019&#13;
(fot. P. Brzozowski)&#13;
&#13;
Sosręb starego domu jako belka użytkowanego budynku gospodarczego&#13;
&#13;
Kuchnia letnia z pozostawionym piecem kaflowym,&#13;
Tokarnia 2019 (fot. P. Brzozowski)&#13;
&#13;
Kominek - „serce domu”&#13;
&#13;
186&#13;
&#13;
Jeden z kilku dobrze zachowanych starych domów&#13;
drewnianych w Tokarni, Tokarnia 2019 (fot. P. Brzozowski)&#13;
&#13;
187&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN&#13;
3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
.DPLOD�%LHGURąVND&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Typowy wystrój architektoniczny domu typowego z okresu PRL, Tokarnia 2019&#13;
(fot. J. Sadowski)&#13;
&#13;
Wyobraźmy sobie małą wieś w Beskidach. Pojedyncze domy, szkoła, sklep, kościół, cerkiew, drogi, chodniki, kapliczki, pomnik. To widzimy na pierwszy rzut oka. Jednak ten&#13;
sam obraz ukazuje nam, jak bardzo przestrzeń tej miejscowości jest niejednorodna. Łatwo zauważyć, że „przestrzenność” to kategoria doświadczania świata. Wspominał o tym&#13;
już Michel Foucault w 1967 r. przy okazji wykładu o Innych przestrzeniach – zwrócił&#13;
w nim uwagę, że współczesność jest epoką przestrzeni:&#13;
Żyjemy w czasach symultaniczności, epoce przemieszczenia i zestawienia, epoce bliskości&#13;
i oddalenia, przybliżenia i rozproszenia. Uważam, że znajdujemy się w momencie, w którym&#13;
doświadczamy świata w mniejszym stopniu jako życiowego rozwoju w czasie, a w większym&#13;
jako sieci łączącej punkty i przecinającej swoje własne pasma1.&#13;
&#13;
Przestrzeń jest jednym z najbardziej uniwersalnych wymiarów życia ludzkiego2, które&#13;
przepełnione jest wieloma jakościami.&#13;
Takim właśnie miejscem jest Gładyszów3 – mała miejscowość w gminie Uście&#13;
1 M. Foucault, O innych przestrzeniach. Heterotopie, tłum. M. Żakowski, „Kultura Popularna”, 2006, nr 6 (16),&#13;
s. 7.&#13;
2 M. Cobel-Tokarska, Przestrzeń społeczna: świat – dom – miasto, w: A. Firkowska-Mankiewicz, T.Kanash,&#13;
E. Tarkowska, Krótkie wykłady z socjologii, przegląd problemów i metod, Wydawnictwo Akademii Pedagogiki&#13;
Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, Warszawa 2012, s. 45.&#13;
&#13;
Nowy dom stylizowany na „styl góralski”, Tokarnia 2019 (fot. W. Śliwa)&#13;
&#13;
188&#13;
&#13;
3 Gładyszów znajduje się poza obszarem realizacji projektu. Jednak kryteria administracyjne nie pokrywają&#13;
się z kryteriami geograficzno-etnograficznymi. Dzisiejsza granica gmin nie oddaje niegdysiejszego obszaru&#13;
zamieszkiwania obywateli łemkowskiego pochodzenia oraz dynamicznej sytuacji wymiany i kontaktu między&#13;
wsiami zamieszkiwanymi przez Łemków i ich polskich sąsiadów. Dzięki temu zauważamy, że praktyki kulturowe czasem mają niewiele wspólnego z granicami administracyjnymi czy liniami demarkacyjnymi. W tym sensie&#13;
przypadek Łemków, opisywany na przykładzie Gładyszowa, dotyczy także słabej obecności lub braku Łemków&#13;
w granicach wyznaczonych przez projekt.&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Gorlickie w województwie małopolskim. Leży w środkowej części Beskidu Niskiego.&#13;
Przez wieś przepływa potok Gładyszówka.&#13;
Warto nadmienić, że około roku 1900 wieś liczyła 123 domy. W spisie4 czytamy, że&#13;
mieszkało w niej 311 mężczyzn i 301 kobiet, 14 osób wyznania rzymskokatolickiego,&#13;
a 576 greckokatolickiego oraz 22 Żydów. Kwestie przynależności etnicznej również są&#13;
nieoczywiste. Jako Łemkowie zdeklarowało się 598 osób, a Polacy – 14.&#13;
Dane sprzed II wojny światowej pokazują, że wieś liczyła wtedy około 220 domów.&#13;
Po wojnie w Gładyszowie utworzono posterunek Milicji Obywatelskiej, a 6 lipca 1946 r.&#13;
miejscowość została przejęta przez oddział UPA5 (wszyscy milicjanci zginęli). W 1947 r.&#13;
podczas akcji „Wisła” gładyszowscy Łemkowie zostali wysiedleni na Ziemie Zachodnie,&#13;
a we wsi pozostało tylko sześć rodzin mieszanych. W 1956 r. część wysiedlonych&#13;
powróciła do miejscowości. W 2018 r. zanotowano, że we wsi mieszka 450 osób6.&#13;
Gładyszów znajduje się na obszarze tzw. Łemkowszczyzny. Był to obszar, który&#13;
rozciągał się od Wysokiego Działu w Bieszczadach poprzez dolinę Popradu w Beskidzie&#13;
Sądeckim po tzw. Ruś Szlachtowską (pogranicze Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego),&#13;
natomiast po stronie słowackiej – przez pas Beskidów.&#13;
O tej skróconej historii Łemków (ograniczonej do jednego miejsca) wspominamy,&#13;
ponieważ miała znaczący wpływ na wybór tematu oraz postrzeganie miejsca, przestrzeni&#13;
i pamięci przez mieszkańców opisywanej miejscowości. Historia Gładyszowa i Łemków&#13;
była inspiracją do powstania tego opracowania oraz postawienia kilku wstępnych tez.&#13;
Analiza związku człowieka z otoczeniem i przestrzenią nie jest niczym nowym.&#13;
Tematy przestrzeni oraz pamięci zostały dogłębnie omówione w wielu publikacjach&#13;
z zakresu teorii przestrzeni. Tego typu rozważania znajdziemy już w starożytności&#13;
(u Platona i Arystotelesa).&#13;
W perspektywie niniejszych badań warto wspomnieć o proksemice, która bada&#13;
wzajemne relacje przestrzenne między ludźmi i otoczeniem. Pojęcie to zostało&#13;
wprowadzone do antropologii przez Edwarda Halla w jego książce Ukryty wymiar7.&#13;
Często nie jesteśmy świadomi naszych więzi z przestrzenią. Co ciekawe, według Dolores&#13;
Hayden8 przestrzeń jest jednym z najważniejszych czynników utrwalania pamięci&#13;
4 http://www.infopolska.com.pl/polska/wojewodztwo_mazowieckie_7,powiat_pultuski_165,miejscowosc_&#13;
gladyszow_14529; https://pl.wikipedia.org/wiki/Gładyszów, dostęp 4.11.2019.&#13;
5 „UPA – Ukraińska Powstańcza Armia, Ukraińska Armia Powstańcza, formacja zbrojna działająca w latach&#13;
1942–1954, podporządkowana frakcji banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B), od&#13;
lipca 1944 formalnie Ukraińskiej Głównej Radzie Wyzwoleńczej. Powstała w wyniku zjednoczenia ukraińskich&#13;
oddziałów partyzanckich czynnych od 1940 r. na Polesiu i Wołyniu: Sicz Poleska (od końca 1942 r. jako Ukr.&#13;
Armia Nacjonalno-Rewolucyjna), oddziałów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-Banderowcy),&#13;
oddziałów niezależnych, samoobrony z Galicji Wschodniej i in.” Zob. więcej Encyklopedia PWN (https://&#13;
encyklopedia.pwn.pl/haslo/Ukrainska-Powstancza-Armia;3991021.html), dostęp: 12.10.2019.&#13;
6 Dane ze strony gminy Uście Gorlickie (dostęp: 20.09.2019) http://web.archive.org/web/20170101003837/&#13;
http://www.usciegorlickie.pl/pl/21799/0/Dane_miejscowosci.html. Ta informacja podaje, że część z tych&#13;
osób określa się jako Łemkowie, ale nie podaje szczegółowych informacji.&#13;
7 E. Hall, Ukryty wymiar, przeł. T. Hołówka, Muza, Warszawa 2009.&#13;
8 Za: M Saryusz-Wolska, Spotkania czasu z miejscem. Studia o pamięci i miastach, Wydawnictwo Uniwersytetu&#13;
Warszawskiego, Warszawa 2011.&#13;
&#13;
190&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
zbiorowej, a każda narracja o przeszłości musi być osadzona w jakimś miejscu. Ponadto&#13;
same miejsca mają „moc opowiadania”.&#13;
Przestrzeń to określony obszar postrzegany całościowo, a więc wraz ze znajdującymi&#13;
się w nim obiektami, oraz odległość między dwoma punktami. Wielki Słownik Języka&#13;
Polskiego9 wyróżnia też „przestrzeń symboliczną” – całość zjawisk jednego rodzaju.&#13;
Przestrzeń nie może być jednak rozumiana tylko jako tło – może stać się elementem&#13;
tożsamości jednostki czy zbiorowości. Ontologicznie kategoria ta łączy się z pojęciem&#13;
krajobrazu, czyli zespołu cech wyróżniających dany teren.&#13;
Miejsce potraktujmy na razie jako kategorię roboczą. Ograniczmy się do Wielkiego&#13;
Słownika Języka Polskiego, który definiuje je następująco: „wycinek przestrzeni,&#13;
w którym ktoś lub coś znajduje się lub dzieje się”10. Kategoria ta zwraca uwagę na ważne&#13;
powiązanie miejsca z czasem i ludźmi/przedmiotami, jednak warto zauważyć, że miejsca&#13;
same w sobie możemy też potraktować jako fenomeny.&#13;
Pamięć z kolei można metaforycznie przedstawić jako strukturę przestrzenną, czyli&#13;
mapę mentalną11. Poruszamy się po niej jak po tej kartograficznej – pamięć zakotwicza się&#13;
w miejscach usytuowanych na wyimaginowanym wewnętrznym planie przestrzennym12.&#13;
Czas i przestrzeń są wyznacznikami ludzkiej egzystencji. Pamięć w przypadku niniejszej&#13;
pracy stanowi kategorię drugiego rzędu, pewien klucz do rozumienia istoty miejsc&#13;
i przestrzeni.&#13;
Nie mamy na celu w niniejszej pracy przedstawiać historii pojęć takich jak „miejsce”&#13;
czy „przestrzeń”. Jest to fenomenologiczna próba oddania głosu terenowi, ludziom.&#13;
Fragmenty z ich wypowiedzi zostaną skonfrontowane z zastanymi definicjami w taki&#13;
sposób, żeby zauważyć podobieństwa, ale przede wszystkim różnice. Taka praktyka&#13;
związana jest z tym, że nie zgadzamy się na to, żeby teoria zdominowała naturę terenu.&#13;
&#13;
���.LOND�VăµZ�R�]DăRĺHQLDFK�EDGDZF]\FK�L�SUDF\�Z�WHUHQLH�&#13;
Głównym założeniem dotyczącym badań przeprowadzonych w Gładyszowie była idea, że&#13;
życie ludzkie może być opowieścią tworzoną poprzez przestrzeń funkcjonującą w dwóch&#13;
ujęciach. Po pierwsze – teraźniejszość, czyli jak dane miejsce, przestrzeń funkcjonują&#13;
teraz. Po drugie – kontekst przeszłości, czyli to, jak funkcjonowały kiedyś. Czy coś&#13;
się zmieniło? Czy istnieje związek między przeszłością a teraźniejszością? Czy jedno&#13;
ukształtowało drugie? W jaki sposób ukształtowane w przeszłości znaczenia związane&#13;
z przestrzenią Gładyszowa oddziałują na ich teraźniejsze sensy?&#13;
W gromadzeniu materiału empirycznego wykorzystaliśmy wywiad swobodny.&#13;
Scenariusz zawierał cztery części. Po pierwsze, pytania wprowadzające: czy w Głady9 Szczegółowe rozważania na ten temat znajdą się w drugiej części tekstu, zaś tutaj sygnalizujemy jedynie&#13;
rozumienie przestrzeni i miejsca według Wielkiego Słownika Języka Polskiego.&#13;
10&#13;
&#13;
Wielki Słownik Języka Polskiego, dostęp 18.10.2019.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
Ibid., s. 159.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
191&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
szowie jest ładnie, czy wyróżnia się na tle innych miejscowości, czy można wyróżnić granice&#13;
formalne i nieformalne, czy nastąpiła jakaś zmiana w krajobrazie infrastrukturalnym/&#13;
naturalnym. Drugą grupą pytań były dane biograficzne: miejsce urodzenia i zamieszkania.&#13;
Trzecia dotyczyła życia codziennego – ulubionych miejsc, hierarchizacji, lokalizacji&#13;
wspólnych, ładu przestrzennego, przyrody. Ostatnią częścią wywiadu były własne&#13;
propozycje miejsc (wytypowanych na podstawie obserwacji uczestniczącej) i stosunek&#13;
Rozmówcy do nich (co o nich myśli, czy mu się podobają i dlaczego, jaka jest funkcja&#13;
tych miejsc, czy dobrze spełniają swoją funkcję, czy reszta mieszkańców podziela jego&#13;
zdanie).&#13;
Rozmówcy&#13;
Na potrzeby badań w Gładyszowie przeprowadzono dziesięć wywiadów swobodnych&#13;
oraz kilka rozmów. Zastosowano również obserwację uczestniczącą. Badania odbyły&#13;
się w kwietniu 2013 r. Podczas gromadzenia materiału zależało nam na pozyskaniu&#13;
rozmówców w wieku powyżej 40 lat. Zebrane wywiady w tekście zostały zakodowane&#13;
w następujący sposób: miejsce, płeć, wiek (np. GM38 – Gładyszów, mężczyzna, 38 lat).&#13;
Wśród rozmówców było kilkoro Łemków.&#13;
W badaniach kierowaliśmy się następującymi założeniami: pogłębienie tematów&#13;
w zależności od odpowiedzi Rozmówcy, rozwinięcie ich w kontekście jednostkowym&#13;
i zbiorowym oraz wprowadzenie odnośnika pamięci, choć nie zawsze było to możliwe.&#13;
&#13;
���3U]HVWU]Hą�L�PLHMVFH�Z�*ăDG\V]RZLH�ɒ�RSLV�JÛVW\&#13;
Na potrzebę niniejszych badań przyjęliśmy, że całą wieś Gładyszów można traktować jako&#13;
przestrzeń, a wszystkie obiekty obdarzone znaczeniem zawarte w niej – jako miejsca.&#13;
Każde miejsce, podobnie jak człowiek, ma swoją historię13, dlatego zainteresowało nas,&#13;
jak pewne lokalizacje funkcjonują w świadomości mieszkańców jednej wsi. Mówiąc&#13;
„pewne”, mamy na myśli po pierwsze miejsca, które od razu przyciągają uwagę i są ważne&#13;
dla społeczności (pomnik milicjantów poległych w walce z UPA, cerkwie, cmentarz&#13;
choleryczny, cmentarz komunalny, kapliczkę Iwana Skrypaka14, szereg kapliczek&#13;
przydrożnych), po drugie miejsca codzienne (przystanki, ulica, szkoła, dom), po trzecie&#13;
miejsca niewidoczne, niedostępne dla obcego oka.&#13;
Miejsca wspomniane przez Rozmówców, które pojawiły się również w scenariuszu&#13;
badań:&#13;
• Szkoła – jedno z miejsc, które każdy Rozmówca potrafił dość dokładnie opisać, często&#13;
powtarzała się też informacja o jej wcześniejszej lokalizacji.&#13;
Rozmówcy generalnie chętnie mówili o szkole, a szczególnie ludzie, którzy byli lub&#13;
są z nią związani zawodowo: dyrektor, jego żona, emerytowany nauczyciel. Wszystkim&#13;
13&#13;
P. Nora, Między pamięcią a historią: lieux de memoire, przeł. M. Borowski, M. Sugiera, „Didaskalia”, 2011,&#13;
nr 105, s. 20–27.&#13;
14&#13;
&#13;
Nazwa funkcjonująca na wsi (nikt nie wiedział, kim był Iwan ani skąd pochodzi kapliczka).&#13;
&#13;
192&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Rozmówcom budynek kojarzył się pozytywnie. Niektórzy określali szkołę jako miejsce&#13;
spotkań na wsi ze względu na cyklicznie odbywające się tam zebrania.&#13;
Według jednej Rozmówczyni (GK40) szkoła jest ważnym miejscem dla dzieci ze&#13;
względu na zawsze otwarty plac zabaw. Szkoła w Gładyszowie służy także dzieciom&#13;
z innych miejscowości, takich jak Smerekowiec, Uście czy Regietów.&#13;
Jeden z Rozmówców (GM50) nazwał szkołę miejscem, które integruje całą&#13;
społeczność. Nazwa szkoły upamiętnia Aleksandrę Wisłocką:&#13;
[...] ja wyskoczyłem z propozycją, żeby nadać imię [...] właśnie w czasie drugiej wojny była taka&#13;
pani, nauczycielka, która była bardzo zaangażowana w ruch oporu, prawda? Antyfaszystowski,&#13;
no i to przypłaciła życiem, zginęła na gestapo w Jaśle, [...] mówię, proszę bardzo, pani Wisłocka Aleksandra, to tu jest, mówię, tu świętej pamięci nauczycielka, która była zaangażowana&#13;
w ruch oporu i zginęła. A więc wtedy była troszeczkę ta konsternacja, no więc jak, tam tego,&#13;
tamtego, no ale zwyciężył rozsądek, rozwaga i właśnie jest patronem szkoły w Gładyszowie&#13;
pani Wisłocka świętej pamięci.&#13;
&#13;
• Dom – miejsce niezbyt często wspominane przez Rozmówców. Nie widzieli potrzeby&#13;
opowiadania o nim. Niewątpliwie jest to ważny czynnik tożsamościowy, jednak było&#13;
to dla Rozmówców oczywiste. W perspektywie rozważań antropologicznych, w&#13;
których dom zwykle był jedną z podstawowych kategorii, wydaje się to interesujące.&#13;
• Las – Rozmówcy chętnie wypowiadali się na jego temat, często wspominali&#13;
o chodzeniu na grzyby – wielu ma „swoje” miejsca, których nie zdradzają innym.&#13;
Jedna z części lasu nazywana jest Hutą (GM40). Znajduje się powyżej pagórka&#13;
z krzyżem.&#13;
• Stadnina – wspominana przez kilku Rozmówców. Kiedyś działała w Gładyszowie,&#13;
przy niej znajdował się bar. Teraz została przeniesiona do Regietowa. Niektórzy&#13;
stadninę uważali za wyróżnik miejscowości w przeszłości (GK45). Za czasów swojej&#13;
działalności była miejscem bardzo popularnym w Gładyszowie.&#13;
• Przystanki – według Rozmówców stoją puste. Kiedyś działały i było więcej autobusów,&#13;
zawsze można było się z kimś spotkać, pogadać. Jeden przystanek autobusowy został&#13;
przez Rozmówcę (GM50) nazwany night clubem.&#13;
• Cerkwie – w Gładyszowie znajdują się dwie, temat ten był często poruszany przez&#13;
Rozmówców. Wiele osób wiedziało o spaleniu dawnej (większej) cerkwi. Niektórzy&#13;
mówili także o stylu huculskim, wskazując na uroczysty charakter miejsca, często&#13;
dodając, że obiekt ten jest wpisany na szlak architektury drewnianej. Wszyscy znali&#13;
losy przynależnościowe większej cerkwi, która naprzemiennie należała do katolików&#13;
i grekokatolików (w momencie przeprowadzania badań — oficjalnie parafia&#13;
rzymskokatolicka), powszechna była też wiedza, że większa cerkiew jest starsza od&#13;
mniejszej. Niektórzy nazywali ją wizytówką miejscowości, zwracając uwagę na jej&#13;
specyficzny styl huculski:&#13;
No budynek… o architekturze nie będę mówił, bo to wszystko jest w przewodnikach, to lepiej&#13;
niż ja powiem… w sferze funkcjonalności jest taki mały… zresztą byłyście w kościele w niedzielę,&#13;
to wszystko jest blisko i sprawia taką atmosferę rodzinną, bliskości, nie? Ludzie są z sobą razem,&#13;
&#13;
193&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
także to jest tak kameralnie i no ładna jest, chociaż ikonostas nie wszystkim się podoba, zresztą&#13;
on jest nowy, bo po wojnie on nie był grecko-katolicki, tylko po wojnie to był rzymskokatolicki kościół, bo nie mogli działać wtedy grekokatolicy… więc ikonostas jest nowy, postawiony&#13;
dopiero od kilku lat. Także jakoś to tutaj współużytkujemy ten kościół, on został oddany grekokatolikom, kościołowi temu… No, a sprzątany jest co tydzień… wiosna, czy jak odpustem,&#13;
czy przed komunią, to większe sprzątanie, wycinanie, to w maju będę coś więcej sprzątać, bo&#13;
będą mieli święta grekokatolicy, komunia jest. Także dbany jest.&#13;
&#13;
Mała cerkiew nazywana kiedyś była czasownią. Inny Rozmówca (GM50) wspomniał,&#13;
że po akcji „Wisła” w 1947 r. przerobiono ją na owczarnię. Tylko jeden z Rozmówców&#13;
(GM70) wyraźnie i dobitnie określił dużą cerkiew jako „naszą”, czyli rzymskokatolicką.&#13;
Jednocześnie później o tym samym budynku wyrażał się jako o „kościele łemkowskim”,&#13;
zaznaczając jego wspólnotowość.&#13;
• Watra w Zdyni15 – według Rozmówców miejsce ważne, podtrzymujące tożsamość&#13;
członków społeczności łemkowskiej. W Gładyszowie jest dużo rodzin polskołemkowskich i łemkowskich, ale każdy chętnie uczestniczy w wydarzeniu. Jest to&#13;
jedyna okazja, żeby się spotkać z wysiedleńcami i zjednoczyć rozdzielone rodziny16.&#13;
• Cmentarz komunalny – wspomniany przez wszystkich Rozmówców. Jest to miejsce&#13;
spoczynku osób różnej wiary (rzymskokatolickiej, grekokatolickiej i prawosławnej).&#13;
Nowe ogrodzenie powstało wskutek wycięcia świerków, które przewracały się&#13;
i niszczyły nagrobki. Żaden z Rozmówców nie wspomniał o animozjach dotyczących&#13;
cmentarza, wszyscy użytkują go wspólnie.&#13;
Miejsca wskazane przez Rozmówców, które nie zostały uwzględnione w scenariuszu&#13;
badań:&#13;
• Wzniesienie z krzyżem za Prawosławnym Ośrodkiem Miłosierdzia – przez&#13;
jednego z Rozmówców nazwane Górą Goliata (GM40). Miejsce popularne wśród&#13;
mieszkańców.&#13;
• Kawiarnia – przez jedną Rozmówczynię (GK45) nazwana barem mlecznym. Kiedyś&#13;
funkcjonowała przy stadninie w Gładyszowie i stanowiła miejsce spotkań. Obecnie&#13;
pozostał po niej tylko budynek z napisem „bar”. Według jednego Rozmówcy (GM70)&#13;
dalej działa w sezonie letnim, jednak inni stwierdzili, że bar jest zamknięty.&#13;
• Prawosławny Ośrodek Miłosierdzia – wszyscy Rozmówcy wypowiadali się bardzo&#13;
pozytywnie o tym miejscu. Niektórzy mówili o nim jako o czynniku wyróżniającym&#13;
(GM38) Gładyszów od innych miejscowości.&#13;
15&#13;
&#13;
Łemkowska watra w Zdyni – cykliczna, coroczna impreza kulturalna gromadząca społeczność łemkowską&#13;
z całego świata.&#13;
&#13;
16&#13;
„Rozmówca A: Myślę, że jakby jej któryś rok nie było, to by czegoś zaczęło brakować.&#13;
A: Czego?&#13;
A: No nie wiem, czegoś… by się pustka nagle…&#13;
Rozmówca B: Tej pustki… no to tak jest, jest, jest i nagle… To tak jak się człowiek przyzwyczaja do oglądania&#13;
czegoś czy robienia czegoś.&#13;
A: No jest to impreza, która już weszła w tradycję, kulturę, no i jest to któraś z kolei, która od iluś lat, no pewna&#13;
grupa czeka na tą imprezę, czeka na te bilety, żeby przyjechać, a dla pewnej grupy jest to obojętne czy jest czy&#13;
nie jest. Czy będzie, czy, czy… coś się będzie działo”.&#13;
&#13;
194&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Krzyż przy drodze – upamiętniający śmierć pewnej kobiety, miejsce naznaczone&#13;
dramatem.&#13;
• Night club – było to miejsce spotkań obok przystanku autobusowego, gdzie lata temu&#13;
spotykała się młodzież. Jeden z Rozmówców zaznaczył, że w Gładyszowie miejsc tego&#13;
rodzaju już nie ma. Miało swój specyficzny nastrój właśnie ze względu na ludzi, którzy&#13;
się w nim gromadzili.&#13;
• Indywidualne krzyże i kapliczki – w niektórych przypadkach wzniesione przez&#13;
przodków Rozmówców. Są to obiekty otoczone opieką społeczności, wszyscy darzą&#13;
je szacunkiem.&#13;
• Cmentarze w lesie – w lasach koło Gładyszowa można znaleźć dużą liczbę cmentarzy.&#13;
Rozmówcy wspominali o nich w sposób ogólny, są to miejsca nieodwiedzane.&#13;
• Dom spokojnej starości – jest usytuowany naprzeciwko byłej stadniny koni. Według&#13;
Rozmówczyni (GK40) to bardzo zadbane miejsce. Kiedyś mieściła tam się szkoła,&#13;
później dom nauczyciela.&#13;
• Remiza strażacka – jej charakterystycznym punktem jest świetlica czynna dwa razy&#13;
w tygodniu, w której odbywają się warsztaty organizowane przez gminę.&#13;
Miejsca wskazane przez badacza, o których Rozmówcy nie wspominali:&#13;
• Pomnik poległych milicjantów – miejsce niechciane, niechętnie wspominany przez&#13;
Rozmówców. Niektórzy znali jego historię, natomiast wszyscy wiedzieli, że dom,&#13;
przed którym stoi pomnik, jest byłym posterunkiem. Nie dbają o to miejsce, nawet&#13;
nie zauważają go, według nich pomnik stoi na posesji prywatnej, często wiązali go&#13;
z dawnym systemem. Niektórzy twierdzili, że się o niego dba.&#13;
•&#13;
&#13;
A dba się o ten pomnik?&#13;
[chwila ciszy] No widać, że jest wyczyszczony, koło niego jakiś renowacji nikt nie będzie robił,&#13;
milicji to nikt nie… no nie wiem, on stoi i nikt go nie niszczy, jest zadbany, ale jakoś takiej renowacji nikt koło tego nie robił. Nie ma władzy, która by to przypilnowała. [śmiech].&#13;
&#13;
Były też inne zdania:&#13;
Także rzeczywiście on jest w takim opłakanym stanie, nikt o niego nie dba, nawet ten były milicjant.&#13;
&#13;
Niektórzy z Rozmówców wspominali ponadto o orzełku, który kiedyś znajdował się&#13;
na szczycie pomnika, co potwierdzają stare fotografie. Wiele lat temu orzełek zaginął.&#13;
Do dzisiaj nikt nie wie, co się stało ani kto go zabrał. Pytani o to mieszkańcy snują tylko&#13;
domysły, ale też nie zastanawiają się nad tym.&#13;
Niektórzy nie chcieli mówić o wydarzeniach, które upamiętnia pomnik, zaznaczając,&#13;
że nie były chwalebne, nie ma więc potrzeby, żeby do tego wracać.&#13;
Jedna Rozmówczyni (GK45) radziła pójść do właściciela domu, na którego posesji&#13;
stoi pomnik, twierdziła także, że ta sprawa ma związek z UB, choć nie była tego pewna.&#13;
Naprzeciwko pomnika była kiedyś mleczarnia, którą rozebrano, ale nie wiadomo&#13;
dlaczego (GK45).&#13;
&#13;
195&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Niektórzy wskazywali, że pomnik ten jest nieadekwatny – milicjanci nie zginęli&#13;
w tamtym budynku, posterunek policji (teraz rozebrany) zlokalizowano w miejscu&#13;
parku. Nazwali ten obiekt propagandowym.&#13;
• Kapliczka Iwana Skrypaka – miejsce tajemnicze. Nikt nie wiedział, kim był Skrypak,&#13;
snuto tylko podejrzenia, że tam mieszkał, a kapliczka została postawiona w dowód&#13;
wdzięczności. Na pytanie, czy ktoś o nią dba, zawsze odpowiadano, że na pewno&#13;
ludzie mieszkający obok wstawiają kwiatki i porządkują. Do kapliczki każdy może&#13;
wejść, kiedyś to miejsce wykorzystywano jako kościół np. ze względu na złą pogodę&#13;
(GK40), czasem odprawiano tam nabożeństwa majowe (GK30). Mało osób wiedziało,&#13;
jak kapliczka wygląda w środku17.&#13;
Losy kapliczki nie były powszechnie znane, tylko niektórzy byli zaznajomieni z jej&#13;
historią:&#13;
[...] tym, że z tej starej to niewiele zostało, drzwi zostały oryginalne, krzyż tam właśnie kuty na&#13;
górze, a ta kapliczka… ona już gdzie w 1960 latach była remontowana, wtedy w czasach komunistycznych to był problem, ale praktycznie szybko to zrobiono, ona była praktycznie drewniana wcześniej i… i… na dobrą sprawę trochę zmieniono, bo to chodziło o czas, o szybkość, bo jak&#13;
widzę ją na starym zdjęciu, ona miała jeszcze taka kopułkę, a teraz ma prosty dach.&#13;
&#13;
•&#13;
&#13;
Pomnik Ofiar Cholery i Tyfusu – miejsce pamięci na terenie cmentarza. Rozmówcy,&#13;
którzy identyfikowali się jako Łemkowie, raczej o nim wiedzieli, inni przeważnie mieli&#13;
świadomość, że gdzieś jest. Jedna z Rozmówczyń (GK40) była bardzo zaskoczona&#13;
pytaniem o to miejsce. Jak sama stwierdziła: „Może upamiętnia, nigdy się nad tym nie&#13;
zastanawiałam”. Jeden z Rozmówców (GM45) wskazał drugi cmentarz choleryczny&#13;
w lesie w części zwanej Hutą.&#13;
[...] A miejscowi odwiedzają te cmentarze?&#13;
Rzadko… rzadko… praktycznie cóż, praktykujemy zawsze tak, że ze szkoły przed listopadem&#13;
staramy się tam być z tymi starszymi uczniami, bo bardzo często trzeba po prostu wiele pracy&#13;
włożyć, żeby wyciąć, bo tam odrasta. Są już, wyrosły duże drzewa, ale też takie pęty, krzaki,&#13;
to kilka lat trzeba pielęgnować, teraz to znowu wyrosło. [chwila ciszy] Trawę wykosimy, no&#13;
i kwestia zapalenia zniczy. Praktycznie jeżeli chodzi o takie wycieczki, to czasami, jeżeli przy&#13;
świętach jakiś, to czasami jakiś spacer sobie zrobimy, czy jeżeli ktoś przyjedzie ze znajomych,&#13;
to tak, ale inni raczej… rolnicy nie. Może dzieci, bo wiedzą, bo są razem z nami, to być może,&#13;
że ktoś tam może podejdzie, ale bo czasem widać, częściej właściwie to są obcy, obce osoby,&#13;
turyści […].&#13;
&#13;
•&#13;
&#13;
Liczne krzyże i kapliczki przydrożne – większość Rozmówców nazwała to po prostu&#13;
zwyczajem prawosławnym18. Potwierdził to Rozmówca – Łemko (GM45):&#13;
&#13;
17&#13;
„Wiem, że jest ta kapliczka i nawet był okres taki, nawet nie wiem, czy nie do teraz, że majówki tam odprawiały&#13;
panie, siedziały tam razem na ławeczce i odśpiewywały majówkę w maju, no mówię, urok tej wsi takiej, no nie?&#13;
A teraz już nie ma, to już zanika […]”.&#13;
18&#13;
&#13;
„To księdza prawosławnego… bo to ich zwyczaje, Polaków tu nie było. Z tego, co ja wiem, ale nie wiem,&#13;
czy tak można powiedzieć, były to nieraz na pokute dawane, a krzyże pokutne tak zwane po prostu stawiano&#13;
i kapliczki pewnie też… bo jest tego dosyć dużo [...]”.&#13;
&#13;
196&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
[...] Tak, bo właśnie to był taki zwyczaj, eee… to też jest związane, właśnie niektóre, ale bardzo&#13;
niewiele, to są miejsca, które zaznaczają grób, ale to naprawdę… to jest pewnie jeden, może&#13;
dwa. Ale najczęściej są takie wotywne krzyże w formie dziękczynnej za to, że, załóżmy, udało&#13;
się zwrócić szczęśliwie z tej Hameryki i w sumie w główniej mierze to.&#13;
&#13;
Podczas wywiadu zadawaliśmy również pytania ogólne o krajobraz, życie codzienne.&#13;
Większość Rozmówców stwierdziła, że podoba im się w Gładyszowie i są zadowoleni&#13;
z życia w tym miejscu.&#13;
[…] bo są góry, piękne krajobrazy, cerkwie, krajo… no cóż, klimat, to, co ja lubię najbardziej,&#13;
więc to, co dla mnie – jest.&#13;
Ale klimat w znaczeniu takim pogodowym?&#13;
Klimat w znaczeniu pogodowym… no niekoniecznie, to jest raczej surowy klimat, to jest raczej&#13;
klimat między ludźmi. Dobrze się żyje, raczej przyjaźni, w serdeczności takiej, także, także no…&#13;
jest pięknie.&#13;
&#13;
Według Rozmówców Gładyszów wyróżnia się przyrodą, położeniem w kotlinie,&#13;
swoją łemkowsko-polską historią:&#13;
A czym się wyróżnia, hm… na pewno mieszanką, mieszanką ludności się wyróżnia, czyli Łemkowie, Polacy, religijno… wyznaniową mieszanką, bo są trzy wyznania, trzy parafie w jednej&#13;
wsi, która ma niewiele więcej niż 400 ludzi, także to na pewno tym. Czymś się jeszcze różni…&#13;
no takim położeniem, w takiej kotli… w takiej dolince między górami pod Magurą ciągnie się&#13;
inaczej, ciągnie się wieś wschód-zachód. W Smerekowcu jest trochę inaczej, Zdynia tak samo,&#13;
te wszystkie… Krzywa się jeszcze ciągnie inaczej, czy, jeszcze może się wyróżniać… kraina mlekiem i miodem płynąca! Mleka dużo ludzi produkuje i miodu.&#13;
&#13;
Często mówiono, że w Gładyszowie jest „inaczej”, mając na myśli lepiej. Inni nazywali&#13;
to „swoistym klimatem”. Jedna Rozmówczyni (GK40) cieszyła się, że we wsi nie jest&#13;
tłoczono, bo pozwala jej to na odpoczynek. Czasami słowo „klimat” miało znaczenie&#13;
pogodowe.&#13;
Niektórzy wskazywali także budynki jako punkty wyróżniające Gładyszów, a były&#13;
to cerkwie i Prawosławny Ośrodek Miłosierdzia. Rozmówcom łatwiej było wykazać&#13;
specyfikę Gładyszowa poprzez porównanie z sąsiednimi miejscowościami, takimi jak&#13;
Smerekowiec, Krzywa.&#13;
Mieszkańcy Gładyszowa raczej nie chodzą na spacery, nie mają ulubionych miejsc&#13;
spacerowych ani czasu na przechadzki. W sezonie zbierają jednak grzyby, wielu regularnie&#13;
powraca do tylko sobie znanych miejsc obfitujących w dary lasu.&#13;
Ludzie na wsi mają ulubione miejsca, takie jak Góra Goliata, Krzywy Potok, Magura.&#13;
Ta ostatnia według jednej Rozmówczyni (GK40) jest jednym z ulubionych miejsc&#13;
wszystkich mieszkańców ze względu na bliskie położenie. Mieszkańcy nie wskazują&#13;
lokalizacji, których nie lubią. Tylko jeden z Rozmówców (GM60-70) przytoczył legendę&#13;
o miejscu, w którym podobno straszy – nad potoczkiem, „gdzie kiedyś jeden chłop&#13;
spotkał diabła”.&#13;
Trudno wskazać miejsca wspólne, gdzie można spotkać większą liczbę osób.&#13;
W niedziele są to nabożeństwa, w dni powszednie takich lokalizacji nie ma.&#13;
&#13;
197&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Znaczy teraz powiem pani… ha… miejsca na wsi, no to jedynie msze święte w niedzielę. To na&#13;
pewno, ale tak, żeby… to jakieś procesje, takie większe, ale tak… ciężko jest teraz, żeby tak zjednoczyć ludzi, większa grupa była, to już nie te czasy… Ludzie wolą telewizję, wolą Internet, tam&#13;
mają swoich przyjaciół [gorzko mówi], a nie tak, żeby spotykać się. Nawet jak dożynki robimy&#13;
wiejskie, to jest garstka ludzi dosłownie przychodzi, to nie jest tak jak dawniej, że cała wieś się&#13;
schodziła.&#13;
&#13;
kapliczki), pamięci (cmentarze, pomnik), miejsca tajemnicze (bez swojej konkretnej&#13;
historii) oraz miejsca niechętne/odrzucane przez społeczność.&#13;
&#13;
Łatwiej znaleźć obszar, gdzie można spotkać dużą grupę dzieci (okolice szkoły).&#13;
Granicami Gładyszowa większość Rozmówców nazywała tabliczki z nazwą&#13;
miejscowości. Niekiedy wymieniali te naturalne: szczyt góry Kopce, granicę potoczku&#13;
między Smerekowcem a Gładyszowem czy las między Gładyszowem a Krzywą. Czasem&#13;
nie potrafili dokładnie określić granic. Twierdzili, że po prostu widać zmianę, gdy się&#13;
wjedzie do Gładyszowa.&#13;
Mieszkańcy nie hierarchizowali wyraźnie miejsc. Na pewno wyróżniały się cerkiew&#13;
i cmentarz komunalny, które przeważnie pojawiały się w odpowiedziach w tej kwestii.&#13;
Ciepłe uczucia żywili do swoich domów. Inne zależały od indywidualnego spojrzenia&#13;
i upodobań.&#13;
Z jednej strony pojawiały się głosy, że wieś liczy teraz mniej domów:&#13;
&#13;
Człowiek, postrzegając przestrzeń, tworzy jej obraz za pomocą słów, a wartościując&#13;
ją, posługuje się różnymi pojęciami19. Przestrzeń można definiować w kategoriach&#13;
wolności20. Może być również czymś niekonkretnym i abstrakcyjnym21. Podobną&#13;
koncepcję wysunął Bohdan Jałowiecki:&#13;
&#13;
���3U]HVWU]Hą�Z�*ăDG\V]RZLH&#13;
&#13;
Przestrzeń jest abstrakcyjną ideą (matematyczna), własnością materii (fizyczna). Środowiskiem naturalnym, wykształconym w określony sposób w toku ewolucji (przyrodnicza, geograficzna), jest wreszcie tworem ludzkim, antropogenicznym, kulturowym i społecznym,&#13;
a więc wytworzonym przez jednostki, grupy i zbiorowości ludzkie (społeczna, kulturowa)22.&#13;
&#13;
Przestrzeń może być również sposobem doświadczania świata23. Hanna BuczyńskaGarewicz opisuje to w następujący sposób:&#13;
Fenomenologia odwołuje się do przestrzeni doświadczonej bezpośrednio w życiu i poprzedzającej naukowe, matematyczne pojęcia przestrzeni. Przestrzeń wytwarza się pierwotnie&#13;
w doznaniach, przeżyciach, nastrojach, działaniach. Jej źródłem jest doświadczenie życia, dzięki któremu zostaje ukonstytuowana. […] Przestrzeń doświadczona w życiu jest pewnym bytem, pewną treścią mającą określony sposób istnienia, a nie tylko jednorazowym doznaniem&#13;
psychiki24.&#13;
&#13;
A teraz to połowy domów to nie ma [chwila ciszy]. To było ze sto czterdzieści gdzieś numer…&#13;
A teraz już nie ma. 80, 70? […] to tu było jakieś jeszcze 5-6 chałup. A teraz to? Tam nie ma,&#13;
znaczy powstały, takie gdzieś tam z Gorlic wille tam se postawił.&#13;
&#13;
Z drugiej strony inna Rozmówczyni (GK30) wskazała, że teraz jest o wiele więcej&#13;
domów. Nowość stanowi także park w centrum wsi użytkowany głównie przez kobiety&#13;
z dziećmi. Znaczącą zmianą był dla nich także nowy plac zabaw koło szkoły, który bardzo&#13;
podoba się ich dzieciom.&#13;
Większość nie wskazywała znaczących zmian. Bardzo dużo mówili o nich państwo&#13;
sołtysowie (GM45 i GK45). Wspomnieli, że kiedyś nie było tak ładnej remizy, placu&#13;
zabaw, skweru w centrum, chodników. Według nich rok 2006 był momentem, w którym&#13;
Gładyszów zaczął zmieniać się pod względem infrastruktury.&#13;
Niektórzy, mówiąc o zmianach, porównywali Gładyszów z czasów dzieciństwa&#13;
ze współczesnym. Wskazywali, że wtedy bloki zastępowały drewniane chaty pokryte&#13;
gontem. Te narracje przepełniał sentyment. Dodatkowo niektórzy Rozmówcy&#13;
wspominali, że Gładyszów był kiedyś miejscowością agroturystyczną (GM70).&#13;
Pytania o krajobraz wywoływały pozytywne odpowiedzi u Rozmówców. Część&#13;
uważała, że wiele się zmieniło pod względem estetyki, chociaż pojawiały się także&#13;
głosy przeciwne. Jeden z Rozmówców (GM60-70) wspomniał, że kiedyś wieś i obszar&#13;
okoliczny nazywano krainą czarnego bociana. Jeden (GM60-70) przyznał, że występuje&#13;
tu dużo różnych ptaków, co uważa za zaletę, gdyż dla niego stanowią one integralną część&#13;
krajobrazu okolicy.&#13;
Podsumowując, miejsca, z którymi można się zetknąć w Gładyszowie, da się podzielić&#13;
na społeczne (miejsca spotkań, miejsca integrujące społeczność lokalną), tożsamościowe&#13;
(ważne dla konkretnej grupy lub jednostki), oficjalne (szkoła), wzniosłe (świątynie,&#13;
&#13;
198&#13;
&#13;
To właśnie wspomniane doznania Rozmówców określiły przestrzeń w Gładyszowie.&#13;
Można jej rozumienie podzielić na cztery grupy:&#13;
1. Rozumiana w sposób geograficzny. W tym przypadku zawsze wyznaczano jej&#13;
konkretny obszar.&#13;
2. Przez niektórych Rozmówców rozumiana była w kategoriach krajobrazowoprzyrodniczych, dużo opowiadali o nietypowych zwierzętach, roślinach czy górach.&#13;
Taka przestrzeń jest stworzona z „obiektów” zastanych25 na miejscu: przyrody,&#13;
zwierząt, krajobrazu. Elementy te decydują o specyficznym nastroju miejsca.&#13;
19&#13;
&#13;
B. Jałowiecki, Społeczne wytwarzanie przestrzeni, Spółdzielnia Wydawniczo-Handlowa „Książka i Wiedza”,&#13;
Warszawa 2010.&#13;
20&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, przeł. A. Morawińska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987,&#13;
s. 13.&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
Według A. Assmann przestrzeń to coś abstrakcyjnego, natomiast miejsce jest konkretem. Cyt. za: M. SaryuszWolska, Spotkania czasu z miejscem..., op.cit., s. 140–141.&#13;
22&#13;
&#13;
B. Jałowiecki, Przestrzeń społeczna, w: Encyklopedia socjologii, t. 3, Warszawa 2002, s. 301.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. Przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Universitas,&#13;
Kraków 2006, s. 69, 52.&#13;
24&#13;
&#13;
Ibid., s. 13–14.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
B. Jałowiecki, Społeczne..., op. cit., Warszawa 2010.&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Dwa pierwsze typy można przyrównać do przestrzeni pragmatycznej, czyli do&#13;
zespołu działań ekonomicznych26, w tym wypadku powiązanych z geografią, przyrodą&#13;
i krajobrazem.&#13;
3. Niektórzy przestrzeń rozumieli jako klimat – atmosferę, która powstaje dzięki pewnej grupie osób i jest od niej zależna, gdyż jeśli zabraknie któregoś członka tej zbiorowości, atmosfera ulega nieodwracalnej zmianie. Przestrzeń w tym wypadku nie&#13;
jest rozumiana geograficznie, ale społecznie. Przy braku odpowiednich ludzi szybko&#13;
wyczerpuje się znaczenie rzeczy27. Niektórzy spośród Informatorów pytanie o życie&#13;
przestrzenne wsi rozumieli jako chęć dowiedzenia się, jak wyglądają stosunki sąsiedzkie, czy mieszkańcy żyją w harmonii mimo różnić kulturowych, jak żyją ze sobą Polacy i Łemkowie. Odpowiedzi zwykle były pozytywne:&#13;
A czy w takim razie dobrze się żyje w przestrzeni wsi?&#13;
Ja nie mam powodów… Są tacy, co złośliwi czy coś. Ale dość, dość, nie mam tak… właśnie przez&#13;
to. Ale idziesz na Ruski i się dogadasz z nimi, ale ja twierdzę, że… bo oni są lepsi niż Polacy, że&#13;
prędzej się wspomożesz tam z nimi, dogadasz się, jak nie raz z innymi tam gdzieś. Ale niektórzy&#13;
są tacy zawzięci, że się nie będą odzywać, a tutaj oni nie wyróżniają się, czy bogatsi czy biedniejszy jesteś.&#13;
&#13;
Przestrzeń w tym wypadku rozumiemy jako wytwór danej społeczności, rodzący się&#13;
naturalnie na podstawie pewnej wspólnej cechy – tego samego terenu zamieszkania. Jest&#13;
więc kategorią, w której uwidaczniają się działania społeczne.&#13;
4. Przestrzeń rozumiana jest jako swoisty typowo wiejski krajobraz. Większość&#13;
z Rozmówców o takim postrzeganiu okolicy przeprowadziła się do Gładyszowa&#13;
z miasta. Uważała, że na wsi żyje się inaczej, czyli lepiej. Przestrzeń w tym wypadku&#13;
można rozumieć jako ogólne uwarunkowania życia na wsi i w mieście: zarówno&#13;
geograficzne, jak i społeczne; jest to swoiste złączenie obu punktów.&#13;
Zwłaszcza ten typ związany ze społecznością można nazwać konstruowanym28, czyli&#13;
zależnym od zdolności umysłu do wykreowania czegoś daleko poza dane zmysłowe&#13;
– te przestrzenie są ostatecznym wynikiem myślowym ciągłych doświadczeń. Takie&#13;
rozumienie przestrzeni można odnieść do rozważań Martina Heideggera, który formułuje&#13;
pojęcie okolicy:&#13;
Okolica to coś, co jest wokół człowieka, co konstytuuje się ze względu na niego, co dobrze&#13;
znane i bliskie, wobec czego występuje związek zażyłości. Okolicą są miejsca wyróżnione ze&#13;
względu na bycie ludzkie29.&#13;
&#13;
Miejsce w rozumieniu filozofa zawsze istnieje wokół człowieka. Dodatkowo termin&#13;
„okolica” odnosi się do pewnych indywidualnych jakości, a nie geografii. Chodzi&#13;
o kreowanie danego wycinka przestrzeni względem swojego doświadczenia.&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Z kolei według Yi-Fu Tuana przestrzeń jest zaznaczona30. Podobnie rzecz ma&#13;
się z Gładyszowem, w którym mamy wyraźnie zaznaczone granice w postaci tablic&#13;
i charakterystycznych elementów krajobrazu. Wydaje się, że taki koncept ograniczonej&#13;
przestrzeni pomaga mieszkańcom opowiadać o sobie, wzmacnia więzi z miejscem&#13;
zamieszkania, ale też między mieszkańcami. Zaznaczenie granicy wyraźnie oddziela to,&#13;
co jest za i po niej.&#13;
Ciekawe, że Rozmówcom łatwiej było określić specyfikę Gładyszowa, porównując&#13;
go z innymi miejscowościami. Konkretne pytanie nie prowokowało do udzielenia jasnej&#13;
odpowiedzi. Myślenie o danej przestrzeni wsi, w tym wypadku Gładyszowa, nie było&#13;
możliwe. Dopiero kontekst porównawczy pozwolił Rozmówcom na odpowiedź. Skoro&#13;
dana przestrzeń jest Rozmówcom znana, nie jest poddawana ich refleksji.&#13;
Przestrzeń może również zakrywać miejsca w sposób symboliczny. W przypadku&#13;
Gładyszowa Rozmówcy niechętnie rozmawiali o pomniku poległych milicjantów,&#13;
większość nie zwracała na niego uwagi. Zauważamy tutaj przeciwieństwo ogólnych&#13;
funkcji pomnika, takich jak: upamiętnianie, kształtowanie tożsamości, stanowienie&#13;
punktu w orientacji przestrzennej.&#13;
W wyjątkowy sposób kształtuje się stosunek do przestrzeni stron rodzinnych&#13;
w przypadku osób, które w różnych okolicznościach zostały zmuszone do ich opuszczenia.&#13;
Kilku Rozmówców, którzy byli Łemkami, powróciło do Gładyszowa, mimo że sami nie&#13;
pamiętają akcji „Wisła” i związanych z nią przesiedleń. Nie pamiętali również samej&#13;
wsi. Widzimy, że silnie działa tu post-pamięć, której nie możemy określać stricte jako&#13;
pamięci31. Są to wybiórczo przekazane informacje, bardzo indywidualne i nacechowane&#13;
emocjonalnie. Według Jacka Nowaka32 Łemkowie w procesie utożsamiania się&#13;
wykorzystują terytorium w sposób specyficzny, często wyłącznie w odniesieniu do&#13;
przeszłości. Gładyszów we wspomnieniach może jawić się jako przestrzeń mityczna,&#13;
jest konstrukcją intelektualną i emocjonalną, niekiedy bardzo rozbudowaną33. Być może&#13;
potrzeba posiadania własnej przestrzeni jest tak silna, że u ludzi, którym gwałtowanie ją&#13;
odebrano, wytwarza się jej obraz skoncentrowany wokół indywidualnego odczucia.&#13;
Podsumowując, trudno wyznaczyć jedną definicję przestrzeni w Gładyszowie.&#13;
Rozumiemy ją raczej przez pryzmat pewnych aspektów społeczności, przyrody&#13;
i położenia geograficznego. Wieś ma granice w postaci tablic informacyjnych (formalne)&#13;
i elementów krajobrazu (naturalne).&#13;
Istnieje wiele funkcji przestrzeni w Gładyszowie. Uwidoczniają się w niej działania&#13;
społeczne, warunkuje też zachowania, spaja więzi międzyludzkie. Przejdźmy teraz do&#13;
mniejszych fragmentów przestrzeni, czyli miejsc.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
M. Hirsch, Pokolenie postpamięci, tłum. M. Borowski, M. Sugiera, „Didaskalia”, 2011, nr 105, s. 28–36.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
J. Nowak, Zaginiony świat? Nazywają ich Łemkami, Universitas, Kraków 2003.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., op. cit., s. 27.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
200&#13;
&#13;
201&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
���*ăDG\V]µZ�MDNR�PLHMVFH&#13;
&#13;
w procesie historycznego ludzkiego współistnienia ze światem. Miejsce też traci swój absolutny sens czegoś, co samo może istnieć bez innych rzeczy, które z kolei nie mogą istnieć bez&#13;
niego. Miejsce ponadto staje się kategorią jakości, a nie ilości, jest określane przez swą treść,&#13;
a nie przez swą wielkość lub oddalenie od innych miejsc38.&#13;
&#13;
Miejsce jest jedną z szeroko omawianych kategorii w antropologii i filozofii. Już&#13;
Arystoteles pisał o miejscu:&#13;
„Przyjmujemy więc, że 1) miejsce jest tym, co otacza bezpośrednio to, czego jest miejscem, 2) nie jest częścią rzeczy, 3) bezpośrednie miejsce danej rzeczy nie jest ani mniejsze, ani&#13;
większe od niej, 4) miejsce może być z każdej rzeczy opróżnione i od niej oddzielone. A w dodatku: 5) każde miejsce ma górę i dół, a każde ciało z natury dąży do właściwego sobie miejsca,&#13;
tzn. bądź do góry, bądź w dół i tam trwa”34.&#13;
&#13;
Powyższa perspektywa jest dla nas podstawą w poszukiwaniu definicji miejsca&#13;
w Gładyszowie. Dysponujemy dość ogólnymi opisami, które raczej warunkują fizyczność&#13;
(geografię) miejsca i które mogą stanowić wstęp do antropologicznego rozważania.&#13;
Ludzie nawiązują z miejscami więzi, współżyją z nimi. Miejsca wymagają określonych&#13;
przeżyć, żeby ich natura wyszła na jaw35. Wobec tego tradycyjne miejsce antropologiczne&#13;
opiera się na:&#13;
„[...] konkretnej i symbolicznej konstrukcji przestrzeni, która nie może sama opisać zmiennych&#13;
kolei i sprzeczności życia społecznego, lecz do której odnoszą się wszyscy ci, którym przypisuje&#13;
ona jakieś miejsce, jakkolwiek skromne by ono nie było. [...] miejsce antropologiczne, jest jednocześnie zasadą sensu dla tych, którzy je zamieszkują, i zasadą inteligibilności dla tych, którzy&#13;
je obserwują”36.&#13;
&#13;
Tę definicję zdają się potwierdzać słowa Floriana Znanieckiego. W swojej książce&#13;
Socjologiczne podstawy ekologii ludzkiej pisał, że „ludzie nigdy nie doświadczają jakiejś&#13;
powszechnej, obiektywnej i bezjakościowej […] przestrzeni”. Oznacza to, że dane miejsce&#13;
gromadzi w sobie różne wartości kulturowe oraz różne praktyki.&#13;
Z kolei Tuan zwraca uwagę na doświadczenie ludzkiego ciała w przestrzeni oraz&#13;
na fakt, że przestrzeń odczuwana jako dobrze znana staje się dla nas miejscem37.&#13;
Rzeczywiście wielu Rozmówców, opisując miejsca, zwracało uwagę, czy dobrze je&#13;
znają. Jednocześnie warto zaznaczyć, że miejsca niekoniecznie powinniśmy zamykać&#13;
w kategoriach afirmatywnych.&#13;
Dla niniejszej pracy najodpowiedniejsze będzie podejście fenomenologicznie&#13;
związane głównie z „przestrzeniami doświadczonymi”. Buczyńska-Garewicz tłumaczy to&#13;
stanowisko następująco:&#13;
Fenomenologiczne pojęcie przestrzeni doświadczonej przynosi natomiast całkowicie odmienne rozumienie sensu miejsca. Najogólniej rzecz biorąc ze zbiornika fizycznego na ciała&#13;
przekształca się miejsce w pewien indywidualny byt duchowy intencjonalnie ukonstytuowany&#13;
&#13;
Miejsca można definiować rozmaicie, są nimi jakiekolwiek stałe przedmioty,&#13;
które przyciągają naszą uwagę, od kapliczek poprzez pomniki aż po cerkwie. Miejsca&#13;
w Gładyszowie można podzielić na sześć grup.&#13;
Pierwsza to miejsca reprezentacyjne wspominane w wielu wywiadach. Wszyscy&#13;
Rozmówcy chętnie opowiadali o cerkwiach i szkole. Są dla nich bardzo ważne, spełniają&#13;
funkcję wychowawczo-oświatową (szkoła) i religijną (cerkiew).&#13;
Druga to miejsca pokoleniowe39, których funkcją byłaby łączność pokoleniowa. Na&#13;
pewno w tym wypadku można wskazać indywidualne krzyże, kapliczki oraz groby. Są&#13;
to miejsca stricte indywidualne. Jeden z Rozmówców (GM80) pokazał starą łemkowską&#13;
chatę, którą odziedziczył po rodzicach. Nie mieszka w niej, raczej traktuje ją jako składzik&#13;
na różne sprzęty. Co ciekawe, mężczyzna nie zburzył chaty i podciągnął do niej prąd,&#13;
nadając budynkowi użyteczny charakter. Innym przykładem jest Rozmówca (GM45),&#13;
który starą łemkowską chatę odziedziczoną przez żonę zaadaptował do nowoczesnego&#13;
mieszkania. Te miejsca w jakiś metaforyczny sposób mogą łączyć Informatorów&#13;
z przeszłością, z własną rodziną, pewnymi wydarzeniami. Być może stanowią ważny&#13;
składnik ich tożsamości. Są też wizualnym punktem pokoleniowej egzystencji na danym&#13;
obszarze. Według Aleidy Assmann miejsce pokoleniowe jest jednym z typów miejsc&#13;
pamięci, których definicję ustanowił Pierre Nora40.&#13;
Trzecia grupa to miejsca, które Assmann41 definiuje jako zawierające ślady po&#13;
czymś, czego już nie ma. Wydaje się, że dobrym przykładem są tutaj gładyszowskie&#13;
przystanki autobusowe, które według Rozmówców teraz prawie nie funkcjonują.&#13;
Niekiedy wspominali, że dawniej jeździło więcej autobusów, przez co w tych miejscach&#13;
zawsze można było się z kimś zobaczyć, porozmawiać. Były to więc miejsca spotkań&#13;
towarzyskich, a jedyną pamiątką po dawnej funkcji są puste przystanki.&#13;
Czwarta grupa to miejsca pamięci definiowane przez Pierre’a Norę jako „żywa&#13;
historia”42, do których można zaliczyć archiwa historyczne, pomniki, ale też prywatne&#13;
mieszkania. W Gładyszowie takim miejscem może być pomnik poległych milicjantów.&#13;
Interakcja odbiorców z pomnikiem określa ostatecznie jego estetyczną egzystencję43.&#13;
W Gładyszowie Rozmówcy niechętnie i mało rozmawiali o tym obiekcie. Wydaje&#13;
mi się, że sam wygląd obrazuje, jak pomnik funkcjonuje w mentalności mieszkańców&#13;
38&#13;
&#13;
H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., op. cit., s. 25.&#13;
&#13;
39&#13;
34&#13;
&#13;
Arystoteles, Fizyka, O niebie, O powstawaniu i niszczeniu, Meteorologika, O świecie, Metafizyka, t. II, Warszawa&#13;
2009, s. 88.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Hanna Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., op. cit., s. 5.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
M. Augé, Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, tłum. R. Chymkowski, Wydawnictwo&#13;
Naukowe PWN, Warszawa 2010, s. 34.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit., s. 13.&#13;
&#13;
202&#13;
&#13;
A. Assmann, Przestrzenie pamięci. Formy i przemiany pamięci kulturowej, Pamięć zbiorowa i kulturowa.&#13;
Współczesna perspektywa niemiecka, red. M. Saryusz-Wolska, Universitas, Kraków 2009, s. 103.&#13;
40&#13;
&#13;
P. Nora, Między pamięcią a historią: lieux de memoire, op. cit.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
Ibid., s. 20–27.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
J. E. Young, Pamięć i kontrpamięć. W poszukiwaniu społecznej estetyki pomników Holokaustu, tłum. T.Łysak,&#13;
„Literatura na świecie”, 2004, nr 1–2, s. 267–289.&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
– jest nieestetyczny, niewidoczny na tle domu, a napisów już prawie nie widać. Sprawdza&#13;
się tutaj teza Jamesa Younga: pamięć, którą pomnik miał ucieleśniać, jest przez niego&#13;
w istocie wypierana. Podobnie dzieje się z cmentarzem cholerycznym. Dla osoby&#13;
nieznającej kontekstu historii łemkowskiej miejsce to będzie pomnikiem na środku pola,&#13;
którego napis trudno odczytać. Dla Łemków z kolei miejsce to jest niezwykle ważne ze&#13;
względu na ich przodków, których dotknęła epidemia cholery i tyfusu.&#13;
Piąta grupa to „nie-miejsca” – do tej kategorii zaliczymy obiekty niewidoczne dla oka,&#13;
ale znajdujące się w danym obszarze. Marc Augé definiował je następująco:&#13;
[...] będziemy nazywać »nie-miejscami« w opozycji do socjologicznego pojęcia miejsca, wiązanego przez [Marcela] Maussa i całą tradycję etnologiczną z pojęciem kultury zlokalizowanej&#13;
w czasie i przestrzeni. „Nie-miejsca” tworzą zarówno rozwiązania niezbędne do przyspieszonego przemieszczania się osób i dóbr (drogi ekspresowe, bezkolizyjne skrzyżowania, porty&#13;
lotnicze), jak i same środki transportu, wielkie centra handlowe, ale także obozy przejściowe,&#13;
w których stłoczeni są uchodźcy z całej planety44.&#13;
&#13;
Przykładem jest cmentarz choleryczny w Gładyszowie. Widać tam tylko pomnik&#13;
oraz ogrodzony teren. Od kilku Rozmówców (Łemków) dowiedzieliśmy się, że jest&#13;
to cmentarz. Dodatkowo to szczególne miejsce obrazuje Youngowski kontrpomnik45.&#13;
Pomnik, czyli w tym wypadku cmentarz, jest czymś niewidzialnym, obecnym tylko&#13;
w pamięci części niektórych mieszkańców Gładyszowa.&#13;
Ostatnia kategoria to miejsca niewygodne, ulegające zapomnieniu. Przykładem może&#13;
być gładyszowski pomnik ofiar walki z UPA. Jest obszarem praktycznie niewidocznym.&#13;
Wydaje się, że mieszkańcy Gładyszowa nie chcą pamiętać, co wydarzyło się kiedyś, ten&#13;
element historii jest dla nich nieaktualny lub niechlubny. Wiąże się to z post-pamięcią&#13;
o akcji „Wisła”46.&#13;
Dodatkowo, miejsce możemy rozważać w kontekście prywatnym (własne kapliczki&#13;
czy krzyże postawione przez przodków Rozmówców) – jednocześnie są to również&#13;
miejsca sentymentalne.&#13;
Podsumowując, miejscem w Gładyszowie można nazwać każdy obiekt obdarzony&#13;
znaczeniem. Rozumiemy miejsca jako składowe przestrzeni, są określone przez&#13;
doświadczenia, które je określają i definiują. Miejsca mają nazwy i historię. Miejsce to&#13;
ograniczona przestrzeń47, która ma dla ludzi pewne znaczenie, do której mamy stosunek&#13;
emocjonalny. Warto zaznaczyć, że miejsce niekoniecznie jest oswojoną przestrzenią,&#13;
o czym pisał Tuan48. Istnieją też te dzikie, nieoswojone i niechciane.&#13;
44&#13;
&#13;
M. Augé, Nie-miejsca..., op. cit., s. 20.&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
J. E. Young, Pamięć i kontrpamięć..., op. cit., s. 267–289.&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
Dnia 28 kwietnia 1947 r. Grupa Operacyjna „Wisła” rozpoczęła wysiedlanie ludności ukraińskiej z południowowschodniej Polski. Operacją dowodził gen. Stefan Mossor. Działania prowadzone były w sposób brutalny&#13;
i bezwzględny. W ciągu trzech miesięcy na Ziemie Zachodnie i Północne przymusowo przesiedlono ponad 140&#13;
tys. Ukraińców. Przygotowania do rozpoczętej 28 kwietnia 1947 r. akcji „Wisła” trwały od jesieni 1946 r. Pomysł&#13;
operacji powstał w Sztabie Generalnym WP.&#13;
47&#13;
48&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Pytania o obiekty wywołują narrację o strukturze pamięciowo-emocjonalnej.&#13;
Przestrzeń w Gładyszowie i obecne w niej obiekty można nazwać nośnikami pamięci.&#13;
Przyjrzyjmy się teraz tej kwestii.&#13;
&#13;
���3DPLÛÉ�Z�*ăDG\V]RZLH&#13;
Magdalena Saryusz-Wolska w swojej książce Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna&#13;
perspektywa niemiecka pisze, że rozwój kulturowych teorii pamięci przypada na lata 90. XX&#13;
w., ponieważ to wtedy ukazały się trzy znane książki: Pamięć kulturowa Jana Assmanna,&#13;
Przestrzenie pamięci Aleidy Assmann oraz Miejsca pamięci Pierre’a Nory. Najogólniej&#13;
rzecz ujmując, pamięć traktujemy jako zjawisko społeczne. Katarzyna Kaniowska&#13;
precyzuje zagadnienie pamięci w swoim artykule Antropologia i problem pamięci:&#13;
Na pytanie »czym jest pamięć?« znajdujemy więc rozmaite odpowiedzi, a ich przegląd pozwala najogólniej powiedzieć, że jest ona szczególną zdolnością ludzkiego umysłu, dla wyjaśnienia której musimy odwołać się do wiedzy psychologicznej, fizjologicznej (neurofizjologicznej), biochemicznej i biofizycznej49.&#13;
&#13;
Dodatkowo autorka precyzuje trzy sposoby traktowania pamięci w antropologii: jak&#13;
źródło, jako przedmiot wiedzy antropologów oraz jako narzędzie poznania antropologii50.&#13;
Wszystkie wymienione przez nią zagadnienia pojawiły się w badaniach w Gładyszowie.&#13;
Pamięć potraktowaliśmy jako źródło – analizowaliśmy wypowiedzi Rozmówców.&#13;
Posłużyła również jako przedmiot wiedzy w przypadku rozmowy o miejscach pamięci&#13;
i sposobach upamiętniania na wsi. Wreszcie, pamięć wykorzystaliśmy jako narzędzie&#13;
poznania, traktując ją jako tekst/narrację przekazywane przez Rozmówców.&#13;
P. Nora zauważył, że pamięć zakorzenia się w konkrecie, w określonych miejscach,&#13;
gestach, obrazach i przedmiotach51. Pytanie o obiekt wywołuje narrację, w której pamięć&#13;
odgrywa istotną rolę.&#13;
W przypadku gładyszowskich badań warto przypomnieć koncepcję pamięci&#13;
zbiorowej opisywanej przez Maurice’a Halbwachsa, który rozróżnia pamięć zbiorową&#13;
od historycznej słowami „pamięć historyczna to obraz wydarzeń, a pamięć zbiorowa to&#13;
ognisko tradycji”52, podkreślając rolę kultury i społeczności w wytwarzanych narracjach.&#13;
Halbwachs rozumie pamięć zbiorową jako „pamięć organiczną jednostki, funkcjonującą&#13;
w ramach środowiska społeczno-kulturowego oraz jako rezultat podzielanych przez&#13;
zbiorowość wersji przeszłości, wynik interakcji, komunikacji, oddziaływania mediów&#13;
i instytucji w obrębie małych grup społecznych oraz większych kultur”53.&#13;
Z kolei Barbara Szacka zwraca uwagę na kilka funkcji pamięci zbiorowej, takich jak:&#13;
przekaz wartości i wzorów zachowań pożądanych, legitymizacja władzy, współtworzenie&#13;
poczucia tożsamości zbiorowej opartej na świadomości wspólnej przeszłości, istnienia&#13;
49&#13;
&#13;
K. Kaniowska, Antropologia i problem pamięci, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2003, t. 57,&#13;
nr 3–4, s. 57.&#13;
50&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
P. Nora, Między pamięcią a historią: lieux de memoire, op.cit., s. 20–27.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
M. Halbwachs, Społeczne ramy pamięci, tłum. M. Król, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, s. 225.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
204&#13;
&#13;
Ibid., s. 58.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
w czasie, przodków, losu i symboli54.&#13;
Co istotne, w wypowiedziach Rozmówców pojawiały się zwroty typu „rodzice&#13;
opowiadali mi…”, „usłyszałem w dzieciństwie…”. Dawna narracja wpłynęła na&#13;
Rozmówców, ukształtowały ich wspomnienia dotyczące danego obiektu55. Nie musieli&#13;
szukać informacji na jego temat, wszystkie zostały im przekazane przez przodków.&#13;
Taką specyficzną pamięć można za Welzerem56 nazwać komunikacyjną, przekazywaną&#13;
z pokolenia na pokolenie. Jest to doświadczenie historii w ramach biografii indywidualnej:&#13;
„Koncepcji pamięci komunikacyjnej, według Welzera i [Jana] Assmanna, wspólny jest zakres&#13;
czasowy trzech do czterech pokoleń oraz utrwalanie przekazu nie w przestrzeni społeczno-kulturowej, lecz w indywidualnych biografiach”57.&#13;
&#13;
Pamięć przekazywaną z pokolenia na pokolenia przyporządkujemy także do rozważań&#13;
Halbwachsa, który w swojej książce Społeczne ramy pamięci wskazał, że wspomnienia&#13;
rodzinne stanowią fundament międzypokoleniowej transmisji58.&#13;
Część mieszkańców Gładyszowa (Łemkowie) dba o cmentarz ofiar cholery i tyfusu.&#13;
Proces ten można nazwać post-pamięciowym: „my postanowiliśmy właśnie w ten sposób&#13;
uczcić, że to jest miejsce, w którym spoczywają kości naszych dziadków, pradziadków&#13;
i trzeba było jakoś to uwiecznić”.&#13;
Według Hirsh post-pamięć jest próbą definicji własnego miejsca w stosunku do&#13;
problematycznej przeszłości59. Nie określa tożsamości, lecz stanowi pokoleniową&#13;
strukturę transferu60. W tym wypadku chodziło o poszanowanie łemkowskiej przeszłości,&#13;
która dotyczyła ich przodków (ale przecież jest to ważny element w konstruowaniu&#13;
tożsamości).&#13;
W Gładyszowie relacja teraźniejszość-przeszłość nie jest jednoznacznie określona.&#13;
Jeżeli analizujemy problem pod względem infrastrukturalnym, Rozmówcy przyznali, że&#13;
wiele się zmieniło. Podobnie pod względem estetycznym – raczej każdy dba o wygląd&#13;
swojego obejścia czy domu. Z drugiej strony pewne obiekty są pamiętane dzięki narracji&#13;
przekazanej w domu. W ten sposób nikt nie szuka i nie interesuje się nimi, a sama narracja&#13;
nie jest kwestionowana.&#13;
Pamięć w Gładyszowie działa specyficznie w miejscach, które przyporządkowaliśmy&#13;
do miejsc pamięci (np. pomnik poległych milicjantów). Warto jednak zauważyć, że&#13;
kiedynadajemy pamięci formę pomnika, to czujemy się uwolnieni od obowiązku&#13;
pamiętania61. Pomnik przywołuje pamięć zarówno o negatywnych wydarzeniach, jak&#13;
54&#13;
&#13;
B. Szacka, Czas przeszły, pamięć, mit, Wydawnictwo Naukowe „Scholar”, Warszawa 2006, s. 53.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
M. Hirsch, op. cit., s. 28–36.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
H. Welzer, Das kommunikative Gedächtnis. Eine Theorie der Erinnerung, München 2002, s. 171–192, za:&#13;
Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka, op.cit., s. 30.&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
i o dawnym systemie politycznym (komunizmie). W przypadku pomnika poległych&#13;
milicjantów warto pamiętać o teorii Younga62 dotyczącej wypierania przez obiekt pamięci&#13;
(uwolnienie od pamiętania). W tym przypadku możemy mówić o pamięci wypartej63.&#13;
&#13;
���(SLORJ&#13;
W Gładyszowie spędziliśmy niecały tydzień. Czy to dużo czasu? Biorąc pod uwagę&#13;
wielkość wsi, można powiedzieć, że wystarczająco. W końcu mamy niewiele domów,&#13;
miejsc, które mogłyby zainteresować antropologa, kilka ulic, jeden sklep, kościół,&#13;
cerkiew. I wielką przestrzeń – lasy, pola. Tak mogłoby wyglądać ujęcie wstępne lub&#13;
kończące film o Gładyszowie.&#13;
To jednak tylko geografia. Kiedy spojrzymy na to szerzej, oddamy głos mieszkańcom,&#13;
samej przestrzeni i weźmiemy pod uwagę okoliczności historyczno-kulturowe wsi,&#13;
okaże się, że sprawa nie jest prosta i oczywista. Podczas badań udało się wyłonić kilka&#13;
miejsc o szczególnym znaczeniu, począwszy od tego społecznego przez tożsamościowe,&#13;
reprezentacyjne czy nieodwiedzane. Okazało się, że miejsca w Gładyszowie mają swoją&#13;
historię i czasem są nośnikami pamięci — tej indywidualnej (miejsca pokoleniowe) oraz&#13;
zbiorowej (miejsca pamięci). Spory wpływ na charakter miejsc ma historia Gładyszowa&#13;
jako wsi łemkowskiej i samych Łemków w ogóle.&#13;
Badania przeprowadzone w Gładyszowie pokazały, jak niejednorodnym tworem jest&#13;
przestrzeń. Owszem, posiada granice formalne, lecz jej natura stanowczo wykracza poza&#13;
kategorie geograficzne. Metaforycznie można ją przedstawić za pomocą różnych warstw,&#13;
które się na siebie nakładają i które na siebie wzajemnie oddziałują. Z tego powodu&#13;
wydawać by się mogło, że dobrą kategorią do jej opisu byłby palimpsest. Jednak zgodnie&#13;
z konkluzją Romy Sendyki nie jest to w tym przypadku właściwe pojęcie:&#13;
Zasadniczy element palimpsestu jako metafory poznawczej to idea sedymentacji, nawarstwiania się sukcesywnych płaszczyzn. Te z kolei tworzą wielopoziomową konstrukcję, daną naraz,&#13;
synchroniczną, ale jednocześnie zorganizowaną w spójny model rozpoznawalnych kategorii,&#13;
łatwych do separowania, grupowania i w końcu – czytania […]. Czytelność palimpestu jest&#13;
możliwa tylko za cenę tymczasowego zawieszania jakości określonej jako „symultaniczność”.&#13;
Zobaczmy, co by się stało, gdyby nie stosować zasady akcentowania tylko jednej warstwy danych64.&#13;
&#13;
Tak jak wspomniała autorka, palimpsest jesteśmy w stanie odczytać, wyłącznie biorąc&#13;
pod uwagę jedną z jego warstw, zawieszając pozostałe. Dla badacza kultury ważne są&#13;
jednak wszelkie oddziaływania między różnimy warstwami. Przestrzeń ani miejsca&#13;
w Gładyszowie nie są czymś jednolitym, posiadają wiele definicji, zależą od ludzi, jednak&#13;
jednym z ważniejszych czynników w opisie humanistycznej geografii miejscowości&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
Ibid., s. 31.&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
M. Halbwachs, Społeczne ramy pamięci, op. cit., s. 217–261.&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
J. E. Young, Pamięć i kontrpamięć, op. cit., s. 267–289.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
M. Hirsch, Pokolenie postpamięci, op. cit., s. 28–36.&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
„[...] może upamiętnianie, nigdy się nad tym nie zastanawiałam” oraz: „[...] Powie, co to za pomnik. Bo to&#13;
&#13;
206&#13;
&#13;
wiadomo, coś się musiało wydarzyć, skoro ten pomnik powstał”.&#13;
&#13;
R. Sendyka, Pryzma – zrozumieć nie-miejsca pamięci (non-lieux de memoire), w: Inne przestrzenie, inne&#13;
miejsca, red. D. Czaja, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s. 331-332.&#13;
&#13;
207&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
jest właśnie czynnik ludzki. Historia społeczeństwa łemkowskiego, historia relacji&#13;
łemkowsko-polskich.&#13;
Życie ludzkie może zostać opowiedziane poprzez przestrzeń. Zgodnie z fenomenologicznym podejściem (między innymi w ujęciu Heideggera) w przypadku przestrzeni&#13;
nie są ważne jej cechy geograficzno-fizyczne, ale przede wszystkim doświadczenia ludzi,&#13;
którzy ją użytkują. Natomiast warto zauważyć, że człowiek i miejsce wpływają wzajemnie&#13;
na siebie.&#13;
Oczywiście badania z 2013 r. należy traktować jako preludium. Perspektywa dalszych&#13;
badań jest bardzo szeroka. W Gładyszowie można odkryć jeszcze wiele niuansów&#13;
dotyczących antropologii przestrzeni oraz antropologii pamięci. W tym momencie&#13;
można wskazać takie drogi, jak: badanie konkretnych miejsc, badanie przestrzenie&#13;
domowych i związanych z nimi wspomnień.&#13;
Cmentarz łemkowski w Beskidzie Niskim, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Łemkowska watra w Zdyni, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Kamila Biedrońska – magister, antropolożka, teatrolożka, redaktorka i specjalistka ds. promocji&#13;
w instytucjach kultury. Poleca czytanie Świrszczyńskiej, antropologię przestrzeni, antropologię teatru oraz pizzę. W dowolnej kolejności. Czyta hobbystycznie i zawodowo.&#13;
Łemkowska watra w Zdyni, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
208&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Ikonostas cerkwi w Gładyszowie, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Cmentarz łemkowski w Beskidzie Niskim, 2013&#13;
(fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Konieczna, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
210&#13;
&#13;
Opuszczona łemkowska chyża, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
211&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD��&#13;
5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
(OĺELHWD�0LUJD�:µMWRZLF]�&#13;
�����0RQLND�6]HZF]\N�&#13;
Zamieszkała łemkowska chyża, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
���:SURZDG]HQLH&#13;
Cyganie/Romowie1 są jedynym narodem w Europie nieposiadającym terytorium, którego&#13;
mogliby jednoznacznie wskazać jako swojego. Są potomkami wędrowców, spora cześć tej&#13;
społeczności nadal kultywuje dawny wędrowny styl życia dostosowany do współczesnego&#13;
zmieniającego się świata. Odmienny od całego zachodniego świata jest charakter romskiej&#13;
pamięci zbiorowej, a wiąże się to z agraficznym2 rodzajem kultury Romów, która nie mając&#13;
pisemnej, faktograficznej i dokumentacyjnej formy, w rezultacie jest kształtowana często&#13;
na podstawie ustnie przekazywanych przeżyć, doświadczeń i wydarzeń z przeszłości.&#13;
Niniejszy artykuł jest próbą wskazania i opisania pola etnicznego oraz terytorium&#13;
etnicznego polskich Romów Karpackich3 na Spiszu, umiejscowienia ich w krainie&#13;
przodków związanych z tym terenem od wieków, osiadłych i funkcjonujących, naszym&#13;
zdaniem niedostatecznie (są pomijani i przemilczani), w historii tego regionu. Chcemy&#13;
pokazać, że Romowie byli i są mieszkańcami spiskich wsi, a Spisz oraz inne części Kar1 W niniejszym artykule, który ma charakter historyczny, powinniśmy używać egzoetnonimu Cyganie i robimy&#13;
to, jednak konsekwentnie stosujemy również wymiennie nazwę Romowie, która naszym zdaniem jest właściwszą. Romowie to „endoetnonim” akceptowany obecnie przez Romów i rządy poszczególnych państw, których&#13;
Romowie są obywatelami. Rom w języku romani znaczy „człowiek”, „mężczyzna”. Jest to słowo neutralne, nieobarczone bagażem uprzedzeń. W języku romskim nie ma słowa „Cygan”. Określenie to nadano Romom w krajach, w których zamieszkali, dla Romów jest jednak obce.&#13;
2 M. Courthiade, O romskim sadzie obyczajowym, tłum. E. Adamczyk, „Studia Romologica”, 2008, nr 1, s. 21.&#13;
3 Cyganami Karpackimi jako pierwszy określił ich w swoich opracowaniach Edmund Klich. Do tej nazwy nawiązał Jerzy Ficowski, za którego przyczyną rozpowszechniła się ona wśród zainteresowanych tematyką cygańską.&#13;
&#13;
Widok Beskidu Niskiego, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
212&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
pat pojawiły się na trasie ich migracji, aż w końcu stały się terenem trwałego osiedlenia.&#13;
W tym kontekście szczególnie ważne są tradycyjne profesje Romów karpackich związane z obróbką metalu, które ugruntowywały ich pozycje w życiu społecznym. Kowale&#13;
romscy, wraz z migrantami wołoskimi, przybywali na teren Spisza i na trwałe wpisali się&#13;
w historię tego regionu. Niewiele można znaleźć na ich temat w lokalnych przewodnikach czy materiałach dokumentujących dzieje regionów Spisza, Podhala czy Orawy. Jako&#13;
osoby pochodzące ze społeczności Romów Karpackich chcemy dołożyć swoją cegiełkę&#13;
do dorobku literatury regionu, burząc tę swoistą dyskursywną ciszę4.&#13;
&#13;
���(WQRJHQH]D�5RPµZ&#13;
Pod koniec XVIII w. po raz pierwszy została sformułowana teza o indyjskim pochodzeniu&#13;
Romów. Zawdzięczamy to węgierskiemu pastorowi Istvanowi Vályiemu, który studiując&#13;
na uniwersytecie w Lejdzie, spotkał przebywających tam studentów z Indii. W trakcie&#13;
dyskusji na temat sanskrytu5 zauważył podobieństwa pomiędzy tym językiem a dialektem Romów węgierskich, w których sąsiedztwie dorastał. To odkrycie, opublikowane&#13;
w 1763 r.6, stało się podstawą do wysnucia tezy o indyjskiej genezie europejskich Romów.&#13;
W ten sposób badania językoznawcze dały początek rozwojowi hipotezy o Indiach jako&#13;
ich praojczyźnie. Ślady wędrówek pozostawione w języku, a szczególnie wpływ języków&#13;
innych narodów, które znalazły się na drodze szlaków Romów dobitnie pokazują, że zanim Romowie dotarli do Europy, na Bałkany, zetknęli się z ludami perskimi, armeńskimi&#13;
i greckimi.&#13;
Współczesny romski lingwista Marcel Courthiade przytacza dzieło arabskiego kronikarza Al-Utbiego (961-1040) Kitab al-Yamini (Księga Yamin), w którym zawarty jest&#13;
opis wyprawy pochodzącego z Afganistanu sułtana Mahmuda Ghazni do Indii w 1018 r.7.&#13;
Dotarł on do miasta Kanaudż nad Gangesem, które w tamtym czasie było ważnym ośrodkiem kulturalno-intelektualnym Indii. Zająwszy miasto, wziął w niewolę 50 tysięcy ludzi.&#13;
Zapędził ich do swojej stolicy Ghazni, gdzie zostali sprzedani całymi rodzinami. Al-Utbi relacjonuje: „Sułtan Mahmud uwięził wszystkich ludzi z miasta Kanaudż, bogatych&#13;
i biednych, o jasnej i ciemnej skórze [...] w większości będących dostojnikami, artystami&#13;
i rzemieślnikami, aby sprzedać całe rodziny w Ghazni (Afganistan), niebawem cały Chorosan i Persja zapełniły się tymi ludźmi”8.&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
K. Fiałkowska, M. P. Garapich, E. Mirga-Wójtowicz, Krytyczna analiza naukowej ciszy, czyli dlaczego Romowie&#13;
migrują (z naszego pola widzenia), „Kultura i Społeczeństwo”, 2018, nr 2, s. 39-67.&#13;
&#13;
5&#13;
6&#13;
&#13;
Sanskryt – starożytny język indyjski, z którego rozwinęły się główne języki nowożytne Indii Północnych.&#13;
A. Mirga, L. Mróz, Cyganie. Odmienność i nietolerancja, PWN, Warszawa 1994.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
M. Courthiade, The Rromani People’s origins: Chronicles and Legends, w: Cultura si civilizatie indiana,&#13;
red. M. Itu, J. Moleanu, IDD - Credis, Bucureşti 2000.&#13;
8&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
214&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Pierwszym miejscem, do którego zawędrowali Romowie, była Persja. Ślady obecności Romów zawarte są w największej perskiej epopei narodowej Szahname (Księga Królewska), napisanej na początku XI w. przez poetę Ferdousiego9. Zawiera ona opis dziejów&#13;
perskiego władcy Bahrama Gura, który żył w pierwszej połowie V. Dowiedziawszy się, że&#13;
część jego ludności żyje w smutku, cierpi niedostatki i nie znajduje powodu do radości,&#13;
król Bahram wpadł na pomysł jej rozweselenia. Sprowadził z państwa Kanaudż, znad&#13;
Gangesu, muzykantów zwanych Luri. Otrzymali oni nakaz osiedlenia się na roli. Dostali&#13;
od króla bydło i ziarno na zasiew, w zamian mieli zabawiać mieszkańców muzyką. Kiedy&#13;
po roku okazało się, że Luri wszystkie otrzymane od władcy dobra przejedli i pozostali&#13;
bez dobytku, król nakazał ich bosych i nagich wypędzić poza granice Persji10. Twierdzenie o pochodzeniu Romów od muzykantów Luri i sama opowieść o królu Bahramie znajduje wielu zwolenników.&#13;
Jedni widzą w Romach potomków kasty Domów11 – wędrownych muzyków do dzisiaj zamieszkujących subkontynent indyjski. Inni wiążą Romów z wędrownymi kowalami – Gadulija Lohar, oraz handlarzami bydła – Bandżara12. Są też zwolennicy poglądu,&#13;
jakoby Romowie wywodzili się spośród wojowników Dźatów i Radźputów należących&#13;
do kasty Kszatriów13. Zapewne już w chwili wyruszenia na wielką wędrówkę Cyganie&#13;
byli grupą o zróżnicowanej strukturze wewnętrznej.&#13;
&#13;
���0LJUDFMH�5RPµZ�GR�(XURS\&#13;
&#13;
1. Migracja Cyganów. Źródło: John Haywood, The Great Migrations from the Earliest Humans to the&#13;
Age of Globalization, London 2009, s. 142.&#13;
9&#13;
&#13;
A. Frazer, Dzieje Cyganów, tłum. Ewa Klekot, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2001.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Domowie , dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Band%C5%BCara , dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kszatrija , dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
215&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
Persja, a następnie Armenia i obszar Cesarstwa Bizantyjskiego okazały się „przystankami” na trasie Romów w podróży do Europy. W tym czasie kształtował się model adaptacyjny romskiej kultury, który z jednej strony przyswajał obce elementy, przetwarzając&#13;
je na swoje potrzeby, a z drugiej podtrzymywał własne w obliczu presji asymilacyjnej.&#13;
W ten sposób chronili własną tożsamość i zapobiegali całkowitej asymilacji mimo wieków prześladowań, dyskryminacji czy eksterminacji w okresie Holocaustu.&#13;
Pierwsza wzmianka historyczna o Romach w Europie pochodzi z połowy XII w.&#13;
i mówi o ich obecności w Konstantynopolu. Zamieszczona jest w Żywocie Jerzego&#13;
Mtharsmindel z Góry Athos i wspomina o ludziach zwanych „Asincan, znanych czarodziejach i łotrzykach”14.&#13;
Dokumenty z połowy XIV w. wymieniają już z nazwy i potwierdzają obecność Romów&#13;
na wyspie Korfu. Zapewne na tej wyspie istniała osada cygańska o nazwie Feudum Acinganorum, od której pobierano daninę na podstawie prawa lennego. W końcu XIV i na&#13;
początku XV w. źródła wymieniają Cyganów już w wielu miejscach Peloponezu15.&#13;
Do końca XIV w. Romowie w zasadzie pozostają na terenie Bałkanów, Węgier i Wołoszczyzny. Wzmianki z tego okresu mówią, że ich część prowadziła osiadły tryb życia,&#13;
wykonując zawody rzemieślnicze. Zamieszkiwali tereny blisko miast. Inne grupy prowadziły wędrowny lub półwędrowny tryb życia, ale pomiędzy występowała też masa strategii pośrednich. Romowie na Bałkany dotarli pod koniec XIII w., zatrzymali się tu na&#13;
dłużej a spora ich część została aż do dziś. Mówi się, że właśnie ten region Europy jest&#13;
europejską ojczyzną Romów16. Stąd migrowali dalej do Azji Centralnej i Europy zachodniej falowo w wieku XIV, potem w połowie XIX w. i u schyłku wieku XX.&#13;
W XV w. Cyganie docierali do niemal wszystkich krajów Europy. Niewątpliwie wpływ&#13;
na ich migrację z Europy południowo-wschodniej na zachód w XV w. miały podboje tureckie, w wyniku których w rękach Turków znalazły się Bałkany, Grecja, Wołoszczyzna,&#13;
a także południowe i środkowe Węgry17. Wskutek tych niszczycielskich działań wojennych wyludnieniu uległy całe krainy. Ucieczka z terenów objętych konfliktami zbrojnymi&#13;
była dla Romów, i nie tylko dla nich, koniecznością. W Rumunii, Mołdawii i na Wołoszczyźnie Romowie byli niewolnikami. Wołoski kodeks karny z 1811 r. stwierdzał, że każdy&#13;
Cygan rodzi się niewolnikiem. Dopiero w połowie XIX w. niewolnictwo zostało stopniowo zniesione najpierw na Wołoszczyźnie, a później w całej Rumunii18.&#13;
Romscy niewolnicy stanowili trwały element inwentarza w zapisach testamentowych&#13;
i na licytacjach. Zakuci w łańcuchy, z metalowymi kolczastymi obrożami na szyi, sprzedawani byli na jarmarkach. Według szacunków Mołdawię i Wołoszczyznę zamieszkiwało&#13;
w XIX w. ok. 200 000 romskich niewolników. Zniesienie niewolnictwa Romów na tym&#13;
obszarze to długotrwały proces społeczny, który trwał około 38 lat, rozciągając się pomiędzy rokiem 1828 (pierwsze nieudane próby uwolnienia) a 1866, kiedy to proklamowana&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
została konstytucja Zjednoczonego Królestwa Rumuńskiego, oficjalnie potwierdzająca&#13;
wszystkie poprzednie akty prawne Księstw Wołoskiego i Mołdawskiego19.&#13;
&#13;
���5RPRZLH�Z�SROVNLFK�.DUSDWDFK��0LJUDFMH�ZRăRVNLH&#13;
Istotne znaczenie w zasiedlaniu północnej strony Karpat miała wielka wędrówka z półwyspu Bałkańskiego ludu Wołochów, którzy byli cenionymi pasterzami. Ich migracja&#13;
miała miejsce pomiędzy XIV i XVI wiekiem i objęła swoim zasięgiem cały wspomniany rejon Karpat. Problem udziału Wołochów w zasiedlaniu Karpat Polskich jest kwestią&#13;
złożoną i do tej pory wywołującą w środowisku naukowym wiele dyskusji. Są badacze,&#13;
którzy odrzucają tezę o pojawieniu się pasterzy wołoskich na terenie polskich Karpat.&#13;
Dyskutowane są także kwestie ich etnicznego pochodzenia20.&#13;
W 1340 król Kazimierz Wielki za pomoc w odzyskaniu Rusi Halickiej nadał rycerzom&#13;
wołoskim prawa osiedleńcze we wschodniej części Polskich Karpat. W 1395 r. grupa Wołochów przybyła do Nowego Sącza. Miało to miejsce podczas zjazdu królewskiego, na&#13;
którym byli obecni królowa Jadwiga z Władysławem Jagiełłą, książę Witold oraz król węgierski Zygmunt Luksemburczyk.21 W 1413 r. nieliczna, ośmioosobowa grupa wędrownych pasterzy pod przywództwem Dawida Wołocha założyła pasterską wieś Ochotnicę&#13;
w Gorcach. W roku 1416 Ochotnica uzyskała z kancelarii królewskiej przywilej lokacyjny,&#13;
a zasadźcą został wcześniej wspomniany Dawid Wołoch22. Jagiellonowie kontynuowali&#13;
politykę osiedleńczą Kazimierza Wielkiego, nadając kniaziom i rycerstwu wołoskiemu&#13;
prawo do osiedlenia się na Tucholszczyźnie i Bojkowszczyźnie23. Razem z powstawaniem&#13;
nowych osad wołoscy pasterze swobodnie przemieszczali się wzdłuż łuku karpackiego, prowadząc na wpół wędrowny tryb życia. W Karpatach północnych Wołosi wnieśli&#13;
istotny wkład w formowanie wspólnoty kulturowej grup góralskich (ruskich, polskich&#13;
i słowackich), przekazując im górski system gospodarki pasterskiej, słownictwo (na przykład: watra, koliba, szałas, baca, juhas, magura), wzory kulturowe24. Elementy kultury&#13;
i gospodarki przyniesione z Bałkanów przez tych pasterskich osadników i ich dalszy rozwój w nowych warunkach niewątpliwie miały wpływ na specyfikę i odrębność regionu&#13;
karpackiego w stosunku do innych regionów Polski.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
P. Lechowski, Migracje Romów rumuńskich, w: Romowie – przewodnik: historia i kultura, red. A. Caban,&#13;
G. Kondrasiuk, Radomskie Stowarzyszenie Romów Romano Waśt – Pomocna Dłoń, Radom 2009.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
W. Antoniewicz, Pastwiska podgórskie i górskie Tatr Polskich i Podhala. Teraźniejszość i przyszłość, Zakład&#13;
Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław 1960; S. Trebunia-Staszel, Śladami podhalańskiej mody: studium&#13;
z zakresu historii stroju górali podhalańskich, Podhalańska Oficyna Wydawnicza, Kościelisko 2007.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
J. Ficowski, Cyganie na polskich drogach, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985.&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
J. Czajkowski, Studia nad Łemkowszczyzną, Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, Sanok 1999.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
http://skansen-studzionki.pl/wolosi-w-ochotnicy/ dostęp 07.12.2019.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
A. Bartosz, Amen Roma My Romowie, Muzeum Okręgowe w Tarnowie, Tarnów 2011&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
A. Frazer, Dzieje Cyganów, op. cit.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
216&#13;
&#13;
P. Kłapyta, Wołosi – nomadzi Bałkanów i ich rola w kolonizacji łuku Karpat, http://www.porozumieniekarpackie.pl/195,a,wolosi-nomadzi-balkanow-i-ich-rola-w-kolonizacji-luku-karpat.htm dostęp 07.12.2019.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
217&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
rób noży, dzwonków pasterskich itp.), kotlarstwa (wyrób i naprawa kotłów do warzenia&#13;
serów). Te związki ekonomiczne, zapoczątkowane na Bałkanach, były kontynuowane&#13;
w czasie wspólnych migracji oraz potem, po ich ustaniu. Na północ, do Europy środkowej prowadziły ich dwa tradycyjne i utrwalone szlaki migracyjne. Jeden biegł zewnętrznym łukiem Karpat, z Wołoszczyzny, wzdłuż Prutu i Dniestru dalej na zachód. Drugą&#13;
trasę, wewnątrz łuku karpackiego, wytyczała dolina Dunaju i Cisy a prowadziła z Niziny&#13;
Węgierskiej na Słowację i poprzez przełęcze karpackie na ziemie polskie. Obraz osadnictwa romskiego z przełomu XIX i XX w. wyraźnie wskazuje na te dwa szlaki, na których&#13;
stopniowo Romowie się osiedlali.&#13;
&#13;
���5RPRZLH�QD�]LHPLDFK�SROVNLFK&#13;
&#13;
2. Ekspansja Wołochów na Bałkanach i w Karpatach (X - XVII w.), oprac. Piotr Kłapyta25&#13;
&#13;
W XVI w. miała miejsce kolejna fala migracji wołoskich. Był to szczytowy okres w powstawaniu osad na prawie wołoskim w Beskidzie Sądeckim, Skalnym Podhalu26, w Beskidzie Śląskim.&#13;
Jedna z hipotez wyjaśniających obecność Romów w karpackich wsiach mówi, że&#13;
przywędrowali oni równolegle z pasterzami wołoskimi27 właśnie w okresie tych migracji. Wówczas to, porzucając terytorium Bałkanów, gdzie przebywali przez czas dłuższy,&#13;
wyruszyli wraz z gromadami koczowniczych pasterzy w kierunku północnym. Romowie, trudniący się najczęściej obróbką metalu, pozostawali być może w pewnych, mniej&#13;
lub bardziej luźnych symbiotycznych związkach z ludnością wołoską, wykonując na jej&#13;
rzecz najrozmaitsze prace oraz wyroby kowalskie i mosiężnicze (podkuwanie koni, wy25&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
E. Długopolski, Przywileje sołtysów podhalańskich, „Rocznik Podhalański”, 1914/1921, t. 1, s. 1-47 (Niektóre&#13;
miejscowości były lokowane na prawie wołoskim, ale osadnikami nie byli Wołosi).&#13;
27&#13;
A. Bartosz, O Cyganach a Karpatach, „Małopolska. Regiony – regionalizmy – małe ojczyzny”, 2002, t. IV,&#13;
s. 165-174.&#13;
&#13;
218&#13;
&#13;
Pierwszymi Romami osiadłymi w Polsce byli przodkowie grupy Romów Karpackich28,&#13;
tradycyjnie zamieszkujących tereny Galicji. Do dziś nie wiadomo, dlaczego i kiedy dokładnie doszło do ich osiedlenia oraz czemu porzucili wędrowny tryb życia. Istnieją wątpliwości co do kierunku i przyczyny podjęcia decyzji o tym, żeby zatrzymać się na stale&#13;
na południu Polski. Lech Mróz dowodzi jednak, że Romowie dotarli do ówczesnego Królestwa Polskiego trasami szlaków handlowych ze środkowego południa Europy, z Królestwa Węgierskiego (Koszyc, Budy), przez Nowy Sącz do Krakowa lub przez Przełęcz&#13;
Łupkowską do Sandomierza29.&#13;
Pierwsza, niepewna wzmianka o bytności Romów na ziemiach polskich pochodzi&#13;
z roku 1357, kiedy to akta grodzkie i ziemskie wymieniły wieś Cyganowice (Czygunowice) w parafii sądeckiej30. Za pierwszy dokument poświadczający pobyt Cyganów&#13;
w Polsce uważany jest akt wystawiony w 1401 r. w Krakowie na Kazimierzu, w którym&#13;
wymienia się Mikołaja Cygana31. Z treści notatki wynika, że tenże Mikołaj Cygan zapłacił&#13;
podatek, prawdopodobnie za dzierżawioną na Kazimierzu ziemię, gdzie zapewne mieszkał (podobnie jak Piotr Cygan, o którym mówi wpis do ksiąg miasta Lwowa z kwietnia&#13;
1405 r.)32. Najdawniejsze księgi Kazimierza wymieniają kilkakrotnie niejakiego Cygana&#13;
Andrzeja, który obsługiwał dwór królewski na Wawelu. Andrzej Cygan przewoził królewskie listy33. Musiał cieszyć się dużym zaufaniem, skoro przez kilka lat pełnił taką funkcję.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
Pierwsza wzmianka o „Cyganach karpackich” czy „Górskich”, jak również są nazywani „Romowie Karpaccy”,&#13;
pojawiła się w publikacji E. Kilch, Cygańszczyzna w chacie za wsią Kraszewskiego, „Prace Filologiczne”, 1931, t.&#13;
XV, cz. II, s 6. Funkcjonują też inne nazwy, takie jak „Bergitka Roma” upowszechniona przez Adama Bartosza&#13;
czy „Polscy Cyganie Wyżynni”, jak nazywał Romów Karpackich Jerzy Ficowski.&#13;
29&#13;
&#13;
L. Mróz, Dzieje Cyganów Romów w Rzeczypospolitej XV-XVIII, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2001, s. 20,&#13;
23-24.&#13;
30&#13;
&#13;
O najstarszej wzmiance dotyczącej Mikołaja Cygana zamieszkałego w Krakowie na Kazimierzu ibid.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
W oryginale zapisany była jako Micolay Czigan co może świadczyć o jego węgierskim pochodzeniu.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
L. Mróz, Cyganie – Romowie, w: Pod wspólnym niebem. Narody dawnej Rzeczypospolitej, red. M. Kopczyński,&#13;
W. Tygielski, Muzeum Historii Polski, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010.&#13;
33&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
219&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
W księgach sanockich za lata 1423–1462 i w księgach krakowskich z połowy wieku na&#13;
szczególną uwagę zasługują wzmianki o Mikołaju Cyganie, który był wojewodą sanockim, i o Janie Cyganie – „wójcie z Sandomierza”34. Z dokumentów wynika, że wspomniani Cyganie to ludzie prowadzący osiadły tryb życia i właściwie zasymilowani z ludnością&#13;
miejscową. Nie byli więc pierwsi Cyganie w Rzeczypospolitej ani biednymi włóczęgami,&#13;
ani ludźmi podejrzanymi. Wiele wskazuje, że cieszyli się zaufaniem i raczej należeli do&#13;
ludzi majętnych. Obraz Romów wyłaniający się z tych dawnych dokumentów zupełnie&#13;
nie pasuje do wizerunku, jaki przekazywały późniejsze źródła, na podstawie których powstały funkcjonujące do dziś stereotypy i negatywne opinie o Romach.&#13;
O wędrowaniu mówią dopiero dokumenty z XVI w. W tym okresie miała miejsce&#13;
druga fala migracji grup romskich. Tym razem dotyczyła ona Cyganów powracających&#13;
z terenów zachodniej Europy. W księgach krakowskich z 1564 r. zapisano: „Jadwiga Cyganka […] zeznała, iż Cyganie tym się żywią, że wróżą, że kradną, a końmi frymarczą”35.&#13;
Powyższy zapis pozwala sądzić, że migracje romskie do Polski mogły przebiegać&#13;
dwutorowo. Pierwsza to migracja do dużych ośrodków o charakterze miejskim, o czym&#13;
świadczy majętność, wysoki status społeczny, zajmowane stanowiska administracyjne&#13;
przybyszów (Mikołaj Cygan – wojewoda sanocki, Jan Cygan – wójt z Sandomierza)36,&#13;
natomiast druga, która miała miejsce kilka wieków później, była bardziej masowa i pozostawała w związku z wędrówkami Wołochów, , a cechowała się charakterem rzemieślniczym, wykonywaniem tradycyjnych zawodów romskich. Docierała ona głównie na tereny wiejskie i podgórskie.&#13;
&#13;
���3U]\PXVRZH�RVLHGOHQLH�5RPµZ�Z�*DOLFML&#13;
Rządy w Monarchii Habsburskiej najpierw za panowania Marii Teresy (1740-1780), a następnie jej syna Józefa II (1780-1790) to szeroko zakrojona oświeceniowa polityka ludnościowa, modernizacyjna i asymilacyjna zgodna z ówczesnym projektem budowania&#13;
państwa. Ofiarą tej polityki stało się obok Romów także wiele innych mniejszości, jak&#13;
chociażby Żydzi. W przypadku Romów chodziło szczególnie o represyjne ustawy i zarządzenia zmierzające do zupełnego pozbawienia ich tożsamości i całkowitego zasymilowania z miejscową ludnością węgierską. Pierwsze zarządzenie cesarzowej Marii Teresy&#13;
z 1761 r. nakazywało przymusowe ochrzczenie wszystkich Cyganów, a także osiedlenie&#13;
się przez nich i budowanie domów37. W celu zmniejszenia ich przyrostu naturalnego&#13;
ograniczono możliwość zawierania małżeństw, wprowadzając konieczność wykazania&#13;
się środkami na utrzymanie. Zakazano mieszkać w namiotach, wędrować, handlować&#13;
końmi, ubierać się po cygańsku, używać języka romani. Kolejna ustawa, z 1773 r., na34&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
36&#13;
Kwestią otwartą pozostaje czy i na ile te osoby wzmiankowane w dokumentach mogą być identyfikowane&#13;
z Romami, istnieje ewentualność, że te osoby występują z jakichś względów pod nazwiskiem „Cygan” ale nie&#13;
mają bezpośredniego związku z Cyganami.&#13;
37&#13;
&#13;
J. Ficowski, Cyganie na polskich drogach, op. cit.&#13;
&#13;
220&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
kazywała odbieranie Romom potomstwa i dawanie go na wychowanie chłopom. Celem&#13;
tej polityki asymilacyjnej było stworzenie użytecznych dla państwa obywateli, pracujących na roli albo rzemieślników38. Zamiast nazwy „Cyganie” nakazano używać określenia&#13;
Uimagyar, czyli „Nowowęgrzy”39. Represje kierowane przeciwko Romom spowodowały&#13;
ich ucieczkę na północ. Dotarli wówczas do tych regionów Karpat, w których do dziś&#13;
znajdują się mniejsze lub większe osady romskie.&#13;
&#13;
���2VDGQLFWZR�5RPµZ�Z�3ROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�QD�SU]\NăDG]LH�&amp;]DUQHM����&#13;
����������*µU\�L�-XUJRZD�&#13;
W Polsce mieszkają obecnie cztery podstawowe grupy romskie:&#13;
• Romowie Nizinni, sami siebie określają Polska Roma40;&#13;
• Romowie Wyżynni, Górscy, Karpaccy, nazywani też Bergitka Roma (słowo bergi&#13;
w dialekcie Polskiej Romy znaczy góry), sami siebie określają: Roma, Amare Roma&#13;
(dosłownie znaczy Nasi Romowie);&#13;
• Kełderasze Kelderari (keldera w języku rumuńskim znaczy kocioł, stąd kotlarze)&#13;
• Lowarzy-Lowari (lo z węg. znaczy koń, stąd koniarze, choć lowe w języku romani&#13;
znaczy pieniądze)&#13;
Najprawdopodobniej już w chwili wyruszenia na wielką wędrówkę stanowili społeczność o zróżnicowanej strukturze społecznej. Każda z grup posiada swój własny dialekt&#13;
języka romani41, kulturę, wykonywane zawody, styl życia, organizację wewnętrzną (Szero&#13;
Rom, Kris, Romano Celo42) oraz system normatywny Romanipen-mageripen43, przekazywany ustnie kodeks prawno-normatywny Romów, który reguluje ich relacje wewnętrzne&#13;
i zewnętrzne. Poszczególne grupy romskie przestrzegają go w różnym stopniu, w całości&#13;
lub z pewnymi wyjątkami.&#13;
38&#13;
&#13;
Z. Barany, The East European gypsies: regime change, marginality, and ethnopolitics, Cambridge University&#13;
Press, Cambridge 2000.&#13;
39&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
Więcej na temat polskich Romów i każdej z grup: J. Ficowski, Cyganie na polskich drogach, op. cit.; A. Bartosz,&#13;
Nie bój się Cygan, Fundacja Pogranicze, Sejny1994; A. Mirga, L. Mróz, Cyganie. Odmienność i nietolerancja,&#13;
op. cit.&#13;
41&#13;
&#13;
Marcel Courthiade opracował klasyfikację dialektów cygańskich, wśród których wymieniał „superdialekt O”&#13;
bałkańsko-karpacko-bałtycki. Dialekt Romów Górskich zaliczany jest do grupy karpackiej, Polskiej Romy zaś&#13;
do bałtyckiej. Lowarzy i Kełderasze posługują się zbliżonymi dialektami należącymi do „superdialektu E”, gałęzi&#13;
kalderasko-lowarskiej. M. Courthiade, „Alfabet odpowiedni dla języka cygańskiego, oparty na naukowych podstawach” – o pisowni języka rromani, „Studia Romologica”, 2009, nr 2, s. 105-152.&#13;
42&#13;
&#13;
Romano celo – zjazd, ogólne zebranie starszych, na którym omawiane są zasadnicze kwestie dla danej grupy&#13;
romskiej. Podobną instytucją jest Kris u Kełderaszy i Lowarów. W grupie Polska Roma Romano celo to rada&#13;
starszych. Szero Rom jest zwierzchnikiem, ostateczną instancją orzekającą w kwestiach kodeksu norm.&#13;
43&#13;
Mageripen (skalanie) związane z romanipen (romskością) dzieli świat na kategorie moralnej czystości (vuźo)&#13;
i nieczystości (magerdo). Status „skalania”, czyli rytualnej nieczystości, jest sankcją za przekroczenie zasad romanipen. Skalanie oznacza (w różnym stopniu i formie) wykluczenie z życia społecznego.&#13;
&#13;
221&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
W Polsce Romów jest stosunkowo niewielu, bo około 17-18 tysięcy44, chociaż środowisko romskie uważa, że ich mniejszość liczy sobie ok. 30-40 tys. osób. Polska Roma,&#13;
Kelderasze i Lowarzy najdłużej, bo aż do lat 70 XX w., prowadzili wędrowny tryb życia.45&#13;
Istnieje interesująca różnica między nazwiskami Romów Górskich a nazwiskami Romów&#13;
z grupy Polska Roma. Polska Roma uznała za swoje te pochodzenia polskiego (takie jak&#13;
na przykład: Pawłowski, Kamiński, Kwiatkowski, Chojnacki, Dębicki, Wajs), natomiast&#13;
w grupie Bergitka Roma dominują romskie nazwiska, jak na przykład: Mirga, Gabor,&#13;
Czureja, Ciureja, Oraczko, Ondycz, Donga, Dunka.&#13;
&#13;
�����6SLV]�&#13;
&#13;
3. Mapa Spiszu. źródło: http://www.jurgow.com.pl/?q=jurgow/mapy&#13;
&#13;
Większa część Spisza (po słowackiu: Spiš) leży na terenie obecnej Słowacji. Ten niewielki region Zamagurza, który od XIV w. znajdował się w rękach licznych feudalnych panów,&#13;
był trudnodostępny i mało gościnny, w związku z czym jedynie w niewielkim stopniu&#13;
podlegał bardziej złożonym i dynamicznym procesom historycznym, które doprowadziły do transformacji pozostałej części Spisza.&#13;
44&#13;
&#13;
Podczas przeprowadzonego w 2011 r. Narodowego spisu powszechnego ludności i mieszkań 16 725 osób&#13;
zadeklarowało przynależność do społeczności romskiej:&#13;
http://mniejszosci.narodowe.mswia.gov.pl/mne/mniejszosci/charakterystyka-mniejs/6480,Charakterystyka-mniejszosci-narodowych-i-etnicznych-w-Polsce.html#romowie, dostęp 5.12.2019.&#13;
45&#13;
&#13;
Władze w Polsce podjęły decyzję o skłonieniu (zmuszeniu) Cyganów do stałego osiedlenia się. 24 maja 1952&#13;
r. prezydium rządu podjęło uchwałę W sprawie pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb&#13;
życia. Był to początek szeregu rozporządzeń, które w efekcie miały doprowadzić do zaprzestania praktykowanego przez Romów od wieków wędrownego sposobu życia.&#13;
&#13;
222&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Spisz podlegał w przeszłości zwierzchnictwu kilku różnych organizmów państwowych: do końca pierwszej wojny światowej, czyli roku 1918, znajdował się najpierw&#13;
pod jurysdykcją Królestwa Węgier, a następnie pod władaniem Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Później znalazł się w granicach nowego państwa polskiego, choć ten nowy&#13;
rozdział w historii regionu przerwała niemiecka okupacja w 1939 r. W czasie kolejnych&#13;
pięciu lat trwania II Wojny Światowej region i jego mieszkańcy znaleźli się pod władzą&#13;
nowo ustanowionej niezależnej Republiki Słowackiej rządzonej przez kolaborującego&#13;
z nazistami księdza Josefa Tiso (w latach 1939–1945). Po II Wojnie Światowej tereny te&#13;
ponownie trafiły w granice Polski, tym razem pod rządami władz komunistycznych.&#13;
Przesuwające się granice oraz ciągłe zmiany władz w wyraźny sposób wpłynęły na&#13;
etniczny kształt populacji zamieszkującej region. Według oficjalnych spisów węgierskich,&#13;
które nie uznawały narodowości polskiej (ludność polską zaliczano do słowackiej, wyjątkiem byli emigranci z Galicji), z 1869, 1900 i 1910 r. populacja regionu spiskiego składała&#13;
się w 58% ze Słowaków, w 25% z Niemców, w 8% z Ukraińców, zaś 6% stanowili Węgrzy46.&#13;
Spisz zamieszkują Romowie Karpaccy zwani Bergitka Roma. Jest to kraina, gdzie&#13;
przez stulecia mieszały się kultury węgierskie, słowackie, polskie i wołoskie. Mimo że&#13;
obecnie znajduje się w granicach dwóch państw, zachował swą tożsamość i stanowi odrębny region kulturowy. Tradycje są nadal kultywowane, mieszkańcy dbają o spuściznę&#13;
przodków. Na terenie polskiego Spisza leży 14 wsi: Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne, Niedzica, Niedzica Zamek, Łapszanka, Kacwin, Falsztyn, Dursztyn, Krempachy, Frydman,&#13;
Nowa Biała, Trybsz, Czarna Góra, Rzepiska i Jurgów. Obecnie należą do trzech gmin&#13;
powiatów nowotarskiego i tatrzańskiego w województwie małopolskim.&#13;
Jak wynika ze spisu przeprowadzonego w Monarchii Austro-Węgierskiej w 1893 r.,&#13;
na obszarze tzw. Górnych Węgier, tj. obecnej Słowacji, przebywało 36 tysięcy Cyganów.&#13;
Z tej liczby najwięcej, bo aż 4598 osób, trudniło się kowalstwem47. Jak pisze Adam Bartosz, na Podkarpaciu aż do II wojny światowej Cyganie tak powszechnie zajmowali się&#13;
kowalstwem, że często słowa „Cygan” i „kowal” stawały się synonimami, a zapotrzebowanie na wyroby kowalskie stało się bezpośrednią przyczyną, dla której osiedlono Cyganów&#13;
na polskim Spiszu48.&#13;
Romowie swoje siedziby zakładali z zasady poza obszarem zabudowań wsi – na nieużytkach, nad potokami, co jest widoczne do dziś w położeniu większości osiedli romskich. Miejsce do osiedlenia było zazwyczaj wyznaczane przez władze i wynikało z zapotrzebowania na kowala, którym był najczęściej Cygan.&#13;
Po pewnym czasie w miejscu, w którym zamieszkał kowal, osiedlali się inni członkowie rodziny, i w ten sposób tworzyły się osady. Bywało również tak, że kowal trafiał do&#13;
osady romskiej, w której wcześniej nie było przedstawiciela jego fachu, i tam się osiedlał.&#13;
Zdarzało się również, że górale sami proponowali osiedlenie się kowala. Znana jest historia romskiego kowala z Nowej Białej, któremu miejscowa ludność pomagała w odbu46&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Spisz, dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
E. Davidová, Romano drom, cesty Romů 1945-1990, Univerzita Palacké v Olomouci, Olomouc 1995.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
A. Bartosz, Z badań nad cygańskim kowalstwem na polskim Spiszu, „Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie”, 1976, t. 6.&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
dowie kuźni zniszczonej przez powódź. Był on ceniony przez sąsiadów ze względu na&#13;
wysokie umiejętności49, dlatego sąsiedzi nie chcieli, żeby opuścił wieś. Osiedla cygańskie składają się z kilku, kilkunastu lub rzadziej z większej liczby domów. Zazwyczaj sytuowane są w przypadkowych układach, a ich charakterystyczną cechą jest dość zwarta&#13;
zabudowa domów mieszkalnych, pozbawionych przeważnie jakichkolwiek zabudowań&#13;
gospodarskich50. Z reguły ich mieszkańcami byli bardzo biedni ludzie, choć jak w każdym&#13;
społeczeństwie były wśród nich i osoby dość zamożne. W zasadzie za jedną z przyczyn&#13;
powstawania osad romskich (nie tylko na Spiszu) można uznać duże zapotrzebowanie&#13;
na wyroby kowalskie. Wokół kuźni toczyło się życie Romów z osady. To górale przychodzący do kowala przynosili wieści z okolicznych wsi. Tam też nawiązywały się relacje&#13;
sąsiedzkie. Romski kowal jest często bohaterem w literaturze, między innymi w powieści&#13;
Ignacego Kraszewskiego Chata za wsią51, której główny bohater, Cygan Tumry, trudni&#13;
się tym właśnie fachem.&#13;
&#13;
�����&amp;]DUQD�*µUD�L�-XUJµZ&#13;
Czarna Góra stanowi jedną z wielu podobnych wsi rozsianych na terenie Polskiego Spisza, terenu wchodzącego w skład Zamagurza Spiskiego, a położonego w południowej&#13;
części Małopolski, w pobliżu Tatr, pomiędzy rzekami Białką i Dunajcem. Nazwa wsi pochodzi od wyglądu stromego urwiska nad rzeką Białką (grapy), którego zbocza porośnięte były niegdyś ciemnym świerkowym lasem (smerekiem). Czarna Góra wzmiankowana&#13;
jest po raz pierwszy w 1589 r. Od 1625 r., kiedy to na rzece Białce ustabilizowała się polsko-węgierska granica, przez 300 lat wsią zarządzali węgierscy włodarze zamku w Niedzicy. Rozwijała się wskutek karczowania i wypalania lasów; usuwano także kamienie, by&#13;
powstawały tereny ornej ziemi. W 1773 r. odnotowano 68 gospodarzy (gazdów) użytkujących grunty o łącznym areale 1095 ha2. W XIX w., a także po obu wojnach światowych&#13;
wielu ludzi wyemigrowało do USA lub osiedliło się na przygranicznych terenach Czech&#13;
i Słowacji. Dopiero w 1920 r. wieś znalazła się w granicach państwa polskiego.&#13;
W Czarnej Górze Romowie mogli się osiedlać jedynie na terenach zalewowych&#13;
w pobliżu rzeki, które stanowiły jednocześnie granicę wioski. Stąd nazwa osiedla, na którym mieszkają do dziś, to Kamieniec. Romowie w Czarnej Górze świadczyli usługi dla&#13;
miejscowej ludności, zajmując się naprawami oraz wyrobem wszelkiego rodzaju sprzętu&#13;
i narzędzi niezbędnych w gospodarstwie i rolnictwie. Zdarzało się, że najmowali się do&#13;
prac polowych u gospodarzy. Znaczny popyt na usługi kowalskie sprawiał, że w czasie&#13;
wzmożonych prac polowych zabierali ze sobą prymitywny zestaw narzędzi i wraz z całym dobytkiem i rodziną przenosili się sezonowo do innych wsi. Zdarzało się, że takie&#13;
sezonowe osiedlenie zamieniało się w stałe zamieszkanie. Szybki rozrost populacji cygańskiej zmuszał ich także do stałej emigracji i osiedlania się w coraz to nowych wsiach.&#13;
49&#13;
Z badań terenowych przeprowadzonych w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu – niematerialne dziedzictwo Romów” realizowanego przez Fundację Dobra Wola w 2018 r.&#13;
50&#13;
&#13;
A. Bartosz, Chaty za wsią: w sprawie ochrony zabytków budownictwa cygańskiego, „Ochrona Zabytków” 1974,&#13;
t. 27, nr 2.&#13;
51&#13;
&#13;
Józef Ignacy Kraszewski, Chata za wsią, Wydawnictwo MG, Warszawa 2019.&#13;
&#13;
224&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
W ten sposób Romowie migrowali niemal z każdym pokoleniem, dając początek nowym&#13;
osadom52.&#13;
W polskiej części Spisza bardzo charakterystycznym nazwiskiem romskim było&#13;
i nadal jest nazwisko Mirga, które pojawiło się po raz pierwszy w Jurgowie w 1799 r.&#13;
(w kronikach miejscowej parafii). Mirga jest nazwiskiem funkcjonującym wyłącznie&#13;
wśród rodzin należących do tej Karpackiej mniejszości romskiej. Ich przedstawicieli odnaleźć można w Polsce, Czechach, a przede wszystkim na Słowacji.&#13;
Według opowieści przekazywanych przez seniorów rodziny Mirgów ( Józefę i Jana&#13;
Mirgę) ich przodkowie pochodzili z południowych części Spisza (obecnie na Słowacji),&#13;
z Lachnicy, Frankovki i Rolovy53. Kilkoro z rodzeństwa Jana przeniosło się z Czarnej&#13;
Góry do sąsiednich wiosek na Podhalu w okresie międzywojennym, aby założyć rodziny i świadczyć usługi kowalskie. Jedno z rodzeństwa osiedliło się w Szaflarach, kolejne&#13;
w Zakopanem, a siostra w Nowym Targu.&#13;
W czasie drugiej wojny światowej, kiedy ta część Spisza została włączona do utworzonego przez Niemców państwa słowackiego, Cyganie znaleźli się w strefie wrogiej im&#13;
nazistowskiej ideologii. W porównaniu z losem Romów znajdujących się na terenach&#13;
okupowanych przez Niemców los spiskich Cyganów był znośniejszy, wiązał się bowiem&#13;
z przymusową pracą w obozach. Ucierpieli co prawda niemało od słowackich faszystów,&#13;
uniknęli jednak masowych mordów, które miały miejsce na Podhalu. Ci, którzy opuścili&#13;
Czarną Górę i znaleźli się na terenach okupowanych przez Niemców (terenach Generalnego Gubernatorstwa), objęci zostali nazistowską polityką ludobójstwa. Krótka analiza&#13;
spisów więźniów z Auschwitz-Birkenau pokazuje, że przetrzymywano tam 46 osób o nazwisku Mirga z kilku miejscowości Podhala, Orawy i Sądecczyzny. Wedle dokumentów&#13;
obozowych większość Mirgów zostało zamordowanych lub zmarło w innych okolicznościach. Tylko w jednym przypadku zanotowano, że osoba przeżyła pobyt w obozie koncentracyjnym54.&#13;
Po wyzwoleniu z obozu jenieckiego na północy Niemiec przez angielskich żołnierzy,&#13;
Jan Mirga powrócił do Czarnej Góry, świadomie rezygnując z możliwości osiedlenia się&#13;
w Wielkiej Brytanii. Niedługo po powrocie poznał Józefę, Romkę z Czarnego Dunajca,&#13;
którą poślubił55.&#13;
W czasie budowy Nowej Huty pod Krakowem, która rozpoczęła się w 1949 r., władze&#13;
aktywnie nakłaniały Romów z okolic polskiego Spisza56, by przenieśli się tam i podjęli pracę. Taką akcję propagandową przeprowadzono również na terenie całego Spisza,&#13;
w tym oczywiście w Czarnej Górze. W rezultacie z tamtych terenów zniknęły całe osady&#13;
52&#13;
&#13;
A. Bartosz, O Cyganach w Karpatach, „Małopolska. Regiony – regionalizmy – małe ojczyzny”, 2002, t. IV.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
A. Mirga-Kruszelnicka, A. Mirga, The Mirga family and the Roma settelment in Czarna Góra: a short history&#13;
of community change, w: Kali Berga (Katalog Wystawowy), Księgarnia | Wystawa w Krakowie, Kraków 2016.&#13;
Kuratorem wystawy był Wojciech Szymański.&#13;
54&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
A. Mirga, Proces kształtowania się podmiotowości politycznej, w: Mniejszości narodowe w Polsce: Państwo i społeczeństwo a mniejszości narodowe w okresach przełomów politycznych (1944-1989), red. P. Madajczyk, Instytut&#13;
Studiów Politycznych PAN, Warszawa 1998.&#13;
&#13;
225&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
romskie, jak na przykład ta w Trybszu czy Kacwinie. Ich mieszkańcy przenieśli się do&#13;
Nowej Huty. Jan i Józefa Mirga postanowili jednak pozostać w Czarnej Górze. Nie zdecydowali się także skorzystać z innej możliwości, którą oferowały władze w tamtym czasie, to znaczy z przeprowadzki na nowe tereny odzyskane na zachodzie i północy Polski,&#13;
poprzednio znajdujące się w granicach Niemiec. W tamtym czasie duża część Romów&#13;
z regionu Spisza przeniosła się na Ziemie Odzyskane, lecz większość z nich powróciła&#13;
kilka lat później. Czarna Góra w latach 50. i 60. XX w. stanowiła największą osadę romską&#13;
w regionie, składającą się z ponad 150 osób (31 rodzin).&#13;
Jurgów to mała, urokliwa, granicząca ze Słowacją miejscowość o burzliwej historii.&#13;
Na przestrzeni dziejów należała do trzech organizmów państwowych: Węgier, Słowacji&#13;
i Polski. Jurgów został założony na prawie wołoskim w 1546 r. Zgodnie z miejscową legendą zasadźcą i pierwszym sołtysem był zbójnik Jurko, który przybył tu z 12-osobową&#13;
drużyną. Przeważającym zajęciem Jurgowian i głównym źródłem utrzymania była hodowla owiec i bydła.&#13;
Jak pisze Adam Bartosz pisze w artykule Walenty Gil – ostatni cygański kowal na&#13;
Spiszu: „Walek podkreślał autochtoniczność Cyganów w Jurgowie. Często opowiadał&#13;
legendę o założeniu Jurgowa. Otóż jakiś wielki książę (Walek powiedział księżyc – cóż&#13;
za smakowite słowo!) sprowadził pod Tatry 12 osadników i nadał im tu kawałki ziemi.&#13;
Kiedy chcieli pobudować kościół, sprowadzili do wsi Cygana, by ten wyrabiał gwoździe&#13;
do budowy potrzebne. I tak Cyganie z historią Jurgowa związani zostali od jego zarania.&#13;
Jak za slowenskiego statu poprawiali dach na kościele, to sićkie klińce (gwoździe) były&#13;
cigańskiej roboty, bo to if nasi dziadowie klepali”57.&#13;
Istnieje domniemanie i tradycja ustna w Jurgowie, że romski kowal został sprowadzony do budowy tamtejszego drewnianego kościoła, rozpoczętej w 1670 r.58. Natomiast&#13;
w roku 1799 w księgach parafialnych Jurgowa odnotowano zgon dziecka pod typowo&#13;
romskim nazwiskiem Mirga i jest prawie pewne, że chodzi o kowali wyrabiających gwoździe przy okazji remontu kościoła59. Pewne jest też to, że teren pod zabudowania romskie&#13;
w Jurgowie został wydzielony z dóbr kościelnych i jest położony w niedalekiej odległości&#13;
od kościoła, prawie w centrum wsi. Tak o Jurgowie opowiadał znany jurgowianin Walenty Pluciński w swoim wierszu pt. Śpis60 (fragment):&#13;
Na Jurgowie wesoło na Jurgowie ładnie&#13;
A kie jesce zagrajom toniec cy ciardaś cyganie&#13;
Lecom na kopyrtki boleści i smutki&#13;
Choć stary jest cłowiek cuje się młodziutki&#13;
Białka się przytulo wselijako wije&#13;
Pomogo i śpiwo nase melodyje&#13;
A tego spiywu nigdy końca nima&#13;
Ze nopiyknijso jes spisko dolina&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Romowie brali czynny udział w życiu społecznym Jurgowa. Jako dobrzy muzycy grali w jurgowskiej orkiestrze i zespole muzycznym. Silnie utożsamiali się z mieszkańcami&#13;
i z góralską kulturą regionu. Istnieje też rodzinna opowieść (niepotwierdzona), jakoby&#13;
jeden z jurgowskich Romów po powrocie ze służby wojskowej w wojsku cesarskim przyczynił się do powstania w Jurgowie Ochotniczej Straży Pożarnej61.&#13;
&#13;
���.RZDOVNL�HWRV�SUDF\�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�U\V�QRVWDOJLF]Q\&#13;
Tradycyjną profesją Romów Karpackich ze Spisza było kowalstwo. Zawód kowala był&#13;
przekazywany z ojca na syna. Cygańscy kowale byli szczególnie mobilni – jako ludzie&#13;
biedni, nieobciążeni żadnym majątkiem nieruchomym, łatwo się przemieszczali sezonowo do kolejnych wiosek wraz z całymi rodzinami. Posiadając niezbędne narzędzia&#13;
i umiejętności, mogli podróżować w poszukiwaniu pracy od wsi do wsi i wykonywać&#13;
swój zawód w zasadzie w każdych warunkach. Kowal ustawiał wtedy niewielkie kowadło na drewnianym klocu, a niewielkim miechem ruszała jego żona lub córka. Bywało,&#13;
że kuli prawe na ziemi, kucając. Syn Jana Mirgi z Czarnej Góry pamięta, że jego ojciec&#13;
jeszcze w latach pięćdziesiątych minionego wieku pracował w pozycji siedzącej przy kowadle wbitym bezpośrednio w ziemię obok rozpalonego na ziemi ogniska, a wszystko to&#13;
pośrodku mieszkalnej izby62. Faktem jest też, że kuczna lub siedząca pozycja kowali rozpowszechniona była na olbrzymim obszarze, od Dalekiego Wschodu poprzez Indie aż po&#13;
kraje arabskie i całą Afrykę63. Ponadto zarówno ubiegłowieczne ryciny, jak i współczesne&#13;
zdjęcia z Bałkanów pokazują, że w dalszym ciągu taka pozycja przy pracy bywa preferowana przez romskich kowali z Rumunii czy Bułgarii.&#13;
Cygańscy kowale świadczyli usługi dla miejscowej ludności, zajmując się naprawami&#13;
i wyrobem wszelkiego rodzaju sprzętu i narzędzi niezbędnych w gospodarstwie i rolnictwie. Posiadali niezwykłe umiejętności, prymitywnymi narzędziami potrafili wytwarzać&#13;
różne przedmioty, od prostych gwoździ po sprzęt rolniczy, od motyki, siekiery, łańcucha, bronika aż po pług. Wykonywali okucia wozów, zamki czy stylizowane okucia drzwi,&#13;
ramy, bramy64 Dziś nazwalibyśmy to kowalstwem artystycznym. W zasadzie wytwarzali&#13;
to, o co prosili potencjalni klienci. Potrzebny węgiel wypalali z drzewa. Zazwyczaj mieli&#13;
własne, skromne kuźnie stojące obok domostw, a czasami za kuźnie służył im przedsionek&#13;
własnego domu. Udawali się pieszo na jarmarki z wykonanymi przez siebie wyrobami kowalskimi, nieraz do odległych miast i miasteczek. Kowale ze Spisza chodzili piechotą do&#13;
Nowego Targu, Krościenka, Jabłonki, Czarnego Dunajca, Starej Spiskiej Wsi, Kieżmarku.&#13;
Czasem podwozili ich furmanką lub saniami górale jadący na jarmark. Kowale sprzedawali podkowy, motyki, siekiery, gwoździe, łańcuchy, noże czy kapturki do osi, na miej61&#13;
&#13;
Z badań terenowych przeprowadzonych w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu - niematerialne dziedzictwo Romów” realizowanego przez Fundację Dobra Wola, 2018 r.&#13;
62&#13;
&#13;
Z badań terenowych przeprowadzonych w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu - niematerialne dziedzictwo Romów” realizowanego przez Fundację Dobra Wola, 2018 r.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
Wypowiedz Walentego Gila: http://www.jurgow.pl/khamoro/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
Informacja pochodząca od członków rodziny Gil z Jurgowa.&#13;
&#13;
P. Lechowski, Romscy kowale na Spiszu, broszura wydana w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu&#13;
– niematerialne dziedzictwo Romów”, Kraków 2018 r.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
http://www.jurgow.pl/khamoro/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
http://polski-spisz.com/poezja-spiska/walenty-plucinski/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
226&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
A. Bartosz, Gospodarowanie Cyganów na Polskim Spiszu, Kraków 1972, praca magisterska, mps. Arch. IEiAK&#13;
UJ/107, Archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
scu ostrzyli narzędzia przyniesione przez gazdów65. Z okoliczną ludnością prowadzili też&#13;
handel wymienny, wymieniając swoje wyroby na żywność. W okresie przed I wojną światową Romowie byli na jarmarkach niemal jedynymi kowalami. W owym czasie romscy&#13;
kowale odbywali przymusową służbę w wojsku Austro-Węgierskim, gdzie wykorzystywano ich umiejętności kowalskie, przydzielając im często stanowiska podkuwaczy koni,&#13;
ale także i muzyczne.66&#13;
Nie wszystkim kowalstwo dawało dochód wystarczający w zupełności do zaspokojenia potrzeb swoich rodzin. Z tego względu Romowie podejmowali się najrozmaitszych&#13;
innych prac. Pracowali przy budowanie dróg, zajmując się tłuczeniem i układaniem kamieni na ich nawierzchnię. Kiedy budowano pierwszą w Polsce kolejkę linową w Tatrach, powstał problem prawie nie do rozwiązania, mianowicie: jak na tej wysokości&#13;
zdobyć tłuczeń kamienny. Problem rozwiązała grupa tamtejszych Romów. Posiadali oni&#13;
umiejętność rozbijania kamieni bez większego wysiłku. Zawdzięczali to specjalnemu&#13;
młotkowi, który był osadzony na gęsto plecionych rzemiennych rączkach, a nie jak to&#13;
było w zwyczaju na rączce drewnianej. Siła uderzenia wystarczała do rozbicia skały przy&#13;
niewielkim wysiłku67.&#13;
O Romach mówiono też, że są świetnymi muzykami. Niejednokrotnie romski kowal&#13;
po pracy w kuźni brał w ręce skrzypce i dodatkowo zarabiał, grając na weselach czy też&#13;
przygrywając kuracjuszom. Zdarzało się, że zdolnych romskich muzykantów werbowano do góralskich kapel. To na dworach, m.in. Marsów w Limanowej najpiękniejsze utwory grali właśnie Cyganie, a ich muzyka zapadała w pamięci mieszkańców Galicji. Ks. Józef&#13;
Tischner wspominał, że jego matka do końca życia miała w uszach melodie cygańskiej&#13;
kapeli, która przygrywała na jej weselu w Łopusznej68.&#13;
Warto przybliżyć sylwetki kilku romskich kowali, o których jeszcze zachowała się pamięć. Wspomniany już Walenty Gil z Jurgowa, znany w całej okolicy, był następcą kilku&#13;
pokoleń kowali. Bywało, że nawet gazdowie omijali bliższych im kowali, żeby właśnie&#13;
do niego się dostać i zlecić mu wykonanie różnych rzeczy. Poza tym Walenty mieszkał&#13;
na terenie parceli kościelnej, więc siłą rzeczy miał częsty kontakt z księżmi tamtejszej&#13;
parafii, a z niektórymi nawet się przyjaźnił. Skutkowało to także zleceniami na rzecz kościoła, między innymi wykonywał zawiasy i różne okucia do drzwi kościelnych, elementy&#13;
krzyży, świeczniki. W latach pięćdziesiątych otrzymał zlecenie na wykonanie głównej&#13;
bramy wejściowej na tamtejszy cmentarz, która nadal jest zachowana. Niestety niewielu&#13;
mieszkańców Jurgowa wie, że to brama wykuta przez romskiego kowala z Jurgowa.&#13;
Oprócz tego robił też elementy do nagrobków, między innymi na pomniku nagrobnym jednego z księży wykonał ozdobny łańcuch. Przy jednym z domów romskich w Czarnej Górze stoi w obejściu zachowany drabiniasty wóz okuty w całości przez Walentego&#13;
Gila. Wykonywał on przedmioty nie tylko użytkowe, proste, ale również artystyczne. Po&#13;
65&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
śmierci Walentego nikt nie przejął jego rzemiosła, a pozostała po nim kuźnia jest obecnie&#13;
wykorzystywana jako komórka, gdzie przechowywane jest drewno na opał.&#13;
W latach sześćdziesiątych XX w. w Czarnej Górze działał też Augustyn Mirga. Mówiono na niego Gustek znad wody, ponieważ mieszkał w pobliżu rzeki Białki. Równie cenionymi kowalami z Czarnej Góry byli Józef Kamiński, Jakub Kacica czy Jan Mirga. W latach&#13;
sześćdziesiątych działały jeszcze rodziny kowali także w innych miejscowościach polskiego Spisza, np. rodzina Mirgów we Frydmanie czy w Nowej Białej. W Łapszach Wyżnych&#13;
była dość liczna rodzina Józefa Oraczko, który pracował w kuźni wraz z synami69&#13;
Na przełomie lat 50. i 60. XX wieku wielu Romów Karpackich skorzystało z możliwości rozpoczęcia nowego życia w Nowej Hucie przy budowie ogromnego kombinatu&#13;
metalurgicznego. W 1947 r. na polecenie Józefa Stalina Polska rozpoczęła przygotowania&#13;
do budowy zakładu państwowego – wielkiej huty, zapewniającej stal dla całego krajowego przemysłu. Była to jedna z kluczowych inwestycji Planu 6-letniego „stalinowskiego&#13;
projektu skoku gospodarczego i społecznego” zakładającego ogromne inwestycje w przemysł. By cel ten zrealizować. należało zwiększyć mobilność społeczną siły roboczej. Konieczne było przeniesienie tejże siły ze wsi do miast oraz wykształcenie nowej, związanej&#13;
z władzą klasy robotniczej.&#13;
Idea integracji Romów w nowo powstającym polskim organizmie komunistycznym&#13;
pojawiła się już w 1945 r., kiedy to w Ministerstwie Administracji Publicznej planowano&#13;
program produktywizacji ludności romskiej70. Ten program skrystalizował się w formie&#13;
Uchwały Prezydium Rządu nr 452/52 z dnia 24 maja 1952 r. dotyczącej pomocy wobec&#13;
ludności cygańskiej przechodzącej na osiadły tryb życia. Głównym zadaniem tej uchwały&#13;
była produktywizacja Cyganów, a warunkami powodzenia – dokonanie ewidencji, ustalenie warunków bytu i zakresu potrzeb niezbędnych dla przejścia na osiadły tryb życia&#13;
(potrzeby mieszkaniowe, zainteresowania i kwalifikacje zawodowe, pomoc niezbędna&#13;
dla skierowania dzieci do szkół). Szczególną opieką należało otoczyć osiadłą ludność cygańską i wykorzystać ją do akcji propagandowo-uświadamiającej71. Sukcesem początkowej fazy polityki osiedleńczej i produktywizacyjnej Romów była budowa Nowej Huty.&#13;
Prowadzono intensywną akcję agitacyjną, w wyniku której pierwsi Romowie przyjechali&#13;
do Nowej Huty już w 1949 r. Pochodzili głównie ze spiskich i podhalańskich wsi, takich&#13;
jak Trybsz, Niedzica, Sromowce, Łapsze, Frydman, czy Nowy Targ, a najliczniejsza grupa&#13;
przybyła z Kacwina i Jurgowa. Ludzie z fachem kowalstwa w ręku, z rodzinnymi tradycjami w tym rzemiośle, odnaleźli się w nowych warunkach pracy w Nowej Hucie. Romów&#13;
zaczęto powszechnie zatrudniać jako nisko wykwalifikowanych robotników, a romscy&#13;
muzykanci coraz częściej obecni byli w miejskiej scenerii Krakowa. Zmiany społeczno-ekonomiczne, jakie nastąpiły po roku 1989 w Polsce i w Europie, sprawiły, że Romowie&#13;
znaleźli się na marginesie społeczeństwa, bez wykształcenia byli pierwsi zwalniani z pracy, zaczęli korzystać z zasiłków. Tradycyjne zawody, między innymi kowalstwo, zaczęły&#13;
zanikać. Było to ściśle związane z modernizacją wsi, masowo produkowanymi wyrobami&#13;
metalurgicznymi.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
K. Parno-Gierliński, Zawody i profesje romskie, Związek Romów Polskich, Instytut Pamięci i Dziedzictwa&#13;
Romów oraz Ofiar Holocaustu, Szczecinek 2008.&#13;
&#13;
68&#13;
Ł. Połomski, Cygan-Galicyjski podróżnik, http://www.starosadeckie.info/kultura/cygan-galicyjski- podróżnik/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
A. Bartosz, Gospodarowanie Cyganów na Polskim Spiszu, op. cit.&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
A. Mirga, Proces kształtowania się podmiotowości politycznej, op. cit.&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
J. Depczyńska, Cyganie w środowisku pracy: na przykładzie zbiorowości Cyganów w Nowej Hucie, „Annales&#13;
Universitatis Mariea Curie-Składowska”, 1970, t. IV, nr 11.&#13;
&#13;
228&#13;
&#13;
229&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Akcesja Polski w struktury Unii Europejskiej w 2004 r. to moment, w którym zaczęły się wielkie fale wyjazdów Polaków, związane z bezrobociem, ale też z pojawieniem&#13;
się możliwości znalezienia nowych perspektyw. Romowie Karpaccy, od wieków mieszkańcy Spisza i Podhala, cisi świadkowie i obserwatorzy wyjazdów górali do Ameryki,&#13;
wykluczeni z ich bogatej kultury migracyjnej, ruszyli w drogę. Pionierskie badania Między tradycją a zmianą: Migracyjne ścieżki polskich Romów72 omawiają zwykle pominięte albo przemilczane w naukowym dyskursie migracyjnym i romologicznym kierunki,&#13;
powody ale też społeczne konsekwencje migracji polskich Romów. A Romowie polscy&#13;
już w latach 90. podążyli za rodakami m.in. do Niemiec i Wielkiej Brytanii, korzystając&#13;
z sieci migracyjnych krewnych z innych miejscowości73. W niektórych przypadkach wyjazdy skutkowały stałym osiedleniem się, co stanowiło też podstawę do powstania nowych łańcuchów migracyjnych. W cytowanym raporcie we wnioskach końcowych pada&#13;
stwierdzenie, że od ponad ćwierć wieku mamy do czynienia z największym – od czasów&#13;
powojennych emigracji Niemców czy Żydów – exodusem mniejszości etnicznej z Polski. Mało tego, owa masowa emigracja przechodzi niemal niezauważenie74, tak jak niezauważana, przemilczana jest nadal w literaturze, w ulotkach, w przewodnikach czy na&#13;
stronach internetowych na temat Spisza i Podhala wielowiekowa obecność Karpackich&#13;
Romów w tym regionie. Symboliczne jest też zakończenie filmu o romskich kowalach na&#13;
Spiszu, Byli Kowale, byli, którego autorem jest Monika Szewczyk. Film powstał w ramach&#13;
projektu realizowanego przez Fundację Dobra Wola75. W zakończeniu tym Adam Bartosz&#13;
opowiada o jednej ze swoich ostatnich wizyt w Jurgowie – na pogrzebie Walentego Gila,&#13;
swojego serdecznego przyjaciela. Jak mówi: „wśród górali jurgowskich cieszył się ogromnym szacunkiem (…) i kiedy zmarł Walek Gil (…) bylem na pogrzebie, i bardzo smutno mi&#13;
było, że właśnie nikt z miejscowych nie szedł za trumną Walentego, tylko sama rodzina.&#13;
W takiej małej społeczności zawsze jest zwyczaj, że za zmarłym idzie cała wieś. Spytałem&#13;
jednego miejscowego spiszaka stojącego za płotem, który patrzył na ten pogrzeb i mówię: to&#13;
jak to nie pójdziecie na pogrzeb Walka? Przecie to Cygan – odpowiedział.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
K. Fiałkowska, M. P. Garapich, E. Mirga-Wójtowicz, Między tradycja a zmianą: Migracyjne ścieżki polskich&#13;
Romów. Raport z badań, Ośrodek Badań nad Migracjami UW, Warszawa 2018, http://www.migracje.uw.edu.&#13;
pl/publikacje/migracyjne-sciezki-polskich-romow-miedzy-tracycja-a-zmiana-migracyjne-sciezki-polskich-romow-raport-z-badan/&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
W kontekście migracji z Polski oczywiście ta migracja jest mikroskopijna, jednak nabiera znaczenia w kontekście populacji polskich Romów. W wyniku badań prowadzonych wśród polskich Romów, migrantów i nie-migrantów, szacujemy, że ok. 30-60 procent Romów wyjechało z Polski, głównie do Wielkiej Brytanii.&#13;
75&#13;
&#13;
Dokument filmowy przedstawiający dawnych romskich kowali na Spiszu. Scenariusz i realizacja Monika&#13;
Szewczyk, producent Fundacja Dobra Wola, postprodukcja Agencja Filmowa HAF Kraków Krzysztof Krzyżanowski, Kraków 2018, w ramach projektu: „Kowalstwo na Spiszu – niematerialne dziedzictwo Romów”. Projekt ten został rekomendowany przez Radę Europy w ramach European Heritage Strategy for the 21st Century&#13;
i wpisany do księgi złotych praktyk jako ochrona niematerialnego dziedzictwa Romów: https://www.youtube.&#13;
com/watch?v=HkRH8cxa6bk, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
230&#13;
&#13;
Elżbieta Mirga-Wójtowicz – doktorantka i wykładowczyni na UP w Krakowie. Współpracowniczka Ośrodka Badań nad Migracjami UW w projekcie badawczym NCN: Transnarodowe życie polskich Romów – migracje, rodzina i granice etniczne w zmieniającej się Unii Europejskiej.&#13;
Monika Szewczyk – studentka na UJ. Tłumaczka języka romani. Współautorka książek i filmów&#13;
o tematyce romskiej. Współpracowniczka Ośrodka Badań nad Migracjami UW w projekcie badawczym NCN: Transnarodowe życie polskich Romów – migracje, rodzina i granice etniczne w zmieniającej się Unii Europejskiej.&#13;
&#13;
231&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Kuznia Walentego Gila, lata 70. XX w. (fot. A. Bartosz)&#13;
&#13;
Jan Mirga Baro Janko, 1970 (fot. A. Bartosz)&#13;
&#13;
Osiedle cyganskie w Czarnej Górze, lata 60. XX w. Arch. MET&#13;
&#13;
Walenty Gil, kowal z Jurgowa, ok. 1970 r.&#13;
(fot. A. Bartosz)&#13;
&#13;
232&#13;
&#13;
Dom Walentego Gila, z archiwum&#13;
prywatnego Andrzeja Mirgi&#13;
&#13;
233&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Współczesny kowal romski pracujący w pozycji siedzącej, Bułgaria (fot. P. Lechowski)&#13;
Wnukowie Walentego Gila w tradycyjnych strojach spiskich (odmiana jurgowska)&#13;
arch. prywatne Hanna Nawara&#13;
&#13;
Gustek Mirga, kowal, Czarna Góra, 1971 (fot. W. Dudziak)&#13;
&#13;
234&#13;
&#13;
Brama cmentarza w Jurgowie wykonana przez kowala&#13;
Walentego Gila w 1954 roku (fot A. Gil)&#13;
&#13;
235&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�&#13;
�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
0DJGDOHQD�.ZLHFLąVND&#13;
���:VWÛS&#13;
Walenty Gil z rodzina w Jurgowie, fot arch. prywatne Hanny Nawary&#13;
&#13;
Spisz jest regionem o nieoczywistej historii. Wprawdzie przez ponad sześćset lat stanowił jednostkę administracyjną Korony Węgierskiej i do 1918 r. miał stabilne granice,&#13;
to jednak polsko-czechosłowacki spór po zakończeniu I wojny światowej diametralnie&#13;
zmienił dotychczasowy układ geopolityczny. Czechosłowacja uważała, że jest wyłączną&#13;
spadkobierczynią całego obszaru Spisza i chciała, „by nowa granica biegła śladem granicy&#13;
dawnych Węgier. Argumentowano, że jest to teren prawie w całości zamieszkały przez&#13;
Słowaków oraz że Spisz stanowi historyczną całość, której nie należy dzielić. Natomiast&#13;
zdaniem strony polskiej granica powinna była zostać wytyczona zgodnie z zasięgiem&#13;
gwar małopolskich, a więc znacznie dalej na południe. Problem tkwił w tym, że wielu&#13;
mieszkańców spornych terenów, zwłaszcza we wsiach, nie miało określonej świadomości&#13;
narodowej”1. Spór zakończyła w 1924 r. Liga Narodów, podejmując decyzję o ostatecznym zatwierdzeniu granicy, którą w czasie II Wojny Światowej znowu zmieniono, ale&#13;
w 1945 r. ostatecznie przywrócono stan wcześniejszy i obowiązuje on do czasów współczesnych. W efekcie podjętych decyzji część Spisza, która należy do Polski, stanowi zaledwie mały procent całego regionu w dużej mierze przypadającego stronie słowackiej.&#13;
Polski Spisz tworzy czternaście – od 2014 r. piętnaście wsi (samodzielna stała się Niedzica-Zamek), które należą do trzech gmin. Do gminy Bukowina Tatrzańska należą Czarna Góra, Jurgów, Rzepiska, w gminie Łapsze Niżne są Frydman, Falsztyn, Kacwin, Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne, Łapszanka, Trybsz, Niedzica i Niedzica-Zamek, a w gminie&#13;
nowotarskiej położone są Dursztyn, Krempachy i Nowa Biała. Ponadto, na tym terenie&#13;
1 A.Kroh, Spisz to współistnienie, „Tatry”, 2019, nr 67, s. 80; Por. Z. Sobierajski, Gwary spiskie na pograniczu&#13;
polsko-słowackim, „Rocznik Podhalański”, 1997, nr 7, s. 169-184.&#13;
&#13;
236&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
istnieją trzy odmiany regionalnego stroju: jurgowski, kacwiński, trybski. Specyficzne dla&#13;
Spisza jest istnienie lokalnej wspólnoty leśno-gruntowej opartej na osiemnastowiecznym prawie węgierskim zwanej urbarem2. Z ciekawostek historycznych warto także&#13;
wspomnieć o stosunkach pańszczyźnianych tzw. żelarstwie (z węgierskiego zsellérség),&#13;
które przetrwało do 1931 r. w Łapszach Niżnych, Falsztynie i Niedzicy3. Pańszczyźniane zobowiązania nie dotyczyły wszystkich mieszkańców, lecz części rodzin, niemniej&#13;
ośmielam się poniżej przedstawić pewną hipotezę dotyczącą społeczności tych trzech&#13;
wsi w oparciu o wyciągnięte wnioski z wysłuchanych opowieści na Spiszu podczas etnograficznych badań terenowych w 2018 r.&#13;
Historia polskiej części Spisza kształtowała poczucie tożsamości ludzi zamieszkujących stosunkowo nieduży obszar między Podhalem a Pieninami, który posiada wyraźną odrębność regionalną. Przejawy tej odrębności są widoczne m.in. w ubiorze, tańcu,&#13;
gwarze i swoistym postrzeganiu rzeczywistości. Interesujące są deklaracje mieszkańców&#13;
Spisza na temat ich poczucia tożsamości regionalnej. Spiszacy, podobnie jak mieszkańcy Podhala, są uważani przez ludzi z nizin za górali. Tymczasem w refleksji nad własną&#13;
tożsamością często powtarzają – „my miejscowi za górali uważamy tylko ludzi z Podhala.&#13;
Tu, na Spiszu, żyją Spisoki”4. W Jurgowie usłyszałam: „rzepiszczanie się zgóralszczyli,&#13;
spolszczyli”, „nie są prawdziwymi Spisokami, są góralami”.&#13;
Tematyka rzemiosła i rękodzieła stała się pretekstem do analizy i opisu zastanej sytuacji społecznej na Spiszu w drugiej dekadzie XXI w. Wysłuchane opowieści zawierają&#13;
pewną logiczną strukturę, a odkrywanie jej znaczeń, więc ich interpretacja zawsze jest&#13;
wyzwaniem dla etnologa5. W opowieściach poszczególnych osób charakterystyczne&#13;
jest wspominanie czasów przeszłych, pomimo że stawiane pytania miały na celu zarejestrowanie bieżącego zaangażowania mieszkańców Spisza w wytwórczość rzemieślniczą&#13;
i rękodzielniczą. Często w tym kontekście powtarzane są wypowiedzi: „teraz to zanika”,&#13;
„wszyscy są za granicą” lub „poumierali”, ale zarazem można zauważyć powstawanie nowych dziedzin rękodzieła niespotykanych w regionie. Jest to drobne wytwórstwo lub zajęcia, które wypełniają czas poza codziennymi obowiązkami, tj. pamiątki na sprzedaż dla&#13;
turystów lub prezenty dla bliskich. Osobnym zagadnieniem jest kwestia ręcznego szycia&#13;
regionalnego stroju i wykonywania na nim haftów. Na podstawie obserwacji w terenie&#13;
można stwierdzić, że ubieranie się po spisku jest coraz bardziej popularne i wynika z aktywności młodzieży w lokalnych zespołach pieśni i tańca.&#13;
W poszczególnych wsiach są nieliczni rzemieślnicy, którzy kontynuują rodzinne tradycje, często dostosowane do współczesnych wymagań klientów, lub sami zdecydowali&#13;
o rozpoczęciu wytwórczości. Inni zaprzestali rękodzieła lub drobnego rzemiosła wsku2&#13;
&#13;
F. Payerhin, O urbarze. Zapiski znalezione „na piyntrze”, „Na Spiszu”, 2006, nr 4, s. 42-45.&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
J. Ciągwa, Zniesienie pańszczyzny na Spiszu w latach 1931-1934, „Studia Iuridica Lublinensia”, 2016, vol. XXV,&#13;
nr 3, s. 165-178.&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
P. Schmidt, Język pogranicza. Wartość języka w identyfikacjach z własną kulturą, w: Kultura i przyroda. Górale i góralszczyzna w dziejach i kulturze pogranicza polsko-słowackiego (Podhale, Spisz, Orawa, Pieniny),&#13;
red. M. Gotkiewicz, Podhalańska Wyższa Szkoła Zawodowa w Nowym Targu, Nowy Targ 2005, s. 55.&#13;
&#13;
5&#13;
Zob. Cz. Robotycki, St. Węglarz, „Chłop potęgą jest i basta”. O mityzacji kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa”, 1983, nr 1, s. 3-8.&#13;
&#13;
238&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
tek braku zapotrzebowania na ten rodzaj usług i dotyczyła ona prac związanych zarówno&#13;
z gospodarowaniem jak i z twórczością tzw. chałupniczą na zlecenie Cepelii. Tradycyjnym rzemiosłem i rękodziełem, na przykład kowalstwem, ciesielstwem, snycerką, hafciarstwem, sporadycznie przejętymi od poprzednich pokoleń, zajmuje się kilkanaście&#13;
osób. Od kilkudziesięciu lat powstają nowe dziedziny, które na małą skalę rozwijają&#13;
przede wszystkim kobiety, tj. haftowanie obrazów, szycie maskotek, szydełkowanie, wykonywanie stroików okolicznościowych, decoupage’u i dekoracyjnych kwiatów wykonanych z rajstop. Przekształceniu ulegają także dawne rzemiosła, które przystosowują się&#13;
do potrzeb współczesności.&#13;
W pamięci są żywe wspomnienia o sąsiadach, którzy do lat 80. i 90. minionego stulecia&#13;
trudnili się rzemiosłem i rękodziełem. Dominuje pamięć o romskich kowalach oraz wytwórczości w zakresie stolarstwa, bednarstwa, a także o przetwarzaniu lnu i wełny w celu&#13;
szycia ubioru codziennego i odświętnego. W różnych spiskich wsiach mieszkańcy coraz częściej organizują izby regionalne lub niewielkie ekspozycje, gdzie prezentowane są&#13;
dawne ręcznie wykonane przedmioty służące kiedyś do użytku codziennego. Na Spiszu&#13;
są więc nieliczne osoby, które jeszcze coś wykonują w zakresie rzemiosła lub rękodzieła,&#13;
ale coraz bardziej liczni są ci, którzy zaprzestali tej działalności i wspominają dawne czasy, gdy wytwórczość organizowała relacje sąsiedzkie w wiejskich społecznościach.&#13;
&#13;
���%DGDQLD�WHUHQRZH&#13;
Tygodniowe badania terenowe w lipcu 2018 r.6, które koordynowałam, zostały rzetelnie przeprowadzone przez studentów etnologii Uniwersytetu Poznańskiego: Katarzynę&#13;
Sołtys i Marcina Mielewczyka. Uczestniczył w nich też absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, Emilian Wilk, oraz absolwentka tego kierunku studiów na Uniwersytecie&#13;
Łódzkim, Natalia Iwaniuk. Etnograficzne wywiady, swobodne rozmowy i obserwacje&#13;
uczestniczące odbyły się w każdej z piętnastu spiskich wsi. Podstawę do badań tworzył&#13;
przygotowany przeze mnie kwestionariusz, który miał być pretekstem do rozmowy&#13;
na temat rzemiosła i rękodzieła na Spiszu. Biorąc pod uwagę doświadczenie terenowe&#13;
uczestników obozu, pozostawiłam do wyboru sposób prowadzenia rozmów w terenie:&#13;
zgodnie z kolejnością ułożonych pytań w kwestionariuszu lub zgodnie z metodami właściwymi dla rozmowy sterowanej, więc opartej na stawianiu pytań w stosownej dla prowadzonej rozmowy kolejności. Wskazane było jednak, by do rozmów wybierać osoby,&#13;
które mieszkają we wsi co najmniej od drugiego pokolenia. Uczestnicy badań nie zawsze&#13;
stosowali się do tego zalecenia, bo rzeczywistość terenowa weryfikowała wstępne założenia, co w efekcie przyniosło interesujący zbiór kilkudziesięciu wywiadów i rozmów swobodnych, który ukazał współczesny obraz mieszkańców Spisza różny od historycznych&#13;
opisów. Dzisiaj etnograficzną mozaikę polskiej części regionu tworzą przede wszystkim,&#13;
obok Polaków, mniejszości: słowacka, górale podhalańscy i romska, przy czym bywa,&#13;
że mieszkańcy deklarują dwoistą tożsamość związaną z poczuciem tożsamości lokalnej/&#13;
regionalnej (spiskiej) i zarazem etnicznej/narodowej. Na co dzień mieszkańcy posługują&#13;
6 Stałym miejscem naszego zamieszkania było Centrum Kultury Słowackiej w Nowej Białej. Codziennie rano&#13;
wyruszaliśmy w teren, gdzie zawoził nas wynajęty w tym celu autobus.&#13;
&#13;
239&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
się literackim językiem polskim i rodzinną mową, która jest im bliska, więc wypowiadane&#13;
spontanicznie zdania rozbrzmiewają w gwarze spiskiej, podhalańskiej, w języku słowackim, polskim i romskim.&#13;
Swoisty koloryt i niepowtarzalność na Podtatrzu nadaje Spiszowi postać dobosza,&#13;
który jest pozostałością dawnych zwyczajów węgierskich w tym regionie. W języku węgierskim dobos to członek orkiestry grający na bębnie, a dzisiaj w Niedzicy, Nowej Białej&#13;
i Krempachach, nazywany bymbniorzem, pełni ważną funkcję społeczną. Używane jest&#13;
też określenie bołgorz7. W Nowej Białej maszeruje on z bębnem kilkanaście razy do roku&#13;
trasą wiodącą ulicami św. Katarzyny, św. Floriana, Stolarskiej, Obłazowej i z polecenia&#13;
sołectwa zawiadamia mieszkańców wsi o ważnych decyzjach i wydarzeniach, które dotyczą kwestii urbarialnych, takich jak np. licytacja gruntu albo decyzja o jego zalesianiu.&#13;
Miejscowy bymbniorz pełni tę honorową funkcję od 1999 r. i jest ona dziedziczona, ale&#13;
niekoniecznie w obrębie jednej rodziny. Sposób bębnienia może się różnić w poszczególnych wsiach, bo np. w Krempachach czynność ta wykonywana jest jedną, a w Nowej&#13;
Białej dwiema pałkami.&#13;
Nim uczestnicy obozu wyruszyli w teren, mieli okazję wysłuchać prelekcji wprowadzającej w tematykę dziedzictwa Spisza i jego historię. Ciekawostką jest tzw. zastaw spiski, czyli umowa z 1412 r. pomiędzy Władysławem Jagiełłą a Zygmuntem Luksemburczykiem, która polegała na przyłączeniu do Polski 16 miast spiskich w zamian za pożyczone&#13;
królowi Węgier pieniądze. Wyjątkowym zjawiskiem przyrodniczym na Spiszu jest przełom rzeki Białki i jaskinia Obłazowa, gdzie został znaleziony, wykonany z ciosu mamuta,&#13;
najstarszy na świecie bumerang. W Falsztynie jest rezerwat przyrody zwany Zielonymi&#13;
Skałkami, w Niedzicy średniowieczny zamek Dunajec, we Frydmanie zabytkowy kasztel,&#13;
a w Kacwinie dawne spichlerze zwane sypańcami. W Czarnej Górze mieszkają i tworzą&#13;
romskie artystki – rzeźbiarka i malarka Małgorzata Mirga-Tas oraz poetka i pieśniarka&#13;
Teresa Mirga. Ze Spisza rozciąga się jeden z piękniejszych widoków na Tatry. Te wybrane informacje nadały badaczom-etnografom swoisty kontekst do prowadzenia rozmów&#13;
w terenie, obserwowania i dokumentowania otaczającej nas rzeczywistości.&#13;
Szczególne okazje do prowadzenia obserwacji uczestniczących związane były z codziennością mieszkańców, ich praktykami religijnymi, a także wydarzeniami kulturalnymi, które odbyły się podczas naszego pobytu w terenie. Do codziennej praktyki terenowej należały wspólne spędzanie czasu z mieszkańcami Nowej Białej przy okazji posiłków&#13;
w Centrum Kultury Słowackiej, gdzie mieszkaliśmy, rozmowy z kierownikiem i pracownikami tego ośrodka podczas spędzania czasu w lokalnym barze, zakupy w sklepach&#13;
spożywczych i przypadkowe spotkania na ulicy. Praktyki religijne mieszkańców Spisza&#13;
związane były z niedzielną mszą świętą i uroczystością Matki Boskiej Zielnej 15 sierpnia.&#13;
Wydarzeniami kulturalnymi, które stworzyły niecodzienne okazje do obserwacji uczestniczącej, były koncerty w kościołach we Frydmanie i Łapszach Wyżnych w ramach odbywającego się od kilku lat festiwalu „Barok na Spiszu”, a także udział w dwóch próbach&#13;
zespołów regionalnych (prowadzonych w każdym tygodniu) we wsiach Łapsze Wyżne&#13;
i Frydman. Zostaliśmy zaproszeni i miło przyjęci przez kierowników oraz członków zespołów.&#13;
7&#13;
&#13;
jb, Góralskie cytanie 2018 – gala finałowa, „Na Spiszu”, 2018, nr 2, s. 14.&#13;
&#13;
240&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Przeprowadzone wywiady/rozmowy z mieszkańcami poszczególnych wsi zostały zarejestrowane w formie audio, a towarzyszyła im dokumentacja fotograficzna. Wykonano&#13;
fotografie sprzedawanych na straganach pamiątek, wyrobów rzemieślniczych, wnętrz&#13;
tzw. izb regionalnych, ale także detali z otaczającego nas pejzażu, zabudowy wsi, zabytków itp. Jednym słowem, wszelkie przejawy „znaków istnienia” w kontekście codziennego życia mieszkańców omawianego regionu. Celem badań było bowiem uchwycenie&#13;
obecnego stanu wytwórczości, którą zajmują się mieszkańcy Spisza, a także zarejestrowanie stopnia ich zaangażowania w różne dziedziny rzemiosła i rękodzieła w związku&#13;
z przemianami społeczno-gospodarczymi dokonującymi się na wsi. Rozmówcy spontanicznie odwoływali się do przeszłości przywoływanej poprzez wspomnienia, gdy stawiane pytania odnosiły się do poszczególnych dziedzin wytwórczości: w drewnie, w kamieniu, w metalu, wyrobów z lnu, z wełny, ze skóry, ale także w zakresie haftu, szycia,&#13;
rzemiosła artystycznego czy pamiątkarstwa. Odrębnym tematem prowadzonych poszukiwań w terenie była rejestracja oraz okoliczności powstawania kolekcji prywatnych i tak&#13;
zwanych izb regionalnych.&#13;
Dopiero kolejne pytanie kierujące rozmowę na „tu i teraz” wprawiało ich w lekkie&#13;
zakłopotanie i najczęściej następowała odpowiedź, że „teraz to zanika” albo „technika&#13;
wyparła rękodzieło”, a także „wszyscy są za granicą”. Zawarte w wypowiedziach informacje na temat rękodzieła i rzemiosła na Spiszu rysują nieco odmienny obraz od opisów&#13;
etnograficzno-historycznych, zarówno tych dawniejszych jak i bliższych współczesności.&#13;
Michał Balara w swoich wspomnieniach ze Spisza zanotował, że w Krempachach i w Łapszach Wyżnych jest kuźnia, w której pracują Romowie, w Czarnej Górze zaś stoi zabytkowa karczma i kuźnia, Jurgów „to centrum wytwórczości ludowej na Spiszu”8, a w Trybszu&#13;
nad rzeką Białką znajduje się młyn i tartak rodziny o nazwisku Bizub. Młyn zakupił Józef&#13;
Bizub, a gdy budynek zniszczał, w 1958 r. został rozebrany i w tym samym miejscu wybudowano młyn nowoczesny jak na ówczesne czasy9. Zapisy sprzed kilkudziesięciu lat&#13;
dotyczące Spisza mają swoje odzwierciedlenie we współczesności, bo syn młynarzy Bizubów mieszka przy ul. Młyńskiej i pracuje w rodzinnym tartaku, w Krempachach i Czarnej Górze stoją jeszcze stare kuźnie, lecz już nie czynne, a w Jurgowie mieszka największa&#13;
liczba rękodzielników, którzy przejęli rodzinne tradycje. Katarzyna Ceklarz, sięgając aż&#13;
od XIX w.10, wspomina liczne rodzaje rzemiosła w regionie, na temat których poszukiwaliśmy informacji w terenie, by dowiedzieć się czegoś o współczesnym stopniu zaangażowania mieszkańców Spisza w poszczególne dziedziny twórczości; albo tylko o ich&#13;
śladach w postaci dawnych warsztatów, narzędzi i wykonanych, lecz nieużywanych już&#13;
przedmiotów oraz opowieści i wspomnień z nimi związanych.&#13;
W opinii mieszkańców Spisza sposób życia na wsi ulega zmianie, o czym opowiadają&#13;
w sposób spontaniczny. W Łapszance, Kacwinie i Niedzicy coraz więcej osób wynajmuje&#13;
8 M. Balara, Z historii Spisza i Podhala naszego stulecia wspomnienia i relacje, Sądecka Oficyna Wydawnicza&#13;
Wojewódzkiego Ośrodka Kultury, Nowy Sącz 1987, s. 29, 39, 41, 43.&#13;
9&#13;
Inwentarz ludowych zakładów pogrzebowych na Podhalu, Orawie i Spiszu 1960-1963, Archiwum Muzeum&#13;
Tatrzańskiego, sygn. AR/311, nr pag. 207.&#13;
10&#13;
&#13;
K. Ceklarz, Rzemiosło, przemysł i sztuka ludowa, w: Kultura ludowa Górali Spiskich, red. U. Janicka-Krzywda,&#13;
Centralny Ośrodek Turystki Górskiej PTTK, Oficyna Wydawnicza „Wierchy”, Kraków 2012, s. 145-172.&#13;
&#13;
241&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
pokoje dla turystów i staje się to stopniowo jednym z głównych źródeł ich utrzymania.&#13;
Rzepiska i Falsztyn ze względu na urokliwe krajobrazy są popularane wśród przyjezdnych zainteresowanych zakupieniem działki budowalnej lub domu letniskowego. We&#13;
Frydmanie i Krempachach dominuje opinia, że we wsi „nie ma ruchu turystycznego”.&#13;
Liczni mieszkańcy Spisza wyjechali za granicę w celach zarobkowych. Rzemiosło i rękodzieło nie jest już dodatkowym źródłem utrzymania, obok tradycyjnego gospodarowania i pasterstwa, które także zanikają. Tylko nieliczni podejmują się różnych dziedzin&#13;
wytwórczości.&#13;
Etnograficzne wędrówki po Spiszu przyniosły plon w postaci zarejestrowanych czterdziestu pięciu wywiadów na podstawie kwestionariusza, a także swobodnych rozmów&#13;
z ponad czterdziestoma osobami, które były prowadzone zgodnie z założonymi celami.&#13;
Została wykonana dokumentacja fotograficzna i notatki w terenie z prowadzonych obserwacji. Udało się nam zebrać informacje o kilkunastu czynnych rzemieślnikach i o kilkudziesięciu osobach zajmujących się rękodziełem, którzy przeważnie nie czerpią z tego&#13;
korzyści finansowych. Rękodzieło wykonywane jest bowiem spontanicznie i wynika z indywidualnej wrażliwości. Jest sposobem na spędzanie wolnego czasu. Zebraliśmy także&#13;
informacje na temat tak zwanych izb regionalnych oraz niewielkich ekspozycji zorganizowanych w lokalnych szkołach lub ośrodkach kultury, które powstały z prywatnych kolekcji lub z inicjatywy oddolnej jako działanie celowe, by pokazać i zachować dla kolejnych&#13;
pokoleń ręcznie wykonane przedmioty. Wyjątkowym miejscem ekspozycji jest zabytkowy obiekt sypaniec w Łapszach Niżnych. Każde z tych miejsc, gdzie są prezentowane&#13;
obiekty kultury materialnej, to inicjatywa mieszkańców Spisza. Wyjątkowa jest kolekcja&#13;
nieżyjącego już Józefa Iwańczaka zorganizowana w jego rodzinnym domu w Niedzicy&#13;
(lokalnie nazywanym muzeum). Pośród zebranych przez siebie przedmiotów umieścił&#13;
on kartkę z napisem: „Nasom powinnośćiom jest za to ochraniuwać pamiontki”11.&#13;
&#13;
3. 7HUD]�MXĺ�OXG]LH�VLÛ�U]HPLRVăDPL�EDUG]R�PDăR�]DMPXMÇ�&#13;
���������'UHZQR&#13;
Jeśli już mieszkańcy Spisza zajmują się rzemiosłem, to przede wszystkim obróbką drewna, a w dalszej kolejności obróbką kamienia i metalu. Są to nielicznie wykonywane profesje – najczęściej przez mężczyzn, którzy fachu uczyli się sami, aktywnie obserwując&#13;
innych członków rodziny lub sąsiadów przy pracy, a rzadziej przez absolwentow szkół zawodowych. Dominującym rzemiosłem jest stolarstwo, które potocznie mieszkańcy Spisza określają jako „robienie w drewnie” („robić [coś] w drewnie”). „Robieniem w drewnie” określają też rękodzieło artystyczne w zakresie rzeźby i płaskorzeźby.&#13;
Obróbka drewna na Spiszu ma długie tradycje, bo stolarze, a przede wszystkim cieśle&#13;
zawsze byli bardzo szanowani w wiejskiej społeczności. Zajęcie to było jednak traktowane jako dodatkowe12, realizowane w ramach zlecenia, poza pracami związanymi z prowa11&#13;
Por. J. Barański, „Arka” Józefa Iwańczaka. O pewnym spiskim muzeum rodzinnym, „Zbiór Wiadomości do&#13;
Antropologii Muzealnej”, 2018, nr 5, s. 67-156.&#13;
12&#13;
&#13;
Por. Tradycyjne rzemiosło i przemysł wiejski Karpat Polskich – perspektywy badawcze, rekonstrukcje, reinterpretacje, red. M. Brocki, Muzeum im. Wł. Orkana, Rabka-Zdrój 2017.&#13;
&#13;
242&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
dzeniem gospodarstwa. Odmienne od Podhala budownictwo na Spiszu – bo, jak mówią&#13;
mieszkańcy, domy częściej „stawiało się z cegły” – sprawiało, że od cieśli oczekiwano&#13;
znajomości także murarstwa13. Niejeden z mieszkańców Spisza stwierdzał: „stolarkę i nie&#13;
stolarkę, to ja też [potrafię]. Mało kiedy zanosiłem do obcego. I wymurowałem, i otynkowałem, niejeden dom otynkowałem”. W Rzepiskach, jak usłyszałam w terenie, wszyscy&#13;
starsi stolarze lub cieśle poumierali, a kolejne pokolenia niechętnie podejmują się tego&#13;
fachu. Jeden z nielicznych czynnych zawodowo stolarzy nauczył się stolarstwa od swoich&#13;
braci. Oni ukończyli szkoły zawodowe, a on podpatrując ich pracę już jako czternastolatek wykonywał meble na zamówienie. W swoim życiu zrobił dużo przedmiotów na zamówienie dla osób prywatnych, ale także do pensjonatów i lokalnego kościoła, dla którego wykonał rzeźby. Na poszczególnych łóżkach, krzesłach, szafach lub stołach umieszcza&#13;
rzeźbione elementy kwiatowe nawiązujące stylistyką do Spisza. W Czarnej Górze można&#13;
usłyszeć, że „stolarzy było dużo we wsi i to niedobrze szło (…). Teraz już ludzie się rzemiosłami bardzo mało [zajmują]”.&#13;
Jeśli można mówić o przekazywaniu tradycji w zakresie wytwórczości rzemieślniczej&#13;
i rękodzielniczej, to dzisiaj odnosi się ona bardziej do chęci i poczucia obowiązku wykonywania pewnej pracy, żeby nie pozostawać bezczynnym, „dla zabicia czasu”, ale także&#13;
swoistej wrażliwości na materiał, z którego od pokoleń wytwarzano okna, drzwi, meble&#13;
i przedmioty potrzebne na co dzień w gospodarstwie. Drewno pobudza wyobraźnię tych,&#13;
którzy od najmłodszych lat w rodzinnym domu mieli możliwość oswojenia się z nim,&#13;
obserwując prace stolarskie starszych pokoleń. „Drewna zawsze było dużo w rodzinie,&#13;
odkąd pamiętam i [wiem] też z opowieści” – wspomina młody rzeźbiarz z Frydmana&#13;
i dodaje: „Mam jakiś kawałek drewna i po prostu używam do tego wyobraźni i próbuję go&#13;
tylko delikatnie obrobić i pokazać to, co ja w nim widzę. (…) To takie twarze, gdzie, jak&#13;
mówię, uciąłem takie dwa kawałki i mi się skojarzyło, to lekko porzeźbiłem i takie nosy&#13;
wyszły. Tutaj też, jak mówię, bo to jest z jesionu, gdzieś tam był wbity gwóźdź podejrzewam i to obrosło jak obrosło i takie oko mi się z tego udało zrobić. (…) Dla kogoś innego,&#13;
powiedzmy, może wyglądać jak zwykły kawałek drewna, ja to widzę swoimi oczami”.&#13;
Na Spiszu prawie w każdej wsi są rzeźbiarze lub rękodzielnicy „dłubiący” na swój&#13;
sposób w drewnie i nie czynią tego wyłącznie dla celów zarobkowych, ale także jest to&#13;
sposób wyrażenia własnej wrażliwości. Ponadto–, jak wynika z przeprowadzonych rozmów w terenie, ozdobne balustrady, okna, drzwi, kołyski, łóżka, kredensy, płaskorzeźby,&#13;
drewniane naczynia najczęściej są wykonywane we Frydmanie, Czarnej Górze, Jurgowie,&#13;
Niedzicy i Łapszance, ale można tam także usłyszeć, że ktoś „wykonywał okna i drzwi, ale&#13;
już [tego] od paru lat nie robi, bo wszyscy kupują plastiki”, albo: „teraz mało stolarzy jest,&#13;
bo jak weszły plastikowe okna, drzwi do domów, no to stolarzom zabrakło roboty, bo&#13;
teraz wszystko nabywają. My też tu mamy plastikowe okna, no a przedtem wszystko było&#13;
z drzewa robione. No to, co mamy drzwi, no to wszystko nam robił w 80. roku”.&#13;
Pytanie o czynnych stolarzy czasami wywołuje skojarzenie z profesją rzeźbiarza, bo&#13;
w Kacwinie mieszkańcy wspominają: „on Matkę Boską wyrzeźbił, Jana Pawła to on jeszcze rzeźbi, a tak to…”, natomiast w Jurgowie „dużo z drzewa się robi” jak zaznaczają sami&#13;
13&#13;
&#13;
Wywiady etnograficzne z mieszkańcami wsi, Nowa Biała, 1976, Archiwum Muzeum Tatrzańskiego, sygn.&#13;
AR/NO/671/1, nr pag. 4.&#13;
&#13;
243&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
mieszkańcy. Dzisiaj coraz częściej wykonuje się także drewniane pamiątki, tj. solniczki,&#13;
pudełeczka, serwetniki, czerpaki, obońki, konewki, które przeznaczone są na sprzedaż&#13;
w Zakopanem jako pamiątki z Podhala.&#13;
Oryginalną dziedziną rękodzieła na Spiszu jest lutnictwo, które stopniowo zanika.&#13;
Spiskie tradycje lutnicze sięgają daleko wstecz, bo są powiązane z zakopiańską Szkołą&#13;
Przemysłu Drzewnego (kursy lutnicze prowadził od 1923 r. podhalański góral Andrzej&#13;
Bednarz), po II wojnie z Liceum Sztuk Plastycznych, a w latach 1959-1975 z pobliskim&#13;
Technikum Budowy Instrumentów Ludowych w Nowym Targu14. Szkoły te kształciły&#13;
licznych fachowców, a niektórzy z nich kontynuowali edukację w Akademii Muzycznej&#13;
w Poznaniu. Zapotrzebowanie na usługi w zakresie wytwórczości instrumentów, najczęściej skrzypiec i ludowych basów, maleje, pomimo że wzrasta zainteresowanie młodzieży&#13;
udziałem w zespołach regionalnych prezentujących spiski taniec i muzykę. Dziś lutnictwem zajmują się dwie rodziny ze Spisza: jedna rodem z Krempachów, lecz jej działalność&#13;
w tym zakresie jest realizowana poza regionem, druga zaś w Jurgowie, ale „nie opłaca się&#13;
już robić” – jak stwierdza rękodzielnik, bo „przyszły Chiny i skończyły się zamówienia”.&#13;
W opowieściach mieszkańców istnieje też pamięć o lutniku z Czarnej Góry, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.&#13;
Drewno to także las i praca z nim związana, która przez dziesięciolecia była częstym&#13;
źródłem utrzymania mieszkańców Spisza. Mężczyźni wyjeżdżali na słowacką stronę gór,&#13;
zatrudniani jako drwale. W opowieściach powracają wspomnienia tamtych lat – „tu była&#13;
ciężka praca w lesie, bo tam były te lasy w górach”. W czasach, gdy wyjazd na Słowację&#13;
był możliwy tylko dla tych, którzy mieli paszport, dzięki międzynarodowym porozumieniom mieszkańców Spisza obowiązywały inne zasady. Lokalne relacje podyktowane były&#13;
potrzebą zarobku: „masę ludzi pracowało na Słowacji. I dobrze im tam było, bo ubezpieczenie mieli, a teraz tam mają emerytury. Autobusy po nich przyjeżdżały. A później&#13;
jeszcze, że był pracownikiem, to dostawał deputat, czyli drewno opałowe. Nie musiał&#13;
się starać, tylko im przywozili deputat na opał. Nie było domu, w której by nie było tej&#13;
przepustki i by nie chodzili do pracy. A później to już nie było czasu na jakieś rękodzieła,&#13;
na takie coś”. We wspomnieniach pozostały obrazy prowadzonych rozmów dotyczących&#13;
wzajemnych zobowiązań między Polską a Słowacją w kwestii prac w lesie: „jak granice&#13;
się zmieniały przy Parku Tatrzańskim, to Słowacja się zobowiązała, że da ludziom pracę.&#13;
A w Nowym Targu nie było gdzie pracować więc ludzie mieli przepustki i chodzili tam&#13;
do pracy, właśnie do lasu: ścinka, zwózka, obrabianie drzewa. No i drewno opałowe też&#13;
mieli”.&#13;
Przy okazji rozmowy o pracy w drewnie powstają nowe opowieści, które ukazują codzienność życia na wsi w czasach minionych. „Teraz już ludzie się rzemiosłami bardzo&#13;
mało zajmują” – to częste stwierdzenie, które pobudza mieszkańców Spisza do wspomnień. Spontanicznie wywołane z pamięci zastanawiają pozornym brakiem związku z historią o rękodziele, są jakby przerywnikami w głównym wątku narracji, który odnosi się&#13;
do pracy w drewnie. Mieszkańcy Frydmana wspomnienia skierowali na lata 50. i 60. zeszłego stulecia, gdy w Nowym Targu powstały zakłady przemysłowe z najbardziej prężną&#13;
14&#13;
&#13;
Zob. B. Vogel, Słownik lutników działających na historycznych i obecnych ziemiach polskich oraz lutników polskich działających za granicą do 1950 roku, Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, Bydgoszcz 2019, s. 27-28.&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
na Podtatrzu gałęzią produkcji obuwia: „to cztery auta [autobusy] chodziły, cztery rano,&#13;
cztery wieczór. Ludzie chodzili syćko młodzież też. Szkoła była przyzakładowa, dzieci&#13;
kończyły tylko dwa lata szkoły, które na co się nadawało, szło, kombinat był pełen obsadzony i robili buty. No, ale co z tego? Ludzie byli, są i będą. To się nie utrzymało długo.&#13;
Zaczęli kraść, rozebrali maszyny, zrobili nic. A dzisiaj trzeba się tłuc po większych dziedzinach, po inkszych wsiach. Dwa lata, trzy lata temu, to chłopy za granicę chodzili. Baby&#13;
z dziećmi w domach, a chłopy za granicę”.&#13;
&#13;
4. %\ăR�MDN�E\ăR��%\ăR�UR]PDLFLH��,�WDN�E\ăR��L�WDN�E\ăR��5R]PDLFLH�E\ăR��&#13;
����������0HWDO&#13;
Obróbka metalu związana jest z kowalstwem, które na Spiszu posiadało pewną specyfikę&#13;
ze względu na fakt, że rzemiosłem tym od kilku wieków trudnili się także Romowie. Podział pracy był ustalony zwyczajowo, bo Romowie wykonywali przede wszystkim drobne&#13;
przedmioty typu gwoździe, klińce, podkowy (ale nie podkuwali koni), lemiesze, motyki,&#13;
siekiery i wiele innych, które stanowiły podstawowe wyposażenie gospodarstwa rolnika.&#13;
Około 1954 r. w Czarnej Górze funkcjonowała spółdzielnia zatrudniająca romskich kowali, którzy robili m.in. gwoździe do przybijania szyn do podkładów kolejowych15. Kowale spoza społeczności romskiej zajmowali się raczej sprzętem gabarytowo większym,&#13;
wykonywali bramy, balustrady, poręcze i podkuwali konie. W drugiej dekadzie XXI w.&#13;
pojedynczo stojące budynki kuźni są już nieczynne, a jeśli ktoś jeszcze z nich korzysta&#13;
to w Krempachach „tylko dla siebie klepie noże do pługa, siekiery. Czasami ze wsi też&#13;
przychodzą, żeby im coś poklepać, wyprościć”. Obrazy jeszcze żywe w latach 80. zeszłego&#13;
stulecia, ukazujące kolejki wozów czekających do kuźni, pozostały we wspomnieniach&#13;
tak, jak pamięć o romskich kowalach, na których umiejętności nie ma już zapotrzebowania – „teraz ludzie sobie radzą, bo to prąd jest, to mają spawarki, to takie rzeczy. Każdy,&#13;
kto ma spawarkę, to sobie coś tam, jak się mu zepsuje co, to…”.&#13;
Istnieje domniemanie, że kilka wieków temu do Jurgowa został sprowadzony romski&#13;
kowal o nazwisku Mirga do budowy miejscowego kościoła. Pierwsze informacje na temat&#13;
Romów na Spiszu pochodzą z XVIII w. i są zapisane w lokalnych księgach parafialnych.&#13;
Przybyli więc na Spisz najpóźniej trzy wieki temu. Do II Wojny Światowej kowalstwem&#13;
na Spiszu zajmowali się przeważnie Romowie, którzy byli samoukami16. Wiadomo, że&#13;
mieszkali (lub nadal w kilku wsiach mieszkają) w Czarnej Górze, Jurgowie, Nowej Białej,&#13;
Frydmanie, Krempachach, Kacwinie, Trybszu i Łapszach Niżnych. Nie powinien więc&#13;
dziwić fakt, że Romowie stanowią znaczący wątek w opowieściach większości mieszkańców Spisza, które dotyczą obróbki metalu, ale także ich sposobu życia i wzajemnych&#13;
relacji między społecznością romską i nie-romską:&#13;
Jak byli, to robili siekiery, motyki, taki sprzęt na wsi, co potrzebny do roboty. Zajmowali się&#13;
takim kowalstwem [Łapszanka].&#13;
15&#13;
&#13;
P. Lechowski, Romscy kowale na Spiszu,broszura wydana w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu&#13;
- niematerialne dziedzictwo Romów”, Kraków 2018 r., s. 7.&#13;
16&#13;
&#13;
244&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
245&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Oni ino kowalowali, a jak nie to grali. W Trybszu był jeden kowal i w Łapszach Niżnych dwóch&#13;
było kowali, to robili wozy te drewniane, te okucia pługa [Czarna Góra].&#13;
No pewno, że korzystali [my z ich pracy], bo jak komuś trzeba było do pługa coś, albo dla konia&#13;
podkowy, to szli do niego i on to zrobił. Nie chodzili daleko, bo na miejscu, prawie w każdej wsi&#13;
były te Cyganie osiedleni. Ale teraz już żaden nie kowaluje tutaj [Czarna Góra].&#13;
Ja mam jeszcze podkowy, co są nowe, co zrobił Cygan. Konia się sprzedało i tak leżą te podkowy. Ale to może tak na pamiątkę [Czarna Góra].&#13;
- Było trochę tych Cyganów, co grali. Oni bardzo sprytni są do muzyki. Grali na skrzypcach, to&#13;
jak w czasie świąt, to chodzili po kolędzie.&#13;
- Dobrzy byli?&#13;
- Ci nasi tutaj tak. To już całkiem inna robota była. To już za mojej pamięci to tych Cyganów&#13;
nie było, tych, co byli kowalami. Dawno, dawno, tutaj mieli te kuźnie, tego. Takie miechy, co&#13;
to tego… Dzisiaj wszystko motorkami podwiązane, tutaj tego, dmuchać, żeby się ten ogień&#13;
utrzymywał [Niedzica].&#13;
U nas Cyganie byli kulturalni. Siedzieli i śpiewali. Taka stara babka, ja pamiętam taką starą Cygankę Hankę, to jak była wigilia, to chodzili śpiewać tak, jak kolędnicy chodzą. W Łapszach&#13;
nie ma już Cyganów. Nawet domów żadnych nie ma. Dopóki ostatnia żyła ta Hanka Cyganka,&#13;
to każdy ją lubił, tu cała wieś, to jej tak pomagali [Łapsze Niżne].&#13;
Wyjechali do Krakowa tam Hutę budować i nie ma ich [Łapszanka].&#13;
Budynki dawnych kuźni znikają z pejzażu spiskiej wsi, są najczęściej opuszczone, czasami zaadaptowane do innych funkcji użytkowych lub zburzone, bo uznane za niepotrzebne. Część z tych,&#13;
które pozostały, ma jeszcze pełne wyposażenie i czasami służy do drobnych napraw narzędzi najbardziej potrzebnych w codziennej pracy.&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Na Spiszu rękodzieło to zanika. Obróbka skóry była znaczącą dziedziną rzemiosła na polskim Spiszu do II wojny światowej, z najbardziej aktywnie działającymi warsztatami aż w siedmiu wsiach:&#13;
Czarna Góra, Jurgów, Kacwin, Krempachy, Łapszanka, Nowa Biała i Rzepiska17.&#13;
&#13;
5. 3RV]ăDP�QD�HPHU\WXUÛ�L�F]\Pě�WU]HED�E\ăR�VLÛ�]DMÇÉ��&#13;
���������QR�WR�Z]LÛăDP�VLÛ�]D�KDIWRZDQLH��.UDZLHFWZR��KDIW��NRURQNL&#13;
Szycie i ręczne robótki typu haft i koronki zawsze były powszechnym zajęciem na Spiszu,&#13;
którym zajmowały się przede wszystkim kobiety. Wyrobem odzieży sukiennej, tj. portek, sukman, lejbików trudnili się zaś najczęściej mężczyźni. Z historycznych przekazów&#13;
wiadomo, że w zeszłym stuleciu do lat 20. szyto ręcznie, a w kolejnym dziesięcioleciu za&#13;
sprawą upowszechnienia się maszyn na Spiszu nastąpił rozwój krawiectwa18. Powojenna&#13;
moda i łatwy dostęp do odzieży na targu spowodował, że tradycyjna odzież regionalna zaczęła zanikać. Można powiedzieć, że w drugiej dekadzie XXI w., dzięki aktywnie&#13;
działającym lokalnie zespołom pieśni i tańca, zainteresowanie tą dziedziną rękodzieła&#13;
wzrosło. Strój spiski jest także coraz częściej ubierany z okazji uroczystości rodzinnych&#13;
i kościelnych, ale „to nie było tak, że to się stało z roku na rok” – zaznacza mieszkanka&#13;
Krempach. W dalszej części jej wypowiedzi opisany jest proces, jaki się dokonał w zakresie pobudzenia wśród mieszkańców Spisza poczucia lokalnej tożsamości za sprawą&#13;
oddolnej inicjatywy:&#13;
[…] myśmy z zespołem pracowali bardzo dużo czasu na to, dlatego, że chodziliśmy do kościoła&#13;
i na procesje. Pokazywaliśmy te nasze stroje i ja też dzieciaki moje, jak były małe, to ubierałam,&#13;
żeby ta widziała i tamta widziała, a potem ubierało coraz więcej osób. Ten proces trwał ileś tam&#13;
czasu, ale że teraz Internet i wszystko pokazuje ten folk […]. Trochę jest i dobrej strony w tym,&#13;
trochę i złej, nie? Zależy w którą stronę ludzie pójdą, nie? Ale trochę obudziło tych ludzi i to&#13;
jest bardzo na plus, a to, że po prostu ta moda czy pewne rzeczy poszły w drugą stronę, no to na&#13;
to też nie mamy wpływu, ale grunt, że ludzie się nie wstydzą tego. Bo był taki czas, że założyć&#13;
strój to był taki obciach, że w ogóle na przykład dzieciaki do dzieciaka mówiły: w stroju będziesz chodził? Głupiś? Lubisz ludowe tańce, będziesz tańczył u nas, zwariował?&#13;
&#13;
Z obróbką metalu związane jest też tzw. klepanie dzwonków. Rękodzieło to nigdy na Spiszu nie&#13;
było w szczególny sposób obecne, mimo dużego zapotrzebowania na tego typu wyroby. Dzwonki&#13;
dla owiec, krów i kóz najczęściej kupowane są na targach, które oferują produkty tańsze i wykonane maszynowo. Rękodzieło jest czasochłonne i wymaga dużej precyzji, a efekty pracy doceniają&#13;
tylko nieliczni, którzy znają kunszt wyrobów dzwonkarza z Rzepisk.&#13;
W jego rodzinie kowalstwem zajmowali się kuzyn i wujek, ale dawno już tej działalności zaprzestali, a po kuźni nie pozostał żaden ślad. Pracownia dzwonkarza, który fachu nauczył się od&#13;
znajomego bacy z Niedzicy (jako juhas wypasał przy nim owce) i jest on dla niego zajęciem dorywczym, znajduje się w domowej suterynie. W zimie realizuje zamówienia dla pasterzy z Podhala,&#13;
a także ze Spisza po słowackiej stronie. Czasami pomaga mu syn, który wyklepuje blachę. Tajemnicą pozostaje sposób wykonania dzwonka, którego odpowiedni dźwięk jest strojony, „dobierany&#13;
jak do skrzypiec”: klepary to duże dzwonki redykowe (na redyk) dla owiec i krów, siekace/siekacki&#13;
są małymi dzwoneczkami dla jagniąt, a śpizoki dla kóz i owiec. Wykonuje on jeszcze turcule zwane&#13;
też sulokami, albo sztajerockami, które mają podłużny kształt i wielkość, a ich piękny dźwięk przypomina „jakby pszczoły się roiły”.&#13;
Dzwonki zawiesza się na szyjach zwierząt na odpowiednich skórzanych paskach, które są&#13;
ręcznie zdobione wybijanymi sztancami o różnych kształtach. Nie jest to popularne zajęcie na Spiszu, trudni się nim jedna osoba w Niedzicy, realizując zamówienia przede wszystkich dla pasterzy&#13;
z Podhala, ale także z Lendaku na Słowacji. Jest on samoukiem i wykonuje także pasy bacowskie.&#13;
&#13;
246&#13;
&#13;
Podobnie jak w Krempachach stało się również w kilku innych wsiach Spisza. Ożywienie związane z popularyzacją regionalnego ubioru wynika m.in. z oddziaływania&#13;
kultury Podhala, bezpośrednio wpływającej na mieszkańców wsi najbliżej niego położonych. W Trybszu młoda mieszkanka wspomina sytuację związaną z chrztem jej syna: „nie&#13;
było gdzie pożyczyć portek spiskich i musiał mieć góralskie” (to, co określane jest jako&#13;
góralskie, odnosi do Podhala). W Rzepiskach natomiast mieszkańcy stwierdzają, że ich&#13;
strój „powinien być spiski, a my tu góralski mamy”.&#13;
Charakterystyczne są także duża wiedza i zaangażowanie mieszkańców Spisza w dzieleniu się wiedzą na temat poszczególnych elementów stroju i haftu, który jest nieco odmienny w poszczególnych wsiach.&#13;
17&#13;
&#13;
Katarzyna Ceklarz, Rzemiosło, przemysł i sztuka ludowa, op.cit., s. 160.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Ibid., s. 158.&#13;
&#13;
247&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
[…] szyć, ja to szyła na maszynie. Na maszynie to wszystko, dziewczynom młodym białe,&#13;
a kobiety zaś wydane to czarne fartuchy. I te spódnice, no to jak to się ubrało, to pięknie to&#13;
wyglądało. Nie takie góralskie, jak w Zakopanem czy gdzie, bo tam są same spódnice bez fartuchów. A my fartuch mamy, bo to spiskie [Niedzica].&#13;
Kanafoski, spódnice stare ze śtofu kupuje się po słowackiej stronie, ale teraz można kupić już&#13;
w Polsce i teraz to jest strecz [Niedzica].&#13;
No portki to może nie każdy [sam wyszywał], bo to też troszkę jakiegoś talentu trzeba mieć,&#13;
ale bardzo wielu dla siebie na co dzień umiało uszyć te portki. A takie od święta to był tam taki,&#13;
który haftował bo to trzeba było ładnie wyhaftować [Jurgów].&#13;
Kobiecy strój spiski był: koszula spiska, spodek pod spódnicą, spódnica i lajbik, wełniane&#13;
skarpetki i kierpce, ale nie takie wiązane, podhalańskie, tylko takie zapinane, na jeden rzemyk&#13;
[Trybsz].&#13;
Ta odmiana kacwińska nie jest aż taka bogata. No jeśli chodzi o koszule, to koszule były ze&#13;
stójką, tutaj był kawałek, u babskich, koronki i był kawałek koronki przy rękawie. No a przy pozostałych nie było jakiś tam wbudowanych. To były proste stroje. Spódnica już teraz oczywiście&#13;
z gotowego materiału, z tybetu tak zwanego, dawniej był kaszmir, to był jeszcze bogatszy, jeszcze delikatniejszy, teraz tego kaszmiru tego nie ma i staraliśmy się jakoś… No i w takie kwiatki&#13;
to było [Kacwin].&#13;
To byli dawno tacy, co szyli portki sukienne. Był tu dawno taki no chłop, co szył takie rzeczy, ale&#13;
to dawno pominęli, poumierali tacy ludzie. [...] No ja był w tym zespole regionalnym, to jeszcze&#13;
w Kacwinie był taki chłop, co szył te portki, to my tam jeździli. Tu była dyrektora szkoły żona,&#13;
ona była tu kierowniczką zespołu regionalnego, to my jeździli z nią do tego krawca, do Kacwina. Miarę wziął z nas i uszył mi portki, co były białe. A przedtem to jeszcze to tacy dziadkowie&#13;
jeszcze żyli, to mieli takie portki, takie odświętne, no to pożyczyłem od takiego jednego. No&#13;
ale potem już to uszył taki w Kacwinie […] [Frydman].&#13;
Kamizelki no to tu ktoś tu szył takie rzeczy. To takie zielone te kamizelki są. A kapelusze no to&#13;
takie są czarne zwykłe, okrągły kapelusz podobny do góralskiego, ale bez tych kostek ozdobnych [Frydman].&#13;
To takie kamizelki zielone, bo to taki spiski strój jest. Białe portki, a my tu te parzenic, to my nie&#13;
mamy takich ozdobnych. No to takie to jest proste, no, prosto uszyte, bez takich ozdób. Bo tu&#13;
w Krempachach już to coś mają, takich więcej, ozdoby podobne, w Jurgowie i jesteś na Spiszu,&#13;
ale tam mają już podobne do podhalańskiego stroju. No i jeszcze strój kacwiński, to tam też&#13;
mają jeszcze troszeczkę ozdoby na tych portkach. Ale tutaj nasz strój, to taki bez dużych ozdób&#13;
[Frydman].&#13;
&#13;
Obecność aż trzech odmian stroju: jurgowskiego, kacwińskiego i trybskiego stanowi&#13;
o dużej oryginalności regionu19. Usługi w zakresie szycia wykonuje zaledwie kilka osób&#13;
na Spiszu. Portki, lajbiki i cuchy dla mężczyzn szyte są w Krempachach, a w Trybszu&#13;
(także w Nowej Białej, ale bardziej dla potrzeb lokalnej społeczności) poszczególne elementy stroju kobiecego. Niepośledni wpływ na tę sytuację miał fakt zaistnienia zespołu.&#13;
Krawcowa z Trybsza pamięta czasy, gdy strój spiski wyszedł z użycia – „pokolenie mojej&#13;
mamy i moje bardziej przeszło na strój podhalański. Dopiero jak w Trybszu założyli zespół spiski, tośmy szukali tych strojów. Dużo rzeczy mieliśmy po babciach starszych, te&#13;
19&#13;
Zob. E. Starek, Atlas Polskich Strojów Ludowych. Strój spiski, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Poznań&#13;
1954.&#13;
&#13;
248&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
stroje oryginalne. Głównie brakowało chłopcom. W ogóle męskich strojów było bardzo&#13;
mało takich typowo spiskich”. Zaczęła więc szyć na zamówienie. Mieszkańcy Jurgowa&#13;
zamawiają szycie portek i ich wyhaftowanie u Spiszaka, który przeprowadził się do Bukowiny Tatrzańskiej. Znaną osobą w regionie, która zajmuje się haftowaniem portek jest&#13;
mieszkanka Niedzicy. Składają u niej zamówienia również mieszkańcy słowackiej części&#13;
Spisza, m.in. z Lendaku. Wykonała ona także haftowane elementy na kilku stułach i ornatach dla księdza z lokalnej parafii, które są odwzorowaniem motywów zdobniczych ze&#13;
stroju regionalnego. Ornaty haftowane motywami spiskimi są także w lokalnych kościołach w Rzepiskach i Nowej Białej. W Jurgowie kobieta zajmująca się haftem i szyciem&#13;
podkreśliła natomiast, że wykonuje tylko stroje dla mieszkańców Jurgowa, lokalnych zespołów i sporadycznie sąsiedniej wsi, Czarnej Góry. Spiskie koszule szyte są także w Łapszach Niżnych.&#13;
Nową dziedziną rękodzieła, która wyraźnie się rozwija, jest wykonywanie haftowanych obrazów. Są to kwiaty, pejzaże, wizerunki znanych postaci historycznych, np. Jana&#13;
Pawła II, i wyobrażonych, tj. Żyda liczącego pieniądze czy greckiej bogini. Mieszkanka&#13;
Łapsz Niżnych, która haftuje obrazy, opowiada o swojej pasji z dużym entuzjazmem. Zaczęła je wykonywać kilka lat temu, gdy przeszła na emeryturę i wówczas, jak stwierdza:&#13;
„czymś trzeba było się zająć, no to wzięłam się za haftowanie. Robiłam sobie obrazy. Sama&#13;
się tego nauczyłam”. Wykonuje hafty dla krewnych i znajomych, sporadycznie sprzedaje,&#13;
uczy innych i dzięki temu ten rodzaj rękodzieła zaczyna się w Łapszach Niżnych rozwijać.&#13;
Inną dziedziną twórczości są koronki i szydełkowanie – dość powszechne zajęcia&#13;
wśród kobiet na Spiszu, o których chętnie opowiadają:&#13;
[…] ja lubiłam igłę i nitkę. Zaczęłam sobie mereżkowaniem przy dzieciach, a jak był czas,&#13;
to obrusy, różne mereżki takie. Później pohaftowałam obrusy takie […]. A później mnie&#13;
zainteresowały hafty jurgowskie. Wiadomo, że nie wszyscy byli twórcami, ale w mojej&#13;
młodości uczyła mama czy babcia, że każdy musiał na tym szydełku coś zrobić, więc też&#13;
te koronki. Trudno powiedzieć, że każdy, ale wielu w ramach samowystarczalności umiało te koronki robić. […] Moja mama umiała zrobić wszystko: i koronkę wyhaftować,&#13;
i sukienkę uszyć. I to nie tylko ona, tylko każda z kobiet.&#13;
&#13;
Mieszkanka Jurgowa wspomina lata dzieciństwa, gdy zaczęła szydełkować i czasy, gdy&#13;
nie mała zabawek, więc nauczono ją tego rękodzieła. Dziś kobieta ponad osiemdziesięcioletnia, często wolne chwile spędza zajęta robótkami ręcznymi, bo to lubi – jak stwierdza, i dodaje: „z tego się nie da żyć”. Jej prace ozdabiają wnętrze rodzinnego domu.&#13;
&#13;
���3DPLÇWNL&#13;
Paradoksem jest fakt, że to właśnie na Spiszu powstają pamiątki z Podhala. Na stragany&#13;
pod Gubałówkę, pod skocznię i na Krupówki, bo najczęściej w te miejsca docierają liczni turyści, trafia drobna galanteria drewniana z Jurgowa oraz regionalne pantofle z Łapszanki, gdzie produkowane są hurtowo. Na Spiszu nie ma centrum lub miejsca, które&#13;
skupiałoby lokalną wytwórczość. Stragany przy drodze wiodącej na zamek w Niedzicy&#13;
nie utkwiły na tyle w świadomości mieszkańców regionu, aby zostały uznane za odpowiednie miejsce na sprzedaż.&#13;
&#13;
249&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Inną grupę pamiątek stanowią drobne wytwory rękodzielnictwa, które w niewielkich&#13;
ilościach powstają w sposób amatorski i chałupniczo. Zajmują się tym przede wszystkim&#13;
kobiety. Ich pomysły na różne pamiątki są efektem pasji i chęci wyrażenia własnej indywidualności poprzez oryginalną twórczość, taką jak biżuteria, scrapbooking, maskotki,&#13;
stroiki okolicznościowe i inne drobne upominki. Mieszkanka Trybsza opowiada: „z okazji chrztu to robię ręcznie szatkę, zaproszenie, dekorację na świecę, dekorację na poduszkę dla obrączek, kartkę. Wycinam wzór parzenicy podhalańskiej i potem wykorzystuję&#13;
ten motyw przy różnych okazjach w mojej pracy”. Oryginalnym pomysłem w Nowej Białej jest ręczne szycie zabawek w kształcie zwierząt z atestem antyalergicznym dla najmłodszych. Wykonane z bawełny z haftowanymi elementami są nowatorskim sposobem&#13;
wykorzystania umiejętności adekwatnych do zapotrzebowania czasów współczesnych.&#13;
Pasja i radość tworzenia towarzyszą także innej mieszkance Trybsza, która zajmuje się&#13;
wykonywaniem świątecznych stroików, świeczników i szkatułek z drewna zawierających&#13;
lokalne motywy zdobnicze oraz okolicznościowe podziękowania i drobne upominki&#13;
w formie obrazów z okazji np. ślubu. Działalność ta nie jest masowa, lecz skierowana do&#13;
indywidualnych odbiorców, cieszy i ukazuje twórczą wrażliwość mieszkańców regionu.&#13;
&#13;
���5ÛNRG]LHOQLF\�NROHNFMRQHU]\&#13;
Wrażliwość mieszkańców Spisza i pasja związana z chęcią tworzenia odnoszą się także&#13;
do indywidualnych kolekcji w regionie, które mają dużą wagę w snutych opowieściach&#13;
o rękodziele. To, co teraz jest wykonywane, nawiązuje do przeszłości poprzez skojarzenia&#13;
z dawnymi przedmiotami codziennego użytki, które służyły człowiekowi. W kontekście&#13;
intensywnej zmiany kulturowej na Spiszu nabierają one nowych sensów, a „fakt pojawienia się świadomości czy też samoświadomości znaczenia przedmiotów oznacza zarazem istotną zmianę w charakterze partycypacji kulturowej”, jak zauważa Janusz Barański&#13;
w jednym ze swoich artykułów na temat rodzinnej kolekcji Józefa Iwańczaka w Niedzicy20.&#13;
Charakterystyczny jest fakt, że dawne budynki, przedmioty i narzędzia służące pracy&#13;
rzemieślniczej są zachowywane, mimo że często straciły już swoją użyteczność. Pozostają nieruszane w miejscach, gdzie kiedyś były wykorzystywane (taka sytuacja najczęściej&#13;
odnosi się do dawnych budynków kuźni, np. w Krempachach, Czarnej Górze i Niedzicy)&#13;
lub tworzone są z nich lokalne ekspozycje w prywatnych domach, szkołach i ośrodkach&#13;
kultury.&#13;
Dziś prawie w każdej wsi na Spiszu mieszkańcy z pasją kolekcjonują i opowiadają&#13;
o przedmiotach, z którymi związane są rodzinne historie. Kolekcje są różne, ale w każda wyraża wrażliwość rękodzielników i rzemieślników – tych, którzy szczególną atencją&#13;
darzą wykonane własnoręcznie rzeczy. Kolekcje na Spiszu powstają z indywidualnych&#13;
potrzeb i celów, a ich twórcy są przewodnikami po stworzonym przez nich świecie zgromadzonych artefaktów. Opowiadają o rzeczywistości przedmiotów im znanych z zaangażowaniem oraz wyraźnym zadowoleniem, gdy są słuchani. W Nowej Białej kolekcjoner&#13;
Piotr Grochowski spośród licznych regionalnych obiektów zwraca uwagę na niedokoń20&#13;
&#13;
J. Barański, „Arka” Józefa Iwańczaka..., op.cit., s. 136.&#13;
&#13;
250&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
czone grabie „zaznaczone przez wytwórcę”, które są w jego posiadaniu, miech z 1870 r.&#13;
z wygrawerowaną głową smoka i kolejne przedmioty użytku codziennego datowane&#13;
od 60 do 150 lat wstecz. Oprowadzenie po ekspozycji prezentującej kolekcje może się&#13;
wydawać przypadkowe, budowane jest bowiem w oparciu o pokazywane przedmioty,&#13;
z którymi wiążą się opowieści: „to są krosna, na których miejscowi wyrabiali te dywaniki&#13;
[regionalnie zwane pokrowcami]. Kiedyś jak się jechało przez Łapszankę, to wisiały na&#13;
mostku, suszyły się po praniu. To jest tutejszy wzór. [Są] robione z resztek materiałów.&#13;
[Tutaj są] święte obrazy, ciuchy, kożuch z początku XX wieku”. Właściciel zakładu szklarskiego w Nowej Białej jest kolekcjonerem kapsli, posiada ich ponad 30 tysięcy egzemplarzy, a w Centrum Kultury Słowackiej są prezentowane okazy regionalnych strojów&#13;
i przedmiotów codziennego użytku, o których z dużą pasją opowiada Józef Majerczak21.&#13;
Podobny sposób prezentowania przedmiotów, które zostały zebrane od mieszkańców Kacwina, można obejrzeć w lokalnej szkole. Są ustawione na korytarzu i ich zestawienie jest na pozór przypadkowe: kołyska, malowana skrzynia i kołowrotek, a obok&#13;
półka z glinianymi naczyniami, lampą naftową i niemiecką cukiernicą z napisem zucker.&#13;
Na ścianie została powieszona tablica z informacjami i ilustracjami dotyczącymi historii&#13;
i kultury regionu. Szkoła w Trybszu również stała się ośrodkiem, gdzie powstała ekspozycja ukazująca przedmioty zebrane od mieszkańców wsi, m.in. ubrania, drewniane&#13;
naczynia, żelazko z duszą. Miejscowa nauczycielka martwi się, że nie ma obecnie miejsca&#13;
do ich prezentowania z powodu remontu budynku. W Łapszach Wyżnych lokalny ksiądz&#13;
zaproponował, aby zorganizować spotkanie dwóch pokoleń, podczas którego starsze&#13;
osoby pokażą i opowiedzą młodszym o dawnych przedmiotach.&#13;
Zbieranie i ratowanie starych przedmiotów jest również ważne dla mieszkańców Frydmana. Jeden z mieszkańców wsi wspomina: „wszystkie te rzeczy po moim tacie to, pamiętam, długie lata siedziały worki z tymi kopytami, prawidłami i ja to dałam do szkoły&#13;
– ten zydel i cały warsztat cały”. Inny mieszkaniec, który chciał stworzyć izbę regionalną,&#13;
podarował do szkoły różne przedmioty codziennego użytku. Dużo takich przedmiotów&#13;
jest w posiadaniu innych osób. Do lokalnej społeczności został skierowany bowiem apel&#13;
(wsparty także przez księdza i radę sołecką), aby nie wyrzucać rodzinnych pamiątek, lecz&#13;
je zachować dla planowanej ekspozycji, dzięki której narodziłby się frydmański sypaniec.&#13;
Mieszkańcy opowiadają z troską: „mam w szopie pochowanych sporo sprzętów. Ludzie&#13;
po wsi też myślę, że mają, tylko nie ma gdzie tego wszystkiego trzymać”. Pomysł na frydmański sypaniec jest zapewne inspirowany podobnymi zabytkowymi obiektami, które&#13;
znajdują się w Kacwinie i Łapszach Niżnych. Kolekcja prezentowana w Łapszach Niżnych&#13;
zorganizowana w „Izbie Regionalnej i Muzeum Parafialnym” – jak zostało zapisane na&#13;
tablicy informacyjnej, jest imponująca. Układ obiektów jest przemyślany. W dolnej części budynku są poukładane przedmioty pochodzące z wiejskiego domu: kredens, ława,&#13;
skrzynia, kołyska, szafa, święte obrazy, makaty, kamienne i gliniane naczynia, wiklinowe koszyki, strój regionalny, aluminiowe garnki na zrekonstruowanym piecu. Na piętrze&#13;
znajdują się reprodukcje starych fotografii i parafialne zabytki: ornaty, księgi (m.in. księga chrztów, ślubów i zmarłych prowadzona w latach 1742-1805), monstrancje i feretrony.&#13;
21&#13;
&#13;
Zob. J. Majerczak, Strój spiski w Nowej Białej, Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce,&#13;
Kraków 2014.&#13;
&#13;
251&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
W Jurgowie natomiast rodzina Plucińskich w starym domu stworzyła izbę osobliwości, w której zebrane przedmioty tworzą opowieść o spiskiej wsi. Są tam spiskie stroje&#13;
(odmiana jurgowska) kobiece i męskie, makatki (jedna z nich z napisem w języku słowackim), krosno tkackie, wiklinowe kosze, drewniane rzeźby i pudełeczka, ceramika&#13;
ludowa, drewniane narty, święte obrazy z wizerunkami Jezusa i Maryi, sztuczne słoneczniki, świeczniki wykonane z metalu, a nawet poroże jelenia. Ta spiska „Kunstkamera”&#13;
zachwyca różnorodnością przedmiotów, pochodzących z początku wieku i późniejszych,&#13;
zajmujących całą przestrzeń izby, oddających wrażliwość kolekcjonera. W starej remizie w Jurgowie jest inna ekspozycja, która została zorganizowana przez lokalną społeczność. Zawiera ona stare, czarno-białe fotografie ukazujące codzienność mieszkańców wsi&#13;
oraz informacje o historii regionu. W Niedzicy natomiast nieżyjący już Józef Iwańczak&#13;
przez lata tworzył kolekcję, która stanowi imponujące „muzeum rodzinne”, bo większość&#13;
obiektów jest rodzinną spuścizną. Iwańczak „zrekonstruował we wnętrzu dawnej stajni,&#13;
o powierzchni trzydziestu metrów kwadratowych, typowe spiskie pomieszczenie mieszkalne, zaś powyżej niego, na rozległym strychu na scycie o powierzchni osiemdziesięciu&#13;
pięciu metrów kwadratowych, część gospodarczą ekspozycji, zawierającą głównie artefakty związane z różnymi formami pracy na dawniejszej spiskiej wsi. W całym obiekcie&#13;
wystawionych jest około siedemset pięćdziesiąt artefaktów: od ubrań, obrazów religijnych, makatek, mebli, sprzętów kuchennych, przez narzędzia rolnicze, stolarskie, ciesielskie, urządzenia służące tkaniu i przędzeniu, młocce i przemiałowi, po dokumenty&#13;
i zdjęcia rodzinne”22. Po ekspozycji oprowadza córka kolekcjonera, która wspomina pasję&#13;
swojego ojca i stara się zachować jego imponujące dzieło.&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH&#13;
Opowieści mieszkańców Spisza ukazują te wątki, które są dla nich ważne. Odnoszą&#13;
się one do różnych tematów, bo często wywołane spontanicznie tworzą pewne relacje&#13;
znaczeń, które pozostają do indywidualnej interpretacji dla każdego, kto ich wysłucha.&#13;
Opowieści na temat rękodzieła i rzemiosła stanowią jeden z wielu wątków, który tworzy&#13;
współczesny obraz mieszkańców Spisza. Uległ on dużym przemianom, gdy zestawimy go&#13;
z historyczno-etnograficznymi opisami regionu sprzed kilku i kilkudziesięciu lat. Chęć&#13;
i potrzeba tworzenia wynikająca z indywidualnego podejścia do pracy przynosi przede&#13;
wszystkim radość. Liczne osoby, które ręcznie wykonują różne dzieła dla siebie, bliskich&#13;
lub na zamówienie, ale w niewielkich ilościach, w ten sposób realizują swoje pasje. Pasje&#13;
te oddają opowieści ukazujące to, czym mieszkańcy wsi zajmują się dzisiaj.&#13;
Trudno nie wspomnieć tutaj o wpływie Podhala na region Spisza, szczególnie w tych&#13;
wsiach, które leżą w jego pobliżu. Jednakże poczucie odrębności wśród mieszkańców&#13;
Spisza jest wyraźne, a przejawia się ono przede wszystkim w gwarze i stroju. Świadomość&#13;
przynależności regionalnej stopniowo umacnia się i sprawia, że w opowieściach mieszkańców Spisza nie brakuje tych wątków, które wskazują na ich odrębność i oryginalność.&#13;
Pomysłowość i towarzysząca pasja twórcza podczas wykonywanego rękodzieła oraz opowieści o czasach minionych sprawiają, że Spisz jest regionem bardzo interesującym.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
Magdalena Kwiecińska – doktor, etnolog, pracuje w Dziale Etnograficznym Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Interesuje się niematerialnym dziedzictwem miasta i społecznościami mniejszościowymi na obszarze Karpat. Prowadzi badania terenowe na Spiszu i Podhalu.&#13;
&#13;
Janusz Barański, „Arka” Józefa Iwańczaka..., op. cit., s. 79.&#13;
&#13;
252&#13;
&#13;
253&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Haftowana stuła, Niedzica 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Drewniane solniczki, Jurgów (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Drewniany półmisek, Czarna Góra (fot. N. Iwaniuk)&#13;
&#13;
254&#13;
&#13;
Ekspozycja w szkole, Kacwin (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
255&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Kopaczka wykonana przez romskiego kowala, Jurgów 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Zdobienie na rękawie cuchy, Krempachy 2018&#13;
(fot. M Kwiecińska)&#13;
&#13;
256&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Zdobienie łóżka, Rzepiska (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Haftowany obraz, Łapsze Wyżne 2018&#13;
(fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
257&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��&#13;
5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
-DQ�%DUDąVNL&#13;
&#13;
���:SURZDG]HQLH&#13;
&#13;
Izba regionalna, Łapsze Niżne 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
W trakcie organizowanego przez Fundację Mapa Pasji w lipcu 2018 r. trwającego tydzień&#13;
etnograficznego obozu badawczego sześcioosobowa grupa badawcza1 miała za zadanie&#13;
odszukać „skarb górali” orawskich. Tak przyjęta reguła pozostawiła otwartą możliwość&#13;
jego interpretacji. Było to kluczowe dla zastosowanej przez zespół metody postępowania badawczego. Z początku postanowiono, by przyjąwszy za cel odnalezienie „skarbu”,&#13;
pominąć jego dookreślenie i nie odpowiadać na pytania: czym może on być? Gdzie się&#13;
znajduje? Jak go znaleźć? Czy w ogóle istnieje?&#13;
Przyjęta przez nas metodologia zbliżona do teorii ugruntowanej w badaniach etnograficznych2 miała na celu oczyścić nasz aparat poznawczy z klisz wstępnych założeń.&#13;
Zgodnie z tą metodologią skupiliśmy się raczej na terminach-kluczach – rozszerzywszy&#13;
uprzednio swoją wiedzę o regionie, dzięki lekturze dostępnych już źródeł etnograficznych i historycznych. Ogólnie rzecz biorąc, chodziło o to, by, jak proponowała Kathy&#13;
Charmaz w swoim podręczniku traktującym o teorii ugruntowanej, „pozwolić, aby to&#13;
1&#13;
&#13;
W badaniach udział wzięli: Aleksandra Animucka (studentka, Uniwersytet Jagielloński, etnologia) Natalia&#13;
Flejszar (studentka, Uniwersytet Jagielloński, etnologia), Natalia Kuśmierska (studentka, Uniwersytet Gdański,&#13;
archeologia), Jolanta Półchłopek (studentka, Uniwersytet Jagielloński, etnologia), Judyta Król (doktorantka,&#13;
Uniwersytet Gdański, kulturoznawstwo), Jan Barański (doktorant, Akademia Ignatianum w Krakowie, etnolog).&#13;
2 Przez wzgląd na ograniczony czas trwania obozu badawczego nie można mówić o „pełni” teorii ugruntowanej, ponieważ nie możliwe było spełnienie jednego z postulatów dotyczących tejże, który często się wobec niej&#13;
podnosi, tj. bardzo długotrwałego przebywania w badanym terenie. Stąd, gdy mowa o teorii ugruntowanej&#13;
– chodzi raczej o podejście interpretacyjne: czyli wejście w teren bez założeń.&#13;
Ręcznie wykonana maskotka, Nowa Biała 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
258&#13;
&#13;
259&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
[dopiero] badane problemy nadały kształt wybieranym metodom”3 – przy jedynym tylko&#13;
założeniu: że zastosowane zostaną szeroko rozumiane etnograficzne techniki prowadzenia badań (obserwacja uczestnicząca, pogłębiony wywiad nieustrukturyzowany, obserwacja, dokumentacja fotograficzna i in.). Każdy z badaczy reprezentował inne zainteresowania i podejście, byliśmy przedstawicielami różnych środowisk akademickich, a nawet&#13;
dyscyplin wiedzy. Różny był również poziom doświadczenia terenowego uczestników&#13;
badań. Jednak zgodnie przyjęliśmy to właśnie założenie: niechaj „skarb” górali orawskich&#13;
„objawi się sam”, bez „pomocy” klisz, przedbadawczych założeń.&#13;
Przedmiotem niniejszych badań nie miały być same zagadnienia związane, pisząc&#13;
w pewnym uproszczeniu, z tożsamością pogranicza. W założeniach przeprowadzone&#13;
badania skupiały się na bardzo wielu wątkach. Chodziło o to, by przede wszystkim być&#13;
z badanymi, jednocześnie zgłębiając świat kulturowy Orawy – z naturalnym w tym przypadku ciążeniem w stronę szeroko rozumianego folkloru. Każda z badaczek penetrowała&#13;
ją interesujące zagadnienia, zaś żaden temat nie był narzucony odgórnie. Chodziło o to,&#13;
by – na ile to tylko możliwe – „ruszyć w teren” z otwartym umysłem, czystym od sugestywnych klisz tematycznych, które mogą wpływać na treść zebranego materiału. Zakładaliśmy przy tym, za sugestiami Kathy Charmaz, że „etnograf […] przeprowadzając&#13;
wywiady intensywne z kluczowymi informatorami, ma o wiele więcej materiałów, z których może czerpać, niż ktoś, kto przeprowadził dziesięć wywiadów intensywnych”4 (co&#13;
miało związek z ograniczeniem czasowym badań). Przed działaniami omówione zostały&#13;
jedynie jak najszersze zagadnienia, węzłowe pojęcia, wśród których znalazły się również&#13;
tematy opisane w tym opracowaniu. W efekcie dane zebrane przez zespół badawczy są&#13;
tematycznie bardzo zróżnicowane. Każda z badaczek zdobyła interesujący ją materiał – o lokalnej muzyce, rzeźbie ludowej, architekturze i innych elementach folkloru,&#13;
funkcjonowaniu Kół Gospodyń Wiejskich, przemycie, pożywieniu, lokalnych legendach&#13;
i wielu innych zagadnieniach. Należy przy tym przyznać, że teren przysporzył zespołowi&#13;
dużo trudności natury logistycznej; w związku z tym i z wspomnianym ograniczonym&#13;
czasem badań (obóz badawczy trwał siedem dni), a także wspomnianym przyjętym założeniem odowolności, jeśli chodzi o treść prowadzonych badań, pozyskany materiał jest&#13;
tematycznie różnorodny i rozproszony.&#13;
Przy całym jednak zróżnicowaniu jedno było dla nas pewne: Orawa to teren pogranicza (termin taktowaliśmy jako „pojęcie uczulające” – „pojęcie ogólne” będące „źródłem&#13;
wstępnych idei, którymi należy się zająć”; idee te „uczulają na pewnego rodzaju pytania,&#13;
które warto zadać odnośnie do tematu badań”5) i prawdopodobnie nie sposób od tego&#13;
uciec, co znalazło swoje potwierdzenie w trakcie badań, o czym więcej dalej (szczególnie w podsumowaniu tekstu). Co ważne, region ten jest pograniczny od przynajmniej&#13;
millenium, stąd należało starannie i sumiennie pochylić się nad jego historią pod kątem&#13;
tożsamościowym, etnicznym czy narodowościowym.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
���+LVWRULD� REUD]�KLVWRULL �*µUQHM�2UDZ\&#13;
Badania i publikacje na temat etnicznej historii Górnej Orawy mają charakter międzynarodowy. Trud analizy źródłowej i historycznej pracy wielu polskich i słowackich badaczy i pasjonatów jest interesujący nie tylko dzięki swojej względnej obszerności i pasji,&#13;
z którą był podejmowany, ale również za sprawą swojego potencjału dekonstrukcyjnego.&#13;
Równie bowiem pouczające jest przyjrzenie się charakterowi ciągłych polemik, rodzajom argumentacji w nich używanych, różnorodności źródeł, z których korzystano itd.&#13;
Z tego też względu zdecydowałem się przedstawić historię etniczną Orawy w oparciu&#13;
o teksty, które są relatywnie liczne. Pochodzą z dwóch jedynych wydawnictw ciągłych&#13;
związanych z regionem – czasopism „Orawa” i „Rocznik Orawski”. Miałem przy tym na&#13;
uwadze etniczną tożsamość mieszkańców tego terytorium. Świadomie więc powziąłem&#13;
decyzję o przedstawieniu, również ze względu na wymogi formalne tego tekstu, nie tylko&#13;
historii w sensie dosłownym, ale także jej obrazu. Należy podkreślić, że poziom profesjonalizmu cytowanych autorów i staranne przygotowanie wydawnictw, szczególnie „Rocznika Orawskiego”, czasopisma o ambicjach naukowych (profesjonalnych), pozwala&#13;
domniemywać wiarygodne – na pewnym poziomie ogólności – przedstawienie faktograficzne i źródłowe omawianego zagadnienia. To obraz wykonywany w zgodzie ze sztuką&#13;
badawczą, skrupulatny i wszechstronny. Z kolei perspektywa stosowana w czasopiśmie&#13;
„Orawa” jest bardziej publicystyczna, co jest interesującym uzupełnieniem naukowego&#13;
dyskursu o historii etnicznej (tożsamości) Orawy. Oba czasopisma potraktowałem nie&#13;
tylko jako bazę faktograficzną, ale również jako zapis dyskursu historycznego, a więc jako&#13;
pełnoprawny materiał źródłowy dla etnologicznych dekonstrukcji.&#13;
Początki dziejów regionu związane są z królestwami polskim i węgierskim. Bolesław&#13;
Chrobry na początku XI w. zajął cały teren współczesnej Słowacji, a więc i Orawę. Z kolei&#13;
Węgrzy przejęli ją prawdopodobnie na przełomie XI i XII w.6. W XIII w. na Orawę napłynęło pierwsze zorganizowane osadnictwo, wykorzystując przebiegający przez ten region&#13;
szlak handlowy zwany „drogą krakowską”, prowadzący z Polski do Węgier. Jednak na&#13;
początku XVI w. „Górna Orawa stanowiła jeszcze niemal kompletną pustkę osadniczą”7;&#13;
najbliższymi większymi miejscowościami były Jabłonka (od 1368 r. stacja celna ustanowiona przez Kazimierza Wielkiego) i Trzciana (węgierskie miasto, założone na prawie&#13;
niemieckim w 1371 r.). Wiek XVI i XVII to czas intensywnej kolonizacji zarówno przez&#13;
węgierski komitat Orawy – na prawie wołoskim, a także przez polskie chłopstwo ściągane z Małopolski8 (zakładające choćby Lipnicę Małą – w 1608 r.9, wieś Chyżne ow1619 r.10&#13;
czy Podwilk). W latach 1561-1614 powstało 11 wsi wchodzących obecnie w skład polskiej&#13;
Orawy11. W tamtym czasie ścierały się tutaj dwa wyznania: protestantyzm i katolicyzm.&#13;
Spór rozpoczął się już na początku XVII w., gdy żupan zamku orawskiego, Jerzy Thurzo,&#13;
6 K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, „Orawa”, 2005, nr 42-43, s. 34.&#13;
7 T. Trajdos, U progu XVI wieku: Babia Góra w GRANICACH POLSKI?, „Orawa”, 1992, nr 17-18, s. 29.&#13;
&#13;
3 K. Charmaz, Teoria ugruntowana. Praktyczny przewodnik po analizie jakościowej, tłum. B. Komorowska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 26.&#13;
&#13;
8 Ibid.&#13;
9 T. Trajdos, U początku historii Lipnicy Małej, „Orawa”, 1995, nr 33, s. 7.&#13;
&#13;
4 Ibid., s. 29.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
T. Trajdos, Zarys historii Chyżnego, „Orawa”, 1993, nr 26-30, s. 1.&#13;
&#13;
5 Ibid., s. 27.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 35.&#13;
&#13;
260&#13;
&#13;
261&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
przyjął luteranizm i zgodnie z zasadą „czyj kraj, tego religia” siłą zaczął wprowadzać nową&#13;
wiarę w swoich dobrach12. Zdaniem jednego z autorów publikujących na łamach „Orawy”, analizujących testament Jana Szczechowicza, pierwszego proboszcza katolickiego&#13;
w Orawce (kościół założony w okolicach 1650 r.), „problem konwersji z luteranizmu stanowił codzienność w pracy duszpasterskiej”13. W roku 1656 „wizytacja Ratułowskiego&#13;
[wizytatora plebana z Frydmana na Spiszu] […] ocenia lud katolicki parafii w Orawce&#13;
na ok. 5 tysięcy osób. Pamiętajmy, że chodziło o 12 […] wsi”14 zasiedlonych przez ludność pochodzenia polskiego15. W tym czasie luteranów miało tu mieszkać nieco ponad&#13;
trzystu. Podobne proporcje notowano na przykład w Chyżnem – w 1659 r. miało w tej&#13;
miejscowości mieszkać niespełna pięć setek katolików i nieco ponad pięćdziesięciu luteranów16. Historia Lipnicy Małej to, zdaniem autorów „Orawy”, kolejny przykład konfliktu&#13;
wyznaniowego. Kompensorat orawski miał być szczególnie surowy dla polskich osadników przez ich „niezmąconą wierność dla starej religii” – katolicyzmu. Nie poddawali&#13;
się oni luteranizacji i chronili misjonarzy katolickich przysyłanych na Orawę przez ks.&#13;
Szczechowicza. Z kolei w Podwilku, miejscowości założonej przez osadników pochodzących głównie z Żywiecczyzny i w znacznej przewadze wyznania rzymskokatolickiego, niewielki drewniany kościół wybudowany „własnym staraniem, kosztem i wysiłkiem”&#13;
przez sołtysa Feliksa Wilczka został przejęty przez luteranów, inspirowanych przez Jerzego Thurzona, orawskiego żupana i „gorliwego propagatora luteranizmu”17.&#13;
W czasach religijnego sporu pomiędzy orawskim Zamkiem a rzymskokatolicką ludnością wyznawanie wiary katolickiej zeszło „do podziemia”. Katoliccy księża byli sprowadzani przez katolickich mieszkańców Orawy „do administracji sakramentów” – jak&#13;
choćby zawierania małżeństw w ukryciu, nocą. Na chrzty i śluby jeżdżono też do sąsiednich parafii katolickich w Polsce. Tworzono „nielegalne” cmentarze i spotykano się na&#13;
katolickich modlitwach18. Wszystko to działo się pomimo kar nakładanych przez orawski&#13;
kompensorat. Początek XVII w. to już jawny sprzeciw katolickich parafian wobec luterańskich plebanów i liczne odmowy ponoszenia świadczeń czy kosztów remontów itd.&#13;
Ostatecznie fara luterańska w Podwilku została zlikwidowana w 1660 r. i przejęta przez&#13;
plebana katolickiego z sąsiedniej Orawki19. W 1672 r. rozporządzeniem węgierskich&#13;
władz państwowych usunięto z Orawy pastorów, diakonów i nauczycieli luterańskich20.&#13;
W wieku XVII przez Orawę przetoczył się szereg wojen i konfliktów zbrojnych – zarówno natury politycznej, jak i religijnej (co zresztą w tamtym czasie w Europie było&#13;
często powiązane). „To właśnie w tym okresie ścierały się interesy protestanckiej szlachty&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
węgierskiej z wpływami katolickiej Austrii”21.&#13;
W 1672 r. na Orawie wybuchł bunt Gaspara Piki. Ta spóźniona reminiscencja Wojny&#13;
Trzydziestoletniej, zorganizowana przez orawskie ziemiaństwo wyznania luterańskiego&#13;
przeciwko katolickiej władzy cesarskiej, doczekała się również odpowiedzi gminu. Kilku&#13;
orawskich sołtysów, w niektórych źródłach przedstawianych jako Polacy22, zorganizowało własnym kosztem „korpus 700 strzelców powołanych z 16 polskich wsi Górnej Orawy”23, uzyskując w podzięce od cesarza Leopolda I immunitet skarbowy zwalniający od&#13;
ekonomicznej zależności od madziarsko-luterańskiego Zamku Orawskiego. Dla niektórych interpretatorów historii był to kluczowy moment krystalizowania się polskiej tożsamości Górnej Orawy poprzez powiązanie z obroną wiary katolickiej; z pewnością jednak&#13;
sprawa jest bardziej złożona i nie tak łatwo poddać ją łatwym kategoryzacjom. Niemniej,&#13;
Towarzystwo Przyjaciół Orawy, wydawca służącego tu za jedno ze źródeł pisma „Orawa”,&#13;
przyjęło jako swoje godło herb nadany owym sołtysom przy okazji zwolnienia ich z opłat&#13;
na rzecz Zamku. Tym samym – jak pisze Tadeusz Trajdos– „dokonuje afirmacji polskiego&#13;
etnicznie charakteru 21 wsi Górnej Orawy i ich wierności dla wiary katolickiej”. Jego zdaniem, „gdyby w XVII w. nie uratowano katolicyzmu na tym terenie, a tym samym wychowawczej pracy księży polskich, luteranizm niesiony przez słowackich pastorów z Dolnej&#13;
Orawy zatarłby odrębność narodową mieszkańców polskich wsi górnoorawskich”24.&#13;
Orawa przeżyła jeszcze jedną katastrofę dziejową. W latach wojny domowej (16781684), która była ostatnim przejawem sporu religijnego i kontynuacją powstania Gaspara Piki (czyli jeszcze jedna próbą Emeryka Thokoly’ego węgierskiej walki z monarchią&#13;
austriacką), region bardzo ucierpiał pod wieloma względami (m.in. demograficznym&#13;
i ekonomicznym). Sytuacja ta „zagroziła wręcz dalszemu istnieniu niejednej wsi orawskiej”25. Bez względu na obrządek, najbardziej cierpieli zwykli mieszkańcy: „obie strony&#13;
bezwzględnie konfiskowały żywność dla wojska i paszę dla koni, doznając działań odwetowych i «okrutnych gwałtów»”26. Ostatecznie Austriacy pokonali raz jeszcze „kuruców”&#13;
(rebeliantów Thokoly’ego) na Orawie w 1680 r. i zajęli zamek. Walki nie ustały jednak na&#13;
długo – w 1682 r. Thokoly wspierany przez wojska turecko-tatarskie raz jeszcze wyparł&#13;
oddziały habsburskie z Orawy. „Tutejsi protestanci znowu ugruntowywali swoją pozycję,&#13;
lecz już po raz ostatni”27. Orawa musiała jeszcze w 1683 r. znieść trudy związane z przemarszem przez ten region armii Jana III Sobieskiego, udającej się na odsiecz Wiedniowi.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
T. Trajdos, Dwa spojrzenia na początki parafii w Orawce, „Orawa”, 1992, nr 19-20, s. 20.&#13;
&#13;
B. Chowaniec-Lejczyk, Wojny XVII w. i ich wpływ na sytuację demograficzno-gospodarczą Orawy, „Rocznik&#13;
Orawski”, 2004-2006, nr 6-7, s. 29.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
Ibid., s. 21.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Stosuję to określenie z całą świadomością jego umowności (raczej w ślad za retoryką i metodologią przyjmowaną przez autorów „Orawy”).&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
Pomimo wątpliwości definicyjnych i kategoryzacyjnych, które muszą towarzyszyć takiemu narodowemu emblematowi, przy użyciu którego opisano orawskich bogatych gospodarzy.&#13;
23&#13;
&#13;
T. Trajdos, Godło Towarzystwa Przyjaciół Orawy, „Orawa”, 1992, nr 17-18, s. 2.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
T. Trajdos, Zarys…, op. cit., s. 5.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
Ibid., s. 3.&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
T. Trajdos, Luteranie w Podwilku i początki tamtejszej parafii katolickiej, „Rocznik Orawski”, 2009, nr 8-9, s. 9.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
T. Trajdos, Zubrzyca Górna w XVII w., „Rocznik Orawski”, 2004-2006, nr 6-7, s. 15.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Ibid., s. 23.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
Ibid., s. 26.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
Ibid., s. 27.&#13;
&#13;
262&#13;
&#13;
B. Chowaniec-Lejczyk, Wojny XVII w. i ich wpływ na sytuację demograficzno-gospodarczą Orawy, op. cit.,&#13;
s. 31.&#13;
27&#13;
&#13;
Ibid., s. 32.&#13;
&#13;
263&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Na skutek działań zbrojnych na terenie Orawy w XVII w. zmniejszyła się liczba gospodarstw z 740 w 1626 r. do 240 w 1686 r. (na podstawie spisów z tamtych lat28). Straty&#13;
demograficzne prowadziły do zubożenia materialno-kulturowego, będącego „zalążkiem&#13;
ruiny gospodarczej regionu”29. Z drugiej strony, zaistniała sytuacja pośrednio doprowadziła do stabilizacji wyznaniowej regionu – Tadeusz Trajdos uważa, że w latach 1684-85&#13;
luteranie zostali ostatecznie usunięci ze wszystkich kościołów Orawy30.&#13;
Wiek XVIII na Orawie wolny był już od konfliktów zbrojnych, co umożliwiło stopniową odbudowę wsi i zniszczonych gospodarstw; sytuacja normowała się. Ostatecznie&#13;
wyznanie rzymskokatolickie zyskało w tym regionie dominację, której nigdy już nie utraciło. Nieliczni luteranie wyjechali z Górnej Orawy, a katolicy przejęli ich świątynie31.&#13;
W XIX w. węgierskie władze przeprowadzały kolejne spisy ludności (prowadząc&#13;
jednocześnie intensywną madziaryzację, co było o tyle łatwiejsze, że ludność polskiego pochodzenia była odcięta od swojej macierzy32). Jednak spisy te wprowadzają pewną&#13;
trudność terminologiczną – góralscy chłopi byli opisywani wyłącznie jako „słowaccy”.&#13;
Jak podaje „Orawa”, przywołując słowa krakowskiego badacza Janusza Kamockiego,&#13;
„między spisem ludności z roku 1870 a 1880 zniknęli Polacy, a w księgach metrykalnych&#13;
słowo Polak zastąpiono słowem Słowak”33.Według ustaleń Karola Balazsa miało to miejsce wcześniej34. Dzięki staraniom między innymi Eugeniusza Sterculi, aptekarza z Jabłonki i propolskiego działacza społecznego, do spisów przywrócono nazwę „Polak”. Pierwszy spis z uwzględnieniem narodowości polskiej przeprowadzono w 1910 roku35. W jego&#13;
efekcie ustalono, że na Orawie żyło w sumie ponad 16 tys. Polaków36. Dla niektórych&#13;
badaczy spis ten jest momentem zwrotnym w dziejach polskich wsi Górnej Orawy37.&#13;
Niezależnie jednak od problemów nazewniczych pewne fakty można dzięki wspomnianym spisom ustalić. Przede wszystkim liczba mieszkańców Orawy w XIX w. sukcesywnie spadała, podczas gdy na terenie całego Królestwa Węgierskiego w tymże samym&#13;
okresie nieustannie wzrastała38. Przyczynami tego stanu rzeczy mogły być powołania&#13;
do wojska czy emigracja zarobkowa z tej ubogiej krainy. Szczególnie liczna była fala migracyjna do USA w latach 1910-191439. Ostatecznie w 1921 r. Orawa osiągnęła najniższą&#13;
28&#13;
&#13;
Ibid., op. cit., s. 39.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
R. Remiszewski, 400 lat Lipnicy Wielkiej, „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 16.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
Krzysztof Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 36.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
Ibid., s. 37.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
K. Staszkiewicz, LXVI walny zjazd Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, „Orawa”, 2007, nr 9-14, s. 7.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
liczebność ludności40 (od 1785 r.). Spisy przynoszą jeszcze jedną ważną informację: rzeczywiście Górna Orawa w XIX w. była niemal w stu procentach katolicka. Stopniowo&#13;
także rosła liczebność i znaczenie gminy żydowskiej, która jednak nigdy na Orawie nie&#13;
osiągnęła takiej rangi, jak choćby w pozostałych częściach Galicji.&#13;
Koniec I Wojny Światowej to początek dyplomatycznego sporu pomiędzy Czechosłowacją a Polską o tzw. Kresy Południowe – w tym Orawę. Z początku wsie orawskie&#13;
zajęte zostały przez wojsko polskie (również w celu zapobieżenia wybuchowi rozruchów&#13;
o charakterze antymadziarskim i antyżydowskim41), które jednak decyzją centralną&#13;
zostało odwołane już na początku 1919 r.42, a jego miejsce zajęły wojsko i żandarmeria&#13;
czechosłowackie. Pierwotne plany zorganizowania plebiscytu podjęte przez Radę&#13;
Najwyższą w Paryżu zostały zarzucone (mimo prowadzonej akcji plebiscytowej), a sprawa Orawy rozstrzygnięta przez Konferencję Ambasadorów w Paryżu w 1920 r. Znajdująca się w krytycznej sytuacji wobec zbliżających się do Warszawy wojsk bolszewickich&#13;
Polska zgodziła się na ustępstwa wobec Czechosłowacji. Według polskich danych wskutek podziału Orawy dokonanego w trakcie tejże Konferencji (a dokończonego w 1924&#13;
r. – chodziło o niewielkie korekty granicy) „po stronie słowackiej znalazły się […] 44 wsie&#13;
z ludnością liczącą ponad 45 tys., wśród której […] zdecydowanie przeważali Polacy”43.&#13;
Po polskiej zaś stronie znalazło się 27 wsi z 30 tys. mieszkańców.&#13;
W dyskusji toczonej wokół zagadnienia tożsamości narodowych na Orawie bardzo&#13;
wyraźnie uwidacznia się postać księdza Ferdynanda Machaya. Bywa przedstawiany jako&#13;
„budziciel polskości na Orawie” (tak opisano go na tablicy pamiątkowej wmurowanej&#13;
w prawej nawie Kościoła Mariackiego w Krakowie, którego archiprezbiterem był niegdyś&#13;
ten „legendarny” orawski kapłan). Pochodzący z Jabłonki narodowy aktywista wykazywał&#13;
w swojej społecznej działalności wielką aktywność na rzecz budzenia polskiej tożsamości&#13;
narodowej w ludności orawskiej przełomu wieków XIX i XX. W analizowanych źródłach&#13;
jest przywoływany i zazwyczaj przedstawiany w bardzo pozytywnym świetle. Na początku jego działalności Orawa miała podlegać „słowackiej agitacji narodowej”, której ulegała&#13;
znaczna część ludności. Wcześniejsza polska tożsamość tejże ludności w publikacjach na&#13;
łamach „Orawy” i „Rocznika Orawskiego” nie podlega kwestionowaniu44. Przede wszystkim ze względu na to, że „używała ona w domu języka rodzimego, orawskiej gwary, jednej z najpiękniejszych gwar polskiego języka”45. Na wielu różnych płaszczyznach Machay,&#13;
ten madziaryzowany Orawiak a „polski patriota”, szerzył ideę polskości zarówno Orawy,&#13;
jak i Spisza – przemierzając z wykładami na ten temat całą Polskę, a także prezentując te&#13;
idee w Paryżu; dotarł nawet do prezydenta Wilsona.&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
K. Balazs, Ludność Lipnicy w latach 1784-1916 na podstawie źródeł węgierskich (przyczynek do demografii&#13;
historycznej Orawy), „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 43 i dalsze.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
M. Skawiński, Spis ludności na Orawie Polskiej w 1910 roku, „Orawa”, 1999, nr. 37, s. 99.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
K. Balazs, Starania Eugeniusza Sterculi u władz węgierskich o uzanie odrębności etnicznej polskich górali na&#13;
Orawie i Spiszu, „Rocznik Orawski”, 2004-2006, nr 6-7, s. 56.&#13;
37&#13;
&#13;
J. Roszkowski, Z dziejów Lipnicy Wielkiej w latach 1910-1919, „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 19.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
Karol Balazs, Ludność…,op.cit., s. 47.&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
Ibid., s. 48.&#13;
&#13;
264&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 37.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
Ibid., s. 38.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
J. Roszkowski, Z dziejów Lipnicy Wielkiej w latach 1910-1919, op. cit., s. 25.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
R. Kantor, W 70 rocznicę przyłączenia części Orawy i Spisza do Polski, „Orawa”,1990, nr 6-8, s. 7.&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
Kwestia poczucia tożsamości narodowej na Orawie jest bardziej skomplikowana. Na przełomie XIX i XX w. jej&#13;
mieszkańcy posługiwali się gwarą orawską, ale deklarowali się jako Słowacy.&#13;
45&#13;
&#13;
R. Kantor, Ks. Infuat Ferdynand Machay. Wielki Syn Orawy, „Orawa”, 1989, nr 2-3, s. 2.&#13;
&#13;
265&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Jednak pomimo tych działań większość orawskich (i spiskich) wsi, które miała zamieszkiwać „ludność etnicznie polska”46, znalazły się w granicach Czechosłowacji, na&#13;
mocy decyzji podjętej w trakcie Rady Ambasadorów z dnia 28 lipca 1920 r. Zdaniem profesora Władysława Semkowicza, „jednego z najwytrwalszych orędowników przywrócenia Polsce należnych jej ziem na Spiszu, Orawie i Czadeckiem47”, którego działalność&#13;
przypada przede wszystkim na okres międzywojnia, po słowackiej stronie żyć miało 15&#13;
tys. ludności polskiej. Znamienne, że profesor „przyznawał po większej części brak jej&#13;
świadomości narodowej, ale mniemał, że da się ją pozyskać dzięki pracy wychowawczej&#13;
i agitacyjnej”48.&#13;
Przedwojenna Orawa nie posiadała natomiast zbyt dużej reprezentacji ludności żydowskiej – w 1939 r. miało być jejw tym regionie niecałe 300 osób49. Przed wojną polscy Żydzi zamieszkiwali głównie miasta i miasteczka, podczas gdy stopień urbanizacji&#13;
na Orawie był (i jest) znikomy, być może więc stąd niewielka liczebność starozakonnych&#13;
mieszkańców polskiej Orawy.&#13;
Od września 1939 r. polska część Orawy pozostawała pod okupacją niemiecką i słowacką. W jej trakcie miała się odbywać „słowacka szeroka i silna propagandowa i represyjna działalność przeciw polskości50”. Język słowacki wrócił do kościołów, szkół i urzędów. Usunięto z parafii księży niepochodzących z Orawy i likwidowano materialne ślady&#13;
polskości (m. in. usunięto pamiątkową tablicę z popiersiem Piotra Borowego – działacza&#13;
społecznego, „bohatera polskości” na Orawie, traktowanego przez niektóre autorytety&#13;
na równi z Ks. Machayem). Jednocześnie, na zachętę, prowadzono korzystną dla mieszkańców politykę gospodarczą51.&#13;
Po zakończeniu wojny trwać miała „antypolska” agitacja słowacka na terenie Orawy.&#13;
W reakcji na nią ks. Ferdynand Machay wystosował list do Bolesława Bieruta z prośbą&#13;
o interwencję w tej sprawie52. Przekonywał on, podobnie jak w trakcie swojej wcześniejszej działalności, o polskim charakterze etnicznym ludności zamieszkującej Orawę. Podobne stwierdzenia padły choćby w rezolucji podpisanej przez młodzież Spisza&#13;
i Orawy studiującą w Krakowie („w liczbie 30”) w 1946 r. – zażądano bezwarunkowego&#13;
przyłączenia tych ziem do Polski, znów przekonując o tym, „że ludność Spisza i Orawy&#13;
jest czysto polska i jedynie jej część została obałamucona pięcioletnią […] agitacją faszystów słowackich, którzy ani teraz nie cofają się przed przekupywaniem ludności pogranicza celem zbierania od niej podpisów na memoriałach, domagających się przyłączenia&#13;
całego Spisza i Orawy do Słowacji53”. Podobne dokumenty wydawane były i z drugiej&#13;
46&#13;
&#13;
Ibid., s. 3.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
T. Trajdos, Daremne starania, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 25.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
Ibid.; przywołano ten fragment, by wskazać na rodzaj retoryki stosowanej w dyskusjach o kwestiach narodowościowych polsko-słowackiego pogranicza, w której „rzeczywista” „etniczna” przynależność niekoniecznie&#13;
znajduje się w bezpośrednim związku ze „świadomością narodową”.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
strony granicy, wskazując na słowacki charakter ludności zamieszkującej Spisz i Orawę&#13;
(na Orawie i Spiszu miałoby żyć 30 tysięcy Słowaków – jak podaje broszura Komitetu&#13;
Uciekinierów z 1.VI 1947 r.). Kwestie respektowania granic ustalonych na konferencji&#13;
w Jałcie miało rozwiązać dopiero pojawienie się na Orawie 1 Pułku Wojska Polskiego&#13;
wracającego spod Berlina, wywołując falę „panicznych ucieczek za granicę”54. Zdaniem&#13;
Leona Rydla uciekali „ci, którzy byli winni dokonania różnych przestępstw”. Formalnie&#13;
granice powróciły do stanu sprzed 1938 r. dopiero w 1958 r., na mocy umowy polsko-czechosłowackiej podpisanej w Warszawie55.&#13;
W „Orawie” można znaleźć bardzo interesującą relację z „III Spotkań Orawskich” –&#13;
konferencji zorganizowanej w 1989 r., w której wzięli udział przedstawiciele Towarzystwa Kulturalnego Czechów i Słowaków, a także polskiego Towarzystwa Przyjaciół Orawy56. Z relacji tej wynika, że lokalnych działaczy reprezentujących obydwa zrzeszenia&#13;
wciąż niezwykle emocjonowało zagadnienie tożsamości narodowej Orawian. Doszło do&#13;
ostrych polemik i sporów – chodziło o wzajemne przekonywanie się, czy Orawianie są&#13;
„bardziej polscy”, czy może jednak „bardziej słowaccy”. Na początku lat 90 działacze Towarzystwa Przyjaciół Orawy wciąż żywili obawę przed „depolonizacją ludności Spisza&#13;
i Orawy57”, pisząc wręcz o „dystansie ludności orawskiej w stosunku do ojczystej kultury,&#13;
do reszty narodu”. Ślady tego sporu na łamach „Orawy” i „Rocznika Orawskiego” odnaleźć można także w późniejszych wydaniach, także z lat dwutysięcznych. Można tam&#13;
znaleźć również bardziej rozproszone komentarze na temat aktualnej sytuacji tożsamościowej Orawian (zwłaszcza w połowie lat 9058). Brak natomiast bardziej zwartych opracowań dotyczących tak szeroko omawianych w aspekcie historycznym zagadnień tożsamościowo-etniczno-wyznaniowych. Stąd również płynie motywacja pochylenia się nad&#13;
tymi problemami w trakcie opisywanych tutaj badań. Było dla nas wielce interesujące,&#13;
jak sprawa się ma współcześnie – zważywszy na zmiany natury politycznej, administracyjnej, gospodarczej, które dotyczą nie tylko Górnej Orawy, ale całego regionu. Choć&#13;
z powodu obiektywnych ograniczeń poprzestaliśmy jedynie na polskiej części tej krainy.&#13;
Można się było spodziewać, że po zapoznaniu się z omawianymi powyżej źródłami&#13;
kwestia szeroko rozumianej pograniczności z pewnością objawi się w wielu momentach&#13;
prowadzonych badań i miejscach, jakie zajmą w uporządkowanym już, na spokojnie – po&#13;
powrocie z terenu – analizowanym materiale empirycznym. Wyraźnie widać, że przynajmniej dla tych pasjonatów zagadnień lokalnych, którzy podejmują trud publikowania dwóch czasopism, sprawa jest na tyle doniosła, by poświęcać jej tak wiele miejsca.&#13;
Po części z pewnością ma to związek z etnologicznym wykształceniem części autorów&#13;
i redaktorów; zrozumiała w takim wypadku etnograficzna wrażliwość, którą reprezentują, podsuwa pewne punkty widzenia i intelektualne tropy. Kilku innych autorów ma&#13;
bliski kontakt z pracą etnografów właśnie – mowa zarówno o pracownikach Orawskiego&#13;
54&#13;
&#13;
L. Rydel, Interwencja Rządu Polskiego do Czechosłowacji, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 20.&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
LR, Tragedia Żydów Orawskich, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 8.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 40.&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
T. Nowalnicki, Republika słowacka, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 5.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
T. Trajdos, O III Spotkaniach Orawskich raz jeszcze, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 27-28.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 39.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
R. Kantor, W 70 rocznicę…, op. cit., s. 4.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
List dostępny np. w: „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 16-17.&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
Przedruk w: „Orawa”,1990, nr 4-5, s. 18-19.&#13;
&#13;
266&#13;
&#13;
Por. np.: Jerzy M. Roszkowski O zagadnieniu polsko-słowackiego pogranicza, „Orawa”, 1995, nr 33, s. 53-63;&#13;
R. Kantor, Kultura i świadomość na pograniczach. Przypadek polskiej Orawy, „Orawa”,1995, nr 33, s. 43 – 52.&#13;
&#13;
267&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Parku Etnograficznego, ludowych muzykach-amatorach, ale i innych jeszcze osób stykających się w swojej pasji lub profesji z działaczami ludowymi o etnograficznej proweniencji. Z lektury czasopism jasno wynikało, że kategoria „pogranicza” niemalże nakłania do tego, by nad nią się pochylić, wokół niej zogniskować swoje dociekania. Teren&#13;
nie pozostawił złudzeń. W ciągu kolejnych dni badań jego „pograniczność” stawała się&#13;
tym bardziej oczywista. Analiza zebranego materiału empirycznego zostanie omówiona&#13;
w kolejnej części tekstu.&#13;
&#13;
���%DGDQLD&#13;
Rozważając sprawę tożsamości etnicznej i regionalnej, należy odnieść się do wizerunku&#13;
i narracji na temat Obcego. Zwłaszcza, jeżeli potrzeba zwrócenia na ten aspekt uwagi&#13;
artykułowana jest w pierwszym tomie „Rocznika Orawskiego” przez jednego z ojców założycieli tego wydawnictwa, Ryszarda Kantora: „Kulturę własną, własną tradycję, a także&#13;
po prostu własną egzystencję porównuje się z kulturą, tradycją, egzystencją grupy obcej,&#13;
dopiero na tym tle ujawniają się plusy i minusy własnej”59. W przypadku Orawy, regionu pogranicznego, służący za komparatystyczne zwierciadła Obcy to przede wszystkim:&#13;
Podhalanie, Słowacy czy także Polacy; w mniejszym stopniu rolę tę spełniają np. mieszkańcy Zawoi, Węgrzy, Spiszacy i inni. Analiza materiału zgromadzonego w trakcie badań&#13;
sugeruje uporządkowanie go w następujący sposób: w pierwszej kolejności omówione&#13;
zostaną porównania informatorów z innymi regionami i etnosami służące znalezieniu&#13;
różnic i w ten sposób pomagające odpowiedzieć na pytania związane z orawską&#13;
tożsamością; następnie przedstawione będą podobieństwa wobec sąsiadów i styczności&#13;
różnych kultur z zastosowaniem różnych ram interpretacyjnych. Należy przy tym podkreślić, że podział ten jest mocno umowny i stworzony raczej na potrzeby przyjętej narracji w poniższym opracowaniu. Nie ma on zarazem charakteru jedynie porządkującego.&#13;
Powodem jego przyjęcia jest sam pozyskany materiał – rozmówcy chętniej podkreślali różnice „Orawców” względem etnograficznych Innych, dopiero w dalszej kolejności&#13;
wskazując na podobieństwa. (Dodatkowo korzystam w tym przypadku z klasycznych tez&#13;
głoszących, że w poznaniu siebie poprzez Obcego w pierwszej kolejności wskazuje się&#13;
różnice, później zaś dopiero rozważa się podobieństwa). Na końcu omówione zostaną&#13;
pozostałe zagadnienia związane z przedstawianymi kwestiami, które nie dały się w ten&#13;
(przyznaję) schematyczny sposób skategoryzować. Posłużą one za komentarz i uzupełnienie – by w końcu przedstawić wnioski i podsumować interpretacje.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
�����5µĺQLFH&#13;
�������2UDZD�D�3RGKDOH�&#13;
Mama i dziadek pana Stanisława, muzyka ludowego, pochodzili z Podhala. Nauczyli go&#13;
więc częściowo mówić w gwarze podhalańskiej, co było powodem naigrywań ze strony&#13;
rówieśników: Zawsze takie jakieś były, na przykład podśmiechy w samej gwarze, ja tez gadam tak bardziej po podhalańsku60. Muzyk ten wychował się na styku tożsamości podhalańskiej i orawskiej. Uważa, że dzieci się zawsze uczą gwary od matki. Bo najwięcej z matką&#13;
przebywają – to stąd pochodzi jego pierwotna tożsamość. Jednak z czasem przewartościował to, kim się czuje: Był czas, że mi się bardzo podobał folklor podhalański, ale jak poznałem orawski tak dobrze, to jednak uważam, że orawski jest o wiele bogatszy. W końcu,&#13;
jak mówi: wychowuję się na Orawie i jestem Orawcem. By to zrozumieć, w swoich rozważaniach o własnej tożsamości odnosił się do estetycznych preferencji dotyczących folkloru61. Do zrozumienia „orawskości” Podhale posłużyło jako porównanie, a jako muzyk pan&#13;
Stanisław uprawia tę amatorską komparatystykę w odniesieniu do muzyki. Tłumaczy,&#13;
że muzyka [orawska], kazdo piosenka jest, ma inne tempo, inny rytm. A w podhalańskim&#13;
jest wszystko, powiedzmy, w jednym rytmie, w jednym tempie […] [muzyka podhalańska]&#13;
Jest bardziej radosna […] [muzyka orawska] ma wierchowe smutne nuty. W muzyce, no&#13;
niby to jest czarna Orawa: smutna Orawa. Muzyka służy do folklorystycznych porównań&#13;
również panu Krzysztofowi z Podwilka: Melodie są podobne do innych regionów, ale inna&#13;
jest stylistka gry. Ktoś, kto słucha muzyki ludowej, od razu rozpozna, co Orawa, a co Podhale. Pan Eugeniusz wyraża podobny pogląd, że melodie my mamy swoje, a oni [Podhale]&#13;
swoje, natomiast zwraca uwagę, że mamy też wspólne. Podobno, wedle jego opowieści,&#13;
Podhalańcy i Orawcy nawzajem zarzucali sobie podkradanie nut, co prowadzić miało do&#13;
bójek. Przemoc wywoływały też, zdaniem tego informatora, mieszane małżeństwa orawsko-podhalańskie. Jak mówi, jeszcze po wojnie to długo tak było.&#13;
Według pana Eugeniusza Orawa jest bardziej podobna do Słowacji, czy nawet Niemiec i Węgier, niż do Podhala. Ponownie otoczony zwierciadłami, próbuje znaleźć swoją&#13;
orawską tożsamość, „odbijając” ją od sąsiadów. Choć w tym porównaniu mowa o państwach narodowych, to Podhale stanowi wyjątek – zupełnie jakby reprezentowało (zastępowało w tym zestawieniu) Polskę.&#13;
Pan Stanisław kontrastuje Podhale z Orawą na różnych płaszczyznach, choćby w kwestii podejścia do kobiet. Jako przykład podaje podhalański taniec zbójnicki, w którym&#13;
dziewczyny są odsunięte, są w roli obserwatorek. Z kolei w tańcach orawskich zawsze występuje równouprawnienie. Jak komentuje– na Orawie kobieta się zawsze liczyła.&#13;
Twórczość zespołu „Arva”, o której opowiadał badaczkom pan Paweł Czaja, z założenia jest międzyregionalna. Sama nazwa pochodzi od węgierskiego słowa oznaczającego&#13;
Orawę. W repertuarze zespołu znajdują się różne nuty ze Słowacji, utwory węgierskie,&#13;
czasem utrzymane w stylistyce żydowskiej lub cygańskiej. Dominują jednak kawałki&#13;
60&#13;
&#13;
Kursywą zostały wyróżnione cytowane wypowiedzi, pochodzące z przeprowadzonych przez członków zespołu badawczego wywiadów. Ich nagrania i transkrypcje znajdują się w archiwum autora niniejszego tekstu&#13;
oraz Fundacji Mapa Pasji.&#13;
59&#13;
&#13;
R. Kantor, Potencjał kulturowy współczesnej wsi orawskiej. Rozważania etnologa, „Rocznik Orawski”, 1997,&#13;
t. 1, s. 13.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
Z przekonaniem graniczącym z pewnością można stwierdzić (na podstawie całej rozmowy z tym informatorem), że pod pojęciem „folklor” rozumie on przede wszystkim muzykę.&#13;
&#13;
269&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Orawskie. Do twórczości zespołu „Arva” wkradają się również nuty podhalańskie. Istnieje bowiem częsta współpraca, płynąca z przyczyn prozaicznych: zespół ten regularnie gra w karczmach tzw. „regionalnych” i nie ma stałego składu – gdy brakuje jakiegoś&#13;
instrumentu, prosi się kolegów-muzyków z Podhala o pomoc. Choć pan Paweł uważa,&#13;
że podhalański styl grania jest odmienny od reprezentowanego przez jego zespół, nie&#13;
stoi to na przeszkodzie, by je zpotrzeby chwili łączyć. Nie obserwujemy w tym przypadku folkloryzowanej „dbałości o poprawność”. Sam przyznaje, że naleciałości są już na&#13;
pewno duże, co wiąże z rewolucją internetową (szczególnie istnieniem portalu Youtube,&#13;
umożliwiającego łatwy dostęp do folklorystycznej twórczości z różnych regionów świata i Europy). Ten folklor już się przenika nawet podhalański z orawskim, puentuje. Komentuje również, że u muzyków dawniejszej daty, którzy nie podlegli tak mocno choćby&#13;
„podhalanizacji”, widać ten styl, taki starodawny orawski. To styl, któremu bliżej chyba&#13;
do Słowacji niż do Podhala. W całej tej wypowiedzi pobrzmiewa pewne tożsamościowe&#13;
rozedrganie, bo jeśli mowa o „orawskości”, to też w odniesieniu do „słowackości”; nieustanne są porównania do muzyki innych regionów czy grup kulturowych (etnicznych).&#13;
Innym jeszcze śladem synkretyczności regionalnej w twórczości zespołu „Arva” jest&#13;
rodzaj występujących instrumentów – chodzi o altówkę węgierską (nie wiemy na czym&#13;
ta „węgierskość” polega, znamienna jest jednak nazwa) i basy, takie same jak na Podhalu.&#13;
Z kolei pan Krzysztof z Podwilka posługuje się słowackimi fujarami62. A przecież z pewnością również w muzyce ludowej (czy „tak zwanej ludowej”?), rodzaj instrumentu, na&#13;
którym się gra, w jakimś stopniu odpowiada również za „styl” grania, za rodzaj możliwych&#13;
do odegrania melodii, za tempo, rytm itd. Międzyregionalna wymiana instrumentów&#13;
(może – jako projekty służące do ich wykonania, tu – jako fizyczne przedmioty) wpływa&#13;
na wymianę stylów i ich wzajemne mieszanie się. Zwłaszcza, że pan Krzysztof przyznał,&#13;
iż muzyka orawska po prostu stylistycznie w pewnym sensie się zmieniła. Gorzko podsumował następnie: w tej chwili moim zdaniem nie słychać takiej orawskiej muzyki jaka była&#13;
w rzeczywistości. Co ciekawe, ta opinia została wyrażona przy okazji pytania o różnice&#13;
w stylu muzyki podhalańskiej i orawskiej; podkreślono, że– w takim razie „wciąż jednak”&#13;
– w obu regionach muzykę gra się całkiem inaczej.&#13;
Pan Paweł wyliczył wszystkie działające zespoły muzyczne na Orawie. Jednak zawahał się w przypadku zespołu z Piekielnika, bo– jak przyznał– oni tańczą po góralsku i po&#13;
podhalańsku, mimo iż geograficznie nie są. Interesujące, że dla tego informatora zespół&#13;
geograficznie orawski, ale z podhalańskim repertuarem, spowodował trudność klasyfikacyjną, pomimo że pytanie brzmiało bardzo ogólnie: A tu dużo jest zespołów [ludowych]?&#13;
Jest tutaj pewna niejasność i niekonsekwencja: może bowiem dziwić ta trudność pana&#13;
Pawła wobec wcześniejszych deklaracji synkretycznego charakteru twórczości jego zespołu. Oto przykład tożsamościowego rozedrgania, która, jak się wydaje, cechuje Orawę.&#13;
Z wypowiedzi pana Pawła wynika zasadnicza teza: dawniejszy, bardziej „autentyczny” folklor orawski to ten, w którym wybrzmiewa słowacka nuta. Zaś ten nowszy – mniej&#13;
autentyczny, nie tak oryginalny – uległ „podhalanizacji”. Procesowi temu uległa nawet,&#13;
zdaniem pana Pawła, Słowacja. Gdy opowiada o zespołach z Zuberca, Suchej Góry i Hla62&#13;
&#13;
Zostało podkreślone, że instrument ten nie jest uznany jako orawski. Bardzo interesująca byłaby informacja&#13;
na temat tego, kto lub co jest autorytetem, który o tym decyduje, jednak nie została ona pozyskana.&#13;
&#13;
270&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
dówki, czyli wsi orawskich po stronie słowackiej, to podkreśla, że choć to porządne kapele, to tańczą, śpiewają po podhalańsku. O „podhalanizacji” negatywnie wypowiadał się&#13;
również pan Krzysztof Pieronek – zwracał uwagę, że dotyka ona nie tylko Orawy, ale&#13;
i Słowacji: Słowacy […] oni się tam ubierają po podhalańsku. Szczególnie folklor tworzony&#13;
w Suchej Górze Orawskiej (przy granicy z polską, na południowy wschód od Chyżnego,&#13;
na zachód od Chochołowa) zdaniem pana Krzysztofa jest całkowicie podhalański.&#13;
Rzeczywista muzyka orawska, jak ocenił pan Krzysztof, była bardziej słowacka. Zmiana, która w niej zaszła, ma bezpośredni związek z Podhalem – w tej chwili po prostu są&#13;
takie wpływy podhalańskie. Zaś folklor Podhala nazwał dominującą kulturą. Co więcej,&#13;
i inne sąsiednie regiony tak jakby brały od nich. W przypadku Orawy muzyk źródeł tego&#13;
stanu rzeczy dopatruje się w tym, że Orawa jest podzielona na część polską i słowacką.&#13;
Wpływów muzycznych na Orawie jest więcej – poza Podhalem pan Krzysztof wymienił Węgry i Słowację; charakterystyka ta powtarzała się również w kilku pozostałych wywiadach. Ponadto, zdaniem tego informatora, wpływy „południowe” widoczne są także&#13;
w innych elementach folkloru – choćby w stroju.&#13;
�������2UDZD�ɒ�6ăRZDFMD�ɒ�3ROVND&#13;
Zdaniem pana Stanisława folklorystyczna granica narodowa przebiega gdzie indziej niż&#13;
państwowa, ponieważ, jak przekonuje, na przykład Chyżne, to tam jest folklor bardziej&#13;
słowacki. Niejako na potwierdzenie tego stwierdzenia pan Mariusz Tepko, członek zespołu z Chyżnego, informował, że jego zespół („Rombań”) wyróżnia spośród innych&#13;
orawskich kapel częste korzystanie z folkloru słowackiego. Zespół wykonuje wiele słowackich pieśni. Na pytanie dlaczego, odpowiedział: kiedyś też u nas była taka tradycja.&#13;
Niestety w trakcie rozmowy wątek ten nie był dalej rozwinięty – tymczasowo można się&#13;
więc jedynie domyślać genezy tejże „tradycji” na podstawie znajomości kontekstu historycznego.&#13;
Słowacja, zdaniem pana Krzysztofa, przeżywa późniejszą niż w Polsce fascynację&#13;
folklorem. W związku z tym Słowacy przyjeżdżają na Orawę uczyć się grać na instrumentach w ludowym stylu. Można zatem spodziewać się dalszych migracji i dyfuzji stylów folklorystycznych. Choć będzie to trwało zapewnedekady, z pewnością interesujące&#13;
będzie śledzenie tych folklorystycznych przemieszczeń, rozszerzeń, roszczeń, aneksji&#13;
i przemieszań.&#13;
Pan Eugeniusz z Lipnicy wspominał interesujący zwyczaj z dawnych czasów. Gdy&#13;
w latach sześćdziesiątych młodzi mężczyźni zaczęli bardziej migrować po Polsce za pracą&#13;
(wymienia Jaworzno, Katowice, Nową Hutę) i wracali z żonami pochodzącymi z innych&#13;
części kraju, nazywane były one przez mieszkańców Lipnicy Polkami. Dla zobrazowania&#13;
powiedział do badaczek – wyście są Polki, nie Orawacy. Oto przykład na tożsamościowe&#13;
odgrodzenie od reszty Polski63. Zwłaszcza że – jak wynika z zebranego materiału – mieszane małżeństwa polsko-słowackie nie spotykały się z podobnymi reakcjami. Sprawa&#13;
to jednak historyczna – dotyczy przeszłości. Zdaje się, że obecnie fakt mieszanych małżeństw nie wzbudza tak silnych emocji.&#13;
63&#13;
&#13;
Wbrew pewnym – czy życzeniowym? – ustaleniom profesjonalnych badaczy Orawy, skupionych wokół wcześniej analizowanych czasopism.&#13;
&#13;
271&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Deklaracja co do tożsamości pana Stanisława ostatecznie jednak jest jednoznaczna:&#13;
No Orawiakiem zawsze się czuję. By wzmocnić przekaz o swojej tożsamości pan Stanisław dodaje: czy byłem w wojsku64, czy gdziekolwiek. Argumentem ostatecznym okazuje&#13;
się powód natury lingwistycznej – Dla mnie jest męką […] męczę się niesamowicie, kiedy&#13;
mówię po polsku czysto. Dla mnie to jest męka po prostu, nie czuję się swobodnie.&#13;
&#13;
�����3RGRELHąVWZD&#13;
�������2UDZD�D�6ăRZDFMD&#13;
Wobec tych trudności tożsamościowych, związanych z omówionymi wcześniej rozmaitymi czynnikami – również natury historycznej – Orawianie wypracowali jednak pewną&#13;
formę kompromisu tożsamościowego, skoro, jak uważa pan Jan, tak się czują Orawiakami. Dla niego to kwestia związana przede wszystkim z językiem. Po stronie orawskiej&#13;
są miejscowości, w których mówią tym samym językiem, takim orawskim […] minimalnie&#13;
jest ten akcent nieco [inny], bo to już jest naleciałość słowacka, ale mniej więcej to samo, co&#13;
i u nas. Tak jak zaczniemy po nasemu gwarzyć, radzić, no to oni tak samo. Pan Jan po raz&#13;
pierwszy z tym zjawiskiem spotkał się, będąc nastolatkiem – będąc dalej na Słowacji na&#13;
stacji kolejowej natrafił na grupę wojskowych, którzy mówili wszyscy po orawsku. Nie po&#13;
słowacku, tylko po naszemu, ale nie ze mną, tylko między sobą. Warto zwrócić uwagę na&#13;
komentarz informatora, który dodał: to mnie zdziwiło wtedy, bo ja tam nie znałem, wyobrażałem sobie, że tam wszyscy po słowacku [mówią]. Może to sugerować, że spory i konflikty tożsamościowe, powodowane sytuacją dziejową czy inspirowane przez lokalnych&#13;
działaczy patriotycznych, polityków itd., miały wyraźny wpływ na mieszkańców Orawy,&#13;
skoro pan Jan nie dostrzegł wcześniej istnienia wspólnej gwary orawskiej. Rozróżnienie&#13;
na Orawę polską i słowacką, a w dalszej konsekwencji na Orawian polskich i słowackich,&#13;
mogło być przypuszczalnie raczej efektem różnych działań agitatorów i społeczników niż&#13;
wyrazem rzeczywistych, codziennych tożsamościowych dylematów ludności.&#13;
Niemal osiemdziesięcioletnia mieszkanka Chyżnego, pani Joanna, wspominała, że&#13;
dawniej więcyj my tu po słowacki śpiewano kolędy. W trakcie wesel z kolei śpiewano naprzemiennie: piosenki polskie i słowackie. To ważne uzupełnienie dla pozostałego materiału, w którym mowa również o słowackich słowach piosenek, jednak w wykonaniu&#13;
muzyków ludowych. Tu z kolei chodzi wprawdzie o sytuacje obrzędowe, ale nie związane z działalnością profesjonalną.&#13;
Ze wszystkich wypowiedzi, w których poruszany był temat „języka orawskiego”, płynął ten sam wniosek – znacznie bliżej orawskiej gwarze do języka słowackiego niż polskiego. Zdaniem pana Eugeniusza wręcz słowacki język a nasz to prawie to samo. Rzecz&#13;
nie w tym, by kwestia ta została potraktowana w sposób językoznawczy czy etnolingwistyczny – chodzi raczej o zasygnalizowanie pewnej wypowiedzi i podmiotowego punktu&#13;
widzenia. Przy tym ujawnia się pewna prawidłowość: utożsamienie czy choćby zauwa64&#13;
&#13;
Służba wojskowa znów bierze udział w grze o tożsamość regionalną odbywających ją. Może dla pana Stanisława jest rodzajem międzyregionalnej diaspory, która – co znamy z licznych opracowań – może wzmacniać&#13;
tożsamości, z którymi się w nią wkroczyło?&#13;
&#13;
272&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
żenie podobieństw pomiędzy gwarą orawską a językiem słowackim uwidacznia z kolei&#13;
(bardziej lub mniej bezpośrednio) różnice pomiędzy gwarą orawską a językiem polskim.&#13;
Z kolei pani Stefania z Zubrzycy Górnej w orawskiej gwarze widzi ślady wpływów węgierskich, słowackich, a nawet wołoskich. Informatorka ta kładzie nacisk na&#13;
zróżnicowanie wewnętrzne gwary orawskiej. Zapewne taki też jej obraz przekazuje&#13;
dalej, ponieważ interesuje się gwarą i jest jej propagatorką (uczyła w szkole, obecnie pisze prozę dla dorosłych po orawsku). Warto zwrócić uwagę, że wyliczając wpływy na&#13;
gwarę orawską, informatorka ta nie wspomniała o języku polskim– wbrew opiniom niektórych badaczy, przywoływanych na łamach „Orawy” i „Rocznika Orawskiego”, którzy&#13;
mieli przekonywać, że gwara orawska to jednoznacznie gwara pochodzenia polskiego.&#13;
Znów: rzecz nie w tym, by rozstrzygać tę sprawę – pozostawmy ją dociekaniom językoznawczym. Tym bardziej jednak interesujące są cytowane tutaj wypowiedzi informatorów jako przejaw poszukiwania wyznaczników tożsamości (odrębności i podobieństwa)&#13;
mieszkańców Orawy.&#13;
Dla pana Mariusza Tepki sprawa tożsamości orawskiej jest jasna: Orawa jest po prostu&#13;
jednym regionem. I nie ważne, gdzie leży. Jak Pani wie, ta nasza część to Orawa Górna, a po&#13;
słowackiej stronie jest Orawa Dolna. I czy jedziemy do Namestowa, czy innej pobliskiej słowackiej miejscowości, to dogadujemy się z nimi, bo oni mają bardzo podobny język, dialekt.&#13;
Mają podobne pieśni i tańce. A więc nie ma moim zdaniem granic państwowych, to wszystko&#13;
to jeden wielki region i kultura orawska. Ponownie podstawowymi wyróżnikami dla pana&#13;
Mariusza są „język orawski” i folklor – w tym wypadku podobne pieśni i tańce. Dla pana&#13;
Pawła sprawa „polskości” i „słowackości” również jest dyskusyjna. Wspomina starszych&#13;
ludzi i stwierdza, że ludzie tu nie czuli przynależności, że o, ja jestem Polakiem, albo– nie&#13;
wiem– że Słowakiem. Po chwili jednak dodaje: podejrzewam, że wszyscy, blisko 100 procent, czuje się Polakami. Ponownie mamy do czynienia z wyraźną nieścisłością, mogącą&#13;
wskazywać na tożsamościowe problemy mieszkańców Orawy.&#13;
Pan Paweł ma trudność w odpowiedzeniu na pytanie: jaki jest ten typowy folklor orawski. Na pewno, jego zdaniem, ma dużo zapożyczeń – tu znów pobrzmiewa pograniczność&#13;
regionu (czy jej świadomość twórcy?). Tę „typowość” orawskiego folkloru ciężko opisać&#13;
w słowach, lepiej to usłyszeć. Dopytywany przez badaczki jednak skłania się ku opinii, że&#13;
jest to folklor bardziej podobny do muzyki słowackiej niż do podhalańskiej. Czy może&#13;
nawet bardziej węgierski. Świadom jest jednak, że jego opinia nie jest powszechna, bo jak&#13;
pogadacie z kimś innym, to wam tam powie, że to bardziej podobne do podhalańskiej muzyki. Znów, by zdefiniować swoją twórczość w kategoriach regionalistycznych, informator&#13;
posiłkuje się „zwierciadłami” w postaci pobliskich regionów. Znów także– wobec trudności kategoryzacyjnych, widocznych wśród samych zainteresowanych – zauważalne są&#13;
trudności tożsamościowe, z którymi wydają się borykać ludowi twórcy orawscy.&#13;
W swojej opowieści o kwestii pogranicza pani Joanna zwracała uwagę, że Łorawa,&#13;
wiencyj patrzyła do slowenska – co kłóci się z częścią polskich opracowań na ten temat&#13;
(także tych omawianych wcześniej). Zdaniem tej informatorki chodziło o kwestie gospodarcze – na Słowacji miało się żyć łatwiej.&#13;
&#13;
273&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�������2UDZD�D�:ÛJU\&#13;
Pan Jan Budziński, sołtys Chyżnego, wspominał osoby potrafiące posługiwać się językiem węgierskim. Ta umiejętność brała się z dwóch źródeł: po pierwsze, w części szkół&#13;
ludowych na Orawie przed I wojną światową nauczano w tym języku; po drugie, ich kompetencja językowa mogła się poprawiać w trakcie służby w wojsku austro-węgierskim.&#13;
Chodziłoby tutaj raczej o dalsze szlifowanie języka, trudno bowiem spodziewać się, by&#13;
ktoś nauczył się mówić po węgiersku w trakcie samej tylko służby. Uwidacznia się w tym&#13;
miejscu zjawisko szeroko omawiane wcześniej w literaturze etnograficznej, czyli zmiany,&#13;
jakie w środowisku wiejskim powodował powszechny pobór wojskowy, obserwowane&#13;
na terenach Polski od XIX w. Chociaż w przypadku poboru z okresu I Wojny Światowej efekt mógł być odmienny– zdaniem Jerzego Roszkowskiego „Orawianie stykali się&#13;
na froncie z żołnierzami pochodzącymi z Galicji, Śląska Cieszyńskiego i Polakami z zaboru pruskiego. Wywierało to istotny wpływ na pogłębianie ich uświadomienia narodowego”65. W opowieści pana Jana chodziło o jego dzieciństwo, czyli lata pięćdziesiąte&#13;
ubiegłego wieku. Również rodzina pani Stefanii z Zubrzycy Górnej uległa silnym wpływom węgierskim – wszyscy jej męscy przodkowie kształcili się na Węgrzech. Z kolei, jak&#13;
przekonuje pan Paweł Czaja, pewne elementy stroju orawskiego również wzbogacone&#13;
są wpływami „poborowymi”, na przykład te pętelki tutaj przy spodniach mają charakterystyczne dla wojska węgierskiego.&#13;
Ślady węgierskiej obecności można zaobserwować również w dziedzictwie materialnym. Pan Jan stwierdził o kościele w Orawce: tam jest pięćdziesięciu świętych węgierskich.&#13;
Rzeczywiście, w tym najstarszym orawskim kościele, pochodzącym z połowy XVII w.,&#13;
podziwiać można wizerunki świętych obdarzonych szczególnym kultem na Węgrzech.&#13;
Zdaniem pana Stanisława również w muzyce orawskiej widoczne są węgierskie wpływy.&#13;
�������2UDZD�D�6SLV]&#13;
Innym regionem służącym za porównawcze zwierciadło jest Spisz – zdaniem pana Stanisława oni więcej wierzą, że są Słowakami, więc ten folklor bardziej jest taki słowacki niż&#13;
polski.&#13;
Pani Stefania z Zubrzycy Górnej kojarzy geograficznie Orawę z Podhalem i Spiszem,&#13;
mówiąc: to są trzy takie ciotki. Również do Spisza Orawę porównuje pan Paweł z Jabłonki&#13;
– gdy opowiada o zanikających śladach słowackości na terenach polskiej Orawy (słowacka msza, babcia modląca się po słowacku).&#13;
�������2UDZD�D�=DZRMD&#13;
Od zachodu Orawa graniczy z jeszcze jednym regionalistyczno-folklorystycznym zwierciadłem: tak jak Zawoja, […] ten folklor jest też inny. Chociaż powiedziałbym, że Zawoja&#13;
bliska jest do orawskiego. To sugerowane przez pana Stanisława podobieństwo umożliwia&#13;
doprecyzowanie i większe zróżnicowanie spostrzeżeń na temat folkloru, czy może raczej&#13;
– różnych folklorów. Według tego informatora poza wcześniej wspomnianymi Spiszem&#13;
65&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
i Podhalem należy z pewnością wyróżnić takie grupy związane z granicami obszarowymi,&#13;
jak Górale Śląscy, Górale Pienińscy, Górale Beskidzcy. Pan Stanisław potrafi je wszystkie od siebie nawzajem odróżnić, próbując wykazać, jak zagadnienie „góralszyzny” jest&#13;
zróżnicowane. Pomyłki związane z folklorem, nieumiejętność odróżnienia regionalnych&#13;
odmian pan Stanisław określa jako winę, gdy opowiada o starym muzykancie Andrzeju&#13;
Dziubku i „błędach”, jakie muzyk ten popełniał w rozumieniu „autentyczności” danego&#13;
stroju. Tłumacząc go jednak, wskazuje na pewien okres w historii stroju orawskiego: to&#13;
jest też wina tego, że na przykład orawski strój prawie że zaniknął. Na przykład w dzieciństwie nie widział nigdy, że jest inny strój niż podhalański. To przy okazji znak podhalanizacji.&#13;
&#13;
�����3R]RVWDăH��X]XSHăQLDMÇFH�Z\SRZLHG]L�&#13;
Zdaniem pana Jana obecnie konflikty na tle narodowościowym nie mają znaczenia. Sprawa, która od początku XX w., poprzez I wojnę światową, okres międzywojenny, aż po&#13;
niemiecko-słowacką okupację Orawy w trakcie II wojny światowej i trwające jeszcze&#13;
parę lat po wojnie tarcia, budziła wielkie emocje – z pewnością wśród lokalnych działaczy, aktywistów, czy polityków, zapewne w niemniejszym stopniu „zwykłego ludu” – nie&#13;
jest już zdaniem tego informatora źródłem zmartwień i codziennych przemyśleń mieszkańców Orawy, a z pewnością nie ludzi młodych. Takich zaszłości już nie ma, nie ma&#13;
w ogóle, choć chwilę wcześniej rozmówca wyraźnie podkreślał, że „dawniej” podział tożsamościowy był bardziej wyraźny – część ludzi uważała się za Słowaków, […] natomiast&#13;
część się uważała za Polaków66.&#13;
Pani Krystyna z Jabłonki oceniła, że mieszkańcy Orawy czują, że nie są ani Polakami,&#13;
ani Słowakami. Oni są po prostu Orawiakami.&#13;
Na pograniczność regionu zwracał uwagę także pan Krzysztof z Podwilka, twórca&#13;
strojów orawskich: Jesteśmy regionem pogranicza. Słychać słowackość w muzyce, też Węgry&#13;
są w stroju ludowym. Inna Kultura od Podhalan, od Zawoi. Są podobieństwa kulturowe,&#13;
ale też bardzo widoczne różnice. I tym razem oprócz Podhala za region porównawczy&#13;
posłużyła Zawoja.&#13;
Zadając pytanie „jak wygląda typowy strój orawski?”, wskazano informatorowi pewną kliszę – zdefiniowano orawskość, wymuszono odpowiedź związaną z konkretną kategorią klasyfikacyjną. I choć zadanie było niefortunnie, to odpowiedź jest pouczająca.&#13;
Chodzi o to, że pan Krzysztof, twórca „strojów orawskich”, wchodzi w tę kliszę przygotowany, potrafi przytoczyć wiele detali: marszczenie charakterystyczne dla Orawy, sposób szycia koszul itp. Wyraża on pewność odnośnie tego, „czym się różni” tzw. „strój&#13;
wzorcowy” – prawdziwy, jak go określa, od nieprawdziwego. Jednak inspiracje czerpie&#13;
z różnych regionów i w tym celu chodzi po muzeach – odniesienia znajdywał w Krakowie,&#13;
66&#13;
&#13;
A jednak, pewne aspekty współczesnego konfliktu polsko-słowackiego przedstawiał pan Krzysztof z Podwilka. Chodzić ma o rosnące ceny różnych produktów, powodowane, zdaniem wielu, przybywaniem Słowaków na&#13;
targ w Jabłonce. To jednak jedyny napotkany wątek o konflikcie słowacko-polskim w trakcie badań.&#13;
&#13;
J. Roszkowski, Z dziejów Lipnicy Wielkiej w latach 1910-1919, „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 20.&#13;
&#13;
274&#13;
&#13;
275&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
w Zakopanym czy na Słowacji. W efekcie profesjonalnie wykonywane przez niego ubiory&#13;
mają po części charakter synkretyczny – łącząc cechy z różnych stylów.&#13;
Zjawiskiem charakterystycznym dla pograniczności jest wymiana handlowa. Na&#13;
Orawie jest ona widoczna przede wszystkim podczas targu w Jabłonce, na którym&#13;
Słowacy stanowią większość uczestników. Handluje się tutaj zwykłymi artykułami życia&#13;
codziennego: żywnością, artykułami gospodarstwa domowego, chińszczyzną i dziadostwem (Krzysztof Pieronek). Stała obecność, choćby tylko natury ekonomicznej (zakupowa), wzbogaca krajobraz kulturowy regionu, niewątpliwie budując w jego mieszkańcach poczucie „pograniczności”. Obecność słowackich samochodów, ceny podawane&#13;
w Euro, kantory walut – wszystko to przypomina Orawianom na co dzień o ich pogranicznym położeniu. Taki pogląd potwierdza wypowiedź pana Pawła, który pytany o relacje ze Słowakami, mówi o otwartości: pewnie, że jest. Mamy ich tu na co dzień, bo chodzą&#13;
do sklepu. Ten informator również podkreśla brak bariery językowej – zaczynać miałaby&#13;
ona się dopiero w Trstenie, gdzie jest dużo tych przesiedleńców, to oni już tam mówią po&#13;
słowacku, ten słowacki prawidłowy.&#13;
Pan Krzysztof w końcu został zapytany przez badaczki: kim się czuje. Odpowiedział,&#13;
że Orawcem. I skomentował pół żartem-pół serio: tak jest bardziej bezpiecznie. Etnografki słusznie drążyły temat, a informator szczerze przyznał, co ma na myśli. Jego rodzice&#13;
byli Słowakami – całkowicie. Przy okazji zauważył, że starsze pokolenie na Orawie mimo&#13;
wszystko to się czuli Słowakami. Określenie Orawcy powstało zdaniem pana Krzysztofa,&#13;
żeby było łatwiej67. W tym sensie muzyk ten utożsamia Słowaków z Orawcami. W gruncie rzeczy więc ostatecznie, w zawoalowany sposób, pan Krzysztof przyznał, że jest Słowakiem – mam sentyment niesamowity do Słowacji. Mówię po słowacku, słucham radia,&#13;
oglądam telewizję. […] mam czasem takie dni, takiego doła, że muszę coś oglądnąć po słowacku czy posłuchać. Sprawa tożsamości jest dla tego informatora niewątpliwie trudnym&#13;
zagadnieniem: jakoś do końca nie czuję się Słowakiem, bo nie mam jakiejś styczności nie&#13;
wiadomo jakiej z tą Słowacją, ani nie czuję się też do końca Polakiem. Komplikując jeszcze&#13;
sprawę, pan Krzysztof zauważył także, iż dla młodzieży z reguły w deklaracjach „wiodącą”&#13;
tożsamością jest tożsamość polska; choć i co do tego miał pewne wątpliwości.&#13;
Ostatecznie jednak pan Krzysztof skonstatował, że jesteśmy odrębni etnicznie od reszty&#13;
„świata”, czyli, jak się już przekonaliśmy, od tego, co służy jako porównawczy tożsamościowy orbis exterior: Słowacji, Podhala, czasem Zawoi, także Polski, Węgier czy Austrii.&#13;
Taki stan rzeczy ocenił pozytywnie, to jest super, to mi się bardzo podoba. Według niego&#13;
należy tego chronić, by zachować tę unikalność, podczas gdy, jak komentował, ludzie&#13;
większość na Orawie jakby się asymilowali z całą częścią Polski, i to mi się wydaje złe.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
Szkoda, że ten niezwykle ciekawy wątek pojawił się pod koniec badań. Czy wszyscy pozostali, którzy „czują&#13;
się Orawcami”, kamuflują w ten sposób swoją „słowackość”? Mam nadzieję, że sprawę tę spróbuję rozwikłać&#13;
w przyszłości, bądź też inni badacze podejmą temat.&#13;
&#13;
276&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH�&#13;
We wstępie zasygnalizowałem już pewne trudności i ograniczenia, z którymi zespół borykał się w terenie. To one są odpowiedzialne za tematyczne rozproszenie zebranego&#13;
materiału. W związku z przyjętymi założeniami tematycznymi, o których wiadomo było&#13;
przed badaniami, przewidywaliśmy te trudności. Jednym ze sposobów poradzenia sobie z tym wyzwaniem było zastosowanie się do propozycji Kathy Charmaz, sugerującej&#13;
„podejście mówiące o jednoczesnym zbieraniu danych i prowadzeniu analizy”68, czego&#13;
wyrazem były regularne spotkania, w trakcie których omawialiśmy spędzone dni w terenie, analizując i planując dalsze posunięcia. Z tego wedle naszej intencji kontrolowanego&#13;
zamieszania nieuchronnie przebijało zagadnienie pogranicza, wciąż obecne w kolejnych&#13;
rozmowach, obserwacjach, a w dalszej kolejności w interpretacjach i przemyśleniach.&#13;
Pomimo tematycznego rozproszenia tenże wątek spaja owe zróżnicowane treści niczym rama; różnorodne zagadnienia w sposób nieunikniony znajdują bardziej lub mniej&#13;
wyraźne zaczepienie w tym samym rusztowaniu – w kwestii pograniczności Orawy.&#13;
W koniecznym podsumowaniu nie sposób opisać tego zjawiska jednoznacznie. W trakcie&#13;
badań było to bardzo widoczne: poruszając rozmaite kwestie z badaczkami, informatorzy&#13;
niejako mimowolnie przywoływali temat pograniczności – dokonywano ciągłych porównań i zestawień z innymi regionami. Jak sądzę, widoczne tu jest znów – opinia ta została&#13;
już wcześniej wyrażona – tożsamościowe rozedrganie Orawy. Dopatruję się go również&#13;
w uporze, z jakim pasjonaci-badacze Orawy w swoich tekstach historycznych, publikowanych na łamach dwu omawianych tu czasopism, „Orawy” i „Rocznika Orawskiego”,&#13;
podnoszą sprawy tożsamości: etniczności, narodowości, czy historycznych przesunięć&#13;
z nimi związanych. Co istotne, dzieje się to od początku lat dziewięćdziesiątych do końca&#13;
dwutysięcznych (te roczniki zostały przeanalizowane). Czy ci lokalni działacze - folkloryści, historycy, pracownicy Orawskiego Parku Etnograficznego, członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Orawy – intencjonalnie tak mocno akcentowali te sprawy w swoich publikacjach? Czy jest to może wyraz mniej (lub bardziej) uświadomionej troski o regionalną&#13;
tożsamość? Czy idzie tu może o pobudki natury patriotycznej (gdy, a często, kładziony&#13;
jest nacisk na sprawy narodowe)?&#13;
Pozostaję jednak wierny określeniu: tożsamościowe rozedrganie. Oto jest „skarb górali” orawskich – pograniczne położenie, potencjał synkretyczności. Funkcjonuje przekonanie, że loci comunes łączące Orawców to ich folklor muzyczny, piękne rzeźby, wykonują tańce ludowe, i że działalność tę, jak w wielu innych regionach, sowicie wspomaga&#13;
się finansowo z rozmaitych funduszy, czego najlepszym „pomnikiem” jest wspaniałe,&#13;
wielkie i nowoczesne Orawskie Centrum Kultury w Jabłonce69. Jednak tym, co wszystkie wspomniane regionalne aktywności łączy, jest właśnie pograniczność Orawy. Chodzi&#13;
zresztą o coś więcej. Po badaniach nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pograniczność nie&#13;
tylko spaja zebrany materiał, lecz dotyka w ogóle „duszy orawskiej”. W końcu badania&#13;
przeprowadzono zarówno wśród twórców ludowych i regionalnych działaczy, jak również „zwykłych” ludzi, nie zajmujących się (wręcz często niezainteresowanych) „sprawa68&#13;
&#13;
K. Charmaz, Teoria ugruntowana, op. cit., s. 31.&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
Choć gdy odbywały się badania sprawiało wrażenie pustego, a wrażenie to zwiększał rozmach, z jakim je&#13;
wybudowano (dzięki funduszom unijnym).&#13;
&#13;
277&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
mi folklorystycznymi”. Tożsamościowe rozedrganie Orawy to wielki potencjał. Z jednej&#13;
strony dla wszelkiej twórczości folklorystycznej: rozsądne otwieranie się na zróżnicowane wpływy i naleciałości z sąsiednich (nie tylko) regionów, przy zachowaniu orawskiej&#13;
unikatowości może w przyszłości stanowić o wyjątkowości twórczości folklorystycznej&#13;
tego regionu. Przede wszystkim jednak to wielki potencjał kulturotwórczy w ogólniejszym rozumieniu dla ogółu mieszkańców tego pograniczno-tranzytowego (w znacznie&#13;
mniejszym stopniu turystycznego) regionu. „Skarbem” współczesnych górali orawskich&#13;
jest ich tożsamościowa niepewność – paradoksalnie jednoczesna otwartość i hermetyczność, prowadząca do głębokiego namysłu nad własną tożsamością.&#13;
Trudności interpretacyjne związane z pogranicznością Orawy, które napotkali etnologowie, dotyczą nie tylko etnograficznej działalności badawczej. Analiza omawianych&#13;
czasopism wykazała, że w przypadku autorów publikujących na ich łamach zagadnienia&#13;
oscylujące wokół granicy jako pewnej szczególnej przestrzeni, wywołującej nieustanne&#13;
tożsamościowe drgania i zawirowania, zachęcają do namysłu i refleksji zogniskowanych&#13;
wokół tegoż problemu. Z kolei omówione tu badania etnograficzne uwidoczniły podobne dylematy – z tym że w tym przypadku dotyczą one mieszkańców Orawy. Na tym etapie widzimy pewną spójność: pograniczność regionu nieuchronnie wywołuje podobne&#13;
pytania, na które odpowiedzi szukać próbują – bardziej lub mniej systematycznie – ci,&#13;
którzy angażują się emocjonalnie i intelektualnie w kwestię etnicznej/narodowej tożsamości Orawian.&#13;
Padają różne odpowiedzi. Publicyści „Orawy” i „Rocznika Orawskiego” oparli swoje&#13;
przemyślenia głównie na badaniach natury historycznej. Tak ukierunkowane dociekania&#13;
doprowadziły ich do wyników wciąż oscylujących w okolicach klasycznie rozumianych&#13;
zagadnień – narodu, etniczności, społeczności lokalnej itd. Stąd też pytania oraz przygotowane na nie częściowe odpowiedzi skupione są wokół następującego problemu: czy&#13;
Orawa to Polska czy Słowacja? Może inna jeszcze tradycja państwowa, która historycznie&#13;
przewinęła się przez to pogranicze? Na tak postawione pytania podane odpowiedzi starają się być (siłą rzeczy stają się) jak najbardziej jednoznaczne – nie pozostawiając miejsca&#13;
dla skomplikowania sprawy, które niewątpliwie wynika z natury omawianego problemu. Okazuje się bowiem, że kategoryczne klasyfikacje, płynące przeważnie z namysłu&#13;
historycznego, prezentowanego w omawianych źródłach, znajdują tylko częściowe odzwierciedlenie, gdy podejść do sprawy, używszy metod etnograficznych. A szczególnie&#13;
– starając się zastosować przynajmniej zręb założeń teorii ugruntowanej. Tożsamościowo-kulturowa rzeczywistość Orawy, szczególnie ta wyrażona przez jej mieszkańców70,&#13;
jest znacznie bardziej skomplikowana– zwłaszcza wobec następujących od dwóch dekad&#13;
dynamicznych zmian natury politycznej, gospodarczej, regionalistycznej, demograficznej i innych jeszcze. Pytanie: „kim są Orawianie? Czy Polakami, czy Słowakami?” trzeba&#13;
stanowczo przeformułować i spytać raczej nie „kim są”, lecz: „kim jesteście?”, nie dodając przy tym powyższych doprecyzowań. O ile w ogóle pytanie takie zadawać. Może&#13;
poznawczo lepiej byłoby go nie artykułować, tylko cierpliwie czekać, aż „tutejsi” sami się&#13;
do tej kwestii odniosą. Nie ulega wątpliwości, że w trakcie badań (rozmów, obserwacji,&#13;
wywiadów) spełnienie znalazło to oczekiwanie cierpliwego etnografa, który nie pragnie&#13;
70&#13;
&#13;
Przez „współczynnik humanistyczny” – za Florianem Znanieckim i in.&#13;
&#13;
278&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
szybkich odpowiedzi, a raczej wstrzemięźliwie pozwala znaczeniom artykułować się/być&#13;
artykułowanymi bez: pytań-drogowskazów, przedwczesnych sądów-sugestii albo innych&#13;
jeszcze mimowolnych (czy zawsze?) retoryczno-intelektualnych ukierunkowań, ingerujących w chwilę, w której materiał empiryczny powstaje za sprawą badanych, w formę,&#13;
którą przyjmuje, a także w treść, która tę wypełnia. Słowem: pograniczność ujawnia się&#13;
na Orawie, nawet niewywołana przez badacza bezpośrednio. Orawa jest pograniczem.&#13;
&#13;
Jan Barański – magister, etnolog, absolwent Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ.&#13;
Pracuje w Urzędzie Miasta w Krakowie. Interesuje się nowoplemiennością, subkulturami i antropologią polityczną. Publikuje na łamach Miesięcznika Społeczno-Kulturalnego „Kraków”.&#13;
&#13;
279&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
Odpust, Chyżne (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Kapliczka, Chyżne (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Inskrypcje w języku słowackim, Lipnica Wielka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
„Uwaga! Tutaj rządzi…”, Lipnica Wielka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
280&#13;
&#13;
281&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
Reklamy, Lipnica Wielka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Kapliczka, Chyżne (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Targ, Jabłonka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Logo „Orawianki”, Jabłonka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
282&#13;
&#13;
283&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Wnętrze dzwonnicy, Orawka&#13;
(fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Prace na cmentarzu, Orawka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
284&#13;
&#13;
��</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136990">
                <text>�Góralszczyzna&#13;
mniej znana&#13;
W poszukiwaniu&#13;
lokalnych tradycji&#13;
&#13;
wybór, redakcja i wstęp&#13;
Łukasz Sochacki&#13;
&#13;
Kraków 2020&#13;
&#13;
�6SLV�WUHěFL&#13;
&#13;
Wyd. Fundacja Mapa Pasji, Kraków 2020&#13;
!;7-h1f-�l;u|ou1m-Ĺ�7u��h-v�"o1_-1hb&#13;
!;1;mf-�m-ho-Ĺ�7u�"|-mbvj--�$u;0mb-Ŋ"|-v;Ѵ&#13;
!;7-h1f-�b�hou;h|-�|;hv|Ĺ��7-l��-u&lt;0vhb&#13;
�uof;h|�]u-C1mĹ��-ubv� uom|&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
Łukasz Sochacki&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
Czarna owca u Czarnych Górali. Licencja na nadpopradzką tożsamość regionalną&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
Pamięć, tradycja, tożsamość, czyli obraz wsi kiedyś i dziś&#13;
oczami Górali Zagórzańskich&#13;
Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
Justyna Laskowska-Otwinowska&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
Autoobraz Górali Babiogórskich.&#13;
Tożsamość regionalna w zwierciadle turystyki kulturowej&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
O krajobrazie, pokucie za grzechy i certyfikowanym produkcie.&#13;
Refleksja z etnograficznego pobytu w Łącku&#13;
Anna Barbasz-Bielecka&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
Andrzej Malik&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
Przestrzeń – pamięć – człowiek.&#13;
Przyczynek do antropologii przestrzeni wsi łemkowsko-polskiej&#13;
Kamila Biedrońska&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
Mikrohistoria Romów Karpackich&#13;
– próba rekonstrukcji osadnictwa w polskiej części Spisza&#13;
Elżbieta Mirga-Wójtowicz, Monika Szewczyk&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
Tradycje rękodzielnicze i rzemiosło w opowieściach mieszkańców Spisza&#13;
Magdalena Kwiecińska&#13;
&#13;
259&#13;
&#13;
Rozedrgana tożsamość. Refleksje po etnograficznych badań terenowych na Orawie&#13;
Jan Barański&#13;
&#13;
�uof;h|�ohj-7hb�b�v|uom�||jo;fĹ��;-|-�"o1_-1h�vb.৵h-�rov|-j-��u-l-1_�ruof;h|�Ł�7hu-mb;�vh-u0ॕ�7b;7b1|-�roj7mbo;f�&#13;
�-joroѴvhbĿķ�u;-Ѵbo-m;]o�ru;��Ѵ0�"rou|o�Ł�ॕuĿķ��r-u|m;uv|b;�� m7-1f.��-r-��-vfbķ�&#13;
�lbmml��ঋuo7hb;l��Ѵ|u���.1hķ��b;fvhoŊ�lbmml��ঋuo7hb;l��Ѵ|u�&#13;
��bmb1m;fŊ,7uofķ��-0bo]ॕuvhbl��;m|ul��Ѵ|u��,-ob�b��;l�&#13;
ŋ��u-vhbl��-uhb;l� |mo]u-C1ml��,0u1��ॕum;fĺ��uof;h|�vrॕjCm-mvo-mo�&#13;
� m7v� uor;fvhb1_��u-l-1_�!;]bom-Ѵm;]o��uo]u-l��r;u-1fm;]o�)of;ॕ7|-�&#13;
�-joroѴvhb;]o�m-�Ѵ-|-�ƑƏƐƓŊƑƏƑƏĺ&#13;
�"��Ĺ�ƖƕѶŊѶƒŊƖƔѵƖƔƖŊƏŊƑ&#13;
&#13;
GOK&#13;
GO&#13;
OK&#13;
Z�àąFNX&#13;
www.skarbygorali.pl&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��.RQWHNVW\&#13;
ĂXNDV]�6RFKDFNL&#13;
&#13;
���.RQWHNVW\&#13;
Góralszczyzna zajmuje wyróżnione miejsce w imaginarium kultury polskiej. Samo to&#13;
społeczne wyobrażenie pozostaje wewnętrznie zróżnicowane. W jego centrum znajduje&#13;
się Podtatrze i Zakopane. Do petryfikacji owego wyobrażenia, z centralną w nim rolą&#13;
skalnego Podhala przyczynili się m.in. malarze, pisarze, filmowcy i etnolodzy. Na jego&#13;
marginesach pozostają inne góralskie kultury: Babiogórcy, Górale Orawscy, Pienińscy,&#13;
Sądeccy, Spiscy, Zagórzańscy, Żywieccy, Kliszczacy1. Celem projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski2 było zwrócenie uwagi na wybrane „marginesy” góralszczyzny, dowartościowanie i skierowanie zainteresowania poza kulturę górali&#13;
podhalańskich, która na stronie internetowej Związku Podhalan określana jest jako „najbardziej znana grupa etnograficzna Górali Polskich”3.&#13;
Zamieszczone dalej rozdziały powstały w oparciu o materiał źródłowy wywołany&#13;
w trakcie czterech tygodniowych obozów etnograficznych, które odbyły się w latach&#13;
2018-2019, a ich zakres tematyczny dotyczy: krajobrazu kulturowego, modeli organizacji&#13;
przestrzeni domowej i przydomowej, turystyki kulturowej, pamięci o życiu na wsi zagó1 Marek Skawiński używa terminu „Górale Polscy” na określenie obszaru etnicznego południowo-zachodniej&#13;
Polski, Śląska Cieszyńskiego, a także obszarów Czech, Słowacji, Ukrainy, Węgier, byłej Jugosławii (M. Skawiński, Góralszczyzna Polska, http://zwiazek-podhalan.com/gorale-polscy/ogolny-podzial/, dostęp 31.01.2020).&#13;
2 Liderem projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski było Stowarzyszenie Klub Sportowy „Bór”, a partnerami Babiogórskie Centrum Kultury w Zawoi, Gminny Ośrodek Kultury w Łącku, Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury im. Danuty Szaflarskiej w Piwnicznej-Zdroju, Muzeum – Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej i Fundacja Mapa Pasji. Źródłem finansowania był Regionalny Program Operacyjny&#13;
Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020. Poddziałanie 6.1.3. Rozwój instytucji kultury oraz udostępnianie dziedzictwa kulturowego, typ projektu B (dokumentowanie, zachowanie i upowszechnianie dziedzictwa&#13;
niematerialnego). Całość projektu realizowana była od czerwca 2017 do maja 2020 r.&#13;
&#13;
3 http://zwiazek-podhalan.com/gorale-polscy/podhalanie/, dostęp 31.01.2020.&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
rzańskiej na początku XX w., tożsamości regionalnej, antropologii jedzenia, rzemiosła&#13;
i rzemieślników, antropologii przestrzeni, pogranicza. Oprócz tego w skład książki wchodzą dwa rozdziały dotyczące Łemków i Romów. Rozdział mgr Kamili Biedrońskiej dotyczący przestrzeni w Gładyszowie, dawnej wsi łemkowskiej, przygotowany został w oparciu o badania etnograficzne przeprowadzone w 2013 r.4, a rozdział o Romach umocowany&#13;
jest w ciągle trwających badaniach w polskiej części Spisza oraz w Wielkiej Brytanii prowadzonych przez mgr Elżbietę Mirgę-Wójtowicz i mgr Monikę Szewczyk. Problematyka&#13;
społeczności łemkowskiej i romskiej była od początku wpisana w zakres projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. W trosce o jakość prezentowanego materiału i jego opracowanie zaprosiliśmy wyżej wymienione Autorki do napisania&#13;
niepublikowanych wcześniej artykułów. Artykuły te przygotowywane zostały niejako na&#13;
boku głównego nurtu realizacji projektu, ale stanowią jego integralną i ważną część, uzupełniając materiały uzyskane w trakcie obozów etnograficznych. Tematyka związana ze&#13;
społecznością romską bądź łemkowską pojawia się w innych rozdziałach, lecz w sposób&#13;
niesystematyczny. Wynika to z niewielkiej ilości materiału źródłowego dotyczącego społeczności romskiej i łemkowskiej, jaki udało się nam zdobyć w trakcie obozów etnograficznych.&#13;
Kolejne rozdziały książki dotyczą szczegółowych tematów wynikających ze specyfiki&#13;
„terenu” etnograficznego, w jakim pracowaliśmy, z indywidualnych zainteresowań badawczych Autorów oraz z potrzeb lokalnych Partnerów projektu prowadzących działania&#13;
na rzecz zachowania i promocji własnych regionów. Jednym z celów naszych badań było&#13;
skonstruowanie „etnograficznego zwierciadła”, które czasem skupiało jak w soczewce,&#13;
a innym razem odbijało niczym w gabinecie krzywych luster kwestie ważne społecznie dla&#13;
lokalnych Partnerów projektu takie jak promocja regionu, tożsamość, swoistość „małych&#13;
ojczyzn”. Z tego powodu nie pojawiają się w nich, bądź pojawiają się mniej szczegółowo&#13;
zagadnienia natury ogólnej, które stanowią niezbędny kontekst dla całego projektu, jak&#13;
i dla poszczególnych rozdziałów. Należą do nich kategorie „góralszczyzny”, „dziedzictwa”&#13;
i „animacji kultury”, a także sprawy związane z badaniami etnograficznymi, tj. metody badawcze, sposób prowadzania badań etnograficznych, problemy wynikające z prowadzenia badań terenowych itd. Niedostatek ten staram się uzupełnić, awizując najważniejsze&#13;
kwestie stanowiące ramy teoretyczne i metodologiczne dla całej książki.&#13;
&#13;
2. Kontekst góralszczyzny&#13;
Materiały źródłowe i ich opracowania dotyczące gór, górali, kultur górali, góralszczyzny&#13;
i góralskości5 zajmują pokaźne miejsce w zbiorach muzealnych, archiwalnych i biblio-&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
tecznych. Etnologiczne zainteresowanie góralami posiada długą historię; można nawet&#13;
mówić o tradycji badawczej6, której przedmiotem zainteresowania są kultury ziem górskich. Opisy etnograficzne góralszczyzny łączą się z początkami historii etnologii jako&#13;
dyscypliny akademickiej. Mieszkańcy wsi górskich zostali uznani za pierwszoplanowy&#13;
przedmiot etnologii, wchodząc w zakres „ludu”. Wyrazem wczesnych etnograficznych&#13;
peregrynacji na teren dzisiejszej południowej Małopolski są liczne publikacje, a pośród&#13;
nich m.in. Pisma Podhalańskie7, Dziennik podróży do Tatrów8, Ilustrowany przewodnik do&#13;
Tatr i Pienin9, Sześć dni w Tatrach10, Na skalnym Podhalu11, W kręgu Tatr12, Lud nadrabski.&#13;
Od Gdowa po Bochnię13, O mieszkańcach gór tatrzańskich14.&#13;
Za początek systematycznego zainteresowania Podhalem uznaje się książkę Stanisława Staszica15 O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i innych równin Polski16, w której&#13;
opisał „egzotycznych” mieszkańców gór: „Uderzyła mię tych ludzi zręczna i zwinna postawa; Joaś, góral Tatrów, ma wzrost niewielki, cała postawa mierzona w dobrym stosunku. Powszechnie włos czarny; naturalnie opuszczony; oko żywe i czarne, twarz podłużna. […] Na szyi gąbice, to jest kilkanaście sznurków skiełek rozmaitych, okrągłych,&#13;
różnej wielkości i różnej barwy; czasem mają opustki z gęstych strzępów od góry i od&#13;
dołu, natkane takoż rozmaitymi skiełkami. Takie gąbice spina pod brodą kamień z dziurkami, przez które przeciągane sznurki. Spod tej, stukilka łańcuchów mosiężnych opada&#13;
mu na piersi. Przy tych wiszą czasem kamyki różnego kształtu, różnej farby i rozmaitych&#13;
tyczna mapa Małopolski, red. E. Wiącek, Księgarnia Akademicka, Kraków 2015, s. 254–255.). Współczesnego&#13;
skomplikowania góralszczyzny nie oddają potoczne intuicje językowe zawarte w definicjach słownikowych,&#13;
gdzie „góral to mieszkaniec gór, człowiek pochodzący z gór” (Słownik Języka Polskiego, www.sjp.pwn.pl, dostęp&#13;
31.01.2020; Słownik Języka Polskiego, red. W. Doroszewski, www.sjp.pwn.pl/doroszewski, dostęp 31.01.2020).&#13;
O kulturowej złożoności góralszczyzny może świadczyć działalność Fundacji Zakopiańczycy. W poszukiwaniu&#13;
tożsamości (zob. Zakopiańczycy. W poszukiwaniu tożsamości, red. K. Szpilka, M. Krupa, P. Mazik, Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego, Zakopane 2011) i stosowane w ramach projektu rozróżnienie na „górali” i „zakopiańczyków”. Z kolei Maria Małanicz-Przybylska rozróżnia góralszczyznę jako (a) mit oraz (b) rodzaj&#13;
współczesnego projektu tożsamościowego, co znamienne nie proponuje odrębnych terminów, co umożliwia&#13;
dostrzeżenie wieloznaczności „góralszczyzny”, splotu pokładów mitotwórczych i tożsamościotwórczych (M.&#13;
Małanicz-Przybylska, Góralszczyzna istnieje...?, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 172–177).&#13;
6&#13;
&#13;
Stosując przedmiotowe kryteria podziału etnologii można mówić o subdyscyplinie, która posługując się różnymi metodami i narzędziami teoretycznymi próbuje całościowo opisywać i interpretować kultury górali.&#13;
7&#13;
&#13;
J. Zborowski, Pisma Podhalańskie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, t. 1–2.&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1958.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
W. Eljasz-Radzikowski, Ilustrowany przewodnik do Tatr i Pienin, s.n., Kraków 1886.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
T. Chałubiński, Sześć dni w Tatrach. Wycieczka bez programu, Redakcja „Orlego Lotu”, Kraków 1921.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
K. Przerwa-Tetmajer, Na skalnym Podhalu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1955.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
S. Witkiewicz, W kręgu Tatr, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1970, t. 1–2.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
J. Świętek, Lud nadrabski. Od Gdowa po Bochnię. Obraz etnograficzny, Akademia Umiejętności, Kraków 1893.&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
Mgr Kamila Biedrońska wchodziła w skład zespołu badawczego prowadzącego badania etnograficzne w ramach kursu Laboratorium etnograficzne. Prowadzącą kurs była dr hab. Patrycja Trzeszczyńska. Artykuł mgr&#13;
Biedrońskiej opiera się na materiałach wywołanych w trakcie tych badań.&#13;
5&#13;
&#13;
Znaczenie tych terminów jest nieprecyzyjne. Joanna Dziadowiec i Elżbieta Wiącek proponują rozumieć&#13;
„góralszczyznę” jako kategorię opisową odnoszącą się do zróżnicowania etnograficznego, a „góralskość” jako&#13;
zespół wyobrażeń, stereotypów, mitów i innych form reprezentacji dotyczących górali i ich kultury ( J. Dziadowiec i E. Wiącek, Góralszczyzna, góralskość - konstruowanie i funkcjonowanie podhalańskiego mitu, w: Semio-&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
L. Kamiński, O mieszkańcach gór tatrzańskich. Najdawniejsza monografia etnograficzna Podhala, Oficyna&#13;
Podhalańska „Secesja”, Kraków 1992.&#13;
15&#13;
&#13;
S. Trebunia-Staszel, Śladami podhalańskiej mody. Studium z zakresu historii stroju górali podhalańskich,&#13;
Podhalańska Oficyna Wydawnicza, Kościelisko 2010, s. 23; A. Kroh, Góral z czwartego wymiaru, „Tatry”, 2010,&#13;
t. 32, nr 2, s. 58.&#13;
16&#13;
&#13;
S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gor i rownin Polski, Drukarnia Rządowa, Warszawa 1815.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
zabobonnych znaczeń”17. Etnologiczne zainteresowanie góralami można także wskazać&#13;
w pierwocinach programu badań nad kulturą chłopską sformułowanego przez Hugo Kołłątaja18, a nawet wcześniej, w sztuce teatralnej Wojciecha Bogusławskiego Krakowiacy&#13;
i Górale (1794)19.&#13;
Odkrywanie kultury góralskiej nie było i nie jest poznawczo niewinne. Górale (i chłopi) wkraczają na scenę zainteresowania nie-chłopów (elit, szlachty, inteligencji, polityków itd.) jako nośnik wartości20. Realizm etnograficznych monografii doby Oświecenia&#13;
i Romantyzmu służył uprawdopodobnieniu obrazu sielskiego, zideologizowanego, który&#13;
pełnił cele społeczne i polityczne. Kultura chłopska, w tym kultura górali, postrzegana&#13;
była jako rezerwuar treści i wartości, uznanych za fundament odnowienia (a raczej: wytworzenia) narodu polskiego. Opisywanie kultury góralskiej było jednoczesnym kodyfikowaniem sposobów przedstawiania tejże kultury i jej mityzowaniem21. Z czułą ironią&#13;
o procesie tworzenia góralskiego mitu pisze Antoni Kroh: „Góral podhalański był dla&#13;
przybysza, jeśli można się tak wyrazić, chłopem rekreacyjnym – towarzyszem miłych&#13;
chwil, opiekunem i kompanem, a nie groźnym problemem społecznym, jak chłopi dólscy. Wysławiano Podhalan, ich dorodność fizyczną i przemożne zalety ducha: inteligencję, szlachetność oraz talenty artystyczne. Dowodząc, że Podhalanie są wspanialsi od&#13;
chłopów dólskich, postrzegano ich jako wolnych synów gór, nieznających pańszczyzny,&#13;
poddanych tylko królowi; wskazywano, że codzienne zmagania z surową tatrzańską przyrodą uszlachetniły ich rasę. Romantyczny zachwyt nad góralską wolnością był mitem,&#13;
rozpowszechnionym przez ludzi, którzy w Tatrach chodzili wyłącznie dla przyjemności,&#13;
a o Podhalu wiedzieli tyle, ile chcieli wiedzieć. Był również mitem o podłożu patriotycznym, w znacznej mierze wypływającym z przeświadczenia o prapolskości kultury góralskiej: skoro Podhalanin jest szczególną sublimacją Polaka, a Polacy kochają wolność, to&#13;
góral musi kochać wolność do potęgi”22. Przez liczne opisy kultury górali i góralszczyzny&#13;
prześwieca „mit szlachetnego dzikusa”, o cnotliwej duszy, silnego ciałem i szlachetnego&#13;
oblicza23. Z tym obrazem współwystępuje wyobrażenie obszarów górskich nadpisanych&#13;
nad „mitem Raju”, które jawiły się (i jawią nadal) jako kraina arkadyjska, obszar wolności&#13;
umożliwiający niezapośredniczony kontakt z przyrodą24.&#13;
17&#13;
&#13;
Cytat za: K. Laučiková, Analiza mitu, „Tatry”, 2010, t. 32, nr 2, s. 60.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
A. Kutrzeba-Pojnarowa, Kultura ludowa w dotychczasowych polskich pracach etnograficznych, w: Etnologia&#13;
Polski. Przemiany kultury ludowej, Polska Akademia Nauk, Wrocław 1976, t. 1, s. 26.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
Ibid., s. 25.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
C. Robotycki i S. Węglarz, „Chłop potęgą jest i basta”. O mityzacji kultury ludowej w nauce, „Konteksty. Polska&#13;
Sztuka Ludowa”, 1983, nr 1–2, s. 3–8.&#13;
21&#13;
&#13;
Z. Libera, Lud ludoznawców: kilka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego, czyli etnograficzna&#13;
wycieczka po XIX wieku, w: Etnologia polska między ludoznawstwem a antropologią, red. A. Posern-Zieliński,&#13;
Wydawnictwo DRAWA, Poznań 1995.&#13;
22&#13;
&#13;
A. Kroh, Sklep potrzeb kulturalnych, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 35.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Mit góralszczyzny ma również negatywną stronę. Rewersem pozytywnego stereotypu górala jest przedstawianie go jako zawistnego, gniewnego, kłótliwego, pazernego, ksenofobicznego (Ł. Długowski, Najbardziej&#13;
skundlony naród Europy, „Tatry”, 2011, nr 2, s. 58–61.) W tym kontekście warto odnotować studia nad „wstydliwym dziedzictwem” dotyczącym Goralenvolk (W. Szatkowski, Goralenvolk - kryzys tożsamości, „Konteksty.&#13;
Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 115–121) oraz nazistowskimi badaniami antropologicznymi i ludoznawczymi na terenie Podhala (M. Maj i S. Trebunia-Staszel, Nazistowskie badania antropologiczne i ludoznawcze na&#13;
Podhalu. Dokument i pamięć, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 122–140).&#13;
24&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Czy wobec tego istnieje góralszczyzna? Czy używanie takich pojęć jak „wyobrażenie”,&#13;
„mit”, „reprezentacja” i inne nie podważa zasadności zainteresowania góralszczyzną?&#13;
Czy nie inkryminuje się podmiotowego poczucia bycia góralem, relegując góralszczyznę&#13;
w stronę tworu fantazji, czegoś nierzeczywistego? Odnoszę wrażenie, że powyższe pytania są nietrafnie postawione z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, etnologia zainteresowana jest właśnie podmiotowym sposobem postrzegania i doświadczania świata.&#13;
W punkcie wyjścia przyjmuje ona, że do rzeczywistości nie mamy innego dostępu jak poprzez kulturę, a więc m.in. przez mity (narracje), wyobrażenia, język, symbole, rytuały,&#13;
które służą do intepretowania rzeczywistości. W tym sensie góralszczyzna, tak jak ją tutaj&#13;
rozumiem, jest zespołem wartości i znaczeń mających naturę procesualną, tworzącym&#13;
rzeczywistość w jakiej żyją ludzie. Po drugie, góralszczyznę trzeba widzieć w perspektywie przedefiniowanego pojęcia „ludu”, w której „folk nie jest synonimem chłopstwa&#13;
(jak było to w XIX wieku) ani też nie można ograniczać go do jakiejś warstwy społecznej, na przykład vulgus in populo, czy dołów społecznych. Nie są nimi także niepiśmienni w społeczeństwie piśmiennych. Termin folk można odnieść do dowolnej grupy ludzi,&#13;
którzy podzielają przynajmniej jedną cechę. Nie ma znaczenia, co ich łączy – może to być&#13;
wspólne zajęcie, język lub religia; ważne natomiast jest to, że za grupą stworzoną dla jakiejś przyczyny stoją jakieś tradycje, które jej członkowie uważają za swoje, […] tradycje,&#13;
które pomagają utrzymać poczucie tożsamości”25. Góralszczyznę rozumieć należałoby na&#13;
sposób ideacyjny, jako poczucie przynależności do lokalnej kultury, która dotyczyłaby&#13;
raczej „[…] form nieskodyfikowanej regionalnej lub innej subkulturowości niż posiadającej oficjalną sankcję kultury narodowej, raczej oddolnie praktykowanego obyczaju niż&#13;
odgórnie narzuconego prawa, raczej spontanicznie uprawianego folkloru niż uznanej&#13;
i nauczanej w szkołach sztuki itd.”26. Wobec tego nie można oceniać góralszczyzny względem zadekretowanego wzoru, stosując stempel autentyczności, prawdziwości czy oryginalności. Góralszczyzna byłaby kulturową przestrzenią świadomego wyboru, zjawiskiem&#13;
dynamicznym, podlegającym ciągłemu procesowi semiozy27.&#13;
Góralszczyzna pozostaje zjawiskiem niezwykle żywotnym, ulega ponownym przetworzeniom i odkryciom. Intrygująca jest jej wielopostaciowość i wieloznaczność. Traktowana jako semiotyczny tekst przybiera „[…] wiele twarzy, stanowi zbiór reprezentacji,&#13;
które podlegają ciągłym negocjacjom i reinterpretacjom”28, w zależności kto i do kogo&#13;
„mówi”, w jakim celu, w jakim kontekście kulturowo-komunikacyjnym. Inspiruje m.in.&#13;
artystów, twórców mody, architektów. Traktowana jest w dalszej części książki jako żywe&#13;
pytanie, stanowiąc ciekawe laboratorium procesów kulturowych związanych ze zjawii drzwi. Wybór esejów, tłum. M. Łukasiewicz, Oficyna Naukowa, Warszawa 2005). Góra i góry są również jednym z szeroko rozpowszechnionych symbolicznych ideogramów nazywających sferę sakralną (M. Eliade, Traktat o historii religii, tłum. J. Wierusz-Kowalski, Książka i Wiedza, Warszawa 1966).&#13;
25&#13;
&#13;
A. Dundes, Folklor Matters, The University of Tennesee Press, Knoxville 1989, s. 11, za: J. Barański, Góralszczyzna i pamięć, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013, nr 1, s. 38–44.&#13;
26&#13;
&#13;
Ibid., s. 40.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
A. Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przeł. Z. Pucek, Universitas, Kraków&#13;
2005.&#13;
28&#13;
&#13;
J. Dziadowiec i E. Wiącek, Góralszczyzna, góralskość - konstrukowanie i funkcjonowanie podhalańskiego mitu,&#13;
op. cit., s. 257.&#13;
&#13;
O wyprawach w góry jako mitycznej podróży do źródeł egzystencji pisał George Simmel (G. Simmel, Most&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
skiem konstruowania tożsamości, turystyki kulturowej, regionalizmu, migracji, pamięci,&#13;
dziedzictwa, przetworzeń i losów „kultury ludowej”, wzajemnych wpływów między etnologiem a podmiotem jego zainteresowania (tzw. folkloryzacją wiedzy etnologicznej)&#13;
itd.&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�G]LHG]LFWZD29&#13;
Pojęcie dziedzictwa30 jest kategorią nieostrą i wieloznaczną. Trudności sprawia bliższe&#13;
określenie zakresu i treści dziedzictwa31. Słowo to pojawia się w wielu kontekstach, co&#13;
prowadzi do powiększenia semantycznej konfuzji. Dziedzictwo występuje w dyskursie&#13;
akademickim, w społecznej praktyce, w administracji państwowej i samorządowej, w polityce, w animacji kultury, edukacji32 itd. Służy celom poznawczym i praktycznym. Dziedzictwo można chronić, rozwijać, reaktywować, przekazywać, ocalać, upowszechniać,&#13;
animować, otaczać troską, wynajdywać itd. „Patrymonializacji podlegają przedmioty&#13;
najbardziej codzienne i te wyrafinowane, stare i nowe, autentyczne i nieautentyczne, nawet wytwarzane na fabrycznych liniach produkcyjnych i wychodzące spod zręcznych rąk&#13;
współczesnych rzemieślników. Dziedzictwem w jego niematerialnym wymiarze mogą&#13;
być też język, obyczaj, rytuał (najczęściej ten ginący, choć niekoniecznie), a ponadto środowisko naturalne i krajobraz. Zajmują się nim instytucje państwowe, stowarzyszenia&#13;
i jednostki naukowo-badawcze”33.&#13;
Dziedzictwo jest nie tylko kategorią służącą do naukowego opisu, ale także przynależy do poziomu przedmiotowego: poziomu, który jest przedmiotem zainteresowania&#13;
etnologa. Pojawia się w kontekstach związanych ze społecznym tworzeniem znaczeń,&#13;
przeżywaniem i doświadczaniem rzeczywistości.&#13;
29&#13;
&#13;
Pisząc o dziedzictwie, powołuję się na następujące prace: K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego&#13;
- rozważania, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2013; A. Niedźwiedź, Laboratorium dziedzictwa,&#13;
„Tygodnik Powszechny. Dodatek Specjalny: Kraków. Antropologie dziedzictwa”, 2019, nr 28, s. 4–9; J. Torowska, Dziedzictwo - współczesna ewolucja pojęcia. Implikacje dla pedagogiki, „Prace Naukowe Akademii im. Jana&#13;
Długosza w Częstochowie”, 2015, t.XXIV, s. 41–59; S. Trebunia-Staszel, Muzeum Tarzańskie jako laboratorium&#13;
dziedzictwa. Część I, „Journal of Urban Ethnology”, 2018, t.16, s. 217–231; S. Owsianowska i M. Banaszkiewicz,&#13;
Trudne dziedzictwo a turystyka. O dysonansie dziedzictwa kulturowego, „Turystyka Kulturowa”, 2015, nr 11, s.&#13;
6–24.&#13;
Świadomie nie ujmuję dziedzictwa w cudzysłów, rozmywając rozróżnienie między supozycjami tego terminu. Taki zabieg może wyglądać na ekwiwokację, niemniej umożliwia on oddanie wieloznaczności dziedzictwa&#13;
i różnych sposobów użycia tego pojęcia, które w antropologicznych badaniach nad dziedzictwem współwystępują ze sobą.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
Pojęcie dziedzictwa (łac. patrymonium, ang. heritage, fran. patrimoine, niem. Kulturerbe, wł. i hiszp. patrimonio) wywodzi się z języka prawniczego, a określano nim dobra dziedziczone (spadek, majątek) i przekazywane&#13;
z pokolenia na pokolenie. Sens ten zachował się w angielskim heritage i francuskim héritage.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 6.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
W 1995 r. wprowadzono obowiązek edukacji szkolnej w zakresie dziedzictwa, która wyłoniła się z wcześniejszej ścieżki edukacyjnej „dziedzictwo kulturowe w regionie”. W ramach Krajowych Ram Kwalifikacji wprowadzono jako cele edukacyjne rozpoznanie dziedzictwa kulturowego i jego ochronę; J. Torowska, Dziedzictwo&#13;
- współczesna ewolucja pojęcia. Implikacje dla pedagogiki..., op. cit., s. 41.&#13;
33&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 6.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Dziedzictwo rymuje się z innymi ważnymi dla humanistyki kategoriami: historią&#13;
(przeszłością), tradycją, pamięcią, tożsamością, regionalnością (lokalnością). Czasem&#13;
stanowi dla nich konkurencyjny sposób opisu i doświadczania rzeczywistości, a innym&#13;
razem staje się pojęciem „parasolem”, imperialnie zawłaszczającym zakres powyższych&#13;
kategorii; zastępuje je, a czasem wchłania. Jednocześnie dziedzictwo jest zakotwiczone&#13;
w już ugruntowanych sposobach opisu poprzez kategorie tradycji, pamięci, tożsamości – nie pojawiło się deus ex machina. Dziedzictwo jest pojęciem modnym i być może&#13;
zbyt rozległym, ale jednocześnie jego dotychczasowe użycia świadczą o płynącej z niego&#13;
ożywczości, która pozwoliła na wzbogacenie naszego języka, zreorganizowanie dawnych&#13;
humanistycznych obszarów rzeczywistości, a także dostrzeżenie nowych wymiarów kulturowego świata znaczeń i wartości.&#13;
Dziedzictwo prima facie ewokuje badania nad przeszłością bądź nad obecnością przeszłości w teraźniejszości. Jego kontekstowe znaczenia wykraczają poza to wąskie odniesienie, bowiem poprzez „[…] fakt świadomego wyboru, bez którego dziedzictwa nie ma,&#13;
wyraża ono swoistą kontrolę teraźniejszości nad przeszłością. Jest zawsze władzą żywych&#13;
nad umarłymi. Nigdy odwrotnie”34. Dziedzictwo dotyczy naszego sposobu rozumienia&#13;
przeszłości, mechanizmów selekcji i tworzenia znaczeń „tu i teraz”, dla których przeszłość i wyobrażenie przeszłości są planem wyrażania. Przyjmowany zakres pojęcia dziedzictwa i sposób w jaki się je definiuje więcej mówi o nas niż o samym odniesieniu tego&#13;
pojęcia35. „Innymi słowy – będąc intencjonalnym i normatywnym wyborem, dziedzictwo&#13;
ma na różne sposoby służyć teraźniejszości – politycznie, gospodarczo, społecznie, kulturowo, edukacyjnie etc. […]. Niestety, możliwa jest sytuacja dokładnie odwrotna. Wtedy&#13;
dziedzictwo może dawać wyraz ksenofobii, pogardzie, przemocy”36. Pewne wydaje się&#13;
tylko to, że współcześnie dziedzictwo jest pojęciem wyjątkowym, wyróżnionym, szeroko stosowanym, o nieostrych granicach znaczeniowych, któremu ulec mogą przedmioty&#13;
o rożnych gabarytach (w sensie dosłownym, od miasta po przedmiot codziennego użytku), o różnej trwałości (od przedmiotów wykonanych z granitu do wiejskiej przyśpiewki) i różnej substancji (dźwięki, obrazy, smaki, widoki). „Potrzebują go jednostki, wspólnoty i ponadnarodowe projekty polityczne, które nawiązują relację z taką przeszłością,&#13;
którą uznają za swoją i na którą wyrażają zgodę”37.&#13;
W badaniach nad dziedzictwem zauważalny jest zwrot w stronę perspektywy antropologicznej. W tym ujęciu wzbogaca się konserwatorskie czy architektoniczne rozumienie&#13;
dziedzictwa wskazując „[…] wielopoziomowy, ideologiczny, kontekstualny i procesualny&#13;
charakter tego, co jest postrzegane jako dziedzictwo”38. Przyjmuje się, że dziedzictwo nie&#13;
ogranicza się do materialnego wymiaru, tj. do budynków czy dzieł sztuki, ale obejmuje&#13;
ono związane z nimi kulturowo tworzone znaczenia (praktyki kulturowe, pamięć indy34&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Sytuacja analogiczna do stereotypów, które jako wyobrażenia społeczne więcej mówią o wyobrażającym niż&#13;
o wyobrażanym; np. ze stereotypu Żyda, Niemca, Cygana, szewca więcej dowiadujemy się o osobie, która podziela takie wyobrażenia niż o grupie, do której stereotyp się odnosi, a co dopiero o jej konkretnym podmiocie.&#13;
36&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 7–8.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
Ibid., s. 9.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
A. Niedźwiedź, Laboratorium dziedzictwa..., op. cit., s. 5.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
widualną i zbiorową, emocje, społeczne więzi itd.). W takim antropologicznym ujęciu&#13;
dziedzictwo rozumie się nie jako zastygły materialny obiekty, lecz procesualnie. Dziedzictwo wyrażane jest poprzez opowieści o przeszłości, jej selekcję i reinterpretację. „Te&#13;
opowieści są wyrażone w formie obiektów, pomników, muzealnych kolekcji czy odpowiednio zaprojektowanych tras turystycznych oraz miejskich przestrzeni. W materialnych formach pamięci skrywa się jednak historyczna i społeczna dynamika. To ona stanowi o wewnętrznym życiu dziedzictwa oraz o sile – bądź braku – jego oddziaływania”39.&#13;
Wyobrażenie o przeszłości rzutowane jest w teraźniejszość. Dziedzictwo jako program&#13;
działania stanowi z jednej strony czynnik motywacji40 w obserwowanych praktykach społecznych: zespołach folklorystycznych, izbach pamięci, działalności muzealnej, Kołach&#13;
Gospodyń Wiejskich, questach41, trasach turystycznych itd., ale z drugiej stanowi kategorię stosowaną do opisu tychże praktyk.&#13;
Procesualność dziedzictwa jest szczególnie istotna, bowiem odwodzi od rozumienia&#13;
go jako zastygłej lawy, którą można „przekazywać” z jednej epoki do innej, z jednego&#13;
kontekstu kulturowego do innego, od jednego człowieka do drugiego w oderwaniu od&#13;
kontekstualnego znaczenia. Pojmowanie dziedzictwa jako procesu pozwala unikać hipostazowania i substancjalizowania, stąd tak duża rola w badaniu nad dziedzictwem metod&#13;
i interpretacji antropologicznych, które postulują uwzględnienie podmiotowego punktu&#13;
rozumienia i doświadczania dziedzictwa. W praktyce obserwuje się różnorodność dziedzictwa, co oznacza, że mamy do czynienia ze współistnieniem „[…] obok siebie rozmaitych jego form, pamięci i obrazów przeszłości, ale też rozmaitych wizji przyszłości&#13;
[…]”42. Dziedzictwo jako proces „[…] może przybierać rozmaite formy i ukazywać wiele&#13;
twarzy, staje się wspaniałym kulturowym i społecznym narzędziem do wyrażania siebie,&#13;
kreowania idei, a także negocjowania znaczeń”43. Reinterpretacja przeszłości w celu tworzenia dziedzictwa może pełnić różne funkcje i cele, takie jak: merkantylizacja, polityzacja, manipulacja, integracja i spójność społeczna, funkcja poznawcza bądź ocalająca od&#13;
zapomnienia itd. Tworzenie dziedzictwa może mieć charakter oddolny i zinstytucjonalizowany. Dziedzictwo ujawnia „[…] swoją moc sakralizowania przeszłości, lecz również&#13;
[posiada] polityczny wymiar oraz merkantylny potencjał. Ma zdolność kreowania więzi&#13;
39&#13;
&#13;
Ibid., s. 5–6.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
Motywację rozumiem tutaj nie jako przyczynę działań, lecz w sensie semiologicznym jako asocjację między&#13;
planem wyrażenia i planem treści.&#13;
41&#13;
&#13;
W Słowniku Języka Polskiego nie odnotowano jeszcze słowa questy i derywatów, ale polska Wikipedia podaje, że quest to „rodzaj gry polegającej na odkrywaniu dziedzictwa miejsca i tworzeniu nieoznakowanych&#13;
szlaków, którymi można wędrować kierując się informacjami zawartymi w wierszowanych wskazówkach”&#13;
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Questing), dostęp 15.12.2019. Według strony Questy – Wyprawy odkrywców&#13;
„z ang. quest – zadanie, zagadka). To gry terenowe polegające na poszukiwaniu skarbów. Nie wymagają one&#13;
obsługi ani znakowania w terenie, dlatego, w odróżnieniu od podchodów lub gier miejskich, można w nie grać&#13;
niemal w każdej chwili. Do zabawy wystarczy ulotka lub darmowa aplikacja mobilna Questy – Wyprawy Odkrywców. Ulotki są dostępne w wybranych punktach informacji turystycznej lub jako plik do pobrania ze strony&#13;
internetowej questy.com.pl. Czytając wierszowane wskazówki, uczestnik podąża questem i poznaje sekrety&#13;
danego miejsca. Na końcu drogi na odkrywców czeka skarb, a w nim pieczątka, której odbicie potwierdza&#13;
przebycie trasy”, https://questy.com.pl/o-questach, dostęp 15.12.2019.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
A. Niedźwiedź, Laboratorium dziedzictwa..., op. cit., s. 7.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
Ibid., s. 8–9.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
opartej na współistnieniu odmiennych tożsamości we wspólnocie podzielanego miejsca.&#13;
Może być też źródłem konfliktów pamięci i wyrastających z nich różnych wizji teraźniejszości oraz projektów przyszłości. A co za tym idzie, odmiennych wizji formowania,&#13;
doświadczania i przeżywania […]”44 rzeczywistości45.&#13;
Samo pojęcie dziedzictwa, a zwłaszcza jego użycia, nie są neutralne. Nie są takie na&#13;
płaszczyźnie czysto poznawczej (akademickiej) i na płaszczyźnie praktyki społecznej&#13;
(polityka, pedagogika, animacja, ochrona dóbr kultury). Posługiwanie się dziedzictwem&#13;
można uznać za nowe wcielenie przemocy symbolicznej, której przedmiotem jest przeszłość i to, co z niej pozostało46, ale także teraźniejszość. W dziedzictwie dochodzi od&#13;
aliansu polityki, ekonomii i nauki. Akademickie teorie mogą legitymizować polityczne&#13;
i społeczne projekty, stanowią ważny ekonomiczny wektor. Funkcje performatywna&#13;
i perswazyjna dziedzictwa, a nie tylko deskryptywna, sprawiają, że jest ono istotnym zarazem zagadnieniem i komentarzem współczesności, bowiem „[…] spatrymonializowane&#13;
obiekty ulegają utowariowieniu, banalizacji, czy nawet manipulacji. Proces społecznego&#13;
wytwarzania dziedzictwa nie jest bowiem zabiegiem niewinnym”47.&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�DQLPDFML�NXOWXU\&#13;
Społeczne czy polityczne powinności etnologii są nadal szeroko dyskutowane. W historii polskiej etnologii dyskusja ta sięga listu Hugona Kołłątaja48, w którym formułuje on&#13;
pierwszy program studiów ludoznawczych. Systematyczne badanie obyczajów, zwyczajów i obrządku narodu polskiego miało służyć objaśnieniu „naszej historii początkowej”,&#13;
ale również być świadectwem „[…] stanu w jakim zastała Polskę tragedia zaborów, i dostarczenie argumentów przeciwko oszczerstwom obcych”49. Badania etnologiczne (resp.&#13;
44&#13;
&#13;
Ibid., s. 9.&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
Współwystępowanie różnych „pokładów” pamięci, czasem sprzecznych interpretacji przeszłości, wielości&#13;
tożsamości, wskazuje na związek dziedzictwa ze światem wartości i znaczeń, a przez to umożliwia powiązanie&#13;
dziedzictwa z inną ważną w antropologii kategorią, jaką jest mit. Na ten związek wskazuje Krzysztof Kowalski:&#13;
„Ponadto zwracam uwagę również na fakt, że dziedzictwo pozostaje w silnym i trwałym związku z dwoma innymi pojęciami, które naświetlają jego naturę. Są nimi tożsamość i mit, który nie jest rozumiany ani potocznie,&#13;
ani filologicznie, ale jako indywidualny i/lub zbiorowy sposób budowania znaczeń dla indywidualnie i/lub społecznie przeżywanego świata (również przeszłości) – ze swej natury obojętnego i pozbawionego znaczeń” (K.&#13;
Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 9–10.). Mitologiczna struktura tkwiąca&#13;
w pojęciu dziedzictwa i jego różnych użyciach wskazuje na jego semantyczną nadwyżkę, konotującą „zawsze&#13;
coś więcej”. Podobne mityczne pokłady, lecz wywodzące się z fenomenologii mitu, ewokują z artykułu Anny&#13;
Niedźwiedź, która pisze, że w procesualnym zjawisku dziedzictwa można dostrzec „spłaszczenie czasu”, które&#13;
– dopowiadam – charakteryzuje eliadowską koncepcję mitu. Od siebie dodam, że ciekawym rozwiązaniem&#13;
byłoby połączenie dziedzictwa z pojęciem symbolu w rozumieniu Jurija Łotmana – jako „wehikułu znaczeń”,&#13;
który kondensuje w sobie większe opowieści, podlegające nieustannym reinterpretacjom ( J. Łotman, Symbol&#13;
w systemie kultury, tłum. B. Żyłko, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 1988, nr 3.).&#13;
46&#13;
&#13;
K. Kowalski, O istocie dziedzictwa europejskiego - rozważania..., op. cit., s. 6.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
Ibid., s. 10.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
M. Nalepa, List Hugo Kołłątaja do Jana Maja, księgarza w Krakowie, pisany w Ołomuńcu z więzienia 15 lipca&#13;
1802, „Tematy i Konteksty”, 2012, nr 2, s. 27-53.&#13;
49&#13;
&#13;
A. Kutrzeba-Pojnarowa, Kultura ludowa w dotychczasowych polskich pracach etnograficznych, op. cit.,&#13;
s. 26.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
ludoznawcze) miały pełnić rolę uzasadnienia dla istnienia narodu polskiego, dla którego&#13;
skarbnicą treści i wartości miała być warstwa chłopska. Dokonując uprawnionego chronologicznego skrótu, w tym kontekście należy wspomnieć o społecznych zadaniach etnologii, jakie wyznaczono jej w PRL. Badanie kultury ludowej (chłopskiej) miało służyć&#13;
stworzeniu „nowego człowieka”, kultura ludowa miała być fundamentem kultury narodowej50. Jako jedno z kluczowych zadań dla etnologii wskazywano „[…] jak największe&#13;
wykorzystanie wyników naszej pracy jako ekspertyz w działaniach praktycznych i planowaniu życia i kultury”51.&#13;
Zagadnienie społecznego uwikłania etnologii, jej powinności, obowiązków i uroszczeń współcześnie przybiera postać dyskusji wokół antropologii zaangażowanej, publicznej, stosowanej. Sygnalizowane w tym miejscu zagadnienie jest stale obecne w etnologicznym namyśle, choć ze zmiennym natężeniem52.&#13;
W kontekście niniejszej publikacji istotna jest natomiast inna kwestia, choć związana&#13;
ze społecznymi powinnościami etnologii. Piotr Kowalski określił ją „pokusą antykwaryzmu”. Zafiksowanie polskiej etnologii na kulturze chłopskiej i posługiwanie się modelem kultury chłopskiej (tradycyjnej, ludowej53) doprowadziło do stanu, w którym etnolog stał się ekspertem od tejże kultury. Nastąpiło pomieszanie porządku wyjaśnienia&#13;
(teorii) i porządku przedmiotu badania (rzeczywistości). Etnolodzy zaczęli występować&#13;
w roli jurorów w konkursach i przeglądach folklorystycznych. Oceniając reprezentacje&#13;
kultur góralskich, zyskali wpływ na kształt tychże kultur. W sposób na ogół niezauważony etnolog zaczął wytwarzać przedmiot swoich badań, doprowadzając do kreowania&#13;
i konserwowania obiektu swojej refleksji. Stan taki etnologia podziela z innym dyscyplinami badającymi kulturę, które „[…] nie mogą jednoznacznie ustalić linii demarkacyjnej&#13;
między historycznością pewnych przedmiotów, tekstów kultury, a ich znajdowaniem się&#13;
we współczesności. […] Problem polega na bezustannym współwystępowaniu rożnych&#13;
«pokładów historii» i utrzymywaniu się w «aktywnej tradycji» tekstów, które genetycznie związane były ze światopoglądami o czysto diametralnie odmiennych kształtach.&#13;
[…] Dyscypliny te, nie zawsze precyzyjnie rozdzielając wymienione domeny, stają się&#13;
odpowiedzialne za zjawisko «folkloryzmu»: produkując, a czasem tylko wzmacniając&#13;
osobliwe wyobrażenie na temat kultury ludowej, sztuki, folkloru”54. Treści genetycznie&#13;
50&#13;
&#13;
Por. J. Burszta, Kultura ludowa – kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,&#13;
Warszawa 1974.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
Ibid., s. 49.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
Zob. Antropologia zaangażowana, red. Ł. Sochacki, J. Steblik, F. Wróblewski, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010 (materiały z konferencji Antropologia zaangażowana (?), które ukazały się&#13;
w piśmie „Prace Etnograficzne. ZNUJ”, 2010, t. 38); burzliwe dyskusje miały miejsce na łamach pisma „op.cit”&#13;
w latach 2004-2006.&#13;
53&#13;
Por. K. Dobrowolski, Chłopska kultura tradycyjna, „Etnografia Polska”, 1957, t. 1, s. 19-56. W Polsce do lat 80.&#13;
dominowało społeczno-ekonomiczne określanie przedmiotu etnologii, wedle którego lud utożsamiano z klasą&#13;
(warstwą) chłopską. „Kultura ludowa” i jej deklinacje (tradycyjna, wiejska, typu ludowego i inne) stanowią –&#13;
nomen atque omen – dziedzictwo etnologii w Polsce, z którym polscy etnolodzy wchodzą w różne formy dialogu (ignorując, rozwijać, zaprzeczając, wysuwając nowe propozycje), zob. Kultura ludowa. Teoria – praktyki&#13;
– polityki, red. B. Fatyga, R. Michalski, Instytut Stosowanych Nauk Społeczny, Warszawa 2014 r.&#13;
54&#13;
&#13;
P. Kowalski, Współczesny folklor i folklorystyka. O przedmiocie poznania w dzisiejszych badaniach folklorystycznych, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1990, s. 29.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
wywodzące się z „tradycyjnego folkloru” ulegają resemiotyzacji w zmieniającej się rzeczywistości kulturowej, uzyskując nowe znaczenia (plan treści), choć nie zmienia się lub&#13;
ulega nieznacznym przeobrażeniem zewnętrzny, materialny kształt (plan wyrażania)55.&#13;
Traktować wtedy można owe treści na zasadzie cytatu (reliktu) z innego systemu kulturowego, z którym jednak utrzymują historyczną relację (np. zmiany, ciągłości, zerwania,&#13;
przywrócenia)56. Wskazywana homonimiczność tego rodzaju tekstów kultury może być&#13;
źródłem pomieszania przedmiotu badania (obserwowanej rzeczywistości) i przedmiotu&#13;
poznania (etnologicznego opisu).&#13;
Powyższe uwagi należy brać pod uwagę, pisząc o etnograficznej części projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Podczas trwania projektu posługiwaliśmy się jego nieoficjalną lub półoficjalną nazwą: Skarby Górali57. Jej stosowanie&#13;
(w aplikacji questów, na stronie internetowej, między badaczami, w wewnętrznych listach i nieoficjalnych dokumentach Fundacji Mapa Pasji) w jakiejś mierze wpłynęło na&#13;
sposób myślenia o projekcie i ukierunkowało badania, a więc nie pozostaje bez wpływu&#13;
na zamieszczone dalej treści. Jej używanie nie ma prostego przełożenia w postaci projektowania czy modelowania. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że niektóre z zamieszczonych&#13;
przez nas tekstów mniej lub bardziej próbują zdystansować się od presuponowanego&#13;
sądu wartościującego, który zawarty jest w nazwie Skarby Górali. Dystansowanie nie&#13;
przybiera formy wyrażonej wprost (może poza niniejszym esejem pełniącym w moim zamierzeniu trochę rolę psuj-zabawy), ale najczęściej ma kształt dystansu ironicznego bądź&#13;
niedopowiedzenia. Sąd wartościujący konotowany jest przez „skarb” – coś ukrytego,&#13;
cennego i godnego pożądania. Ten góralski skarb korzysta z wcześniej sygnalizowanych&#13;
nadwyżek semantycznych związanych z góralszczyzną, z mitycznych alikwot brzmiących w wieloznaczności dziedzictwa (dziedzictwa-skarbu właśnie) oraz z opisywanych&#13;
społecznych uwikłań etnologa, który powinien (czy na pewno? czyim zdaniem?) takich&#13;
„skarbów” szukać, chronić, nazywać je.&#13;
Trzeba odnotować, że dla etnologów, projekt oraz działalność Fundacji Mapa Pasji&#13;
mogłyby się stać przedmiotem akademickich analiz. Fundacja Mapa Pasji i projekt Skarby Górali mógłby być obiektem etnologicznego zainteresowania w kontekście turystyki&#13;
kulturowej, stereotypizacji wyobrażeń o kulturze wsi badanych regionów, konstruowania „małych ojczyzn” czy ruchów regionalistycznych. De facto, w trakcie wieczornych odpraw i spotkań podczas obozów etnograficznych Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski uczyniliśmy przedmiotem etnologicznego namysłu. Zastanawialiśmy&#13;
się, jak ogólne założenia projektu wpływają na nasze prace, czy nie mamy do czynienia&#13;
z, choćby niezamierzonym, wpływem i kształtowaniem badań etnograficznych, a więc&#13;
zamachem na naszą poznawczą niezależność? Czy część animacyjna i część etnograficzna nie wchodzą ze sobą w konflikt, a może są sprzężone zwrotnie? Problem polegał na&#13;
rozdźwięku między, z grubsza sprawę nazywając, sądami wartościującymi, odpowiada55&#13;
&#13;
Cz. Robotyki, Klejnot i reklama, „Polska Sztuka Ludowa”, 1987, nr 1-4, s. 155-158.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
Ibid., s. 31.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
Na stronie www.skarbygorali.pl (dostęp, 11.02.2020) znajdują się questy, fotografie, filmy, nagrania, materiały&#13;
popularyzujące informację o kulturze i historii regionów objętych projektem Odkrywanie skarbów dziedzictwa&#13;
południowej Małopolski.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
jącymi na pytanie „jak być powinno?” (animacja kultury, questy, turystyka kulturowa)&#13;
i sądami opisującymi, odpowiadającymi na pytanie „jak jest?” (etnografia, rejestracja&#13;
praktyk społecznych związanych z dziedzictwem, codzienność, style życia, przetworzenia XIX-wiecznych treści folkloru wiejskiego itd.).&#13;
W miejscach, w których prowadziliśmy badania, niektórzy z naszych rozmówców&#13;
znali wyrażenia „etnograf ”, „etnologia”, „kultura ludowa” i podobne, w trakcie rozmowy sygnalizowali, jaka jest ich wiedza na temat przedmiotu etnografii. Według często&#13;
spotykanej opinii etnolog (etnograf ) zajmuje się kulturą ludową. Zna się na obyczajach,&#13;
obrzędach, gwarze, nazywa elementy stroju (lajbiki, cuchy, parzenice, portki, kaftany&#13;
i gorsety). Czasem spotykaliśmy się z dobrodusznym utyskiwaniem, że „te etnografy to&#13;
się jednak nie znają”. Lepiej zorientowani rozmówcy i współpracownicy terenowi dostrzegali, że etnolog zajmuje się dziedzictwem. Niemniej, wielokrotnie byliśmy zdefiniowani stereotypowo jako specjaliści od kultury ludowej, od góralszczyzny. Spotkała nas&#13;
przemoc symboliczna, niezbyt dojmująca na ciele, ale jednak przemoc. Nasza etnologiczna przemoc symboliczna polegała na stosowaniu etnograficznych metod i strategii&#13;
badawczych. Używaliśmy kulturowego kapitału etnologa, korzystając z zaproszeń na występy zespołów folklorystycznych, do restauracji, do domu, do kuchni58.&#13;
Większość z badaczy terenowych nie zajmowała się wcześniej góralszczyzną i pierwszy&#13;
raz prowadziła badania na terenie południowej Małopolski. Niemniej badacze terenowi&#13;
zostali wybrani w procesie rekrutacji, który sprawdzał ich kompetencje badawcze i gwarantował, że badania zostaną rzetelnie przeprowadzone. Uważam, że ten rodzaj „uczonej&#13;
ignorancji” był naszą zaletą, bo pozwalał zadawać pytania naiwne, wyrażać etnograficzne&#13;
zdziwienie wobec spraw oczywistych. Nawet gdy coś wiedzieliśmy, to staraliśmy się pracować, jakbyśmy nic nie wiedzieli. Grzeszyliśmy prostodusznością i dziecięcą niewiedzą,&#13;
ponieważ nie ufamy zdrowemu rozsądkowi, ani własnemu, ani osób z którymi rozmawialiśmy. Oczywistości to etnologiczna zmora, których w terenie staliśmy się „ofiarami”,&#13;
bo jeśli etnolog, to będzie szukał portek lub parzenic; jak architektura, to drewniana; jak&#13;
muzyka, to tradycyjna; jeśli strój, to haftowany. To tylko kilka stereotypowych wyobrażeń dotyczących etnologa. Etnograficzna naiwność (oświecony dyletantyzm59) sprzyjała&#13;
dostrzeżeniu obecności sfolkloryzowanej wiedzy etnologicznej60 u naszych rozmówców,&#13;
często wyrażanej bezwiednie, bez podawania bibliograficznego odnośnika61, stanowiącej&#13;
już element „wiedzy lokalnej”62. Zaskoczyła nas duża skala wykorzystywania opracowań&#13;
etnologicznych na temat góralszczyzny przez zespoły folklorystyczne, animatorów kultury, kapele muzykantów itp.&#13;
58&#13;
&#13;
O skomplikowanych relacjach między wszystkimi uczestnikami sytuacji badawczej (etnologami i podmiotami badania) zob. K. Hastrup, Out of Anthropology. The Anthropologist as an Object of Dramatic Representation,&#13;
„Cultural Anthropology”, t. 7, nr 3, s. 327-345.&#13;
59&#13;
&#13;
Określenie etnologa ukute przez prof. Wiesława Juszczaka.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
Cz. Robotycki, Myślenie typu ludowego w polskiej kulturze masowej (propozycje badawcze), „Etnografia Polska”, t. 29, nr 1, s. 111-117.&#13;
&#13;
61&#13;
Emblematycznym przykładem było przywoływanie z pamięci cytatów bądź parafrazowaniem monografii etnograficznych wsi.&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Chociaż branżowe powiedzenie głosi, że etnolog przychodzi po fakcie, nie mogąc&#13;
urzeczywistnić postulatu obserwowania kultury in statu nascendi, to w przypadku naszych badań odnoszę wrażenie, że wyprzedził on „przedmiot” swoich badań. Według wyżej przytoczonego określenia „ludowości” Dundesa, etnolog nie zajmuje się wyłącznie&#13;
materialnym wymiarem kultury wiejskiej z XIX/XX w.: budową chat, których nie ma;&#13;
przyśpiewkami weselnymi, których się nie śpiewa; magicznymi zaklęciami, których się&#13;
nie stosuje. „Ludowość” („kultura typu ludowego”, „kultura ludowa” – trzymając się tej&#13;
niemodnej polskiej terminologii) współcześnie realizuje się w wiejskim barze z pstrągiem&#13;
i zapiekankami, w ekskluzywnym hotelu, w tłoczni jabłek, w peerelowskich domach&#13;
„typówkach”, w opowieści o Unii Europejskiej i migracjach zarobkowych, w gminnym&#13;
ośrodku kultury podczas próby zespołu folklorystycznego itp. Nawet jeśli etnolog zajmuje się historycznymi rekonstrukcjami kultury wiejskiej, to czyni to ze świadomością&#13;
skomplikowania tego zadania związanego z mechanizmami pamięci, procesu mityzowania, tekstualnego zapośredniczenia reprezentacji przeszłości itd. Inną sprawą pozostaje,&#13;
jak wykorzystywany jest efekt jego pracy, co robi się z opisami góralskich chat, góralskiego stroju, wypasu owiec itd. Jak wykorzystywana jest i przez kogo wiedza etnologiczna?&#13;
Na część tych pytań odpowiadają zamieszczone dalej rozdziały.&#13;
Napięcie między animacyjną i etnograficzną częścią projektu polegało między innymi na zauważalnej przez badaczy rozbieżności między wyobrażeniem o pracy etnologa&#13;
a tym, czym on de facto się zajmuje. W trakcie badań staraliśmy się podglądać codzienność, odpowiedzieć na pytanie o aktualne wcielenia treści pochodzących z przeszłości&#13;
(dziedzictwo), które historycznie wywodzą się z XIX-wiecznej kultury wsi, szukając&#13;
ich współczesnych znaczeń i funkcjonalnych analogii. Na równi traktowaliśmy występy&#13;
zespołów folklorystycznych z wieczornym przesiadywaniem w miejscowym barze czy&#13;
weekendową potańcówką, chodziliśmy na wernisaże, koncerty muzyki barokowej, rozmawialiśmy o motoryzacji i wakacjach w Egipcie. Jeśli już myśleliśmy (intepretowaliśmy) przy pomocy kategorii „ludowości”, „ludu” czy „kultury ludowej”, to raczej szukając&#13;
ich współczesnych form, a nie reminiscencji. Z drugiej strony otrzymywaliśmy wyrażane wprost bądź sugerowane przez naszych rozmówców, partnerów i liderów projektu&#13;
zainteresowanie obrazem kultury góralskiej rejestrowanej przez etnologów pod koniec&#13;
XIX i do połowy XX w. Świadczą o tym również formy graficzne w aplikacji questowej&#13;
(parzenice, pary ubrane w góralskie stroje regionalne), tematyka warsztatów filmowych&#13;
i literackich dla dzieci i młodzieży, zainteresowania wskazywane przez naszych terenowych współpracowników i wyróżnionych informatorów. Niektórzy spośród nich byli regionalistami, depozytariuszami miejscowej góralskiej tradycji czy członkami lokalnych&#13;
zespołów folklorystycznych. W tym znaczeniu pozwalam sobie pisać o „wyprzedzeniu”&#13;
przez etnologa niegdysiejszego przedmiotu badań (niezgodności wyobrażeń) i interakcji&#13;
między dwiema częściami projektu Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Niemniej w trakcie badań terenowych byliśmy świadomi tego uwikłania, staraliśmy się nie tylko zniwelować jego ewentualny wpływ na prowadzone badania, ale także&#13;
wykorzystać je w celach poznawczych, uznając je za nieredukowalny element sytuacji&#13;
badawczej, w jakiej się znaleźliśmy.&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
C. Geertz, Wiedza lokalna. Dalsze eseje z zakresu antropologii interpretatywnej, tłum. D. Wolska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�RER]µZ�EDGDZF]\FK&#13;
�����8F]HVWQLF\&#13;
Uczestnikami obozów byli studenci oraz absolwenci większości polskich ośrodków etnologicznych, których wymieniam alfabetycznie, podając w nawiasie afiliację uniwersytecką lub inną: lic. Aleksandra Animucka (Uniwersytet Jagielloński), mgr Leonia Brzozowska (UJ), mgr Piotr Brzozowski (UJ), lic. Anita Brzyszcz (Uniwersytet Łódzki), mgr&#13;
Małgorzata Dubasiewicz (Uniwersytet Gdański, Muzeum Wsi Słowińskiej), lic. Joanna&#13;
Dymanus (UJ), lic. Natalia Flejszar (UJ), lic. Tomasz Gogolewski (UJ), Michał Gumulak&#13;
(UJ), Natalia Iwaniuk (UŁ), Oskar Krasoń (UJ), lic. Natalia Kuśmierska (UG), lic. Weronika Kuta (UJ), mgr Judyta Król (UG), Patrycja Król (UJ), mgr Barbara Luberda (UJ),&#13;
Michał Marzec (UJ), Marcin Mielewczyk (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), Magdalena Mika (UJ), Katarzyna Olejarczyk (UJ), Marcin Mieszała (Uniwersytet&#13;
Wrocławski), lic. Jolanta Półchłopek (UJ), lic. Patryk Reczulski (UJ), mgr Małgorzata&#13;
Roeske (UJ), Jakub Sadowski (UJ), Katarzyna Sołtys (UAM), Liwia Sus (UWro), mgr&#13;
Marta Szaszkiewicz (UG), Jakub Ścisłowicz (UJ), mgr Wojtek Śliwa (UJ), Emilian Wilk&#13;
(Biblioteka Miejska w Radomiu, UJ), lic. Paweł Witanowski (UJ).&#13;
Wyżej wymieni wykonywali pracę badaczy-wolontariuszy, którzy w zamian za wikt,&#13;
opierunek i koszty dojazdu każdego dnia udawali się w „teren”. Niektórzy z nich brali&#13;
udział w dwóch obozach badawczych. Do ich zadań należało przeprowadzanie rozmów/&#13;
wywiadów etnograficznych, prowadzenie notatek terenowych i dziennika badawczego,&#13;
gromadzenie materiału fotograficznego, a także transkrypcja i opracowanie zebranych&#13;
materiałów badawczych. Zebrane materiały zostają w posiadaniu Fundacji Mapa Pasji.&#13;
Trwają prace nad przekazaniem tych materiałów do Pracowni Dokumentacji i Informacji Etnograficznej Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.&#13;
&#13;
�����6WUXNWXU\&#13;
Podczas obozów badawczych podzieleni byliśmy na osiem zespołów, każdy zespół przyporządkowany do jednego zagadnienia badawczego i regionu. Kryterium geograficzne&#13;
było integralnym elementem całego projektu. Ogólnym założeniem projektu było przeprowadzenie badań etnograficznych w wybranych gminach południowej Małopolski.&#13;
W praktyce, biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe oraz finansowe, każdy zespół poruszał się w graniach zawężonego obszaru. W ramach projektu posługiwaliśmy się roboczymi, choć niezupełnie niewinnymi określeniami: Górale Babiogórscy (Biabiogórcy), Górale Orawscy (Orawiacy, Orawianie), Górale Spiscy (Spiszacy), Górale Pienińscy, Górale&#13;
Kliszczaccy (Kliszczacy), Górale Zagórzańscy (Zagórzanie), Górale Biali (Górale Łąccy),&#13;
Górale Czarni (Nadpopradzcy)63.&#13;
63&#13;
&#13;
Przyjęte roboczo w projekcie Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski kryterium geograficzne wywodzi się z prac nad Polskim Atlasem Etnograficznym ( J. Gajek, Polski Atlas Etnograficzny, „Annales&#13;
Universitatis Mariae Curie-Skłodowska”, Sectio F, Supplementum I, Lublin, 1947, s. 1-67. Zob. także: Z. Kłodnicki, Polski Atlas Etnograficzny – historia, stan obecny i perspektywy, „Lud”, 2001, t. 85, s. 239-275). Kryterium&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Ze względu na sprawy finansowe i komunikacyjne każdorazowo w obozie brały udział&#13;
dwa zespoły. W trakcie każdego obozu stacjonowaliśmy w jednym miejscu. Jeden z zespołów prowadził badania w tymże miejscu, a drugi zespół musiał dojeżdżać „w teren”,&#13;
czasem oddalony nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Dla wygody badaczy terenowych, zespół dojeżdżający na badania dysponował wynajętym busem, a w razie konieczności posługiwaliśmy się również prywatnymi środkami lokomocji lub korzystaliśmy z podróży&#13;
„na stopa”. W dniach 23-30 lipca 2018 r. naszą bazą była Zawoja, prowadziliśmy badania&#13;
terenowe na terenie Zawoi oraz w wybranych wsiach Orawy (Zubrzycy, Orawce, Podwilku, Jabłonce, Chyżnem). W dniach 13-20 sierpnia 2018 r. stacjonowaliśmy w Nowej&#13;
Białej. Jedna grupa poruszała się po polskiej części Spisza, a druga dojeżdżała do Krościenka n. Dunajcem i Szczawnicy. W dniach 5-11 sierpnia 2019 r. mieszkaliśmy w Tokarni. W trakcie tego obozu jedna z grup poruszała po terenie Tokarni i Krzczonowa, a druga&#13;
grupa codziennie docierała do różnych wsi Zagórza i do Rabki. Podczas ostatniego obozu, który miał miejsce w dniach 12-18 sierpnia 2019 r., gościliśmy w Kokuszce: pierwsza&#13;
grupa prowadziła badania w Kokuszce, Łomicy i Piwnicznej (wraz z jej oddalonymi i czasem trudno dostępnymi osiedlami), a druga musiała dojeżdżać do Łącka i okolic.&#13;
Etnograficzna część projektu miała również strukturę pionową. Całością badań zarządzał kierownik badań etnograficznych zatrudniony przez Fundację Mapa Pasji, którą&#13;
to funkcję miałem okazję sprawować. Do projektu sygnowanego przez Fundację dołączyłem w styczniu 2018 r., już w trakcie jego trwania. Moje obowiązki były dwojakiego&#13;
rodzaju: techniczne i merytoryczne. Do obowiązków technicznych należała organizacja&#13;
całego przedsięwzięcia: przeprowadzenie rekrutacji, ustalenie dat obozów, znalezienie&#13;
odpowiedniej bazy dla nich. Starałem się znaleźć miejsca gwarantujące nie tylko nocleg&#13;
i wyżywienie, ale również takie, które dawałyby możliwość przeprowadzenia cowieczornych odpraw, wykonywania rutynowych działań terenowych (prowadzenie dziennika,&#13;
sporządzanie notatek, transkrypcja, odsłuchiwanie wywiadów, porządkowanie materiałów wizualnych) i równie ważnego odpoczynku po całym dniu pracy. Do merytorycznych zadań należało sformułowanie zagadnień badawczych, zaproszenie do projektu&#13;
koordynatorów poszczególnych regionów badawczych, przygotowanie obowiązków dla&#13;
badaczy terenowych, a po zakończonych obozach kontrolowanie stanu oddanych materiałów i ich opracowań. Finalnym etapem moich czynności było przygotowanie książki&#13;
relacjonującej wyniki przeprowadzonych badań etnograficznych oraz udział w seminariach podsumowujących projekt.&#13;
Podejmując się organizowania etnograficznej części projektu, stawałem wobec dwóch&#13;
ograniczeń: geograficznego (południowa Małopolska, miejsca i partnerzy związani z całym projektem, również z jego częścią promocyjno-animacyjną) oraz merytorycznego&#13;
to jest kłopotliwe, ponieważ nie uwzględnia podmiotowego punktu widzenia. W dodatku odwołuje się do pojęcia „grup etnograficznych”, które nie zawsze oddaje złożoność kultur. Presuponuje ono również wyobrażania&#13;
o kulturach jako jednostkach świata nieożywionego (masywach górskich, rzekach, wyspach itd.), stosując wobec nich zewnętrzne (przedmiotowe) kryteria podziału. Niemniej roboczo, na potrzeby finansowania projektu,&#13;
przyjęto taki właśnie podział i terminologię. Już w trakcie badań okazało się, że granice te są „nieszczelne”. Jeśli&#13;
już przebiegają, to wedle innej „logiki”. O kłopotliwości używania tych etnonimów, a zwłaszcza określeń takich&#13;
jak „Górale Kliszczaccy”, „Kliszczacy”, „Górale Zagórzańscy”, „Zagórzanie”, „Górale Spiscy” piszą Autorzy niniejszej publikacji.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
(kategoria dziedzictwa). Poza tym istniało ograniczenie w postaci siedmiodniowych&#13;
obozów badawczych oraz liczby badaczy terenowych (około czterdziestu osób).&#13;
W projekcie brało udziałów również ośmiu badaczy-koordynatorów: mgr Jan Barański (Akademia Ignatianum w Krakowie), mgr Anna Barbasz-Bielecka (UJ), dr Agnieszka&#13;
Bednarek-Bohdziewicz (UG, Instytut Kaszubski), dr Justyna Laskowska-Otwinowska&#13;
(Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie), dr Magdalena Kwiecińska (Muzeum&#13;
Tatrzańskie w Zakopanem), mgr Andrzej Malik, mgr Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka (Muzeum im. Orkana w Rabce-Zdroju)64. Do zadań badaczy-koordynatorów należało przygotowanie scenariusza badań wraz ze wszystkimi narzędziami etnograficznymi,&#13;
które uznali za niezbędne (kwestionariuszem, literaturą wprowadzającą dla badaczy wolontariuszy, metodami badawczymi itd.). W realizacji badań pomagał im zespół złożony&#13;
z około pięciu badaczy-wolontariuszy. Drugim obowiązkiem koordynatorów było opracowanie zebranych materiałów w formie rozdziału do książki podsumowującej etnograficzną część projektu.&#13;
Ostatnim elementem architektury badań była struktura pozioma. W zadaniach badawczych realizowanych w trakcie obozów brali udział wszyscy ich uczestnicy.&#13;
Obozy etnograficzne zorganizowane w ramach Odkrywania skarbów dziedzictwa południowej Małopolski są pierwszą od wielu lat próbą zorganizowania, przeprowadzenia&#13;
oraz podsumowania w formie publikacji książkowej zespołowych badań etnograficznych.&#13;
W tym sensie nawiązują do specyfiki polskich badań etnograficznych, które według Anny&#13;
Kutrzeby-Pojnarowej miały charakteryzować się zespołowością65 oraz do Międzyuczelnianych Obozów Etnograficznych – wakacyjnych praktyk dla studentów etnografii polskich ośrodków uniwersyteckich66. Taka forma współpracy, która została zorganizowana&#13;
poza dydaktyką szkolnictwa wyższego, jako samodzielne przedsięwzięcie naukowe, stanowi istotną wartość dodaną całego projektu i asumpt do kontynuowania zespołowych&#13;
badań terenowych.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
W projekcie jako badaczka-koordynatorka brała udział również dr Katarzyna Ceklarz (Podhalańska Państwowa Uczelnia Zawodowa w Nowym Targu), która miała początkowo koordynować badaniami w regionie&#13;
Nadpopradzia. W trakcie trwania projektu jej obowiązki przejęła dr Bednarek-Bohdziewicz, która postanowiła&#13;
kontynuować zaproponowany przez dr Ceklarz temat pasterstwa i reintrodukcji czarnej owcy w regionie Nadpopradzia, lecz przystosowany do własnych celów badawczych.&#13;
65&#13;
A. Kutrzeba-Pojanarowa, Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,&#13;
Warszawa 1977, s. 15-31. Zespołowe badania terenowe nie były domeną wyłącznie polskich etnografów, o czym&#13;
świadczy wyprawa etnograficzna pod przewodnictwem Marcela Griaula od Dakaru po Dżibuti, zob. J. Clifford,&#13;
Władza i dialog w etnografii: inicjacja Marcela Griaula, przeł. S. Sikora, w: tenże, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, przeł. E. Dżurak et al., Wydawnictwo KR, Warszawa 2000, s. 65-103.&#13;
Skądinąd Griaul jest autorem interesującej zespołowej metody obserwacji etnograficznej i sporządzania z niej&#13;
notatek, którą można nazwać obserwacją panoptyczną, ibid., s. 81-81, 88.&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Przed rozpoczęciem badań większość z nas się nie znała. Wobec tego w momencie&#13;
rozpoczynania każdego obozu trudno było mówić o zespołach w sensie ścisłym. Większość uczestników, o ile nie wszyscy, w ankietach zgłoszeniowych na różny sposób deklarowali silną chęć prowadzenia badań i płynącą z tego działania przyjemność. Pojawia się&#13;
tutaj istotne zagadnienia psychologii badań etnograficznych, ich pozanaukowego aspektu, który jedynie sygnalizuję. Uczestnicy posiadali różne doświadczenie terenowe. Niektórzy z nich byli studentami etnologii drugiego roku, a więc po pierwszych praktykach&#13;
terenowych, a inni mogli wykazać się profesjonalną praktyką badań etnograficznych,&#13;
którą realizują w ramach studiów doktoranckich, na stanowiskach dydaktyczno-naukowych, badawczych lub etnografów-muzealników.&#13;
&#13;
�����']LHą�]�ĺ\FLD&#13;
O charakterze przeprowadzonych badań terenowych świadczy uśredniony dzień badawczy oraz ogólny kształt obozu. Pierwszy i ostatni dzień obozu został zarezerwowany na&#13;
sprawy organizacyjne: przyjazd i odjazd uczestników obozów, omówienie założeń całego&#13;
projektu, przyporządkowanie konkretnych zadań badawczych, przedstawienie harmonogramu prac, gromadzenie zebranego materiału badawczego po całym obozie, podsumowanie całego tygodnia pracy.&#13;
Typowy dzień na obozach badawczych rozpoczynał się od wspólnego śniadania.&#13;
W zależności od potrzeb po śniadaniu odbywały się wewnętrzne odprawy zespołów,&#13;
w trakcie których planowano zadania badawcze na najbliższe godziny, aż do wieczora. Około godziny 10:00 ruszaliśmy w teren. Grupa pracująca na miejscu poruszała się&#13;
przede wszystkim pieszo, natomiast druga grupa udawała się na miejsce badań busem,&#13;
co czasem zajmowało około godziny. Ponownie spotykaliśmy się około godziny 18:00&#13;
na wspólnym wieczornym obiedzie, po którym braliśmy udział we wspólnej odprawie.&#13;
W jej trakcie każdy miał okazję zrelacjonować wykonane w ciągu dnia zadania, pojawiały&#13;
się gorące spory teoretyczne i metodologiczne, dzieliliśmy się wszelkimi trudnościami&#13;
i sukcesami terenowymi. Wieczorne odprawy były momentem planowania następnego&#13;
dnia.&#13;
Nie sposób pominąć roli nowych masowych mediów komunikacyjnych. Dla każdego zespołu zakładałem grupę na portalu społecznościowym. Służyła ona do wysyłania&#13;
najprostszych komunikatów i dzielenia się w czasie rzeczywistym informacjami między&#13;
badaczami oddalonymi od siebie czasem o kilkadziesiąt kilometrów. Stała się ona czynnikiem integrującym oba zespoły badawcze, areną sporów, miejscem wymiany żartów,&#13;
przestrzenią do wyrażenia frustracji i radości, z jakimi etnograf spotyka się w trakcie pracy terenowej. Zapis rozmów na tych grupach mógłby stać się integralnym elementem&#13;
naszych badań, dających wgląd w charakter zespołowych badań terenowych.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
Instrukcja organizacyjna, program i szczegółowy rozkład zajęć Międzyuczelnianego Obozu Etnograficznego&#13;
Studium HKM na rok 1954. Maszynopis, archiwum IEiAK UW, teczka MOE III/1954; A. Kutrzeba-Pojnarowa, Międzyuczelniane obozy etnograficzne na Kurpiowszczyźnie Uniwersyteckiego Studium Historii Kultury Materialnej w latach 1952–1954, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 1955, nr 1, s. 224–236. Por. także: F.&#13;
Wróblewski, Indeksy etnogarficzne w polskiej pratyce badawczej XX w., „Etnografia. Praktyki, Teorie, Doświadczenia, 2015, nr 1, s. 108-132.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
���.RQWHNVW�PHWRG�L�VWUDWHJLL�EDGDZF]\FK&#13;
W trakcie obozów staraliśmy się stosować zróżnicowane strategie badawcze. Większość&#13;
przeprowadzonych przez nas rozmów opierała się o niestrukturowany wywiad etnograficzny, dla którego podstawą był scenariusz do badań określający ogólne zagadnienia&#13;
i jego cząstkowe tematy. Oprócz tego prowadziliśmy dokumentację fotograficzną, obserwację nieuczestniczącą i obserwację uczestniczącą. Jak zwykle w takich sytuacjach założone metody weryfikowane były w praktyce. W pewnych sytuacjach możliwe było jedynie przeprowadzenie wywiadu. W innych – cząstkowa obserwacja uczestnicząca (np.&#13;
praca w sadzie Oskara Krasonia, jednodniowe bacowanie Michała Gumulaka i Michała&#13;
Marca, kilkudniowe bacowanie Joanny Dymanus, wieczorne biesiady w barze w Nowej&#13;
Białej moje, Emiliana Wilka, Marcina Mieszały czy próba spędzania wolnego czasu w barze w Zawoi przez Weronikę Kutę i Pawła Witanowskiego, wspólne wyjście na dansing&#13;
do Dzikiej Chaty w Zawoi), a w jeszcze innych – obserwacja (w trakcie prób zespołów&#13;
i grup folklorystycznych w Zawoi, w Łapszach Wyżnych; pracy baców w Zawoi). Próbując dokumentować oficjalny dyskurs o lokalnych dziedzictwie, braliśmy udział w dożynkach (np. Sromowce Wyżne), w święcie Wniebowzięcia Matki Boskiej (w Łącku),&#13;
w zwiedzaniu skansenu i izb regionalnych (np. Czarna Góra, Zubrzyca Górna, Zawoja).&#13;
Próbowaliśmy stosować znane nam narzędzia etnograficzne, gdzie tylko było to możliwe:&#13;
w trakcie zakupów w pobliskim sklepie, na targu, w miejscu naszego noclegu, jadąc autostopem, udając się do pobliskiej knajpy na wspólne rytualne piwo po pracy, na koncercie&#13;
muzyki barokowej we Frydmanie, odwiedzając sklepy z pamiątkami, w tłoczni soków&#13;
Maurera itd. Słowem – staraliśmy się być etnologami w każdej sytuacji, w trakcie całego&#13;
trwania obozu badawczego, próbując zdobyć jak najwięcej szkiełek, które pozwoliłyby&#13;
ułożyć nam etnograficzną układankę. Jak zwykle elementów tych kulturowych puzzli jest&#13;
zbyt mało, a „zabawa” trwała zbyt krótko. Dopiero w dużej skali, z perspektywy czterech&#13;
obozów badawczych i dwunastu zamieszczonych w tej książce artykułów, można ocenić&#13;
niedostatki i zalety podjętych działań.&#13;
&#13;
�����3UREOHP\�Z�WHUHQLH&#13;
Zasadniczym problemem przeprowadzonych badań terenowych był czasowy zakres.&#13;
Per saldo cztery tygodnie badań terenowych brzmią wiarygodnie. Niemniej tygodniowe&#13;
obozy okazywały się zbyt krótkim pobytem w terenie. Z tego względu przeprowadzone&#13;
przez nas badania terenowe należy nazwać badaniami pilotażowymi bądź surveyami, na&#13;
co wielokrotnie wskazywała recenzentka niniejszego tomu dr Stanisława Trebunia-Staszel, a niezależnie od jej uwag podobne zastrzeżenia zawarli Autorzy dalszych rozdziałów.&#13;
Nie oznacza to, że nie udało się wykonać dobrej etnograficznej roboty. Zebrany materiał&#13;
pozwalał wysunąć wstępne badawcze przypuszczenia, zweryfikować założenia, postawić&#13;
nowe problemy badawcze, skorygować scenariusze badań i kwestie związane z metodyką&#13;
ich prowadzenia. O tym, że nie był to czas stracony, świadczą choćby zamieszczone dalej&#13;
rozdziały. Wreszcie, przeprowadzone badania pilotażowe zaowocują w najbliższym cza-&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
sie kolejnymi badaniami terenowymi67. Wyniki stanowią również ważny materiał porównawczy dla dr Agnieszki Bednarek-Bohdziewicz, która prowadzi badania etnograficzne&#13;
o zbliżonej tematyce na terenie Kaszub. Wywiady zebrane przez „grupę zagórzańską”&#13;
wzbogaciły prace dokumentacyjne mgr Wójtowicz-Wierzbickiej z Muzeum im. Orkana&#13;
w Rabce. Wreszcie zebrane materiały (nagrania, opracowanie wywiadów, materiał fotograficzny) będziemy starać się zdeponować w Archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby mogły być dostępne szerszemu gronu&#13;
etnologów. Wobec powyższego nasze pilotażowe badania mają dość szeroki zasięg organizacyjny i poznawcze konsekwencje.&#13;
Czas pobytu w terenie znałem w momencie przejmowania obowiązków kierownika&#13;
badań. Z pewnych powodów, przede wszystkim finansowych, ale też organizacyjnych,&#13;
nie można było wydłużyć ani zwiększyć ilości obozów etnograficznych. W punkcie wyjścia założyliśmy, że zachowujemy układ czterech siedmiodniowych obozów w ośmiu regionach, przyjmując, że badania będą miały charakter pilotażowy. Świadomi tego ograniczenia postanowiliśmy w sposób bardzo precyzyjny i ścisły przygotować scenariusze do&#13;
badań oraz grupy podmiotów badań – naszych respondentów, rozmówców, współpracowników terenowych. Wymienione nazwy nie są wymienne i oddają złożony charakter&#13;
relacji, w jakie wchodziliśmy w trakcie badań terenowych. Często prowadziliśmy rozmowy, obserwacje i obserwacje uczestniczące z wyróżnionymi informatorami, wcześniej&#13;
umówionymi bądź wskazanymi przez współpracowników terenowych, którzy byli również uczestnikami animacyjnej części projektu Skarby Górali. Takie podejście przeważało w trakcie obozów. Rozpoczynaliśmy badania posiadając potencjalną listę rozmówców.&#13;
Podkreślić jednak należy, że nie był to jedyny sposób prowadzenia badań. Czasem napotykaliśmy przypadkowych rozmówców (np. w badaniach nad organizacją przestrzeni domowej i przydomowej). Innymi razy rozpoczynaliśmy od wizyty u zaplanowanego&#13;
rozmówcy, a potem byliśmy „przekazywani” do osób nieprzewidzianych przygotowaną&#13;
wcześniej listą. Piszę to wszystko, aby zaznaczyć, że mamy i mieliśmy w trakcie badań&#13;
świadomość ograniczeń czasowych oraz wynikających z niej konsekwencji związanych&#13;
z metodyką prowadzenia badań terenowych.&#13;
W dalszej części książki znajdują się teksty o różnym ciężarze i różnej gatunkowej&#13;
formie: od mięsistego etnograficznego raportu, przez esej antropologiczny do form bliskich reportażowi. Odnaleźć w nich można „autorskie sygnatury”. Dobór treści i tematu,&#13;
sposób przedstawiania badań, wybór formy odzwierciedlają samych Autorów. Zróżnicowanie formalne tych tekstów oddaje również złożoność świata, w którym mieliśmy&#13;
możliwość przez chwilę przebywać. W związku z powyższym (zwłaszcza z ograniczeniami czasowymi oraz brakiem części materiałów źródłowych) mamy również świadomość&#13;
charakteru zgromadzonego materiału, szkicowości formułowanych na jego podstawie&#13;
wniosków i interpretacji. Zagadnienia te są wyraźnie artykułowane w zamieszczonych&#13;
dalej tekstach. Tom niniejszy należy traktować jako znak zapytania, pilotażowe badania&#13;
67&#13;
&#13;
W pierwszej połowie sierpnia 2020 r. wraz z zespołem studentów Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej, w ramach kursu Ćwiczenia terenowe I, odbędą się dziesięciodniowe badania w Piwnicznej-Zdroju pt.&#13;
Góralszczyzna i dziedzictwo. Wyjazd odbędzie się w ramach dydaktyki badań etnograficznych, ale jednocześnie&#13;
będzie pogłębieniem badań przeprowadzonych w ramach Odkrywania skarbów dziedzictwa południowej Małopolski.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
dziedzictwa południowej Małopolski i góralszczyzny, a także cząstkowe odpowiedzi na&#13;
postawione przez nas w terenie pytania.&#13;
&#13;
Kokuszka 2019 r., górny rząd od lewej: Aleksandra Animucka, Tomasz Gogolewski, Magdalena&#13;
Mika, Jolanta Półchłopek, Małgorzata Roeske, Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz, Anna Barbasz-Bielecka, Patryk Reczulski, Michał Marzec. Dolny rząd od lewej: Łukasz Sochacki, Jakub Sadowski,&#13;
Oskar Krasoń, Joanna Dymanus, Michał Gumulak (fot. Ł. Bielecki)&#13;
&#13;
Łukasz Sochacki – doktor, etnolog. Asystent na UJ i wykładowca na ASP w Krakowie.&#13;
Kierownik badań etnograficznych w Fundacji Mapa Pasji. Interesuje się etnologią Polski,&#13;
religijnością, metodologią humanistyki, pograniczem sztuki i nauki. Prowadzi badania&#13;
w Małopolsce i na Sycylii.&#13;
Nowa Biała 2018 r., spacer w korycie Białki. Od lewej: Magdalena Kwiecińka, Barbara Luberda, z tyłu&#13;
Emilian Wilk (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Łącko 2019 r., Oskar Krasoń pracuje w sadzie.&#13;
&#13;
Tokarnia 2019 r., Liwia Sus i Jakub Ścisłowicz.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Zawoja (Hala Barankowa) 2018 r., od lewej Anita Brzyszcz, Paweł Witanowski, Małgorzata Dubasiewicz (siedzi), Joanna Sikora, Łukasz Sochacki. W tle zasłonięte: Weronika Kuta i Marta Szaszkiewicz&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Tokarnia 2019, na pierwszym planie. Od lewej: Jakub Ścisłowicz, Piotr Brzozowski, Leonia Brzozowska; w tle od lewej: Andrzej Malik, Katarzyna Olejarczyk, Jakub Sadowski, Michał Gumulak.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Góralszczyzna mniej znana. Konteksty&#13;
&#13;
Jabłonka 2018 r., od lewej Natalia Flejszar, Natalia Kuśmierska (fot. A. Animucka)&#13;
Tokarnia 2019 r., od lewej: Jakub Sadowski, Patrycja Król, Małgorzata Roeske (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
Nowa Biała 2018 r., od lewej: Liwia Sus, Michał Mieszała, Barbara Luberda (zasłonięta), Magdalena Kwiecińska, Katarzyna Sołtysik, Michał Mielewczyk, Justyna Laskowska-Otwinowska (fot. Ł. Sochacki)&#13;
Piwniczna-Zdrój 2019 r., od lewej: Michał Gumulak (odwrócony plecami), Tomasz Gogolewski,&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz, Piotr Maślanka (fot. I. Kulig)&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL�&#13;
/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
$JQLHV]ND�%HGQDUHN�%RKG]LHZLF]&#13;
&#13;
Tokarnia 2019 r., Małgorzata Roeske (siedzi) i Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Region zamieszkiwany przez Górali Nadpopradzkich (zwanych też Rytersko-Piwniczańskimi lub Czarnymi) obejmuje wschodnią część Beskidu Sądeckiego, tj. Piwniczną-Zdrój&#13;
z jej licznymi osiedlami i górskimi przysiółkami oraz wsie: Głębokie, Piwniczna-Zdrój,&#13;
Łomnica-Zdrój, Młodów, Rytro, Obłazy Ryterskie, Roztoka Ryterska oraz Sucha Struga1.&#13;
Podczas tygodniowego rekonesansu etnograficznego, który odbył się w sierpniu 2019&#13;
r., odwiedziliśmy Piwniczną-Zdrój (w tym osiedle Zawodzie z przysiółkami Banie, Łomnickie, Śmigowskie, Zabanie, osiedle Majerz i Kosarzyska z przysiółkami Podbukowiec,&#13;
Rewałówka, Świniarki i Obidza) oraz wsie: Kokuszka, Łomnica-Zdrój, Obłazy Ryterskie i Rytro2. Tematem, wokół którego koncentrowały się nasze badania, była hodowla&#13;
czarnych owiec3, a dokładniej powrót na tereny Beskidu Sądeckiego objętej programem&#13;
ochrony zasobów genetycznych licencjonowanej rasy cakiel (owcy górskiej odmiany&#13;
barwnej), występującej dawniej w Karpatach Południowych. Hodowla owiec nie ogranicza się do kwestii ekonomiczno-gospodarczych, to również element góralskiej tradycji&#13;
ujawniający się m.in. w folklorze. W rezultacie samo pasterstwo nie było jedynym celem&#13;
badań, równie ważne były powiązane z nim strategie budowania tożsamości regionalnej&#13;
&#13;
Zubrzyca Górna 2018 r., od góry od lewej:&#13;
Joanna Sikora, Małgorzata Dubasiewicz,&#13;
Natalia Kuśmierska, Natalia Flejszar, Judyta&#13;
Król, Aleksandra Animucka, Agnieszka&#13;
Bednarek-Bohdziewicz, Paweł Witanowski,&#13;
Anita Brzyszcz, Jolanta Półchłopek,&#13;
Jan Barański, Marta Szaszkiewicz, Łukasz&#13;
Sochacki, Weronika Kuta, Tomasz Gogolewski.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
1 Zob. W. Łomnicka-Dulak, Czarni Górale z Piwnicznej w piśmiennictwie i wspomnieniach, „Almanach Muszyny”, 2005, s. 101 oraz Szlak kultury wołoskiej. Przewodnik, red. K. Kiwior, Turkula, Stowarzyszenie na Rzecz&#13;
Rozwoju i Promocji Podkarpacia „Pro Carpathia”, Rzeszów 2018, s. 28.&#13;
2 Zespół badawczy, oprócz mnie, stanowili studenci etnologii: Aleksandra Animucka, Joanna Dymanus, Tomasz Gogolewski, Michał Gumulak, Michał Marzec i Jolanta Półchłopek, przy wsparciu dr. Łukasza Sochackiego. Za pomoc i gościnność dziękujemy Izabeli Kulig i Piotrowi Maślance z M-GOK w Piwnicznej-Zdrój.&#13;
3 Pomysłodawczynią zbadania zagadnienia czarnej owcy w kontekście kultury Górali Czarnych jest dr Katarzyna Ceklarz.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Górali Czarnych oraz znaczenie czarnej owcy w lokalnej kulturze i promocji regionu,&#13;
a więc i motywacje przywrócenia tej rasy. Interesowało nas to, z czym mieszkańcy wiążą swoją tożsamość regionalną i jaki jest ich stosunek do etnograficznego nazewnictwa&#13;
ich grupy (Górale Sądeccy, Górale Nadpopradzcy, Górale Rytersko-Piwniczańscy, Górale Czarni). Głównymi technikami badawczymi i podstawowym źródłem informacji&#13;
były obserwacja uczestnicząca oraz wywiady pogłębione z hodowcami owiec, bacami&#13;
i byłymi bacami, z regionalistami, pasjonatami folkloru i działaczami instytucji kultury,&#13;
a także z mieszkańcami i przedsiębiorcami z regionu4. Obserwowaliśmy lub towarzyszyliśmy bacom podczas pracy (w Rytrze, na Jarzębakach, na Majerzu i na Zabaniach) oraz&#13;
hodowcom czarnych owiec w Kokuszce i w Łomnickiem. Uczestniczyliśmy w XI Festiwalu Pieroga Łomniczańskiego w Łomnicy-Zdroju oraz w święcie Matki Boskiej Zielnej&#13;
w kościele parafialnym pw. Narodzenia NMP w Piwnicznej-Zdroju. Prowadzoną obserwację przestrzeni i życia społeczności (od bacówek po instytucje kultury) uzupełniliśmy&#13;
o dokumentację fotograficzną. Zebrany materiał został uporządkowany zgodnie z wytyczonym programem badawczym: pamięć dotycząca pasterstwa i zwyczajów wokół tej&#13;
działalności, współczesne warunki i motywacje hodowli czarnych cakli oraz tworzenie&#13;
wizerunku grupy etnograficznej.&#13;
Najwięcej uwagi poświęciliśmy przedsięwzięciu mającemu na celu przywrócenie&#13;
czarnej owcy w Dolinie Popradu. Działanie to, jak i udział Czarnych Górali w projekcie&#13;
Skarby Górali. Poznaj górala spoza Podhala5, wynikają z potrzeby podkreślenia odrębności regionalnej i wyraźnego jej wyróżnienia spomiędzy innych górali polskich. Za wyróżnik tej niewielkiej grupy etnograficznej, a także za bodziec do animacji tutejszej kultury,&#13;
turystyki i tożsamości regionalnej, posłużył działaczom wyodrębniony fragment historii&#13;
pasterstwa na tych terenach. Stworzenie z czarnej owcy swoistego znaku rozpoznawczego Czarnych Górali to również próba stopniowego tworzenia marki oraz produktu&#13;
turystycznego. Działanie to procentuje w podniesieniu świadomości regionalnej mieszkańców: „Czarna owca to ważny wyraz tożsamości kulturowej” [W9_Łomnica_K_23]6&#13;
– deklaruje zaangażowana w ruch regionalny młoda mieszkanka Łomnicy-Zdroju.&#13;
W XXI w. hodowla czarnych owiec staje się przedmiotem symbolicznej reprezentacji&#13;
nadpopradzkiej kultury pasterskiej7.&#13;
&#13;
���(WQRQLP�L�HWQRJUDуD&#13;
Niewiele można znaleźć przeszłych publikacji poświęconych kulturze, tradycji czy folklorowi Górali znad Popradu. „Zachowało się niezbyt wiele opisów życia codziennego,&#13;
zajęć i zwyczajów górali zamieszkujących część Beskidu Sądeckiego w okolicach Piw4 Przeprowadziliśmy dwadzieścia trzy wywiady pogłębione.&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
nicznej”8 – pisze Wanda Łomnicka-Dulak. Inni lokalni regionaliści narzekają na brak monografii etnograficznej i z żalem wskazują, że nietknięte materiały z nielicznych na tych&#13;
ziemiach badań terenowych z końca XIX i początku XX w. znajdują się w archiwach muzealnych i nadal czekają na opracowanie (to m.in. rękopisy Seweryna Udzieli). Podobne&#13;
spostrzeżenia sygnalizowała w 1980 r. Anna Kowalska-Lewicka, która na podstawie dostępnych źródeł konstatuje:&#13;
Beskid Sądecki jest terenem stosunkowo najmniej znanym i eksploatowanym przez etnografów. [...] Góralszczyzna sądecka umknęła niejako uwadze polskich badaczy. Świadczy o tym&#13;
choćby fakt, że polscy górale sądeccy zamieszkujący wsie na północnych stokach Pasma Radziejowej i zachodnich Pasma Jaworzyny, nad dopływami Dunajca i Popradu, nie posiadają&#13;
w literaturze etnograficznej odrębnej nazwy9.&#13;
&#13;
Warto jednak podkreślić, że badaczka powoływała się m.in. na prace Włodzimierza&#13;
Kubijowicza, którego stwierdzenie, że na omawianych terenach „kwestje antropogeograficzne są nieopracowane”10, spisane zostało w latach 20. XX w. I choć przedwojenna&#13;
etnografia faktycznie zaklasyfikowała mieszkańców Piwnicznej i okolic do Górali Sądeckich, późniejsi badacze zauważali fakt, że etnonim ten nie oddaje w pełni zróżnicowania mieszkających na Sądecczyźnie grup. Brak odrębnej nazwy, o którym pisze&#13;
Kowalska-Lewicka, owocował rozmaitością propozycji. Obok nadzbioru, czyli ogólnej&#13;
nazwy Górale Sądeccy, w działaniach regionalnych, publikacjach promocyjnych i folklorystycznych znajdziemy określenia: Górale Rytersko-Piwniczańscy, Górale Nadpopradzcy oraz Górale Czarni. Mieczysław Czcibor Cholewa w 1946 r. na podstawie noszonych&#13;
tu strojów ludowych podzielił grupy góralskie ziemi sądeckiej na Górali Sądeckich (tu&#13;
wyróżnił skupiska łącko-kamienieckie i obidzko-jazowskie) oraz Górali Nadpopradzkich&#13;
(ze skupiskami rytersko-piwniczańskim, przysietnicko-barcickim, nawojowskim i ptaszkowskim)11. Podobnie Eugeniusz Pawłowski w latach 60. XX w. obok Lachów Sądeckich&#13;
i Łemków wyróżnił Górali Nadpopradzkich, których podzielił na rytersko-piwniczańskich i przysietnicko-barcickich12.&#13;
Kwestia nazewnictwa zajmowała też lokalnych działaczy. Jak wspomina jeden z rozmówców, w dyskusjach prowadzonych przez rodzimych regionalistów zaistniała kwestia&#13;
autookreślenia; rozważano, na jaką nazwę przystać:&#13;
&#13;
8 W. Łomnicka-Dułak, Czarni Górale z Piwnicznej w piśmiennictwie i wspomnieniach, op. cit., s. 104.&#13;
9 A. Kowalska-Lewicka, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1980, s. 5. Inny badacz, który podjął ten temat (choć skrótowo), a na którego powołuje się Kowalska-Lewicka, to Włodzimierz Kubijowicz (Życie pasterskie w Beskidach&#13;
Magórskich, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1927). Kubijowicz prezentuje syntetyczny obraz całego&#13;
Beskidu Sądeckiego, w tym Pasma Radziejowej i Jaworzyny, omawia historię osadnictwa i życie pasterskie we&#13;
wczesnych latach 20. XX w.&#13;
&#13;
5 Skarby Górali. Poznaj górala spoza Podhala, https://skarbygorali.pl, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
6 Sposób kodowania wywiadów: numer porządkowy wywiadu, miejsce, płeć i wiek rozmówcy.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
7 Zob. M. Lubaś, Tradycjonalizacje kultury. O zaletach i ograniczeniach koncepcji „tradycji wymyślonych”,&#13;
w: Tworzenie i odtwarzanie kultury, red. G. Kubica, M. Lubaś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,&#13;
Kraków 2008, s. 42.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
W. Kubijowicz, Życie pasterskie w Beskidach Magórskich, op. cit., s. 43.&#13;
&#13;
M. Czcibor Cholewa, Stroje ludowe Ziemi Sądeckiej. Rozwój stroju ludowego i jego zasięgi terytorialne, „Lud”,&#13;
1946, t. XXXVI, s.16.&#13;
12&#13;
E. Pawłowski, Nazwy miejscowe Sądecczyzny, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Kraków 1965,&#13;
s. 17.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Była dyskusja, jak siebie określać, czy mówimy Górale Nadpopradzcy, Górale Rytersko-Piwniczańscy, Górale Sądeccy, czy Górale Czarni, bo takie coś też zaczęło się pojawiać [W12_Piwniczna_M_34].&#13;
&#13;
Różne nazwy proponowane tej grupie odnoszą się odpowiednio: określenie Rytersko-Piwniczańscy – do górskich przysiółków i okolic Piwnicznej-Zdroju i Rytra, Nadpopradzcy – do rzeki Poprad i jej doliny, natomiast etnonim Górale Czarni tłumaczy&#13;
się kolorem noszonych przez tuziemców hołośni (portek) oraz guń i gurman (wierzchnich okryć). Sukno o ciemnym kolorze (czarnym bądź ciemnobrązowym) pozyskiwano&#13;
z wełny hodowanych tu czarnych owiec.&#13;
Najczęściej pojawia się nazwa Górale Nadpopradzcy. Do niej odwołuje się piwniczański zespół regionalny Dolina Popradu oraz Stowarzyszenie Górali Nadpopradzkich&#13;
powstałe w 2013 r. przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Piwnicznej-Zdroju.&#13;
Określenie to promują również publikacje prezentujące tutejszy folklor, takie jak wydane w 2011 r. Kolory Nadpopradzia. Regionalizm w Piwnicznej13 czy zbiory pieśni: Źródła&#13;
Pieśni. Górale Nadpopradzcy. Pieśni śpiewane w XIX i XX w. w Piwnicznej i okolicach14&#13;
z 2016 r. i Popradowa nuta. Górale Nadpopradzcy. Pieśni śpiewane w XIX i XX w.15 z 2018&#13;
r., zawierające ponadto zapisy obrzędów i zwyczajów (np. wesele piwniczańskie z XX w.&#13;
i wesele ryterskie) oraz widowiska prezentowane przez zespół Dolina Popradu. Należy&#13;
wymienić także leksykon autorstwa Łomnickiej-Dulak Nadpopradzka dawność. Gwara&#13;
i kultura górali z okolic Piwnicznej16 z 2018 r.&#13;
Najstarszym jednak określeniem użytym wobec mieszkańców Piwnicznej i okolic&#13;
wydaje się ostatnie, czyli Czarni Górale. Pierwszy raz pojawia się ono w słynnym Dzienniku podróży do Tatrów Seweryna Goszczyńskiego, który odróżnia w nim mieszkańców&#13;
Kamienicy, Ochotnicy i Tylmanowej (zwanych przez niego Góralami Białymi) od Górali&#13;
Czarnych. 30 kwietnia 1832 r. poeta zanotował:&#13;
W takiéj okolicy leżą Kamienica, Ochotnica i Tylmanowa, zamieszkane przez górali&#13;
zwących się białymi, dla różnicy od górali czarnych, którzy się gnieżdżą w głębszych&#13;
już górach17.&#13;
&#13;
Kongres etnograficzny, rok ‘73, po prostu zaczęto, jak to się mówi, szufladkować pewne rzeczy,&#13;
[...] zaczęto tam terminologii używać Biali Górale. No i wtedy też [Edward Grucela] wyskoczył: no jak tamci Biali, a my jesteśmy inni, no to my jesteśmy Czarni, chociażby z tego względu.&#13;
I to się zaczęło tak właśnie przyjmować: Czarni Górale. No a ktoś potem zaczął to rozszerzać,&#13;
no bo region Górale Nadpopradzcy. Jeżeli tak uznać za Górali Nadpopradzkich no to mamy&#13;
też Rusinów, mamy Łomnicanów i mamy Piwnicaków. [...] To jest obszar większy. Tak jak&#13;
podhalańscy – tak nadpopradzcy. Ale wtedy nie można powiedzieć, że nadpopradzcy to się&#13;
ubierają tak, bo to jest wiele grup [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
Sam Grucela w swoich publikacjach wskazywał, że górale z okolic Piwnicznej różnią&#13;
się od swoich sąsiadów głównie strojami (czarnym lub brązowym), co widać jeszcze na&#13;
fotografiach z początku XX w. I to właśnie z męskim odzieniem, wytworzonym z ciemnej&#13;
wełny, łączy on nazwę Czarni Górale:&#13;
Grupa górali nadpopradzkich, zwłaszcza górale piwniczańscy, byli jedyną grupą górali polskich, którzy cały strój wykonywali z czarnego (brązowego, siwego) sukna.&#13;
Najprawdopodobniej uwarunkowane było to tym, że obszar miasta Piwnicznej&#13;
w przeważającym procencie jest górzysty, zamieszkany przez górali, którzy jednocześnie byli mieszczanami18.&#13;
Regionalista w wywiadzie dla Polskiego Radia precyzuje:&#13;
Zwłaszcza portki są zrobione z czarnej wełny. A to dlatego, że cała Piwniczna to duży&#13;
region zamieszkały przez górali, którzy są mieszczanami jednocześnie. Przez strój&#13;
chcieli się odróżnić od innych górali jako górale miejscy19.&#13;
„Górale miejscy” – jak ich nazywa Grucela – to kluczowe sformułowanie charakteryzujące złożoną lokalną tożsamość. Mieszkańcy królewskiego miasta Piwniczna chętnie&#13;
bowiem odwołują się do czasów lokacji na terenach królewszczyzny i do jego założyciela&#13;
– Kazimierza Wielkiego. Istotny jest też letniskowo-kuracyjny charakter okolicy (dzięki&#13;
źródłom leczniczym wód mineralnych)20. Zawiłości lokalnych narracji mieszkaniec Piwnicznej tłumaczy w ten sposób:&#13;
Przyjęło się, że obszar góralszczyzny to jest ten obszar, gdzie jedną z podstaw utrzymania jest pasterstwo. W Piwnicznej ta góralszczyzna to się na dobrą sprawę pojawia gdzieś dopiero XVI wiek. W 1348, kiedy powstawała, o góralach nikt w Polsce&#13;
jeszcze nie słyszał. [...] Piwniczna była takim specyficznym mikroregionem przez ten&#13;
olbrzymi obszar i zróżnicowanie jakie tu panowało przyrodnicze. W centrum mieszkali ludzie, którzy zajmowali się handlem, rzemiosłem i tak dalej, i oni w tych guniach&#13;
czy hołośniach tych baranów nie paśli. Przecież ja też jestem od wieków stąd i ani&#13;
dziadek ani pradziadek ani prapradziadek ani praprapradziadek oni po prostu baranów nie chowali [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
Nadaną przez Goszczyńskiego nazwę Górale Biali podłapali regionaliści z Łącka,&#13;
a i regionaliści piwniczańscy nie pozostali obojętni wobec określenia Górale Czarni –&#13;
zwłaszcza rozumianego jako odróżnienie od łącko-kamienickich sąsiadów. Zasłużony dla&#13;
folklorystyki nadpopradzkiej Edward Grucela w pierwszej połowie lat 70. XX w. na spotkaniu folklorystycznym wprowadził to określenie w obieg. Lokalny pasjonat folkloru&#13;
i historii omawia tamte okoliczności w rozmowie:&#13;
13&#13;
&#13;
Kolory Nadpopradzia, red. M. Brylak-Załuska, Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, Piwniczna-Zdrój 2011.&#13;
&#13;
Źródła Pieśni. Górale Nadpopradzcy. Piesni śpiewane w XIX i XX w. w Piwnicznej i okolicach, Stowarzyszenie&#13;
Górali Nadpopradzkich, Piwniczna-Zdrój 2016.&#13;
&#13;
Górolami mieszczanie piwniczańscy nazywali baców, osoby zajmujące się wypasem&#13;
owiec:&#13;
&#13;
15&#13;
Popradowa nuta. Górale Nadpopradzcy. Pieśni śpiewane w XIX i XX w., red. P. Kulig, M. Kurzeja, W. Łomnicka-Dulak, D. Rzeźnik, Stowarzyszenie Górali Nadpopradzkich, Piwniczna-Zdrój 2018.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
E. Grucela, Zajęcia ludności w XIX i XX w., w: Piwniczna Zdrój. Studia i szkice z dziejów miasta 1772-1998, red.&#13;
J. Długosz, nakł. Rady Miasta i Gminy, Piwniczna-Zdrój 1998, s. 98-99.&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
19&#13;
Czarne Góralki tańczą „Pawia”, „Źródła. Polskie Radio Dwójka”, audycja z dn. 4.06.2014, https://www.polskieradio.pl/8/478/Artykul/1144251,Czarne-Goralki-tancza-Pawia, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
W. Łomnicka-Dulak, Nadpopradzka dawność. Gwara i kultura górali z okolic Piwnicznej, Małopolskie Centrum Kultury „Sokół”, Piwniczna Zdrój-Nowy Sącz 2018.&#13;
S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Wydawca B. M. Wolff, Petersburg 1853, s. 43.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
Zob. A. Kowalska-Lewicka, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, op. cit., s. 19.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
To było takie lekko zawsze jak to się mówi prześmiewcze. Myśmy ich nazywa... przezywali górolomi. Górol to było po prostu pejoratywne. A oni nas tutaj z centrum flacorzami nazywali z&#13;
kolei [...]. [Bo] tutaj cenili sobie nereczki, płucka i tym podobne rzeczy, a to są floki, nie? No, a&#13;
oni te floki to psom dawali [śmiech] [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
No cornych owiec było więcej, bo robili sukna, nie trzeba było farbować. Robili portki z tego&#13;
sukniane. I tu chodzili w tym. A teroz nie chodzą. Ino tu na Podholu, to jesce tam na jakieś&#13;
święta, ale tam zaś białe sukno. [...] Sukno było, nawet folusz tu był, downo, co to sukno tu było.&#13;
I chodzili w tym. Corny był to się nie brudził [W2_ Świniarki_M_ok.65].&#13;
&#13;
Potwierdza to powołująca się na materiały zebrane przez Grucelę Maria Brylak-Załuska, pisząc, że mieszkańcy centrum Piwnicznej traktowali ludzi osiedlonych w górskich przysiółkach „z góry”21. Mieszczańskie ambicje Piwniczan, owo napięcie między&#13;
miejskością samej Piwnicznej a wiejskim charakterem jej rozproszonych przysiółków&#13;
ujawnia się w lokalnej narracji:&#13;
&#13;
Mieszkańcy Nadpopradzia nie mieli szczęścia do zawodowych zapisywaczy i opisywaczy folkloru (etnografów). Lokalni pasjonaci historii i folkloru, regionaliści, nauczyciele i działacze społeczni podjęli to wyzwanie we własnym zakresie. Sami zaczęli dbać&#13;
o regionalną spuściznę. Odchodzące w przeszłość artefakty (przedmioty domowego&#13;
użytku, narzędzia i stroje należące do tuziemców) zaczęto gromadzić w etnograficznej&#13;
części Muzeum Regionalnego (placówką opiekuje się działające od 1978 r. Towarzystwo&#13;
Miłośników Piwnicznej). W 2015 r. powstał Słownik Jaguliny Niskif łojców mowa 23&#13;
autorstwa Krystyny Dulak-Kulej, a w 2018 r. leksykon dokumentujący gwarę tutejszych górali z opisem ich obyczajowości, Nadpopradzka dawność. Gwara i kultura górali&#13;
z okolic Piwnicznej24 – efekt wieloletniej pracy Łomnickiej-Dulak, regionalistki i poetki&#13;
piszącej w lokalnej gwarze. Jednym z pionierów w tej materii był wspominany wcześniej Grucela – piwniczański nauczyciel, muzykant, rzeźbiarz i malarz, współzałożyciel&#13;
wespół z Eugeniuszem Lebdowiczem i Mieczysławem Łomnickim (także nauczycielami) zespołu regionalnego Dolina Popradu (rok powstania: 1965). „W założeniach tego&#13;
zespołu było uratowanie ginącego folkloru tutejszego mikroregionu, który stanowił białą plamę na mapie regionalnej Małopolski”25 – wyjaśnia motywacje powstania zespołu&#13;
Grucela. Program artystyczny grupy został opracowany, podobnie jak zrekonstruowane&#13;
stroje, w oparciu o materiały zebrane w terenie przez lokalnych działaczy regionalnych&#13;
podczas wywiadów z mieszkańcami (spisane na ich podstawie obrzędy i zwyczaje, tańce,&#13;
pieśni, melodie), a także o prowadzone przez etnografkę, nowosądeczankę Aleksandrę&#13;
Szurmiak-Bogucką w latach 50. XX w. badania w ramach tzw. Akcji Zbierania Folkloru&#13;
Muzycznego (zorganizowanej pod kierunkiem Włodzimierza Poźniaka). Do programu&#13;
zespołu włączono także pisane w gwarze wiersze Łomnickiej-Dulak. Wieloletni przykład&#13;
grupy folklorystycznej dla dorosłych zaowocował zespołami dziecięcymi składającymi&#13;
się z najmłodszych mieszkańców Nadpopradzia. Są to:&#13;
• działający od 2008 roku regionalny zespół Małe Piwnicoki z Piwnicznej-Zdroju;&#13;
w skład wchodzą dzieci w wieku 6-17 lat, które oprócz regionalnego tańca uczą się też&#13;
gwary góralskiej; zespół prowadzą Piotr Maślanka i Tymoteusz Florian;&#13;
• działający od 2010 roku przy Szkole Podstawowej w Rytrze zespół regionalny Rytrzoki; uczniowie prezentują w programie zabawy dziecięce, wyliczanki, tańce i przyśpiewki wywodzące się z tradycji górali rytersko-piwniczańskich; grupą opiekują się&#13;
Renata Dudczak i Czesława Ryżak; od 2017 r. opracowaniem muzycznym zajmuje się&#13;
Piotr Kulig, który jest również kierownikiem kapeli;&#13;
• działający od 2015 r. dzięcięco-młodzieżowy zespół Bystro Kicora z Przysietnicy; założycielką i choreografką grupy jest Monika Florek.&#13;
&#13;
Myśmy sami siebie góralami nie nazywali. Myśmy byli zawsze Piwnicakami. Mieszkańcami,&#13;
obywatelami wolnego, polskiego miasta Piwnicna [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
Mieszczańska duma osób z centrum Piwnicznej, czy wręcz poczucie wyższości wobec zajmujących się wypasem owiec mieszkańców wiejskich przysiółków raz po raz pojawiały się też w innych rozmowach. Choć i mieszkańcy górskich osiedli mieli poczucie&#13;
przynależności do stanu mieszczańskiego. „Górale Czarni mieszkali nie tylko w skupisku&#13;
miejskim, ale też chałupach rozsianych po przysiółkach”22 – precyzuje Wanda Łomnicka-Dulak. Egzemplifikacją tych podwójnych historycznych źródeł, w których szuka się&#13;
kotwic tożsamościowych, i jednocześnie próbą ich pogodzenia, jest umieszczony w centrum piwniczańskiego rynku ekran fotograficzny z Kazimierzem Wielkim. Król-założyciel jest na nim zaprezentowany w towarzystwie kobiety i mężczyzny, ubranych w lokalne stroje góralskie. Władca trzyma w dłoni tabliczkę z napisem „Jestem Kazimierz&#13;
Wielki. Lokowałem to miasto w 1348 r. Od tamtej pory jest tu fajnie :)”.&#13;
Lokalny czarny strój – dziś wykorzystywany głównie w góralskich zespołach regionalnych – miał być głównym wyróżnikiem piwniczan-mieszczan:&#13;
U nas w pewnym momencie, tak jak przed wojną, to większość była czarnych owiec. Strój lokalny po prostu jako mieszczan, wyróżnikiem był ciemny kolor, więc raz, że bida, więc nabycie&#13;
gdzieś tam po prostu materiałów wyższej klasy było utrudnione, więc własnym sumptem robili&#13;
lokalnie ciemne sukno z naturalnej, czarnej wełny. [...] Ciemne [sukno] cenę miało wyższą, [...]&#13;
czyli za ten sam postaw sukna dostawało się po prostu więcej kasy. No i na własne potrzeby, bo&#13;
mówię: honorem było, żeby się ubierać w ciemne ten... całkowicie [W13_Piwniczna_M_60].&#13;
&#13;
O ciemnym suknie wyrabianym z wełny hodowanych tu czarnych owiec mówili&#13;
w wywiadach rozmówcy z górskich przysiółków Piwnicznej. Jeden z nich łączy je z nazwą regionalną Czarni Górale:&#13;
&#13;
Folusz to był w Kosarzyskach, wyrabiali sukno, ale corne sukno wyrabiali tu na terenie Piwnicznej, corne sukno. I z tego powodu my są nazywani Corne Górole. Bo tu się wyrabiało corne sukno. A zakopiańcy to biołe sukno [W1_Podbukowiec_M_ok.75].&#13;
&#13;
23&#13;
21&#13;
&#13;
M. Brylak-Załuska, Z etnografii Górali Piwniczańskich. Wybrane zagadnienia z kultury materialnej, w: Kolory&#13;
Nadpopradzia, op. cit., s. 12.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
W. Łomnicka-Dułak, Czarni Górale z Piwnicznej, op. cit., s. 103.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
K. Dulak-Kulej, Słownik Jaguliny Niskif łojców mowa, Towarzystwo Miłośników Piwnicznej, Piwniczna-Zdrój&#13;
2015.&#13;
24&#13;
&#13;
W. Łomnicka-Dulak, Nadpopradzka dawność, op. cit.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
E. Grucela, Działalność w orkiestrach i zespołach artystycznych, w: Kolory Nadpopradzia, op. cit., s. 197-198.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
O pamięć dotyczącą kultury ludowej i pasterskiej, a także o „budowanie świadomości kulturowej nowych pokoleń” oraz „zachowanie tożsamości kulturowej mieszkańców&#13;
w odniesieniu do współczesności”, zgodnie ze swoimi założeniami dba działające od 2010&#13;
r. Stowarzyszenie Górale Karpat z siedzibą w Łomnicy-Zdroju26. W zapisanych w statucie priorytetach, obok tradycji oraz kultury góralskiej, turystyki i rozwoju społeczności lokalnych, wymieniają takie obszary działalności jak ekologia i ochrona środowiska.&#13;
Swoją aktywność skupili wokół powrotu do pasterstwa. Zaczęli organizować tematyczne&#13;
imprezy folklorystyczne, zwołali konferencję dotyczącą hodowli owiec oraz zrobili szkolenie dla baców, a przede wszystkim sprowadzili w okolice Piwnicznej i Łomnicy czarne&#13;
cakle – właśnie na tym postanowiono (od)budować poczucie związku z regionem.&#13;
&#13;
3. Owce w Dolinie Popradu&#13;
�����+LVWRULD�L�SDPLÛÉ��KRGRZOD�GDZQLHM�L�G]Lě&#13;
Hodowla owiec, oprócz uprawy niezbyt urodzajnej ziemi, była podstawą utrzymania&#13;
mieszkańców obszaru Beskidu Sądeckiego oraz stanowiła ważną gałąź gospodarki na&#13;
tych terenach. Na przełomie XIX i XX w., do okresu po II wojnie światowej w stadach&#13;
wypasanych w paśmie Jaworzyny Krynickiej i wschodniej części Pasma Radziejowej dominowały owce o ciemnym (czarnym) runie27. Zmianę przyniosła polityka powojenna:&#13;
wysiedlenie Łemków z Beskidu Sądeckiego wskutek akcji „Wisła” w 1947 r. Opuszczone&#13;
pastwiska oddano bacom z Podhala, powstały wówczas duże szałasy z wypasem białych&#13;
owiec, zmienił się też rynek zbytu. Czarne owce stopniowo zaczęły być wypierane przez&#13;
białe. Rozmówcy, powołując się na ten fragment historii, tłumaczą powrót czarnych&#13;
owiec w Dolinie Popradu. Łączą ich obecność na halach z zapotrzebowaniem na strój&#13;
regionalny:&#13;
Zanikał strój Czarnych Górali, więc te owce nie miały racji bytu. Górale z Podhala przyjeżdżali&#13;
tu na wypas, Wierchomla, a ponieważ oni mieli białe owce... [...]. A później w latach dziewięćdziesiątych, dwutysięcznych znowu wrócił do łask strój Czarnych Górali. A nie było z czego,&#13;
więc automatycznie trzeba było te czarne owce nabywać... I teraz jest nawrót do tych czarnych&#13;
owiec [...] [W7_Wierchomla_M_55].&#13;
&#13;
Owce – jak podaje Brylak-Załuska – hodowano dawniej głównie, by pozyskać mleko, które przerabiano na podpuszczkowe – klagane – sery (bundz i bryndzę) i żętycę.&#13;
Innym ważnym surowcem były także wełna, futra baranie i skóry – tradycyjne materiały&#13;
na sukna odzieżowe własnej roboty i kożuchy28. Wypasane i koszarowane na łąkach kośnych, bądź na prywatnych pastwiskach (np. ugorowanych użytkach rolnych) lub terenach pod lasem, owce dostarczały też naturalnego nawozu. Jednak już w latach 80. XX&#13;
w. Anna Kowalska-Lewicka na podstawie swoich badań realizowanych na tych terenach&#13;
26&#13;
&#13;
Stowarzyszenie Górale Karpat, https://www.goralekarpat.pl/ludzie, dostęp on-line: 15.10.2019.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
Zob. Z. Śliwa, Hodowla owiec, Wyższa Szkoła Rolnicza w Poznaniu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe,&#13;
Łódź-Poznań 1957.&#13;
28&#13;
&#13;
M. Brylak-Załuska, Z etnografii Górali Piwniczańskich, op.cit., s. 22.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
w latach 60. XX w. zanotowała zmiany, jakie dotykały pasterstwo. Kryzys przełomu ustrojowego w 1989 r. dopełnił proces załamywania się tradycyjnej gospodarki pasterskiej.&#13;
Hodowla owiec – zgodnie twierdzą rozmówcy – to niełatwy kawałek chleba. Dzisiejsi&#13;
hodowcy narzekają na stosunkowo niewielki popyt na jagnięcinę i skarżą się, że w aktualnym stanie rynku zbytu skóra i wełna owcza to odpad (opłata za strzyżenie owiec przekracza cenę skupu wełny). Przeważa opinia, że działalność ta jest wątpliwie opłacalna,&#13;
za to wymagająca i angażująca, potrzebna jest wiedza i doświadczenie oraz dużo czasu&#13;
i ciężkiej pracy, dlatego brakuje chętnych do podjęcia czy kontynuowania wypasu. Większość rozmówców hodowała lub hoduje owce na własny użytek:&#13;
W moim przypadku najbardziej to moje hobby już teraz. Lubię to i się mi dobrze po&#13;
prostu zajmować tym, a tak jako tako konkretnych zysków z tego nie ma. Ktoś jak&#13;
ma dużo więcej, no to tam troszkę z tej dotacji, z tego wszystkiego, no to jest tam parę&#13;
groszy. Mówi się: jedno drugie wykarmi, nie? Wyjdzie się na zero. A przy mniejszych&#13;
ilościach no to raczej trzeba dołożyć jeszcze do tego [W5_Wierchomla_M_ok. 50].&#13;
Ponadto gospodarka i jej ekonomia rządzą się swoimi prawami – liczy się dochodowość rasy, a nie jej kolor czy sentyment związany z przeszłością. Owce w dużych ilościach hoduje się głównie na mleko i mięso, a pod tym względem starą, rodzimą owcę&#13;
górską odmiany czarnej prześcigają inne rasy.&#13;
Zmiany gospodarcze w obrębie pasterstwa mają odbicie w żartobliwym przeformułowaniu popularnego przysłowia „Kto ma owce, ten ma co chce” na „Kto ma owce, ten&#13;
jest baran”. Jednocześnie pamięć o dawnej hodowli, podtrzymywanie wypasu mimo niesprzyjających warunków ekonomicznych oraz zamiłowanie do pasterstwa traktowane&#13;
jest przez rozmówców jako budowanie tradycji:&#13;
Może buduje się teraz ta tradycja, tak mi się wydaje. Że po prostu kiedyś to było normalne,&#13;
przy gospodarce po prostu były owce, a teraz buduje się tradycję i tworzy się to zamiłowanie, ta&#13;
pamięć, to kultywowanie zawodu hodowcy [W3_Piwniczna_K_32].&#13;
&#13;
Istotnie, o zamiłowaniu, hobby czy pasji mówiła większość hodowców i baców. Powtarzały się zdania: „Teraz pasają pasjonaci”, „To zwyczajnie umiłowanie tych zwierząt”,&#13;
„To trzeba mieć zamiłowanie do tego”, „To mnie cieszy po prostu”.&#13;
Mnie tak gdzieś od dziecka ciągło do tych owiec. Dziadek tam miał, ojciec też tam miał trochę&#13;
po 5, nieraz 10 było najwięcej, ale to nikt nie bacował, ani też, żeby gdzieś po bacówkach gonić. Gdzieś takie zamiłowanie od małego było do tego [śmiech]. W 2000 r. miałem dwie, dwa&#13;
jagniątka żem kupił. [...] Czemu owce? Nie wiem... Lubię owce i tak czasem mi się po nocach&#13;
śniły te owce. Nie wiem, siła wyższa [śmiech] [W18_Rytro_M_35].&#13;
&#13;
Bez względu na pojawiające się trudności związane z dyrektywami unijnymi, wygrywa pasja:&#13;
Zamiłowanie do owiec było od dzieciństwa. Wujkowie moi bacowali, paśli i tak trwa tradycja.&#13;
Ja pomagałem wujkowi na bacówce za młodych lat. [...] [Nasze bacowanie] w latach dwutysięcznych się zaczęło, ale wcześniej były inne wymogi. Jak żeśmy weszli do tej Unii [Europejskiej], to się zaczęło, te wszystkie kontrole, inspekcje, sanepidy. Na początku to było dobrze,&#13;
a teraz to trzeba robić badanie wody, mleka. A to wszystko kosztuje. Chcieliśmy rezygnować,&#13;
ale to ciągnie tak, jak pijaka do wódki [W15_bacówka_M_ok. 60].&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Motywacje hodowców podobnie oceniają osoby spoza „branży” owczarskiej:&#13;
Mamy tu przykład tych hodowców, jak widzisz, każdy jeden powie ci, że robi to z zamiłowania,&#13;
bo tylko to go trzyma przy tej gospodarce. [...] Jeśli przestaną [hodować owce], to raczej przez&#13;
brak wsparcia od państwa. Mi się wydaje, że to jest zapomniana strefa, nie ma osoby wyżej,&#13;
która mogłaby uratować te małe gospodarstwa przed zanikiem [W3_Piwniczna_K_32].&#13;
Łomnica to jest taka miejscowość, że się te owce ma nie po to, żeby przynosiły dochód, bo&#13;
one nie przynoszą dochodu, po prostu z czystej satysfakcji, ci ludzie po prostu chcą mieć&#13;
owce, żeby były. To jest wielka miłość do tego zwierzęcia. Można powiedzieć, że w jakiś sposób genetycznie ukształtowana, bo to nie jest w żaden sposób, można powiedzieć, racjonalne&#13;
[W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
W 1980 r. Kowalska-Lewicka notuje: „W ostatnich kilku latach powstał popyt na skóry owcze, związany z ogólnopolską (i europejską) modą na kożuchy. Ceny za owce skoczyły do niespotykanej dotąd wysokości, co stało się powodem ponownego powiększenia pogłowia tych zwierząt”29. Dzisiaj wzrasta popyt z innych powodów: turystyki, pasji,&#13;
działań animacyjnych. Wyraźna jest zmiana stosunku do tych zwierząt. Ważna staje się&#13;
sama ich obecność na halach. Hodowcy żartobliwie nazywają owce „żywymi kosiarkami”, wskazując, że wypas jest koniecznością, by zachować polany. Owce, hamując wzrost&#13;
traw, pośrednio „wspomagają” turystykę, „dbają” o utrzymanie atrakcyjnych krajobrazów. Podkreśla się również ich antystresowe i relaksacyjne właściwości:&#13;
Jak se staniesz przy takich owcach, jak się rozpasą, ten dzwonek tam słychać, to też się idzie&#13;
odstresować. Jesteś przy tym, można powiedzieć, że rodzi ci się na rękach takie jagnię, gdzieś&#13;
to cosik takiego w człow. jest, że później się jakoś do tego człowiek przywiązuje, chce się o to&#13;
zadbać, myśli się, jak to poobrabiać. [W12_Piwniczna_M_34]&#13;
No lubię też, tak jak słonko świeci, to wyjdę, sięde se na miedzy, posłucham, jak dzwonki grają.&#13;
No bardziej mnie to cieszy, niż iść gdzie indziej po wsi i się plątać [W5_Wierchomla_M_ok. 50].&#13;
&#13;
Ten potencjał wełnianych zwierzątek zauważa prezeska Stowarzyszenia Górale Karpat Monika Florek: „Mogłyby służyć jako terapia dla ludzi z miast, z korporacji, dla kogoś, kto pracuje w ciągłym biegu”30. Istotnie, owce wzbudzają sympatię i podobnie jak&#13;
lamy i alpaki – ich wełniste odpowiedniki z Ameryki Południowej – mają swoich wiernych fanów w Sieci. Także kraje, w których jest więcej owiec niż ludzi, takie jak Nowa&#13;
Zelandia, Australia, Islandia czy Irlandia – są bardzo modnymi kierunkami turystycznymi, a produkty z wełny są popularnymi pamiątkami (jak np. islandzkie swetry). Sama&#13;
obecność owiec w krajobrazie staje się najważniejszym celem ich hodowli, pasie się je dla&#13;
ozdoby w ogródkach i na plantach:&#13;
W naszym przypadku [owce] hoduje się na mleko. Jedni hodują se dla ozdoby, to takie mniejsze, po pięć, po sześć to tak se do ogródków [żeby wypaść], cieszą się. A niektórzy no to tak,&#13;
jak mówię, są te owce zarodowe, te licencjonowane, co to te dotacje są [W18_Rytro_M_35].&#13;
29&#13;
&#13;
A. Kowalska-Lewicka, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, op. cit., s. 29.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
Czarne, z biskupką na głowie, agresywne i chowają się po krzakach. A rządzą góralami, z Moniką Florek rozmawia Monika Chrobak, „Tygodnik TVP” 29.09.2019, https://tygodnik.tvp.pl/41851925/czarne-z-biskupka-na-glowie-agresywne-i-chowaja-sie-po-krzakach-a-rzadza-goralami, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
[...] ja często sobie hoduję, bo wezmę sobie takie małe jagniątka, nakarmię je butelką, one mi&#13;
podrosną, potem mieszkają tutaj no i wyrosną. Często się pasały tutaj po plantach, ludzie sobie&#13;
zdjęcia robili. A były tak wyszkolone, że jak gwizdnęłam, to pralkę chciały rozwalić tak biegły&#13;
[W21_Piwniczna_K_?].&#13;
&#13;
�����3RZUµW�F]DUQHM�RZF\&#13;
Mimo długoletnich tradycji pasterskich na terenach Piwnicznej i okolic, do 2012 r.&#13;
w gminie nie organizowano świąt o tej tematyce, a w zamian odbywały się tu dożynki.&#13;
Na tę osobliwą lukę w kalendarzu świątecznym zwrócił uwagę lokalny etnolog, Piotr Kulig, czym zainspirował Monikę Florek i Urszulę Lis (członkinie Stowarzyszenia Górale&#13;
Karpat) do zorganizowania w Łomnicy-Zdroju pierwszego Śtrytu u nadpopradzkich pastyrzy. Wydarzenie powtarzano potem w różnych odsłonach: w sierpniu 2013 r. (Łomnica-Zdrój), w 2015 r. na św. Mikołaja, patrona owczarzy i wilków (Piwniczna-Zdrój),&#13;
w czerwcu 2016 r. (Święto Karpat, Obidza i Piwniczna-Zdrój). „Po tym pierwszym święcie weszłyśmy w temat pasterstwa i zrobiłyśmy konferencję” – mówi Monika Florek. Szeroki zakres działań okołopasterskich organizowanych przez stowarzyszenie obejmował&#13;
także zwołaną w 2013 r. konferencję pn. Pasterstwo szansą Sądecczyzny. Budowanie przewagi gospodarczej i turystycznej regionu oraz kurs bacowski zorganizowany w 2015 r. dla&#13;
mieszkańców Piwnicznej-Zdroju i okolic.&#13;
Do zainicjowania i zrealizowania akcji powrotu czarnej owcy nad Poprad zainspirowała lokalnych działaczy nazwa Czarni Górale:&#13;
Piotrek Maślanka wpadł na pomysł, bo tam była kwestia nazwy czarna owca itd., a on mówi,&#13;
to może byśmy po prostu zrobili tę akcję powrotu czarnych owiec, żebyśmy zainicjowali, kupili te owce i spróbowali je tutaj przywrócić. To od razu podchwyciłam, bo czułam, że to jest&#13;
marketingowo genialny pomysł. To jest coś, co wyróżnia tych Górali Nadpopradzkich [...]&#13;
[W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
W 2014 roku około pięćdziesięciu owiec (licencjonowanej rasy owcy górskiej odmiany barwnej), umieszczono w trzech stadach (w okolicach Łomnicy-Zdroju, Piwnicznej-Zdroju i Wierchomli). Do dzisiaj stadka czarnych cakli objętych Programem Ochrony&#13;
Zasobów Genetycznych hodują Tadeusz Maślanka z przysiółka Łomnickie, Tadeusz Jan&#13;
Fiedor przy bacówce na Zabaniach (na granicy Łomnicy i Piwnicznej) oraz Jan Zieliński&#13;
z Wierchomli. Oprócz tego niewielkie stadko czarnych owiec posiada na Obidzy Wioletta Cisak. Stanisław Żywczak przy bacówce nad Majerzanką wypasa stado mieszane (owce&#13;
czarne i białe). Kilka sztuk czarnych cakli znajdziemy również w Rytrze u bacy Józefa&#13;
Buczka, w Łomnicy u bacy Włodzimierza Szwali, na Jarzębakach u Krzysztofa Fiedora&#13;
jak również u kilku innych gazdów z Łomnicy i Wierchomli. Natomiast w Kokuszce, tuż&#13;
przy wyciągu narciarskim, pasą się czarne wrzosówki należące do Wojciecha Długosza,&#13;
również objęte programem.&#13;
Celem projektu było zachowanie kultury nadpopradzkiej oraz promocja regionu,&#13;
a także wyraźne wyodrębnienie swojej grupy etnograficznej przez łatwo rozpoznawalny&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
akcent. Jak argumentowano: „Nie mamy tutaj przemysłu, więc żyjemy z turystyki i wyróżniamy się tymi czarnymi owcami na tle innych góralskich regionów”31. Porównanie&#13;
z Góralami Białymi, którzy mają swój wypromowany produkt lokalny, jakim jest jabłko,&#13;
służyło za bodziec do wykreowania własnego. Na tej zasadzie wykoncypowano czarną&#13;
owcę:&#13;
Każdy region powinien mieć coś, co go wyróżnia z poszczególnych innych. Łącko to oni mają&#13;
to swoje jabłko, mają swoją śliwowicę, a my mamy swoją czarną owcę. Mam nadzieję, że w&#13;
niedługim czasie, jeżeli pan na przykład pójdzie na rynek w Krakowie i zobaczy pan czarną&#13;
owcę, no to wszyscy będą wiedzieć, że ta czarna owca jest właśnie tutaj stąd, z Doliny Popradu,&#13;
z Pasma Jaworzyny Krynickiej. Będziemy mieć taki swój produkt lokalny – od małego gadżetu,&#13;
aż po chodzące stada po halach, będą czarne właśnie. A to, że to się źle kojarzy, że czarna owca&#13;
jest taka, no trudno, jest właśnie wyjątkowa [Monika Florek, wypowiedź dla Radia Kraków]32.&#13;
&#13;
Spotyka się to z akceptacją mieszkańców: „Czarne owce powinny stać się marką regionu, wykorzystywaną w celach turystycznych” [W9_Łomnica_K_23]. Tym bardziej, że&#13;
z ekonomicznego punktu widzenia chowanie tej odmiany, zdaniem hodowców, jest nieopłacalne. Jako ratujący czynnik wszyscy wskazują dopłaty unijne, bądź te z Instytutu Zootechniki z Krakowa przekazywane za pośrednictwem Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz wspierające stada zachowawcze owcy górskiej. Większość rozmówców&#13;
hoduje owce na własny użytek i najczęściej są to owce białe: mięsne i mleczne. Znaczenie&#13;
gospodarcze hodowli czarnych cakli jest w zasadzie znikome, jej podstawowym celem&#13;
jest uatrakcyjnienie regionu. Następuje więc przesunięcie znaczenia hodowli i samych&#13;
czarnych owiec w gospodarce. Współcześnie zwierzęta te stają się niejako znakiem rozpoznawczym regionu, który wykorzystuje się jako motyw np. na gobelinach tkanych&#13;
przez lokalne artystki. Z czarnej wełny dzierga się tradycyjne rękawice furmańskie sprzedawane na targach sztuki ludowej, czarne owieczki pojawiają się na modnych torbach&#13;
lnianych, kubkach, poduszkach i breloczkach, choć jak zauważa mieszkanka Piwnicznej:&#13;
„Nie ma jednego znaku wyszczególnionego. Może kiedyś się wyklaruje, bo to tak naprawdę dopiero początki są” [W3_Piwniczna_K_32]. Trzy owce, w tym jedna czarna, pojawiają się w logo Hotelu Piwniczna oraz należącej do jego kompleksu restauracji Czarna&#13;
Owca. Miejsce luźno nawiązuje do folkloru Górali Nadpopradzkich, czerpie inspiracje&#13;
także z łemkowskiej spuścizny kulturowej tych terenów. Czarna owca pojawia się na plakatach reklamujących cykliczne imprezy, takie jak Festiwal Jagnięciny tudzież Festiwal&#13;
Czarnej Owcy oraz Pasterska Akademia Kulinarna33, których głównym celem jest przekazanie młodemu pokoleniu rodzimej tradycji pasterskiej. W planie wydarzeń znajdują się&#13;
pokazy aktywności (technik i tradycji) związanych z hodowlą i wypasem owiec (strzyża,&#13;
narzędzia i instrumenty pasterskie), konkurs na najładniejszą owcę oraz konkurs gry na&#13;
instrumentach pasterskich Na Pasterską Nutę. Zagrody z czarnymi owcami oraz pokazy&#13;
31&#13;
&#13;
Czarne, z biskupką na głowie, op. cit.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
Czarne owce znów będą częścią sądeckiego krajobrazu, Radio Kraków, 9.06.2014 r., https://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/nowy-sacz/czarne-owce-znow-beda-czescia-sadeckiego-krajobrazu, dostęp on-line:&#13;
15.10.2019.&#13;
33&#13;
Szlak Kultury Wołoskiej, zaproszenie na Festiwal Czarnej Owcy i Pasterską Akademię Kulinarną do Piwnicznej-Zdroju, https://szlakwoloski.eu/wydarzenia/zapraszamy_na_festiwal_czarnej_owcy_i_pasterska_akademie_kulinarna_do_piwnicznej_zdroju, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
pracy pasterskiej podczas takich imprez regionalnych są atrakcją turystyczną. W ramach&#13;
rozmaitych projektów (np. Szlak kultury wołoskiej) powstały też wiaty i bacówki edukacyjne (Łomnickie, Rytro, Kokuszka) oraz interaktywna wystawa instrumentów pasterskich (Instrumenty ludowe Karpat, M-GOK w Piwnicznej-Zdroju). Można uznać, że jest&#13;
to przejście od lokalnej kultury do turystycznego produktu kulturowego34. Działania takie jak pokazy rzemiosł, warsztaty plecionkarstwa, wszelkie rekonstrukcje etnograficzne&#13;
żniw czy redyku bazują na potrzebie poznawania historii zmysłowo35. Redyki stały się&#13;
turystyczną atrakcją. Jeden z rozmówców tłumaczy:&#13;
B: Czy te dni wyjścia owiec na hale i ich zejścia na jesień są bardziej uroczyste?&#13;
R: Raczej nie. Teraz jest to bardziej w modzie po prostu, takie otwarcia wypasu całe bardziej&#13;
teraz są pod publiczność robione. Teraz chcemy przywrócić to, żeby się w ogóle ludzie zainteresowali tym. Ale dawniej tego nie było. Zszedł jeden, drugi, przekazał, że idziemy. Nawet&#13;
telefonów nie było. Szedł od Piwnicznej baca przez wsie do góry, przez Łomnicę, przez Wierchomlę i brał je [owce] wszystkie. Wcześniej było policzone, co, ile ma, jak i gdzie i w ten a ten&#13;
dzień szedł i zbierał. [...] Jest nawet takie święto, organizowane było na Jaworkach, ale to takie&#13;
pokazowe było, że tam schodzą górale, pokaz strzyżenia [W7_Wierchomla_M_55].&#13;
&#13;
Obok wspomnianego redyku, w podobnym charakterze (choć wyłączając element&#13;
ściśle religijny) organizuje się pasterki nawiązujące do tradycji góralskich i pasterskich&#13;
przy udziale członków zespołu Dolina Popradu, którzy w strojach góralskich asystują&#13;
podczas liturgii, a także związane z okresem okołobożonarodzeniowym Kolędowanie&#13;
Małemu Bacy, czyli koncerty kolęd i pastorałek w wykonaniu piwniczańskich zespołów&#13;
regionalnych oraz orkiestr i kapel w kościele pw. Narodzenia NMP w Piwnicznej-Zdroju:&#13;
W każdą niedzielę jeszcze po Bożym Narodzeniu mamy takie Kolędowanie Małemu Bacy&#13;
i wtedy w kościele są koncerty kolęd, a kończymy je w górach, w ostatnią niedzielę stycznia.&#13;
Jest też takie kolędowanie, msza, ognisko w górach na Jaworzynie Kokuszczańskiej, to jest 969&#13;
metrów nad poziomem morza. Tam jest taki ewenement, jeśli chodzi o góry Polskie i nie wiem,&#13;
w Polsce to nigdzie nie widziałem, że jest grota, gdzie jest przedstawione Boże Narodzenie&#13;
[W8_Piwniczna_M_52].&#13;
&#13;
Wszystkie te działania odpowiadają na wyobrażenia przyjezdnych o góralszczyźnie:&#13;
Szczególnie z góralami to się kojarzy Boże Narodzenie i ten okres cały. I ludzie idąc do kościoła&#13;
w cały ten czas, czy przyjeżdżając gdzieś z daleka, z jakichś miast, liczą na to, że będzie element&#13;
góralski, nad tym właśnie żeśmy tutaj pracowali [W8_Piwniczna_M_52].&#13;
&#13;
Projekt Czarna owca, którego celem było przywrócenie wypasu tej rasy na hale Popradzkiego Parku Krajobrazowego, jest osobliwą etnograficzną rekonstrukcją sięgającą&#13;
w głąb folkloru – a właściwie w przed-folklor, do tego, co zwyczajowo uznaje się za źródło kultury góralskiej, czyli pasterstwo. Współtwórczyni akcji, Monika Florek, tłumacząc&#13;
przedsięwzięte działania, odnosi się do łacińskiego źródłosłowu kultury, czyli cultus agri&#13;
(„uprawa roli”) – kultury rolnej. Wychodzi z założenia, że regionalizm to konglomerat&#13;
kultury, tradycji i terytorium (krajobraz i jego specyfika), dlatego tak podkreśla zakorzenienie lokalnej kultury w konkretnym, określonym kontekście:&#13;
34&#13;
&#13;
Zob. J. Mokras-Grabowska, Możliwości rozwoju turystyki kulturowej obszarów wiejskich w Polsce,&#13;
„Turystyka Kulturowa”, 2009, nr 1, s. 16.&#13;
35&#13;
&#13;
Zob. A. Szpociński, O współczesnej kulturze historycznej Polaków, w: Przemiany pamięci społecznej&#13;
a teoria kultury, red. B. Korzeniowski, Instytut Zachodni, Poznań 2007, s. 25-42.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Dla mnie tradycję zawsze trzeba rozumieć w kontekście danego środowiska, w którym się&#13;
znajdujemy. [...] Sposób bytowania górala jest to żywot pastersko-rolny, im dalej w przeszłość&#13;
tym więcej tego pasterzowania. Patrzenie na tradycję zawsze jest tworzeniem pewnego mikrokosmosu ograniczonego do przyrody, w której się żyje. I dla mnie ta tradycja wyrasta bezpośrednio z tego, co mnie otacza [W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
Omawiany projekt to funkcjonalna kulturowa całość – jego założeniem było bowiem&#13;
zaangażowanie nie tylko hodowców owiec i baców, lecz także działaczy regionalnych,&#13;
pracowników kultury, lokalnych inwestorów i hotelarzy oraz mieszkańców miasta Piwniczna-Zdrój, co niewątpliwie przyczynia się do integracji miejscowej społeczności:&#13;
Zaproponowałam coś takiego, żeby zbierać pieniądze od ludzi, zrobić taki bank owczy&#13;
i żeby za te pieniążki kupić owce. Wiola [Cisak] się tym zajęła, pozbierała od ludzi. Te pierwsze&#13;
owce kupili mieszczanie Piwniczańscy i ludzie, którzy tutaj przyszli z zewnątrz. Ludzie zainwestowali w ciemno. Wymyśliliśmy to w ten sposób, że oni kupują i potem będą mogli sobie&#13;
odebrać tę owieczkę, jak by chcieli, a jak nie, to baca, jeśli dostał dziesięć owieczek, to był zobowiązany dziesięć owieczek dać następnym [W11_Łomnica_K_44].&#13;
&#13;
Zwieńczeniem promocji regionu Górali Nadpopradzkich realizowanej przez Stowarzyszenie Górale Karpat jest utwór pt. Dalej jazda Panie Gazda i promujący go teledysk&#13;
(nagrany w Starym Sączu, Rytrze, Piwnicznej-Zdroju i Wierchomli), do którego muzykę&#13;
napisał Czesław Mozil, a tekst – Michał Zabłocki36. Śpiewana przez popularnego artystę z udziałem piwniczańskich i ryterskich dziecięcych grup folklorystycznych piosenka&#13;
opowiada o charakterze i działaniach Górali znad Popradu – skromnych i nienarzucających się, ale za to wiernych swojej bogatej tradycji. W teledysku pojawiają się poprzebierane w stroje regionalne dzieci oraz – a jakże – (między innymi) czarne owce.&#13;
Summa summarum pasąca się na halach czarna owca jest zatem pretekstem do opowiadania historii tutejszych ludzi. Wokół niej buduje się tożsamość regionalną i kreuje&#13;
współczesny wizerunek Górali Nadpopradzkich. Jeden z pomysłodawców projektu tłumaczy:&#13;
Zaczęliśmy to propagować, jakiś filmik z zakupu, jakieś inne tematy – udział w imprezach, zagroda z owcami, żeby opowiadać o tym, żeby ta czarna owca zaczęła funkcjonować w regionie.&#13;
Żeby do tych Czarnych Górali, którzy dobrze się mieli z tą nazwą i byli w miarę rozpoznawalni – dołączyła czarna owca i żeby to połączyć jedno z drugim. Żeby robić głośno o regionie&#13;
[W12_Piwniczna_M_34]37.&#13;
&#13;
Zamierzenia działaczy odnoszą skutek:&#13;
Jeżeli chodzi o hodowlę czarnej owcy, to [ludzie] załapują i podchwytują. [...] Ci ludzie zaczynają się przyznawać do tej tożsamości kulturowej. Ta owca, ten cały pomysł przywrócenia tutaj&#13;
hodowli czarnej owcy, to dzięki temu zaczyna się też odradzać ta tożsamość kulturowa ludzi,&#13;
którzy tu mieszkają. Oni mówią wtenczas o sobie, że właśnie u nich były czarne owce itd. Jest&#13;
taka afirmacja tego owczarstwa w tym wydaniu [W11_Łomnica_K_44].&#13;
36&#13;
&#13;
Czesław Mozil &amp; Górale Nadpopradzcy, Dalej jazda Panie Gazda, https://www.youtube.com/watch?v=DCo2pDiEXPw, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
Materiały promocyjne, o których mówi rozmówca to m.in. Czarne owce wracają nad Poprad, Telewizja Beskid, https://www.youtube.com/watch?v=dsiDhNYavZs, dostęp on-line: 15.10.2019 oraz Powrót Czarnej Owcy&#13;
w dolinę Popradu, Sądeczanin TV, https://www.youtube.com/watch?v=jZ7Jlh7uwWs, dostęp 15.10.2019.&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Diagnoza organizatorki sprawdza się w rozmowach z mieszkańcami: „Nie ma Czarnego Górala&#13;
bez czarnej owcy”, „czarna owca jest dowodem na istnienie Czarnych Górali” – deklarują.&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH&#13;
Analizując przypadek Górali Czarnych, nie sposób nie przywołać koncepcji autorefleksyjności kulturowej. Jak wskazuje Arjun Appadurai – „przeszłość grupy [...] przekształca&#13;
się w coraz większym stopniu w zasób muzealny i wystawowy eksponat”, zaś kultura staje&#13;
się „przestrzenią świadomego wyboru, uzasadnienia i demonstracji, często przed liczną&#13;
i rozproszoną przestrzennie publicznością, niż habitusem”38, a więc staje się regionalną&#13;
autoprezentacją. Tradycja jakiejś grupy czy ludu to – jak dodaje Janusz Barański – „nie&#13;
treść zapisana w jakiejś omszałej książce, lecz żywe tu i teraz, ważne dla tejże grupy na&#13;
obecnym etapie jej historycznego kształtowania się [...]. Tradycja zatem to nie wyłącznie&#13;
dochodzące z praw., niczym niezaburzone starcze głosy naszych przodków, lecz także&#13;
głosy zaadaptowane do współczesności, czasem z udziałem obcych [...]”39.&#13;
Na podstawie ewolucji hodowli czarnych owiec możemy prześledzić zmiany, jakie&#13;
zachodzą w społecznościach posttradycyjnych. Pasterstwo przechodzi z pola gospodarki&#13;
na pole turystyki kulturowej. Innym obrazowym przykładem z Piwnicznej jest przerobienie dawnego folusza na gościniec. Podobnie jak budynek dawnego skupu mleka na&#13;
Jaworkach, w którym teraz są miejsca noclegowe. Bacówką nazywa się chatkę studencką&#13;
– schronisko nad Wierchomlą oraz schronisko z restauracją na Obidzy. Dawny skup wełny przebranżowił się na przedsiębiorstwo zajmujące się sprzedażą m.in. saun i kosiarek.&#13;
Ostatni „knop” (czyli gwarowo tkacz) maszynę tkacką przechowuje już tylko w sentymencie po ojcu i rozważa oddanie jej do muzeum. Zwycięża kwestia edukacyjna, turystyczna i rekreacyjna:&#13;
Ja się zastanawiałem nad taką typową rzeczą edukacyjną – jako opcję spędzania wolnego czasu&#13;
w Piwnicznej wizyta w zagrodzie edukacyjnej czarnych owiec, z pokazem strzyży, przędzenia,&#13;
w ogóle z opisem rasy, połączone z regionalizmem, z prezentacją instrumentów pasterskich.&#13;
Żeby to po prostu spiąć razem jako produkt turystyczny [W12_Piwniczna_M_34].&#13;
&#13;
Rewitalizacja pasterstwa to zdaniem Ewy Kocój nie tylko podejmowanie działań mających na celu ożywienie samej hodowli owiec, to także „nadanie mu nowych znaczeń,&#13;
wprowadzenie nowych atrybutów i artefaktów”40. Powodem nadpopradzkiej rewitalizacji jest głównie konsolidacja grupy społecznej wokół wspólnego znaku: czarnej owcy.&#13;
Ważne są kwestie tożsamościowe, aktywizowanie kulturowe i turystyczne regionu oraz&#13;
nadanie wypasowi owiec nowego znaczenia i funkcji – czyli ochrona krajobrazu górskiego i jego walor kulturowy. Mówi się też o terapeutycznym charakterze kontaktu ze&#13;
38&#13;
&#13;
A. Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, tł. Zbigniew Pucek, Universitas, Kraków 2005, s. 68. Zob. też: Janusz Barański, Góralszczyzna i pamięć, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2013,&#13;
nr 1, s. 38-44.&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
J. Barański, Góralszczyzna i pamięć, op. cit.., s. 41.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
Ewa Kocój, Powroty do tematów pasterskich. Zwyczaje i wierzenia związane z rozpoczęciem sezonu pasterskiego na pograniczu polsko-słowackim w XXI w., „Etnografia Polska”, 2018, t. LXII, z. 1-2, s. 87.&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zwierzętami. To także turystyka była bodźcem pomysłu powrotu czarnej owcy w Dolinę&#13;
Popradu. Zwłaszcza turystyka kulturowa, przyciągająca ciekawskich podróżników dziedzictwem kulturowym danego regionu jako atrakcją turystyczną.&#13;
Tradycja i dziedzictwo pełnią niepoślednią rolę w budowaniu więzi społecznych, ale&#13;
i tożsamości poszczególnych grup. W społeczeństwie posttradycyjnym są one jednak&#13;
poddawane refleksji, stając się przedmiotem kreacji. Wzmacniają to podejście zmiany&#13;
w życiu społecznym, w którym codzienne działania są odrywane od tradycji41. Zainicjowaną przez Monikę Florek i Piotra Maślankę reintrodukcję czarnych owiec w Dolinie&#13;
Popradu nie sposób uznać za t r w a n i e przy tradycji przodków, bo tradycja hodowli&#13;
cakli odmiany barwnej została zerwana. Trudno też mówić o p o w r o c i e do korzeni42&#13;
(mimo że zgodnie z tym, co mówią mieszkańcy – do lat 40. XX w. czarne owce przeważały na tym terenie), bo inne są już motywacje tej hodowli. Jest to raczej autorefleksyjny akt&#13;
rekonstruktorski – oparty o gospodarczą przeszłość tych terenów wybór tożsamościowy,&#13;
a także próba konsolidacji lokalnej grupy zawodowej baców oraz społeczności regionu.&#13;
Jest to inicjatywa oscylująca między tradycją a nowoczesnością; próba stworzenia/wynalezienia opartej na historii tego regionu kotwicy tożsamościowej. Realizowana od 2014 r.&#13;
osobliwa etnograficzna rekonstrukcja jest jedną ze współczesnych form dbania o kulturę&#13;
regionalną i pamięć folkloru, nie mniej istotną niż działalność zespołów regionalnych czy&#13;
gwarowa twórczość lokalnych poetów. Pasterstwo, które dawniej było podstawą gospodarki i życia mieszkańców, niebezzasadnie uznano za spoiwo/bazę tożsamości regionalnej mieszkańców Piwnicznej-Zdroju i okolic, jej historyczną podstawę, ale i platformę&#13;
podnoszącą atrakcyjność turystyczną regionu43.&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Ekran fotograficzny na rynku w centrum&#13;
Piwnicznej-Zdroju, Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
Plakat promujący V Festiwal Czarnej Owcy,&#13;
Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz – doktor, literaturoznawczyni, etnolożka, członkini Instytutu Kaszubskiego. Interesuje się religijnością, dziedzictwem kulturowym, antropologią literatury.&#13;
Autorka książki Homo capax, capax hominis. Z problematyki antropologicznej w późnej twórczości&#13;
Adama Mickiewicza (2019). Współpracuje z Pomorskim Centrum Badań nad Kulturą przy Uniwersytecie Gdańskim.&#13;
41&#13;
Por. A. Giddens, Życie w społeczeństwie posttradycyjnym, w: U. Beck, A. Giddens, S. Lash, Modernizacja refleksyjna. Polityka, tradycja i estetyka w porządku społecznym nowoczesności, tł. J. Konieczny, Wydawnictwo&#13;
Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 79–140.&#13;
42&#13;
&#13;
Takie i inne cele w kontekście pasterstwa na pograniczu polsko-słowackim wskazuje E. Kocój, Powroty do&#13;
tematów pasterskich..., op.cit., s. 85-106.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
Strona Stowarzyszenia Górale Karpat, https://www.goralekarpat.pl/owczarstwo, dostęp 15.10.2019.&#13;
Stado czarnych cakli – przysiółek Łomnickie , Piwniczna-Zdrój 2019 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Bacówka edukacyjna w Rytrze, Rytro 2019 (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Bacówka na Zabaniu, Rytro 2019 (fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
&amp;]DUQD�RZFD�X�&amp;]DUQ\FK�*µUDOL��/LFHQFMD�QD�QDGSRSUDG]NÇ�WRĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQÇ&#13;
&#13;
Strój Górali Czarnych w Muzeum Regionalnym&#13;
Towarzystwa Miłośników Piwnicznej, Piwniczna&#13;
-Zdrój 2019 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Plakat promujący premierę teledysku Dalej jazda&#13;
panie gazda!!! (fot. https://www.facebook.com/&#13;
GoraleKarpat/)&#13;
&#13;
Tradycyjne wełniane rękawice furmańskie oraz sprzęt do ich wyrobu, Muzeum Regionalne&#13;
Towarzystwa Miłośników Piwnicznej, Piwniczna-Zdrój 2019 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ���&#13;
�����F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
0DăJRU]DWD�:µMWRZLF]�:LHU]ELFND&#13;
&#13;
���:VWÛS�&#13;
Sklep z pamiątkami w centrum Piwnicznej-Zdroju,&#13;
Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Dzwonki pasterskie, Muzeum Instrumentów&#13;
Pasterskich, Piwniczna-Zdrój 2019&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
W poniższym tekście przytaczam wypowiedzi mieszkańców wsi zagórzańskich, które&#13;
udało się zgromadzić w ramach badań terenowych realizowanych w projekcie Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Badacze terenowi1 dotarli do trzydziestu jeden respondentów w miejscowościach: Kasina Wielka, Kasinka Mała, Poręba&#13;
Wielka, Olszówka, Mszana Dolna, Mszana Górna i Lubomierz.&#13;
Scenariusz zakładał przeprowadzenie rozmów z najstarszymi mieszkańcami wsi oraz&#13;
depozytariuszami lokalnej tradycji: członkami zespołów regionalnych, kół gospodyń,&#13;
grup obrzędowych oraz twórców ludowych, gawędziarzy itp. Główną techniką był swobodny wywiad prowadzony po części w oparciu o kwestionariusz oraz obserwacja w terenie pewnych zjawisk. Kwestionariusz był rozpisany dość szeroko, tak aby można go było&#13;
dostosować do napotkanego respondenta. Zakładałam, że uda nam się uzyskać subiektywne relacje dotyczące przemian i rzeczywistości życia na tutejszych wsiach, próbując&#13;
zarejestrować ostatnie przejawy kultury tradycyjnej, tego co trwa już tylko w pamięci&#13;
najstarszych mieszkańców wsi, w jakiej jest ona kondycji i co współcześnie postrzega się&#13;
jako dziedzictwo.&#13;
Zebrany materiał dotyczy głównie lat powojennych, w niektórych przypadkach sięga&#13;
jeszcze czasów przed II wojną światową. Część materiału stanowi relację ze wspomnień&#13;
poprzedniego pokolenia – przekazywanej w formie ustnej. W przypadku tych wątków&#13;
dochodzi niekiedy do zatarcia kontekstu czy też znaczenia pewnych treści.&#13;
1 Członkami zespołu badawczego byli: mgr Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka (Muzeum im. W. Orkana&#13;
w Rabce-Zdrój), mgr Małgorzata Roeske (Uniwersytet Jagielloński), mgr Barbara Luberda, Patrycja Król&#13;
(Uniwersytet Jagielloński), Oskar Krasoń (Uniwersytet Jagielloński), Liwia Sus (Uniwersytet Wrocławski),&#13;
lic. Joanna Dynamus (Uniwersytet Jagielloński)&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Badania terenowe prowadzone na terenie zagórzańskim dostarczyły dość pokaźną&#13;
ilość materiału związanego z reliktami kultury tradycyjnej tego regionu2. Przy czym materiał ten dotyczy wielu różnych aspektów, niektóre z wątków zdobyły reprezentatywną ilość przekazów możliwych do weryfikacji, podczas gdy inne tematy nie znajdowały&#13;
zainteresowania respondentów. Ograniczeniem była czasowa skala badań, ale też liczba&#13;
wątków, które zostały zawarte w kwestionariuszu. Pozostaje mieć nadzieję, że zgromadzony materiał stanowić będzie przyczynek dla pogłębionych badań dziedzictwa kultury&#13;
Górali Zagórzańskich.&#13;
&#13;
���7RĺVDPRěÉ&#13;
Tradycja lokalna, wątki wierzeniowe, rytualne gesty, zwyczaje rodzinne, praktyki, światopogląd, folklor ulega nieodwracalnym transformacjom. Wiele z obrzędów i tradycji&#13;
charakterystycznych dla terenu zagórzańskiego odeszło już dziś w zapomnienie, wiele&#13;
przetrwało tyko w pamięci najstarszego pokolenia, a niektóre ze znaczeń czy też kontekstów uległy zatarciu. Stwierdzenie to ma charakter niewartościujący, bowiem przyjmuję, że kultura to nie tylko trwanie, ale również zmiana. Mimo to niektóre z lokalnych&#13;
zwyczajów przetrwały w tradycji rodzinnej, kultywowane już jako swego rodzaju relikty&#13;
przeszłości. Przekaz pokoleniowy trwa, a dodatkowym bodźcem do zbierania owych&#13;
reliktów przeszłości jest odradzająca się potrzeba zachowania dziedzictwa kultury tego&#13;
regionu.&#13;
Obecnie zaobserwować można na całym terenie ogólny trend: potrzebę utożsamiania&#13;
się z tym regionem czy to poprzez posiadanie tradycyjnego stroju zagórzańskiego, czy&#13;
też udział w miejscowych świętach, obrzędach. Rodzi się potrzeba poszukiwania wątków&#13;
dawno zapomnianej tradycji lokalnej, wolnej od naleciałości podhalańskich3, odrębnej.&#13;
Instruktorzy zespołów, rekonstruując scenki rodzajowe, sięgają po dawny repertuar wiejskich przyśpiewek. Pomocą tutaj służą najstarsi mieszkańcy wsi. Każda wieś ma najstarsze&#13;
portki czy gorset przechowywane jak relikwię, wedle których rekonstruuje się elementy&#13;
stroju tradycyjnego. Przez lata na tym terenie swoistą reanimację kultury tradycyjnej prowadziło Muzeum im. Władysława Orkana w Rabce-Zdroju, które od początku swojego&#13;
istnienia (1936 r.) nieprzerwanie do dziś zajmuje się terenem zamieszkiwanym przez Górali Zagórzańskich. Zarówno odbywający się cyklicznie do dziś od 1958 r. Konkurs Palm&#13;
Wielkanocnych, jak i organizowane przez rabczańskie Muzeum od lat 60. XX w. coroczne&#13;
konkursy tematyczne, m.in.: na podłaźniczki, pająki i światy (1962 r.), gwiazdy kolędnicze i turonie (1965 r.), zabawkę ludową (1966 r., 1977 r.), konkurs kolekcjonerski na za2&#13;
&#13;
W artykule odniesieniem jest dla mnie syntetyczne przedstawienie kultury tradycyjnej na terenie Zagórza w:&#13;
Kultura ludowa Górali Zagórzanskich, red. U. Krzywda-Janicka, Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK,&#13;
Oficyna Wydawnicza „Wierchy”, Kraków 2013 oraz przedstawienie stanu badań wiejskiej kultury ludowej w&#13;
Polsce do początku lat 80. w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 1-2, red. M. Biernacka, M. Frankowska, W. Paprocka, Zakład Narodowy im Ossolińskich, Wrocław 1976, 1981.&#13;
3 Od lat 30. XX w. teren ten pozostawał pod silnym wpływem mody na Podhale, w związku z którą Górale&#13;
Podhalańscy postrzegani byli również przez tutejszych jako ci prawdziwi Górale. Ich strój wydawał się bogatszy, lepiej skrojony, a tańce bardziej atrakcyjne. Rozpoczął się powolny proces, który Sebastian Flizak nazwał&#13;
i opisał w swoim artykule Ekspansja podhalańskiej kultury ludowej, „Lud” 1936, t. 34, s. 270.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
bytki etnograficzne (1967 r.), szopki kukiełkowe (1967 r.), pożywienie tradycyjne (1968&#13;
r.), garncarstwo ludowe (1969 r.), konkursy ludowych obrzędów dorocznych (1968 r.,&#13;
1969 r., 1971 r.) oraz twórczości ludowej, m. in. rzeźby (1971 r.), malarstwa na szkle (1973&#13;
r., 1976 r.) i plastyki obrzędowej (1972 r.), czy też konkurs na kapliczki drewniane (1980&#13;
r.) miały za zadanie aktywizować i rozbudzać zainteresowanie własną tradycyjną kulturą.&#13;
Dzięki tej działalności reaktywowały się zespoły kolędnicze, wypromowano kilku świetnych twórców ludowych (m.in. Stanisław i Józef Stożek – rzeźbiarze ludowi, Jan Rapciak&#13;
– rzeźbiarz z Poręby Wielkiej, wytwórca gwiazd kolędniczych), a Muzeum wzbogaciło&#13;
się o cenne kolekcje zbiorów współczesnej twórczości nieprofesjonalnej. Zarówno folklor, jak i tradycja tego terenu przeżywają obecnie renesans. O identyfikację z tutejszą kulturą tradycyjną dbają zespoły muzyczne czy nowo powstające Koła Gospodyń Wiejskich&#13;
(KGW). Każda wioska dąży do założenia koła. Widać potrzebę prowadzenia działalności&#13;
związanej z kulturą tradycyjną. Dla przykładu można podać, że nowo powstałe KGW&#13;
w Mszanie Górnej po pół roku działalności ma już trzydzieścioro członków! [W1_K,&#13;
K_Mszana Górna_Krasoń]4. Ludzie odczuwają potrzebę spotykania się, robienia czegoś&#13;
dla swojej społeczności. Powstają oddziały Związku Podhalan – ostatnio w Lubomierzu.&#13;
Prężnie działają zespoły folklorystyczne. Widać większą dbałość o detale stroju i dobór&#13;
repertuaru wśród zespołów regionalnych. Gmina Niedźwiedź wydaje biuletyn gminny&#13;
„Gorczańska zgoda. Biuletyn informacyjny gminy Niedźwiedź” pod redakcją Stanisława&#13;
Stopy, w którym oprócz ogłoszeń i bieżących spraw gminnych znaleźć można doskonałe&#13;
wywiady z ciekawymi postaciami związanymi z ruchem folklorystycznym i życiem kulturalnym.&#13;
Sami mieszkańcy tutejszych wsi identyfikują się silnie z miejscem swojego urodzenia.&#13;
Przedwojenne pokolenie podkreśla ścisły związek z rodzinną wsią, twierdząc, że mówili&#13;
na siebie: Olszowianie [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda], Kasinianie [W3_K, K_&#13;
Kasina Wielka_Roeske], Porymbiany. Brak tu identyfikacji z szerszą grupą.&#13;
„Olsowianie jadą, Olsowianie, bo się Olsowianie nikogo nie boją” [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
Respondenci związani z ruchem folklorystycznym: członkowie zespołów regionalnych, kół gospodyń, liderzy regionalni, regionaliści podkreślają, że czują się Zagórzanami [W4_K_55_Poręba Wielka_Luberda] znacznie częściej niż Góralami Zagórzańskimi. Zresztą, jak wskazywali, nazwy te zaczynają dopiero funkcjonować w świadomości&#13;
tutejszych od kilku lat. „Teraz to wszystko zagórzańskie”5. Jednak zdania w kwestii na4 W kwadratowych nawiasach znajdują się odsyłacze do treści przeprowadzonych wywiadów. Wywiady kodowane są w następujący sposób: [numer porządkowy wywiadu_płeć rozmówcy_wiek rozmówcy_nazwisko&#13;
badacza terenowego prowadzącego wywiad].&#13;
5 Od kilku lat można zaobserwować ciekawą tendencję. Samo określenie „zagórzański” staje się terminem coraz&#13;
bardziej widocznym w przestrzeni społecznej. Gmina Mszana Dolna od 2018 r. wprowadziła markę lokalną Zagórzańskie Dziedziny, promującą inicjatywy i twórczość regionu. Wiele imprez cyklicznych wzbogaconych jest&#13;
tym przymiotnikiem: Zagórzańskie lato, Zagórzańskie spotkania chórów, Zagórzańskie dożynki, Jarmark zagórzański itp., jak i powstające stowarzyszenia w swej nazwie wykorzystują to określenie: Zagórzańscy pasjonaci,&#13;
Zagórzańska Kraina z Kasinki Małej, Koło Gospodyń Wiejskich „Zagórzanki” z Kasiny Wielkiej, Zagórzański&#13;
Uniwersytet Trzeciego W. czy wreszcie Zagórzański Klub Sportowy z Kasiny Wielkiej przyjmują tą nazwę.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zewnictwa mieszkańców tutejszych wsi są podzielone: „Nie, u nas to tak raczej mówili&#13;
«górale», nie było inaczej. No ale teraz to takie są podzieleni” [W5_K, K, M_Kasinka&#13;
Mała_Roeske]. Zdarzały się opinie potwierdzające tendencję do określania mianem Górali jedynie Górali Podhalańskich, co pokutuje od lat na tych terenach. Użyto wręcz określenia „[…] Zagórzanie, po prostu nie byliśmy «czystymi góralami»” [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń]. Z drugiej strony odnaleźć można opinię, że „my absolutnie żadne górale.&#13;
My jesteśmy Zagórzanie i żadne górale, górale to są dopiero tam za Nowym Targiem i Zakopanem” [W6_K_Kasina Wielka_Roeske]. Ciekawą relację udało się zapisać w Kasince&#13;
Małej, jednej z ościennych miejscowości, która przypisywana była przez lata do pobliskiej grupy etnograficznej Krakowiaków Wschodnich.&#13;
Myśmy się nigdy do Zagórzan jakoś nie zaliczali. Nasza kultura bardziej pod Kraków podchodziła. Zagórzanie to już owszem, Kasina. Natomiast w tej chwili nas dołączają do tych&#13;
Zagórzan, bo jesteśmy za daleko od tego Krakowa, to nas podłączają, natomiast z tego, co ja&#13;
pamiętam, to raczej tutaj, Kasinka wydaje mi się, jak jeszcze do szkoły chodziłam, to bardziej&#13;
pod krakowski, zawsze w szkole, jak nas uczyli tych tańców, to bardziej pod ten krakowski folklor podkładali [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Ciekawą kwestią zarejestrowaną w trakcie badań są ślady zaszłości między wsiami leżącymi w najbliższym sąsiedztwie. Przezwiska i inwektywy kierowane względem&#13;
mieszkańców sąsiednich miejscowości spotkać można było zarówno w codziennej mowie jak i przyśpiewkach konstruowanych w celu podkreślenia wyższości nad przywoływanymi mieszkańcami wsi sąsiadującej, np. „Porymbiany sikonie zaprzęgają trzy konie” lub „Olszowianie niewiernicy zjedli konia na granicy” [W7_K_Olszówka_Krasoń].&#13;
O mieszkańcach Lubomierza mówiono łorcyki, czasem także tatarzy [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń], mieszkańcy Koniny określani byli mianem chadziaji (jako potomkowie zbójników), a Górnej Mszany powroźnikami [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
Niektóre z tych określeń funkcjonują do dzisiaj. Znamienne jest to, że odwiedzeni przez&#13;
badaczy terenowych mieszkańcy zagórzańskich wsi stawiają się w silnej opozycji do&#13;
tak różnych od nich Lachów „tam już za Dobrą” [W4_K_55_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Obecnie w wielu domach jeszcze mówi się gwarą, czyli „godo się po nasemu”, stanowi&#13;
to silny czynnik tożsamości lokalnej. Tutaj każda z zagórzańskich wsi posiada charakterystyczną wymowę, końcówki wyrazów wymawiane są odmiennie [W3_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Roeske]. Nasi rozmówcy podkreślają, że każda wieś różniła się wymawianiem&#13;
końcówek, akcentowaniem, przekręcaniem samogłosek. „Lubomierz zawsze kończy na&#13;
ą, my ło, Niedźwiedź i Poręba znowu na y naciskają, a Konina na e” [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń]. W kwestii gwary zauważalne są również różnice w wymowie niektórych&#13;
słów między wsiami zagórzańskimi a przylegającymi do nich wsiami sąsiednimi:&#13;
My tu graniczymy z Lubniem, to parę domów dalej już inaczej mówią. My mówili, że „poszliśmy”, oni mówią, że „poszłymy”. Tak jakoś no całkiem inaczej te zakończenia mają. Albo „byłymy”, „bedymy” [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
„Pódziema” od Limanowej, od strony Szczyrzyca, Gdowa czy Łapanowa ludzie mówili „pódziewa” [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Tutejsi w przypadku rozmowy z osobą nieznającą gwary przechodzą do mówienia&#13;
„po pańsku”, czyli poprawną polszczyzną. Między sobą prowadzą znacznie swobodniejszą rozmowę w gwarze [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Sami respondenci podkreślają, że młode pokolenie zapomina gwarę, coraz mniej jej używa. Początkiem procesu&#13;
zanikania gwary był według nich rozwój obowiązkowej edukacji. Szkoła jeszcze w latach&#13;
70. XX w. silnie rugowała gwarę z języka potocznego6. Trwało to mniej więcej do pierwszych lat nowego wieku, kiedy do programu nauczania włączono ponownie program&#13;
edukacji regionalnej7.&#13;
&#13;
���=DMÛFLD�ZVL�L�MHM�VDPRZ\VWDUF]DOQRěÉ&#13;
Podstawowym zajęciem mieszkańców tutejszych wsi było rolnictwo. Mimo trudnych&#13;
w uprawie terenów (wsie leżą w dolinach rzek, a pola uprawne wysoko na wzgórzach),&#13;
wykorzystywano rolę, aby zapewnić byt wielopokoleniowym rodzinom8.&#13;
Pole żywiło ludzi, co to tam, ktosi tam krowy chowoł, wyrąbywali drzewo, żeby kawołki zrobić,&#13;
kosili polany wszystko. Ojciec tu na Turbacu siano zwoził, mordęga była więcej nic, tym się&#13;
zajmowali. Co urosło, to to było [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Pofragmentowane „kawołki” zwykle były V klasy, grunty orne w niższych partiach&#13;
klasyfikowane bywają jako gleby IV klasy9. Ukształtowanie terenu wpływało na konieczność stosowania lekkiego sprzętu rolniczego wraz z wykorzystaniem zwierząt pociągowych. Te ostatnie pracowały na roli na tym trudno dostępnym terenie jeszcze długo po&#13;
tym, gdy w innych regionach kwitła mechanizacja rolnictwa.&#13;
Ja rodziców pamiętam jako bardzo pracowitych ludzi. Wstawali o świcie i kładli się po zmroku&#13;
późno. Tak, taka była dola rolników [W10_K_70_Mszana Górna_Król].&#13;
&#13;
Uprawiano głównie jęczmień, owies, żyto, orkisz, ziemniaki, buraki, karpiele, kapustę, marchew, rzadziej pszenicę, słabo rosła [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda]. Jedna z respondentek wspominała, że codzienną praktyką dawniej było przebieranie ziarna&#13;
pod zasiew w celu zapewnienia dobrych plonów. Wybierano ręcznie najdorodniejsze&#13;
ziarno, podczas gdy karłowate przeznaczano do bezpośredniego spożycia.&#13;
To wszystko było robione jesienią, wszystkie dzieci były zatrudnione do takiej pracy, przebierania ziaren [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Ilość pól uprawnych była tak duża, że nie było gdzie wypasać bydła, te pasło się w lasach,&#13;
bo nawet pomiedzniki (miedze) wykaszane były na bieżące podkarmianie zwierząt. Aby&#13;
6 Polonistka w szkole w Kasinie, choć sama była Kasinczanką, kazała mówić poprawną polszczyzną, w razie&#13;
niedostosowania dzieci musiały płacić niewielkie kary pieniężne [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
7 Fakt ten został zaobserwowany przez respondentów i odnotowany w wywiadach [W5_K, K, M_Kasinka&#13;
Mała_Roeske].&#13;
8 A. Woźny, Rolnictwo i hodowla przyzagrodowa. w: Kultura ludowa Górali Zagórzańskich, red. U. Janicka&#13;
-Krzywda, Kraków 2013, s. 51.&#13;
9 http://lgd.mszana.pl/images/stories/pliki/lsr_porawa_marzec_2011.pdf, s. 23, dostęp 10.10.2019 r.&#13;
&#13;
54&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zapewnić sobie nawóz (obornik i gnojówka), hodowano na tym terenie sporą liczbę zwierząt: krowy, owce, świnie, a także konie i kozy. Popularna była również hodowla wołów&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda] – bydła pociągowego, wykorzystywanego do prac&#13;
w polu na tym terenie długo, głównie ze względu na trudną dostępność pól, bo jeszcze do&#13;
lat 70. XX w. Praktycznie we wszystkich wywiadach powtarza się motyw ciężkiej pracy&#13;
na roli. Najstarsze pokolenie wspomina trudne realia życia na wsi w czasach okupacji i&#13;
powojenną biedę [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
i kobiety wiły w domu, ubierały w kwiaty, wstążki, przynosiły to i wtedy dopiero gospodarz&#13;
odprawiał. Ten ograbek musiał później wisieć na ścianie tam gdzie obrazy [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
Ograbek wito zwykle z owsa, pierwotnie miał formę małego wianka przystrojonego&#13;
polnymi kwiatami i wstążkami, z czasem zaczął przybierać duże formy, w związku z tym&#13;
żniwiarki rozpoczynały wicie dużo wcześniej, a co za tym idzie samo świętowanie odbywało się później, w ustalonym przez gospodarza terminie10.&#13;
&#13;
Tam nie było zeby tam jajeśnice abo co zjod, bo to trzeba było wszystko sprzedać żeby było&#13;
jakie grosza w domu, no bo bieda była okropna [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
Niesiemy ograbek, ale to nie mały, bo sie śtyry koła pod nim połomały.//&#13;
Połomały koła połomały łosi, niesemy łograbek ty nasej gosposi.//&#13;
Wyjzyj ze gosposiu albo sie nam pokoz. Niesiemy ograbek, jak z kościoła obroz&#13;
[W15_M_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
���3RPRF�VÇVLHG]ND&#13;
Zarówno pracę przy przygotowaniu pola pod zasiew, jak i pracę przy żniwach czy też sianokosach gospodarze wykonywali wspólnie. „No pumogali, pumogali sobie. Jedyn drugiemu odrobiał” [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda]. Pracującemu w polu oraczowi&#13;
zapewniano całodzienne wyżywienie, wynoszono śniadanie, tzw. przedpołednie.&#13;
Zwykle była to jajecznica na maśle i chleb. Kiedy pole znajdowało się niezbyt daleko, gospodyni wynosiła do pola także obiad, „nie było tak zeby głodny w polu był”&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Podobnie rzecz się miała w przypadku żniwiarzy i kosiarzy.&#13;
No to tyz tych kosiorzy się nazganiało tam z piętnostu, no bo jeden drugiemu musioł odsiec,&#13;
no to jak wszyscy, no dy nie wszyscy ale przeważnie mieli polany, no to będzie siec, no to przysedł lipiec no to śli na polany, no to kawalerzy i chłopy. No to jak kto to i łostawali na noc, bo się&#13;
nie opłacało zejść no to musiała gospodyni tyz wynieść i jedzenio i casem i wódki i bo kosiorze&#13;
tyz se lubili wypić i no i jeden drugiemu siek. No i tak se wspómogali, no i wesoło było, lepiej&#13;
jak dziś [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Podczas żniw pracowano nieraz do późnych godzin nocnych wykorzystując wysoko&#13;
stojący księżyc. Jedna z respondentek wspominała, że kobiety z jej rodziny, kiedy obrobiły&#13;
się z pracą na swoich polach, we trzy umawiały się, że w księżycową noc pójdą żąć zboże&#13;
u jednej z kobiet, której zmarł mąż. Nad ranem żniwiarki (znocki) „poszły do gospodarzy&#13;
pod okna i zaśpiewały żeby im postawić za to pół litra: «żezenimy owies, zeżeni, zeżeni&#13;
teroz se będziemy krakowiocka cieni» [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus]&#13;
Po zakończeniu żniw gospodarze przygotowywali poczęstunek, a czasem nawet organizowali zabawę, tzw. ograbek.&#13;
Jak były ograbki, szły żniwa to 10-15 kobiet szło w pole z sierpami i śpiewały różne piosenki.&#13;
Wieczorem gospodyni zawsze musiała się przygotować, upiec chleb, masło zrobić, twaróg&#13;
zrobić i wynosiła im jedzenie, kawę zbożową. Wieczorem dziewczyny szły z pola z ograbkiem&#13;
i śpiewały. Było daleko, ale tyle miały piosenek, że wystarczyło im do samego domu. Gospodarz, lub gospodyni wychodzili, one śpiewały, w domu była kolacja, kołacz i kawa zbożowa,&#13;
bimber. Jeżeli ktoś umiał grać na skrzypcach to przyszedł i siedzieli do rana. Jak chcieli honorowo odprawić ten ograbek, to była wieczerza i w któryś dzień się umawiali, nieśli ograbek&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
Ograbecku wity,&#13;
wiły cię kobiyty,&#13;
wiły cię i panny,&#13;
tymuś taki ładny [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Wyjzyj ze gosposiu w cyrwonej spódnicy, bo Ci się ograbek wlece po ulicy&#13;
[W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]. J&#13;
&#13;
Jak wspominali rozmówcy, sąsiedzi nieśli sobie pomoc głównie w okresach wytężonej&#13;
pracy w polu. Czasem poczytywano sobie to za punkt honoru, aby pomóc pomimo codziennych zwad, o których na ten czas starano się zapominać.&#13;
Jedno zapamiętałam, że dawniej taka ta pomoc była. Jak się wracało z kawołka, to nie wolno&#13;
było minąć sąsiada. Jak tak przygrzmiewało czy coś się działo, trzeba było pomóc. My jako&#13;
dzieci musieliśmy iść zaroz pomóc tymu sąsiadowi, żeby on zdążył to zrobić. Nie wolno było&#13;
do domu wrócić tak, że się nie pomogło. Rodzice by nam nie pozwolili [W12_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Ten fenomen próbował wytłumaczyć jeden z rozmówców: „A pomagali jeden drugiemu, tam nie było za pieniądze. Po prostu była jakaś taka, tam nie było telewizji[…]”.&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda] W obrębie własnej wsi pomoc udzielana była za&#13;
darmo lub za tzw. odrobek. Dodatkową formą zarobkowania w latach 70. XX w. (?) było&#13;
najmowanie się do pracy przy wykopkach w innych miejscowościach. Młode dziewczęta&#13;
z Kasiny Wielkiej szły za pracą do Raby Niżnej lub nawet do Rabki.&#13;
&#13;
���3DVWHUVWZR&#13;
Zwierzęta hodowlane wypasano głównie w lasach znacznie oddalonych od wsi, bo zarówno pola jak i miedze zagospodarowywano pod pola uprawne lub zbiór siana. Praca ta&#13;
należała głównie do dzieci, które już od najmłodszych lat przysposabiane były to takiej&#13;
profesji.&#13;
10&#13;
&#13;
Dorota Majerczyk, Obrzędy doroczne, w: Kultura ludowa Górali Zagórzańskich, op. cit., s. 343.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
wszystko kosztuje. Jak ma rentę ten rolnik. Jest fajnie gospodarzyć, ja sama powiem, że mam&#13;
krowę i kury i króliki, ale gdybym nie pracowała, nie dołożyła, no to byśmy nie chowali pewnie,&#13;
bo przecież trzeba było mieć na ten ciągnik, na tą samozbiórkę, na tą przewracarkę i na to paliwo żeby skosić [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus].&#13;
&#13;
No pewnie, musiałak paść i to jak. Boso się chodziło, tak cosi, jak się sprzedało jakosi krowo,&#13;
kupili mi takie trzewiki snurowane, no to jak posła paść, to mi skoda było przerzuciłak se na&#13;
ramio a jo boso. Jak była jako dolinka, krowa naloła, to się poleciało włożyło się, to się mocyło&#13;
w tym nogi, zagrzoło sie, e Boze było [...]. No po polanach, po polach tyz jak już w jesieni jak się&#13;
pozasiekało, to się tyz pasło po polach, po potrowach no i wsyndy się pasło [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
���-DUPDUNL&#13;
&#13;
Obecnie tylko nieliczni zajmują się hodowlą bydła i owiec.&#13;
Jest tu Kałafut, mój sąsiad, ale on jedzie paść w Bieszczady. Tam na Koninki, pasł ze dwa lata,&#13;
ale teraz w Bieszczady jedzie. Bacówka jest zaraz za tym lasem, Lupowie mają. Tak, to też sobie wypasają tam. Ale to głównie na sery, nie na skóry, nie na wełnę, tylko na sery, na oscypki.&#13;
Jest tak, jak do Kałafuta na wiosnę, to przywożą, i później w jesieni jak on schodzi w połowie&#13;
października, zależy jak, to przeważnie na Różańcową, czyli początek października jak przychodzą, no to czy tam z Mszany Górnej, czy z Koniny to mu zwożą po prostu, i bierze swoje&#13;
też. Tak samo do Lupy tutaj dają. Albo se chowają. Sąsiad ile ma to se pasie. Tam pod Groniami&#13;
też [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus].&#13;
&#13;
Pasterstwo owiec funkcjonowało niegdyś w formie zrzeszeń wypasowych. Właściwie&#13;
do końca lat 60. XX w. w Gorcach funkcjonowało wiele szałasów pasterskich.&#13;
[..] na Turbacu były, na Turbacyku sałasy. To na Turbaczu był taki Filos, na Turbaczu. Downo to dawali ser czy cosik, myśmy na Turbaczu, jak był juhas, to się dało owce. Tam nie było&#13;
pięć owiec czy ileś, to on dawoł ser od owce. Się szło po ser i ten bunc się przynosiło, i tam te&#13;
oszczypki czy coś. A teroz już jest mówi, bo mówili, że jest jakiś baca na Turbaczu, ale to tam&#13;
chyba z Obidowej to jest. Zawsze tam był jakiś baca [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Współcześnie coraz mniej ludzi zajmuje się rolnictwem, nie sprzyja temu ukształtowanie terenu, mało żyzna ziemia, pofragmentowane pola, a także słabo płatny zbyt:&#13;
„jedną czwartą zarabia rolnik, trzy czwarte pośrednicy” [W17_M_Mszana Górna_Król].&#13;
Hodowla – jak podkreślają rozmówcy – upadła głównie ze względów proceduralnych&#13;
(każde zwierzę musi być zarejestrowane), a także w związku z niską opłacalnością chowu&#13;
(drogie pasze) czy też brakiem ciągłości produkcyjnej gospodarstw. Młodsze pokolenie&#13;
szuka dobrze płatnej pracy głównie za granicą. Nadal wiele gospodarstw obsadza niewielkie poletka ziemniaków na własny użytek, hoduje kury i kilka owiec, krowę oraz&#13;
drobny inwentarz.&#13;
Dawniej, za czasów Orkana, wszystko pole koło domu, czy gdzie tylko, to siali i sadzili, bo musieli mieć na całą zimę na cały rok jedzenie. Przecież się nie szło do sklepu, bo nie było z czym.&#13;
A teraz kto ma co swoje ? Jarzynkę? Już nikt prawie nie sadzi ani nie sieje, bo po prostu się nie&#13;
opłaca. Tylko ida do sklepu i patrzą żeby zarobić, a dawniej pasali po lesie, i jeden w jesieni&#13;
to zabierał jeden z całego osiedla, jeden się zajmował pasieniem owiec, baranów, a drugi pasł&#13;
krowy, cielęta, po prostu i śli. Albo razem śli jeden w jedną stronę, drugi w drugą, nawet polany&#13;
wykoszali, śli z kosami i kosili, no to zwoływali się po pięciu po sześciu chłopa i śli na polany i&#13;
kosili, a w lesie paśli. A teraz ? Wszystko było nieużytki. Dobrze, że teraz się zieleni, bo sąsiad&#13;
pięćdziesiąt cieląt kupił i musiał to pozbierać, bale zrobić i teraz musi paść. To się zieleni. A tak,&#13;
jeszcze dwa trzy lata temu to po prostu tutaj w ogóle nie kosili. No bo nie chowają, no to co.&#13;
A chcący chować, dziś trzeba mieć ciągnik, trzeba mieć kosiarkę, trzeba mieć samozbiórkę, to&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
Dodatkowym źródłem dochodu było dla rodzin wiejskich na tym terenie sprzedawanie&#13;
produktów przetwórstwa mlecznego: sera, masła, mleka oraz zbieranych w lesie borówek, malin czy też grzybów. Wedle dawnego powiedzenia „Najlepsze jest deko handlu&#13;
jako kilo roboty” [W17_M_Mszana Górna_Król] wiele rodzin świadomie rezygnowało ze&#13;
spożywania produktów, które można było sprzedać w mieście. „Chowali bydło, chodziły&#13;
baby do Robki, sprzedawały w Robce, masło, sery, żeby piniądza zarobić na podotek,&#13;
na wszystko. Takie były dobroci pierwyj” [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Mieszkańcy wsi: Poręba Wielka, Olszówka i Koninki chodzili przez góry do pobliskiej&#13;
Rabki, gdzie sprzedawali swoje produkty na tzw. „bazarach”11. Niektórzy mieli stałe miejsca zbytu – pensjonaty bądź odbiorców prywatnych [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda]. Zresztą taka forma handlu przetrwała do dzisiaj, z tym że handlujący przybywają dziś&#13;
do Rabki busem z Mszany Dolnej. Odbiorcami są dziś w głównej mierze przedsiębiorcy&#13;
prywatni, którym rolnicy dostarczają towar bezpośrednio do domu.&#13;
Bez Porebę, bez Koninę chodzili, bo zol było na pociąg, bo pociąg do Mszane tyz dwanaście kilometrów, a jak już sedł tu to sześć, a jak sedł na prosto na Olszówko i na Słone, to to.&#13;
A tam znowu w ty Robce byli te domy wczasowe mają. To chodzili po tych domach, sprzedawali borówki. Prosili, zeby kupić, bo tam pryndzy ludzie mieli pieniądze, to ktosi kupił,&#13;
a tu wszystko co sprzedawali, to. … Jojka cy co, bo tyz chowali kury, to tam nie, chyba na Święta&#13;
Wielkanocne, jak jojka dlo siebie były, a tak to wszystko do sklepu nieśli na, bo trzeba płacić&#13;
było, kupić nafty, cukru, no to wszystko za jojka kupowali. No bo był tu skup. W każdym sklepie brali jojka [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Dobrym miejscem zbytu towarów i wyrobów był jarmark. Organizowany w każdej&#13;
większej miejscowości raz w tygodniu. Dawniej rozróżniano targ od jarmarku. Ten ostatni skupiał głównie handlujących wyrobami rzemieślniczymi, naczyniami klepkowymi,&#13;
przetakami, a także glinianymi garnkami, a także koszami oraz narzędziami takimi jak:&#13;
siekiery, kopaczki, sierpy, grabie, kosy itp. Podczas gdy targ, który odbywał się co drugi&#13;
tydzień, skupiał handlujących zwierzętami.&#13;
Jarmarki i targi w Mszanie Dolnej odbywały się co tydzień, a organizowane są do dnia&#13;
dzisiejszego [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske] – tyle że obecnie nie handluje się już&#13;
bydłem, a jedynie drobnymi zwierzętami hodowlanymi, tj. kurami, kaczkami, królikami.&#13;
Mieszkańcy Kasiny Wielkiej częściej chodzili na targ do Skrzydlnej. Głównie z powodu&#13;
bliskości, ale też dlatego, że tamten jarmark był jednym z większych. Schodzić się tam&#13;
mieli ludzie z całej okolicy, nawet z Rabki i od Nowego Targu, kupcy zatrzymywali się&#13;
11&#13;
&#13;
Bazary to przedwojenna inicjatywa zrzeszenia kupieckiego w Rabce. Miała formę zespołu małych budynków,&#13;
z których każdy świadczył inne usługi.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
czasem na nocleg u gospodarzy w Kasinie Wielkiej [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Z Lubomierza zwykle wybierano się na jarmark do Mszany, czasem do Łącka, ale najczęściej do Skrzydlnej, głównie ze względu na opinię, jakoby tam właśnie można było kupić&#13;
dobry gatunek świń.&#13;
Mieszkańcy Lubomierza chodzili na jarmark:&#13;
[...] nojwięcej to do Mszany tu, bo nojblizy do Łącka, ale do Mszany, do Skrzydlne, chodzili na&#13;
świnie, no bo godali, ze tam dobry gatunek jest i ze się dość dobrze chowają. No to do Skrzydlne jak śli, no to dzień na jutro, no bo przecie kawołek i żeby rano zajść, tam ja nieśli na plecach,&#13;
we worku tą świnę nie, jak tam mioł kto ze jechoł w tą stronę, no to tam mu wrzucił na wóz,&#13;
a tak to przeważnie na plecach nosili. A ze Mszane tu jak przyjezdzali, bo to wszystko furmankami cy co, przecie nie było aut zeby, no to na plecach nieśli te świnie. Cheba jak ktoś jechoł, no&#13;
to się zgodali ze jedzie [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
���ĚODG\�GDZQ\FK�U]HPLRVă&#13;
Tradycyjna forma rzemiosła uległa nieodwracalnym przekształceniom. Proces ten rozpoczął się wraz z rozwojem gospodarczym w początkach XX w. Przez dziesięciolecia jednak&#13;
tutejsze wsie cechowała samowystarczalność w zakresie produkcji rolniczej, hodowli,&#13;
a także wytwarzania trudno dostępnych sprzętów potrzebnych w gospodarstwie. Zarówno narzędzia (kosy, grabie, kopaczki, brony, pługi itp.), jak i naczynia zasobowe (beczki,&#13;
dzieże, cebrzyki, putnie, niecki, kosze itp.), materiały na odzież wierzchnią (płótna lniane, wełniane sukno, skóry itd.) czy sprzęty używane na co dzień w gospodarstwie (np.&#13;
przetaki, sita, stępy, elementy metalowe narzędzi, koła drewniane, wozy, uprzęże) wykonywane były w obrębie wsi przez wprawnych rzemieślników12. Przygotowywali oni swe&#13;
wyroby głównie zimą, w czasie wolnym od prac w gospodarstwie z tego względu, że rzemiosło było dla nich jedynie dodatkiem do uprawy roli oraz hodowli zwierząt. Dostępność surowca, jakim jest drewno, sprzyjała rozwojowi rzemiosł wykorzystujących ten&#13;
materiał. Położona u stóp Turbaczyka i Kudłonia, głęboko wciśnięta w pasmo Gorców&#13;
wieś Konina słynęła na całą okolicę jako duży ośrodek bednarski. Ostatnim ze znanych&#13;
bednarzy był Piotr Banik13, który uczył się zawodu u swojego ojca. Beczki i naczynia zasobowe wykonywano jeszcze do lat 80., czyli do czasu, kiedy całkowicie skończył się na&#13;
nie zbyt. W Kasinie Wielkiej bednarzem był Łacny:&#13;
Wyrabiali beczki i takie dziżeczki, na chlyb [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Stolarzem był na Koninkach Smreczak, później był Kozyra, jeden drugi Kozyra, to oni tam budowali, później był Liberda to też to to oni budowali te domy no z drzewa, z płazów&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
12&#13;
&#13;
W trakcie badań odnotowano, jaką działalnością trudnili się tutejsi rzemieślnicy. Niestety nie udało się pozyskać dokładnych nazwisk, a także dokładnego czasu w jakim działały pracownie i warsztaty rzemieślnicze.&#13;
Przekazy są niestety fragmentaryczne.&#13;
13&#13;
&#13;
Fragment wywiadu z Piotrem Banikiem został zarejestrowany w 2016 r. podczas badań terenowych w ramach&#13;
projektu „Tradycyjne rzemiosło i przemysł wiejski Karpat Polskich”, https://www.youtube.com/watch?v=tMu_1qRSV2I, dostęp 19.12.2019 r.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W latach 80. XX w. w Olszówce kwitło chałupnictwo: produkowano skrzynki na jabłka (kilkudziesięciu chałupników), obecnie mieści się tu kilka zakładów wytwarzających&#13;
palety [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Część mieszkańców wsi dalej położonych&#13;
od centrum (Poręba Wielka-Górna, Konina) trudni się różnymi formami małego rzemiosła – wykonywaniem podstawowych narzędzi niezbędnych w każdym gospodarstwie.&#13;
Bywa to też formą zarobkowania. Półprodukty do wyrobu grabi, kos z kosiskiem, mioteł&#13;
z brzozowych gałęzi, a także drobnych form typu obieraczki do warzyw wykonuje się&#13;
zimą, w czasie wolnym od pracy w polu [W25_M, M_Poręba Wielka_Wójtowicz-Wierzbicka]. Produkty takie znajdują zbyt na jarmarku w pobliskiej Mszanie Dolnej i Rabce.&#13;
W trakcie badań odnotowaliśmy kilka przypadków przebranżowienia się rzemieślnika&#13;
czy też jego potomka: kuśnierz został kierowcą tira, kowal świadczy obecnie usługi ślusarskie, wykorzystując budynek kuźni po swoim ojcu. Obecnie o renesansie możemy mówić jedynie w przypadku rzemiosł ściśle związanych z wytwarzaniem elementów strojów&#13;
tradycyjnych.&#13;
W Kasince Małej przy drodze na Węglówkę cztery pokolenia wstecz funkcjonował&#13;
folusz [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki]. Wyrabiano tam sukno na całą okolicę. Zajmował się tym poprzedni właściciel tartaku nazwiskiem Pyrz. Folusz, tartak i młyn&#13;
mieściły się w najbliższej okolicy obecnego tartaku prowadzonego przez Pyrza. Młyn&#13;
i folusz rozebrano [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske]. W Kasinie Wielkiej młyn stał&#13;
w miejscu nazywanym Do Troca [W26_M_Kasina Wielka_Roeske]. W Olszówce kowalem był Sebastian Wodziak, przyuczył do zawodu swojego syna, który jako ostatni trudnił&#13;
się tutaj tym fachem [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. W Kasinie Wielkiej ostatnim kowalem był Jan Trzeciak [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Tam kuźnie zlokalizowane były Na Woli i nad starym kościołem. „Kowal był Obajtek, u Kosa był Kowal, na&#13;
pańskim był Kowal, na Przymiarkach też był kowal” [W26_M_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
W okresie międzywojennym funkcjonowały z powodzeniem przydomowe młynki do&#13;
mielenia zboża na mąkę. Każda z wsi miała kilku takich rzemieślników zajmujących się&#13;
mieleniem większych ilości zboża. Siłą napędową młynków była woda, stąd rzemiosłem&#13;
tym trudnili się właściciele gospodarstw położonych w bezpośrednim sąsiedztwie potoku czy rzeki. Dla spiętrzenia wody budowano specjalną przykopę i korzystano z ich usług&#13;
głównie wtedy, kiedy do zmielenia były większe ilości ziarna, np. do pieczenia chleba. Za&#13;
usługę płacono, pozostawiając niewielką część mąki dla rzemieślnika. W Kasinie Wielkiej do wojny funkcjonował taki młynek u Skowronków na osiedlu Mistarze [W12_K,&#13;
K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
���3U]HZLG\ZDQLH�SRJRG\�&#13;
W pamięci rozmówców przetrwała dość duża liczba sposobów na przewidywanie pogody z obserwacji zachowania zwierząt, wyglądu gór, słońca czy księżyca, które jeszcze&#13;
w latach 70. były w powszechnym użyciu wśród tutejszej ludności.14 Niektóre z nich sto14&#13;
P. Kaleciak, Irracjonalne i racjonalne aspekty meteorologii ludowej w powiecie limanowskim. [w:] Materiały&#13;
etnograficzne z powiatu limanowskiego, z. 1, red. P. Kaleciak, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław&#13;
1967, s. 54-76.&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
suje się do dzisiejszego dnia, chociaż odnotowano opinię, że obecnie niektóre z tych metod zawodzą ze względu na „chemiczną atmosferę”, podczas gdy wcześniej „normalnie&#13;
działała przyroda” [W10_K_70_Mszana Górna_Król]. Podstawowym sposobem przewidywania pogody było obserwowanie zachodzącego słońca, które zwiastowało zwykle&#13;
pogodę na najbliższy dzień. Kiedy zachodziło ono na czerwono, niechybnie w nadchodzącym dniu miało wiać. Także czerwone obłoki pojawiające się podczas wschodu słońca wskazywały na nadchodzący silny wiatr [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Zachód&#13;
słońca z chmurą zapowiadał deszcz w nadchodzącym dniu. Wypatrywano również tzw.&#13;
słonecznicy, czyli odbicia słońca na styku dwóch chmur. Obecność tego zjawiska świadczyła o rychłej zmianie pogody [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Wiele praktyk dotyczących rolnictwa i życia rodzinnego uzależniano od faz księżyca. Wedle tutejszych jego&#13;
przybywanie i ubywanie wpływają naturalnie na wzrost i zanikanie w przyrodzie.&#13;
Teraz jest nów [nowy księżyc, I kwadra], to grzyby ładne rosną, jak jest wietek [w znaczeniu nów,&#13;
próżne dni] czyli zmiana księżyca, to grzyby są bardziej robaczywe. W polu też się siało na nowie&#13;
[I kwadra]. Nie siali, jak jest zmiana księżyca, bo to nazywali „próżne dni”. Jak sadziło się kapustę&#13;
na wietku, to gąsienice jadły i robaczywa była. Drzewa też nie ścinano na wietku, tylko musiał&#13;
być nów i nie byle kiedy, tylko w trakcie adwentu. Według księżyca przestrzegali [W1_K,&#13;
K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
Znane jest przysłowie „Jak miesiącek jest w kole na trzeci dzień mokre jest pole” [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
Księżyc widoczny w „otoczce z mgły” oznaczał, że za trzy dni będzie lało albo będzie śnieg&#13;
[W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W Kasinie Wielkiej mówi się, że jak wiatr wieje od Szczyrzyca „to od pogody, że to już&#13;
nie będzie lało” [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Również ładna pogoda lub jej brak,&#13;
a także obserwowane w szczególne dni zjawiska zapowiadały pogodę na resztę roku.&#13;
Jak w Jakuba grube chmury, to grubo zima bedzie, jak liście spadały na kupę to będzie grubo&#13;
zima, a jak sie rozleciały, to nie i zależy skąd spadowały – najpierw czy od góry, czy od dołu, jak&#13;
od góry to początek zimy będzie ostry [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Jeżeli w lutym na polu był wiatr, lub zimą jakiekolwiek objawy burzy, to w czerwcu za 100 dni&#13;
była burza, albo powódź [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
W pamięci mieszkańców tutejszych wsi zachował się zwyczaj wróżenia pogody na&#13;
nadchodzący rok poprzez obserwację zjawisk atmosferycznych od św. Łucji (13 grudnia) przez kolejnych dwanaście dni do Wigilii. Obserwowano wtedy pogodę w godzinach przedpołudniowych, a każdy dzień zwiastował aurę na pierwszą połowę kolejnego&#13;
miesiąca [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Po Wigilii przez kolejnych dwanaście&#13;
dni obserwowano pogodę po południu, co miało zwiastować pogodę w drugiej połowie&#13;
kolejnych miesięcy nowego roku [W20_K_Mszana Dolna_Król]. W tym celu prowadziło&#13;
się notes. Boże Narodzenie określało cały rok [W17_M_Mszana Górna_Król]. W Kasinie&#13;
Wielkiej udało się zanotować relikty dawnej wiary w moc święconej w dniu św. Agaty&#13;
wody jako środka mogącego odpędzić nadchodzącą burzę. Rozmówczyni podkreślała,&#13;
że wodę święconą stosowała jej matka, a teraz ona i jej dzieci oraz wnuki. Podkreśliła,&#13;
że wodę tę można rozcieńczyć i nadal zachowuje swą moc. Należy jednak pokropić dom&#13;
i pomodlić się, zanim nadejdzie burza, gdy bowiem ta już na dobre się rozpęta, jest za&#13;
późno i można ją jedynie próbować zminimalizować. [W6_K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
Niegdyś dobrym sposobem na odpędzenie burzy było bicie w dzwony. Wymagało to&#13;
ogromnej siły od dzwonnika. Zwyczaj ten kompletnie zanikł. Nadal w celu odgonienia&#13;
burzy od zabudowań mieszkalnych, a także ochrony domostwa przed uderzeniem pioruna stosuje się stawianie zapalonej gromnicy w oknie.&#13;
&#13;
W miejscowościach górskich w celu prognozowania pogody obserwuje się również&#13;
same góry. Jeśli widać je było w zbliżeniu, to oznaczało, że będzie niepogoda, a jeśli w oddaleniu, to zwiastowało ładną pogodę. [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Do dziś&#13;
zarówno w Olszówce, jak i Rabce, chcąc przewidzieć pogodę na nadchodzący dzień,&#13;
spogląda się na Luboń. Jeśli widać go z daleka, będzie słoneczna pogoda, jeśli z bliska –&#13;
niechybnie pogoda zmieni się na gorsze, a kiedy w ogóle go nie widać, to oznacza długie&#13;
i intensywne opady. „Jak mgła idzie w dół, to będzie pogoda, a jak do góry, to bedzie&#13;
dysc” [W19_M_Olszówka_Krasoń]. W Kasince Małej obserwowano natomiast Tatry.&#13;
Ich dobra widoczność przynosić miała na następny dzień deszcz, podobnie jak zachodni&#13;
wiatr [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske]. Sposobem na przewidywanie nadchodzącej&#13;
pogody było też obserwowanie zwierząt gospodarskich. Kury na dobrą pogodę szły szybko spać, natomiast kiedy „[…] miała być jakaś słota, to pasły się na polu do samej nocy.”&#13;
[W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda]. Zmianę pogody zwiastować mogło też dziwne&#13;
zachowanie owadów, much, bąków, które&#13;
&#13;
Urodzaj zapewniało przede wszystkim przestrzeganie odwiecznych reguł natury, czyli&#13;
np. wysiewanie przed pełnią, kiedy wzrastająca moc księżyca wpływała również na plony. Prognozowanie urodzaju na nadchodzący sezon rozpoczynano w Wielką Niedzielę.&#13;
W tym celu gospodyni wypatrywała wracających z kościoła ludzi, a kiedy ich ujrzała,&#13;
wyjmowała spod pieca żarzące się głownie i kładła je na blachach kuchennego pieca,&#13;
oznaczając każdą z głowni:&#13;
&#13;
[…] ciupały tak, te bąki to wszystko, to godały ze będzie loć. Będzie jakosi bieda. Albo wrony&#13;
jak przychodziły albo szpaki nieroz, bo to teroz się wszystko gdziesi wyzabierało, tych wron ni&#13;
ma tela, a pierwyj to jak przysła jakosi, to tak się zgromadziły w kupę i krakały tak po tym, pasły&#13;
się, to godali, ze jakosi bieda nadchodzi, bo wrony się grupują do kupy, no i takie mieli swoje”&#13;
[W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
…tu kładli tu jest żyto, tu jest pszenica, tu jest jęczmień, tu jest owies, tu ziemnioki, tu buroki, tak&#13;
znaczyli, no i to później jak się wyżarzył tak ten ogień, ze się wszystko wytliło, wypoliło, to były&#13;
ładne, a jak on się nie wyżarzył, ino zgosł, tak w czasie tego żarzynio, to godali, ze tego roku nie&#13;
będzie urodzaju na ziemnioki cy na owies, cy na pszenicę, bo się nie wyjarzyło te głownie, no to&#13;
to juz tyz mieli taki, choć to zapamiętoł [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
���3U]HZLG\ZDQLH�L�VSRVRE\�QD�]DSHZQLHQLH�XURG]DMX&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
W czasie obiadu wigilijnego, kiedy nakładano kolejne potrawy do jednej miski, z której mieli jeść domownicy, pod miskę podkładano opłatek i obserwowano, kiedy się przyklei. Kiedy w misce była grochówka i opłatek się przykleił, oznaczało to, że będzie urodzaj&#13;
na groch, jeśli przykleił się kiedy w misce była kwaśnica, to miał być urodzaj na kapustę,&#13;
i analogicznie z kolejnymi potrawami [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus]. Dobry&#13;
rok na ziemniaki zwiastowało pojawienie się wielu szyszek na świerkach i jodłach oraz&#13;
innych drzewach iglastych [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]. Natomiast pierwsze&#13;
grzmoty na wiosnę, nad górami, zwiastowały dobrą mleczność owiec, a grzmoty słyszalne nad nizinami wskazywały na dobrą mleczność krów [W17_M_Mszana Górna_Król].&#13;
Urodzaj przewidywano na podstawie burzy, która „ogrzmi” śnieg w górach [W5_K, K,&#13;
M_Kasinka Mała_Roeske]. Urodzaj, a także swoistą ochronę przed wszelkimi chorobami&#13;
zapewniały:&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Taki był zwycoj, ze jak kupili świnie, to pierse do chałupy musieli te świnie przynieść, zeby się&#13;
w chałupie świnia zeiscała, bo wtedy się darzyło. No taki był przesąd. Cy konia, cy co. Jak konia&#13;
kupili, to wprowadzali do izby i musioł pobyć i ta gospodyni, bo jak gazda przywiózł konia,&#13;
no to gospodyni go pokropiła [wodą święconą] i wtedy wprowodzali do stajnie [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Po ocieleniu się krowy strzeżono, aby nikt z tego gospodarstwa nic nie pożyczył sąsiadom. „W tym dniu nikt nikomu nie pożycoł” [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]. Jak&#13;
podkreślali rozmówcy, zanikanie na tym terenie rolnictwa wpłynęło silnie na to, że liczba&#13;
rytualnych gestów związanych z zapewnieniem urodzaju ograniczona jest do minimum.&#13;
Ponadto dostępność prognoz pogody sprawiła, że rzadziej obserwuje się otaczające zjawiska w celu przewidywania pogody. Nadal podkłada się palmy pod skiby, choć obecnie&#13;
w tym celu jedzie się do pola ciągnikiem.&#13;
&#13;
�&#13;
&#13;
Bazie [palmy wielkanocne] to się przynosiło do domu, to jak ktosi przysedł z ranne mse,&#13;
z kościoła, podsuł zbozem i jak się wyjezdzało orać, to dawali tą bazie pod skibe, na to, żeby był&#13;
plon ładny” [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Tam gdzie siano pszenicę lub żyto ozime, wbijano krzyżyki z głogu. „[…] we Wielgą&#13;
Sobotę, robili te krzyżyki. Najpierw polyli te głoginki, a potem z tych głoginek robili&#13;
krzyżyki i po polach, po kawołkach wbijali” [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda].&#13;
Funkcję ochronną miała również woda święcona w Wielką Sobotę – kropiono nią pola&#13;
uprawne, zwierzęta gospodarskie oraz drzewa owocowe w sadzie [W2_K, M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Jabłonie w przydomowym sadzie obwiązywali dla lepszego urodzaju&#13;
powrósłami owsianymi ukręconymi ze snopka, który znajdował się w izbie podczas Wigilii. Poświęcone palmy zostawiano tak, żeby użyć ich przy pierwszym wygnaniu krów&#13;
na pastwiska na wiosnę. Wtedy to pod próg kładziono łańcuch, aby stado się trzymało&#13;
razem i przy tym każdą krowę uderzano palmą przeciw urokom, chorobom itp. [W1_K,&#13;
K_Mszana Górna_Krasoń]. Podobnie pierwszy wyjazd na wiosnę w pole obwarowany&#13;
był licznymi nakazami i rytualnymi gestami, które zapewnić miały powodzenie i ochronę upraw. W Lubomierzu udało się zanotować wspomnienie całego przygotowania do&#13;
takiego wyjazdu:&#13;
[…] gazda jechoł do pola pierso, na wiesne orać, no to stanął przy koniu i przy pługu,&#13;
i mioł wszystko. Wtedy wychodziła gospodyni, takie węgle miała, paliło się ognisko i to rzucała&#13;
wszystkie te świętości, te wionki, to co święcili na Boże Ciało, cy tak jak teroz na Matki Boskie,&#13;
to już miała to zachowane i rzucała na ten ogień, i rzucała, i trzy razy koło tego konia i koło tego&#13;
gazdy i musioł być tez przy tym, co poganioł to wszystko, ten furmon. No i gazda z tyłu stoł,&#13;
trzymoł za rącki pługa, a gospodyni chodziła dookoła trzy razy i tym go kadziła tym dymem,&#13;
i wodą święconą pokropiła, i wtedy rusoł do tego. A jesce musioł wziąć ze sobą trochę tych&#13;
głowni, tych święconych, i jak zacynoł orać, to pod piersą skibą kłodł te świętości, zeby Pon&#13;
Bóg zachowoł od głodu, od wszelkiej zarazy, te wszystko [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
����0HG\F\QD�OXGRZD&#13;
Jeszcze w latach 20. XX w. wsie zagórzańskie miały utrudniony dostęp do medycyny konwencjonalnej. Na wszelkie dolegliwości w pierwszym rzędzie stosowano domowe sposoby, a jeśli to nie pomagało, udawano się po pomoc do wiejskich znachorów. W zależności&#13;
od natury dolegliwości wybierano odpowiedniego specjalistę. Gdy stan chorego się nie&#13;
polepszał, szukano ratunku np. u znanego na całą okolicę uzdrawiacza z Pasierbca, potrafiącego jakoby zdiagnozować chorego tylko przez obserwowanie moczu pacjenta. Sława jego sięgała daleko, dlatego również z tutejszych wsi przybywali do niego po pomoc.&#13;
Umiejętności odziedziczyła jego córka, która służyła ludziom pomocą do swojej śmierci&#13;
kilka lat temu. W ostateczności udawano się do lekarzy w mieście.&#13;
Wielkim znachorem, znanym także poza zagórzańskim regionem, był baca Tomasz&#13;
Chlipała zwany Bulandą15. Mieszkał w Lubomierzu, a bacował pod Turbaczem na Jaworzynie Kamienickiej. Potrafił leczyć beznadziejne przypadki. Pomagał w chorobach ludzi&#13;
i zwierząt [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Wsławił się tym, że potrafił jakoby przewidzieć, z jakim problemem się do niego idzie. Do dziś w Lubomierzu opowiada się o nim&#13;
historie bardziej i mniej prawdopodobne, ale jak to zwykle bywa w przypadku postaci&#13;
legendarnych, jego historia już żyje własnym życiem.&#13;
My go nie pamiętomy, ale z opowiadanio. Bulanda taki tu, posoł na górach. Wszystko wiedzioł, co się gdzie dzieje. (...) […] A uznawali go tyz tego carownika za takiego znawcę. Bo był&#13;
takim fachowcem, takim znawcą, bo wszystko wiedzioł, co się. No taki jak jasnowidz dziś w&#13;
dzisiejszych casach, no to przewidowoł, a ludzie wszyscy do niego śli, bo wierzyli w te cary, w&#13;
te cuda. Tam krowa komu zachorowała cy się dostała jakie zopolenie, to on dawoł jakiesi zioła.&#13;
No i pumogało. On nie broł pieniędzy, no bo nie broł, no bo skąd kto mioł pieniądze, no to&#13;
mu wynosili tam coś z chałupy do jedzynio, słoniny kawołek jak tam mieli, jak tam mioł kto, a&#13;
jak ni mioł, no to ukochoł ładnie i taką bardzo silną mioł moc, ino ze nie był mściwy. Mioł ta&#13;
księga taką ni i żona mu zmarła i zostali. Oni nie mieli dzieci, ino po bracie synów, oni chcieli&#13;
tą książko od niego zdobyć. Od niego zdobyć, no ale on tak, ze, podobno ze zakopoł, bo na&#13;
&#13;
Również tutaj zanotowano zwyczaj zapewniający dobry chów zwierząt gospodarskich:&#13;
15&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
S. Flizak, Bulanda — ostatni czarodziej gorczański., „Wierchy”, 1957, t. 26, s. 192-195.&#13;
&#13;
65&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
tej Jaworzynie gdzie on to bacowoł. Gdzie tam ta kaplica jest w tych górach. No, ze pod tą&#13;
kaplicką zakopoł to księgo carodziejsko. No ale tam tyz podobno kopali, sukali. No ale on&#13;
wszystko wiedzioł, ile miała pani tam pieniędzy, cy cego, cy jakby pani mu ukradła z domu co,&#13;
cy jak to w nocy musiała przynieść to do niego. Wrócić mu z powrotem. Taką mioł moc. No i&#13;
cóz no. A ludzie chodzili, bo to ci pasterze na kożdej polanie tu były te sałasy, te, to jeden drugiemu wyposoł, wy tu, ale onego się wszyscy boli, nikt pod niego nie podchodził, bo wiedzieli,&#13;
ze Bulanda wszystko może zrobić, i kozdy się go boł, no to tak zasłynął [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Na bolące zatoki stosowano parówkę nad obierkami z ziemniaków, na przeziębienie&#13;
parówkę ze słomy owsianej zalanej wrzątkiem. Siadało się na stołeczku i kładło na siebie&#13;
kawałek materiału [W17_M_Mszana Górna_Król]. Na Łętowem kobieta zażegnywała&#13;
gościec przy użyciu lnianego płótna i wody [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Na pleśniawki przed wojną w Kasinie stosowali pręcia, czyli sok z ołupionych (obranych z kory)&#13;
gałęzi wierzby [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. Choroby oczu leczyła woda zebrana&#13;
z cudownego źródełka w Kasinie Wielkiej, obecnie znajduje się tam zbiornik wodny.&#13;
&#13;
Podstawowym lekarstwem dostępnym w każdej chwili były rosnące na łąkach zioła.&#13;
Zbierano ich duże ilości, głównie dziurawca, piołunu na żołądek, babki lancetowatej na&#13;
ugryzienia, „cyntoryji” na wszelkie choroby żołądka [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń],&#13;
a także szczaw, kwiat lipy czy rumianek. Na przeziębienia stawiano bańki. „Jak oderwał&#13;
tę bańkę, to było czorne jak węgiel […] to ciągło krew, to mówili, że zepsutą, chorą krew&#13;
wyciągało”. Stosowano pijawki, które miały wyssać zepsutą krew [W18_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
Szereg dolegliwości bólowych, nagłych, gwałtownych zapadnięć na zdrowiu powodować&#13;
mogły tzw. uroki. Samo tylko spojrzenie nieżyczliwej osoby, świadomie bądź nie mogło&#13;
zauroczyć. Wiara w nadprzyrodzone przyczyny chorób, zarówno ludzi, jak i zwierząt gospodarskich, przetrwała na tutejszych wsiach dość długo.&#13;
&#13;
Był tu taki tyz, on się nazywoł Kołodziejcyk, co takie bańki, takie cięte bańki, jak się kto stłukł,&#13;
bo to się przewracali ludzie w lesie, cy co stłukł mioł czorne nogi cy co, to był taki sąsiod, co&#13;
stawioł te bańki. Takie cięte, godali, a ze jak po stłuczenie, to najpierw postawił takie normalne&#13;
bańki i to, i te bańki pociągły. Później mioł taką maszynkę, taką kostkę i to tak przerzucoł i to&#13;
tak wyskakowały takie nożyki, takie końce nożyków w to miejsce, co ta bańka była postawiona.&#13;
I później przykładał te same bańki w to samo miejsce tam mioł, i wyciągało to krew, tą stłuczoną. Godali ze to krew stłuczona, no i to pumogało, ze to się nie robily krwiaki, ino ze to. No to&#13;
on, jak się kto przewrócił cy co, no i stłukł, no to po niego chodzili, zeby te cięte bańki postawili&#13;
[W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Rwaniem zębów zajmowali się chłopi, którzy posiadali odpowiedni do tego sprzęt&#13;
– np. kleszcze. „W Olszówce przed wojną chłop rwał zęby, chodzili do niego z Koninek,&#13;
znał się na tym” [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda]. Odbieraniem porodów jeszcze w&#13;
pierwszych latach powojennych zajmowały się babki, krejbabki lub klejbabki czyli ludowe&#13;
akuszerki. W Kasinie Wielkiej wspominali akuszerki „od Wrzecionka” i „od Chrustka”.&#13;
Skutecznym remedium właściwie na wszelkie choroby miało być psie sadło [W17_M_&#13;
Mszana Górna_Król]. Do dziś w tutejszych miejscowościach można zakupić taki specyfik&#13;
u lokalnych wytwórców. Psi smalec stosowany bywał w przeziębieniu, grypie, przemęczeniu organizmu po pracy w polu.&#13;
No smarowanie. No to nojwięcej to było tak, zeby psim sadłem wysmarować. No no to wysmarowoł, no i żeby wypił tam kroplo cy dwie tego psiego sadła, ze to powinno mu pomóc, no.&#13;
Ze jak mioł jakie nudności albo co, no to żeby tym się spróbowoł jak mu juz nic nie pómoze, to&#13;
mu na pewno to nie zaskodzi, no to ludzie tak w to wierzyli [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Na „oberwania” niezawodne było smarowanie:&#13;
Moja ciotka chodziła jako smarowacka, to smarowała tych ludzi. Jak chłopy sie orobiły w lesie,&#13;
oberwoł się, odzwiogoł sie to ona umiała zrobić takie wołki jakieś, wypodwiązywała to wszystko, wysmarowała raz, później za dwa dni, znowu drugi raz, no i przechodziło ludziom. Jak se&#13;
mogli, tak se ludzie radzili [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
����8URNL&#13;
&#13;
Jak kogoś bolała głowa czy coś, to najpierw odczyniali uroki. To albo używaną bielizną jakąś&#13;
brudną, tam się ocierało czoło, głowę, twarz i że się tam gdzieś spluwało za siebie. No wierzono&#13;
bardzo w taką medycynę ludową, bo tylko taka mogła być, nie było dostępu do lekarzy, bo ich&#13;
mało było […] tak, że ludzie się leczyli sami [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Skutecznym remedium było odczynianie uroków. Zajmowały się tym szanowane we&#13;
wsi kobiety:&#13;
[…] chodziła Lulkowo [w Kasinie Wielkiej], to rzucali węgle takie z drewna na wodę i ona do&#13;
tyłu musiała umić paciorki mówić. I to się od tyłu odmawiało do przodu […] i tak potem leczyli. I to było jak ktoś dostał jakich boleści albo jak coś zachorowało w stajni, bydle jakieś abo coś,&#13;
to różnie tak [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
W Kasince Małej ok. 80 lat temu opowiadano historię ówczesnego proboszcza, który&#13;
jawnie potępiał wszelkie gusła i zabobony miejscowej ludności. Pewnego dnia zaniemógł&#13;
mu koń, posłał po weterynarza. W międzyczasie parobek stwierdził, że na konia rzucono&#13;
urok, ksiądz jednak w to nie uwierzył. Przyjechał weterynarz, podał zwierzęciu zastrzyk,&#13;
który jednak nie pomógł. Inna kobieta też utrzymywała, że to urok.&#13;
[…] no i wreszcie się użaliło temu księdzu tego konia i kazał iść po tę babę, żeby odczyniła te&#13;
uroki. No i baba mówi tak, że: co jak co, ale do księdza to nie pójdę! Bo on mi taką pokutę później zada, że aż się nie pozbieram. Ale nie, bo ksiądz proboszcz prosił, żebyś przyszła. No i poszła i odczyniła te uroki, wie pani, tam jakieś węgielki wrzucała do wody i mówiła jakieś te pacierze, ja nie wiem, ktoś tak mówił, że jakoś tak odwrotnie trzeba mówić, nie wiem już dokładnie&#13;
[…] no i ten koń zaraz wstał, jak tylko odczyniła te uroki, koń zaraz wstał. I już później nic ksiądz&#13;
nie mówił na te baby, że tak wierzą w takie cuda [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Kolejna z relacji z Mszany Górnej wskazuje, że urok mógł być skutkiem działalności&#13;
czarownika bądź czarownicy.&#13;
Mojej córki teściu i teściowa mieli krowo jedną i jednym razem jak ją przygnali do stodoły ze&#13;
nic nie chciała wejść, nie chciała przekroczyć progu i wejść, zaczęli ją bić i gonić, żeby ją wegnać&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
i nie mogli. A teściowej matka mieszkała gdzie indziej i robiła se w polu i ta jej sie poskarzyła&#13;
co im sie, ze cosi sie robi z krowo, ze nie chce wejść do stajni. A ona jej godo tak: wies co, jak&#13;
przyganios te krowo przed to stajnio, niech Józek zdejmie koszulo ze siebie, ino jak ją zdejmuje,&#13;
to zeby ją znicał [ściągał] z lewe strony i niech rzuci na to krowo i niech bije po tej koszuli. Chodzby ta koszula spadła z te krowy, niech bije te koszulo na ziemi […] i tyn tak zrobił. Przyszła&#13;
sąsiadka i godo: wies co, Józek, przestań bić to koszulo, bo Józek (jej chłopu tyz było Józek) ni&#13;
może wytrzymać w domu. A oni mieli coś zawse, mówili. Mieli taki ustęp, na nim zawsze stał&#13;
garcek i w tym garcku mieli tam coś posadzone, tak że ona, to sie tak da zauwazyć, ta sąsiadka&#13;
jak podoiła krowy, a przedtem sie cedziło to mleko, a ona jak przecedziła to wziena tą szmatę, wypłukała i tą wodą podlewała tego kwiotka, to nazywoł się przestęp [W1_K, K_Mszana&#13;
Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
W Olszówce odczynianiem uroków zajmowała się Maria Czyszczoń. Ponoć pomogła&#13;
proboszczowi, którego konie wjechały do fosy [W7_K_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
����3LHěQL�L�RSRZLHěFL�OXGRZH&#13;
W Kasinie Wielkiej stoi od przeszło 250 lat kaplica na Brzegach z cudownym obrazem&#13;
Matki Boskiej Częstochowskiej. Łaskami słynący obraz przychodzi podobno z pomocą&#13;
najbardziej potrzebującym, w sytuacjach zagrażających życiu, beznadziejnych. Rodzina&#13;
nieszczęśnika zamawia wtedy mszę błagalną w kaplicy na Brzegach. „Co się komuś działo, leciał do kaplicy i się modlił i każda prośba się spełniała” [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus]. Wiele miejsca w przekazach mieszkańców Kasiny zajmują świadectwa cudów,&#13;
jakie dokonały się za wstawiennictwem Matki Bożej Brzegowskiej16. O historii powstania&#13;
kaplicy krążą dwie opowieści. Jedna z nich mówi o tym, że w tym miejscu miał stać niegdyś kościół, który podczas najazdu tatarskiego zapadł się. Według opowieści wystawał&#13;
z ziemi jedynie krzyż, ale pewnego razu kobieta wracająca z jarmarku w Skrzydlnej potknęła się o ów krzyż i ten zapadł się zupełnie pod ziemię. Druga opowieść odwołuje się&#13;
do budowniczego kaplicy. Miał nim być ranny żołnierz, którego wyleczyła pewna kobieta&#13;
ze wsi. Pewnego dnia sięgała po coś do skrzyni, w której ów żołnierz dostrzegł obraz zwinięty w rulon. Zobaczył coś w tym obrazie i prosił kobietę, aby mu go dała. W podzięce&#13;
za uratowanie wybudował kaplicę, a obraz umieścił w jej wnętrzu. Miejsce to przez część&#13;
mieszkańców wsi uznawane jest za cudowne [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus], choć&#13;
sam ksiądz proboszcz nie chce odprawiać tam mszy, które zwyczajowo od wielu pokoleń&#13;
tam właśnie były odprawiane. W Kasince Małej przetrwała opowieść o cudownym źródełku na Kiczorach. Jego woda miała właściwości lecznicze, ludzie używali jej do przemywania ciała. Źródełko służyło mieszkańcom przez długie lata:&#13;
[…] ale paśli sąsiedzi z Lubnia, z drugiej wioski, no i z Kasinki tutaj paśli krowy. No i pokłócili&#13;
się, pobili się, bardzo mocno się pokrwawili i wzięli potem na końcu te koszule w tym źródle&#13;
16&#13;
&#13;
Pierwsze przekazy o cudownych uzdrowieniach zbierano w zeszycie wystawionym przez ks. kanonika Mariana Juraszka w kaplicy, obecnie od 2013 r. zbierane są także za pośrednictwem Internetu i publikowane na&#13;
stronie&#13;
http://www.kasinawielka-kaplicanabrzegu.pl/laski-otrzymane-za-wstawiennictwem-matki-bozej-czestochowskiej-w-kaplicy-na-brzegu/, dostęp 19.12.2019 r. Wydano książkę autorstwa ks. kanonika Mariana&#13;
Juraszka, Słynący łaskami obraz Matki Bożej Jasnogórskiej z Kaplicy na Brzegu w Kasinie Wielkiej.&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
wypłukali. I to źródło od tego czasu się… zgniewało i już nie było tej siły, zanikło po prostu to&#13;
źródło. Tak mówili, że od tego czasu [W5_K, K, M__Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
W Lubomierzu zanotowano dwa przekazy dotyczące jaskini zbójników leżącej na&#13;
zboczu Jaworzyny Kamienickiej. W opinii miejscowych jaskinia ta rozciągać się miała&#13;
pod całymi Gorcami, tworząc sieć korytarzy. Ponoć kiedyś sprawdzili to juhasi, którzy&#13;
wpuścili tam kozę, a ta wyszła pod Mogielnicą [W22_K_76_Lubomierz_Wójtowicz-Wierzbicka]. Ponieważ wejście do jaskini znajduje się niedaleko kapliczki, którą na&#13;
Jaworzynie Kamienickiej postawił Tomasz Chlipała zwany Bulandą – wspominany już&#13;
powyżej słynny gorczański baca, znachor i czarownik – krążą opowieści o tym, że należała do niego i w niej ukryć miał niezwykłe skarby. [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda]&#13;
Wedle tutejszych legend jaskinię mieli zamieszkiwać zbójnicy, którzy również schowali&#13;
w niej zrabowane kosztowności. W Olszówce w dwóch wywiadach przytoczono legendę&#13;
o powstaniu tej miejscowości. Według przekazów król Władysław Jagiełło podróżował&#13;
traktem kupieckim ze Szczyrzyca do Pesztu na Węgry. W miejscu obecnego centrum&#13;
Olszówki ukazał mu się jeleń, który miał krzyż pomiędzy rogami. Nie zwlekając, król&#13;
rozkazał, aby w tym miejscu wybudować kaplicę. Następnie lokowano tam osadę, która&#13;
od otaczających ten teren lasów liściastych nazwana została Olszówką [W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
Jak podkreślali rozmówcy, dawniej repertuar kolęd i pastorałek był bardzo rozbudowany. W niektórych domach organizowano wspólne śpiewanie, podczas którego wykorzystywano drukowane kantyczki „w których było nawet czterysta kolęd”. Część z dawnych kolęd przetrwała do czasów dzisiejszych i obecnie postrzegane są jako niespotykane&#13;
gdzie indziej, charakterystyczne dla danej wsi.&#13;
My mamy takie swoje pastorałki typowo olszowskie, a kto ich kiedy wymyślił, to nie wiem&#13;
[W19_M_Olszówka_Krasoń]&#13;
Pasły się owce pod borem, to lubieją śpiewać tutaj, to jest taka pastorałka. No różne, różne, to&#13;
mieli kantycki, takie jak wszędzie. Takie Do szopy hej pasterze, Przybieżeli do Betlejem, takie raczej, że tak powiem, nie zwymyślane, tylko takie, takie proste. Dziecina mała, to nawet&#13;
z okolic Mszany, a później tutaj zaczęło się śpiewać tą pastorałkę, Dziecina mała, Dnia jednego&#13;
o północy, właśnie mój tata lubiał to śpiewać. To też jest takie, takie tutejsze, no” [W4_K_55_&#13;
Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Typowo porębiańską pastorałką była Razu pewnego o północy [W19_M_Olszówka_&#13;
Krasoń]. Śpiewano również A wczora z wieczora, Runeła gruchneła w Betlejem, Nie wie&#13;
kto z was mili bracia, Cztery lata, W Betlejem przy drodze.&#13;
&#13;
����6WUµM&#13;
Strój odświętny był ważnym elementem tożsamości lokalnej. Jego wygląd zależał od wielu czynników: były to najczęściej nakazy tradycji, kanony ówcześnie panującej mody,&#13;
wpływy silnych grup ościennych i w końcu gust samego właściciela. Dawny strój odświętny obecnie jest rekonstruowany przez liczne w tym regionie zespoły regionalne,&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
koła gospodyń, a także członków orkiestr dętych Ochotniczych Straży Pożarnych. Ci&#13;
ostatni zamawiają sobie kompletne stroje zagórzańskie, jednakowe dla całego zespołu.&#13;
Dotyczy to np. zespołów Echo Gór z Kasinki Małej czy też Echo Zagórzan z Kasiny Wielkiej, gdzie w hazukach i góralskich kapeluszach występują również kobiety.&#13;
Pierwsze osoby powracające do noszenia tradycyjnego stroju w początkach XXI w.&#13;
wobec braku krawców i pracowni na tym terenie sięgały po elementy strojów góralskich&#13;
z Podhala, szytych w pracowniach w Nowym Targu bądź Zakopanem. Również tam&#13;
wykonywano pierwsze stroje dla zespołów – pracownie te specjalizują się bowiem&#13;
w szyciu na masową skalę, co ma znaczenie zwłaszcza w przypadku zamówienia strojów&#13;
z zewnętrznych grantów [W4_K_55_Poręba Wielka_Luberda]. Obecnie lokalni krawcy&#13;
świadczą już usługi w tej materii. Wtedy też, jak podkreślają miejscowi, nikt nie zwracał&#13;
uwagi czy te elementy strojów są zagórzańskie, ważne było posiadanie stroju góralskiego&#13;
– podkreślenie przynależności do szerszego grona. Dopiero w ostatnich latach położono nacisk na odrębność regionalną poszczególnych grup etnograficznych. Wskazywanie&#13;
przez jury konkursowe na nieprawidłowości w strojach zespołów regionalnych wpłynęło&#13;
na większą dbałość w rekonstruowaniu tychże strojów, w tym szczegółów wyszyć i zdobień17. Rzadko zdarza się, aby „obcy” chodzili w stroju zagórzańskim, choć zdarzały się&#13;
wyjątki od tej reguły, m.in. w Kasinie był „Kozioł tutaj świętej pamięci Kozioł, un był&#13;
z Krakowa to un chodził w stroju i od nowa się to łodrodziło” [W23_M_Kasina Wielka_Dymanus]. Przyczynę zaniku strojów ludowych świetnie wytłumaczył Rafał Nowak,&#13;
krawiec ludowy działający w Kasinie Wielkiej.&#13;
Downiej to sie strój góralski kojarzył z biedotą. No bo poszli wszyscy po wojnie czy już przed&#13;
wojną do roboty do Zakopanego, tam sie otwarły domy wczasowe i każdy, jak chodził na&#13;
codzień w tych suknach w tym w tym takim innym ubiorze, to późni jak juz ubrał krawat i&#13;
marynarke to juz. I to właśnie wyparło te stroje góralskie. Jak wszyscy ruszyli na Śląsk, to jak on&#13;
przyjeżdżał w krawacie i eleganckiej koszuli, to un mioł gdzieś ubierać się po góralsku. I nagle&#13;
jak grom z jasnego nieba lata 90., tak juz koniec 90. lat, jak wszyscy zapragneli z powrotem&#13;
wrócić do góralszczyzny [W23_M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Do tego dochodził jeszcze czynnik ekonomiczny – stroje ludowe były stosunkowo&#13;
drogie w porównaniu do tańszych, szytych z fabrycznych materiałów ubrań. Elementy&#13;
strojów tradycyjnych, takie jak gorset czy serdak, były i są drogie [W13_K_84_Poręba&#13;
Wielka_Luberda]. Jedynie najbogatsi mogą sobie pozwolić na takie zbytki, jak dodatkowy strój góralski, który nosi się jedynie od święta. Dość wskazać, że przeciętny serdaczek&#13;
to wydatek rzędu 3000 zł., natomiast gorsety w zależności od zdobienia i sposobu wyszycia mieszczą się w przedziale 800-2000 zł. Kompletny strój męski to wydatek rzędu 8000&#13;
zł. Zarówno dawniej, jak i dziś strój ludowy jest wyznacznikiem statusu majątkowego&#13;
jego właściciela.&#13;
Tak jak dawniej na wszystkie imprezy na wesela, na śluby, na pogrzeby sedł w nojelpsym ubiorze, bo żeby pożegnać kogoś abo przywitać, szedł w taki uroczystym stroju żegnoł i witoł. No&#13;
to tyn strój tuz teroz do tego jest zeby w tym stroju chodzić po pierwsze to ta wyznacznia tego&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
bogactwa, a po drugie honor, że go uszanowoł ten co przyszedł ładnie, a nie w byle jakik dzinsak [W23_M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Obecnie jedynie zespoły regionalne dbają o zachowanie „czystego” stroju zagórzańskiego, bez obcych elementów. Natomiast mieszkańcy chcący sobie sprawić strój nadal&#13;
ulegają podhalańskiej modzie – zarówno w wyszyciu jak i kroju portek [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Strój podhalański postrzegany jest jako ten prawdziwie góralski,&#13;
bardziej estetyczny, bogatszy.&#13;
Większość respondentów jako najbardziej wyróżniający się element strojów mieszkańców tutejszych wsi wskazywała na hazukę – rodzaj męskiego okrycia wierzchniego,&#13;
które noszono jeszcze po wojnie do kościoła i w odświętne dni [W13_K_84_Poręba&#13;
Wielka_Luberda]. Do kościoła chodzono w strojach tradycyjnych [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
W latach 80. XX w., tutejsi kuśnierze powrócili do łask. Szyjąc współczesną odzież&#13;
wierzchnią – kurtki, płaszcze, kożuchy – zaopatrywali ludność w deficytowe części garderoby. W tamtych latach strój tradycyjny zanikł całkowicie. W ramach odradzającej się&#13;
potrzeby noszenia strojów ludowych, która na ten teren zawędrowała dopiero w nowym&#13;
tysiącleciu, jako pierwszy powrócił brązowy serdaczek podhalański. Był wtedy bardzo&#13;
popularny na całej góralszczyźnie, jako wynik silnej podhalanizacji stroju ludowego.&#13;
Pierwszym kuśnierzem, który powrócił do szycia zagórzańskich serdaczków, był Józef&#13;
Kotarba z Kasinki Małej (ur. 1932 r., zm. 2017). Szycia oraz zdobienia serdaczków i portek góralskich nauczył się od swojego ojca. W latach 60. XX w. rozpoczął samodzielną&#13;
działalność.&#13;
W kobiecym stroju obecnie ważny jest kolor spódnicy. Białą starsze kobiety zakładają&#13;
jedynie na uroczystości kościelne, a czerwoną i zieloną na wesela, bowiem białe spódnice&#13;
tybetowe przeznaczone są dla młodszych dziewczęt, druhen [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Wiek spódnicy góralskiej obecnie można poznać po wzorze i kolorze, bowiem producenci materiałów, chcąc zachęcić do kupna, wprowadzają nowe wzory, które&#13;
ustępują miejsca kolejnym po około dziesięciu latach.&#13;
Obecnie strój ludowy wraca do łask za sprawą działalności kół gospodyń, zespołów&#13;
folklorystycznych, orkiestr dętych itp. W Kasinie podczas największych świąt, odpustów&#13;
czy Bożego Ciała, jedna trzecia osób ubranych jest po góralsku. Zespoły szyją stroje dla&#13;
swoich członków, wzorując się na fachowej literaturze, przede wszystkim Atlasie Strojów&#13;
Ludowych: Zagórzanie Sebastiana Flizaka [W16_K_55_Poręba Wielka_Luberda, Sus].&#13;
&#13;
����&amp;\NO�REU]ÛGµZ�GRURF]Q\FK�&#13;
������:LJLOLD�%RĺHJR�1DURG]HQLD� ���JUXGQLD&#13;
Wigilia postrzegana była jako dzień niezwykły, w którym przestrzegano wielu reguł, aby&#13;
zapewnić sobie szczęście i powodzenie w nadchodzącym roku. W pamięci rozmówców&#13;
&#13;
17&#13;
Kompendium wiedzy dotyczącej stroju stanowi publikacja S. Flizaka, Strój Zagórzan, Polskie Towarzystwo&#13;
Ludoznawcze, Wrocław 1957.&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
zachował się zwyczaj rytualnego obmywania się.18 Każdy z domowników z rana musiał&#13;
obmyć się w miednicy z wodą, do której wrzucano monety, wierzono bowiem, że ta praktyka pozwoli zachować dobre zdrowie całej rodziny [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
Czasem kąpano się bezpośrednio w potoku:&#13;
[…] po wodę trzeba było iść bardzo daleko, jak najbardziej żeby było ka, studnia abo co, a tyz&#13;
było rozmaicie, i przywieźli we wiaderku wody, trzeba było cisnąć piniądze dwa, trzy, no i we&#13;
wigilię my wstawali na cas jako dzieci i w tyj wodzie my musieli buzię umyć. Na to, zeby widzieć&#13;
na ocy dobrze [W24_K_84_Jasionów-Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W drugi dzień Bożego Narodzenia, na św. Szczepana, święcono owies w kościele. Jedna z respondentek opowiadała, że jeszcze po wojnie w kościele w Mszanie Dolnej w tym&#13;
dniu „bili w księdza tym owsem, tymi ziarnami z chóru w kościele” [W28_K_Mszana&#13;
Górna_Król]. Następnie odwiedzano domy i składając życzenia, sypano owsem, poświęconym wcześniej w kościele. Ten zwyczaj też zanikł.&#13;
No to jak wchodzili do domu, sło się do kościołą na ranno mso. Kto przysedł nopierwyj&#13;
z kościoła, to godali, ze tyn nopierwyj zasieje, a owies był już gotowy. Mieli owies, podsypowali,&#13;
pokwolyli Boga, podypowali na scynście, na zdrowie, coby się darzyło w łoborze, w kumorze&#13;
na polu dej Boze, jesce to pamiętom, bo my to godali. Ale dzisiok nie umią nic. Choćby chcioł&#13;
powiedzieć, to nie zrobimy nic, jak ktorysi tam złapi, no to juz. U mnie synowie tam dość pamiętają, ale Ci młodsi no to tam dowidzenia. Takie było, takie było żywe wszystko takie, jak&#13;
przysły święta, to tak [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Wyjątkowy był również sam wystrój białej izby: znoszono do domu metalowe przedmioty, fragmenty pługów, siekierę itp., które układano pod stołem, przy którym jedzono&#13;
wieczerzę wigilijną zwaną na tym terenie obiadem:&#13;
Ze tym pługiem co orali albo co, to we wigilije, albo te kolca, to się nazywało, to się przynosiło&#13;
do domu i na tym trzeba było stoć, żeby zaś nogi nie bolały i się nie odbijały [W24_K_84_Jasionów-Olszówka_Luberda].&#13;
&#13;
W dzień Wigilii dziewczęta wybiegały z domu, aby przynieść drewna. Należało nabrać go w ręce bez liczenia, a po przyjściu do domu sprawdzano – jeśli liczba szczap&#13;
drewna była parzysta, czyli będzie z tego para – w tym roku panna miała znaleźć kawalera.&#13;
Zachowano pamięć o wróżbach w noc wigilijną. Wychodząc z domu, młode dziewczę&#13;
zwracało uwagę na to, z której strony pies zaszczeka po raz pierwszy, oznaczało to bowiem, że z tamtej strony przyjdzie do niej kawaler [W10_K_70_Mszana Górna_Król].&#13;
Najwięcej roboty było w tą Wigilię, bo sieczka do rżnięcia dla bydła, drzewo trzeba było przygotować na te trzy dni, bo nie roz było trzy dni świąt, no i sprzątanie i pieczenie, to było bardzo&#13;
dużo roboty. A sama wigilia to była taka: jak tata już skończył tą robotę w obejściach gospodarczych to przynosił snopki ze zbożem, się stawiało w kącie, to było chyba na, żeby urodzaj był&#13;
i pod stołem była kładziona słoma, bo tak jak Pan Jezus się urodził, potem tam się spało, pod&#13;
stołem jako dzieci. […] No czekało się na te święta, bo było wtedy może nie dostatek, ale więcej&#13;
tego było, czego nie było na co dzień [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Potem rodzina zasiadała do specjalnie w tym celu przygotowanego stołu. Tradycyjnie&#13;
nie liczono potraw wigilijnych, dopiero później wedle upowszechniającej się mody starano się, aby tych potraw było dwanaście. Jak podkreślali rozmówcy, w przeszłości nigdy&#13;
na stole nie było ryb. Królowały za to barszcz czerwony z kluskami (Mszana Górna),&#13;
z fasolą, fasola ze śliwkami suszonymi, kluski z makiem, polewka z suszonych owoców,&#13;
krupy z fasolą Jaś, kwaśnica.&#13;
Przed północą można już było spożywać upieczone wcześniej buchty z makiem lub&#13;
marmoladą – ciasta drożdżowe. Wieczorem świętujący kolędowali, śpiewając kolędy z&#13;
kantyczki. Kolędnicy chodzili z orkiestrą [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus]. Następnie&#13;
rodzina wybierała się na pasterkę, a po pasterce chłopcy szli na podłazy do tych domów,&#13;
„gdzie były panny” [W27_K_Olszówka].&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
S. Ulanowska, Boże Narodzenie u Górali zwanych „Zagórzanami”, „Wisła”, 1888, t.2, s. 106.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
Owies także obficie wkładano pod obrus na stole wigilijnym, aż przewracały się miski.&#13;
Dziś kładzie się siano tylko symbolicznie [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
������.ROÛGQLF\&#13;
Kolędnicy chodzili dawniej w stałym rytmie od św. Szczepana do Trzech Króli. Zwykle&#13;
kolędowali w swoich rodzinnych wsiach, ale zdarzało się, że grupy kolędnicze wędrowały z chęci zarobku do innych wsi, a nawet przez góry do Rabki, gdzie kolędowano&#13;
zwykle w najbliższej dzielnicy zwanej Słone. W pamięci mieszkańców tutejszych wsi&#13;
przetrwała „żywa szopka”, czyli kolęda z Herodem. W przedstawieniu brali zwykle udział&#13;
młodzi chłopcy przebrani za Króla Heroda, Żołnierzy, Pastuszków, Żyda, Czarownicę,&#13;
Śmierć z kosą, Matkę Boską, Jezusa, Trzech Królowów, a do tego muzykant i chłopiec&#13;
z gwiazdą.19&#13;
Żyd i dziad przekupowali się o Heroda. Śmierć go zabrała. Diabeł go wziął. Żyd kupował&#13;
i sprzedawał szmaty po Herodzie. Czarownica robiła masło i rozdawała wszystkim. [W17_M_&#13;
Mszana Górna_Król].&#13;
&#13;
Popularna była kolęda z Turoniem, w której występował również dziad, a muzykę&#13;
grano na harmonii [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
W dawnych czasach z niecierpliwością wypatrywano wizyty kolędników, wierząc, że&#13;
zapewnić może urodzaj i dobrobyt oraz szczęście domownikom. Poza tym przedstawienia owe, czy to kukiełkowa czy żywa szopka, stanowiły jedyną w swoim rodzaju rozrywkę.&#13;
Cieszyli się we wszystkim wie pani, co było to się ludzie ciesyli. A dzisiaj to takie wszystko, siedzą patrzą, zeby euro było. A euro to nie wszystko [W9_K, M_72, 73_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
To była jedyna rozrywka[W10_K_70_Mszana Górna_Król].&#13;
19&#13;
&#13;
J. Bujak, Ludowe obrzędy doroczne w okolicach Rabki, Muzeum im. W. Orkana w Rabce, Rabka 1972.&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Za kolędę dziękowano prostym poczęstunkiem: herbatą i ciastem. W czasie okupacji&#13;
ze względu na zakaz nie chodzono po kolędzie. Obecnie grupy kolędnicze w dość okrojonym składzie chodzą tylko do konkretnych domów. Towarzyszy im akompaniament na&#13;
akordeonie.&#13;
&#13;
������7U]HFK�.UµOL� �����&#13;
W wigilię Trzech Króli zwyczajowo także na tym terenie chodzili po wsi Trzej Królowie.&#13;
Jo tu chodził tyz po trzech królach. My byli tacy dzieci, to do szkoły my tu chodzili, po całym Lubomierzu, no to śli, robili my se takie ornaty z papieru, takie były papiery wąskie, co&#13;
baby kupowały pod obrazy. Jako to obrazów było na ścianie od jednego rogu do drugiego.&#13;
Takie u wszystkich. I pod obrazem musioł być papier, taki rozścielony świeży, no i wyubierane były jesce takie kokardki, takie robili z cetyny cy z cego to tak przybijali, żeby było świeżo&#13;
w domu. No i te obrazy wybierali i … No a tym Trzem Królom kupowali więcej tego papieru,&#13;
zeby na tych Trzech Króli było. I berło zrobili, taki kij zakręcony, no i chodziło się i śpiewało&#13;
się przy tym: Trzej królowie jadą, z wielką paradą, od wschodu słońca, sukają końca, zbawienia. Na kościele gwiozdka, zieleni się trawka, siedzieli tam pastuszkowie, jedli kaszę z worka.&#13;
Kaszę wyłuskali wszystko pozbierali, a jak im nic nie dali, gorki potrzaskali. Gospodarzu nas,&#13;
nie opuszczaj nos, jak mos jaki grubsy gros, to nom go tu dos. No i cekołeś żeby ci co dali, no&#13;
to dali, kielo kto tam mógł, to zucił no i Za kolędę dziękujemy. Na drugi rok tyz przyjdziemy&#13;
pokolędować. No i do następnej chałupy się sło i tak [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
������:LHONDQRF�&#13;
Wielkanoc poprzedzał Wielki Post, który wspominany jest jako bardzo restrykcyjny.&#13;
Jeszcze w latach 50. XX w. w czasie postu tutejsza ludność jadła wyłącznie żur, ziemniaki&#13;
i kwaśnicę podawane bez omasty lub maszczone olejem lnianym, po który udawano się&#13;
piechotą „gdzieś za Gruszowiec”. Nie spożywano produktów pochodzenia zwierzęcego&#13;
i powstrzymywano się od nabiału.&#13;
We Wielki Piątek przestrzegali, żeby juz nie rusoł ziemie w polu, żeby juz było spokój, cisa. No&#13;
dy kto musioł iść do stajnie tam do krów, tego, to posedł, ale żeby tam się broł za jakie rąbanie, albo coś z żelazem robił, to juz nie, to już było święte, ze nie wolno i juz. Bo juz Pon Jezus&#13;
umarł, i juz się nie robiło, przestrzegali, bardzo przestrzegali. […] No ale przysedł post, przysedł&#13;
piątek, to juz gorzkie żole w kozdym domu śpiewali, to się utarło ze to do dziś dnia to jest, ze&#13;
juz wszystkie trzy cęści. Schodzili się domownicy, no kto mógł, to juz te gorzkie żole musioł&#13;
śpiewać [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Do dziś przetrwała tradycja wynoszenia w Wielki Piątek krzyżyków wykonanych&#13;
z gałązek poświęconej palmy na pola uprawne.&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
W Kasince Małej do dziś większość archaicznych zwyczajów zachowała się jeszcze&#13;
w ostatniej dzielnicy wsi, tzw. Zagródce. Na przykład nadal na Wielkanoc święci się obejście wodą święconą, odmawiając pacierze. W Kasince ten zwyczaj już zanikł, natomiast&#13;
tam jest jeszcze popularny.&#13;
W Lubomierzu zanotowano ciekawy zwyczaj. W Wielką Sobotę niosący koszyki ze&#13;
święconką do kościoła byli narażeni na odebranie swoistego podatku przez ministrantów, którzy z każdego koszyka zabierali dla księdza przynajmniej dwa jajka. Niektórzy&#13;
parafianie, aby tego uniknąć, uciekali przed ministrantami [W14_K, M_71_Lubomierz_&#13;
Luberda]. Natomiast w Mszanie Górnej w wielu rodzinach w Wielką Sobotę wracający&#13;
z kościoła trą poświęconym chrzanem oczy, aby nie były uroczne („parsywe”), aby nie&#13;
szkodzić innym swoim wzrokiem. Natomiast kawałkiem kiełbasy smaruje się dłonie, nogi&#13;
i stopy, co ma skutecznie zapobiegać ugryzieniom węży20.&#13;
No to w Śmigurztny Poniedziałek takie takie preciesze szli to, bo to takie, co koszyki się plecie, takie to pryncie. Wziun ze dwadzieścia tych pryni do ręki wzion, no i sedł od chałupy do&#13;
chałupy, i kwolył Boga, i rzucoł te pryncie na ziymie. No to jak gospodyni cy gospodorz był zadowolony ze przyśli śmigurztnicy, to to wzion tygo pryncia i wyśmigoł tych wszystkich swoich&#13;
domowników tym prynciem żeby się: Latuj się, zimuj się a nie posikuj się. I dali tym śmigurztnikom tych porę grosy albo jojka. Bo jak ni mioł pieniędzy, no to jedno jojko cy dwie, no to mieli&#13;
te dzieci taki koszycek, to uzbieroli tych jojek, to potem zanieśli do sklepu, no to mieli na zeszyty cy na ołówki cy na co, no bo jak ni mioł, no to juz były jego pieniądze, to oni decydowali.&#13;
A jojka jak uzbieroł no to sprzedoł, bo w sklepie przyjmowali, z tym nie było kłopotu [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Dawnym zwyczajem były odwiedziny w ten dzień dziadów śmiguśnych. W Kasinie&#13;
Wielkiej przebrani w stroje dziadów mieli ozdobne warkocze ze słomy. „Od drugiej,&#13;
trzeciej godziny już chodzili po domach, tam się tłukli, wygłupiali się” [W8_K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus]. Częstowano ich wódką, za kolędę dawano jajka. Do czasów współczesnych zwyczaj ten zachował się jedynie w Kasince Małej, w Zagródce i Węglówce.&#13;
Tam nadal w drugi dzień Świąt Wielkanocnych „chodzą po dziadach”, robiąc psoty i wyrządzając szkody w obejściu. „Poprzebierani. Na odwrót poubierają te kurtki, na głowę&#13;
pończochy założą” [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske]. Z obawy przed dziadami, spodziewając się ich wizyty, mieszkańcy zamykają obejście i chowają rzeczy, by uniknąć nieprzewidzianych strat.&#13;
&#13;
������=LHORQH�ěZLÇWNL&#13;
Świętowano je podobnie jak niedzielę, były bowiem dniem wolnym od pracy. Przez cały&#13;
tydzień poprzedzający to święto przystrajano obejście świeżymi gałązkami leszczyny,&#13;
jesionu lub buka.&#13;
W domu jak były te obrazy, to koło obrazów się maiło tymi jasionkami, no i po polu. Wbijali&#13;
w spary, no bo downo domy były drewniane, to spary to wbijali wkładali te gałązki w te spary, ze&#13;
&#13;
Jedni ubierają te krzyżyki jakimiś wstążeczkami, drudzy takie gołe, to zależy od regionu.&#13;
I każdego roku w Wielki Piątek to już rano się zanosi, a moi teraz to już i traktorem zawiozą&#13;
[W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
20&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
Zwyczaj ten nadal żywy w rodzinie informatorek [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
75&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
juz umaili. To siedziało to do jakiegoś casu, a jak uschło, to juz potem wyciągali. No. No to tako&#13;
była tradycja, to jakby nie umaił tego, to znowu byłoby źle, bo ci, co byli starsi, to juz pilnowali&#13;
tego, żeby tak było [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Przygotowywano również drewno do palenia sobótki, czyli ogniska na polach. Udało&#13;
się zanotować ciekawy zwyczaj odymiania pól.&#13;
Nazywały się kozubki, na smrekach, taki gładki smrek. Wzieno się nożyk, kroiło się skórę taką&#13;
graniatą, z tego się robiło tak – zwijało się i nazywoł się kozubek. Do tego kozubka my chodzli&#13;
po smrekach i srucali my żywicę, do tego kozubka, a z dołu się wbijało loskę taką dość do tego&#13;
kozubka, do tej smoły i ten dzień, który już był, poliło się te kozubki, tak podpolywało się tą&#13;
żywicę, tą smołu tam. Ale to było takich chłopoków z dziesięci, śli rzędem, no jeden za drugim,&#13;
wiecór. Tak to pięknie wyglądało, a ojcowie patrzeli i ciesyli się, ze dzieci idą pieknie, a ojcowie&#13;
zaś taką lozecke owijali, nazywoł się len. Takie kłaki owijali na takiej lozecce drewniany i łobloli&#13;
naftą te kłaki, i rzucali do góry, na dworzu nie w domu, rzucali i leciała to tak jak dzisiok rakieta.&#13;
No w tyn cos nie było rakiet. No to leciało do góry i potem, jak spada, to się jesce poliła, nie&#13;
zgasła. Kobiety się śmioły, jak mężowie robili, jak rzucali, a dzisiok przenikło wszystko, przepadło. Jak widzi pani hań tą górkę, to się ta górka nazywa Polenica, hań my polyli sobótki a na tej&#13;
górce, ale nie było lasu. Było pięknie, nie było lasu. A dziś wsyndy całe lasy porosły, e dzisiok to&#13;
zaniedbane wszystko [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
������0DWNL�%RVNLHM�=LHOQHM� �����&#13;
Bukiety święcone na Matki Boskiej Zielnej miały szczególne znaczenie ochronne. Komponowano je wedle tradycyjnych reguł. Zioła potrzebne do bukietów, piołun i dziurawiec, zbierano na łąkach, natomiast kwiaty z przydomowych ogródków. W Lubomierzu&#13;
udało się zanotować ciekawą relację, że w takim bukiecie musiał znaleźć się kwitnący&#13;
oset o siedmiu kwiatostanach [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda], które symbolizować miały siedem boleści Matki Boskiej. Bukiety przechowywano na szczególne okazje. Wykorzystywano je kiedy cielić się maiła krowa, wówczas nimi okadzana [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda] czy do zaparzenia ziół do picia. Czasem spalano zioła w piecu, kiedy zanosiło się na burzę, aby rozgonić gradowe chmury itp.&#13;
Tradycyjnie w tym dniu mieszkańcy tutejszych wsi szli przez góry Stare Wierchy,&#13;
Obidową, Klikuszową i Nowy Targ do Sanktuarium Maryjnego w Ludźmierzu, by wziąć&#13;
udział w wielkim święcie Wniebowzięcia Matki Bożej Królowej Podhala (odpust główny)&#13;
[W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
����2EU]ÛGRZRěÉ�URG]LQQD&#13;
������:HVHOH&#13;
Kojarzenie małżeństw przez rodziców było jeszcze po wojnie nagminną praktyką w tutejszych wsiach. Na pierwszym miejscu stawiano względy ekonomiczne, majątek przyszłego małżonka, rzadko brano pod uwagę uczucia. Zresztą, jak podkreślali rozmówcy,&#13;
niejednokrotnie na ślubie nowożeńcy widzieli się po raz pierwszy.&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
To tak bardziej ojcowie żenili, to tam młodo pani cy młody pon mioł do godanio. Jak był taki&#13;
ze se nie doł, to było dobrze, ale jak był taki, to kozali i trza było iść. A casami to rodzice tak&#13;
musieli powiedzieć, tam będzies miała dobrze, cy tam będzies mioł dobrze i tam idź i tam&#13;
sukali takich miejsc, zeby było gdzie w domu, żeby mioł gdzie siedzieć. No sukali bardziej bogactwa, bogactwa, zeby dobrze było, żeby był las, żeby była polana, no bo to z tego zyli. Żeby&#13;
teściowie byli dobrzy, to tak sukali, bo to więcej tak do chałupy na kupie się siedziało [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Udało się zanotować jeden przekaz o tzw. prześlinach, archaicznym zwyczaju wstępnych uzgodnień dokonywanych przez swatów dotyczących możliwości ożenku.&#13;
Prześliny to było takie coś, że jak ktoś chciał się gdzieś ożenić, to szły takie babki do niego&#13;
i przesyłały prześliny i opowiadały, że ten ożeni się z tym i wtedy uradzili i wtedy dopiero chłopak tam szedł i tam szli, grali, zanosili wódkę. No i on się szedł tam żenić, ale jeżeli nie doszło do&#13;
zgody, łoni musieli te koszta zwrócić, bo on poszedł zapłacił za wódkę, a to koszta trzeba było&#13;
zwrócić [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
W latach powojennych instytucję swatów pełniły głównie kobiety z rodziny bądź z zewnątrz, dobierane ze względu na umiejętności negocjacji.&#13;
W ramach przygotowań do wesela panna młoda miała za zadanie kupić młodemu koszulę, a Pan młody kupował obrączki. O dwunastej w nocy, a czasem o drugiej lub trzeciej, w przeddzień wesela drużbowie zabierali od panny młodej koszulę i ze śpiewem na&#13;
ustach nieśli tę koszulę do domu młodego [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske], po czym&#13;
następowała biesiada trwająca nieraz do rana. W dniu wesela zadaniem drużbów było&#13;
zawiadomienie weselników o zbliżającej się uroczystości, co czynili, chodząc od domu&#13;
do domu zaproszonych gości weselnych [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus]. Goście&#13;
zobowiązani byli wyposażyć młodych w składniki do wypieków. Przynoszono głównie&#13;
jajka, ser, masło [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. W dniu wesela młody szedł po swoją przyszłą żonę do jej domu, lecz zwyczajowo stawał w pewnej odległości od budynku,&#13;
natomiast młoda wychodziła na zewnątrz i przystawała za progiem.&#13;
[…] i tak się przekomarzali, kto ma pierwsze podejść, tak się targowali, to po kroczku, po kroczku, kto ma pierwsze podejść” [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
W latach 50. XX w. na tym terenie kobiety szły do ślubu w białych sukienkach szytych&#13;
przez miejscowe krawcowe [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus], natomiast mężczyźni różnie: czasem w stroju góralskim, czasem w garniturze.&#13;
U Zagórzan tradycyjne było tzw. podwójne wesele.&#13;
No przedtem wesela były, że każdy u swojego, u młodego, u młodej osobno, tak że nie było&#13;
tak jak teroz, że w restauracji czy gdzieś. Także się ci goście z tymi drugimi się nie widzieli&#13;
[W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Później, około północy, odbywały się oczepiny – w domu pana młodego lub panny&#13;
młodej, w zależności od tego, w którym z nich mieli po ślubie zamieszkać. Panu młodemu towarzyszyli wówczas drużbowie, którzy starali się coś wykraść dla młodych z domu&#13;
teściów i czasem udało im się wyprowadzić ze stajni konia albo krowę, albo jakiś inny&#13;
&#13;
77&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
przedmiot, który wpadł im w ręce, np. brony. Rzeczy te zwyczajowo przechodziły na&#13;
własność państwa młodych. Niejednokrotnie kończyło się to nawet „bitką” [W1_K, K_&#13;
Mszana Górna_Krasoń]. W pamięci respondentów oczepiny były już rodzajem zabawy&#13;
(lata 50. XX w.). W ich trakcie członkowie rodziny (często wprawne śpiewaczki i śpiewacy) wyśpiewywali przyśpiewki wymyślone na poczekaniu, czasem dość obraźliwe w swoim wydźwięku.&#13;
Przyśpiewka z Kasinki do panny młodej brzmiała:&#13;
Spojrzyj ze ty na dół, spojrzyj ze do góry, ześ sie wydostała z górnowsiajskiej dziury&#13;
[W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Przyśpiewki zawierały różne treści, często odnosiły się do sytuacji materialnej:&#13;
Na Łopusznym w sieni to krupka krupko goni, a u Bozioka gonsto bryjka kierpcom przejdzie&#13;
po nij [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
Juześ sie wydała, juz nie jesteś pannom, bedzies se chodziła z babami na ranną&#13;
[W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
Siostry my se siostry, siostry z jednej matki, rosły my se obie, jak w ogródku kwiatki. Zeby&#13;
nam dziś siostro, mama z grobu wstałato by się nad nami rzewnie rozpłakała&#13;
[W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
Ide jo se tojcyć, mom piniędzy skopiec, zeby nie godali, zek nie sed na cepiec&#13;
[W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
Po czym następował zwyczaj obtańcowywania panny młodej. Druhny trzymały przetak, a ludzie wrzucali do niego pieniądze i tańczyli z panną młodą. W czasie oczepin w latach 70. XX w.&#13;
[…] krzesno matka siadała na stołku. Opołka tako była jak sie chlyb piekło, a jak nie, to&#13;
tako miska, piekno serwetka przykryto i z młodą panią musieli prawie wszyścy tańcować.&#13;
Ciskali na tą, nikt sie nie wstydził ino ciskali na tą miskę. Ile położył wszyscy widzieli, e kielo&#13;
tam doł, tyn, tyn. Krzesno matka chowała pod serwetkę i to były tzw. Prezenty [W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
Najubożsi, organizując wesele, rezygnowali z oczepin i zwyczaju wykupywania panny&#13;
młodej. Mówiło się na to „biedne wesele”.&#13;
Tańczono głównie szybkie tańce: polki i walczyki. Przygrywali wiejscy muzykanci: para skrzypiec i basy, ale bywały też wesela, na których grał tylko jeden skrzypek&#13;
[W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
A jesce była tu u nos tako tradycja, ze no bo jak do kogo przysedł ten grajek, no bo przecie&#13;
musieli go sprowadzić z drugiego osiedla cy skąd, no to mu nie płacili, tylko Ci co przyśli tońcyć chłopcy, wiecór no to tam mu coś rzucił do tych skrzypiec. Zakładli, tak się nazywo, bioło&#13;
polko. No to jak, no to takie było przy tym tońcu bioło polka do muzykanta, no to zaśpiewoł&#13;
tam coś przed tym muzykiem i tam do tych skrzypiec mu rzucił tam dwa złote cy złotego, bo&#13;
tak przeważnie było, no to trzymoł kolejkę, żeby wszyscy co tońcyli w tym kółku, żeby mu coś&#13;
rzucili. Jak mu rzucili, to dobrze, a jak który moze ni mioł pieniędzy albo nie chcioł, zeby go kto&#13;
&#13;
78&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
przymusoł do tego, no to mu się stawił do tego ze nie. No to nie bees tońcył, no i z tego bitka,&#13;
i to tak się zacyno, zawse się zacyno od tych biołych polek. Te bitki się zaczynały [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
Oprócz bitek, stałym elementem dawnych wesel byli nieproszeni goście, kawalerka,&#13;
tzw. ślęki (Olszówka), śluki (Mszana Górna), którzy v bawili się z innymi, obtańcowywali panny [W2_K,M_76, 85_Olszówka_Luberda]. Kiedy pytamy o wesela, rozmówcy&#13;
właśnie to wspominają najczęściej. Współcześnie nie można już uświadczyć obecności&#13;
ślęków na weselu. Dawniej zwłaszcza dziewczęta czekały na ich przybycie, bo była to&#13;
okazja do poznania kawalerów.&#13;
To wieczorem, jak już się robiło mroczno, to chłopoki się ze wsi schodziły, to po domach były&#13;
wesela, to przychodzili, to wtedy już rządzili oni bo dziewcyny już czekały, kiedy chłopcy&#13;
przydom, żeby się zabawić, bo to nie było tak jak teraz, że sie idzie z jednym chłopakiem i całe&#13;
wesele tylko z nim siedzi i tajcuje. […] To gospodarz jak widzioł, że te chłopoki przyszły, to&#13;
wódkę uszykowoł, wyniósł im na pole, poszedł do kuchnie; uszykujcie tam, bo śluki przyszły,&#13;
trzeba im naszykować kiełbasy i chleba. Wyniósł im to, a oni mieli specjalnie takie miejsce przygotowane dla takich kawalerów. To jak był taki honorowy, to im powiedzioł: chłopcy macie&#13;
tutaj, wypijcie, ale z tym, że ma być spokój. Oni to uszanowali. Później gospodarz przyszedł do&#13;
orkiestry i powiedzioł: teroz przychodzom chłopcy, bedom tajcowoć. I choćby nawet przyszedł narzeczony z narzeczonom, to się nie mógł nawet słowem odezwać, bo przyszły śluki&#13;
i teroz bedom wybierać, z którą chcą tajcować [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
Wtedy jeszcze istniał zwyczaj, że panna młoda w wianie wnosiła skrzynię wianną,&#13;
w której przygotowane były pierzyna, poduszki oraz ubranie odświętne: lniana łoktusa&#13;
(rodzaj płachty narzucanej na ramiona), chustka barankowa, chustka półlatówka, kazimierka, spódnice tybetowe, zapaska, koszule, gorset.&#13;
Na następny dzień odbywały się przenosiny. Na tę okazję rodzina układała przyśpiewki:&#13;
W tej wujkowej sieni, paproć się zieleni,&#13;
ale cóż nam stego, ze nam Stefciu wzieni&#13;
Stefciu nam wzieni, a Julcia została,&#13;
będzie się ta paproć dalej rozwijała. [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
&#13;
Jeszcze dziesięć lat temu organizujący wesele zamawiali kucharki, które dwa dni&#13;
wcześniej gotowały potrawy weselne. Do pomocy przychodziły sąsiadki bądź członkowie&#13;
rodziny państwa młodych [W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń]. Wesela odbywały się w remizach OSP. Obecnie organizowane są wedle współczesnej mody.&#13;
&#13;
������&amp;KU]HVW&#13;
Podczas badań nie odnotowano wielu przekazów dotyczących tego obrzędu. Stwierdzono jedynie, że jeszcze długo po wojnie:&#13;
ksiądz nie chcioł chrzcić dzieci nieślubnych. Moja babka trzymała jako chrzestna szesnoście&#13;
dzieci, bo była bardzo taką babą opartą, była mocną, silną i kłóciła się z księdzem. I jak to panna&#13;
miała dziecko, nie było ślubu, to ksiądz nie chcioł chrzcić […]. I jeszcze jakżeś wymyśliła imię, to&#13;
&#13;
79&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
się trzeba było kłócić, bo on wymyśloł imię Rejka. Najbrzydsze imie wbieroł i nie popuszczoł.&#13;
A Rejka to jest Regina [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Chrzestni musieli być dość zasobni, ponieważ zwyczajowo przed chrztem zamawiali&#13;
u piekarza kukiełkę – rodzaj ozdobnego dużego pieczywa wyplatanego w warkocze, które dawano w prezencie rodzicom dziecka [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
������3RJU]HE&#13;
Podstawową różnicą w obyczajach pogrzebowych, na jaką wskazywali rozmówcy, jest&#13;
fakt, że dawniej „umierali w domu i z domu odbierano ciało na cmentarz” [W12_K, K_&#13;
Kasina Wielka_Dymanus]. Od tego roku w Kasince Małej, odkąd wybudowano kaplicę,&#13;
takie praktyki są zabronione przez księdza proboszcza, podobnie jak chodzenie w kondukcie pogrzebowym.&#13;
Przedtem normą było, że ciało zmarłego leżało w domu przez trzy dni, a wieczorami&#13;
ludzie schodzili się na modlitwę, odmawianie różańca i śpiewanie pieśni.&#13;
Klęczało się obok trumny, zegar zatrzymywali, lustra zakrywali, nie wolno było w polu robić.&#13;
Modliło się, wkładali gromnice do ręki. Powiadamiali sąsiadów. Zmarły był trzy doby powinien przeleżeć, bo dusza jeszcze w tym świecie porządkuje sprawy [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Zawsze proszono jedną z osób, aby przewodziła modłom, nadawała ton czuwaniu&#13;
przy zmarłym. Jeśli nieboszczyk leżał w domu w miesiącach letnich, podkładano pod&#13;
trumnę wiadro zimnej wody, które często wymieniano [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
[Kobiety] nanosiły jaśminu, żeby czuć było kwiatami. Palono świece. Na noc zamykało się&#13;
okno, albo trochę uchylało. W ciągu dnia okna były pozamykane [W8_K_Kasina Wielka_&#13;
Dymanus].&#13;
&#13;
Do trumny zmarłego wkładano różaniec i książeczkę do modlitwy bądź święty obrazek. Po wyniesieniu trumny z domu przestrzegano zwyczaju przewrócenia stołków,&#13;
na których leżała, tak aby nikt na nich od razu nie siadał, wierzono bowiem, że może to&#13;
spowodować nawet śmierć takiej osoby [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Podczas wyprowadzania trumny z domu wylewnie przepraszano i żegnano zmarłego(obecnie jest to znacznie zredukowane). Uderzano trumną trzykrotnie o próg. Gdy&#13;
zmarły leżał w domu, nie wolno było orać ani kopać – przewracać ziemi – z szacunku dla&#13;
niego i z obawy, by nie „zabrał” kogoś z domu. [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
Podobne ryzyko dostrzegano w sytuacji, gdyby zmarły leżał w domu w niedzielę – wierzono, że wówczas ktoś umarłby jeszcze w tym samym tygodniu. Wierzono też, że gdy&#13;
umrze panna, wkrótce „zabierze za sobą” jakiegoś kawalera. Na cmentarzu nadal całuje&#13;
się trumnę i krzyż. Zasłaniano lustro prześcieradłem, „żeby się ten nieboszczyk nie przeglądał w tym lustrze”. Nie należało także stawać za trumną, gdyż zmarły mógł „zabrać”&#13;
[W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
80&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Starsze pokolenie negatywnie odnosi się do nowych zwyczajów pogrzebowych,&#13;
zwłaszcza tego, że nieboszczyk musi być przeniesiony do kaplicy [W8_K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
����3RWUDZ\�WUDG\F\MQH�&#13;
We wspomnieniach respondentów powojenna dieta mieszkańców tutejszych wsi jawi&#13;
się jako bardzo uboga. Podstawą żywienia w ciągu całego roku były jeszcze wtedy jedynie ziemniaki, kasze, kapusta, a także potrawy mączne podawane z dodatkiem omasty&#13;
pochodzenia zwierzęcego, natomiast w okresie postu z dodatkiem olejów roślinnych.&#13;
Substytutem mięsa, które jedzono sporadycznie, głównie w okresach świątecznych, były&#13;
groch i fasola. Jedzono jedynie to, co wyprodukowano w obrębie gospodarstwa.&#13;
Się gotowało tam jaki barszcz, jaką kwaśnicę, coś takiego na mleku dużo. Chowali my krowy,&#13;
no to na mleku, kwaśne mleko z ziemniakami, takie, po prostu, no. A w niedzielę to zawsze jakiś rosół czy coś. Zabiło się jakąś kure czy cosi, bo był swoje, to się uchowało [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
Do codziennych potraw należały kwaśnica z ziemniakami, żur z ziemniakami. Na kolacje jedzono zamiennie sapkę lub kluski z mąki razowej „targane” i gotowane na mleku.&#13;
W niedzielę były krupy z żółtym grochem albo fasolą z utłuczonej w stępie kaszy jęczmiennej omaszczone skwarkami.&#13;
Na całym terenie Zagórza potrawą podawaną jako pierwszy posiłek były tzw. kluski&#13;
rozgarnywane zwane sapką, czyli rodzaj kluski z mąki razowej prażonej na wodzie.&#13;
Kluski łozgarnowane to było co chałupa. Zimno wodo naloto, do tego soli, posolone, jo był&#13;
dzisiaj specjalnie kupić mąki we Mszanie razowej. Przedtem sie robiło taki ze smrecka rogalik,&#13;
ołupiło sie skórę. Jeden suloł, żeby to się szybko łozpuściła ta mąka […] kluski były z borszczem&#13;
– żurem, skwarki i śmietany i do tych kluzek. To było nagminne jedzenie [W19_M_Olszówka_Krasoń].&#13;
&#13;
Rzadsza wersja sapki nazywana była bryjką. Również podawano ją ze skwarkami&#13;
i smalcem lub masłem, a także na słodko z mlekiem i cukrem. Często jedzono ją podaną&#13;
w jednej misce, z której każdy bezpośrednio jadł łyżką.&#13;
Tradycyjny chleb wyrabiano na zakwasie chlebowym żytnim, bez dodatku drożdży.&#13;
Jako głównej mąki do wyrobu chleba używano mąki razowej. Proces wypieku i wyrastania chleba był długotrwały i pracochłonny. Pieczone w piecach opalanych drewnem nabierały swoistego aromatu, który obecnie, w opinii rozmówców, został utracony. Chleba&#13;
pieczono duże ilości – zwykle tyle, aby starczyło rodzinie na cały tydzień. Ilości te uzależnione były jednak od wielkości pieca, w którym mieściło się od sześciu do dwunastu&#13;
bochenków. Pracę przy wypieku rozpoczynano zwykle w sobotę rano. Sporych umiejętności i wprawy wymagało wsuwanie bochenków do pieca chlebowego [W5_K, K,&#13;
M_Kasinka Mała_Roeske]. Kiedy bochenek upadł w złym miejscu, trzeba było poczekać,&#13;
aż się przypiecze i dopiero go przesunąć. W czasie okupacji do ciasta chlebowego dokładano mąki owsianej. Przy okazji cotygodniowego wypiekania chleba pieczono również&#13;
podpłomyki. [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
&#13;
81&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
W Lubomierzu wspomniano potrawę spożywaną na co dzień, zwaną kycioki [W14_K,&#13;
M_71_Lubomierz_Luberda]. Był to rodzaj ciemnych klusek ziemniaczanych kładzionych&#13;
na wodę, a wykonanych z surowych ziemniaków, które po starciu na tarce odciskano&#13;
z nadmiaru wody. Podawano je na ciepło z omastą, wytopionym smalcem i skwarkami&#13;
lub zalane samym mlekiem.&#13;
Na śniadanie spożywano także placki (jako substytut chleba) przygotowane z ugotowanych tłuczonych ziemniaków i mąki razowej, pieczone na blachach pieca kuchennego,&#13;
w rodzaju podhalańskich moskoli. Sporo miejsca w codziennym jadłospisie zajmowały krupy (kasza pęczak gotowana na gęsto) maszczone. Czasem gotowano je także na&#13;
niedzielę. Na wigilię do krup dodawano okrągłego ugotowanego grochu [W8_K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus].&#13;
Wyjątkowym reliktem przeszłości wykorzystywanym do maszczenia potraw było sadło, czyli tłuszcz i słonina osolone i zaszyte we flaku.&#13;
Zesywali była tako błona, była tako okrągło. To do środka wkładali, to była słonino normalno.&#13;
I późni to zeszyli, takie okrągłe było, i brali takie dwie deski i ta jak jest to okrągłe to stulili, zawiązali drutem i to siedzioło w takim korycie czy cebrzyku i sól w skoli i to sie rosoliło [W5_K,&#13;
K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Sadło przechowywano za piecem kuchennym do czasu, aż się odpowiednio zasuszyło,&#13;
po czym wynoszono je do komory, do chłodu, i przechowywano je tam nawet do roku.&#13;
Kapuste gotowali, nazywała się dziamka. Gotowało się ziemniaki. Osobno się gotowało kapuste, tak troche na rzadko nie na gensto, bardziej rzadka, żeby trochu kwaśnicy było w tym i tam&#13;
się omaściło. I jak zwykle zasmażke tam dawali i tego. No i potem gnietli te ziemniaki i wsodzali do tyj kapusty i miszali tom paciaje. To było takie umiszane, łyżką można było nabierać&#13;
tą dziamkę i kłaść takie kupki. Potem się polewało skwareczkami cebulką [W12_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Gospodarze, którzy oddawali owce na wypas, byli na zimę zaopatrzeni w ser i bryndzę, przechowywaną w specjalnych dzieżkach. Bryndzę wytwarzano z mleka owczego.&#13;
Przetworzenie w nią sera było naturalnym sposobem konserwacji dużych jego ilości na&#13;
zimę. Bryndzę stosowano do maszczenia potraw między innymi ziemniaków, tzw. bryjki. Do kamiennego garnka wkładano zagnieciony ser, masło i sól ułożone warstwowo&#13;
i ubite, a następnie szczelnie zamykano garnek i obciążano kamieniem. W ten sposób&#13;
przechowywano pożywienie przez całą zimę.&#13;
Jak przychodziła zima, to kroiło się tej bryndzy. Czasem też gotowano ziemniaki, gotowało się&#13;
wodę spod sera, wsadzano bryndzę i robił się taki rosołek i jadło się z ziemniakami [W12_K,&#13;
K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Mięso nie utrzymywało się długo. Peklowano je w beczce z dodatkiem soli i czosnku, a następnie zakopywano beczkę w ziemi lub specjalnym dole wykopanym w szopie&#13;
[W10_K_70_Mszana Górna_Król], słoninę zaś trzymano na strychu. Przygotowywano&#13;
również mięso do suszenia: „kroiło się kawałki mięsa w paski, nasypało się soli do niecek – rosoliło się to, a potem się obsuszało. I wisiało se na hakach” [W12_K, K_Kasina&#13;
Wielka_Dymanus]. Mięso baranie peklowano w beczkach z dużą ilością soli. Gotowano&#13;
z niego rosół, zawsze podawany z ziemniakami.&#13;
&#13;
82&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Jak zabili barana, to rąbali mięso, przesalali czy do drewnianych albo kamiennych garczków,&#13;
sól, czosnek i to się rozsoliło i kładli na to liście z chrzanu albo pokrzyw, przykładali denka,&#13;
potem kamień i siedziało w piwnicy żeby tam siedziało. Mięso się rosoliło i tylko się gotowało,&#13;
nigdy nie było smażonych mięs [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Przy każdym domu był sad: głównie jabłonie, grusze i śliwy. Nadwyżkę owoców dawano do zjedzenia zwierzętom albo suszono w specjalnych suszarniach.&#13;
Nie we wszystkich domach przykładano wagę do tego, aby w Wigilię na stole znalazło&#13;
się dwanaście potraw. Jako najbardziej charakterystyczne potrawy kojarzone z tym dniem&#13;
respondenci przywołali: zupę z korpieli (brukiew) ugotowaną na wodzie z ziemniakami&#13;
[W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń], ziemniaki, kapustę z grochem Jaśkiem, krupy (kasza&#13;
pęczak) z grochem, kaszę ze śliwkami, zupę grzybową [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske], polewkę z suszonych owoców („punki”), barszcz z fasolą [W7_K_Olszówka_Krasoń], kluski z makiem, pierogi na słodko (z suszonymi owocami, np. śliwkami). Kolację&#13;
rozpoczynało się zawsze śledziem [W6_K_Kasina Wielka_Roeske].&#13;
W Wigilię jedzono postnie, zupę grzybową, grochową z fasoli Jaś, polewkę ze suszonych&#13;
owoców, ziemniaki z kapustą, chleb, makaron z polewką z suszonych owoców na słodko, pierogi z jabłkami i śliwami, barszcz, żur z razowej mąki [W5_K, K, M_Kasinka Mała_Roeske].&#13;
&#13;
Charakterystyczną potrawą spożywaną na Wielkanoc na całym tym terenie była święconka, tzw. święcelina, nazywana też sodrą, czyli zupa wykonana na bazie poświęconego&#13;
w Wielką Sobotę jedzenia. Wszystkie składniki, czyli kiełbasę, jajka, wędzonkę, świeżo&#13;
starty korzeń chrzanu zalewano zsiadłym mlekiem. Sodrę podawano ją zależnie od rodzinnej tradycji na ciepło bądź na zimno. Obecnie na Wielkanoc częściej spożywa się żurek wielkanocny wedle współcześnie panujących trendów, chociaż w niektórych domach&#13;
nadal przygotowuje się święconkę.&#13;
Najdotkliwiej głód doskwierał w czasie okupacji, przez nałożone odgórnie normy&#13;
kontyngentowe. Wtedy każde gospodarstwo musiało oddawać część zgromadzonego&#13;
jedzenia, co wpłynęło na skrajne niedożywienie ludności. Największa bieda i głód przypadały poza tym okresem głównie na okres przednówka. „Od czerwca jak się posadziło&#13;
ziemniaki do żniw – sześć tygodni – wtedy ludzie gotowali z roślin, np. lebioda roślina,&#13;
która jest jak szczaw, gotowali z niej zupy, zasypane mąką” [W12_K, K_Kasina Wielka_&#13;
Dymanus]. We wspomnieniach zachowała się zupa głodowa gotowana z pokrzyw (Kasina Wielka). Innym sposobem zaspokajania głodu było podawanie na śniadanie gotowanej wody w naczyniu. Na wierzch wlewano olej lniany. Każdy z domowników dostawał&#13;
po kromce chleba, który moczono w wodzie z olejem [W12_K, K_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
Na wesela pieczono kołacze w piecu chlebowym, chleb i słodkie bułki.&#13;
Kołoce to miała tako łopate łokrogło dość duzo, i to ciasto jak zarobiła to sie wyrusało,&#13;
a późni miała bryjdzu [bryndzę], no to to bryjdzu łozrobiła z mlykiem łozpuściła cy ze śmietanom, jojka nałozbijała na tyn kołoc. Na tą łopate kołoc nasuła, rozgarnona to pieknie no&#13;
i do pieca. W piecu to musiała umieć dobrze. Moja matka to takie piekła kołoce, prosze pana&#13;
i placki to ze zytne monki, to nie łozeznoł ze to jest zytny chlyb, jeno taki był smacny. Zarobiała&#13;
&#13;
83&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
tym ciostkom i jak wyrobiła, to połozyła na stolnicy to ciasto, tyn placek juz gotowy na łopato&#13;
i późni tyn placek siedzioł na kwilku na stole i potem wziona, jak sie napoliło juz w piecu, to&#13;
wygarnona tyn łogiej i wziona jesce późni smatu i mioła taki ciosek tyz na kiju i tyn ciosek&#13;
owinona ścierkom i wsadziłą do pieca, zeby kaj jaki iskier nie łostało i zeby popiołu nie było. To&#13;
wygarnona pieknie tyn popiół te iskry, a na to miała z dykty z pudełka takiego duzego i wraziła do tego pieca i wziona na to dyktu i posuła tymi pokrupinami [otrębami] i wtedy dopiero&#13;
wkładała z łopaty te placki. To tych placków co kołoców wlazło na to dykto sześć, no ale to&#13;
były duze. […] A potem jak piokłą te placki zytne, to wziona łozbijoła jojka, to te zółtka wyjona&#13;
osobno od tyk biołtek i wziona łozmieszała te i miała taki jak pędzelek i wraziła do tyk zółtek&#13;
i te chleby pomalowała po wierchu [W15_M_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
����'DZQL�PLHV]NDąF\�ZVL��Ĺ\G]L�L�5RPRZLH��&#13;
Społeczność żydowska skupiona tutaj najliczniej w obrębie miast, w Mszanie Dolnej czy&#13;
Rabce, we wsiach była skromnie reprezentowana przez nieliczne rodziny prowadzące&#13;
tam własny interes, np. karczmę bądź sklep.&#13;
Dziesięć latek mioł jak Zydów wojna poniscyła, dziesięć lat. To telo pamiętom, ze były w Porębie Zydy, domy mieli, tu przychodzili do mojego taty, bo oni kupcyli zwierzętami, bo oni inne&#13;
nie jedli ino kurzyny i cielęcinę, innego misa nie jodali. A telo pamiętom, co przyśli do taty, co&#13;
to se kupili takie ciele [W11_M, M_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
Do wojny to w Niedźwiedziu to było tak Żydów, w Mszanie, wie pani, we wojnę to wszystko&#13;
Niemcy wszystko wyzabijali. Uciekali. Pamiętom wojnę, jak się wojna zaczynała, to tam uciekali wszyscy, gdzie kto mógł: do lasu, i to. Ale w Niedźwiedziu było bardzo dużo Żydów, to&#13;
jeszcze zapamiętałam. Mieli tam boźnice tam na Rynku, i tam tą knajpę taką całą. Było bardzo&#13;
Żydów, ale wie Pani, tu bardzo dużo wyzabijali, Niemcy [W13_K_84_Poręba Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Cyganie w taborze to byli tu raz za mojego życio. W maju to było, śnieg sypoł, a oni tam w lesie&#13;
rozłożyli te konie... i wszystko i śnieg ich zasypoł, piętnaście furmanek. To właśnie wtedy tak&#13;
ładnie to wyglądało, taki tabor. […] coś siedzieli chyba z tydzień [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
Zanotowano ciekawą relację dotyczącą mieszkańców Lubomierza&#13;
To zawsze babcia mówiła, że ten Lubomierz tam w górze to pochodzą z Tatarów, że oni byli&#13;
tak przywiezieni i się później pożynili, tu sie osiedlili, tak że nazywali ich, że taki naród tatarski&#13;
[W1_K, K_Mszana Górna_Krasoń].&#13;
&#13;
����7XU\VW\ND�&#13;
W turystycznych destynacjach lat 70. i 80. XX w. na tym terenie, we wsiach Konina, Kasinka Mała, Kasina Wielka i Poręba Wielka, kwitła nowa dla wsi gałąź działalności – wynajem pokoi dla letników. W sezonie letnim mieszkańcy owych wsi przenosili się do sutereny we własnym domu, aby odnająć na czas wakacyjnego wypoczynku pomieszczenia,&#13;
w których na co dzień mieszkano, a także pokoje specjalnie przygotowane pod letników,&#13;
np. wygospodarowane na strychu. Ich wyposażenie było skromne, zwykle ograniczało&#13;
się do niezbędnych sprzętów: łóżka, krzesła, kufra bądź skrzyni na ubrania, kącika higienicznego złożonego z miednicy i dzbanka, nocnika pod łóżkiem, a do tego kilku oleodruków na ścianach.&#13;
Jeszcze tu w tej starej chałupie to po dziesięć do piętnaście osób letników, każdego roku&#13;
w stodole spali na strychu pod dachem. Nie było miejsca, ale przyjeżdżali i siedzieli całymi&#13;
dniami tutaj. Całe dwa miesiące było to. Górnicy ze Śląska to przeważnie byli. Wtenczas było&#13;
tak po wsiach to turystów, wczasowiczów było dużo [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
W Kasinie Wielkiej mieszkał Żyd nazwiskiem Kumer, który prowadził karczmę, a który pewnej nocy został zabity [W3_K, K_Kasina Wielka_Roeske]. W Lubomierzu karczmę należącą do Żyda w czasie wojny spalono. Do dziś miejsce to nosi nazwę karcmisko.&#13;
&#13;
Tutejsze wsie wybierane były przez letników ze Śląska i Krakowa, podróżujących tu&#13;
w celu zażywania świeżego, górskiego powietrza. Niektórzy przyjeżdżali w każde lato.&#13;
&#13;
No, jo pamiętom Jankiel ze się nazywało, i pamiętom, tata nie roz opowiadoł. I jak jechali ze&#13;
Mszany furmany albo co to się obracali tam, no bo Zyd nawet zburgowoł i nie trza było płacić,&#13;
i za towor cy za jedzenie, za – cy trza mu było dać. Niektóryn to przepił grunt w ty karcmie,&#13;
bo Żyd burgowoł wszystko. Ze dobry Zyd był ino ze wszystko u niego mógł załatwić, ze był&#13;
taki, no, ze drzewo kupił, i on jak było po drodze, sedł to kupił drzewo od chłopa, a chłop wiózł,&#13;
kozoł chłopu wieźć do Mszany, bo znowu mioł swoich tam we Mszanie, nie roz zawiózł chłopa&#13;
nie roz po drodze jesce roz sprzedali [W14_K, M_71_Lubomierz_Luberda].&#13;
&#13;
paki takie byli, to śli pomagali, wiązali snopki, a te mamy to były takie kobiety to naprawde&#13;
i obiad nam ugotowały i wyniosły do pola, jak my robiły w polu i rzeczywiście byli tacy pomocni. I przyjeżdżali co roku przez 20 lat przyjeżdżali [W18_K, M_Kasina Wielka_Dymanus].&#13;
&#13;
84&#13;
&#13;
Letnicy byli bardzo pomocni, to i obiad ugotowali i w polu przy żniwach pomogli. Chło-&#13;
&#13;
Wędrowni Romowie odwiedzali tutejsze wsie doraźnie w poszukiwaniu zarobku.&#13;
&#13;
Obecnie w opinii mieszkańców tutejszych wsi sytuacja związana z ruchem turystycznym znacznie się zmieniła. Pojawia się więcej turystów, dość wymagających, którzy przyjeżdżają na krótko. W niektórych miejscowościach, jak Kasina Wielka, inwestycje w infrastrukturę poprawiły znacznie sytuację, podczas gdy zamknięcie wyciągu w Koninkach&#13;
wpłynęło tam na zastój w ruchu turystycznym.&#13;
&#13;
Cygany to przyjeżdżali taborami, przywozili patelnie, a sprzedawali pińć [pięć] raz jedną, a nikomu nie puścili z renki, to brali siano i zboże dla koni, no bo przecie jechali, […] a kury kradli!&#13;
Tak trza było wszystko zamykać, jak nie wiem. To pore dni byli [W21_K_Kasina Wielka_Roeske, Sochacki].&#13;
&#13;
[…] teroz to już nie ma konia na Koninkach. [...] Nie ma ani. Jakby był wyciąg, jakby były wczasowicze, to by się ludzie o to postarali, a tak to konia utrzymać to jest bardzo trudno, a nie&#13;
ma gdzie zarobić nim. Bo ani już pola nie orzą. Jeszcze zbierają te siano [W13_K_84_Poręba&#13;
Wielka_Luberda].&#13;
&#13;
85&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
����3RGVXPRZDQLH&#13;
Powyższy artykuł stanowi jedynie niewielki wycinek pamięci o dawnej wiedzy ludowej oraz wierzeniach, które na tym terenie są już dziś tylko echem minionych czasów.&#13;
Zauważyć można, że w zgromadzonych wypowiedziach wiedza powszechna miesza się&#13;
z przekazem pokoleniowym. Lokalne przekazy o dawnych pieśniach, zwyczajach i wierzeniach odchodzą już w niepamięć jako przeżytek kulturowy i „zabobon”. Niejednokrotnie przytoczone tu treści wywiadów są relacją z postpamięci. Informatorzy opowiadają&#13;
o doświadczeniach własnych rodziców czy też dziadków. W wielu przypadkach nie udało&#13;
się niestety wyłapać ram czasowych dla pewnych zjawisk. Pojawiają się więc opowieści&#13;
niepełne, wariantywne i powierzchowne. Widoczna staje się konieczność przeprowadzenia pogłębionych badań z zakresu kultury duchowej Górali Zagórzańskich.&#13;
&#13;
Parzenice, rękodzieło Rafała Nowaka, 2019 r.&#13;
(fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka – etnolog, muzealnik, badacz terenowy. Pracuje w Muzeum&#13;
im. W. Orkana w Rabce. Interesuje się etnopsychiatrą i dziedzictwem Zagórza. Autorka nagradzanych krótkich filmów dokumentalnych i etnograficznych (Heródek Orawski Nikifor).&#13;
Rękodzieło autorstwa Bronisława Augustyna, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
86&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
3DPLÛÉ��WUDG\FMD��WRĺVDPRěÉ��F]\OL�REUD]�ZVL�NLHG\ě�L�G]Lě�RF]DPL�*µUDOL�=DJµU]DąVNLFK&#13;
&#13;
Ołtarz Kaplicy na Brzegu, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Krajobraz wsi, Koninki, 2019 r. (fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
Kaplica na Brzegu, Kasian Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Kuchnia, Koninki, 2019 r. (fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
Strop drewnianego kościoła, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. J. Dymanus)&#13;
&#13;
Okno opuszczonego gospodarstwa, Poreba Wielka-Górna, 2019 r.&#13;
(fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
-XVW\QD�/DVNRZVND�2WZLQRZVND&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
&#13;
Zabudowania w Jasionowie, Olszówka-Jasionów, 2019 r. (fot. B. Luberda)&#13;
&#13;
Etnograficzne badania nad pożywieniem wiejskim w Polsce mają długą historię. Opracowania potraw stawały się częścią monografii regionalnych już w XIX w. Transformacja&#13;
ustrojowa początku lat 90. XX w. w Polsce otworzyła nasz kraj na nowe prądy kulturowe,&#13;
wśród których znalazło się również naukowe zainteresowanie kuchnią regionalną. Inspiracją dla podjęcia refleksji naukowej na temat jedzenia były analogiczne badania realizowane od wielu już lat w świecie zachodnim. Za ojca antropologii pożywienia uważa&#13;
się Sidneya Mintza. Okres między rozpoczęciem przez niego w latach 50. XX w. pierwszych badań z zakresu antropologii jedzenia na karaibskich plantacjach trzciny cukrowej&#13;
a napisaniem podsumowującej 30 lat badań książki Sweetness and Power: The Place of&#13;
Sugar in Modern History1 to czas kształtowania się badań pożywienia jako studiów akademickich. Początek XXI w. przynosi ich wielki rozwój. Badania różnych aspektów odżywiania się, w tym zagadnienie dziedzictwa kulinarnego, prowadzone są w Polsce na&#13;
licznych uniwersytetach oraz w Polskiej Akademii Nauk. Uczestniczą w nich nie tylko&#13;
rodzimi badacze, ale też przedstawiciele zagranicznych uczelni, zainteresowani specyfiką&#13;
przemian polskiej kuchni. Prezentowane poniżej opracowanie jest wynikiem badań pilotażowych przeprowadzonych głównie na terenie Pienin, ale też Spisza w sierpniu 2018&#13;
roku. W znacznej mierze jego celem jest wstępne uporządkowanie oraz przedstawienie&#13;
zebranego materiału etnograficznego2. Odwiedziliśmy następujące miejscowości: na Spiszu były to Nowa Biała, Łapsze Wyżne, Łapsze Niżne, Niedzica, Falsztyn; w Pieninach&#13;
– Szczawnica, Krościenko, Czorsztyn, Sromowce Wyżne, Sromowce Niżne. Braliśmy też&#13;
1&#13;
&#13;
S. Mintz, Sweetness and Power: The Place of Sugar in Modern History, Viking, New York 1985.&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
Grupę badawczą tworzyli dr Justyna Laskowska-Otwinowska, mgr Barbara Luberda, Marcin Mieszała, Liwia&#13;
Sus.&#13;
Dom naszych rozmówców, Kasina Wielka, 2019 r. (fot. M. Roeske)&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
udział w festynie kulinarnym z okazji dożynek w podhalańskiej Mizernej, do której zaproszono również Koła Gospodyń Wiejskich z Pienin, a w której zostały przeprowadzone krótkie rozmowy z turystami. Badania zostały wykonane przez grupę studentów-wolontariuszy na zlecenie krakowskiej Fundacji Mapa Pasji, w ramach projektu Odkrywanie&#13;
skarbów dziedzictwa południowej Małopolski. Niniejsze podsumowanie oparte zostało na&#13;
ponad 40 rozmowach typu etnograficznego wywiadu rozszerzonego oraz na notatkach&#13;
sporządzonych na podstawie obserwacji. Zebrany materiał wzbogacono licznymi fotografiami.&#13;
&#13;
���ɚ'R�G]Lě�OXELP\�WH�VPDNL��NWµUH�]QDP\�]�G]LHFLąVWZDə&#13;
Najstarsze odnotowane przez nas potrawy określane przez rozmówców jako tradycyjne&#13;
dla wzmiankowanych regionów zostały już wielokrotnie opisane3. Wspomnieć je jednak&#13;
wypada raz jeszcze, gdyż staną się tłem dla opowieści o zmianach gustów i przyzwyczajeń&#13;
kulinarnych na tym obszarze, począwszy od okresu PRL, aż po dzisiejszy dzień.&#13;
Kuchnia spiska i pienińska różniły się nieco ze względu na dostęp do niektórych produktów spożywczych, zwłaszcza owoców. Poza tym jednak mamy do czynienia z potrawami bardzo zbliżonymi do siebie i sporządzanymi z niemal tych samych produktów:&#13;
mąki, sera, roślin strączkowych, kapusty ziemniaków.&#13;
Kuchnia góralska to była kuchnia bardzo pusta, to były: ziemniaki, kapusta, groch&#13;
[wywiad zbiorowy, Czorsztyn].&#13;
Króciutko: podstawowymi artykułami żywnościowymi to była piwnica ziemniaków, dwie&#13;
beczki kapusty, korpieli trochę – brukwi, korpieli po nasemu. […] I świnię, jak tam był bogatszy,&#13;
to zabijał dwa razy do roku, a jak był biedniejszy, zabił roz do roku. […] Kapusta, pęcok z jęczmienia […] – gruba kasza […] mleko czasami, to zależy jak było [wywiad zbiorowy, kobiety&#13;
i mężczyźni, wiek ponad 75 lat, Krościenko].&#13;
[…] Bogatsi no to więcej tego mięsa mieli, bo chowali owce, kozy, gęsi, kury, kaczki – każdy&#13;
miał swoje, to byliśmy niezależni od sklepu [wywiad zbiorowy, kobiety, wiek ponad 75 lat,&#13;
Krościenko].&#13;
W kapuście żeberka wędzone, kapuśniarka z ziemniakami, kapuśniarka zasmażana […] Buchty też […]. To są pierogi na parze […]. Na garnku kładzie się ściereczkę i te pierogi się gotuje&#13;
na parze, na ściereczce, na parze dosłownie i później sos ze śmietany i z truskawkami [wywiad&#13;
zbiorowy, kobiety i mężczyźni, Krościenko].&#13;
Gotowało się grochówkę, gotowało się fasolówkę, takie rzeczy, co były swojskie” [kobieta, lat&#13;
85, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Rzadko wśród wypowiedzi znajdujemy wspomnienie barszczu z buraków gotowanego na serwatce z krowiego mleka z dodatkiem śmietany. Wydaje się, że barszcz czerwo-&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
ny, tak popularny w innych częściach Polski, był raczej „wynalazkiem” tutejszych gospodyń w okresie powojennym.&#13;
To kapuśniarka nazywali, dziś kwaśnica. To z kiszonej kapusty [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
Z takich domowych to ja zapamiętałem: kapusta była z grochem, z fasolą czy piechotą [rodzaj&#13;
fasoli], takie podstawowe to były ziemniaki z rosołem, potem ziemniaki z wodą bryndzaną,&#13;
bryja z mąki i wody na mleku, kulasa była ze skwarkami albo z mlekiem […]. Jeszcze się robiło&#13;
to pierogi, to racuska, uska to robili zazwycoj na święta bardziej, na Boże Narodzenie. Pierogi&#13;
to robili z bryndzą, no i co tam jesce… [wywiad zbiorowy, mężczyźni, lat 50-80, Krościenko].&#13;
Najwięcej to robili pierogów z marmoladą, bo było może, ja wiem, najtaniej. I z serem. Ruskich&#13;
nie gotowali [kobieta, lat 70, Niedzica].&#13;
&#13;
Lokalnym przysmakiem stosowanym nawet dziś w restauracjach z pożywieniem tradycyjnym są pierogi z farszem z bobu lub fasoli.&#13;
Jak się zakisiło kapustę na zimę, to ten sok nazywało się juha. W nomenklaturze języka polskiego juha to krew z dzikich zwierząt, ale to u nas tak się nazywało ten sok […]. Dla mnie to&#13;
było coś cudownego, fantastycznego, jak mama to gotowała. [...] Też trzeba było to omaścić&#13;
odpowiednio [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
W kuchni związanej z gospodarką pasterską nie mogło zabraknąć nabiału owczego:&#13;
Część z matek [owiec] szła na pastwisko letnie, czyli na koszar. Za to, …że się bacy dawało te&#13;
owce, to on dawał ileś tam kilogramów buncu [...] część żeśmy zjedli [...] a jak ten bunc dojrzał,&#13;
to się robiło bryndzę. Mieliło się to, dodawało sól, czasem szczypiorek i też w kamionkowych&#13;
garnkach przechowywało [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Kuchnia regionalna uwzględniała pewne rozbieżności w sporządzeniu dań. Rozmówcy sugerują, że zależały one od dwóch czynników. Wymieniają więc osobiste gusty kulinarne:&#13;
[...] tutaj to się kwaśnicę robiło częściej. Bo to się jadło z ziemniakami, omaścić słoniną i cebulą.&#13;
Ja na przykład lubiłam kwaśnej śmietany do tego, bo takie nie lubiłam, jak był ziemniak w kwaśnicy. Bo to różnie gotują kwaśnicę [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Oprócz tego rozmówczynie dostrzegają także różnice w wykonaniu tych samych potraw w różnych miejscowościach:&#13;
[...] u nas to się dawało [do kapusty – dop. J.L-O.] trochę kaszy, gruszki suszone w suszni, śliwki,&#13;
jabłka. To takie słodkie bardziej. Ale w Szczawnicy inaczej robią. Tam nawet kapusta z grochem&#13;
miała inny smak [kobieta, lat 60, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Rozmówcy podkreślali monotonię domowych jadłospisów, czasem w zabawny sposób [fragment wywiadu zbiorowego z Krościenka]:&#13;
- Tu nie było dużo dań wtenczos, tylko się stale jedno i to samo obracało.&#13;
- Tyz prowda, tak było ze jedno i to samo. W jeden dzień było to, na drugi dzień było znowu&#13;
inne [...].&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
Poniżej kilka odniesień do literatury na ten temat zamieszczonych w Internecie:&#13;
http://polski-spisz.com/spisz/koscioly-na-spiszu/;&#13;
http://www.etnozagroda.pl/index.php/micms/doc/&#13;
view/id/299; https://www.lapszenizne.pl/kultura/kuchnia-spiska;http://www.pieniny.net.pl/blog/pieniny-kuchnia-regionalna/;https://www.orlica.com/blog/pieniny-na-talerzu; http://wsercupienin.nowotarski.pl/&#13;
index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=5&amp;Itemid=10, dostęp 2.12.2019 r.&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
- No tak było.&#13;
- To zależy jak było [wywiad zbiorowy, wiek ponad 70 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
[...] pamiętam, ugotowało się kapustę, się odgrzewało przez tydzień i ona bez przerwy była ciepłą na tym piecu i każdy tą chochełką, jak z pola przychodzili, starsi, rodzice albo coś, to każdy&#13;
jadł, nie? [2 kobiety, lat 60 i 30, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Odmienny od dzisiejszego był też rodzaj spożywanych posiłków. Na ogół wszystkie&#13;
trzy posiłki były „na ciepło”:&#13;
Ja do dziś dnia się nie umiem najeść kanapeczkami, bo u nas się gotowało śniadanie, obiad i kolację [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
My wiemy, że dzisiaj, to kto chce jeść gotowaną kolację?! A dawniej to musiała być!&#13;
[wywiad zbiorowy, mężczyźni, wiek ponad 80 lat, Czorsztyn].&#13;
Na śniadanie były ziemnioki, mleko kwaśne, albo bryjka. Na obiad był krupnik jakiś, jakaś zupa&#13;
jarzynowa i chlebek. Jak nas była siódemka w domu z rodzicami, to był jeden bochenek na&#13;
cały dzień, bo nie stać było więcej rodziców [...]. A na kolację przeważnie to były ziemniaki,&#13;
mleczko kwaśne, ale to też nie było tak, żeby się człowiek mógł najeść do syta [kobieta, lat 94,&#13;
Czorsztyn].&#13;
&#13;
W ostatniej wypowiedzi dostrzegamy charakterystyczny dla wiejskich terenów system reglamentacji pożywienia i wynikającą z tego pamięć o niedojadaniu4. Jednocześnie&#13;
obowiązywał rodzaj savoir-vivre’u przy stole, który nie dopuszczał do niesprawiedliwego&#13;
podziału posiłków5:&#13;
A w ogóle to przedtem to się jadło z jednej miski glinianej. Taka duża była i taka wysoka. Jak nas&#13;
siedło sześcioro, siedmioro, albo więcej, to każdy musiał ze swojego kraja jeść. Tam nie wolno&#13;
było sięgać drugiemu [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Rozmówczynie zauważają również, że potrawy codzienne robiono na szybko:&#13;
Ale najprędzej to się jadło ziemniaki z kwaśnym mlekiem, bo jak się z pola przyszło, to żeby&#13;
było szybko, szybko [kobieta, lat 75, Krościenko].&#13;
&#13;
Do najszybciej produkowanych potraw należała też zupa bryndzonka, składająca się&#13;
z ziemniaków i wody z bryndzą. O jej wyborze jako potrawy dietetycznej wspominają&#13;
również starsi rozmówcy. Natomiast potrawy odświętne były bardzo pracochłonne:&#13;
[...] bo cokolwiek się zrobi, no to trzeba te 4-5 godzin pogotować [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
W kuchni niedosytu ważną pozycję zajmował chleb:&#13;
Co sobotę, a może nawet już w piątek babcia robiła zaczyn. Bez drożdży, bo chleb był bez&#13;
drożdży. [...] To była mąka, woda i bakterie. Przechowywała tam go gdzieś, a jak nie było, to&#13;
się zeskrobywało korytko – to była taka duża dzieża do wyrabiania ciasta, no i już się odnawiało zakwas. [...] No i rano, jak się paliło w piecu, babcia do tego dodawała mąki, bo musiało&#13;
to wyrosnąć pięknie [...]. Trochę się dawało mąki takiej ciemnej [jęczmiennej, żytniej], po pięć&#13;
złoty, pamiętam, była. Babcia mówiła: „Idź kup kilo mąki za 5 złotych”. [...] to wtedy troszkę wyciągało tak, że chleb wyrastał. [...] i jeszcze, żeby chlebuś zachował świeżość przez tydzień, żeby&#13;
4 Zob. Z. Szromba-Rysowa, Pożywienie, w: Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze, red. D. Tylkowa, Kraków 2000.&#13;
5 Na ten temat w oparciu o badania na Rzeszowszczyźnie, Podlasiu i terenie Warmii pisałam w artykule: Głód&#13;
w kulturze tradycyjnej i w życiu współczesnej wsi. Próba analizy materiałów terenowych w nowej perspektywie&#13;
porównawczej, „Kultura i Społeczeństwo”, Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, 1998,&#13;
t. XLII, nr. 2, s. 19-35. O minimalizmie konsumpcyjnym pisała także Z. Szromba-Rysowa, Pożywienie, op. cit.&#13;
&#13;
94&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
się nie zesechł, to się dodawało ziemniaki gotowane i gniecione. I one utrzymywały wilgoć [...].&#13;
Pamiętam, że kminkiem babcia posypywała. Był też chleb na liściach [kapusty], jak już głowy&#13;
były wyrośnięte [...] Na łopatę kładło się liście, na tym kładło się chleb i z tym liściem wsadzało&#13;
się do pieca. I ten zapach z kapusty przechodził i ten chleb miał cudowny zapach [kobieta, lat&#13;
68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Ta sama rozmówczyni opowiada też, jak przy okazji wypieku chleba powstawały lokalne podpłomyki:&#13;
[...] podpłomyki [...] to ciasto było nie do końca wyrobione [ciasto chlebowe, nie całkiem wyrośnięte], nie było takie twarde za bardzo, raczej takie lekkie ciasto, jakby ten zaczyn był z małą&#13;
ilością mąki. Tak pamiętam. I babcia robiła z tego placki, i jak jest piekarnik, węgle się podgarniało, albo już nawet jak chleb był w środku, to na tych węglach się takie okrągłe placki piekło&#13;
[...] może 15, 20 minut. I co kto miał, to na to dawał: mogło być masło, mogła być śmietana&#13;
z cukrem, albo garczek mleka zsiadłego lub słodkiego. I już była taka uczta! I dzieci dostały&#13;
takie śniadanie. A potem: „Idźcie dzieci paść krowy” [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Opisane podpłomyki były jednak rzadziej spotykane. Częściej w lokalnej kuchni tradycyjnej pojawiały się moskole. Wykonywano je nie z ciasta chlebowego, lecz z ciasta&#13;
z dodatkiem kwaśnego mleka lub sody. Niektórzy rozmówcy wspominają o dodawaniu&#13;
do moskoli także ziemniaków. Pieczone były w formie placuszków bezpośrednio na blasze kuchennej. Omaszczano je, podobnie jak podpłomyki, masłem lub bryndzą. Na blasze smażono także placki ziemniaczane podawane ze śmietaną lub naleśniki.&#13;
Kuchnia spiska i pienińska różniły się przede wszystkim dostępem do owoców – na&#13;
Spiszu sadów było mało ze względów klimatycznych. Surowsza zima powodowała wymarzanie drzewek owocowych. Zjawisko to, wspominane przez rozmówców, potwierdzają opisy geografii terenów:&#13;
Tu było ubogo, jeśli chodzi o owoce, ale się kupowało cudowną marmoladę w sklepie. I taki&#13;
blok przed świętami się przynosiło ze sklepu. Suszone [owoce] to właśnie przywozili Poloki.&#13;
Mieli i gruszki suszone, i śliwki suszone, i wędzone [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Braki w owocach pamiętane są jeszcze dzisiaj i nadal wzbudzają emocje:&#13;
Jest jesień, a niepozbierane owoce na drzewach! Matko i córko – to grzech! To przecież my&#13;
byśmy się byli za nie dali zabić, za takie jedno jabłko, nie! Bo nie dość, żeś go nie kupił, to jeszcze&#13;
ci go nikt nie przywiózł! Bo to [...] a nie przyjechał pan z Łącka ani z Ochotnicy [...] Albo jaki&#13;
tu był handel wymienny! Na przykład przyjeżdżał pan z Ochotnicy, tam ziemniaki nie bardzo&#13;
się opłacało sadzić. Jak miał śliwki, to tu sobie wymienił. Dawało się za jedno wiadro śliwek&#13;
dwa-trzy wiadra ziemniaków [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Tym czasem w regionie Pienin sady bywały obfitsze, a hodowla dość zróżnicowana,&#13;
gdyż obok jabłoni i gruszek sadzono różne odmiany śliwek, w tym renklodę. Oba regiony charakteryzowało za to spożycie ryb, zwłaszcza pstrąga obecnego obficie w górskich&#13;
strumieniach. Na terenach pienińskich wspomina się również łososie, które jednak już&#13;
w Dunajcu nie występują:&#13;
Pewnie, pstrągi przecież tu pływają. I na tarło, bo nie było zapór, przypływały łososie. Tego nie&#13;
było wolno, ale wie Pani – przepisy przepisami, a zawsze się je omija [mężczyzna, lat 88, Krościenko].&#13;
&#13;
95&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Potrawy codzienne różniły się w zależności od zamożności domu. W niektórych,&#13;
obok potraw ziemniaczano-mącznych, takich jak dziadki, gałuski, kluski szare, kluski cuchane, gołki czy brejka lub kulasa (różne odmiany klusek z gotowanych lub surowych&#13;
ziemniaków z dodatkiem mąki albo taka sama masa bez kształtowania jej w kluski, polewana omastą ze słoniny lub masła) pojawiały się też potrawy mięsne. Na ogół występowały dwa okresy uboju świń: przed Bożym Narodzeniem i przed Wielkanocą. W okresie&#13;
jesiennym bito też barany. W tym czasie na stołach pojawiało się więcej mięsa:&#13;
W moim domu, to mama z tej nogi [udziec świński, wędzony], to odkrawała takie kawałki – to&#13;
się nazywało sołdrzyna. To się smażyło, a osobno się gotowało ziemniaki. [...] jak ziemniaki były&#13;
miękkie i mięso usmażone [...], to mięso było pokrojone na drobne kawałki i z ziemniakami, to&#13;
się taką zupę robiło. I to się nazywało gulasz [kobieta, lat 70, Niedzica]&#13;
[...] karpiele gotowali z baraniną, marchewki się dodawało [...] ziemniaczka. W kostkę to&#13;
wszystko [...]. No to kwaki, korpiele albo kwaki – to zależy jaka była okolica [wywiad zbiorowy,&#13;
wiek powyżej 75 lat, Krościenko].&#13;
Jesienią to już była [...] na okrągło baraninka, to rosołek z tego mama robiła i się jadło. A kura&#13;
swojska to już była na niedzielę [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
Tam nie było kotletów, karczków, bo to wszystko pokroili i gotowało się [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Gdy brakowało mięsa zawsze jeszcze był dostępny tłuszcz zwierzęcy:&#13;
[...] każdy łój był wykorzystywany, i barani, i wołowy, i smalczyk przede wszystkim. Wszystko,&#13;
oczywiście, zależało od pory roku [...] Bo w innym okresie była wołowina dostępna, w innym&#13;
baranina. Zazwyczaj zimą wszystko się maściło tłuszczem zwierzęcym, natomiast latem masłem [kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Na podstawie tej i innych wypowiedzi można stwierdzić, że w regionalnej kuchni tradycyjnej dania z drobiu miały charakter odświętny, gdyż:&#13;
Ileś się kurczaków najadła?! Kurczaki i kury były po to, żeby jajka znosiły, żeby je można było&#13;
sprzedać! [wywiad zbiorowy, powyżej 75 lat, Krościenko]&#13;
&#13;
���7UDG\F\MQD�NXFKQLD�ěZLÇWHF]QD�L�SRWUDZ\�RND]MRQDOQH�&#13;
����������SR�,,�ZRMQLH�ěZLDWRZHM&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Na niedzielę gospodynie piekły też ciasta:&#13;
Dawniej to sernik z grulem – grulowniki, marchwianka, ćwikłownik. To było drożdżowe ciasto&#13;
na spodzie [wywiad zbiorowy, wiek rozmówców 70-80 lat, Czorsztyn].&#13;
My tu na drożdżowym cieście robiliśmy kapuśniki ze świeżej kapusty. [...] Świeżą kapustę się&#13;
gotowało, a później się smażyło. [...] To się ją tak smaży z dodatkiem cukru i dodaje się cynamonu. [...] to było na drożdżowym cieście. [...] Ale też z buraków czerwonych piekli: na drożdżowym cieście, pokroili [buraki] w plasterki – to się ćwikłownik nazywało. Też na słodko,&#13;
podsmażany z cukrem. [...] grulowniki to się brało ser, do sera ziemniaków trochę, cukru waniliowego, jajko się dawało [kobieta, lat.70, Niedzica].&#13;
&#13;
Do najpopularniejszych ciast wykonywanych w domach do dzisiejszego dnia należą&#13;
tak zwane rogi. Jest to proste ciasto drożdżowe nadziewane masą kakaową, makową czy&#13;
marmoladą. Derliki zaś to małe bułeczki drożdżowe nadziewane serem. Pomimo, że ciasto drożdżowe było najbardziej rozpowszechnione, spotykamy też informacje o pieczeniu ciast kruchych:&#13;
[...] moja mama piekła na przykład bardzo drożdżowe i umiała kruche, a poza tym nie umiała&#13;
nic, bo dawniej to tam się nie robiło [...] Sernik robiła na kruchym cieście i z ziemniakami wymieszała ser. To się nazywało kołacz [wywiad zbiorowy, wiek 60-70 lat, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Kołacz w innej wersji jest robiony na cieście chlebowym.&#13;
Czasem wyjątkowym była uczta Wigilia. Co ciekawe, to właśnie najczęściej na Wigilię&#13;
gotuje się potrawy regionalne do dzisiejszego dnia, choć i tu pojawiają się nowe potrawy:&#13;
Wigilia, wtedy się robi wszystko [...] kapusta, groch [zupa z grochu całego], kapusta z grochem&#13;
i grzybami, barszcz z uszkami – ale to już później, później, z początku nie. I ziemniaki z kapuśniarką czystą. No i pierogi, jak się robiło, to z jabłkami, śliwkami, z kapustą, ruskie z bryndzą.&#13;
No i na końcu ryba [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
No to było tak: fasola ze śliwkami [...] to nie było, żeby w którymś domu nie było! [...] Był&#13;
obowiązkowo barszcz z uszkami, z grzybami [...]. Nie z byle jakimi grzybami, tylko musiał być&#13;
prawdziwek [...] i zupa grzybowa z kluskami, z makaronem lub z łazankami [...] czasem ktoś&#13;
robił barszcz zabielany z ziemniakami. I co jeszcze było ważne bardzo – gołąbki z grzybami,&#13;
gołąbki z kaszą jęczmienną i z grzybami [...] [kobieta, lat 88, Krościenko].&#13;
No groch z kapustą, zupę grzybową. Inaczej, dwie zupy grzybowe, bo jedna z samych grzybów i druga to taka polewka, do tego ziemniaki w całości [...] No i fasolowa, fizoły ze śliwkami.&#13;
Chłopcy nie chcą tego za bardzo jeść, ale na święta muszą. Kompot z suszu, no i co? Ryby muszą być [kobieta, lat 50, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Potrawy niedzielne wyraźnie różniły się od codziennych. Na tradycyjny obiad tego dnia&#13;
składał się według naszych rozmówców przede wszystkim rosół mięsny z ziemniakami.&#13;
Najczęściej gotowano kurze mięso. W jadłospisie świątecznym pojawiały się też gęsi,&#13;
kaczki, gołębie czy króliki, chętnie hodowane w tym regionie przez zamożniejszych gospodarzy.&#13;
&#13;
Wyrażana w ten sposób potrzeba kontynuowania tradycji przybiera czasem zdecydowanie pogłębiony kształt:&#13;
&#13;
[...] tylko rosół z tej kury swojskiej [...] i nigdy tam nie było jakiegoś kotleta, bo to było mięso&#13;
z rosołu wyciągnięte i każdy tak trochę tego mięska spróbował [kobieta, lat 55, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Ciekawą świąteczną potrawą spiską szykowaną na śniadanie wielkanocne była tak&#13;
zwana święconka, którą przygotowywano zarówno na ciepło, jak i na zimno:&#13;
&#13;
W niedzielę to makaron, mama zrobiła rosołek, albo zabiła jakiegoś królika, albo jaką kaczuszkę, albo jakiegoś gołąbka [...]. Dużo było kur, ale to się oddawało. Jajka zanosiło się do sklepu&#13;
i brali je na wagę. Ile zaważyły, za tyle można było zakupy zrobić [kobieta, lat 94, Czorsztyn].&#13;
&#13;
To jest takie cosi, że ze śliwek gotuje się kompot, później kroi się różne wędlinki do tego: szynkę, kiełbaskę, jajko, przyprawio się to chrzanem, zalewa się kompotem takim właśnie śliwkowym i to się je takie na zimno. Można zrobić to z maślonki. Różnie, bo na przykład w Łapszach&#13;
&#13;
96&#13;
&#13;
Ale jak jest Wigilia, to gdzieniegdzie jeszcze jedzą z jednej miski [...]. Z tym, że jest duży stół,&#13;
więc tu jedna miska, tam druga miska, tam trzecia. Żeby nie sięgać wszyscy do jednego [kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
97&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
jedni robią z maślonki, ze zsiadłego mleka i do tego tak samo dają jajko, kiełbaskę, szczypiorku&#13;
[...]. To są takie na zimno i właśnie na ciepło można podawać z tą śliwką [dwie kobiety, wiek 60&#13;
i 30, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Zbiory owoców leśnych miały charakter powszechny. Część zbioru przeznaczona&#13;
była na sprzedaż, zaś z części przeznaczonej na własny użytek sporządzano soki, marmolady. W zbiór leśnych owoców i grzybów zaangażowane były dzieci:&#13;
&#13;
Odrębny rozdział w potrawach świątecznych zajmują wesela. Posiłki weselne są chyba najbardziej zmieniającymi się elementami lokalnej kuchni. Na tradycyjnym weselu&#13;
jeszcze we wczesnych latach po II wojnie światowej podawano proste potrawy:&#13;
&#13;
Oj tak, na jagody. Jagody to były u nas, a po polsku poziomki [...] Chodziliśmy na maliny i był&#13;
skup [...] sprzedawało się i mieliśmy na książki, na zeszyty. Żeśmy szli rano na te maliny, jak&#13;
czasem to i po południu drugi raz. I po takim wiaderku i więcej się nazbierało [...] [kobieta, lat&#13;
50, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Jajecznice na weselu podawali. No ale przecież nikt nie miał tylu jajek, ale tu była taka pomoc&#13;
sąsiedzka. Do niedawna [...] cała rodzina nosiła produkty na wesele. Rodzice kupowali, a ci&#13;
jeszcze nosili. [...] Co, kto miał: mąka, jajka, ser, no i babcia mówiła, ze kołoce były. Czyli to&#13;
przypuszczam, ze ciasto z białej maki, z jakimś takimś lukrem na wierzchu, czy z czymś. Nic nie&#13;
mówiła o wędlinach. Nie było wódki na stole, tylko był jeden od dzielenia wódką. Kobiety nie&#13;
piły, bo przecież to było źle widziane! [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
Jajeśnica była naprazona, bocku w talorkach [...] i z kiełbasą na talerzach było nakładzione.&#13;
[...] jo jesce pamientom te kołoce cienkie [...] masłem posmarowali, posypali cukrem. [...] To&#13;
kołoce pokroili tak na pół i na pół, i po tyj ćwiortce kozdemu dawali. [...] [Potem] ziemnioki&#13;
i kapusta [...]. Trzy dni było wesela [2 kobiety, wiek 87 i 86 lat].&#13;
Na weselach to sobie ludzie sami gotowali [...] Była kuchnia, mama ugotowała co się tam dało:&#13;
jakiś rosół, jakiś makaron, kapusta jakaś tam była, mięsko, wie pani, do tego. [...] Babka napiekła&#13;
[...] co się robiło takie, na wierch się dawało jakiś ser połączony z ziemniakami [...] bo samego&#13;
sera było może zawsze za mało, no wie pani, zrobili jakąś tam kawę czy herbatę [mężczyzna, lat&#13;
83, Krościenko].&#13;
Wie pani, ja nie pamiętam przedtem tortu na weselach [...]. Tylko pamiętam, jak kiełbasę to&#13;
w takich kawałkach kroili na talerze. I tam salceson. Ale przeważnie robili kanapki na wesele&#13;
[kobieta, lat 85, Krościenko].&#13;
&#13;
Do gotowania na weselu zamawiano też kobiety znane z umiejętności smacznego gotowania dla wielu osób. Jak mówią o swej pracy dziś już wiekowe panie – „chodziły na&#13;
wesela”. Ich praca zaczynała się już na zrękowinach, czyli zaręczynach, na które już należało napiec jakieś ciasta. Na tydzień przed weselem zaproszeni goście znosili produkty&#13;
spożywcze, w zamian za co po weselu dostawali ciasta. Ważnym momentem w obrzędowości weselnej była tak zwana Dobro Noc – noc zabaw przed samym ślubem. Tu również&#13;
szykowało się poczęstunek. Po weselu zaś były poprawiny, na które kucharki szykowały&#13;
już ograniczoną liczbę dań, głównie z tego, co pozostało z weselnej uczty. Najcięższym&#13;
zadaniem dla kucharek weselnych, ze względu na wypiek w domowych piekarniach przy&#13;
tradycyjnych kuchniach, było upieczenie dużej ilości ciast. W regionie tym kucharki nie&#13;
pełniły innych, obrzędowych funkcji, z czym spotykamy się w wielu częściach Polski6.&#13;
Jednak dla ich uhonorowania tydzień po weselu w niektórych domach urządzało się specjalne przyjęcie, na którym kucharki występowały jako goście. Również taki obyczaj zaświadcza o ważnej roli kucharek weselnych w kulturze ludowej.&#13;
Pod nazwą potraw okazjonalnych chciałabym opisać posiłki sezonowe, wynikające ze&#13;
zbioru roślin dziko rosnących, takich jak jagody, poziomki, maliny i grzyby oraz tradycyjne, lecznicze potrawy podawane osobom chorym i osłabionym, a także posiłki szkolne.&#13;
6 Potwierdzają to moje badania z terenów m,in. Podlasia, a także analiza zdjęć weselnych z różnych regionów&#13;
Polski znajdujących się w zbiorach Archiwum Naukowego PME w Warszawie.&#13;
&#13;
98&#13;
&#13;
Jak byłam dzieckiem, to zbierałam z mamą [maliny]. Mam 5 litrów, ja jeden jako dziecko.&#13;
Wszystko na sprzedaż [...]. To się dla turystów do Czorsztyna nosiło, tam było więcej turystów&#13;
[...] na garnuszki. [...] Turyści częstowali tymi cukierkami – dropsami, tymi w tulejce, co my tak&#13;
lubili, czy dawali lizaka [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
Do Krościenka, tam ludzie kupowali, każdy sobie kupił. To były pieniądze, to kupiła kiełbasy czy dobry bułkowy chleb. To jak ten chleb przyniosła to Jezu! To był cud! No i przyniosła&#13;
wiaderka i koszyczki puste i: „Dzieci, idźcie znowu nazbierać, bo widzicie, że przyniosła chleb.&#13;
Dużo macie chlebusia”. I pojedli malutcy cukierków. To było coś, nie tak jak dzisiaj [wywiad&#13;
zbiorowy, wiek ok,70, Czorsztyn].&#13;
No chodziło się do lasu na grzyby [...]. Ojciec ryby łapał w Dunajcu. Zawsze o piątej rano szedł&#13;
na ryby, no i tak było. [...] Mama moja dla gości gotowała. Tu w tym pokoju czasami 50 osób na&#13;
dwie tury było [kobieta, lat ok. 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Zbieranie płodów leśnych nie było traktowane jak praca, więc można je było wykonywać w niedzielę:&#13;
Do lasa my chodzili w niedzielę [...] grzyby, maliny, jagody, to my szli w niedzielę. Bo w taki&#13;
dzień [powszedni], to my musiały robić na gospodarce [dwie kobiety, wiek 87 i 86 lat, Łapsze&#13;
Niżne].&#13;
Jeszcze mama wspominała, że były takie grzyby – piestroki, takie twarde. Wyginęły raczej. To&#13;
też się do kapusty dodawało, one miały taki specyficzny smak i zapach. To był jakby bigos, tylko&#13;
zamiast mięsa były grzyby [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Do obowiązku dzieci w niektórych domach należało przynoszenie górskiej wody dorosłym pracującym przy żniwach:&#13;
To się chodziło po szczawę, po mineralną, no żeby była na żniwa [...].&#13;
W górach to było pełno tych źródełek przedtem, to wysyłali dziecko, żeby przyniosło [...]&#13;
[wywiad zbiorowy, wiek powyżej 70, Krościenko].&#13;
&#13;
Innymi napojami były herbaty ziołowe: z mięty, głogu, lipy, a nawet ze strąków fasoli,&#13;
z ryżu przypalonego, a także kawa z palonego jęczmienia czy cykorii. Miód nie był produktem codziennego użytku, zwłaszcza na Spiszu, gdyż nie zajmowano się pszczelarstwem&#13;
powszechnie, prawdopodobnie z powodu, jak uznają rozmówcy, jego słabej wydajności.&#13;
Wobec przewagi lasów o ograniczonej ilości roślin miododajnych produkowano głównie&#13;
miód spadziowy i wielokwiatowy7. Stosowało się natomiast często miód w lecznictwie,&#13;
czasami dodawano go do ciast (specjalny rodzaj ciasta – miodownik) oraz do nalewki –&#13;
miodówki. Miodem smarowano kanapki lub słodzono herbatę. Specjalną kminkową zupę&#13;
z lanymi kluskami podawano kobietom w połogu na zwiększenie laktacji8.&#13;
7 Wywiad z pszczelarzem z Łapsz Niżnych.&#13;
8 Wywiad z kobieta, lat 68, Łapsze Niżne.&#13;
&#13;
99&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
W naszych rozmowach pojawił się też wątek szkolnych stołówek. Gotowanie w nich&#13;
nie było regulowane żadną państwową normą. Rodzaj posiłków kształtowały natomiast&#13;
składki rodziców, a ponieważ nie były one wysokie, to kuchnia szkolna gotowała potrawy&#13;
najprostsze, co upodobniało je do żywienia domowego, jednak z uwzględnieniem gustów dzieci:&#13;
Zupa musiała być i drugie danie. Knedle ze śliwkami, pierogi się robiło, makaron, to co dzieci&#13;
lubiły, z cynamonem, z cukrem. Mięsa to nawet nie bardzo chciały. A z mięsem my też nie tak&#13;
hop-siup, bo to rodzice pieniądze na to dawali [...] i to były groszowe sprawy i trzeba się było&#13;
zmieścić w tym. W szkole nie było takich norm, ale na koloniach już było [...] [kobieta, lat 75,&#13;
Niedzica].&#13;
&#13;
Obok posiłków obiadowych dzieci otrzymywały z domów drugie śniadanie:&#13;
[...] do szkoły to by tylko tego placka, jak mama zrobiła [mowa o moskolach]. Latem to bułeczki na złotówki można było kupić – „Eee, to weźcie sobie jajeczko”. [...] to trzeba było iść na drugą&#13;
wieś i to jajeczko się niesło. Jak się człowiek pośliznął to po jajeczku i po jedzeniu [wywiad zbiorowy, wiek ok. 70 lat, Czorsztyn].&#13;
[...] człowiek się wstydził ciemnego chleba, do szkoły się niosło, to żeby był biały chleb – kupny!&#13;
[kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
���=PLDQ\�MDGăRVSLVX�UHJLRQDOQHJR&#13;
Badania pożywienia na wsi na ogół nastawione są na rejestrację potraw tak zwanych&#13;
tradycyjnych. Ma to swoje uzasadnienie praktyczne, gdyż jedzenie tradycyjne wzbudza&#13;
współcześnie duże zainteresowanie w kontekście produkcji i spożywania tak zwanej&#13;
zdrowej żywności9. Tymczasem pomijany jest fakt, że składniki i formy pożywienia są&#13;
figurą również historyczną, i podlegają zmianom. O transformacjach w polskiej kuchni&#13;
przeciętny Polak wie na ogół tyle, że włoszczyznę przywiozła do Polski królowa Bona,&#13;
że pierwszym obok piwa alkoholem na Słowiańszczyźnie, a więc i w naszym kraju, był&#13;
miód pitny i że kuchnia szlachecka, ze względu na szerokie kontakty z Orientem, obficie&#13;
korzystała z przypraw korzennych. Czasem orientuje się też, że na powstanie słynnego&#13;
powiedzenia „Polak Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki” duży wpływ miał import do Rzeczpospolitej węgierskiego tokaju.&#13;
Badania pilotażowe prezentowane w tym artykule wykazują, z jak dużą zmianą&#13;
w praktykach kulinarnych mieliśmy do czynienia w okresie powojennym. Rozmówcy&#13;
wspominają o pojawieniu się dostępu do produktów spożywczych w sklepach, o zmianie&#13;
upodobań smakowych pod wpływem szkoleń prowadzonych głównie w Kołach Gospodyń Wiejskich, ale też w szkołach gastronomicznych w ramach realizacji planów państwowych dotyczących nauki tak zwanego racjonalnego żywienia, o kontaktach z innymi&#13;
regionami, o rozwoju turystyki i potrzebie dostosowania jadłospisów do gustów gości&#13;
czy o mediach zawierających przepisy kulinarne. Ten proces trwa nadal, z udziałem dostępu do informacji zamieszczanej w Internecie, a także rozwojem turystyki zagranicznej.&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
O zmianach w pożywieniu najlepiej niech zaświadczy opis jadłospisów weselnych.&#13;
W poprzednim rozdziale zatrzymaliśmy się na opisie z końca lat 60.:&#13;
[...] trzeba było mieć tych kruchych ciasteczek napieczone, żeby każdemu do tej torebki papierowej, jak to było dawno, już każdemu dać, ale nie tam jakieś przekładańce [rogi], tylko po&#13;
prostu te suche ciasteczka [...] A jak przyszło co do czego, to dzwonią od męża rodziny [...], że&#13;
chyba będą piec te baby, te rogi! [...] I przychodziło się na wesele, przynosiło się wódkę i przynosiło się kiełbasę. To [...] właśnie to się kładło na stół i tam jakieś ogóreczki, jakieś przekąski,&#13;
wędlinka swojska – wszystko się robiło w domu [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Jadłospis weselny zaczął zmieniać się w wyżej wymienionym okresie, by przybrać następującą formę:&#13;
Na weselach były kanapki kiedyś. Były mielone, kapusta, ziemniaki, rosół. No to rosół jest do&#13;
tej pory [mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
No był serek. Ja widzę te kanapki – piękne były! Potem była kiełbaska, potem był ogórek kiszony, było jajeczko [...] tak były na talerze załadowane! [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
[...] rosół na pierse, potem drugie: kotlety, ziemniaki, buraczki cy co tam. Jesce kapustę, grule,&#13;
bigos [...]. Do barscu się dawało [...] krokiet, uszka, paszteciki się robiło, jak my zacynały [2 kobiety, lat 86 i 85, Łapsze Niżne].&#13;
Ale najwięcej na tym weselu co pamiętam, to były takie kanapki. Takie okropne michy były&#13;
i cały dzień wcześniej to robili te kanapki. Normalnie tam chlebuś smarowali albo masełkiem,&#13;
albo bryndzą, kawołek kiełbaski było, bo nie było wtedy szynki, albo kółko kiełbasy było&#13;
albo ogórek, jajko – takie domowe co mieli, poprzyprawiali. Te kanapki były przepyszne! [...]&#13;
i ewentualnie tam suche ciastko – te wyskoki [...] przez maszynkę. Ciasto kruche zanosili na&#13;
poczęstunek i te kanapki w tych miednicach [...] i każdy się częstował tą kanapką [2 kobiety,&#13;
wiek 60 i 30 lat, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Kolejna zmiana w modzie na potrawy weselne wskazuje na powrót do potraw na ciepło:&#13;
Piekło się schab w piecu piekarskim, kroiło się później na nasadki [...] musiało, żeby było dużo&#13;
mięsa. Robiło się jedno danie tylko gorące: albo fasolkę po bretońsku, albo bigos. To było danie, które jak już był barszczyk z krokietem, to już była atrakcja wielka [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Wzrastającą rolę mięsa niech poświadczy inna lista dań wypowiedzianych jednym&#13;
tchem: „rosół, schab, schabowe, gulasz, klopsiki w sosie, bigos, flaczki” [wywiad zbiorowy, wiek ponad 70 lat, Czorsztyn].&#13;
O, de volaille doszły – była taka moda [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
&#13;
Zmiana kulinarna łączyła się ze zmianą w organizacji miejsca na wesele. We wspomnianym czasie wesela przenoszą się na ogół do remiz, współcześnie odbywają się także&#13;
w restauracjach. W latach 70.-80. XX w. pojawiły się weselne torty. Pierwsze torty były&#13;
ciastami biszkoptowymi lub półfrancuskimi:&#13;
Były takie dwie kobiety, co chodziły na wesela, to robiły z biszkoptu. To nie dawali masę, tylko&#13;
marmoladę [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
&#13;
Wiek XXI przynosi wiele zmian. Opowiadają o nich osoby, które od lat zajmują się&#13;
gotowaniem na wesela, zwanym dziś weselnym cateringiem:&#13;
&#13;
9 Tradycyjne, zdrowe jedzenie przeciwstawia się miastowemu, zawierającemu chemię – pisała o tym Joanna&#13;
Mroczkowska, Podlaski „Słoik” – mobilna grupa społeczna i mobilne medium tożsamości lokalnej, „Studia Socjologiczne”, 2018, nr 4, s. 77-102.&#13;
&#13;
100&#13;
&#13;
101&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Sałatki robimy. Zawsze jarzynową – tradycyjną. Ale teraz więcej robi się takich nie&#13;
z majonezami, jak kiedyś się robiło, tylko takie świeże na oleju. Miksy sałat z jakimiś serkami,&#13;
nasionami [...] Zupy – to rosół jest do dziś, ale niektórzy chcą kremy: z borowików, z brokuł&#13;
[mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
Teraz to sałata, rzodkiewki, jajko się da [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
Już rzadko kto chce na weselu bigos, teraz Strogonow wchodzi. Już bigos wyparty. Był którymś&#13;
z dań, trzecim albo czwartym kiedyś, a teraz już nie. Teraz to już bardziej de volaille, gulasz&#13;
z plackiem, albo tylko po węgiersku, taki ostry [2 mężczyźni, wiek: 80 i 50 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Jedzenia w trakcie wesela jest coraz więcej:&#13;
[...] co tak co 2 godziny, ze 4 razy [...] tutaj na weselach to obiad wygląda tak, że jest rosół, potem jest drugie danie, albo na półmiskach, albo na talerzu [...]. Jak na półmiskach&#13;
to trzeba ze 4 rodzaje mięsa. Ziemniaki, ze 3 surówki. Potem po obiedzie zawsze jest&#13;
kawa i tort. To już jest inaczej, bo kiedyś tort był zawsze o północy. [...] no po torcie jest&#13;
kolacja, znowu jakaś pieczeń, albo coś tam z różnymi dodatkami. Ostatnio się modna&#13;
zrobiła kasza. Kasze robimy ze skwarkami z warzywami. I surówka jest: czerwona kapusta albo buraczki. [...] Po tej kolacji są, na przykład lody, znowu deser z bitą śmietaną,&#13;
z owocami. Po tych lodach jest stół góralski [...]. A po tym stole jest jeszcze jedno danie, na&#13;
przykład jakiś barszczyk z pasztecikiem, bułeczką czy krokietem, co kto chce. Paszteciki różne:&#13;
dawniej to z kapustą, a teraz ze szpinakiem, i z brokułą, i z kapustą, z mięsem. Młodzież teraz&#13;
coraz więcej chce, żeby było z jakimś warzywem. [...] Przeważnie na drugi dzień jest kwaśnica&#13;
z żeberkiem [...], albo żurek, ale przeważnie kwaśnica. Potem jakieś mięsko z ziemniakami czy&#13;
frytkami. [...] jakieś piwo. Piwo się teraz dają na weselach! [mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
&#13;
Do nowinek w organizacji wesel należy podawanie potraw na wydzielonych stołach,&#13;
na których osobno układa się słodycze (cukierki, owoce, czekoladową fontannę), osobno&#13;
alkohol różnego rodzaju, zimny bufet z przekąskami. Takim wyspecjalizowanym stołem&#13;
jest też tak zwane „korytko”, czyli modny od kilkunastu lat „góralski stół” z potrawami&#13;
regionalnymi. Przy czym podanie regionalnych potraw staje się momentem specjalnym,&#13;
niejako nowym obrzędem. Pojawia się wówczas główny kucharz, kucharki w odświętnych strojach, by podawać gościom wybrane potrawy na talerzykach. Podobno ten nowy&#13;
zwyczaj „robi furorę”:&#13;
[...] my wyjechali o 10 wieczorem z tym stołem na środek i jo to wszystko kroiłem wszystkim,&#13;
o to się bardzo podobało [mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
&#13;
Zjawisko to jest jednak dość świeże – kilkunastoletnie, dodatkowo nie przyjmowało&#13;
się bez oporów:&#13;
A jeszcze przedtem robiłem takie wesele, wymyśliłem, żeby zrobić kwaśnicę [...]. No i mówili&#13;
[...]: «Nie może być u nas kwaśnica, bo by nas potem obgadali na całej wsi» [...], bo to była&#13;
tako zupa dziadowska [...]. Ale zrobiłem na upartego i się przyjęło – na żeberku albo na gęsinie&#13;
[mężczyzna, lat 40, Falsztyn].&#13;
&#13;
Spektakularnie wygląda rozwój tortów weselnych. Z biszkoptowych, jednopoziomowych, przekładanych marmoladą wyrastają dziś na wielopoziomowe, skomplikowane&#13;
formalnie cudeńka, wykonywane wyłącznie przez specjalistyczne piekarnie:&#13;
W ostatnich latach pojawiły się wykończenia tortów angielskie. To chodzi o masy takie plastyczne, cukrowe, czekolady plastyczne, które pozwalają na tworzenie takich artystycznych&#13;
&#13;
102&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
ciast, tortów i tak dalej. I to jest modne. [...] Teraz klienci wymagają trochę więcej, a do pewnych zdobień trzeba mieć już profesjonalny sprzęt, specjalne surowce, pomieszczenia. Przede&#13;
wszystkim nowoczesną wiedzę [...] [mężczyzna, lat 40, Krościenko].&#13;
Teraz już nawet zamawiają, co przywozom torta [...]. A baran upiecony, a księga wiecysto, [...].&#13;
Młodo Pani byłą we welonie [...] Księga wiecysto to było wypisane niby tak: w dniu ślubu Małgosi i Emila [...] i była zamknięto klucem [...] ale kluc się zrobiło z lukru [...] [2 kobiety, wiek 87&#13;
i 86 lat, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Aby uzmysłowić czytelnikom stopień komplikowania się współczesnych kulinariów&#13;
weselnych, proces zachodzący nie tylko w badanych regionach, podaję zapis z wesela,&#13;
które odbyło się w Spytkowicach koło Rabki- Zdrój:&#13;
[...] krem z pomidora z mozzarellą, na drugie danie frytki lub ziemniaki do wyboru, surówki&#13;
– mizeria lub kapusta pekińska, buraczki z kukurydzą albo młoda kapusta oraz mięsa, również&#13;
do wyboru – polędwiczki w sosie borowikowym lub schab z pieczarkami i oscypkiem albo de&#13;
volaille z piersi kurczaka z serem. Deser stanowił mus brzoskwiniowy z kruchą bezą i lodami.&#13;
[...] tort weselny o smaku Kinder Bueno z nutą maliny. Jako kolejne ciepłe danie podawano:&#13;
roladę z indyka nadziewaną szpinakiem na sosie porowym, ziemniaczane szyszki i wiosenną&#13;
sałatkę. Następnie na stołach znaleźć się miała świnka faszerowana, szynka pieczona podawana&#13;
z ziemniakami oraz zasmażaną kapustą lub do wyboru były też pierogi ruskie i z mięsem, gołąbki w sosie pomidorowym oraz mix sosów. Po północy zaplanowano [...]: kociołek góralski&#13;
czyli gulasz w chlebusiu i na koniec kwaśnice z żeberkiem. Na stołach znajdowały się patery&#13;
z ciastami, oprócz tego przygotowano osobny stolik z czekoladkami. Wśród alkoholi królowała wódka. Niektórzy goście zamawiali wino lub piwo. Na wejściu podawano wino musujące&#13;
[notatka, Spytkowice].&#13;
&#13;
���&amp;]\QQLNL�L�HIHNW\�]PLDQ�]Z\F]DMµZ�SRNDUPRZ\FK&#13;
Zmiany kulinarnych przyzwyczajeń w omawianym regionie miały wiele źródeł. Rozmówcy przedstawili całą ich gamę. Jednym z nich był rozwój turystyki, którego początki&#13;
na tym terenie sięgają jeszcze XIX w.:&#13;
Tutaj nie było żadnych kursów kucharskich. Tu był pensjonat Hanka – tak się nazywał. To była&#13;
taka pani, ona pochodziła od Grywałdu, od Dziewolskich [znana rodzina rozwijająca turystykę w regionie] [...] kucharka była skądś tam, ze świata i po postu ona tam gotowała [...] rozmaite&#13;
frykasy tam ludzie jedli [mężczyzna, lat 83, Krościenko].&#13;
&#13;
W Niedzicy źródłem wiedzy o nowych potrawach był Zamek Niedzica, który po&#13;
wojnie stał się domem pracy twórczej historyków sztuki. Kuchnia prowadzona w zamku&#13;
rozpowszechniła w okolicy przede wszystkim zupę pomidorową, łatwą do wykonania&#13;
dzięki dostępności w sklepach przecieru pomidorowego. O doskonałości tej potrawy słyszeliśmy w trakcie badań w wielu domach. Wygląda na to, że od razu przypadła do gustu&#13;
lokalnym smakoszom, nawet tym najbardziej krytycznym, czyli najstarszemu pokoleniu,&#13;
które z obrzydzeniem potraktowało niegdyś surowe pomidory i zieloną sałatę, oceniając&#13;
tę ostatnią jako warzywo dla królików, sałatkę warzywną (bo „wszystko razem wymieszane”), czy nawet cukinię, która pojawiła się w latach 90-tych. Z podobnym entuzjazmem&#13;
zareagowano jedynie na pojawienie się jako potrawy wigilijnej barszczu z uszkami:&#13;
&#13;
103&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Potem weszły uszka z barszczem. Wszyscy się w tym rozkochali [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Jak to jest w przypadku jedzenia, entuzjazm ten łączy się z dużym apetytem. Jedna&#13;
z respondentek powiedziała nam, że korzystając z wynalazku zamrażarki lepi wigilijne&#13;
uszka już od października, żeby mieć ich odpowiednią ilość na święta.&#13;
Obok powstających w regionie pienińskich pensjonatów, rozmówczynie jako główne&#13;
źródło nowej wiedzy kulinarnej najczęściej podają kursy prowadzone przez Koła Gospodyń Wiejskich w latach 60.-70., choć w kilku wywiadach spotkaliśmy wzmianki o kursach jeszcze przedwojennych (w tym o kursach dla dziewcząt wiejskich prowadzonych&#13;
w Krościenku przez S. Pawłowską) oraz z lat 1945-1947, kiedy ministrem rolnictwa był&#13;
Stanisław Mikołajczyk:&#13;
[...] W 1974 ja już uczęszczała w kursie gotowania jako Koło Gospodyń [...], z Koła były takie&#13;
Panie, które przekazywały kobietom wiedzę, jak zrobić sałatkę jarzynową, jak zrobić gruszki&#13;
na zimno, wtedy nie było to takie modne jak dziś, ale była modna wieprzowinka. Gotowało&#13;
się ratki świńskie, to już dużo żelatyny, to dodawało się troszeczkę mięska i już była galareta&#13;
[kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Dzięki takim praktykom w kuchni lokalnej pojawiły się obok pomidorowej i barszczu także szczawiowa, ogórkowa i kalafiorowa. Niektóre młode gospodynie po odbyciu&#13;
kursów gastronomicznych prowadzonych w Kołach Gospodyń Wiejskich zaczęły wprowadzać desery, np. kisiel czy jabłka w cieście lub nowe ciasta, np. biszkoptowo-makowe „Fale Dunaju”, przekładaniec „Królewicz” do obiadów niedzielnych, a także pączki&#13;
i chrusty w karnawale czy jeszcze bardziej wystawne keksy i pierniki. Kursy proponowały&#13;
nowe potrawy mięsne i warzywne dodatki, na przykład zieloną sałatę z octem lub śmietaną. Obok warzyw kiszonych pojawiły się warzywa w occie. Co ciekawe, pomimo szerokiego zastosowania kapusty kiszonej w kuchni tradycyjnej, ogórki kiszone pojawiają&#13;
się dopiero po II wojnie światowej. Według naszych rozmówczyń w latach 70. pojawiały&#13;
się w okolicy szkoły gastronomiczne. Spośród adeptek tych szkół werbowały się w tym&#13;
czasie kucharki weselne.&#13;
Czasami podjęcie nowego zatrudnienia wymagało przeszkolenia w zakresie żywienia:&#13;
Roz zek była na kursie, bok pracowała na porodówce, to musiała iść na kurs [2 kobiety, wiek&#13;
87 i 86 lat, Łapsze Niżne]&#13;
&#13;
Wiejskie porodówki były miejscami, gdzie położnice przebywały minimum siedem&#13;
dni pod opieką wyszkolonych w tym kierunku pielęgniarek. Posiadały też własną kuchnię, w której gotowano, zgodnie z zaleceniami lekarskimi, posiłki wzmacniające i wzmagające laktację, na przykład zupy mleczne. Konieczność pozostania na porodówce pełne&#13;
siedem dni chroniła położnice od ciężkich prac rolnych, pozwalała im spokojnie przejść&#13;
okres połogu.&#13;
Kucharki z innych regionów Polski prowadziły kuchnie dla kolonii dziecięcych oraz&#13;
w firmowych ośrodkach wczasowych. Lokalne dziewczęta i kobiety wynajmowano tylko&#13;
do pomocy, jednak respondenci deklarują, że były to miejsca, gdzie poznawano nowe&#13;
potrawy:&#13;
[...] szło się, tam kolonia była, tam było już dobroci, bo dzieci przyjeżdżały [...], to tam było&#13;
już jedzenie. Jak poszłam do siódmej klasy, to poszłam do kuchni, by trochę zarobić. No tam&#13;
człowiek widział trochę więcej, zjadł lepiej [...] [kobieta, lat 70, Czorsztyn].&#13;
&#13;
104&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Kolejnym, niezwykle istotnym czynnikiem, który spowodował zmiany w przyzwyczajeniach kulinarnych, było pojawienie się źródeł dodatkowego zarobku innych niż tylko praca na roli:&#13;
[...] gdzieś w latach 50-tych ja odczułam to. Jak chodziłam do szkoły, to już mama całkiem inaczej, już mniej gotowała tych pęcoków. Tylko tata poszedł do pracy, to już miała pieniądze, to&#13;
coś jeszcze kupiła [kobieta, lat 75, Krościenko].&#13;
Mój tato też pracował na Słowacji tutaj. No to jakiegoś pomarańcza – co to nie było w tamtych&#13;
czasach! [...] Śliwki, takie te żółte rosły na Słowacji koło drogi. No to tam tato jak jechał z pracy&#13;
to tych śliwek nazbierał [...] No to żeśmy czekały na niego jak przyjedzie z pracy, że może coś&#13;
przywiezie [...] Na Słowacji było dużo łatwiej [...] [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
Świetną kucharką była moja ciocia, która jako młoda dziewczyna pracowała w spiskiej Starej&#13;
Wsi w czasach przed 1918 rokiem, [...] i tam pracowała u bardzo zacnej starszej pani, żony notariusza [...]. I stamtąd ciocia wyniosła przecudne potrawy [...] sos porzeczkowy tu nie był znany,&#13;
ale moja babcia jeździła na Słowację, to przywoziła stamtąd [...] No i ten knedel też babcia robiła, bo to było ze słowackiej kuchni i z węgierskiej [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Opisane przypadki miały jednak charakter jednostkowy. Do szerokiej zmiany w przyzwyczajeniach kulinarnych zaczęło dochodzić dopiero, gdy zarobkowanie poza gospodarstwem rolnym przybrało charakter masowy:&#13;
Zmieniać się zaczęło wtedy, kiedy młodzież z tej wioski zaczęła wyjeżdżać. W Nowym Targu&#13;
był potężny kombinat, zakłady obuwnicze i tam parę tysięcy ludzi. Ta młodzież zaczęła jeździć&#13;
do Nowego Targu, bo tu przyjeżdżały autobusy, zabierały tych pracowników i jeździli. I oni&#13;
tam poznawali innych ludzi i inną kulturę. I oni już tą kulturę tutaj przywozili [kobieta, lat 94,&#13;
Czorsztyn].&#13;
[...] na jedną zmianę jechało chyba z 10 autobusów, które dowoziły ludzi do kombinatu [...].&#13;
Również rozpoczęły się te składy budowlane tutaj tworzyć, takie magazyny towarów masowych [...]. To już później, w latach 80-tych, zaczęły się tworzyć firmy takie budowlane [...],&#13;
lata 80-te jeszcze można powiedzieć, że jeszcze był zysk z gospodarstwa, bo jeszcze istniały te&#13;
rzeźnie, nie było takich problemów ze sprzedażą [...], no ta opłacalność coraz bardziej spadała.&#13;
Coraz większe otworzyły się możliwości wyjazdu za granicę [...] [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Odciągnięcie większej części młodych ludzi od prac rolniczych spowodowało, według moich rozmówców, potrzebę szykowania szybkich posiłków:&#13;
[...] kiedyś to pracowała w zakładach, w kombinacie tutaj. To jeszcze babka jakaś w domu była.&#13;
Po prostu czas zmusił do szybkiego gotowania [wywiad zbiorowy, mężczyźni, wiek ok. 80 lat,&#13;
Czorsztyn].&#13;
&#13;
Do kulinarnych kontaktów z innymi nacjami dochodziło rzadko. Wspomina się nieliczne kontakty z kuchnią żydowską w okresie sprzed II wojny światowej czy wymuszone&#13;
kontakty z Niemcami w czasie II wojny światowej:&#13;
[...] dała [mu] taką bułkę – tata mówił, że to szabesówka się nazywała. [...] Żydówka&#13;
to gotowała rosół jakiś tam kurzy [...] i z ryżem. Jako osobno dawała ryż, wlewała tego&#13;
rosołu [...] i dała ze 4 fasolki jeszcze na talerz [...] – takie kombinacje robiła! [mężczyzna, lat 83, Krościenko].&#13;
W jednym z wywiadów znalazła się informacja, że w okresie przedwojennym&#13;
można było kupić tani chleb od miejscowych Żydówek.&#13;
&#13;
105&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
[...] moja mama za Niemców też w kuchni w Orlem pracowała. [...] Tu była placówka graniczna, Niemcy [...], żeby nie wywieźli do Niemiec, to się tutaj zgłosiły dziewczyny młode do kuchni. I była naczelna kucharka. [...] To w ogóle nie te posiłki. To takie jak przeważnie zupy, mięsa,&#13;
drugie dania. [...] To troszeczkę było dzięki temu co jeść [kobieta, lat 94, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Źródłem inspiracji dla zmian w jadłospisach, zwłaszcza w okresie po II wojnie światowej, stało się czytelnictwo czasopism i kalendarzy ściennych, a także z czasem telewizja.&#13;
W okresie PRL-u przepisy znajdywano w „Przyjaciółce” czy „Gospodyni”:&#13;
Ja wolę z gazet, nie lubię telewizji. [...] To gazety sobie kupie: «Dobry Tydzień»&#13;
[kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
W latach 90., po transformacji ustrojowej i uwolnieniu produkcji wydawniczej, pojawiło się wiele chętnie kupowanych jako prezenty książek kucharskich. Uprzednio książki&#13;
kucharskie były raczej rarytasem, choć zdarzało się, że w niektórych domach były takie,&#13;
nawet wydane w okresie międzywojennym. O książce kucharskiej wydanej we Lwowie&#13;
wspomina jeden z rozmówców:&#13;
[...] ze Lwowa to tutaj mieliśmy i profesorkę i dyrektorem była. [...] książki kucharskie były używane przez ludzi, którzy przyjechali. [...] Dużo wnieśli kultury, także w kucharzeniu [...]. Na&#13;
przykład kutia była [...] [wywiad zbiorowy, wiek ponad 75 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Ta sama osoba zwraca też uwagę na zjawisko napływu w rejon spisko-pieniński uciekinierów z Kresów, którzy przywieźli swoje przepisy kulinarne. Dostęp do przepisów&#13;
z innych regionów Polski łączył się także z powojennymi migracjami zarobkowymi,&#13;
zwłaszcza na Śląsk, oraz – można rzec – z typową dla „gospodarki niedoborów” ówczesną „turystyką kulinarną”:&#13;
&#13;
Mój tata był spod Łodzi, tam z Pabianic. No to tam oni zupełnie inaczej, a potem się przyzwyczaił. Zupa rybna, na przykład, była na Wigilię, no to mama musiała gotować tą zupę rybną&#13;
[kobieta, lat ok. 60, Krościenko].&#13;
[...] miałam właśnie teściową ewangeliczkę, ona w Cieszynie skończyła studia, tam właśnie przy&#13;
kościele była szkoła dla dziewczyn z dobrego domu, no i ona właśnie miała studia w tym kierunku, tak, że świetnie piekła [...] [kobieta, lat 88, Krościenko].&#13;
&#13;
Współczesne mieszanie się małżeństw wykracza daleko poza granice naszego kraju.&#13;
Pojawiają się więc wesela, na których oboje młodych stara się pochwalić rodzimą kuchnią&#13;
regionalną. O sytuacji takiej w przypadku wesela polsko-hiszpańskiego wspomniał jeden&#13;
z rozmówców.&#13;
Odrębnym nurtem wiedzy kulinarnej są współczesne szkolenia dla profesjonalnych&#13;
kucharzy i restauratorów:&#13;
Jakiś inspiracji z programów telewizyjnych nie mam. Bardziej czerpiemy z wyjazdów szkoleniowych, czy też prywatnych [mężczyzna, lat 40, Krościenko].&#13;
&#13;
Globalizacja to oczywiste źródło pojawiania się nowinek jedzeniowych. Zjawisko to&#13;
działa w obu kierunkach: nie tylko zaznajamia lokalną ludność z nowymi potrawami, ale&#13;
też wywołuje zainteresowanie poza granicami polską kuchnią. Jak zauważa jedna z często&#13;
podróżujących rozmówczyń:&#13;
No widzi pani, to są skutki tej globalizacji, gdzie człowiek by nawet nie wpadł co można jeść,&#13;
co z czym łączyć. Ja tu kiedyś zaskoczyłam moich gości, podałam pomarańcze z pieprzem&#13;
i oliwą, pokrojone w plasterki. To z Włoch przywiozłam. Natomiast wyczytałam, że młodzi&#13;
Europejczycy zajadają się naszym polskim żurkiem naturalnie kiszonym, tymi naszymi zupami, ogórkami kiszonymi, śledziem po naszemu [kobieta, lat 68, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
Myśmy tam mieli znajomych, co mieszkali, no to żeśmy jeździli tam na każde święta. To nas&#13;
jechało z pięć osób. Obkupili my się, co my chcieli, to my tam kupowali. Wszystko tam było:&#13;
pomarańcze, cytryny, a tutaj ni było nic! Mięso, szynka, wszystko! [wywiad zbiorowy, wiek ponad 75 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Wspomnienia niedoborów pożywienia w sklepach w czasach PRL do tej pory wzbudzają ożywienie wśród rozmówców. Najogólniej uważa się, że z powodu tych niedoborów w okresie PRL jadało się bardziej jarsko niż współcześnie.&#13;
Za współczesne źródło nowinek kulinarnych uznaje się przepisy zamieszczane w Internecie, na blogach kulinarnych, z których korzysta młodsze pokolenie. Wobec powszechności dostępu i dużej ilości takich informacji, a także wobec możliwości czerpania&#13;
wiedzy kulinarnej z telewizji zanika, według rozmówców, popyt na książki kucharskie.&#13;
Również na te pisane przez pokolenia odręcznie. Pamiątkowe przepisy z kursów, zapiski na zatłuszczonych od użytkowania luźnych kartkach, przepisy udostępniane w sieci&#13;
rodzinnej i sąsiedzkiej wymiany, pomazane przez dzieci, zawsze żądne papieru do rysowania – domowe książki kucharskie czekają na ostateczną zmianę pokoleniową, by skończyć w piecach czy kominkach. Wraz z nimi odejdzie wiedza babek i matek, świadectwo&#13;
zmieniającej się kuchni i strategii radzenia sobie w trudnych czasach niedoborów.&#13;
Zjawiskiem pozahistorycznym jest też mieszanie się rodzin, co ma ogromny wpływ&#13;
na zmiany jadłospisów domowych:&#13;
&#13;
[...] mama wyemigrowała za wielką wodę i stamtąd ludzie też przywozili nowinki techniczne.&#13;
I one właśnie robiły torty biszkoptowe na ciężkich masach maślanych. Dodawano do tego&#13;
orzechy [...] czy jagody, czy maliny [mężczyzna, lat 40, Krościenko].&#13;
[...] ja kocham podróże i staram się każdego roku gdzieś w ciekawe miejsce wyjechać. I kocham&#13;
zwiedzanie tak na maksa, ale obok tego zwiedzania uwielbiam także poznawać kuchnię. Może&#13;
nie uprawiam jakiejś wielkiej tej turystyki kulinarnej, ale zawsze staram się gdzieś tam coś zjeść&#13;
charakterystycznego dla danego regionu i zawsze kupuję przyprawy [kobieta, lat 40, Niedzica].&#13;
&#13;
���7DP��JG]LH�SRGDMÇ�ɚSUDZG]LZHə��&#13;
����������F]\OL�NXFKQLD�WUDG\F\MQD�MDNR�WRZDU�WXU\VW\F]Q\&#13;
Jedzenie zawsze stanowiło część sektora usług turystycznych. Jednak dopiero pod koniec&#13;
lat 90. XX w. pojawiło się w obrębie badań nad turystyką. Jako pierwsi pisali o tym zagadnieniu Greg Richards10 i Lucy Long11. Turystyczny charakter regionu ma swoje konsekwencje w szerzeniu się wiedzy o kuchni regionalnej. Rozmówcy oceniają, że w sezonie&#13;
10&#13;
G. Richards, Gastronomy: an essential ingredient in tourism production and consumption?, w: Tourism and&#13;
Gastronomy, red. A.-M. Hjalager, G. Richards, Routledge, London-New York 2002, s. 3-20.&#13;
11&#13;
&#13;
106&#13;
&#13;
L. M. Long, Culinary Tourism, University Press of Kentucky, Lexington 2004.&#13;
&#13;
107&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
przyjmuje się na badanym terenie turystów w co piątym domu. O turystyce kulinarnej&#13;
możemy mówić już w przypadku najstarszych form turystyki, choć motywacja do poszukiwania wiejskich smaków była niegdyś inna. Pierwsi turyści poszukiwali dostępu do&#13;
najprostszych surowców i dań, upatrując w nich przede wszystkim produktów wzmacniających zdrowie, ale też, w okresie PRL, jedynie dostępnych wobec niedoborów&#13;
w sklepach. Współcześnie do motywacji zdrowotnej dochodzi zainteresowanie smakiem&#13;
i oryginalnością, na co zwraca uwagę Renata Hryciuk: „W antropologicznych interpretacjach turystyka, a w tym kulinarna, to poszukiwanie autentyczności. Turyści podróżują,&#13;
by konsumować lokalne jedzenie, ponieważ dostarcza to wyjątkowego doświadczenia&#13;
danego miejsca i kultury”12. Kuchnia regionalna to według moich rozmówców jedzenie,&#13;
którego nie ma gdzie indziej.&#13;
Jednak regionalne restauracje, jadłodajnie w pensjonatach oraz wytwórcy żywności&#13;
ustosunkowują się do rzeczywistej oryginalności dań w sposób umiarkowany, czy to&#13;
z powodów oszczędnościowych, czy z potrzeby przystosowania serwowanych potraw do&#13;
gustów turystów. Stosują wobec tego często, choć nie zawsze, pewną „kalkę” smakową,&#13;
która powinna klientowi kojarzyć się z „góralszczyzną”. Analiza menu w wielu restauracjach wskazuje, że „kalką” tą są przede wszystkim: oszczypki, kwaśnica i gulasz. Moskole&#13;
występują rzadziej ze względu na zmianę sposobu ich produkcji – obecnie, z braku tradycyjnych kuchni opalanych drewnem wypieka się je na suchych patelniach, co znacznie&#13;
wydłuża proces produkcji. Pojawia się też pstrąg i łosoś, choć łosoś w Dunajcu już wyginął. Restauratorzy starają się również podawać baraninę, chociaż elementem zaporowym&#13;
jest tutaj cena:&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Restauracje podające tak zwane dania regionalne są często krytycznie oceniane przez&#13;
lokalnych mieszkańców:&#13;
[...] te pizze całe i te hot-dogi! [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
Raz byłam, co dają smalec ze skwarkami – dobry taki i chleb też własny. [...] Ale tak całkiem&#13;
regionalnie to nie było [kobieta, lat 75, Niedzica].&#13;
[...] gotują po restauracjach, ale dużo osób też się zna i wie, że to nie są gotowane rzeczy tylko&#13;
jakieś gotowe, odgrzewane [...] ja, na przykład, osobiście sama nigdy bym nie chciała takich&#13;
gotowców jeść [kobieta, lat 30, Krościenko].&#13;
&#13;
Zdarzają się jednak również pozytywne opinie o restauracja regionalnych, zwłaszcza,&#13;
gdy przygotowanie w nich posiłków odbywa się z zachowaniem tradycyjnej technologii:&#13;
Tam mają kuchnię [...] gdzie są blachy i piec tradycyjny [...] i tam właśnie dziewczyny nie rozwaliły pieca i gotują właśnie na tym piecu. Tylko tak, jak mówię, to jest właśnie trudniej [...]&#13;
[kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Utrzymanie tradycyjnych technologii gotowania ma też swój sentymentalny wymiar&#13;
dla rozmówców: „Zdolność jedzenia do zatrzymania czasu, miejsca i pamięci jest doceniane tym bardziej w erze hipermobilności, kiedy wydaje się, że wszystko jest dostępne&#13;
wszędzie i o każdej porze”13.&#13;
Niewielki asortyment potraw regionalnych restauratorzy tłumaczą czasem brakiem&#13;
zainteresowania lub pieniędzy ze strony turystów, zmianą wymagań wobec proponowanej usługi, a nawet brakiem edukacji kulinarnej:&#13;
[...] musi być dużo, dobrze i smacznie. I więcej nie wymagają. [...] Po prostu sort klienta się zmienił. Przyjeżdżają klienci, których po prostu nie stać na porządny obiad. Najwyżej na pierożki,&#13;
albo przyjeżdżają ze swoim, grillują, a z dziećmi to najchętniej by na frytki przyszli. [...] Dzieci&#13;
polskie to są nauczone: zupa pomidorowa, zupa ogórkowa, kurczaczki panierowane. A rodzice nawet nie protestują. Bo się cieszą, że dziecko cokolwiek je. [...] Mnie się wydaje, że rodzice&#13;
tak zbywają ten temat [...]. I to dziecko po prostu smaków nie zna. Jak poczuje taką kwaśnicę,&#13;
to jest za kwaśne, niedobre [2 mężczyzn, wiek 80 i 50 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Z tradycyjnych dań podajemy już tylko kwaśnicę. Ale klient nie jest w stanie zapłacić za baraninę, więc jest na żeberkach.&#13;
&#13;
Niektórzy kucharze wspominają o modyfikowaniu tradycyjnych dań nowymi przyprawami, które znajduje też coraz szersze zastosowanie w kuchni domowej. Pośród&#13;
tradycyjnych przypraw jedni wymieniają sól, pieprz, cebulę, czosnek, natkę pietruszki,&#13;
kminek, ktoś inny wspomina już ziele angielskie czy Vegetę:&#13;
&#13;
No może dziś na śniadanie jakbym dziadki dała, to może by patrzyli na mnie, że co to im daję.&#13;
Bo i dzieci są nieprzyzwyczajone, ale jak są takie grupy, że po prostu wiem komu mogę, to&#13;
czasami się zdarza, że też się im daje [kobieta, lat 50, Łapsze Niżne].&#13;
&#13;
[...] to za naszych czasów to nie było ani kostki, ani maggi, [...] ani żadnej Vegety [która pojawiła&#13;
się] tak w latach 80-tych [kobieta, lat 70, Niedzica].&#13;
[...] no paprykę też używam, ale kiedyś tej papryki przecież tutaj nie było [...]. Już do gulaszu&#13;
musi papryka iść [2 mężczyźni, wiek 80 i 50, Krościenko].&#13;
&#13;
[...] tutaj są restauracje, to pójdą na jakąś kwaśnicę, teraz to dostępne. Czasami się zapytają.&#13;
Jakby był ktoś, kto by chciał jakiś podpłomyk, to i tak nie ma gdzie [sporządzić] [...] Teraz to&#13;
[...] ważne żeby łazienka była w pokoju, nie tak, jak kiedyś, co [...] myli się gdzieś przy studni.&#13;
Teraz wygoda, jedzenie to każdy sobie robi, w swoim zakresie. Jak ludzie chcą, to jadą na takie&#13;
regionalne [imprezy] [kobieta, lat 85, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Jak wcześniej nigdy nie dodawałam majeranku czy bazylii, to teraz trochę jednak sypnę, bo to&#13;
dodaje trochę innego smaku [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Inną zmianą w daniach tradycyjnych widoczną w wykonaniu potraw mącznych jest&#13;
według naszych rozmówców to, że współcześnie są one jaśniejsze, gdyż nie używa się już&#13;
do ich sporządzenia ciemnej, jęczmiennej czy żytniej mąki. Podobnie do ciast dodaje się&#13;
więcej sera czy jajek:&#13;
&#13;
W socjalizmie jednak było masę ludzi. [...] wczasowicze byli na miesiąc, na dwa i na trzy. [...] Nie&#13;
tylko Śląsk, bo my i mieliśmy z Poznania, i z Krakowa mieliśmy, od maja do września łącznie.&#13;
Teraz nie ma takich gości. Dwa dni, trzy dni [...] odczuwa się duży najazd turystów, jednak [...]&#13;
są niedługo” [wywiad zbiorowy, wiek ponad 70 lat, Krościenko].&#13;
&#13;
Ciasto nawet się robi bardziej kruche niż drożdżowe jak pod rogi. Z doświadczenia wiem, jak&#13;
my są na różnych takich spotkaniach, że to bardziej smakuje [...] [2 kobiety, wiek 60 i 30 lat,&#13;
Łapsze Niżne].&#13;
13&#13;
12&#13;
&#13;
R. Hryciuk, Tortilla tour. Turystyka kulinarna w zglobalizowanej Oaxace, „Studia Socjologiczne”, 2018, nr 4,&#13;
s. 152.&#13;
&#13;
108&#13;
&#13;
B. Kirshenblatt-Gimblett, Forward, w: Culinary Tourism, red. L. M. Long, University Press of Kentucky,&#13;
Lexington 2004, s. xi-xiv, s. xiii.&#13;
&#13;
109&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Argument o zubożeniu turystów jest jednak nieprecyzyjny. W okresie PRL częstym&#13;
gościem w regionie był turysta, który sypiał na sianie i sam siebie żywił, korzystając jedynie z miejscowych produktów, gdyż w sklepach niewiele można było dostać. Bywali&#13;
też wynajmujący kwaterę i żywiący się tym samym, co jedli gospodarze. Bardzo często&#13;
goście domagali się wręcz lokalnych potraw, „nie miastowych”, choć pojęcie turystyki kulinarnej jeszcze nie rozpoczęło swojej kariery. Również współcześnie część turystów jest&#13;
zainteresowana czymś więcej niż tylko wygodną kwaterą. Wręcz przeciwnie – niektórzy&#13;
ze względu na dostęp do wiejskiego jedzenia świadomie wybierają agroturystykę:&#13;
&#13;
– dop. J.L.O], nazwane i zidentyfikowane, powinny zostać wymienione składniki, objaśnione sposoby przygotowania oraz opisany kontekst społeczny i kulturowy konsumpcji&#13;
[...], następną strategią jest wybór menu oraz ewentualnie zaadoptowanie przepisu do&#13;
warunków domowych [...]”14. Badani przez nas turyści zadawalają się jedynie turystyką&#13;
festynową, unikając jednocześnie restauracji, tak zwanych regionalnych, które oceniają&#13;
jako „pic na wodę”:&#13;
&#13;
[...] turyści teraz bardziej zauważają tą tradycję i tą ekologię, i dbają o to, i poszukują właśnie&#13;
agroturystyki, żeby mogli się napić mleka od krowy, żeby mogli jajko swoje takie mieć od kury,&#13;
żeby mogli rosołek z kury domowej zjeść [...] [kobieta, lat 60, Krościenko].&#13;
&#13;
Pojęcia „prawdziwe” czy „tradycyjne” są oczywiście pewnymi konstruktami, których&#13;
nieprecyzyjny i zindywidualizowany sens ukazują nasze wywiady w sposób bardzo wyraźny. Uogólniając, pojęcia te opisują percepcję potraw poznawanych we wczesnym dzieciństwie. Dla jednego rozmówcy tradycyjną potrawą będą dziadki i juha, dla innego barszcz&#13;
i weselne kanapki, dla jeszcze innego kotlet szwajcarski czy de volaille, które de facto pojawiły się w jadłospisach dopiero w latach 70. Swobodną interpretację pojęcia „tradycyjny” znajdujemy w takich wynalazkach restauracyjnych, jak ser panierowany z żurawiną&#13;
lub wypiek tradycyjnych kruchych ciasteczek, na dodatek „wyrabianych tylko ręcznie”&#13;
przez całkowicie zmechanizowane piekarnie. Pikanterii temu ostatniemu dodaje fakt, że&#13;
w regionach wiejskich kruche ciasteczka zaczęły się pojawiać na przełomie lat 50/60 XX&#13;
w., zgodnie z dyrektywą państwową, która dbała o „cywilizowanie” wsi także pod kątem&#13;
gastronomicznym. Dowodem postępu miały być klubokawiarnie parzące kawę zamiast&#13;
alkoholu oraz kruche ciasteczka wypiekane w każdym domu i obecne w wiejskich sklepach15. Operowanie skojarzeniami z tradycyjnym czy lokalnym napitkiem spotykamy też&#13;
w nazewnictwie wyrobów alkoholowych. Pośród piw mamy „Szczawnickie”, „Pienińskie” i „Flisackie”, pośród mocniejszych trunków „Pienińską śliwowicę” czy „Pienińską&#13;
mocną śrubę”. Również kiełbasy, które nigdy nie należały do codziennego stołu wiejskiego, nazywane są regionalnie: Podhalańską, Góralską i Juhaską. Wypaczanie pojęcia&#13;
tradycyjności jedzenia przez przemysł gastronomiczny dotyczy zresztą nie tylko tych&#13;
regionów, a wszędzie wprowadza dezinformację tam, gdzie precyzyjny opis dałby więcej&#13;
korzyści. W tym kontekście należy spojrzeć na propozycję festynową jako na zalecaną&#13;
dla tych, którzy rzeczywiście są zainteresowani kuchnią regionalną, zarówno turystów,&#13;
jak i władz samorządowych zobowiązanych do realizacji zadań służących zachowaniu lokalnej tradycji.&#13;
&#13;
Jak goście przyjechali, to chcieli grule z bockiem omascone, kwaśne mleko ze śmietanką, pyzy&#13;
[...]. No syr tyz [2 kobiety, wiek 87 i 86 lat, Łapsze Niżne].&#13;
[...] duzo jest, ze jak przyjezdzają tu na uboce, na wsie, tom jednak by chcieli jeść takie sićko&#13;
ekologiczne [...] tu chodzi o to, ze juz idziemy z postępem cywilizacji i jednak robi się wszystko&#13;
pod turystów, no nie? I takie typowo dania regionalne, to juz trzeba naprawdę dobrze szukać&#13;
[...] [2 kobiety, wiek 20-25 lat, Krościenko].&#13;
[...] ja uwarzę kwaśnicę na gęsinie czy tam kapustę z grochem, fizoły ze śliwkami, a gościowi&#13;
podam kotleta schabowego?! Będzie on wtedy obrażony, bo to on zje w każdej restauracji.&#13;
A tego nigdzie nie zje, tylko u nas w agroturystyce. [kobieta, lat 63, Czorsztyn].&#13;
&#13;
Znacznie lepszą formą propagowania pożywienia regionalnego wydają się liczne festyny, takie jak lokalne dożynki, otwarcia sezonów, różnorodne imprezy , takie jak Spiska&#13;
Watra czy Lato pod Trzema Koronami, na które do przygotowania poczęstunku proszone&#13;
są kobiety z Kół Gospodyń Wiejskich czy kobiecych stowarzyszeń, które zastąpiły niegdysiejsze koła. Ponieważ imprezy te łączą się z konkursami, panie starają się ugotować&#13;
jak najbardziej tradycyjnie i smacznie prezentowane potrawy. Zapewne swoją rolę pełni&#13;
też fakt spożywania przygotowanych potraw w gronie lokalnej ludności, z której też wybierane jest konkursowe jury. Jakość poczęstunku uznają, a i rozpoznają turyści, spośród&#13;
których niektórzy przyjeżdżają w te okolice nawet od dwudziestu lat, specjalnie na imprezy kulinarne:&#13;
No to kwasica – wszechobecna – to wiadomo, na żeberku! Ale są różne kwasice! [...]&#13;
I takie placki pieką – moskole się nazywają. Na maślance, na kefirze – to zależy od regionu.&#13;
Z masłem czosnkowym. Pierogi z bryndzą – oczywiście. Takie pierogi z bobem. Tu są różne&#13;
pierogi, to zależy od regionu. [...] różnice się czuje. Nawet gulasz. Na Słowacji jest inny niż ten&#13;
tutaj [wywiad zbiorowy, turyści, wiek od kilkunastu do ok. 50 lat, Mizerna].&#13;
&#13;
Ciekawym zjawiskiem jest, że pytani przez nas turyści nie starają się implementować&#13;
poznawanych w okolicy dań do swoich domowych jadłospisów. Fakt ten tłumaczy Hryciuk komplikacjami, z jakimi związany jest ten stopniowy proces: „Turystyka kulinarna to poznawanie odmienności, nowych kultur i sposobów bycia poprzez odkrywanie&#13;
nieznanego, egzotycznego pożywienia. Przejście od tego, co jadalne, ale egzotyczne, do&#13;
oswojonego i smacznego odbywa się stopniowo i jest zwykle negocjowane w ramach kilku strategii. Przede wszystkim, jadalne ale egzotyczne jedzenie powinno być zaprezentowane w odpowiednim kontekście [na przykład na zorganizowanym w tym celu festynie&#13;
&#13;
110&#13;
&#13;
I przekonaliśmy się, że najlepiej jeść tam, gdzie przychodzą miejscowi, bo tam podają prawdziwe [wywiad zbiorowy, turyści, wiek od kilkunastu do ok. 50 lat, Mizerna].&#13;
&#13;
Justyna Laskowska-Otwinowska – doktor, etnolog, kurator wystaw. Pracuje w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie na stanowisku kustosza dyplomowanego. Prowadziła badania&#13;
nad „nowoosadnikami” na wsi polskiej (2008). Interesuje się antropologią jedzenia.&#13;
14&#13;
&#13;
R. Hryciuk, Tortilla tour..., op. cit., s. 167.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
B. Brzostek, PRL na widelcu, Wydawnictwo. Baobab, Warszawa 2010, s.62.&#13;
&#13;
111&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Konkurs potraw regionalnych, Mizerna 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
Kuchenne rewolucje w Pieninach i na Spiszu&#13;
&#13;
Stoisko z watą cukrową, Niedzica Zamek 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
Konkurs potraw regionalnych, Mizerna 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
Konkurs potraw regionalnych, Mizerna 2018 (fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
Stoisko z wyrobami regionalnymi, Niedzica Zamek 2018&#13;
(fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
112&#13;
&#13;
Menu restauracji w Krościenku 2018&#13;
(fot. J. Laskowska-Otwinowska)&#13;
&#13;
113&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK�&#13;
7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Zeszyt kulinarny, Niedzica 2018&#13;
&#13;
Zeszyt kulinarny, Niedzica 2018&#13;
&#13;
Spuścizna Babiogórców – ich historia, tradycje, obrzędy, architektura, gwara – jest już&#13;
w znaczącym stopniu opisana w tekstach etnograficznych i upamiętniana w formie folkloryzmu. Przygotowując badania dotyczące Górali spod Babiej Góry, postanowiłam&#13;
więc skupić się na tym, co sami zainteresowani chcą o sobie powiedzieć, co uznają za&#13;
swoje dziedzictwo, jakie istnieją narracje tożsamościowe, przekonania i stereotypy. Prowadzony w lipcu 2018 r. rekonesans1 skupiał się więc na autoobrazie kreowanym przez&#13;
mieszkańców Podbabiogórza współcześnie – już po zrealizowanej na tych terenach&#13;
w XX w. „rewolucji” etnograficznej, zaszczepiającej wiedzę na temat regionalnego dziedzictwa kulturowego.&#13;
Terenem badawczym była położona u stóp Babiej Góry Zawoja – największa podbabiogórska wieś, siedziba Babiogórskiego Centrum Kultury. Nie bez znaczenia w obranej&#13;
optyce jest to, że Zawoja jest miejscowością turystyczno-letniskową2. To właśnie jej turystyczny charakter skłonił mnie do refleksji nad tym, jak mieszkańcy pragną być widziani&#13;
przez przybyszów, czyli jak tożsamość regionalna realizowana jest w kontekście turystyki&#13;
1&#13;
&#13;
Grupę badawczą oprócz mnie tworzyli: etnolożki mgr Małgorzata Dubasiewicz i mgr Marta Szaszkiewicz&#13;
oraz studenci etnologii: Joanna Sikora, Weronika Kuta, Paweł Witanowski i Anita Brzyszcz. Przeprowadziliśmy&#13;
ok. dwudzieścia wywiadów pogłębionych z lokalnymi przedstawicielami instytucji związanych z kulturą i edukacją, działaczami regionalnymi, artystami ludowymi, sprzedawcami, pracownikami ośrodków wczasowych,&#13;
a także z niezaangażowanymi w folklor mieszkańcami. Dodatkową metodą badawczą była obserwacja uczestnicząca: m.in. na zawojskim targu, w bacówce na Hali Barankowej, w skansenie w Zawoi Markowej, w izbie&#13;
regionalnej przy Szkole Podstawowej nr 5 w Zawoi Gołynia, w kościele parafialnym, w agroturystyce i w karczmach góralskich, w sklepikach z pamiątkami oraz podczas próby zespołu regionalnego Cieślica.&#13;
2&#13;
&#13;
W obrębie wsi istnieje sześć sołectw: Zawoja Górna, Zawoja Centrum, Zawoja Przysłop, Zawoja Dolna, Zawoja Mosorne, Zawoja Wełcza, zob. Monografia Zawoi, red. U. Janicka-Krzywda, Forma, Kraków-Zawoja 1996.&#13;
Zeszyt kulinarny, Niedzica 2018&#13;
&#13;
114&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
i jak uzewnętrzniana wobec przyjezdnych. Jak sami siebie opowiadają w wywołanej narracji oraz jak swoje dziedzictwo kulturowe wykorzystują w turystyce.&#13;
&#13;
���7XU\VW\ND�Z�=DZRL&#13;
Zawoja pełni rolę miejscowości turystyczno-wczasowej od początku XX w.. Jej dynamiczny rozwój nastąpił w okresie międzywojennym, wówczas powstały pensjonaty, kwatery, sklepy i inne punkty usługowe. O ówczesnej popularności miejsca świadczy fakt,&#13;
że już w 1930 r. letnisko doczekało się monografii wydanej przez Komisję Klimatyczną3.&#13;
Brutalny kres tego turystycznego boomu przyniosła II wojna światowa. Dopiero w latach&#13;
60-70. XX w. Zawoja przeformowała się w miejscowość kolonijną i wczasową, popularną&#13;
jako weekendowe miejsce wczasów zakładowych, jednak i to uległo zmianie po transformacji ustrojowej w 1989 r.; miejscowość zaczęła podupadać4. Aktualnie w Zawoi funkcjonuje kilka ośrodków wczasowo-wypoczynkowych oraz wypoczynkowo-kolonijnych,&#13;
pensjonaty, gospodarstwa agroturystyczne, a także w okolicy kilka trzygwiazdkowych&#13;
hoteli wellness&amp;SPA.&#13;
Turystyczny potencjał Zawoi leży pomiędzy przyrodą a kulturą, z przeważającym&#13;
ciążeniem tej pierwszej: większość działań czy tworzonej infrastruktury ukierunkowana jest bowiem na turystykę górską. W ulotce kolportowanej przez Lokalną Grupę&#13;
Działania „Podbabiogórze” (do jej członków należy m. in. gmina Zawoja) czytamy o jej&#13;
podstawowym celu, jakim jest „rozwój turystyki, szczególnie aktywnej opartej o zasoby&#13;
przyrodnicze i kulturowe”. Wśród wyznaczonych zadań członkowie wymieniają również&#13;
„ochronę dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego”, a także „wykorzystanie lokalnych&#13;
walorów przyrodniczych, historycznych i kulturowych dla rozwoju obszaru Podbabiogórza”. Walory związane z odrębnością kulturową mieszkańców, jak i zasoby przyrodnicze,&#13;
przekuwane są tu w produkt turystyczny, co jest spotykaną, by nie powiedzieć „naturalną” transformacją: dawna kultura ludowa5 i jej folklor nie wiążą się już z codziennym&#13;
życiem mieszkańców wsi, lecz przeobrażone w folkloryzm służą nowym celom, m. in.&#13;
komercyjnym i turystycznym6, stając się elementem oferty turystycznej regionu.&#13;
Turystyka jest związana z kulturą, stanowi jej element i przekaz. Związek ten jest ścisły, ale niejednoznaczny. Andrzej Kowalczyk proponuje „przyjąć uproszczone założenie,&#13;
iż turystyka jest z jednej strony atrybutem kultury, a z drugiej strony czynnikiem ją zmieniającym”7. Turystyka może na przykład przyczynić się do ochrony dziedzictwa kulturowego lub też służyć regionalnej autoprezentacji, pracując w ten sposób na budowanie&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
tożsamości i zachowywanie pamięci o folklorze. W ten sposób staje się osobliwym zwierciadłem, w którym odbija się autoobraz mieszkańców regionu, czyli też tzw. front-region,&#13;
region oficjalny i postulowany, prezentowany „na zewnątrz”, ku widzom8.&#13;
Jest to odwrócenie zjawiska opisywanego w zawojskich pracach etnograficznych. Według Urszuli Janickiej-Krzywdy rozwój turystyki w Zawoi wzmocnił proces wykorzeniania kultury Górali Babiogórskich. Badaczka twierdzi, że przyjazd wczasowiczów z miast&#13;
zapoczątkował wśród autochtonów zmianę obyczajów, stroju i języka. W latach 50. XX&#13;
w. dokonała się całkowita unifikacja tutejszej kultury – przejmowano wzorce miejskie.&#13;
Jednak już z początkiem XX w. – również z inspiracji nowymi przybyszami – pojawiło się&#13;
także pamiątkarstwo: wykonywane w drewnie figurki górali, zwierząt, kasetki itp. Zawoję dotknął zatem znamienny paradoks: najpierw turystyka przyczyniła się do unifikacji&#13;
tutejszej kultury z kulturą ogólnopolską, współcześnie natomiast pomaga rozwijać się&#13;
wspomaganemu przez dotacje rządowe i unijne folklorowi, który ma moc uatrakcyjniania miejsca, gdy upadły zakładowe domy letniskowe.&#13;
Relacje turystyki z kulturą wzmacnia ponadto zmiana sposobu uprawiania tej pierwszej. Jak zauważają badacze, popularny do niedawna model turystyki 3xs (3s tourism: sea,&#13;
sun, sand) wypiera model 3xe (3e tourism: entertainment, excitement, education)9. Ten&#13;
drugi rodzaj nazwany został turystyką kulturową10. Rozbudzeni literaturą podróżniczą&#13;
turyści zaczynają szukać nie tylko odpoczynku, ale też poznania środowiska i specyfiki&#13;
miejsca, w którym wypoczywają. Interesują się szeroko pojętą kulturą, „sztuką i rękodziełem, religią, ubiorem, historią poszczególnych miejsc, zajęciami zamieszkujących je&#13;
ludzi, ich sposobami żywienia, językiem, zwyczajami, rzemiosłem, architekturą” – dookreśla znawca tematu A. M. von Rohrscheidt. Innymi słowy turyści zaczynają interesować się dziedzictwem kulturowym odwiedzanych miejsc. Turystyka kulturowa może&#13;
zatem sprzyjać odradzaniu się i wzmacnianiu tożsamości regionalnych, stwarza dogodne&#13;
warunki do autoprezentacji oraz stanowi pole realizowania chęci odróżnienia się od innych. Ponadto jest okazją do zarobku, wszelkie elementy ludowo-regionalne dobrze się&#13;
sprzedają, wpisując się w nurt idei slow-life.&#13;
&#13;
3 Monografja letniska Zawoi, Nakładem Komisji Klimatycznej w Zawoi, Kraków 1930.&#13;
4 W. Trybała, Elementy kultury ludowej jako atrakcja turystyczna regionu (na przykładzie wsi Zawoja), „Rocznik&#13;
Babiogórski”, 2004, t. 6, s. 59.&#13;
5 Pomijam tu szeroką dyskusję na temat zasadności tego terminu, zob. m.in. R. Sulima, Literatura a dialog kultur, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1982 oraz L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX&#13;
w., Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986.&#13;
6 Por. J. Mokras-Grabowska, Kultura ludowa w polskiej turystyce – autentyczność czy komercja?, w: Kultura i&#13;
turystyka – razem czy oddzielnie?, red. A. Stasiak, Wydawnictwo WSTH, Łódź 2007, s. 258.&#13;
7 A. Kowalczyk, Współczesna turystyka kulturowa – między tradycją a nowoczesnością, w: Turystyka kulturowa.&#13;
Spojrzenie geograficzne, red. tenże, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2008, s. 11.&#13;
&#13;
116&#13;
&#13;
8 Zob. J. Dziadowiec, Imprezy folklorystyczne jako forma folkturystyki/etnoturystyki oraz forma organizacji i zarządzania dziedzictwem niematerialnym. Perspektywa folkorganizatorów i folkturystów, „Turystyka Kulturowa”,&#13;
2016, nr 3, s. 94 i n. oraz T. J. Cooley, Repulsion to Ritual: Interpreting Folk Festivals in the Polish Tatras, „Ethnologies”, 2001, nr 23/1, s. 233-253.&#13;
9 A. Mikos Rohrscheidt, Turystyka kulturowa – wokół definicji, „Turystyka kulturowa”, 2008, nr 1, s. 7.&#13;
10&#13;
&#13;
Pisze o tym m.in. Armin Mikos Rohrscheidt, Turystyka kulturowa. Fenomen, potencjał, perspektywy, Gniezno&#13;
2008, zob. też: P. Zarębski, Wybrane elementy turystyki kulturowej jako czynnik rozwoju bazy noclegowej na obszarach wiejskich w Polsce, „Turystyka Kulturowa”, 2015, nr 1, s. 5.&#13;
&#13;
117&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
���%DELRJµUVND�HWQRJUDуD�L�MHM�SU]HGVWDZLFLHOH��)UDQFLV]HN�*D]GD��&#13;
����=RуD�%XJDMVND��8UV]XOD�-DQLFND�.U]\ZGD&#13;
Na świadomość etniczną, ale i kreowanie autodyskursu mieszkańców Zawoi oddziaływała&#13;
niewątpliwie narracja etnograficzna oraz prowadzone w XX w. działania regionalistyczne&#13;
i folklorystyczne. Mimo że grupa ta nie dość jest jeszcze znana przeciętnemu turyście11,&#13;
o kulturze ludowej Górali Babiogórskich napisano niemało: doczekali się tutejszych zbieraczy folkloru i regionalistów, założycieli zespołów regionalnych oraz „swojej” etnograf.&#13;
Wspominani przez mieszkańców regionaliści to przede wszystkim dr Urszula Janicka-Krzywda, Zofia Bugajska oraz Franciszek Gazda. Pierwsza z wymienionych to upamiętniana lokalnie12 etnografka i folklorystka, zawojanka z urodzenia, pracowniczka Muzeum&#13;
Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Janicka-Krzywda jest redaktorką&#13;
między innymi13 tomu zbiorowego pt. Kultura ludowa Górali Babiogórskich14. To wieloautorska publikacja z ambicjami na komplementarne opracowanie tematu zawartego&#13;
w tytule: począwszy od charakterystyki geograficzno-historycznej, po rolnictwo, hodowlę, tradycje pasterskie, architekturę sakralną, sztukę, rzemiosło, strój, pożywienie,&#13;
medycynę ludową, obrzędy, folklor muzyczny regionu oraz pełną bibliografię naukową&#13;
i popularno-naukową dotyczącą Babiogórców. Nie ona pierwsza zajmowała się tym zagadnieniem, choć należy podkreślić silny wpływ badaczki na tutejszy ruch regionalny:&#13;
była konsultantką etnograficzną i jedną z inspiratorek powołania do życia zespołów&#13;
regionalnych „Juzyna” w Zawoi i „Zbójnik” w Skawicy, dla których pisała scenariusze&#13;
przedstawień folklorystycznych.&#13;
Nie mniej istotny wkład w propagowanie tutejszego folkloru wniosła Zofia Bugajska&#13;
– rodem ze Starej Wsi pod Limanową, ale od 1958 r. zamieszkująca Zawoję regionalistka,&#13;
muzykolog i wieloletnia dyrektor szkoły15; założycielka zespołu regionalnego „Babiogórcy” (1963 r.), kierowniczka grupy śpiewaczej KGW „Zawojanki” oraz kustoszka izby regionalnej przy Szkole Podstawowej nr 5 w Zawoi Gołynia (1999 r.). Udziela się także jako&#13;
konsultantka zespołów i jurorka wielu regionalnych konkursów. Wespół z córką i synem&#13;
wydała zbiór pt. Gdy do tej Babiej Góry przyjedziesz... Babiogórskie pieśni i tańce z Zawoi16.&#13;
Bugajska jest spadkobierczynią działalności Franciszka Gazdy, przedwojennego zawojskiego nauczyciela i założyciela zespołu regionalnego „Zawojanie” (1933-1938). Zwa11&#13;
Stąd założenie projektu Skarby Górali. Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski, którego&#13;
hasłem przewodnim jest „Poznaj Górala spoza Podhala”. Przedsięwzięcie ma na celu wyodrębnienie w świadomości odbiorców różnorodności 8 góralskich grup – innych niż górale spod Tatr, zob. „Skarby Górali”, https://&#13;
skarbygorali.pl, dostęp 2.08.2018.&#13;
12&#13;
&#13;
Od 2017 r. jej imię nosi Babiogórskie Centrum Kultury w Zawoi.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
Jest autorką około 1000 artykułów i kilkunastu książek, m.in. U. Janicka-Krzywda, A. Łajczak, Babiogórskie&#13;
ścieżki, „Colgraf-Press”, Poznań 1995; U. Janicka-Krzywda, Legendy babiogórskie, Wydawnictwo „Forma”, Kraków 1998; U. Janicka-Krzywda, Dziedzictwo kulturowe Babiej Góry, w: Światy Babiej Góry, red. D. Ptaszycka&#13;
-Jackowska, Wydawnictwo „Grafikon”, Zawoja-Kraków 2002.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
Kultura ludowa Górali Babiogórskich, red. U. Janicka-Krzywda, Oficyna Wydawnicza Wierchy, Kraków 2016.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Zob. Z. Bugajska, Zawoja moja mała ojczyzna, Księgarnia Akademicka, Kraków 2011.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
Z. Bugajska, Z. Bugajski, M. Bugajska-Bogacz, Gdy do tej Babiej Góry przyjedziesz... Babiogórskie pieśni i tańce&#13;
z Zawoi, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, Sucha Beskidzka, Bielsko-Biała&#13;
1987; Zofia Bugajska, Małgorzata Bugajska-Bogacz, Pastorałki Babiogórskie, [s.n.], Kraków 2001.&#13;
&#13;
118&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
ny „budzicielem folkloru w Zawoi” regionalista był lokalnym zbieraczem pieśni i tańców&#13;
babiogórskich, które zgromadzone w zbiorze Babiogórskie pieśni z Zawoi w układzie na&#13;
3 i 4 głosy równe17 posłużyły za bazę repertuaru zespołów regionalnych.&#13;
Długoletnia działalność kulturotwórcza zadziałała. Po wszystkich etnograficznych&#13;
zabiegach rewitalizacji, a właściwie przywracania kultury regionalnej Podbabiogórza,&#13;
zawojanie zaczęli być dumni ze swojego dziedzictwa kulturowego i żywo nim zainteresowani. Rozmówcy przy okazji uwewnętrznili etnograficzną narrację o autentyzmie&#13;
prezentowanego folkloru, dbając o detale i zgodność z etnograficznym zapisem, podkreślając wagę dokładnego odtwarzania:&#13;
[R]eprezentujemy folklor autentyczny, niektórzy mają stylizowany. My autentyczny, więc nic&#13;
nie zmieniamy, tylko tak jak to było dawniej spisane, zebrane przez materiały badawcze tu,&#13;
z tych terenów i przekazywane właśnie potem tym zespołom [W1_K_ok. 57]18.&#13;
&#13;
„Autentyczność” pojawia się także w kontekście stroju babiogórskiego. Jako główne&#13;
rekonstruktorki wymienia się Bugajską i Janicką-Krzywdę:&#13;
W latach 30., od roku 32 do roku 38 na Przysłopiu mieszkał i pracował Franciszek Gazda.&#13;
Mówi się o nim, że to był budziciel zawojskiego, babiogórskiego folkloru. On tutaj jako pierwszy jakby odzyskał te stroje regionalne. [...] Przysłał dosyć dużo materiałów związanych z przedwojennym zespołem Babiogórcy i m.in. też przysłał elementy rekonstrukcji stroju. Tak więc&#13;
pierwsze kroki rekonstrukcji stroju babiogórskiego to jest pani Bugajska, a resztę zrobiła śp.&#13;
Ula Janicka-Krzywda, która już całkowicie ten strój odzyskała, odbudowała, tam z Muzeum&#13;
Seweryna Udzieli [W2_M_ok. 55].&#13;
No, bo to jest praca, właśnie dokumentacja naukowa. Odtworzyć stroje na podstawie tych&#13;
zbiorów archiwalnych w muzeum i jakieś fotografie... a w ogóle wiedzieć też, na co się patrzy, co&#13;
nie? I nie robić tej pomyłki, że tutaj mamy te stroje tak, jak mieli górole pienińscy [W3_M_38,&#13;
o działalności Urszuli Krzywdy-Janickiej].&#13;
Pani Zofia Bugajska [...] jest ciekawą osobą, ma olbrzymią wiedzę. [...] ona prowadzi izbę regionalną. Co prawda też ma swoje naleciałości, bo pochodzi z Sądecczyzny, ale jak mam być&#13;
szczery i oddać honor, to rzeczywiście jeżeli chodzi o informacje, o zbiory, opracowania, to&#13;
ona tu jeszcze przed panią profesor Janicką-Krzywdą jeszcze to wszystko robiła, tylko że ona&#13;
nie robiła tego jako [etnograf ], robiła to jako nauczyciel. I jako zespół Babiogórcy regionalny&#13;
[...] [W4_M_50].&#13;
&#13;
Obie panie mają jednak różną wizję babiogórskich strojów, a ten etnograficzny konflikt ma swoje odzwierciedlenie w poglądach mieszkańców, którzy są podzieleni niejako&#13;
na „grupę od Bugajskiej” i „grupę od Janickiej”. Na podstawie zebranych i wprowadzanych przez badaczki materiałów etnograficznych we wsi istnieją dwie wersje wyglądu&#13;
„tradycyjnego” stroju babiogórskiego. Pani, która niegdyś szyła stroje, podkreślała w rozmowie, że te, z których korzysta zespół Juzyna, nie przypominają strojów, które ona pamięta z dawnych czasów:&#13;
17&#13;
&#13;
F. Gazda, Babiogórskie pieśni z Zawoi w układzie na 3 i 4 głosy równe, Wydawnictwo Małopolskiego Związku&#13;
Teatrów i Chórów Ludowych, Kraków 1938, https://www.muzeum.sucha-beskidzka.pl/_wydawnictwa/biblioteka_babiogorskiego_parku_narodowego/Babiogorskie_Piesni_z_Zawoi/Babiogorskie_Piesni_z_Zawoi.&#13;
pdf, dostęp 29.09.2018.&#13;
18&#13;
&#13;
Sposób kodowania wywiadów: numer porządkowy wywiadu, płeć i wiek.&#13;
&#13;
119&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
O pani Janicka, ta pani etnograf nasza, to pozbierała ten strój, ale ten strój jest dziadowski. Tak&#13;
nie chodziły nasze dziewczyny, tak jak to ona umyśliła. Ona gdzieś ze zdjęć starych wzięła. No,&#13;
ale co ona mogła mieć, lnianą koszulę i spódnicę, jakąś taką perkalową. Bo później jak się jeździło do Krakowa do Sukiennic, to tam się kupowało, tam były stroje. [...] Takie jak krakowskie,&#13;
tylko że nie miały białym haftem tylko, były bluzki kolorową muliną czy czymś kolorowym,&#13;
szydełkiem koło szyi obrobione, ściągnięte na taki rulonik i takie to były. Gorset mieli z parzenicą, spódnica tybetowa była. Ale same korale, jak moja mama miała korale, to kosztowały tyle,&#13;
co porządna krowa, gdzieś z 5 tysięcy. Czy ta chustka wełniana baranica, też kosztowała majątek. To było wszystko bardzo drogie. Przechodziły te spódnice z mamy na córkę, na wnuczkę&#13;
i takie to. [...] Kiedyś były piękne bluzki, haftowane, spódnice. Były ładnie ubrane, czerwone&#13;
korale, [...]. Takie serdaki, co ta pani Janicka umyśliła, no może, ale nie, tak się nie nosiło. Kiedyś&#13;
to było inaczej, kiedyś to bogato byli ubrane [W5_K_75].&#13;
&#13;
Inni rozmówcy przyjmowali wersję Janickiej-Krzywdy, wskazując na jej autorytet&#13;
jako doktora etnografii i pracowniczki muzeum etnograficznego. W debacie tej ujawnia&#13;
się zaufanie do autorytetu etnografa oraz wizja specjalisty jako tego, który mówi, jak było&#13;
naprawdę. Ukazuje też wpływ etnografii na kształt i treść lokalnej tożsamości. Etnograf,&#13;
muzykolog i dialektolog pokazują, jak być „poprawnie” Góralem Babiogórskim.&#13;
&#13;
���2G�DQLPDFML�GR�DXWRUHфHNVML&#13;
�����$QLPDFMD�UHJLRQDOQD�&#13;
������=HVSRă\�IRONORU\VW\F]QH&#13;
Głównym źródłem wiedzy na temat babiogórskich tradycji, stroju, pieśni i tańca, a nawet&#13;
gwary są dla mieszkańców Zawoi zespoły regionalne:&#13;
Dzieci teraz ucom się [gwary] w tych zespołach regionalnych [...]. No, a to wiadomo, jak&#13;
w każdej szkole, różne mają występy czy recytacje takie, więc czasem się pojawiają, poza Redutą&#13;
Ordona czy Inwokacją z Pana Tadeusza, takie gwarowe wierszyki, przedstawienia czy kolędnicze&#13;
występy w okresie kolędowania [W3_M_38].&#13;
&#13;
Inny rozmówca potwierdza, że gwary nauczył się dopiero w zespole, ponieważ w jego&#13;
rodzinie nastąpiła luka pokoleniowa: rodzice już gwarą nie mówili19, natomiast dziadkowie zmarli, przez co młodsze pokolenie nie miało szansy nauczyć się gwary w środowisku&#13;
rodzinnym. „Szczęśliwie – dopowiada 39-latek – kiedyś na mojej drodze pojawił się zespół [...] i w związku z tym gwary się trochę nauczyłem. Zespół mi pewne rzeczy też&#13;
wytłumaczył. No i w zespole też nauczyłem się paru rzeczy takich, że i mogę zaśpiewać,&#13;
jak będę chciał, w gwarze babiogórskiej, znam tańce i znam muzykę” [W6_M_39]. Dzięki&#13;
zespołom regionalnym wśród młodych mieszkańców Zawoi odżyły także dawne obrzędy, takie jak chodzenie z banią. Zainspirowani tradycyjnym kolędowaniem przebierają&#13;
się w stroje regionalne i chodzą po domach z programem, którego nauczyli się w zespole:&#13;
19&#13;
&#13;
Rozmówcy różnie to tłumaczą – poczuciem wstydu, kontaktem z miastem podczas wyjazdu do pracy na&#13;
tzw. służbę i szykanami lub wyśmiewaniem się z gwary, modą miejską i kontaktem z turystami, „poprawnością&#13;
językową w szkole”, ktoś inny wspomina nawet „bicie po łapach”.&#13;
&#13;
120&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
[Z] tych zespołów regionalnych się zbierają w takie paczki. Nie, żeby to było, że chłopczyk ze&#13;
szopką czy dwie osoby i tylko jedną zwrotkę kolędy, żeby na kasę i lecieć dalej, tylko normalnie&#13;
mają nawet instrumenty ze sobą, jak jest dobra pogoda w zimie, a jak nie, to takie grupki trzy-,&#13;
cztero-, pięcio-, sześcioosobowe czy nawet większe. I w strojach [W3_M_38].&#13;
&#13;
Dzięki zespołom realizuje się enkulturacja niejako „prefiguratywna”, ponieważ transmisja wiedzy odbywa się w kierunku od młodszych pokoleń do starszych:&#13;
Dorośli też się uczyli trochę na nowo pieśni przez dzieci [W6_M_39].&#13;
Zresztą dziecko się nauczy, to potem w domu śpiewają. [...] Ci, co już grali na instrumentach,&#13;
to tam gdzieś w rodzinie to już grają też, ale jak mają gdzieś tam swoje prywatne uroczystości&#13;
to sobie grają i śpiewają. [...] To tak, że przez ten zespół na pewno [...] jednak ta nasza tradycja&#13;
babiogórska odżyła [W1_K_ok. 57].&#13;
&#13;
Rozmówcy łączą tradycje lokalne z folklorem: „[P]rzez to, że w folklor się bawię tak&#13;
długo, to znam dużo tradycji” – zapewnia były członek „Juzyny”. W tym rozumieniu zespoły folklorystyczne powstałe z inspiracji regionalistów i etnografów wyznaczają „normę” tych tradycji, ich autentyczność. Tym bardziej, że przeważa przekonanie o zanikaniu&#13;
tradycji: „[D]użo, dużo zatraciliśmy. Dobrze, że my mamy tutaj w Zawoi ten zespół Juzyna, że te chłopaki, te dziewczyny, u nas tu często też bywają z tymi swoimi repertuarami”&#13;
[W7_K_ok. 70].&#13;
W samej Zawoi działa kilka zespołów regionalnych. Pierwszym chronologicznie jest&#13;
zespół „Babiogórcy”, założony w marcu 1963 r. przez Zofię Bugajską i jej męża Władysława. Pierwotnie pod auspicjami „Babiogórców” działały dwie grupy: dzieci (chłopców i dziewcząt) oraz dorosłych (gazdów i gaździn). Aktualnie jest to zespół dziecięcy&#13;
(uczniowie klas V i VI). W 1999 r. kierowniczą schedę przejęła córka Bugajskiej – Małgorzata Bugajska-Bogacz. Bazą programową są pieśni, melodie i tańce zebrane i opracowane przez Franciszka Gazdę oraz rodzinę Bugajskich wzbogacone o widowiska obrzędowe&#13;
oraz regionalne gawędy. Od 1982 r. przy Szkole Podstawowej nr 5 działa ponadto grupa śpiewacza Koła Gospodyń Wiejskich „Zawojanki”, powołana do życia również przez&#13;
Bugajską. Panie prezentują obrzędy i zwyczaje, sceny rodzajowe, a także pieśni z Zawoi.&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury zrzesza dwa zespoły. Od 1992 r. funkcjonuje dziecięcy&#13;
i młodzieżowy zespół „Juzyna”, prezentujący regionalne pieśni i tańce, a także obrzędy&#13;
i stroje. Inicjatorką powstania tej grupy była poetka ludowa Zofia Kozina, choreografem – Krystyna Kołacz, zaś wieloletnią kierowniczką – Janina Wanda Bucka. Pierwszy&#13;
program przygotowała Urszula Janicka-Krzywda (na podstawie materiałów terenowych&#13;
zebranych przez siebie i Jadwigę Wierczek oraz materiałów archiwalnych z przełomu&#13;
XIX/XX w.). Drugim zespołem działającym przy BCK jest złożona z dorosłych mieszkańców wsi „Cieślica”, która powstała pod koniec 2016 r. z inicjatywy Ireny Denis. Szefową&#13;
grupy jest wieloletnia członkini „Juzyny” Dorota Marek. Ponadto w lipcu 2018 r. przy&#13;
BCK zawiązał się folkowo-rockowy zespół „PotOCK” składający się z pięciu śpiewających dziewczyn z „Juzyny” oraz z członków rockowego zespołu „Body Mind Relation”.&#13;
Efekty swojej pracy zaprezentowali na płycie pt. Folk &amp; Rock relation (rockowe aranżacje góralskich pieśni). Pod patronatem BCK istnieje także Dziecięcy Zespół Regionalny&#13;
„Zbójnik” działający od 2004 r. w Zespole Szkół w Skawicy, kierowany przez Krystynę&#13;
&#13;
121&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Szczurek. W założeniach czytamy, że powstał, by „zaangażować młodych ludzi do poznawania kultury i tradycji regionu Babiej Góry”. Podobnie jak w przypadku „Juzyny”,&#13;
autorką scenariuszów przedstawień zespołu była Urszula Janicka-Krzywda.&#13;
�������)HVWLZDOH�L�NRQNXUV\�UHJLRQDOQH&#13;
Głównym punktem inspirującym szeroko zakrojoną działalność regionalną jest przede&#13;
wszystkim Babiogórskie Centrum Kultury. Pod jego auspicjami organizuje się imprezy&#13;
nawiązujące do dawnego życia tuziemców. Jest to np. odbywający się od 1984 r. Festiwal&#13;
Babiogórska Jesień – folklorystyczna wariacja na temat redyku, w ulotkach promocyjnych imprezy nazwany „widowiskiem”, a zejście owiec z hal prezentowane jest jako największe święto Górali Babiogórskich – mimo że hodowla owiec nie jest główną gałęzią&#13;
zawojskiej gospodarki. W programie znajdują się także: konferencja naukowa20, kiermasz&#13;
sztuki ludowej, a także koncerty zespołów folklorystycznych – z regionu i całego kraju. Celem wytyczonym przez organizatorów miał być powrót tradycji, obyczajów oraz&#13;
prezentacja babiogórskiego dziedzictwa kulturowego21. Innym tego typu wydarzeniem&#13;
są lipcowe Sianokosy Zawojskie organizowane przy współudziale Babiogórskiego Parku&#13;
Narodowego oraz sołtysów z gminy Zawoja w Skansenie im. Józefa Żaka w Zawoi Markowej. Są tu konkursy w założeniu organizatorów odnoszące się do tradycji: poklepywanie&#13;
kosy, koszenie kosą tradycyjną, roztrzepywanie, grabienie i kopienie siana, a także występy kapel i zespołów folklorystycznych oraz ekspozycja maszyn do uprawy łąk górskich.&#13;
Mieszkańców regionu aktywizuje się także przez organizowanie rozmaitych konkursów odnoszących się w swoich założeniach do tradycji. Do takich można zaliczyć Konkurs na Tradycyjny Strój Babiogórski (odtworzony, przypomnijmy, na podstawie rysunkowej rekonstrukcji stworzonej w latach 60. XX w. na potrzeby zespołów regionalnych&#13;
przez Instytut Sztuki PAN oraz archiwalnych materiałów muzealnych22), organizowany&#13;
od 2000 r. przez Stowarzyszenie Gmin Babiogórskich. Jego ideą przewodnią – jak podkreślają organizatorzy – jest przywrócenie autentycznych strojów regionalnych Górali&#13;
Babiogórskich oraz zachęcenie mieszkańców Zawoi do ich częstego używania, czy to&#13;
podczas świąt państwowych czy uroczystości gminnych lub kościelnych. Konkurs połączony z prezentacją strojów przed publicznością odbywa się w Oktawę Bożego Ciała przy&#13;
kościele w Zawoi Centrum.&#13;
Kolejnym przykładem animacji kultury przez konkursy są organizowane przez BCK&#13;
i Starostwo Powiatowe w Suchej Beskidzkiej Podbabiogórskie Podsiady – rejonowy&#13;
przegląd instrumentalistów, śpiewaków i gawędziarzy ludowych. Cele wypisane przez&#13;
organizatorów, to popularyzacja samorodnej twórczości ludowej i rozwój tradycji gawę20&#13;
&#13;
Cykl organizowany jest od 2013 r.. Poszczególne konferencje dotyczyły kultury pasterskiej w rejonie Babiej&#13;
Góry (2013 r.), kultury pasterskiej łuku Karpat i jej oddziaływania na kulturę Babiogórców (2014 r.), kultury&#13;
pasterskiej we współczesności karpackiej z uwzględnieniem Babiej Góry (2015 r.), Górali Babiogórskich w&#13;
badaniach XIX-wiecznych naukowców i podróżników (2018 r.) oraz Górali Babiogórskich w badaniach XX-wiecznych naukowców (2019 r.), a w 2017 r. odbyło się sympozjum Pro Memoria Urszuli Janickiej-Krzywdy.&#13;
21&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://www.bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/zespoly-2, dostęp&#13;
30.10.2018.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
U. Krzywda-Janicka, Strój, w: Kultura ludowa Górali Babiogórskich, op.cit., s. 169.&#13;
&#13;
122&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
dziarstwa ludowego, popularyzacja śpiewu i muzyki ludowej, zainteresowanie śpiewem&#13;
ludowym dzieci i młodzieży, popularyzacja i podtrzymanie gwary. Wymogi repertuarowe są ściśle określone: repertuar pownien obejmować tematycznie dawne wierzenia,&#13;
zwyczaje, obrzędy ludowe z okolic, ciekawe wydarzenia z czasów dawnych lub współczesne; muzycznie: prezentację starych, tradycyjnych melodii z własnego regionu wykonywanych na tradycyjnych ludowych instrumentach (co ciekawe, wykluczono akordeon&#13;
– choć to właśnie ten instrument w istocie zawojował wieś23). Wymagania są wyśrubowane, obowiązkiem jest dostosowanie się do szczegółowych opisów etnograficznych. Na&#13;
podobnych zasadach organizowany jest Konkurs Rzeźby Babiogórskiej. Jako jeden z celów – oprócz promowania babiogórskiej kultury i aktywizowania lokalnych rzeźbiarzy&#13;
– organizatorzy postawili sobie udokumentowanie trwałości i ciągłości istnienia elementów tradycji ludowych. I tu wymogi są jasno określone: konkursowa praca rzeźbiarska&#13;
winna nawiązywać do regionu babiogórskiego, podkreślać jego walory przyrodnicze,&#13;
społeczne, kulturowe; temat może nawiązywać do dawnych zajęć, rzemiosła24. W protokole z posiedzenia jury możemy przeczytać uwagę, by „uczestnicy przyszłych biennale&#13;
przejawiali bardziej osobisty stosunek do tematu, [...] a także przy przedstawianiu strojów&#13;
ludowych zachowali wierność etnograficzną”25. Jak widać, kładzie się olbrzymi nacisk na&#13;
zgodność ze wzorem, czyli z „autentyczną kulturą ludową”, którą należy na konkursach&#13;
prezentować z pietyczną wręcz dokładnością. „Wierność etnograficzna” to istotny element działalności/edukacji regionalnej. Lokalny rzeźbiarz potwierdza to, że jego zainteresowanie lokalną demonologią wypływa z inspiracji pracami Janickiej-Krzywdy oraz&#13;
z namowy tutejszego muzeum:&#13;
Ta pani [Janicka-Krzywda] je [duchy] opisała, a ja je zrobiłem w 2005, bo muzeum chciało coś&#13;
mieć zrobione, no i zrobiłem te duchy. [...] ja zrobiłem te duchy tak, jak ja sobie je wyobrażałem. Bo one były tam opisane, że tam płanetnik był z łańcuchem, a czarownica była taka,&#13;
a taka [W8_M_ok. 63].&#13;
&#13;
Jeszcze inną formą edukacji regionalnej są inspirowane działania okołoreligijne, takie jak organizowany od 2001 r. przez BCK Konkurs na Tradycyjny Koszyk Wielkanocny. Odbywa się tradycyjnie w Wielką Sobotę w tutejszych kościołach: pw. św Klemensa&#13;
w Zawoi Centrum, pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Zawoi Górnej oraz pw. św.&#13;
Józefa Robotnika w Zawoi Zakamieniu. Po kościelnym obrzędzie należy przyjść ze swoim koszykiem do szkoły w Zawoi Wilcznej lub do OSP na Skawicy i przedstawić go do&#13;
oceny komisji konkursowej, która sprawdza czy produkty pokrywają się z tymi przynoszonymi przed laty przez Górali. Mieszkańcy do kościoła z koszykami przychodzą ubrani&#13;
w stroje góralskie. Jak czytamy na stronie BCK celem konkursu „jest propagowanie tradycji związanej z przygotowywaniem i ozdabianiem koszyków oraz zachęca mieszkańców&#13;
naszej gminy do uczestnictwa w uroczystościach święcenia pokarmów w regionalnych&#13;
23&#13;
&#13;
Zob. W. Kamiński, Instrumenty muzyczne na ziemiach polskich, PWM, Kraków 1971.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/blog/257-a-dinosaur-walks-into-the-museum-2 / dostęp 30.10.2018.&#13;
25&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, fanpage na portalu Facebook, 10.09.2018, https://www.facebook.com/bck.&#13;
zawoja/photos/a.1064156360269959/2061553920530193/?type=1&amp;theater / dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
123&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
strojach babiogórskich”26. Z obrzędami kościelnymi wiąże się także Góralska Pasterka –&#13;
nazwana „corocznym świętem wszystkich górali”, którzy „przebierają się w tradycyjne&#13;
stroje, by o północy wspólnie rozpocząć pasterkę kolędą Wśród nocnej ciszy”27. Tradycję&#13;
tę potwierdzają rozmówcy, wskazując na rolę księdza zaangażowanego w propagowanie&#13;
ubierania się w regionalne stroje na uroczystości kościelne nie tylko podczas pasterki, ale&#13;
i w trakcie procesji Bożego Ciała, odpustu parafialnego czy na Wielkanoc:&#13;
Na przykład pasterka, jak jest o dwunastej w nocy, w grudniu, to przyjeżdżają zespoły nawet&#13;
od Zakopanego. I później jest taki koncert, który trwa do godziny trzeciej. Śpiewają gwarami,&#13;
ale jakbyście to zobaczyły to... pięknie. Na skrzypcach, na tych różnych instrumentach. [...] Bardzo uroczysta jest tutaj u nas pasterka. Ksiądz zaprasza: Kto ma stroje regionalne proszę przyjść.&#13;
I tak samo odpust, Boże Ciało, procesja, jak idzie, to też wszystko w strojach regionalnych&#13;
[W9_K_ok. 65].&#13;
&#13;
�����$XWRUHфHNVMD�NXOWXURZD��ɚ7R�MHVW�QDV]�IRONORUə&#13;
Machina odpominania ruszyła. Systematyczna aktywność edukacyjna oraz zakrojona&#13;
na szeroką skalę akcja rewitalizacji folkloru babiogórskiego (począwszy od krzewienia&#13;
wiedzy etnograficznej, poprzez działalność zespołów regionalnych promujących dziedzictwo kulturowe Babiogórców, funkcjonowanie skansenów i izb regionalnych) zadziałały. Co istotne: reanimowanie świadomości regionalnej tutejszych mieszkańców i jej&#13;
poziom zaawansowania też jest polem zainteresowań lokalnych badaczy. Jerzy Kapłon&#13;
we wstępie do Kultury ludowej Górali Babiogórskich pisze, że wiedza etnograficzna zawarta w książce budzi w mieszkańcach zapoznających się z jej treścią „poczucie dumy ze&#13;
swego pochodzenia oraz świadomość niezwykłej wartości tradycji zachowywanych od&#13;
pokoleń”28. Janicka-Krzywda poświęciła temu zagadnieniu osobny artykuł zatytułowany&#13;
Przemiany świadomości regionalnej Górali Babiogórskich29.&#13;
Od czasu animacji etnograficznej mieszkańcy Zawoi angażują się w zespoły regionalne, szyją stroje ludowe, a także własnym sumptem tworzą publikacje popularne i turystyczne, by wymienić kilka z nich: kwartalnik „Pod Diablakiem. Pismo mieszkańców&#13;
i sympatyków Ziemi Babiogórskiej”, folder pt. „Wędrówka odkrywców. Przysłopskie&#13;
skarby natury i kultury” stworzony przez uczniów SP nr 4 na Przysłopiu (był to element&#13;
gry terenowej) czy spisane w gwarze babiogórskiej anegdotki autorstwa Stanisława Raka&#13;
zatytułowane Sumiynnie tak było30, a także niedawno wydana przez przysłopskie Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju książka pt. Przysłop z widokiem na histo-&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
rię31 – efekt zebranego wśród starszych mieszkańców materiału dokumentującego historię zawojskiego przysiółka.&#13;
• Działalność regionalną zawojan – na podstawie ich celowości – można podzielić na&#13;
kilka typów:&#13;
• edukacyjna (np. zespoły regionalne „Babiogórcy”, „Juzyna”, „Zbójnik”),&#13;
• popularyzatorska (konkursy, imprezy, wydarzenia organizowane przez lokalne stowarzyszenia pod auspicjami BCK),&#13;
• integrująca i ludyczna (aktywność zespołów regionalnych jako doświadczenie współdziałania i wspólnej zabawy; regionalne imprezy oraz widowiska plenerowe, festiwale folklorystyczne, kiermasze sztuki ludowej, występy zespołów regionalnych – jako&#13;
pretekst do współuczestnictwa wzmacniającego więzi społeczne),&#13;
• zachowująca (gromadzenie, ochrona i udostępnianie dla zwiedzających zabytków&#13;
kultury ludowej: Skansen im. Józefa Żaka w Zawoi Markowej oraz izby regionalne&#13;
w SP nr 4 na Przysłopiu i w SP nr 5 w Zawoi Gołynia),&#13;
• autoprezentacyjna (prywatny wyraz tożsamości, np. ślub w stroju góralskim oraz&#13;
wesele przebiegające zgodnie z tradycyjnymi zwyczajami32, zakładanie stroju góralskiego podczas świąt kościelnych, noszenie elementów stroju góralskiego, takich jak&#13;
wyszyta na spodniach jeansowych parzenica, kapelusz, korale, etc.),&#13;
• komercyjna („produkty” turystyczne, takie jak: kapele ludowe na zamówienie, góralska konferansjerka, warsztaty z rękodzieła ludowego dla letników w agroturystyce,&#13;
pamiątki, pocztówki);&#13;
Naturalnie każdy z poszczególnych przykładów w zależności od intencji można wpisać w inny typ. Jakkolwiek bądź efekty tych działań są niejako symboliczną reprezentacją tożsamości oraz tradycji mieszkańców. Co więcej „kultywowanie kultury dawnej”&#13;
to w rozumieniu respondentów przede wszystkim folklor realizowany programowo&#13;
w zespołach regionalnych, a więc odgrywanie dawnych obrzędów. W folklorystycznych&#13;
działaniach zespołu odnajdują zachętę do reaktywowania bądź podtrzymywania działań&#13;
takich jak chodzenie z banią (kolędowanie) lub rekonstruowanie, ślub w stroju góralskim&#13;
czy wesele przy wtórze góralskich kapel. Odgrywanie jest więc uznane za odpowiednią&#13;
formę „kultywowania tradycji”. Ponadto w przeprowadzonych wśród zawojan rozmowach zwraca uwagę refleksyjny stosunek do własnego dziedzictwa i kultury, a także świadomość rekonstruowania tradycji i co za tym idzie tożsamości:&#13;
Dopiero na podstawie tych badań etnografów, pani Bugajska, pani Urszula Janicka-Krzywda,&#13;
one praktycznie stworzyły koncepcję stroju góralskiego. To nawet ciężko powiedzieć, że one&#13;
odkopały – na ile odkopały, na ile tak jakby [ta koncepcja została stworzona]; na ile wyciągnięta&#13;
z tych wszystkich tam obrazków, nie obrazków. [...] Z drugiej strony, tak jakby im ten image&#13;
zawdzięczamy, one tak jakby przypomniały, zmieniały tę mentalność, że to jest tak jakby w porządku mieć swoje korzenie, mieć swój strój [...] [W10_M_32].&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://www.bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/zespoly-3/gallery/gallery-7, dostęp 30.10.2018.&#13;
27&#13;
&#13;
Babiogórskie Centrum Kultury, http://www.bck.zawoja.pl/index.php/dzialalnosc/zespoly-4/gallery/gallery-8, dostęp 30.10.2018.&#13;
28&#13;
&#13;
J. Kapłon, Przedmowa, w: Kultura ludowa..., op.cit., s. 5.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
U. Janicka-Krzywda, Przemiany świadomości regionalnej górali babiogórskich, w: Bogaci tradycją. Kontynuacja&#13;
i zmiana w kulturze współczesnej wsi polskiej, red. R. Kantor, Kielce 1996, s. 103-108.&#13;
30&#13;
&#13;
Jontek spod grapy (Stanisław Rak), Sumiynnie - tak było. Anegdoty w gwarze, Wydawnictwo Krytyki Artystycznej Miniatura, Kraków 2003.&#13;
&#13;
124&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
Przysłop z widokiem na historię, red. J. Żurek, K. Wajdzik, E. Żurek, A. Świtek, Z. Drabek, R. Wilk, Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju „Przysłop”, Przysłop 2018.&#13;
32&#13;
&#13;
U. Janicka-Krzywda, Powrót do tradycji. Góralski ślub pod Babią Górą, „Pod Diablakiem”, 2002, nr 2, s. 30.&#13;
&#13;
125&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
No tutaj to ja bym duże zasługi właśnie i ukłony chylił się do pani Janickiej-Krzywdy, że tak się&#13;
to złożyło, że była doktorem etnografii, pracowała w Muzeum Etnograficznym w Krakowie,&#13;
a rodem z Zawoi, to jak było bliskie sercu [W3_M_38].&#13;
&#13;
Sytuacja Babiogórskich Górali świetnie wpisuje się w to, co zainspirowany myślą&#13;
Erica Hobsbawma33 Marcin Lubaś określa jako dyskursywne formy samoświadomości&#13;
czy też autorefleksja kulturowa34. Tradycja, zdaniem badacza, została urefleksyjniona (ludzie mają refleksyjny stosunek do własnego dziedzictwa), jest świadomym dyskursem,&#13;
przedmiotem symbolicznej reprezentacji (jako zestaw narracji, artefaktów i obrazów na&#13;
temat danej kultury), a także wyrazem tożsamości: „tradycja staje się czymś refleksyjnie&#13;
utwierdzanym, pielęgnowanym, kwestionowanym i modyfikowanym”35. Ciekawe uwagi&#13;
na ten temat w kontekście góralszczyzny podhalańskiej czyni Maria Małanicz-Przybylska. Urefleksyjnianiu tradycji – zdaniem badaczki – sprzyja „dostęp do nowych technologii medialnych, pomoc ekspertów, szybkie środki transportu” 36. W kontekście Podhala&#13;
kluczowe dla tego procesu było powstanie w 1904 r. Związku Górali, a w 1919 – Związku&#13;
Podhalan (reaktywowanego w 1959 r.), skupiającego polskich górali z regionu karpackiego (do organizacji tej należą też Babiogórcy). Jednym z wytyczonych celów stowarzyszenia było pielęgnowanie tradycji i odrębności kulturowej oraz zbieranie materiałów&#13;
dokumentujących kulturę ludową z tych terenów.&#13;
Jeśli więc tradycję za Lubasiem uznamy za „zespół sądów i wyobrażeń, jakie dana&#13;
instytucja bądź grupa chce na temat swych praktyk kulturowych prezentować”37, to częścią tej dyskursywnej samoświadomości jest autoobraz, rozumiany także jako podstawa&#13;
tożsamości, wizerunek grupy społecznej, który tworzą i prezentują jej członkowie. Joep&#13;
Leerssen przekonuje, że konstrukt dyskursywny, jakim jest autoobraz, to kulturowe sposoby, „w jakie społeczeństwo ujmuje swoją przeszłość, jej traumy i tradycje”38. Stanowi&#13;
więc jedno z narzędzi samoświadomości, samooceny i poczucia własnej wartości. Każda grupa społeczna przypisuje sobie specyficzną kulturę, umiejętności, wartości, określone wzorce zachowań, mentalność. Wszystko to postrzegają w konfrontacji z innymi,&#13;
czyli wobec innej grupy kulturowej/regionalnej/etnicznej, podkreślając różnice czy też&#13;
33&#13;
E. Hobsbawm, T. Ranger, Tradycja wynaleziona, przekł. M. Godyń, F. Godyń, Wydawnictwo Uniwersytetu&#13;
Jagiellońskiego, Kraków 2008.&#13;
34&#13;
&#13;
M. Lubaś, Tradycjonalizacje kultury. O zaletach i ograniczeniach koncepcji „tradycji wymyślonych”, w: Tworzenie i odtwarzanie kultury, red. G. Kubica, M. Lubaś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków&#13;
2008, s. 34. O formowaniu się refleksyjnego stosunku do własnej kultury i dziedzictwa pisał wcześniej R. Tomicki, zob. tegoż, Tradycja i jej znaczenie w kulturze chłopskiej, „Etnografia Polska”, 1973, t. XVII, s. 41–58.&#13;
Kwestię wynajdowania tradycji rozumianej jako rezultat procesów zapamiętywania i zapominania, wybierania&#13;
i odrzucania, zmyślania i ponawiania podnosił też Jerzy Szacki, zob. tegoż, Tradycja. Przegląd problematyki,&#13;
Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1971.&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
wyostrzając swoje „typowe” cechy i na nich budując świadomość grupową. Autoobraz&#13;
zbudowany jest zatem na autostereotypach (stereotypy dotyczące własnej grupy) oraz&#13;
heterostereotypach (wyobrażenia dotyczące innych grup). Dyskursywna ekonomia opisów swojej grupy i innych grup oparta jest na opozycji swój vs. obcy.&#13;
&#13;
���%DELRJµUF\�Z�WXU\VW\FH&#13;
Sprzężoną z ruchem regionalnym turystykę uznaje się za najważniejszy potencjał rozwoju Zawoi. Dowodzą tego założenia gminnego programu rewitalizacji, w którym czytamy,&#13;
że mieszkańcy wskazują potrzebę działania w sferze społecznej, kulturalnej i gospodarczej w celu promocji regionu przez rozwój turystyki39. Jednym z pomysłów rewitalizacyjnych jest stworzenie przestrzeni w starej szkole w przysiółku Smyraki poprzez zaadaptowanie jej na potrzeby pensjonatu górskiego. Ma służyć – jak czytamy w dokumencie&#13;
– „wymianie wiedzy, umiejętności i doświadczeń pomiędzy gośćmi pensjonatu górskiego&#13;
a okolicznymi mieszkańcami ze szczególnym uwzględnieniem ich kompetencji wpisujących się w rozmaite formy turystyki aktywnej, kulinarnej oraz dziedzictwa kulturowego&#13;
i regionalnego”40. Założone rezultaty programu rewitalizacji to m.in. edukacja regionalna, rozwój lokalnej przedsiębiorczości w sferze turystyki kulinarnej i dziedzictwa kulturowego.&#13;
&#13;
�����.DSHOH�JµUDOVNLH�L�NRQIHUDQVMHUND&#13;
Komercjalizacja dziedzictwa kulturowego nie powinna dziwić, już w czasie PRL-u m.in.&#13;
w tym właśnie celu zachowano wybrane elementy kultury ludowej (głównie materialnej). Wywołane przez Centralę Przemysłu Ludowego i Artystycznego działania sprzyjały umasowieniu sztuki ludowej. Nie bez znaczenia dla komercjalizacji folkloru było też&#13;
wyabstrahowanie ludowości, przeformułowanie jej i prezentacja w formie folklorystycznych występów zespołów regionalnych.&#13;
Zawojanie chętnie wykorzystują swoje dziedzictwo kulturowe w turystyce. Członkowie zespołów regionalnych folklor słowny i muzyczny prezentują podczas imprez lub na&#13;
zamówienie w domach wczasowych i regionalnych restauracjach, a także podczas uroczystości prywatnych, takich jak wesela:&#13;
Muzyka ludowa wkroczyła na wesela, na turnusy w ośrodkach wypoczynkowych [...]. [Członkowie Juzyny] organizują ekipę kilkuosobową, idą na ognisko, idą na wieczorek, idą na wesele po to, żeby zagrać, coś tam pokazać, zaśpiewać. A przy okazji zarabiają. [...] Dawniej to&#13;
był obciach, to był wstyd. A w tej chwili, od pewnego momentu [od około 15 lat] to jest stały&#13;
element i turnusów w ośrodkach wypoczynkowych, i wesel. [...]. Czasem jest trochę improwizacji, ale częściej jest to prezentacja folkloru z tego miejsca, w którym ta młodzież mieszka,&#13;
żyje [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Tamże, s. 42. Por. A. Giddens, Życie w społeczeństwie posttradycyjnym, w: U. Beck, A. Giddens, S. Lash, Modernizacja refleksyjna. Polityka, tradycja i estetyka w porządku społecznym nowoczesności, tł. J. Konieczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 79–140.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
Zob. M. Małanicz-Przybylska, Co słychać na Podhalu. Tradycja we współczesności, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2014, s. 14.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
M. Lubaś, Tradycjonalizacje kultury, op. cit., s. 34.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
J. Leerssen, Imagologia: o zastosowaniu etniczności do nadawania światu sensu, „Porównania”, 2017, nr 2 (21),&#13;
s. 20.&#13;
&#13;
126&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
Gminny Program Rewitalizacji Gminy Zawoja na lata 2017-2023, s. 48, 50-52, http://www.rpo.malopolska.pl/&#13;
download/program-regionalny/rewitalizacja/100_Zawoja.pdf, dostęp on-line: 7.09.2018.&#13;
40&#13;
&#13;
Ibid., s. 78-79.&#13;
&#13;
127&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
[D]użo jest takich wesel, gdzie zapraszają zespoły, żeby na przykład przy oczepinach przyjechały. Przyszedł zespół i cały ten obrzęd oczepin tak zwanych był ograny, ośpiewany góralskim&#13;
zespołem. [...] To teraz jest taka też moda widzę [W1_K_ok. 57].&#13;
&#13;
O ile więc głównym celem Festiwalu Babiogórska Jesień jest promowanie regionu,&#13;
a wraz z tym prezentowanie kultury ludowej Górali Babiogórskich, o tyle np. działalność&#13;
kapel góralskich takich jak „Okovita” (znana też jako góralsko-folkowa kapela „HopSiup&#13;
Hej”), czy aktywność konferansjera Piotra Jezutka (który swoje regionalne szlify pobierał w „Juzynie”) łączy promocję regionu z użytkiem komercyjnym, czyniąc z góralskiego folkloru sposób na zarobek. Działania te odpowiadają przy tym na zapotrzebowanie&#13;
społeczne: „Okovita” daje się wynająć jako góralski umilacz kuligów, imprez firmowych,&#13;
bankietów, kongresów, sympozjum, rodzinnych imprez (chrzciny, komunie, zaręczyny,&#13;
śluby, rocznice) – tak możemy wyczytać na ich stronie www41. Jezutek jako góralski gawędziarz i konferansjer do wynajęcia zachęca na swojej stronie internetowej: „Koncert,&#13;
dożynki, impreza sportowa? Nie ma sprawy. Poprowadzę każdą z tych imprez”; „Zorganizuję dla Was każdą imprezę po góralsku. Wieczór góralski, Zawojska Baciarka, Napad&#13;
Zbójecki”42. Znany z lokalnej telewizji mężczyzna promuje także zawojską góralszczyznę,&#13;
prowadząc w babiogórskim stroju regionalnym program w TVP3 pt. Podróże z góralem&#13;
oraz gościnnie występując w ogólnopolskich produkcjach, takich jak X Factor, Ewa gotuje, czy Dzień Dobry TVN.&#13;
&#13;
�����$JURWXU\VW\ND�L�NDUF]P\�JµUDOVNLH&#13;
Komercyjnemu wykorzystaniu góralszczyzny sprzyja moda na rustykalność, sielankowość, pamiątkarstwo w stylu ludowym, etno-design, ludowość w muzyce, karczmy stylizowane na chaty, chłopskie jadło, rękodzieło, powracający mit ludowości. W tej narracji wieś jawi się jako arkadia, kraina ekologicznego i zdrowego trybu życia podpartego&#13;
filozofią slow-life, a także remedium na stresującą, pełną gonitwy miejską pracę – śród&#13;
chemii, spalin i betonu. Modę tą wykorzystuje np. zawojska Willa Wełczówka. Oprócz&#13;
pobytu, który – jak zapewniają właściciele na swojej stronie internetowej – „gwarantuje&#13;
wypoczynek w cichym, spokojnym i pięknym miejscu”, w którym „naprawdę można wypocząć, oderwać się od «gonitwy życia»”43 oraz wyżywienia bazującego na regionalnych&#13;
produktach, gospodarze proponują gościom spotkania z gawędziarzem ludowym oraz&#13;
zajęcia z twórcami ludowymi (wyroby z gliny, wyroby z siana, bibułkarstwo, malowanie na szkle, malowanie drewnianych zabawek). Podobne regionalne atrakcje proponuje&#13;
gospodarstwo agroturystyczne „Kozinówka”, serwując chętnym gościom warsztaty rękodzieła ludowego i artystycznego Podbabiogórza. Ponadto, jak piszą na swojej stronie&#13;
www: „Aby przybliżyć wczasowiczom lokalną tradycję i zwyczaje, zapraszamy młodzież&#13;
z zespołu regionalnego «Juzyna» oraz kapelę góralską «Hopsiup Hej», którzy opowiadają gawędy i ciekawostki o naszym regionie, grają i śpiewają, a nawet uczą góralskich&#13;
41&#13;
&#13;
Strona internetowa kapeli góralskiej Okovita: http://okovita.pl, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
Strona internetowa Piotra Jezutka: http://piotrjezutek.pl, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
Strona internetowa Willi Wełczówka: http://www.willawelczowka.pl/o-nas, dostęp 30.09.2018.&#13;
&#13;
128&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
przyśpiewek i tańca. Chętni mogą też przymierzyć strój góralski i poczuć się przez chwilę&#13;
mieszkańcem gór”44.&#13;
Także ośrodek wczasowo-wypoczynkowy „Silver” oferuje klientom „oderwanie od&#13;
zgiełku spraw codziennych”, serwując przy tym „spotkania z folklorem góralskim ze&#13;
znakomitymi gawędziarzami, którym przygrywa Kapela Góralska”45. Ponadto dla dzieci&#13;
organizowane są tu zajęcia edukacyjne związane z kulturą ludową: wyroby z siana, malowanie na szkle, spotkanie z rzeźbiarzem, praca na kole garncarskim i własnoręczne wykonywanie pamiątek. Na stronie ośrodka znajdziemy również babiogórskie emblematy:&#13;
kapelusz z czerwoną włóczką oraz ciupagę – z tym że w wersji klasycznie turystycznej,&#13;
bo zupełnie drewnianej.&#13;
W podobnym charakterze działają restauracje-karczmy stylizowane na drewniane&#13;
chaty, ozdobione ogólnogóralskimi akcentami w postaci zasłonek czy serwet zrobionych&#13;
z kwiecistych chust z frędzlami. Każda z karczm – obok standardowego menu – serwuje&#13;
też „chłopskie jadło” (odlegle nawiązujące do lokalnej kuchni) podane na kamionkowej&#13;
zastawie, a obsługa ubrana jest w elementy stroju regionalnego (choć nie są to stroje babiogórskie). Wszystkie te zabiegi mają sugerować „ludowy” klimat miejsc. W Zawoi są&#13;
to Karczma Tabakowy Chodnik, Karczma Zbójnicka oraz Karczma Dzika Chata (dawniej Styrnol). Wszystkie w jakiś (choć niepełny) sposób próbują odnieść się do tutejszej&#13;
kultury regionalnej. I tak nazwa pierwszej z nich nawiązuje do szlaku przemytniczego,&#13;
którym nielegalnie przewożono tytoń, papierosy i tabakę z Galicji na Węgry (trasa wiodła od Hali Krupowej przez Palice do Orawy) – o czym przeczytamy na pierwszej stronie&#13;
w menu. Druga karczma swoją nazwę i charakter zawdzięcza zbójeckiej legendzie tych&#13;
terenów oraz bliskości zbójnickiej kaplicy na Policznym. Do tego tematu nawiązują cytowane w menu wierszyki, jak np.: „Ten zawojski zbójnik / ku Łorawie chodził. / Gorzałecko pijoł, / z niedźwiedziem się wodził”. Dzika Chata natomiast jest zbudowana na wzór&#13;
tradycyjnego budownictwa Górali Babiogórskich. Jak twierdzą właściciele: „Wzorem&#13;
dla budowy były materiały zgromadzone przez wybitnego etnografa, nieżyjącą już prof.&#13;
Annę Kutrzebę-Pojnarową, opublikowane między innymi w wydanej w 1931 r. w Krakowie książce Budownictwo ludowe w Zawoi”46.&#13;
&#13;
�����3RF]WµZNL�L�SDPLÇWNL&#13;
Zawojskie widokówki to głównie kartki lokalnej produkcji. Ich projektantem i realizatorem jest Michał Bartyzel – kolekcjoner archiwalnych pocztówek z Zawoi, zaś wykorzystywane zdjęcia są autorstwa Tomasza Urbańca, pracownika Babiogórskiego Parku&#13;
Narodowego oraz Michała Sośnickiego. Króluje na nich turystyka górska, prezentowane&#13;
są walory przyrodnicze Zawoi. Jedna z nich przedstawia wiosenną panoramę z owcami&#13;
pasącymi się na Hali Barankowej. Na odwrocie znajdziemy motyw ozdobny spod Babiej&#13;
44&#13;
&#13;
Strona internetowa gospodarstwa agroturystycznego Kozinówka: http://www.kozinowka.pl/index.&#13;
php/2015-11-28-16-23-29, dostęp 30.10.2018.&#13;
45&#13;
&#13;
Strona internetowa ośrodka Silver: http://www.zawojasilver.pl, dostęp 30.10.2018. Wywiad z pracownikiem&#13;
ośrodka, lipiec 2018.&#13;
46&#13;
&#13;
Dzika Chata, http://www.zawoja.net.pl/szukaj/ad/restauracja,7/styrnol,21, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
129&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Góry. Inna kartka głosi hasło „Pozdrowienia z Zawoi” i prezentuje owcę i dwa jagniątka, a także grafikę parzenicy babiogórskiej, powieloną na drugiej stronie. Na wszystkich&#13;
pocztówkach znajdziemy cytat z książki Andrzeja Komonieckiego pt. Chronografia albo&#13;
Dziejopis Żywiecki (datowanej na ok. 1704 r.): „Także w Babiej Górze jest góra albo gronik,&#13;
na którym jest kamienna baba tak wyrośniona, a woda z niej idzie. Gdzie tam jest skała,&#13;
z jednej strony nie przystępno do niej, a z drugiej połogo47 idzie, i stąd Babia Góra nazywana” tłumaczącym pochodzenie nazwy Babia Góra. Z lokalną ikonografią oswoić mają&#13;
drukowane na kartkach grafiki prezentujące emblematy góralskie: ciupagę, parzenicę&#13;
Babiogórców oraz florystyczne motywy ozdobne spod Babiej Góry. Kolejne prezentują&#13;
widok z podpisem „Królowa Beskidów – Babia Góra 1725 m.n.p.m.” za dnia lub przy&#13;
zachodzie słońca. Na innej znajdziemy krzyż stojący na Bartyzelowej Górze (z ogniskiem&#13;
i biało-czerwonymi flagami). Są też kartki będące reprintami archiwalnych pocztówek.&#13;
Jest to seria Zawoja dawniej prezentująca zawojskie pejzaże z dawnych widokówek.&#13;
Nieco inaczej rzecz wygląda z pamiątkami – tu wygrywa „chińszczyzna”. Większość&#13;
sklepików i kiosków proponuje wyroby masowej produkcji, niezwiązane z tutejszym regionem. Nieliczny wyjątek stanowi „Galeria Na Uciechę” – sklep z pamiątkami, który rozprowadza dzieła tutejszych rzemieślników, rękodzielników i artystów: rzeźby, malarstwo&#13;
na szkle, a także m.in. płyty „Juzyny”, szachy trójpolowe wykonywane przez przysłopskiego społecznika Jana Żurka oraz liczne publikacje o tematyce regionalnej. Galera służy&#13;
też przestrzenią na wernisaże i wydarzenia artystyczne oraz warsztaty dla dzieci i dorosłych. Jak sami o sobie piszą na stronie www: „Poprzez nasze przedmioty pragniemy&#13;
Państwu przybliżyć kulturę i tradycje regionu babiogórskiego. Galeria to nie tylko sklep&#13;
i wystawy sztuki, to także miejsce spotkań z Twórcami Ludowymi, autorami książek, lokalnymi działaczami oraz innymi osobami związanymi z regionem babiogórskim”48. Jednak także tu znajdziemy wyroby masowej produkcji. I mimo że dla Górali Babiogórskich&#13;
ważnym czynnikiem tożsamościowym jest odróżnianie się od Podhalan – w sklepie,&#13;
obok tradycyjnych kapeluszy z czerwoną włóczką, znajdziemy podtatrzańskie kapelusze&#13;
z muszelkami, a zamiast spódnicy babiogórskiej – kwieciste spódnice a’la ludowe wypromowane przez Donatana i Cleo, natomiast Przysłop – zawojski przysiółek położony 700&#13;
metrów n.p.m. – w ulotce turystycznej zachwalany jest jako „wspaniały punkt widokowy nazywany «Zawojską Gubałówką»”. Rozmówca – spytany o stosunek do sprzedaży&#13;
podhalańskich kapeluszy z muszelkami w Zawoi – podchodzi do sprawy wyrozumiale,&#13;
tłumacząc unifikację góralszczyzny w pamiątkarstwie względami finansowymi:&#13;
Z czegoś trzeba żyć, a niestety jest tak – odwrócę kota ogonem – w Wiśle w tej chwili się&#13;
sprzedaje też kapelusze z muszelkami, albo nawet sprzedaje się całe stroje z parzenicą podhalańską czarną, no bo właśnie z czegoś trzeba żyć. [...] Sprzedaje się, bo jednak ludzie, którzy&#13;
przyjeżdżają, nie wiem – z północy Polski, dla nich góralszczyzna jest jedna mniej więcej i nie&#13;
wchodzą w szczegóły, a kapelusze, które były tak jak nasze – skromne, tylko owinięte włóczką,&#13;
bo nawet nie tak jak te żywieckie, spadające z frędzlami z tyłu, to mogłyby się tak dobrze nie&#13;
sprzedawać [W6_M_39].&#13;
47&#13;
&#13;
połogi – z lekka pochyły, o niewielkim spadku, niestromy albo rozpościerający się szeroko, rozległy, zob.&#13;
Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego, https://sjp.pwn.pl/doroszewski/pologi;5476658.html,&#13;
dostęp 29.11.2018.&#13;
48&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Problem powszechnej komercjalizacji oraz standaryzacji procesu produkcji dóbr kultury, które stają się podobne do innych towarów, nie uchodzi uwadze zawojan. Stosunek&#13;
mieszkańców do pamiątek jest zróżnicowany. Niektórzy w swojej ocenie koncentrują się&#13;
na braku „autentyczności” w proponowanym towarze:&#13;
Rozlewa się taki kicz, bo podróbki są, [...] dla turystów, bo i w Gdańsku kupi pani ciupagę,&#13;
i wszędzie pani ciupagę kupi. Bo tutaj nie było takiej ciupagi jako tako. Zbójnicy to mieli, bo&#13;
oni ciupali se chodnicek, jak szli przez las, bo las był gęsty, nie? [...] Natomiast zwykli Górale, to&#13;
on się podpierał, miał palicę tak zwaną, to był wykręcony jałowiec [W14_K_84].&#13;
&#13;
Inni skupiają się na miejscu produkcji (produkty made in China), podkreślając „sztampę” i słabość wykonania pamiątki, co tłumaczą opłacalnością taniego, sprowadzanego na&#13;
masową skalę towaru:&#13;
Jeżeli idzie o koszmarki [pamiątki], to są w Zawoi w sprzedaży baranki z napisem „Zawoja” czy&#13;
górale z napisem „Zawoja”, które są produkowane w Chinach. Tak, są zamawiane i produkowane w Chinach, tu się tylko robi napis „Zawoja”. [...] No tak jak ciupagę się kupuje podobno&#13;
w Sopocie czy w Mielnie [śmiech]. Nie oszukujmy się, dużo rzeczy opiera się na pieniądzu&#13;
[W2_M_ok. 55].&#13;
[...] bo tu teraz w większości sklepów te piszczałki takie dla turystów to są z bambusa, z Chin.&#13;
Krew mnie zalewa jak widzę niekiedy to góralskie, pseudobabiogórskie badziewie made in&#13;
China [W3_M_38].&#13;
&#13;
Zdaniem pytanych wygrywa więc niska cena i dostępność.&#13;
&#13;
���$XWRREUD]� DXWR��L�KHWHURVWHUHRW\S\&#13;
�����$XWRVWHUHRW\S&#13;
Zgodnie z autodefinicją zawojan tożsamość babiogórską dziedziczy się z pokolenia na pokolenie, a więc bycie Góralem to przede wszystkim kwestia urodzenia. Z tym kryterium&#13;
wiąże się także miejsce zamieszkania – Babiogórski Góral jest „stąd”, co też warunkuje&#13;
jego relacje z otoczeniem:&#13;
Mogę powiedzieć, że jestem Góralem. Ludzie tak jakby są z pokolenia [na pokolenie]. Mój&#13;
dziadek się kłócił z jakimś tam dziadkiem, z sąsiadem, mój ojciec się kłócił z synem tego dziadka i ja się kłócę z synem tego. Te konflikty tak pół żartem, pół serio. No i ludzie są przywiązani&#13;
do ziemi, my jesteśmy stąd. Tutaj tak jakby znasz sąsiada od lat. To nie jest ktoś tam napływowy,&#13;
ze świata. To się [też] wiąże z jakimiś tam wartościami [W10_M_32].&#13;
&#13;
Zdaniem rozmówców topografia miejsca, w którym się żyje, determinuje konkretne&#13;
cechy, zachowanie, a nawet wygląd. Charakter Górali szlifowany jest trudnymi warunkami życia: biedą, nieurodzajną ziemią, koniecznością emigracji zarobkowej (do Ameryki,&#13;
Kanady, Norwegii, Argentyny, albo i bliżej, na Śląsk do pracy w kopalni). Przez wzgląd&#13;
na te warunki rozmówcy widzą siebie i swoich przodków jako osoby silne, zaradne, zdeterminowane, zawzięte, twarde: „Tak żeby tu żyć, to trzeba było być zawziętym człowiekiem. Chcę tu żyć, chcę tu mieszkać. Takie podejście” – dodaje 32-letni mężczyzna.&#13;
&#13;
Galeria Na Uciechę, http://naucieche.pl/o-galerii/, dostęp 30.10.2018.&#13;
&#13;
130&#13;
&#13;
131&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Inną – również związaną z warunkami życia – wskazywaną cechą Górala spod Babiej&#13;
Góry jest indywidualizm i honorowość:&#13;
&#13;
przyszłym pokoleniom. Choć wiąże się to już z nowymi, aktualnymi działaniami regionalnymi:&#13;
&#13;
Każdy miał swój honor, no może przez to, że tutaj nie było ścisłej zabudowy, takiej jak wejdziecie na stronę orawską, czy gdzieś jeździcie po Polsce, to zaczyna się chałupa, chałupa, chałupa,&#13;
chałupa. A tutaj bardziej by to można było powiedzieć, że to większość ludzi było takimi jakby&#13;
indywidualistami [W4_M_50].&#13;
&#13;
Jak [moje] dziecko się urodził[o], to od małego strój góralski, no nie? [...] Rośnie szybko, to co&#13;
roku, co dwa lata trzeba było nowe portki, koszulkę kupować. Ale myśmy się starali faktycznie,&#13;
żeby synek nasz i później córeczka ten strój góralski mieli. No i nie chodzą w nim w chałupie co&#13;
dzień, ale od święta do kościoła, co nie? [...] No i tu inne rodziny też tak postępują. No nie wszyscy, ale ten kto to lubi czy wychowany jest właśnie w zespole regionalnym Juzyna, no to później&#13;
rodzice po prostu ubrania, i to te właśnie babiogórskie, nie podhalańskie, nie krakowskie, tylko&#13;
babiogórskie sprawiają swoim pociechom [W3_M_38].&#13;
&#13;
Góral jest bezkompromisowy, nieustępliwy i uparty: „Jak se coś umyśli i tak postanowi, że tak, to nie przegada chłopa po prostu, żeby inaczej. I nie, żeby to czasu wymagało.&#13;
Nie, no jest uparty naród [śmiech]” [W3_M_38]. Silny charakter to też trudny charakter,&#13;
wiążący się ze skłonnością do awanturniczości:&#13;
Mój ojciec [...] był typowym babiogórskim Górolem, małym, dożartym i takim wybijoknem,&#13;
chociaż miał duże artystyczne...49 bo obrazy do kościoła malował [W4_M_50].&#13;
&#13;
Swoista góralska „krewkość” czy „charakterność” tłumaczona bywa „zbójeckimi” konotacjami oraz temperamentem („porywczy jesteśmy”).&#13;
Trud życia w górskim otoczeniu wymuszał ciężką pracę, nie dziwi więc, że wśród&#13;
góralskich przymiotów wymienia się też zaradność, pracowitość i zasadniczość:&#13;
„[Kobieta] tutaj zaradna musiała być bardzo. No bo [mąż] albo robił w lesie od rana do wiecora,&#13;
cy tam przy sianach, albo za granicą, go nie było cały rok. Zaradni, pracowici. Bardzo. Ciąg do&#13;
roboty mają. Nie ino do picia, ale i do roboty. Że jak się bawić, to się bawić, a jak robić, to robić&#13;
[W3_M_38].&#13;
Góralki są twarde. Wszystko umiały same zrobić, owce chowały, przędły, robiły na drutach,&#13;
haftowały. Wszystko musiały zrobić. Właściwie to się mało kupowało rzeczy, tylko wszystko&#13;
było w domu robione, czy szyte, czy haftowane przez gospodynie [W5_K_75].&#13;
[K]olega mo firmę budowlaną i no ni mo stroju [regionalnego], co nie? Ale też bym powiedział, że jest prowdziwy Górol, bo jak na tej budowlance ma chałupkę wystawić, cy tynkować,&#13;
to jak skocy, to mu się ta robota pali w rękach, co nie? [...] No, bo naprawdę no jakby ta robota&#13;
się pali w rękach tym ludziom tu [W3_M_38].&#13;
&#13;
Obok urodzenia i miejsca zamieszkania oraz konkretnego usposobienia, istotnym wyznacznikiem „góralskości” jest gwara, która bywa wskazywana jako bazowe kryterium:&#13;
Prawdziwy Góral nie może być tu tylko urodzony, ale musi mówić gwarą. O, Góralem jest&#13;
Jezutek50. [...] Jego mama nauczyła go po góralsku. Jak wy przyjedziecie, Babią Górę uwidzicie,&#13;
to myślicie, że jak ktoś jest z Zawoi lub spod Babiej Góry to musi być Góral [śmiech]. A to nieprawda. Musi po góralsku mówić! Musi dobrze gwarą mówić po góralsku [W11_M_ok. 40].&#13;
&#13;
Zgodnie z powyższą opinią nie wystarczy mieszkać pod Babią Górą, by być Góralem.&#13;
Wśród trzech głównych góralskich cech konstytutywnych, które wymienił mężczyzna&#13;
oprócz gwary i stroju znów pojawiła się praca, nazwana przez niego „stylem”, „taktyką”: „[Góral] musi po góralsku pracować, inny typ rządzenia musi mieć. [...] Musi robić&#13;
oscypki, owcami się zajmować”.&#13;
Jeśli chodzi o używanie gwary, w rozmowach uwidaczniały się zróżnicowane, często wykluczające się nawzajem diagnozy, jak np. w wypowiedzi 75-letniej kobiety, która&#13;
twierdzi: „U nas wszyscy tutaj mówią gwarą. Wszyscy. Czy dzieci, czy nie dzieci” i po&#13;
chwili dodaje: „No teraz to ta gwara tak troszeczkę zaginęła, bo już tak nie mówią, nie&#13;
wplatają. [...] Nie mówią taką gwarą i dzieci też nie mówią” [W5_K_75]. Dla zilustrowania tej różnorodności w diagnozach warto przytoczyć kilka innych odpowiedzi:&#13;
[Gwarą] to raczej się nie mówi. To tam gdzieś ci starsi znają, czy ci którzy działają przy tych&#13;
zespołach regionalnych, to mówią, ale tak ogólnie to na co dzień się nie usłyszy. [Dzieci] nie&#13;
uczy się gwary [W10_M_32].&#13;
&#13;
Nie strój zatem czyni Górala, lecz zaangażowanie w pracę, a także umiłowanie kultury&#13;
babiogórskiej oraz miejsca, w którym się żyje. Bez tego „przebieranie się” w góralski strój&#13;
jest dla rozmówcy powodem do śmiechu:&#13;
&#13;
Mówią, przecież starzy ludzie normalnie. Nikt się nie będzie wysilał na jakieś tam szeleszczenie, jak po prostu mówi sobie tak, jak se mówił cały czas [W8_M_ok. 63].&#13;
[Mówiący gwarą] to jednostki są. Ale to by trzeba było gdzieś poszukać. A tak, to nie. [...] Tak&#13;
to jest. Świat się zmienił [W12_M_80].&#13;
&#13;
[N]iektórzy, powiedziałbym, że widać, że to przebierańcy, że to takie jest za bardzo wypacykowane ino jak – nie wiem – święty Mikołaj [śmiech], albo że Batmana strój założy, a i tu ma&#13;
te portki bukowe. A prowdziwym to on jest górolem nawet, jak nie mo portek bukowych na&#13;
sobie. [...] Ale ma na przykład umiłowanie do tej kultury góralskiej. Lubi, kocha te piosenki, te&#13;
śpiewki, te tańce, tę Babią Górę, tę wioskę, gdzie mieszka, żyje, co nie? [W3_M_38]&#13;
&#13;
[G]warą to więcej mówią tam koło Zakopanego. Tam, gdzie jest czysta gwara góralska&#13;
[W9_K_ok. 65].&#13;
Nie, ja nie jestem Góral, bo ja po góralsku nie mówię dokładnie. Góral po prawdzie to Zakopane i Nowy Targ. My jesteśmy mieszani Słowacy [W11_M_ok. 40].&#13;
&#13;
Nie znaczy to jednak, że strój regionalny nie jest istotny, bynajmniej – posiadanie go&#13;
i noszenie przy ważnych okazjach jest uznawane za wartość, którą należy przekazywać&#13;
49&#13;
&#13;
Zdanie niedokończone. Prawdopodobnie rozmówca ma na myśli artystyczne „zacięcie” – ABB.&#13;
&#13;
132&#13;
&#13;
Nie, nie ma żadnej gwary tutaj. [...] Jak chcecie gwary posłuchać to przyjedźcie na Jesień Babiogórską. Przyjeżdżają takie zespoły ludowe [R_M_targ].&#13;
50&#13;
&#13;
Piotr Jezutek – mieszkaniec Zawoi, lokalny działacz regionalny, były członek „Juzyny”.&#13;
&#13;
133&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Gdy młody mężczyzna mówi: „jo mom z domu gwarę wyniesionom”, myśli raczej&#13;
o pokoleniu dziadków, którzy mówili do niego w dialekcie. Przytacza przy tym historię&#13;
swojej matki, która w wychowywaniu dzieci unikała gwary:&#13;
&#13;
bo jak my [starzy] już umrom... no niechętno jest młodzież, bo by naprawdę można było pospisywać, jeszcze ta Juzyna tam w Zawoi to tam jeszcze coś działa. Nikt jakoś, no nie kwapi się&#13;
do tego. [...] Tak jak my umromy, to tak żeby się spaliła jakaś wielko biblioteka, jakby spaliło&#13;
się za nami cało przeszłość Przysłopia. [...] Nas tu było ze trzydzieści, starszych takich, jak zech&#13;
policzyła, i zostalimy się trzy, teraz taki Staszek, Józka i jo, co ku osiemdziesiątce. [...] No i to już&#13;
wszystko umiera i koniec. Koniec z potrawami dawnymi, co my gotowali, koniec ze wszystkim&#13;
[W13_K_78].&#13;
&#13;
Jak moja mama pojechała do roboty kasik z tej wsi jako młoda dziewczyna – na Śląsk czy&#13;
do Krakowa – na tak zwaną służbę (dużo tutaj tak ludzi wyjeżdżało), a nie umiała mówić&#13;
jakby czystą polszczyzną, czy „ą”, „ę”, tylko po prostu ciupała gwarą prowdziwie tak jak na&#13;
uOrawie czy na Podhalu górole gadają do siebie, no to była z tego powodu jakby no właśnie&#13;
szykanowana czy się wyśmiewali ludzie z niej, że nie umie mówić czystą polszczyzną. No&#13;
i później [...] to za wszelką cenę się starała nas uczyć mówić czystą polszczyzną, że jak później&#13;
pojedziemy kiedyś do miasta, to żeby się dzieci nie wstydziły, że nie umieją mówić po polsku&#13;
[W3_M_38].&#13;
&#13;
W rozmowach często powtarza się informacja o luce pokoleniowej wywołanej zakazem mówienia gwarą, „tępieniem” jej, a także związanym z nią poczuciu wstydu wywołanym szykanami ze strony nauczycieli lub osób z miasta – użytkowników ogólnej&#13;
polszczyzny:&#13;
Jak ty chopce, cy ty dziwcyno, jak ty pójdziesz do świata, jak się odezwiesz to widać że to wieśniak.&#13;
I zawsze była tendencja nacisku na tą kulturę, na tą literacką mowę polską. [...] To był olbrzymi&#13;
wstyd z reguły [W4_M_50].&#13;
&#13;
Około 55-letni mężczyzna wspomina nawet szkolną przemoc:&#13;
„Prawda była taka, że nas w latach 70. bili po łapach za mówienie gwarą w szkole. W tej chwili&#13;
pisze się projekty, bierze się pieniądze unijne, żeby dzieci uczyć gwary” [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
Przeważająca część rozmówców wskazuje osoby starsze jako „naturalnie” używające&#13;
gwary. Podobnie pytani o tutejsze tradycje czy zwyczaje, zawojanie odsyłali do najstarszych mieszkańców wsi. To właśnie starzy ludzie – zdaniem większości – są „prawdziwymi”, „rdzennymi” Góralami, którzy mają wiedzę wynikającą z doświadczenia:&#13;
Naprowdę to jo jestem za młody na takie różne rzeczy, wiedzę. I to powinniście se wziąć maszyny, sprzęta, dyktafony i oblecieć te chałupy takie jak właśnie moja mama, babcia, która ma&#13;
dziewięćdziesiąt sześć lat, chwała Bogu, sprawna jest, żyje, zdrowa i tak dalij... I takie jeszcze&#13;
„prowdziwki”, co po prostu umierają, no nie? Starsze osoby, starsze gaździny, gazdowie, chłopy,&#13;
baby... [W3_M_38].&#13;
&#13;
Starsi podzielają przekonanie młodszego pokolenia. 78-letnia mieszkanka Przysłopia&#13;
nazywa starych ludzi z racji ich wiedzy „wielką biblioteką”. Żali się przy tym, że pewien&#13;
świat mija bezpowrotnie, dodając, że wraz z jej pokoleniem miną też tradycje (zwyczaje,&#13;
przyśpiewki, gwara, kuchnia), bo młodzież – poza działalnością „Juzyny” – sama z siebie&#13;
nie jest chętna na kontynuowanie ani zachowywanie tych praktyk:&#13;
No jo wiem, no w tej chwili nos nazywają Babiogórcy, Babiogórcami no to tu jesteśmy wszyscy.&#13;
Tu my się urodzili, gwarą godali nasi łojcowie, my jesce gwarą godali. Jesce niektórych domach&#13;
to nawet dzieci, bo jak się wychowują przy babce, przy dziadku. A dziad, z tym, że to moje&#13;
pokolenie umiera, no to jak godali wszyscy gwarą no to te dzieci od małości tyz się ucyły gwarą. Ale tak jak już dajmy na to moje dzieci już wszystko mówi elegancko, no to już wnuki też&#13;
mówią ładnie, nie? Ale teraz minęło. [...] [M]i jest żal tego, żal mi tej przeszłości, proszę pani,&#13;
&#13;
134&#13;
&#13;
Taka „prawdziwa”, „rdzenna”, „naturalna” góralskość kojarzy się rozmówcom z praktykowaniem pewnego stylu życia, zdeterminowanego warunkami i topografią; byciem&#13;
bezrefleksyjnym i dlatego prawdziwym (tożsamość jest niejako przeciwstawiona p o c z u c i u tożsamości):&#13;
I teraz pytanie, czy jak ja się takiej kobiety zapytam [starej babinki], czy ona się czuje Góralką...&#13;
No ona, jak ona się może czuć Góralką, jak ona po prostu nią jest. Tylko że ona nie zna tego&#13;
określenia [W4_M_50].&#13;
&#13;
Kończy się jednak z nastaniem nowoczesności, ze zmianą czasów i wymianą pokoleń:&#13;
To jeszcze nie było tak dawno, dwadzieścia lat temu? Więc ludzie rzeczywiście to byli, to są&#13;
te Górole takie prawdziwe... Prawdziwe znaczy nie te tak, co to kultywowali, bo chcieli, tylko&#13;
dlatego, że takie ich życie. [...] [L]udzie, którzy tu mieszkają, oni naprawdę, to cudów dzisiaj nie&#13;
potrzebują. Ci, którzy już powiedzmy przeżyli pewien czas, pewną epokę. I taki człowiek jak&#13;
tutaj idzie, to jest taki prawdziwy Górol. On se idzie powoli, on żyje w innej czasoprzestrzeni.&#13;
To my mamy ciągle telefon, my mamy samochód, mamy goniacke, mamy terminarz, który nas&#13;
bije [...]. Po prostu, my żyjemy w innej czasoprzestrzeni, a oni też żyją w innej czasoprzestrzeni&#13;
[W4_M_50].&#13;
&#13;
�����+HWHURVWHUHRW\S&#13;
W szerszej perspektywie heterostereotypy dotyczą głównie – co nie trudno przewidzieć&#13;
– Górali Orawskich, Żywieckich i Podhalan, w węższej – sąsiadów ze Skawicy, a nawet&#13;
mieszkańców samej Zawoi w zależności od zamieszkiwanej części: Dolnej lub Górnej.&#13;
Poczucie tożsamości regionalnej zbudowane jest na chęci wyróżnienia się na tle innych: „[Też jesteśmy tutaj] odrębną grupą etnograficzną” mówi 38-letni mężczyzna&#13;
i dodaje:&#13;
[B]ardzo silnie działa to poczucie tożsamości i odrębności własnej, jako, że my jesteśmy Górale&#13;
Babiogórscy, a nie Żywieccy i nie z Orawy, tylko właśnie spod Babiej Góry, stąd, z północnych&#13;
zboczy Babiej Góry, którzy tu po prostu od siedemnastego wieku zawędrowali, jako Wołosi,&#13;
pasterze wołoscy i w ten sposób osiedlali się tu na tych terenach [W3_M_38].&#13;
&#13;
Inne grupy etnograficzne są kontekstem dla własnej tożsamości, służącym też wyjaśnieniu, dlaczego Babiogórcy nie mają siły przebicia na tle Orawy, Żywiecczyzny i Podhala:&#13;
A tu pod Babią Górą, to jeszcze jest taki mankament, że my som jednak malutką grupą etnograficzną na tle na przykład całej Orawy czy tej Żywiecczyzny, czy Beskidu Śląskiego. No, to&#13;
&#13;
135&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
tu jest co, parę tych wiosek, co nie? Zaraz później od Sidziny tam już wpływy podhalańskie. Po&#13;
drugiej stronie Babiej Góry na Krowiarki uOrawa, a tam za Huciskiem i Jałowcem od Stryszawy no to już Górale Żywieccy [W3_M_38].&#13;
&#13;
Wątek antagonizmów wobec orawskich sąsiadów pojawia się głównie w kontekście&#13;
przeszłości, żartobliwie przytacza się przy tym powiedzonko: „Konia ze Skawy i baby&#13;
z uOrawy się nie biere”. Główna linia napięć przebiega w relacji do Górali Podhalańskich.&#13;
Zarzuca się im „zmonopolizowanie” i zawłaszczanie pojęcia góralszczyzny. W rozmowach pojawia się żal, że „góral” kojarzony jest wyłącznie z Zakopanem, choć samo miasto&#13;
mało z „prawdziwymi” góralami ma wspólnego:&#13;
[I]m [reszcie Polski] się kojarzy, że górol, no to Zakopane, tak? Jak w Zakopanem jest właśnie&#13;
mało góroli i w blokach siedzo. [Z tego, co ja słyszałem, to osiemdziesiąt procent Zakopanego&#13;
to są w ogóle ludzie niezwiązani z górami, tylko wszystko co tam naleciało się, osiedliło się: Radom, Kraków...]. Tylko w tych wioskach dookoła prędzej tych „prowdziwków”, autochtonów&#13;
takich można znaleźć we Witowie, Kościelisku cy tam Starym Bystrym, Cichym i tak dalej, cy&#13;
tam Białym Dunajcu, Carnym Dunajcu. A samo miasto – tom miał kolegę na studiach, co w&#13;
życiu nie miał portek bukowych na sobie. A urodził się, mieszkał, żył w Zakopanem, co nie?&#13;
[W3_M_38]&#13;
&#13;
Zakopiańczykom zarzuca się kwestionowanie i lekceważenie górali z innych terenów:&#13;
Zawsze się z Zakopianami wadzę. Kiedyś mi powiedzieli w Ludźmierzu, że my nie górole. Oni&#13;
górole, my nie górole. [...] Jesteśmy góralami, a oni próbują to jednak dyskredytować. Mimo że,&#13;
że wiecie dobrze, że ich Młoda Polska wylansowała tak naprawdę [W4_M_50].&#13;
&#13;
Podhalanom też w pewnym stopniu zazdrości się swobody w realizowaniu tożsamości (w tym gwary) i siły przebicia ze względu na ich liczebność oraz wsparcie kultury&#13;
ogólnopolskiej przez wypromowanie regionu Tatr w literaturze i sztuce Młodej Polski:&#13;
Przez lata gwarę się tępiło. Jeżeli Podhale Skalne, ono mogło i tam było wskazane i promowane, to na tym terenie przychodził człowiek, który gadał gwarą górolską to był tępiony&#13;
[W4_M_50].&#13;
&#13;
Te drobne napięcia kwitowane bywają jednak z humorem:&#13;
To wszystko w formie żartów, nie ma antagonizmów. Przecież zawsze Górale Podhalańscy&#13;
mówili, że Babia Góra powstała z tego, że kobiety, które szły na odpust do Kalwarii, kobiety&#13;
podhalańskie, i z tych śmieci usypały Babią Górę. Tak nas obrażają, ale to jest na zasadzie takich żartów, dokuczania sobie takiego bez złośliwości czystej, tylko raczej z przekory, takiego&#13;
uśmiechu [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
Co ciekawe, heterostereotypy pojawiają się także wśród samych zawojan, którzy różnicują się między sobą – w zależności od tego, w której części Zawoi żyją. Rozmówca&#13;
prezentuje swoje rozumienie podziału wsi na część dolną i górną oraz związane z nim&#13;
rzekome różnice charakterów mieszkających tu zawojan. Kontakt z turystami, według&#13;
mężczyzny, wpłynął nie tylko na zanik gwary, ale i na złagodzenie obyczajów:&#13;
Ja się zastanawiałem, dlaczego Zawoja jest podzielona. Na tę część jakby Zawoja Dolna od&#13;
Centrum w dół, czy jakby od Wełczy jakbyśmy zjechali na tę część dolną i tu na tę część górną.&#13;
&#13;
136&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
I kiedyś mi to właśnie babka wytłumaczyła, taka kobita na Dolnej Zawoi: A bo wy tam w górze,&#13;
to wyście pany, a my tu rolniki. A bo, mówi, to tak jak wyście se tam mieli turystów i wyście se już tam&#13;
inaczej z tymi ludźmi rozmawiali. I rzeczywiście! No nieraz się zastanawiam, czemu tam na tej&#13;
Dolnej Zawoi są takie buroki, bitnioki straszne. No, słowo, człowiek dobrze piwa nie wypił,&#13;
a już granda była normalnie. Oni to, nie wiem, oni to po prostu lubią, adrenalina. [...] To nie jest&#13;
stereotyp, właśnie wam wytłumaczę. Bo tu jest ta część, ta góra, jest dużo łagodniejsza, tutaj do&#13;
bitki tak szybko nie dochodzi. [M]yśmy tu mieli kontakty z ludźmi cały czas, poprzez ośrodki&#13;
[wczasowe], bo ludzie częściej pracowali [w ośrodkach wczasowych]. Więc kobieta, która była&#13;
w tym ośrodku wczasowym, ona godała gwarom, ale już po dziesięciu latach pracy z tą Polską,&#13;
czy tu w Lajkoniku, czy gdzieś, to już z nimi jest inna rozmowa. Przyjeżdżali profesorowie od&#13;
wielu lat do Polskiej Akademii Nauk, gdzie jest pod rybiarnią, pod ośrodkiem zarybieniowym&#13;
po prawej stronie. [...] Tutaj przez te kontakty górole są takie łagodniejsze [W4_M_50].&#13;
&#13;
Prawdziwymi Góralami, według rozmówcy, są zawojanie dolni, którzy zachowali&#13;
gwarę („jak ktoś starszy jeszcze ma ten zaciąg”): „I to właśnie te bitnioki, to górole te&#13;
prawdziwe, które też są górolami, ale tego nie widać i nie słychać”.&#13;
&#13;
���=DPLDVW�SRGVXPRZDQLD&#13;
Podczas badań ujawniły się różne podejścia zawojan do kwestii folkloru i prezentowania&#13;
przez niego tożsamości regionalnej: sztywne trzymanie się zasad wytyczonych przez ekspercki opis dialektologii i etnografii oraz akceptacja przeformułowywania dziedzictwa&#13;
kulturowego zgodnie z własnymi potrzebami, zgoda na zmianę. Niektórzy mieszkańcy&#13;
nie widzą konieczności zachowywania folkloru w niezmienionej formie, przyznając prawo do ewolucji: „to jest przecież żywe, my tym ciągle żyjemy” – argumentują. „Prawda&#13;
jest taka, że nie da się żyć ciągle w skansenie. I dlatego to musi ewoluować, nie ma siły”&#13;
[W2_M_ok. 55]. Na stanowisku niezmienności stoją osoby wczytane w dyskurs etnograficzny, zasłuchane w ekspertów pilnujących „czystości” tradycji: „[...] folklor ma być taki&#13;
jaki był 100 lat temu, nie wolno nic zmieniać”. Wyraźne jest napięcie między trwałością&#13;
a zmiennością, między tradycją a nowoczesnością.&#13;
Zawsze zależało mi na tym, by coś, co istniało, żeby jednak żyło, niekoniecznie w tej wersji niezmienionej. [...] Według mnie [muzyka folkowa] powinna [ewoluować], bo to jeżeli skostnieje&#13;
w tej formie przez 100, 200 lat, no tylko do skansenu, tylko do lamusa, tylko do nagrań na&#13;
wałku czy na płycie winylowej. I nic więcej [W2_M_ok. 55].&#13;
&#13;
Słowo-klucz, które często pojawia się w prowadzonych wywiadach w kontekście kultury babiogórskiej to „autentyczność”. W odniesieniu do stroju, pieśni czy gwary ważne&#13;
są wyznaczniki wytyczone przez etnografów, wyedukowane i przyswojone przez użytkowników. Jeśli jednak idzie o „bycie Góralem” zdaniem rozmówców autentyczne jest&#13;
to, co wychyla się zza folkloryzmu, jest poza nim. W ich rozumieniu „prawdziwi” Górale&#13;
to starzy ludzie, którzy pamiętają „dawne czasy”; ci, którzy swoją „góralskość” praktykują&#13;
– bez emblematów tożsamościowych po prostu mówią gwarą i żyją tu. To ciekawe przeświadczenie, zwłaszcza, że młodsi rozmówcy, którzy je formułują, sami przecież z góralszczyzną w jakiś sposób się utożsamiają.&#13;
&#13;
137&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
O dziedzictwo kulturowe (przekaz i utrwalanie wiedzy o tradycyjnej kulturze ludowej, pamięć historii) czy też o animowanie życia społecznego dzisiaj dbają elity intelektualne danej społeczności (gwara uczona przez książki dla dzieci lub w szkole; tańce i stroje&#13;
ludowe prezentowane w zespole regionalnym; otwieranie izb regionalnych i gromadzenie pamiątek, narzędzi tradycyjnego rzemiosła; prowadzenie galerii z rękodziełem). Towarzyszy temu nierzadko głęboka samoświadomość działań – jak choćby autokreacyjny&#13;
gest przebierania się w stroje ludowe na ślubie/weselu czy podczas świąt, etc. Wygląda&#13;
na to, że mieszkańcy Zawoi zaakceptowali taką formę prezentowania swojej tożsamości.&#13;
Odnawianie babiogórskiego folkloru spotyka się z przychylnym podejściem:&#13;
Ja myślę, że w bardzo dobrym kierunku to idzie i rozwija się, jak najbardziej. Jak byłem dzieckiem, miałem dwanaście lat, i powstał ten zespół regionalny Juzyna [1992 r.], no to nos było&#13;
mało i raptem były może ze dwa, trzy te zespoły regionalne w ogóle w powiecie suskim,&#13;
w ośmiu gminach. A teraz jest w każdej wiosce. No, to taka moda się zrobiła, powstała&#13;
i krawcowa już nie nadąża szyć tych strojów. Później jak przychodzą święta, no to w Sobotę&#13;
Wielkanocną idziemy święcić potrawy w strojach, i dzieci, i starzy. No i downiej tego nie było&#13;
[W3_M_38].&#13;
&#13;
Ważne jest więc to, co sami mieszkańcy Zawoi uznali za swoje dziedzictwo, co przyswoili i jak chcą to praktykować i prezentować, co daje im poczucie wspólnoty: czy to&#13;
będzie uczestnictwo w działalności zespołu folklorystycznego, czy noszenie stroju ludowego lub jego elementów, czy używanie gwary (choćby wtórne). Zrekonstruowany strój&#13;
góralski, powoływane do życia zespoły ludowe, folklor sceniczny, konkursy na szopki bożonarodzeniowe, plenery rzeźby ludowej, wystawy haftu, konkursy gawędziarzy, śpiewaków i instrumentalistów ludowych to przykład wynajdywania tradycji, reflektowania nad&#13;
nią. Jest to zarazem świadectwo witalności kultury góralskiej, potwierdzonej wolą mieszkańców do podtrzymywania tych działań (motywowaną potrzebą regionalnego wyróżniania się) oraz zdolności nieustannego kreowania nowych treści w obszarze folkloru.&#13;
&#13;
Próba zespołu regionalnego Cieślica, Zawoja 2018 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz – doktor, literaturoznawczyni, etnolożka, członkini Instytutu Kaszubskiego. Interesuje się religijnością, dziedzictwem kulturowym, antropologią literatury.&#13;
Autorka książki Homo capax, capax hominis. Z problematyki antropologicznej w późnej twórczości&#13;
Adama Mickiewicza (2019). Współpracuje z Pomorskim Centrum Badań nad Kulturą przy Uniwersytecie Gdańskim.&#13;
Spodenki chłopięce, element stroju regionalnego,&#13;
Zawoja 2018 (fot. M. Szaszkiewicz)&#13;
&#13;
138&#13;
&#13;
Fragment kroniki szkolnej z przysiółka Przysłop:&#13;
zdjęcie Franciszka Gazdy, jego uczniów oraz zespołu&#13;
ludowego, Zawoja 2018 (fot. J. Sikora)&#13;
&#13;
139&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
$XWRREUD]�*µUDOL�%DELRJµUVNLFK��7RĺVDPRěÉ�UHJLRQDOQD�Z�]ZLHUFLDGOH�WXU\VW\NL�NXOWXURZHM&#13;
&#13;
Izba regionalna przy Szkole Podstawowej nr 5 w Zawoi Gołynia, Zofia Bugajska opowiada o kulturze Górali&#13;
Babiogórskich, Zawoja 2018 (fot. J. Sikora)&#13;
&#13;
Wnętrze Skansenu im. Józefa Żaka w Zawoi Markowej, Zawoja 2018 (fot. M. Dubasiewicz)&#13;
&#13;
Tablica upamiętniająca Urszulę Janicką-Krzywdę, Babiogórskie Centrum Kultury w Zawoi, Zawoja 2018&#13;
(fot. Ł. Sochacki)&#13;
&#13;
Miniaturowa góralska chata-agroturystyka w sklepie z pamiątkami, Zawoja 2018&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
140&#13;
&#13;
141&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��&#13;
5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX�Z�ĂÇFNX�&#13;
Anna Barbasz-Bielecka&#13;
&#13;
Kapelusze góralskie podhalańskie z muszelkami – do kupienia w sklepie z pamiątkami, Zawoja 2018&#13;
(fot. M. Dubasiewicz)&#13;
&#13;
Kapelusze góralskie z czerwoną włóczką&#13;
– do kupienia w sklepie z pamiątkami,&#13;
Zawoja 2018 (fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
142&#13;
&#13;
Etno-lalka barbie w góralskim stroju, Zawoja 2018&#13;
(fot. A. Bednarek-Bohdziewicz)&#13;
&#13;
���3RF]ÇWHN&#13;
Jak głosi miejscowa legenda, jabłonie nie rosną na łąckiej ziemi tylko i wyłącznie z powodu sprzyjającego klimatu. Wiele z tych drzew ma swoje korzenie w łamaniu bożych przykazań. Przytaczana w różnych wariantach opowieść informuje o tym, że pewien miejscowy proboszcz przykazał parafianom, by w akcie pokuty za grzechy sadzili jabłonkę.&#13;
Gdy drzewa zaczęły owocować i przynosić zyski, wierni zaczęli coraz śmielej grzeszyć,&#13;
powiększając jednocześnie lokalne sady i czyniąc Łącko oraz jego okolice jabłkowym zagłębiem. W tej legendzie jest też miejsce dla złośliwego czarta. Podsunął on miejscowym&#13;
inne drzewo owocowe – śliwę, z której to owoców sprytni grzesznicy – nie wiadomo,&#13;
czy z diabelską pomocą – nauczyli się wkrótce pędzić niezwykle mocny i pomagający naruszać boże przykazania alkohol. Tyle miejscowej legendy, barwnej i atrakcyjnej po dziś&#13;
dzień prawdopodobnie ze względu na swój dowcip i nawiązania do ludzkich spraw, czyli&#13;
grzechu i mocnego trunku. Czy z bożą, czy z diabelską pomocą, a może tylko za sprawą&#13;
okoliczności przyrody Ziemia Łącka jest obecnie rozpoznawalna jako teren sadowniczy&#13;
i miejsce wytwarzania owianej aurą nielegalności łąckiej śliwowicy.&#13;
Gdy przyszło mi trafić do Łącka wraz grupą studentów i młodych etnografów w celu&#13;
zebrania materiału na temat tradycji sadowniczych i obecności jabłoni w lokalnym krajobrazie, nic nie zapowiadało wielości i złożoności zagadnień, z jakimi przyjdzie się&#13;
mierzyć badaczom1. Z pewnością tygodniowy pobyt w terenie nie może wyczerpać badawczego potencjału tego miejsca, pozwala jednak na zarysowanie problemów wartych&#13;
uwagi. Badania realizowane w sierpniu 2019 r. były prowadzone w oparciu o ramowy&#13;
1 Zespół badawczy tworzyli: mgr Anna Barbasz-Bielecka, mgr Małgorzata Roeske, Oskar Krasoń, Magdalena&#13;
Mika, Patryk Reczulski, Jakub Sadowski.&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
kwestionariusz, a wszyscy posługujący się nim badacze mieli na celu uchwycenie poprzez&#13;
rozmowę i obserwację zagadnień pojawiających się w bezpośrednim kontakcie z badanym terenem. Owocem kilkudniowych badań prowadzonych w cieniu jabłoni było zebranie 15 wywiadów. Poniżej przedstawię kilka refleksji na temat pozyskanego materiału&#13;
badawczego.&#13;
&#13;
���:�FLHQLX�MDEăRQL�ɒ�R�MDEăRQL�Z�NUDMREUD]LH&#13;
Codziennie rano, dojeżdżając do Łącka z odległej o 40 minut drogi Piwnicznej, bez zwracania uwagi na przydrożne tablice można było stwierdzić, że „jesteśmy już na miejscu”.&#13;
Obecność sadownictwa na terenie Łącka i okolic jest z oczywistych względów łatwa do&#13;
zauważenia, ponieważ sady są widoczne już z głównej drogi. Równe rzędy niewysokich&#13;
drzewek wyznaczają wizualną granicę i sygnalizują odmienność, odrębność Łącka wraz&#13;
okolicznymi wioskami od widzianego wcześniej krajobrazu. Jabłonie w przestrzeni Kotliny Łąckiej są obecne od „zawsze”. Owo zawsze sięga czasów średniowiecza, bowiem&#13;
wśród badaczy okolic Łącka panuje przekonanie, że tradycje sadownicze są ściśle związane z obecnością zakonu klarysek na tych ziemiach2. Jest to bardzo prawdopodobne,&#13;
ponieważ zakony oparte na benedyktyńskiej regule prowadziły tego typu działalność gospodarczą i znane są inne przypadki sadów benedyktyńskich na terenie Europy. Swoista&#13;
ciągłość i stałość osiedlenia zakonników i zakonnic jest czynnikiem sprzyjającym wieloletnim uprawom takim jak sady owocowe.&#13;
Drugim istotnym aspektem jest klimat – górski, lecz w tej okolicy łagodny – sprzyjający owocowaniu. Niezbyt strome stoki gwarantują natomiast według specjalistów, w tym&#13;
także sadowników, z którymi rozmawialiśmy podczas badań, odpowiednie nasłonecznienie rosnących na nich jabłoni. Jednocześnie ukształtowanie terenu i rodzaj podłoża&#13;
według naszych rozmówców nie sprzyja innym uprawom na dużą, przemysłową skalę.&#13;
W trakcie rozmów ze starszymi sadownikami pojawiały się stwierdzenia, że innego rodzaju uprawa jest nieopłacalna i ma sens raczej na własny użytek niż w celach handlowych.&#13;
Z analizy materiałów dotyczących historii Łącka wynika, że sadownictwo rozwijało się&#13;
na tych ziemiach nieprzerwanie od czasów średniowiecznych, przeżywając swoje lepsze&#13;
i gorsze chwile. Te lepsze dla sadownictwa chwile zawsze łączą się z instytucjonalnym nakazem uprawy jabłoni lub z aktywną działalnością promotorów sadownictwa. Przyjmuje&#13;
się, że jednym z ważniejszych czynników rozwoju sadownictwa był wydany pod zaborem&#13;
austriackim nakaz sadzenia jabłoni przy drogach (dotyczył on także innych regionów).&#13;
Czasy zaboru austriackiego to również okres kolonizacji józefińskiej na terenie Sądecczyzny, w tym również Łącka i okolic. Przypuszcza się, że niektóre szlachetne odmiany&#13;
jabłoni mogły przywędrować wraz z kolonistami. Innym przełomowym momentem była&#13;
przypadająca na lata 30. XIX w. działalność zarządcy dawnych majątków królewskich,&#13;
2 Informacje na ten temat pojawiły się w trakcie przeprowadzonych wywiadów. Ich potwierdzenie można odnaleźć w informacjach o gminie Łącko (np. Wikipedia) oraz w literaturze (np. Słownik geograficzny Królestwa&#13;
Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. V, hasło „Łącko”, nakł. Filipa Sulimierskiego i Władysława Walewskiego, 1884, s. 628 lub G. Olszewski, Historia miejscowości: Łącko, Czerniec, Maszkowice, „Almanach Łącki”, 2010,&#13;
nr 12).&#13;
&#13;
144&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
które przeszły w posiadanie Cesarstwa, tzw. dóbr kameralnych. Sekretarz owych dóbr&#13;
Herzog zajął się organizacją pierwszego na tym terenie sadu przemysłowego oraz szkółki&#13;
sadowniczej3. Kolejnymi istotnymi dla łąckich jabłoni postaciami byli proboszcz ks. Jan&#13;
Piaskowy i kierownik miejscowej szkoły Stanisław Wilkowicz. Pierwszy z nich to właśnie legendarny ksiądz nakazujący sprzyjającą rozwojowi sadownictwa pokutę. Drugi to&#13;
myślący o przyszłości swoich wychowanków nauczyciel nakłaniający ubogie dzieci do&#13;
zbierania pestek z owoców i przynoszenia ich do szkoły. Z tych drobnych przechowywanych w pudełkach po zapałkach nasionek rozwinął szkolny sad. Opuszczając szkołę, każdy z wychowanków otrzymywał kilka młodych drzewek mających wkrótce zaowocować&#13;
i wesprzeć finansowo młodego człowieka. Działalność księdza Piaskowego i kierownika&#13;
Wilkowicza przypadała na okres przełomu XIX i XX w.4.&#13;
Wspomniane czasy to okres wzrostu wysokich sadów o kilkudziesięcioletnim cyklu&#13;
życia, bogatych w niewystępujące dziś już przeważnie odmiany jabłek i dających schronienie całej rzeszy ptaków i owadów. Prawdopodobnie to właśnie te sady, których dojrzałość przypadła na pierwszą połowę XX w., były „rajskimi ogrodami” wspomnień najstarszych z naszych rozmówców. To one z upływem lat wykreowały zmitologizowany&#13;
w rozmaitych przekazach ustnych i literackich „ekstrakt” idealnego sadu z dziecięcych&#13;
lat. Sadu kwitnącego, pachnącego, cienistego i obfitego. Pisząc o prowadzeniu badań&#13;
etnograficznych w cieniu jabłoni, właśnie taki zmitologizowany sad najchętniej przedstawiłabym czytelnikom tego tekstu. Dlaczego? Bowiem idealnie pasowałby do miejskich wyobrażeń o bezproblemowej uprawie pysznych owoców niepodatnych na żadne&#13;
choroby i niewymagających wielokrotnych oprysków. Nie wisiałyby nad nim gradowe&#13;
chmury ani widmo niskich cen w skupie. Ten sad idealny istnieje, lecz jako kulturowe wyobrażenie, a nie materialnie realna przestrzeń. W Łącku i okolicznych miejscowościach&#13;
jabłonie uprawiane są zarówno w niewielkich przydomowych sadach, jak i w dużych gospodarstwach produkujących owoce na sprzedaż. W trakcie naszych badań trafiliśmy do&#13;
jednych i drugich, a nawet i do tych, o których już zapomniano i którymi nikt już się&#13;
nie zajmuje. Popularne niegdyś wysokopienne odmiany jabłoni niemal całkowicie zostały wyparte przez karłowate, niskopienne odmiany nastawione przede wszystkim na&#13;
coroczne obfite owocowanie.&#13;
Wspominane przez naszych rozmówców z mniejszym lub większym sentymentem&#13;
tzw. stare odmiany wysokopienne jabłoni wprawdzie rzucały wiele cienia, lecz nie dawały&#13;
tak obfitych i regularnych zbiorów jak nowe odmiany niskopienne. Stare sady znajdowały się zazwyczaj w bliskim sąsiedztwie domów i zabudowań gospodarskich, zakładano&#13;
je na mniejszej niż obecnie powierzchni i sadzono w nich dużo mniej drzew. Nie potrzeba tu specjalisty z dziedziny hodowli roślin, aby zauważyć, jak mało wydajne były&#13;
w porównaniu z obecnie zakładanymi „fabrykami” owoców. Jak podkreślają właściciele&#13;
współczesnych gospodarstw-przedsiębiorstw, oprócz5 niskiej wydajności odmiany wysokopienne były też dużo trudniejsze w pielęgnacji i w zbiorach. Wszelkie zabiegi pielęgnacyjne musiały odbywać się przy użyciu wysokich drabin i z uwzględnieniem ryzyka&#13;
3 T. Kowalik, Szeroka łącka droga owocowa, www.sprawynauki.edu.pl, dostęp 25.01.2020.&#13;
4 Ibid., Informacje na ten temat pojawiły się również w niektórych rozmowach z sadownikami.&#13;
5 Przemyślenia te wynikają z wypowiedzi rozmówców.&#13;
&#13;
145&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
upadku. Podobnie zbieracze pracowali na drabinach, a upuszczone lub pominięte przez&#13;
nich owoce ulegały zniszczeniu, upadając z dużej wysokości. W niskopiennych sadach&#13;
zbiory odbywają się z poziomu podłoża lub ewentualnie z niewysokiej platformy przejeżdżającej między szpalerami gęsto posadzonych drzewek. W starych sadach blisko siebie&#13;
rosły rożne odmiany jabłoni dające owoce w różnych porach roku, czasami na jednym&#13;
drzewie rosło nawet kilka odmian jabłek (efekt ten osiągano dzięki szczepieniu, czyli&#13;
wszczepieniu zraza, tj. pędu, w podkładkę, tj. ukorzenioną roślinę, tak, aby połączyły się&#13;
w całość – nową roślinę). Stare odmiany bywały kapryśne i zazwyczaj owocowały obficie co drugi rok. Nasi rozmówcy niejednokrotnie z sentymentem odnosili się do starych&#13;
sadów, co nie oznacza jednak krytyki nowopowstających upraw. Stare sady stanowią element przeszłości, do której z przyczyn ekonomicznych rozmówcy nie widzą powrotu.&#13;
Są nieopłacalne, niewydajne, wymagające skomplikowanej pielęgnacji i rozległej wiedzy.&#13;
Stare sady to miejsca obliczone na zupełnie inną niż nowoczesne perspektywę czasową.&#13;
Przy zakładaniu sadu należało wziąć pod uwagę, że drzewa osiągną dojrzałość i zaczną&#13;
owocować dopiero po około ośmiu latach, gdy ich korony rozrosną się na tyle, aby wypuścić pąki kwiatowe i wydać owoce. Drzewa odmian wysokopiennych należało zasadzić&#13;
co dziesięć do piętnastu metrów, aby umożliwić odpowiedni rozrost korony. Niektórzy&#13;
przezorni ojcowie panien zakładali sady odpowiednio wcześnie, aby w momencie zamążpójścia panna mogła wnieść w posagu już owocujący sad, stanowiący zabezpieczenie&#13;
finansowe dla rozpoczynającego gospodarkę młodego małżeństwa. Przez kilka lat przed&#13;
wzrostem drzew, gdy jeszcze nie owocował i tylko w niewielkim stopniu zacieniał podłoże, sad bywał wykorzystywany jako miejsce upraw. Między szpalerami drzew można było&#13;
posadzić ziemniaki lub posiać zboże. W dobie tradycyjnego gospodarowania typowego&#13;
do okresu drugiej połowy XX w. nie było mowy o marnotrawieniu przestrzeni, a uprawa&#13;
chroniła przed niekontrolowanym zarastaniem i zachwaszczaniem młodego sadu. Gdy&#13;
sad był starszy, zdarzało się, że wypasano w nim krowy i w ten sposób oszczędzano sobie&#13;
trudu koszenia trawy porastającej podłoże pomiędzy drzewami. Kiedy osiągnął dojrzałość, jego właścicieli czekało jeszcze około pół w. ciężkiej pracy i nieustającego niepokoju&#13;
o nagłe zmiany pogody mogące zniweczyć starania o obfite owocobranie. Takie wysokie&#13;
stare sady w tym momencie odchodzą w przeszłość, lecz nie można wykluczyć zmiany&#13;
tej tendencji wskutek zainteresowania dawnymi odmianami jabłoni i popularnością tradycyjnych produktów lokalnych. Zanim wysokie sady zaczęły znikać z krajobrazu Łącka&#13;
i okolic, przez dziesięciolecia kształtowały wizualny aspekt przestrzeni tych terenów. Pozostały w niej ich ukryte szczątki, widoczne przez chwilę w maju, przez resztę roku pozbawione kwiecia w otoczeniu innych drzew – zaniedbane jabłonie pośród okolicznych&#13;
lasów. Podczas naszych badań nie doszukaliśmy się tak zwanych chałupisk, czyli miejsc,&#13;
gdzie niegdyś stał dom. Amatorzy leśnych wypraw wiedzą dobrze, że jabłonie często są&#13;
śladem pozwalającym zorientować się, iż przed laty pod gęstwiną krzewów i pokrzyw&#13;
stał dom otoczony sadem. Przypuszczam, że na terenie gminy Łącko mogą znajdować się&#13;
chałupiska, lecz aby stwierdzić to na pewno, potrzeba dokładnych badań.&#13;
Nawet dawne odmiany jabłoni w końcu starzeją się i obumierają. Długowieczne stare sady także wymagają wymiany drzew. W okresie powojennym do lat 80. zakładano&#13;
jeszcze sady według tradycyjnego układu wysokopiennych jabłoni, ale stopniowo ustę-&#13;
&#13;
146&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
powały one sadom złożonych z coraz gęściej sadzonych jabłoni niskopiennych. Dawne&#13;
odmiany traciły na znaczeniu w przemysłowej uprawie nastawionej na coroczne plony.&#13;
Jeden z naszych rozmówców, właściciel sadu o powierzchni jednego hektara, wspominał&#13;
pierwszy sad hobbystycznie założony w 1969 r. przez jego ojca, nieposiadającego żadnego doświadczenia w uprawie jabłek. Nie wiedząc, jak zacząć uprawę, udał się po pomoc&#13;
do położonej koło Nowego Sącza Brzeznej, do Sadowniczego Zakładu Doświadczalnego.&#13;
Ojciec naszego rozmówcy zaufał doktorowi Zbigniewowi Gertychowi oraz Eberhardowi&#13;
Makoszowi i przywiózł do Łącka 360 niepozornych „patyczków”, które zmieścił na wspomnianym hektarze. Były to ponad trzy razy bardziej gęste nasadzenia niż tradycyjne. Owe&#13;
„patyczki” miały nigdy nie osiągnąć wzrostu dawnych jabłoni i w dodatku przewidywano,&#13;
że będą owocować co roku. Podobno wyśmiano wtedy sad w okolicy, sugerując, że niedowiarkom prędzej „wyrosną włosy po wewnętrznej stronie dłoni niż na tych karłowatych podkładkach pojawią się dobre jabłka”. Jabłka wbrew powszechnemu przekonaniu&#13;
pojawiły się i były dobre, a karłowate podkładki i nowe odmiany stawały się coraz częstszym widokiem w Łącku i okolicach.&#13;
Karłowate, niskopienne, szpalery, paliki i druty – tych kilka słów określa współczesne&#13;
tendencje w uprawie jabłek czy też, jak określili to niektórzy rozmówcy, w prowadzeniu&#13;
sadu. Karłowatość gęsto porastających okolic drzewek narzuca zmiany w okolicznym&#13;
krajobrazie. Sady wdziane z lotu ptaka przypominają obsadzone równiutkimi rzędami&#13;
winorośli południowoeuropejskie winnice. Drzewka są sadzone w równych odstępach&#13;
i wspierają się na rozciągniętych między palikami drutach. Gdy wydadzą swoje rokrocznie obfite owoce, ich delikatne pnie i płytki system korzeniowy nie są w stanie sprostać&#13;
samodzielnie porywom wiatru i ciężarowi jabłek. Właściwie nie są samodzielnymi drzewami i całkowicie różnią się od swoich poprzedniczek o wysokich pniach i rozłożystych,&#13;
wielopiętrowych koronach. Nie są ani trochę „kostropate”, ale za to są wydajne i nie trzeba już czekać sześciu czy ośmiu lat na ich pierwsze owocowanie. Podczas wizyt w niskopiennych sadach nie spotkamy tego, co XVIII-wieczni estetycy angielscy nazywali&#13;
malowniczością, czyli pięknego widoku powyginanych konarów tworzących cieniste&#13;
sklepienie, nieco tajemnicze i odrobinę dzikie, lecz wciąż oswojone i dające poczucie&#13;
bezpieczeństwa. Takich sentymentalnych sadów poszukują uciekinierzy z miasta i fotografowie organizujący sesje zdjęciowe dla nowożeńców. Nie miałyby one jednak szans&#13;
wypełnić ciążącego na nich podstawowego obowiązku, jakim jest utrzymanie sadownika&#13;
i jego rodziny. Zwiedzając nowoczesne sady, znajdziemy w nich to, czego oczekuje rynek,&#13;
czyli piękne i dorodne owoce, łatwe do zebrania bez użycia kilkunastometrowej drabiny. Jako takie również mogą być pozytywnie wartościowanym elementem przestrzeni.&#13;
Rozwijając się zgodnie z nowymi technikami sadowniczymi, prawdopodobnie zmieniają&#13;
one dotychczasowy krajobraz w podobny sposób, jak w innych regionach kraju zmieniły&#13;
go monokultury. Nowoczesne sady niosą ze sobą powtarzalny rytm, coraz częściej przykrywane antygradowymi siatkami przypominają fabryki owoców. Tradycyjne sady warto&#13;
pielęgnować jako element dziedzictwa kulturowego regionu, lecz podobnie jak w przypadku ochrony zabytków in situ możliwe staje się to dopiero po uznaniu ich za wartościowe także w oderwaniu od pierwotnej, w tym wypadku gospodarczej funkcji.&#13;
&#13;
147&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
���-DEăNR�LGHDOQH"&#13;
Podczas wizyt w niewielkich przydomowych sadach i dużych przemysłowych gospodarstwach pytaliśmy naszych rozmówców o „prawdziwe jabłko”. Chcieliśmy dowiedzieć się,&#13;
czy idealne, a może tylko idealizowane stare sady rodziły idealne stare owoce. Czy dziś&#13;
prawdziwych jabłek już nie ma? I czy w ogóle ktoś jeszcze pamięta smak dawnych jabłek.&#13;
W trakcie wszystkich rozmów dotyczących preferowanych odmian jabłek i najbardziej pożądanych cech idealnego owocu pojawiało się niekoniecznie wypowiadane&#13;
wprost rozróżnienie na trzy typy jabłek.&#13;
Pierwszym, wartościowanym pozytywnie typem było jabłko „domowe”, czyli takie,&#13;
które uprawiało się dla siebie, takie, które było uprawiane przez rodziców lub dziadków,&#13;
takie, jakiego już dzisiaj próżno szukać w sklepach, takie, którego szczęśliwy właściciel&#13;
ma trudno osiągany skarb. Ale też takie, którego nie opłaca się uprawiać i nie nadaje się&#13;
do transportu. To idealne jabłko zapewne najlepiej wyglądałoby w tradycyjnym wysokopiennym sadzie – bo podobnie jak i tenże sad jest wspomnieniem, nierzadko sentymentalnym „obrazem z pamięci” naszych rozmówców. Wspominali oni soczyste papierówki,&#13;
słodkie malinówki i cukrówki, kosztele i pomarańczowe koksy jako jabłka przeszłości,&#13;
smaczne, aromatyczne i niestety nieosiągalne dla zwykłego zjadacza jabłek skazanego na&#13;
Czempiony („Szampiony” – jak mówili miejscowi) i Ligole.&#13;
Kolejnym typem jabłek była „konsumpcja”, czyli jabłka sprzedawane jako owoce do&#13;
zjedzenia. Te muszą być ładne i dobrze się przechowywać oraz wytrzymywać transport&#13;
na długich trasach. Powinny więc mieć regularny kształt, mocny rumieniec, twardy i soczysty miąższ. W żadnym wypadku nie mogą być ordzawiałe (ordzawione, pokryte ordzawieniami). Jabłko konsumpcyjne to jabłko wartościowe, opłacalne i w związku z tym&#13;
przez wielu naszych rozmówców wartościowane pozytywnie. To jabłko nie musi być&#13;
pyszne, ale musi wyglądać, jak gdyby takie było. Niemal wszyscy nasi rozmówcy podkreślali, że wygląd jabłka konsumpcyjnego jest stawiany na pierwszym miejscu, przed&#13;
jego smakiem, bo „klient kupuje oczami”. „Konsumpcja” musi być jabłkiem stosunkowo&#13;
odpornym – będzie podróżowało z sadu do chłodni, następnie zostanie przewiezione do&#13;
sklepów w całej Polsce, w których musi dobrze wyglądać na półkach, aby skusić klientów. O ile gdy pytaliśmy o jabłko domowe, uprawiane na własny użytek, na twarzach&#13;
rozmówców, zwłaszcza tych w podeszłym wieku, pojawiał się uśmiech zwiastujący zbliżającą się falę wspomnień, o tyle gdy rozmowa schodziła na temat jabłka konsumpcyjnego, omawiano jego zalety tylko w odniesieniu do wartości rynkowej. Przypuszczalnie&#13;
pytanie o jabłko domowe budziło skojarzenia z młodością rozmówców. Była to młodość&#13;
często biedna i trudna, lecz z perspektywy kilkudziesięciu lat idealizowana i przywoływana z pewną dozą rozrzewnienia6.&#13;
Jest jeszcze trzeci typ jabłek, czyli „jabłko przemysłowe”. Stanowi ono opozycję do&#13;
idealnej „konsumpcji”, a więc jest brzydkie, poobijane, czasem nadwyrężone przez ostatni grad (wtedy musi natychmiast trafić do przetwórni, aby nie zdążyło nadgnić). Jest to&#13;
6 Warto zaznaczyć, że niektórzy rozmówcy wyraźnie podkreślali, iż obecnie z powodu braku czasu mało kto&#13;
chce słuchać ich wspomnień. Badacze poświęcali im tyle czasu, ile potrzebowali, aby opowiedzieć nie tylko&#13;
o jabłkach, ale i o innych kwestiach związanych z przeszłością.&#13;
&#13;
148&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
jabłko złej jakości, ale nie na tyle złej, aby nie sprzedać go z minimalnym zyskiem. Obraz&#13;
ten co prawda stoi w sprzeczności z tym, czym karmią nas telewizyjne reklamy pokazujące roześmianych sadowników zbierających dorodne i rumiane owoce, aby to, co w sadzie&#13;
najlepsze, zamknąć w kartonie.&#13;
Nasze poszukiwania jabłka idealnego nie pozwoliły na wytypowanie powszechnie&#13;
cenionej odmiany i najważniejszych dla niej cech. Otworzyły jednak pole do rozmowy&#13;
o tym, jak wartościowane są jabłka i jaki jest do nich stosunek sadowników. Właściwie&#13;
wszyscy starsi rozmówcy sięgali pamięcią do sadów swoich dziadków i rodziców (większość z rozmówców nie była pierwszym pokoleniem związanym z uprawą jabłoni) i opisywali rosnące tam stare odmiany. Udało nam się zdobyć nieco informacji o niektórych&#13;
z nich. Poniżej wymieniamy je pod nazwami usłyszanymi w trakcie rozmów. Należy się liczyć z tym, że ich oficjalne nazewnictwo może być nieco odmienne choćby przez wzgląd&#13;
na spolszczenia obcojęzycznych nazw i przekazywanie ich z pokolenia na pokolenie w lepiej lub gorzej zapamiętanej wersji.&#13;
Boskoop („Boskopa”) – najczęściej wymieniana przez naszych rozmówców i ceniona&#13;
przez nich za dużą odporność na choroby, zwłaszcza na parcha. Booskop nie był bardzo&#13;
wysoki i zaczynał owocować wcześniej niż inne stare odmiany. Zdarzało mu się niestety&#13;
przemarzać. Rozmówcy wspominali, że jabłko nie było zbyt piękne. Miało raczej nieregularny kształt i było mocno ordzewione, z szorstką skórką. Jego miąższ był kwaskowaty,&#13;
ale dobrze nadawał się na przetwory (soki i marmolady). Ważną zaletą tej odmiany była&#13;
możliwość długiego przechowywania. Boskoop dojrzewał późno i długo utrzymywał się&#13;
na drzewach. Najlepszy w smaku był na przełomie grudnia i stycznia. Oceniany był jako&#13;
jabłko uniwersalne, bardzo przydatne w kuchni. „Na boskopa się czekało jak na Gwiazdkę. Dochodził w sianie w zimie”.&#13;
Landsberska („Landzberka, Lancberka”) – wymieniana przez rozmówców jako stara&#13;
odmiana z dużymi i smacznymi owocami. Wspominano, że była wrażliwa na choroby.&#13;
Kronselska („Kronselka”) – wymieniana obok landsberskiej jako dająca smaczne&#13;
owoce. Owoce były różnej wielkości, nieforemne i niezbyt rumiane, ale bardzo smaczne.&#13;
Koksa – „Koksa ma ten smak”, stwierdził lakonicznie jeden z naszych rozmówców,&#13;
czym podsumował wypowiedzi wszystkich innych zagadniętych o stare odmiany. Koksa&#13;
wciąż jest uprawiana, lecz nie jako „konsumpcja”, tylko na własny użytek, ewentualnie na&#13;
sprzedaż dla konkretnego odbiorcy indywidualnego. Jest to jabłko słodkie i aromatyczne.&#13;
Ma bardzo drobne owoce. Miłośnicy koksy twierdzili, że im mniejszy owoc, tym lepszy&#13;
i bardziej wyrazisty jest jego smak. Koksę uznawano za raczej odporną na typowe choroby. Zdradzono nam też sekret idealnej chwili na spożycie owocu. Koksę zbiera się pod&#13;
koniec września, ale ich największa dojrzałość przypada w grudniu. Aby sprawdzić, czy&#13;
koksa jest smaczna, należy potrząsnąć nią delikatnie. Jeżeli jej pestki grzechoczą, to jest&#13;
najlepsza do jedzenia. Koksa daje zmienny plon, owocując obficie co drugi rok.&#13;
Sztetyny – jabłka z przedwojennych sadów, według jednego z rozmówców sprzedawane w czasie wojny za dobrą cenę. Soczyste i kwaskowate.&#13;
Kardynał (Kardynalska) – dobra/y jako składnik wypieków.&#13;
&#13;
149&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
Żeleźniak – jabłko bardzo dobre do przechowywania w piwnicy. Odporne na choroby&#13;
i warunki atmosferyczne. Owoce były kwaskowate, ale nadawały się na marmolady, do&#13;
wypieków i do suszenia.&#13;
Grochówka – jabłoń popularna jeszcze przed II wojną światową, tak jak żeleźniak&#13;
odporna i niewymagającą oraz najlepsza w formie przetworów.&#13;
Cesarz Wilhelm (Wilhelm) – przywoływany jako stara i smaczna odmiana jabłek. Jeden z rozmówców podkreślił, że dawniej była moda na te jabłka.&#13;
Bankroft – zimowe (nadające się do zbioru jeszcze w zimie), smaczne jabłko. Obecnie&#13;
wypierane przez inne odmiany, ale wciąż można go spotkać na targach. Bardzo dobre do&#13;
przechowywania, nadaje się do jedzenia nawet na wiosnę.&#13;
Malinówka (Oberlandzka, Malinowa) – stara odmiana o bardzo smacznych, soczystych i dużych owocach. Wybarwia się na głęboką malinową czerwień. Nie nadaje się do&#13;
długiego przechowywania.&#13;
Kosztela – niepozorne z wyglądu, drobne jabłko o bardzo soczystym miąższu i intensywnym, lekko kwaskowatym smaku. Wspomniana jako niegdyś popularne jabłko,&#13;
obecnie rarytas.&#13;
Różanka – niewymagająca w uprawie jabłoń o dużych, soczystych i aromatycznych&#13;
owocach. Nie nadaje się do przechowywania, ale można robić z niej przetwory.&#13;
Gołąbek – wymieniony tylko z nazwy.&#13;
Papierówki – wymieniane przy pytaniu o stare odmiany. Do dzisiaj uprawiane jako&#13;
wczesne jabłko na użytek domowy. W trakcie rozmów nazywana także „oliwką”.&#13;
Wielokrotnie pytaliśmy, dlaczego nie wraca się do starych odmian. Rozmówcy podkreślali, że wbrew temu, co się uważa, bardzo trudno je sprzedać. Mówi się o nich sporo,&#13;
ale klienci wcale nie chcą kupować takich jabłek. Trudno jest zweryfikować takie stwierdzenia bez podparcia ich badaniami rynku, niemniej jednak nasi rozmówcy w większości&#13;
byli przekonani, że stare odmiany nie przyniosłyby im zysku. Niektórzy z rozmówców&#13;
uznają uprawę starych odmian za eksperyment na niewielką skalę. Jeden z doświadczonych sadowników stwierdził, że można wracać do odmian, ale już w nowej technologii,&#13;
czyli w formie sadów niskopiennych. Według oceny innego, doświadczenie podpowiada,&#13;
że to właśnie stare odmiany poradzą sobie lepiej w tym terenie. Są mało wydajne, ale odporne i nie wymagają opryskiwania środkami ochrony roślin, które degradują okoliczne&#13;
środowisko, np. uniemożliwiając wypas w sąsiedztwie opryskiwanych drzew. Wszyscy&#13;
rozmówcy podkreślali wielokrotnie, że na jabłka są mody i oni musza się dopasować tak,&#13;
aby mogli je sprzedać. Sprzedając jabłka w grupie producenckiej, decydują się na te odmiany, na które jest zapotrzebowanie dużych sieci handlowych. Bez pośredników mieliby być może większą swobodę w wyborze odmian, ale dla wielu z nich taka sprzedaż&#13;
wymaga zbyt dużego nakładu pracy i posiadania własnych chłodni, na co nie każdy może&#13;
sobie pozwolić.&#13;
Wspominając o grupach producenckich, nie można pominąć znajdującego się tuż&#13;
przy głównej drodze wjazdowej do łącka „Owocu Łąckiego”. W ogromnych przechowalniach, w kontrolowanej atmosferze może zmieścić się nawet 7000 ton jabłek. W „Owo-&#13;
&#13;
150&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
cu”, jak najczęściej mówią o przedsiębiorstwie rozmówcy, znajduje się profesjonalna&#13;
sortownia wodna pozwalająca na precyzyjne oddzielanie jabłek ze względu na rozmiar&#13;
oraz taśmy umożliwiające szybkie i sprawne pakowanie owoców w woreczki foliowe. Ponadto „Owoc” wytwarza soki owocowe sprzedawane w całym kraju. Spożywając jabłka&#13;
kupione w którymś z hipermarketów Tesco lub w sklepie Biedronka, możemy z dużym&#13;
prawdopodobieństwem trafić na takie, które przeszło przez sortownię i chłodnię „Owocu”. Co ciekawe, według jednego z naszych rozmówców jabłko ukryte w opakowaniu&#13;
z logo „Owoc Łącki” niekoniecznie musi pochodzić z Łącka i okolic, skupowane owoce&#13;
nie są weryfikowane pod względem pochodzenia. Dzieje się tak, ponieważ „Owoc Łącki”&#13;
to grupa producencka, a nie produkt regionalny.&#13;
Produktem regionalnym jest natomiast Jabłko Łąckie, posiadające Chronione Oznaczenie Geograficzne Unii Europejskiej. Gorzej zorientowanemu klientowi obie nazwy&#13;
mogą wydać się bardzo podobne, ale tylko ta druga gwarantuje konsumentowi certyfikowany owoc spełniający szereg warunków. Czy wszyscy sadownicy starają się o wyrobienie dla swoich jabłek takiego certyfikatu? Okazuje się, że niewielu korzysta z tej&#13;
możliwości. Dwóch największych przetwórców jabłek w okolicy poinformowało nas, że&#13;
posiadanie wspomnianego certyfikatu to dla małego przedsiębiorcy duży wydatek nieprzekładający się na cenę jabłek w skupie. Wielokrotnie wspominano, że dla jabłek łąckich nie opracowano odpowiedniej strategii promocji i porównywano je z reklamowanymi jabłkami grójeckimi, także posiadającymi ChOG. Nasi rozmówcy wspominali, że gdy&#13;
powoływano Stowarzyszenie Łącka Droga Owocowa mające promować obszar Kotliny&#13;
Łąckiej jako producenta owoców i ich przetworów, spodziewali się większego zainteresowania ich certyfikowanymi jabłkami. Jako przyczynę marazmu wokół certyfikowanych&#13;
jabłek wskazywana jest przede wszystkim słaba promocja produktów, niedopasowana do&#13;
oczekiwań konsumentów.&#13;
Niektóre produkty przetwórstwa owoców i jabłek mają się jednak zupełnie dobrze.&#13;
Wszyscy rozmówcy podkreślają, że soki jabłkowe tłoczone i pasteryzowane bez dodatków konserwantów cieszą się dużą popularnością. Wszyscy rozmówcy wymieniali&#13;
Krzysztofa Maurera jako największego producenta soków i zarazem jedynego producenta mogącego legalnie sprzedawać śliwowicę łącką. Mniejszym producentem soków jest&#13;
Janusz Koza, właściciel marki „Sok z Gór”, należący do czwartego pokolenia sadowników. Krzysztof Maurer wspomina, że niewiele brakowało, aby urodził się w sadzie zasadzonym przez jego dziadka. Obaj panowie w trakcie rozmów pokazali, że bardzo dobrze&#13;
orientują się w tradycyjnym sadownictwie reprezentowanym przez pokolenie swoich&#13;
dziadków. Jednocześnie obaj prowadzą nowoczesne sady i zakłady przetwórcze zgodne&#13;
ze współczesnymi trendami. „Sok z gór” produkowany jest w małej rodzinnej tłoczni&#13;
wzorowanej na tych, które właściciel obserwował podczas wielu sezonów pracy na austriackim szlaku jabłkowym. Tłocznia Maurera to wielka hala produkcyjna pełna nowoczesnych urządzeń oraz gorzelnia produkująca owocowe okowity, wina i nalewki. Choć&#13;
oba przedsiębiorstwa różnią się skalą produkcji, to oba opierają się na połączeniu tradycyjnej wiedzy sadowniczej z ciągłym dokształcaniem się w obszarze nowych technologii&#13;
uprawy i przetwórstwa.&#13;
&#13;
151&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
���-DEFRNL��MDEăNRZLFD�L�MDEăNµZND&#13;
W trakcie rozmów w tłoczniach, w miejscowej karczmie państwa Klagów i w sadach&#13;
próbowaliśmy dowiedzieć się, co dawniej wytwarzano z jabłek i co wytwarza się z nich&#13;
obecnie. Jako że od kilku lat dużą popularnością w Polsce cieszą się cydry, pytaliśmy&#13;
o nie. Okazuje się, że są wytwarzane u Maurera oraz że mimo dużej dostępności jabłek&#13;
nie wytwarza się ich na własny użytek. Podobnie jest z octem jabłkowym, chociaż kilku&#13;
rozmówców przyznało się do znajomości prozdrowotnego przepisu nakazującego wypijanie dziennie dwóch łyżek octu rozcieńczonego ciepłą wodą. Przepis ten publikowano&#13;
w ostatnich latach w wielu portalach internetowych i cieszy się on dużą popularnością&#13;
wśród osób zainteresowanych dietami. Od niskoprocentowego cydru poprzez zdrowy&#13;
ocet dotarliśmy do wódki pędzonej z jabłek, czyli, potocznie mówiąc – jabłkówki (poprawnie powinno się nazywać ją „jabłkowicą”, jabłkówka to nalewka z jabłek). Jest ona&#13;
wytwarzana i sprzedawana u Maurera. Niektórzy produkują ją w domu.&#13;
Ale każda osoba zapytana o przetwory bez chwili wahania przechodziła do innych&#13;
owoców – śliwek. Kompot śliwkowy, śliwa, śliwka… określeń na śliwowicę łącką padło&#13;
kilka, przy czym rzadko używano formy śliwowica czy krasilica. Wszelkiego rodzaju&#13;
próby poznania kulinarnych tradycji związanych z uprawa jabłek kończyły się na rozmowie o „śliwie”7, która okazała się uchodzić za bardzo cenny trunek. Śliwka w cieście, jak&#13;
stwierdził jeden z rozmówców jest… zmarnowana. Inny natomiast stwierdził, że co się&#13;
nie sprzeda, ląduje w beczce. Śliwkę określono jako „skarb” i „złoto”. Wśród takich opinii&#13;
ekstrawagancją wydaje się smażenie powideł.&#13;
Wracając do przetworów z jabłek, udało nam się dotrzeć do jabłek suszonych, jabłek&#13;
w cieście, klusek z jabłkami, jabłecznika (tzw. „jabcok”, czyli ciasto z jabłkami, szarlotka,&#13;
ale bez dodatku cynamonu) i kilku przepisów na szarlotkę (często z cynamonem). Jabłka&#13;
traktowano w kuchni jako zwyczajny owoc przydatny na kompot lub do ciasta. W trakcie&#13;
obchodów Matki Boskiej Zielnej8 w Maszkowicach szukaliśmy jabłek w bukietach ziół.&#13;
Rzeczywiście niektóre z nich zawierały niewielkie jabłuszko, jabłkowa była też dekoracja&#13;
ołtarza polowego na Górze Zyndrama. Podpatrywaliśmy także serwowane z tej okazji&#13;
przez mieszkańców Maszkowic potrawy, ale poza sokami jabłkowymi i szarlotką nie doszukaliśmy się jabłkowych potraw.&#13;
&#13;
���2�VăRGNLFK�MDEăNDFK�L�FLÛĺNLP�NDZDăNX�FKOHEDɞ&#13;
Polska jest prawdopodobnie jedynym krajem na świecie, który może poszczycić się blisko trzydziestoma ośmioma milionami specjalistów z zakresu uprawy jabłek, a zwłaszcza&#13;
jej ekonomicznych aspektów. Jabłko jest jednym z bardziej popularnych w Polsce owoców, a kwestia jego ceny od lat budzi liczne kontrowersje skutkujące pełnymi gorzkich&#13;
7 Lokalna nazwa śliwowicy. Bardzo ważne jest odpowiednie wypowiedzenie tego słowa: niewerbalne sygnały&#13;
w rodzaju intonacji, uśmiechu czy mrugnięcia pozwalają zorientować się, że chodzi właśnie o śliwowicę.&#13;
8 15 sierpnia podczas dorocznego nabożeństwa z tej okazji spotyka się tam lokalna społeczność. Miejscowi&#13;
bardzo angażują się w oprawę artystyczną wydarzenia (dzieci i młodzież grają i śpiewają podczas mszy świętej). Składane są podziękowania zasłużonym dla lokalnej społeczności. Atmosfera jest świąteczna i sprzyjająca&#13;
integracji.&#13;
&#13;
152&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
słów dyskusjami w mediach i w sklepowych kolejkach. Konsumenci mają pretensje do&#13;
sprzedawców, sadownicy do pośredników. Mówi się o interwencyjnych skupach jabłek&#13;
i o spekulacjach w skupach. Gdy do tego dołożyć kwestię rosyjskiego embargo i gradobicie otrzymujemy węzeł gordyjski emocji i oskarżeń o pogarszający się stan polskiego&#13;
sadownictwa. Jest to bardzo trudny temat i ani ja, ani też żaden z uczestników badań nie&#13;
ośmieliłby się wypowiadać swojej opinii na podstawie kilkunastu rozmów i przeczytanych artykułów. Z pewnością jednak dzięki tym rozmowom i szczególnemu zaangażowaniu części uczestników obozu można stwierdzić, że „jabłko jest ciężkim kawałkiem&#13;
chleba”.&#13;
Praca w sadzie, podobnie jak w przypadku innych upraw czy hodowli, jest zajęciem&#13;
niepozwalającym na urlop, a nawet chwilę wytchnienia w dowolnej porze dnia czy roku.&#13;
Pory roku i warunki pogodowe dyktują tempo i rytm tej pracy. Aby uzyskać obfity zbiór,&#13;
trzeba zadbać o zabezpieczenie drzewa przed mrozem i chorobami. Gdy przyjdzie pora&#13;
kwitnienia, trzeba z nadzieją wypatrywać pięknej pogody, pozwalającej kwiatom utrzymać się na drzewach. Gdy dojdzie do zawiązania się owoców, trzeba chronić je przed&#13;
szkodnikami i chorobami. W międzyczasie należy dokonywać oprysków zgodnie z zalecanym harmonogramem i przerywać owoce oraz przycinać „wilki” (pędy), aby każde&#13;
jabłko dostało odpowiednia ilość miejsca i światła słonecznego. W tym czasie może też&#13;
pojawić się grad, który zniweczy wcześniejsze prace, zbijając i niszcząc owoce. W ostatnich latach zdarzają się także burze z wichurami potrafiącymi poprzewracać szpalery karłowatych jabłonek. Zbyt suche lato nie służy jabłkom, a zbyt wilgotne sprzyja rozwojowi&#13;
niektórych chorób. Zagrożeń, na które sadownicy nie mają wpływu, jest bardzo wiele.&#13;
Opryski i siatki antygradowe pozwalają zapobiegać części z nich. Pozostałe mogą zostać&#13;
częściowo wynagrodzone dzięki ubezpieczaniu sadów.&#13;
Bywają sezony tak dobre, że jabłek pojawia się bardzo dużo, w efekcie skupy oferują&#13;
za nie niską cenę. Gdy jabłka są mało warte w skupie, problemem staje się zatrudnienie&#13;
sezonowych pracowników na czas zbiorów. Ich dniówka jest niezależna od cen w skupie,&#13;
za ciężką prace należy się im z góry określona zapłata. To tylko kilka stosunkowo łatwych&#13;
do zauważenia problemów stanowiących rysę na kreowanym przez reklamy czy polski&#13;
serial „M jak Miłość” romantycznym obrazie rajskiego sadu pełnego rumianych jabłek&#13;
dojrzewających w pełnym słońcu.&#13;
Dla części naszych rozmówców praca w sadzie była tym, czego nauczyli się w domu&#13;
i co postanowili kontynuować, gdy odziedziczyli sad po rodzicach czy dziadkach. Inni&#13;
traktują sad jako dodatkowe źródło utrzymania, biorąc w pracy urlop na czas prac sadowniczych, zwłaszcza zbiorów. Duże sady przemysłowe opierają się także na uprawie&#13;
innych roślin. Wszyscy sadownicy podkreślają, że uprawie jabłek zawsze towarzyszy niepewność. Starsi wspominali, że uzależnienie od pogody i towarzyszący mu niepokój są&#13;
na stałe związane z posiadaniem sadu. Obecnie jednak wielu z nich ubezpiecza swoje&#13;
sady. Może to się okazać opłacalne, gdy np. grad zbije dojrzałe już owoce, które uda się&#13;
niezwłocznie przetworzyć we własnej tłoczni. Wówczas pieniądze z ubezpieczenia oraz&#13;
ze sprzedaży soku mogą przewyższyć zysk ze zwykłej uprawy. Są to jednak sytuacje nietypowe. Jeden z rozmówców przyznał, że choć ubezpiecza swój sad, to i tak nigdy nie&#13;
ucieszyłby się ze zniszczonych i zmarnowanych owoców swojej pracy.&#13;
&#13;
153&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
Małe sady najczęściej mogą być pielęgnowane bez zatrudniania dodatkowych pracowników. Przy pomocy dzieci i innych członków rodziny zwykle udaje się zdążyć&#13;
z przerywaniem, przecinaniem i zbiorami. W dużych sadach konieczne jest zatrudnienie&#13;
dodatkowych pracowników, zwłaszcza na czas zbiorów. Obecnie zatrudnia się osoby na&#13;
dniówki, powinno się im także zapewnić wyżywienie na cały dzień pracy.&#13;
Nasi rozmówcy wspominali, że sami jako młodzież dorabiali przy zbiorach jabłek.&#13;
Kilkadziesiąt lat temu zbieracze nocowali w stodołach na sianie, gospodyni karmiła ich&#13;
przez cały dzień, obiad często donoszono do sadu i spożywano wspólnie w cieniu drzew.&#13;
Praca była ciężka, jabłka zbierano do koszy, stojąc na wysokich drabinach. Dzieci zbierały spady, które zazwyczaj przeznaczano na przetwory. Jabłka następnie przeglądano&#13;
i ręcznie sortowano. Zbierać należało ostrożnie – uszkodzone owoce szybciej się psuły.&#13;
Jeżeli gospodarz był życzliwie nastawiony do pracowników, pozwalano sobie na śpiewanie piosenek, żarty i rozmowy. Wspomniano też takiego właściciela, u którego nie wolno&#13;
było nawet rozmawiać. Po zakończonych zbiorach zdarzała się wiecha, czyli zabawa przy&#13;
postawionym przez gospodarza alkoholu. Do pracy często zatrudniano pochodzących&#13;
z okolic uczniów i studentów spędzających wakacje w domu rodzinnym. Jednym z nich&#13;
był urodzony w Łącku historyk – profesor Julian Dybiec.&#13;
Obecnie zbiory odbywają się w dużo bardziej zmechanizowany sposób. Samo zbieranie w dalszym ciągu wymaga pracy rąk ludzkich, ale zbieracze stoją na platformach&#13;
i nie musza nosić ciężkich skrzynek, bo te przewożone są na ciągniętych przez traktory&#13;
przyczepach. Co najważniejsze, zbieraczom nie grożą już związane z pracą na wysokości&#13;
niebezpieczne upadki. Jeden z członków naszej grupy osobiście przekonał się, że mimo&#13;
tych udogodnień praca przy zbiorach nie należy do lekkich.&#13;
&#13;
���1LHFK�QR�W\ONR�]DNZLWQÇ�MDEăRQLHɞ&#13;
Badania w Łącku przypadły na okres połowy sierpnia. Jest to czas pomiędzy dwoma najważniejszymi dla sadowników uroczystościami. Pierwsza z nich to odbywające się począwszy od 1947 r. Święto Kwitnącej Jabłoni. Przypada ono w połowie maja i jest okazją&#13;
do zabawy mieszkańców Łącka i okolicznych wsi. Według Marii Kurzei-Świątek genezy&#13;
tego święta można upatrywać w powojennych przymiarkach do realizacji planów budowy zapory w Jazowsku. W obliczu zagrożenia zatopieniem części Jazowska, Maszkowic,&#13;
Łącka, Czerńca, Zabrzeża, Zarzecza oraz części Kamienicy i Kiczni lokalna ludność postanowiła przyjąć „owocową” linię obrony wspomnianych ziem. Zorganizowane w maju&#13;
1947 roku święto miało uzmysłowić decydentom specjalnie zaproszonym z Warszawy,&#13;
że zapora zniweczy bogate tradycje sadownicze regionu9. Święto Kwitnącej Jabłoni jest&#13;
obecnie jedną z ważniejszych uroczystości dla miejscowych. Rozpoczyna się mszą świętą w parafialnym kościele, a następnie przenosi do amfiteatru na stoku Góry Jeżowej.&#13;
Możliwość podziwiania barwnego korowodu zespołów regionalnych, skosztowania regionalnych potraw oraz śliwowicy przyciąga wielu turystów. Od kilku lat obchody Święta&#13;
uświetniane są koncertami, nie tylko kapel ludowych, ale i popularnych artystów. Drugim&#13;
ważnym dniem jest wrześniowe Święto Owocobrania, podsumowujące prace sadowni9&#13;
&#13;
Łącko i gmina łącka, red. J. Dybiec, Wyd. „Secesja”, Kraków 2012, s.357-359&#13;
&#13;
154&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
ków. Połączone jest ono z prezentacją plonów, degustacją owoców i potraw regionalnych&#13;
oraz śliwowicy. Na scenie występują kapele i orkiestry regionalne. Odbywa się również&#13;
turniej wsi i zabawa taneczna. Podczas obu świąt organizowana jest wspólna zabawa dla&#13;
wszystkich, ale motywem przewodnim jest jabłoń – jej kwiaty i owoce.&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH&#13;
Tak jak wspomniałam na początku tego tekstu, tematyka sadownictwa w regionie Kotliny Łąckiej jest bardzo złożona. Związane z nią problemy wymagają wielu godzin spędzonych w terenie. Jednak już nawet kilkudniowe odwiedziny w Łącku pozwalają dostrzec,&#13;
jak wiele wspomnień, emocji, planów i marzeń może ogniskować się wokół niewielkiego&#13;
jabłka. Jabłko przekształca krajobraz i wpływa na życie związanych z nim ludzi. Mieszkańcy ziemi łąckiej świętują jego kwitnienie, jednocześnie zastanawiając się, czy jesienią&#13;
będą mogli świętować obfite zbiory. Większość miejscowej ludności pracuje, pracowało&#13;
lub zna kogoś, kto pracuje w sadzie. Łącka Droga Owocowa ma promować region, Owoc&#13;
Łącki powinien rozprowadzać Łąckie Jabłko w całym Kraju. Oceny sytuacji są różne i zależą od wielu czynników. Nie przyjechałam do Łącka wyrabiać sobie własnej opinii na te&#13;
tematy, lecz szukać jabłoni i starych odmian jabłek w okolicy. Pozornie niewinne pytania o wspomnienia związane z sadownictwem okazywały się otwierać serca rozmówców&#13;
chcących opowiedzieć także o swojej obecnej sytuacji. W cieniu wysokich starych jabłoni i pomiędzy szpalerami ich karłowatych następczyń stoją sadownicy i ich dzieci, nie zawsze pragnące kontynuować rodzinne tradycje. Krajobraz sadowniczy Ziemi Łąckiej to&#13;
nie tylko widzialne z głównej drogi rzędy drzewek, ale też relacja, jaka zachodzi pomiędzy ziemią, jabłoniami i ludźmi, którzy „prawie urodzeni w sadzie” jednocześnie ten sad&#13;
kształtują i decydują o jego przyszłym wyglądzie. Krajobraz Ziemi Łąckiej to „nieopłacalne”, ale z jakiegoś powodu wciąż uprawiane jabłonie i wszystko, co z nimi związane.&#13;
Literatura:&#13;
1. Łącko i gmina łącka, red. J. Dybiec, Wydawnictwo „Secesja”, Kraków 2012&#13;
2. A. Staniewska, Jan Skrzyński, Sady w Krajobrazie – między archetypem raju a współczesnym ogrodem użytkowym, „Czasopismi Techniczne. Architektura”, 2012, z. 109.&#13;
3. G. Olszewski, Historia miejscowości: Łącko, Czerniec, Maszkowice, „Almanach Łącki”, 2010, nr 12.&#13;
4. G. Olszewski, Zabrzeż i Zarzecze – z przeszłości wsi, „Almanach Łącki”, 2009, nr 11.&#13;
5. www.sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/897-lacko/96-historia-miejscowosci;dostęp 25.01.2020.&#13;
6. Władysław Ścianek, Historia i tradycje, www.lacko.pl/historia-i-tradycje.html, dostep 25.01.2020.&#13;
7. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. V, hasło „Łącko”, nakł.&#13;
Filipa Sulimierskiego i Władysława Walewskiego, 1884 s. 628.&#13;
8. T. Kowalik, Szeroka łącka droga owocowa, www.sprawynauki.edu.pl, dostęp 25.01.2020.&#13;
9. A. Szczocarz, Wielka hydrotechnika w Pienińskim Parku Narodowym. Na podstawie materiałów&#13;
Kaja Romeyko-Hurki; Pieniny – Przyroda i Człowiek 1: 109–127 (1992)&#13;
&#13;
Anna Barbasz-Bielecka – magister, etnolożka. Interesuje się to krajobrazem, krajobrazem kulturowym i muzealnictwem. Pracuje w Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Przygotowuje&#13;
pracę doktorską o muzealnictwie na wolnym powietrzu.&#13;
&#13;
155&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
Łącko, 2019 r.&#13;
&#13;
Faza czyszczenia owoców w Owocu Łąckim, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Łącko, 2019 r.&#13;
&#13;
Oznakowanie Małopolskiego Szlaku Owocowego, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Łącko, 2019 r.&#13;
&#13;
Produkcja w Owocu Łąckim, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
156&#13;
&#13;
157&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
2�NUDMREUD]LH��SRNXFLH�]D�JU]HFK\�L�FHUW\уNRZDQ\P�SURGXNFLH��5HфHNVMD�]�HWQRJUDуF]QHJR�SRE\WX���&#13;
&#13;
Widok na sady z wysokości, Łącko, 2019 r.&#13;
(fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Drabina w sadzie Stefana Myjaka, Zabrzeż, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Bukiet na Matki Boskiej Zielnej, Maszkowice, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Ozdoba ołtarza na obchody Matki Boskiej Zielnej na Górze&#13;
Zyndrama, Maszkowice, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
158&#13;
&#13;
Oznakowanie Jabłek Łąckich, Zabrzeż, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
159&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
$UFKLWHNWXUD�L�]DPLHV]NLZDQLH�Z�UHMRQLH�7RNDUQL&#13;
Andrzej Malik&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Znak drogowy, Zabrzeż, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
Tokarnia to wieś gminna położona w centralno-zachodniej Małopolsce na południe&#13;
od Myślenic. Tworzy ją średnio zwarta zabudowa ciągnąca się wzdłuż głównej drogi&#13;
oraz rzeki Krzczonówka ze wschodu na zachód z kilkoma rozgałęzieniami na północ&#13;
i południe. Ze względu na układ urbanistyczny i typy budynków nie różni się zbytnio od&#13;
innych wsi w regionie, przez co nie rzuca się w oczy jako materiał dla badań z antropologii&#13;
architektury. Jednak Tokarnia wyróżnia się już na poziomie autoprezentacji jako obszar&#13;
zamieszkały przez odrębną grupę etnograficzną — Górali Kliszczackich, o czym można&#13;
się dowiedzieć jeszcze przez przyjazdem, ze strony internetowej gminy. Istnieją również&#13;
różnorakie formy animacji kultury ludowej Kliszczaków (zespoły muzyczne, festiwale&#13;
folklorystyczne, zrzeszanie pod nazwą „Kliszczacy”). W sensie etnograficznym Tokarnia&#13;
traktowana jest jako ich centrum. Widać to na mapie zasięgu terytorialnego Kliszczaków&#13;
opracowanej w monografii etnograficznej Kultura ludowa górali Kliszczackich autorstwa&#13;
Katarzyny Ceklarz i Justyny Masłowiec, gdzie Tokarnia znajduje się w centrum&#13;
zakreślonego na mapie zasięgu tej grupy etnograficznej1.&#13;
Przeprowadzone w ramach projektu pod tytułem Odkrywanie skarbów dziedzictwa&#13;
południowej Małopolski na terenie Tokarni badania antropologiczne dotyczyły&#13;
budownictwa/architektury2 oraz ich funkcjonowania w kulturze. Jednak nie miały na&#13;
celu uchwycenia jakiegoś szczególnego typu architektury regionalnej współczesnych&#13;
Kliszczaków ani nawet architektury Małopolski, gdyż musiałyby być poprzedzone&#13;
badaniami antropologicznymi natury bardziej ogólnej. Trzeba by najpierw zadać&#13;
pytania o to, czy w ogóle można mówić współcześnie o żywej i odrębnej kulturze&#13;
1 Kultura ludowa Górali Kliszczackich, red. K. Ceklarz, J. Masłowiec, Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej&#13;
PTTK, Kraków 2015, s. 65.&#13;
2 Terminy te będę stosował zamiennie.&#13;
&#13;
Jabłkowica w Tłoczni Maurera, Zarzecze, 2019 r. (fot. M. Mika)&#13;
&#13;
160&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Górali Kliszczackich poza wtórnymi formami folklorystycznymi. Drugim powodem&#13;
jest to, że tradycyjna architektura kliszczacka, opisana przez Marka Grabskiego,&#13;
w przeważającej większości nie istnieje3. Została zastąpiona już po II wojnie światowej&#13;
nowym budownictwem, którego forma i program funkcjonalny nie różnią się od&#13;
ówczesnych budynków w reszcie regionu i całym kraju. Wartość badań antropologicznoarchitektonicznych nie leży w skonstruowaniu typologii lub szukaniu nowej architektury&#13;
Kliszczaków, a raczej w potraktowaniu Tokarni jako pretekstu dla badań kulturowego&#13;
wymiaru zamieszkiwania i udziału architektury w przeżywaniu codzienności. To&#13;
ostatnie słowo będzie miało w tej pracy wymiar szczególny. Codzienność rozumiem za&#13;
Rochem Sulimą, który uczynił z niej jeden z podstawowych tematów swojego namysłu&#13;
antropologicznego, dzięki czemu mógł on poddać analizie najbardziej podstawowe&#13;
aktywności kulturowe. W tym sensie badania antropologiczne architektury rejonu&#13;
Tokarni miały na celu uchwycenie codzienności tworzenia i użytkowania architektury –&#13;
jej humanistycznego wymiaru, bez szukania tego, co wyjątkowe czy odświętne.&#13;
Badania odbyły się od 4 do 11 sierpnia 2019 r. podczas tygodniowego obozu&#13;
etnograficznego, w którym uczestniczyło siedmiu badaczy oraz koordynator projektu.&#13;
Podczas trwania obozu dokonywano obserwacji struktury gminy Tokarni i sąsiadującego&#13;
z nią Krzczonowa, studiowano miejscową architekturę oraz, co najistotniejsze4,&#13;
przeprowadzano wywiady z mieszkańcami na temat domów, w których żyją. Jednocześnie&#13;
dokumentowano wygląd zewnętrzny budynków, ich położenie, wystrój i inne cechy&#13;
charakterystyczne. Padały również ogólne pytania o krajobraz i budownictwo w regionie.&#13;
Podczas wywiadu badacze nie używali kwestionariusza, ale starali się poruszać&#13;
w obrębie ogólnych zagadnień: powstania domu (przebieg budowy, rola pytanego,&#13;
budowniczych, projektanta, innych podmiotów), zamieszkiwania (znaczenie poszczególnych pomieszczeń, rytuały i zwyczaje domowe), estetyki (użyte materiały i stosunek&#13;
do nich) oraz procesu wykonywania domów na zamówienie czy roli planowania&#13;
przestrzennego w kształtowaniu architektury (w przypadku kiedy rozmówca był cieślą&#13;
lub urbanistą).&#13;
Podczas badań udało się przeprowadzić około 35 wywiadów w zróżnicowanej&#13;
grupie informatorów. Byli wśród nich lokalni liderzy, a więc pracownicy domu kultury,&#13;
członkowie zespołu „Kliszczacy”, znani rzeźbiarze i artyści, ale również przypadkowo&#13;
wybrani mieszkańcy Tokarni. Informatorzy odpowiadali na pytania nie tylko jako&#13;
właściciele i mieszkańcy swoich domów. Byli wśród nich cieśle i ludzie zajmujący się&#13;
zawodowo budownictwem lub pracownicy Urzędu Gminy zajmujący się urbanistyką.&#13;
Rozmówcy mieszkali w różnorakich domach, wśród których można wyróżnić&#13;
zasadniczo 3 typy. Pierwszy to budynki stare, drewniane, budowane przed wojną,&#13;
o klasycznym charakterze jednotraktowej chałupy zrębowej. Drugimi były domy&#13;
typu „kostka”, czyli projekty z czasów PRL, budowane w całej Polsce według niemal&#13;
3 „Ludowe budownictwo drewniane ziemi zamieszkiwanej przez Kliszczaków stanowi jednak rozdział dziś&#13;
już zamknięty”, jak twierdzi Marek Grabski, Budownictwo drewniane, w: Kultura ludowa Górali Kliszczackich,&#13;
op. cit., s. 154.&#13;
4 Zespół badawczy tworzyli: mgr Andrzej Malik (koordynator badań), mgr Leonia Brzozowska, mgr Piotr&#13;
Brzowoski, Michał Gumulak, Katarzyna Olejarczyk, Jakub Sadowski, Jakub Ścisłowicz i Wojciech Śliwa.&#13;
&#13;
162&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
identycznego modelu. Trzecią grupą były budowane od lat 90. nowoczesne domy&#13;
jednorodzinne zaprojektowane na zamówienie lub będące adaptacją typowego projektu&#13;
katalogowego. Często informatorzy mogli wypowiedzieć się o więcej niż jednym typie,&#13;
gdyż na niektórych posesjach znajdowało się kilka budynków.&#13;
Badaniom antropologicznym przeprowadzonym w Tokarni przyświecały trzy&#13;
pytania: kto współcześnie kształtuje architekturę regionu, jaki nadaje jej ostatecznie&#13;
kształt oraz jakie nadaje jej znaczenie. Pierwsze pytanie wynika z faktu, że tradycyjne&#13;
budownictwo, opisywane przez etnografów, było wznoszone w głównej mierze przez&#13;
samych właścicieli z pomocą miejscowych rzemieślników. Współcześnie za sprawą&#13;
postępu techniki, specjalizacji oraz skodyfikowanego prawa budowlanego każdy, nawet&#13;
niewielki dom jednorodzinny powstaje przy użyciu materiałów sprowadzonych spoza&#13;
regionu, a budowany jest często przez wyspecjalizowane firmy pod czujnym okiem&#13;
organu administracji. Z kolei sporządzony przez architekta projekt musi być zgodny&#13;
z obowiązującymi wytycznymi urbanistycznymi właściwej jednostki samorządowej. Nie&#13;
chodzi jednak o to, aby zdecydować, kto jest ostatecznie twórcą badanej architektury, ale&#13;
uchwycić ją jako wytwór współpracy lub ścierania się różnych podmiotów, które mają na&#13;
nią wpływ.&#13;
Drugie pytanie wynika z faktu, że współcześnie budowane domy odbiegają od&#13;
tradycyjnych swoim materiałem, formą czy rozkładem pomieszczeń. Za sprawą&#13;
szerokiego dostępu do nowych technologii oraz wzorów kulturowych z całego świata,&#13;
architektura jest niejednorodna pod względem materiału, bryły, rozkładu pomieszczeń&#13;
czy detalu, przez co wymaga dokładniejszego opisu i sprawdzenia, jak sami mieszkańcy&#13;
oceniają własną okolicę pod względem architektury oraz jak na tym tle widzą domy,&#13;
w których mieszkają.&#13;
Jeśli w kulturze popularnej mówi się o architekturze góralskiej jako o dziedzictwie, to&#13;
wartościuje się pozytywnie wszelkie nawiązania do tradycyjnych materiałów, stosowanie&#13;
bogatych ornamentów czy wierność charakterystycznemu rozkładowi pomieszczeń&#13;
dwuizbowej chałupy. Odstępstwa od tych cech są traktowane jako oddalenie się od&#13;
tradycyjnych wzorców, a przez to – nieuznawane za dziedzictwo. Niniejsze badania&#13;
przyjmują inną perspektywę, uznając, że każde działanie ludzi mające trwały charakter&#13;
może być przedmiotem badań antropologicznych i traktowane jako formowanie się&#13;
nowego dziedzictwa, tworzącego krajobraz „tu i teraz”, w którym żyją ludzie. Z tego&#13;
powodu badacze interesowali się wszystkimi budynkami, i przeprowadzali na ich temat&#13;
wywiad, jeśli tylko byli do nich zapraszani przez gospodarzy. Były to stare, drewniane&#13;
chałupy, ale i zupełnie nowoczesne, niedawno ukończone. Ponieważ jedną z naczelnych&#13;
kategorii powyższych badań była codzienność, to w większości nie były to budynki&#13;
wyróżniające się w szczególny sposób. Badacze zwracali uwagę na zwyczajne budynki&#13;
poszukując estetyki codzienności5, obok której miłośnicy designu, krytycy architektury,&#13;
5 Tego rodzaju podejście do estetyki, na którym opierały się badania w Tokarni, przedstawił Janusz Barański&#13;
w tekście Estetyka jako system kulturowy. Tak rozumiana estetyka codzienności uzupełnia niejako tę&#13;
niecodzienną, elitarną, która ma tendencję do przyjmowania sformalizowanych, choć niekoniecznie trwałych&#13;
postaci. Ta pierwsza jest jednak sferą nieporównywalnie bardziej rozległą, wymykającą się ustalonym,&#13;
przewidywalnym oglądom a co więcej – nie jest też zwykle przedmiotem świadomej refleksji, lecz wiąże się&#13;
bezpośrednio, nieodłącznie i w sposób zrozumiały samo przez się z praktykami codzienności”; J. Barański,&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
historycy sztuki czy turyści przechodzą obojętnie. Jednak to właśnie te budynki&#13;
w największej mierze tworzą przestrzeń Tokarni, a tym samym jej krajobraz kulturowy.&#13;
Trzecie pytanie dotyczyło znaczenia nadawanego architekturze przez jej pomysłodawców i użytkowników. Służyło odpowiedzi na pytanie, jak proces powstawania&#13;
i nadany kształt wpływają na wartościowanie i postrzeganie przestrzeni, nadawanie&#13;
znaczeń poszczególnym elementom architektury, kształtowanie tożsamości i praktyk&#13;
kulturowych.&#13;
Poprzez próbę odpowiedzi na powyższe pytania badania miały na celu uchwycenie&#13;
na nowo fenomenu dziedzictwa architektury Kliszczaków w jego realnym, praktykowanym kształcie. Pytania o wygląd budynków czy sprawczość poszczególnych osób&#13;
zaangażowanych w proces budowy starały się uchwycić antropologiczny wymiar&#13;
architektury, czyli wszelkiego rodzaju przejawy kultury, takie jak nadawanie znaczeń,&#13;
budowanie form symbolicznych, wykonywanie rytuałów czy kształtowanie struktur&#13;
narracyjnych wpływających na tożsamość mieszkańców.&#13;
Raport z badań będzie się składał z dwóch części. Pierwszą stanowi analiza materiału,&#13;
w ramach której zgromadzono najważniejsze informacje zebrane przez badaczy,&#13;
podzielona na zagadnienia według najczęściej poruszanych tematów rozmów6. Następna&#13;
to podsumowanie w formie antropologicznej interpretacji przedstawionych wcześniej&#13;
doświadczeń z terenu.&#13;
&#13;
���$QDOL]D�PDWHULDăX&#13;
Zebrany materiał został przedstawiony jako konkretne wypowiedzi lub zagadnienia, które&#13;
wydawały się powtarzać u wielu respondentów, przez co pozwalają na wyrażenie bardziej&#13;
ogólnych sądów. Niemniej jednak nie można traktować tych badań jako konkluzywnego&#13;
studium architektury Kliszczaków, gdyż nie były to badania porównawcze. Nie sposób&#13;
stwierdzić, czy zebrany materiał i wiadomości o budynkach stanowią opis architektury&#13;
w Tokarni czy może dotyczą całego regionu lub nawet dałoby się podobne wnioski wysnuć&#13;
w stosunku do wsi w innym rejonie Polski. Niniejsza analiza jest raczej próbą stworzenia&#13;
studium konkretnego miejsca bez rozsądzania, czy jest ono jakimś wyznacznikiem&#13;
bardziej ogólnych trendów lub miejscowego typu.&#13;
&#13;
2.1. Proces budowy&#13;
Pierwszą sprawa, o którą pytani byli rozmówcy, to kwestia budowy ich domu, tzn. kto&#13;
brał w niej udział i jak przebiegała. Chodziło o sprawdzenie, czy istnieje ciągłość tradycji&#13;
budowania drewnianych domów przez samych gospodarzy oraz skonfrontowanie&#13;
Etnologia w erze postludowej. Dalsze eseje antyperyferyjne, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,&#13;
Kraków 2017, s. 152.&#13;
6 Cytowane wywiady zostały zakodowane ciągiem trzech liter i cyfry porządkowej. Pierwsza litera oznacza&#13;
pierwszą literę nazwy miejscowości, gdzie odbywały się badania, kolejne oznaczają inicjały badacza.&#13;
Cyfry porządkowe oznaczają numer wywiadu danego badacza. Nagrania wywiadów, ich opracowanie oraz&#13;
dokumentacja fotograficzna znajdują się w posiadaniu Fundacji Mapa Pasji.&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
procesu budowy z praktyką budowania w dużych miastach, gdzie właściciel działki&#13;
występuje jako pomysłodawca i finansujący, i na tym jego rola często się kończy. Projekt&#13;
oraz jego realizacja należy do wykwalifikowanych wykonawców pracujących na zlecenie.&#13;
Uzyskane od rozmówców informacje wyraźnie pokazują zupełnie inny przebieg&#13;
powstawania architektury niż w dużych miastach, a tym samym podobieństwo do&#13;
tradycyjnej roli mieszkańca w powstaniu domu. Badani wykonywali swoje budynki&#13;
w większości własnymi siłami, jak to określił jeden z rozmówców: „metodą gospodarską”,&#13;
czyli z pomocą rodziny i sąsiadów. Opisywali, jak sami zdobywali materiały czy wręcz je&#13;
wytwarzali (na przykład samodzielnie wypalali cegły czy wykonywali meble). Rozmówcy&#13;
nie tylko finansowali i doglądali budowy, ale brali czynny udział w każdym jej etapie.&#13;
Dotyczyło to zarówno budynków, które stawiano kilkadziesiąt lat temu7, jak i tych z XX w.&#13;
oraz z ostatnich kilku latach. Oto jak opisuje budowę mieszkaniec domu powstałego&#13;
w okolicach roku 2000:&#13;
[...] jak budowaliśmy ten dom, to tak zwanym systemem, ja to nazywam rodzinnym. Czyli po&#13;
prostu podstawowym składem ekipy to byłem ja, mój ojciec, Teresy tata, no i jeden fachowiec,&#13;
który tam był wynajęty do tego. Czyli to nie było tak, że to jakaś firma, tylko większość&#13;
robiliśmy to własnymi jak gdyby siłami, przez co też się udaje unikać jakichś dużych kredytów&#13;
bankowych…[TLPB01].&#13;
&#13;
Dotyczyło to nie tylko bardzo starych drewnianych budynków i obiektów powstałych&#13;
przed wojną, ale też późniejszych, a nawet współczesnych, chociaż wielu rozmówców&#13;
wskazywało, że teraz większość prac wykonują wynajęte firmy budowlane. Jednak nawet&#13;
jeśli gospodarze przestali wznosić swoje domy całkowicie własnymi siłami, oddając&#13;
część pracy wyspecjalizowanym firmom, to każdy z nich przyznawał się do brania&#13;
udziału w budowie w mniejszym lub większym stopniu. Również w przypadku bardzo&#13;
nowoczesnego domu, który podczas badań był na etapie wykańczania wnętrz:&#13;
-...jest w trakcie, cały czas coś się robi.&#13;
- Korzystali państwo z ekipy budowanej?&#13;
- Tak&#13;
- A sami państwo też coś wykańczali?&#13;
- Tak, wykańczamy sporo [śmiech] tak... i mąż i ja jesteśmy tacy właśnie praktyczni.&#13;
Lubimy, jak sami coś zrobimy [śmiech].&#13;
- A co na przykład państwo zrobili, jeśli można spytać?&#13;
- No, mąż robi stoliki właśnie, stół do jadali, jakieś tam ściany malował, schody też robił także...&#13;
- Takie rzeczy głównie związane z metalem.&#13;
- Metal, drewno to nam się podoba, nie? [TWŚ03]&#13;
&#13;
Innym aspektem budowy domu, który ma związek z rolą gospodarza w jego powstaniu, był wpływ na projekt albo na ogólną bryłę budynku. Część domów, których dotyczyły&#13;
rozmowy, to tak zwane kostki, budowane na przełomie lat 80. i 70. w całej Polsce. Jak&#13;
wskazywali informatorzy, projekty tych domów pochodziły od państwa i nie można było&#13;
w nich wiele zmienić. Były zunifikowane i narzucone z góry:&#13;
7 „[...] wcześniej sąsiad sąsiadowi budował, mieli swój region, umiał tak, to tak budował” [TJŚ01].&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Projekt... w tych czasach to były typowe plany... to już z Warszawy przychodziły, szło się do&#13;
gminy, owszem, ale to gmina zamawiała i to były typowe plany [...] ale to były typowe plany. To&#13;
nie było to, żeby sobie ktoś wymyślał tego... tylko najwyżej mogła być jakaś poprawka zrobiona,&#13;
żeby tam coś dorysowali, ale tak musiało być…[TKO03].&#13;
&#13;
Bardzo podobnie wygląda wybór bryły domu współcześnie. Co prawda nie ma&#13;
narzuconych przez państwo projektów, ale zastąpiły je domy katalogowe rysowane&#13;
i sprzedawane jako wzory do wykorzystania. Takie projekty są bardzo popularne.&#13;
Większość rozmówców, którzy budowali domy po zmianie ustroju, wybrało dom&#13;
z katalogu. Tylko dwóch z nich miało domy wykonywane przez architekta na&#13;
zamówienie. Wynika z tego, że rola gospodarza w swobodnej kreacji rzutu budynku&#13;
i jego podstawowych gabarytów była i wciąż jest stosunkowo niewielka. Z kolei wciąż&#13;
odgrywa on dużą rolę w samym wykonawstwie, biorąc wraz z rodziną aktywny udział&#13;
w budowie, podobnie jak w czasach młodości najstarszych rozmówców. Mieszkańcy&#13;
Tokarni wykorzystują swoje umiejętności do wykonywania poszczególnych elementów&#13;
wyposażenia, korzystając z pomocy rodziny. Jeden z rozmówców, należący do branży&#13;
budowlanej, wspominał nawet, że nie dostaje wielu zleceń z okolicy właśnie dlatego, że&#13;
ludzie budują sobie sami.&#13;
W kontekście autorstwa budynków w Tokarni interesujące były odpowiedzi&#13;
rozmówców na pytania o wpływ przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym na&#13;
kształt budynków. W świetle obowiązującego prawa każdy nowo powstały budynek musi&#13;
spełniać wymagania zawarte w wytycznych urbanistycznych. W przypadku Tokarni jest&#13;
to Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego uchwalony dla rejonu Tokarni&#13;
i przyległych wsi w roku 2004. Opisuje on dopuszczalne przeznaczenie poszczególnych&#13;
terenów w gminie, klasyfikując je jako tereny zabudowy jednorodzinnej, usługowej,&#13;
mieszanej, tereny rolnicze, leśne czy zieleni nieurządzonej. Ustala takie ogólne zasady&#13;
urbanistyczne, jak lokalizacja i wysokości ogrodzeń, tablic reklamowych, sposoby&#13;
podziałów nieruchomości, a dla poszczególnych budynków takie parametry, jak wysokość&#13;
zabudowy, wysokość posadzki parteru, maksymalna powierzchnia zabudowy (wyrażona&#13;
w procentach względem powierzchni działki), minimalna i maksymalna intensywność&#13;
zabudowy, nachylenie dachu oraz zawiera nakaz stosowania konkretnych materiałów&#13;
wykończeniowych elewacji i dachu. Co ciekawe, określa je jako „tradycyjne” i zalicza&#13;
do nich: tynk, drewno, cegłę, szkło, ceramikę, okładziny elewacyjne, kamień czy blachę&#13;
oraz, dla dachów, dachówkę gont lub blacho-dachówkę. Ustala również dopuszczalną&#13;
kolorystykę dachów i kolorystykę elewacji (pastelowe kolory, szare, grafitowe).&#13;
Każdy budynek powinien spełniać wymagania zawarte w planie, a domy katalogowe&#13;
(projektowane pod klienta w całej Polsce) nie zawsze takie wymagania spełniają.&#13;
W świetle polskiego prawa muszą zostać sprawdzone przed zakupem a później&#13;
zaadaptowane pod konkretną działkę przez uprawnionego architekta. Tymczasem&#13;
mieszkańcy pytani o kwestie uwarunkowań ze strony urzędu często nie wiedzą nawet, że&#13;
wytyczne urbanistyczne istnieją.&#13;
Rozmówcy nie podają planu zagospodarowania ani żadnych innych prawnych&#13;
regulacji jako czynnika kształtującego ich domy. Pytani o kontakty z urzędami podczas&#13;
realizacji domów nie wskazują, żeby były jakieś problemy czy wywierany był wpływ,&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
raczej jest to kwestia czystej formalności, którą trzeba załatwić, nieraz „wychodzić”.&#13;
Dopiero pytanie konkretnie o to, czy gmina stawia jakieś wymagania, kilka osób wskazało&#13;
na kształt dachu oraz odległość od drogi, które są regulowane i egzekwowane. Często&#13;
jednak wskazują, że uzyskiwanie zgód urzędów to zło konieczne, coś, co trzeba przejść&#13;
jako czystą formalność. Podkreślają jednak jej uciążliwość i konieczność załatwienia jej&#13;
„sposobem”:&#13;
- Jak to było pod kątem urzędowym?&#13;
- No, to głównie ja załatwiałam wszystkie te sprawy,&#13;
- Pomagało nam to, że Teresa była w ciąży i wszystkie panie „ooo”. Jak wchodziła do urzędu,&#13;
to było trochę łatwiej.&#13;
- Ja te papierki wszystkie...&#13;
- Znaczy załatwień było dużo, no bo to jest taka sprawa, też mieliśmy taką zasadę przyjętą,&#13;
że chcemy mieszkać troszkę osobno [od sąsiadów] [TLPB01].&#13;
&#13;
Podsumowując, jeśliby uprościć proces budowania, który relacjonowali rozmówcy,&#13;
to składa się on z: uzyskania najczęściej typowego projektu, załatwienia pozwolenia&#13;
w urzędzie oraz budowania własnymi siłami, które było wykonywane przy dużym&#13;
udziale samych rozmówców. Widać tutaj marginalną rolę architekta, który pojawia się&#13;
w wywiadach sporadycznie. Często jest to znajomy lub ktoś, kto tylko podpisuje projekt,&#13;
ale nie wskazywano żadnej twórczej i nadzorczej jego roli w procesie projektowym.&#13;
&#13;
2.2. Domy w krajobrazie&#13;
Rozmówcy często byli pytani o cechy miejscowej zabudowy, używane materiały i wygląd&#13;
– tak, aby spróbowali stworzyć jakiś jej ogólny obraz. Były to pytania w rodzaju: „jak się&#13;
buduje” albo „jak oceniasz miejscowe budownictwo” itp. Miało to na celu uchwycenie&#13;
obrazu własnego otoczenia funkcjonującego wśród rozmówców, ale także zbudowanie&#13;
pewnej wyobrażeniowej typologii zabudowy Tokarni, pewnej autonarracji mieszkańców&#13;
o swojej architekturze.&#13;
Przede wszystkim rozmówcy dostrzegają zmiany, jakie zaszły od czasów, kiedy&#13;
budowali oni swoje domy (w przypadku np. budynków z okresu PRL). Osoby starsze&#13;
bardzo dokładnie potrafią opisać metody budowania w czasach ich młodości, począwszy&#13;
od sposobu wyrabiania materiału, lokalizacji domów czy nieraz związanych z budową&#13;
zwyczajów. Teraz, jak uważają, większość pracy powierza się firmom. Pytani o stare&#13;
budownictwo drewniane wskazują na jego zupełny zanik. W krajobrazie Tokarni stare&#13;
domy drewniane są faktycznie rzadkością, szczególnie te wciąż użytkowane. Z kolei&#13;
domy z okresu powojennego, w których większość rozmówców mieszkała w pewnym&#13;
momencie swojego życia, jawią się jako zupełnie identyczne projekty typowe, pozbawione&#13;
stylów czy jakichkolwiek wyznaczników regionu:&#13;
- A patrzę, czy widać jakieś elementy takiego regionalnego zdobnictwa na domach?&#13;
- Już nie ma. Przy drewnianych były, ale przy murowanych to prosto wszystko, nikomu sie nie&#13;
chciało.&#13;
- Żadne gadziki, nic takiego?&#13;
&#13;
167&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
- Nic...wszystko proste proste, jak najprościej żeby... po pierwsze, że najtaniej, po drugie nie ma&#13;
nawet tych specy takich co to umieli rzeźbić i umieli wystroje domów tak jak sie zachowało&#13;
na Podhalu..&#13;
[...] Jak najprościej, jak najprościej żeby było w utrzymaniu w ogóle w malowaniu czy coś, żeby&#13;
nie było żadnych komplikacji [TJŚ01].&#13;
&#13;
Badacze nie pytali respondentów o tradycyjne budownictwo, sugerując, że dalej&#13;
stawia się tradycyjne chaty, jak te opisane przez etnografów. Bardziej chodziło im&#13;
o wywołanie rozmowy o widocznym w krajobrazie renesansie architektury drewnianej&#13;
we współczesnym wydaniu. Jednak rozmówcy rzadko się do nich odnoszą, wskazując,&#13;
że jest to trend marginalny. Takiego zdania nie podzielają dwaj cieśle, którzy zawodowo&#13;
zajmują się wznoszeniem domów z bali. Wskazują oni chęć powrotu do tradycji budynku&#13;
drewnianego, szczególnie wśród ludności napływowej, na co wskazuje ilość zleceń, które&#13;
otrzymują.&#13;
Mówiąc najbardziej ogólnie, architektura rejonu zamieszkanego przez Kliszczaków&#13;
charakteryzuje się według rozmówców prostotą i ukierunkowaniem na funkcjonalność.&#13;
Rodzina, która aktualnie kończy swój dom, wskazuje wręcz na minimalizm:&#13;
- Nawiązują państwo swoją estetyką tego domu albo mieli w zamiarach do lokalnych tradycji&#13;
czy nie?&#13;
- Chcieliśmy, żeby ten dom był minimalistyczny, taki prosty, żeby nie zakłócać tutaj tej natury,&#13;
żadnych tam urozmaiceń typu jaskółki nie jaskółki, tylko...&#13;
- Prostota&#13;
- Prostota właśnie, te detale takie proste... [TWŚ03].&#13;
&#13;
Wiele materiałów budowlanych oraz wykończenia wnętrz są stosowane z uwagi&#13;
na trwałość, bezproblemowość użytkowania i łatwość czyszczenia. Funkcjonalność&#13;
i praktyczność są więc najbardziej pożądaną cechą architektury.&#13;
Wskazywana jest też chaotyczność domów, wzajemne niedopasowanie stylowe oraz&#13;
często (szczególnie w formie krzykliwych kolorów elewacji) nieprzystawanie estetyki do&#13;
otoczenia – malowniczej przyrody..&#13;
&#13;
2.3. Budownictwo tradycyjne&#13;
Często poruszanym zagadnieniem był stosunek rozmówców do tradycji miejscowego&#13;
budownictwa. Kiedy badacze mówili, że zajmują się architekturą, w domyśle byli&#13;
traktowani, jakby interesowała ich stara architektura drewniana lub szeroko pojęte&#13;
zabytki. Musieli sprecyzować, że chodzi o współczesne budownictwo. Dawało to jednak&#13;
pretekst do poruszenia tematu tradycji, powracania do materiałów takich jak drewno czy&#13;
stosowania ornamentów kojarzących się z góralszczyzną.&#13;
W samej Tokarni jest kilka przykładów domów, które nawiązują do starych wzorców&#13;
budownictwa. Są też coraz mniej liczne, ale wciąż obecne stare drewniane chałupy&#13;
– niektóre bardzo zaniedbane, inne wciąż pielęgnowane, z utrzymanymi w czystości&#13;
malowanymi elewacjami. W samej gminie Tokarnia działa kilka firm specjalizujących się&#13;
w budowaniu w tradycyjnym materiale tzw. „domów z bali”. Kilku rozmówców trzymało&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
w swoim gospodarstwie stary sosręb8 z rozebranego wcześniej drewnianego domu.&#13;
Wydaje się, że tradycja będzie miała wciąż znaczenie, a nawiązywanie do niej będzie&#13;
chwalone. Jednak wywiady tego nie potwierdziły. Rozmówcy, którzy w większości&#13;
mieszkali w domach z okresu PRL lub wybudowanych w latach 90. czy na początku XXI w.,&#13;
przeważnie twierdzili, że nikt nie nawiązuje do tradycji, a wszyscy chcą budować&#13;
„jak najprościej” i „jak najnowocześniej”. Dopiero gdy badacze ciągnęli dalej temat,&#13;
pytając o wymienione wyżej firmy czy pensjonat „Kliszczacka Koliba”9, przyznawali,&#13;
że faktycznie są tego przykłady. Jednak zauważali, że jest to architektura nawiązująca&#13;
bardziej do Podhala. Jedna z rozmówczyń stwierdziła, że jeśli już gdzieś nawiązuje&#13;
się do tradycji Kliszczaków, to w stroju ludowym. Rozmówcy byli raczej świadomi,&#13;
że określenie „góralska architektura” jest płynne, a rozstrzygnięcie z jakiego regionu&#13;
małopolski pochodzi dany element jest problematyczne. Nie wskazywali, że konkretnie&#13;
architektura kliszczacka może być inspiracją do nowoczesnych domów z bali, mówiąc,&#13;
że budownictwo drewniane w tym regionie było raczej proste, pozbawione ozdób&#13;
i przepychu. Z kolei rozmówcy pytani o stare budownictwo z regionu wskazywali, że&#13;
faktycznie wciąż kilka takich budynków pozostało. Są jednak w większości opuszczone,&#13;
albo użytkowane przez napływowych, którzy odkupili je od pierwotnych właścicieli,&#13;
aby używać je jako domy letniskowe. Jednak w przeważającej większości budynki te&#13;
były burzone, jeśli przestały spełniać swoją funkcję praktyczną, a gospodarze przenosili&#13;
się do nowobudowanego domu. Nie znaczy to wszelako, że straciły znaczenie, o czym&#13;
świadczą na przykład przywołane wcześniej sosręby zachowane z dawnych budynków&#13;
przez rozmówców.&#13;
U jednego z nich belka ze starego domu służy jako podpora w budynku gospodarczym.&#13;
Profilowana, z charakterystyczną rozetką i datą „1913”, sugeruje swoją pierwotną funkcję.&#13;
Podobny sosręb, profilowany, wyszlifowany i wypolerowany na połysk, z podobnym&#13;
ornamentem i datą 1911, został użyty jako zwieńczenie kominka w domu cieśli. Jednak&#13;
drugie życie zyskują nie tylko belki stropowe, ale inne drewniane fragmenty starego&#13;
budownictwa, które są skupowane przez wyspecjalizowane firmy, wykorzystujące potem&#13;
oryginalne deski jako materiał do produkcji mebli czy wykańczania wnętrz o wysokim&#13;
standardzie.&#13;
Do starych budynków stosunek jest jak widać bardzo pragmatyczny. Jeśli są&#13;
przydatne do mieszkania albo nie zawadzają w zbudowaniu nowych, to są zachowywane.&#13;
W innych przypadkach burzy się je z ewentualnym zachowaniem niektórych elementów&#13;
w charakterze pamiątki. Budowanie na nowo w stylu nawiązującym do jakichś tradycji&#13;
góralskich lub wręcz odkupywanie starych domów to raczej domena przyjezdnych:&#13;
8 W budynkach o stropie drewnianym główna belka, biegnąca poprzecznie do pozostałych. Jest to popularna&#13;
nazwa elementu znanego w okolicach występowania Kliszczaków pod innymi nazwami: „Belki tragarzowe&#13;
wspierał często umieszczony pod nimi poprzecznie belkowy podciąg, zwany tu sostrągiem, sostromem&#13;
lub po prostu świniarzem, bowiem na nim wieszano tradycyjnie oprawianego na mięsi wieprza. Ta ważna&#13;
konstrukcyjnie belka posiadała często snycerskie opracowanie. Zwyczajowo umieszczano na niej datę budowy,&#13;
nazwiska fundatorów domu, budowniczych, a często krótkie inskrypcje kierowane do Boga i świętych z prośbą&#13;
o opiekę nad domostwem i jego mieszkańcami”, M. Grabski, Budownictwo drewniane, op. cit., s. 159.&#13;
9 Jest to drewniany budynek funkcjonujący jako pensjonat, w którym mieszkali badacze podczas obozu&#13;
etnograficznego, a nawiązujący do tradycyjnej architektury drewnianej.&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Drewniane domy w czarnym potoku lata temu kupił taki pan Węgier z Krakowa. [...] I on&#13;
zakupił ze 2 albo 3 domy. Ja byłam jeszcze młodą osobą, jak pamiętam... to były takie spichlerze&#13;
na zboże, to się nazywało sąsiek. I on, pamiętam, te sąsieki od mamy pobrał i oni to zaadaptowali&#13;
tam. [...] oni tu przyjeżdżają od przynajmniej 3... kilku lat [...] to są domy całoroczne [TKO02].&#13;
&#13;
Poza tym jeśli stary dom nie ma racji bytu, jest rozbierany, o czym świadczy fakt, jak&#13;
niewiele ich pozostało również w miejscach, gdzie historycznie była kiedyś wyłącznie&#13;
drewniana architektura. Zanikowi starego budownictwa stara się przeciwdziałać gmina,&#13;
ustanawiając prawną ochronę pozostałych jeszcze na jej terenie starych drewnianych&#13;
domów. Widać to na poziomie deklarowanej strategii wyrażonej w Studium Uwarunkowań&#13;
i Kierunków Zagospodarowania Gminy Tokarnia10, gdzie jako jeden z podstawowych&#13;
celów rozwoju regionu wymieniona jest ochrona architektury zabytkowej:&#13;
ochrona wartości kulturowych związana z występującymi na obszarze gminy zespołami&#13;
i obiektami zabytkowymi, wiążąca się z utrzymaniem tych wartości dla przyszłych pokoleń,&#13;
zapewniająca atrakcyjności gminy.11&#13;
&#13;
Jednak jak wskazują sami przedstawiciele gminy, są to raczej deklaracje, mijające się&#13;
z praktyką. W rzeczywistości mieszkańcy nie mają chęci utrzymywania starych budynków&#13;
uznawanych za zabytkowe. Jeśli tylko przestają pełnić swoją funkcję lub potrzeba&#13;
miejsca na zbudowanie w ich miejscu nowego domu, zwracają się do Wojewódzkiego&#13;
Konserwatora Zabytków z prośbą o wyburzenie, mając nadzieję na pozytywną&#13;
odpowiedź. Nie są również specjalnie zainteresowani odtwarzaniem tradycyjnego&#13;
drewnianego budownictwa, ponieważ, jak to stwierdziła jedna z rozmówczyń:&#13;
Nie chcą ludzie, no bo to jeżdżą po świecie i każdy chce taką nowość żeby miał... inne jak&#13;
wszyscy, nie? Także raczej nie chcą nawiązywać do tej tradycji, tylko chcieliby wprowadzać&#13;
nowoczesność [TWŚ03].&#13;
&#13;
W świetle prawa miejscowego mieszkańcy, którzy chcą budować nowe budynki, mają&#13;
pełną dowolność, czy nawiązywać do tradycyjnego budownictwa, czy nie. Co prawda&#13;
plan dopuszcza jedynie spadziste dachy, zakazując płaskich, ale jak pokazuje kilka bardzo&#13;
nowoczesnych budynków w Tokarni, nie jest to przeszkoda dla realizowania architektury&#13;
w oderwaniu od tradycji. Tak samo zapisy Planu określające materiały i estetykę nowych&#13;
budynków w żaden sposób nie zabraniają budowania nowoczesnej architektury, mimo&#13;
że ustalają nakaz używania „tradycyjnych” materiałów wykończeniowych. Zaliczają do&#13;
nich jednak: tynk, cegłę klinkierową, drewno, szkło, ceramikę, kamień i blachę, czyli&#13;
w zasadzie wszystkie najważniejsze materiały wykończeniowe stosowane w architekturze&#13;
współcześnie.&#13;
&#13;
10 Ten dokument, zwany potocznie „studium”, jest podstawowym dokumentem planistycznym, określającym&#13;
ogólną politykę przestrzenną i zasady zagospodarowania danego obszaru. Stanowi bazę dla sporządzanego&#13;
później Planu Miejscowego, który zawiera bardziej szczegółowe wytyczne i (w odróżnieniu od studium)&#13;
posiada moc prawną.&#13;
11&#13;
&#13;
Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Tokarnia, Załącznik nr 1b do&#13;
uchwały Nr XXXVII/224/10 Rady Gminy Tokarnia z dnia 10.11.2010 r., Wójt Gminy Tokarnia/ASTA-PLAN&#13;
Pracownia Urbanistyczno-Architektoniczna, Kraków 2010, s. 6.&#13;
&#13;
170&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
Wydaje się, że wyznaczoną przez urząd strategię ochrony budownictwa drewnianego&#13;
realizują głównie napływowi. Przyjeżdżają, chcąc osiedlić się lub spędzać wakacje&#13;
w nowych domach zbudowanych z bali w nawiązaniu do budownictwa regionalnego lub&#13;
odrestaurować stare budynki, które zdarza im się odkupywać od mieszkańców.&#13;
Dużą rolę w kształtowaniu nowej architektury nawiązującej do tradycji mają cieśle,&#13;
wykonujący na zamówienie drewniane domy. Tworzą oni nowe budynki jako nawiązanie&#13;
do przeszłości, ale chcąc robić to w sposób twórczy, rozwijając, jak sami to określają –&#13;
„własny styl”. Jeden z nich wyraził się, że budynki drewniane „mają duszę”. Jednak nie są&#13;
to domy nawiązujące stricte do architektury Kliszczackiej, ale swoisty synkretyzm. Jak&#13;
wyjaśnił to jeden z rozmówców:&#13;
Wie pan, co? To jest zasada taka jak na przykład ze strojem czy z pieśniami, czy z kulturą.. Polega&#13;
na tym, że to jest pogranicze. Jak pan sobie zobaczy mapę górali polskich, to to jest...tutaj jest&#13;
taki swoisty synkretyzm. Część jest... w ogóle ta ludowość to jest, tak jak powiedziałem, teraz&#13;
renesans, to jest odrodzenie tego i ta świadomość taka architektoniczna to raczej nie istnieje.&#13;
Ludzie biorą to, co im się podoba i nie patrzą na to czy to są zagórzanie, czy to są Lachy&#13;
Sądeckie, czy to są Podhalanie, czy to są Krakowianie, czy to z Zakopanego. Jeżeli mu się to&#13;
podoba, a jest to generalnie jakoś tak... mieści się w szeroko pojętej kulturze góralskiej. Oni się&#13;
nie znają, skąd to jest, tylko sobie te elementy robią [TJŚ03].&#13;
&#13;
Taki stan rzeczy podkreślają cieśle, którzy nie wskazują z jakiego konkretnego regionu&#13;
Małopolski czerpią inspiracje, mówiąc, że jest to twórcza synteza.&#13;
Z tematem tradycji nierozerwalnie związany jest stosunek do drewna. Pytani o dawne&#13;
budownictwo rozmówcy zaczynali opowiadać właśnie o drewnianych domach, w których&#13;
mieszkali oni sami lub ich przodkowie. Z rozmów wynika, że drewno jako materiał ma&#13;
szczególne znaczenie w świadomości rozmówców, a dom z niego zrobiony ma specjalne&#13;
właściwości:&#13;
No ale co? Mikroklimat w takim domu jest zupełnie inny, nie? Ten zapach, to nie jest beton&#13;
ani mur [TWŚ02].&#13;
&#13;
Drewno jest korzystne dla zdrowia, nie uczula alergików i jest przyjemne w dotyku. Dla&#13;
jednego z rozmówców zastosowanie podłogi z desek było spowodowane doświadczeniami&#13;
z domu jego rodziców, którzy dorastali w blokach:&#13;
No i podłogi też były takie ciekawe, bo żeśmy stwierdzili, że chcemy mieć drewniane.&#13;
W większości tam, gdzie jest powiedzmy kuchnia, przedpokój czy łazienka, no to okej... ale&#13;
tu chcemy żeby... I tu jest tak zrobione, że jest po prostu, wiadomo: jest fundament betonowy,&#13;
ale na tym jest legar taki 7-centymetrowy, między tym jest ocieplenie. Tam wełna miejscami,&#13;
chyba styropian, a jeszcze jest deska. Zależało nam na tym, żeby jednak...no... doświadczenia&#13;
naszych rodziców, którzy budowali w latach 70., 80. domy, to był czysty beton. Po prostu... ja&#13;
na przykład teraz jak jestem w takim domu, to bez kapci od razu czuję ten beton. [TLPB01]&#13;
&#13;
Drewno może być też składową nowoczesnego standardu w budownictwie. Młode&#13;
małżeństwo rozmówców, którzy wybudowali dom określany przez nich go jako&#13;
„minimalistyczny”, wspominało, że ważne dla nich było, aby budynek „nie zakłócał&#13;
natury”. Być może z tego powodu zdecydowali się obłożyć niemal całą jedną elewację&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
deskami. W ich domu drewniane są również liczne elementy wnętrza, jak drzwi, blaty&#13;
mebli czy stopnie schodów. We wnętrzach domów innych rozmówców materiał ten też&#13;
odgrywa dużą rolę. Zrobione są z niego meble salonowe, stoły i szafy oraz zabudowa&#13;
kuchenna. Poza tym balustrady i schody są bardzo często też obłożone drewnem. Zdarzały&#13;
się też sufity z desek, czasem zdobione w formie kasetonów, oraz boazerie. Te ostatnie&#13;
są jednak wskazywane przez rozmówców jako niepraktyczne, niemodne i kłopotliwe&#13;
w utrzymaniu. Drewno jest stosowane tylko, jeśli można wykazać jego praktyczność.&#13;
Dlatego całkowicie drewniane są w Tokarni tylko domy bardzo stare albo domy z bali&#13;
wykonywane na zamówienie, których jest niewiele. Przeważająca większość to budynki&#13;
kryte tynkiem o blaszanym pokryciu dachowym, balustradami z metalu i oknami z PCV,&#13;
a ogrodzenia wykonane są najczęściej z metalowej siatki. Drewno we współczesnej&#13;
architekturze najbardziej typowych domów w Tokarni występuje jako wykończenie&#13;
mebli, schody wewnętrzne i mała architektura, jak altanki czy ule.&#13;
&#13;
�����3U]HVWU]Hą�GRPRZD&#13;
Sporą częścią wywiadów były rozmowy o wnętrzu domów. Badacze próbowali ustalić,&#13;
jakie znaczenie przypisuje się poszczególnym pomieszczeniom lub zachęcić rozmówcę&#13;
do oprowadzenia ich po domu. Pytali o to, gdzie spędza się czas i przy jakich okazjach.&#13;
Poza tym starali się dowiedzieć, w jakim pomieszczeniu przyjmuje się księdza po kolędzie,&#13;
gdzie je się Wigilię, a w której części domu najchętniej przesiadują sami domownicy.&#13;
Rozmówcy chętnie odpowiadali na tego rodzaju pytania związane bezpośrednio z ich&#13;
życiem codziennym, inaczej niż jeśli pytało się o powstanie domu i o materiał. Zdarzało&#13;
się nawet, że potencjalni rozmówcy odmawiali udzielenia wywiadu, gdy byli pytani&#13;
o architekturę, mówiąc, że się na tych sprawach nie znają. Z tego powodu badacze przyjęli&#13;
strategię pytania bardziej ogólnie o przestrzeń domową, spędzanie wolnego czasu lub&#13;
starali się wywołać swobodną opowieść o życiu w danym obiekcie.&#13;
Badacze pytali zwykle na początku, „gdzie się najczęściej siedzi”. Okazało się,&#13;
że w przeważającej większości jest to kuchnia, do której najczęściej byli zapraszani,&#13;
aby przeprowadzić wywiady. Poza przygotowywaniem i spożywaniem mniejszych&#13;
posiłków w kuchni domownicy „przesiadują” i najczęściej przyjmują również gości.&#13;
W salonie odbywają się większe i bardziej uroczyste przyjęcia, ale większość rozmówców&#13;
przyznawała, że najbardziej lubi przebywać właśnie w kuchni.&#13;
- A teraz w tych nowych domach to które pomieszczenie jest najważniejsze w domu?&#13;
Kuchnia czy salon?&#13;
- Kuchnia.... kuchnia. Jak przychodzi ktoś do ciebie taki, jak to się i mówi, swój, nie? „Nie nie&#13;
rób ze tam... w kuchni se siadniemy, podos co mos i napijemy się, będziesz goniał po&#13;
salonach”. Ludzie nie chcą tak w salonach, to tak od święta, jakieś imieniny czy jakieś&#13;
przyjęcie, to nas jest więcej, a tak jak dwoje, troje, pięcioro, to w kuchni to posiedzimy i...&#13;
- A jak się księdza przyjmuje po kolędzie?&#13;
- No to już... u mnie na przykład zawsze je śniadanie, zaczyna ode mnie.&#13;
- No to w kuchni siedzi?&#13;
- No to przychodzi, no to już w salonie odprawi się i śniadanie się mu daje&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
[...]&#13;
- To najważniejszym miejscem w domu jest kuchnia czy salon?&#13;
- Dla gości salon.&#13;
- A w takim codziennym życiu?&#13;
- A na co dzień do kuchni. Każdy idzie, w kuchni się siedzi, w kuchni się je, w kuchni się kawę&#13;
zrobi, w kuchni sie obiad zrobi, w kuchni się kolację siedzi posiedzi się w kuchni, to „pójdźe,&#13;
bo jem kolacje, podgodomy co, napijesz sie herbaty? Siadnij se” i tam tego... a sypialnia jest&#13;
zamknięta, to tam ino się idzie spać [TJŚ01].&#13;
&#13;
Domownicy lubią też po prostu przesiadywać w kuchni i wyglądać przez okno. Kilku&#13;
rozmówców wskazało, że siedzą raczej w salonie i kuchnia ma dla nich małe znaczenie, ale&#13;
takie wypowiedzi zdarzały się sporadycznie. Wskazywano, że w starych budynkach z lat&#13;
70. kuchnia była oddzielona od bardzo małego salonu, z kolei teraz za sprawą otwartych&#13;
planów zaciera się granica między pomieszczeniami. Natomiast wbrew zmianom,&#13;
również w domach współczesnych kuchnia jest ulubionym miejscem do przebywania.&#13;
Zdarzało się jednak, że rozmówcy podkreślali odchodzenie od tego trendu, wskazując,&#13;
że kuchnia była co prawda centrum życia domowego, ale w przeszłości, w drewnianych&#13;
chałupach:&#13;
Słuchaj, dawniej całe życie towarzyskie było w kuchni. W latach 70. jak była bryła domu, to w&#13;
domu było rozmieszczenie na 4 części: były 2 pokoje, kuchnia i stajnia, jak się to mówi. No tak&#13;
było... bo taki dom był u mnie u rodziców, do którego później zmieniali, zmieniali, zmieniali&#13;
[TKO01].&#13;
&#13;
Innym zagadnieniem były tzw. „kuchnie letnie”, które pojawiły się w kilku wywiadach.&#13;
Były to pomieszczenia na parterze w budynkach o kilku kondygnacjach, funkcjonujące&#13;
jako dodatkowe kuchnie, np. na przetwory. Jeśli w domu mieszkała wielopokoleniowa&#13;
rodzina, to często była to ta kuchnia, której używali najstarsi. Jeden z rozmówców opisał&#13;
proces „schodzenia” domowników w dół, gdzie początkowo używali swojej kuchni&#13;
na parterze okazjonalnie, aby z biegiem lat, kiedy wchodzenie po schodach zaczynało&#13;
sprawiać im trudność, „zostawali” w tych kuchniach (i innych pomieszczeniach na&#13;
parterze), robiąc miejsce na górze swoim dzieciom. Przykładem takiej kuchni letniej jest&#13;
zrobiona w stosunkowo nowym domu (końcówka lat 90.), gdzie kuchnia na piętrze jest&#13;
tą codzienną, a na parterze znajduje się dodatkowa — gospodarcza, do przetworów albo&#13;
większych ilości jedzenia.&#13;
- Wspominała pani, że jest kuchnia gospodarcza...&#13;
- Na dole.&#13;
- Wykorzystuje ją pani?&#13;
- Tak, chociaż teraz jak mamy tę u góry, to teraz na przykład te ogórki wyniosłam, bo robie&#13;
wszystkie przetwory. Robie ogórki różnego rodzaju, robie jakieś soki...&#13;
- Czyli są dwie kuchnie... jedna gospodarcza?&#13;
- Ta jest taka do codziennego użytku.. gdzie po prostu gotujemy i przygotowujemy wszystko,&#13;
natomiast na dole mamy piętro niżej kuchnię, gdzie teraz mamy... jakieś tam mąż hodował&#13;
w zeszłym roku 16 baranów... no więc tam jakaś zamrażarka, no i jakieś zapasy mamy, czy&#13;
grzyby, czy jakieś mięso w większej ilości, jakąś tam wołowinę, czy coś od gospodarza... no i&#13;
tam jest piec i na przykład tam ...&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
- Piec kuchenny...&#13;
- Kaflowy taki... i tam zawsze robiłam przetwory, w tamtej kuchni [TLPB02].&#13;
&#13;
Kuchnia jest więc centrum życia domowego, miejscem służącym nie tylko do&#13;
codziennego przygotowywania posiłków, ale również do „przesiadywania” i przyjmowania&#13;
bliskich znajomych. Dlatego w każdej z kuchni, którą odwiedzili badacze, znajduje się&#13;
miejsce do siedzenia na tyle duże, że może się w niej zmieścić kilka osób.&#13;
Salon, albo inaczej pokój dzienny, rzadko pojawiał się w rozmowach. Zwykle&#13;
przyjmuje się w nim gości podczas specjalnych okazji. Z kolei domownicy spędzają w nim&#13;
czas, oglądając telewizję czy czytając książki. W przypadku domu jednego z rozmówców&#13;
salon tworzyły „kąciki”, gdzie można było wyróżnić w przestrzeni osobne miejsce&#13;
do czytania, oglądania telewizji, grania na instrumencie czy grania w gry planszowe,&#13;
które podczas wywiadu rozłożone były na stoliku kawowym. Stał tam też samodzielnie&#13;
wykonany przez rozmówcę kominek, umieszczony, jak sam to nazwał, w „sercu domu”.&#13;
Był to jedyny przykład, kiedy nazwano tak jakieś pomieszczenie. Pokoje dzienne bardzo&#13;
często miały też często wydzielone jadalnie. Jeśli więc w kuchniach spędza się czas, to&#13;
w znaczeniu „posiedzieć, pogadać”, salon zaś służy do bardziej określonych aktywności&#13;
czy wręcz rozrywek.&#13;
W rozmowach nigdy nie pojawiła się łazienka, jednak zebrane przez badaczy&#13;
fotografie tych pomieszczeń mogą wskazywać na ciekawą prawidłowość. Niezależnie&#13;
od tego, jaki byłby wystrój i stylistyka domu, nowoczesna czy nawiązująca do tradycji,&#13;
zawsze łazienki były bardzo podobne (przynajmniej te, które rozmówcy zgodzili się&#13;
pokazać i sfotografować). Były one bardzo czyste, wypłytkowane, lśniące i nowoczesne,&#13;
z ceramicznymi urządzeniami, dużymi lustrami, bez zbędnych dekoracji na ścianach.&#13;
W kilku rozmowach pojawił się temat przechowywania niepotrzebnych rzeczy:&#13;
różnego rodzaju schowków, szop, a także piwnic i strychów. Piwnica okazała się&#13;
wciąż funkcjonującym pomieszczeniem, które rozmówcy często dobudowywali sobie&#13;
później lub zmieniali kupiony projekt, aby znalazła się w nim piwnica. Z kolei strychy&#13;
rzadko pełniły tę funkcję. Bardzo często były puste, z zamiarem adaptacji ich na&#13;
dodatkowe pokoje. Jeśli tylko ich gabaryty pozwalały na jakiekolwiek wykorzystanie na&#13;
pomieszczenia użytkowe, to wskazywano, że są pomieszczeniami do przechowywania&#13;
tylko tymczasowo, bo docelowo rozmówcy chcieliby je zaadaptować.&#13;
Bardzo sporadycznie pojawiającą się w wywiadach częścią domu była sypialnia, która&#13;
okazała się najbardziej prywatnym i niechętnie pokazywanym pomieszczeniem:&#13;
- Możecie wyjść tam do góry.&#13;
[ ...]&#13;
- No i sypialnia i tyle.&#13;
- Sypialni się nie pokazuje, kochanie, to jest jedyna rzecz [śmiech] [TLPB05].&#13;
&#13;
Z kolei inny rozmówca powiedział w cytowanym wcześniej wywiadzie, że w sypialni&#13;
się tylko śpi. Jeszcze inny podzielił się ciekawą refleksją na temat dawnych zasad&#13;
lokalizacji domów. Jak stwierdził, była ona podporządkowana temu, o której porze dnia&#13;
słońce będzie się znajdowało w sypialni.&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
- A powiedzcie mi: te domy to dawniej były do słońca orientowane?&#13;
- Zazwyczaj stawiali tak, żeby front domu był zawsze na wschód... ewentualnie jeżeli&#13;
konfiguracja terenowa tak była, że... tego no... to na południe, ale zawsze wystrzegali:&#13;
„pamiętaj żebyś na północ nie patrzył”... na północ... i sypialnie, czy coś żeby nie były na&#13;
północ, że jest niezdrowo, to przestrzegali... żeby dom tak budować, żeby front.... „żebyś&#13;
zawsze patrzyła na wschód, żeby cie słońce ranne do domu świeciło” [TJŚ01].&#13;
&#13;
Z powyższego cytatu oraz z dalszej tematyki tej rozmowy (rytm dnia i nocy dawniej&#13;
i dziś, godzina chodzenia spać i jej wpływ na zdrowie) można wywnioskować, że&#13;
determinantem lokalizacji domu było umożliwienie promieniom wschodzącego słońca&#13;
wpadanie do izby, w której się spało. Chodziło być może o obudzenie domownika, a tym&#13;
samym o regulację jego rytmu życia przez cykl słońca.&#13;
&#13;
2.5. Przedmioty&#13;
Elementem architektury, który zasługuje na osobną część, jest wystrój wewnętrzny&#13;
domów. Jest to w końcu element najbliższy mieszkańcom, najłatwiejszy do kreacji i dlatego&#13;
to właśnie w nim skupia się często ekspresja mieszkańców. Jako wystrój rozumiem dobór&#13;
mebli, sposobu wykończenia ścian i podłóg oraz wszelkiego rodzaju przedmioty stojące&#13;
lub wiszące, które nie mają żadnej praktycznej funkcji użytkowej.&#13;
Przede wszystkim są to dewocjonalia. Były one obecne w przeważającej większości&#13;
domów. Obrazy przedstawiające Świętych, Matkę Boską i Chrystusa mają najczęściej&#13;
pokaźne rozmiary i są ustawione w rozproszeniu w różnych miejscach domu na&#13;
wolnych ścianach. Często są to np. krzyże w nadprożach drzwi. W starszych domach&#13;
praktykowano wykonywanie wnęki w ścianie szczytowej budynku, do której wstawiano&#13;
figurkę Świętego lub Matki Boskiej, tworząc niewielką kapliczkę. Jednak w późniejszych&#13;
domach takich rozwiązań nie ma, a jeśli ktoś rozbierał stary dom z taką kapliczką, nie&#13;
wcielał jej do nowego. O kapliczce a potem o potrzebie wieszania na ścianach świętych&#13;
obrazków przypomina jeden z rozmówców:&#13;
- Ale zachowywali te kapliczki, jak stawiali nową chałupe?&#13;
- Nie... nowe to nawet obraz już był płaski albo żeby w ogóle... krzyżyk na ścianie, więcej&#13;
nic... „bo to niemodne”...oj wszyscy gadają, że „eee mam boga w sercu a nie na ścianie”. Ale&#13;
jeżeli się go na ścianie nie ma, to się go zapomina... A tak wzrokowo człowiek popatrzy,&#13;
że jest ta świętość, że ten bóg jest, że gdzieś ci święci są, nie? Co patronują nam [śmiech],&#13;
bo to wszystko wizualnie trzeba sobie niektóre rzeczy wyobrażać [TJŚ01].&#13;
&#13;
Jednak dewocjonalia to nie jedyne przedmioty wieszane na ścianie albo stawiane&#13;
na półkach. Często zdarzały się pamiątki z podróży, które swoim ustawieniem w rzędzie&#13;
na ścianach przypominały trofea. W jednym z domów cała ściana ułożona była w obiekty&#13;
pochodzące z jednej części świata albo te same obiekty z różnych miejsc. W niektórych&#13;
domach można się dopatrzeć specjalnych kącików podróżniczych, gdzie rozmówcy&#13;
wystawiają na widok swoje pamiątki. Na jednej półce na przykład znajdowały się trzy&#13;
posążki buddy a za nimi książki podróżnicze. Zdarzały się szable powieszone na ścianach,&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
orientalne figurki i kopie drzeworytów. Były też maski (od afrykańskich po weneckie),&#13;
talerze z różnych miejsc świata, szable i figurki. Często również eksponuje się rękodzieło&#13;
samych domowników. Rozmówcami badaczy było kilku rzeźbiarzy i artystów, którzy&#13;
swoje rzeźby i obrazy wieszali na ścianach i stawiali na półkach w swoich salonach.&#13;
Na uwagę zasługują też same ściany, na których te obiekty wisiały. Były one dużo&#13;
częściej estetycznie wykańczane niż te na zewnątrz. Zdarzały się imitacje kamienia oraz&#13;
różnego rodzaju okładziny drewniane, boazerie, zwykłe deski, ale też imitacje muru&#13;
z bali. Ściany były też często malowane na różne pastelowe kolory odcięte na wysokości&#13;
sufitu, który był zawsze biały.&#13;
Elementem bardzo często wykonanym z dbałością o szczegóły i estetykę był kominek.&#13;
Poza tym, że stoją na nim często pamiątki i ważne przedmioty o wartości sentymentalnej,&#13;
bywa, że jest on zbudowany fantazyjnie, pełni funkcję swoistej wizytówki domu:&#13;
[...] - Kominek jest robiony przeze mnie [...]&#13;
- I mozaika też jest twoja?&#13;
- Tak, to jest darmowa rzecz, z potłuczonych płytek. Jeździłem na składy i goście zawsze mają&#13;
jakieś partie, to je tam jeszcze dotłukłem... [TLPB01].&#13;
&#13;
Inne kominki były równie dopracowane, wręcz monumentalne, z imitacjami filarów,&#13;
obłożone szlachetnym kamieniem. W jeden, opisywany już wcześniej, wbudowano belkę&#13;
sosrębu ze starego domu.&#13;
&#13;
���,QWHUSUHWDFMD���QRZD�HWQRJUDуD�]DPLHV]NLZDQLD&#13;
Powyższa część stanowiła syntezę najważniejszych informacji zebranych podczas&#13;
badań terenowych. Były to najczęściej powtarzające się schematy w wypowiedziach&#13;
rozmówców na temat powstawania domu, opinie o krajobrazie, stosunku do tradycji,&#13;
materiałów i wreszcie znaczenia poszczególnych pomieszczeń domu oraz przedmiotów&#13;
tworzących ikonosferę domu. W tym miejscu niniejszy artykuł mógłby się skończyć jako&#13;
sprawozdanie z badań. W takim kształcie stanowiłby tylko zbiór faktów i opinii na temat&#13;
architektury, być może zarys etnografii współczesnej wsi kliszczackiej. Jednak celem&#13;
badań antropologicznych nie jest ostateczne ustalenie faktów na temat gminy zamieszkałej&#13;
przez Kliszczaków (aby dokonać takich rozstrzygnięć, próba badań jest zdecydowanie&#13;
za mała), lecz opisanie znaczeń kulturowych zebranych opinii i udokumentowanej&#13;
architektury. Innymi słowy, aby zebrany materiał nabrał wymiaru antropologicznego,&#13;
należy go poddać interpretacji, tzn. osadzić architekturę i jej użytkowanie w Tokarni&#13;
w kontekście kultury.&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
�����(NVSUHVMD�Z�DUFKLWHNWXU]H&#13;
Po pierwsze należy zaznaczyć, że architektura jest formą komunikatu12. Jej poszczególne&#13;
elementy zostały stworzone z rozmysłem w bardziej lub mniej uświadomionej intencji.&#13;
Aby ukierunkować właściwe rozumienie sposobu komunikowania architektury&#13;
w kontekście badanych mieszkańców Tokarni, lepiej będzie używać terminu „ekspresja”,&#13;
którą tak oto definiuje Roch Sulima na początku swoich rozważań o ikonosferze&#13;
ogródków działkowych:&#13;
W tej kwestii odwołam się do Georga Simmla, który pisał „Każdą jednostkę w pewnym sensie&#13;
otacza mniejsza lub większa sfera promieniującego z niej znaczenia, w której zanurza się każdy,&#13;
kto z nią obcuje”. Ekspresją jest tutaj całość emitowanej przez jednostkę informacji, czytelnej&#13;
jako treść ludzkiego doświadczenia: jako tekst egzystencjalny, czyli jedna z „ekspresji życia”&#13;
(Dilthey)13&#13;
&#13;
Udział rozmówców w powstawaniu budynków sprawia, że traktowanie domów&#13;
jako wyrazu ich ekspresji jest szczególnie zasadne. Architektura nie jest tutaj czymś&#13;
zewnętrznym, w czym człowiek zostaje umieszczony, tzn. wprowadza się do gotowej&#13;
przestrzeni. Jest owocem kreacji użytkownika. Mieszkańcy Tokarni tworzyli swoje domy&#13;
zarówno, kiedy były to jeszcze drewniane chałupy, jak i w czasach PRL-owskich „kostek”&#13;
czy współczesnych domów jednorodzinnych. Przy czym użytkownicy wykonywali&#13;
je według z góry narzuconego wzorca. W tym aspekcie, tzn. udziału mieszkańca&#13;
w powstaniu swojego domu, istnieje ciągłość. Kiedyś o kształcie budynku decydowała&#13;
tradycja budownictwa i ograniczenia technologiczne. Nikt nie potrafiłby budować inaczej&#13;
niż według danego wzorca – możliwe, że nawet nie umiałby sobie takiego budynku&#13;
wyobrazić. Rolę istniejącego w kulturze archetypu domu w pewnym sensie pełniły&#13;
później domy typowe, budowane w czasach PRL-u, a później domy gotowe z katalogów.&#13;
Analogia polega na tym, że we wszystkich przypadkach sprawczość mieszkańca leży nie&#13;
w wymyśleniu nowej formy, ale wykonaniu obiektu własnymi rękami w formie niejako&#13;
narzuconej. Jeśli więc traktować dom jako „dzieło” gospodarza-współbudowniczego,&#13;
to jest to dzieło podobne w swoim rodowodzie do wytworu sztuki ludowej, w której&#13;
wykonuje się przedmioty głównie według ustanowionego tradycją wzorca. Inwencja&#13;
nie leży w wymyśleniu formy, ale w sposobie jej wytworzenia i samym przekształceniu&#13;
surowego budulca w przedmiot.&#13;
Poza wykonaniem domu, użytkownik dokonuje szeregu decyzji na temat jego&#13;
ostatecznego kształtu, tzn. wykończenia elewacji, koloru, faktury i materiału, detali,&#13;
drzwi, a także elementów małej architektury na zewnątrz i umeblowania w środku. Tutaj&#13;
cała inwencja leży już po jego stronie, niezakłócona nawet (w przypadku zewnętrza)&#13;
uwarunkowaniami prawno-urbanistycznymi, o których gospodarz najczęściej nie wie.&#13;
Trudno rozstrzygnąć, czy dzieje się tak dlatego, że te uwarunkowania są bardzo ogólne,&#13;
naturalne i wynikają wprost z praktyki budowania na danym terenie, i dlatego nikt nie&#13;
widzi potrzeby ich przekraczania, czy są po prostu słabo egzekwowane.&#13;
12&#13;
&#13;
Myśl tę rozwija U. Eco, określając architekturę jako komunikat w systemie semiologicznym; U. Eco, Nieobecna&#13;
Struktura, tłum. A. Weinsberg, P. Bravo, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996.&#13;
13&#13;
&#13;
176&#13;
&#13;
R. Sulima, Antropologia codzienności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000, s.13.&#13;
&#13;
177&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Zastanówmy się więc najpierw, w którą stronę skierowana jest ekspresja mieszkańców,&#13;
jeśli wziąć pod uwagę wygląd domu. Na pewno można zauważyć tendencję do dbałości&#13;
o przód posesji, czyli jej część od strony drogi, przy której stoi budynek. Zauważa to&#13;
jeden z rozmówców, kiedy tłumaczy, że „ładniejsza” część jego domu znajduje się po&#13;
innej stronie niż w większości innych:&#13;
- A zauważyła pani, jak my mamy postawiony dom? Bardzo mało ludzi ma tak postawiony, jak&#13;
my mamy postawiony.&#13;
- Wy macie... w sumie nie bardzo jakoś daleko od drogi...&#13;
- Ale jak mamy usytuowany?&#13;
- Że jest wejście nie od przodu.&#13;
- No właśnie... i ogólnie brzydsza część jest od północy... [śmiech], a z reguły ludzie robią...&#13;
ładniejsze części dają od drogi. A my mamy tą część taką... można powiedzieć... gospodarczą&#13;
od drogi, no a południową mamy od południa, bo chcemy słońce nie? [TKO01]&#13;
&#13;
Tę tendencję potwierdzają obserwacje terenowe. Zazwyczaj najbardziej reprezentacyjna elewacja budynku i najbardziej uporządkowana część podwórka z małą architekturą&#13;
i zielenią urządzoną w formie żywopłotów i „skalniaków”14 znajduje się od strony&#13;
głównego traktu, gdzie padają spojrzenia przechodniów i nadchodzących gości. Z kolei&#13;
tyły budynku są mniej uporządkowane przestrzennie i posiadają funkcje gospodarcze,&#13;
a nie tak jak w przypadku przytoczonych rozmówców — rekreacyjne. Nieraz nawet&#13;
ogrodzenie dookoła działki zrobione jest z innych materiałów z przodu, a z innych na&#13;
tyłach i z boku. Domy i przestrzeń z przodu są nastawione na łowienie spojrzeń. Z drugiej&#13;
strony przód działki i droga to strony, od których posesje się wyraźnie separują. Wiele&#13;
domów jest znacznie oddalona od drogi (dalej niż wymaga tego prawo) i odgrodzona od&#13;
niej gęstą i wysoką roślinnością, stanowiącą rodzaj ściany. Jednak nie znaczy to, że działki&#13;
sprawiają wrażenie niedostępnych twierdz. Wiele z nich posiada starannie wykończone&#13;
bramy wjazdowe, wybrukowane podjazdy, nierzadko wykonane z kostki w różnych&#13;
kolorach, czasem nawet układanej w geometryczne wzory, a do posesji prowadzi nieraz&#13;
przycinany rytmicznie żywopłot, podkreślający dbałość o estetykę wjazdu na posesję,&#13;
skierowanie ekspresji w kierunku potencjalnego przybysza. Być może ma to być&#13;
podkreślenie gościnności mieszkańców Tokarni, którą chętnie się szczycą.&#13;
Jeśli w przestrzeni w relacji tył-przód ekspresja zwrócona jest wyraźnie do przodu,&#13;
to w relacji wewnątrz-na zewnątrz więcej uwagi mieszkańcy poświęcają wnętrzu. To&#13;
właśnie tam badacze znaleźli różnorodność materiałów ściennych, imitujących szlachetne&#13;
kamienie czy sufit uformowany w kasetony. Ściany są zdobione obrazami i rzeźbami, które&#13;
niemal w ogóle nie występują na zewnątrz, a samo wyposażenie, od mebli aż po kominki,&#13;
wygląda jakby poświęcono mu więcej uwagi niż prostej, najczęściej tynkowanej elewacji.&#13;
Przypomina to przytoczone u Sulimy spostrzeżenia Tadeusza Chrzanowskiego o kulturze&#13;
sarmackiej: „szlachecka wspaniałość zwracała się do wnętrza, dokąd gościnnie gościa&#13;
zapraszał dom nieozdobiony na zewnątrz, a rzadka ozdobność i wielorakość zewnętrzna&#13;
była raczej sprawą przypadku, dominowała natomiast funkcjonalność”15. Jednak być&#13;
14&#13;
&#13;
Potoczna nazwa na kompozycję ogrodu zdobiącą skarpę, którą tworzą różne gatunki roślin.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Cyt. za: R. Sulima, Antropologia codzienności, op. cit., s. 21.&#13;
&#13;
178&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
może za taki stan rzeczy odpowiadają względy czysto praktyczne. Każda przeróbka czy&#13;
kreacja jest dużo łatwiejsza do wykonania w środku na niewielkich obiektach, gdzie&#13;
można ją robić krok po kroku i całkowicie własnymi siłami. Z kolei prace budowlane&#13;
na zewnątrz wymagają większych nakładów finansowych i nieraz zatrudnienia fachowej&#13;
pomocy.&#13;
Opisana wyżej ekspresja twórców architektury wpisana została w opozycje „przódtył” oraz „wnętrze-zewnętrzne”. Etnografia kultury ludowej rozpoznała te modalności&#13;
w wielu przejawach życia, jednak, tak jak w tym przypadku, nie może rozstrzygnąć, jaka&#13;
jest geneza tego kodu i czy jego znaczenie wykracza poza względy praktyczne budowania&#13;
i mieszkania.&#13;
&#13;
�����3UDNW\F]QRěÉ�$UFKLWHNWXU\&#13;
Drugą po ekspresji kategorią, w którą dałoby się wpisać architekturę współczesnej&#13;
Tokarni, jest praktyczność. Rozumiem ją za Cliffordem Geertzem, który zdefiniował&#13;
ją jako jedną ze składowych kategorii antropologicznej nazwaną przez niego „myślą&#13;
potoczną”:&#13;
Nie chodzi tu o „praktyczność” w pragmatycznym, wąskim sensie użyteczności, ale w szerokim,&#13;
związanym z ludową mądrością sensie roztropności. Powiedzieć komuś „Bądź praktyczny”&#13;
znaczy nie tyle: stań się praktyczny, ile raczej: zmądrzej, bądź roztropny, zrównoważony,&#13;
czujny, nie kupuj drewnianego naszyjnika, trzymaj się z dala od powolnych koni i szybkich&#13;
kobiet, pozostaw umarłym sprawy umarłych.16&#13;
&#13;
W kontekście badań terenowych w Tokarni jako praktyczność rozumiem z jednej&#13;
strony przestrzeganie tzw. „mądrości ludowej”, o której mówił jeden z przytaczanych&#13;
wcześniej rozmówców, kiedy opisywał sposób lokalizacji domu. Wypowiadał wtedy&#13;
porady w rodzaju „pamiętaj, abyś na północ nie patrzył” albo „żebyś to wierzby nie&#13;
miał blisko domu”. Z drugiej strony praktyczność polega na tłumaczeniu podczas&#13;
wywiadów większości decyzji na temat kształtu domu roztropnością, funkcjonalnością,&#13;
przydatnością i innymi przymiotami, na które składa się pojęcie praktyczności.&#13;
Zacznijmy od przenosin do nowego domu i stosunku do starej chaty. Jeśli nie da się&#13;
dla niej znaleźć praktycznej funkcji lub przeszkadza ona w lokowaniu nowego domu, jest&#13;
ona burzona. Nawet jeśli zachowuje się jej fragment, to jest on ponownie użyty w nowym&#13;
miejscu (na przykład użycie starej belki stropowej, aby dalej pełniła swoją funkcję –&#13;
podparcia jakiegoś nowego elementu).&#13;
Podobnie jest ze stosunkiem do tradycyjnego budulca, jakim jest drewno. Nikt nie&#13;
zaprzecza jego szlachetności i walorom, które posiada jako materiał, ale decyzja o jego&#13;
użyciu znowu tłumaczona jest względami praktycznymi. Według rozmówców drewno&#13;
jest cenne nie dlatego, że darzą je sentymentem, lecz dlatego, że jest korzystne dla&#13;
zdrowia i tworzy specyficzny mikroklimat wnętrza. Drewno utrzymuje ciepło w domu&#13;
16&#13;
&#13;
C. Geertz, Wiedza lokalna: dalsze eseje z zakresu antropologii interpretatywnej, tłum. D. Wolska, Wydawnictwo&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, s. 94&#13;
&#13;
179&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
i nie uczula alergików. Jego wady też mają swój rodowód w praktyczności — jest drogie&#13;
w utrzymaniu i wymaga pielęgnacji. Oczywiście, aby sprawdzić na ile faktycznie drewno&#13;
jest bardziej lub mniej popularnym materiałem na ściany, podłogi czy sufity, należałoby&#13;
przeprowadzić badania ilościowe, ale istotne jest, w jaki sposób rozmówcy tłumaczyli&#13;
użycie drewna bądź rezygnację z niego. Względy praktyczne odgrywają największą&#13;
rolę. Generalnie, jeśli chodzi o architekturę współczesną pożądaną przez mieszkańców,&#13;
to jest ona określana jako „jak najprostsza”, a więc łatwa w budowie i mało kosztowna&#13;
w utrzymaniu.&#13;
Nawet pochodzące z zupełnie innego porządku przedmioty takie jak dewocjonalia,&#13;
którym trudno byłoby przypisać walor praktyczności, zostały w jednym z przytoczonych&#13;
wyżej wywiadów opisane w swojej funkcji praktycznej — przypominają o istnieniu&#13;
świętości, pomagają ją sobie wizualizować.&#13;
&#13;
�����$UFKLWHNWXUD�L�SDPLÛÉ&#13;
Kategoria praktyczności nie wyczerpuje tego, w jaki sposób funkcjonuje architektura&#13;
w rejonie Tokarni. Jest istotną częścią składową autoprezentacji sposobu zamieszkiwania,&#13;
ale z pewnością sposób funkcjonowania człowieka w architekturze nie kończy się na&#13;
tym, co jest prezentowane i uświadomione. Widać to szczególnie w odniesieniu do&#13;
przedmiotów. Począwszy od mebli poprzez różnego rodzaju ozdoby, obrazy, rzeźby czy&#13;
„rzeczy, które mogą się przydać” wszystkie one z pewnością miałyby dla mieszkańców&#13;
praktyczne funkcje, gdyby o nie zapytać. Jednak warto do przedmiotów podejść z innej&#13;
strony. Wystarczyło przekroczyć próg dowolnego domu, aby dostrzec mnogość rzeczy,&#13;
których sens wykracza poza praktyczność. Wiele z nich podpada pod kategorię pamiątki&#13;
– przedmiotu mającego przywołać doświadczenia z przeszłości, będąc ich substytutem.&#13;
Pamiątki tworzyły nieraz swego rodzaju galerie, obejmując całą półkę lub ścianę, na&#13;
przykład zbiór przedmiotów poświęcony podróżom, obrazy znanych osobiście przez&#13;
domowników artystów czy fragmenty starych domów, o których była mowa wcześniej.&#13;
Wszystkie one spełniają formułowaną przez Dariusza Śnieżko funkcję pamiątki:&#13;
Pamiątka przywołuje doświadczenie, postać, epizod biograficzny; odpowiednio&#13;
skomponowana sekwencja pamiątek ewokuje układy stanów rzeczy, na przykład: galeria&#13;
portretów – dzieje rodu; seria fotografii – historię rodzinną; pakiet listów – dzieje romansu.&#13;
Każda pamiątka jest przedmiotem „mówiącym”, czyli rzeczowym zawiązkiem jakiejś narracji,&#13;
a odpowiednio ułożona seria pamiątek może uchodzić za materiał inicjujący i zarazem schemat&#13;
dla szerszej opowieści autobiograficznej. Są pamiątki, których znaczenie nie wykracza poza&#13;
konwencjonalną dokumentację osobiście doświadczonej przeszłości (np. muszelka z wczasów&#13;
nad morzem), są i takie (np. szabla po pradziadku kombatancie), które rozwijają obszerne&#13;
narracje, nierzadko dziedziczone i zmitologizowane.17&#13;
&#13;
Badania nie dotyczyły tego rodzaju przedmiotów, dlatego rozmówcy rzadko byli&#13;
o nie pytani, ale często sami z siebie chcieli je pokazać. Pamiątki dałoby się podzielić&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
D. Śnieżko, Pamiątka, Autobiografia, „Literatura. Kultura. Media”, 2013, nr 1, s. 101.&#13;
&#13;
180&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
za Śnieżkiem na poszczególne rodzaje18 i interpretować każdą z nich z osobna, ale&#13;
pominiemy to z uwagi na niewielką ilość zebranego materiału na ten właśnie temat. Można&#13;
jednak powiedzieć bardziej ogólnie, że mnogość przedmiotów pamiątkowych wskazuje&#13;
na wypełnianie przestrzeni domowej przez mieszkańców narracjami. Istnieje chęć, aby&#13;
przebywanie w domu ewokowało wspomnienia, wywoływało emocje czy stanowiło&#13;
powód do dumy. Wnętrza domów nie są więc po prostu „maszynami do mieszkania”, jak&#13;
chciałby Le Corbusier19, ale przestrzeniami, które domownicy napełniają znaczeniami&#13;
i historiami. Dom pomaga pamiętać, budować tożsamość czy, jak pokazuje wcześniejszy&#13;
fragment o ekspresji, manifestować światu, kim jest mieszkająca w nim rodzina.&#13;
&#13;
�����:QÛWU]D�L�]QDF]HQLH&#13;
Również rozplanowanie i użytkowanie pomieszczeń w domu niesie za sobą więcej niż&#13;
tylko spełnianie funkcji, z którą związane jest dane pomieszczenie.&#13;
Kuchnia nie służy tylko do przygotowywania posiłków, ale jest centrum życia&#13;
codziennego, prowadzenia rozmów, miejscem tworzenia się więzi między domownikami&#13;
oraz bliższymi gośćmi. Przy okazji stanowi również sposób na selekcję gości na tych,&#13;
których przyjmuje się w kuchni i tych, których zaprasza się do salonu. Trudno powiedzieć,&#13;
z czego wynika taki stan rzeczy, gdyż rozmówcy nie mówili wprost, skąd bierze się takie&#13;
znaczenie kuchni. Być może chodzi o praktyczność siedzenia w kuchni, gdzie można&#13;
przygotowywać jedzenie czy napoje bez przerywania rozmowy z gościem. Być może&#13;
jest to też pozostałość po sposobie mieszkania w tradycyjnych chałupach, gdzie kuchnia&#13;
z piecem pełniła jednocześnie funkcje współczesnego salonu, przez co gotowanie&#13;
i przebywanie na co dzień było kojarzone z tym samym pomieszczeniem.&#13;
W tym kontekście kuchnia pełni rolę pokoju dziennego, mimo że każdy dom,&#13;
w którym byli badacze, posiadał też osobny salon. Ten jest z kolei pomieszczeniem&#13;
reprezentacyjnym. To w nim znajduje się najwięcej pamiątek oraz kominek — symboliczne&#13;
serce domu. Kominek, który nieraz za sprawą odpowiedniej instalacji zapewnia ciepło&#13;
dla całego budynku, jest często specjalnie podkreślony w przestrzeni. Koncentrują się&#13;
wokół niego przedmioty związane z pamięcią, a on sam jest czymś w rodzaju rzeźby&#13;
(wręcz ołtarza) o monumentalnym wyrazie, który potęguje jego rygorystyczna symetria.&#13;
Metafora serca jest więc szczególnie trafna, gdyż kominek rozprowadza życiodajne&#13;
ciepło po całym domu. Odbywa się to poprzez ruch powietrza lub, przy nowoczesnych&#13;
instalacjach, za pomocą przewodów, które niczym układ krwionośny rozprowadzają&#13;
energię (w tym przypadku cieplną) po całym budynku. Kominek jest więc sercem domu&#13;
zarówno w warstwie wyobrażeniowej, którą wydobyły rozmowy z mieszkańcami, jak&#13;
18&#13;
&#13;
Podstawowy podział, który proponuje, to: pamiątki rodzinne, narodowe, relikwie, trofea, upominki, pamiątki&#13;
turystyczne.&#13;
19&#13;
&#13;
Ten słynny cytat najważniejszego architekta modernizmu obrazuje podejście do architektury przede&#13;
wszystkim jako technologii mającej spełniać konkretną funkcję. „Problem domu nie został jeszcze postawiony.&#13;
Dzisiejsze realizacje architektoniczne nie odpowiadają już naszym potrzebom. Istnieją jednak standardy domu&#13;
mieszkalnego. Mechanika jest kluczowym czynnikiem ekonomicznym. Dom to maszyna do mieszkania”, Le&#13;
Corbusier, W stronę architektury, tłum. T. Swoboda, Fundacja Centrum Architektury, Warszawa 2013, s.61.&#13;
&#13;
181&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
i czysto technicznej. Zaobserwowane przez badaczy i wyrażone słownie w wywiadach&#13;
wyjątkowe znaczenie kominka jest bardzo mocnym kulturowym toposem. Michel&#13;
Leiris wyróżnił piecyk w jadalni ze swojego domu rodzinnego jako jeden z kluczy do&#13;
uformowania się w nim pojęcia sacrum:&#13;
Kolejnym bożyszczem była koza do ogrzewania, Promienna, ozdobna wizerunkiem kobiety,&#13;
która przypominała popiersie Republiki. Prawdziwy duch domu, królowała w salonie&#13;
jadalnym. Przyciągała emanującym od niej ciepłem, rozżarzona węglami, groźna, gdyż&#13;
wiedzieliśmy z braćmi, że dotknięcie jej grozi oparzeniem.20&#13;
&#13;
Sakralność kominka ma wyraz w jego wyróżniającej się formie plastycznej oraz&#13;
ambiwalentnej naturze czegoś dobroczynnego z niszczycielskim potencjałem, jeśli nie&#13;
traktować płonącego w nim ognia z należytym szacunkiem.&#13;
Wystrój salonu jest niejako wizytówką całego domu, salon jest zaś w praktyce&#13;
miejscem, gdzie znajdują się przedmioty użytku codziennego, takie jak książki czy&#13;
telewizor. Ciężko stwierdzić, w którym pomieszczeniu rozmówcy faktycznie częściej&#13;
przebywają i czym się zajmują. Istotne jest jednak, że z rozmów i wystroju wynika, że&#13;
kuchnia i salon mają inny bagaż znaczeniowy. Pokój dzienny stanowi centrum ekspresji&#13;
i tworzenia znaczeń za pomocą przedmiotów pamiątkowych i wytworów ekspresji&#13;
domowników. Natomiast kuchnia jest miejscem, które rozmówcy chcą widzieć jako&#13;
podtrzymujące więzi międzyludzkie, gdzie obcują ze sobą bez zapośredniczającej roli&#13;
przedmiotów.&#13;
Z kolei sypialnia pokazuje, że w domach istnieje wyraźna gradacja stopnia prywatności&#13;
pomieszczeń. Miejsce służące (według rozmówców) wyłącznie do spania – jako to, do&#13;
którego wstęp mają tylko domownicy – niechętnie było pokazywane. Sypialnia wyznacza&#13;
poza tym rytm dnia i nocy, ale też stanowi o kompletności domu, wyznaczając granicę&#13;
intymności, którą dom pomaga zachować. Spełnia ona jedną z archetypowych funkcji&#13;
domu, jaką jest bezpieczne schronienie przed światem zewnętrznym. Skądinąd ciekawe&#13;
było wskazywanie na sypialnię jako na przestrzeń, w której nie dość, że nie przebywa&#13;
się w ciągu dnia, to nawet nie kojarzy się ona z życiem. Świadczą o tym zwroty takie&#13;
jak „w sypialni się śpi, więcej nic” albo przytoczona w jednym z wywiadów anegdota&#13;
o sąsiadach, którzy nie widzieli sensu budowania w sypialni okna, jakby przynależała ona&#13;
wyłącznie do sfery nocy, czy wręcz śmierci.&#13;
Obrazu domu dopełniają nieodzowne pomieszczenia. Jest toaleta, która nigdy nie&#13;
była tematem rozmów jako zrozumiała sama przez się, zunifikowana, sterylna i podporządkowana przede wszystkim higienie. Czasem pojawiały się też strych i piwnica jako&#13;
dwa praktyczne pomieszczenia służące do składowania. Tym, co je wyraźnie odróżnia,&#13;
jest potencjalność strychu, który w każdej chwili mógłby stać się dodatkowym pokojem.&#13;
Właściwości tej nie ma piwnica.&#13;
Wątek pomieszczeń w domach i ich znaczenia pokazuje, że można traktować je jako&#13;
przynależne do skorelowanych kategorii, które tworzą opozycje. Pomieszczenia takie&#13;
jak kuchnia, pokój dzienny i w pewnym sensie strych należą do sfery dnia, kojarzonej&#13;
20&#13;
&#13;
M. Leiris, Sacrum w życiu codziennym, tłum. J. Pawelczyk, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2007, s. 30.&#13;
&#13;
182&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
z południem, życiem oraz sferą publiczną. Z kolei sypialnia, toaleta i piwnica są&#13;
skorelowane z kategoriami negatywnymi związanymi z ciemnością, snem, północą a także&#13;
nieczystością (maskowaną sterylnością toalety) i wstydem (sypialni się nie pokazuje).&#13;
Ten ostatni znajduje opozycję w dumie, której wyrazem jest gościnność reprezentowana&#13;
przez kuchnię i salon.&#13;
&#13;
3.5. Architektura i zamieszkiwanie&#13;
Wyłoniony w tej części obraz domu wskazuje na jego wieloznaczność w rzeczywistości&#13;
kulturowej mieszkańców. Jest on nie tylko koniecznym dachem nad głową, ale ekspresją&#13;
samego mieszkańca w kierunku otaczającego go świata. Współtworzy jego świat&#13;
poprzez modelowanie relacji społecznych, kreowanie tożsamości czy podtrzymywanie&#13;
pamięci. Tym samym dom jest wszystkim tym, za co uznał go architekt i eseista Bohdan&#13;
Paczowski, a wcześniej Martin Heidegger, którym inspirował się on, snując refleksję na&#13;
temat splatania się architektury, kultury i cywilizacji:&#13;
Według Heideggera umiejętność budowania zależy od tego, czy potrafimy mieszkać, a do&#13;
zrozumienia, na czym polega sztuka mieszkania, potrzebne jest myślenie. Po to, żeby umieć&#13;
mieszkać i budować to, co mieszkaniu naprawdę służy, trzeba się najpierw nauczyć myśleć.&#13;
Trzeba podjąć troskę o ocalenie ziemi i równocześnie przyjmować niebo wraz z ruchem słońca,&#13;
księżyca i gwiazd, trzeba poznać sztukę wsłuchiwania się w obecność boskich i prowadzenia&#13;
przez życie śmiertelnych.&#13;
Dom spełnia dwie podstawowe funkcje. Z jednej strony chroni człowieka przez zimnem&#13;
i kanikułą. Z drugiej jest miejscem, w którym możemy żyć zgodnie z rytuałami należącymi&#13;
do naszej kultury i związanej z nią cywilizacji. Jest więc wytworem techniki i symbolem,&#13;
neutralnym urządzeniem i bliskim sercu miejscem pamięci21.&#13;
&#13;
Dom stanowi miejsce wyrwane z przestrzeni, które jest w każdym aspekcie wytworem&#13;
i nośnikiem kultury. Poprzez wytyczenie w naturalnym terenie geometrycznego rzutu&#13;
fundamentów, później postawienie ścian, dachu, wstawienie okien mieszkańcy tworzą&#13;
w przestrzeni obiekt, który jest wytworem ich rąk i z którego (jak pokazują rozmowy)&#13;
są dumni, dokumentując i potem pokazując poszczególne fazy budowy. Położenie&#13;
domu ustanawia relację z przyrodą22, okna i drzwi łączą z naturalnym porządkiem dnia&#13;
i nocy23. Wystrój przypomina o istnieniu sacrum, a pomieszczenia definiują relacje ze&#13;
społecznością na ziemi:&#13;
(…) ooh tutaj to jest w ogóle 24 na dobę otwarte [śmiech], oj mamy znajomych... każdy gdzieś&#13;
jakoś się dobrze tutaj czuje u nas, bo jesteśmy raczej otwarci. na wszystkich i na wszystko,&#13;
więc...&#13;
- Można tak przyjść bez zapowiedzi?&#13;
- Oczywiście, jak najbardziej! Nie ma problemu. Jeśli tylko jesteśmy, to nigdy się jeszcze nie&#13;
zdarzyło, żebyśmy się gdzieś tam chowali po kątach albo udawali, że nas nie ma czy zbywali&#13;
kogoś... [TWŚ01].&#13;
21&#13;
&#13;
B. Paczowski, Zobaczyć, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2015, s. 173&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
„[…] żeby właśnie nie zakłócać tutaj tej natury” [TWŚ03].&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
„[…] żebyś zawsze patrzył na wschód, żeby cie słońce ranne do domu świeciło” [TJŚ01].&#13;
&#13;
183&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
W tym ujęciu dom w Tokarni jest zwornikiem24, w którym spotykają się najważniejsze&#13;
aspekty życia zarówno w wymiarze materialnym, jak i społecznym. Dzięki niemu&#13;
tworzone i utrzymywane są więzi międzyludzkie tak w najmniejszej skali (domownik,&#13;
rodzina), jak i w większej (społeczność lokalna). W swoich ścianach dom nie tylko buduje&#13;
poczucie bezpieczeństwa, ale i tożsamość jako miejsce przechowywania pamięci. Tak&#13;
jak jest on nieodzownym elementem krajobrazu gminy Tokarnia, tak jest nieodłącznym&#13;
elementem świata kultury.&#13;
Przedstawione wyżej refleksje stanowią próbę interpretacji zebranego materiału&#13;
z użyciem kilku podstawowych kategorii. Miały one na celu otwarcie pewnych ścieżek&#13;
interpretacyjnych, zadanie pytań i zakreślenie miejsca domu w kulturze ludności&#13;
zamieszkującej rejon Tokarni. Nie stanowią rozstrzygnięcia ani zamkniętego rozdziału&#13;
w refleksji nad budownictwem regionu. Pokazują raczej, w którą stronę mogłyby iść&#13;
kolejne potencjalne badania na tym terenie. Musiałyby one rozszerzyć się na większy&#13;
obszar, aby sprawdzić, czy rozpoznane wstępnie mechanizmy można również odnaleźć&#13;
w innych rejonach Podhala, czy są one specyficzne tylko dla regionu Tokarni. Na pewno&#13;
badania pokazały, że współczesna architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
dalekie są od oczywistości i stanowią niewyczerpalne źródło potencjalnych tematów dla&#13;
antropologa kultury. Domy, których dotyczyły badania, nie znajdowały się w rejestrze&#13;
zabytków. Nie zainteresowałby się nimi skansen ani konserwator dzieł sztuki, być&#13;
może nawet etnograf poszukujący tradycyjnych form zamieszkiwania pojechałby dalej&#13;
w kierunku pobliskiego skansenu. Jednak poszukując tego co „tradycyjne”, „autentyczne”&#13;
lub „oryginalne”, ominąłby to, co tworzy kulturę — kryjącą się między budynkami&#13;
codzienność.&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
Sosręb starego domu wcielony w nowy kominek jako podstawa pod galerię pamiątek,&#13;
Krzczonów 2019 (fot. M. Gumulak)&#13;
&#13;
Andrzej Malik – magister inżynier architektury, magister etnologii, antropolog kultury. Interesuje&#13;
się filozofią przyrody i jej związkami z percepcją oraz architekturą w ujęciu antropologii codzienności. W wolnych chwilach robi Szopki Krakowskie i jeździ na rowerze.&#13;
24&#13;
&#13;
W architekturze historycznej punkt, w którym zbiegają się łuki tworzące sklepienie&#13;
&#13;
Artykulacja podjazdu do posesji,&#13;
Krzczonów 2019 (fot. M. Gumulak)&#13;
&#13;
184&#13;
&#13;
Dom zbudowany niemal samodzielnie przez&#13;
gospodarza, Tokarnia 2019 (fot. J. Sadowski)&#13;
&#13;
185&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Architektura i zamieszkiwanie w rejonie Tokarni&#13;
&#13;
Galeria dewocjonaliów na ścianie salonu, Tokarnia 2019&#13;
(fot. P. Brzozowski)&#13;
&#13;
Sosręb starego domu jako belka użytkowanego budynku gospodarczego&#13;
&#13;
Kuchnia letnia z pozostawionym piecem kaflowym,&#13;
Tokarnia 2019 (fot. P. Brzozowski)&#13;
&#13;
Kominek - „serce domu”&#13;
&#13;
186&#13;
&#13;
Jeden z kilku dobrze zachowanych starych domów&#13;
drewnianych w Tokarni, Tokarnia 2019 (fot. P. Brzozowski)&#13;
&#13;
187&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN&#13;
3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
.DPLOD�%LHGURąVND&#13;
&#13;
���:VWÛS&#13;
Typowy wystrój architektoniczny domu typowego z okresu PRL, Tokarnia 2019&#13;
(fot. J. Sadowski)&#13;
&#13;
Wyobraźmy sobie małą wieś w Beskidach. Pojedyncze domy, szkoła, sklep, kościół, cerkiew, drogi, chodniki, kapliczki, pomnik. To widzimy na pierwszy rzut oka. Jednak ten&#13;
sam obraz ukazuje nam, jak bardzo przestrzeń tej miejscowości jest niejednorodna. Łatwo zauważyć, że „przestrzenność” to kategoria doświadczania świata. Wspominał o tym&#13;
już Michel Foucault w 1967 r. przy okazji wykładu o Innych przestrzeniach – zwrócił&#13;
w nim uwagę, że współczesność jest epoką przestrzeni:&#13;
Żyjemy w czasach symultaniczności, epoce przemieszczenia i zestawienia, epoce bliskości&#13;
i oddalenia, przybliżenia i rozproszenia. Uważam, że znajdujemy się w momencie, w którym&#13;
doświadczamy świata w mniejszym stopniu jako życiowego rozwoju w czasie, a w większym&#13;
jako sieci łączącej punkty i przecinającej swoje własne pasma1.&#13;
&#13;
Przestrzeń jest jednym z najbardziej uniwersalnych wymiarów życia ludzkiego2, które&#13;
przepełnione jest wieloma jakościami.&#13;
Takim właśnie miejscem jest Gładyszów3 – mała miejscowość w gminie Uście&#13;
1 M. Foucault, O innych przestrzeniach. Heterotopie, tłum. M. Żakowski, „Kultura Popularna”, 2006, nr 6 (16),&#13;
s. 7.&#13;
2 M. Cobel-Tokarska, Przestrzeń społeczna: świat – dom – miasto, w: A. Firkowska-Mankiewicz, T.Kanash,&#13;
E. Tarkowska, Krótkie wykłady z socjologii, przegląd problemów i metod, Wydawnictwo Akademii Pedagogiki&#13;
Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, Warszawa 2012, s. 45.&#13;
&#13;
Nowy dom stylizowany na „styl góralski”, Tokarnia 2019 (fot. W. Śliwa)&#13;
&#13;
188&#13;
&#13;
3 Gładyszów znajduje się poza obszarem realizacji projektu. Jednak kryteria administracyjne nie pokrywają&#13;
się z kryteriami geograficzno-etnograficznymi. Dzisiejsza granica gmin nie oddaje niegdysiejszego obszaru&#13;
zamieszkiwania obywateli łemkowskiego pochodzenia oraz dynamicznej sytuacji wymiany i kontaktu między&#13;
wsiami zamieszkiwanymi przez Łemków i ich polskich sąsiadów. Dzięki temu zauważamy, że praktyki kulturowe czasem mają niewiele wspólnego z granicami administracyjnymi czy liniami demarkacyjnymi. W tym sensie&#13;
przypadek Łemków, opisywany na przykładzie Gładyszowa, dotyczy także słabej obecności lub braku Łemków&#13;
w granicach wyznaczonych przez projekt.&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Gorlickie w województwie małopolskim. Leży w środkowej części Beskidu Niskiego.&#13;
Przez wieś przepływa potok Gładyszówka.&#13;
Warto nadmienić, że około roku 1900 wieś liczyła 123 domy. W spisie4 czytamy, że&#13;
mieszkało w niej 311 mężczyzn i 301 kobiet, 14 osób wyznania rzymskokatolickiego,&#13;
a 576 greckokatolickiego oraz 22 Żydów. Kwestie przynależności etnicznej również są&#13;
nieoczywiste. Jako Łemkowie zdeklarowało się 598 osób, a Polacy – 14.&#13;
Dane sprzed II wojny światowej pokazują, że wieś liczyła wtedy około 220 domów.&#13;
Po wojnie w Gładyszowie utworzono posterunek Milicji Obywatelskiej, a 6 lipca 1946 r.&#13;
miejscowość została przejęta przez oddział UPA5 (wszyscy milicjanci zginęli). W 1947 r.&#13;
podczas akcji „Wisła” gładyszowscy Łemkowie zostali wysiedleni na Ziemie Zachodnie,&#13;
a we wsi pozostało tylko sześć rodzin mieszanych. W 1956 r. część wysiedlonych&#13;
powróciła do miejscowości. W 2018 r. zanotowano, że we wsi mieszka 450 osób6.&#13;
Gładyszów znajduje się na obszarze tzw. Łemkowszczyzny. Był to obszar, który&#13;
rozciągał się od Wysokiego Działu w Bieszczadach poprzez dolinę Popradu w Beskidzie&#13;
Sądeckim po tzw. Ruś Szlachtowską (pogranicze Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego),&#13;
natomiast po stronie słowackiej – przez pas Beskidów.&#13;
O tej skróconej historii Łemków (ograniczonej do jednego miejsca) wspominamy,&#13;
ponieważ miała znaczący wpływ na wybór tematu oraz postrzeganie miejsca, przestrzeni&#13;
i pamięci przez mieszkańców opisywanej miejscowości. Historia Gładyszowa i Łemków&#13;
była inspiracją do powstania tego opracowania oraz postawienia kilku wstępnych tez.&#13;
Analiza związku człowieka z otoczeniem i przestrzenią nie jest niczym nowym.&#13;
Tematy przestrzeni oraz pamięci zostały dogłębnie omówione w wielu publikacjach&#13;
z zakresu teorii przestrzeni. Tego typu rozważania znajdziemy już w starożytności&#13;
(u Platona i Arystotelesa).&#13;
W perspektywie niniejszych badań warto wspomnieć o proksemice, która bada&#13;
wzajemne relacje przestrzenne między ludźmi i otoczeniem. Pojęcie to zostało&#13;
wprowadzone do antropologii przez Edwarda Halla w jego książce Ukryty wymiar7.&#13;
Często nie jesteśmy świadomi naszych więzi z przestrzenią. Co ciekawe, według Dolores&#13;
Hayden8 przestrzeń jest jednym z najważniejszych czynników utrwalania pamięci&#13;
4 http://www.infopolska.com.pl/polska/wojewodztwo_mazowieckie_7,powiat_pultuski_165,miejscowosc_&#13;
gladyszow_14529; https://pl.wikipedia.org/wiki/Gładyszów, dostęp 4.11.2019.&#13;
5 „UPA – Ukraińska Powstańcza Armia, Ukraińska Armia Powstańcza, formacja zbrojna działająca w latach&#13;
1942–1954, podporządkowana frakcji banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B), od&#13;
lipca 1944 formalnie Ukraińskiej Głównej Radzie Wyzwoleńczej. Powstała w wyniku zjednoczenia ukraińskich&#13;
oddziałów partyzanckich czynnych od 1940 r. na Polesiu i Wołyniu: Sicz Poleska (od końca 1942 r. jako Ukr.&#13;
Armia Nacjonalno-Rewolucyjna), oddziałów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-Banderowcy),&#13;
oddziałów niezależnych, samoobrony z Galicji Wschodniej i in.” Zob. więcej Encyklopedia PWN (https://&#13;
encyklopedia.pwn.pl/haslo/Ukrainska-Powstancza-Armia;3991021.html), dostęp: 12.10.2019.&#13;
6 Dane ze strony gminy Uście Gorlickie (dostęp: 20.09.2019) http://web.archive.org/web/20170101003837/&#13;
http://www.usciegorlickie.pl/pl/21799/0/Dane_miejscowosci.html. Ta informacja podaje, że część z tych&#13;
osób określa się jako Łemkowie, ale nie podaje szczegółowych informacji.&#13;
7 E. Hall, Ukryty wymiar, przeł. T. Hołówka, Muza, Warszawa 2009.&#13;
8 Za: M Saryusz-Wolska, Spotkania czasu z miejscem. Studia o pamięci i miastach, Wydawnictwo Uniwersytetu&#13;
Warszawskiego, Warszawa 2011.&#13;
&#13;
190&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
zbiorowej, a każda narracja o przeszłości musi być osadzona w jakimś miejscu. Ponadto&#13;
same miejsca mają „moc opowiadania”.&#13;
Przestrzeń to określony obszar postrzegany całościowo, a więc wraz ze znajdującymi&#13;
się w nim obiektami, oraz odległość między dwoma punktami. Wielki Słownik Języka&#13;
Polskiego9 wyróżnia też „przestrzeń symboliczną” – całość zjawisk jednego rodzaju.&#13;
Przestrzeń nie może być jednak rozumiana tylko jako tło – może stać się elementem&#13;
tożsamości jednostki czy zbiorowości. Ontologicznie kategoria ta łączy się z pojęciem&#13;
krajobrazu, czyli zespołu cech wyróżniających dany teren.&#13;
Miejsce potraktujmy na razie jako kategorię roboczą. Ograniczmy się do Wielkiego&#13;
Słownika Języka Polskiego, który definiuje je następująco: „wycinek przestrzeni,&#13;
w którym ktoś lub coś znajduje się lub dzieje się”10. Kategoria ta zwraca uwagę na ważne&#13;
powiązanie miejsca z czasem i ludźmi/przedmiotami, jednak warto zauważyć, że miejsca&#13;
same w sobie możemy też potraktować jako fenomeny.&#13;
Pamięć z kolei można metaforycznie przedstawić jako strukturę przestrzenną, czyli&#13;
mapę mentalną11. Poruszamy się po niej jak po tej kartograficznej – pamięć zakotwicza się&#13;
w miejscach usytuowanych na wyimaginowanym wewnętrznym planie przestrzennym12.&#13;
Czas i przestrzeń są wyznacznikami ludzkiej egzystencji. Pamięć w przypadku niniejszej&#13;
pracy stanowi kategorię drugiego rzędu, pewien klucz do rozumienia istoty miejsc&#13;
i przestrzeni.&#13;
Nie mamy na celu w niniejszej pracy przedstawiać historii pojęć takich jak „miejsce”&#13;
czy „przestrzeń”. Jest to fenomenologiczna próba oddania głosu terenowi, ludziom.&#13;
Fragmenty z ich wypowiedzi zostaną skonfrontowane z zastanymi definicjami w taki&#13;
sposób, żeby zauważyć podobieństwa, ale przede wszystkim różnice. Taka praktyka&#13;
związana jest z tym, że nie zgadzamy się na to, żeby teoria zdominowała naturę terenu.&#13;
&#13;
���.LOND�VăµZ�R�]DăRĺHQLDFK�EDGDZF]\FK�L�SUDF\�Z�WHUHQLH�&#13;
Głównym założeniem dotyczącym badań przeprowadzonych w Gładyszowie była idea, że&#13;
życie ludzkie może być opowieścią tworzoną poprzez przestrzeń funkcjonującą w dwóch&#13;
ujęciach. Po pierwsze – teraźniejszość, czyli jak dane miejsce, przestrzeń funkcjonują&#13;
teraz. Po drugie – kontekst przeszłości, czyli to, jak funkcjonowały kiedyś. Czy coś&#13;
się zmieniło? Czy istnieje związek między przeszłością a teraźniejszością? Czy jedno&#13;
ukształtowało drugie? W jaki sposób ukształtowane w przeszłości znaczenia związane&#13;
z przestrzenią Gładyszowa oddziałują na ich teraźniejsze sensy?&#13;
W gromadzeniu materiału empirycznego wykorzystaliśmy wywiad swobodny.&#13;
Scenariusz zawierał cztery części. Po pierwsze, pytania wprowadzające: czy w Głady9 Szczegółowe rozważania na ten temat znajdą się w drugiej części tekstu, zaś tutaj sygnalizujemy jedynie&#13;
rozumienie przestrzeni i miejsca według Wielkiego Słownika Języka Polskiego.&#13;
10&#13;
&#13;
Wielki Słownik Języka Polskiego, dostęp 18.10.2019.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
Ibid., s. 159.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
191&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
szowie jest ładnie, czy wyróżnia się na tle innych miejscowości, czy można wyróżnić granice&#13;
formalne i nieformalne, czy nastąpiła jakaś zmiana w krajobrazie infrastrukturalnym/&#13;
naturalnym. Drugą grupą pytań były dane biograficzne: miejsce urodzenia i zamieszkania.&#13;
Trzecia dotyczyła życia codziennego – ulubionych miejsc, hierarchizacji, lokalizacji&#13;
wspólnych, ładu przestrzennego, przyrody. Ostatnią częścią wywiadu były własne&#13;
propozycje miejsc (wytypowanych na podstawie obserwacji uczestniczącej) i stosunek&#13;
Rozmówcy do nich (co o nich myśli, czy mu się podobają i dlaczego, jaka jest funkcja&#13;
tych miejsc, czy dobrze spełniają swoją funkcję, czy reszta mieszkańców podziela jego&#13;
zdanie).&#13;
Rozmówcy&#13;
Na potrzeby badań w Gładyszowie przeprowadzono dziesięć wywiadów swobodnych&#13;
oraz kilka rozmów. Zastosowano również obserwację uczestniczącą. Badania odbyły&#13;
się w kwietniu 2013 r. Podczas gromadzenia materiału zależało nam na pozyskaniu&#13;
rozmówców w wieku powyżej 40 lat. Zebrane wywiady w tekście zostały zakodowane&#13;
w następujący sposób: miejsce, płeć, wiek (np. GM38 – Gładyszów, mężczyzna, 38 lat).&#13;
Wśród rozmówców było kilkoro Łemków.&#13;
W badaniach kierowaliśmy się następującymi założeniami: pogłębienie tematów&#13;
w zależności od odpowiedzi Rozmówcy, rozwinięcie ich w kontekście jednostkowym&#13;
i zbiorowym oraz wprowadzenie odnośnika pamięci, choć nie zawsze było to możliwe.&#13;
&#13;
���3U]HVWU]Hą�L�PLHMVFH�Z�*ăDG\V]RZLH�ɒ�RSLV�JÛVW\&#13;
Na potrzebę niniejszych badań przyjęliśmy, że całą wieś Gładyszów można traktować jako&#13;
przestrzeń, a wszystkie obiekty obdarzone znaczeniem zawarte w niej – jako miejsca.&#13;
Każde miejsce, podobnie jak człowiek, ma swoją historię13, dlatego zainteresowało nas,&#13;
jak pewne lokalizacje funkcjonują w świadomości mieszkańców jednej wsi. Mówiąc&#13;
„pewne”, mamy na myśli po pierwsze miejsca, które od razu przyciągają uwagę i są ważne&#13;
dla społeczności (pomnik milicjantów poległych w walce z UPA, cerkwie, cmentarz&#13;
choleryczny, cmentarz komunalny, kapliczkę Iwana Skrypaka14, szereg kapliczek&#13;
przydrożnych), po drugie miejsca codzienne (przystanki, ulica, szkoła, dom), po trzecie&#13;
miejsca niewidoczne, niedostępne dla obcego oka.&#13;
Miejsca wspomniane przez Rozmówców, które pojawiły się również w scenariuszu&#13;
badań:&#13;
• Szkoła – jedno z miejsc, które każdy Rozmówca potrafił dość dokładnie opisać, często&#13;
powtarzała się też informacja o jej wcześniejszej lokalizacji.&#13;
Rozmówcy generalnie chętnie mówili o szkole, a szczególnie ludzie, którzy byli lub&#13;
są z nią związani zawodowo: dyrektor, jego żona, emerytowany nauczyciel. Wszystkim&#13;
13&#13;
P. Nora, Między pamięcią a historią: lieux de memoire, przeł. M. Borowski, M. Sugiera, „Didaskalia”, 2011,&#13;
nr 105, s. 20–27.&#13;
14&#13;
&#13;
Nazwa funkcjonująca na wsi (nikt nie wiedział, kim był Iwan ani skąd pochodzi kapliczka).&#13;
&#13;
192&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Rozmówcom budynek kojarzył się pozytywnie. Niektórzy określali szkołę jako miejsce&#13;
spotkań na wsi ze względu na cyklicznie odbywające się tam zebrania.&#13;
Według jednej Rozmówczyni (GK40) szkoła jest ważnym miejscem dla dzieci ze&#13;
względu na zawsze otwarty plac zabaw. Szkoła w Gładyszowie służy także dzieciom&#13;
z innych miejscowości, takich jak Smerekowiec, Uście czy Regietów.&#13;
Jeden z Rozmówców (GM50) nazwał szkołę miejscem, które integruje całą&#13;
społeczność. Nazwa szkoły upamiętnia Aleksandrę Wisłocką:&#13;
[...] ja wyskoczyłem z propozycją, żeby nadać imię [...] właśnie w czasie drugiej wojny była taka&#13;
pani, nauczycielka, która była bardzo zaangażowana w ruch oporu, prawda? Antyfaszystowski,&#13;
no i to przypłaciła życiem, zginęła na gestapo w Jaśle, [...] mówię, proszę bardzo, pani Wisłocka Aleksandra, to tu jest, mówię, tu świętej pamięci nauczycielka, która była zaangażowana&#13;
w ruch oporu i zginęła. A więc wtedy była troszeczkę ta konsternacja, no więc jak, tam tego,&#13;
tamtego, no ale zwyciężył rozsądek, rozwaga i właśnie jest patronem szkoły w Gładyszowie&#13;
pani Wisłocka świętej pamięci.&#13;
&#13;
• Dom – miejsce niezbyt często wspominane przez Rozmówców. Nie widzieli potrzeby&#13;
opowiadania o nim. Niewątpliwie jest to ważny czynnik tożsamościowy, jednak było&#13;
to dla Rozmówców oczywiste. W perspektywie rozważań antropologicznych, w&#13;
których dom zwykle był jedną z podstawowych kategorii, wydaje się to interesujące.&#13;
• Las – Rozmówcy chętnie wypowiadali się na jego temat, często wspominali&#13;
o chodzeniu na grzyby – wielu ma „swoje” miejsca, których nie zdradzają innym.&#13;
Jedna z części lasu nazywana jest Hutą (GM40). Znajduje się powyżej pagórka&#13;
z krzyżem.&#13;
• Stadnina – wspominana przez kilku Rozmówców. Kiedyś działała w Gładyszowie,&#13;
przy niej znajdował się bar. Teraz została przeniesiona do Regietowa. Niektórzy&#13;
stadninę uważali za wyróżnik miejscowości w przeszłości (GK45). Za czasów swojej&#13;
działalności była miejscem bardzo popularnym w Gładyszowie.&#13;
• Przystanki – według Rozmówców stoją puste. Kiedyś działały i było więcej autobusów,&#13;
zawsze można było się z kimś spotkać, pogadać. Jeden przystanek autobusowy został&#13;
przez Rozmówcę (GM50) nazwany night clubem.&#13;
• Cerkwie – w Gładyszowie znajdują się dwie, temat ten był często poruszany przez&#13;
Rozmówców. Wiele osób wiedziało o spaleniu dawnej (większej) cerkwi. Niektórzy&#13;
mówili także o stylu huculskim, wskazując na uroczysty charakter miejsca, często&#13;
dodając, że obiekt ten jest wpisany na szlak architektury drewnianej. Wszyscy znali&#13;
losy przynależnościowe większej cerkwi, która naprzemiennie należała do katolików&#13;
i grekokatolików (w momencie przeprowadzania badań — oficjalnie parafia&#13;
rzymskokatolicka), powszechna była też wiedza, że większa cerkiew jest starsza od&#13;
mniejszej. Niektórzy nazywali ją wizytówką miejscowości, zwracając uwagę na jej&#13;
specyficzny styl huculski:&#13;
No budynek… o architekturze nie będę mówił, bo to wszystko jest w przewodnikach, to lepiej&#13;
niż ja powiem… w sferze funkcjonalności jest taki mały… zresztą byłyście w kościele w niedzielę,&#13;
to wszystko jest blisko i sprawia taką atmosferę rodzinną, bliskości, nie? Ludzie są z sobą razem,&#13;
&#13;
193&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
także to jest tak kameralnie i no ładna jest, chociaż ikonostas nie wszystkim się podoba, zresztą&#13;
on jest nowy, bo po wojnie on nie był grecko-katolicki, tylko po wojnie to był rzymskokatolicki kościół, bo nie mogli działać wtedy grekokatolicy… więc ikonostas jest nowy, postawiony&#13;
dopiero od kilku lat. Także jakoś to tutaj współużytkujemy ten kościół, on został oddany grekokatolikom, kościołowi temu… No, a sprzątany jest co tydzień… wiosna, czy jak odpustem,&#13;
czy przed komunią, to większe sprzątanie, wycinanie, to w maju będę coś więcej sprzątać, bo&#13;
będą mieli święta grekokatolicy, komunia jest. Także dbany jest.&#13;
&#13;
Mała cerkiew nazywana kiedyś była czasownią. Inny Rozmówca (GM50) wspomniał,&#13;
że po akcji „Wisła” w 1947 r. przerobiono ją na owczarnię. Tylko jeden z Rozmówców&#13;
(GM70) wyraźnie i dobitnie określił dużą cerkiew jako „naszą”, czyli rzymskokatolicką.&#13;
Jednocześnie później o tym samym budynku wyrażał się jako o „kościele łemkowskim”,&#13;
zaznaczając jego wspólnotowość.&#13;
• Watra w Zdyni15 – według Rozmówców miejsce ważne, podtrzymujące tożsamość&#13;
członków społeczności łemkowskiej. W Gładyszowie jest dużo rodzin polskołemkowskich i łemkowskich, ale każdy chętnie uczestniczy w wydarzeniu. Jest to&#13;
jedyna okazja, żeby się spotkać z wysiedleńcami i zjednoczyć rozdzielone rodziny16.&#13;
• Cmentarz komunalny – wspomniany przez wszystkich Rozmówców. Jest to miejsce&#13;
spoczynku osób różnej wiary (rzymskokatolickiej, grekokatolickiej i prawosławnej).&#13;
Nowe ogrodzenie powstało wskutek wycięcia świerków, które przewracały się&#13;
i niszczyły nagrobki. Żaden z Rozmówców nie wspomniał o animozjach dotyczących&#13;
cmentarza, wszyscy użytkują go wspólnie.&#13;
Miejsca wskazane przez Rozmówców, które nie zostały uwzględnione w scenariuszu&#13;
badań:&#13;
• Wzniesienie z krzyżem za Prawosławnym Ośrodkiem Miłosierdzia – przez&#13;
jednego z Rozmówców nazwane Górą Goliata (GM40). Miejsce popularne wśród&#13;
mieszkańców.&#13;
• Kawiarnia – przez jedną Rozmówczynię (GK45) nazwana barem mlecznym. Kiedyś&#13;
funkcjonowała przy stadninie w Gładyszowie i stanowiła miejsce spotkań. Obecnie&#13;
pozostał po niej tylko budynek z napisem „bar”. Według jednego Rozmówcy (GM70)&#13;
dalej działa w sezonie letnim, jednak inni stwierdzili, że bar jest zamknięty.&#13;
• Prawosławny Ośrodek Miłosierdzia – wszyscy Rozmówcy wypowiadali się bardzo&#13;
pozytywnie o tym miejscu. Niektórzy mówili o nim jako o czynniku wyróżniającym&#13;
(GM38) Gładyszów od innych miejscowości.&#13;
15&#13;
&#13;
Łemkowska watra w Zdyni – cykliczna, coroczna impreza kulturalna gromadząca społeczność łemkowską&#13;
z całego świata.&#13;
&#13;
16&#13;
„Rozmówca A: Myślę, że jakby jej któryś rok nie było, to by czegoś zaczęło brakować.&#13;
A: Czego?&#13;
A: No nie wiem, czegoś… by się pustka nagle…&#13;
Rozmówca B: Tej pustki… no to tak jest, jest, jest i nagle… To tak jak się człowiek przyzwyczaja do oglądania&#13;
czegoś czy robienia czegoś.&#13;
A: No jest to impreza, która już weszła w tradycję, kulturę, no i jest to któraś z kolei, która od iluś lat, no pewna&#13;
grupa czeka na tą imprezę, czeka na te bilety, żeby przyjechać, a dla pewnej grupy jest to obojętne czy jest czy&#13;
nie jest. Czy będzie, czy, czy… coś się będzie działo”.&#13;
&#13;
194&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Krzyż przy drodze – upamiętniający śmierć pewnej kobiety, miejsce naznaczone&#13;
dramatem.&#13;
• Night club – było to miejsce spotkań obok przystanku autobusowego, gdzie lata temu&#13;
spotykała się młodzież. Jeden z Rozmówców zaznaczył, że w Gładyszowie miejsc tego&#13;
rodzaju już nie ma. Miało swój specyficzny nastrój właśnie ze względu na ludzi, którzy&#13;
się w nim gromadzili.&#13;
• Indywidualne krzyże i kapliczki – w niektórych przypadkach wzniesione przez&#13;
przodków Rozmówców. Są to obiekty otoczone opieką społeczności, wszyscy darzą&#13;
je szacunkiem.&#13;
• Cmentarze w lesie – w lasach koło Gładyszowa można znaleźć dużą liczbę cmentarzy.&#13;
Rozmówcy wspominali o nich w sposób ogólny, są to miejsca nieodwiedzane.&#13;
• Dom spokojnej starości – jest usytuowany naprzeciwko byłej stadniny koni. Według&#13;
Rozmówczyni (GK40) to bardzo zadbane miejsce. Kiedyś mieściła tam się szkoła,&#13;
później dom nauczyciela.&#13;
• Remiza strażacka – jej charakterystycznym punktem jest świetlica czynna dwa razy&#13;
w tygodniu, w której odbywają się warsztaty organizowane przez gminę.&#13;
Miejsca wskazane przez badacza, o których Rozmówcy nie wspominali:&#13;
• Pomnik poległych milicjantów – miejsce niechciane, niechętnie wspominany przez&#13;
Rozmówców. Niektórzy znali jego historię, natomiast wszyscy wiedzieli, że dom,&#13;
przed którym stoi pomnik, jest byłym posterunkiem. Nie dbają o to miejsce, nawet&#13;
nie zauważają go, według nich pomnik stoi na posesji prywatnej, często wiązali go&#13;
z dawnym systemem. Niektórzy twierdzili, że się o niego dba.&#13;
•&#13;
&#13;
A dba się o ten pomnik?&#13;
[chwila ciszy] No widać, że jest wyczyszczony, koło niego jakiś renowacji nikt nie będzie robił,&#13;
milicji to nikt nie… no nie wiem, on stoi i nikt go nie niszczy, jest zadbany, ale jakoś takiej renowacji nikt koło tego nie robił. Nie ma władzy, która by to przypilnowała. [śmiech].&#13;
&#13;
Były też inne zdania:&#13;
Także rzeczywiście on jest w takim opłakanym stanie, nikt o niego nie dba, nawet ten były milicjant.&#13;
&#13;
Niektórzy z Rozmówców wspominali ponadto o orzełku, który kiedyś znajdował się&#13;
na szczycie pomnika, co potwierdzają stare fotografie. Wiele lat temu orzełek zaginął.&#13;
Do dzisiaj nikt nie wie, co się stało ani kto go zabrał. Pytani o to mieszkańcy snują tylko&#13;
domysły, ale też nie zastanawiają się nad tym.&#13;
Niektórzy nie chcieli mówić o wydarzeniach, które upamiętnia pomnik, zaznaczając,&#13;
że nie były chwalebne, nie ma więc potrzeby, żeby do tego wracać.&#13;
Jedna Rozmówczyni (GK45) radziła pójść do właściciela domu, na którego posesji&#13;
stoi pomnik, twierdziła także, że ta sprawa ma związek z UB, choć nie była tego pewna.&#13;
Naprzeciwko pomnika była kiedyś mleczarnia, którą rozebrano, ale nie wiadomo&#13;
dlaczego (GK45).&#13;
&#13;
195&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Niektórzy wskazywali, że pomnik ten jest nieadekwatny – milicjanci nie zginęli&#13;
w tamtym budynku, posterunek policji (teraz rozebrany) zlokalizowano w miejscu&#13;
parku. Nazwali ten obiekt propagandowym.&#13;
• Kapliczka Iwana Skrypaka – miejsce tajemnicze. Nikt nie wiedział, kim był Skrypak,&#13;
snuto tylko podejrzenia, że tam mieszkał, a kapliczka została postawiona w dowód&#13;
wdzięczności. Na pytanie, czy ktoś o nią dba, zawsze odpowiadano, że na pewno&#13;
ludzie mieszkający obok wstawiają kwiatki i porządkują. Do kapliczki każdy może&#13;
wejść, kiedyś to miejsce wykorzystywano jako kościół np. ze względu na złą pogodę&#13;
(GK40), czasem odprawiano tam nabożeństwa majowe (GK30). Mało osób wiedziało,&#13;
jak kapliczka wygląda w środku17.&#13;
Losy kapliczki nie były powszechnie znane, tylko niektórzy byli zaznajomieni z jej&#13;
historią:&#13;
[...] tym, że z tej starej to niewiele zostało, drzwi zostały oryginalne, krzyż tam właśnie kuty na&#13;
górze, a ta kapliczka… ona już gdzie w 1960 latach była remontowana, wtedy w czasach komunistycznych to był problem, ale praktycznie szybko to zrobiono, ona była praktycznie drewniana wcześniej i… i… na dobrą sprawę trochę zmieniono, bo to chodziło o czas, o szybkość, bo jak&#13;
widzę ją na starym zdjęciu, ona miała jeszcze taka kopułkę, a teraz ma prosty dach.&#13;
&#13;
•&#13;
&#13;
Pomnik Ofiar Cholery i Tyfusu – miejsce pamięci na terenie cmentarza. Rozmówcy,&#13;
którzy identyfikowali się jako Łemkowie, raczej o nim wiedzieli, inni przeważnie mieli&#13;
świadomość, że gdzieś jest. Jedna z Rozmówczyń (GK40) była bardzo zaskoczona&#13;
pytaniem o to miejsce. Jak sama stwierdziła: „Może upamiętnia, nigdy się nad tym nie&#13;
zastanawiałam”. Jeden z Rozmówców (GM45) wskazał drugi cmentarz choleryczny&#13;
w lesie w części zwanej Hutą.&#13;
[...] A miejscowi odwiedzają te cmentarze?&#13;
Rzadko… rzadko… praktycznie cóż, praktykujemy zawsze tak, że ze szkoły przed listopadem&#13;
staramy się tam być z tymi starszymi uczniami, bo bardzo często trzeba po prostu wiele pracy&#13;
włożyć, żeby wyciąć, bo tam odrasta. Są już, wyrosły duże drzewa, ale też takie pęty, krzaki,&#13;
to kilka lat trzeba pielęgnować, teraz to znowu wyrosło. [chwila ciszy] Trawę wykosimy, no&#13;
i kwestia zapalenia zniczy. Praktycznie jeżeli chodzi o takie wycieczki, to czasami, jeżeli przy&#13;
świętach jakiś, to czasami jakiś spacer sobie zrobimy, czy jeżeli ktoś przyjedzie ze znajomych,&#13;
to tak, ale inni raczej… rolnicy nie. Może dzieci, bo wiedzą, bo są razem z nami, to być może,&#13;
że ktoś tam może podejdzie, ale bo czasem widać, częściej właściwie to są obcy, obce osoby,&#13;
turyści […].&#13;
&#13;
•&#13;
&#13;
Liczne krzyże i kapliczki przydrożne – większość Rozmówców nazwała to po prostu&#13;
zwyczajem prawosławnym18. Potwierdził to Rozmówca – Łemko (GM45):&#13;
&#13;
17&#13;
„Wiem, że jest ta kapliczka i nawet był okres taki, nawet nie wiem, czy nie do teraz, że majówki tam odprawiały&#13;
panie, siedziały tam razem na ławeczce i odśpiewywały majówkę w maju, no mówię, urok tej wsi takiej, no nie?&#13;
A teraz już nie ma, to już zanika […]”.&#13;
18&#13;
&#13;
„To księdza prawosławnego… bo to ich zwyczaje, Polaków tu nie było. Z tego, co ja wiem, ale nie wiem,&#13;
czy tak można powiedzieć, były to nieraz na pokute dawane, a krzyże pokutne tak zwane po prostu stawiano&#13;
i kapliczki pewnie też… bo jest tego dosyć dużo [...]”.&#13;
&#13;
196&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
[...] Tak, bo właśnie to był taki zwyczaj, eee… to też jest związane, właśnie niektóre, ale bardzo&#13;
niewiele, to są miejsca, które zaznaczają grób, ale to naprawdę… to jest pewnie jeden, może&#13;
dwa. Ale najczęściej są takie wotywne krzyże w formie dziękczynnej za to, że, załóżmy, udało&#13;
się zwrócić szczęśliwie z tej Hameryki i w sumie w główniej mierze to.&#13;
&#13;
Podczas wywiadu zadawaliśmy również pytania ogólne o krajobraz, życie codzienne.&#13;
Większość Rozmówców stwierdziła, że podoba im się w Gładyszowie i są zadowoleni&#13;
z życia w tym miejscu.&#13;
[…] bo są góry, piękne krajobrazy, cerkwie, krajo… no cóż, klimat, to, co ja lubię najbardziej,&#13;
więc to, co dla mnie – jest.&#13;
Ale klimat w znaczeniu takim pogodowym?&#13;
Klimat w znaczeniu pogodowym… no niekoniecznie, to jest raczej surowy klimat, to jest raczej&#13;
klimat między ludźmi. Dobrze się żyje, raczej przyjaźni, w serdeczności takiej, także, także no…&#13;
jest pięknie.&#13;
&#13;
Według Rozmówców Gładyszów wyróżnia się przyrodą, położeniem w kotlinie,&#13;
swoją łemkowsko-polską historią:&#13;
A czym się wyróżnia, hm… na pewno mieszanką, mieszanką ludności się wyróżnia, czyli Łemkowie, Polacy, religijno… wyznaniową mieszanką, bo są trzy wyznania, trzy parafie w jednej&#13;
wsi, która ma niewiele więcej niż 400 ludzi, także to na pewno tym. Czymś się jeszcze różni…&#13;
no takim położeniem, w takiej kotli… w takiej dolince między górami pod Magurą ciągnie się&#13;
inaczej, ciągnie się wieś wschód-zachód. W Smerekowcu jest trochę inaczej, Zdynia tak samo,&#13;
te wszystkie… Krzywa się jeszcze ciągnie inaczej, czy, jeszcze może się wyróżniać… kraina mlekiem i miodem płynąca! Mleka dużo ludzi produkuje i miodu.&#13;
&#13;
Często mówiono, że w Gładyszowie jest „inaczej”, mając na myśli lepiej. Inni nazywali&#13;
to „swoistym klimatem”. Jedna Rozmówczyni (GK40) cieszyła się, że we wsi nie jest&#13;
tłoczono, bo pozwala jej to na odpoczynek. Czasami słowo „klimat” miało znaczenie&#13;
pogodowe.&#13;
Niektórzy wskazywali także budynki jako punkty wyróżniające Gładyszów, a były&#13;
to cerkwie i Prawosławny Ośrodek Miłosierdzia. Rozmówcom łatwiej było wykazać&#13;
specyfikę Gładyszowa poprzez porównanie z sąsiednimi miejscowościami, takimi jak&#13;
Smerekowiec, Krzywa.&#13;
Mieszkańcy Gładyszowa raczej nie chodzą na spacery, nie mają ulubionych miejsc&#13;
spacerowych ani czasu na przechadzki. W sezonie zbierają jednak grzyby, wielu regularnie&#13;
powraca do tylko sobie znanych miejsc obfitujących w dary lasu.&#13;
Ludzie na wsi mają ulubione miejsca, takie jak Góra Goliata, Krzywy Potok, Magura.&#13;
Ta ostatnia według jednej Rozmówczyni (GK40) jest jednym z ulubionych miejsc&#13;
wszystkich mieszkańców ze względu na bliskie położenie. Mieszkańcy nie wskazują&#13;
lokalizacji, których nie lubią. Tylko jeden z Rozmówców (GM60-70) przytoczył legendę&#13;
o miejscu, w którym podobno straszy – nad potoczkiem, „gdzie kiedyś jeden chłop&#13;
spotkał diabła”.&#13;
Trudno wskazać miejsca wspólne, gdzie można spotkać większą liczbę osób.&#13;
W niedziele są to nabożeństwa, w dni powszednie takich lokalizacji nie ma.&#13;
&#13;
197&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Znaczy teraz powiem pani… ha… miejsca na wsi, no to jedynie msze święte w niedzielę. To na&#13;
pewno, ale tak, żeby… to jakieś procesje, takie większe, ale tak… ciężko jest teraz, żeby tak zjednoczyć ludzi, większa grupa była, to już nie te czasy… Ludzie wolą telewizję, wolą Internet, tam&#13;
mają swoich przyjaciół [gorzko mówi], a nie tak, żeby spotykać się. Nawet jak dożynki robimy&#13;
wiejskie, to jest garstka ludzi dosłownie przychodzi, to nie jest tak jak dawniej, że cała wieś się&#13;
schodziła.&#13;
&#13;
kapliczki), pamięci (cmentarze, pomnik), miejsca tajemnicze (bez swojej konkretnej&#13;
historii) oraz miejsca niechętne/odrzucane przez społeczność.&#13;
&#13;
Łatwiej znaleźć obszar, gdzie można spotkać dużą grupę dzieci (okolice szkoły).&#13;
Granicami Gładyszowa większość Rozmówców nazywała tabliczki z nazwą&#13;
miejscowości. Niekiedy wymieniali te naturalne: szczyt góry Kopce, granicę potoczku&#13;
między Smerekowcem a Gładyszowem czy las między Gładyszowem a Krzywą. Czasem&#13;
nie potrafili dokładnie określić granic. Twierdzili, że po prostu widać zmianę, gdy się&#13;
wjedzie do Gładyszowa.&#13;
Mieszkańcy nie hierarchizowali wyraźnie miejsc. Na pewno wyróżniały się cerkiew&#13;
i cmentarz komunalny, które przeważnie pojawiały się w odpowiedziach w tej kwestii.&#13;
Ciepłe uczucia żywili do swoich domów. Inne zależały od indywidualnego spojrzenia&#13;
i upodobań.&#13;
Z jednej strony pojawiały się głosy, że wieś liczy teraz mniej domów:&#13;
&#13;
Człowiek, postrzegając przestrzeń, tworzy jej obraz za pomocą słów, a wartościując&#13;
ją, posługuje się różnymi pojęciami19. Przestrzeń można definiować w kategoriach&#13;
wolności20. Może być również czymś niekonkretnym i abstrakcyjnym21. Podobną&#13;
koncepcję wysunął Bohdan Jałowiecki:&#13;
&#13;
���3U]HVWU]Hą�Z�*ăDG\V]RZLH&#13;
&#13;
Przestrzeń jest abstrakcyjną ideą (matematyczna), własnością materii (fizyczna). Środowiskiem naturalnym, wykształconym w określony sposób w toku ewolucji (przyrodnicza, geograficzna), jest wreszcie tworem ludzkim, antropogenicznym, kulturowym i społecznym,&#13;
a więc wytworzonym przez jednostki, grupy i zbiorowości ludzkie (społeczna, kulturowa)22.&#13;
&#13;
Przestrzeń może być również sposobem doświadczania świata23. Hanna BuczyńskaGarewicz opisuje to w następujący sposób:&#13;
Fenomenologia odwołuje się do przestrzeni doświadczonej bezpośrednio w życiu i poprzedzającej naukowe, matematyczne pojęcia przestrzeni. Przestrzeń wytwarza się pierwotnie&#13;
w doznaniach, przeżyciach, nastrojach, działaniach. Jej źródłem jest doświadczenie życia, dzięki któremu zostaje ukonstytuowana. […] Przestrzeń doświadczona w życiu jest pewnym bytem, pewną treścią mającą określony sposób istnienia, a nie tylko jednorazowym doznaniem&#13;
psychiki24.&#13;
&#13;
A teraz to połowy domów to nie ma [chwila ciszy]. To było ze sto czterdzieści gdzieś numer…&#13;
A teraz już nie ma. 80, 70? […] to tu było jakieś jeszcze 5-6 chałup. A teraz to? Tam nie ma,&#13;
znaczy powstały, takie gdzieś tam z Gorlic wille tam se postawił.&#13;
&#13;
Z drugiej strony inna Rozmówczyni (GK30) wskazała, że teraz jest o wiele więcej&#13;
domów. Nowość stanowi także park w centrum wsi użytkowany głównie przez kobiety&#13;
z dziećmi. Znaczącą zmianą był dla nich także nowy plac zabaw koło szkoły, który bardzo&#13;
podoba się ich dzieciom.&#13;
Większość nie wskazywała znaczących zmian. Bardzo dużo mówili o nich państwo&#13;
sołtysowie (GM45 i GK45). Wspomnieli, że kiedyś nie było tak ładnej remizy, placu&#13;
zabaw, skweru w centrum, chodników. Według nich rok 2006 był momentem, w którym&#13;
Gładyszów zaczął zmieniać się pod względem infrastruktury.&#13;
Niektórzy, mówiąc o zmianach, porównywali Gładyszów z czasów dzieciństwa&#13;
ze współczesnym. Wskazywali, że wtedy bloki zastępowały drewniane chaty pokryte&#13;
gontem. Te narracje przepełniał sentyment. Dodatkowo niektórzy Rozmówcy&#13;
wspominali, że Gładyszów był kiedyś miejscowością agroturystyczną (GM70).&#13;
Pytania o krajobraz wywoływały pozytywne odpowiedzi u Rozmówców. Część&#13;
uważała, że wiele się zmieniło pod względem estetyki, chociaż pojawiały się także&#13;
głosy przeciwne. Jeden z Rozmówców (GM60-70) wspomniał, że kiedyś wieś i obszar&#13;
okoliczny nazywano krainą czarnego bociana. Jeden (GM60-70) przyznał, że występuje&#13;
tu dużo różnych ptaków, co uważa za zaletę, gdyż dla niego stanowią one integralną część&#13;
krajobrazu okolicy.&#13;
Podsumowując, miejsca, z którymi można się zetknąć w Gładyszowie, da się podzielić&#13;
na społeczne (miejsca spotkań, miejsca integrujące społeczność lokalną), tożsamościowe&#13;
(ważne dla konkretnej grupy lub jednostki), oficjalne (szkoła), wzniosłe (świątynie,&#13;
&#13;
198&#13;
&#13;
To właśnie wspomniane doznania Rozmówców określiły przestrzeń w Gładyszowie.&#13;
Można jej rozumienie podzielić na cztery grupy:&#13;
1. Rozumiana w sposób geograficzny. W tym przypadku zawsze wyznaczano jej&#13;
konkretny obszar.&#13;
2. Przez niektórych Rozmówców rozumiana była w kategoriach krajobrazowoprzyrodniczych, dużo opowiadali o nietypowych zwierzętach, roślinach czy górach.&#13;
Taka przestrzeń jest stworzona z „obiektów” zastanych25 na miejscu: przyrody,&#13;
zwierząt, krajobrazu. Elementy te decydują o specyficznym nastroju miejsca.&#13;
19&#13;
&#13;
B. Jałowiecki, Społeczne wytwarzanie przestrzeni, Spółdzielnia Wydawniczo-Handlowa „Książka i Wiedza”,&#13;
Warszawa 2010.&#13;
20&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, przeł. A. Morawińska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987,&#13;
s. 13.&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
Według A. Assmann przestrzeń to coś abstrakcyjnego, natomiast miejsce jest konkretem. Cyt. za: M. SaryuszWolska, Spotkania czasu z miejscem..., op.cit., s. 140–141.&#13;
22&#13;
&#13;
B. Jałowiecki, Przestrzeń społeczna, w: Encyklopedia socjologii, t. 3, Warszawa 2002, s. 301.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. Przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Universitas,&#13;
Kraków 2006, s. 69, 52.&#13;
24&#13;
&#13;
Ibid., s. 13–14.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
B. Jałowiecki, Społeczne..., op. cit., Warszawa 2010.&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Dwa pierwsze typy można przyrównać do przestrzeni pragmatycznej, czyli do&#13;
zespołu działań ekonomicznych26, w tym wypadku powiązanych z geografią, przyrodą&#13;
i krajobrazem.&#13;
3. Niektórzy przestrzeń rozumieli jako klimat – atmosferę, która powstaje dzięki pewnej grupie osób i jest od niej zależna, gdyż jeśli zabraknie któregoś członka tej zbiorowości, atmosfera ulega nieodwracalnej zmianie. Przestrzeń w tym wypadku nie&#13;
jest rozumiana geograficznie, ale społecznie. Przy braku odpowiednich ludzi szybko&#13;
wyczerpuje się znaczenie rzeczy27. Niektórzy spośród Informatorów pytanie o życie&#13;
przestrzenne wsi rozumieli jako chęć dowiedzenia się, jak wyglądają stosunki sąsiedzkie, czy mieszkańcy żyją w harmonii mimo różnić kulturowych, jak żyją ze sobą Polacy i Łemkowie. Odpowiedzi zwykle były pozytywne:&#13;
A czy w takim razie dobrze się żyje w przestrzeni wsi?&#13;
Ja nie mam powodów… Są tacy, co złośliwi czy coś. Ale dość, dość, nie mam tak… właśnie przez&#13;
to. Ale idziesz na Ruski i się dogadasz z nimi, ale ja twierdzę, że… bo oni są lepsi niż Polacy, że&#13;
prędzej się wspomożesz tam z nimi, dogadasz się, jak nie raz z innymi tam gdzieś. Ale niektórzy&#13;
są tacy zawzięci, że się nie będą odzywać, a tutaj oni nie wyróżniają się, czy bogatsi czy biedniejszy jesteś.&#13;
&#13;
Przestrzeń w tym wypadku rozumiemy jako wytwór danej społeczności, rodzący się&#13;
naturalnie na podstawie pewnej wspólnej cechy – tego samego terenu zamieszkania. Jest&#13;
więc kategorią, w której uwidaczniają się działania społeczne.&#13;
4. Przestrzeń rozumiana jest jako swoisty typowo wiejski krajobraz. Większość&#13;
z Rozmówców o takim postrzeganiu okolicy przeprowadziła się do Gładyszowa&#13;
z miasta. Uważała, że na wsi żyje się inaczej, czyli lepiej. Przestrzeń w tym wypadku&#13;
można rozumieć jako ogólne uwarunkowania życia na wsi i w mieście: zarówno&#13;
geograficzne, jak i społeczne; jest to swoiste złączenie obu punktów.&#13;
Zwłaszcza ten typ związany ze społecznością można nazwać konstruowanym28, czyli&#13;
zależnym od zdolności umysłu do wykreowania czegoś daleko poza dane zmysłowe&#13;
– te przestrzenie są ostatecznym wynikiem myślowym ciągłych doświadczeń. Takie&#13;
rozumienie przestrzeni można odnieść do rozważań Martina Heideggera, który formułuje&#13;
pojęcie okolicy:&#13;
Okolica to coś, co jest wokół człowieka, co konstytuuje się ze względu na niego, co dobrze&#13;
znane i bliskie, wobec czego występuje związek zażyłości. Okolicą są miejsca wyróżnione ze&#13;
względu na bycie ludzkie29.&#13;
&#13;
Miejsce w rozumieniu filozofa zawsze istnieje wokół człowieka. Dodatkowo termin&#13;
„okolica” odnosi się do pewnych indywidualnych jakości, a nie geografii. Chodzi&#13;
o kreowanie danego wycinka przestrzeni względem swojego doświadczenia.&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Z kolei według Yi-Fu Tuana przestrzeń jest zaznaczona30. Podobnie rzecz ma&#13;
się z Gładyszowem, w którym mamy wyraźnie zaznaczone granice w postaci tablic&#13;
i charakterystycznych elementów krajobrazu. Wydaje się, że taki koncept ograniczonej&#13;
przestrzeni pomaga mieszkańcom opowiadać o sobie, wzmacnia więzi z miejscem&#13;
zamieszkania, ale też między mieszkańcami. Zaznaczenie granicy wyraźnie oddziela to,&#13;
co jest za i po niej.&#13;
Ciekawe, że Rozmówcom łatwiej było określić specyfikę Gładyszowa, porównując&#13;
go z innymi miejscowościami. Konkretne pytanie nie prowokowało do udzielenia jasnej&#13;
odpowiedzi. Myślenie o danej przestrzeni wsi, w tym wypadku Gładyszowa, nie było&#13;
możliwe. Dopiero kontekst porównawczy pozwolił Rozmówcom na odpowiedź. Skoro&#13;
dana przestrzeń jest Rozmówcom znana, nie jest poddawana ich refleksji.&#13;
Przestrzeń może również zakrywać miejsca w sposób symboliczny. W przypadku&#13;
Gładyszowa Rozmówcy niechętnie rozmawiali o pomniku poległych milicjantów,&#13;
większość nie zwracała na niego uwagi. Zauważamy tutaj przeciwieństwo ogólnych&#13;
funkcji pomnika, takich jak: upamiętnianie, kształtowanie tożsamości, stanowienie&#13;
punktu w orientacji przestrzennej.&#13;
W wyjątkowy sposób kształtuje się stosunek do przestrzeni stron rodzinnych&#13;
w przypadku osób, które w różnych okolicznościach zostały zmuszone do ich opuszczenia.&#13;
Kilku Rozmówców, którzy byli Łemkami, powróciło do Gładyszowa, mimo że sami nie&#13;
pamiętają akcji „Wisła” i związanych z nią przesiedleń. Nie pamiętali również samej&#13;
wsi. Widzimy, że silnie działa tu post-pamięć, której nie możemy określać stricte jako&#13;
pamięci31. Są to wybiórczo przekazane informacje, bardzo indywidualne i nacechowane&#13;
emocjonalnie. Według Jacka Nowaka32 Łemkowie w procesie utożsamiania się&#13;
wykorzystują terytorium w sposób specyficzny, często wyłącznie w odniesieniu do&#13;
przeszłości. Gładyszów we wspomnieniach może jawić się jako przestrzeń mityczna,&#13;
jest konstrukcją intelektualną i emocjonalną, niekiedy bardzo rozbudowaną33. Być może&#13;
potrzeba posiadania własnej przestrzeni jest tak silna, że u ludzi, którym gwałtowanie ją&#13;
odebrano, wytwarza się jej obraz skoncentrowany wokół indywidualnego odczucia.&#13;
Podsumowując, trudno wyznaczyć jedną definicję przestrzeni w Gładyszowie.&#13;
Rozumiemy ją raczej przez pryzmat pewnych aspektów społeczności, przyrody&#13;
i położenia geograficznego. Wieś ma granice w postaci tablic informacyjnych (formalne)&#13;
i elementów krajobrazu (naturalne).&#13;
Istnieje wiele funkcji przestrzeni w Gładyszowie. Uwidoczniają się w niej działania&#13;
społeczne, warunkuje też zachowania, spaja więzi międzyludzkie. Przejdźmy teraz do&#13;
mniejszych fragmentów przestrzeni, czyli miejsc.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
M. Hirsch, Pokolenie postpamięci, tłum. M. Borowski, M. Sugiera, „Didaskalia”, 2011, nr 105, s. 28–36.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
J. Nowak, Zaginiony świat? Nazywają ich Łemkami, Universitas, Kraków 2003.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., op. cit., s. 27.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
200&#13;
&#13;
201&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
���*ăDG\V]µZ�MDNR�PLHMVFH&#13;
&#13;
w procesie historycznego ludzkiego współistnienia ze światem. Miejsce też traci swój absolutny sens czegoś, co samo może istnieć bez innych rzeczy, które z kolei nie mogą istnieć bez&#13;
niego. Miejsce ponadto staje się kategorią jakości, a nie ilości, jest określane przez swą treść,&#13;
a nie przez swą wielkość lub oddalenie od innych miejsc38.&#13;
&#13;
Miejsce jest jedną z szeroko omawianych kategorii w antropologii i filozofii. Już&#13;
Arystoteles pisał o miejscu:&#13;
„Przyjmujemy więc, że 1) miejsce jest tym, co otacza bezpośrednio to, czego jest miejscem, 2) nie jest częścią rzeczy, 3) bezpośrednie miejsce danej rzeczy nie jest ani mniejsze, ani&#13;
większe od niej, 4) miejsce może być z każdej rzeczy opróżnione i od niej oddzielone. A w dodatku: 5) każde miejsce ma górę i dół, a każde ciało z natury dąży do właściwego sobie miejsca,&#13;
tzn. bądź do góry, bądź w dół i tam trwa”34.&#13;
&#13;
Powyższa perspektywa jest dla nas podstawą w poszukiwaniu definicji miejsca&#13;
w Gładyszowie. Dysponujemy dość ogólnymi opisami, które raczej warunkują fizyczność&#13;
(geografię) miejsca i które mogą stanowić wstęp do antropologicznego rozważania.&#13;
Ludzie nawiązują z miejscami więzi, współżyją z nimi. Miejsca wymagają określonych&#13;
przeżyć, żeby ich natura wyszła na jaw35. Wobec tego tradycyjne miejsce antropologiczne&#13;
opiera się na:&#13;
„[...] konkretnej i symbolicznej konstrukcji przestrzeni, która nie może sama opisać zmiennych&#13;
kolei i sprzeczności życia społecznego, lecz do której odnoszą się wszyscy ci, którym przypisuje&#13;
ona jakieś miejsce, jakkolwiek skromne by ono nie było. [...] miejsce antropologiczne, jest jednocześnie zasadą sensu dla tych, którzy je zamieszkują, i zasadą inteligibilności dla tych, którzy&#13;
je obserwują”36.&#13;
&#13;
Tę definicję zdają się potwierdzać słowa Floriana Znanieckiego. W swojej książce&#13;
Socjologiczne podstawy ekologii ludzkiej pisał, że „ludzie nigdy nie doświadczają jakiejś&#13;
powszechnej, obiektywnej i bezjakościowej […] przestrzeni”. Oznacza to, że dane miejsce&#13;
gromadzi w sobie różne wartości kulturowe oraz różne praktyki.&#13;
Z kolei Tuan zwraca uwagę na doświadczenie ludzkiego ciała w przestrzeni oraz&#13;
na fakt, że przestrzeń odczuwana jako dobrze znana staje się dla nas miejscem37.&#13;
Rzeczywiście wielu Rozmówców, opisując miejsca, zwracało uwagę, czy dobrze je&#13;
znają. Jednocześnie warto zaznaczyć, że miejsca niekoniecznie powinniśmy zamykać&#13;
w kategoriach afirmatywnych.&#13;
Dla niniejszej pracy najodpowiedniejsze będzie podejście fenomenologicznie&#13;
związane głównie z „przestrzeniami doświadczonymi”. Buczyńska-Garewicz tłumaczy to&#13;
stanowisko następująco:&#13;
Fenomenologiczne pojęcie przestrzeni doświadczonej przynosi natomiast całkowicie odmienne rozumienie sensu miejsca. Najogólniej rzecz biorąc ze zbiornika fizycznego na ciała&#13;
przekształca się miejsce w pewien indywidualny byt duchowy intencjonalnie ukonstytuowany&#13;
&#13;
Miejsca można definiować rozmaicie, są nimi jakiekolwiek stałe przedmioty,&#13;
które przyciągają naszą uwagę, od kapliczek poprzez pomniki aż po cerkwie. Miejsca&#13;
w Gładyszowie można podzielić na sześć grup.&#13;
Pierwsza to miejsca reprezentacyjne wspominane w wielu wywiadach. Wszyscy&#13;
Rozmówcy chętnie opowiadali o cerkwiach i szkole. Są dla nich bardzo ważne, spełniają&#13;
funkcję wychowawczo-oświatową (szkoła) i religijną (cerkiew).&#13;
Druga to miejsca pokoleniowe39, których funkcją byłaby łączność pokoleniowa. Na&#13;
pewno w tym wypadku można wskazać indywidualne krzyże, kapliczki oraz groby. Są&#13;
to miejsca stricte indywidualne. Jeden z Rozmówców (GM80) pokazał starą łemkowską&#13;
chatę, którą odziedziczył po rodzicach. Nie mieszka w niej, raczej traktuje ją jako składzik&#13;
na różne sprzęty. Co ciekawe, mężczyzna nie zburzył chaty i podciągnął do niej prąd,&#13;
nadając budynkowi użyteczny charakter. Innym przykładem jest Rozmówca (GM45),&#13;
który starą łemkowską chatę odziedziczoną przez żonę zaadaptował do nowoczesnego&#13;
mieszkania. Te miejsca w jakiś metaforyczny sposób mogą łączyć Informatorów&#13;
z przeszłością, z własną rodziną, pewnymi wydarzeniami. Być może stanowią ważny&#13;
składnik ich tożsamości. Są też wizualnym punktem pokoleniowej egzystencji na danym&#13;
obszarze. Według Aleidy Assmann miejsce pokoleniowe jest jednym z typów miejsc&#13;
pamięci, których definicję ustanowił Pierre Nora40.&#13;
Trzecia grupa to miejsca, które Assmann41 definiuje jako zawierające ślady po&#13;
czymś, czego już nie ma. Wydaje się, że dobrym przykładem są tutaj gładyszowskie&#13;
przystanki autobusowe, które według Rozmówców teraz prawie nie funkcjonują.&#13;
Niekiedy wspominali, że dawniej jeździło więcej autobusów, przez co w tych miejscach&#13;
zawsze można było się z kimś zobaczyć, porozmawiać. Były to więc miejsca spotkań&#13;
towarzyskich, a jedyną pamiątką po dawnej funkcji są puste przystanki.&#13;
Czwarta grupa to miejsca pamięci definiowane przez Pierre’a Norę jako „żywa&#13;
historia”42, do których można zaliczyć archiwa historyczne, pomniki, ale też prywatne&#13;
mieszkania. W Gładyszowie takim miejscem może być pomnik poległych milicjantów.&#13;
Interakcja odbiorców z pomnikiem określa ostatecznie jego estetyczną egzystencję43.&#13;
W Gładyszowie Rozmówcy niechętnie i mało rozmawiali o tym obiekcie. Wydaje&#13;
mi się, że sam wygląd obrazuje, jak pomnik funkcjonuje w mentalności mieszkańców&#13;
38&#13;
&#13;
H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., op. cit., s. 25.&#13;
&#13;
39&#13;
34&#13;
&#13;
Arystoteles, Fizyka, O niebie, O powstawaniu i niszczeniu, Meteorologika, O świecie, Metafizyka, t. II, Warszawa&#13;
2009, s. 88.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Hanna Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., op. cit., s. 5.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
M. Augé, Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, tłum. R. Chymkowski, Wydawnictwo&#13;
Naukowe PWN, Warszawa 2010, s. 34.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit., s. 13.&#13;
&#13;
202&#13;
&#13;
A. Assmann, Przestrzenie pamięci. Formy i przemiany pamięci kulturowej, Pamięć zbiorowa i kulturowa.&#13;
Współczesna perspektywa niemiecka, red. M. Saryusz-Wolska, Universitas, Kraków 2009, s. 103.&#13;
40&#13;
&#13;
P. Nora, Między pamięcią a historią: lieux de memoire, op. cit.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
Ibid., s. 20–27.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
J. E. Young, Pamięć i kontrpamięć. W poszukiwaniu społecznej estetyki pomników Holokaustu, tłum. T.Łysak,&#13;
„Literatura na świecie”, 2004, nr 1–2, s. 267–289.&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
– jest nieestetyczny, niewidoczny na tle domu, a napisów już prawie nie widać. Sprawdza&#13;
się tutaj teza Jamesa Younga: pamięć, którą pomnik miał ucieleśniać, jest przez niego&#13;
w istocie wypierana. Podobnie dzieje się z cmentarzem cholerycznym. Dla osoby&#13;
nieznającej kontekstu historii łemkowskiej miejsce to będzie pomnikiem na środku pola,&#13;
którego napis trudno odczytać. Dla Łemków z kolei miejsce to jest niezwykle ważne ze&#13;
względu na ich przodków, których dotknęła epidemia cholery i tyfusu.&#13;
Piąta grupa to „nie-miejsca” – do tej kategorii zaliczymy obiekty niewidoczne dla oka,&#13;
ale znajdujące się w danym obszarze. Marc Augé definiował je następująco:&#13;
[...] będziemy nazywać »nie-miejscami« w opozycji do socjologicznego pojęcia miejsca, wiązanego przez [Marcela] Maussa i całą tradycję etnologiczną z pojęciem kultury zlokalizowanej&#13;
w czasie i przestrzeni. „Nie-miejsca” tworzą zarówno rozwiązania niezbędne do przyspieszonego przemieszczania się osób i dóbr (drogi ekspresowe, bezkolizyjne skrzyżowania, porty&#13;
lotnicze), jak i same środki transportu, wielkie centra handlowe, ale także obozy przejściowe,&#13;
w których stłoczeni są uchodźcy z całej planety44.&#13;
&#13;
Przykładem jest cmentarz choleryczny w Gładyszowie. Widać tam tylko pomnik&#13;
oraz ogrodzony teren. Od kilku Rozmówców (Łemków) dowiedzieliśmy się, że jest&#13;
to cmentarz. Dodatkowo to szczególne miejsce obrazuje Youngowski kontrpomnik45.&#13;
Pomnik, czyli w tym wypadku cmentarz, jest czymś niewidzialnym, obecnym tylko&#13;
w pamięci części niektórych mieszkańców Gładyszowa.&#13;
Ostatnia kategoria to miejsca niewygodne, ulegające zapomnieniu. Przykładem może&#13;
być gładyszowski pomnik ofiar walki z UPA. Jest obszarem praktycznie niewidocznym.&#13;
Wydaje się, że mieszkańcy Gładyszowa nie chcą pamiętać, co wydarzyło się kiedyś, ten&#13;
element historii jest dla nich nieaktualny lub niechlubny. Wiąże się to z post-pamięcią&#13;
o akcji „Wisła”46.&#13;
Dodatkowo, miejsce możemy rozważać w kontekście prywatnym (własne kapliczki&#13;
czy krzyże postawione przez przodków Rozmówców) – jednocześnie są to również&#13;
miejsca sentymentalne.&#13;
Podsumowując, miejscem w Gładyszowie można nazwać każdy obiekt obdarzony&#13;
znaczeniem. Rozumiemy miejsca jako składowe przestrzeni, są określone przez&#13;
doświadczenia, które je określają i definiują. Miejsca mają nazwy i historię. Miejsce to&#13;
ograniczona przestrzeń47, która ma dla ludzi pewne znaczenie, do której mamy stosunek&#13;
emocjonalny. Warto zaznaczyć, że miejsce niekoniecznie jest oswojoną przestrzenią,&#13;
o czym pisał Tuan48. Istnieją też te dzikie, nieoswojone i niechciane.&#13;
44&#13;
&#13;
M. Augé, Nie-miejsca..., op. cit., s. 20.&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
J. E. Young, Pamięć i kontrpamięć..., op. cit., s. 267–289.&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
Dnia 28 kwietnia 1947 r. Grupa Operacyjna „Wisła” rozpoczęła wysiedlanie ludności ukraińskiej z południowowschodniej Polski. Operacją dowodził gen. Stefan Mossor. Działania prowadzone były w sposób brutalny&#13;
i bezwzględny. W ciągu trzech miesięcy na Ziemie Zachodnie i Północne przymusowo przesiedlono ponad 140&#13;
tys. Ukraińców. Przygotowania do rozpoczętej 28 kwietnia 1947 r. akcji „Wisła” trwały od jesieni 1946 r. Pomysł&#13;
operacji powstał w Sztabie Generalnym WP.&#13;
47&#13;
48&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Pytania o obiekty wywołują narrację o strukturze pamięciowo-emocjonalnej.&#13;
Przestrzeń w Gładyszowie i obecne w niej obiekty można nazwać nośnikami pamięci.&#13;
Przyjrzyjmy się teraz tej kwestii.&#13;
&#13;
���3DPLÛÉ�Z�*ăDG\V]RZLH&#13;
Magdalena Saryusz-Wolska w swojej książce Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna&#13;
perspektywa niemiecka pisze, że rozwój kulturowych teorii pamięci przypada na lata 90. XX&#13;
w., ponieważ to wtedy ukazały się trzy znane książki: Pamięć kulturowa Jana Assmanna,&#13;
Przestrzenie pamięci Aleidy Assmann oraz Miejsca pamięci Pierre’a Nory. Najogólniej&#13;
rzecz ujmując, pamięć traktujemy jako zjawisko społeczne. Katarzyna Kaniowska&#13;
precyzuje zagadnienie pamięci w swoim artykule Antropologia i problem pamięci:&#13;
Na pytanie »czym jest pamięć?« znajdujemy więc rozmaite odpowiedzi, a ich przegląd pozwala najogólniej powiedzieć, że jest ona szczególną zdolnością ludzkiego umysłu, dla wyjaśnienia której musimy odwołać się do wiedzy psychologicznej, fizjologicznej (neurofizjologicznej), biochemicznej i biofizycznej49.&#13;
&#13;
Dodatkowo autorka precyzuje trzy sposoby traktowania pamięci w antropologii: jak&#13;
źródło, jako przedmiot wiedzy antropologów oraz jako narzędzie poznania antropologii50.&#13;
Wszystkie wymienione przez nią zagadnienia pojawiły się w badaniach w Gładyszowie.&#13;
Pamięć potraktowaliśmy jako źródło – analizowaliśmy wypowiedzi Rozmówców.&#13;
Posłużyła również jako przedmiot wiedzy w przypadku rozmowy o miejscach pamięci&#13;
i sposobach upamiętniania na wsi. Wreszcie, pamięć wykorzystaliśmy jako narzędzie&#13;
poznania, traktując ją jako tekst/narrację przekazywane przez Rozmówców.&#13;
P. Nora zauważył, że pamięć zakorzenia się w konkrecie, w określonych miejscach,&#13;
gestach, obrazach i przedmiotach51. Pytanie o obiekt wywołuje narrację, w której pamięć&#13;
odgrywa istotną rolę.&#13;
W przypadku gładyszowskich badań warto przypomnieć koncepcję pamięci&#13;
zbiorowej opisywanej przez Maurice’a Halbwachsa, który rozróżnia pamięć zbiorową&#13;
od historycznej słowami „pamięć historyczna to obraz wydarzeń, a pamięć zbiorowa to&#13;
ognisko tradycji”52, podkreślając rolę kultury i społeczności w wytwarzanych narracjach.&#13;
Halbwachs rozumie pamięć zbiorową jako „pamięć organiczną jednostki, funkcjonującą&#13;
w ramach środowiska społeczno-kulturowego oraz jako rezultat podzielanych przez&#13;
zbiorowość wersji przeszłości, wynik interakcji, komunikacji, oddziaływania mediów&#13;
i instytucji w obrębie małych grup społecznych oraz większych kultur”53.&#13;
Z kolei Barbara Szacka zwraca uwagę na kilka funkcji pamięci zbiorowej, takich jak:&#13;
przekaz wartości i wzorów zachowań pożądanych, legitymizacja władzy, współtworzenie&#13;
poczucia tożsamości zbiorowej opartej na świadomości wspólnej przeszłości, istnienia&#13;
49&#13;
&#13;
K. Kaniowska, Antropologia i problem pamięci, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”, 2003, t. 57,&#13;
nr 3–4, s. 57.&#13;
50&#13;
&#13;
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, op. cit.&#13;
&#13;
P. Nora, Między pamięcią a historią: lieux de memoire, op.cit., s. 20–27.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
M. Halbwachs, Społeczne ramy pamięci, tłum. M. Król, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, s. 225.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
204&#13;
&#13;
Ibid., s. 58.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
w czasie, przodków, losu i symboli54.&#13;
Co istotne, w wypowiedziach Rozmówców pojawiały się zwroty typu „rodzice&#13;
opowiadali mi…”, „usłyszałem w dzieciństwie…”. Dawna narracja wpłynęła na&#13;
Rozmówców, ukształtowały ich wspomnienia dotyczące danego obiektu55. Nie musieli&#13;
szukać informacji na jego temat, wszystkie zostały im przekazane przez przodków.&#13;
Taką specyficzną pamięć można za Welzerem56 nazwać komunikacyjną, przekazywaną&#13;
z pokolenia na pokolenie. Jest to doświadczenie historii w ramach biografii indywidualnej:&#13;
„Koncepcji pamięci komunikacyjnej, według Welzera i [Jana] Assmanna, wspólny jest zakres&#13;
czasowy trzech do czterech pokoleń oraz utrwalanie przekazu nie w przestrzeni społeczno-kulturowej, lecz w indywidualnych biografiach”57.&#13;
&#13;
Pamięć przekazywaną z pokolenia na pokolenia przyporządkujemy także do rozważań&#13;
Halbwachsa, który w swojej książce Społeczne ramy pamięci wskazał, że wspomnienia&#13;
rodzinne stanowią fundament międzypokoleniowej transmisji58.&#13;
Część mieszkańców Gładyszowa (Łemkowie) dba o cmentarz ofiar cholery i tyfusu.&#13;
Proces ten można nazwać post-pamięciowym: „my postanowiliśmy właśnie w ten sposób&#13;
uczcić, że to jest miejsce, w którym spoczywają kości naszych dziadków, pradziadków&#13;
i trzeba było jakoś to uwiecznić”.&#13;
Według Hirsh post-pamięć jest próbą definicji własnego miejsca w stosunku do&#13;
problematycznej przeszłości59. Nie określa tożsamości, lecz stanowi pokoleniową&#13;
strukturę transferu60. W tym wypadku chodziło o poszanowanie łemkowskiej przeszłości,&#13;
która dotyczyła ich przodków (ale przecież jest to ważny element w konstruowaniu&#13;
tożsamości).&#13;
W Gładyszowie relacja teraźniejszość-przeszłość nie jest jednoznacznie określona.&#13;
Jeżeli analizujemy problem pod względem infrastrukturalnym, Rozmówcy przyznali, że&#13;
wiele się zmieniło. Podobnie pod względem estetycznym – raczej każdy dba o wygląd&#13;
swojego obejścia czy domu. Z drugiej strony pewne obiekty są pamiętane dzięki narracji&#13;
przekazanej w domu. W ten sposób nikt nie szuka i nie interesuje się nimi, a sama narracja&#13;
nie jest kwestionowana.&#13;
Pamięć w Gładyszowie działa specyficznie w miejscach, które przyporządkowaliśmy&#13;
do miejsc pamięci (np. pomnik poległych milicjantów). Warto jednak zauważyć, że&#13;
kiedynadajemy pamięci formę pomnika, to czujemy się uwolnieni od obowiązku&#13;
pamiętania61. Pomnik przywołuje pamięć zarówno o negatywnych wydarzeniach, jak&#13;
54&#13;
&#13;
B. Szacka, Czas przeszły, pamięć, mit, Wydawnictwo Naukowe „Scholar”, Warszawa 2006, s. 53.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
M. Hirsch, op. cit., s. 28–36.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
H. Welzer, Das kommunikative Gedächtnis. Eine Theorie der Erinnerung, München 2002, s. 171–192, za:&#13;
Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka, op.cit., s. 30.&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
i o dawnym systemie politycznym (komunizmie). W przypadku pomnika poległych&#13;
milicjantów warto pamiętać o teorii Younga62 dotyczącej wypierania przez obiekt pamięci&#13;
(uwolnienie od pamiętania). W tym przypadku możemy mówić o pamięci wypartej63.&#13;
&#13;
���(SLORJ&#13;
W Gładyszowie spędziliśmy niecały tydzień. Czy to dużo czasu? Biorąc pod uwagę&#13;
wielkość wsi, można powiedzieć, że wystarczająco. W końcu mamy niewiele domów,&#13;
miejsc, które mogłyby zainteresować antropologa, kilka ulic, jeden sklep, kościół,&#13;
cerkiew. I wielką przestrzeń – lasy, pola. Tak mogłoby wyglądać ujęcie wstępne lub&#13;
kończące film o Gładyszowie.&#13;
To jednak tylko geografia. Kiedy spojrzymy na to szerzej, oddamy głos mieszkańcom,&#13;
samej przestrzeni i weźmiemy pod uwagę okoliczności historyczno-kulturowe wsi,&#13;
okaże się, że sprawa nie jest prosta i oczywista. Podczas badań udało się wyłonić kilka&#13;
miejsc o szczególnym znaczeniu, począwszy od tego społecznego przez tożsamościowe,&#13;
reprezentacyjne czy nieodwiedzane. Okazało się, że miejsca w Gładyszowie mają swoją&#13;
historię i czasem są nośnikami pamięci — tej indywidualnej (miejsca pokoleniowe) oraz&#13;
zbiorowej (miejsca pamięci). Spory wpływ na charakter miejsc ma historia Gładyszowa&#13;
jako wsi łemkowskiej i samych Łemków w ogóle.&#13;
Badania przeprowadzone w Gładyszowie pokazały, jak niejednorodnym tworem jest&#13;
przestrzeń. Owszem, posiada granice formalne, lecz jej natura stanowczo wykracza poza&#13;
kategorie geograficzne. Metaforycznie można ją przedstawić za pomocą różnych warstw,&#13;
które się na siebie nakładają i które na siebie wzajemnie oddziałują. Z tego powodu&#13;
wydawać by się mogło, że dobrą kategorią do jej opisu byłby palimpsest. Jednak zgodnie&#13;
z konkluzją Romy Sendyki nie jest to w tym przypadku właściwe pojęcie:&#13;
Zasadniczy element palimpsestu jako metafory poznawczej to idea sedymentacji, nawarstwiania się sukcesywnych płaszczyzn. Te z kolei tworzą wielopoziomową konstrukcję, daną naraz,&#13;
synchroniczną, ale jednocześnie zorganizowaną w spójny model rozpoznawalnych kategorii,&#13;
łatwych do separowania, grupowania i w końcu – czytania […]. Czytelność palimpestu jest&#13;
możliwa tylko za cenę tymczasowego zawieszania jakości określonej jako „symultaniczność”.&#13;
Zobaczmy, co by się stało, gdyby nie stosować zasady akcentowania tylko jednej warstwy danych64.&#13;
&#13;
Tak jak wspomniała autorka, palimpsest jesteśmy w stanie odczytać, wyłącznie biorąc&#13;
pod uwagę jedną z jego warstw, zawieszając pozostałe. Dla badacza kultury ważne są&#13;
jednak wszelkie oddziaływania między różnimy warstwami. Przestrzeń ani miejsca&#13;
w Gładyszowie nie są czymś jednolitym, posiadają wiele definicji, zależą od ludzi, jednak&#13;
jednym z ważniejszych czynników w opisie humanistycznej geografii miejscowości&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
Ibid., s. 31.&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
M. Halbwachs, Społeczne ramy pamięci, op. cit., s. 217–261.&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
J. E. Young, Pamięć i kontrpamięć, op. cit., s. 267–289.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
M. Hirsch, Pokolenie postpamięci, op. cit., s. 28–36.&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
„[...] może upamiętnianie, nigdy się nad tym nie zastanawiałam” oraz: „[...] Powie, co to za pomnik. Bo to&#13;
&#13;
206&#13;
&#13;
wiadomo, coś się musiało wydarzyć, skoro ten pomnik powstał”.&#13;
&#13;
R. Sendyka, Pryzma – zrozumieć nie-miejsca pamięci (non-lieux de memoire), w: Inne przestrzenie, inne&#13;
miejsca, red. D. Czaja, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s. 331-332.&#13;
&#13;
207&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
jest właśnie czynnik ludzki. Historia społeczeństwa łemkowskiego, historia relacji&#13;
łemkowsko-polskich.&#13;
Życie ludzkie może zostać opowiedziane poprzez przestrzeń. Zgodnie z fenomenologicznym podejściem (między innymi w ujęciu Heideggera) w przypadku przestrzeni&#13;
nie są ważne jej cechy geograficzno-fizyczne, ale przede wszystkim doświadczenia ludzi,&#13;
którzy ją użytkują. Natomiast warto zauważyć, że człowiek i miejsce wpływają wzajemnie&#13;
na siebie.&#13;
Oczywiście badania z 2013 r. należy traktować jako preludium. Perspektywa dalszych&#13;
badań jest bardzo szeroka. W Gładyszowie można odkryć jeszcze wiele niuansów&#13;
dotyczących antropologii przestrzeni oraz antropologii pamięci. W tym momencie&#13;
można wskazać takie drogi, jak: badanie konkretnych miejsc, badanie przestrzenie&#13;
domowych i związanych z nimi wspomnień.&#13;
Cmentarz łemkowski w Beskidzie Niskim, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Łemkowska watra w Zdyni, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Kamila Biedrońska – magister, antropolożka, teatrolożka, redaktorka i specjalistka ds. promocji&#13;
w instytucjach kultury. Poleca czytanie Świrszczyńskiej, antropologię przestrzeni, antropologię teatru oraz pizzę. W dowolnej kolejności. Czyta hobbystycznie i zawodowo.&#13;
Łemkowska watra w Zdyni, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
208&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�3U]HVWU]Hą�ɒ�SDPLÛÉ�ɒ�F]ăRZLHN��3U]\F]\QHN�GR�DQWURSRORJLL�SU]HVWU]HQL�ZVL�ăHPNRZVNR�SROVNLHM&#13;
&#13;
Ikonostas cerkwi w Gładyszowie, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Cmentarz łemkowski w Beskidzie Niskim, 2013&#13;
(fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
Konieczna, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
210&#13;
&#13;
Opuszczona łemkowska chyża, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
211&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD��&#13;
5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
(OĺELHWD�0LUJD�:µMWRZLF]�&#13;
�����0RQLND�6]HZF]\N�&#13;
Zamieszkała łemkowska chyża, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
���:SURZDG]HQLH&#13;
Cyganie/Romowie1 są jedynym narodem w Europie nieposiadającym terytorium, którego&#13;
mogliby jednoznacznie wskazać jako swojego. Są potomkami wędrowców, spora cześć tej&#13;
społeczności nadal kultywuje dawny wędrowny styl życia dostosowany do współczesnego&#13;
zmieniającego się świata. Odmienny od całego zachodniego świata jest charakter romskiej&#13;
pamięci zbiorowej, a wiąże się to z agraficznym2 rodzajem kultury Romów, która nie mając&#13;
pisemnej, faktograficznej i dokumentacyjnej formy, w rezultacie jest kształtowana często&#13;
na podstawie ustnie przekazywanych przeżyć, doświadczeń i wydarzeń z przeszłości.&#13;
Niniejszy artykuł jest próbą wskazania i opisania pola etnicznego oraz terytorium&#13;
etnicznego polskich Romów Karpackich3 na Spiszu, umiejscowienia ich w krainie&#13;
przodków związanych z tym terenem od wieków, osiadłych i funkcjonujących, naszym&#13;
zdaniem niedostatecznie (są pomijani i przemilczani), w historii tego regionu. Chcemy&#13;
pokazać, że Romowie byli i są mieszkańcami spiskich wsi, a Spisz oraz inne części Kar1 W niniejszym artykule, który ma charakter historyczny, powinniśmy używać egzoetnonimu Cyganie i robimy&#13;
to, jednak konsekwentnie stosujemy również wymiennie nazwę Romowie, która naszym zdaniem jest właściwszą. Romowie to „endoetnonim” akceptowany obecnie przez Romów i rządy poszczególnych państw, których&#13;
Romowie są obywatelami. Rom w języku romani znaczy „człowiek”, „mężczyzna”. Jest to słowo neutralne, nieobarczone bagażem uprzedzeń. W języku romskim nie ma słowa „Cygan”. Określenie to nadano Romom w krajach, w których zamieszkali, dla Romów jest jednak obce.&#13;
2 M. Courthiade, O romskim sadzie obyczajowym, tłum. E. Adamczyk, „Studia Romologica”, 2008, nr 1, s. 21.&#13;
3 Cyganami Karpackimi jako pierwszy określił ich w swoich opracowaniach Edmund Klich. Do tej nazwy nawiązał Jerzy Ficowski, za którego przyczyną rozpowszechniła się ona wśród zainteresowanych tematyką cygańską.&#13;
&#13;
Widok Beskidu Niskiego, 2013 (fot. P. Trzeszczyńska)&#13;
&#13;
212&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
pat pojawiły się na trasie ich migracji, aż w końcu stały się terenem trwałego osiedlenia.&#13;
W tym kontekście szczególnie ważne są tradycyjne profesje Romów karpackich związane z obróbką metalu, które ugruntowywały ich pozycje w życiu społecznym. Kowale&#13;
romscy, wraz z migrantami wołoskimi, przybywali na teren Spisza i na trwałe wpisali się&#13;
w historię tego regionu. Niewiele można znaleźć na ich temat w lokalnych przewodnikach czy materiałach dokumentujących dzieje regionów Spisza, Podhala czy Orawy. Jako&#13;
osoby pochodzące ze społeczności Romów Karpackich chcemy dołożyć swoją cegiełkę&#13;
do dorobku literatury regionu, burząc tę swoistą dyskursywną ciszę4.&#13;
&#13;
���(WQRJHQH]D�5RPµZ&#13;
Pod koniec XVIII w. po raz pierwszy została sformułowana teza o indyjskim pochodzeniu&#13;
Romów. Zawdzięczamy to węgierskiemu pastorowi Istvanowi Vályiemu, który studiując&#13;
na uniwersytecie w Lejdzie, spotkał przebywających tam studentów z Indii. W trakcie&#13;
dyskusji na temat sanskrytu5 zauważył podobieństwa pomiędzy tym językiem a dialektem Romów węgierskich, w których sąsiedztwie dorastał. To odkrycie, opublikowane&#13;
w 1763 r.6, stało się podstawą do wysnucia tezy o indyjskiej genezie europejskich Romów.&#13;
W ten sposób badania językoznawcze dały początek rozwojowi hipotezy o Indiach jako&#13;
ich praojczyźnie. Ślady wędrówek pozostawione w języku, a szczególnie wpływ języków&#13;
innych narodów, które znalazły się na drodze szlaków Romów dobitnie pokazują, że zanim Romowie dotarli do Europy, na Bałkany, zetknęli się z ludami perskimi, armeńskimi&#13;
i greckimi.&#13;
Współczesny romski lingwista Marcel Courthiade przytacza dzieło arabskiego kronikarza Al-Utbiego (961-1040) Kitab al-Yamini (Księga Yamin), w którym zawarty jest&#13;
opis wyprawy pochodzącego z Afganistanu sułtana Mahmuda Ghazni do Indii w 1018 r.7.&#13;
Dotarł on do miasta Kanaudż nad Gangesem, które w tamtym czasie było ważnym ośrodkiem kulturalno-intelektualnym Indii. Zająwszy miasto, wziął w niewolę 50 tysięcy ludzi.&#13;
Zapędził ich do swojej stolicy Ghazni, gdzie zostali sprzedani całymi rodzinami. Al-Utbi relacjonuje: „Sułtan Mahmud uwięził wszystkich ludzi z miasta Kanaudż, bogatych&#13;
i biednych, o jasnej i ciemnej skórze [...] w większości będących dostojnikami, artystami&#13;
i rzemieślnikami, aby sprzedać całe rodziny w Ghazni (Afganistan), niebawem cały Chorosan i Persja zapełniły się tymi ludźmi”8.&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
K. Fiałkowska, M. P. Garapich, E. Mirga-Wójtowicz, Krytyczna analiza naukowej ciszy, czyli dlaczego Romowie&#13;
migrują (z naszego pola widzenia), „Kultura i Społeczeństwo”, 2018, nr 2, s. 39-67.&#13;
&#13;
5&#13;
6&#13;
&#13;
Sanskryt – starożytny język indyjski, z którego rozwinęły się główne języki nowożytne Indii Północnych.&#13;
A. Mirga, L. Mróz, Cyganie. Odmienność i nietolerancja, PWN, Warszawa 1994.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
M. Courthiade, The Rromani People’s origins: Chronicles and Legends, w: Cultura si civilizatie indiana,&#13;
red. M. Itu, J. Moleanu, IDD - Credis, Bucureşti 2000.&#13;
8&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
214&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Pierwszym miejscem, do którego zawędrowali Romowie, była Persja. Ślady obecności Romów zawarte są w największej perskiej epopei narodowej Szahname (Księga Królewska), napisanej na początku XI w. przez poetę Ferdousiego9. Zawiera ona opis dziejów&#13;
perskiego władcy Bahrama Gura, który żył w pierwszej połowie V. Dowiedziawszy się, że&#13;
część jego ludności żyje w smutku, cierpi niedostatki i nie znajduje powodu do radości,&#13;
król Bahram wpadł na pomysł jej rozweselenia. Sprowadził z państwa Kanaudż, znad&#13;
Gangesu, muzykantów zwanych Luri. Otrzymali oni nakaz osiedlenia się na roli. Dostali&#13;
od króla bydło i ziarno na zasiew, w zamian mieli zabawiać mieszkańców muzyką. Kiedy&#13;
po roku okazało się, że Luri wszystkie otrzymane od władcy dobra przejedli i pozostali&#13;
bez dobytku, król nakazał ich bosych i nagich wypędzić poza granice Persji10. Twierdzenie o pochodzeniu Romów od muzykantów Luri i sama opowieść o królu Bahramie znajduje wielu zwolenników.&#13;
Jedni widzą w Romach potomków kasty Domów11 – wędrownych muzyków do dzisiaj zamieszkujących subkontynent indyjski. Inni wiążą Romów z wędrownymi kowalami – Gadulija Lohar, oraz handlarzami bydła – Bandżara12. Są też zwolennicy poglądu,&#13;
jakoby Romowie wywodzili się spośród wojowników Dźatów i Radźputów należących&#13;
do kasty Kszatriów13. Zapewne już w chwili wyruszenia na wielką wędrówkę Cyganie&#13;
byli grupą o zróżnicowanej strukturze wewnętrznej.&#13;
&#13;
���0LJUDFMH�5RPµZ�GR�(XURS\&#13;
&#13;
1. Migracja Cyganów. Źródło: John Haywood, The Great Migrations from the Earliest Humans to the&#13;
Age of Globalization, London 2009, s. 142.&#13;
9&#13;
&#13;
A. Frazer, Dzieje Cyganów, tłum. Ewa Klekot, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2001.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Domowie , dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Band%C5%BCara , dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kszatrija , dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
215&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
Persja, a następnie Armenia i obszar Cesarstwa Bizantyjskiego okazały się „przystankami” na trasie Romów w podróży do Europy. W tym czasie kształtował się model adaptacyjny romskiej kultury, który z jednej strony przyswajał obce elementy, przetwarzając&#13;
je na swoje potrzeby, a z drugiej podtrzymywał własne w obliczu presji asymilacyjnej.&#13;
W ten sposób chronili własną tożsamość i zapobiegali całkowitej asymilacji mimo wieków prześladowań, dyskryminacji czy eksterminacji w okresie Holocaustu.&#13;
Pierwsza wzmianka historyczna o Romach w Europie pochodzi z połowy XII w.&#13;
i mówi o ich obecności w Konstantynopolu. Zamieszczona jest w Żywocie Jerzego&#13;
Mtharsmindel z Góry Athos i wspomina o ludziach zwanych „Asincan, znanych czarodziejach i łotrzykach”14.&#13;
Dokumenty z połowy XIV w. wymieniają już z nazwy i potwierdzają obecność Romów&#13;
na wyspie Korfu. Zapewne na tej wyspie istniała osada cygańska o nazwie Feudum Acinganorum, od której pobierano daninę na podstawie prawa lennego. W końcu XIV i na&#13;
początku XV w. źródła wymieniają Cyganów już w wielu miejscach Peloponezu15.&#13;
Do końca XIV w. Romowie w zasadzie pozostają na terenie Bałkanów, Węgier i Wołoszczyzny. Wzmianki z tego okresu mówią, że ich część prowadziła osiadły tryb życia,&#13;
wykonując zawody rzemieślnicze. Zamieszkiwali tereny blisko miast. Inne grupy prowadziły wędrowny lub półwędrowny tryb życia, ale pomiędzy występowała też masa strategii pośrednich. Romowie na Bałkany dotarli pod koniec XIII w., zatrzymali się tu na&#13;
dłużej a spora ich część została aż do dziś. Mówi się, że właśnie ten region Europy jest&#13;
europejską ojczyzną Romów16. Stąd migrowali dalej do Azji Centralnej i Europy zachodniej falowo w wieku XIV, potem w połowie XIX w. i u schyłku wieku XX.&#13;
W XV w. Cyganie docierali do niemal wszystkich krajów Europy. Niewątpliwie wpływ&#13;
na ich migrację z Europy południowo-wschodniej na zachód w XV w. miały podboje tureckie, w wyniku których w rękach Turków znalazły się Bałkany, Grecja, Wołoszczyzna,&#13;
a także południowe i środkowe Węgry17. Wskutek tych niszczycielskich działań wojennych wyludnieniu uległy całe krainy. Ucieczka z terenów objętych konfliktami zbrojnymi&#13;
była dla Romów, i nie tylko dla nich, koniecznością. W Rumunii, Mołdawii i na Wołoszczyźnie Romowie byli niewolnikami. Wołoski kodeks karny z 1811 r. stwierdzał, że każdy&#13;
Cygan rodzi się niewolnikiem. Dopiero w połowie XIX w. niewolnictwo zostało stopniowo zniesione najpierw na Wołoszczyźnie, a później w całej Rumunii18.&#13;
Romscy niewolnicy stanowili trwały element inwentarza w zapisach testamentowych&#13;
i na licytacjach. Zakuci w łańcuchy, z metalowymi kolczastymi obrożami na szyi, sprzedawani byli na jarmarkach. Według szacunków Mołdawię i Wołoszczyznę zamieszkiwało&#13;
w XIX w. ok. 200 000 romskich niewolników. Zniesienie niewolnictwa Romów na tym&#13;
obszarze to długotrwały proces społeczny, który trwał około 38 lat, rozciągając się pomiędzy rokiem 1828 (pierwsze nieudane próby uwolnienia) a 1866, kiedy to proklamowana&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
została konstytucja Zjednoczonego Królestwa Rumuńskiego, oficjalnie potwierdzająca&#13;
wszystkie poprzednie akty prawne Księstw Wołoskiego i Mołdawskiego19.&#13;
&#13;
���5RPRZLH�Z�SROVNLFK�.DUSDWDFK��0LJUDFMH�ZRăRVNLH&#13;
Istotne znaczenie w zasiedlaniu północnej strony Karpat miała wielka wędrówka z półwyspu Bałkańskiego ludu Wołochów, którzy byli cenionymi pasterzami. Ich migracja&#13;
miała miejsce pomiędzy XIV i XVI wiekiem i objęła swoim zasięgiem cały wspomniany rejon Karpat. Problem udziału Wołochów w zasiedlaniu Karpat Polskich jest kwestią&#13;
złożoną i do tej pory wywołującą w środowisku naukowym wiele dyskusji. Są badacze,&#13;
którzy odrzucają tezę o pojawieniu się pasterzy wołoskich na terenie polskich Karpat.&#13;
Dyskutowane są także kwestie ich etnicznego pochodzenia20.&#13;
W 1340 król Kazimierz Wielki za pomoc w odzyskaniu Rusi Halickiej nadał rycerzom&#13;
wołoskim prawa osiedleńcze we wschodniej części Polskich Karpat. W 1395 r. grupa Wołochów przybyła do Nowego Sącza. Miało to miejsce podczas zjazdu królewskiego, na&#13;
którym byli obecni królowa Jadwiga z Władysławem Jagiełłą, książę Witold oraz król węgierski Zygmunt Luksemburczyk.21 W 1413 r. nieliczna, ośmioosobowa grupa wędrownych pasterzy pod przywództwem Dawida Wołocha założyła pasterską wieś Ochotnicę&#13;
w Gorcach. W roku 1416 Ochotnica uzyskała z kancelarii królewskiej przywilej lokacyjny,&#13;
a zasadźcą został wcześniej wspomniany Dawid Wołoch22. Jagiellonowie kontynuowali&#13;
politykę osiedleńczą Kazimierza Wielkiego, nadając kniaziom i rycerstwu wołoskiemu&#13;
prawo do osiedlenia się na Tucholszczyźnie i Bojkowszczyźnie23. Razem z powstawaniem&#13;
nowych osad wołoscy pasterze swobodnie przemieszczali się wzdłuż łuku karpackiego, prowadząc na wpół wędrowny tryb życia. W Karpatach północnych Wołosi wnieśli&#13;
istotny wkład w formowanie wspólnoty kulturowej grup góralskich (ruskich, polskich&#13;
i słowackich), przekazując im górski system gospodarki pasterskiej, słownictwo (na przykład: watra, koliba, szałas, baca, juhas, magura), wzory kulturowe24. Elementy kultury&#13;
i gospodarki przyniesione z Bałkanów przez tych pasterskich osadników i ich dalszy rozwój w nowych warunkach niewątpliwie miały wpływ na specyfikę i odrębność regionu&#13;
karpackiego w stosunku do innych regionów Polski.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
P. Lechowski, Migracje Romów rumuńskich, w: Romowie – przewodnik: historia i kultura, red. A. Caban,&#13;
G. Kondrasiuk, Radomskie Stowarzyszenie Romów Romano Waśt – Pomocna Dłoń, Radom 2009.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
W. Antoniewicz, Pastwiska podgórskie i górskie Tatr Polskich i Podhala. Teraźniejszość i przyszłość, Zakład&#13;
Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław 1960; S. Trebunia-Staszel, Śladami podhalańskiej mody: studium&#13;
z zakresu historii stroju górali podhalańskich, Podhalańska Oficyna Wydawnicza, Kościelisko 2007.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
J. Ficowski, Cyganie na polskich drogach, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985.&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
J. Czajkowski, Studia nad Łemkowszczyzną, Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, Sanok 1999.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
http://skansen-studzionki.pl/wolosi-w-ochotnicy/ dostęp 07.12.2019.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
A. Bartosz, Amen Roma My Romowie, Muzeum Okręgowe w Tarnowie, Tarnów 2011&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
A. Frazer, Dzieje Cyganów, op. cit.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
216&#13;
&#13;
P. Kłapyta, Wołosi – nomadzi Bałkanów i ich rola w kolonizacji łuku Karpat, http://www.porozumieniekarpackie.pl/195,a,wolosi-nomadzi-balkanow-i-ich-rola-w-kolonizacji-luku-karpat.htm dostęp 07.12.2019.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
217&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
rób noży, dzwonków pasterskich itp.), kotlarstwa (wyrób i naprawa kotłów do warzenia&#13;
serów). Te związki ekonomiczne, zapoczątkowane na Bałkanach, były kontynuowane&#13;
w czasie wspólnych migracji oraz potem, po ich ustaniu. Na północ, do Europy środkowej prowadziły ich dwa tradycyjne i utrwalone szlaki migracyjne. Jeden biegł zewnętrznym łukiem Karpat, z Wołoszczyzny, wzdłuż Prutu i Dniestru dalej na zachód. Drugą&#13;
trasę, wewnątrz łuku karpackiego, wytyczała dolina Dunaju i Cisy a prowadziła z Niziny&#13;
Węgierskiej na Słowację i poprzez przełęcze karpackie na ziemie polskie. Obraz osadnictwa romskiego z przełomu XIX i XX w. wyraźnie wskazuje na te dwa szlaki, na których&#13;
stopniowo Romowie się osiedlali.&#13;
&#13;
���5RPRZLH�QD�]LHPLDFK�SROVNLFK&#13;
&#13;
2. Ekspansja Wołochów na Bałkanach i w Karpatach (X - XVII w.), oprac. Piotr Kłapyta25&#13;
&#13;
W XVI w. miała miejsce kolejna fala migracji wołoskich. Był to szczytowy okres w powstawaniu osad na prawie wołoskim w Beskidzie Sądeckim, Skalnym Podhalu26, w Beskidzie Śląskim.&#13;
Jedna z hipotez wyjaśniających obecność Romów w karpackich wsiach mówi, że&#13;
przywędrowali oni równolegle z pasterzami wołoskimi27 właśnie w okresie tych migracji. Wówczas to, porzucając terytorium Bałkanów, gdzie przebywali przez czas dłuższy,&#13;
wyruszyli wraz z gromadami koczowniczych pasterzy w kierunku północnym. Romowie, trudniący się najczęściej obróbką metalu, pozostawali być może w pewnych, mniej&#13;
lub bardziej luźnych symbiotycznych związkach z ludnością wołoską, wykonując na jej&#13;
rzecz najrozmaitsze prace oraz wyroby kowalskie i mosiężnicze (podkuwanie koni, wy25&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
E. Długopolski, Przywileje sołtysów podhalańskich, „Rocznik Podhalański”, 1914/1921, t. 1, s. 1-47 (Niektóre&#13;
miejscowości były lokowane na prawie wołoskim, ale osadnikami nie byli Wołosi).&#13;
27&#13;
A. Bartosz, O Cyganach a Karpatach, „Małopolska. Regiony – regionalizmy – małe ojczyzny”, 2002, t. IV,&#13;
s. 165-174.&#13;
&#13;
218&#13;
&#13;
Pierwszymi Romami osiadłymi w Polsce byli przodkowie grupy Romów Karpackich28,&#13;
tradycyjnie zamieszkujących tereny Galicji. Do dziś nie wiadomo, dlaczego i kiedy dokładnie doszło do ich osiedlenia oraz czemu porzucili wędrowny tryb życia. Istnieją wątpliwości co do kierunku i przyczyny podjęcia decyzji o tym, żeby zatrzymać się na stale&#13;
na południu Polski. Lech Mróz dowodzi jednak, że Romowie dotarli do ówczesnego Królestwa Polskiego trasami szlaków handlowych ze środkowego południa Europy, z Królestwa Węgierskiego (Koszyc, Budy), przez Nowy Sącz do Krakowa lub przez Przełęcz&#13;
Łupkowską do Sandomierza29.&#13;
Pierwsza, niepewna wzmianka o bytności Romów na ziemiach polskich pochodzi&#13;
z roku 1357, kiedy to akta grodzkie i ziemskie wymieniły wieś Cyganowice (Czygunowice) w parafii sądeckiej30. Za pierwszy dokument poświadczający pobyt Cyganów&#13;
w Polsce uważany jest akt wystawiony w 1401 r. w Krakowie na Kazimierzu, w którym&#13;
wymienia się Mikołaja Cygana31. Z treści notatki wynika, że tenże Mikołaj Cygan zapłacił&#13;
podatek, prawdopodobnie za dzierżawioną na Kazimierzu ziemię, gdzie zapewne mieszkał (podobnie jak Piotr Cygan, o którym mówi wpis do ksiąg miasta Lwowa z kwietnia&#13;
1405 r.)32. Najdawniejsze księgi Kazimierza wymieniają kilkakrotnie niejakiego Cygana&#13;
Andrzeja, który obsługiwał dwór królewski na Wawelu. Andrzej Cygan przewoził królewskie listy33. Musiał cieszyć się dużym zaufaniem, skoro przez kilka lat pełnił taką funkcję.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
Pierwsza wzmianka o „Cyganach karpackich” czy „Górskich”, jak również są nazywani „Romowie Karpaccy”,&#13;
pojawiła się w publikacji E. Kilch, Cygańszczyzna w chacie za wsią Kraszewskiego, „Prace Filologiczne”, 1931, t.&#13;
XV, cz. II, s 6. Funkcjonują też inne nazwy, takie jak „Bergitka Roma” upowszechniona przez Adama Bartosza&#13;
czy „Polscy Cyganie Wyżynni”, jak nazywał Romów Karpackich Jerzy Ficowski.&#13;
29&#13;
&#13;
L. Mróz, Dzieje Cyganów Romów w Rzeczypospolitej XV-XVIII, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2001, s. 20,&#13;
23-24.&#13;
30&#13;
&#13;
O najstarszej wzmiance dotyczącej Mikołaja Cygana zamieszkałego w Krakowie na Kazimierzu ibid.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
W oryginale zapisany była jako Micolay Czigan co może świadczyć o jego węgierskim pochodzeniu.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
L. Mróz, Cyganie – Romowie, w: Pod wspólnym niebem. Narody dawnej Rzeczypospolitej, red. M. Kopczyński,&#13;
W. Tygielski, Muzeum Historii Polski, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010.&#13;
33&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
219&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
W księgach sanockich za lata 1423–1462 i w księgach krakowskich z połowy wieku na&#13;
szczególną uwagę zasługują wzmianki o Mikołaju Cyganie, który był wojewodą sanockim, i o Janie Cyganie – „wójcie z Sandomierza”34. Z dokumentów wynika, że wspomniani Cyganie to ludzie prowadzący osiadły tryb życia i właściwie zasymilowani z ludnością&#13;
miejscową. Nie byli więc pierwsi Cyganie w Rzeczypospolitej ani biednymi włóczęgami,&#13;
ani ludźmi podejrzanymi. Wiele wskazuje, że cieszyli się zaufaniem i raczej należeli do&#13;
ludzi majętnych. Obraz Romów wyłaniający się z tych dawnych dokumentów zupełnie&#13;
nie pasuje do wizerunku, jaki przekazywały późniejsze źródła, na podstawie których powstały funkcjonujące do dziś stereotypy i negatywne opinie o Romach.&#13;
O wędrowaniu mówią dopiero dokumenty z XVI w. W tym okresie miała miejsce&#13;
druga fala migracji grup romskich. Tym razem dotyczyła ona Cyganów powracających&#13;
z terenów zachodniej Europy. W księgach krakowskich z 1564 r. zapisano: „Jadwiga Cyganka […] zeznała, iż Cyganie tym się żywią, że wróżą, że kradną, a końmi frymarczą”35.&#13;
Powyższy zapis pozwala sądzić, że migracje romskie do Polski mogły przebiegać&#13;
dwutorowo. Pierwsza to migracja do dużych ośrodków o charakterze miejskim, o czym&#13;
świadczy majętność, wysoki status społeczny, zajmowane stanowiska administracyjne&#13;
przybyszów (Mikołaj Cygan – wojewoda sanocki, Jan Cygan – wójt z Sandomierza)36,&#13;
natomiast druga, która miała miejsce kilka wieków później, była bardziej masowa i pozostawała w związku z wędrówkami Wołochów, , a cechowała się charakterem rzemieślniczym, wykonywaniem tradycyjnych zawodów romskich. Docierała ona głównie na tereny wiejskie i podgórskie.&#13;
&#13;
���3U]\PXVRZH�RVLHGOHQLH�5RPµZ�Z�*DOLFML&#13;
Rządy w Monarchii Habsburskiej najpierw za panowania Marii Teresy (1740-1780), a następnie jej syna Józefa II (1780-1790) to szeroko zakrojona oświeceniowa polityka ludnościowa, modernizacyjna i asymilacyjna zgodna z ówczesnym projektem budowania&#13;
państwa. Ofiarą tej polityki stało się obok Romów także wiele innych mniejszości, jak&#13;
chociażby Żydzi. W przypadku Romów chodziło szczególnie o represyjne ustawy i zarządzenia zmierzające do zupełnego pozbawienia ich tożsamości i całkowitego zasymilowania z miejscową ludnością węgierską. Pierwsze zarządzenie cesarzowej Marii Teresy&#13;
z 1761 r. nakazywało przymusowe ochrzczenie wszystkich Cyganów, a także osiedlenie&#13;
się przez nich i budowanie domów37. W celu zmniejszenia ich przyrostu naturalnego&#13;
ograniczono możliwość zawierania małżeństw, wprowadzając konieczność wykazania&#13;
się środkami na utrzymanie. Zakazano mieszkać w namiotach, wędrować, handlować&#13;
końmi, ubierać się po cygańsku, używać języka romani. Kolejna ustawa, z 1773 r., na34&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
36&#13;
Kwestią otwartą pozostaje czy i na ile te osoby wzmiankowane w dokumentach mogą być identyfikowane&#13;
z Romami, istnieje ewentualność, że te osoby występują z jakichś względów pod nazwiskiem „Cygan” ale nie&#13;
mają bezpośredniego związku z Cyganami.&#13;
37&#13;
&#13;
J. Ficowski, Cyganie na polskich drogach, op. cit.&#13;
&#13;
220&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
kazywała odbieranie Romom potomstwa i dawanie go na wychowanie chłopom. Celem&#13;
tej polityki asymilacyjnej było stworzenie użytecznych dla państwa obywateli, pracujących na roli albo rzemieślników38. Zamiast nazwy „Cyganie” nakazano używać określenia&#13;
Uimagyar, czyli „Nowowęgrzy”39. Represje kierowane przeciwko Romom spowodowały&#13;
ich ucieczkę na północ. Dotarli wówczas do tych regionów Karpat, w których do dziś&#13;
znajdują się mniejsze lub większe osady romskie.&#13;
&#13;
���2VDGQLFWZR�5RPµZ�Z�3ROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�QD�SU]\NăDG]LH�&amp;]DUQHM����&#13;
����������*µU\�L�-XUJRZD�&#13;
W Polsce mieszkają obecnie cztery podstawowe grupy romskie:&#13;
• Romowie Nizinni, sami siebie określają Polska Roma40;&#13;
• Romowie Wyżynni, Górscy, Karpaccy, nazywani też Bergitka Roma (słowo bergi&#13;
w dialekcie Polskiej Romy znaczy góry), sami siebie określają: Roma, Amare Roma&#13;
(dosłownie znaczy Nasi Romowie);&#13;
• Kełderasze Kelderari (keldera w języku rumuńskim znaczy kocioł, stąd kotlarze)&#13;
• Lowarzy-Lowari (lo z węg. znaczy koń, stąd koniarze, choć lowe w języku romani&#13;
znaczy pieniądze)&#13;
Najprawdopodobniej już w chwili wyruszenia na wielką wędrówkę stanowili społeczność o zróżnicowanej strukturze społecznej. Każda z grup posiada swój własny dialekt&#13;
języka romani41, kulturę, wykonywane zawody, styl życia, organizację wewnętrzną (Szero&#13;
Rom, Kris, Romano Celo42) oraz system normatywny Romanipen-mageripen43, przekazywany ustnie kodeks prawno-normatywny Romów, który reguluje ich relacje wewnętrzne&#13;
i zewnętrzne. Poszczególne grupy romskie przestrzegają go w różnym stopniu, w całości&#13;
lub z pewnymi wyjątkami.&#13;
38&#13;
&#13;
Z. Barany, The East European gypsies: regime change, marginality, and ethnopolitics, Cambridge University&#13;
Press, Cambridge 2000.&#13;
39&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
Więcej na temat polskich Romów i każdej z grup: J. Ficowski, Cyganie na polskich drogach, op. cit.; A. Bartosz,&#13;
Nie bój się Cygan, Fundacja Pogranicze, Sejny1994; A. Mirga, L. Mróz, Cyganie. Odmienność i nietolerancja,&#13;
op. cit.&#13;
41&#13;
&#13;
Marcel Courthiade opracował klasyfikację dialektów cygańskich, wśród których wymieniał „superdialekt O”&#13;
bałkańsko-karpacko-bałtycki. Dialekt Romów Górskich zaliczany jest do grupy karpackiej, Polskiej Romy zaś&#13;
do bałtyckiej. Lowarzy i Kełderasze posługują się zbliżonymi dialektami należącymi do „superdialektu E”, gałęzi&#13;
kalderasko-lowarskiej. M. Courthiade, „Alfabet odpowiedni dla języka cygańskiego, oparty na naukowych podstawach” – o pisowni języka rromani, „Studia Romologica”, 2009, nr 2, s. 105-152.&#13;
42&#13;
&#13;
Romano celo – zjazd, ogólne zebranie starszych, na którym omawiane są zasadnicze kwestie dla danej grupy&#13;
romskiej. Podobną instytucją jest Kris u Kełderaszy i Lowarów. W grupie Polska Roma Romano celo to rada&#13;
starszych. Szero Rom jest zwierzchnikiem, ostateczną instancją orzekającą w kwestiach kodeksu norm.&#13;
43&#13;
Mageripen (skalanie) związane z romanipen (romskością) dzieli świat na kategorie moralnej czystości (vuźo)&#13;
i nieczystości (magerdo). Status „skalania”, czyli rytualnej nieczystości, jest sankcją za przekroczenie zasad romanipen. Skalanie oznacza (w różnym stopniu i formie) wykluczenie z życia społecznego.&#13;
&#13;
221&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
W Polsce Romów jest stosunkowo niewielu, bo około 17-18 tysięcy44, chociaż środowisko romskie uważa, że ich mniejszość liczy sobie ok. 30-40 tys. osób. Polska Roma,&#13;
Kelderasze i Lowarzy najdłużej, bo aż do lat 70 XX w., prowadzili wędrowny tryb życia.45&#13;
Istnieje interesująca różnica między nazwiskami Romów Górskich a nazwiskami Romów&#13;
z grupy Polska Roma. Polska Roma uznała za swoje te pochodzenia polskiego (takie jak&#13;
na przykład: Pawłowski, Kamiński, Kwiatkowski, Chojnacki, Dębicki, Wajs), natomiast&#13;
w grupie Bergitka Roma dominują romskie nazwiska, jak na przykład: Mirga, Gabor,&#13;
Czureja, Ciureja, Oraczko, Ondycz, Donga, Dunka.&#13;
&#13;
�����6SLV]�&#13;
&#13;
3. Mapa Spiszu. źródło: http://www.jurgow.com.pl/?q=jurgow/mapy&#13;
&#13;
Większa część Spisza (po słowackiu: Spiš) leży na terenie obecnej Słowacji. Ten niewielki region Zamagurza, który od XIV w. znajdował się w rękach licznych feudalnych panów,&#13;
był trudnodostępny i mało gościnny, w związku z czym jedynie w niewielkim stopniu&#13;
podlegał bardziej złożonym i dynamicznym procesom historycznym, które doprowadziły do transformacji pozostałej części Spisza.&#13;
44&#13;
&#13;
Podczas przeprowadzonego w 2011 r. Narodowego spisu powszechnego ludności i mieszkań 16 725 osób&#13;
zadeklarowało przynależność do społeczności romskiej:&#13;
http://mniejszosci.narodowe.mswia.gov.pl/mne/mniejszosci/charakterystyka-mniejs/6480,Charakterystyka-mniejszosci-narodowych-i-etnicznych-w-Polsce.html#romowie, dostęp 5.12.2019.&#13;
45&#13;
&#13;
Władze w Polsce podjęły decyzję o skłonieniu (zmuszeniu) Cyganów do stałego osiedlenia się. 24 maja 1952&#13;
r. prezydium rządu podjęło uchwałę W sprawie pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb&#13;
życia. Był to początek szeregu rozporządzeń, które w efekcie miały doprowadzić do zaprzestania praktykowanego przez Romów od wieków wędrownego sposobu życia.&#13;
&#13;
222&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Spisz podlegał w przeszłości zwierzchnictwu kilku różnych organizmów państwowych: do końca pierwszej wojny światowej, czyli roku 1918, znajdował się najpierw&#13;
pod jurysdykcją Królestwa Węgier, a następnie pod władaniem Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Później znalazł się w granicach nowego państwa polskiego, choć ten nowy&#13;
rozdział w historii regionu przerwała niemiecka okupacja w 1939 r. W czasie kolejnych&#13;
pięciu lat trwania II Wojny Światowej region i jego mieszkańcy znaleźli się pod władzą&#13;
nowo ustanowionej niezależnej Republiki Słowackiej rządzonej przez kolaborującego&#13;
z nazistami księdza Josefa Tiso (w latach 1939–1945). Po II Wojnie Światowej tereny te&#13;
ponownie trafiły w granice Polski, tym razem pod rządami władz komunistycznych.&#13;
Przesuwające się granice oraz ciągłe zmiany władz w wyraźny sposób wpłynęły na&#13;
etniczny kształt populacji zamieszkującej region. Według oficjalnych spisów węgierskich,&#13;
które nie uznawały narodowości polskiej (ludność polską zaliczano do słowackiej, wyjątkiem byli emigranci z Galicji), z 1869, 1900 i 1910 r. populacja regionu spiskiego składała&#13;
się w 58% ze Słowaków, w 25% z Niemców, w 8% z Ukraińców, zaś 6% stanowili Węgrzy46.&#13;
Spisz zamieszkują Romowie Karpaccy zwani Bergitka Roma. Jest to kraina, gdzie&#13;
przez stulecia mieszały się kultury węgierskie, słowackie, polskie i wołoskie. Mimo że&#13;
obecnie znajduje się w granicach dwóch państw, zachował swą tożsamość i stanowi odrębny region kulturowy. Tradycje są nadal kultywowane, mieszkańcy dbają o spuściznę&#13;
przodków. Na terenie polskiego Spisza leży 14 wsi: Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne, Niedzica, Niedzica Zamek, Łapszanka, Kacwin, Falsztyn, Dursztyn, Krempachy, Frydman,&#13;
Nowa Biała, Trybsz, Czarna Góra, Rzepiska i Jurgów. Obecnie należą do trzech gmin&#13;
powiatów nowotarskiego i tatrzańskiego w województwie małopolskim.&#13;
Jak wynika ze spisu przeprowadzonego w Monarchii Austro-Węgierskiej w 1893 r.,&#13;
na obszarze tzw. Górnych Węgier, tj. obecnej Słowacji, przebywało 36 tysięcy Cyganów.&#13;
Z tej liczby najwięcej, bo aż 4598 osób, trudniło się kowalstwem47. Jak pisze Adam Bartosz, na Podkarpaciu aż do II wojny światowej Cyganie tak powszechnie zajmowali się&#13;
kowalstwem, że często słowa „Cygan” i „kowal” stawały się synonimami, a zapotrzebowanie na wyroby kowalskie stało się bezpośrednią przyczyną, dla której osiedlono Cyganów&#13;
na polskim Spiszu48.&#13;
Romowie swoje siedziby zakładali z zasady poza obszarem zabudowań wsi – na nieużytkach, nad potokami, co jest widoczne do dziś w położeniu większości osiedli romskich. Miejsce do osiedlenia było zazwyczaj wyznaczane przez władze i wynikało z zapotrzebowania na kowala, którym był najczęściej Cygan.&#13;
Po pewnym czasie w miejscu, w którym zamieszkał kowal, osiedlali się inni członkowie rodziny, i w ten sposób tworzyły się osady. Bywało również tak, że kowal trafiał do&#13;
osady romskiej, w której wcześniej nie było przedstawiciela jego fachu, i tam się osiedlał.&#13;
Zdarzało się również, że górale sami proponowali osiedlenie się kowala. Znana jest historia romskiego kowala z Nowej Białej, któremu miejscowa ludność pomagała w odbu46&#13;
&#13;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Spisz, dostęp 5.12.2019.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
E. Davidová, Romano drom, cesty Romů 1945-1990, Univerzita Palacké v Olomouci, Olomouc 1995.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
A. Bartosz, Z badań nad cygańskim kowalstwem na polskim Spiszu, „Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie”, 1976, t. 6.&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
dowie kuźni zniszczonej przez powódź. Był on ceniony przez sąsiadów ze względu na&#13;
wysokie umiejętności49, dlatego sąsiedzi nie chcieli, żeby opuścił wieś. Osiedla cygańskie składają się z kilku, kilkunastu lub rzadziej z większej liczby domów. Zazwyczaj sytuowane są w przypadkowych układach, a ich charakterystyczną cechą jest dość zwarta&#13;
zabudowa domów mieszkalnych, pozbawionych przeważnie jakichkolwiek zabudowań&#13;
gospodarskich50. Z reguły ich mieszkańcami byli bardzo biedni ludzie, choć jak w każdym&#13;
społeczeństwie były wśród nich i osoby dość zamożne. W zasadzie za jedną z przyczyn&#13;
powstawania osad romskich (nie tylko na Spiszu) można uznać duże zapotrzebowanie&#13;
na wyroby kowalskie. Wokół kuźni toczyło się życie Romów z osady. To górale przychodzący do kowala przynosili wieści z okolicznych wsi. Tam też nawiązywały się relacje&#13;
sąsiedzkie. Romski kowal jest często bohaterem w literaturze, między innymi w powieści&#13;
Ignacego Kraszewskiego Chata za wsią51, której główny bohater, Cygan Tumry, trudni&#13;
się tym właśnie fachem.&#13;
&#13;
�����&amp;]DUQD�*µUD�L�-XUJµZ&#13;
Czarna Góra stanowi jedną z wielu podobnych wsi rozsianych na terenie Polskiego Spisza, terenu wchodzącego w skład Zamagurza Spiskiego, a położonego w południowej&#13;
części Małopolski, w pobliżu Tatr, pomiędzy rzekami Białką i Dunajcem. Nazwa wsi pochodzi od wyglądu stromego urwiska nad rzeką Białką (grapy), którego zbocza porośnięte były niegdyś ciemnym świerkowym lasem (smerekiem). Czarna Góra wzmiankowana&#13;
jest po raz pierwszy w 1589 r. Od 1625 r., kiedy to na rzece Białce ustabilizowała się polsko-węgierska granica, przez 300 lat wsią zarządzali węgierscy włodarze zamku w Niedzicy. Rozwijała się wskutek karczowania i wypalania lasów; usuwano także kamienie, by&#13;
powstawały tereny ornej ziemi. W 1773 r. odnotowano 68 gospodarzy (gazdów) użytkujących grunty o łącznym areale 1095 ha2. W XIX w., a także po obu wojnach światowych&#13;
wielu ludzi wyemigrowało do USA lub osiedliło się na przygranicznych terenach Czech&#13;
i Słowacji. Dopiero w 1920 r. wieś znalazła się w granicach państwa polskiego.&#13;
W Czarnej Górze Romowie mogli się osiedlać jedynie na terenach zalewowych&#13;
w pobliżu rzeki, które stanowiły jednocześnie granicę wioski. Stąd nazwa osiedla, na którym mieszkają do dziś, to Kamieniec. Romowie w Czarnej Górze świadczyli usługi dla&#13;
miejscowej ludności, zajmując się naprawami oraz wyrobem wszelkiego rodzaju sprzętu&#13;
i narzędzi niezbędnych w gospodarstwie i rolnictwie. Zdarzało się, że najmowali się do&#13;
prac polowych u gospodarzy. Znaczny popyt na usługi kowalskie sprawiał, że w czasie&#13;
wzmożonych prac polowych zabierali ze sobą prymitywny zestaw narzędzi i wraz z całym dobytkiem i rodziną przenosili się sezonowo do innych wsi. Zdarzało się, że takie&#13;
sezonowe osiedlenie zamieniało się w stałe zamieszkanie. Szybki rozrost populacji cygańskiej zmuszał ich także do stałej emigracji i osiedlania się w coraz to nowych wsiach.&#13;
49&#13;
Z badań terenowych przeprowadzonych w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu – niematerialne dziedzictwo Romów” realizowanego przez Fundację Dobra Wola w 2018 r.&#13;
50&#13;
&#13;
A. Bartosz, Chaty za wsią: w sprawie ochrony zabytków budownictwa cygańskiego, „Ochrona Zabytków” 1974,&#13;
t. 27, nr 2.&#13;
51&#13;
&#13;
Józef Ignacy Kraszewski, Chata za wsią, Wydawnictwo MG, Warszawa 2019.&#13;
&#13;
224&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
W ten sposób Romowie migrowali niemal z każdym pokoleniem, dając początek nowym&#13;
osadom52.&#13;
W polskiej części Spisza bardzo charakterystycznym nazwiskiem romskim było&#13;
i nadal jest nazwisko Mirga, które pojawiło się po raz pierwszy w Jurgowie w 1799 r.&#13;
(w kronikach miejscowej parafii). Mirga jest nazwiskiem funkcjonującym wyłącznie&#13;
wśród rodzin należących do tej Karpackiej mniejszości romskiej. Ich przedstawicieli odnaleźć można w Polsce, Czechach, a przede wszystkim na Słowacji.&#13;
Według opowieści przekazywanych przez seniorów rodziny Mirgów ( Józefę i Jana&#13;
Mirgę) ich przodkowie pochodzili z południowych części Spisza (obecnie na Słowacji),&#13;
z Lachnicy, Frankovki i Rolovy53. Kilkoro z rodzeństwa Jana przeniosło się z Czarnej&#13;
Góry do sąsiednich wiosek na Podhalu w okresie międzywojennym, aby założyć rodziny i świadczyć usługi kowalskie. Jedno z rodzeństwa osiedliło się w Szaflarach, kolejne&#13;
w Zakopanem, a siostra w Nowym Targu.&#13;
W czasie drugiej wojny światowej, kiedy ta część Spisza została włączona do utworzonego przez Niemców państwa słowackiego, Cyganie znaleźli się w strefie wrogiej im&#13;
nazistowskiej ideologii. W porównaniu z losem Romów znajdujących się na terenach&#13;
okupowanych przez Niemców los spiskich Cyganów był znośniejszy, wiązał się bowiem&#13;
z przymusową pracą w obozach. Ucierpieli co prawda niemało od słowackich faszystów,&#13;
uniknęli jednak masowych mordów, które miały miejsce na Podhalu. Ci, którzy opuścili&#13;
Czarną Górę i znaleźli się na terenach okupowanych przez Niemców (terenach Generalnego Gubernatorstwa), objęci zostali nazistowską polityką ludobójstwa. Krótka analiza&#13;
spisów więźniów z Auschwitz-Birkenau pokazuje, że przetrzymywano tam 46 osób o nazwisku Mirga z kilku miejscowości Podhala, Orawy i Sądecczyzny. Wedle dokumentów&#13;
obozowych większość Mirgów zostało zamordowanych lub zmarło w innych okolicznościach. Tylko w jednym przypadku zanotowano, że osoba przeżyła pobyt w obozie koncentracyjnym54.&#13;
Po wyzwoleniu z obozu jenieckiego na północy Niemiec przez angielskich żołnierzy,&#13;
Jan Mirga powrócił do Czarnej Góry, świadomie rezygnując z możliwości osiedlenia się&#13;
w Wielkiej Brytanii. Niedługo po powrocie poznał Józefę, Romkę z Czarnego Dunajca,&#13;
którą poślubił55.&#13;
W czasie budowy Nowej Huty pod Krakowem, która rozpoczęła się w 1949 r., władze&#13;
aktywnie nakłaniały Romów z okolic polskiego Spisza56, by przenieśli się tam i podjęli pracę. Taką akcję propagandową przeprowadzono również na terenie całego Spisza,&#13;
w tym oczywiście w Czarnej Górze. W rezultacie z tamtych terenów zniknęły całe osady&#13;
52&#13;
&#13;
A. Bartosz, O Cyganach w Karpatach, „Małopolska. Regiony – regionalizmy – małe ojczyzny”, 2002, t. IV.&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
A. Mirga-Kruszelnicka, A. Mirga, The Mirga family and the Roma settelment in Czarna Góra: a short history&#13;
of community change, w: Kali Berga (Katalog Wystawowy), Księgarnia | Wystawa w Krakowie, Kraków 2016.&#13;
Kuratorem wystawy był Wojciech Szymański.&#13;
54&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
A. Mirga, Proces kształtowania się podmiotowości politycznej, w: Mniejszości narodowe w Polsce: Państwo i społeczeństwo a mniejszości narodowe w okresach przełomów politycznych (1944-1989), red. P. Madajczyk, Instytut&#13;
Studiów Politycznych PAN, Warszawa 1998.&#13;
&#13;
225&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
romskie, jak na przykład ta w Trybszu czy Kacwinie. Ich mieszkańcy przenieśli się do&#13;
Nowej Huty. Jan i Józefa Mirga postanowili jednak pozostać w Czarnej Górze. Nie zdecydowali się także skorzystać z innej możliwości, którą oferowały władze w tamtym czasie, to znaczy z przeprowadzki na nowe tereny odzyskane na zachodzie i północy Polski,&#13;
poprzednio znajdujące się w granicach Niemiec. W tamtym czasie duża część Romów&#13;
z regionu Spisza przeniosła się na Ziemie Odzyskane, lecz większość z nich powróciła&#13;
kilka lat później. Czarna Góra w latach 50. i 60. XX w. stanowiła największą osadę romską&#13;
w regionie, składającą się z ponad 150 osób (31 rodzin).&#13;
Jurgów to mała, urokliwa, granicząca ze Słowacją miejscowość o burzliwej historii.&#13;
Na przestrzeni dziejów należała do trzech organizmów państwowych: Węgier, Słowacji&#13;
i Polski. Jurgów został założony na prawie wołoskim w 1546 r. Zgodnie z miejscową legendą zasadźcą i pierwszym sołtysem był zbójnik Jurko, który przybył tu z 12-osobową&#13;
drużyną. Przeważającym zajęciem Jurgowian i głównym źródłem utrzymania była hodowla owiec i bydła.&#13;
Jak pisze Adam Bartosz pisze w artykule Walenty Gil – ostatni cygański kowal na&#13;
Spiszu: „Walek podkreślał autochtoniczność Cyganów w Jurgowie. Często opowiadał&#13;
legendę o założeniu Jurgowa. Otóż jakiś wielki książę (Walek powiedział księżyc – cóż&#13;
za smakowite słowo!) sprowadził pod Tatry 12 osadników i nadał im tu kawałki ziemi.&#13;
Kiedy chcieli pobudować kościół, sprowadzili do wsi Cygana, by ten wyrabiał gwoździe&#13;
do budowy potrzebne. I tak Cyganie z historią Jurgowa związani zostali od jego zarania.&#13;
Jak za slowenskiego statu poprawiali dach na kościele, to sićkie klińce (gwoździe) były&#13;
cigańskiej roboty, bo to if nasi dziadowie klepali”57.&#13;
Istnieje domniemanie i tradycja ustna w Jurgowie, że romski kowal został sprowadzony do budowy tamtejszego drewnianego kościoła, rozpoczętej w 1670 r.58. Natomiast&#13;
w roku 1799 w księgach parafialnych Jurgowa odnotowano zgon dziecka pod typowo&#13;
romskim nazwiskiem Mirga i jest prawie pewne, że chodzi o kowali wyrabiających gwoździe przy okazji remontu kościoła59. Pewne jest też to, że teren pod zabudowania romskie&#13;
w Jurgowie został wydzielony z dóbr kościelnych i jest położony w niedalekiej odległości&#13;
od kościoła, prawie w centrum wsi. Tak o Jurgowie opowiadał znany jurgowianin Walenty Pluciński w swoim wierszu pt. Śpis60 (fragment):&#13;
Na Jurgowie wesoło na Jurgowie ładnie&#13;
A kie jesce zagrajom toniec cy ciardaś cyganie&#13;
Lecom na kopyrtki boleści i smutki&#13;
Choć stary jest cłowiek cuje się młodziutki&#13;
Białka się przytulo wselijako wije&#13;
Pomogo i śpiwo nase melodyje&#13;
A tego spiywu nigdy końca nima&#13;
Ze nopiyknijso jes spisko dolina&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Romowie brali czynny udział w życiu społecznym Jurgowa. Jako dobrzy muzycy grali w jurgowskiej orkiestrze i zespole muzycznym. Silnie utożsamiali się z mieszkańcami&#13;
i z góralską kulturą regionu. Istnieje też rodzinna opowieść (niepotwierdzona), jakoby&#13;
jeden z jurgowskich Romów po powrocie ze służby wojskowej w wojsku cesarskim przyczynił się do powstania w Jurgowie Ochotniczej Straży Pożarnej61.&#13;
&#13;
���.RZDOVNL�HWRV�SUDF\�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�U\V�QRVWDOJLF]Q\&#13;
Tradycyjną profesją Romów Karpackich ze Spisza było kowalstwo. Zawód kowala był&#13;
przekazywany z ojca na syna. Cygańscy kowale byli szczególnie mobilni – jako ludzie&#13;
biedni, nieobciążeni żadnym majątkiem nieruchomym, łatwo się przemieszczali sezonowo do kolejnych wiosek wraz z całymi rodzinami. Posiadając niezbędne narzędzia&#13;
i umiejętności, mogli podróżować w poszukiwaniu pracy od wsi do wsi i wykonywać&#13;
swój zawód w zasadzie w każdych warunkach. Kowal ustawiał wtedy niewielkie kowadło na drewnianym klocu, a niewielkim miechem ruszała jego żona lub córka. Bywało,&#13;
że kuli prawe na ziemi, kucając. Syn Jana Mirgi z Czarnej Góry pamięta, że jego ojciec&#13;
jeszcze w latach pięćdziesiątych minionego wieku pracował w pozycji siedzącej przy kowadle wbitym bezpośrednio w ziemię obok rozpalonego na ziemi ogniska, a wszystko to&#13;
pośrodku mieszkalnej izby62. Faktem jest też, że kuczna lub siedząca pozycja kowali rozpowszechniona była na olbrzymim obszarze, od Dalekiego Wschodu poprzez Indie aż po&#13;
kraje arabskie i całą Afrykę63. Ponadto zarówno ubiegłowieczne ryciny, jak i współczesne&#13;
zdjęcia z Bałkanów pokazują, że w dalszym ciągu taka pozycja przy pracy bywa preferowana przez romskich kowali z Rumunii czy Bułgarii.&#13;
Cygańscy kowale świadczyli usługi dla miejscowej ludności, zajmując się naprawami&#13;
i wyrobem wszelkiego rodzaju sprzętu i narzędzi niezbędnych w gospodarstwie i rolnictwie. Posiadali niezwykłe umiejętności, prymitywnymi narzędziami potrafili wytwarzać&#13;
różne przedmioty, od prostych gwoździ po sprzęt rolniczy, od motyki, siekiery, łańcucha, bronika aż po pług. Wykonywali okucia wozów, zamki czy stylizowane okucia drzwi,&#13;
ramy, bramy64 Dziś nazwalibyśmy to kowalstwem artystycznym. W zasadzie wytwarzali&#13;
to, o co prosili potencjalni klienci. Potrzebny węgiel wypalali z drzewa. Zazwyczaj mieli&#13;
własne, skromne kuźnie stojące obok domostw, a czasami za kuźnie służył im przedsionek&#13;
własnego domu. Udawali się pieszo na jarmarki z wykonanymi przez siebie wyrobami kowalskimi, nieraz do odległych miast i miasteczek. Kowale ze Spisza chodzili piechotą do&#13;
Nowego Targu, Krościenka, Jabłonki, Czarnego Dunajca, Starej Spiskiej Wsi, Kieżmarku.&#13;
Czasem podwozili ich furmanką lub saniami górale jadący na jarmark. Kowale sprzedawali podkowy, motyki, siekiery, gwoździe, łańcuchy, noże czy kapturki do osi, na miej61&#13;
&#13;
Z badań terenowych przeprowadzonych w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu - niematerialne dziedzictwo Romów” realizowanego przez Fundację Dobra Wola, 2018 r.&#13;
62&#13;
&#13;
Z badań terenowych przeprowadzonych w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu - niematerialne dziedzictwo Romów” realizowanego przez Fundację Dobra Wola, 2018 r.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
Wypowiedz Walentego Gila: http://www.jurgow.pl/khamoro/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
Informacja pochodząca od członków rodziny Gil z Jurgowa.&#13;
&#13;
P. Lechowski, Romscy kowale na Spiszu, broszura wydana w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu&#13;
– niematerialne dziedzictwo Romów”, Kraków 2018 r.&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
http://www.jurgow.pl/khamoro/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
http://polski-spisz.com/poezja-spiska/walenty-plucinski/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
226&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
A. Bartosz, Gospodarowanie Cyganów na Polskim Spiszu, Kraków 1972, praca magisterska, mps. Arch. IEiAK&#13;
UJ/107, Archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
scu ostrzyli narzędzia przyniesione przez gazdów65. Z okoliczną ludnością prowadzili też&#13;
handel wymienny, wymieniając swoje wyroby na żywność. W okresie przed I wojną światową Romowie byli na jarmarkach niemal jedynymi kowalami. W owym czasie romscy&#13;
kowale odbywali przymusową służbę w wojsku Austro-Węgierskim, gdzie wykorzystywano ich umiejętności kowalskie, przydzielając im często stanowiska podkuwaczy koni,&#13;
ale także i muzyczne.66&#13;
Nie wszystkim kowalstwo dawało dochód wystarczający w zupełności do zaspokojenia potrzeb swoich rodzin. Z tego względu Romowie podejmowali się najrozmaitszych&#13;
innych prac. Pracowali przy budowanie dróg, zajmując się tłuczeniem i układaniem kamieni na ich nawierzchnię. Kiedy budowano pierwszą w Polsce kolejkę linową w Tatrach, powstał problem prawie nie do rozwiązania, mianowicie: jak na tej wysokości&#13;
zdobyć tłuczeń kamienny. Problem rozwiązała grupa tamtejszych Romów. Posiadali oni&#13;
umiejętność rozbijania kamieni bez większego wysiłku. Zawdzięczali to specjalnemu&#13;
młotkowi, który był osadzony na gęsto plecionych rzemiennych rączkach, a nie jak to&#13;
było w zwyczaju na rączce drewnianej. Siła uderzenia wystarczała do rozbicia skały przy&#13;
niewielkim wysiłku67.&#13;
O Romach mówiono też, że są świetnymi muzykami. Niejednokrotnie romski kowal&#13;
po pracy w kuźni brał w ręce skrzypce i dodatkowo zarabiał, grając na weselach czy też&#13;
przygrywając kuracjuszom. Zdarzało się, że zdolnych romskich muzykantów werbowano do góralskich kapel. To na dworach, m.in. Marsów w Limanowej najpiękniejsze utwory grali właśnie Cyganie, a ich muzyka zapadała w pamięci mieszkańców Galicji. Ks. Józef&#13;
Tischner wspominał, że jego matka do końca życia miała w uszach melodie cygańskiej&#13;
kapeli, która przygrywała na jej weselu w Łopusznej68.&#13;
Warto przybliżyć sylwetki kilku romskich kowali, o których jeszcze zachowała się pamięć. Wspomniany już Walenty Gil z Jurgowa, znany w całej okolicy, był następcą kilku&#13;
pokoleń kowali. Bywało, że nawet gazdowie omijali bliższych im kowali, żeby właśnie&#13;
do niego się dostać i zlecić mu wykonanie różnych rzeczy. Poza tym Walenty mieszkał&#13;
na terenie parceli kościelnej, więc siłą rzeczy miał częsty kontakt z księżmi tamtejszej&#13;
parafii, a z niektórymi nawet się przyjaźnił. Skutkowało to także zleceniami na rzecz kościoła, między innymi wykonywał zawiasy i różne okucia do drzwi kościelnych, elementy&#13;
krzyży, świeczniki. W latach pięćdziesiątych otrzymał zlecenie na wykonanie głównej&#13;
bramy wejściowej na tamtejszy cmentarz, która nadal jest zachowana. Niestety niewielu&#13;
mieszkańców Jurgowa wie, że to brama wykuta przez romskiego kowala z Jurgowa.&#13;
Oprócz tego robił też elementy do nagrobków, między innymi na pomniku nagrobnym jednego z księży wykonał ozdobny łańcuch. Przy jednym z domów romskich w Czarnej Górze stoi w obejściu zachowany drabiniasty wóz okuty w całości przez Walentego&#13;
Gila. Wykonywał on przedmioty nie tylko użytkowe, proste, ale również artystyczne. Po&#13;
65&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
śmierci Walentego nikt nie przejął jego rzemiosła, a pozostała po nim kuźnia jest obecnie&#13;
wykorzystywana jako komórka, gdzie przechowywane jest drewno na opał.&#13;
W latach sześćdziesiątych XX w. w Czarnej Górze działał też Augustyn Mirga. Mówiono na niego Gustek znad wody, ponieważ mieszkał w pobliżu rzeki Białki. Równie cenionymi kowalami z Czarnej Góry byli Józef Kamiński, Jakub Kacica czy Jan Mirga. W latach&#13;
sześćdziesiątych działały jeszcze rodziny kowali także w innych miejscowościach polskiego Spisza, np. rodzina Mirgów we Frydmanie czy w Nowej Białej. W Łapszach Wyżnych&#13;
była dość liczna rodzina Józefa Oraczko, który pracował w kuźni wraz z synami69&#13;
Na przełomie lat 50. i 60. XX wieku wielu Romów Karpackich skorzystało z możliwości rozpoczęcia nowego życia w Nowej Hucie przy budowie ogromnego kombinatu&#13;
metalurgicznego. W 1947 r. na polecenie Józefa Stalina Polska rozpoczęła przygotowania&#13;
do budowy zakładu państwowego – wielkiej huty, zapewniającej stal dla całego krajowego przemysłu. Była to jedna z kluczowych inwestycji Planu 6-letniego „stalinowskiego&#13;
projektu skoku gospodarczego i społecznego” zakładającego ogromne inwestycje w przemysł. By cel ten zrealizować. należało zwiększyć mobilność społeczną siły roboczej. Konieczne było przeniesienie tejże siły ze wsi do miast oraz wykształcenie nowej, związanej&#13;
z władzą klasy robotniczej.&#13;
Idea integracji Romów w nowo powstającym polskim organizmie komunistycznym&#13;
pojawiła się już w 1945 r., kiedy to w Ministerstwie Administracji Publicznej planowano&#13;
program produktywizacji ludności romskiej70. Ten program skrystalizował się w formie&#13;
Uchwały Prezydium Rządu nr 452/52 z dnia 24 maja 1952 r. dotyczącej pomocy wobec&#13;
ludności cygańskiej przechodzącej na osiadły tryb życia. Głównym zadaniem tej uchwały&#13;
była produktywizacja Cyganów, a warunkami powodzenia – dokonanie ewidencji, ustalenie warunków bytu i zakresu potrzeb niezbędnych dla przejścia na osiadły tryb życia&#13;
(potrzeby mieszkaniowe, zainteresowania i kwalifikacje zawodowe, pomoc niezbędna&#13;
dla skierowania dzieci do szkół). Szczególną opieką należało otoczyć osiadłą ludność cygańską i wykorzystać ją do akcji propagandowo-uświadamiającej71. Sukcesem początkowej fazy polityki osiedleńczej i produktywizacyjnej Romów była budowa Nowej Huty.&#13;
Prowadzono intensywną akcję agitacyjną, w wyniku której pierwsi Romowie przyjechali&#13;
do Nowej Huty już w 1949 r. Pochodzili głównie ze spiskich i podhalańskich wsi, takich&#13;
jak Trybsz, Niedzica, Sromowce, Łapsze, Frydman, czy Nowy Targ, a najliczniejsza grupa&#13;
przybyła z Kacwina i Jurgowa. Ludzie z fachem kowalstwa w ręku, z rodzinnymi tradycjami w tym rzemiośle, odnaleźli się w nowych warunkach pracy w Nowej Hucie. Romów&#13;
zaczęto powszechnie zatrudniać jako nisko wykwalifikowanych robotników, a romscy&#13;
muzykanci coraz częściej obecni byli w miejskiej scenerii Krakowa. Zmiany społeczno-ekonomiczne, jakie nastąpiły po roku 1989 w Polsce i w Europie, sprawiły, że Romowie&#13;
znaleźli się na marginesie społeczeństwa, bez wykształcenia byli pierwsi zwalniani z pracy, zaczęli korzystać z zasiłków. Tradycyjne zawody, między innymi kowalstwo, zaczęły&#13;
zanikać. Było to ściśle związane z modernizacją wsi, masowo produkowanymi wyrobami&#13;
metalurgicznymi.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
K. Parno-Gierliński, Zawody i profesje romskie, Związek Romów Polskich, Instytut Pamięci i Dziedzictwa&#13;
Romów oraz Ofiar Holocaustu, Szczecinek 2008.&#13;
&#13;
68&#13;
Ł. Połomski, Cygan-Galicyjski podróżnik, http://www.starosadeckie.info/kultura/cygan-galicyjski- podróżnik/, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
A. Bartosz, Gospodarowanie Cyganów na Polskim Spiszu, op. cit.&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
A. Mirga, Proces kształtowania się podmiotowości politycznej, op. cit.&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
J. Depczyńska, Cyganie w środowisku pracy: na przykładzie zbiorowości Cyganów w Nowej Hucie, „Annales&#13;
Universitatis Mariea Curie-Składowska”, 1970, t. IV, nr 11.&#13;
&#13;
228&#13;
&#13;
229&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Akcesja Polski w struktury Unii Europejskiej w 2004 r. to moment, w którym zaczęły się wielkie fale wyjazdów Polaków, związane z bezrobociem, ale też z pojawieniem&#13;
się możliwości znalezienia nowych perspektyw. Romowie Karpaccy, od wieków mieszkańcy Spisza i Podhala, cisi świadkowie i obserwatorzy wyjazdów górali do Ameryki,&#13;
wykluczeni z ich bogatej kultury migracyjnej, ruszyli w drogę. Pionierskie badania Między tradycją a zmianą: Migracyjne ścieżki polskich Romów72 omawiają zwykle pominięte albo przemilczane w naukowym dyskursie migracyjnym i romologicznym kierunki,&#13;
powody ale też społeczne konsekwencje migracji polskich Romów. A Romowie polscy&#13;
już w latach 90. podążyli za rodakami m.in. do Niemiec i Wielkiej Brytanii, korzystając&#13;
z sieci migracyjnych krewnych z innych miejscowości73. W niektórych przypadkach wyjazdy skutkowały stałym osiedleniem się, co stanowiło też podstawę do powstania nowych łańcuchów migracyjnych. W cytowanym raporcie we wnioskach końcowych pada&#13;
stwierdzenie, że od ponad ćwierć wieku mamy do czynienia z największym – od czasów&#13;
powojennych emigracji Niemców czy Żydów – exodusem mniejszości etnicznej z Polski. Mało tego, owa masowa emigracja przechodzi niemal niezauważenie74, tak jak niezauważana, przemilczana jest nadal w literaturze, w ulotkach, w przewodnikach czy na&#13;
stronach internetowych na temat Spisza i Podhala wielowiekowa obecność Karpackich&#13;
Romów w tym regionie. Symboliczne jest też zakończenie filmu o romskich kowalach na&#13;
Spiszu, Byli Kowale, byli, którego autorem jest Monika Szewczyk. Film powstał w ramach&#13;
projektu realizowanego przez Fundację Dobra Wola75. W zakończeniu tym Adam Bartosz&#13;
opowiada o jednej ze swoich ostatnich wizyt w Jurgowie – na pogrzebie Walentego Gila,&#13;
swojego serdecznego przyjaciela. Jak mówi: „wśród górali jurgowskich cieszył się ogromnym szacunkiem (…) i kiedy zmarł Walek Gil (…) bylem na pogrzebie, i bardzo smutno mi&#13;
było, że właśnie nikt z miejscowych nie szedł za trumną Walentego, tylko sama rodzina.&#13;
W takiej małej społeczności zawsze jest zwyczaj, że za zmarłym idzie cała wieś. Spytałem&#13;
jednego miejscowego spiszaka stojącego za płotem, który patrzył na ten pogrzeb i mówię: to&#13;
jak to nie pójdziecie na pogrzeb Walka? Przecie to Cygan – odpowiedział.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
K. Fiałkowska, M. P. Garapich, E. Mirga-Wójtowicz, Między tradycja a zmianą: Migracyjne ścieżki polskich&#13;
Romów. Raport z badań, Ośrodek Badań nad Migracjami UW, Warszawa 2018, http://www.migracje.uw.edu.&#13;
pl/publikacje/migracyjne-sciezki-polskich-romow-miedzy-tracycja-a-zmiana-migracyjne-sciezki-polskich-romow-raport-z-badan/&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
W kontekście migracji z Polski oczywiście ta migracja jest mikroskopijna, jednak nabiera znaczenia w kontekście populacji polskich Romów. W wyniku badań prowadzonych wśród polskich Romów, migrantów i nie-migrantów, szacujemy, że ok. 30-60 procent Romów wyjechało z Polski, głównie do Wielkiej Brytanii.&#13;
75&#13;
&#13;
Dokument filmowy przedstawiający dawnych romskich kowali na Spiszu. Scenariusz i realizacja Monika&#13;
Szewczyk, producent Fundacja Dobra Wola, postprodukcja Agencja Filmowa HAF Kraków Krzysztof Krzyżanowski, Kraków 2018, w ramach projektu: „Kowalstwo na Spiszu – niematerialne dziedzictwo Romów”. Projekt ten został rekomendowany przez Radę Europy w ramach European Heritage Strategy for the 21st Century&#13;
i wpisany do księgi złotych praktyk jako ochrona niematerialnego dziedzictwa Romów: https://www.youtube.&#13;
com/watch?v=HkRH8cxa6bk, dostęp 10.12.2019.&#13;
&#13;
230&#13;
&#13;
Elżbieta Mirga-Wójtowicz – doktorantka i wykładowczyni na UP w Krakowie. Współpracowniczka Ośrodka Badań nad Migracjami UW w projekcie badawczym NCN: Transnarodowe życie polskich Romów – migracje, rodzina i granice etniczne w zmieniającej się Unii Europejskiej.&#13;
Monika Szewczyk – studentka na UJ. Tłumaczka języka romani. Współautorka książek i filmów&#13;
o tematyce romskiej. Współpracowniczka Ośrodka Badań nad Migracjami UW w projekcie badawczym NCN: Transnarodowe życie polskich Romów – migracje, rodzina i granice etniczne w zmieniającej się Unii Europejskiej.&#13;
&#13;
231&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Kuznia Walentego Gila, lata 70. XX w. (fot. A. Bartosz)&#13;
&#13;
Jan Mirga Baro Janko, 1970 (fot. A. Bartosz)&#13;
&#13;
Osiedle cyganskie w Czarnej Górze, lata 60. XX w. Arch. MET&#13;
&#13;
Walenty Gil, kowal z Jurgowa, ok. 1970 r.&#13;
(fot. A. Bartosz)&#13;
&#13;
232&#13;
&#13;
Dom Walentego Gila, z archiwum&#13;
prywatnego Andrzeja Mirgi&#13;
&#13;
233&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML�&#13;
&#13;
0LNURKLVWRULD�5RPµZ�.DUSDFNLFK�ɒ�SUµED�UHNRQVWUXNFML�RVDGQLFWZD�5RPµZ�Z�SROVNLHM�F]ÛěFL�6SLV]D�&#13;
&#13;
Współczesny kowal romski pracujący w pozycji siedzącej, Bułgaria (fot. P. Lechowski)&#13;
Wnukowie Walentego Gila w tradycyjnych strojach spiskich (odmiana jurgowska)&#13;
arch. prywatne Hanna Nawara&#13;
&#13;
Gustek Mirga, kowal, Czarna Góra, 1971 (fot. W. Dudziak)&#13;
&#13;
234&#13;
&#13;
Brama cmentarza w Jurgowie wykonana przez kowala&#13;
Walentego Gila w 1954 roku (fot A. Gil)&#13;
&#13;
235&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�&#13;
�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
0DJGDOHQD�.ZLHFLąVND&#13;
���:VWÛS&#13;
Walenty Gil z rodzina w Jurgowie, fot arch. prywatne Hanny Nawary&#13;
&#13;
Spisz jest regionem o nieoczywistej historii. Wprawdzie przez ponad sześćset lat stanowił jednostkę administracyjną Korony Węgierskiej i do 1918 r. miał stabilne granice,&#13;
to jednak polsko-czechosłowacki spór po zakończeniu I wojny światowej diametralnie&#13;
zmienił dotychczasowy układ geopolityczny. Czechosłowacja uważała, że jest wyłączną&#13;
spadkobierczynią całego obszaru Spisza i chciała, „by nowa granica biegła śladem granicy&#13;
dawnych Węgier. Argumentowano, że jest to teren prawie w całości zamieszkały przez&#13;
Słowaków oraz że Spisz stanowi historyczną całość, której nie należy dzielić. Natomiast&#13;
zdaniem strony polskiej granica powinna była zostać wytyczona zgodnie z zasięgiem&#13;
gwar małopolskich, a więc znacznie dalej na południe. Problem tkwił w tym, że wielu&#13;
mieszkańców spornych terenów, zwłaszcza we wsiach, nie miało określonej świadomości&#13;
narodowej”1. Spór zakończyła w 1924 r. Liga Narodów, podejmując decyzję o ostatecznym zatwierdzeniu granicy, którą w czasie II Wojny Światowej znowu zmieniono, ale&#13;
w 1945 r. ostatecznie przywrócono stan wcześniejszy i obowiązuje on do czasów współczesnych. W efekcie podjętych decyzji część Spisza, która należy do Polski, stanowi zaledwie mały procent całego regionu w dużej mierze przypadającego stronie słowackiej.&#13;
Polski Spisz tworzy czternaście – od 2014 r. piętnaście wsi (samodzielna stała się Niedzica-Zamek), które należą do trzech gmin. Do gminy Bukowina Tatrzańska należą Czarna Góra, Jurgów, Rzepiska, w gminie Łapsze Niżne są Frydman, Falsztyn, Kacwin, Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne, Łapszanka, Trybsz, Niedzica i Niedzica-Zamek, a w gminie&#13;
nowotarskiej położone są Dursztyn, Krempachy i Nowa Biała. Ponadto, na tym terenie&#13;
1 A.Kroh, Spisz to współistnienie, „Tatry”, 2019, nr 67, s. 80; Por. Z. Sobierajski, Gwary spiskie na pograniczu&#13;
polsko-słowackim, „Rocznik Podhalański”, 1997, nr 7, s. 169-184.&#13;
&#13;
236&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
istnieją trzy odmiany regionalnego stroju: jurgowski, kacwiński, trybski. Specyficzne dla&#13;
Spisza jest istnienie lokalnej wspólnoty leśno-gruntowej opartej na osiemnastowiecznym prawie węgierskim zwanej urbarem2. Z ciekawostek historycznych warto także&#13;
wspomnieć o stosunkach pańszczyźnianych tzw. żelarstwie (z węgierskiego zsellérség),&#13;
które przetrwało do 1931 r. w Łapszach Niżnych, Falsztynie i Niedzicy3. Pańszczyźniane zobowiązania nie dotyczyły wszystkich mieszkańców, lecz części rodzin, niemniej&#13;
ośmielam się poniżej przedstawić pewną hipotezę dotyczącą społeczności tych trzech&#13;
wsi w oparciu o wyciągnięte wnioski z wysłuchanych opowieści na Spiszu podczas etnograficznych badań terenowych w 2018 r.&#13;
Historia polskiej części Spisza kształtowała poczucie tożsamości ludzi zamieszkujących stosunkowo nieduży obszar między Podhalem a Pieninami, który posiada wyraźną odrębność regionalną. Przejawy tej odrębności są widoczne m.in. w ubiorze, tańcu,&#13;
gwarze i swoistym postrzeganiu rzeczywistości. Interesujące są deklaracje mieszkańców&#13;
Spisza na temat ich poczucia tożsamości regionalnej. Spiszacy, podobnie jak mieszkańcy Podhala, są uważani przez ludzi z nizin za górali. Tymczasem w refleksji nad własną&#13;
tożsamością często powtarzają – „my miejscowi za górali uważamy tylko ludzi z Podhala.&#13;
Tu, na Spiszu, żyją Spisoki”4. W Jurgowie usłyszałam: „rzepiszczanie się zgóralszczyli,&#13;
spolszczyli”, „nie są prawdziwymi Spisokami, są góralami”.&#13;
Tematyka rzemiosła i rękodzieła stała się pretekstem do analizy i opisu zastanej sytuacji społecznej na Spiszu w drugiej dekadzie XXI w. Wysłuchane opowieści zawierają&#13;
pewną logiczną strukturę, a odkrywanie jej znaczeń, więc ich interpretacja zawsze jest&#13;
wyzwaniem dla etnologa5. W opowieściach poszczególnych osób charakterystyczne&#13;
jest wspominanie czasów przeszłych, pomimo że stawiane pytania miały na celu zarejestrowanie bieżącego zaangażowania mieszkańców Spisza w wytwórczość rzemieślniczą&#13;
i rękodzielniczą. Często w tym kontekście powtarzane są wypowiedzi: „teraz to zanika”,&#13;
„wszyscy są za granicą” lub „poumierali”, ale zarazem można zauważyć powstawanie nowych dziedzin rękodzieła niespotykanych w regionie. Jest to drobne wytwórstwo lub zajęcia, które wypełniają czas poza codziennymi obowiązkami, tj. pamiątki na sprzedaż dla&#13;
turystów lub prezenty dla bliskich. Osobnym zagadnieniem jest kwestia ręcznego szycia&#13;
regionalnego stroju i wykonywania na nim haftów. Na podstawie obserwacji w terenie&#13;
można stwierdzić, że ubieranie się po spisku jest coraz bardziej popularne i wynika z aktywności młodzieży w lokalnych zespołach pieśni i tańca.&#13;
W poszczególnych wsiach są nieliczni rzemieślnicy, którzy kontynuują rodzinne tradycje, często dostosowane do współczesnych wymagań klientów, lub sami zdecydowali&#13;
o rozpoczęciu wytwórczości. Inni zaprzestali rękodzieła lub drobnego rzemiosła wsku2&#13;
&#13;
F. Payerhin, O urbarze. Zapiski znalezione „na piyntrze”, „Na Spiszu”, 2006, nr 4, s. 42-45.&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
J. Ciągwa, Zniesienie pańszczyzny na Spiszu w latach 1931-1934, „Studia Iuridica Lublinensia”, 2016, vol. XXV,&#13;
nr 3, s. 165-178.&#13;
&#13;
4&#13;
&#13;
P. Schmidt, Język pogranicza. Wartość języka w identyfikacjach z własną kulturą, w: Kultura i przyroda. Górale i góralszczyzna w dziejach i kulturze pogranicza polsko-słowackiego (Podhale, Spisz, Orawa, Pieniny),&#13;
red. M. Gotkiewicz, Podhalańska Wyższa Szkoła Zawodowa w Nowym Targu, Nowy Targ 2005, s. 55.&#13;
&#13;
5&#13;
Zob. Cz. Robotycki, St. Węglarz, „Chłop potęgą jest i basta”. O mityzacji kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa”, 1983, nr 1, s. 3-8.&#13;
&#13;
238&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
tek braku zapotrzebowania na ten rodzaj usług i dotyczyła ona prac związanych zarówno&#13;
z gospodarowaniem jak i z twórczością tzw. chałupniczą na zlecenie Cepelii. Tradycyjnym rzemiosłem i rękodziełem, na przykład kowalstwem, ciesielstwem, snycerką, hafciarstwem, sporadycznie przejętymi od poprzednich pokoleń, zajmuje się kilkanaście&#13;
osób. Od kilkudziesięciu lat powstają nowe dziedziny, które na małą skalę rozwijają&#13;
przede wszystkim kobiety, tj. haftowanie obrazów, szycie maskotek, szydełkowanie, wykonywanie stroików okolicznościowych, decoupage’u i dekoracyjnych kwiatów wykonanych z rajstop. Przekształceniu ulegają także dawne rzemiosła, które przystosowują się&#13;
do potrzeb współczesności.&#13;
W pamięci są żywe wspomnienia o sąsiadach, którzy do lat 80. i 90. minionego stulecia&#13;
trudnili się rzemiosłem i rękodziełem. Dominuje pamięć o romskich kowalach oraz wytwórczości w zakresie stolarstwa, bednarstwa, a także o przetwarzaniu lnu i wełny w celu&#13;
szycia ubioru codziennego i odświętnego. W różnych spiskich wsiach mieszkańcy coraz częściej organizują izby regionalne lub niewielkie ekspozycje, gdzie prezentowane są&#13;
dawne ręcznie wykonane przedmioty służące kiedyś do użytku codziennego. Na Spiszu&#13;
są więc nieliczne osoby, które jeszcze coś wykonują w zakresie rzemiosła lub rękodzieła,&#13;
ale coraz bardziej liczni są ci, którzy zaprzestali tej działalności i wspominają dawne czasy, gdy wytwórczość organizowała relacje sąsiedzkie w wiejskich społecznościach.&#13;
&#13;
���%DGDQLD�WHUHQRZH&#13;
Tygodniowe badania terenowe w lipcu 2018 r.6, które koordynowałam, zostały rzetelnie przeprowadzone przez studentów etnologii Uniwersytetu Poznańskiego: Katarzynę&#13;
Sołtys i Marcina Mielewczyka. Uczestniczył w nich też absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, Emilian Wilk, oraz absolwentka tego kierunku studiów na Uniwersytecie&#13;
Łódzkim, Natalia Iwaniuk. Etnograficzne wywiady, swobodne rozmowy i obserwacje&#13;
uczestniczące odbyły się w każdej z piętnastu spiskich wsi. Podstawę do badań tworzył&#13;
przygotowany przeze mnie kwestionariusz, który miał być pretekstem do rozmowy&#13;
na temat rzemiosła i rękodzieła na Spiszu. Biorąc pod uwagę doświadczenie terenowe&#13;
uczestników obozu, pozostawiłam do wyboru sposób prowadzenia rozmów w terenie:&#13;
zgodnie z kolejnością ułożonych pytań w kwestionariuszu lub zgodnie z metodami właściwymi dla rozmowy sterowanej, więc opartej na stawianiu pytań w stosownej dla prowadzonej rozmowy kolejności. Wskazane było jednak, by do rozmów wybierać osoby,&#13;
które mieszkają we wsi co najmniej od drugiego pokolenia. Uczestnicy badań nie zawsze&#13;
stosowali się do tego zalecenia, bo rzeczywistość terenowa weryfikowała wstępne założenia, co w efekcie przyniosło interesujący zbiór kilkudziesięciu wywiadów i rozmów swobodnych, który ukazał współczesny obraz mieszkańców Spisza różny od historycznych&#13;
opisów. Dzisiaj etnograficzną mozaikę polskiej części regionu tworzą przede wszystkim,&#13;
obok Polaków, mniejszości: słowacka, górale podhalańscy i romska, przy czym bywa,&#13;
że mieszkańcy deklarują dwoistą tożsamość związaną z poczuciem tożsamości lokalnej/&#13;
regionalnej (spiskiej) i zarazem etnicznej/narodowej. Na co dzień mieszkańcy posługują&#13;
6 Stałym miejscem naszego zamieszkania było Centrum Kultury Słowackiej w Nowej Białej. Codziennie rano&#13;
wyruszaliśmy w teren, gdzie zawoził nas wynajęty w tym celu autobus.&#13;
&#13;
239&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
się literackim językiem polskim i rodzinną mową, która jest im bliska, więc wypowiadane&#13;
spontanicznie zdania rozbrzmiewają w gwarze spiskiej, podhalańskiej, w języku słowackim, polskim i romskim.&#13;
Swoisty koloryt i niepowtarzalność na Podtatrzu nadaje Spiszowi postać dobosza,&#13;
który jest pozostałością dawnych zwyczajów węgierskich w tym regionie. W języku węgierskim dobos to członek orkiestry grający na bębnie, a dzisiaj w Niedzicy, Nowej Białej&#13;
i Krempachach, nazywany bymbniorzem, pełni ważną funkcję społeczną. Używane jest&#13;
też określenie bołgorz7. W Nowej Białej maszeruje on z bębnem kilkanaście razy do roku&#13;
trasą wiodącą ulicami św. Katarzyny, św. Floriana, Stolarskiej, Obłazowej i z polecenia&#13;
sołectwa zawiadamia mieszkańców wsi o ważnych decyzjach i wydarzeniach, które dotyczą kwestii urbarialnych, takich jak np. licytacja gruntu albo decyzja o jego zalesianiu.&#13;
Miejscowy bymbniorz pełni tę honorową funkcję od 1999 r. i jest ona dziedziczona, ale&#13;
niekoniecznie w obrębie jednej rodziny. Sposób bębnienia może się różnić w poszczególnych wsiach, bo np. w Krempachach czynność ta wykonywana jest jedną, a w Nowej&#13;
Białej dwiema pałkami.&#13;
Nim uczestnicy obozu wyruszyli w teren, mieli okazję wysłuchać prelekcji wprowadzającej w tematykę dziedzictwa Spisza i jego historię. Ciekawostką jest tzw. zastaw spiski, czyli umowa z 1412 r. pomiędzy Władysławem Jagiełłą a Zygmuntem Luksemburczykiem, która polegała na przyłączeniu do Polski 16 miast spiskich w zamian za pożyczone&#13;
królowi Węgier pieniądze. Wyjątkowym zjawiskiem przyrodniczym na Spiszu jest przełom rzeki Białki i jaskinia Obłazowa, gdzie został znaleziony, wykonany z ciosu mamuta,&#13;
najstarszy na świecie bumerang. W Falsztynie jest rezerwat przyrody zwany Zielonymi&#13;
Skałkami, w Niedzicy średniowieczny zamek Dunajec, we Frydmanie zabytkowy kasztel,&#13;
a w Kacwinie dawne spichlerze zwane sypańcami. W Czarnej Górze mieszkają i tworzą&#13;
romskie artystki – rzeźbiarka i malarka Małgorzata Mirga-Tas oraz poetka i pieśniarka&#13;
Teresa Mirga. Ze Spisza rozciąga się jeden z piękniejszych widoków na Tatry. Te wybrane informacje nadały badaczom-etnografom swoisty kontekst do prowadzenia rozmów&#13;
w terenie, obserwowania i dokumentowania otaczającej nas rzeczywistości.&#13;
Szczególne okazje do prowadzenia obserwacji uczestniczących związane były z codziennością mieszkańców, ich praktykami religijnymi, a także wydarzeniami kulturalnymi, które odbyły się podczas naszego pobytu w terenie. Do codziennej praktyki terenowej należały wspólne spędzanie czasu z mieszkańcami Nowej Białej przy okazji posiłków&#13;
w Centrum Kultury Słowackiej, gdzie mieszkaliśmy, rozmowy z kierownikiem i pracownikami tego ośrodka podczas spędzania czasu w lokalnym barze, zakupy w sklepach&#13;
spożywczych i przypadkowe spotkania na ulicy. Praktyki religijne mieszkańców Spisza&#13;
związane były z niedzielną mszą świętą i uroczystością Matki Boskiej Zielnej 15 sierpnia.&#13;
Wydarzeniami kulturalnymi, które stworzyły niecodzienne okazje do obserwacji uczestniczącej, były koncerty w kościołach we Frydmanie i Łapszach Wyżnych w ramach odbywającego się od kilku lat festiwalu „Barok na Spiszu”, a także udział w dwóch próbach&#13;
zespołów regionalnych (prowadzonych w każdym tygodniu) we wsiach Łapsze Wyżne&#13;
i Frydman. Zostaliśmy zaproszeni i miło przyjęci przez kierowników oraz członków zespołów.&#13;
7&#13;
&#13;
jb, Góralskie cytanie 2018 – gala finałowa, „Na Spiszu”, 2018, nr 2, s. 14.&#13;
&#13;
240&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Przeprowadzone wywiady/rozmowy z mieszkańcami poszczególnych wsi zostały zarejestrowane w formie audio, a towarzyszyła im dokumentacja fotograficzna. Wykonano&#13;
fotografie sprzedawanych na straganach pamiątek, wyrobów rzemieślniczych, wnętrz&#13;
tzw. izb regionalnych, ale także detali z otaczającego nas pejzażu, zabudowy wsi, zabytków itp. Jednym słowem, wszelkie przejawy „znaków istnienia” w kontekście codziennego życia mieszkańców omawianego regionu. Celem badań było bowiem uchwycenie&#13;
obecnego stanu wytwórczości, którą zajmują się mieszkańcy Spisza, a także zarejestrowanie stopnia ich zaangażowania w różne dziedziny rzemiosła i rękodzieła w związku&#13;
z przemianami społeczno-gospodarczymi dokonującymi się na wsi. Rozmówcy spontanicznie odwoływali się do przeszłości przywoływanej poprzez wspomnienia, gdy stawiane pytania odnosiły się do poszczególnych dziedzin wytwórczości: w drewnie, w kamieniu, w metalu, wyrobów z lnu, z wełny, ze skóry, ale także w zakresie haftu, szycia,&#13;
rzemiosła artystycznego czy pamiątkarstwa. Odrębnym tematem prowadzonych poszukiwań w terenie była rejestracja oraz okoliczności powstawania kolekcji prywatnych i tak&#13;
zwanych izb regionalnych.&#13;
Dopiero kolejne pytanie kierujące rozmowę na „tu i teraz” wprawiało ich w lekkie&#13;
zakłopotanie i najczęściej następowała odpowiedź, że „teraz to zanika” albo „technika&#13;
wyparła rękodzieło”, a także „wszyscy są za granicą”. Zawarte w wypowiedziach informacje na temat rękodzieła i rzemiosła na Spiszu rysują nieco odmienny obraz od opisów&#13;
etnograficzno-historycznych, zarówno tych dawniejszych jak i bliższych współczesności.&#13;
Michał Balara w swoich wspomnieniach ze Spisza zanotował, że w Krempachach i w Łapszach Wyżnych jest kuźnia, w której pracują Romowie, w Czarnej Górze zaś stoi zabytkowa karczma i kuźnia, Jurgów „to centrum wytwórczości ludowej na Spiszu”8, a w Trybszu&#13;
nad rzeką Białką znajduje się młyn i tartak rodziny o nazwisku Bizub. Młyn zakupił Józef&#13;
Bizub, a gdy budynek zniszczał, w 1958 r. został rozebrany i w tym samym miejscu wybudowano młyn nowoczesny jak na ówczesne czasy9. Zapisy sprzed kilkudziesięciu lat&#13;
dotyczące Spisza mają swoje odzwierciedlenie we współczesności, bo syn młynarzy Bizubów mieszka przy ul. Młyńskiej i pracuje w rodzinnym tartaku, w Krempachach i Czarnej Górze stoją jeszcze stare kuźnie, lecz już nie czynne, a w Jurgowie mieszka największa&#13;
liczba rękodzielników, którzy przejęli rodzinne tradycje. Katarzyna Ceklarz, sięgając aż&#13;
od XIX w.10, wspomina liczne rodzaje rzemiosła w regionie, na temat których poszukiwaliśmy informacji w terenie, by dowiedzieć się czegoś o współczesnym stopniu zaangażowania mieszkańców Spisza w poszczególne dziedziny twórczości; albo tylko o ich&#13;
śladach w postaci dawnych warsztatów, narzędzi i wykonanych, lecz nieużywanych już&#13;
przedmiotów oraz opowieści i wspomnień z nimi związanych.&#13;
W opinii mieszkańców Spisza sposób życia na wsi ulega zmianie, o czym opowiadają&#13;
w sposób spontaniczny. W Łapszance, Kacwinie i Niedzicy coraz więcej osób wynajmuje&#13;
8 M. Balara, Z historii Spisza i Podhala naszego stulecia wspomnienia i relacje, Sądecka Oficyna Wydawnicza&#13;
Wojewódzkiego Ośrodka Kultury, Nowy Sącz 1987, s. 29, 39, 41, 43.&#13;
9&#13;
Inwentarz ludowych zakładów pogrzebowych na Podhalu, Orawie i Spiszu 1960-1963, Archiwum Muzeum&#13;
Tatrzańskiego, sygn. AR/311, nr pag. 207.&#13;
10&#13;
&#13;
K. Ceklarz, Rzemiosło, przemysł i sztuka ludowa, w: Kultura ludowa Górali Spiskich, red. U. Janicka-Krzywda,&#13;
Centralny Ośrodek Turystki Górskiej PTTK, Oficyna Wydawnicza „Wierchy”, Kraków 2012, s. 145-172.&#13;
&#13;
241&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
pokoje dla turystów i staje się to stopniowo jednym z głównych źródeł ich utrzymania.&#13;
Rzepiska i Falsztyn ze względu na urokliwe krajobrazy są popularane wśród przyjezdnych zainteresowanych zakupieniem działki budowalnej lub domu letniskowego. We&#13;
Frydmanie i Krempachach dominuje opinia, że we wsi „nie ma ruchu turystycznego”.&#13;
Liczni mieszkańcy Spisza wyjechali za granicę w celach zarobkowych. Rzemiosło i rękodzieło nie jest już dodatkowym źródłem utrzymania, obok tradycyjnego gospodarowania i pasterstwa, które także zanikają. Tylko nieliczni podejmują się różnych dziedzin&#13;
wytwórczości.&#13;
Etnograficzne wędrówki po Spiszu przyniosły plon w postaci zarejestrowanych czterdziestu pięciu wywiadów na podstawie kwestionariusza, a także swobodnych rozmów&#13;
z ponad czterdziestoma osobami, które były prowadzone zgodnie z założonymi celami.&#13;
Została wykonana dokumentacja fotograficzna i notatki w terenie z prowadzonych obserwacji. Udało się nam zebrać informacje o kilkunastu czynnych rzemieślnikach i o kilkudziesięciu osobach zajmujących się rękodziełem, którzy przeważnie nie czerpią z tego&#13;
korzyści finansowych. Rękodzieło wykonywane jest bowiem spontanicznie i wynika z indywidualnej wrażliwości. Jest sposobem na spędzanie wolnego czasu. Zebraliśmy także&#13;
informacje na temat tak zwanych izb regionalnych oraz niewielkich ekspozycji zorganizowanych w lokalnych szkołach lub ośrodkach kultury, które powstały z prywatnych kolekcji lub z inicjatywy oddolnej jako działanie celowe, by pokazać i zachować dla kolejnych&#13;
pokoleń ręcznie wykonane przedmioty. Wyjątkowym miejscem ekspozycji jest zabytkowy obiekt sypaniec w Łapszach Niżnych. Każde z tych miejsc, gdzie są prezentowane&#13;
obiekty kultury materialnej, to inicjatywa mieszkańców Spisza. Wyjątkowa jest kolekcja&#13;
nieżyjącego już Józefa Iwańczaka zorganizowana w jego rodzinnym domu w Niedzicy&#13;
(lokalnie nazywanym muzeum). Pośród zebranych przez siebie przedmiotów umieścił&#13;
on kartkę z napisem: „Nasom powinnośćiom jest za to ochraniuwać pamiontki”11.&#13;
&#13;
3. 7HUD]�MXĺ�OXG]LH�VLÛ�U]HPLRVăDPL�EDUG]R�PDăR�]DMPXMÇ�&#13;
���������'UHZQR&#13;
Jeśli już mieszkańcy Spisza zajmują się rzemiosłem, to przede wszystkim obróbką drewna, a w dalszej kolejności obróbką kamienia i metalu. Są to nielicznie wykonywane profesje – najczęściej przez mężczyzn, którzy fachu uczyli się sami, aktywnie obserwując&#13;
innych członków rodziny lub sąsiadów przy pracy, a rzadziej przez absolwentow szkół zawodowych. Dominującym rzemiosłem jest stolarstwo, które potocznie mieszkańcy Spisza określają jako „robienie w drewnie” („robić [coś] w drewnie”). „Robieniem w drewnie” określają też rękodzieło artystyczne w zakresie rzeźby i płaskorzeźby.&#13;
Obróbka drewna na Spiszu ma długie tradycje, bo stolarze, a przede wszystkim cieśle&#13;
zawsze byli bardzo szanowani w wiejskiej społeczności. Zajęcie to było jednak traktowane jako dodatkowe12, realizowane w ramach zlecenia, poza pracami związanymi z prowa11&#13;
Por. J. Barański, „Arka” Józefa Iwańczaka. O pewnym spiskim muzeum rodzinnym, „Zbiór Wiadomości do&#13;
Antropologii Muzealnej”, 2018, nr 5, s. 67-156.&#13;
12&#13;
&#13;
Por. Tradycyjne rzemiosło i przemysł wiejski Karpat Polskich – perspektywy badawcze, rekonstrukcje, reinterpretacje, red. M. Brocki, Muzeum im. Wł. Orkana, Rabka-Zdrój 2017.&#13;
&#13;
242&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
dzeniem gospodarstwa. Odmienne od Podhala budownictwo na Spiszu – bo, jak mówią&#13;
mieszkańcy, domy częściej „stawiało się z cegły” – sprawiało, że od cieśli oczekiwano&#13;
znajomości także murarstwa13. Niejeden z mieszkańców Spisza stwierdzał: „stolarkę i nie&#13;
stolarkę, to ja też [potrafię]. Mało kiedy zanosiłem do obcego. I wymurowałem, i otynkowałem, niejeden dom otynkowałem”. W Rzepiskach, jak usłyszałam w terenie, wszyscy&#13;
starsi stolarze lub cieśle poumierali, a kolejne pokolenia niechętnie podejmują się tego&#13;
fachu. Jeden z nielicznych czynnych zawodowo stolarzy nauczył się stolarstwa od swoich&#13;
braci. Oni ukończyli szkoły zawodowe, a on podpatrując ich pracę już jako czternastolatek wykonywał meble na zamówienie. W swoim życiu zrobił dużo przedmiotów na zamówienie dla osób prywatnych, ale także do pensjonatów i lokalnego kościoła, dla którego wykonał rzeźby. Na poszczególnych łóżkach, krzesłach, szafach lub stołach umieszcza&#13;
rzeźbione elementy kwiatowe nawiązujące stylistyką do Spisza. W Czarnej Górze można&#13;
usłyszeć, że „stolarzy było dużo we wsi i to niedobrze szło (…). Teraz już ludzie się rzemiosłami bardzo mało [zajmują]”.&#13;
Jeśli można mówić o przekazywaniu tradycji w zakresie wytwórczości rzemieślniczej&#13;
i rękodzielniczej, to dzisiaj odnosi się ona bardziej do chęci i poczucia obowiązku wykonywania pewnej pracy, żeby nie pozostawać bezczynnym, „dla zabicia czasu”, ale także&#13;
swoistej wrażliwości na materiał, z którego od pokoleń wytwarzano okna, drzwi, meble&#13;
i przedmioty potrzebne na co dzień w gospodarstwie. Drewno pobudza wyobraźnię tych,&#13;
którzy od najmłodszych lat w rodzinnym domu mieli możliwość oswojenia się z nim,&#13;
obserwując prace stolarskie starszych pokoleń. „Drewna zawsze było dużo w rodzinie,&#13;
odkąd pamiętam i [wiem] też z opowieści” – wspomina młody rzeźbiarz z Frydmana&#13;
i dodaje: „Mam jakiś kawałek drewna i po prostu używam do tego wyobraźni i próbuję go&#13;
tylko delikatnie obrobić i pokazać to, co ja w nim widzę. (…) To takie twarze, gdzie, jak&#13;
mówię, uciąłem takie dwa kawałki i mi się skojarzyło, to lekko porzeźbiłem i takie nosy&#13;
wyszły. Tutaj też, jak mówię, bo to jest z jesionu, gdzieś tam był wbity gwóźdź podejrzewam i to obrosło jak obrosło i takie oko mi się z tego udało zrobić. (…) Dla kogoś innego,&#13;
powiedzmy, może wyglądać jak zwykły kawałek drewna, ja to widzę swoimi oczami”.&#13;
Na Spiszu prawie w każdej wsi są rzeźbiarze lub rękodzielnicy „dłubiący” na swój&#13;
sposób w drewnie i nie czynią tego wyłącznie dla celów zarobkowych, ale także jest to&#13;
sposób wyrażenia własnej wrażliwości. Ponadto–, jak wynika z przeprowadzonych rozmów w terenie, ozdobne balustrady, okna, drzwi, kołyski, łóżka, kredensy, płaskorzeźby,&#13;
drewniane naczynia najczęściej są wykonywane we Frydmanie, Czarnej Górze, Jurgowie,&#13;
Niedzicy i Łapszance, ale można tam także usłyszeć, że ktoś „wykonywał okna i drzwi, ale&#13;
już [tego] od paru lat nie robi, bo wszyscy kupują plastiki”, albo: „teraz mało stolarzy jest,&#13;
bo jak weszły plastikowe okna, drzwi do domów, no to stolarzom zabrakło roboty, bo&#13;
teraz wszystko nabywają. My też tu mamy plastikowe okna, no a przedtem wszystko było&#13;
z drzewa robione. No to, co mamy drzwi, no to wszystko nam robił w 80. roku”.&#13;
Pytanie o czynnych stolarzy czasami wywołuje skojarzenie z profesją rzeźbiarza, bo&#13;
w Kacwinie mieszkańcy wspominają: „on Matkę Boską wyrzeźbił, Jana Pawła to on jeszcze rzeźbi, a tak to…”, natomiast w Jurgowie „dużo z drzewa się robi” jak zaznaczają sami&#13;
13&#13;
&#13;
Wywiady etnograficzne z mieszkańcami wsi, Nowa Biała, 1976, Archiwum Muzeum Tatrzańskiego, sygn.&#13;
AR/NO/671/1, nr pag. 4.&#13;
&#13;
243&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
mieszkańcy. Dzisiaj coraz częściej wykonuje się także drewniane pamiątki, tj. solniczki,&#13;
pudełeczka, serwetniki, czerpaki, obońki, konewki, które przeznaczone są na sprzedaż&#13;
w Zakopanem jako pamiątki z Podhala.&#13;
Oryginalną dziedziną rękodzieła na Spiszu jest lutnictwo, które stopniowo zanika.&#13;
Spiskie tradycje lutnicze sięgają daleko wstecz, bo są powiązane z zakopiańską Szkołą&#13;
Przemysłu Drzewnego (kursy lutnicze prowadził od 1923 r. podhalański góral Andrzej&#13;
Bednarz), po II wojnie z Liceum Sztuk Plastycznych, a w latach 1959-1975 z pobliskim&#13;
Technikum Budowy Instrumentów Ludowych w Nowym Targu14. Szkoły te kształciły&#13;
licznych fachowców, a niektórzy z nich kontynuowali edukację w Akademii Muzycznej&#13;
w Poznaniu. Zapotrzebowanie na usługi w zakresie wytwórczości instrumentów, najczęściej skrzypiec i ludowych basów, maleje, pomimo że wzrasta zainteresowanie młodzieży&#13;
udziałem w zespołach regionalnych prezentujących spiski taniec i muzykę. Dziś lutnictwem zajmują się dwie rodziny ze Spisza: jedna rodem z Krempachów, lecz jej działalność&#13;
w tym zakresie jest realizowana poza regionem, druga zaś w Jurgowie, ale „nie opłaca się&#13;
już robić” – jak stwierdza rękodzielnik, bo „przyszły Chiny i skończyły się zamówienia”.&#13;
W opowieściach mieszkańców istnieje też pamięć o lutniku z Czarnej Góry, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.&#13;
Drewno to także las i praca z nim związana, która przez dziesięciolecia była częstym&#13;
źródłem utrzymania mieszkańców Spisza. Mężczyźni wyjeżdżali na słowacką stronę gór,&#13;
zatrudniani jako drwale. W opowieściach powracają wspomnienia tamtych lat – „tu była&#13;
ciężka praca w lesie, bo tam były te lasy w górach”. W czasach, gdy wyjazd na Słowację&#13;
był możliwy tylko dla tych, którzy mieli paszport, dzięki międzynarodowym porozumieniom mieszkańców Spisza obowiązywały inne zasady. Lokalne relacje podyktowane były&#13;
potrzebą zarobku: „masę ludzi pracowało na Słowacji. I dobrze im tam było, bo ubezpieczenie mieli, a teraz tam mają emerytury. Autobusy po nich przyjeżdżały. A później&#13;
jeszcze, że był pracownikiem, to dostawał deputat, czyli drewno opałowe. Nie musiał&#13;
się starać, tylko im przywozili deputat na opał. Nie było domu, w której by nie było tej&#13;
przepustki i by nie chodzili do pracy. A później to już nie było czasu na jakieś rękodzieła,&#13;
na takie coś”. We wspomnieniach pozostały obrazy prowadzonych rozmów dotyczących&#13;
wzajemnych zobowiązań między Polską a Słowacją w kwestii prac w lesie: „jak granice&#13;
się zmieniały przy Parku Tatrzańskim, to Słowacja się zobowiązała, że da ludziom pracę.&#13;
A w Nowym Targu nie było gdzie pracować więc ludzie mieli przepustki i chodzili tam&#13;
do pracy, właśnie do lasu: ścinka, zwózka, obrabianie drzewa. No i drewno opałowe też&#13;
mieli”.&#13;
Przy okazji rozmowy o pracy w drewnie powstają nowe opowieści, które ukazują codzienność życia na wsi w czasach minionych. „Teraz już ludzie się rzemiosłami bardzo&#13;
mało zajmują” – to częste stwierdzenie, które pobudza mieszkańców Spisza do wspomnień. Spontanicznie wywołane z pamięci zastanawiają pozornym brakiem związku z historią o rękodziele, są jakby przerywnikami w głównym wątku narracji, który odnosi się&#13;
do pracy w drewnie. Mieszkańcy Frydmana wspomnienia skierowali na lata 50. i 60. zeszłego stulecia, gdy w Nowym Targu powstały zakłady przemysłowe z najbardziej prężną&#13;
14&#13;
&#13;
Zob. B. Vogel, Słownik lutników działających na historycznych i obecnych ziemiach polskich oraz lutników polskich działających za granicą do 1950 roku, Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, Bydgoszcz 2019, s. 27-28.&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
na Podtatrzu gałęzią produkcji obuwia: „to cztery auta [autobusy] chodziły, cztery rano,&#13;
cztery wieczór. Ludzie chodzili syćko młodzież też. Szkoła była przyzakładowa, dzieci&#13;
kończyły tylko dwa lata szkoły, które na co się nadawało, szło, kombinat był pełen obsadzony i robili buty. No, ale co z tego? Ludzie byli, są i będą. To się nie utrzymało długo.&#13;
Zaczęli kraść, rozebrali maszyny, zrobili nic. A dzisiaj trzeba się tłuc po większych dziedzinach, po inkszych wsiach. Dwa lata, trzy lata temu, to chłopy za granicę chodzili. Baby&#13;
z dziećmi w domach, a chłopy za granicę”.&#13;
&#13;
4. %\ăR�MDN�E\ăR��%\ăR�UR]PDLFLH��,�WDN�E\ăR��L�WDN�E\ăR��5R]PDLFLH�E\ăR��&#13;
����������0HWDO&#13;
Obróbka metalu związana jest z kowalstwem, które na Spiszu posiadało pewną specyfikę&#13;
ze względu na fakt, że rzemiosłem tym od kilku wieków trudnili się także Romowie. Podział pracy był ustalony zwyczajowo, bo Romowie wykonywali przede wszystkim drobne&#13;
przedmioty typu gwoździe, klińce, podkowy (ale nie podkuwali koni), lemiesze, motyki,&#13;
siekiery i wiele innych, które stanowiły podstawowe wyposażenie gospodarstwa rolnika.&#13;
Około 1954 r. w Czarnej Górze funkcjonowała spółdzielnia zatrudniająca romskich kowali, którzy robili m.in. gwoździe do przybijania szyn do podkładów kolejowych15. Kowale spoza społeczności romskiej zajmowali się raczej sprzętem gabarytowo większym,&#13;
wykonywali bramy, balustrady, poręcze i podkuwali konie. W drugiej dekadzie XXI w.&#13;
pojedynczo stojące budynki kuźni są już nieczynne, a jeśli ktoś jeszcze z nich korzysta&#13;
to w Krempachach „tylko dla siebie klepie noże do pługa, siekiery. Czasami ze wsi też&#13;
przychodzą, żeby im coś poklepać, wyprościć”. Obrazy jeszcze żywe w latach 80. zeszłego&#13;
stulecia, ukazujące kolejki wozów czekających do kuźni, pozostały we wspomnieniach&#13;
tak, jak pamięć o romskich kowalach, na których umiejętności nie ma już zapotrzebowania – „teraz ludzie sobie radzą, bo to prąd jest, to mają spawarki, to takie rzeczy. Każdy,&#13;
kto ma spawarkę, to sobie coś tam, jak się mu zepsuje co, to…”.&#13;
Istnieje domniemanie, że kilka wieków temu do Jurgowa został sprowadzony romski&#13;
kowal o nazwisku Mirga do budowy miejscowego kościoła. Pierwsze informacje na temat&#13;
Romów na Spiszu pochodzą z XVIII w. i są zapisane w lokalnych księgach parafialnych.&#13;
Przybyli więc na Spisz najpóźniej trzy wieki temu. Do II Wojny Światowej kowalstwem&#13;
na Spiszu zajmowali się przeważnie Romowie, którzy byli samoukami16. Wiadomo, że&#13;
mieszkali (lub nadal w kilku wsiach mieszkają) w Czarnej Górze, Jurgowie, Nowej Białej,&#13;
Frydmanie, Krempachach, Kacwinie, Trybszu i Łapszach Niżnych. Nie powinien więc&#13;
dziwić fakt, że Romowie stanowią znaczący wątek w opowieściach większości mieszkańców Spisza, które dotyczą obróbki metalu, ale także ich sposobu życia i wzajemnych&#13;
relacji między społecznością romską i nie-romską:&#13;
Jak byli, to robili siekiery, motyki, taki sprzęt na wsi, co potrzebny do roboty. Zajmowali się&#13;
takim kowalstwem [Łapszanka].&#13;
15&#13;
&#13;
P. Lechowski, Romscy kowale na Spiszu,broszura wydana w ramach projektu „Kowalstwo na Spiszu&#13;
- niematerialne dziedzictwo Romów”, Kraków 2018 r., s. 7.&#13;
16&#13;
&#13;
244&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
245&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Oni ino kowalowali, a jak nie to grali. W Trybszu był jeden kowal i w Łapszach Niżnych dwóch&#13;
było kowali, to robili wozy te drewniane, te okucia pługa [Czarna Góra].&#13;
No pewno, że korzystali [my z ich pracy], bo jak komuś trzeba było do pługa coś, albo dla konia&#13;
podkowy, to szli do niego i on to zrobił. Nie chodzili daleko, bo na miejscu, prawie w każdej wsi&#13;
były te Cyganie osiedleni. Ale teraz już żaden nie kowaluje tutaj [Czarna Góra].&#13;
Ja mam jeszcze podkowy, co są nowe, co zrobił Cygan. Konia się sprzedało i tak leżą te podkowy. Ale to może tak na pamiątkę [Czarna Góra].&#13;
- Było trochę tych Cyganów, co grali. Oni bardzo sprytni są do muzyki. Grali na skrzypcach, to&#13;
jak w czasie świąt, to chodzili po kolędzie.&#13;
- Dobrzy byli?&#13;
- Ci nasi tutaj tak. To już całkiem inna robota była. To już za mojej pamięci to tych Cyganów&#13;
nie było, tych, co byli kowalami. Dawno, dawno, tutaj mieli te kuźnie, tego. Takie miechy, co&#13;
to tego… Dzisiaj wszystko motorkami podwiązane, tutaj tego, dmuchać, żeby się ten ogień&#13;
utrzymywał [Niedzica].&#13;
U nas Cyganie byli kulturalni. Siedzieli i śpiewali. Taka stara babka, ja pamiętam taką starą Cygankę Hankę, to jak była wigilia, to chodzili śpiewać tak, jak kolędnicy chodzą. W Łapszach&#13;
nie ma już Cyganów. Nawet domów żadnych nie ma. Dopóki ostatnia żyła ta Hanka Cyganka,&#13;
to każdy ją lubił, tu cała wieś, to jej tak pomagali [Łapsze Niżne].&#13;
Wyjechali do Krakowa tam Hutę budować i nie ma ich [Łapszanka].&#13;
Budynki dawnych kuźni znikają z pejzażu spiskiej wsi, są najczęściej opuszczone, czasami zaadaptowane do innych funkcji użytkowych lub zburzone, bo uznane za niepotrzebne. Część z tych,&#13;
które pozostały, ma jeszcze pełne wyposażenie i czasami służy do drobnych napraw narzędzi najbardziej potrzebnych w codziennej pracy.&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Na Spiszu rękodzieło to zanika. Obróbka skóry była znaczącą dziedziną rzemiosła na polskim Spiszu do II wojny światowej, z najbardziej aktywnie działającymi warsztatami aż w siedmiu wsiach:&#13;
Czarna Góra, Jurgów, Kacwin, Krempachy, Łapszanka, Nowa Biała i Rzepiska17.&#13;
&#13;
5. 3RV]ăDP�QD�HPHU\WXUÛ�L�F]\Pě�WU]HED�E\ăR�VLÛ�]DMÇÉ��&#13;
���������QR�WR�Z]LÛăDP�VLÛ�]D�KDIWRZDQLH��.UDZLHFWZR��KDIW��NRURQNL&#13;
Szycie i ręczne robótki typu haft i koronki zawsze były powszechnym zajęciem na Spiszu,&#13;
którym zajmowały się przede wszystkim kobiety. Wyrobem odzieży sukiennej, tj. portek, sukman, lejbików trudnili się zaś najczęściej mężczyźni. Z historycznych przekazów&#13;
wiadomo, że w zeszłym stuleciu do lat 20. szyto ręcznie, a w kolejnym dziesięcioleciu za&#13;
sprawą upowszechnienia się maszyn na Spiszu nastąpił rozwój krawiectwa18. Powojenna&#13;
moda i łatwy dostęp do odzieży na targu spowodował, że tradycyjna odzież regionalna zaczęła zanikać. Można powiedzieć, że w drugiej dekadzie XXI w., dzięki aktywnie&#13;
działającym lokalnie zespołom pieśni i tańca, zainteresowanie tą dziedziną rękodzieła&#13;
wzrosło. Strój spiski jest także coraz częściej ubierany z okazji uroczystości rodzinnych&#13;
i kościelnych, ale „to nie było tak, że to się stało z roku na rok” – zaznacza mieszkanka&#13;
Krempach. W dalszej części jej wypowiedzi opisany jest proces, jaki się dokonał w zakresie pobudzenia wśród mieszkańców Spisza poczucia lokalnej tożsamości za sprawą&#13;
oddolnej inicjatywy:&#13;
[…] myśmy z zespołem pracowali bardzo dużo czasu na to, dlatego, że chodziliśmy do kościoła&#13;
i na procesje. Pokazywaliśmy te nasze stroje i ja też dzieciaki moje, jak były małe, to ubierałam,&#13;
żeby ta widziała i tamta widziała, a potem ubierało coraz więcej osób. Ten proces trwał ileś tam&#13;
czasu, ale że teraz Internet i wszystko pokazuje ten folk […]. Trochę jest i dobrej strony w tym,&#13;
trochę i złej, nie? Zależy w którą stronę ludzie pójdą, nie? Ale trochę obudziło tych ludzi i to&#13;
jest bardzo na plus, a to, że po prostu ta moda czy pewne rzeczy poszły w drugą stronę, no to na&#13;
to też nie mamy wpływu, ale grunt, że ludzie się nie wstydzą tego. Bo był taki czas, że założyć&#13;
strój to był taki obciach, że w ogóle na przykład dzieciaki do dzieciaka mówiły: w stroju będziesz chodził? Głupiś? Lubisz ludowe tańce, będziesz tańczył u nas, zwariował?&#13;
&#13;
Z obróbką metalu związane jest też tzw. klepanie dzwonków. Rękodzieło to nigdy na Spiszu nie&#13;
było w szczególny sposób obecne, mimo dużego zapotrzebowania na tego typu wyroby. Dzwonki&#13;
dla owiec, krów i kóz najczęściej kupowane są na targach, które oferują produkty tańsze i wykonane maszynowo. Rękodzieło jest czasochłonne i wymaga dużej precyzji, a efekty pracy doceniają&#13;
tylko nieliczni, którzy znają kunszt wyrobów dzwonkarza z Rzepisk.&#13;
W jego rodzinie kowalstwem zajmowali się kuzyn i wujek, ale dawno już tej działalności zaprzestali, a po kuźni nie pozostał żaden ślad. Pracownia dzwonkarza, który fachu nauczył się od&#13;
znajomego bacy z Niedzicy (jako juhas wypasał przy nim owce) i jest on dla niego zajęciem dorywczym, znajduje się w domowej suterynie. W zimie realizuje zamówienia dla pasterzy z Podhala,&#13;
a także ze Spisza po słowackiej stronie. Czasami pomaga mu syn, który wyklepuje blachę. Tajemnicą pozostaje sposób wykonania dzwonka, którego odpowiedni dźwięk jest strojony, „dobierany&#13;
jak do skrzypiec”: klepary to duże dzwonki redykowe (na redyk) dla owiec i krów, siekace/siekacki&#13;
są małymi dzwoneczkami dla jagniąt, a śpizoki dla kóz i owiec. Wykonuje on jeszcze turcule zwane&#13;
też sulokami, albo sztajerockami, które mają podłużny kształt i wielkość, a ich piękny dźwięk przypomina „jakby pszczoły się roiły”.&#13;
Dzwonki zawiesza się na szyjach zwierząt na odpowiednich skórzanych paskach, które są&#13;
ręcznie zdobione wybijanymi sztancami o różnych kształtach. Nie jest to popularne zajęcie na Spiszu, trudni się nim jedna osoba w Niedzicy, realizując zamówienia przede wszystkich dla pasterzy&#13;
z Podhala, ale także z Lendaku na Słowacji. Jest on samoukiem i wykonuje także pasy bacowskie.&#13;
&#13;
246&#13;
&#13;
Podobnie jak w Krempachach stało się również w kilku innych wsiach Spisza. Ożywienie związane z popularyzacją regionalnego ubioru wynika m.in. z oddziaływania&#13;
kultury Podhala, bezpośrednio wpływającej na mieszkańców wsi najbliżej niego położonych. W Trybszu młoda mieszkanka wspomina sytuację związaną z chrztem jej syna: „nie&#13;
było gdzie pożyczyć portek spiskich i musiał mieć góralskie” (to, co określane jest jako&#13;
góralskie, odnosi do Podhala). W Rzepiskach natomiast mieszkańcy stwierdzają, że ich&#13;
strój „powinien być spiski, a my tu góralski mamy”.&#13;
Charakterystyczne są także duża wiedza i zaangażowanie mieszkańców Spisza w dzieleniu się wiedzą na temat poszczególnych elementów stroju i haftu, który jest nieco odmienny w poszczególnych wsiach.&#13;
17&#13;
&#13;
Katarzyna Ceklarz, Rzemiosło, przemysł i sztuka ludowa, op.cit., s. 160.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Ibid., s. 158.&#13;
&#13;
247&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
[…] szyć, ja to szyła na maszynie. Na maszynie to wszystko, dziewczynom młodym białe,&#13;
a kobiety zaś wydane to czarne fartuchy. I te spódnice, no to jak to się ubrało, to pięknie to&#13;
wyglądało. Nie takie góralskie, jak w Zakopanem czy gdzie, bo tam są same spódnice bez fartuchów. A my fartuch mamy, bo to spiskie [Niedzica].&#13;
Kanafoski, spódnice stare ze śtofu kupuje się po słowackiej stronie, ale teraz można kupić już&#13;
w Polsce i teraz to jest strecz [Niedzica].&#13;
No portki to może nie każdy [sam wyszywał], bo to też troszkę jakiegoś talentu trzeba mieć,&#13;
ale bardzo wielu dla siebie na co dzień umiało uszyć te portki. A takie od święta to był tam taki,&#13;
który haftował bo to trzeba było ładnie wyhaftować [Jurgów].&#13;
Kobiecy strój spiski był: koszula spiska, spodek pod spódnicą, spódnica i lajbik, wełniane&#13;
skarpetki i kierpce, ale nie takie wiązane, podhalańskie, tylko takie zapinane, na jeden rzemyk&#13;
[Trybsz].&#13;
Ta odmiana kacwińska nie jest aż taka bogata. No jeśli chodzi o koszule, to koszule były ze&#13;
stójką, tutaj był kawałek, u babskich, koronki i był kawałek koronki przy rękawie. No a przy pozostałych nie było jakiś tam wbudowanych. To były proste stroje. Spódnica już teraz oczywiście&#13;
z gotowego materiału, z tybetu tak zwanego, dawniej był kaszmir, to był jeszcze bogatszy, jeszcze delikatniejszy, teraz tego kaszmiru tego nie ma i staraliśmy się jakoś… No i w takie kwiatki&#13;
to było [Kacwin].&#13;
To byli dawno tacy, co szyli portki sukienne. Był tu dawno taki no chłop, co szył takie rzeczy, ale&#13;
to dawno pominęli, poumierali tacy ludzie. [...] No ja był w tym zespole regionalnym, to jeszcze&#13;
w Kacwinie był taki chłop, co szył te portki, to my tam jeździli. Tu była dyrektora szkoły żona,&#13;
ona była tu kierowniczką zespołu regionalnego, to my jeździli z nią do tego krawca, do Kacwina. Miarę wziął z nas i uszył mi portki, co były białe. A przedtem to jeszcze to tacy dziadkowie&#13;
jeszcze żyli, to mieli takie portki, takie odświętne, no to pożyczyłem od takiego jednego. No&#13;
ale potem już to uszył taki w Kacwinie […] [Frydman].&#13;
Kamizelki no to tu ktoś tu szył takie rzeczy. To takie zielone te kamizelki są. A kapelusze no to&#13;
takie są czarne zwykłe, okrągły kapelusz podobny do góralskiego, ale bez tych kostek ozdobnych [Frydman].&#13;
To takie kamizelki zielone, bo to taki spiski strój jest. Białe portki, a my tu te parzenic, to my nie&#13;
mamy takich ozdobnych. No to takie to jest proste, no, prosto uszyte, bez takich ozdób. Bo tu&#13;
w Krempachach już to coś mają, takich więcej, ozdoby podobne, w Jurgowie i jesteś na Spiszu,&#13;
ale tam mają już podobne do podhalańskiego stroju. No i jeszcze strój kacwiński, to tam też&#13;
mają jeszcze troszeczkę ozdoby na tych portkach. Ale tutaj nasz strój, to taki bez dużych ozdób&#13;
[Frydman].&#13;
&#13;
Obecność aż trzech odmian stroju: jurgowskiego, kacwińskiego i trybskiego stanowi&#13;
o dużej oryginalności regionu19. Usługi w zakresie szycia wykonuje zaledwie kilka osób&#13;
na Spiszu. Portki, lajbiki i cuchy dla mężczyzn szyte są w Krempachach, a w Trybszu&#13;
(także w Nowej Białej, ale bardziej dla potrzeb lokalnej społeczności) poszczególne elementy stroju kobiecego. Niepośledni wpływ na tę sytuację miał fakt zaistnienia zespołu.&#13;
Krawcowa z Trybsza pamięta czasy, gdy strój spiski wyszedł z użycia – „pokolenie mojej&#13;
mamy i moje bardziej przeszło na strój podhalański. Dopiero jak w Trybszu założyli zespół spiski, tośmy szukali tych strojów. Dużo rzeczy mieliśmy po babciach starszych, te&#13;
19&#13;
Zob. E. Starek, Atlas Polskich Strojów Ludowych. Strój spiski, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Poznań&#13;
1954.&#13;
&#13;
248&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
stroje oryginalne. Głównie brakowało chłopcom. W ogóle męskich strojów było bardzo&#13;
mało takich typowo spiskich”. Zaczęła więc szyć na zamówienie. Mieszkańcy Jurgowa&#13;
zamawiają szycie portek i ich wyhaftowanie u Spiszaka, który przeprowadził się do Bukowiny Tatrzańskiej. Znaną osobą w regionie, która zajmuje się haftowaniem portek jest&#13;
mieszkanka Niedzicy. Składają u niej zamówienia również mieszkańcy słowackiej części&#13;
Spisza, m.in. z Lendaku. Wykonała ona także haftowane elementy na kilku stułach i ornatach dla księdza z lokalnej parafii, które są odwzorowaniem motywów zdobniczych ze&#13;
stroju regionalnego. Ornaty haftowane motywami spiskimi są także w lokalnych kościołach w Rzepiskach i Nowej Białej. W Jurgowie kobieta zajmująca się haftem i szyciem&#13;
podkreśliła natomiast, że wykonuje tylko stroje dla mieszkańców Jurgowa, lokalnych zespołów i sporadycznie sąsiedniej wsi, Czarnej Góry. Spiskie koszule szyte są także w Łapszach Niżnych.&#13;
Nową dziedziną rękodzieła, która wyraźnie się rozwija, jest wykonywanie haftowanych obrazów. Są to kwiaty, pejzaże, wizerunki znanych postaci historycznych, np. Jana&#13;
Pawła II, i wyobrażonych, tj. Żyda liczącego pieniądze czy greckiej bogini. Mieszkanka&#13;
Łapsz Niżnych, która haftuje obrazy, opowiada o swojej pasji z dużym entuzjazmem. Zaczęła je wykonywać kilka lat temu, gdy przeszła na emeryturę i wówczas, jak stwierdza:&#13;
„czymś trzeba było się zająć, no to wzięłam się za haftowanie. Robiłam sobie obrazy. Sama&#13;
się tego nauczyłam”. Wykonuje hafty dla krewnych i znajomych, sporadycznie sprzedaje,&#13;
uczy innych i dzięki temu ten rodzaj rękodzieła zaczyna się w Łapszach Niżnych rozwijać.&#13;
Inną dziedziną twórczości są koronki i szydełkowanie – dość powszechne zajęcia&#13;
wśród kobiet na Spiszu, o których chętnie opowiadają:&#13;
[…] ja lubiłam igłę i nitkę. Zaczęłam sobie mereżkowaniem przy dzieciach, a jak był czas,&#13;
to obrusy, różne mereżki takie. Później pohaftowałam obrusy takie […]. A później mnie&#13;
zainteresowały hafty jurgowskie. Wiadomo, że nie wszyscy byli twórcami, ale w mojej&#13;
młodości uczyła mama czy babcia, że każdy musiał na tym szydełku coś zrobić, więc też&#13;
te koronki. Trudno powiedzieć, że każdy, ale wielu w ramach samowystarczalności umiało te koronki robić. […] Moja mama umiała zrobić wszystko: i koronkę wyhaftować,&#13;
i sukienkę uszyć. I to nie tylko ona, tylko każda z kobiet.&#13;
&#13;
Mieszkanka Jurgowa wspomina lata dzieciństwa, gdy zaczęła szydełkować i czasy, gdy&#13;
nie mała zabawek, więc nauczono ją tego rękodzieła. Dziś kobieta ponad osiemdziesięcioletnia, często wolne chwile spędza zajęta robótkami ręcznymi, bo to lubi – jak stwierdza, i dodaje: „z tego się nie da żyć”. Jej prace ozdabiają wnętrze rodzinnego domu.&#13;
&#13;
���3DPLÇWNL&#13;
Paradoksem jest fakt, że to właśnie na Spiszu powstają pamiątki z Podhala. Na stragany&#13;
pod Gubałówkę, pod skocznię i na Krupówki, bo najczęściej w te miejsca docierają liczni turyści, trafia drobna galanteria drewniana z Jurgowa oraz regionalne pantofle z Łapszanki, gdzie produkowane są hurtowo. Na Spiszu nie ma centrum lub miejsca, które&#13;
skupiałoby lokalną wytwórczość. Stragany przy drodze wiodącej na zamek w Niedzicy&#13;
nie utkwiły na tyle w świadomości mieszkańców regionu, aby zostały uznane za odpowiednie miejsce na sprzedaż.&#13;
&#13;
249&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Inną grupę pamiątek stanowią drobne wytwory rękodzielnictwa, które w niewielkich&#13;
ilościach powstają w sposób amatorski i chałupniczo. Zajmują się tym przede wszystkim&#13;
kobiety. Ich pomysły na różne pamiątki są efektem pasji i chęci wyrażenia własnej indywidualności poprzez oryginalną twórczość, taką jak biżuteria, scrapbooking, maskotki,&#13;
stroiki okolicznościowe i inne drobne upominki. Mieszkanka Trybsza opowiada: „z okazji chrztu to robię ręcznie szatkę, zaproszenie, dekorację na świecę, dekorację na poduszkę dla obrączek, kartkę. Wycinam wzór parzenicy podhalańskiej i potem wykorzystuję&#13;
ten motyw przy różnych okazjach w mojej pracy”. Oryginalnym pomysłem w Nowej Białej jest ręczne szycie zabawek w kształcie zwierząt z atestem antyalergicznym dla najmłodszych. Wykonane z bawełny z haftowanymi elementami są nowatorskim sposobem&#13;
wykorzystania umiejętności adekwatnych do zapotrzebowania czasów współczesnych.&#13;
Pasja i radość tworzenia towarzyszą także innej mieszkance Trybsza, która zajmuje się&#13;
wykonywaniem świątecznych stroików, świeczników i szkatułek z drewna zawierających&#13;
lokalne motywy zdobnicze oraz okolicznościowe podziękowania i drobne upominki&#13;
w formie obrazów z okazji np. ślubu. Działalność ta nie jest masowa, lecz skierowana do&#13;
indywidualnych odbiorców, cieszy i ukazuje twórczą wrażliwość mieszkańców regionu.&#13;
&#13;
���5ÛNRG]LHOQLF\�NROHNFMRQHU]\&#13;
Wrażliwość mieszkańców Spisza i pasja związana z chęcią tworzenia odnoszą się także&#13;
do indywidualnych kolekcji w regionie, które mają dużą wagę w snutych opowieściach&#13;
o rękodziele. To, co teraz jest wykonywane, nawiązuje do przeszłości poprzez skojarzenia&#13;
z dawnymi przedmiotami codziennego użytki, które służyły człowiekowi. W kontekście&#13;
intensywnej zmiany kulturowej na Spiszu nabierają one nowych sensów, a „fakt pojawienia się świadomości czy też samoświadomości znaczenia przedmiotów oznacza zarazem istotną zmianę w charakterze partycypacji kulturowej”, jak zauważa Janusz Barański&#13;
w jednym ze swoich artykułów na temat rodzinnej kolekcji Józefa Iwańczaka w Niedzicy20.&#13;
Charakterystyczny jest fakt, że dawne budynki, przedmioty i narzędzia służące pracy&#13;
rzemieślniczej są zachowywane, mimo że często straciły już swoją użyteczność. Pozostają nieruszane w miejscach, gdzie kiedyś były wykorzystywane (taka sytuacja najczęściej&#13;
odnosi się do dawnych budynków kuźni, np. w Krempachach, Czarnej Górze i Niedzicy)&#13;
lub tworzone są z nich lokalne ekspozycje w prywatnych domach, szkołach i ośrodkach&#13;
kultury.&#13;
Dziś prawie w każdej wsi na Spiszu mieszkańcy z pasją kolekcjonują i opowiadają&#13;
o przedmiotach, z którymi związane są rodzinne historie. Kolekcje są różne, ale w każda wyraża wrażliwość rękodzielników i rzemieślników – tych, którzy szczególną atencją&#13;
darzą wykonane własnoręcznie rzeczy. Kolekcje na Spiszu powstają z indywidualnych&#13;
potrzeb i celów, a ich twórcy są przewodnikami po stworzonym przez nich świecie zgromadzonych artefaktów. Opowiadają o rzeczywistości przedmiotów im znanych z zaangażowaniem oraz wyraźnym zadowoleniem, gdy są słuchani. W Nowej Białej kolekcjoner&#13;
Piotr Grochowski spośród licznych regionalnych obiektów zwraca uwagę na niedokoń20&#13;
&#13;
J. Barański, „Arka” Józefa Iwańczaka..., op.cit., s. 136.&#13;
&#13;
250&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
czone grabie „zaznaczone przez wytwórcę”, które są w jego posiadaniu, miech z 1870 r.&#13;
z wygrawerowaną głową smoka i kolejne przedmioty użytku codziennego datowane&#13;
od 60 do 150 lat wstecz. Oprowadzenie po ekspozycji prezentującej kolekcje może się&#13;
wydawać przypadkowe, budowane jest bowiem w oparciu o pokazywane przedmioty,&#13;
z którymi wiążą się opowieści: „to są krosna, na których miejscowi wyrabiali te dywaniki&#13;
[regionalnie zwane pokrowcami]. Kiedyś jak się jechało przez Łapszankę, to wisiały na&#13;
mostku, suszyły się po praniu. To jest tutejszy wzór. [Są] robione z resztek materiałów.&#13;
[Tutaj są] święte obrazy, ciuchy, kożuch z początku XX wieku”. Właściciel zakładu szklarskiego w Nowej Białej jest kolekcjonerem kapsli, posiada ich ponad 30 tysięcy egzemplarzy, a w Centrum Kultury Słowackiej są prezentowane okazy regionalnych strojów&#13;
i przedmiotów codziennego użytku, o których z dużą pasją opowiada Józef Majerczak21.&#13;
Podobny sposób prezentowania przedmiotów, które zostały zebrane od mieszkańców Kacwina, można obejrzeć w lokalnej szkole. Są ustawione na korytarzu i ich zestawienie jest na pozór przypadkowe: kołyska, malowana skrzynia i kołowrotek, a obok&#13;
półka z glinianymi naczyniami, lampą naftową i niemiecką cukiernicą z napisem zucker.&#13;
Na ścianie została powieszona tablica z informacjami i ilustracjami dotyczącymi historii&#13;
i kultury regionu. Szkoła w Trybszu również stała się ośrodkiem, gdzie powstała ekspozycja ukazująca przedmioty zebrane od mieszkańców wsi, m.in. ubrania, drewniane&#13;
naczynia, żelazko z duszą. Miejscowa nauczycielka martwi się, że nie ma obecnie miejsca&#13;
do ich prezentowania z powodu remontu budynku. W Łapszach Wyżnych lokalny ksiądz&#13;
zaproponował, aby zorganizować spotkanie dwóch pokoleń, podczas którego starsze&#13;
osoby pokażą i opowiedzą młodszym o dawnych przedmiotach.&#13;
Zbieranie i ratowanie starych przedmiotów jest również ważne dla mieszkańców Frydmana. Jeden z mieszkańców wsi wspomina: „wszystkie te rzeczy po moim tacie to, pamiętam, długie lata siedziały worki z tymi kopytami, prawidłami i ja to dałam do szkoły&#13;
– ten zydel i cały warsztat cały”. Inny mieszkaniec, który chciał stworzyć izbę regionalną,&#13;
podarował do szkoły różne przedmioty codziennego użytku. Dużo takich przedmiotów&#13;
jest w posiadaniu innych osób. Do lokalnej społeczności został skierowany bowiem apel&#13;
(wsparty także przez księdza i radę sołecką), aby nie wyrzucać rodzinnych pamiątek, lecz&#13;
je zachować dla planowanej ekspozycji, dzięki której narodziłby się frydmański sypaniec.&#13;
Mieszkańcy opowiadają z troską: „mam w szopie pochowanych sporo sprzętów. Ludzie&#13;
po wsi też myślę, że mają, tylko nie ma gdzie tego wszystkiego trzymać”. Pomysł na frydmański sypaniec jest zapewne inspirowany podobnymi zabytkowymi obiektami, które&#13;
znajdują się w Kacwinie i Łapszach Niżnych. Kolekcja prezentowana w Łapszach Niżnych&#13;
zorganizowana w „Izbie Regionalnej i Muzeum Parafialnym” – jak zostało zapisane na&#13;
tablicy informacyjnej, jest imponująca. Układ obiektów jest przemyślany. W dolnej części budynku są poukładane przedmioty pochodzące z wiejskiego domu: kredens, ława,&#13;
skrzynia, kołyska, szafa, święte obrazy, makaty, kamienne i gliniane naczynia, wiklinowe koszyki, strój regionalny, aluminiowe garnki na zrekonstruowanym piecu. Na piętrze&#13;
znajdują się reprodukcje starych fotografii i parafialne zabytki: ornaty, księgi (m.in. księga chrztów, ślubów i zmarłych prowadzona w latach 1742-1805), monstrancje i feretrony.&#13;
21&#13;
&#13;
Zob. J. Majerczak, Strój spiski w Nowej Białej, Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce,&#13;
Kraków 2014.&#13;
&#13;
251&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
W Jurgowie natomiast rodzina Plucińskich w starym domu stworzyła izbę osobliwości, w której zebrane przedmioty tworzą opowieść o spiskiej wsi. Są tam spiskie stroje&#13;
(odmiana jurgowska) kobiece i męskie, makatki (jedna z nich z napisem w języku słowackim), krosno tkackie, wiklinowe kosze, drewniane rzeźby i pudełeczka, ceramika&#13;
ludowa, drewniane narty, święte obrazy z wizerunkami Jezusa i Maryi, sztuczne słoneczniki, świeczniki wykonane z metalu, a nawet poroże jelenia. Ta spiska „Kunstkamera”&#13;
zachwyca różnorodnością przedmiotów, pochodzących z początku wieku i późniejszych,&#13;
zajmujących całą przestrzeń izby, oddających wrażliwość kolekcjonera. W starej remizie w Jurgowie jest inna ekspozycja, która została zorganizowana przez lokalną społeczność. Zawiera ona stare, czarno-białe fotografie ukazujące codzienność mieszkańców wsi&#13;
oraz informacje o historii regionu. W Niedzicy natomiast nieżyjący już Józef Iwańczak&#13;
przez lata tworzył kolekcję, która stanowi imponujące „muzeum rodzinne”, bo większość&#13;
obiektów jest rodzinną spuścizną. Iwańczak „zrekonstruował we wnętrzu dawnej stajni,&#13;
o powierzchni trzydziestu metrów kwadratowych, typowe spiskie pomieszczenie mieszkalne, zaś powyżej niego, na rozległym strychu na scycie o powierzchni osiemdziesięciu&#13;
pięciu metrów kwadratowych, część gospodarczą ekspozycji, zawierającą głównie artefakty związane z różnymi formami pracy na dawniejszej spiskiej wsi. W całym obiekcie&#13;
wystawionych jest około siedemset pięćdziesiąt artefaktów: od ubrań, obrazów religijnych, makatek, mebli, sprzętów kuchennych, przez narzędzia rolnicze, stolarskie, ciesielskie, urządzenia służące tkaniu i przędzeniu, młocce i przemiałowi, po dokumenty&#13;
i zdjęcia rodzinne”22. Po ekspozycji oprowadza córka kolekcjonera, która wspomina pasję&#13;
swojego ojca i stara się zachować jego imponujące dzieło.&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH&#13;
Opowieści mieszkańców Spisza ukazują te wątki, które są dla nich ważne. Odnoszą&#13;
się one do różnych tematów, bo często wywołane spontanicznie tworzą pewne relacje&#13;
znaczeń, które pozostają do indywidualnej interpretacji dla każdego, kto ich wysłucha.&#13;
Opowieści na temat rękodzieła i rzemiosła stanowią jeden z wielu wątków, który tworzy&#13;
współczesny obraz mieszkańców Spisza. Uległ on dużym przemianom, gdy zestawimy go&#13;
z historyczno-etnograficznymi opisami regionu sprzed kilku i kilkudziesięciu lat. Chęć&#13;
i potrzeba tworzenia wynikająca z indywidualnego podejścia do pracy przynosi przede&#13;
wszystkim radość. Liczne osoby, które ręcznie wykonują różne dzieła dla siebie, bliskich&#13;
lub na zamówienie, ale w niewielkich ilościach, w ten sposób realizują swoje pasje. Pasje&#13;
te oddają opowieści ukazujące to, czym mieszkańcy wsi zajmują się dzisiaj.&#13;
Trudno nie wspomnieć tutaj o wpływie Podhala na region Spisza, szczególnie w tych&#13;
wsiach, które leżą w jego pobliżu. Jednakże poczucie odrębności wśród mieszkańców&#13;
Spisza jest wyraźne, a przejawia się ono przede wszystkim w gwarze i stroju. Świadomość&#13;
przynależności regionalnej stopniowo umacnia się i sprawia, że w opowieściach mieszkańców Spisza nie brakuje tych wątków, które wskazują na ich odrębność i oryginalność.&#13;
Pomysłowość i towarzysząca pasja twórcza podczas wykonywanego rękodzieła oraz opowieści o czasach minionych sprawiają, że Spisz jest regionem bardzo interesującym.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
Magdalena Kwiecińska – doktor, etnolog, pracuje w Dziale Etnograficznym Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Interesuje się niematerialnym dziedzictwem miasta i społecznościami mniejszościowymi na obszarze Karpat. Prowadzi badania terenowe na Spiszu i Podhalu.&#13;
&#13;
Janusz Barański, „Arka” Józefa Iwańczaka..., op. cit., s. 79.&#13;
&#13;
252&#13;
&#13;
253&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Haftowana stuła, Niedzica 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Drewniane solniczki, Jurgów (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Drewniany półmisek, Czarna Góra (fot. N. Iwaniuk)&#13;
&#13;
254&#13;
&#13;
Ekspozycja w szkole, Kacwin (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
255&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Kopaczka wykonana przez romskiego kowala, Jurgów 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Zdobienie na rękawie cuchy, Krempachy 2018&#13;
(fot. M Kwiecińska)&#13;
&#13;
256&#13;
&#13;
7UDG\FMH�UÛNRG]LHOQLF]H�L�U]HPLRVăR�Z�RSRZLHěFLDFK�PLHV]NDąFµZ�6SLV]D&#13;
&#13;
Zdobienie łóżka, Rzepiska (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
Haftowany obraz, Łapsze Wyżne 2018&#13;
(fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
257&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��&#13;
5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
-DQ�%DUDąVNL&#13;
&#13;
���:SURZDG]HQLH&#13;
&#13;
Izba regionalna, Łapsze Niżne 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
W trakcie organizowanego przez Fundację Mapa Pasji w lipcu 2018 r. trwającego tydzień&#13;
etnograficznego obozu badawczego sześcioosobowa grupa badawcza1 miała za zadanie&#13;
odszukać „skarb górali” orawskich. Tak przyjęta reguła pozostawiła otwartą możliwość&#13;
jego interpretacji. Było to kluczowe dla zastosowanej przez zespół metody postępowania badawczego. Z początku postanowiono, by przyjąwszy za cel odnalezienie „skarbu”,&#13;
pominąć jego dookreślenie i nie odpowiadać na pytania: czym może on być? Gdzie się&#13;
znajduje? Jak go znaleźć? Czy w ogóle istnieje?&#13;
Przyjęta przez nas metodologia zbliżona do teorii ugruntowanej w badaniach etnograficznych2 miała na celu oczyścić nasz aparat poznawczy z klisz wstępnych założeń.&#13;
Zgodnie z tą metodologią skupiliśmy się raczej na terminach-kluczach – rozszerzywszy&#13;
uprzednio swoją wiedzę o regionie, dzięki lekturze dostępnych już źródeł etnograficznych i historycznych. Ogólnie rzecz biorąc, chodziło o to, by, jak proponowała Kathy&#13;
Charmaz w swoim podręczniku traktującym o teorii ugruntowanej, „pozwolić, aby to&#13;
1&#13;
&#13;
W badaniach udział wzięli: Aleksandra Animucka (studentka, Uniwersytet Jagielloński, etnologia) Natalia&#13;
Flejszar (studentka, Uniwersytet Jagielloński, etnologia), Natalia Kuśmierska (studentka, Uniwersytet Gdański,&#13;
archeologia), Jolanta Półchłopek (studentka, Uniwersytet Jagielloński, etnologia), Judyta Król (doktorantka,&#13;
Uniwersytet Gdański, kulturoznawstwo), Jan Barański (doktorant, Akademia Ignatianum w Krakowie, etnolog).&#13;
2 Przez wzgląd na ograniczony czas trwania obozu badawczego nie można mówić o „pełni” teorii ugruntowanej, ponieważ nie możliwe było spełnienie jednego z postulatów dotyczących tejże, który często się wobec niej&#13;
podnosi, tj. bardzo długotrwałego przebywania w badanym terenie. Stąd, gdy mowa o teorii ugruntowanej&#13;
– chodzi raczej o podejście interpretacyjne: czyli wejście w teren bez założeń.&#13;
Ręcznie wykonana maskotka, Nowa Biała 2018 (fot. M. Kwiecińska)&#13;
&#13;
258&#13;
&#13;
259&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
[dopiero] badane problemy nadały kształt wybieranym metodom”3 – przy jedynym tylko&#13;
założeniu: że zastosowane zostaną szeroko rozumiane etnograficzne techniki prowadzenia badań (obserwacja uczestnicząca, pogłębiony wywiad nieustrukturyzowany, obserwacja, dokumentacja fotograficzna i in.). Każdy z badaczy reprezentował inne zainteresowania i podejście, byliśmy przedstawicielami różnych środowisk akademickich, a nawet&#13;
dyscyplin wiedzy. Różny był również poziom doświadczenia terenowego uczestników&#13;
badań. Jednak zgodnie przyjęliśmy to właśnie założenie: niechaj „skarb” górali orawskich&#13;
„objawi się sam”, bez „pomocy” klisz, przedbadawczych założeń.&#13;
Przedmiotem niniejszych badań nie miały być same zagadnienia związane, pisząc&#13;
w pewnym uproszczeniu, z tożsamością pogranicza. W założeniach przeprowadzone&#13;
badania skupiały się na bardzo wielu wątkach. Chodziło o to, by przede wszystkim być&#13;
z badanymi, jednocześnie zgłębiając świat kulturowy Orawy – z naturalnym w tym przypadku ciążeniem w stronę szeroko rozumianego folkloru. Każda z badaczek penetrowała&#13;
ją interesujące zagadnienia, zaś żaden temat nie był narzucony odgórnie. Chodziło o to,&#13;
by – na ile to tylko możliwe – „ruszyć w teren” z otwartym umysłem, czystym od sugestywnych klisz tematycznych, które mogą wpływać na treść zebranego materiału. Zakładaliśmy przy tym, za sugestiami Kathy Charmaz, że „etnograf […] przeprowadzając&#13;
wywiady intensywne z kluczowymi informatorami, ma o wiele więcej materiałów, z których może czerpać, niż ktoś, kto przeprowadził dziesięć wywiadów intensywnych”4 (co&#13;
miało związek z ograniczeniem czasowym badań). Przed działaniami omówione zostały&#13;
jedynie jak najszersze zagadnienia, węzłowe pojęcia, wśród których znalazły się również&#13;
tematy opisane w tym opracowaniu. W efekcie dane zebrane przez zespół badawczy są&#13;
tematycznie bardzo zróżnicowane. Każda z badaczek zdobyła interesujący ją materiał – o lokalnej muzyce, rzeźbie ludowej, architekturze i innych elementach folkloru,&#13;
funkcjonowaniu Kół Gospodyń Wiejskich, przemycie, pożywieniu, lokalnych legendach&#13;
i wielu innych zagadnieniach. Należy przy tym przyznać, że teren przysporzył zespołowi&#13;
dużo trudności natury logistycznej; w związku z tym i z wspomnianym ograniczonym&#13;
czasem badań (obóz badawczy trwał siedem dni), a także wspomnianym przyjętym założeniem odowolności, jeśli chodzi o treść prowadzonych badań, pozyskany materiał jest&#13;
tematycznie różnorodny i rozproszony.&#13;
Przy całym jednak zróżnicowaniu jedno było dla nas pewne: Orawa to teren pogranicza (termin taktowaliśmy jako „pojęcie uczulające” – „pojęcie ogólne” będące „źródłem&#13;
wstępnych idei, którymi należy się zająć”; idee te „uczulają na pewnego rodzaju pytania,&#13;
które warto zadać odnośnie do tematu badań”5) i prawdopodobnie nie sposób od tego&#13;
uciec, co znalazło swoje potwierdzenie w trakcie badań, o czym więcej dalej (szczególnie w podsumowaniu tekstu). Co ważne, region ten jest pograniczny od przynajmniej&#13;
millenium, stąd należało starannie i sumiennie pochylić się nad jego historią pod kątem&#13;
tożsamościowym, etnicznym czy narodowościowym.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
���+LVWRULD� REUD]�KLVWRULL �*µUQHM�2UDZ\&#13;
Badania i publikacje na temat etnicznej historii Górnej Orawy mają charakter międzynarodowy. Trud analizy źródłowej i historycznej pracy wielu polskich i słowackich badaczy i pasjonatów jest interesujący nie tylko dzięki swojej względnej obszerności i pasji,&#13;
z którą był podejmowany, ale również za sprawą swojego potencjału dekonstrukcyjnego.&#13;
Równie bowiem pouczające jest przyjrzenie się charakterowi ciągłych polemik, rodzajom argumentacji w nich używanych, różnorodności źródeł, z których korzystano itd.&#13;
Z tego też względu zdecydowałem się przedstawić historię etniczną Orawy w oparciu&#13;
o teksty, które są relatywnie liczne. Pochodzą z dwóch jedynych wydawnictw ciągłych&#13;
związanych z regionem – czasopism „Orawa” i „Rocznik Orawski”. Miałem przy tym na&#13;
uwadze etniczną tożsamość mieszkańców tego terytorium. Świadomie więc powziąłem&#13;
decyzję o przedstawieniu, również ze względu na wymogi formalne tego tekstu, nie tylko&#13;
historii w sensie dosłownym, ale także jej obrazu. Należy podkreślić, że poziom profesjonalizmu cytowanych autorów i staranne przygotowanie wydawnictw, szczególnie „Rocznika Orawskiego”, czasopisma o ambicjach naukowych (profesjonalnych), pozwala&#13;
domniemywać wiarygodne – na pewnym poziomie ogólności – przedstawienie faktograficzne i źródłowe omawianego zagadnienia. To obraz wykonywany w zgodzie ze sztuką&#13;
badawczą, skrupulatny i wszechstronny. Z kolei perspektywa stosowana w czasopiśmie&#13;
„Orawa” jest bardziej publicystyczna, co jest interesującym uzupełnieniem naukowego&#13;
dyskursu o historii etnicznej (tożsamości) Orawy. Oba czasopisma potraktowałem nie&#13;
tylko jako bazę faktograficzną, ale również jako zapis dyskursu historycznego, a więc jako&#13;
pełnoprawny materiał źródłowy dla etnologicznych dekonstrukcji.&#13;
Początki dziejów regionu związane są z królestwami polskim i węgierskim. Bolesław&#13;
Chrobry na początku XI w. zajął cały teren współczesnej Słowacji, a więc i Orawę. Z kolei&#13;
Węgrzy przejęli ją prawdopodobnie na przełomie XI i XII w.6. W XIII w. na Orawę napłynęło pierwsze zorganizowane osadnictwo, wykorzystując przebiegający przez ten region&#13;
szlak handlowy zwany „drogą krakowską”, prowadzący z Polski do Węgier. Jednak na&#13;
początku XVI w. „Górna Orawa stanowiła jeszcze niemal kompletną pustkę osadniczą”7;&#13;
najbliższymi większymi miejscowościami były Jabłonka (od 1368 r. stacja celna ustanowiona przez Kazimierza Wielkiego) i Trzciana (węgierskie miasto, założone na prawie&#13;
niemieckim w 1371 r.). Wiek XVI i XVII to czas intensywnej kolonizacji zarówno przez&#13;
węgierski komitat Orawy – na prawie wołoskim, a także przez polskie chłopstwo ściągane z Małopolski8 (zakładające choćby Lipnicę Małą – w 1608 r.9, wieś Chyżne ow1619 r.10&#13;
czy Podwilk). W latach 1561-1614 powstało 11 wsi wchodzących obecnie w skład polskiej&#13;
Orawy11. W tamtym czasie ścierały się tutaj dwa wyznania: protestantyzm i katolicyzm.&#13;
Spór rozpoczął się już na początku XVII w., gdy żupan zamku orawskiego, Jerzy Thurzo,&#13;
6 K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, „Orawa”, 2005, nr 42-43, s. 34.&#13;
7 T. Trajdos, U progu XVI wieku: Babia Góra w GRANICACH POLSKI?, „Orawa”, 1992, nr 17-18, s. 29.&#13;
&#13;
3 K. Charmaz, Teoria ugruntowana. Praktyczny przewodnik po analizie jakościowej, tłum. B. Komorowska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 26.&#13;
&#13;
8 Ibid.&#13;
9 T. Trajdos, U początku historii Lipnicy Małej, „Orawa”, 1995, nr 33, s. 7.&#13;
&#13;
4 Ibid., s. 29.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
T. Trajdos, Zarys historii Chyżnego, „Orawa”, 1993, nr 26-30, s. 1.&#13;
&#13;
5 Ibid., s. 27.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 35.&#13;
&#13;
260&#13;
&#13;
261&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
przyjął luteranizm i zgodnie z zasadą „czyj kraj, tego religia” siłą zaczął wprowadzać nową&#13;
wiarę w swoich dobrach12. Zdaniem jednego z autorów publikujących na łamach „Orawy”, analizujących testament Jana Szczechowicza, pierwszego proboszcza katolickiego&#13;
w Orawce (kościół założony w okolicach 1650 r.), „problem konwersji z luteranizmu stanowił codzienność w pracy duszpasterskiej”13. W roku 1656 „wizytacja Ratułowskiego&#13;
[wizytatora plebana z Frydmana na Spiszu] […] ocenia lud katolicki parafii w Orawce&#13;
na ok. 5 tysięcy osób. Pamiętajmy, że chodziło o 12 […] wsi”14 zasiedlonych przez ludność pochodzenia polskiego15. W tym czasie luteranów miało tu mieszkać nieco ponad&#13;
trzystu. Podobne proporcje notowano na przykład w Chyżnem – w 1659 r. miało w tej&#13;
miejscowości mieszkać niespełna pięć setek katolików i nieco ponad pięćdziesięciu luteranów16. Historia Lipnicy Małej to, zdaniem autorów „Orawy”, kolejny przykład konfliktu&#13;
wyznaniowego. Kompensorat orawski miał być szczególnie surowy dla polskich osadników przez ich „niezmąconą wierność dla starej religii” – katolicyzmu. Nie poddawali&#13;
się oni luteranizacji i chronili misjonarzy katolickich przysyłanych na Orawę przez ks.&#13;
Szczechowicza. Z kolei w Podwilku, miejscowości założonej przez osadników pochodzących głównie z Żywiecczyzny i w znacznej przewadze wyznania rzymskokatolickiego, niewielki drewniany kościół wybudowany „własnym staraniem, kosztem i wysiłkiem”&#13;
przez sołtysa Feliksa Wilczka został przejęty przez luteranów, inspirowanych przez Jerzego Thurzona, orawskiego żupana i „gorliwego propagatora luteranizmu”17.&#13;
W czasach religijnego sporu pomiędzy orawskim Zamkiem a rzymskokatolicką ludnością wyznawanie wiary katolickiej zeszło „do podziemia”. Katoliccy księża byli sprowadzani przez katolickich mieszkańców Orawy „do administracji sakramentów” – jak&#13;
choćby zawierania małżeństw w ukryciu, nocą. Na chrzty i śluby jeżdżono też do sąsiednich parafii katolickich w Polsce. Tworzono „nielegalne” cmentarze i spotykano się na&#13;
katolickich modlitwach18. Wszystko to działo się pomimo kar nakładanych przez orawski&#13;
kompensorat. Początek XVII w. to już jawny sprzeciw katolickich parafian wobec luterańskich plebanów i liczne odmowy ponoszenia świadczeń czy kosztów remontów itd.&#13;
Ostatecznie fara luterańska w Podwilku została zlikwidowana w 1660 r. i przejęta przez&#13;
plebana katolickiego z sąsiedniej Orawki19. W 1672 r. rozporządzeniem węgierskich&#13;
władz państwowych usunięto z Orawy pastorów, diakonów i nauczycieli luterańskich20.&#13;
W wieku XVII przez Orawę przetoczył się szereg wojen i konfliktów zbrojnych – zarówno natury politycznej, jak i religijnej (co zresztą w tamtym czasie w Europie było&#13;
często powiązane). „To właśnie w tym okresie ścierały się interesy protestanckiej szlachty&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
węgierskiej z wpływami katolickiej Austrii”21.&#13;
W 1672 r. na Orawie wybuchł bunt Gaspara Piki. Ta spóźniona reminiscencja Wojny&#13;
Trzydziestoletniej, zorganizowana przez orawskie ziemiaństwo wyznania luterańskiego&#13;
przeciwko katolickiej władzy cesarskiej, doczekała się również odpowiedzi gminu. Kilku&#13;
orawskich sołtysów, w niektórych źródłach przedstawianych jako Polacy22, zorganizowało własnym kosztem „korpus 700 strzelców powołanych z 16 polskich wsi Górnej Orawy”23, uzyskując w podzięce od cesarza Leopolda I immunitet skarbowy zwalniający od&#13;
ekonomicznej zależności od madziarsko-luterańskiego Zamku Orawskiego. Dla niektórych interpretatorów historii był to kluczowy moment krystalizowania się polskiej tożsamości Górnej Orawy poprzez powiązanie z obroną wiary katolickiej; z pewnością jednak&#13;
sprawa jest bardziej złożona i nie tak łatwo poddać ją łatwym kategoryzacjom. Niemniej,&#13;
Towarzystwo Przyjaciół Orawy, wydawca służącego tu za jedno ze źródeł pisma „Orawa”,&#13;
przyjęło jako swoje godło herb nadany owym sołtysom przy okazji zwolnienia ich z opłat&#13;
na rzecz Zamku. Tym samym – jak pisze Tadeusz Trajdos– „dokonuje afirmacji polskiego&#13;
etnicznie charakteru 21 wsi Górnej Orawy i ich wierności dla wiary katolickiej”. Jego zdaniem, „gdyby w XVII w. nie uratowano katolicyzmu na tym terenie, a tym samym wychowawczej pracy księży polskich, luteranizm niesiony przez słowackich pastorów z Dolnej&#13;
Orawy zatarłby odrębność narodową mieszkańców polskich wsi górnoorawskich”24.&#13;
Orawa przeżyła jeszcze jedną katastrofę dziejową. W latach wojny domowej (16781684), która była ostatnim przejawem sporu religijnego i kontynuacją powstania Gaspara Piki (czyli jeszcze jedna próbą Emeryka Thokoly’ego węgierskiej walki z monarchią&#13;
austriacką), region bardzo ucierpiał pod wieloma względami (m.in. demograficznym&#13;
i ekonomicznym). Sytuacja ta „zagroziła wręcz dalszemu istnieniu niejednej wsi orawskiej”25. Bez względu na obrządek, najbardziej cierpieli zwykli mieszkańcy: „obie strony&#13;
bezwzględnie konfiskowały żywność dla wojska i paszę dla koni, doznając działań odwetowych i «okrutnych gwałtów»”26. Ostatecznie Austriacy pokonali raz jeszcze „kuruców”&#13;
(rebeliantów Thokoly’ego) na Orawie w 1680 r. i zajęli zamek. Walki nie ustały jednak na&#13;
długo – w 1682 r. Thokoly wspierany przez wojska turecko-tatarskie raz jeszcze wyparł&#13;
oddziały habsburskie z Orawy. „Tutejsi protestanci znowu ugruntowywali swoją pozycję,&#13;
lecz już po raz ostatni”27. Orawa musiała jeszcze w 1683 r. znieść trudy związane z przemarszem przez ten region armii Jana III Sobieskiego, udającej się na odsiecz Wiedniowi.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
T. Trajdos, Dwa spojrzenia na początki parafii w Orawce, „Orawa”, 1992, nr 19-20, s. 20.&#13;
&#13;
B. Chowaniec-Lejczyk, Wojny XVII w. i ich wpływ na sytuację demograficzno-gospodarczą Orawy, „Rocznik&#13;
Orawski”, 2004-2006, nr 6-7, s. 29.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
Ibid., s. 21.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Stosuję to określenie z całą świadomością jego umowności (raczej w ślad za retoryką i metodologią przyjmowaną przez autorów „Orawy”).&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
Pomimo wątpliwości definicyjnych i kategoryzacyjnych, które muszą towarzyszyć takiemu narodowemu emblematowi, przy użyciu którego opisano orawskich bogatych gospodarzy.&#13;
23&#13;
&#13;
T. Trajdos, Godło Towarzystwa Przyjaciół Orawy, „Orawa”, 1992, nr 17-18, s. 2.&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
T. Trajdos, Zarys…, op. cit., s. 5.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
Ibid., s. 3.&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
T. Trajdos, Luteranie w Podwilku i początki tamtejszej parafii katolickiej, „Rocznik Orawski”, 2009, nr 8-9, s. 9.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
T. Trajdos, Zubrzyca Górna w XVII w., „Rocznik Orawski”, 2004-2006, nr 6-7, s. 15.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Ibid., s. 23.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
Ibid., s. 26.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
Ibid., s. 27.&#13;
&#13;
262&#13;
&#13;
B. Chowaniec-Lejczyk, Wojny XVII w. i ich wpływ na sytuację demograficzno-gospodarczą Orawy, op. cit.,&#13;
s. 31.&#13;
27&#13;
&#13;
Ibid., s. 32.&#13;
&#13;
263&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Na skutek działań zbrojnych na terenie Orawy w XVII w. zmniejszyła się liczba gospodarstw z 740 w 1626 r. do 240 w 1686 r. (na podstawie spisów z tamtych lat28). Straty&#13;
demograficzne prowadziły do zubożenia materialno-kulturowego, będącego „zalążkiem&#13;
ruiny gospodarczej regionu”29. Z drugiej strony, zaistniała sytuacja pośrednio doprowadziła do stabilizacji wyznaniowej regionu – Tadeusz Trajdos uważa, że w latach 1684-85&#13;
luteranie zostali ostatecznie usunięci ze wszystkich kościołów Orawy30.&#13;
Wiek XVIII na Orawie wolny był już od konfliktów zbrojnych, co umożliwiło stopniową odbudowę wsi i zniszczonych gospodarstw; sytuacja normowała się. Ostatecznie&#13;
wyznanie rzymskokatolickie zyskało w tym regionie dominację, której nigdy już nie utraciło. Nieliczni luteranie wyjechali z Górnej Orawy, a katolicy przejęli ich świątynie31.&#13;
W XIX w. węgierskie władze przeprowadzały kolejne spisy ludności (prowadząc&#13;
jednocześnie intensywną madziaryzację, co było o tyle łatwiejsze, że ludność polskiego pochodzenia była odcięta od swojej macierzy32). Jednak spisy te wprowadzają pewną&#13;
trudność terminologiczną – góralscy chłopi byli opisywani wyłącznie jako „słowaccy”.&#13;
Jak podaje „Orawa”, przywołując słowa krakowskiego badacza Janusza Kamockiego,&#13;
„między spisem ludności z roku 1870 a 1880 zniknęli Polacy, a w księgach metrykalnych&#13;
słowo Polak zastąpiono słowem Słowak”33.Według ustaleń Karola Balazsa miało to miejsce wcześniej34. Dzięki staraniom między innymi Eugeniusza Sterculi, aptekarza z Jabłonki i propolskiego działacza społecznego, do spisów przywrócono nazwę „Polak”. Pierwszy spis z uwzględnieniem narodowości polskiej przeprowadzono w 1910 roku35. W jego&#13;
efekcie ustalono, że na Orawie żyło w sumie ponad 16 tys. Polaków36. Dla niektórych&#13;
badaczy spis ten jest momentem zwrotnym w dziejach polskich wsi Górnej Orawy37.&#13;
Niezależnie jednak od problemów nazewniczych pewne fakty można dzięki wspomnianym spisom ustalić. Przede wszystkim liczba mieszkańców Orawy w XIX w. sukcesywnie spadała, podczas gdy na terenie całego Królestwa Węgierskiego w tymże samym&#13;
okresie nieustannie wzrastała38. Przyczynami tego stanu rzeczy mogły być powołania&#13;
do wojska czy emigracja zarobkowa z tej ubogiej krainy. Szczególnie liczna była fala migracyjna do USA w latach 1910-191439. Ostatecznie w 1921 r. Orawa osiągnęła najniższą&#13;
28&#13;
&#13;
Ibid., op. cit., s. 39.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
Ibid.&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
R. Remiszewski, 400 lat Lipnicy Wielkiej, „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 16.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
Krzysztof Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 36.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
Ibid., s. 37.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
K. Staszkiewicz, LXVI walny zjazd Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, „Orawa”, 2007, nr 9-14, s. 7.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
liczebność ludności40 (od 1785 r.). Spisy przynoszą jeszcze jedną ważną informację: rzeczywiście Górna Orawa w XIX w. była niemal w stu procentach katolicka. Stopniowo&#13;
także rosła liczebność i znaczenie gminy żydowskiej, która jednak nigdy na Orawie nie&#13;
osiągnęła takiej rangi, jak choćby w pozostałych częściach Galicji.&#13;
Koniec I Wojny Światowej to początek dyplomatycznego sporu pomiędzy Czechosłowacją a Polską o tzw. Kresy Południowe – w tym Orawę. Z początku wsie orawskie&#13;
zajęte zostały przez wojsko polskie (również w celu zapobieżenia wybuchowi rozruchów&#13;
o charakterze antymadziarskim i antyżydowskim41), które jednak decyzją centralną&#13;
zostało odwołane już na początku 1919 r.42, a jego miejsce zajęły wojsko i żandarmeria&#13;
czechosłowackie. Pierwotne plany zorganizowania plebiscytu podjęte przez Radę&#13;
Najwyższą w Paryżu zostały zarzucone (mimo prowadzonej akcji plebiscytowej), a sprawa Orawy rozstrzygnięta przez Konferencję Ambasadorów w Paryżu w 1920 r. Znajdująca się w krytycznej sytuacji wobec zbliżających się do Warszawy wojsk bolszewickich&#13;
Polska zgodziła się na ustępstwa wobec Czechosłowacji. Według polskich danych wskutek podziału Orawy dokonanego w trakcie tejże Konferencji (a dokończonego w 1924&#13;
r. – chodziło o niewielkie korekty granicy) „po stronie słowackiej znalazły się […] 44 wsie&#13;
z ludnością liczącą ponad 45 tys., wśród której […] zdecydowanie przeważali Polacy”43.&#13;
Po polskiej zaś stronie znalazło się 27 wsi z 30 tys. mieszkańców.&#13;
W dyskusji toczonej wokół zagadnienia tożsamości narodowych na Orawie bardzo&#13;
wyraźnie uwidacznia się postać księdza Ferdynanda Machaya. Bywa przedstawiany jako&#13;
„budziciel polskości na Orawie” (tak opisano go na tablicy pamiątkowej wmurowanej&#13;
w prawej nawie Kościoła Mariackiego w Krakowie, którego archiprezbiterem był niegdyś&#13;
ten „legendarny” orawski kapłan). Pochodzący z Jabłonki narodowy aktywista wykazywał&#13;
w swojej społecznej działalności wielką aktywność na rzecz budzenia polskiej tożsamości&#13;
narodowej w ludności orawskiej przełomu wieków XIX i XX. W analizowanych źródłach&#13;
jest przywoływany i zazwyczaj przedstawiany w bardzo pozytywnym świetle. Na początku jego działalności Orawa miała podlegać „słowackiej agitacji narodowej”, której ulegała&#13;
znaczna część ludności. Wcześniejsza polska tożsamość tejże ludności w publikacjach na&#13;
łamach „Orawy” i „Rocznika Orawskiego” nie podlega kwestionowaniu44. Przede wszystkim ze względu na to, że „używała ona w domu języka rodzimego, orawskiej gwary, jednej z najpiękniejszych gwar polskiego języka”45. Na wielu różnych płaszczyznach Machay,&#13;
ten madziaryzowany Orawiak a „polski patriota”, szerzył ideę polskości zarówno Orawy,&#13;
jak i Spisza – przemierzając z wykładami na ten temat całą Polskę, a także prezentując te&#13;
idee w Paryżu; dotarł nawet do prezydenta Wilsona.&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
K. Balazs, Ludność Lipnicy w latach 1784-1916 na podstawie źródeł węgierskich (przyczynek do demografii&#13;
historycznej Orawy), „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 43 i dalsze.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
M. Skawiński, Spis ludności na Orawie Polskiej w 1910 roku, „Orawa”, 1999, nr. 37, s. 99.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
K. Balazs, Starania Eugeniusza Sterculi u władz węgierskich o uzanie odrębności etnicznej polskich górali na&#13;
Orawie i Spiszu, „Rocznik Orawski”, 2004-2006, nr 6-7, s. 56.&#13;
37&#13;
&#13;
J. Roszkowski, Z dziejów Lipnicy Wielkiej w latach 1910-1919, „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 19.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
Karol Balazs, Ludność…,op.cit., s. 47.&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
Ibid., s. 48.&#13;
&#13;
264&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 37.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
Ibid., s. 38.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
J. Roszkowski, Z dziejów Lipnicy Wielkiej w latach 1910-1919, op. cit., s. 25.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
R. Kantor, W 70 rocznicę przyłączenia części Orawy i Spisza do Polski, „Orawa”,1990, nr 6-8, s. 7.&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
Kwestia poczucia tożsamości narodowej na Orawie jest bardziej skomplikowana. Na przełomie XIX i XX w. jej&#13;
mieszkańcy posługiwali się gwarą orawską, ale deklarowali się jako Słowacy.&#13;
45&#13;
&#13;
R. Kantor, Ks. Infuat Ferdynand Machay. Wielki Syn Orawy, „Orawa”, 1989, nr 2-3, s. 2.&#13;
&#13;
265&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Jednak pomimo tych działań większość orawskich (i spiskich) wsi, które miała zamieszkiwać „ludność etnicznie polska”46, znalazły się w granicach Czechosłowacji, na&#13;
mocy decyzji podjętej w trakcie Rady Ambasadorów z dnia 28 lipca 1920 r. Zdaniem profesora Władysława Semkowicza, „jednego z najwytrwalszych orędowników przywrócenia Polsce należnych jej ziem na Spiszu, Orawie i Czadeckiem47”, którego działalność&#13;
przypada przede wszystkim na okres międzywojnia, po słowackiej stronie żyć miało 15&#13;
tys. ludności polskiej. Znamienne, że profesor „przyznawał po większej części brak jej&#13;
świadomości narodowej, ale mniemał, że da się ją pozyskać dzięki pracy wychowawczej&#13;
i agitacyjnej”48.&#13;
Przedwojenna Orawa nie posiadała natomiast zbyt dużej reprezentacji ludności żydowskiej – w 1939 r. miało być jejw tym regionie niecałe 300 osób49. Przed wojną polscy Żydzi zamieszkiwali głównie miasta i miasteczka, podczas gdy stopień urbanizacji&#13;
na Orawie był (i jest) znikomy, być może więc stąd niewielka liczebność starozakonnych&#13;
mieszkańców polskiej Orawy.&#13;
Od września 1939 r. polska część Orawy pozostawała pod okupacją niemiecką i słowacką. W jej trakcie miała się odbywać „słowacka szeroka i silna propagandowa i represyjna działalność przeciw polskości50”. Język słowacki wrócił do kościołów, szkół i urzędów. Usunięto z parafii księży niepochodzących z Orawy i likwidowano materialne ślady&#13;
polskości (m. in. usunięto pamiątkową tablicę z popiersiem Piotra Borowego – działacza&#13;
społecznego, „bohatera polskości” na Orawie, traktowanego przez niektóre autorytety&#13;
na równi z Ks. Machayem). Jednocześnie, na zachętę, prowadzono korzystną dla mieszkańców politykę gospodarczą51.&#13;
Po zakończeniu wojny trwać miała „antypolska” agitacja słowacka na terenie Orawy.&#13;
W reakcji na nią ks. Ferdynand Machay wystosował list do Bolesława Bieruta z prośbą&#13;
o interwencję w tej sprawie52. Przekonywał on, podobnie jak w trakcie swojej wcześniejszej działalności, o polskim charakterze etnicznym ludności zamieszkującej Orawę. Podobne stwierdzenia padły choćby w rezolucji podpisanej przez młodzież Spisza&#13;
i Orawy studiującą w Krakowie („w liczbie 30”) w 1946 r. – zażądano bezwarunkowego&#13;
przyłączenia tych ziem do Polski, znów przekonując o tym, „że ludność Spisza i Orawy&#13;
jest czysto polska i jedynie jej część została obałamucona pięcioletnią […] agitacją faszystów słowackich, którzy ani teraz nie cofają się przed przekupywaniem ludności pogranicza celem zbierania od niej podpisów na memoriałach, domagających się przyłączenia&#13;
całego Spisza i Orawy do Słowacji53”. Podobne dokumenty wydawane były i z drugiej&#13;
46&#13;
&#13;
Ibid., s. 3.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
T. Trajdos, Daremne starania, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 25.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
Ibid.; przywołano ten fragment, by wskazać na rodzaj retoryki stosowanej w dyskusjach o kwestiach narodowościowych polsko-słowackiego pogranicza, w której „rzeczywista” „etniczna” przynależność niekoniecznie&#13;
znajduje się w bezpośrednim związku ze „świadomością narodową”.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
strony granicy, wskazując na słowacki charakter ludności zamieszkującej Spisz i Orawę&#13;
(na Orawie i Spiszu miałoby żyć 30 tysięcy Słowaków – jak podaje broszura Komitetu&#13;
Uciekinierów z 1.VI 1947 r.). Kwestie respektowania granic ustalonych na konferencji&#13;
w Jałcie miało rozwiązać dopiero pojawienie się na Orawie 1 Pułku Wojska Polskiego&#13;
wracającego spod Berlina, wywołując falę „panicznych ucieczek za granicę”54. Zdaniem&#13;
Leona Rydla uciekali „ci, którzy byli winni dokonania różnych przestępstw”. Formalnie&#13;
granice powróciły do stanu sprzed 1938 r. dopiero w 1958 r., na mocy umowy polsko-czechosłowackiej podpisanej w Warszawie55.&#13;
W „Orawie” można znaleźć bardzo interesującą relację z „III Spotkań Orawskich” –&#13;
konferencji zorganizowanej w 1989 r., w której wzięli udział przedstawiciele Towarzystwa Kulturalnego Czechów i Słowaków, a także polskiego Towarzystwa Przyjaciół Orawy56. Z relacji tej wynika, że lokalnych działaczy reprezentujących obydwa zrzeszenia&#13;
wciąż niezwykle emocjonowało zagadnienie tożsamości narodowej Orawian. Doszło do&#13;
ostrych polemik i sporów – chodziło o wzajemne przekonywanie się, czy Orawianie są&#13;
„bardziej polscy”, czy może jednak „bardziej słowaccy”. Na początku lat 90 działacze Towarzystwa Przyjaciół Orawy wciąż żywili obawę przed „depolonizacją ludności Spisza&#13;
i Orawy57”, pisząc wręcz o „dystansie ludności orawskiej w stosunku do ojczystej kultury,&#13;
do reszty narodu”. Ślady tego sporu na łamach „Orawy” i „Rocznika Orawskiego” odnaleźć można także w późniejszych wydaniach, także z lat dwutysięcznych. Można tam&#13;
znaleźć również bardziej rozproszone komentarze na temat aktualnej sytuacji tożsamościowej Orawian (zwłaszcza w połowie lat 9058). Brak natomiast bardziej zwartych opracowań dotyczących tak szeroko omawianych w aspekcie historycznym zagadnień tożsamościowo-etniczno-wyznaniowych. Stąd również płynie motywacja pochylenia się nad&#13;
tymi problemami w trakcie opisywanych tutaj badań. Było dla nas wielce interesujące,&#13;
jak sprawa się ma współcześnie – zważywszy na zmiany natury politycznej, administracyjnej, gospodarczej, które dotyczą nie tylko Górnej Orawy, ale całego regionu. Choć&#13;
z powodu obiektywnych ograniczeń poprzestaliśmy jedynie na polskiej części tej krainy.&#13;
Można się było spodziewać, że po zapoznaniu się z omawianymi powyżej źródłami&#13;
kwestia szeroko rozumianej pograniczności z pewnością objawi się w wielu momentach&#13;
prowadzonych badań i miejscach, jakie zajmą w uporządkowanym już, na spokojnie – po&#13;
powrocie z terenu – analizowanym materiale empirycznym. Wyraźnie widać, że przynajmniej dla tych pasjonatów zagadnień lokalnych, którzy podejmują trud publikowania dwóch czasopism, sprawa jest na tyle doniosła, by poświęcać jej tak wiele miejsca.&#13;
Po części z pewnością ma to związek z etnologicznym wykształceniem części autorów&#13;
i redaktorów; zrozumiała w takim wypadku etnograficzna wrażliwość, którą reprezentują, podsuwa pewne punkty widzenia i intelektualne tropy. Kilku innych autorów ma&#13;
bliski kontakt z pracą etnografów właśnie – mowa zarówno o pracownikach Orawskiego&#13;
54&#13;
&#13;
L. Rydel, Interwencja Rządu Polskiego do Czechosłowacji, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 20.&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
LR, Tragedia Żydów Orawskich, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 8.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 40.&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
T. Nowalnicki, Republika słowacka, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 5.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
T. Trajdos, O III Spotkaniach Orawskich raz jeszcze, „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 27-28.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
K. Wziątek, Historia Orawy – przeszłość i teraźniejszość, op. cit., s. 39.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
R. Kantor, W 70 rocznicę…, op. cit., s. 4.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
List dostępny np. w: „Orawa”, 1990, nr 4-5, s. 16-17.&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
Przedruk w: „Orawa”,1990, nr 4-5, s. 18-19.&#13;
&#13;
266&#13;
&#13;
Por. np.: Jerzy M. Roszkowski O zagadnieniu polsko-słowackiego pogranicza, „Orawa”, 1995, nr 33, s. 53-63;&#13;
R. Kantor, Kultura i świadomość na pograniczach. Przypadek polskiej Orawy, „Orawa”,1995, nr 33, s. 43 – 52.&#13;
&#13;
267&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Parku Etnograficznego, ludowych muzykach-amatorach, ale i innych jeszcze osób stykających się w swojej pasji lub profesji z działaczami ludowymi o etnograficznej proweniencji. Z lektury czasopism jasno wynikało, że kategoria „pogranicza” niemalże nakłania do tego, by nad nią się pochylić, wokół niej zogniskować swoje dociekania. Teren&#13;
nie pozostawił złudzeń. W ciągu kolejnych dni badań jego „pograniczność” stawała się&#13;
tym bardziej oczywista. Analiza zebranego materiału empirycznego zostanie omówiona&#13;
w kolejnej części tekstu.&#13;
&#13;
���%DGDQLD&#13;
Rozważając sprawę tożsamości etnicznej i regionalnej, należy odnieść się do wizerunku&#13;
i narracji na temat Obcego. Zwłaszcza, jeżeli potrzeba zwrócenia na ten aspekt uwagi&#13;
artykułowana jest w pierwszym tomie „Rocznika Orawskiego” przez jednego z ojców założycieli tego wydawnictwa, Ryszarda Kantora: „Kulturę własną, własną tradycję, a także&#13;
po prostu własną egzystencję porównuje się z kulturą, tradycją, egzystencją grupy obcej,&#13;
dopiero na tym tle ujawniają się plusy i minusy własnej”59. W przypadku Orawy, regionu pogranicznego, służący za komparatystyczne zwierciadła Obcy to przede wszystkim:&#13;
Podhalanie, Słowacy czy także Polacy; w mniejszym stopniu rolę tę spełniają np. mieszkańcy Zawoi, Węgrzy, Spiszacy i inni. Analiza materiału zgromadzonego w trakcie badań&#13;
sugeruje uporządkowanie go w następujący sposób: w pierwszej kolejności omówione&#13;
zostaną porównania informatorów z innymi regionami i etnosami służące znalezieniu&#13;
różnic i w ten sposób pomagające odpowiedzieć na pytania związane z orawską&#13;
tożsamością; następnie przedstawione będą podobieństwa wobec sąsiadów i styczności&#13;
różnych kultur z zastosowaniem różnych ram interpretacyjnych. Należy przy tym podkreślić, że podział ten jest mocno umowny i stworzony raczej na potrzeby przyjętej narracji w poniższym opracowaniu. Nie ma on zarazem charakteru jedynie porządkującego.&#13;
Powodem jego przyjęcia jest sam pozyskany materiał – rozmówcy chętniej podkreślali różnice „Orawców” względem etnograficznych Innych, dopiero w dalszej kolejności&#13;
wskazując na podobieństwa. (Dodatkowo korzystam w tym przypadku z klasycznych tez&#13;
głoszących, że w poznaniu siebie poprzez Obcego w pierwszej kolejności wskazuje się&#13;
różnice, później zaś dopiero rozważa się podobieństwa). Na końcu omówione zostaną&#13;
pozostałe zagadnienia związane z przedstawianymi kwestiami, które nie dały się w ten&#13;
(przyznaję) schematyczny sposób skategoryzować. Posłużą one za komentarz i uzupełnienie – by w końcu przedstawić wnioski i podsumować interpretacje.&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
�����5µĺQLFH&#13;
�������2UDZD�D�3RGKDOH�&#13;
Mama i dziadek pana Stanisława, muzyka ludowego, pochodzili z Podhala. Nauczyli go&#13;
więc częściowo mówić w gwarze podhalańskiej, co było powodem naigrywań ze strony&#13;
rówieśników: Zawsze takie jakieś były, na przykład podśmiechy w samej gwarze, ja tez gadam tak bardziej po podhalańsku60. Muzyk ten wychował się na styku tożsamości podhalańskiej i orawskiej. Uważa, że dzieci się zawsze uczą gwary od matki. Bo najwięcej z matką&#13;
przebywają – to stąd pochodzi jego pierwotna tożsamość. Jednak z czasem przewartościował to, kim się czuje: Był czas, że mi się bardzo podobał folklor podhalański, ale jak poznałem orawski tak dobrze, to jednak uważam, że orawski jest o wiele bogatszy. W końcu,&#13;
jak mówi: wychowuję się na Orawie i jestem Orawcem. By to zrozumieć, w swoich rozważaniach o własnej tożsamości odnosił się do estetycznych preferencji dotyczących folkloru61. Do zrozumienia „orawskości” Podhale posłużyło jako porównanie, a jako muzyk pan&#13;
Stanisław uprawia tę amatorską komparatystykę w odniesieniu do muzyki. Tłumaczy,&#13;
że muzyka [orawska], kazdo piosenka jest, ma inne tempo, inny rytm. A w podhalańskim&#13;
jest wszystko, powiedzmy, w jednym rytmie, w jednym tempie […] [muzyka podhalańska]&#13;
Jest bardziej radosna […] [muzyka orawska] ma wierchowe smutne nuty. W muzyce, no&#13;
niby to jest czarna Orawa: smutna Orawa. Muzyka służy do folklorystycznych porównań&#13;
również panu Krzysztofowi z Podwilka: Melodie są podobne do innych regionów, ale inna&#13;
jest stylistka gry. Ktoś, kto słucha muzyki ludowej, od razu rozpozna, co Orawa, a co Podhale. Pan Eugeniusz wyraża podobny pogląd, że melodie my mamy swoje, a oni [Podhale]&#13;
swoje, natomiast zwraca uwagę, że mamy też wspólne. Podobno, wedle jego opowieści,&#13;
Podhalańcy i Orawcy nawzajem zarzucali sobie podkradanie nut, co prowadzić miało do&#13;
bójek. Przemoc wywoływały też, zdaniem tego informatora, mieszane małżeństwa orawsko-podhalańskie. Jak mówi, jeszcze po wojnie to długo tak było.&#13;
Według pana Eugeniusza Orawa jest bardziej podobna do Słowacji, czy nawet Niemiec i Węgier, niż do Podhala. Ponownie otoczony zwierciadłami, próbuje znaleźć swoją&#13;
orawską tożsamość, „odbijając” ją od sąsiadów. Choć w tym porównaniu mowa o państwach narodowych, to Podhale stanowi wyjątek – zupełnie jakby reprezentowało (zastępowało w tym zestawieniu) Polskę.&#13;
Pan Stanisław kontrastuje Podhale z Orawą na różnych płaszczyznach, choćby w kwestii podejścia do kobiet. Jako przykład podaje podhalański taniec zbójnicki, w którym&#13;
dziewczyny są odsunięte, są w roli obserwatorek. Z kolei w tańcach orawskich zawsze występuje równouprawnienie. Jak komentuje– na Orawie kobieta się zawsze liczyła.&#13;
Twórczość zespołu „Arva”, o której opowiadał badaczkom pan Paweł Czaja, z założenia jest międzyregionalna. Sama nazwa pochodzi od węgierskiego słowa oznaczającego&#13;
Orawę. W repertuarze zespołu znajdują się różne nuty ze Słowacji, utwory węgierskie,&#13;
czasem utrzymane w stylistyce żydowskiej lub cygańskiej. Dominują jednak kawałki&#13;
60&#13;
&#13;
Kursywą zostały wyróżnione cytowane wypowiedzi, pochodzące z przeprowadzonych przez członków zespołu badawczego wywiadów. Ich nagrania i transkrypcje znajdują się w archiwum autora niniejszego tekstu&#13;
oraz Fundacji Mapa Pasji.&#13;
59&#13;
&#13;
R. Kantor, Potencjał kulturowy współczesnej wsi orawskiej. Rozważania etnologa, „Rocznik Orawski”, 1997,&#13;
t. 1, s. 13.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
Z przekonaniem graniczącym z pewnością można stwierdzić (na podstawie całej rozmowy z tym informatorem), że pod pojęciem „folklor” rozumie on przede wszystkim muzykę.&#13;
&#13;
269&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Orawskie. Do twórczości zespołu „Arva” wkradają się również nuty podhalańskie. Istnieje bowiem częsta współpraca, płynąca z przyczyn prozaicznych: zespół ten regularnie gra w karczmach tzw. „regionalnych” i nie ma stałego składu – gdy brakuje jakiegoś&#13;
instrumentu, prosi się kolegów-muzyków z Podhala o pomoc. Choć pan Paweł uważa,&#13;
że podhalański styl grania jest odmienny od reprezentowanego przez jego zespół, nie&#13;
stoi to na przeszkodzie, by je zpotrzeby chwili łączyć. Nie obserwujemy w tym przypadku folkloryzowanej „dbałości o poprawność”. Sam przyznaje, że naleciałości są już na&#13;
pewno duże, co wiąże z rewolucją internetową (szczególnie istnieniem portalu Youtube,&#13;
umożliwiającego łatwy dostęp do folklorystycznej twórczości z różnych regionów świata i Europy). Ten folklor już się przenika nawet podhalański z orawskim, puentuje. Komentuje również, że u muzyków dawniejszej daty, którzy nie podlegli tak mocno choćby&#13;
„podhalanizacji”, widać ten styl, taki starodawny orawski. To styl, któremu bliżej chyba&#13;
do Słowacji niż do Podhala. W całej tej wypowiedzi pobrzmiewa pewne tożsamościowe&#13;
rozedrganie, bo jeśli mowa o „orawskości”, to też w odniesieniu do „słowackości”; nieustanne są porównania do muzyki innych regionów czy grup kulturowych (etnicznych).&#13;
Innym jeszcze śladem synkretyczności regionalnej w twórczości zespołu „Arva” jest&#13;
rodzaj występujących instrumentów – chodzi o altówkę węgierską (nie wiemy na czym&#13;
ta „węgierskość” polega, znamienna jest jednak nazwa) i basy, takie same jak na Podhalu.&#13;
Z kolei pan Krzysztof z Podwilka posługuje się słowackimi fujarami62. A przecież z pewnością również w muzyce ludowej (czy „tak zwanej ludowej”?), rodzaj instrumentu, na&#13;
którym się gra, w jakimś stopniu odpowiada również za „styl” grania, za rodzaj możliwych&#13;
do odegrania melodii, za tempo, rytm itd. Międzyregionalna wymiana instrumentów&#13;
(może – jako projekty służące do ich wykonania, tu – jako fizyczne przedmioty) wpływa&#13;
na wymianę stylów i ich wzajemne mieszanie się. Zwłaszcza, że pan Krzysztof przyznał,&#13;
iż muzyka orawska po prostu stylistycznie w pewnym sensie się zmieniła. Gorzko podsumował następnie: w tej chwili moim zdaniem nie słychać takiej orawskiej muzyki jaka była&#13;
w rzeczywistości. Co ciekawe, ta opinia została wyrażona przy okazji pytania o różnice&#13;
w stylu muzyki podhalańskiej i orawskiej; podkreślono, że– w takim razie „wciąż jednak”&#13;
– w obu regionach muzykę gra się całkiem inaczej.&#13;
Pan Paweł wyliczył wszystkie działające zespoły muzyczne na Orawie. Jednak zawahał się w przypadku zespołu z Piekielnika, bo– jak przyznał– oni tańczą po góralsku i po&#13;
podhalańsku, mimo iż geograficznie nie są. Interesujące, że dla tego informatora zespół&#13;
geograficznie orawski, ale z podhalańskim repertuarem, spowodował trudność klasyfikacyjną, pomimo że pytanie brzmiało bardzo ogólnie: A tu dużo jest zespołów [ludowych]?&#13;
Jest tutaj pewna niejasność i niekonsekwencja: może bowiem dziwić ta trudność pana&#13;
Pawła wobec wcześniejszych deklaracji synkretycznego charakteru twórczości jego zespołu. Oto przykład tożsamościowego rozedrgania, która, jak się wydaje, cechuje Orawę.&#13;
Z wypowiedzi pana Pawła wynika zasadnicza teza: dawniejszy, bardziej „autentyczny” folklor orawski to ten, w którym wybrzmiewa słowacka nuta. Zaś ten nowszy – mniej&#13;
autentyczny, nie tak oryginalny – uległ „podhalanizacji”. Procesowi temu uległa nawet,&#13;
zdaniem pana Pawła, Słowacja. Gdy opowiada o zespołach z Zuberca, Suchej Góry i Hla62&#13;
&#13;
Zostało podkreślone, że instrument ten nie jest uznany jako orawski. Bardzo interesująca byłaby informacja&#13;
na temat tego, kto lub co jest autorytetem, który o tym decyduje, jednak nie została ona pozyskana.&#13;
&#13;
270&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
dówki, czyli wsi orawskich po stronie słowackiej, to podkreśla, że choć to porządne kapele, to tańczą, śpiewają po podhalańsku. O „podhalanizacji” negatywnie wypowiadał się&#13;
również pan Krzysztof Pieronek – zwracał uwagę, że dotyka ona nie tylko Orawy, ale&#13;
i Słowacji: Słowacy […] oni się tam ubierają po podhalańsku. Szczególnie folklor tworzony&#13;
w Suchej Górze Orawskiej (przy granicy z polską, na południowy wschód od Chyżnego,&#13;
na zachód od Chochołowa) zdaniem pana Krzysztofa jest całkowicie podhalański.&#13;
Rzeczywista muzyka orawska, jak ocenił pan Krzysztof, była bardziej słowacka. Zmiana, która w niej zaszła, ma bezpośredni związek z Podhalem – w tej chwili po prostu są&#13;
takie wpływy podhalańskie. Zaś folklor Podhala nazwał dominującą kulturą. Co więcej,&#13;
i inne sąsiednie regiony tak jakby brały od nich. W przypadku Orawy muzyk źródeł tego&#13;
stanu rzeczy dopatruje się w tym, że Orawa jest podzielona na część polską i słowacką.&#13;
Wpływów muzycznych na Orawie jest więcej – poza Podhalem pan Krzysztof wymienił Węgry i Słowację; charakterystyka ta powtarzała się również w kilku pozostałych wywiadach. Ponadto, zdaniem tego informatora, wpływy „południowe” widoczne są także&#13;
w innych elementach folkloru – choćby w stroju.&#13;
�������2UDZD�ɒ�6ăRZDFMD�ɒ�3ROVND&#13;
Zdaniem pana Stanisława folklorystyczna granica narodowa przebiega gdzie indziej niż&#13;
państwowa, ponieważ, jak przekonuje, na przykład Chyżne, to tam jest folklor bardziej&#13;
słowacki. Niejako na potwierdzenie tego stwierdzenia pan Mariusz Tepko, członek zespołu z Chyżnego, informował, że jego zespół („Rombań”) wyróżnia spośród innych&#13;
orawskich kapel częste korzystanie z folkloru słowackiego. Zespół wykonuje wiele słowackich pieśni. Na pytanie dlaczego, odpowiedział: kiedyś też u nas była taka tradycja.&#13;
Niestety w trakcie rozmowy wątek ten nie był dalej rozwinięty – tymczasowo można się&#13;
więc jedynie domyślać genezy tejże „tradycji” na podstawie znajomości kontekstu historycznego.&#13;
Słowacja, zdaniem pana Krzysztofa, przeżywa późniejszą niż w Polsce fascynację&#13;
folklorem. W związku z tym Słowacy przyjeżdżają na Orawę uczyć się grać na instrumentach w ludowym stylu. Można zatem spodziewać się dalszych migracji i dyfuzji stylów folklorystycznych. Choć będzie to trwało zapewnedekady, z pewnością interesujące&#13;
będzie śledzenie tych folklorystycznych przemieszczeń, rozszerzeń, roszczeń, aneksji&#13;
i przemieszań.&#13;
Pan Eugeniusz z Lipnicy wspominał interesujący zwyczaj z dawnych czasów. Gdy&#13;
w latach sześćdziesiątych młodzi mężczyźni zaczęli bardziej migrować po Polsce za pracą&#13;
(wymienia Jaworzno, Katowice, Nową Hutę) i wracali z żonami pochodzącymi z innych&#13;
części kraju, nazywane były one przez mieszkańców Lipnicy Polkami. Dla zobrazowania&#13;
powiedział do badaczek – wyście są Polki, nie Orawacy. Oto przykład na tożsamościowe&#13;
odgrodzenie od reszty Polski63. Zwłaszcza że – jak wynika z zebranego materiału – mieszane małżeństwa polsko-słowackie nie spotykały się z podobnymi reakcjami. Sprawa&#13;
to jednak historyczna – dotyczy przeszłości. Zdaje się, że obecnie fakt mieszanych małżeństw nie wzbudza tak silnych emocji.&#13;
63&#13;
&#13;
Wbrew pewnym – czy życzeniowym? – ustaleniom profesjonalnych badaczy Orawy, skupionych wokół wcześniej analizowanych czasopism.&#13;
&#13;
271&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
Deklaracja co do tożsamości pana Stanisława ostatecznie jednak jest jednoznaczna:&#13;
No Orawiakiem zawsze się czuję. By wzmocnić przekaz o swojej tożsamości pan Stanisław dodaje: czy byłem w wojsku64, czy gdziekolwiek. Argumentem ostatecznym okazuje&#13;
się powód natury lingwistycznej – Dla mnie jest męką […] męczę się niesamowicie, kiedy&#13;
mówię po polsku czysto. Dla mnie to jest męka po prostu, nie czuję się swobodnie.&#13;
&#13;
�����3RGRELHąVWZD&#13;
�������2UDZD�D�6ăRZDFMD&#13;
Wobec tych trudności tożsamościowych, związanych z omówionymi wcześniej rozmaitymi czynnikami – również natury historycznej – Orawianie wypracowali jednak pewną&#13;
formę kompromisu tożsamościowego, skoro, jak uważa pan Jan, tak się czują Orawiakami. Dla niego to kwestia związana przede wszystkim z językiem. Po stronie orawskiej&#13;
są miejscowości, w których mówią tym samym językiem, takim orawskim […] minimalnie&#13;
jest ten akcent nieco [inny], bo to już jest naleciałość słowacka, ale mniej więcej to samo, co&#13;
i u nas. Tak jak zaczniemy po nasemu gwarzyć, radzić, no to oni tak samo. Pan Jan po raz&#13;
pierwszy z tym zjawiskiem spotkał się, będąc nastolatkiem – będąc dalej na Słowacji na&#13;
stacji kolejowej natrafił na grupę wojskowych, którzy mówili wszyscy po orawsku. Nie po&#13;
słowacku, tylko po naszemu, ale nie ze mną, tylko między sobą. Warto zwrócić uwagę na&#13;
komentarz informatora, który dodał: to mnie zdziwiło wtedy, bo ja tam nie znałem, wyobrażałem sobie, że tam wszyscy po słowacku [mówią]. Może to sugerować, że spory i konflikty tożsamościowe, powodowane sytuacją dziejową czy inspirowane przez lokalnych&#13;
działaczy patriotycznych, polityków itd., miały wyraźny wpływ na mieszkańców Orawy,&#13;
skoro pan Jan nie dostrzegł wcześniej istnienia wspólnej gwary orawskiej. Rozróżnienie&#13;
na Orawę polską i słowacką, a w dalszej konsekwencji na Orawian polskich i słowackich,&#13;
mogło być przypuszczalnie raczej efektem różnych działań agitatorów i społeczników niż&#13;
wyrazem rzeczywistych, codziennych tożsamościowych dylematów ludności.&#13;
Niemal osiemdziesięcioletnia mieszkanka Chyżnego, pani Joanna, wspominała, że&#13;
dawniej więcyj my tu po słowacki śpiewano kolędy. W trakcie wesel z kolei śpiewano naprzemiennie: piosenki polskie i słowackie. To ważne uzupełnienie dla pozostałego materiału, w którym mowa również o słowackich słowach piosenek, jednak w wykonaniu&#13;
muzyków ludowych. Tu z kolei chodzi wprawdzie o sytuacje obrzędowe, ale nie związane z działalnością profesjonalną.&#13;
Ze wszystkich wypowiedzi, w których poruszany był temat „języka orawskiego”, płynął ten sam wniosek – znacznie bliżej orawskiej gwarze do języka słowackiego niż polskiego. Zdaniem pana Eugeniusza wręcz słowacki język a nasz to prawie to samo. Rzecz&#13;
nie w tym, by kwestia ta została potraktowana w sposób językoznawczy czy etnolingwistyczny – chodzi raczej o zasygnalizowanie pewnej wypowiedzi i podmiotowego punktu&#13;
widzenia. Przy tym ujawnia się pewna prawidłowość: utożsamienie czy choćby zauwa64&#13;
&#13;
Służba wojskowa znów bierze udział w grze o tożsamość regionalną odbywających ją. Może dla pana Stanisława jest rodzajem międzyregionalnej diaspory, która – co znamy z licznych opracowań – może wzmacniać&#13;
tożsamości, z którymi się w nią wkroczyło?&#13;
&#13;
272&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
żenie podobieństw pomiędzy gwarą orawską a językiem słowackim uwidacznia z kolei&#13;
(bardziej lub mniej bezpośrednio) różnice pomiędzy gwarą orawską a językiem polskim.&#13;
Z kolei pani Stefania z Zubrzycy Górnej w orawskiej gwarze widzi ślady wpływów węgierskich, słowackich, a nawet wołoskich. Informatorka ta kładzie nacisk na&#13;
zróżnicowanie wewnętrzne gwary orawskiej. Zapewne taki też jej obraz przekazuje&#13;
dalej, ponieważ interesuje się gwarą i jest jej propagatorką (uczyła w szkole, obecnie pisze prozę dla dorosłych po orawsku). Warto zwrócić uwagę, że wyliczając wpływy na&#13;
gwarę orawską, informatorka ta nie wspomniała o języku polskim– wbrew opiniom niektórych badaczy, przywoływanych na łamach „Orawy” i „Rocznika Orawskiego”, którzy&#13;
mieli przekonywać, że gwara orawska to jednoznacznie gwara pochodzenia polskiego.&#13;
Znów: rzecz nie w tym, by rozstrzygać tę sprawę – pozostawmy ją dociekaniom językoznawczym. Tym bardziej jednak interesujące są cytowane tutaj wypowiedzi informatorów jako przejaw poszukiwania wyznaczników tożsamości (odrębności i podobieństwa)&#13;
mieszkańców Orawy.&#13;
Dla pana Mariusza Tepki sprawa tożsamości orawskiej jest jasna: Orawa jest po prostu&#13;
jednym regionem. I nie ważne, gdzie leży. Jak Pani wie, ta nasza część to Orawa Górna, a po&#13;
słowackiej stronie jest Orawa Dolna. I czy jedziemy do Namestowa, czy innej pobliskiej słowackiej miejscowości, to dogadujemy się z nimi, bo oni mają bardzo podobny język, dialekt.&#13;
Mają podobne pieśni i tańce. A więc nie ma moim zdaniem granic państwowych, to wszystko&#13;
to jeden wielki region i kultura orawska. Ponownie podstawowymi wyróżnikami dla pana&#13;
Mariusza są „język orawski” i folklor – w tym wypadku podobne pieśni i tańce. Dla pana&#13;
Pawła sprawa „polskości” i „słowackości” również jest dyskusyjna. Wspomina starszych&#13;
ludzi i stwierdza, że ludzie tu nie czuli przynależności, że o, ja jestem Polakiem, albo– nie&#13;
wiem– że Słowakiem. Po chwili jednak dodaje: podejrzewam, że wszyscy, blisko 100 procent, czuje się Polakami. Ponownie mamy do czynienia z wyraźną nieścisłością, mogącą&#13;
wskazywać na tożsamościowe problemy mieszkańców Orawy.&#13;
Pan Paweł ma trudność w odpowiedzeniu na pytanie: jaki jest ten typowy folklor orawski. Na pewno, jego zdaniem, ma dużo zapożyczeń – tu znów pobrzmiewa pograniczność&#13;
regionu (czy jej świadomość twórcy?). Tę „typowość” orawskiego folkloru ciężko opisać&#13;
w słowach, lepiej to usłyszeć. Dopytywany przez badaczki jednak skłania się ku opinii, że&#13;
jest to folklor bardziej podobny do muzyki słowackiej niż do podhalańskiej. Czy może&#13;
nawet bardziej węgierski. Świadom jest jednak, że jego opinia nie jest powszechna, bo jak&#13;
pogadacie z kimś innym, to wam tam powie, że to bardziej podobne do podhalańskiej muzyki. Znów, by zdefiniować swoją twórczość w kategoriach regionalistycznych, informator&#13;
posiłkuje się „zwierciadłami” w postaci pobliskich regionów. Znów także– wobec trudności kategoryzacyjnych, widocznych wśród samych zainteresowanych – zauważalne są&#13;
trudności tożsamościowe, z którymi wydają się borykać ludowi twórcy orawscy.&#13;
W swojej opowieści o kwestii pogranicza pani Joanna zwracała uwagę, że Łorawa,&#13;
wiencyj patrzyła do slowenska – co kłóci się z częścią polskich opracowań na ten temat&#13;
(także tych omawianych wcześniej). Zdaniem tej informatorki chodziło o kwestie gospodarcze – na Słowacji miało się żyć łatwiej.&#13;
&#13;
273&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
�������2UDZD�D�:ÛJU\&#13;
Pan Jan Budziński, sołtys Chyżnego, wspominał osoby potrafiące posługiwać się językiem węgierskim. Ta umiejętność brała się z dwóch źródeł: po pierwsze, w części szkół&#13;
ludowych na Orawie przed I wojną światową nauczano w tym języku; po drugie, ich kompetencja językowa mogła się poprawiać w trakcie służby w wojsku austro-węgierskim.&#13;
Chodziłoby tutaj raczej o dalsze szlifowanie języka, trudno bowiem spodziewać się, by&#13;
ktoś nauczył się mówić po węgiersku w trakcie samej tylko służby. Uwidacznia się w tym&#13;
miejscu zjawisko szeroko omawiane wcześniej w literaturze etnograficznej, czyli zmiany,&#13;
jakie w środowisku wiejskim powodował powszechny pobór wojskowy, obserwowane&#13;
na terenach Polski od XIX w. Chociaż w przypadku poboru z okresu I Wojny Światowej efekt mógł być odmienny– zdaniem Jerzego Roszkowskiego „Orawianie stykali się&#13;
na froncie z żołnierzami pochodzącymi z Galicji, Śląska Cieszyńskiego i Polakami z zaboru pruskiego. Wywierało to istotny wpływ na pogłębianie ich uświadomienia narodowego”65. W opowieści pana Jana chodziło o jego dzieciństwo, czyli lata pięćdziesiąte&#13;
ubiegłego wieku. Również rodzina pani Stefanii z Zubrzycy Górnej uległa silnym wpływom węgierskim – wszyscy jej męscy przodkowie kształcili się na Węgrzech. Z kolei, jak&#13;
przekonuje pan Paweł Czaja, pewne elementy stroju orawskiego również wzbogacone&#13;
są wpływami „poborowymi”, na przykład te pętelki tutaj przy spodniach mają charakterystyczne dla wojska węgierskiego.&#13;
Ślady węgierskiej obecności można zaobserwować również w dziedzictwie materialnym. Pan Jan stwierdził o kościele w Orawce: tam jest pięćdziesięciu świętych węgierskich.&#13;
Rzeczywiście, w tym najstarszym orawskim kościele, pochodzącym z połowy XVII w.,&#13;
podziwiać można wizerunki świętych obdarzonych szczególnym kultem na Węgrzech.&#13;
Zdaniem pana Stanisława również w muzyce orawskiej widoczne są węgierskie wpływy.&#13;
�������2UDZD�D�6SLV]&#13;
Innym regionem służącym za porównawcze zwierciadło jest Spisz – zdaniem pana Stanisława oni więcej wierzą, że są Słowakami, więc ten folklor bardziej jest taki słowacki niż&#13;
polski.&#13;
Pani Stefania z Zubrzycy Górnej kojarzy geograficznie Orawę z Podhalem i Spiszem,&#13;
mówiąc: to są trzy takie ciotki. Również do Spisza Orawę porównuje pan Paweł z Jabłonki&#13;
– gdy opowiada o zanikających śladach słowackości na terenach polskiej Orawy (słowacka msza, babcia modląca się po słowacku).&#13;
�������2UDZD�D�=DZRMD&#13;
Od zachodu Orawa graniczy z jeszcze jednym regionalistyczno-folklorystycznym zwierciadłem: tak jak Zawoja, […] ten folklor jest też inny. Chociaż powiedziałbym, że Zawoja&#13;
bliska jest do orawskiego. To sugerowane przez pana Stanisława podobieństwo umożliwia&#13;
doprecyzowanie i większe zróżnicowanie spostrzeżeń na temat folkloru, czy może raczej&#13;
– różnych folklorów. Według tego informatora poza wcześniej wspomnianymi Spiszem&#13;
65&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
i Podhalem należy z pewnością wyróżnić takie grupy związane z granicami obszarowymi,&#13;
jak Górale Śląscy, Górale Pienińscy, Górale Beskidzcy. Pan Stanisław potrafi je wszystkie od siebie nawzajem odróżnić, próbując wykazać, jak zagadnienie „góralszyzny” jest&#13;
zróżnicowane. Pomyłki związane z folklorem, nieumiejętność odróżnienia regionalnych&#13;
odmian pan Stanisław określa jako winę, gdy opowiada o starym muzykancie Andrzeju&#13;
Dziubku i „błędach”, jakie muzyk ten popełniał w rozumieniu „autentyczności” danego&#13;
stroju. Tłumacząc go jednak, wskazuje na pewien okres w historii stroju orawskiego: to&#13;
jest też wina tego, że na przykład orawski strój prawie że zaniknął. Na przykład w dzieciństwie nie widział nigdy, że jest inny strój niż podhalański. To przy okazji znak podhalanizacji.&#13;
&#13;
�����3R]RVWDăH��X]XSHăQLDMÇFH�Z\SRZLHG]L�&#13;
Zdaniem pana Jana obecnie konflikty na tle narodowościowym nie mają znaczenia. Sprawa, która od początku XX w., poprzez I wojnę światową, okres międzywojenny, aż po&#13;
niemiecko-słowacką okupację Orawy w trakcie II wojny światowej i trwające jeszcze&#13;
parę lat po wojnie tarcia, budziła wielkie emocje – z pewnością wśród lokalnych działaczy, aktywistów, czy polityków, zapewne w niemniejszym stopniu „zwykłego ludu” – nie&#13;
jest już zdaniem tego informatora źródłem zmartwień i codziennych przemyśleń mieszkańców Orawy, a z pewnością nie ludzi młodych. Takich zaszłości już nie ma, nie ma&#13;
w ogóle, choć chwilę wcześniej rozmówca wyraźnie podkreślał, że „dawniej” podział tożsamościowy był bardziej wyraźny – część ludzi uważała się za Słowaków, […] natomiast&#13;
część się uważała za Polaków66.&#13;
Pani Krystyna z Jabłonki oceniła, że mieszkańcy Orawy czują, że nie są ani Polakami,&#13;
ani Słowakami. Oni są po prostu Orawiakami.&#13;
Na pograniczność regionu zwracał uwagę także pan Krzysztof z Podwilka, twórca&#13;
strojów orawskich: Jesteśmy regionem pogranicza. Słychać słowackość w muzyce, też Węgry&#13;
są w stroju ludowym. Inna Kultura od Podhalan, od Zawoi. Są podobieństwa kulturowe,&#13;
ale też bardzo widoczne różnice. I tym razem oprócz Podhala za region porównawczy&#13;
posłużyła Zawoja.&#13;
Zadając pytanie „jak wygląda typowy strój orawski?”, wskazano informatorowi pewną kliszę – zdefiniowano orawskość, wymuszono odpowiedź związaną z konkretną kategorią klasyfikacyjną. I choć zadanie było niefortunnie, to odpowiedź jest pouczająca.&#13;
Chodzi o to, że pan Krzysztof, twórca „strojów orawskich”, wchodzi w tę kliszę przygotowany, potrafi przytoczyć wiele detali: marszczenie charakterystyczne dla Orawy, sposób szycia koszul itp. Wyraża on pewność odnośnie tego, „czym się różni” tzw. „strój&#13;
wzorcowy” – prawdziwy, jak go określa, od nieprawdziwego. Jednak inspiracje czerpie&#13;
z różnych regionów i w tym celu chodzi po muzeach – odniesienia znajdywał w Krakowie,&#13;
66&#13;
&#13;
A jednak, pewne aspekty współczesnego konfliktu polsko-słowackiego przedstawiał pan Krzysztof z Podwilka. Chodzić ma o rosnące ceny różnych produktów, powodowane, zdaniem wielu, przybywaniem Słowaków na&#13;
targ w Jabłonce. To jednak jedyny napotkany wątek o konflikcie słowacko-polskim w trakcie badań.&#13;
&#13;
J. Roszkowski, Z dziejów Lipnicy Wielkiej w latach 1910-1919, „Orawa”, 2007, nr 44-45, s. 20.&#13;
&#13;
274&#13;
&#13;
275&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
w Zakopanym czy na Słowacji. W efekcie profesjonalnie wykonywane przez niego ubiory&#13;
mają po części charakter synkretyczny – łącząc cechy z różnych stylów.&#13;
Zjawiskiem charakterystycznym dla pograniczności jest wymiana handlowa. Na&#13;
Orawie jest ona widoczna przede wszystkim podczas targu w Jabłonce, na którym&#13;
Słowacy stanowią większość uczestników. Handluje się tutaj zwykłymi artykułami życia&#13;
codziennego: żywnością, artykułami gospodarstwa domowego, chińszczyzną i dziadostwem (Krzysztof Pieronek). Stała obecność, choćby tylko natury ekonomicznej (zakupowa), wzbogaca krajobraz kulturowy regionu, niewątpliwie budując w jego mieszkańcach poczucie „pograniczności”. Obecność słowackich samochodów, ceny podawane&#13;
w Euro, kantory walut – wszystko to przypomina Orawianom na co dzień o ich pogranicznym położeniu. Taki pogląd potwierdza wypowiedź pana Pawła, który pytany o relacje ze Słowakami, mówi o otwartości: pewnie, że jest. Mamy ich tu na co dzień, bo chodzą&#13;
do sklepu. Ten informator również podkreśla brak bariery językowej – zaczynać miałaby&#13;
ona się dopiero w Trstenie, gdzie jest dużo tych przesiedleńców, to oni już tam mówią po&#13;
słowacku, ten słowacki prawidłowy.&#13;
Pan Krzysztof w końcu został zapytany przez badaczki: kim się czuje. Odpowiedział,&#13;
że Orawcem. I skomentował pół żartem-pół serio: tak jest bardziej bezpiecznie. Etnografki słusznie drążyły temat, a informator szczerze przyznał, co ma na myśli. Jego rodzice&#13;
byli Słowakami – całkowicie. Przy okazji zauważył, że starsze pokolenie na Orawie mimo&#13;
wszystko to się czuli Słowakami. Określenie Orawcy powstało zdaniem pana Krzysztofa,&#13;
żeby było łatwiej67. W tym sensie muzyk ten utożsamia Słowaków z Orawcami. W gruncie rzeczy więc ostatecznie, w zawoalowany sposób, pan Krzysztof przyznał, że jest Słowakiem – mam sentyment niesamowity do Słowacji. Mówię po słowacku, słucham radia,&#13;
oglądam telewizję. […] mam czasem takie dni, takiego doła, że muszę coś oglądnąć po słowacku czy posłuchać. Sprawa tożsamości jest dla tego informatora niewątpliwie trudnym&#13;
zagadnieniem: jakoś do końca nie czuję się Słowakiem, bo nie mam jakiejś styczności nie&#13;
wiadomo jakiej z tą Słowacją, ani nie czuję się też do końca Polakiem. Komplikując jeszcze&#13;
sprawę, pan Krzysztof zauważył także, iż dla młodzieży z reguły w deklaracjach „wiodącą”&#13;
tożsamością jest tożsamość polska; choć i co do tego miał pewne wątpliwości.&#13;
Ostatecznie jednak pan Krzysztof skonstatował, że jesteśmy odrębni etnicznie od reszty&#13;
„świata”, czyli, jak się już przekonaliśmy, od tego, co służy jako porównawczy tożsamościowy orbis exterior: Słowacji, Podhala, czasem Zawoi, także Polski, Węgier czy Austrii.&#13;
Taki stan rzeczy ocenił pozytywnie, to jest super, to mi się bardzo podoba. Według niego&#13;
należy tego chronić, by zachować tę unikalność, podczas gdy, jak komentował, ludzie&#13;
większość na Orawie jakby się asymilowali z całą częścią Polski, i to mi się wydaje złe.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
Szkoda, że ten niezwykle ciekawy wątek pojawił się pod koniec badań. Czy wszyscy pozostali, którzy „czują&#13;
się Orawcami”, kamuflują w ten sposób swoją „słowackość”? Mam nadzieję, że sprawę tę spróbuję rozwikłać&#13;
w przyszłości, bądź też inni badacze podejmą temat.&#13;
&#13;
276&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
���3RGVXPRZDQLH�&#13;
We wstępie zasygnalizowałem już pewne trudności i ograniczenia, z którymi zespół borykał się w terenie. To one są odpowiedzialne za tematyczne rozproszenie zebranego&#13;
materiału. W związku z przyjętymi założeniami tematycznymi, o których wiadomo było&#13;
przed badaniami, przewidywaliśmy te trudności. Jednym ze sposobów poradzenia sobie z tym wyzwaniem było zastosowanie się do propozycji Kathy Charmaz, sugerującej&#13;
„podejście mówiące o jednoczesnym zbieraniu danych i prowadzeniu analizy”68, czego&#13;
wyrazem były regularne spotkania, w trakcie których omawialiśmy spędzone dni w terenie, analizując i planując dalsze posunięcia. Z tego wedle naszej intencji kontrolowanego&#13;
zamieszania nieuchronnie przebijało zagadnienie pogranicza, wciąż obecne w kolejnych&#13;
rozmowach, obserwacjach, a w dalszej kolejności w interpretacjach i przemyśleniach.&#13;
Pomimo tematycznego rozproszenia tenże wątek spaja owe zróżnicowane treści niczym rama; różnorodne zagadnienia w sposób nieunikniony znajdują bardziej lub mniej&#13;
wyraźne zaczepienie w tym samym rusztowaniu – w kwestii pograniczności Orawy.&#13;
W koniecznym podsumowaniu nie sposób opisać tego zjawiska jednoznacznie. W trakcie&#13;
badań było to bardzo widoczne: poruszając rozmaite kwestie z badaczkami, informatorzy&#13;
niejako mimowolnie przywoływali temat pograniczności – dokonywano ciągłych porównań i zestawień z innymi regionami. Jak sądzę, widoczne tu jest znów – opinia ta została&#13;
już wcześniej wyrażona – tożsamościowe rozedrganie Orawy. Dopatruję się go również&#13;
w uporze, z jakim pasjonaci-badacze Orawy w swoich tekstach historycznych, publikowanych na łamach dwu omawianych tu czasopism, „Orawy” i „Rocznika Orawskiego”,&#13;
podnoszą sprawy tożsamości: etniczności, narodowości, czy historycznych przesunięć&#13;
z nimi związanych. Co istotne, dzieje się to od początku lat dziewięćdziesiątych do końca&#13;
dwutysięcznych (te roczniki zostały przeanalizowane). Czy ci lokalni działacze - folkloryści, historycy, pracownicy Orawskiego Parku Etnograficznego, członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Orawy – intencjonalnie tak mocno akcentowali te sprawy w swoich publikacjach? Czy jest to może wyraz mniej (lub bardziej) uświadomionej troski o regionalną&#13;
tożsamość? Czy idzie tu może o pobudki natury patriotycznej (gdy, a często, kładziony&#13;
jest nacisk na sprawy narodowe)?&#13;
Pozostaję jednak wierny określeniu: tożsamościowe rozedrganie. Oto jest „skarb górali” orawskich – pograniczne położenie, potencjał synkretyczności. Funkcjonuje przekonanie, że loci comunes łączące Orawców to ich folklor muzyczny, piękne rzeźby, wykonują tańce ludowe, i że działalność tę, jak w wielu innych regionach, sowicie wspomaga&#13;
się finansowo z rozmaitych funduszy, czego najlepszym „pomnikiem” jest wspaniałe,&#13;
wielkie i nowoczesne Orawskie Centrum Kultury w Jabłonce69. Jednak tym, co wszystkie wspomniane regionalne aktywności łączy, jest właśnie pograniczność Orawy. Chodzi&#13;
zresztą o coś więcej. Po badaniach nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pograniczność nie&#13;
tylko spaja zebrany materiał, lecz dotyka w ogóle „duszy orawskiej”. W końcu badania&#13;
przeprowadzono zarówno wśród twórców ludowych i regionalnych działaczy, jak również „zwykłych” ludzi, nie zajmujących się (wręcz często niezainteresowanych) „sprawa68&#13;
&#13;
K. Charmaz, Teoria ugruntowana, op. cit., s. 31.&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
Choć gdy odbywały się badania sprawiało wrażenie pustego, a wrażenie to zwiększał rozmach, z jakim je&#13;
wybudowano (dzięki funduszom unijnym).&#13;
&#13;
277&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
mi folklorystycznymi”. Tożsamościowe rozedrganie Orawy to wielki potencjał. Z jednej&#13;
strony dla wszelkiej twórczości folklorystycznej: rozsądne otwieranie się na zróżnicowane wpływy i naleciałości z sąsiednich (nie tylko) regionów, przy zachowaniu orawskiej&#13;
unikatowości może w przyszłości stanowić o wyjątkowości twórczości folklorystycznej&#13;
tego regionu. Przede wszystkim jednak to wielki potencjał kulturotwórczy w ogólniejszym rozumieniu dla ogółu mieszkańców tego pograniczno-tranzytowego (w znacznie&#13;
mniejszym stopniu turystycznego) regionu. „Skarbem” współczesnych górali orawskich&#13;
jest ich tożsamościowa niepewność – paradoksalnie jednoczesna otwartość i hermetyczność, prowadząca do głębokiego namysłu nad własną tożsamością.&#13;
Trudności interpretacyjne związane z pogranicznością Orawy, które napotkali etnologowie, dotyczą nie tylko etnograficznej działalności badawczej. Analiza omawianych&#13;
czasopism wykazała, że w przypadku autorów publikujących na ich łamach zagadnienia&#13;
oscylujące wokół granicy jako pewnej szczególnej przestrzeni, wywołującej nieustanne&#13;
tożsamościowe drgania i zawirowania, zachęcają do namysłu i refleksji zogniskowanych&#13;
wokół tegoż problemu. Z kolei omówione tu badania etnograficzne uwidoczniły podobne dylematy – z tym że w tym przypadku dotyczą one mieszkańców Orawy. Na tym etapie widzimy pewną spójność: pograniczność regionu nieuchronnie wywołuje podobne&#13;
pytania, na które odpowiedzi szukać próbują – bardziej lub mniej systematycznie – ci,&#13;
którzy angażują się emocjonalnie i intelektualnie w kwestię etnicznej/narodowej tożsamości Orawian.&#13;
Padają różne odpowiedzi. Publicyści „Orawy” i „Rocznika Orawskiego” oparli swoje&#13;
przemyślenia głównie na badaniach natury historycznej. Tak ukierunkowane dociekania&#13;
doprowadziły ich do wyników wciąż oscylujących w okolicach klasycznie rozumianych&#13;
zagadnień – narodu, etniczności, społeczności lokalnej itd. Stąd też pytania oraz przygotowane na nie częściowe odpowiedzi skupione są wokół następującego problemu: czy&#13;
Orawa to Polska czy Słowacja? Może inna jeszcze tradycja państwowa, która historycznie&#13;
przewinęła się przez to pogranicze? Na tak postawione pytania podane odpowiedzi starają się być (siłą rzeczy stają się) jak najbardziej jednoznaczne – nie pozostawiając miejsca&#13;
dla skomplikowania sprawy, które niewątpliwie wynika z natury omawianego problemu. Okazuje się bowiem, że kategoryczne klasyfikacje, płynące przeważnie z namysłu&#13;
historycznego, prezentowanego w omawianych źródłach, znajdują tylko częściowe odzwierciedlenie, gdy podejść do sprawy, używszy metod etnograficznych. A szczególnie&#13;
– starając się zastosować przynajmniej zręb założeń teorii ugruntowanej. Tożsamościowo-kulturowa rzeczywistość Orawy, szczególnie ta wyrażona przez jej mieszkańców70,&#13;
jest znacznie bardziej skomplikowana– zwłaszcza wobec następujących od dwóch dekad&#13;
dynamicznych zmian natury politycznej, gospodarczej, regionalistycznej, demograficznej i innych jeszcze. Pytanie: „kim są Orawianie? Czy Polakami, czy Słowakami?” trzeba&#13;
stanowczo przeformułować i spytać raczej nie „kim są”, lecz: „kim jesteście?”, nie dodając przy tym powyższych doprecyzowań. O ile w ogóle pytanie takie zadawać. Może&#13;
poznawczo lepiej byłoby go nie artykułować, tylko cierpliwie czekać, aż „tutejsi” sami się&#13;
do tej kwestii odniosą. Nie ulega wątpliwości, że w trakcie badań (rozmów, obserwacji,&#13;
wywiadów) spełnienie znalazło to oczekiwanie cierpliwego etnografa, który nie pragnie&#13;
70&#13;
&#13;
Przez „współczynnik humanistyczny” – za Florianem Znanieckim i in.&#13;
&#13;
278&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
szybkich odpowiedzi, a raczej wstrzemięźliwie pozwala znaczeniom artykułować się/być&#13;
artykułowanymi bez: pytań-drogowskazów, przedwczesnych sądów-sugestii albo innych&#13;
jeszcze mimowolnych (czy zawsze?) retoryczno-intelektualnych ukierunkowań, ingerujących w chwilę, w której materiał empiryczny powstaje za sprawą badanych, w formę,&#13;
którą przyjmuje, a także w treść, która tę wypełnia. Słowem: pograniczność ujawnia się&#13;
na Orawie, nawet niewywołana przez badacza bezpośrednio. Orawa jest pograniczem.&#13;
&#13;
Jan Barański – magister, etnolog, absolwent Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ.&#13;
Pracuje w Urzędzie Miasta w Krakowie. Interesuje się nowoplemiennością, subkulturami i antropologią polityczną. Publikuje na łamach Miesięcznika Społeczno-Kulturalnego „Kraków”.&#13;
&#13;
279&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
Odpust, Chyżne (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Kapliczka, Chyżne (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Inskrypcje w języku słowackim, Lipnica Wielka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
„Uwaga! Tutaj rządzi…”, Lipnica Wielka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
280&#13;
&#13;
281&#13;
&#13;
�*µUDOV]F]\]QD�PQLHM�]QDQD��:�SRV]XNLZDQLX�ORNDOQ\FK�WUDG\FML&#13;
&#13;
5R]HGUJDQD�WRĺVDPRěÉ��5HфHNVMH�SR�HWQRJUDуF]Q\FK�EDGDą�WHUHQRZ\FK�QD�2UDZLH&#13;
&#13;
Reklamy, Lipnica Wielka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Kapliczka, Chyżne (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Targ, Jabłonka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Logo „Orawianki”, Jabłonka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
282&#13;
&#13;
283&#13;
&#13;
�Góralszczyzna mniej znana. W poszukiwaniu lokalnych tradycji&#13;
&#13;
Wnętrze dzwonnicy, Orawka&#13;
(fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
Prace na cmentarzu, Orawka (fot. A. Animucka)&#13;
&#13;
284&#13;
&#13;
��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136979">
                <text>Góralszczyzna mniej znana: w poszukiwaniu lokalnych tradycji</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136980">
                <text>Podhale</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136981">
                <text>Folklor tradycyjny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136982">
                <text>Górale polscy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136983">
                <text>Lokalność</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136984">
                <text>wybór, redakcja i wstęp Łukasz Sochacki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136985">
                <text>Wyd. Fundacja Mapa Pasji</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136986">
                <text>2020</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136987">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136988">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136989">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12833" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13381">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c72d9dc85ae062727bee97ed7fc7113d.jpg</src>
        <authentication>36579642bca0c9e21a845ef705c0634c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154381">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154382">
                <text>Badania terenowe ; zwyczaje weselne ; pulteram ; Wielkopolska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154383">
                <text>Chmętowo&#13;
Badania terenowe zwyczaju weselnego pulteram w Chomętowie (gmina Szubin) w 2017 roku. Na zdjęciu Arkadiusz Jełowicki z Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie.&#13;
Fotografia autorstwa Adriana Wykroty, wykonana w Chometowie 5 czerwca 2017.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154384">
                <text>Wykrota, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154385">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154386">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154387">
                <text>Jełowicki, Arkadiusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154388">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154389">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154390">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
